Skocz do zawartości

Polecane posty

Mam 35 lat i jestem żonaty od 6 lat. Odkąd pamiętam w naszym związku były nieporozumienia, ale wydawało mi się, że jest bardzo dobrze, bo ktoś mi pomagał, wspólnie ze mną wykonywał obowiązki, pomógł mi w przeprowadzce itd - w moim domu była bardzo trudna sytuacja, nie utrzymuję relacji z rodziną. Zawsze mi się jednak wydawało, że uda się to w relacji z żoną zmienić. Żona obiecywała się zmienić, poszła na terapię, ale nic się nie zmieniało. Przez pierwsze dwa lata małżeństwa była bardzo agresywna, dużo krzyczała na mnie, kontrolowała co robię, łatwo oskarżała mnie o kłamstwa (np. jeżeli poszedłem pracować to wystarczyło, że mnie przyłapała na chwili przerwy i zaczynała wtedy mówić np "powiedziałeś, że będziesz pracował a tego nie robisz! I jak ja mam Ci ufać skoro jesteś niesłowny?"), mówiła mi jak albo co mam prawo czuć a co nie. Potrafi mieć bardzo kąśliwe uwagi na temat mojego brzucha, ale sama nie dba o sylwetkę - w ogóle często stosuje podwójne standardy. Właściwie to sam się dziwię, że to wszystko znosiłem i jeszcze ożeniłem się z tą kobietą. Potrafiła też zwyczajnie mnie lekceważyć przerwać mi w pół słowa. Chodziła na terapię, ale nic się nie zmieniało. 3 lata temu powiedziałem jej wprost, że się wyprowadzę, bo nie mam już siły tego znosić. Nagle jak ręką odjął. Przestała krzyczeć, choć nadal wybucha czasami złością z nietypowych powodów (np. z furią mówi, że sklep, do którego chcę się wybrać na pewno jest zamknięty podczas gdy jest on otwarty). W łóżku zaczęła się zachowywać zawsze tak jakby wszystko robiła od niechcenia i się zmuszała, choć wystarczy chwila przerwy między nami by zobaczyć, ze bardzo jej na seksie zależy. Już wcześniej były problemy - tak jakby chciała mnie nagradzać i karać zależnie od tego czy chodzę jak w zegarku czy nie. Ale od tych trzech lat sytuacja wygląda coraz gorzej - tak jakby się wyżywała na mnie. Ona oczywiście zawsze to tłumaczyła tym, że ma osobiste problemy z poprzedniego związku, ale chodzi na terapię i popracuje nad tym problemem. I tak rozmawiamy o różnych problemach co 3-5 tygodni. Ona od roku chodzi do nowej terapeutki i nie raz przed wyjściem mówi mi, że porozmawia o tych problemach na terapii, że popracuje nad nimi. problemy w zasadzie można streścić jako: podwójne standardy, brak otwartości/zaangażowania w sypialni, niemówienie o problemach (ma wybuchy złości, coś ją ewidentnie we mnie wkurza, ale nie potrafi powiedzieć co). Ostatnio też odkryłem, że my w zasadzie nie rozmawiamy. Ja mówię, że jest problem a ona albo mówi, że będzie lepiej, nie mówi, co przeżywa, co jest problemem,  staje się bardzo czuła, ale ostatecznie nic się nie zmienia albo odwraca kota ogonem - mówi, że to ja mam problem. Np. mówi, że problemem jest to jak ja niesamowicie ją zraniłem mówiąc, że się wyprowadzę (cały kontekst mojej wypowiedzi jest oczywiście w jej wypowiedzi pominięty - że się wyprowadzę jak nie przestanie mnie maltretować psychicznie).

Jednak ostatnio naszły mnie wątpliwości, co do jej intencji (że też dopiero teraz!). Chciała ze mną porozmawiać o problemach jakie ja mam. Spytałem ją jakie są et problemy, ale ona nie potrafiła wskazać tego, co powtarzam co kilka tygodni od kilku lat! Poszedłem też do jej terapeutki. Najpierw chciałem się zająć moim trudnym dzieciństwem, ale na jednej z sesji zdarzyło się tak, że rozmawiałem o żonie. Terapeutka powiedziała jednak, że to nie jest dobrze, bo przecież do niej na terapię, chodzi moja żona. Zrozumiałem z tego, że do problemów z żoną powinienem

a) znaleźć innego terapeutę

b) pójść na terapię małżeńską

Ale zaraz! Ja chodzę do tej samej terapeutki od kilku miesięcy. Moja żona chodzi do niej od roku albo i dłużej i co kilka tygodni opowiada mi przed wyjściem, że porozmawia o trudnościach jakie ma w kontekście naszego małżeństwa. I do tej pory nie było takiego problemu, że jest ten sam terapeuta! Wychodzi na to, że żona mnie regularnie okłamuje.

Co mogę z tym zrobić? Jak widzicie tą sytuację? Gdzie mogę znaleźć eksperta dla siebie (od manipulacji i przemocy kobiet wobec mężczyzn)? Widzę, nawet na tej stronie różnych specjalistów - kto dokładnie się zajmuje takimi przypadkami jak mój? Ostatnio im bardziej się przyglądam mojemu małżeństwu tym bardziej niepokojący obraz widzę.Trudne było moje dzieciństwo i życie i pewnie dlatego nie zauważyłem wtedy tych wszystkich patologii w związku - bądź co bądź relacja ta jest lepsza od tych, które doświadczałem w domu. Mam jednak poczucie, że lepsza, to nie oznacza, że zdrowa i wolna od patologii.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nie napisałem jeszcze jak sobie z tym radzę. Otóż po prostu szukam pomocy i tu i generalnie szukam zarówno psychologa dla siebie jak i terapii małżeńskiej, na którą moglibyśmy pójść. Próbuję też z żoną rozmawiać (jak zresztą cały ten czas próbowałem), ale coraz bardziej wydaje mi się, że moja otwartość jest wykorzystywana przeciwko mnie. Np. jak czasem rozmawialiśmy i jej złości, to nie było z jej strony otwartej rozmowy o tym co ją złości tylko skupienie się na tym "po czym ja poznaję, że się złości". Wtedy jeżeli ja odpowiadałem, że po tonie głosu, to mówiła głosem bardzo spokojnym, ale w ruchach i w grymasie twarzy nadal było widać, że jest w furii. Dlatego szukam też terapii małżeńskiej by był ktoś trzeci przy naszych rozmowach, bo czuję się coraz bardziej zdezorientowany.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Od kilku tygodniu znowu się zrobiła bardzo agresywna, tzn. ma takie napady tłumionej złości, mniej więcej co 2-4 dni. Niby nie krzyczy tak jak kiedyś, ale ton głosu mimika, gestykulacja - po prostu całą sobą okazuje, że jest wściekła. Ostatnio nawet zacząłem się obawiać czy sobie albo mi czegoś nie zrobi albo czy nie będzie niszczyć przedmiotów. Są jakieś techniki radzenia sobie z taką złością?

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Próbuję namówić żona na wspólną terapię, ale póki co jest trochę tak jak z rozwiązywaniem wszystkich problemów. Tzn. żona nawet zadeklarowała chęć, ale nie mogę tego z nią zrealizować. Przesłałem jej parę propozycji terapii - liczę na to, że albo się zdecyduje albo zaproponuje inną poradnię. Mówiłem jej zresztą, że jestem otwarty jeśli chodzi o wybór terapii/poradni.

Zauważyłem ostatnio jedną rzecz. Żona jakby w ogóle nie widzi moich uczuć ani tego co mi robi. Np. chce się do mnie przytulić, ale jakby w ogóle nie widziała jak potraktowała mnie chwilę wcześniej i nie widzi w tym nic złego. Trudno mi to dobrze nazwać czy opisać. Tak jakby liczyło się tylko jej samopoczucie i była ślepa na moje uczucia i to ona co mi robi.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ostatnio też zaczynam zauważać różne rzeczy. Np. ona nigdy nie idzie na kompromis, nie próbuje rozwiązać przedstawionego problemu. Ona po prostu twardo okopuje się na swojej pozycji nawet jeżeli jest ona skrajnie nieuczciwa i niesprawiedliwa wobec mnie i czeka aż ja się dostosuję.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Myślę o tym moim małżeństwie i chociaż nikt mi tu nie odpowiada, to pisanie tu przynosi mi ulgę, pozwala zebrać myśli. Wyobraźcie sobie, że zaczynam widzieć jak wygląda seks z moją żoną. Ona zawsze była albo mało lub wcale niezaangażowana i skupiona na sobie, albo całkiem taka chłodna, obojętna w łóżku. Ten drugi styl pojawiał się jak zrobiłem coś co jej się nie podobało. Czy to normalne, żeby mnie tak karać za byle co? Czy to normalne, żeby tak reagować? Czy to normalne, że wcześniej tego nie widziałem? Że myślałem, że przecież to moja kochana żona, więc na pewno tak nie robi. Mówiła, że ma po prostu gorszy dzień, więc pewnie znowu zbieg okoliczności. Czy to normalne, że byłem aż tak naiwny?

Czym mogłem jej podpaść? Np. tym, że przytyłem. Albo że zamówiłem pizzę i przeze mnie źle się czuje, bo zjadła jej za dużo i nie schudnie. Albo że zagrałem w grę na komputerze: nic, że to była tylko godzina lub dwie raz na kilka dni a ja po prostu kiedyś nie umiałem inaczej odreagować frustracji z powodu problemów w pracy. Moje problemy w pracy się nie liczyły. Liczyło się, że przynoszę pieniądze do domu.

Ja wygląda teraz seks z żoną? W cale go nie ma. Od jakiegoś czasu żona coraz bardziej doskonaliła się w okazywaniu mi obojętności w łóżku. To takie ciekawe doświadczenie. Nie będę tu udawał super kochanka. Bywa lepiej i gorzej. Ale nie raz nawet czułem jak pulsuje jej macica a ona na zewnątrz jakby nic nie przeżywała - na samym początku tak nie było. Były problemy, ale nie aż tak. Rozmawiałem z nią o tym problemie. To jeden z tych, nad którym miała rozmawiać na swojej terapii. Obiecywała mi porozmawiać już jakieś 5 lat temu. Mówiła, że po prostu ma trudności w otwarciu się na mnie w łóżku, ale że terapia pomoże. Seks się skończył, bo ja nie jestem w stanie tak funkcjonować, że moja żona podczas stosunku obojętnie patrzy w sufit.

Nie wiem czy rozmawiała o tym z poprzednią terapeutką. Tak jak pisałem wygląda na to, że z obecną nie rozmawiała, bo obecna by zaleciła jej od razu terapię małżeńską tak ja mi gdy wspomniałem o naszych wspólnych problemach. Zresztą seks to jest ten obszar gdzie najbardziej widać pogorszenie.

W ogóle teraz widzę, że ta jej terapia jest wymówką na wszystko. Właściwie to z każdym postem zastanawiam się, dlaczego ja tego wszystkiego wcześniej nie widziałem? A następnie kilka dni później zdaję sobie sprawę, że moje problemy w małżeństwie są dużo głębsze i poważniejsze niż myślałem podczas pisania na forum. I tak już któryś z kolei raz.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Właściwie to chyba wiem czemu tego nie widziałem. Patrzyłem na nią przez różowe okulary. Ponadto żona ma też dobre cechy. Potrafi sprawnie załatwić coś dla domu, dobrze gotuje, utrzymuje porządek. Tylko czy to wystarczy na udane małżeństwo? Szczególnie w kontekście tego, co pisałem wcześniej?

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Nikt nie odpisuje ale pewnie sporo osób czyta. 

Cytat

Zresztą seks to jest ten obszar gdzie najbardziej widać pogorszenie

Jeśli to dla nas ważne i przestaje istnieć to moim skromnym zdaniem mamy koniec związku. 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Hm, a jak.wygladaja jej relacje z rodzicami? Albo relacje jej matki.z.ojcem? Czasem powielamy bledy rodzicow nieswiadomie.. I.pytanie czy macie dzieci? KIMI2000 mowi ze koniec zwiazku, ja raczej.proponuje dokladnie to przemyslec. Moze.sprobuj sam okazac jej troszke obojetnosci? Czasem to.pomaga, daje malego kopa. Jak sie jest za dobrym to tez nienajlepiej. 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ja coraz bardziej odnoszę wrażenie, że ten związek tak naprawdę nigdy nie zaistniał. Nigdy nie zbudowaliśmy uczciwej relacji, gdzie każde może porozmawiać o problemach i wspólnie można je rozwiązywać. Od początku był patologiczny a ja byłem za głupi by to zobaczyć. Moja rodzina była patologiczna. Nie miałem okazji poznać normalnych relacji. Z żoną kontakt był i jest dużo lepszy niż z rodziną, ale to dużo za mało by powiedzieć, że było normalnie. Czy to źle? Właściwie, to potoczyło się to wszystko dla mnie całkiem nieźle. Gdybym sam tego nie doświadczył, nikt by mi tego nie wytłumaczył, nikt by mnie tego nie nauczył. Nie ma dzieci a ich skrzywdzenie rozwodem bardzo by mnie bolało. Mam 35 lat i życie mnie nie rozpieszczało. Ale przede mną jeszcze jakieś kolejne 35 lat, które mogę normalnie przeżyć. Mądrzejszy, bez wikłania się w chore relacje. Pięknie byłoby być z obecną żoną, zobaczyć, że w końcu mnie usłyszała i się zmieniła. Że w końcu zaczyna mnie uczciwie i normalnie traktować. Że potrafi ze mną normalne i otwarcie rozmawiać. Ale obawiam się, że mimo terapii mojej, jej i wspólnej to się nie stanie.

Ostatnio powiedziała mi, że mnie kocha i czeka na mnie. Na co czeka? Aż mi przejdzie? Czy czeka aż wystąpię do sądu o pozew i być może o odszkodowanie za maltretowanie psychiczne? Ja chce się rozwieść, bo nie słucha problemów, bo ma je gdzieś, nie potrafi rozmawiać, traktuje mnie z góry i nic się nie zmienia od lat - oprócz łóżka gdzie jest coraz gorzej a obecnie chyba już gorzej być nie może. A ona czeka. Mam wrażenie, że jak coś się nie zmieni a ja się nie wyprowadzę, to zacznę mieć problemy z funkcjonowaniem na co dzień. A ona czeka! Sugeruje mi, że w łóżku by mi pokazała, że się zmieniła. Jak to? Nie może szczerze zacząć ze mną rozmawiać? To tylko w łóżku może pokazać, że nie stosuje podwójnych standardów? To tylko w łóżku można zdać sobie sprawę z tego, że się nie było w porządku, że się kłamało?

Jej relacje z rodzicami? Określiłbym jako poprawne, choć coraz bardziej mnie uderza brak głębszej rozmowy. Przynajmniej ja nigdy czegoś takiego nie byłem świadkiem, ale może też mam za duże wymagania. To co mi się rzuca od jakiegoś czasu w oczy, to że żona opowiada mi sporo negatywnych rzeczy o swoim ojcu. Np. że kiedyś był bardzo agresywny wobec niej i jej mamy. Obecnie tego nie widać, ja nie mam tego jak zweryfikować. Widzę człowieka, który mógł popełniać błędy, ale też bardzo dużo pomógł materialnie swojej córce zamiast samemu żyć w luksusach. Dla porównania ja nie nigdy nie miałem żadnego wsparcia od rodziców. Właściwie to obecnie jej ojciec sprawia wrażenie jakby trochę żył pod butem swojej żony. Z rzeczy, które mogę zweryfikować, to na ogół nie jest to prawda. Np. słyszę od żony by nie rozmawiać o polityce, bo jej mama powiedziała, że ojca bardzo denerwuje. Tymczasem jeśli zejdzie temat na politykę, to on jest zdystansowany - przeżywa różne rzeczy, ale okazuje pewien zdrowy dystans. Jednocześnie jej mama jakby traciła nad sobą kontrolę: staje się bardzo emocjonalna, skacze z tematu na temat i wszystko jest czarno-białe. Niby dawno to zauważyłem, ale teraz mi to się rzuca w oczy, bo moja żona przypisuje mi czasem rzeczy, które ona sama mi robi. Nie wiem czy to świadoma manipulacja czy jakiś objaw chorobowy. Na chwilę obecną to nie ma znaczenia, bo ja nie jestem w stanie tak funkcjonować i muszę jakoś ratować siebie a nie czekać na jakieś załamanie nerwowe.

Moze.sprobuj sam okazac jej troszke obojetnosci? Czasem to.pomaga, daje malego kopa. Jak sie jest za dobrym to tez nienajlepiej. 

Różnych rzeczy próbowałem. Trochę obojętności? Daje trochę kopa. Zadbanie o nią i romantyczny weekend? Też daje pozytywnego kopa. Więc jaki problem? To zawsze działa max dwa dni - na ogół jeden albo wcale. To nie jest normalne. Ja chcę normalnie żyć, rozwijać się, odpoczywać, wyjeżdżać na wakacje nie bojąc się, że będę doświadczał przykrości. Muszę się też zwyczajnie uczyć, bo jestem informatykiem a technologia szybko się zmienia. Może gdybym odziedziczył fortunę i moglibyśmy się romantycznie zajmować sobie 24/7, to było by ok, ale nic takiego nie odziedziczyłem. Zresztą myślę, że tej obojętności można raz czy dwa spróbować, ale nie może być to regułą. Mam wrażenie, że to jest jedna z technik, które żona stale stosuje. Np. w łóżku. Leży starając się na maksa obojętnie patrzeć w sufit a później mi narzeka, że ona chciałaby w łóżku doświadczać tego co ja. Tylko że ja, może fizjologicznie odczuwałem przyjemność, ale jednocześnie też frustrację, że ona tak się zachowuje. Szczególnie na początku zastanawiałem się co ze mną jest nie tak, bo nie rozumiałem, że to z nią jest problem. Na poziomie fizjologicznym może być nawet przyjemnie, ale można jednocześnie w głębi czuć ból, smutek i pustkę.

Generalnie nie mogę się doczekać wspólnej terapii, gdzie będę mógł z nią porozmawiać i będę miał kogoś do pomocy, kto mi doradzi czy ja mówię coś nie tak, czy żona nie rozumie i będzie też pilnował faktów - tak się nie zgadzamy z żoną co do faktów i tego co rzeczywiście miało miejsce a co nie, co zostało powiedziane a co nie, że czasem się zastanawiam czy wszystko jest ze mną w porządku.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Mam wrazenie jednak, ze to z zona jest cos nie tak, moze to jednak problemy ze zdrowiem, tu mam na mysli psychike. W koncu chodzi na terapie z jakiegos powodu prawda? Byloby wszystko latwiej gdybyscie ze.soba rozmawiali szczerze.

Jesli juz.czujesz, ze nie dajesz rady, chcesz ratowac siebie to.coz zrobic, jesli masz mozliwosc wyprowadz sie. Jak.dla.mnie.rozwod to.ostatecznosc, mozna z nim.poczekac, ale kazdy inaczej mysli wiec zrobisz jak uwazasz. 

Jestes mlodym czlowiekiem, jeszcze masz troche czasu zeby zyc:) lub zeby zaczac nowe zycie:) 

Odzywaj sie tutaj, co tam postanowisz i jak.to.przezyjesz;) 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
3 godziny temu, Kolezanka. napisał:

Jesli juz.czujesz, ze nie dajesz rady, chcesz ratowac siebie to.coz zrobic, jesli masz mozliwosc wyprowadz sie. Jak.dla.mnie.rozwod to.ostatecznosc, mozna z nim.poczekac, ale kazdy inaczej mysli wiec zrobisz jak uwazasz.

To dobry pomysł. Nie wiem czemu o nim zapominam. Jest tak jakby mi się wydawało, że teraz następny krok to już rozwód, bo nie wytrzymuję tej sytuacji. A mogę się też w razie potrzeby wyprowadzić, wynająć jakieś mieszkanie. Jest to dla mnie o tyle cenne, że byłby to kolejny jasny sygnał dla żony przed ostateczną decyzją, przed rozwodem, po którym nie wyobrażam sobie już do niej powrotu.

3 godziny temu, Kolezanka. napisał:

Mam wrazenie jednak, ze to z zona jest cos nie tak, moze to jednak problemy ze zdrowiem, tu mam na mysli psychike. W koncu chodzi na terapie z jakiegos powodu prawda? Byloby wszystko latwiej gdybyscie ze.soba rozmawiali szczerze.

Niby chodzi na terapię, ale nic to nie zmienia a nawet obserwuje pogorszenie. Ostatnio wydaje mi się, że jest to przede wszystkim wymówka.

Czasem też się zastanawiam czy nie jest przypadkiem tak, że ona się wpakowała ze mną w związek i zwyczajnie też nie jest szczęśliwa. Może na pewnym etapie zdała sobie sprawę, że popełniła błąd? Może zdała sobie sprawę z tego dużo wcześniej niż ja, ale nie umie z tego wybrnąć? Myślę sobie, że coś w tym jest. Z drugiej strony, czy jeżeli ja bym miał kobietę, która rozmawia ze mną szczerze i stara się bardzo o związek to nie wyobrażam sobie, żeby kogoś tak traktować jak ona mnie. Może głupi i naiwny jestem, ale czy do udanego związku potrzeba czegoś więcej niż po prostu szczerości, otwartości i chęci obojga stron?

 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
52 minuty temu, Marcin12345 napisał:

Na pewno będę tutaj jeszcze jakiś czas pisał, choć pewnie nie regularnie. Po prostu mogę to wszystko wyrzucić z siebie, jakoś przetrawić zamiast o tym nieustannie myśleć, np w pracy i mieć z tego powodu problemy.

Chyba wezme.z Ciebie przyklad. Pisanie daje samo.w sobie wsparcie. 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jeszcze takie pytanie, czy kochasz.swoja zone? Czy ona kocha Ciebie? Bo jesli jest jeszcze miedzy Wami uczucie, wyprowadzka bylaby dobrym pomyslem, a z rozwodem.mozna chwile.poczekac. Byc moze.sie.kobieta otrzasnie. 

42 minuty temu, Marcin12345 napisał:

 

Niby chodzi na terapię, ale nic to nie zmienia a nawet obserwuje pogorszenie. Ostatnio wydaje mi się, że jest to przede wszystkim wymówka.

Czasem też się zastanawiam czy nie jest przypadkiem tak, że ona się wpakowała ze mną w związek i zwyczajnie też nie jest szczęśliwa. Może na pewnym etapie zdała sobie sprawę, że popełniła błąd? Może zdała sobie sprawę z tego dużo wcześniej niż ja, ale nie umie z tego wybrnąć? Myślę sobie, że coś w tym jest. Z drugiej strony, czy jeżeli ja bym miał kobietę, która rozmawia ze mną szczerze i stara się bardzo o związek to nie wyobrażam sobie, żeby kogoś tak traktować jak ona mnie. Może głupi i naiwny jestem, ale czy do udanego związku potrzeba czegoś więcej niż po prostu szczerości, otwartości i chęci obojga stron?

 

Moze nie chce chodzic na terapie z jakiegos powodu? Lub juz.ma jej dosc. Tylko problem w tym, iz to Twoja.zona tylko.wie i jesli.nie bedzie chciala z Toba o tym.porozmawiac to nie widze przeszkod abys sie wyprowadzil.na jakis czas.  To.samo jesli chodzi o.ten "blad" ktory.mogla popelnic wiazac sie z Toba. Tak tez.moze byc, ale tylko ona to.wie. 

Ktoa.moglby.powiedziec, ze jestes naiwny i glupi ale przeciez prawie kazdy szuka.szczescia i milosci. I ci szczerzy ludzie z dobrym.sercem i ci po.drugiej stronie barykady, ze tak.to.ujme. 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Napisano (edytowany)
1 godzinę temu, Kolezanka. napisał:

Jeszcze takie pytanie, czy kochasz.swoja zone? Czy ona kocha Ciebie? Bo jesli jest jeszcze miedzy Wami uczucie, wyprowadzka bylaby dobrym pomyslem, a z rozwodem.mozna chwile.poczekac. Byc moze.sie.kobieta otrzasnie.

Czy kocham swoją żonę? Myślę, że tak skoro walczę o małżeństwo. Czy się otrząśnie? Wszystko wskazuje na to, że nie. Ona okopuje się w swojej złości na mnie. Jak rozmawia to z postawy, że ze mną jest coś nie tak a nie z nią. Czekać? Czekam. Planuję poczekać jeszcze kilka miesięcy, zobaczyć co zdziała terapia. Nie widzę perspektyw na naprawę małżeństwa - po prostu nie ma szczerej rozmowy. Ja mówię, że są problemy a ona łaskawie czeka aż do niej wrócę (tzn.. aż zmięknę, aż zacznę się godzić na jej warunki) i nie daje znaku, że coś zauważyła w sobie, że jest nie tak.

Nie mam wiary w to, że coś się zmieni. Myślę jednak, że skoro związałem się małżeństwem, to powinienem wykorzystać wszelkie możliwość naprawienia tego małżeństwa. Mogę się przecież też mylić w ocenie sytuacji. Wolę zakończyć małżeństwo z poczuciem, że zrobiłem wszystko co się dało, wszystko jak umiałem najlepiej i o nim zapomnieć niż gryźć się później, że "a może gdybym poszedł na terapię małżeńską to bym uratował albo gdybym poczekał jeszcze trochę na efekty terapii".

Widzę sytuację taką jaka jest, ale też wiem, że mogę się mylić. Z jednej strony wszystko mi mówi, że to nie ma sensu i ledwie to wytrzymuję a z drugiej chcę sobie dać przynajmniej kilka miesięcy na podjęcie ostatecznej decyzji. Być może wcześniej się wyprowadzę. Oczywiście jeżeli wcześniej dojdziemy do wspólnego wniosku, że to koniec, to chętnie z tego skorzystam. Podobnie też nie będę siedział w domu, jeżeli np zacznie się zachowywać jeszcze gorzej, zacznie utrudniać mi pracę lub niszczyć moje przedmioty.

1 godzinę temu, Kolezanka. napisał:

Moze nie chce chodzic na terapie z jakiegos powodu? Lub juz.ma jej dosc. Tylko problem w tym, iz to Twoja.zona tylko.wie i jesli.nie bedzie chciala z Toba o tym.porozmawiac to nie widze przeszkod abys sie wyprowadzil.na jakis czas.  To.samo jesli chodzi o.ten "blad" ktory.mogla popelnic wiazac sie z Toba. Tak tez.moze byc, ale tylko ona to.wie.

Tzn. ona chodzi na terapię, lubi chodzić, ale problem w tym, że to nie ma żadnego oddziaływania na nasze małżeństwo. Dlatego uważam, że to wymówka, że terapia po prostu daje jej możliwość uprawiedliwienia się, powiedzenia mi, że przecież pracuje nad tymi problemami z terapeutą i to wymaga czasu. Jak pracuje jż pisałem, że nawet nie pamiętała o czym jej powtarzam a sam jak wspomniałem na swojej terapii o problemach w małżeństwie to OD RAZU zostałem skierowany na terapię małżeńską. Po prostu okłamywała mnie mówiąc, że zajmuje się tym na swojej terapii.

Generalnie jest coraz gorzej i najbardziej to widać w łóżku. Jakby się doskonaliła w manipulowaniu zamiast szczerze ze mną porozmawiać. Nie jestem w stanie zobaczyć co w niej jest i jaki ma problem. Jestem w stanie tylko obserwować jak postępuje i patrzeć czy mnie znowu chce zwodzić i udawać zmianę czy coś rzeczywiście się zmienia.

 

1 godzinę temu, Kolezanka. napisał:

Ktoa.moglby.powiedziec, ze jestes naiwny i glupi ale przeciez prawie kazdy szuka.szczescia i milosci. I ci szczerzy ludzie z dobrym.sercem i ci po.drugiej stronie barykady, ze tak.to.ujme. 

Pytanie za milion punktów: Jak odróżnić kto jest po której stronie barykady?

 

1 godzinę temu, Kolezanka. napisał:

Chyba wezme.z Ciebie przyklad. Pisanie daje samo.w sobie wsparcie. 

Tak. Pisanie oraz czytanie. Odpisałaś pod moim komentarzem w temacie "Rozstac się czy nie? Być w małżeństwie nie kochając?". Aż do drugiego akapitu dziwiłem się czemu mi piszesz takie rzeczy właśnie w tamtym wątku zanim zauważyłem, że to jednak nie do mnie :D Albo Madzia w "Związek który się konczy" opisała jakie podejście ma do niej mąż. Moja żona zachowuje się inaczej, ale to ta sama mentalność.

Edytowano przez Marcin12345
Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jeszcze kilka refleksji do "czy kochasz swoją żonę?". A więc czy kocham? Kocham! Czy daje to jej prawo by mnie niszczyć by mnie tak traktować jak to robiła dotychczas? Nie! Czy gdybym nadal pozwalał się traktować jak do tej pory to by się dobrze skończyło? Nie. Nie tylko, że miałbym coraz większe trudności w pracy. Po doświadczeniu sprzed kilku lat mam poczucie, że ona by mnie zostawiła bardzo szybko gdybym przestał spełniać jej oczekiwania. Ostatnio więcej tutaj napisałem i widzę jak wylanie tego wszystkiego na forum wpływa na moją pracę. Jestem dużo efektywniejszy, dużo problemów udało mi się rozwiązać. Po prostu wyrzucam to tu z siebie zamiast być rozkojarzony w pracy. Ale nie mogę funkcjonować na forum cały czas. Myślę, że pozwoli mi to przetrwać jakiś czas, ale na dłuższą metę nie da się tak funkcjonować.

Czy kocham swoich rodziców? Kocham! A dlaczego nie utrzymuję z nimi kontaktu? Bo nie jestem w stanie! Nie jestem w stanie utrzymywać relacji na ich warunkach. Jak byłem mały to mnie bito, jak byłem nastolatkiem i młodym dorosłym, to ciągle na mnie krzyczano i nieustannie dokuczano mi - często zupełnie bez sensu, np w jednym zdaniu, że jestem za gruby i że za mało jem. Czy chciałbym z nimi normalnych relacji? Chciałbym, ale to nie możliwe. Nie raz próbowałem. A oni wciąż czasem piszą, że mnie kochają i "są w stanie wybaczyć moje zachowanie" (chodzi o to, że nie utrzymuję z nimi kontaktu). Nie potrafią zobaczyć, że bicie, awantury na okrągło czy stawanie butem na twarzy, to nie były najlepsze metody wychowawcze. Gdybym tylko otrzymał kiedyś od nich mejla w stylu "wiem, że popełniłem/łam błędy..."!

Chyba nie zrozumiem nigdy ani zachowania rodziców ani żony. Mogę ich kochać i życzyć im wszystkiego najlepszego, ale to nie znaczy, że będę z nimi utrzymywać tak toksyczny kontakt. Oczywiście, żona to nie ta liga co rodzice - myślę też, że to dlatego tak trudno było mi to wszystko zobaczyć, bo żona zachowuje się dużo subtelniej. Ponadto z żoną nie wyczerpałem jeszcze wszystkich opcji, jeśli chodzi o możliwość naprawy relacji.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

@Marcin12345

To.juz wiemy, ze Ty ja kochasz. A jak jest z nia? Czujesz, ze Cie kocha? Z tego co piszesz, wyglada na to, ze tego co najmniej nie okazuje. Piszesz, ze nie widzisz perspektyw na naprawe - chyba jednak.troche widzisz, skoro chcesz probowac. Tez tak sadze, ze warto, widzialam kilka.malzenstw z problemami i niektorym sie udalo i warto bylo przeczekac i.powalczyc troszke, kazda.osoba ma.inna psychike i inne doswiadczenia zyciowe. 

13 godzin temu, Marcin12345 napisał:

.

Tzn. ona chodzi na terapię, lubi chodzić, ale problem w tym, że to nie ma żadnego oddziaływania na nasze małżeństwo. Dlatego uważam, że to wymówka, że terapia po prostu daje jej możliwość uprawiedliwienia się, powiedzenia mi, że przecież pracuje nad tymi problemami z terapeutą i to wymaga czasu. Jak pracuje jż pisałem, że nawet nie pamiętała o czym jej powtarzam a sam jak wspomniałem na swojej terapii o problemach w małżeństwie to OD RAZU zostałem skierowany na terapię małżeńską. Po prostu okłamywała mnie mówiąc, że zajmuje się tym na swojej terapii.

Generalnie jest coraz gorzej i najbardziej to widać w łóżku. Jakby się doskonaliła w manipulowaniu zamiast szczerze ze mną porozmawiać. Nie jestem w stanie zobaczyć co w niej jest i jaki ma problem. Jestem w stanie tylko obserwować jak postępuje i patrzeć czy mnie znowu chce zwodzić i udawać zmianę czy coś rzeczywiście się zmienia.

 

.

Cos mi tu nie.pasuje. Wrocilam do.Twojego.pierwszego wpisu i czytam.kolejne. Badz madry i uwazaj. Bo skoro Cie oszukuje w ten sposob, i.to.regularnie, to albo nie mowi terapeucie o Waszych problemach, albo Tobie cos kreci. Nie chce podsuwac glupich pomyslow, ale postaw sie w jej sytuacji na chwile. Pracuje? Czy jest zalezna finansowo.od Ciebie? Czy w razie rozwodu jest w stanie sama sobie poradzic? Nie.chce sie z Toba kochac, tzn ze chyba jej nie.pociagasz, moze seksuolog.jest potrzebny? Zauwazylam, ze duzo.o tych sprawasz wspominasz, czyli problem jest spory. Jesli.moge.zapytac, jak.wyglada sprawa z checia posiadania.dzieci? 

 

12 godzin temu, Marcin12345 napisał:

 

Czy kocham swoich rodziców? Kocham! A dlaczego nie utrzymuję z nimi kontaktu? Bo nie jestem w stanie! Nie jestem w stanie utrzymywać relacji na ich warunkach. Jak byłem mały to mnie bito, jak byłem nastolatkiem i młodym dorosłym, to ciągle na mnie krzyczano i nieustannie dokuczano mi - często zupełnie bez sensu, np w jednym zdaniu, że jestem za gruby i że za mało jem. Czy chciałbym z nimi normalnych relacji? Chciałbym, ale to nie możliwe. Nie raz próbowałem. A oni wciąż czasem piszą, że mnie kochają i "są w stanie wybaczyć moje zachowanie" (chodzi o to, że nie utrzymuję z nimi kontaktu). Nie potrafią zobaczyć, że bicie, awantury na okrągło czy stawanie butem na twarzy, to nie były najlepsze metody wychowawcze. Gdybym tylko otrzymał kiedyś od nich mejla w stylu "wiem, że popełniłem/łam błędy..."!

Chyba nie zrozumiem nigdy ani zachowania rodziców ani żony. Mogę ich kochać i życzyć im wszystkiego najlepszego, ale to nie znaczy, że będę z nimi utrzymywać tak toksyczny kontakt. Oczywiście, żona to nie ta liga co rodzice - myślę też, że to dlatego tak trudno było mi to wszystko zobaczyć, bo żona zachowuje się dużo subtelniej. Ponadto z żoną nie wyczerpałem jeszcze wszystkich opcji, jeśli chodzi o możliwość naprawy relacji.

Coz, nie.zmuszaj.sie do.kontaktow z rodzicami, skoro.tak wyglada ich podejscie.do.Ciebie.

Tutaj i rodzice i zona chca zebys zyl.na ich warunkach, juz nie raz slyszalam, ze wybieramy sobie partnerow podobnych do rodzicow, mniej lub bardziej swiadomie. I.to tez widze po swoim przykladzie. 

Jesli kochasz, probuj i walcz, tylko czasem pomysl o sobie, zebys nie wyszedl na tym zle. 

 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
14 godzin temu, Marcin12345 napisał:

Pytanie za milion punktów: Jak odróżnić kto jest po której stronie barykady?

 

Tak. Pisanie oraz czytanie. Odpisałaś pod moim komentarzem w temacie "Rozstac się czy nie? Być w małżeństwie nie kochając?". Aż do drugiego akapitu dziwiłem się czemu mi piszesz takie rzeczy właśnie w tamtym wątku zanim zauważyłem, że to jednak nie do mnie :D Albo Madzia w "Związek który się konczy" opisała jakie podejście ma do niej mąż. Moja żona zachowuje się inaczej, ale to ta sama mentalność.

Niestety, wiem, ze jest ciezko, ale jesli sie z kims.nie.spedzi troche czasu, nie.bedzie.rozmawiac i troszke obserwowac z boku to chyba sie nie.rozrozni. 

Chyba w tamtym watku nie oznaczylam do.kogo.odpisuje, dopiero.pozniej ogarnelam jak.to zrobic;) 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
15 godzin temu, Kolezanka. napisał:

To.juz wiemy, ze Ty ja kochasz. A jak jest z nia? Czujesz, ze Cie kocha? Z tego co piszesz, wyglada na to, ze tego co najmniej nie okazuje.

Nie. Przynajmniej nie jako mężczyznę. Potrafi mi przygotować dobry obiad, czy wysprzątać mieszkanie. Ale przecież sama też je ten obiad i żyje w tym mieszkaniu. Właściwie to nie czuję by mnie kochała. Czasem mam wrażenie, że bardzo się stara w obowiązkach domowych właśnie po to by przykryć, że tak naprawdę nie potrafi mnie pokochać - nie potrafi być ze mną szczera, stosuje podwójne standardy, złości się na mnie, nie potrafi ze mną rozmawiać/otworzyć się przede mną a ponadto w ogóle jej nie kręcę w łóżku.

15 godzin temu, Kolezanka. napisał:

Piszesz, ze nie widzisz perspektyw na naprawe - chyba jednak.troche widzisz, skoro chcesz probowac. Tez tak sadze, ze warto, widzialam kilka.malzenstw z problemami i niektorym sie udalo i warto bylo przeczekac i.powalczyc troszke, kazda.osoba ma.inna psychike i inne doswiadczenia zyciowe.

To jest tak, że autentycznie nie widzę. Po każdej rozmowie z nią i po jej zachowaniu widzę coraz bardziej, że nie ma to sensu. Ona tylko czeka aż zmięknę. To małżeństwo tak naprawdę nigdy nie zaistniało. Nigdy nie zbudowaliśmy takie relacji, tylko ja nie potrafiłem tego zobaczyć, bo to co było było i tak o niebo lepsze od tego co doświadczyłem w domu.

Po prostu wiem, że mogę też się mylić. Dlatego chcę wykorzystać każdą możliwą opcję. Mam też wrażenie, że ona sama też tak naprawdę męczy się w tym związku i być może terapeuta pomoże nam się rozstać w cywilizowany sposób.

15 godzin temu, Kolezanka. napisał:

Bo skoro Cie oszukuje w ten sposob, i.to.regularnie, to albo nie mowi terapeucie o Waszych problemach, albo Tobie cos kreci.

Tak. Co najmniej od roku mnie okłamuje, że porozmawia z terapeutą o naszych problemach. Okłamuje mnie być może od zawsze, że w ogóle się nimi przejmuje. Dwie sprawy wskazują na to, że mnie w tej kwestii okłamuje:

  1. Terapeutka od razu zaleciłaby od razu terapię małżeńską. Tak zresztą zrobiła ze mną. A żona od roku mi wmawia, że chodzi do niej na terapię między innymi z problemami, które są u nas w związku. Co kilka tygodni od roku obiecuje mi po  naszych rozmowach, że porozmawia o problemie ze swoją terapeutką.
  2. Ona nie potrafi wymienić problemów, które mamy w małżeństwie. Jak może w takim razie z kimkolwiek o nich rozmawiać? Jest trochę tak, że problemy w małżeństwie są moimi problemami a nie jej. Bo ja się staram by było jak najlepiej i szczerze z nią o tym rozmawiam a ona nie.
16 godzin temu, Kolezanka. napisał:

Nie chce podsuwac glupich pomyslow, ale postaw sie w jej sytuacji na chwile. Pracuje? Czy jest zalezna finansowo.od Ciebie? Czy w razie rozwodu jest w stanie sama sobie poradzic? Nie.chce sie z Toba kochac, tzn ze chyba jej nie.pociagasz, moze seksuolog.jest potrzebny? Zauwazylam, ze duzo.o tych sprawasz wspominasz, czyli problem jest spory. Jesli.moge.zapytac, jak.wyglada sprawa z checia posiadania.dzieci? 

Pracuje. Nie jest finansowo ode mnie zależna. W razie rozwodu jest w stanie doskonale sobie poradzić, choć wiadomo, że wspólny budżet jest zawsze lepszy dla obojga stron.

 

Może i jest seksuolog potrzebny. Nie wiem. Z drugiej strony nie wiem co jest problemem. Ona jest bardzo inteligentną, zaradną i wykształconą kobietą. Myślę, że jakby chciała rozwiązać problem i potrzebowała seksuologa, to sama mogłaby na to wpaść.

 

I to nie jest tak, że ona nie chce się ze mną kochać. Ona bardzo chce i mnie nęci na różne sposoby. Przekonuje, że już właśnie się zmieniła, albo wymyśla jakąś bajkę, żeby pokazać mi jak to się przede mną teraz otworzyła i jaka jest szczera i otwarta. Sporo wysiłku w to wkłada. Problem w tym jak ona się zachowuje w łóżku. Ona jest skupiona tylko na sobie i manipuluje. Ciągle i coraz lepiej udaje obojętność i obojętne i beznamiętne patrzenie w sufit - nawet wtedy kiedy czuję jak ona w środku pulsuje (fachowo: ma skurcze), czyli jak niewątpliwie seks sprawia jej dużo przyjemności. Przecież ja to wszystko widzę i czuję co się w niej dzieje (https://pl.wikipedia.org/wiki/Orgazm#U_kobiet). Dlaczego więc stara mi się to jak najmniej okazywać?

Wyobrażasz sobie, że np Twój mąż coraz bardziej obojętnie na Ciebie patrzy w łóżku, a później już nawet nie patrzy na Ciebie tylko obojętnie w sufit, nie stara się i mówi, że nic właściwie nie przeżywa, chociaż widzisz u niego normalne reakcje fizjologiczne, które jednak mówią co innego? I że pytasz go co by mu pomogło i jak to zmienić a on nie wie i nie ma żadnych pomysłów? W końcu Ci mówi, ze porozmawia o tym z psychologiem, ale później się okaże, że nigdy o tym z psychologiem/psychoterapeutą nie rozmawiał a nawet nie pamięta, że to dla Ciebie jest problem?

Teraz wyobraź sobie, że po kilku wcześniejszych urazach, które powodowały 1-2 tygodniowe przerwy w łóżku, w końcu masz dość i przenosisz się na oddzielne łóżko a on na wszelkie sposoby próbuje Cię do tego łózka ściągnąć - czasem dość agresywnie. Ale nie to, że on coś zmieni - nie liczy się przy tym z Twoimi uczuciami. Mówi, że to on jest ten pokrzywdzony, bo chciałby w łóżku czuć się tak dobrze jak Ty i generalnie wychodzi na to, że bardzo chętnie zobaczy Cię z powrotem w łóżku, ale ciągle na starych zasadach - Ty masz go po prostu obsłużyć. Jak się czujesz? Jak to widzisz?

 

Ona nie może mieć dzieci - nie chcę tego rozwijać.

16 godzin temu, Kolezanka. napisał:

Niestety, wiem, ze jest ciezko, ale jesli sie z kims.nie.spedzi troche czasu, nie.bedzie.rozmawiac i troszke obserwowac z boku to chyba sie nie.rozrozni. 

Niby spędziłem trochę czasu, ale zabrakło mi przepracowania problemów, które wyniosłem z domu. Pewnych rzeczy po prostu nie byłem w stanie zobaczyć.

16 godzin temu, Kolezanka. napisał:

Chyba w tamtym watku nie oznaczylam do.kogo.odpisuje, dopiero.pozniej ogarnelam jak.to zrobic;)

Nic nie szkodzi. Chodziło mi po prostu o to, że bardzo łatwo się znaleźć w wypowiedziach innych osób oraz łatwo też znaleźć radę dla siebie w wypowiedziach innych osób.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

 Znalazłem w tym wątku 

Dnia 12.10.2019 o 20:29, wololo_priest napisał:

Czuję, że moja żona jest osobą mściwą, wredną i bez empatii. Regularnie robi mi awantury, nawet o rzeczy na które nie mam wpływu lub o takie, które zawsze były oczywiste (jak to, że jeżdżę do pracy samochodem). Cały czas odczuwam od niej brak szacunku, czuję się poniżany, wypominane jest mi wszystko, muszę znosić jej wieczne humory i niezadowolenia. W czasie rozmów na temat problemów, daje mi odczuć że zrobi wszystko żeby mnie zniszczyć, ze moje uczucia nie są ważne. Potrafimy kłócić się bez końca. W czasie kłótni atakuje mnie i wyśmiewa. 

Zupełnie jak moja żona w pierwszych latach małżeństwa dopóki jej nie powiedziałem, że nie mam siły tego znosić i się wyprowadzę jeśli to się nie zmieni.

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
Dnia 10.04.2021 o 02:58, Marcin12345 napisał:

Nie. Przynajmniej nie jako mężczyznę. Potrafi mi przygotować dobry obiad, czy wysprzątać mieszkanie. Ale przecież sama też je ten obiad i żyje w tym mieszkaniu. Właściwie to nie czuję by mnie kochała. Czasem mam wrażenie, że bardzo się stara w obowiązkach domowych właśnie po to by przykryć, że tak naprawdę nie potrafi mnie pokochać - nie potrafi być ze mną szczera, stosuje podwójne standardy, złości się na mnie, nie potrafi ze mną rozmawiać/otworzyć się przede mną a ponadto w ogóle jej nie kręcę w łóżku.

To.mi.wyglada na tradycyjne polskie.wychowanie: jestes.kobieta, a chlopu potrzeba zeby mial.co.zjesc, zsby.mial czysto, posprztane i.wyprane. Lozko tez.jest wazne, ale.jak tam.sie nie.pouklada, to przynaniej w domu bedzie.w porzadku tak.jak trzeba. Mamy zapomnialy nas nauczyc, ze nie tylko.to.jest wazne.. 

Moze zapytasz wprost "czy Ty mnie jeszcze w ogole kochasz?" 

Dnia 10.04.2021 o 02:58, Marcin12345 napisał:

 

To jest tak, że autentycznie nie widzę. Po każdej rozmowie z nią i po jej zachowaniu widzę coraz bardziej, że nie ma to sensu. Ona tylko czeka aż zmięknę. To małżeństwo tak naprawdę nigdy nie zaistniało. Nigdy nie zbudowaliśmy takie relacji, tylko ja nie potrafiłem tego zobaczyć, bo to co było było i tak o niebo lepsze od tego co doświadczyłem w domu.

Po prostu wiem, że mogę też się mylić. Dlatego chcę wykorzystać każdą możliwą opcję. Mam też wrażenie, że ona sama też tak naprawdę męczy się w tym związku i być może terapeuta pomoże nam się rozstać w cywilizowany sposób.

Jaka jeszcze masz.opcje do.wykorzystania w takim razie?

Czyli.widziales, ze jest.lepiej niz.miales, i.skorzystales z tej okazji, tak to widze. I.myslales na dodatek, ze to.Ci wystarczy. 

 

Jesli.chodzi o to ciagle oklamywanie, to ciezko.mi jest zrozumiec Twoja zone, jesli terapeuta skierowalby ja od razu na terapie.malzenska, to ewidentnie rozmawia.o.innych problemach. Moze.jednak ma.jakies.problemy ze soba, o ktorych nie wiesz? Problemy z przeszlosci, ktore sie.dzis odbijaja? (Tu troszke pije do siebie, bo sama mam taki.problem, choc moje relacje z mezem nie sa az tak.zle). 

Dnia 10.04.2021 o 02:58, Marcin12345 napisał:

Pracuje. Nie jest finansowo ode mnie zależna. W razie rozwodu jest w stanie doskonale sobie poradzić, choć wiadomo, że wspólny budżet jest zawsze lepszy dla obojga stron.

Pytam, i mowie zebys byl.rozsadny, bo kobiety bywaja przebiegle, tak.jak z Anonim1995, gdzie tez sie.wypowiadales. Nie.wiesz tak.naprawde chyba o czym zona rozmawia z terapeuta, co.mowi na Twoj temat czy Waszej relacji. W razie rozwodu.moze grac pokrzywdzona. 

 

Dnia 10.04.2021 o 02:58, Marcin12345 napisał:

 

Może i jest seksuolog potrzebny. Nie wiem. Z drugiej strony nie wiem co jest problemem. Ona jest bardzo inteligentną, zaradną i wykształconą kobietą. Myślę, że jakby chciała rozwiązać problem i potrzebowała seksuologa, to sama mogłaby na to wpaść.

 

I to nie jest tak, że ona nie chce się ze mną kochać. Ona bardzo chce i mnie nęci na różne sposoby. Przekonuje, że już właśnie się zmieniła, albo wymyśla jakąś bajkę, żeby pokazać mi jak to się przede mną teraz otworzyła i jaka jest szczera i otwarta. Sporo wysiłku w to wkłada. Problem w tym jak ona się zachowuje w łóżku. Ona jest skupiona tylko na sobie i manipuluje. Ciągle i coraz lepiej udaje obojętność i obojętne i beznamiętne patrzenie w sufit - nawet wtedy kiedy czuję jak ona w środku pulsuje (fachowo: ma skurcze), czyli jak niewątpliwie seks sprawia jej dużo przyjemności. Przecież ja to wszystko widzę i czuję co się w niej dzieje (https://pl.wikipedia.org/wiki/Orgazm#U_kobiet). Dlaczego więc stara mi się to jak najmniej okazywać?

Wyobrażasz sobie, że np Twój mąż coraz bardziej obojętnie na Ciebie patrzy w łóżku, a później już nawet nie patrzy na Ciebie tylko obojętnie w sufit, nie stara się i mówi, że nic właściwie nie przeżywa, chociaż widzisz u niego normalne reakcje fizjologiczne, które jednak mówią co innego? I że pytasz go co by mu pomogło i jak to zmienić a on nie wie i nie ma żadnych pomysłów? W końcu Ci mówi, ze porozmawia o tym z psychologiem, ale później się okaże, że nigdy o tym z psychologiem/psychoterapeutą nie rozmawiał a nawet nie pamięta, że to dla Ciebie jest problem?

Teraz wyobraź sobie, że po kilku wcześniejszych urazach, które powodowały 1-2 tygodniowe przerwy w łóżku, w końcu masz dość i przenosisz się na oddzielne łóżko a on na wszelkie sposoby próbuje Cię do tego łózka ściągnąć - czasem dość agresywnie. Ale nie to, że on coś zmieni - nie liczy się przy tym z Twoimi uczuciami. Mówi, że to on jest ten pokrzywdzony, bo chciałby w łóżku czuć się tak dobrze jak Ty i generalnie wychodzi na to, że bardzo chętnie zobaczy Cię z powrotem w łóżku, ale ciągle na starych zasadach - Ty masz go po prostu obsłużyć. Jak się czujesz? Jak to widzisz?

 

Ona nie może mieć dzieci - nie chcę tego rozwijać.

Inteligentni i.wyksztalceni ludzie niekoniecznie zawsze zachowuja sie czy mysla tak.jak.to.nam.sie wydaje, ze powinni. Kazdy jest czlowiekiem, i.kazdy.moze.sie zgubic i.popelniac bledy. 

Hmm, jestescie juz po.slubie kilka.lat, moze to poprostu znuzenie? Namietnosc kiedys moze wygasnac i wrocic pozniej. Rozumiem, ze.to.Ci.sprawia przykrosc kiedy widzisz jej mine. Nie.probowaliscie razem uprawiac jakis.sportow? Albo i osobno. I.ochota jest wieksza, i.inaczej popatrzycie na swoje ciala. Nie.wiem, co.nia kieruje, ale choc sex jest wazny, nie.jest przeciez najwazniejszy. 

Ciezko.mi jest sobie to wyobrazic, nie doswiadczylam twgo choc idealnie juz nie jest.  "Obsluga" drugiej strony jest.dosc chyba nieprzyjemna. To brzmi troszke jak.malzenski obowiazek. 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach
15 godzin temu, Marcin12345 napisał:

 Znalazłem w tym wątku 

Zupełnie jak moja żona w pierwszych latach małżeństwa dopóki jej nie powiedziałem, że nie mam siły tego znosić i się wyprowadzę jeśli to się nie zmieni.

Kurcze, to.chyba taki typ czlowieka. Ludzie sa naprawde rozni, i nir wiem czy druga strona tego.nie widzi czy ludzie sie poprostu zmieniaja? 

 

Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Gość
Odpowiedz...

×   Wklejony jako tekst z formatowaniem.   Wklej jako zwykły tekst

  Maksymalna ilość emotikon wynosi 75.

×   Twój link będzie automatycznie osadzony.   Wyświetlać jako link

×   Twoja poprzednia zawartość została przywrócona.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz wkleić zdjęć bezpośrednio. Prześlij lub wstaw obrazy z adresu URL.




  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się na pytanie zadane na forum, należy na wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć oraz spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.