Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'mężczyzna'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 80 wyników

  1. Witam. Mam 23 lata. Po trudnych latach mojego dzieciństwa i wchodzenia w dorosłość. Poznałam na portalu randkowym obecnego mojego partnera. Byliśmy szczęśliwi aż do pierwszej zdrady wybaczylam mu ponieważ bardzo zależało mi na nim. Latem tego roku kolejna zdrada z jego strony kolejna wybaczylam, bo już wtedy wiedziałam że to miłość mojego życia. Choć nie powiem miałam poważne obawy co do tego jak będzie nam się układało. Pewnego dnia zobaczyłam w jego telefonie że jest zarejestrowany i systematycznie wchodzi na profile które założył na portalach randkowych. Wtedy też założyłam ja profil żeby sprawdzić czy spotyka się z innymi kobietami. Dla zabawy zaczęłam pisać z różnymi mężczyznami i pisałam z nimi o spotkaniach za pieniądze. Nigdy się z tymi mężczyznami nie spotkałam. Chciałam aby partner poczuł to samo co ja czułam gdy znalazłam te profile w jego telefonie. Niestety mój plan okazał się w pewnym stopniu skuteczny. Dlatego że partner nie wierzy mi że go nigdy nie zdradziłam ani nie spotkałam się z nikim innym. Strasznie mnie to boli, nie mam chęci do życia ani realnego ocenienia tej sytuacji. Proszę o pomoc
  2. Janniezbedny123

    Kość niezgody

    Dzień dobry, Mam problem i nie wiem jak go rozwiązać. Jesteśmy od 3 lat kochającą się parą i od paru miesięcy, jesteśmy zaręczeni. Za pół roku planujemy ślub. Jednak mamy jedną kość niezgody i nie wiem jak problem rozwiązać. Mianowicie ja od czasu do czasu lubię spotkania ze znajomymi i lubię dużej posiedzieć z nimi natomiast moja narzeczona jest raczej odludkiem i problem jest taki że za każdym razem jak wychodzimy gdzieś na takie spotkanie to imprezę musimy zakończyć o 21 , 22 maksymalnie o 24. Dodam że mamy po 25 lat. I nie jest tak że spotykamy się ze znajomymi bardzo często bo maksymalna częstotliwość takich spotkań to raz w miesiącu z niektórymi raz na pół roku a z innymi razem raz na rok. Wyjście samemu odpada bo wtedy ona się o mnie martwi i denerwuje. Dodam że nie chodzi o siedzenie całonocne ale żeby chodź raz na jakiś czas posiedzieć do godziny 1-2 w nocy Problemem jest to że Ona w momencie jak chce wracać do domu to wszystko ma gdzieś nie interesuje jej że nie ma czym dojechać i trzeba długo czekać i jest gotowa wyjść bezemnie a ja nie jestem gotowy na to jej pozwolić ze względu na bezpieczeństwo. Moje zdanie nie ma wtedy też żadnego znaczenia. I po prostu się zastanawiam czy to ze mną jest coś nie tak i jak rozwiązać ten problem i znaleźć jakieś rozwiązanie.Bo jak mamy się z kimś spotkać to już często wolę odwołać spotkanie niż powodować zatargi między nami i widzieć zdziwienie i oburzenie znajomych. Dodam że to nie jest też kwestia żadnych obowiązków w domu że musimy wrócić.
  3. psycholog Rafał Olszak

    Książka Refleksje mężczyzny

    Co to jest równoprawne partnerstwo? Czego tak naprawdę pragną kobiety? Jak powstają udane, trwałe związki? Co robić, aby zapobiec zdradzie? Dowiedz się ze zbioru refleksji mężczyzny, psychoterapeuty par i osób indywidualnych. „Wydaj książkę – mówili raz, drugi, trzeci czytelnicy mojego bloga Refleksje mężczyzny, a także klienci oraz przyjaciele i znajomi. W porządku – w końcu stwierdziłem. Minęło trochę czasu i oto jest. Przedstawiam zbiór rozmaitych przemyśleń o relacjach, a zwłaszcza o miłosnych związkach. Można powiedzieć, że refleksje nasuwały się same w trakcie pracy jako terapeuta par, małżeństw i osób indywidualnych. Staram się bez faworyzowania którejkolwiek płci, rzetelnie i w sposób pożyteczny dla Czytelnika sygnalizować różne ważne kwestie. Wzięcie tych spraw pod uwagę może ułatwiać tworzenie i rozwijanie satysfakcjonujących związków.” – Rafał Olszak Książka ma poręczny format B5, 184 strony, jest bogato ilustrowana obrazami w czerni i bieli. Książkę można kupić m.in. w tym miejscu w ramach sprzedaży wysyłkowej.
  4. angel14

    zły mąż

    Jestem 24 letnią matką dwóch chłopców (2latka, 4msce). Mieszkam u męża(ślub cywilny) w rodzinnym domu. Nasze problemy zaczęły się gdy zaszłam w pierwszą ciążę. Zaczęły się kłótnie z powodu braku pieniędzy. Mieszkalismy za granica, mąż kiepsko zarabiał, olewał sobie pracę, żadna praca mu nie odpowiadała.. zaczęły się pierwsze wyzwiska i tak jest do dziś.. Mąż wyzywa mnie od najgorszych, poniża, często powtarza żebym się wyprowadziła.. Nasz związek jest tylko na pokaz, przy znajomych, przy rodzinie mąż jest cudowny, a w domu piekło. Mąż mnie nie bije. Częstym powodem do kłótni jest brak seksu, partner tego oczekuje ode mnie, ale jak ja mam się z nim kochać jak dzień wczesniej zostałam wyzywana?? Co mam robic? Jak dalej żyć? Całe życie przede mną, ale jak to życie ma wyglądać jak do tej pory to co to za zycie? Myślę, że nie kocham już swojego męża..Proszę mi pomóc. Proszę o poradę. Dziękuję
  5. Witam mam 38 lat mam 3dzieci mój mąż od wielu lat jeździ do Norwegi więcej go nie ma w domu niż jest. Przez ostatni rok bardzo się zmienił jest obojętny na nas nie ma czasu z nami porozmawiać przez Skype tylko koledzy i ich problemy są ważne dla nich ma czas. Ostatnio mieszkał z kolegą kiedy dzwoniłam A ten kolega zawołał to mój mąż bez pożegnania się rozłączal i tak za każdym razem. Kiedy zachorowalam nawet się nie zastanowił wyjechał do norwegi nawet nie zadzwonił zapytać jak się czuje natomiast kiedy jego kolega był chory to dzwonil do niego cały czas. A jak coś powiem to jestem glupia jestem pasozytem nic nie umiem obiady źle gotuje lepsze robi jego kolega. Ja nakładając mu jedzenie boję się że znowu powie że nie dobre. Wszystko robię źle od wychowania dzieci po sprzątanie. Nie ma kochanki to wiem na pewno. Ale stał się chłodny chamski obojętny. Ja siedzę w domu więc nie mam jak wyjść bo dzieci. Zresztą jak mam jechać na zakupy to już się stresuje . Mąż wysyła pieniądze ale zawsze za dużo wydałam A ja nawet sobie skarpetek nie kupuje jemu wiecznie źle całe zło tego świata to moja wina. Nie wierzę w siebie czuje się paskudna nic nie warta nic nie umiejąca gruba. Jestem zazdrosna o niego bardzo sprawdzam go szpieguje ale to temu bo kłamie mnie na potęgę wiem że może go to denerwować ale to nie jest powód do nie szanowania mnie nie ma rozmowy między nami bo jak zgadzam się na takie traktowanie to jestem cudowna A jak się sprzeciwiam i mówię co mnie boli to już robi ze mnie idiotke chorą psychiczną. Czasem wydaje mi się że w moim domu jest przemoc psychiczna ale może źle myślę proszę o poradę. Dziękuję i pozdrawiam.
  6. Cześć, Jestem studentką, mam 22 lata. Od czterech lat jestem w zwiazku z Mikołajem. Od dwóch miesięcy mieszkamy razem. Wszystko było okej, aż do czasu kiedy mój szwagier nie zaczął pracować w dawnej firmie Mikołaja. Jego współpracownik zaczął mu opowiadać o historiach usłyszanych od mojego chłopaka. A to Mikołaj kupił sobie nowy samochód ( nie ma żadnego samochodu), nawet pokazywal zdjęcia jak wygląda ( zdjęcia owszem były, ale samochodu mojego taty), twierdził że nim nie jeździ bo coś musi w nim poprawić. Kolejną rzeczą było np. to, że naszą świnkę znalazł na śmietniku z całą klatką( świnke kupiliśmy najzwyczajnie w sklepie zoologicznym), opowiedział o tym jak ktoś wybił mu szybę we wcześniejszym mieszkaniu bo ktoś z sąsiadów z góry sie awanturował ( szyba został wybita ale podczas jego urodzin, kiedy to jakiś pijany meżczyzna szedł chodnikiem i nie spodobało mu się, że się na niego patrzymy z balkonu więc rzucił butelką po piwie w okno) i mogła bym tak wymieniać godzinami. Na początku nie chciałam w to wierzyć. Ale zapytalam mojego partnera o to. Wszystkiemu zaprzeczył i powiedział, że ten kolega jest zazdrosny, że on wyjechał z rodzinnego miasta a ten całe życie w jednej firmie. Przemilczałam bo nie wiedziałam komu wierzyć. Kiedy zaczęliśmy się spotykać tez opowiadał mi niezwykłe historie o tym jak mial wypadek z wujkiem ( wypadek był ale on wcale nie brał w nim udziału), że ma super drogi samochód ( nigdy go nie widzialam bo nagle musial go sprzedac i spłcić jakiś dług), ma odłożoną dużą sumę pieniędzy, ale zgubił karte i musi czekać na nową( karte dostał, ale była w takimdomu stanie jaby korzystał z niej przez pare lat a pieniądze-musiał spłacić dług). Tłumaczyłam sobie, że chciał mi zainponować, więc nie wnikałam. Dodam, że wszystkiego dowiedziałam sie po ok dwóch latach. Ale w grudniu tamtego roku zobaczyłam sms Mikołaja do dziewczyny. Same słodkie słówka. Zapytałam, powiedział, że to jego koleżanka z pracy Patrycja. Sprawdziłam, żadna taka osoba nigdy nie pracowała w jego firmie. Kiedy mu to powiedziałam powiedział, że tego dnia jak dzwoniłam ją zwolnili. Minoł prawie rok. Znowu znałazłam podobnego sms, z tego samego numeru. Kontakt nie był zapisany, ale ja sobie go zapisałam po poprzedniej "akcji". Dowiedziałam się, że numer należy do jego byłej dziewczyny. Zaczełam z nim rozmawiać. Przedstawiłam mu wszystkie argumanty i prosiłam o wyjśnienia. Jedyne co usłyszałam, że nie zna tego numeru, że rózne numery do niego dzwonią, nie mam czego się czepiać. Od czterech dni próbuje z nie go wyciągnąć prawde, ale cały czas się wypiera. Opowiada wymówki bez żadnego zająknięcia. Dowody są zbyt mocne żebym mogła mu uwierzyć. Czy Mikołaj może być mitomanem? Proszę o pomoc.
  7. Hejka. Jestem tutaj nowa.. nie umiem się tutaj połapać.. Mam 19lat. Ale chciałabym jakoś ogarnąć swoje zachowanie bo już nie daje rady dlatego jestem tutaj. Chodzi o to że wkurzam swojego faceta moim zachowaniem. Po prostu miałam nie udany związek roczny w którym facet traktował mnie jak smiecia A mi zależało.. Dokładnie taka sama sytuacja spotkała mnie teraz tylko że mój partner nie wyzywa mnie. Tylko daje mi do zrozumienia że przez moje zachowania możemy się rozstać I to się stanie jeśli nie zmienię swojego zachowania. A mianowicie jestem straszna panikara chce żeby było wszystko dobrze.. robię problemy z niczego nie ufam mu źle zachowuje się w stosunku co do niego właśnie przez poprzedni związek. Bardzo mi na nim zależy. Przez takie zachowania I kłótnie nie mogę spać jeść I po prostu jest masakra. Nie wiem co mam zrobić bo naprawdę chce się zmienić. Jak mam sobie z tym radzić?
  8. Problematyczna

    Kryzys w małżeństwie

    Mam na imię Basia. Mam 26 lat. Od ponad 3 lat jestem w związku. Na wstępie krótko opowiem o nim by wyjaśnić na czym polega problem. Ja i mój partner poznaliśmy się przez Internet. Na początku gdy zaczęliśmy się spotykać nie byłam do niego przekonana. Później wspólne rozmowy i ciągły kontakt sprawił, że postanowiłam mu dać szansę. Widywaliśmy się tylko w weekendy ze względu na to, że dzieliło nas 70 km, Mój partner ma nietypowy zawód, jest Rolnikiem, mieszka z rodzicami na niewielkiej wsi i prowadzi z ojcem gospodarstwo rolne, ma 28 lat. Ja zawsze kochałam miasto w którym mieszkałam, miałam w około znajomych, pracę, zajęcia, byłam w miarę zadowolona ze swojego życia. Ale nie potrafię być długo sama. Po każdym związku który kończyłam zawsze ja za chwilę pojawiał się kolejny facet, któremu dawałam szansę mimo, że coś w nim mi nie pasowało. A trochę już tych związków miałam, niektóre trwały krótko, najdłuższy w którym jestem teraz. Mimo, że od początku wiele osób mi mówiło, że ja się nie odnajdę z rolnikiem, że to nie moja bajka, oczywiście musiałam spróbować. A bo był opiekuńczy, dobry i się dogadywaliśmy… Jeździliśmy do siebie nawzajem co weekendy, czasem rzadziej, ogólnie układało nam się razem. Po 1,5 roku razem oświadczył mi się. Byłam przeszczęśliwa, czułam, że to facet z którym chcę spędzić resztę życia, bo on mi da stabilizację i poczucie bezpieczeństwa. Po zaręczynach zdecydowaliśmy się zamieszkać razem, ale ze względu na jego zawód istniała tylko jedna opcja-moja wyprowadzka do niego. Bardzo dużo myślałam na ten temat czy dobrze robię, bardzo się tego bałam, całkowicie obce miejsce, wieś, zmiana pracy, zmiana życia, brak znajomych, no i jego rodzice z nami w jednym domu. Zmęczona ciągłymi dojazdami do siebie bardzo chciałam go mieć przy sobie, ale przeprowadzka i zmiana życia była dla mnie bardzo ciężkim wyborem, jednak zdawałam sobie sprawę, że albo to zrobię albo nasz związek nie może dłużej trwać. Mimo, że wszyscy mi odradzali zaryzykowałam i przeprowadziłam się. Pierwszy miesiąc bez pracy był dla mnie ogromnym kryzysem, jednak gdy dostałam pracę wpadłam w codzienność. Między nami nie było już tak super jak wcześniej. On przychodził w ciuchach roboczych, nie miałam nawet jak się do niego przytulić, sprawy łóżkowe stały się rutyną, wręcz czułam, że w ogóle ich nie potrzebuję. Trzeba było zająć się planowaniem ślubu. Na dzień dzisiejszy uważam, że mogliśmy w tym narzeczeństwie trochę być, ale rodzina tradycyjna, jak mieszkamy razem to trzeba się pobrać. Termin ślubu mieliśmy akurat w dniu kiedy wypadała nasza trzecia rocznica związku. Im bliżej ślubu tym większy stres i więcej obowiązków. Mój Partner wpadł w rytm pracy, późno wracał jak już spałam, a wstawał jak jeszcze spałam. Ja i w pracy i poza pracą zajmowałam się szukaniem wszystkiego co związane z weselem. Pod koniec byłam już zmęczona i miałam dosyć tematu ślubu, chciałam żeby to wszystko się odbyło i mieć to z głowy. Bardzo się wtedy od siebie oddaliliśmy, sprawy łóżkowe stawały się świętem, czułam się jakbyśmy mieszkali obok siebie, mijali się nawzajem, bez rozmów, bez czułości, bez komplementów, bez zaskoczenia, bez spontaniczności. Ślub był piękny, wszystko odbyło się prawie idealnie. Byłam bardzo szczęśliwa i czułam się naprawdę wyjątkowo. Zaraz po ślubie wyjechaliśmy w góry na tydzień. Niestety na drugi dzień dowiedzieliśmy się, że zmarła babcia z którą mieszkaliśmy, więc wyjazd się skrócił. Tam też nie mieliśmy bujnego pożycia małżeńskiego. Od razu musiałam wrócić do pracy, on do swoich obowiązków i w sumie wszystko wróciło do normy, czyli szara rzeczywistość. Żadne z nas nie zaalarmowało żeby coś zmienić! Trwaliśmy w tym oboje i oboje robiliśmy ten sam błąd. Dwa miesiące po ślubie. Zostaliśmy zaproszeni na ślub znajomych. Całą imprezę się świetnie razem bawiliśmy, pod koniec już trochę byliśmy oboje wcięci można tak to nazwać i wtedy mój Mąż podszedł do mnie z jakimś facetem i powiedział do niego: Poznaj moją Żonę. Na co ten chłopak: Miło mi, piękna jest…. A mnie zamurowało. Widziałam go wcześniej i nawet mi się spodobał wizualnie, ale nie miałam okazji go poznać, a tu mój mąż sam mi go przyprowadził. Poprosił mnie do tańca, ja wcięta powiedziałam mu jakieś rzeczy typu, że już wcześniej go widziałam, że zwrócił moją uwagę, że wzroku od niego nie mogłam oderwać… gdzie ja nigdy takich rzeczy obcemu nie mówię! Coś w nim było niesamowitego, coś co mnie strasznie do niego ciągnęło… Mieliśmy się znaleźć na facebooku. Po weselu nie mogłam o nim zapomnieć, czekałam z niecierpliwością żeby mnie znalazł, ale niestety minął pierwszy, drugi, trzeci dzień i nic… Czwartego dnia w końcu mi się udało go znaleźć, dodałam go do znajomych. Napisał wiadomość… i tak to się zaczęło… pisanie bez końca po kryjomu przed mężem… Czułam mega ekscytację. Wiedziałam, że robię źle, ale mimo tego nie potrafiłam się powstrzymać. Zaproponował kawę, miałam obiekcję czy się z nim spotkać, ale pomyślałam, że może jak na trzeźwo spojrzę na niego to się zniechęcę i będzie po sprawie. Niestety wyszło całkiem odwrotnie. Bardzo mi się spodobał i mieliśmy o czym rozmawiać… nasze pisanie nie miało końca, a ja wpadałam z kłamstwa w kłamstwo żeby mąż się nie dowiedział co robię. Wymyślałam przeróżne rzeczy żeby móc się wyrwać i się z nim spotkać. Pierwszy dotyk, przytulenie, pierwszy pocałunek, te komplementy z jego ust, te miłe słowa… dostawałam to wszystko czego nie miałam w domu, czułam się jak najszczęśliwszy człowiek na świecie, jak nastolatka. Na szczęście do spraw łóżkowych nie doszło między nami, ale i tak mogę powiedzieć, że spotykając się z nim zdradziłam męża. Nie czułam poczucia winy, on był moją odskocznią, adrenaliną, i widziałam jak też na mnie patrzy i że też mu zależy na tym wszystkim. Gdy pytałam dlaczego spotyka się z mężatką odpowiedział, że on sam nie potrafi tego odpowiedzieć, że to jest sprzeczne wbrew jego regułom, zasadom. Dopiero któregoś dnia w domu wybuchła awantura i wtedy usiadłam z mężem by porozmawiać, że coś się między nami zmieniło już od dawna, że czegoś brakuje. W sumie zgadzał się ze wszystkim tym co mu oznajmiłam. Daliśmy sobie miesiąc na poprawę. Wtedy zadzwoniłam i powiedziałam Panu X że to koniec, że musimy przestać się widywać i kontaktować. Pamiętam jak płakałam… codziennie automatycznie patrzyłam na Tel czy nie mam wiadomości, czułam ogromny smutek, ciągle o nim myślałam, nie chciałam się już starać dla męża. Po tygodniu jednak napisał znowu, ja nie potrafiłam się oprzeć i znowu zaczęłam z nim konwersację. Spotykaliśmy się znowu po kryjomu, widziałam jaki był stęskniony i zapatrzony we mnie. Niestety sumienie zaczynało mnie gryźć, czułam się okropnie, bo widziałam jak mój mąż się stara żeby wszystko było dobrze, zaczął z powrotem okazywać mi uczucia, mówić miłe słowa, niespodzianki robić… a ja tego wszystkiego nie chciałam. Rzuciłam pracę. Siedziałam w domu i szukając nowej roboty popadłam w totalny smutek i bezradność. Stwierdziłam, że tak się dłużej nie da żyć. Wyznałam mężowi, że nie wiem co się dzieje ale ja nic do niego nie czuję, że przeszkadza mi jak mnie przytula i okazuje czułość, że dlatego sama ciągle gdzieś wychodzę, bo mam go dosyć. Wiem, że strasznie go to bolało, ale mimo to nie poddawał się i dalej próbował odbudować we mnie uczucie. Ja niestety dłużej tak nie mogłam i wyjechałam na tydzień do mojej mamy do UK żeby z dala wszystko przemyśleć. Będąc tam stwierdziłam, że muszę od niego odejść, że nie wyobrażam sobie dalszego życia na wsi, i życia w ciągłym kłamstwie. Gdy wróciłam nie dałam rady tego uczynić, był tak kochany i dobry dla mnie, że nie potrafiłam mu tego powiedzieć prosto w twarz. Radziłam się różnych osób, co zrobić… Ja się dusiłam w tym domu, mąż obdarowujący mnie głębokim uczuciem, brak pracy, brak zajęć, tęsknota za Panem X… czułam się pod kloszem. Zasugerowałam, że może powinnam się wyprowadzić na jakiś czas, przemyśleć z dala różne rzeczy, uznał, że razem powinniśmy rozwiązywać problemy i spróbować się zbliżyć do siebie. Drugi raz potem to samo zasugerowałam, że nie powinniśmy mieszkać z rodzicami, że nie czuję się jakby to był mój dom, brak prywatności,że każdemu muszę się tłumaczyć gdzie wychodzę, że może jakbyśmy osobno mieszkali by było lepiej… ale to nie wchodzi w grę ze względu na jego zawód. Pewnego dnia pojechałam do Pana X by mu powiedzieć jak wygląda u mnie sytuacja w domu i że musze wybrać czy zostaję z mężęm i naprawiam czy się wyprowadzam i odchodzę od niego. Był w szoku, powiedział, że nie będzie się odzywał, jak sobie poukładam swoje sprawy to się sama odezwę jak będę chciała. Tydzień później impreza rodzinna, w której nie chciałam uczestniczyć, powiedziałam, żeby Mąż poszedł beze mnie. Wykorzystałam moment kiedy nikogo nie było w domu, spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i pojechałam do koleżanki. Napisałam mu tylko smsa, że musiałam to zrobić, żeby się przez jakiś czas ze mną nie kontaktował, że muszę odetchnąć i przepraszam. Jestem już u niej tydzień i nie wiem co zrobić ze swoim życiem. Nie chcę wrócić do domu, nie tęsknię za mężem, może bardziej jest mi żal tego wszystkiego, że przecież 4 miesiące temu wzięliśmy ślub, a ja czuję się jakby bez uczuć do niego. Dzisiaj się z nim widziałam, nawet nic we mnie nie drgnęło jak go zobaczyłam. On mi się chyba już nawet fizycznie przestał podobać. Czuję się jakbym wszystkie uczucia przelała na Pana X, może to złudne, bo pewnie to zwykłe zauroczenie, ale gdzie jest miłość którą się kierowałam? Jest mi w stanie ofiarować wszystko, miłość, czułość, poczucie bezpieczeństwa, dom ( ale ten w pakiecie z teściami) w którym chce wszystko u góry osobno zrobić żebym to ja się czuła dobrze, po prostu ocknął się i nagle zmiana w idealnego męża. A ja tego wszystkiego nie chcę… niby chcę i potrzebuję ale chyba nie od niego, ale jesteśmy małżeństwem, powinniśmy walczyć o związek… właśnie, co zrobić… planowałam znaleźć pracę i wynająć mieszkanie blisko pracy i zacząć życie na nowo, ale to się wiąże z rozwodem… Żeby było tego mało, muszę się zastanowić czy chcę podpisać rozdzielność majątkową… bo kupuje ziemię na kredyt, a ja powiedziałam, że nie chcę takich kredytów… I wiadomo, że taka rozdzielność też nas podzieli nawet jak będziemy chcieli dalej próbować. On chce żebym do niego wróciła, ja mam mętlik w głowie, bo Pan X ciągle w niej siedzi… Ale małżeństwo… przysięga którą złamałam… żal… lęk, że popełniam błąd… że mogę mieć wszystko, a nie doceniam… Wychowałam się bez ojca, moja mama miała różnych partnerów, może to ma jakiś wpływ na moje decyzje w życiu… miałam ciężkie dzieciństwo, czasami nie wiem o co mi samej chodzi, rozsądek mówi, żeby zostać przy mężu, serce żeby odejść… Czuję się rozdarta… a Męża mi strasznie szkoda… czy uczucie do niego jeszcze we mnie gdzieś głęboko siedzi?
  9. Cześć jestem świeża 25-letnią mężatką, świeżą bo dopiero poł roku minęło, ale mam już serdecznie dosyć, to była moja najgorsza decyzja w zyciu. Mój mąż jest walnięty o wszystko się czepia, wypomina mi każdą złotówkę nawet na jedzenie, w ogóle się mną nie interesuje, ciągle na mnie krzyczy w ogóle nie wspiera tylko obraża. A żeby tego było mało co raz częściej pije i rzuca się do bicia, ja już nie mam siły, codziennie płacze, nie mam siły żyć ;( Miałam ojca pijaka, który mnie lał nie chce takiego męża, czy da się go zmienić? Czy da się coś naprawić? I jak wyjść z tego załamania nerwowego.....nienawidze każdego dnia czasem mam ochotę wyjść i nie wrócić:( Nawet nie mam nikogo do wsparcia...jestem z tym sama ...
  10. Witam, Mam 31 lat i od 8 lat nie byłam w stałym związku. Spotykam sie z mezczyznami zazwyczaj sporo starszymi od siebie, minimum 8 lat. Szybko się zakochuje . W tych relacjach jest dobrze póki czułam ogromne zainteresowanie. W momencie kiedy po ok 2 miesiącach nie dodawałam już setek sms-ów i nie okazywał już takiego zainteresowania przynajmniej w moim mniemaniu ogarnia mnie przerażenie, że to stracę i wówczas jestem w stanie stanąć na głowie by tak się nie stało. Zamiast pokazać swoją niezależność chce to zatrzymać np poprzez łóżko. Widzę problem w tym, że potrzebuje ogromnego zainteresowania moja osoba mezczyzny i panicznie boję się że mogę przestać mu się podobać. Nie wiem z czego wynika potrzeba zadawalania facetów o błagania wręcz o uwagę w zamian nie oczekując nic. Przykład od 2 miesięcy spotykam się z facetem mam podejrzenie, że on ma żonę ale boję się co zapytać o to mimo że wiadomo iż jeśli mam rację taką relacją jest spisana na straty. Z poprzednim było tak samo, on nie pisał, nie dzwonił a ja zamiast wymagać od niego spotkania, zainteresowania grzecznie czekałam aż zechce mnie zobaczyć i leciałam na to spotkanie bez mrugnięcia okiem. Co zrobić by nie pakować się w takie relacje? Jak poczuć że jestem wartościową, a fakt że ktoś nie napisał do mnie przez kilka dni nie jest końcem świata? Chciałabym stworzyć pełnowartościowy związek A nie pchać się w kolejną namiastkę...
  11. kacperk1505

    Za późno?

    Mam 21 lat i myślę o samobójstwie. Obejrzałem na yt wiele tedx'ów i relacji jak poradzić sobie z życiem, czytałem sporo artykułów, ale czuję, że we mnie nawarstwiło się zbyt wiele i jest już za późno. Nie umiem odezwać się gdy są więcej niż 3 osoby chyba, że je bardzo dobrze znam, a ale za to mogę patrzeć nieznajomym w oczy i unikam znajomych plus odpowiadam krótko jakbym się śpieszył, mimo, że po kilku minutach rozmowy czuję dziwną euforię. Nie umiem opowiadać historii i mam coraz większę problemy z pamięcią krótko i długotrwałą, oraz skupieniem, a kiedyś byłem świetnym uczniem. Pogarszanie pamięci i skupienia pojawiło się wraz z problemami z żołądkiem(odruchy jakby duszenie powietrzem, chęć beknięcia dziwnym dźwiękiem). Jakoś da się żyć z fizycznymi objawami, ale coraz bardziej czuję, że nie umiem rozmawiać i wszystko co mówię to głupoty, głupie frazesy, przytakiwanie, wypluwanie słów byleby coś powiedzieć, a książek czytałem sporo. Boję się, że kiedyś się obudzę i zapomnę wszystkie słowa. Na studiach i w pracy często dostrzegam trudności, a i najgorsze są huśtawki nastrojów. plus wieczne wahania w podejmowaniu decyzji. Nigdy nie miałem dziewczyny co mnie niesamowicie dołuje i pragnienie zrozumienia plus przytulenia niesamowicie mnie wciągnęły, a wydają się nierealne. Zwłaszcza jak tydzień temu na urodzinach brata byłem pijany i na spacerze z nieznajomą 3 h rozmawialiśmy o wszystkim i się przytulaliśmy (co bez alkoholu byłoby niemożliwe) coś we mnie pękło i coraz częściej czuję pustkę. Uzależniam się od słodyczy przez co jeszcze bardziej zaczynam się nienawidzić. Proszę o jakąś diagnozę, radę albo chociaż szczere stwierdzenie, że jest szansa na wyjście z tego
  12. Dzień dobry. Mam 21 lat, od 3 lat żyje z mężczyzną. On przede mną nie miał innej kobiety. Więc zawsze uciekał się do pornografii. Kiedyś powiedzial mi, że lubi lesbijki. Uwielbia. Chciał aby kiedyś dołączyła do nas kobieta. Podczas seksu mówił, że wyobraża sobie jeszcze kilka kobiet w łóżku. Gdy śni o erotyzmie, zawsze jest dodatek lesbijek. Gdy chcemy obejrzeć porno razem, to również są lesbijki. Podczas spotkania z inną kobieta, nie miał żadnych oporów, by uprawiać z nią seks. Czuję się strasznie niewystarczająca, zakompleksiona. Mam wrażenie, że mu nie wystarczam. Czuję się z tym jak najgorsze dno człowieka. Co mam zrobić? Jak z nim rozmawiać? Próbowałam mu to wytłumaczyć, na marne.
  13. Mam 28 lat, od prawie roku spotykam sie z facetem, ktory czesto wyjezdza do pracy za granice. Wszystko bylo ok. do czasu jak poszlismy na wesele, gdzie on sie upił. Podczas obiadu bolała go głowa, wiec nie zdziwilam sie, ze pije alkohol w szybkim tepie, zeby poczuc sie lepiej. Po kilku godzinach wyszlismy na zewnatrz i on zle sie poczul, wiec 2 godziny posiedzielismy w samochodzie, po czym wrocilismy i on twierdzil, ze czuje sie lepiej, choc nie bylo tego widac. Zaczal pic dalej duze ilosci alkoholu, poczul sie dobrze, byl wesoly. Po jakims czasie zaczal krzyczec i grozic uderzeniem swojemu dziadkowi, zaciskac pięsci, jak ten mi cos powie, nie dawal sie uspokoic, nie słuchał.(Jego dziadek wczesniej majaczyl cos do mnie pijany, ale nic złego mi nie powiedzial).Pozniej gdy wracalismy zaczal krzyczec, ze pobije dziadka(staruszek ma juz ponad 80 lat), kilka razy powtarzał ze go zabije. W miedzy czasie opowiadał, jak owy dziadek czesto robil awantury po alkoholu, wowczas musial uciekac z domu z mama i mlodszym rodzenstwem, sam nie doswiadczal przemocy fizycznej od niego.) Moj chlopak na drugi dzien mial ogromnego kaca. Choc zdarzenie miało miejsce kilka mies temu codziennie o tym mysle, boje sie ze kiedys ta agresja sie bedzie powtarzac szczegolnie po %, ze z wiekiem bedzie sie nasilac takie zachowanie, ze odziedziczyl po dziadku sklonnosc do agresji i zniszczy mi zycie jak dziadek swojej rodzinie, gdy wpadal w szal i mial np.obsesje chorobliwej zazdrosci. Moj chlopak wie, ze sie tego boje i teraz z tego co widze pilnuje sie z piciem przy mnie, wiekszych imprez nie mamy. Kiedys na studiach uslyszalam, ze mocne upicie % pokaże prawdziwą naturę faceta i dlatego tak bylam przerazona jego zachowaniem. Normalnie poznałam go jako dobrego, kochannego, uczynnego, spokojnego człowieka. Zastanawiam sie czy to ze mna jest cos nie tak, ze ciagle o tym mysle i caly czas sie boje, ze jak za niego wyjde to on z czasem bedzie agresywny w stosunku do mnie. Moze to ja jestem przewrazliwiona i przesadzam?
  14. Adrian20

    Witam.

    Witam wszystkich bardzo serdecznie W pierwszej kolejności chciałbym się przedstawić nazywam się Adrian mam 16 lat i zapewne banalny (z punktu widzenia większości użytkowników problem). W tym roku rozpocząłem naukę w liceum, uczę się względnie dobrze, na atmosferę tam panującą i kolegów również nie mogę narzekać, jednak poznałem tam również pewną dziewczynę... którą (bardzo) lubię i z którą poza szkolą nie utrzymuję żadnych kontaktów. Zależy mi na niej, jednakże że względu na swoją niesmialość ciężko jest mi w jakikolwiek sposób zgłębić naszą znajomość. Poza tym od niedawna jestem dość mocno sfrustrowany gdy widzę moich kolegów z klasy (których również bardzo lubię) zalecających się do niej i boję się, że przez najbliższe trzy lata będę musiał zmagać się z bagażem nieprzyjemnych emocji z tym związanych, pomimo iż zasadniczo nie powinienem mieć z tym żadnego problemu, ale z drugiej strony prowadzi to do tego, że czuję się odtrącony i ignorowany przez wszystkich i w szczególności przez nadobną koleżankę Przepraszam za wszystkie błędy pojawiające się w tekście i z góry dziękuję za przeczytanie moich wypociny oraz za ewentualne porady, uwagi i inne pomocne informacje. Pozdrawiam Adrian.
  15. Dzień dobry. Jestem 28 letnim mężczyzną. Mam dobrą pracę na stanowisku kierowniczym. Jestem parę miesięcy po ślubie. Problem dla mnie nie do przejścia nastał, kiedy dowiedziałem się, że nasze pierwsze dziecko nie będzie wymarzonym, pierworodnym synem. Do rozwiązania jeszcze trochę czasu, a ja czuję jakby świat mi się zawalił. Sytuacja jest tym bardziej trudna, bo kocham żonę i nie chcę w żaden sposób sprawiać jej przykrości swoim zawodem (nie jeden wieczór razem przepłakaliśmy), tym bardziej teraz kiedy oczekujemy córki. Żona mnie zna, wiedziała, że zawsze moim marzeniem było mieć choć jednego syna (zawsze mówiłem, że jak będzie choć jeden syn to potem mogę mieć same córki), nie raz mówiła mi też, że zmieniłem się o 360 stopni w podejściu do wszystkiego, w tym naszej ciąży (do TEJ wizyty u ginekologa dosłownie latałem ze szczęścia, wszystko mi się chciało, na 99% byłem pewien, że to będzie syn, celowaliśmy nawet w niego) Dziś jestem bierny. Mimo starań chodzę często zamyślony o tym, czy kiedykolwiek uda mi się jeszcze spełnić swoje marzenie (oboje chcemy mieć więcej dzieci). Codziennie czytam jakieś fora na temat planowania prawdopodobieństwa płci, to wszystko jest chore. Najgorzej jest kiedy widzę rodziców z małymi synkami (czuję ogromny żal, rozczarowanie, ogromną zazdrość, beznadzieje, smutek, bycie gorszym) czy rodziców z 2-3 córkami (strach), "zaglądam" do każdego wózka aby sprawdzić, jakiej płci jest dziecko, dołuje mnie wybieranie dziewczęcych ubranek (do TEGO momentu dosłownie uwielbiałem przeglądać ubranka, szczególnie chłopięce, oglądać gazetki ze sklepów z tym asortymentem, filmy i programy z małymi dziećmi....dziś nie mogę na to patrzeć, boję się, że będę miał same córki i choć zawsze najważniejszą sprawą życia była i jest dla mnie rodzina, one mimo tego, że będę je kochał najbardziej na świecie nigdy nie zastąpią mi synka). Czuję się podle, wiem, że muszę się trzymać ale czasem to jest silniejsze ode mnie. Czuję się gorszy. Nie potrafiłem nawet syna spłodzić. Sytuacja ta trwa już prawie 4 miesiące. Od tamtego czasu schudłem prawie 5kg. Zanikł mi apetyt. Zrobiłem ostatnio badania, jest na szczęście ok. Zauważyłem, że jak zawsze byłem pewny siebie, zdolny do działania i pełen optymizmu i energii - dziś często bierze mnie na płacz bezradności kiedy jestem sam bo nie chcę aby ktokolwiek widział mnie w takim stanie, zdołowanie, nie uśmiecham się już spontanicznie jak kiedyś, często udaję radość, stałem się apatyczny, bo coś najważniejszego straciłem, nadzieję na syna. Nie wiem co mi pomaga w takich chwilach. Chyba tylko myśli, że przecież jeszcze nie umieram i że mam jeszcze szanse aby swoje marzenie życia spełnić (tylko jak?? Tyle samo powodzeń i niepowodzeń ile sposobów na zwiększenie prawdopodobieństwa danej płci). Nic innego nie jest w stanie mnie pocieszyć, trzymać przy życiu. Najchętniej zaraz po pracy kładłbym się do łóżka i przespał resztę dnia. Co mogę zrobić, aby zwiększyć swoją motywację do działania i pozytywniejszego patrzenia na rzeczywistość? Żeby jak najbardziej zminimalizować cierpienia żony (wiem, że cierpi, ona to wszystko widzi)?. Czy to objawy depresji czy chwilowego załamania nerwowego? Nigdy w życiu nie przeżywałem takiego stanu. Czuję, że się wypalam. Czekam już z niecierpliwością na rozwiązanie. Mam nadzieję, że córka zajmie mnie na tyle, aby zminimalizować te wciąż krążące w mojej głowie myśli. Jedno jest pewne, nigdy nie dam jej odczuć tego, że w życiu nie da mi tego co dałby mi syn a ja jestem przez to niespełniony życiowo. Dziś wstałem, wszystko niby ok, czytam poranną gazetę, tam historia rodziny i zdjęcia małych synów. To wystarczyło. Żal i smutek, dlaczego nie mogłem mieć teraz wymarzonego syna przez cały dzień, a nie ma jeszcze nawet godz. 18. Żona mówi, że serce jej pęka kiedy widzi mnie takiego, mnie wtedy pęka podwójnie. Zaczynam ją nawet przepraszać, że ma takiego męża.
  16. Przepraszam za brak Polskich znakow , nie posiadam Polskiego windowsa. Witam , mam na imie Patryk mam 22 lata . Wraz z moja dziewczyna wyjechalismy do angli w celach zarobkowych . Wszystko uklada sie niezle mamy prace , mamy gdzie mieszkac gdzie wcale duzo nie placimy , potrafimy miesiecznie odlozyc 1000 funtow i wysylac na Polskie konta . Kolejnym sukcesem jest zakup auta . Jak widac jakos to idzie aczkolwiek cos jest nie tak . Problem trwa od okolo 2 tygodni , kazdego wieczoru jestem zalany lzami poprostu od tak , nie ukrywam bardzo tesknie za ojczyzna ale czy jest to powod zeby co wieczor plakac? Nic mnie nie cieszy te sukcesy ktore odnosimy sa za jakas magiczna kotara i nie potrafie sie z nich cieszyc . W pracy potrafie isc do toalety i plakac Czasami jak jedzie sztaplarka w pracy obok mnie to sobie mysle a niech mnie zabije . Mowilem mojej dziewczynie o problemie ale wydaje mi sie ze go bagatelizuje co mam wrazenie zamyk mnie w klatce jeszcze bardziej . Nie mam tutaj znajomych zadnych . Jedyny kontakt ze znajomymi to ten przez Messenger lub skype , chodz wgl nie sprawia mi on przyjemnosc . Przez tydzien czasu po pracy co dzien pilem minimu 4 piwa od tego tygodnia tego nie robie tylko w sobote gdyz mi to pogarszalo stan . Pochodze z rodziny alkocholikow , gdy mialem 16 lat moj ojciec sie zapil , znalazlem go w domu i reanimowalem niestety bez rezultatu .Moja matka tez po smierci ojca zaczela pic az w konuc doszlo do tego ze pojechala na odwyk , pierwszy drugi i tak to nie pomoglo . Mozna powiedziec ze od 15 roku zycia jestem sierotom . Z ojcem mialem swietne relacje jak przyjaciele .Jego nalog byl ukryty w pokoju gdzie sie zamykal i pil zebym nie widzial .nie ukrywam nie poznaje siebie wogole . Staram sie myslec pozytywnie ale glowie caly czas te gorsze informacje maja 3 razy wieksza moc i przycmiewaja te dobre . Czy to jest depresja czy nerwica jak sobie z tym poradzic nie ukrywam jest mi mega ciezko
  17. Witam. Zaczne może od tego że nie pisałabym tego wątku gdyby nie moja koleżanka, która zasugerowała mi stwierdzenie iż mój były był psychopatą. Poznałam go ponad 2 lata temu, byłam wtedy w kompletnej dolinie emocjonalnej (rozstanie po pierwszym związku który wydawał mi się być idealny), poznali nas wspólni znajomi choć tak na prawdę oni go dobrze nie znali. Na początku chłopak wydał mi się bardzo fajny, ambitny, dużo mówił o jego planach zawodowych (był informatykiem), o tym że kiedyś chce założyć firme (jeszcze nie wie na czym będzie pole;gać je jdziałalność). kręciły go pieniądze wmawiał mi że kiedyś na pewno będzie bogaty. Wiem jak to brzmi, że poleciałam na pieniądze, nie powiem że nie był to wówczas dla mnie duży plus ale szybko przestał nim być. Chłopak był ambitny ale bardzo leniwy, i słabo mu szło w tej informatyce. Chłopak uprawiał dużo sportów, był dość aktywny, jednak to co było zastanawiające to to że utrzymywał tylko bliższy kontakt z rodziną oraz jedną przyjaciółką (która już od roku z nim nie rozmawia, pokłócili się bo miała podobną relacje z nim jak ja. To ona zasugerowała mi napisanie tego tekstu). Już od początku zaczęło się dziwnie bo gdy odkrył że jestem nim związkowo zainteresowana, w zasadzie już drugiego dnia chyba rozmowy zasugerował mi że coś ich łaczy z tą przyjaciółką itd, mówił że kiedyś coś zrobili ale nie chce mówić co (chodziło o to że na imprezie z nią flirtował ale ona to szybko odrzuciła). ogólnie próbował wzbudzić moją zazdrość do niej. Oczywiście łatwo mu sie udało, przedstawił ją jako imprezowiczkę, ale bardzo ładną, a na dodatek cały czas o niej mówił i nas porównywał. Ja już od początku miałam wrażenie że manipuluje moimi uczuciami, ale troche to zlałam. Nie będe już opisywać w szczegółach ale jego przyjaciółka miała z nim tak samo przechlapane jak ja. nastawiał nas negatywnie przeciwko sobie (mnie przedstawiał jako psychopatyczną zazdrosną kobiete), gdy się poznałyśmy szybko się polubiłyśmy bo okazało się że jesteśmy bardzo zgodne charakterowo. I wtedy też okazało się jak bardzo nas okłamywał, przedstawiał nam zupełnie inny obraz siebie. Gdy sie polubiłyśmy groził nam że będzie musiał z jednej z nas zrezygnować jeśli będziemy tak dalej się bardzo lubić. Kolejnym chyba największym problemem było to że on wpędzał mnie w wieczne kompleksy. Porównywał mnie z innymi kobietami (także z show biznesu lub tzw. ,,insta girl"), krytykował nawet to na co nie mam wpływu (np. rozmiar biustu). Ten temat co chwile się powtarzał mimo że mówiłam mu że bardzo mnie tak rani. Zawsze odkręcał tak kota ogonem że wychodziło że to ja jestem ta zła, bo on tylko chce mieć kobiete która mu sie w pełni podoba i chce bym była atrakcyjna. A ja jestem leniwa i mam to w dupie, nie chce mu sie podobać itd. Dałam się bardzo manipulować, przechodziłam na restrykcyjne diety, prawie popadłam w anoreksje itd. Często mówił że np. ,,gdyby miał być ze mną dla wyglądu to by dla mnie nie był". Powtarzał że podoba mu się mój charakter i twarz, no ale ciało to już nie. Potrafił mną szantażować emocjonalnie i często mowił coś w stylu ,,jesteśmy tak samo beznadziejni" ,,jesteśmy siebie warci" ,,gdybym był bogatszy miałbym ładniejszą dziewczyne" itd. Innym aspektem była jego zazdrość, w zasadzie o wszystko. Zazdrościł mi że mam pasje do mojego zawodu, często mówił coś w stylu że nie chce o nim więcej słuchać. Gdy miałam problemy to udawał tylko że mnie słuchał ale nie umiał mnie wesprzeć innymi słowami niż tylko ,,będzie dobrze". Uważał sięza osobę opiekuńczą, ale tak na prawdę był toksycznie kontrolujący. Gdy np. wracałam od niego ale przez 20 minut nie odpisywałam na smsy, już na mnie krzyczał że go olewam, wywoływał poczucie winy że sie martwił że już chciał jechać mnie szukać itd. Gdy spotykałam się ze znajomymi kazał mi mówić o której wróce, jeśli wracałam np. godzine później to cały dzień mi to wyrzucał i zmuszał mnie do przeprosin. Okropnie szantażował mnie emocjonalnie. Nie miał znajomych i nie mógł zrozumieć jak ja mogę mieć, chciał bym była samotna tak samo jak on. Często kupował mi prezenty i rzeczy które były mi bardzo potrzebne (np. modem od internetu), gdy się kłóciliśmy groził że mi je odbierze. Inną bardzo ważną historia o jego manipulacjach było to, jak pewnego wrześniowego wieczoru postanowiłam wybrać się na impreze do najlepszego przyjaciela. Oczywiście był bardzo zazdrosny (był zazdrosny o każdego meżczyzne spoza rodziny w moim życiu), i początkowo manipulował mną bym wgl tam nie poszła. Ale ja poszłam, obiecalam mu że wrócę o 2 w nocy maksymalnie ale ponieważ zabawa była przednia to o tej godzinei wysłałam mu smsa że wracam do domu, a tak na prawdę siedziałam tam do jakoś 4 rano (ponad). Poszłam spać do siebie, o 9 rano ktoś pukał do mnie do mieszkania ale byłam tak śpiąca i skacowana że nie myślałam wgl o tym by otworzyć. Nie miałam sił nawet otworzyć oczu. Po ok. pół godzinie wstałam ale ponieważ pukanie ucichło to spojrzałam na telefon a tam miałam mnóstwo smsów od niego, o tym jak był u rodziny itd i ostatni który mną wstrząsnął ,,kochanie miałem wypadek". Dostałam niemalże zawału, wstałam na równe nogi, miałam już do niego dzwonić ale w miedzyczasie podeszłam do tych drzwi, otwarłam je a już w kierunku windy szedł mój były chłopak (wkurzony niemiłosiernie że nie otwierałam). Byłam w szoku, po chwili wytłumaczył mi że sądził że spałam u tego przyjaciela skoro nikt nie otworzył gdy pukał od prawie godziny, że go zdradziłam itd a tym smsem chciał wywołać moje poczucie winy. Czułam się okropnie, chciałam z nim wtedy zerwać ale byłam zbyt zszokowana by to zrobić. Oczywiście obrócił to tak, że wyszło że to ja jestem zła a nie on. W zasadzie takich historii było kilka, ale te były chyba najbardziej wyraźne. Co ciekawe zawsze gdy opowiadał np. jak inni z jego rodziny mnei postrzegają to pokazywał to tak jakby ci ludzie mnie nie lubili. Nie wiem czy to była prawda czy nie, ale wiem na pewno że w trakcie tego 2 letniego związku ponad, byłam okropnie zmeczona emocjonalnie, żyłam w przewlekłym stresie (odczułam to dopiero po zerwaniu gdy to minęło) bo stresowałam się tym że on powie coś chamskiego i bardzo krytycznego (np. o moim wyglądzie) a ja będe musiała jak zwykle mu wybaczyć, albo że ja powiem coś na co on zareaguje skrajnie źle. Bardzo często były sytuacje że reagował nieadekwatnie do mioch słów, myślał chyba że chce go zranić. W zasadzie krytykował mnie o większość rzeczy jakie powiedziałam, głupia sytuacja np. chciał zmienić materac w swoim łóżku i pytał mnie o moje potrzeby w związku z tym, jaki powinien być czy miękki czy twardy. Ja mówie że wole twarde bo do takich jestem przyzwyczajona ale w sumie to mi wszystko jedno, a on na to że on woli miękkie i wgl jak ja mogę woleć twardę, hurr durr musi zmienić dziewczynę skoro wole inne niż on itd itp. Ogólnie potrafił mi robić problemy nawet o wyrażenie własnego zdania, gdy jednocześnie mi to nie robiło dużej różnicy. W sumie nie wiem, przyjaciółka sugeruje że to psychopata, aja nie wiem, wierzyć mi sięnie chce ale fakt faktem nie spotkałam nigdy dotychczas osoby o tak toksycznym charakterze jak on. Żyłam w wiecznym poczuciu winy, strachu że zrobie/powiem coś nie tak, oraz w licznych kompleksach. Gdy zerwaliśmy pół roku temu ponad, to po zerwaniu jeszcze z 3 miesiące do mnie wypisywał jak to jest mu źle, że przeze mnie sie upija itd. Gdy zrywałam z nim to płakał (więc ma emocje) ale groził że skoczy pod pociąg jeśli go zostawie (dlatego zrywaliśmy 6 godzin bo wolałam by się uspokoił). Potem zrobił mi aferę że oszukałąm go finansowo, chciał mi zabrać wszystkie rzeczy co od niego dostałam, kazał zwrócić całość pieniędzy za zarezerowowane wakacje (zwróciłam tylko połowę, a mianowicie 250 zł ponieważ uznałam że sprawiedliwie będzie podzielić się 50/50). Dał mi spokój dopiero gdy się dowiedział że mam nowego chłopaka (mój najlepszy przyjaciel z którym jestem niesamowicie szczęśliwa :)). Jeśli ktoś to przeczytał do końca to gratuluje, ale miałam potrzebe wypisania tu tego wszystkiego, po prostu ja sama nie wiem co mam o tej sytuacji sądzić bo gdy w tym byłam to wydawalo mi się to normalne. On mi wmawiał że to ze mną jest problem, na tyle że sama już nie wiem co było faktycznym problemem. Co ciekawe zerwałam dopiero gdy zdałam sobie sprawę że moje podejście do niego (nie lubiłam go po prostu i nie umiałam o nim myśleć w pozytywach) jest złe. Nawet zrywając sądziłam że problem jest we mnie a nie w nim, bo on mi to wszystko tak wmówił. Czytałam o osobowościach psychopatycznych, niby wszystko się zgadza ale prócz drobnego szczegółu- on był seksoholikiem (ponoć psychopaci mają wręcz przeciwnie), wszystko co mówił prawie było o seksie, co chwile chciał to robić, na rozmaite sposoby, męczył mnie z tym ciągle i obrzydzał ten temat. Czy to jest osobowość psychopatyczna?
  18. Spotykam się z chłopakiem od ponad roku. Poznaliśmy się w grze, ja po 8 letnim związku nie dałam łatwo do siebie dotrzeć jednak jemu się udało. To on pierwszy wyznał mi miłość. Ja powiedziałam wtedy że gdy będę gotowa to powiem. Zrozumiał nie miał pretensji. On twierdzi ze jest socjopata co nie ulatwia mi zycia. Znałmoja przeszłość nie łatwą, po związku poprzednim zostały mi nie tylko łzy ale też długi. Po jakimś czasie zdecydowaliśmy się zamieszkać razem to dla niego przeprowadziłam się ok 450 km. Chciałam być bliżej bo coraz bardziej zaczynało mi zależeć. Zaczynałam czuć stabilizację spokój. Cała jego rodzina mnie akceptuje. On sam ma synka 10 lat z którym mam świetny kontakt. Jednak od pewnego czasu zaczęło się psuć, klotnie były często, zazwyczaj o pierdoly. On bardzo chce uzbierać na nowy samochód, ja to rozumiem. Dużo pracuje często też w weekendy. Rocznicy nie obchodziliśmy bo to nie ślub jak on stwierdził. Ostatnio po jedne z kłótni która odbyła się po obopolnym zmęczeniu po pracy powiedział że mam czas do końca miesiąca na wyprowadzenie się bo on chce spokoju. Próbowałam drążyć temat. To powiedział że się wkurza że ma wrócić do domu w którym będzie kłótnia. Pojechałam do domu na półtora tygodnia. Przed wyjazdem chciałam zeby przemyślał on był ba nie bo niema czego ratować. Jednak kiedy pościły mi nerwy i wykrzyczałam wszystko co leżało mi na sercu nagle była cisza i zgoda na przemyślenie. Po powrocie rozmawiamy jednak niema czułości. Przytulam się jak śpi albo z nienacka. Nie chciałabym go stracić bo zależy mi na nim. Jednak jest coś co bardzo mi przeszkadza jak Nie opowiada to mówi że on chce kupić samochód on chce kupić motor, a czuje, że w tym wszystkim niema miejsca dla mnie. Ja nie potrzebuje wiele trochę uwagi, czułości. Wczoraj gdy chciałam poruszyć temat rozmowy była kłótnia, że on nie chce i dla niego to koniec. Chciałabym poznać waszą opinię, czy starać się dalej i próbować rozmawiać?
  19. Melo3234

    Nic

    Marcin, w tym roku 21 lat student, nie pracujący. Odkąd sięgam pamięcią nie jestem w stanie czerpać przyjemności z niczego, ani nie jestem w stanie się w nic poważnie zaangażować. Mam rodzinę ale nie czuje niczego takiego jak więzi, dla mnie kontakty z innymi ludźmi, czy to bliskimi czy też nie, są tylko po to, kiedy się nudzi, albo jest w potrzebie. Posiadam niesamowicie niską samoocenę, Z wyglądu jestem -5 w skali od 1-100. Z charakteru jeszcze gorzej. Moją jedyną zaletą jest szczerość, chociaż jestem zbyt szczery. Kłamać również potrafię świetnie, również odnajduje się w manipulacji zachowaniami ludzkimi. Posiadam zaledwie kilka wspomnień z dzieciństwa, moja pamięć jest tragiczna, pamiętam różne bzdety a nie jestem w stanie zapamiętać istotnych, i ważnych informacji. To nie tak że jestem smutny, ale też nie jestem szczęśliwy. Niczego nie czuje. Nie mam konkretnego hobby, Aby zająć myśli, jem, gram w gry, śpię, słucham Muzyki. Chodziłem kilka miesięcy do psychologa ale nic nie pomógł. Co zrobić by móc czerpać przyjemność z życia? Jedyne co mnie przy nim trzyma to poczucie obowiązku zwrotu należnego za wychowanie mnie.
  20. Dziewczyna. 23 lata. W związku od niecałych 3 lat. Na początku było cudownie - długie rozmowy, okazywanie czułości, wyraźne zainteresowanie czy starania. Ale od jakiegoś roku, może więcej coś się zmieniło. Nie ma już tylu uczuć, praktycznie wcale się nie stara, nie pokazuje że jestem kimś ważnym dla Niego. Ot, po prostu jestem sobie obok. Przeszkadza mi to. Z jakiegoś powodu bardzo potrzebuje tych wszystkich uczuć - potrzebuję wiedzieć że mnie kocha, że mu zależy, że jestem kimś. Próbowałam już nieraz z Nim rozmawiać. Ale zawsze gdy zaczynam mówić o tym co czuje i czego mi brakuje...zaczyna mnie ignorować, mówić żebym dorosła i się ogarnęła. Że robię cyrki. To prawda, często podchodzę do tego zbyt emocjonalnie, często płacze z tego powodu. To też nie tak, że wcale nie ma uczuć między nami, jednak czegoś mi brakuje, chciałabym żeby było bardziej jak na początku... Teraz jest trochę jak małżeństwo po 40 latach bycia razem - mijanie się w korytarzu, dzień dobry, co tam. Przez to często mam wrażenie że go nie obchodzę, że ma gdzieś moje uczucia i słowa. Nie ma już spontanicznych miłych wiadomości, przytulanek podczas wspólnego oglądania filmu...jakby całkiem przestało mu zależeć. Ot, jestem więc nie trzeba już nic robić. Często mi przez Niego smutno czy przykro. Nie wiem już co robić. Takie sytuacje powtarzają się notorycznie. Czuje się odtrącana, nieważna a próby rozmowy zawsze kończą się tak samo... wiem też, że on nie potrzebuje tylu uczuć i takiej bliskości jak ja. Czy wymagam zbyt wiele? Powinnam się zmienić bo to ze mną coś nie tak? Co powinnam zrobić i jak sobie z tym radzić?
  21. Witam, mam problem w małżeństwie .Mój mąż jest osoba niezdecydowaną, zdążały mi się kilkukrotne wyprowadzki z naszego mieskania ( poprzednia 3 miesiące po ślubie ) co było dla mnie szokiem .. ostatecznie wrocil przed sylwestrem i byliśmy raZem do końca sierpnia. W międzyczasie staraliśmy się o dziecko ( od dawna mam problemy z zajściem ) myśleliśmy o nowym, większym mieszkaniu albo segmencie i kpiliśmy cudownego psa .Chodziliśmy do kliniki leczenia niepłodności, ale nie doszło do żadnych sztucznych prób zajścia ani badań, był tylko prowadzony monitoring owulacji i jeden zastrzyk na pęknięcie pęcherzyka ( nie staraliśmy się wtedy bo za dwa tygodnie wyjeżdżaliśmy na zagraniczne wakacje i chcieliśmy przekonać się czy sam zastrzyk pomoże w pęknięciu pęcherzyka). W pewnym momencie, gdy dostałam miesiączkę albo byliśmy po wizycie( już nie pamietam) załamałam się i stwierdziłam ze nie chce już chodzić do tej kliniki. Mąż mnie już nie namawiał wiec pomyślałam ze szybko mu przeszło i już mu na dziecku nie zależy . On stwierdził ze mi się odwidziało i to ja już nie chce go mieć . Nie potrafił spytać o moje obawy. Po jakims czasie rozmawialiśmy i powodzialm ze chce się starać i po protestu bałam się rozcarowania. On tego nie rozumie.4 tygodnie temu wyprowadził sie z domu i chce rozwodu. Powiedział ze poznał jakaś dziewczynę z która pisze ( w ogóle jak to brzmi ) ? Ale nie chce się z nikim wiązać bo dop rozstał się ze mna (??) to po co pisze z jakaś dziewczyna ? Jego brat twiedzi ze ściemnia i nikogo nie poznał.. czy takie ciagle wyprowadzki, brak zdecydowania, nerwowość i zmiany zdania( dziecko a zaraz koniec związku ) mogą świadczyć o jakims jego zaburzeniu ? Dodam ze jego rodzice rozstali się a jego ojciec choruje na schizofrenie, wiec malzonek nie ma żadnego wzorca jak powienien wyglądać zdrowy związek. Jest tez mocno związany z matka ( jest najstarszy z rodzeństwa ) zawsze radzi się jej i pomaga jako jedyny z rodzeństwa . Ciężko mi zrozumieć, ze może mieć dwie twarze, z jednej strony chłopak stara się we wszystkim pomaga, dba o dom i o mnie, gotuje, sprząta wiecej ode mnie i zachowuje się odpowiedzialnie a zaraz mu odbija i wyprowadza się. Zastawiam się , czy jego zachowanie wiąże się z jakimiś nieprzerobionymi sprawami rodzinnymi, czy po prostu ma taki charakter ...
  22. Po pierwsze, gusta są subiektywne, więc mężczyzna może wybierać kobietę, w której coś podoba mu się bardziej niż w poprzedniej partnerce. Inne wyjaśnienie jest takie, że niekiedy po pewnym czasie dostrzega istotne różnice charakterów i dochodzi do wniosku, że nie chce brnąć w źle rokującą relację. Po drugie, najprawdopodobniej nowa dziewczyna zaspokaja takie jego potrzeby, które nie były zaspokajane w dotychczasowej relacji. Najczęściej to kwestia okazywania uznania, szacunku. Mężczyźni odchodzą również do innych kobiet, bo są mniej leniwe w sypialni i bardziej zaangażowane lub bieglejsze w sztuce ars amandi. Po trzecie, mężczyźni czasami porzucają, by uwolnić się od negatywnych zachowań lub cech danej partnerki. Przykładami mogą być: ciągłe zrzędzenie, nieustające pretensje lub powtarzające się przytyki, wady charakteru, złe lub irytujące nawyki. Zdarza się też, że faceci dosłownie uciekają przed „kastrującymi” ich partnerkami – wpędzającymi w kompleksy, ostro z nimi rywalizującymi lub nadmiernie przebojowymi. Powód? Mają dość wysiłków, aby im zaimponować, albo są zmęczeni ciągłym współzawodnictwem. Istnieją również panowie, którzy potrzebują dreszczu emocji towarzyszącego flirtom i nowym relacjom. Faceci, którzy ponownie chcą poczuć się atrakcyjni, pożądani, bo to ich doraźnie dowartościowuje. Nie chodzi więc o to, że dotychczasowa partnerka była nie dość dobra, ale o potrzebę zmiany i towarzyszące jej uczucia. Z tego co wiem od starszych kolegów po fachu zupełnie nowym zjawiskiem jest coś, z czym ja spotykam się nierzadko. Otóż zdarza się, że mężczyźni odchodzą do bardziej zaradnych życiowo pań. Mają dość sytuacji, w której kobieta jest na nich uwieszona, zależna od nich ekonomicznie. Chcą kogoś równego sobie, z kim mogą żyć na przyzwoitym poziomie zamiast kogoś, kto ciągnie ich ciągle w dół. Dawniej zjawisko to było spotykane niemal wyłącznie u płci pięknej. Dzisiaj mężczyźni też „równają wzwyż” i uwzględniają kwestie związane ze statusem przy doborze partnerki. CIEKAWOSTKA: W razie problemów w zakresie tworzenia bliskich związków i funkcjonowania w relacjach można skorzystać z usług takich jak porady psychologiczne czy terapia online.
  23. psycholog Rafał Olszak

    Gdzie ci mężczyźni?

    – Gdzie ci mężczyźni? Szarmanccy, uwodzicielscy, zabiegający o kobietę?– A pani kiedyś zabiegała o mężczyznę?– Raz, ale nigdy więcej tego nie powtórzę. Olał mnie i był bezczelny. Wywyższał się i dowartościowywał tym, że wpadł mi w oko. – I jak się pani potem czuła? – Okropnie, nie do opisania. – A zatem wie pani dlaczego mężczyźni są tacy, jacy są. Ze strony kobiet doświadczają lekceważenia, bezczelności i potem nie czują się dobrze oraz mają przeświadczenie, że ktoś się ich kosztem dowartościowuje. Statystyczny mężczyzna przechodzi przez to wielokrotnie. Pani przeszła to tylko jeden raz. Proszę sobie wyobrazić, jakby się pani poczuła po dwudziestym albo po setnym razie w skali paru lat życia i jaki miałaby pani wtedy stosunek do płci przeciwnej. Co by pani miała ochotę im zrobić, jak ich traktować, czy liczyłaby się pani z ich uczuciami. Tak właśnie między innymi kształtują się męskie postawy wobec kobiet, których potem one same nie znoszą lub wręcz nienawidzą. Skomentuj na Facebook. CIEKAWOSTKA: Terapia online czyli psychoterapia przez Skype to forma pomocy psychologicznej, którą oferuje nasza internetowa przychodnia psychologiczna od samego początku działalności. Klienci kontaktujący się z psychologiem online po każdej sesji i konsultacji otrzymują pisemny raport z ustaleniami, wskazaniami, analizą i zalecaniami.
  24. psycholog Rafał Olszak

    Pytanie do ojca: jak przyciągać kobiety

    – Ojciec, a jak ty myślisz, w jaki sposób przyciągać kobiety? – Synu, wszystko zależy od tego, jakiej kobiety szukasz. Możesz manifestować swoją zamożność: mieć zegarek rzucający się w oczy i kosztowne, modne okulary, ubrania ekskluzywnych firm, samochód prestiżowej marki i dużo zdjęć z egzotycznych podróży, a przyciągniesz w ten sposób panie, które łakną dobrobytu, więc najwięcej energii inwestują w swój wygląd. Możesz też zadbać o własną atrakcyjność fizyczną i bywać w szemranych miejscach, gdzie frywolność jest na porządku dziennym i króluje pożądanie. Wówczas zapewne przyciągniesz kobietę niezwykle uzdolnioną w sztuce ars amandi, ale raczej nie licz na zrównoważenie, przyzwoite zachowanie i wierność. Możesz również skupić się na własnym rozwoju, pielęgnować to, co dla ciebie ważne, pozostawać wiernym własnym wartościom i brać odpowiedzialność za swoje życie – wówczas prawdopodobnie napotkasz kogoś, kto podąża tą samą drogą. Najważniejsze jednak jest to, abyś pamiętał, że wybór, jakiego dokonasz, nie świadczy o kobietach, lecz o tobie. Skomentuj na Facebook. CIEKAWOSTKA: Terapia online to wygodne rozwiązanie zwłaszcza dla osób, które chcą skorzystać z usług takich jak pomoc psychologiczna czy porady psychologa albo terapia za pośrednictwem Internetu z wykorzystaniem programu Skype.
  25. OlaSzomborg

    Problem z Mężem

    Witam mam problem z mężem, nawet nie wiem od czego zacząć, mamy dwójkę dzieci w wieku 11 lat dziewczynka (6 klasa szkoły pods ) i 6 lat chłopczyk, (1 klasa szkoły podstawowej), mąż jest wojskowym od lat 5, jesteśmy parą 14 lat,małżeństwem od 2013 roku, cichłbym się z nim rozstać, wiele razy chciałam odejść ponieważ mnie źle traktuje i wszyscy mi mówią ze traktuje na mnie przemoc psychiczną zastrasza mnie ciągle krytykuje, zawsze jest coś nie tak , nie mogę się nic odezwać bo zaraz jest z jego strony agresja , dlatego się boje bo mi grozi ze dzieci mi odbierze jak tylko wspomnę ze odchodzę i wymyśla niestworzone rzeczy. Mam 34 lata , nerwice chyba nabytą, nie pracuje bo zajmuję się domem i dziećmi z resztą mąż nie chce żebym pracowała , wiele razy chciałam iść dokończyć prawo jazdy to mi nie pozwolił bo za dużo pieniądzy wydam, ale dobrze wiem ze nie o to mu chodzi , boi się mojej niezależności ...... kurde nie wiem co robić , nie mogę iść do kosmetyczki bo pieniądze nie mogę iść do fryzjera bo pieniądze zawsze coś wymyśli , czuję się jak w klatce, przykuta łańcuchem na dwa metry do kaloryfera , wiele razy mnie zdradził nawet miałam dowody ale tak mnie urobił słowem ze wróciłam ze względu na nasze dzieci, żeby miały ojca, potrzebuję pomocy. Czy to jest normalne takie zachowanie męża? szkoda mi dzieci bo ja jestem nieszczęsliwa mimo wielokrotnych prób rozmów z nim, nadmienię że jest uzależniony od gier komputerowych online gra już od 6 lat dzień w dzień wraca z pracy rzuca rzeczy i siada do komputera gra z obcymi ludźmi w gry strzelanki OnLine jakieś potwory okropne nie pozawalam na to dzieciom patrzeć , głośno rozmawia piwko sobie do takiej gry pije , drineczka wypije potrafi tak siedzieć do 23:00-1:00 w nocy potem kładzie się do łóżka i cudów wymaga ,uważa ze to ze pracuje to juz jest wszystko, cały dom dzieci wszystkie sprawy są na mojej głowie , chociaż on uważa że gry to nie jest problem on sie przy nich relaksuje...... a to że zaniedbuje dom dzieci żonę tego nie widzi kiedy próbuję zwrócić mu uwagę pojawia się agresja krzyczy blużni na mnie że czego ja chce to tylko gra..... , 6 lat mam już tego dosyć nasze Małżeństwo według mnie się już dawno rozpadło potrzebuję opinii psychologa . Proszę o pomoc.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.