Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'mężczyzna'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 124 wyników

  1. Witam od trzech miesięcy mam partnera, który zauważył że nie potrafię się otworzyć. On jest bardzo szczerym i otwartą osobą za co bardzo go cenie ja natomiast mam z tym problem mam blokadę i w pewnym momencie sie zatrzymuję. Oboje chcemy być razem lecz gdzieś ta moja niepewność się ukazuje i to przeszkadza. Chcę wyjść z tej niepewności wiem że wystarczy krok i będzie lepiej lecz jak to zrobić???
  2. Cześć mam na imię Karolina, mam 24 lata i 2 miesiące temu zostawil mnie facet, który czuję, że jest tym jedynym. Po prawie 3 letnim związku i mieszkaniu razem 2 lata. Powiedział, że nie pasujemy do siebie i jesteśmy na innym etapie życia, że wydaje mu się, że zasługuje na kogoś lepszego. Fakt faktem, że uzależniłam moje życie od niego, wszystko robiłam tak, żeby jemu było jak najlepiej. Poznałam go kiedy miał spory problem natury psychologicznej i wtedy chciałam mu pomóc, zająć się nim i tak zostało. Po rozstaniu mieszkaliśmy jeszcze 2 tygodnie ze sobą zanim się wyprowadziłam i było lepiej niż kiedykolwiek - przytulał się, zabierał do restauracji, umieliśmy porozmawiać choć nie były to łatwe rozmowy. W dniu mojej wyprowadzki i dzień przed mój facet płakał razem ze mną (raczej nigdy nie okazywał emocji) nie był pewny decyzji ale powiedział, że konsekwencją nie pozwala mu jej zmienić. Po przeprowadzce codziennie rozmawialiśmy przez telefon dosyć długo około 1h. Dzwoniłam ja, dzwonił też on. Po jakimś czasie poszliśmy na spacer było miło, ale zapytałam o nas powiedział, że nie widzi tego na razie i mam dać spokój. Ustaliliśmy miesiąc ciszy... Od 17 lutego do 17 marca - odezwał się w dzień kobiet ja w dzień mężczyzn. I tego 17 marca się spotkaliśmy. Znów było super, czuć było chemię, ale znów zaczęłam temat decyzji o związku... Pewnie nie potrzebnie wiem... Powiedział, że on nie wie co będzie, nie wie czego chce... Po czym znów było super i najchętniej poszlibyśmy do łóżka - na tym samym spotkaniu. W między czasie miałam kontakt z jego rodziną, która mnie uwielbia. 23 lutego mieli imprezę i po niej dowiedziałam się, że mój T. jest bardzo, bardzo smutny i że powiedział, że nie wszytsko starcone ale musimy nad sobą pracować. Ale po spotkaniu 17 marca dokładnie 18 marca rozmawialiśmy przez telefon... powiedział mi, że nic z tego nie będzie ja mam znaleźć sobie kogoś i on też sobie znajdzie... (myślę, że warto wspomnieć, że miał też przeprowadzkę bo mieliśmy ogólnie problem z właścicielka mieszkania i... w tej przeprowadzce pomagała ku koleżanka... Z którą zna się z pracy), a na spotkaniu jak zapytałam go jak spędził sobotę (16 marca) to powiedział, że m. In był na pizzy z koleżanką ale inna niż tamta od przeprowadzki. Po jakimś czasie znów rozmawialiśmy powiedział mi wtedy, że nie wie co będzie..., że może za pół roku (o którym wspominał też na początku rozstania, ale wyszło jak. Wyszło) możemy porozmawiać ale do tego czasu bez kontaktu itd. ale kilka dni po tym widzieliśmy się, aby mógł odebrać ode mnie swój zegarek, który dostał. Od mamy a zawieruszyl się on w moich rzeczach i było cudownie rozmawialiśmy, nawet mnie dotykał... Wspomnę, że tydzień po mojej wyprwadzce widzieliśmy się i upeawialismy sex. Wczoraj napisałam do niego wiadomość o treści "Hej, właśnie się okazało, że mam jeden wolny bilet na dziś na pokaz odcinka Gry o tron o 19 w Heliosie, jeśli chcesz skorzystać daj znać" na to on odpisał, że "dziękuję, to bardzo miłe, ale nie wytrzymałem i obejrzałem ten odcinek już w nocy" Po czym jak napisałam, że okej, że życzę miłego dnia to on ciągnął rozmowę jeszcze,zuoelrnie na luzie o grze o tron, wysłałam mu zdjęcie jak się ubieram bo napisałam, że mam specjalna stylizacje (koszulkę) ale do zdjęcia nie założyłam pod nią stanika a on zwraca na to uwagę... Napisał, że bardzo ładne zdjęcie i jeszcze pisaliśmy.... Nie wiem czy istotny w tym będzie fakt, że on zawsze mówił, że ma klapki na oczach jak ma jakiś cel w życiu a miał już od roku kupno mieszkania, które ostatecznie kupił /podpisał umowę z deweloperem na początku marca. I wymianę samochodu, która trwała od wrzesnia '18 iostatecznie samochód został sprowadzony dla dniego ale na z nim sporo problemów - niezgodny z umową. Jest między nami 9 lat różnicy, on jest prawnikiem, a ja szukam obecnie pracy od 4 miesięcy. Główny powód czemu piszę to fakt iż jutro (17 kwietnia) przypadła by nam 3 rocznica związku - wpadłam na pomysł, że mogłabym zanieść mu pod drzwi mieszkania jego ulubione upieczone przeze mnie ciasteczka - co o tym myślisz? Robić to? Dać spokój? Czułam się już lepiej myślałam, że dopuściłam ale każdego miesiąca w koło y właśnie 17 dnia mam zjazdy emocjonalne i nie wiem co robić.. Byłam już u specjalisty, który nic nie wykazał, ale od połowy maja zaczynam psychoterapię. Nie. Umiem się pogodzić z tym co się stało, bo kilka miejscy przed tym wspominałam mu, że w końcu nam. Się lepiej układa itd oglądaliśmy wspólnie te mieszkania i inspiracje remontowe... Pewnie ta wiadomość jest strasznie chaotyczna ale mam nadzieję, że jakiś sens udało mi się przekazać. Będę bardzo wdzięczna za poradę. Pozdrawiam, Karolina
  3. Nie jestem pewna, czy to jest normalne. Jestem 30 letnia kobieta będąca w związku. Jest to dla mnie wstydliwe ale nigdy w życiu nie oglądałam filmów porno, mam tez ogromny problem gdy oglądając tv w danym momencie jest scena erotyczna. Bardzo mnie to zawstydza i nie wiem gdzie mam podziać oczy. Mój partner nie ma tego problemu ale moje zachowanie stało się problemem w naszym związku. Twierdzi ze ograniczam jego wolność jeśli chodzi o swobodne oglądanie tv. Twierdzi tez ze nie mam podstaw do tego żeby aż tak reagować. Ostatnim razem po prostu wyszłam z pokoju bo nie potrafiłam się powstrzymać od komentarzy i byłam tak bardzo zawstydzona. Zaczęłam się zastanawiać co jest ze mna złe? Dlaczego nie potrafię jak każda normalna kobieta w związku po prostu oglądać z pozory najwyklejsze filmy. Proszę o pomoc.
  4. Witam. Nie wiem czy dobrze trafiłam,ale nie mam pomysłu gdzie mogłabym napisać w tej sprawie 😫 Pół roku temu poznałam chłopaka. Czasami piszemy na facebooku,ale spotkalismy się tylko 2 razy i więcej chyba nie zamierzam. Na początku myślałam,że może jesteśmy podobni do siebie i nawet sie zauroczyłam, ale coraz wiecej jego zachowań zaczęło mnie odrzucać, a nawet przerażać.Poważnie.Mam wrażenie, że jakbym mu powiedziała "Skocz z mostu prosto w płomienie " to zrobiłby to. Nie wiem czy komus bedzie chcialo sie czytac tak dlugi post, ale mam nadzieje,ze tak i bede za to niezmiernie wdzieczna .😍 Zawsze byłam indywidualistka,miałam swoje zdanie,czesto odbiegajace od ogolu i rzadko zdarzało mi sie nasladowac innych.A nawet jesli to raz na kilka lat jakies pojedyncze glupotki,a juz na pewno nigdy nikogo nie kopiowałam jak psychofanka. Stad wiem, ze on naśladuje MNIE- moją gadkę, charakterystyczne slownictwo, gesty.Jesli wymysle cos nowego-to on zaraz to kopiuje.Przejmuje moje poglądy i uważa za swoje i mówi o tym w taki sposób do mnie czy do innych, że czasem sie zastanawiam czy on jest nieświadomy tego, czy może sie ze mnie nabija😭 Moje poglądy są jego poglądami,moje zainteresowania stały sie jego zainteresowaniami. Wypowiada sie w ten sam sposób co ja, wszystko robi w ten sam sposób co ja.Szkoda literek, ale wyobraźcie sobie siebie i że istnieje identyczna osoba ktora na biezaco podąza za Wami . Ostatnio mówiłam do kogoś, że planuje kupic sobie działke, opisalam wymarzony wyglad dzialki i domu... I wiecie co? On miał działke, pustą a 2 miesiące później połączył sie ze mna na wideo messenger i powiedział z usmiechem " jestem teraz na działce i zmieniam wystrój " po czym... pochwalil mi sie swoim domem, swoja dzialka...wszystko skopiowane w 100%. Taki sam dom jak ja chciałam, te same kwiaty, ten sam płot, basen, wszystko w tym samym miejscu.W srodku urzadzil tak samo,meble takie jak ja chcialam, moj ulubiony telewizor z ktorego nie zdejmuje folii - on tez nawet nie zdjal ze swojego.Załamałam sie normalnie. Kupiłam auto (moje pierwsze) - kupil takie samo. Wyslałam mu 13 sekundowy filmik jak jadę autostradą,w tle muzyka - 3 dni później pozniej wysłal mi 13 sekundowy filmik z tej samej perspektywy, na autostradzie,w tle ta sama piosenka 😑 I chyba jego dziwne zachowanie kopiuje jego otoczenie...Gdy dowiedzial sie,ze pracuje w banku to wraz z bratem złożył tam aplikacje - tylko brata przyjęli, a gdy sie zwolnilam to i jego brat sie zwolnil.Jego przyjaciolka wygląda jak ja - widziałam jej zdjecia sprzed kilku lat czy chocby miesięcy i teraz - no porażka. Fryzura taka sama-kolor,długosc,ulozenie, makijaz taki sam, brwi tak samo zrobione, nawet usta powiekszyla i poszla na solarium; ubiera sie w takie same ubrania i teraz wyglada jak ja. Oczywiscie stali sie fanami tez moich zainteresowan, ogladaja te same mecze,uwielbiaja ta sama kuchnie i kraj co ja itd. Mało tego... najśmieszniejsze jest chyba to, że on... nawet fizycznie sie do mnie upodabnia. Jest mieszanką mojego ideału faceta i mnie. Kiedys powiedzialam jakich mezczyzn lubie i on zaczal sie ubierac w ten sam sposob, zrobil ta sama fryzure, brode,przypakowal na silowni. Ale co mnie rozsmieszylo i troche zazenowalo to to, ze kiedys mialam mały wypadek, w związku z czym jedną brew mam taką "potarganą" miejscami rzadsza, a w jednym miejscu ma taki dziwny znak jak harry potter i kiedy powiedzialam o tym komus z paczki, on dowiedzial sie i kilka dni później zobaczyłam u niego to samo.Chociaz wczesniej mial geste, czarne brwi to ta jedna sobie chyba rozjasnil farba bo czym innym? Ma tak samo jak ja. Tylko, ze ja sobie to zakrywam henna...Kupilam sobie okulary - on tez a wcale nie ma wady wzroku, a ja tak. Skonczyl medycyne i mial wybierac specjalizacje i wybral tą, która mi sie podoba.Argumentuje to w taki sam sposob jak ja. Musiałabym chyba nie wychodzic z domu i z nikim nie rozmawiać żeby znajomi nie wiedzieli co i jak, ale tak sie nie da. Predzej czy pozniej dowie sie od kogos. Nie stalkuje mnie - w sensie nie pisze nachalnie , nie wystaje pod domem z lornetką (moze dlatego ze czesto podrozuje ) a raczej dostosowuje sie do mnie - jak nie chce pisac, to on to szanuje a nawet sam mowi,ze nie chce , jak chce to piszemy, dzwonimy, na wszystko sie zgadza, spelnia moje zachcianki . Ale zeby sam z siebie wyszedl z inicjatywa czy dal sie poznac to nie. Nie ufam mu przez to i nie imponuje mi to, wrecz przeciwnie czuje sie samotna i niedowartosciowana. Jak to sie nazywa w psychologii? Obsesja? I dlaczego jego otoczenie robi to samo? Momentami juz mysle,ze moze to jakies sztuczki zeby mnie zmanipulowac,miec na mnie wplyw, moze to jakas sekta?🤔 W mojej rodzinie jest kilka osob ktore mnie nasladują od zawsze, ale moze to co innego.
  5. Witam, mam na imię Ania, 24 lata. Jestem szczęśliwą mamą 3letniej córeczki i nieszczęśliwa żoną 36letniego męża. Od jakiegoś czasu, gdzieś koło roku, odczuwam w sobie jakąś taką pustkę. Mało rzeczy sprawia mi przyjemność. Od niedawna zauważyłam, że mąż mnie nie pociąga. Nie mam ochoty żeby mnie przytulal, całował. Seks nie sprawia mi przyjemności a udawać jak to mi dobrze już nie mam siły. Denerwuje mnie tak naprawdę sam fakt, że przychodzi z pracy. Stał mi się kompletnie obojętny. Zaczynam sobie wyobrażać życie bez niego. Nie chcę w tym wszystkim skrzywdzić córki. Tylko boje się, że nie pociągnie tak długo. Wydaje mi się, że ta różnica wieku między nami mi tego nie ułatwia. Nie wiem co robić i jak sobie poradzić z tym wszystkim. Jeśli chodzi o męża to ja wiem, że on się stara, posprzata, zajmie się córką. Ale ja już nie potrafię z nim spędzić chociażby weekendu. Zaczynam szukać wymowę byleby nie siedzieć z nim sam na sam w domu. Do tego doszły męczące pytania czy go kocham, czy on mi się podoba, że jestem dla niego wszystkim. Czuję się bardzo osaczona. Próbowałam z nim rozmawiać, ale zaraz się załamuje i zaczyna płakać, że on nie może mnie stracić. Czy to ze mną jest problem? Czy to możliwe, że już nie kocham męża?
  6. Moja historia zaczęła się niecałe 3 lata temu, na jednym z portali społecznościowych poznałam Pana X. Już na początku miałam do niego sceptyczne podejście, ze względu na to, że nie ukrywał, jak bogate życie towarzyskie prowadził wcześniej, a dokładniej mówiąc będąc również po przejściach w związku postanowił zacząć bawic sie kobietami. Mimo wszystko zdecydowałam się poznać go bliżej, z czasem wręcz przyzwyczaiłam się do jego osoby i nawet niewiedząc kiedy, zostalismy parą. Pan X bardzo szybko wprowadził się do mnie, ponieważ byłam na I roku studiów i wynajmowałam mieszkanie z przyjaciółką nie było to żadnym problemem. Początki były całkiem okej, zauważyłam nawet, że odpowiada mu taki tryb życia i liczyłam, że już dawno zapomniał, jak to jest mieć inną co weekend. Niestety przez cały ten okres nie ufałam mu do końca, bywały momenty, że przeglądałam jego telefon i nie raz znalazłam rozmowę z jakąś kobietą, niby neutralną, ale mimo wszystko chyba nadal potrzebował zainteresowania ze strony innych. Przez to dochodziło do coraz częstszych kłótni między nami, oczywiście o wszystko obwiniał mnie, że się czepiam, że robię problemy o nic. Zaczęliśmy się od siebie oddalać, spędzać oddzielnie weekendy, coraz mniej rozmawiać. Chciałam jednak ratować ten związek i tak też robiłam, jednak to nie dawało rezultatów. Wiele razy próbowałam odejść, z nadzieją, że będzie o mnie walczył,jednak tak nie było i z czasem i tak wracałam po to, aby po raz kolejny sama odbudować ten związek. Pewnego dnia będąc w centrum handlowym spotkałam go z inną kobietą.. Podeszłam do nich, zapytałam ów kobietę kim jest, odparła, że koleżanką, niestety ja już wiedziałam, że tak nie do końca jest. Pan X dostal ode mnie w twarz w miejscu publicznym, a ja odwróciłam się i poszłam w drugą stronę, starając się nie rozpłakać. Wróciłam do domu, spakowałam swoje rzeczy (zapomnialam dodać, że już wtedy mieszkalismy z jego dziadkami), Pan X nękał mnie wiadomościami, że to tylko koleżanka i każdy to potwierdzi, uznałam, że w takim razie dam mu szanse to wyjaśnić. Niestety wrócił do domu kompletnie pijany i od razu zasnął, na jego nieszczęście ów kobieta z CH zadzwoniła na jego telefon,odebrałam ja. Okazało się, że spotykają się od prawie 2msc, niestety niebyła świadoma mojego istnienia. Po rozmowie z nią postanowiłam przeglądnąć jego telefon,znalazłam tam rozmowy z jeszcze innymi kobietami, którym chwalił się, że zdradza mnie z inną kobietą, którą właściwie też już zdradził z jeszcze inną kobietą w jednej z publicznych toalet. Odeszłam ze złamanym sercem i nadszarpniętym ego. Jednak to nie koniec historii. Po 2 miesiącach od całej tej sytuacji odzyskałam kontakt z Panem X, spotkaliśmy się raz, drugi.. I postanowiłam mu wybaczyć i wrócić na stare śmieci. Zmienił się bardzo, tego nie mogę powiedzieć i jak zwykle początek znowu był świetny i taki jaki powinien być, niestety po roku czasu coś znowu zaczęło się psuć,pojawiały się nowe sytuacje, ktore sprawiały, że zapalało mi się czerwone światło; używanie telefonu tylko w momencie, jak nie było mnie w pokoju (hasła do telefonu nie znałam), blokowanie przede mną nowo dodanych znajomych na portalu społecznościowym, nie upublicznianie wspólnych zdjęć (ze znajomymi owszem)- niby głupoty, ale w dzisiejszych czasach zupełnie naturalne. Gdy pytałam o to, to zawsze pojawiały się nerwy i zarzucanie, ze sie czepiam jak zwykle. Zaczęły się również męskie wyjścia na imprezy,pomimo, że wiedział, że źle się z tym czuje, bo po prostu nie do końca mu ufam. Pewnego dnia oznajmił mi, że nie jest pewny, czy potrafi żyć w stałym związku i wie, że mi zależy na ślubie, lecz jemu nie, może za 10lat i to był moment,kiedy postanowiłam, że nie będę walczyła i po prostu odejdę. Nie zrobił z tym kompletnie nic, jakby było mu to na rękę. I tak mija ponad 2msc odkąd się nie widzielismy, jednak wczoraj napisał i zapytał co u mnie, co wywołało niezłe zamieszanie w mojej głowie, jednak postanowiłam nie odpisać. Mimo wszystko odnoszę wrażenie, że cały czas nie mogę wyrzucić go z mojego życia, że ciągle gdzieś z tyłu głowy zadaje sobie pytanie, czy u niego wszystko w porządku, czasami nawet odnoszę wrażanie, że za nim tęsknie, tylko jak można tęsknić za osobą, która tak bardzo zaburzyła nam sposób postępowania? Jak pozbyć się wszystkich myśli, które prowadzą do Pana X?
  7. Witam mam 22 lata. Jestem młodą mamą w trakcie rozwodu. Inicjatywa rozwodu wyszła z mojej strony zważywszy na to jak mój mąż mnie traktować z początku nic nie wskazywało na to co miało nastąpić owszem nie zawsze było cudownie ale znośnie...Czara się przelała kiedy mój mąż, osoba która powinna dawać mi poczucie bezpieczeństwa zraniła mnie niewyobrażalnie zmuszając mnie do stosunku płciowego w ciągu dnia przeważnie w ogóle się mógł do mnie nie odzywać ale wieczorem niezważajac na moje słowa sprzeciwu brał co chciał wiele razy mówiłam mu że nie chcę nie mam ochoty liczyłam że uszanuje moje zdanie i da mi po prostu spokój nic bardziej mylnego... nie wiem co było ze mną nie tak że nie zareagowałam surowiej na jego lekceważące zachowanie w stosunku do mnie i moich potrzeb wciąż nie potrafię sobie na to odpowiedzieć? Może wtedy nie doszło by do wieczora kiedy siła zmusił mnie do stosunku oralnego, wieczora w którym zrozumiałam że gdzie nie pójdę zawsze będę sama zdana na niego...wieczoru kiedy to się stało zadzwoniłam z płaczem do rodziców nie powiedziałam co się stało wstydziłam się tego, po długim oczekiwaniu aż ktoś odbierze odebrał mój ojciec jak mu ze łzami w oczach powiedziałam że nie chcę już z nim być że już nie wytrzymuje usłyszałam jedno krótkie dosadne "tam jest teraz twój dom" wtedy zawalił się cały mój świat zrozumiałam że nie mam już nikogo i jestem zdana na osobę która miała czelność nazywać się moim mężem. W ten sposób do momentu decyzji o rozstaniu wpadłam w pułapkę samookaleczenia się bałam się że spędzę z nim resztę życia bez uczuć traktowana jak śmieć, bałam się że nie będę miała gdzie iść z dzieckiem że sama sobie nie poradzę i tak rok trwała moja męczarnia a blizn przybywało i chęci do życia brakło. W końcu kiedy od niego odeszłam spadł mi ogromny ciężar ale został wielki ból w sercu i brak zrozumienia do tego co mi zrobił uraz psychiczny jest ogromny a myśl że przez wzgląd na nasze dziecko będę musiała go oglądać jest jeszcze gorsza. Mam pytanie jak można zrobić coś takiego kobiecie która powinno się chronić ?przynajmniej ja tak rozumiem małżeństwo. I co ze mną jest nie tak że zamiast stanowczo go odepchnąć znosiłam to wszystko przez łzy? Moderacja: formatowanie tekstu zmieniono; w przyszłości proszę nie pisać całych wypowiedzi pogrubioną czcionką.
  8. Hejka. Jestem tutaj nowa.. nie umiem się tutaj połapać.. Mam 19lat. Ale chciałabym jakoś ogarnąć swoje zachowanie bo już nie daje rady dlatego jestem tutaj. Chodzi o to że wkurzam swojego faceta moim zachowaniem. Po prostu miałam nie udany związek roczny w którym facet traktował mnie jak smiecia A mi zależało.. Dokładnie taka sama sytuacja spotkała mnie teraz tylko że mój partner nie wyzywa mnie. Tylko daje mi do zrozumienia że przez moje zachowania możemy się rozstać I to się stanie jeśli nie zmienię swojego zachowania. A mianowicie jestem straszna panikara chce żeby było wszystko dobrze.. robię problemy z niczego nie ufam mu źle zachowuje się w stosunku co do niego właśnie przez poprzedni związek. Bardzo mi na nim zależy. Przez takie zachowania I kłótnie nie mogę spać jeść I po prostu jest masakra. Nie wiem co mam zrobić bo naprawdę chce się zmienić. Jak mam sobie z tym radzić?
  9. Chcialam zapytac czy zycie z mezczyzna,ktory choruje na chorobe, ktora podalam w tytule jest mozliwe? Domyslam sie, ze nie jest uslane rozami, a na dodatek sama takiego zycia nigdy nie mialam.
  10. No mam spore zaburzenia nastroju, wiele razy słyszałam, że powinnam się leczyć, byłam nawet u seksuologa Lwa Starowicza. A czemu? Bo w przeciewieństwie do tego co było kilka lat temu zmieniłam stosunek do mężczyzn.Wiem już, że nie potrafią kochać, nie są do tego zdolni. A do czego są? Do seksu, gdyby nie popęd seksualny w ogóle kobiety ich nie interesowały? Jak to szło? " Dopiero jak mężczyzna się zestarzeje i demon seksu go opuści to jest w stanie dotrzec w kobiecie człowieka". Dla mężczyzny poza atrakcyjnością i względnie możliwością urodzenie facetowi dziecka kobieta nie ma żadnej wartości. Pan Rafał wiedząc o tym doskonale postuluje by mężczyźni jak już muszą się żenić to niech żądają intercyzy, wiedząc jaka jest ich natura? Że mogąc s....r......ić do młodszej to to zrobi. To fajnie. Świetny plan. Czekam jeszcze na audcyję o tym jak uniknąć aliemntów. Kobiety potrzebują miłości. Mężczyżni kopulacji i tyle. Kobiety uczuć wyższych. Mężczyźni zaspokojenia prymitywnych instynktów. Ale to faktycznie z kobietami jest coś nie tak. Ale spoko ja w sobie tę potrzebę staram wyrzucić, a że seksu tym bardziej nie potrzebuję w erze wibratorów. To win - win. Każdy podobny materiał przybliża mnie do sukcesu. Bo dla nikogo dupą być nie zamierzam.
  11. Witam, Jestem 23 letnim(w czerwcu skończę 24) mężczyzną, studentem stanu wolnego. Jak zacząłem pisać to mi wyszedł mega długi referat więc napisałem w punktach ale nadal wyszło bardzo długo, nie wiem jak to wszystko bardziej streścić, przepraszam. W sumie to i tak bardziej niż na radę liczę że wyrzucenie wszystkiego z siebie mi jakoś pomoże bo poza jedną osobą, której już w moim życiu nie ma - nie potrafię być z nikim do końca szczery i nigdy nawet w internecie nie pisałem nigdy o swoim życiu prywatnym, prawie zawsze wszystko w sobie zawsze trzymałem. - czuję się kompletnie żałosny - ojciec alkoholik i hazardzista od zawsze ale znaczący wpływ na życie od gimnazjum bo wtedy zaczął mocniej pić i grać, bywało że w liceum mama z siostrą jeździły do dziadków im pomagać bo schorowani a ja zostawałem z nim i go pilnowałem albo chodziłem po niego do lokalu z grami, kosztem życia towarzyskiego - oddaliłem się w gimnazjum od wszystkich i zamknąłem w sobie, od tamtego czasu zawsze czułem się krok z tyłu za wszystkimi pod wieloma względami i tak mam do dziś. - liceum trochę lepiej, sam po alkoholu nawet 2 najbliższym kumplom powiedziałem o nim ale na trzeźwo nie potrafiłem z nimi gadać(nie miałem problemu z alkoholem ani nic, dziś też nie mam ani z żadnymi używkami, strasznie się ich boję i bardzo rzadko piję ale też nie mam wielu okazji), na zewnątrz byłem takim pajacem trochę i nadal jestem, zawsze obracającym wszystko w żart, wygadanym i beztroskim, jakoś sobie towarzysko radziłem w samej szkole, miałem z kim rozmawiać, ale poza szkołą z mało kim gadałem. - poznałem w liceum dziewczynę, zakochałem się mocno, była jedyną osobą z którą rozmawiałem na trudne tematy(w tym o ojcu) na trzeźwo, nikt mnie tak nie rozumiał, sama miała podobne problemy. Dostałem jak jej wyznałem uczucia na początku studiów kosza i jej się nie dziwię bo wtedy byłem beznadziejny(nadal jestem ale się trochę ogarnąłem pod względem wyglądu, chociaż nadal jestem brzydki i zawsze będę(blizny po trądziku, brzydka twarz, rozstępy z okresu dojrzewania, garbaty nos, w gimnazjum mnie trochę przez to gnębili i do dziś to czuję swoją brzydotę jak niektórzy ludzie na mnie patrzą. Jakoś się tym nigdy bardzo nie przejmowałem ale na pewno jakieś kompleksy z tyłu głowy mam). Wtedy jeszcze nawet były jakieś dziewczyny(słownie 2), które się mną interesowały ale ja nimi w ogóle bo byłem sfiksowany na punkcie tej, której nie mogłem mieć i zepsułem tak sobie szanse. - do dziś nie przestałem o niej myśleć, codziennie jest moją pierwszą i ostatnią myślą chociaż wiem, że to żałosne a kontakt sam zerwałem lata temu, żadnych innych dziewczyn w moim życiu od tamtej pory nie było, nigdy się nawet nie całowałem bo mam ją ciągle w głowie i nawet jakby jakimś cudem jakaś była zainteresowana to by nie wyszło przeze mnie ale tym jakoś bardzo sobie głowy nie zaprzątałem nigdy, bardziej tym że nie mogą być z tą jedną konkretną osobą - pierwszy rok był najgorszy, uwaliłem pierwszy rok studiów i musiałem powtarzać, prawie nie wychodziłem z domu, stałem się potwornym leniem(zawsze trochę byłem leniem bo nigdy nie musiałem się uczyć i jakoś zdawałem a we wczesnych etapach nauki nawet miałem niezłe oceny), trochę myśli samobójczych ale nie jakichś poważnych(częściej typu „chciałbym już umrzeć” niż „chciałbym się zabić”) bo byłem niewierzący i zawsze myślałem że lepiej żyć nieważne jak źle by nie było bo potem nic nie ma(strasznie zazdroszczę wierzącym i chciałbym wierzyć ale nie potrafię). - kolejne lata też słabo, nigdzie nie pracowałem(najdłużej 2 tygodnie, ciągle sobie powtarzałem że skończę studia to się napracuję), codziennie o niej myślałem, na studiach ledwo zdawałem z roku na rok ale się w sumie prawie niczym nie przejmowałem, rodzice nie wywierali jakiejś presji większej, mam wspaniałą mamę która widziała co się ze mną dzieje i mi odpuszczała trochę, miałem swoje ucieczki od rzeczywistości(komputer, muzyka, seriale) - ostatni rok nawet się chyba pogodziłem, że nie będę już nigdy z dziewczyną w której jestem zakochany, nawet polubiłem życie, miałem rzeczy które lubiłem robić(muzyka i komputer głównie), byłem nawet wesoły ale trochę zaczęło mnie wszystko nudzić, przestałem grać w jakiekolwiek gry, tylko siedziałem jak zombie i słuchałem muzyki przed kompem ale nie byłem jakoś bardzo nieszczęśliwy, to był na pewno mój najlepszy rok odkąd dostałem tego kosza i od czasu podstawówki chyba - mimo, że ostatni rok był spoko to jednak przyszłą w lutym sesja na semestrze dyplomowym, miałem sporo zaległości i starałem się nadrabiać co mogłem ale tak próbując wszystkiego na raz prawie wszystko uwaliłem, jakoś bardzo się tym początkowo nie przejmowałem, od początku chciałem powtarzać sem. Dyplomowy. - dostałem odmowę powtarzania i zaczął się strach, najpierw że mnie wyrzucą i 4,5 roku inżynierskich na marne albo że przeniosą na zaoczne i będę musiał kolejne 1,5 studiować i płacić a ja nawet sobie nie wyobrażałem iść do pracy bo się tego strasznie bałem(wiem, że to żałosne i nienawidzę siebie za to jaki jestem leniwy). Jednak myślałem, że jak już będę wiedział na czym stoję to mi przejdzie, zacząłem się też mocno zastanawiać nad tym kim chcę zostać i co chcę robić w przyszłości – nic nie wymyśliłem, nie mam żadnego pomysłu ciągle a czas ucieka, nie będę miał już motywacji na kolejne studia na pewno, jestem za słaby. - potem pojechałem złożyć podanie o przeniesienie na zaoczne i się okazało, że dziekan zmienił decyzję i pozwolił mi powtarzać dyplomowe, na początku myślałem super – strach przejdzie itp. Ale zaczęło być jeszcze gorzej. - o tamtej pory ciągle myślę o swojej przyszłości, porównuję się do rówieśników, którzy już kończą drugi stopień studiów a ja dopiero pierwszy i nie wiadomo czy kiedykolwiek go skończę, którzy mają już auta, mieszkają sami, dziewczyny, boję się że nie pozaliczam zaległości bo zostały mi najtrudniejsze przedmioty z całych studiów, boję się że nigdy ich nie skończę, że nawet jak skończę to nie znajdę pracy bo tak długo robiłem inżyniera boję się co będę robił w przyszłości, że utknę w jakiejś pracy 8 godzin dziennie za marne pieniądze, której nienawidzę bo nic nie umiem i nie znajdę lepszej bez studiów, boję się że nie będzie mi się nic chciało już zawsze, jestem wyprany z ambicji i nie wiem co chcę robić w życiu, nic nie już tak naprawdę nie cieszy, kiedyś naprawdę lubiłem sobie pograć w gry, czekałem tylko aż wrócę do domu i to dawało mi jakąś chęć do życia chociaż. - Jeszcze 2 tygodnie temu miałem świadomość tego wszystkiego ale w ogóle się tym nie przejmowałem a teraz jakby coś we mnie pękło kompletnie. Myślę o odległej przyyszłości nawet emeryturze, boję się że nigdy nie pójdę do pracy i umrę z głodu, o tym, że nic nie ma sensu bo i tak wszyscy umrzemy, boję się że kiedyś będę musiał żyć na własną rękę, że będę sam całe życie, że umrę sam a najbardziej się boję, że te wszystkie myśli nigdy nie przejdą i całe życie całymi dniami będą mi już towarzyszyły - ciągle o tym myślę od piątku, chcę mi się prawie ciągle płakać, cały się trzęsę, myśli samobójcze się trochę pojawiają, nadal myślę że raczej tego nie zrobię ale jest coraz gorzej z dnia na dzień, ciągle się trzęsę cały, boli mnie brzuch i klatka piersiowa prawie cały dzień, tylko na kilka minut potrafię przytłumić myśli ale i tak do nich wracam po chwili. Powiedziałem już najlepszemu kumplowi i mamie, że coś jest nie tak, ale wszystkiego nie mówiłem. To trwa już 2 tygodnie i 2 tygodnie się zbieram do napisania tego, nigdy nie czułem się tak źle przez tak długo, nawet jak dostałem tego kosza to nie miałem tak, że całymi dniami bez przerwy o tym myślałem, wtedy potrafiłem włączyć grę na kompie i się od tego uwolnić a teraz nie mam nic już bo nic mnie nie interesuje prawie, nie chcę mi się nic. Zmuszam się co rano żeby wstać i coś jeszcze załatwić na uczelni z przepisaniem ocen, chodzę też na rehabilitacje barku co rano ale to tyle. W domu tylko siedzę i próbuję nie płakać, mama dała mi jakieś tabletki na uspokojenie ale nie pomagają. Nie wiem co mi jest, czy to jakiś chwilowy kryzys i samo przejdzie czy powinienem iść do lekarza, na terapeutę mnie nie stać bo jestem żałosnym leniem a z NFZ podobno czeka się pół roku i na czytałem się że różnie z nimi bywa, boję się brać leków na głowę ale najbardziej się boję że mi to nie przejdzie. Naprawdę mimo problemów zawsze byłem racjonalną osobą myślę i mimo że o tym wszystkim co teraz już zdarzało mi się myśleć, miałem tego świadomość ale zawsze po chwili przestawałem i sobie tym nie zaprzątałem głowy. Jak sobie radzę? Chodzę na tą rehabilitacje barku(miałem przez okres studiów przygodę z siłownią, bardzo mi pomagała na głowę, trochę ograniczała lenistwo, lubiłem ją, chodziłem 2 razy po pół roku ale za każdym razem kontuzja barku i musiałem przestać, teraz jakaś mocniejsza i już pół roku mnie ciągle boli) więc wstaję co rano (przez cały okres studiów nie było okresu w którym wstałbym tyle razy na 8 takim żałosnym leniem jestem) ale pozałatwiałem dużo rzeczy na tej uczelni, prawie wszystko co na razie mogłem, nawet napisałem maila żeby zobaczyć się z promotorem i coś zrobić do pracy dyplomowej, napisałem do innego prowadzącego czy nie ma może jakichś ofert praktyk żebym teraz zrobił w końcu praktyki bo nadal ich nie mam jako że nie pracowałem w ogóle. Chcę znaleźć pracę może ona mi ogarnie te myśli jak sobie nią zawalę głowę ale z drugiej strony boję się pracować. Szukam pomocy – powiedziałem że coś nie tak ze mną przyjacielowi i mamie, zacząłem czytać o chorobach psychicznych, o kryzysie wieku młodego, depresji, dystymii. Próbuję sobie wszystko racjonalnie tłumaczyć i mam już wszystkie odpowiedzi - wiem, że jestem młody, mam czas, muszę się zmotywować, nie powinienem się oglądać za rówieśnikami, wiem że jestem żałosnym leniem i ludzie, którzy mieli w życiu dużo gorzej potrafią radzić sobie dużo lepiej ode mnie(to też mnie mocno przybija) itp. ale i tak ciągle wracam do tych myśli Co mi jest, czy to depresja, dystymia czy tylko chwilowe załamanie nerwowe? Czy powinienem iść do lekarza czy poczekać?
  12. Witam, przychodzę z problemem dot. rozstania. Poczatkowo nasz związek był bardzo udany, słuchaliśmy siebie nawzajem, wspieraliśmy. Problemy pojawiać zaczęły się w listopadzie, gdy do domu wróciła sisotra mojego partnera, nagle zaczęły się zarzuty, ze go nie kocham, ze go zdradzam, doszły obelgi, w grudniu przeszliśmy kryzys, zawsze któreś z nas wyciągało pierwsze rękę, jednak zaczęło psuć się jeszcze bardziej, znowu zarzuty, ze nie kocham, ze go zdradzam, ze jestem dzi... szmat... kur... pojawiła się wręcz obsesyjna zazdrość, sprawdzanie telefonu, obwinianie mnie o moja przeszłość,ciężko było wypracować kompromis, ponieważ musiałam mówić to, co chciano usłyszeć, nie mogłam wyrażać swoich niezadowolen, w wigilie, przez to ze znajomy przysłał mi życzenia świąteczne, a ja odpisałam „dziękuje” (oczywiście partner wiedział o tym) rozpętała się wojna, czego skutkiem była awantura, kolejne obelgi, rozlanie wody na łóżku, podłogach, zerwanie biżuterii, jakoś jednak go uspokoiłam...kłótnie jednak zdarzaly się co 48h, mimo to(głupia ja) przyjęłam zaręczyny, potem doszły teksty, iż powinnam się wstydzic tego, ze pierścionek przyjęłam, w końcu jestem kur... która go zdradza (co jest fikcja), wiedział o każdym moim kroku, przeglądał mój telefon, nie mogłam mieć żadnych znajomych o płci męskiej... pod koniec lutego kolejne awantury, choć obiecał nie wracać do przeszłości, obrazac mnie, pisał do mojej rodziny obraźliwe teksty dot. Mnie, odwiedzał ich, mowiac co niby robie, kim niby jestem. Wyprowadzki, wprowadzki (mieszkał u mnie), twierdził, ze jak kupi mieszkanie, to na pewno będę pod jego nieobecność go zdradzac, tydzień temu doszło do szarpaniny, ponieważ zapytałam go o to, jak widzi nasz aprzyszlosc, odpowiedział, ze nie widzi, bo jestem dzi... wiec mam kończyć i czekac, wyprowadził się, choć nalegałam by został. Przez ten czas uodporniłam się na jego słowa, choć nie był to człowiek, którego poznałam, kochałam go, robiłam wszystko, starałam się, choć według niego, nic do niego nie czułam. Proponowałam mu wspólna terapie, jednak twierdził, ze to ja jestem chora. 6 dni temu poprosił bym wyszła z domu, zarzucał mi, ze cały wieczór z kims jeździłam, ze go zdradzam, ze się kur..., uderzył mnie w twarz, dwa razy, pchnął na chodnik w skutek czego upadłam, uderzając głowa o chodnik... po wszystkim wypierał się, twierdził, ze mnie kocha, ale nienawidzi, ze wszystko jest moja wina, czułam się jak w jakimś słabym filmie. na drugi dzień, pod moja nieobecność, przyszedł do mojego domu, znowu mnie oczerniać, raz płakał, ze kocha mnie, raz ze nienawidzi... zglosilam to na policji, oczywiście. dzisiaj, czuje spokoj, ale i tęsknotę, są momenty, w których nie radzę sobie, chciałabym go zobaczyc, choć wiem, ze nie powinnam... nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzic, myśle o napisaniu listu, ale boje się, ze go do niego wysle, zamiast zostawić dla siebie, może po czesci chciałabym nam, jemu pomoc, mimo ze nie widze sensu.
  13. Jestem kobietą, mam 29 lat. Związek z obecnym partnerem zaczęliśmy 9 lat temu. W między czasie 2 razy opuściłam go ze względu na dużą otyłość (przy wzroście 195cm waży 170kg, ma 29 lat). Bardzo go kocham, jest cudowny z charakteru i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Parę lat temu postanowiłam, że co by się nie działo, to nie zostawię go ze względu na jego wagę. Uważam za okropny fakt, że zrobiłam to 2 razy. Mam problem z seksem, po prostu nie mogę się zmusić. Odrzuca mnie na samą myśl, a nie robimy tego już ze 2 lata, wcześniej rzadko. Mi to przeszkadza, jemu jeszcze bardziej. Mam wyrzuty sumienia, tym bardziej, że mój partner wcale się nie obżera, choć mógłby zamienić parę nawyków żywieniowych na lepsze. Taka jego uroda, że jest gruby, zawsze był i zapewne będzie. Jesteśmy ze sobą tyle lat i nadal bardzo się kochamy, ale ten nieszczęsny seks nas dołuje Nie wiem jak sobie poradzić? Jak zaakceptować jego fizyczne warunki?
  14. Witam, Mam 31 lat, pracuję i żyję w dużym mieście. Mam chyba dość klasyczny syndrom, ale w niestandardowym już i przedłużającym się okresie. Walę z grubej rury - nigdy nie miałem dziewczyny, choć nie jestem wcale jakoś specjalnie nieurodziwy. Niewiele mam koleżanek, ale kontakt z kobietami nie jest dla mnie jakimś wielkim wyzwaniem. Generalnie nie mam problemu, aby umówić się z jakąś na kolację czy kawę. Rozmawia mi się wtedy zupełnie lekko. Jednak jest tak tylko wtedy, gdy nie zależy mi kompletnie na relacji z tą kobieta, nie jest dla mnie atrakcyjna. W sytuacji, w której jednak zaczyna mi zależeć, wpadam w tzw. zauroczenie to dosłownie, ale po 2-3 min wręcz paraliżuje mnie. Pracowałem w życiu z ludźmi, z klientami, teraz nieco mniej. Jestem kontaktowy, rozmowny, raczej gawędziarz i gaduła niż introwertyk. Wszystko super, dopóki nie czuję, że "to jest ta kobieta". Jak już to poczuję to po prostu wstyd mi za siebie samego, bo zwyczajnie nie wierzę sam jak się zachowuję, jak prostacko wygląda to co robię czy mówię, a mam wtedy kompletną pustkę w głowie. Lata mijają, a to się nie zmienia. Musiałbym chyba wykonać 200 powtórzeń takich spotkań, aby czuć się swobodnie w takich sytuacjach, a to nie jest możliwe, gdyż bardzo rzadko zdarza mi się poznać taką kobietę, do której coś czuję (mimo, że jestem heterykiem). Trudno mi się umawiać z kobietami, do których znowu nic nie czuję, bo to po prostu zmuszanie się na siłę do spotkań, po których druga strona coś sobie obiecuje, a potem są nieprzyjemności, gdy się okazuje, że jednak nic z tego. I tak mi lata mijają, a ja dalej mam stres jak w podstawówce przed klasówką, na którą nie nauczyłem się materiału. Pytanie zasadnicze brzmi: czy ja potrzebuję konsultacji z psychologiem lub kimś o podobnych charakterze pracy ? A jeśli tak to co ona może mi dać ? Pozdrawiam
  15. Jestem kobietą, mam 24 lata. Ja i mój narzeczony jesteśmy ze sobą w związku od 7 lat. Około 4-5 lat temu zdradziłam go, dowiedzial sie o tym. Później wciąż utrzymywalam kontakt z tamtym mężczyzną. Narzeczony o tym wiedzial, powiedziałam mu że zastanawiałam się nad rozstaniem. Niestety zdradzilam go drugi raz. Wszystko to trwalo około 6ciu miesięcy Żałuje tego bardzo, jest mi wstyd, byłam zupełnie inną osobą i naprawdę nie poznaję siebie z tamtego okresu. On to wszystko rozumie, ale niestety niedawno dowiedziałam się ze przeżywa w związku z tym poważną traumę. Raz było z nim lepiej, raz gorzej, ale przez ostatni rok jest naprawdę źle, codziennie przeżywa flashbacki, ma jakieś niekontrolowane myśli, jest rozdrażniony i przez to cierpi. Zrobiła bym wszystko żeby mu pomóc. Niestety o niczym mi nie mowił, stwierdził że to samo przejdzie. Czy można to nazwac traumą interpersonalną złożoną? Czy w takim wypadku, po tak długim okresie czasu jest szansa na poprawę jeśli zdecyduje się na terapie? Rozważamy terapię emdr, na początek. Później chyba spróbujemy wszystkiego.
  16. Dyskryminacja mężczyzn - czym jest, na czym polega i jakie są jej przykłady we współczesnym świecie. Temat omawia psycholog. Materiał odpowiada na pytanie w jaki sposób mężczyźni są dyskryminowani.
  17. Witam. Mam 23 lata i od ponad roku jestem z związku z moim partnerem. Poznałam go w wieku 15 lat, od tego momentu jestem w nim zakochana. Wiem, że jest to miłość mojego życia, nie wyobrażam sobie życia bez niego, lecz mamy duży problem... Podczas ostrych kłótni, w których ani ja oni on nie potrafi odpuścić, nieraz zdarzyło się, że mnie uderzył. Próbowałam szukać odpowiedzi na własną rękę, lecz nigdy nie usłyszałam od niego, że to moja wina, że sobie zasłużyłam. Za każdym razem słyszałam, że to ostatni raz, że więcej już mnie nie uderzy. Niestety ma on problem z emocjami, jest bardzo nerwowy, chodzi do psychologa ale z tego co wiem, są to zwykłe rozmowy, w których radzone mu jest... Pograć na komputerze aby rozładować nerwy. Nie wiem czyja to wina, że te wizyty przyniosły marne efekty, myślę, że w większości jego. Poza tym jest to cudowny facet, bardzo mocno go kocham, lecz jego nerwy są nie do zniesienia. Bardzo łatwo się irytuje, dużo krzyczy a ja muszę tego wysłuchiwać. Bardzo kocha moją rodzinę, w wielu rzeczach im pomógł i pomagać chce nadal. Nie wyraża się o nich źle. W kłótniach wyzywa mnie, jednak ja nie jestem mu dłużna. Różni nas jedno - ja go nie biję. Nie wiem co mam zrobić, parę dni temu wyprowadziłam się od niego, liczę na jego zmianę ale czy to w ogóle ma sens? Długo, bardzo, długo obiecywał mi poprawę lecz zawsze było to samo. Nigdy nie rozstałam się z nim na dłużej niż tydzień po takiej awanturze, zawsze dosyć szybko się godziliśmy a ja mu wierzyłam. Widzę, że on nie radzi sobie z emocjami, nie potrafi wtedy myśleć w ogóle racjonalnie i wpada w swojego rodzaju "szał". Nie panuje nad tym co robi. Jest mi go z tego powodu ogromnie żal ale nie mogę pozwolić na bicie mnie i tym samym poniżanie. Bardzo go kocham, on podobno mnie też, ale czy można nazwać miłością takie zachowanie? Podobno nie... Co mam robić? Czy mogę w ogóle liczyć na to, że się zmieni?
  18. Kryminolodzy mawiają, że „rodzina bywa najniebezpieczniejszym miejscem na Ziemi po zmierzchu”. Nic w tym dziwnego, bo chociaż rodzina kojarzy się ze spokojem, szacunkiem, miłością, to jednak ze względu na swoją złożoność często bywa areną potwornych wydarzeń, które zapadają w pamięci na długie lata. Czemu o tym wspominam? Ponieważ chcę poruszyć temat przemocy w rodzinie, a ponieważ jednak często mowa o tym w kontekście przemocy wobec kobiet, dla równowagi zamierzam powiedzieć o przemocy kobiet wobec mężczyzn, bo panowie równie często są ofiarami. Czasami do gabinetu trafiają ludzie którzy są święcie przekonani, że to, co ich spotkało, fatalnie o nich świadczy. Uważają, że są wyjątkowo słabi, gorsi, noszą rzadkie, odrażające piętno. Kiedy powolutku odkrywam przed nimi prawdę mówiąc o skali zjawiska, z którym się zetknęli, zaczynają z powrotem oddychać pełną piersią. Rozumieją, że nie są kimś gorszym lecz należą do grona osób, które spotkało coś potwornego o czym współczesne społeczeństwo nie chce słuchać. Dla mężczyzn czymś takim bywa doznawanie przemocy ze strony kobiet. Często oznacza to także doświadczenie ogromnego wstydu za to że było się ofiarą. Panowie bywali też wyszydzani przez innych – znajomych, lekarzy, pielęgniarki, policjantów, którzy po prostu kpili, że ktoś pozwolił zranić się kobiecie. Mężczyźni doświadczali też ogromnego poczucia winy, za to co zaszło, chociaż to nie oni byli sprawcami. Dzieje się tak dlatego, że kobiety potrafią nieprawdopodobnie skutecznie udawać ofiarę – zmanipulować całą rodzinę, a nawet wymiar sprawiedliwości i uczynić w oczach innych agresora z mężczyzny, choć to on był krzywdzony psychicznie i fizycznie. Ta przewrotna strategia odwracania kota ogonem nierzadko sprawia, że sami mężczyźni przynajmniej przez pewien czas wierzą, że są wszystkiemu winni. Moi klienci bywają w ciężkim szoku, że wreszcie trafiają na kogoś, kto im wierzy w to, co mówią. Tylekroć ktoś kwestionował ich opinię i lekceważył ich stanowisko albo je wyśmiewał, że niektórzy mężczyźni tracili wiarę, że ktokolwiek ich zrozumie. Z ich barków spada wielki ciężar, kiedy uświadamiam im, że to temat tabu – o przemocy kobiet wobec mężczyzn wielu ludzi milczy, ale jest to zjawisko tak samo częste jak przemoc w odwrotnym kierunku. Mówić o czymś, co specjaliści określają terminem: symetria płci w przemocy partnerskiej. Chociaż różne instytucje nagłaśniają w mediach problem przemocy wobec kobiet całkowicie pomijając kwestię przemocy względem mężczyzn, ofiarami bywają osoby obu płci. Twierdzenie, że przemoc jest wyłącznie domeną mężczyzn to groźny mit, krzywdzący stereotyp powodujący szkodliwe uprzedzenia. Sprawia, że jedna płeć jest faworyzowana i uprzywilejowana, a cierpienie drugiej jest pomijane i umniejszane. Mówiłem o tym więcej w filmie pod tytułem „Przemoc NIE ma płci”, do którego obejrzenia zachęcam. Są tam przedstawione wyniki różnych badań oraz dodatkowe wyjaśnienia, które jednoznacznie kwestionują szkodliwy stereotyp jakoby tylko mężczyźni bywali oprawcami. W tym artykule chcę uwrażliwić mężczyzn na kilka zasadniczych kwestii, które warto wziąć pod uwagę, by się chronić. Na ten temat powstały liczące kilkaset stron publikacje, więc w tym miejscu siłą rzeczy wyłuskam tylko parę szczególnie istotnych zagadnień. Bardziej zainteresowane tematem osoby zachęcam do lektury publikacji na temat przemocy w rodzinie. WYBRANE PRZYCZYNY PRZEMOCY Wśród najczęstszych przyczyn przemocy kobiet wobec mężczyzn są: chęć dominacji, sprawowania kontroli w związku, walka o władzę, o to kto ma ostatnie słowo, kto zarządza budżetem domowym, kto ma być komu posłuszny; gniew, który pojawia się w odpowiedzi na zazdrość na tle prawdziwych lub rzekomych występków partnera; zemsta za niepożądane zachowania partnera lub jego domniemane występki, lub za to, że nie spełnia oczekiwań, wymogów, standardów, nie daje kobiecie tego, czego ona pragnie; makiawelizm seksualny (pojęcie to wprowadził Zbigniew Lew-Starowicz, wyjaśniając, że oznacza instrumentalne traktowanie partnera i związku z nim jako sposobu ustawienia się w życiu, zrobienia kariery, zdobycia znaczącego awansu zawodowego i społecznego); przejawy zaburzeń osobowości czyli nieprawidłowych i powtarzających się wzorców nieadekwatnego reagowania na pewne sytuacje skrajnymi, negatywnymi emocjami; można tu wyróżnić na przykład: a) osobowość niedojrzałą, która cechuje się brakiem planu na życie, nieodpowiedzialnością, brakiem stabilności emocjonalnej co przejawia się naburmuszeniem, nadąsaniem, wiecznym niezadowoleniem, pretensjami do świata, „tupaniem nóżkami” i wrogością za niespełnianie natychmiast pragnień, trudnością w zakresie odraczania przyjemności, niekontrolowanymi wyładowaniami emocji o natężeniu nieadekwatnym do sytuacji; b) osobowość chwiejna emocjonalnie, która charakteryzuje się przede wszystkim problemem w zakresie regulacji emocji, a w związkach doświadczaniem skrajnie różnych uczuć względem partnera (miłości, a chwilę potem nienawiści); c) osobowość narcystyczna, która charakteryzuje się ogromną roszczeniowością, egocentryzmem, brakiem empatii, przeświadczeniem o szczególnej roli i nieprawdopodobnie wielkiej wartości, pragnieniem bycia w centrum uwagi i „błyszczenia”, chęcią robienia na innych wrażenia, co może czasem prowadzić do zadłużania rodziny czy lekceważenia potrzeb domowników bądź oczekiwaniem, że partner będzie zabawiał, wykonywał brudną robotę, zadowalał pomimo braku symetrycznego zaangażowania i wysiłku ze strony osoby narcystycznej; efekty asymetrii związku i karykaturalnego wyolbrzymienia stereotypowych ról, co prowadzi do braku równoprawnego partnerstwa; wyróżnia się między innymi następujące problematyczne związki: a) wspierający – „ojczulkowie i laleczki” (dadies and dolls); dojrzalszy wiekiem i zamożny mężczyzna wiąże się z dużo młodszą, atrakcyjniejszą fizycznie partnerką, która tylko z pozoru jest delikatną i niegroźną „laleczką” – w istocie częstokroć bywa to kobieta, która w wyniku stosowania tzw. „kłusownictwa seksualnego” odbiła zasobnego mężczyznę innej kobiecie i teraz zuchwale wykorzystuje swoją uprzywilejowaną pozycję stopniowo wchodząc na głowę partnerowi, przekraczając wszelkie granice; ostatecznie historia kończy się tak, że dochodzi do rozwodu i zgodnie z polskim prawem ze względu na obniżenie poziomu życia młoda kobieta dostaje bardzo wysokie alimenty na siebie; b) opiekuńczy – „mamuśki i synalkowie” (mothers and sons); dojrzalsza wiekiem kobieta wiąże się z młodym, atrakcyjnym fizycznie mężczyzną, ale młodość ma swoje prawa, więc aby okiełznać ten żywioł kobieta decyduje się na stosowanie różnych form presji i nacisków, a czasem przemocy, by trzymać „młodego boga” w ryzach; c) wyzywający – „wiedźmy i układni faceci” (bitches and nice guys); jeden z najczęstszych schematów, gdy wychowany na rycerza, uprzejmy, pomocny, grzeczny i wspaniałomyślny mężczyzna trafia na kobietę, która eksploatuje go do granic możliwości i bezwzględnie sprowadza do roli jej lokaja, parobka czy „bankomatu” i traktuje go tak dopóki nie znajdzie kogoś, kto będzie nadawał się do tej roli lepiej; d) wychowawczy – „panowie i służące” (masters and servants); początkowo wydaje się to układ patriarchalny, gdzie mężczyzna gra stereotypowo męską rolę, a kobiet stereotypowo kobiecą, ale ten porządek rzeczy nie wytrzymuje próby czasu – kobiecie brzydnie role kucharki i opiekunki do dzieci, ma dość obsługi gospodarstwa domowego, pragnie czegoś więcej, więc buntuje się, a jak wiemy z lekcji historii od buntu do przemocy jest już bardzo krótka droga; e) konfrontacyjny – „para jastrzębi”(couple of hawks); wiążą się ze sobą dwie bardzo mocne osobowości, które początkowo zdają się być niezłym zespołem, ale z czasem pojawia się rywalizacja, konkurowanie ze sobą, wkrada się zazdrość a nawet zawiść, co prowadzi do „wojny domowej”; f) usłużny – „dwa gołębie” (couple of doves); początkowo dwoje ludzi wzajemnie się idealizuje, uszlachetnia więź, która ich łączy, myślą o sobie jak o pokrewnych duszach, dwóch połówkach pomarańczy, ale nieuchronnie prowadzi to do udawania, okłamywania, chowania urazy i w efekcie problemy zamiatane pod dywan w końcu gwałtownie wychodzą na światło dzienne albo ludzie wzajemnie częstują się toksyną, bierną agresją z powodu zawodów, rozczarowań, cichej rozpaczy, frustracji. JAKA JEST ISTOTA PRZEMOCY KOBIET WOBEC MĘŻCZYZN Panowie będący ofiarami przemocy psychicznej lub fizycznej częstokroć zaczynają coraz bardziej ulegać swoim partnerkom. Dzieje się tak m.in. dlatego, że kobieta miesza im w głowie – co by nie zrobił, i tak ona nie jest do końca zadowolona. Nagrodą bywa łagodniejsza dezaprobata, a karą nie tylko brak nagrody, lecz surowa reprymenda, nadąsanie, pretensje, odbieranie przywilejów, nastawianie dzieci i rodziny przeciwko partnerowi, ograniczenia w zakresie zaspokojenia uzasadnionych potrzeb. Często pojawiają się zarzuty takie jak na przykład „nie jesteś prawdziwym mężczyznom” albo bardziej zakamuflowane „prawdziwy mężczyzna zachowuje się...”. Żonglowanie karami i nagrodami, granie na męskich emocjach, wysyłanie mu sprzecznych sygnałów i manipulowanie nim przypomina pranie mózgu – podtrzymuje się w mężczyźnie nadzieję, że spotka go coś dobrego i bardzo restrykcyjne dozuje te doświadczenia, by niespełniony wciąż pozostawał pod przemożnym wpływem swojej oprawczyni. W rezultacie bierze on na siebie coraz więcej i oddaje coraz więcej. Spełnia życzenia partnerki, staje na głowie, by ją zadowolić, bierze ślub bez intercyzy, w skrajnych wypadkach przepisuje na kobietę cały majątek, co oczywiście prowadzi do jego tragedii. Krótko mówiąc mężczyzna pada ofiarą mechanizmu, który określany jest jako zespół wyuczonej bezradności („im bardziej jej ulegam, im więcej daję od siebie, tym jest gorzej”). Najpierw mężczyzna próbuje się buntować, ale potem stopniowo popada w apatię – wie bowiem, że wszystkie atuty ma kobieta, która może w każdej chwili pozbawić go rodziny, ograniczyć kontakty z dzieckiem i skazać na płacenie alimentów, sprowadzić do roli bankomatu, oskarżyć bezkarnie o najgorsze występki przeciwko jej czy dzieciom skazując na trwające całe lata rozprawy sądowe i stres. SKUTKI PRZEMOCY WOBEC MĘŻCZYZN Zrezygnowani mężczyźni czasem próbują koić swój fatalny stan emocjonalny sięgając po alkohol. Próbują złagodzić poczucie bezradności oraz frustrację używkami, co pogarsza ich stan lub nawet wpędza w nałogi. Czasami mężczyźni nie wytrzymują tego wszystkiego i decydują się na próby samobójcze. Innym razem doskwierają im złożone problemy psychologiczne. Więcej informacji można znaleźć w tej książce.
  19. Witam! Tak jak w tytule, kilka lat poświęciłem na szukanie odpowiedzi na pytanie"dlaczego?." Dlaczego mi nie wyszło pierwsze małżeństwo, dlaczego rozsypał się drugi związek, w który byłem bardzo, chyba za bardzo zaangażowany... Szukałem, bo nie mogłem się pogodzić z tzw. "moją winą". Już wiem, że to nie była tylko moja wina, stąd ulga...;-) Dziękuję Panu Rafałowi za jego pracę i Pozdrawiam Serdecznie! Na pewno się jeszcze tu odezwę... 😉
  20. z dziewczyną nie byliśmy 4 miesiące a ogólnie jesteśmy ze sobą 3 lata. Wróciliśmy do siebie po tych czterech miesiącach przerwy i się kłócimy. Dla mnie ta przerwa była ciężka bo to dziewczyna ze mną być nie chciała. Powodem rozstania było to że została zgwałcona. Ale udało mi się ją przekonać do powrotu. Tak jak napisałem kłócimy się , stosunki między nami nie są dobre. Mi na niej zależy i ja chce też czegoś więcej, zaangażowania z jej strony ale tego nie ma. Seksu ze mną też nie chce choć dałem jej czas , staram się rozmawiać to nic to nie daje, zlewa mnie. I tego nie rozumiem bo przecież wie jak kiedyś między nami było dobrze, jak wyglądał nasz seks. Dziewczyna rzuca mi dużo przykrych słów i czasami ja już sam nie wytrzymuje i też coś odpowiem głupiego. Powiedziałem , że mi stanął i wiem , że też jest mokra wtedy dostałem z liścia i wróciła do siebie. Żałowałem, że tak powiedziałem , nie odzywała się do mnie przez tydzień ale poszedłem z kwiatami i przeprosiłem. No a druga sytuacja gdzie się źle zachowałem to jak się o coś czepiała to powiedziałem żeby spier.. zaraz przeprosiłem bo wiedziałem że nie powinienem tak do niej mówić ale to wszystko przez nerwy . Wiem, że zaczynam nie panować nad sobą. Czasem jak ona mnie obraża to mam ochotę ją poszarpać ale się powstrzymuje bo nie jestem damskim bokserem. Ona się zmieniła, nasz związek już nie jest taki jaki był wcześniej i nie wiem co zrobić. Ona też najpierw nakrzyczy , nazłości się na mnie i to bez powodu, zachowuje się jakbym wrogiem jej był a później mnie przeprasza. Ja pytałem dlaczego tak się zachowuje to mi odpowiedziała żebym zapytał Boga dlaczego jej taki los zapisał i rodziców dlaczego ją zrobili dosłownie tak mi powiedziała. Na temat tego gwałtu też rozmawiać nie chce bo gdy pytałem to mi mówiła żebym sobie pornola włączył to zobaczę a teraz to już nawet tematu nie zaczynam. I tak nie możemy się porozumieć, mi w niej dużo przeszkadza bo zaczęła pić i palić papierosy. Może się nie upija ale za to pije codziennie i mi nie pasuje to bo kobiecie nie wypada. I codziennie ten sam schemat sklep i oczywiście starter pack piwo / wódka papierosy. Ja się też czuje przy niej nie potrzebny ale z drugiej strony tak jak mi kumpel powiedział , że jakby ze mną być nie chciała to by nie wróciła do mnie albo by zerwała. No a ja stoję w tej chwili w miejscu bo nie wiem jak będzie wyglądała nasza przyszłość. Czy jest jakieś inne wyjście niż rozstanie? Kumpel tak doradził ale on nie rozumie , że 3 lata to jest dla mnie szmag czasu i że ja już nawet myślałem nad pierścionkiem. Nawet ta przerwa co była między nami to nie zmieniła uczuć wobec niej , więc nie wiem jak moje życie będzie wyglądało bez niej na dłuższa metę . Wcześniej nie mieliśmy takich problemów , były lepsze gorsze dni ale awantur i przekleństw nie było dlatego chciałbym to uratować , więc co zrobić żeby się nie rozstać i zacząć się dogadywać? Dlaczego moja dziewczyna taka jest?
  21. Witam Mam na imię Kamil i mam 32 lata. Zapewne już dawno temu powinienem poszukać porad w tej sprawie, bo problemy mam z tym od dzieciństwa. Od zawsze byłem trochę zamknięty w sobie i do tego rówieśnicy w szkole mi nieraz dokuczali, albo wręcz znęcali się nade mną, co odbiło się na bardzo długo na mojej samoocenie. Trwało to mniej więcej do początku liceum. Nieraz miałem wrażenie, że nienawidzę siebie za to, że jestem taki a nie inny. Problem na dobre minął na studiach. Tutaj było już znacznie lepiej. Pewnie dlatego, że studia techniczne pełne są introwertycznych typków, wśród których mogłem się nawet nieźle czuć. Jednak tutaj trafiła się kolejna niefortunna rzecz - uzależnienie od gry online. Trwało ono kilka lat. Na szczęście udało się obronić pracę inżynierską i znaleźć pierwszą, a potem drugą pracę. Gra się w końcu tak po prostu znudziła. Od wtedy grywam w inne gry, ale raczej nieregularnie i nie zdarza mi się wybierać gry ponad prawdziwe życie. Nieraz zapominam o tych grach na pewien czas. Poczucie własnej wartości z czasem się poprawiło. Trochę samo, a trochę pewnie w wyniku samodzielnej pracy ze sobą. Starałem się zmienić myślenie o sobie. Sporo to nawet przypomina metody przedstawione na filmach o depresji z waszego kanału YT. Nawiasem mówiąc: depresji nigdy chyba nie miałem. Teraz, gdy wypełniałem formularz na stronie, miałem tylko 6 punktów (0-11 brak depresji). Z negatywnego stosunek do siebie zmienił się na ogólnie neutralny. Zacząłem też jakiś czas temu chodzić na siłownię. Nie tylko straciłem 7kg (nie byłem gruby, jedynie na granicy nadwagi), ale też pomaga to trochę ćwiczyć samodyscyplinę. Zacząłem się interesować innymi rzeczami, czytać książki. Od zawsze byłem ciekawy świata. Próbuję coś zrobić z moimi zdolnościami interpersonalnymi, ale idzie to wyjątkowo ciężko. Staram się dołączać do pogawędek w pracy, zagadywać na siłowni od czasu do czasu lub także wychodzić na miasto, gdy trafi się jakiś interesujący event. Czasami też wychodzę gdzieś z kolegami ze studiów, lub też wyjeżdżam z nimi na weekendowe wypady. Jednak problem ten pozostaje i wydaje się nieco bardziej oporny. Uznałem, że wymaga to czegoś więcej. Szczególnie, że pozostaje jeszcze jeden problem, który od bardzo dawna mnie gryzie. Chyba można się nawet domyślić o co chodzi. Oczywiście to płeć przeciwna. Od dawna nie działo się u mnie nic w tych sprawach. Parę mało istotnych spotkań w czasie studiów, ale nic wielkiego i dawno temu. Od bardzo dawna poruszam się praktycznie wyłącznie w męskim towarzystwie i nie wiem, czy na tym etapie, w tym momencie da się coś z tym zrobić. Nie obwiniam za to kobiet, bo bardzo dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że to ja zawaliłem sprawę, bo powinienem był się zająć sobą już dawno temu zamiast marnować czas na gry, ale cóż, czasu nie wróci. Mam ogromne poczucie nieadekwatności i nienadawania się z tego powodu do związków połączone z niemożnością akceptacji tego stanu rzeczy. Długo mówiłem sobie że no cóż, nic z tego. Pół biedy, że i tak nie przepadam za dziećmi i nie chcę ich mieć, co czyni związki nieco bardziej opcjonalnymi. Jednak doszedłem do wniosku, że za bardzo mnie to czasami męczy. Nie zawsze, bo bywa, że przez dłuższy czas w ogóle o tym nie myślę, jednak to wraca. Jeśli nie ma szans już sobie kogoś znaleźć, to i tak potrzebuję pomocy w zaakceptowaniu takiego stanu rzeczy. Nie wiem co i jak z tym zrobić. Nawet pomyślałem kiedyś o klasztorze buddyjskim (moim poglądom znacznie do niego bliżej niż do chrześcijaństwa). Pewnie nadawałbym się tam, ale z tego co się dowiedziałem na wolne miejsce i tak się bardzo długo czeka, bo jest średnio 10 osób na jedno miejsce. Cóż, nie tylko ja miałem takie myśli.
  22. Witam. Potrzebuję pomocy,bo sama już nie wiem co począć. Zaczynając od początku, mam 25 lat,jestem mamą od miesiąca a mój partner i ojciec dziecka jest alkoholikiem. Jestem osobą po załamaniu nerwowym, będąc w 7 miesiącu ciąży spędziłam jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym, ponieważ chciałam ze sobą skończyć. Niestety nie umiem sobie poradzic z tym że mój partner pije, nie umiem Go zostawić ponieważ kocham i nie chce by dziecko wychowało się bez ojca ale z drugiej strony wiem jak to jest wychowywać sie w rodzinie z alkoholikiem. Chciałabym mu pomóc ale nie wiem jak nie wiem od czego zacząć jak z nim rozmawiać i jak sprawić by nie pił. On nie chce iść na terapię ,bo dla niego to że pije codziennie nie jest problemem a tłumaczy się tym że pracuje i zarabia to może. Na początku związku nie pił w takich ilościach, pił ale nie upijał się do nieprzytomności i nie prawił mi morałów że jestem złym czlowiekiem. A teraz na porzadku dziennym słyszę, że jestem złą matką, że zła ze mnie partnerka, bo nie daje mu miłości, bo go nie wspieram i on by nie pił gdyby nie Ja. A na pytanie po co ze mna jest skoro jestem ta zła to odpowiada że nie umie żyć sam. Czy może mi ktoś powiedzieć od czego mam zacząć jak mam z nim postępować? Chce mu pomóc, bo to dobry człowiek, tylko nie wiem jak. A niestety coraz częściej łapię się na tym że może faktycznie to moja wina że piję i że to ja jestem ta zła bo nie umiem go wyciągnąć z nałogu. Przepraszam za chaos. Jestem zmeczona codziennymi wykładami, tym że od rana do nocy jestem sama z dzieckiem które wiadomo potrzebuje całodobowej opieki bo to niemowlę i że to co mówię do partnera nie dociera do niego...;(
  23. Witam Jestem Karolina i mam 30 lat. Postanowiłam skorzystać z pomocy właśnie tutaj że względu na neutralne podejście do całej sytuacji. Znalazłam się w bardzo dziwnej sytuacji, która tak naprawdę sama sobie stworzyłam. Byłam w związku z facetem starszym tylko 3 lata. Przystojny inteligentny prawnik. Myślałam że to sen że to nie dzieje się naprawdę. Niestety już po niecałym miesiącu przylapalam to że wypisuje z jakąś dziewczyną 19 letnia z Poznania. Przekonał mnie że to jest jego błąd i więcej razy tego nie powtórzy. Znowu wróciły czasy cudownej miłości. Weekendy przeważnie spędzaliśmy przy alkoholu co na początku nie robiłoto dla mnie różnicy pomimo że przy mocnym upojeniu on potrafił mnie zwyzywać. Ale tłumaczyłam sobie że to alkohol. Zorientowałam się że ma problem z alkoholem że nieraz mnie oszukiwał mówiąc że jest w domu a był w barze. Często w środku tygodnia był dość mocno pijany. Jeździliśmy po Europie bawiliśmy się bardzo dobrze. Któregoś dnia pokusilo mnie żeby zobaczyć jakie ma korespondencję na Facebooku i okazało się że wypisywał do swoich "kolezanek" różne dziwne podteksy wiążące się ze spotkaniem bądź sexem. Wiedząc to chciałam rozmawiać nie chciał nie potrafił. Pomimo mojej wiedzy dalej go kochałam wybaczylam ale nie mialam jak zaufać. Z czasem zauważyłam że nie chce spędzać że mną już nocy ( mieszkaliśmy oddzielnie ja z bratem on z rodzicami ) sexu też już nie było jak tylko miałam ochotę próbowałam to w jakiś sposób nakręcić przekonać do tego niestety bez skutków. Nadszedł czas wakacji pomyślałam że to będzie punkt kulminacyjny. Że jego zachowanie ułatwi mi Podjęcie decyzji i tak też się stało. Na wakacjach zaczął się interesować animatorka pomimo że wszędzie razem byliśmy i spędzaliśmy czas nadszedł taki moment że gdy ona miała urodziny on się upiłi zostawił mnie tylko po to żeby się bawić w towarzystwie gdzie była ona. Szybko wrócił do pokoju ale to mnie zabolało. Po powrocie chciałam porozmawiać udało się i obiecał że zaprzestanie wypisywac do innych kobiet i że zmieni swoje podejście do mnie. Nie minęło dwa dni jak umawial się z "kolezanka" do kina. Dla mnieto był już koniec. Zignorowalam go nie utrzymywała kontaktu Zablokowałam. Międzyczasie poznałam Mateusza. Facet o boskim wycwiczonym ciele. Nie jest mega przystojny ma wady... jąka się ale to nie jest ważne. Jest bardzo pomocny czasem mam wrażenie że aż za bardzo. Pod względem swojego wieku tj. 30 lat nie posiada nic nie ma prawa jazdy pracuje na produkcji mieszka z mamą i siostra. Moim zdaniem taka mała sierota losu. Ale bardzo pozytywnie spędzamy razem czas. Zaczęłam chodzić z nim na treningi gdzie poświęca dla mnie swój czas to mnie bardzo motywuje. Mateusz zamierza się wyprowadzić z domu ma ogromną nadzieję że wyprowadze się do niego bo mnie pokochał. Wszystko dla mnie było by łatwe gdyby nie odezwał się jego poprzednik prosi o czas żebym się przekonała mówi mi że mnie kocha ze nie chce stracić. Kupił mieszkanie chce że mną zamieszkać tworzyć rodzinę. Mam problem w podjęciu decyzji mama z bratem mówi że jestem głupia że zostawiłam takiego faceta i zamieniłam na gorszego. Ja sama nie wiem co bym chciała z Mateuszem jest dobrze ale czegoś brakuje jak dla mnie jest za wielką sierota bez perspektyw na przyszłość potrzebuje ręki ktorawędkarze mu drogę. Prawnik pod jednym względem poukladany ale czy mu zaufam czy pomogę z alkoholem. Proszę o radę bo się zgubiłam. Pozdrawiam
  24. Jak się przekonać? Można zmienić płeć. Zaznania osoby, która zmieniła urodziła się jako kobieta i zmieniła płeć są zaiste ciekawe.
  25. Witam, Mam 25 lat i uważam się za całkiem fajną, chociaż daleeeeeeeeką od ideału (do którego dążę) osobę. Wszystko w życiu zdążyłam do tego czasu poukładać. Tylko jestem sama- nie samotna. Nie mam partnera. Moje dotychczasowe relacje nie były dłuższe niż kilka miesięcy i po każdej czułam się 'porzucona', czułam, że zostałam sama bo nie zasłużyłam na czyjąś miłość. Najdłuższa trwała prawie 2 lata i chyba tylko dlatego, że uparcie nazywałam to 'układem', w którym nie miało być oczekiwań, zobowiązań, ani emocjonalnego przywiązania. Po każdym 'odrzuceniu' miesiącami zbierałam się z załamania nerwowego. I tak mnie tknęło... czy tu się nie pojawia pewien pattern.... Czy ja sama się nie przyczyniam mocno do tego, że nie wychodzi Nie lubię okazywać czułości- aż mnie skręca w środku jak mam być czuła. Brzydzę się sobą ,gdy jestem taką "miękką bułą". Nie mówię o uczuciach osobie, której dotyczą. Blokada, paraliż, ucieczka z automatu. Gdy ta druga strona otwarcie i swobodnie okazuje mi uczucie, mam ochotę wiać, zniknąć na parę tygodni i wrócić jak mi przejdzie panika. Często wobec partnerów byłam ... słownie agresywna. Porównywałam ich jawnie do poprzednich partnerów, wyśmiewałam ich słabości, wady (tak jak mój tata robił wobec mnie). Jestem osobą nieustannie zajęta- jedynie sobotę mam wolną od jakichkolwiek zajęć dodatkowych. Gdy ostatni towarzysz zapytał, czy może nie chcę wrócić do 'układu', jak to nazywałam, jedyne co wyszło mi z ust to "Nie mam czasu"... Czy ja nie sabotuję każdej relacji??? Do tej pory z przykrością wspominam utratę niektórych, bardzo wartościowych osób, które szaleńczo kochałam, a mogłam się przyczynić do rozpadu znajomości. Mój tata jest alkoholikiem. Nie pije tak dużo jak kiedyś i jest rzadziej agresywny. Gdy nie pije jest super człowiekiem i moim kumplem. Ale gdy byłam dzieckiem to prócz picia w domu była agresja nie tylko słowna,ale także fizyczna, uciekanie z domu. Od 2 klasy gimnazjum do zeszłego roku zmagałam się z nawracającą depresją. Po ostatniej terapii trzymam się bardzo dobrze. Ale nikt na żadnym leczeniu nie rozmawiał ze mną o lęku przed bliskością. Czy to realny problem,czy kwestia mojej osobowości? Czy i kiedy mówić o tym lęku partnerowi? Nie chcę zawalić kolejnej relacji,ale nie mogę przecież obciążać nikogo sobą.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.