Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'mężczyzna'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 298 wyników

  1. Witam. Dlaczego taki tytuł ? Otóż wyjaśniam. Jestem matką dwójki dzieci po rozwodzie. Sama pogoniłam chłopa. Parę miesięcy temu poznałam a w sumie sam się nawinął mój obecny partner. Dzieci go uwielbiają a on uwielbia je. Rodzina go zaakceptowała... no ale reasumując... jego była. Był z nią dosyć krótko... półtorej roku... była to kobieta chora, lecząca się... która z początku dawała mu multum wrażeń, jego życie wydawało się bajką i chciało mu się żyć. W dodatku była wokalistką( występowała nawet w TV) rozstali się gdyż przestała brac leki i zaczęła pokazywać swoje prawdziwe oblicze... i teraz punkt kulminacyjny... już od początku naszej znajomosci brał ją i jej otoczenie jako przykład. Ona to ona tamto... tłumaczył się, ze po prostu nie ma z skąd brac innych przykładów bo z nikim nie był tak zżyty... sam tłumaczył, że gdy brała leki była do serca przyłóż. Niby mówi, że to przeszłość, że nigdy nie mógłby z nią być z powrotem. Jednak ja się boje. Ona była sama on sam nic ich nie ograniczało... żyli i korzystali z życia... sam stwierdził, że to była jego pierwsza wieka miłość... taka prawdziwa i że od razu czuł to coś. Ze mną już jest bardziej ostrożny. Boje się, że Nie będę w stanie mu dać tych wrażeń i emocji co ona... jestem osobą, która nie skacze, nie szaleje, powiedziała bym ze osobą nudną... mam paranoje na jej punkcie. Przeglądam jej zdjęcia. Porównuje ją, oglądam jej kanał na yt.. zazdroszczę... wiem, że była dla niego światem może i pozornym ale jednak światem... a ja ? Ja mogę mu jedynie dać posiedzieć na placu zabaw i raz na jakiś czas gdzieś wyjść samemu... przestał o niej gadać bo widział, że mnie to wkurza. Powiedział, że blednie interpretuje jego słowa i że za nią nie tęskni. Mówi ze liczę się dla niego tylko ja i moje dzieci. ( ostatnio nawet nazwał nas rodziną) ale strasznie nie ufam i nie wierzę...
  2. Dzień dobry, Mam trochę głupią sprawę. Jestem psiarą, kocham psy i potrafię zachwycać się psami obcych ludzi na ulicy (swoimi zresztą też, mimo iż już parę dobrych lat są w moim domu). Od urodzenia jestem chowana z psami, więc to siedzi we mnie głęboko. Ostatnio się dowiedziałam, ze mój chłopak jest o to trochę zazdrosny ("mną się tak nie zachwycasz"-prawda, ze nie mówię mu takich rzeczy, które mówię o psach, ale mówię inne komplementy). Tłumaczyłam mu, ze dla mnie to wgl zupełnie inna kategoria, bo z psem nie porozmawiam, nie podzielę się problemami itd. Zastanawiam się, tak myśląc przyszłościowo, czy to nie będzie naszym problemem. Bo tak samo jak potencjalnie w przyszłości pojawiłoby się dziecko to myślę, ze idąc tym tropem byłby o nie zazdrosny i wtedy pytanie czy to nie pchneloby go do np. zdrady. Co zrobić z tą sytuacją? Czego kwestia, ze on tak reaguje?
  3. Dzień dobry, Mam 24 lata, jestem programistą, niedawno zacząłem nową pracę i przeprowadziłem się do mojego ulubionego miasta. Zawsze byłem mocno zamknięty w sobie, lubiłem siedzieć w domu, miałem niewielu znajomych. Tuż przed kwarantanną mocno otworzyłem się na ludzi, udało mi się nawiązać kilka silniejszych przyjaźni, zacząłem czuć się bardziej komfortowo wśród ludzi. Sama kwarantanna mocno mnie zmieniła, wydaje mi się, że głównie pozytywnie. Mam jednak problem, z którym nie potrafię się uporać. Od kilku tygodni nie jestem w stanie się na niczym skupić. Nie jestem w stanie wykonywać swojej pracy, czuję się dziwnie otępiały i nieszczęśliwy. Często boli mnie głowa i źle sypiam, choć często czuję senność. Czasem kręci mi się w głowie. Gdzie powinienem szukać pomocy? Nie jestem pewien, czy powinienem skontaktować się z psychologiem, czy może neurologiem (a może jeszcze innym specjalistą)?
  4. Witam. Mam brata z zespołem Down. Jest on już dorosły ponieważ ma 37 lat. Do 20 roku życia chcodził do szkoły specjalnej. Teraz jest cały czas pod opieką mamy. Widzę, że jednak ona już nie daje z nim rady. Mieliśmy wszyscy trudne dzieciństwo ponieważ mieliśmy ojca alkoholika, który nie był dobrym tatem, ani mężem. Jednak dla barata był on jakimś wzorem i nauczył się od niego palić papierosy. Jest z tym coraz większy problem ponieważ to już trwa kilka lat i jest uzależniony. Mam oczywiście na początku ma zabraniała, ale trudno jest pracować z sobą z zespołem Downa. Teraz dla paierosów potrafi on ukraść od mamy pieniądze lub prosi innych, aby mu dali. Tworzy to wiele przykrych sytuacji, nerwowych, kłotni itp. Jest z nim ciężko pod wieloma względami np. nie panuje nad jedzeniem, nie chcę się kąpać, nie panuje nad swoimi emocjami, często się denerwuje jak nie dostanie czego chce. Wtedy głośno krzyczy i przeklina. Na ulicy też potrafi do ludzi coś przeklnąć. On nie panuje nad tym. I my też już nie umiemy zapoanować nad nim. Mam na codzień zostaje z tymi problemami sama. Ponieważ każdy z znas układa swoje życie. Jak możemy jej pomóc? Wydaje mi się, że ona już nie wytrzymuje psychicznie. Może nawet mam depresję. Mąż alkoholi, który zmarł kilka lat temu, ale nigdy się nie zmienił. Ciągłe problemy z dzieckiem, poczucie, że jest z tym wszystkim sama. Czy są może jakieś terapie dla dorosłych z zespołem Down? Terapie uspokajające? Gdzie udać się z takim problemem?
  5. Witam mam 30lat od 2lat jestem mężatką a od 7jestesmy w związku. Od 6tygodniu mąż pracuje za granicą i od tamtej pory wszystko się zepsuło. Ma dla mnie mało czasu, bądź ciągle wymówki.przez to są ciągle klutnie.Twierdzi że mnie Kocha i nigdy nie zostawi. Ale wczoraj napisał że nie chce miec że mną kontaktu do powrotu do Polski czyli tydzień i działam na niego jak płachta na byka..Zglupialam juz i nie mam pojęcia jak to interpretować. Pomocy bo zwariuje
  6. Witam, mam 25lat gdy byłem jeszcze dzieckiem ojciec wyjechał za granicę i miałem bardzo ograniczony z nim kontakt. Przyjeżdżał kilka razy w roku i jedynie co robił to pił i leżał i nic nie robił. Po iluś latach rodzice się rozstali bo i tak ojca nie było i miał na wszystko wywalone. Teraz dalej jest za granicą pracuję, ale cały czas pije i zachowuje się jak menel. Nie da się z nim rozmawiać bo nie ogarnia już życia. Ale chodzi o to, że nie miałem przez to żadnych wzorców męskich. Jestem zniewieściały. Pracuję, żyję z dnia na dzień. Nic nie chcę mi się robić najchętniej bym leżał i nic nie robił, ale to też jest męczące. Nie mam na nic chęci, boję się podejmować decyzję, zawszę się pytam o zgodę, sam nie podejmuję. Nie mam swojego zdania. Nie umiem rozmawiać jak jestem z ludźmi, przeważnie słucham co inni mówią. Nie układam zdań tylko zadaję pytania. Nie robię nic jeśli, ktoś czegoś nie chce, sam się nie domyślę, żeby coś zrobić. W sumie to nie mam żadnych znajomych, prócz 1 kolegi z dzieciństwa, który ma też swoje problemy. aktualnie nie mam żadnych pasji tylko leżę i marnuje czas w internecie na telefonie. Wcześniej lubiłem grać w gry, teraz nie mam na nie ochoty i nie gram, nie oglądam też telewizji i filmów, a jeśli coś to bardzo rzadko na nettflix. zawsze myślę, że już się nie opłaca czegoś zaczynać, nie chce mi się chodzić do sklepów, nie chce mi się robić jedzenia. I często nawet nudzi mnie rzucie tego jedzenia. Przeważnie zamawiam jedzenie z restauracji. Jestem osoba raczej szczupła co też mi przeszkadza. Wcześniej uprawiałem sport, ćwiczenia z własną masa ciała. Bardzo mi się to podobało ale przestałem to robić, a gdy próbuje do tego wrócić za chwile mam znów jakiegoś doła i nic nie robię, podoba mi się też gra na pianinie, ale też nie potrafię się oddać pasjom. Nie piję alkoholu, ani nie palę. Mam też problemy na tle relacji z byłą dziewczyną, z którą mam dziecko. Ale póki co to chciałbym pierw zacząć naprawiać się od siebie. Nie jestem w stanie udać się do psychologa, dlatego chciałbym aby ktoś mi pomógł tutaj, dlatego tutaj jestem. Pozdrawiam
  7. Witam. Jestem w szczęśliwym związku z dziewczyną od 3 lat. Pierwszy raz trafiła do szpitala psychiatrycznego 4 lata temu przez swojego byłego chłopaka. Po wyjsciu ze szpitala po pół roku poznała mnie i się zakochalismy w sobie. Czasami wspominała o byłym ale podobno jej przeszło. Jakis czas temu trafiła do szpitala po raz drugi. Miała Nawrot choroby. Diagnoza: schizofrenia. Przez dwa tygodnie rozmawialiśmy ze sobą, mówiła że mnie kocha ale 2 czerwca napisala mi ze już nie mozemy być parą. Tylko chcę się przyjaznic. Później straciłem kontakt do wczoraj. Wczoraj rozmawialiśmy przez telefon i powiedziała mi ze ona nadal kocha bylego i ze nie może ze mną być tylko chcę się przyjaznic. Z tym ze jej chłopak w ogóle jej nie kochał i ma ja gdzieś. Przez tyle lat w ogóle się nie odezwał. Szukam pomocy co mam robić? Czy jest szansa na to że wróci do mnie? Ona ma nadzieję ze on do niej wróci a on nie wróci do niej. Bo ma juz ulozone życie. A ja pomoglem Jej wyjść z choroby i bardzo Ja kocham. Mieliśmy mieć dzieci razem i brać ślub w przyszłości. Proszę o pomoc
  8. Czasami człowieka blokuje coś przed przemianą. Może to wynikać z tego, że w jej następstwie oddalałby się od własnej tożsamości, bo zmiana niejako nadeszłaby z zewnątrz. Łatwiej o metamorfozę, kiedy w istocie jest ona pojednaniem ze sobą. Zwłaszcza mężczyźni nie tyle zmieniają się, co odkrywają siebie. Kobiety częściej raczej siebie odnajdują pośród rozproszenia serwowanego im przez wszechobecne dyrektywy na temat tego, kim mają być. Wspólnym mianownikiem kobiet i mężczyzn jest to, że w pędzie za aprobatą gubią bezcenne wewnętrzne korzyści. Paradoksalnie, wszechobecne maski przypominają, że najważniejsze jest to, co niewidoczne. Kanał na YouTube | Fanpejdż CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online.
  9. Witam, jestem 33-letnią kobietą. Wszystko zaczeło się 3 lata temu kiedy poznałam swojego ówczesnego partnera. Na początku byłam nim zauroczona, zapatrzona jak w obrazek. Pierwsze problemy pojawiły się kilka miesiecy później gdy pierwszy raz wyjechaliśmy razem. Byłam dziewicą, przy próbie odbycia stosunku poczułam okropny ból. Próbowaliśmy kilkakrotnie, pamiętam tylko straszny ból. Ostatecznie udało się przebić błone. Po kilku kolejnych zbliżeniach gdy nic nie wychodziło z tego i tekstach partnera ze może warto mnie upić to bede łatwiejsza zauważyłam ze nie jestem juz tą samą osobą. Byłam często smutna, nie miałam ochoty na spotkania z Nim. Pół roku temu podjełam decyzje o rozstaniu. Partner nie dopuszczał tego że sie rozstajemy ale w końcu odpuścił. Poczułam ulge ale tylko chwilową. Moim największym marzeniem jest założenie w końcu rodziny i urodzenie dziecka.Od jakiegoś roku łapie doła gdy widze chocby reklamy w telewizji z dziećmi. Nie mogę patrzeć na szczęsliwe rodziny moich kuzynòw którzy mają maluchy. Płacze często. Zauważyłam też ze nie lubie gdy ktos mnie dotyka albo za blisko mnie podchodzi i bez znaczenia czy jest to ktos z rodziny czy znajomy czy kobieta czy mężczyzna . Bedac nawet u dentysty czułam bardzo silny niepokój gdy lekarz był bardzo blisko mnie mimo ze samej wizyty się nie bałam. O ginekologu nawet nie wspomne... gdzie powinnam szukac pomocy? Psycholog, psychiatra czy seksuolog? Co się ze mną dzieje? Pozdrawiam
  10. Dobry Wieczór Zacznę od tego że jestem studentem i zaraz kończę pisać licencjat. Celem tego postu jest prośba o pomoc w zrozumieniu osobowości schizoidalnej.. Zdiagnozowano u mnie ten przypadek i proszę o kilka słów wsparcia w zrozumieniu tej (choroby?) przypadłości. Borykam się z tym już od kilku lat i nie zawsze wiem co do końca jest prawdą a co kłamstwem. Jestem osobą wrażliwą na słowo i szczególnie zwracam uwagę na pismo. Często w głowie odwracam słowa według pisma lustrzanego lub czytam słowa od tyłu.. mam taką manię.. Chciałbym się dowiedzieć jak nad tym pracować aby pozbyć się natręctwa. Dziękuję za każdą odpowiedź :)))
  11. Witam Mam na imię Piotr, mam 40 lat. Mimo wieku nadal mieszkam z rodzicami, jestem kawalerem. Bardzo czuję potrzebę przytulania się. Zżyty jestem z Mamą i czasem lubię się Ją przytulać. Okazyjnie (nie na siłę) do innych ludzi (przeważnie kobiet) np. przy składaniu życzenia świątecznych. Lubię też jak ktoś mnie przytuli. Przytulać też uwielbiam zwierzęta (koty). Przytulanie NIE podnieca mnie seksualnie. Kiedyś psycholog spytał mnie co czuję przy przytulaniu, czemu lubię to robić a ja za Boga nie potrafiłem się wypowiedzieć. Mam pytanie czy to jest normalne w tym wieku? Czę sto czuję, że nie mam do kogo się przytulić.
  12. Mam 20 lat. Jestem kobietą. Ostatnio zakończył się mój prawie 2 letni związek i chciałam zapytać czy jest jeszcze szansa na to żeby znów się wszystko między nami ułożyło. Długo przed związkiem byliśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi i trzymaliśmy się wszyscy w niewielkiej paczce. Miedzy mną a A. w pewnym momencie zaiskrzyło. Nasz związek od początku był bardzo udany, oboje byliśmy szczęśliwi, otwarci na siebie, wspieraliśmy się, a między nami było głębokie uczucie. Po lekko ponad roku zaczęło się psuć, myślę, że z mojej winy. Zaczęłam się czepiać, zwracać uwagę A. czego NIE robi, gdy on robił dla mnie wiele innych rzeczy. Kilka razy się rozstawaliśmy na kilka dni, ale później wracaliśmy do siebie i walczyliśmy razem. Na początku tego roku zaczęło nam się znów układać, zmieniłam trochę podejście zaczęłam go bardziej doceniać, mówiłam ciągle, że go kocham, że jest wspaniały. Według mnie wychodziliśmy na prostą jednak nie wiedziałam, że zaczęłam go tłamsić ogromem swoich uczuć. W pewnym momencie poddał się stwierdził, że nie widzi tego, że między nami nie jest już dobrze i dopiero wtedy dowiedziałam się, że wszystko co robiłam z myślą żeby on czuł się przy mnie jak najlepiej tylko go odpychało. Stwierdził, że jeszcze jakieś uczucie do mnie jest, ale znika, a jemu będzie lepiej samemu. Gdy wszystko sobie przemyślałam dałam mu propozycję spróbowania znowu, ale tym razem żebyśmy mówili sobie wzajemnie co nam nie pasuje i razem to wszystko naprawiali. Obiecał przemyśleć, ale po tygodniu odezwał się mówiąc że nie widzi już sensu i odpowiadając na moje pytanie stwierdził, że już mnie nie kocha. Ja nie potrafię sobie tak łatwo odpuścić mimo, że nie był idealny, ale chciałabym nadal pracować nad tym związkiem. Na razie sobie odpuściłam, mamy normalny kontakt, bo nadal trzymamy się całą paczką znajomych i spotykamy, wtedy między nami jest okej. Zbliżają się wakacje, wspólne wypady, więcej spotkań. Czy to możliwe, że nie naciskając na niego on zakocha się we mnie tak jak 2 lata wcześniej czy już wszystko jest przekreślone? Dodam tylko, że on ma problemy z emocjami i uczuciami i jest tego świadomy (Możliwe problemy hormonalne, które będzie badał). Ciężko pogodzić mi się z tą myślą, ponieważ nadal darzę go ogromnym uczuciem. Chciałabym żeby dał nam jeszcze szansę, bo jestem w stanie nadal o nas walczyć.
  13. Mam 27 lat, wszystkie moje dotychczasowe związki były katastrofą. Zdrady, bicie, poniżanie. Moja samoocena i pewność siebie były przez to na poziomie rowu Mariańskiego. 2 lata temu przeprowadziłam się na drugi koniec Polski żeby odżyć i zacząć życie na nowo. Pojawił się on - inteligentny, opiekuńczy, kulturalny. Zaczęliśmy się spotykać, po roku zamieszkalismy razem, kupiliśmy psa, odkładaliśmy pieniądze na przyszłość. Myślałam, że w końcu ułożę sobie życie. Zdarzały się kłótnie, wiadomo jak wszędzie, ale zawsze jakoś to było. Od kilku miesięcy nasze kłótnie wyglądają całkiem inaczej. Krzyki, szarpanina, obracanie kota ogonem (przykład szarpał mnie i rzucil na podłogę po czym zaczął krzyczeć że co ja odpierd*** i że powinnam się leczyć), praktycznie za każdym razem straszy mnie, że wyrzuci mnie z domu (mieszkamy w jego mieszkaniu), wyrzuci moje rzeczy na śmietnik ('' bo tam ich miejsce''). Kazał mi się pakować i wyp****, ale jak wzięłam walizkę krzyczał że znowu odwalam. Mówi, że ch*j ze mnie nie kobieta, że bez niego sobie nie dam rady. Kłótnie są praktycznie zawsze o pierdoły, żebym się starała jak mogła to zawsze się do czegoś przyczepi. Wyrzuca mi rzeczy z półek na podłogę, ostatnio zaczął w kłótni szarpać psa. Jestem zmęczona psychicznie, najbardziej przeraża mnie to, że zaczynam się zachowywać jak on. Nigdy nie byłam awanturnicza, zawsze próbowałam rozmawiać, nigdy nikogo nie wyzywałam, ale ostatnio coś we mnie pękło - w trakcie kłótni uderzyłam go w twarz, zwyzywałam, rzucałam jego rzeczami. Jestem przerażona swoim zachowaniem, jego też. Wzięłam urlop w pracy żeby wyjechać i odpocząć. Nie wiem co dalej. On płaczę, błaga na kolanach żebym go nie zostawiała. Że się zmieni, byle tylko dać mu szansę. Jestem totalnie rozsypana psychicznie, nie wiem co mam robić.. Z jednej strony szkoda mi związku, bo 'poza' awanturami dogadujemy się super, ale jak coś mu nie zagra to jest katastrofa i nie umiem do niego wtedy dotrzeć.
  14. Dzien dobry, mam na imie Ania i mam 32 lata. Od roku jestem w zwiazku malzenskim. Moj maz za swoje hobby uwaza gry online. Prace ma zmianowa i wiekszosc czasu albo jest w pracy albo spi przed praca albo odsypia po pracy. Nie wychodzimy nigdzie ani nie spotykamy sie ze znajomymi bo zazwyczaj bardzo szybko robi sie zmeczony, przysypia nawet w gosciach i chce wracac do domu. Sytuacja zmienia sie gdy w gre wchodzi granie. Wtedy po 12h w pracy z zapalem siada na cala noc przed komputer. Bardzo sie o to klocimy, zwlaszcza ze maz nie ma skonczonej szkoly i gdy ma sie uczyc to zawsze uzywa argumentu ze jest wykonczony. Ozywa tylko przy graniu. Ustalilismy ze niszczy to nasz zwiazek i zgodzil sie ograniczyc granie do gora paru razy w miesiacu. Czesto jednak sledzi czat na komorce i gdy tylko koledzy zapraszaja go do grania to chce uzyskac ode mnie "pozwolenie" na nocne granie. Gdy sie nie zgadzam zaczyna sie klotnia, obrazanie i spanie na kanapie. Tak czy tak wieczor spedzamy osobno a maz oskarza mnie ze nie rozumiem jego pasji i przeze mnie jest nieszczesliwy. Co robic? Wedlug mnie on jest od tego uzalezniony bo reaguje agresja gdy tylko nie moze grac a akurat by chcial. Mimo ustalen nie trzyma sie ich i za kazdym razem gdy nie zgadzam sie na granie wszczyna klotnie, gdy pogra to przychodzi przeprosic, ustalam na nowo ze bedzie z tym walczyl ale potem znowu jest to samo. A ostatnio nawet zaczal stosowac argument ze nie bede dyktowac mu co ma robic. Co mam robic? Zgadzac sie na granie? Byc stanowcza do konca? Zagrozic odejsciem? (Podzialalo raz ale tylko na 2 tyg) tak czy tak jestem zostawiana sama. (A jestem w 8msc ciazy) Frustracja we mnie narasta bo ja glownie zarabiam na dom, gotuje i sprzatam. On zaslania sie zmeczeniem po pracy, nie robi nic zeby skonczyc szkole i znalezc lepsza prace za to na gre i czat ma zawsze sile. Pomocy
  15. WitamMężczyzna Lat 26 Od 7 lat zatrudniony w tym samym zakładzie pracy ( umowa na stałe ).Z moim problem zmagam , się odkąd pamiętam z tą różnicą ze za czasów szkolnych nie był on dla mnie tak bardzo odczuwalny. Mianowicie na co dzień w życiu wyglądam na pełna Energi osobę która każdemu z mila chęcią pomoże . Faktem jest, że lubię pomagać rozwiązywać kogoś problemy czy to dobra rada, wysłuchaniem kogoś, podzieleniem sie swoja opinia na jakiś temat czy po prostu fizycznie . Zazwyczaj z pozytywnym skutkiem . Problem pojawia się umnie gdy te same rady których udzielam komuś mam zastosować na sobie . Wtedy najmniejszy problem staje sie dla mnie przeszkoda nie do przejścia . Często słyszę od rodziców, że mając swoje juz lata jedyne co potrafię to żyć z dnia na dzień bez ambicji bez planów na przyszłość itp. i że czas najwyższy z tym cos zrobić . Najgorsze jest to że ja to wszystko wiem. Tylko nie potrafię zrobić tego kroku naprzód by coś zmienić zaraz dopada mnie bezsilność, której towarzyszą mysli : odpuść sobie,poco się męczyć, i tak ci nie wyjdzie, poco coś zmieniać teraz jest mi wygodnie . Czasami, gdy problemy mnie już zaczynały przytłaczać a złośc do samego siebie wciąż narastała . Pojawiała się myśl, że może łatwiej będzie zakończyć te bezsensowne życie bez planów na przyszłość, ale równie szybko również ulatniała się z mojej głowy . Co wydaje mi się dziwne, że ulotnienie tej myśli za każdym razem nie jest spowodowane lękiem przed śmiercią a uświadomieniem sobie, że tym czynem przysporzę dużo smutku, cierpienia i problemów dla moich najbliższych .Pytanie ; Czy istnieje jakiś sposób, który pomoże mi w jakiś zrobić ten krok naprzód ? Czy niestety pozostaje mi walka z samym sobą ?
  16. Od jakiegoś dłuższego czasu przestałem odczuwać jakiekolwiek uczucia i emocje, wszystko jest mi obojętne. Nie przejmuje się studiami, życiem, czy innymi rzeczami tak jak reszta moich znajomych. Czuje się zagubiony, sam nie wiem kim jestem i czego chcę. Całe życie byłem wrażliwym chłopakiem, a teraz nie ronię ani łezki nad czymś smutnym. Co się ze mną dzieje?
  17. Cześć. Jestem Gocha i mam 46lat. Być może to zabawne ale jestem po pedagogice, powinnam umieć radzić sobie samodzielnie. Jednak postanowiłam tutaj bo czuje, że zaczynam wątpić w siebie. Jestem po rozwodzie, mam dwie dorosłe córki i nowego partnera od 10lat. Obecnie uznaje mój związek za bardzo toksyczny. Z moim nowym partnerem znamy się od szkoły podstawowej. Okres portali społecznościowych typu nasza klasa zbliżył nas po latach kiedy byłam w rozterce i czasie rozpadu mojego małżeństwa. Rafał bo tak ma na imię mój obecny partner też był po rozstaniu i tak jakoś wtedy się rozumieliśmy. Pierwsze tygodnie jak zawsze były całkiem sympatyczne, Rafał zabrał nas do siebie bo wtedy nie miałyśmy gdzie mieszkać. Mieszkamy na metrażu 38m2. Zaczęły się schody bo R.nie ma własnych dzieci i nie rozumiał sytuacji. Powstały kłótnie o byle co, o łyżkę w zlewozmywaku. R.zrobił się bardzo agresywny, wulgarny i nie ma opanowania. Dwa razy chciałam się spakować i odejść, jednak nie pozwolił mi na to zamykając drzwi na klucz, prosząc, twierdząc, że będą zmiany itd. Z jednej strony jest to człowiek o dobrym sercu, do mnie nigdy raczej nic nie ma, bardziej do moich córek. Obecnie mieszka z nami tylko starsza córka no i tutaj zaczyna się problem. On twierdzi że może sobie wynająć mieszkanie bo pracuje, jest dorosła. Prowadzi każdego dnia wojnę o to że są nie wyniesione śmieci, o zmywarkę, o podłogę, o wszystko. Wystarczy że córka pojawi się na horyzoncie to już szuka zaczepki. Nie uprawiamy seksu np 2mc bo on twierdzil najpierw że codziennie nie można jeść kiełbasy bo się znudzi, obecnie mówi, że jestesmy we trójkę, mieszkanie małe i nie na spontanu. Ogólnie jest to człowiek który śmieje się tylko ze swojego żartu np naśmiewając się z kogoś lub z żartu który dotyczy tyłka takiego wulgarnego a tak poza tym to nigdy nie jest zadowolony, nie uśmiecha się, nie przytulamy się czego brakuje mi chyba najbardziej bo czuje się bardzo samotna. Na łóżku leżymy każdy pod swoją kołdrą, pomiędzy nami pies którego on uwielbia. Nie rozmawiamy już nawet, zabrakło tematów no chyba że to temat sprzątania którym męczy nas każdego wieczoru. Ogólnie mam wrażenie, że chciałby żebym się go słuchała, że to by mu pasowało. Kiedy mam ochotę na drinka on robi problem i mówi że dzisiaj nie ma picia. Następnego dnia np robi drinka. Jak się stawiam to uważa że jestem uzależniona bo lubię np wieczorem wypić lampkę wina lub drinka co i tak nie zdarza się każdego dnia. Nie mam w nim przyjaciela, nie jest moją ostoją, nie czuję już bliskości, seks uprawiamy wtedy kiedy on tak zdecyduje bo ma potrzebę a ja się na to godzę Bk już też ją mam! Niestety nie jesf tak że o tym nie mówię! Gadam o tym raz w miesiącu, mówię że nie czuję się szczęśliwa, że potrzebuję się przytulić, pośmiać, powariować ale on tylko słucha i nic się nie zmienia. Nie wiem co mam robić, czy to moje fanaberie, czy wymyślam? Trochę boję się odejść bo nie mam dokąd 😥
  18. Witam od 3 lat jestem w związku przez te 3 lata bardzo często dochodzi do kłótni pomiędzy mną a moim chłopakiem , już nawet mam myśli że on nie chce ze mną być ciągle mnie ignoruję traktuje jak koleżankę. Mieszkamy z jego mamą która nie zbyt mnie akceptuje ciągle mnie krytykuje i zwraca mi o wszystko uwagę gdy chce porozmawiać o tym z moim chłopakiem on minimalizuję ten problem twierdzi że ona już taka jest , nie chce się z nim kłócić ale on sam doprowadza do kłótni on praktycznie wszystko robi ze swoja mama jego mama ma więcej do gadania niż ja nie wiem już co mam myśleć na ten temat zastanawiam się kim ja dla niego jestem
  19. Cześć. Jakieś dwa lata temu na jesień między mną a moim partnerem wydarzyła się niemiła sytuacja. Teraz z biegiem czasu mogę ją określić jako zdradę emocjonalną. Jesteśmy ze sobą od 4 lat. Od 3 lat mieszkamy wspólnie. Kiedyś po rozmowie nt ślubu, zaręczyn - która żadnych konkretów nie wniosła w naszą relację postanowiłam założyć profil na tzw serwisach randkowych. Chciałam w ten sposób z kimś zupełnie obcym porozmawiać o tym, czemu mój mężczyzna ma takie poglądy na ślub, czemu tak długo zwleka, czemu nie robi tego kolejnego kroku. Uprzedzę pytania - rozmawiałam ze swoim ale w odpowiedzi dostawałam, że jeszcze nie teraz, ze on chyba nie jest gotowy, że za krotko jesteśmy ze sobą, że przyjdzie taki czas..że może jak miną jakieś jeszcze dwa lata to wtedy.. No i tak pisałam na tych portalach z rożnymi facetami, przedstawiałam im swój dylemat, swoje zmartwienia..Trwało to może jakiś miesiąc. Z żadnym się nie spotkałam. Ukrywałam to przed nim. W końcu nadszedł taki dzień, że mój mężczyzna się dowiedział o tym, odkrył co pisałam, że pisałam "dobranoc", że ktoś mi nawet proponowałam spotkanie..Przyjął to dość tak średnio, nawet mówił, że jak chce to mogę się spotkać z jakimś tam kolesiem, mówił, że oni wcale mi nie dawali rad, ze chcieli tylko jednego. Pokrótce po całym tym zajściu mój chłopak obraził się na mnie, przestał ze mną rozmawiać, odsunął się ode mnie fizycznie. W końcu go przeprosiłam za to wszystko, powiedziałam jaki był mój cel założenia tych profil. Wybaczył, ale nie zapomniał. Może przez miesiąc od tamtego zdarzenia było miedzy nami bardzo dobrze, bardzo o mnie dbał, zalecał się do mnie od nowa. Bał się, że może mnie stracić. Jego odsunięcie fizycznie ode mnie pociągnęło mnie do innego kroku, który zapewnił mi mechaniczne źródło "przyjemności". Na dzień dzisiejszy niby jest między nami wszystko okej, ale jak wracam do niego z pytaniem o kolejny krok w naszym wspólnym życiu to słyszę, odpowiedzi w stylu, że boi się jaki mu jeszcze numer wywinę..Dla mnie jest to bardzo przykre.. Może przez te alternatywne źródło, przestałam osiągnąć prawdziwą przyjemność w kontaktach z nim.. 😢
  20. Witam, Na początku powiem w skrócie o sobie, o nas. Jesteśmy od 15 lat małżeństwem, mamy 39 lat. Posiadamy dwójkę cudnych dzieci -9 lat i 5 latek. Potrzebuję porady, pomocy albo jak rozmawiać z mężem albo jak uporać się ze swoimi emocjami. Rok temu mój mąż stwierdził, że kupuje motocykl. Dla mnie była to decyzja szokująca, bo wiadomo jak niebezpieczna jest to zabawa (choć on twierdzi, że to stereotypy, ale jednak skądś się wzięły nawet jeśli...). Nie byłam w stanie zrozumieć , zresztą dalej nie mogę, jak można tym bardziej mając dwójkę małych dzieci, myśleć tak egoistycznie o sobie. Dla mnie świadome podejmowanie takiego ryzyka i narażania życia, a co najmniej zdrowia jest wyborem "dla mnie ważniejsza jest moja przyjemność niż miłość do moich dzieci". Było kilka miesięcy rozmów, kłótni, cichych dni. W końcu ze łzami w oczach się zgodziłam, bo ie miałam innego wyboru. Każdy jego wyjazd był dla mnie stresem- czy wróci, czy jeszcze zobaczy dzieci, czy nic mu się nie stanie. Spisaliśmy naszą umowę- w niej między innymi punkt, że nie bierze dzieci na żadną przejażdżkę, nie jeździ po centrum miasta i, że po pierwszym wypadku kończy przygodę z motorem. Wiedziałam, że prędzej czy później wypadek będzie i miałam tylko nadzieję, że nie ucierpi. 2 tygodnie temu miał wypadek. Przeleciał nad "maską" , zderzył się z autem na szczęście przy małej prędkości. Zaczęła puchnąć noga, pół dnia w szpitalu RTG. Na szczęście okazało się, że tylko stłuczona. Wrócił do domu po 23, a nasz synek do 22 nie mógł zasnąć bojąc się o tatę, choć to tylko noga. Nie wyobrażam sobie, że miałabym kiedyś być z moimi dziećmi w sytuacji, gdy tata walczyłby o życie ... Dla mnie sprawa była jasna- pierwszy wypadek, zgodnie z umową, kończy tę zabawę. Dziś mi obwieścił, że będzie jeździł dalej, że zrywa umowę. Że ma "taki fun", że z tego nie zrezygnuje. Nie wiem co mam robić, jest mi tak cholernie smutno, przykro, bo nie tak się umawialiśmy, bo nie chcę by moje dzieci miały tatę na wózku, by nigdy z nim już nie wyszły na rower, nie mówiąc o gorszej tragedii. Pomóżcie proszę, ja mu to wszystko mówię, że się martwię, że nie chcę żeby jeździł, bo ma dzieci, które kocha, bo ma dla kogo żyć. Wróciliśmy do początku sprzed roku... Tylko teraz jest o tyle gorzej, że złamał obietnicę mi daną, nie mogę mu ufać i wierzyć, bo widać dane słowo nic dla niego nie znaczy. Po tylu latach razem to też boli.
  21. Jestem 21-letnią studentką. Od pewnego czasu mam problem ze znalezieniem swojego miejsca w życiu. Po długich samotnych rozmyśleniach doszłam do tego, że moje problemy zaczęły się już w podstawówce. Nigdy nie byłam szczupła przez co nigdy nie zaznałam akcjeptacji ani ze strony swoich rówieśników ani swojej. Nienawidzę swojego ciała i siebie, brzydzę się sobą. Wielu osobą było by łatwo powiedzieć zmień się zrób coś z sobą ale nie mam motywacji, nie mam ochoty. Przez te wiele lat do rozpoczęcia studiów miałam 1 koleżankę. Nasza przyjaźń trwała 4 lata? Ale jak zawszę coś popsuję. Mam problemy z nawiązywaniem nowych relacji. Nie wiem czy wina leży w nich, czy we mnie. Boję się, że zostanę zraniona. Przez te lata czułam się samotna wchodziłam na różne strony rozmawiałam z różnymi ludźmi. Za każdym razem gdy znajomość się kończyła czułam jakby cząstka mnie odchodziła razem z nimi. Bardzo szybko się przywiązuję. Na koniec 1 roku poznałam aktualnie swojego byłego chłopaka byliśmy razem prawie 10 miesięcy na początku było cudownie ale jak wszystko coś się zepsuło. Podczas trwania związku bałam się z nim rozmawiać ponieważ, jeśli mówiłam coś co myślałam kończyło się awanturą, odbierał to jako atak na swoją osobę. Bałam się że mnie uderzy znając jego wybuchowy charakter. Miałam jedną próbę zerwania poczułam się na początku trochę lepiej, ale po tygodniu bo tyle nie byliśmy razem, kilku w sumie dla mnie nie znajomych pisało do mnie dzwoniło że grozi że coś sobie zrobi. Bałam się jednak o niego i postanowiłam dać mu drugą sznsę. Może to głupie bo miłości nie powinno stawiać się warunków, ale prosiłam go żeby prosił o pomoc np. Psychologa kogokolwiek. Żeby najpierw pomyślał później zrobił. Obiecał że to zrobi ale 2 miesiące prawie 3 nic się nie zmieniło. Rozpoczęła sie kwarantanna społeczna stwierdził że doskonałym pomysłem będzie powiedzenie mi że mnie zdradził. Tutaj moje zaufanie do niego runęło. Rozstaliśmy się mam nadzieję że definitywnie. Był to toksyczny związek, jestem tego świadoma. Oprócz tego mam również problemy w domu z moimi rodzicami którzy są bardzo zaborczy wobec mnie odkąd pamiętam. Ale tym podzielę się może w innym wpisie na tym forum. Liczę że ktoś mi pomoże, doradzi.
  22. Witam. Mam 35 lat. Moj nowy partner mial w przeszlosci zapalenie miesnia sercowego I ma uszkodzone serce . Planuje my wspolne zycie. Jak mam zyc ze swiadomoscia ze moge go stracic? Nie daje mi to spokoju .
  23. Mam 21 lat, jestem studentką. Poznałam chłopaka przez internet, pisałam z nim przez kilka dobrych miesięcy. Po tych kilku miesiącach doszło do spotkania i tak o to staliśmy się parą. Przez ok 2 miesiące było wspaniale, zaczęły się problemy jak zaczęłam myśleć o studiach, o pracy na wakacje. Przez naukę nie poświęcałam mu za dużo czasu, po maturze też. Doszła praca i ze mną zerwał. Przyjechał do mnie do pracy, a że nie mogłam wtedy wyjść do niego to zakończył to. Wróciliśmy do siebie, często były kłótnie przeze mnie, oszukiwałam go a takich codziennościach bo potrzebowałam chwili dla siebie a nie byłam wobec niego szczera, nie mówiłam mu co czuje. Jak wyjechałam na studia był ciężko, bo on chciał się widzieć co tydzień a ja nie byłam w stanie tak co tydzień wracać do domu. Jak rozmawialiśmy przez kamerek to płakał bo mnie potrzebowałam a jak go zlała, bo byłam zajęta studiami. Zerwałam z nim jak spał, napisałam wiadomość. Nie mogąc o nim zapomnieć, zaczęłam pisać, starać się i byliśmy znowu razem. Było źle, kłóciliśmy się, on potrzebował mnie a ja nie potrafiłam mu tego dać. Zerwał ze mną miesiąc temu. Po miesiącu przez kilka dni pisałam do niego że go kocham i tęsknie, okazało się że on mnie już nie. Boi się że znowu będzie cierpieć. Wczoraj nawet zapytał, jaką ma pewność czy będzie lepiej między nami. Jego przyjaciółka mi napisała, że chyba nie chce być z nim dlatego, że on się o mnie martwi. Ja go kocham bardzo mocno, najmocniej na świecie. Chce z nim być i chce z nim dzielić moją przyszłość. Chce się on przyjaźnić, utrzymywać kontakt. Zraniłam go tym, że nie byłam cały czas przy nim i z nim. I jego uczucia wygasły do mnie. Nie wiem co mam robić, chce walczyć o niego i jego miłość, ale nie wiem czy warto. Czy dać mu spokój, żeby żył szczęśliwe, ale be zemnie.
  24. Jestem dziewczyną w wieku 24 lat. Obecnie nie pracuje, zajmuje się domem i ogrodem. Od około 3 lat nie dogaduje się z partnerem. Mam wrażenie że nie jestem już dla niego atrakcyjna, seks uprawiany sporadycznie raz na dwa trzy miesiące. Od około roku mam problem również z jąkaniem bądź bliżej temu do mieszania różnych słów które w zestawieniu zdania nie mają sensu. Kiedyś miałam problemu z nerwami zdarzało się że uderzyłam mojego chłopaka po czym bardzo tego żałowałam. Na tą chwilę jest lepiej choć bardzo często się kłócimy i mam wrażenie że to moja wina bo często jestem zła z powodu błahostek. Nie wiem jak sobie poradzić z całą sytuacją.
  25. Witam. Jestem z X już 5 lat - on 34 a ja 28 lat. Mieszkamy razem już około 3 lata. X od zawsze lubił grać, ale raz więcej raz mniej nie wydawało się to złe. Jakos na początku stycznia dowiedziałam się ze wydał ponad 1tys na grę internetowa. Później z okazji urodzin na prezent chciał kolejne tyle na grę. Powiedziałam okey. Po czym weszłam na jego konto i okazało się ze w międzyczasie wydał jeszcze 1 tys na grę. Powiedział ze nie chciał mówić bo wiedział ze będę zła a przecież on pracuje i tez chce coś mieć z życia. No ok miał już mówić wszystko. Pieniądze z niewykorzystanego urlopu tez przeznaczył na grę - ok. 1,5 tys zł. Ale o tym wiedziałam. Teraz pare dni temu powiedział ze jeszcze 1 tys na poczet przyszłych urodzin wiec ok a dzień później okazało się ze to było jednak 1800 zł. W kolejnym dniu okazało się ze chciał pożyczyć na grę mimo ze miał te pieniądze a przy okazji dowiedziałam się ze wydał od marca kolejne 3tys zł tez na grę. nie wiem co robić on znowu mówi ze nie będzie już ukrywał nic i jednoczenie już nie mam dostępu do konta bo od razu zablokował. To było jego konto ale weszłam na nie tylko raz w dzień w który okłamał ze nie chciał pożyczyć pieniędzy a one tam były.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.