Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'mężczyzna'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Cześć, w zasadzie nie wiem czy dobrze robię, bo jestem tutaj nowy. Zacząłem ten temat przede wszystkim z myślą o sobie. Już na początku muszę jednak zaznaczyć, że moja historia nie jest atrakcyjna, choć wydaje mi się, iż z drugiej strony kłopoty są duże. Zacznijmy od tego, że odkąd pamiętam byłem bardzo skryty, w skrajnych przypadkach samotny. Mówimy tu o etapie szkolnym, podczas którego ktoś musiał się naprawdę postarać, by zdobyć moje zaufanie. Zwykle cześć z kolegami było maksem, nie mówiąc już o relacjach z kobietami. Zaznaczę też, że zgaduję, iż taki introwertyzm wytworzył brak ojca przez większość dzieciństwa - pracował za granicą, więc musiał mi wystarczyć mama. Paradoks jest taki, że ojciec to moje totalne przeciwieństwo - twardy, silny psychicznie, zawsze stawiający na swoim i szukający wyjścia z sytuacji. Mimo usilnych starań na ten moment myśleniem i zachowaniem nie zbliżyłem się do niego ani na milimetr. Teraz większość się zaśmieje, bo przez wiele lat chciałem zostać dziennikarzem sportowym. Słyszycie? Największy smutaś świata miałby latać z mikorofonem i przepytywać ludzi przed kamerą? Też się sobie dziwię, ale to wynikało tylko z tego, że chciałem być przy sporcie, do którego nigdy nie miałem talentu. Takie marzenia we mnie tkwiły długo, bo umarły w zasadzie rok temu, gdy ponownie nie dostałem się do dużej redakcji. Mówiąc zaś o studiach to wybrałem najgorzej jak mogłem. Udałem się na zarządzenie w sporcie, licząc że szansa na zostanie menedżerem sportowym jest jak najbardziej realne. Niestety, rozczarowanie do dzisiaj jest sporo, ponieważ 3 lata zmarnowałem i mimo skutecznej obrony nie ocieram się nawet znalezienie podobnej pracy. Sama praca zawodowa też nie jest okazała. Tuż po maturze postawiłem na pracę w małych firmach produkcyjnych, ale nie wytrzymałem tam dłużej niż pół roku. Tu także nie wszedłem w skórę ojca, bo mając dwie lewe ręce do pracy fizycznej nie mogłem szukać stabilizacji. Od 3 lat pracuje więc zdalnie, ale mimo sporej niechęci nie potrafię znaleźć innej pracy. Zdalna praca staje się dla mnie coraz bardziej nie do wytrzymania bo mimo zamknięcia w sobie potrzebuje kontaktu z ludźmi. I tutaj zmierzam do kontaktu z innymi. O kobietach nie mam co pisać, bo nie udało mi się nawet otrzeć o związek. Ba, mając obecnie 23 lata nie całowałem żadnej kobiety. Mimo dużych starań i randek byłem odrzucany z niewiadomych przyczyn. Z kolei kolegów, z którymi się widzę mam 2 - spotkania te opierają się głównie na wspólnym piciu alkoholu na miejskiej plaży, bo innych atrakcji w małym miasteczku nie mamy. Nie ukrywam, że te wyjścia mnie coraz mocniej dobijają. Z jednej strony nienawidzę tego, bo chce czegoś więcej od życia, ale z drugiej strony alkohol pomaga mi uciec od tego, że jestem życiowym zerem i cieszę się, że ktoś w ogóle chce mnie zobaczyć. Na sam koniec dodam, że myślę. Myślę o wyprowadzce z domu, gdzie mam tylko rodziców. Myślę o dużym mieście -Warszawa czy Poznań. Ostatnimi czasy ciągnie mnie do pójścia do wojska zawodowego. Problem w tym, że mimo zapału do zmian, koniec końców wszystkiego się boję. Boję się co będzie jak wykonam któryś z tych kroków, czy sobie poradzę i czy ułożę swoje życie. Mój strach jest ogromny. Od sześciu lat mam prawo jazdy, ale samochodem jeździłem tylko dwukrotnie - obawiam się, że i jazda autem sprawi mi problem, bo tego mimo zdanego egzaminu nie potrafię. Kontaktu z ludźmi unikam nawet gdy muszę wyprowadzić psa - liczę że nie spotkam nikogo. Moja izolacja jest ogromna, bo oprócz rzadkiego picia ze wspomnianą dwójką, po pracy zostaje w domu. I tak mija mi całe życie. Tym wpisem błagam o pomoc, bo jestem w kropce. Wołam niczym Marek Kondrat w filmie " Dzień świra". Czuję, że mimo młodego wieku nie udało mi się życie. I że już nic mnie nie czeka, zwłaszcza w tych czasach.
  2. Jesteśmy w związku od 2 lat, parokrotnie po nieporozumieniach przegrywaliśmy związek na tydzień, dwa aczkolwiek zawsze byliśmy w kontakcie po czym zgodnie się schodziliśmy, dotarliśmy się i bardzo się kochamy, niestety pojawił się problemu braku czasu ze strony partnera. Dużo pracuje w różnych firmach co go całkowicie pochłania, nie mieszkamy razem więc w związku z tym widujemy się tylko w piątki i niedziele bo wtedy ma czas. Czuję się przez to odrzucenie, że nie jestem dla niego ważna. Gdy naświetliłam ten problem zgodził się ze mną że to dobrze na związek nie wpływa i stwierdził że nie umie pogodzić pracy i związku ale nie chce się rozchodzić, natomiast boli go bardzo że przez to wg niego mnie krzywdzi. Powiedział również że zrezygnuje z części pracy ale niestety do tej pory tego nie zrobił czyli po 3 miesiącach od rozmowy. Oczywiście ja nadmieniłam że to musi być jego decyzja ponieważ ja nie mogę tego od niego wymagać Proszę o poradę jak z nim rozmawiać, co zrobić by naprawić relację w związku,czy mogę wymagać od niego poświęcenia część pracy.
  3. Witam. Mam 20 lat, a mój chłopak ma 22 lata. Jesteśmy razem ponad 4 lata, jest to mój pierwszy poważny związek, dlatego potrzebuje opinii czy mój chłopak zachowuje się normalnie i po prostu przesadzam? Mianowicie, mój chłopak ma bardzo ciężki charakter, jest strasznie zazdrosny. Doszło do sytuacji gdzie się kłóciliśmy tylko dlatego, że przywitałam się ze starym znajomym na mieście. Niedawno skończyłam szkołę i zaczynam szukać pracy, otóż tutaj również pojawił się problem, ponieważ każdą ofertę pracy, którą znajdę muszę skonsultować z moim chłopakiem, co więcej on musi tę pracę zaakceptować. Jakiś czas temu, gdy znalazłam dorywczą pracę i opowiedziałam o niej mojemu chłopakowi, on stwierdził, że oszalałam i nie pójdę do pracy, gdzie jest tylu chłopaków (praca kelnerki w restauracji). Nie mogę też wyjść z koleżankami do clubu, czy pojechać do większego miasta na zakupy bo przecież go zdradzę. Dodam, że nigdy nie dałam mu powodów do zazdrości. Gdy, mimo jego zakazu chcę gdzieś wyjść pojawia się z jego strony szantaż, że jak wyjdę to wyrzuci mnie z mieszkania (mieszkamy razem od około 2 lat). Widzę, że coś jest nie tak, ale nie chcę stracić chłopaka, chciałabym mu pomóc, wiem też, że on nie miałby nic przeciwko, żeby udać się na wizytę np. do psychologa, ale nie wiem od czego zacząć. Czy tutaj rzeczywiście jest problem, czy sobie to po prostu wmawiam?
  4. Kochani prosiła bym o opinie w kwestii obojętności faceta - nie odczuwam jego miłości mimo że mówi o uczuciu, nie okazuje gestów typu przytulanie, pocałowanie sam z siebie, nie zwierza mi się, nie opowiada, nie dąży do spotkań, mało dzwoni i pisze stało się tak po moich wybuchach płaczu i miesiecznym mówieniu co mi nie pasuje i jak się powinien zachować, stwierdził że tylko na niego narzekam i ma tego dość - przestałam i przyszła ta okropna oziębłość z jego strony.
  5. Witam, facet z którym jestem od dwóch lat nagłe stał się mną mniej zainteresowany. Poświęca na spotkania tylko jeden dzień w tygodniu bo tłumaczy to nawałem pracy, obiecał po mojej interwencji że to zmieni rezygnując z dodatkowych obowiązków z czasem, nie oddzwania gdy mówi że zadzwoni, na wszystko inne ma czas np ostatnio na spacer późnym wieczorem. Czuję chłód od niego, nie jest w stanie nic dla mnie przełożyć, zmienić a nawet powiedział że nie chce bym przez niego i jego zachowanie płakała więc może nie jest mężczyzną dla mnie. Jak się zachować?
  6. Witam, proszę was o pomoc w temacie - jak zrozumieć relacje z mężczyzną ? - Oto krótka historia - spotykamy się od 2 lat, wszystko było wspaniale do czasu aż brakło jego zainteresowania a mianowicie - spotykamy się tylko raz w tygodniu (na początku było trzy razy) bo od dwóch miesięcy on nie ma czasu bo coś niby zawsze wychodzi, najważniejsza dla niego w życiu jest rodzina, praca a później związek - to mi powiedział, komunikując mu że potrzebuje jego uwagi i zainteresowania do budowania związku on twierdzi ze jest pewny w stu procentach naszego związku że się nie rozpadnie i wszystko jest ok. Wg. mojej opinii nie jest a on na to ,,ja Cię na siłę nie trzymam jak narzekasz i ciągle Ci się coś nie podoba - mam już dość tego ciągłego narzekania'' Zauważyłam tez że nie darzy do czułości na co dzień, nie łapie mnie za rękę, nie przytula itp. Nie wiem jak mam się zachowywać, jak postępować by wrócił i był jak kiedyś. Bardzo się zmienił - twierdzi ze ta zmiana wynika z kolejnego etapu związku - ale jakiego ? że sie oddalamy ? Ciągle powtarza że nie ma czasu, jest zapracowany od ponad miesiąca. Proszę o pomoc jak mam postępować bo o niczym innym nie myślę i o niczym innym nie potrafię rozmawiać ponieważ boję się utraty związku który budowaliśmy
  7. Mam 26 lat i jestem synem samotnej matki. Jestem WWO, najprawdopodobniej mam też zespół Aspergera. Od 8 lat biorę leki Rispolept na schizofrenię, którą mi wpisali w diagnozę 8 lat temu. Mam niską samoocenę, cały czas ulegam emocjom zamiast rozwiązywać problemy jak facet. Mimo że biorę leki, to moja samoocena jest na poziomie 0, mam zaniki pamięci krótkotrwałej przez co jestem znerwicowany (sprawdzam kilka razy czy wszystko wziąłem jak gdzieś jadę a i tak czegoś zawsze zapomnę). Wąskie zainteresowania oraz życie w swoim zamkniętym świecie to mój chleb powszedni mimo brania psychotropów. Nie pracuję, żyję za 1200 złotych renty miesięcznie i nie mam ochoty na cokolwiek (często potrafię cały dzień przeleżeć w łóżku i dopiero wieczorem wyjść na miasto). Szukam pomocy ale z racji niskiego dochodu nie mogę sobie pozwolić na dobrego fachowca... Chciałbym ocalić siebie ale nie umiem i psychiatrzy mi nie ułatwiają zadania (zaprzeczając diagnozie funkcyjnej ze stowarzyszenia zajmującego się autyzmem). Błagam - pomocy!!!
  8. Parę dni temu partner powiedział mi że ma lęk przed bliskością. Objawiało się to u niego w ten sposób że bał się przyszłości, zaangażowania, unikał kontaktu seksualnego, zrywał i wracał do mnie parę razy. Nie wiem jak postępować w takiej sytuacji. Jednakże ostatnio po kolejnej kłótni i jego niezdecydowaniu czy chce być ze mną w związku powiedziałam mu że ma dwa tygodnie na zastanowienie się. Teraz strasznie tego żałuję że tak postąpiłam. Bardzo proszę o jakieś rady.
  9. Dzień dobry, Chyba jeszcze jestem w związku z facetem, z którym spotykam się od 2 lat. Ogólnie znam go od 5 lat i od początku jestem w nim strasznie zakochana. Zawsze miałam wrażenie se jak mu o tym powiem yo ucieknie. Bardzo mi na nim zależy. Zawsze dtralam się robić wszystko żeby był szczęśliwy. Lubiłam kupować mu różne prezenty i zgadzać się na wszystko no ogólnie bardzo zadko się uśmiechał. A jak mu coś kupiłam, to poprawiał mu się chumor. Ostatnio powiedziałam mu ze go kocham. Od tego czasu nie odzywa się do mnie i nie odbiera telefonu. Czy ja robiłam wszystko źle czy po prostu chodziłam z kimś kto nigdy mnie nie kochał? I utrzymywał że mną kontakt tylko dlatego że było mu to na rękę?
  10. Witam. Jestem kobietą lat około 40. Od wielu lat szczęśliwą żoną i matką. Jednak w przeciągu wielu lat małżeństwa zdarzyła mi się fascynacja kimś innym. Nie myślałam o zostawieniu męża, cały czas go kochałam I kocham. Jednak w nasz związek wdarło się to, że w jakiś sposób zafascynowali mnie inni. Taki powiew nowości. Co zabawne, raz miałam sen, że zdradziłam męża, w śnie nie było szczegółów, po prostu obudziło mnie silne poczucie winy i przekonanie, że zrobiłam coś złego. Jestem osobą o niskiej samoocenie (choc nie zawsze) I jeśli ktoś okaże mi zainteresowanie łechcze to moją próżność. Jeśli zdarzy się to w parę dni przed spodziewaną miesiączką to już wogole dziwnie. Był czas, że długo byłam w domu z dziećmi i potem wyszlam do ludzi. Zainteresowali mnie inni, chciałam ich poznać, schlebiał mi niewinny flirt, dobrze czułam się w towarzystwie. Jednak w głowie było, że nie mogę i nie chce pozwolić sobie na nic więcej bo, kocham męża i zaspokajanie ciekawości innymi to po prostu zabicie tego co jest między nami. Jednak ze 2-3 takie dziwne fascynacje się trafiły. Jedna jak poczułam, że podobam się koledze, w jakiś sposób podkręcałam to, lubiłam spędzać z nim czas. Druga kiedy ktoś okazał mi nadmiar zainteresowania i też było przed miesiączką, chciałam poznać tego kogoś być kolo niego, ale nadal kochałam męża i kiedy to wszystko do mnie dotarło fascynacja minęła jak ręką odjął. Każda tak mijała, kiedy uświadomiłam.sobie,że wchodzę w nie te grę, a w domu mam to czego naprawdę pragnę. Całe życie musiałam.walczyc o.atencje i kiedy ktoś okaże ją to bywa , że wpadam w pułapkę próżności. Czytałam,że w długich związkach to bywa normalne, że się pokusa zdarzy, a liczy się to czy wybierzemy prawdziwą wartość. Nie wiem czy mojemu mężowi tez się to zdarza bo, on wydaje mi się krystalicznie czysty, choć był czas,że czułam się odrzucona. W tym czasie kolega zastawił pułapkę, to narcyz który lubi zwodzić, nie dałam się złapać, choć odpowiedziałam swoim narcyzmem.bo, pomyślałam to "to sobie pomarzyć mozesz" on źle odczytał sygnały, zresztą często faceci odczytują mnie źle. Pomocy bo, sumienie mnie zabija, że kocham męża nad życie, a przez próżność jestem złą żoną. To wszystko o czym pisze, działo się jakby na równoległej płaszczyźnie bo, nigdy nie przestałam kochać, a jednak wpadałam w sidła fascynacji, raz tak silnej, że chciałam poznać kogoś i wogole lepiej wyglądać. To właśnie uświadomienie, że to chore sprawiło, że fascynacja odeszła i nigdy nie wróciła, a zdarzyła się przed okresem. Uświadomiło mi to tez po raz kolejny jak.bardzo.kocham męża i dzieci. Proszę o pomoc. Czy ze mną coś nie tak?
  11. Witam Zastanawiam się tak czy w ogóle warto jeszcze żyć w czasach wojny, inflacji, drożyzny jak się jest już w wieku średnim (43lat). Następnie będzie stagflacja, bezrobocie, brak paliw i dalej pewnie III wojna światowa! Miałem marzenia których nie zrealizowałem do teraz. Chciałem wyjechać za granicę do pracy swoim w zawodzie. Do teraz mi się to nie udało. Przerwało mi to pandemia i co za tym idzie pogorszenie stanu psychicznego i przerwy w nauce języków. Teraz jeszcze dobiła mnie psychicznie wojna w Ukrainie. Nie mogę też znaleźć też pracy w kraju by dorobić to renty. Myślałem nawet uciec do Kanady i starać o status uchodźcy bo boję się polskich szpitali psychiatrycznych i wybuchu wojny u nas. Ale stwierdziłem, że chyba nie mam po co żyć dalej! Może jak byłbym młodszy to by jakoś te kryzysy przeczekał, ale już 50-tka puka do mnie!
  12. Cześć, wydaje mi się że dzieje się ze mną naprawdę kiepsko. Jestem o krok od głupich myśli. Nie chce rozpisywać się na forum o swoich problemach, jeśli ktoś miałby ochotę na chwile rozmowy, wysłuchania i może… postawienia na nogi bądź wyłania zimnego kubła wody na głowę bardzo, bardzo proszę o zostawienie swojego kontaktu whatsapp w wiadomości prywatnej. dziekuje
  13. Jason

    Witam

    Witam. Jestem 32-letnim facetem. Mam stwierdzone zaburzenia psychiczne, które zaczęły się, gdy byłem jeszcze nastolatkiem. Miałem jakieś 18-19 lat, gdy zaczynały pojawiać się poważniejsze problemy, o których teraz nie będę pisał. W ostatnim czasie nie mam specjalnie kryzysowych sytuacji, ale mój stan wymaga w dalszym ciągu pewnej pracy. A może uczestniczenie w tym forum też mi w tym pomoże? Od razu powiem, że nie jestem jakoś fanem takiego szybkiego i częstego pisania. Po napisaniu czegoś raczej wracam do innych spraw, żeby wrócić do tematu np. za parę godzin czy nawet dni. Gdyby ktoś z was nastawiał się na rozmowę bardziej skondensowaną w krótkim czasie, to nie chcę żeby się niepotrzebnie denerwował, czekając na moją odpowiedź. Mam nadzieję, że rozmowy będą owocne Pozdrawiam
  14. Od kilku miesięcy spotykałam się z mężczyzną, znaliśmy się od kilku lat, jednak dopiero niedawno przypadkiem wpadliśmy na siebie, w wyniku czego spotkaliśmy się na kawę, drugi raz i trzeci. Spotkania robiły się coraz luźniejsze, a on nie krył zainteresowania fizycznego moją osobą, co na tamtą chwilę było mi niezwykle potrzebne (3 wcześniejsze związki zakończone ze względu na nagły zanik pociągu fizycznego u partnerów, totalnie straciłam poczucie atrakcyjności). Zaczęłam się angażować, a kiedy mu o tym mówiłam, podkreślał, że na chwile obecną nie chce się wiązać, ale że mnie bardzo lubi, że mu się bardzo podobam, "zobaczymy co będzie". Zaczęliśmy sypiać ze sobą regularnie. To był najcudowniejszy seks jaki do tej pory przeżyłam. Nauczyłam się o sobie bardzo dużo. Byłam szczęśliwa. Wciąż jednak ja chciałam czegoś więcej, a on się przed tym bronił, dystansując się w każdej sytuacji, kiedy robiło się choć trochę poważniej. Ja robiłam sobie nadzieję w tym, że powiedział o nas swojemu bratu i najlepszemu kumplowi, kupił prezent, zabrał na wycieczkę - co było wyjściem z domu - jego strefy komfortu. Zauważyłam jednak, że tak bardzo mi zależy, że totalnie nie jestem sobą. Bałam się powiedzieć cokolwiek, żeby go nie urazić i nie stracić, bo Ona bardzo łatwo odpuszczał. Kilka razy się z nim żegnałam, mówiąc, że nie radzę sobie z tym, że jemu na mnie nie zależy, on odpuszczał, po czym po kilku dniach sam pierwszy się odzywał, nawet mówiąc, że tęsknił. Prosiłam go tylko o jedno - aby powiedział mi wprost kiedy będzie pewien, że nic z tego więcej nie będzie. Nie oczekiwałam deklaracji, oczekiwałam tylko, że damy sobie spokój w momencie, w którym on uzna, że nie chce już sprawdzać co będzie, bo jest pewien, że między nami nie będzie nic. Kiedy po kolejnym "powrocie" kolejny raz usłyszałam, że jemu jest dobrze samemu, że on nie szuka związku, nie byłam w stanie tego udźwignąć. Poprosiłam o konkrety, zadałam kilka pytań. Powiedział, że przez te kilka miesięcy nic do mnie nie poczuł mimo tej intymności i namiętności, że jestem wspaniała i dlatego chce utrzymać kontakt, że coś go do mnie bardzo przyciąga,ale od początku mówił, że nie będzie z tego nic więcej - co jest ewidentnym kłamstwem. Dodał także, że nie będzie mi tłumaczył czego się boi, bo "gdyby chciał się otworzyć to by poszedł do psychologa", chamsko wykrzykując, że nie jestem jego terapeutką, że to ze mną jest coś nie tak, że mam dziwne "odpały" i że po tym spotkaniu mogę być pewna, że już się do mnie nie odezwie. Chcąc być twardą odpowiedziałam mu tylko, że nie muszę znosić takich zachowań, że powinien zauważyć też swoje błędy, że nie musi być dla mnie bezczelny bo nie zrobiłam nic złego okazując mu jak bardzo mi na nim zależy. W tak beznadziejnej atmosferze przebiegła nasza ostatnia rozmowa. Czas leczy rany - tak mówią. Problem polega na tym, że on często odwiedza moje miejsce pracy, niestety wtedy mijamy się. On jak gdyby nigdy nic mówi mi "cześć", ja odpowiadam półgłosem, po czym wracam do swojego biura i mnie rozbija na tysiące malutkich kawałków, trzęsę się, płaczę, mam ogromny wyrzut adrenaliny, który trwa około godziny przynajmniej, a po tym czasie czuję się jakbym przebiegła maraton. Jestem cholernie zmęczona. Po takich sytuacjach dopada mnie ogromny żal, smutek, myśli o tym jak beznadziejna jestem, że znów nie zasłużyłam na szczęście, że znów zostałam zraniona, ale przecież to pewnie jest moja wina, bo jestem za miękka, za głupia, za szara, zbyt wrażliwa. Obecny świat stawia przecież poprzeczkę bardzo wysoko. W najgorszych momentach tych stanów - co przeraża mnie najbardziej - miewam myśli o zabiciu się. Nie mam siły na życie, nie czerpię z niczego radości, jestem samotna, nikt za mną płakał nie będzie, a mi będzie już wszystko jedno. Myślę wtedy o tabletkach lub o zjechaniu na przeciwległy pas podczas prowadzenia samochodu. Nie robię tego, bo wiem, że to nie jest sposób na załatwienie problemu, ale te myśli są ode mnie silniejsze i wracają. Wiem, że inni mają ważniejsze problemy niż niespełniona miłość, dlatego nie poruszam tego tematu żaląc się przyjaciołom. Przyjaciołom, którzy z resztą uważają mnie za duszę towarzystwa i bardzo pozytywną, mądrą i piękną kobietę. Oczywiście nie wierzę w ani jedno ich słowo, bo przecież "mówią to bo mnie kochają". Jak sobie z tym poradzić? Jak przestać płakać i myśleć o nim i o tym jak nieszczęśliwa jestem? Jak nabrać na nowo chęci do życia czy chociażby do rozmawiania ludźmi? Proszę o pomoc.
  15. Witam, jestem 21 letnim chłopakiem, od około roku mamy razem z dziewczyną problem, ciągłe kłótnie i niezrozumienie, na początku jakoś to obchodziliśmy, ale ostatnio od 3-4 miesięcy już za dużo tego było i dzisiaj po 3 dniach separacji w której dziewczyna myślała o tym czy kontynuujemy relacje uznała że chce spróbować, ale bez żadnego przytulania nawet pocałunku, ani trzymania za rękę, bo jak mówi, chce zbudować relacje przyjacielska, ale to wygląda tak że musimy wręcz umawiać rozmowy, możemy rozmawiać tylko raz lub dwa razy dziennie, albo raz się widzimy, czuję się jakby to była jakaś firma i umawiał bym się z szefową na spotkanie a nie z dziewczyną żeby próbować odbudować związek, czy to zamiast naprawić, nie zabije związku? Co zrobić żeby powoli odzyskiwać dobra relacje?, iść na terapię osobno żeby ogarnąć samych siebie czy lepiej iść na terapię dla par? Proszę o poradę. Z góry dziękuję
  16. Hej mam 20 lat od roku mieszkam ze swoim narzeczonym on ma młodszą siostrę jego siostra ma 14 lat i niszczy mnie psychicznie jak by specjalnie chciała sie mnie pozbyć z domu miedzy nami są wszelkie kłótnie próbowałam się nawet do niej nie odzywać ale to nie pomogło ostatnio nawet dopuściła sie tego że grzebała mi w telefonie i czytała moje prywatne wiadomości po czym zrobiła zdjęcie tych wiadomości i pokazała je mojemu narzeczonemu boje się do czego ona jest jeszcze zdolna probowalismy nie raz załagodzić takie sytułacje ale nic nie pomogło ja mam już po prostu tego wszystkiego dość jeszcze manipuluje swoją rodziną a najbardziej babcia i ciocia nawet dostałam od nich pytanie czy gdyby ona się zabiła czuła bym się winna nie wiem co mam dalej z tym robić nic już nie pomaga a ja coraz bardzej się zalamuję ponieważ ona nie ponosi zadnych konsekwencji swoich czynów a to ja jestem ta zła na sam jej widok mam ochotę zniszczyć jej życie tak jak ona mi żeby poczuła się tak samo jak ja
  17. Witam, Od pół roku mieszkam ze swoją partnerką razem ze swoim 10 letnim synem którego sam wychowuje. Partnerka ma także syna 9 letniego. Mój syn bardzo lubi moja partnerkę i dobrze się dogadują. Niestety relacja moja z synem partnerki nie jest już taka dobra. Zaczęło się od ogromnej zazdrości syna partnerki o mamę . Nie mogliśmy się przytulić czy broń boże pocałować. Robił się agresywny , wyzywał mnie a nawet podnosił na mnie rękę. Bywało, że wpadał w taki szał, że groził że wyskoczy przez okno. Ustaliliśmy, że słowo każdego z nas ma być respektowane przez każde dziecko i mój syn słucha się mojej partnerki. Jej syn zupełnie mnie nie słucha, mówi że nie jestem jego ojcem i ogólnie ignoruje wszystko co mówię i o co proszę. Wszystko o co poproszę jest przekręcane tak ,że ja się czepiam , że żartuje z niego i że on jest agresywny właśnie przeze mnie. Najgorsze jest to, że tak samo agresywny i wulgarny jest do swojej matki nie tylko w stosunku do mnie. Wyzywa ją od najgorszych potrafi uderzyć i nie słucha się jej wcale. Sytuacja jest trudna bo partnerce nie za bardzo pasuje jak stanowczo i ostro zwracam jej synowi uwagę, że się źle zachowuje i powinien odnosić się do nas z szacunkiem. Uważa że za ostro reaguje chociaż sama wydziera się na niego niemiłosiernie aż skóra cierpnie i też go wyzywa. Partnerka uważa, że to głównie moja wina , że syn się tak zachowuje i że za mało się staram żeby budować z nim relację. Ale ja nie mam pojęcia jak to w takiej sytuacji robić będąc ciągle wyzywanym , obrażanym. Ona uważa, że to ja potrzebuje psychologa żeby powiedział mi jak budować relacje z dzieckiem. Sam wychowuje mojego syna i uważam, że jest dobrze wychowany więc chyba potrafię budować relacje z dziećmi. Straciłem ostatnio cierpliwość usłyszałem jak syn partnerki moralizował mojemu synowi że on śmiał postawić się jego dziadkowi w jakiejś sytuacji w momencie kiedy on traktuje mnie jak śmiecia. Powiedział mu że jesteś zbyt gowniarzem żeby nie słuchać się mojego dziadka a sam nie słucha się nikogo. Mój syn jest spokojny i nie potrafi z nim polemizować na takim agresywnym poziomie . Czasem jest przez niego wyzywany od debili i mimo że ogólnie bardzo lubi partnerkę i niby czasem dzieci się dobrze dogadują to mam wrażenie i mój syn jest dręczony psychicznie przez syna partnerki. Mój syn boi się go przeraźliwie. Nie wiem co mam robić i jak postępować . Na związku mi bardzo zależy i kocham moją partnerkę. Z góry dziękuje za pomoc
  18. Potrzebuję pomocy 🙂 Tak w skrócie.Jesteśmy zgranym narzeczeństwem,razem już 2 lata. Ostatnio jednak była między nami bardzo ostra kłótnia. Coś takiego się nie zdarzyło nigdy. Zarówno z mojej strony jak i z jego padło bardzo wiele nieprzyjemnych słów. Mój facet raczej jest introwertykiem, ale pod wpływem złości napisał do swojej długoletniej przyjaciółki i dosłownie obsmarował mnie równo. Padło tam wiele obraźliwych na mnie słów i wiele wyolbrzymionych sytuacji. Jak emocje opadły to po kilku dniach sam dał mi telefon do ręki i pokazał ta rozmowę. Powiedział że był w tak silnych emocjach że musiał się komuś wygadać. O tą przyjaciółke to ja się nie martwię, bo jest mężatką w dodatku ma dzieci ale chodzi mi o fakt, że on jakby naszą prywatność sprzedał obcej osobie. Ja nigdy do nikogo nie mówiłam o nim źle. Co prawda przeprosił i kupił kwiaty, do tej przyjaciółki napisał ze to nieprawda i był na mnie zły. Niby się pogodziliśmy, ale coś jest dalej nie tak w tym związku, cos jakby pękło, z mojej strony i widzę trochę z jego. Powiedział że czegoś takiego nigdy nie zrobi, że kierowały nim bardzo silne emocje. Ja też się z tym źle czuję, bo nie wiem jak się zachowam jak przyjdzie mi poznać tą przyjaciółkę na żywo. Nie chcę aby ktoś patrzył na mnie krzywo. Cały czas mam w głowie myśli że to co tam pisał mogło być prawdą, nie umiem się na niczym skupić. Jak to rozwiązać? Wiem że oboje zawiniliśmy tutaj i nerwy wzięły górę. Jak sobie to poukładać w głowie?
  19. Dzień dobry. Chciałabym abyście napisali co sądzicie. Moj partner w przeszłości miał problem z narkotykami, był na odwyku. W młodości brał sterydy. Aktualnie jest na lekach antydepresyjnych z powodu swoich prywatnych problemów, które się ciągną od prawie 4 lat. Na dniach oskarżył mnie o branie narkotyków, które nigdy przez moje ręce nie przeszły, zapalenie „trawki” w wieku 18 lat przyprawiało mnie o dreszcze, bo się zastanawiałam czy nie umrę od tego 😂 Ostatnie oskarżenie doprowadziło do zrobienia testu gdzie przy MDMA pojawiła się górna kreska mocno czerwona , druga widoczna lecz jaśniejsze i oczywiście to dla niego wynik pozytywny, ponieważ jest zawartość, test wykrył on to widzi. Ponadto dwa tygodnie temu podobno znalazł u mnie w aucie „kryształy” których mi nie pokazał 🙈 Dopowiem , że partner miał problem też z paleniem trawki , na dzień dzisiejszy pali jednakże dużo mniej, ale weekendy + jakieś dni w tygodniu się zdarzają bardzo często. Co myślicie o tej sytuacji ?
  20. Jak przestać wpadać w rolę dziecka kiedy ktoś podświadomie podchodzi do nas z pozycji rodzica bądź sami podświadomie pokazujemy że należy nas traktować jak dziecko? Skąd w ogóle może się brać taki program w głowie i dlaczego wtedy staramy się być zbyt mili, nadskakiwać innym wbrew sobie? O związkach nie wspomnę, że z takim systemem wpadamy w relacje gdzie często osoby są zimne i nieobecne oraz nie potrafiące się zakochać co prowadzi do dramatów. Jak to pokonać i jak zmienić taką postawę na lepszą? Pozdrawiam.
  21. Witam, mam na imię Joanna, mam 30 lat. w lipcu 2021 poznałam chłopaka. Inicjatywa wyszła z jego strony. Najpierw było smsowanie, messenger. Po miesiącu doszło do spotkania.Oboje świetnie się dogadywaliśmy, mieliśmy te same poglądy na przyszłość, wyznawaliśmy te same wartości. Oboje pokochaliśmy się bezgranicznie już od pierwszego spotkania.Po dość krótkim czasie oświadczył mi się. Byliśmy bardzo szczęśliwi. Do czasu. W grudniu ubiegłego roku dowiedziałam się od jego najlepszego przyjaciela, że od samego początku mnie oklamywal i udawał kogoś kim nie jest. Chodziło o sprawy materialne, a na końcu flirtowal z inną kobieta, która do mnie napisała i wyslala zdjęcia ich rozmów. Świat mi się zawalił. Oddałam mu cała siebie, kochalam szczerze, zaufałam, wspieralam, pomagałam nie tylko dobrym słowem, ale także finansowo. A w zamian otrzymałam kłamstwa. Po dłuższym czasie przebaczyłam mu. Postanowilam dać mu szanse. Przeprowadziliśmy szczera rozmowę, ustaliliśmy pewne priorytety. Obiecywał mi, zarzekał się, że nigdy tego nie zrobi. Zaczęliśmy od nowa. Niestety miesiąc temu znowu dowiedziałam się, że cały czas mnie oklamywal i to w tych samych sprawach co ostatnio, można powiedzieć, że była to powtórka z rozrywki choć z inną nie pisał( przynajmniej nie mi o tym nie wiadomo).Świat zawalił mi się po raz kolejny, jestem bezradna. Już mu nie potrafię zaufać mimo, że cały czas go kocham. Na spotkaniu powiedziałam mu, że to koniec, ale on znowu obiecuje, mówi, że się nie podda, że to naprawi, jednak ja już nie potrafię mu po raz kolejny zaufać, ponieważ ciągle domysły czy na pewno znowu mnie nie oklamuje to dla mnie udręka, podejrzewam go juz o najgorsze rzeczy, ale nie chce tego, nie chcę kroczyc taka droga. Proszę o poradę i wsparcie, ponieważ ja nie wiem co robić.
  22. Hej. Piszę bo... muszę z siebie w końcu to z siebie wyrzucić. Mamy gorszy czas z moim chłopakiem. Nie piszemy ze sobą wcale, widujemy się raz na tydzień, on wiecznie niezadowolony, stroi miny. Nic go nie zadowala, mogłabym makarene nago zatańczyć a on i tak jest obrażony. Wszystko doszło do tego stopnia, że NAPISAŁ DO MOJEJ MAMY, że nie chce ze mną być i to koniec. Oczywiście mama odpowiedziała mu że ma mi to powiedzieć prosto w twarz a nie czasami dzwonić, bo to dziecinada. Jutro się widzimy. Jestem przed maturą, emocje buzują we mnie przez to, a teraz jeszcze te akcje.. Uprzedzałam go we wrześniu, że to będzie najgorsze 9 miesięcy, on niby zdawał sobie z tego sprawę. Dodam tylko tyle, że jeździł po imprezach, nie broniłam mu, bo ja miałam i mam od zarypania nauki, a co za tym idziecie brak sił i ciągłe zmęczenie. Ta cała sytuacja to pewnie też moja wina, ale uważam że to co teraz osiągnę zostanie i będzie ze mną na dobre i złe. Proszę o poradę jak mam się jutro zachować żeby nie wybuchnąć płaczem, a wyjść z twarzą, i przede wszystkim klasą oraz dojrzałością.
  23. Witam, mam 35 lat od półtora roku jestem z mężem w separacji. Mamy dwójkę dzieci ale on nie interesuje się nimi wcale. Byłam u adwokatki i będę składała papiery rozwodowe. W grudniu poznałam fajnego chłopaka. Jest 5 lat młodszy. Rozmawiając z nim miałam wrażenie że znamy się od zawsze. Spotkaliśmy się kilka razy i zaczęłam coś do niego czuć. Ostatnio tak jakby oddalił się odemnie. Coraz zadziej pisze i sam się z siebie nie i icjuje spotkan. Zaczynam mieć obawy że kogoś poznał i że już mu się zbudziłam. W sumie 5 lat starsza kobieta z dwójką dzieci to dla takiego chłopaka żadna atrakcja. Jak się go zapytałam w prosty czy jest ktoś inny to twierdzi że nie ma i że jeszcze nie raz się spotkamy. W piątek wyznałam mu co czuje i od tej pory jest cisza z jego strony. Nie wiem już co mam robić i o tym myśleć. Już zaczynam zastanawiać się czy poprostu sobie nie odpuścić tej znajomości.
  24. Przez większość życia wydawało mi się że Świat istnieje już na tyle długo, że ktoś już to wszystko przemyślał, przetestował i wystarczy być dobrym dla innych lub przynajmniej stosować zasadę wzajemności aby wszystko się układało. A w razie problemów otwierasz instrukcję na odpowiedniej stronie i masz gotowe rozwiązanie. Nadal uważam że należało by oczekiwać od cywilizacji istniejącej od wielu pokoleń że to dość krótkie, powtarzalne ludzkie życie jest gdzieś przeanalizowane i rozwiązane. Wygląda na to jednak że nie ma nic co by się zbliżało do tego co oczekuję. Wliczając wszystkie religie, wierzenia i filozofie. Natura stosuje inną strategię na zachowanie życia. Musi być utrzymana odpowiednia różnorodność, odpowiedni współczynnik mutacji, eksperymentowanie z innymi rozwiązywaniami, chaotyczne zgładzanie jednych rzeczy przez drugie zależnie od chwilowych przewag środowiskowych. Nawet nie potrafię powiedzieć czy chcę być szczęśliwy. Ciężko to osiągnąć bez rezygnacji z analizy błędów z przeszłości, tak aby rzeczywiście wyciągnąć z nich coś innego niż ból, jakąś pożyteczną lekcję. Czasami niektóre rzeczy się zdarzają. Czasami ktoś płaci bardzo surowo za jakieś małe błędy, czasami komuś wiele dużych błędów uchodzi na sucho. Ciężko się pogodzić z tym kiedy trafiasz do tej pierwszej grupy. Ale czy należy wtedy uważać się za przegrywa? Czy może dokładnie tak działa życie? Dlaczego więc pojawia się ból, smutek, żal? Jaką niby pełni rolę? Kobiety wybierają zwycięzców. Czasami też całkiem fajne kobiety wybierają kogoś całkiem przeciętnego, ale to raczej z chwilowej konieczności. Mi wystarczy kilka sekund żeby nie móc zapomnieć o kimś przez lata. Kobietą nie zdarzają się takie problemy, natura daje im więcej mechanizmów do decydowania o swoich zauroczeniach. Można pewnie z tym żyć. Ale spora wrażliwość i introwertyzm i już ciężko o to aby mieć możliwość utrzymania swojej psychiki w należytej równowadze. Są pewne mechanizmy obronne, jak bycie narcyzem, wyzbycie się ideałów. Ale chyba zgodziłbym się z Rafałem że było by to zbyt głębokie wydrenowanie samego siebie i mimo wszystko nie warto tego tracić. Nie czuje się takim pełnym przegrywam. Kiedy spadam na dno, zawsze jest ono nieco wyżej niż poprzednio. Kiedy coś sobie zaplanuję to do tego dochodzę, chyba że znajdzie się ktoś kto mi to uniemożliwi. Wszystko co robiłem miało dla mnie sens, nie robiłem rzeczy na pokaz, rzeczy w które nie wierzę. Nie zniszczyłem nikomu świadomie życia. Nie dawałem nikomu fałszywych sygnałów. Nie wykorzystywałem nikogo, jeżeli otrzymałem pomoc to byłem gotowy odwzajemnić przysługę. Nie jestem materialistą. Naprawdę wystarczy mi niewiele. Ale przydało by się jakieś miłe mieszkanie lub najlepiej dom. Zawsze chciałem na taki dom zarobić. Kwoty w Excelu jaki prowadzę kilka lat gdzieś tam prowadziły w przyszłości może do jakiegoś małego domku. Mam dobry zawód, nieźle płatny, taki o jakim właściwie marzyłem będąc dzieckiem. Ale to za mało. Wiele zdolnych kobiet może pójść na podobne studia, nie koniecznie na dobrej uczelni i dostać szybko podobnie płatne stanowisko. Więc możesz zapomnieć na zawsze że możesz być dumny z tego że jednak nie każdy z twojej klasy z podstawówki ma taką pracę i że jesteś naprawdę dobry i ceniony w swojej pracy. Poznałem dziewczynę która jest ideałem dla moich zmysłów. Prawdopodobnie i tak nie mam i nie miałem szans, bo wybiera tylko wysokich ale postanowiłem walczyć jak tylko się da. Doszło do tego że zacząłem interesować się inwestycjami. Bezpieczne inwestowanie w mieszkania to sporo pracy i tylko do 10% zwrotu rocznie. Otworzyłem konto maklerskie. Zacząłem od niedużych kwot, od bezpiecznych dużych spółek. Później nieco bardziej ryzykowne aktywa, aż do całkiem ryzykownych aktywów przy dużej dźwigni, sporymi kwotami. W Excelu ustawiłem sobie plan roczny. Nie do końca się udało go dotrzymać. Po tym przyszła pandemia. Z powodów których nie rozumiem gospodarka zaczęła się zamykać, oczywiście ja nie oceniam ryzyka tak dobrze jak duże firmy zajmujące się inwestycjami. Konta dla klientów detalicznych mają "ochronę przed ujemnym saldem", więc większość pozycji zamknęło się samo i nie udało się zbyt wiele oszczędności uratować. Jakieś 6 lat oszczędzania poszło w zapomnienie. Lekcja nie była jakoś super opłacalna. Od tego czasu raczej inwestowałem długoterminowo w akcję i powoli coś tam odrabiałem. Dokupiłem trochę akcji CD-Projekt bo w przypadku średniego sukcesu przychody i tak były by pokaźne. Okazało się że twórcy po prostu kłamali i wypuścili zepsuty produkt. Na szczęście plus inwestycji długoterminowej jest taki że dobre spółki odrabiają swoje straty. Jak nie w rok, to w 10 lat. Poszerzałem ilość akcji jakie miałem. Teraz ostatnie sytuacje. Czyli napięcia na linii Rosja - Ukraina. Ciężko było przewidzieć że ktokolwiek będzie chciał konfliktu zbrojnego, nie jestem w stanie sobie tego jakoś wytłumaczyć. Więc czekałem na to że Putin wynegocjuje swoje i będzie spokój na kilka lat. Ale tak się nie stało, rynki się trochę załamały. Strata na moim koncie była całkiem imponująca, ale nadal wiadomo że wojna się kiedyś skończy i raczej nie dotrze do Polski. No ale dodatkowo w dniu ataku i paniki na giełdzie ktoś włamał się na moje kont maklerskie, zamknął wszystkie pozycje i dodatkowo na jakiejś malutkiej spółce sprzedał prawdopodobnie sam sobie moje akcje które wcześniej kupił. Strata sięgnęła więc już prawie połowy wartości moich oszczędności. Nie tylko ja miałem w podobnym okresie taką sytuację, ale nie było żadnego ostrzeżenia przed atakami, ani blokady tego instrumentu. Złożyłem reklamację do maklera, ale według nich to wina tego że ktoś ukradł moje hasło, więc nie mają interesu w czymkolwiek mi pomagać. W międzyczasie też nie udało mi się zmienić pracy na lepiej płatną. Okazało się że mam pracować dla innego podmiotu niż wpisano w umowę i z podiów prawnych zrezygnowałem i wróciłem do starej pracy. Nawet nikt nie chciał mnie przeprosić że ukrywali przede mną moje prawdziwe obowiązki. Uznali że to ja łamałem prawo i z dużą łaską wypłacili mi po terminie część należnego mi wynagrodzenia. Pomysł na mały biznes nie wypalił, nie spodziewałem się dużych rezultatów, ale jednak jest to jakieś rozczarowanie tym jak rynek przyjął to co stworzyłem. Teraz rozważam opcję. 1) Żyć dalej, jak przegryw. Żyć bez ambicji, cieszyć się z tego co jest, nie przejmować się tym że jak tak dalej pójdzie to albo na emeryturze zbieram złom żeby przeżyć, lub całe życie żyje z rodzicami lub w jakiejś kawalerce, ewentualnie jako stary kawaler buduje sam sobie jakiś dom. Prawdę mówiąc nie ciężko wyobrazić mi bycie całe życie sam. Zbyt wiele kobiet nie spotykam, a nawet jak jakaś jest lub się zmatchuje to nie mam tyle woli aby powoli kogoś poznać, zobaczyć czy jest się kompatybilny, zaprosić na jakaś kawę, na spotkaniu być zabawnym, przystojnym itd itp. Poznałem piękną dziewczynę, ale nie jest to jakaś typowo instagramowa plastikowa piękność. Była dość miła, ale nie miałem przekonania że coś może z tego wyjść, nie widziałem jakichś wyraźnych sygnałów zainteresowania. Czekałem na okres gdzie zacznie się wszystko układać i będę mógł być sam pewien że rzeczywiście będzie jej się opłacać ze mną być. Usunęła już dawno konto z portalu. Mógłbym się z nią skontaktować przez media społecznościowe, ale nie wiem czy mi wolno kontaktować się po paru miesiącach. Słucha polskiego rapu : ) , więc nie wiem jakie ma tak naprawdę wartości. 2) Jeszcze raz trochę zaryzykować z większą kwotą, na bardziej ryzykownym instrumencie. Mam zawsze kilkadziesiąt procent szans na odrobienie dużej części tego co do tej pory straciłem. W przypadku porażki nie ma planu. Idealnie było by pozbawić się życia, tylko nie jest to miłe. Nie wiem czy da się oszukać swoje mechanizmy obronne tak aby rzeczywiście było to możliwe. Przed tym przydało by się jakoś przygotować, aby nie robić zbyt wielkich problemów pracodawcy i rodzinie. To bardzo niekomfortowa myśl. Prościej było by to zrobić w przepływie emocji. Pozostaje jednak wtedy opcja 3) 3) Nie mam dużego przeszkolenia militarnego. Chodzę czasami na strzelnice. Myślałem o zgłoszeniu się do wojsk terytorialnych Ukrainy. Wiem że są ludzie, nawet nie typowi wojskowi z polski którzy tam są. Wojna to dość abstrakcyjna dla mnie rzecz. Jednak ktoś tam jest i tam ginie. Możliwe że taka lub inna postawa każdego w Europie może mieć wpływ na to jak będą żyć następne pokolenia. Jeżeli coś pójdzie mocno nie tak to to będzie wina każdego, że nie zrobił wszystkiego co było możliwe. Na razie personel wojskowy nie wydaje się problemem, ale jeszcze może być czas że będzie to miało znaczenie. Problem jest że z punktu polskiego prawa będę przestępcą... Będę musiał wziąć urlop z pracy, nie będę nic zarabiał. Tak naprawdę nie będę miał za bardzo za co tam walczyć dla siebie, bo po powrocie nic lepszego mnie nie czeka. Oczywiście nadal jest po co walczyć. 4) ?
  25. Jestem już bezradna! Mam 33lata, w związku od11. Lubię i cenie sobie długie, szczere rozmowy ale mąż już chyba nie. Mamy 2 dzieci. Mąż od 1,5 miesiąca śpi sam na kanapie. Wiele prób rozmów i jedyne co wiem to nie chce wracać do sypialni i nie ma ochoty na bliskość ze mną. Raz mówi że nie umiemy rozmawiać innym razem cieszy się że potrafimy usiąść i pogadać, raz że się zmieniłam na lepsze a potem ze nie wierzy w przemiany, i ze mu tak dobrze. Poza tym w domu super się dogadujemy, wspólnie decydujemy o wszystkim w domu, dużo mi pomaga sam od siebie - pierze, sprząta, myje, prasuje, odkurza itp. Zajmuje się dziećmi, nie planuje wyprowadzki ale nie raz słyszałam teksty chcesz to się wyprowadze albo chcesz to sie rozstaniemy,nie robi nic w tym kierunku poza osobnym spaniem. Ostatnio wyjechaliśmy na weekend od dawna zarezerwowany. Sam zainicjował kilka razy zbliżenie, czasem gdy przyjdę się przytulić to mi pozwala na to, innym razem odchodzi spać, nie chce. Męczy mnie to. Jak ja chce rozmowy to odbiera to jako atak więc odpuszczam, wraca z pracy to dzwoni i inf. ze juz wyjechał, pyta czy coś kupic do domu, sam od siebie kupi mi czasem coś, wieczorem zrobi drinka, coś mi naprawi, w zasadzie nie muszę się o nic prosic. W grudniu powiedziałam ze chce lepszego męża - miałam na myśli takiego, który mi więcej pomaga i zaczął, jest super ale czuję się ukarana. Pomaga ale krótko po tym poszedł spać na kanapę. Wyjaśniłam mu kilka razy o co mi chodziło, ze zle to ujęłam w slowach, uważa ze to nie o to mu chodzi. Nie uzyl nigdy słów ze mnie nie kocha ale tez mi tego nie mówi, jedynie przez jego dobroć troskę i pomoc czuje, ze nie jestem mu tak obojętna. Przeczytał moj "pamiętnik" w którym napisałam co teraz czuję i ze wierzę ze jeszcze będzie dobrze jak dawniej, zapisalam tam tez kilka przykrych słów, których do mnie uzyl, zapytał mnie czemu to piszę. Nie wiem już co mam robić? Wiem ze rozmowa ale co jeśli On nie chce gadać?!

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.