Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'mężczyzna'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Cześć, problem u mnie taki ze z facetem jest około 2 lat, ale od jakiegoś czasu zauważyłam że on siedzi na portalach randkowy j i nie tylko. Za każdym razem dochodzi do awantury gdy uda mi się nakryć go na pisaniu do innych kobiet proponując romantyczne randki, spotkania a nawet sex. On uważa że nic złego nie robi tylko pisze, bo na spotkania na które się umawia nie pojawia sie(nie które wiadomości bolą, gdy widzę jakie on ma zainteresowanie kimś innym, na jakie tematy prowadzi rozmowy na tych portalach lub wysylazdjęcia nago że wzajemnoscia) ale ja nie mam tej pewności, gdy jestem w pracy. Od jakiegoś czasu widzi we mnie same negatywy, o wszystko próbuje mnie obwiniac(nawet w zwykłych sprawach codzienności), czuję się jakbym była tylko jakaś rzeczą, gdy mnie do czegoś potrzebuje to muszę być bo inaczej jest bardziej opryskliwy, a gdy jestem mu zbędna nie raz specjalnie z byle powodu robi kłótnie (co nie raz wbilo mnie w szok, żeby z głupiego powodu robić kłótnie jakby to był koniec świata), rzadko bywa czuły, no może tylko wtedy gdy chce iść do łóżka że mną. On ma 30 a ja 23 niby twierdzi że tylko mnie kocha ale ja już przestałam wierzyć w to. Sama już zglupialam czy to normalne że facet tak się zachowuje, ja mu takich rzeczy nie robię. Próbowałam nie raz z nim pogadać o tym, jakoś obrócić sytuację żeby zrozumiał jak ja się w tym czuje, ale on twierdzi że "przepraszam, to tak z nudów, już więcej nie będzie" ale po kilku dniach ja widzę znowu to samo. Może ktoś ma podobnie i pomoże mi to ogarnąć o samą nie wiem co robić, czuję się jak mała dziewczynka...
  2. Hej. Jestem 36 letnia mama, mieszkam w UK z córká i partrem. od dwóch miesiecy bezrobotna studentka. Od kiedy pamietam czyli od 14 lat jestem w toksycznej relacji. kiedy byam bardzo zakochana wiec na wiele rzeczy nie zwracaam uwagi, ale kiedy 8 lat pojawia sie corka nie umiem juz nie patrzec. Moj partner permanentnie robi ze mnie wariata wmawia mi e czegos nie powiedzia, nie zrobi kiedy ja pamietam ze tak byo, poddaje w atpliwosc moja pamiec i ocene sytuacji. Nauczyam sie przytakiwac, zmieniac temat itd ale ciagle czuje ze sie na bombie ktora moze wybuchnac. zaczeam co tydzien i cpac bo tylko wtedy moge uprawiac z nim sex i troche go lubic. rozmowa z nim nawet o pogodzie kosztuje mnie ogrom emocji. od roku biore antydepresanty. kiedy mowa o rozstaniu najpierw jest u niego placz i wola walki zwiazek a pozniej umniejsza mi, wmawia ze sobie nie poradze a jak sobie kogos znajde to zamieni moje zycie w koszmar (i na pewno dotrzyma solwa), dodam ze kiedys wielokrotnie mowil ze jak odejde i zabioree dziecko to mnie znajdzie i posadzi na wozek inwalidzki. wiem tez ze uzylby dziecka do zniszczenia mnie. chcialabym odejsc, ale brak mi odwagi, panicznie sie tego boje a z drugiej strony uwielbiam jak go nie ma. nie wiem jak sie z tego wydostac, jak odzyskac rownowage i spokoj? pomocy
  3. Dzień dobry Szanowni, Mam na imię..... powiedzmy, że Mensiour. Jestem w pierwszej połowie czwartej dekady życia, czytaj 30+ ale 35-. Sprowadza mnie tutaj sytuacja, której nie jestem w stanie samodzielnie rozebrać do końca. Ufam, że doświadczenia i przeżycia forumowiczów pomogą rzucić odrobinę światła na ten "banalny" temat. Udanego dnia M
  4. Cześć. Mam 30 lat i od 16 roku życia praktycznie codziennie nadużywam marihuany i minimum raz dziennie dokonuję masturbacji. Od jakiegoś czasu nadużywam amfetminy, a to powoduję nie wyobrażalne libido. Potrafię się masturbować przy porno po 48h. Bez przerwy. Nie wiem jak mam z tym zerwać. Blokuje sobie strony itp, ale to nic nie daje, bo wystarczy, że zobaczę choćby swoją byłą w internecie, na mieście i już jest ciśnienie i trzeba ulżyć. Zdarza mi się to zrobić w pracy. Najdłużej udało mi się wytrzymać 4 czy 5 dni i czułem się świetnie, ale niestety poddałem się. Mam straszne skłonności do uzależnień tłumacząc sobie to nudą. Proszę o pomoc i pozdrawiam.
  5. Dzień Dobry, Jestem M., 31 letni mężczyzna z Warszawy. Pod koniec sierpnia podjąłem decyzje o rozstaniu z dziewczyną. Chciałem to zrobić po powrocie z urlopu, ale tak się sprawy potoczyły, że powiedziałem o tym na wyjeździe. Nie żałuje swoich decyzji i nie czuje żalu, ale kiedy powiedziałem, że chce zerwać, bo nie czuje tego uczucia i moja ex była mi obojętna (częściej niż czasami), to ona po jakimś czasie zaczęła mnie zmiękczać. Sam wyjazd wakacyjny super i dobrze się bawiłem, zawsze wyjazdy były super, ale od jakiegoś czasu bardziej traktowałem ją jako przyjaciółke niż partnerkę. Wiem, że piszę to nieskładnie, ale byliśmy kilka godzin na lotnisku i w samolocie - powiedziała, że to kryzys zdarza się, spróbujmy to przez terapie dla par od nowa poczuć. Wtedy na to pod wpływem emocji przystałem. Poszliśmy na dwa spotkania na terapie dla par i Pan terapeuta powiedział, że dobrze na zrobi spróbowanie być na stopie koleżeńskiej. Tylko im dłużej od zerwania, tym mi coraz mniej zależy, a jakoś nie potrafię definitywnie zerwać kontaktu. Czuję że mi to ciąży i mam mętlik w głowie - dwie myśli, spróbować odnaleźć to uczucie przez niezobowiązujące spotkania (szczerze, to ja do tego podchodzę bez oczekiwań i z poczuciem, ze nie jesteśmy razem) i drugie, żeby to całkowicie zerwać, zeby nie robić sobie wzajemnie nadziei. Widać, że jej bardzo, wciąż zależy i coś do mnie czuję. Ja tego nie czuję, ale mam taki charakter, że w większości sytuacji myślę o innych a nie o sobie. I dlatego czuję, że trochę pod jej wpływem godzę się na 'naprawę' ale to nie jest to czego chce, ale też nie potrafię, zrobić tego ostatniego kroku i zerwać kontakt. Czy macie jakieś wskazówki jak sobie poradzić z taką sytuacją? Jak dać sobie szansę na nowe życie? jak powiedzieć drugiej osobie, że to jest definitywny koniec i po mimo szczerych chęci do terapii i wskazówek od terapeuty dla par, dalej tego nie czuje? A nie potrafię budować relacji bez miłości, bez uczucia. A naprawa, po mimo duzego wysiłku, może tego nie odbudować. P.S byłem 6 lat temu w 5 letnim związku i to wtedy ze mną zerwała ex. Zrobiła to przez facebooka - cala historia to osobny post, ale podaję to tutaj, że wtedy ja, bo mi zależało, próbowałem wyciągnąć rękę z naprawą. Ale, wtedy kontakt się urwał i tak sie rozeszło po kościach. Dodatkowo czuję, ze cięży mi takie zawieszenie i wiem, że muszę coś wybrać i tego się trzymać. Ale jak wytrwać w swojej decyzji, bez wzgledu na emocje drugiej strony? Dziękuję za każdą wskazówkę i opinię
  6. Miesiąc dokładnie temu zerwał ze mną. Mówił że z rozsądku. Ze łzami w oczach przepraszał mnie, ale stwierdza że do siebie nie pasujemy. Ja, z racji że byłam zmęczona bo tego dnia oboje byliśmy po całonocnej podróży, płakałam... Ale zareagowałam prawie wcale, czego później żałowałam... Z drugiej strony ciężki miesiąc za nami był, jakoś się tego spodziewałam, ale miałam nadzieję mimo wszystko że podejmiemy prace nad nami i związkiem żeby się nie rozchodzić... Ale padło... Nie miałam siły na poważniejsze reakcje, przeplakalam noc, ale trzeba było wrócić do żywych, do pracy... I rozpocząć pracę nad sobą.... 4 dni później napisałam z prośbą o spotkanie... Żeby mi odpowiedział na pytań kilka żebym sobie wsyzysko poukładała.... Zgodził się bez wahania. Spotkanie przebiegło jakby nic się nie wydarzyło, jakbyśmy dalej było razem... Zaproponował że pomoże mi w przeprowadzce w zamian za buty które obiecałam mu zrobić.... Zgodziłam się... Dwa dni później mi pomógł się przenieść, wsyzysko było 'po staremu'. Jednak zaproponował wspólne piwo u niego w mieszkaniu, skoro wsyzysko wydaje się jakby było okej, i jesteśmy teraz jak kumple.... No nie wyszło.... Poszliśmy do łóżka... Mogłabym to zwalić na nietrzeźwość... Ale przespałam u niego w łóżku noc... I nad ranem już trzeźwi zrobiliśmy to samo... I ja mogłabym myśleć że to tylko pociąg fizyczny... Przeszło mi przez myśl że tylko chce mnie wykorzystać.... Ja sama popłakałam się przy nim zaraz po seksie... Bo z jego ust już padły słowa: nie chcę wracać. A z drugiej strony trzymał mi rękę na policzku i szyi miziając kciukiem po twarzy... No komu by się mętlik w głowie nie zrobił... Odwiózł mnie do domu.... Nie odzywałam się tydzień.... To wydarzenie było dla mnie jak przebicie bąbla który bolał, ale jak pękł to wsyzysko zeszło.... Już od samego zerwania starałam się ruszać dalej, czytałam pomocne książki, zaczęłam wyjeżdżać częściej, robić rzeczy które zawsze chciałam zrobić, angażować się w wydarzenia, i niestety brać podwójne zmiany w pracy żeby nie myśleć... Jak się widzieliśmy opowiadałam mu się zrobiłam już do tej pory, co się zmieniło, że wkurza mnie fakt że faceci jakoś dziwnie wyczuwają że laska jest singlem, bo nagle ich się więcej znalazło wokół.... On nie ruszył tak dobrze dalej niestety.... Nawet mówił że nie myślał o tym co się wydarzyło.... Praca - dom - sen... Ostatnio stwierdziłam że w sumie jestem już na dobrej drodze psychicznie i emocjonalnie... I zaproponowałam mu friends with benefits.... Tak wiem z byłym... Prawdopodobnie największą głupota.... On się zgodził prawie od razu... 3min i odpisał że mógłby się zgodzić ale musi mi zadać kilka pytań... Postawiłam sprawę jasno, podałam zasady z mojej strony, że jeśli komuś coś nie będzie pasowało, to szanujemy się nawzajem i kończyny to na dobre, żadnego dotykania twarzy czy dłoni i jak najmniej całowania... Przystał na to... Zadał mi pytania od siebie: czy czuję coś jeszcze? Powiedziałam że tak, ale uważam że to się zmieni z czasem i po drugie nie chcę być ani próbować być z kimś komu na mnie nie zależy i nie jest mnie pewny 100%; co jeśli jedno z nas prześpi się z kimś innym? Powiedziałam że zobaczymy, trudno mi powiedzieć, ale to jest niezobowiązująca relacja. Jak ja się spytałam czy on coś czuje, to w końcu nie dowiedziałam się, bo uciekał z odpowiedzią... Powiedział że nie czuje nic kompletnie ostatnio.... Ale on to mówił wielokrotnie wczensiej nie w kontekście mnie tylko świata, to mnie często niepokoiło ale on to ignorował.... Więc kompletnie nie wiem jak to odebrać... Ja się czuję w porządku... Nie licząc faktu że myślałam że odbierzemy to oboje neutralnie dość... A ja dalej nie umiem go rozgryźć...... Nie wiem co robić.... Czy mogę to kontynuować waszym zdaniem? Tylko dla korzyści fizycznych? Czy powinnam z nim jeszcze raz porozmawiać? Czy zdecydowanie to przerwać? Wiem że mówią że może się źle skończyć... Ale nie jest to coś co możemy przewidzieć, a uwierzcie gorzej już nie będzie... Tylko ewentualnie dłużej...
  7. Witam, jestem 26 letnia matka, która ma problem. Narzeczony (ojciec mojego) postanowił się wyprowadzić za granica do pracy .Wydawałoby soe ze wszustko idzie na dobrej drodze lecz niestety okazało się ze narzeczony jest sknera odkąd zaczął bardzo dobrze zarabiać . Wszystkie finansowe obowiązki pozostawił mi samej .. kredyt czynsz jedzenie itd.. do tego straciłam prace (zamknięto biuro w moim miescie) jestem mi ciężko narzeczony nie chcr pomagać powtarza ze jestem materialistka porównuje mnie do mojego rodzeństwa który sobie lepiej radzi finansowo .. do tego dziecko .. jestem sama szukam pracy lecz coezko pogodzić prace dziecko nic mnie nie cieszy.. moje myśli są gdzies daleko mam wrażenie ze na tym SWOECIE zostało tylko moje ciało , nie mam do kogo się udać po pomoc .. każdy najmniejszy grosz od niego jest wypominamy lecz on na siebie nie oszczędza ale na mnie i dziecku tak Nie wiem co mam zrobić , zapomniał ze przez rok jak go utrzymywałam teraz kiedy on ma pieniądze robi zemnie gorsza osobę a ost nawet wspominał ze powinien zabrać nasze dziecko do siebie na stałe skoro jest mi coezko i nie radzę sobie finansowo
  8. Cześć, jestem mężczyzną 19 lat. Mam pytanie odnośnie tego co się ze mną dzieje. A więc tak... ostatnio miałem taką sytuację, wstałem rano do pracy, poszedłem na autobus i chciałem kupić bilet miesięczny. Podszedłem do kierowcy, pytam się czy mogę kupić bilet miesięczny, prosi mnie o 150zł, a ja dałem mu... 400zł!! On mówi że dałem mu za dużo a ja na niego się patrzę i nie czaję o co chodzi, takjakbym w ogóle nie myślał, za chwilę pokazuje mi 400zł które mu dałem, i wiecie co powiedziałem i zrobiłem? Powiedziałem że nie mam jak dać inaczej i wyciągnąłem jeszcze 100zł z portfela (XD) On się nadal na mnie patrzy jak na debila, pokazuje mi 400zł i dopiero wtedy ogarnąłem, że dałem mu 400zł a bilet kosztuje 150zl, od kilku lat kupuje bilet u tego przewoznika więc nie wiem co ja w ogóle odwaliłem... mam jeszcze kilka innych sytuacji, w których jakbym łapał zwieche i totalnie nie myślał nad tym co się dzieje, i nie ogarniał tego co się do mnie mówi. Na początku się z tego śmiałem, ale teraz jakiś wstyd czuję. Czy to wynika z tego, że nieuważnie słucham? Czy Jest coś ze mną nie tak?
  9. Dzień dobry, od kilku miesięcy przeżywamy kryzys z moim mężem - jesteśmy razem 12 lat. Ten twierdzi, że nie jest to kryzys tylko koniec miłości z jego strony. Uargumentował to moim zachowaniem, brakiem szacunku do niego, ciągłymi wyzwiskami i moją rzekomą zaborczością(co jest oczywiste, gdy pojawia się na horyzoncie inna relacja). Na początku poczułam frustrację i złość, gdyż mąż nie dawał mi żadnych sygnałów bym się zmieniła, tylko uciekał do drugiego pokoju. Sądziłam wówczas, że ma swoje gorsze dni (jest trzeźwym alkoholikiem i często podczas głodów wiedziałam, że musi pobyć sam ze sobą), dałam temu czas. Niestety, gdy dwa miesiące temu mąż stwierdził, że przez pół roku robiłam wszystko by przestał mnie kochać i nic do mnie nie czuje poczułam rozpacz. Doszło do awantur, wzajemnych oszczerstw, a potem dodatkowo odkryłam, że mąż utrzymywał kontakt ze straszą o 15 lat kobietą ze szkoły naszego syna. Kontakt ten był krótki (pisali niecałe 2 tygodnie) po czym mąż stwierdził, że ona jest dla niego ważniejsza niż ja, że ciągle o niej myśli. Przeraziło mnie to - wiem, że do zdrady nie doszło, do spotkań również nie. Skonfrontowałam tę sprawę z tą kobietą - ona nic nie czuła do mojego męża, twierdziła, że była tylko miła i odsunęła się na moją prośbę, kibicuje byśmy uratowali małżeństwo. Mąż wściekł się, że interweniowałam w tej sprawie, obrzucił mnie błotem. Każdy kolejny dzień był coraz gorszy, nie mógł na mnie patrzeć, unikał ze mną kontaktu, wychodził na długie spacery, byleby mnie tylko nie widzieć. Stwierdziłam, że tak nie może być - błagałam go o powrót. Drwił i stwierdził, że prędzej się zabije niż wróci. Stwierdził, że chce się rozstać. Postanowiłam po miesiącu ciągłych zwad wyprowadzić się z domu, dać jemu i nam czas. Po 1,5 tyg. rozłąki telefonicznie udało mi się poprosić męża o kolejną szansę (który powiedział, że i tak do mnie nic nie czuje, ale szczerze daje mi szansę, ale nie wierzy, że się zmienię), ukorzyłam się i poszłam na terapię (okazało się, że ciepię na chorobę afektywną dwubiegunową). Wzięłam całą winę na siebie (choć wiem, że mąż jako alkoholik do rozpadu też się przyczynił) i walczę. Podczas naszej telefonicznej rozmowy zapytałam męża czy myśli jeszcze o tej kobiecie, na co stwierdził, że tak, ale oczywiście dużo mniej - to dla mnie niedorzeczne, że zaangażował się uczuciowo do osoby, której nawet nie zna, jednak jak sam przyznał, ona zwróciła jego uwagę, gdyż była miła, ciepła i go słuchała, a on nie miał przyjaciół i we mnie też nie czuł przyjaciela (co oczywiście jest nieprawdą, po prostu go nie głaskałam, jak on chciał). Powiedział, że ani razu o mnie nie myślał przez ten czas, gdy mnie nie ma. Wiem, że na to potrzeba czasu, jednak strasznie się boję i ciągle płaczę. Moja terapeutka chce zorganizować spotkanie, na które zaprosi męża, by opowiedzieć mu o mojej chorobie, by zrozumiał, że moje napady agresji i depresji da się złagodzić lekami, jednak wiem, że by coś naprawić trzeba zasięgnąć terapii dla par. Wiem, że czas może zdziałać cuda, zmiana jednej osoby może mieć wpływ na drugą, jednak jak pomóc mojemu mężowi, by również poszedł indywidualnie na terapię lub wspólnie ze mną, jeśli nie wykazuje takiej chęci i nie widzi również w sobie problemu? Ta sytuacja pokazała, że mąż się pogubił, szukał pocieszenia u kogoś starszego, doświadczonego, kto zastąpi mu matkę, z którą relację ma bardzo znikomą. Dodatkowo ta kobieta go nie pociąga - twierdzi, że to ja go podniecam i jestem "ładniejsza", ale w jego oczach bardziej podoba mu się bardziej właśnie ona, że jest atrakcyjniejsza. To boli, ale jestem w stanie wytrwać to ogromne cierpienie, bo wiem ile razem przeżyliśmy, ile mieliśmy wspaniałych chwil, mamy dom, dziecko i wspomnienia oraz domyślam się, że swoim zachowaniem sama sprawiłam, że do tego doszło. Wiem, że nie takie problemy ludzie pokonywali i chciałabym, by odsunął uczucia niechęci i nienawiści do mnie i na nowo odkrył miłość, jednak to dla mnie zbyt karkołomne zadanie. Wiem również, że skoro myśli mniej o tej kobiecie (to jednak normalne pod wpływem czasu), zdecydował się dać mi szansę (mimo jego uprzednim ogromnym niechęciom), da się również odbudować tę relację i miłość. Pytanie jednak, jak go namówić na terapię, co zrobić, by przypomniał sobie miłość do mnie? Prócz pracy nad sobą, chcę też zadbać o męża. Bardzo go kocham i potrzebuję każdego dnia, zawsze był dla mnie najlepszym przyjacielem i nawet najcięższe problemy nie są w stanie zabić tej mojej miłości...Obawiam się, że jego upór wiąże się również z nawrotem jego choroby (mąż jednak się nie napije, gdyż jest dumnym facetem, udaje, że to nie jest ten problem). Proszę o pomoc, o rady, o wsparcie, cokolwiek. Streściłam jak się da, być może wyszło chaotycznie, jednak by opisać głębiej problem, musiałabym na to poświęcić kilka godzin.
  10. Dzień dobry, mam na imię Arek, tydzień temu skończyłem 26 lat. Mam podejrzenie, że borykam się z nadmierną wrażliwością i uczuciowoscia co wpłynęło na mój związek. Moja dziewczyna po jakimś czasie bała się cokolwiek mi powiedzieć przez co dystansowała się, nie mogła przekazać mi również swoich problemów w obawie o moje uczuciowe reakcje. Sam przez to wszystko uważam się za beznadziejnego, zamartwiam się. Boje się również odrzucenia, kiedy dziewczyna ma zły humor od razu to zauważam i przypuszczam, że może to być przeze mnie co mocno ją irytuje bo wcale tak nie jest. Dostałem od niej ostatnią szansę, chce się dla niej zmienić bo nie czułem i nie kochałem nigdy nikogo, potrzebuje jedynie pomocy.
  11. Dzień dobry. Jestem dziewczyną, mam 25 lat. Obecnie byłam w 3 letnim związku z 27 letnim chłopakiem. Przez te 3 lata oboje byliśmy niepewni co do swych uczuć. Pokazywał mi dużo mowa niewerbalna, że mnie kocha, lecz ani ja ani on nie odważyliśmy się na słowa: Kocham Cię. Mimo tego czuliśmy, że jesteśmy do siebie naprawdę dopasowani, lecz niestety ostrożnie podchodziliśmy do tych spraw. Było wiele momentów kiedy oboje czuliśmy to, ale niestety żadne z nas nie powiedziało tego. Jakieś blokady nas trzymały. Później chłopak zaczął naciskać, abym otworzyła swój własny biznes, miała coś swojego. On już miał od kilku lat swoją firmę i zależało mu na tym, aby mieć te same cele. Jak twierdził: To spaja ludzi i wtedy razem pną się w górę. Długo mi o tym mowil. Ja niestety nie byłam skłonna do takich zmian. Wiem, że mu na tym zależało, ale nie czułam tego. Zaczęłam go wypytywać czy mnie kocha. Odpowiadał, że tak lub raczej tak, ale nigdy sam tych słów nie powiedział. Ja tylko też się odważyłam z raz napisać te słowa. Bałam się, że nie odwzajemni tych słów i chciałam poczekać aż to on pierwszy powie. Po 3 latach w trakcie rozmowy stwierdziliśmy, że skoro tyle czasu chodzimy, a nie mówimy sobie to coś jest nie tak. Zaczął się kryzys w związku. Kłótnie. Spotkaliśmy się po dłuższym czasie. Chłopak stwierdził, że nie chce marnować mojego czasu skoro nie jest pewny czy kocha, a chciałby być. Przy tej rozmowie powiedział, że czuje, że będzie tego żałował. Na tym spotkaniu oboje poczuliśmy większą więź. Było to naprawdę miłe spotkanie. Zauważyłam, że więcej zaczął się pytać o mnie. Po tym spotkaniu uświadomiłam sobie, że go naprawdę kocham. Napisałam mu, że może warto by było spróbować uratować to, lecz on powiedział, że już podjął decyzję i nie chce czekać aż nie wiadomo kiedy to uczucie znowu przyjdzie. Pytanie moje. Czy jest możliwe, że zrozumie, że mnie kocha i będzie chciał wrócić?
  12. Witam, Piszę, ponieważ sam nie wiem jak odbierać obecną sytuację. Jesteśmy z żoną 4 lata po ślubie. Teoretycznie nie jest źle. Jakoś się wszystko układa, tylko niestety często dochodzi do sytuacji, że kłócimy się. Żona jako dziecko przeszła dużo ponieważ straciła siostrę, dodatkowo matka miała i aktualnie również czasami zdarza się, że ma problemy z alkoholem. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że często kłótnie wychodzą z błahych tematów. Jestem osobą raczej skrytą w sobie i nie okazuje emocji i problemów jakie mam. Wolę to trzymać w sobie. Jednak co raz częściej mam myśli czy to wszystko ma sens (małżeństwo). Do zbliżeń dochodzi bardzo rzadko. Jeżeli mam ja na coś ochotę to często jest tak, że wystarczy, że zbliżę się to od razu tekst typu "dziś nic więcej nie chcę", (pomimo, że jestem facetem to takie sytuacje bolą) ale jak przychodzą dni kilka przed okresem to wtedy buzują u niej hormony i to ona naciska, ale szczerze mówiąc ja nie mam ochoty, ponieważ w innych sytuacjach czuję się odrzucony. Wspominałem kilka razy o dziecku to cały czas mówi że jeszcze nie, może za rok, może za dwa. Mam już 31 lat, żona 29. Dla mnie jest to odpowiedni czas. Tym bardziej że oboje mamy stabilne prace. Zapewne sporo jest w tym wszystkim mojej winy, ponieważ pomimo że jestem raczej skryty w okazywaniu uczuć to mam "wadę" że lubię żartować. Zdarza się, że załapie jakiś temat i sobie żartuję. Ona wie o tym, ale mimo wszytko z tego też wychodzą kłótnie. Próbuję z tym walczyć i nie żartować. Kolejny temat... Odnoszę cały czas wrażenie, że ciągłe się mnie czepia. Musi byc zawsze na jej. Nawet w głupich sprawach, gdzie pokazuje argumenty, że nie ma racji. To zawsze i tak szuka wymówek które są po prostu głupie na to, żeby zostało na jej. Praktycznie zawsze to ja ustępuje. Mocno denerwują mnie sytuację, gdzie nie może np. zrozumieć że mam specyficzny charakter pracy (jestem żołnierzem) i moja praca to nie praca a służba. Wiele razy czepia się mnie, że nie mogę zaplanować czegoś do przodu ponieważ różne sytuacje mogą się wydarzyć. Takich sytuacji i przykładów mogę wymieniac wiele jednak nie chodzi o to. Mam jednak co raz częściej myśli czy to wszystko ma sens? Jeżeli mam być szczery to jestem tym zmęczony. Wracając z pracy czekam tylko o co tym razem będzie kłótnia. Siedząc czasami dochodzę do wniosku że ja nie chcę takiego życia. Najzwyczajniej mnie to męczy. Macie jakieś pomysły jak to rozwiązać? Może jakaś terapia? Może w tym wszystkim to moja wina? Rozwód to raczej sprawa minimalna, ale ciągle niedogadywanie się w końcu kiedyś coś "złamie" i może być za późno na naprawienie konsekwencji. Napisałem trochę chaotycznie. Ciężko mi to jednak ubrać chronologicznie w słowa. Mógłbym zapewne napisać jeszcze 4x tyle. Jestem jednak tym wszystkim zmęczony. Przychodzą takie dni jak dziś, że dużo się myśli o tej sytuacji i kilkanaście scenariuszów jak to rozwiązać. Dziękuję za odpowiedź i pomoc. Pozdrawiam
  13. Jestem z chłopakiem 5 lat. Od roku jesteśmy w narzeczeństwie. Niestety, na każdym kroku jego zachowanie mnie irytuje, tak, jakbym miała wobec niego inne oczekiwania. Potrzebuję kogoś dojrzałego, a z jego strony nie mam poczucia, że jest dojrzały mimo 28 lat, ktore ma. Niestety, są dni kiedy mam serdecznie dosyć narzeczonego i życia z nim. A są dni kiedy nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nie mam do niego cierpliwości, bardzo łatwo wyprowadza mnie z równowagi. Nie radzę sobie z tym. Często po nocach płaczę bo jestem po prostu nieszczęśliwa. Jest to mój pierwszy związek i nie wiem, czy po prostu nie chcę dopuścić do siebie porażki, jaką jest rozstanie. Gdzieś w środku boję się co powie rodzina moja i narzeczonego. Poza tym w wieku nastoletnim poznałam przez internet 6 lat starszego chłopaka, który przez 4-5 lat wmawiał mi najgorsze rzeczy o mnie, krytykował mnie a ja się go bałam. Robiłam wszystko, by nie był zły. Gdy się wkurzał, przepraszałam go. Czy to może mieć wpływ na to jak teraz się zachowuję? Chciałabym z jednej strony naprawić się i dalej żyć w zgodzie z narzeczonym, bo kłótnie mnie wykańczają ale z drugiej strony może to znak, że trzeba skończyć związek? Najgorsze jest to, że nie czuję zrozumienia od jego strony. Jesteśmy zupełnym przeciwieństwem. Ja chciałabym już dziecko, on nie. Proszę o pomoc, bo zwariuję. Jesteśmy 5 lat razem i od samego początku mieszkamy ze sobą, czujemy sie ze sobą "jak stare dobre małżeństwo". Jest rutyna, nie rozmawiamy ze sobą, a nawet jak coś mówie to on nie słucha tego co do niego mówię. To też mnie irytuje, bo czasami potrzebuję wygadać się a nie mam jak. Nie czuję w nim wsparcia. Najgorsze w tym wszystkim są jego odzywki do mnie gdy się wkurzy. Potrafi powiedzieć że jestem "popierd..na", chora psychicznie, albo wprost mówi "spierd..j". Po godzinie lub kilku udaje że wszystko jest ok i dalej się przymila. Wczoraj wieczorem też wkurzył się i obraził mnie, po czym dzisiaj rano już nie pamiętał niczego i nie wiedział dlaczego mam focha i nie odzywam się
  14. Witam mam na imię Szymon jestem w związku z partnerką przez 2 lata mamy córkę 18 miesięcy i 3 dzieci z poprzednim partnerem co ma dzieci dużo rzeczy popsułem i zrozumiałem że mi zależy na rodzinie traktuje mnie jak dziecko staram się pomagać w domu sprzątam opiekuje się dzieciakami małym dzieckiem jak jest w pracy staram poświęcić każdemu czas zrozumiałem że rodzina powinna się wspierać jak to kobieta ma zawsze rację w wieku 18 lat straciłem matkę ojciec pił bo i nie miałem z kim pozbawiać w dniu pogrzebu dał mi jakieś prochy po których byłem otepiony nie rozmawiał ze mną gdy poznałem moja partnerkę i jakie miała życie skaplikowane rozwód i różne sprawy życiowe zrozumiałem że też taki chce być twardy i stąpający po ziemi spotykaliśmy się ja się zakochałem po uszy zaszła w ciążę ja w życiu kiedyś sobie nabroilem finansowo bo i się nie przyznałem puzniej mnie przyciska przyznałem się że nabroilem dużo jej zawdzięczam przez 2 lata pomagała mi a ja głupek ja za bardzo nie wspierałem no i zrozumiałem że moja partnerka z córką są najważniejsze i reszta rodziny i chce naprawić przekonuje ja że się zmienię mówi mi że się nie zmienię idę do psyhologa dużo racji może to ma wpływ ze śmiercią matki z ojcem nie mam kontaktu nie dzwoni jedynie co dzwonił to z fakturami do zapłaty jak się córka urodziła byłem szczęśliwy dużo partnerka mnie nauczyła jedzilismy jakiś czas do ojca ale był na bani jak to się mówi i mojej partnerce się to nie podobało chce jej pokazać że mi na jej zależy i chce wspierać finansowo chce też podjąć 2 pracę żeby było więcej pieniędzy nie umie spać w nocy budzę się martwię się czasami boli moja partnerkę głowa ma migreny i często to ma martwię się o nią nie mam jej gdzieś czasami płakać mi się chce jestem dalej zakochany może tego nie okazuje ale jak coś się dzieje to latam koło niej no jednym słowem kocham ją nie wyobrażam jej stracić. Ona jest miłością mego życia i moja córka też gdy na nią patrzę serce mocniej bije proszę o pomoc
  15. Proszę o pomoc psychiczną, bo już nie daje rady. Chodzi o sytuację z mojem mężem. 13 lat razem. Zawsze był spokojny i dobrym chłopakiem. Wiedziałam że mnie nie skrzywdzi. Ale często między nami byli sprzeczki. Głównym powodem że sama siedzę z dzieckiem. No i za dużo pił piwa. On jest bardzo pomocnym i często to jego rodzina wykorzystywała. Co mnie doprowadzało do złości. Po latach zaszłam drugi raz w ciąży. Chciałam to dziecko. On też. I tu zaczęliście prawdziwe problemy w związku. W 6 miesięcy znalazłam u męża w spodniach narkotyki ( woreczek z białym proszkiem i rurka ) Wystraszyłam się bardzo. Znalazłam w jego telefonie korespondencja z jego bratankiem który ma dostęp do tego gówna. Po rozmowie obiecał że to było jednorazowe i że żałuję. Nie do końca uwierzyłam ale chciałam z nim zostać. Tak mi odbiło że zaczęłam sprawdzać jego kieszeni. Szperać w jego telefonie. Nie wiem co chciałam osiągnąć. no i znalazłam. On wypierał się że jestem wariatką. Także pisał z bratankiem o tym czy mu nie załatwię coś. W jednej z awantur zgodził się na test, no i wyszedł negatywny. Wiem że mógł w tym czasie nie brać. Ale te wiadomości... Głupio mi było i się przyznała że wiedziałam korespondencje. Co na tą mój mąż się wściekły. Teraz to nawet śpi z telefonem pod poduszką. Nie ma dnia żeby my się nie pokłóci się. Z jego strony padają straszę słowa. Jest często jak tak nerwowy że na każde pytanie reaguje złością i wybuchem. Drażni go wszystko. Nawet nasz starszy syn. Obwinia mnie o źle wychowania. Chociaż syn jest naprawdę bardzo ułożonym chłopakiem. Dla przykładu.. że późno idzie spać ( chociaż teraz wakacje i nie gonię jego spać u 9 wieczora) . Boli go to że nie mamy czasu na seks. Wprawie co noc to robimy. A jak jest to nie takie jak on pragnie. Doszło do oglądania pornografii wprawie co wieczór. Nie ukrywał tęgo. Wszystkie sprawy domu i rodziny rozwiązuje sama. Młodsze dziecko też tylko ja. Jak mu coś powiem to słyszę że przecież mogę go poprosić o pomoc..(po pracy spędza czas w garażu, majsterkowanie i piwowanie).Po jednej z awantur pojechałam z dziećmi do swojej mamy na 10 dni. Jak wróciłam to było jeszcze gorzej. Była taka awantura że pokazał mi faka a ja " mądra" trzasnęła go po twarzy. Po jakimś czasie pogodziło się nam. Ale nie na długo. Raz mi mówi że mnie kocha i nie może stracić a raz że nie może mi wybaczyć, że jestem zaborcza i upartą. I jak chcę odejść to droga wolną. Dużo tu pisać ale naprawdę nie wiem co jest że mną nie tak że nie potrafię odejść i dać sobie spokój. Może naprawdę to wszystko moją winna. Co powinnam była wtedy zrobić. Odpuścić sytuację ? W domu wieczna huśtawka humoru.. jak nie u mnie to u niego. Nie mogę mu zaufać i nie beż powodu. On na terapię nie pójdę, już prosiłam i nie raz. Nie bo nie..
  16. Proszę o poradę... Mam ostatnio wyższe libido niż mój mężczyzna... Pisze do niego gorące wiadomości... na co on odpisuje mi czy mam gorączkę... 😮 Jak go zachęcić by nie wstydził się flirtować w ten sposób, bo ewidentnie chce jak najszybciej zakończyć temacik... a ja nie...
  17. Witam, od wielu lat do dzisiaj towarzyszą mi bardzo realistyczne sny, które dotyczą Lotnictwa, a konkretnie katastrof lotniczych. W tych snach jestem obserwatorem. Przykłady: Samolot spada podczas startu, lądowania, podczas pokazu w powietrzu (na pokazach lotniczych), zderzają się w powietrzu dwie maszyny.... To wszystko jest tak realistyczne, że czasami mam wrażenie, że to się dzieje naprawdę. Kiedyś nawet przyśniły mi się dwie katastrofy: samolotu i helikoptera. Obie w tym samym dniu. Trzy dniu później w telewizji widziałem katastrofę małego samolotu i helikoptera. Obie wydarzyły się w tym samym dniu. Przez długi czas żyłem z poczuciem winy. Obwiniałem się o śmierć tych ludzi. Jaka może być ich przyczyna? Dodam, że większość mojego życia spędziłem na lotniskach, oglądając pokazy lotnicze. Raz nawet miałem szczęście w nieszczęściu zobaczyć na żywo skutki katastrofy lotniczej i jej ofiary. Był to mały 4 miejscowy samolot. Czy trauma spowodowana tym wypadkiem może generować takie sny?
  18. Mój chłopak na początku naszego związku (2.5 roku) pisał z dziewczyną na snapie, pisał, że jest ładna i twierdzi, że to tyle (dowiedziałam się o tym kilka dni temu), twierdzi, że nie kręcili ani nic, ale po tej akcji nie jestem w stanie mu w to uwierzyć, pamiętam tę dziewczyną i w jego przyjaciołach była wysoko. On chce, żebyśmy napisali do tej dziewczyny, aby spytać czy kręcili albo czy pomiędzy nimi coś było, tylko nie wiem jak to sformułować w tej wiadomości do niej. Jak do niej napisać? Nie toleruję kłamstwa i już przez tą sytuację chciałam zakończyć związek, bo dla mnnie w związku nie ma miejsca na żadne kłamstwa. Proszę was o pomoc, bo już nie daję rady psychicznie i cały czas sie zastanawiam co tak na prawdę mogło być Z góry dziękuję
  19. Witam, mam 23 lata, obecnie odbywam kare w systemie dozoru elektronicznego, dobre ponad pół roku jestem zamknięta w domu. Mój narzeczony bardzo mnie wspierał w tym czasie, ale postanowiliśmy, że dobrym rozwiązaniem będzie gdy do czasu końca kary wyjedzie za granicę, żeby zarobić na nasz już wspólny wyjazd. Wszystko było w porządku, aż do tego weekendu.... Na moim koncie google zobaczyłam dziwną aplikację GRINDR, nie wiedziałam co to jest, jak się okazało był to czat dla gejów. Przez cały weekend nie miałam z nim kontaktu a wysyłał wiadomości w stylu że miał przeprowadzkę, a następnego dnia że nie miał Internetu. Tylko jak byk widziałam kiedy wchodził w tą apkę, kłamał jak z nut. Załamałam się strasznie bo żyjemy razem ponad 5 lat, bardzo go kocham ale nie wiem jak sobie z tym poradzić. NIe chcę go stracić a jednocześnie nie chcę tkwić w toksycznej relacji, która jak teraz patrzę zabrała mi 5lat życia. Nie wiem co mam zrobić jak zareagować tym bardziej, że jest 1200km stąd. Cały czas życie daje mi w kość, co chwila wychodzą jakieś problemy, które rujnują mi/nam plany. A teraz jeszcze to... Nie mogę z nikim o tym porozmawiać no bo jak ? to nie jest sprawa typu, że miał zadzwonić a nie zadzwonił tylko wyszło na to, że zdradza mnie z facetami ! A ja w tym wszystkim siedzę zalewam się łazmi cały weekend bo pękłam, nie mogę sobie poradzić a on jeszcze dzisiaj po 9tej z rana zamiast się odezwać to wchodził na tą zasraną aplikacje. Co mu się stało nie mogę tego zrozumieć, tak to zdzwanialiśmy się codziennie wieczorem, po pracy, żeby się zobaczyć, porozmawiać a teraz nie odbiera telefonu już 3 dzień. Bardzo mnie to boli, staram sobie radzić z problemami sama ale to mnie przerosło, dlatego bardzo proszę o pomoc, jakąś radę jak się z tym uporać.
  20. Witam, jestem w związku z kobietą. Od 6 lat jesteśmy razem mamy dziecko. Męczymy się wzajemnie. Nie umiemy się dogadać. Widzę dużo rzeczy, na które się godziłem całe wspólne życie. Wszystko było podporządkowane pod nią. Jak coś było nie po jej myśli to była awantura i tak się to ciągnie i jest coraz gorzej. Próbowałem wyciągać konsekwencje wyprowadzić się z domu dać jej nauczkę, ale po chwili wymiekalem. Wracałem, ona obiecywała że się zmieni, że będzie mnie inaczej traktować, a nic się nie zmienia. Ciagle to samo, nie umiem postawić na swoim, zawsze się podporządkowuje, bo kiedyś miałem takie myślenie, że jak zrobię cos wbrew sobie, ale dla niej dobrze, to będę miał spokoj psychiczny. Teraz zacząłem ske buntowac bo ile można. Mam tylko zakazy I nakazy. A że jest nie po jej myśli jest piekło w domu. Nie umiem się od niej uwolnić. Co mam zrobić jak nabrać w sobie siłę by coś zrobić?
  21. Witam, mam 31 lat. Jestem w związku od ponad roku z kobietą. Ogólnie całe życie było tak, że miałem wysokie libido i nawet będąc w związku odczuwałem potrzebę masturbacji. od kilku miesięcu tj 3-4 praktycznie nie wykazuję żadnej ochoty aktywności seksualnej. Już nie mam takich wzwodów co kiedyś i ciężko mi się podniecić. nie odczuwam już nawet potrzeby masturbacji sam z siebie już tego nie robię. Badałem hormony -testosteron, prolaktyne etc i wszystko w normię. nie biorę żadnych leków, ostatnio tylko próbuję coś może pomoże żeńszeń, l-arganina, ale chyba nic nie pomagają te suplementy. Ogólnie po jakimś środku typu wiagra to tylko co to mam wzwód, ale też wtedy nie odczuwam takiej przyjemności bo jakby znieczula ten środek. Wystarczy mi jedna tabletka (próbowałem tylko z jednym opakowaniem chyba 4 czy 6 sztuk i nie chciałbym, aby to mi tylko pomagało) Co może być przyczyną? Czy warto przetestować jeszcze jakiś środek? Ogólnie moja partnerka ma wszystko co trzeba, ale chodzi o to, że to coś ze mną, że teraz mnie nic prawie nie podnieca... pomóżcie
  22. Chciała by się z Wami podzielić moją historią, historią jak mi się wydawało wielkiej miłości i bliskości. Poznaliśmy się dwa lata temu, on nigdy wcześniej nie był w poważnym związku, sam wyznał mi miłość i stwierdziliśmy że spróbujemy, były wloty i upadki tzw. docieranie się, 3 krotnie zrobiliśmy sobie przerwy które on inicjował ponieważ po raz pierwszy coś w nim się wypaliło i potrzebował czasu, po raz drugi bo nie poradził sobie sam ze sobą i z tym czy jest mnie pewien i po raz trzeci bo mnie okłamał poważnie a teraz od 2 miesięcy mieliśmy kryzys związany z jego brakiem czasu z powodu pracy co powodowało kłótnie i mój płacz czego nie zniósł bo jak stwierdził ,,nie umie dać mi szczęścia'' i podjął decyzję że dla mojego dobra się rozstajemy a ja to kiedyś zrozumiem - przyjęłam to dziwnie spokojnie, powiedziałam że jak chce i skoro nie chce dać nam czasu na naprawę to ja chce go zapomnieć i znienawidzić najlepiej i jest bez serca. Wcześniej nadmieniał że ,,nigdy się nie rozstaniemy'' i to już jest czas na podjęcie decyzji co dalej ale nie myślał o ślubie jeszcze jak ma być szczery. uważa ze nie potrafi widocznie dać mi szczęścia ale nadal mnie kocha i szanuje i zawsze będzie szanował. Odpowiedziałam ze nie potrzebuję szacunku od niego. Podziękowaliśmy sobie przez smsy jeszcze tego samego wieczoru a on cały czas ciągnie kontakt sms tylko tym razem w formie luźnej nie o nas tylko sprawach różnych, zdrowiu, samochodzie itp wyczuwam że sie interesuje ale może tylko chcę to widzieć a tak nie jest bo robi to tylko z wysokiej kultury. Obecnie zamilkł Gdy widzimy się w ciągu dnia to sie uśmiecha i jest pozytywny ale staramy sie nie rozmawiać (wspólna praca) jakoś ,,głębiej''. Idąc do pracy też nie czeka na mnie. Zależy mi na nim i wiem jakie błędy popełniłam, nie wiem co mam myśleć o tym wszystkim i co zrobić by to naprawić i wzbudzić w nim chęć powrotu.
  23. Cześć, w zasadzie nie wiem czy dobrze robię, bo jestem tutaj nowy. Zacząłem ten temat przede wszystkim z myślą o sobie. Już na początku muszę jednak zaznaczyć, że moja historia nie jest atrakcyjna, choć wydaje mi się, iż z drugiej strony kłopoty są duże. Zacznijmy od tego, że odkąd pamiętam byłem bardzo skryty, w skrajnych przypadkach samotny. Mówimy tu o etapie szkolnym, podczas którego ktoś musiał się naprawdę postarać, by zdobyć moje zaufanie. Zwykle cześć z kolegami było maksem, nie mówiąc już o relacjach z kobietami. Zaznaczę też, że zgaduję, iż taki introwertyzm wytworzył brak ojca przez większość dzieciństwa - pracował za granicą, więc musiał mi wystarczyć mama. Paradoks jest taki, że ojciec to moje totalne przeciwieństwo - twardy, silny psychicznie, zawsze stawiający na swoim i szukający wyjścia z sytuacji. Mimo usilnych starań na ten moment myśleniem i zachowaniem nie zbliżyłem się do niego ani na milimetr. Teraz większość się zaśmieje, bo przez wiele lat chciałem zostać dziennikarzem sportowym. Słyszycie? Największy smutaś świata miałby latać z mikorofonem i przepytywać ludzi przed kamerą? Też się sobie dziwię, ale to wynikało tylko z tego, że chciałem być przy sporcie, do którego nigdy nie miałem talentu. Takie marzenia we mnie tkwiły długo, bo umarły w zasadzie rok temu, gdy ponownie nie dostałem się do dużej redakcji. Mówiąc zaś o studiach to wybrałem najgorzej jak mogłem. Udałem się na zarządzenie w sporcie, licząc że szansa na zostanie menedżerem sportowym jest jak najbardziej realne. Niestety, rozczarowanie do dzisiaj jest sporo, ponieważ 3 lata zmarnowałem i mimo skutecznej obrony nie ocieram się nawet znalezienie podobnej pracy. Sama praca zawodowa też nie jest okazała. Tuż po maturze postawiłem na pracę w małych firmach produkcyjnych, ale nie wytrzymałem tam dłużej niż pół roku. Tu także nie wszedłem w skórę ojca, bo mając dwie lewe ręce do pracy fizycznej nie mogłem szukać stabilizacji. Od 3 lat pracuje więc zdalnie, ale mimo sporej niechęci nie potrafię znaleźć innej pracy. Zdalna praca staje się dla mnie coraz bardziej nie do wytrzymania bo mimo zamknięcia w sobie potrzebuje kontaktu z ludźmi. I tutaj zmierzam do kontaktu z innymi. O kobietach nie mam co pisać, bo nie udało mi się nawet otrzeć o związek. Ba, mając obecnie 23 lata nie całowałem żadnej kobiety. Mimo dużych starań i randek byłem odrzucany z niewiadomych przyczyn. Z kolei kolegów, z którymi się widzę mam 2 - spotkania te opierają się głównie na wspólnym piciu alkoholu na miejskiej plaży, bo innych atrakcji w małym miasteczku nie mamy. Nie ukrywam, że te wyjścia mnie coraz mocniej dobijają. Z jednej strony nienawidzę tego, bo chce czegoś więcej od życia, ale z drugiej strony alkohol pomaga mi uciec od tego, że jestem życiowym zerem i cieszę się, że ktoś w ogóle chce mnie zobaczyć. Na sam koniec dodam, że myślę. Myślę o wyprowadzce z domu, gdzie mam tylko rodziców. Myślę o dużym mieście -Warszawa czy Poznań. Ostatnimi czasy ciągnie mnie do pójścia do wojska zawodowego. Problem w tym, że mimo zapału do zmian, koniec końców wszystkiego się boję. Boję się co będzie jak wykonam któryś z tych kroków, czy sobie poradzę i czy ułożę swoje życie. Mój strach jest ogromny. Od sześciu lat mam prawo jazdy, ale samochodem jeździłem tylko dwukrotnie - obawiam się, że i jazda autem sprawi mi problem, bo tego mimo zdanego egzaminu nie potrafię. Kontaktu z ludźmi unikam nawet gdy muszę wyprowadzić psa - liczę że nie spotkam nikogo. Moja izolacja jest ogromna, bo oprócz rzadkiego picia ze wspomnianą dwójką, po pracy zostaje w domu. I tak mija mi całe życie. Tym wpisem błagam o pomoc, bo jestem w kropce. Wołam niczym Marek Kondrat w filmie " Dzień świra". Czuję, że mimo młodego wieku nie udało mi się życie. I że już nic mnie nie czeka, zwłaszcza w tych czasach.
  24. Witam. Mam 20 lat, a mój chłopak ma 22 lata. Jesteśmy razem ponad 4 lata, jest to mój pierwszy poważny związek, dlatego potrzebuje opinii czy mój chłopak zachowuje się normalnie i po prostu przesadzam? Mianowicie, mój chłopak ma bardzo ciężki charakter, jest strasznie zazdrosny. Doszło do sytuacji gdzie się kłóciliśmy tylko dlatego, że przywitałam się ze starym znajomym na mieście. Niedawno skończyłam szkołę i zaczynam szukać pracy, otóż tutaj również pojawił się problem, ponieważ każdą ofertę pracy, którą znajdę muszę skonsultować z moim chłopakiem, co więcej on musi tę pracę zaakceptować. Jakiś czas temu, gdy znalazłam dorywczą pracę i opowiedziałam o niej mojemu chłopakowi, on stwierdził, że oszalałam i nie pójdę do pracy, gdzie jest tylu chłopaków (praca kelnerki w restauracji). Nie mogę też wyjść z koleżankami do clubu, czy pojechać do większego miasta na zakupy bo przecież go zdradzę. Dodam, że nigdy nie dałam mu powodów do zazdrości. Gdy, mimo jego zakazu chcę gdzieś wyjść pojawia się z jego strony szantaż, że jak wyjdę to wyrzuci mnie z mieszkania (mieszkamy razem od około 2 lat). Widzę, że coś jest nie tak, ale nie chcę stracić chłopaka, chciałabym mu pomóc, wiem też, że on nie miałby nic przeciwko, żeby udać się na wizytę np. do psychologa, ale nie wiem od czego zacząć. Czy tutaj rzeczywiście jest problem, czy sobie to po prostu wmawiam?
  25. Jesteśmy w związku od 2 lat, parokrotnie po nieporozumieniach przegrywaliśmy związek na tydzień, dwa aczkolwiek zawsze byliśmy w kontakcie po czym zgodnie się schodziliśmy, dotarliśmy się i bardzo się kochamy, niestety pojawił się problemu braku czasu ze strony partnera. Dużo pracuje w różnych firmach co go całkowicie pochłania, nie mieszkamy razem więc w związku z tym widujemy się tylko w piątki i niedziele bo wtedy ma czas. Czuję się przez to odrzucenie, że nie jestem dla niego ważna. Gdy naświetliłam ten problem zgodził się ze mną że to dobrze na związek nie wpływa i stwierdził że nie umie pogodzić pracy i związku ale nie chce się rozchodzić, natomiast boli go bardzo że przez to wg niego mnie krzywdzi. Powiedział również że zrezygnuje z części pracy ale niestety do tej pory tego nie zrobił czyli po 3 miesiącach od rozmowy. Oczywiście ja nadmieniłam że to musi być jego decyzja ponieważ ja nie mogę tego od niego wymagać Proszę o poradę jak z nim rozmawiać, co zrobić by naprawić relację w związku,czy mogę wymagać od niego poświęcenia część pracy.
×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.