Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'mężczyzna'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Mam 27lat. Od 5 lat jestem w związku z człowiekiem za którego oddałabym życie. Ponad pol roku temu okazalo się że wpadł w hazard. Popadliśmy w dlugi, ogromne. Oczywiście na początku obiecywał ze z tym skonczy, że nie potrzebuje lekarza. 3 miesiące myslalam ze jest naprawdę dobrze. Mieszkamy za granicą, więc z każdym dniem mierzymy się z obca kultura i obyczajami, co samo w sobie jest już dość ciężkie. Nie wiedziałam gdzie szukać pomocy. Sądzę że mój partner popadł w głęboka depresję. Czasami przez dwa dni nic nie je i nie wstaje z łóżka. Nie widzi potrzeby żeby opłacać rachunków, których ja nie mogę opłacić, ponieważ prawo tego kraju mówi że placi je tylko właściciel domu, tak on jest właścicielem. Kilka tygodni temu potajemnie kiedy spalam wziął mój telefon i przegrał wszystkie oszczędności z konta które zbierałam na jego leczenie. W tej chwili nie stać nas na leczenie hazardu, nie jest ono refundowane. Jedynie psycholog ogólny może przeprowadzić mu 10tyg terapie na którą on nie ma zamiaru iść. 18 listopada mamy sprawę w sądzie, ze względu na nieopłacanych czynsz, przez co grozi nam eksmisja. Nie mamy pieniędzy na adwokata, na specjalistyczna terapie dla niego, nawet na jedzenie... nie wspomnę o wydatkach takich jak ubezpieczenie czy inne opłaty. Jestem w rozsypce. Nie wiem co robić. On nie ma siły wstać z łóżka, nie chce ze mną rozmawiać, a ja nie wiem jak do niego dotrzeć.
  2. Witam Jestem chyba pierwszym człowiekiem na świecie który nie może dogadać się z psychologiem. Psycholog zapytał mnie czego oczekuję od niego a ja nic nie potrafiłem odpowiedzieć. Skoro nie potrafię odpowiedzieć na tak proste pytania muszę chyba oddać świadectwa ukończonych szkół i powtórzyć szkołę podstawową i dopiero korzystać z usług psychologa! Czy jest inna forma terapii niż psycholog?
  3. Jestem z moim partnerem już 5 lat w związku, z 9-miesięczną przerwą. Z powodu naszej wiary nie mieszkaliśmy nigdy razem, ale zaręczyliśmy się i mieliśmy brać ślub. Teraz zarządziliśmy "separację", bo z tego ślubu nic nie wyszło, z mojej winy. Chodzi o to, że tuż po tym, jak zgodziłam się wyjść za niego, poszłam sama nocą nad rzekę i płakałam z rozpaczy i lęku zamiast się cieszyć. Potem też się nie cieszyłam. Lęk okazał się paraliżujący. No i o ten lęk chodzi. Czuję się oszustką, choć wszystko partnerowi powiedziałam: cieszę się, że jesteśmy razem, ale nie jestem w stanie zaangażować się bardziej. Jest parę problemów, które nie dają mi spokoju. Rozmawialiśmy o nich dziesiątki razy, ale nie doszliśmy do porozumienia. Nie chcę go stracić, jesteśmy dla siebie dużym wsparciem, rozumiemy się na wielu poziomach. Ale nie umiem wejść głębiej w tę relację. I teraz tak: wstępnie mój partner się zgodził na wspólną terapię, choć ma co do tego ogromne opory. I to ja teraz powinnam szukać tej terapii. I znowu. Jestem na siebie ogromnie wkurzona, ale nie umiem się za to zabrać. Boję się, że nawet jak rozwiążemy niektóre wielkie problemy, to ja tylko zmarnuję nasz czas i siły, bo po prostu nigdy nie zdobędę się na pełne zaangażowanie. Jestem w zawieszeniu i męczę się coraz bardziej. Boję się własnego bólu po rozstaniu, boję się o mojego partnera, czy da sobie radę, boję się też bólu podczas terapii. Ten lęk nie jest taki sobie, że jest i tyle, on jest potężny. I jeszcze coś - biorę lek ułatwiający zasypianie, a wcześniej brałam jeszcze jeden przeciwlękowy i przeciwdepresyjny. I to w czasie brania go zgodziłam się na ślub. A potem, za namową partnera, przestałam go brać. I rzeczywiście wtedy już nie chciałam za niego wyjść. A, no i w grudniu mam zacząć kolejną własną terapię.
  4. Nie wiem czy to o ta romantycznosc mu chodzi ale ja ze swojej strony bardzo chce naprawić tam związek. Od jakiegoś czasu chce wziąść ślub . Po prostu chce mieć to samo nazwisko skoro mamy 2 dzieci i jestesmy już trzem 12 lat ze sobą . Chciałabym zapiac to już na ostatni guzik. Kiedyś zanim pojawiły się dzieci prowadzilismy aktywne życie i było dużo spontaniczności. Po pierwszym dziecku zwiazek bardzo się zmienił. Wiadomo stresy, nowe życie itd. Były momenty że chcieliśmy się już rozstać. Po drugim dziecku rutyna. Na dzień dzisiejszy jest między nami bliskosc przytulnie po/z pracy całusy rozmowa i sprawy łóżkowe też sa ok. Jednak za każdym razem jak mu wspominam o ślubie to mówi że chce tylko że musi być ta romantycznosc ponieważ na dzień obecny nie były w stanie powiedzieć mi słowa kocham Cię przed ołtarzem ponieważ w życiu codziennym rzadko je sobie mówimy. No tak, ale się przecież kochamy. Jest inaczej bo są dzieci ale ja już sama nie wiem jak mam mu okazywać ta romantycznosc. Czuje że jestem na okresie probnym. Jak zdam test i dam mu wystarczająco powodow do ślubu to ten będzie jak nie to nie. Ale ja nie wiem czy jest na tyle romantycznoe jak on chce czy jeszcze nie jest??
  5. Mężczyzna, lat 24 Kiedyś wiele rzeczy sprawiało mi radość i przyjemność, cieszyłem się nawet z najmniejszych sukcesów. Potrafię się śmiać, żartować, jestem zazwyczaj duszą towarzystwa i to ja podtrzymuje często konwersacje. Jednak już od jakiegoś czasu (kilka lat) wszystko zaczęło stawać się fałszywe, wymuszone, obecnie nawet nie wiem kim jestem, co lubię ani dlaczego. Kiedyś próbowałem naprawdę wielu rzeczy, chcąc odnaleźć to co lubię, nie byłem w stanie odnaleźć się w większych grupach ani tam gdzie panował chaos (wszelkiego rodzaju imprezy, i głośne miejsca nie były dla mnie), większość z rzeczy które próbowałem albo od początku mnie nie wciągały albo też nudziły mi się w mniej niż tydzień, najwięcej przyjemności sprawiały mi: Gry komputerowe, Oglądanie anime i seriali, Czytanie, Wymyślanie i pisanie opowiadań i scenariuszy, Słuchanie muzyki, fotografia, spacerowanie oraz bieganie. Przestałem grać w gry - gra w nie bardziej mnie męczyła niżeli sprawiała mi jakąkolwiek przyjemność. Przestałem oglądać anime i seriali – uznałem to za stratę czasu chcąc lepiej zagospodarować czas, jednak dalej trwoniłem i trwonię go na głupoty. Dalej wpadają mi do głowy różne pomysły i scenariusze - nigdy ich nigdzie nie zapisuje ani nie rozwijam. Ograniczyłem czytanie - Wciąż czytam kilka pozycji, ale o wiele ciężej jest mi się w coś zaangażować. Ograniczyłem słuchanie muzyki - Kiedyś odpalenie muzyki na słuchawkach pozwalało mi się zrelaksować i odciąć od otaczającego mnie świata, wręcz wprowadzając mnie w trans, teraz niegdyś moje ulubione piosenki są po prostu muzyką, a wiele z tego co niegdyś słuchałem to po prostu hałas. Przestałem robić zdjęcia - kiedyś byłem dumny ze zdjęć które zrobiłem, teraz nie ważne jak bardzo się staram, zdjęcia które robię wydają się puste. Wciąż spaceruje - najczęściej robię to w towarzystwie przyjaciół, jednak jest październik, wszyscy pojechali na studia, ja zostałem sam, to nie to samo, ale dalej chadzam na spacery. Przestałem biegać już jakiś czas temu - kiedyś byłem w stanie poczuć tak zwaną euforię biegacza, jednak „goniąc” za tym przestałem odczuwać frajdę i satysfakcję z samego biegania i ulepszania własnej kondycji, do tego doszło to że osoby z którymi biegałem, nie były w stanie tego kontynuować Zdarzyło mi się raz popłakać dzięki czemuś co czytałem, czułem się dzięki temu niesamowicie lekki, i wtedy też wiedziałem, że uśmiech który pojawił się na twarzy po tym płaczu był tym prawdziwym którego dawno nie miałem. Dodam jeszcze że za wyjątkiem łez ze zmęczenia oraz z bólu nie płakałem od wieeeelu lat. To było naprawdę odświeżające uczucie. Obecnie próbuje na nowo odnaleźć siebie, jestem sam, przyjaciele wyjechali, ciężko mi znaleźć osoby z którymi mógłbym nawiązać nowe kontakty, nie otrzymam wsparcia od swojej rodziny. Próbuje się zmusić do biegania, ale jak to bywa, jak się chce to zawsze się znajdzie powód by czegoś NIE zrobić, dziś u mnie padało i byłem „zmęczony” po stażu. Czasami spróbuje coś obejrzeć, jakiś serial jakieś anime, ale jestem zbyt świadom tego że widzę to z perspektywy osoby trzeciej, nie jestem w stanie się w to wczuć, Próbowałem coś pisać, ale nie jestem w stanie niczego rozwinąć, Próbowałem robić jakieś kursy internetowe, na początku był zapał, ale znowu, męczę się albo nudzę danym zagadnieniem nim zrobię jakiekolwiek postępy, a następnie przestaje, Co mógłbym robić, bądź też spróbować robić, aby rozbudzić w sobie pasje do czegoś, znaleźć coś co znowu mnie wciągnie, coś czemu będę w stanie się poświęcić, i z czego mógłbym czerpać przyjemność? Bądź też co zrobić by rzeczy które niegdyś były mi drogie, znowu się takie stały? Nie jestem w stanie sam siebie zrozumieć. Żyje, nie jestem poważnie chory, mam paru przyjaciół, nie chodzę ani brudny ani głodny. W teorii mam tak wiele, a nie jestem w stanie tego tak naprawdę docenić. dziękuję za wszelką pomoc
  6. Hej, Mam 24 lata, chłopaka poznałam na szkoleniu. Początkowo była to zwykła znajomość, która w przeciągu pół roku przekształciła się w przyjaźń. Odwiedzaliśmy gsię wzajemnie co miesiąc (on pochodzi z Podkarpacia, ja z Pomorza). Po kolejnych dwóch miesiącach zapytał mnie czy widzę nas w poważnym związku, powiedziałam że tak bo świetnie się dogadywaliśmy, po czym powiedział mi ze ma córkę. Ciężko było mi podjąć decyzje czy wycofać się z relacji, czy rozwijać ją dalej, jednak podjęłam decyzje że podejmę próbę. Sielanka trwała dalej. Chłopak miał przeprowadzić się do mnie, sam wyszedł z taką propozycją, zapoznał mnie ze swoją rodziną. W połowie września nasza relacja zaczęła się psuć. Powiedział mi, że matka jego dziecka poznała kogoś i on boi się, że corka przestanie go potrzebować i stanie się dla niej obojętny. Kilka dni temu napisał mi że chce zostać z rodzina, że nie może zostawić córki i chce się rozstać. Próbując ratować to wszystko zaproponowałam rozmowę w cztery oczy, deklarując że mogę przyjechać. Jego odpowiedz zwaliła mnie z nóg. Powiedział że chce spróbować wrocic do matki swojego dziecka, z która rozstał się ponad rok temu, która zdradzała go, nie miała szacunki do niego jak i jego rodziny oraz podnosiła na niego reke. Powiedzcie mi, czy chłopak sam jest zagubiony, czy ja byłam tylko odskocznią. Ciężko mi z tym, ponieważ straciłam wartościowego człowieka, a zarazem najlepszego przyjaciela.
  7. Bezradność w związku
  8. Chciałbym przedstawić Państwu moją historię i związanymi z nią problemami. Moją żoną poznałem jakieś 12-13 lat temu. Wtedy była zajęta i pomimo prób zbliżenia się do niej nie było to możliwe. Ówczesny chłopak ostro o nią walczył i nie dopuszczał nikogo chociaż jak się później okazało i tak ją zdradzał. Generalnie syndrom psa ogrodnika. Pozostały wzdychania i rozmyślania przy poduszce. Cierpliwe czekałem i nareszcie udało się do niej zbliżyć, aż zaczęliśmy ze sobą być. Na początku związku, jak to na tym etapie wszystko było w porządku. Była miła, uśmiechnięta, zależało jej, nie krzyczała, nie było awantur ani pretensji. Potem jej cechy charakteru zaczęły rzutować na relację. Okazało się, że jest bardzo zaborcza, wszystko musi skomentować, o wszystkim wiedzieć i generalnie wszystko wie najlepiej. Zaczęła mocno sterować moim życiem, narzucać pewne sprawy. Teksty typu "widzę, że jesteś francuskim pieskiem, lepiej szukaj jakiejś roboty", a wtedy byłem studentem na dziennych. Smsy z rana, że mam dzwonić pod ten numer i umawiać spotkanie w sprawie wynajmu mieszkania. Wtedy jednak oprócz takich sytuacji potrafiła przyjść, przytulić się, pocałować, była między nami bliskość. Niestety nic się nie zmieniało, nadal była taka sama. Dalej zbierałem opierdziel za wszystko. Dalej w jej oczach byłem beznadziejny i tylko ją wkurwiałem. Jednak zdecydowałem się na ślub, bo po prostu mocno ją kochałem i cały czas plusy przysłaniały mi minusy. Z biegiem lat stwierdzam, że jestem po prostu narzędziem do spełniania jej marzeń. Trafiła na frajera, który za wszystko ja przeprasza, wyczuła, że może mną sterować i manipulować i to wykorzystuje. Chciała wziąć ślub i wzięła. Chciała własne mieszkanie, więc wzięliśmy kredyt i je kupiliśmy. Chciał mieć dziecko i ma. Chciała kupić działkę i mieć dom, to kupiliśmy działkę. Syn ma 5.5 roku i to najpiękniejszy prezent tego związku. Jest dla mnie całym światem. Żona przez rok zajmowała się nim naprawdę wzorowo. Odkąd przestała karmić go piersią wszystko się zmieniło. Nie widziałem problemu w tym, że teraz ja będę wstawał do młodego w nocy i karmił go butlą. Wydawało mi się to naturalne, że przez rok żona musiała go karmić, więc teraz ja mogę to robić. Tylko zauważyłem, że zaczęła się od niego oddalać. Ja go karmiłem, kąpałem, czytałem bajki na dobranoc, usypiałem, wstawałem w nocy. Zawoziłem autobusem o 6.05 do żłobka, a potem szedłem do pracy, odbierałem go, zacząłem chodzić z nim na angielski. Teraz śmigam z nim na treningi piłki nożnej. Żona kładzie go od święta, ja robię mu śniadanie, kolację. Jak jesteśmy pokłóceni to gdyby nie ja to dziecko chodziłoby głodne, bo jak jest obrażona to ma wszystko gdzieś. W jej oczach jestem najgorszy, bo na wszystko dziecku pozwalam, a ona tylko go każe. Tylko to nie moja wina, że ja chcę poświęcać mu czas i się z nim bawić. Na plac zabaw też z nim nie wychodzi tylko ja i potem pretensje, że nas w domu nie ma. Mam wrażenie, że tylko ja się o niego martwię, a żona na kanapie w telefonie siedzi naburmuszona. Jak jest chory to tyko ja z nim siedzę, bo żona zawsze pracuję, a ja chodzę na zwolnienia czy pracuje zdalnie. Ponad rok temu okazało się, że żona ma guza mózgu. Udało się to zwalczyć i na razie nie ma nawrotów choroby. Jednak ten okres spowodował, że żona zaczęła być bardzo bojaźliwa. Zaczęła chodzić do psychologa, bo uznała, że potrzebna jest jej pomoc i chcę zmienić swoje życie. Psycholog chyba nie do końca jej pomogła, bo żona uznała, że jej metody do niej nie trafiają. Przez to skłóciła się już z moimi rodzicami, których uważa za potworów, a psycholog kazała odcinać się od ludzi, którzy budzą w niej złe emocje. Mi jest przykro, bo żona albo nie chce z nimi w ogóle rozmawiać i traktuje ich jak powietrze stojąc obok nich albo nie odbiera telefonów jak dzwonią z życzeniami urodzinowymi albo nie chce przyjść na urodziny/imieniny. Obraziła się na nich, bo rodzice rozmawiali z innymi o jej chorobie, a rodzice myśleli, że ci ludzie wiedzą o chorobie żony, bo to daleka rodzina i pytali się moich rodziców "I jak tam imię żony i moje, jak się czują?". Ma do nich pretensje, że faworyzują mojego siostrę czy brata (tutaj akurat się zgadzam). Przez to są oczywiście najgorsi i przy każdej okazji po nich ciśnie. A ja przecież nie mam wpływu na to jacy są moi rodzice, więc czemu musi robić mi przykrość za każdym razem? Z siostrą też jest pokłócona. Generalnie wszyscy są źli i ją wkurwiają. Całe życie podporządkowałem żonie. Rzadko kiedy wychodzę z domu do kolegi czy sąsiada, bo wiem, że będzie awantura o wyjście albo wiadomości co chwilę czemu mnie jeszcze nie ma. W towarzystwie nie mogę się napić kolejnego piwa, bo już ci starczy, a narzeczona kolegi nawet okiem nie mrugnie, że proponuje kolejne piwko do wypicia. Jest sylwester i moje urodziny, zaproszone do nas towarzystwo. Siedzimy, jest wesoło, sączymy spokojnie drinki, nikt nie jest pijany, upierdliwy, a o 22 tekst, że ja już pić nie mogę. Natomiast żona wychodzi sobie kiedy chcę i jak chcę i wraca w nocy i wtedy wszystko jest w porządku. Ja zostawię kubek w zlewie to jest awantura, żona zostawi syf na blacie - nic się nie stało. Ostatnio podczas awantury uderzyła mnie kilkakrotnie w twarz przy dziecku. Syn oczywiście zaczął płakać. Teksty w stylu, żebym wypierdalał, pierdolił się czy walił się na ryj są na porządku dziennym. Pokazywanie drzwi i mówienie, że jak coś mi nie pasuje to mogę wypierdalać. Twierdzi, że psuje jej każdy dzień, że wszystko podważam i generalnie wszystko źle robię. Ostatni raz uprawialiśmy seks w lutym, co dwa, trzy miesiące trafiają się jakieś pieszczoty. Nie chce dać mi buziaka, nie mogę jej przytulić, dotknąć, gdzie kiedyś seks był naturalną rzeczą i był taki okres, że to mi się chciało mniej i żona naciskała. Ogólnie mam wrażenie, że trzeba jej trzymać palec prosto w .... to wtedy jest ok. Jak tylko się krzywo spojrzę, zrobię nie taką minę, mam inne zdanie czy ktoś ma inne zdanie to już jest koniec. Przekrój awantur w ostatnim tygodniu: Poniedziałek obraziła się, bo nie pojechaliśmy do sklepu po kamyczki do ogródka i butów do jazdy konnej dla syna, bo syn jest chory i siedzę z nim w domu, więc nie jest to chyba na tyle paląca sprawa, żeby go ciągać po sklepach jak to dopiero 2 dzień choroby. Wtorek bez awantur, bo nie było jej w domu do wieczora (impreza firmowa) Środa awantura, bo nie wyciągnąłem jej spodni do jazdy konnej z szafy, a późno wyszła z pracy. Przez telefon powiedziała, że może będzie taka potrzeba, ale już się potem nie odezwała. Jaka byłaby różnica w czasie czy wejdzie do domu i pójdzie do szafy czy wejdzie do domu i weźmie spodnie z krzesła w kuchni? 5-10 sekund? Czwartek awantura, bo żonie zachciało się Pepsi, więc poszedłem do sklepu i jeszcze musiałem przestawić auta. Po drodze spotkałem sąsiada, który ma poważne problemy zdrowotne i miał potrzebę, żeby chwilę ze mną porozmawiać. Wiedziałem, że żona już będzie wściekła, że czemu tak długo, więc jej napisałem info, że spotkałem sąsiada. Oczywiście już obrażona i pić już jej się nie chcę. Piątek awantura, bo na parkingu nie pojechałem tym pasem co trzeba i 20 sekund dłużej zajął nam dojazd do sklepu Sobota awantura, bo miałem problem z zamkiem przy domku narzędziowym i coś tam sobie pod nosem gadałem to już teksty, że "ona ma dosyć takiego życia". Potem opieprz, bo parkowałem w garażu nie tak jak ona uważa za stosowne Niedziela awantura, bo pojechałem z synem po pizzę i czekaliśmy na zrobienie, więc poprosiłem Panią, żeby Pepsi jeszcze z lodówki nie wyjmowała tylko później. Niestety zapomniałem jej w końcu zabrać, więc skojarzyłem fakty dopiero w domu. Oczywiście żona już pizzy nie zje, straciła ochotę, marnuje pieniądze. Pizzeria jest na naszym osiedlu, 500 metrów od domu, więc mówię, że zjedzmy spokojnie i zaraz po nią pojadę. Oczywiście zapominam codziennie wszystkiego, teraz będę paliwo tracił na dojazd (500 m :D), generalnie nie odzywam się już do ciebie. Codziennie jest coś. Ja zdaje sobie sprawę, że nie jestem kryształowy i popełniam błędy, jestem marudny i z natury taki niechętny i upierdliwy. Wiem, że nie jestem zaradnym i obrotnym facetem, który wyremontuje sam dom. Moje zdolności kończą się na skręceniu szafy, czy przywieszeniu półki albo wymianie zasilacza w oświetleniu czy postawieniu płotu na działce albo skręceniu placu zabaw. Jednak boli mnie to, że w sobotę wyczyszczę łazienkę, odkurzę, 3 razy zmyje naczynia, 4 razy będę w śmietniku, a wieczorem dostanę opieprz, bo kubek stoi w zlewie i wszystko na jej głowie. Obcy ludzie potrafią mnie docenić i pochwalić a żona nigdy. Mam wrażenie, że gdyby nie syn to by się ze mną rozwiodła. Ostatnio powiedziała mi, że mnie nie kocha i chyba nigdy nie kochała. Macie jakieś pomysły czy można to jakoś spróbować ratować czy egzystować dalej dla syna?
  9. Mam dopiero 22 lata i jestem w dwuletnim związku, który zaczął się szybko rozwijać, ponieważ po pół roku zamieszkaliśmy ze sobą. Nie ukrywam, że od pewnego czasu czuje się bardzo źle w tym związku. Nie mam ochoty wracać do domu, biorę wszystkie nadgodziny, nie mam ochoty się przytulać, o sprawach intymnych już nie wspomnę. Siedzę sama w pokoju, płacze, mam wahania nastroju, nie chce wgl z nim rozmawiać. Codziennie się kłócimy o pierdoły, On miał stanu depresyjne będąc ze mną na samym początku i trochę to na mnie wpływa. Nie wiem co mam zrobić, nie chce się rozstać, ponieważ boje się że to będzie błąd i boje się być sama, że nie dam sobie rady.
  10. Cześć. Mam 21 lat, studiuję zaocznie 3. rok administracji. Wybrałem ten kierunek bo uczelnia była blisko. Tylko dlatego. Pracuję w niesatysfakcjonującej mnie pracy, zwykła praca taśmowa. Boję się, że nie napiszę pracy a jeśli nawet napiszę to nic się nie zmieni. Żyję z dnia na dzień, nic mnie nie cieszy. We wszystkim na co spojrzę, czego się dowiem, co usłyszę doszukuję się drugiego dna, przyczyn takiego a nie innego stanu rzeczy. Krótko mówiąc jestem nadwrażliwy. Czuję, że straciłem 2 lata, za rok już 3 lata życia.
  11. Guest

    wieczór

    Cześć, to będzie delikatny dla mnie temat - Mam wrażenie, że nigdy nie uprawiałam seksu z własnej woli. Mam problemy z tatą, nasza relacja była "zbyt zażyła". Mamy praktycznie nie mam. Spotykałam się z pewnym chłopakiem. Był strasznie natarczywy. Trochę to trwało, czasem było okej, ale coś mnie raziło - mam wrażenie że traktował mnie przedmiotowo. Powiedziałam mu, że nic z tego nie będzie, wyszedł niezadowolony i czułam się winna. Następnego dnia miałam straszne wyrzuty sumienia. Poszłam do niego. Wiem, że to głupie ale chciałam tylko spędzić czas i poczucie winy było tak silne, że zrobiłabym wszystko co on zechce. Zaczął dobierać się do mnie, widział że mam wątpliwości ale gadał do mnie "wiem, że tego chcesz". Stało się, zaczęliśmy to robić. Po minucie max przerwałam i wybiegłam. Mam wrażenie że zrobił mi coś bardzo złego. Wiem, że już 2 dni później przyszła do niego jakaś dziewczyna i oglądali filmy. Szukam jakiejś rady, drugiego spojrzenia na tę sytuację, nie wiem co mam robić. Jest mi beznadziejnie, bardzo często o tym myślę
  12. Witam. Mam bardzo intymny problem. Mianowicie - jakiś czas temu poznałem dziewczynę. Oboje jesteśmy młodzi. Mamy nieco ponad 20 lat. Ona nie była dziewicą, tak jak z resztą ja prawiczkiem. Akceptuję to. Miała chłopaka wcześniej jakiś czas więc nic w tym dziwnego, że zrobiła to z kimś kogo znała przede mną. Tutaj nie ma żadnego problemu. Natomiast problem pojawił się wtedy kiedy podczas zbliżeń lub szczerych rozmów zaczął być przytaczany jego temat. Dziewczyna potrafiła wspominać mi co robiła z nim w łóżko (bardzo szczegółowo) i niby zawsze w negatywnym kontekście, ale ja nigdy tego nie odebrałem jako komplement. Powiedziałem jej o tym, że przez te wszystkie opowieści moja wyobraźnia płata mi figle, bo wyobrażam sobie tamtego faceta jak robią sobie dobrze i mnie to strasznie odrzuca i boli. Pogadaliśmy. Powiedziała, że żałuje i ustaliliśmy już więcej o tym nie rozmawiać. Natomiast problem jest teraz we mnie, bo nie mogę się pozbyć z głowy tych obrazów jak jakiś koleś robi jej dokładnie to samo co ja. Moje podniecenie spada niemalże do zera w takich momentach kiedy to sobie wyobrażam. W wiadomościach wcześniej wspominała mi też jak zachowywała się (czule) w poprzednich związkach i nie wiem co o tym myśleć. Mam dwa pytania. Po pierwsze chciałbym wiedzieć co mogło spowodować, że mówiła mi o tak intymnych szczegółach skoro w ogóle nie było do tego przesłanek ani ja nie pytałem o to. Ja starałem się zawsze unikać tego typu zwierzeń i praktycznie nic jej nie powiedziałem o mojej przeszłości seksualnej, żeby mogła przy mnie czuć się wyjątkowo. I tutaj sposób w jaki ja myślę i jak bardzo wstydziłem się powiedzieć jej o jakiejkolwiek mojej przeszłej partnerce seksualnej, tak ona robiła i mówiła to wszystko bez żadnej refleksji. Po prostu, na chłodno. Po drugie chciałbym usłyszeć jakieś wskazówki jak mogę sobie poradzić z tym? Jak poukładać to w głowie, żeby nie musieć wizualizować sobie tych scen w głowie. Jeśli nikt nie będzie mi w stanie rzeczowo odpowiedzieć to słowem wsparcia też nie pogardzę i nie oczekuję od razu rozwiązania wszystkich moich problemów w jednym temacie. Ale kto wie? Pozdrawiam, Kamil.
  13. Dzień dobry, sprawa jest taka. W telegraficznym skrócie. Ja ją kocham. Ona mnie nie (tak mówi). Mamy po 42 lata na karku. Kiedyś byliśmy razem. Potem nie byliśmy. Ona była jakiś czas z kimś. Parę miesięcy temu zerwali (dodam, że on już ma inną partnerkę). Problem również w tym, że pracują w jednym miejscu, przez co jej trudniej zapomnieć. Obecnie się z nią spotykam od czasu do czasu (platonicznie, póki co...) i mamy prawie codzienny kontakt mailowy. Ogólnie dobrze nam się rozmawia i spędza czas, a przynajmniej takie odbieram wrażenie. I chyba jednak lubi moje towarzystwo, bo przybywa na spotkania nawet w srogą ulewę ;) Nie odmawia ogólnie spotkań. Jednak wciąż tęskni za tamtym. Ja ciągle chcę być przy niej, wspierać i w ogóle. Boli mnie, że ona tak ma, że cierpi. Boli też oczywiście, że za mną tak nie tęskni. Chciałbym ją odzyskać, albo raczej zbudować nową i lepszą relację. Ona nie chce dawać mi nadziei. Ja zabujany jestem od 6 lat jak młodzian... Jak żyć? Co robić? Czy czekać? Czy rzeczywiście cierpliwa woda wydrąży każdą skałę? Czy to ślepy trop? Gubię się w tym. I jak ją na nowo "zdobyć"? To również ważne pytanie... Jaki obrać kierunek? Za parę dni wyjeżdżam na tydzień i chcę jej napisać list o tych swoich emocjach i intencjach. Juz spać przez to nie mogę. Napisać, że chciałbym z nią wejść znów w bliższą relację. I nie wiem. Czy to dobrze, powiedzieć kobiecie wprost o swoich intencjach? Czy to jej nie zniechęci? Podobno kobiety gardzą słabością u mężczyzn, a taki list, że czuję, co czuję, ale nie wiem co z tym dalej robić może być odczytany jako słabość. Czy też grać "na czas" i czekać co życie przyniesie? Czekać aż będzie mniej rozpamiętywać byłego? Tyle lat na karku i takie rozkminy… Pierwszy raz zgłaszam swój prywatny problem w internecie. Ciekaw jestem, co z tego wyniknie Pozdrawiam wszystkich Forumowiczów!
  14. Jestem bardzo zazdrosna. O wszystko. Dosłownie o wszystkie kobiety, te realne, żywe, te w telewizji jeśli są ładne i atrakcyjne. Często jestem zazdrosna nawet o grube dziewczyny i wcale nie za atrakcyjne bo np mają duży biust i robię mojemu chłopakowi ciągle akcje zazdrości. On twierdzi, że nie kocham siebie, że muszę się zaakceptować bo uważam że każdy jest lepszy. Że mam niskie poczucie wartości. Pewnie to prawda, ale ja po prostu ciągle czuję potrzebę wypytywać kontrolować co robi z kim, jak wyglądał jego dzień. Potrzebuje być na bieżąco, ciągle pisze lub dzwonię. Potrzebuje np żeby mi coś dokładnie opisał żebym mogła sobie to dobrze zobrazować i być pewną że nie zrobił nic co by mnie zabolało Non stop pilnuje czy w jego otoczeniu nie ma nowych kobiet a jak ma jakąś nową koleżankę w pracy to jestem przerażona zestresowana i przejęta. Mam 26 lat. Pochodzę z domu gdzie był alkohol. Do tego byłam wykorzystywana seksualnie przez osobę z rodziny . Później gdy wyznałam to mojemu wiele lat starszemu chłopakowi gdy miałam 14 lat oskarżył mnie że to moja wina i że jestem zwykłą dz**. Chyba od tamtej pory nie potrafię ufać ani wierzyć w siebie noszę ciężar winy całe życie. Jak poradzić sobie z zazdrością bo już nie mam siły... Pomóżcie . Tak bardzo boję się opuszczenia:(
  15. Mam obecnie 23 lata. Gdy miałam lat 14 rozpoczęła się moja relacja z 27-letnim księdzem. Zakochałam się. Jeśli mogę tak to nazwać, bo w tym wieku wątpliwe by wiedzieć co to znaczy. Nie miałam wtedy wielu przyjaciół czy kolegów. Moja samoocena także nie była najlepsza, byłam wtedy troszkę przy kości. On zwrócił na mnie uwagę i moja naiwność kazała mi za tym pójść. To co było zakazane było dla mnie wyjątkowe. Nie wiedziałam, że będzie to miało takie skutki w moim dorosłym życiu. Mówił, że mnie kocha i zostawi kapłaństwo.. Po kilku spotkaniach w ukryciu.. nauczyłam się cierpieć. Wszystko toczyło się tak szybko a ja szłam jak w ogień w toksyczne uczucie młodej naiwnej dziewczyny z kompleksami. Wierzyłam, że to coś wyjątkowego. Co ja sobie myślałam.. Jak pewnie się domyślasz, z nim miałam swój pierwszy raz. Za wcześnie. Z nie tym. Za dużo by opisywać w tej sprawie, lecz.. do sedna. Skończyło się, nie mogłam już cierpieć i płakać po nocach. Po drodze gdzieś pojawił się szantaż.. Kończąc.. teraz mam 23 lata i myślałam, że jest wszystko okej. Nie potrzebowałam pomocy psychologa. Ale teraz wiem, że myliłam się. Ciężko jest zamknąć tak wielką sprawę samemu. Nie wiem tylko komu mogę zaufać i nie bardzo wiem też gdzie szukać. Z trudnem mi to przychodzi. Obwiniam się. Nie lubię siebie za to. Jemu wybaczyłam, że tak nieodpowiedzialnie mnie w to wciągnął będąc dorosłym. Trochę go usprawiedliwiam, a nie powinnam. Przestępstwo. Czy jestem sobie winna? Chcę żyć normalnie a narazie to miewam dziwne stany, lęki, przywiązuje się mocno, nie umiem być sama, niezdolna jestem do planowania przyszłości. tyle.
  16. Cześć, obecnie trochę mniej męczy mnie pewna sytuacja z dawnym kolegą z pracy. Gdy pracowałam na zakładzie gdzie on byl, fajnie nam sie rozmawiało, zdarzało mi sie, że wodziłam za nim wzrokiem, powiedział parę miłych mi slow, jak dowiedział sie ze przechodzę na inny zakład to mowił, żebym czasem wpadała i ogólnie że szkoda, że odchodze. Mowil, też ze moze do mnie napisze na fejsie jak mi idzie w nowej pracy. Ostatni raz sie z nim widziałam 6 sierpnia. Nie wytrzymałam i sama w końcu pierwsza do niego napisałam na messenger juz 9.08. Nie odpisał, nie odczytał wiadomości (czasem sie zdarza ze wiadomości od obcych osob spoza kręgu znajomych są w folderze INNE). Więc zaprosiłam go do znajomych - zero reakcji. Nawet powiedziałam po tygodniu koleżance zeby mu przekazała zeby sie do mnie odezwał - a on skwitował to uśmiechem i "ok". Dzis mija 3 tydzień. Cisza z jego strony. Mam żal, że nie napisał. Nie rozumiem całej tej sytuacji. Jest mi smutno. ALe ten smutek powoli przechodzi. ALe jak myśle o tym to jednak sie pogłebia i zaczyna sie powoli przeradzać w nienawiśc..
  17. Dzień dobry, postanowiłam opisać swój problem, choć często odnoszę wrażenie, że mój problem nie zostaje zrozumiany. Jednak uważam, że moje emocje dla mnie są prawdziwe. Chodzi o mojego tatę. Czuję ogromny wstyd opowiadając o tym. Dużą część mojego życia wyparłam, ale wróciło do mnie, że jak miałam kilka lat byłam z tatą bardzo blisko. Właściwie, to mama jest dla mnie neutralna. Nie przytulała mnie, czasem wręcz była wroga. A ja czuję się ohydnie z tym że moją matką jest mój ojciec. To dla mnie odpychające. Praktycznie każdemu ustępuję, czuję że nie zasługuję na nic. Tata często dawał mi do zrozumienia, że mną jednocześnie gardzi. Jak faceci to zawsze nadopiekuńczy, matkujący, nieszanujący mojego zdania umacniający mnie w kompleksach. Jednak czego by nie zrobił, nie umiem być zła. Czy da się to naprawić? W internecie znalazłam artykuł o tzw. "piersiujących ojcach" i opis pasuje. Czy jest szansa, że kiedyś będę umiała być z kimś blisko i czuć się z tym dobrze. I czuć jakąś wdzięczność kiedy dostaję?
  18. Mam 19 lat. Od 7 miesięcy jestem z chłopakiem 5 lat starszym ode mnie, którego znam już 2 lata i z którym przyjaźniłam się jeszcze przed naszym związkiem. Mieszkamy razem od maja i mimo że na początku wszystko było dobrze, z czasem zaczęły się kłótnie. Jesteśmy teraz w momencie kryzysowym, w którym chłopak przyznal się, że mimo że nadal mnie kocha, to nie tak bardzo jak na początku, ma też problem z okazywaniem uczuć. Powiedział że w każdym związku po jakimś czasie nie potrafi już ich okazywać. Ja nadal kocham go tak samo mocno. Bardzo zależy nam, żeby nie stracić siebie nawzajem i próbowaliśmy wymyślić mnóstwo sposobów na naprawę relacji, choć dotychczas nic nie pomaga. Boję się, że go stracę i że całkiem przestanie mnie kochać. Czy są jakieś rzetelne sposoby na poprawę relacji, czy w jakiś sposób da się ją naprawić, żeby znowu było między nami dobrze I żeby powróciła dawna miłość? Z góry dziękuję za pomoc i poświęcony czas.
  19. Jestem Wojtek, 31 letni zrezygnowany, bez wiary w znalezienie miłości i założenie rodziny chłopak, który po raz kolejny znalazł się na życiowym zakręcie… Z wykształcenia jestem inżynierem informatykiem, natomiast w życiu pracuję jako kompletny samoich - programista i grafik. Chciałbym przedstawić Ci moją historię… Historię gościa, który z każdym dniem traci wiarę w to, że będzie jeszcze dobrze… Jestem jedynakiem, urodziłem się w Zamościu, lecz finalnie zamieszkałem w niewielkiej wsi na Podkarpaciu. Lecz nie zawsze tak było... Od kiedy pamiętam byliśmy dość biedną rodziną. Mama robiła wszystko bym miał co jeść, a ojciec nigdy nie zhańbiony pracą alkoholik. Moje dzieciństwo do dzisiaj wypieram z pamięci. Awantury alkoholowe często kończące się wyrzucaniem mamy z domu przez mojego ojca sprawiło, że musieliśmy uciekać. Po kilku takich ucieczkach mama postanowiła, że uciekamy i wyjechaliśmy. Przez kilka lat mieszkaliśmy “po znajomych”. W życiu mieliśmy nawet epizod mieszkania w piwnicy.. Po kilku latach ojciec zmienił się (chociaż jak się później okazało tylko dlatego, że złamał nogę i nie był w stanie przebywać “w terenie” z kolegami alkoholikami). Mama podjęła więc decyzję, że wracamy, że chce bym miał ojca. Wróciliśmy. Było “dobrze”. Finansowo pomagała nam ciocia (siostra mojego taty), niestety on nadal nie pałał chęcią pójścia do pracy, mama również nie mogła znaleźć pracy lecz robiła wszystko by “dorobić”. Niestety po kilku latach koszmar powrócił. Powodem do tego by ojciec poszedł pić i robić awantury potrafiło być wszystko. Od zawsze czułem się z tym źle, izolowałem się od rówieśników. Idąc do szkoły zastanawiałem się czy będzie w domu trzeźwy czy znów będziemy szukać noclegu… Jeszcze większe problemy pojawiły się gdy chodziłem do technikum. Szkołę miałem w innej miejscowości i zamiast spędzać czas z kolegami ze szkoły czy klasy ciągle wracałem jak najszybciej do domu, gdyż nie wiedziałem co tam zastanę. Raz odważyłem się pójść z koleżanką na studniówkę… Oczywiście zakończyło się to awanturą i kolejną ucieczką… Będąc w ostatniej klasie technikum mój ojciec zmarł nagle. Wiem, że nie powinienem ale dziękowałem Bogu za to, że uwolnił nas od tego tyrana. Miałem nadzieję, że moje życie się zmieni. Niestety, przytłoczyło mnie to, że musiałem stać się “Panem domu” i zająć się rzeczami, które nie powinny mnie jeszcze dotyczyć. W tym okresie właśnie poznałem w szkole pewną dziewczynę… Chociaż poznałem to zbyt duże słowo iż nie potrafiłem nawet do Niej podejść. Przez 4 lata nie potrafiłem do Niej podejść i pogadać… Nasza znajomość opierała się o SMSy i tą nieszczęsną studniówkę. Później nasze drogi się rozeszły. Będąc na studiach postanowiłem, że się do Niej odezwę - nie musiałem się już bać, że jeśli się z Nią spotkam to będzie awantura itp. Spotykaliśmy się jakieś hmm pół roku - może nawet rok. Do niczego między nami nie doszło poza spacerami za rękę i buziakiem w policzek. Gdy po tym czasie miałem wyrzuty o to, że nie chcę być tak traktowany ona uznała, że to koniec relacji. Bardzo mocno to przeżyłem. Wiadomo… pierwsza “prawdziwa” miłość. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to co mnie spotka i zacznie się za kilka miesięcy sprawi, że nie będę chciał żyć... Wtedy po raz pierwszy wziąłem się za siebie. Katowałem się bardzo restrykcyjną dietą, studiowałem, zacząłem pierwszą (jak się później okazało wyzyskową) pracę. Efekty były. To był też czas upowszechnienia się Internetu… Po jakimś czasie wpadłem na aplikację Badoo - niestety “par” wcale, ale trafił się jeden rodzynek. Poznałem cichą, rozważną, skromną, wierzącą i biedną dziewczynę. Ja 25 lat, ona 20. Zakochałem się. Spotykaliśmy się ze sobą, bardzo często przeszliśmy “poziom wyżej”. Rozpoczęło się poznawanie naszych ciał, pierwszy seks (zarówno dla Niej jak i dla mnie). Bardzo mi na Niej zależało. Zacząłem bardzo mocno inwestować w tą znajomość. Sponsorowałem spotkania czy wyjazdy. Gdy wyjeżdżaliśmy - spaliśmy razem. Byłem w siódmym niebie. Wtedy po raz pierwszy chciałem zrobić wszystko, aby była ze mną. Nadszedł więc czasy gdy szła na studia. Miała mieszkać w akademiku. W mojej głowie rodziły się wszelkiego rodzaju czarne myśli, że jeśli tam zamieszka to na pewno znajdzie lepszego odemnie - w końcu każdy jest przystojniejszy, fajniejszy i wogóle… Wymyśliłem więc, że chciałbym aby zamieszkała u mnie w domu - mieliśmy wolny pokój - mama chciała pomóc więc się zgodziła. I tu (jak się po latach okazało) zaczął się najgorszy okres w moim życiu. Moja ukochana okazała się kompletną “księżniczką”. Na dzień dobry przeszła z moją mamą na “Ty” co wg mnie było brakiem szacunku ale ok - przetrawiłem. Następnie zrobiła sobie z mojej mamy służącą - nigdy nie pomogła w kuchni, nigdy nie sprzątnęła za sobą, nigdy nie dołożyła się do rachunków (pomimo pokaźnego stypenidium) gdy ja utrzymywałem cały dom. Ale ok, nie chciałem znów zostać sam. Na wszelkiego rodzaju imprezy czy do znajomych wstydziłem się Ją zabierać - zawsze musiałem się wstydzić za Jej zachowanie. O wizytach u rodziny nie wspomnę. Również, gdy to my organizowaliśmy np. Sylwestra to za każdym - dosłownie - za każdym razem byłem w nocy zwyzywany i słuchałem pretensji do całego świata. Raz nawet wyprowadziła się ode mnie - ja nie chcąc jej stracić byłem pewny że to moja wina, a w szczególności mojej rodziny. Bardzo się wtedy poróżniłem z rodziną… Wszystko z czasem jednak wróciło do “normy” Ale zaczęła się zmieniać… Dopiero po latach to zauważyłem - z cichej stała się roszczeniową, z rozważnej i skromnej stała się lekceważącą dla której jedyne co chciała robić to oglądanie seriali i malowanie się… Również z wierzącej stała się agnostyczką… To nie była już dziewczyna w której się zakochałem. Pomyślałem OK, kochamy się, damy radę. Byliśmy ze sobą 5 lat, na miesiąc przed tym jak chciałem prosić ją o rękę dowiedziałem się od niej, że jest ktoś inny… To był grom z jasnego nieba. Okazało się, że jeden z kolegów ze studiów (na spotkania z którym jak się później okazało nie raz ją zawoziłem - nigdy nie chciałem zakazywać jej spotkań ze znajomymi) wyznał jej miłość. Zostałem jednak zapewniony, że mnie kocha i nie zostawi mnie. Nadszedł dzień, w którym miała obronę na uczelni. Tego dnia zmieniło się wszystko. Kolejnego dnia usłyszałem, że odchodzi… Poczułem się kompletnie wykorzystany, że jak tylko przestałem być potrzebny to ucieka. Pomogłem się jej jeszcze pakować… ba, odwiozłem ją do domu jakieś 50 km odemnie… Nie wiem po co… może tak mam że pomimo tego chciałem dobrze… Po kilku dniach spotkaliśmy się i doszliśmy do wniosku, że chcemy to ratować. Jedyną rzeczą, której chciała to dwa tygodnie odpoczynku od siebie. Dostała ów czas. Niestety po tygodniu chciała się spotkać, ale decyzję już znałem. Pojechałem (jak idiota) żeby usłyszeć, że to koniec i że od kilku dni jest z tamtym. Usłyszałem też, że była ze mną tylko dlatego, że nikt inny jej nie chciał. Mój świat ponownie się zawalił. Chciałem skończyć ze swoim życiem i niewiele od tego brakowało. Odebrałem to jak zdradę, nie interesuje mnie czy spała z nim czy nie - nadal uważam, że zostałem zdradzony. Na szczęście pomyślałem o swojej rodzinie… Lecz to co stało się z moim życiem to koszmar… Poczucie własnej wartości? Jakie poczucie - stałem się wrakiem człowieka… Do dzisiaj moja wiara w Boga jest tak wątła, że nie potrafię jej odbudować… Moje błagania o to by wróciła nie zostały wysłuchane... Podnosiłem się z tego bardzo długo. Postanowiłem wziąć życie w swoje ręce, zacząłem lepiej się odżywiać, zacząłem chodzić na siłownię itd… Lecz nadal byłem i jestem jedną wielką pizdą, która nawet nie potrafi podejść do dziewczyny, która mi się podoba. Po około dwóch latach gdy w jakimś stopniu przepracowałem to wszystko założyłem Tindera. Standard jak to u mnie - zero par albo pary, które nie odpowiadają. Również i tutaj znalazł się rodzynek - była ode mnie starsza, “związek” zrodził się po dwóch randkach lecz był to związek na odległość. Trwało to może 3-4 miesiące. Niestety pojawił się COVID, a dziewczyna kompletnie oszalała (dosłownie) i postanowiła, że musimy się rozstać. Po kolejnym pół roku również na Tinderze poznałem kolejną. Już na pierwszej randce wylądowaliśmy u Niej w mieszkaniu i gdyby nie “te dni” to nie wiadomo co by było dalej. Niestety również i tutaj nagła zmiana decyzji w ciągu dosłownie kilku godzin. I tak do marca 2021 toczyło się moje życie - ani jednej “żywej” pary na Tinderze. Nadal brak umiejętności jakiegokolwiek zagadania do kobiety na ulicy… Gdy już miałem usuwać Tindera bo rodził on tylko moją frustrację pojawiła się dziewczyna, która nawet nie sądziłem, że odpowie. (Jak mi się wydawało) była tą, której szukałem. Od kilku dni w Polsce (wcześniej przez prawie 10 lat mieszkała za granicą) - zaradna, pracująca, piękna, bardzo wierząca, chętna się spotkać. I w ten sposób zaczęliśmy się spotykać. Niestety... całe życie żyła pod “kloszem” rodziców i sióstr - wręcz mogę powiedzieć, że co powiedziała Jej siostra to święte. Oczywiście stałem się tematem nr. 1 - zostałem dogłębnie zinfiltrowany kim jestem itp. Niestety okazała sie kobietą “niedotykalną”. Nie lubiła przytulania, nie lubiła dotyku (nawet trzymania za rękę) ani pocałunków - o seksie nie wspomnę gdyż była dziewicą (a także chciała czekać do ślubu chociaż wiedziała że pewnie będzie cieżko - miała moje zapewnienie, że zaczekam ile trzeba). Było miło, spotykaliśmy się kilka razy w tygodniu, dużo się całowaliśmy i przytulaliśmy (chociaż zawsze na pytanie czy mogę słyszałem “jeśli musisz”). Niestety to, że pisaliśmy ze sobą całe dnie i spotykaliśmy się tak często sprawiło, że nie mieliśmy o czym rozmawiać - wszystko odbywało się “na bierząco” na Messengerze... I znów zacząłem mocno inwestować w tą relację… Jednak po jakimś miesiącu zaczęła sie odsuwać - nawet racjonalnie to wytłumaczyła mówiąc że na razie nic nie czuje, a nie chciałaby żeby było między nami tylko cieleśnie. OK zaakceptowałem. Poza spacerami za rękę, niewielkimi przytulasami i “buziakami” nie było nic. Mieliśmy zaplanowane kilka wyjazdów - a i ona mówiła o nas przyszłościowo - do samego końca. Niestety zaniedbałem swoje treningi i inne aktywności - chciałem jak najwięcej czasu spędzać z Nią… a Ona chciała coraz więcej i więcej być zaskakiwaną - ponad moje siły. Wszystko było dobrze do momentu gdy zostałem zaproszony na wyjazd - ona, Jej siostra z facetem i rodzina tego faceta. Kompletnie nie pomyślała o tym, że będzie to dla mnie cholerny stres… I był… Nie potrafiłem się odnaleźć. Miałem wrażenie, że to co mówię nikogo nie obchodzi. To było jednak dla mnie zbyt wiele - to była dla mnie pierwsza taka sytuacja w życiu. Do tego doszło jeszcze pewnej kłótni między rodziną faceta jej siostry co rozwaliło mnie na cały wyjazd. Wydawało mi się jednak, że wszystko było ok - nie było oznak, że coś jest źle. Po kilku dniach spotkaliśmy się, aby porozmawiać o tym wyjeździe - i tak naprawdę wtedy okazało się, że wszystko, co robie to źle, wszystko, co mówię to źle. Poinformowała mnie też nadal nic nie czuje, ale nie chce jeszcze tego kończyć - żebyśmy sobie dali czas, ale na najbliższe wyjazdy nie jedziemy razem. Bardzo mi na niej zależało, przemyślałem kilka spraw, to co chciałbym zmienić, czyli m.in. nie chciałem się bać, wyrazić swojej opinii, nie chciałem już mówić i robić tylko tego co ona by chciała usłyszeć itp… Podobno zauważyła, że się zmieniłem. Znów wróciły nasze plany, ale nadal niczego do mnie nie czuła. Zaprosiłem ją na spacer, aby obgadać pomysł na wyjazd weekendowy. Wszystko było ok, rezerwacja zrobiona itd. Również z jej strony padły propozycje. Poznałem kolejną siostrę, jeszcze więcej rodziny itp. Ale nadal czułem, że jestem jej kompletnie obojętny… Padła też propozycja wspólnego wyjazdu do Krakowa… Znów z jej siostrą… Myślę OK, i tak mamy pracować zdalnie więc zobaczymy jak się nam dogaduje w codziennych sytuacjach. I ten wyjazd był gwoździem do trumny tej relacji… Znów wydawało mi się, że wszystko było ok, lecz po raz kolejny zostałem uświadomiony, że nic do mnie nie czuje. Po raz kolejny bardzo mnie to zabolało… Nie potrafiłem udawać, że jest wszystko OK… Bo nie było… Przepraszała mnie, że mogła pomyśleć, zamiast mi to mówić w połowie wyjazdu i w ogóle. Wytłumaczyliśmy sobie pewne sprawy, ale nikt z nas nie mówił o końcu. Następnego dnia wróciliśmy do domów. Nic nie wskazywało, że to będzie koniec… Nadal dzień wcześniej planowaliśmy wyjazd i inne rzeczy “na przyszłość”... Wróciliśmy w czwartek, mieliśmy zaplanowaną niedzielę. W piątek rano zapytałem, o której się widzimy w niedzielę i wtedy zaczęło się wykręcanie, że jednak nie da rady itp… I tutaj już wiedziałem, że coś jest nie tak. Po chwili otrzymałem wiadomość, że musimy się spotkać, pogadać… Już wiedziałem, co mi chce powiedzieć… Zadałem więc pytanie - czy mam jechać po “koniec” naszego związku? Zachowałem się jak szczeniak - jej odpowiedź, że musimy porozmawiać sprawiła, że będąc już pewnym końca nie chciałem tracić ani minuty czasu ani mililitra paliwa na to, by jechać, się rozstać. Dlatego też zadzwoniłem i powiedziałem o tym. Usłyszałem, że “nie chce tracić ani mojego, ani Twojego czasu i chcę to zakończyć”. Po raz kolejny poczułem się w 100% wykorzystany… Zawiozłem do Krakowa, pomagałem - nie jestem już potrzebny to mam spadać… I tak od tygodnia jestem kłębkiem nerwów, wszystko to, co dawało mi radość przestało ją dawać… Wszystkie hobby, wszystkie zajęcia, które lubiałem - kompletnie nic… To były tylko 3 miesiące w przekonaniu, że znalazłem tą jedyną… Nie wiem czemu mam wrażenie, że to wszystko stało się pod wpływem Jej siostry… Nie wiem… chyba już nie chcę wiedzieć… Straciłem wiarę w siebie… straciłem już nadzieję na rodzinę… na miłość… i na to, że kiedykolwiek będę szczęśliwy i będę umieć podejść do kobiety, która mi się podoba i powiedzieć - “Cześć, jestem Wojtek, chciałbym Cię poznać…”
  20. Jesteśmy razem ponad pół roku on nigdy jeszcze nie powiedział mi, że mnie kocha. Ja mu też nie powiedziałam bo myślę że on tego nie czuje. Jestem i czuje się niepewna w związku. Gdy ja mu mówię czułości on mnie przytula i całuje w czoło np ale sam nigdy nie mówi mi jakichś pieszczotliwych słów. Raz w całej"karierze" związku powiedział mi że się stęsknił. Ja nigdy mu takich rzeczy nie mówię choć bym chciała, bo widzę, że on się wtedy wycofuje. Ostatnio jego kumpel powiedział nam że zerwał z dziewczyną bo jej nie kochał po czym gdy mój facet to usłyszał od razu pocałował mnie w czoło. Nie wiem czy miał poczucie winy czy co.. Kiepsko się czuje przez takie zaloty, tym bardziej że mam już swoje lata (27) i nie che być wykorzystywana. Ile czekać na te słowa...
  21. Witam Mam 39 lat, jestem zamężna od 23 lat (mąż ma 43 lata) i mamy dwie córki. Kochamy się bardzo. Mieliśmy problemy : Ja byłam zbyt zaborcza i ograniczałam mężowi kontakty, spotkania (tzn za długo, za często) i przestał gdziekolwiek wychodzić bo niby pytają: będziesz, żona cie puści? Więc woli w ogóle nie wychodzić. On nie chciał z nami nigdzie wychodzić ( ani z dziećmi na plac, na wycieczki). Mówił ze nie lubi wychodzić bo jest zmęczony a ja byłam zła o to że lubi wychodzić tylko nie z nami. Jedynie spotkania ze znajomymi wchodziły w grę. Ogólnie wybaczaliśmy sobie te rzeczy i wydawało mi się że byliśmy szczęśliwi. 7 lat temu mąż zaczął pracować z koleżanką i ogólnie wszystko było ok. Ona była zastępcą kierownika i siedziała w pokoju z kierownikiem a on z innymi w drugim pokoju. 3 lata temu nastąpiła reorganizacja, kierownika wyrzucili a ona zaczęła być kierownikiem. Wszyscy koledzy zaczęli zabiegać o jej względy (mój mąż także). Ona jest mężatką. Potem zaprzyjaźnili się. Mąż zabierał ją na imprezy, później zaczęła nas odwiedzać z mężem, wszyscy zaczęlismy się przyjaźnić. Tylko że spotkania wyglądały tak, że jej mąż i ja byliśmy zajęci naszymi dziećmi a oni byli nierozłączni.W pracy byli, po pracy dzwonili do siebie a jak słyszeli cos fajnego to do siebie wysyłali. Prosiłam żeby ostudził relacje a on zapewniał ze tylko fajnie sie bawią i lubią (ona jest mega imprezowa) a mnie kocha.Na jednym spotkaniu powiedziała mu ze jest najgorszy w pracy i się strasznie wsciekł wyzywał brzydko a ona za nim chodziła i go przepraszała (5 godz wieczorem i 5 godz następnego dnia). Ciągle mówił ze oni nic nie umią itp a jak sie spotykalismy to było cudownie. Na imprezach z innymi znajomymi nie odstepowała go na krok, on uciekał do innej grupki a ona za nim. Kłócilismy sie o nią co tydzień i ciągle to samo, ja że ma ostudzić ,on ze nic się nie dzieje a relacja sie zaciesniała. Jak była smutna i sie oddalała to on za nią szedł i siedział ile chciała. Ze mna na imprezach tak nie robił. Jak wracał z pracy to smutny, całował i przytulał na siłe (mówił ze przez to że ciosam mu kołki na głowie) a z nia rozpromieniony usmiechnięty. W pracy zaczęli o nich plotkować ze mają romans. Jej mąz mi mowił ze przesadzam. Rozmawiałam z nią, mówiła ze to tylko przyjaźń. Raz mąż miał dość, to chciał zmienic dział i zaczął ją bardzo obrażać chyba zeby sobie ją obrzydzić potem prosił żebym wszystko wyprostowała i ona mu najgorsze obelgi wybaczyła. Wyjechalismy w czwórkę na kilka dni. Na zdjęciach mąż patrzył na mnie z pogardą a na nią z uwielbieniem. Siedzielismy sobie na kocu zaczęłąm jej malowac z nudów na stopie bo tak sie bawie z moimi dziecmi. Mąż wypił wieczorem i patrzac na nia zapytał : czy mogę się przytulić do twojej stopy? Potem zaczął przekrecać bo zoorientowal sie ze siedze obok. Podobno nic nie pamieta. Ona na kolejnym spotkaniu jak wszyscy wychodzilismy a on został u nich w mieszkaniu to powiedziała:tylko nas nie okradnij(niby żart). On sie wkurzył wyzywał od najgorszych. Ona mu wybaczyła. Na ostatniej imprezie ona znowu go okupowała my sie pokłócilismy i wyszedł sie przejsc. Ona za nim poszła ale go nie znalazła. Na drugi dzien mąz poszedł do sklepu po papierosy, ona pobiegła za nim. Długo nie wracali i nie odbierali telefonu. Jak sie dodzwoniłam powiedziałam tylko ze chce rozwodu. Za jakis czas pojechałam ich szukać i ona go przytulała(niby pocieszała). Powiedziałam: idźcie się przespać w krzaki. Ona już do nas nie weszła. Powiedziała ze czeka na męża pod autem. Mąz nakrzyczał na mnie ze gościa wyrzuciłam itd. Poszłam po nią i ona nie chciała przyjsc. Jak pojechali to darł sie na mnie i wyzywał że jak ja mogłam ją tak potraktować. Wyszłam na spacer a jak wrociłam to zobaczyłam w jego telefonie wiadomosc do niej:przepraszam, kocham a ona:też. Tłumaczyli ze to tylko po przyjacielsku. Nie zdradzili nas fizycznie. Ona sie przyznała ze zakochała sie w nim. Jego przyjaciel, który ja zna i bywał u nas i jej mąż przyznali mi rację ze nie mam urojen i od początku miałam. On chce ze mna byc a ona z mężem. Ja nie chce zeby zmieniał pracy ani działu bo kocha tą pracę, bedzie miał do mnie żal ze znowu go czegoś pozbawiłam i nie ma już nic. On mówi ze chce tą pracę rzucić. Czy ja przesadzam? Czy to była przyjaźń a ja przesadzam? Co powinnam mu doradzić?
  22. Wygląda na to, że jestem chorobliwie zazdrosna i nie radzę sobie z tym. Niszczę cudowny związek z bardzo wartościowym człowiekiem, bo nie umiem ufać, wciąż go sprawdzam, kontroluję i jestem zazdrosna o jego bratanicę. Tak, być może to chore ale gdy zwraca się do niej czule i jeszcze czasami padnie że ją kocha (mi tego nie mówi wcale) to mnie rozrywa, pęka mi serce. Wiem, że nie mogę być o to zazdrosna ale tak bardzo mi przykro, czuję że ja jestem mniej ważna, gdy widzę jak czule o niej mówi, jak ją chwali. Przykro mi, że choć jest rozpieszczona i grubsza to jest taka cudowna i idealna,a ja zawsze byłam szczupła będąc dzieckiem i grzeczna podobna ale jakoś nikt tak się mną nie zachwycał. Chciałabym być numerem jeden i czuć to na każdym kroku, chciałabym żeby o mnie się wypowiadał czule, boli mnie że ona jest lepsza ,taka młoda mała niewinna a ja po prostu coraz starsza, mam zmarszczki, czuję się taka ,, zużyta" i coraz mniej potrzebna. Chciałabym bardzo dużo uwagi k miłości przez to się kłócimy,robię awantury o tę małą, Choć to nienormalne , chyba go ty. Ramię, ale ja ..... po prostu cierpię..... Jak jestem z nią sam na sam to jest super, lubię ją w ogóle kocham wszystkie dzieci z którymi przebywam, uważam je za cudy, ale gdy już on do niej zwraca się czule np. ,,niunia" albo ,,robaczku" czy jeszcze innymi słowami które myślałam że są zarezerwowane dla mnie i czułam się dzięki nim wyjątkowo to po prostu CZUJĘ SIĘ STRASZNIE, chcę mi się płakać, boli mnie tak jakby mnie miał za chwilę zdradzić. Nie daje już rady, myślałam żeby odejść i przestać się męczyć i bać, jakby ona miała mnie kiedyś zastąpić, bo jestem coraz starsza, brzydsza, zmarszczona i zużyta,a ona rośnie, ładnieje, jest słodka no i on ją uwielbia. Tak bardzo mi z tym źle, że ostatnio miewam myśli samobójcze, jakbym podświadomie była pewna że prędzej czy później ona mnie zastąpi??? Nie wiem jak to opisać. Do tego często mam zachowania kompulsywne typu objadanie się drapanie do ran gryzienie buzi i ciągły stres i napięcie nawet bez powodu. Ciągle czuję obawę i lęk. Pomóżcie proszę 🥺🥺🥺
  23. Mam 32 lata. Od 5 lat jestem mężatką a razem jesteśmy 10. Mamy roczną córeczkę . Mój facet jest cudowny, kocham go i nie wyobrażam sobie życia bez niego, i dlatego nie rozumiem dlaczego wspominam swojego byłego chłopaka, którym byłam bardzo krótko w szkole średniej. Spotykaliśmy się na studiach ale jakos znajomi. Teraz ma narzeczoną, z którą studiowałam. Pasują do siebie idealnie ale ja im chyba zazdroszczę !! Ale czego ? Oboje mają majętnych rodziców, wspólne ekstremalne pasje. A ja ciągle mam nadzieję, że on o mnie myśli. W życiu bym nie zdradziła męża ale po prostu chciałabym żeby on do mnie ją porównywał... chore. Zapętla mi to myśli. Z tą dziewczyną nie kolegowałam się specjalnie ale chyba wkurza mnie to, że ona przyjechała w moje strony, że tutaj dobrze się czuję, chociaż mieszkają nad morzem. . Gdzieś się zapetliłam w ten związek chociaż nie mam z nimi nic wspólnego od 10 lat. Czy jest jakiś sposób aby się od nich uwolnić ? Jak to piszę, to już brzmi to absurdalnie...
  24. Co mam myśleć i robić jeśli spotykam się z kimś od 3 mc A on chce intymne zdjęcie pochwy

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.