Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'mężczyzna'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Witam, mam 24 lata obecnie jestem w 12 tygodniu ciąży lecz boje się że zostanę sama z dzieckiem ponieważ mój partner z dnia na dzień jest coraz gorszy ma napady agresji słownej nosi go czepia się każdego o wszystko już 2 dzień płacze przez niego on niedawno wyszedł z uzależnień nasze dziecko ogólnie to wpadka wpadliśmy przez moje zapominalstwa bo raz tabletki nie wzięłam boje się nie wiem co mam robić nie wiem do kogo mam iść z tym i kogo prosić o pomoc pomóżcie boje się o siebie o dziecko i oto że moje maleństwo zostanie w rozbitej rodzinie a ja że sama nie dam rady sobie
  2. Jestem Kinga mam 23 lata . rozstałam się z facetem , który mówił że mnie kocha , przyjeżdżał do mnie zapewniał o uczuciach ... Zanim się spotkał ze mną pierwszy raz pisał że jestem dla niego kimś wyjątkowym . A później stwierdził z dnia na dzień że nic do mnie nie czuje...( Kłóciliśmy się o drobne rzeczy ale nie tak żeby się rozstać ) Na drugi dzień pisze mi ,że ma mieszane uczucia , że to się nie uda . Zaś dwa dni później ,że on nie chce być z żadną kobieta... i że to problem jest w nim a nie we mnie ... Wiem napewno ,że to nie chodzi o uczucia ,że nic nie czuję do mnie - tak jak pisał , bo był za mną planował zamieszkać razem itd . Nie chce mi powiedzieć prawdy , ale chce się że mną spotkać w najbliższym czasie . Jak mam go podejść żeby się dowiedzieć o co chodzi ? Żeby powiedział mi prawdę. Podejrzewam że on ma jakiś problem bądź coś Z przeszłości . . Zależy mi na nim i bardzo chciałabym żeby był ze mną i zmienił zdanie . Ale nie wiem jak wyciągnąć od niego prawdziwe informacje.
  3. Dzień dobry, mam 20 lat, jestem mężczyzną. Mój problem polega na tym że nie umiem komunikować/rozmawiać z własną dziewczyną i nie tylko, bo też z innymi ludźmi. Nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego tak jest, ale wiem że zaczęło się to gdy po skończeniu gimnazjum poszedłem do technikum, totalnie byłem cicha myszka, a przed technikum byłem ekstrawertykiem.
  4. Dzień dobry, w ramach pracy doktorskiej przeprowadzam badania związane z przenoszeniem życia seksualnego do internetu. W związku z tym serdecznie zapraszam do wypełnienia ankiety. Badaniem objęte są osoby, które pochodzą z rodzin, w których wystąpił problem alkoholizmu, ale także osoby, które z takich rodzin nie pochodzą. Proszę o wypełnienie tylko jednej ankiety. Bardzo dziękuję za pomoc. Ankieta dla osób, które pochodzą z rodzin z problemem alkoholowym: https://www.interankiety.pl/f/XE97189v Ankieta dla osób, które nie pochodzą z rodzin z problemem alkoholowym: https://www.interankiety.pl/f/878R1g84
  5. Mam na imię Natalia i mam 20 lat. Otóż mój już były chłopak zerwał ze mną po 2,5 roku związku, bo uznał, że było mu za ciężko i był zły na mnie, bo sprawdziłam jego rozmowę z kuzynką odnośnie Sylwestra, bo nie zapytałam jego o to, czy mogę. Chodzi o to, że widziałam, że jest z nim coś nie tak, ale nie mówił mi tego, wolał kryć to w sobie i dowiedziałam się z ich rozmowy, że nie był zadowolony z tego, że spędza Sylwestra tylko ze mną. Chciał go spędzić i z kuzynką i ze mną, ja za nią nie przepadam, co wiedział doskonale oraz miałam powody dla których chciałam spędzić ten dzień z nim sam na sam u mnie w domu. Przedłużał temat Sylwestra i w końcu popłakałam się przez telefon i chciałam żeby mnie zrozumiał, zgodził się od razu i powiedział, że skoro tak mi będzie dobrze to to zrobi dla mnie. Od tego czasu był dość przybity i sprawdziłam jego rozmowę z kuzynką. Okazało się, że trochę mnie jej obgadał, że "się poryczałam i wymusiłam to na nim", co nie jest prawdą. Przyjechałam po niego po pracy i chciałam pogadać o tym. Dopiero wtedy wyjaśnił mi o co chodzi i dlaczego tak chciał, ale gdy już się dowiedział, że zobaczyłam rozmowę z nią to był zdecydowany, że zrywa ze mną (choruję na borderline, kiedyś mieliśmy bardzo ciężko w związku, bo byłam zaborcza, ale od ponad pół roku zaczęłam być najlepszą wersją siebie, stopniowo coraz więcej osiągałam z jego wsparciem). Zostałam u niego na noc, bo stwierdziłam, że nie odpuszczę tak tego. Spędziliśmy noc razem i po kłótni rozmawialiśmy bardzo długo na różne tematy niezwiązane z kłótnią, po czym nastąpił seks i wspólne zabawy seksualne, co mnie mocno zdziwiło, ale utwierdziło wtedy w fakcie, że dalej mnie chce. Oprócz tego całowaliśmy się, zdrabniał moje imię i mówił "misiu", spaliśmy cali wtuleni. Rano po obudzeniu wszystko dobrze i nagle patrzy w telefon i jego kuzynka dalej ciągnie sprawę Sylwestra i znowu się zaczęło... mówił, że wszystko go wykańcza, że od początku były z tym dniem problemy (miał mieć nockę w pracy tego dnia, jego rodzice koniecznie chcieli go u siebie na Sylwestra + jego kuzynka z chłopakiem, moja mama też robiła problem i on sam chciał spędzić go ze wszystkimi), że nie wie co zrobić ze mną, że nie wie czy da radę w pracy (ciągłe harowanie, zostawanie po godzinach, brak podwyżki mimo wcześniejszych zapowiedzi, mało czasu ma dla siebie i ma ruchome miejsce zamieszkania - raz jest w mieście na czas pracy a innym razem u rodziców poza miastem), do tego dochodzi sprawa z jego drugą pracą, którą wykonuje we własnym zakresie. Później podczas mojego pocieszania go polepszyło mu się i gdy miałam wychodzić to zerwał ze mną. Dostałam okropnego ataku paniki, nie mógł mnie uspokoić ani wyprowadzić z domu. Mimo bycia chłopakiem jest moim jedynym przyjacielem, dlatego tak mocno to na mnie zadziałało. Cały czas podkreślał mi, że dla niego to za dużo, że ma za dużo stresu, że nie wie co zrobić, żeby każdemu dogodzić, że zawsze będzie mnie wspierać i być blisko mnie, że mu zależy na mnie bardzo i że jest to trudne dla niego, że mogę na niego liczyć i ze wszystkim mi pomoże., płakał ciągle. Jest to dla mnie dziwne, bo święta spędziliśmy wspólnie i były świetne! Dostałam od niego złoty naszyjnik z sercem, nigdy mi nie dał takiego prezentu wcześniej, więc uznałam go za ważny. Przy moim ataku paniki zaczęłam mówić mu, że to niesprawiedliwe, że mu się polepszyło przez noc przy mnie (na co się zgodził, ale ostatecznie niby to do niego wróciło), mówiłam, że źle mnie potraktował i że to niesprawiedliwe itd., próbował mi wcisnąć bransoletkę, którą miał na ręku cały czas od naszej pierwszej randki (ostatecznie ubrał ją z powrotem). Gdy wracałam do domu to cały czas dzwonił i pisał do mnie żeby zapytać jak się czuję i czy nic mi nie jest. Od wczoraj regularnie piszemy ze sobą, miałam ostatecznie jechać do nich na Sylwestra, ale w nocy napisał mi, że myślał o tym i czuje się podle ze sobą, jest mu głupio z tym jak postąpił, czuje wstyd i wie, że nie mógłby się zachowywać po tym wszystkim naturalnie przy mnie w ten dzień i że ma wpływ na niego to co mówiłam o nim; czuje się złym człowiekiem i że nie zasługuje na jakiekolwiek dobro. Od dzisiaj piszemy bardzo normalnie i tak jak to robiliśmy dotychczas (oprócz czułości), odpisuje mi często i zagaduje, napisał, że zobaczymy się w tygodniu jak będzie mieć czas i nazwał mnie zdrobniale. W dodatku nie usunął żadnych rzeczy związanych ze mną na social mediach. Czy jest jakakolwiek możliwość, że pomimo zerwania nie przekreśla mnie i że będzie chciał na nowo być moim chłopakiem za jakiś czas? Warto się starać, czy czekać na jego krok? Z góry dziękuję bardzo za pomoc, źle mi z tym wszystkim i potrzebuję pomocy, bo nie potrafię nawet nic zjeść z powodu myślenia o tym.
  6. Witam wszystkie osoby na tym forum. Jestem tutaj nowa i potrzebuję pomocy odnośnie tego co się stało wczoraj. Otóż mój już były chłopak zerwał ze mną po 2,5 roku związku, bo uznał, że było mu za ciężko i był zły na mnie, bo sprawdziłam jego rozmowę z kuzynką odnośnie Sylwestra, bo nie zapytałam jego o to, czy mogę. Chodzi o to, że widziałam, że jest z nim coś nie tak, ale nie mówił mi tego, wolał kryć to w sobie i dowiedziałam się z ich rozmowy, że nie był zadowolony z tego, że spędza Sylwestra tylko ze mną. Chciał go spędzić i z kuzynką i ze mną, ja za nią nie przepadam, co wiedział doskonale oraz miałam powody dla których chciałam spędzić ten dzień z nim sam na sam u mnie w domu. Przedłużał temat Sylwestra i w końcu popłakałam się przez telefon i chciałam żeby mnie zrozumiał, zgodził się od razu i powiedział, że skoro tak mi będzie dobrze to to zrobi dla mnie. Od tego czasu był dość przybity i sprawdziłam jego rozmowę z kuzynką. Okazało się, że trochę mnie jej obgadał, że "się poryczałam i wymusiłam to na nim", co nie jest prawdą. Przyjechałam po niego po pracy i chciałam pogadać o tym. Dopiero wtedy wyjaśnił mi o co chodzi i dlaczego tak chciał, ale gdy już się dowiedział, że zobaczyłam rozmowę z nią to był zdecydowany, że zrywa ze mną (choruję na borderline, kiedyś mieliśmy bardzo ciężko w związku, bo byłam zaborcza, ale od ponad pół roku zaczęłam być najlepszą wersją siebie, stopniowo coraz więcej osiągałam z jego wsparciem). Zostałam u niego na noc, bo stwierdziłam, że nie odpuszczę tak tego. Spędziliśmy noc razem i po kłótni rozmawialiśmy bardzo długo na różne tematy niezwiązane z kłótnią, po czym nastąpił seks i wspólne zabawy seksualne, co mnie mocno zdziwiło, ale utwierdziło wtedy w fakcie, że dalej mnie chce. Oprócz tego całowaliśmy się, zdrabniał moje imię i mówił "misiu", spaliśmy cali wtuleni. Rano po obudzeniu wszystko dobrze i nagle patrzy w telefon i jego kuzynka dalej ciągnie sprawę Sylwestra i znowu się zaczęło... mówił, że wszystko go wykańcza, że od początku były z tym dniem problemy (miał mieć nockę w pracy tego dnia, jego rodzice koniecznie chcieli go u siebie na Sylwestra + jego kuzynka z chłopakiem, moja mama też robiła problem i on sam chciał spędzić go ze wszystkimi), że nie wie co zrobić ze mną, że nie wie czy da radę w pracy (ciągłe harowanie, zostawanie po godzinach, brak podwyżki mimo wcześniejszych zapowiedzi, mało czasu ma dla siebie i ma ruchome miejsce zamieszkania - raz jest w mieście na czas pracy a innym razem u rodziców poza miastem), do tego dochodzi sprawa z jego drugą pracą, którą wykonuje we własnym zakresie. Później podczas mojego pocieszania go polepszyło mu się i gdy miałam wychodzić to zerwał ze mną. Dostałam okropnego ataku paniki, nie mógł mnie uspokoić ani wyprowadzić z domu. Mimo bycia chłopakiem jest moim jedynym przyjacielem, dlatego tak mocno to na mnie zadziałało. Cały czas podkreślał mi, że dla niego to za dużo, że ma za dużo stresu, że nie wie co zrobić, żeby każdemu dogodzić, że zawsze będzie mnie wspierać i być blisko mnie, że mu zależy na mnie bardzo i że jest to trudne dla niego, że mogę na niego liczyć i ze wszystkim mi pomoże., płakał ciągle. Jest to dla mnie dziwne, bo święta spędziliśmy wspólnie i były świetne! Dostałam od niego złoty naszyjnik z sercem, nigdy mi nie dał takiego prezentu wcześniej, więc uznałam go za ważny. Przy moim ataku paniki zaczęłam mówić mu, że to niesprawiedliwe, że mu się polepszyło przez noc przy mnie (na co się zgodził, ale ostatecznie niby to do niego wróciło), mówiłam, że źle mnie potraktował i że to niesprawiedliwe itd., próbował mi wcisnąć bransoletkę, którą miał na ręku cały czas od naszej pierwszej randki (ostatecznie ubrał ją z powrotem). Gdy wracałam do domu to cały czas dzwonił i pisał do mnie żeby zapytać jak się czuję i czy nic mi nie jest. Od wczoraj regularnie piszemy ze sobą, miałam ostatecznie jechać do nich na Sylwestra, ale w nocy napisał mi, że myślał o tym i czuje się podle ze sobą, jest mu głupio z tym jak postąpił, czuje wstyd i wie, że nie mógłby się zachowywać po tym wszystkim naturalnie przy mnie w ten dzień i że ma wpływ na niego to co mówiłam o nim; czuje się złym człowiekiem i że nie zasługuje na jakiekolwiek dobro. Od dzisiaj piszemy bardzo normalnie i tak jak to robiliśmy dotychczas (oprócz czułości), odpisuje mi często i zagaduje, napisał, że zobaczymy się w tygodniu jak będzie mieć czas i nazwał mnie zdrobniale. W dodatku nie usunął żadnych rzeczy związanych ze mną na social mediach. Czy jest jakakolwiek możliwość, że pomimo zerwania nie przekreśla mnie i że będzie chciał na nowo być moim chłopakiem za jakiś czas? Warto się starać, czy czekać na jego krok? Z góry dziękuję bardzo za pomoc, źle mi z tym wszystkim i potrzebuję pomocy, bo nie potrafię nawet nic zjeść z powodu myślenia o tym.
  7. Cześć Nie wiem dlaczego to tutaj piszę.....jestem strasznie samotna w tym wszystkim......potrzebuje po prostu innego spojrzenia. Jestem wysoko wrażliwa, choruję na ocd i zaburzenia lękowe z atakami paniki. Miesiąc temu zakończyłam relację w której byłam 1,5 roku. Było bardzo trudno mi ją zakończyć, nie wiem bardzo się bałam, były to dla mnie trudne emocje i nie potrafiłam wyjść z relacji mimo, że nie kochałam tej osoby. W końcu z pomocą terapii udało się. Na swoje nieszczęście dwa tygodnie temu na uczelni poznałam pewnego obcokrajowca. Zaprosił mnie na spotkanie. Okazał się spoko człowiekiem. Po pierwszym spotkaniu zaproponował mi randkowanie. No i ja, że jestem po długim związku to powiedziałam mu, że nie jestem gotowa, ale że podoba mi się i może w innej sytuacji byłoby inaczej. Spotkaliśmy się jeszcze trzy razy. Wiedziałam, że nie chcę z nim zacząć randkować ale jednak nie potrafiłam przestać z nim pisać i się spotykać( w sumie widzieliśmy się 4 razy). Nawet jak nie chciałam się z nim spotkać to nie potrafiłam tego zostawić i się nie widzieć. W ostatni weekend stwierdziłam, że muszę się zdystansować bo on ma uczucia i nie chcę go ranić, więc przestałam tak często do niego wypisywać. Kiedy nie pisaliśmy nie tęskniłam ani nic, było ok. Wczoraj on zapytał czy straciłam nim zainteresowanie. Napisałam, że traktuje go jako kolegę, a on na to, że mnie kocha, chciałby ze mną być, podobam mu się, moje oczy, włosy, uśmiech(dodam, że on od początku nie wyrażał chęci i mówił, że nie jest typem człowieka na jedną noc). Ja napisałam, że przecież zna może 50% mnie to jak to możliwe, żeby mnie kochał. Powiedziałam mu, że się zauroczył. On napisał, że zauroczenie to miłość i, że kocha 50% mnie a potem jak się bliżej poznamy to zdecyduje. Z tego powodu mam wewnętrzne rozterki, silne, natrętne. Nie wiem co ja czuje.....mam niską samoocenę, nienawidzę siebie. Nie wiem co Wy o tym myślicie?
  8. Mam 15 lat i mam problem w szkole że kolega który siedzi przedemną albo mi dogaduje albo marzę spodnie kredą staram się bronić ale to daję zerowe skutki próbuje też mu mówić że to co robi jest złe ale on nie słucha najgorsze jest to że jak mówię to nauczycielowi to nauczyciel denerwuje się że mu zawracam głowę nie wiem co mam zrobić. Nie chce pójść z tą sprawą do dyrektora bo już był taki kolega i teraz wszyscy w szkole go nie lubią i może ktoś mógłby doradzić co mam zrobić bo stresuje się całymi dniami że jak pójdę do tej szkoły to będę musiał przebywać z tą osobą dodatkowo stara się on poniżać przy klasie np mówiąc pani co ja robiłem na jakiejś lekcji czyli czegoś nie umiałem byłbym wdzięczny za jakąkolwiek odpowiedź
  9. Mężczyzna 34 lata, po spożyciu alkoholu typu wódka lub whisky zmienia się jego osobowość. Jakby diabeł w niego wstępował. Nawet jego oczy robią się straszne. Mówi rzeczy bardzo krzywdzące dla innych jakie się wogle nie wydarzyły. Jest agresywny, wyzywa, krzyczy. Staje się zupełnie inna osoba. Na codzień jest wspaniałym poukladanynym facetem, pracujacym. Jak spożyje piwo to jest wesoły, problem pojawia się po spożyciu wysoko procentowych alkoholi. On sam zdaje sobie z tego sprawę że krzywdzi innych swoim zachowaniem i chciałby sobie pomoc ale nie wie jak. Dodam że wychowywał się w kochajacej rodzinie w której nie bylo agresji a alkohol tylko okazjonalnie. Proszę o pomoc
  10. Witam mam 40 lat. Żonaty ślub w 2017r. W wieku około 25 lat dowiedziałem się o adopcji swojej od osób trzecich. Kilka lat temu odnalazłem rodzeństwo biologiczne Moje problemy troski to: min, Mam upośledzenie umysłowe w stopniu lekkim, nosze kobiece ubrania zaznaczę że nie chce być kobietą po prostu nosze i tyle, zaburzenia erekcji przy masturbacji jest okej w miarę A przy stosunku słabo do bani. Dodatkowo problemy z pamiecia Ogólnie jestem.rozbity nie mogę myśli znaleźć, słabo rozgarniety. Aktywny zawodowo proszę o jaką kolejek poradę. Jestem skłonny do podpisania z kimś na forum albo w wiadomościach prywatnych
  11. Witam Po co są w ogóle psycholodzy? Przecież żaden, nawet najlepszy psycholog nie rozwiąże problemów finansowych, nie zatrzyma pandemii, szalejącej inflacji, wysokich rachunków itp. I tak psycholodzy jak ich pacjenci nie mamy na to żadnego wpływu. Więc pozostaje jedynie rozdawanie tabletek czy innych postaci na samobójstwa. Świat i tak się kończy. Pandemii nie zwalczymy bo są stale nowe silniejsze mutacje. Musiałby się w ciągu kilku czy kilkunastu tygodni zaszczepić cały świat a to jest oczywiście niemożliwe. Nie oszukujmy się! To już koniec! A jeszcze do tego szalejąca inflacja! Giniemy!
  12. Jestem 35 letnim mężczyzną. Jestem żonaty od 5 lat a ogólnie z moją żoną jesteśmy razem od 12 lat. Mamy dwoje dzieci, 4 i 2 lata. Od młodości pracuję, nie narzekamy raczej na brak pieniędzy, z rzeczy materialnych w sumie nic nam nie brakuje. Żona przez 4 lata zajmowała sie dziećmi i była praktycznie ciągle w domu, od ponad roku wróciła do pracy. Na początku pracowała z młodzieżą z problemami w szkole średniej a później przeszła do więzienia jako terapeuta. Ze zmianą jej pracy wiąże sie dużo zmian w naszym zyciu osobistym. "Na dzień dobry" badania w innym mieście (miały być 2 dniowe kompletne badania ale finalnie wyszly 2 wyjazdy co tydzień na jeden dzień), później 10-dniowe szkolenie(z noclegiem na ośrodku), konieczność ukończenia dodatkowego 2 letniego szkolenia(co miesiąc weekend + klika 4 dniowych zjadów), dodatkowo brak telefonu w pracy. Jak jej nie ma wiadomo ze wszystko spada na moją głowe. Od kiedy żona poszła do nowej pracy odczuwam jakby jej na mnie już nie zależało. Odnoszę wrażenie że praca ja fascynuje w 100% i nie ma wgl chęci na budowanie naszego związku. Rozmawiałem z nią na ten temat wiele razy. Na początku robiłem awantury, krzyczałem. Sprawdzałem jej telefon czy z kimś nie piszą lub nie rozmawia za dużo. Raz po kłótni przy niej wziąłem jej telefon i spędziłem przy nim prawie godzine szukając jakiegoś dowodu na nielojalność(smsy telefony fb instagram, doslownie wszystko). Nic nie znalazłem. Z czasem moje rozmowy zaczęły zmieniać się w prośby o jej zmianę podejścia do mnie. Poszliśmy na terapię dla par, 2 razy. Ona to zaproponowała ale ja tez o tym wcześniej już myślałem. Podczas rozmów z żona ona stwierdziła że spadła moja samoocena i dlatego mam takie myślenie o jej zachowaniu a nie inne. Na początku, kiedy zacząłem dostrzegać takie problemu postawiłem że będę bardziej zabiegał o żonę, miłosne smsy, masaże, drobne prezety, zacząłem ćwiczyć żeby się jej bardziej podobać, dużo bardziej zaangażowałem sie w prace domowe typu sprzątanie(kiedyś tez pomagałem ale zarabianie pieniędzy stawiałem ponad to, teraz jest odwrotnie, nie zaczynam żadnych interesów dopuki nie posprzątam czegoś w domu). Chciałbym poświęcać jej cały wolny czas, kupiłem psychologiczną grę dla par w której pogłębia sie relacje. Myślałem że skoro ja się tak bardzo staram to i ona weźmie się za to żebym przestał się zamartwiac o nas. Niestety nie odczuwam zadnej poprawy. Żona sie do mnie czasem sama przytuli, czasem namowie ja na spędzenie razem wieczoru przy tv. Gra która kupiłem była użyta tylko raz przez miesiąc. Chciałbym porozmawiać o swoich rozterkach i jej przemyśleniacha, ale ona stwierdza że nie ma już siły rozmawiać na te tematy i czuje sie osaczona kiedy próbuje nazwać dialog. Zazwyczaj o 21-22 w weekendy zaczyna narzekac ze chce juz spać i czasem bez słowa pójde spać razem z nią a czasem się przyczepie o to ze za wczesnie i szkoda wieczru to wychodzi tylko z tego sprzeczka. Ostatnio była na tym 2 letnim szloleniu to poszła spać raz przed 2 w nocy a pozniej kolo 12. Powiedziałem jej o tym ze nie czuje sie bezpiecznie w zwiazku jezeli jej nie ma w domu i nie daje znaku życia. Bez wiekszej refleksji przyjęła to do wiadomości i powiedziała ze jak jestem czegoś ciekawy to mogę pisać lub dzwonić i sie o to zapytać. Staram się trzymać nerwy i myśli na wodzy, staram sie wyjaśniać żonie na bieżąco co by mogła zrobić zeby mnie trochę uspokoić, niestety bez większych rezultatów. Mam pytanie czy ja jestem horobliwie zazdrosny? Czy rzeczywiście z moich wypowiedzi mozna wywnioskować to że mam za niską samoocenę? Czy za dużo wymagam od żony?
  13. Hej wszystkim , ponownie wracam mam nadzieje ze nikogo nie zamęcze tymi wpisami . 😔😢😔 Mam chłopaka od 5 lat , nie wiem co się stało ze mną ale przestałam go kochać ? Wypaliło się coś ? Tak tez czuje ale nie umiem się z tym pogodzić a zarazem mnie to meczy okropnie . Było zawsze dobrze ale od 1,5 roku coś zaczęło się dziać w mojej głowie zaczęłam czuć strach ze go nie kocham i podpadłam w ciężki stan ze z płaczu aż wymiotować mi się chciało po prostu jak się to zaczęło to nie mogłam się z łóżka podnieść miałam dość , teraz tez tak mam i nie chodzę do pracy, cały czas mnie to meczy . Z jednej strony czuje to ze przestałam go kochać ale nadal jesteśmy razem ale boje tego ze całkiem przestane go żywic jakimikolwiek uczuciami, ze sie wykończę tym i to zniszczy nasz związek już do końca . Nawet nie wiem z jakiego powodu mogłabym go przestać kochać , nic mi nie zrobił. Może przez moje myślenie na temat innych facetów ze mógłbym sie w kims innym zakochać i tego sie boje itp ale to sie zaczęło jak przyszło to wszystko 1,5 roku temu . Kiedyś tez calowalam sie z innym chłopakiem ale to nie wpłynęło na nasz związek bardzo zle bo mój chłopak mi wybaczył i wszystko było dobrze . Chciałabym wiedzieć na 100% ze go kocham i nie mieć tego uczucia w sobie . Chce zeby było tak jak dawniej a to uczucie ze go nie kocham nie pozwala mi na to zeby tak było bo mnie to hamuje ,No bo na ludzki rozum jak ma powrócić uczucie skoro przestalo sie kochać ta druga osobę …. Myślałam ze może to przez to ze nie mam hobby żadnego i niczym się nie interesuje albo ze te moje wybryki wcześniejsze, ale No nie wiem może po prostu skończyła się ta miłość wypaliło się coś ? Nie wiem sama … Takie jest to ciężkie bo zawsze sie kochaliśmy . 🤧😢 Nie wiem co robić dalej … 😢😢😢😢
  14. Witam serdecznie, szukam dość desperacko pomocy w zrozumieniu swojego procesu rozstania z chłopakiem. Dość może błache, ale byliśmy razem przez 2 lata. Dość mocno się związaliśmy ze sobą. Mieliśmy okazję pomieszkać razem przez rok. Doszliśmy w końcu do wniosku, że nasze cele życiowe się drastycznie róznią i nie uda nam się zbudować szczęśliwej i zdrowej relacji. Mój chłopak szuka przygody, podąża za marzeniami które są podróżami i szukaniem nowych wrażeń - ja raczej szukam kogoś przez kogo poczuję się kochana, dzięki komu poczuję się bezpiecznie, nie zależy mi na małżeństwie ani potomstwie, szukam kogoś kto będzie mnie rozumiał i kim będę mogła się również zaopiekować. Koniec końców podjeliśmy decyzję o rozstaniu. Minął już miesiąc od rozstania. Myślałam, że idzie mi dość gładko, ponieważ byłam cały czas zapracowana i zajęta swoją pracą (którą kocham). Teraz rozpoczęły mi się również studia weekendowe więc to dodatkowe zajęcia mojej głowy. On uczęszczał na terapię do psychologa, mimo to miewał wahania nastojów i strasznie nalegał na kontakt z tęsknoty. Popęłniłam błąd dając mu to pole do spotkań i tak straciłam swoją twardą część siebie. Zamieszał mi mocno w głowie i dałam sobie nadzieje na fakt, że do siebie wrócimy. Czułam się nieco manipulowana przez swoje i jego emocje które bywały bardzo zmienne, raz nie chcieliśmy mieć ze sobą cokolwiek wspólnego, raz brakowało nam siebie wzajemnie. Na dodatek dostałam pod koniec ewentualną propozycję otwartego związku, przez co wpadłam w szał z rozpaczy. Rozumiem, że rozstania bywają ciężkie, ale jest to mój któryś partner z kolei i pierwszy raz nie radzę sobie ze swoimi emocjami. Jestem w pełnej rozsypce, nie wiem gdzie szukać wsparcia, wstydzę się pokazywać, że jestem słaba i boję się otworzyć przed własnymi rodzicami by pokazać, że jest mi ciężko. Wspiera mnie przyjaciel, ale on ma własne życie i nie chcę go obciążać swoimi żalami, byłoby to bardzo niezdrowe. Potrzebuję pomocy jak radzić sobie z tymi nieokiełznanymi emocjami które we mnie buzują, nienawiść przeplataną miłością i kompletną pustką. Nie jestem w stanie już zajmować swojego umysłu pracą. Nie mam na nią siły. Czuję się strasznie słaba. Miewam ataki paniki, agresji i nieokiełznanego smutku. Nie radzę sobie sama ze sobą. Mam siebie dość. Nie wiem gdzie szukać pomocy i jak zrozumieć proces który we mnie zachodzi. Nigdy się tak nie czułam. Proszę o pomoc.
  15. Mam 27lat. Od 5 lat jestem w związku z człowiekiem za którego oddałabym życie. Ponad pol roku temu okazalo się że wpadł w hazard. Popadliśmy w dlugi, ogromne. Oczywiście na początku obiecywał ze z tym skonczy, że nie potrzebuje lekarza. 3 miesiące myslalam ze jest naprawdę dobrze. Mieszkamy za granicą, więc z każdym dniem mierzymy się z obca kultura i obyczajami, co samo w sobie jest już dość ciężkie. Nie wiedziałam gdzie szukać pomocy. Sądzę że mój partner popadł w głęboka depresję. Czasami przez dwa dni nic nie je i nie wstaje z łóżka. Nie widzi potrzeby żeby opłacać rachunków, których ja nie mogę opłacić, ponieważ prawo tego kraju mówi że placi je tylko właściciel domu, tak on jest właścicielem. Kilka tygodni temu potajemnie kiedy spalam wziął mój telefon i przegrał wszystkie oszczędności z konta które zbierałam na jego leczenie. W tej chwili nie stać nas na leczenie hazardu, nie jest ono refundowane. Jedynie psycholog ogólny może przeprowadzić mu 10tyg terapie na którą on nie ma zamiaru iść. 18 listopada mamy sprawę w sądzie, ze względu na nieopłacanych czynsz, przez co grozi nam eksmisja. Nie mamy pieniędzy na adwokata, na specjalistyczna terapie dla niego, nawet na jedzenie... nie wspomnę o wydatkach takich jak ubezpieczenie czy inne opłaty. Jestem w rozsypce. Nie wiem co robić. On nie ma siły wstać z łóżka, nie chce ze mną rozmawiać, a ja nie wiem jak do niego dotrzeć.
  16. Witam Jestem chyba pierwszym człowiekiem na świecie który nie może dogadać się z psychologiem. Psycholog zapytał mnie czego oczekuję od niego a ja nic nie potrafiłem odpowiedzieć. Skoro nie potrafię odpowiedzieć na tak proste pytania muszę chyba oddać świadectwa ukończonych szkół i powtórzyć szkołę podstawową i dopiero korzystać z usług psychologa! Czy jest inna forma terapii niż psycholog?
  17. Jestem z moim partnerem już 5 lat w związku, z 9-miesięczną przerwą. Z powodu naszej wiary nie mieszkaliśmy nigdy razem, ale zaręczyliśmy się i mieliśmy brać ślub. Teraz zarządziliśmy "separację", bo z tego ślubu nic nie wyszło, z mojej winy. Chodzi o to, że tuż po tym, jak zgodziłam się wyjść za niego, poszłam sama nocą nad rzekę i płakałam z rozpaczy i lęku zamiast się cieszyć. Potem też się nie cieszyłam. Lęk okazał się paraliżujący. No i o ten lęk chodzi. Czuję się oszustką, choć wszystko partnerowi powiedziałam: cieszę się, że jesteśmy razem, ale nie jestem w stanie zaangażować się bardziej. Jest parę problemów, które nie dają mi spokoju. Rozmawialiśmy o nich dziesiątki razy, ale nie doszliśmy do porozumienia. Nie chcę go stracić, jesteśmy dla siebie dużym wsparciem, rozumiemy się na wielu poziomach. Ale nie umiem wejść głębiej w tę relację. I teraz tak: wstępnie mój partner się zgodził na wspólną terapię, choć ma co do tego ogromne opory. I to ja teraz powinnam szukać tej terapii. I znowu. Jestem na siebie ogromnie wkurzona, ale nie umiem się za to zabrać. Boję się, że nawet jak rozwiążemy niektóre wielkie problemy, to ja tylko zmarnuję nasz czas i siły, bo po prostu nigdy nie zdobędę się na pełne zaangażowanie. Jestem w zawieszeniu i męczę się coraz bardziej. Boję się własnego bólu po rozstaniu, boję się o mojego partnera, czy da sobie radę, boję się też bólu podczas terapii. Ten lęk nie jest taki sobie, że jest i tyle, on jest potężny. I jeszcze coś - biorę lek ułatwiający zasypianie, a wcześniej brałam jeszcze jeden przeciwlękowy i przeciwdepresyjny. I to w czasie brania go zgodziłam się na ślub. A potem, za namową partnera, przestałam go brać. I rzeczywiście wtedy już nie chciałam za niego wyjść. A, no i w grudniu mam zacząć kolejną własną terapię.
  18. Nie wiem czy to o ta romantycznosc mu chodzi ale ja ze swojej strony bardzo chce naprawić tam związek. Od jakiegoś czasu chce wziąść ślub . Po prostu chce mieć to samo nazwisko skoro mamy 2 dzieci i jestesmy już trzem 12 lat ze sobą . Chciałabym zapiac to już na ostatni guzik. Kiedyś zanim pojawiły się dzieci prowadzilismy aktywne życie i było dużo spontaniczności. Po pierwszym dziecku zwiazek bardzo się zmienił. Wiadomo stresy, nowe życie itd. Były momenty że chcieliśmy się już rozstać. Po drugim dziecku rutyna. Na dzień dzisiejszy jest między nami bliskosc przytulnie po/z pracy całusy rozmowa i sprawy łóżkowe też sa ok. Jednak za każdym razem jak mu wspominam o ślubie to mówi że chce tylko że musi być ta romantycznosc ponieważ na dzień obecny nie były w stanie powiedzieć mi słowa kocham Cię przed ołtarzem ponieważ w życiu codziennym rzadko je sobie mówimy. No tak, ale się przecież kochamy. Jest inaczej bo są dzieci ale ja już sama nie wiem jak mam mu okazywać ta romantycznosc. Czuje że jestem na okresie probnym. Jak zdam test i dam mu wystarczająco powodow do ślubu to ten będzie jak nie to nie. Ale ja nie wiem czy jest na tyle romantycznoe jak on chce czy jeszcze nie jest??
  19. Mężczyzna, lat 24 Kiedyś wiele rzeczy sprawiało mi radość i przyjemność, cieszyłem się nawet z najmniejszych sukcesów. Potrafię się śmiać, żartować, jestem zazwyczaj duszą towarzystwa i to ja podtrzymuje często konwersacje. Jednak już od jakiegoś czasu (kilka lat) wszystko zaczęło stawać się fałszywe, wymuszone, obecnie nawet nie wiem kim jestem, co lubię ani dlaczego. Kiedyś próbowałem naprawdę wielu rzeczy, chcąc odnaleźć to co lubię, nie byłem w stanie odnaleźć się w większych grupach ani tam gdzie panował chaos (wszelkiego rodzaju imprezy, i głośne miejsca nie były dla mnie), większość z rzeczy które próbowałem albo od początku mnie nie wciągały albo też nudziły mi się w mniej niż tydzień, najwięcej przyjemności sprawiały mi: Gry komputerowe, Oglądanie anime i seriali, Czytanie, Wymyślanie i pisanie opowiadań i scenariuszy, Słuchanie muzyki, fotografia, spacerowanie oraz bieganie. Przestałem grać w gry - gra w nie bardziej mnie męczyła niżeli sprawiała mi jakąkolwiek przyjemność. Przestałem oglądać anime i seriali – uznałem to za stratę czasu chcąc lepiej zagospodarować czas, jednak dalej trwoniłem i trwonię go na głupoty. Dalej wpadają mi do głowy różne pomysły i scenariusze - nigdy ich nigdzie nie zapisuje ani nie rozwijam. Ograniczyłem czytanie - Wciąż czytam kilka pozycji, ale o wiele ciężej jest mi się w coś zaangażować. Ograniczyłem słuchanie muzyki - Kiedyś odpalenie muzyki na słuchawkach pozwalało mi się zrelaksować i odciąć od otaczającego mnie świata, wręcz wprowadzając mnie w trans, teraz niegdyś moje ulubione piosenki są po prostu muzyką, a wiele z tego co niegdyś słuchałem to po prostu hałas. Przestałem robić zdjęcia - kiedyś byłem dumny ze zdjęć które zrobiłem, teraz nie ważne jak bardzo się staram, zdjęcia które robię wydają się puste. Wciąż spaceruje - najczęściej robię to w towarzystwie przyjaciół, jednak jest październik, wszyscy pojechali na studia, ja zostałem sam, to nie to samo, ale dalej chadzam na spacery. Przestałem biegać już jakiś czas temu - kiedyś byłem w stanie poczuć tak zwaną euforię biegacza, jednak „goniąc” za tym przestałem odczuwać frajdę i satysfakcję z samego biegania i ulepszania własnej kondycji, do tego doszło to że osoby z którymi biegałem, nie były w stanie tego kontynuować Zdarzyło mi się raz popłakać dzięki czemuś co czytałem, czułem się dzięki temu niesamowicie lekki, i wtedy też wiedziałem, że uśmiech który pojawił się na twarzy po tym płaczu był tym prawdziwym którego dawno nie miałem. Dodam jeszcze że za wyjątkiem łez ze zmęczenia oraz z bólu nie płakałem od wieeeelu lat. To było naprawdę odświeżające uczucie. Obecnie próbuje na nowo odnaleźć siebie, jestem sam, przyjaciele wyjechali, ciężko mi znaleźć osoby z którymi mógłbym nawiązać nowe kontakty, nie otrzymam wsparcia od swojej rodziny. Próbuje się zmusić do biegania, ale jak to bywa, jak się chce to zawsze się znajdzie powód by czegoś NIE zrobić, dziś u mnie padało i byłem „zmęczony” po stażu. Czasami spróbuje coś obejrzeć, jakiś serial jakieś anime, ale jestem zbyt świadom tego że widzę to z perspektywy osoby trzeciej, nie jestem w stanie się w to wczuć, Próbowałem coś pisać, ale nie jestem w stanie niczego rozwinąć, Próbowałem robić jakieś kursy internetowe, na początku był zapał, ale znowu, męczę się albo nudzę danym zagadnieniem nim zrobię jakiekolwiek postępy, a następnie przestaje, Co mógłbym robić, bądź też spróbować robić, aby rozbudzić w sobie pasje do czegoś, znaleźć coś co znowu mnie wciągnie, coś czemu będę w stanie się poświęcić, i z czego mógłbym czerpać przyjemność? Bądź też co zrobić by rzeczy które niegdyś były mi drogie, znowu się takie stały? Nie jestem w stanie sam siebie zrozumieć. Żyje, nie jestem poważnie chory, mam paru przyjaciół, nie chodzę ani brudny ani głodny. W teorii mam tak wiele, a nie jestem w stanie tego tak naprawdę docenić. dziękuję za wszelką pomoc
  20. Hej, Mam 24 lata, chłopaka poznałam na szkoleniu. Początkowo była to zwykła znajomość, która w przeciągu pół roku przekształciła się w przyjaźń. Odwiedzaliśmy gsię wzajemnie co miesiąc (on pochodzi z Podkarpacia, ja z Pomorza). Po kolejnych dwóch miesiącach zapytał mnie czy widzę nas w poważnym związku, powiedziałam że tak bo świetnie się dogadywaliśmy, po czym powiedział mi ze ma córkę. Ciężko było mi podjąć decyzje czy wycofać się z relacji, czy rozwijać ją dalej, jednak podjęłam decyzje że podejmę próbę. Sielanka trwała dalej. Chłopak miał przeprowadzić się do mnie, sam wyszedł z taką propozycją, zapoznał mnie ze swoją rodziną. W połowie września nasza relacja zaczęła się psuć. Powiedział mi, że matka jego dziecka poznała kogoś i on boi się, że corka przestanie go potrzebować i stanie się dla niej obojętny. Kilka dni temu napisał mi że chce zostać z rodzina, że nie może zostawić córki i chce się rozstać. Próbując ratować to wszystko zaproponowałam rozmowę w cztery oczy, deklarując że mogę przyjechać. Jego odpowiedz zwaliła mnie z nóg. Powiedział że chce spróbować wrocic do matki swojego dziecka, z która rozstał się ponad rok temu, która zdradzała go, nie miała szacunki do niego jak i jego rodziny oraz podnosiła na niego reke. Powiedzcie mi, czy chłopak sam jest zagubiony, czy ja byłam tylko odskocznią. Ciężko mi z tym, ponieważ straciłam wartościowego człowieka, a zarazem najlepszego przyjaciela.
  21. Bezradność w związku
  22. Chciałbym przedstawić Państwu moją historię i związanymi z nią problemami. Moją żoną poznałem jakieś 12-13 lat temu. Wtedy była zajęta i pomimo prób zbliżenia się do niej nie było to możliwe. Ówczesny chłopak ostro o nią walczył i nie dopuszczał nikogo chociaż jak się później okazało i tak ją zdradzał. Generalnie syndrom psa ogrodnika. Pozostały wzdychania i rozmyślania przy poduszce. Cierpliwe czekałem i nareszcie udało się do niej zbliżyć, aż zaczęliśmy ze sobą być. Na początku związku, jak to na tym etapie wszystko było w porządku. Była miła, uśmiechnięta, zależało jej, nie krzyczała, nie było awantur ani pretensji. Potem jej cechy charakteru zaczęły rzutować na relację. Okazało się, że jest bardzo zaborcza, wszystko musi skomentować, o wszystkim wiedzieć i generalnie wszystko wie najlepiej. Zaczęła mocno sterować moim życiem, narzucać pewne sprawy. Teksty typu "widzę, że jesteś francuskim pieskiem, lepiej szukaj jakiejś roboty", a wtedy byłem studentem na dziennych. Smsy z rana, że mam dzwonić pod ten numer i umawiać spotkanie w sprawie wynajmu mieszkania. Wtedy jednak oprócz takich sytuacji potrafiła przyjść, przytulić się, pocałować, była między nami bliskość. Niestety nic się nie zmieniało, nadal była taka sama. Dalej zbierałem opierdziel za wszystko. Dalej w jej oczach byłem beznadziejny i tylko ją wkurwiałem. Jednak zdecydowałem się na ślub, bo po prostu mocno ją kochałem i cały czas plusy przysłaniały mi minusy. Z biegiem lat stwierdzam, że jestem po prostu narzędziem do spełniania jej marzeń. Trafiła na frajera, który za wszystko ja przeprasza, wyczuła, że może mną sterować i manipulować i to wykorzystuje. Chciała wziąć ślub i wzięła. Chciała własne mieszkanie, więc wzięliśmy kredyt i je kupiliśmy. Chciał mieć dziecko i ma. Chciała kupić działkę i mieć dom, to kupiliśmy działkę. Syn ma 5.5 roku i to najpiękniejszy prezent tego związku. Jest dla mnie całym światem. Żona przez rok zajmowała się nim naprawdę wzorowo. Odkąd przestała karmić go piersią wszystko się zmieniło. Nie widziałem problemu w tym, że teraz ja będę wstawał do młodego w nocy i karmił go butlą. Wydawało mi się to naturalne, że przez rok żona musiała go karmić, więc teraz ja mogę to robić. Tylko zauważyłem, że zaczęła się od niego oddalać. Ja go karmiłem, kąpałem, czytałem bajki na dobranoc, usypiałem, wstawałem w nocy. Zawoziłem autobusem o 6.05 do żłobka, a potem szedłem do pracy, odbierałem go, zacząłem chodzić z nim na angielski. Teraz śmigam z nim na treningi piłki nożnej. Żona kładzie go od święta, ja robię mu śniadanie, kolację. Jak jesteśmy pokłóceni to gdyby nie ja to dziecko chodziłoby głodne, bo jak jest obrażona to ma wszystko gdzieś. W jej oczach jestem najgorszy, bo na wszystko dziecku pozwalam, a ona tylko go każe. Tylko to nie moja wina, że ja chcę poświęcać mu czas i się z nim bawić. Na plac zabaw też z nim nie wychodzi tylko ja i potem pretensje, że nas w domu nie ma. Mam wrażenie, że tylko ja się o niego martwię, a żona na kanapie w telefonie siedzi naburmuszona. Jak jest chory to tyko ja z nim siedzę, bo żona zawsze pracuję, a ja chodzę na zwolnienia czy pracuje zdalnie. Ponad rok temu okazało się, że żona ma guza mózgu. Udało się to zwalczyć i na razie nie ma nawrotów choroby. Jednak ten okres spowodował, że żona zaczęła być bardzo bojaźliwa. Zaczęła chodzić do psychologa, bo uznała, że potrzebna jest jej pomoc i chcę zmienić swoje życie. Psycholog chyba nie do końca jej pomogła, bo żona uznała, że jej metody do niej nie trafiają. Przez to skłóciła się już z moimi rodzicami, których uważa za potworów, a psycholog kazała odcinać się od ludzi, którzy budzą w niej złe emocje. Mi jest przykro, bo żona albo nie chce z nimi w ogóle rozmawiać i traktuje ich jak powietrze stojąc obok nich albo nie odbiera telefonów jak dzwonią z życzeniami urodzinowymi albo nie chce przyjść na urodziny/imieniny. Obraziła się na nich, bo rodzice rozmawiali z innymi o jej chorobie, a rodzice myśleli, że ci ludzie wiedzą o chorobie żony, bo to daleka rodzina i pytali się moich rodziców "I jak tam imię żony i moje, jak się czują?". Ma do nich pretensje, że faworyzują mojego siostrę czy brata (tutaj akurat się zgadzam). Przez to są oczywiście najgorsi i przy każdej okazji po nich ciśnie. A ja przecież nie mam wpływu na to jacy są moi rodzice, więc czemu musi robić mi przykrość za każdym razem? Z siostrą też jest pokłócona. Generalnie wszyscy są źli i ją wkurwiają. Całe życie podporządkowałem żonie. Rzadko kiedy wychodzę z domu do kolegi czy sąsiada, bo wiem, że będzie awantura o wyjście albo wiadomości co chwilę czemu mnie jeszcze nie ma. W towarzystwie nie mogę się napić kolejnego piwa, bo już ci starczy, a narzeczona kolegi nawet okiem nie mrugnie, że proponuje kolejne piwko do wypicia. Jest sylwester i moje urodziny, zaproszone do nas towarzystwo. Siedzimy, jest wesoło, sączymy spokojnie drinki, nikt nie jest pijany, upierdliwy, a o 22 tekst, że ja już pić nie mogę. Natomiast żona wychodzi sobie kiedy chcę i jak chcę i wraca w nocy i wtedy wszystko jest w porządku. Ja zostawię kubek w zlewie to jest awantura, żona zostawi syf na blacie - nic się nie stało. Ostatnio podczas awantury uderzyła mnie kilkakrotnie w twarz przy dziecku. Syn oczywiście zaczął płakać. Teksty w stylu, żebym wypierdalał, pierdolił się czy walił się na ryj są na porządku dziennym. Pokazywanie drzwi i mówienie, że jak coś mi nie pasuje to mogę wypierdalać. Twierdzi, że psuje jej każdy dzień, że wszystko podważam i generalnie wszystko źle robię. Ostatni raz uprawialiśmy seks w lutym, co dwa, trzy miesiące trafiają się jakieś pieszczoty. Nie chce dać mi buziaka, nie mogę jej przytulić, dotknąć, gdzie kiedyś seks był naturalną rzeczą i był taki okres, że to mi się chciało mniej i żona naciskała. Ogólnie mam wrażenie, że trzeba jej trzymać palec prosto w .... to wtedy jest ok. Jak tylko się krzywo spojrzę, zrobię nie taką minę, mam inne zdanie czy ktoś ma inne zdanie to już jest koniec. Przekrój awantur w ostatnim tygodniu: Poniedziałek obraziła się, bo nie pojechaliśmy do sklepu po kamyczki do ogródka i butów do jazdy konnej dla syna, bo syn jest chory i siedzę z nim w domu, więc nie jest to chyba na tyle paląca sprawa, żeby go ciągać po sklepach jak to dopiero 2 dzień choroby. Wtorek bez awantur, bo nie było jej w domu do wieczora (impreza firmowa) Środa awantura, bo nie wyciągnąłem jej spodni do jazdy konnej z szafy, a późno wyszła z pracy. Przez telefon powiedziała, że może będzie taka potrzeba, ale już się potem nie odezwała. Jaka byłaby różnica w czasie czy wejdzie do domu i pójdzie do szafy czy wejdzie do domu i weźmie spodnie z krzesła w kuchni? 5-10 sekund? Czwartek awantura, bo żonie zachciało się Pepsi, więc poszedłem do sklepu i jeszcze musiałem przestawić auta. Po drodze spotkałem sąsiada, który ma poważne problemy zdrowotne i miał potrzebę, żeby chwilę ze mną porozmawiać. Wiedziałem, że żona już będzie wściekła, że czemu tak długo, więc jej napisałem info, że spotkałem sąsiada. Oczywiście już obrażona i pić już jej się nie chcę. Piątek awantura, bo na parkingu nie pojechałem tym pasem co trzeba i 20 sekund dłużej zajął nam dojazd do sklepu Sobota awantura, bo miałem problem z zamkiem przy domku narzędziowym i coś tam sobie pod nosem gadałem to już teksty, że "ona ma dosyć takiego życia". Potem opieprz, bo parkowałem w garażu nie tak jak ona uważa za stosowne Niedziela awantura, bo pojechałem z synem po pizzę i czekaliśmy na zrobienie, więc poprosiłem Panią, żeby Pepsi jeszcze z lodówki nie wyjmowała tylko później. Niestety zapomniałem jej w końcu zabrać, więc skojarzyłem fakty dopiero w domu. Oczywiście żona już pizzy nie zje, straciła ochotę, marnuje pieniądze. Pizzeria jest na naszym osiedlu, 500 metrów od domu, więc mówię, że zjedzmy spokojnie i zaraz po nią pojadę. Oczywiście zapominam codziennie wszystkiego, teraz będę paliwo tracił na dojazd (500 m :D), generalnie nie odzywam się już do ciebie. Codziennie jest coś. Ja zdaje sobie sprawę, że nie jestem kryształowy i popełniam błędy, jestem marudny i z natury taki niechętny i upierdliwy. Wiem, że nie jestem zaradnym i obrotnym facetem, który wyremontuje sam dom. Moje zdolności kończą się na skręceniu szafy, czy przywieszeniu półki albo wymianie zasilacza w oświetleniu czy postawieniu płotu na działce albo skręceniu placu zabaw. Jednak boli mnie to, że w sobotę wyczyszczę łazienkę, odkurzę, 3 razy zmyje naczynia, 4 razy będę w śmietniku, a wieczorem dostanę opieprz, bo kubek stoi w zlewie i wszystko na jej głowie. Obcy ludzie potrafią mnie docenić i pochwalić a żona nigdy. Mam wrażenie, że gdyby nie syn to by się ze mną rozwiodła. Ostatnio powiedziała mi, że mnie nie kocha i chyba nigdy nie kochała. Macie jakieś pomysły czy można to jakoś spróbować ratować czy egzystować dalej dla syna?
  23. Mam dopiero 22 lata i jestem w dwuletnim związku, który zaczął się szybko rozwijać, ponieważ po pół roku zamieszkaliśmy ze sobą. Nie ukrywam, że od pewnego czasu czuje się bardzo źle w tym związku. Nie mam ochoty wracać do domu, biorę wszystkie nadgodziny, nie mam ochoty się przytulać, o sprawach intymnych już nie wspomnę. Siedzę sama w pokoju, płacze, mam wahania nastroju, nie chce wgl z nim rozmawiać. Codziennie się kłócimy o pierdoły, On miał stanu depresyjne będąc ze mną na samym początku i trochę to na mnie wpływa. Nie wiem co mam zrobić, nie chce się rozstać, ponieważ boje się że to będzie błąd i boje się być sama, że nie dam sobie rady.
  24. Cześć. Mam 21 lat, studiuję zaocznie 3. rok administracji. Wybrałem ten kierunek bo uczelnia była blisko. Tylko dlatego. Pracuję w niesatysfakcjonującej mnie pracy, zwykła praca taśmowa. Boję się, że nie napiszę pracy a jeśli nawet napiszę to nic się nie zmieni. Żyję z dnia na dzień, nic mnie nie cieszy. We wszystkim na co spojrzę, czego się dowiem, co usłyszę doszukuję się drugiego dna, przyczyn takiego a nie innego stanu rzeczy. Krótko mówiąc jestem nadwrażliwy. Czuję, że straciłem 2 lata, za rok już 3 lata życia.
  25. Guest

    wieczór

    Cześć, to będzie delikatny dla mnie temat - Mam wrażenie, że nigdy nie uprawiałam seksu z własnej woli. Mam problemy z tatą, nasza relacja była "zbyt zażyła". Mamy praktycznie nie mam. Spotykałam się z pewnym chłopakiem. Był strasznie natarczywy. Trochę to trwało, czasem było okej, ale coś mnie raziło - mam wrażenie że traktował mnie przedmiotowo. Powiedziałam mu, że nic z tego nie będzie, wyszedł niezadowolony i czułam się winna. Następnego dnia miałam straszne wyrzuty sumienia. Poszłam do niego. Wiem, że to głupie ale chciałam tylko spędzić czas i poczucie winy było tak silne, że zrobiłabym wszystko co on zechce. Zaczął dobierać się do mnie, widział że mam wątpliwości ale gadał do mnie "wiem, że tego chcesz". Stało się, zaczęliśmy to robić. Po minucie max przerwałam i wybiegłam. Mam wrażenie że zrobił mi coś bardzo złego. Wiem, że już 2 dni później przyszła do niego jakaś dziewczyna i oglądali filmy. Szukam jakiejś rady, drugiego spojrzenia na tę sytuację, nie wiem co mam robić. Jest mi beznadziejnie, bardzo często o tym myślę

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.