Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'mężczyzna'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 243 wyników

  1. Witam, mam 25 lat, 10 miesięcy temu urodziłam dziecko. Mój partner lat 37, jesteśmy razem od 5 lat. Relacja między nami była bardzo dobra l, gdy urodził się syn siostra partnera nie została wybrana na chrzestną(mąż z siostra miał słabe kontakty) i obraziła się na niego, zrobiła mu awanturę, ja jeszcze kazałam dać jej zaproszenie na chrzest później ale i tak nie przyszła,zlekceważyła nas. Gdy leżałam w szpitalu ponad miesiąc przed porodem ani siostra ani jego matka mnie nie odwiedziły ,nie zadzwoniły nawet. Matka gdy przyjechała zobaczyć nasze dziecko kiedy wróciłam do domu ze szpitala powiedziała o nim „dziecko jak dziecko”. Ta kobieta często wypowiada rzeczy które mnie uraziły , ona mówi ze SWOICH dzieci trzeba bronić. Mój partner 2 miesiące po chrzcie zaczął nalegać żeby zaprosić znów do nas jego siostrę , ze ona i tak nie przyjdzie ale on chce to zrobić. Wiem ze tym w dużym stopniu manipuluje jego matka. Ona tylko się wymądrza , gdy przyjeżdżała do nas i próbowałam z nią o czymkolwiek porozmawiać to ignorowała mnie, wiecznie broniła swojego syna wręcz kompromitując się. Ja powiedziałam partnerowi ze on może sobie utrzymywać z nią kontakt jeździć do niej , nie mam nic przeciwko ale ja nie chce jej odwiedzać , ona może odwiedzać wnuka u nas w domu, skoro jest on”dziecko jak dziecko”. On kłoci się ze mną mówi ze mam zapomnieć ,postawić kreskę i zachowywać jak gdyby się nigdy nic nie stało bo on tak chce. Bo jak oni będą wyglądać przed rodzina, ze on nie rozmawia w ogóle z siostra. Od wielu miesięcy bardzo często je kłóciliśmy, ja teraz od kilku tygodni mieszkam u moich rodziców z dzieckiem. On mówi ze jeśli ja nie popuszczę tego tematu to nie ma mowy ze będzie między nami dobrze. On poza moimi plecami pojechał do siostry z kwiatkami na dzień kobiet , nie mówiąc mi o tym, dowiedziałam się przez przypadek po fakcie. Ona od wielu miesięcy się do nas nie odzywa. Poczułam się jakby mnie zdradził. Wiele razy mówił mi przykre rzeczy ze jestem hipokrytką, ze myśle tylko o sobie itp. Jest mi bardzo przykro bo zostałam teraz z dzieckiem sama i z wychowywaniem go. Ja uważam ze nie będę się poniżać przed kimś i robić tego co ktoś chce. Tymbardziej ze te osoby nigdy się mną nie interesowały , nie miałam z ich strony żadnej pomocy. Co robić jak to rozegrać i czy jeszcze jest jakaś szansa dla nas ? Ja mam wrażenie ze on chce rozwalić swoją rodzine żeby uszczęśliwić kogoś.
  2. Cześć. Jestem mężczyzną w wieku 37 lat. Od kilku miesięcy borykam się ze stanami lękowymi. Niestety z tego co sam jestem w stanie zaobserwować to cały czas następuje progresja. Dobrnąłem do miejsca, z którego już sam nie potrafię się wydostać.Tyle wstępu, teraz do rzeczy. 2 lata temu zmarła moja mama. Nagle, w domu. Kilka miesięcy temu zaobserwowałem, że zaczynam się zbytnio stresowac swoim zdrowiem. Zaczęło się od zmian skórnych.Wizyty u dermatologa.Wszystko ok. We wrześniu zacząłem odczuwać różne dolegliwości w jamie brzusznej. Od września "bolały mnie wszystkie narządy". Miałem robione usg, morfologie, TK, gastroskopię, kolonoskopię.Wszystko w normie.Przez ten okres jednak im więcej myślałem o tym, że mnie boli tym bardziej bolało. Zamknięte koło. Byłem na kilku wizytach u psychologa (bez rezultatu). W połowie stycznia po kolonoskopii zeszło ze mnie ciśnienie.Wszystko ok.W ciagu kilku dni przestało wszystko boleć. Wróciło po miesiącu.Kilka stresujących dni w pracy, do tego problemy z kręgosłupem ( tu faktycznie potwierdzone mam wynikami MR dyskopatię lędźwiową i piersiową.). Wcześniej nigdy mnie to akurat nie "stresowalo" Od 2 tygodni boli mnie kręgosłup plus klatka piersiowa (lewy łuk żebrowy plus górna część klatki - czyli miejsca gdzie są problemy z dyskiem). Ciągły ucisk, ból przy wdechu.Niby wiem, że to problem z kręgosłupem i problem psychiczny ale notorycznie się zamartwiam czy aby tylko.Czy np czegoś nie ma w płucach itd.I tak od kilku miesięcy. Typowa cancerofobia. Wszechobecny lęk przed zachorowaniem, ciągłe myśli o tym że coś boli.Kiedyś pomagałem w różnych zbiórkachna leczenie chorych. Dziś usunąłem konto ja Facebooku.Przestalem obserwować osoby, które zmagały się z różnymi chorobi. Kiedy ktoś w moim otoczeniu zaczyna rozmawiać o zdrowiu, chorobach zaczynam się stresować, uciekam od tego tematu. I najgorsze: notoryczne wyszukiwanie objawów w internecie.Mam świadomość tego, że to największy problem. Na dziś ta nerwica nie daje mi normalnie żyć.Rzeczy, które sprawiały mi przyjemność, teraz są mi obojętne.Trudno mi skupić się na swoich obowoązkach. Dziś umówiłem się na wizytę u psychiatry.Termin za miesiąc. Proszę o pomoc.
  3. Witam. Jestem z X już 5 lat - on 34 a ja 28 lat. Mieszkamy razem już około 3 lata. X od zawsze lubił grać, ale raz więcej raz mniej nie wydawało się to złe. Jakos na początku stycznia dowiedziałam się ze wydał ponad 1tys na grę internetowa. Później z okazji urodzin na prezent chciał kolejne tyle na grę. Powiedziałam okey. Po czym weszłam na jego konto i okazało się ze w międzyczasie wydał jeszcze 1 tys na grę. Powiedział ze nie chciał mówić bo wiedział ze będę zła a przecież on pracuje i tez chce coś mieć z życia. No ok miał już mówić wszystko. Pieniądze z niewykorzystanego urlopu tez przeznaczył na grę - ok. 1,5 tys zł. Ale o tym wiedziałam. Teraz pare dni temu powiedział ze jeszcze 1 tys na poczet przyszłych urodzin wiec ok a dzień później okazało się ze to było jednak 1800 zł. W kolejnym dniu okazało się ze chciał pożyczyć na grę mimo ze miał te pieniądze a przy okazji dowiedziałam się ze wydał od marca kolejne 3tys zł tez na grę. nie wiem co robić on znowu mówi ze nie będzie już ukrywał nic i jednoczenie już nie mam dostępu do konta bo od razu zablokował. To było jego konto ale weszłam na nie tylko raz w dzień w który okłamał ze nie chciał pożyczyć pieniędzy a one tam były.
  4. Cześć. Jestem studentem na kierunku "Informatyka", na pierwszym roku, na mało renomowanej uczelni. Mam 23 lata. Moim celem i po części marzeniem jest zostać programistą. Od kilku lat zmagam się z depresją. Biorę antydepresanty. Są momenty lepsze i gorsze, ale się trzymam. W wieku 20 lat pisałem maturę i wtedy nie dostałem się na Informatykę, ze względu na słabe wyniki z egzaminu dojrzałości. Zdecydowałem się pójść na kierunek "Finanse i rachunkowość". Od początku nie byłem z tego kierunku zadowolony, bo nie był on moim kierunkiem pierwszego wyboru. Po połowie roku rzuciłem studia i postanowiłem, że poprawię maturę i dostanę się na Informatykę na jedną z lepszych uczelni. Postanowiłem poprawić matematykę oraz od nowa napisać fizykę, której nigdy nie miałem w szkole (pomijając podstawy). Codziennie wstawałem i poświęcałem do 10 godzin dziennie na naukę. Oczywiście bywały dni, kiedy odpuszczałem, ale śmiało mogę stwierdzić, że nie było ich dużo. Poprawiłem maturę na kolejno 100% z matematyki podstawowej (wcześniej 72%), rozszerzoną na 86% (wcześniej 30%) i fizykę na 54% (wcześniej nie pisałem). Niestety, wyniki nie były wystarczająco wysokie, by dostać się na Politechnikę Warszawską, ani na AGH. Jestem teraz na uczelni, na którą papiery składałem w wieku 20 lat. Mamy prawie kwiecień i od dwóch miesięcy, codziennie myślę o rzuceniu studiów. Na początku pogodziłem się z tym, że nie dostałem się tam gdzie chciałem i nawet uczelnia mi się podoba. Jednak z czasem myśl, że nie spełniłem swojego celu oraz ogólna postać studiów siadała na mojej głowie nie pozwalając wstać. Od stycznia, uczelnia wypompowuje ze mnie energię. Nie jestem zmęczony fizycznie, ani psychicznie. Po prostu uczelnia sprawia, że nie mam na nic ochoty. Mam ochotę jedynie się położyć i czekać na to, co przyniesie los, cokolwiek by to nie było. Jak kiedyś nauka sprawiała mi przyjemność, to teraz jej nienawidzę. Denerwują mnie ludzie na uczelni, którzy nie są źli. Nic mi nie zrobili. Po prostu z jakiegoś powodu mnie denerwują. Tak samo uczelnia.. nie uważam, że jest zła. Może nie jest najlepsza, ale nie uważam ją za beznadziejną. Byłem piątkowym uczniem, może nie przepadałem za chodzeniem do szkoły. Zawsze wolałem zostać w domu i do wszystkiego dochodzić samemu, to nigdy nie miałem żadnych problemów, ani z nauką, ani z zawieraniem znajomości. Byłem raczej lubianą osobą. Teraz wszystko się zmieniło. Ciężko jest mi zdać, nie potrafię się z nikim dogadać. Mam wrażenie, że uczę się wielu niepotrzebnych rzeczy, na które wcale nie mam ochoty. Dochodzi do tego fakt, że przez uczelnię nie mam na nic ochoty i to wszystko sprawia, że nie rozwijam się w technologiach i rzeczach, które sam bym chciał rozwinąć i ciągle mam ochotę rzucić studia. Z drugiej strony jednak powstrzymuje mnie od tego otoczenie i przekonanie, że zawiodę dziadków i rodziców, że bez studiów nie osiągnę sukcesu i celu, jaki chcę osiągnąć, że wszystko się posypie i skończę resztę życia za granicą, robiąc rzeczy, których robić nie chcę. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Nie uważam, że praca w polu, czy jako sprzątaczka, to coś złego. Każda praca jest warta szacunku i szanuję każdą osobę, która pracuje na swoje życie. Po prostu sam nie chciałbym tego robić przez resztę życia. Wracając: wszystko to się zapętla i napędza jedno drugie. Z jednej strony chcę rzucić studia, zacząć jakąś pracę i uczenie się tego, czego chcę samemu, korzystając z książek i internetu, tak jak robiłem to w przypadku matury. Z drugiej strony, nie mogę tego zrobić, bo blokują mnie wyżej wymienione aspekty. Wszystko sprawia, że czuję się beznadziejny i bezużyteczny, co powoduje, że jeszcze bardziej nie mam na nic ochoty. Odzywa się, co raz bardziej depresja i tak w kółko. Nie mam pojęcia, co mam zrobić i jak sobie z tym poradzić. Proszę o jakąkolwiek radę. Będę wdzięczny. Z góry dziękuję.
  5. Witam, zanim zacznę chciałbym powiedzieć jak tu trafiłem Ostatnimi czasy lubię oglądać różne filmy na YT o psychologii, emocjach, związkach, samodoskonaleniu. Można powiedzieć że dużo szukałem materiałów na temat mojego problemu ale okazuje się że psycholodzy bardzo często nie są zgodni co do tego czym jest homoseksualizm i jak sobie poradzić z uczuciami mu towarzyszącymi. Myślałem nad osobistą terapią bo jestem już na tyle świadomy i pewny siebie że byłbym gotowy pójść do kogoś. Jednak z uwagi na fakt wymieniony powyżej nie chce wydawać pieniędzy na prywatną terapię skoro ktoś będzie mi wmawiać coś czego nigdy nie zaakceptuje (przykładowo - nie jest to pewne) Kiedy zobaczyłem że można napisać online i poprosić o pomoc seksuologa lub psychologa pomyślałem czemu nie. Na stronie głównej pisało że mam się nie rozpisywać więc postaram się jak najlepiej streścić problem. Boli mnie fakt że to jest forum i każdy może to przeczytać ale ok. Bardzo polubiłem filmy Pana Rafała i film "Jak (nie) zostać frustratem seksualnym i kim są incele" skłonił mnie do wejścia tutaj. Jeszcze jedna prośba... kimkolwiek jesteś... zanim napiszesz cokolwiek - proszę przeczytaj wszystko od początku do końca. Przedstawię to zatem wedle schematu Kim jesteś? Mam obecnie 27 lat. Jestem mężczyzną. Mam za sobą nieudany związek z dziewczyną toksyczną. Ogólnie rzecz biorąc pod uwagę wedle opinii innych jestem podobno postrzegany jako osoba życzliwa, gotowa do pomocy, pracowita, pełna empatii, gotowa słuchać innych, panująca nad językiem, inteligentna, miła ale zarazem stanowcza. Wiele dziewczyn się mną też interesowało. Nie palę papierosów ani nie nadużywam alkoholu. Mam własne mieszkanie i całkiem nieźle sobie sam radzę. Jestem po 5 letnim zażywaniu antydepresantów. Odstawiłem za porozumieniem z psychiatrą bo czułem się coraz lepiej. Na ta chwilę popadam czasem tylko w "niże" depresyjne z których wychodzę sam lub z pomocą rozmowy z najbliższymi. W jakiej sytuacji pojawił się problem oraz jak długo trwa? Odkąd pamiętam problem był od dzieciństwa i właściwie tam szukałem odpowiedzi na to jak go rozwiązać. W istocie o własnych siłach bardzo wiele zdziałałem i zmieniłem dzięki czemu czuję się znacznie lepiej. Jeszcze parę lat temu nie potrafiłem jednoznacznie określić z czym mam do czynienia, będąc w tak głębokiej depresji nie myślałem racjonalnie. Zatem mówiąc krótko problem trwa od zawsze, teoretycznie aż do teraz. Na czym Twoim zdaniem polega problem? W moim dzieciństwie dostrzegłem brak więzi emocjonalnej z ojcem. Mój tato nie był złym człowiekiem, był bardzo pracowity a swoim zachowaniem pokazywał że nas kocha. Niestety nigdy otwarcie tego nie mówił ani nie okazywał. Być może dlatego że sam miał nieciekawe dzieciństwo. Już jako dziecko oglądając animowaną bajkę w telewizji widziałem jak w niej tata bierze na kolana swojego syna, mówi mu że go kocha i przytula go. Już wtedy - może jako 5 letni chłopczyk - chciałem czegoś takiego... żeby mój tata mnie uczył jeździć na rowerze, grać w piłkę, żeby to on był ze mną w radosnych i trudnych chwilach mojego dzieciństwa. Ale nigdy nie potrafiłem wyobrazić sobie w tej roli akurat mojego ojca. W gruncie rzeczy bałem się go. Mniej więcej w tym czasie kiedy interesowałem się dziewczynkami seksualnie (mając 5 lat) zostałem za to zbesztany. Nikt nie usiadł ze mną i nie wytłumaczył mi grzecznie co można a czego nie i dlaczego. Tak samo jak nikt nigdy mnie nie uświadomił co do seksualności. Jako dziecko również bardzo szybko zacząłem odczuwać podniecenie seksualne. Wtedy nie podniecała mnie chłopięcość czy dziewczęcość. Podniecał mnie po prostu tyłek innych dzieciaków. Ponadto podniecał mnie też wstyd u innych chłopców, być może dlatego że sam się całe życie wstydzę? Krótko po tym okresie bo już w podstawówce (miałem może 7-9 lat) zaczął mi się podobać kolega z klasy. Po prostu go lubiłem, lubiłem patrzeć na niego, lubiłem też patrzeć jak coś go zawstydza. Wtedy nie wiedziałem lub nie byłem w pełni świadomy co to jest. Jednak podświadomie zawsze uważałem swoje zainteresowania za złe i nigdy nikomu o nich nie mówiłem. Kolejną rzeczami która wg. mnie miały wpływ na problem były masturbacja od wczesnego dzieciństwa i bajki pokazujące chłopięcą bezradność i wstydliwość lub pokazujące nagość. W późniejszym wieku doszła też pornografia z której ciężko było się uwolnić. Dodatkowo siała ona spustoszenie w moim umyśle. Zawsze byłem zdecydowany jej nie oglądać ale "kolega" sprzedał mi ją w bardzo wyrafinowany sposób. "Kolega" Pokazując animowane filmy pornograficzne (hentai) w których to chłopców uprawiających stosunek (nawet hetero) często przedstawia się jako wstydliwych, wykorzystanych i nieporadnych tylko spotęgował we mnie niewłaściwą dewiację. Oglądałem też - wtedy - powszechnie dostępne filmy na YT gdzie gołe dzieciaki np. łowiły ryby. Podświadomie zaakceptowałem też to jak wygląda seks homoseksualny mimo iż na początku budził we mnie odrazę. Po kilku latach kiedy mój problem "kwitł" jak cierń w moim umyśle będąc już dorosłym nastolatkiem zawsze obdarzałem sympatią chłopców. Popadłem w depresję kiedy cholernie zauroczyłem się w chłopaku z którym pracowałem i nie mogłem się od niego odseparować. On oczywiście nic nie wiedział a ja się ukrywałem bojąc się zdemaskowania. W taki oto sposób chcąc jednoznacznie odpowiedzieć na zadane pytanie mogę powiedzieć że za błędy w moim dzieciństwie i nastoletnim życiu zebrałem "owoc" w postaci pragnień pederastycznych. Podobają mi się często młodzi chłopcy, "przed" i "w" okresie dojrzewania. Podobają mi się pełnoletni ludzie wyglądający dalej jak nastolatki lub mający ciało nastolatków. Podobają mi się dorosłe chłopaki wyglądające młodo lub tacy którzy mają wstyd i niedojrzałość wypisaną na twarzy. Dlaczego mówię że są to pragnienia pederastyczne a nie że jestem pederastą? Z prostego powodu - absolutnie nigdy nie pozwoliłem sobie na to żeby molestować lub uprawiać seks z jakimkolwiek chłopakiem młodszym lub dorosłym. Zawsze z tym walczyłem wiedząc w głębi serca że to nie jest normalne. Na to ma też wpływ fakt że jestem osobą bardzo religijną. Tu po mału przechodzimy do kolejnego pytania. Jak sobie ewentualnie radzisz z problemem albo jak go znosisz? Przez pewien czas na co wskazuje depresja nie radziłem sobie w ogóle i pewne rzeczy wymknęły się z pod kontroli. Straciłem poczucie własnej wartości. Mając świadomość że po części to ja pielęgnowałem te pragnienia nabrałem do siebie wstrętu i obrzydzenia. Znienawidziłem uczucia zauroczenia, chęć bliskości, tęsknoty które w wypadku pragnień heteroseksualnych byłyby zupełnie normalne i nie sprawiały takiego bólu. Znienawidziłem również siebie. Czułem że ktoś taki jak ja nie zasługuje na to żeby żyć. Wiedząc że w zasadzie borykam się z pociągiem do dzieci traktowałem samego siebie z największą samokrytyką i surowością. Dlatego też unikałem kontaktu z dziećmi. Momentami czułem takie katusze psychiczne że wolałbym się nigdy nie urodzić. A kiedy już nachodziła mnie jakaś refleksja to i tak czułem bezradność - z góry skazany na niepowodzenie. Tak jakby fundament jakiejkolwiek mojej seksualności był źle położony... więc po co budować? W dość dojrzałym wieku, mniej więcej wtedy kiedy leki zaczęły działać a ja "miałem czas" aby trzeźwo spojrzeć na swój problem postanowiłem podjąć walkę. Mając już w zasadzie momentami pętle na szyi stwierdziłem że odebranie sobie życia wymaga odwagi... tak samo jak zwierzenie się komuś i poproszenie o pomoc. Postanowiłem zatem zwierzyć się zaufanemu przyjacielowi. Zacząłem pracować nad sobą co trwało kilka lat. Jednoznacznie i definitywnie zerwałem z pornografią z czego bardzo się cieszę. Postanowiłem również odrzucać każdą niemoralną myśl związaną z homoseksualnymi pragnieniami i skupiać umysł na czymś pozytywnym. Po wyjściu z tamtego zauroczenia wpadłem w następne. Ale kiedy z tego ostatniego udało mi się wyjść postanowiłem sobie że już nigdy nie pozwolę na to aby się zauroczyć w mężczyźnie lub nastolatku. Urywam kontakt z każdym kto potencjalnie mi się podoba. Nawet kiedy wiedzę kogoś nowego atrakcyjnego dla moich oczu celowo odwracam wzrok. Robię wszystko aby nie rozbudzać z powrotem tych pragnień. Również w myślach już nigdy nie pozwalam aby fantazjować o jakimkolwiek chłopaku. Zacząłem również pracować nad samodzielnością i poradnością życiową po to aby sam w sobie poczuć się pewnie. Znalazłem sobie hobby. Nauczyłem się rozgraniczać pragnienia stosowne i niestosowne i okazywać te które są zdrowe i potrzebne. Przy pewnej okazji przytuliłem mojego tatę, powiedziałem że bardzo go kocham i dziękuje mu że mnie wychował - jemu było głupio i nawet tego nie odwzajemnił - trudno nigdy mu nie mówiłem jaki mam problem bo nie chce żeby się obwiniał. O problemie wie tylko mama. Zacząłem też pokonywać wstyd i lęk związany z relacjami z kobietami. Jasno określiłem czym jest prawdziwa miłość i że tak na prawdę nie opiera się ona tylko na zaspokajaniu pragnień seksualnych. Zrozumiałem też że nie stworze realnego związku z żadnym mężczyzną bo nigdy nie da mi on tego co może dać kobieta. To wszystko dało ogromnie rezultaty. Czuję się znacznie lepiej i szybciej wychodzę ze stanów depresyjnych. Łatwiej mi przychodzi rozmowa z zaufaną osobą kiedy tego potrzebuję. Nie jestem już "frustratem seksualnym" i mam większą kontrolę nad swoim problemem. Postanowiłem sprecyzować i nienawidzić tego co rzeczywiście powinno budzić moje obrzydzenie. Zacząłem również interesować się kobietami - nie po to żeby zaraz jakiś związek ustanowić - po prostu po to żeby zobaczyć czy coś się odmieni w moim myśleniu. Stwierdziłem że są rzeczy które podniecają mnie w kobietach a ja będąc przez jakiś czas w związku z dziewczyną toksyczną odczuwałem ogromne podniecenie nawet podczas zwykłego całowania. Zatem zauważyłem w sobie mnóstwo pozytywnych zmian, takie które mnie cieszą. Dostrzegam też pewną zależność... często kiedy mam dół psychiczny - to właśnie wtedy wracają do mnie pragnienia aby chociaż przytulić się do jakiegoś chłopaka który mi się podobał... brzmi to tak, jakby skrzywienie które jest we mnie wracało wraz z moim gorszym samopoczuciem. Natomiast kiedy jestem stabilny emocjonalnie to myślę trzeźwo, rzadko miewam takie pragnienia. To wygląda tak jakbym momentami zamieniał się w to nieporadne dziecko chcące dalej przytulić się do swojego taty aby poczuć się bezpiecznie. Obecnie często mój stan wynika z tego że czuję się samotny - cholernie samotny. Chciałbym mieć kogoś z kim mogę chociaż pogadać. Jednak pozostając sam w domu ciężko mi czasem wytrzymać. Po toksycznym związku - po tym jak ktoś w arogancki sposób podeptał moje uczucia, ukarał mnie milczeniem i okazał skrajną niewdzięczność - ponownie począłem niechęć do kobiet co dodatkowo dało mi kopa. Ona do tej pory nie wie jaki mam problem bo nigdy jej tego nie powiedziałem. Zresztą kiedy już dostrzegałem syndromy toksyczności wiedziałem że nic jej nie powiem. Ale naprawdę ją kochałem, byłem w stanie zrobić dla niej wiele (i może tu był błąd), naprawdę mnie podniecała mimo iż nigdy nie byłem w niej zauroczony. Przy takim stanie rzeczy ciężko mi zainteresować się jakąś nową kobietą... bo po prostu nie ma podstawowego bodźca który by mnie do tego skłaniał - pociągu fizycznego. A jeśli on jest chociaż w drobnym stopniu to nadal czuje wstyd żeby podejść i zabiegać o nową relację. Mógłbym jeszcze wiele napisać ale wydaje mi się że to niepotrzebne. Jakie ewentualnie masz pytania odnośnie problemu? Jak wspomniałem od długiego czasu poszukuje pomocy w radzeniu sobie z pragnieniami pederastycznymi ale psycholodzy nie są zgodni co do tego jak pomóc takim osobom. Niektórzy wręcz wmawiają że powinienem znaleźć dorosłego mężczyznę który mnie pociąga i wtedy wszystko byłoby ok. Ale ja wiem że nigdy tym tropem nie pójdę. Moje pytania brzmią: Czy mogę sobie jeszcze jakoś pomóc? Czy mogę jakoś jeszcze bardziej rozwinąć upodobanie do kobiet? Czy powinienem definitywnie zerwać z masturbacją (co i tak już rzadko się zdarza)? Jak się zachować kiedy czuję się samotny w czterech ścianach i popadam w niż depresyjny? Czy mając taką historię mojego życia nie będę "okłamywać" (nie wiem czy to właściwe słowo) kobiety o której względy będę zabiegał? Czy to jest etyczne? Nad czym mogę jeszcze pracować żeby poprawić cały obraz swojej sytuacji? Czy jeśli mam niże depresyjne powonieniem dalej zażywać leki? Dziękuję za wysłuchanie... nawet pisząc to wszystko wiele razy poleciały mi łzy z oczu... Pozdrawiam.
  6. Witam, mam 33 lata, jestem mężatką od 10 lat mamy 3 dzieci i czwarte w drodze. Rok temu mąż dowiedział się o tym, że miałam romans z kierownikiem w pracy, gdy się dowiedział postanowił, że zostanie, chciał znać wszystkie szczegóły tej mojej relacji twierdząc że tak poradzi sobie z tym żeby to zrozumieć i mi wybaczyć. Ja bardzo żałowałam tego co zrobiłam dlatego postanowiłam walczyć o męża ze wszystkich sił. Nie wiem co mną w tedy kierowało, teraz jak o tym myślę, to nigdy nie zrobiłabym tego jeszcze raz, chce być z mężem i tworzyć rodzinę. Rok mija odkąd mąż wie, jesteśmy razem, potrafimy żyć normalnie - tak myślę bo większość czasu spędzamy w zgodzie, wyjeżdżamy, pracujemy w ogrodzie, bawimy się z dziećmi (tak jest kolo 3tyg w miesiącu) a potem nagle mąż znowu zaczyna mi wyrzucać to co zrobiłam, mówić do mnie szmato i dziwko, twierdząc że zawsze taka będę, że to zawsze będzie w nim siedzieć, że nigdy nie zapomni a ja w jego oczach zawsze będę nikim. Ponadto twierdzi że ma prawo ciągle pytać o szczegóły tego co robiłam, choć zna je już. Teraz po roku czasu zaczęłam się buntować, wiem że go bardzo skrzywdziłam i że podłe się zachowałam, chciałabym to napraei, ale już nie chce o.tym mówić o wydaje mi się że jak mąż postanowił ze mną być pomimo to co zrobiłam to mam prawo walczyć o równość w godności z nim. On twierdzi że ma prawo ciągle do tego wracać i ciągle mnie oskarżać. Kto ma rację? Prosze o radę
  7. W sumie nie wiem czy ten dział będzie dobry ale wydał mi się najbardziej poprawny. Przez pewien czas spotykałam się z facetem o 11 lat starszym ode mnie. Zaczęliśmy od kolegowania się, wspólne wyjścia na squasha, jakieś wypady. Bez romantyzmu. Przez jakiś czas on miał kogoś, później ja i tak się mijaliśmy z pół roku. Jakiś czas wcześniej umówiliśmy się na wspólny wyjazd weekendowy. Do tego czasu nasze związki się pokończyły. Na samym wyjeździe byliśmy blisko siebie, z boku mogliśmy wyglądać jak para. Dobrze się czuliśmy w swoim towarzystwie, mimo że nadal nie przekroczyliśmy granicy i nic między nami nie było. Jakiś czas później zaczęliśmy się spotykać już jako para. Tutaj zrobiłam pierwszy błąd, przyznałam że z jednym z moich kolegów miałam luźny związek i teraz się przyjaźnimy. Stwierdził że to nie jest dla niego problem. Jednak między innymi przez niego wynikła pierwsza poważniejsza kłótnia. Ponieważ był zły że powiedziałam mu dopiero po fakcie (tego samego dnia) że byłam z tym kolegą i jeszcze jedną osobą na obiedzie. Obiad był spontaniczny, w godzinach pracy, nie sądziłam że powinnam o tym od razu informować. Przyznaje mogłam nie wchodzić w dyskusje i po prostu powiedzieć że następnym razem powiem. Ale nie wiem czemu oprócz przyciągania, powodował że nie chciałam mu ustąpić i udowodnić że nie ma o co być zły. Po tym przez kilka dni nie rozmawialiśmy. O tej kłótni wszystko zaczęło się pogarszać. Przytyki, czasem opryskliwe zachowanie, powoli przestawałam czuć się szanowana. Jeśli nie zwracałam na niego 100% uwagi jak mówił, to twierdził że go 'olewam'. Wystarczyło że się w czymś z nim nie zgadzałam i mogła z tego wyniknąć kolejna kłótnia, nawet jak próbowałam łagodzić że np. się nie zrozumieliśmy, to dążył do tego że ma rację i go nie słucham. Nie chciał ustąpić. Do seksu też jakby stracił zapał... Coraz częściej myślałam że to nie ma sensu i trzeba to zakończyć. Tak chyba wytrzymaliśmy z 3 tygodnie, kolejna kłótnia bo nie umieliśmy ustąpić. Zaogniona do tego poziomu, że stwierdziłam że to koniec, następnego dnia chciałam mu to powiedzieć i zamiast to oznajmić, to go zapytałam czy chce to kontynuować, nie umiał/ nie chciał odpowiedzieć. Za to zaczął robić porządki, szykować się do wyjścia mówiąc że jest zmęczony tą rozmową. Przyznaje byłam zła, chciałam powiedzieć co mnie bolało, jak się czułam. Jednak nie chciał mnie wysłuchać, nie uważał by zrobił cokolwiek złego. Zakończyłam to w najbardziej dziecinny sposób w jaki się da - wyszłam i napisałam że nie widzę dalszego sensu w tej znajomości. Od tego czasu się nie odezwał. A mi... nie brakowało jego osoby, nie tęskniłam. Po jakimś tygodniu ochłonęłam i chciałam wyciągnąć rękę na zgodę, by na spokojnie sobie to wyjaśnić. Nie chciałam w złości tego kończyć. Napisałam mu przeprosiny za swoje zachowanie i że chce się spotkać. Kilka dni ignorował mnie, w końcu się zgodził. Starałam się go nie atakować w trakcie rozmowy, mówić spokojnym tonem. Jednak nie był w stanie wyjaśnić czemu, tak a nie inaczej się zachował bo ' nie pamięta ', nie czuł by miał za coś przeprosić. Zamknął się w sobie, wolał ucinać temat niż o nim rozmawiać. Twierdził że go to 'męczy'. Miałam wrażenie że rozmawiam z nastolatkiem w okresie buntu. Nic z tego nie wynikło, jedynie ze zdziwieniem stwierdziłam że w pewnym momencie rozmowy wszystko co się wydarzyło że mnie spłynęło i znikło jakby tego nie było. Zmieniłam temat na jakiś luźny, wtedy znów zaczął się zachowywać normalnie. I mimo że wiem że to bez sensu, zachciałam spróbować jeszcze raz. Czy to już zapędy masochistyczne ? Szczególnie że od tygodnia inna osoba namawia mnie na spotkanie....
  8. Witam serdecznie, Jestem fizjoterapeutą zajmującym się szeroko pojętymi problemami związanymi z funkcjonowaniem mięśni krocza, potocznie nazywanymi mięśniami Kegla. Sporo osób zgłasza się do mnie z bólem rejonu kości ogonowej. W związku z tym że z powodu epidemii nie chodzę do pracy mam dużo czasu wolnego, chętnie porozmawiam z Wami – może uda się wspólnie odnaleźć właściwą drogę leczenia waszych objawów. Oprócz pracy w warunkach gabinetowych, jedną z części mojej pracy jest edukacja prozdrowotna pacjentów. Postaram się zatem w prosty sposób przybliżyć początkowo jedno z dolegliwości z jakimi spotykam się w swojej pracy: Coccygodynia (ból okolicy kości guzicznej) – jeśli nie jest wywołany urazem to w dużej mierze związany z napięciem mięśniowym – spazmem mięśni krocza. Kość guziczna jest jednym z głównych miejsc zawieszeń mięśni dna miednicy. Tak więc moich pacjentów bolą napięte mięśnie krocza ale odczucie jest jakby bolała kość. Jeśli nie weżnie się pod uwagę mięśni jako przyczyny bólu to można dojść do wniosku, że należałoby ta kość usunąć i to rozwiąże problemy Ból okolicy kości guzicznej ma ścisły związek z niezrównoważonymi napięciami mięśni w jej okolicy. Idąc tym tropem propozycja usunięcia kości guzicznej jako głównego sprawcy problemów jest drogą, która nie tylko nie zlikwiduje problemów, ale i sprowokuje powstanie kolejnych – często dużo poważniejszych. Bo bolesne napięte tkanki w okolicy których robi się zabieg operacyjny, na skutek podrażnień i uszkodzeń napną się jeszcze bardziej. Zapraszam Was do zadawania pytań postaram się pomóc ile jestem w stanie. Piotrek
  9. Witam, jestem 30letnią kobietą w prawie siedmioletnim związku. Ogólnie wszystko układa się raczej dobrze. Ale jeśli w grę wchodzą koledzy chłopaka to już się sprawa komplikuje. Traci wtedy głowę. Nawet nie wiem jak to określić. Daleko nie muszę szukać przykładu. Ostatnio umówił się z kolegami z pracy na takie męskie spotkanie. Nie miałam nic przeciwko ponieważ dużo pracujemy i rozumiem że chciał się rozerwać (nie koniecznie zawsze w moim towarzystwie). Umówili się na wieczór. Poszedł. Wszystko ok. Godzina 12 w nocy nic, 1,2 też cisza. Po czym dostaję wiadomość od jego kolegi, że mój facet to zasnął i że w ogóle nie puści go w takim stanie do domu. Super - pomyślałam. Zaufałam mu, a on jak zawsze to zaufanie nadużył. Wrócił o 8 rano do domu i oczywiście nie widział żadnego problemu. Zapytałam czy wyjaśniłby mi dlaczego się zachowuje tak nie odpowiedzialnie i czy nie pomyślał że ja całą noc nie spałam bo się martwiłam... odpowiedział: "przeciez jestem, nic mi sie nie stało". Ale skąd ja to mogłam wiedzieć przez całą noc??? Planujemy wspólnie przyszłość ale ja nie chce za każdym razem przeżywać tego samego kiedy on gdzieś sam wychodzi... Zabronić? To już w ogóle będzie jedna wielka katastrofa.... Proszę o pomoc. Nie wiem czy to ze mną jest coś nie tak i przesadzam? Czy faktycznie jest to problem? Jak sobie z nim poradzić? Proszę o pomoc.
  10. Witam Stało się! mamy pandemię choroby nieuleczalnej - koronawirusa. Czuję ogromny strach przed śmiercią. Może nie zabije mnie sam koronawirus ale ogromny chaos na świecie który skończy się m. in. kanibalizmem. Na prawdę boję się, pomóżcie!
  11. Moja dziewczyna ma mnóstwo kolegów (więcej niż kolezanek) jednym z nich jest jej były chlopak, czasami się widują i dzwonią do siebie. Ostatnio np jej były chłopak dzwonił o 2 w nocy my jeszcze nie spaliśmy i powiedzialem żeby odebrała, a ona na to ze nie ma ochoty teraz z nim rozmawiać. Mam z tym problem i często się o to kłócimy. Ona twierdzi, że nie powinienem miec o to pretensji bo dla niej to normalne. Znamy się 1,5 roku ale jestesmy z różnych środowisk i nie znam większości jej znajomych. Dlatego stwierdziliśmy, że musimy poznać zdanie osób postronnych, żeby znaleźć jakieś rozwiązanie z tej sytuacji. Czekamy na wasze opinie.
  12. Witam. Jestem dwudziesto kilku letnią dziewczyną-córką alkoholika. Po bardzo trudnym dzieciństwie, w którym było bardzo dużo alkoholu odcięłam się od tego świata. Wyrzuciłam w niepamięć część wydarzeń i postanowiłam ułożyć sobie życie. Niespełna 2 lata temu poznałam mężczyznę kilka lat starszego ode mnie. Miłość od pierwszego wejrzenia. Cudowny człowiek, przy nim czułam się jak księżniczka. Niestety mial jedną wadę... W przeszłości miał na koncie niezliczone ilości imprez i wypitego alkoholu. W tym czasie kiedy się poznaliśmy był „zaszyty” oraz miał problemy na tle nerwowym i w związku z tym przyjmował leki od psychiatry. Sielanka trwała kolejne kilka miesięcy, zapewnienia, ze do picia alkoholu już nie wróci bo teraz widzi ile to złego wniosło do jego życia, ze teraz już widzi swoje błędy i chce normalnie żyć, planowanie wspólnego życia, ślubu, dzieci itd... gdy tylko „wszywka zeszła” on znów pogrążył się w piciu. W tej chwili trwa to już ok. roku a ja kompletnie nie wiem co mam zrobić. Walka i przekonanie, ze muszę mu pomóc już powoli odchodzą na bok. Nie poznaje samej siebie. Widzę w sobie moja mamę która prawie 30 lat żyła w związku małżeńskim z moim ojcem alkoholikiem. Tracę sama siebie, opadam z sił. Mój mężczyzna nawet podjął się terapii z psychologiem ale bardzo szybko o tym zapomniał. Właśnie otworzyliśmy wspólna firmę co jeszcze bardziej utrudnia te sytuację. Ja sobie już z tym kompletnie nie radzę, nie potrafię żyć w związku z mężczyzna który wyrządził mi tyle złego, wielokrotnie okłamywał i obiecywał poprawę, z mężczyzna któremu kompletnie nie ufam, a zarazem wciąż go kocham i chciałabym mu pomoc... jak sobie poradzić w takiej sytuacji ? Jak pomoc sobie i jemu ?
  13. Jestem mężatką, mam 23 lata, 30 letni brat mojego męża został znaleziony w mieszkaniu z 15cm prętem wbitym w głowę. Rodzina pomyślała, że to próba samobójcza. Znaleźliśmy zeszyt z notatkami. Między innymi był tam opisany krok po kroku zabieg i potrzebne do niego przedmioty. Śruby, wiertarka, wszystko to było w pokoju we krwi. W szpitalu okazało się że dziura w głowie była już przygotowana, a pręt został tylko włożony. Psychiatra szpitalny niczego się nie dowiedział, a na zeszyty zareagował negatywnie mówiąc że wzięcie go jest przestępstwem. Odmówił przeczytania go. Co powinniśmy zrobić dalej? Jak rozmawiać z bratem który twierdzi że nic nie pamięta?
  14. Witam, jestem uczniem lat 18, nie pamiętam sytuacji, ale od ponad 2 lat zmuszam się do wszystkiego, nie czerpie szczęścia z niczego i mam myśli samobójcze, mam tak czasami a po chwili uważam że mogę zmienić wszystko i tak robię po czym znów nie mam siły na nic. Chciałbym być normalny
  15. Jestem 26-letnią pracownicą biurową. Odkąd pamiętam, miałam problemy z zazdrością w związku i ograniczonym zaufaniem do drugiej osoby. Miałam w życiu dwóch partnerów (pierwszy z nich mnie zdradził, prawdopodobnie kilkakrotnie, ale już przed tym miałam problemy z zazdrością). Aktualnie jestem z mężczyzną od 2 lat i znowu moja zazdrość oraz brak zaufania stały się kluczowym problemem. Praktycznie w każdej możliwej sytuacji widzę podstęp, kłamstwo, chęć oszukania mnie i zdradzenia (mimo, że nie mam podstaw, bo mężczyzna ten jest naprawdę wiernym i wspaniałym człowiekiem). Staram się myśleć pozytywnie, sama siebie przekonywać, że moje podejrzenia są bezpodstawne – czasami udaje mi się pokonać te bzdurne myśli, ale czasami nie panuje nad sobą i wybucham złością. Wiem, że problem jest i jestem tego świadoma, ale niszczy mnie przekonanie, że nie jestem w stanie tego przezwyciężyć. Co mogę zrobić, by pokonać tę zazdrość? Jak przekonać samą siebie, że moje wewnętrzne obawy naprawdę w niczym mi nie pomogą, a jedynie mogą zaszkodzić?
  16. Witam! Mam lat 28, jestem kobietą, od 3 miesięcy w związku z młodszym o 6 lat partnerem. Mój problem trwa w zasadzie od 2 miesięcy. Mój partner początkowo mówił mi o tzw. "dobrych dupach", w mojej obecności sprawdzał ich profile na fb. Przestał to robić, kiedy zagroziłam, że odejdę. Potem, zaczął opowiadać o misjach wojskowych, że niby może na taką pojechać i już nie wrócić. Kiedy powiedziałam, że nie chcę żyć w niepewności, nie chcę po raz kolejny być zostawiona, stwierdził, że jednak wolałby ze mną zostać, ale zawsze jest możliwość, że w wojsku dostanie wezwanie. Mam wrażenie, że nie jestem dla niego ważna. Co prawda, jeździ po mnie do pracy i zawozi mnie tam, zabiera do domu rodzinnego, przedstawił rodzinie, ale np. na fb cały czas ma status "wolny" i twierdzi, że tak jest od 10 lat. Wcale nie ukrywa się z tym, że pisze z koleżankami, mówi, że tylko żartują z podtekstami, a o naszym związku wie mało osób. Kiedy dziewczyny na uczelni go podrywają, on niby nie reaguje, ale i nie mówi otwarcie, że kogoś ma. Mało ma czasu dla mnie. Fakt, dużo pracuje, ale jak miał wolne to albo spał, albo jechał do rodziny (po kłótni zaczął mnie zabierać), albo szedł z kolegą na piwo. Kiedyś w środku nocy kolega zadzwonił, a on rzucił wszystko i poszedł do klubu ze znajomymi. Twierdzi, że jest "emocjonalnym kaleką", ale że jestem dla niego ważna. Po pewnej awanturze zaczął poświęcać mi więcej czasu, razem coś oglądamy, w coś gramy (bardzo oboje to lubimy). Nigdy nie powiedział, że mnie kocha ( i mówi, że nie powie, dopóki się nie oświadczy), choć umie okazywać uczucia w rodzinie. Jestem przerażona. Bardzo go kocham, szukam potwierdzenia, że nie jestem byle kim, a mam mieszane uczucia. Zastanawiam się czy dla faceta ja w ogóle coś znaczę czy jestem tylko zabawką na 5 min ? Warto w niego inwestować? Dodam, że ja bardzo się staram, gotuję, piorę, sprzątam, chodzę do pracy, studiuję 2 kierunki. Bardzo proszę o pomoc.
  17. Dzień dobry, Jestem tutaj nowa i piszę ten post w konkretnym celu - proszę o polecenie mi dobrych książek / poważnych rzeczowych artykułów, traktujących konkretnie o temacie chorobliwej zazdrości. Jeśli ktoś może mi polecić psychologa bądź psychiatrę specjalizującego się w tym temacie w Warszawie to będę wdzięczna. Opiszę w miarę skrótowo w czym rzecz. Chociaż wydaje mi się że to historia jakich zapewne jest miliony. Ja byłam po nieudanym związku, on też, z tym że w trzech w których był, został zdradzony i na tym kończył związek. Oboje mamy prawie 40 lat, więc swoje przeszliśmy. Naiwnie wierzyłam przez miesiące, że jego zachowanie jest wynikiem traumy po tych związkach i zdradach. Jego chorobliwe zachowanie w ogólnym zarysie: - nieakceptowanie żadnych moich znajomych mężczyzn - podejrzewanie, że rozmawiam z kimś za jego plecami - oczekiwanie, że dla niego będę się seksownie ubierać, ale przy całej reszcie będę chodzić w worku pokutnym - zmuszanie mnie do obiecywania że będę mu mówić o WSZYSTKIM - organizowanie mi przesłuchań (bo nie wiem jak to lepiej określić) - zajmowanie maksymalnej ilości mojego czasu (jestem plastykiem potrzebuję go dużo tylko dla siebie, on tego tak naprawdę nie rozumie) - wymuszanie na mnie uwagi na różne sposoby - oczekiwanie że będę znajdować tematy do rozmów za nas dwojga - emocjonalne szantażowanie np. "nigdy więcej w niczym Ci nie pomogę, jeśli ..." - wyładowywanie na mnie swojej złości w związku z niepowodzeniami w pracy - arbitralne ocenianie zamiast prób poznania i zrozumienia - negatywne ocenianie, brak empatii - według niego wszyscy ludzie są debilami, i nic nie wartymi istotami jeśli nie są to osoby które akurat akceptuje - wszystkie humanistyczne nauki są nic nie warte - ubliżanie mi - robienie mi wyrzutów z powodu mojej przeszłości o której mu w zaufaniu powiedziałam - robienie długich wywodów na temat tego jak bardzo nic nie warci są moi znajomi W końcu się zorientowałam, że to nie w traumie po zdradach jego partnerek jest problem. Zaczęłam wtedy walczyć o to żeby poszedł do dobrego psychologa na terapię, ale bronił się stwierdzając, że jego niska samoocena jest jego sprawą. Kiedy doszło do naprawdę okropnych sytuacji zreflektował się i poszedł na terapię która naprawdę mu pomagała i zrobił postępy. Teraz mamy ze sobą zamieszkać w Warszawie. Zarówno jego psycholog jak i psychiatra zapewniali go że sytuacja się poprawi i jego paranoje i lęki zelżeją kiedy razem zamieszkamy. Mam jednak pewne obawy. Bo widzę że przeprowadzka zmiana pracy i wizja mieszkania ze mną sprawiają, że on czuje się na tyle pewnie iż zaczyna odpuszczać myśl o terapii, i leczeniu. Tymczasem ja już naprawdę nie mam cierpliwości do jego paranoizowań. Jestem tym potwornie zmęczona. Walczę o ten związek, on też walczy. Ale wiem, że bez pomocy z zewnątrz nie wygramy tego. Byłam z tym u psychologa i usłyszałam sugestie że powinnam wiać gdzie pieprz rośnie. Nie wydaje mi się żeby to była dobra opinia. Mam wrażenie, że jest szansa wygrania z tym problemem. Bo poza tą kwestią naprawdę świetnie się z nim czuję, że tak powiem 'na miejscu' i nie, nie jest to idealizowanie jego osoby, bo ideałem nie jest i bez tej chorobliwej zazdrości. Będę wdzięczna za jakiekolwiek sensowne porady i polecenia źródeł które oboje możemy przeczytać / obejrzeć. Oczywiście miło mi będzie jeśli dostanę polecenie dobrego specjalisty w Warszawie. A może są jakieś grupy wsparcia? Jak łatwo się domyślić, ja też mam swoje problemy, ale przechodziłam terapię i pracuję nad nimi od lat. Jestem oczywiście otwarta na wspólną terapię jeśli okaże się być najlepszym rozwiązaniem. Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam.
  18. Mam 22 lata , jestem studentką, mieszkam ze swoim chłopakiem, rok wstecz byłam jeszcze w toksycznym związku w którym miałam styczność z przemocą psychiczną i fizyczną, ciężko mi się było z tego wyrwać, można powiedzieć że żyłam w związku w którym był obecny syndrom sztokholmski, w końcu mi się udało ale to było trudne , postanowiłam zmienić pracę i miejsce zamieszkania, poznałam obecnego chłopaka który może i nie używa wobec mnie przemocy ale jest dla mnie wsparciem na poziomie 0 , czuje że jestem odpowiedzialna za wszytko, jestem z tym sama , straciłam nie dawno pracę ponieważ nie miałam nawet ochoty do niej wstawać, każda możliwość wykorzystuje do wyspania się, potrafię nie pójść na egzamin na studiach który jest bardzo ważny bo wolę się wyspać, przez to mam pod górkę na uczelni bo jestem do tyłu i boję się że nie będę mogła się obronić w terminie, chłopak cały czas powtarza ze po prostu brakuje mi samodyscypliny, że jestem zimna i oschła że mam skrzywioną głowę po poprzednim partnerze z którym żyłam 3 lata, nie mogę liczyć na ciepłe słowa bo jestem cały czas przybijana gwoździem do podłogi kiedy wspominam że z moja psychika może być coś nie tak , chodzę tylko pomagam mu w jego sprawach jestem wsparciem na 300%, ale swoje problemy muszę już rozwiązywać sama , wiecznie czegoś ode mnie oczekuje, wiecznie muszę być na zawołanie, mam wrażenie że przyciągam samych takich ludzi. Jestem od prania , sprzątania, gotowania , wsparcia , bycia i ciepłych słów. Codziennie chce mi się wyć ale się powstrzymuje bo już nie mam siły tłumaczyć czemu płacze, " czemu nie wywiesiłaś prania ? przecież zrobiłaś je rano ? " " byłaś rano w sklepie przecież pies jest głodny? " . A w międzyczasie u mnie wszystko ok . Wspaniale że pytasz .
  19. Witam .Niedawno rzuciłem pracę gdyż była dla mnie zbyt dużym obciążeniem fizycznym i emocjonalnym. Mimo upływu czasu,i rozpoczęcia nowego zajęcia cały czas się pojawia w głowie była praca. W snach widzę tych ludzi,przychodzą dni że zastanawiam się czy dadzą sobie radę. Zaznaczam że nie lubiłem tej pracy ze względu na ludzi i alkohol spożywany w pracy na który mój przełożony nie reagował a ja byłem za nich odpowiedzialny. Jak pozbyć się byłej pracy z głowy? nie mogą się skupić na tym co będę dalej robił,uwiera jak mały kamień w bucie.
  20. Witam, mam 22 lat. Moim głównym problemem jest to, że nie potrafię rozmawiać, być w towarzystwie z mężczyznami. Kiedy na horyzoncie pojawia się jakiś mężczyzna to od razu się denerwuje, nie myślę racjonalnie, robię z siebie debilke. I jeszcze jedna sprawa to, że Kłamie nałogowo na każdy temat, nie mogę się od tego uwolnić. Kłamie odkąd pamiętam. Pomocyyy!!!
  21. Witam, mój problem nie dotyczy mnie tylko mojego brata. Ma on 20 lat. Mianowicie szybko się denerwuje, nie panuje nad emocjami, od dłuższego czasu siedzi tylko w domu tylko w łóżku. Kłócimy się a czasem to są mocne awantury. Wiem że on ma problem i myślę że to może być depresja, sam mówił że trudno mu odnaleźć się w społeczeństwie, i czuję się nie konfortowo z nieznanymi ludzi i mówił że czuje pustke w sobie na codzień. Kiedyś taki nie był. Zaczęło się wszystko gdy jego (pseduo kolega) dał mu kreskę pierwsza która dużo zmieniła w moim i jego otoczeniu (dokładnie to był mefedron czyli dopalacz). Nagle wszyscy zaczęli ćpać i pokazali że są fauszywi. Nie mówię że jestem lepszy, jestem tak samo głupi bo też spróbowałem ale w porę zorientowałem się co to robi z życiem. I bratu mówiłem żeby przestał itp. On mówił że rozumie że wie ale miesiąc i znów nie jest asertywny. Ostatnim razem wybrałem się do jego kolegi i zrobiłem mu awanturę i myślę że zrozumiał. Ale jak mam pomóc bratu żeby zaczął normalnie funkcjonowac. Nie mam z nim za dobrych relacji. A po każdej awanturze czuje się tak jakby to była moja wina. Nie mieszkamy sami więc babcia z matką też się martwią. Nie pisze tutaj nic żeby się pochwalić tylko szukam pomocy bo jestem w kropce.
  22. Chłopak zerwał ze mna twierdząc ze nie wie co do mnie czuje i chce byc sam ale cały czas pokazuje zainteresowanie, widzimy sie w pociagu codziennie, cały czas wypytuje sie co u mnie co robiłam te dni, a teraz zapytał sie czy go nienawidzę.. kocham go i chce odzyskać i nie wiem co mam odpisac
  23. Witam mam na imię Jakub mam 21 lat i mam problem z niskim poczuciem własnej wartości i chciałbym popracować nad tym tylko nie wiem jak się zabrać do tego i co zrobić żeby zbudować takie poczucie własnej wartości jeśli można to bardzo proszę o jaką kolwiek pomoc dziękuję serdecznie i pozdrawiam i czekam na jakie kolwiek odpowiedzi
  24. Witam. Poznałem faceta na portalu randkowym. Szybko stamtąd rozmowa przeniosła się na Whatsup potem rozmowa telefoniczna. Fajnie się rozmawiało no i się w nim zabujałem ale niestety odległość. Od 7-8 lat szukam faceta niestety ciężko w tym środowisku kogoś ludzkiego więdzacego czego chce takie który się nie boi związku. Sam pisał że szuka na związek ale potem się widocznie przestraszył. Jego sytuacja rodzinna nie pomaga w tym. W dodatku ma kilku znajomych z którymi spotyka się na spotkania erotyczne. Prowadzi układy seksualne. Jest mi przykro że niestety nie mogę nic zrobić by zwrócił na mnie uwagę. Nie może się ujawnić. Wieke razy mu mówiłem że takie prowadzenie się nie jest sposobem na życie że powinien kogoś spotkać dla siebie tego jedynego. Nie ukrywam że chvjskbhm być to osoba ale nie chce się spotkać bo ok 350 km w jedną i drugą stronę. Prosił mnie żebym do niego napisał za 2 tyg. A ja strudem muszę się powstrzymać a tak bardzo chce żeby przestał być dla mnie oschly. Groził że mnie publukuje więc z trudem cierpię. Chce spełnić jego prośbę. Tylko czy przez ten czas jak ja widzę jest prawe 24 h / dobę jest online na portalu randkowym nie pozna kogoś innego. A pisał że ma możesz 5 znajomych. Była umowa taka też że to do mnie zagada jak przemysli ale on ciągle ma chcice bo niby czemu siedzi tyle fellow? W dodatku o 1-3 W nocy. Wiem że rada pewnie jest taka że bym dał sobie spokój ale nie mogę bo ciągle o nim myślę. Co teraz robi. W dodatku jest mundurowym zwykłym normalnym typem hetero. Co robić? Dać spokój z myślą że o mnie zapomni? Że kogoś innego znajdzie skoro sam ostatnio mi pisał że nie szuka związków że jest mu dobrze tak jak jest. Woli sobie zaspokajać potrzeby natury seksualnej. Spróbuję wytrzymać te 2 tyg. A może i dłużej. A może sam zagada. Chciał bym żeby zmienił do mnie nastawienie. Chciał bym żeby było inaczej.
  25. 4 kolory zachowań a problemy małżeńskie i w związkach - temat omawia psycholog online, psychoterapeuta przez Skype. Jak brak zrozumienia trybów funkcjonowania poszczególnych osób oraz niewłaściwa komunikacja mogą prowadzić do niepotrzebnych konfliktów.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.