Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'mężczyzna'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 317 wyników

  1. Nie wiem do końca co robić i na czym stoję. Jakiś czas temu spotykałam się z chłopakiem. Bardzo mi na nim zależało, Byłam w nim zauroczona po uszy. Nasza relacja rozwijała się i byliśmy ze sobą dosyć blisko. Spędzaliśmy ze sobą sporo czasu, mieliśmy wspólnych znajomych, zostawiliśmy u siebie na noc. Wszystko układało się jak w bajce, dopóki ja nie wyjechałam do pracy na 2 miesiące. Kontakt z dnia na dzień się urwał. Ja gdy próbowałam do niego pisać to czułam, że on nie chce mi odpisywać. Zresztą odsyłał mi odpowiedź na jakieś dwie wiadomości i później była cisza. Nie wiem do końca co się stało. Po powrocie do domu próbowałam się z nim spotkać. Najpierw zaproponował, że możemy się zobaczyć następnego dnia, ale gdy ja do niego napisalam wtedy, czy mogę wpaść na 5 minut, nawet nie wyświetlił mojej wiadomości. Nadal mam u niego swoje rzeczy i ciągle mi na nim zależy, ale nie wiem już jak postępować. Wydaje mi się, że może być w to zamieszany jego kolega, który był we mnie zakochany, bo dziwnym zbiegiem okoliczności , gdy tylko ja wyjechałam on zaczął do mnie pisać i dzwonić jak gdyby nigdy nic. Zastanawiam się, czy problem leży po mojej stronie i może nieświadomie coś zrobiłam.
  2. Witajcie Kochani. Bardzo proszę przeczytajcie to, bo być może Wasze opinie (pewnie niektóre będą dość ostre) uratują moje życie. Moim problemem jest kwestia pracy, a opinia na jej temat mojego narzeczonego, aczkolwiek aby wyjaśnić Wam dokładnie na czym sprawa polega muszę trochę rozwinąć temat. Bardzo Was proszę o pomoc, ponieważ ostatnim czasem coraz częściej łapię się na tym, że opadam na dno. Do rzeczy: Mamy po 27 lat, narzeczeństwo od tego roku, po 8 latach związku. Początkowo pracowaliśmy i mieszkaliśmy razem, rozwijając swoją firmę jednakże potoczyło się w sprawach rodzinnych tak, że musiałam wracać do rodzinnego domu (wpływ toksycznej matki), aczkolwiek jak wydawałoby się wtedy On zgodnie ze mną stwierdził, że biznes upada, zamykamy, wracamy. Każdy z nas wtedy podjął inną pracę. On od tamtej pory (ok. 1,5 roku) pracuje ciągle w jednej firmie, transport. Ja natomiast początkowo pracowałam w delegacjach, praca dobrze płatna, aczkolwiek umowa zlecenie, z czasem zleceń było coraz mniej, aż dopadł nas koronawirus i ja straciłam pracę, a firma nie zapewniła mi tzw. postojowego. Przysłali wypowiedzenie i kontakt się urwał. Od marca do końca maja byłam bezrobotna, szukałam wszelkich prac, ale (i w tym momencie zobaczycie mój problem): - chciałam podjąć się pracy za granicą, wiecie, zbiórka owoców na 3 miesiące. Mój pomysł się nie spodobał, usłyszałam: "Jak pojedziesz, to nie będziesz miała tu do kogo wracać". Zrezygnowałam z pomysłu. - następnie moja przyszła teściowa przyszła z propozycją, że w markecie, w którym pracuje szukają osób. Usłyszałam: "Jesteś zbyt ambitna na taką pracę" (coś tam jeszcze było, ale wszystko opierało się na tym, że On by nie chciał abym tam pracowała). Zrezygnowałam. Pomieszkiwaliśmy wtedy w jego rodzinnym domu, aż pewnego kwietniowego dnia, Jego mama spakowała moje rzeczy w worki (nie było mnie przy tym), On zadzwonił i powiedział, że ona nie wyraża już chęci abym z nimi mieszkała. I tak musiałam wrócić do swojego rodzinnego domu. Miasto to samo. Głównie chodziło jej o to, że nie mam pracy, a reszta domowników miała to szczęście, że ich ta sytuacja nie dotknęła. W czerwcu znalazłam pracę w restauracji, oddaloną od mojego miejsca zamieszkania ok. 15 km. Jestem osobą nie cierpiącą kelnerstwa, gastronomii itp, ale zagryzłam zęby i pracowałam, ponieważ chciałam jak najszybciej zacząć zarabiać abyśmy mogli coś wynająć i zacząć razem mieszkać. I tutaj kolejne sprawy: - pamiętacie moją pierwszą pracę delegacyjną? Gdy tam pracowałam, narzekał, że mnie nie ma, Jego mama krytykowała tą pracę dość dla mnie zabawnym określeniem, a mianowicie: "Głupią masz tą pracę, ciągle cię nie ma". Wracając do jego opinii: "Tyrają cię tam, ja się chciałem oświadczyć w naszą 8 rocznicę, a musiałem wcześniej, bo nigdy nie wiadomo kiedy znów pojedziesz.." (Wracałam na każdy weekend, tak swoją drogą) - opinia z najbliższych tygodni? On: Fajną tą pracę miałaś. Pani teściowa: Dobra ta praca była, jeździłaś sobie itp. (PS. kocham jeździć, to w tej pracy sprawiało mi przyjemność ;)) - pamiętacie pomysł o pracy w markecie? Opinia z ostatnich tygodni - On: "Była praca w markecie, a ty nic nie robiłaś, a mogłaś tam iść". Pani teściowa: "No była tam praca, a ona sobie siedziała w domu". (- inni mi donoszą, wiecie o co chodzi ;)) Powróćmy do tematu pracy w gastro: Pracowałam od czerwca do sierpnia. Początkowo spoko, fajni współpracownicy, jednak szefostwo coraz częściej zwracało moją uwagę. Kilka kwiatków: widziałam szefa nago (słowa klucz: NAGO, RESTAURACJA - nie pytajcie), ciągle na mnie wrzeszczał za błędy które sam popełniał. Ogólnie nie ma sensu się rozpisywać, ponieważ możemy podsumować to słowami patologia + kabaret. Problemy: - nie widywaliśmy się w ogóle, ja nigdy nie wiedziałam kiedy skończę (kto pracował w gastro ten wie), on nie chciał spać u mnie, ja u niego wiecie nie bardzo (pani teściowa...) - pamiętacie, że podjęłam gastro, bo mieliśmy wynająć mieszkanie. I już, już wybrane ogłoszenia z neta, już o krok od oglądania i wybierania dogodnego lokum... On: "W sumie nie opłaca się wynajmować, lepiej jakbyśmy kupili, ja zarabiam, wezmę kredyt". Wiadomo ja bym dokładała swoją dolę. Wybraliśmy dwa interesujące nas mieszkania. Mi przypadło dzwonienie do agentów w celu umówienia się na spotkanie, omówienie spraw z doradcą kredytowym itp. Ale poimprezował i zapomniał o terminie, a ja w złości mu nie przypomniałam i temat zdechł. Wiem, mój okropny błąd, że się tak uniosłam... i na tym straciłam, aczkolwiek: - od jego kolegi dowiedziałam się, że powiedział iż ja postępuję zbyt pochopnie, napaliłam się na te domy a ciągle zmieniam pracę, nie jestem stała finansowo itp itd. Zapytałam Go o to, a On mi odpowiedział, że to nie On powiedział, a jego kolega. (Chciałabym wstawić tu emotkę, która wyrażałaby coś w stylu WTF?!?!?!) Nie drążyłam tematu. I doszliśmy do aktualnego miesiąca. Znalazłam pracę, blisko domu, 3 dni pracujące, mały sklep, jestem na razie na przyuczeniu. Mieszkam w uzdrowisku, więc planuję dorabiać na czarno w dni wolne. I robimy kółeczko moi drodzy - On: No nie wiem, jakbym ja był na Twoim miejscu to wolałbym za młodych lat zapieprzać, żeby jak najwięcej zarobić, a na starość mieć taką spokojną pracę. No i jesteśmy na końcu, a teraz to co ja czuję. JESTEM ROZDARTA. Ciągle płaczę, nie radzę sobie, chcę aby było już dobrze, marzę o tym by móc w nocy z nim zasypiać, zajmować się sprawami domowymi, gotować i oczywiście nadal pracować. Ale tego nie ma. Budzę się z poczuciem jaka jestem beznadziejna, że nie potrafię znaleźć sobie czegoś, dzięki czemu mogłabym zarabiać więcej niż niecałe dwa tysiące. Aaa jeszcze jedno: ofert pracy miałam trzy, to nie tak, że wybrałam sklep, bo łatwo. Dwaj poprzedni pracodawcy byli bardzo niekonkretni i ciągle mnie zwodzili, że zadzwonią, a gdy ja dzwoniłam to nie odbierali. Wracając do moich żali: czuję się nic niewarta, nadal wszyscy mi donoszą jak to pani teściowa określa mnie jako osobę niestabilną zawodowo, a ja w swoim mniemaniu uważam, że robię wszystko by było już dobrze. Z twardej dziewczyny stałam się wrakiem i owszem jestem aktualnie niestabilna, ale emocjonalnie. Gdy już czuję, że mi się uda, dostaję kolejny strzał o tym jakich to słabych stanowisk się podejmuję. Mam napady, że utwierdzam się w przekonaniu, że będę robić swoje i znów twardo stąpać po ziemi, po czym opadam. Nie jestem szczęśliwa, bo wiem, że nie zarabiam na tyle, na ile inni by oczekiwali. BŁAGAM WAS POWIEDZCIE MI CO O TYM SĄDZICIE. CHCĘ TO WSZYSTKO USTABILIZOWAĆ I URATOWAĆ, ALE JUŻ NIE WIEM JAK. (ps. kocham go i nie zostawię, gdyby komuś przyszła na myśl taka propozycja to z góry ją odrzucam)
  3. Na początek zacznę ,że nie wiem w czym tkwi problem zaczęło się kilka lat temu od starego związku,po zakończeniu było mi bardzo ciężko popadłam w pracoholizm ,rozstanie było moim pierwszym odizolowalam się od ludzi ciężko mi było wrócić do społeczeństwa do dzisiaj ciężko mi zaakceptować nowych ludzi często nie chęcią lub atakiem mój związek zakonczyl się ponieważ mój partner miał dziecko i mi poświęcał nie tyle czasu ile trzeba .. chciałam mieć go dla "siebie "w takim sensie ,że nigdy nie czułam ,żeby ktoś o mnie walczył może ma to podłoże u dziecinstwa trudno powiedzieć(brak ojca ,oraz matka poświęcająca czas raczej kawalerom niż dziecku.., który potrzebowało uwagi i też wiecznie nie dostająca vzadnej pochwały ) .. wieczne kłótnie o to dziecko k nie tylko potem zaczęły się przyjaźnie z koleżankami,podejrzewam ,że z racjii tego ,miałam niską samoocenę dalej byłam z tym związku i tej "miłości"praca pomogła mi wytrwac ,bo też cięgle też czułam Męczenie okazało się dopiero rok temu ,że cierpię na niedoczynność tarczycy ,co. Też zaczęło się w związku ,i pretensje o wieczne zmęczenie z jego strony.jakies 3 lata temu się pozbieralam niestety fizycznie czułam się źle .poznałam mojego obecnego partnera na początku wszystko ładnie pięknie ,a zaczął mnie traktować jak ... Ale mnie nie bił traktował mnie jak hm do czego porównać..śmiecia oo! poznaliśmy się tu w UK,i tak mijak czas raz dobrze raz źle ..było mi na tyle źle ,po2 latach ,że chciałam wrócić do Polski niewiem czy to jego wina czy też kraju ,braku prawa jazdy znajomych itd niedawno trochę się zmienił ,bo wiedział ,że może mnie stracić i tak wyjechałam wróciłam z różnych aspektów między innymi zero wsparcia od matki ,sióstr czy kogoś ,kogoś od kogoś migała bym pomyśleć ,że zależy na mnie mu ..silnie chciałam mieć tylko dla siebie w ostatnich dniach i miałam trochę dość wiecznie przylazacych kolegów .. bo rzekomo poświęcał mi dzien ,a kiedy ja chciałam się wieczorem przytulić ..teraz nic nie mówił i nagle stwierdził ,że go orzytlaczam,że on nie będzie pantoflem itd stwierdził ,że jeśli się nie zmienie to koniec ,a więc nie dla niego ,a dla siebie ,bo może faktycznie coś jest że mną nie tak i nie umiem sobie poradzić z tym .. z racji braku takich osób ,na których byłabym ważną czuje się samotna i na wiosnę nie czułam sensi dalszej egzystencji też że sprawa izoteq na trądzik , którego nigdy nie miałam ,nie umiem się odnaleźć ,nie wiem czego chce ,nie umiem odnaleźć sensu ,celu,kocham go ,ale chce odkryć czy że mną jest coś nie tak ,chce zacząć cieszyć się życiem a nie żyć i martwieniem się o zakupy czy inne .może powinnam się odciąć od ludzi niewiem tych toksycznych,ale mam dobre chęci ,chce wrócić do relacjii z ludźmi ,długi myślałam ,że to hormony i wróci do normy wszystko tak się nie stało na tarczyce jest ok biorę leki i testosteron pomalu obniżam,ale póki co neiwiem co dalej może ktoś spojrzy na to zboku i powie coś więcej ,bo moje taktyki i próby wracania do norm nie działają .miesiąc temu chciałam już podejść tele terapię ,ale zakończyłam rozmowe na liczyć rejestracja .. teraz piszę to na gorąco,aby przekazać jak najwięcej trudno określić czy będą to ważne informacje,dodam ,że również na swojej drodze spotkałam nie powodzenia w znalezieniu pracy w pl czy też stres Wiązany z obsługą klienta ,który pozwalal mi zapomnieć i bólu z 1 związku ... Mam na imię Joanna mam lat 30 w Listopadzie.prosze mi pomóc odnaleźć dawna energię nowa siebie i sens ,dodatkowo może uda mi się zaradzić w kwestii związku jak nie tego to chociaz następnego ,jeśli jestem winna muszę reagować . pozdrawiam serdecznie
  4. Witam serdecznie, już na samym wstępie proszę o nie ocenianie mojej osoby. Moja sytuacja jest dla mnie dosyć patowa i uciążliwa. Zacznę od początku dla większego zrozumienia mojej osoby i sytuacji. Byłam w 6 letnim związku, z którego mam wspaniała 4 letnią córeczkę. Facet jednak okazał się toksyczny, sadystyczny i po tych 6 latach został w końcu wywalony wek... Człowiek krzątał się sam. Wyłapałam dwie pracę, dla oszczędności zostałam u rodziców na mieszkaniu. Nie szukałam nikogo. Ba! Było mi świetnie bez faceta... ale los bardzo chciał, bym nie była sama i dał... całych dwóch... wiem, wiem brzmi oburzająco.. już sobie wyobrażam epitety niektórych osób. Ale prostując nr 1 jest ode mnie 13 lat starszy, bardzo dojrzały, i radzący w życiu. Z charakteru mój typ z wyglądu również... jednak, kompletnie nie odczuwam z jego strony chęci na coś więcej. Człowiek mieszka ode mnie 13 h jazdy z stąd... niestety. Na początku widywaliśmy się codziennie. Niestety delegacja się skończyła i wrócił do domu swoich rodziców. Codziennie dzwoni pisze, martwi się ale jest mu ewidentnie wygodnie. Sam zresztą to powiedział. Mimo prawie roku stażu ani razu nie było kocham cię... Mam wrażenie ze on dalej żyje swoją byłą... teraz widujemy się raz w miesiącu na średnio 5/7 dni.. męczy mnie to.. dziecko się przyzwyczaiło.. a go wiecznie nie ma... i Tu pojawia się ten drugi. Mój przyjaciel którego znam dużo dłużej.. którego z serca nie trawie, ale jak to się mówi kto się czubi ten się lubi i moje serce jest mu oddane. Mimo to nigdy do niczego między nami nie doszło.. Jest do dziecka super, mała go uwielbia... bardzo chce bym z nim była.. nawet chciałby byśmy z nim zamieszkały... Ale jakby mu trochę brak męskości... tego czegoś, co ma ten pierwszy. Plus jest taki że on mieszka niedaleko mnie (20 minut ) spacerem... widujemy się codziennie.. w pracy i po za... jest dla mnie zbyt uczuciowy.. ma dobre serce.. ciągnie mnie ku niemu ale i ku pierwszemu także. Nie wiem kogo dać szanse. Czy czekać aż ten 1 się zdecyduje na coś trwałego i poważnego czy stworzyć coś z tym 2 który chce już teraz coś tworzyć z nami...
  5. Witam . Jestem 30-letnia kobietą. Mam wrażenie że ciągle wchodzę w toksyczne relacje. Nie dawno zaczęłam spotykać się z facetem, który ma 33 lat, który cały czas mówi o sobie, że ja to umiem, że ja dam radę, że mnie wszyscy muszą słuchać np. w pracy, a jest zwykłym pracownikiem a nie jakimś szefem, że on zna się najlepiej na tym co robi itp. Cały czas opowiada o sobie. Jak już coś ja zacznę opowiadać to tylko sporadycznie. On ma zawsze coś do powiedzenia i to bez mała na każdy temat gdzie twierdzy że on dobrze na tym zna się. W głowie narodziły się mi myśli różnego rodzaju, których nie mogę opanować. Ciężko mi jest z tym. Zastanawiam się czy kontynuować tą znajomość czy dać sobie spokój, nie będę oszukiwać, podoba mi się on. Myślę że to raczej nie jest normalne zachowanie dorosłego człowieka, tylko nie wiem jak to wytłumaczyć. Czy po prostu ma ona jakieś problemy z samym sobą? Pozdrawiam
  6. Witam. Proszę o poradę. Dlaczego facet, lat 33, któremu podobałam się, było to widać po jego oczach i zachowaniu, gdzie chciał poznawać mnie i spotykać się, poznał moich rodziców, bo chciał, ale wolał wrócić do byłej, z którą jak twierdził, że zerwał i był z nią po to żeby tylko być. Też nie fajne rzeczy opowiadał o niej. Dziwne dla mnie wydawało się to też że on sam do siebie mówi. X to jego imię: że X da radę, że X umie to, że X wszyscy w pracy boją się, że X wie najlepiej, że X to i tamo. Też bardzo dużo mówił bez mała na każdy temat i jakby on to wiedział najlepiej. W tamtej chwili miałam wielki mętlik w głowie. Czułam że coś jest na rzeczy, tylko co? Wiedział jakiego faceta szukam i potwierdził że takim jest i będzie dobrze. Dał do zrozumienia że zaopiekuję się mną tak abym więcej nie zamartwiała się. Powiedział że na dobre zakończył związek z byłą i żebym ja tak samo zrobiła. Ja już od dwóch miesięcy jestem po rozstaniu. Od tego momentu zaczęłam się powoli otwierać przed nim. Było widać ze facet lubi sobie trochę popić, nawet obiecał że jak będzie spotykał się ze mną to sobie odpuści te piwko, i będzie się starał. Widać że zaczął już myśleć jak to będzie wyglądać jego życie ze mną, chciał nawet już zamieszkać ze mną. Zrobił nawet raz obiad, z którego był bardzo zadowolony i chciał żeby głośno jego pochwalić. Dlaczego po zbliżeniu, podziękował za fajną noc? Poczułam się jak ta dz.... Nie minął tydzień, gdzie mieliśmy po raz kolejny spotkać się, to on podpity dzwoni i mówi że wrócił do byłej, bo ona jest naj. Tak nagle stwierdził że nie chce mnie skrzywdzić i jestem dla niego za nerwowa, zdarzyło mi się przekląć przy nim, czy wkurzyć się na współlokatorkę w mieszkaniu. Czy po takim czymś można stwierdzić że jestem nerwowa? Czy to są jakieś zagrywki dzisiejszych facetów, czy co innego? Jak jego zachowanie można wytłumaczyć? Czy być może to jest po prostu toksyczny człowiek? Chciałabym na przyszłość takich facetów wystrzegać się. Nie wiem co mam myśleć na takie zachowanie dorosłego faceta. Do tej pory byłam w kilkuletnim związku i może po prostu nie jestem zorientowana na tez wszystkie zagrywki facetów w dzisiejszych czasach. Trochę męczę się z tymi przemyśleniami i jest mi też trochę szkoda tego czasu. Miałam wielką nadzieję że w końcu szczęście uśmiechnęło się do mnie po tak długim czasie. Niestety przeliczyłam się. Pozdrawiam i z góry dziękuję za odpowiedź.
  7. Coraz więcej par uskarża się na kryzysy w związku i ma trudności z poradzeniem sobie z nimi. Zastanawiając się nad przyczyną kryzysów w małżeństwie czy związkach przychodzi mi na myśl pierwsze lepsze zakończenie bajek dla dzieci, gdy księżniczka i książę pokonują trudności, następnie pobierają się, celebrują to wydarzenie podczas wspaniałego balu, a potem „żyją długo i szczęśliwie”. I na tym bajka się kończy. Nie ma dalej opisu ich codziennego życia np. tego jak idą do pracy, biorą kredyt, wychowują dzieci, są zmęczeni, przeżywają stres i tak naprawdę dopiero się poznają w różnych sytuacjach. Odkrywają, że mają odmienne spojrzenie na różne zagadnienia np. podziału obowiązków czy wychowania dzieci, co może wynikać z ich doświadczeń życiowych w swojej rodzinie pierwotnej. Albo zauważają, że są w związku nie z jedną osobą ale też z częścią jej rodziny, która to w dodatku podejmuje decyzje. Spostrzegają, że cechy drugiej osoby, które w okresie wczesnej znajomości wydawały się atrakcyjne to w małżeństwie stają się nieznośne. O ile „szalony romantyk” zawrócił jej w głowie, to na co dzień wolałaby „pracowitego pragmatyka”. A on myśli, że szkoda, że „bezradna dziewczyna”, która wzbudziła w nim potrzebę opieki nie stała się „wspierającą żoną”. A w dodatku mają perspektywę spędzenia ze sobą przynajmniej 50 lat. (Nasze życie wydłuża się. Jak pokazują dane statystyczne średnia długość życia Polaków od 1950 roku wzrosła prawie o 20 lat.) Do tego wszystkiego otoczenie wokół nich się zmienia np. rynek pracy, przechodzą kolejne etapy życia (młodość, dorosłość, wiek dojrzały),trzeba sprostać nowym rolom społecznym (student, pracownik, rodzic, emeryt). Pojawiają się trudności zewnętrzne: problemy finansowe, bezrobocie czy choroba. Kryzys w związku może wystąpić na każdym jego etapie i mieć różne przyczyny, najczęstsze to: brak wiedzy o drugiej osobie, jej doświadczeniach życiowych, przekonaniach. Może to wynikać z krótkiego okresu znajomości przed sformalizowaniem związku. różnica między własnymi oczekiwaniami co do drugiej osoby a rzeczywistością. Niektóre cechy partnera na początku związku pasowały do oczekiwań ale z czasem okazało się, że są jeszcze inne, które wydają się nie do zaakceptowania. trudności w komunikacji np. błędna interpretacja intencji drugiej strony, nieumiejętność słuchania czy wyrażenia swoich emocji czy potrzeb, stereotypy dotyczące związków i ról z nim związanych czyli np. „kobieta ma się zajmować domem, a mężczyzna go utrzymywać”, odmienne przekonania na temat tego jak powinien wyglądać związek. Na przykład niektóre osoby mogą postrzegać małżeństwo w taki sposób, że wszystko robimy razem, wiemy o sobie wszystko, a inne zostawiają sobie i partnerowi prywatną przestrzeń. Jeśli w tym aspekcie osoby się różnią to mogą czuć się osaczone przez drugą osobę lub odrzucone. utrata zaufania spowodowana zachowaniem jednej strony, np. zdrada, wypalenie w związku z powodu rutyny, odmienne podejście do bliskości i seksu, choroba lub uzależnienie, odmienność kulturowa i wyznaniowa. To oczywiście nie wyczerpuje wszystkich możliwości. Natomiast na bazie tych przyczyn może rodzić się frustracja, która przeradza się w poczucie niezrozumienia, samotności, złości i nieszczęścia. Obniżony nastrój sprawia, że partnerzy zamykają się na siebie, okopują na swoich pozycjach, co przy deficytach w komunikacji przeradza się w konflikt. Może pojawić się bierna agresja czyli cynizm, pogarda lub agresja werbalna czy fizyczna. Tutaj należy odróżnić agresję od przemocy, która ma na celu podporządkowanie sobie drugiej osoby. Kiedy warto podjąć terapię par. Gdy obie strony konfliktu chcą ze sobą rozmawiać ale nie potrafią sobie radzić z emocjami i próby porozumienia się zawodzą, chcą poprawy relacji, komunikacji i nauczyć się skutecznie rozwiązywać problemy. Celem terapii jest to aby strony ze sobą porozmawiały w konstruktywny sposób, zrozumiały punkt widzenia drugiej strony, podjęły próbę rozwiązania konfliktu i samodzielne decyzje co do dalszego funkcjonowania związku. Terapia par czy małżeństw nie ma na celu utrzymania związku za wszelką cenę ani „naprawy” czy zmiany zachowania tylko jednej osoby. W trakcie może się okazać, że partnerzy zdecydują o rozstaniu. Dzięki terapii podejmą tę decyzję w pełni świadomie i będą mogli już w terapii indywidualnej przepracować proces zakończenia związku. Terapeuta jest osobą neutralną, nie przyjmuje punktu widzenia żadnej ze stron ani nie kieruje się własnymi przekonaniami. Nie doradza ani nie narzuca rozwiązań oraz nie podejmuje decyzji za partnerów. Terapeuta zaproponuje zasady skutecznego i bezpiecznego komunikowania się i w trakcie sesji będzie dbał o ich przestrzeganie. Pomoże zidentyfikować przyczyny i mechanizmy konfliktu, schematy zachowania partnerów oraz przedstawi możliwości zmiany. Dzięki temu partnerzy sami odnajdą wspólne wartości i obszary, które uznają za fundamenty ich związku oraz określą zasady jego funkcjonowania i podział ról. Kiedy wskazana jest inna forma terapii. Są sytuacje, w których terapeuta odmawia podjęcia się pracy z parą. Najczęściej jest to w sytuacjach gdy: istnieje decyzja o rozwodzie – wówczas terapeuta może zaproponować mediacje rozwodowe i terapię indywidualną z innymi terapeutami, partner lub oboje pozostają w podwójnych związkach – są to wskazania do terapii indywidualnej, między partnerami dochodzi do przemocy – terapeuta powinien przeprowadzić interwencję kryzysową, zgłosić przestępstwo ze względu na występujące zagrożenie życia czy zdrowia oraz zaproponować terapię indywidualną, w związku występuje choroba psychiczna lub uzależnienie czy współuzależnienie – są to wskazania do konsultacji psychiatrycznych w celu postawienia diagnozy oraz zaproponowania specjalistycznego leczenia w tym psychoterapii. Bardzo ważne jest aby partnerzy podczas terapii ujawnili jak najwięcej informacji o sobie i o występujących trudnościach. Terapeuta będzie wtedy w stanie zaproponować parze najlepszą formę wsparcia. Terapia par jak i małżeńska może odbywać się on-line.
  8. Witam wszystkich, Założyłem profil na tym forum,bo znalazłem się na swego rodzaju zakręcie życiowym... Przeżywam kryzys osobisty i nie do końca wiem,jak z niego wybrnąć! Może tu znajdę odpowiedź W miarę możliwości będę więcej o sobie pisał,a może będziecie chcieli zadawać pytania...
  9. Witam Mam 20 lat i 10 miesięcy teamu zmarła moja dziewczyna, która była ze mną ponad trzy lata. To był mój pierwszy związek w życiu. Od tego zaczęły się moje problemy. Początkowo nie miałem świadomości mojego stresu pourazowego, lecz kolejne miesiące były okaleczone bólem, goryczą i uciskiem w sercu. Szukałem kontaktu, relacji z kobietą. Jedna relacja nie udana, która pokazała mi, że muszę uważać na relacje, ponieważ mam złe przywiązania. Gdy utrzymuję relacje z kobietą, chciałbym wszystko wiedzieć i chciałbym osiągnąć poziom związku jak najszybciej. Tonący brzytwy się chwyta. Nie chcę zastąpić jej, chcę stworzyć coś nowego. Pięć miesięcy temu poznałem kobietę na studniówce. Uległa mi w pamięci i do niej napisałem. Bardzo intensywna relacja, wiele cech wspólnych i wartości. Po trzech miesiącach mam wrażenie, że się delikatnie wycofała, co sprawia, że mam wiele głupich myśli. Ostatnio się spotkaliśmy i powiedziała mi, że jest jej dobrze samej bo ma na głowie studia itp. Sama miała dość burzliwe dwa związki, więc jest trochę zrażona co mi wyznała. Także powiedziała, że chce utrzymać ze mną nietoksyczną relacje i że jej zależy. Zgłupiałem po tym spotkaniu, jest mi strasznie źle! Wróciły stare bóle i żale. Wszystko przez moje przyzwyczajenia ze starego związku. Nie mogę przestać o niej myśleć i analizuje wszytko. Jak mam pozbyć się swojej nadgorliwości, ochoty wiedzy wszystkiego na jej temat? Czuję się na tyle źle, że nie mogę usnąć. Przywiązałem się do niej tak bardzo, że wszystko mnie rusza... Mimo tego, że jesteśmy tylko przyjaciółmi, to chciałbym od niej wiele. Staram się dawać jej wszystko, uczucia, czas, miłe słowa. Mam wrażenie, że depresja mnie wcale nie opuściła. Zaczynam na nowo często płakać. Huśtawki nastrojów mi doskwierają. Wszystko opiera się na tej osobie. Jak nie mam z nią kontaktu, jest mi źle. Nie potrafię się skupić na sobie. Liczę na jakąś poradę, ponieważ co raz bardziej odczuwam, że moja psychika nie daje rady... pozdrawiam
  10. Mam 34 lata. W sumie w życiu układa mi się całkiem nieźle jeśli chodzi o pracę i stan posiadania. Z jednym wyjątkiem. Nigdy nie miałem dziewczyny. Mam wyłącznie męskich znajomych (oraz ich partnerki). W tym wieku tragicznie trudno jest nawet kogoś nowego spotkać i poznać. Biorąc pod uwagę mój brak doświadczenia w takich rzeczach jak flirtowanie czy randki (ostatnie średnio udane miały miejsce około 10 lat temu) to już w ogóle przewalone. Zdaje sobie z tego sprawę, że w tym momencie sytuacja pod tym względem graniczy z beznadziejnością jeśli chodzi o zmianę tego stanu rzeczy. Ponadto wielokrotnie słyszałem, że ktoś musi być najpierw szczęśliwy sam, by związek miał sens. Problem w tym że ciągle to wraca i psuje mi nastrój. Znajomi są w związkach, na ulicach zakochane pary, a ja patrząc na to zaczynam się czuć jak wrak, bo zdaję sobie sprawę z tego, że tę sprawę przewaliłem totalnie i że to w 99% moja wina. Nawet patrzenie na ładne dziewczyny mijające mnie na mieście zaczyna mi sprawiać ból. Oczywiście że staram się zajmować swoim życiem, utrzymywać znajomości, rozwijać zainteresowania, ale to ciągle mnie dręczy. Może nie sam fakt bycia singlem w tej chwili jako stan przejściowy, ale to że nawet nigdy tego nie doświadczyłem i mam na to marne szanse. Czy są jakieś sposoby żeby sobie z tym radzić?
  11. Mam 22 lata, jestem mężczyzną. Czy to, ze ciężko by mi było wytrzymać (nie wiem czy bym dał radę, myślę że to byłaby walka) tydzień bez seksu/masturbacji oznacza, że jestem uzależniony? Czy to po prostu wysokie libido? Mam dziewczynę, pierwsza moja dziewczyna, jesteśmy 2 lata razem, co 3 dni mamy seks, jednak czasem podniecę się nią, a ze względu na brak intymności (mieszkamy z rodzicami) nie uprawiamy seksu. Wtedy, jak dziewczyna pójdzie do domu, to np. za godzinę wraca do mnie myśl o seksie, potem mija, wraca różnie, np. za parę h/następnego dnia. Wtedy masturbuje się przy porno. Czy to jest normalne? proszę o pomoc
  12. Hej, Mam 35 lat i od 10 lat jestem w związku małżenskim, mam prawie 5 letniego syna. W związku jesteśmy dłużej niż 10 lat, coś około 14 lat liczyć cały związek. Mój problem zauważyłem rok temu, może coś koło tej daty, ale teraz widzę że tak naprawdę był on wcześniej, jak bardzo tego nie wiem. Widzę że w tym czasie moja żona się ode mnie oddaliła. Jeśli chodzi o wspólne wyjścia to robimy je z synem i z żoną, raz na jakiś czas jezdzimy razem do różnych miejsc, na place zabaw, nie w okolicy, lecz dalej, na jakieś wycieczki. Jednak to jest puste wyjście, gdzie jedyną uwagę przyciąga tylko syn którym się zajmujemy. Oczywiście rozmawiamy, jednak to jest pusta rozmowa. Jednak zacznę tutaj od żony a potem opiszę siebie. Moja żona jest bardzo opiekuńcza kochająca syna, dokładną i pracowitą osobą. Założyła swoją działalność no po prostu osiągneła sukces życiowy. Jednak to wszystko odbiło się na związku, żona jest zapracowana, pracuje pół z domu pół w biurze(poza domem), podczas pracy w domu kontakt z nią jest ograniczony ze zwględu na ilość pracy którą posiada, czasami ma tyle pracy że mówi coś do swojego syna że mu zrobi jedzenie i tego nie pamięta, stawia syna i prace na pierwszym miejscu z czym oczywiście nie ma żadnego problemu ale mnie tam w ogóle nie ma, nie śpimy razem od czasu gdy się syn urodził, proóbowałem ją nakłonić do zakupu łóżka dla niego, co jest prawie że niemożliwe, przez to że nie śpimy razem to nie mamy w ogóle kontaktu między sobą, ona nie ma czasu na seks a że nie śpimy razem mi ciężko jest go zainicjować. Moja żona jest panią domu, ona podejmuje w większości decyzje z którymi potem moge się zgodzić lub wyrazić sprzeciw, oczywiście mam swoje zdanie, jednak tak jak w przypadku łóżka dla syna jest to nie moja decyzja. Rozmawiałem z nią już tyle razy że nie potrafię już tego zliczyć jeśli chodzi o zakup łóżka, w żaden sposób nie jest to rozpatrywane przez nią. Kiedyś przychodziłą do mojego pokoju razem przed snem oglądaliśmy filmy, coś tam rozmawaliśmy, kochaliśmy się. Potem doszło do tego że przestała to robić. To było może rok temu. Kim jestem, uczuciowa osoba, kocham bliskość drugich osób, lubię kontakt między ludzki. W związku byłem osobą która inicjowała bliskość, przytulała pierwsza. Pracuję również z domu jak i chodzę do pracy. Kocham mojego syna jak i moją żonę. Wiele razy to im mówię. Jestem typem który kocha swoją żonę nad swojego syna, nie wiem czy to dobrze, ale powiedziałem jej to kiedyś że ona zawsze będzie na pierwszym miejscu w moim życiu (ona uważa to za żart chyba), od zawsze uważam że syn kiedyś odejdzie a z żoną się żyje do śmierci. Oczywiście mam swoje wady typu że złoszczę się, jak jej mówię że najczęściej moje złości się z braku kontaktu z nią czy to chodzi o proste przytulania i poczucie miłości czy o zwykły seks (obecnie moje złości zamieniły się w obojętność). Zainicjowałem rozmowę o moim problemie, powiedziałem o co mi chodzi, starałem się wytłumaczyć czego mi brakuje w związku. Odpowiedź żony była że się zmieniła i nie będzie tak jak było 5 lat temu przed urodzeniem dziecka. Czuje jakbym w ogóle jej nie obchodził, oczywiście że mnie to złości, to już przeszło w lekką depresję, nic mi się nie chce, jestem smutny, nie potrafie się bawić z synem. Na początku się złościłem na brak seksu, brak kontaktu, brak spania, brak jej inicjatywy do jakichkolwiek relacji, uświadamiałem ją że brak seksu to jak dla mnie brak miłości, ona za to uważa że robiliśmy to za często (najczęściej było dwa razy w tygodniu, potem przeszło na raz w tygodniu, a obecnie chociaż nie zawsze jest raz na miesiąc). Wydaje mi się że przez to że pracuję spadło jej libido, nie widzi tego gdyż nie ma na to czasu. Ja natomiast planowałem odejść od niej już drugi raz. Za pierwszym razem byłem już przygotowany, zapakowałem się, jednak stwierdziłem że to nie jest rozwiązanie, oczywiście mieliśmy rozmowę na ten temat, obiecała że spróbuje się zmienić, minął miesiąc/dwa miesiące, nic się nie zmieniło, nadal pracuje mocno, nadal nie zwraca na mnie uwagi, nie planujemy powrotu do spania razem. Już mam ochotę naprawdę to zakończyć ze względu na brak miłości do mnie. Nawet dzisiaj wspomniałem czy mnie kocha, nie potrafi mi odpowiedzieć, dotego wczoraj chciałem skorzystać z jej telefonu i mi go wyrwała z ręki. Nie sądze by miała kogoś, bo ją już uświadamiałem że jeśli ma mi doprawiać rogi to lepiej będzie jak mi oszczędzi bólu i się rozstaniemy, kiedyś miała przyjaciela co z nim smsowała, od tego czasu mam poważny uraz z brakiem zaufania do niej, gdyż mocno to przeżyłem (według niej były to tylko smsy ja myślę że mogła się w pewnym sposób zadużyć w tej osobie, niby przestała ale kto go tam wie, wybaczyłem jej i po pewnym czasie urodził się nam syn). Nie wiem jak mam to widzieć, ogólnie mam już zaplanowane mieszkanie, martwi mnie mój synek gdyż to co się stanie to będzie związane z tym że ja odejdę od niego, mieszkanie jest mojej żony, zresztą nie sądze by sąd mi dał prawa opiekuńcze. Martwi mnie to kto się będzie nim zajmował jak mnie nie będzie, że to będzie moja wina że odszedłem i że nikt nie ma na niego czasu, gdyż jeśli jestem w domu i pracuję z domu to opiekuje się nim. Tak wiem że jest przedszkole gdzie moja żona nie często go tam wysyła. Może jest tutaj coś więcej do dodania jednak sam już nie wiem, trudno się o tym gada i jeszcze trudniej pisze. Nie wiem czy problem leży po mojej stronie czy po stronie żony. Według żony ja jestem osobą atakującą ją, że mi wszystko nie odpowiada, może i tak być bo ile można prosić o rozmawiać wciąż o tym samym, o braku miłości, z mojej strony moja żona nie słucha mnie i olewa wszystko co mówię, przez co myślę że zatraciłem się licząc że się zmieni, nie następuje dlatego mam ciągłe pytania, trochę pretensje że nic nie robi w tym kierunku. Czy jest tutaj coś co można zrobić bez rozmowy z nią z psychologiem rodzinnym? Bo nie wiem czy ona się zgodzi na to.
  13. Witam, mam na imię Magdalena i mam 24 lata. Jestem 5 lat po ślubie. Mąż jest ode mnie rok młodszy. Pobralismy się po tym jak zaszłam w pierwszą ciążę, obecnie mamy dwójkę dzieci 5 lat i rok. Kochamy się, przynajmniej tak mi się wydaje. Bo czasami mam wrażenie, że mąż już nic do mnie nie czuje. Ostatnio nagle zainteresował się była dziewczyna i jeszcze próbował to ukryć. Twierdzi, ze nawet z nią nie rozmawiał, że chciał tylko tak na jej profilu popatrzeć co u niej słychać. Nigdy wcześniej takiej sytuacji nie było. Kiedy zapytalam dlaczego, to powiedział tylko, że po prostu był ciekawy co u niej słychać, jak jej się życie układa. Zanim to zrobił podobno usłyszał jak jego siostra poruszyła jej temat ze swoim mezem. Czy to jest normalne, że nagle interesuje go życie byłej dziewczyny? Czy ja przesadzam przeżywając , że będąc ze mną on interesuje się innymi?
  14. Mam 41 lat. Przez tą pandemię COVID-19 nie chce mi się żyć. Miałem plany na przyszłość a teraz czuję jakbym był sparaliżowany po wypadku. Nie boję się może samego zarażenia, lecz przerażają mnie konsekwencje pandemii w tym przeczuwam koniec ludzkości. Nie wiem co zrobić z sobą!
  15. Witam, a więc spotykam się od marca z facetem, którego znam od 8 lat. Jest po rozwodzie od lutego 2019 roku. Byl mną zainteresowany od dłuższego czasu, problem w tym, że teraz do tego wszystkiego rozwiodła się nasza wspólna znajoma, która do niego pisze. On niby twierdzi, że nic ich nie łączy i, że to tylko koleżanka, ale ja jestem zazdrosna, on o tym wie i go to denerwuje trochę. Nie wiem co robić, jak mam sobie z tym wszystkim poradzić, ponieważ nasze rozmowy sprowadzają się do zdania, że przesadzam i się za bardzo wszystkim przejmuje.
  16. Witam ! Jestem mężatką od ponad 4 lat , znam swojego męża od prawie 9 lat , moi znajomi znają mnie jako miłą uśmiechniętą dziewczynę z głową pełną rozwiązań i pomysłów . Tak, nie wiedzą jednak że czasami głowa ta puchnie z powodu problemów których nie potrafię rozwiązać ... Zazwyczaj o swoich problemach mówiłam mamie bądź przyjaciółce to w nich czułam oparcie, lecz od pewnego momentu (czasie po zawarciu małżeństwa-czasie docierania się) zaczęłam dusić pewne kwestie.. Zacznę od początku , z mężem przed ślubem znałam sie 4 lata nie mieszkaliśmy ze sobą on mieszkał 50 km ode mnie , spotykaliśmy się w weekendy .. Z czasem przyszła decyzja o ślubie a z nią masa problemów , Na weselu mój M. prawie pobił się z moim rodzonym bratem mimo tego iż mój brat z natury jest bardzo spokojnym człowiekiem , tłumaczyłam sobie tą sytuacje jako napięcie ślubne , sytuacja jednorazowa , minęło kilka miesięcy a z nią 1 nieplanowany wyjazd do pracy za granice (oczywiście we 2) wiadomo ten kto był za granicą wie iż w weekendy zazwyczaj przychodzi "relaks" czyli niepohamowane picie alkoholu. Ja z natury spokojna preferująca tylko piwo typu 0% patrzyłam bokiem jak mój mąż wpija w siebie alkohol. Próbowałam zastopować te głupie zachowania, bez skutku , po odpowiedniej ilości spożytego piwa , mój mąż zaczął zachowywać się jak istny agresor , zaczął wyzywać mnie , poniżać , rzucać łożkiem(podnosił je do sufitu) i wszystkim tym co miał pod ręka , grozić że rozwali wszystko to , co stoi mu na drodze. Po czym uspokoił się i po zmniejszeniu adrenaliny zasnął. Tłumaczyłam sobie tę sytuacje : że jest z dala od rodziny być może w taki sposób próbował rozluźnić napięcie , wyjaśniałam mu jak zachowuje się po spożyciu , że boli mnie to jak zachowuje się w stosunku do mnie lecz bezskutecznie ... Mijały miesiące nadszedł koniec naszej zagranicznej pracy . Z dnia na dzień poznawałam zachowania jego i rodziny teściów. Mąż podjął pracę w miejscowej fabryce , zaczęły się imprezy integracyjne w pracy a ja drżałam niepokojem co nowego wydarzy się po imprezie , czy mąż wróci i nic złego po drodze nie przydarzy mu się , miałam tylko złudne nadzieję , po kolejnym spożyciu musiałam eskortowac męża gdyż nie był w stanie sam wrócić o własnych siłach , nie dosyć tego zaczęła sie bójka pomiędzy kolegami z pracy w której M. mój miał swój udział. Kolejna nieprzespana noc i rozmyślanie , dlaczego ja ? Spokojna dziewczyna ze wsi , wydaje się ułożona musi cierpieć z tego powodu ... Nie rozmawiam z nikim na temat tych wydarzeń , z chwilą przypomnienia o tym zazwyczaj łapie mnie niepokój. Co nowego przydarzyć może się jeszcze? Ile będzie trwał ten koszmar? Nadeszły święta a razem z nimi zapaliła się mi pomarańczowa lampka?! Dostaliśmy zaproszenie od teściów na 1 dzień Świąt , skorzystaliśmy z niego , lecz kilka spraw przejaśniło mi się , poznałam zwyczaje rodziny męża , okazało się w nich iż Mój teść po spożyciu alkoholu zachowuje się 100 razy gorzej od mojego męża lecz mimo tego iż znęcał się psychicznie nad moją teściową sądzę iż jeśli ktoś sprzeciwiłby mu się bądź zwrócił uwagę doszło by do rękoczynów bezbronnej spokojnej osoby. Mój mąż z reguły dominator (patrzący i biorący wzór z własnego ojca ) nagle zamilkł , tak po prostu wyszedł ze mną bez słowa , widziałam w nim kota wtulonego w swój ogon bądź psa z klapniętymi uszami . Na pytanie moje o zaistniała sytuacje odpowiadał nie wtrącaj się to nie twoja sprawa . Ogólnie krótko mówiąc , mąż z reguły jest dobrym człowiekiem bez alkoholu , lecz bardzo zamkniętym w sobie , bardzo wybuchowym . Nie potrafię z nim rozmawiać , ja radosna i uśmiechnięta osoba , nie umiem rozmawiać z mężem po 4 latach małżeństwa po każdej naszej kłotni zastanawiam się czy ma to sens . Nie potrafię dogadać się mimo tego iż mówie mu co leży mi na sercu ,on unosi się krzykiem , trzaska drzwiami badź próbuje mnie zakrzyczeć , jest dosyć impulsywny i nie panuje nad tym co mówi. Razi mnie to bardzo bo wiem że w glebi serca jest tam dobry człowiek ,pomocny , pracowity lecz nie potrafi komunikować . Bierze przykład z ojca , chce dominować -mnie gryzie to zachowanie , tyle nerwów.... Nie mamy dzieci lecz nawet pytanie o potomstwo przyprawia mnie o bol głowy . Obydwoje pracujemy zawodowo, zarabiamy dobrze lecz temat dziecka to temat tabu . Jeśli poruszę temat rozmawiać będe sama ze sobą .. powoli odpuszczam . Czasami rozmawiam z męzem o terapii lecz on wogole nie chce slyszeć o czymś takim, nie umie rozwiązywac naszych problemów we 2 , potrafi tylko skompromitowac mnie przy jego własnej rodzinie , mam wrazenie ze czuje wtedy radość że jest mi wtedy przykro ... Ja co raz bardziej zaczynam wycofywac się z tego związku... Nie wiem totalnie co mam robić , jak nauczyć się postępować z takim człowiekiem , prosze pomóżcie mi, doradźcie co w danej sytuacji zrobić , ja powoli tracę nadzieję w lepsze jutro , staram się rozmawiać lecz po każdej rozmowie nadchodzi wybuchowość i milczenie ze strony męża.. Proszę o poradę , Agnieszka !
  17. Witam. Może to niezgodne z regulaminem, ale chcę komuś pomóc i nie wiem jak. B. proszę o odpowiedź. 26-letni mężczyzna na portalu do seks randek, napisał do mnie, że szuka relacji femdom. Opisał mi swoją poprzednią 3-letnią relację. Napisał, że 4lata temu nie pomyślałby, że do tego dojdzie. Związek trwał 4 lata, skończył się, bo partnerka wyjechała. Zaczęło się od zakładu, wygrany mógł mówić 2. osobie co ma robić- tyczyło domowych obowiązków, zakupy, gotowanie, sprzątanie, pranie, prasowanie. Z czasem partnerka zauważyła, że ją to kręci. "Powoli przesuwane granice. Jej to się podobało, mi nie wszystko ale ciągle dzięki temu czułem pewniej sposób "podniecenia" może nawet nie erotycznego ale takiego życiowego."- pisze. Zabawy seksualne: "strapon, czyli sztuczny penis przyczepiany do pochwy kobiety by spenetrować mężczyznę, pas cnoty, pejcz, korki analne, elektryczna obroża, picie swojej spermy, moczu". W pasie cnoty chodził ok 7 miesięcy bez przerwy. Zmuszała go do stosunków homoseksualnych. " nie żyliśmy ciągle w takiej relacji, też normalnie rozmawialiśmy ale cały czas każdy wiedział jak wygląda hierarchia. Z czasem pojawiły się tortury. A na końcu zaczęła przyprowadzać mężczyzn". Na profilu ma zdjęcie z dziurami w plecach, nie wiem po czym. Pisał- "Całkowita kontrola życiowa i finansowa". "Próbowałem normalnych związków aczkolwiek już nie potrafię się dostosować. Zostałem przyzwyczajony hmmm do służenia :)" "Nie zrozum mnie źle, nie szukam czegoś kropka w kropkę. Wiadomo, każda osoba jest inna i potrzebuje innych bodźców aczkolwiek szukam kobiety w klimacie i na pewno na dłużej :)" Nie chcę, żeby ktoś go zmuszał (zgodnie z jego aktualnymi zainteresowaniami) do czegoś, czego tak naprawdę nie chce. Propo normalnych związków- też wydaje mi się to anormalne. Jak można mu skutecznie pomóc?? Pisaliśmy do siebie właściwie tylko 1 dzień, także jestem całkiem obca.
  18. Witam, mój chłopak ma 20 lat, trzy lata temu przeprowadził się ze swojego ojczystego kraju i zamieszkał z wujkiem. Niestety wujek przez rok, codziennie stosował wobec niego przemoc psychiczną. Mój chłopak wyprowadził się od niego do innego miasta ale po tym wydarzeniu uległ zmianie; nie jest wstanie odczuwać emocji (miłość), przyjemności, łatwo ulega złości, unika miejsc związanych z jego wujkiem, nienawidzi rzeczy związanych z krajem, w którym przebywa, bardzo szybko zmienia zdanie, przeinacza fakty; mówi że nie powiedział czegoś co miało miejsce, ma koszmary nocne, częste spadki nastroju, występują u niego myśli samobójcze, chce pozostać całkowicie sam oraz mówi o zabijaniu ludzi dla przyjemności. Obawiam się, że może mieć PTSD oraz depresję. Problemem jest, że on nie chce nic słyszeć o żadnej terapii oraz lekarzu, uważa to za słabość a on nie chce i nie może być słaby. Czy istnieje jakiś sposób aby przekonać go do pójścia do lekarza oraz terapii? Bardzo, proszę o pomoc.
  19. Witam wszystkich na forum. To mój pierwszy post także prosił bym o wyrozumiałość. Z góry dziękuję. Jestem Pablito( 38 lat), mąż z 12 letnim stażem i synem w wieku 10 lat. Postaram się teraz nakreślić mój problem. A mianowicie... Z moją żoną jestem w związku od 18 lat, później był ślub a po dwóch latach urodził się Nasz syn. W związku raczej nigdy nie dochodziło do większych sprzeczek, raczej byliśmy zgodni. Jeśli chodzi o czynności intymne powiem tak, szału nie było nigdy, choć bywały okresy bardzo wzmożonej aktywności. Jak urodził się Nasz syn to wiadomą sprawą jest, że dziecko czasami dla Naszej wygody (przynajmniej tajk mi sie kiedyś wydawało) braliśmy do łóżka.. karmienie nocna i ogólnie szybsza i sprawniejsza opieka nad noworodkiem. Dziecko rosło i rosło spało nawet przez jakiś czas w łóżeczku, choć czesto się zdarzało , że wchodziło do naszej sypialni. Za jakiś czas mniej więcej w wieku około 3 lat już zupełnie się przeniosło do Naszego łóżka.. osobiście mi zawsze to przeszkadzało, bo wiadomo każdy mężczyzna potrzebuje trochę bliskości z kobietą, jednek słowa żony zawsze były takie same.." a co ja mam zrobić? " . Ja dziecko odnosiłem do jego łóżka lecz po kilku godzinach jęczenia i grymaszenia finalnie i tak wracało do Naszego. W początkowym okresie dochodziło nawet do tego że potrafiłem kłaść się koło jego łóżka na ziemi i czekać aż zaśnie itd. Trwało to i trwało lecz finalnie i tak się budził i wracał do Naszego łóżka (nie wiem nawet kiedy i jak mogłem dopuścić do tego, ale niestety wyszło jak wyszło). Czas mijał, dziecko rosło i w trójkę było mi już niewygodnie. Pewnego dnia się zdenerwowałemi i poszedłem spać do pokoju na dół i tak już przeszło 5 lat... Moja małżonka oczywiście nic sobie za bardzo z tego nie robiła więc zacząłem się przyzwyczajać do tej sytuacji i sam odpuściłem starania. Jak się domyślacie zapewne Nasze pożycie małżeńskie jest zerowe, tak właśnie nie pamiętam już kiedy uprawiałem ostatni raz seks z moja żoną.. 5..może 6 lat temu hmm, sam nie wiem. Ale tu nie o sam seks chodzi. Mam wrażenie, że mój dorastający syn jest bardzo pokrzywdzony. Nie ma w nim tej ikry do życia.. Zrobił się taki "synuś mamusi". Syn ma swój pokój , swoje łóżku które z biegiem lat się zmieniało bo wiadomo dziecko rośnie, ale nigdy tak naprawdę z niego nie korzystał. Nie chcę mu sprawić krzywdy tym zaistniałym faktem spania z matką, ale szczerze nie wiem jak wybrnąć z tej sytuacji. Moja żona nic sobie z tego nie robi kompletnie. Śpi z nią w jednym łóżku i jest ok. Chciałbym wrócic do wspólnego łoża małżeńskiego, ale obawiam się że za bardzo się w tym zagmatwałem i sam sobie z tym nie poradzę. Wchodzę chyba powoli w okres takiej wegetacji.. Bardzo proszę o pomoc
  20. Witam wszystkich, jestem mężczyzną lat 26. Dwa lata temu ukończyłem studia ale do dziś nie obroniłem swojej pracy dyplomowej. Po "ukończeniu" toku studiów (mam tutaj na myśli rozliczenie się ze wszystkich przedmiotów na oceny pozytywne) wróciłem do domu rodzinnego gdzie postanowiłem odpocząć od studiów i przygotować się do obrony (napisać pracę dyplomową oraz przygotować się merytorycznie z całości materiału). Z początku +/- 2 miesiące obijałem się, wiadomo wakacje, nic się nie chce, wolałem spędzać czas na przyjemnościach niż zajmować się konkretami. Trafiła mi się jednak okazja wykonania praktyk w przyszłym zawodzie. Z racji, że zawód należy do nietypowych to kolejne 4 miesiące ciągiem spędziłem w pracy. Miałem oczywiście możliwość w tym czasie przygotowywać się do obrony ale stwierdziłem, że potrzebuję spokoju i zacznę naukę po powrocie do domu. Z miesiąca na miesiąc przekładałem i przekładałem to co nieuniknione do tego stopnia, że rodzice zaczęli się niepokoić i denerwować "co z twoją obroną?". Wynikały z tego tytułu częste kłótnie i spięcia co jest oczywiście zrozumiałe. Wziąłem się do pracy, zacząłem w końcu pisać. Rozpraszało mnie wszystko, czas jaki poświęcałem na konkrety był minimalny. Potrafiłem trzy dni z rzędu pisać a przez kolejny miesiąc nawet nie zajrzeć do dyplomówki. W tym czasie nie robiłem nic, grałem w gry, oglądałem seriale, zajmowałem się wszystkim innym niż tym czym powinienem. W między czasie miejsce miały kolejne to kłótnie dotyczące mojej przyszłości etc. Tak minął rok od skończenia studiów. Podjąłem więc pracę (nie w zawodzie) i wynajęliśmy razem z moją partnerką mieszkanie (wyprowadziłem się od rodziców). Powiedziałem sobie "stary teraz dasz radę, będziesz pracował i w wolnym czasie pisał dyplomówkę i uczył się". Minął kolejny rok, napisałem może w tym czasie pół rozdziału. Po pracy nie miałem siły zajmować się nauką a w weekendy chciałem sobie "odpocząć" i jak zwykle skupiałem się na wszystkim oprócz obowiązków. Pracowałem tak rok i po tym roku "na swoim" wróciłem do domu rodzinnego aby już teraz na dobre zając się dokończeniem pracy dyplomowej i nauką. Wmawiałem sobie, że praca mi przeszkadza, że nie mam czasu na naukę, że jestem zmęczony po pracy więc wrócę do domu i w kilka miesięcy ogarnę wszystko i się obronię po czym zacznę pracę w zawodzie. Zgadnijcie co się stało, minęło pół roku odkąd nie pracuję i ledwo dokończyłem pracę, która jeszcze jest do poprawy. Przede mną jeszcze kupa nauki, a ja siedzę całymi dniami przed komputerem i oglądam bzdury w internecie, gram w gry, wieczorami spotykam się z partnerką i tak czas mija a wraz z nim moje życie przemija na wegetacji bo tego inaczej nie można nazwać. Został mi ostatni rok na obronę, w innym wypadku stracę możliwość podejścia do niej. Naczytałem się różnych treści motywacyjnych, naoglądałem się różnych mówców, kołczów, znam techniki motywacyjne, przerabiałem program motywacyjny, ale wszystko to opada po jakimś czasie a ja wracam do starych nawyków przesiadując cały dzień przed komputerem i marnując swój czas. Był pewien okres gdzie byłem bardzo zmotywowany, codziennie wypełniałem swój czas pisaniem pracy, polepszaniem umiejętności posługiwania się językiem angielskim, oglądania szkoleń samo rozwojowych, robieniem notatek z tych szkoleń, czytaniem książek rozwojowych. Wytrzymałem może dwa tygodnie. Wróciłem ponownie do siedzenia całymi dniami przed komputerem (robiłem wszystko co pochłania czas: gry, filmy, seriale, przeglądanie internetu, oglądanie streamów na żywo i w sumie nadal to robię) Uważam, że jestem inteligentną osobą a nie mogę poradzić sobie sam ze sobą. Utknąłem i nie mogę ruszyć z miejsca. W ciągu tych dwóch lat przytyłem prawie 20kg, stałem się bardziej aspołeczny niż kiedykolwiek w moim życiu. Mam ogromną tendencje do krytykowania innych, często się denerwuję, bardzo przeżywam porażki, nie potrafię być systematyczny. Tu chcę zadać pytanie, jak sobie z tym poradzić, jak ruszyć z miejsca, jak się nie poddać po kolejnej próbie? Brakuje mi tak niewiele do osiągnięcia niezależności, wystarczyłoby żebym przycisnął te kilka miesięcy i zakończył epizod ze studiami po czym poszedł do pracy w zawodzie. Jednak coś mnie blokuje, coś sprawia, że tkwię jak kołek w miejscu. Proszę o pomoc, pozdrawiam.
  21. Witam, mam 25lat gdy byłem jeszcze dzieckiem ojciec wyjechał za granicę i miałem bardzo ograniczony z nim kontakt. Przyjeżdżał kilka razy w roku i jedynie co robił to pił i leżał i nic nie robił. Po iluś latach rodzice się rozstali bo i tak ojca nie było i miał na wszystko wywalone. Teraz dalej jest za granicą pracuję, ale cały czas pije i zachowuje się jak menel. Nie da się z nim rozmawiać bo nie ogarnia już życia. Ale chodzi o to, że nie miałem przez to żadnych wzorców męskich. Jestem zniewieściały. Pracuję, żyję z dnia na dzień. Nic nie chcę mi się robić najchętniej bym leżał i nic nie robił, ale to też jest męczące. Nie mam na nic chęci, boję się podejmować decyzję, zawszę się pytam o zgodę, sam nie podejmuję. Nie mam swojego zdania. Nie umiem rozmawiać jak jestem z ludźmi, przeważnie słucham co inni mówią. Nie układam zdań tylko zadaję pytania. Nie robię nic jeśli, ktoś czegoś nie chce, sam się nie domyślę, żeby coś zrobić. W sumie to nie mam żadnych znajomych, prócz 1 kolegi z dzieciństwa, który ma też swoje problemy. aktualnie nie mam żadnych pasji tylko leżę i marnuje czas w internecie na telefonie. Wcześniej lubiłem grać w gry, teraz nie mam na nie ochoty i nie gram, nie oglądam też telewizji i filmów, a jeśli coś to bardzo rzadko na nettflix. zawsze myślę, że już się nie opłaca czegoś zaczynać, nie chce mi się chodzić do sklepów, nie chce mi się robić jedzenia. I często nawet nudzi mnie rzucie tego jedzenia. Przeważnie zamawiam jedzenie z restauracji. Jestem osoba raczej szczupła co też mi przeszkadza. Wcześniej uprawiałem sport, ćwiczenia z własną masa ciała. Bardzo mi się to podobało ale przestałem to robić, a gdy próbuje do tego wrócić za chwile mam znów jakiegoś doła i nic nie robię, podoba mi się też gra na pianinie, ale też nie potrafię się oddać pasjom. Nie piję alkoholu, ani nie palę. Mam też problemy na tle relacji z byłą dziewczyną, z którą mam dziecko. Ale póki co to chciałbym pierw zacząć naprawiać się od siebie. Nie jestem w stanie udać się do psychologa, dlatego chciałbym aby ktoś mi pomógł tutaj, dlatego tutaj jestem. Pozdrawiam
  22. Witam Stało się! mamy pandemię choroby nieuleczalnej - koronawirusa. Czuję ogromny strach przed śmiercią. Może nie zabije mnie sam koronawirus ale ogromny chaos na świecie który skończy się m. in. kanibalizmem. Na prawdę boję się, pomóżcie!
  23. Witam Mam na imię Piotr, mam 40 lat. Mimo wieku nadal mieszkam z rodzicami, jestem kawalerem. Bardzo czuję potrzebę przytulania się. Zżyty jestem z Mamą i czasem lubię się Ją przytulać. Okazyjnie (nie na siłę) do innych ludzi (przeważnie kobiet) np. przy składaniu życzenia świątecznych. Lubię też jak ktoś mnie przytuli. Przytulać też uwielbiam zwierzęta (koty). Przytulanie NIE podnieca mnie seksualnie. Kiedyś psycholog spytał mnie co czuję przy przytulaniu, czemu lubię to robić a ja za Boga nie potrafiłem się wypowiedzieć. Mam pytanie czy to jest normalne w tym wieku? Czę sto czuję, że nie mam do kogo się przytulić.
  24. Witam. Dlaczego taki tytuł ? Otóż wyjaśniam. Jestem matką dwójki dzieci po rozwodzie. Sama pogoniłam chłopa. Parę miesięcy temu poznałam a w sumie sam się nawinął mój obecny partner. Dzieci go uwielbiają a on uwielbia je. Rodzina go zaakceptowała... no ale reasumując... jego była. Był z nią dosyć krótko... półtorej roku... była to kobieta chora, lecząca się... która z początku dawała mu multum wrażeń, jego życie wydawało się bajką i chciało mu się żyć. W dodatku była wokalistką( występowała nawet w TV) rozstali się gdyż przestała brac leki i zaczęła pokazywać swoje prawdziwe oblicze... i teraz punkt kulminacyjny... już od początku naszej znajomosci brał ją i jej otoczenie jako przykład. Ona to ona tamto... tłumaczył się, ze po prostu nie ma z skąd brac innych przykładów bo z nikim nie był tak zżyty... sam tłumaczył, że gdy brała leki była do serca przyłóż. Niby mówi, że to przeszłość, że nigdy nie mógłby z nią być z powrotem. Jednak ja się boje. Ona była sama on sam nic ich nie ograniczało... żyli i korzystali z życia... sam stwierdził, że to była jego pierwsza wieka miłość... taka prawdziwa i że od razu czuł to coś. Ze mną już jest bardziej ostrożny. Boje się, że Nie będę w stanie mu dać tych wrażeń i emocji co ona... jestem osobą, która nie skacze, nie szaleje, powiedziała bym ze osobą nudną... mam paranoje na jej punkcie. Przeglądam jej zdjęcia. Porównuje ją, oglądam jej kanał na yt.. zazdroszczę... wiem, że była dla niego światem może i pozornym ale jednak światem... a ja ? Ja mogę mu jedynie dać posiedzieć na placu zabaw i raz na jakiś czas gdzieś wyjść samemu... przestał o niej gadać bo widział, że mnie to wkurza. Powiedział, że blednie interpretuje jego słowa i że za nią nie tęskni. Mówi ze liczę się dla niego tylko ja i moje dzieci. ( ostatnio nawet nazwał nas rodziną) ale strasznie nie ufam i nie wierzę...
  25. Dzień dobry, Mam trochę głupią sprawę. Jestem psiarą, kocham psy i potrafię zachwycać się psami obcych ludzi na ulicy (swoimi zresztą też, mimo iż już parę dobrych lat są w moim domu). Od urodzenia jestem chowana z psami, więc to siedzi we mnie głęboko. Ostatnio się dowiedziałam, ze mój chłopak jest o to trochę zazdrosny ("mną się tak nie zachwycasz"-prawda, ze nie mówię mu takich rzeczy, które mówię o psach, ale mówię inne komplementy). Tłumaczyłam mu, ze dla mnie to wgl zupełnie inna kategoria, bo z psem nie porozmawiam, nie podzielę się problemami itd. Zastanawiam się, tak myśląc przyszłościowo, czy to nie będzie naszym problemem. Bo tak samo jak potencjalnie w przyszłości pojawiłoby się dziecko to myślę, ze idąc tym tropem byłby o nie zazdrosny i wtedy pytanie czy to nie pchneloby go do np. zdrady. Co zrobić z tą sytuacją? Czego kwestia, ze on tak reaguje?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.