Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'mężczyzna'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Refleksje mężczyzny

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Jestem młoda matka. Mam kilka lat starszego od siebie partnera. Nie pracuję odkąd zaszlam w ciążę. Przebywam w domu już od 3 lat. Utrzymuje mnie partner. Czuje że stałam się przez ciążę bardzo toksyczna. Nie chce aby mój partner wyszedł gdzieś ze znajomymi, liczę prawie że co do minuty kiedy powinien wrócić z pracy. Kontroluje co z kim robi w mediach społecznościowych (założyłam nawet do tego konto). Chciałabym po prostu zacząć normalnie żyć bez mojego toksycznego zachowania od czego mogę zacząć?
  2. Witam. Mam 20 lat, przez 4 lata byłem w cudownym związku. Jestem bardzo przywiązany do mojej kobiety z tego względu ze od 14 roku życia miałem depresje z której ona potem mnie wyciągnęła. Poznaliśmy się w szkole, chodziliśmy nawet do jednej klasy 😅 gdy zaczęliśmy być razem moja mama wyjechała i zostałem sam z nią i w wieku 17 lat zaczęliśmy razem mieszkać aż do dnia dzisiejszego. Patrząc na to przez przyzmat tego co teraz się dzieje widzę że nie było to takie super jak wtedy. Weszliśmy w dorosłe życie dość szybko jak na tak młody wiek. Ale wracając do tego o co mi chodzi. Od 30 maja mieszkamy w Niemczech u siostry mojej (byłej już) narzeczonej. Po 2 tygodniach od wyprowadzki powiedziała mi ze przestała do mnie czuć „to coś” i ze chce przerwy, ze chce odpocząć od tego wszystkiego. A ja jako ze jestem bardzo uczuciowy mogę powiedzieć teraz ze bardzo się upokorzyłem. Robiłem sceny, płakałem, błagałem żeby mnie nie zostawiała, próbowałem kontrolować co robi. Zawsze byliśmy zamknięci tylko na siebie i patrząc na to teraz widzę ze to był błąd ze odcięliśmy się od innych. Problem jest tez w tym ze pomimo tego ze mnie zostawiła mieszkamy nadal razem ona sama chce żebym został, nie mogę wynająć tu jeszcze mieszkania, do polski nie mam po co wracać. Wiem ze pomimo młodego wieku to tak naprawdę jeszcze nie koniec z nami. Szczerze mówiąc to czuje ze prędzej czy później do siebie wrócimy. Pozwoliliśmy żeby wtracily sie między nas osoby trzecie które tez namieszały. Z jedna z tych osób aktualnie moja była się spotyka. Bardzo ale to bardzo chciałbym do niej wrócić. Mam bardzo duży mętlik w głowie bo nie wiem co mam zrobić sam ze sobą.Chciałbym móc podejść do tego tak samo jak ona, czyli bez emocji. Wiem ze wtedy było by inaczej. Chciałbym pokazać ze chce się zmienić ze wszystko naprawić. Nie kryje tez tego ze w momencie gdy zostałem tak naprawdę sam, w obcym państwie, bez znajomych itd to zaczęły wracać dawne stany z czasów gdy miałem depresje. Wiem ze złe się zachowywałem i zaczęło to do mnie docierać jak ode mnie odeszła. Proszę o pomoc
  3. hej wszystkim, bedzie długo. Pytanie bardziej do panów po przejściach lub może jakaś kobieta też była w takiej sytuacji i też mi pomoże. Chodzi mi o to poznałam cudownego faceta. Byłam na święta u mojej koleżanki i tam poznałam Tomka, to był facet z którym ona czasami się spotykała, to było rok wcześniej, on był zaraz po rozwodzie i nie do końca chciał się z nikm wiązać, zresztą on mi mówił że po tym jak żona zdradziła miał kilka kobiet, że jego świat cały się zawalił i trochę szukał pocieszenia w tych kobietach, miał z nimi sex i teraz to są tylko koleżanki, czasami zadzwoni do nich, ja je nawet poznałam. Z żoną też rozmawia. Czasami mnie to w kurza ale jest ze mną szczery i to jest dla mnie ważne. Chociaż chciałbym żeby dał sobie z nimi spokój. Z nami było trochę inaczej. Od razu się sobie spodobaliśmy, po tej całej imprezie poszedł do mnie na noc, oboje pojechaliśmy do niego na tydzień. I od samego początku jesteśmy razem.Poznałam jego przyjaciół, rodzine, teraz po czterach miesiącach zamieszkaliśmy razem, mamy wspólne plany kupienia domu, często też wspomina że chciałby mieć ze mną dziecko. Tylko martwi mnie jedna rzecz on nie chce mieć drugi raz ślubu, że to jego małżeństwo to była wielka poraszka. Ja nawet nie zaczełam rozmowy o ślubie, tylko on zaznaczył że woli mi odrazu o tym powiedzieć. Ja mu powiedziałam że w przyszłości chciałbym mieć rodzinę, że dla mnie rodzina to mąż i dzieci, mój partner który bierze odpowiedzialność za naszą relację. I nie wiem czy on może kiedyś zmieni zdanie, i co mogę zrobić żeby zmienił zdanie, czy lepiej zapomnieć o ślubie. A teraz jest jeszcze gorzej jak się wprowadziłam do niego miał pełno pamiątek, zdjęć wszędzie swojej żony, poprosiłam go żeby coś z nimi zrobił, że jak ja wracam po pracy to chce czuć że to jest nasz dom, wiem że wprowadziłam się do niego ale czasami czuję się jak intrus w jego życiu. Moje rzeczy są nadal w kartonie bo nie mam miejsca na pułkach. Najpierw prosiłam żeby te pamiątki schował a później powiedziałam że porwę zdjęcia jesli jeszcze raz zobaczę, on zaczął się śmiać więc porwałam jedno a ma ich pełno. Wiem ze nie powinnam tego robić. Powiedział że go nie szanuję niszcząc jego rzeczy i on już nic dla mnie nie zrobi. Chciałam dobrze dla niego bo widzę że bardzo to wszystko przeżył, ale uważam że zostawianie tych rzeczy bedą o niej cały czas przypominać, że powinien to wszystko zostawić za sobą. Ona ma już męża i nigdy już nie wróci. Że przez to ja nie czuję się ważna. Staję się przez to wsrustrowana, zazdrosna. Wcześniej nie byłam zadrosna ale on mi to wmówił. O co ja się nie zapytam co robił z kim pisał odbiera jako kontrola, a to tylko z mojej strony to zainteresowanie. Bo jego żona nawet nie pozwoliła z bratem rozmawiać, nigdzie nie wychodził, że ja zaczynam tak samo i chcę mu wszystko zabrać. Kłucimy się często, mówimy słowa, które nie powinny paść i nie wiem jak to zatrzymać i nie radzę sobie z tym. Nie wiem jak z nim rozmawiać żeby nie odbierał jako atak tylko cheć pomocy dla niego. On ma wielki uraz do Kobiet. Mówię mu żeby przestał żyć przeszłością żeby docenił to co ma teraz. Jak mogę sobie i jemu pomóc, czuję się bezsilna. Kocham go i chcę być z nim.
  4. Dzień dobry, postanowiłam opisać swój problem, choć często odnoszę wrażenie, że mój problem nie zostaje zrozumiany. Jednak uważam, że moje emocje dla mnie są prawdziwe. Chodzi o mojego tatę. Czuję ogromny wstyd opowiadając o tym. Dużą część mojego życia wyparłam, ale wróciło do mnie, że jak miałam kilka lat byłam z tatą bardzo blisko. Właściwie, to mama jest dla mnie neutralna. Nie przytulała mnie, czasem wręcz była wroga. A ja czuję się ohydnie z tym że moją matką jest mój ojciec. To dla mnie odpychające. Praktycznie każdemu ustępuję, czuję że nie zasługuję na nic. Tata często dawał mi do zrozumienia, że mną jednocześnie gardzi. Jak faceci to zawsze nadopiekuńczy, matkujący, nieszanujący mojego zdania umacniający mnie w kompleksach. Jednak czego by nie zrobił, nie umiem być zła. Czy da się to naprawić? W internecie znalazłam artykuł o tzw. "piersiujących ojcach" i opis pasuje. Czy jest szansa, że kiedyś będę umiała być z kimś blisko i czuć się z tym dobrze. I czuć jakąś wdzięczność kiedy dostaję?
  5. Mam 24 lata, z moim chłopakiem jesteśmy 2 lata razem. Mam duży problem z agresją, chociaż jest to chyba za duże słowo. Chodzi o to że często na niego krzyczę, ja przez to nie mam niczego złego na myśli po prostu taka jestem ale jemu bardzo to przeszkadza co mnie nie dziwi ale chciała bym to zmienić, prosiłam go nie jednokrotnie że jeśli krzyczę to żeby po prostu też mi pomógł i o tym mówił bo ja tego nie kontroluje, dla mnie to jakby normalne nie widzę kiedy to robię. Kolejna sprawa jest moją chora zazdrość. On ma dziecko z inną kobietą nigdy mi to nie przeszkadzało że chodzi do dziecka że spędza z nim czas, wręcz przeciwnie zawsze bardzo się cieszę że tam chodzi. Często czytałam jego wiadomości z tą dziewczyną z ciekawości po prostu ale zaczynam mieć głupie podejrzenia pewnego dnia przyszedł od dziecka i pachniał damskimi perfumami tłumaczył się że to były perfumy jego syna i w sumie faktycznie nie były one typowo damskie więc mogło mi się to wydawać. Wiem że mnie nie zdradza i nie robi nic złego tam ale w środku mnie po prostu aż kręci jak sobie pomyślę że jednak mogło by coś być. Dodam jeszcze że ona nadal coś do niego czuje kiedyś dostawał od niej dziwne smsy czy on ja jeszcze kocha. On jest osobą która mi o niczym nie mówi, nie powie że musi kupić coś synowi czy co kolwiek takiego, dlatego też często czytałam jego smsy bo gdybym nie czytała to by mi niestety nie powiedział. Po półtora roku bycia razem jego rodzeństwo wyglądało mi się że on ma prawdopodobnie drugie dziecko, rozwaliło mnie to od środka bo oczywiście mi o tym nie powiedział i mimo tego że wiedział że ja już to wiem to przez parę dni miał problem sam mi o tym powiedzieć, musiałam to jakby wydusić z niego. Jest to przykre i smutne że po takim czasie nie powiedział mi o tym, dodam jeszcze że mieszkaliśmy już razem więc jakby ten związek był już dość poważny więc raczej powinnam o tym wiedzieć od samego początku. Chociaż u nas bardzo szybko to wszystko się potoczyło między nami więc też trochę rozumiem to że było mu już z czasem coraz ciężej powiedzieć mi o tym. A jak zapytałam dlaczego mi o tym nie powiedział to odpowiedział że bał się że nie będę go chciała z taką przeszłością. Dowiedziałam się pół roku temu o tym on do tej pory nie złożył nic o zrobienie testów DNA czy faktycznie jest to jego dziecko, nie robi nic. Ja już po prostu nie daje rady psychicznie z tymi myślami. Kolejna sprawa jest to że przychodzi z pracy i odrazu siedzi w telefonie, pół dnia mi pisze że chce już do mnie że chce się przytulić i takie tam a jak przychodzi to mnie ma głęboko w dupie siedzi i gra, codziennie zwracam mu uwagę o telefon i codziennie mi robi awantury że on nie ma kiedy grać. A czas na mnie? Jest go już coraz mniej. Jak go poznał byłam w szoku że jest taka osoba która w ogóle nie siedzi w telefonie a teraz jest po prostu od niego uzależniony. Mam wrażenie że woli siedzieć w telefonie grać czy przeglądać ładne dziewczyny na Instagramie czy tiktoku niż siedzieć ze mną i myślę że to wszystko ma związek z tym że cały czas krzyczę i się unoszę. Co mam robić?
  6. Witam Jestem Piotr 42 lata. Przez to, że Covid-19 i lockdowny zostaną z nami na zawsze mimo wyczekiwanych szczepionek; nie wyobrażam sobie dalej życia. Nic nie wychodziło z moich planów przed pandemią a nie mówiąc już w czasie pandemii. Czy widzi ktoś sens życia jeszcze?
  7. Jestem Wojtek, 31 letni zrezygnowany, bez wiary w znalezienie miłości i założenie rodziny chłopak, który po raz kolejny znalazł się na życiowym zakręcie… Z wykształcenia jestem inżynierem informatykiem, natomiast w życiu pracuję jako kompletny samoich - programista i grafik. Chciałbym przedstawić Ci moją historię… Historię gościa, który z każdym dniem traci wiarę w to, że będzie jeszcze dobrze… Jestem jedynakiem, urodziłem się w Zamościu, lecz finalnie zamieszkałem w niewielkiej wsi na Podkarpaciu. Lecz nie zawsze tak było... Od kiedy pamiętam byliśmy dość biedną rodziną. Mama robiła wszystko bym miał co jeść, a ojciec nigdy nie zhańbiony pracą alkoholik. Moje dzieciństwo do dzisiaj wypieram z pamięci. Awantury alkoholowe często kończące się wyrzucaniem mamy z domu przez mojego ojca sprawiło, że musieliśmy uciekać. Po kilku takich ucieczkach mama postanowiła, że uciekamy i wyjechaliśmy. Przez kilka lat mieszkaliśmy “po znajomych”. W życiu mieliśmy nawet epizod mieszkania w piwnicy.. Po kilku latach ojciec zmienił się (chociaż jak się później okazało tylko dlatego, że złamał nogę i nie był w stanie przebywać “w terenie” z kolegami alkoholikami). Mama podjęła więc decyzję, że wracamy, że chce bym miał ojca. Wróciliśmy. Było “dobrze”. Finansowo pomagała nam ciocia (siostra mojego taty), niestety on nadal nie pałał chęcią pójścia do pracy, mama również nie mogła znaleźć pracy lecz robiła wszystko by “dorobić”. Niestety po kilku latach koszmar powrócił. Powodem do tego by ojciec poszedł pić i robić awantury potrafiło być wszystko. Od zawsze czułem się z tym źle, izolowałem się od rówieśników. Idąc do szkoły zastanawiałem się czy będzie w domu trzeźwy czy znów będziemy szukać noclegu… Jeszcze większe problemy pojawiły się gdy chodziłem do technikum. Szkołę miałem w innej miejscowości i zamiast spędzać czas z kolegami ze szkoły czy klasy ciągle wracałem jak najszybciej do domu, gdyż nie wiedziałem co tam zastanę. Raz odważyłem się pójść z koleżanką na studniówkę… Oczywiście zakończyło się to awanturą i kolejną ucieczką… Będąc w ostatniej klasie technikum mój ojciec zmarł nagle. Wiem, że nie powinienem ale dziękowałem Bogu za to, że uwolnił nas od tego tyrana. Miałem nadzieję, że moje życie się zmieni. Niestety, przytłoczyło mnie to, że musiałem stać się “Panem domu” i zająć się rzeczami, które nie powinny mnie jeszcze dotyczyć. W tym okresie właśnie poznałem w szkole pewną dziewczynę… Chociaż poznałem to zbyt duże słowo iż nie potrafiłem nawet do Niej podejść. Przez 4 lata nie potrafiłem do Niej podejść i pogadać… Nasza znajomość opierała się o SMSy i tą nieszczęsną studniówkę. Później nasze drogi się rozeszły. Będąc na studiach postanowiłem, że się do Niej odezwę - nie musiałem się już bać, że jeśli się z Nią spotkam to będzie awantura itp. Spotykaliśmy się jakieś hmm pół roku - może nawet rok. Do niczego między nami nie doszło poza spacerami za rękę i buziakiem w policzek. Gdy po tym czasie miałem wyrzuty o to, że nie chcę być tak traktowany ona uznała, że to koniec relacji. Bardzo mocno to przeżyłem. Wiadomo… pierwsza “prawdziwa” miłość. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to co mnie spotka i zacznie się za kilka miesięcy sprawi, że nie będę chciał żyć... Wtedy po raz pierwszy wziąłem się za siebie. Katowałem się bardzo restrykcyjną dietą, studiowałem, zacząłem pierwszą (jak się później okazało wyzyskową) pracę. Efekty były. To był też czas upowszechnienia się Internetu… Po jakimś czasie wpadłem na aplikację Badoo - niestety “par” wcale, ale trafił się jeden rodzynek. Poznałem cichą, rozważną, skromną, wierzącą i biedną dziewczynę. Ja 25 lat, ona 20. Zakochałem się. Spotykaliśmy się ze sobą, bardzo często przeszliśmy “poziom wyżej”. Rozpoczęło się poznawanie naszych ciał, pierwszy seks (zarówno dla Niej jak i dla mnie). Bardzo mi na Niej zależało. Zacząłem bardzo mocno inwestować w tą znajomość. Sponsorowałem spotkania czy wyjazdy. Gdy wyjeżdżaliśmy - spaliśmy razem. Byłem w siódmym niebie. Wtedy po raz pierwszy chciałem zrobić wszystko, aby była ze mną. Nadszedł więc czasy gdy szła na studia. Miała mieszkać w akademiku. W mojej głowie rodziły się wszelkiego rodzaju czarne myśli, że jeśli tam zamieszka to na pewno znajdzie lepszego odemnie - w końcu każdy jest przystojniejszy, fajniejszy i wogóle… Wymyśliłem więc, że chciałbym aby zamieszkała u mnie w domu - mieliśmy wolny pokój - mama chciała pomóc więc się zgodziła. I tu (jak się po latach okazało) zaczął się najgorszy okres w moim życiu. Moja ukochana okazała się kompletną “księżniczką”. Na dzień dobry przeszła z moją mamą na “Ty” co wg mnie było brakiem szacunku ale ok - przetrawiłem. Następnie zrobiła sobie z mojej mamy służącą - nigdy nie pomogła w kuchni, nigdy nie sprzątnęła za sobą, nigdy nie dołożyła się do rachunków (pomimo pokaźnego stypenidium) gdy ja utrzymywałem cały dom. Ale ok, nie chciałem znów zostać sam. Na wszelkiego rodzaju imprezy czy do znajomych wstydziłem się Ją zabierać - zawsze musiałem się wstydzić za Jej zachowanie. O wizytach u rodziny nie wspomnę. Również, gdy to my organizowaliśmy np. Sylwestra to za każdym - dosłownie - za każdym razem byłem w nocy zwyzywany i słuchałem pretensji do całego świata. Raz nawet wyprowadziła się ode mnie - ja nie chcąc jej stracić byłem pewny że to moja wina, a w szczególności mojej rodziny. Bardzo się wtedy poróżniłem z rodziną… Wszystko z czasem jednak wróciło do “normy” Ale zaczęła się zmieniać… Dopiero po latach to zauważyłem - z cichej stała się roszczeniową, z rozważnej i skromnej stała się lekceważącą dla której jedyne co chciała robić to oglądanie seriali i malowanie się… Również z wierzącej stała się agnostyczką… To nie była już dziewczyna w której się zakochałem. Pomyślałem OK, kochamy się, damy radę. Byliśmy ze sobą 5 lat, na miesiąc przed tym jak chciałem prosić ją o rękę dowiedziałem się od niej, że jest ktoś inny… To był grom z jasnego nieba. Okazało się, że jeden z kolegów ze studiów (na spotkania z którym jak się później okazało nie raz ją zawoziłem - nigdy nie chciałem zakazywać jej spotkań ze znajomymi) wyznał jej miłość. Zostałem jednak zapewniony, że mnie kocha i nie zostawi mnie. Nadszedł dzień, w którym miała obronę na uczelni. Tego dnia zmieniło się wszystko. Kolejnego dnia usłyszałem, że odchodzi… Poczułem się kompletnie wykorzystany, że jak tylko przestałem być potrzebny to ucieka. Pomogłem się jej jeszcze pakować… ba, odwiozłem ją do domu jakieś 50 km odemnie… Nie wiem po co… może tak mam że pomimo tego chciałem dobrze… Po kilku dniach spotkaliśmy się i doszliśmy do wniosku, że chcemy to ratować. Jedyną rzeczą, której chciała to dwa tygodnie odpoczynku od siebie. Dostała ów czas. Niestety po tygodniu chciała się spotkać, ale decyzję już znałem. Pojechałem (jak idiota) żeby usłyszeć, że to koniec i że od kilku dni jest z tamtym. Usłyszałem też, że była ze mną tylko dlatego, że nikt inny jej nie chciał. Mój świat ponownie się zawalił. Chciałem skończyć ze swoim życiem i niewiele od tego brakowało. Odebrałem to jak zdradę, nie interesuje mnie czy spała z nim czy nie - nadal uważam, że zostałem zdradzony. Na szczęście pomyślałem o swojej rodzinie… Lecz to co stało się z moim życiem to koszmar… Poczucie własnej wartości? Jakie poczucie - stałem się wrakiem człowieka… Do dzisiaj moja wiara w Boga jest tak wątła, że nie potrafię jej odbudować… Moje błagania o to by wróciła nie zostały wysłuchane... Podnosiłem się z tego bardzo długo. Postanowiłem wziąć życie w swoje ręce, zacząłem lepiej się odżywiać, zacząłem chodzić na siłownię itd… Lecz nadal byłem i jestem jedną wielką pizdą, która nawet nie potrafi podejść do dziewczyny, która mi się podoba. Po około dwóch latach gdy w jakimś stopniu przepracowałem to wszystko założyłem Tindera. Standard jak to u mnie - zero par albo pary, które nie odpowiadają. Również i tutaj znalazł się rodzynek - była ode mnie starsza, “związek” zrodził się po dwóch randkach lecz był to związek na odległość. Trwało to może 3-4 miesiące. Niestety pojawił się COVID, a dziewczyna kompletnie oszalała (dosłownie) i postanowiła, że musimy się rozstać. Po kolejnym pół roku również na Tinderze poznałem kolejną. Już na pierwszej randce wylądowaliśmy u Niej w mieszkaniu i gdyby nie “te dni” to nie wiadomo co by było dalej. Niestety również i tutaj nagła zmiana decyzji w ciągu dosłownie kilku godzin. I tak do marca 2021 toczyło się moje życie - ani jednej “żywej” pary na Tinderze. Nadal brak umiejętności jakiegokolwiek zagadania do kobiety na ulicy… Gdy już miałem usuwać Tindera bo rodził on tylko moją frustrację pojawiła się dziewczyna, która nawet nie sądziłem, że odpowie. (Jak mi się wydawało) była tą, której szukałem. Od kilku dni w Polsce (wcześniej przez prawie 10 lat mieszkała za granicą) - zaradna, pracująca, piękna, bardzo wierząca, chętna się spotkać. I w ten sposób zaczęliśmy się spotykać. Niestety... całe życie żyła pod “kloszem” rodziców i sióstr - wręcz mogę powiedzieć, że co powiedziała Jej siostra to święte. Oczywiście stałem się tematem nr. 1 - zostałem dogłębnie zinfiltrowany kim jestem itp. Niestety okazała sie kobietą “niedotykalną”. Nie lubiła przytulania, nie lubiła dotyku (nawet trzymania za rękę) ani pocałunków - o seksie nie wspomnę gdyż była dziewicą (a także chciała czekać do ślubu chociaż wiedziała że pewnie będzie cieżko - miała moje zapewnienie, że zaczekam ile trzeba). Było miło, spotykaliśmy się kilka razy w tygodniu, dużo się całowaliśmy i przytulaliśmy (chociaż zawsze na pytanie czy mogę słyszałem “jeśli musisz”). Niestety to, że pisaliśmy ze sobą całe dnie i spotykaliśmy się tak często sprawiło, że nie mieliśmy o czym rozmawiać - wszystko odbywało się “na bierząco” na Messengerze... I znów zacząłem mocno inwestować w tą relację… Jednak po jakimś miesiącu zaczęła sie odsuwać - nawet racjonalnie to wytłumaczyła mówiąc że na razie nic nie czuje, a nie chciałaby żeby było między nami tylko cieleśnie. OK zaakceptowałem. Poza spacerami za rękę, niewielkimi przytulasami i “buziakami” nie było nic. Mieliśmy zaplanowane kilka wyjazdów - a i ona mówiła o nas przyszłościowo - do samego końca. Niestety zaniedbałem swoje treningi i inne aktywności - chciałem jak najwięcej czasu spędzać z Nią… a Ona chciała coraz więcej i więcej być zaskakiwaną - ponad moje siły. Wszystko było dobrze do momentu gdy zostałem zaproszony na wyjazd - ona, Jej siostra z facetem i rodzina tego faceta. Kompletnie nie pomyślała o tym, że będzie to dla mnie cholerny stres… I był… Nie potrafiłem się odnaleźć. Miałem wrażenie, że to co mówię nikogo nie obchodzi. To było jednak dla mnie zbyt wiele - to była dla mnie pierwsza taka sytuacja w życiu. Do tego doszło jeszcze pewnej kłótni między rodziną faceta jej siostry co rozwaliło mnie na cały wyjazd. Wydawało mi się jednak, że wszystko było ok - nie było oznak, że coś jest źle. Po kilku dniach spotkaliśmy się, aby porozmawiać o tym wyjeździe - i tak naprawdę wtedy okazało się, że wszystko, co robie to źle, wszystko, co mówię to źle. Poinformowała mnie też nadal nic nie czuje, ale nie chce jeszcze tego kończyć - żebyśmy sobie dali czas, ale na najbliższe wyjazdy nie jedziemy razem. Bardzo mi na niej zależało, przemyślałem kilka spraw, to co chciałbym zmienić, czyli m.in. nie chciałem się bać, wyrazić swojej opinii, nie chciałem już mówić i robić tylko tego co ona by chciała usłyszeć itp… Podobno zauważyła, że się zmieniłem. Znów wróciły nasze plany, ale nadal niczego do mnie nie czuła. Zaprosiłem ją na spacer, aby obgadać pomysł na wyjazd weekendowy. Wszystko było ok, rezerwacja zrobiona itd. Również z jej strony padły propozycje. Poznałem kolejną siostrę, jeszcze więcej rodziny itp. Ale nadal czułem, że jestem jej kompletnie obojętny… Padła też propozycja wspólnego wyjazdu do Krakowa… Znów z jej siostrą… Myślę OK, i tak mamy pracować zdalnie więc zobaczymy jak się nam dogaduje w codziennych sytuacjach. I ten wyjazd był gwoździem do trumny tej relacji… Znów wydawało mi się, że wszystko było ok, lecz po raz kolejny zostałem uświadomiony, że nic do mnie nie czuje. Po raz kolejny bardzo mnie to zabolało… Nie potrafiłem udawać, że jest wszystko OK… Bo nie było… Przepraszała mnie, że mogła pomyśleć, zamiast mi to mówić w połowie wyjazdu i w ogóle. Wytłumaczyliśmy sobie pewne sprawy, ale nikt z nas nie mówił o końcu. Następnego dnia wróciliśmy do domów. Nic nie wskazywało, że to będzie koniec… Nadal dzień wcześniej planowaliśmy wyjazd i inne rzeczy “na przyszłość”... Wróciliśmy w czwartek, mieliśmy zaplanowaną niedzielę. W piątek rano zapytałem, o której się widzimy w niedzielę i wtedy zaczęło się wykręcanie, że jednak nie da rady itp… I tutaj już wiedziałem, że coś jest nie tak. Po chwili otrzymałem wiadomość, że musimy się spotkać, pogadać… Już wiedziałem, co mi chce powiedzieć… Zadałem więc pytanie - czy mam jechać po “koniec” naszego związku? Zachowałem się jak szczeniak - jej odpowiedź, że musimy porozmawiać sprawiła, że będąc już pewnym końca nie chciałem tracić ani minuty czasu ani mililitra paliwa na to, by jechać, się rozstać. Dlatego też zadzwoniłem i powiedziałem o tym. Usłyszałem, że “nie chce tracić ani mojego, ani Twojego czasu i chcę to zakończyć”. Po raz kolejny poczułem się w 100% wykorzystany… Zawiozłem do Krakowa, pomagałem - nie jestem już potrzebny to mam spadać… I tak od tygodnia jestem kłębkiem nerwów, wszystko to, co dawało mi radość przestało ją dawać… Wszystkie hobby, wszystkie zajęcia, które lubiałem - kompletnie nic… To były tylko 3 miesiące w przekonaniu, że znalazłem tą jedyną… Nie wiem czemu mam wrażenie, że to wszystko stało się pod wpływem Jej siostry… Nie wiem… chyba już nie chcę wiedzieć… Straciłem wiarę w siebie… straciłem już nadzieję na rodzinę… na miłość… i na to, że kiedykolwiek będę szczęśliwy i będę umieć podejść do kobiety, która mi się podoba i powiedzieć - “Cześć, jestem Wojtek, chciałbym Cię poznać…”
  8. Jestem Alicja, mam 19 lat i sama nie borykam się konkretnie z problemem na poziomie psychicznym, jednak od wielu lat mam członka rodziny, który jest uzależniony od alkoholu. Nie jest to byle jaki problem, bo dosyć głęboki, mianowicie mój tata - czyli właśnie uzależniony - ciągle w naszych rozmowach nawiązuje do przeszłości i wszystko o czym rozmawiamy to o tym samym. Nigdy nie rozmawiał ze mną szczerze tylko próbował unikać tematu o tym jaki jest naprawdę problem, dlaczego nie chce iść na terapię, dlaczego nie może uwolnić się od przeszłości i wciąż uważa że nic nie może zmienić w swoim życiu. Chcicałabym tylko wiedzieć w którą stronę mam iść i jak mu naprawdę mogę pomóc bo od wielu lat wszystkie obrane ścieżki nie pomagały.
  9. Witam, Nazywam się Damian mam 22 lata, odnalazłem te forum że względu na to iż poszukuje wstępnej chociażby pomocy, planuje udać się do lekarza psychologa póki co lecz na początku chciałbym napisać tutaj moje odczucia. Wiec zacznę kiedyś borykałem się z problemami psychicznymi, myśli samobójcze, brak jakichkolwiek ambicji głównie wtedy chodziło o dziewczyny, nigdy tego nie brałem poważnie tak jak i moi rodzice którzy w żadnym stopniu nigsy mnie nie wspierali, kiedyś próbowałem zwrócić na siebie uwagę robiąc głupia rzecz tnąc się po prostu, słyszałem komentarze typu "jesteś nienormalny" etc, po jakimś czasie sytuacja się powtórzyła i usłyszałem komentarz od rodzica "znowu ci odpierdala", po tamtym czasie przestałem szukać pomocy w rodzicach pomogła mi w jakimś stopniu przyjaciółka dzięki której byłem w stanie funkcjonować, lecz od pewnego czasu czuje Amotywację do wszystkiego, od dłuższego czasu nie spotykam się z dziewczyną że względu na to iż nie mam siły.. W zeszłym tygodniu wziąłem wolne w pracy na csly tydzień wymyślając glupie wymówki chciałem odpocząć i ponownie miałem przyjść do prscy dzisiqj, lecz wstając nie miałem po prostu siły, chęci tam iść, czuje w pewnym rodzaju stres,lęk mimo iż z nikim w prscy nir miałem złych relacji, zastanawiam się czy to jest zwykła niechęć, praca której się nie lubi czy to siedzi w głowie, czuje się strasznie przygnębiony, biorąc wolne nieziemsko się stresuje, nawet jeśli biorę te wolne bo mi się należy, druga rzecz dotyczy tego iż od pewnego czasu ok. Od grudnia 2020,zwyczajnie boję się wychodzić z domu jak jest ciemno, czuje straszny lęk przed ludźmi którzy mogą mi vos zrobić, każdy jest w mojej głowie potencjalnym zagrożeniem, strasznie mnie to męczy ze względu na to iż lubiłem wyjść do pabu, przejść się po mieście, teraz nie jestem w stanie tego zrobić a jak już musze przez presję ludzi z otoczenia z którymi np aktualnie spędzam czas wieczorem, to czuje strach, panikę nie czuje się dobrze, wracając od znajomych wracam dopiero 6/7 i zawsze taksówka, uber etc nie jestem osobą która nie jest w stanie się obronić, mam za sobą kilka lat treningów sztuk walk, walk amatorskich i multum sparingów, napomnę gdyż myślę że może to być istotne, pale dużo marihuany najczęściej codziennie, jeśli jest brak pieniędzy zaporzyczwn się lecz robie to ze świadomością czy będę w stanie oddać, jeśli nie to nie biore, co weekend często zdarza mi się brać twardsze narkotyki.. (kiedyś byłem uzależniony od amfetaminy), zażywam w weekendy zazwyczaj, lecz nie każdy weekend, mefedron nie czuje się uzależniony ze względu na to iż nie robie tego codziennie, co dwa dni, zdarzy się że co tydzień a czasami nawet i dłużej, lecz są to często nieprzespane noce 2-4dni, być może ma to wpływ w jakimś stopniu na to co się dzieje, strasznie mnie to wszystko męczy i przygnębia, czy może sam sobie to wszystko wmawiam, to że nie idę do prscy próbuje usprawiedliwić lenistwo (?) wkręcają w głowę że coś jest nie tak.. Nie wiem mam nadzieję że znajdzie się tutaj osoba która w jakimś stopniu spróbuję mi wyjaśnić, bądź naprowadzić.
  10. Mam 18 lat i jestem licealistą. Na wstępie chciałbym prosić tylko o konstruktywne rady i przemyślenia bez OCENIANIA i MORALIZOWANIA. Odkąd mocniej zaangażowałem się w (ponad dwuletni) związek , czyli od około 1,5 roku mam problem z którym sam nie umiem sobie poradzić. Otóż moja dziewczyna jest modelką. Mówi że nie bierze tego na poważnie i nie jest to jej świat ( tak samo jak ja ma odmienne kompletnie wartości niż oferuje świat medialno/modelingowy), lecz często widzę sprzeczne sygnały w tym co robi, gdy na przykład mówi że ją to nie ekscytuje i nie chwali a jednak na mediach społecznościowych musi wystawiać wszystko na świat. Od około 1.5 roku rozmawiamy o tym jakie zagrożenia i jaki jest "wielki" świat modelingu. Od tego czasu mówi mi że chce zrezygnować lub zrezygnuje za jakiś czas lecz trwa to do dziś dzień. Poinformowała mnie że na maturalną klasę 3cią liceum ma nie mieć żadnych lub minimum "prac" (bo takie jest tam ustalenie) i chce po maturze "dorobić" sobie na studia czy inne. Po tylu informacjach tego typu po których okazywało się że jednak zmienia zdania ciężko mi w to uwierzyć. Rozmawiałem też o tym co mi się nie podoba i że nie będę tolerować zdjęć odkrytych bądź o zabarwieniu erotycznym. Czarę goryczy przechyliły zdjęcia które zostały jej zrobione ( jako testy, czyli nieodpłatne zdjęcia na stronę agencji) na jednym z dłuższych wyjazdów za granicę. Zdjęcia były półnagie a Ona ewidentnie wyglądała na nich na przestraszoną, widać było lęk. Zdjęcia trafiły na stronę agencji. Ona sama o nich mi nie powiedziała, dowiedziałem się bowiem od osób trzecich. Gdy zapytałem ją o te zdjęcia powiedziała mi, że odmawiała lecz fotograf jej nie słuchał i po prostu musiała to zrobić. Powiedziała też że gdyby odmówiła i tego nie zrobiła, została by obciążona ogromną karą pieniężną za "znieważenie agencji". Dla mnie to było po prostu świństwo z jego strony, jeśli naprawdę było tak jak mówiła. Nie chcę czekać jak na bombie zegarowej aż (nie daj Boże) zdarzy się taka sytuacja po raz kolejny. Dla mnie to było już za dużo i z tego co słyszałem od niej to dla nie też. Chcę dla niej dobrze i nie chce by w takim fałszywym i ochydnym towarzystwie musiała się otaczać bo to po prostu moim zdaniem jest krzywdzące i toksyczne. A nasze rozmowy o rezygnacji trwają już trochę czasu. Gdy tylko słyszę cokolwiek od kogokolwiek o modelingu lub coś kojarzącego się z nim mam okropnego doła i popadam w marazm. Nie dzieje się tak gdy odcinam się od mediów społecznościowych, dbam o swoje zainteresowania lub po prostu jestem zajęty czymkolwiek. Jest jakiś sposób lecz gdy już nie jestem zajęty to uczucie obojętności i smutku wraca. To sposób na wygłuszenie lecz nie znalazłem sposobu na naprawienie swojego myślenia o modeling lub całkowite odcięcie od tego. Piszę tu ponieważ mimo terapii psychoterapeutycznej i lekowej (sprawa modelingu była tylko składową powodu dla którego tam chodziłem) nadal to wraca i nie umiem sobie z tym poradzić. Jak mogę to naprawić i odciąć się od tego tematu bez konieczności unikania rzeczy, które pozornie zwykłe przypominają mi o tym temacie. Pozdrawiam
  11. Proszę o pomoc, o radę... W lutym nasz 9letni związek dopadł kryzys. Mój partner od 2 lat nie akceptował, tego, że utrzymuje sporadyczny kontakt z kolegą z pracy. Pracowaliśmy na innych zmianach. To była zwykła koleżeńska relacja, po prostu dobrze nam się rozmawiało. Kontakt ten był utrzymywany w tajemnicy. Przeważnie tylko maile, czasami telefon. Nie spotykaliśmy się. Jedynie dałam się namówić 3 razy na krótki spacer. Nie czułam się wtedy dobrze, bo miałam świadomość, że mojemu partnerowi się to nie podoba. 4 razy dochodziło między nami do kłótni z tego powodu, średnio co pół roku. Nie rozumiałam co robię złego rozmawiając, a właściwie pisząc raz na jakiś czas innej osoby. Maile to nie SMSy by non stop je pisać. Bardzo brakowało mi rozmów z partnerem, takich ważnych dla nas. To było głównym powodem do powstania tej "pisanej" relacji. Za każdym razem gdy odkrywal, że nadal utrzymuje kontakt, była kłótnia a ja na kilka tygodni zrywalam kontakt z kolegą i odzywałam się ponownie. Tak było do lutego. Gdy w końcu zrozumiałam swoje błędy, chciałam mu powiedzieć, że definitywnie zakończyłam tamtą znajomość, to mój partner stwierdził, że nie chciałam tego zrobić. Nawet nie dał mi szansy na szczerą rozmowę, o którą prosiłam. Po kilku dniach doszło między nami do rozmowy. Przyznałam się do wszystkiego, bo nie chciałam więcej żyć w kłamstwie. Rok temu po 8 latach oświadczył mi się. Byłam szczęśliwa. Jakiś czas wspólnie mieszkaliśmy bo razem pracowaliśmy. Bardzo często prosiłam o spotkanie, rozmowę. Nie przyjeżdżał, chociaż dawał mi nadzieję, że jednak będzie, pisał "postaram się" i nie był go. Kilka dni temu stwierdził, że będzie lepiej gdy się rozstaniemy, że bardzo go zranilam. Zapytałam czy żegnamy się na zawsze, to odpowiedzil, że możemy się spotykać i po miesiącu lub dwóch zobaczymy co będzie. Jak mam to rozumieć? Czekam już tyle dni tygodni, miesięcy... Jest mi bardzo ciężko, słabo śpię, często jestem zdenerwowana, rozkojarzona. Ciągle myślę o nim. Czy my mamy jeszcze jakąś szansę? Czy zaręczyny nic nie znaczą już? Proszę pomóżcie mi.
  12. Jestem studentką w wieku 25 lat, trzy lata temu poznałam mężczyznę w którym się zakochałam. Nasza relacja zaczęła się od romansu a później przerodziła w przyjaźń, od samego początku bardzo dobrze nam się ze sobą rozmawia. Przez jakiś czas nie mieliśmy ze sobą kontaktu dlatego, że ja pragnęła związku a on nie. Aktualnie znów jesteśmy w kontakcie, a on chce się ze mną przyjaźnić, dodam, że spaliśmy ze sobą ciągle nawet będąc tylko przyjaciółmi. Ciągle mi zależy na tej relacji i jestem w nim zakochana, ale z każdym dniem coraz bardziej wątpię w to, że coś z tego będzie, już kilka razy próbowałam z nim zerwać, żeby się nie męczyć ale on ciężko przechodzi rozstanie, mam czasami wrażenie, że trzyma mnie na niewidzialnej smyczy. Wydaje mi się że on ma unikający styl przywiązania. Wszystko na to wskazuje począwszy od problemów w jego rodzinie po takie cechy jak brak gotowości na zobowiązania, skupianie się na moich drobnych wadach, porównywanie mnie do jego ex które ponoć były idealne, flirt z wieloma kobietami, dawanie sprzecznych sygnałów, tajemniczość i sekrety. Czy nasza relacja jest w stanie przerodzić się w związek? Jak postępować z taką osobą
  13. Po 4 latach zwiazku (ja 30, on 36 lat) , nie ukladalo sie ostatnio, lockdown, pandemia, wir pracy, monotonia. Ja problemy z wieloletnia depresja. On stwierdzil ze chce sie rozstac, ze nie czuje juz tego co kiedys , ze musi odnalesc siebie. Mieszkamy razem ,ciezko to zmienic , on jednak chce pozostac wspolokatorami , rozmawia ,pisze , nadal szuka intymnosci. Rozmawialismy, twierdzi ze jego dezycja sie nie zmieni. Co mam o tym myslec? Walczyc ? Bardzo bym chciala zebysmy przetrwali ten kryzys i zostali razem .
  14. Mam 21 lat. Jestem studentką. W wakacje przed rozpoczęciem studiów poznałam chłopaka. Wydaje mi się, że poznałam "bratnią duszę". Dobrze się dogadywaliśmy, mieliśmy takie samo zdanie na wiele tematów itd. Miał on 2 dzieci. Nie ukrywał tego przede mną, a mi to nie przeszkadzało. Zbliżał się czas rozpoczęcia roku akademickiego. Wyjechałam z rodzinnej miejscowości i przeprowadziłam się do miasta, w którym studiuje. Podjęłam studia zaoczne by w tygodniu moc zapracować na swoje utrzymanie. Niestety w połowie października zwolnili mnie z pracy z powodu covid'a. Od tego czasu nie mogłam znaleźć pracy. Przez pierwsze dwa miesiące rodzice przesyłali mi pieniądze na studia i wynajem pokoju. Niestety wiedziałam, że nie mogę ich obciążać takimi kosztami. Chłopak zaproponował mi, abym zamieszkała z nim. (sytuacja przedstawiała się tak, że od czasu przyjazdu do tego miasta spędzałam każda wolna chwile w sumie u niego, ponieważ zajmowałam się jego dziećmi gdy był w pracy, jak przyjeżdżał chcieliśmy spędzić czas razem, a potem na noc nie opłacało się jechać do siebie aby rano znów jechać do niego aby pilnować dzieci). Ja rozpamietywująca wydarzenia poprzedniego związku nie chciałam tak szybko zamieszkać razem. Wiedziałam że się dogadamy itd. Ale no, nie chciałam wolałam trochę poczekać. Więc formalnie przeprowadziłam się do niego w styczniu a praktycznie siedziałam tam cały czas od przyjazdu tutaj. Wszystko było okej. Rodzicom pasowało to że nie muszą mi już wysyłać aż tyle pieniędzy, tylko że z czasem zaczęli mi wysyłać tylko tyle na studia. Ja chciałam się dorzucać do rachunków, jedzenia itd chłopakowi. Ale nie miałam skąd. Szukałam pracy, ale podświadomie chyba wiedziałam że lepiej byłoby ( dla mnie i dla chłopaka) żebym tej pracy nie miała póki co bo on w swojej pracy zarobi więcej niż ja, a problem rozchodził się o dzieci. Poszły do przedszkola ale nie miały odporności i wyglądało to tak że tydzień w przedszkolu tydzień w domu. (dopiero od stycznia poszły do przedszkola, w okresie listopad-styczeń ja z nimi siedziałam cały czas w domu, oczywiście studia, dom na mojej głowie.) z czasem wszystko zaczęło wyglądać na 'normalne', dzieci zaczęły mówić do mnie mamo, chłopak naprawdę się starał żebym się dobrze czuła u niego w domu. Ja dalej wiem że nie mogę podjąć się normalnej pracy na etat bo sytuacja z dziećmi się jeszcze nie uspokoiła. Więc probuje się złapać takiej dorywczej pracy która mogę wykonywać w domu. Ale często jest tak że nie mogę się zająć swoimi sprawami bo właśnie maluchy są chore. I wtedy w dzień się zajmuje nimi, Domem, obiad itd. A gdy oni idą spać chwilę spędzam z chłopakiem i wtedy siedzę po nocach aby nadrobić swoje sprawy. Lub po prostu nie mam już na to siły i zostawiam to i po prostu zaniedbuje. Ostatnio zaczęło mnie bardzo dobijać to że siedzę w domu, nie mam tutaj znajomych, nie mam dokąd wyjść, z kim pogadać. Dodatkowo chłopak od jakiegoś czasu mam wrażenie że zrzuca swoje obowiązki, które są wynikiem jego wcześniejszych decyzji na mnie. Rozumiem za pracuje żeby jakoś wyrównać budżet domowy ( jest mi naprawdę bardzo źle że nie mam pieniędzy i mogę śmiało powiedzieć że mnie utrzymuje), ale przez to czuje ze jestem sama z jego obowiązkami, przyjeżdża po pracy. Zali się ze jest zły na to tamto. Ze zmęczony ( rozumiem to bo naprawdę ma do tego prawo) ale mam wrażenie że nie widzi ile ja robie i mogę śmiało powiedzieć że ile robię dla niego. Czuje się po prostu przemęczona, mam wrażenie że wszystko nie ma sensu, nie mam motywacji do niczego, jestem ciągle zmęczona, nie mam cierpliwości do dzieci. I tak jak kiedyś marzyłam żeby mieć swoje dzieci (takie swoje swoje) tak teraz już nie chce (tzn chce, ale jak widzę ile 'zdrowia' kosztują mnie nie moje dzieci. To jestem w stanie porzucić swoje marzenia o swoim dziecku i poczekać aż te urosną i mieć 'macierzyństwo' z głowy.) mój chłopak oczywiście by chciał ze mną dzieci. Ale jak widzę co teraz się dzieje. Nie mam zamiaru znów ponosić całej odpowiedzialności. Ciężaru sama. Po prostu mam dość. Zastanawiałam się już czy po prosty tego nie zakończyć, ale nie mogę. Tak bardzo go kocham, wiem że możliwe że to jest 'ten". Nadal można powiedzieć że mamy super kontakt (jeżeli w grę nie wchodzą dzieci) i jest moja bratnią dusza. Wiem to. Nie chcę go zostawiać bo wiem że już takiej drugiej osoby nie znajdę. Poza tym nie jestem samodzielna finansowo, nie mam dokad pójść, a do domu nie mogę wrócić. Nie mogę sobie poradzić z moimi emocjami. Jak spędzamy czas we dwoje jest super. Poświęca ki czas uwagę, wygłupiamy się jak małe dzieci itd. Ale gdy są dzieci to automatycznie podświadomie się odsuwam ( wcześniej tak nie miałam) jakoś zaczęło mnie bardzo to dobijać. Nie wiem co mam zrobić.
  15. Witam. Nie wiem od czego zacząć więc od razu wale prosto z mostu.. Mam problem z opanowaniem emocji.. podczas kłótni z facetem a nawet czasem zwykłej rozmowy wybucham bez powodu.. prowadzę wtedy monolog w krzyku.. On stara się nie reagować ale ja chodzę za nim dotąd aż wyprowadzę go z równowagi padają wtedy złe słowa, których normalnie bym nie powiedziała. Zawsze po takiej kłótni żałuję tego co się wydarzyło ale czasu juz nie cofnę. Mój Partner moim zdaniem nadużywa alkoholu, myślę że to też często mnie prowokuje do takich sytuacji. On nie widzi w tym problemu co jeszcze bardziej mnie nakręca. Dodam, że przez pół roku byłam przez niego oszukiwqna i zostałam zdardzona. Jesteśmy nadal razem, wybaczyłam mu, ale nie potrafię o tym zapomnieć i często do tego wracam co też powoduje kłótnie. Nie wiem co mam robic? Czy to normalne? Może potrzebuje jakichś leków uspokajających. Proszę i pomoc 🙏
  16. Pomocy! Czy to normalne, że będąc z chłopakiem od prawie roku, traktując go poważnie (mam 28 lat, rozmawiamy o ślubie), mogę być zazdrosna o to, że chłopak koleżanki jest przystojniejszy, że jest w moim typie? Towarzyszy mi ciągle jakiś lęk z tym związany... Zastanawiam się, dlaczego ja tak nie trafiłam jak ona. Wstydzę się tego, bo sądzę, że kocham mojego chłopaka, ale nie daje mi to spokoju, boję się spotkania przyjaciółki z jej chłopakiem, za każdym razem odczuwam niepokój przez kilka dni po tym spotkaniu, zastanawiam się nad jego wadami, chcę zrobić wszystko, żeby stracił w moich oczach. On wydaje mi się taki idealny, zazdroszczę koleżance tego szczęścia (coś strasznego, wiem). Nie chcę reagować tak emocjonalnie, chcę się pozbyć tego stanu. Czy to w ogóle normalny objaw? Czy powinnam może zastanowić się nad relacją z moim chłopakiem? To dla mnie jakiś absurd, a mimo wszystko to uczucie się pojawia, nie wiem co z tym mogę zrobić. Może to po prostu zwykła zazdrość, że koleżanka w jakimś sensie jest "lepsza", bo ma tego, o którym wszyscy mówią, że jest przystojny? Może to jakaś chora chęć dowartościowania się przez chłopaka? Proszę o jakieś komentarze.
  17. Cześć, zwracam się do was z prośbą o wypełnienie ankiety dotyczącej związków między inteligencją emocjonalną, temperamentem i stylami radzenia sobie ze stresem. Ankieta dotyczy zarówno osób w wieku 18-50 lat, które doświadczyły rozwodu rodziców, gdy były dziećmi (0-18 lat), jak i tych, które tego nie doświadczyły. Badanie zajmuje około 15 min. Wypełniając formularz przyczyniacie się do rozwoju nauki. Z góry dziękuję! Link: https://forms.gle/KSbHoRRgGdw4t17B7 Hasło dostepu zostanie udzielone w wiadomości prywatnej.
  18. Hej mam 18 lat . Nidhy nie miałam kompleksów na swoim punkcie nie narzekałam na powodzenie miałam super przyjaciółkę i dobre relacje z rodzicami teras jest totalnie na odwrót moja przyjaciółka ma lepsze powodzenie chłopcy wola ją nasi znajomi WOLĄ Jà co doprowadza mnie na początku do złości później do smutku. Jestem osoba która wszytsko analizuje milIon razy i przejmuje se najmniejsza głupota i sama już nie wiem co brać na serio a co nie. Przykład dziejsza sytuacja chłopaki żartowali i mówią najlepsze dziewczyny na osiedlu miejsce 2 JA miejsce 1 ona niby głupie żarty ale wzięłam to tak do siebie ze właśnie płacze do poduszki . Rady typu zmień towarzystwo są do niczego bo to jest moje towarzystwo z nimi wychodzę i i wychodzić napewno będę .
  19. Dzień dobry, siema, cześć. (czy jak tam się witacie). Jestem nowy nie wiem jak się witać z Wami. Mam pewien problem, odkąd się ożeniłem straciłem pewien wigor do pracy. Nie potrafię do końca postawić na swoim. W dużym skrócie samiec alfa gdzie światopogląd się posypał.
  20. Dzień dobry mam pewna wątpliwość - zdiagnozowano u mnie (31 l.) zespół Aspergera, jednym z objawów jest fiksacja na kształcie linii prostej, którą wyobrażałem sobie od ok. 10 roku życia. ogólnie linia prosta bardzo mi się podoba, uważam ją za formę doskonałą. Jednak pojawiła się u mnie wątpliwość - czy jeśli poczatkowo mialem podejście do linii prostej jako do jakby "wymyślonej zabawki" , czy takie źródło tej fiksacji nie wyklucza jej jako wynikające z zespołu Aspergera? Dziękuje bardzo za pomoc I pozdrawiam
  21. Jeśli jesteśmy przekonani, że na końcu drogi czeka zranienie, sabotujemy wędrówkę. Jedni robią to od pierwszego kroku, drudzy dopiero wówczas, gdy uzmysłowią sobie, iż znaleźli się na ścieżce wiodącej do bliskości. Niektórzy w ogóle unikają romantycznych relacji, inni wchodzą w nie, ale trzymają dystans i traktują partnera z rezerwą, albo gdy tylko poczują większą bliskość, niszczą związek bądź przed nim uciekają. Inną strategią jest angażowanie się w relacje skazane na porażkę lub wchodzenie w związki obdarte z intymności – ograniczające się do seksu. Kolejną metodą może być ucieczka w pracę w celu zapobieżenia nawiązania jakichkolwiek bliższych relacji, ewentualnie ucieczka w perfekcjonizm i stawianie sobie oraz innym nieosiągalnych wprost wymagań bez spełnienia których w ogóle nie dopuszcza się opcji tworzenia związku... Unikanie bliskości (określane czasem jako „lęk przed bliskością”) stanowi zachowanie zapobiegawcze – ma uchronić przed wywołującym cierpienie odtrąceniem. Im większa domniemana lub faktyczna bliskość, intymność w danej relacji, tym silniejszy niepokój u osoby, która obawia się takiego stanu rzeczy z powodu przewidywania bolesnego zranienia. Przewidywanie to częstokroć bywa nieuświadomione, wiążę się z innymi przeświadczeniami na temat własnej osoby. Niektórzy ludzie w wyniku szczególnych doświadczeń w dzieciństwie mają głęboko zakorzenione poczucie pewnej nieadekwatności i braku kompetencji postrzeganych jako niezbędne do tego, by tworzyć udany związek. Nierzadkim zjawiskiem jest też wyjątkowo przykre przeświadczenie o tym, że nie zasługuje się na miłość, nie jest się jej godnym. Takie spostrzeganie swojej osoby stanowi grunt dla obaw przed bliskością. Człowiek czuje bowiem, że jeśli dopuści do siebie kogoś, to zostanie niejako zdemaskowany i wyjdą na jaw wszystkie jego „defekty” i niekompetencje, które w sobie widzi. To zaś, jak dana osoba mniema, nieuchronnie doprowadziłoby do odtrącenia. Z jednej strony człowiek pragnie więc bycia kochanym i stałego związku uczuciowego, z drugiej pozostaje pod silnym wpływem zgubnych odruchów obronnych, mających zapobiec zranieniu. Efekty trwania w takim położeniu bywają trudne. Niezbędna jest więc praca nad sobą – uzmysłowienie i podważenie okrutnych przekonań na swój temat. W pierwszej kolejności odbywa się to poprzez rozpoznanie tak zwanych myśli automatycznych, które napływają samoczynnie i podsuwają przykre treści oraz pesymistyczne, wywołujące lęk oraz niepokój interpretacje różnorakich sytuacji w kontaktach z ludźmi. Konieczne jest skonfrontowanie się z mroczną wizją samego siebie jako osoby niekompetentnej i niegodnej miłości. Chodzi o to, by podważyć takie zapatrywania i umożliwić wzrost zdrowego poczucia własnej wartości i bardziej ufnego podejścia do intymniejszych relacji z innymi ludźmi. Potrzebna jest troska i czułość w stosunku do samego siebie – miłość własna zastępująca okrutne przeświadczenia i bezwzględne etykiety. W relacji z partnerem potrzebna jest natomiast delikatna szczerość, umożliwiająca bezpieczne omówienie doświadczanych obaw i rozterek.
  22. Witam , zauważyłem juz od jakiegoś czasu ,że mam problemy z podejmowaniem poważnych decyzji, a jak również niska samoocenę. Zyje cudzym życiem a nie potrafię swoim. Mieszkam za granicą i jeżeli ktoś wspomina np.ze wocil do polski to ja od razu chce wracać ,jak komuś dobrze za granicą to mi też. Jestem zazdrosny że komuś coś wychodzi a mi nie ,choć tak naprawdę też mi wiele w życiu wyszło. Nie wiem czego chce od życie i mnie to przeraża. Od tego myślenia boje się o swoją psychikę. Dodam, że mam miałem nerwice lękowa .od 3 lat czuje się ok. Choć do tej pory biorę taetki. Wszystko przeżywam nie wiem jak sobie pomoc a jeszcze dużo marudzę. To wszystko dziękuję
  23. Witam Was wszystkich bardzo serdecznie. Mam na imię Antoni, jestem 24 letnim mężczyzną oraz studentem filologii rosyjskiej. Około pół roku temu, moje życie stało się istnym szaleństwem, z którego to nie mogę mimo prób wyjść. Otóż : przez cały wymieniony wyżej okres czasu, trwam w swego rodzaju obłędzie pełnym urojeń, który charakteryzuję się nadmiernym, a raczej NADMIERNYM przejmowaniem się myślami, które powstają w mojej głowie bardzo często, i ZAWSZE dotyczą one gier wideo. Najlepiej chyba opisać to na przykładzie, ponieważ nie pojmuję procesów psychologicznych które mną zawładnęły. A więc : podczas gry pojawia się przejmujące, biorące nade mną kontrolę uczucie,że np. "za mało doceniasz to, że ta gra jest taka świetna", lub "ta gra jest tak cudowna,a co gdy przejdziesz już ją całą i będziesz musiał kupić nową, i co wtedy z tą starą?" lub "zdecydowanie za mało wczuwałeś się w tą grę". Myśli takie pojawiają się bardzo często, łącznie już pewnie z 10 000 ich było przez te pół roku, te co podałem tutaj to przykłady z kilku ostatnich dni. Brzmi to jak błahostka, ale musicie uwierzyć mi na słowo, że ma no nade mną całkowitą kontrolę. Nie jestem sobie w stanie z tym poradzić. A gdy nawet jest akurat dobrze, to martwię się tym, że za dzień lub dwa znowu będzie źle. Ostatnie pół roku praktycznie nie żyłem, tylko było przejmowanie się setkami myśli dotyczącymi gier. Muszę też wspomnieć, że nabawiłem się nerwicy natręctw mniej więcej w lutym. Od psychiatry dostałem leki, które w jakimś stopniu zneutralizowały konieczność powtarzania czynności związanych z grami, jednak od myśli odnośnie gier - uwolnić się nie mogę. Próbowałem już bardzo wielu rzeczy. Medytacji, zaprzestania bycia takim perfekcjonistą co do tych gier, traktowania ich na większym luzie - ale nic nie poskutkowało. Mniej więcej co tydzień mam załamkę, ponieważ gryzie mnie jakaś myśl. Myśli często uda mi się przezwyciężyć, wtedy np. po kilku dniach pojawia się nowa automatycznie, która na nowo mnie gryzie. Nie potrafię podchodzić do gier na luzie. Jakiś czas temu traktowałem je całkowicie normalnie, nie mam pojęcia skąd ta zmiana. Obecnie moje życie jest bardzo jałowe. Mam 24 lata, studia, narzeczoną. Zdaję sobie sprawę, że powinienem jak dorosły facet - przejmować się finansami, pracą, przyszłością, a jedyne co robię to tkwię w tej bańce, co kilka dni zmagając się z kompletnie irracjonalnymi myślami, i wyjść z tego nie mogę. Bardzo proszę o jakieś rady - być może ktoś z Was przez coś podobnego przechodził. Czy uważam to za uzależnienie? Nie wiem, nie mam pilnej potrzeby grania, widzę świat poza tym, gram mało, natomiast traktuję gry śmiertelnie serio, traktuję je jak jakieś złoto. Po 6 miesiącach mam wrażenie, że nie ma na to skutecznego sposobu. Próbowałem już bardzo wiele. Nawet rzuciłem całkowicie alkohol, gdyż gdy go za dużo wypiłem to stany lękowe były większe. Próbowałem medytacji, zacząłem rysować, ćwiczyć, czytać a mimo to wszystko pozostaje bez tak upragnionych zmian. Ja osobiście widzę jedynie dwa wyjścia - przestać grać całkowicie (byłoby mi bardzo ciężko, ale być może to możliwe), lub tkwić w tym, i liczyć się z tym, że po prostu będzie źle. Z góry dziękuje za każdą formę pomocy
  24. Witam. Mam problem. Jestem że swoim chłopakiem 5 lat i bardzo go kocham i wiem o tym ale wczoraj nagle w jego towarzystwie przestałam odczuwać emocje i nie czułam że go kocham ani nikogo innego. Wiem że go kocham ale boję się bo tego nie czuje. Nie wiem co mam robić czy miwroca mi emocje czy nie. Nie chcę go stracić
  25. Witam. Jestem 23 letnia studentka. W związku jestem od 2 lat, jesteśmy pewni siebie i swoich planów na przyszłość. Nie kłócimy się o głupoty jednak zostałam skrzywdzona wcześniej i nie potrafię zaufać i znowu wyszło na to, że mam rację. Przez dostęp do poczty e-mail dowiedziałam się o tym że moj facet ogląda filmy erotyczne, pisze na portalach randkowych i co więcej na jednym z nich z facetami pokazują swoje przyrodzenie. Czy on jest gejem? Zaznaczę, że nasze relacje łóżkowe są na bardzo dobrym poziomie. Chłopak, narzeczony, jest kierowca tira widzimy sie co 11/12 dni.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.