Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'relacje'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 282 wyników

  1. Zulka

    Zdrada

    Witam!Jestem 38 letnią kobietą mieszkająca na stałe we Włoszech,Jestem mamą 2 dzieci. Mój problem polega na tym,ze moj partner(Wloch) zakochał się w innej kobiecie!Twierdzi,ze trwa to od 2,5 miesiąca A ja dowiedziałam się 2 dni temu. Powiedział, że już mnie nie kocha Ale trzymają go przy mnie dzieci. Kobieta w której się zakochał wie o nas I twierdzi że nie chce rozwalić rodziny. Mimo wszystko zależy mi na nim I na tym by dzieci miały pełną rodzinę!co mogę zrobić żeby go odzyskać .
  2. Spotykam się z chłopakiem od ponad roku. Poznaliśmy się w grze, ja po 8 letnim związku nie dałam łatwo do siebie dotrzeć jednak jemu się udało. To on pierwszy wyznał mi miłość. Ja powiedziałam wtedy że gdy będę gotowa to powiem. Zrozumiał nie miał pretensji. On twierdzi ze jest socjopata co nie ulatwia mi zycia. Znałmoja przeszłość nie łatwą, po związku poprzednim zostały mi nie tylko łzy ale też długi. Po jakimś czasie zdecydowaliśmy się zamieszkać razem to dla niego przeprowadziłam się ok 450 km. Chciałam być bliżej bo coraz bardziej zaczynało mi zależeć. Zaczynałam czuć stabilizację spokój. Cała jego rodzina mnie akceptuje. On sam ma synka 10 lat z którym mam świetny kontakt. Jednak od pewnego czasu zaczęło się psuć, klotnie były często, zazwyczaj o pierdoly. On bardzo chce uzbierać na nowy samochód, ja to rozumiem. Dużo pracuje często też w weekendy. Rocznicy nie obchodziliśmy bo to nie ślub jak on stwierdził. Ostatnio po jedne z kłótni która odbyła się po obopolnym zmęczeniu po pracy powiedział że mam czas do końca miesiąca na wyprowadzenie się bo on chce spokoju. Próbowałam drążyć temat. To powiedział że się wkurza że ma wrócić do domu w którym będzie kłótnia. Pojechałam do domu na półtora tygodnia. Przed wyjazdem chciałam zeby przemyślał on był ba nie bo niema czego ratować. Jednak kiedy pościły mi nerwy i wykrzyczałam wszystko co leżało mi na sercu nagle była cisza i zgoda na przemyślenie. Po powrocie rozmawiamy jednak niema czułości. Przytulam się jak śpi albo z nienacka. Nie chciałabym go stracić bo zależy mi na nim. Jednak jest coś co bardzo mi przeszkadza jak Nie opowiada to mówi że on chce kupić samochód on chce kupić motor, a czuje, że w tym wszystkim niema miejsca dla mnie. Ja nie potrzebuje wiele trochę uwagi, czułości. Wczoraj gdy chciałam poruszyć temat rozmowy była kłótnia, że on nie chce i dla niego to koniec. Chciałabym poznać waszą opinię, czy starać się dalej i próbować rozmawiać?
  3. Wszystko jest nie tak… Kiedyś byłam inna. Obecnie mam 22 lata. Zawsze byłam osobą ambitną, pracowitą, energiczną i otwartą do ludzi. Im więcej robiłam tym więcej miałam na to energii. W czerwcu zeszłego roku zerwałam z chłopakiem. Była to świadoma decyzja, przy X czułam, że za mało się rozwijam i zbyt wiele tracę. Mimo że, tego chciałam rozstanie bolało i żeby uciszyć ten ból narzuciłam sobie jeszcze więcej obowiązków, to sprawiało że nie myślałam o X i byłam szczęśliwa. W międzyczasie poznałam Y i to On sprawił, że zupełnie zapomniałam o X. Miał podobny temperament, wszędzie było go pełno, podobało mu się, że tak dużo robię i zachęcał mnie, wspierał w moich przedsięwzięciach. Widywaliśmy się codziennie, spędzaliśmy ze sobą całe dnie, mimo że z boku wyglądało wszystko jednoznacznie (jego zachowanie wobec mnie szczególnie) zawsze mieliśmy relację czysto koleżeńską. Nie chodzi o to, że ja nie chciałam, po pewnym czasie zauważyłam, że zaczynam się powoli od niego uzależniać i chyba nawet coś do niego czuć, ale to było tak jakby on coś Ci dawał, a jak chciałam to wziąć to nagle odwracał się i odchodził. Wzięłam więc drugi kierunek na studiach (oba dziennie), jednocześnie pracowałam, aktywnie udzielałam się w kole naukowym. Nie myślałam wtedy za bardzo o Y i to było przyjemne. Jednak na przełomie grudnia pokłóciłam się z nim. Nagle zabrakło go kompletnie w moim życiu, a ja przytłoczona obowiązkami zaczęłam się wypalać. Zaczęłam zawalać studia. Jedne, drugie… Po nowym roku kiedy już byłam w naprawdę słabym stanie psychicznym to ja odezwałam się do niego. Znowu nawiązaliśmy kontakt. Wszystko było tak jak dawniej, byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Mogłam mówić mu wszystko i on mi. I nagle na wiosnę dowiedziałam się od niego, że ma dziewczynę… od 7 lat. To był dla mnie okropny cios. Żeby jednak tego nie okazać udawałam, że wszystko jest w porządku. Przyjaźniliśmy się, a ja skrycie chyba liczyłam na to, że jednak to nie jest na poważnie, skoro będąc z nią spotykał się ze mną (i nie tylko). Byłam zła i zrozpaczona, ale wiedziałam, że nie poradzę sobie bez niego i muszę go mieć nawet jeżeli tylko jako kumpla. Cały czas widywaliśmy się praktycznie codziennie, spędzaliśmy ze sobą całe dnie, a ja byłam w stanie poświęcić dla niego wszystko. Zawaliłam studia, zmieniłam pracę, która wydawało mi się, że sprawia że jestem nieszczęśliwa i od tej pory co chwila szukam jakiejś nowej, bo nie mogę sobie znaleźć miejsca. Straciłam przez to płynność finansową, narobiłam sobie długów. Nie mówiłam nikomu o tym, udawałam że wszystko jest ok. Popadłam w okropny nawyk prokrastynacji oraz pseudologii. Chciałam, aby inni widzieli mnie taką jaką byłam kiedyś, bo sama chciałam taką siebie widzieć. Z Y bardzo się zbliżyliśmy do siebie (teraz już obustronnie czysto przyjacielsko), ja traktuję go już jak brata i mimo że sama mam kłopoty (o których on nie wie) to jeszcze pomagam mu, wpakowując się tym w jeszcze większe kłopoty. Zamieszkaliśmy razem z Y. Początkowo było super, ale z czasem, zdałam sobie sprawę, że nie mogę tak dłużej żyć. Są oczywiście super chwile, kiedy spędzamy razem czas, ze znajomymi, ale kiedy nagle zostaję sama zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę jestem w tym wszystkim samotna. Mimo że nadal bardzo mi zależy na Y – zamiast mnie motywować sprawia, że się wypalam, nic mi się nie chce i jestem smutna. Wysysamy z siebie wzajemnie energię. Chciałam się wyprowadzić, ale też ciężko mi to powiedzieć mu, ale i sobie (chyba gdzieś w głębi serca nie chcę go stracić). Nikt nie wie o mnie prawdy i nie wiem czy umiałabym komuś teraz ją powiedzieć, co więcej – czy chciałabym powiedzieć. Czuję się strasznie samotna. Mam tyle na głowie, ale ciągle odkładam to wszystko, nie wiem na co licząc – ale też nie wiedząc co mogę z tym zrobić. Z jednej strony myślałam uciec – wyjechać i zacząć wszystko od nowa, to naprawdę by mi pomogło, ale z drugiej – czy ucieczka jest dobrym wyjściem? To właśnie od uciekania (od decyzji, działań) jestem w takiej sytuacji w jakiej jestem. Nie wiem już czego chcę, którą drogą mam iść, nic mnie nie cieszy i nie widzę perspektyw. Aha, Y w tym roku chce się oświadczyć dziewczynie. Wiem, że to może wyglądać że za wszystko winię Y. Ale tak nie jest, winię siebie, że wcześniej nie zdecydowałam się przerwać tego wszystkiego, a teraz nie bardzo wiem jak ponownie odnaleźć siebie…
  4. Dziewczyna. 23 lata. W związku od niecałych 3 lat. Na początku było cudownie - długie rozmowy, okazywanie czułości, wyraźne zainteresowanie czy starania. Ale od jakiegoś roku, może więcej coś się zmieniło. Nie ma już tylu uczuć, praktycznie wcale się nie stara, nie pokazuje że jestem kimś ważnym dla Niego. Ot, po prostu jestem sobie obok. Przeszkadza mi to. Z jakiegoś powodu bardzo potrzebuje tych wszystkich uczuć - potrzebuję wiedzieć że mnie kocha, że mu zależy, że jestem kimś. Próbowałam już nieraz z Nim rozmawiać. Ale zawsze gdy zaczynam mówić o tym co czuje i czego mi brakuje...zaczyna mnie ignorować, mówić żebym dorosła i się ogarnęła. Że robię cyrki. To prawda, często podchodzę do tego zbyt emocjonalnie, często płacze z tego powodu. To też nie tak, że wcale nie ma uczuć między nami, jednak czegoś mi brakuje, chciałabym żeby było bardziej jak na początku... Teraz jest trochę jak małżeństwo po 40 latach bycia razem - mijanie się w korytarzu, dzień dobry, co tam. Przez to często mam wrażenie że go nie obchodzę, że ma gdzieś moje uczucia i słowa. Nie ma już spontanicznych miłych wiadomości, przytulanek podczas wspólnego oglądania filmu...jakby całkiem przestało mu zależeć. Ot, jestem więc nie trzeba już nic robić. Często mi przez Niego smutno czy przykro. Nie wiem już co robić. Takie sytuacje powtarzają się notorycznie. Czuje się odtrącana, nieważna a próby rozmowy zawsze kończą się tak samo... wiem też, że on nie potrzebuje tylu uczuć i takiej bliskości jak ja. Czy wymagam zbyt wiele? Powinnam się zmienić bo to ze mną coś nie tak? Co powinnam zrobić i jak sobie z tym radzić?
  5. Jestem 25latkiem od. Ok 2 lat w związku z dzieckiem 10miesiecznym. Poznaliśmy się i szybko zamieszkali y razem trudna sytuacja w jej domu skłoniła. Nas do tej decyzji chodź byłem szalenczo zakochany nie widząc wielu wad. Ona skończyła związek toksyczny on nie dawał jej spokoju ja próbowałem pomoc jej się z tym uporać z dobrym rezultatem. Ledwo zamieszkalisy razem klucilismy się często. Mimo. To. Namiętność i zakochanie brało. Gure. Ona pisywala. Z. "kolegami" co doprowadziło. Mnie do. Szału (jestem zazdrosnikiem) niby nic specjalnego nic złego do czasu aż w złości i klotni tłumaczyła się ze pisze bo skąd ma mieć pewność że że mną będzie. Klotniom nie było końca pomagała. Mi i dbała. O wynajmowane mieszkanie tyle że gdy ja wracałem wiele. Jej pomagałem. Podawałem. Wszystko. Itd taki trochę służący co jest do. Dziś dnia. Czesalem włosy masowalem przynieś podaj itd do mnie wieczne pretensje mimo. Ze jestem porządków zdarzało mi się coś. Gdzieś zostawić np. Szklanka na szafce spodenki w sypialni nocnej podkreślam że zdarzało się to raz w tygodniu. Gdy się poklucilismy mocno zawsze pisała do. Wybranych kolegów a potem. Gdy wychodziło na jaw tłumaczyła się że myślała że. Już się rozejdziemy że chciała. Z. Kimś. Pogadać gdy dalej się klucilem dogryzala. Ze. Może. Z nim było by jej lepiej. gdy była w szpitalu przed porodem jak tylko były godziny odwiedzin ja byłem przy niej a gdy nie mogłem być pracowałem tak samo po praca szpital praca szpital dom na noc. Wróciła była po cc więc ciężko jej było miesiąc wstawiłem do małego i pracowałem od 8 do 17 nie długo bo. Nie dawałem rady po miesiącu mały przesyłał. Całe. Noce. Gdy wróciła że szpitala była śmiertelnie obrażony i zła że nie przywitam jej odpowiednio że nie cieszyłem się że jest ze zająłem się dzieckiem. Fakt dałem ciała bo nie kupiłem kwiatów na przywitanie co głównie ja chyba pozloscilo. Do dziś dnia mi to wypominasz że nie było tak jak. Ona sobie to wymarzyla. Potem kwestia ślubu chciała. Go. Ja też mimo że nie mówiłem tyle o tym co ona bo wedlog mnie skoro zbieramy na niego to zbieramy nie trzeba co drogi dziec oglądać obrączek i garniturów na początku ok potem to zrobiło się opsesja. Zepsute przez to wakacje w zakopanym powrót ciągle złości że za mało mówię że tylko ona do tego darzy rozumiem w pewnym sensie ale skoro nie mieliśmy to zająłem się praca by szybciej nabierać. Doszło do tego że mieliśmy kupić garnitur jakoś tak wyszło że rozplynela się cześć pieniędzy miałyśmy to przelorzyc o 2 dni bo wtedy dostał. Bym przelew ona wściekła. Awantura itd w końcu piekłem powiedział. Ze puki między nami się. Nie ułoży nie będzie żadnego. Ślubu od wtedy to. Koszmar zero nas zero. Bliskości ignoruje mnie czasem chwilę. Lepiej ale. Zaraz znów wyciąga wszystko i wieczne kłótnie. Dodam że wcześniej gdy nie dawałem. Sobie rady z tym. Związkiem rozmawiałem z matką nie miałem. Z. Kim. A chciałem. Się wyzalic. Do dziś dnia mi to wypominasz z matką nie mam już prawie kontaktu gdybym miał. Była. By wojna mimo że ona twierdzi że mogę wziąść małego. I iść wiem że była. By miesiącami wściekła powiedziała by że skoro aja chodzę to. Ona też. Pójdzie a to. Z koleżanką a to na dyskotekę itd jak zwykle te jej odżywki. Kocham. Ja bynajmniej atak. Mi się wydaje chyba że to już przyzwyczajenie nie wiem sam. Czuję się za nią odpowiedzialny ja utrzymuje nasza rodzinę pracuje jako tapicer. Samochodowy zarabiam ok 4-5tys miesięcznie z. Pewnością to. Nie dużo ale. Na nasz rejon i na swój wiek zarabiam. Sporo ponad przeciętna mimo to. Zawsze jest malo.. Dodam też że nie jestem na pewno idealny bardzo zazdrosny raczej przez te zagrania z pisaniem itd zawsze mnie zawodzila. Nie pozwalam też raczej na wypady z koleżankami na dyskotekę. Itd. Ale. Z mojej strony ma to. Samo. Jestem przy niej po pracy na okrągło jestem. Miły kochany otwieram drzwi puszczam przodem. Niestety z jej strony nie ma wiele zaangazowania Wiem. Ze nie powinienem się tak rozpisywać przepraszam za błędy pisze. To w pracy bo w domu nie mam możliwości gdyż jest zawsze przy mnie. Chciał bym prosić o. Jakaś pomoc. O zwykła. Opinie co myślicie o tym związku... Pozdrawiam z góry dziękuję A odpowiedz
  6. jestemkarolina5

    Rodzina, która mnie niszczy

    Dzień dobry... Może zacznę od tego, że nigdy nie pisałam swoich problemów na forach, ani nie szukałam pomocy w Internecie- aż do teraz... Moja sytuacja życiowa jest już na tyle "trudna", że po prostu nie mam kogo prosić o poradę i chciałabym, żeby ktoś w ogóle spojrzał na moją sytuację, z innej perspektywy. Może coś zobaczy? Jestem w młodym wieku, mam 23 lata, a moje dzieciństwo było naprawdę wyboiste i srogie... Od 15 lat nie widziałam się z swoim ojcem, moich prawdziwych bliskich mogę policzyć na palcach u ręki, bo tak naprawdę mam tylko jednego prawdziwego dziadka i parę bliskich z rodziny... Jednak od pewnego czasu, bardzo nie układa mi się z nimi, Nasze relacje są okropne, wręcz toksyczne. Jestem bardzo wrażliwą dziewczyną, wszystko biorę natychmiast do siebie i potrafię długo pamiętać krzywdy i boleści z przeszłości. Moja mama nieraz wypomina mi niektóre rzeczy w żartach typu "bo ty miałaś trudne dzieciństwo, co?" i żartuje z takich rzeczy, które są dla mnie bolesne. Podobnie jak siostra, która śmieje się z tego, że nie mam tatusia i miało mnie w sumie w ogóle nie być... Eh, fajne żarty prawda? Tymczasem naprawdę miałam trudne dzieciństwo, bo odkąd miałam 8 lat, miałam koszmarne relacje z rówieśnikami. Nie miałam prawdziwych koleżanek, niektórzy wręcz się śmiali na podwórku, że nie mam taty. Musiałam chodzić do psychologa i czułam się wiecznie jak wyrzutek... To się ciągnęło do liceum, gdzie poznawałam wredne osoby, kłamliwych partnerów itp... Moja mama w sumie nie miała dla mnie czasu... Zdaje sobie sprawę, że zarabiała itp... Ale tak naprawdę, nie miałam przez to od nikogo pomocy, rozmowy, wsparcia. Płakałam sama do poduszki i do siebie... Byłam samotna... Mam jedną siostrę, z którą nie mam kompletnie dobrych relacji, jesteśmy dla siebie jak obce. Siostra kilka lat mieszkała w Anglii, gdzie wtedy jeszcze ze sobą pisałyśmy, a po powrocie kompletna przepaść. Zdarzało nam się pobić kiedyś ze złości i powiedzieć dużo kiepskich słów, ale dawałyśmy radę jakoś. Tymczasem teraz widujemy się tylko wtedy, kiedy jesteśmy u mamy, święta itp.. Mimo, że mieszkamy w jednym mieście, to nie mamy ze sobą kontaktu, nawet przez smsy, chyba, że jest "coś pilnego", co ja mam jej załatwić lub mojej mamie. Od kilku miesięcy, nawet i lat już moje relacje z mamą i siostrą są na tyle wstrętne, że nie mam ochoty z nimi rozmawiać ani przebywać. Po prostu z dnia na dzień, czuję, że nie jest to dla mnie dobre i mnie tylko niszczy od środka. Jestem teraz w trudnej sytuacji, bo po kilku latach namysłów, chcę iść w końcu na studia (zaoczne), żeby mieć lepszą przyszłość i zawód. Mam problemy z znalezieniem pracy, odkąd odeszłam ze swojej poprzedniej. Moje poprzednie prace z resztą były pełne toksycznych relacji, stresów i oszustw ze strony pracodawców. Stąd moje odejścia i parabola w karierze... Zwyczajnie nie siedzę tam, gdzie jest wyzysk i oszukanie... Od ostatniej pracy bujam się z rozmowy, na rozmowę, cały czas się staram i nie tracę wiary, pomimo, że jest mi mega ciężko iść setny raz i mówić wszystko o sobie i swoich pracach... Ale nie poprzestaje, bo chcę być niezależna i mieć pieniądze na życie, które póki co, zarabia tylko mój partner. Oczywiście cały czas pomagam mu, pomagam w domu, robię wszystko to, co wiem, że muszę, bo wiadome- nie mam pracy, więc muszę organizować obowiązki itp. Ja to wszystko rozumiem, wiem i naprawdę przegryzam język i to robię. Problem pojawia się na horyzoncie, gdy w moje życie, wtrąca się rodzina... Moja mama dobitnie pokazuje mi, a nawet już zaczyna mówić wprost, że moja siostra jest ode mnie we wszystkim 'bardziej'. Ma bardziej lepszy charakter, bo jest odważna i do przodu, cierpliwa i w każdej pracy ją kochają. Ma o wiele lepszego partnera (teraz męża), bo jest bardziej wygadany, zabawny, do ludzi i nie cichy... Ma o wiele więcej koleżanek i fajnie jej się układa ze wszystkim. Sęk w tym, że moja mama nie widzi, że tak naprawdę siostra, nie miałaby tak dobrze, gdyby nie jej kop w du.. Dzięki mojej mamie siostra zawzięła się i ukończyła studia, miała pomoc materialną kiedy wynajmowała mieszkanie, o związkach nie wspomnę, bo mama po prostu przeżywała za nią jej rozstania i gdyby nie ona, siostra nie chciałaby nikogo już innego. Dzisiaj cały czas świat kręci się wokół niej, jej sukcesów, ślubu tegorocznego i domu, który jak i wszystko inne, bardzo mocno pogonili, naciskali i tez nie mieli pieniedzy wszystkich od siebie, tylko za pomocą rodziców jej męża. Dlatego jestem bardzo zdenerwowana, kiedy słyszę o jej sukcesach i tym, ze jest zaradna, bo wiem, że tak naprawdę większość z tego wszystkiego, pomogli jej rodzice, czy to jedni czy drudzy. Moja mama jednak, cały czas podkreśla, że to wszystko sami sobie zapracowali i są tak zaradni, że drugich takich nie ma... Ale czy tak serio wszystko sami osiagneli? Gdyby nie ich pomoc, pewnie nie... Boli mnie to, że moja rodzina, przy każdej lepszej okazji, czy to święta, czy w smsach jak gadamy, czy zakupach, ciągle zniża mnie do parteru i robi najgorszą osobę na świecie. Ja cieszę się z każdego dnia i herbaty, a wystarczy jeden sms i nie mam kompletnie energii i motywacji do życia. Cieszę się z swoich małych sukcesów, bo wiem, że jestem młoda i mam całe życie przed sobą, a tymczasem moja rodzina uważa, że moje sukcesy typu zawód, prawo jazdy, jakieś tam inne mniejsze i większe nie są aż tak dobre, jak mojej siostry. Co z tego, że nie mam jeszcze domu swojego z basenem i auta? To aż tak jest ważne? Ja naprawdę mam czas na to wszystko, może później, może wcześniej, ale chcę iść po swojemu. Moja rodzina mi na to nie pozwala i ciągle mówi, jak mam robić, żeby "było dobrze". Tylko dla kogo? Mam iść na ten kierunek, bo jest dla mnie dobry. Mam iść na takie studia, bo są dobre. Mam z nim nie być, bo jest taki, a jego rodzina taka. Mam być chudsza, bo jak już jestem trochę bardziej grubsza, to jestem już ohydna. To jest naprawdę bardzo stresujące i wkurzające, kiedy nie mogę robić tego co chcę, a szczególnie, kiedy nikt nie widzi jak się z tego cieszę i jaką mi to radość sprawia.Okej raz poddałam się na kierunku, ale dlatego, bo zwyczajnie go nie czułam i nie chciałam jeszcze wtedy się uczyć. Chciałam pracować i myśleć wtedy, co dalej. Moja rodzina ciągle mówi mi też, że jestem taka spokojna i przepraszam, że żyję. Tymczasem wiem, że dużo ludzi jest takich jak ja, wrażliwych i spokojnych. Moja rodzina uważa to za wadę, bo moja siostra jest taka, to ja już jak jestem inna to jestem przez to gorsza... Mój partner jest taki sam jak ja. Cichy, nie lubi imprez, woli jednego przyjaciela od stu innych i nie mówi głupot na obiedzie. No co zrobić? Właśnie takiego chciałam partnera. Moja rodzina chyba wolałaby żebym była z gadatliwym facetem, który kocha imprezki, bycie w centrum uwagi i gada pierdoły na świętach. Tyle, że ja nie czułabym się dobrze z takim. Stąd bardzo mnie wkurza kiedy moja rodzina, siostra, mama mówi, że partner do mnie nie pasuje i czasami mam wrażenie, że specjalnie robią wszystko żeby nas skłócić. To przez jego spojrzenie, jakiś gest który zrobi niechcacy, bo nie po czyjejś myśli, to coś powie, to coś i coś. Czekają na każdy jego ruch, żeby mi dowalić i nas skłócić. Bo prawda jest taka, ze z kazdym ich takim gadaniem, mi sie to udziela i przelewam stres na parntera. Wtedy mysle, ze mnie klamie, jest taki i taki i rodzina ma racje. Później mijaja dni, a ja patrze i mysle, ze przecież kazdy ma wady i czasami ja chyba jestem gorsza jak on i co oni od niego chca? Czasami to fakt, za duzo zwierzalam sie z problemów naszych mojej mamie, ale komu miałam, jak nie jej? Nie mam koleżanek żeby tak komuś się zwierzać... Tymczasem mama, wykorzystuje to przy pierwszej lepszej okazji i wypomina wszystko po kolei. Co gorsza, później nie lubi mojego partnera i wymyśla sobie przeróżne historie... Mój partner jest tak samo zmęczony całą tą sytuacją, bo sam widzi jak moja mama go traktuje, a jak męża mojej siostry... Podsuwa mu zupy, mówi czule i żartuje z nim, a mój parnter jak jakiś nieudacznik, lewsus traktowany, jakby w ogóle nie siedział obok. Przykro mi, gdy to widzę i słyszę. Nieraz się o to kłócę i od razu reaguję, ale nikt nie widzi problemu i za każdym razem moja rodzina mówi, że wymyślam i wcale nie jest tak, że mama bardziej faworyzuje męża siostry, podobnie jak siostrę... Oczywiście mój partner nigdy nie podpadł, aż tak zeby sobie na to zasłużyć. Jak każdy ma wady i coś tam nie raz zrobi, ale to wszystko przez stres i to, ze sam nie miał ciepła i wychowania ze strony rodziców. Był sam sobie i tak wyniósł to z domu... Stąd te jego podwinięcia typu- nie umyje kubka czy coś... Ale tak? Zarabia, jest uczciwy... Nie zdradza, nie pali, kurcze co oni chcą? Wszystko to, co nieraz moja rodzina uznała za jego wadę, było przez to, że jego też nikt nie wspiera i mówi już rzeczy w stresie... I ja to rozumiem... Sama nieraz tak miałam i specjalnie prowokowałam kłótnie, bo musiałam na coś swój stres i lęki przelać... Mąż mojej siostry, gdy mi się nie układa z pracami, wyśmiewa mnie i kiedyś zdarzyło się, że zaatakował mnie słownie w smsie na to siostra nic nie zareagowała, oprócz o dziwo mojej mamy, która sama stwierdziła, że mąż przesadził, bo nie ma prawa tak mówić do mnie... Jest z nami już kilka lat, a ja go w ogóle nie znam... Odkąd jest z moją siostrą, nie mam z nią kompletnie kontaktu. Wcześniej chociaż sms-a mogłam napisać, teraz wszystko mam wrażenie, że on czyta i wie. Jak chce z nią iść sama do kina, to on musi też. Jak coś chce powiedzieć, to on zaraz wie. Nie chodzę przez to do niej, bo nie mam z nią w ogóle swoich tematów przez to i w ogóle czuję się jak w ukrytej kamerze. On ciągle chce być w centrum uwagi... Nawet ślub z kameralnego, zrobił się jakiś na pokaz i wystawny... I po co to? Nikogo nie rusza jego nowa koszulka czy buty... Liczy się jaki jest. Ale eh, właśnie jaki? Moja mama z siostrą z resztą mają coś też takiego, że nie mogę im mówić tajemnic, bo zaraz i jedna i druga mówi, szczególnie mama, ze nie będę jej zabraniała rozmawiać z siostrą i mieć tajemnice. Boli mnie to, ponieważ są nieraz takie rzeczy, które chciałabym żeby wiedziała tylko mama, a moja mama nie potrafi ich utrzymać dla siebie i mi pomóc... Nie dostaje od nich wogóle wsparcia, dobrego słowa i porady, ale takiej życiowej, mądrej... Słysze tylko wyzwiska, teksty o tym, jaka jestem beznadziejna i najgorsza na świecie... Szkoda, bo nieraz naprawdę chciałabym pogadać z nimi jak dorosłymi, ale skoro ciagle mają mnie za dziecko, to jak? I pisze to wszystko dlatego, bo wiem i widze, jakie to wszystko jest toksyczne dla mnie i nie wiem tylko, co mam zrobic z tymi relacjami? Wiem, ze nieraz powinnam sie odciac od nich, juz tak zrobilam z niektorymi ludzmi w zyciu i wyszlo mi to na dobre, ale z wlasna matka? Zrobilabym to, ale wiem, ze ona i tak dalej bedzie mi zatruwac zycie tekstami, pretensjami i tym, jaka to ja jestem... Teraz jeszcze tym bardziej, bo przez chwilke musielismy z partnerem u niej zamieszkac na kilka miesiecy... Niedlugo sie wyprowadzimy, ale poki co, nie wiem jak znosic ja i jej humorki i to, za jaka mnie ma osobe. Oprocz tego bedzie tu przebywac moja siostra, ktora tez niezle daje mi w kosc... Co zrobic?
  7. daisy1990

    zazdrosc

    chora zazdrosc? czy obsesja mezczyzny ?
  8. Dzień dobry, Jestem kobietą mam 25 lat, jestem mężatką od jakiś 3 miesięcy. Przed ślubem (kościelnym) wydawało mi się że jesteśmy dobrą prą, mająca oczywiście swoje wzoty i upadki ale RAZEM chcieliśmy kroczyć wspólną drogą. Znamy się jakieś 5 lat, planowanie ślubu zaczeliśmy po 3 latach naszego bycia razem. Pochodzę z rodziny gdzie było nas trójka, + rodzice. Mój mąż jest jedynakiem wychowują go tak naprawdę kobiety bo tata ma taki zawód że bardzo często go nie ma w domu. Po ślubie, przeglądając jego telefon dowiedziałam się ze umawia się z innymi kobietami na sex spotkania, wysyła im zdjęcia penisa w zwodzie oraz oglónie ma wiele kont na różnych randkowych portalach. Oczywiście telefon wzięłam bez jego pytania. Na początku kiedy próbowałam go nakłonić do tego aby sam jakoś się przyznał kierowałam rozmowy tak aby może jakoś cos powiedział ruszyło go sumienie że mnie oszukuje, ale nic to nie dało, więc postanowiłam zrobić kilka zdjęć tych rozmów żeby mieć dowód żeby mi sie poprostu nie wyparł tego. I pewnego dnia nie wytrzymałam w płaczu wykrzyczałam mu wszytsko co wiem, on oczywiście po pewnym czasie mojego płakania się przyznał. Że jest to prawda,że pisze z wieloma kobietami żeby się podniecić. Powiem od razu że jesteśy praktykującymi katolikami. I ślub Kościcelny jest dla nas bardzo ważny. Mój mąż jest psychologiem z zawodu, i to mnie jeszcze bardziej boli. Teraz niby tego nie robi ale ciągle chowa przede mną telefon nie potrafi pokazać mi go ciągle twierdzac że go kontroluje. w czasie narzeczeństwa umawiał się na randki z nowo poznanymi dziewczynami okłamywał ich że jest sam kiedy to ja przygotowywałam nasz ślub i wesele. I to jest jeden kłopot a drugi że wszystko mówi swojej mamie ciagle chce do niej jeździć i była taka sytuacja że po naszej kłótni o te spotkania z kobietami zadzwonił do niej i nagadał na mnie nieprawdę co też wyczytałam z smsów pisanych z nią. Które ona kazała mu usuwać a on tego nie robił. Mój mąż jest osobą bardzo pretensjonalną, to odemnie wymaga żebym mu pomagała podwałą robiła coś za niego, nie wiem przed ślubem mieliśmy razem wszystko robić, a teraz jak jedzie do rodzinnego domu mi mówi że ona sam pojedzie bo musi to i tamto zrobić a jak zadaje pytanie co musi zrobić to mi powtarza że nie mogę go kontrolować. Jest osobą bardzo nerwową jak coś tylko nie idzie po jego myśli wpada w szał. Nie umiem mu tego zapomnieć chodź bym bardzo tego chciała ostatnio powiedział mi że to jest moja wina bo bez pytania sprawdzałam jego telefon a tak bym nic nie wiedziała. Może to faktycznie jest moja wina może to ja popełniam gdzieś błąd. Nie wiem co mam robić. Jak mam mu wybaczyć i zapomnieć skoro on nie widzi tu żadnej swojej winy.
  9. psycholog Rafał Olszak

    Czy okazywać, że ci zależy?

    „Nie pokazuj że ci zależy” – głoszą liczne poradniki dla pań i męskie zresztą też. Efekt? Wszyscy przegrywają. Nikt nikomu nic nie okazuje, wszyscy targują się o każdy miły gest czy oznakę zainteresowania. One myślą, że oni za mało się starają, a oni, że one są pasywnymi, roszczeniowymi księżniczkami. Związki zaś sypią się od środka, bo jak umacniać relację bez pokazywania, iż komuś zależy? Sposób, który miał chronić przed bólem, naraża na cierpienie, samotność, rozczarowanie. Po co więc go stosować? Nie lepiej być w zgodzie ze sobą i tworzyć szczere relacje? One także mogą się nie udać, ale przynajmniej nie trzeba niczego udawać, grać ani nikim manipulować. Skomentuj na Facebook. CIEKAWOSTKA: Terapia online może mieć także charakter terapii dla par lub tzw. terapii małżeńskiej. Z terapeutą przez komunikator do rozmów wideo Skype kontaktuje się wtedy jednocześnie dwoje ludzi pozostających w związku, który przeżywa jakieś trudności.
  10. Jestem 37 letnią kobietą i obecnie przebywam na rencie z tytułu niezdolności do pracy. Odkąd wdałam się w relację z żonatym mężczyzną, moje życie zmieniło się na gorsze. Jego partnerka dowiedziała się o wszystkim i poprosiła prezesa firmy, aby ten wyrzucił mnie z pracy. Od tamtej pory nie mogę utrzymać posady w mojej branży - minęło 9 lat od niechlubnego zdarzenia - a na mnie nadal ciąży odium tej, która chciała odebrać męża kobiecie. Miasto, w którym żyję, liczy około 150 tys. mieszkańców i, silą rzeczy, spotykam na zakupach, czy też w środkach komunikacji miejskiej ludzi związanych z tym środowiskiem. W przeszłości, kiedy wszystko było żywe w umysłach i na językach ludzi, spotykały mnie nieprzyjemności z powodu romansu. Wiem, że postąpiłam źle, lecz to nie z mojej strony wyszła inicjatywa /nie ja to zaczęłam, a wręcz broniłam się przed nim/, tylko ze strony mężczyzny, poważanego w środowisku. Ja potrzebowałam bliskości, gdy rozpadł się mój poprzedni związek, a On... moim zdaniem podbudował własne ego, używając mnie przy tym jak używa się szklanki do napełnienia jej wodą. Kiedy Ona dowiedziała się o "nas", On wyparł się wszystkiego, a ja zostałam bez środków do życia. Mój problem polega na tym, że do dzisiaj obawiam się, że spotka mnie nieprzyjemność ze strony ludzi. Mam opory przed wyjściem na spacer czy basen, lub po sprawunki. Potrzebne produkty zamawiam w supermarkecie przez internet, z dostawą do domu, żeby nie spotkać ludzi. Kino, teatr lub koncert... tego typu rozrywki przestały dla mnie istnieć. Dobrze, że jest Internet, a w nim strony oferujące filmy. Co robić? Proszę o odpowiedź.
  11. Witam. Nazywam się Agata i mam 29 lat. Jestem w 5 miesiącu ciąży i obawiam się co dalej. Od 3 miesięcy nie potrafię się dogadać z mężem. Jesteśmy razem 4 lata, ale minął dopiero 1 rok od ślubu. Ciąża była w 100% planowana. Niestety minione wakacje były dla mnie trudne. Mój mąż częściej zaczął jeździć do swoim znajomych, którzy są w moim mniemaniu patologiczni (uzależnieni, po rozwodach itp) i z którymi w żadnych stopniu się nie dogaduję. Jeździł do nich również w poprzednich latach, ale rzadziej i byłam w stanie to "przecierpieć". Moje sugestie, że to nie jest dobre towarzystwo i że jego wyjazdy źle wpływają na nasz związek, były przez niego wyśmiewane i stwierdził, że nie mogę zabronić mu się z nimi spotykać. Za każdym razem kiedy znów wyjeżdżał, ja miałam pretensje, więc wyjeżdża coraz częściej. Z problemu zwierzyłam się siostrze i teraz mój mąż nie chce już nawet jeździć ze mną do mojej rodziny. Odmawia również wspólnego wyjścia do wspólnych znajomych. Jest bardzo uparty i kiedy próbuję uświadomić mu, że takie zachowanie w końcu doprowadzi nas do rozwodu zanim dziecko się urodzi, tylko pogarszam sytuację. Twierdzi że to wszystko moja wina, że mam nieuzasadnione obiekcje wobec jego znajomych, że to przeze mnie nie chce teraz spędzać ze mną czasu i jeździć razem do rodziny, i że sama się proszę o rozstanie. Błagam, powiedzcie mi, czy to na prawdę moja wina? Czy przesadzam? Mam odpuścić i ograniczyć "nasz czas" do wspólnego jedzenia kolacji i spania w jednym łóżku? Nie tak sobie wyobrażałam małżeństwo.
  12. Jestem mamą 10-miesięcznego i niespełna 3-letniego chłopca. Mam problem ze starszym synem, mianowicie syn nie chce jeść. W skrócie: karmiony piersią prawie 15 miesięcy, pokarmy stałe wprowadzone do diety zgodnie z zaleceniami; mleka modyfikowanego nigdy nie pił, ponieważ miał odruch wymiotny; początkowo niechętnie jadał jedzenie ze "słoiczków"; po roku jadł "słoiczki", wędlinę, pieczywo, owoce, ser, kaszki; nie chciał jeść jedzenia "domowego", wyłącznie słoiczki; od ponad roku nie chce jeść wędliny, owoców, sera, pieczywo sporadycznie; do bodajże kwietnia 2018r. jadł wyłącznie wybrane (ulubione) obiadki ze słoiczków- zawzięłam się i od tego czasu nie dałam mu żadnego dania ze słoiczka, je wyłącznie to co ugotuję, oczywiście wybieram te potrawy, które lubi i zje. Mimo, iż dostawał ulubione słoiczki, a obecnie dostaje jedzenie domowe, to zawsze marudzi przy jedzeniu- zakrywa ręką usta, woła pomocy, prowokuje wymioty, wypluwa jedzenie itp. Sam nie zje, jest karmiony. Karmienie trwa średnio 30 min, czasami zje wszystko. Od ok. 3 tygodni syn w trakcie jedzenia prowokuje wymioty. Proszę go, daję mu kary, pozwalam oglądać bajki, daję zabawki (w zależności od jego nastroju), by tylko coś zjadł. Do września 2018 syn cały czas przebywał ze mną w domu. Miał epizod uczęszczania do "klubu"- chodził od października do stycznia 2018 w tym czasie będąc od 8:30 do 13:30 nic nie jadł. Po odebraniu z klubu dosłownie rzucał się na jedzenie. Od momentu pójścia do przedszkola syn niechętnie zaczął jeść ulubione potrawy, zawsze z niechęcią, zasłanianiem buzi, błaganiem, wzywaniem pomocy itp. Karmienie trwa od 25 do 45 min. Do przedszkola chodzi od 2 tygodni, do 12.09.2018 przebywał w godz. 08:00-11:00 i wówczas nic nie jadł. Wczoraj i dziś był w przedszkolu w godz. 08:00-14:20. W przedszkolu nic nie jadł. Po powrocie do domu również nic nie chciał jeść. Wczoraj błaganiem i moim płaczem, wymogłam na nim zjedzenie zupy (niecałej). Dziś nie chciał nic zjeść. Nie pomagały kary, prośby, prezenty, bajki. Sam mówił, że woli karę (pójście do WC i posiedzenie tam samemu), niż jedzenie. Przed przedszkolem o godz. 7 zjadł kaszkę, w przedszkolu nic, a w domu o godz. 16 jedno ciastko z dwóch mu danych (uległam i chciałam by zjadł cokolwiek). Nie chciał nadal nic jeść, płakał i mówił, że nie zje zupy. Dopiero o godz. 19 zjadł płatki z mlekiem. Myślę, że jakbym mu zaproponowała monte, kukurydzę, krakersy, pistacje, to by zjadł, ponieważ to lubi jeść. Niestety od czasu "odpieluchowywania", tj. od ok. 2 miesięcy ma problemy z zaparciami i ograniczam mu tego typu jedzenie. Zauważyłam, że po powrocie do domu na widok młodszego brata płacze, zaczął też kopać i bić męża, i inne osoby z rodziny i nie tylko. Wiem, że jest zazdrosny o brata, ponieważ strasznie przeżywał jego pojawienie się w domu- rzucał się pod wózek, gdy chciałam wejść z dzieckiem do domu, mówił "dzidzi nie", płakał, odpychał brata, nie pozwalał mi karmić piersią itp. Jestem wykończona tą sytuacją, nie wiem, co faktycznie jest przyczyną niejedzenia- zaczęło się, gdy byłam w 2 ciąży, gdy nie miał rodzeństwa. Proszę o pomoc, podpowiedź, co zrobić, w czym tkwi problem, z czego on wynika. Chcę być dobrą mamą, zapewnić dziecku prawidłowy rozwój, a obecnie "walczę z wiatrakami".
  13. Witam, mam problem w małżeństwie .Mój mąż jest osoba niezdecydowaną, zdążały mi się kilkukrotne wyprowadzki z naszego mieskania ( poprzednia 3 miesiące po ślubie ) co było dla mnie szokiem .. ostatecznie wrocil przed sylwestrem i byliśmy raZem do końca sierpnia. W międzyczasie staraliśmy się o dziecko ( od dawna mam problemy z zajściem ) myśleliśmy o nowym, większym mieszkaniu albo segmencie i kpiliśmy cudownego psa .Chodziliśmy do kliniki leczenia niepłodności, ale nie doszło do żadnych sztucznych prób zajścia ani badań, był tylko prowadzony monitoring owulacji i jeden zastrzyk na pęknięcie pęcherzyka ( nie staraliśmy się wtedy bo za dwa tygodnie wyjeżdżaliśmy na zagraniczne wakacje i chcieliśmy przekonać się czy sam zastrzyk pomoże w pęknięciu pęcherzyka). W pewnym momencie, gdy dostałam miesiączkę albo byliśmy po wizycie( już nie pamietam) załamałam się i stwierdziłam ze nie chce już chodzić do tej kliniki. Mąż mnie już nie namawiał wiec pomyślałam ze szybko mu przeszło i już mu na dziecku nie zależy . On stwierdził ze mi się odwidziało i to ja już nie chce go mieć . Nie potrafił spytać o moje obawy. Po jakims czasie rozmawialiśmy i powodzialm ze chce się starać i po protestu bałam się rozcarowania. On tego nie rozumie.4 tygodnie temu wyprowadził sie z domu i chce rozwodu. Powiedział ze poznał jakaś dziewczynę z która pisze ( w ogóle jak to brzmi ) ? Ale nie chce się z nikim wiązać bo dop rozstał się ze mna (??) to po co pisze z jakaś dziewczyna ? Jego brat twiedzi ze ściemnia i nikogo nie poznał.. czy takie ciagle wyprowadzki, brak zdecydowania, nerwowość i zmiany zdania( dziecko a zaraz koniec związku ) mogą świadczyć o jakims jego zaburzeniu ? Dodam ze jego rodzice rozstali się a jego ojciec choruje na schizofrenie, wiec malzonek nie ma żadnego wzorca jak powienien wyglądać zdrowy związek. Jest tez mocno związany z matka ( jest najstarszy z rodzeństwa ) zawsze radzi się jej i pomaga jako jedyny z rodzeństwa . Ciężko mi zrozumieć, ze może mieć dwie twarze, z jednej strony chłopak stara się we wszystkim pomaga, dba o dom i o mnie, gotuje, sprząta wiecej ode mnie i zachowuje się odpowiedzialnie a zaraz mu odbija i wyprowadza się. Zastawiam się , czy jego zachowanie wiąże się z jakimiś nieprzerobionymi sprawami rodzinnymi, czy po prostu ma taki charakter ...
  14. mam 24 lata od roku z przerwami spotykam sie zchlopakiem ciezkim chloakiem. nie jest i nie byl to zwiazek ale spotykalismy sie bardzo czesto byly wyjazdy sypaie ze soba az pewnego dnia kontakt sie ukrócił. znalzl inna kobiete o ktorej dowiedzialam sie na samy koncu. pod wplywem nerwow napisalam do niej i opowiedzialam co mnie z nim laczylo ona mnie powyzywala on nazwal dnem.. po kilku miesiacach kontak sie odnowil znow spotykanie sypianie straszie go kocham ale on cyba ma mnie gdzies wrecz mowi ze zasluzylam sobe na takie traktowanie olewcze. co ja mam robic chodze przybita non stop o nim mysle pisze mu co czuje a on ma to gdzies ? probuje sie oderwac myslec o czyms innym ale nie da sie ...
  15. Witam, mam 20 lat. Od czasu śmierci mojej mamy, czyli od 8 miesięcy mam problem. Nie pracuje, skończyłam szkole, mieszkam w domu rodziców, a tata pracuje za granicą. Jestem ciągle sama, nie mam z kim porozmawiać i przez to często czuję się samotna. Mam chłopaka, ale gdy zaczynam z nim rozmowę i mówię mu jak się czuje, nazywa mnie wariatką, mówi ze chcę zwrócić na siebie uwagę bo moja mama się zabiła, a nie mam za bardzo komu się wygadać. Z chłopakiem widuje się na weekendy, cale tygodnie jestem sama. Za każdym razem jak gdzieś idziemy do znajomych chłopaka, to po alkoholu robię się agresywna, zaczynam płakać i się kłócić o wszystko. Boli mnie bardzo smierć mamy, bo popełniła samobójstwo i nie mogę przestać sobie o tym przypominać, a szczególnie po alkoholu. Miałam stany lękowe, myślałam o samobojstwie, ale raczej nie jestem do tego odważna. Raz jest dzień ze się uśmiecham, a zaraz przychodzi kilka dni gdzie czuje się niepotrzebna, bezradna i bezwartościowa i mam poczucie ze lepiej gdyby mnie nie było, żebym nie musiała nic czuć. Nie wiem jak nazwać swój stan i co mam zrobić, piszę tutaj ponieważ już sobie z tym nie radzę. Najbardziej boli mnie to ze wszystkich do siebie zrażam, wiem ze gdybym nie pila alkoholu w towarzystwie to nic złego bym nie robiła, ale lubię wypić i czuć się swobodnie, przestać myśleć. Tylko później zaczynam przesadzać i zawsze zle się to dla mnie kończy. Chciałabym wiedzieć czy jest ze mną aż tak zle, dlaczego nie dogaduje się aż tak z ludźmi? Kiedyś tego nie miałam, miałam przyjaciół i w związku tez było lepiej. Czy to przez to ze jestem samotna i nie mam do kogo się odezwać?
  16. psycholog Rafał Olszak

    4 oznaki kryzysu w związku widoczne w komunikacji

    Istotnym czynnikiem zakłócającym funkcjonowanie związku bywa niewystarczająco dobra lub wręcz pozostawiająca wiele do życie komunikacja. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że problemy komunikacyjne stanowią jeden z głównych problemów trapiących związki, które przeżywają kryzys. Szczególnie alarmujące jest, gdy w kontaktach zaczynają się pojawiać następujące cztery negatywne interakcje między małżonkami czy osobami, tworzącymi związek partnerski. 4 oznaki kryzysu w związku widoczne w komunikacji Skarga przeobrażająca się w ostrą krytykę – na początku pojawiają się tylko skargi wynikające z różnicy zdań, ale z czasem z niezadowolenia z faktu, iż problem pozostaje nierozwiązany, wynika narastająca frustracja. A ona zaczyna przekształcać się w urzeczywistnianą stopniowo coraz bardziej skłonność do całościowego krytykowania partnera: osądzania go, obwiniania, zarzucania mu złej woli. Krytykowanie zaczyna mieć charakter nadmiernego uogólnienia – nie ogranicza się do wybranego aspektu funkcjonowania, ale przybiera postać generalnej oceny całej osoby. Pogarda – źle się dzieje, gdy w komunikacji pojawiają się drwiny, uszczypliwości, szyderstwo, naśmiewanie się czy inne formy „wbijania szpili”. Trudno ustalić pewne sprawy, gdy zamiast trzymać się meritum ludzie zaczynają sobie dokuczać lub stosują przemoc psychiczną bądź słowną. Postawa defensywna – zamiast skupiać się na rozwiązaniu problemu bądź na rzeczywistej treści komunikatu ludzie zaczynają się bronić jakby byli atakowani. Dalece ogranicza to możliwość uporania się z kłopotem, bo właściwie nie jest on przedmiotem sporu. Zamiast tego ludzie zaczynają przerzucać się winą, licytować na kim spoczywa większa odpowiedzialność za problem, bronić się przez atakowanie lub marudzić, że „znowu coś” lub wzdychać mówiąc do partnera „o co znowu ci chodzi”. Barykadowanie się – ma to miejsce, gdy dana osoba odcina się od tego, co mówi partner, buduje swoisty mur i nie dopuszcza do siebie informacji, które partner próbuje przekazać. Przykładem może być zaledwie udawanie, że się słucha, albo ostentacyjne pogłaśnianie radia lub telewizora, by zagłuszyć osobę mającą coś do powiedzenia. Następuje wówczas swoiste „budowanie muru”, który ogranicza efektywność komunikacji. Osoba słuchająca staje się jakby nieobecna, zdystansowana lub wręcz wroga, pełna dezaprobaty i zniechęcenia. Te cztery problemy w komunikacji mogą zwiastować rozpad związku, a w każdym razie stanowią wyraźne sygnały, że w relacji prawdopodobnie źle się dzieje – zwłaszcza, gdy kłopoty tego typu zdarzają się często. Psychoterapeuci mawiają, że są to „czterej jeźdźcy apokalipsy”, którzy mogą doprowadzić związek do ponurego finału. Terapia dla par, terapia małżeńska przez Skype W trakcie pomocy psychologicznej takiej jak terapia dla par, terapia małżeńska, często pracuje się nad poprawą komunikacji. Zazwyczaj nie jest to jedyna rzecz, wymagająca korekty, ale z pewnością jedna z najczęstszych kwestii do poruszenia. Czasami sprawy zachodzą tak daleko, że para ma dużą trudność z tym, by wrócić do zdrowego, skutecznego kontaktowania się ze sobą – wtedy pomoc psychoterapeuty może okazać się ostatnią deską ratunku. Podczas terapii par nierzadko trenuje się umiejętności takie jak asertywna komunikacja, aktywne słuchanie oraz inne zdolności przydane w rozwiązywaniu problemów techniki. Terapeuta pełni też funkcję rozjemcy, mediatora, który stoi na straży dobrej komunikacji, troszczy się o to, by wyrażanie poglądów i emocji było asertywne, a tym samym umożliwiło dojście do porozumienia. Pytania? Wątpliwości? Darmowa porada psychologa może pomóc!
  17. psycholog Rafał Olszak

    Możemy czuć się niedoceniani

    Wydaje się, że wszyscy, niezależnie od płci, możemy czuć się niekiedy w bliskich związkach niedoceniani. Naukowcy z Royal Society Open Science swego czasu zrobili interesujące badanie na ten temat. Za zgodą uczestników zainstalowali w ich domach mikrofony. Potem przeanalizowali zebrany materiał i zauważyli, że ludzie w relacjach rodzinnych rzadko sobie dziękują. Są uprzejmi w sytuacjach publicznych i wtedy nie szczędzą słów uznania, ale w domu rodzinnym okazywanie wdzięczności należy do rzadkości. Bardzo kiepsko na tle paru innych narodowości wypadli Polacy. Tylko w 2,2% okazji do podziękowania wyrażano docenienie czy wdzięczność. To zrozumiałe, że członkowie rodziny są skorzy do wzajemnego pomagania sobie bez żadnego „ale”, jednak nie zapominajmy o docenianiu. „Dziękuję nic nie kosztuje”. Okazujmy bliskim wdzięczność – ich wysiłek na to zasługuje. CIEKAWOSTKA: Psycholog online to po prostu psycholog, z którym można porozmawiać za pośrednictwem Internetu, na przykład przez dostępny za darmo komunikator do rozmów wideo - Skype. W naszym gabinecie do dyspozycji klienta są: psycholog kliniczny, psychoterapeuta, psychodietetyk, terapeuta uzależnień. Dowiedz się więcej.
  18. Jacek

    Jacek

    Witam! Po pierwsze chciałem serdecznie powitać wszystkich uczestników forum, zarówno tych doradzających jak i szukających porady. Mój problem polega na braku drogi dotarcia do dziecka które ma awersję do nauki. Jako rodzic nie potrafię nakłonić 9letniej córki do jakiegokolwiek wysiłku intelektualnego, nawet jeśli chodzi o proste zadania matematyczne w zakresie do 50. Wraz z żoną próbowaliśmy wszystkiego, oboje jesteśmy załamani sytuacją w której córki zainteresowana ograniczają się jedynie do fikcyjnego świata seriali i kreskówek w tv. Dodam że korepetycje nie odniosły żadnego skutku. Dziecko patrzy na nauczycieli , ale zupełnie nie dociera do niej to co dany nauczyciel ma jej do przekazania.
  19. psycholog Rafał Olszak

    Rozpieszczaj żonę, nie dzieci

    „Rozpieszczaj żonę, nie dzieci” oraz „Nie stawiaj żono wyżej dzieci od męża” to (zdaje się angielskie) porzekadła, które chyba powinny być wypowiadane jednym tchem. Zadziwiająco często ludzie zaniedbują partnerów po przyjściu na świat potomstwa. O ile okresowo może to być zrozumiałe, na dłuższą metę prowadzi do problemów. Nie po to przecież tworzy się związek, by potem zostać rzuconym w kąt. Skomentuj na Facebook. CIEKAWOSTKA: Internetowa przychodnia psychologiczna oferuje darmowy porady psychologa.
  20. Witam, chciałbym Was prosić o poradę, względem moich problemów z kobietami. Zacznę od tego, że mam 21 lat, studiuję, jestem bardzo energicznym, otwartym chłopakiem, często zainteresowanym wieloma dziedzinami nauki i życia. Nie zawsze jednak tak było. Odkąd pamiętam, miałem bardzo niską samoocenę. W okresie gimnazjum osiągnęło to kulminację. Byłem typowym, "chłopcem od bicia". Nigdy nie grzeszyłem urodą- byłem po prostu brzydki, co z automatu przenosiło się na problemy z otoczeniem, niekomunikatywność i nieśmiałość. Stałem się pośmiewiskiem, zamykałem w pokoju z ksiażkami i myślami samobójczymi. Kiedy to moje prywatne piekiełko, skończyło się, niesamowicie się zaparłem, aby chociaż trochę otworzyć się do ludzi w nowym środowisku (poszedłem do liceum) i ku memu zdziwieniu... Udało się. Zacząłem się powoli, bardzo powoli uspołeczniać się, choć nie było to proste. Pierwszy raz rozmawiałem z dziewczynami, co było dla mnie szokiem. Zwykle, omijały mnie szerokim łukiem. Mimo niezbyt przyjemnej dla oka aparycji, umiałem rozmawiać, mówić o swoich zainteresowaniach i żartować z innymi. A to naprawdę, było coś! Wtedy dostrzegłem też pewien mankament. Jeżeli już rozmawiałem więcej z kobietami, to był to kobiety nad wyraz specyficzne, "artystyczne dusze" lub osoby z problemami emocjonalnymi. Ja też nie rozróżniałem pojęć, typu "rozmowa z przyjaciółką", "friendzone", szybko się w nich zakochiwałem, długo nie mówiłem o uczuciach i potem byłem zbywany lub klasyfikowany, jako "przyjaciel". Kiedy potem widziałem moje bliskie kobiety, zalecające się do innych mężczyzn, moja frustracja zaczynała mocno narastać, a samoocena diametralnie spadać. Jednak nie miało to skutków w ponownej alienacji. Wręcz odwrotnie. Wpadłem w obłęd pracy nad sobą. Bardzo chciałem aby ktoś mnie pokochał, łaknąłem zaimponowania, komuś. Zacząłem czytać, kilka razy więcej, interesować się wieloma rzeczami. Zacząłem grać na instrumentach i tworzyć własne teorie naukowe. Nie zaniedbywałem też swojego wyglądu. Zacząłem się zdrowo odżywiać, chodzić na siłownię, ćwiczyć sztuki walki, intensywnie dbać o styl i ubiór, zapach, perfumy. W tajemnicy przed wszystkimi, udawałem się do sytylisty, a noce spędzałem na studiowaniu poradników psychologicznych, traktujących o relacjach damsko- męskich, flircie, autoprezencji. Nie zaniedbywałem, ani jednego apsektu swojej osobowości, łącznie z dykcją, czy nauką odpowiedniej tonacji głosu. Jak zapewne, domyślacie się, zaczęło to przynosić efekty. Stan ten trwał, intensywnie, 3 lata. Z brzydkiego, trochę dziwnego, ale wesołego chłopczyka, zacząłem z miesiąca na miesiąc, stawać się wysportowanym, stylowo ubranym mężczyzną, pewnym siebie w rozmowie, potrafiącym wypowiedzieć się na każdym temat, ale z ukrytą gdzieś przed światem nienawiścią do siebie, obłędem dotyczącym pracy nad sobą i skrajnie niską samooceną. Przez te wszystkie lata, spotkałem wiele kobiet, z którymi tworzyłem bardzo bliskie relacje. Ku memu zdziwieniu okazało się, że przyciągam osoby inteligentne, ale często z problemami, unikające bliskości, zwykle toksyczne, którym imponowałem i mnie uwielbiały, ale nic ponadto. Często zakochiwałem się w nich, a te intensywne relacje z powodu ich braku zaangażowania, kończyły się. Jednak, widziałem potem te osoby, wzdychające do kogoś innego, co tylko pogłębiało moje problemy. Te bliskości, jednak nie były nasiaknięte żadną moją desperacją. Potrafiłem nie odzywać się, kiedy było trzeba, trzymać dystans kiedy było trzeba, nie powielać błędów ludzi, we "friendzonach". Nie udawało się, a ja widziałem problemy tylko w sobie. Starałem się randkować, nie lgnąć do kobiet toksycznych albo po prostu mieć, "koleżanki". Ku memu zdziwieniu żadna nie wyrażała specjalnego zainteresowania. Wówczas, wpadłem w następną relację, z gatunku tych toksycznych. Zakończyła się ona, moją próbą samobójczą i pogorszeniem stanu mojej psychiki. Chodziłem długi czas do psychologa, brałem psychotropy, chociaż nie była to zbytnia pomoc. Wlłaściwie, prawie nic to nie dało. Starałem się wyjść, do "normalnych". Ale oni wręcz mnie mijają, jak powietrze. Mimo mojej komunikatywności i naturalności, nie jestem w stanie mieć obok siebie osoby normalnej. Takich, po prostu odpycham. Wyczuwam w sobie, coraz większy regres. Pierwszy raz, od kilku lat na powrót alienizuję się od społeczeństwa i zamykam coraz bardziej w sobie. Nie mam praktycznie znajomych, ani przyjaciół, którym mógłbym się zwierzyć,. Jeżeli już próbowałem to zrobić, byłem zbywany. Jedyne, co krąży w mojej głowie, ostatnimi czasy to ostateczne zaprzeczenie swojej egzystencji i wreszcie, porządne skończenie ze sobą. ale chyba zbyt kocham, te wszystkie książki i zainteresowania, bo inaczej nie prosiłbym tutaj o porady i opinie, a po prostu to zrobił.
  21. Od ponad dwuch lat matka mój wiek 29 lat problem pokazał się jak zaszlam w ciaze agresja słowoa partnera też i silowa dziwne relacje strach były momenty że bałam się zasnac bo bałam się jego reakcji dziś mieszkamy razem ale jak ludzie dla siebie obcy w jedgo rodzinie ojciec leczy się przychicznie o czym dowiedziałam się po fakcie jak dziecko było już na świecie ze strachv przed jego złością na słowo nie popadlam w długi dziś żyje tylko dlatego że muszę wychować dziecko inaczej nie było by mnie przestałam przez niego wierzyć w siebie w to że można być szczęśliwa i kochana piękna dla drugiej osoby Co powinnam uczynić jak boję się odejśc że będę sama że dziecko nie będzie miało ojca
  22. psycholog Rafał Olszak

    Miłość lubi przychodzić bez zapowiedzi

    Miłość lubi przychodzić bez zapowiedzi. Bywa, że zjawia się w dobrym momencie, gdy o wilku mowa. Zdarza się jednak, że spóźnia się lub przychodzi nie w porę – przedwcześnie, gdy tyle chciało się jeszcze spróbować, lub poniewczasie, gdy jest już za późno. Niekiedy tylko mignie przed oczami jak uciekający pociąg. Jedyne, co możemy zrobić, to starać się zsynchronizować zegarki, ale rzadko daje to tak spektakularne efekty, jak w filmie akcji... Miłość kpi z czwartego wymiaru. Skomentuj na Facebook. CIEKAWOSTKA: Czasami uporanie się z zawodem miłosnym jest bardzo trudne. Jeśli przez długi czas nie udaje się wrócić do równowagi niektóre osoby decydują się na skorzystanie ze specjalistycznej pomocy w placówce takiej jak internetowa przychodnia psychologiczna. Terapia online ma wówczas zwykle charakter psychoterapii wspierającej.
  23. Jesteśmy 7 lat po ślubie i 14 w związku. Mieszkamy 12 lat w Londynie. Mąż jest DDA, a ja miałam fantastyczne dzieciństwo. Jednak mój ojciec 13 lat temu zbankrutował i od tamtej pory nie pracuje. Utrzymuje go mama i przez 10 lat pomagaliśmy im z bratem. Żyliśmy z mężem przez 10 lat na tykajacej bombie. Pomagaliśmy finansowo jego i moim rodzicom i braciom. Straciliśmy w ten sposób równowartość ok dwóch mieszkań. Mamy dwóch wspaniałych synków. Nasze problemy odbiły się na ich wychowaniu i relacji z mężem. Niejednokrotnie chcieliśmy się rozwieść lub pozabijać. Większość kłótni była przy dzieciach. Chcemy ratować związek i pomóc dzieciom odzyskać balans psychiczny. Starszy ma prawdopodobnie autyzm, który ujawnił się ok 3 roku życia. Młodszy 15-miesięczny stał się agresywny. Bije, ciągnie za włosy, łatwo się denerwuje. Starszy nie ma kolegów. Trudno mu nawiązywać kontakty. Bawi się sam, choć próbuje z innymi, ale barierą jest język angielski. Mimo iż go rozumie, nie odpowiada innym tylko powtarza co mówią. Podejrzewany jest zespół Aspergera. Od roku synek chodzi do angielskiego przedszkola. Chcę mu pomóc. Chcę mu znaleźć kolegę w jego wieku do zabaw. W Angli dzieci bawią się obok a nie razem. Jest trudniej tu wychować dzieci, szczególnie w Londynie. Od czego zacząć??
  24. Witam, jestem 28 letnią dziewczyną, pracuję a od roku spotykam się z chlopakiem (32 lat). Poznaliśmy się przez moje jedyne koleżanki, ale dopiero później zdecydowałam się zaprosić go na kawę i tak zaczęliśmy się spotykać. Początkowo spotykaliśmy się częsciej na tygodniu i weekndzie, rozmawialiśmy,wychodzilismy na miasto. Dopiero po ok 2 mies spotkaliśmy się z tymi koleżankami i zaóważyłam że jedna z nich bardziej go interesuje, tzn przytulał się do mnie a ona się wierciła. Tej samej nocy przespaliśmy się i dowiedzialam się od niego że ta koleżanka była z nim na weselu ale nie spotykali się ona nie chciała wnioskuje z tego co mówił. To było wtedy a teraz się spotykamy jak zwykle u mnie w domu lub na mieście (u niego nie byłam w domu w ogóle, nie znam jego mamy ani brata mimo że byłam pod jego domem niejednokronie i była okazja, jedynie jego znajomych znam). Zauważyłam że jak jesteśmy razem u mnie to rozmowa się klei ale jak jesteśmy gdzieś indziej czy w śród znajomych czy nie znajomych jest już gorzej, wiem że ja jestem trochę wycofana, nie mam znajomych on zna mnóstwo osób, ma kolgów. Nasze spotkania są obecnie na weekandzie w sobotę przyjerzdza robimy coś, czasem seks i idziemy spać w moim łóżku a o 3 godz nad ranem jedzie do domu, w niedzielę z nowu się spotykamy też coś robimy ale w pon do pracy to wcześniej jedzie przed 24, na tyg piszemy tylko wieczorem i to nie codziennie. Mój problem polega na tym że jak w niedzielę wieczorem jest seks to on po ok 15 min jest gotowy jechać do domu, mimo że mówię żeby został. Mam wrażenie że jestem dla niego na tymczasem, nie mówi że będziemy razem, a że kocha to tylko po seksie mówi, może on wolałby być z moją koleżanką a nie ze mną, dlaczego nie pozna mnie ze swoją rodziną, moich urodzinach nie pamiętał choć tydz wczesniej mówiłam mu o nich. Źle się czuję nie zgadzam się na seks tak często jak kiedyś, mam obawy co dalej czy rozmawiać a jak tak to jak to zacząć...

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.