Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'relacje'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 780 wyników

  1. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  2. Nie wiem co mam ze sobą zrobić ojciec zniszczył mnie psychicznie, prowadzi średniej wielkości przedsiebiorstwo w ktorym pracuje. Nie wiem jak mam sprecyzować swój problem. Czuję się bardzo niedoceniony i niezrozumiały przez niego. Jak wychylam się przed szereg lub robię coś nie po jego myśli to traktuje mnie jak śmiecia, nie miałem tych problemów do puki nie przestałem ćpać, wszystkie moje życiowe wybory krytykuje np. To z jaką chodziłem dziewczyną, na kogo oddałem głos na wyborach, jaki kierunek studiów wybrałem no doslownie każdy, do tego bez powodów słyszę teksty pratycznie teksty typu "jak ja umrę to ty z głodu zdechniesz" a siedzę z nim jeszcze tylko dlatego że mama cały czas mówi że kiedyś będzie lepiej....... Do tego mam problem z samym sobą ze względów czysto ambicjonalnych bo podnioslem sobie wysoko poprzeczkę i przez wymysły ojca jak zacząłem się realizować nie byłem wstanie tego zrobić bo musiałem pracować u niego bez wiekszych korzyści, a nie potrafilem odmówić bo jestem miękką faja..... Mam dużo znajomych ale przez ojca czuje się mega samotny, smutny, zdolowany, zdemobilizowany czuje się jak bym był jakąś niemota życiową, obiecałem sobie ze jak skończę studia to od niego odejdę ale to jeszcze kilka lat i ta myśl mnie przeraża
  3. Witam. Mam na imię Emilia, mam 21lat i jestem studentką. Około 3 lata temu zmarła moja mama . Chyba nie do końca pogodzilam się z jej śmiercią. Nigdy w domu nie mówiło się o naszych uczuciach. Mam 4 starsze siostry, do których w razie czego mogłam się zwrócić o pomoc, jednak nie chciałam pokazywać swojej słabości. W szkole/teraz i uczelni, ale także w życiu osobistym mam problem z wypowiadaniem się, nie zawsze, ale często stresuje się, zaczynam się jąkac. Czuje się gorsza, niepewnie. Dwa tygodnie temu zakończyłam 5miesieczny związek na odległość (znaliśmy się ponad półtora roku). Związek na odległość, więc wielu rzeczy mi brakowało. Jedna pod koniec związku było lepiej. Jednak zerwałam, gdyż spotkałam się z innym chłopakiem, bardziej się z nim dogadywalam. Widuje się czasami z nim, jednak cały czas mam w głowie mojego byłego chłopaka. Wiem, że chciał mi wyznać miłość, co nie jest dla mnie byle czym. Wiem, że go skrzywdzialam i nie mogę przestać o tym myśleć. Ja też do niego wiele czułam , ale nie wiem, czy nie potrafiłam tego określić. Może dlatego nie mogę przestać o nim myśleć. Starałam się napisać to w skrócie (śmierć mamy, rozstanie z chłopakiem, życie), wydaje mi sie, że nie umiem właśnie określać swoich uczuć. Po rozstaniu bardzo mocno zaczekam.zastanawiac się nad moim życiem i nie mogę się jakoś ogarnąć. Nie wiem co mam robić. Wstydzę się p tym rozmawiać. Zle czuje się z tym jak potraktowalaam mojego btlego I cały czas myślę o powrocie, jednak jest jeszcze ten drugi, z którymi się widuje i dobrze nam się rozmawia. Nie wiem kogo miałabym wybrać. Nie wiem jak się otworzyć, jak przestać myśleć p tym, że przecież nie mogę się aż tak stresować przed np występowaniem. Im dłużej o tym myślę, tym coraz więcej zauważam u siebie coraz gorszych rzeczy.
  4. Jestem dziewczyną w wieku 21 lata, mam bliską koleżankę (17lat) ma ona siostrę 19 lat która już czwarty raz próbuje się zabić - trzy próby w bardzo krótkim odstępie czasu. Moja koleżanka sama napisała pierwszy raz że już nie ma siły, bo zawsze pisała że jakoś ujdzie bywało lepiej, A teraz otwarcie mówi że ma dość. I problem w tym że ja ogromnie chce jej pomóc Ale nie mam pojęcia jak... Nie wiem jak się zachować w takiej sytuacji, czy lepiej żeby zostawić ja samą jak stwierdziła że musi poukładać sobie w głowie, czy jednak może być przy niej. Jeśli tak to jak w ogóle podejść do takiej osoby, co mówić I robić?
  5. Witam, za równy tydzień będę mieć 18 lat. Nie wiem co chcę robić w przyszłości , co teraz robię ; nienawidzę siebie, wszystkich tracę, najpewniej z mojej winy, nie umiem chodzić do szkoły przez lęki. Ale zacznę od początku (cała historia może zabrzmieć jak dziwna książka, jednak jest to prawdą, a to w jakim jestem stanie to potwierdza): Moj ojciec zostawił mnie i mamę, gdy byłam mała (między 4 a 6 r.ż, ale chyba wyjechał jak mialam 2 latka), moja matka zawsze szukała dla siebie faceta, najczęściej na internecie, po tym jak tata odszedł związała się z pewnym mężczyzną, który był jej przyjacielem od dłuższego czasu i został on moim chrzestnym, poznał ją ze swoim religijnym kolegą, ktory malował ikony(tak, jest to ważna informacja) nazwijmy go X, poznałyśmy go w tym samym czasie: jak miałam 5 lat na spotkaniu w kawiarni. (Pragnę zaznaczyć, że jak dziecko byłam zawsze energiczna, ludzie do mnie lgnęli, byłam jak popularna, przywódczyni stada, w sumie to bylam jak Orszulka od Kochanowskiego, cóż, tylko że ja jeszcze żyję) później nie pamiętam dokładnie, ale wiem, że od pewnego momentu ten mężczyzna zaczął się do mnie przystawiać: wąchać włosy, mocnej przytulać, rzucać coraz więcej aluzji seksualnych, pewnego dnia, jak miałam ok 10-11 lat spałam na łóżku z nogami w rozkroku, przyszedł X i zaczął mi gmerać w majtkach, obudziłam się, gdy próbował włożyć we mnie drugi palec, uciekłam do łazienki i się w niej zamknęłam, gdy wróciłam to mówił, że przecież mi się podobało i że udawałam, że śpię ... Nikomu nie powiedziałam, po tym wydarzeniu zaczął sie coraz częściej do mnie dobierać, zaczął stawać za mną i przyciągać do siebie, żebym czuła jego erekcję najpierw na plecach a jak podroslam- na pośladkach. Z czasem zaczęłam się nienawidzić, stalam sie cicha, odosobniona oprócz najbliższych przyjaciół, ze skrajnej ekstrawertyczki zostałam pchnięta w introwertyzm. Zaczęłam się samookaleczać, przynosiło to ulgę. Polska edukacja niestety o tym nigdy nie mówi (do czasów gimnazjum), na początku nie wiedziałam, że to molestowanie, że to jest złe, co powinnam zrobic; i tak trwało to do pewnego wydarzenia. Było to pod koniec gimnazjum, został on u nas na noc, a że matka miała faceta, który okropnie chrapie to X spał z nami w łóżku w kolejności on-ja-mama. W pewnej chwili się budzę bo coś nie gra: okazało się że obudziła mnie jego próba włożenia we mnie palców, wstałam pod pretekstem napicia sie wody. W łazience ubrałam dresy ciasno związane w pasie. Położyłam się ponownie, w chwile po moim zaśnięciu obudziło mnie dziwne uczucie, jakby coś się próbowało we mnie wedrzeć, okazało się że włożył we mnie czubek penisa uciekłam do łazienki, odkrecilam kran, płakałam nad nim po cichu i ponownie chwyciłam za żyletkę. Po pewnym czasie wróciłam do łóżka i poprosiłam mamę żeby się zamieniła miejscem ze mną, bo mi za cieplo, mnie-ktora zmieniła krótkie spodenki na długie. I tak dotrwalam do poranka, obudził mnie X i z pretensjami pytał czemu to przerwałam przecież było tak przyjemnie... Znowu, nikomu nie powiedzialam. Z czasem zaczęłam czuć pustke, od płata czołowego w przód, nieskończenie. Na poczatku 1 liceum powiedziałam w białym wierszu moim dziadkom i mamie o tym co robił X, odcielismy się od niego, nie, nie zglosilismy tego na policję. Czułam że nikt mnie nie chce więc na GG wysyłałam nagie zdjęcia 2-3 lata temu. Poprawiało mi to samoocenę, tymczasowo. W pewnym momencie przeglądając intagrama zauważyłam, że na profilu tego X jest moje nagie zdjęcie, bez twarzy, w formie obrazu, dostałam tak wielkiego ataku paniki, że myślałam że się udusze i mi serce wybuchnie. Powiedziałam matce, nie wierzyła mi ale dla mojego spokoju napisała do niego żeby to usunął i nie wrzucał takich rzeczy, ani rzeczy które mnie przypominają. Zaczęłam mieć wyraźne lęki przed wychodzeniem z domu, przed chodzeniem do szkoly, liczylam że nie dożyję do liceum i właśnie tu jest meritum:nie wiem czym jestem, kim chce byc, właśnie jedyna osoba dzieki której żyję (moja przyjaciółka) zakończyła przyjaźń. Próbuję chodzić do szkoły ale nie umiem, mam taki lęk że po wyjściu z domu idę na miasto zamiast do szkoły najczęściej przesiaduję w bibliotece miejskiej. Nienawidzę siebie, pragnę umrzeć. Do psychologa chodzę ok. 2,5 lata, brałam od psychiatry juz 4 różne leki (pierwszy psychiatra powiedzial że to wyglada na zaburzenia lękowo-deprwsyjnie): Seronil, jakieś jedne, Apo-serta i teraz bralam Trittico, pierwszy w. w mial tylko negatywne skutki. Teraz jestem w dole tak głębokim, że zdaje się jakbym była w piekle, choć zdarzają się góry, chwile ulotnego szczęścia . Nie wiem co robić... Jak się naprawić, już mam dość tych leków, strachu, pustki, lekarzy. Matka mówi że jestem leniwa i nie chce mi się chodzić do szkoły, ale w mojej głowie codziennie toczy się wojna i konczy się przegraną. Mam coraz mniej siły. Najchetniej to już bym się załatwiła, coraz mniej mnie obchodzi czyhające piekło dla samobójców. Boję się, że do tego dojdzie. Prosze o pomoc. Nie umiem sie wytrzymać.
  6. Witam, Mam 34 lata i od ponad roku jestem żonaty z kobietą, którą jestem ponad 12 lat. Wszelkie nasze problemy pojawiły się, gdy zaczęliśmy remontować mieszkanie. Ja pracuję w domu, ona jest bezrobotna czasem mi pomaga przy obsłudze klientów - prowadzimy sklep internetowy. Nie mamy dziecka jeszcze. Otóż - gdy zaczął się remont, ona zaczęła interesować się nim nad wyraz mocno - rozumiałem, zawsze chciała po swojemu mieć wszystko urządzone - a z racji, że ma gust i na ogół jej wybory są zgodne z moimi - zostawiłem tą kwestię jej. Podczas remontu, "zaprzyjaźniliśmy" się z osobami remontującymi jednak zaczęły pojawiać się między mną a żoną problemy. Ona twierdziła że została sama z tym remontem, jednak gdy chciałem przy czymś pomóc, zawsze było Ty pracuj, żeby były pieniądze, Ty się nie wtrącaj bo się nie znasz itp. W między czasie mieliśmy kilka kłótni większych, po czym nastała chwila, gdy remont się skończył, a ja byłem z żoną już bardzo daleko od siebie. Zacząłem jednak podejrzewać, że jest coś więcej niżeli tylko foch i zawód. Przez miesiąc próbowałem się z nią porozumieć, jednak ona zawsze odwracała kota ogonem i dalsza rozmowa mogła prowadzić tylko do kłótni o nic - odpuszczałem. W pewnym momencie podsłuchałem jak rozmawia z jednym z naszych robotników przez telefon, mówiąc o mnie takie rzeczy, że aż ugięły mi się nogi - że mnie nie nawidzi, że ma mnie w dupie i było kilka słów, które mogły sugerować, że coś jest między nimi. Zareagowałem od razu - tym razem mimo, że cały latałem starałem się to delikatnie ugryźć - spytałem, czy mnie zdradza, zaprzeczyła stanowczo, jednak zaraz odwróciła kota ogonem i zaczeła mnie atakować, jak mogę ją podsłuchiwać. Bez większych kłótni czy wyzwisk stwierdziłem, że muszę odpocząć i wyszedłem z domu, zabierając najpotrzebniejsze rzeczy i udałem się do hotelu. Następnego dnia gdy się pojawiłem, ona stwierdziła, że mi nie ufa - i nie czuje się bezpiecznie przy mnie - i dalej brnie temat podsłuchu. Ja wytłumaczyłem jej że zacząłem podejrzewać, że coś się dzieje niedobrego i nie potrafiłem nie zareagować - musiałem się upewnić, że to tylko moja wyobraźnia budzi zazdrość. Powiedziała, że potrzebuje czasu - początkowo miało to być 3 dni, jednak już trwa 3 tygodnie - w teorii mamy jeszcze kilka dni do umówionego końca "przerwy". W międzyczasie rozmawialiśmy sporo czy to SMS'ami, czy to spotykając się okolicznościowo, i zarówno ja powiedziałem, że chcę ratować ten związek, tak i ona powiedziała, że chce mi dać szansę. Ale mimo tego, ciągle jest oziębła i zaczynam obawiać się, że nic z tego już nie będzie. Codziennie staram się pisać dzień dobry i dobranoc, wysłałem jej kilka razy kwiaty. Ciągle powtarzam, gdy rozmawiamy, że mi zależy i chce to odbudować i wydaje mi się, że musimy rozmawiać o tym najlepiej w 4 oczy bo inaczej nic to nie da, że taka "separacja" może nas bardziej od siebie oddalić, ale ... narazie nie widzę, by coś to zmieniało. Jestem załamany - bo kocham ją i nawet, jeżeli mnie zdradziła chcę jej wybaczyć (są ku temu przesłanki), staram się naprawić to co zepsułem - czyli przestać być pasywnym tylko delikatnie staram się o nią walczyć. Co mam robić ?
  7. Mam 24 lata. Tytuł mgr inż, po wielu staraniach dostałam pracę. Jednak mam do niej daleko, więc wstaje o 4, by wyjechać o 5, wracam do domu po 18. Dojazd czasami zajmuje mi 6h dziennie. Mieszkam z partnerem, z ktorym mam mieć slub za kilka miesięcy. Zarabiam 2000 zl na ręke, przy czym koszty mieszkania w tym mieście to 2300 zł. Nie stać mnie na nic, nie ma na nic czasu. Nie widzę żadnej przyszłości, żadnych perspektyw. W dodatku jestem samotna, nie mam żadnych przyjaciół, a mój związek jest toksyczny. Partner zdominował mnie na całego, nie umiem z tego wyjść, bo po prostu nie mam się gdzie podziac i za co żyć. Za daleko też zaszły przygotowania do ślubu, nie jestem gotowa by to przerwać i zaczynać od zera calkiem sama. Z drugiej strony, partner patrzy tylko na siebie, ciągle narzeka jaki jest zmęczony, chociaż jest tylko 8 godzin poza domem, nie pomaga, nie wspiera, tylko dobija. Gdy o cos zapytam, krzyczy na mnie lub odpowiada lekceważąco. Potrafi do mnie powiedzieć, żebym zamknęła ryj, gdy w końcu i mi się skończy cierpliwość i ja podniosą na niego głos. Nie jest w stanie zrozumieć, że jest mi ciężko i ciągle ma pretensje. Nigdy nawet nie czeka na mnie z obiadem, chociaz on zawsze mógł na to ode mnie liczyć. Nie mam już siły na to wszystko i widzę tylko jeden sposób ucieczki...
  8. Krótko i na temat: wspólne mieszkanie z moimi rodzicami, osobne piętra domu. Pretensje męża do rodziców: rodzice podczas kłótni wtrącili się, że nie będą tolerować braku szacunku do swojej córki; mąż uważa także, że rodzice za bardzo wykorzystują swoją córkę, a jego żonę, nie licząc się z tym, że ma swoje życie. Pretensje rodziców do męża: brak zaangażowania w sprawy porządkowania domu i działki, krzyczenie na ich córkę, zarzuty braku szacunku. Moja wersja? Było kilka głośnych kłótni, podczas których rodzice słyszeli za dużo i się wtrącili poprzez uciszenie mojego męża. My z mężem sobie wszystko wyjaśniliśmy, bo przecież się kochamy... A oni się do siebie nie odzywają i żadna strona nie chce odpuścić. Mąż wychowywał się bez taty, ja z kolei jestem mocno związana z rodzicami. Zaczynam myśleć, że może za mocno? Albo to kwestia wpływu męża, który jest zły na rodziców... Jestem nerwowa, ale raczej duszę w sobie, bo staram się nie być konfliktowa i często drugą osobę stawiam ponad sobą, pragnąc wszystkich zadowolić. Mąż jest nerwowy i wybuchowy, jak jest zły o coś to krzyczy, chce postawić na swoim, często obwinia mnie o to, że się kłócimy, bo "czepiam się" o nic nieznaczące drobnostki. Jednak ma dobre serce, wiem, że mnie kocha. Mam wrażenie, że upór i duma czasem nie pozwala mu inaczej. W wielu kwestiach na pewno ma rację, też mam swoje wady. Moje oczekiwania? Chyba gdzieś w głębi serca liczę na to, że mąż się zmieni, będzie bardziej rodzinny. Z drugiej strony wiem, że nikt go tego nie nauczył i czasem po prostu nie ma takich potrzeb spotkania się z kimś przy kawie... Częściej wybiera komputer jako formę spędzania wolnego czasu. Wydaje mi się, że w dzisiejszych czasach to nic złego. Nie wychodzi z kolegami na piwo co tydzień, alkoholu nie nadużywa, pije sporadycznie. Wolny czas spędza w domu, gdzie mimo swoich odrębnych zajęć jesteśmy razem. Podsumowując... Czy czas działa na moją korzyść? Mam wrażenie, że im dłużej będzie trwał ten konflikt mąż vs rodzice, tym gorzej to wszystko się zakończy... Proszę o poradę.
  9. Witam Witam, mam 30 lat, miesiac temu po 10 latach zwiazku wzielam slub i juz nie jestem pewna swojej decyzji ale zaczne od poczatku. MIeszkamy pona 3 lata w Uk. Wyjechalismy poniewaz rodzina mojego meza zaciagnela na niego kredyt (obiecali ,ze splaca czego nie zrobili) wiec z ogromnym debetem na koncie nie mogl podjac nawet pracy. Jetsesmy z innych miejscowosci( odleglosc 300 km) wiec wyprowadzka byla jedynym wyjsciem zeby byc razem. Moja rodzina byla kategorycznie przeciwna tej relacji, ze wzgledu na pochodzenie meza i brak wyksztalcenia, W atmosferze klotni i histerii wyjechalam do Uk zebysmy w koncu mogli byc razem. Plan zakladal ,ze zbieramy na mieszkanie, tomek na koniec splaci dlugi i wracamy do PL. Pierwsze problemy zaczely sie po 2 latach kiedy zobaczylam w jego wiadomosci jak kolega przeslal mu zdjecie jak sa z koleznaka na imprezie i caluje ja w policzek,. Odpisal do kolegi "bardziej niz zdrady zaluje ,ze nie wykorzystalem okazji". To byl pierwszy moment kiedy chcialam odejsc, blagal prosil mowil,ze to tlyko tak napisal bo byl glupi i dla popisu. Postanowilam dac mu szanse. Miesiace mijaly, ja cala pensje swoja odkladalam na przyszle mieszkanie, a pienieze chlopaka mialy isc na utrzymanie sie w Uk, czasem i tak musialam z dziwnych przyczyn dokladac , bo wymowki ,ze t musial to , to tamto. Nic nie kupowalam sobie, staralm sie zyc bez wiekszych fanaberii i brac czasem nagodziny, zeby szybciej wrocic. W kwietniu tego roku z konta z oszczednosciami zniknala ogromna iloscc gotowki, jak sie okazalo moj chlopak wydal to na kasyno online . Od roku gral ,ale ze sowich pieniedzy na mniejsze kwoty. Obiecal ,ze nigdy wiecej nie zagra, 2 tyg temu nie mial tygodniowej wyplaty ,poniewaz cala wydal na kasyno. Obiecal,ze bedzie bral nagodziny miesiacami ,az splaci wsyzstko co przegral, takim sposobem prawie nigdy nie ma go w domu,. Przedwczoraj dowiedzialam, sie ,ze zamierza dawacwraz z 2 pozostalego rodzenstwa, na mieszkanie swoje studiujacej siostrze..100f miesiecznie, obiecal jej to juz duzo wczesniej bez mojej wiedzy. Siotra ma fanaberie wynajmowania samej mieszkania, poniewaz nie chce mieszkac z nikim innym. Bez problemu moglaby sie utrzymac ze stypendium socjalnego i pracujac w weekendy gdyby wynajela pokoj. Powiedzialam mezowi,ze to jest jakis absurd i nie mozemy przez 4 lata oplacac kaprysow siostry, mozemy dac pomoc jej od czasu do czasu jesli nie starczy jej na rachunki itp ale na tym pomoc sie konczy. Nie dalo sie przetlumaczyc, powiedzial,ze jego siostra nie bedzie mieszkac jak bydlo po pokojach i mam sie z tym pogodzic, Zagrozilam,ze umawialismy sie,ze nie bedziemy utrzymwac jego rodziny, i nie cche ze harowal tez na nia ijeszcze wiecej go w domu nie bylo. argumentowalam,ze nawet nie ma na zrobienie prawa jazdy jak twierdzi pieniedzyt ani na inne dodatkowe potrzeby a ja kaprysy siotry zawsze znajdzie pienidze i ja nie cche takiego zycia. Ich matka nie pracuje i nie zzamierza z jakiej racji my mamy lozyc sie na ekstrawagancje siotry, szczegolnie po sytuacji z kasynem. W koncu zdesperowana powiedzialam,ze albo jej powie ,zeby wziela wspolokatorke i nie bedziemy jej finansowac tylko od czasu do czasu pomagac albo wracam sama do Polski ale kompletnie sie chyba tym nie przejal bo nadal zamierza placic. Kompletnie nie wiem co mam robic....
  10. Witam jestem z dziewczyna od 2 lat generalnie na początku związku mieliśmy trochę problemy że względu na jej byłego chłopaka który mnie zastraszal I tak dalej lecz udało mi się jej uświadomić że utrzymywanie z nim kontaktu raczej nie ma sensu ponieważ są z tego same nieprzyjemne sytuacje. Następnie wszystko wydawało się iść w dobrym kierunku Ale po pewnym czasie ona zaczęła się obrażać o to że przytulam ja tak jak ona nie lubi że nie mamy wystarczająco dużo czasu pomimo tego że oboje mamy dużo obowiązków to zawsze to było po mojej stronie dostosować mój grafik.Czasem potrafi mówić przy moich znajomych wstydliwe prywatne rzeczy tylko po to żeby mi dopiec I upokorzyć bądź podczas wizyty u moich rodziców zapytać się czy idę z nią na jakaś imprezę typu wesele A jak nie to ona se znajdzie kogoś innego z kim pójdzie. Wspomniała mi parę razy także że jak chce to może mi udowodnić że ma dużo adoratorow . Nie rozumiem do końca jej zachowania bo często bywa też kochana zachowywać się normalnie zrobić niespodziankę odezwać się. Rozmowy z nią na takie tematy zazwyczaj kończą się wielkim fochem A potem awantura podobnie jak wszystkie rozmowy na temat które się nie zgadzają z jej poglądami.Wypomina mi to że jestem dziecinny Ale według mnie tak nie jest po prostu mam swoje poczucie humoru i tyle a tak to mam stabilną pracę mieszkanie nie mam nałogów więc nie wiem o co chodzi. Nie potrafię do niej często dotrzeć I już za bardzo pomysłów jak mogę spróbować temu postanowiłem napisać na tym forum o poradę.
  11. Cześć. Jestem Konrad, mam 25 lat. Mieszkam w dużym mieście wojewódzkim. Rok temu poślubiłem swoją obecną (pierwszą oczywiście) żonę. Wcześniej znaliśmy się jakieś 6 lat. Przez te lata, narastał w naszej relacji problem który kiedyś ignorowałem, a dzisiaj doprowadza mnie do szaleństwa. Czuję, że moja żona jest osobą mściwą, wredną i bez empatii. Regularnie robi mi awantury, nawet o rzeczy na które nie mam wpływu lub o takie, które zawsze były oczywiste (jak to, że jeżdżę do pracy samochodem). Cały czas odczuwam od niej brak szacunku, czuję się poniżany, wypominane jest mi wszystko, muszę znosić jej wieczne humory i niezadowolenia. W czasie rozmów na temat problemów, daje mi odczuć że zrobi wszystko żeby mnie zniszczyć, ze moje uczucia nie są ważne. Potrafimy kłócić się bez końca. W czasie kłótni atakuje mnie i wyśmiewa. Często w awanturach robi wszystko, żeby mnie wyśmiać nawet jak to nie ma nic wspólnego z tematem, jak to, że mam nadwagę, że daję jej jedynie minimalny standard życia (zarabiam 3 razy tyle co ona a jej zarobki są powyżej średniej krajowej), że wszyscy którzy ze mną utrzymują kontakt są dla mnie interesowni i nieszczerzy, Mówi mi, że nawet jej odpowiada to, że sypiam czasem w drugi pokoju, czy żebym sobie szukał innej kobiety. Te awantury doprowadzają mnie do rozpaczy, leżę na podłodze i wyję z bólu, a ją to tylko nakręca. Nie potrafię wytrzymać tego, że ktoś kogo kocham i kto przysięgał mi miłość tak bardzo mnie nie szanuje. Często żona robi mi awantury w dni, które są dla mnie ważne, jak skończenie studiów, jakaś wygrana czy sukces w pracy. W rozmowach cały czas mi przerywa i nie da dojść do słowa, czuję się niewysłuchany, niepotrzebny lub potrzebny tylko wtedy gdy trzeba jej pieniędzy. Gdy jej o tym mówię, to naśmiewa się ze mnie, mówiąc, że musiałbym najpierw te pieniądze mieć - no nie mogę.... jestem grubo powyżej ludzi w moim wieku, czy naszych znajomych. Mam żelazną zasadę, że nasze problemy rozwiązujemy poza rodziną czy znajomymi przez co nie mam nawet z kim porozmawiać o tym, że jest mi tak ciężko. Nie mam u kogo przenocować, do kogo wyjść. Gdy chcę wyjść do naszych wspólnych znajomych zawsze znajduje jakąś wymówkę - brak czasu, pieniędzy... Kilka sytuacji z naszego życia Zaproponowałem jej, żeby zapisała na kartce na lodówce rzeczy, które chce, żebym zrobił lub jej pomógł, jak to, żebym wyprasował we wtorek pranie czy ja pojechał po zakupy w piątek (do tej pory robiła to ona, więc chciałem, żeby to dla mnie usystematyzowała). Wyśmiała mnie, przy każdej możliwej okazji mi to wypomina i naśmiewa się, że nie mam mózgu. Wysprząta we wtorek mieszkanie (podstawowe sprzątanie, ubrania, naczynia, nic szczególnego), następnie zostawi wieczorem bałagan. Rano wychodzimy o podobnej porze, z pracy wraca zawsze szybciej niż ja i czeka na mnie z awanturą, dlaczego jest to nieposprzątane. Rozmowa o tym, że przecież byłem w pracy, że wczoraj było wysprzątane i to ona zostawiła za sobą bałagan nic nie daje, podważa każdy argument, nawet w irracjonalny sposób, mówiąc, że mogłem wstać o 5 rano, żeby za nią posprzątać, czy że to jest moje urojenie, że ona zostawiła na środku pokoju swoje ubrania. Rozpłacze się do mnie z awanturą, że nie ma się w co ubrać jutro (no bez przesady, w szafie są ubrania, ale nie mówię jej tego), ale nie pojedzie do sklepu bo jest już po 19 - galerię mamy 5 minut od domu. Żona zaczęła studia rok wcześniej niż ja, przez kilka miesięcy mieszkaliśmy kilkaset kilometrów od siebie. Zadzwoniła do mnie w piątek wieczorem dlaczego jeszcze nie jestem u niej, zrobiła awantura, chciała mnie rzucić, zwyzywała... Ja wybłagałem samochód od rodziców i w nocy do niej pojechałem, żeby uspokoić sytuację. Kiedy mówię jej o tym, że jej słowa mnie ranią, że odczuwam, że mnie nie szanuje i zrównuje z ziemią słyszę, że to tylko moje zdanie bo ona mówi dobrze i chyba jej nie zabronię mówić co czuje czy uważa. Sytuacje jak ta bywały już wcześniej, nawet gdy jeszcze każde z nas mieszkało ze swoimi rodzicami. Cały czas oczekuje, że wszyscy będą jej schodzić z drogi, domyślać czego ona chce lub rezygnować z własnych potrzeb czy wolności dla niej. Martwi mnie to, coraz częściej spędzam wieczory sam, przy komputerze, śpiąc w innym pokoju. Wiem, że mnie nie zdradza, ale nie potrafię dojść z nią do żadnego porozumienia. Jestem konserwatywny i wierzący, nie potrafię po prostu się wyprowadzić i rozwieźć.
  12. Dobry wieczór prawdę mówiąc trochę wstydzę się pisać o sobie i swoich problemach. Zauważyłam, że przeważnie młodzi ludzie zwierzają się i szukają pomocy a ja właśnie skończyłam 60 lat. od 8 lat pracuję w Niemczech i ....Na początku interesowało mnie tylko że będę mogła swoim dzieciom zapewnić lepsze życie, myślałam tylko o swoim ojcu i o tym żeby nic Mu się nie stało podczas mojej nieobecności. Lata mijały. Dzieci stały się samodzielne, Tato odszedł. Nagle poczułam samotność. Byłam samotna już wcześniej tylko nie zdawałam sobie z tego sprawy .Zapisałam się na popularną stronę dla samotnych. Na portal randkowy. Wzbudzałam zainteresowanie tylko....Jak kaczka kluski łykałam każde miłe słowo, dostawałam po głowie. nigdy wcześniej nie szukałam w ten sposób partnera, musiałam nauczyć się, że bardzo często te miłe słowa to tylko gra, zabawa. W końcu spotkałam tego jednego...Tak uroczego że nie chciałam zauważyć iż nie szuka trwałego związku. Powtarzałam sobie , że przecież to tylko zabawa i poradzę sobie. trwało to 5 miesięcy. On dalej uroczy, ale wolny, nie zaangażowany uczuciowo wprost przeciwnie do mnie. Spragniona ciepła i uczuć nie chciałam wierzyć , że to nie ma przyszłości. W końcu on odszedł twierdząc , że za wiele oczekuję. Wydawało mi się, że dobrze gram swoją rolę. Miłej , ciepłej kobietki... Ale uczucia rosły i to musiało być widoczne. Nie umiałam przyjąć tego z klasą. Wstyd mi do tej pory, że zrobiłabym wiele, a może wszystko żeby to tylko trwało, żeby był. Jakie to poniżające. Za garstkę ciepła byłam jak bezdomny pies przygarnięty przez dobrego pana. Pan kopnął mnie w ten merdający ogon. Wcześniej także miałam problemy w relacjach z mężczyznami. Od zawsze przyciągałam tylko tych, którzy mnie wykorzystywali, ranili, odchodzili.. Zawsze próbowałam być dla nich doskonała. Doskonale szczupła, zadbana, mądra...Nigdy tak naprawdę nie byłam sobą. Wysilałam się i nikogo nie zatrzymałam. Teraz, zbolała po ostatniej porażce próbuję na nowo na portalu i....Boję się tych mężczyzn. Szczególnie tych, którzy mają życie wypełnione pracą, hobby, przyjaciółmi. Czuję, że nie jestem dość dobra. Dlaczego? Jestem wykształcona, mam mnóstwo zainteresowań, wiem dużo i umiem o tym rozmawiać, ale tylko z neutralnymi osobami. Tym , którzy mnie interesują nie potrafię się tak pokazać. Przy tym panowie najpierw patrzą. Wiem, że uchodzę za atrakcyjną jeszcze kobietę, ale sama widzę tylko swoje niedoskonałości. Nie chcę być sama, ale też nie chcę kogoś za wszelką cenę. I boję się bardzo. Boję się , że znowu sobie nie poradzę , że wszystko zepsuję albo dam się nabrać i znowu ucierpi mój merdający ze szczęścia ogon. Dlaczego ja? Dlaczego jestem sama i samotna? na czym polegają moje błędy? Gdzie tkwi przyczyna? Proszę, jeśli ktoś może mi pomóc, podpowiedzieć, poradzić ....Proszę!!!
  13. „Po jakimś czasie człowiek przyzwyczaja się, zapomina i nawet nie czuje, że zimno, bo zapomniał, co to jest ciepło” (William Faulkner). Do psychoterapeuty trafiają nierzadko ludzie skarżący się na bliżej nieokreślony psychiczny ból. Nie od wszystkich, ale od niektórych wieje chłodem przeszywającym na wskroś. Zimne spojrzenie, usta ściśnięte, sine i wąskie jak sople, twarz szara i pozbawiona żywego wyrazu. Emocje natomiast zamrożone tak głęboko, że zdają się być zamknięte w kostce lodu. Rzadziej są to mężczyźni, bo w wielu męskich sercach przynajmniej tli się złość. Częściej są to kobiety zamknięte w swoich kryształowych wieżach za zlodowaciałą fosą i zimnym murem. I jedni i drudzy bywają świetnie wykształceni, modni, niebywale atrakcyjni fizycznie, majętni. Jednak w jakimś momencie życia przelała się w nich czara goryczy i zdecydowali się schować swoje serca do zamrażarki, by na dobre ostudzić pragnienia miłości, głębokiej więzi, posiadania własnej rodziny. Mogło stać się to na tyle dawno, że nawet o tym nie pamiętają. Ale pragnienia nadal tam są. I to właśnie one powodują emocjonalne cierpienie, bo próbują sforsować te wszystkie zabezpieczenia. Hibernowanie serca, by nie zaznało kolejnego urazu, skazuje na wtórne cierpienie – odśrodkowy ból, przed którym nie ma ucieczki. Ani w pracoholizm, ani w aktywizm, ani w używki, ani w hedonizm. Nie tędy droga. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online.
  14. Facet, Student z dobrą pracą, samochodem itp, 26 lat. Samotny od zawsze. Problem nie mam pojęcia kiedy się narodził. Nie ma początku ale chciał bym żeby miał koniec. Nie potrafię zainteresować Sobą drugiej osoby przeciwnej płci. Obejrzałem własnie film o incel i chyba mnie to dotyczy więc szukam pomocy. Z jednej strony jestem dość towarzyski, mam garstkę przyjaciół z którymi często spędzam czas, wychodzę na miasto itp. Z drugiej strony nie potrafię związać się z kobietą, nigdy nie miałem żadnej partnerki chociaż próbowałem wiele razy i zawsze odstawiały mnie to tzn frendzone. Przez to zaczynałem pić i kłóciłem się z nimi gdy kogoś znajdywały i wyrzucałem je z życia mojego, jak i niestety reszty znajomych. Jestem może nie klasycznie przystojny ale nie tragiczny. Wysoki, ciut za gruby ale max 5-6 kg nadwagi. Jedyną moją widoczną wadą jest oko które mam uszkodzone i nie potrafię się z tym pogodzić, Ma inny kolor i zeza. Próbuje co jakiś czas kogoś poderwać, mam tindera, chodzę na miasto ale i tak nie umiem przełamać jakiejś bariery i nigdy nie zostałem z kimś bliżej. Jest jeszcze szansa że założę rodzinę i będę miał normalne życie czy zostanę singlem do końca który kiedyś może przyjść za szybko gdy spędze sam rok, dwa, pięć bez odzywania się do ludzi bo wszyscy rozejdą się w swoje strony. Jak poczuć się potrzebnym wtedy? Jak się naprawić?
  15. Witam, Mam na imię Daniel, mam 27 lat i mieszkam jeszcze aktualnie z rodzicami. Ostatnio bardzo pogorszyły się moje relacje z rodziną i znajomymi, gdyż zacząłem dostrzegać, że spotkania z nimi mnie coraz bardziej irytują, nic z nich nie wynika, najbliżsi mi nie pomagają a bardziej hamują mój rozwój zawodowy i społeczny. Ale do rzeczy. Mieszkamy w 4 osoby, chociaż ja ani z moją siostrą ani z tatą nie wytworzyliśmy głębszej relacji i jesteśmy właściwie dla siebie prawie jak obcy ludzie. Praktycznie jedyna godna wzmianki relacja to relacja z mamą. Jestem bardzo z nią związany, gdyż to ona mnie utrzymywała, rozmawiała ze mną, zapisywała na zajęcia pozalekcyjne, pomagała na swój sposób znaleźć pracę. W ostatnich latach wydarzyło się jednak sporo niezbyt przyjemnych sytuacji w moim życiu osobistym i w jej co mogło się przyczynić do obecnej patologicznej sytuacji. Oto skrócony obraz obecnej sytuacji: - mama ma 53 lata, podejrzewam początek klimakterium - często niedosłyszy co się do niej mówi, ma problemy ze skupieniem uwagi - przejmuje się niesamowicie pyłkiem kurzu na dywanie, nakruszeniem w kuchni, natomiast nie bierze na poważnie rozmów o sytuacji finansowej, przyszłości, rodzinie - robi wybuch emocjonalny i ucieka, nie czekając na reakcję - bardzo często kłamie i potem idzie w zaparte lub zmienia temat jak jej się udowodni mówienie nieprawdy - kompletnie nie słucha próśb, porad, robi cały czas po swojemu - bardzo często zapomina że coś obiecała, że o czymś się ją poinformowało - nie panuje nad emocjami, ponieważ z ojcem ostatnio się tak kłócą, że sprowokowało to do wszczęcia postępowania o jego eksmisji, ona dalej go prowokuje i doprowadza do awantur - co innego mówi, a potem kompletnie co innego robi - mówi do mnie często jakbym miał 10-12 lat (nalej sobie zupki, usiądź sobie, weź sobie talerzyk, ubierz się ciepło) Mieszkanie z osobą czepiającą się o pierdoły, non stop zapominającą, niedosłyszącą, nie panującą nad emocjami, często kłamiącą jest naprawdę bardzo trudne. Moje nerwy też są już mocno nadszarpnięte a na razie nie zanosi się, żebym się wyprowadził do samotnego mieszkania, czego zresztą nie chcę (znajomi i dalsza rodzina się wypięli na ten problem). Moje pytanie jest następujące - czy da się jej jakoś pomóc? chciałem odłożyć trochę pieniędzy i opłacić jej wizytę u psychologa, ale obawiam się że rezultaty będą znikome a ja wydam kasę na próżno. czy to jakaś choroba, kwestia starzenia się czy apogeum stresujących wydarzeń ? co byście zrobili na moim miejscu? Dziękuję z góry bardzo za odpowiedź. P.S. Jestem wielkim fanem kanału Ocal Siebie pana Rafała Olszaka na youtube i entuzjastą psychologii. Wiem, że zna się na swojej robocie.
  16. Mam 28 lat i nie lubię siebie bo stałam się taką osobą, której zachowanie mi nie odpowiada. Łatwo popadam w uzależnienia. Za często piję i palę papierosy. Ale najgorsze jest chyba uzależnienie od drugiej osoby i zatracenie siebie. Za każdym razem kiedy kłócę się ze swoim partnerem świat przestaje dla mnie istnieć. Jeżeli kłótnia jest poważna i oznacza to, że on nie rozumie mojego sposobu myślenia, a ja kompletnie nie pojmuje jego to w pewnym momencie przestajemy się do siebie odzywać. Nie mieszkamy jeszcze razem, mamy zamiar od grudnia. Jesteśmy ze sobą od trzech lat. Zawsze było tak że każdy powiedział swoje, przechodziliśmy do normalności bez zrozumienia a potem problem wracał przy kolejnej sytuacji ze zdwojoną siłą. Zawsze miałam wielu kolegów ale musiałam z nich zrezygnować żeby on czuł się komfortowo. Oczywiście on ze swojej strony ograniczył kontakty z koleżankami. Dla niego to normalne. Dla mnie już teraz też, ale mam wrażenie że gdzieś we mnie w środku to w pewien sposób cały czas narasta. Chwile milczenia przeciągają się do tygodnia czasu. Ja przez to z reguły nie jestem w stanie myśleć o niczym innym. Ale też nie jestem w stanie wyciągnąć ręki jako pierwsza. Potrafię nie iść przez to do pracy, zrezygnować z wyznaczonych zadań, hobby i przeleżeć w łóżku kilka dni. Do tej pory z reguły oglądałam seriale. Ale ostatnio gdy miałam duże wyrzuty sumienia bo czułam że zawiniłam i próbowałam przeprosić a nie mogłam bo dla niego przepraszam nie rozwiązywało sytuacji to jedyne co robiłam to modliłam się o sen. Tylko wtedy nie czułam kulki stresu w klatce piersiowej i tylko wtedy nie myślałam. Objawiło się to wymiotami, biegunką i atakiem paniki. Nie spożywałam pokarmu, nie piłam wody, nawet ciężko mi było zmusić się do wstania do łazienki chyba że naprawdę musiałam. W takich sytuacjach wyłączam się z życia społecznego nie odpisuję nikomu na wiadomości dopóki sytuacja między nami trochę się nie rozjaśni. Często sięgam wtedy po alkohol. Kiedy coś mnie zdenerwuje lub zaboli to nie potrafię o tym powiedzieć normalnie. Często od razu się obrażam, jestem oschła, lub przechodzę do ataku. Bywa że się mszczę. Oboje zresztą reagujemy podobnie. To chyba już z przyzwyczajenia. Łatwo można wyprowadzić mnie z równowagi, a często jak brakuje mi słów to po prostu wychodzę z pokoju, rzucę czymś lub przeklinam. On uważa, że zachowuje się jak psychol. Często pokazuje mi że mi nie ufa. Po spożyciu alkoholu zaczęłam być agresywna. Mam urwany film. Robię rzeczy których się wstydzę i bardzo żałuję. A jak widzę z jaką pogardą potrafi mi o nich opowiedzieć to jeszcze mi z tym gorzej. Ale zamiast przestać piję jeszcze więcej. Co by utopić smutki i żal. Kiedy jest dobrze między nami to jest cudownie. Ale mimo to nawet jeżeli między nami jest dobrze to ja wewnętrznie i tak jestem nieszczęśliwa. Mam wrażenie, że nic nie przynosi mi radości. Wszystkie aktywności, których się podejmuję robię na siłę. Narzucam sobie coś po to żeby czuć że moje życie jest fajne i nie marnuje dni. A marnuje ich coraz więcej, Jak nie ustalę sobie listy co mam zrobić to jestem zagubiona. Godziny lecą a ja czuję że tylko wgapiam się w punkt i myślę o tym co powinnam a czego nie robię, Z listą idzie łatwiej. Aczkolwiek mam tyle punktów że żyje w ciągłym biegu a jestem dosyć powolną osobą. Jeśli nie zdążę wszystkiego z listy zrealizować to jestem zawiedziona zamiast cieszyć się z tego że cokolwiek udało mi się wykonać. Wstaje późno bo nie mogę się obudzić. A często jak się obudzę to nie chce mi się wstać. Zaczęłam się smucić kiedy innym coś wychodzi. Jestem zazdrosna że ktoś bawi się lepiej ode mnie. Poza tym potrafię zatajać fakty bo boję się negatywnej oceny. Wolę żeby do końca nikt nie wiedział czy coś zrobiłam a jeśli tak to dlaczego. Potem mam ogromne wyrzuty sumienia że jestem kłamliwa i brzydzę się tym. Nie wiem już jak mam się ogarnąć. Jak sobie coś obiecuję to za chwilę i tak łamię sama przed sobą te obietnice. Żyję w strachu przed opinią innych a głównie partnera. Chcę się dobrze bawić ale jak puszczają mi hamulce to zachowuje się nieodpowiednio. Nie potrafię się już spontanicznie cieszyć chwilą. A tak bardzo bym chciała
  17. Dzień dobry, jakiś czas temu przeżyłem kolejne rozstanie. Moje związki trwały zazwyczaj 2-3 lata. Było ich już 5. Nie umiem szanować partnerek i zawsze myślę o swojej wygodzie - w skrócie. Pierwsze 4 związki były po prostu porażką. Nie szanowałem partnerek, bywałem agresywny, wyzywałem, jak zdarzały się problemy to znajdowałem odskocznie w postaci innych kobiet (dochodziło też do zdrad - zazwyczaj pod koniec związków). Jakieś 4 lata temu przeżyłem coś co można nazwać "spiritual awekening" (nie chcę wchodzić w szczegóły na forum) i wiem, że ten proces wciąż trwa. Jednak... Jeśli chodzi o ostatnią dziewczynę to miałem wrażenie, że się ogarnąłem. Bo przestałem kompletnie pić alkohol (nie bawi mnie to już ani trochę), na myśl mi nie przyszło, aby na jakimkolwiek etapie związku myśleć o innej dziewczynie, zacząłem ćwiczyć i dbać o dietę. Zdrada? Nie ma opcji. Uważałem się więc za ideał nie dostrzegając własnych niedociągnięć. Nadal bywałem agresywny (choć tym razem było to "tylko" podnoszenie głosu). Nie umiałem jednak dać Jej wsparcia, którego potrzebowała. Teraz dopiero wiem, że miała depresje i stany lękowe. Nie zauważałem tego albo wypierałem ze świadomości. Myślałem, że po prostu ma trudny okres w życiu i że prędzej czy później się ogarnie. Zawsze skupiałem się na swojej wygodzie. Na jakiś tam sposób narzucałem własne nawyki (dietetyczne np.). Drugi problem to brak własnej ścieżki w życiu. W sierpniu rzuciłem pracę - korpo po prostu nie dawało mi satysfakcji z życia (czułem się jak zwierzę w zoo). Podróżuję teraz trochę po Azji i to jest niesamowite i wielowymiarowe doświadczenie. Wiem jednak, że podróżować aż skończą się oszczędności nie mogę. Ale co dalej? Powrót do niewolniczego systemu? Chciałbym być poza pracą 8h 5dni w tygodniu, ale nie wiem w jakim kierunku prowadzić swoje życie. Wciąż myślę o ostatniej dziewczynie.
  18. Hej jestem zwykłym 19 latkiem. Ale mam pewien problem. Otóż czy istnieje coś takiego jak miłość braterska między dwoma mężczyznami? Bo mam bardzo dobrego przyjaciela z którym się już coś długo znam. I martwi mnie to że jak dłużej nie gadamy to tęsknię za nim. Jak coś mu dolega to martwię się o niego. Uświadomiłem sobie że po prostu kocham go jak starszego brata. W każdym bądź razie nie czuje do niego porządania ani nic z tych rzeczy. Po prostu jest dla mnie jak straszy brat. Więc czy istnieje coś takiego jak miłość braterska? Czy jestem nienormalny? 😜
  19. Witam. To będzie długa historia. Otóż mam 29 lat. 4 lata temu poznalałam chłopaka młodszego ode mnie o 4 lata. Ówcześnie byłam w nieszczęśliwym związku małżeńskim. Rozwiodłam się dla siebie żeby być z tym nowym chłopakiem. Na początku było wszystko fajnie. Doczasu gdy nie wciągnął się w mocny flirt z koleżanką z pracy. Poprosiłam go żeby zerwał z nią kontakt. Niestety pracy wtedy nie mógł zmienić. Zerwał z nią kontakt z tego co mi mówił bo nijak mogłam to sprawdzić. Działo się to jakoś w okresie naszego związku od sześciu miesięcy do roku. Zrozumiał swój błąd i obiecał że postara się więcej nie mieć podobnej sytuacji. W międzyczasie pojawiały się koleżanki jego które znał wcześniej niż mnie. Podam dwa przykłady. Jedna koleżanka pewnego razu wysłała mojemu chłopakowi zdjęcie w bikini gdy poszła na basen ze znajomymi. Napisała do niego krótką wiadomość że się dobrze bawi ze znajomymi i dodała do tego swoje zdjęcie. Poprosiłam go żeby z nią też zerwał kontakt bo uważam że to nie jest normalne że koleżanka do kolegi który ma dziewczynę wysyła tego typu zdjęcia. Następny przykład to jest również jego koleżanka z którą się zna dłużej niż ze mną. Pewnego razu wysłała jemu gifa na messengera. Było to dwóch facet odbijajacych piłeczkę ping pongowa swoimi penisami. Również uznałam to za nienormalne i poprosiłam o zerwanie kontaktu. Dodam tutaj że ów koleżanka miała trójkę dzieci i męża. Do tego my mieszkamy za granicą polskiego kraju więc ów koleżanki były bardzo daleko od nas. Jedyny kontakt z nimi miał poprzez internet lub właśnie wiadomości. Oczywiście mój chłopak zrozumiał lub niezrozumiał ale się starał żeby było dobrze. Żeby nie było kłótni. Lub może dla własnego spokoju. Ostatecznie zerwał z nimi kontakt. No i chwilę był spokój. Do czasu gdy nie odkryłam że ma kolejna koleżankę tylko że tym razem to przedemna ukrywa. Argumentował to tym że gdybym się dowiedziała to poprosiłbym go o zerwanie kontaktu z tą znajomą również. Dodam od razu dla wyjaśnienia że przeglądam telefon swojego chłopaka od początku. Według mnie nie jest to oznaką braku zaufania a według mojego chłopaka jest. Ja się tłumacze że nie chciałeś mi o niczym mówić to sama zaczęłam sprawdzać a on mówi że na początku dzielił się wszystkim tylko później gdy prosilam o zerwanie kontaktu z jego kolazankami to jakoś się wszystko zaczęło psuć. No i jest ta jego koleżanka już jakoś znają się prawie dwa lata i dochodzi do kulminacji tego wszystkiego. Nasz staż związku wynosi dokładnie 3 lata. Trochę się szarpaliśmy ze sobą. Prosiłam go wiele razu żeby zerwał kontakt z tą koleżanka też.. Kilka razy obiecywał ale to były kłamstwa bo kilka razu nie usunął wiadomości od niej. Oczywiście dodam że te wiadomości nigdy nie były dwuznaczne. Żadnego flirtu lub ppdtekstow ani z jego ani z jej strony nie było. Ostatecznie dziewczyna postanowiła że wraca do kraju. Ja o tym nie wiedziałam. Mój chłopak wymyślil sobie ze pojedzie na spotkanie męskie do znajomych i może wróci nad rano. Tzn na pewno wróci nad ranem. Ostatecznie wrócił nad ranem i to co powiedział nie mogłam w to uwierzyć. Zamiast na spotkanie męskie to zrobił przyjęcie niespodziankę dla swojej koleżanki. Było dużo alkoholu no i ów koleżanka pocałowała go. On mówi że nieodezajemnil pocałunku. Odwiozl ja do domu i sam też pojechał do domu. Gdy mi o tym powiedział to wybuchłam i uderzyła go w twarz. Jakoś to wszystko przegryzlismy. Uznał że miałam rację mówiąc że się ktoś z was zakocha w drugim i będzie problem. Wcześniej 2 tygodnie przed tym wydarzeniem też coś ciekawego się wydarzyło. Mieliśmy jechać na wakacje. Moje Marzenie miałam spełnić. Lecieć do kraju o którym myślałam od dzieciństwa. Długo czekaliśmy na to. Ale na 3 dni przed wylotem zapomniał swojego telefonu do pracy. Niestety wzięłam go i zaczęłam czytać. Wiadomości znów zapomniał wykasowac. W tych wiadomościach było napisane że mnie zostawi po wakacjach że jeszcze chce mi dać ostatnią dobra rzecz. Ze chce spełnić moje Marzenie. Nie było napisane nic ze odejdzie do niej dosłownie. Ale w taki sposób że kobieta czyli ów jego koleżanka na pewno odbierała to w taki sposób że zostawi mnie dla niej. Ale tak się nie stało.. Jakoś jemu to wybaczylam zażądałam żeby z nią zerwał kontakt i oczywiście anulowalam wycieczkę. .. Jak się później okazało kontaktu nie zerwał bo zrobił dla niej imprezę ale to już pisałam.. Było kilka razy tak że mówił że nie wie czy mnie kocha. Ze on nie wie czy wogole jest zdolny do miłości. Niestety oboje pochodzimy z trudnych rodzin. Mi się wydaje że on jest DDA i ddd. U siebie podejrzewam dda z naciskiem na przeciwna stronę. Czyli zbyt duża kochliwosc. Za to mój chłopak nie potrafi okazywać uczuć. Tzn już. Bo na początku to mi mówił kilka komplementow dziennie. Mówił że mnie kocha. Przytula ale teraz tego nie ma. Za to ja po tym wszystkim co przeszłam nadal każdy dzień mówię mu ze go kocham i że jest wspaniały... Chciałabym zadać jakieś pytanie ale już nawet nie wiem o co chciałam pytać. Czasem nie mogę w to uwierzyć że jako 3.5 roczny związek tak dużo się już wydarzyło. Tak dużo krzywdy.. I szczerze boję się przyszłości. Chciałabym mieć z nim dziecko ale się boję. On mówi że jeszcze powinniśmy poczekać. Eh
  20. Jestem (chyba jeszcze) kobieta przed 30, matka piątki dzieci, w separacji po 9 beznadziejnych latach z już dla mnie byłym mężem od 2 lat (ja mieszkam za granicą, on w Polsce). Mam nowego partnera od prawie dwóch lat, (obcokrajowca), generalnie jest nam razem naprawdę cudownie, najbardziej doceniam to że bardzo dużo o wszystkim rozmawiamy, jestem doceniana za wszystko, nawet za głupi obiad że zrobię słyszę dziękuję, czuję się kochana przez tego faceta i najważniejsza dla niego wraz z moimi dziećmi (jedno jest jego biologiczne). Były mąż, szkoda słów, zero rozmów, zero bliskości, trzymanie mnie pod kluczem, koleżanek mieć nie mogłam a jak już miałam to zrobił wszystko żeby to zepsuć, nawet się odbierał do jednej. Zawsze twierdził że mnie Kocha ale to były tylko słowa jego. Nie było między nami noc prócz mojej nienawiśći do niego za to że traktował mnie bardzo źle, ponizal, komentował w bardzo krzywdzacy mnie sposób moje cialo, części intymne i w tym właśnie tkwi mój cały problem ze sprawami lozkowymi z moim partnerem do czego własne przechodzę. Generalnie chodzi o to że wszystko tkwi w mojej głowie i mojej samo ocenie i nie wiem jak sobie mam z tym poradzić. Seks mam nieziemski, taki jakiego nigdy nie miałam,ale tylko wtedy gdy jestem naprawdę wyluzowana a dzieje się to tylko wtedy gdy wypije parę lampek wina. Mój ex wysmiewal mnie ze jak go zostawię nikt mnie nie zechce, że pewnie tylko na raz bo po porodach według niego byłam zniszczona, już nie jak kobieta. Dodam że jestem bardzo szczupła, nie mam kraglosci ani po ciazach rozstępów. Wszystko okay. Ale te myśli że jestem zniszczona tam w tym miejscu nie daje mi spokoju, patrzyłam sama do lustra owszem, nie jest tak jak kiedyś, tak naprawdę to to nie wiem jak ta normalność tam powinna wyglądać. Z zewnątrz wszystko niby okay. Mówiłam o tym mojemu partnerowi ale on mi ciągle mówi że wszystko jest tam pięknie , ale oczywiście nie wierzę. I mam blokady straszne, wtedy czuje się jak idiotka, zaraz płaczę, nie chce rozmawiać, zamykam się w sobie i czar o niesamowitym seksie znika. Mówię że niesamowity Seks ponieważ mam straszny pociąg do tego faceta czego nie czułam nigdy wcześniej, i z łatwością udaje się jemu a w szczególności mi samej zakończyć ten nasz miłosny taniec orgazmem. Problemem jest to że nie potrafię się tak otworzyć przed nim przed wypiciem tego cholernego winka. Wtedy albo wcale nie dochodzi do zbliżenia a jak już to tylko tak szybciutko żeby tylko nie zobaczyl mnie nagiej bo ten wstyd jest silniejszy ode mnie. Nie skutkuje jego magiczne mówienie do mnie ze nic złego czy brzydkiego tam nie mam. MÓJ EX za bardzo się postarał abym czuła się nie kobieco, bardzo mnie tym skrzywdzil psychicznie. Ale co ja mogę zrobic, ciągle walczę w głowie z tym.
  21. Witam. Jestem kobietą w klasie maturalnej. Zawsze chciałam żeby mój pierwszy raz był też pierwszym razem dla drugiej osoby. Poznałam chłopaka który mocno mnie wspiera, kocha i jestem pewna że jest tym jedynym (jesteśmy razem 2 lata) . Ale niestety przede mną był w związku i raz próbowali to robić. Na jednym razie się skończyło ale nie mogę o tym zapomnieć. Cały czas o tym myśle wyobrażam sobie to i powoduje to u mnie fizyczny ból przez co czasami ciezko mi brać oddech. Jak sobie z tym poradzic ?
  22. 2 miesiące temu zakończyłam ponad 3 letni związek. Związek który nie dawał mi szczęścia. Było to jedynie przyzwyczajenie. Chcialam skupić się tylko na sobie, na swoich marzeniach, planach itd. Czułam że marnuje z nim czas. Niedawno poznałam chłopaka który traktuje mnie zupełnie inaczej niż poprzedni. Jest bardzo zaangażowany, wie czego chce, potrafi mi okazać uczucia i o nich rozmawiać a na tym mi bardzo zależy w związku. Jest zupełnym przeciwieństwem mojego byłego. Wydaje się być idealny. Jest jednak problem. Mimo że czuje że jest dla mnie odpowiedni boję się wejść w ten związek. Wszystko zacznie się od początku. Chwilami myślę czy jednak nie wrócić do byłego mimo że go nie kocham i on zasługuje na coś lepszego. I to tylko dlatego że tam już wszystko mam za sobą. Jego dobrze znam jego rodzinie i znajomych też znam akceptowali mnie. Nowy związek znaczy że wszystko to zaczyna się od początku. Boje się bo w poprzednim związku dużo mnie to nerwów kosztowało. Zdaje sobie z tego sprawę że jest to normalne. Każdy związek zaczyna się od początku i tak już jest aczkolwiek strach też jest. Więc tak.. z jednej strony chce być z nim bo wiem że będzie dla mnie dobry i czuję do niego to coś, z drugiej strony wróciłam bym do byłego bo widzę w jakim album stanie spychixznym jest po zerwaniu no i przyywczajenie jest i wszyskto mam za soba ale byłoby to litowanie się i jest jeszcze trzecia strona czyli trzeci chłopak. Pracujemy razem. W chwili kiedy go zobaczyłam czułam że będziemy mieli super kontakt. I tak rzeczywiście jest. Jest niemalże taki sam jak ja. Nadajemy na tych samych falach. Kiedy on jest odrazu mam lepszy nastrój i tak samo działa to w drugą stronę. Każdy mówi że powinniśmy być razem i że czuć chemię między nami. I kolejny problem..czuję coś do jednego jak i do drugiego. Nie wiem czy coś ze mną jest nie tak? Czy to jest normalne? Jeden mnie super traktuje czuję się jak księżniczka z drugim mi się lepiej rozmawia i jesteśmy podobni bardzo do siebie i mamy dużo wspólnych tematów do rozmów. Czuję że chcę być z jednym i drugim. Ale tak nie mogę. Jestem nie stabilna emocjonalnie. Wiem że jak będę z jednym to go zdradzę z innym. Dlaczego tak jest..(w 3 letnim związku też ciągle ktoś inny mi zawracał w głowie i się z tymi chłopakami spotykałam mimo że nie powinnam) Już mnie to męczy.. Chcialabym zbudować normalny stabilny związek taki stały ale jest to zbyt trudne Nie wiem czy to kwestia tego że jestem zbyt młoda?(21) Kwestia tego że w dzieciństwie nikt na mnie uwagi nie zwracal. Zawsze pozostawiona sama sobie. W szkole też raczej z boku gdzieś. I teraz kiedy nagle ktoś na mnie zwróci uwagę to ja widzę w nim księcia z bajki? Czemu nie potrafię skupić się na jednym chlopaku? Nie chce się nimi bawić. Wiem że to jest złe nie chce ranić ale to silniejsze ode mnie. Może powinnam skupić się tylko i wyłącznie na sobie na jakiś czas. Spełnić swoje marzenia i odpocząć od chłopaków, trochę dorosnąć.. Nie wiem Pomóż ktoś
  23. Cześć, nie wiem od czego zacząć... chyba od początku swojego życia mam problemy z psychiką. Cierpię na depresję przewlekłą (ciężką), nikt mnie nie kocha, a moja rodzina nie wspiera mnie ani nawet nie akceptuje przez tą chorobę. Nigdy nie byłam dla nikogo ważna, zawsze ktoś był ważniejszy, a ja "ta gorsza". Na początku dla matki najważniejszy był ojciec, później (dla całej rodziny) brat (zawsze to "lepsze dziecko", bo młodszy, bo chłopak, a teraz jeszcze on spełnia oczekiwania rodziny a ja jestem chora). W szkole zawsze mi dokuczali, w gimnazjum wręcz gnębili. Długo nie miałam przyjaciół, kiedy zaczęli się pojawiać w już dorosłym życiu byłam tylko przeznaczona do zapychania nadmiaru wolnego czasu, taka "zapchaj dziura", bo ktoś a to nie lubi "siedzieć sam", a to chcę wyjść gdzieś. "Przyjaciolka" znalazła sobie chłopaka, a odkąd zaczęła go szukać liczą się tylko jej problemy bo ona biedna "już nikogo sobie nie znajdzie 😢😢😢". Co z tego, że ma mamę która ją akceptuje, kocha wspiera i utrzymuje... . Wolę być całkiem sama niż "na doczepkę", bo i tak nikt mnie nie kocha, ja naprawdę nie potrzebuje spotkań towarzyskich i zapychania wolnego czasu. To nic mi nie daje, zero radości, wręcz przeciwnie czuje się beznadziejna, bezwartosciowa i wiem ze juz zawsze tak będzie. Jeden kolega zawracał mi przez pół roku głowę wychodzeniem na pizzę, na miasto, po czym stwierdził że to tylko tak po przyjacielsku... Czy ja na prawdę jestem tylko tyle warta? Żeby dostarczać innym rozrywki, a w zamian nic, zero wsparcia czy uczuć? Dziękuję za przeczytanie i przepraszam że psuje Wam nastrój.
  24. 1. Nazywam się Daniel. Mam 23 lata, Od 6 Lat mieszkam w Norwegii, oraz pracuje na pełny etat. 2. Ciężko stwierdzić kiedy pojawił się ten problem bo chyba go ignorowałem większość mojego życia i nie zdawałem sobie sprawy do momentu, gdy uświadomiłem go sobie w dorosłym życiu i jak bardzo te problemy/przekonania niszczą mnie i moje życie. (odkąd pamięć sięga bardziej zaczeło się gdy miałem okolice 12-13 lat, 1wsza gimnazjum). Problem a raczej problemy trwają do dziś, w teorii okolo 13 lat. 3. Moje problemy polegają na tym że nie potrafię nawiązaywać relacji z ludźmi, świadomie lub nie świadomie izoluję się od wszystkich, jestem małomówny, sabotuje wszelkie relacje z ludźmi gdy tylko jest okazja nawiązania nowych znajomości. Odczuwam lęki, gdy przebywam z innymi ludzmi że nawet nie potrafie utrzymać kontaktu wzrokowego z inną osobą. Męczy mnie przebywanie wśród ludzi, rozmowy o niczym mnie nie interesują, w pracy na przerwach wolę patrzeć się w telefon niż uczestniczyć w sztywnych "small-talk". Mam huśtawki nastroju, 1 dzien potrafi być super, kolejne potrafią być dołem bez dna że zastanawiam się po co ja w ogóle żyje skoro tak to ma wyglądać cały czas. ( Na szczęście nie mam myśli samobójczych, bo brak mi odwagi i nie zrobiłbym tego ze zwględu na konsekwencje dla rodziny itd.) Z dnia na dzień, miesiąca na miesiąc sytuacja się pogarsza. Nie wiem czy mam po prostu to zaakceptować że całe życie będę sam i że taki juz poprostu jestem? Zgonić na Introwertyzm ? to chyba za mało. Nie odczuwam w ogóle szczęścia, "jakaś wewnętrzna blokada" nie pozwala mi zrzucić tego ciężaru i cieszyc sie zyciem. Bardzo dobrze czuje się będąc sam, lecz czasem brak mi kogoś. Sięgałem po pomoc psychologa online (nie u was) odbylem 3 sesje i straciłem nadzieje że to cokolwiek pomaga(chyba psychoterapia by tu pomogła bo to już bardziej zaawansowane gdyż słowa ala "Myśl o pozytywach" nie działa kompletnie. Jak mam zły dzień dochodzą paranoje w stylu jeśli ktoś ze sobą rozmawia, myślę że to o mnie. I to że mieszkam w Norwegii nie pomaga, ponieważ ludzie w większości tu nie są mili, wręcz wrogo nastawieni do Polaków, jedynie zakładają maske kiedy trzeba. Moze przesadzam, ale coś w tym jest. Także ciężko się otworzyć przed kimś. 4. Z problemem sobię niestety już nie radzę, dlatego szukam pomocy chociażby tutaj, by ktoś kto się na tym zna, mógłby mi pomóc lub naprowadzić. Staram się bardziej zaakceptować ten stan bezsilności, że tak już po prostu ma być bo nic z tym nie zrobie , niż walczyć z tym i pogarszać sytuacje. Pisze tutaj z nadzieją poradzenia sobie z tym problemem. 5. Pisze ze względu tego: gdyż tego jest tak wiele że poprostu łatwiej mi jest to wszystko napisać niż mówić chociażby przez skype. W Rozmowie z innymi bardzo kuleje i nie potrafię wyrazić tego co chce. Moje pytanie brzmi: Czy da się to jakoś zdiagnozować ? Co jest przyczyną takiego stanu ? Chciałbym poznać problem dopiero potem z nim walczyć. Czy to depresja? Zaburzenia osobowości ( Osobowość lekliwa , unikająca. ), Paranoje z fobią społeczną ? Czy poprostu miks tego wszystkiego? Jako iż pisze w sprawie porady darmowej na forum, chciałbym się poprostu dowiedzieć co mi jest i w jaki sposób można mi w tym pomóc. Będę bardzo wdzięczny za pomoc, chętnie zamówię rozmowe /lub porade mail odpłatnie jeśli poznam problem/problemy którę niszczą mnie kawałek po kawałku. Z góry dziękuje za poświęcony czas Pozdrawiam Daniel
  25. Mam 22 lata, pisze tu ponieważ boje się ludzi. Chciałabym podjąć prace ale się boje ze będę wyśmiewana, krytykowana bądź jakkolwiek niemiło traktowana. Raz już pracowałam i za każdym razem gdy rozmawiałam z szefem to strasznie się pociłam, zapominałam co mówi ze strachu. Nie wiem dlaczego się tak dzieje, od dziecka mam problemy z kontaktami z ludzmi, nie potrafiłam z nimi rozmawiać, Wydawało mi się ze zawsze mówiłam jakąś głupotę co skutkowało ze byłam czasem wyśmiewana. Nie wiem może to moje problemy z dzieciństwa ponieważ byłam tez molestowana przez wujka a mama nic z tym nie zrobiła i przez to stałam się takim wyrzutkiem albo że mama czasem za dużo piła. Boje się nawet gdziekolwiek wyjść by nikt na mnie pogardliwie nie patrzył. Mam tez taki problem ze niektóre rzeczy musze sprawdzać kilka razy np. czy gaz jest zakręcony albo czy okulary położyłam na miejsce dotykam cos kilka razy bo wmawiam sobie ze cos strasznego się stanie a mam tego już dość a nie wiem jak z tym walczyć. Boje się iść normalnie do psychologa bo może zbagatelizuje moje problemy i powie ze jestem leniem czy cos i nawet nie wiem jak bym miała mu zacząć mówić. Możecie mi coś poradzić?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.