Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'relacje'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 930 wyników

  1. Witam, Mam 28 lat i aktualnie jestem bezrobotna. Od jakiegoś czasu moja roczna relacja z partnerem pogarsza się. Zamieszkaliśmy ze sobą dosyć szybko. Z początku było świetnie, jak to początki. Teraz on nie wychodzi z żadną inicjatywą robienia czegokolwiek razem, nie inicjuje żadnych interakcji, nie inicjuje zbliżeń. Siedzi ciągle z nosem w telefonie, ciągle pisze w grupie z kolegami. I tu się zaczyna mój problem. Od zawsze miałam problemy z zaufaniem, muszę przyznać, że zdarza mi się zerknąć w jego telefon, czego często żałuję. Nie chodzi tu o zdradę, bo raczej nie tego szukam, a o to na kogo kreuje się mój partner przed tą określoną grupą kolegów i o to w jaki sposób mówi o mnie. Mam wrażenie, że przed nimi chce być macho-podrywaczem i dupkiem wobec kobiet, choć mnie zapewniał, że jest oddanym partnerem i miał w życiu tylko kilka partnerek. Prosiłam o prawdę, ale dalej mu nie wierzę. Dodatkowo po niedawnych podejrzeniach, że nie jestem przez niego mile widziana na pewnym wydarzeniu, po zajrzeniu w jego telefon boleśnie przekonałam się, że wypowiada się o mnie bez szacunku, wulgarnie i że moje podejrzenia się sprawdziły. Jego koledzy na szczęście mu nie wtórują. Jest mi wstyd za niego, że okazuje mi taki brak szacunku i boli mnie bardzo jego zachowanie. Czuję się już załamana przez inne wydarzenia w moim życiu, a na dodatek nie mam oparcia w osobie, na której teoretycznie powinnam móc polegać. Nie wiem co mam robić, jak wybrnąć z tej sytuacji, nie mogę przestać płakać, ale nie mogę też powiedzieć mu o czym się dowiedziałam z jego rozmowy z kolegami. Proszę o poradę, co dalej.
  2. Witam, Chailabym zasiegnac waszych opini, poniewaz czuje ze mam strasznie zblazowany mozg. Moj facet, z ktorym jestem juz calkiem dlugo, bo leci nam juz prawie 9 rok razem.... zawsze tak potrafi poprowadzic rozmowe, ze wnioskuje jakoby on obciazal mnie cala wina za wszystkie jego nieszczescia. Poklocilismy sie w pracy, prosilam go, zebysmy poczekali z tym, zeby zalatwic to w domu, bo on wie, ze jak sie klocimy to od razu zaczynam trzasc sie i plakac i nie jestem w stanie nic robic, jezyk mi sie placze, a co dopiero pracowac. Ale nie, on ciagle napiera i napiera, a potem jak wychodzi tak jak zawsze to slysze od niego, ze wsyd mu przed wszystkimi ze taka szopke robie. Poklocilismy sie przed przyjazdem jego kolegi i poprosil mnie, zebym ja napisala do jego kolegi i odwowala caly jego przyjazd. Teraz slysze, ze on juz nie ma sily sie tlumaczyc, ze mu wstyd przed nim i ze znajomosc zakonczona ( czyli rozumime, ze przeze mnie...) Nawet jak klocimy sie w domu, i on na mnie krzyczy to wszystko jest ok, a jak ja zaczne sie wydzierac to od razu ze wstyd mu przed wszystkimi sasiadami. Niestety dopuscilam sie jednego skoku w bok, co bardzo odbilo sie na mojej psychice ....jego rowniez, ale przeszlismy wiele rozmow, i kiedy zaczyna byc dorze miedzy nami to on nagle dostaje atakow, ze on wcale mi nie wierzy co sie stalo tamtej nocy (mielismy nie raz rozmowe o wszystkich, wszystkich szczegolach, ktore pamietalam z tamtej nocy, takich jak przyrodzenie tamtego faceta, pozycje ....to bylo dla mnie straszne). I raz mi mowil, ze wierzy, potem ze nie wierzy. On chce zebym wszystko naprawila, odzyskala jego zaufanie.... Staralam sie, zrezygnowalam z portali spolecznosciowych, nie mam znajomych wiec i tak nie mam gdzie z kim wychodzic, oprocz niego. Cale dnie moje wygladaja praca-dom, nic wiecej. Zaczelam sie przed nim otwierac, mowic, co mysle, staram sie byc caly czas mila, zawsze ma buziaka ode mnie jak sie rozstajemy w drzwiach, czy budzimy rano... Nie jestem osoba wylewna, raczej skryta i nigdy tez nie mowilam czesto kocham, ale nad tym tez pracuje. Niejednokrotnie dawalam mu haslo do swojego telefonu, ma swobode kiedy chce go uzywac, bez problemow mu go daje. Dbam o dom, gotuje, prasuje, sprzatam., robie mu prezenty. On zaczal sie w ostatnim czasie przykladac bardziej do obowiazkow w domu, co mnie ucieszylo, ale ja juz nie wiem co mam dalej robic. Z pracy przez moja zdrade tez musial zrezygnowac, za co rowniez zostalam obciazona wina. To ze nie mogl znalezc pracy przez tak dlugi czas tez jest moja wina. I to ze teraz zaczal nowa prace i znow sie poklocilismy o to samo, to teraz slysze, ze rozpierdalam mu nowa prace. Czuje sie odpowiedzialna za kazde jego nieszczescie. Przynosze mu tylko wstyd przy innych. I wiem. Dopuscilam sie czegos obrzydliwego i okropnego. I sama siebie za to nienawidze. Bylo to raz, kiedy nie dzialo sie miedzy nami dobrze, ja mialam problemy zdrowotne, on w ogole mnie nie zauwazal, ciagle mialam tylko klotnie w domu, ze obiad nie zrobiony, pranie nie zrobione.... wszystko robie zle. On nawet nie zauwazyl, ze ktos z pracy sie kolo mnie kreci i stara sie zwrocic moja uwage...Nie bylo zadnego romansu miedzy nami, nie spotykalismy sie potajemnie, widywalismy sie tlyko w pracy, na fajce...pisalismy przez komunikator...dopiero sie poznawalismy i to na stiopie przyjacielskiej. I tak, przed impreza firmowa, mialam isc z facetem razem, ale mnie olal, bo nie zrobilam prania i nie mial sie w co ubrac i wyladowalam najebana u tamtego w lozku. Stracilam caly swoj filar, ceche (lojalnosc i wiernosc) za ktora lubilam siebie najbardziej a teraz....? czuje sie jakbym juz do konca zycia byla naznaczona i on wcale nawet nie musi mnie w tym uswiadamiac, ja czuje to sama w sobie i nie wiem jak przestac. On przy kazdej klotni mnie niejednokrotnie wyganial do tamtego, naprawde przy nerwach on potrafi powiedziec mi co tylko mu sie podoba, wyzywac mnie i nawet jak pytam, jak on moze mowic mi takie rzeczy to on od razu obraca sprawe tak, ze moje przewinienie jest o wiele wieksze i wyglada to tak, ze teraz to on moze wyladowyac sie na mnie jak chce. Jestem znerwicowana, drze na sam jego glos, kiedy slysze ze znow bedziemy to przerabiac i czasami on juz zarzuca mi klamstwo, kiedy ja wiem ze jestem czegos pewna i robi mi sie metlik w glowie, bo zaczynam przestawac juz widziec co jest prawda a co klamstwem. Czuje jakbym dostawala schizofrenii. Nieraz slyszalam, ze spierdolilam mu zycie. Ale zawsze jakos sie godzilismy. teraz czuje jakbym juz tracila przez to wszystko kontakt z rzeczywisctoscia i nie mam nawet z kim o tym wszystkim porozmawiac.
  3. Dobry wieczór, nigdy nie prosiłem o pomoc w takim miejscu, jest to dla mnie trudne, ale chcę skonfrontować moje myślenie z opinią eksperta. Mam 28 lat, pracuję jako kierownik w agencji reklamowej, jestem w trakcie doktoratu. Świetnie radzę sobie ze stresem zawodowym i wystąpieniami publicznymi. Kompletnie nie potrafię radzić sobie natomiast z uczuciami. Prawie trzy lata temu zostałem zraniony, kobieta odeszła ode mnie informując mnie o tym telefonicznie. Cytuję: "Nie kocham go, ale się z nim bzykam". Przez niemal pół roku nie mogłem sobie porazić z emocjami. W domu rodzinnym nie było za dużo uczuć, choć niczego mi nie brakowało. Pół roku temu związałem się z inną kobietą. Wszystko było dobrze, ale od pewnego czasu zaczęła ignorować mnie na rzecz innych ludzi. Pomagałem jej przygotowywać pracę na uczelnię, kochałem bezwarunkowo i zapewniałem dużo wolności. Wychodzę z założenia, że jeśli nie robi się nic za plecami i obie strony akceptują sytuację, to wszystko jest po kontrolą. Tydzień temu jednak dziewczyna poinformowała mnie, że nie spędzimy weekendu walentynkowego razem (mieliśmy jechać na spa), bo umówiła się z kolegą. Następnie poinformowała mnie, że zaraz po weekendzie leci na tydzień do Anglii z innym kolegą. Wzbudziło to we mnie złe emocje. Nie akceptuję tego kolegi, bez przeryw o nim mówi, a ja jestem najzwyczajniej w świecie zazdrosny. Nie wytrzymałem emocjonalnie i nie zgodziłem się na ten wyjazd, zostałem zaszantażowany, że pojedzie sama skoro chcę, żeby jej się coś stało. Zgodziłem się na wyjazd z nim. Od tej pory nie mogę sobie porazić z emocjami, zaczęliśmy się kłócić, mówiłem rzeczy, których nie chciałem powiedzieć. Wczoraj mieliśmy się spotkać, aby przed ich wyjazdem spędzić razem czas i iść w ten tydzień z dobrymi emocjami. Okazało się, że kolega, z którym się umówiła w weekend został do poniedziałku, więc możemy się zobaczyć poza mieszkaniem, bo śpi. Spotkaliśmy się, pokłóciliśmy się, zażądała przerwy na czas tygodniowego wyjazdu. Powiedziała, że nie wie, czy jest się w stanie dla mnie zmienić i co czuje. Dwa dni wcześniej mówiła, że mnie kocha. Dodam, że same walentynki spędziliśmy także w trójkę z kolegą, z którym leci, bo nie chciała się kłócić, gdy zostaniemy sam na sam. Jestem szalenie zakochany, ich samolot w tej chwili wzbija się w powietrze, a ja nie umiem sobie porazić i przeraża mnie perspektywa tygodnia czekania na werdykt. Mam wahania nastrojów od zrzucania winy na nią, przez placz. Jestem przerażony. Czy przesadzam? Czy to tylko moje subiektywne emocje? Czy wreszcie powinienem się z tym gdzieś udać? Dodam tylko, że jestem pewien jej wierności, boli mnie fakt nie liczenia się z moim uczuciami i podejmowanie decyzji bez zapytania. Dodam też, że uprzedzała mnie o swoim wyjeździe, ale nie mówiła, że z nim i nie mówiła o konkretnej dacie, nie wspominała też, że coś już planuje.
  4. Witam. Poznałem faceta na portalu randkowym. Szybko stamtąd rozmowa przeniosła się na Whatsup potem rozmowa telefoniczna. Fajnie się rozmawiało no i się w nim zabujałem ale niestety odległość. Od 7-8 lat szukam faceta niestety ciężko w tym środowisku kogoś ludzkiego więdzacego czego chce takie który się nie boi związku. Sam pisał że szuka na związek ale potem się widocznie przestraszył. Jego sytuacja rodzinna nie pomaga w tym. W dodatku ma kilku znajomych z którymi spotyka się na spotkania erotyczne. Prowadzi układy seksualne. Jest mi przykro że niestety nie mogę nic zrobić by zwrócił na mnie uwagę. Nie może się ujawnić. Wieke razy mu mówiłem że takie prowadzenie się nie jest sposobem na życie że powinien kogoś spotkać dla siebie tego jedynego. Nie ukrywam że chvjskbhm być to osoba ale nie chce się spotkać bo ok 350 km w jedną i drugą stronę. Prosił mnie żebym do niego napisał za 2 tyg. A ja strudem muszę się powstrzymać a tak bardzo chce żeby przestał być dla mnie oschly. Groził że mnie publukuje więc z trudem cierpię. Chce spełnić jego prośbę. Tylko czy przez ten czas jak ja widzę jest prawe 24 h / dobę jest online na portalu randkowym nie pozna kogoś innego. A pisał że ma możesz 5 znajomych. Była umowa taka też że to do mnie zagada jak przemysli ale on ciągle ma chcice bo niby czemu siedzi tyle fellow? W dodatku o 1-3 W nocy. Wiem że rada pewnie jest taka że bym dał sobie spokój ale nie mogę bo ciągle o nim myślę. Co teraz robi. W dodatku jest mundurowym zwykłym normalnym typem hetero. Co robić? Dać spokój z myślą że o mnie zapomni? Że kogoś innego znajdzie skoro sam ostatnio mi pisał że nie szuka związków że jest mu dobrze tak jak jest. Woli sobie zaspokajać potrzeby natury seksualnej. Spróbuję wytrzymać te 2 tyg. A może i dłużej. A może sam zagada. Chciał bym żeby zmienił do mnie nastawienie. Chciał bym żeby było inaczej.
  5. Jestem licealistką w wieku 17 lat. Odkąd zdradziłam mojego byłego chłopaka, czyli od 7 miesięcy ciągle się kłóciliśmy, on nie umiał mi ponownie zaufać, tym bardziej że co jakiś czas zdrady się powtarzały. Dzisiaj ze mną zerwał, nie chce mi uwierzyć w to że się zmieniłam a tym razem naprawdę się zmieniłam. Nie radzę sobie z tą sytuacją, mam silne myśli samobójcze. Jak mogę naprawić tą relację i pomóc jemu ponownie mi zaufać?
  6. rower

    DDA

    Czy DDA może być przyczyną tkwienia w relacji z partnerem, która przysparza dużo bólu i cierpienia psychicznego? Pozwalam wciąż wracać osobie, która bardzo mnie zraniła.
  7. 4 kolory zachowań a problemy małżeńskie i w związkach - temat omawia psycholog online, psychoterapeuta przez Skype. Jak brak zrozumienia trybów funkcjonowania poszczególnych osób oraz niewłaściwa komunikacja mogą prowadzić do niepotrzebnych konfliktów.
  8. Witam serdecznie postaram sie zwieźle mimo ze w glowie 1000 mysli... Mam 24 lat z chlopakiem (1 w zyciu) bylam przez 12 lat. Bylo jak w bajce on ideal poswiecilam cale zycie sooje pasje swoje realcje na rzecz jego byle by nie byl zly zazdrosny i aby nigdy mnie nje opuscl... Mimo "raju" w mojej głowie od roku zaczol sie zmieniac naduzywac moje dobre serce nagle powiedzial ze go ograniczam bo chce miec kolezanki a ja jestem wiecznie zazdrosna. Ja jak w amoku przytakiwalam zgadzalam sie na wszytsko byle by ze mna byl. Miesiac temu wszytstko zmiebilo sie o 180 stopni przestal pisac ... nagle! ja pisalam kazdego dnia ciagnelam rozmowe dopytywalamnco u niego kiedy sie zobaczymy na co otrzymywalam odpowiedzi no, spoko, yhy. Zebral sie na odwage i powiedzial mi ze zasluzylam po tylu latach na szczerosc i nic z tego nie bedzie przyjechal plakal jak bóbr pierwszy raz widzialam jak placze powiedzial ze czuje sie w klatce ma dosc mojej zazdrosci,tego ze sie malo widzimy...powiedzial ze kocha bo po 12 latach nie da sie zapomniec ale cos w nimpeklo i nie potrafi sie zaangazowac w zwiazek ze mna blagal tylko abtm skonczyla studia i nkc sobie nie zrobila (fakt bylam zazdrosna to wynikalo z tego ze w tym zwiazku ja dawalam a on bral pozwal sie kochac ja ciagle gonilam kroliczka i zylam z nim dla pieknych chwil czyli jednej na trzy miesiace, ostatnio gdy sie oddalal potrafilam sprawdzac mu telefon... i znalazlam kolezanke zaczol usowac wiadomosci spac z telefonem pod poduszka kiedys napisala litanie do niego podczas naszego spotkania to powieszial mi ze nic ich nie laczt i nienodpowiada za to co ona pisze...temat rzeka ) On mieszka z rodzicami i pracuje w naszym rodzinntm miescie ja studiuje we Wroclawiu wielokrotnie prosilam zeby zamieszkal ze mna zawsze mial argumenty finansowe ze nazbjera pieniadze dla nas jak skoncze studia bedziemy mieli na start ... A kiedy przyszedl sie pozegnac to powiedzial ze problem jest miedzy innymi to ze mkeszkamy osobno i sie nie widujemy a jego to bardzo meczy. Umieram ... bez niego nic nie ma sensu nie mam innego zycia nie chce miec nie umiem inaczej zyc... nigdy juz sie nie zakocham ... zawalilam studia nie wiem jak sie podniesc ... doszlam to takiego punktu iz wole byc z nim w jego cieniu niz sama bez niego. Ludzie ktorzy nas znaja uwazaka ze to paradoks bo on nigdy sie nie postaral ... nie bylo kolacji nie bylo spelniania moich pasji wszytsko podporzadkowalismy do niego jak zyc jak zapomniec jak sie zakochac jak nie zawalic szkole jak sobie czegos nie zrobic pomocy....
  9. Achnio

    Rodzice z DDA

    Krótko i na temat. Jak wplywaja na dzieci rodzice z rodzin alkoholików, którzy sami nie są alkoholikami, ale mają objawy dzieci DDA/DDD?
  10. Witam, mam bardzo duży problem z którym zmagam się od miesiąca. Moi teściowie się rozstają z powodu zdrady teściowej. Postaram się opisać po krótce i dojść do setna. Otóż, moja teściowa postanowiła założyć nową rodzinę, co kompletnie nie jest dla nas zrozumiałe. Teść jako naprawdę dobry mężczyzna dbał o nią, zarabiał, nie pił i potrafił się zawsze zachować. Oboje pracują, kłopotów finansowych nie mają. Mojej teściowej coś po prostu strzeliło do głowy i od roku miała romans. Rzekomo bardzo kocha nowego partnera i nie może bez niego żyć, więc odeszła po 25 latach małżeństwa z teściem. Zostawila po sobie dosłownie zgliszcza, które ja muszę zbierać. Ona bawi się w najlepsze, a tym czasem Teść ma depresję, z którą nie możemy sobie poradzić. Nie chce iść do psychologa lub psychiatry, nawet do lekarza rodzinnego. Wszelkie starania by udal się do specjalisty są daremne. Rozmowy z nami mu nie pomagają i sama już nie wiem jak mu pomóc. Staramy się z mężem jakoś trzymać go w bryzach ale też już brak nam pomysłów. Mi też jest ciężko patrzeć jak mój mąż cierpi przez tą sytuację, jakby nie było zostawiła go matka i chodź jest dorosły to także ciężko to znosi. Chciałabym bardzo im pomóc, ale sama już nie wiem jak. Teść jest naprawdę dobrym człowiekiem, kochał teściową i przeżywa to jakby miał żałobę. Nie wiem co robić, liczę że mi ktoś poradzi, poleci dobrą książkę lub cokolwiek w tym temacie.
  11. Dzień dobry, jestem tutaj jako anonim aby poradzić się w sprawie mojej mamy. 14 lat temu mój ojciec pocałował się z inną kobietą i w październiku 2019 roku moja mama znowu powróciła do tego tematu. Była między nimi wielka kłótnia, ale to nie jest ważne. Przejdźmy do tego co się dzieje teraz: parę dni jest szczęśliwa, a w inne dni na każde pytanie odpowiada "nie wiem" lub "rób jak chcesz". Cały czas jest zmęczona i rzadko wychodzi z domu. Ostatnio zaczęła dziwnie jęczeć i dostawać jakby drgawki na śnie, bardzo mnie to martwi. Jak mam jej pomóc? Ona nie chce iść do psychologa itp. Jak jej zaproponowałam iście to powiedziała żebym ją od razu zamknęła do psychiatryka jeśli tak uważam. Czy to jest depresja? Jak mogę jej pomóc?
  12. Mam podejrzenie zaburzenia Borderline. Pół roku temu zdradziłam mojego chłopaka, potem zdrady się powtarzały, on za każdym razem się o tym dowiadywał, bo sprawdzał ogłoszenia towarzyskie. Teraz już naprawdę z tym skończyłam ale tak skrajnie zniszczyła jego zaufanie, że dzisiaj na każdą próbę rozmowy on zaczął reagować agresją, chcę skończyć z moim życiem, bo bez sensu żyć skoro i tak nikt mnie nigdy nie pokocha i nigdy nie będę przez to szczęśliwa
  13. Jestem mamą dwojki dzieci, od 10 lat po rozwodzie. Mam 42 lata. Od jakiegoś czasu spotykam sie z nowym facetem.Dwa tygodnie temu moj 15 letni syn wykradl z kolegą w nocy moj samochod i rozbili go. Uciekali przed policja. Chlopcom nic na szczescie sie nie stalo ale samochod do naprawy. Za kare syn nie mogl uzywac komputera, telefonu i wychodzic z domu w wolnym czasie. Mial tez w nastepnym dniu wykonac prace zwiazane z czyszczeniem kostki brukowej na posesji. W trakcie prac zaczął pyskowac i stawiac sie, nerwy mi puscily i zlapalam go za bluze szarpiac troche. Do sytuacji wtracil sie tez moj partner, ktory powiedzial do syna pare slow za duzo ( partner tylko mowil nie dotknal syna). Syn zadzwonil po ojca, ktory go zabral i jak pozniej sie okazalo pojechali na policje zglosic znecanie sie psychiczne nad dziecmi i zalozyli mi niebieska karte. Nagle nastepnego dnia do taty wyprowadzila sie 16 letnia corka co bylo dla mnie olbrzymim szokiem poniewaz corka w ciagu kilku lat tylko kilka razy byla na spotkaniach z ojcem tlumaczac sie ze tata niszczy ją psychicznie i nie chce do niego chodzic - nie nalegalam ale tez nie bronilam dzieciom kontaktow z ojcem. W chwili wyprowadzki corka powiedziala, ze nikt nie bedzie tak traktowal jej braciszka. Teraz jestem atakowana przez córkę kazdego dnia. Dzieciaki postawily ultimatum albo nowy partner albo one. Corka oskarża partnera o molestowanie ( zaczela uprawiac seks w wieku 12 lat o czym dowiedzialam sie niedawno) jestem pewna ze te oskarzenia sa tylko kolejnym atakiem na mnie. Byly maz pierwszy raz od 10 lat przelal w terminie alimenty i corka wrecz rząda pieniedzy bo alimenty są ich. Oczywiscie nie zamierzam wydac ich alimentow na swoje potrzeby ale tez nie zwroce ich mezowi bez wyroku sądu. Sądownie pobyt dzieci u mnie. Bylam tez u prawnika, ktory stwierdzil iz w tej sprawie nie ma zajecia dla prawnika tylko dla psychologa. Nie mam już sily na nic. Wykanczaja mnie ataki corki. Moja mama uwaza ze powinnam ulegac dzieciom porzucic partnera i poprosic je zeby wrocily do domu. Czuje sie bezradna jak dziecko. Oczywiscie w kontaktach z MOPSem i policją w zwiazu z niebieska karta nikt nie widzi problemu przemocy - zwykla kontrola rodzicielska. Chcialabym dogadac sie z córką chociaż szczerze powiedziawszy nie wiem jak potoczy sie dalej zycie po tych wszystkich obelgach i ostrych slowach, ktore uslyszalam od niej. Czuje sie tak zraniona i zdradzona ze nie umiem sobie z tym poradzic. Jestem ciagle na uspakajajacych lekach ziolowych. Jest mi wstyd z powodu calej tej sytuacji. Pomóżcie. Co mam zrobić? Jak dotrzec do dziecka?
  14. Dzień dobry wszystkim, Mam na imię Piotrek. Niebawem skończę 33 lata. Od roku jestem w związku z rok młodszą kobietą, od około 6 miesięcy mieszkamy razem. Poniżej opiszę Wam swoją sytuację, liczę na to, że znajdę "wyjście z sytuacji". Jak już wspomniałem w obecnym związku jestem od około roku, moja partnerka jest rok młodszą rozwódką co mi jednak nie przeszkadza, wiedziałem o tym od samego początku gdy zaczęliśmy się spotykać, więc świadomie wszedłem w tą relację. Źródłem problemu nie jest jej stan cywilny a osobowość jaka wszyła w trakcie naszego związku. Do momentu kiedy zamieszkaliśmy razem nic nie wskazywało na taki stan rzeczy. W mojej ocenie jest strasznym cholerykiem, osobą o temperamencie z jakim się jeszcze nie spotkałem. W zasadzie nie ma dnia żeby nie było krzyków i awantury z jej strony. Powiem szczerze, że ostatnio nabrało to takiego rozmachu, że zacząłem unikać sąsiadów. Mieszkamy w bloku, czasem słychać jakąś kłótnie z innego mieszkania więc mam świadomość jak to się niesie. Kłótnia, choć bardziej nazwałbym to awanturą, gdyż staram się panować nad emocjami i nie podnosić głosu, o dziwo od dłuższego czasu staram się nie odpowiadać agresją na agresję i uwierzcie mi, że dość trudno jest mnie wyprowadzić z równowagi. Jak już wspomniałem awantury są codziennie. I to o wszystko. Ostatnim tematem przewodnim który ciągnie się od około miesiąca jest moja praca w delegacji w miejscowości oddalonej o około 150 km. Nie jest o typowa delegacja na drugim końcu kraju czy zagranicą, że człowiek wyjeżdża i wraca dopiero za kilka tygodni lub miesięcy. Wygląda to tak, że 1-2 razy w tygodniu nocuje w domu + do tego weekendy. Generalnie rzecz ujmując taki sam charakter pracy miałem gdy się poznaliśmy, później przez okres około 6 miesięcy byłem na miejscu, około 15 km od domu. Temat mojej delegacji jest na ten moment numerem jeden. I ustalmy fakt, gdy już nocuje poza domem, w lokalizacji której pracuje to nie jest to żaden hotel tylko specjalnie na te potrzeby wynajęty dom gdzie razem z innymi pracownikami kadry nadzoru budowy mamy zapewnione warunki mieszkalne. Sami mężczyźni, żeby była jasność. Agresja jaka z tego tytułu przemawia przez moją partnerkę powoli sprawia, że zaczyna to mi ciążyć na psychice. Wyzwiskom i krzykom nie ma końca, za równo przez telefon jak mi osobiście gdy wracam. Bywa i tak, że przyjadę do domu i dosłownie po godzinie mam ochotę wracać z powrotem tylko po to aby mieć święty spokój. Nie rozumie charakterystyki mojej pracy, odpowiedzialność jak i branży, nie przyjmuje do wiadomości faktu, że czasem fizycznie nie mam możliwości wrócić do domu ze względów ekonomicznych jak biorąc pod uwagę zmęczenie po kilkunastu godzinach pracy, co w dużej mierze przekłada się na bezpieczeństwo samej podróży. W jej ocenie, ja jak i moi współpracownicy którzy są zarówno starsi jak i młodsi, mają rodziny i dzieci jesteśmy dziwkarzami i kurwiarzami. Ciężko jest wyperswadować, że nie wszyscy mają przywilej pracy od 8.00 do 16.00 w jednym stałym miejscu. Fakt, faktem, sam mam stanowisko umysłowe, jednak charakter tej branży zmusza do pracy poza jednym stałym miejscem zamieszkania. Frustracja i arogancja sięga ostatnio takie poziomu, gdzie słowa: "pierdol się, wypierdalaj, spierdalaj itp" są na początku dziennym. To co najbardziej mnie wręcz przeraża to pewnego rodzaju amok w jaki jest stanie sama się wprowadzić, widzę wtedy coś dziwnego w jej oczach jakby zupełnie inną osobę, jakby te oczy nie były jej. Ciężko mi to nawet opisać. Nie kontroluje wtedy ani czynów ani słów. Niezależnie od pory dnia czy nocy są krzyki, wyzwiska, trzaskanie drzwiami, drzwiczkami z mebli, krzyki aby się pakować i wypierdalać, na groźbach i szantażach kończąc. I za każdym takim razem gdy w spokoju chce zabrać i wyjść z mieszkania aby ustabilizować sytuację, aby dać jej ochłonąć, kolokwialnie mówiąc zejść z oczu, to chwilę później jest lawina smsów bądź połączeń, że mam w tej chwili wracać do domu. Lub wybieganie za mną wręcz prawie boso, nakazywanie by ją przytulić. Czasem odnoszę wrażenie, że mieszkanie jest miejscem gdzie może pozwolić sobie na wszystko, jakby było jej azylem, ale gdy tylko opuszczam ten azyl mięknie i staje się wręcz potulna jak baranek. Do momentu aż z reguły z powrotem nie wejdziemy do mieszkania. Taki stan rzeczy potrafi nie raz powtórzy się 2 lub 3 razy za noc. Nie wiem skąd u takiej osoby tyle energii na taką złość i agresję bo ja przeważnie po takich wieczorno-nocnych ekscesach na drugi dzień "chodzę do tyłu". To jest oczywiście tylko jedna z licznych sytuacji o które moja partnerka wybucha. Jest tego naprawdę cała masa. Od nie tak odłożonej rzeczy do lodówki, po nie tak jak trzeba rozwieszone pranie na suszarce. Potrzebuję porady jak rozmawiać z cholerykiem, w jaki sposób przedstawiać swoje argumenty w kwestiach w których ewidentnie taka osoba nie ma racji, ale upiera się przy swoim i nie widzi innego rozwiązania. Czy to już czas aby dla własnego komfortu psychicznego po prostu "się z takiego życia wypisać"? Przyznam szczerzę, że czasem nie widzę innego rozwiązania aby się z tego uwolnić.
  15. Witam, z góry wiem, że nie ma 1 odpowiedzi i najlepszego rozwiązania, ale spróbuję nakreślić temat, może to sprecyzuje sytuację. Co jest lepsze dla dzieci? Rozwód czy trwanie w malzenstwie, którego w rzeczywistości go nie ma. Mam 2 małych dzieci, drugie zostało poczęte przez nieuwagę. Z mężem niie miałam ochoty sypiac już dawno, nie sprawia mi to żadnej przyjemności, więc odkąd zaszłam w ciążę, czyli 2 lata temu, już tego nie robię wcale, sypiamy osobno. Sam fakt, że mąż zrobi zakupy i jest dobry dla dzieci, jest dla mnie na tyle ważne, ze nie chce się rozstawać, bo nie wyobrażam sobie, co będzie z dziećmi,jak by wyglądał ten kontakt. One są małe i wydaje mi się, że najlepiej jest, jak mąż jest zawsze w domu. Jeśli chodzi o nas, to praktycznie nie rozmawiamy, albo klocimy się. Oboje wiemy, że się nie kochamy i nie jesteśmy przyjaciolmi, ale co z dziećmi? Skoro i tak śpimy osobno, czy da się tak żyć? Jak długo? Czy da się to ukryć przed dziećmi? Czy warto się poświęcać dla nich, czy może to jest pozorne poświęcenie, a dzieci będą nieszczęśliwe? Czy facet jest w stanie wytrzymać bez seksu?
  16. Jestem mamą 10 miesięcznej córeczki. Mam 23 lata. Od 2,5 roku jestem w związku z partnerem. Który cały czas mnie wyzywa, obraża, ubliza a nawet bije. Byłam tak ślepo zakochana w nim że pozwalalam sobie na to wszystko. Teraz widzę że wgl się nie interesuje ani mną ani córkę, ciągle tylko wyzwiska, obrażanie u pokazanie krzyki nerwy stresy... Chciałabym się uwolnić od niego bo nie chce by kiedyś uderzył też moja córkę... Ale jest to tak toksyczna osoba że sie jej boję... Bo wiem na co go stać... Boję się że córka może mieć kiedyś do mnie pretensje ze wychowała się bez ojca... Pomocy nie wiem co robić... Czuję się bez radna... Psychikę mi tak wyniszczył że nie wiem co robić...
  17. Jestem od 3 lat z moim partnerem. On ma 40 lat ja 47. Ale nie w tym rzecz jestem atrakcyjna i dbam o siebie. Jednak on od początku naszej znajomości stale bezczelnie gapi się na inne kobiety. Już kilka razy zwracałam mu uwagę. Na to wygląda, że on tego nie kontroluje. Zdarza się to zawsze gdy tylko jest okazja. Choć jak już wie, że tego nie lubię to on wtedy nieco skraca tę reakcję ale to jest jak choroba u niego. Są momenty, że mam wrażenie gdyby kobieta powiedziała choć on by poszedł za nią. To wpływa bardzo destrukcyjnie na poczucie mojej wartości, powoduje że nie mogę mu ufać do końca, wszystko niszczy. Choć staram się to ignorować nie zawsze daje radę. Są momenty, że nie wytrzymuję. Choć podejrzewam powód. Mianowicie mój partner przebył chorobę nowotworową prostaty i miał problemy z hormonami co znacznie wpłynęło na jego poczucie męskości. Rozumiem to. Do tego od dzieciństwa wmawiali mu, że jest do niczego. W jaki sposób sprawić aby nie dowartościowywał się w ten sposób. Kochamy się naprawdę. I nie sądzę, aby mnie zdradzał, tym bardziej, że jest przewrażliwiony na punkcie chorób które mógł by złapać. Jak go naprawić? Nakłonić aby swoim zachowaniem i ciągłym flirtowaniem i gapieniem się nie niszczył mnie i naszego związku? Bo ja stale mam w głowie, to co się dzieje gdy jest sam i to robi? A gdy kobieta była by chętna? Jak to się rozgrywa gdy mnie nie ma? Proszę o pomoc bo nie mogę z tym spokojnie żyć. Nie mogę kochać mojego partnera tak, jak bym chciała. Mam też wrażenie, że może jestem tylko chwilową przystanią. Może on na prawdę jeszcze szuka kobiety. Jednak z drugiej strony spędzamy ze sobą prawie każdy wieczór. Nie mieszkamy razem.
  18. Witam, Mam problem i nie wiem co z tym robić a bardzo mnie to męczy. Kocham faceta z którym mam kontakt od 2 lat od roku mamy duzo lepszy kontakt jako koledzy poniewaz nigdy w związku nie bylismy ale mamy podobny sposób na zycie, lubie z nim rozmawiac, dzieki niemu podjelam w zyciu tez decyzje dzieki której stalam sie pewniejsza siebie i zniknal moj kompleks. Pol roku temu dowiedzialam się ze mieszka on z dziewczyna z ktora spotykal sie 3 lata a mieszka z nia prawie rok. jak sie o tym dowiedzialam to ograniczalam kontakt jak sie da z nim co prawda telefonicznyi nieraz sie spotkalismy chcociasz on mieszka ode mnie 90 km, wiem ze kocham, ze ma cos w sobie i mimo tej sytuacji zalezy mi na nim i chcialabym chociaz sprobowac ale on od pol roku a wlasciwie od roku czasu nie moze podjac decyzji i znia sie definitywnie rozstac. Mam wrazenie ze jak sie z nia pokloci to wtedy sie do mnie odzywa chce pogadac, mowi ze jest nieszczesliwy i ze mnie kocha na swoj sposob. co to znaczy jak to rozumiec? chce zebym mu pomogla sie ogarnac ale jak ja mam mu pomoc skoro on mieszka z nia i nic chyba nie robi zeby ona sie wyprowadzila. Jaka jest prawda, co zrobic odpuscic czy jeszcze walczyc czy co zrobic prosze o pomoc. on twierdzi ze sie mna nie bawi ale czy to jest wogole prawda ze sie mna nie bawi ja niechce miec z nim kontaktu i byc ta druga, nie chce sie tez z nim kolegowac bo nie umiem ale nie potrafie tez zerwac z nim kontaktu chcociaz proboje. ostatnio pytal sie mnie czy chcialabym miec z nim dziecko? a jak mu powiedzilam ze jak jest nieszczesliwy to musi cos z tym zrobic i ze ja zanniego decyzji nie podejmne to on musi to zrobic. i ze on z tamta nie chce miec dziecka. Jak z tego wybrnac lub jak to zakonczyc. czemu on chce zebym ja mu pomogla i wjaki sposob przeciez jesli on ja kocha to ja nic nie moge. jaka jest prawda?
  19. Chyba mam zestaw najgorszych cech: nie lubię ludzi, jestem mało empatyczny, zamknięy i strasznie wycofany, do tego w większym bądź mniejszym stopniu zawsze towarzyszy mi smutek (w którym się czuje bezpiecznie) do tego mam problem ze słuchaniem ludzi i potrafię być w tym wszystkim egocentryczny. Przez co odbierany jestem jako osoba uniosła i traktująca ludzi z góry. Nie radzę sobie z emocjami, oraz z sytuacjami stawiającymi mnie pod ścianą bo wtedy wybucham. ..nawet jest mi trudno tak dobrze nazwać to co czuje.. i jeszcze jako tako potrafię się maskować w pracy. Natomiast dom to całkiem inna historia. Moja żona jest osobą strasznie energiczną, więc jest z nas mieszanka wybuchowa.. i chyba nadszedł kres jej wytrzymałości. Moje ciągłe nieobecności tzn fizycznie owszem i byłem, ale nie potrafię z nią rozmawiać. Ona mnie uważna za kompletne zero na którym nie można polegać, na co sobie zasłużyłem kolejnymi powodami ..coaz bardziej widzę że nie umiem się dostosować i nie potrafię tego przełamać, a nie chcę stracić jej ..a tym bardziej kontaktu z dzieckiem.
  20. Witam, mam 24 lata jestem świeżo po studiach. Mój partner jest starszy ode mnie 5 lat. Jesteśmy ze sobą ponad 5 lat a od 4 lat mieszkamy razem. Od początku związku rozmawiamy o tym, że on chce umrzeć. Od dziecka myśli o śmierci, miał ciężkie dzieciństwo ponieważ był bardzo emocjonalny od zawsze. Pochodzi z dobrej rodziny, którą zdążyłam poznać, nie widzę w niej jakiś odchyłów nawet wydaje mi się że jest podobna do mojej. Nasze przejścia są podobne a od kiedy się znamy rozmawiamy o wszystkim z czym musieliśmy się zmagać. Czasami czuję, że znamy się na wylot a czasami jakby wcale. Na początku związku z jednej strony był piekielnie zazdrosny przez co zrezygnowałam ze wszystkich znajomości a z drugiej mówił że jest złym materiałem na męża, że nie nadaje się do związku i że potrafi tylko ranić a ja powinnam odejść. Jest wybuchowy, nieprzewidywalny, potrafi być bezwzględny. Czuję że w środku jest dobrym człowiekiem gdyż nie radzi sobie z tym, jak kogoś zrani. Zawsze żałuje krzywd wyrządzonych innym a nawet potrafił się przez to okaleczać. Jest też czuły, opiekuńczy i życzliwy oraz zabawny, potrafi wszystkich rozśmieszać oraz bije od niego dobra energia. W naszym związku nie było wielu poważnych kłótni ponieważ ja zawsze potrafiłam ustąpić na rzecz związku a on nie dawał mi powodów do zazdrości ani wątpliwości. Jedynym problemem było to, że regularnie przejawiały się rozmowy o śmierci, narkotyki i alkohol które to jedynie potęgowały. Byłam osobą, która ściągała go kompletnie pijanego z parapetu i zapewniała, że ma dla kogo żyć ale czułam się też bezsilna wobec tego problemu. W naszym związku przeplatały się chwile dobre i piękne z tymi tragicznymi. Wiele razy był o krok od pójścia do psychologa lecz nigdy tam nie trafił bo gdy zaczynało być dobrze nie chciał rozmawiać o problemie. Nie wiem co dokładnie siedzi mu w głowie ponieważ ciężko jest mi to wszystko zrozumieć. Nie zmierzyłam się z pragnieniem śmierci od dziecka i nie czułam nigdy, że tak byłoby dla wszystkich lepiej. Myślałam, że jestem jedynym powiernikiem jego problemów egzystencjalnych. On twierdzi, że jego najbliżsi przyjaciele znają problem lecz nic z tym nie robią gdyż znają go i wiedzą że nie da się mu pomóc. Czuję, że ostatnio robi się to wszystko bardziej poważne a sam fakt że jestem niewiele zmieni. Sam też zaczął poważnie myśleć o wizycie u psychiatry ale twierdzi, że nie wie czy zdąży. Wpiera mi też że będzie mi lepiej z kimś innym i jeszcze ułożę sobie życie, ponieważ on nigdy nie będzie dla mnie wystarczający. W dodatku obecnie z przyczyn losowych mieszkamy w osobno. Nie wiem co robić proszę o pomoc.
  21. Witam! Jestem uczennicą liceum i mam 19 lat. Jako dziecko, byłam dotykana przez wujka, ale nikomu o tym nie mówiłam, myślałam że to moja wina i jeśli ktoś by się dowiedział, to by stanął po stronie wujka. Wiedziała tylko babcia, bo raz zobaczyła co mi robił i w jakiś sposób zareagowała, ale na mnie nakrzyczała że mam grzech, co mnie bardziej utwierdziło w fakcie, że ja jestem winna. Do liceum nigdy z nikim nie rozmawiałam o swoich problemach i uznawałam to za normalne, by przyklejać cały czas uśmiech na twarz. W liceum poznałam świetnych ludzi i pierwszy raz powiedziałam komuś przez co przeszłam. Wtedy straciłam kontrolę, jakby odblokowałam wspomnienia. Od tamtej pory codziennie wracam myślami do tego co mi robił. Niedawno babcia w chorobie zadzwoniła do mamy i jej opowiedziała o mnie, dlatego ta ze mną porozmawiała i powiedziała że po tym co usłyszała ma ochotę się zabić. Ona korzysta z pomocy psychologa bo rzekomo sobie przeze mnie nie radzi, po tym wszystkim z siebie zrobiła ofiarę. Teraz wuja cierpi na alkoholizm, babcia ma alzheimera i schizofrenię, a mama depresję i również problemy z alkoholem. Przez to czuję się strasznie winna. Jest jakiś sposób, żebym nie wracała myślami do tego co się działo? Co mam zrobić żeby nie mieć urazu do mamy, za to że stawia siebie w centrum problemu? Rozumiem, że musiała podjąć decyzję między bratem a córką i próbuję sobie wyobrazić jakie to było trudne. Jednak ten fakt, że pomaga wujkowi a do mnie ma cały czas pretensje, boli.
  22. Witam. Jestem Paulina mam 26 lat. Moim problemem jest moja mama która mnie wiecznie ocenia i wszystko zrobiłaby lepiej. Odkąd pamiętam jej obsesja na moim punkcie była wręcz przerażająca, panicznie boi sie że coś mi się stanie. Gdy jestem ze swoim narzeczonym (którego lubi razem z ojcem) z którym jestem 5 lat dzwoni do mnie i do niego po 10 razy dlaczego nie odbieram i wyobraża sobie mój wypadek, porwanie, po czym płacze mi do słuchawki, że to moja wina że źle się czuje, boli ją głowa i że ona chce wiedzieć dokąd idę i mam jej .... pisać smsy.... Dodam że nie mieszkamy już razem od 5 lat (to chyba najlepsza decyzja w moim życiu) Nie mam pojęcia jak z nią rozmawiać, każda próba przemówienia do rozsądku mojej mamie kończy się na jej płaczu i krzyku... dodam również że sama planuję mieć rodzinę w niedalekim czasie i nie wiem co mam zrobić żeby mnie nie zamęczyła... proszę pomóżcie mi, bo po jej płaczu i histerii sama czuje się jak najgorsza córka świata, siedzę i się zadręczam.
  23. Witam, mam 26 lat i postaram się opowiedzieć o moim problemie który niszczy mnie od środka. Nie wiem jak zacząć więc zacznę od początku. Gdy wracam wspomnieniami do dzieciństwa to pierwsza sytuacja, która przychodzi mi do głowy to gdy ojciec rzucił mną o grzejnik i straciłem kilka zębów. Nie miałem wymarzonego dzieciństwa i od małego uczestniczyłem w przemocy domowej. Ojciec pił i znęcał się nad moja matka i na mnie. To trwało dość długo. Zostawiał mnie samego w domu i chodził pić gdy na siedziałem przerażony w pustych ścianach. Takich sytuacji było wiele. Gdy poszedłem do szkoły podstawowej w klasie szybko wyczuli, że jest ze mną coś nie tak i tak przez kolejne lata stałem się gnębiony. Nie tylko w szkole na podwórku było to samo. Nigdy nie potrafiłem się obronić ani komuś sprzeciwić. Był okres w którym wylądowałem w domu dziecka na szczęście nie na długo. Mama zrobiła wszystko żeby mnie stamtąd wyciągnąć. Jakoś przetrwałem tą szkołę. Później było gimnazjum trochę się pozmieniało, robiłem wiele głupich rzeczy żeby tylko zwrócić na siebie uwagę i przypodobać się tym którzy mogliby gnębić a nie być gnębionym. Ale dalej nie potrafiłem się obronić gdy ktoś mnie zaczepił. Nigdy nie miałem za wielu znajomych raczej do teraz jestem typem samotnika który nie potrafi utrzymać znajomości. Mam kilka znajomych z którymi od czasu do czasu pogadam ale raczej nie można mówić o żadnej przyjaźni. Jestem zamknięta osoba która nie lubi poznawać nowych osób. Nigdy nie wiem o czym mam rozmawiać a jak staram się porozmawiać z kimś kogo dopiero poznałem to się stresuje i znów nie wiem co mam mówić. Teraz gdy mam te 26 lat nie radzę sobie z emocjami. Od kilku dni te emocje wychodzą w postaci płaczu. To emocje rządzą mną nie ja nimi. Nie wiem jak sobie z tym radzić. Myślę tylko o negatywnych rzeczach, porównuję się ciągle do innych i to zawsze ja jestem ten gorszy. Nie widzę u siebie mocnych stron. Nie mam pewności siebie i poczucia własnej wartości ale mam dziewczynę przy której odkryłem swoją zepsuta głowę. Jest przeciwieństwem mnie. Otwarta, towarzyska lubi poznawać nowych ludzi. I w tym jest kolejny problem. A właściwie ja robię problemy które są tylko w mojej głowie ponieważ tworzę niestworzone historie. Urajam sobie rzeczy przez które ona musiała przechodzić. Nie raz walczyła za nas dwoje bo ja po raz kolejny wmawiałem jej, że mnie zdradzi. Zrywałem, wracałem i tak kilka razy. Jesteśmy razem półtorej roku a ja dalej mam fazy, że pozna kogoś lepszego i mnie zostawi. Potrafiłem zrobić kłótnie o to, że spojrzała na kogoś. Czuję w sobie niepokój i strach gdy tylko rozmawia z innym facetem. Nie wiem co jeszcze napisać, że boję się ludzi, że dalej nie potrafię się obronić i panikuje. Jestem mi ciężko z samym sobą, nie lubię własnego życia i to jaki jestem. Ostatnie dni polegają na użalaniu się nad sobą i płaczu. Czuję się czasami bezsilny. To byłoby na tyle. Pewnie wielu rzeczy nie napisałem ale teraz nie przychodzi mi to do głowy.
  24. Witam,mam 20 lat i jestem w 4 miesiącu ciąży.Moje samopoczucie jeśli chodzi o psychikę ciągle spada.Zacznę od tego że początek ciązy był dla mnie ogromnie cięzki i dobijający. Reakcja mojej rodziny w niczym nie pomogła ponieważ dobiło mnie to jeszcze bardziej,nie przychylne komentarze i mówienie że juz nic w zyciu przez dziecko nie osiągne. Na poczatku mam wrazenie ze nie robiłam sobie nic z tego ale teraz im dalej idzie moja ciaza tym bardziej wydaje mi sie ze moja psychika przyswaja te rzeczy. To nie tak ze nie chce tego dziecka,ale samo wmawianie mi tyle czasu ze zawiodłam innych i ta ciąża to najgorsze co mogło mnie teraz spotkac wcale nie pomaga. Mój partner nieco mi pomaga w tej sytuacji ale ja sama nie jestem za bardzo rozmowna ale tez on ma sceptyczny charakter. Nie wiem czy powinnam udać się do psychologa i zacząć jakąs terapie poniewaz uwazam ze bardzo dużo smutku teraz we mnie,mam wrażenie ze moje zycie przez ciąze się konczy i prawie codziennie przez myslenie o tym - placze. Może przechodze depresje w ciązy albo tylko tak mi sie wydaje? Mam wrazenie ze zostałam z tym wszystkim sama a tez w zwiazku nie mozemy sie za wiele dogadac. Proszę o poradę
  25. Witam, jestem 30 letnią kobietą. Z natury jestem osobą asertywną, która jasno stawia granice, jasno komunikuje swoje zdanie czy potrzeby. Od 2 miesięcy mam nową pracę w korporacji, jestem pracownikiem biurowym. Problem polega na tym, że spora część osób, z którymi pracuje przekracza moje granice, które stawiam albo w ogóle je olewają, nie biorą odpowiedzialności za swoje zachowanie a kiedy ja jasno komunikuje, że nie życzę sobie danego zachowania to często słyszę "ale Ty masz kija w dupie, "innym to nie przeszkadza", "'znowu wydziwiasz", "znowu przesadzasz" itp. Podam kilka przykładów. 1. Jeden kolega, od kórego mam dostawać dość często rapory, które muszę uzupełnić itp. i które muszę przesłać mojemu przełożonemu notorycznie się z nimi mocno spóźnia przez co ja nie mam wystarczająco dużo czasu żeby zrobić swój raport. Zakomunikowałam żeby kolega pilnował swojego czasu i żeby nie spóźniej się z tym raportem bo później ja muszę przez niego zostać po godzinach pracy. Za pierwszym razem usłyszałam "no dobra dobra", za drugim razem usłyszałam, że on z poprzednią osobą, która pracowała na moim miejscu tak późno wysyłał rapory i nie było z tym problemu a ja wydziwiam. Skończyło się na tym, że poszłam do naszego przełożonego, powiedziałam co i jak, osoba ta porozmawiała z kolegą i teraz dostaje raporty na czas ale musiało dojść do interwencji kierownika bo jak ja kilka razy mówiłam żeby kolega wysyłał mi raport na czas to to nic nie dawało opórcz tego, że kilka razy usłyszałam "ale o co ci chodzi?". 2. Inny kolega, który pracuje tam od dłuższego czasu czasami mówi do niektórych koleżanek, z którymi ma największy kontakt w pracy "słoneczko", tak samo było ze mną. Od razu powiedziałam mu, że nie chce żeby tak do mnie mówił i żeby zwracał się do mnie po imieniu. W odpowiedzi usłyszałam "ale o co ci chodzi?". Jak ponownie usłyszałam w swoim kierunku "weź mi słońce wyślij dane tego klienta" to powiedziałam, że nie życzę sobie zwracania się do mnie w taki sposób to powiedział do mnie, że mam "kija w tyłku i to są tylko takie żarty". Odpowiedziałam, że takie żarty mnie nie bawią i że jasno powiedziałam, że do mnie ma tak nie mówić i nie mam zamiaru się powtarzać. W odpowiedzi usłyszałam, że innym to nie przeszkadza, odpowiedziałam, że ja nie jestem te "inne koleżanki" tylko sobą. 3. Kolejna sytuacja była taka, że dziewczyny z biurek koło mnie rozmawiały, a raczej plotkowały, za głośno a ja nie mogłam się skupić, więc powiedziałam, że są za głośno, ja nie mogę się skupić a robię ważną rzecz i poprosiłam żeby były ciszej, zaczęły się teksty "oj tam, nie jesteśmy tak głośno", "nie przesadzaj" itp. Dopiero po zwróceniu uwagi przez inną kobietę dziewczyny rozmawiały ciszej. Tych sytuacji jest więcej ale podałam tylko 3 przykłady. Jest mi cięzko i męczy mnie to bardzo, że ja coś mówię, o coś proszę a osoby z mojego otoczenia albo mnie olewają albo zaczynają ze mną dyskutować na temat tego dlaczego ja właśnie o to proszę i dalej próbują przekraczać moje granice. Męczy mnie zachwanie tych ludzi i przede wszystkim denerwuje mnie to, często jestem w pracy zdenerwowana tym, że ktoś nie szanuje moich granic. W mojej poprzedniej pracy takie sytuacje zdarzały się, ale bardzo rzadko, nie jestem przyzwyczajona, że tak często zdarzają się tego typu sytuacje ani do tego, że pomimo tego, ze ja o coś proszę to inna osoba dalej przekracza moją granice. Moje pytanie brzmi: jak sobie radzić w sytuacji kiedy ja stawiam komuś granice a ta osoba je ignoruje i odpowiada mi "masz kija w dupie"? Co mam odpowiadać tym ludziom?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.