Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'relacje'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 889 wyników

  1. Dzień dobry.Mam na imię Sylwia,mam 41 lat. Od 2011 roku jestem mężatką ,mam dwie wspaniale córki . Problemów w moim życiu emocjonalnym jest wiele.Pierwszy ,jestem DDA,moj ojciec jest alkoholikiem,drugi,nie kocham swojego męża,nigdy go nie kochalam,bylismy razem przez chwilę, gdy chciałam odejść okazało się,że jestem w ciąży i tak już zostałam w tym związku.Jestem osobą bardzo uczuciową.Cale moje życie skupia się wokół dzieci, są całym moim światem. Nigdy nie byłam ładna,zawsze z lekką nadwagą dlatego też nigdy nie przepadałam za sobą. W domu na pozór jest ok. Mąż jest z natury chłodny. Raz więcej kłótni,raz mniej.Ostatnie miesiące są spokojne.W domu,bo we mnie nie, w środku we mnie pustka i ciągły brak miłości. 4 lata temu poszlam na kurs prawa jazdy.Tam poznalam Roberta,był instruktorem jazdy.Rok młodszy ode mnie,taki tam chłopak ze wsi z dziwnym głosem ,kojarzyłam go ze szkoly podstawowej. Dużo czasu spędziliśmy razem w aucie,okazał się być świetnym nauczycielem i dobrym człowiekiem bardzo kochajacym synka.Byl żonaty i pozornie szczesliwy. Podczas kursu bardzo sie do siebie zblizylismy ,imponowal mi swoją pracowitością,spokojem i miłością do dziecka oraz szacunkiem, z jakim wypowiadał się o żonie. Po 1,5 miesiąca coś między nami zaczęło się dziać, spojrzenia, jakis dotyk mimowolny,nic nie mówilismy o tym. Po zdaniu prawa jazdy w podzuekowaniu dalam mi prezent ,on pozniej napisal sms ze trzeba sie spotkac i wyznalismy sobie milosc ,z zaznaczeniem,ze trzeba to skonczyc ,zanim sie zacznie ,gdyz oboje mamy rodziny ,ktorych nie mozemy krzywdzic. To bylo jednal bardzo silne uczucie,spotkalismy się kilka razy,doszlo do zbliżenia, on jednak mial coraz eieksze wyrzuty sumienia,ja coraz mnoejsze,bo bardzo go kocham. Wiadomo było,że nigdy nie będziemy razem,w końcu zdecydowaliśmy się na przyjaźń, piszemy do siebie głównie smsy prawie codziennie od 4 lat.Czasem był też sex przez telefon.Kiedys. On ograniczył nasze kontakty do pisania do siebie.Czasem krótkie spotkanie przy aucie ,z mojej inicjatywy,gdy się gdzieś spotkamy przypadkiem ciężko nam od siebie odejść. Ale to ja w tej relacji staram się najbardziej,jestem ciepła, wspierająca,motywująca i zabawna, on jest przyjacielem,ale czasem zimny,zdystansowany,jal ma dobrze w domu,to dla mnie chłód, jak przyjaciel się rozwodzić to chłód, jak na kogoś wkurzony to chłód. I ciągle wyrzuty sumienia.Ze jestem, 4 razy już mówił,że musi przestać do mnie pisać,bo nie chce stracić dziecka i rodziny,a potem wciąż pisze i nie może beze mnie zyc.Od 4 lat jeszcze nigdy nie było porządnej kłótni między nami. Zapanował spokój, relacja się umocniła na poziomie przyjacielskim,było dobrze. TPotem bum. Będą 40 urodziny Roberta,80 osob zaproszonych ,ja nie,bo jak? To jest straszne dla mnie ,kim jestem w jego zyciu? Znów w głowie wojna,serce płacze. Drugie bum.Zostanie ponownie tatą,wpadka.Ale szczęśliwy,wiem to,nic dla niego nie liczy się bardziej niż dzieci. Powiedziałam,że muszę odejść.Wszystkie emocje wróciły,tak bardzo go kocham.Chcialam byc mamą Jego dziecka,marzylam o tym.Wiem ,że ta miłość to glupota, że to ja robię dla niego wszystko, a on dla mnie niewiele.Wiem ,że sprawia mi wiele przykrości, ale przelykam to wszystko i idę dalej.Bo bez niego nie widzę sensu na nic.Tylko i aż moje Córeczki dają mi ukojenie. Oboje z Robertem mówimy, że to jest chore,a nie potrafimy się z tego wypliątać. Teraz pewnie on juz bedzie potrafił, skupi sie na dziecku i żonie,która musi się opiekować. A ja nie widzę sensu życia.Nie miałam wielu partnerów na swojej drodze ,krótkie związki. Szukalam go całe życie,okazało się, że znalazłam za późno. Wiem,że jak kocham to do końca życia,nie potrafię inaczej.Co robić? Jak się odnaleźć? Wiem,że on korzystał z mojej dobroci, że nie dał mi tego ciepła,którego potrzebowalam, wiem że to głupie i irracjonalne i co z tego,jak serce krwawi i chce zawsze przy nim być,choćby bolało.Chociazby po to,by wiedzieć że wszystko u niego w porzadku, że jest zdrowy i szczęśliwy. Jestem smutna,często udaje radość, żeby dzieci były szczesliwe. Wzięłam już jakieś tabletki na poprawę nastroju od lekarza,jakieś słabe,ale jednak leki. Przeraża mnie świadomość, że to juz koniec,ze już nie będzie nigoko ,kto obdaruje mnie cieplem ,to już 41 lat,jestem bezuzyteczna i nieważna. Nie warto się starać.
  2. Witam, Jestem 27 letnią kobietą, ukończyłam studia, nie pracuje w zawodzie. Nie czuje aby moje studia były dobrym wyborem, dlatego też nie pracuje w tym kierunku. Cały czas szukam swojej drogi, zajęcia które byłoby "tym czymś". Często jestem niepewna czego chce w życiu, ogólnie dużo rzeczy sprawia, że się stresuje. Mam ogromne problemy w okazywaniu uczuć, nie potrafię mówić o swoich problemach. Tak naprawdę potrafię szczerze porozmawiać tylko z jedną osobą, chociaż i tak nie jestem pewna czy byłabym w stanie powiedzieć jej o wszystkim co mnie męczy lub trapi. Jest to strasznie uciążliwe. Bardzo chcę to w sobie zmienić. Mam również problem z nawiązaniem bliższej relacji z mężczyzną. Odczuwam strach, nie mogę zbudować bliskiej relacji. Myślę, że jest spowodowane pewną sytuacją z dzieciństwa. Sam okres dzieciństwa wspominam dobrze. Choć nie posiadaliśmy zbyt dużo pieniędzy, nigdy niczego nam nie brakowało. Niestety jest pewna straszna sytuacja. Na takiej jakby "imprezie" to było gdy byłam chyba w 1 podstawówce, bawiliśmy się z chłopcami i dziewczynami z różnych okolic. Był tam też pewien starszy chłopiec, który szczególnie zaczepiał mnie i moją koleżankę. Gdy zrobiłam coś nie po jego myśli, on się strasznie zdenerwował popchnął mnie na ziemię i złapał mnie w miejsce intymne i powiedział, że jeśli nie będę zachowywać się dobrze, to on zrobi mi coś gorszego. Historię opowiedziałam tylko mojej koleżance, która była wtedy ze mną. Byłam tym wszystkim strasznie wstrząśnięta. Gdy wróciłam do domu płakałam, byłam tak załamana, nie wiedziałam co mam robić. Bałam się powiedzieć o tej sytuacji komukolwiek, płakałam przez długi okres. Czułam się winna, że akurat mnie to spotkało, że to może była moja wina.. Myślę, że ta sytuacja mogła bardzo głęboko wpłynąć na tak małą dziewczynkę. Teoretycznie zawsze myślałam, że poradzę sobie z tym sama, ale może powinnam porozmawiać z kimś, kto pomoże mi to zrozumieć.. Najgorsze jest w tym wszystkim to, że czasem są takie strony internetowe, gdzie podają groźnych gwałcicieli czy tam osoby, które były oto oskarżone. Akurat w mojej okolicy był taki wykaz i weszłam z czystej ciekawości i zobaczyłam jego zdjęcie, bo tej twarzy raczej już nie zapomnę nigdy. Po tak długim okresie dowiedziałam się, że on pewnie w późniejszym czasie próbował kogoś zgwałcić, bądź udało mu się to zrobić.. To jest na prawdę okropne, kompletnie nie wiem jak mogę to w sobie ogarnąć. Proszę o pomoc. Chcę udać się do psychologa, myślę że to będzie w końcu dobry krok, który pomoże mi zagoić tą sprawę?
  3. Jestem w 11letnim związku jednopłciowym.Jestem "tą"okazującą uczucia,partnerka bywa jak jest dobrze.Częściej jest źle więc od dłuższego czasu robi wszystko bym uwierzyła,że nie kocha.Po ostatniej sprzeczce oznajmiła,że się wyprowadza.Zgodziłam się z tym,poruszając temat uczuć.Powiedziała,że mnie kocha,tylko chce pobyć sama,nie zrywając ze mną.Od ponad roku straciłam zaufanie do niej,nie zrobiła nic by je odbudować więc powiedziałam,że tego nie przetrwamy.W tym czasie zadzwonił telefon i umówiła sie na oglądanie mieszkania,spytałam czy z miejsca je bierze,odpowiedziała tak.Zaczęła szykować się do wyjścia,próbowałam przetłumaczyć jej,żeby na spokojnie przemyśleć i przedyskutować nasz problem.Im bardziej nalegałam nie unosząc się,tym bardziej się unosiła.Stanęłam w drzwiach,mówiłam,że jej nie puszczę,szarpała mnie,przepychałyśmy się błagałam by się uspokoiła,usiadła na chwilę,zaczęła rzucać przedmiotami,wybiegła z mieszkania a ja za nią.Zamknęła samochód,stanęłam przed,ruszyła,usiadłam na masce,jechała coraz szybciej,serce mi pękło!Zeskoczyłam w bok ale i tak znalazłam się niemal pod samochodem.Nie mogłam się ruszyć,ciemno przed oczami,jacyś ludzie zaczeli dzwonić na pogotowie,pomogła mi wstać,nie chciałyśmy ingerencji służb.Przyprowadziła mnie do domu,poganiając bo była umówiona w spr.mieszkania.Spytała czy mnie zawieżć na pogotowie czy jest ok i pojechała.Pojechałam na pogotowie następnego dnia,jak szok trochę minął.Ręka złamana,kilka siniaków,obtłuczone biodro i głowa.Fizycznie stara się mi pomagać natomiast psychicznie..wykańcza!Obarcza mnie winą za wszystko,insynuuje,że specjalnie to zrobiłam,płacze nad swoją dolą,oskarża.Przepraszałam wielokrotnie ale dla niej to za mało!Z satysfakcją,pewna siebie oznajmiła ,że nikogo nie bedzie kłamać co się stało,z cyklu niech wszyscy zobaczą jak nisko upadłam! Za wszlką cenę chce bym się załamała,uznała,że jestem kompletnie beznadziejna,że to tylko i wyłącznie moja wina.Moim zdaniem miała w tym spory udział,mogła na początku ostudzić swój gniew,z czasem porozmawiać na spokojnie.Jako kierowca nie powinna ruszyć z pasażerem na masce. Pytanie brzmi,czy ona ma absolutną rację ? Dziękuję za odpowiedź
  4. Witajcie, Otóż trapi mnie ciągle jeden problem. Mam 25lat, a temat seksu jest dla mnie krępujący. Nie wiem czemu tak jest, ale może dlatego, że nigdy nie był poruszany. Nie wiem jak to ugryźć. Nie uważam się też za nieatrakcyjnego czy ogólnie wygląd miał by być problemem. Spotykam się z różnymi dziewczynami, ale nie umiem po prostu przejść do rzeczy. Być może też to trochę strach przed odrzuceniem, że pójdzie źle itp. ale problem w tym, że nawet w sytuacji sam na sam raczej czekam na ruch z drugiej strony niż przejąć inicjatywę. Co robić by nie mieć tak mocnych hamulców?
  5. Witam Mam 21 lat. Jestem studentem studiów zaocznych a zarazem pracuje - jednoosobowa działalność dla innej firmy. Moim problem jest miłość do osoby, którą pokochałem a nie mogę z być z powodu rodziny partnerki. Poznaliśmy się 3 lata wcześniej. Nigdy wcześniej nie zwracała na mnie uwagi. Jednak kiedyś własną nieśmiałość przemogłem i napisałem do niej. Ona była już po kilku nieudanych związkach. Jedni traktowali ją jak zabawkę inni jak ,,przejściowa miłość". Natomiast ja byłem w jednym wcześniej związku i pragnąłem kogoś obdarzyć swoim uczuciem. Jednak była to ostania klasa liceum a my poznaliśmy się we wakacje. Do tego również byłem nie traktowany poważnie jako kandydat na chłopaka. Szybko minęły wakacje a po wakacjach przyszedł czas na studia. Ja nie mogłem wyjechać z powodu sytuacji finansowej w mojej rodzinie - jednak zacząłem pracę oraz studia zaoczne w mieście mojej ukochanej. Gdy wyjeżdżała na studia byliśmy już związkiem. W czasie kilku początkowych miesięcy nie spotykaliśmy się często gdyż jest to miasto oddalone daleko od naszego miejsca zamieszkania. Jednak dzwoniliśmy i pisaliśmy do siebie a gdy przyjeżdżała jeździliśmy gdzie się tylko da i miło spędzaliśmy czas. Jednak na weselu na które razem poszliśmy zaczęła się zazdrość o kogoś na kogo nawet nie zwracałem uwagi. Gdy wracaliśmy do domu już ze sobą nie rozmawialiśmy. W niedługim czasie odwiedziłem ją. Wynajmowała pokój w mieszkaniu gdzie wokół były same ,,rywalki" jak to określała. Szczególnie zazdrosna była o jedną z nich. W niedługim czasie jednak miałem według jej słów przeprowadzić się na stałe obok niej. Chociaż nie miałem środków do życia ani gdzie pracować- jednak uległem i pojechałem - przez co moja rodzina mnie znienawidziła. Przez dwa kolejne miesiące zazdrość urosła do tego stopnia że miałem wychodzić z wspólnej kuchni i nie patrzeć na daną osobę. Przez to zaczęły się bardzo duże kłótnie. Zapewniałem i próbowałem przekonać do siebie moją dziewczynę ze ją prawdziwie kocham. To jednak nie wystarczało i wielokrotnie musiałem coś ,,udowodnić". Przez wybuchowy temperament partnerki kłótnie były bardzo głośne a z czasem również przepychanki się zaczęły. Z biegiem czasu ja również zacząłem coraz bardziej być zazdrosny - gdyż dziewczyna często jak sama mi wyznała robiła to specjalnie abym poczuł się tak samo jak ona. Zacząłem się bać o miłość. Bez wsparcia mojej rodziny, z pensją ledwo wystarczającą na przeżycie gdzie często już nie miałem za co kupić pomogła mi zawsze. Nigdy się ode mnie nie odwróciła. Jednak ja sam zacząłem coraz bardziej się bać. Moja dziewczyna wykazywała zainstalowanie obiema płciami. Często to było specjalne abym nie czuł się za pewnie a czasem po porostu z ochoty. Przez to również zacząłem się bać nie tylko o konkurencję męską ale i żeńską. Moje strachy wychodziły z dzieciństwa kiedy musiałem przyjmować leki na astmę przez co też mój metabolizm zmienił się - mimo nie jedzenia i tak tyłem. Jednak zawsze próbowałem nie być otyły. Po 3 miesiącach mieszkania w tym samym mieście już przyszła choroba przewlekła - zapalenie pęcherza z którego jednak do tej pory mimo ponad 2 lat moja kobieta się nie wyleczyła. Próbowałem pomóc, wyręczałem chodząc to po leki czy zakupy czy inne zachcianki. Czułem się w obowiązku pomocy tej osobie. Z czasem jednak zaczęła inna rzecz wychodzić - brak jakiejkolwiek ochoty na całowanie mnie czy czułości. Na początku związku było to tak płomienne że nawet nie wiedziałem że tak może być. Ale po ponad pół roku dziewczyna zaczęła unikać moich pocałunków. Dodatkowo stres związany ze studiami bardzo dużo wniósł negatywnych skutków i emocji. Oboje zaczęliśmy przelewać problemy z pracy czy ze studiów czy życia czy choroby na siebie. U mnie dawna choroba związana z bólem kolan odnowiła się przez co wielokrotnie w czasie spaceru czy wyjścia do galerii mówiłem I wręcz stękałem z bólu. We wakacje pracowałem bardzo ciężko fizycznie na budowie a potem wyjechałem na prawie 3 miesiące do Niemiec aby mieć lepszy start. W tym czasie byłem tylko raz u mojej dziewczyny gdyż odległość nie pozwalała na dłuższy okres spędzenia czasu ze sobą. Kiedy nadszedł październik wynajelismy pokoje obok siebie w tym samym bloku w którym wcześniej była jednak na innym piętrze przez co nie spotykaliśmy osób o które była zazdrosna na pierwszym roku. Moje problemy czy jej związane z ciągłym bólem odsuwały nas w kwestii bliskości. Jej ochota po przyjeździe całkowicie zeszła do zera - powodem jak się okazało niedawno były prawdopodobnie policystyczne jajniki. Na 2 roku w lutym znaleźliśmy okazję do wynajęcia własnego mieszkania tylko dla nas dwoje. Dzięki pomocy jej rodziców - również w stosunku co do mnie mogliśmy razem zamieszkać. Pragnę wspomnieć że jej rodzice pomogli mi czy to w transporcie moich rzeczy na pierwszy rok czy w kwestii pożyczenia pieniędzy. Na drugim roku dzięki staraniom jej mamy jej szwagier załatwił mi pracę w dużej firmie. Zapożyczyłem się u jej taty na kupno samochodu który dług miałem spłacić kiedy będę już ustatkowany. Zacząłem pracę i zacząłem dostawać pensję o której mogłem pomarzyć wcześniej. Gdy się już przeprowadziliśmy do mieszkania zaczęły się kłopoty. Zacząłem coraz bardziej być zazdrosny (Szczególnie o kolegę z grupy o którego chciała wręcz bym był zazdrosny już w pierwszym roku), zacząłem przynosić problemy z pracy do domu, wielokrotnie miałem jej za coś złe jednak próbowałem nie wybuchnąć tak jak ona. Zacząłem jej taktykę, którą kiedyś stosowała. Po miesiącu takiego wzajemnego niezrozumienia w czasie kłótni kilka razy dała mi w twarz. Wreszcie nie wytrzymałem i również uderzyłem ją w twarz - jeden raz. Po tym zajściu rodzice kazali jej się wyprowadzić i wynająć inne mieszkanie co też zrobiła. Straciłem zaufanie jej rodziców. Jednak wiedziałem o zdradzie jakiej dopuścił się ojciec. Mimo tak wielu zalet i wychwalania go wiedziałem co zrobił gdyż to na samym początku zostało mi powiedziane. Przez to moja dziewczyna jak i przez to jak ją traktowali wcześniejsi partnerzy - nie ufała mi. Po wyprowadzce jednak po kilku dniach porozmawiałem z mamą i wyjaśniłem wiele rzeczy. Pragnę jeszcze dorzucić to że w rodzinie jej zawsze byłem oceniany na głos ze jestem niewystarczająco wysoki ( chociaż mam kilka centymetrów więcej) a dodatkowo jak mama rozmawiała z moją dziewczyną to powiedziała słowa zeby tak samo jak ona nie robiła i nie brała faceta z biednej rodziny bo sama wiązała przez to koniec z końcem ale dzięki wieloletniej pracy mają bardzo dobre warunki. Te słowa mi zostały przekazane przez dziewczynę nie bezpośrednio od mamy. Po ponad tygodni zaczęliśmy znowu wspólnie spędzać czas. Jednak obiecałem że nie oddam jej. Problem był w tym że nie było sposobu na kłótnie pomiędzy nami. Strzelanie drzwiami rzucanie rzeczy i przekleństwa. Nie mieliśmy nigdy sposobu ma to aby inaczej zacząć rozmawiać. Ja zawsze próbowałem rozwiązać jak najszybciej aby nie było cichych dni natomiast dziewczyna z domu wyniosła że można i tydzień do siebie się nie odzywać a wcześniej wykrzyczeć wszystko co najgorsze. Potem dostałem drugą szansę. Moja dziczyzna ponownie próbowała mnie pogodzić z jej rodziną. W tym samym czasie ja do swojej nie odzywałem się gdyż to miała być nauczka żeby traktowali mnie poważnie. Na początek nowego roku akademickiego ponownie zamieszkała u mnie. Ja wcześniej spłaciłem dług wobec ojca aby być fair. Jednak coraz bardziej zaczął nam doskwierać problem braku hormonów. Zaczęły się kłótnie o to. Jednego dnia mówiła że chce coś z tym zrobić bo sama źle się czuje ze sobą a kolejnego już że nie są one potrzebne. Przez pół roku jednak nie mogła dodzwonić się do własnego lekarza. A przez te miesiące o to kłóciliśmy się. Ja osądzałem ją że nie chce bliskości alb o nawet sama z siebie mnie całować a w drugą stronę byłem oskarżany że nie przytulam częściej i nie jestem bliski. Przez te prawie 3 lata nie poszliśmy na imprezę - raz że zdrowie nie pozwalało a dwa byliśmy tak o siebie zazdrośni. Jednak za to próbowaliśmy czy to na spacer czy na wspólne zakupy wyjść. Z czasem w naszym związku w połowie trwania wspólnie zaczęliśmy mówić sobie co powinniśmy ubrać czy jak wyglądać. Ja miałem wyglądać dokładnie tak jak chce i włosy w ten sposób prycięte jak ona chce gdyż inaczej był problem. Z czasem i ja zacząłem to robić w stosunku co do niej. Gdy zrobiła paznokcie takie jak mi przeszkadzały, ogolilem zarost taki jak się jej podobał. Jednak gdy bardzo skróciła włosy a ja na to źle zareagowałem i tak samo jak ona w stosunku co do mnie - bardzo ją obraziłem i doszło potem do tego że kilka razy znowu mnie uderzyła za to że jej było przykro. Dlatego złapałem ręce i mocno trzymałem za nadgarstki przez co nie mogła mnie uderzyć. Gdy w weekend pojechała do rodziców wszystko powiedziała i dostała nakaz że ma znaleźć mieszkanie i nie dać się gdyż jestem ,,psycholem" I tylko chce krzywdy ich córki. We własnej rodzinie ja razem z braćmi byliśmy surowo wychowani. Przewinienia były karane że któryś rodzic uderzył. Jednak nie chciałem skrzywdzić mojej dziewczyny lecz też zatrzymać jej agresję bo nie chciałem pozwolić aby mnie uderzała kolejne razy. Wielokrotnie gdy się kłóciliśmy gdy dalej była w nerwach potrafiła rzucić we mnie jakimś przedmiotem. Przez prawie miesiąc wielokrotnie rozmawialiśmy o tym co nas poróżniło i czemu tak czy inaczej się zachowywaliśmy. Jednak gdy przyszedł nowy rok przyjechała aby się przeprowadzić. Jej ojciec pojechał na policję aby ,,mieli na mnie oko bo jestem zwyrodnialcem,który pastwi się nad jego córką. Kilka dni po przeprowadzce napisałem e-mail wyjaśniający wiele rzeczy które nie zostały dopowiedziane. Przez ten e mail zostałem ponownie już formalnie zgłoszony że dręczę córkę. Wyrywało mi się aby powiedzieć ojcu skąd tak córka stała się nieufna wobec mężczyzn lecz nawet gdy na mnie krzyczał nie powiedziałem bo zawsze to byl temat tabu w rodzinie. Siostry dodatkowo potęgują wrogość w stosunku co do mnie bo to ja cały czas jestem toksycznym człowiekiem. Z jej wiadomości wiem że nie jest dalej w stanie wytworzyć niechęci do mnie. Jednak zgadza się z rodziną i blokuje wszystkie formy kontaktu. Ja sam przez te półtora miesiąca zacząłem zastanawiać się nad zachowaniem, własną samoocena, i tym co czuje a co być nie powinno. Pragnę dodać że mimo tylu problemów czy to pieniężnych czy chorobowych dalej próbowaliśmy iść razem choć było cholernie ciężko. Ale nie zrezygnowaliśmy nigdy. Aż do teraz. Dla drugiej osoby nic nie znaczy to że ja też widzę swoje minusy i działam. Byłem na kilku wizytach u psychologa i przyznaję były one pomocne. Jednak też doszedłem do wniosku że w związku zmienić mogą dwie osoby ale co do siebie samego to nikt inny nie zrobi tego jak ja sam. Proszę o rady, coś co pomoże uratować i przetrwać ten kryzys Tak jak mówiłem rodzina zabrania wręcz kontaktu natomiast moja rodzina po ponad 2 latach wreszcie zaczęła akceptować ją. Co robić? Jak zacząć? Nie wiem już co mam robić bo tę osobę tak mocno pokochałem. Przeszła ze mną a ja z nią tak wielkie problemy których młodzi w tym wieku nie mają. Wiem że zawsze mogłem na nią liczyć czy to w mniejszych codziennych problemach czy w wielkich. Nigdy mi pomocy nie odmówiła. Jednak teraz jestem bez jakiejkolwiek ruchu. Mam zakaz kontaktu do jej rodziny czy jej spotkania jej, czy to przy uczelni czy pod jej blokiem. Nikt z rodziny nie chce mnie wysłuchać gdyż twierdzą że to ja tylko uderzyłem a kobieta ma prawo też uderzyć. Jednak ja z tym się nie zgadzam bo sądzę że obie strony nie mogą siebie uderzyć czy cokolwiek. Proszę o pomoc. Z tego co wiem każdy jej podsuwa czy to filmiki czy to strony jak toksyczna osobą jestem, gdzie poznać nowego faceta... Moje serce pragnie dalej miłości jednak tyle rzeczy się stało że nawet nie mogę czy to porozmawiać i wyjaśnić czy cokolwiek. Proszę o rady, pomoc. Cokolwiek. Sam jestem jak bez cząstki siebie bez niej i próbuje zmienić siebie na lepsze ale pragnę to dla osoby którą kocham całym sercem. Jeszcze raz proszę o jakąkolwiek pomoc
  6. Witam wszystkich. W tym roku będzie albo i nie, 25-lecie mojego małżeństwa. Walczę i to by było... i trwało dalej.
  7. Dobry wieczór, Postanowiłam poszukać porady na forum ponieważ korzystałam z wizyty u psychologa ale niestety mam wrażenie, że nikt nie potrafi znaleźć przyczyny problemu a ostatnia psycholog już w ogóle jedynie mnie dobiła, w ogóle nie czułam, że chce mnie wysłuchać jak czas zbliżał się do końca zbyła mnie jednym zdaniem, które niestety nie było zbyt trafione. Mam dość nietypowy i wstydliwy dla mnie problem. Mam bardzo niewłaściwe i toksyczne relacje partnerem. Głównie chodzi o to że czepiam się go praktycznie wszystkiego bez żadnej konkretnej przyczyny, robię awantury. Potrafię uciec ze sklepu czy jego domu kiedy wydaje mi się, że coś powiedział źle. Wiem, że brzmi to okropnie ale nie panuję nad sobą wtedy zupełnie, chce po prostu dać upust swoim emocjom kiedy czuję się zraniona chociaż często wyolbrzymiam problemy. Nie czuję się dziecinna, chociaż wiele osób pewnie tak by mnie nazwało czuję, że mam ze sobą problem, nawet bardzo duży. Potrafię też nawet zrywać z partnerem (kilka razy się zdarzyło) a później tego żałować. Zastanawiam się czy to nie przez niewłaściwe budowanie relacji z rodziną w dzieciństwie, nie miałam łatwego dzieciństwa, czułam się niejednokrotnie odrzucana i myślę, że to jest kwestią tego, że chcę żeby ktoś był ze mną mimo wszystko.. Pozdrawiam.
  8. Witam, moja obecna sytuacja wygląda następująco : mąż zostawił mnie z dnia na dzień. Zacznę od początku. Mam 30 lat i praktycznie całe życie jestem sama. Od rodziców nigdy nie usłyszałam dobrego słowa, pochwały itd. Nikt nigdy nie powiedział mi, że mnie kocha. W domu rodzinnym było bicie, wyzwiska ze strony ojca, a później także matki. W szkole tez ciągle byłam ' ofiarą'. Do dzisiaj mam potworne kompleksy. Tylko w okresie gimnazjum miałam dwie przyjaciółki, ale w szkole średniej urwał nam się kontakt. Teraz dopiero odmówiła go z jedną z nich. Oprócz tego nie mam nawet znajomych. Jakimś cudem udało mi się wyjść za mąż. Małżeństwo przetrwało 3 lata. Nie potrafię z nikim nawiązać kontaktu. Ciągle wydaje mi się, że ludzie śmieją się że mnie, mojego wyglądu. Wszystkich traktuje jak wrogów, czuję się pod każdym względem gorsza. Nie chcę już tak żyć, chcę w końcu wyjść do ludzi, zaprzyjaźnic się z kimś.
  9. Mam 31 lat, jestem kobietą. Jestem pół roku w związku, z mężczyzną który został zadradzony dwa miesiące przed ślubem. Nasz związek był szczęśliwy, udało się zapomnieć o ex, on się zakochał i był szczęśliwy. Postanowił się oświadczyć i był pewien, że chce ze mną spędzić życie. Wtedy przez pracę zaniedbaliśmy związek i nie mieliśmy dla siebie czasu. Przyszły wspomnienia o byłej która odezwała się i tęsknota za spędzanie wspólnie czasu. Od tamtej pory mój partner jest załamany, nie wie czego chce. Z jednej strony mówi, że nic nie czuje do ex i nie potrafiłby wrócić. Ma w głowie tylko to że mnie kocha, ale nie potrafi się otworzyć i chce odejść. Jak można to uratować ? Czuje, że możemy być razem szczęśliwi i też to kocham.
  10. Witam Mój problem polega na zachowaniu mojego męża, który bardzo szybko zaczyna się złości- nieadekwatne do danej sytuacji. Jesteśmy małżeństwem 3 lata. Mamy 14 miesieczne dziecko. Mąż jest troskliwy. Ja z córeczką zawsze jesteśmy na pierwszym miejscu. Problem pojawia się w sytuacji gdy ja lub inna osobą z którą akurat mąż rozmawia, mamy inne zdanie na dany temat. On nie rozumie, że każdy moze miec inny punkt widzenia na tę samą sprawę. Nie umie rozmawiać, tylko próbuje krzykiem powiedzieć swoje. Jak on to mówi "nikt nie będzie robił z niego glupka". Obraża w trakcie takiego krzyku, przeklina. Widać że sa to słowa nieprzemyslane. Mówi wszystko co mu ślina na język przyniesie. Najgorzej jest z moją mamą. Oni zupełnie się nie dogadają. On na nią strasznie krzyczy, aż mi jest przykro. Ale jemu się wydaje że to on jest skrzywdzony. Moja mama też nie jest bez winy, ponieważ porównuje go do innych, że nikt do niej tak się nie odzywa jak on. Że powinien się zmienić. Ona chciałaby np. zeby siedział z nami jak zjeżdża się rodzina- rozmawiał. Niestety mąż nie lubi takich spotkań. Woli iść do pokoju obok i siedziec sam, leżeć, odpoczywać. W jego rodzinie nie bylo takich spotkań. Bardzo rzadko się odwiedzali ( chodzi mi o ciotki, wujkow). Moja mama chciałaby idealnego męża dla mnie - w swoim mniemaniu idealnego. Ona ma męża ( mój tato) nalogowego alkoholika. Cale Zycie narzekała jak to źle ma w życiu z nim, ale trwa do tej pory w tym małżeństwie. Mama chciałaby, żeby to mąż się zmienił, bo to on ma problemy emocjonalne, z nerwami. Ale wydaje mi się że ona też powinna coś zrobić. Mężowi ogólnie wydaje się, że on wcale nie krzyczy. Ja mam wrażenie, że on za bardzo bierze wszystko do siebie, robi problem tam gdzie go nie ma, tak jakby myślał, że każdy chce to obrazić. Przeinacza fakty, dopowiada sobie, co dana osoba na pewno chciała zrobić lub powiedzieć. Nie wiem jak mam z nim rozmawiać, jak sprawić żeby się dogadywal z mamą. Co powiedzieć mamie, że też musi zmienić trochę podejście Aha- mieszkamy osobno,nie z mamą. Tam przyjeżdżamy w odwiedziny z dzieckiem. Choć mąż powiedział że już tam nie pojedzie nigdy. Bardzo proszę o pomoc co robic, jak się zachować. Pozdrawiam i z góry dziękuję.
  11. Witam gorąco wszystkich. Zacznę od początku. Kilka miesięcy temu rozstałem się z dziewczyną po 6 letnim związku. Przez praktycznie cały związek mieszkaliśmy razem - byliśmy szczęśliwi, ale szwankowała jedna rzecz, która zadecydowała o tym, że mnie zdradziła, więc się rozstaliśmy. Mimo, że święty nie byłem, to bardzo to przeżyłem - bezsenne noce, huśtawki nastroju, ciągłe myśli krążące wokół niej, użalanie się nad sobą, generalnie jeden wielki kłębek smutku i żalu. Dochodziłem do siebie wiele czasu (mam wrażenie, że nadal to robię), ale starałem się żyć normalnie. Chodziłem do pracy, byłem otwarty na nowe znajomości. Po ok. 2 miesiącach po rozstaniu poznałem dziewczynę, z którą zacząłem się spotykać i tutaj zaczyna się mój problem. Aktualnie jesteśmy świeżo upieczoną parą, ale ja nie jestem w stanie normalnie funkcjonować w tym związku. Zresztą normalny nie byłem od początku znajomości. Mój problem polega na tym, że nagminnie chcę jej uwagi. Ciągle sprawdzam czy napisała, jeżeli nie mam z nią kontaktu parę godzin zaczynam się denerwować, ciągle o tym myślę (nieustannie) i znowu sprawdzam czy napisała i tak w kółko. Nie mogę się skupić w pracy, w domu, w ogóle wyluzować. Gdy się do mnie odezwie przechodzi, jak poświęci mi tyle uwagi ile wymagam (ciągłej?), to zaczynam znowu odżywać, po czym nie widzimy się 1-2 dni i znowu się zaczyna (uprzedzę, że nie myślę on tym, że mnie zdradza). Generalnie kontakt mamy codziennie, ale dla mnie jest to tak jakby za mało... Chcę, żeby mnie adorowała, żeby na każdym kroku pokazywała mi, że jej zależy, ale związki tak nie wyglądają i nie na tym polegają - doskonale o tym wiem, ale... Nie jestem w stanie tego sobie wbić do głowy, często z tej bezsilności po prostu płaczę, chodzę zdołowany, biorę leki na uspokojenie. Jak z tym walczyć? Chcę funkcjonować normalnie, chce żeby normą było to, że nie mamy kontaktu 24/dobę, a ona mnie non stop nie adoruje. Mam dość stresującą pracę, często jak mam w niej problem, to myśl o tym, że nie zaproponowała spotkania albo nie napisała boli jeszcze bardziej. W ogóle jak mam jakiś problem, to znowu myślami wjeżdżam na nią. Jej, jak ja to czytam to wydaje się takie idiotyczne, a ja przez ten idiotyzm nie mogę normalnie funkcjonować od wielu tygodni. Z moją byłą miałem świetny kontakt jak byliśmy razem. Często do siebie dzwoniliśmy, pisaliśmy praktycznie non stop. Po prostu jestem przyzwyczajony do czegoś takiego, ale co zrobić żeby się od tego odzwyczaić? Jak zająć myśli? Jak przestawić swoje myślenie, że ciągły brak kontaktu jest normalny? Myślałem, żeby iść do psychologa, ale boję się, że mnie w duchu wyśmieje...
  12. Fundamentalnym źródłem kryzysu relacji jest to, że istnieje gigantyczna dysproporcja między tym, ilu ludzi chce być kochanymi, a ilu realnie chce i potrafi kochać. Brakuje objęć dla tych, którym ich potrzeba. Nie wystarcza gestów, nie dość pocałunków, nie ma tyle troski. Na każde słowo, które pragnie się wyrazić, przypada ledwie promil uwagi i zrozumienia. Na każdą emocję przypada jedynie skrawek empatii. Komunikacja jest szczątkowa – niczym okruchy chleba, którymi trudno się nakarmić. Biedując z trudem obdarowujemy, więc tym bardziej ubywa ciepła. Powszednieją sztuczne, wirtualne serca i cyfrowe kciuki w górę. Bliskość udaje pozorowana obecność poprzez bycie na liście znajomych online. Kobiety popadają w desperackie zwracanie na siebie uwagi w toku epatowania seksapilem i lansu, a mężczyźni w prężenie muskułów i chwalenie podbojami lub mamoną. Równia pochyła aż do zatracenia. Przydałoby się więcej prawdziwych więzi, ale choć nie da się ich zamówić przez Internet, ludzie zdają się czekać na odpowiednie powiadomienie... Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog o nazwie Refleksje mężczyzny prowadzony jest przez psychologa online.
  13. Witam. Jestem z dziewczyną od około półtora miesiąca - wiem że mało, Oboje mamy po 20 lat. Przyjaźniliśmy się przed związkiem rok czasu z przerwami, pragnę zaznaczyć że podczas przyjaźni dziewczyna bardzo mi się podobała lecz nie odwzajemniała tego do mnie - do czasu. Problem polega na tym, że dziewczyna zdążyła przez ten czas zakochać się we mnie na zabój, cały czas prawi mi komplementy, pokazuje swoją miłość itp itd, bardzo jej na mnie zależy i cały czas to udowadnia i pokazuje, ostatnio nawet zaczęła mówić że mnie kocha - a ja nie wiedziałem co odpowiedzieć i czułem, że gdy jej nie odpowiem na to mogłaby to źle znieść, dlatego powiedziałem że też ją kocham . Bardzo ją lubię, fajnie spędza mi się z nią czas, bardzo mi się podoba, zależy mi na niej, generalnie wszystko super, tylko strasznie gubię się w swoich uczuciach. Nigdy nikogo nie kochałem, nie byłem w prawdziwym związku i po prostu nie wiem co czuje. Gdy mieliśmy kilka gorszych chwil w związku bardzo się tym przejmowałem i czułem, że gdybym ją teraz stracił nie byłoby mi przyjemnie, a z drugiej strony nie czuję "tego czegoś" gdy z nią jestem. Zastanawiam się czy problem tkwi we mnie, w mojej psychice, podejrzewam że po prostu nie potrafię kochać, albo potrzebuje się przyzwyczaić do bycia z kimś ponieważ zawsze byłem sam i do tego przywykłem i po jakimś czasie zacznę to czuć. Podkreślam, że bardzo brakowało mi bliskości, nie chciałem być sam, a po znalezieniu dziewczyny nie poczułem się wcale lepiej, nie wypełniło to tej "pustki" w życiu. Zależy mi na niej i bardzo się boję że nigdy jej nie pokocham i złamie jej serce. Jeżeli chodzi o mój stan psychiczny, czy o moją sytuację w rodzinie, jakieś przeżycia które mogłyby być powodem problemu z uczuciami, to nie miałem nigdy żadnych problemów. Jestem bardzo pozytywną osobą z kochającej rodziny a w tej chwili czuje się bardzo zagubiony. Prosiłbym o jakieś porady, czy też może w jakimś stopniu wyjaśnienie mi tego co czuje.
  14. Witam piszę w imieniu przyjaciela, ma taki problem że bliska mu dziewczyna ma problem z wyrażaniem uczuć, z mówieniem o nich, z ich okazywaniem itp. Z tego co się zorientował w jej rodzinie były kiedyś u ojca problemy z alkoholem, potrafił przyjść do domu pijany i spać np. na korytarzu, Na jej głowie wszystko było bo jej mama była często w pracy itp. Jej młodsza siostra potrafi przyjść przytulić się do mamy i powiedzieć mamo kocham Cię za to ta dziewczyna co ma problem tego nie potrafi. Jak przyjaciel z nią rozmawia to ona niby widzi że ma problem ale sądzi że sama sobie z tym poradzi, oficjalnie on nie wie o jej problemie bo ona nie chce mówić o tym zabardzo nikomu ale udało się od niej wyciągnąć przyjaciółce kilka rzeczy itp. a jak on próbuję jakieś uczucia od niej osiągnąć to kończy się często na kłótni, niby chodzą za rękę i się przytulają i jakiś zwykły buziak ale nic więcej, jak pon próbuję porozmawiać z nią to zaraz awantura i ona twierdzi że poprostu taka jest i że on chyba powinien poszukać kogoś innego że zasługuję na kogoś lepszego a że ona powinna umrzeć w samotności. Niby ona mówi że jej zależy na nim, że on jest dla nie ważny itp. ale jeszcze nie czuje tego co on itp. On jej proponował że może do psychologa czy coś ona zaraz że nie jest jakaś psychicznie chora żeby nie przesadzać że może najlepiej ją zamknąć w zakładzie czy co. Jak można jej pomóc ?
  15. Witam serdecznie, Postaram się krótko opisać mój problem, chociaż w głowie mam milion myśli... Jestem kobietą, mam 33 lata, mężatką i matką. Mój problem zaczął się wraz z romansem w pracy, który trwał 8 miesięcy. Dlaczego romans? Jestem w trudnym związku, tkwie w nim tylko i wyłącznie ze względu na dziecko. Rok temu wzięliśmy ślub po 8 latach związku i od tego momentu wszystko się posypało... Szukałam miłości i wsparcia poza małżeństwem, na siłę chciałam się poczuć kochana... I znalazłam (przynajmniej tak mi się wtedy wydawało). Miałam romans z chłopakiem o 9 lat młodszym ode mnie. Planowaliśmy wspólną przyszłość, wspólne mieszkanie. To były najpiękniejsze chwile w moim życiu, bo czułam, że jest on moją bratnią duszą. Zwolniliśmy się z pracy, żeby nie wzbudzać już podejrzeń wszystkich dookoła. Mieliśmy rozpocząć nowy etap w życiu. Wszystko było ok aż do momentu, kiedy stwierdził, że z dnia na dzień przestał mnie kochać. Dla mnie był to cios prosto w plecy, bo nie spodziewałam się tego. Rozmawialiśmy o tym i postanowił, że spróbujemy jeszcze raz. Po czym po tygodniu zrobił dokładnie to samo i urwał kontakt. Zawalił mi się cały świat, poczułam się jak śmieć, który trzeba wyrzucić, wpadłam w depresję. Błagałam go, żeby nie odchodził, on był głuchy na moje prośby. Za jakiś czas okazało się, że mogę być w ciąży, więc napisałam do niego i spotkaliśmy się parę razy. Chciałam, żeby został w moim życiu jako przyjaciel, pomimo, że nie chciał wziąć odpowiedzialności za to dziecko. Kiedy okazało się, że to fałszywy alarm, odciął się ode mnie po raz drugi. I teraz już sobie z tym kompletnie nie radzę. Kocham go nadal, chociaż wiem, że jest narcyzem i był dla mnie dobry tak długo, jak długo byłam mu potrzebna. Straciłam sens życia, mam depresję, nie śpię, nie jem, nic mnie nie cieszy. Coraz częściej myślę, żeby ze sobą skończyć. Żyję z czlowiekiem, którego nie kocham, a ten, którego kocham, nie chce mnie znać. Mam podkopane poczucie własnej wartości, jestem nikim. Wierzę, że kiedyś do mnie wróci i tylko to trzyma mnie przy życiu, chociaż nie wiem, jak długo... Nie mam z kim o tym porozmawiać, bo nikt o tym nie wie i chcę, żeby tak zostało. Jak odnaleźć sens życia i przepracować to wszystko? Mam już swoje lata, dużo w życiu przeszłam, a nigdy niczego tak nie przeżywałam, jak teraz...
  16. Witam wszystkich. Chciałam się zapytać czy borykaliście się z taką sytuacją: Kiedy byłyście/liście singlami pragneliscie i plakalyscie wrecz o prawdziwa, obustronna milosc, po czym gdy ona przyszla i sie rozwijala a zaangazowanie roslo w pewnym momencie spieprzaliscie jak najdalej i zrywaliscie znajomosc, po jakims czasie dochodzac do wniosku ze te zerwanie znajomosci to byl blad i znowu zaczynacie tesknic i pragnac i blagac o milosc. Po 1.5 roku plujecie sobie w brode za wlasne debilstwo jakie odstawiliscie. I umieracie z tesknoty a jakze. Bo ja wiem ze to musi byc nienormalne, chyba. Ale czy jest wogole taka przypadlosc w psychologii i ja sie skutecznie leczy? Z gory jak zawsze dzieki za odpowiedz i za wytlumaczenie "łopatalogicznie" o co kaman. Kot w butach.
  17. Witam ponownie. Bede pisac krotko zwiezle i na temat. By nie zasmiecac i nie tworzyc zbednego balaganu i chaosu. Tak jak powyzej. Jako osoba mloda 20+ ktora nie obcowala jeszcze ze wszystkim i ktora pochodzi z rodziny w ktorej seks i nieczystosc to tabu. Moje watpliwości: 1.) Wiadomo o biologii uczono wszystkiego ale nie o tematach na pograniczu psycho- seksuo- bioogii. Do rzeczy: odczuwanie orgazmu a okres. Czy odczuwanie orgazmu moze w jakis sposob zaburzyc cykl mc czy owulacje? Czy przyspiesza, opoznia okres? W necie tyle tego tych teorii niedomowien nawijania makaronu na uszy a zanik lub brak rzetelnej wiedzy. No wlasnie jak to jest? 2.) Seks analny (prezerwatywe). Mam ibs (od 7r.z, typ biegunkowo- papkowaty, na 2tyg przed kresem tryb mieszany) lecze sie jestem "sterylna" i moj tz rowniez. Higiena na wysokim poziomie raz w roku ogolna kontrola swego ciala tzn profilaktyka, badania. Czy w moim przypadku (chore jelita) seks analny odpada? Czy moze mi zaszkodzic, czy moge odczuwac bol x2 razy bardziej niz normalna zdrowa kobieta? Pomysl, chcica i inicjatywa na ten seks poszla z mojej strony. 3.) Czy to wogole normalne i zdrowe gdy przezywajac orgazm mysli sie o slodkich perwersjach? Tzn wytrysku na twarz czy kilkukrotnych orgazmach jeden po drugim? Czy majac ochote na to i pozniej robiac to nie jest sie brudnym ponizonym (wiadomo wg czesci spoleczenstwa jest to zle niemoralne i nie akceptowane a kobiete ktora ma takie fantazje zachcianki i chce sie kochac troche inaczej niz klasycznie po bozemu, traktuje sie jak panne lekkich obyczajow jak szmate czy k...we? Z gory jak zawsze dziekuje za pomoc 😌
  18. Trwa to 2 lata. Sama nie rozumiem moich uczuc. Zwiazek fantastyczny. Dostaje dużo czulosci i uwagi czy to jesteśmy we dwoje, czy w troje (z dzieckiem) czy w towarzystwie. Dziecko od pierwszego spotkania lubi spedzac czas ze mna. A ja na pokaz manifestuje swoje dobre intencje. Nikt ode mnie nie wymaga ani zajmowania się dzieckiem ani kupowania mu czegokolwiek. Mam chec, to kupuje jej rozne rzeczy oraz organizuje czas wolny (nie chca z nia w domu siedziec przez weekend, to znajde jakas aktywnosc). A za plecami, jak partner pyta mnie o zdanie, to mowie, ze to kopia jego zony (zona go zdadzala i oklamywala), intelektualnie tez cieniutko, bo nie radzi sobie z matematyka. Zostawi cos w domu, rękawiczki, ksiazke do szkoły, ja to wiedze, ale nic jej nie mowie. Nie pokazuje tego, ale ciesze się w myślach jak jej w szkole nie idze, jak stroi fochy przy tacie. Milo mi jak do mnie przyjdzie, przytuli się, narysuje cos, ale później (w myślach!) zycze jej jak najgorzej. Mam dobre relacje z rodzicami. Mój tata zaopiekowal mnie emocjonalnie i finansowo. Nie mam czego czy kogo zazdroscic temu dziecku. Inne dzieci w rodzinie lubie i nie krytykuje. Troche się zaczelam od niej odsuwać. Jak ma byc u nas, to wlasnie na ten czas rezerwuje sobie jakies spotkania, wyjscia itd. Ale partner zauwazyl, ze troche ja unikam i ona tez pyta a kiedy wroce, a kiedy cos razem porobimy. Opieka naprzemienna 10-15 dni w miesiacu, nasz wiek 30+, ona 10. Razem mieszkamy. Nie mam swoich dzieci i nie chce ich mieć. Nigdy nie chciałam. Jak mam to dziecko tolerować? Racjonalizuje, pocieszam się, ze niedługo przejdzie pod pelna opieke matki (matka pozwala na wszystko i traktuje ja jak malucha, u taty sa zasady, porządki, limity na elektronikę), ale i tak czuje do niej niechęć.
  19. Witam Jestem 20 letnią studentką. Na studia wyprowadziłam się do innego miasta. Tam poznałam mojego chłopaka. On już od samego początku znajomość zdawał się być we mnie zauroczony. Jesteśmy razem prawie pół roku. W tym momencie mogę powiedzieć, ze świata poza mną nie widzi. Kocha mnie najbardziej na świecie, troszczy się, stara. Ma w sobie cechy bardzo wrażliwego mezczyzny, opiekuńczego, zawsze myśli o mnie, jest dobry, nie tylko w stosunku do mnie, ale tak naprawdę do każdego człowieka. Nigdy złego słowa nie powiedział o swoich bliskich. Kulturalny, mądry i zaradny. Dobrze zarabia (jak na studenta) studiuję zaocznie, wspiera rodzinę. Chłopak się we mnie bardzo zakochał. W tym jest problem, bo ja nie potrafię w nim. Choćbym nie wiem jak chciała nie umiem go pokochać. Dałam mu do zrozumienia już na początku znajomości, że nie wiem kiedy i czy w ogóle się zakocham. Powiedział że w porządku, że będzie czekał, że on i tak mnie kocha. Wiem, że on potrzebuje ciepła, wzajemnej miłości, troski i uczucia. Nie chcę go stracić jako czlowieka, bo przeżyliśmy razem wiele pięknych chwil. Nie chcę też hamować go i wolałabym żeby nie czekał na moje uczucie, bo wiem że może po prostu nigdy nie przyjść. Nigdy się nie zakochałam, nie wiem jakie to uczucie. Starałam się zaobserwować jak zachowuje się w stosunku do niego. Zauważyłam, że bardzo zdystansowanie, bo nie chce żeby myślał że jednak coś poczułam, bo byłaby to nieprawda. Powiem szczerze że traktuje go bardziej jako przyjaciela. Nie wiem jednak czy wolałabym żeby nim został, bo to bardzo by go meczyło, a ja nie wiem czy to bym zniosła. Nie wiem czy umiem kochać, nie wiem czy kiedykolwiek się to stanie, ale nie chce go stracić. To bardzo samolubne, wiem. Chciałabym jeszcze dodać (bo może jest to istotne) że nigdy nie czułam do nikogo pociągu seksualnego, więc na jakieś szczere czułości też nie moze ode mnie liczyc. Mówiłam mu o tej sprawie, ale myślę że on żyje z myślą, kiedyś to się zmieni i poczuje pożądanie. Jestem rozsypana nie wiem co robić, dalej to ciągnąć, czy może zakończyć to raz na zawsze?
  20. Cześć. Jestem tu nową osobą na forum. Dzis postanowiłam, ze muszę w końcu sie wygadać bo moj stan depresji pogłębia sie coraz bardziej. Mam problem dotyczacy mojego zwiazku z partnerem. Bardzo czesto sa miedzy nami kłótnie a on mowi mi bardzo przykre słowa z ktorymi czasami bardzo ciezko jest mi sobie poradzic i przetłumaczyć co ze mna jest nie tak. 1. Od kiedy przestałam sie zabezpieczać ( ze wzgledu na problemy ze zdrowiem nie moge stosować antykoncepcji) zaczęły się problemy w łóżku. On bardzo pilnuje i nie chce dziecka po mimo ze ja bardzo bym chciala. Pewnego dnia powiedzial mi ze on nie chce miec ze mna nigdy dzieci. Od tego momentu bardzo sie zalamalam ponieważ gdy brałam antykoncepcje byl dla mnie zupełnie inny. Dodam, ze ja bardzo go kocham i odkąd go poznałam zawsze pragnęłam miec z nim dziecko( Nasz zwiazek trwa 7 lata) 2. Dzisiaj mi powiedział ,, jednak nic z Ciebie juz nie będzie" czesto mowi mi takie slowa ktore pogłębiają moja depresje i sprawiają ze ja czuje sie bezwartosciowa i do niczego sie nie nadaje. 3. Moj facet bardzo o siebie dba, liczy sie dla niego głównie siłownia, imprezy i z tego co widze on nie mysli o zalozeniu rodziny. Bardzo mnie to niepokoi 4. Od kiedy go poznałam zawsze w łóżku interesowały go trójkąty tzn ja+ inna kobieta i nie ukrywam ze mnie tez to sie podoba chociaz ostatnio wszystko zaczelo sie psuc bo ja nie wiem jakie on ma plany w stosunku do mnie. ( 7 lat zwiazku i nie bylo zareczyn Ostatnio mi nawet powiedzial ze jestesmy razem a co bedzie to zobaczymy. Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć i co robić. Proszę o cenne rady ktore postawią mnie na nogi.
  21. Dzien dobry, mam dziadka w wieku 90 lat. Mieszka razem z babcia. Ostatnio nie rozmawiaja ze soba i dziadek jest przygnebiony, smutny, podejrzewam depresje. Moje pytanie brzmi: jak rozmawiac z osoba ktorej nie zostalo zbyt duzo zycia tzn, jak pocieszyc podniesc na duchu, dziadek choruje, jest po operacji nogi, wiecej lezy niz chodzi. pocieszac go ? wspominac fajne chwile w jego zyciu? co mowic, jak go przygotowac do odejscia. Ogolnie to cale zycie byl zdrowy i aktywny dopiero od 2 lat jest gorzej.
  22. Witam jestem studentem mam 20 lat. Problem zaczął się około 15 roku życia kiedy miałem problemy z samotnością i znalezieniem drugiej połówki. W tym czasie moja samoocena podupadła szczególnie na punkcie mojego wyglądu. Gdy w wieku 20 lat wszedlem w mój pierwszy poważny związek zacząłem miewać natrętne myśli jak np. ciagle wyobrażenia calujacej się mojej partnerki z jej byłym chłopakiem lub strach przed zdrada. Po każdej takiej myśli lub kłótni z moja partnerka reaguje strasznie nerwowo dostajac ataku duszności, mocniejsze bicie serca, uczucie pustki i klocia w klatce piersiowej czasami dretwienie rąk. Jestem świadomy tego że moje myśli są bezpodstawne lecz ciągle odczuwam lęk przed utrata najbliższej mi osoby. Ciagle potrzebuje jej uwagi i zapewnień że jestem dla niej tym jedynym. Ostatnio też często myślę o samobójstwie i co by było gdybym coś zrobił, nie zamierzam tego robić ale to sobie wyobrażam. Straciłem też radość z życia i motywację do robienia czego kolwiek. Chciałbym się dowiedzieć czy powinienem coś z tym zrobić i czy ma to jakiś związek z nerwica.
  23. Jestem 36-letnim mężczyzną, nigdy nie byłem w prawdziwym związku z kobietą. W dzieciństwie byłem ofiarą przemocy w szkole, nikt mi nie pomagał. Marzyłem, by nauczycielka jakaś zareagowała. Byłem raczej samotnikiem, wycofanym chłopcem, wrażliwym, aktualnie też taki jestem. W wieku 14 lat zacząłem czytać czasopisma erotyczne, w których opisywane były stosunki seksualne i najbardziej podobały mi się te, w których były kobiety w rolach policjantek, nauczycielek itd. Na studiach oglądałem też filmy pornograficzne. Mam problem z masturbacją. Kiedyś może większy. Poznałem pewną kobietę, która mi imponuje, jest atrakcyjna, inteligentna i imponuje mi to, że chciałaby być z takim nieudacznikiem jak ja. Mam marzenia zawodowe, ale nie potrafię ich realizować. Mam problem z utrzymaniem pracy. I właśnie ta kobieta zwróciła mi uwagę, że jestem zniewieściały, zbyt usłużny, że brak mi silnej woli, żyję marzeniami, mam problem z seksualnością i namawia mnie, bym poszukał pomocy psychologa. Mam wyobrażenia erotyczne, które czasem kończą się erekcją. Ja uważam, że muszę to robić, bo inaczej będę impotentem, jak już założę rodzinę. Mam takie wyobrażenia, że moja partnerka jest przebrana za nauczycielkę lub policjantkę i odgrywa role, aresztuje mnie, daje mi klapsy za masturbację, wiąże mnie i uprawia ze mną seks. Kobiecie, która mi się podoba, nie podobają się te wyobrażenia. Ona uważa, że ja mam problem z sadomasochizmem, podporządkowaniem. Ale mnie nie sprawia przyjemności ból. Dla mnie związanie to wyraz zaufania. Podnieca mnie myśl, że musze być posłuszny kobiecie. Ta kobieta, którą poznałem twierdzi, że takie przebieranie może być po latach dla urozmaicenia związku, ale nie jako stały element. Ona by nie chciała być tez zawsze tą stroną dominującą. Czy ona ma rację? Czy ja mam problem?
  24. Dzien dobry,pisze tu do panstwa o nastepujaca pomoc bo nie wiem co juz robic.Rozstalem sie z dziewczyna jakies 6 tygodni temu,obecnie nie mieszkamy ze soba od dwoch tygodni zaczelismy spotykac sie ze soba nawet juz 2 razy spedzilismy nawet noc,codziennie rozmawiamy i piszemy,ja mieszkam sam dziewczyna wynajmuje dosc drogie mieszkanie chcialbym zeby do mnie wrocila ale ona ma jakas blokade tak mowi ze potrzebuje czasu,wiem ze ja skrzywdzilem i jest to moja wina i przyznalem sie do tego,niewiem jak moge ja przekonac zeby wrocila dosc sporo mnie i ja to kosztuje jak nie mieszkamy razem a wiem ze mnie kocha bo mi to czesto powtarza tak jak ja ja bardzo kocham,wiem ze powodem sa jej rodzice bo mnie nie nawidza i to oni jej zaproponowali zeby wynajela mieszkanie zeby nas rozdzielic ona spotyka sie ze mna oni o tym nie wiedza kobieta jest dorosla a mam wrazenie ze rodzice dzialaja wlasnie na ta jej blokade w jaki sposob mam dzialac co robic nie chce juz wracac do przeszlosci bo sporo jej krzywd zrobilem teraz jest juz dobrze ale ona wraca caly czas do przeszlosci i boi sie wrocic do mnie,chce zaznaczyc ze nigdy jej nie uderzylem,bardzo prosze o pomoc jak dzialac co robic
  25. Witam. Jestem 24 letnią kobietą. Piszę tutaj z moim problemem, ponieważ już nie daję rady z sytuacją. Jestem w związku z moim chłopakiem od 4 lat. Mam również przyjaciela z którym znamy się od bardzo dawna od czasów liceum i jest moim przyjacielem. Z nikim się tak nie dogaduję jak z nim i z nikim się tak nie umiem pośmiać jak z nim. Jest moją tak zwaną bratnią duszą. Byliśmy nawet razem na paru wyjazdach we dwoje gdzie do niczego nie doszło oprócz buzi. Ale i ja i on mamy kogoś mniej więcej od tego samego czasu to zakochałam się w nim już przed naszymi związkami. I od tego momentu jestem w nim zakochana po uszy, nie mogę przestać o nim myśleć jestem o niego strasznie zazdrosna, nie mogę patrzeć jak wrzuca zdjęcia ze swoją dziewczyną, jak się przytulają, całują i śmieją. Ja też kogoś poznałam. Jest wspaniałym chłopakiem choć czasem się nie dogadujemy i kłócimy to ogólnie jest nam dobrze tylko właśnie ja w tym wszsytkim mam etapy gdzie czuję się nieszczęśliwa gdy nie ma obok mnie mojego przyjaciela, którego kocham nad życie. Między mną a przyjacielem nigdy do niczego więcej nie doszło jedynie parę razy się całowaliśmy. On też mnie kocha ja to wiem bo mówi mi to i że nigdy mnie nie chce stracić ale widzę, że swoją dziewczynę kocha bardziej. Ja już nie wiem czy mam odpuścić z którejś strony. Bo kocham i swojego chłopaka i przyjaciele i twierdze, że jest miłością mojego życia. Ani nie chcę stracić tego ani tego

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.