Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'relacje'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 838 wyników

  1. Jestem kobietą. Piszę gdyż potrzebuję jakiejkolwiek porady, wskazówki, a nie mam odpowiednio zaufanej kolezanki/kolegi żeby porozmawiać o problemie. Jestem w rozpaczy, w strachu przed sytuacją, codziennie płacze ukradkiem- w domu, w pracy. Jestem mężatką, wyszłam za mąż bez miłości. Zadna moją miłość nie byla z wzajemnością, więc wyszłam za porządnego mężczyznę który mnie naprawdę pokochał. Był w nieudanym małżeństwie, ożenił się bez miłości bo go zawiodła jego wieloletnią milosc. Ma z poprzednią żoną syna. Rozwiodl się dla mnie, choć wszystko odbyło się w takim szybkim tempie, tzn od razu powiedział żonie o mnie, że nawet nie miałam możliwości tego odkręcić lub zastanowić się nad moimi prawdziwymi uczuciami. Poddalam sie temu, gdyż nie chciałam zostać stara panna, pragnelam mieć dziecko. Mam kilkuletnia wspaniałą córkę. Reasumujac- wyszłam nieszczęśliwie za mąż, popełniłam dokładnie ten sam błąd co mój mąż w poprzednim małżeństwie. Dodam że mąż nic o tym nie wie, jest przekonany za kocham to tak jak on mnie. I tak żyłam.prze te paręnaście lat w letargu niczego nie czując i nie oczekujac. A teraz w czym problem. W lutym zakochałam się w innym mężczyźnie, jezt obcokrajowcem zamieszkalym od kilkunastu lat w Polsce. Jest dokładnie w wieku mojego męża, czyli 3 lata młodszy ode mnie. Jest moim nauczycielem na kursie językowym. Miał w Polsce kilka narzeczonych, ale z zadna nie wyszło. W maju tego roku zostawiła go dziewczyna, więc się od niej wyprowadził i obecnie mieszka sam. W lutym między nami zaiskrzylo, napisałam do niego e- maila prosząc o.poradę językową. Odpisał mi, a kiedy się spotkaliśmy na kolejnych zajęciach miał już to coś w oczach. Niestety mam zajęcia tylko raz w tygodniu przez półtorej godziny z jeszcze dwiema innymi osobami. Od tego czasu na każdych zajęciach jest między nami wyczuwalne uczucie (przynajmniej z mojej strony, może z jego strony to pociąg czysto fizyczny, choć odniosłam wiele razy inne wrazenie). Chwali moje postępy językowe, moje cechy, dokucza mi w sympatyczny sposób, robi żartem aluzje do naszego bycia razem, patrzymy sobie w oczy, cały czas siedzi skierowany w moją stronę, widać też że jest zdenerwowany, gładzi swoją twarz, usta, zmienia ciągle pozycję na krześle, kilka razy prawie miał łzy w oczach gdy coś powiedziałam a co dotyczyło mojego życia. Ostatnio nasze palce się spotkały przy kubku herbaty i nie cofnelam swoich, on też nie. Staje też b. blisko mnie żeby zobaczyć np. jak mi idzie pisanie zadania, tak że czujemy swój zapach. Są to bardzo subtelne oznaki flirtu, czy też zauroczenia, dostrzegalne tylko dla nas. Ze 2, 3 razy napisałam do niego smsa z pozdrowieniami z podróży do jego kraju, raz z koncertu na którym byłam w innym mieście. Za każdym razem odpisał, entuzjastycznie, ja odpisałam jemu ale na tym się skończyło. Nie ciągnął rozmowy, choć odpisywał entuzjastycznie. Myślę o nim każdego dnia, w każdej chwili od początku lutego, żyję od środy do środy, myślałam że będą postępy, gdyż jego mowa ciała ewoluuje, ale sprawa nie postępuje. Jestem już bardzo tym zmęczona i sfrustrowana, chciałabym się z nim gdzieś spotkać i wybadac sprawę gdyż cały czas jesteśmy tylko na lekcji wśród innych ludzi i nic nie możemy zrobić. Nie wiem czy jest we mnie zakochany jak ja w nim, czy to tylko pożądanie. Nie wiem dlaczego on nigdy nie zainicjuje kontaktu smsem, mailem, itd. Sprawia wrażenie jak by nie wiedział że istnieje kontakt pisany. Ja zostałam tak wychowana, że to mezczyzna się umawia z kobietą, kobieta nie proponuje spotkania, zresztą czuje dyskomfort przed takim wystawieniem się, ewentualnie odrzuceniem, czuje paniczny strach przed kompromitacją. Jestem tym już tak zmęczona i sfrustrowana że nie mam siły żyć. Z jednej strony się naczytalam porad w Internecie, że "jak mężczyźnie zależy zawsze znajdzie sposob", z drugiej mezczyzni piszą że uwielbiają jak to kobieta proponuje spotkanie, albo że odczuwają taki strach przed odrzuceniem, że często po prostu nic nie proponuja. Od kilku tygodni z tygodnia na tydzien w każdy czwartek sobie przyrzekam że zagadam kiedy się w końcu spotkamy na piwo, na kawę, na czekoladę, gdyż on już robił takie wzmianki ni to serio ni to żartem, ale za każdym razem siedzę jak sparalizowana i boję się. A przecież wystarczy to powiedzieć, żeby rozwiązać te sytuację albo pozytywnie albo skończyć z iluzją. Nie mam już siły, a i widzę że on też jest coraz bardziej tym zmęczony i coraz bardziej traci nadzieję, jest posmutnialy i zrezygnowany. Nie wiem jak rozwiązać tę sytuację, bardzo za nim tęsknię i go pragnę, sercem i ciałem, to że on mnie pragnie tez nie ulega wątpliwości, co do uczuć nie mam żadnej pewności. Oczywiście wie, że jestem mezatka. Tylko proszę mi nie radzić iść na terapię z mężem. Ja po prostu nie mogę rozgryźć sytuacji co do jego uczuc i nie wiem co mam robic :(((((
  2. Jestem studentką w wieku 19 lat. Ostatnio dzieje się w moim życiu bardzo dużo, w sumie zawsze coś się działo. Ostatnio tylko jest gorzej. I w domu i w mojej głowie. Czuję, że mój stan psychiczny jest coraz gorszy a rodzice, szczególnie mama w tym nie pomagają. Ogólnie rodzice są cudownymi ludźmi, mam wszystko czego potrzebuje i na ten aspekt narzekać nie mogę - inaczej z tym co się dzieje gdy są nerwy między nami. Mama ma nerwicę, ma swoje, że tak to ujmę "jazdy", leków na uspokojenie brać nie chce bo, cytuję "nikt nie będzie robić ze mnie psychicznej", ale staramy się wytrzymywać to z tatą. Najgorzej gdy kłóci się ze mną - wyzywa, krzyczy, po prostu czuje się przez nią najgorsza. Wtedy każdy jest lepszy, a to mój chłopak pracuje i nie narzeka, a to dwa lata młodsza córka koleżanki się tak świetnie uczy i nie patrzy czy jest zmęczona lub czy coś zjadła. Najgorszej jest odkąd mam stypendium. Rozumiem, że rodzice mają mnóstwo wydatków, mają na utrzymaniu mnie i mojego młodszego brata + piesek i potrzebują mojej pomocy finansowej bo w końcu za co bym jadła i się myła prawda? Ale jak tylko dostanę coś to często muszę im pożyczyć i - żeby nie było - jestem szczęśliwa, że mogę im pomóc, na prawdę, tylko przykro mi, że często potem nie mam zbyt wiele dla siebie ponieważ muszę jeszcze płacić z tego za dojazdy. I dziś powiedziałam tylko, że zawsze mówią, że oddadzą a zrobili może to tylko z 2/3 razy (pożyczyłam więcej) i nie, nie mam tego za złe, na prawdę. Mama po tym znowu zrobiła ogromną awanturę, popłakała się i powiedziała, że "wyrzekam" i dobrze, czasem nie jestem święta ale nigdy nie chce źle. I wyszłam na tą najgorszą, usłyszałam wiele przeokropnych słów i tego jak się teraz będą do mnie zachowywać. I... Jestem zmęczona, na prawdę. Mam dość. Czuję, że długo tak nie pociągnę a o wyprowadzce nie ma mowy. Ostatnie kłótliwe dni z chłopakiem też nie pomogły i gdy zaczęło się układać to dziś znowu wyszła awantura tyle, że z rodzicami. W skrócie - czuję się OK ale czuję też, że stan psychiczny zaczyna mi siadać. Jestem zmęczona, smutna, myślę coraz częściej, że byłoby lepiej gdyby mnie nie było albo, że rodzice by się zmienili gdyby coś mi się stało, nawet już nie specjalnie, jednocześnie myśląc, że nie może mi się nic stać bo to zniszczyło by mi karierę oraz nie chciałabym zostać kaleką lub leżeć w szpitalu. Nie wiem co się ze mną dzieje, gdy mówię rodzicom jak się czuje to słyszę, że wymyślam, jestem młoda itd. Oczekuję jakiejś porady, jak mam sobie z tym radzić i co zrobić. Proszę.
  3. Witam! Mam 25 lat. 4 lata temu poznałam mojego obecnego narzeczonego. Po bardzo krótkim czasie zaszłam w ciążę i urodziłam mojego cudownego synka. Mój problem zaczął się już na początku ciąży, ciągłe wyzwiska, obrażanie i zero zaangażowania ze strony mojego partnera.Robił wszystko abym była zazdrosna i śmiał mi się w twarz. Odkąd pamiętam komentował mój wygląd i rzucał przykrym tekstami w moją stronę. Zapominał o moich urodzinach, i ważnych dla mnie świętach. Zaręczyny niestety również były zrobione byle jak.. Później i tak mi wypomnial że do wszystkiego ja go zmusiłam. Mój narzeczony jest bardzo dziecinny interesują go tylko gry komputerowe.. W domu nie robi nic. Nie pomaga mi przy dziecku i nie sprząta po sobie. Jest bardzo wybuchowy. Po każdym zwrócenie mu uwagi zaraz krzyczy na mnie i mnie obraża. Wiele razy mi groził że mnie uderzy. Ja aktualnie siedzę w domu i oczekuje na przyjęcie synka do przedszkola ale on tego nie rozumie i przy pierwszej lepszej kłótni mówi że mam wyrywać do pracy. Wiem jestem głupia że pozwoliłam sobie na to od samego początku ale ja nie chcę aby synek nie miał ojca tak samo jak w dziecinstwie ja nie miałam. Boję się być samotna matka. Wiele razy odchodzilam od niego bo myślałam że się zmieni ale jego zmiala trwała Góra 2 tygodnie. Czuję się strasznie.. Mam wrażenie że zaraz zwariuje. Nie mam nikogo z kim mogłabym otwarcie porozmawiać. Siedzę tylko i wyłącznie z dzieckiem w domu, nie mam znajomych.. Pieniędzy.. Czuję się zaniedbana. Po ciąży dużo utyłam co powoduje że mam strasznie niska samoocenę. Nie wiem czy jeszcze kocham mojego partnera, jak pomyślę o tych wszystkich przykrych słowach i o tym że nie mam z nim żadnych wspólnych miłych chwil..prawie wgl. Nie uprawiamy seksu bo nie mam z nim ochoty. bardzo brakuje mi kogoś kto będzie o mnie dbał i okazywał nam czułość. Myślicie że mam szansę? Co mogę zrobić aby poczuć się lepiej?
  4. Dzień dobry, Mam prawie 21 lat (nigdy nie pisałam na forach o swoich problemach, ale pierwszy raz mam sytuację w relacji z jakimś chłopakiem, z którą naprawdę nie umiem sobie poradzić). Jestem z chłopakiem około rok, przy czym znamy się ponad 10 lat. On zawsze coś do mnie miał, ja go odrzucałam (fizycznie nigdy mi sie nie podobał) i w końcu po latach, stwierdziłam, że spróbujemy. Na początku nieufnie, ale z czasem widząc jego starania, zaczelam uważać, że to była dobra decyzja i czułam się naprawdę zakochana. Do czasu kiedy ostatnio nie mogę się odpędzić od myśli, że zasługuję na kogoś lepszego (jakkolwiek okrutnie czuję się mówiąc takie słowa). Co najlepsze on też tak uważa (mówił mi to sam z siebie) i moi znajomi również (jak spytałam po tym jak pojawiła się u mnie ta myśl, a potem niezależnie usłyszałam to od niego). Różnimy się, rodziny w których wychowywaliśmy się również sa zupełnie różne-jego jest zdecydowanie prostsza, przez co czuję to w nim samym i niekiedy mi to przeszkadza. On sam jest "fleją", co w pewien sposób mnie momentami zwyczajnie obrzydza. Tak samo-ja czytam książki, on-oglada głupie komediowie filmy o niskim poziomie humoru. Fizycznie- nie mój typ, ale tak jak kiedyś nie czułam nic, tak teraz potrafię się nim podniecić itd. Stąd zastanawiam się-czy jest sens to ciągnąć? Bo z jednej strony bardzo mu ufam, wiem, że bardzo mu zależy, czuję się przy nim wyjątkowo swobodnie i potrafimy ze sobą szczerze rozmawiać o problemach (czyli niby takie podstawy najważniejsze spełnia) itd. a z drugiej to obrzydzenie, które odczuwam jak znowu upaćkał się jedzeniem lub coś podobnego i to, że czuję, ze nie jest na moim poziomie... Dodam, że z poprzednim chłopakiem nie odczuwałam takiego obrzydzenia, więc to chyba kwestia jednak jego osoby, a nie mojej. Z góry dziękuję za pomoc
  5. Witam . Od 4 lat jestem w toksycznym związku . Gdy poznałam mojego partnera , wiedziałam że ma on żonę. Pokochaliśmy się bezgranicznie. Jednakże przez cały czas byłam zapewniania że weźmie z nią rozwód. Cały czas w kółko powtarzał mi " że jest w trakcie" A ja głupia zaślepiona wierzyłam. Aż do teraz . Minęły przeszło 4 lata a ONA jak była jego żoną, tak jest nią do teraz. On tłumaczy się tym, że ona go szantażuje , że straszy go że zabije siebie i córki ( ma on 2 córki z małżeństwa) A ja do tej pory czekałam, i się nie doczekałam. Nie wiem na prawdę co mam już robić. Cały czas mówi mi że to mnie kocha, że łączą go z nią już tylko dzieci.. Że nie ma już między nimi żadnej więzi.. Od jakiegoś czasu zaczął mnie bardzo źle traktować, ciągle mnie krytykuje, krzyczy na mnie , o każde niepowodzenie, o każdy mały problem obwinia mnie. A sam nie widzi i tak na prawdę chyba nie potrafi pojąć, jakie trudne było dla mnie wytrwania 4 lat w takim "związku". Nie potrafi tego docenić. Rok temu gdy mieliśmy 2 miesięczna przerwę, okazało się że przespał się z żona. I ona zaszła w ciążę. A ja oczywiście mu to wybaczyłam, gdzie on na tą chwilę w ogóle nie patrzy na to że wybaczylam mu zdradę. Najbardziej boli mnie fakt że, gdy jesteśmy razem w domu, to On zamiast spędzić ze mną trochę czasu, to w każdej wolnej chwili ... Nawet ukrywając się, odczytuje od niej wiadomości, odsluchuje od niej wiadomości glosowe . Blokadę na telefon również założył A tłumaczy się tym , iż kiedyś sprawdziłam mu telefon, (przeczytałam jednoznaczną wiadomość) , i on teraz ma uraz do sprawdziania mu telefonu. Logiczne jest to że coś przede mną ukrywa . Nie wiem co mam robić na prawdę, w szczególności że mamy teraz 3 miesięcznego syna. Sama doskonale wiem jak to jest żyć/wychowywać się bez ojca, a jak każda matka nie chce źle dla mojego dziecka. Tylko mój skarb malutki musi patrzeć codziennie na zapłakaną mamę.
  6. Cześć,Jestem 22-letnią kobietą,niedługo już 23..Problem mam taki,w zasadzie nie wiem czy to problem ale tak sie z nim czuje,ze mam problem ze związkami.Zawsze myślałam ze mimo młodego wieku pragnę stabilności w związku,tego jedynego.Jednak zauważyłam u siebie ze gdy tak sie dzieje,szukam dziury w całym aby tylko go zakonczyc i zacząć cos nowego.sprawia mi przyjemność zdobywanie kogos kto jest poza moim zasiegiem i gdy juz go dostane i mam pewność ze tej osobie zalezy,to odtracam ją od siebie.Brzydko mówiąc,bawie sie ludzkimi uczuciami.Najgorsze jest to ze ja to robie i nawet o tym nie myślę.Dopiero po czasie gdy zaczynam wszystko analizować dociera do mnie co ja właściwie robie.Gdy jestem w związku,pociągają mnie inni faceci,gdy jestem sama,pociągaja mnie żonaci itd.Nie chcę taka być,chciałabym przestać ranic ludzi i przy okazji swoje sumienie.Za wszelkie błędy bardzo przepraszam ale nie do końca wiedzialam opisać to co siedzi mi w głowie ..Z góry dziękuję za jakąkolwiek pomoc.
  7. Cześć. Jestem Konrad, mam 25 lat. Mieszkam w dużym mieście wojewódzkim. Rok temu poślubiłem swoją obecną (pierwszą oczywiście) żonę. Wcześniej znaliśmy się jakieś 6 lat. Przez te lata, narastał w naszej relacji problem który kiedyś ignorowałem, a dzisiaj doprowadza mnie do szaleństwa. Czuję, że moja żona jest osobą mściwą, wredną i bez empatii. Regularnie robi mi awantury, nawet o rzeczy na które nie mam wpływu lub o takie, które zawsze były oczywiste (jak to, że jeżdżę do pracy samochodem). Cały czas odczuwam od niej brak szacunku, czuję się poniżany, wypominane jest mi wszystko, muszę znosić jej wieczne humory i niezadowolenia. W czasie rozmów na temat problemów, daje mi odczuć że zrobi wszystko żeby mnie zniszczyć, ze moje uczucia nie są ważne. Potrafimy kłócić się bez końca. W czasie kłótni atakuje mnie i wyśmiewa. Często w awanturach robi wszystko, żeby mnie wyśmiać nawet jak to nie ma nic wspólnego z tematem, jak to, że mam nadwagę, że daję jej jedynie minimalny standard życia (zarabiam 3 razy tyle co ona a jej zarobki są powyżej średniej krajowej), że wszyscy którzy ze mną utrzymują kontakt są dla mnie interesowni i nieszczerzy, Mówi mi, że nawet jej odpowiada to, że sypiam czasem w drugi pokoju, czy żebym sobie szukał innej kobiety. Te awantury doprowadzają mnie do rozpaczy, leżę na podłodze i wyję z bólu, a ją to tylko nakręca. Nie potrafię wytrzymać tego, że ktoś kogo kocham i kto przysięgał mi miłość tak bardzo mnie nie szanuje. Często żona robi mi awantury w dni, które są dla mnie ważne, jak skończenie studiów, jakaś wygrana czy sukces w pracy. W rozmowach cały czas mi przerywa i nie da dojść do słowa, czuję się niewysłuchany, niepotrzebny lub potrzebny tylko wtedy gdy trzeba jej pieniędzy. Gdy jej o tym mówię, to naśmiewa się ze mnie, mówiąc, że musiałbym najpierw te pieniądze mieć - no nie mogę.... jestem grubo powyżej ludzi w moim wieku, czy naszych znajomych. Mam żelazną zasadę, że nasze problemy rozwiązujemy poza rodziną czy znajomymi przez co nie mam nawet z kim porozmawiać o tym, że jest mi tak ciężko. Nie mam u kogo przenocować, do kogo wyjść. Gdy chcę wyjść do naszych wspólnych znajomych zawsze znajduje jakąś wymówkę - brak czasu, pieniędzy... Kilka sytuacji z naszego życia Zaproponowałem jej, żeby zapisała na kartce na lodówce rzeczy, które chce, żebym zrobił lub jej pomógł, jak to, żebym wyprasował we wtorek pranie czy ja pojechał po zakupy w piątek (do tej pory robiła to ona, więc chciałem, żeby to dla mnie usystematyzowała). Wyśmiała mnie, przy każdej możliwej okazji mi to wypomina i naśmiewa się, że nie mam mózgu. Wysprząta we wtorek mieszkanie (podstawowe sprzątanie, ubrania, naczynia, nic szczególnego), następnie zostawi wieczorem bałagan. Rano wychodzimy o podobnej porze, z pracy wraca zawsze szybciej niż ja i czeka na mnie z awanturą, dlaczego jest to nieposprzątane. Rozmowa o tym, że przecież byłem w pracy, że wczoraj było wysprzątane i to ona zostawiła za sobą bałagan nic nie daje, podważa każdy argument, nawet w irracjonalny sposób, mówiąc, że mogłem wstać o 5 rano, żeby za nią posprzątać, czy że to jest moje urojenie, że ona zostawiła na środku pokoju swoje ubrania. Rozpłacze się do mnie z awanturą, że nie ma się w co ubrać jutro (no bez przesady, w szafie są ubrania, ale nie mówię jej tego), ale nie pojedzie do sklepu bo jest już po 19 - galerię mamy 5 minut od domu. Żona zaczęła studia rok wcześniej niż ja, przez kilka miesięcy mieszkaliśmy kilkaset kilometrów od siebie. Zadzwoniła do mnie w piątek wieczorem dlaczego jeszcze nie jestem u niej, zrobiła awantura, chciała mnie rzucić, zwyzywała... Ja wybłagałem samochód od rodziców i w nocy do niej pojechałem, żeby uspokoić sytuację. Kiedy mówię jej o tym, że jej słowa mnie ranią, że odczuwam, że mnie nie szanuje i zrównuje z ziemią słyszę, że to tylko moje zdanie bo ona mówi dobrze i chyba jej nie zabronię mówić co czuje czy uważa. Sytuacje jak ta bywały już wcześniej, nawet gdy jeszcze każde z nas mieszkało ze swoimi rodzicami. Cały czas oczekuje, że wszyscy będą jej schodzić z drogi, domyślać czego ona chce lub rezygnować z własnych potrzeb czy wolności dla niej. Martwi mnie to, coraz częściej spędzam wieczory sam, przy komputerze, śpiąc w innym pokoju. Wiem, że mnie nie zdradza, ale nie potrafię dojść z nią do żadnego porozumienia. Jestem konserwatywny i wierzący, nie potrafię po prostu się wyprowadzić i rozwieźć.
  8. Witam, Jestem mężczyzną, mam 27 lat. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że znalazłem się w sytuacji, w której nie wiem co robić, ponieważ czuję że doszedłem do "ściany". Odkąd sięgam pamięciom czułem się inny niż reszta ludzi. Stopniowo z wiekiem i zdobywanym doświadczeniem w relacjach z ludźmi to przekonanie się we mnie utrwalało i rosło, mimo, że w rodzinie byłem traktowany jak normalny człowiek i tak się czułem, to gdy wychodziłem poza rodzinę czułem się jak odmieniec i dziwak. Zawsze byłem nieśmiały i cichy, a przynajmniej tak byłem odbierany. Słyszałem, że żyję w swoim własnym świecie i poniekąd faktycznie tak było, zawsze miałem bardzo ograniczone grono osób z którymi miałem dobry kontakt. Przeważnie paraliżował mnie strach gdy obca osoba coś do mnie mówiła. Łatwo można się domyślić więc jak wyglądały moje relacje z płcią przeciwną. . Ogólnie w liceum nie miałem kolegów, wylądowałem poza nawiasem klasy, nie brałem udziału w żadnych społecznych aktywnościach z nikim nie rozmawiałem. Zrozumiałem, że mam problem dopiero w wieku 17 lat kiedy to w wakacje po drugiej klasie liceum przez dwa tygodnie nie wstawałem z łóżka, mimo że byłem fizycznie zdrowy, nie miałem na to siły, po prostu leżałem, tak przypłaciłem szkolny stres (z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się, ze był to EPIZOD DEPRESYJNY). Po tym epizodzie wylądowałem u pani psycholog, ale skończyło się na jednej wizycie ponieważ nie wierzyłem że może mi pomóc i nie byłem wówczas w stanie się otworzyć przed nikim. Jakoś wróciłem do siebie i żyłem dalej, miewałem wzloty i upadki, mogę powiedzieć że swoich życiowych wyborów dokonywałem po najcieńszej linii oporu, byłem jak liść niesiony przez wiatr. Tak doszedłem do swojego 27. roku życia. Borykam się z tymi samymi problemami jakie miałem od zawsze, problemy w relacjach, duża nieśmiałość, problemy z emocjami (czuję się ich niewolnikiem), mam ogólne uczucie bycia dziwnym człowiekiem, czuję że jestem tak odbierany przez innych ludzi i co gorsza sam tak o sobie myślę. Chciałbym się dowiedzieć, co mogę z tym zrobić, jak sobie pomóc, żeby to wszystko, żeby życie mniej bolało, żeby ustabilizować swoje emocje i zobaczyć przyszłość w jasnych barwach. Przede wszystkim czy jest szansa na lepszą przyszłość, na zerwanie z przeszłością, na zmianę tego jaki jestem i jak bardzo sam siebie krzywdzę.
  9. Witam mam kryzys i to bardzo powazny of dluzszego czasu noe potrafir sie dogadac z mezem ciagle kłótnie coraz bardziej mnie wykańczają. ODkaf urodzilam dziecko (5) lat temu .miedzy mna a mezem zaczelo sie psuć .wrocilam do pracy a ze pracuje w sklepie mam czesty kontakt z ludzmi co mnie bardzo cieszy bo jestem osoba ktora kocha towarzystko mam duzo przykaviol znajomych co dla mojego meza zaczelo przeszkadzac na kazdym kroku jestem osadzana o zdrade bo przeciez pracuje z mlodymi ciastkami na nic tłumaczenia ze to tylko znajomi przyjaciele. Nawet zaczal byc zazdrosny ze spedzam czas z przyjaciółkami. Ze nic tylko w gapiam sie w tel i pisze z kims. No coz a co mam robic jak wroce z pracy to ani nie uslysze czesc kochanie jak Ci minal dzien tesknilem. A jak ja sie zapytam slysze tylko odburkniecie a jak mi mial minac zmeczony jestem nasze rozmowy sa na temat dziecka.i oczywiscie sexu bo jak ja mu moglam yo uciac napewno kogos mam. Bo juz mi sie noe chce codziennie jak nastolatek ale komu by sie chcialo jak noe rozmawiamy ze soba nie uslyszalam dawno milego slowa. Zrob cos zadbaj o swoje zdrowie zobacz jak wygladasz po co tyle tapety na ryj kladziesz.( nie jestem grubaska zeby nie bylo jestem zadbana kobieta nie wiadomo ile tapety tez nie klade tylko delikatny podklad rzesy) jak ma byc z mojej strony czulosc jak jestem w ten sposob traktowana. Zrobilam tatulaz na reka maly napis z przeslaniem o ktorym zawsze marzylam nie dosc ze dostalam zjebke to stwierdzil ze jestem wytatulowana jak recydywa i najlepiej jakbym infekcji dostala i by mi odcieli ta reke. Mowilam prosilam chodzmy do psychologa bo mamy powazny kryzys noe potrafimy sie dogadac on nikomu sie nie bedzie zwierzal i pojebalo mnie do reszty i go tylko wkurwiam i noech sie dowie ze komus sie zale wstyd sie pokazac ludzia bedzie bo robie z noego tyrana i noe wiadomo kogo a ja mam juz zupelnie dosyc takiej sytuacji...
  10. Witam. Mam 30 lat. Jestem po rozwodzie. Mam dwoje dzieci w wieku 9 I 7 lat. Mam nowego partnera który również ma dwoje dzieci i jest Po rozwodzie. Mieszkamy razem od roku. Obydwoje dużo pracujemy. Ja pracuje na zmiany 2 na 2 dwa cale dni w pracy dwa wolne. Kiedy mam wolne muszę zająć się dziećmi od których dzieli mnie jakieś 20 km także w grę wchodzi odwoz do szkoły i przewiezienie ich do mnie I wszystko co związane z opieką nad dziećmi. Brak czasu wywołuje napięcia między mną a partnerem który zarzuca mi brak czasu dla niego. Nie mam chwili dla siebie ponieważ jak nie jestem w pracy zajmuje się domem i dziećmi jego nie ma w domu bo też większość dni spędza w pracy. Problem polega na tym iż oczekuje ode mnie abym w dni wolne zostawiła dzieci i dwa dni poświęciła jemu. Jednakże w mojej sytuacji dwa dni dla niego oznacza dla mnie w moim systemie pracy że dzieci nie będę widzieć przez 6 dni. Wymaga tego przynajmniej raz lub dwa razy w miesiącu. Jeżeli się nie zgadzam dochodzi do awantur. Czy to jest w porzadku? Powoli zaczynam miec dość sytuacji w której mam wybierać bo dla mnie wybór jest jasny...dzieci. poznał mnie jak je miałam i wiedział na ci się pisze. Nie jesteśmy nastolatkami i mamy obowiązki A sytuacja finansowa w jakiej jesteśmy też zmusza do tego by odmówić sobie jakiś przyjemności. Zaznaczam ze wspolny wieczor w domu juz bez dzieci to dla niego za malo.Dlatego pytam czy może czegoś takiego wymagać ode mnie i czy to w porzadku? Co ja ma robić?
  11. Witam. Mam 35 lat i jestem mezatka od 10 lat zas z mezem znamy sie 15 lat. Mamy 3 dzieci. Moj problem polega na tym iz od dluzszego czasu nie mam ochoty na sex, nie wiem czy to jest spowodowane tym ze mam male dziecko i dlatego mam malo libido. Wprawdzie nigdy nie bylam w tym kierunku wyrywna jesli chodzi o zaczecie czego kolwiek z mezem, zawsze on zaczynal pierwszy ale nawet wtedy nie ciagnelo mnie do sexu, z czasem przy grze wstepnej nabieralam ochoty a ostatnimi czasy to nawet tego nie ma. On lubi sex a ja nie umiem mu dac tego czego chce bo nie chce aby zobaczyl ze ja nie mam ochoty. Choc czasem sam juz widzi bo co wieczor odwlekam wszystko z jakiegos powodu. Na poczatku naszego zwiazku (nie malzenskiego) bylo w miare, ale gdy pojawily sie dzieci to powoli wszystko zanikalo. Chcialabym aby to sie zmienilo bo nie chce zeby przez to wszystko maz znalazl sobie inna kobiete ktora da mu to czego ja nie chce. Wprawdzie zawsze mnie uswiadamia ze nie zdradzi ale ja nie jestem taka pewna. Czasem podczas klotni powie cos na temat ze "moze chce isc do innego" ale co to za roznica z kim bym to zrobila jak mnie teraz sex nie interesuje, sadze ze tymi slowami moze on cos ma na sumieniu mimo wszystko i probuje mnie obarczyc swoja wina. Nie wiem moze sie myle ale nie chcialabym dowiedziec sie takiej wiadomosci. Wiem ze faceci lubiacy sex nie umieja czekac cierpliwie dlatego podpowiedzcie co mam zrobic aby moje zainteresowanie sexem chociaz w czesci zmienilo sie w takie jak mojego meza. Chyba ze moze z biegiem czasu jak dzieci dorosna to sie zmieni bo najmlodsze ma prawie 2 lata... Ale czy maz poczeka czy nadal mam robic wszystko wbrew sobie po to by zaspokoic potrzeby meza.
  12. Witam. Pochodzę ze złej rodziny patologicznej, jestem DDA. Doświadczenie 7 lat terapii psychologicznej i grupowej żeby wyprostować swoje zycie. 15 lat po odcięciu się od rodziny patologicznej i ułożenie życia po swojemu na nowo. Mam problem dość duży w małżeństwie. Mam 44 lata. W związku jestem 12 lat a małżeństwie 7 lat. Mam jedno dziecko. Wszystko było dobrze i poukładane do czasu kiedy narodziło się dziecko. Początek był jeszcze znośny do 2 lat. Od tego czasu zaczęło się wszystko psuć, jestem kierowcą zawodowym, tylko przyjechałem do domu napięcia emocjonalne coraz bardziej narastały, żona chciała żebym był częściej w domu, byłem również za tym, była to luźna rozmowa i nie oczekująca ani wymuszająca. Zacząłem ustawiać system pracy tak żeby być więcej w domu i pracę wypośrodkować czyli 2 tygodnie w pracy i 2 tygodnie w domu (2/2 lub 2/1), czy 2 tygodnie pracy i jeden w domu, w zależności ile potrzeba było pieniędzy na utrzymanie rodzinne tak układałem prace. Żona nie pracuje bo zajmuje się dzieckiem. Wiadomo były różne problemy, choroby dziecka, krzyk nie zawsze ale to inna sprawa. Dziecko jest dzieckiem. Również były inne problemy ale je uznawałem za ważne i nie miałem do tego pretensji. Jeśli żona chciała żebym był w domu chciałem wykonywać dodatkową pracę w domu na komputerze bo miałem taką możliwość a do tego dorobić bo zarobek nie był wystarczający. Były myśli nawet żeby przejść całkowicie na pracę w domu bo był na to czas i w sumie się to udawało, nawet ta praca przynosiła dochody. Tu pojawił się dość duży problem, Żona traktowała tą pracę tak jakbym się bawił na komputerze i był do wszystkiego dyspozycyjny, bez przerwy mi wchodziła do pokoju, gadała i przeszkadzała, potrafiła przyjść i sobie gadać nie zważając na moją pracę uwagi i tu nerwy zaczęły puszczać. Mówiłem jej spokojnie na ten temat wiele razy że ja pracuje, żeby mi nie przeszkadzała ale nie poskutkowało więc zaczęło powstawać coraz większe napięcie i do tego kłótnie o moją pracę. Zamiast cieszyć się pracą w domu to coraz więcej zaczęliśmy się o to kłócić, pogorszyło to całkowicie relacje. Z pracą się wszystko popsuło, nie dało się w nerwach pracować. Przyszedł moment że zacząłem się dusić w małżeństwie, zacząłem źle się czuć, byłem zgaszony i przybity życiem rodzinnym, nie satysfakcjonuje mnie bo szczerze mówiąc chciałem być w domu i zejść z pracy kierowcy a przez tą sytuacje nic nie mogę zmienić. Poszedłbym do innej pracy ale mam problem z ludźmi (DDA) praca kierowcy mnie izoluje od tego i w domu również. Nie dość że ciche oczekiwania i wyrzuty bo nie ma pieniędzy to jeszcze ciche oczekiwania że mam zaspokoić rodzinę i być jeszcze w domu. Zamiast lepiej zaczęło się robić tylko gorzej, pojawiły się wyrzuty że ja tylko pracuje, dodam że tak organizowałem pracę żeby mieć popołudnia wolne dla rodziny i być z dzieckiem i żoną. Powiem o swoim problemie emocjonalnym bo jest poważny i być może to rzutuje również na całe moje małżeństwo. Jak mam zostać czy zajmować się dzieckiem to się boje ze względu na wstrętne myśli, nie będę ich tu opisywał co się w mojej głowie dzieje, nie wiem skąd one się biorą, są takie krzywdzące jakbym zaraz miał skrzywdzić dziecko, wykańcza mnie to, boje się że wyładuje emocje na dziecko czy nawet je skrzywdzę, cały się denerwuje, emocje od złości do silnej złości do tego emocjonalnie pojawia się silny lęk ucieczki żeby tylko się nie zajmować. Czuje się tak jak zostaje z dzieckiem jakby to był przymus i temu się buntuje i uciekam, mam duże nerwy i wkrętki z myślami i emocjami. Czuje się do tego zmuszany gdzie czegoś takiego nie ma, żona mnie jedynie czasem prosi żebym został i to wszystko jak ważne sprawy do załatwienia. Ja ma z tym duży problem. Mówiłem nieraz o tym ale tak jakby tego nie rozumiała. Co ciekawe jeśli jest wszystko u mnie poukładane emocjonalnie, relacja między nami jest w porządku to relacje z dzieckiem są poukładane i żadne wstrętne myśli się nie pojawiają. Jest zdrowa kochająca relacja. Do tego pojawiły się problemy z żony rodziną i problemy z jej toksycznymi znajomymi (nie wszystkimi) bo czuję się zmuszony iść w miejsca gdzie źle się czuje i po prostu tam nie idę. Jak chce żona iść to niech idzie sama, nie zabraniam jej bo u mnie przez to jest sporo nerwów i myśli agresywnych. Konflikt idzie o niekontrolowanie wydatków i nieliczenie się z pieniędzmi bo mieliśmy wspólne konto. Konta rozłączyłem i mamy osobne, opłaty wspólne procentowe zależne od wysokości wypłaty. Uważam że to najlepsze uczciwe rozwiązanie. Wrzucam co miesiąc określoną kwotę. Musiałem to zrobić ze względu na stan psychiczny i nerwy jakie miałem z tego powodu. Teraz żona ma swoje konto a ja mam swoje i jest dużo lepiej. Wiem przynajmniej że z mojego konta przynajmniej mi nic nie ubywa i mogę wszystko zaplanować. Jestem w tej chwili wykończony psychicznie, to już trwa około roku, nie jestem w stanie nic w domu robić, pojawia się stan depresyjny, od razu po negatywnych emocjach mam senność, śpię dużo, mogę nawet spać od 18 do 8 rano. Pojawiają się duszności i problemy z sercem, pojawiło się od niedawna. Ze względu na to że nie wiem co już dalej robić planuję wyprowadzkę bo nie chce być dalej w domu jeśli przybicie psychiczne się nie skończy. Przygotowałem sobie wszystko, alimenty itp. ile płacić. Mówię tu o uczciwych alimentach, dobru dziecka. Reszta później bo nie wiem jak się wszystko potoczy. Nie wiem jak to ująć ale kłótni u nas dużych nie ma, są sprzeczki i zaraz to wyjaśniamy ale od jakiegoś czasu to się bardzo nasiliło i dochodzi do mocniejszych kłótni, co ciekawsze znajomi i rodzina żony nas mają za super parę. W domu większość doświadczam dobicia psychicznego, nie dość że toksyczni znajomi (nie wszyscy) to jeszcze jej rodzina również mnie przybija ze względu na duże zadłużenia, które sami narobili i przychodzą bez przerwy do nas z problemami nawet próbując pożyczać pieniądze. Żeby ktoś mnie nie zrozumiał, pomóc trzeba w różnych sytuacjach jak jest to uzasadnione ale nie pożyczę osobom które nie pracują a do tego sami doprowadzili do wysokiego zadłużenia mieszkania, dochodzą jeszcze jakieś tajemnice rodzinne i nie wiem co tam się naprawdę dzieje, Nie dość że nie pracują to jeszcze zadłużyli mieszkanie i nie chcą zmienić sytuacji, oczywiście żona ze swoich zapracowanych pieniędzy może im dawać, da na opłaty to ok, nie wtrącam się w to. Ja nie dam, bo nie widzę zmiany. Jest jeszcze kilka problemów i to się nawarstwia. Doszło do tego że drażni i wyprowadza mnie z równowagi już wszystko. Chce się wyprowadzić i raz już to chciałem zrobić, byłem spakowany i chciałem wyjść ale to co zobaczyłem może dlatego się cofnąłem, stan psychiczny żony i jak wyglądała a do tego dziecko mnie prosiło żebym tego nie robił, wróciłem się. Sytuacja się jednak nie zmieniła, przymierzam się do kolejnej wyprowadzki, nie mam od nikogo pomocy, brałem pod uwagę dobrego psychologa, zresztą nie mówię nikomu ze znajomych bo nikt nie uwierzy że u nas są problemy a poza tym to nic dobrego nie da, taką mamy opinię. To co napisałem nie wiem czy to dobre rozwiązanie, chodzi o moją psychikę bo już nie wyrabiam i zdrowie dało o sobie znać. Jeśli pomoże terapia i jest wyjście będę szczęśliwy, jeśli nie to wyprowadzka a później resztę spraw do ustalenia. Nie winie o wszystko żony bo wina jest po środku. Na początku na pewno jej nie zostawię z niczym, dam okres przejściowy gdzie pomogę finansowo do ułożenia wszystkich spraw. W miejscu zamieszkania na pewno nie będę ze względu na moją psychikę i znajomi, skoro podejmuje się takich decyzji to pod względem psychologicznym chce zamknąć całkowicie ten rozdział w życiu. Proszę o szczerą odpowiedź. Prosiłbym wziąć pod uwagę 2 strony bo również ja mogę być tu winny gdzie problemu nie widzę.
  13. Dzień dobry Mam 32 lata i jestem w małżeństwie (10 lat). Mam 7 letnią córkę. Razem z żoną mamy przyjemne mieszkanie i poukładane życie. A raczej życie poukładane było... Od czasu narodzin córki niezbyt układało nam się w łóżku więc doszło do tego, że stworzyliśmy otwarte małżeństwo. Żona spotykała się z "kolegą" a ja w tym czasie poznałem kilka "koleżanek". W maju br. poznałem dziewczynę, która zawróciła mi w głowie. Spotykaliśmy się przez kilka miesięcy, jednak nie powiedziałem jej, że mam żonę. Wiedziała natomiast, że mam córkę. Skłamałem, że nigdy się nie związałem na stałe z "matką" naszego dziecka. Moja koleżanka też ma córkę, 5-latkę. Sama jest po rozwodzie z przyczyn finansowych (mąż miał długi). 17 października wyznałem jej prawdę o zonie i zapragnąłem związać się z nią na stałe. Oznajmiłem to żonie i złożyłem pozew rozwodowy. Żona załamana. Powiedziałem jej, że nie interesowała się mną, marudziła na wszystko, nie dbała o siebie i seks z nią też był słaby, a właściwie nie istniał od miesięcy. Mało czasu też spędzaliśmy razem z racji kochanków i kochanek oraz braku pieniędzy na wspólne wyjazdy zanim jeszcze poznałem wyjątkowa koleżankę. Koleżanka, a właściwie już dziewczyna, dnia 17 października przyjęła mnie pod swój dach. Miałem mieszane uczucia, wyrzuty sumienia. Zajmować się czyimś dzieckiem, kiedy moje będzie cierpieć rozstanie. Tak nagle bez walki zostawić żonę... jednak jakoś sobie z tym radziłem. Z nową dziewczyną czas spędzamy idealnie. Mimo trudnych chwil gdy się przyznałem do kłamstwa nigdy się nie pokłóciliśmy. Czas spędzamy bardzo zgodnie, przyjemnie. Lubimy te same aktywności. Od dwóch tygodni niesamowicie zaczęły mnie męczyć myśli o powrocie. Do domu, mieszkania, zony, dziecka, stabilizacji, wygody... Mimo, ze nowa kobieta jest zdecydowanie fajniejsza, to odległość od dziecka (80km), zmiana lokalizacji, wychowanie czyjegoś dziecka (radzę sobie, ale czuję do siebie odrazę, że niszczę swoje dziecko) strasznie mnie męczą. Doświadczam ekstremalnych stanów. Codziennie wieczorem gdy leżę wydaje mi się, że jest idealnie, że damy radę, córki nasze się polubią i będzie super! Jakoś stworzymy nowy świat!. Rano budzę się w lęku i do popołudnia nie potrafię się na niczym skupić. Aż nogi mi się uginają. Żona wciąż czeka na mój powrót. Daje mi czas do 2 stycznia, ale ma już coraz mniej siły. Ona chce zawalczyć. Ja jednak czuję się teraz podle. Nawet nie wiem jak zabrać się za wybór. To nie są przedmioty. Obie kobiety i dzieci mają uczucia. Kogoś zranię. Ale jak w tym natłoku myśli wybrać dobrze? Moje zdanie potrafi zmieniać się co kilka minut. Wczoraj myślałem, że pod nieobecność dziewczyny spakuję się i odejdę z powrotem do żony, jednak wieczorem byłem już cały w skowronkach jak wspaniale nam będzie razem. Dziś od rana znów męczą mnie myśli, na zmianę: będzie super!; nie nie będzie super, będę miał wyrzuty do końca życia!.\ Czuję się nie fer wobec wszystkich wokoło. Z perspektywy czasu wolałbym nigdy nie poznać tej dziewczyny, mimo, że czas z nią spędzony był najlepszy w moim życiu. Boje się, że czy wrócę czy nie, będę nieszczęśliwy. Nie mam pojęcia jak zrozumieć siebie, czego chcę, kogo kocham, kiedy będę szczęśliwy. Serdecznie pozdrawiam!
  14. Dzień dobry, jestem Marcin mam 21 lat tak jak moja dziewczyna, oboje studiujemy. Mój problem z moją partnerką polega na braku kontaktów seksualnych między nami. Jesteśmy razem już ponad 3 lata. Początkowo był to związek na odległość, później razem wyjechaliśmy na studia i ze sobą zamieszkaliśmy. Uważam nasz związek za całkiem udany, wzajemnie się wspieramy, troszczymy, mamy podobne wartości, poglądy i plany na przyszłość. Jednak kwestia łóżkowa jest dla mnie problemem już od samego początku wspólnego mieszkania. Początkowo tłumaczyłem sobie te problemy tym że dziewczyna ma bardzo wymagające studia i dużo stresów z tym związanych, jednak w czasie wolnym, czy w wakacje sprawy wcale nie wyglądają inaczej. Były wielokrotne rozmowy, które nie przynosiły żadnych zmian. Seks uprawiamy raz na miesiąc, jest bardzo powtarzalny, nie daje mi już żadnej satysfakcji. Czuję jakby dziewczyna bardziej robiła to dla mnie niż dlatego że chce. Mimo to kocham ją, jest dla mnie najbliższą osobą, nie chciałbym kończyć tej relacji. Ostatnimi czasy czuję coraz większą frustrację naszym pożyciem, dziewczyna przestała mnie pociągać i zwracam coraz większą uwagę na inne kobiety. Czuję się zagubiony w tej sytuacji. Czy jest coś co mogę zrobić żeby to naprawić? Czy taki związek ma szansę przetrwać?
  15. Wyszłam za mąż 7 lat temu, ślub był dość szybki. Stała nam na drodze teściowa i była żona. W pewnym momencie obecny mąż zauważył, że wycofuję się z tej relacji (gdyby był na moim miejscu nie zniósł by tego ) i postanowił się oświadczyć. Pierwsze lata między nami były ok, okupione drogą przez jego sprawy sądowe z byłą żoną , ale jak kochankowie. W związku z tym ,że został zdradzony nie raz nie chciał mnie puszczać nigdzie, ale też nie chciał ze mną chodzić do znajomych. Sam nie ma ich wielu więc moi znajomi im bardziej mnie "adorowali " tym więcej złego słyszałam na ich temat. Był czas że odpuściłam. Teraz tego żałuję. Mąż przychodzi do domu, siedzi w internecie, nawet jak ze mną rozmawia patrzy w telefon. Mnie to irytuje bo rzuca na mój pół godzinny wywód jedno słowo i nie potrafi rozwinąć. Widzę, że mnie nie słucha. W kwietniu na jego urodziny zorganizowałam wyjście i to by było na tyle. Z jego strony nic. Wszytko jest bez sensu, albo w tygodniu albo w niedzielę. Nasze życie seksualne też nie istnieje. Mniej więcej w połowie stanu zamężnego usłyszałam, że mnie nie adoruje i nie zachęca do zbliżenia bo nie wie czy ja mam na to ochotę. I dał mi do zrozumienia ,że ewentualnie ja mam jemu sugerować taką chęć. Ja już nie chcę się prosić. Jeśli coś ogląda lub siedzi w telefonie zawsze wymyśli, mycie naczyń czy wyjście z psem byleby " przełożyć" akt. Ja staję się coraz bardziej czepliwa, a gdy rozmawiam o braku zainteresowania to wymyśla teorie ,że przecież się cmokamy i przytulamy w przelocie. Oczywiście zawsze jest teoria : Jak coś chcesz ode mnie to ja już śpię i jestem nieprzytomny. Niestety jednego nie potrafi mi wytłumaczyć. Mianowicie około rok temu na imprezie zaczepiła go koleżanka z pracy, która rzuciła mu się na szyje i była bardzo szczęśliwa, że go spotkała. Przecież mąż jest takim outsiderem i nie lubi ludzi...... poza tym brzydzi się zdrad ......i jak widać mnie.
  16. Mam 25lat i jestem w związku z mężczyzną ktory ma dziecko. Partner mowi ze nie chce wiecej dzieci i upiera się przy tym. Ja dziecko chce miec w przyszlosci. Nie jestem w stanie patrzeć jak partner spedza czas ze swoim dzieckiem majac w świadomości ze on mi dziecka nie chce dac. Sa ciagle kłótnie i partner nie liczy sie z moimi uczuciami i tym co czuje.
  17. Wielu mężczyzn z radością odkrywa, że aby kobietę „mieć” nie musi z nią bez reszty, na serio być. Porównywalna ilość kobiet dochodzi do wniosku, że aby mieć zasoby, czas i potencjał mężczyzny, nie musi z nim naprawdę być na 100%. W efekcie mamy do czynienia z całą masą pozorowanych relacji, fikcyjnych uczuć, pokazówek i trwa jedna wielka maskarada wieńczona zwykle dramatycznym finałem. Cały ten cyrk to naprawdę niezły bajzel, z którego nikt nie wychodzi bez szwanku. Chłopcy i dziewczynki nawet w wieku 30+ udają miłość i bawią się w chowanego ostro wywijając pod konspiracją. Kłamstwo i manipulacja królują, bo ludzie panicznie boją się zobowiązania. Nie chcą wziąć odpowiedzialności za dobro drugiego człowieka. Zatracają się w toksycznym egoizmie, który ostatecznie skazuje ich na samotność, pustkę wewnętrzną, niecelowe życie, brak sensu. Na szczęście są wyjątki - relacje autentycznych, niewyrachowanych ludzi, którzy wkładają w związek całe serca. Coraz mniej liczne wyjątki, niestety. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online, świadczący usługi jak psychoterapia przez Skype.
  18. Jestem 29 letnią kobietą spełnioną zawodowo, dotychczas byłam spełniona również na płaszczyźnie prywatnej. Byłam w stałym związku od 7 lat, wydawało mi się, że byłam szczęśliwa, spełniona i kocham swojego partnera. Nigdy nie zwracałam uwagi na innych mężczyzn, jestem atrakcyjna i bardzo często byłam i jestem podrywana, jednak nigdy nie miało to dla mnie znaczenia bo liczył się tylko mój partner i nie uznawałam zdrady nawet w formie flirtu. Wszelkie próby poderwania mnie ignorowałam bądź wyraźnie dawałam do zrozumienia, że nie jestem zainteresowana. Dwa lata temu zmieniłam pracę i wtedy wszystko się zmieniło. Poznałam mojego współpracownika z którym miałam zajmować pokój, w ogóle nie był w moim typie jeżeli chodzi o fizjonomię, jednak już po pierwszej rozmowie poczułam, że niesamowicie mnie pociąga, że bardzo dobrze się rozumiemy. Codziennie w pracy dużo ze sobą rozmawialiśmy, śmialiśmy się, świetnie się rozumieliśmy, a przede wszystkim imponował mi swoją wiedzą, inteligencją i poczuciem humoru. Jednak był ode mnie 15 lat starszy, jak się później okazało miał partnerkę i córkę, ja byłam w związku, więc pomimo chemii między nami nie wykonywałam żadnego kroku, on również zachowywał dystans. Czasami odnosiłam wrażenie, że on też mi się przygląda, że czasem jego gesty i słowa wykraczają poza ramy koleżeństwa. Często słyszałam jego kłótnie, które prowadził z partnerką przez telefon, ja też zaczęłam oddalać się od partnera. Nie utrzymywaliśmy jednak żadnych relacji poza pracą. Po około półtora roku coś się zmieniło, zaczął do mnie pisać po pracy, początkowo były to zwykłe rozmowy znajomych, jednak z czasem przerodziło się we flirt. Angażowałam się coraz bardziej w tę relację, jednocześnie oddalając się coraz bardziej od partnera, ale wszystko pozostawało w sferze flirtu. Jednak on zaczął szukać okazji do spotykania mnie, zaczął chodzić na tą samą siłownię, odwoził mnie po pracy do domu, przynosił mi drobne prezenty do pracy, wynajdywał preteksty żeby mnie dotknąć, przytulić. W końcu zgodziłam się wyjść z nim na drinka i stało się, pocałowaliśmy się. Miałam straszne wyrzuty sumienia bo sama byłam w związku, poza tym wiedziałam, że on ma partnerkę i dziecko, obydwoje musieliśmy kłamać żeby się spotykać, więc podjęłam decyzję, że muszę to zakończyć zanim przerodzi się to w coś większego. Podczas rozmowy on powiedział, że od dawna mu się nie układa z partnerką, że już raz się rozstali, ale postanowili spróbować to naprawić ze względu na dziecko. Byłam nim tak zafascynowana, że nie potrafiłam zakończyć tej relacji, więc brnęliśmy w to coraz bardziej. Rozmawialiśmy ze sobą całymi dniami i nocami, szukaliśmy każdej możliwej okazji żeby się spotkać, czułam się jak zakochana nastolatka. Obydwoje wiedzieliśmy w jakiej jesteśmy sytuacji i ustaliliśmy, że nie będziemy od siebie niczego wymagać i szczerze niczego od niego nie oczekiwałam. Po pewnym czasie on zaczął się dziwnie zachowywać, prowokować sprzeczki, zdziwiona zapytałam co się dzieje i wtedy powiedział, że się we mnie zakochał. Byłam w szoku, nie odpowiedziałam mu tym samym, chociaż też czułam do niego coś więcej. Związek z partnerem przestał się liczyć, on był dla mnie na pierwszym miejscu. Jeszcze nikt nigdy tak o mnie nie zabiegał, nie był tak szarmancki, kulturalny, nie traktował mnie z takim szacunkiem i uwielbieniem. Patrzył się na mnie jak gdyby świat poza mną nie istniał i było między nami niesamowite pożądanie. W końcu zaczęliśmy ze sobą sypiać, było tak, jak gdybyśmy znali się od zawsze zarówno pod względem mentalnym jak i fizycznym, rozumieliśmy się i uzupełnialiśmy w każdym aspekcie, nie odczuwając w ogóle różnicy wieku. Nigdy w życiu nie czułam takiego pożądania w stosunku do żadnego mężczyzny. Taki stan rzeczy trwał około 6 miesięcy, ale nie potrafiłam tego dłużej w ten sposób ciągnąć. Chociaż czułam do niego coś więcej postanowiłam to zakończyć ze względu na jego dziecko i jednocześnie przyznać się swojemu partnerowi. Strasznie bolało mnie to rozstanie, jednak wiedziałam, że tak będzie lepiej, on też przyznał mi rację. Zrezygnowałam z pracy żeby więcej go nie widywać i powiedziałam prawdę partnerowi, mając świadomość, że to będzie koniec naszego związku i tak też się stało. Przez kolejne dni od rozstania on ciągle do mnie pisał, dzwonił, błagał o spotkanie, w końcu uległam. Powiedział, że mnie kocha i nie potrafi beze mnie żyć, nie chce oszukiwać siebie, partnerki, a dziecko odczuwa, że coś jest nie tak i wcale nie jest szczęśliwe. Prosił, żebym dała mu czas na rozwiązanie swoich spraw i wtedy będziemy mogli być razem. Zgodziłam się. Po kilku tygodniach do mnie przyszedł, powiedział, że już wszystko zakończył, musi się tylko wyprowadzić, ponieważ nie do końca w to wierzyłam, powiedziałam, że skoro już wszystko rozwiązał, niech zostanie u mnie na noc. Następnego dnia wrócił do domu, rzekomo zabrać rzeczy, ale przestał się odzywać, w końcu napisał, że nie może tak po prostu odejść i mnie przeprasza. Dotarło do mnie, że dałam się wplątać w klasyczną relację z facetem z kryzysem wieku średniego, zerwałam z nim kontakt, powiedziałam, że nie chce go znać. Od tamtej pory ciągle do mnie pisze, dzwoni, mówi, że nie potrafi beze mnie żyć, że mnie kocha i musi załatwić swoje sprawy, prosi żebym na niego zaczekała. Wiem, że to wszystko od początku było z jego strony kłamstwem, ale jednocześnie nie potrafię przestać o nim myśleć. Poza tym mój partner powiedział, że jest gotów wybaczyć mi zdradę i do mnie wrócić jeżeli obiecam, że zerwę kontakt z tamtym mężczyzną i nigdy więcej go nie zdradzę. Kontakt już zerwałam, nie odpowiadam na jego telefony i smsy, ale nadal o nim myślę. Mimo wszystko nadal czuję coś do byłego partnera, doceniam jego miłość i to, że jest mi w stanie wybaczyć, te wszystkie wspólne lata podczas których przecież byliśmy szczęśliwi dopóki nie pojawił się On. Nie jestem w stanie zrozumieć swoich własnych uczuć i podjąć decyzji co do powrotu do byłego partnera bo już wystarczająco go skrzywdziłam. Zastanawiam się czy go kocham czy to co czuje to jest przyzwyczajenie. Jednocześnie boję się, że jak zrezygnuje z walki o ten związek to będę żałować do końca życia, a z drugiej strony boje się, że jeżeli do siebie wrócimy to będę żałować, że coś mnie w życiu omija bo nasz związek co prawda był udany, ale nie był to ten poziom emocji i pożądania co podczas romansu. Przecież musiał być jakiś powód dla którego go zdradziłam, nie wiem czy to dlatego, że zafascynowałam się starszym mężczyzną, który mi imponował, czy dlatego, że czegoś brakuje mi w związku i mój dotychczasowy partner to po prostu nie jest to. Nie potrafię o niczym innym myśleć, Jak mogę sobie z tym poradzić? Jak odpowiedzieć sobie na pytanie czy kocham swojego partnera i była to chwila słabości czy jednak fakt, że dopuściłam się zdrady to znak, że go nie kocham?
  19. Witam, Od ponad półtora roku jestem w związku z chłopakiem, jednak moja rodzina jest calkowicie temu przeciwna. Od razu zaznacze ze oboje mamy po 20 lat, jestesmy po maturze i obecnie studiujemy. Moi rodzice odkad sie dowiedzieli ze to moj chlopak od razu go przekreslili. Sytuacja byla na tyle beznadziejna że za każdym razem jak chciałam się z nim spotkać to zaczynały sie krzyki, awantury, klotnie a po jakims czasie nawet szantaze emocjonalne, presja. Zaczelam ukrywac ze sie z nim spotykam, jednak rodzice znają mnie jak własną kieszeń i nie mam pojęcia jak to sie dzieje, ale ZAWSZE wiedza, ze bylam z nim nawet jak nie zdaze powiedziec ani slowa po przyjsciu do domu. Sytuacja wymknela sie po maturze spod kontroli do tego stopnia ze wyprowadzilam sie do niego nie znoszac dluzej takiej sytuacji w rodzinie. To bylo straszne. Wyzwiska, zastraszanie i szantaz emocjonalny. Zawsze wiedziapam i rozumialam ze kochaja mnie i chca jak najleouej, jednak nie widza ze ich milosc jest po prostu toksyczna. Starałam się ich z mojego życia nie wykluczać i przez 4 miesiące żyłam z nim, spotykając się z nimi i znosząc jakoś ich dalsze zachowanie. Było niestety tylko gorzej. Ojciec brzydzil się patrząc na nnie co zresztą sam mi powiedział któregoś razu. Nie wytrzymałam i chcąc ich do siebie przekonać, naprawić relacje, kontakt wróciłam do nich.. jednak chce wrócić do chłopaka którego bardzo kocham. Mamy małe wspólne mieszkanko, nasza relacja jest na tyle silna że wspólne mieszkanie nie stanowi dla nas najmniejszego problemu. Jesteśmy siebie pewni. Jednak jak staram się mówić rodzicom o swoich planach, starając się ich przekonać, zaczęli mówić że jeśli znowu do niego wrócę, nie będą chcieli mnie znać. Znając ich tak zrobią. Jest na się ode mnie. Nie chce tracić rodziny A jednocześnie zrywać z chłopakiem dla ich widzimisię. Zaznaczę że nie chcą dodatkowo żebyśmy razem mieszkali bo to jak twierdzą wbrew Boga i życie bez ślubu na kocią łapę to najgorsze co można zrobić. My niestety uważamy inaczej. Chciałam z nim zamieszkać, on ma prace, studia zaoczne, ja studia dzienne, jednak znajdę jakąś pracę na dwa dni w tygodniu i damy radę się utrzymać. Co robić? Pomocy!
  20. - Jeśli dobrze zrozumiałem, szuka pan żony? - Skąd! Wolę mieć kilka kochanek. - Czy to nie jest zbyt kosztowna impreza? - Od razu widać, że nie był pan żonaty. - Ale przecież mówi pan, że czuje się samotny. - Wolę czuć się samotny i dobrze bawić niż czuć się samotnie będąc niewolnikiem. - W czym zatem mogę pomóc? - Chcę się czuć samotny m-n-i-e-j. - Nie myliłbym samotności z cynizmem. - Sugeruje pan, że jestem zgorzkniały? - Skądże. Ja tego nie sugeruję. Przez zgorzknienie nie chce się niczego poza mniejszą ilością emocjonalnego bólu. W zgorzkniałym człowieku nie ma nic, co czułoby radość. - Faktycznie, czasem mam wrażenie, że jestem atrapą człowieka. - To specyficznie ludzkie odczucie, więc o pana człowieczeństwo bym się nie martwił. Natomiast atrapą mogły być lub są te relacje, które pan tworzy. Z żoną czy będąc nieżonatym człowiek potrzebuje w więzi czuć się też potrzebnym, za coś odpowiedzialnym, a nie tylko hedonistycznie rozbawionym. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online; w jego ofercie: psychoterapia przez Skype.
  21. Witam, Mam 23 lata, mam problem ze znalezieniem partnerki, nigdy jej niemiałem w życiu. Od wielu lat z tego powodu mam stany depresyjne, ściska mnie w gardle, płakać mi się chcę. Prób znalezienia/poderwania przez te wszystkie lata było setki. Jestem pewien że to z powodu mojego wyglądu. Równierz posiadam konta założone na wielu portalach randkowych, brak odpowiedzi na moje wiadomości. Proszę mi odpisać, Jak mam sobie poradzić/pogodzić się z życiem bez miłości partnerki oraz bez seksu? Bo staje się to już nie do wytrzymania. Pozdrawiam.
  22. Witam mam 18 lat i chodzę do liceum. Mój problem zaczął się od kiedy poznałam mojego byłego partnera 4 lata temu. W tym czasie były chwile lepsze I gorsze. Niecałe 4 lata temu miałam depresję Ale to chyba dość normalne w takim wieku. W tamtym związku chłopak w pewnym sensie szantażował mnie Że jeśli odejdę coś sobie zrobi, manipulował moimi emocjami i cala moją psychiką. Po 3 latach tego zwiazku poznalam chłopaka ktory mnie z tego wyciągnął. Zauważyłam problem przez ostatnie 2 miesiące. Ciagle wmawiam sobie wymyślone rzeczy że mój chłopak mnie oklamuje, że kogoś ma, że się mna bawi. Mimo ze wiem ze to nie jest prawdą. Mam wrażenie ze chodzi o to ze boje się powtórzenia sytuacji jaką mialam I moja podświadomość starą się temu zapobiec w taki sposób abym wmówiła sobie takie rzeczy zebym go zostawiła. Jestem pewna ze wszystko w związku jest dobrze i naprawdę nie mam podstaw tak myśleć. Ale nie panuje nad tym. Ciagle mysle nad tym nie mogę spać albo nie mam ochoty wstawać z łóżka. Czuje sie sama z tym wszystkim mimo ze mam osoby które mnie kochają I wspierają. Miewam czasem mysli co by było gdybym umarła. Boję się że coś naprawdę jest nie da czy powinnam udać się gdzieś? Po jakąś pomoc? Z góry dziękuję że mogłam to napisać.
  23. Hej wszystkim! Tak jak w temacie posta: to pytanie czysto retoryczne i chcialabym sie tylko upewnic w swojej kwestii. Gdy np robiło sie seks oralny swojemu partnerowi, co pozniej dzieje sie z ta sperma? Trafia do zoladka i zostaje strawiona (przez kwas solny), zostaje i zalega w nim?, gdy jest zbyt gesta, "osiada" na przełyku, czy nie daj Boże laduje do krtani? Prosze o łopatalogiczne wyjaśnienie. Czy takie połykanie jest zdrowe i bezpieczne i nie jest jakakolwiek dewiacja czy czyms chorym/ nienormalnym społecznie? To naprawde nie jest jakiś hejt, trollowanie czy robienie sobie z Was jaj i śmiechów. Po prostu od tak przyszlo mi takie dumanie do umysłu przed snem (bo zasnąć nie moge bo naczytałam się horrorów a później rozkminam o życiu by jakoś zmęczyć się zaśnieciem) Z góry dzieki za wszystkie odpowiedzi. Jak zawsze moge na Was liczyc.
  24. Witam jestem kobietą, która ma lat 20 oraz jestem w krótko trwającym związku bo lada 9 miesięcy. Obecnie pracuje zagranicą gdzie też praca jest dość stresująca. Gdy miałam 11-13 lat moi rodzice strasznie się kłócili,i w wieku 14 lat wzięli rozwód gdzie musiałam szybko dojrzeć, niestety rodzice w tym czasie byli bardzo zajęci głównie kłótniami i robieniu sobie różnych złośliwych sytuacji, ponieważ co się okazało mama ma nowego partnera gdzie on również zaczął się przyczniać do różnych przykrych awantur min. szarpal tate i wiele innych. Ja w tamtym czasie przy okresie dojrzewania potrzebowałam rodziców a oni walczyli o mnie o jak o jakieś trofeum a to z tego względu, żeby rzadna ze stron nie płaciła alimentów. Zaczęłam się okaleczać, bardzo zamknęłam się w sobie, nie miałam na nic ochoty, zaczęłam chodzić do psychologa i było po jakimś czasie wszystko dobrze. Gdy osiągnęłam wiek 17lat poznałam chłopaka, z którym byłam 2 lata, lecz okazało się że jest bardzo agresywny po alkoholu, zaczął mnie bic a ja długi czas wybaczałam. Zaczął chodzić do psychologa, były momenty ze było juz ok ale pożniej zaczęło się to nasilać aż wkoncu zakoczyłam toksyczny związek. Zawsze sobie mówiłam on potrzebuje pomocy, musze mu pomoc, ale nie takim kosztem w tym okresie również zaczęłam się krzywdzić lecz już było jakieś słowo STOP. Po jakimś czasie poznałam chłopaka który był tylko ze mną bo miał jakieś korzyści. Po tych przykrych incydentach postanowiłam odpocząć od związku, być sama i tak też zrobiłam. Teraz mając już prawie 21lat poznałam chłopaka który od razu zawrócił mi w głowie, na samym początku jak to w związku jest kolorowo rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym znalazłam kogos kto mnie potrafił zrozumieć byłam bardzo szczęśliwa, lecz wszystko się zmienieło poprzyjedzie do pracy zagranica. Zaczęłam mu nie ufać bo te zaufanie stracił przez kłamstwa i już nie potrafię zaufać ponownie, bardzo często wypominam mu jego przeszłość, ponieważ prowadził okropny tryb życia. i tez nie miał go łatwego. Wiem że tego nie cofnie ale jak się kłócimy chce mu jak najwięcej wyrządzić przykrości nie wiem z jakiego konkretnego powodu. Czasem mam wrażenie ,że chcę komuś sprawić ból i ja również ten ból lubie odczuwać., ponieważ zaczęłam się znowu okaleczać, człowiek który prawie ma 21lat się okalecza? Ja jestem tego świadoma że daje chwilowe odetchnnienie, wstydzę się tego co robię ale nie mogę się opanować, gdy pojawia się konkretna kłótnia ja nie panuje nad tym, sięgam po coś ostrego. Gdy się już kłócimy zaczynamy się bić szarpać gdzie później oboje tego żałujemy. Zauważyłam,że nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Ostatnimi czasy bardzo jestem rodrażniona, budzę się w nocy, robię kłótnie o nic i zawsze to ja muszę mieć rację. Byłam kiedyś chora na padaczkę lecz lekarze stwierdzili że jestem zdrowa ponieważ ataki się nie pojawiają 4-5lat czy może być to również związek z neurologią? Jak panować nad agresją oraz jak ponownie zaufać?
  25. Cześć. Jestem dość młodą osobą, zdaje sobie sprawę, że nie powinno mnie tutaj być ale nie wiem gdzie szukać pomocy. Ojciec jest alkoholikiem, na szczęście nie bije mnie. Jest wredny, poniża mnie, mam tego dość. Nie wytrzymuje tego. Szukałem pomocy u nauczycieli ale nic. W końcu nie wytrzymałem i zacząłem kombinować z zadawaniem sobie krzywdy. Zacząłem dość ostro, robienie cięć źyletką i polewanie tego octem. Ojciec ma sprawę w sądzie za jazdę po pijaku, w grudniu jedzie na odwyk. Wczoraj mówił mi, że wie, że boli mnie jego picie. Dzisiaj wrócił kompletnie schlany. Mam tego wszystkiego dość, chciałem się zabić ale nie zrobiłem tego ze względu na mamę. Wczoraj mama była na wywiadówce, dowiedziała się wszystkiego od nauczycielki której się zwierzałem. Mamy pojechać do psychologa, już wydawało mi się, że to wszystko wyjdzie na prostą, że wyjdę z depresji. No ale nie. W drzwiach ujrzałem ten sam widok, ojciec trzymający się futryny aby się nie wywrócić. Co mam robić w tej sytuacji? Nienawiść do ojca jest już tak duża, że nie będę za nim tęsknić gdy wyjedzie na 2 miesiące na odwyk. Odnoszę wrażenie że bez niego miałby lepiej poukładane życie. Co robić? Chcę rzucić masochizm, chcę żyć normalnie ale ojciec i jego alkoholizm nie pozwala mi. Mam nadzieję, że nikt nie usunie tego posta ze względu na wiek. Uprzejmie proszę o pomoc

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.