Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'relacje'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 1321 wyników

  1. Witam mam 21 lat i mam problem z moim chłopakiem z którym jestem 6 lat. Nasz związek zaczął się bardzo młodo ale od tamtego czasu widywalismy się codziennie, z czasem zaczęło się to zmieniać bo wiadomo w związku potrzeba trochę czasu bez drugiej połówki. Mój chłopak to straszny flirciarz, jakieś 3-4 lata temu prawie mnie zdradził z dziewczyną najlepszego kumpla(wybaczylam mu) a dziś czuje że to już nie jest to samo. Mam wrażenie że on jest że mną z przyzwyczajenia i strachu że nie będzie miał do kogo wracać. Od 6 miesięcy mieszkamy razem i mimo to czuje się bardziej samotna niż kiedykolwiek. Jak wychodzi wieczorami to ja kładę się do łóżka i ciągle płacze nawet nie wiem o co, zauważyłam że mam jakieś tiki nerwowe, ciągle o coś uderzam paznokciami lub skrobię. Kiedyś byłam bardzo radosna i gadatliwa A dziś wszystkim się przejmuje.
  2. Hej:) Zdecydowałam się napisać tutaj, ponieważ mam potrzebę anonimowego porozmawiania z innymi ludźmi o moim problemie. Wielokrotnie próbowałam psychoterapii, ale jakoś nie pomaga. Pomyślałam, że być może poczuję się lepiej wśród osób o podobnych doświadczeniach. W większym gronie, a nie tylko sam na sam z terapeutą. Że jakoś się nawzajem wesprzemy. Postaram się jak najbardziej streścić moją historię. Zacznę od tego, że jestem osobą nadwrażliwą i niestety patologicznie wręcz stałą w uczuciach... Jako nastolatka byłam bardzo atrakcyjną dziewczyną. W wieku 19-stu lat przeżyłam pierwszy wielki zawód miłosny i leczyłam się z niego kolejne 8, będąc w tym czasie kompletnie zablokowaną na jakiekolwiek relacje damsko-męskie. W tym czasie mocno się roztyłam. W końcu mój stan psychiczny się unormował, a ja sama pogodziłam się z wizją staropanieństwa i byłam na swój sposób zadowolona z życia. I wtedy pojawił się ON. Poznaliśmy się w pracy i zakochałam się może nie od „pierwszego wejrzenia”, ale z całą pewnością od pierwszej rozmowy. Starałam się walczyć z moim pociągiem, bo on był wówczas w związku, a ja wyglądałam jak wyglądałam i wiedziałam, że nie mam u niego najmniejszych szans. Zaprzyjaźniliśmy się. Wmawiałam sobie, że to mi wystarczy. Zachowywałam się przy nim swobodnie- bardziej jak facet niż kobieta. Przeklinaliśmy i żartowali o tzw. „kupie” itp. Minął rok. Z biegiem czasu dowiedziałam się, że jego związek wcale nie jest szczęśliwy. Ale nadal nie robiłam sobie nadziei, że nasza relacja kiedykolwiek mogłaby wskoczyć na inny poziom. Przełom we mnie nastąpił, kiedy któregoś dnia upiliśmy się i usłyszałam koleżeńską radę, która brzmiała mniej więcej: „Widziałem Twoje zdjęcia z liceum. Byłaś przepiękna. Weź się za siebie. Gdybyś tylko schudła- to ustawiałyby się do Ciebie kolejki, a ja pierwszy. Zwaliłem sobie konia do tych zdjęć”. Teraz nie jestem pewna czy w ogóle pamięta te słowa. Zawzięłam się. W ciągu 7-miu miesięcy roku zrzuciłam 40kg. W tym czasie związek mojego ukochanego ostatecznie wyzionął ducha. My wciąż się kumplowaliśmy. Starałam się zachowywać bardziej kobieco i uwodzicielsko i dawać subtelne znaki zainteresowania, ale panicznie bałam się wyznać wprost co czuję. Wciąż zwlekałam i zwlekałam i obiecywałam sobie, że przy następnej okazji się odważę... aż nadeszła cholerna epidemia. Przez dłuższy czas nie mieliśmy okazji się zobaczyć. Podczas kiedy ja rozmyślałam co zrobię kiedy wreszcie wypuszczą nas z domów- on z nudów założył konto na Tinderze i nawiązał kontakt z jakąś dziewczyną. Dowiedziałam się o tym za późno... Zostałam z zaskoczenia zaatakowana wiadomością, że chyba poznał kogoś w kim się wreszcie zakochał. Oczywiście udawałam, że cieszę się jego szczęściem. No i aktualnie przyglądam się kwitnącej miłości, która chyba wciąż jest na etapie pierwszego zauroczenia. Patrzę na papużki nierozłączki i czuję, że w środku umieram. Jednocześnie nie mogę się pozbyć nadziei, że ta świeża relacja jeszcze się rozpadnie. Nie chcę słyszeć rad żebym dała sobie spokój- znam siebie i wiem z całą pewnością, że nie jestem w stanie tego zrobić. Wiem również, że to najgorszy możliwy moment na szczerą rozmowę- na obecnym etapie zafiksowania na punkcie swojej wybranki, na 100% zostałabym ostatecznie odrzucona. Więc czekam. Czekam i cierpię. I wciąż zastanawiam się co poszło nie tak. Przecież od początku mnie lubił, a teraz dodatkowo wyglądam świetnie i inni mężczyźni się za mną oglądają. Czemu to nie wystarczyło i co zrobiłam nie tak? Zostałam kobietą poległą we friendzonie.
  3. Witam. Proszę mi doradzić co zrobić: przeszkadza mi bliska relacja z moją mamą. Mieszkamy w jednym domu ale w osobnych mieszkaniach, ja mam swoją rodzinę. Z mamą od zawsze mieliśmy bliskie kontakty, pomaga nam pilnować dzieci, jest w naszym domu pod naszą nieobecność, ale ja zdałam sobie sprawę że przytłacza mnie ta zażyłość. Mama wie o wszystkim: z kim się spotykamy, co robimy. Wiem że to mama, że będzie coraz bardziej samotna i potrzebuje nas, ale taka codzienna zażyłość mnie przytłacza. Czuję że ona oczekiwałaby że częściej będę jej się zwierzać, angażować w moje życie - a ja tego nie chcę, Cieszę się że moje dzieci mają blisko babcie ale mi osobiście ta relacja ciąży. Jestem niezależna finansowo, ale ponieważ mieszkamy blisko, czuję ciągle oddech mojej mamy na plecach. Mama jest osobą która "dla naszego dobra" lubi wszytko kontrolować i pomaga nam nawet wtedy, gdy my tego nie potrzebujemy. Mimo że pracuję, mieszkam osobno, to czuję się przez nią kontrolowana i nie czuję się dorosła, nie mam prywatności mimo osobnego mieszkania - i to jest dla mnie przytłaczające bo mam przecież 40 lat. Jak zdobędę się czasem raz na kilka miesięcy że jej coś powiem stanowczo to potem mam wyrzuty sumienia. Nie umiem się zdystansować od tego, a wiem że to niezdrowe myśleć ciągle jak żyć żeby mamy nie urazić i dbać o jej dobre samopoczucie. Proszę o poradę chociaż krótko. Czuję się jak dziecko mimo że mam pieniądze i sukcesy w pracy.
  4. Od lat zmagam się z moją matką. Nie mam ukończonej jeszcze szkoły, więc wyprowadzić się i żyć na własną rękę byłoby mi trudno. Moja mama od w zasadzie kiedy pamiętam nazywała mnie idiotką, poje.. i innymi tego typu słowami, najczęściej wtedy kiedy nie radziłam sobie jeszcze w szkole podstawowej. Jeżeli zapomnę zrobić to o co mnie prosi np. Posprzątać, czy pozmywać to wyzywa mnie często od kur... i tumanów. Często mnie biła i grozi mi tym do tej pory. Myślałam, że po latach do tego przywykłam, ale myliłam się. Zaczęłam dziś szukać pomocy, niestety nie stać mnie na pomoc profesjonalisty. Jedyne wsparcie mam w moim narzeczonym. Nigdy nie miałam wsparcia ze strony mamy, dlatego, że nie akceptuje moich poglądów i mojej wiary, tak właściwie to nie akceptuje całej mnie. Traktuje mnie przedmiotowo. Bardzo proszę o pomoc, już nie daje z tym wszystkim rady.
  5. Dzień dobry, Mam 29 lat i postanowiłam napisać do Państwa, z prośba o zdiagnozowanie problemu, pomoc czy tez ukierunkowanie do jakiego specjalisty sie udać-psycholog/psychiatra/terapeuta? Nigdy nie korzystałam z powyższych uslug. W ostatnim czasie moje optymistyczne nastawienie, towarzyskość, wręcz zarażanie innych śmiechem (wszyscy mi to zawsze mówili) odeszlo na boczny tor, a zastąpiło je ciagle rozmyślanie, mniejsza chec spotkań-chyba obustronnie poprzez moj spadek nastroju-zrobiłam się mdła, pozbawiona pasji, charyzmy, zobojętniała na wiele rzeczy, które wcześniej przynosiły mi radość. Nie mam pewności, ale może to być za sprawa relacji z 'toksycznym narcyzem'. Jednak jestem taka osoba, która winy pierw szuka w sobie zanim komukolwiek ja wskaże. Mysle, ze ten związek mogl doprowadzić do przygaszenia mnie, zastanawiam nie czy problem jest ze mną czy z nim, bede niezmiernie wdzięczna jeśli uda nie to Pani/Panu określić. Może zacznę od początku, bo z tego co czytałam zaczyna nie od dzieciństwa, a to nie należało do łatwych pod względem emocjonalnym. Do 11 r.z mieszkaliśmy w czwórkę (dziadki, mama i ja) do tego czasu wszystko było normalne. Tata odszedł do innej kiedy miałam 5 lat, zawsze mi go gdzieś tam brakowało i ten brak dostrzegam teraz kiedy od partnera doszukuje sie usilnie poczucia bezpieczeństwa, uwagi może trochę tez mentora. Natomiast jako dziecko był to dla mnie temat bardzo wrażliwy kiedy ktoś go poruszył w 4 oczy pytając gdzie moj tato naplywalay mi lzy do oczu, natomiast w życiu codziennym zycie bez taty bylo dla mnie normalnością, w wieku 5 lat byłam zbyt mala by przejść jakieś zalamanie i je pamiętać. Nie miałam z nim kontaktu z woli mamy, w wieku nastoletnim spotkałam sie 2 razy, ale nie chciałam więcej kontaktu-z tego co mi wiadomo choruje chyba na depresje lub inna chorobę psychiczna ma zone do której wtedy odszedł i 2 dzieci. Kiedy dziadkowie sie wyprowadzili do domku w wieku kiedy miałam 11 lat i chyba wtedy zaczęło nie piekło. Zostałam sama z mama. Slyszlaam teksy "zaluje, ze Cie urodziłam niechciany bękarcie" itp. 5 min spóźnienia skutkowało przemocą fizyczna, byłam bita, kopana, awantury były ciagle, kilka razy w tygodniu, może miesiącu, raz nawet tak sie balam, ze dzwoniłam po policje. Nigdy nie podniosłam reki na mame, nawet jej nie odepchnelam. Uczylam sie normalnie czasami lepiej czasami gorzej, ale zawsze pilnowałam swoich ocen na poziomie 3/4 i nie wagarowałam. U mnie w rodzinie nigdy niczego nie brakowało, jedzenia czy pieniędzy jednak każdy na to cieżko pracował by do czegoś dojść. Każdy wymagal, nie było spotkań rodzinnych czy imprez. Z mama nie mam kontaktu, kontakt odswiezamy co święta i niestety po miesiącu lub 3 sie kończy, jest zbyt nerwowa i rządna władzy (ma nerwice). Z mojej strony nie chce takiego kontaktu, zbyt dużo sil emocjonalnych kosztuje mnie wybaczanie, ludzenie sie, ze będzie dobrze i szok/rozpacz. Wole spokojnie zyc. Dodam, ze kiedy byłam paroletnia dziewczynka mama miała z 2 partnerów i panicznie balam sie, ze zostane sama, ze zabiorą mi mame, która nie miała juz tyle czasu dla mnie, a miałam tylko ja. Rodzina nie brała udziału w moich problemach z mama. Zawsze słyszałam: wracaj do domu. Do tej pory nie potrafię prosić. Kiedy dostałam np.spodnie od mamy (nie dostawałam często) i coś jej nie pasowało, zabierala mi je i mówiła, ze odda, ze na nic nie zasługuje. Ciagle na nic nie zasługiwałam. Kiedy skończyłam liceum wyprowadziłam sie na wynajem wraz z partnerem 3 lata starszym, z którym byłam od 15 roku życia. Zaczelam studia dzienne, pracowałam-po kilku miesiącach dostałam awans jako jedyna i pracowałam na pełen etat ciagnąć studia dzienne. Zycie układało mi sie wspaniale, studia, fajna pierwsza praca, niezaleznosc, tylko ten moj partner stanal w miejscu, brak rozwoju, codziennie po pracy piwo do obiadu, brak argumentów merytorycznych, zero wkładu w urządzanie mieszkania-ja chciałam czegoś więcej, rodziny dzieci rok mu to tłumaczyłam. Zakończyliśmy ten związek po 8 latach z mojej inicjatywy co dziwne nie zaplakalam ani razu po nim, wręcz stałam sie taka lekka. Nieskromnie mówiąc zawsze cieszyłam sie dużym powodzeniem, po kilku miesiącach poznałam drugiego partnera, z którym spędziłam 2 lata. Zaczelam sie w nim zauraczac w 3 miesiącu za jego charakter, czułam sie przy nim bezpiecznie, byłam taka szczęśliwa, pomagał mi, dużo wyjezdzalismy, cały czas byliśmy ze sobą i nigdy nam sie nie nudziło, dbał o mnie, moj ideał pod względem charakteru, wtedy uświadomiłam sobie co znaczy... prawdziwie kochać. Dostawalam dużo uwagi czego nie mogę powiedzieć o obecnym związku. Skończyłam studia, ale jakby nie dla siebie, a by rodzina była dumna, ze jestem "kimś", a nie "bękartem". Zrobiłam kilka nietuzinkowych kursów jak na kobiete np. prawo jazdy na tiry-uwielbianam to i byłam z tego dumna. Niestety bajka z nim nie trwała za długo... Zaczęły mi na sam koniec znikać moje rzeczy: pieniądze, laptop itp. -byl starszy 5 lat... Wyszło jeszcze kilka różnych rzeczy. Podziękowałam, przeżyłam wewnętrzną tragedie, osoba, która tak kochałam okradła mnie pod moim dachem. Balam się nawet o to czy nie wziął na mnie kredytu skoro był zdolny do takich rzeczy. To było straszne. Mieszkałam sama, czułam sie niebezpiecznie w swoim domu, stal mi pod blokiem, wydzwaniał z różnych numerów natarczywie, do tego stopnia, ze musiałam zmienić numer- 3 miesiące nerwówki i wmawiania sobie nie możesz z nim być, pomimo, ze go kochasz, balam się samotności, moja mama jest sama, niechcianam zostać stara Panna... Poznałam obecnego partnera 8 lat starszy i tu sie trochę bardziej rozwinę (i teraz czuje, sie niezręcznie, bo odrazu mysle sobie, ze czyta Pan/Pani tak długa wiadomość, a ja jeszcze bede sie rozwijać... wręcz chciałabym przeprosić tylko dlaczego? przecież temu sluzy ten portal-skad moje odczucia, czy to normalne?)-czesto tak odczuwam szczególnie od kad chyba go poznałam-czy mi wypada, czy ja mogę i pełno myśli... Obecnego chłopaka poznałam przez portal randkowy, który miałam 1 dzien. Pisaliśmy prawie pol roku, spotkaliśmy się i zaczęliśmy ze sobą być. Wyglądał na maks 3 lata różnicy wiekowej, nie pali, nie pije, jest na wysokim stanowisku. Z początku uważnie mnie słuchał, sam bardzo dużo mówił, opowiadał, ale teraz wszystko przybrało trochę inna formę. Opowiem ciut o nim: był 15 lat w związku ma córkę. Klocil sie strasznie z była, wieczne sądy o dzieci (widzenia, alimenty), mówienie na glos, ze jej w piety pójdzie, ze go zdradziła s***, pełno wulgaryzmów przy dziecku w jej stronę. Straszna nienawisc, rozumiem, ze rozwaliła mu rodzine, ale przy dziecku takie słowa? Jego wiadomości, które podejrzałam z nia ciagle w treści miały "zakazuje Ci" "nakazuje Ci" "zapłacisz za to" "spotka Cie kara" "potrzebny Ci jest psychiatra" dziwiłam sie, robił jej na zlosc. (podchodził emocjonalnie jakby sie jeszcze nie pogodził?) Dla mnie był miły-zwracał nie do mnie kochanie skarbie nigdy po imieniu, kiedy ja zwróciłam nie po imieniu mówił dlaczego tak brzydko do mnie mówisz? Pierwsze Pol roku przebiegało dobrze, oby dwoje zauroczeni. Caly czas żyjemy 600km od siebie i jeździmy co tydzien naprzemiennie, bo po wcześniejszych przebojach z kradzieżą chciałam go sprawdzić pod katem charakteru, ale coś mi nie dawało tego poczucia by zrobić tam ten krok z przeprowadzka. Caly czas sam z siebie wypierał sie, ze on nie ma koleżanek, nie ma kolegów, ze normalni ludzie pracuja w tygodniu, a po pracy odpoczywają i nie maja czasu jak ja na znajomych-pracowal wtedy do pozna, chciał mnie odseparować od wszystkich. Zakochana coraz bardziej wierzyłam w jego słowa, ze ma racje, ze to taka porządną osoba za jaka nie uważa ciagle podkreślając jaki to on nie jest porządny i uczciwy obywatel. Kiedy miała przyjść do mnie przyjaciółka np. na 18, dzwonił o 18:20 i bardzo powoli opowiadał co u niego, wiedząc, ze miałam mieć gości i tu znowu to uczucie wypada mu przerwać i przeprosić czy najpierw wysłuchać, obawiałam sie reakcji jakbym robiła coś złego... Wysłuchałam i powiedziałam, ze mam gości na co zawsze słyszałam: znajomi ważniejsi tak?-ciagle ze wszystkim wpedzal mnie w poczucie winy. Zawsze byłam towarzyska, ale coraz mniej zaczęłam wychodzić domu, chcialam unikac klotni. Po roku robilo sie coraz gorzej. Kiedy przyszła do mnie koleżanką raz w miesiącu mówił, ze złodziejką kradnie mi moj prywatny czas. Kiedy chciałam isc na grzyby, po co Ci grzyby? Problemów szukasz, kupie Ci grzyby siedź w domu. Zakazuje Ci. Po roku było coraz gorzej. Moj znajomy ze szkolnej ławki w gimnazjum cieżko zachorował, ludzie wstawiali zdjęcia mapka gdzie mozna mu pomoc, tez wstawiłam i rozesłałam po znajomych. Reakcja mojego: Jakiegoś H*** wstawiasz jakby był Twoim chłopakiem i wywalił mnie ze znajomych. Nie mieliśmy sie na fb w znajomych. Po kilku miesiącach powiedział (cale wakacje nie mial mnie w znajomych): Zaprosiłem Cie do znajomych, zaproszenie jest ważne do godziny 20, 20:40 nie przyjęłam (zaczęłam stawiać na swoim, ale i tak on zawsze wygrywał) w każdym razie w tej sytuacji zadzwonił i mówi jest 20:40, a ja mowie wiem i co z tego? On jakby zdziwiony mówi, ze zaproszenie było do 20, na co ja: to juz sie przeterminowało i nie jest ważne. Odpowiedział 'AHA na Twoja odpowiedzialność' i usunął je. Byłam u niego miesiąc (urlop) przed tym chodzil zawzięcie na siłownię, przez to, ze ciagle siedzielismy w domu (typ domatora) zaproponowałam byśmy poszli razem, a on, ze nie ma takiej opcji, ze jak sie przeprowadzi bede z nim chodziła, teraz nie. Nie odpuszczałam mówiłam dlaczego? Denerwowal sie i powtarzał, ze to ma być dla mnie motywacja bym sie przeprowadziła? Do tej pory nie poznałam jego znajomych, bo zawsze mówił, ze jest domatorem i ich nie ma. On nie poznał moich, bo wiecznie był zmęczony, a mimo to nazywa ich 'patologia' gdzie to normalne, ułożone osoby z dobrych domów-aby mnie od nich zniechęcić. Kiedy opowiadałam o zamiłowaniu do motoryzacji krzywił sie i mówił, ze kobiecie nie wypada i wstyd sie tym chwalic, zabijał we mnie tak każda pasje. Kiedy on szedł na siłownię i basen było ok, natomiast kiedy ja odważyłam sie w końcu pójść (trenowałam pływanie) to slyszalam, ze idę świecić cycami na wierzchu i sponsora szukać. Tego było tak wiele, ze nawet nie wiem o czym pisać. Para przyjaciół powiedziała, ze depresji dostaje przez niego, ze kiedy z nim jestem nie jestem sobą. Zerwalam z nim, wszędzie zablokowałam, pisał maile naprzemiennie, ze mnie kocha, a za chwile, ze mam juz pewnie jakiegoś fagasa i niecenzuralne epitety. Schudlam 20 kg w 4 miesiące, powypadały mi wlosy, od pol roku mam duży problem ze snem, nie mogę zasnąć często do godzin rannych kiedy wstaje juz bez spania, wybudzam sie jakby w trakcie myślenia nad ranem lub budzą mnie myśli, wymiotowałam, miałam ścisk w zoladku, nie wychodziłam z domu miesiąc poza praca, zakupami spożywczymi, płakałam, dużo plakalam. Odrzucalam wszystkich. Nie chciałam wychodzić. Dalam sie sprowokować kilka razy i pisaliśmy. Zmienił prace, mówi ze na rower z kolega chodzi po pracy w tygodniu, a ja do niego, jego słowami 'kolega kradnie Ci Twój prywatny czas po pracy?' A on podważał moje zdrowie psychiczne, w sumie to od polowy związku i byłej zreszta tez... Jesteś nienormalna, jak można powiedzieć takie coś? Ja z uśmiechem mowie: stwierdziłeś u siebie chorobę to sa Twoje słowa wypowiadane w moim kierunku. Na co ja jego slowami "kazda normalna osoba po pracy siedzi w domu i odpoczywa" na co jeszcze bardziej stwierdzil, ze jestem nienormalna i zdziwiony, ze to nie jego slowa, on tak nie mówił, a powtórzyłam slowo w słowo by zobaczyć jak on zareaguje na tak absurdalne slowa, które wypowiadal w moim kierunku. Zrozumialam po jego reakcji, ze albo byl bardzo nieszczęśliwy, albo robil to specjalnie, albo sie tak zmienił(?). Kiedyś ze mną rozmawiał teraz milczy, tylko ja mowie. Jak zapytam o prace, kolegów, cokolwiek to podnosi ton głosu, ze az sie boje teraz pytać kogokolwiek o cokolwiek i milcze juz nawet wśród innych ludzi... To jego prywatność i ja w nic nie mam wnikać. Ignoruje moje wiadomości, odczytuje po godzinie lub lepiej, albo nie odpowiada. A po chwili mowi, ze chce bym była jego zona i urodzila mu dziecko. Nie rozumiem co sie dzieje, usilnie robi ze mnie głupia. Dlaczego pozwoliłam sobie na brak szacunku z jego strony? Przez dzieciństwo? Caly czas odczuwam strach i niepokój, straciłam zainteresowania, jestem płaczliwa. Dlaczego nie potrafię jak w poprzednich związkach ich prowadzić i tone? Skad u niego ta zmienność co do mnie, do wychodzenia z domu, milczenia i tajemnice. Nie potrafimy być razem, ale tez nie potrafimy sie rozstać oby dwoje-dlaczego?. On jest rządny władzy, musi byc na jego, jak nie to dostaje jakiś ataków złości, a później mówi, ze nikt go tak nie wyprowadzal z równowagi i nie panuje nad słowami, ale czym? Ja nawet glosu na niego nie unoszę. Raz w dyskusji ugryzl mnie w pierś z zaskoczenia ze złości, miałam krwiaka. Z tego co pisała jego była to była na obdukcji... Duzo nie wiem, wszystko jest u niego jedna wielka tajemnica. Ostatnio dużo mnie ignoruje, kończy rozmowy jakbym nie byla dla niego ważna, jednak gdy rozmawialam z nim przez telefon akurat miałam klienta wyglądało to tak: klient-Dzień dobry poproszę 2 szt. czegoś ja-Dzień dobry xx zł poproszę klient dal pieniadze ja-wydalam i powiedzialam: dziekuje milego dnia Usłyszałam podnosząc słuchawkę: lec mu jeszcze g*łe opierd*** w gratisie! Skad jego zachowanie? Niby ignoruje, a tu zazdrość? Wiem nie szanuje mnie, widzę. Traktuje mnie jak wroga, a za chwile zachowuje nie jakby nigdy nic. Gdzieś pobladzilam, a jeszcze 3 lata temu byłam taka fajna radosna kobieta z pasjami. Teraz czuje sie jak jakaś ofiara, ktora jak to sam mówi musze byc uległa, bo to on w związku chce nosić spodnie, on jest "Pan i władca" "albo sie dopasujesz albo wyjazd". Zauważyłam tez, ze wybieram partnerów w poczuciu, ze jestem im potrzebna-np. poprzedni był ubogi, ten z dziećmi. Bron Boze nie kategoryzuje ludzi, gdyby tak było, bym z nimi nie była, pytanie dlaczego tak jest. Teraz zaczęłam rozmawiac na stopie koleżeńskiej z kolega 5 lat starszym, ktory ma ciezka chorobę. Jasno postawiłam granice i nie napiera, rozmawiamy koleżensko, ale jak mi powiedział, ze jest chory to jakoś tak cieplej do niego podchodze, nie pod katem partnerskim, bo jestem w związku, ale pod katem ciepła np. martwię sie by z trasy zjechał itp. To on przypomniał mi, ze tak to powinno wyglądać, przypomniał mi jak to jest sie czuć kiedy ktos sie o Ciebie martwi. Poczulam sie jakby ważna, doceniona? Nie ma chemii, ale jest to dobro, w ktorym zauroczylam nie przy drugim partnerze, który mnie finalnie okradl. Wtrace jeszcze, ze bylo u mnie podejrzenie ciężkiej autoimunologicznej niewyleczanej choroby na co usłyszałam, jak sie wyleczysz to sie do mnie przeprowadź, nie obciazaj mnie choroba. Wtedy mial urlop, który przede mna zataił, bo mial do załatwienia niby wazne sprawy, ktorych nie mogl zalatwic w tygodniu, zaczęłam drazyc (czego bardzo nie lubi) wyszło, ze wymienił olej... Kolega, 5 lat starszy mnie pocieszał i mówił, ze moze ze mna jechac do lekarza... Skoro juz sie zdobyłam na odwagę by napisać poruszę krótko wątek dzieci. On ciagle na pierwszym miejscu uwzględnia córkę, nawet w planowaniu nam dnia. Córka wszystkie weekendy od 8-22 spędza na konsoli grając. Proszę o spacer mówi pójdziemy, czekam, cały dzień gra z córka, a finalnie o 20 delikatnie podpytuje mówi, ze mu sie nie chce i ide sama. Ja nie mogę sobie z tym poradzić. Czy to dlatego, ze jestem jedynaczka? Czy to zazdrość jak w dzieciństwie o mame? A może mam racje, ze dorośli ludzie powinni ustalać, a dziecko dopasować, a on probuje wmówić mi inaczej i sobie z tym nie radze? Objawy: -bezsennosc, bardzo płytki sen, wybudzanie się myśląc (człowiek jak sie budzi jest zaspany ja w pełnej gotowości) -wybuchy placzu przy nim, placzliwosc ogólnie -mowienie w negatywny sposób (skupianie większości uwagi na problemach), -w kłótniach z nim trzęsienie rąk, -ciagle myślenie o wszystkim i o niczym-nie potrafię nie myslec -jąkanie się -w polowie zdania zapominanie o czym mówiłam, bo mysle o jednym, mowie o drugim, albo coś mnie rozproszy, -niepokoj, niestabilny grunt -przekonanie, ze nie chce mieć juz nigdy mężczyzny, bo mnie znowu silnie skrzywdzi, -brak kreatywności, która zawsze przeze mnie przemawiala -niskie poczucie wartosci, -nie umiem sie cieszyć jak kiedys, -stawianie siebie na ostatnim miejscu, -zagubienie, brak koncentracji, -nie rozumienie dlaczego i co sie ze mną dzieje/stalo -ktos cos do mnie mówi i mimo, ze mówi wyraźnie, glosno w cichym pomieszczeniu czasami lapie sie na tym by powtórzył jakbym słyszała wyraźny glos, ale nie rozumiem treści i proszę o powtórzenie. Może wtedy jestem zamyślona, nie wiem, zdarza nie to bardzo rzadko, ale jest to dziwne. -zobojetnienie-ja sie wiecznie dopasowuje-nigdy tak nie miałam -czasami rozdrażnienie Mam oddanych bliskich przyjaciół, których traktuje jak rodzine, każde uważa, ze ze mną jest wszystko w porządku, ale jego zachowanie wywołuje u mnie takie stany, ze jak sie z nim nie kontaktowałam słyszałam "wróciłaś stara Ty", z tym, ze ja wtedy czułam jakaś dziwna pustkę... Jakby on był tym brakującym elementem. Kupiłam sobie tabletki ziołowe APTEO SPOKÓJ chmiel, rumianek i melisa, biorę od tygodnia, widzę maly, ale korzystny wpływ. Mianowicie pierwsze noce wybudzałam sie standardowo ok 2-4 w nocy i nie spalam do rana z tym, ze budziłam sie nie myśląc-nie wybudzały mnie myśli. Dziś pierwsza noc od dawna przespałam cala. Niedowierzalam, ze obudziłam się o świcie, a nie o nocy-piękne uczucie jestem taka stabilniejsza, potrafię go skontrować, zamiast płakać. Na sam koniec chciałabym serdecznie podziękować, domyślam się, ze czytanie przykrych wiadomości nie jest łatwe i bardzo to doceniam. Mam nadzieje, ze uda sie nas zdiagnozować lub chociaż wskazać mi jakaś drogę, bardzo tego potrzebuje. Raz jeszcze DZIĘKUJĘ ❤️
  6. Jestem 32 letnią pracująca kobietą. Sześć lat temu rozstałam się po 3 latach związku z partnerem. Od tamtej pory moje życie uczuciowe zamarło. Przez około 3 lata po rozstaniu nie spotkałam się z żadnym facetem nawet na kawę czy do kina. Cały czas starałam się dbać o siebie, ale nie zauważałam żadnego zainteresowania ze strony płci przeciwnej. Pp 3 latach zmieniłam miejsce zamieszkania, przeprowadziłam się do większego miasta, jednak udało mi się jedynie stworzyć półroczny związek, w którym to ja byłam bardziej zaangażowana niż druga strona. Od rozpadu tamtej relacji nie mam ochoty już dbać o siebie, z trudem wstaje z łózka do pracy, zrezygnowałam z siłowni, jem sporo fast - foodów co spowodowało, że w ciągu roku przytyłam 12 kg. Zawiodłam się na tym, że pomimo moich starań nie układa mi się w życiu osobistym. Nie wiem co może być przyczyną i dlaczego ciągnie się to tyle lat. Zawsze marzyłam o wielkiej miłości, która odmieni moje życie i wywróci je do góry nogami,a tymczasem nie pojawia się nic. Czuję się bezsilna i bezradna. Jedyna aktywnością w kierunku poznania kogoś która praktykuję to spotkania z aplikacji randkowej. Jednak za każdym razem kończy się na jednym spotkaniu. Po rozmowie przy kawie żaden chłopak nie wyraża woli kontynuacji znajomości. Gdzie mogę szukać przyczyny takiego stanu? Dodam, że przed rozstaniem z byłym chłopakiem (3 letnim) nie miałam problemów z poznawaniem mężczyzn.
  7. Jestem studentką, wiek 24 lata, aktualnie kończę pisać swoją pracę dyplomową. Od początku roku jestem w związku z mężczyzna, który mieszka na stałe za granicą. Bardzo często przyjeżdżał do mnie, sporo czasu spędziliśmy razem. Planowałam po obronie się przeprowadzić do niego. Kilka dni temu odkryłam że jest kłamcą. Wysyłał mi różne zdjęcia, niektóre były bardzo ładne co wzbudziło moje podejrzenia. Sprawdziłam je w internecie, a moje obawy o nieautentyczności zdjęć okazały się prawdziwe. Kazałam iść mu na terapię. Po kilku rozmowach z nim okazało się, że kłamała mnie ze wszystkim... Okłamał mnie o swoim miejscu pracy, dodatkowo twierdził że założył własna firmę i zaryzykował wiele pieniędzy, sprzedał dom ( którego w rzeczywistości nigdy nie miał ), okłamał mnie że miał wypadek samochodowy i że zabrali mu prawo jazdy a tak na prawdę nigdy prawa jazdy nie miał, również twierdził że jest chory na covid a jego mama leży w ciężkim stanie w szpitalu, jeden z jego kolegów też w jego wymyślonym świecie był chory na koronawirusa. Kłamał,że dostał od przyjaciół w prezencie skok ze spadochronu, a później kłamał że skoczył, często kłamał że jest chory lub że zdarzyła się jakaś zła rzecz, ale też w swoim miejscu pracy twierdził że ma wyjazdy służbowe po całym świecie, gdzie nigdy tam nie był. Okłamał mnie że wynajął nam mieszkanie, mieszka z rodzicami, okłamał mnie że go okradli z konta a tak naprawdę sam zrobił sobie taki dług. Okłamał mnie też, że próbował znaleźć mi praktyki w moim zawodzie/ twierdził że ma kolegę z podobnej branży / Powiedział mi to wszystko sam, zwrócił się też do jednego ze swoich przyjaciół oraz rodziców, jest przed rozmową z kolejnymi 2 oraz przed wizytą u psychologa. Widać, że chce się wyleczyć, rozmawiałam już na ten temat z jego przyjacielem , mama jego też do mnie napisała gdyż powiedziałam mu że mu nie wierzę i ma ktoś potwierdzić mi że chodzi na terapię. Ja mam teraz mętlik w głowie , prawda dopiero do mnie dochodzi, najbliższe mi osoby,które go poznały a z którymi podzieliłam się tym odkryciem też są w szoku, wszyscy odebrali go bardzo pozytywnie i twierdzili wręcz że super do siebie pasujemy... nie zauważyli oznak kłamstwa , był bardzo pewny siebie w tym co mówi. Rozsądek podpowiada mi że powinnam go zostawić, że tak będzie łatwiej. Jednak jest to dla mnie ciężkie. Z drugiej strony myślę że na to mogło mieć wpływ jego dzieciństwo i szkoda mi go jako osoby ,że ktoś go tak skrzywdził, choć nie jestem pewna czy to jest "tylko" mitomania czy może jakaś gorsza choroba np dwubiegunowa ... często wpadał w depresje i kilka razy mówił mi że się zabije, zawsze było to przez telefon, możliwe że tym chciał wymusić mój przyjazd.. Gdybym miała pewność że to można wyleczyć... Mitomanie może da się wyleczyć , ale jeżeli jest to coś poważniejszego.. nie chce być w takim związku, wiem że byłoby to bardzo ciężkie, a ja jestem młoda i nie mam zobowiązań wobec niego.. Teraz po tych wydarzeniach się tam nie przeprowadzę, mogłabym jedynie go odwiedzać...a na to nie mam teraz pieniędzy, może na jedną taką podróż bym uzbierała.. On bardzo chce żebym przy nim była , twierdzi że chciał mi o tym wszystkim powiedzieć jak przyjadę, jestem w stanie w to uwierzyć, bo większość kłamstw by wyszła na jaw, a mi byłoby ciężej od tego się uwolnić... Nie wiem czy dać temu związkowi szansę czy zerwać. Zerwanie będzie ode mnie wymagać o wiele więcej mobilizacji, bo chciałabym mu pomóc... Nie wiem co ja już mam myśleć..wszystko okazało się kłamstwem a ja chcę w to dalej brnąć ?.. Bez sensu ... przecież nawet nie wiem czy mogę mu zaufać ... a moje plany na najbliższą przyszłość runęły z dnia na dzień... A ja mam syndrom DDA i pewnie też powinnam iść na terapię, myślę o tym co jakiś czas choć brak mi mobilizacji
  8. Pierwszy raz w życiu postanowiłam cokolwiek napisać na forum... Jestem w związku od 19 lat, jestem starsza o 5 lat od mojego partnera. Od 5 lat mamy wspólne dziecko, dodatkowo wychowywaliśmy razem moją starsza córkę z poprzedniego związku. Wiele lat temu dostałam pierścionek zaręczynowy. Minęło może ze 12 lat od tamtego czasu, ślubu wciąż nie ma. Kiedyś moje pytania kończyły sie wyjaśnieniami z gatunku racjonalnych, np. trzeba nazbierać pieniędzy na wesele, trzeba ustabilizować pracę, trzeba poczekać aż jego mama wróci zza granicy. Potem doszły inne argumenty, np. to, że jego rodzice się kiedyś rozwiedli, ja też się rozwiodłam (dodam, że większość naszych znajomych jest w szczęśliwych związkach małżeńskich). Potem były kolejne; że po co ten papierek, że liczy się miłość, że tyle lat razem lepiej świadczy o uczuciu niż małżeństwo, że to instytucja niepotrzebna, a sprawy majątkowe możemy załatwić testamentami u notariusza. Aktualnie wygląda to tak, że gdy pytam o ślub, to następuje milczenie, które kończy się wyjściem z pokoju z komentarzem, że ja znowu w kółko to samo, albo oświadczeniem, że jak ja mogę nie wierzyć w jego prawdziwe uczucia skoro tyle lat jesteśmy razem ("gdybym nie planował z Tobą być to bym tyle lat nie był"). Sama zaczęłam watpić w sens małżeństwa, choć wcześniej było ono moim wielkim marzeniem, z tym własnie mężczyzną. Teraz czuję się jak w pułapce, pn. nie wyobrażam sobie ślubu w sytacji postawienia mu ultimatum, albo, co gorsza, gdyby robił to bo tylko ja tego chce... o ile w ogóle dałby się tam zaciągnąć. Kocham mojego partnera ale odczuwam ogromny żal i lęk, że powód braku slubu jest groźny dla przyszłości naszego związku. Czuję się niepewnie w związku a z drugiej strony nie wiem czy mam prawo do oczekiwania, że mój partner zrobi tak ważny krok. I dochodzi kolejna myśl, że może liczy się z tym, i godzi na to, że mogę od niego odejść... Pierwszy raz nie wiem co mam zrobić z własnym życiem...
  9. Jestem studentką niedługo 4 roku, mam 22 lata. Od 16 roku życia nachodziła mnie myśl o samobójstwie, zawsze kończyło się tylko na planach, czasami było lepiej, czasami gorzej. Nigdy nie byłam lubianym dzieckiem ale liceum było najgorszym okresem w życiu pod tym względem. Zawsze byłam sama, nikt w klasie mnie nie akceptował. Dowiedziałam się również iż tata jest chory na raka. Nikt się mną nie przejmował, w domu miałam się tylko uczyć abym się dostała na studia, nigdy nie miałam hobby. Przez ostatnie dwa lata moja rodzina wpadła w dość duże długi. Staram się pomóc rodzicom, nawet wzięłam 2 kredyty tylko żeby im pomóc. Od rodziców tylko słyszę iż jestem nierobem i nieukiem, staram się jak mogę ale nikt tego nie widzi. Ostatnio plany o samobójstwie znów stały się realne. Nie radzę sobie z presją studiów, pracy i stresu w domu. Najchętniej nie wychodziłabym z łóżka i nic nie robiła. Wiem że potrzebuje pomocy, ale również wiem że jak mnie zabraknie to znikną wszystkie problemy. Proszę o pomoc
  10. Witam jest nowa osoba na forum, chciałem sie wyżalić bo nie mam komu(w zasadzie mam ale nie lubię rozmów twarzą w twarz), czuje ze depresja wraca, cały czas odczuwam pustkę, ból i smutek. Moja koleżanka jest ze mną w ciąży, świat mi się wali do tego wszystkiego nie potrafię ogarnąć sam siebie, co mam na myśli ? Wiec tak miałem kiedyś depresje po tym jak odstawiłem używki, brałem często i dużo ( teraz zdarzy się raz na 2 msc) miałem jedna próbę samobójcza nieudana(po zerwaniu z moja ex dziewczyna) , jakoś wyszedłem z tego, Poznałem kobietę z która czuje ze mogę wszystko, niestety ona nie chce związku w dodatku jest w ciąży i chce ja usunąć, ja jestem załamany, straciłem prace, rodzina ma mnie już dosyć, nie potrafię pogadać z ludźmi, czuje ze jeszcze trochę i powrócę do wyjścia z przed kilku lat, co noc myśle o tym ze lepiej by mnie nie było, z każdym dniem coraz bardziej chce iść do lasu i zakończyć swój film na tym rozdziale.... pomóżcie proszę, może się powinienem zgłosić gdzieś, nie potrafię nic, wszystko mi wychodzi zle, nigdy nie miałem łatwo, Straciłem przyjaciół, straciłem wszystko, do tego codziennie gdy spoglądam w lustro widze ta obleśna twarz, mam mega kompleksy, w dodatku krzywy zgryz; nie stać mnie na zrobienie, nie stać mnie nawet na wynajęcie czegoś dla siebie, popracuje chwile w jednym miejscu i nie jestem w stanie wrócić do pracy bo w głowie milion negatywnych myśli... co powinienem zrobić, macie jakieś rady ? moze zakończyć swoj żywot, nie mam pojęcia .
  11. Witam, potrzebuje porady właściwie nie dla mnie. Jakiś czas temu poznałam faceta, on rozstał się z poprzednią dziewczyną 4 msc temu. Byli razem 5 lat. Spotkaliśmy się kilka razy, trochę się poznaliśmy i pewnego dnia napisał mi że nie jest gotowy na trwały związek. Teraz chodzi na terapię, bo nie umie zapomnieć o swojej byłej kobiecie, a ja nie wiem w jaki sposób mogę mu pomóc. Czy być przy nim i proponować spotkania, np jakis wyjazd żeby trochę odciągnąć go od rzeczywistości, proponować że chętnie go wysłucham czy raczej dać mu wolną przestrzeń i nie utrzymywać kontaktu? Nie wiem co w tej sytuacji będzie lepsze dla niego. Chciałabym mu pomóc.
  12. Dzień dobry...jestem dziewczyną (18 lat) Jestem po toksycznym związku, rodzicach alkoholikach, przemocą w domu, moje problemy sięgają dzieciństwa. Z partnerem (24lat) jestem 2 lata. Mój problem zaczął się od momentu kiedy zamieszkaliśmy razem u moich rodziców. Jego rodzice tego nie zaakceptowali, a jego matka z ojcem zaczęli robić awantury, grożąc, że jeżeli nie wróci wyrzucą mu rzeczy. Po 2 miesiącach przeprowadziliśmy się do niego, jego matka nie pozwala mi przejąć drobnych obowiązków typu jego pranie, mają problemy o to, że zamykamy drzwi kiedy jesteśmy w pokoju. Ona uważa że dopóki jej syn nie będzie miał żony ona musi się nim opiekować. Mam już dość. Od pół roku mam nawracające bóle żołądka spowodowane długotrwałym stresem. Jak poradzić sobie z niepozwalającą odciąć pępowinę matką?
  13. Witam, otóż mam 20 lat, niedługo 21 i studiuję. Jakiś czas temu poznałem bardzo sympatyczną dziewczynę, jest 5 lat młodsza ode mnie. Charakter ma cudny. Uczy się w liceum. Problem pojawił się 2 miesiące temu kiedy rodzice dowiedzieli się ile ma lat. Od tamtej pory spotykam się z docinkami z ich strony, czasami próba normalnej rozmowy kończy się awanturą, że nie jest to dziewczyna dla mnie, bo ma 16 lat (jest to jeden jedyny argument, że jest gówniarą i ma mleko pod nosem). Od niedawna się zastanawiam, czy może to jednak ze mną jest coś nie tak. Dodam, że nie oglądam się specjalnie za tak młodymi licealistkami (rok temu byłem w związku z rówieśniczką przez długi czas, lecz to nie było to), ale ona jest na prawdę wyjątkowa i bardzo lubię spędzać z nią czas na rozmowie. Czy na tym etapie serio jest to aż tak duża różnica wieku, że musi to spotykać się z krytyką najbliższych ? Bardzo męczy mnie już ta sytuacja a nie mam z kim o tym porozmawiać.
  14. Jestem uczennicą technikum. Mam 18 lat, a zaczęło to się od 1 klasy gimnazjum. Mam kochająca rodzinę niczego mi nie brak siostrę i prawdziwa przyjaciółkę. To nic że klasa jest niezbyt przyjazna.Niby nie sprawiam problemów i wgl. Brak mi drugiej osoby ale jeszcze jest czas ok. Dobra to teraz niech ktoś mi wytłumaczy.. Dlaczego czuję się okropnie? Dlaczego mam ochotę zdechnąć? Dlaczego myślę że nikt mnie nie potrzebuje i nikt by za mną nie tęsknił? Dlaczego płaczę po nocach? Dlaczego wyzywam się przed lustrem potem ocieram łzy i wmawiam sobie ze tak nie powinnam bo wszystko mam a inni mają gorzej bo praktycznie nie mają nic? Czy ktoś mi wytłumaczy dlaczego? Jestem jakaś dziwna? Czy jak. Nie czuję dobrze się w tym świecie. Jakbym tutaj nie pasowała. A jeszcze często mam takie dziwne uczucia że chce cofnąć czas chce być dzieckiem już za tym tęsknię a tu już dorosłość studia mieszkanie bez rodziców. Owszem chciałabym się z tego uwolnić ale będzie mi w bardzo tego brakować.... Chcialabym by ktoś z rodziny nie siostra, rodzice powiedzieli mi.,, jestem z ciebie dumna,, tego chce. Po tym poczuje się lepiej. Poczuje się ważna.. Staram się pomagać innym i nawet jak komuś nawet źle życzę myślę żeby życie se ułożyła dobrze.. Czemu tak źle się czuję czy ktoś mi to w końcu wytłumaczy? Jestem na coś chora czy jak?
  15. Witam jestem Monika ale wolę Molka Mam 35 lat Jestem tutaj nowa, piszę bo potrzebuję pomocy. Od jakiegoś czasu w moim związku nastąpiły zmiany... Mianowicie kłótni, niezrozumiałość.. Lęk.. Duża samotność. Brak komunikacji... Dobrej. Problem jest cofanie się do przeszłości.. Do złych momentów... Ja chce zapomnieć... Iść dalej ale mój partner ciągle wraca to przeszłości. Ten mur jest każdego dnia wyzszy A ja nie wiem co robic i tracę nadzieję Proszę o pomoc Pozdrawiam
  16. Po czym poznać, że kobiecie zależy tylko na seksie? Jak przestrzec się przed takimi kobietami, aby nie wejść w rolę jedynie "fuck-boya"?
  17. Witam jestem pieszy raz odwazylem się i przemoglem w wyjawieniu swoich problemów Może dlatego że jest tak ciężko i potrzebuje obiektywnej opini z zewnątrz Otóż Byłem do nie tak dawna w związku 10 lat mamy 9 letnia córkę i 4 letniego syna o ktorym tez napisze bo to odegralo wazna role w calej sytuacjii w 6 roku związku Otóż poznaliśmy się przypadkim szybko zaczęliśmy ze sobą mieszkać byliśmy bardzo szczęśliwi Ekserymentowalismy również z używkami Glów nie palilismy jointy Pojawiła się córka przeprowadziliśmy się do domu który partnerki mama zostawiła w spadku po śmierci Na którym ręce trzymała jej zaborcza i specyficzna babcia całą jej rodzina jest bardzo majetna i ubzdorali sobie ze niby jestem łowca majątku czy coś takiego Dodam że rodzina partnerki od poczatu miała coś do mnie gdyż jestem pół krwi arab em i to widać Moja rodzina natomiast przyjęła partnerke bardzo ciepło Odrazu kazali do siebie mówić mamo i babciu Urodziła się nam córka Ale rodzina partnerki nie za bardzo zaakceptowała stan rzeczy myśleli nawet o aborcji My zakochani w sobie chcieliśmy jak najlepiej Choć wiem ze nie wszystko zrobiliśmy jak należy Nie przestalismy popalic niestety Rodzina jej zaczęła się bardzo wtrącać w nasze życie i na każdym kroku robiąc nam pod górkę a tym samym nie do końca akceptująć córki Nikt nigdy nie zaprosił jej na spacer nie zgadzał się aby się nią trochę zająć i dać nam czas tylko dla siebie Wtracaja się w tak nieprzyjemny sposób ze postanowiliśmy się wyprowadzić z miasta Koszta wynajmu i samej wyprowadzi dały się we znaki Postanowiliśmy wyjechać do Anglii Prtnerka pojechała 2 tyg wcześniej ja zatrzymałem się z córką u mojej mamy i wtedy się zaczęło Otrzymałem tel ze ona nie wie czy chce abyśmy przyjeżdżali abym ja przyjechał i wogóle Domyślam się ze ktoś się pojawił i nie myliłem się po 2 tyg wyszło na jaw ze jest 55 letni anglik i ze nawet już zaczęli ze sobą mieszkać Mimo to postawiłem na swoim i pojechaliśmy tam z córką Ja wynajął pokój oni przeprowadzieli się do niego próbowałem chwile walczyć Nawet spotkałem się z nim ale to nic nie dawało doszło do tego ze że odcialleem się od niej i nasze kontakty ograniczały się do chwilowy spotkań podczas gdy odbieram córkę bądź przyprowadzalme ja spowrotem Nie palilismy w tym czasie jakieś 5 miesięcy łącznie Ale po 2 miesiącach od naszego przyjazdu mojego i córki Ona zaszła w ciążę Ja to zauważyłem nawet przed nią Choć nie dawała mi tego poznac przestałem w to wierzyć i żyłem swoim życiem Po około miesiącu tuż przed urodzinami córki które postanowiliśmy spędzić razem Wrocila i została przyjąłem ich z otwartymi ramionami Zapomniałem o ciąży która tak bardzo zaprzeczała Mimo że od początku pow ze wyhowam jak swoje Chwile potem sama postanowiła ze chce mieć kolejne dziecko Też tego hcialem tyle tylko że ona już była jednak w ciąży i kłamała ze niby się staramy o nasze Dowiedziałem się tego w szpitalu gdy zacząłem liczyć miesiące Urodził się syn którego bardzo kocham choć musiałem się przyznaje trochę tego nauczyć podejścia do sprawy Anglik nawet nie wie o jego istnieniu Syn ma moje drugie imię i moje nazwisko Bardzo wtedy potrzebowałem rozmowy gdyż pogubily mnie ta cała sytuacja przez całą ciążę zapewniała ze jest moje i ze urodzi się blisko daty moich urodzin Dużo kłamała Gdy kłamstwa zaczely wychodzić na światło dzienne zaczęły się coraz częstsze kłótnie wyglądające coraz gorzej Ucieklem może nawet razem ucieklismy w palenie Nie przepracowywujac tego dostatecznie zagluszajac to Przyznaje ze podniosłem na nią rękę czego bardzo żałuję podczas jednej kłótni gdzie wyrzuciła mi wszystko w twarz odnośnie anglika i poniekąd prawdy jaka skrywala Jakoś przez to przeszliśmy chciała wyjść do ludzi a nie tylko z dziecmi wiec poszła na chwile do pracy Tam pojawił się drugi anglik z którym ponoć nic nie było ale zakochała się w nim zauroczyla Miałem dość chciałem się wyprowadzić Nie pozwoliła twierdząc że zostaje przy mnie i nie wraca do pracy abym miał pewność że to nic nie znaczący kolega z pracy Bywały lepsze i gorsze dni choć ze mną działo się coraz gorzej uciekLem w Dragi stawał em się coraz mniej pomocny ospaly leniwy Żyłem w ciężkiej depresji teraz to wiem znikąd pomocy ani rozmowy o uczuciach Wpadliśmy w wir odurzoniu pojawiły się cięższe Dragi Pogubilismy się zupełnie ale nadal czuliśmy ze bardzo się kochamy i chcemy budować zmienić wszystko na lepsze stąd moja propozycja wrócę nią do kraju i zakaczenia złych nawyków i destabilizavji Tak myślałem niestety ale z dzeszu pod rynnę Po dwóch miesiącach życia w mieście gdzie nikogo nie znaliśmy bo to ona wybrała miasto w Polsce doszło do wypadku MiMo że wziąłem wszystko na siebie oboje trafiliśmy do aresztu zrobiłem wszystko co mogłem aby ona szybko wrocila do dzieci które trafiły do jej rodziny i tak się stało Spędziłem 7 miesiecy w areszcie ona kolo 3 pisaliśmy do siebie ostatniego dnia tuż przed jej opuszczeniem aresztu napisała ostatni list zapewniający o miłości pomocy i o tym abym był silny Wierzyłem jej mimo że odkąd wyszła wrocila do swojej rodziny nie napisała nie wysłała symbolicznej paczki Ponoć moje listy tez juz nie przyszły choć myślę że to jej rodzina o to zadbała Przez cały okres aresztu bar nad sobą pracowałem nadal to robie i wiem ze się pogubilismy ze byliśmy horzy DOWIEDZIAŁEM się również ze 3 tyg po jej wyjścia zaczęła już sypać z innym w którym ponoc się zakochała ale on ją po chwili totalnie olał Mam wrażenie ze teraz widuje się sporaduczniem tylko na seksualnej z jego strony choć może i ona chciała by więcej Ale wiem ze ten koleś nie poradzi sobie w domu ze dwójką dzieci zwłaszcza nie swoich Ona jadła jakieś pigułki 72h po i napoczatku utrudniał nawet kontakt z dziećmi Choc teraz po spotkaniu nas wszystkich twierdzi ze zależy jej na poprawnych relacjach ze kocha kocha i będzie kochać ale nie ccce powrotu Choć jej zachowanie mówiło coś troszkę innego była zamyślonai zdystansowana ale pozwoliła się troszkę przytulic pocałować i widziałem w jej oczach ze nadal o nas myśli choć tego nie przyzna Rodzina pewnie jej jest przeciwko nas Mimo TO ja wybaczyLem jej wszystko Pow wprost ze pokaże w sobie znany chce do działania i ciężkiej pracy Ze wkoncu jestem gotów wszystko naprawić i im to wkoncu Szyszko wynagradzac przez resztę życia Pow jej ze jesteśmy rodzina i razem doprowadzilismy do wielu złych rzeczy ale ze wspólną terapia ciąża praca pomoże nam zbudować szczęśliwy don i rodzinę o którą tak włącze Bardzo ja kocham tęsknię za dziećmi Ona twierdzi ze zależy jej na poprawny relacjach Pomagamy sobie ale na odległość widujemy się w weekendy Ten odpadł po synek hory ale ponoć w następnym jesteśmy umówieni Ona nadal dużo klamie i dokonuje jakichś dziwnych projekcji na temat przeszłości Które widzę zjadają ja od środka Zaproponowałem wspólną terapię i objęciem ze wzzystkim się zajmę abyśmy tylko żyli lepiej Nie qiem co mam robić gdyż daje ona sprzeczne sygnały i domyślam się ze ktoś tam jest Myślę że tylko do seksualnej co bardzo boli ale wzzystkimiem ze im nic z tego nie wujdzie jeśli chodzi o coś dłuższego wymagającego wspólnego domu Modlę się każdego dnia aby była szczęśliwa i abyśmy mieli szansę razem zbudować lepsze jutro Gdyż czuje i wiem co mogę dać i jak wygląda dom bez ojca sam taki miałem ona zresztą też Choć teraz tymczasowo mieszka u swojego taty Dodam że mam dobrą pracę cały czas pracuje nad sobą i chce ich powrotu Czy jest tutaj wogóle mowa o czymś takim Proszę nie hej towc tylko poradzić Wszyscy popełniamy błędy ja wyciągnąłem konsekwencje i wziąłem sobie naukę do serca Tkwią przy mnie gdy razem się gubilismy a olewa gdy stoimy u progu lepszego jutra Tak to wygląda i te kłamstwa które nic jej nie daj wybielające tylko jej dziwne zachowanie ale ja ją znam jak nikt inny I wiem ze w wielu rzeczach klamie złapałem ja na gorącym nie raz Cz oszlalem chcąc dać jej szansę I poczucie bezpieczeństwa jakiego jej brąk i którego wcześniej nie potrafiłem dać Wszystko się zmieniło i staram się jej to pokazać Bo wcześniejsze ze tez jest bardzo zagubiona choć nie daje mi tego odczuc swymi klamstwami Proszę o radę
  18. Witam. Jestem Natalia. Mam 23 lata. Mam problem, ponieważ moja siostra od zawsze drwi ze mnie, odkąd byłam dzieckiem. Jakiś czas temu zaczęła czepiać się mnie o wszystko nawet o moje zwierzęta. Wie, że kocham je ponad wszystko aczkolwiek musiałam się wyprowadzić z domu rodzinnego, by odpocząć psychicznie, gdyż ona tam przyjeżdżała. Chce zgłosić to do TOZ, że ja niby je porzuciłam, gdy są pod opieką mojego taty. To jest pierwsza sprawa, w której niszczy mnie psychicznie. Druga sprawa : dałam jej do zrozumienia, że nie chce mieć z nią nic wspólnego. Zablokowałam ją na Facebooku i na telefonie a więc zaczęła wykorzystywać konto firmowe firmy, w której pracuje do spraw prywatnych (zgłosiłam to jej szefowi) i do dalszego pisania do mnie. Zablokowałam również to konto firmowe ale wiem, że to kwestia czasu gdy zacznie pisać do mnie z konta jej syna. Przez jej drwienie, nękanie, znieważanie ("nic sobą nie reprezentujesz, nawet pies jest mądrzejszy od ciebie itd.) pogorszył się mój stan psychiczny oraz zdrowotny. Każda jej wiadomość i myśl o niej wywołuje u mnie nerwy, obrzydzenie, stres, nienawiść, płacz czasem również osłabienie organizmu, ponieważ gdy się zbyt mocno denerwuje odczuwam kłucie w klatce piersiowej. Dodatkowo nagadała bzdur mojemu bratu na mój temat, który potrafił grozić mi w wiadomościach ("nie ręczę za siebie, rozjebie tą patologię") i również drwic, wyzywać od kretynek itd. Zgłosiłam się do prawniczki ale psycholog jest w stanie zaświadczyć, że to przez jej nękanie pogorszył się mój stan. Ja już mam serdecznie dość i chce by odpowiedziała za to, jak traktuje mnie od zawsze, jak próbuje mnie zniszczyć psychicznie.
  19. Witam. Jestem kobietą, 29 lat. Dotknęło mnie coś czego bym sobie w życiu nie wyobraziła. Mój narzeczony zdradził mnie z prostytutka. W naszym mieszkaniu. W naszej sypialni. Kiedyś także zdradził swoją ówczesna dziewczynę. Miał to być pierwszy i ostatni raz, nawet zrobił sobie na piersi tatuaż który przypominał jakie świństwo zrobił. Dowiedziałam się z smsow, bo historie przerzucił na mojego laptopa po tym jak zmieniał telefon na nowy. Za 10 miesięcy ślub i nie wiem co dalej. Mieszkam z nim nadal, próbuje wybaczyć lecz nie wiem czy dam radę tak dalej żyć.
  20. Mam 22 lata, jestem mamą wspaniałej córki, i narzeczoną,mieszkam w Niemczech. Niczego mi nie brakuje, mam dom, kochającego narzeczonego, cudowna córkę, dużo miłości, dużo znajomych. Od około roku bardzo się zmieniłam. Stałam się osoba wiecznie niezadowolona, z niewiadomego powodu, smutną, bardzo czepialska o przeróżne pierdoly. Mam problem z wyrażaniem swoich niezadowoleń, i wszystko kończy się kłótnia. Bardzo często zmienia mi się nastrój, stałam się bardzo nerwowa. Mam problem ze spaniem, co przekłada się również na brak chęci, zły humor i rozdrażnienie następnego dnia. Jestem osobą upartą i szkoda mi dnia na odpoczynek. Najbardziej boli mnie to, że ranię swoim zachowaniem partnera, i wiem że ma już dość, a nie jest niczemu winien. Chciałabym stać się stabilna emocjonalnie i cieszyć się życiem, bo mam życie naprawdę szczęśliwe i pełne miłości. Potrzebuje pomocy w znalezieniu przyczyny mojej zmiany, i rady jak się z tym uporać, i stać się pozytywna nie raniącą osobą. Dziękuję. Z chęcią odpowiem na szczegółowe pytania dot. mojego problemu.
  21. Witam, mam 25 lat. Od 5 lat jestem w „szczęśliwym” związku, razem mieszkamy również od prawie 5 lat. Od jakiegoś czasu mam lek, iż mój partner mnie zdradzi/zostawi. Niestety mam ciężki charakter i robię problemy o wszystko - koledzy, koleżanki .. sama stwarzam sobie problem albo historie. Niestety robiłam to co najgorsze - grzebałam W jego telefonie, gdzie mimo wszystko każdy powinien posiadać swoje życie prywatne. Nie raz specjalnie dodał zdjęcie do galerii innych dziewczyn bo wiedział, że wtedy zrobię mu awanturę a on będzie wiedział czy telefon mu dotykałam. Próbuje trochę wyluzować .. odpuścić ale jest mi bardzo, bardzo trudno. Rozumiem to, iż jest mężczyzną i czasami zawiesi się oko na jakiejś ładnej damie ale niestety to działa na mnie jak płachta na byka. Jest mi strasznie przykro, ze nie potrafię się zmienić mimo prób, chęci. Nie wiem co już mam robić a zależy mi na nim jak na nikim innym, nie chce go stracić a bardziej do siebie przyciągnąć. Chciałabym żeby „nie potrafił odejść”.
  22. Dziendoby. Mam 36 lat jestem po rozwodzie, mam 2 dzieci 11 leteni chlopcy, od 1, 5 roku mam partnera który również ma 2 dzieci syn 11 lat córka 8.niestety nasi synowie jeden mój drygi partnera nie umieją się porozumieć, kłócą się, ublizaja sobie. Czesto dzieci tłumacza ze by chcieli żebyśmy wrócili do swoich byłych partnerów. Tłumaczymy ze tak się nie stanie. Czasami mamy wrażenie jak by to robili celowo. Nie mamy siły nato, nie wiemy co robić jak rozmawiać już z nimi. Boimy się że odbije się to na naszym związku. Proszę o wzkazowki jak postepywac
  23. Jestem studentką i mam 21 lat. Od 2 klasy liceum bez istotnego powodu miewałam doły, ale były one na tyle dużo że przepłam nie raz cała noc, gdy jednak łzy nie dawały mi ukojenia, łapałam za żyletki i się cięłam nie były to głębokie rany, ani tym bardziej chęć zwrócenia na siebie uwagi. Po prostu po nacięciu i wypłynięciu krwi czułam się jakby wraz z nią wypywaly moje smutki, trwało to około miesiąca może dwóch, przestałam. Miewałam dalej napady ogromnego smutku, ale i radości. Wtedy także miewałam i dalej je mam myśli samobójcze, zdawałam sobie sprawę, że było tak prościej zniknąć i nie martwić się matura, znajomymi, chłopakiem. Okres studiów oderwał mnie od tych myśli na dosłownie 3 misisace później znowu się pojawiły, gdy po zerwaniu z chłopakiem ten zaczął mnie nękać. Po kolejnych miesiącach zaczęłam się spotykać z innym który akceptował moje samookaleczanie w liceum i huśtawki nastroju, mimo że przy nim nie mam napadów smutku dalej mam ochotę umrzeć.
  24. Mam 30 lat. Chciałbym napisać tu o codzienności. Często mimowolnie wypowiadam sam do siebie jakieś przekleństwa. Ciągle rozmyślam jak to z ojcem się nie dogadywałem, o nim lub kimś innym kto w przeszłości wyrządził mi krzywdę. W łóżku (na szczęście jestem samotny) zrywam się jakbym chciał kogoś uderzyć gdy tylko przypomnę sobie kto co złego mi zrobił lub powiedział w przeszłości lub sam w głowie ułożę taki scenariusz. Często muszę nabrać głębokiego powietrza i wzdechnąć na głos, może to stres? Wciąż chodzę zmęczony, pewnie jestem przeciążony kłótniami i wojnami z rodzeństwem, z ojcem lub patologią którą się spotykałem. Ostatnio chciałem grać terapeutę dla sympatii która wytykała mi niedoskonałości tak naprawdę wymyślane z d..y. Zawsze miałem problem z dziewczynami, wciąż się denerwowałem, musiałem nauczyć się panować nad tikiem nerwowym i miałem problemy z rozmawianiem z nimi. Do dzisiaj mam lęki że ktoś mnie wyśmieje że rozmawiam z dziewczyną co rozwijało się w dzieciństwie. Postanowiłem pewnego dnia że zacznę koleżanki traktować jak kolegów żeby się do nich przyzwyczaić ale odnoszę wrażenie że do tej pory wciąż za mało zrobiłem. Nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzić, jak nabrać spokoju i ułożyć życie.
  25. Dzien dobry, Nie mam ochoty wstać z łóżka, od dłuższego czasu, tj.: około trzy cztery miesiące nie mam ochoty nawet posprzątać domu, robię to kiedy juz jestem zmuszona, np: goście.Wczoraj zostawił mnie narzeczony, to mój pierwszy poważny związek, bylismy razem od 4lat. On starszy 6lat ode mnie. Starania o dziecko, które się nie udały przez dwa lata starań, przez to frustracja, nerwy, lęk i bardzo się tym przejęłam i zaczęłam wyżywać psychicznie na narzeczonym (mówiłam że nic nie umie, dołowałam), wyznaczona data ślubu, obietnice, wspólne mieszkanie z moimi rodzicami. Niestety czasem ma tak, że pije (ale ostatnio raz na tydzień lub dwa) i zostaje u swoich rodziców na noc, bo tam też pracuje. Za jego namową kilka dni temu odeszłam z pracy. Wczoraj kiedy wrócił do domu po południu i stwierdził że jednak nie mamy wspólnych pieniędzy (umawialiśmy się, że wszystko wspólne) puściły mi nerwy i go uderzyłam drewnianą częścią lustra delikatnie w plecy potem pomidor na bluzkę i krzyczałam, że jak śmie do mnie takie rzeczy mówić skoro były poważne rozmowy i ustalone wszystko. Obraził się i chcial wyjść, zamknęłam drzwi wyjęłam klucz, krzyczał, więc przyszła moja mama i otworzyła, przepychaliśmy się trochę ale wyszedł, ja za nim i nie pozwalałam wyjść z domu, bałam się, że znów zerwie ze mną, przepychaliśmy się gdy chciał wejsc do auta odjechać, tak bardzo go kocham, że bałam się że odejdzie, że nie uratuję tego jak pozwolę mu odjechać. Stwierdził, że to koniec, nie pierwsza taka sytuacja i się mnie boi. Proszę o pomoc, muszę go odzyskać, jest całym moim światem, wiem że to wymaga pracy nad sobą, ale zrobie wszystko by nad sobą panować, by nigdy nie podnieść ręki na ukochanego i zacząć go wspierać. Bo boję się, że tym razem mówił poważnie, muszę coś zrobić by odzyskał wiarę we mnie i naszą przyszłość, aby się nie bał, że mogę go uderzyć, upokorzyć, żeby nie odwoływał naszego ślubu, który jest za półtora roku, serce mi pęka.... Z góry bardzo dziękuję za pomoc

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.