Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'relacje'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Witam, mam 24 lata obecnie jestem w 12 tygodniu ciąży lecz boje się że zostanę sama z dzieckiem ponieważ mój partner z dnia na dzień jest coraz gorszy ma napady agresji słownej nosi go czepia się każdego o wszystko już 2 dzień płacze przez niego on niedawno wyszedł z uzależnień nasze dziecko ogólnie to wpadka wpadliśmy przez moje zapominalstwa bo raz tabletki nie wzięłam boje się nie wiem co mam robić nie wiem do kogo mam iść z tym i kogo prosić o pomoc pomóżcie boje się o siebie o dziecko i oto że moje maleństwo zostanie w rozbitej rodzinie a ja że sama nie dam rady sobie
  2. Jestem studentką, w lutym tego roku skończę 22lata. Od jakiegoś czasu czuję się zmęczona psychicznie. Mam poczucie, że zmarnowałam swoje nastoletnie życie, bardzo boję się przyszłości i okropnie przejmuje się tym co mnie w czeka. Za kilka miesięcy kończę studia, bardzo się boję że nie podołam i zawiodę cała swoją rodzinę, która już liczy że zobaczy mnie za kilka miesięcy w pracy w szpitalu. Boję się bo bardzo nie chce tego spierdolic, a co jesli mi się nie uda? Jestem już na takim etapie swojego życia, gdzie pasuje się powoli ustatkować a ja nawet nie wiem czy kocham swojego chłopaka... Na początku się starał, widać było że mu zależy, ale teraz poprostu "jest". I nie wiem już sama, czy to ze mną jest problem, bo za dużo oczekuje? Przecież niczego w sumie mi nie brakuje, ale nie jestem go pewna... A jak to spierdolę a to był właśnie TEN? Juz tak dużo relacji z ludźmi popsułam, może to ze mną jest problem!? I to jest kolejna kwestia, boję się że gdy go zostawię rodzina uza że jest coś ze mną nie tak, bo to nie mój pierwszy chłopak... Boję się że jak spierdolę ten związek to nie znajdę nikogo innego, albo trafię na kogoś gorszego bo przecież karma istnieje... Boli mnie głowa na samą myśl ze znowu będę sama, znowu nie będę miała nikogo do kogo będę mogła się przytulić, z kim będę mogła porozmawiać. Chciaz tego ostatniego to nie lubię, mam tak ogromny problem z mówieniem o uczuciach że w sumie to o nich z nikim nie rozmawiam. Nie pokazuje przed nikim swoich prawdziwych uczuć, bo przecież nikogo i tak to nie obchodzi, już raz próbowałam coś pogadać z rodzinką, za każdym razem zmnieniaja temat, albo mówią że moja wina (jak zakończył się mój poprzedni związek, uslyszalam: za przystojny był). Dlatego wolę nic nie mowic a jakbym znów poniosła porażkę? Boję się. Mam duże problemy z akceptacją siebie, praktycznie siebie nienawidzę. Od małego miałam problem z nadwagą, teraz schudłam a i tak gdy patrze w lustro - czuję się okropnie. Przez to często jestem smutna, myślę że to też powinnam dodać w tym wywodzie, chociaż pewnie nic to nie zmieni. Proszę o jakąś poradę, chce poprostu pogadać o tym co czuje, ale w sumie nie mam z kim. Czuję że zatraciłam siebie... I nie jest tak, że cały czas jestem smutna, bo w sumie bardzo często jestem szczęśliwa i jest super, ale ostatnio czuję się taka... Zmęczona
  3. Mój chłopak okłamał mnie juz 5 razy w ciągu pół roku . 1 kłamstwo - miejsce zamieszkania 2 kłamstwo - miejsce pracy 3 kłamstwo - wiek 4 kłamstwo - imie! Serio 5 kłamstwo - twierdził ze ojciec zyje , jednak nie żyje Sama to odkrylam, oprocz 1 klamstwa , do którego sam się przyznal, ale przeczuwalam to . Wszystlie klamstwa wpływały przez 6 miesięcy Czy wybaczyć ? Sam chciał uciec , ale go zawsze zatrzymywalam. Czy to naiwne ? Jest czuły, opiekuńczy, obsypuje mnie prezentami. Sam ma problem ze soba. Powinien cos z tym zrobic, bo to juz jest chore. Nadmieniam, ze pochodzi z rodziny, gdzie przemoc i alkohol byl na porządku dziennym. Kocham go i chyba obydwoje nie możemy bez siebie żyć. Co zrobić ?
  4. Czy powiedzieć chlopakowi, którego kocham prawdę przez która mnie ZNIENAWIDZI i zerwie, będzie mną gardził i stracę w jego oczach, czy samej zerwać bez mówienia najgorszej prawdy ale dając mu szanse poznania kogoś lepszego ode mnie z mniejszymi problemami? Nie chce żeby dowiedział się od kogoś z zewnątrz, będzie załamany i czuł wstręt, pogardę do mnie, czego bym nie zniosła…. Czy dać mu szanse poznania kogoś normalnego, akceptowalnego??
  5. Witam. Zacznę może od tego, że mam 16 lat, chodzę do technikum i jestem głównie introwertykiem. Od małego moją ulubioną rozrywką był komputer, choć lubiłem też spotykać się z kolegami, grać w piłkę itp. Na pierwszym miejscu było jednak zazwyczaj granie na komputerze/przeglądanie internetu. Nie chcę się tutaj wyżalić, że zniszczyło mi to psychikę czy coś w tym rodzaju. Do dziś bardzo to lubię, ale jakiś czas temu zauważyłem, że chciałbym coś zmienić. Konkretnie chodzi o to, że po prostu nieco bardziej atrakcyjne od grania zaczęło być dla mnie spotykanie się ze znajomymi. Problem w tym że nie mam zbyt wielu znajomych. Jest kilku starych, z którymi mam niestety kiepski kontakt. Po za tym chciałbym poznać kogoś nowego, a nie spotykać się z ludźmi, których znam przez pół czasu mojego życia. Kolegów ze szkoły też mam ale dojeżdżam do szkoły dość daleko więc jest to kolejna przeszkoda. Mimo wszystko ci znajomi dają mi nieco więcej poczucia takiego "braterstwa" nie wiem jak by to ująć. Chciałbym jednak poznać innych ludzi, w szczególności też jakieś kobiety, bo mam z nimi mały kontakt a mają one zupełnie inne patrzenie na świat od mężczyzn. Niestety w technikum elektroniczno/mechanicznym ciężko szukać koleżanek. Ale przejdę teraz do głównego problemu: mojej osobowości. Uwielbiam spotykać się z ludźmi, rozmawiać z nimi (o ile mamy wspólne tematy), ale z ludźmi, których już znam. Mam ogromne opory przed nowymi znajomościami. Wstydzę się zupełnie mówić o moich zainteresowaniach, mówić jakiej muzyki słucham, co oglądam itp. Po prostu wstydzę się samego siebie, do tego stopnia że nawet w rodzinie ciężko jest mi mówić o większości rzeczach, które mnie interesują/ które lubię. Nie wiem skąd u mnie takie coś, jak jadę autobusem i łączę słuchawki bluetooth z telefonem żeby posłuchać muzyki to sprawdzam po kilka razy czy na pewno są połączone i nikt nic nie usłyszy (w przypadku jakby się rozłączyły i bym o tym nie widział). I na tym głównie polega mój problem. Nie mam zbyt wielu przyjaciół (albo kontakt z nimi jest niewielki i nie zawsze szczery). Przez co całe dnie siedzę w pokoju przed komputerem albo leżąc na łóżku i rozmyślając. Czuję się strasznie samotny (mimo, że mam dobrą, kochającą rodzinę) . Doszło do tego jeszcze niedawne odrzucenie przez dziewczynę, która mi się podobała. Tzn kulturalnie wytłumaczyła mi, że nie chce ze mną być i ja to rozumiem, ale nie mogę przestać o niej myśleć i dołować się, że "zostaliśmy tylko znajomymi" i że nigdy między nami nic więcej nie zajdzie. Nie wiem czy wiernie opisałem mój problem. Możliwe, że o czymś ważnym zapomniałem i będę to dopisywał. Co myślę warto wspomnieć, to że przez ostatnie 2/3 lata prawdopodobnie cierpiałem na pewien rodzaj nerwicy. Miałem myśli, że stracę nas sobą kontrolę i np. zamorduję młodsze rodzeństwo. Bardzo się tego bałem, mój mózg podsuwał mi myśl, że skoro mogę chwycić za nóż i zadźgać nim dziecko to czemu by nie spróbować? Nie mogłem spać przez te myśli, dużo modliłem się by to się nigdy nie wydarzyło (jestem wierzący). Na szczęście nigdy do tego nie doszło. Mimo, że czasami nadal miewam takie myśli to nauczyłem się je zagłuszać innymi i już mnie tak nie dręczą, ale kiedyś przechodziłem istne piekło i oczywiście wstydziłem się o tym powiedzieć rodzicom, a jak już im to mówiłem to w taki sposób jakbym się z tego śmiał i nie potrzebował pomocy. Miałem/mam też prawdopodobnie nerwicę natręctw. Często muszę sprawdzać czy na pewno coś zrobiłem. Mam manię na punkcie czystości. Muszę mieć idealnie czyste ręce, szczególnie jeśli mam zamiar nimi jeść lub przygotować jedzenie dla innych. Niby zrozumiałe, ale często z tym przesadzałem, np podniosłem przed jedzeniem coś z podłogi i już leciałem do umywalki. Dochodzi czasami do tego, że myję kilka razy ręce w ciągu np. 3 minut. Ogólnie to wyżej opisane problemy, aż tak mi nie doskwierają. Niegdyś były dla mnie udręką, ale teraz już całkiem nieźle sobie z nimi radzę. Najbardziej chodzi mi o pomoc z tą samotnością. Chcę aby ktoś okazał mi zainteresowanie. Żeby sam do mnie napisał, bo 99% rozmów np przez messengera jest rozpoczynane przeze mnie. Mało kto (właściwie to prawie nikt) chce do mnie napisać po to żeby po prostu popisać. Jak już pisze to chce coś do szkoły, albo pyta się o sprawy typowo, najczęściej techniczne (kiedy coś się zaczyna, jak coś zrobić, gdzie, co, jak). Nikt nie chce ze mną rozmawiać tak po prostu, dla rozmowy (choć w realu, jak już się z kimś spotkam to czasami uda się porozmawiać).
  6. Cześć, jestem tutaj nowa. W internecie poszukiwałam pomocy w związku z trudną sytuacją przez jaką przechodzę. Otóż jestem w związku od 3,5 roku. Patrząc wstecz uważam, że był to szczęśliwy związek. Jednak od 1, 5 roku mój chłopak zdiagnozował się i ma depresję oraz zaburzenia impulsywno - komoulsywne (z przewagą natrętnych myśli). Stara się funkcjonować w miarę normalnie, ciągle poszukuje odpowiedniego terapeuty. Przeraża go rozdrapywanie ran i skutki uboczne branych leków. Pomimo zniechęcenia ciągle szuka pomocy. Jednak problem tkwi w czymś innym. Otóż od czasu objawienia się jego choroby, między nami zaczęło się psuć. Generalnie poznaliśmy się na jednym z portali randkowych (badoo) i kiedyś moja koleżanka, która jest użytkownikiem tego portalu znalazła tam jego konto. Konto aktualne z nowymi zdjęciami. Zapytałam go wtedy co to ma znaczyć i stwierdził, że to tak dla lansu z nudów, a późnej już wgl wypalił, że to dlatego że go nie wspieram... Niby problem przegadany na 1500 sposobów, bo bardzo mnie to zabolało i poczułam się prawie tak jakby mnie zdradził. Pogodziliśmy się i postanowiłam dawać z siebie więcej i oboje zaczęliśmy na nowo pracować nad relacją, jednak od tamtego czasu nie mam już do niego kompletnie zaufania.. Oczywiście Kacper o tym doskonale wie.. Po tym incydencie okazało się, że podczas jednych z wakacji nie potrafił uszanować mnie i mojej obecności obok i zaczął rozglądać się, komentować i uśmiechać do wszystkich innych kobiet nie biorąc pod uwagę moich próśb, żeby z tym skończył bo mnie to boli. Oczywiście wyparł się, że wszyscy faceci tak robią, że nic się nie dzieje.. Ostatnio nie wylogował się z fb i weszłam na jego mesenger... Wiem, że to nie fajnie z mojej strony ale po takich akcjach mam niskie poczucie wartości i zerowe zaufanie.. Okazało się, że piszę z inną dziewczyna.. Pisał, że tęskni, że chce kupić jej prezent na święta, że po treningu przyjedzie i odwiezie ją do domku po pracy.. Zapytany stwierdził, że to przyjaciółka z którą poczuł więź i spotykają się czasem od pół roku. Kojarzył ja spod drzwi tego samego psychologa i zagadał jak wpadli na siebie w jakimś pubie. Nic mi o niej nie mówił bo bal się mojej reakcji.. Nic by mi o niej nie powiedział gdybym sama tego nie znalazła Prawda jest taka, że nie mieszkamy razem, (dwa osobne miasta oddalone od siebie o 50 km) i obecnie gdy tylko widzę go dostępnego na fb zastanawiam się czy jeszcze z nią pisze, czy już jej wszystko powiedział czy może się z nią umawia...? Postanowiłam włamać się na jego mesenger by sprawdzić czy tak jak mówił mi kilka dni temu nie utrzymuje kontaktów z przyjaciółką i zobaczyłam, że mnie znów okłamał.. pisali i planowali spotkanie.. Oczywiści pod wpływem emocji wszystko mu wyrzuciłam prosto w twarz i okazało się ,że to moja wina bo to ja włamałam się na jego konto i to przeczytałam, on po prostu chciał zakończyć przyjaźń z tą dziewczyna twarzą w twarz bo tak bardzo mu pomogła... To bardzo mnie boli bo tyle dla niego poświęciłam. Nie mogę przejść obok tego obojętnie. Kacper mówi mi że mnie kocha, że nie chce się rozstawać, że jest ze mną emocjonalnie związany i ja mu po raz kolejny wybaczam licząc na zmianę. A gdzie tylko nie spojrzę widzę, że mydli mi oczy. Wiem, że jak się czegoś szuka to się znajdzie i to prawda, ale jego zachowanie i cały bagaż doświadczeń spowodował u mnie to że nie potrafię czerpać radości z życia i wszędzie wietrze podstęp.. Od czasu mojego włamania się na jego messenger i tej kłótni nie widzieliśmy się i czasem on coś napisze, że tęskni.. nie wiem co z tym dalej zrobić...
  7. Witam, Mam około 30 lat mój partner jest 3 lata odemnie starszy razem jesteśmy od ponad 2 lat, wiadomo mamy lepsze i gorsze dni jak wszyscy ale od niedawna jest nad nami bardzo ciemna chmura, co chwilę awantury o coś, wymyślanie sobie że niby jak ktoś za mną szedł to ja już na bank go znam i z nim się spotykam w pracy potajemnie🤦 Ale już ten temat odpuściłam nie bede z siebie wariatki robić i kłócić się o coś czego nie robię. Natomiast zaczyna mnie bardzo niepokoju ich jego zachowanie w ostatnich dniach. Byłam wieczorem bardzo zmęczona więc położyłam się do łóżka, myślałam że bd chcial do mnie przyjść i się przytulić, ale niestety, zamiast tego oglądał jakieś filmiki na telefonie a następnie poszedł do łazienki siedział tam tak długo że zdążyłam zasnąć. Jak twierdzi po powrocie na siłę próbował mnie obudzić całując (czego ja nie pamiętam) i go odetchnęłam mówić że jest mi zimno, tego też nie pamiętam, ale pamiętam już jak mnie budził mówiąc "słyszysz, słyszysz, żebyś nie miała pretensji", otwieram oczy a on ogląda film pornograficzny i sobie sobie dobrze.... Nie wiem co mam myśleć już na temat tego zachowania, próbowałam z nim rozmawiać na ten temat ale oczywiście powiedział że to moja wina bo ja "się na niego już nie rzucam" co nie jest prawdą. Jestem strasznie zmieszana i zaczynam się zastanawiać czy to ma sens bo on uważa że pójście do psychologa to strata czasu, ale to nie jest normalne...
  8. Witam wszystkich poraz pierwszy pisze na takim forum ale mam maly problem z nowo co poznaną partnerką poniewaz nie moze zrozumiec pewnych zasad będąc w zwiazku z mężczyzną poprostu pisze z mostu wydzwaniają do niej zekomi koledzy i ona nie widzi tego ze jak jest sie razem to nie przystoji przy partnerze rozmawiac po nocach z mezczyznami ktorych nawet nie znam podrugie pare dni temu dzwonil znowu jakis kolega tym razem z polski z zapytaniem czy jak przyjedzie do uk czy mogl by sie u niej zatrzymac sie na pare dni kiedy nawet nie zapytala sie mnie o zdanie a to chyba jest chore zeby przenocowywala zekomego kolege kiedy jest z kims w zwiazku a mnie nie ma codziennie w domu u niej i jak to wygaada ze kiedy mnie nie ma u niej to obcy facet nocowal z nia pod jedmym dachem bo dla mnie to jest nie do przyjecia i jest tam jeszcze pare innych spraw o ktorch napisze nastepnym razem pozdrawiam
  9. Dzień dobry wszytskim! Mam problem, którego nie potrafię przeskoczyć. Sprawa wyglada tak, że mam duże długi między innymi przez obrcnefo partnera z którym musielismy sobie radzić w czasie kryzysu no i jak zawsze konsekwencje spadły na mnie i jestem zmuszona sprzedać mieszkanie w rodzinnej miejscowości aby to pokryć ale tam mieszka moja mama, ktora sama zaproponowała takie rozwiązanie. Chce ją zabrac do siebie do Warszawy i rozmawiałam o tym niejednokrotnie z partnerem i się bardzo cieszył. Zaprosilam mamę na święta i widze ze powstaje duży problem bo on się wycofał i zaczyna wyrzucać mi rozne rzeczy i wyraźnie zaczyna mu przeszkadzać moja mama, a bo wyjdzie na balkon zapalić to krzyczy żeby nie wychodzila bo się rozchoruje - a wychodzi ubrana jak na dwór - i zarazi Nas... Albo ze pozmywa po Nas bo chce sie czuc potrzebna. Chcialam dodać ze nie wtrąca się w nasze życie i "nie daje dobrych rad", zajmuje sie sama sobą i a to coś obejrzy a to poczyta czy robi na szydełku. Nie wiem co mam zrobic ale ciężko mi jest to wszytsko pojąć bo on w tym momencie nie pracuje i mamy jedną wypłatę i dodatkowo jest uzależniony od marihuany. Jego matka pomaga mu tylko w postaci przelewu na konto a żadnej rozmowy czy wsparcia nie ma a ja nie mogę brać za to wszytsko odpowiedzialności. Rozmawiałam z Nią o tym ale nic nie dociera, bo jak twierdzi nie wie co zrobić. Chciałabym żeby mamusia mieszkała ze mna bo chce jej pomoc i mimo, ze to już starsza osoba to dogaduje sie z Nią bez problemu i po prostu tęsknię. Nie jest idealna jak każdy z Nas ale wszytsko da się doszlifować i dojsc do jakiegoś konsensusu. Coraz częściej myślę o tym zeby sie odciac bo to zbyt wiele poświęceń dla obcej osoby z która prawdopodobnie nie ma przyszłości a ja się poświęcam jakbyśmy wiedzieli ze to na zawsze i do końca. Wiem ze mnie kocha i jestem dla Niego bardzo wazna ale chyba musze skonczyc z takimi poświęceniami. Prosze o jakieś obiektywne opinie bo czuje ze wariuje i nie wiem co jest dobre a co złe.
  10. Mam ogromny problem z zazdrością i nie potrafię sobie sama z tym pomóc. Mam chłopaka, który jest wspaniały, wiem, że mnie kocha i nie zostawi mnie, ani nie zdradzi, a mimo to nie potrafię zapanować nad emocjami, w sytuacji kiedy napisze do niego jakaś dziewczyna, albo wiem, że gdy jest w szkole albo gdzieś gdzie są inne dziewczyny. Wymyślam sobie niestworzone historie oraz dopowiadał pewne sytuacje, które w ogóle nie mają miejsca, a ja jestem przekonana, że na pewno tak jest, choć mój chłopak mówi inaczej. Może być to spowodowane tym, że nigdy nie powiedział mi słuchaj napisała do mnie taka dziewczyna, bo chciała się czegoś dowiedzieć o szkole, albo kiedyś byliśmy przyjaciółmi i teraz chcę się dowiedzieć co u niej. Za każdym razem sama musiałam się dowiadywać że z kimś pisze i to przede mną ukrywał. Gdy zaczęliśmy się spotykać i byliśmy na jednej z pierwszych randek zamiast rozmawiać ze mną, pisał z taką koleżanką, którą znałam, kiedy zapytałam go z kim pisze powiedział, że z mamą. Było mi przykro, umawiasz się z kimś na randkę, a zamiast tego piszesz z inną dziewczyną, a potem jeszcze ją okłamuje, trochę to dziwne, ale nic się nie zmieniło, dalej gdy napisze do niego, albo on do jakiejś, nie powie mi tego, muszę się sama przypadkiem dowiedzieć, a potem dowiaduje się o kolejnych dziwnych sytuacjach. Na przykład zwykła znajoma, z którą ponoć się za bardzo nie zadaje z klasy pisała do mojego chłopaka czemu go nie ma w szkole, gdy odpisał jej, że źle się czuje to zaczęła mu wypisywać, że nie ma umierać i ma być jutro zdrowy, on mówi że to nic takiego, ale dla mnie to trochę dziwne. Sytuacji podobnych było kilka i sama nie wiem czy moja zazdrość bierze się stąd że takie sytuacje miały miejsce czy po prostu taka jestem, ale bardzo utrudnia mi to życie i nie wiem jak sama mam sobie z tym poradzić, ponieważ próbowałam i nie daję sobie z tym radę.
  11. Z moja przyjaciolka znamy sie od dziecka, mialysmy wzloty i upadki ale nigdy sie o nic waznego nie klocilysmy. Po liceum ona wyjechala kontakt przepadl nam na rok ale odnowilysmy go, zawsze za dzieciaka planowalysmy razem zycie w wiekszym miescie, mieszkanie razem byla dla mnie jak siostra - dalej jest ale juz nie jestesmy dziecmi. Zrobilam sie zazdrosnym, zakompleksionym odludkiem. Zrobilam w okol siebie skrupe i nikogo nie dopuszczam zwlaszcza facetow i tu pojawia sie problem, poniewaz zrobilo sie przez to,ze moja przyjaciolka dostaje faceta kazdego ktory wpadnie mi w oko, daje mi “zielone swiatlo” po czym sie z nim caluje. Oni zawsze wybieraja ja, przez co kazda impreze koncze zaplakana w lazience. I juz o tym rozmawialysmy, wiem ze nie robi tego specjalnie ale ja przez to wpadam w jakas paranoje. Staja sie zakompleksiona siksa. Czuje sie przez to zle, ze jestem zla przyjaciolka. Nie umiem sluchac o jej sprawach sercowych, innych chlopakach, nie chce z nia imprezowac bo znowu zostane zostawiona dla niej. I swiat sie nie konczy na facetach ale po roku bycia singielka i tylko takich sytuacjach to juz mi siadlo na psychike. Zaczelam tak sie czuc przy wszystkich - gorsza. Patrze na ludzi,swoich znajomych i przyjaciol i czuje sie jak jakis smiec. Dostaje paranoi ze gorzej wygladam, zle sie ubieram,ze zle cos powiem w danej sytuacji albo czegos nie zrozumiem, ze nie jestem taka pewna siebie jak inne moje przyjaciolki. I moze ktos pomysli ze to glupie ale dostalam bzika i chcialam w koncu byz lepsza, kupowalam wszystkie modne ubrania, chodzilam do kosmetyczki, robilam wszystko zeby “lepiej wygladac” a czulam sie coraz gorzej . Przez cala ta pewnosc siebie zaczelam zachowywac sie dziwnie oczywiscie nie zawsze ale stresuja mnie sytuacje ktore nie powinny, czesto nie umiem sie wyslowic, zestresowana zaczelam sie wszystkiego bac, wystapien publicznych - nigdy nie mialam z tym problemu wiekszego zwyczajnie sie stresowalam , a teraz panikuje. Boje sie ze ludzie mnie obserwuja i oceniaja. Jestem juz na skraju swojej psychiki. Nie wiem czy powinnam poszukac pomocy czy poradze sobie sama. Mialam za soba burzliwy zwiazek, podejrzenia depresji ale myslalam ze to minelo jak wyleczylam swoje “zlamane serce” teraz ciezko mi odnalezc siebie i poczucie wlasnej wartosci. Na co dzień staram sie zyc normalnie i to ignorowac ale kiedy zdazaja sie takie sytuacje ze znowu jestem od kogos odtracona,to wszystko mnie niszczy od srodka. Nie chce taka byc, chce byc dobra przyjaciolka, nie chce zeby to mnie bolalo i nie chce sie czuc gorsza.
  12. obawiam się ze mój partner chce ode mnie odejść. najbardziej boje się tego jak to przebiegnie, jak będę musiała zabrać od niego swoje rzeczy, opuścić już na zawsze jego dom i rodzinę .. to jest dla mnie tak bardzo bolesne że zaczęłam szukać pomocy tutaj. proszę o pomoc w zniesieniu tego bólu, czy są jakieś techniki ...
  13. Witam, na początku zacznę, że jestem osobą LBGT jestem w związku z kobietą od prawie roku wszystko dobrze się układało wszystko było dobrze nagle moja partnerka zrobiła się zimna chłodna, gdy jej mówię takie zachowanie z twojej strony mnie krzywdzi, gdy próbuje powiedzieć co mnie boli co jest źle słyszę z jej strony przestań przytłaczasz mnie tymi poważnymi tematami jestem przytłoczona za dużo miłości z twojej strony, ale przez rok jej to nie przeszkadzało jak zapytałam co się dzieje ona najwidoczniej czegoś brakuje jak zadam pytanie, czego ci brakuje nie jest w stanie odowoiedziec później zmienia zdanie, że może jednak nie pasujemy do siebie może człowiek wszedł w coś bez przekonania za chwilę jest dobrze, a za chwilę znów źle niestara się nie okazuje ciepła pytam się wprost, czy ratujemy to, czy staramy się dalej słyszę tylko słowa daj mi odetchnąć daj mi czas muszę to wszystko przemyśleć dzieli nas odległość, ale dosyć często się widujemy raz jest tak raz tak jeszcze cały czas mówi mi to nie twoja wina niczemu nie jesteś winna chwilę jest dobrze, że chwilę x jej strony obojętność daj mi czas muszę to przemyśleć, czy do siebie pasujemy itp. raz się mną wcale nie itwrwsuje w za chwilę wyptuje o wszystko, co np. robię z kim jestem itp. pytam wprost jesteśmy razem ona, że tak, ale jest obojętność, że przytłoczona jest, że potrzebuje czasu, że musi się ogarnąć próbuje z nią szczerze rozmawiać, ale to nic nie pomaga ja staram się walczę próbuje, ale x jej strony nie ma tej inicjatywy o co jej chodzi co ja mam robić dalej, bo już sobie nie radzę, będąc w takim zawieszeniu przepraszam, że jest to pisane tak chaotycznie, ale już sobie nie radzę z tą sytuacją.partnerka oznajmiła mi że nie potrafi być ciepła czuła na dzień dzisiejszy że trochę wycofała się z uczuć ,o co może tu chodzić co mam robić dalej boje się że jak dam jej ten czas ona z nas zrezygnuje do końca
  14. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  15. Mam na imię Natalia i mam 20 lat. Otóż mój już były chłopak zerwał ze mną po 2,5 roku związku, bo uznał, że było mu za ciężko i był zły na mnie, bo sprawdziłam jego rozmowę z kuzynką odnośnie Sylwestra, bo nie zapytałam jego o to, czy mogę. Chodzi o to, że widziałam, że jest z nim coś nie tak, ale nie mówił mi tego, wolał kryć to w sobie i dowiedziałam się z ich rozmowy, że nie był zadowolony z tego, że spędza Sylwestra tylko ze mną. Chciał go spędzić i z kuzynką i ze mną, ja za nią nie przepadam, co wiedział doskonale oraz miałam powody dla których chciałam spędzić ten dzień z nim sam na sam u mnie w domu. Przedłużał temat Sylwestra i w końcu popłakałam się przez telefon i chciałam żeby mnie zrozumiał, zgodził się od razu i powiedział, że skoro tak mi będzie dobrze to to zrobi dla mnie. Od tego czasu był dość przybity i sprawdziłam jego rozmowę z kuzynką. Okazało się, że trochę mnie jej obgadał, że "się poryczałam i wymusiłam to na nim", co nie jest prawdą. Przyjechałam po niego po pracy i chciałam pogadać o tym. Dopiero wtedy wyjaśnił mi o co chodzi i dlaczego tak chciał, ale gdy już się dowiedział, że zobaczyłam rozmowę z nią to był zdecydowany, że zrywa ze mną (choruję na borderline, kiedyś mieliśmy bardzo ciężko w związku, bo byłam zaborcza, ale od ponad pół roku zaczęłam być najlepszą wersją siebie, stopniowo coraz więcej osiągałam z jego wsparciem). Zostałam u niego na noc, bo stwierdziłam, że nie odpuszczę tak tego. Spędziliśmy noc razem i po kłótni rozmawialiśmy bardzo długo na różne tematy niezwiązane z kłótnią, po czym nastąpił seks i wspólne zabawy seksualne, co mnie mocno zdziwiło, ale utwierdziło wtedy w fakcie, że dalej mnie chce. Oprócz tego całowaliśmy się, zdrabniał moje imię i mówił "misiu", spaliśmy cali wtuleni. Rano po obudzeniu wszystko dobrze i nagle patrzy w telefon i jego kuzynka dalej ciągnie sprawę Sylwestra i znowu się zaczęło... mówił, że wszystko go wykańcza, że od początku były z tym dniem problemy (miał mieć nockę w pracy tego dnia, jego rodzice koniecznie chcieli go u siebie na Sylwestra + jego kuzynka z chłopakiem, moja mama też robiła problem i on sam chciał spędzić go ze wszystkimi), że nie wie co zrobić ze mną, że nie wie czy da radę w pracy (ciągłe harowanie, zostawanie po godzinach, brak podwyżki mimo wcześniejszych zapowiedzi, mało czasu ma dla siebie i ma ruchome miejsce zamieszkania - raz jest w mieście na czas pracy a innym razem u rodziców poza miastem), do tego dochodzi sprawa z jego drugą pracą, którą wykonuje we własnym zakresie. Później podczas mojego pocieszania go polepszyło mu się i gdy miałam wychodzić to zerwał ze mną. Dostałam okropnego ataku paniki, nie mógł mnie uspokoić ani wyprowadzić z domu. Mimo bycia chłopakiem jest moim jedynym przyjacielem, dlatego tak mocno to na mnie zadziałało. Cały czas podkreślał mi, że dla niego to za dużo, że ma za dużo stresu, że nie wie co zrobić, żeby każdemu dogodzić, że zawsze będzie mnie wspierać i być blisko mnie, że mu zależy na mnie bardzo i że jest to trudne dla niego, że mogę na niego liczyć i ze wszystkim mi pomoże., płakał ciągle. Jest to dla mnie dziwne, bo święta spędziliśmy wspólnie i były świetne! Dostałam od niego złoty naszyjnik z sercem, nigdy mi nie dał takiego prezentu wcześniej, więc uznałam go za ważny. Przy moim ataku paniki zaczęłam mówić mu, że to niesprawiedliwe, że mu się polepszyło przez noc przy mnie (na co się zgodził, ale ostatecznie niby to do niego wróciło), mówiłam, że źle mnie potraktował i że to niesprawiedliwe itd., próbował mi wcisnąć bransoletkę, którą miał na ręku cały czas od naszej pierwszej randki (ostatecznie ubrał ją z powrotem). Gdy wracałam do domu to cały czas dzwonił i pisał do mnie żeby zapytać jak się czuję i czy nic mi nie jest. Od wczoraj regularnie piszemy ze sobą, miałam ostatecznie jechać do nich na Sylwestra, ale w nocy napisał mi, że myślał o tym i czuje się podle ze sobą, jest mu głupio z tym jak postąpił, czuje wstyd i wie, że nie mógłby się zachowywać po tym wszystkim naturalnie przy mnie w ten dzień i że ma wpływ na niego to co mówiłam o nim; czuje się złym człowiekiem i że nie zasługuje na jakiekolwiek dobro. Od dzisiaj piszemy bardzo normalnie i tak jak to robiliśmy dotychczas (oprócz czułości), odpisuje mi często i zagaduje, napisał, że zobaczymy się w tygodniu jak będzie mieć czas i nazwał mnie zdrobniale. W dodatku nie usunął żadnych rzeczy związanych ze mną na social mediach. Czy jest jakakolwiek możliwość, że pomimo zerwania nie przekreśla mnie i że będzie chciał na nowo być moim chłopakiem za jakiś czas? Warto się starać, czy czekać na jego krok? Z góry dziękuję bardzo za pomoc, źle mi z tym wszystkim i potrzebuję pomocy, bo nie potrafię nawet nic zjeść z powodu myślenia o tym.
  16. Witam wszystkie osoby na tym forum. Jestem tutaj nowa i potrzebuję pomocy odnośnie tego co się stało wczoraj. Otóż mój już były chłopak zerwał ze mną po 2,5 roku związku, bo uznał, że było mu za ciężko i był zły na mnie, bo sprawdziłam jego rozmowę z kuzynką odnośnie Sylwestra, bo nie zapytałam jego o to, czy mogę. Chodzi o to, że widziałam, że jest z nim coś nie tak, ale nie mówił mi tego, wolał kryć to w sobie i dowiedziałam się z ich rozmowy, że nie był zadowolony z tego, że spędza Sylwestra tylko ze mną. Chciał go spędzić i z kuzynką i ze mną, ja za nią nie przepadam, co wiedział doskonale oraz miałam powody dla których chciałam spędzić ten dzień z nim sam na sam u mnie w domu. Przedłużał temat Sylwestra i w końcu popłakałam się przez telefon i chciałam żeby mnie zrozumiał, zgodził się od razu i powiedział, że skoro tak mi będzie dobrze to to zrobi dla mnie. Od tego czasu był dość przybity i sprawdziłam jego rozmowę z kuzynką. Okazało się, że trochę mnie jej obgadał, że "się poryczałam i wymusiłam to na nim", co nie jest prawdą. Przyjechałam po niego po pracy i chciałam pogadać o tym. Dopiero wtedy wyjaśnił mi o co chodzi i dlaczego tak chciał, ale gdy już się dowiedział, że zobaczyłam rozmowę z nią to był zdecydowany, że zrywa ze mną (choruję na borderline, kiedyś mieliśmy bardzo ciężko w związku, bo byłam zaborcza, ale od ponad pół roku zaczęłam być najlepszą wersją siebie, stopniowo coraz więcej osiągałam z jego wsparciem). Zostałam u niego na noc, bo stwierdziłam, że nie odpuszczę tak tego. Spędziliśmy noc razem i po kłótni rozmawialiśmy bardzo długo na różne tematy niezwiązane z kłótnią, po czym nastąpił seks i wspólne zabawy seksualne, co mnie mocno zdziwiło, ale utwierdziło wtedy w fakcie, że dalej mnie chce. Oprócz tego całowaliśmy się, zdrabniał moje imię i mówił "misiu", spaliśmy cali wtuleni. Rano po obudzeniu wszystko dobrze i nagle patrzy w telefon i jego kuzynka dalej ciągnie sprawę Sylwestra i znowu się zaczęło... mówił, że wszystko go wykańcza, że od początku były z tym dniem problemy (miał mieć nockę w pracy tego dnia, jego rodzice koniecznie chcieli go u siebie na Sylwestra + jego kuzynka z chłopakiem, moja mama też robiła problem i on sam chciał spędzić go ze wszystkimi), że nie wie co zrobić ze mną, że nie wie czy da radę w pracy (ciągłe harowanie, zostawanie po godzinach, brak podwyżki mimo wcześniejszych zapowiedzi, mało czasu ma dla siebie i ma ruchome miejsce zamieszkania - raz jest w mieście na czas pracy a innym razem u rodziców poza miastem), do tego dochodzi sprawa z jego drugą pracą, którą wykonuje we własnym zakresie. Później podczas mojego pocieszania go polepszyło mu się i gdy miałam wychodzić to zerwał ze mną. Dostałam okropnego ataku paniki, nie mógł mnie uspokoić ani wyprowadzić z domu. Mimo bycia chłopakiem jest moim jedynym przyjacielem, dlatego tak mocno to na mnie zadziałało. Cały czas podkreślał mi, że dla niego to za dużo, że ma za dużo stresu, że nie wie co zrobić, żeby każdemu dogodzić, że zawsze będzie mnie wspierać i być blisko mnie, że mu zależy na mnie bardzo i że jest to trudne dla niego, że mogę na niego liczyć i ze wszystkim mi pomoże., płakał ciągle. Jest to dla mnie dziwne, bo święta spędziliśmy wspólnie i były świetne! Dostałam od niego złoty naszyjnik z sercem, nigdy mi nie dał takiego prezentu wcześniej, więc uznałam go za ważny. Przy moim ataku paniki zaczęłam mówić mu, że to niesprawiedliwe, że mu się polepszyło przez noc przy mnie (na co się zgodził, ale ostatecznie niby to do niego wróciło), mówiłam, że źle mnie potraktował i że to niesprawiedliwe itd., próbował mi wcisnąć bransoletkę, którą miał na ręku cały czas od naszej pierwszej randki (ostatecznie ubrał ją z powrotem). Gdy wracałam do domu to cały czas dzwonił i pisał do mnie żeby zapytać jak się czuję i czy nic mi nie jest. Od wczoraj regularnie piszemy ze sobą, miałam ostatecznie jechać do nich na Sylwestra, ale w nocy napisał mi, że myślał o tym i czuje się podle ze sobą, jest mu głupio z tym jak postąpił, czuje wstyd i wie, że nie mógłby się zachowywać po tym wszystkim naturalnie przy mnie w ten dzień i że ma wpływ na niego to co mówiłam o nim; czuje się złym człowiekiem i że nie zasługuje na jakiekolwiek dobro. Od dzisiaj piszemy bardzo normalnie i tak jak to robiliśmy dotychczas (oprócz czułości), odpisuje mi często i zagaduje, napisał, że zobaczymy się w tygodniu jak będzie mieć czas i nazwał mnie zdrobniale. W dodatku nie usunął żadnych rzeczy związanych ze mną na social mediach. Czy jest jakakolwiek możliwość, że pomimo zerwania nie przekreśla mnie i że będzie chciał na nowo być moim chłopakiem za jakiś czas? Warto się starać, czy czekać na jego krok? Z góry dziękuję bardzo za pomoc, źle mi z tym wszystkim i potrzebuję pomocy, bo nie potrafię nawet nic zjeść z powodu myślenia o tym.
  17. Nie za bardzo wiem od czego zacząć, bo mam wrażenie, że w każdym aspekcie mnie i mojego życia jest "coś nie tak". Ale zacznijmy: mam 23 lata, nie mam zbyt szczęśliwej i kochającej rodziny, co bardzo mnie boli (od dziecka słuchałam/słucham kłótni rodziców, awantur). Zawsze byłam nieśmiała, ciężko nawiązywało mi się kontakty z ludźmi, żadna ze mnie dusza towarzystwa. Tak jest do teraz chociaż w związku z pracą i studiami naprawdę staram się i przełamuję, by jakoś w społeczeństwie funkcjonować. Dużo rzeczy mnie stresuje i to takich mało ważnych jak pójście do sklepu, zadzwonienie gdzieś itp. Oczywiście mam też niskie poczucie własnej wartości. Uważam się za brzydką i nudną osobę. Mam problem z wyrażaniem własnego zdania. Jakimś cudem znalazłam chłopaka, ale od roku (związek trwa 3) mam coraz więcej wątpliwości, czy ja go naprawdę kocham, a może tylko lubię jako przyjaciela? Może jest mi po prostu z nim wygodnie? Ostatnio jest mi szczególnie ciężko. Nic nie ma sensu, więc mogłabym leżeć i patrzeć w sufit bez końca. Jest tyle smutku we mnie i tyle do naprawienia, a ja nie mam siły już walczyć, próbować się zmienić... Mam wrażenie, że to trwa od dzieciństwa... Jakbym już była skazana na takie życie. Czasem bywa lepiej przez np. dwa tygodnie, a potem jest zjazd totalny i potem znowu całkiem pozytywny czas. Teraz czuję, że to nie tylko zjazd, a coś więcej, boję się, że z tego nie wyjdę, że już tak zostanie. Proszę o jakąkolwiek pomoc, może poukładanie trochę moich myśli za mnie i wskazówki co robić, od czego zacząć.
  18. Dzień dobry, Z mężem staramy się o dziecko od ponad 2 lat Po drodze leczenie w klinice niepłodności Niewielkie problemy właściwie nie przeszkadzające w zajściu w ciążę Lekarze w mieście w którym mieszkam nie mają już pomysłu Mimo że wszystko jest w porządku proponują in vitro Problemem jest to że w ogóle nie radzę sobie z tym że nadal nie wychodzi.. Nie potrafię odpuścić i przestać wyliczać dni płodnych, mam pretensje do męża o to że nie miał ochoty na zbliżenie w danym dniu cyklu i mogliśmy stracić przez to kolejny miesiąc.. Próbuję sobie to jakoś tłumaczyć i odpuścić..ale to na marne Wyjeżdżaliśmy już w jakieś miejsca żeby się " zresetować " ale to także nie pomaga.. Jak widzę jakieś dziecko to łzy cisną się same do oczu.. Otaczają nas znajomi i rodzina którzy mają dzieci bądź zachodzą w ciążę.. a ja na starcie ich nienawidzę Nie potrafię na nich patrzeć normalnie.. mam pretensje o to że to właśnie im się udało.. a w głowie ciągle przewijają się słowa i myśli że ktoś jest w ciąży.. Często zamykam się w łazience i po prostu płaczę ze złości Jak w takiej sytuacji opuścić? Pragnąc dziecka całym serduchem nie mogę go nagle nie chcieć..nie wiem totalnie jak mam wyluzować..co zrobić by ta blokada w głowie ( przez którą być może się nie udaje ) zwolniła ? Z góry dziękuję za odpowiedź.
  19. Jestem 23 letnim studentem, pracuję na pełny etat, tam poznałem moją dziewczynę. Moja dziewczyna Agata ma bipolar, ma 22 lata. Wczoraj ze mną zerwała, gdyż nie chciała mnie więcej krzywdzić. Chodzi o ucinanie kontaktu, oddalanie się ode mnie i porównaniami do jej ex, gdzie wychodziłem niekorzystnie (kłóciliśmy się przez to bo z wiadomych względów mi się to nie podobało, przepraszała i mówiła że nienawidzi siebie za te myśli). Stwierdziła kiedyś, że nie czuje się przy mnie bezpiecznie, mimo że na początku Agata twierdziła coś przeciwnego (na początku naszego krótkiego, czteromiesięcznego związku miała epizod maniakalny, aktualnie ma epizod depresyjny). Napisała mi to poprzez wiadomość na messengerze, co mnie zdenerwowało, ponieważ uważam za brak szacunku, a poza tym nie spodziewałem się po niej próby zerwania przez tekst. Napisałem jej o tym i przeprosiła, potem poprosiłem o spotkanie po mojej zmianie, na co się od razu zgodziła. Zdecydowałem się przybrać stanowczą, lekką agresywną pozę podczas zrywania, żeby być tym za czym tęskni, gdyż taki był jej były chłopak. To nie jest w moim stylu, raczej nigdy wcześniej tak się przy niej nie zachowałem. Zrobiłem Agacie jeszcze raz wyrzut o to że zamiast spotkania wybrała taką formę rozstania, to powiedziała mi że nie miała mi tego odwagi powiedzieć w twarz, a potem powiedziała że sama chciała zaproponować spotkanie, ale ją uprzedziłem (wydaje mi się to mało prawdopodobne ale nigdy wcześniej mnie nie okłamała więc ciężko powiedzieć, mniejsza z tym). Spytałem się czy to co napisała w wiadomości to główny powód rozstania, przytaknęła. Powiedziałem wtedy że ja również wcześniej myślałem o rozstaniu, z tym że rozstanie będzie dla mnie raczej boleśniejsze, ponieważ pracujemy w tym samym miejscu i będziemy się widywać bardzo często, a zmiana pracy raczej nie wchodzi w grę, przynajmniej do lipca. Agata odpowiedziała na to że myślę teraz tylko o sobie, potwierdziłem. Poprosiłem ją żeby pokazała mi swój telefon, żeby sprawdzić czy była wobec mnie lojalna, czego się teraz wstydzę. Powiedziała że to przekraczanie jej granic ale się w końcu zgodziła. Była lojalna. Przeprosiłem ją za to ale od niechcenia, Agata powiedziała żebym lepiej już wyszedł. Powiedziałem "bardzo chętnie" i to zrobiłem. Po wyjściu ku mojemu zdziwieniu poczułem ulgę i dumę z mojego zachowania. Nie kontaktowałem się dzisiaj z nią ani ona ze mną, mimo że zawsze dużo codziennie ze sobą pisaliśmy. Nie wiem czy powinienem przeprosić za swoje zachowanie, czy lepiej poczekać na jej ruch. Wciąż ją kocham i chciałbym żeby nam się udało, ona też tego chciała tylko powiedziała że musi się sama uporać z tęsknieniem do ex i moja obecność może to utrudniać. Lepiej dać jej przestrzeń i czekać aż sama się odezwie, czy przeprosić za swoje zachowanie i wtedy dać jej przestrzeń?
  20. Co mam zrobić żeby nauczyć panowac nad swoimi emocjami ,zmienić swoje zachowanie aby więcej nikogo nie krzywdzić
  21. Czy jakiś tak 😃 Hej jestem nowy na forum 😎 Od jakiegoś czasu postanowiłem trochę powalczyć o siebie i mam dużą chęć zmiany. Mam ogromny problem z pamięcią do postanowień. Czasami coś sobie postanowie i na drugi dzień już nie pamiętam o tym potem się łapę na tym i mam wyrzuty sumienia. Postanowiłem sobie nie pić alkoholu ponieważ wszystko co mam powoli przez niego tracę... Mam taki pomysł nie pamiętam chyba w perswazji było coś takiego jak haczyk. Myślę o tym aby zrobić sobie tatuaż, jestem ogólnie przeciwnikiem tatuaży. Chciał bym zrobić sobie kropkę na nadgarstku i mocno intensywnie przez kilka dni myśleć o tym czego chce. W chwilach słabości myślę że mogło by mi to pomóc. Może wydać się to śmieszne jednak mamy piosenki,zapachy które przywołują nam wspomnienia i różnego rodzaju uczucia. Czemu by nie zrobić tego z tatuażem. Chciał bym zakodować sobie takie przekonanie " nie pije alkoholu ponieważ wszystko przez niego tracę, jeśli teraz się napijesz stracisz wszystko co budowales wiele lat" coś w tym stylu. Co o tym myślicie ? Pozdrawiam
  22. Mam 32 lata, Żonę, dwójkę dzieci dom, dobrą pracę, zdrowie - wszystko co potrzebne do szczęścia. Niestety od dłuższego czasu nie potrafię się tym cieszyć. Wydaje mi się, że czas zdalnej pracy ( od początku COVID pracuję z domu), nie pomógł w tym wszystkim i jeszcze bardziej nasilił to odczucie.... Ale zacznijmy od początku. Nigdy nie byłem osobą wylewną, i z trudnością przychodzą mi rozmowy z drugą osobą, a uczucia staram się okazywać w inny sposób niż słowami. Całe swoje życie zostawiłem i odciąłem się od znajomości sprzed małżeństwa (poniekąd w sposób naturalny znajomości się skończyły). Oddałem się w pełni rodzinie. Rozwijam się zawodowo, a po godzinach pracy, remontowałem pierw jedno mieszkanie, później drugie, i ostatecznie wymarzony dom. Kosztowało nas to wiele poświęcenia. Żona w tym czasie zajmowała się dziećmi. Wiem, że też jej było ciężko, dlatego jak tylko mogłem, pomogłem jej i dawałem jej wolne wieczory, żeby mogła wyjść i się zresetować na spotkaniach z koleżankami. Tak minęło kilka lat małżeństwa (dokłądnie 7 lat). Aktualnie od ponad roku mieszkamy już w domu, i role się odwróciły. Ja siedzę całymi dniami w domu, często równolegle opiekując się dziećmi i pracując zdalnie (dzieci odkąd poszły do przedszkola zaczęły się regularne katarki/kaszelki itp), a Żona wróciła do regularnej pracy. Wiosną tego roku, stwierdziłem że potrzebuję coś zrobić sam, coś co da mi odskocznię, możliwość restartu baterii, więc pomyślałem że kupię sobie rower, i połączę kilka rzeczy na raz - wprowadzę więcej ruchu w moją codzienność (odkąd skończyłem remonty/wykańczanie domu moja aktywność fizyczna mocno spadła), do tego myślałem o wspólnych wycieczkach rowerowych, więc dodatkowo kupiliśmy przyczepkę, i miałem nadzieję że to nas trochę zbliży do siebie - niestety wiele okazji nie było, żeby razem gdzieś pojechać. Głównie jeździłem sam, a i tak raptem było to kilka (max 10 razy) na cały sezon. Traktowałem to trochę jak ucieczkę, jak sposób na pobycie przez kilka godzin sam na sam ze swoimi myślami. Sezon się skończył i znowu zostałem "uziemiony". Nie mam żadnych swoich kolegów, z którymi mógłbym wyjść na przysłowiowe piwo i pogadać o byle czym. Bo większość osób z naszego otoczenia to są mężowie koleżanek od Żony, których bardzo lubię i chętnie się z nimi spotykam, ale nie pogadam z nimi na wszystkie tematy, problemy. Myślałem już kilkukrotnie, żeby dyskretnie spotkać się z psychologiem, i porozmawiać o tym. Ale nie mam kiedy, ponieważ żona wraca z pracy późno (ok godziny 17), a wcześniej albo pracuję, albo zajmuję się dziećmi ( zawożę do przedszkola, odbieram z przedszkola). Problemem nawet jest fakt, że mamy wspólne konto, i nie mam jak zapłacić za taką wizytę, bo Żona pewnie by zauważyła że zapłaciłem kartą lub wyciągnąłem 200 zł z bankomatu.. musiałbym dosłownie wyciągać po 50 zł i odkładać, żeby "uzbierać" na wizytę. Kojena rzecz, to papierosy. Żona wróciła do palenia, i mówiłem jej, że mi się to nie podobna, że ma tego nie robić bo się uzależni... i że śmierdzi papierosami. Ale też to trwa już od ponad roku, co dodatkowo odpycha mnie od Żony. A teraz najważniejsze i najgorsza rzecz, z którą kompletnie nie potrafię sobie poradzić. Od zawsze, często nachodziły mnie sny z moją wcześniejszą partnerką. Od jakiegoś czasu przeradza się to w obsesję. Nie mam na nic ochoty z Żoną, chociaż jest piękną kobietą, ale za to ciągle mam przed oczami moją byłą. widzę Ją na każdym kroku, każda myśl kieruje mnie do niej. Nie jestem w stanie tego opanować, ani zaprzestać. Dzieje się to samo z siebie. Rano budzę się, i mam kaca moralnego, ponieważ znowu miałem sen z byłą, leżąc obok Żony. Później chodzę zdołowany przez pół dnia. Ostatnio często myślę o rozwodzie.... jakby to było gdybyśmy się rozwiedli... wiem co oznacza to dla moich wspaniałych ukochanych dzieci, ale czy to nie lepsze wyjście? Mając dzieci zamiennie pod opieką ( tydzień u mnie / tydzień z mamą). Może staniemy się lepszymi dla dzieci, i lepszymi ludźmi ? bo teraz wydaje mi się, że stajemy się złymi ludźmi. Może jest to trochę chaotyczne co napisałem, ale proszę napiszcie cokolwiek...
  23. Mam 28 lat, jestem w zwiazku od 9 lat, pół roku po ślubie, mąż w tym samym wieku. Od kilkunastu miesięcy...nie nie dokładnie od kiedy ale kiedyś tak nie bylo...jak jest dobrze między nami...to jestem szczęśliwa... jak jest źle, to dla mnie to jest koniec świata, jestem tak smutna, zdołowana... płacze, nic innego się nie liczy tylko pogodzenie się z nim, nic innego mi się nie chce. Nawet jakby ktoś siedział bez kończyn i ze śmiertelną chorobą obok mnie, uważałabym że ja mam i tak gorzej. Przepraszam wtedy za coś, czego nie zrobiłam, proszę się o rozmowę, robie wszystko zeby się pogodzić. Pomimo wyzwisk, poniżania, nie dotrzymywania przez niego obietnic, pomimo tego, że on mówi że to koniec z nami, że mnie nie kocha, że mam wypier.....z jego życia. Tak jak wspomniałam, po takim czymś ja przepraszam, obiecuje poprawę, że nie będę go prowokować już swoim zachowaniem ...do takich zachowań. Bo według niego to ja, nie zachowuje się normalnie więc on też sie zchowuje jak się zachowuje. Moje nie normalne zachowanie to jakieś moje zachowanie, które jemu się poprostu nie podoba, czasem to jedno słowo, podejście do tematu nie tak jak on, odmienne zdanie, bronienie swoich argumentów lub jak on to ujmuje wymądrzanie się (co z resztą mam po ... delikatnie mówiąc " głupim tatusiu" -według niego). Gdy biorę pierwszy kęs jedzenia, nie przezuwajac jesczce- to już jest komentarz... ze mlaskam i czy muszę tak mlaskac (głosem pewnym obuzenia jakbym conajmniej zwymiotowała na niego te jedzenie), ja, leżąc obok i chcąc przykryć stopy kocem słyszę : "już się wiercisz, nie dasz poleżec". Poprostu najprostrze czynności są powodem do takich komentarzy..... Ostatnio znalazlam u niego w telefonie jak pisał z naszą wspólną koleżanka "kochanie", "buziaczki" "kocham Cie", ona na to nie reagowała i nawet mowila mu zeby nie pisał tak do niej.... Jak mu to pokazałam to przepraszał mnie i że już tak nie zrobi, ale powiedział że to nic nie znaczy i mam się tym nie przejmować. Jak byłam smutna na drugi dzień bo wciąż o tym myslalam to powiedzial, że sama się dołuje bo on mówił mi ze to nie nie znaczy przecież i mam o tym nie myśleć... Po czym zachowuje się normalnie, mowi o normalnych, naszych codziennych sprawach...a gdy ja wracam do tych nurtujących mnie tematów i jego zachowań, zeby to przegadać, wyjaśnić...to on się obraża i kolo się zamyka..... Nie chce tego opowiadać nikomu bo nie chce zeby rodzina i znajomi myśleli że jesteśmy nie normalni.... Jak jest dobrze to jest kochany, wrecz dogadujemy się bez słów, sex - często, chętnie i z poświęceniem czasu z jego strony nie tylko dla wspólnej przyjemności ale tez tylko dla mnie, lub coś dzieje się specjalnie dla mnie, tak dla przyjemnoaci i potem juz nawet bez kontyuacji dla niego możemy wrócić do swoich spraw, pomaga w domu, jest złotą rączką, jest domowym "księgowym", dba o samochod, o naszego kotka, moim rodzicom pomaga, w różnych sytuacjach potrafi szybko i dobrze podjąć trafne decyzje, znajomi i rodzina bardzo lubią nas, często zapraszają..... Nie wiem czy to że mną jest coś nie tak ? Bo w glowie mi się nie zgadza..... Raz kocha, ale jedno slowo może sprawić że usłysze : Ty kur#o wpier#alaj .... .....
  24. Hej. Siedzę sama ze swoimi czarnymi myślami i wpadłam na pomysł, że napiszę tutaj. Nie zaszkodzi, a może coś z tego dobrego wyjdzie i to nie tylko dla mnie. Przez 8 ostatnich lat byłam w związku, w który "weszłam" mając 22/23 lata. Jestem osobą bardzo wrażliwą, która lubi dbać o tę drugą osobą i sprawiać, żeby była szczęśliwa, a jak już się zakochuje to z myślą żeby to było na zawsze. Niestety się nie udało. teraz z biegiem czasu dotarło do mnie jak bardzo były partner był toksyczny, ciągle wszystko robiłam źle, ciągle pretensje no ale wiadomo, miłość to miłość więc zabolało i boli nadal... 7 miesięcy temu rozstanie, które bardzo przeżyłam, próba naprawy związku aczkolwiek ciężko to nazwać próbą kiedy ex nie dopuścił mnie do siebie, nie dał się przytulić, nie dał pocałować wtedy kiedy ja tego chciałam, takie rzeczy działy się tylko jak On tego chciał, a mówił, że kocha jak był pijany i otwarcie mówił, że ja głupia byłam jak wierzyłam w słowa pijanego człowieka. Podobno nie kochał tak nikogo jak mnie w każdym bądź razie do sedna. Związałam się z nim jak byłam bardzo młoda, poświęciłam się Jemu, wspólnemu ognisku domowemu, jego dzieciom z drugiego małżeństwa (duża różnica wieku między nami) i jeszcze do tego wszystkiego dochodziła była żona, matka dzieci która zatruwała nam życie... No i tak jakoś wyszło, że nie mam znajomych, jestem sama jak palec w wynajmowanej kawalerce, a przeżywanie rozstania i ból egzystencji byłoby dużo łatwiejsze mając kogoś z kim można wyjść na spacer, spotkać się, pogadać, wyjść na impreze... I tutaj dochodzimy do puenty, może jest tutaj ktoś, też samotny jak ja albo niekoniecznie, z Krakowa, kto chciałby się spotkać i zakumplować?
  25. Witam. Jestem kobietą, 22 lata. Przychodzę z poradą. Otóż od 11 miesięcy jestem w szczęśliwym związku- po 4 letnim toksycznym w którym to moje zdanie było na wszelki sposób negowane, a jeżeli było inne i wynikały z tego kłótnie to była zawsze moja wina i musiałam ,,pracować" na zaufanie - i pozostały mi straszne przyzwyczajenia. Mianowicie jeżeli z chłopakiem się posprzeczamy, mamy burzliwą wymianę zdań co zawsze kończy się porozumieniem i tym iż za każdym razem się godzimy ja mam potem różne przemyślenia... Że jestem złym człowiekiem, że on po takim czymś przestanie mnie kochać, przestanie mu zależeć.... itd Chciałam też zapytać, czy po okresie sielanki normalne jest to że osoby w związku się kłócą, maja jakieś nieporozumienia i sprzeczki ? Nie wiem jak uporać się z tego typu męczącymi myślami? Dziekuje za wszelką odpowiedź 😊

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.