Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'relacje'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 1219 wyników

  1. Jestem 27-letnia kobieta, mieszkam w dużym mieście. Jestem w związku z fantastycznym chłopakiem od 2,5 lat, od roku mieszkamy razem. Jesteśmy bardzo zakochani, pokrewne dusze, wiemy o sobie wszystko, możemy być przy sobie sobą, o czym często sobie mówimy. Mój chłopak to typ samotnika - lubi być sam, być skryty, „zamulać”, i ja to szanuje. Cierpi na depresje - przyjmuje leki, ale nie chodzi na terapie. Ma osobowość taka, że raczej widzi wszystko skazane na porażkę i bez nadziei, wiec nie warto się prawie o nic starać. Dobrze nam razem, mamy kotka. Pare dni temu spadła na mnie bomba... nagle mój chłopak oświadczył mi, ze jest już znudzony naszym związkiem, ze to męczące kiedy cały czas ktoś jest w domu, ze ma ochotę spotykać się ze znajomymi bo ich rzadko widuje, a ze mną nie, bo ja jestem caly czas. Ze nie kocha mnie tak, jak kiedyś. Zapytałam go, jak długo to trwa, odpowiedział, ze już od ok pół roku, tylko nie chciał mi mówić, bo kończyłam szkole i miałam dużo na głowie. Te rozmowę przeprowadziliśmy dzień po mojej obronie. Byłam w szoku. Wiele razy poruszałam temat, czy jest mu dobrze, czy mnie kocha, i zawsze odpowiadał, ze kocha mnie najbardziej na świecie. Przeprowadziliśmy długa rozmowę po tej rewelacji. Spytałam go, czy chce się rozstać - odpowiedział „obojętnie, ty zdecyduj”. Spytałam go wiec, czy dalej uważa, ze nasz związek jest wyjątkowy, odpowiedział ze tak. Czy jesteśmy pokrewnymi duszami - tak. Czy uważa, ze warto spróbować popracować nad naszym związkiem - tak. Ustaliliśmy wiec, ze na razie nie będziemy podejmować żadnych decyzji, tylko damy sobie czas, zeby jakoś to naprawić, zobaczyc, czy cos się zmienia na lepsze. Problem taki w tym, ze ja wiem, ze związek zmienia się z biegiem czasu, nie ma już tak intensywnych uczuć, ze to wszystko trochę powszednieje, ale obawiam się, ze on tego do końca nie rozumie - ze jeżeli cos nie działa tak dobrze, a on lubi być sam, to po co w tym tkwić. Potrzebuje porady, jak teraz postępować - co powinnismy zrobić? Co ja powinnam zrobić, co mogę zrobić, zeby jednak nasza relacje naprawić. Czy dać mu trochę czasu, pomieszkać przez jakiś czas z przyjaciółka? Czy jednak nie, zostać w domu i pracować z nim na miejscu? Bardzo proszę o wskazówki.
  2. Witam mam 25 lat jestem najszczęśliwsza mama 3 letniej dziewczynki i posiadaczką cudownego faceta. Na tym moje szczęście sie kończy A zaczynają się schody. Mój partner posiada 10 letniego syna z poprzedniego związku. Poznaliśmy się przez chłopca. Jest bardzo grzeczny i miły może trochę nie ogarnięty. Od samego początku przypadliśmy sobie do gustu. Spędzałam z nim mnóstwo czasu. Odrabialam lekcje, chodziłam do szkoły, kupowałam wyprawki, jeździłam na wakacje itp. Spędzał ze mną 90% czasu bo jego mama była "zajęta" sobą. Kiedy zadałam w ciążę przytulał sie do mojego brzucha wybrał imię dla siostry. Wszystko było jak w bajce. Znajomi byli pod wrażeniem naszej relacji. Kiedy zbliżało sie rozwiązanie zaczęłam odczuwać w stosunku do niego niechęć. Wszystko co robił mnie draznilo. Przestałam się nim zajmować bo nie chciałam. Potem złożyło się tak że jego mama przypomniała sobie że ma dziecko i przejęła nad nim opiekę. Było to dla mnie wybawienie, że nie muszę już to oglądać. No ale niestety ciągle gdzieś się przewija. Mój partner jest cudownym tatą i chce z nim spędzać czas zabierać to do nas. Mnie każde takiego spotkanie wiele kosztuje. Mam wtedy zły humor. Krzycze na wszystkich i o wszystko. Źle sie czuje kiedy on jest. Próbuje za każdym razem się ugryźć w język zanim coś powiem, staram się być miła, ale prawdziwa ulgę odczuwam kiedy go nie ma. Nie wiem co mogłabym zrobić żeby przestać być w stosunku do niego tak negatywnie nastawiona. Szkoda mi mojego partnera bo to wspaniały człowieka który bardzo kocha swoje dzieci. Ale boję się że moje zachowanie może zniszczyć naszą rodzinę.
  3. No więc, prostytutki i ich klienci raczej nie są zbyt popularni wśród społeczeństwa, sporo ludzi wymienia różne czynniki jak zwierzęce podejście, albo zależność, że... seks jest jak masz PIENIĄDZE. Well, considering the fact, that unwealthy guys don't get married to often... 🤔
  4. Witam Mam na imię Piotr, mam 40 lat. Mimo wieku nadal mieszkam z rodzicami, jestem kawalerem. Bardzo czuję potrzebę przytulania się. Zżyty jestem z Mamą i czasem lubię się Ją przytulać. Okazyjnie (nie na siłę) do innych ludzi (przeważnie kobiet) np. przy składaniu życzenia świątecznych. Lubię też jak ktoś mnie przytuli. Przytulać też uwielbiam zwierzęta (koty). Przytulanie NIE podnieca mnie seksualnie. Kiedyś psycholog spytał mnie co czuję przy przytulaniu, czemu lubię to robić a ja za Boga nie potrafiłem się wypowiedzieć. Mam pytanie czy to jest normalne w tym wieku? Czę sto czuję, że nie mam do kogo się przytulić.
  5. Witam wszystkich. Mam nadzieję że to odpowiednie miejsce na tego typu historie ... Mam na imię Mateusz mam 24 lata, od prawie 6-ciu lat jestem w najlepszym związku jaki sobie mogłem wymarzyć. W grudniu 2018 roku wróciłem do swojej połówki po rocznej pracy za granicą żebyśmy mogli się w końcu nacieszyć sobą i odrobiną zaoszczędzonej gotówki. Natomiast 23 Lutego 2019 roku dwa dni przed moimi urodzinami zdiagnozowano u mnie rak taki cios w plecy ... Trzy tygodnie później po mojej operacji, zachorował mój bliski wujek na raka nerki. Przeszedłem cały proces BEP, chemioterapie która trwała w sumie około 2 miesięcy. Cały ten okres przetrwałem dość dobrze, chociaż nikomu nie pozwoliłem odwiedzać mnie w szpitalu. Moja Wika codziennie mnie wspierała każdemu życzę takiej kobiety. I okazało się że chemia zadziałała i wyzdrowiałem, mój wujek niestety będzie brał chemie już do końca życia i nie umiem się do końca z tym pogodzić... Potem zająłem się praca, pracowałem po 15 godzin praktycznie 5/6 dni w tygodniu, w domu praktycznie mnie nie było, a jak byłem to byłem ciągle zmęczony, zły albo smutny. Bez powodu budziłem się co parę nocy i po prostu płakałem w pokoju obok żeby nie obudzić mojej ukochanej, zaniedbałem ją i nasze relacje starając się zająć praca żeby nie musieć myśleć o niczym innym i tak przez rok. Teraz zmieniam pracę, między jedną A druga praca miałem około półtora tygodnia wolnego i nie poznaje swojej narzeczonej. Te półtora tygodnia to jakbym dostał w pysk, jakbym został sprowadzony na ziemie. Nie poznaje swojej narzeczonej, nie umiemy że sobą rozmawiać, nie wiem co ona lubi, jakby zmieniły się całkiem jej priorytety, ona nie chce nic z tych rzeczy które tyle lat razem planowaliśmy ... nie wiem co się dzieje, mam wyrwę w głowie, kocham ja jak nie wiem co, ale nie odczuwam tego już z drugiej strony ... Jakby zaczęła mieć mnie dość, próbowałem rozmawiać, skończyło się na tym że oboje płakaliśmy ... Mam wrażenie że wolny czas woli spędzać jeśli poza nami ktoś jeszcze jest obok, jakby się że mną nudziła, jak śpimy kiedyś jak się do niej przytulałem to to odwzajemniała a teraz od razu mówi że jej za ciepło albo się odwraca ode mnie ... Jeszcze bardziej niż przez ostatni rok, przez te półtora tygodnia nie umiem spać, mam dziwne leki i czasami drgawki, boję się że sam rak to był dopiero początek, że dopiero teraz życie mi się zaczyna walić. Nie chce tego wszystkiego stracić, jesteśmy że sobą 6 lat, znamy się 8, przeszliśmy przez masę dziwnych zdarzeń przez które większość par nawet by nie pomyślała że mogliby to przejść ... mam odczucie że ona potrzebuje się wyszaleć, bo tak naprawdę ani ona ani ja w życiu nie zaznaliśmy nic poza ciągłą chęcią ustatkowania się, a teraz po tym wszystkim się wszystko odwróciło o 180 stopni ... mamy razem dwa koty, mieszkamy że sobą od 3 lat wszystko szło pięknie a przeze mnie straciliśmy praktycznie dwa lata rok jak wyjechałem i rok mojej choroby ... to nie może się tak skończyć nie wyobrażam sobie żebyśmy nie byli razem .... zawsze wszystkie pary w rodzinie ciągle się kłócili w dziwnych okolicznościach zrywali, a nas to nie dotyczyło, mieliśmy taki dobry kontakt jak mało kto a teraz chce mi się płakać jak o tym myślę a co dopiero piszę to wszystko .... Stałem się dziwny, chorobliwie zazdrosny, nawet denerwuje mnie to że w jej pracy są faceci co nie powinno mnie denerwować... śni mi się że ma zdjęcia z nimi w telefonie, że piszę z kimś za moimi plecami, co jest nie prawda bo mamy wgląd w swoje telefony, ale mój mózg tego nie przetwarza, widzi swoją durną wizje że ktoś się do niej klei i nie mogę tego znieść chociaż nic takiego się nie dzieje ... Proszę, nie chce wyjść na pokręconego ale nie radzę sobie ... od 18 roku życia radzę sobie sam z życiem bo szybko odszedłem z domu i się uniezależniłem, ale teraz mnie to przerasta za dużo tego ... Powinienem z nią co chwilę gdzieś jeździć, zwiedzać, chodzić do kina, ale to nie przychodzi tak łatwo jak dawniej ... jeśli ktoś był w podobnej sytuacji i może coś doradzić to proszę ... Jestem cholernie zagubiony ... Mam tylko ją, a ona jakby nie zwracała już na mnie uwagi, przez to że jestem idiotą, i przez ponad rok widziałem tylko siebie swoje nerwy i swoją chorobę, przy wszystkich innych udając że jest dobrze, tylko ona widziała co się ze mną dzieje i najbardziej na tym ucierpiała a teraz nie umiem jej pomóc, nawet nie umiem z nią rozmawiać bo nie mam pojęcia co ona ode mnie teraz oczekuje ... i czy wgl oczekuje jeszcze cokolwiek ... Proszę, doradźcie coś ...
  6. Witam. Jest to moj pierwszy wpis na forum. Jestem 21-letnia kobieta,ktora mozna powiedziec,boryka sie troche z problemami z przeszlosci. Zaczelam to zauwazac po pandemii. Mialam taki okres (ze wzgledu na zaistniala sytuacje),ze czesto siedzialam w domu i lapaly mnie stany depresyjne,ktorych kiedys doswiadczalam. W okresie dawnego gimnazjum uczeszczalam na psychoterapie ze wzgledu na kryzys adolescencji (mialam skrajne wahania nastrojow,ktore utrudnialy mi funkcjonowanie,leczylam sie z tego powodu rowniez farmakologicznie). Zdarzylo mi sie pojsc na wizyte calkiem niedawno,prawdopodobnie byl to miesiac listopad. Dowiedzialam sie,ze okres,ktorego doswiadczalam w gimnazjum moze miec nawrot w przyszlosci,i jak sie okazalo,bylo to wlasnie to. Jednak pozniej nie przeszkadzalo mi to w jakis konkretny sposob. Czulam najczesciej zwyczajnie obnizony nastroj. Jednak dowiedzialam sie jeszcze,ze moim problemem jest strach przed skrajnymi emocjami,wyrazaniem ich i blokowanie ich z powodu lęku. Utrudnia mi to troche zycie codziennie z tego wzgledu,ze nie zawsze radze sobie w relacjach miedzyludzkich. Kiedy zalezy mi na kims w glebszy sposob jest mi ciezko to wyrazic i najczesciej poddaje sie na tym etapie,kiedy wiem,ze byc moze moje uczucia prowadza do tzw. wyzszych emocji. Przez to,ze nie mowie na biezaco o swoich uczuciach wprost,przez to,ze nie probuje nic z tym zrobic,potem gromadza sie we mnie te emocje i odreagowuje np. placzem albo wypowiadaniem sie we wredny sposob wobec tej osoby (zalezy jeszcze od sytuacji,ale generalnie chodzi o sam fakt,ze wychodza one ze mnie w skrajny sposob,ktorego zawsze sie obawiam). A wszystko to jest wynikiem mojej nieumiejetnosci doprowadzania czegos do konca i zbyt szybkiego poddawania sie w swoich czynach. Mam problem rowniez z brakiem umiejetnosci oceny sytuacji. Zawsze podchodze do nich pesymistycznie. Wydaje mi sie,ze cos toczy sie w jakis sposob,a ja i tak staram sie w to nie wierzyc,zeby za bardzo sie w to nie wciagnac. Choc raczej nie powinno byc to niczym zlym. Mysle,ze wszystko to co ujelam w tym skrocie,bo wiadomo,ze ciezko jest opowiedziec cale zycie,wynika z mojej trudnej szkolnej przeszlosci,z tzw. bullyingu innych rowniesnikow wobec mojej osoby. Najbardziej odczulam to w czasach gimnazjalnych i nie ukrywam,ze pozostawilo to uraz na mojej psychice. Przed pandemia sądziłam,ze przeszlosc zostawilam za soba,jednak ostatnio widze,ze tak do konca nie jest. Podczas gdy te skrajne emocje wychodza ze mnie w sposob,o ktorym napisalam wyzej,czuje sie najgorszym czlowiekiem jaki istnieje na Ziemi,i choc moi znajomi w dalszym ciagu ze mna rozmawiaja i chca tego kontaktu,to ja i tak czuje sie podle i jest mi zwyczajnie glupio z powodu mojego zachowania. Lapia mnie rowniez duze wyrzuty sumienia. Ostatnio rowniez doswiadczylam takiej sytuacji i mam przez to ochote zapasc sie pod ziemie albo "wylaczyc sie" z zycia,na zasadzie jakiejs przerwy w braniu udzialu w nim. Nie zawsze,ale czesto jest tak,ze te emocje schodza ze mnie w polaczeniu z alkoholem,poniewaz chociazby niedawna sytuacja wlasnie tak wygladala. Zalezy to tez od osob,z ktorymi spedzam czas,czy mam z nimi jakies niewyjasnione sprawy lub inne sytuacje,ktore kumuluja moje emocje.
  7. Cześć, piszę tutaj bo jestem trochę załamana i mam totalny mętlik w głowie. Jestem (a raczej byłam) z moim narzeczonym 3 lata. Ja mam 27 a on 31. Za rok planowaliśmy ślub. Między nami układało się różnie. Sporo się kłóciliśmy. Były rozstania i powroty. Gdy się kłóciliśmy to ja pierwsza wyciągałam rękę i przepraszałam nawet jeśli nie widziałam w sobie winy za spowodowanie kłótni. On zawsze reagował cichymi dniami co mnie wykańczało psychicznie. Powody kłótni były różnorakie. Ja głównie oskarżałam go o to że jest mamisynkiem, nie do końca potrafi podejmować decyzje sam tylko radzi się rodziców. Próbowałam mu uświadomić że nie czuję się najważniejszą osobą w jego życiu, że chciałabym poczuć się bezpiecznie. On mówił mi, że jestem zbyt nerwowa. Jego brat i bratowa byli bardzo nachalni. Potrafili wysyłać zdjęcia swojego dziecka nawet mimo to że prosiłam ich osobiście żeby tego nie robili. Mi to przeszkadzało bo widziałam jak to działa na mojego narzeczonego i że zaczyna naciskać na dziecko a ja nie byłam jeszcze na to gotowa. Poza tym uważam że takie sprawy powinny być dyskutowane miedzy ludźmi a nie podejmowane pod wpływem zdjęć. Po tym wszystkim jego rodzina stała się moim wrogiem i rozpoczęli krucjatę przeciwko mnie. Zauważyłam że kiedy jechał do swoich rodziców sam później oddalał się ode mnie i kłóciliśmy się. Podczas kwarantanny nie widzieliśmy się od połowy maja. Ona jednak jeździł do swojego rodzinnego domu gdzie spotykał się z całą swoją rodzinką. No i zaczęło się wszystko od początku...2 tyg temu po kłótni po prostu przestał się do mnie odzywać. Zablokował mój nr tel., nie odpisywał na smsy i maile. Po tygodniu napisał tylko że zrywa ze mną i że uważa mnie za osobę toksyczną, a kilka dni później napisał jeszcze że pierścionek zaręczynowy mam mu wysłać pocztą. Gdy odczytałam wiadomość to myślałam że się pomylił czy coś. W sumie to nadal nie wiem czy to nie jakiś żart... Jak byliśmy razem to wielokrotnie powtarzałam mu że problemy się rozwiązuje rozmową a nie ucieczką. Z każdym razem kiedy przestawał się odzywać strasznie mnie to wkurzało. Miałam ochotę po prostu wyjść z siebie i stanąć obok. I wtedy nie potrafiłam się powstrzymać i obrzucałam go obelgami, raz zdarzyło mi się nawet mu wygrażać. Nie chcę już walczyć o ten związek. Jestem totalnie zmęczona "dobijaniem" się do niego. Kiedy dzisiaj pomyślę, że nawet z powrotem byśmy się zeszli i on znowu uciekł by w milczenie to zaczyna mnie ściskać w żołądku. Nie wiem dlaczego tolerowałam to że jego rodzina a w szczególności brat tylko czekają sytuacji kiedy mogą mnie upokorzyć przez moim narzeczonym. Może dlatego, że on wmawiał mi cały czas że nic się nie dzieje, że wszystko jest ok. I że to ze mną dzieje się coś niedobrego, np próbował mi wmówić że mam borderline, "jakąś" chorobę psychiczną, że będzie ze mną jeśli pójdę do psychologa lub psychiatry.... Nie rozumiem też jak można w ten sposób zakończyć związek. Napisał mi że "o moim zachowaniu wiedzą już jego rodzice, brat i bratowa i dobrze że nie widziałam jakie mięli miny kiedy im o tym opowiadał"..... Nie dowiedziałam się jednak co im opowiadał i czy mówił prawdę czy tylko napisał mi na złość.. Może ktoś z Was miał podobne problemy. Chciałabym się od niego uwolnić ale cały czas czuję potrzebę "naprawiania" i niestety cały czas próbuję się z nim skontaktować. Wychowywana byłam aby troszczyć się o partnera ponad wszystko i że konflikty zawsze się da rozwiązać. Ale jak rozwiązywać kiedy druga strona jest poza orbitą? Szkoda mi tego czasu który spędziliśmy bo było w nim wiele fajnych chwil, nie tylko złe. Nie wiem czy powinnam pchać się dalej w tą rodzinę skoro oni mnie odtrącają a mój narzeczony tego nie widzi.. Bardzo go kocham ale już po prostu nie mam siły. Aktualnie moje samopoczucie jest kiepskie, boli mnie głowa i cały czas odczuwam zdenerwowanie, nie mogę jeść.. Staram się o tym wszystkim nie myśleć ale jest mi bardzo ciężko Może ktoś z Was mi coś podpowie, jak się podnieść i żyć dalej.
  8. Dzień dobry jestem 27 letnia mamą 2 dzieci. Nie wiem co mam robić. Jestem bezsilna. Moje relacje z mężem i jego rodzina były super. Czasami mówiłam że lepiej się dogaduję z teściową niż z moją mamą. Wszystko zmieniło się kiedy urodziłam córkę. Zaczęło się mówienie że ja nic nie umiem, że teściowej jak nie będzie się podobało jak ubrałam córkę to przebierze ją itd. Zaczęło się niewinnie myślałam że chce mi pomóc ale prawda jest taka że chciała zrobić z wnuczki córkę której nie miała ( teście mają 2 synów). Nic nie mogłam zrobić bez zgody teściowej przy małej , musiałam nawet się tłumaczyć gdzie idę i za ile wrócę z własnym dzieckiem. Zorientowałam się że coś jest nie tak jak usłyszałam co mówi na mój temat sąsiadom (jestem najgorsza matka na świecie ,dzieckiem się nie chcę zajmować itd). Zaczęło być jeszcze gorzej jak zaszłam w drugą ciążę. Mąż ani razu nie stanął w mojej obronie. Mówili małej że będzie odrzucona bo będzie miała rodzeństwo. Dużo by tu opowiadać. Jak urodziłam młodsze dziecko zauważyłam że traktują młodszego jako kogoś gorszego. Zawsze coś im nie pasuje w młodym. Widzą tylko wnuczkę. Wszędzie ją zabierają, mówią nawet przy młodym że Lenka jest kochaną wnusia, że dziadek ją kocha a młody tylko stoi i mało kiedy słyszy takie rzeczy. Z czasem stało się to na tyle poważne że nie wiem co robić. Córka była normalna wesoła dziewczynka, bawili się razem z bratem,mieli super kontakt ale odkąd zaczęła nocować u dziadków tak zmieniła się nie do poznania. Pyskuje, krzyczy, reaguje agresją,z bratem nie umieją się bawić , nie chce wracać do domu od dziadków (czasami śpi u nich miesiąc),potrafi powiedzieć że wszystkie zabawki są jej bo to jej dziadek kupił itd. Mnie ani młodego nie zauważa po prostu. Mąż ani teście nie rozumieją że coś się dzieje bo oni nic złego nie robią (ubliżanie mi przy niej,narzekanie na młodszego przy niej ,pokazywanie że nie mam nic do powiedzenia jeżeli chodzi o wychowanie własnej córki, śmianie się ze mnie że np czegoś nie umiem,dogryzanie,brak szacunku. Wszystko przy młodej). Mąż ma wszystko gdzieś przyjdzie po 8h z pracy zje obiad i nie ma go do wieczora. Jak się odezwę że coś mi nie pasuje to jeszcze na mnie naskakuje (nie można nic powiedzieć złego na teściów). Wszystko uzgadnia z teściami a nie ze mną. On może wszystko bo jest facetem a ja mam siedzieć w domu z niechcianym wnukiem. Czy naprawdę mam powód żeby myśleć że coś jest nie tak?Dodam że byłam u psychologa i psychiatry i nie mam stwierdzonych żadnych urojeń. Męczy mnie ta sytuacja
  9. Witam - Paweł, 41, Łódź. Moja historia jest dość długa bo zaczyna się od lekkiego DDA odkrytego dość wcześnie (20 lat) z którym sobie jakoś radzę i potrafię się odnaleźć. Natomiast do tego doszła choroba mamy (parkinson), niby wszystko ok, mama po operacjach, nawet ma rehabilitację przy wnuczce i wszystko się układa... Ale ja jakoś nie mogę po tym wszystkim się odnaleźć. Ciężko mi. W początkowej fazie jak czytałem artykuły poświęcone chorobie w rodzinie i do czego może dojść (utrata tożsamości) wszystko się zgadzało ale nie sądziłem że tak ciężko z tego wyjść, nie mniej mija jakoś ale to nie to czego oczekuję... Obecnie jestem na rencie i nie umiem sobie z tym poradzić w takim stopniu jak dawniej, ojciec tak na mnie działa! że odechciewa się wszystkiego. Burzy wiarę w ludzi, zniechęca ogólnie - ma negatywny wpływ na mnie. Cale szczęście zajęli się sobą i mamie łatwiej dojść do siebie a i mi lżej po tym wszystkim (mogę odsapnac) ale zostałem znowu sam ze sobą i swoimi problemami co prawda mam przyjaciółkę która wspiera mnie duchowo ale nie wiem od czego zacząć... Pomóżcie
  10. Podoba mi się ten baner, tak dodaje otuchy i wiary w lepsze jutro Ps. Piękne zdjęcia
  11. Dzień dobry Mam 28 lat. Ze swoją partnerką jesteśmy razem prawie od 11 lat. W tym czasie przechodziliśmy przez kilka kryzysów, ale wychodziliśmy z nich obronną ręką. Obecna sytuacja między nami nie napawa optymizmem. Miesiąc temu zakochała się w swoim szefie. Sytuacja między nimi rozwijała się w sposób otwarty przez 4 dni. Wcześniej przez pewien czas coś do niego czuła, sama nie potrafiąc tego nazwać ani zrozumieć. Kiedy doszło między nimi do rozmowy na ten temat od razu się pocałowali. W ciągu czterech dni wyznawali sobie miłość, planowali dziecko, wspólne mieszkanie po pewnym czasie oraz współżycie w momencie gdy zakończą swoje dotychczasowe związki. Zostawił dla niej kobietę z dwójką małych dzieci. Prawie wszystko do czego między nimi doszło działo się wyłącznie w pracy. Z racji tego, że znamy się tak długo i dobrze, mając wypracowaną komunikację nie tylko werbalną nie potrzebowałem wiele czasu, aby zorientować się że coś jest nie tak. Pytałem nie uzyskując odpowiedzi więc sprawdzałem lokalizację swojej partnerki i dwukrotnie udałem się w miejsce gdzie była z pewnym opóźnieniem. Bardzo dużo rozmawiała przez telefon, często wychodziła w tym celu z domu. Po tych czterech dniach powiedziała mi że się zakochała. Moją pierwszą reakcją było rzucenie w nią pierścionkiem zaręczynowym, który nabyłem zanim przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania, w którym chciałem abyśmy zaczęli nowy etap w życiu. Dużo rozmawialiśmy o tym w jaki sposób do tego między nimi doszło. Minęło dosłownie kilka dni i gotów byłem jej wybaczyć. Dzięki wspólnym rozmowom szczerym tak, jak nigdy wcześniej przeżyłem swego rodzaju katharsis pod wieloma względami. Zrozumiałem, że w pewnym sensie popchnąłem ją do tego. Gdy zaczęliśmy razem mieszkać 6 lat temu byłem strasznie niezaradny życiowo. Nie potrafiłem gotować, mieliśmy sporo kłótni o obowiązki domowe lecz w ostatnich dwóch latach mocno się to zmieniło. Jest bardzo zżyta z matką (wychowała się bez ojca) i ona bardzo nam pomagała. W momencie gdy miała ciężką sytuację finansową pomoc uzyskiwała od niej. Gdy patrzę na to z perspektywy czasu wydaje mi się, że zrobiłem się wygodny i tam gdzie potrzebne było wsparcie ode mnie dostawała je od matki. Bardzo długo zwlekałem z oświadczynami; każda kobieta tego pragnie, a zachowałem się jak stereotypowy facet twierdząc, że to niewiele zmieni, bo i tak żyjemy jak rodzina. Miała pretensję o mój brak ambicji na płaszczyźnie zawodowej i wykonywanie pracy fizycznej mimo predyspozycji do czegoś więcej. Odbierałem to jako ataki zamiast jako troskę i dobrą wolę. Wpędziło mnie to w pewnego rodzaju kompleksy, nie czułem się doceniany, ale nie wiem czy byłoby co doceniać. Oświadczyłem się jej w domu, w chorych okolicznościach lecz nie był to akt desperacji czy zatrzymania jej na siłę tylko coś co chciałem zrobić i nigdy bym sobie nie wybaczył nie robiąc tego. Wiele z tych kwestii, które jej we mnie przeszkadzały zmieniłem w sobie w ciągu ostatnich 2-3 lat. Gotowałem, obowiązki domowe nie były dla nas problemem, zajmowałem się "męskimi sprawami" w domu. Wiem jednak, że nie zmieniłem wszystkiego, co było problemem. Myślę, że to wystarczające powody aby deficyty w związku wypełniać gdzieś indziej. Wychowała się bez ojca i potrzebowała go, a w pewnym sensie zamiast tego miała we mnie synka Postanowiliśmy spróbować odbudować nasz związek, oznajmiła to temu drugiemu, powiedział jej całkiem dojrzale, że jeśli będzie chciała z nim być uczyni go najszczęśliwszym facetem na świecie, a jeśli ułoży jej się ze mną to ustrzegą się przed błędem oraz że będzie na nią czekał. Zrozumiałem też kim ona tak naprawdę dla mnie jest. To ta jedyna i wiem, że gotów jestem dla tej relacji do poświęceń oraz że jej dobro potrafię postawić ponad swoim. Nie olśniło mnie lecz zyskałem świadomość, że tak jest od bardzo dawna tylko sam tego do końca nie wiedziałem i nie uzewnętrzniałem tego. Wcześniej opisałem co zrobiłem źle w naszym związku lecz nie podjęlibyśmy próby gdyby wyglądał on wyłącznie tak. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Nasza relacja rozwijała się powoli, ale dzięki temu sprawdziliśmy się na wielu płaszczyznach i mamy tak solidne fundamenty pod założenie rodziny, że z pewnością żadne z nas już nigdy w swoim życiu nie będzie miało możliwości takich stworzyć osobno. Mamy takie cechy charakteru, że nasze dzieci otrzymałyby pełne i wyjątkowo dobre wychowanie ponieważ uzupełniamy się w tym. Potrafimy porozumiewać się bez słów, wiemy o sobie wszystko. Każde z nas miało własną przestrzeń na swoje pasje. Uwielbiamy spędzać ze sobą czas, nawet nie robiąc nic spektakularnego przez 11 lat żadne z nas nigdy nie powiedziało że się nudzi. Zawsze mieliśmy o czym ze sobą rozmawiać. Bardzo wiele nas różni lecz nie ma kwestii w której mielibyśmy odmienne zdanie i nie potrafili dojść do kompromisu. Szczerze się kochamy i żadne z nas nie wyobraża sobie przyszłości bez drugiego. Zrozumiałem swoje błędy, postanowiłem je naprawić oraz zadośćuczynić. To było kosztowne, ale w pełni jej zaufałem uprzedzając, że stoję przed nią zupełnie nagi i nie mam niczego co obroniłoby mnie przed kolejnym zranieniem. Usłyszałem zapewnienia, że do niczego nie dojdzie i uprzedzenia, że będzie potrzebowała czasu aby on wyszedł jej z głowy. Przystałem na to. Zostałem mocno zraniony patrząc na to na chłodno postąpiłem nieco irracjonalnie, ale lepiej i szlachetniej nie mogłem postąpić. Paradoksalnie ta sytuacja bardzo podniosła moje własne poczucie wartości. Dowiedziałem się o sobie, że potrafię kochać, wybaczać i stawiać cudze dobro nad własnym oraz że jestem dobrym człowiekiem. Zrównany ziemią został mój ogląd na to jak widzi mnie partnerka i kim dla niej jestem. Wziąłem sprawy w swoje ręce. Zacząłem ją adorować, dbać, kupować kwiaty, karmić. Starałem się jak nigdy dotąd. Nie było to sztuczne czy wymuszone, wynikało z potrzeby serca lecz z pewnością kosztowało mnie dużo więcej ze względu na niecodzienne okoliczności. Postanowiłem zrobić jej niespodziankę. Umówiliśmy się po jej pracy w centrum, spakowałem jej walizkę zabierając wszystkie niezbędne jej rzeczy, leki oraz książkę którą aktualnie czytała i zabrałem ją na weekend nad morze. Opiekowałem się nią, było miło lecz widziałem, że jest w jakiś sposób zblokowana. Było bardzo dużo chwil bliskości lecz głównie z mojej inicjatywy. Po pewnym czasie zacząłem się irytować, że nie ma oporów z braniem czegokolwiek ode mnie gdy sama niewiele inicjuje. Odparła, że nie będzie niczego robić na siłę i nieszczerze, że potrzebuje czasu. Uszanowałem to mając jednak ogromną potrzebę zaczepienia się o coś z jej strony, co pozwoli mi przeć do przodu. Gdy tam byliśmy uwierzyła, że może nam się udać, dostrzegła moją zmianę, jednak całkiem słusznie nie wiedział na ile będzie ona trwała. Ja wiem, że jest trwała i nie jestem masochistą. Mam świadomość co się wydarzyło, co do tego doprowadziło i nie zmieniając się sam zafundowałbym sobie prędzej czy później podobną sytuację. Zbyt na nią naciskałem mówiąc, że teraz jej ruch. Podsumowując ten wyjazd uważam go za bardzo udany dla nas jednak spodziewałem się czegoś więcej. Po powrocie do codziennego życia jakoś sobie radziliśmy choć nie wydarzyło się nic przełomowego poza tym, że przespaliśmy się ze sobą. Cztery dni później mieli w pracy imprezę z okazji czyichś urodzin i zostałem tam zdradzony. Wróciła pijana, poszła spać. Czułem, że coś jest nie tak i następnego ranka sprawdziłem jej historię wyszukiwania, w której od razu po wyjściu do pracy widniały hasła potwierdzające ten czyn. Gdy wróciła powiedziała mi o tym. Powiedziała że od razu to przerwała, zrozumiała że to był błąd i że to ze mną chce być. Przeprosili się za to uznając, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Zrozumiała, że źle postąpiła zostawiając mu uchyloną furtkę i oznajmiła że nie chce ze mną próbować tylko być nie zostawiając rzeczy samym sobie. Tej sytuacji nie jestem w stanie sobie jakkolwiek zracjonalizować, lecz wiem że nadal chcę z nią być i walczyć o to, co jest między nami. W całej tej sytuacji obydwoje przechodzimy przez różne skrajne i silne stany emocjonalne gdzie przez moment mówiłem jej, że łatwiej byłoby jej być z nim ze względu na to. że nie wnosiliby do tej relacji wzajemnego żalu. Prawie cały czas o tym wszystkim rozmawialiśmy, bardzo się tym zbliżyliśmy i wiele się sami o sobie dowiedzieliśmy jednak po tych rozmowach nie zaszły wielkie zmiany w naszej relacji, a po moich wypowiedziach aby z nim była wycofała się do takiego podejścia jak gdy byliśmy nad morzem. Wiem, że ten facet cały czas siedzi jej w głowie, ale to słabnie. Chciałbym, żeby zmieniła pracę, ale wiem jaką daje jej to satysfakcję i możliwość rozwoju oraz że nie znalazłaby czegoś podobnego. Zapewnia, że są w stanie utrzymywać relacje wyłącznie zawodowe, tak też między nimi było do momentu zdrady. Ma wątpliwości co do jego osoby i twierdzi, że na co dzień w stosunkach zawodowych się w nich umacnia. Nie do końca wierzy w jego intencje. Nie mogę tego na niej wymusić. Kiedy to będzie wyłącznie moje decyzja prędzej czy później spotka się z żalem i próbami idealizowania go choćby wyłącznie dlatego, że ten kontakt jest zakazany. Nie do końca rozumiem jak codzienny kontakt może nie mieć wpływu na ich zażyłość emocjonalną nawet gdy ograniczą się do spraw służbowych. Mam świadomość, że ta historia z boku może wyglądać z mojej strony desperacko i heroicznie. Jednak ważniejsze są odczucia subiektywne. Nikt z nami nie przeszedł tyle co my razem przez 11 lat i nikt przez to nie będzie w stanie pojąć jak bardzo cenimy sobie tę relację i miłość oraz co ona dla nas znaczy. To nie jest tak, że nie wyobrażam sobie bez niej życia. Liczę się z tym, bo nic nie jest nam dane raz na zawsze. Dowiedziałem się o sobie jak dobry potrafię być i wiem, że w takiej sytuacji przekierowałbym to na siebie a w dłuższej perspektywie czasu na kogoś innego z kim chciałbym się związać. Moje stanowisko racjonalnie i emocjonalnie jest spójne. Miałem mylną wizję takiej sytuacji. Myślałem, że rzucimy się sobie w ramiona, przeprosimy wzajemnie i stanie się to punktem wyjścia do dalszych starań. Być może źle do tego podchodzę chcąc z jej strony wszystko od razu. Może lepiej będzie jeśli w odpowiedni sposób sobie to przerobimy tak, aby nie musiało to wracać. Oznajmiłem, że nie będę czekał na zmiany w nieskończoność i kiedy się wypalę odejdę. Myślałem żeby wyjechać na jakiś czas, ale obawiam się że mogłoby to nam zaszkodzić. Problem nie tkwi w tym, że ona nic nie robi. Stara się, spędzamy razem dużo czasu, próbuje sprawiać mi przyjemność, fizycznie jesteśmy ze sobą blisko. Tylko znając się tak dobrze widzę też kontekst tych gestów i brak przekonania. Wiem, że są to doświadczenia, które w dłuższej perspektywie czasu można przekuć w coś dobrego i stworzyć niejako nowy związek. Udaliśmy się na terapię dla par. Póki co odbyło się jedno spotkanie, które nie przyniosło przełomu. Psychoterapeutka dużo z nas wyciągnęła, ale to było wszystko to o czym już rozmawialiśmy i obydwoje byliśmy później z siebie zadowoleni, że nie mamy żadnych problemów z komunikacją. Powtarzałem tam, że chciałbym z jej strony więcej jednak została mi zwrócona uwaga na to, że nie potrafię wymienić konkretnych czynów, które miałyby spowodować przełom. Zamiast tego operuję emocjami, które chciałbym przez nie czuć. Po kilku dniach uświadomiłem sobie, że tak naprawdę czuję przełom w momentach kiedy widzę, że ona jest ze mną szczęśliwa. Chcę starać się dążyć do tego by te momenty przerodziły się w coś ciągłego, ale wiem że może być już za późno. Zmieniłem się. Stałem się lepszym człowiekiem, miałem już cztery rozmowy o pracę, odnowiłem wiele towarzyskich kontaktów. Nie robię tego dla niej lecz dla siebie, robi mi to dobrze. Co powinienem począć w takiej sytuacji? Chciałbym wszystko zaraz, ale wiem że nie powinienem naciskać bo przynosi to odwrotny skutek i zraża ją do mnie. Jednak nie chcę zostawiać rzeczy samym sobie. Być może faktycznie spokojna i długofalowa odbudowa związku wyjdzie nam na dobre, bo wszystko sobie przepracujemy, ale nie wiem jak długo wytrzymam nie będąc niczego pewien.
  12. Dzień dobry, piszę tutaj bo chciałabym żeby ktoś się wypowiedział, mam problem z toksyczną rodziną. W wieku 19 lat poszłam do pracy i kontynuowałam naukę, moja mama cały czas miała pretensję, że za mało zarabiam. Później w związku ze zdobyciem doświadczenia zaczęłam więcej zarabiać. Moja siostra, która jest starsza o 20 lat cały czas oczekiwała, że ktoś musi pomagać jej w firmie (bo ona ma troje dzieci), pracowałam fizycznie od 8-12 godzin dziennie (bez wolnego i urlopu) do tego uczyłam się zaocznie i byłam po prostu zmęczona. Ciągle słyszałam, że wszystko robię nie tak jak powinnam, w wieku 22 lat zostałam bez pracy i oczywiście słyszałam od rodziny tylko pretensje. Mój brat, który z nami mieszkał tylko mnie obrażał i poniżał w domu, kiedy rozpoczęłam studia wcale nie było lepiej ciągle słyszałam od brata, matki, siostry, że sobie nie poradzę, że to dużo pieniędzy kosztuje itd..., pewnego dnia spakowałam się i po prostu wyszłam z domu oświadczając, że się wyprowadzam, przeprowadziłam się do narzeczonego. Kiedy oderwałam się od tej sytuacji (nie miałam ochoty wysłuchiwać jaka jestem beznadziejna i jak to powinnam miliony zarabiać i wszystkim w około pomagać) nagle moja cudowna rodzinka zapragnęła kontaktów ze mną studia skończyłam, nawet dwa kierunki mam pracę. Mam uraz po tym wszystkim trzymam ich na dystans, przyjeżdżam sporadycznie, po pierwsze pracuję i mam fajnego narzeczonego po drugie ludzie się nie zmieniają dalej miałabym taką samą sytuację tylko w inny sposób. Mieszkam 300 km od domu rodzinnego, żeby ich za często nie widywać. Bardzo proszę o odpowiedź czy to ze mną jest coś nie tak czy z moją rodziną
  13. Witam mam 28 lat i mam dwójkę małych dzieci 6 tygodniowa i prawie dwuletnią córkę. Mój problem polega na uzależnieniu. Mieszkałam z facetem uzależnionym od narkotyków nie mogłam sobie z nim poradzić więc pojechalam z córką w ciąży do rodziców. Przeprowadziłam się bo zależy mi na naszej rodzinie i nie chciałam żeby nasze dziecko patrzalo jak tata się niszczy bo nie wiedziałam że pójdzie się leczyć. Poszedł się leczyć i stara sie. A rodzicami się rozczarowałam bo myślałam że przestali pić i ranić słownie. Ale okazało się że nie. Jestem bardzo rozdarta w nie wiem co robić czy wyprowadzić się od rodziców i odciąć się, zająć się partnerem i jego uzależnieniem. Czy zostanie na miejscu i walczęnie o rodzicow. Dodam że chce być z partnerem i on widzi swoje uzależnienie a rodzice nie widzą. A jak mówię rodzicom o terapii to jestem najgłupsza czarna owca. Co robić w takiej sytuacji.
  14. Witam wszystkich serdecznie, Mam 25 lat. Od prawie ośmiu miesięcy spotykam się z chłopakiem. Wcześniej miałam dwa związki, pierwszy w wieku 17 lat, który skończył się moją zdradą i drugi w wieku 23 lat, który był bardzo toksyczny i wybuchowy. Jestem DDA, moja mama jest alkoholiczką. Zacznę od historii picia mojej mamy. Związek moich rodziców był nieudany, pobrali się bardzo wcześnie, bardzo do siebie nie pasując. Moja mama miała liczne romanse, w szczególności z żonatymi mężczyznami, o których już jako dziecko wiedziałam. W dalszym ciągu jednak miałam z mamą bardzo dobry kontakt, lepszy niż z ojcem. Ojciec był bardzo surowy i wymagający. Kiedy miałam mniej więcej 13-14 lat moja mama zaczęła pić. Przychodziła do mnie do pokoju, ukrywała często u mnie w szafie drinki i potrafiła godzinami mówić, jak to nie może na ojca patrzeć. Kilka lat później zdecydowała się go zostawić dla innego mężczyzny, który też był żonaty. Obiecał jej, że zostawi żonę i zamieszka razem z nią. W ostatnim momencie się wycofał i zdecydował się pozostać z żoną, co bardzo psychicznie dobiło moją matkę. Od tego momentu zaczęła jeszcze więcej pić i staczać się jak na równi pochyłej. Zawsze bałam się związków. Jestem raczej typem samotnika, dobrze mi samej ze sobą. Mój pierwszy związek był raczej typem eksperymentu, chciałam zobaczyć jak to jest być w związku. Kiedy okazało się, że to wcale nie jest takie kolorowe, zdradziłam go, żeby potem z nim zerwać. Przez pięć lat byłam sama, przerabiając różne przelotne związki. W między czasie cierpiałam na nerwicę, którą udało mi się pokonać za pomocą psychoterapii. Od tego czasu stałam się bardziej świadomym człowiekiem i jestem skoncentrowana na samorozwoju. Stwierdziłam, że jest to odpowiedni czas, żeby może kogoś poznać. Mam straszne problemy z otwieraniem się przed ludźmi, więc po prostu jak zwykle zaczęłam umawiać się na seks. Po jakichś dwóch tygodniach, on stwierdził, że chce czegoś więcej. Zgodziłam się, bo chciałam spróbować. Po około miesiącu powiedział, że mnie kocha i kocha nad życie i nigdy nie przestanie kochać. Było to dla mnie dziwne. Mam typ przywiązania unikający, więc jestem dość chłodna w związkach. Wkrótce rozpoczął się nasz taniec, który trwał przez rok. Ja potrzebowałam się odsuwać, on chciał być bliżej, zarzucał mi, że go nie kocham, po czym zrywał ze mną, ja wtedy czułam bardzo silne emocje w stosunku do niego i przepraszałam, wszystko było okej przez jakiś czas i tak w kółko. W końcu zerwał ze mną ten ostatni raz, tydzień po naszej rocznicy, na która zaprosił mnie na kolację i kupił prezent. Tym razem postanowiłam nie ponawiać kontaktu, czy próbować to naprawiać. Przez następny miesiąc dzwonił do mnie i pisał, że dalej mnie kocha, spróbujmy jeszcze raz, ale ja się nie dałam. Zablokowałam go wszędzie. Przez następne pół roku stalkował mnie na social mediach z dziesiątek kont, które zakładał. Przez pół roku byłam sama, poprzedni związek mnie zdewastował. Zaliczyłam dwa przelotne romanse z mężczyznami, którzy też byli unikający. Ostatni strasznie mi pasował i chciałam coś więcej, ale wiedziałam, że to nie wyjdzie. Zaczęłam spotykać się z moim obecnym chłopakiem, bo stwierdziłam, że chcę związku z kimś kto mnie szanuje. Dogadujemy się wspaniale, mamy dużo wspólnych rzeczy i mam wrażenie, że jest on bardziej uczuciowo stabilny niż ja. Jesteśmy razem prawie osiem miesięcy, a ja w dalszym ciagu boję się, że mnie zostawi. Najpierw boję się tego, tylko po to, żeby później sama mieć lęki przed tym związkiem i pragnąć ucieczki. Czasami odcinam się od niego, nie słucham, niby jesteśmy razem, ale mnie nie ma. On jest bardzo ciepłym człowiekiem, pokazuje swoje uczucia, nie bał się przy mnie płakać, ale jednocześnie pozwala mi dyktować tempo relacji. Akceptuje moją potrzebę odsuwania się. Na początku tego miesiąca przeprowadził się z powrotem do swojego rodzinnego miasta, co było już zaplanowane zanim się poznaliśmy. Jego matka strasznie ingeruje w jego związki, więc nie powiedział jej dokładnie co między nami jest, z czego powstała między nim a nią awantura. Powiedziała mu mnóstwo nieprzyjemnych rzeczy, także o mnie. Zabolało mnie to. Ale najbardziej w sumie dotknęło mnie to, dlaczego nie powiedział swojej mamie, co dokładnie między nami jest? Poczułam się jak brudny sekret, nieważna, ta druga. Wróciłam do tego, pomimo że już wcześniej mieliśmy rozmowę na ten temat i zapewnił mnie, że jego intencje w stosunku do mnie są szczere i poważne. Wykrzyczałam mu to znowu, ale przeprosiłam, bo nie powinnam tego po raz kolejny wywlekać w takiej sytuacji. Docenił to, że potrafiłam się do tego przyznać. Teraz mam wrażenie, że się odsunął, chociaż bardzo możliwe, że to ja się odsunęłam, bo często to odbijam na niego. Od kilku dni nie mogę o niczym innym myśleć. Boję się, że mnie zostawi jednak nie jestem w stanie sobie wytłumaczyć, że on taki nie jest. Chciałam przestać grać w gierki, a jednak nie potrafię sobie z tym poradzić. Chcę być blisko, ale nie potrafię. Często kiedy on próbuje to ja robię unik. Bardzo zależy mi na tym związku, nie chcę go stracić. Co zrobić, żeby pokonać swój lęk przed bliskością? Mam też wrażenie, że nie chcę przegrać, nie chcę być kobietą, której świat się zawalił przez mężczyznę, tak jak moja matka. Odczuwam silny lęk przed tym, co mam zrobić, żeby jej ten lęk "oddać"? Bo on nie jest mój. Z góry dziękuję wszystkim za odpowiedź!
  15. Dzień dobry , Jestem Studentką V roku Psychologii na Uniwersytecie SWPS Zapraszam Państwa do wzięcia udziału w badaniu Relacji Rodzicielskiej. Stworzyłam narzędzie badawcze które posłuży mi do napisania pracy magisterskiej na temat relacji ojców z dziećmi. Dlatego Proszę o pomoc Panów spełniających się w roli ojca o wypełnienie ankiety , obejrzeniu kilku filmików i udzielenie odpowiedzi na pytania. Badanie jest anonimowe. Link do badania : https://forms.gle/trfyydAWaGDgLFaX7 *Jeśli byłaby możliwość udostępnienia informacji dalej i przekazania linku do badania większej liczbie osób - (Panów/ ojców) byłabym wdzięczna Proszę o pomoc 😊 Dziękuje za udział w badaniu !
  16. Witam. Dlaczego taki tytuł ? Otóż wyjaśniam. Jestem matką dwójki dzieci po rozwodzie. Sama pogoniłam chłopa. Parę miesięcy temu poznałam a w sumie sam się nawinął mój obecny partner. Dzieci go uwielbiają a on uwielbia je. Rodzina go zaakceptowała... no ale reasumując... jego była. Był z nią dosyć krótko... półtorej roku... była to kobieta chora, lecząca się... która z początku dawała mu multum wrażeń, jego życie wydawało się bajką i chciało mu się żyć. W dodatku była wokalistką( występowała nawet w TV) rozstali się gdyż przestała brac leki i zaczęła pokazywać swoje prawdziwe oblicze... i teraz punkt kulminacyjny... już od początku naszej znajomosci brał ją i jej otoczenie jako przykład. Ona to ona tamto... tłumaczył się, ze po prostu nie ma z skąd brac innych przykładów bo z nikim nie był tak zżyty... sam tłumaczył, że gdy brała leki była do serca przyłóż. Niby mówi, że to przeszłość, że nigdy nie mógłby z nią być z powrotem. Jednak ja się boje. Ona była sama on sam nic ich nie ograniczało... żyli i korzystali z życia... sam stwierdził, że to była jego pierwsza wieka miłość... taka prawdziwa i że od razu czuł to coś. Ze mną już jest bardziej ostrożny. Boje się, że Nie będę w stanie mu dać tych wrażeń i emocji co ona... jestem osobą, która nie skacze, nie szaleje, powiedziała bym ze osobą nudną... mam paranoje na jej punkcie. Przeglądam jej zdjęcia. Porównuje ją, oglądam jej kanał na yt.. zazdroszczę... wiem, że była dla niego światem może i pozornym ale jednak światem... a ja ? Ja mogę mu jedynie dać posiedzieć na placu zabaw i raz na jakiś czas gdzieś wyjść samemu... przestał o niej gadać bo widział, że mnie to wkurza. Powiedział, że blednie interpretuje jego słowa i że za nią nie tęskni. Mówi ze liczę się dla niego tylko ja i moje dzieci. ( ostatnio nawet nazwał nas rodziną) ale strasznie nie ufam i nie wierzę...
  17. Dzień dobry, Mam trochę głupią sprawę. Jestem psiarą, kocham psy i potrafię zachwycać się psami obcych ludzi na ulicy (swoimi zresztą też, mimo iż już parę dobrych lat są w moim domu). Od urodzenia jestem chowana z psami, więc to siedzi we mnie głęboko. Ostatnio się dowiedziałam, ze mój chłopak jest o to trochę zazdrosny ("mną się tak nie zachwycasz"-prawda, ze nie mówię mu takich rzeczy, które mówię o psach, ale mówię inne komplementy). Tłumaczyłam mu, ze dla mnie to wgl zupełnie inna kategoria, bo z psem nie porozmawiam, nie podzielę się problemami itd. Zastanawiam się, tak myśląc przyszłościowo, czy to nie będzie naszym problemem. Bo tak samo jak potencjalnie w przyszłości pojawiłoby się dziecko to myślę, ze idąc tym tropem byłby o nie zazdrosny i wtedy pytanie czy to nie pchneloby go do np. zdrady. Co zrobić z tą sytuacją? Czego kwestia, ze on tak reaguje?
  18. Cześć, nazywam się Piotr, mam 20 kilka lat. Od prawie 3 lat jestem w związku z kobietą (nie mieszkamy razem, nie mamy ślubu). Proszę o poradę w jaki sposób poradzić sobie z moją irracjonalną zazdrością, jestem zazdrosny o wszystko i wszystkich. Jesteśmy z znajomymi, jestem zazdrosny że więcej rozmawia z kolegami niż ze mną, mam problem o to że kilka godzin nie mam z nią kontaktu. Więcej sytuacji nie będę opisywać, ponieważ to bez sensu, ale jest ich mnóstwo i mam świadomość, że nie mam powodu być zazdrosnym (nie ma żadnej podstawy być zazdrosnym) ale wewnętrznie mnie rozwala. Czy miał ktoś podobnie i może powiedzieć jak sobie z tym poradzić, ponieważ nie chce jej stracić, ale przez moją zazdrość wszystko ku temu zmierza.
  19. Witam! Mam prawie 30 lat, jestem korpoludkiem. Od nastoletnich lat czuję się bezwartościowa, ponieważ nigdy nie mam wielu przyjaciół. Mam w głowie mocne przekonanie, że człowiek, do którego ludzie nie lgną to człowiek bezwartościowy. Wiem, że jeśli ktoś jest z tych popularnych z tabunem znajomych i przyjaciół wcale nie musi być dobrą, fajną i wartościową osobą. Ale nie umiem sobie wyobrazić kogoś, kto nie ma żadnych przyjaciół (ale nie dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że ludzie nie chcą jego) i jest jednocześnie fantastyczną osobą. Mogłabym być głupia, brzydka i biedna, te rzeczy umiałabym zaakceptować i one mnie nie unieszczęśliwiają. Ale bycie odludkiem jest straszne. Chciałabym, żeby mi ktoś wytłumaczył, dlaczego brak związków międzyludzkich nie oznacza bezwartościowości.
  20. Witam, mam problem z rodziną mojego męża. Jesteśmy 3 lata po ślubie. Mamy 25 i 27 lat. Od ślubu zamieszkaliśmy bez rodziców. Rodzina męża (a w szczególności ojciec i starsza siostra- 29 lat) nie traktują nas poważnie, a wręcz zawsze jako tych gorszych. Są narcystyczni, nie widzą swoich błędów. Mój mąż jest oddanym, pomocnym synem i zawsze dąży do załagodzenia mojej złości i żalu. I tu jest problem, że nie potrafi zobaczyć wad swojej rodziny i ich usprawiedliwia, ucina rozmowy ze mną, a mam prawo czuć się przez nich skrzywdzona. Ojciec- obiecał każdemu z trójki dzieci wybudowanie domu*. Teść dostał od swojego ojca w spadku kilka hektarów pola. Na tą chwilę pola które mu zostały są warte ok 7 mln zł. Zajmuje się budową domów na tych polach. Cena domu dla klienta to ok 600 tys. zł. Jego 20- letnia działalność kręci się w kółko, nie potrafi odłożyć żadnych pieniędzy, wychodzi ciągle pod kreską, żyje ponad stan, trwoni majątek który dostał, a czuje się wielkim biznesmenem. I tu jest problem. Starsza siostra dostała działkę i budowany jest dla niej dom. A w samym momencie teściowi zabrakło pieniędzy na bieżącą działalność, to nakłonił swojego syna półtorej roku temu do brania pożyczek chwilówek. Mąż pobrał pożyczki w każdej dostępnej śmieciowej firmie oraz kredyt w banku. Zadłużenie wynosiło ok 45 tysięcy. Połowa jest spłacona, ale druga połowa nie. Teść obraca takimi sumami, a mężowi ciągle wpiera, że czeka na pieniądze. Do męża odzywają się komornicy, a on z tym nic nie robi. Siedzi cicho. Po cichu prowadzi jakieś rozmowy z teściem, nie chce tego głośno powiedzieć przy pazernej siostrze, której zresztą sfinansowaliśmy część budowy domu tymi cholernymi pożyczkami. Jak się odezwałam przed teściami (spokojnie i bez pretensji) jakieś 3 miesiące temu, że wpisali ich syna do BIKu i teraz nie możemy my wziąć kredytu nawet przez 5 lat, to teść się skrzywił, zaprzeczył i machnął ręką. A mąż nic. Siostra- ma męża 33 lata i małe dziecko. Mieszkają u rodziców mojego męża i między innymi to generuje tak wysokie koszty życia moich teściów, którzy płacą za WSZYSTKO. Na jedzenie i media tam przeznacza się kilka tysięcy miesięcznie. Nigdy im niczego nie zabrakło, nie wiedzą co ile kosztuje w sklepie. Jak rozmawiam z teściową, np. o papryka w promocji, to starsza siostra śmieje się co to za temat. Teściowa sprząta, gotuje, robi zięciowi jedzenie do pracy, opiekuje się ich dzieckiem, czy są w domu czy ich nie ma. Siostra męża uchodzi za inteligentną osobę, ma prestiżowy zawód, jest niesamowicie pewna siebie i nie pozwala, żeby ktoś mógł mieć inne zdanie i żeby czasem się nie okazało, że ktoś jest od niej lepszy. Od poglądów politycznych, poprzez wykonywaną przeze mnie pracę, spojrzenie po ludzku na życie, a nie przepychanie się kto ma ile czego. Kasy tez nie potrafi liczyć bo wszystko wydaje na swoje potrzeby z najwyższych półek. Z racji jej silnego poczucia bezpieczeństwa ona przed niczym sie nie waha, przykładowo jak coś mówi to opisuje hipotetyczną sytuację (która tak na prawdę często dotyczy mnie) i komentuje to w negatywnych i szydzących słowach. Czuję, że jak wyjeżdżamy od teściów to tam jest festiwal najazdu na mnie i moje zachowania. Czuję się przy niej skrępowana, staram się prawie nie odzywać, żeby nie wykorzystała czegoś przeciwko mnie. Ale to powoduje, że ja przytakuje i się tylko głupio uśmiecham. Jestem odmóżdżona przy nich. Denerwuję się, mam problem z oddechem, łamie mi się głos. A znam tych ludzi od 10 lat bo tyle jesteśmy z mężem. Siostra męża zrobiła także chrzest dziecka w moje urodziny i nikt nie złożył mi wtedy życzeń. To była zima i założyłam elegancką czarną sukienkę, którą dostałam od męża na urodziny właśnie. Widziałam energiczne podszepty i spojrzenia wszystkich na mnie jak mnie zobaczyli. O życzeniach sobie wszyscy przypomnieli dopiero jak pojechaiśmy do domu. Jak się z mężem zaręczyliśmy i zorganizowaliśmy spotkanie rodziców, to teść zwracał się do mnie innym imieniem. Nawet nie wiedział jak się nazywam. My z mężem- żyjemy raczej skromnie, nie mamy zbyt dużo pieniędzy, płacimy sobie za wszystko sami. Rozwijamy się, patrzymy inaczej na życie, liczymy pieniądze, założyliśmy firmę, nie żerujemy na rodzicach, czekamy aż teść nam przepisze działkę, bo też ciągle ma jakieś wymówki. Ja się nie rzucam, bo jednak to ma być dobrowolna darowizna. Ale obiecali nam to już 6 lat temu. Jak mam przetłumaczyć mężowi, żeby przestał ślepo patrzeć w swoją rodzinę, przestał ich bronić i w końcu twardo wyegzekwował pieniądze na które zadłużył go własny ojciec? Jak mam się bronić przed tym ciągłym byciem ofiarą i graniem na moich nerwach i uczuciach? Jest mi strasznie przykro, bo to przecież rodzina. A żeby się ich pozbyć, musiałabym się rozwieźć z mężem, który jest na prawdę dobrym człowiekiem i bardzo go kocham, ale jest strasznie pobłażliwy dla swojej rodziny. Z jednej strony chciałabym mieć męża tylko dla siebie, ale wiem że to nie jest możliwe. Nie mogę mu zabronić spotkań z rodziną. A ja nie chcę tam jeździć, bo później czuję się jak po maratonie, albo walce na ringu. Zawsze przegrana i z pretensjami do wszystkich i samej siebie. *zrezygnowaliśmy z mężem, poprosiliśmy tylko o działkę
  21. Jestem 23-letnią samotną matką dwuletniego chłopca. Od niemal 3 lat sama utzrymuję dom, najpierw ex-narzeczonego nieroba, później matkę, która od lat rusza się ze swojego pokoju najdalej do pobliskiego sklepu. Bieda az piszczy. Ciągłe problemy finansowe, samotne wychowywanie wymagającego dwulatka i utrzymywanie matki, która mimo moich próśb, płaczu, krzyku i wołania o wsparcie ma to głęboko w czterech literach. No szlag mnie trafia. Zmagam się z ciągłymi wahaniami nastroju, wybuchami płaczu furii, ciągle się awanturuję, nie chce mi się wracać z pracy do domu, a syna najchętniej zabierałabym ze sobą wszędzie, byle nie wracac do wlasnego m2. Patrzeć nie mogę na własną matkę, rzygać mi się chce jak ją widzę kurwica mnie strzela. Ciągle tylko daj pieniadze, to trzeba zapłacić, tamto trzeba zapłacić/kupić. NO DO KURWY NĘDZY. Przez jej nieróbstwo musiałam się zadłużyć, żeby mieć za co przetrwać. Sprzątam, piorę, gotuję, wychwuję syna, pracuję. Często wychodząc z domu nawet na 12h nie biorę ze sobą jedzenia, żeby zaoszczędzić podczas gdy w domu zostawiam obiad i jedzenie tak, aby tylko oni mieli co zjeść. Staram się jakoś wyciszyć kąpielami, spacerami, sportem, ale to nic nie pomaga. Czesto slysze od matki, ze jestem egoistką. Wybucham płaczem i nawet jedząc batona czuję się jak gówno bo sobie kupiłam a do domu nie, ale ze mnie jebana egoistka. Nie potrafie normalnie funkcjonowac w spoleczenstwie, brak mi asertywnosci. POMOCY! Bo tracę wszelkie chęci do życia ...
  22. Witam. Jestem młodą kobietą, mam 24 lata. Chciałabym zmienić coś w moim życiu, ponieważ męczy mnie moje własne zachowanie. Zacznę może od natrętnych myśli. Nie potrafię wyłączyć myślenia. Mój mózg nie potrafi myśleć o normalnych rzeczach. Ciągle zamartwiam się. Myślę o problemach, mam wrażenie, że ciągle ich przybywa. Ciągle myślę jak je rozwiązać. Myślę jakie nowe problemy mogą mi się przytrafić, jeśli coś nie pójdzie po mojej myśli. Nawet myślę o problemach mojego partnera, mojej mamy a czasem nawet znajomych jeśli zadadzą mi pytanie. Jest to strasznie męczące, ciągle czuje stres i lęk czy wszystko się ułoży. Oprócz tego jestem w związku bardzo dominująca pod względem załatwiania spraw co odbija się na moim związku. Wszystko chce sama zalatwiac, żeby mieć pewność, że będzie to dobrze załatwione. Nie dopuszczam partnera do niczego, nawet do finansow- wszystko ja planuje. Niestety bardzo go to irytuje, ponieważ jak twierdzi robię z niego idiote. Nie mam tego na celu, chciałabym aby pomógł mi się ze wszystkim uporać, ale nie potrafię. Muszę sama trzymać rękę na pulsie. Jestem bardzo przewrażliwiona. Często myślę, że ludzie maja do mnie o coś pretensje, ze ciągle wszystko zawalam, przeszkadzam. Kolejny mój problem to nerwowość. Chociaż to miałam od zawsze. Prawdopodobnie przez matke, która na mnie krzyczała i mnie bila zawsze gdy zrobiłam coś źle lub nie po jej myśli. Nawet zdarzyło jej się to ostatnio. Jestem bardzo nerwowa. Próbuję nie wybuchać złością, ale zazwyczaj już tak mam. Jak bomba - cos mnie zdenerwuje i od razu krzyczę. Po chwili lecz już niestety po fakcie - dopiero próbuje rozmawiać i wziąć to na spokojnie. Lecz wtedy już nikt nie chce rozmawiać co skutkuje tym, że znowu mam natrętne myśli. Zamknęłam firmę, niestety nie wydolilam z urzędem skarbowym. Mam aktualnie długów na ok 100tys. Jestem za granicą z partnerem i spłacamy to. Myślę ciągle o finansach. Myślę ciągle co o mnie ludzie myślą. Mysle, czy partner na pewno mnie kocha mimo że zapewnia za tak. Myślę co z pracą, czy dostanę umowę na stałe czy mnie wyrzuca. A co zrobię jak wyrzuca? Nie mogę przerwać płynności finansowej. Tak właśnie moje życie wygląda. Mam już tego dość, nie mogę rozluźnić się. Tak jest przynajmniej od 3 lat. Postanowiłam coś z tym zrobić, ponieważ od kilku tygodni mam jakieś dziwne napady paniki, chyba? Myślę o problemach jak zwykle i nagle czuje takie uderzenie? Nie wiem jak to nazwać. Serce na chwilę przyspiesza. Często również mam duszności. Proszę o jakąś poradę.
  23. Dzień dobry.Mam na imię Sylwia,mam 41 lat. Od 2011 roku jestem mężatką ,mam dwie wspaniale córki . Problemów w moim życiu emocjonalnym jest wiele.Pierwszy ,jestem DDA,moj ojciec jest alkoholikiem,drugi,nie kocham swojego męża,nigdy go nie kochalam,bylismy razem przez chwilę, gdy chciałam odejść okazało się,że jestem w ciąży i tak już zostałam w tym związku.Jestem osobą bardzo uczuciową.Cale moje życie skupia się wokół dzieci, są całym moim światem. Nigdy nie byłam ładna,zawsze z lekką nadwagą dlatego też nigdy nie przepadałam za sobą. W domu na pozór jest ok. Mąż jest z natury chłodny. Raz więcej kłótni,raz mniej.Ostatnie miesiące są spokojne.W domu,bo we mnie nie, w środku we mnie pustka i ciągły brak miłości. 4 lata temu poszlam na kurs prawa jazdy.Tam poznalam Roberta,był instruktorem jazdy.Rok młodszy ode mnie,taki tam chłopak ze wsi z dziwnym głosem ,kojarzyłam go ze szkoly podstawowej. Dużo czasu spędziliśmy razem w aucie,okazał się być świetnym nauczycielem i dobrym człowiekiem bardzo kochajacym synka.Byl żonaty i pozornie szczesliwy. Podczas kursu bardzo sie do siebie zblizylismy ,imponowal mi swoją pracowitością,spokojem i miłością do dziecka oraz szacunkiem, z jakim wypowiadał się o żonie. Po 1,5 miesiąca coś między nami zaczęło się dziać, spojrzenia, jakis dotyk mimowolny,nic nie mówilismy o tym. Po zdaniu prawa jazdy w podzuekowaniu dalam mi prezent ,on pozniej napisal sms ze trzeba sie spotkac i wyznalismy sobie milosc ,z zaznaczeniem,ze trzeba to skonczyc ,zanim sie zacznie ,gdyz oboje mamy rodziny ,ktorych nie mozemy krzywdzic. To bylo jednal bardzo silne uczucie,spotkalismy się kilka razy,doszlo do zbliżenia, on jednak mial coraz eieksze wyrzuty sumienia,ja coraz mnoejsze,bo bardzo go kocham. Wiadomo było,że nigdy nie będziemy razem,w końcu zdecydowaliśmy się na przyjaźń, piszemy do siebie głównie smsy prawie codziennie od 4 lat.Czasem był też sex przez telefon.Kiedys. On ograniczył nasze kontakty do pisania do siebie.Czasem krótkie spotkanie przy aucie ,z mojej inicjatywy,gdy się gdzieś spotkamy przypadkiem ciężko nam od siebie odejść. Ale to ja w tej relacji staram się najbardziej,jestem ciepła, wspierająca,motywująca i zabawna, on jest przyjacielem,ale czasem zimny,zdystansowany,jal ma dobrze w domu,to dla mnie chłód, jak przyjaciel się rozwodzić to chłód, jak na kogoś wkurzony to chłód. I ciągle wyrzuty sumienia.Ze jestem, 4 razy już mówił,że musi przestać do mnie pisać,bo nie chce stracić dziecka i rodziny,a potem wciąż pisze i nie może beze mnie zyc.Od 4 lat jeszcze nigdy nie było porządnej kłótni między nami. Zapanował spokój, relacja się umocniła na poziomie przyjacielskim,było dobrze. TPotem bum. Będą 40 urodziny Roberta,80 osob zaproszonych ,ja nie,bo jak? To jest straszne dla mnie ,kim jestem w jego zyciu? Znów w głowie wojna,serce płacze. Drugie bum.Zostanie ponownie tatą,wpadka.Ale szczęśliwy,wiem to,nic dla niego nie liczy się bardziej niż dzieci. Powiedziałam,że muszę odejść.Wszystkie emocje wróciły,tak bardzo go kocham.Chcialam byc mamą Jego dziecka,marzylam o tym.Wiem ,że ta miłość to glupota, że to ja robię dla niego wszystko, a on dla mnie niewiele.Wiem ,że sprawia mi wiele przykrości, ale przelykam to wszystko i idę dalej.Bo bez niego nie widzę sensu na nic.Tylko i aż moje Córeczki dają mi ukojenie. Oboje z Robertem mówimy, że to jest chore,a nie potrafimy się z tego wypliątać. Teraz pewnie on juz bedzie potrafił, skupi sie na dziecku i żonie,która musi się opiekować. A ja nie widzę sensu życia.Nie miałam wielu partnerów na swojej drodze ,krótkie związki. Szukalam go całe życie,okazało się, że znalazłam za późno. Wiem,że jak kocham to do końca życia,nie potrafię inaczej.Co robić? Jak się odnaleźć? Wiem,że on korzystał z mojej dobroci, że nie dał mi tego ciepła,którego potrzebowalam, wiem że to głupie i irracjonalne i co z tego,jak serce krwawi i chce zawsze przy nim być,choćby bolało.Chociazby po to,by wiedzieć że wszystko u niego w porzadku, że jest zdrowy i szczęśliwy. Jestem smutna,często udaje radość, żeby dzieci były szczesliwe. Wzięłam już jakieś tabletki na poprawę nastroju od lekarza,jakieś słabe,ale jednak leki. Przeraża mnie świadomość, że to juz koniec,ze już nie będzie nigoko ,kto obdaruje mnie cieplem ,to już 41 lat,jestem bezuzyteczna i nieważna. Nie warto się starać.
  24. Cześć mam na imię Michał . Mam 23 lata. Ciężko mi o tym wszystkim mówić i z tym wszystkim się pogodzić . Nie jestem tutaj przez przypadek . Wyjechałem do Holandii za lepszymi pieniędzmi gdyż nigdy nic nie miałem . Poznałem tam dziewczynę . Zaangażowałem się jak nigdy w życiu . Oddałbym jej wszystko . W pewnym momencie ona wróciła do Polski gdyż " praca była za ciężka " . Umowa była taka że wracam za 2 tygodnie również i szukamy czegoś innego w Holandii bądź za granicą ( praca nie grała roli poszedłbym na wszystko byleby miała lżej ) . Po powrocie przyjechała do mnie na 2 tygodnie , później ja do niej . Warto dodać że to było świeże kilka miesięcy to może trwało. Poznanie z rodziną i tak dalej . Przyjechała do mnie 500 km . Później razem pojechaliśmy do niej . Wyjechałem ponownie tym razem sam . Ona znalazła pracę w Polsce . Było ciężko ale cel był jasny . Miałem przerobić tam jakiś czas żeby zarobić nam na lepsze życie . Sam nic nie miałem , ciężkie sytuacje rodzinne . Chciałem zapewnić swojej rodzinie godną przyszłość a nie tylko odliczanie od pierwszego do pierwszego . Nie chciałem później być takim ojcem jakim był dla mnie mój . Warto dodać że ona też nie miała w życiu lekko i nie miała w życiu nic .Później zaczęło się gadanie że dla mnie liczy się tylko euro a nie ona gdzie siedziałem tam i robiłem to wszystko tylko i wyłącznie dla niej żeby później nie zawieźć swojej rodziny . Ona wcześniej też miała ciężko chodziła do psychologa i tak dalej . Moim zdaniem jest strasznie uległa na opinie koleżanek które nic w życiu nie osiągnęły i żerują na chłopakach którzy ciężko pracują a same siedza w domu i nic nie robią i nie wiem czy to też nie było jej celem . Chciała dziecko . W wieku 20 lat to trochę niepoważne . Ale tak jak mówie koleżaneczki miały podobnie. W ciągu roku zmieniała prace z 5 razy . Miała brać tabletki które jej pomogą bo była delikatnie chora na głowę stąd te wizyty u psychologa . Chciałem jej pomóc , wyciągnąć ją z tego wszystkiego a tak na prawdę w każdym możliwym momencie dostawałem kłodę pod nogi . Zaangażowałem się w 100 procentach i byłem w stanie oddac jej wszystko a ona w żadnym stopniu nie potrafiła tego docenić . Chciałem zostać jeszcze trochę mniej więcej pół roku żeby zarobić nam na lepszy start . Znam trochę życie i wiem że nic nie ma za darmo . Chciałem wrócić . Mieszkać tam gdzie ona ( dzieli nas 500 km ) wynająć nam mieszkanie żeby nie mieszkać z jej rodziną . Znaleźć tam pracę i żyć jak ludzie . Tylko po prostu jeszcze chciałem przez pół roku pobyć za granica żeby troche odłożyć na nasze wspólne życie . Ona tego nie rozumiała i ze mną zerwała . Zacząłem pić , mam załamkę jak nigdy w życiu jednym zdaniem nie chce mi się żyć . Usunęła mnie na każdym możliwym portalu i nie wiem co u niej . Błaźniłem się pisząc po jej rodzinie i nikt nie wie o co chodzi i każdy jest w szoku . Nie wróciłem do Holandii . W tym momencie przechodze najgorsze chwile w swoim życiu bo poświęciłbym dla niej wszystko a ona ma to gdzieś . Ciężko mi jest się podnieść . Mówią czas leczy rany ale u mnie to nie działa . Bliscy się o mnie martwią sam nie wiem co będzie dalej bo jestem psychicznie poskałdany jak domino . Pomóżcie.
  25. Witam, odkryłem ostatnio romans mojej połówki - narzeczonej i niby tylko skończyło się na rozmowach i zdjęciach. Ciężko to zweryfikować i nawet chciałbym w to wierzyć ale po co się tym głowić jak już same te wiadomości są obrzydliwe. Najgorsze jest to że mamy dziecko i do miesiąca mieliśmy wziąć ślub. Wolałbym opisać całą sytuację w prywatnych wiadomościach z psychologiem niż wyrzucać to w tym miejscu. Sytuacja jest na tyle wyjątkowa, że obawiam się o możliwość połączenia tej sprawy bezpośrednio z nami. Zależy mi na rozmowie jak najszybciej muszę oczyścić sobie myśli z emocji i podjąć decyzję, a jest strasznie ciężko ze względu na dziecko. A muszę też pracować, a samo myślenie o tym przyprawia mnie dosłownie o mdłości i paraliżuje nie wspominając o huśtawkach nastroju i kotłującej się złości.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.