Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'relacje'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Witam, mam 44 lata i jestem 3 rok w związku z partnerka, która ma 14 letniego syna.wszystko było by ok gdyby nie to, że to dziecko z zaburzeniami (temat rzeka) ostatnie dwa lata uczył się W Miejskim ośrodku socjoterapii ponieważ, lekceważył obowiązek szkolny, był alkohol, narkotyki itp. Wielokrotnie widziałem jak Lekceważy matkę, potrafi nawet powiedzieć do niej żeby: spierdalala. Nie jestem ojcem tego dziecka i moim ogromnym problemem jest sposób w jaki mam się zachowywać w takich sytuacjach. Tłumaczenie na spokojnie nic nie daje bo w odpowiedzi słychać tylko kurwienie, jestem przerażony jak odnosi się do własnej matki i czasami naprawdę mam ochotę "rozmazać go na ścianie", ale po pierwsze nie jestem za rozwiązaniami siłowymi a po drugie jakie ja mam prawa do obcego dziecka? Jego. Własny ojciec ma gdzieś co robi i jak się zachowuje jego syn, jego matka ma zaawansowana depresję, łyka leki żeby jakoś funkcjonować a ja jako partner jestem po środku tej sytuacji. Nie ma właściwie dnia, żeby pomiędzy partnerka a jej synem nie było awantury o coś (zapewniam, że to nie jakieś krzyki tylko wręcz fruwające przedmioty), jadąc z pracy do domu wiem, że coś będzie się działo. Chłopak Nie szanuje nikogo ani niczego, jest bezczelny, niszczy wszystko w domu i nie tylko nie szanuje własnej matki (kiedy jestem z nim sam na sam i dziwo jest spokój). Moim problemem jest to że nie wiem jak się w tym wszystkim zachować, większość sytuacji między nimi dotyka mnie, partnerka swoje nerwy odbija na mnie ale najgorsze jest to że zada ode mnie ingerencji w to wszystko, żebym był jakimś "pogromca" jej syna. Jestem facetem i szlag mnie trafia jak 14 letni gowniarz dosłownie szmaci moja partnerkę, często kończy się krzykiem z mojej strony bo puszczają mi nerwy ale któregoś razu podczas jednej z takich sytuacji w nerwach złapałem go za fraki i miałem ogromną ochotę go uderzyć za to co robi, na szczęście się powstrzymałem i od tego momentu staram się nie wtrącać w te awantury bo obawiam się, że w końcu mogę nie wytrzymać. Teraz mam zarzuty ze strony partnerki , że pozwalam na to co się dzieje, że nie reaguje itp. Posiadam parnerka nie rozumie w jak trudnej psychicznie sytuacji jestem, z jednej strony chce pomóc, z drugiej już nie wiem co mam robić,że to nie jest moje dziecko, że nie mam praw jak ojciec, boję się, że pewnego razu nie wytrzymam się dojdzie do rękoczynów czego bardzo chce uniknąć,jestem załamany cała Ta sytuacja, nie wiem co mam zrobić, kocham partnerkę i chce z nią być ale mnie to przerasta, jestem zmasakrowany psychicznie po praktycznie codziennej awanturze proszę o pomoc, już nie daje rady tak żyć, Michal
  2. Witam wszystkie. A więc do sedna. Jestem w związku z dziewczyną, która nie do końca akceptuje moje relacje z jedną z moich sióstr od samego początku naszej znajomości. Otóż mam bardzo dobry kontakt z siostrami, z jedną z którą moja dziewczyna ma problem mam bardzo dobry, ponieważ zawsze trzymaliśmy się razem i mieszkaliśmy razem przez 2 lata jak wyprowadziliśmy się do innego kraju, żeby wiadomo było raźniej, taniej itp. Dla mnie to normalna sprawa, w końcu jest moim rodzeństwem, pomagamy sobie wzajemnie jak jest potrzeba, widujemy się bo mieszkamy od siebie 5-7 min pieszo, czasem ja idę ja odwiedzi. Problem pojawia się z moją dziewczyną, ponieważ od początku naszej znajomości uważa że moja siostra mnie dominuje, że gdybyśmy nie byli rodzeństwem to byśmy byli razem, że ona zachowuje się zawsze jako szef. Ja uważam że nic złego nie robię.moja dziewczyna twierdzi również, że nie wie jak chłopak mojej siostry może akceptować jej relacje z brałem. Moja dziewczyna ma również własne problemy, ma terapeutę, jej tata i siostra również mają terapeutę. Najgorzej jest jeśli pojawią się moja siostra w okolicy mojej dziewczyna, wtedy dziewczyna reaguje miło w jej towarzystwie, ale później ja mam jazdy, płacze, nie chcę rozmawiać, twierdzi że koniec związku bo ona nie rozumie jak to może zaakceptować itp. Prośba o pomoc, jakaś opinie jak to mogę rozwiązać lub jak mogę pomóc. Z góry dzięki
  3. Witam. Sprawa wygląda następująco. Znam pewną kobietę od 7 lat , ostatni rok był przełomowy dla mnie ponieważ zaczęliśmy się spotykać. Trwało to raptem 3/4 miesiące, po czym ona stwierdziła że nie wie czego chce , narazie tego nie chcę i nie jest na to gotowa ale wie że i tak będziemy razem. Ona ma 23 lata jest w trakcie rozwodu i 4 letnie dziecko ja 28 lat. Zaczęła stosować na mnie to że znikała i pojawiała się co jakiś czas (gdy się pojawiała to robiła za każdym razem nadzieję mówiąc że i tak będziemy razem czy że nadal nie jestem jej obojętny) i znikała bez słowa, ostatnio przestała się oddzywac. Nie odpowie na żadną zaczepkę, zablokowała mój nr telefonu (żebym nie mógł do niej dzwonić i nie jest to pierwszy raz) miałem moment w którym zapytałem jej wprost czy mam odejść czy zostać i też nie dostałem żadnej odpowiedzi. Jak się ze mną rozstała zaczęła coraz mocniej dbać o siebie( zabiegi kosmetyczne/powiększanie ust/spotkania z nowo poznanymi facetami w różnym wieku) Powiedziała mi kiedyś co jej we mnie przeszkadza i to naprawiłem żeby poprawić relacje ,lecz było dobrze tylko chwilę. (Ja wiem że to moja decyzja jak postąpię ale chcę znać zdanie innych osób) Moje pytanie jest takie: Czy widać w tym opisie to że jej totalnie na niczym nie zależy ? Czy robi to żeby mnie utrzymać obok wyrazie wu? Jak takie kolo zapasowe Próbowałem przejść to z psychoterapeutą ale za każdym razem jak miałem spotkanie to ona w tym czasie się pojawiała i wszystko znów się waliło. Dziękuję z góry za wasze wypowiedzi Pozdrawiam
  4. Witam wszystkich.Jestem 31 letnim facetem od 6 lat w związku z dziewczyną która jest dla mnie całym światem. Od wielu lat dosyć często zdarza mi sie oglądać filmiki porno, zdjecia kobiet oraz przeglądać anonse erotyczne (ale nigdy z żadnego nie skorzystałem i nie mam takiego zamiaru). Ostatnio dziewczyna (leczy sie na depresje, bo to może być ważne dla sytuacji) przejrzała historię mojej przegladarki. Będąc w pracy zapytała mnie czy ją kocham, po twierdzącej odpowiedzi przyznała mi że widziała historię przegladarki i zrobiła mi awanturę unosząc ją na poziom zdrady. Osobiście nie uważam tego za coś tak strzasznego, wiem że to odkrycie nie było dla niej czymś miłym. W chwili obecnej nie mam możliwości się jakkolwiek wytłumaczyć, jak i moje zapewnienia które są najszczerszą prawdą nie potrafią do niej dotrzeć. Czy ja czegoś nie rozumiem i jestem takim delikatnie się określając durniem? Nie mam pomysłów jak to załagodzić i uratować nasze wspólne życie. Pomóżcie proszę
  5. Jestem ojcem, mam 52 lata. Mieszkam obecnie z synem.Jakiś czas temu moja żona wyprowadziła się z domu bo nasz związek przeżywał rutynę, brak zainteresowania i kryzys z tego powodu. Z tego co mówiła mi żona, to przestała czuć do mnie cokolwiek, ani złości ani miłości, po porostu obojętność i z tego powodu musiała się wyprowadzić. Przez pierwsze dni po rozstaniu nie wiedziałem co mam robić, więc z rozpaczy codziennie do niej jeździłem pod każdym pretekstem, zaniedbałem trochę dom itp.. Potem dowiedziałem się, że należy odpuścić sobie kontakt z żoną, czyli dać sobie trochę czasu na odpoczynek. I to poskutkowało, żona sama zaczęła się do mnie odzywać, zagadywać co słychać itp. To zerwanie kontaktu jednak nie trwało zbyt długo, gdyż mamy za dużo wspólnych spraw i musieliśmy się widywać klika razy w tygodniu. Ale czas zrobił swoje i teraz bez problemu żona daje się już zapraszać na kolację przy winie, do kina, weekendy praktycznie spędzamy razem, planujemy też razem urlop. Nie odmawia też seksu, wręcz ma na niego ochotę. Jest zupełnie inaczej niż przed rozstaniem, nasz związek nabrał nowych wartości.Problem jest jednak w tym, co wyszło po ostatniej rozmowie, mimo iż od wyprowadzki minęły już ponad 3 miesiące, nadal nic się w niej nie zmieniło w uczuciach do mnie. Mówi, że jest tym zażenowana, relacje między nami uległy znacznej poprawnie, ale jej uczucia nadal nie. Mówi, że płacze czasami wieczorami u siebie w domu z tego powodu, bo najgorsze są wieczory.Kiedy w naszym związku nie działo się najlepiej, ja niestety tego aż tak nie zauważałem i nie odczuwałem co było moim błędem, żona to mocno przeżywała wpadając w coraz to głębszą depresję. Trwało to mnie więcej pół roku. Wtedy dużo rozmawiała o swoich problemach ze swoimi znajomymi a nie ze mną, koleżanką i kolegą, którzy są od zawsze singlami. Czy obracanie się w środowisku singli może spowodować chęć odcięcia się od rodziny i życia tak jak oni? Nie wiem zatem co zrobić, aby odbudować znów uczucia żony do mnie. Czy to jest wogle możliwe, skoro przestała mnie kochać jakiś czas temu. Czy mieszkanie oddzielnie i widywanie się 2, 3 razy w tygodniu jest w stanie zmienić te uczucia? Czy może trzeba byłoby znów zamieszkać razem, wtedy codzienne kontakty, spowodowałyby zmianę sytuacji oczywiście pod warunkiem utrzymania dobrych relacji między nami i niedopuszczenia do rutyny?
  6. Witam. Mam taki problem Bylem w zwiazku 2 lata Ona matka dwojki dzieci po rozwodzie starsza ode mnie 6 lat rozstalismy sie z podwodu Kupila szerwgowke i oczekiwala ze bede biegal po sklepach ogladal plytki itp gdzie dom bedzie do oddania za rok Mowilem ze spokojnie oddadza dom wezme busa od sasiada i pomierzymy fizynie ile trzeba i co trzeba pojdziemy kupimy ona na to ze ja neguje nie wspieram itp Powiedzialem nie zlosliwie ze jak macie 100tys zl to mozecie wymyslac bo zaczeli plywac w oblokach ze takie meble itp Jestem realista Ze nie odebralem samochodu od mechanika ale w tym czasie bylem w pracy a ona miala czas I takie wyrzuty Po takim ataku na mnie przestalem sie odzywac poszedlem do psychologa bo mnie dreczyly mysli ze moglem to inaczej rozwiazac Po jakims czasie zobaczylem ja na miescie z innym chlopem podszedlem przywitac sie i zapytalem czy mozemy porozmawiac ona odp ze nie mamy o czym po chwili wstala i mowi to tylko moj dobry znajmomy nie wiem myslala ze bede go bic czy co Zapytalem czy cos czuje do mnie odp cos tam czulam i zaczal sie znowu atak na moja osobe ze jej nie pasuje duzo rzeczy we mnie ja wszystko grzecznie z kultura a ona takie negatywne emocje Problem jest tego typu ze ciagle mysle o niej
  7. Witam. Mam taki problem Bylem w zwiazku 2 lata Ona matka dwojki dzieci po rozwodzie starsza ode mnie 6 lat rozstalismy sie z podwodu Kupila szerwgowke i oczekiwala ze bede biegal po sklepach ogladal plytki itp gdzie dom bedzie do oddania za rok Mowilem ze spokojnie oddadza dom wezme busa od sasiada i pomierzymy fizynie ile trzeba i co trzeba pojdziemy kupimy ona na to ze ja neguje nie wspieram itp Powiedzialem nie zlosliwie ze jak macie 100tys zl to mozecie wymyslac bo zaczeli plywac w oblokach ze takie meble itp Jestem realista Ze nie odebralem samochodu od mechanika ale w tym czasie bylem w pracy a ona miala czas I takie wyrzuty Po takim ataku na mnie przestalem sie odzywac poszedlem do psychologa bo mnie dreczyly mysli ze moglem to inaczej rozwiazac Po jakims czasie zobaczylem ja na miescie z innym chlopem podszedlem przywitac sie i zapytalem czy mozemy porozmawiac ona odp ze nie mamy o czym po chwili wstala i mowi to tylko moj dobry znajmomy nie wiem myslala ze bede go bic czy co Zapytalem czy cos czuje do mnie odp cos tam czulam i zaczal sie znowu atak na moja osobe ze jej nie pasuje duzo rzeczy we mnie ja wszystko grzecznie z kultura a ona takie negatywne emocje Problem jest tego typu ze ciagle mysle o niej
  8. Witam opiszę w skrocie o co chodzi. Z moją partnerką jesteśmy razem od paru miesięcy znamy się ponad 3 lata wiecie to jest coś z cyklu że wiesz że to ta jedyna. Moja partnerka niedawno straciła matkę wcześniej ojca i siostrę od wielu lat zmaga się z depresją zaburzeniami lękowymi i jescze parę by się znalazło. Problem polega jednak na tym że od miesiąca się nie spotykamy bo się mnie boi. Dowiedziałem się niedawno o tym i opisała dokładnie o co chodzi. Podam parę przykładów. Klapsy są chwile że lubi je bardzo a czasami wystarczył jeden by się źle czuła i dowiedzielem.sie że tego się bala że ja bilem a ja zwyczajnie nie miałem pojęcia że to mzoe być dla niej bolesne. Była jedna sytuacja gdy straszyłem ja że dostanie pasem no i pewnego dnia mówi tylko straszysz i straszysz i nic z teog to wziąłem pas ale kiedyś zobaczyłem że ona się sklulila i cała trzasla wyrzuciłem pas przytulilem i już nigdy o tym nawet nie wspominałem. Wytłumaczyła mi potem i przepraszała że to wróciły wspomnienia z dzieciństwa. Druga sprawa seks analny nie chciała się nato godzić ale raz gdy leżała tyłem powiedziała że jak chce to mogę więc wiecie doszło do stosunku mówiła że ja nie boli i że jak chce to mogę często. Jednak kolejne razy okazywalay się dużo boleśniejsze i nie za każdy razem dochodziło do stosunku.okazalo się że ona nie miała często ochoty na to i bolalo ja strasznie i się bala że i tak siły użyje żeby ją zmusić choc za każdym razem gdy mówiła stop przerywalem i nigdy bym jej nie skrzywdził świadomie. W związku też byłem samolubny i zaborczy od miesiąca pracuje nad stopa i dostrzegam co robiłem źle i już taki nie będę problemem jednak jest jej strach gdy się spotkaliśmy parę dni temu na chwilę to podeszła i po przytuleniu odepchnęła mniepo sekundzie i uciekła. Byłem w szoku za chwilę zadzownial i przepraszała. Problem był chyba taki że za bardzo mnie kocha i mimo że czegoś nie chciała robić godizla się dla mnie ja tego nie widziałem i to wykorzystywałem. Czy jest jakiś sposób żeby ten lek do mnie osłabić? Staram się jak mogę ale dużo to nie daje
  9. Cześć, to w sumie mój pierwszy post... Mam w tym roku 23 lata, mieszkam z rodzicami tylko, że na osobnym piętrze w domu.. Za każdym razem gdy chcę wyjść ze znajomymi, wyjechać na 3-4 dni na małą wycieczkę ze znajomymi słyszę, że nie bo i tak sobie nie dam rady, bo po co, bo im się to nie widzi.. Mama jeszcze w miarę, ale tata to już jest przesada.. wczoraj zanim poszłam na koncert od ojca słyszałam "jak zwykle wiem na końcu, jak zwykle zostawisz mnie samą z obowiązkami w domu, rób sobie co chcesz",.. co nie jest prawdą, bo pomagam w domu co chwilę.. Ostatni raz gdzieś sama byłam 2,5 roku temu na 2 dni i to też przy wielkich żalach, że mam czelność gdzieś jechać.. Od dziecka tak jest, nie wierzę w siebie, we wszystko co robię / co chcę zrobić wątpię, ciągle słyszę że bez ojca byłabym nikim - i to do niego.. Nie wiem co zrobić, żeby w końcu zrozumiał, że mam już swoje lata, chcę sobie układać życie już ale z nim się nie da... Mama w miarę się uspokoiła, chociaż tyle.. Nie chodzę na imprezy, nie szlajam się po klubach, studiuję również a i tak słyszę że pewnie obleję obronę pracy inżynierskiej bo jestem nikim.. Nawet przyprowadzenie chłopaka do domu graniczyło z obrażaniem go, nazywaniem od idiotów itd... Mama nie reaguje na to, przy nim słowem się nie odzywa. Pod koniec lipca chcę jechać 300km od domu na 4 dni z kilkoma znajomymi.. Wolę nawet nie wiedzieć jaka będzie reakcja. Nie mam pomysłu już jak ogarnąć tą sytuację, żeby on zrozumiał, że nie może ciągle mi na głowie siedzieć i mnie kontrolować a wyprowadzka nie wchodzi w grę...
  10. Witam wszystkich, przełamałem trochę się i dodaje post bez anonimowości, chociaż nie łatwo to pisać aż wstyd. Wiem był już ode mnie post tego typu podobny. 22 lat i wielki wstyd jak myślę o tym że nigdy nie uprawiałem seksu,nie czułem takiej potrzeby aby z pierwszą lepszą to zrobić. Przyjaciółka moja z którą znamy się jakiś czas, spotkanie pierwsze było, miło przyjemnie spacerek całowanie i tak dalej.Znajomość się rozwija obawiam się że za jakiś czas może dojść do zbliżenia i tego się obawiam czuję przerażenie, chociaż staram się na spokojnie podejść do sytuacji. Nie chciał bym stracić tej znajomości przez to że nie uprawiałem seksu a dziewczyna się rozczaruję, ja zostanę z niczym, kolejne nawiązywanie znajomości z dziewczynami może wyglądać podobnie przez to że jestem prawiczkiem (jak ja nienawidzę tego słowa, czuję się taki dziecinny niedojrzały, taki słaby, próbuję sobie mówić że dziewictwo nie oznacza kogoś gorszego czy słabszego, ale kiepsko mi to wychodzi. Teraz ciężko znaleźć dziewczynę o podobnym poziomie doświadczeń seksualnych, większość z otoczenia to już ma to za sobą tylko ja taki zostałem jeszcze w opakowaniu że tak to nazwę. Przyjaciółka pytała się czy jestem prawiczkiem, oczywiście skłamałem z czym się trochę źle czuję no ale nie łatwo było powiedzieć że jestem bo pewnie by zaraz urwała po części kontakt. Naprawdę 2 lata temu zacząłem zmiany swojej osoby. Wizualne sylwetkę poprawić i psychiczne nastawienie do świata być bardziej elastycznym do życia i wyciągać wnioski z błędów i tak dalej, ten temat na dłuższą rozmowę. Zostało mi jeszcze wytłumaczyć i poukładać w głowie właśnie te moje dziewictwo bym zrozumiał to i nie czuł się z tym tak źle. Proszę o pomoc poradę
  11. Jesteśmy w związku od 2 lat, parokrotnie po nieporozumieniach przegrywaliśmy związek na tydzień, dwa aczkolwiek zawsze byliśmy w kontakcie po czym zgodnie się schodziliśmy, dotarliśmy się i bardzo się kochamy, niestety pojawił się problemu braku czasu ze strony partnera. Dużo pracuje w różnych firmach co go całkowicie pochłania, nie mieszkamy razem więc w związku z tym widujemy się tylko w piątki i niedziele bo wtedy ma czas. Czuję się przez to odrzucenie, że nie jestem dla niego ważna. Gdy naświetliłam ten problem zgodził się ze mną że to dobrze na związek nie wpływa i stwierdził że nie umie pogodzić pracy i związku ale nie chce się rozchodzić, natomiast boli go bardzo że przez to wg niego mnie krzywdzi. Powiedział również że zrezygnuje z części pracy ale niestety do tej pory tego nie zrobił czyli po 3 miesiącach od rozmowy. Oczywiście ja nadmieniłam że to musi być jego decyzja ponieważ ja nie mogę tego od niego wymagać Proszę o poradę jak z nim rozmawiać, co zrobić by naprawić relację w związku,czy mogę wymagać od niego poświęcenia część pracy.
  12. Witam, jestem kobietą w wieku 23 lat, która łączy studia z pracą. Jestem w związku z chłopakiem od ponad 3 lat, w miarę nam się układa, czuję się przy nim bezpieczna, szczęśliwa, potrafi poprawić mi humor. Jednak zauważyłam, że szczęśliwy związek to dla mnie za mało i mimo, że mam chłopaka, strasznie potrzebuję uczucia, że podobam się innym facetom. Lubię to uczucie, gdy podobam się mężczyznom. Lubię flirt, lubię być pożądana. I tak np. w pracy, wystarczy, że jakiś facet na mnie spojrzy czy się uśmiechnie, a ja już dopowiadam sobie, że mu się podobam, mimo, że nie dał mi jasnych sygnałów, że tak jest! Wystarczy spojrzenie, rozmowa i ja już czuję, że coś może być na rzeczy i co więcej, ja też od razu się takim facetem zauraczam. Mimo, że ledwo go znam i wcale nie jest w moim guście, jeśli chodzi o wygląd. I takie sytuacje miałam już kilka razy, że dopowiadałam sobie, że się komuś podobam i sama zaczęłam się nim interesować, mimo, że nie dostałam jasnych sygnałów, że tak rzeczywiście jest. Martwi mnie to, skąd to się wzięło, ponieważ źle się czuję z tym faktem, że mam faceta, a myślę o innych. Nie chciałabym go zdradzić. Zastanawiam się, czy może to wynikać z tego, że nie dość, że mam obniżone poczucie własnej wartości, to jeszcze w ciągu życia nie miałam zbyt dużo kontaktów z mężczyznami, nie tylko na tle partnerskim, ale również zawodowym, czy zwykłym takim koleżeńskim. Praktycznie w ogóle nie mam znajomych, wychodzę to jedynie gdzieś z moim chłopakiem. Więc w pracy od razu widzę mężczyzn i zastanawiam się czy im się podobam, a jak jakiś się popatrzy to już myślę sobie nie wiadomo co 😂. Proszę o pomoc, co może być powodem tego stanu rzeczy i jak sobie z tym radzić. Dziękuję!
  13. Jestem 20 letnią studentką. Rok temu wyprowadziłam się z domu po częstych kłótniach. Odkąd pamiętam do tej pory mam problem z częstym wpadaniem w gniew i agresję ( najczęściej w stosunku do mojego partnera.) ale nie tylko. Czuję ciągłą chęć do poprawiania kogoś, upominania i dawania wskazówek w niemiły sposób. Kłócę się ze wszystkimi. Staram się przenosić wszystko na pracę i studia, i nie myśleć o problemie, ale gdy tylko znajduje chwilę, aby się z kimś spotkać zawsze znajduje powód do kłótni lub niezadowolenia. Czy możliwe, że to co dzieje się w moim życiu spowodowane jest przeszłością? Kłótniami w rodzinie? Niezrozumieniem że strony rodziców i brakiem rozmów o problemach?
  14. Cześć, pisze tutaj ponieważ nie wiem już co mam o sobie myśleć. Jestem w związku ponad 3 lata, jest to związek szczęśliwy, kłótni praktycznie nie ma jednak jest jeden problem…. ja. Mam problem z emocjami i ogólnie ze sobą, strasznie boje się porzucenia i tego ze mój chłopak znajdzie sobie kogoś na moje miejsce. Każdy dzień to jest walka z moimi myślami, które są straszne. Ciagle myśle o tym, ze mój chłopak pisze z innymi dziewczynami, umawia się z nimi, ze każda dziewczyna która przejdzie obok nas, to jest w jego typie i myśli o niej nie wiem co. Kocham go najmocniej jak tylko potrafię, ale jak zrobi coś co mnie zaboli lub zdenerwuje, to od razu myśle o nim same najgorsze rzeczy, ze go nienawidzę, ze niszczy mi życie, ze chce to wszystko skonczyc. Pierwsza rzecz po ogrodzeniu oczu rano to jest sprawdzenie czy nie zaobserwował jakiejś nowej dziewczyny na instagramie, jeśli tak to nawet nie chce mi się z nim rozmawiać i czuje do niego wręcz jakby obrzydzenie. Potrzebuje stałego zapewnienia ze mnie kocha, potrafię się go pytać kill razy dziennie czy nadal i czy na pewno mnie kocha. Często czuje ogromny smutek i pustkę, w sumie to ciagle. Praktycznie nic mnie nie cieszy, a jeśli cieszy to przez dzień może dwa i jak pije alkohol na imprezach. Mam ciagle zmiany nastroju, jestem w stanie płakać i wić się na podłodze z bólu psychicznego, a za godzinę wstać i iść na piwo z koleżanka. Do tego jestem bardzo wrażliwa, mam wrażenie ze nigdzie nie psuje i każdy mnie nienawidzi, kiedy z kimś rozmawiam i ta osoba powie na zarty „spierdal…” to od razu mam w głowie ze mnie tu nie chce, ze nie pasuje do tego towarzystwa i jestem bezużyteczna i powinnam iść do domu. To męczące, dla mnie i dla mojego chłopaka, nie radzę sobie z tym.
  15. Witam, chciałam prosić o radę i pomoc jak sobie poradzić po bardzo trudnym rozstaniu.. w którym był alko , przemoc psychiczna i fizyczna.. byłam z tym człowiekiem prawie 6 lat. Minął prawie rok od kiedy nie jesteśmy razem a mam nadal przez niego masę problemów , jestem już w innym związku i w drodze jest dziecko co teraz jest jeszcze trudniejsze bo nie mogę się denerwować. Zaznaczę iż mam depresje i stany lękowe.. nie radzę sobie kompletnie. Mój obecny Partner zna całą sytuacje od początku do końca bo wyciągnął mnie z tego piekła bardzo mi pomógł jestem mu za to bardzo wdzięczna.. ale niestety przez to że jestem nerwowa nie dogadujemy się .. mieszkaliśmy w Stolicy ale musieliśmy się przeprowadzić na wieś ponieważ robimy górę mieszkania dla Nas i dziecka które jest w drodze za 5 miesięcy urodzę dziecko i nie wiem co tak naprawdę będzie dalej.. zostało 5 miesięcy do porodu a dalej wszystko stoi w miejscu.. jestem tym strasznie zdenerwowana , mieszkamy u niego w jego rodzinnym domu na chwile obecną w jednym pokoju.. jego Matka mnie nie akceptuje bo jak twierdzi zabrałam jej ukochanego synka … dla mnie to jest strasznie dziwne bo mój Partner ma prawie 30 lat !! To normalne że ma prawo sobie ułożyć życie ! Nie jestem szczęśliwa .. co mam robić ?.. proszę o poradę.
  16. Jestem w związku, który powoli się kończy. Mój facet nie chce już w ogóle się ze mną spotykać, chociaż jeszcze kilka miesięcy temu wszystko było w porządku. Nawet jak rozmawiamy to tylko o jego sprawach, problemach i rzeczach które go intetesuja. Nie widziałam go już od 2 tygodni, chociaż przez telefon zwykle rozmawiamy te 20-40 min dziennie. Codziennie po pracy płaczę bo brakuje mi z nim kontaktu i że w końcu trzeba będzie ten niby związek zakończyć. Kompletnie nie mam pomysłu jak sobie z tym poradzić. Za każdym razem jak proponuję spotkanie to on wymyślą tysiąc wymówek żeby tylko do tego nie doszło. A ja kuz nie pamiętam, kiedy był jakiś dzień, w którym nie płakałam. Rozmowy na niewiele się zdają, bo on uważa że marudzę bez sensu i wymyślam problemy.
  17. Dzień dobry, Mam 30 lat, moja mama choruje na raka płuca. Nasze relacje były dobre, mieszkamy osobno, ona nie ma co liczyć na nikogo z rodziny oprócz mnie. Staram się ją odwiedzać, wspierać i pomagać, rozmawiać codziennie przez telefon. Ostatnio Mama zaczęła traktować mnie z dystansem i złością. Wmawia mi rzeczy, które według mnie nie istnieją. Według niej chcę żyć swoim życiem i swoimi problemami, nie bardzo się nią interesuję, jak przychodzę to chcę wyjść a jak dzwonię to chcę się już rozłączać. Nie powiem, czasem skończę rozmowę po 40-50 minutach, kiedy temat się powiela, tak, mam czasem swoje plany i nie składam wizyt kilkugodzinnych, tylko krótsze. Codzienne rozmowy kończą się moim płaczem. Mama mówi, że nie musimy się nią wcale interesować, ona sobie poradzi i nie będzie się nikim przejmować. Porównała mnie nawet do zmarłego 30 lat temu ojca, dzięki któremu wyszła "jak zabłocki na mydle". Powiem szczerze, mój stan psychiczny się pogarsza, śpię dzięki hydroksyzynie, mam zjazdy w pracy i płaczliwe momenty w rożnych częściach dnia. Nie wiem jak z mamą rozmawiać, aby nasze relacje znowu były dobre i aby doceniała moje wsparcie bo nie chcę dla niej źle. Kocham ją najbardziej na świecie i zależy mi na niej. Prosze o wsparcie...
  18. Witam, jestem mezatka od 16 lat mamy dwojkie dzieci 14 lat i 12 lat.Mam 36 lat. Mieszkamy w Anglii,mam problem od ponad roku z mezem nauzywa duzo alkoholu i zneca sie psychicznie,pije po kryjomu.Mielismy pomoc dla rodziny z social workers ale tylko pomoglo na chwile. Mamy dom razem gdzie jest kredyt,nie mam gdzie sie wyprowadzic z dziecmi bo niemam zadnej tutaj rodziny.Znajomi sa rozni,musze radzic sobie sama. Najbardziej szkoda mi dzieci ze musza na ta sytuacje patrzec. Nie spie z mezem od dwoch tygodni. Prosze o porade i pomoc
  19. Parę dni temu partner powiedział mi że ma lęk przed bliskością. Objawiało się to u niego w ten sposób że bał się przyszłości, zaangażowania, unikał kontaktu seksualnego, zrywał i wracał do mnie parę razy. Nie wiem jak postępować w takiej sytuacji. Jednakże ostatnio po kolejnej kłótni i jego niezdecydowaniu czy chce być ze mną w związku powiedziałam mu że ma dwa tygodnie na zastanowienie się. Teraz strasznie tego żałuję że tak postąpiłam. Bardzo proszę o jakieś rady.
  20. Hej, mam 30 lat, od roku jestem w naprawdę dojrzałym związku (zupełnie innym niż moje wcześniejsze). Dzięki temu związkowi rozwijam się i to widzę i czuję. Ale do sedna. Mój partner pracuje za granicą, więc podczas gdy go nie ma, a są to czasami 3, czasami 5 tygodni, naszą jedyną formą kontaktu jest telefon, Skype itp. Planujemy wspólnie przyszłość, wcześniej moje związki toczyły się bardziej na zasadzie "z dnia na dzień" i "co będzie to będzie", a w tym przypadku jest inaczej. Miesiąc temu byliśmy na chrzcinach u jego rodziny w górach i tam przez czysty przypadek okazało się, że mój partner pisze wiadomości z jakąś koleżanką z czasów technikum. Nie byłoby w tym jeszcze nic dziwnego, gdyby tak o sobie pisali, bo nie zabraniam mu mieć koleżanek itd, ale chodzi o sposób pisania. On pisał do niej "skarbie", "będę cały twój jak wrócę" itd. Dziewczyna ta ma męża i dwójkę dzieci. Z wiadomości widać było, że to ona częściej do niego pisała, co nie zmienia faktu ani sposobu w jaki toczyły się te rozmowy. Powiem Wam, że świat mi się zawalił jak to zobaczyłam. Najgorsze było to, że ja np szłam spać wcześniej a on pisał do niej... Twierdził, że z nudów. Od razu zażądałam wyjaśnień i on twierdzi, że to tylko takie głupie pisanie, które dla niego nic nie znaczyło, że nigdy się nie spotkali, że ona kompletnie go nie interesuje, że to mnie kocha. I o tyle o ile w to mu uwierzyłam, zerwał z nią kontakt. I na tyle na ile go znam nie podejrzewam, że jest typem człowieka który będzie knuł i kombinował byleby dalej z nią pisać, bo on po prostu taki nie jest. Nie twierdzę, że mnie zdradzał z nią, mam na myśli jakieś potajemne spotkania itp. Przepraszał mnie już niezliczoną ilość razy, pokazuje mi że mu zależy tylko na mnie. A ja, niby wszystko jest dobrze, ale ta wizja, te wiadomości, to mnie wyniszcza od środka. Ufam mu dalej, nie kontroluje go. Ale czasami kiedy sobie o tym przypomnę to po prostu nie mogę przestać się zamartwiać i tego rozdrapywać. Chciałabym po prostu o tym zapomnieć i dalej móc się cieszyć naszym związkiem, idealnym związkiem, takim którego zawsze oczekiwałam i chciałam. Rozstanie się w ogóle nie wchodzi dla mnie, w grę, bo chcę ten problem przetrawić i iść dalej, ale czasem mam wrażenie, że nie będę potrafiła. Wiem, że to przeszłość, że było, minęło, że czasu nie cofnę. Jak mogę sobie ulżyć i się z tym pogodzić?
  21. Moja dziewczyna od jakiegoś czasu mnie okłamuje. Odkryłem drugie konto na insta które prowadzi w ukryciu przede mną i ma inne imię. Nie ma dla mnie czasu. Spotykamy się bardzo rzadko bo cały swój czas spędza że znajomymi a jak ma chwilę to idzie na siłownię bądź wyjeżdża na weekend w góry. Gdy zaczynam rozmawiać o tym to jest kłótnia że zabraniam jej wychodzić. Nie spędzam z nią czasu. Czy moje pretensje są uzasadnione bo już straciłem poczucie wartości
  22. Dzień dobry Mam taki problem że nic mi nie wychodzi , nie mam kompletnie pewności siebie, nie mam chumoru , nastroju , nie ciesze się z normalnych rzeczy , odczuwam ciąle smutek i strach , myśle że moje życie nie ma sensu , nie radze sobie z prostymi czynnościami , mam ciąle myśli że nic mi się nie uda np. gdy chciałbym coś zrobić , mam problem w nawiązywaniu znajomości , ciąle się o wszystko martwie i mam natłok myśli , mam problemy ze snem ( niemoge zasnąć ) , odczuwam lęk i ogromny stres w kontaktach między ludzkich , Czy to może być depresja ?
  23. Witam. Mam 32 lata.jestem mężatka i mama 4 letniej córki. Od 14 lat jestem z moim mężem , 5 lat po ślubie. Moje problemy zaczely się gdy poszłam na chorobowe w ciąży. Mój mąż jest strasznie zazdrosny,i wmawia mi wręcz że cały czas go zdradzam co wogole nie jest prawdą. Nasz relacja w tym momencie jest bardzo trudna bo tak naprawdę od 5 lat żyjemy obok siebie, nie umiem sobie poradzic z tą sytuacją ponieważ mój mąż popadł w hazard i narkotyki jest zupełnie dla mnie obcy tak jakby była to inna osoba. Mówi że to ja mam problem a on sobie ze mną nie radzi dlatego uciec w te nałogi. Jesteśmy za granicą bez żadnej rodziny nie mam za bardzo nawet z kim porozmawiać.wszytskie obowiązki domowe są na mojej głowie ,zajmowanie dzieckiem różnie ,załatwianie wszystkich spraw też. On od 2 lat prawie siedzi w domu ma chorobowym. Brakuje mi cały czas pieniędzy ,nie mam żadnej pomocy ani wsparcia od niego. Każda rozmowa kończy się kłótnia ,jest on bardzo uparta osoba która nie da sobie nic powiedzieć można a z nim porozmawiac jeśli on chce i o czym on chce. I jeszcze ta chorobowa zazdrość. Wrócę 5 min później z pracy i już słyszę głupie gadanie że musiałam się z kimś spotkać. To tak w skrócie o mojej sytuacji. Proszę o poradę co mam robić.
  24. Cześć! Jestem 28letnią kobietą w szczęśliwym związku. Rozwijam się w różnych tematach z zakresu psychologii, lecz pewien temat osobisty jest dla mnie obecnie trudny do przepracowania. Raz na kilka miesięcy widzę się z rodziną mojego Narzeczonego i wówczas powstają różne niekomfortowe sytuacje. Przykładowe sytuacje: jestem blondynką, a ojciec mojego narzeczonego nie raz opowiadał różne żarty i historie/aluzje do blondynek albo "co on szczerze myśli" o blondynkach. Innym razem o kobietach rudych. Opowiada dużo moim zdaniem wulgarnych rzeczy o różnych osobach i bardzo krytykuje innych, szufladkuje, komentuje wygląd i zachowanie wielu ludzi, jednocześnie jest Katolikiem i nie raz, z góry zakładając, że ja i mój Narzeczony nie jesteśmy w ogóle uduchowieni, twierdził, że częściej powinniśmy chodzić do Kościoła. Od samego początku nazywa mnie damą, dowiedziałam się o tym od jego córki, ostatnio przyznał sam, że wszyscy w jego pracy wiedzą, że narzeczona jego syna to damulka. (:D) Nadal nie wiem co to ma oznaczać, nigdy nie rozwinął tej myśli, wszystko sprowadza się do nadania komuś łatki/ksywki, lecz już nie interesuje mnie definicja tego określenia i w jakim znaczeniu jest przez niego używane. Twierdzi, że jakieś moje cechy związane z moim znakiem zodiaku wyzwalają w nim coś niedobrego i że go to irytuje. Gdy powiedziałam mu, że w takim razie mógłby się zastanowić nad tym, czym to jest i w jakich sytuacjach tak się czuje i że najprawdopodobniej są to jakieś jego nieprzepracowane sprawy, stwierdził tylko, że to prawda i zdaje sobie z tego sprawę - lecz nim z tym nie robi, za chwilę o tym zapomina i nadal zrzuca całą odpowiedzialność za swoje zachowania na innych. Mam wrażenie, że tworzy pewne określenia i uproszczenia na temat ludzi i zjawisk, które w ogóle nie są zgodne z prawdą lub niewiele zgodne z prawdą i tak się nakręca w nich, że nie jest z nim możliwa normalna komunikacja, nie jest możliwe wyjście ponad to w rozmowie z nim. Jego żona i córka są podporządkowane stylem bycia, zwłaszcza podczas spotkań różnego rodzaju, do niego, wszystko musi się kręcić wokół niego i to jemu musi być komfortowo. Ma prawo mówić przez godzinę, dwie, nieprzerwanie, a gdy ktoś mu się wtrąci choćby jeden raz na całą godzinę mówienia - irytuje go to. Obie obmyślają wiele razy różne sposoby zachowania i logistyki w takim celu, aby on nie poczuł się rozdrażniony. Najgorsze jest to, że próbują w ten sposób ustawiać również mnie, gdy jestem te 3/4 razy w roku wśród nich i jakby oczekują, że też będę się nad tym głowić (zamiast być bezpośrednią w komunikacji osobą), nad próbami robienia wszystkiego tak, aby tylko on był spokojny. Kolejna osoba: mąż siostry mojego Narzeczonego, który zachowuje się podobnie. Wg siostry mojego narzeczonego pewne moje cechy przypominają jej mężowi jego matkę, z którą on się nie dogaduje. ... Wychodzę z założenia, że to jest niepoważne i powinni wziąć odpowiedzialność za swoje reakcje i zachowania, coś z tym zrobić, a nie zrzucać tego na mnie. Jak z kimś rozmawiać jeżeli ktoś z góry postrzega Cię w ten sposób i nie widzi pełni osoby, jaką jesteś i skupia się bardziej na różnicach niż punktach wspólnych? Czy dobrze rozumiem, że nie jest to już moja sprawa, tym bardziej, że widzimy się tak rzadko? Jak zwrócić im w sposób spokojny uwagę, aby każdy zajął się własnym życiem i zastanowił się sam nad sobą? Niebawem odbędzie się nasz Ślub. Jak przetrwać lub jak reagować na takie zachowanie ze strony rodziny Narzeczonego, jeżeli jest to w większej części ze mną niezgodne? Nie reagować? Jak zrobić to w elegancki sposób? A jeżeli nie unikać, to jak rozmawiać? Od samego początku mojej znajomości z rodzicami narzeczonego, nie zadawali mi żadnych pytań, co było dla mnie dziwne. Każde spotkanie to był monolog ojca mojego narzeczonego. W trakcie jednej z Wigilii oznajmił (ojciec narzeczonego), że na początku myślał, że jego syn przyprowadził niemowę. Ja, po prostu, z szacunku dla nich, słuchałam monologu. Ostatnio im to wyjaśniłam. Przez jakiś czas, około półtora roku, starałam się nawiązać z nimi dobre relacje, jednocześnie ograniczyłam częstotliwość bezpośrednich spotkań, postawiłam na jakość nie na ilość, kontaktowałam się z nimi głównie w formie dłuższych maili - chciałam, aby zobaczyli więcej moich cech i zainteresowań, myślałam, że być może w ten sposób do nich dotrę. Jego rodzice z kolei twierdzą, że w tematach, które poruszałam, oni już wszystko wiedzą, moje maile nic nie wnoszą, oni już to wszystko "przerobili". Na moje pytanie: dlaczego nie zadawaliście mi żadnych pytań od początku znajomości, aby mnie poznać? Odpowiedzieli: "nie tak to miałoby wyglądać"... I nie rozwinęli tematu dalej. 🤯 Gdy podałam przykład: czy interesowało Was lub interesuje chociażby jak mają na imię moi rodzice, jakieś podstawowe rzeczy o mnie - ze względu na własnego syna, ojciec mojego narzeczonego z uśmiechem odpowiedział: nie interesują mnie takie rzeczy jak: jak mają na imię twoi rodzice. Z drugiej strony za to: dziwią się, dlaczego ja nie śmieję się z niektórych żartów ojca Narzeczonego. Gdy wyszłam pewnego razu z pokoju, w którym wszyscy chwilowo byliśmy (wakacje) ponieważ byłam zmęczona i była już bardzo późna godzina, powstała wersja, że pewnie się na coś obraziłam. Twierdzą, że jestem zbyt wrażliwa i że fajnie by było jakbym się już przyzwyczaiła i aby opowieści i żarty ojca mojego Narzeczonego były przeze mnie rozumiane i tolerowane. Z jednej strony oczekują więc poniekąd zrozumienia i zaakceptowania ich zachowań, w drugą stronę jest czasem totalna obojętność, czasem szufladkowanie, ale chyba przede wszystkim niechęć do poznania. Czasem mam wrażenie jakby przeczyli sami sobie. Jest też założenie z góry, że to on (ojciec narzeczonego) ma polubić mnie i pojawiają się teksty w stylu: "zobaczysz, po kilku latach Cię polubi". Jak im to wytłumaczyć, że to niekoniecznie powinno tak wyglądać? W sytuacjach gdy wszyscy jesteśmy razem, czasem wrzucają różne aluzje mówiąc do mnie, które widzę, że wynikają z szufladek i niesprawiedliwych ram, które sami sobie stworzyli w głowie dawno temu i w które chcą mnie wcisnąć. Np, po obiedzie, tata mojego Narzeczonego powiedział raz do mnie: dziękujemy szanownej pani, że mieliśmy zaszczyt zjeść razem obiad. Więc ja śmiejąc się odpowiedziałam: dziękuję za ten zaszczyt, że mogłam Wam towarzyszyć. Już wolałabym, abyśmy wprost wyjaśnili sobie różne sprawy, opowiedzieli o sobie i jeżeli coś kogoś "boli", to aby wyjaśnić to raz i porządnie i oczyścić atmosferę, aby dalsze kontakty były już coraz łatwiejsze, ale oni raczej do tego nie dążą i chyba wolą kontynuować to szufladkowanie. Dziwnie niesamowitą radość sprawia im robienie tego - wiem, bo przy mnie żywiołowo komentują tak innych. Wiele ich zachowań i tekstów odczuwam jako pasywno-agresywne. Mam wrażenie , że czasem robią mi mętlik w głowie i że mają bardzo zmienne humory i oczekiwania. Gdy wracam do domu/ wychodzę od nich, boli mnie głowa i jestem wykończona. Mój Narzeczony jest zupełnie inny niż oni, zwłaszcza w kluczowych kwestiach. Na początku naszego związku był jednak mało asertywny, wówczas jego tak traktowali i często przychodził od nich sfrustrowany lub poirytowany, dopiero od około dwóch lat zaczął odważniej mówić swoje zdanie. Stwierdzam więc, że nie będę podejmować kolejnej próby: spotkań, prób normalnej komunikacji, tłumaczenia siebie i swojego sposobu bycia, czegokolwiek. Akceptuję to, że jesteśmy niekompatybilni. Zastanawiam się teraz jedynie nad tym jak reagować na takie zachowania i na te, czasem niebezpośrednie, ale jednak dyskredytujące komentarze, w sytuacjach nie do uniknięcia, takich jak Ślub czy spotkanie po ślubie. Wychodzę z założenia, że nie muszą mnie lubić, nie muszę śmiać się z ich żartów, nie musimy razem jeździć całą paczką na wakacje, nie muszę im towarzyszyć, a spotkania mogą się ograniczać jedynie do spotkań mojego Narzeczonego z nimi, lecz jak im to wytłumaczyć z psychologicznego punktu widzenia? Pozdrawiam serdecznie, D.B.
  25. Mam 21 lat. Pół roku temu zdiagnozowano u mnie osobowość unikającą, fobię społeczną oraz zaburzenia depresyjne. Aktualnie nie korzystam z pomocy specjalisty, ponieważ lęk jest na tyle niedokuczliwy, że potrafię w miarę normalnie funkcjonować, jeśli chodzi o zwykłe codzienne życie, obowiązki. Natomiast jeśli chodzi o relacje – nie jest najlepiej. Mam taki problem, że nie potrafię się z nikim zaprzyjaźnić, każda znajomość staje się powierzchowna albo po prostu często całkowicie się wycofuję, uważając, że nie zasługuję na uwagę i obecność drugiego człowieka, i że sama nie mam nic specjalnego do zaoferowania. Wydaje mi się, że brakuje mi jakiejś bliskiej, przyjacielskiej relacji, ale lęk przed odrzuceniem, niezrozumieniem jest zbyt wielki. Problem pojawia się również podczas prób nawiązywania i podtrzymywania relacji internetowych, a nawet jest wówczas bardziej uciążliwy, bo łatwiej można zniknąć i trudniej powstrzymać się od ucieczki, zerwania znajomości i odzyskania komfortu. Może to dziwne, ale często boję się wymieniać z kimś swobodnie wiadomości, stresuję się, kiedy muszę szybko zareagować, odpowiedzieć. Dotyczy to również konwersacji z osobami, które znam w realnym życiu. Ma ktoś może pomysł, co mogłoby mi pomóc w budowaniu relacji tak, aby czuć się w nich bezpiecznie i nie obawiać się tak bardzo braku akceptacji?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.