Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'relacje'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Refleksje mężczyzny

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Chciałbym przedstawić Państwu moją historię i związanymi z nią problemami. Moją żoną poznałem jakieś 12-13 lat temu. Wtedy była zajęta i pomimo prób zbliżenia się do niej nie było to możliwe. Ówczesny chłopak ostro o nią walczył i nie dopuszczał nikogo chociaż jak się później okazało i tak ją zdradzał. Generalnie syndrom psa ogrodnika. Pozostały wzdychania i rozmyślania przy poduszce. Cierpliwe czekałem i nareszcie udało się do niej zbliżyć, aż zaczęliśmy ze sobą być. Na początku związku, jak to na tym etapie wszystko było w porządku. Była miła, uśmiechnięta, zależało jej, nie krzyczała, nie było awantur ani pretensji. Potem jej cechy charakteru zaczęły rzutować na relację. Okazało się, że jest bardzo zaborcza, wszystko musi skomentować, o wszystkim wiedzieć i generalnie wszystko wie najlepiej. Zaczęła mocno sterować moim życiem, narzucać pewne sprawy. Teksty typu "widzę, że jesteś francuskim pieskiem, lepiej szukaj jakiejś roboty", a wtedy byłem studentem na dziennych. Smsy z rana, że mam dzwonić pod ten numer i umawiać spotkanie w sprawie wynajmu mieszkania. Wtedy jednak oprócz takich sytuacji potrafiła przyjść, przytulić się, pocałować, była między nami bliskość. Niestety nic się nie zmieniało, nadal była taka sama. Dalej zbierałem opierdziel za wszystko. Dalej w jej oczach byłem beznadziejny i tylko ją wkurwiałem. Jednak zdecydowałem się na ślub, bo po prostu mocno ją kochałem i cały czas plusy przysłaniały mi minusy. Z biegiem lat stwierdzam, że jestem po prostu narzędziem do spełniania jej marzeń. Trafiła na frajera, który za wszystko ja przeprasza, wyczuła, że może mną sterować i manipulować i to wykorzystuje. Chciała wziąć ślub i wzięła. Chciała własne mieszkanie, więc wzięliśmy kredyt i je kupiliśmy. Chciał mieć dziecko i ma. Chciała kupić działkę i mieć dom, to kupiliśmy działkę. Syn ma 5.5 roku i to najpiękniejszy prezent tego związku. Jest dla mnie całym światem. Żona przez rok zajmowała się nim naprawdę wzorowo. Odkąd przestała karmić go piersią wszystko się zmieniło. Nie widziałem problemu w tym, że teraz ja będę wstawał do młodego w nocy i karmił go butlą. Wydawało mi się to naturalne, że przez rok żona musiała go karmić, więc teraz ja mogę to robić. Tylko zauważyłem, że zaczęła się od niego oddalać. Ja go karmiłem, kąpałem, czytałem bajki na dobranoc, usypiałem, wstawałem w nocy. Zawoziłem autobusem o 6.05 do żłobka, a potem szedłem do pracy, odbierałem go, zacząłem chodzić z nim na angielski. Teraz śmigam z nim na treningi piłki nożnej. Żona kładzie go od święta, ja robię mu śniadanie, kolację. Jak jesteśmy pokłóceni to gdyby nie ja to dziecko chodziłoby głodne, bo jak jest obrażona to ma wszystko gdzieś. W jej oczach jestem najgorszy, bo na wszystko dziecku pozwalam, a ona tylko go każe. Tylko to nie moja wina, że ja chcę poświęcać mu czas i się z nim bawić. Na plac zabaw też z nim nie wychodzi tylko ja i potem pretensje, że nas w domu nie ma. Mam wrażenie, że tylko ja się o niego martwię, a żona na kanapie w telefonie siedzi naburmuszona. Jak jest chory to tyko ja z nim siedzę, bo żona zawsze pracuję, a ja chodzę na zwolnienia czy pracuje zdalnie. Ponad rok temu okazało się, że żona ma guza mózgu. Udało się to zwalczyć i na razie nie ma nawrotów choroby. Jednak ten okres spowodował, że żona zaczęła być bardzo bojaźliwa. Zaczęła chodzić do psychologa, bo uznała, że potrzebna jest jej pomoc i chcę zmienić swoje życie. Psycholog chyba nie do końca jej pomogła, bo żona uznała, że jej metody do niej nie trafiają. Przez to skłóciła się już z moimi rodzicami, których uważa za potworów, a psycholog kazała odcinać się od ludzi, którzy budzą w niej złe emocje. Mi jest przykro, bo żona albo nie chce z nimi w ogóle rozmawiać i traktuje ich jak powietrze stojąc obok nich albo nie odbiera telefonów jak dzwonią z życzeniami urodzinowymi albo nie chce przyjść na urodziny/imieniny. Obraziła się na nich, bo rodzice rozmawiali z innymi o jej chorobie, a rodzice myśleli, że ci ludzie wiedzą o chorobie żony, bo to daleka rodzina i pytali się moich rodziców "I jak tam imię żony i moje, jak się czują?". Ma do nich pretensje, że faworyzują mojego siostrę czy brata (tutaj akurat się zgadzam). Przez to są oczywiście najgorsi i przy każdej okazji po nich ciśnie. A ja przecież nie mam wpływu na to jacy są moi rodzice, więc czemu musi robić mi przykrość za każdym razem? Z siostrą też jest pokłócona. Generalnie wszyscy są źli i ją wkurwiają. Całe życie podporządkowałem żonie. Rzadko kiedy wychodzę z domu do kolegi czy sąsiada, bo wiem, że będzie awantura o wyjście albo wiadomości co chwilę czemu mnie jeszcze nie ma. W towarzystwie nie mogę się napić kolejnego piwa, bo już ci starczy, a narzeczona kolegi nawet okiem nie mrugnie, że proponuje kolejne piwko do wypicia. Jest sylwester i moje urodziny, zaproszone do nas towarzystwo. Siedzimy, jest wesoło, sączymy spokojnie drinki, nikt nie jest pijany, upierdliwy, a o 22 tekst, że ja już pić nie mogę. Natomiast żona wychodzi sobie kiedy chcę i jak chcę i wraca w nocy i wtedy wszystko jest w porządku. Ja zostawię kubek w zlewie to jest awantura, żona zostawi syf na blacie - nic się nie stało. Ostatnio podczas awantury uderzyła mnie kilkakrotnie w twarz przy dziecku. Syn oczywiście zaczął płakać. Teksty w stylu, żebym wypierdalał, pierdolił się czy walił się na ryj są na porządku dziennym. Pokazywanie drzwi i mówienie, że jak coś mi nie pasuje to mogę wypierdalać. Twierdzi, że psuje jej każdy dzień, że wszystko podważam i generalnie wszystko źle robię. Ostatni raz uprawialiśmy seks w lutym, co dwa, trzy miesiące trafiają się jakieś pieszczoty. Nie chce dać mi buziaka, nie mogę jej przytulić, dotknąć, gdzie kiedyś seks był naturalną rzeczą i był taki okres, że to mi się chciało mniej i żona naciskała. Ogólnie mam wrażenie, że trzeba jej trzymać palec prosto w .... to wtedy jest ok. Jak tylko się krzywo spojrzę, zrobię nie taką minę, mam inne zdanie czy ktoś ma inne zdanie to już jest koniec. Przekrój awantur w ostatnim tygodniu: Poniedziałek obraziła się, bo nie pojechaliśmy do sklepu po kamyczki do ogródka i butów do jazdy konnej dla syna, bo syn jest chory i siedzę z nim w domu, więc nie jest to chyba na tyle paląca sprawa, żeby go ciągać po sklepach jak to dopiero 2 dzień choroby. Wtorek bez awantur, bo nie było jej w domu do wieczora (impreza firmowa) Środa awantura, bo nie wyciągnąłem jej spodni do jazdy konnej z szafy, a późno wyszła z pracy. Przez telefon powiedziała, że może będzie taka potrzeba, ale już się potem nie odezwała. Jaka byłaby różnica w czasie czy wejdzie do domu i pójdzie do szafy czy wejdzie do domu i weźmie spodnie z krzesła w kuchni? 5-10 sekund? Czwartek awantura, bo żonie zachciało się Pepsi, więc poszedłem do sklepu i jeszcze musiałem przestawić auta. Po drodze spotkałem sąsiada, który ma poważne problemy zdrowotne i miał potrzebę, żeby chwilę ze mną porozmawiać. Wiedziałem, że żona już będzie wściekła, że czemu tak długo, więc jej napisałem info, że spotkałem sąsiada. Oczywiście już obrażona i pić już jej się nie chcę. Piątek awantura, bo na parkingu nie pojechałem tym pasem co trzeba i 20 sekund dłużej zajął nam dojazd do sklepu Sobota awantura, bo miałem problem z zamkiem przy domku narzędziowym i coś tam sobie pod nosem gadałem to już teksty, że "ona ma dosyć takiego życia". Potem opieprz, bo parkowałem w garażu nie tak jak ona uważa za stosowne Niedziela awantura, bo pojechałem z synem po pizzę i czekaliśmy na zrobienie, więc poprosiłem Panią, żeby Pepsi jeszcze z lodówki nie wyjmowała tylko później. Niestety zapomniałem jej w końcu zabrać, więc skojarzyłem fakty dopiero w domu. Oczywiście żona już pizzy nie zje, straciła ochotę, marnuje pieniądze. Pizzeria jest na naszym osiedlu, 500 metrów od domu, więc mówię, że zjedzmy spokojnie i zaraz po nią pojadę. Oczywiście zapominam codziennie wszystkiego, teraz będę paliwo tracił na dojazd (500 m :D), generalnie nie odzywam się już do ciebie. Codziennie jest coś. Ja zdaje sobie sprawę, że nie jestem kryształowy i popełniam błędy, jestem marudny i z natury taki niechętny i upierdliwy. Wiem, że nie jestem zaradnym i obrotnym facetem, który wyremontuje sam dom. Moje zdolności kończą się na skręceniu szafy, czy przywieszeniu półki albo wymianie zasilacza w oświetleniu czy postawieniu płotu na działce albo skręceniu placu zabaw. Jednak boli mnie to, że w sobotę wyczyszczę łazienkę, odkurzę, 3 razy zmyje naczynia, 4 razy będę w śmietniku, a wieczorem dostanę opieprz, bo kubek stoi w zlewie i wszystko na jej głowie. Obcy ludzie potrafią mnie docenić i pochwalić a żona nigdy. Mam wrażenie, że gdyby nie syn to by się ze mną rozwiodła. Ostatnio powiedziała mi, że mnie nie kocha i chyba nigdy nie kochała. Macie jakieś pomysły czy można to jakoś spróbować ratować czy egzystować dalej dla syna?
  2. Jestem ze swoim narzeczonym 2 lata, od jakiegoś czasu straciłam ochotę na seks, mam sporo kompleksów ale mój partner cały czas powtarza mi że mu się podobam i nic mu we mnie nie przeszkadza. Zaczynam wstydzić się pokazywać się nago. Kiedyś potrafiliśmy kochać się kilka razy dziennie, wydaje mi się że bardzo dobrze dogadywaliśmy się w sprawach łóżkowych więc tym bardziej nie wiem czemu przestałam mieć ochotę na seks. Boje się że znajdzie sobie kogoś kto będzie miał ochotę się z nim kochać i że w końcu zrezygnuje ze starania się o seks na który ja wcale nie mam ochoty. Wcześniej nie przeszkadzały mi moje kompleksy w rozebraniu się przed nim pokazaniu mu się, od jakiegoś czasu strasznie mnie to męczy i po prostu się wstydzę, sama sobie wmawiam że patrzy się na inne kobiety które są po prostu zgrabniejsze ode mnie, chociaż nigdy nie widziałam żeby się patrzył na kogoś innego. Już nie wiem co robić, proszę o pomoc i z góry dziękuję za poświęcony czas
  3. Cześć, Piszę do Was z problemem z jakim borykam się od miesięcy. Jesteśmy razem ponad dwa lata, wcześniej zanliśmy się rok. Mój chłopak pracuje w służbach. Ma dyżury 24h, pracuje w święta, weekendy i oczywiście jest do dyspozycji kiedy go wezwa. I tu zaczyna się problem. Nie potrafię zaakceptować jego pracy a raczej tego jak to definiuje jego a za tym idzie wspólne życie. Przez pracę nie było go już wiele razy w kryzysowych momentach w moim życiu - śmierć, pogrzeb bliskiej osoby. O wspólnych świętach można zapomnieć. Prawie każdy weekend spędzam sama. Bo wraca zmęczony. Ma też drugą pracę, często wraca pózno. Seksu jest między nami coraz mniej. Nie pamiętam już co to bliskość. Nie pasuje mi totalnie jego styl życia zdefiniowany przez jego grafiki. Nie potrafię sobie wyobrazić naszej przyszłości ale go Kocham. W głowie mi już chodzi rozstanie, bo po co mamy obydwoje się kłócić (kłótnie są o jego pracę, o to że dla niego święta nie mają znaczenia) . Proszę doradźcie co robić. Czy ze mną jest coś nie tak ? Rozstać się czy zostać?
  4. Guest

    Nikt mi nie wierzy

    Dzień dobry. Zwykle, jak komuś opowiadasz, że spotkało Cię coś złego, towarzyszą Ci emocje. A co jeśli dzieje się coś złego, szukasz pomocy, ale tych emocji nie ma? Ba, reakcja, której się spodziewasz to zlekceważenie krzyk i agresja? Nikt mi nie wierzy. Opowiadam o sytuacjach międzyludzkich, które mnie ranią, szukam pomocy, ale nikt ich nie słyszy. Chciałabym uświadomić sobie powagę tych ran i to, że moje cierpienie się liczy, że mogę chcieć unikać tego. Chciałabym czuć że mogę czuć się źle. Wszystko zrobiły mi najbliższe osoby. Próby dbania o siebie były piętnowane jako złe. Lubię oglądać filmy na yt o tym, że rodzice przykuwali dzieci do łóżek i nie wypuszczali ich z domu przez kilkanaście lat. Że ojciec trzymał córkę z dala od kontaktu z drugim człowiekiem w totalnej izolacji. Prawdę powiedziawszy - nie patrząc na to z moralnego punktu widzenia - nie widzę w tym nic niecodziennego. I nawet jak wychodziłam z domu, to czułam się jak na łańcuchu. Moralnie czuję ogromny sprzeciw, jest mi tak dobrze... A emocjonalne? Nic nie czuję. Chyba że... Chciałabym wszystko niszczyć. Wszystko. Chciałabym żeby nie zależało mi totalnie na niczym. To byłoby przyjemne. A ja odczuwam dziwną lojalność. Słabość. Nieumiejętność walczenia o siebie, nie mam żadnego sojusznika. Jestem czyjąś własnością. Bez zachowania żadnych granic. Szukanie terapii, odpowiedniej osoby to stres. Nie wiem co robić, jak się czuć
  5. Guest

    wieczór

    Cześć, to będzie delikatny dla mnie temat - Mam wrażenie, że nigdy nie uprawiałam seksu z własnej woli. Mam problemy z tatą, nasza relacja była "zbyt zażyła". Mamy praktycznie nie mam. Spotykałam się z pewnym chłopakiem. Był strasznie natarczywy. Trochę to trwało, czasem było okej, ale coś mnie raziło - mam wrażenie że traktował mnie przedmiotowo. Powiedziałam mu, że nic z tego nie będzie, wyszedł niezadowolony i czułam się winna. Następnego dnia miałam straszne wyrzuty sumienia. Poszłam do niego. Wiem, że to głupie ale chciałam tylko spędzić czas i poczucie winy było tak silne, że zrobiłabym wszystko co on zechce. Zaczął dobierać się do mnie, widział że mam wątpliwości ale gadał do mnie "wiem, że tego chcesz". Stało się, zaczęliśmy to robić. Po minucie max przerwałam i wybiegłam. Mam wrażenie że zrobił mi coś bardzo złego. Wiem, że już 2 dni później przyszła do niego jakaś dziewczyna i oglądali filmy. Szukam jakiejś rady, drugiego spojrzenia na tę sytuację, nie wiem co mam robić. Jest mi beznadziejnie, bardzo często o tym myślę
  6. Mam 26 lat, jestem kobietą i podejrzewam u siebie BPD. Nie radzę sobie z moimi emocjami, są bardzo silne, intensywne i przez to reaguję przesadnie na z pozoru błahe sytuacje(takie wydałyby się dla kogoś innego), jestem impulsywna, nerwowa, nie umiem tego zmienić mimo, że bardzo bym chciała. Moje relacje muszą być intensywne inaczej mnie nudzą, zbyt szybko i zbyt łatwo się przywiązuję do ludzi. Gdy się w kimś zakocham to ta osoba staje się moją "ulubioną osobą" i jak nie mam z nią kontaktu kilka godzin to już zaczynam wariować, myśleć, że mnie olewa, ma mnie gdzieś, boję się odrzucenia. Jednego dnia potrafię idealizować moją "ulubioną osobę" i być mega kochana, aż zbyt miła i mieć bardzo silne pozytywne emocje a drugiego dnia coś mnie wkurzy i już dewauluję, chcę kończyć i jestem bardzo nie miła. Gdy nie odczuwam silnych emocji czuję pustkę, znudzenie, często nie wiem co ze sobą zrobić. Odczuwam bardzo silną potrzebę kogoś bliskiego, miłości, ale jak poznaje kogoś i zaczynam go lubić to zaczynam sabotować sama siebie, tą relację. Boję się z kimś związać, boję się, że kogoś zranię i że ktoś mnie zrani co jest bardzo łatwe przez moją nadwrażliwość. Mam również depresję, jestem na SSRI i na objawy depresji mi pomagają. Nie ciągnie mnie do używek, nie popełniam prób s (myśli s miewam), nie samookaleczam się już od kilku lat. Mimo to to się raczej mieści na spektrum borderline, jednak muszę uzyskać potwierdzenie od specjalisty. To BPD czy coś innego? Moja siostra ma ChAD, jednak ja nie mam okresów manii czy hipomanii także to nie to.
  7. Z góry tu przepraszam za wulgarny język - są jednak tutaj głównie przytoczone w cytatach. Nie za bardzo wiem, od czego tak właściwie zacząć... Ogólnie jestem dzieckiem z rozbitej rodziny - mój ojciec zostawił nas dla innej, gdy byłam małym dzieckiem. Teraz nie mam z nim kontaktu od około 11 lat (sama mam 22). Od kilkunastu lat mam ojczyma (którego normalnie traktuję jak ojca), z którym matka ma dwójkę dzieci. Ostatnimi czasy, a będzie to już kilka lat, nie mam w sobie za grosz chęci do życia, nic mi się nie chce, uważam, że moje działania, niezależnie od tego jakie - są po prostu bezsensowne. Kiedyś miałam w sobie tyle pasji... Kiedy dokładnie zaczęło się to psuć? Pewności nie mam, podejrzewam tylko, że zachowanie moich rodziców względem mnie mógł mieć na to spory wpływ, a także inne osoby, które spotkałam w swoim życiu. W domu praktycznie od zawsze były teksty typu "ucz się, bo skończysz na ulicy" - to raczej nic dziwnego, każdy rodzic chce dla swojego dziecka w końcu jak najlepiej, jednak... W moim domu, prócz tego, zawsze się groziło "jak nie zdasz/czegoś nie zrobisz, wypier**lę cię z domu". Do tej pory pamiętam, gdy w wieku może 11/12 lat faktycznie moja matka wyciągnęła torbę, wyrzuciła ubrania z szafy i kazała się pakować. Moimi sukcesami nie cieszyli się wcale, a gdy coś nie wychodziło, kończyło się na wyzwiskach - że jestem głupia, "poje***a", że w życiu nic nie osiągnę i że jestem nikim. Do tej pory siedzi mi w głowie jeden z jej tekstów, że "jestem jej wychowawczą porażką". Praktycznie od zawsze starałam się im zaimponować, do tego stopnia, że po jakimś czasie zgubiłam siebie i przestałam dbać o to, co JA bym chciała robić - ale nawet to im nie wystarcza. Widzę też jak traktują rodzeństwo, a mnie w ich wieku - gdy miałam problem, często wynikały awantury, gdy zaś któreś z nich ma - robią wszystko, nawet zapewniają wizyty do psychologa. Przykład z obecnej sytuacji: w tym roku miałam bronić licencjatu, a z racji, że w czerwcu zerwałam z narzeczonym po 5 latach związku, po prostu nie czułam się wystarczająco na siłach, by do tego podejść - uznałam więc, że przełożę sobie termin na koniec stycznia przyszłego roku (bo to ostatnia data według tego, co podaje moja uczelnia), chciałam też zacząć coś innego, w innym mieście, bo obecny kierunek mnie w ogóle nie zadowalał. Dużo razy mówiłam matce, że chcę tak zrobić, nie raz nawet siedząc ze mną przy stole, dopytywała, jakby miało to wyglądać, jakie papiery mam dać etc. i wydawało się, że nie widzi w tym problemu Nie wiem, co jej strzeliło, ale wymyśliła sobie, że całkiem chciałam rzucić te studia i zmarnować 3 lata. Zaczęły się krzyki i awantury z jej strony i groźby - jak się nie obronisz, wynosisz się z domu. Od tamtej pory się już do mnie nie odzywa. Nie dość, że w domu byłam dobijana, ucinano mi skrzydła, to w szkole też nie miałam wesoło. Na ogół byłam gnębiona, nie umiałam się dogadać z innymi. Jedynie miałam małą grupkę kumpli, którzy zaczęli mnie olewać, gdy spotkałam swoją pierwszą i w sumie najbliższą mi przyjaciółkę. Byłyśmy jak papużki nierozłączki i naprawdę była to osoba, której, a przynajmniej tak mi się wydawało, mogłam zaufać, byłam na każde jej skinienie. Po 3 latach przyjaźni skończyłyśmy w związku, nie trwał on jednak długo, bo się okazało, że mnie zdradziła - mimo to i tak starałam się ratować, chociażby naszą przyjaźń, jednak nic to nie dało. Bolało. Była to w końcu pierwsza osoba, której tak ufałam, która znała wszystkie moje sekrety, z którą spędzałam tyle czasu... Mój pierwszy, poważny związek z narzeczonym, o którym wspominałam wcześniej, zapowiadał się świetnie. Mimo iż cierpiał na depresję i nerwicę lękową, było między nami naprawdę dobrze. Pomogłam mu znaleźć pracę bliżej mnie, dałam dach nad głową - nie na długo, bo pracy nie umiał utrzymać. Wszystko zaczęło się zmieniać po 3 latach - zaczął wypisywać do innych dziewczyn, olewać mnie. Gdyby to były stricte przyjacielskie relacje, raczej nie miałabym nic przeciwko temu, więc dałam mu wtedy warunek, że albo przestanie filtrować z innymi, albo to koniec - obiecał, że przestanie. Jak można się domyślić, nie przestał. Przyłapałam go w sumie przez przypadek, ale nie odezwałam się nawet słowem. Tak naprawdę nie chciałam go stracić. Tak to trwało aż do czerwca br. Znalazłam w tym czasie dwójkę cudownych przyjaciół - którzy swoją drogą, obecnie bardzo mi pomagają. To właśnie wtedy zaczęły się kłótnie. Za poradą przyjaciół postanowiłam poważnie porozmawiać o zachowaniu partnera - jednak wynikła z tego awantura. Wtedy zerwanie stało jeszcze pod znakiem zapytania, ale czara goryczy przelała się, gdy mój ex zaczął mówić jak o (przepraszam za wyrażenie) szmacie. Powiedziało mi o tym dwoje wspólnych znajomych. Dlaczego tak mówił? Bo miałam swoich dwóch przyjaciół - tak, tych, którzy mi pomagali i im zależało, by było między nami dobrze. Wtedy uznałam, że to definitywny koniec. Jakby nie patrząc i tak opisała wszystko w naprawdę sporym skrócie. Gdybym miała opisywać wszystko w detalach, prędzej wyszłaby niewielka powieść autobiograficzna. Reasumując... ogólnie przez to wszystko czuję niechęć do życia, do siebie, do świata i innych ludzi. Czuję, że ja tu po prostu nie pasuję. Kolejne problemy tylko bardziej przybijają i przestaję sobie radzić nawet z najprostszymi czynnościami. Wszystko mnie po prostu zaczyna przerastać, z dnia na dzień coraz bardziej i bardziej....
  8. Jestem mężczyzną mam 20 lat Jestem samotny od kond się przeprowadziłem do stolicy ( pół roku temu )mam pracę ale mam duży problem wstać z łóżka mimo że wiem że muszę ale nie mam siły się podniesć Czasem nie potrafię się cieszyć z zwykłych rzeczy , czuje się wiecznie zmęczony Czuje że nie radzę sobie czasami śpię pol dnia a i tak się nie wysyłam jestem palaczem udało mi się to rzucić na pół roku ale po przeprowadzce wrucile do naogu Nie wiem jak sobie z tym poradzić
  9. Witam, od jakiegoś czasu zastanawiam się na czym dokładnie polega aromatycznosc, zależy mi aby zaczerpnąć informacje na ten temat od specjalistów dlatego to pisze. Czytalam ze osoba aromatyczna nie czuje do drugiej osoby (milosci) pomimo ze wykazuje pociag seksualny, nie ma potrzeby budowania romantycznych relacji, nie potrzebuje, nie szuka związku. Czy mogliby państwo rozjaśnić mi na czym to polega i czy jest możliwe aby nigdy się w nikim nie zakochac, czy może polega to na tym że osoba po prostu nie czuje potrzeby bycia w związku, tworzenia jakis romantycznych sytuacji itp, ale normalnie sie zakochuje? Bardzo proszę o wytłumaczenie tego terminu.
  10. Witam Jestem chyba pierwszym człowiekiem na świecie który nie może dogadać się z psychologiem. Psycholog zapytał mnie czego oczekuję od niego a ja nic nie potrafiłem odpowiedzieć. Skoro nie potrafię odpowiedzieć na tak proste pytania muszę chyba oddać świadectwa ukończonych szkół i powtórzyć szkołę podstawową i dopiero korzystać z usług psychologa! Czy jest inna forma terapii niż psycholog?
  11. Witam mam 31 lat i jestem mężem od 9 lat i ojcem od 10 miesiecy. Potrzebuje porady aby zrozumieć co sie dzieje z moją żoną. Od jakiegoś czasu zachowuje się dziwnie. (2 lata). Unika relacji ze mną i potrafi nakłaniać do wyjazdów służbowych. Jest ciągle rozdrażniona i dostaje szału nawet przy drobnych niepowodzeniach. Była u lekarza który kazał jej zajść w ciążę twierdząc że hormony w niej buzują bo nie może spełnić się jako kobieta. Po urodzeniu jest tylko gorzej. Dostaje histeri nawet przy przebieraniu córki. O zbliżeniach nie ma mowy. Ostatnio wycofała się nawet z życia towarzyskiego. Boi się wszystkiego. Nadmienie że kiedyś nakryłem ja na flircie czatowym z naszym znajomym. I od tego momentu zaczęło się sypać wszystko.
  12. Nie za bardzo wiem od czego zacząć, bo mam wrażenie, że w każdym aspekcie mnie i mojego życia jest "coś nie tak". Ale zacznijmy: mam 23 lata, nie mam zbyt szczęśliwej i kochającej rodziny, co bardzo mnie boli (od dziecka słuchałam/słucham kłótni rodziców, awantur). Zawsze byłam nieśmiała, ciężko nawiązywało mi się kontakty z ludźmi, żadna ze mnie dusza towarzystwa. Tak jest do teraz chociaż w związku z pracą i studiami naprawdę staram się i przełamuję, by jakoś w społeczeństwie funkcjonować. Dużo rzeczy mnie stresuje i to takich mało ważnych jak pójście do sklepu, zadzwonienie gdzieś itp. Oczywiście mam też niskie poczucie własnej wartości. Uważam się za brzydką i nudną osobę. Mam problem z wyrażaniem własnego zdania. Jakimś cudem znalazłam chłopaka, ale od roku (związek trwa 3) mam coraz więcej wątpliwości, czy ja go naprawdę kocham, a może tylko lubię jako przyjaciela? Może jest mi po prostu z nim wygodnie? Ostatnio jest mi szczególnie ciężko. Nic nie ma sensu, więc mogłabym leżeć i patrzeć w sufit bez końca. Jest tyle smutku we mnie i tyle do naprawienia, a ja nie mam siły już walczyć, próbować się zmienić... Mam wrażenie, że to trwa od dzieciństwa... Jakbym już była skazana na takie życie. Czasem bywa lepiej przez np. dwa tygodnie, a potem jest zjazd totalny i potem znowu całkiem pozytywny czas. Teraz czuję, że to nie tylko zjazd, a coś więcej, boję się, że z tego nie wyjdę, że już tak zostanie. Proszę o jakąkolwiek pomoc, może poukładanie trochę moich myśli za mnie i wskazówki co robić, od czego zacząć.
  13. Czesc kochani, byc moze ktos bedzie w stanie mi cos doradzic. Otoz moja kuzynka poznala faceta, chlopak z niedalekich od niej stron. Z tego co wiem, dogaduja sie dobrze i im sie uklada. Jednak ma.jeden duzy problem. Chlopak - wyglada na to, ze jest uzalezniony od alkoholu. Niestety opinie o nim nie sa zbyt dobre, choc akurat tym sie nie kieruje. Juz.jej przyjaciolki mowily.mi ze jej odradzaly go, bo.sie o nia martwia. Ona prowadzi auto, bo on ma.odebrane prawko, mozna sie domyslic za co. Dziewczyna jest ogolnie wesola, towarzyska, moze troche imprezowa. ostatnio mielismy w rodzinie wesele i niestety choc poczatek.imprezy zawsze jest sztywny, to widzialam, ze nie czula sie tak jak zawsze. Dopiero.pozniej kiedy chlopak sie.opil i poszedl spac, ona czula sie dobrze w naszym towarzystwie, byla wesola.jak zawsze. Po alkoholu staje sie agresywny. Jej rodzice rowniez.go.nie.akceptuja. Pytanie, co.moge jej doradzic? Jak.przemowic do rozsadku? Zwlaszcza, ze sama jej kiedys powiedzialam, zeby szukala swojego szczescia i nie.patrzyla.na innych, bo inni zawsze beda gadac. Chcialam dla niej dobrze, bo wiem, ze chcialaby w koncu miec chlopaka, zakochac sie i byc szczesliwa, ale nie.pomyslala..ze bedzie nierozsadna. Jego brat teraz sie.rozwodzi z powodu alkoholu rowniez, a ja.nie chcialabym zeby kiedys ja to.spotkalo. Domyslam sie, ze ona tez walczy ze soba bo widzi co.sie dzieje, ale potrzeba milosci.jest silna i.nie kazdy potrafi.powiedziec sobie "dosc". Co myslicie o tym? Co.moge jej powiedziec?
  14. Witam powiedzcie mi błagam pomóżcie bo ja zachwile zwariuje. Co zrobić jak reagować gdy dziecko wszędzie za mną chodzi. Idę do ubikacji zamknę się to otwiera drzwi i mi wchodzi. Idę się kąpać jest tak samo. Gdzie kolwiek pójdę chodzi za mną i przy tym patrzy tylko żeby coś zabrać zniszczyć i zrobić mi ją złość. Ja już naprawdę nie mam siły i już psychicznie wysiadam . Tak żyć się nie da nie dość że nie mam własnej prywatności bo jak nawet się podcieram to schyla się i mi patrzy jak to robię . Przewijam podpaskę to się patrzy nie mam już sposobu na niego. POMOCY !!!!!
  15. - Jak Pan myśli czy on dla mnie odejdzie od swojej żony? - Odpowiedź musiałbym poprzedzić własnymi pytaniami. - Dobrze, proszę pytać. - Czy jest Pani jego jedyną kochanką? - Co za pytanie, oczywiście, że tak! - Skąd ta pewność? - Ufam mu. Zresztą nie miałby czasu. - Jedną ufającą mu kobietę już okłamuje, ale argument o braku czasu trochę bardziej do mnie przemawia. A po co miałby odchodzić od żony? - Jak to po co? Żeby związać się ze mną! - Ale przecież on ma już żonę. - Nie jest z nią szczęśliwy! - I dlatego ma kochankę, która poprawia mu nastrój, czy tak? - Jest Pan okropny! On będąc ze mną nie cierpiałby tyle, co w swoim małżeństwie. - Musiałby zrezygnować z posiadania dwóch kobiet i znowu mieć jedną. Dla mężczyzny, w dodatku zdrajcy to trochę kiepski interes. - Zarzeka się, że mnie kocha i że odejdzie od niej. Zresztą, gdybym ja zdradzała to logiczne, że z miłości do innego człowieka, z którym chciałabym być. - Proszę nie mierzyć ludzi własną miarą. Zdrada kobieca częściej prognozuje rozwód, bo pełni dla kobiet funkcję tranzytową – panie częściej przechodzą z relacji do relacji. Męska zdrada pełni częściej funkcję dodatkową, jest urozmaiceniem, osłodą. Zdarzają się jednak wyjątki. - Jakie? - Kiedy kochanka jest sporo młodsza, atrakcyjniejsza fizycznie bądź bieglejsza w sztuce ars amandi od małżonki. Jaka jest między Panią a jego żoną różnica wieku? - Trzy lata. - Czarno to widzę, ale na szczęście można z tego wybrnąć. - Zamieniam się w słuch. - Proszę przestać się z nim spotykać do czasu, aż się rozwiedzie. - Miałabym czekać rok albo dwa lata? To szalony pomysł! - Ma Pani rację, to szalony pomysł, ale bez porównania mniej niż totalnie zwariowana koncepcja wiązania się z żonatym mężczyzną, uczestniczenia w konspiracji, działania na szkodę innej kobiety, sypiania z kimś, kto może sypiać z inną, w dodatku bez pewności, iż coś z tego będzie. W domu wariatów zeszłaby Pani na niższe piętro. To już coś, prawda? - Wolałabym rozwiązać to inaczej. - Może Pani zmienić tylko swoje zachowanie, mężczyzny Pani nie zmieni. Jest zresztą jeszcze jeden problem. - Jaki? - Nawet gdyby odszedł, żyłaby Pani pod jednym dachem z perfidnym, przewrotnym, wyrachowanym zdrajcą zdolnym kłamać w żywe oczy. Jakby się Pani z tym czuła? - Pewnie bym się bała, że mnie zrobi to samo, co żonie. - Może pora zacząć uwzględniać swoje uczucia zamiast robić emocjonalne labirynty z prostych spraw? - Muszę to przemyśleć. - Z opinią psychologa ma Pani oczywiście prawo w części lub w całości nie zgadzać się. W każdym razie ma Pani wybór. Nielojalność, zmora naszych czasów, od zaplecza. Jeśli temat Was ciekawi, jeszcze do niego wrócę. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online oferujący usługi jak psychoterapia przez Skype i konsultacje psychologiczne przez Internet.
  16. Dzień dobry. Mam 27 lat. Szukam odpowiedzi na kilka pytań związanych z alkoholizmem. Nigdy nie miałam żadnych doświadczeń z osobami uzależnionymi, stąd moja totalna niewiedza w tym temacie. Czy byłby ktoś w stanie przedstawić mi jakieś charakterystyczne objawy osoby uzależnionej? Mężczyzna (starszy ode mnie o 7 lat), z którym się spotykam od 2,5 roku (nie mieszkamy razem, sytuacja jest całkowicie skomplikowana) dość często się upija na imprezach i bywa, że staje się wtedy agresywny, obcy, mam wrażenie, że czasem mnie nawet nie poznaje, lubi wszystko co związane z alkoholem, zawsze jakoś dziwnie choruje po dniach kiedy pił alkohol (zapalenie zatok, zapalenie krtani albo alergie) i dziwnie się zachowuje, tj. jest agresywny, rozdrażniony, poza tym zdarza się, że namawia mnie do picia alkoholu, nawet gdy nie mam na to ochoty, czasem stosuje też klinowanie. Dość często drżą mu ręce, tłumaczy to, że ma tak od zawsze. Również czasami jest jakiś zupełnie inny, zimny, obojętny, unika bliskości, unika poważnych rozmów. Gdy poruszam temat wspólnego życia, odpowiada, że "szybko bym go pogoniła", nie chcąc wyjaśnić dlaczego. Z drugiej strony funkcjonuje zupełnie normalnie, ma bardzo dobrą i odpowiedzialną pracę, regularnie uprawia sport, jest dobrze zorganizowany. Po fazach obojętności, znowu zabiega o moją uwagę, szuka kontaktu, robi mi miłe niespodzianki. Myślę, że jestem w stanie akceptować jego zmienne zachowanie, ale czy ktoś mógłby mi powiedzieć, czy powyższe zachowania mogą wskazywać na uzależnienie od alkoholu?
  17. Czy posiadacie konto w banku internetowe? Jaki bank polecacie do założenia?
  18. Mężczyzna, lat 22. Witam, od razu ostrzegam, że wypowiedź będzie długa. Poznałem pannę X ponad 6 lat temu, gdy oboje mieliśmy raptem 15-naście lat. Pisaliśmy ze sobą przez pół roku, a następnie weszliśmy w związek. Początek nie był łatwy, mama partnerki się nie zgadzała na związek co dla 16-nasto letniego mnie stanowiło ogromny problem, wtedy podjąłem próbę samobójczą, do której nie doszło. Z racji na problemy w szkole zostałem objęty pomocą psychologa szkolnego, stąd też gdy nie było mnie w dniu sprawdzianu w szkole, moi rodzice zostali powiadomieni, że jestem nieobecny, zadzwonili, żeby wyjaśnić co się dzieje, więc zgodnie z prawdą im odpowiedziałem, że chcę się zabić, bo mama mojej dziewczyny nie wyraża zgody na związek. Ostatecznie po krótkiej rozmowie wróciłem do domu, na pewno też z powodu, że budynek z którego miałem skoczyć był pilnowany. Niestety, młody ja byłem głupi i nieodpowiedzialny, raniłem moją dziewczynę. Przed zawarciem z nią związku, chodziłem z inną dziewczyną, pisałem z nią już gdy byłem w związku z panną X, panna X o niej wiedziała, ale nie wiedziała, że utrzymujemy jakikolwiek kontakt. Pisałem z nią raz na kilka miesięcy, w styczniu kilka lat temu, gdy mój związek był świeży, była wysłała mi swoje nagie zdjęcia, a ja zamiast odrzucić je domagałem się o więcej. Nie dała więcej, nie odzywaliśmy się potem do kwietnia kilka lat temu, akurat w momencie gdy była u mnie panna X była napisała. Ja wiedząc co się znajduje wcześniej wyrwałem jej telefon, panna X stwierdziła, że ją zdradzam i ona odchodzi, więc ja zacząłem się ciąć na jej oczach, dlatego dała spokój z zerwaniem. Później był trochę luz od mojej głupoty, aż nagle przenosiłem się z technikum liceum. Panna X wiedziała o tym, że lubiłem zaczepiać inne dziewczyny i pisać z nimi, więc obawiała się tych przenosin, zagroziła zerwaniem jeśli to zrobię, więc ja ukrywałem to. Niestety podczas kontroli telefonu wyszedł screenshot podpisany "Kochanie". Z dziewczyną "Kochanie" nie łączyło mnie żadne uczucie, nie pamiętam genezy tej nazwy, niestety też usuwałem wszystkie wiadomości z nią i nic poza zrzutem ekranu nie było, panna X napisała do "Kochanie", ta potwierdziła moją wersję, ale pannie X było to mało, ale ostatecznie puściła to mimo uszu. Niestety, głupi i starszy już 19-nasto letni ja nie zauważyłem tego, że moja dziewczyna czyli panna X zamyka się na mnie emocjonalnie. Od mojego 19-nastego roku życia aż do teraz tj. 22 roku życia byłem inny, nie zajmowałem się innymi pannami, poświęcałem całe swoje życie mojej dziewczynie, zamieszkaliśmy razem na studiach w lockdown. Dzień w dzień się widzieliśmy, postanowiliśmy jednak na wakacje wrócić do domów. Najgorsza decyzja w życiu. Przypadkiem dowiedziałem się, że moja panna X była na imprezie, nie wiem z kim, nie wiem co się tam działo, ale zapewniała mnie, że mnie nie zdradziła. Potem zaczęła mówić, że nie wie czy chcę dalej ciągnąć ten związek, mimo, że jej przy mnie dobrze, bo jest zamknięta emocjonalnie. Spotkaliśmy się przypadkiem w piątek w mieszkaniu studyjnym, rozmawiałem z nią, mówiła, że się martwi o mnie, żebym się nie zabił, ja mówiłem, że ją kocham, popłakała się i poszła na imprezę. Miała być rano, była popołudniu, ale nie zastała mnie w domu, oburzony tym, że nie przyszła rano, żeby wyjaśnić wyszedłem. Nie wiem co robić z życiem i z sobą, kocham ją ponad wszystko, życie pod nią układałem i chcę się teraz zabić, ale nie umiem, boję się, że przeżyje i tylko będę cierpiał sparaliżowany. Panna X zawsze była porządną dziewczyną, po dziś dzień jest dziewicą z racji, że ją raniłem nie była gotowa mi zaufać na tyle, by uprawiać seks. Teraz sam nie wiem czy nadal jest dziewicą, czy nie bzykała się w tym klubie, czy ktoś jej nie macał, dla mnie to nie do wytrzymania, bo chciałem byśmy byli dla siebie tylko na wyłączność. Nie wiem czy ktoś jej nie całował, nie ufam jej słowom, po prostu chciałbym, aby do mnie wróciła, powiedziała co się działo na tych imprezach, a jeśli nie to chciałbym umrzeć. Tydzień lecę w ciągu alkoholowym, przestaje pić tylko przed pracą.
  19. Dzień dobry 🙋🏻‍♂️ Nie wiem jak to działa i nawet nie wiem czy pisze w dobrym miejscu ale to zwyczajnie zrobię. Mam 36 lat i poznałem kobietę o dwa lata młodsza. Hmmm chodzi o to ze ona ma samych kolegów czy przyjaciół i w większości są to panowie znacznie starsi 🤔 spedzaja razem czas na wypadach pod namiot po kawiarniach czy spotkaniach wieczorem na ławce. Często z nimi rozmawia przez internet i ogólnie przedstawiała to jako koleżeńskie znajomosci. Znajac facetów miałem wątpliwości co do stosunku relacji ze strony tych panów wiec drążyłem temat. Mi przedstawiała sprawę dosyć prosto ze to tylko znajomi i ze tam nigdy nic nie było lecz z czasem okazało się inaczej. Z jednym o wieku prawie 50 było coś więcej i lgneli do siebie jakoś 🤷🏻‍♂️ Byli blisko ale jakoś to zatrzymali nadzy w łóżku. Drugi w wieku 45 przystawia się do niej od lat i zawsze jest pomocny! Kolejny 50 lat mówi ze jest piekna i sexowna i ze miło się z nią spędza czas! Jest tez kilku starszych 60+ I tez oczywiście młodsi lub w jej wieku którzy mieli lub maja jakieś uczucia do niej 🤔 ja jej ufam ale przestawiała swoje znajomosci inaczej bo to jednak trochę więcej jest i czuje się trochę oszukany i chyba zazdrosny ale nie chodzi mi tutaj o mnie tylko o nią! Ona nie ma koleżanek lecz samych facetów w swoim życiu i tego nie rozumiem!! Z czego to wynika? Czemu lubi z nimi spędzać czas? Czy jest z niej typowa kokietka? Ona czasami nie rozmawia o statusie swoich relacji z facetami! Czasami nie chce być spostrzegana jako sexowna kobieta lub tylko tak się tłumaczy. Rozmawialismy kiedyś o jej znajomym którego długo już zna. Zapewniała ze nic tam nie ma! Wiec powiedziałem jej co on zrobi gdy będzie chciała jego pocałować wiec oba napisała do niego taka wiadomość🤷🏻‍♂️ Okazało się ze może być i nie za 10min! Później wyszło ze on się stara o nią od lat mimo ze jest starszy! Gdy o to pytałem ona mówi ze z jej strony nic nie było ale jednak coś się działo w tej relacji o czym nie mówiła wcześniej! Sprawy z jej znajomymi nie są proste jak przestawiała i nie wiem co z tym zrobić!! Wiem ze ona trochę inaczej widzi świat i nie zawsze dostrzega to czego chce druga osoba i tym bardziej nie rozumiem ze mi o tym nie mówiła na wstępie i ze macno broni tych znajomosci! Rozmawialismy o tym i ona chce tylko mnie ale nie rozumiem do czego jej są potrzebni ci wszyscy kolesie!! Jakoś mnie to boli i ma wpływ na nasza magiczna relacje 🤷🏻‍♂️Nie wiem co mam robić i jej nie rozumiem…
  20. Witam ostatnio poznałam pewnego chłopaka i bardzo szybko się do niego przywiązałam bardzo mu zaufałam mim tego że mam problem z zaufaniem a mu w ciągu kilku dni udało się je zdobyć okazał mi też wsparcie kiedy go potrzebowałam lecz po tygodniu po prostu napisał mi ze nie chce mnie widzieć a ja bardzo mocno to przeżyłam nie wiem czemu wpadłam w panikę że zostanę sama że dlaczego on tak zrobił. Myślałam że on będzie przy mnie nie wiem czemu nawet. On mi powiedział że nie chce takiej znajomości gdzie była ona tylko czysto koleżeńska ale po tym jak tak napisał myślałam że to będzie coś więcej. Dziwi mnie to że tak szybko i mocno przywiązałam się do niego i nie wiem jak sobie z tym poradzić bo brakuje mi go. Nigdy tak nie miałam że po tygodniu spędzania z kimś czasu i pisania (fakt że dużo ze sobą pisaliśmy i spędzaliśmy czasu) tak mocno ufałam i się przywiązywałam. Jak sobie z tym poradzić?
  21. Dorosła córka , ktòra nie mieszka już z rodzicami , ma chłopaka . wieczorami przychodzi do sypialni ojca (ojciec chwilowo zamieszkał w domu rodzinnym gdzie również wprowadziła się córka) kładzię się do łóżka gdzie ojciec jest już przygotowany do snu i ogląda telewizję , córka pozostaje tam nawet gdy ojciec zaśnie .oczywiście jest inna możliwość oglądania programów telewizyjnych. Pozatym przytulają się . Moje pytanie -czy taka relacja jest normalna między ojcem i dorosłą córką ?
  22. Dzień dobry, sprawa jest taka. W telegraficznym skrócie. Ja ją kocham. Ona mnie nie (tak mówi). Mamy po 42 lata na karku. Kiedyś byliśmy razem. Potem nie byliśmy. Ona była jakiś czas z kimś. Parę miesięcy temu zerwali (dodam, że on już ma inną partnerkę). Problem również w tym, że pracują w jednym miejscu, przez co jej trudniej zapomnieć. Obecnie się z nią spotykam od czasu do czasu (platonicznie, póki co...) i mamy prawie codzienny kontakt mailowy. Ogólnie dobrze nam się rozmawia i spędza czas, a przynajmniej takie odbieram wrażenie. I chyba jednak lubi moje towarzystwo, bo przybywa na spotkania nawet w srogą ulewę ;) Nie odmawia ogólnie spotkań. Jednak wciąż tęskni za tamtym. Ja ciągle chcę być przy niej, wspierać i w ogóle. Boli mnie, że ona tak ma, że cierpi. Boli też oczywiście, że za mną tak nie tęskni. Chciałbym ją odzyskać, albo raczej zbudować nową i lepszą relację. Ona nie chce dawać mi nadziei. Ja zabujany jestem od 6 lat jak młodzian... Jak żyć? Co robić? Czy czekać? Czy rzeczywiście cierpliwa woda wydrąży każdą skałę? Czy to ślepy trop? Gubię się w tym. I jak ją na nowo "zdobyć"? To również ważne pytanie... Jaki obrać kierunek? Za parę dni wyjeżdżam na tydzień i chcę jej napisać list o tych swoich emocjach i intencjach. Juz spać przez to nie mogę. Napisać, że chciałbym z nią wejść znów w bliższą relację. I nie wiem. Czy to dobrze, powiedzieć kobiecie wprost o swoich intencjach? Czy to jej nie zniechęci? Podobno kobiety gardzą słabością u mężczyzn, a taki list, że czuję, co czuję, ale nie wiem co z tym dalej robić może być odczytany jako słabość. Czy też grać "na czas" i czekać co życie przyniesie? Czekać aż będzie mniej rozpamiętywać byłego? Tyle lat na karku i takie rozkminy… Pierwszy raz zgłaszam swój prywatny problem w internecie. Ciekaw jestem, co z tego wyniknie Pozdrawiam wszystkich Forumowiczów!
  23. Witam. Mam 18 lat, rodzice mojego chłopaka uważają mnie za złą osobę, ograniczają mu ze mną spotkania. Ja chce zerwać bo widzę, że jestem powodem konfliktu. Nigdy nie chciałam doprowadzić do takiej sytuacji. Jestem dla niego toksyczna. Widze to i jest mi wstyd.
  24. Cześć, obecnie trochę mniej męczy mnie pewna sytuacja z dawnym kolegą z pracy. Gdy pracowałam na zakładzie gdzie on byl, fajnie nam sie rozmawiało, zdarzało mi sie, że wodziłam za nim wzrokiem, powiedział parę miłych mi slow, jak dowiedział sie ze przechodzę na inny zakład to mowił, żebym czasem wpadała i ogólnie że szkoda, że odchodze. Mowil, też ze moze do mnie napisze na fejsie jak mi idzie w nowej pracy. Ostatni raz sie z nim widziałam 6 sierpnia. Nie wytrzymałam i sama w końcu pierwsza do niego napisałam na messenger juz 9.08. Nie odpisał, nie odczytał wiadomości (czasem sie zdarza ze wiadomości od obcych osob spoza kręgu znajomych są w folderze INNE). Więc zaprosiłam go do znajomych - zero reakcji. Nawet powiedziałam po tygodniu koleżance zeby mu przekazała zeby sie do mnie odezwał - a on skwitował to uśmiechem i "ok". Dzis mija 3 tydzień. Cisza z jego strony. Mam żal, że nie napisał. Nie rozumiem całej tej sytuacji. Jest mi smutno. ALe ten smutek powoli przechodzi. ALe jak myśle o tym to jednak sie pogłebia i zaczyna sie powoli przeradzać w nienawiśc..

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.