Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'relacje'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 1008 wyników

  1. Hey. Od kad zepsuly sie moje relacje z najlepsza przyjaciolka ze szkoly sredniej , tak powazniej to trwa z 4 miesiace jest mi ciężko. Staram sie normalnie funkcjonowac ,jednak mysl o niej wraca jak bumerang. Tworzylysmy naprawde wspaniala przyjazn, nierozlaczne . Po szkole ,tj. Po 2013 roku ten kontakt byl , ale stawal sie powoli coraz rzadszy. Pod koniec 2019 napisalam i wyslalam list ,powiedzialam co mysle czuje itp. Odezwala sie , spotkalysmy sie i mialysmy sprobowac jeszcze raz jakos to odnowic , bylo dobrze ,ale z poczatku. Pozniej znow kontakt robil sie coraz rzadszy. Zmienila sie .Zaczela sie bardziej przyjaznic z przyjaciolka z lat szkolnych. Mysli chyba bardziej juz o sobie, ja nie jestem jej potrzebna. A ja mimo to chcialam by bylo jak kiedys . Zawsze bylo mi przykro ,ze to przewaznie ja pierwsza pisalam co u niej slychac,ona sama od siebie rzadko , a od 4 miesięcy prawie nie mamy w ogóle kontaktu . Nie chce zawsze to ja zaczynac kazda rozmowe , jednostronne starania to za malo. Chcialabym by bylo jak kiedys , ale to juz chyba nie mozliwe. Brakuje mi z nia kontaktu, nie wiem juz jak postąpić;/
  2. Witam, mam na imię Adam, mam 29 lat. Od dłuższego czasu mam problem natury intymnej. Mianowicie mam problem ze wzwodem i ogólnie z chęcią na seks. Nawet rano jest z tym problem. Moja partnerka jest zirytowana, ja już zrezygnowany. Jesteśmy ze sobą rok, a raptem kilka razy to robiliśmy. Z poprzednią parterką miałem ten sam kłopot. Na samą myśl o seksie, zbliżeniu mam złe nastawienie, bo traktuję to jako rzecz, którą trzeba zrobić a nie przyjemność Może mieć to związek z niską samooceną (mój ojciec jest alkoholikiem), nadużywaniem wcześniej filmów pornograficznych, nadużywaniem masturbacji. Jestem też bardzo aktywny fizycznie (codzienne bieganie, siłownia). Niestety, gdy rozmawiamy z partnerką na ten temat to bardziej przypomina monolog z jej strony, bo sam szybko się denerwuję i dołuje (myślę o tym jaki to jestem beznadziejny, że nie potrafię jej dać tego czego potrzebuje i że zaraz mnie zostawi). Byłem na wizycie u urologa, który zlecił mi szereg badań związanych z tym problemem i wyniki były w normie. Kompletnie nie wiem co mam w tej sytuacji robić, bo z każdym dniem czuję się coraz bardziej bezużyteczny, a co za tym idzie problem się powiększa Ta sfera mocno odbija się na moim życiu, dlatego proszę o pomoc... Pozdrawiam
  3. Dzień dobry, Mam 22 lata, jestem studentką i pracuje dorywczo. Od pół roku jestem w moim pierwszym związku z cudowną dziewczyną - na potrzeby tego postu nazwę ją Klaudia. Jest osobą wspierającą mnie, rozumiejącą, cierpliwą, z którą zawsze mogę porozmawiać i którą przede wszystkim bardzo kocham. Moja dziewczyna miała przede mną jedną partnerkę jeszcze kiedy były nastolatkami. Była z nią rok, a dziewczyna ta mieszka za granicą. Zerwały, ponieważ tamta powiedziała Klaudii, że już jej nie kocha - koniec końców był to bardzo toksyczny związek. Nie przeszkadzało jej to jednak, żeby przez kolejne kilka lat utrzymywać bliski kontakt i się przyjaźnić. Pierwszą szpilką była sytuacja, kiedy nawet nie byłyśmy ze sobą. Całe życie po ciuchy krytykowałam osoby zazdrosne, ale w momencie w którym do mojej sympatii przyjechała była dziewczyna zaczęłam im współczuć. Przez tydzień, kiedy tamta była w Polsce, nie mogłam przestać myśleć o tym co robią, co Klaudia do niej czuje, ale przede wszystkim nie mogłam z nią rozmawiać i normalnie funkcjonować. Kiedy ona wreszcie wróciła za granicę, moja głowa mogła odpocząć. Okazało się, że nie na długo. Jesteśmy ze sobą od października i na początku naturalnym było, że rozmawiałyśmy o przeszłości. Dowiedziałam się dużo o tej dziewczynie, co na początku mnie uspokajało. Jednak kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że mają świetny kontakt i rozmawiają ze sobą praktycznie codziennie, była mojej dziewczyny stała się moją obsesją. Jeden raz weszłam na jej profil - jeden wystarczył. Zobaczyłam, że dziewczyna jest do mnie łudząco podobna, ale obiektywnie patrząc ładniejsza. Moja samoocena już wcześniej wystarczająco niska, dotknęła dna. Na siłę próbowałam się od niej różnić. Miała kręcone włosy - ja też, więc swoje zaczęłam prostować. Nosiła spódnice - ja przez najbliższy czas żadnej nie założę, chociaż wiem, że Klaudia je uwielbia. Zobaczyłam te dziewczynę w moim ulubionym kolorze i od razu przestał nim być. One rozmawiały w języku angielskim - więc w obecności mojej dziewczyny nic już w tym języku nie powiem. Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. I nie jestem głupia, wiem jakie to jest bez sensu. Wiem też, że nie dam rady nic z tym zrobić. Co więcej, z dnia na dzień przybywa tego więcej. Klaudia tylko raz nadszarpnęła moje zaufanie. Po zakończeniu kłótni, poszła do łazienki i poprosiła mnie bym nastawiła jej budzik na rano. Nie lubię zaglądać jej w telefon i choć jej ufam, tak jestem nauczona - jest to przestrzeń bardzo prywatna. Po odblokowaniu telefonu moim oczom ukazała się wiadomość od jej byłej, po przetłumaczeniu mniej więcej "..nie rozumiem jej charakteru, przykro mi, że musisz się tak męczyć". Nie chciałam nic więcej wiedzieć. Jest to jedna z najbardziej bolesnych sytuacji - moja dziewczyna, zwierzała się ze swoich problemów związkowych swojej przyjaciółce, która była jej pierwszą miłością. Tydzień zbierałam się do tej rozmowy, jednocześnie tydzień nie mogłam na Klaudie patrzeć, ani z nią rozmawiać. Czułam się gorsza, niewystarczająca, nieodpowiednia - mogłabym wymieniać te przymiotniki godzinami. Kiedy wreszcie nie mogłam myśleć o niczym innym, zebrałam się na rozmowę. To była długa rozmowa, przeprosiła mnie i obiecała z nią nie pisać. Jednak tu jest cały problem. Ja nie chce, żeby traciła kogoś ważnego, tylko dlatego, że ja się z tym źle czuje. Wiem, że nie ma w tej sytuacji półśrodka - albo w jedną, albo w drugą. Od tej pory zachowuje jeszcze większą niż wcześniej odległość od jej telefonu. Nie chce zobaczyć czegoś, co znów mogłoby mnie zranić. Ta sytuacja miała miejsce w styczniu. Mamy koniec marca, a wcale nie jest lepiej. Są takie momenty, że po prostu przestaje o tym myśleć, jakbym wypierała to ze świadomości. Klaudia uważa, że to nasz problem i chce, żebym mówiła jej o każdej sytuacji w której czuje się źle, żebym nie była z tym sama. Nie złości się na mnie, stara się mnie zrozumieć, wspiera. Kocham ją za to i doceniam starania, ale czuje, że to na dłuższą metę toksyczne. Przede wszystkim dlatego, że moja bezpodstawna zazdrość wywołuje u niej poczucie winy. Klaudia zapewnia mnie, że od tamtej pory nie ma z nią kontaktu, ale to jednocześnie pogarsza sytuacje, ponieważ nie chce jej żadnych kontaktów zabraniać, stawiać warunków. Nie chce też, żeby czuła, że mam jej coś za złe. Od dziecka jestem bardzo ambitna. Wpoili mi to rodzice, że mam być lepsza niż większość - nie ukrywam, zwykle przez porównywanie mnie, rywalizacje. Domyślam się, że to może mieć wpływ na tę sytuacje, że chce być od niej lepsza. Chce robić różne rzeczy z moją dziewczyną po raz pierwszy, jednak okazuje się, że wiele z nich robiła już z tamtą. Czytałam na ten temat dużo, wiem że uczucia które czuje mają wskazać mi co tak naprawdę się dzieje. Staram się być lepsza w tym, w czym czuje się gorsza, znaleźć swoje dobre strony. Jednak nie mogę wybić z głowy myśli, że przez to, że w jakiś sposób obwiniam Klaudii byłą o mój stan, o moje niepowodzenia, o moje braki, sprawia, że nie jestem dobrym człowiekiem. Nie chce obwiniać o coś dziewczyny, której nawet nie poznałam - ba, która nawet kibicowała mojej dziewczynie, gdy ta jeszcze nią nie była. Boje się, że zniszczę przez to zachowanie nie tylko siebie, ale też Klaudie - że jestem toksyczna. Bardzo proszę o pomoc, nie mam pojęcia jak radzić sobie z tym uczuciem. Z góry dziękuję.
  4. Mój syn ma 6 lat. W domu mam również niemowlaczka. Odkąd zamknęli przedszkole siedzimy wszyscy w domu. Okolo tygodnia temu syn zaczął nagle płakać. Powiedział mi ze nie chce zebysmy z mężem umarli. Tlumaczylam mu ze jestesmy zdrowi ze zawsze bedziemy przy nim. Probowalam mu to jakos wytlumaczyc. Jednak codziennie podchodzi do mnie przytula i poplakuje ze mu to z glowy nie chce wyjsc. Nawet do lazienki nie moge wyjsc bez niego. Tak sie boi. Nie wiem juz jak mu tlumaczyc to wszystko. Staram sie zajmowac mu jakos czas no ale wiadomo ze nie moge poswieciec mu 100 procent uwagi. Staram sie jak moge. Co moge zrobic w takiej sytuacji?
  5. Hej. Zacznę od tego że jestem w związku od 1,5 roku. Nasz związek był dość skomplikowany. Zerwaliśmy na ok 2 miesiące. Była to wspólna decyzja, bo mój partner miał jechać za granicę i prawdopodobnie nigdy z niej nie wrócić, a poza tym mój partner w tamtym momencie nie chciał już ze mną być. Później okazało się, że nigdzie nie wyjedzie pracować z pewnych powodów. Ja nie chciałam do niego wracać już mimo wszystko, bo dużo cierpienia mi zadawał w relacji i zaczęłam to rozumieć jak mi zaszkodził i jaką okropną jest osobą. Ale on zaczął znowu o mnie zabiegać i zrozumiał wszystkie swoje błędy i było po nim widać że szczerze to rozumie i chce to naprawić. Byłam szczęśliwa i dałam mu drugą szansę. Od naszego powrotu do siebie minęło 8 miesięcy. I nadal jest dobrze, bo naprawdę się zmienił. Tylko mam jeden problem i nie wiem co o tym sądzić. Mianowicie, gdy ja mówię mu o swoich uczuciach i podam tutaj konkretnie. Bolało mnie to, że obserwuje na instagramie głównie kobiety, które dodają prawie pół nagie zdjęcia. Zwróciłam mu na to uwagę i powiedziałam wprost, że boli mnie to. Że czuję się jakbym mu nie wystarczała itp. W odpowiedzi usłyszałam, że to tylko internet dla niego i nie ma to znaczenia, a ja wymyślam problemy i że go kontroluje. I często w rozmowach, gdy mu napomknę w żartach ,,nie chcesz mnie" i jest to żart sytuacyjny, to on się oburza i mówi coś typu ,,nie lubię tego, to wszystko rodzi się w twojej głowie i później masz problem". A ja powiedziałam to tylko w żartach lub chciałam usłyszeć, że jest inaczej. I teraz moje pytanie jest takie: Czy to ze mną naprawdę jest coś nie tak czy z nim? Czasami wydaje mi się, że jest po prostu toksyczny, ale nie wiem czy jest to słuszne. Przepraszam za chaotyczność posta, ale mam nadzieję, że coś zrozumieliście i będziecie potrafić udzielić mi obiektywnej odpowiedzi. Z góry dziękuję za wszystkie wskazówki
  6. Dzień Dobry, zerwał ze mną chłopak, jakieś dwa miesiące temu - nie mogliśmy się dogadać, było pełno kłótni. Niestety, dalej go kocham i chcę, żeby nam się ułożyło. On jest bardzo nerwowy, potrafi mnie wyzywać od najgorszych, mówi, że to koniec na zawsze, a chwile po tym, zaproponował mi pomoc w złożeniu komputera. Jak można takie coś odebrać, że mimo tego, że mówi, iż nie będzie się już nigdy odzywał i ja mam się nie odzywać, bo nie chce mieć ze mną nic wspólnego, nienawidzi mnie, chce o mnie zapomnieć to i tak robi odwrotnie tj. odpisuje mi albo właśnie proponuje, że pomoże. Myśli Pan/i, że dalej coś do mnie czuje, ale przez żal i złość, zachowuje się momentami tak źle? Byłabym wdzięczna za pomoc, bo już sama nie wiem, co o tym myśleć. Pozdrawiam!
  7. Witam, od kiedy pamiętam mam trudności z porozumieniem się z własną matką. Nie możemy się ze sobą dogadać (może dlatego że mamy ten sam znak zodiaku;)) Nie mam u niej żadnego wsparcia. Kiedy najbardziej potrzebowałam rozmowy, troski, musiałam liczyć sama na siebie nie ukrywam, jest ciężko bo wszystko mi się przez to po drodze psuje. Mam problem ze znalezienie pracy, odwrócili się ode mnie znajomi, najbliżsi też ze mną nie rozmawiają. Nie wiem jak długo tak jeszcze wytrzymam.. Bo jestem na skraju załamania. Nie mam z kim porozmawiać, komu się wyżalić, powiedzieć co mnie trapi. Wszystko duszę w sobie
  8. Jestem 22-letnią studentką. Od pół roku jestem w związku z 26-letnim mężczyzną. Nasz problem ze zgraniem łóżkowym istniał od początku. Jednak myślałam, że to kwestia czasu i dotarcia się. Jestem osobą bardzo seksualną i seks w związku zawsze był dla mnie bardzo ważny. I nigdy nie spotkałam się z jakimkolwiek oporem z drugiej strony. Dlatego też sytuacja z moim obecnym partnerem była bardzo stresująca i niejasna. Na początku naszego związku to ja miałam problem żeby osiągać orgazm. Tłumaczyłam to tym, że potrzebuję czasu po poprzednim długoletnim związku, który zakończył się kilka miesięcy wcześniej. Jednak mijały tygodnie i nic się nie zmieniało. Byłam w stanie dojść sama lub z pomocą wibratora, ale nie z moim partnerem. Zaczęło nas to przytłaczać. Mnie, bo byłam zirytowana i zaniepokojona taką sytuacją a mojego partnera wpędziło w jakieś stare kompleksy, które przede mną ukrywał. Tak żyliśmy szukając wzajemnie jakichś rozwiązań aż tu nagle zostaliśmy zmuszeni do kwarantanny. Na początku skupiliśmy się na bliskości i faktycznie, opracowaliśmy nowy sposób uprawiania seksu, który pozwolił mi mieć orgazm. I to trzy dni pod rząd (wcześniej były to trzy razy w ciągu pół roku). Jednak spędzamy już ze sobą trzeci tydzień bez przerwy. Każde z nas jest przytłoczone obecną sytuacją, niepewnością co do pracy i przyszłości. I każde z nas przechodzi to na własny sposób. Moja sytuacja jest mniej stabilna niż mojego partnera, więc sprawia mi to okropnie dużo stresu. Wydaje mi się, że z tego właśnie powodu moje libido ostatnio okropnie spadło. Nie miałam ochoty na seks ani pieszczoty, czego nie rozumiał mój partner, na każdym kroku komunikując mi, że on potrzebuje bliskości, że mam go dotknąć przytulić, a gdy ja nie chciałam tego zrobić, informował mnie wymownie, że doskonale sobie poradzi sam. Trwało to jakiś tydzień i minęło. Mam na myśli moje libido. Jednak zaszczepiony przez niego ubytek w poczuciu mojej wartości pozostał. Czułam się niedoskonała. Czułam, że mu nie wystarczam, że go nie zaspokajam. Przez kolejne dni to ja próbowałam do niego jakoś podejść. Przytulałam, chodziłam za nim, starałam się okazać mu bliskość. Szczególnie przez głupie wyrzuty sumienia, że powinnam go przepraszać za to, że nie chciałam się z nim kochać. Wiem, że to głupie. Jednak potrzebowałam tej bliskości, a on pozostawał niewzruszony. Nie wiedziałam już co się dzieje. Doszło do eskalacji emocji i kłótni, w której okazało się, że mój partner myślał, że ten tydzień bez seksu był celowo przeze mnie zaplanowany żeby w jakimś stopniu zrobić mu na złość, dlatego był dla mnie taki chłodny w kolejnych dniach, bo chciał dać mi nauczkę. Powiedział też, że kiedy się nie kochaliśmy, potrzebował ode mnie jakiegoś zamiennika żeby czuł się dobrze, żeby jego pewność siebie nie spadła. Jak to usłyszałam to opadły mi ręce. To, co on powiedział wykraczało totalnie poza mój rozum. Chcąc jednak się pogodzić, spędziliśmy kilka dobrych godzin na rozmowie i wieczorem było już względnie w porządku. Spędziliśmy miło czas oglądając serial. Następnego dnia rano przyszła do niego paczka, której zawartości nie chciał mi pokazać. Zostawiłam temat i wróciłam do niego później. Okazało się, że mój partner, w tym tygodniu, w którym czuł się bardzo przeze mnie pokrzywdzony, zamówił sobie, aby dać mi kolejną formę nauczki, sztuczną waginę i coś, czego nazwy nie do końca potrafię określić.. Może mały fantom? kobiecych pośladków z pochwą i odbytem. Oniemiałam ze zdziwienia. Nie mam nic przeciwko zabawkom erotycznym. Lubię je czasami wykorzystywać, ale to było coś, co przerosło moje najśmielsze wyobrażenia. Po tych ostatnich wydarzeniach nadal czuję się nie dość atrakcyjna, nie dość dobra, nie potrafiąca go zaspokoić. Ciężko próbuję z tym walczyć, a tu na mojej drodze pojawia się kawałek miękkiego silikonu w kształcie pochwy. Jestem świadoma jak irracjonalnie brzmi ta historia, ale potrzebuję jakiejś obiektywnej opinie, bo przysięgam, że moja głowa wybuchnie. Błagam o poradę!
  9. Witam. Mam 18 lat, od paru miesięcy jestem w związku na odległość z o 4 lata starszym chłopakiem. Na początku, jak zresztą pewnie zawsze, było cudownie, oboje czuliśmy jakbyśmy spotkali się nie przypadkowo, jakbyśmy mieli spędzić ze sobą resztę życia. Jednak od jakiegoś czasu coś zaczęło się zmieniać, co bardzo mnie męczy. Wiem, że mój chłopak od dziecka ma problemy w domu. Zawsze starałam się go w tym wspierać. Ostatnio jednak wszystko zaczęło się nawarstwiać. Ja mam trudniejszy czas, bo zbliżam się do matury przez co wynikało wiele nieprzyjemności nawet w związku. Rozmawialiśmy o tym i postanowiłam postarać się bardziej panować nad emocjami, bo większość sprzeczek ja zaczynałam. Myślałam, że będzie o wiele lepiej, ale niestety teraz zaczął się problem z jego strony. Od pewnego czasu nie piszemy tak czesto jak zwykle, o rozmowach przez telefon juz nawet nie wspomne. Przez to co teraz się dzieje na świecie i w Polsce nie możemy się też spotkać i wszystkiego sobie wyjaśnić. Chłopak zaczął mnie zaniedbywać, nie pyta co u mnie, nie zwraca się do mnie czule. Mówi, że nie ma ochoty na czułości i nie myśli aktualnie o związku, bo ma sporo problemów i na razie chce to odłożyć "na bok". Jestem w stanie zrozumieć to, że ma ciężki okres, ale cały czas staram się dać mu do zrozumienia, że jestem z nim i dam mu przestrzeń, Ale też chciałabym żeby ze mna rozmawial, pisal, o czymkolwiek, bo tez potrzebuję czuć jego obecność, zwłaszcza że nie zobaczymy się teraz przez długi czas. On natomiast cały czas mi mówi, że na razie chce rozwiązać swoje problemy i przede wszystkim się ustabilizować, to jest znaleźć mieszkanie, kupić samochód, skupić się na pracy i coś osiągnąć. Bardzo go w tym wspieram, ale nie rozumiem, dlaczego w tym dążeniu do celu nie może poświęcić mi chociaż paru minut w ciągu dnia. Dodatkowo dochodzi fakt, że cały czas mi powtarza, że nie jestem w stanie mu pomóc, bo on nie czuje się szczęśliwy i moje wsparcie niczego mu nie da. Czuję, że jest z nim źle i powinien udać się do psychologa w najbliższym czasie, myślę, że by mu to pomoglo. Chciałabym zapytać o jakąś poradę co mogę robić w takiej sytuacji, bo bardzo cierpię, że z dnia na dzień tak wszystko się zmieniło, a nie ukrywam, że bardzo go kocham I zależy mi na tym, żeby chociaż w tym aspekcie związkowym jego i mojego życia było dobrze. Dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam
  10. Jestem kobietą i mam 25lat. Jestem w związku partnerskim od 8 lat i mamy jedno dziecko. Od 5 lat mieszkamy z moimi rodzicami a od jakiś 2 lat może więcej jest problem pomiędzy moim partnerem a moją mamą. Nie kłócą się wprost, ale widać że jedno nie toleruje drugiego. Jest to bardzo przykre i ciężkie dla mnie. Codziennie wysłuchuje kazań ze strony mojego partnera jak to on mojej mamy nie lubi, jaka ona nie jest i w ogóle. Moja mama nic nie mówi ale widać że robi na złość niektóre rzyczy. Na samym początku próbowałam rozwiązywać takie konflikty, pytałam się obojgu rodziców czy mają coś za złe do mojego partnera, ale zawsze mówili nie. Natomiast teraz staje się to nie do zniesienia. Partner już nie chce wracać do domu po pracy, woli siedzieć tam gdzie nie ma mojej mamy. Bardzo często cierpi na tym wszystkim nasz związek, czuję się winna temu co się dzieje. Nie rozmawiamy ze sobą jak kiedyś, on cały czas siedzi z nosem w telefonie a ja w telewizorze. Jak twierdzi mój partner nie ma sensu się odzywać bo się zaraz moja mama wtrąci. Nie mamy gdzie się wyprowadzić tym bardziej teraz jest ciężko kiedy ten koronawirus panuje wszystko jest jeszcze bardziej skomplikowane. Nie wiem już jak sobie z tym radzić. Ciężko mi wysłuchiwać tego co partner mówi o mojej mamie, ale z drugiej strony widzę co mama robi i jest to przykre. Już nie wiem co odpowiadać, co mówić partnerowi na te wszystkie jego słowa. Co mogę zrobić w takiej sytuacji, czy można jakoś temu zaradzić? Bardzo proszę o pomoc.
  11. Jestem kobietą. Mam 25 lat. Nie wiem co dziej się z moim życiem. Zawsze byłam bardzo nerwową osobą. Myślę, że to wynika z tego, że wychowałam się wśód przemocy. Mój ojciec jest alkoholikiem i bił mamę. Wyprowadziłyśmy, a właściwie uciekłyśmy z domu wraz z mamą i siostrą kiedy miałam 13 lat. Zawsze byłam osobą bardzo ambitną. Dobrze się uczyłam. W klasie maturalnej poznałam chłopaka, który jak się potem okazało też miał probem z alkoholem oraz nie panował nad swoim życiem zawodowym. Przez to się rozstaliśmy, a ja poznałam nowego chłopaka. Będąc z nim skończyłam studia licencjackie. Zaczęłam magisterskie, ale je rzuciłam, nie do końca nadal wiem dlaczego. Mój chłopak nie naciskał na mnie tej kwestii, ale często miałam wrażenie, że uważa, że moje studia są niepotrzebne. Mam ogromny problem z wyrażeniem własnego zdania. Często czuję się wykulczna, ostatnio co raz bardziej. Nie lubię się kłóić i choć czasem mam coś do powiedzenia, nie zrobię tego dopóki ktoś nie pozwoli mi mówić. Mój chłopak ma bardzo ekstawertycny charakter i to mnie przytłacza. Nie umiem rozpychać się w życiu łokciami tak jak on, przez to często ulegam jego namową, nawet jak nie mam na coś ochoty. Znowu kiedy ja czegoś chcę. nie potrafię tego wyekzekwować. Opieram się na sugestiach i mam nadzieję, że mnie zrozumie. Wydaje mi się że jeśli powiem jasno coś, co może mu nie odpowiadać to zaraz zaczniemy się kłócić. Jak już coś powiem, a on nie chce np spędzać ze mną czasu w wybray przeze mnie sposób to powie kilka zdań, zawsze doda że on mi nie rządzi i mogę zrobić co chcę, ale ja i tak nie zrobię, bo chcę żeby był spokój. Nie mogę powiedzieć, że na mnie krzyczy lub do czegoś zmusza. To raczej ja sama się podporządkowuje jego oczekiwaniom, a później jestem niezadowolona w środku i trzymam ten żal. Nie wiem co się ze mną dzieje i dlaczego tak reaguję. Czuję jakbym miała dwie osobowości jedną zaangażowaną w własne życie i radosną i jedną która woli siedzieć cicho i nie wymagać niczego. Co robić?
  12. Cześć. Jestem 18letnia uczennicą. Moje problemy trwają już jakiś czas. Na początku były to tylko lekkie problemy w domu, kłótnie z rodziną, kłopoty z sampoakceptacją. Rok temu poznałam jednak przez internet chłopaka niestety musieliśmy zakończyć znajomość . Zerwanie z nim kontaktu bardzo na mnie wpłynęło. Stałam się agresywniejsza bardziej wybuchowa, w domu nie potrafię przeżyć jednego dnia bez prowokowania kogoś do kłótni.Mam problemy ze snem, z wahaniami nastroju. Doszło też do tego że się samookaleczam. Wcześniej też to robiłam jednak nigdy nie było to tak częste, a rany tak głębokie.Czasem kiedy to robię mam ochotę pociagnac mocniej i zakonczyc to wszystko. Jednak nie sądzę żebym była do tego zdolna,chciałam po prostu wiedzieć czy moja sytuacja wymaga jakiejś pomocy.
  13. Witam, mam 25 lat, 10 miesięcy temu urodziłam dziecko. Mój partner lat 37, jesteśmy razem od 5 lat. Relacja między nami była bardzo dobra l, gdy urodził się syn siostra partnera nie została wybrana na chrzestną(mąż z siostra miał słabe kontakty) i obraziła się na niego, zrobiła mu awanturę, ja jeszcze kazałam dać jej zaproszenie na chrzest później ale i tak nie przyszła,zlekceważyła nas. Gdy leżałam w szpitalu ponad miesiąc przed porodem ani siostra ani jego matka mnie nie odwiedziły ,nie zadzwoniły nawet. Matka gdy przyjechała zobaczyć nasze dziecko kiedy wróciłam do domu ze szpitala powiedziała o nim „dziecko jak dziecko”. Ta kobieta często wypowiada rzeczy które mnie uraziły , ona mówi ze SWOICH dzieci trzeba bronić. Mój partner 2 miesiące po chrzcie zaczął nalegać żeby zaprosić znów do nas jego siostrę , ze ona i tak nie przyjdzie ale on chce to zrobić. Wiem ze tym w dużym stopniu manipuluje jego matka. Ona tylko się wymądrza , gdy przyjeżdżała do nas i próbowałam z nią o czymkolwiek porozmawiać to ignorowała mnie, wiecznie broniła swojego syna wręcz kompromitując się. Ja powiedziałam partnerowi ze on może sobie utrzymywać z nią kontakt jeździć do niej , nie mam nic przeciwko ale ja nie chce jej odwiedzać , ona może odwiedzać wnuka u nas w domu, skoro jest on”dziecko jak dziecko”. On kłoci się ze mną mówi ze mam zapomnieć ,postawić kreskę i zachowywać jak gdyby się nigdy nic nie stało bo on tak chce. Bo jak oni będą wyglądać przed rodzina, ze on nie rozmawia w ogóle z siostra. Od wielu miesięcy bardzo często je kłóciliśmy, ja teraz od kilku tygodni mieszkam u moich rodziców z dzieckiem. On mówi ze jeśli ja nie popuszczę tego tematu to nie ma mowy ze będzie między nami dobrze. On poza moimi plecami pojechał do siostry z kwiatkami na dzień kobiet , nie mówiąc mi o tym, dowiedziałam się przez przypadek po fakcie. Ona od wielu miesięcy się do nas nie odzywa. Poczułam się jakby mnie zdradził. Wiele razy mówił mi przykre rzeczy ze jestem hipokrytką, ze myśle tylko o sobie itp. Jest mi bardzo przykro bo zostałam teraz z dzieckiem sama i z wychowywaniem go. Ja uważam ze nie będę się poniżać przed kimś i robić tego co ktoś chce. Tymbardziej ze te osoby nigdy się mną nie interesowały , nie miałam z ich strony żadnej pomocy. Co robić jak to rozegrać i czy jeszcze jest jakaś szansa dla nas ? Ja mam wrażenie ze on chce rozwalić swoją rodzine żeby uszczęśliwić kogoś.
  14. Witam jestem mamą dwójki dzieci i mam 23 lata aktualnie mieszkam z rodzicami swoimi a jeszcze miesiąc temu mieszkałam z narzeczonym (28lat) dzieci i jego rodzicami ale niestety była sytuacja taka że partnera ojciec uderzył nasze dziecko kiedy się wyprowadzilam miałam setki telefonów żebym wróciła więc po tyg czasu w niedzielę ale szybko pozalowalam ponieważ usłyszałam od swojego partnera że on jednak żałuję mojego powrotu i mogłam nie wracac zostałam wyzwana więc wyprowadzilam się po raz kolejny jednak ten nie zamierza odwiedzac dzieci tylko dzwoni ale zadko kiedy prosi dziecko do telefonu przyjechał 2 dni temu stał na parkingu i prosił żebym wyszła kiedy dzieci spały jak zapytałam w jakim celu to powiedział że na sex bo mu brakuje więc się nie zgodziłam ponieważ źle mnie potraktował i od samego początku nie miał szacunku do mnie a na 4 dzień znowu dzwonił o 22 godz żebym wyszła bo chciał bym znowu na sex mnie wziąć więc kolejny raz nie wyszłam napisałam mu wiadomość że do dzieci przyjechać nie może bo czasu nie ma ale żeby na sex przyjechać to czas ma ... Jak zapytałam czemu nie wejdzie do domu jak już jest to mówi że nie chce. Czy jest szansa na ten związek? Jakaś terapia ? Czy po prostu odpuścić . Napisze że syn chce jeździć do taty tylko dlatego że ten wychodzi z nim na motor i nic więcej zadko kiedy nawet jak tam mieszkałam spędzał z nami wspólnie czas zazwyczaj był na tzw kacu albo zmęczony .
  15. Witam, mam 23 lata na imię Mateusz kilka dni temu rozpadł się mój związek trwał on rok wydaje się krótko ale była to wielka miłość z obu stron. Mieszkaliśmy razem jednak od jakiegoś czasu zaczęło się wszystko psuć z powodu mojego nie panowania nad emocjami i chorobliwa zazdrością pomimo iż moja kobieta nie dawała mi do tego powodów ja zacząłem ja kontrolować sprawdzać telefon być zazdrosnym gdy powiedział ktoś jej cześć na ulicy, jest to bez wątpienia moja miłość życia chciałbym ją pokazać jej ze potrafie się zmienić i odzyskać ją
  16. Witam Mam na Imie Ada mam 22 lata od 8 miesięcy jest w związku. Ostatnio bardzo ostro się poklocilismy. Jest to za sprawą mojej Matki która nie akceptuje Mojego chłopaka. OKAZAŁO SIĘ ŻE MOJA MATKA ROZMAWIAŁA Z FAKE KONTO Z MOIM CHŁOPAKIEM MÓWIŁA MU ŻE DO SIEBIE NIE PASUJEMY I TAK DALEJ. GDY SIĘ DOWIEDZIAŁAM ŻE O TYM NIE POWIEDZIAŁAM MU PRAWDY ZACZĘŁAM BRONIC MATKĘ i to był mój błąd i o to się poklocilismy że nie powiedziałam mu Prawdy. Mam wrażenie że przez to zmienił do Mnie Stosunek mało Mi Mówi że Mnie Kocha że tęskni kiedy piszę mu o czymś olewa moje wiadomości i pisze o czymś innym jak mam to rozumieć?
  17. Witam, mam 31 lat, od 4 miesięcy jestem rozwódką. Moja córka ma 10 lat. Podczas rozwodu zostało ustalone jej miejsce stałego pobytu przy ojcu, w jej rodzinnym domu. Ja nie miałam wówczas adresu zameldowania, gdyż mieszkam w wynajmowanym mieszkaniu. Na mocy porozumienia rodzicielskiego ustaliliśmy z byłym mężem, że opieką nad córką będziemy się dzielić "po połowie", tak samo jak kosztami, z uwzględnieniem potrzeb małoletniej córki. Z domu wyprowadziłam się w styczniu tego roku. Kilka dni później wprowadziła się do tego domu nowa partnerka byłego męża. Do czasu jej wprowadzenia miałyśmy z córką dobre relacje, spędzałyśmy ze sobą mnóstwo czasu. Ze względu na fakt, że zostałam mamą w wieku 20 lat byłyśmy bardziej jak koleżanki. Nie ukrywam, że kiedy się dowiedziałam o nowej lokatorce w domu na który ciężko pracowałam skomentowalam to głośno w obecności córki. Córka nie potrafi zaakceptować tego, że nie przepadam za nową partnerką byłego męża, gdyż to właśnie przez nią rozpadło się nasze małżeństwo. Od tego czasu córka zaczęła przyjeżdżać do mnie coraz rzadziej. Przyjeżdża na 2-3 dni i wraca na tydzień lub dłużej do rodzinnego domu. Kiedy jest u niego nie odpisuje na moje smsy, nie odbiera telefonów, ignoruje mnie po prostu. Kiedy przyjeżdża do mnie zachowuje się normalnie, cieszy się na nasze spotkanie, widzę, że tęskniła. Bawimy się razem, wybieramy się w jakieś fajne miejsca, aby nie nudziło jej się, razem gotujemy, pieczemy, jest naprawdę super. Wtedy jednak odpisuje na smsy ojca i odbiera od niego telefony. Próbowałam z nią rozmawiać z czego to wynika, ale nie umiała mi tego racjonalnie wytłumaczyć. Twierdzi, że nie ma czasu na odpisywanie na moje smsy i odbieranie ode mnie telefonów. Żeby było jasne to są 2-3 smsy dziennie i jeden telefon raz na kilka dni. Córka chodzi na spotkania ze szkolnym psychologiem, bo widzę jak mocno jest zagubiona w całej tej sytuacji. Od psychologa szkolnego usłyszałam, że powinnam bardziej zabiegać o kontakty z córką. Dlatego też pisze i dzwonię, jednak w 99% przypadków zostaje to bez odpowiedzi. Mój były mąż nie pomaga mi w zaistniałej sytuacji. Twierdzi, że widocznie jestem kiepska matka skoro córka nie chcę mieć ze mną kontaktu. Ją natomiast utwierdza w przekonaniu, że od dnia kiedy skończyła 10 lat jak nie chce to nie musi ze mną utrzymywać kontaktu. Staram się nie wierzyć w słowa byłego męża, nie poddaje się i wypisuje te smsy i wydzwaniam, powoli jednak tracę na to ochotę. Nie wiem co mam robić w tej sytuacji, czy próbować mimo wszystko dalej czy odpuścić, jednak wiem, że wtedy nie umiałabym spojrzeć sobie w oczy. Nie chcę żeby czuła się porzucona przeze mnie, zapewniam ją o swoich uczuciach i tęsknocie do niej jednak to wszystko na nic. Dodam jeszcze, że córka bardzo jest przywiązana do nowej partnerki ojca i w mojej ocenie woli spędzać czas z nią niż ze mną, choć nigdy nie słyszałam by kiedykolwiek razem się w coś bawiły. Kocham ją z całego serca i chciałabym mieć ją tylko dla siebie. Wiem, że to niemożliwe, dlatego chciałbym, aby ta opieką nad nią rzeczywiście była sprawowana po połowie. Boję się złożyć wniosek do sądu o uregulowanie kontaktów z córką, bo wiem że były mąż będzie mówił córce, że zmuszam ją do kontaktu ze mną. Naprawdę nie wiem już co mam robić . Proszę o jakąś poradę.
  18. Witam. Potrzebuję porady w kwestii radzenia sobie z natłokiem myśli i niemożnością cieszenia się ze zmian. W skrócie. Mam 30 lat, w związku z moim partnerem 10 lat z paroma przerwami. Mamy 3 letniego syna. Rozstania zawsze wychodziły z mojej strony ponieważ nie wytrzymywalam presji ze wszystko jest na mojej glowie (rachunki, dom, pozniej opiema nad dzieckiem). On zawsze mial problem z odpowiedzialnoscia i przed ostatnim rozstaniem stracilismy wobec siebie wszystko. Nie bylismy ze soba pol roku, widywalismy sie ze wzgledu na dziecko, czasem udawalo nam sie dogadac. I nagle cos sie zmienilo. On sie zmienil. Zupelnie powaznie zaczal o nas dbac, rozmawiac ze mna o nas. I dalej to trwa, powoli wracamy do siebie. Powinnam byc szczesliwa, bo w koncu zaszla w nim szczera zmiana. Ale nie potrafie. Wiem ze jakis czas spotykal sie z mlodsza, atrakcyjna dziewczyna. Nie bylo to nic powaznego, po prostu spedzanie czasu, seks. Zerwal z nia calkowicie kontakt i wiem, ze o niej nie mysli. Ale ja mysle. Sama sie katuje, przegladam jej profil na fb, placze bo w sekundzie czuje sie zdradzona. Chociaz nie mam prawa miec pretensji, bo nie bylismy razem. Boje sie, ze tym razem to ja zepsuje to co jest od wielu lat na prawdziwie dobrej drodze do stworzenia rodziny. Co robic? Jak wbic sobie do glowy ze co bylo to bylo, teraz jest ze mna i co raz lepiej sie dogadujemy? Jestem wykonczona... I widze, ze jego tez zaczynaja powoli draznic moje bezsensowne aluzje, obsesja kontroli tego co robi. Chociaz przekonalam sie, ze mnie nie oklamuje i stara sie znosic i zrozumiec moje emocje.
  19. Witam. Mam na imię Karolina i mam 20 lat. Mieszkam razem z mama i jej partnerem.Nasze relacje są dobre. Wszyscy się naprawdę dobrze dogadujemy. Nigdy nie miałam problemu żeby pogadac mama na rozmaite tematy. Lecz moim jedynym problem jest to, że muszę się mamy o wszystko pytać. Jestem pełnoletnia i wydaje mi się że nie powinno to tak wyglądać. Każde wyjście na imprezę, na noc do koleżanki, wyjazd na wycieczkę musi być przez nią zaakceptowane. A w większości przypadków stwierdza że jej się to nie podoba i mi nie pozwala. Mamy teraz czas kwarantanny i żebym ani ja ani mój chłopak nie musieli jeździć w te i z powrotem zaproponowałam jej czy mogłabym pojechać do niego na noc albo on do nas. Usłyszałam odpowiedź że 'Co wy małżeństwo jesteście żeby spać razem? Nie ma opcji o żadnym noclegu" Stąd moje pytanie. Jak pogadać z mama i wytłumaczyć jej że jestem osobą pełnoletnią i to ja powinnam decydować o swoim życiu nie ona? Jestem osobą ułożoną, porządną, bez nałogów. Nigdy nie sprawiałam mamie problemów wychowawczych.
  20. Dzień dobry, Mam 22 lata, jestem z chłopakiem ponad rok, znamy się paręnaście lat. Z jednej strony jest bardzo fajnie-jestesmy względem siebie bardzo szczerzy, o wszystkim otwarcie rozmawiamy, to jest super i bardzo ważne dla mnie. Jednakże często jego zachowania mnie irytują, wiem czasem że to nadmierna reakcja. Obrzydza mnie sposób w jaki on robi niektóre rzeczy-np. To że zawsze (dosłownie zawsze) ubrudzi się jak je-jak dziecko... Czasem naprawdę nie mogę na to patrzeć. Ogólnie w towarzystwie czasem mam chęć powiedzieć mu coś niemiłego (ogólnie lekko się wstydzę czasem jego zachowań w towarzystwie, bo czasem mówi rzeczy, które wprawiają innych w niezręczność), dosyć często w towarzystwie jest między nami taka napięta atmosfera (trochę jakbyśmy rywalizowali). Czy to oznacza, że nie pasujemy do siebie? Ostatnio po jakimś miesiącu niewidzenia się w końcu się spotkaliśmy i irytacja w jednej, głupiej sytuacji od razu się pojawiła z mojej strony (jego chyba też). Nie wiem o co chodzi. Większość czasu jest normalnie, ale czasem (wydaje mi się, że nawet całkiem często, za często) mała rzecz od razu wzbudza naszą irytację, w towarzystwie również. Skąd ta "rywalizacja" i szybka irytacja? to chyba nie jesy zbyt zdrowe. Z innymi ludźmi nie mam aż tak
  21. Witam serdecznie, Jestem zakochana w facecie bez wzajemności prawie 13 lat. Z mojej strony prócz pociągu są też uczucia które są nieodwzajemnione 😢. Ciągle piszę do niego on raz odpisze raz nie. Czuję że mu się nie podobam.. Może ja niszczę tą relację przez to że jestem zaborcza, ciągle piszę do niego ale robię to dlatego bo nie chcę żeby Nasza znajomość się skończyła. Proszę o pomoc. Nie wiem jak sobie z tym poradzić.
  22. Jestem 35 letnią mężatką. Wyszłam za mąż w wieku 20 lat. Po 15 latach małżeństwa myślę że w tak młodym wieku nie wiedziałam do końca czego chce. Główną motywacją do małżeństwa była wtedy ciąża. Od początku nie byłam pewna uczucia do swojego męża, miałam wątpliwości, ale tak naprawdę nie wiedziałam co to jest miłość raczej dlatego myślałam że tak ma być. Jak rozstaliśmy sie przed zawarciem małżeństwa to cierpiałam, to też poniekąd stwierdziło mnie w tym Że coś jednak czuje do niego, chociaż nie wiem czy to nie było coś innego, strach przed samotnością. Kilkakrotnie podczas małżeństwa mieliśmy sytuacje ze dochodzilsmy do wniosku że powinniśmy się rozstać, jednak wtedy mimo że nie okazywalam uczuc to szukalam w sobie motywacji i próbowałam walczyć dla syna, bo nie chciałam żeby cierpiał z powodu rozwodu i tez bałam się zmiany, nie byłam gotowa na to. Ostatnie dwa lata byly lepsze, mąż pomógł mi bardzo w chwilach ciężkich gdy bylam chora, to spowodowało ze spojrzałam na niego inaczej, chcialam zeby bylo dobrze. Jednak to nie trwało dlugo, mysli o tym ze jednak to nie to, również takie które wracały zawsze ze brakuje mi lat młodości ktorej nie przeżyłam, nie doświadczyłam wielu rzeczy, nie miałam innych związków, nawet innych partnerów seksualnych spowodowały ze zaczęłam szukać tego czego mi brakowało. Zaczęłam spotykać się z młodym chłopakiem, którym zafascynowana sie, myślę że zakochałam się. Jednak ten związek nie miał szans, nie wyszło z tego nic wiecej choć bardzo bym chciala. Teraz myślę że bycie z mężem tymbardziej nie ma sensu, czuje konflikt wewnętrzny. Tymbardziej czuje że moje małżeństwo nie ma już sensu, że mogę zakochac sie i byc tego pewna, z mężem nigdy nie miałam takiej pewności. Nie wiem czy powinnam odejść od niego. Z jednej strony boje sie nowej sytuacji ale z drugiej wiem juz ze to raczej nie ma sensu. Chyba ze to jakaś iluzja wytworzona przeze mnie. Prosze o obiektywną ocenę tej sytuacji i poradę.
  23. Witam, mam 33 lata, jestem mężatką od 10 lat mamy 3 dzieci i czwarte w drodze. Rok temu mąż dowiedział się o tym, że miałam romans z kierownikiem w pracy, gdy się dowiedział postanowił, że zostanie, chciał znać wszystkie szczegóły tej mojej relacji twierdząc że tak poradzi sobie z tym żeby to zrozumieć i mi wybaczyć. Ja bardzo żałowałam tego co zrobiłam dlatego postanowiłam walczyć o męża ze wszystkich sił. Nie wiem co mną w tedy kierowało, teraz jak o tym myślę, to nigdy nie zrobiłabym tego jeszcze raz, chce być z mężem i tworzyć rodzinę. Rok mija odkąd mąż wie, jesteśmy razem, potrafimy żyć normalnie - tak myślę bo większość czasu spędzamy w zgodzie, wyjeżdżamy, pracujemy w ogrodzie, bawimy się z dziećmi (tak jest kolo 3tyg w miesiącu) a potem nagle mąż znowu zaczyna mi wyrzucać to co zrobiłam, mówić do mnie szmato i dziwko, twierdząc że zawsze taka będę, że to zawsze będzie w nim siedzieć, że nigdy nie zapomni a ja w jego oczach zawsze będę nikim. Ponadto twierdzi że ma prawo ciągle pytać o szczegóły tego co robiłam, choć zna je już. Teraz po roku czasu zaczęłam się buntować, wiem że go bardzo skrzywdziłam i że podłe się zachowałam, chciałabym to napraei, ale już nie chce o.tym mówić o wydaje mi się że jak mąż postanowił ze mną być pomimo to co zrobiłam to mam prawo walczyć o równość w godności z nim. On twierdzi że ma prawo ciągle do tego wracać i ciągle mnie oskarżać. Kto ma rację? Prosze o radę
  24. Dzień dobry. Mam 45 lat. Mieszkam z mamą, która ma 68 lat. Moja mama wyjeżdża do Niemiec do opieki. W związku z tym wyjazdami,mama zwraca mi uwagę, że tak się nie robi, bo jej Pani by mi zwróciła uwagę, ale sama robi tak jak się jej podoba. Gdy ja jej zwrócę uwagę,np. że koszuli nocnej je śniadanie, a w Niemczech, się ubierze, odpowiada, że nie jest w Niemczech i może tak jeść. Innym razem jak powtórzę mamie jej słowa, to mówi, że jestem zgryźliwa. Przyjeżdża do mnie chłopak i mama mi mówi, co mam robić : zrób mu śniadanie. połóż ciastka na talerzyk, itp. Chciała bym poznać wasze zdanie, co o tym sądzicie?
  25. Witam, jest to dla mnie bardz trudny temat, nie wiem nawet od czego zacząć i pierwszy raz opowiadam swoją historie komuś. Mam 20 lat i mieszkam z rodzicami (którzy również mnie utrzymują). Mój problem polega na tym, że robie wszystko, by zaimponować swoim rodzicom. Poszłam na studia, które chcą, wybrałam chłopaka, który im się bardziej podobał, by byli ze mnie dumni, ale wiem, że cokolwiek nie zrobię, to i tak w końcu się potknę i znów wszystko zrujnuje. Potknę czyli: zapomnę wyjąc zmywarki, nie zdam egzaminu, wrócę za późno do domu. Mam niedługo 21 lat i brak życia towarzyskiego. Nie chodzę na imprezy, bo moi rodzice tego nie akceptują (uważają, że dziewczyna powinna wracać jak jest jasno (wcześnie) jeszcze (czyli max 20). Z tego powody nie mam znajomych ani przyjaciół praktycznie wcale (większość ludzi spotyka się wieczorami). Z domu wychodzę raz w tygodniu do chłopaka. Bardzo chciałabym ściąć włosy, ale nie mogę, bo mama mi nie pozwala, chce wyjechać z chłopkiem na wyjazd chociaż 1 dniowy nad morze nie mogę. I zawsze przy tym jest kłótnia. Ja się nie odzywam, ale wystarczy, że wspomnę o czymś, coś zrobię nie tak, to jestem wyzywana od dziwek, idiotek i innych takich. Nie raz zostałam uderzona w twarz, zepchnięta ze schodów, skopana. Często nie mam na nic siły, nie chce mi się żyć. Bardzo często płacze a momentami nawet na to nie mam sił. Czasami jest dobrze, nawet z nimi porozmawiam...Ale większość czasu czuje się jak „gówno”. Głównie chodzi o moją mamę. Tata jest w porządku, mimo tego, że wszystkich na około uważa za idiotów (może dlatego, że wiele w życiu osiągnął swoimi siłami), to rozmawia ze mną normalnie. To ona sprawia, że wciąż czuje się źle. Często jak wracam do domu mam napady paniki, bóle nerwicowe. Co chwile pytam się jej „czy wszystko ok”, bo boje się, że znów coś będzie nie tak. Chciałabym zacząć normalnie żyć. Chciałabym mieć wizje na siebie i żyć swoim życiem. Może brzmię jak zbuntowana nastolatka, ale ja naprawdę mam już dosyć. Wiem, że dopóki się nie wyprowadzę to nic się nie zmieni, ale czy to rzeczywiście jedyne wyjście? Próbowałam rozmawiać, uważają, że wszystko im zawdzięczam, bo mnie utrzymują, płacą za studia i „inne dzieci tez nie wychodzą tylko się uczą całymi dniami i pomagają rodzicom”....Ale ile ja mam lat...Co mam zrobić? Ta relacja w domu (która ciągnie się od najmłodszych lat, mówiono mi, ze nie mam talentu, że inne osoby sà zdolne ale za mnie muszą robić wszystko oni, mimo, że moi przyjaciele mówili mi, że mam talent to rysunku). Nie wiem, czego oczekuje, ale może ktoś mnie chociaż zrozumie tutaj

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.