Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'toksyczni-ludzie'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 173 wyników

  1. Witam. Moja historia długa dość... Mam 35 lat, jestem od 10 lat mężatką. Przed ślubem mieliśmy raz rozstanie, potem się znów zeszliśmy. Miał być taki dobry, nie skrzywdzić mnie, stać za mną murem. Były sygnały tzn.intuicyjnie czułam, że może to nie jest dobry kandydat...ale przecież on mnie kochał, a ja miałam dość huśtawek emocjonalnych i złamanego serca. Chciałam spróbować podejść do związku inaczej, rozsądniej. Nie był emocjonalny, był raczej skryty, spokojny, opanowany no i mnie kochał. Spotykałam się z nim długo zanim pokochałam, zanim mieliśmy swój "pierwszy raz". Niestety przyszły mąż nie był idealny, ale nie chciałam wyjść na wybredną babę tym bardziej, że przecież miłość jest tylko w filmach (a ja o takiej marzyłam). Bywałam też zaborcza i robiłam kłótnie gdy on mnie okłamał np z paleniem papierosów. Niby nic a dla mnie działało jakbym miała się rozsypać...bo obiecał, że nie będzie palić. To tylko przykład. Zawsze wybaczałam i wierzyłam, że się zmieni. Tak bardzo nie chciałam być sama, tym bardziej, że on w oczach wszystkich taki cudny, wierzyłam, ze mnie kocha. A ja jego. Był ślub...wprowadziłam się do domu jego rodziców. Bo duży, a u mnie miejsca brak. Bo mama cudowna i wtrącać sie nie będzie bo sie nimi nie interesuje. Szybko okazało się, że teściowa pije - dużo pije. Udawałam, że nie widzę, ale zaczęły się podsłuchiwania, kontrole, sprawdzanie garnków (niby wpadała zobaczyć co dobrego gotuję, a potem obmawiała mnie, a ja myślałam że w dobrej wierze przychodzi, pochwalić szczerze), wyzwiska, kłamstwa, nachodzenie podczas nieobecności męża. Mąż kilka razy próbował z nią i teściem rozmawiać, potem było tak, że sam po piwie z nimi wojny prowadził niby by mnie chronić. Z czasem nic nie pomagało...gdy mówiła, że mnie wyzywała, ze wydzwaniała do moich rodziców z oskarżeniami, że sypiam ze swym ojcem (tata był sparaliżowany) to nie słyszałam nic jak tylko, że ona taka jest i nic z tym nie zrobię. Kilka razy się pakowałam - zawsze mnie wyzywał od wariatek, że rozwalam ich dom. Jestem emocjonalna wiem, nawet bardzo...z czasem z bezsilności krzyczałam, wtedy dopiero wyzywana od wariatów byłam. Nie miałam wsparcia, bezpieczeństwa, zawsze trzeba było udawać... popadłam w depresję, wdałam się w romans...na chwile odżyłam. Wiem - źle zrobiłam, ale ja wpadłam jak w jakiś nałóg, który dawał mi sens, że jeszcze istnieję . Po tym mąż się zmienił - ale piwa nadal w domu były choć przestałam się o to kłócić. Nie siedział po piwnicy, był w domu, jeździliśmy wszędzie, ale tez było wino, piwo itp. Niby normalne ale nienormalne. Zaufałam mu. Zdecydowaliśmy się na 2 dziecko. Po tym jak mnie raz wyzwał jak kiedyś, chciałam zapomnieć o dziecku...okazało się, że było za późno. 2 ciażę zostałam sama. Bez wsparcia, spokoju, sama, zapłakana i zrezygnowana. Mąż co wieczór w piwnicy przy piwie/. Niby tylko 2...ale wiem, że było więcej. Do dziś tak jest...czasem do domu przyjdzie ma 1 piwo, a potem znika w piwnicy bo ma kolejne. Odbija mi się to na nerwach, na dzieciach. Uważa, że to ze mną jest źle a on jest w porządku. Na zewnątrz ideał...każdy go ma za fajnego męża i ojca. Zalety? pomoże w domu, czasem jest przy dzieciach, czasem zrobi zakupy...ale nie ma dnia żebym miała pewność, czy czasem nie pił już piwa. Bo faceci pija jego zdaniem. Owszem - ale w normalnej ilości i są w domu a nie w piwnicy. Po powrocie ze szpitala z córką, która się urodziła zrobił zupę i znikł...wrócił wypity. Ze szczęścia. Nie umiem...nie umiem mu wybaczyć. Ciągle zawodzi. Ja stałam się kimś kim nigdy nie chciałam być. Mamą na tabletkach uspakajających, płaczącą, zawiedzioną i nie kochającą siebie. A swoją wartość uzależniam od niego. Cały czas mi wbija, że to moja wina wszystko... wiem, że potrafię być okropna, ale staję się taka jak widzę, że znów kłamie. Że znów zawiódł. Popadam potem w depresję, moje myśli krążą tylko wokół niego z pytaniami dlaczego? nie umiem się skupić na dzieciach, pracy...na drodze. Być może jestem tą kobietą kochającą za bardzo... mam za sobą już bulimie 15 lat temu, terapię... co jeszcze? Czasem modlę się by to wszystko sie skończyło. Nie potrafię stworzyć domu. Chciałam, on też mi obiecywał dom pełen miłości ..że nie będzie pił jak mama, że nie będzie siedział w piwnicy jak tata... A teraz jestem dla niego wariatką, psychiczną głupią babą, popier...ą, idiotką itp. Ale z piwnic choćby dla dobra dzieci nie zrezygnuje. A ja naciskam i dalej próbuje tłumaczyć i mieć nadzieję. Moja starsza ccórka to widzi wszystko. Martwię sie o nią, że będzie kiedyś tak cierpieć jak ja. Nie ma spokojnego domu. A ja walczyć chciałam z wiatrakami czyli z alkoholizmem teściowej, z mężem...chyba z wszystkimi wokół. Próbowałam wszystkiego żeby udowodnić, że zasługuję na miłość, że jestem dobra. Uśmiechałam się choć serce krwawiło i dusiłam się. Co nie zrobię to zawsze moja wina. Ciągle słyszę, że wszyscy mnie przeciwstawiaja...
  2. Jak rozpoznać uzależnienie emocjonalne od partnera? Po czym poznać, że to nie jest miłość, a uzależnienie emocjonalne lub zakochanie?
  3. Witam. Jestem 20 latkie, w tym roku będę pisał maturę. Od niedawna mamy kota w domu. Jest słodka, lubię ją. Często to ja się nią zajmuję, daje jeść, pić, zmieniam żwirek, czy chociazby poglaskam i sie pobawię. Jednak zauważyłem bardzo dziwne skłonności u siebie. Otóż, gdy kotek był jeszcze mały, bardzo się bał każdego członka rodziny, nie chciał się zbliżyć. Gdy udało mi się poraz pierwszy do niej podejść i ją pogłaskać bylem z siebie calkiem dumny. Oczywiście nie za kazdym razem byla taka chętna na kontakt ze mną. Często uciekała gdzie się tylko da i podczas wlasnie tych ucieczek zauwazylem u siebie taka skłonność. Otóż, poczułem takie bardzo bardzo bardzo silne uczucie, że ja musze tego kota schwytać (używam slowa schywytac a nie zlapac zeby podkreślić jak to wybrzmiewa w mojej głowie). No i próbowałem ją łapać, ona się bała, syczała na mnie, a ja się jeszcze bardziej nakręcałem. Szybko zaczęło być coraz gorzej. Kot lubi mnie, bo wiekszość czasu zachowuje sie normalnie albo nawet na jej korzyść, ale ostatnio widac ze znowu zaczyna sie mnie bać. Starałem się to kontrolować, ale jest to piekielnie trudne. Doszło do czegos takiego, ze jak sie pobawie z kotem to nagle moze mnie to po prostu uderzyc i tylko czekam na moment kiedy bedzie chciala uciec ode mnie z lozka, czy syknie na mnie. (syczenie ustępiło, ale czasami sie zdarzy) Jak wygląda moment, gdy wpadam w "furię"? Łapie kota, zaciskam zebami warge nie czując tego, (bardzo mocno, mialem po tym slady) i mozna powiedzieć, że az sie trzęsę. Do tego czuje się jakbym wpadł w jakiś szał z którego nie ma wyjścia. Jest taki moment, kiedy udaje mi sie otrzasnąć. Wtedy odstawiam kotkę i najczesciej wybiegam do pokoju, klade się na lozko i zaczyna mi doslownie walic serce. Do tego mam ogromne wyrzuty sumienia. Tyle, że na drugi dzień, za dwa, za cztery, czy za tydzień sytuacja sie powtarza i w ten sposob powstaje bledne koło. Ja mam coraz wieksze wyrzuty sumienia, kot sie coraz bardziej boi, a ja jakoby żeruje na tym strachu. Nie chcę być dręczycielem zwierząt, odraża mnie to. Mialem w życiu wiele psów, kota jednego, ale uciekł. Z tym starym kotem się nie dogadywałem, w sensie był strasznie dziki i za bardzo nic oprócz biegania i chowania się nie robił (nie znęcałem się nad nim wtedy, jedynie czasami mnie najzwyczajniej w siebie irytowal czy denerwowal swoim zachowaniem co czasem zaskutkowalo, ze go podniosłem i przytrzymałem, ale nigdy nic wiecej). Psa nigdy nie tknąłem. Nie wiem z czego wynika problem. Moze jakas chęć dominacji? Naprawdę lubie tego kota i sobie powtarzam w głowie, ze ja ją po prostu krzywdzę, ale jest to głuche wołanie.
  4. Witam. Mam 29lat, jestem mamą czwórki dzieci. Pierwsze dziecko mam z poprzedniego związku, gdy poznałam mojego obecnego partnera obiecał się nami opiekować. Na początku było cudownie, po pewnym czasie okazało się że codziennie pije piwo.. Nie jedno ani nie dwa, wiele razy mówiłam że jest uzależniony i powinien się leczyć jednak wtedy robi ze mnie chora wariatke. Średnio raz w tyg mu odbija, tzn wrzeszczy wyzywa mnie, robi problem z niczego, od pewnego czasu go nagrywam, wiele razy chciałam odejść ale grozi że zabierze mi dzieci ze ma znajomości. Wiem że dzieci nie powinny patrzeć na ojca wiecznie z butelka piwa ale jednak to ich ojciec, wiem że ciężko by mi było samej ale on i tak w niczym mi nie pomaga... Jak mam zakończyć to wszystko i się od niego uwolnić? to naprawdę dluuuuga historia
  5. Obecnie jestem studentką na 3 roku studiów. Od dwóch lat spotykam się z pewnym chłopakiem na którym mi zależy i coś do niego czuje. Od widuje się ze mną i pisze tylko wtedy kiedy jest pod wpływem alkoholu i ma ochotę na seks. Po za tym zdarza mi się do mnie napisać żeby porozmawiać ale bardzo rzadko. Chciałabym żeby z tej znajomosci zrodziło się coś więcej. Cały czas robi mi nadzieje ze coś z tego będzie tylko w tym momencie on jest zablokowany na nowy związek. Ja już mam dość bo nie potrafię skończyć tej relacji a po każdym spotkaniu czuje się okropnie bo potem się całkowicie przestaje odzywać. Nie potrafię sobie sama z tym poradzić i się od niego uwolnić. Próbowałam już wszystkiego najdłużej udało mi się na miesiąc ale on wraca i robi mi okropny mętlik w głowie. Nie radzę sobie z tym i zaczynam nienawidzić siebie samej za to że nie uczę się na błędach i mimo tego co sobie obiecuje nie kończę tej znajomosci. Kompletnie nie radzę sobie z uczuciami do niego i nie wiem co zrobić w takiej sytuacji i jak z tego wyjść. Rozmawiałam z nim wiele razy na ten temat i nic z tego nie wynikło ciagle jest to samo.
  6. Dzień dobry. Zaczne może według wskazówek - mam 18 lat i nie potrafie sobie poradzić z samą sobą, dlatego trafiłam tutaj. W mojej głowie panuje śmietnik myśli, dlatego jestem pewna, że to wszystko co napisze będzie poplątane i niezrozumiałe, ale nawet jeśli nie uzyskam odpowiedzi, myślę, że po wyrzuceniu tego z siebie poczuje sie choć troche lżej. Zaczne może od domu, w nim nigdy nie było idealnie. Rodzice rozwiedli sie, gdy uczęszczałam do wczesnej podstawówki i od tamtego czasu taty nie ma w moim, ani w rodzeństwa życiu, nie interesuje sie nami. Z początku nie wadziło mi to jakoś bardzo, bo jak wiadomo, byłam dzieckiem, może niezupełnie rozumiałam tego co sie dzieje. Teraz jednak brakuje mi wszelkiej bliskości rodzicielskiej, przytulenia, zapewnienia, że jestem ważna czy zwykłej rozmowy. Z mamą nigdy nie miałam dobrych kontaktów. Mam wrażenie, że jestem dla niej problemem. Nie ma dnia kiedy nie miałaby do mnie o coś pretensji, nie moge zwyczajnie usiąść i z nią porozmawiać, a na zwykłe pytanie w odpowiedzi zwrotnej dostaje krzyk, którego nie moge już słuchać. Niejednokrotnie próbowałam przekazać, że czuje sie źle i potrzebuje pomocy specjalisty, kończyło sie na słowach, że za jakiś czas zapisze mnie na wizyte jednak to nigdy nie nastąpiło. Wiem, że moge zrobić to już sama, ale nie potrafie wykonać pierwszego kroku. Zawsze miałam potrzebe bycia idealną, dotarłam do takiego momentu gdzie krytykuje sie za wszystko i nie umiem znaleźć w sobie czegoś dobrego. Uważam sie za złego człowieka, bo sprawianie innym przykrości zaczęło przynosić mi chwilową radość. Kilka dni temu straciłam jedną z najważniejszych osób w moim życiu, która tak naprawde potrafiła zabrać ode mnie złe myśli, wstawanie i zasypianie było łatwiejsze, mogłam nazwać sie najszczęśliwszą osobą na świecie, mimo, że znam ją przez internet, a spotkałyśmy sie tylko raz. Doszłam do wniosku, że nie potrafie utrzymać zdrowej relacji, polegają one na ciaglym ranieniu sie, czego tak bardzo nie chce, ale jest to silniejsze ode mnie. W rzeczywistości nie potrafie sie odnaleźć, będąc zdaną sama na siebie, bo zawieranie znajomości sprawia mi trudność. Mam bardzo niską samoocene przez co od połowy 2018 roku zmagam sie z zaburzeniami odżywiania. Nie mam w sobie odwagi, by odjeść, ale coraz częściej o tym myśle. Nie mam już niczego i naprawdę sobie nie radze, z dnia na dzień coraz mniej wierze, że zaczne normalnie jeść, wychodzić ze znajomymi, nie patrzeć na siebie z nienawiścią czy to, że po prostu będę mogła szczerze przyznać, że jestem szczęśliwa.
  7. Witam serdecznie, proszę o poradę ponieważ nie wiem jak tłumaczyć dziecku toksyczny związek lub jak jej wytłumaczyć rozstanie z partnerem ponieważ wszystko do tego prowadzi i w końcu ono nastąpi. 1. Moj problem rozstania Mam 37 lat i samotnie wychowywwalam córkę, rozeszlam się z jej ojcem przez jego nadużywanie narkotyków jak córka miała 10 miesiecy. Ojciec dziecka zamiast się podjąć terapii i naprawić coś zaczął nas coraz bardziej unikac I było mu to na rękę. Po ukonczonym roczku córki przestaliśmy się całkowicie widywać ponieważ na ostatniej wizycie u nas nas okradł. Do dziś od 5 latvsie nie widzieliśmy. Nie zapłacił nigdy alimentów i sąd nie umie od niego nic wyegzekwować. Córka nie pamięta taty czasem o niego pytała czemu inne dzieci mają tatusiów A ona nie. Zawsze tłumaczyłam prawdę że ma Tatę ale rodzice nie mogą mieszkać razem I czasem tak jest że niektórzy mieszkają raz z mamą lub Tata lub razem. Tłumaczyłam że m wspaniała rodzinę i moją rodzina robibwszsytko by córka czuła się że ma najlepsza rodzinę. 2. Nowy partner Problem pojawił się jak poznałam nowego partnera . Jako osoba samotna która miała rodziców którzy się całe życie klocili sie i rozwiedli sie marzyłam o rodzinie, o jedności o partnerstwie. Zawsze to było moje największe marzenie mieć kochającą się rodzinę ibtaka zapewnić mojemu dziecku. Zjawił się mężczyzna poznany przez Internet przez znajomych. Po trzech latach samotności i niefortunnych 3 randek wpuscilam go do naszego życia jak idiotka z marszu. Przyjechał jako zraniony i zdradzony przez Zone rozwodnik który o niczym innym nie marzy jak o rodzinie. Moje dziecko od razu było wniebowziete jak zaczęliśmy się spotykać ponieważ nie znała relacji z mężczyznami oprócz z dziadkiem A w mężczyzn była opatrzona jak w obrazek z tęsknoty za kontaktaktem z nieznanym Tata. Mój nowy partner omotal mnie obietnicami rodziny, odrazu cchcial wejsc w zycie pelna para razem moeszkac wieszac wspolne zdjecia, wspolny profil itd. Wiec zaczelismy tworzyc "rodzine " . Jak mowilam ze za szybko mowil ze nie bedzie czekał że był zdradzony I albo w lewo albo w prawo albo nigdy nie będę mieć rodziny jak jestem jakaś niepewna. 3. związek toksyczny Z czasem zamieszkalismy razem . Od początku przejawial oznaki zazdrości I agresji jednak ja byłam omotana tym że moje dziecko go pokochalo. Ataki zazdrości wzmożone po alkoholu zaczęły budzić mój niepokój jak byłam wysuwaną za korzystanie z tele w nocy jako ladacznica itd rano jakby nigdy nic. Potem rozliczanie z czasu, nawet powrót dłuższy z pracy prze sklep razwm z dzieckiem był jasno nazywany możliwością szukania szczęścia czyli zdrady. Później wyszło że alkochol naduzywa chowa butelki kłamie co do picia i ma mega długi które sama odkryłam i luzackie podejcie do splacania. Swoje nieliczne kontakty z córką tłumaczył winna zony że to ona go zdradziła i rozwaliła rodzinę . Ja zobrazowalam mu to że jest zły że zapomniał o własnym dziecku A mieliśmy wszyscy być rodzina. Zobrazowalam mu problem jego długów i tragicznej sytuacji na przyszłe zycie i problem jego nałogu który tak pięknie ukrywał przez pierwszy prawie rok. Ataki zazdrości wzmożone po alkoholu,, każde wyjście brak zaufania, każde oddzielne wyjazdy moje z córką to sytuacja do zdrady. Wtedy często pije i następnego dnia nie idzie do pracy. Nie ważne gdzie jestem i z kim cZYbwysylam zdjęcia dzwonię nie wierzy am swój film..ja robię swoje. Następnego dnia najlepiej żeby gracze nie było rozmowy. Jednak jestem buntowniczka, agresorka drąże az do wyjasnienia sprawy i przyczyny co miało skutki katastrofalne. Ja draze on nie ma we mnie kobiety tylko przyłącza więc często pije. Jak jest dobrze ostatnio też sobie łyka. Najgorsze że toksycznosc jest tak straszna że nie potrafimy rozmawiać. Każda sytuacja w samotności kończy się tym samym każde wyjście randka wspólna tym samym on coś pomyśli źle odbierze mnie ja coś do walę i jest wojna na ublizanie nienawiść straszenia itd Potem przy dziecku jakoś się normowalo. Było kilka rozstan jak mi prawie siła kazał przyznać się do zdrady . Wtedy tydzień pił wyszła jego zdrada .Jednak ja głupia wybaczylam bo szły święta. Potem udzwignelam to ze sama bede musiala myslec o przyszlosci a moj pan przynosi grosze do domu bo ppzajmowsli mu pol pensji komornicy. Udzwignelam dajac sznase na obietnice zmiany nowej pracy. Jednak ponieważ jestem tydzień w tydzień oklamywana że nie będzie popijal w tyg nie umiem panować nad emocjami. Wybuchła przy dziecku bo facet śmieje mi się w twarz że niwspozywal A wiem ze spisywał. Bo zawsze jak lyknie walnie jakaś głupotę idź popisz z tym lub idź do innego. Dziecko moje kocha ale do mnie nie ma żadnego szacunku no chyba że się nie odzywam lub zwazam nA słowa bo jak to nazywam po imieniu już jest źle bo niema słodkości w związku. 4. Co robić Błagam o pomoc co robić wiem że alkocholu I nałogów nie zaakceptuje. Pomimo wyzwisk i ublizania zgodził się iść na terapię dla par A kiedyś podjął dla alkoholików Ale stwierdził że to nie dla niego. Jak nie pije i pracuje było ok gdyby nie wybuchy zazdrości. Ale teraz już wiem że on sięga po alkochol nałogowo wcześniej się ludzialm. Po roku dalej robi jazdy o nic. Moja nowa praca też jest zagrożeniem. W każdym bądź razie moją córeczka to pokochała ciągle pyta gdzie jest wujek kiedy wróci że jesteśmy rodzina ...zaczęłam ja przygotowywać że wujek wyjedzie może do pracy daleko. Dziecko złamało się i ja też. Co ma robić jak ja przygotować do rozstania pyta czy znajdę jej nowego tatę i dlaczego nie możemy pojechać do prawdziwego taty. Oszaleje był narkomani teraz alkocholik. Ale moje dziecko nie moze cierpiev. Co mam jej powiedziec ze straci pierwszego mezczyzne w swoim zyciu. Wiadomo ze on jhz nigdy nie bedzie w naszym zyciu jak sie rozejdziemy. Czy na niej sie to zle nie odbije ze stracila tata, wujka? Juz pyta kiedy znajde jej Tate blagam co robic? Co mowic ? Raz widIala milosc raz bylismy rodzina raz klotnie ...co za obraz jej stworzylam zwiazku...ninawidze sie za to i za moje wybuchy...ze powinnam nie wpuszczac nikogo tak szybko do domu...prosze o pomoc co mowic corce
  8. Z tej strony Alicja mam 23 lata i od 19 r. ż. do teraz byłam z facetem, który w pełni mnie akceptował, moją przeszłość i moje problemy. Jestem DDA. Związek ten dawał mi siłę i motywacje do życia, mimo, że nie było idealnie. Zawsze się dobrze dogadywaliśmy i czuliśmy w swoim towarzystwie. On miał prace w domu sam był sobie szefem i pracował zazwyczaj wieczorami. Ja na etacie i zaocznie studiowałam/ uczyłam się. Dużo mnie nie było i tak się od siebie odsuwaliśmy. W pracy było ciężko do tego nauka i obowiązki domowe, których on się nigdy nie podejmował. Do tego doszły na rok przed końcem związku pieski. Jednocześnie też chodziłam na terapie i ostatni rok miałam przerwe. Ciągle słyszałam, że go nie wspieram i kiedy ja potrzebowałam od niego wsparcie dostawałam ogrom zadań czy próśb od niego, a w efekcie kłótnie. Zaparałam się, że nie chce życia jak moi rodzice i chce teraz przycisnąć by wieść lepsze życie. On też miał problemy, ale nie chciał o nich mówić. Doszło do tego, że ja ciągle czegoś chciałam, oczekiwałam i się wkurzałam że nie dostaje. Gdy pojawiły się pieski narosło mi obowiązków, ale miłość wzrosła między nami. Tak się mijaliśmy i nie planowaliśmy za wiele. Wakacje nas omijały jedne po drugich i czasami na jakiś wypad udało się nam wyskoczyć. Dodam, że po około 9 miesiącach związku zamieszkaliśmy razem. Sytuacja losowa sprawiła, że musieliśmy wprowadzić się do jego mamy i tam wychodził z niego demon, którego nie widziałam do tej pory. Czepiał się o wszystko np. że to nie ja jemu drzwi otworzyłam tylko jego siostra. On w tym czasie brał testosteron i szykował się do walki MMA. Pewnego dnia poszliśmy na kawe i tam zaczął tą rozmowe o końcu związku czy bardziej o przerwie. Powodem było to, że mamy inne cele i siebie ranimy. On chciał kariery ja stabilnego życia rodzinnego. Bolało mnie, że wyjeżdża czy na jego teledyskach są laski, że pali marichuanę. Mimo, że mentalnie dawał mi ogrom miłości, wsparcia. Wtedy przyznał mi się, że ma mnie już dość, że miał pół roku temu zaplanowaną zdradę (ostatecznie tego nie zrobił). Przerosło mnie to wszystko, mówił, że to przeze mnie się rozstajemy, że go zaniedbywałam, że ma mnie dość. Wróciłam do mamy... nie chciałam tam nigdy w życiu wracać. Widzieliśmy się pare razy pogadać i na sex po rozstaniu, ale nie mogliśmy dojść do żadnych wniosków i się dogadać. On w tym czasie imprezował, mnie to wszystko tak bolało, że tylko leżałam i płakałam.. Mówił o naprawianiu relacji i ciągle stawiał jakieś warunki, jednocześnie podkreślając, że to tylko przyjaźń i on nie chce związku. Bolało mnie to strasznie i się odcięłam od niego. Śniło mi się, że spał z inna kobietą i zadzwoniłam zapytać o to. Potwierdził i parszywie odpowiedział "nie miałaś już wcześniej takiego przeczucia, ja już z wieloma..," i że ma kogoś, że ona go motywuje, wspiera i robi śniadania do łóżka. Wtedy widział się z nią jeden raz. Przerosło mnie to, że postawił taką znajomość wyżej niż prawie 4-letni związek ze mną.. Pożegnałam się i odcięłam znowu.. Ale zostały pieski, które chciał widywać i pewnego dnia widze na fb wiadomość z grośbą żebym pozwoliła mu się z nimi zobaczyć, bo zgłosi na policji, że je ukradłam. Nie mogłam w to uwierzyć .. ostatecznie dogadaliśmy się z opieką maluszków i pogadaliśmy. Przyjechałam do niego się wypłakać i przytulić .. bardzo mi tego brakowało.. Był sex, którego nie brałam pod uwagę. Te uczucia wszystkie wróciły, on się starał .. ale jest ta laska, ja nie czułam satysfakcji z bliskości bo wiem że on z innymi i to co mówi może być kolejnym kłamstwem.. Zaczął się starać.. ja już nie czuje się przy nim tak jak kiedyś ... nie ufam mu. Bardzo tęsknie za nim i chciałabym być z nim, ale nie umiem być nawet miła .. Mówi, że ze mną mu najlepiej jeśli chodzi o sex i uczucia, ale ja nie wiem co on robi gdy się nie widzimy.. Na samą myśl o tej lasce chce mi się płakać , boli mnie że darzy ją zainteresowaniem. On chce szaleć w życiu, nie chce związku i będzie się do innego miasta przeprowadzać po nowym roku, nie może zostać w naszym ma tu poważne problemy. Dzisiaj zaczęłam myśleć znowu o rzuceniu studiów, by mieć więcej czasu i pieniędzy. Zaczęły mnie one męczyć i wracam na terapie po nowym roku, a studia mi ją trochę zastępowały. Nie chce być w tym mieście bez niego, ani mieszkać z mamą. Wszystko wydaje mi się bez sensu. Nie potrafię przestać o tym myśleć. Przeraża mnie perspektywa życia bez niego a jednocześnie wiem, że nie ufam mu ... Czuje że znowu tak mówi o uczuciach do mnie bo chce mnie mieć w "zapasie". Mówił, że chce się wyszaleć i nie każe mi czekać na niego, ale chciałby się ze mną ożenić i zestarzeć, ale nie teraz... Rani mnie strasznie, a ja nie umiem żyć bez niego. Mamy się spotkać za 3 dni i mi powie "jak to widzi", nas ... Co robić ? nie chce czekać, aż znowu on coś powie, a ja tak zrobie, bo boje się być sama.. Nie wiem czy go kocham .. to już nie to samo .. zawiodłam się bardzo. Boje się, że znowu coś wymyśli.. boje się coś zaproponować, by go nie stracić, a jednocześnie nie wiem czego chce i czy warto .. Dzisiaj gra swój pierwszy koncert, napisałam, że już za nim tęsknie, ale nie odpisał na tą wiadomość, za to na inne tak. Jesteśmy w tym samym wieku i byłam jego pierwszą miłością, on moją największą .. Jak to widzicie ? Kocha ? Czemu tak rani ? Jest sens w to brnąć ? Na czym się powinnam skupić w życiu? PS. Widzę też wiele swoich wad i czuje się bardzo winna
  9. Chcę się przywitać, ale "dzień dobry" nie przechodzi mi przez gardło, bo gdyby taki dobry, nie pisałbym tutaj. Jestem wierzącym i praktykującym katolikiem, mieszkam za granicą, jak co roku, szczególnie od kilku lat, fatalnie znoszę okres przedświąteczny, nie mam ochoty widzieć się z ludźmi, na których jestem skazany w czasie "zjazdów świątecznych" w kraju. Miałbym ochotę spędzać święta wyłącznie w gronie dzieci, żony i mojej mamy, i tylko przez wzgląd na nią wracam jeszcze na święta do kraju. Cała reszta, eufemistycznie pisząc, działa mi na nerwy, święta to czas hipokryzji i testowania wytrzymałości na nią. 1. Mój ojciec, ma ponad 80 lat i pod moją nieobecność, praktycznie cały rok, znęca się psychicznie i czasem fizycznie nad moją matką, ostatnio policja dwa razy interweniowała, a mama ma połamane palce. Ogarnia mnie bezsilność bo nie mogę na odległość nic zrobić. Ojciec nie ma nałogów, jest emerytowanym żołnierzem. Moja mama przechodzi gehennę, ale nie chce wyjechać na stałe z kraju, i źle czułaby się u mnie, jak "piąte koło u wozu" w obecności mojej żony. 2. Rodzina mojej żony, praktycznie cała, rozwiedzeni rodzice żony, mój teść i jego partnerka, teściowa i jej partner, szwagierka i jej partner (kolejny), ciotki, wujowie, wszyscy ideologicznie i politycznie skrajnie ode mnie różni, chętnie w czasie świąt spożywaliby "goloneczkę" (jak w filmie "Rozmowy kontrolowane"), mnożyli prezenty, moczyli nogi na Maderze i śpiewali radzieckie pieśni patriotyczne, zamiast kolęd i łamania opłatkiem. 3. Mój brat, mieszka w kraju, ma dzieci i jest pod ciężkim "pantoflem" swojej żony i teściowej, która o zgrozo z pomocą córki, "wpędziła do grobu" swojego męża, nie pojawiły się nawet na jego pogrzebie, i bez zbędnej zwłoki przystąpiła do szturmu na nowycch partnerów - niczym ofiary modliszki. Obie panie przypominają mi charektorologicznie żonę rybaka z bajki o "Złotej rybce", albo macochę i jej córki z bajki o "Kopciuszku". Obie znane są z polowania na majątki (technika dość skuteczna wabienia starszych panów, rozwody i spadki), chcą więcej i więcej. Już za życia moich rodziców, także ich wypytują kiedy i jaki spadek otrzyma mój brat, i mają wyjątkowy tupet. Moja mama za moją namową dała odpór tym nagabywaniom i powiedziała, że "jeszcze się do grobu nie wybiera". Efekt jest taki, że mój brat całkiem odwrócił się od własnej matki, cały swój czas poświęca żonie i przyklejonej do nich teściowej. Panie siedzą w domu, nie przemęczają się, stołują się prawie codziennie w restauracjach (brata stać, bo tyra na trzy zmiany, jak szalony), wyszukują i uskuteczniają egzotyczne wyjazdy wakacyjne. Brat zapomina zadzwonić w dniu urodzin własnej matki i zupełnie się nie zainteresował gdy walczyła o życie po ciężkim wypadku. W czasie świąt ni stąd ni z owąd przypomniał sobie i planuje podrzucić starszej schorowanej matce dzieci. Czy ja mogę się w tym zakłamanym, toksycznym matriksie czuć zrelaksowany ? Już na samą myśl o wyjeżdzie na święta wśród tych ludzi mam 'rajzefiber'. Zamiast łamać się opłatkiem z ojcem, miałbym ochotę porachować mu kości, zwymyślać brata za jego lekceważący stosunek do własnej matki, i kolokwialnie wypiąć się na 'patchworkową' rodzinę żony, ale wtedy będę miał awanturę do Wielkanocy. A propos, miną te święta przyjdą kolejne. Czuję, że się wypalam. Proszę o radę, jak przetrwać święta. Michał
  10. Witam. Mam problem z partnerem 28 letnim. Mamy 5 miesięcznego synka. Partner jest nim zachwycony, potrafi pałac bardzo duża euforia do synka, do mnie. Ale nagle potrafi się wszystko odmienic i nas nienawidzi, a dokładnie mnie... Najgorzej jak wypije... Nie potrzeba wiele wystarcza 2/3 piwa, i wpada w trans. Pierw potrafi się śmiać zwłaszcza wsrod ludzi, a jak zostajemy w zaciszu domowym po czasie zmienia się w potwora. Choć przy ludziach też się zdarzyło. Zaczyna mnie wyzywać, pluć na mnie, bić... Wtedy wychodzi, zaczyna bardzo dużo pić i wraca w środku nocy dobija się, a ja się go boję. Jego siostry mówiły że kiedyś za ofiary robił swoich rodziców oraz jedną z sióstr... Szukał kogoś słabszego, nad kim ma władzę, wtedy go znizy do samej ziemi, obraża od najgorszych, a na sam koniec mówi, że to ta osoba jest winna. Że on nie zaczął tylko ktoś inny. Ja jestem bardzo zmęczona opieka nad dzieckiem, ponieważ mały jest bardzo wymagający. Zazwyczaj on to rozumie, pomaga mi, ale dziś miał pretensje jak ja mogę być wiecznie zmęczona... Czemu to ja chce spać (mimo że była już 21), zaczął mnie obrażać, wyzywać, pluc, rzucać parowkami które sobie zrobił... Widział że i ja i dziecko płaczemy to jakby to go bardziej rajcowalo, jakby nabieral sił, że znalazł ofiary, że jesteśmy słabsi i nie możemy nic zrobić... Uciekł z domu, bo miała przyjechać jego siostra... Ja nie wiem już czy on jest chory psychicznie, myślałam o rozdwojeniu jaźni, zwłaszcza, że przed tą afera się śmiał i mówił że chce mi się oświadczyć, że chce mieć jeszcze jedno dziecko... Jeżeli to choroba psychiczna to jak nakłonić taka osobę do leczenia? Co zrobić? Jak powiem mojej rodzinie to będą kazali mi od niego odejść, ale on potrafi być bardzo dobry. Czy może to tak alkohol działa? Wystarcza 2 piwa, by przypomniały mu się chwilę jak pił kiedyś ze swoimi znajomymi i może wtedy jemu źle że założył rodzinę i chce do nich wracać? Tylko czemu chwilę wcześniej mówi jak mnie kocha i nasze dziecko... Bardzo proszę o pomoc, czy ma sens być z kimś takim i pomoc jemu z chorobą? Jak to zrobic? Wiem że mój syn nie może się tak wychowywać i być narażony na przemoc i taka sytuacje patologiczna w domu, lecz wiem że dziecku jest potrzebny ojciec i wiem jak oni potrafią się razem bawić, śmiać razem i się przytulać... Ostatnio jak nasz syn się rozchorowal to szybko z pracy wracał by z nami iść do lekarza i nam pomóc w domu. Ogólnie on tak ma że przynajmniej raz w miesiącu jemu coś odbija i zmienia się w potwora kiedyś było to czesciej ponieważ pił sporo... Bardzo proszę o pomoc
  11. Witam . Od 4 lat jestem w toksycznym związku . Gdy poznałam mojego partnera , wiedziałam że ma on żonę. Pokochaliśmy się bezgranicznie. Jednakże przez cały czas byłam zapewniania że weźmie z nią rozwód. Cały czas w kółko powtarzał mi " że jest w trakcie" A ja głupia zaślepiona wierzyłam. Aż do teraz . Minęły przeszło 4 lata a ONA jak była jego żoną, tak jest nią do teraz. On tłumaczy się tym, że ona go szantażuje , że straszy go że zabije siebie i córki ( ma on 2 córki z małżeństwa) A ja do tej pory czekałam, i się nie doczekałam. Nie wiem na prawdę co mam już robić. Cały czas mówi mi że to mnie kocha, że łączą go z nią już tylko dzieci.. Że nie ma już między nimi żadnej więzi.. Od jakiegoś czasu zaczął mnie bardzo źle traktować, ciągle mnie krytykuje, krzyczy na mnie , o każde niepowodzenie, o każdy mały problem obwinia mnie. A sam nie widzi i tak na prawdę chyba nie potrafi pojąć, jakie trudne było dla mnie wytrwania 4 lat w takim "związku". Nie potrafi tego docenić. Rok temu gdy mieliśmy 2 miesięczna przerwę, okazało się że przespał się z żona. I ona zaszła w ciążę. A ja oczywiście mu to wybaczyłam, gdzie on na tą chwilę w ogóle nie patrzy na to że wybaczylam mu zdradę. Najbardziej boli mnie fakt że, gdy jesteśmy razem w domu, to On zamiast spędzić ze mną trochę czasu, to w każdej wolnej chwili ... Nawet ukrywając się, odczytuje od niej wiadomości, odsluchuje od niej wiadomości glosowe . Blokadę na telefon również założył A tłumaczy się tym , iż kiedyś sprawdziłam mu telefon, (przeczytałam jednoznaczną wiadomość) , i on teraz ma uraz do sprawdziania mu telefonu. Logiczne jest to że coś przede mną ukrywa . Nie wiem co mam robić na prawdę, w szczególności że mamy teraz 3 miesięcznego syna. Sama doskonale wiem jak to jest żyć/wychowywać się bez ojca, a jak każda matka nie chce źle dla mojego dziecka. Tylko mój skarb malutki musi patrzeć codziennie na zapłakaną mamę.
  12. Mam 25lat,jestem kobietą. Jestem w związku od 9 lat. Mam wrażenie, że jest ze mną coś nie tak, gdyż kocham swojego narzeczonego, ale ciągle się z nim kłoce, to ja wszczynam awantury, wyzywam go i nie potrafię przestać. Bardzo go kocham. Gdy już emocje opadną to przepraszam go, ale widzę jak na przestrzeni lat on się zmienił. Kiedyś był otwartym pewnym siebie człowiekiem, teraz boi się odezwać żeby nie powiedzieć czegoś co doprowadzi do awantury. Pochodzę z rodziny, gdzie ojciec codziennie znecal się psychicznie nade mną i rodzeństwem. Bił mamę. Ja teraz widzę to, że jestem w zachowaniu podobna do niego, a nie chce taka być. Proszę powiedzcie co mogę zrobić, aby zmienić ta sytuacje. Przez te kłótnie nie uprawiany seksu już od kilku miesięcy. Mój narzeczony nie ma ochoty, ja też. Jak kiedyś dochodziło do zbliżenia, to często było tak, że on nie dochodził bo strasznie się stresowal. Wypominałam mu to, i przez to zablokował się. Chcę się zmienić ale nie potrafię.
  13. Witajcie jestem chłopakiem w klasie maturalnej, moja matka jest nałogowym alkoholikiem, a ojciec agresywnym sadystą, który znęca się nad nią psychicznie oraz fizycznie. Matka jest bezrobotna, nigdy nie pracowała zajmowała się domem, zapewne przez despotyzm ojca i brak zajęcia w domu popadła w alkoholizm. Skąd wiem, że jest alkoholikiem? Otóż wstaje o 5 rano codziennie i biegnie do sklepu po alkohol kiedy ja i ojciec najczęściej śpimy, piwo trzyma schowane po szafach, ubraniach, wszędzie gdzie się da i pije na okrągło, przez cały dzień. Wielokrotnie próbowałem jej pomóc, prosiłem, błagałem chciałem zapisać ją na terapię ale ona nie chce i koniec ZAWSZE znajduję wymówkę typową dla osoby uzależnionej. "A co ja mam z tego życia? A inni nie mają się tak źle jak ja. Ja sprzątam i gotuje więc mogę się napić" czytaj upić do nieprzytomności i dusić się z powodu nałogowego palenia papierosów. Pije odkąd pamiętam, całe moje życie, nic nie mogę zrobić zabranie jej alkoholu kończy się szarpaniem drapaniem mnie po rękach, a nawet gryzieniem... Nic jej nie powstrzyma, na dodatek ja nie palę, ba nienawidzę papierosów jak mało czego w akcie zemsty będzie palić gdzie się da, żeby zrobić mi na złość a ja nie chcę tracić swojego zdrowia jej kosztem... Mój ojciec również nadużywa alkoholu, jest górnikiem "taka kultura, chłop musi wypić". Jest niesamowicie władczy i podły traktuje mnie jak śmiecia, wyzywa mnie od "skur***** , idiotów, eunuchów, nieudaczników życiowych" itd. Jestem nieudacznikiem bo uwaga rok w rok przynoszę do domu świadectwo z czerwonym paskiem, bo mam pasje, bo uczę się, bo chcę uciec z tego domu kiedy miał możliwość... Męczę się niesamowicie, nikt nigdy nie chciał mi pomóc, jako dziecko za bardzo się wstydziłem, żeby zgłosić sprawę różnym instytucjom + nie chciałem trafić do domu dziecka, chciałem żyć chociaż odrobinę "normalnie" jak moi koledzy... Ojciec już od jakiegoś czasu mówi mi, że to jego dom i nie mam tutaj nic do powiedzenia, powiedział, że daje mi czas do czerwca a potem mam wypie***** , bo nie przynoszę żadnego pożytku i tylko wydaje pieniądze na moje utrzymanie . Ojciec bije matkę bardzo często, dzisiaj miała krwotok z nosa, liczne krwiaki i siniaki to codzienność, ona godzi się na to, gdyż on pracuje a ona jest uzależniona i dzięki temu ma pieniądze na papierosy i piwo, które "musi" zażywać. Zawsze się bałem, trząsłem, mam niesamowitą traumę, ciągle słyszę w głowie krzyki mojej matki, która jest przez niego katowana, jego wyzwiska w moim kierunku, obarcza mnie winą za to, że pozwalam matce pić, a jak już mówiłem ja nic nie mogę zrobić... Jestem bezradny, wpadam w ataki histerii i agresji, czasami z nerwów biję się po głowie, niszczę różne rzeczy, płaczę, nie mam sił podnieść się z łóżka... Za każdym razem muszę tam wracać i przeżywać to od nowa... Ten człowiek nie ma żadnego wstydu ani honoru... Wszyscy wiedzą jak on ją traktuje, mimo to nikt nie próbował nigdy nawet zadzwonić na policję, ja nie dzwoniłem nigdy bo się bałem zemsty ojca... Prawo w tym kraju to absurd, zanim go skażą za znęcanie się i bicie, on zdąży mnie zmasakrować, bo założą mu niebieską kartę i wypuszczą do domu jak gdyby nigdy nic... A on jest tak bardzo nieobliczalny i agresywny, ma przekrwione oczy, robi miny jak umysłowo chory, ślina toczy mu się z ust i szarpie kogo tylko może... Bo wie, że bez niego umrzemy z głodu Jestem już tym niesamowicie zmęczony, nie mam żadnej miłości, jestem nieszczęśliwie zakochany od ponad roku, kobieta, którą kocham po prostu mnie odtrąciła co również pogłębia mój dotkliwy stan emocjonalny... Nie piszę tego po, to żeby się nad sobą poużalać... Szukam pomocy, fachowej pomocy, nie mam pieniędzy na lekarzy, państwowo nie ma u mnie dobrych specjalistów a nie mam możliwości chodzenia po lekarzach, mam szkołę itd. Nie stać mnie też na ewentualne leki, gdyż rodzice mi ich nie kupią . Codziennie miewam myśli samobójcze, jestem osobą niezwykle wrażliwą, piszę wiersze znam języki i fascynuję się sztuką... W Boga nie wierzę, nienawidzę Go, nie chce mieć z nim nic wspólnego, nie życzę nikomu takiego cierpienia, ogarnia mnie nieprzenikniona ciemność, brak nadziei, marzę, żeby móc się do kogoś przytulić, kogoś dotknąć, żeby ktoś spojrzał w moje oczy i powiedział, że mnie kocha niezależnie jaki jestem... Chciałbym ze sobą skończyć ale nie umiem, po prostu. Smutek którego nie mogę pokonać, cierpienie które się nie kończy wywołuje u mnie gniew... Rozpacz, nie da się tego opisać co przeżywam... Jestem wrakiem
  14. Witam, mam 28 lat i chciałem podzielić się swoim problem i w miarę możliwości poprosić o darmową pomoc psychologiczną. Otóż w lipcu tego roku poznałem dziewczynę, zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Po trzech miesiącach rzuciła mnie. Mieszkamy ponad 250 km od siebie, ale często się widywaliśmy w miarę możliwości ona przyjeżdżała do mnie ja jeździłem do niej, ale zawsze jak się widzieliśmy robiłem jej śniadania, gotowałem obiad, jeździłem po pieczywo z rana do sklepu, gdy wyjeżdżała dostawała ode mnie lunch-box z obiadem tak aby nie przejmowała się zakupami po powrocie. Gdy za pierwszym razem pojechałem do niej do Warszawy, na co musiałem wziąć specjalne wolne ponieważ pracowałem w muzeum również w weekendy na umowie zlecenie, powiedziała mi w Królikarni, drugiego dnia pobytu, że za bardzo ją absorbuje, zamknąłem się, pojechaliśmy do PKiN w tramwaju spotkaliśmy jej kuzyna to nawet mnie nie przedstawiła, na PKiNku popłakałem się, bo cieszyłem się na ten wyjazd a otrzymałem ogromny ból, powiedziała, że poczuła się jak sadystka, drugim razem jak przyjechałem to miałem wolne i ona była na 1,5 tygodniowym zwolnieniu lekarskim, pojechałem jej pomagać, zrobiłem jej rosół z kaczki, za którą latałem pod dwóch biedronkach mimo, że nie znam Warszawy i zawiozłem ciepły koc, tu się w miarę cieszyła, na początku października byłem z nią na weselu, nawet jej nie zaprosiłem tylko sama powiedziała, że chce ze mną iść jak dostałem informację o weselu, gdy przyjeżdżała o 21.30 jeszcze leciałem po kawę dla niej i wodę bo o to prosiła przez telefon. W pierwszy weekend listopada umówiła się ze mną w Lublinie aby oznajmić mi, że ona tego wszystkiego nie potrzebuje, że ja rzucam jej kwiaty pod nogi bo mam jakieś braki i tym je zagłuszam, robiłem to bo to jest największe bogactwo jakie mam, nie jestem zamożny poza tym uczono mnie, że to jest właśnie partnerstwo, podnosiłem argumenty co dla niej czyniłem, ale dowiedziałem się, że nie mam prawa tego robić, natomiast ona wytoczyła argumenty, że przez to wesele musiała ponieść koszty finansowe i poświęcić pierwszy zjazd na studiach, dowiedziałem się też, że w Lublinie czuła się sama mimo, że czekałem 2 godziny na dworcu PKP aby nie przegapić pociągu, kupiłem bilety MPK na autobus abyśmy dojechali pod jej hotel, gdzie wiele otrzymałem smutku, potem poszliśmy na spacer i na obiad, za który ja zapłaciłem do tego po drodze chciała zapalić znicz pod Grobem Nieznanego Żołnierza, ale miałem zepsutą zapalniczkę, jednak kupiłem inną aby po drodze powrotnej zapaliła ten znicz bo wiedziałem, że jej na tym zależało, po czym odprowadziłem ją pod hotel. Następnego dnia widziałem się jeszcze z nią w Lublinie, gdzie umówiliśmy się na dworcu PKP, na którym już jej nie było, bałem się, że pojechała, ale byłą w kawiarni, pojechałem tam taksówką i dowiedziałem się znów, że ona tego wszystkiego nie potrzebuje, zrobiłem jej obiad na wyjazd, którego nie przyjęła, wcześniejszego dnia wzięła ode mnie kanapki, specjalnie dla niej robiłem. Dowiedziałem się jeszcze, że na pewno chce ją jakoś wykorzystać, ona jest urzędniczką w jednej z izb parlamentu i myślałem, że o to chodzi, ale ona wmawiała mi, że chce ją wykorzystać do uzupełnienia swoich braków, czyli, że jej właśnie po to gotuje, prasuje, zmywam po nas naczynia, ale wydaje mi się, że to jej przyjaciółki wprowadziły w nią taki pogląd, uważam, że jednak chodziło o to, że chce na jej plecach zrobić karierę, chciałem dla niej przeprowadzić się do Warszawy, której zupełnie nie znam, ale ona tam pracuje, zaczęła studia i po prostu mi by było łatwiej. Parę dni temu już po rozstaniu dostałem od koleżanki, u której byliśmy na weselu zdjęcia, moje zdjęcia z tą dziewczyną na weselu, całą noc płakałem i bolało mnie serce. Czy uważacie, że ona jest normalna, bo ja na koniec związku poinformowałem ją, po tym co już mi zrobiła, że tak jest sadystką i zimną suką. Jeśli chodzi o łóżko, to ofiarowywałem jej po 5 - 7 orgazmów na dzień, więc chyba nie miała na co narzekać w tej materii. Ja mam 28 lat ona 34. Bardzo proszę o jakąś podpowiedź jak ja mam to wszystko ogarnąć, dowiedziałem się, że irytowały ją moje smsy o poranku z życzeniami spokojnego dnia w pracy, robiłem to aby naprawdę miała spokojny dzień, że irytowały ją moje listy.
  15. Witam jestem kobietą, która ma lat 20 oraz jestem w krótko trwającym związku bo lada 9 miesięcy. Obecnie pracuje zagranicą gdzie też praca jest dość stresująca. Gdy miałam 11-13 lat moi rodzice strasznie się kłócili,i w wieku 14 lat wzięli rozwód gdzie musiałam szybko dojrzeć, niestety rodzice w tym czasie byli bardzo zajęci głównie kłótniami i robieniu sobie różnych złośliwych sytuacji, ponieważ co się okazało mama ma nowego partnera gdzie on również zaczął się przyczniać do różnych przykrych awantur min. szarpal tate i wiele innych. Ja w tamtym czasie przy okresie dojrzewania potrzebowałam rodziców a oni walczyli o mnie o jak o jakieś trofeum a to z tego względu, żeby rzadna ze stron nie płaciła alimentów. Zaczęłam się okaleczać, bardzo zamknęłam się w sobie, nie miałam na nic ochoty, zaczęłam chodzić do psychologa i było po jakimś czasie wszystko dobrze. Gdy osiągnęłam wiek 17lat poznałam chłopaka, z którym byłam 2 lata, lecz okazało się że jest bardzo agresywny po alkoholu, zaczął mnie bic a ja długi czas wybaczałam. Zaczął chodzić do psychologa, były momenty ze było juz ok ale pożniej zaczęło się to nasilać aż wkoncu zakoczyłam toksyczny związek. Zawsze sobie mówiłam on potrzebuje pomocy, musze mu pomoc, ale nie takim kosztem w tym okresie również zaczęłam się krzywdzić lecz już było jakieś słowo STOP. Po jakimś czasie poznałam chłopaka który był tylko ze mną bo miał jakieś korzyści. Po tych przykrych incydentach postanowiłam odpocząć od związku, być sama i tak też zrobiłam. Teraz mając już prawie 21lat poznałam chłopaka który od razu zawrócił mi w głowie, na samym początku jak to w związku jest kolorowo rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym znalazłam kogos kto mnie potrafił zrozumieć byłam bardzo szczęśliwa, lecz wszystko się zmienieło poprzyjedzie do pracy zagranica. Zaczęłam mu nie ufać bo te zaufanie stracił przez kłamstwa i już nie potrafię zaufać ponownie, bardzo często wypominam mu jego przeszłość, ponieważ prowadził okropny tryb życia. i tez nie miał go łatwego. Wiem że tego nie cofnie ale jak się kłócimy chce mu jak najwięcej wyrządzić przykrości nie wiem z jakiego konkretnego powodu. Czasem mam wrażenie ,że chcę komuś sprawić ból i ja również ten ból lubie odczuwać., ponieważ zaczęłam się znowu okaleczać, człowiek który prawie ma 21lat się okalecza? Ja jestem tego świadoma że daje chwilowe odetchnnienie, wstydzę się tego co robię ale nie mogę się opanować, gdy pojawia się konkretna kłótnia ja nie panuje nad tym, sięgam po coś ostrego. Gdy się już kłócimy zaczynamy się bić szarpać gdzie później oboje tego żałujemy. Zauważyłam,że nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Ostatnimi czasy bardzo jestem rodrażniona, budzę się w nocy, robię kłótnie o nic i zawsze to ja muszę mieć rację. Byłam kiedyś chora na padaczkę lecz lekarze stwierdzili że jestem zdrowa ponieważ ataki się nie pojawiają 4-5lat czy może być to również związek z neurologią? Jak panować nad agresją oraz jak ponownie zaufać?
  16. Hej Nie wiem od czego zacząć bo w sumie sporo tego i troche jest mi ciężko, a sądzę ze nie dostane pomocy ale spróbuje. Jestem młodą mamą i mężatką od 4 lat. Mam obecnie 23 lata. Tak wiem, wczesnie ale tak wyszło Zeby nie bylo, wszystko z milosci. Slowem wstępu : Ja sama z dzieckiem calymi dniami, on do późna w pracy i tak tworzyły sie klotnie. Dzieckiem na początku nie zajmował sie w ogóle, stąd moze ta mi oja wrogość do niego, przez co on uciekal w prace albo po prostu siedzial przed domem i pil piwo a ja nawet nie wiedziałam ze wrocil. Klocilismy sie co raz częściej, i mielismy hustawke w malzenstwie bo dwa dni bylo dobrze pozniek dwa dni klotni i tak dalej. Jednak wierzylam ze co by sie nie dzialo on mnie kocha i damy sobie rade. Jednak ten rok wszystko zmienił. Na początku roku odkrylam ze ma romans. Niby nic nie znaczące smsy ze ją kocha itp ale nic do jiej rzekomo nie czuł, seksu tez nie bylo, tylko jedno spotkanie i jeden pocałunek. Niby mial to zakończyć, bo sie przestraszył jak sie pocałowali ale tego dnia jeszcze z nią pisał. Niedobrze mi na samą mysl jak o tym pisze więc daruje sobie szczegóły... Oczywiście po tym swiat mi sie zawalił, przeciez planowalismy drugie dziecko, bylismy w trakcie szukania mieszkania a on to tak wszystko zaprzepascil.... Mieszkalismy osobno pol roku, w miedzy czasie rozpoczelismy terapie na którą chldzimy do dzisiaj, co prawda nie regularnie ale jednak. W między czasie wzielismy kredyt i kupilismy mieszkanie. To byla wielka niewiadoma z mojej strony tak naprawde, bo ja chcialam wybaczyć, chcialam zaufac ale bylo mi bardzo ciężko jednak wierzylam ze mi jakos w tym pomoże. Oczywiście pierwsze klotnie juz byly na początku, bo ja sie balam ze oklamuje a on tego nie wytrzymywał. Ogolnie w miedzy czasie były dwie takie awantury ze naprawde sie o siebie bałam. On oczywiscie obiecywał ze sie zmieni. Ma tez problemy z pracą, sam ustala sobie co danego dnia bedzie robil i potrafil pracowac po 18 godz, rekord to cala doba bo na dwie godziny juz mu sie nie chcialo wracac do domu przespac. Ogolnie zeby nie bylo, praca slabo platna jak na to ile i jak ciezko pracuje, nie warta oczywiście tez tego zeby zaniedbywac rodzine. Oczywiście obiecywał mi ze zacznie oracowac jak normalny czlowiek po 10h ale zawsze cos wypadnie ze i tak sie spozni. Tak więc z tym jest problem do tej pory i częste klotnie ze cale zycie poświęca pracy. W między czasie wyszlo ze jara trawe, myslalam ze dal sobie z tym spokoj tym bardziej ze jak pytalam, zarzekal sie ze tego nie robi, nawet jak nie mieszkalismy razem. Wyszlo ze przez te pol roku kopcil prawie caly czas na zmiane z piciem. Tak więc moje zaufanie ktore usilnie probowalam odbudowac znowu leglo w gruzach ( wiem ze chaotycznie, po prostu chce w miare naswietlic problem i ile tego jest). Finansowo tez jest kiepsko, ale bardziej chodzi o podejscie. Starcza nam na wszystko ale na glowie jest rata, rachunki i utrzymanie. Czasami wpadnie mu dodatkowa premia, co zaczal ukrywac i np ostatnio kupil sobie pistolet za 500 zl. Byla o to nieziemska awantura bo mnie oklamal ze w tym sklepie kupil gaz pieprzowy. Pozniej sprawdzilam ze to pistolet, jeszcze zamowiony na adres kolegi zebym nie wiedziala. Oczywiscie to ja mialam awanture ze zobaczylam w jego telefonie fakture za ten zakup, zresztą tak samo bylo jak znalazlam u niego trawe. Tez byla moja wina ze znalazlam. Zawsze mi sie dostaje za takie coś. Ale wracając do tematu, po tej akcji z pistoletem obiecal ze nie będzie wydawal bezmyslnie pieniedzy, tym bardziej ze ich bardzo potrzebujemy. Po miesiacu przyszedl z konsola do gier bo byla okazja a pomyslal ze ja sie moze nudze w domu i bede grala. Kilka dni temu za ostatnie pieniadze kupil oczywiście w okazyjnej cenie kilkanascie gier od kogos. ( konsola stoi nie uzywana odkad ją kuoil Nie oszukujmy sie, za te ponad 100 zl mialabym obiad na caly weekend dla calej rodziny. To takie ogolne podejscie do pieniedzy, oczywiście zakupy bez sensu są rytulalem co sobote. Przez te wszystkie zachowania co moje zaufanie podrosnie, tak znowu opada i tak w kółko. Ale glownym problemem jest to ze takie akcje kończą sie awanturami. Awantury to oczywiscie wszelkiego rodzaju wyzwiska, no i poniekad przemoc fizyczna w dwie strony. Padaly okropne słowa, i działy sie przykre rzeczy. Np rozbil mi telefon bo powiedzialam ze go nagrywam, na drugi dzien czekal na mnie telefon za prawie całą jego wyplate... No jest to chore. Oczywiście popychalismy sie, szarpalismy. Od jakiegoś czasu juz bałam sie go uderzyć bo wiedzialam ze dostane kilka razy mocniej. Po ostatniej awanturze powiedzielismy ze juz konczymy takie akcje bo to do niczego nie prowadzi. Tym bardziej ze wyglada to tak ze on znika na kilka dni nie odzywa sie do mnie a ja zostaje sama z dzieckiem. Przez to wszystko ledwo zyje, nie mam siły wstać z łóżka i czego kolwiek robic. W sumie doszlam do wniosku ze przy życiu trzyma mnie juz tylko dziecko. Na terapi malzenskiej Pani psycholog poradzila mi wizyte u psychiatry, chociazby po leki. W sumie nie potrzebnie mowila, bo on tylko to wykorzystuje ze powinnam sie leczyć. Mimo obietnic ze juz będzie inaczej, ten weekend był tragiczny. Tylko w sumie pierwszy raz było tak ze ja bylam ofiarą, zawsze sie bronilam i powiedzmy klocilismy sie we dwojke. Tym razem Bylam gnębiona cały dzień, rzekomo za to ze go obudziłam. Ale tak naprawde to nie powód zeby sie tak zachowywac. Bylam wyzywana jak zwykle od kurew, smieci, szmat, grubasow, nierobow itp ale dodatkowo nie moglam sie odezwać, tak bylo pol dnia. Prosilam go zeby dal mi spokoj ale gnebil mnie caly czas. Probowal mi wmowic ze to wszystko moja wina, ze jestem chora ze niszcze to malzenstwo. Naprawde przez chwile pomyslalm ze to moze cos ze mną jest nie tak. Tyle ze ja nic nie zrobilam, a on sie nigdy wcześniej az tak nie zachowywal. W moedzy czasie na mnie naplul, a to mnie poddusil jak cos odpowiedzialm nie tak, a to za wlosy mnie szarpał. W sumie skonczylo sie tym, ze sprowadzil mnie do podlogi, dostalam kilka razu w glowe. Pierwszy raz chyba z całej siły, bo az mnie zamroczyło. Grozil mi ze mnie zabije, darł sie ze to moja wina zs zniszczylam malzenstwo, ze jestem kurwą ( dla jasnosci nie ma podstaw zeby tak mbie nazywac, byl moim jedynym mezczyzna w zyciu) padly nawet slowa ze mógł byc z tamtą dziewczyna z ktora mial romans. Chciał mnie nawet nagrac i mialam powiedziec ze zniszczylam malzenstwo, ze wszystko to moja wina. Na koniec kazal mi wypierdalac, i zaczął uderzac głową w szafke. W rezultacie głową rozwalil drzwi, w pokoju obok piszczace dziecko ze strachu... Naprawde bylo to dla mnie straszne przezycie. Ogolnie wybieglam z domu, ale nie wzielam ze soba nic a dziecko bylo w pziamie, więc musialam wrocic po rzeczy. I przyznam szczerze ze pierwszy raz balam sie ze jak wejde do domu to on mnie moze zabić. Ale nie czepil sie mnie, tym razem zaczal lykac tabletki i mowic ze sie zabije przeze mnie. To wszystko oczywiscie na oczach kilkulatka. Ogolnie spakowalam sie i ucieklam. Dostalam kilka smsow ze mnie kocha i takie tam ale ja juz naprawde nie wiem co mam robic. Jestem juz tak pogubiona, psychicznie nie mam od dawna siły. W sumie od sytuacji koedy znalazlam te smsy z inną nie jestem juz taką samą osobą. I mam zal, ogromny żal. Ze po ttm wszystkim co przeszłam przez niego nie zrobil nic by bylo lepiej. Zrobil sie jeszcze gorszy, obietnic nie dotrzymywal. Nawet nie widzialam zeby za bardzo sie staral... A ja liczylam na cos więcej po tym co przeszłam. Ze chociaz teraz będziemy szczesliwą kochająca sie rodziną a jest patologia. Ja sie naprawde staram, staram sie zmienic, chodze na terapie, wyciągam wnioski a on nie robi nic. Do tego wszyatkiego doszła ta przemoc... Nie wiem co mam robic, czy mam wybaczyć kolejny raz i sprobowac po raz nie wiadomo ktory naprawic to, czy odpuscic. Moim zdaniem ja zrobilam wszystko co moglam, ale na więcej nie mam sily. Z drugiej strony jednak go kocham i nie wyobrazam sobie życia bez niego. I naprawde, nie jestem glupia i zaslepiona. Ja wiem co on robi, tym bardziej ze staralam sie napisac w skrócie a wymieniać moglabym jeszcze długą liste. Po prostu jakos żal mi tego wszystkiego. Choć zaczynam myśleć ze juz nie jest wazne co ja czuje, ale ze wzgledu na dziecko powinnam odejść. Nie wiem naprawde co mam robic. Tym bardziej ze zostaje bez niczego, mieszkanie jest na niego, i nie zdazylismy jeszcze mnie dopisac. Mimo ze utopilam tam duze pieniadze to nie bede miala nic. Zostały mi tylko nagrania z poprzedniej i z tej awantury jak wpada w szał ale z tym jedyne co moge zrobic to wyslac mu zeby posluchal na spokojnie jak on sie zachowuje. Jestem pewna ze bedzie w szoku Wiem ze chaotycznie napisalam, i duzo tego czytania. Ale prosze kogo kolwiek calym sercem, o jakąś porade, wskazówkę. Jest mi tak ciężko i nie mam pojęcia co robic, w jakim isc kierunku. Tym bardziej ze teraz naprawde czuje sie jak śmieć, to jego zachowanie mnie wpedzilo w depresyjny stan, a on mi tylko potrafi na to powiedziec zebym sie zabila.... To naprawde boli, a z drugiej strony jak jest wszystko ok miedzy nami to naprawde jest kochany. Nie wiem co robic, nie wiem nawet czy jestem juz ofiara przemocy domowej czy sama sie o to prosze. Ja tez święta nie jestem, jak to zona chodze i sie czepiam. Ale ostatnio naprawde sie staralam, poza tym oczekiwalam po tym wszystkim innego zachowania.... Bardzo prosze o pomoc, i jezeli kto kolwiek to przeczyta to dziekuje i przepraszam ze az tyle na raz.
  17. Witam. Pisze tu bo mam bardzo duży problem z zazdrością o partnera. Zaczęło się tak dziać ok. Pół roku temu, kiedy to zaczęłam przybierać na wadze po szpitalu (ostre zapalenie trzustki)... Zaczęłam objadać się samymi najgorszymi rzeczami typu słodycze, fast foody. Mój chłopak( chce tylko dodać że studiujemy w innych miastach i widzimy się raz na tydzień a czasami raz na dwa tyg) wtedy zaczął łapać bardzo dobry kontakt z ludźmi w pracy, głównie dziewczyny. Pracuje on na wypieku pizzy włoskiej i pasjonuje się gotowaniem, a w pracy wszyscy również traktują gotowanie jak swoje hobby, pasje. Ja nie umiem gotować i nie lubie. Od tamtego czasu zaczęłam mieć stopniowo coraz bardziej nasilone lęki, obawy i myśli o tym, że on w końcu zdradzi mnie z jedną z koleżanek. Wiem, że moje poczucie własnej wartości leży na dnie i cały czas chciałabym żeby ktoś mnie za coś pochwalił, ale nawet nie ma za co mnie chwalić, bo ostatnimi czasy nie mam ochoty tańczyć, ćwiczyć, nigdzie wychodzić... I tylko myślę o wszystkim i doprowadzam się do szału. Moja mama nie lubi jak jestem trochę grubsza i zawsze mi to wypomina i to mnie dodatkowo dołuje. Najgorsze jest to, że myślę, że jak znowu będę szczupła to się wszystko ułoży, że rodzice będą ze mnie dumni, chłopak znowu będzie na mnie patrzył jak w obrazek, (bo kiedyś nie przestawał mnie chwalić i się mną zachwycać, a teraz bardzo dużo mówi tylko o ludziach z pracy, a o mnie jakby zapomniał), a nawet jeśli jego zachowanie by się nie zmieniło to myślę że jakbym schudła to mogłabym z nim zakończyć związek... Choć teraz ciężko mi się funkcjonuje jak go nie ma obok mnie. Bardzo proszę o jakąś poradę. Jak sobie poradzić z tą zazdrością, jak poprawić poczucie własnej wartości i pokochać siebie już teraz? Jestem już bardzo zmęczona tym wszystkim i nie wiem co robić, bo nie chcę go ranić i wykańczać jednocześnie siebie jakimiś głupimi myślami.
  18. Z narzeczonym jestem w związku od kilku lat, ( ja 26 on 29 lat) mieszkamy wspólnie i planujemy się pobrać. Problem w jakim potrzebuje pomocy to relacja on a moja niepełnosprawna córka. Od początku jak jesteśmy razem musiałam go zachęcac by pobawil sie z Julcią, zdaje sobie sprawe ze to nie jest jego biologiczne dziecko dlatego nie oczekiwalam zbyt wiele tzn że nagle pokocha ją jak własne, mimo to przez te lata choć nie było łatwo dawalismy sobie radę. Problem pojawił się ok. miesiąc temu. Julcia (6 lat) zaczęła budzić się juz o 1, 2 w nocy i przybiegała z placzem do naszej sypialni, płakała wyciagając mnie z łóżka. Czekam na wizytę u psychiatry by stwierdził czy od nowa potrzebna jest pomoc farmakologiczna. Niestety partner zareagował na tą sytuację ogromną histerią: " że ona w kólko za mną chodzi", " nie da wyjść mi z domu", " że on tego nie wytrzyma psychicznie, jej płaczu już od 1 w nocy bo chce spać z mamą" padło też kilka przykrych zwrotów o mojej córce np. że powinnam ją oddać, czemu nie daje jej leków itp epitety te doprowadziły mnie do fali łez. Jestem między młotem a kowadłem. Kocham Go, ale to moje dziecko, nie pozwolę by ktokolwiek mówił o niej takie przykre rzeczy! Od jakiegoś czasu zdarzy mu się na nią krzyknąc, mimo moich rozmów z nim, że z nią trzeba delikatnie i spokojnie, że jego agresja budzi jej lęk i koło się zamyka. Na codzień jest cudownym człowiekiem, jesteśmy ze sobą bardzo zżyci. Pomożcie co robić?! Odejść dla dobra dziecka czy dac mu szansę? Bardzo proszę o porady.
  19. Witam.Jestem tu nowa i nie bardzo jeszcze wiem jak sie tu odnaleźć.Chciała bym prosić o radę. Rok i 3 m-ce temu odeszłam od partnera.Mam 38 lat byłam w związku z partnerem 10 lat młodszym. Odeszłam mimo ze bardzo kochałam musiałam bo bylo to dla mnie toksyczne i wyniszczające.Oszukiwał mnie, zdradzał, nie szanował, lewe, konta i kontakty z paniami na tel.Odkąd odeszłam on co chwile pisał smsy w różnych odstępach czasu. Wszelkimi sposobami starał się mnie sprowokować bym sie odezwała ale tego nie zrobiłam. Usunęłam go z fb ale nie byłam w stanie zablokować smsow miałam nadzieje że zrozumie ze przyjedzie mimo ze dzieli nas ponad 700 km. Mam wrażenie jakbym uzależniła się od niego emocjonalnie, to bardzo toksyczny człowiek a nawet i śmiem twierdzić że psychopata.Kiedyś usłyszałam od niego słowa "wykorzystałem twoja dobroć". Od rozstania mimo ze minelo tyle czasu jestem sama nie umawiam sie i nie spotykam z nikim nie chce, zamknęłam się na wszystko.Staram sie żyć normalnie i w miare możliwości cieszyć się życiem.Mam w znajomych jego braci i dzieki nim on oglada moje dodawane zdjecia. Ostatnio dostałam od niego bardzo przykre smsy pisząc byl pod wplywem alkoholu zresztą czesto jest.Napisał ze cieszy sie ze nie jestesmy razem ze dobrze ze nie pokazałam gołej d.. na tych wakacjach w Grecji.Fajnie ze mam tego Maćka ( a przeciez nie mam nikogo) wiedzialem ze ci nie mozna ufac jestes nikim zwykłą...ze odesle mi wszystkie pamiątki jakie odemnie dostał i ze po tym co zobaczyl chodz nie wiem co nie chce miec wspomnien ze mna myslalem ze jestes wartosciowa kobietą ale jestes zwyklą...( a calkiem niedawno prosił o szansę i pisał ze jestem wartosciowa). Pisał ze zwiazalam sie z nim dla pieniedzy mimo że wie że to nie prawda.ze jestem falszywa. Zobaczyl na fb moje zdjecia i na podstawie lajkow od kolegow stwierdził ze jestem z którymś z nich. To absurdalne. Odczuwam zazdrość z jego str. I boli go to ze stsram sie cieszyc życiem.Boli mnie to bardzo.Prosze mi wytlumaczyc w racjonalny sposob dlaczego on to robi po takim czasie. Czy powinnam sie z tymi obelgami obrazaniem mojej osoby zniewazeniem udac do sadu.Nie wiem co powinnam zrobic.Prosze o radę.Bede bardzo wdzięczna. Pozdrawiam Marta.
  20. Mam 21 lat i jeszcze studiuje, mieszkam tylko z matką, ojciec nas zostawił jak byłam mała i płaci mi tylko alimenty. Wychowywała mnie w zasadzie babcia, która zmarła w 2015 roku. Babcia cierpiała na schizofrenie ale brała leki, czasem było lepiej a czasem gorzej. Matka d czasu babcia zmarła staje się coraz gorsza. A ostatnio to czysty armagedon. Mówi że ktoś wchodzi do domu i kradnie jej rzeczy ( nałogowo kupuje rzeczy, książki, płyty dvd, w zasadzie wszystko, w domu już na nic nie ma miejsca, a dzieje się to od kilkunastu lat coraz gorzej. Żadne uwagi i kłótnie nie pomagały, wstyd kogokolwiek zaprosić do domu, nawet hydraulika czy elektryka i przez to np nie działa światło w kuchni od dłuższego czasu.), ubzdurała sobie że w pracy ją prześladują "ubecy". Zamyka drzwi na wszystkie zamki i przez to ja często nie mogę się dostać do domu, jak raz musiałam stać pod drzwiami i dzwoniłam przez pół godziny bo ona się poszła kąpać i powiedziałam potem że nie jest normalne takie zamykanie się to mnie uderzyła i powiedziała że nie będzie nikt jej mówił że jest nienormalna. Generalnie takich sytuacji było więcej, przy sąsiadach rozpowiada niestworzone rzeczy. Aż wstyd wyjść z domu. Ostatnio była w szpitalu i niby jej coś wykryli i teraz jest jeszcze gorzej. Potrafi mnie oskarżyć że chce się jej pozbyć z domu, (tak jak się chciałam pozbyć babci, co z tego że miała udar i wezwałam pogotowie, dla niej to równoznaczne z tym że chciałam się jej pozbyć). Nienawidzę tego domu, jak wracam z zajęć to się stresuje tak że chce mi się wymiotować (tym bardziej że teraz po tym szpitalu ciągle siedzi na zwolnieniu), pojawiają się u mnie myśli samobójcze, czuję się bardzo samotna (ojciec o niczym nie wie, mam z nim słaby kontakt, chrzestna jak u matki zaczęło się mocniej rozwijać to tylko do mnie zadzwoniła żebym coś z tym zrobiła bo ona ma własne problemy, a ja miałam wtedy tylko 17 lat i żadnej idei co z tym zrobić.), mój chłopak wie o większości i bardzo się tym przejmuje, mówił o tym swojej matce ale i tak od nikogo nie mam realnego wsparcia (np tylko słowa nie rozczulaj się). Potrzebuje jakiegoś bodźca do działania, marzę tylko o tym żeby zamieszkać sama i urwać z nią kontakt. Bo na nią nic nie działa, ona uważa że żadnego problemu nie ma i to wszyscy dookoła są nienormalni. Ja się czuję jakbym już nie miała matki, to nie jest ta sama osoba. Straciłam co do niej wszystkie uczucia. Zresztą ona mnie też nienawidzi, nie interesuje jej co u mnie a jeśli coś do mnie mówi to tylko wydaje polecenia, zrób to, zrób tamto. I już od paru lat to wszystko się pogłębia, narzeka że tak mało ma pieniędzy, mi wyliczała każde 10 zł (musiałam się tłumaczyć dlaczego mi nie starcza 10 zł na dzień na jedzenie, a ona żadnego obiadu mi nigdy nie ugotowała) a sama wydawała po 700 zł miesięcznie na książki i inne niepotrzebne rzeczy. Te książki leżą w większości w moim pokoju, nie mam jakiejś przestrzeni do życia własnej. Proszę o pomoc, czuję się bezsilna, nie wiem co zrobić. Czy istnieje może jakaś forma dofinansowania do mieszkania? Akademik nie wchodzi w grę ponieważ mieszkam w mieście gdzie jest moja uczelnia.
  21. Mam 28 lat nie posiadam wykształcenia ciagle problemy z praca pakuje sie ciagle w tarapaty tak naprawde boje sie o siebie bo ostatnio stojąc na przejściu dla pieszych przy bardzo ruchliwej drodze dwa razy przeszła mi mysl zeby robic krok do przodu moi rodzice o ile mozna ich tak nazwać zostawili mnie tak naprawde mając 8 lat wychowali mnie dziadkowie ale 10 lat temu odeszli od tego czasu moje zycie to pasmo porażek po ich śmierci włuczylam sie po całej Polsce zaciągnęłam kilka pożyczek zeby jakos zyc a potem to juz było gorzej moj własny brat chcąc polepszyć nasze zycie wciągnok mnie do agencji towarzyskiej musiałam tak pracowac trwało to jakis rok potem uciekłam i dalej sie tulalam po Polsce potem poznałam starszego sód siebie faceta po dwukrotnym rozwodzie pomogl mi w pewnym stopniu ale niestety sielanka szybko sie skonczyla on jest po podwójnym roZwodzie jest strasznie wybuchowy podniósł ma mnie kilkukrotnie rece nie twierdze ze nie było w tym mojej winy bo ja czesto robie w ten sposob ze wybucham i nie kontroluje siebie prosze o pomoc bo nie wiem co mam robic nie czuje w sobie totalnie nic
  22. Witajcie! To mój pierwszy post. Mam dość skomplikowany problem z mężem. Mąż pochodzi z rodziny toksycznej gdzie matka rządzi i manipuluje wszystkimi, mieliśmy okres w związku gdzie ob był rozerwany między matka a nasza rodzina i czasem w ukryciu robił coś dla rodziców. Matka stosuje szantaż emocjonalny wyrzuca mężowi ze jest złym dzieckiem. Aktualnie nie maja kontaktu ale mąż zostal bardzo dziwnie wychowany co wyszło dopiero teraz. Okazuje się ze wielu rzeczy mi nie mówi, gdy pyta kłamie i twierdzi ze to wynika z wychowani ze Zawsze problemy musiał rozwiązywać sam. Dla mnie zaufanie w związku jest bardzo ważne, aktualnie go do męża nie mam. Jak szukać pomocy w takiej sytuacji, kłamstw, zamknięcia na rozmowę, tylu konsekwencji dziwnego toksycznego domu? Czy to ma sens?
  23. Witam, mój problem dotyczy mojej babci. W skrócie jej pierwszy mąż był alkoholikiem, po latach rozstania poznała kogoś, kto wydawał się być dobrym. Ale po pewnym czasie wyszło, że też jest alkoholikiem. Sprawa wygląda tak, że moja babcia z nim mieszka, ale dom prawnie jest jej. Człowiek ten był kiedyś na terapii, było dobrze, ale teraz ponownie wrócił do alkoholizmu. Jest to człowiek, który przeszedł gruźlice i raka, ma słabe zdrowie ale się trzyma. Problem jest taki, że tego nie docenia, nie docenia mojej babci, która przez lata się z nim męczy i nie potrafiła podjąć decyzji, żeby się wyprowadził. Myślę, że na pewno ma to związek z litością, myśle też, że babcia myśli o tym, że to jej problem, że to jej krzyż i musi ponieść konsekwencje swoich działan i oczywiście, co ludzie powiedzą. Pytanie brzmi, co zrobić, jak takiego człowieka się pozbyć z domu? Mógłby być sąd, pewnie ale to się będzie długo trwać. A ten człowiek nie ma w sobie godności, ani szacunku do mojej babci, żeby sam się wyprowadził. On jest pasożytem, ma dom, ma pieniądze. Więc z własnej woli wątpię, żeby się wyniósł. A zycie pod jednym dachem z osobą, z którą nic się już nie ma wspólnego, jest okropne. Moja babcia zasługuje po tych wszystkich latach spokoju. Z całego serca proszę o pomoc, jestem jej wnuczką i moim obowiązkiem jest jej pomóc.
  24. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.