Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'toksyczni-ludzie'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 191 wyników

  1. Mam 22 lata , jestem studentką, mieszkam ze swoim chłopakiem, rok wstecz byłam jeszcze w toksycznym związku w którym miałam styczność z przemocą psychiczną i fizyczną, ciężko mi się było z tego wyrwać, można powiedzieć że żyłam w związku w którym był obecny syndrom sztokholmski, w końcu mi się udało ale to było trudne , postanowiłam zmienić pracę i miejsce zamieszkania, poznałam obecnego chłopaka który może i nie używa wobec mnie przemocy ale jest dla mnie wsparciem na poziomie 0 , czuje że jestem odpowiedzialna za wszytko, jestem z tym sama , straciłam nie dawno pracę ponieważ nie miałam nawet ochoty do niej wstawać, każda możliwość wykorzystuje do wyspania się, potrafię nie pójść na egzamin na studiach który jest bardzo ważny bo wolę się wyspać, przez to mam pod górkę na uczelni bo jestem do tyłu i boję się że nie będę mogła się obronić w terminie, chłopak cały czas powtarza ze po prostu brakuje mi samodyscypliny, że jestem zimna i oschła że mam skrzywioną głowę po poprzednim partnerze z którym żyłam 3 lata, nie mogę liczyć na ciepłe słowa bo jestem cały czas przybijana gwoździem do podłogi kiedy wspominam że z moja psychika może być coś nie tak , chodzę tylko pomagam mu w jego sprawach jestem wsparciem na 300%, ale swoje problemy muszę już rozwiązywać sama , wiecznie czegoś ode mnie oczekuje, wiecznie muszę być na zawołanie, mam wrażenie że przyciągam samych takich ludzi. Jestem od prania , sprzątania, gotowania , wsparcia , bycia i ciepłych słów. Codziennie chce mi się wyć ale się powstrzymuje bo już nie mam siły tłumaczyć czemu płacze, " czemu nie wywiesiłaś prania ? przecież zrobiłaś je rano ? " " byłaś rano w sklepie przecież pies jest głodny? " . A w międzyczasie u mnie wszystko ok . Wspaniale że pytasz .
  2. Dzień dobry, jestem kobietą, mam 23 lata. Oboje rodzice żyją, ojciec jest alkoholikiem, matka bierna wobec problemu. Mam również starszą siostrę, nie mieszka z nami, ma swoją rodzinę. Ja na razie z powodów finansowych mieszkam z rodzicami. Jestem w udanym związku z chłopakiem w moim wieku, jesteśmy przede wszystkim przyjaciółmi. Mam kilka problemów, podejrzewam, że wszystkie wynikają z alkoholizmu ojca i tego, że nie umiem sobie z nim poradzić. Postaram się wszystko zwięźle opisać. 1. Nie umiem określić mojego stosunku do ojca. Mój ojciec gdy nie pije jest 100 razy lepszy od matki. Jest człowiekiem inteligentnym, spokojnym (matka wiecznie wrzeszczy i wprowadza nerwy), chodzi do dobrej pracy, nigdy jej nie "zawala" z powodu picia. Niestety gdy pije (ok. 3-4 dni w tygodniu, czasem kilka piw, czasem do granic możliwości) robi się złośliwy, a wygląda jak żywy trup, aż szkoda patrzeć. Matka udaje że tego nie widzi albo płacze albo kupuje sobie drogie rzeczy. Często też gani mnie, gdy z mojej strony padają przykre słowa pod adresem pijanego ojca. Czasem jednak wstawia się za mną. To jest szarpanina emocji. Nigdy nie wiem, który rodzic będzie moim sojusznikiem. Na trzeźwo nie potrafię rozmawiać z ojcem o jego problemie. Jest całkiem innym (lepszym) człowiekiem gdy jest trzeźwy. 2. Czuję się gorsza od innych i czuję niesprawiedliwość, że urodziłam się w mojej rodzinie, gdy widzę osoby, które mają normalne relacje z rodzicami i otrzymują od nich wsparcie emocjonalne i przede wszystkim finansowe. Nie mogę powiedzieć, żeby nam czegoś brakowało. Rodzice zarabiają całkiem dobrze, ale wszystko na bieżąco wydają. Nie mam od nich żadnych oszczędności na start. Nie mówię, że każdy rodzic ma dać dziecku pieniądze na mieszkanie w centrum Warszawy, ale fajnie by było mieć małe zabezpieczenie. Pracuję i zarabiam dobrze, ale mieszkam z rodzicami, bo dla mnie każde odłożone 500 czy 1000 zł to krok bliżej do własnego mieszkania albo domu. Rodzice dają mi niewielkie sumy, jeśli tego potrzebuję, jednak faworyzują moją siostrę, jej męża i dzieci. Kupują im wyposażenie kuchni, gdy ja proszę ich o pomoc w zbieraniu na studia zaoczne. Odkładają dzieciakom na przyszłość, gdy dla mnie i dla siostry mieli okrągłe 0 oszczędności. Matka daje mi na święta kosmetyk, którego sama używa, a dzieciakom zabawki za 300 zł. Zazdrość jest niefajna, ale robi się przykro człowiekowi w takich sytuacjach i tyle. 3. Urabiam się jak dziki wół, a nikt tego nie widzi i nie docenia. Chłopak widzi, ale nie rozumie i woli być na razie beztroskim studentem. Zawsze miałam świadectwo z czerwonym paskiem, dyplomy i listy gratulacyjne. Teraz studiuję dziennie na uczelni publicznej i pracuję na 3/4 etatu. Codziennie nie ma mnie w domu od godziny 7 do godziny 19. Mam dobrą pracę, którą może pochwalić się naprawdę mało osób w moim wieku, udało mi się. Tak jak napisałam wcześniej, zarabiam dobrze. Większość pieniędzy odkładam, bo wtedy czuję się bezpieczniej. Mam fajne wyniki na studiach, promotor chwali mnie na każdym kroku, w pracy mam świetnych znajomych, dostaję awanse, podwyżki, telefony służbowe i inne "bajery", którymi chciałabym się komuś pochwalić. Niestety nie mam komu. Wracam do domu i tak: albo ojciec pijany wygląda jak nieszczęście, albo rodzice oglądają razem głupie programy w TV i nawet na mnie nie spojrzą, albo nikt mnie nie zapyta czy praca jest fajna tylko ILE zarabiam. 4. Moja siostra osiągnęła sukces w życiu zawodowym i prywatnym. Rodzina szwagra jest normalna. Siostra odcięła się od naszej rodziny, nie dzwoni, nie przyjeżdża. Teraz trochę częściej wpada, bo ma dzieci i nie chce ich izolować od naszych rodziców. Ja z kolei zawsze myślę o wszystkich, organizuję urodziny, robię prezenty, doradzam, odwiedzam, zapraszam do restauracji, do kina, organizuję wycieczki, dzwonię. Uszczęśliwiam ludzi, czasem na siłę. I nadal jestem tą gorszą. Moja siostra może nie dzwonić miesiąc, a matka i tak nad nią skacze. Ja przychodzę do domu po 12 h poza domem i jestem małomówna ze zmęczenia i mrozu - awantura. Aha, i wszyscy traktują mnie jak dziecko ze względu na to, że jestem od siostry aż 9 lat młodsza. Nie mam nigdy prawa głosu i nikt mnie nie słucha ani moich rad. 5. Ciągle udaję. Nie ma w moim życiu miejsca na szczerość. Chłopak wie o ojcu, widział go pijanego. Sam ma ojca alkoholika, który z tego wyszedł parę lat temu. Inni nie wiedzą. Czasem aż mi siebie żal. Przez tyle lat ci nauczyciele którzy wystawiali mi 5 i 6, moi znajomi, przyjaciele, koledzy i koleżanki z pracy obcowali z kimś kogo nie znają. Nie wiedzą, że za tą maską sympatycznej i sumiennie wykonującej swoje obowiązki osoby kryje się taki ktoś. Ktoś kto przez tyle lat setki razy czuł się zawiedziony i oszukany, gdy po dniu wśród ludzi którzy go lubią i podziwiają, wracał do domu śmierdzącego alkoholem, do domu bez emocji, wsparcia. 6. Może to głupota, ale jest mi bardzo przykro z tego powodu: rodzice (szczególnie ojciec) nigdy nie pozwolili mi mieć psa, o którym marzyłam. Kocham zwierzęta, warunki jako takie mamy. Skrzywdzili mnie i nawet nie pozwolili mi nigdy mieć mojego psiego przyjaciela! Nie dbali również nigdy o mój rozwój, nie prowadzali na zajęcia (no, czasem, o ile były darmowe i w szkole). Gdy chciałam malować farbami na kartce, to był wielki problem, bo będzie brudno. Nie mogłam pomagać w kuchni, bo się skaleczę. Nie mogłam pomagać im sprzątać, bo za wolno. Dziś widzę jak kuzynki i siostra robią wszystko by dzieciom nieba przychylić, jak uczą je wielu rzeczy, pozwalają próbować, a ja byłam dzieckiem odtrąconym, zostawionym samemu sobie. Nie wiem w sumie czego oczekuję od psychologa, gdy już to przeczyta, ale dobrze było tak się wygadać. Wiem że alkoholizm ojca nie jest moją winą i nie mam czego się wstydzić. To zdążyłam przez te wszystkie lata zrozumieć, że nie miałam na to wpływu.
  3. Witam .Niedawno rzuciłem pracę gdyż była dla mnie zbyt dużym obciążeniem fizycznym i emocjonalnym. Mimo upływu czasu,i rozpoczęcia nowego zajęcia cały czas się pojawia w głowie była praca. W snach widzę tych ludzi,przychodzą dni że zastanawiam się czy dadzą sobie radę. Zaznaczam że nie lubiłem tej pracy ze względu na ludzi i alkohol spożywany w pracy na który mój przełożony nie reagował a ja byłem za nich odpowiedzialny. Jak pozbyć się byłej pracy z głowy? nie mogą się skupić na tym co będę dalej robił,uwiera jak mały kamień w bucie.
  4. Mam 19 lat .mam 4 miesieczną córeczkę . Od porodu czuje brak szacunku ze strony partnera . Nie mam kontaktu ze starymi znajomymi , zabroni mi kontakt z nimi . Ośmiesza mnie przy rodzinie , krytykuje moje upodobania , wygląd czy nawet pasje. Mam wrarzenie że poza wyzwiskami nie ma już nic wiecej . Kocham go robie wszstko by uratować ten związek stawiam obowiązki domowe ponad samą siebie . Gotuje . Zajmuje sie dzieckiem . Tak naprawde przestałam cokolwiek robić dla siebie . Chciałam iść do pracy poszłam na rozmowe kwalifikacyją i przyjeli mnie do pracy na drugi dzień poszłam na dzień prubny dostałam prace gdy wróciłam do domu by mu o tym powiedzieć wściekł się wyzywał mnie . Krzyczał że "co ja sobie wyobrażam moje miejsce jest w domu " ... wielokrotnie starałam się z nim rozmawiać . Mówić że czuje sie okropnie traktowana . Prosiłam by przestał sie zmieniać w potwora ... tylko był taki jak kiedyś ..
  5. Jak w temacie - którego psychologa z ekipy OcalSiebie wybrać do terapii po związku w którym wydaje mi się byłem z osobą zaburzona, być może z rysem narcystycznym?
  6. Witam. W nocy wczoraj pisalam z zapytanie czy mam depresję czy lenia że mam tak wyczerpany organizm z Energi a dziś zakończył się mój związek z partnerem. Szok. Myślami że to zwykle kłutnie a po wczorajszym czytaniu co może mi być doszłam do wniosku że to mój facet którego kochałam nad życie zamiast mi pomagać i wspierać to mnie dobijał. Okazało się że jest toksycznym facetem. Wyznając miłość gdzie po godzinie krzyczy że jestem beznadziejna nic nie umie wszytko psuje. Za robotę się weź bo kasę trzeba mieć. Gówno warta jesteś. Zawsze się tłumaczył że tak chciał mnie zmotywować do wzięcia się w garść. Tłumaczył że tymi słowami chciał mnie zmotywować do działania. I wierzyłam a jednak nie. To ta najbliższą najważniejsza osoba zabiła we mnie pozytywna samoocenę a tym samym dziś chyba zabiła mnie. Resztki mnie. Modlę się żeby się obudzić nawet sama się szczypie bije z nadzieją ze to tylko jakiś koszmar bo jak nie sem to przecież czuła bym złość nerwy agresji pranie nie zemsty i płakała bym ryczała a tu nic. Tylko Okropny ból żal nie wiem jak to nazwać aż klatka piersiowa boli i gardło tak ściska oraz WIELKIE NUEDOWIERZNIE. Teraz to już naprawdę nie mam po co wstawać i dla kogo. Teraz już nic nie ma. Bezsensu
  7. Jestem najbardziej beznadziejna osoba, ktora chodzi po planecie. Jestem brzydka, gruba, niesmieszna, malo błyskotliwa, leniwa , ciagle sie spozniam, balaganie, nie sprzatam, nie gotuje, nie prasuje ubran, jąkam sie, robie bledy jak pisze, kupuje ksiazki, ale czytam 4 w ciagu roku, mieszkam z rodzicami, nie place rachunkow, a mimo to nigdy nie mam kasy. Oklamuje mojego trenera personalnego. Podjadam i wymiotuje. Moja jedyna ucieczka jest sen, ale mam problemy z zasnieciem. Pale jedna paczke papierosow na dzien. Nie mam przyjaciol, kolegow, znajomych. Ledwo zdalam szkole. Rodzina ma mnie za błazna. Nie umiem dorosnac i nie lubie zmian. Boje sie przyszlosci, ludzi, ciemnosci, wysokich budynkow, otwartej przestrzeni, zamknietej przestrzeni, prowadzic auto, smierci, bólu, strat, węży, nowych miejsc. Boje sie żyć... Ale chce zyc. Tylko nie umiem.
  8. Witam byłem w związku 8 lat z tego 4 w małżeństwie, obecnie mija 2 rok od rozstania. Z byłą żona mamy 4 letniego syna którego bardzo kocham. Ja pochodzę z rodziny w której nie było dużo pieniędzy, natomiast moja była z domu w którym pieniędzy było bardzo dużo lecz nie od zawsze. Poznałem żonę gdy była zaręczona, narzekała bardzo na niego tłumacząc, że zgodziła się na zaręczyny myśląc że coś to zmieni, mówiła tez że raz odeszła od niego do poprzedniego partnera. Wydało mi się to naturalne że czasem ludzie ponoszą porażki i się gubią, wiec nie przykładałem do tego wielkiej wagi, teraz jest moja więc nam się to nie zdarzy pomyślałem i tak zostało. Po niespełna 2 miesiącach naszego związku zamieszkaliśmy razem w wynajętym mieszkaniu. Jej rodzice nie byli zadowoleni z zerwanych zaręczyn co przyspieszyło te decyzje, jakoś wtedy nie pomyślałem o tym,że chyba musieli go lubić skoro taka była ich reakcja. Ja pochodzę z domu w którym otwarcie rozmawia się o problemach, nie rzadko przy stole i drobnych kłótniach, natomiast w domu mojej byłej partnerki wszystko zawsze było wyciszane. Gdy pojawiał się tam nie wygodny temat po prostu się o nim nie mówiło i zamiatało pod dywan. Ja jestem tak zwanym nie grzeczny chłopcem, zawsze lubiłem ostra jazdę, jestem perkusista od 20 lat mam dorobek płytowy, lubiłem bójki na koncertach itd lecz w życiu codziennym starałem się zawsze pomagać innym i być sprawiedliwym w stosunku do każdego kogo spodlałem na swojej drodze. Jak każdy mam wiele wad, często zmieniałem pracę lecz niczego nam nie brakowało i staraliśmy się spełniać nasze zachcianki. Po jakimś czasie okazało się że była żona jest nie zwykle zżyta ze swoimi rodzicami. Każdy weekend spełznęliśmy w jej rodzinnym domu, Każdy wyjazd był z jej rodzicami itd po kilku miesiącach związku zachorowała na raka tarczycy ja jednak nie załamałem się jak wszyscy i starałem się nie pozawalać jej o tym myśleć. Mimo nie pewności co do tego czy wszystko będzie dobrze zdecydowałem się na zaręczyny i małżeństwo. Moja podróż poślubna oczywiście tez była razem z jej rodzicami ehh. Rozwód był ciężki Ponieważ miała rodziców którzy dawali jej wszystko czego potrzebowała a ze mną nie chcieli nawet porozmawiać. Miałem dziwne wrażenie że powtarza się sytuacja z czasów gdy ją spotkałem tylko że tym razem to ja byłem tym niczego nie wartym gościem. A pamiętam jak wszystkim się chwaliła, że to ja jestem miłością jej życia itd Nie raz budził mnie w nocy jej płacz bo śniło jej się że odchodzę i ona nic nie może zrobić. Oczywiście puściła mnie bokiem z byłem ze szkoły średniej ehh. No ale w trakcie rozwodu on znikną bo wytoczyłem ciężkie działa i złożyłem pozew z winy żony w odpowiedzi na jej kłamliwy pozew. Było tam napisane, że nie zarabiam nie opiekuję sie synem itd ogólnie stek bzdur z agitacją rozwodu z obopólnej winny. Nie mogłem się na to zgodzić tym bardziej że ze wszą d docierały do mnie inf. o tym jaki jestem zły itd. Zachowywała się tak jak by chciała mieć pewność że robi dobrze i opowiadała te kłamstwa. Po roku związku z innym mężczyzna który się pojawił w trakcie rozwodu jest w 2 małżeństwie, czyli przez nie całą dekadę była 3 razy zaręczona i jest 2 raz menadżerką... Ja Jestem w związku z kobieta która tez ma syna rok starszego od mojego, jest nam dobrze a chłopaki świetnie się ze sobą dogadują. Czesio wyjeżdżamy z dziećmi i we dwoje, dobrze nam się układa. jednak moja była zachowuję się dziwnie tak jak jej cała rodzina. Zabieram małego do siebie co 2 weekend i w tygodniu. Moja była żona jednak nie zadzwoni nie napisze i zapyta o dziecko nawet jak nie ma nas kilka dni. jedyne co robi to wchodzi na moje relacje na insta. jest za każdym razem gdy wrzucę jakąś relacje z moja obecna partnerką lub z dziećmi. Jej rodzice unikają mojego wzroku jak przyjadę czasem po małego do nich tak samo ona. kilka razy widziałem jak jej się oczy szklą i nie może patrzeć mi w twarz, takie mam wrażenie. Osobiście jest bardzo miła ale przez SMS bywa bardzo zgryźliwa grając dzieckiem na moich uczuciach. Widzę że wyraźnie żyje moim życiem choć przecież ma swoje.
  9. Achnio

    Rodzice z DDA

    Krótko i na temat. Jak wplywaja na dzieci rodzice z rodzin alkoholików, którzy sami nie są alkoholikami, ale mają objawy dzieci DDA/DDD?
  10. Jak poradzić sobie ze smutkiem, poczuciem winy , żalem, niezrozumieniem kiedy ktos jest nieuleczalnie chory i umiera powoli bo nie chciał lub nie mogl podjąć leczenia w pore a byc moze można było uniknąć najgorszego. Jak sobie poradzić z myślą o nieuniknionym. O tym ze na zawsze sie rozstana bliskie sobie osoby. Nawet jeśli ktoś jest lub byl toksycznym rodzicem lub stosujacym manipulację, ktorej nie da sie rozumieć, być może cena życia i śmierci w tym przypadku wchodzi w grę ponieważ niektóre osoby są gotowe umrzeć przedwczesnie tylko dlatego aby ktoś się nimi opiekował rzucił pracę związek, karierę i oddał połowę swojego dobrobytu. W kim jest problem ? We mnie ? W moim wewnętrznym dziecku ? Czy w tym chorym smiertelnie rodzicu ? Czy i za co ? dlaczego człowiek może zwlekać z leczeniem lub zignorować własną osobę ? za cenę lekkich pieniędzy ? żalu współczucia nad nim ? Brak szacunku do własnej osoby znowu pojawia się w słowach : będziecie mieć ze mną spokój... Dozgonne uwielbienie i oddanie i służba komuś może stać się męczące na pewnym etapie życia dziecka, które chce sobie ułożyć życie jednak rodzic lub rodzina ściąga w dół . Dlaczego rodzic nie potrafi podarować wolności swojemu dziecku tylko przytłacza swoimi problemami finansowymi ,chorobą z drugiej strony dlaczego jestem tak zła i niedobra ze chce od tego uciec porzucić to i wyzbyc sie poczucia winy , tu jakby nieumiejętność oderwania się rodzica od dziecka...żal dziecka do losu o problem, ktory wyrywa slad na psychice . Być może potrzeba tu diagnozy karmicznej ?
  11. Witajcie. Nie wiem już co mam robić, gdzie szukać pomocy. Jest mi wstyd. Jest mi po prostu, po ludzku wstyd tego największego życiowego błędu. Jeszcze cztery lata temu mieszkałam w dużym mieście, miałam wspaniałą pracę i cieszyłam sie życiem. Poznałam jego. Żonaty. Chyba powtórzę coś, co nie jedną dziwną taka jak ja już słyszała. Jest z żoną nieszczęśliwy, nigdy jej nie kochał, wrobila go w dziecko, chce się z nią rozwiesc. Zakochałam się w nim. Obiecywał mi wtedy wszystko czego potrzebowałam, rozumiał mnie. Byłam jeszcze w żałobie po śmierci mojego taty. Zmarł kiedy ledwo skończyłam studia. Za wcześnie, że młodo, zbyt nagle, bez pożegnania. Długo nie umiałam się pozbierać. Zakończyłam związek, w którym gdy tylko pochowano mojego tatę, partner zaczął mnie ponizac. Tak jakby wiedział że już nikt mnie nie jest w stanie obronić. Tak się wtedy czułam. Jak bezbronna istota której można zrobić i powiedzieć wszystko. Zmuszał mnie do seksu, porownywal do przypadkowych lasek z Internetu. W końcu chyba się już tym znudził. Kazał mi się wynieść. Wyszłam z domu z ubraniami i rozpaczą której nie potrafiłam udźwignąć . Znalazłam mieszkanie, wierzcie lub nie po kilku tygodniach poczułam że chce się żyć. Zaczęłam brać dalekie trasy, poznawać nowych ludzi, bawić się. Cały czas w tym wszystkim jednak brakowało jakiejś stabilności. Jakiegoś jutra. Było tylko tu i tylko teraz. Wtedy pojawił się on. Biedny, zrozpaczony, zrobiony w dziecko, zmuszony do ślubu myślący o rozwodzie. Boże, jaka ja byłam głupia. Po miesiącu znajomości powinnam wiedzieć że karmi mnie kłamstwami. Za ten romans i miłość, za rozbicie rodziny ponosze teraz kare. Karę ktora zaczyna mnie już pchać do myśli samobójczych. Od początku. Karmiona kłamstwami o tym jak mu źle, powiedziałam w którymś momencie chłopie wóz albo przewóz. Jesteś z żoną albo że mną. Skoro się rozwodzisz to po co do niej wracasz każdej nocy. Zrób porządek. Nie zrobił. Ale mi też nie dał odejść. Pierwszy raz od dziwek zwyzywal mnie po dwóch miesiącach znajomości. Właśnie za to że chciałam zakończyć romans. Uwierzyłam w jego kolejne klamstwa i poczekalam pół roku aż uporzadkuja sytuacje. Zeby mu udowodnic ze czekam, rzucilam wspaniałą prace. Ona sie wprowadziła. Nie wiem czy go podejrzewała o romans, czy miala dosc tego co ja odkrylam pozniej. Ten mężczyzna jest strasznie narcystycznym, A co gorsza jest w swojej nieomylności i wspaniałości wspierany przez matkę. Moja pierwsza wizyta w jego domu, a jego matka jak najlepszej przyjaciółce opowiedziała o wszystkich problemach jego małżeństwa. Nie zostawiła na tej dziewczynie przy tym suchej nitki. Jakby wiedziała, to jeszcze by mi opowiedziała jakich tamponow używa i w jakiej pozycji zaszła w ciążę. Jak to ona święta teściowa się starała, a tamta wredna miała ich za nic. Tu była kolejna ostrzegawcza lampeczka. Nie zareagowałam. Odpowiedziałam więc jej o sobie, o swoim życiu, o pracy, w genialnych ostatnich wakacjach. Mówiąc o wakacjach nie dało się nie wspomnieć o byłym. Dostałam o to zjebe od synka idealnego. Bo jego mamusia może srac na była żonę tak że uszy więdną, ale ja mam o swojej przeszłości nie wspomnieć słowem. Po kolejnych kilku miesiącach on wyprowadził się od matki i zarządal mojej przeprowadzki z dużego miasta do małego zadupia. Nie mogłam tam znaleźć pracy, bo cały czas w perspektywie było to, że to miasteczko to tylko przystanek, bo docelowo będziemy gdzie indziej. Wtedy pierwszy raz mnie uderzyl. Wybaczylam. To tylko lisc. Potem było coraz częściej, a liście zmieniały w pięść. Docelowe miejsce stało się kolejnym zadupiem. Znowu problem z pracą, znowu jego laska i nielaska. Tu bicie stało się bardzo regularne. Średnio raz w miesiącu. Próbowałam nawet już się bronić, oddawać, atakować, błagać żeby przestał. Dostałam już z główki, zostałam już skopana, dostałam pięścią w brzuch. Ostatnio stomatolog spytała mnie czy byłam pobita, bo moje dziąsła to jedna Wielka pourazowa dziura. Zełgalam ze mialam wypadek samochodowy. Mam liczne krwiaki na potylicy. Pourazowe. Mialam już pękniętą błonę bębenkową ucha. Od jego uderzenia. Kłamałam że od wybuchu petardy. Kiedys, gdy nie bylam sie juz w stanie podniesc z podlogi to obsikał mnie. Tyle razy juz przysięgał ze wiecej nie uderzy. A prawda jest taka, że robi to niezależnie, czy ja zawinię czy nie. Juz nawet nie znajduje tlumaczen dlaczego, udaje że tego nie zrobił, nie wie co mi się stało, pewnie upadlam. Nagrywa nasze awantury, to jak wychodzę z siebie bo już dłużej nie mogę znieść jego kłamstw. Gdy już zbierze sobie materiał który pokazuje że to ja krzyczałam, wyłącza kamerę i zaczyna bić. Bronie się jak mogę, ale to nie działa. Wczoraj dostalam w brzuch z pięści, kilka razy w twarz, wybił mi niedawno zdobiony ząb. Ale to nie jego wina. On ma nagrane dowody ze to ja robie awanture. Skopał mnie po nerkach. Wymyslam sobie. Zalewam sie krwia, on szybko sprzata, zeby przypadkiem nikt nie zobaczyl. Nagram go jak mi grozi ze mnie zapierdoli, to szybko to skasuje. A jak uda mi sie go odepchnać i biedatwo sie zarysuje, albo nabije siniaka, to oczywistym jest ze to on jest ofiara. Nie moge juz na niego patrzec. Nie chce go znac. Chce odejść. Ale on nie pozwala. Grozi, szantażuje, wypomina rozbicie rodziny. Wszystko w tym domu, jego zdaniem jest jego. Dostane pieniadze od babci na urodziny - do domowego budżetu. Zrobię ekstra premie - do domowego budżetu. Uda mi się coś odłożyć? On zawsze znajdzie potrzebę wymagającą odebrania mi tych pieniędzy. Zarabiam ciut więcej od niego. On do tego płaci alimenty, wymyślił sobie niby to biznes, który przynosi te same dochody co bez posiadania własnego sprzętu, ale raty trzeba płacić. Więc zarabia niewiele więcej, a poza sezonem generuje kolejny zbędny wydatek w budżecie. Od roku zbieram na prawo jazdy którego brak tak bardzo mi wypomina. Nic tu nie jest moje. Telefon zabiera mi kiedy mu to pasuje, lozko jest jego, mam wypierdalac na podloge, wszystko tu kupil on. Moge sobie uzywac, ale na jego zasadach. Moja wyplate mam wplacac na kartę kredytową. Oczywiscie moge jej uzywac kiedy potrzebuję. Mam tylko pamietac ze wszystko jest jego. Za mojego dentyste w jego mniemaniu placi on. Co za tym idzie, ma prawo mi je wybić. Zapierdoli mnie jesli rzucę telefonem, zajebie jesli cokolwiek uszkodze. Kiedys zrobil mi awanture za to ze spadl mi pilot. Nienawidze go. Tej nienawisci jest juz tak duzo, ze na jedną osobę miało. Mimo iz kiedys chcialam byc blisko jego corki, to teraz życzę jej wszystkiego tego, co on zrobił mi. Pomocy. Jedyną droga wyjscia z tego zwiazku stala sie dla mnie śmierć. Karma to złośliwa suka. Moja właśnie wróciła do mnie.
  12. Witam. Jestem Paulina mam 26 lat. Moim problemem jest moja mama która mnie wiecznie ocenia i wszystko zrobiłaby lepiej. Odkąd pamiętam jej obsesja na moim punkcie była wręcz przerażająca, panicznie boi sie że coś mi się stanie. Gdy jestem ze swoim narzeczonym (którego lubi razem z ojcem) z którym jestem 5 lat dzwoni do mnie i do niego po 10 razy dlaczego nie odbieram i wyobraża sobie mój wypadek, porwanie, po czym płacze mi do słuchawki, że to moja wina że źle się czuje, boli ją głowa i że ona chce wiedzieć dokąd idę i mam jej .... pisać smsy.... Dodam że nie mieszkamy już razem od 5 lat (to chyba najlepsza decyzja w moim życiu) Nie mam pojęcia jak z nią rozmawiać, każda próba przemówienia do rozsądku mojej mamie kończy się na jej płaczu i krzyku... dodam również że sama planuję mieć rodzinę w niedalekim czasie i nie wiem co mam zrobić żeby mnie nie zamęczyła... proszę pomóżcie mi, bo po jej płaczu i histerii sama czuje się jak najgorsza córka świata, siedzę i się zadręczam.
  13. Hej, mam na imię Aleksandra, 18 lat, przyjechałam z Bydgoszczy. Tak... pi tych wszystkich pobytach w szpitalach psychiatrycznych i w ośrodku leczenia uzależnień od substancji psychoaktywnych przywykłam już do takiego sposobu przedstawiania się. We wrześniu 2017 roku rozpoczęłam naukę w liceum ogólnokształcącym. Byłam już wtedy dosyć mocno uzależniona od twardych narkotyków i dopalaczy, głównie od mefedronu. Dostałam się do VILO - najlepszej szkoły średniej w Bydgoszczy. Wytrwałam tam jednak tylko przez tydzień, ponieważ zażywałam substancje na każdej przerwie praktycznie i nie uszło to uwadze nauczycieli i innych uczniów. Dopiero po tym, jak zgubiłam woreczek z białym proszkiem w toalecie, zostałam oficjalnie usunięta z listy uczniów szóstki. Zostałam skierowana na oddział psychiatryczny do szpitala uniwersyteckiego. Przez pierwszy tydzień leżałam sama na izolatce i byłam kompletnie nieprzytomna. Potem, jak zaczęłam nieco więcej rozumieć, myślałam że dostanę wypis do domu. Okazało się jednak że mój tygodniowy pobyt przeciągnie się do 5 - tygodniowej obserwacji. Wtedy zaczęłam się buntować na wszelkie możliwe sposoby. Rzucałam kamieniami w okna, biłam i obrażałam personel szpitala. W tym okresie bardzo dobrze rozumiałam się z jedną pacjentką i razem po kryjomu paliłyśmy papierosy w toalecie i zabierałyśmy młodszym pacjentom słodycze. Ale jak ta dziewczyna wyszła zrobiło mi się strasznie smutno. Zapoznałam dziewczynę z depresją i wtedy po raz pierwszy dokonałam samookaleczenia szkłem z rozbitej szklanki. Wówczas pani ordynator stwierdziła że nie jest w stanie mi pomóc. Zrozumiałam że mam ogromny problem i zgodziłam się dobrowolnie na roczny pobyt w ośrodku leczenia uzależnień w Wierzenicy. Nie mogłam się tam jednak kompletnie odnaleźć. Cały czas miałam myśli samobójcze i okaleczałam się. W końcu po tygodniu opuściłam bez pozwolenia teren ośrodka i schowałam się w starym garażu. Dalej się okaleczałam, aż mnie znaleźli i zawiadomili mojego tatę że ma mnie zabrać bo stanowię dla siebie zagrożenie. Bardzo się ucieszyłam że jadę do domu. Jeszcze po drodze zamówiłam w internecie substancje od których byłam uzależniona. 2 dni później odebrałam z poczty paczkę. Poszłam do nowej niepublicznej szkoły i funkcjonowałam na tych substancjach przez 2 tygodnie. Do teraz nie wiem, jak mój tata zorientował się że znowu biorę narkotyki. Zawiózł mnie tak jak stałam tym razem nie do szpitala w Bydgoszczy, tylko w Świeciu. Tam stwierdzono że miałam we krwi toksyczne substancje i tata uratował mu życie. Parę dni pozniej odwiedziła mnie mama i powoedziala że wyglądam jak trup po czym się rozpłakała. Obiecałam że już nigdy nic nie wezmę. Oczywiście były to puste słowa, bo myślałam zupełnie inaczej. W Świeciu też nie czułam się za dobrze. Były tam bardzo surowe zasady, do których nie potrafiłam się przystosować. W związku z tym że pobiłam trzy pielęgniarki, po 3 miesiącach zostałam skierowana na oddział sądowy o wzmocnionym zabezpieczeniu, ponieważ miałam w sądzie, jak się okazało, sprawy za posiadanie narkotyków, rozprowadzanie i pobicie. Wtedy zrozumiałam że to nie są żarty. Zaczelam się starać i pracować nad sobą. Uczestniczyłam w terapiach, jedzilam na przepustki. Pobyt mój tam trwał rok. W grudniu 2018 dostałam wypis do domu i podjęłam próbę samobójcza. Uznałam że moje życie bez narkotyków nie ma sensu i wyskoczyłam przez okno. Po tym zdarzeniu znowu wrocilam do Swiecia na 6 miesięcy. Stwierdzono u mnie schizofrenię i zaczelam się leczyć w tym kierunku. 10.06.2019 roku dostałam wypis, ale miesiąc pozniej znowu zaczelam eksperymentować z narkotykami. We wrześniu poszłam do nowej szkoły, ale po tym jak przyszłam do szkoły pod wpływem zostałam zawieszona w prawach ucznia. Skierowano mnie na oddział dla dorosłych w szpitalu wojskowym w Bydgoszczy. Jednak tam, zapoznałam pana który za pocałunki i takie rzeczy dostarczał mi narkotyki. Pobyt niewiele mi dał. Zaraz po otrzymaniu wypisu, poszłam kupić narkotyki. Następnego dnia obudziłam się z ogromnym poczuciem winy i zdecydowałam się na ośrodek odwykowy w Marianówku. Byłam tam przez 3 dni. Po tym jak się samookaleczyłam, dostałam natychmiastowo wypis. Wrocilam do domu i obiecałam że już bedzie dobrze. I faktycznie było. Wrocilam do szkoły, jednak z nieznanych przyczyn któregoś popołudnia bez większego namysłu podjęłam kolejny raz próbę samobójcza. Trafiłam od razu na intensywna terapie. Połknęłam 27 tabletek silnego leku. Cudem przeżyłam. Teraz przebywam na oddziale psychiatrycznym dla dorosłych juz od 3 miesięcy. Na razie jest stabilnie jednak obawiam się tego co przyniesie mi przyszłość...
  14. Postanowiłam odejść od partnera, z którym mam dwie córki, byliśmy ze sobą 9lat,poznalam go gdy miałam 16. Związek się komplikowal, braliśmy narkotyki,były awantury, gdy niby wszystko wróciło do"normy"zauwazylam brak szacunku do mojej osoby z jego strony.Postanowilam odejść, poznałam kogoś kto bardzo mnie kocha, mieszkamy razem,ale czuję, że zrobiłam coś źle,że zniszczyłam rodzinę, pomimo, że czułam się źle traktowana, były partner nigdzie mnie nie zabierał, często nie odzywał się jak człowiek, nie rozumiał mnie, ja czuję strach, że postapilam nie właściwie, bo niby"mialam wszystko". On twierdzi, że go zdradziłam, choć często klucilismy się, on mnie wyzywal, ja znalazłam kogoś kto chciał mi pomóc się odnaleźć. Nie wiem jak pogodzić się z utratą, czasami mam ochotę wrócić do tego co było, czuję się bardzo przywiązania emocjonalnie, juz6sobie z tym nie radzę. Nie mam bliskiej osoby aby poradzić się kogoś, co oznacza ta pustka?
  15. Witam, mam lat 48 i od blisko dziesięciu mieszkam z przyjaciółką. Obecnie nie mieszkamy w Polce, tylko w Holandii. Przyjaciółka, nazwijmy ją Red, ma lat 55. Jest alkoholiczką, obecnie po wszytym już po raz kolejny esperalu. W tej chwili została sama w Nl, ja jestem trzeci tydzień w Pl. Od samego mojego przyjazdu tutaj są wieczne problemy. Zarzucanie mi kłamstwa, oszukiwania jej, braku lojalności. Nie kończy się to tylko na mnie, ale źli są wszyscy. Jej matka, ciotka, moja córka, wszyscy jak jeden. Nie będę tu przytaczała wyzwisk jakimi mnie obrzuca podczas tyrad na messengerze. Taka sytuacja nie zdarza się po raz pierwszy, jest to kolejny raz. Najczęściej i na co dzień jest w miarę normalnie, zwykłe problemy dnia powszedniego. W momencie kiedy traci mnie z oczu, zaczyna się horror. Nie wiem jak z tym sobie radzić, a jednocześnie jak jej pomóc. Zaczynam się poważnie zastanawiać, czy nie jest ona chora psychicznie. To tak, jakby w jednym człowieku mieszkały dwie osoby. Zwykła normalna, miła, uczynna Red i ta druga, wulgarna, chamska, podła i niszcząca wszystkich Red Monster. Nie wiem kompletnie co robić. Jeszcze trochę, a ja sama będę potrzebowała pomocy fachowca, bo zaczynam czuć lęk przed powrotem do domu, czuję, że mam zaniżone poczucie własnej wartości, całymi dniami odczuwam stan poirytowania, oczekiwania, z której strony spadnie cios. Potrzebuję realnej pomocy, wskazówek co mam dalej robić. Jak jej pomóc, bo nie można być takim człowiekiem, nie można być potworem bez żadnych zasad moralnych. Jestem kompletnie załamana.
  16. Witam! Mojego męża poznałam 6 lat, od 5 lat jesteśmy małżeństwem. Jeszcze przed ślubem lubił sobie wypić, jednak nie zdawałam sobie sprawy że jest uzależniony. Po ślubie i urodzeniu się naszego dziecka pił coraz więcej, wiele razy mnie zawiódł, okłamywał, a ja dalej nie zdawałam sobie sprawy jak okropne jest to uzależnienie i jakie niesie konsekwencje. Gdy był pijany szantażował mnie emocjonalnie a nawet znęcał się psychicznie. 2 miesiące temu zawiadomiłam policję z tego powodu i rozpoczęta jest procedura niebieskiej karty. Mąż po tej interwencji zdecydował się pójść na detoks i od tamtej pory jest trzeźwy, chodzi na mitingi i do terapeuty. Ma poczucie winy i żałuje tych krzywd, ale bardzo chce żebyśmy dalej byli małżeństwem. Obiecuje, że teraz już osiągnął swoje dno i zmieni się dla siebie przede wszystkim i leczyć się będzie także dla siebie. Mam wielki mętlik, nie potrafię zadecydować. Nie czuję względem niego chyba już żadnych uczuć, a z drugiej strony życie z nim gdy jest trzeźwy mi odpowiada, bo jest dobrym ojcem, pomocny i dobry. Potrzebuję pomocy
  17. Coś takiego mi się przypomniało teraz i to opisałam... Odkąd pamietam, moja mama była dla mnie autorytetem, radca prawny po studiach prawniczych w Łodzi, doszła do wszystkiego sama, pomimo wszelkich przeciwności losu. Byłam w nią wpatrzona jak w obrazek. Kiedyś w przedszkolu miałam zilustrować moją rodzinę to narysowałam mamę, siebie i nasz samochód. Taty jakby w ogóle nie uwzględniałam, ponieważ rodzice żyli w separacji. Już w przedszkolu zaczęło docierać do mnie, jaki charakter ma moja mama. Surowa, wymagająca, ambitna. Już jako małe dziecko byłam zmuszana do lekcji gry na pianinie, których nie cierpiałam, ale chodziłam po prostu z przymusu. Dodatkowo gimnastyka korekcyjna i rehabilitacja, ponieważ mama ubzdurała sobie, że mam krzywy kręgosłup. Podczas zajęć w przedszkolu czułam się dobrze, ponieważ mogłam pobawić się z koleżankami, zamiast żmudnie ćwiczyć pisanie ładnych i kształtnych literek. Tak, bo to właśnie robiłam po zajęciach. W podstawówce w klasach 1-3 jeszcze jakoś dawałam radę, chociaż było mi coraz ciężej. Mama zapisała mnie na basen, który nawet lubiłam, była to taka moja odskocznia. Musiałam jednak uczyć się najlepiej w klasie, osiągać najlepsze wyniki na testach, a jak uzyskałam mniej niż maksimum punktów na sprawdzianie mama porównywała mnie do moich rówieśników w sposób negatywny, wcale mnie nie motywujący. W klasach 4-6 sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli. Mama zaczęła jeszcze więcej ode mnie wymagać. Zapisywała mnie na wszelkie możliwe konkursy, do których musiałam się potem po nocach uczyć oraz na koła zainteresowań pomimo, że na przykład nie miałam na to ochoty. Inwestowała w moją naukę ogromne sumy pieniędzy. Chodziłam na korepetycje z matematyki, niemieckiego, angielskiego, na basen, na tenisa…ani razu nie usłyszałam, że coś mi dobrze poszło, czy że jest ze mnie dumna. Było mi przykro. W piątej klasie zostałam zapisana przez mamę na konkursy przedmiotowe ze wszystkich przedmiotów, jednak byłam pod tak dużą presją, że ani jednego nie udało mi się wygrać. Jednak doszłam do etapów wojewódzkich, czego oczywiście moja mama nie zauważyła. Porównywała mnie do moich kolegów i koleżanek, którzy owszem wygrali te konkursy, ale z jednego a nie ze wszystkich przedmiotów. Nagle na wszystko zaczęło mi brakować czasu. Koleżanek nie miałam wcale, chociaż próbowałam się z nimi spotykać z tajemnicy, nigdy taka znajomość nie trwała długo. Musiałam się tylko uczyć i rozwijać. Nie było nawet mowy o pójściu do psychologa, czy terapii rodzinnej. W szóstej klasie odbyła się rekrutacja do gimnazjum i mama powiedziała, że z moimi wynikami wyśmieją mnie w najlepszej szkole w Bydgoszczy, co było kompletną nieprawdą, bo spokojnie bym się dostała. Poszłam wiec do innego, równie dobrego gimnazjum i wtedy zaczął się horror. Mama po prostu zaczęła po mnie jeździć. Biła mnie jak dostawałam w szkole gorszą ocenę, nie pozwalałam mi się spotykać z koleżankami, które miały słabsze oceny ode mnie, kazała mi poprawiać 4 na 5, brać udział w konkursach mimo ze byłam dopiero w 1 klasie i uczyć się do matury. A ja byłam w 1 gimnazjum i chciałam żyć jak normalna nastolatka! A nie mogłam nawet zadecydować w co ubiorę się do szkoły i co zjem na śniadanie. Mama podejmowała za mnie wszystkie decyzje. Tak funkcjonowałam do 3 klasy i było coraz gorzej. Mama się nade mną znęcała i psychicznie i fizycznie, aż któregoś dnia nie wytrzymałam i przeprowadziłam się do taty. Tam z kolei dostałam swój pierwszy telefon, pofarbowalam końcówki szamponetką, poszłam na prawdziwe zakupy i kupiłam to co mi się podobało. To ze tata dał mi tyle luzu niestety skończyło się tym ze wpadłam w złe towarzystwo i uzależniłam się od dopalaczy. Mama cały czas do mnie wydzwaniała i pytała, co dostałam ze sprawdzianu i jak wypadli inni, ale już miałam to gdzieś. Liczyły się dla mnie tylko dopalacze. We wrześniu poszłam do wymarzonego VILO, ponieważ zostałam laureatka konkursu przedmiotowego z Niemieckiego i miałam prawo wyboru szkoły, jednak z powodu mojego próbnej zostałam usunięta z listy uczniów po tygodniu. Zostałam skierowana do szpitala psychiatrycznego na detox i jak się mama o tym dowiedziała myslala ze oszaleje ze złości. Odwiedzała mnie na oddziale tylko po to zeby mnie krytykować, mówić jakie życie maja moi rówieśnicy i ze zawiodłam ją na całego. Przychodziła mnie przepytywać mimo, że mój stan zdrowia był jeszcze niestabilny i cały czas mówiła o szkole. Po prostu robiła wszystko żebym się nie wyleczyła. Pobyt w szpitalu trwał 2 lata i mam wrażenie ze do mojej mamy nic nie dotarło. Chodzi ze mną na terapie, ale inaczej się zachowuje tam a inaczej ze mną i to jest przykre. Nie wiem, czy dam rade dojść z nią do jakiego porozumienia. Wydaje mi się ze nigdy mnie nie zaakceptuje. Ola
  18. Zdarzają się związki w porównaniu do których mocny dramat czy groźny thriller to mały pikuś. Część tych historii wynika z tego, że weszło się w relację z psychopatą czy psychopatką. Wtedy może być naprawdę grubo. Więcej informacji na ten temat można znaleźć w następujących podcastach: CIEKAWOSTKA: Męski blog refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online.
  19. Witam, Jestem samotną, kobietą mam 34 lata, całkiem dobrą pracę, którą można powiedzieć, że lubię. "Samotna" u mnie nie oznacza tylko braku partnera, ale ogólnie braku ludzi, z którymi miałabym jakieś pozytywne relacje na głębszym poziomie, nawet już nie tylko przyjaciół ale choćby koleżanek do wyjścia do kina, na spacer, czy po prostu pogadani o wszystkim i niczym. Rok temu zmieniłam pracę, miasto. Wiem, ze nowe znajomości nie zawsze udaje się łatwo nawiązać, ale odkąd pamiętam zawsze u mnie było podobnie: niby każdy jest miły, niby wszystko fajnie, dogadujemy się ale nie czuć nigdy, że jest to głębsza znajomość, a z reguły nawet ta płytka relacja szybko się kończy. Jeszcze kilka tygodni temu znów myślałam, że udało mi się nawiązać jakieś koleżeńskie relacje, fajnie się rozmawiało, dobrze się wspólnie bawiliśmy na imprezie, a teraz chociaż nic się nie wydarzyło wszyscy nagle się odcięli. Zazwyczaj tak miałam z ludźmi, ze dopóki ja nawiązywałam kontakt to jakaś relacja, znajomość się trzymała, ale tylko kiedy inicjatywa wychodziła z mojej strony. Po pewnym czasie już mi się to znudziło i dopóki się nie przekonam, ze komuś na mnie nie zależy, staram się nie angażować. Może ktoś powiedzieć, że to napędza błędne koło, ale nie chcę ciągle być wykorzystywana i ciągle się starać nie dostając nic w zamian. Zazwyczaj jeszcze im bardziej się starałam tym miałam wrażenie, że mniej zależy innym na mnie. To samo w sumie dotyczy też kontaktów z facetami.Wszystko to sprawiło, że teraz zamiast z kimś miło spędzać czas siedzę sama w domu i to piszę. Nie chcę tak żyć, bo takie życie nie ma sensu. Z resztą to nie życie tylko pusta i bezsensowna wegetacja. Czy ja na prawdę mam takiego pecha do ludzi czy to ze mną cos jest nie tak. Jeśli ze mną to co? Nie jestem osobą konfliktową, chyba z dużą pewnością mogę powiedzieć, ze miłą, czasem zbyt dobrą dla innych, staram się zawsze wszystkim pomagać, lubię pożartować, potrafię też przeprosić jeśli zrobię cos nie tak i przyznać się do błędu
  20. Witam. Moja historia długa dość... Mam 35 lat, jestem od 10 lat mężatką. Przed ślubem mieliśmy raz rozstanie, potem się znów zeszliśmy. Miał być taki dobry, nie skrzywdzić mnie, stać za mną murem. Były sygnały tzn.intuicyjnie czułam, że może to nie jest dobry kandydat...ale przecież on mnie kochał, a ja miałam dość huśtawek emocjonalnych i złamanego serca. Chciałam spróbować podejść do związku inaczej, rozsądniej. Nie był emocjonalny, był raczej skryty, spokojny, opanowany no i mnie kochał. Spotykałam się z nim długo zanim pokochałam, zanim mieliśmy swój "pierwszy raz". Niestety przyszły mąż nie był idealny, ale nie chciałam wyjść na wybredną babę tym bardziej, że przecież miłość jest tylko w filmach (a ja o takiej marzyłam). Bywałam też zaborcza i robiłam kłótnie gdy on mnie okłamał np z paleniem papierosów. Niby nic a dla mnie działało jakbym miała się rozsypać...bo obiecał, że nie będzie palić. To tylko przykład. Zawsze wybaczałam i wierzyłam, że się zmieni. Tak bardzo nie chciałam być sama, tym bardziej, że on w oczach wszystkich taki cudny, wierzyłam, ze mnie kocha. A ja jego. Był ślub...wprowadziłam się do domu jego rodziców. Bo duży, a u mnie miejsca brak. Bo mama cudowna i wtrącać sie nie będzie bo sie nimi nie interesuje. Szybko okazało się, że teściowa pije - dużo pije. Udawałam, że nie widzę, ale zaczęły się podsłuchiwania, kontrole, sprawdzanie garnków (niby wpadała zobaczyć co dobrego gotuję, a potem obmawiała mnie, a ja myślałam że w dobrej wierze przychodzi, pochwalić szczerze), wyzwiska, kłamstwa, nachodzenie podczas nieobecności męża. Mąż kilka razy próbował z nią i teściem rozmawiać, potem było tak, że sam po piwie z nimi wojny prowadził niby by mnie chronić. Z czasem nic nie pomagało...gdy mówiła, że mnie wyzywała, ze wydzwaniała do moich rodziców z oskarżeniami, że sypiam ze swym ojcem (tata był sparaliżowany) to nie słyszałam nic jak tylko, że ona taka jest i nic z tym nie zrobię. Kilka razy się pakowałam - zawsze mnie wyzywał od wariatek, że rozwalam ich dom. Jestem emocjonalna wiem, nawet bardzo...z czasem z bezsilności krzyczałam, wtedy dopiero wyzywana od wariatów byłam. Nie miałam wsparcia, bezpieczeństwa, zawsze trzeba było udawać... popadłam w depresję, wdałam się w romans...na chwile odżyłam. Wiem - źle zrobiłam, ale ja wpadłam jak w jakiś nałóg, który dawał mi sens, że jeszcze istnieję . Po tym mąż się zmienił - ale piwa nadal w domu były choć przestałam się o to kłócić. Nie siedział po piwnicy, był w domu, jeździliśmy wszędzie, ale tez było wino, piwo itp. Niby normalne ale nienormalne. Zaufałam mu. Zdecydowaliśmy się na 2 dziecko. Po tym jak mnie raz wyzwał jak kiedyś, chciałam zapomnieć o dziecku...okazało się, że było za późno. 2 ciażę zostałam sama. Bez wsparcia, spokoju, sama, zapłakana i zrezygnowana. Mąż co wieczór w piwnicy przy piwie/. Niby tylko 2...ale wiem, że było więcej. Do dziś tak jest...czasem do domu przyjdzie ma 1 piwo, a potem znika w piwnicy bo ma kolejne. Odbija mi się to na nerwach, na dzieciach. Uważa, że to ze mną jest źle a on jest w porządku. Na zewnątrz ideał...każdy go ma za fajnego męża i ojca. Zalety? pomoże w domu, czasem jest przy dzieciach, czasem zrobi zakupy...ale nie ma dnia żebym miała pewność, czy czasem nie pił już piwa. Bo faceci pija jego zdaniem. Owszem - ale w normalnej ilości i są w domu a nie w piwnicy. Po powrocie ze szpitala z córką, która się urodziła zrobił zupę i znikł...wrócił wypity. Ze szczęścia. Nie umiem...nie umiem mu wybaczyć. Ciągle zawodzi. Ja stałam się kimś kim nigdy nie chciałam być. Mamą na tabletkach uspakajających, płaczącą, zawiedzioną i nie kochającą siebie. A swoją wartość uzależniam od niego. Cały czas mi wbija, że to moja wina wszystko... wiem, że potrafię być okropna, ale staję się taka jak widzę, że znów kłamie. Że znów zawiódł. Popadam potem w depresję, moje myśli krążą tylko wokół niego z pytaniami dlaczego? nie umiem się skupić na dzieciach, pracy...na drodze. Być może jestem tą kobietą kochającą za bardzo... mam za sobą już bulimie 15 lat temu, terapię... co jeszcze? Czasem modlę się by to wszystko sie skończyło. Nie potrafię stworzyć domu. Chciałam, on też mi obiecywał dom pełen miłości ..że nie będzie pił jak mama, że nie będzie siedział w piwnicy jak tata... A teraz jestem dla niego wariatką, psychiczną głupią babą, popier...ą, idiotką itp. Ale z piwnic choćby dla dobra dzieci nie zrezygnuje. A ja naciskam i dalej próbuje tłumaczyć i mieć nadzieję. Moja starsza ccórka to widzi wszystko. Martwię sie o nią, że będzie kiedyś tak cierpieć jak ja. Nie ma spokojnego domu. A ja walczyć chciałam z wiatrakami czyli z alkoholizmem teściowej, z mężem...chyba z wszystkimi wokół. Próbowałam wszystkiego żeby udowodnić, że zasługuję na miłość, że jestem dobra. Uśmiechałam się choć serce krwawiło i dusiłam się. Co nie zrobię to zawsze moja wina. Ciągle słyszę, że wszyscy mnie przeciwstawiaja...
  21. Jak rozpoznać uzależnienie emocjonalne od partnera? Po czym poznać, że to nie jest miłość, a uzależnienie emocjonalne lub zakochanie?
  22. Witam. Jestem 20 latkie, w tym roku będę pisał maturę. Od niedawna mamy kota w domu. Jest słodka, lubię ją. Często to ja się nią zajmuję, daje jeść, pić, zmieniam żwirek, czy chociazby poglaskam i sie pobawię. Jednak zauważyłem bardzo dziwne skłonności u siebie. Otóż, gdy kotek był jeszcze mały, bardzo się bał każdego członka rodziny, nie chciał się zbliżyć. Gdy udało mi się poraz pierwszy do niej podejść i ją pogłaskać bylem z siebie calkiem dumny. Oczywiście nie za kazdym razem byla taka chętna na kontakt ze mną. Często uciekała gdzie się tylko da i podczas wlasnie tych ucieczek zauwazylem u siebie taka skłonność. Otóż, poczułem takie bardzo bardzo bardzo silne uczucie, że ja musze tego kota schwytać (używam slowa schywytac a nie zlapac zeby podkreślić jak to wybrzmiewa w mojej głowie). No i próbowałem ją łapać, ona się bała, syczała na mnie, a ja się jeszcze bardziej nakręcałem. Szybko zaczęło być coraz gorzej. Kot lubi mnie, bo wiekszość czasu zachowuje sie normalnie albo nawet na jej korzyść, ale ostatnio widac ze znowu zaczyna sie mnie bać. Starałem się to kontrolować, ale jest to piekielnie trudne. Doszło do czegos takiego, ze jak sie pobawie z kotem to nagle moze mnie to po prostu uderzyc i tylko czekam na moment kiedy bedzie chciala uciec ode mnie z lozka, czy syknie na mnie. (syczenie ustępiło, ale czasami sie zdarzy) Jak wygląda moment, gdy wpadam w "furię"? Łapie kota, zaciskam zebami warge nie czując tego, (bardzo mocno, mialem po tym slady) i mozna powiedzieć, że az sie trzęsę. Do tego czuje się jakbym wpadł w jakiś szał z którego nie ma wyjścia. Jest taki moment, kiedy udaje mi sie otrzasnąć. Wtedy odstawiam kotkę i najczesciej wybiegam do pokoju, klade się na lozko i zaczyna mi doslownie walic serce. Do tego mam ogromne wyrzuty sumienia. Tyle, że na drugi dzień, za dwa, za cztery, czy za tydzień sytuacja sie powtarza i w ten sposob powstaje bledne koło. Ja mam coraz wieksze wyrzuty sumienia, kot sie coraz bardziej boi, a ja jakoby żeruje na tym strachu. Nie chcę być dręczycielem zwierząt, odraża mnie to. Mialem w życiu wiele psów, kota jednego, ale uciekł. Z tym starym kotem się nie dogadywałem, w sensie był strasznie dziki i za bardzo nic oprócz biegania i chowania się nie robił (nie znęcałem się nad nim wtedy, jedynie czasami mnie najzwyczajniej w siebie irytowal czy denerwowal swoim zachowaniem co czasem zaskutkowalo, ze go podniosłem i przytrzymałem, ale nigdy nic wiecej). Psa nigdy nie tknąłem. Nie wiem z czego wynika problem. Moze jakas chęć dominacji? Naprawdę lubie tego kota i sobie powtarzam w głowie, ze ja ją po prostu krzywdzę, ale jest to głuche wołanie.
  23. Witam. Mam 29lat, jestem mamą czwórki dzieci. Pierwsze dziecko mam z poprzedniego związku, gdy poznałam mojego obecnego partnera obiecał się nami opiekować. Na początku było cudownie, po pewnym czasie okazało się że codziennie pije piwo.. Nie jedno ani nie dwa, wiele razy mówiłam że jest uzależniony i powinien się leczyć jednak wtedy robi ze mnie chora wariatke. Średnio raz w tyg mu odbija, tzn wrzeszczy wyzywa mnie, robi problem z niczego, od pewnego czasu go nagrywam, wiele razy chciałam odejść ale grozi że zabierze mi dzieci ze ma znajomości. Wiem że dzieci nie powinny patrzeć na ojca wiecznie z butelka piwa ale jednak to ich ojciec, wiem że ciężko by mi było samej ale on i tak w niczym mi nie pomaga... Jak mam zakończyć to wszystko i się od niego uwolnić? to naprawdę dluuuuga historia
  24. Obecnie jestem studentką na 3 roku studiów. Od dwóch lat spotykam się z pewnym chłopakiem na którym mi zależy i coś do niego czuje. Od widuje się ze mną i pisze tylko wtedy kiedy jest pod wpływem alkoholu i ma ochotę na seks. Po za tym zdarza mi się do mnie napisać żeby porozmawiać ale bardzo rzadko. Chciałabym żeby z tej znajomosci zrodziło się coś więcej. Cały czas robi mi nadzieje ze coś z tego będzie tylko w tym momencie on jest zablokowany na nowy związek. Ja już mam dość bo nie potrafię skończyć tej relacji a po każdym spotkaniu czuje się okropnie bo potem się całkowicie przestaje odzywać. Nie potrafię sobie sama z tym poradzić i się od niego uwolnić. Próbowałam już wszystkiego najdłużej udało mi się na miesiąc ale on wraca i robi mi okropny mętlik w głowie. Nie radzę sobie z tym i zaczynam nienawidzić siebie samej za to że nie uczę się na błędach i mimo tego co sobie obiecuje nie kończę tej znajomosci. Kompletnie nie radzę sobie z uczuciami do niego i nie wiem co zrobić w takiej sytuacji i jak z tego wyjść. Rozmawiałam z nim wiele razy na ten temat i nic z tego nie wynikło ciagle jest to samo.
  25. Dzień dobry. Zaczne może według wskazówek - mam 18 lat i nie potrafie sobie poradzić z samą sobą, dlatego trafiłam tutaj. W mojej głowie panuje śmietnik myśli, dlatego jestem pewna, że to wszystko co napisze będzie poplątane i niezrozumiałe, ale nawet jeśli nie uzyskam odpowiedzi, myślę, że po wyrzuceniu tego z siebie poczuje sie choć troche lżej. Zaczne może od domu, w nim nigdy nie było idealnie. Rodzice rozwiedli sie, gdy uczęszczałam do wczesnej podstawówki i od tamtego czasu taty nie ma w moim, ani w rodzeństwa życiu, nie interesuje sie nami. Z początku nie wadziło mi to jakoś bardzo, bo jak wiadomo, byłam dzieckiem, może niezupełnie rozumiałam tego co sie dzieje. Teraz jednak brakuje mi wszelkiej bliskości rodzicielskiej, przytulenia, zapewnienia, że jestem ważna czy zwykłej rozmowy. Z mamą nigdy nie miałam dobrych kontaktów. Mam wrażenie, że jestem dla niej problemem. Nie ma dnia kiedy nie miałaby do mnie o coś pretensji, nie moge zwyczajnie usiąść i z nią porozmawiać, a na zwykłe pytanie w odpowiedzi zwrotnej dostaje krzyk, którego nie moge już słuchać. Niejednokrotnie próbowałam przekazać, że czuje sie źle i potrzebuje pomocy specjalisty, kończyło sie na słowach, że za jakiś czas zapisze mnie na wizyte jednak to nigdy nie nastąpiło. Wiem, że moge zrobić to już sama, ale nie potrafie wykonać pierwszego kroku. Zawsze miałam potrzebe bycia idealną, dotarłam do takiego momentu gdzie krytykuje sie za wszystko i nie umiem znaleźć w sobie czegoś dobrego. Uważam sie za złego człowieka, bo sprawianie innym przykrości zaczęło przynosić mi chwilową radość. Kilka dni temu straciłam jedną z najważniejszych osób w moim życiu, która tak naprawde potrafiła zabrać ode mnie złe myśli, wstawanie i zasypianie było łatwiejsze, mogłam nazwać sie najszczęśliwszą osobą na świecie, mimo, że znam ją przez internet, a spotkałyśmy sie tylko raz. Doszłam do wniosku, że nie potrafie utrzymać zdrowej relacji, polegają one na ciaglym ranieniu sie, czego tak bardzo nie chce, ale jest to silniejsze ode mnie. W rzeczywistości nie potrafie sie odnaleźć, będąc zdaną sama na siebie, bo zawieranie znajomości sprawia mi trudność. Mam bardzo niską samoocene przez co od połowy 2018 roku zmagam sie z zaburzeniami odżywiania. Nie mam w sobie odwagi, by odjeść, ale coraz częściej o tym myśle. Nie mam już niczego i naprawdę sobie nie radze, z dnia na dzień coraz mniej wierze, że zaczne normalnie jeść, wychodzić ze znajomymi, nie patrzeć na siebie z nienawiścią czy to, że po prostu będę mogła szczerze przyznać, że jestem szczęśliwa.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.