Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'toksyczni-ludzie'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Witam to mój drugi wpis już tutaj , dziś mam wolne , ale czuję się strasznie nie wyspałam się bo w nocy kłótnia była I oczywiście dalej ja ta zla no ale mniejsza później jak przeprosiłam dalej na mnie najazd był ale nie o tym tutaj . Potrzebuje komuś się wyżalić i w ogóle o tym wie tylko moja q przyjaciolka ale mam zakaz rozmowy o tym i o ludziach stąd, w ogole mam zakaz na co 2 rzecz mniejsza . Nie wiem co mi jest , źle się czuje nie mam chęci na nic i mam wrażenie paranoi tak jakbym miała aniołka z jednej strony a diabla z drugiej , I coraz częściej widzę diabła źle rzeczy a nie chce chciałabym doświadczyć spokoju , ale jak nie mogę nawet powiedzieć co czuje to co to takiego wszystko muszę dusić w sobie bo nie mogę dość nigdy do słowa eh , zobaczymy jak to będzie . Do tego słabo się czuje ostatnio dziś mi słabo i czarno czasami mam przed oczami , nwm nwm
  2. Witam, pół roku temu zmarł mój tata, została sama mama, Pomagamy jej jak tylko potrafimy, zakupy, obiady, rachunki, bierzemy ją do siebie, opiekujemy się, rozmawiamy i poświęcamy dużo czasu. Mama chce kontaktu tylko ze mną i zięciem, z nikim więcej. Przy tym bardzo częstym kontakcie jest ciągle złośliwa w stosunku do mnie, nieustannie mnie obraża, umniejsza moją wartość jako córki, stosuje szantaż emocjonalny. Rozmowy spokojne i prośby za każdym razem powodowały wielkie kłótnie (mama krzyczała). Przed śmiercią taty widywaliśmy się co 3 tygodnie na obiedzie i mama nie była zaangażowana w naszą rodzinę. Teraz nas szantażuje i stawie ciągle wymagania choć jesteśmy na każde skinienie, bo rozumiemy, że została zupełnie sama. Do psychologa nie chce iść. Wobec mnie jest ciągłe dogryzania i szantaż jak nie robię tego co mi akurat każe zrobić (mam dzieci, pracę, ale cały czas jestem z nią w kontakcie). Tak częstym kontaktem jestem wykończona, od śmierci taty nie byłam w stanie nawet się jeden dzień wypłakać. Mąż mówi, że muszę zacisnąć zęby i wytrzymać, ale czuję, że doszłam do granicy. Nie wiem co mam robić..
  3. Dzień dobry wszystkim Forumowiczom, Chciałbym przedstawić swój problem, który szczególnie mi się materializuje w miejscu pracy... W zasadzie w prawie każdym miejscu pracy, w którym pracowałem. Zacznę może od siebie. Jestem świeżo po 30-tce, mam żonę i od niedawna dziecko. Odkąd pamiętam, to zawsze byłem "inny" jeśli chodzi o kontakty towarzyskie. Od najmłodszych lat byłem uznawany za dziwnego czy wręcz głupiego, choć uczyłem się bardzo dobrze. Moje relacje z rówieśnikami były trudne, bo mój sposób bycia i to, co mówiłem, jakoś nie przystawały do ogółu (nie licząc głupich wpadek logicznych w rozmowach). Nawet przy totalnej zmianie środowiska z gimnazjum do liceum nie poprawiło to mojej sytuacji, bo ciągle gdzieś na wierzch wychodziła moja "inność"... i chyba to, że pewne rzeczy miałem nie po kolei w głowie (ale nigdy nie byłem "emo" czy kimś w tym stylu, wyglądałem zupełnie normalnie)... liceum gorzej wspominam jak gimnazjum. Pod koniec liceum postanowiłem pójść do psychiatry, który mi przepisał psychotropy, bo miałem objawy depresji i zaburzeń lękowych uogólnionych. Dopiero zmiana z liceum na studia dała mi odczuwalną zmianę i względną normalność... Skąd to się wzięło? Być może od starszego brata, który czepiał się mnie o wszystko i dobitnie krytykował moje porażki... wiadomo, młodszy przecież musi być tym głupszym, a starszy mądrzejszym! Do dzisiaj twierdzę, że nikt mnie tak nie odarł z pewności siebie, jak mój własny brat. Niby sobie tam pomagamy w potrzebie (on mi więcej niż ja jemu), ale i tak wolę mieć dziś ze swoim bratem jak najmniej wspólnego. Na marginesie - w sprawach damsko-męskich też mi nie wychodziło przez bycie innym, spiętym itp. Miałem szczęście poznać swoją obecną żonę, z którą mamy wiele podobieństw. Na studiach (wieczorowych i potem zaocznych) miałem dobre, nawet bardzo dobre wyniki w nauce. Nigdy nie miałem żadnego warunku, zawsze pamiętałem o wszystkich ważnych terminach, a praca w grupach nie przysparzała większych problemów. Postanowiłem, że studia II st podejmę w systemie zaocznym i zacznę szukać pierwszej pracy (no bo przecież doświadczenie trzeba mieć oprócz studiów itd...) Po wysłanych 50 CV pierwszą pracę załatwił mi brat mówiąc, że u niego w firmie zwolniło się stanowisko - nie była to jakaś wymagająca i rozwojowa praca, więc nie miałem większych problemów z jej wykonywaniem. Oczywiście moje ambicje skłoniły mnie do szukania pracy bliżej zawodu (tzn. tematyki studiów)… no i się zaczęło skakanie z jednej firmy do drugiej. W dwóch firmach po miesiąc, w kolejnej 3 lata ze stażem, potem 2 razy po pół roku, teraz może w obecnej pracy utrzymam się 2 lata, choć jest dla mnie bardzo frustrująca... Na początku wydawało mi się, że to przez nawał zadań, brak szkolenia, wsparcia ze strony współpracowników, trafianie na złe stanowiska w złych firmach. Doszedłem jednak do wniosku, że mam rozmaite problemy, które szczególnie mi rzutują na życie zawodowe. Ciągle czegoś zapominam, wykonuję zadania mało dokładnie, nie raportuję innym o swoich działaniach, za mało pytam a za dużo próbuję działać samodzielnie (albo wręcz mnie trzeba za rączkę prowadzić), ciągle się boję o wpadkę. Jakoś to wszystko przychodzi mi z dużym wysiłkiem i trudem... a przecież niedawno byłem na studiach, na których mi szło niemalże śpiewająco. Obecnie trafiłem do pracy, gdzie obowiązki nieco rozminęły się z tym, co było w ogłoszeniu (duży nacisk na działanie w pierwszym froncie do klienta, o czym nie było do końca mowy), a szef starej daty, z którym się ciężko rozmawia i ma manię kontroli, tzn chce o wszystkim wiedzieć i o wszystkim decydować, choć nie ma on na to czasu. Z jednej strony czekam na jego decyzję czy rozmowę z nim, aby coś zrobić, po czym mnie obarcza winą, kiedy już jest za późno na działanie... a z drugiej strony, kiedy wezmę sprawy we własne ręce, bo na szefa przecież nie ma co liczyć, to potem on ma pretensje, że robię coś bez jego wiedzy za jego plecami. Autentycznie mnie to wprawia w depresję... Może i powinienem znowu zmienić pracę, ale rynek pracy jest przecież bezlitosny i nie toleruje job-hopperów. Byłem u doradcy zawodowego. Zrobił mi 2 testy, po którym wyszło, że mam typ osobowości ISFJ (chociaż w testach internetowych wychodzi mi prawie zawsze INFJ - jestem może gdzieś zawieszony pomiędzy?). Podobno najlepiej do mnie pasuje praca, może bardziej własna działalność, w której mam małe grono klientów, z którymi jestem w stałej współpracy. Wizyta u doradcy natomiast nie pozwoliła mi rozwiązać obecnych problemów. Powoli już dochodzę do wniosku, że mam zmarnowane życie, bo chciałem iść na informatykę (bo miałem zawsze dryg do komputerów) , ale przestraszyłem się matematyki i poszedłem na inny kierunek, co prawda również interesujący, ale jak się okazało - bez większych perspektyw. Do tego moje relacje z ludźmi - że nie lubię ludzi, bo albo są głupi, albo są psycho/socjopatami, którzy dorabiają się na cudzej krzywdzie, czy po prostu brakuje im samokrytyki itd... Pewnie by wyszło, że mam zespół Aspergera czy inne zaburzenie, bo jak wytłumaczyć moje problemy z ludźmi, odkąd sięgam pamięcią? Co powinienem począć? Wiem, że mój przypadek kwalifikuje się na terapię, ale gdy zobaczyłem, ile jest nurtów terapeutycznych i specjalizacji, to zgłupiałem... Bardzo proszę o doradzenie w tej kwestii. Pozdrawiam, Blejd
  4. Witam, mam 24 lata obecnie jestem w 12 tygodniu ciąży lecz boje się że zostanę sama z dzieckiem ponieważ mój partner z dnia na dzień jest coraz gorszy ma napady agresji słownej nosi go czepia się każdego o wszystko już 2 dzień płacze przez niego on niedawno wyszedł z uzależnień nasze dziecko ogólnie to wpadka wpadliśmy przez moje zapominalstwa bo raz tabletki nie wzięłam boje się nie wiem co mam robić nie wiem do kogo mam iść z tym i kogo prosić o pomoc pomóżcie boje się o siebie o dziecko i oto że moje maleństwo zostanie w rozbitej rodzinie a ja że sama nie dam rady sobie
  5. Witam,chciałabym opowiedzieć o moim juz bylym związku.Poznaliśmy się przez Tindera,w 2018 roku ,on zaprosił mnie do Australii, a ja się zgodziłam i poleciałam w ciemno. Spędziliśmy piękny miesiąc (wiadomo zakochanie i wg). Po czym zdecydowaliśmy się na związek na odległość. Tylko w tym czasie dowiedziałam sie ze on, spotykał się z dziewczyną na spacery też poznana przez internet..Przez pół roku byłam nie świadoma tego.. Po czym straciłam zaufanie jednak 15 tys km i do tego noc z dniem inna ,zmiana czasowa tez dawała w kość (ja dzień a on noc). Poleciałam drugi raz za pół roku, na 3 tygodnie.. Pózniej za kolejne pół roku na 5 tygodni i dopadła nas pandemia.. Gdy ostatni raz się widzieliśmy był to 30 stycznia 2020 roku. Oczywiście było duzo rozmów ale on skupił sie na na pracy,bo był ambitny.. Ja nie miałam wtedy jeszcze matury co bardzo mu przeszkadzało, gdy poruszałam temat mieszkania razem to usłyszałam że gdy byłam ostani raz to on myślał żebym została ale ze bez matury będzie ciężko zyć.Po czym tego 30.stycznia rozstaliśmy się na lotnisku w Sydney.. On powiedział abym w tym czasie robiła mature i za rok razem (zdałam i mam juz teraz maturę )Dwa lata nie widzieliśmy się, a ja już nie wiedziałam czy chce być w takim związku.. Jednak pandemia a w Australii zamkneli granice i ciężko było powiedzieć czy otworzą.. Więc ja podjełam decyzje o końcu, ale on dalej pisał ja nie umiałam tego zakończyć, bo kochałam ale poznałam chłopaka i pokusa przytulenia i fizyczności i wg była śilniejsza.. W końcu aby zakończyć związek na odległość powiedziałam mu ze sie spotykam z kimś i sie zaczeło.. On wyciagnał wszystko od kiedy i jak to było.. Zaczał pisac po moich znajomych i po rodzinie że zdradziałam,a mnie wyzywać.. Mysłałam,że juz będzie okey że sie rozstaniemy... A on nagle ze za 2 tyg przyleci bo 1 listopada otwieraja granice dla obywateli Australijskich.. I przyleciał, ale od tej pory zaczeło się piekł.. Wypisywanie jaka to ja nie jestem.. Spotkaliśmy się w Warszawie niby okey a zaraz kłótnia i psychiczne dręczenie.. Mówił że, przylatuje do mnie i że chcę to naprawić ja mówiłam ze to juz nie ma sensu, bo Ty mi nigdy nie wybaczysz.. Ja głupia, chciałam to naprawić i robiłam wszystko, nawet kupiłam bilety na Teneryfe a on i tam mi ubliżał że jestem ku@2wo. Zaczął mi sprzadzać komputer,telefon(dodam że jest programistą). Ciągłe kłótnie i przepychanki niby kocham Cię i fajne chwile,a za chwilę, z jego strony że jestem "kur**o". Brak szacunku i ciągłe kłótnie z jego strony gdy ja mówiłam nie kłóć sie a on dalej i dalej.. Nagle on pojechał do rodziny w Polsce na święta i sylwestra a mnie zostawił i miał przyjechać po nowym roku .. No ale ja, już nie wytrzymywałam tego,napisałam co czuje, zaczęła sie juz chyba tysięczna kłótnia, po czym on mnie znowu zwyzywał "spier..Kurw..." wysłał definicje "kur@wy".I ja juz powiedziałam doś, a on zadzwoniła ja ie odebrała.. A on kolejny szntaż emocjonaly że jak ja nie chce to on napisze do mojego byłego chłopaka.. Odebrałam i rozmowa byla że on mi nagle wybacza że chcę.. Myśle, 5 minut temu wyzwiska a pózniej "czysta karta"..Głuoia zaslepiona miłoscią się zgodziałam, a on powiedział że aby pokazac mu ze moze mi ufac i zadania abym robiła wysyłała nagie zdjecia i rózne takie..Po czym jescze powiedział że jak sie zobaczymy on mnie wezmie zwiąże i tak jak chce seksualnie wezmie.. I ja sie nie zgodziałam bo mówie to wszystko nie normalne..Chodzi o to ze gdyby chciał to by mi wybaczył normalnie aby zakończył też w normalny sposób. A on zrobił to toksyczne i nadal do mnie pisze że nie może sobie poradzić z tym że mnie nie bedzie w jego życiu ale nie umie poradzić sobie z bólem zdrady.To sie stało tak bardzo toksyczne.. Dodam ze byliśmy w Warszawie na terapii dla par, ale to nic nie dało...Co mam robić? I jak to skończyć, pomimo tego,że kocham? Ale to jest zbyt toksyczne i on siebie niszczy i mnie..
  6. Dzień dobry, znalazłam się w konflikcie z rodzicami. Problem dotyczy finansów, ale także toksycznych zachowań. Nie wiem jak wybrnąć z zaistniałej sytuacji. Nie chcę stracić rodziców, ale z drugiej strony utrzymywanie z nimi regularnych kontaktów stało się bardzo obciążające. Napiszę w punktach, sedno problemu: - Moja mama jest osobą wysoko konfliktową, agresywną. Zawsze beształa mnie i tatę jak gówniarzy za wszystko co było nie po jej myśli. Gdy mieszkałam z rodzicami, m.in. nie szanowała mojej prywatności, przeszukiwała plecak po szkole, niby po to, żeby mi pomóc się rozpakować, grzebała w szufladach, wszystko przestawiała i ustawiała na swoją modłę w moim pokoju. W ogóle nie miałam poczucia, że mam własny pokój. Ona pod moją nieobecność po prostu robiła tam co chciała. Potrafiła wchodzić do łazienki, gdy się kąpałam czy myłam i byłam naga (nie było zamka w drzwiach do łazienki), bo chciała nastawić pranie lub jak stąpnęłam po kąpieli mokrą stopą na posadzkę, od razu była awantura, że zalałam jej całą łazienkę i ona teraz na kolanach będzie to wycierać. Ogólnie o takie i inne rzeczy były w moim domu nieustanne awantury z wrzaskiem, niesamowitą przemocą słowną ze strony mamy, fochami, obrażaniem się, terroryzowaniem mnie, czy taty. Tato jest osobą skrytą, daje tak na siebie krzyczeć do dziś. Ja starałam się bronić, w związku z czym co chwilę się o coś z mamą "szarpałam". Na szczęście jestem już osobą dorosłą, przed 40-stką i od dawna mieszkam sama. Tak jednak zawsze kształtowały się moje relacje z mamą. - Ostatnio zaistniał konflikt finansowy. Opiszę krótko. Przez wiele lat dawałam mamie zapomogę finansową, kilka stówek miesięcznie. Trwało to latami, a kwota, którą ode mnie dostała, to dzisiaj są już dziesiątki tysięcy złotych. Pieniądze dawałam z własnej woli, tak kiedyś mamie zaproponowałam i tak zostało. Ostatnio zaistniała między nami kłótnia. Wg mojej mamy źle się zachowałam na rodzinnym spotkaniu, ponieważ nie podałam tacie jakiejś miski z sałatką. Nie sygnalizował, że chce i po prostu moja wina jest taka, że nie zapytałam czy chce i mu nie podałam. Zostałam wyzwana, obrażona (padły obraźliwe sformułowania) przez matkę, która powiedziała, że nie chce więcej ode mnie pieniędzy. Ok, przestałam jej dawać. Jednak miesiąc po miesiącu odezwał się tato, żebym dalej jej płaciła, bo to im pomagało. Zaznaczę, że rodzice nie są bogaci, ale nie żyją w nędzy. Mama odziedziczyła dom po dziadku, mają własne mieszkanie, prowadzą remont domu, dziadek zostawił też trochę pieniędzy. Nie przymierają głodem, ani nie brakuje im na leki. Mimo to tato próbuje wyegzekwować ode mnie dalsze płacenie dla niego na leki tym razem. Próbuje wzbudzić we mnie litość, że jest biedny, schorowany, że mu nie starcza na leki, co jest nieprawdą, bo mama twierdzi, że mają na leki, a nawet udaje jej się co miesiąc coś odłożyć. Zaczęłam się wykręcać z dalszego płacenia, bo to jest dla mnie obciążenie finansowe, a nie chcę płacić komuś, kto mnie obraża i gardzi moją pomocą. - Dałam się rodzicom naciągnąć na pożyczkę 10 tys. zł na remont. Miałam pieniądze otrzymać pod koniec tego roku, jednak wyszedł poślizg i rodzice stwierdzili, że będą mi w stanie oddać dopiero za pół roku, że to są pieniądze na czarną godzinę, a nie na jakiś konkretny cel i że je nadal mają! Dodatkowo zaczęli się razem upominać o comiesięczną zapomogę dla taty na leki. Powiedziałam, że nie chcę już dłużej płacić, bo wygląda na to, że mają te pieniądze, oboje mają emerytury, poza tym mają 2 nieruchomości! I że jak tak, to niech już sobie zostawią pożyczkę, skoro słyszę, że jednak mi oddadzą za pół roku i skoro nie wydali na nic tych pieniędzy, niech korzystają sobie z tego i może mi kiedyś oddadzą jak sprzedadzą dom, ale że już nie będę płacić co miesiąc. Mama wpadła w szał i zaczęła mi wykrzykiwać, że tato mnie woził do szkoły jak byłam mała, a teraz mu nie chce pomóc. Zainkasowali moje pieniądze, a mama krzyczy na mnie, bo nie chcę dać więcej. Jak wybrnąć z tej sytuacji? W tej chwili jest konflikt. Ja zostałam ograbiona z dziesiątek tysięcy złotych i jeszcze jeszcze wyzywana przez matkę, że jestem "łachudrą", zapatrzoną w siebie, skoncentrowaną na sobie, że żyję tylko dla siebie, że nie przyjeżdżam i nie koszę im trawnika przy domu i że jeszcze nie chcę dawać pieniędzy.
  7. Dzień dobry, (przepraszam za brak przecinków) szczerze mówiąc to jestem tu pierwszy raz natomiast osobiście nigdy nie uważałem psychologii za poważnej nauki. Raczej ograniczoną jedynie do empirycznych wniosków, które nie są precyzyjne pod względem statystyki. Dużo natomiast interesuję się neuroscience oraz neurologią. Mój kręg zainteresowań to przede wszystkim matematyka oraz informatyka. W sumie to kilka lat temu zdiagnozowałem u siebie zespół aspergera, ale nigdy nie udałem się do specjalisty w celu diagnozy, ponieważ nie ma to dla mnie większego znaczenia. Moi idole to doktorzy oraz naukowcy, którzy są bardzo spokojni lecz sam osobiście jestem bardzo emocjonalny. Potrafię znaleźć odpowiedź na każde pytanie i jestem bardzo logiczny ale kierują mną mocno emocje oraz łatwo wpadam w uzależnienia. Zauważyłem też w młodym wieku u siebie że jestem mistrzem łamania schematów. Często potrzebuję 2 przykładów pewnego zbioru aby dostrzec ogólny schemat. Zadania z matematyki na poziomie matury oraz studiów są dla mnie schematyczne. Wyzwanie stanowią dla mnie olimpiady oraz problemy(matematyczne) które sam dla siebie wymyślam Bardzo nie lubię jak ktoś jest dla mnie przesadnie miły. Są ode mnie lepsi są ode mnie zdecydowanie lepsi w matematyce oraz machine learning a ja nawet nie jestem na poziomie klasy światowej, więc nie lubię jak ktoś jest pełen podziwu względem moich dokonań. Są ode mnie dużo lepsi a podziwianie mnie traktuję jako przymilanie się. Nie lubię poznawać nowych osób. Nie lubię mówić o sobie. Mam swoje wąskie grono. Często mam problem z odpisaniem nieznajomej osobie, które "przez przypadek natknęła się na mój profil gdzieś i ma dla mnie projekt". Czasem pytam się bliskich jak w tej sytuacji odpisać osób które nie mają pojęcia o tematyce, na temat której dana osoba do mnie pisze bo mam za dużo zdań w głowie aby krótko odpisać. Lubię wchodzić anonimowo na różne fora i pozwalać sobie na dużo, być bezczelnym, aroganckim oraz wykazywać komuś błędy ale w celach edukacyjnych oraz porad życiowych. Nie potrafię opowiedzieć 2 raz tej samej historii oraz dostrzegam swoje schematy zachowań, które mnie irytują i próbuję od nich odchodzić. W kontaktach z pracownikami naukowymi jestem natomiast miły oraz oficjalny. Albo np jak ktoś nie umie zrobić z jakiegoś zadania albo rozwiązać problemu i wrzuca na forum, jestem bardzo miły. Mam natomiast pewien problem. Uważam się za bardzo spokojnego i ciężko mnie wyprowadzić z równowagi. Po prostu rozumiem pewne struktury i nawet wiem że złość mi nic nie daje więc nie wkurzam się praktycznie na nic. Jednak czasem mam takie momenty w których po prostu nie panuję nad sobą. Dziś się to zdarzyło. Przedostatnio pół roku temu. W których po prostu tracę nad sobą panowanie i musiałem coś zniszczyć aby się rozładować. Dzisiaj pewna kobieta z którą kręcę lecz ostatnio dowiedziałem się że mnie oszukuje miała do mnie pretensje w zasadzie o nic a ja wybuchłem i zacząłem ją wyzywać od dzi*ek i że to koniec znajomości zadzwoniłem do niej wydarłem się na nią i zablokowałem ją. W głębi siebie doskonale wiedziałem że lepiej być spokojnym w tej sytuacji lecz emocje po prostu wzięły nade mną górę i nie byłem w stanie się kontrolować. Później zadzwoniła do mnie i nie wiem jakim cudem pogodziliśmy się. W relacji z kobietami jestem totalnie ślepy. 0% zdrowego rozsądku więc prawdopodobnie popełniłem złą decyzję godząc się z nią skoro mnie okłamywała lecz tematem o który chciałem zapytać jest niekontrolowanie agresji. Jest to mój problem. Czasem po prostu wybucham i nie potrafię tego kontrolować. Czy powinienem się udać na terapię? Nie lubię tego typu zabaw i uważam je za niepotrzebne lecz bardzo chciałbym panować nad sobą oraz aby nie zdarzały mi się napady agresji. Są może jakieś "domowe sposoby" na panowanie nad agresją czy potrzebna jest interwencja specjalisty? Pozdrawiam, k
  8. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  9. Witam! Jestem matką 2 dzieci 13 i 8 lat. Od dłuższego czasu nie układa nam się w związku z mężem , myślimy nad rozwodem, oddaliliśmy się od siebie , nie potrafimy spędzać ze sobą czasu . Mamy młodszą córkę z problemami rozwojowymi ,jest bardzo emocjonalna i nie radzi sobie z naszymi kłótniami ,gdy tylko mąż się do mnie zbliża próbuje go ode mnie odciągnąć żeby z nią oglądał bajki ,byle nie wysłuchiwała jak na mnie krzyczy . Święta spędziłam osobno z mężem ,byłam z dziećmi u swojej mamy ,córka jak i ja oraz syn czuliśmy się tam spokojni i bezpieczni , wróciliśmy po świętach do domu córka była znów nerwowa ,agresywna. Mąż i jego rodzice twierdzą ,że rozstając się zrobimy córce krzywdę ,że sobie z tym nie poradzi ,a ja uważam że jak spędzamy z nią czas osobno to wtedy dopiero czuje się bezpieczna. Co jest lepsze dla takiego dziecka , kłócący się rodzice , czy żyjący osobno i wtedy dziecko ma większą pewność siebie? Dodam iż syn ma 13 lat i więcej rzeczy rozumie , ma bardzo duży uraz do swojego taty przez to jak nas traktuje. Proszę o jakąś radę. Pozdrawiam
  10. Bardzo proszę o pomoc, poradę. Od 3 miesięcy wyprowadziłam się z facetem z którym jestem dwa lata za granicę, miało być fantastycznie bo w końcu zamieszkaliśmy razem i to jeszcze w obcym kraju. Niestety odkąd razem mieszkamy zachowuje się jak nie on, robi mi awantury gdy jakikolwiek facet w pracy powie mi dzień dobry, non stop na mnie krzyczy, wyzywa mnie, obwinia mnie za każdy jego problem w życiu. Szczerze mówiąc po tych trzech miesiącach jestem wykończona psychicznie, mam nerwicę. Nie jestem szczęśliwa, każdego dnia chce mi się płakać, ale nie mam jak od niego uciec. Jak mam się z nim rozstać? Co mam mu powiedzieć? Prosiłam go już żeby się zmienił, żeby przestał na mnie non stop krzyczeć, ale to się nie zmieni. Boje się ze jak się wyprowadzę zrobi mi awanturę albo krzywdę, nie chce też wrócić do kraju bo tutaj mam naprawdę fajną pracę ale nie mam po prostu jak sama zamieszkać a z nim wykończę się psychicznie.. boje się od niego wyprowadzić..
  11. Mam 15 lat i mam problem w szkole że kolega który siedzi przedemną albo mi dogaduje albo marzę spodnie kredą staram się bronić ale to daję zerowe skutki próbuje też mu mówić że to co robi jest złe ale on nie słucha najgorsze jest to że jak mówię to nauczycielowi to nauczyciel denerwuje się że mu zawracam głowę nie wiem co mam zrobić. Nie chce pójść z tą sprawą do dyrektora bo już był taki kolega i teraz wszyscy w szkole go nie lubią i może ktoś mógłby doradzić co mam zrobić bo stresuje się całymi dniami że jak pójdę do tej szkoły to będę musiał przebywać z tą osobą dodatkowo stara się on poniżać przy klasie np mówiąc pani co ja robiłem na jakiejś lekcji czyli czegoś nie umiałem byłbym wdzięczny za jakąkolwiek odpowiedź
  12. Co myślicie o dyrekcji, która obgaduje do pracowników inne osoby, kłamie, wykorzystuje pracowników, oskarża o kradzież, chodzi i wypytuje jakie są skargi na pracowników, ciągle ją ktoś podsłuchuje, ciągle ma uwagi na temat ilości materiału dodawanego na stronę internetową firmy np: wyszła niekorzystanie, źle dobrane zdjęcia, źle wyretuszowana, za późno dodane. Często materiały wysyłane są na weekend. Pracując od pn do pt nie ma obowiązku robienia tego w domu. Często przychodzi się po godzinach pracy i robi dodatkowo ... Twierdzi, że to obowiązek. Wypytuje innych osób co mówią na jej temat... Nie podoba mi się to moim zdaniem jeżeli ma uwagi do czyjejś pracy wolą go do siebie i mówi zostaje na linii pracownik dyrektor. Bez osób trzecich .... Dodatkowo wchodzi do biura niby przypadkiem wie że przeszkadza... Robi to ciągle kilka razy w czasie 60 minut. Niby coś podpisać.... Niby ma jakąś uwaga, która mówi w obecności klientów....
  13. Hej, Po 3 letnim związku z kobietą nie potrafię się pogodzić z tym wszystkim nie umiem stanąć na nogi. Byłem toksycznym człowiekiem dojrzałem to ale za późno bo musiałem uszanować decyzje partnerki mówiącej ze juz mnie nie kocha że coś w niej rosło rosło i pękło. Mamy wspólny kredyt i mieszkanie z którego się wyprowadziłem żeby jej nie męczyć sobą oraz by jej dziecku z poprzedniego malrznstwa nie mieszać w głowie bo już mu powiedziała że się rozstajemy. Nie wiem jak stanąć na nogi i ogólnie jak każdy chciałbym walczyć o nią. Ale jak.... Nie odzywać się? Czy może przeciwnie okazywać jej uczucie pisać że tęsknie? Tracę siły jestem na tabletkach uspokajających.
  14. Jestem niespełna 30 letnia kobieta w szczęśliwym związku, z planami na przyszlosc. Pracuje od 6 lat w firmie X. Na poważnie zaczęło się w maju, gdy moje ciało pierwszy raz odmówiło posłuszeństwa i skończyłam na zwolnieniu lekarskim z objawami zapalenia zoladka. Później sporo przeszłam, od dłuższego leczenia stawów aż do ciąży i poronienia w ostatnich tygodniach... Na myśl o powrocie do pracy powróciły (podobne jak w maju) bezsenne noce, drżenie rąk, brak apetytu, mdłości, boje się zostawać sama, ogarnia mnie nagle lęk i płacz, zdarzyło mi się mieć ataki paniki, najgorsze są noce kiedy partner już śpi lub jest w pracy. Czuje się jak na wiecznym PMS. Głupio mi, że coś dzieje się jakby z moją głową. Miałam syt gdzie kierownik regionalny beształ mnie publicznie przy współpracownikach i klientach, byłam obgadywana przez kierowniczke salonu z zespołem, nastawiała też zespół przeciw mnie wymyślając kłamstwa które miały być mojego autorstwa. Nie wolno mi w pracy siadać, jestem np. cały dzień sama, często jest problem żeby zjeść czy wyjść do WC, ciągle problemy, nawet gdy byłam na L4 dowiedziałam się kilku plotek o sobie rozesłanych przez kierowniczke. Zaczęło mnie to wszystko przerastać po kilku latach. Nie wiem czy można nazwać to mobbingiem, ale cały zespół uciekł w ostatnim czasie bo to nietylko moje odczucia, ja widocznie jestem najslabsza. Wieść o ciąży miała wszystko zmienić... Ale moje serce pękło gdy poroniłam. Nie mogę zrezygnować z pracy gdyz potrzebuje umowy do kredytu na dom w przyszłym roku... nie mam pojęcia co robić, widzę że przez ten stan zaniedbuje dom i partnera a przede wszystkim swoje zdrowie. Jak pozbyć się tego strachu? Póki co będę kontynuować leczenie stawów, ponieważ znów się pogorszyło, tylko jak długo mogę ciągnąć zwolnienie. Chciałabym móc starać się znów o dziecko, tylko co jeżeli mój stan psychiczny mi nie pozwoli... Wiem, ze nie powinnam i jest mi wstyd z tego powodu, ale nienawidzę kierowniczki, nigdy w życiu nie znałam tak podłej i dwulicowej osoby... I szczerze życzę jej wszystkiego najgorszego.
  15. W związku z toksykiem wychodziły ze mnie najgorsze rzeczy. Mianowicie jego wbijanie szpil, szydzenie i sposób ogólny traktowania w pewnych momentach (3-4 razy w roku) doprowadzały mnie do takiego stanu, że chciałam zabić jego albo siebie. (Tutaj z terapeutą już ustaliłam, że jest u niego narcyzm i borderlaine). Krzyczałam na niego, wyzywałam, kilka razy zdarzyło mi się nawet go uderzyć i uciec z domu. Teraz już jestem w trakcie rozwodu i terapii, ale nie potrafię wybaczyć sobie takiego postępowania, że zrobiłam coś tak strasznego. Przez to, co jakiś czas, z momentu fajnego spokojnego już życia przechodzę w etap, że jestem starsznie złą osobą i ciężko mi się od tego poczucia uwolnić, zaczynam płakać, a następnie przechodzę w myślenie, że może to faktycznie ja byłam tą złą. Rozumem wiem, jak działa wieloletnie pranie mózgu, ale mimo tego, że wszyscy wokoło mi mówią, że nie jestem winna przemocy męża, to i tak czuję się zrozpaczona, gdy te wydarzenia do mnie wracają. Takie momenty sprawiają, że mam ochotę się zapłakać, a nawet pomyśleć, że źle go oceniam i miał prawo mnie tak traktować. Jak sobie z tym radzić? Terapia mi pomoga na różnych polach, ale bardzo mi wstyd powiedzieć paychologowi w oczy o takich zachowaniach.
  16. Jestem 23- letnią studentką, ponad rok temu wpadłam w sidła toksycznej osoby. Najprawdopodobniej był to narcyz, lecz nie mam pewności. Poznałam go na praktykach zawodowych. Na początku wrażenie podczas pracy wobec niego było negatywne, nie podobało mi się w jaki sposób zwracał się do swojej sekretarki. Widziałam, że dyskretnie mnie obserwuje. Po paru dniach dziewczyny tam zatrudnione powiedziały mi, że on się chętnie mną zaopiekuje i pokaże różne rzeczy. Wykonał telefon do mojego działu i koleżanka powiedziała, że mam iść na górę, to pokaże mi jak stworzyć pewien projekt. Poszłam więc na rozmowę, ale już wówczas nie odebrałam go tak negatywnie. Zwracałam się do niego przez ,,pan'' -choć to tylko (aż? ) 9 lat różnicy, błyskawicznie spytał o nr, telefonu, za sekundę miałam już zaproszenie na Facebooku...za chwilę zaproponował, że podrzuci mnie do domu, bo ma po drodze, a jak akurat w ten dzień nie miałam samochodu. Niestety o wspomnianym projekcie nie było mowy... Jak tylko wrócił do siebie dostałam telefon, rozmawialiśmy klika godzin, teraz wiem, że zarówno pierwsza rozmowa jak i telefon to było wstępne pranie mózgu. Byłam naiwna, bo w tej branży rzadko ktoś pomaga bezinteresownie, a dodatkowo jego wysokie, szanowane stanowisko sprawiło, że mu zaufałam. Nazajutrz ,,porwał mnie'' z praktyk i do dziś nie rozumiem dlaczego dałam się namówić na seans Matrixa u niego w domu, a co za tym idzie na kolejne pranie mózgu. Od razu (jeszcze po drodze) mówił ,że musi mnie zabrać w rodzinne strony...a wieczorem,że musi powiedzieć rodzicom jaką niesamowitą dziewczynę spotkał...nie wiem jak to się stało, ale zostałam na noc (choć do niczego nie doszło), a na drugi dzień zaczął mówić, że mnie kocha. Nim się obejrzałam trafiłam w straszny w skutkach związek. On zawsze musiał być dominujący, przyjął pozycję ,,mentora" , który musi mieć nad wszystkim kontrolę. Wkrótce zaczęły wychodzić na jego temat niepokojące informacje, a to ,że ma byłą żonę, która zaledwie parę dni wcześniej się wyprowadziła, mimo,że było już dwa lata po rozwodzie (widzaiałam wyrok rozwodowy), cały czas trwania tego ,,zawiązku'' czułam niepokój i wiedziałam,że kłamie. Do tego ta kobieta napisała do mnie ostrzeżenie,żebym uważała na niego, nie mam pojęcia skąd znała swoje imię i nazwisko. Powiedziałam mu o tym, zablokował ją na moim telefonie i powiedział,że to psychopatka, uwierzyłam bo okazało się,że wysyłała do niego nawet kilkadziesiąt(!) maili dziennie i pisała,że raz go kocha raz nienawidzi i ciągle mnie obrażała, zaczęła miec obsesję na moim punkcie,a on mi ciagle te maile pokazywał...to sprawiło, że chciałam odejść, ale powiedział, że jak odejdę to sobie z nią nie poradzę... ... zostałam później odkrywałam jego coraz bardziej mroczne oblicze - nie będę tu o tym pisać,bo to by wyszło kilkadziesiąt stron...ale żeby zobrazować dwa zachowania: raz nienawidził współpracowników, a raz wszyscy byli super, raz zazdrościł szefowi, raz go podziwiał... opowiadał,że był ofiara przemocy domowej ze strony byłej żony i wszedł w rolę ofiary, zmienność zdań, nastrojów, pochopne decyzje, niestabilność emocjonalna- i wiele, wiele innych... Przebywałam z nim (mieszkałam) tak na prawdę trzy miesiące...a przez kolejne dziewięć miałam kontakt telefoniczny. Pewnego dnia (nie spodziewałam się tego) odwiózł mnie do rodziców, bo musiał zacząć remont w domu, w którym mieszkaliśmy... Już nigdy tam nie wróciłam. Potem zaczęło się poniżanie mnie, odsuwanie, unikanie, a potem karanie ciszą i tak dalej... Dopiero jak byłam z dala od niego, uświadomiłam siobie,że sobie z nim nie poradzę, , bo zaczął się gaslighting i stwierdził,że jestem chora psychicznie (trochę interesowałam się psychologią i zauważyłam,że to te symptomy), najczęstsze było jednak poniżanie. Zauważyłam,że trafiłam w schemat, a była żona była od niego uzależniona. Nagle powiedział,że nasz związek to koniec (ale nie wprost) i że pragnie poślubić sekretarkę, którą tak wcześniej obrażał... Nigdy nie chał ze mną porozmawiać, wszystko odbywało się najpierw na video rozmowie na Messengerze,a potem już blokowanie i kontakt kiedy on chce, wkrótce maile i obwinianie mnie... Nie mam już z nim kontaktu, rodzice pomogli,żeby już mnie nie męczył, bo wmawiał im,że powinnam się leczyć psychiatrycznie. Nie mam z nim kontaktu. Najpierw przyjął rolę mentora i wmawiał,że mogę wszystko, a potem pisał,że nic nie osiągnę. Wiem,że byłam ofiarą manipulacji. Niestety od tamtej pory mam sporo lęków, choć bóle w klatce, bezsenność i depresja minęły. jednak nadal czuję następujące lęki: -usunęłam media społecznościowe, mam jedynie Facebooka ale pod pseudonimem i bez zdjęcia, odkąd jego była żona zaczęła mnie gnębić -lęk przed używaniem Messengera, używam z konieczności, bo za każdym razem przychodzą złe wspomnienia -odczuwam uczucie intensywnego lęku gdy przejeżdżam obok miejsca praktyk -lęk związany ze wszystkim co związane z moim przyszłym zawodem i środowiskiem - lęk gdy widzę przejeżdżający samochód tej samej marki jak jego -lęk związany z zobaczeniem/ usłyszeniem o miejscach z nim związanych ... i tak dalej... Zastanawiam się więc, czy może być to już zespół stresu pourazowego, po takim czasie ?
  17. Witam,mam 25 lat i półtora roczna córeczkę. Własna firmę, miesiące temu z dnia na dzień zostawił mnie narzeczony po 9 latach Nic się na to nie zapowiadało dwa miesiąc przed rozstanie mieliśmy brać ślub (z jego inicjatywy ) miesiąc przed chciał drugie dziecko.. Zostawił mnie dla 16 letniej dziewczyny,której dałam dorobić na wakacjach i siebie w firmie.. Ale twierdzi ,że ona niczemu neo jest winna ona nic nie zrobiła. Do sedna sprawy jak urodziłam córeczkę oddaliłam się od niego lecz tego nie zauważyłam.. byłam zmęczona 24h/7 ciągle sama z mała. W nocy ka wstawałam,w dzień ja.. Chciałam walczyć,prosiłam o szansę dla niej. Ale nie..(On musi się wyszaleć,potrzebuje czasu) (i owszem teraz szalej wyjazdy,jazda po nocy ,imprezki,sex z nią kiedy tylko chce) teraz za każdym razem co przyjedzie do małej na chwilę dosłownie bo tamta napsize i juz musi jechać do szkoły po nią.. (mam wrażenie,ze robi wszystko,zeby się ze mną kłócił i nie mial czasu dla małej) zaczepia przytuli to daje sygnały. I czy z kis pisze, co robię. Ale jeżeli powstanie kłótnia, to zaraz wyzywa mnie,że niegdy nie był szczęśliwy, że on nie chce związku ze mną nie będzie udawała,ze z nikim nie ułoże soboe życia.. A po jakimś czasie znowu zaczepki jakby gdyby nigdy nic.. A ja nawina nadal go kocham I robię wszystko żeby wrócił i mam nadzieję ,brakuje mi go.. A małej taty jeszcze bardziej Czy jego zachowanie może być przyczyna,że za bardzo nalegam? Czy on się pogubił i sam nie wie co czuje ? Boi się przyznać że zje.. I nie wie jak wrócić? Pomocy już nie daje rady .. Co wieczór płacze.
  18. Cześć, mam 21 lat i jestem studentką. Moje problemy z partnerską relacją zaczęły się, gdy miałam 16 lat. Wtedy zaczęłam swój pierwszy dłuższy związek. Trwał on okolo rok. Już wtedy czułam, że coś jest nie tak, ale nie potrafiłam tego opisać. Kolejny związek trwał dłużej, bo aż 3 lata. Był super toksyczny. Kłamstwa, ukrywanie wszystkiego przez mojego ówczesnego chłopaka, znikanie na całe dnie i noce, bez kontaktu. Potrafił rzucać naszymi zdjęciami o ścianę, krzyczeć, rozpaczać, przepraszać, potrafił wyjść z jadącego samochodu tylko po to, żebym się zlitowała i go nie zostawiła. Trwało to jakiś czas i długo próbowałam się uwolnić. Kiedy mi się udało, trafiłam w kolejną relacje. Jestem aktualnie w związku z mężczyzną, o 11 lat starszym. Sporo przeszedł i wiele doświadczył. Mieszkamy razem, ale nie czuje się dobrze w jego mieszkaniu. Kiedy jest między nami okey, to jestem szczęśliwa, mam ochotę krzyczeć jak bardzo go kocham, ale gdy pojawia się jakiś problem, nawet najmniejszy, on męczy mnie psychicznie. Każe się wynosić, pakuje moje rzeczy, kiedy zamykam się w łazience i płacze, on wogole nie reaguje, idzie spać, albo gra. Nie umiem zasnąć bez przytulenia się do niego. Bez dotykania go, bez świadomości, ze jest obok. A jemu przychodzi to z łatwością. Odtrąca mnie, wciąga w "ciche dni". Nie wiem co mam robić, to, co opisałam jest bardzo dużym skrótem, bo sytuacji, w których zostałam potraktowana źle, jest o wiele więcej. Codziennie nurtuje mnie pytanie, czy to ze mną jest coś nie tak, czy źle trafiam..
  19. Mam 22 lata , jestem z chłopakiem już drugi rok. Nasze początki nie były zbyt udane, mieszkaliśmy na odległość ze względu na moje studia, on pracował w swojej rodzinnej miejscowości, kiedy poruszałam temat przeprowadzki tłumaczył się tym , że nie wie na czym stoimy, nie podobała mi się tez jego praca i jego towarzystwo. Na początku oczekiwał tego żebym mu wszystko opowiedziała o chłopakach z którymi się kiedyś spotykałam, nie chciałam wszystkiego mówić wiec postanowił przeczytać mi wszystkie wiadomości i w taki sposób się dowiedział. Będąc z nim spotykałam się na kawę z chłopakiem z którym kiedyś łączyło mnie coś więcej. Odzywałam się z osobami z którymi kontakt mu się nie podobał z tego względu ze kiedyś nas coś łączyło . On miewał także nielojalne sytuacje , widywał się z ludźmi których ja nie tolerowałam i mnie okłamywał a kiedy się dowiadywałam, trzaskał drzwiami u mnie w domu i wychodził krzycząc ze to moja wina ze on teraz nie będzie mógł zasnąć . Więc te początki z dwóch stron były niestabilne . Teraz już jest lepiej, jednak nadal jest problem z tym ze np chce wyjść z koleżanka na drinka a on mówi ze nie podoba mu się to bo mi nie ufa po alkoholu i ze mogę spotkać kogoś z kim kiedyś mnie coś łączyło , chciałam iść spotkać się z koleżanka sam na sam a on chce iść z nami. Przeprowadził się razem ze mną do miasta w którym nie ma znajomych i dlatego chce iść z nami ale ja tez potrzebuje czasu dla siebie , on wywiera na mnie poczucie winy ze zostawiam go samego w domu na kilka godzin . Mogę wyjść do koleżanki do domu ale jeśli gdzieś poza dom , do baru czy gdzie indziej , jest już zły, mówi ze sama sobie zapracowałam na to że on mi nie ufa teraz. Tylko że ja się staram, mówię mu prawdę gdzie idę a nie wychodzę prawie wogole. To on zawsze znajdzie coś co mu nie pasuje, czuje się trochę uwiązana i kontrolowana. Mówię mu że nie odbudujemy tego w taki sposób ze ja zrezygnuje z życia prywatnego na rzecz zaufania a on tego nie rozumie i mówi że inaczej ze mną zerwie, skoro ja sobie nie potrafię odpuścić „imprez „ gdzie wgl nie chodzę na imprezy.
  20. Chciałabym zacząc od tego ze jestem w ciąży. Moj partner jest chorobliwie zazdrosny. Nie raz chce sprawdzać mi telefon, każe usuwać znajomych z fb (facetów), przez rok wyjeżdżał na kontrakty do Francji, które trwały po 3 miesiące. Wtedy się zaczęło, musiałam odebrać każdy jego telefon bo inaczej twierdził ze go zdradzam. Wieczne pytania co robię, z kim jestem, gdzie. Pretensje o wyłączoną lokalizacje. Gdy mówię mu ze idę z przyjaciółką zawsze dzwoni żeby mnie sprawdzić. Wstyd mi odbierać telefon przy kimkolwiek bo wiem ze zaraz wywoła kłótnie. Jestem z nim dwa lata a on twierdzi ze nie jest pewny czy to jego dziecko, chociaz nigdy go nie zdradziłam. Wyprowadziłam się od niego ze względu na inne jego problemy między innymi hazard i narkotyki. Nastawił swoją rodzine przeciwko mnie, która uwierzyła mu w to ze to może być nie jego dziecko. Mimo tego nie chce mi dać spokoju i twierdzi ze odebrałam mu syna jeszcze zanim się urodził.
  21. Witam. Mam wielki problem. Ale może od początku. w 2013 roku kończyłam liceum. Zawsze byłam zdyscyplinowaną nastolatką, nie miałam chłopaka, rzadko chodziłam na imprezy. W tamtym czasie z powodu stresu dużo schudłam, zapuściłam włosy, zaczęłam się inaczej ubierać i lepiej malować. Matury nie zdałam z matematyki. Zaczęłam pracę w barze nad okolicznym "zalewem" i polu namiotowym. Wtedy zobaczyłam, że jestem atrakcyjna i podobam się innym. Bawiłam się, po pracy imprezowałam. Podrywał mnie pewien Adam, chłopak który pracował przy wjeździe. Chodziliśmy na imprezy, przytulaliśmy się itp. Pewnego wieczoru, gdy za dużo wypiłam i poszłam spać do namiotu Adam stwierdził, że pora iść o krok dalej (nie byliśmy parą) ogarneła mnie wtedy panika ( miałam 21 lat i byłam dziewicą) prosiłam, żeby tego nie robił, on nie słuchał. Nie nie krzyczałąm, nie walczyłam, po prostu w pewnym momencie zamarłam... Adam był tak pijany że dzieła nie dokończył i wrócił spać do swojego auta. Chwile po tym dla mnie traumatycznym zdarzeniu pojawił się Łukasz, którego znałam, wiedziałam że mu sie podobam jednak on wiedział że nie jest w moim typie. BYł dużo niższy ode mnie, ale lubiłam spędzać czas w jego towarzystwie bo był bardzo zabawny. Nie wiem czemu, ale zwierzyłam mu sie z tego co sie stało, Łukasz stwierdził że on mi pokaże, że seks jest spoko. Szczerze? szału nie było, ale jakoś wyszło żę kilka razy to zrobiliśmy. Czemu do niego wracałam? nie wiem.... Nad zalewem Poznałam Dawida. Pięknego wstydliwego faceta, ktory czół do mnie mięte. Wiem, wiem jak to brzmi.... ale poszliśmy do namiotu, poprzytulaliśmy się, całowaliśmy i tyle. poszedł spać, a ja rano odwiozłam go to pracy. Z Dawidem zaczęłam się spotykać. ale Łukasz był też. Nie każde spotkanie kończyło sie seksem. Zauważyłam, że mi sie nie podoba i raczej nie chciałam kontynuować. Dawid, był przystojny jednak bardzo wsydliwy i małomówny.... że tak powiem był, bo był. 27.08 pojechałam na poprawke z matury. Dawid wtedy chciał zdeklarować związek, a ja się zgodziłam. Czemu? nie wiem. Jakiś głos w mojej głowie mi podpowiadał, że to jest to. W pewnym momencie chciałam nawet zerwać. Ale dalej to ciągłam. Jakieś 2/3 tyg później, zaprosił mnie do znajomych gdzie zobaczyłam jego inne oblicze! Był zabawowy, dowcipny, figlarny i cudowny. Wtedy wiedziałam że to jest to!Po tym długim wstępie musimy przenieść się do teraźniejszości, bo w tym miejscu moje wszystkie wspomnienia nie wiem czemu są zatarte. Przyznałam się Dawidowi do tej sytuacji, uderzyła go, ale dał mi szanse. Co jakiś czas wracaliśmy do tematu ale zawsze kończyło się na jego zamknięciu. Jesteśmy małżeństwem. Mamy dwóje dzieci, wspólny dom. Od jakiś dwóch miesięcy, cyklicznie co dwa/trzy tygodnie mój mąż wyciąga temat. Chciał wiedzieć wszystko. Ustalał wersje, sprawdzał mi telefon, czytał wiadomości z mamą i siostrą cofając się aż do 2013 roku. Kilka razy przy tłumaczeniach skłamałam w datach, co wyłapał i robiło się gorzej. Kilka razy nie odpowiadałam na pytanie bo zwyczajnie nie pamiętam. A on twierdził że znów kłamie. Kazał mi się przyznać, że po 27.08 go zdradziłam, więc się przyznałam. I teraz mam piekło w domu. Mąż mnie nienawidzi, nie pozwala się dotykać. Chce zrezygnować z kariery, święta chce spędzić osobno. Jest źlePrzyznałam się, ale nie szczerze. Nie pamiętam tamtego okresu... nie wiem może moja głowa świadomie ukrywa coś strasznego, albo rzeczywiście wtedy do niczego między mną a Łukaszem nie doszło. Co mam zrobić? Jak przekonać męża, do wybaczenia? Jak to odbudować? I jak przypomnieć sobie zdarzenia z tamtego okresu?? Mąż twierdził że od wrześniowej imprezy tak naprawdę bylam mu wierna a, wcześniej skakałam z kwiatka na kwiatek. Ja jestem święcie przekonana że go nie zdradziłam, ale co jak się myle? A jak mam sprawdzić czy go nie zdradziłam? BŁAGAM O POMOC BO JUŻ NIE WYTRZYMUJE TGO NAPIĘCIA !dodam tylko, że te drzy miesiące w moim zyciu nie byłam tak naprawde sobą. traoche udawałam, żeby być lubianą, piłam alkohol iprezowałam. Przed tym okresem i po tym okresie parze w przeszłość tak jakibym widziała obcą osobe.
  22. Witam, mam na imie Anna i mam 36 lat. Opiszę to w miarę zwięźle. Rok temu rozstałam się z narzeczonym ale dosyć szybko się pozbierałam tyle, że nadal jestem singielką i jakoś mi to nie przeszkadza natomiast moja moja siostra to wykorzystuje. Rozchodzi się z mężem. Mają małe dziecko nie potrafią się dogadać. Od roku CODZIENNIE wypisuje i wydzwania opowiadając o NIM. I o tym jaki jest zły, okropny itd. Pomagam jej jak mogę, słucham tego wszystkiego ale już mam dosyć... nie mam faceta ani ridziny i ona przy każdej lepszej okazji wciska mi dziecko do opieki, a kiedy ma wolny weekend bo dziecko jest u niego bez pytania mnie już ustala co robimy w weekend chociaż ja nie mam na to ochoty!!! Nie chce slychac non stop o nim, nie chce jezdzic czy wychodzić gdzies na sile po to żeby zrobic sobie zdjecie zeby ON widzial ze ona sobie swietnie radzi bez niego! Chce uciec od niej naprawde. Jednoczesnie czuje sie jak wyrodna siostra, ktora nie chce dluzej pomagać siostrze bo ona przeciez teraz takie piekło przechodzi. Raz sie sprzeciwilam to taka awanture mi zrobila ze tydzien nie moglam sie pozbierac! Nie moge muec wolnego czasu dla siebie bo ona zaraz sie wpycha albo chce cis ze mna robic a ja nie chve! Chodze i placze po kątach bo robie cos wbrew sobie ... jak sie od tego uwolnic. Pomocy
  23. Witam. Jestem w związku trzy letnim, mam 33 lata ona 29. Poznaliśmy się na sympatii, mieszkaliśmy wtedy w miastach oddalonych od siebie o 60km. Postanowiliśmy że zamieszkam z nią u niej w mieście, a więc zmieniłem miejsce zamieszkania oraz pracę. I tak minęły dwa lata, po czym Ona oświadczyła iż dostała propozycję pracy w Opolu, a co z tym idzie wyprowadza się na jakieś dwa lata, byłem krótko mówiąc w szoku jak można zostawić swojego chłopaka, ale ok różne decyzje i jakoś to przełknąłem. Po pół roku gdy mieszkała w Opolu postanowiliśmy że chcemy mieć dziecko i dom, a więc sprzedałem swoje mieszkanie oraz tym samym zarezerwowaliśmy szeregowca. W trzecim miesiącu ciąży była już na L4 wróciła na nie cały tydzień do mieszkania ze mną i stwierdziła że wyprowadza się na okres ciąży do siostry na wieś, bo ja jestem długo w pracy, a ona nie będzie czekam w czterech ścianach, gdy już wrócę to i tak jestem zmęczony, oraz wyznaczyła mi iż możemy się spotykać na weekendy. Powiem że mam dosyć takiego związku w kółko mieszkam sam, czuję się jak singiel, czuję że jej przeszkadzam w jej życiu. Ona Ekstrawertyk a ja domator, szukający ciepła rodzinnego i spokoju. Pracuję ponad 200h w miesiącu, robię zakupy sprzątam gotuję gdy to wszystko ogarnę to nie mam już siły na nić, oczywiście ona też pomaga w codziennych obowiązkach. Oczywiście rozmawiałem z Nią na ten temat, powiedziałem jej że nie chce takiego związku polegający na spotykaniu się co weekend, a ona odparła że jestem egoistą i nie rozumiem jej potrzeb, że u siostry ma z kim porozmawiać wyjść na spacer na łono natury. Ciężko mi bo jest ze mną w ciąży i prawdopodobnie dziecko będzie musiało być wychowywane osobno, bo ja nie chce takiego życia, dodatkowo będę musiał kupić znów mieszkanie. Proszę o psychologa o pomoc lub poradę.
  24. Mam 35lat .. W czwartek mój mąż w drodze na moją operacje zrobił mi awanturę w samochodzie o to że slepię go telefonem. Że słońce odbija się w telefonie. Wybuch bo odpowiedziałam, że to nie to go ślepi. Zwyzywał mnie od matołów od najgorszych debili, od „ co za debil mi się trafił” od od teraz Cię już nie kocham. Jak wrócę to się pakuje i wypierdalam. Generalnie trochę nam się sypie ponieważ kiedyś wybuchał tak o drobne rzeczy już . Jesteśmy ze sobą 6 lat a 4 lata po ślubie … praktycznie w ogóle nie sypiamy ze so sobą ponieważ ja nie potrafię zbliżyć się do kogoś kto mnie wyzywa … on uważa że wyzywa mnie bo z nim ni sypiam i nie ma czułości. Natomiast wszystko zaczęło się od jego wybuchów . Po powrocie ze szpitala powiedziałam, że to koniec . On twierdzi ze moza sobie powiedzieć wszystko. Chciałam czasu a mąż uznał ze on go nie ma . I nie chce znowu czekać. Wiec wyprowadził się do mamy. Ja w domu czuje smutek . Napisał żebyśmy spróbowali ale zaznaczył ze będzie wybuchał a nawet mocniej jeśli nie będę blisko…. Czy to normalne?
  25. Witam, Znamy sie z żoną od 5 lat a od 3 lat jesteśmy małżeństwem i mamy 1,5 rocznego synka. Do grudnia nie mieliśmy w sumie żadnych większych konfliktów i bylismy ze sobą bardzo szczęśliwi. Oboje bardzo się cieszyliśmy na przyjście naszego syna. Mieliśmy wspólne hobby (tańce, bieganie, podróże). Niestety wszystko zaczeło się sypać w listopadzie, kiedy moja mama przyjechała na miesiąc pomóc nam w opiece nad synem. Żona nie miała nic przeciwko, nawet się cieszyła. Niestety moja mama zaczęła za bardzo się rządzić i mówić nam jak mamy żyć. Ja starałem się ją przystopować, ale robiłem to za miękko. Pewnego dnia bez żadnego ostrzeżenia żona naskoczyła na moją mamę, żeby się nie wtrącała w nasze życie. Generalnie to był krótki ale bardzo dosadny monolog. Tej samej nocy mocno naskoczyłem na żonę, dlaczego tak się zachowała. Dużo nerwów, niepotrzebnej gestykujacji i słów za co od razu rano przeprosiłem. Dlaczego mi nie powiedziała, że zamierza tak postąpić i wytłumaczyć mi mamy zachowania, któych ja nie widziałem. Nie mialbym problemu zeby moją mamę z tym skonfrontować. Żona się na mnie mocno obraziła za moje zachowanie. Pózniej wszystko sie uspokoilo, zaczeliśmy myśleć o drugim dziecku, byly urodziny synka, z naszymi rodzicami, moi rodzice zostali jeszcze tydzień, tata to złota rączka, więc nie siedział przed telewizorem, a raczej starał nam się pomóc w domu. Moja mama znowu narzucała swoje standardy jak nie było mojej żony w pobliżu. Ja na spokojnie starałem się jej tłumaczyć, że żyjemy tak jak chcemy i żeby się nie wtrącała. W sierpniu przyjechaliśmy na tydzień do moich rodziców. Niestety moja siostra wpadła na pomysł bez konsultacji ze mną, że przywiezie również swoje dzieci. Jak się o tym na miejscu dowiedziałem od razu zadzwoniłem z pretensjami, że nie umawialiśmy się, żeby jej dzieci były u rodziców, kiedy my tam jesteśmy szczególnie, że to jest pierwszy raz gdzie nasz syn odwiedza dziadków. Ona tego nie zrozumiała i się obraziła, a rodzice staneli po jej stronie i stwierdzili, że się czepiamy. Niestety będąc jeszcze u nich nie potrafiłem się z nimi skonfrontować. Przez to żona straciła do mnie szacunek, że nie stanąłem w jej i mojego syna obronie. Stwierdziła, że moja rodzina mnie nie szanuje, a ja się na wszystko zgadzam i w tym momencie nasz kryzys się na dobre zaczął. Moja żona poczuła taką urazę, że generalnie chcę odciąć moją rodzinę od naszego życia, poza sporadycznymi sms-ami czy są zdrowi. Od dwóch miesięcy chodzę po polu minowym i jak łatwo się domysleć miny są wszędzie. Wczoraj żona zaczęła znowu dyskusje przy kolacji na ten temat i ja się jej zapytałem czy na pewno nigdy nie zamierza wybaczyć moim rodzicom i okazało się, że to bardzo duża mina. Wiem, że moi rodzice z siostrą zachowali się poniżej jakiekolwiek krytyki. Do tego dochodzi brak stawiania granic przeze mnie i moja relacja z mamą, która ze względu na oziębłą relacje z tatą swoje uczucia przelała na mnie i pewnie w jej głowie jestem dalej tym małym syneczkiem, któremu trzeba we wszystkim pomóc. Obiecałem żonie, że zrobię z tym porządek. Zacząłem czytać, na temat toksycznych relacji z rodzicami i zacząłem dostrzegać pewne zbierzności i analizować jej i wyciągać wnoski. Niestety moja żona mówi, że ja się nie zmienię, że jestem za stary (40lat). Generalnie nawet nie chcę spróbować, żebym jej udowodnić, że mogę być bardziej stanowczy. Chyba tutaj liczyłem, że mnie wesprze w tym, pewnie trochę naiwnie. Widzę co moja mama czasami wyprawia, że jest zaborcza, forsuje swoje i mojej siostry zdanie tylko do tej pory nie potrafiłem się z nią na poważnie skomfrontować i czasami brałem ich zdanie pod uwagę. Teraz kiedy czuję, że szala goryczy się przelała i pozbyłem się hamulców, które mnie wcześniej hamowały moja żona nie chcę zebym tego robił. Nie chcę stracić swojej żony, ale mam problem, żeby całkowicie odciąć się od mojej rodziny, a moja żona tego oczekuje i nie wygląda na to, żeby to się kiedykolwiek w przyszłości zmieniło. Jest osobą zero jedynkową. Nic pomiędzy. Ma problemy z ufnością. W tym momencie nie wiem co mam robić. Gdzieś głęboko w głowie ciągle liczę na to, że trochę ochłonię, choć z każdym dniem moje nadzieje maleją. Podsumowując z pięknego małżeństwa znaleźliśmy się w takim bagnie, gdzie rozwód jest na horyzoncie i zdaje sobię sprawę, że ja ponoszę za to odpowiedzialność tylko nie wiem jak to teraz odkręcić. Wszelkie rady mile widziane.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.