Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'toksyczni-ludzie'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Refleksje mężczyzny

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Dzien dobry, Dziekuje za mozliwosc podzielenia sie moim problemem. Mam 30 lat, a w zyciu jestem niezalezna finansowo i spelniajaca sie zawodowo kobieta. Wydaje mi sie, ze przez ostatnie 5 lat bylam w toksycznym zwiazku, a moj partner byl narcyzem. Wiem to dopiero teraz, po rozstaniu. Dlugo cierpialam (i troche wciaz cierpie, a na pewno nie moge przestac myslec o tym, co sie wydarzylo). Bylismy razem ponad 5 lat, partner szybko mi sie oswiadczyl, a ja naiwnie wierzylam, ze to glebokie i ‚magiczne’ uczucie. W zwiazku na poczatku bylo fantastycznie, potem partner zaczal widziec jedynie swoje potrzeby (pewnie bylo tak od poczatku, ale wtedy umiejetnie gral). Byly zatem awantury z mojej strony, co ex-partner wykorzystywal jako argument, ze pewnie nie powinnismy byc razem, skoro ja ‘taka’ jestem (tzn. agresywna, bezczelna itd.), podczas gdy byla to zawsze prowokacja z jego strony. Mimo ze mieszkalismy razem, rozstanie z jego strony nastapilo przez wyslanie smsa, po jednej z awantur, ktora byla sprowokowana tym, ze znow postawil mnie przed jakims faktem dokonanym. I wtedy zaczela sie lawina zastraszen i przezwisk, roznych epitetow pod moim adresem. Dowiedzialam sie, ze bylam egoistka (uwazam, ze chodzilo o to, ze stawialam swoje granice w koncu w zwiazku), ze liczyly sie tylko moje potrzeby (pewnie byla to projekcja), ze jestem poj***na i ze zawsze bede nieszczesliwa itd. Ja sama od pewnego czasu czulam, ze zwiazek nie idzie w dobrym kierunku, ale ‚jakos to bylo’. Natomiast to, z czym nie jestem w stanie sobie poradzic, to to nagle zerwanie, z dnia na dzien prawie (na pewno nie ma innej kobiety), i to przez wyslanie smsa (gdyz nie bylo go w miescie w tamtym momencie). Bardzo prosze o pomoc w zrozumieniu - mieszkajac razem przez ponad 5 lat codziennie rozmawialismy na rozne tematy, skad mogla wziac sie taka nagla agresja i rozstanie przez smsa? Tak nie zachowuja sie dorosli ludzie (moj partner mial 44 lata), on nie chcial rozmawiac. Mecze sie i nie jestem w stanie przeprocesowac tego, co wg mnie nie sklada sie w jedna calosc... Z gory dziekuje za porade. M.
  2. Witam. Mam 30 lat i jestem mamą 3 dzieci. Już nie wiem co mam robić. Jak wyrzucić z mieszkania swojego partnera, który nadużywa alkoholu? Nie chcę iść na policję, aby nie narobić jeszcze większego bałaganu niż już jest zrobiony. MOPSu też wolę w to nie mieszać . Partner niestety nie widzi problemu w tym, że każdego dnia po pracy wypija co najmniej 5 piw, a jak ma wolne to większe ilości plus wódka. Dodatkowo 2 razy w tygodniu upija się do nieprzytomności, a ja muszę wtedy iść spać z małym dzieckiem na podłogę (dziecko śpi u mnie w łóżku), bo partner rzuca się po łóżku tak bardzo, że wiele razy zostałam przez niego uderzona przez sen. Takie rzucanie się zwykle trwa 5 godzin, a ja nie mam wtedy siły, aby bronić dziecka i siebie przed jego machaniem ręki, kładzeniem się na nas oraz przepychankami, bo całe łóżko musi być jego... W domu są małe dzieci, a on jest typem chama i prostaka (to już nie człowiek), który nawet o pierdoły robi mega awantury. Mieszkanie wynajmujemy od miasta. Ja jestem głównym najemcą, ale zarówno ja jak i on mamy stałe zameldowanie w mieszkaniu... Nie chcę się wyprowadzać z mieszkania, bo niby czemu to ja mam uciekać? Zresztą gdybym chciała to i tak się nie wyprowadzę, bo nie mam gdzie. Moje mocno okrojone finanse nie pozwalają mi na wynajem mieszkania. Mam już tego serdecznie dosyć i nie oczekuję głaskania po głowie, ale rad, które nakierują mnie na coś, co pozwoli pójść mi i moim dzieciom dalej. Chcę się uwolnić od toksycznego związku... Problem z jego piciem trwa już 5 lat. Przez to wciągnął mnie w ogromne długi i w depresję. Już od dawna mam bardzo niefajne myśli, ale jedyne co mnie powstrzymuje od zrobienia kroku aby "to" zrobić jest myśl, że nie mogę zostawić dzieci z tym bydlakiem oraz z myślą, że mama ich zostawiła... Dzieci są do mnie bardzo przywiązane jak i ja do nich i nie wyobrażam sobie tego, że mogłabym zniszczyć im dzieciństwo i życie tym, że zniknęła bym z ich życia na zawsze... Za rady typu "sama jesteś sobie winna" i "wiedziałaś co brałaś" podziękuję... I tak już jestem od dłuższego czasu na wykończeniu psychicznym przez tego alkoholika, więc nie potrzebuję aby kopać leżącego... Z góry dziękuję...
  3. Mam 19 lat, mój chłopak jest w tym samym wieku. Jesteśmy ze sobą prawie półtora roku, jest to dla naszej dwójki najdłuższy dotąd związek. Wszystko było prawie idealnie, nie licząc kilku błędów z jego strony, które zawsze wybaczałam. Dużym przełomem był moment, kiedy wysłał mi swoje nagie zdjęcia. Wymagało to dużego zaufania z jego strony. Zdjęcie wysłał w Internecie. Wiem, co ludzie pomyślą: że głupota itp. Dla mnie było to coś, co mnie cieszyło. Mój wcześniejszy związek był bardzo toksyczny i długo myślałam, że nie dam rady widzieć kogokolwiek, zaufać komukolwiek, a tym bardziej umówić się z kimś. On stał się osobą, która pokochałam, dzięki której normalnie zaczęłam się odżywiać i odżywałam po wyniszczeniu psychicznym i fizycznym z poprzedniego związku. Moja siostra wkradła się na mój telefon bez mojej wiedzy, zgody. Nawet nie wiedziałam, że zna hasło. Mówi, że niby nic nie widziała, ale jej komentarz: co wy tam sobie wysyłacie dał mi znak, że jednak coś widziała. Pamiętam, że tego wieczora wybuchłam płaczem, nie potrafiłam przestać. Powiedziałam po około miesiącu o tym chłopakowi. Był bardzo wkurzony, nie odzywał się przez parę tygodni. Dopiero dzisiaj ze mną pisał o tej sytuacji. Stwierdził, że żałuje, że je wysłał i że nie jest przekonany co do mojej osoby. Ja nie zrobiłam nic by do tego doszło, miałam hasło i dodatkowo odcisk palca na telefonie. Czuję się już psychicznie wykończona, słabo śpię, prawie nic nie jem, na widok jedzenia mam prawie odruch wymiotny, wybucham niekontrolowanym płaczem i się "zawieszam". Czuję się winna, bardzo mi zależało na tej relacji. raz jestem smutna i przygnębiona, raz mam ochotę zakończyć swój żywot, a innym razem upić się by nie myśleć w kółko. Nie potrafię sobie z tym poradzić, nie mam energii nawet do życia. Mimo przeprosin siostry w moją stronę czuję, że nie mogę nikomu ufać. Każdy dzień dodatkowo wypełniony jest stresem, który wręcz pcha mnie do masy środków na uspokojenie, tabletek przeciwbólowych na bolący brzuch i ochoty na ciągłe spanie. Boję się i nie wiem co robić, bo nie wyobrażam sobie dnia bez niego. Pokochałam go, co graniczyło u mnie z cudem. A teraz wręcz nienawidzę siebie i to, ze nie umiałam i nie zrobiłam nic by do tego nie doszło.
  4. Witam. Nie wiem czy dobrze wybrałem forum ale niestety moja sytuacja "pasuje" do kilku miejsc. Nie wiem czy mam się rozpisywać czy też streścić tylko ostatnie problemy. Generalnie mam żonę, dzieci i stresującą pracę (w zasadzie regularny mobbing ale w naszej "instytucji" to norma). Niby standard ale ostatnio skumulowało się kilka rzeczy. Jako osoba zawsze wyalienowana i skłonna do depresji odżyłem i nabrałem ochoty do życia jak urodziły się dzieci. Tak mnie wychowano żyjesz dla innych. A relacje z dziećmi są bardzo szczere. Jak widzisz, że z uśmiechem biegną do Ciebie to wiesz, że nie udają a ich uczucia są szczere. Novum w moim życiu i pozytywnie mnie to napędzało. Gdzie zatem problem? Tak jak mówiłem. Kilkanaście godzin na "pracę", permanentne niewyspanie (ząbkowanie oto dzieci), mobbing (wyzwiska, podważanie mojego poczucia wartości, opr za nic). Potem zmarła bardzo bliska mi babcia i zaraz po niej moja Mama (covid bardzo się męczyła nie była to spokojna śmierć). Do tego momentu jakoś sobie radziłem pomimo specyficznych relacji w małżeństwie. Żona jest emocjonalnie zamknięta okazuje głównie negatywne emocje. Często miałem wrażenie, że mną manipuluje i traktuje mnie przedmiotowo. Przypałętał się też kolego. Szybko się zorientowałem skończyło się na pisaniu. Głupie tłumaczenia, że to dla zwrócenia uwagi (jestem bardzo skupiony na rodzinie nie chodzę po kumplach i imprezkach). Dla mnie zdrada emocjonalna ale są dzieci trzeba iść dalej. W dniu pogrzebu Mamy dowiedziałem się, że żona ma zrujnowane święta przez pogrzeb... To mnie już trochę dobiło. Strasznie okrutne było i nawet pomimo charakteru żony i jej braku empatii ścięło mnie. Po drodze co chwila teksty ile planuję być w żałobie i czy ona ma mi nadskakiwać z tego powodu (chodziło o to żeby podarowała kłótnie i żale i pretensje o pierdoły chociaż). Zaczęła się depresja. Żona miała też specyficzną relację z facetem ciotki. Kiedyś się do niej dobrał. Nie wiem jak bardzo bo żona i on zmieniali wersję. To był poważny problem bo nie chciałem jeździć do jej rodziny jak on tam był. Żona miała o to pretensje. Długo walczyłem o zrozumienie i o to żeby powiedziała rodzi IE żebym to ja na dupka i wariata nie wychodził. Rodzina uznała, że jak raz to generalnie nic takiego zdarza się... W tym momencie już nie wiedziałem czy może to ja nie mam dziwnych problemów. No ale to facet ciotki. Żona była wtedy jeszcze dzieckiem de facto. Dla mnie kryminał. Ostatnio zostaliśmy zaproszeni na ślub oni też tam będą. Zgodziłem się iść ale wbrew sobie. Generuje to kłótnie. Żona wogóle tego nie docenia a trochę na to liczyłem. Ostatnio od niej usłyszałem, że do niczego nie doszło (w sensie, że jeden taki wyskok to nic takiego). Czy ja mam jakieś dziwne problemy? Czy mam rację? Dobija mnie to. Nie chcę tam iść. A na pewno strach wywołuje podejście żony i jej rodziny. Nie radzę sobie z tym. Powinienem? Ma prawo żądać żebym szedł? Mam iść? Czy terapia małżeńska coś pomoże czy żona jest tak wychowana i ma taki charakter i nie będzie nigdy empatyczna i nie będzie potrafiła wczuć się w moją sytuację emocjonalną?
  5. Cześć, jestem 18-nastoletnią dziewczyną, zmagam się z problemem w związku oraz z własnym lękiem, bardzo boje się zdrady i mam brak zaufania co skutkuje moim obniżonym nastrojem i byciem chamską dla swojego partnera... Ten problem trwa od zawsze w naszym związku a jesteśmy razem juz prawie 4 lata. Teraz on zaczyna mieć więcej znajomych w tym dziewczyny i ja nie mogę się z tym pogodzić, czuje się jakby oni wszyscy byli ważniejsi ode mnie i jakby wszystko inne było ważniejsze przez co czuje się nie kochana. Do tego dochodzi drugi problem mieszkamy z jego rodzicami i bardzo dużo się Wracają a on nie potrafi się odezwać. W skrocie nie potrafię rozróżnić dobra od zła w tym związku, nie potrafię się pogodzić ze zmianą ze związku na wyłączoność na bardziej otwarty, mój problem z zazdrością i lęk przed zdradą, i do tego nie wiem czy to miłość czy już przyzwyczajenie. Z całego serca proszę o pomoc bo nie daje sobie rady psychicznie, zaczęłam ciągle wybuchać płaczem.
  6. Jestem wolną kobietą w wieku 28 lat. 5 lat temu zerwałam 1,5 roczny związek z facetem. Był to mój pierwszy związek i okazał się być toksyczny. Mój partner w łóżku był dominantem, którego życie krążyło dookoła seksu. Pod koniec związku czułam się wykorzystywana seksualnie i traktowana niemal jak "lalka do dmuchania". Obecnie mija 5 lat od zakończenia tego związku, a od czasu do czasu wciąż wracają do mnie wspomnienia, które sprawiają że czuję do siebie ogromne obrzydzenie. Że z nim byłam, że się na to godziłam, że mnie dotykał. Od czasu tego związku już byłam w innej relacji, która dawała mi dużo radości i satysfakcji. Czy kiedykolwiek przestanę przypominać sobie te sytuacje i czuć obrzydzenie?
  7. Jestem dziewczyną w wieku 21 lat. Od ponad 6 lat zmagam się z depresją, która pojawiła się u mnie na wskutek cukrzycy, na którą zachorowałam w wieku 15 lat. Odkąd pamiętam byłam osobą bardzo zamkniętą w sobie, aspołeczną i z lękiem przed ludźmi, przez co ciężko mi zbudować jakieś relacje z ludźmi. Mama wychowuje mnie i brata samego. Tata zostawił nas jak miałam 4 latka. Od tamtej pory jest mi ciężko, ponieważ brat zaczął się na mnie wyżywać fizycznie i psychicznie. Jakiś czas temu odkryłam swoją orientację seksualną i uświadomiłam sobie, że podobają mi się kobiety, przez co zaczęły się kolejne problemy. Moja rodzina nie jest tolerancyjna przez co urwał mi się kontakt z bliskimi dla mnie osobami (babcią, ciociami, wujkami, kuzynką, bratem). W obecnej chwili akceptuję to tylko mama, która stara się mnie wspierać. Przed moimi 18-stymi urodzinami mieszkaliśmy z mamą i bratem w domu samotnej matki. Wtedy zaczęły się najgorsze problemy, ponieważ przestawałam chodzić do szkoły, nie chciało mi się żyć ani wstawać z łóżka. Trafiłam na tydzień do szpitala psychiatrycznego w celu leczenia. Przyjmowałam jakieś leki, które miały mi pomóc się pozbierać. Natomiast po zobaczeniu innych pacjentów poprosiłam o ich odstawienie i próbowałam sama poradzić sobie z otaczającą mnie rzeczywistością. Lekarze stwierdzili, że sobie świetnie poradziłam i wyszłam sama z tego dołka psychicznego więc mnie wypuścili. Wróciłam do ośrodka i była tam taka pani psycholog Kasia, która bardzo mnie nie lubiła i ze wzajemnością. Robiła wszystko na spotkaniach, żebym wyszła na najgorszego człowieka na świecie. Mimo, że miała mi pomóc i mnie wspierać robiła wszystko na opak. Przez nią jeszcze bardziej się załamałam psychicznie, ponieważ wystawiła opinię do sądu rodzinnego, który po kilku dniach zamknął mnie w pogotowiu opiekuńczym do ukończenia 18-tego roku życia. Wtedy całkowicie się załamałam. Próbowałam wykorzystać fakt o cukrzycy, żeby tylko wydostać się z tego miejsca. Dwa razy specjalnie nie wzięłam insuliny, aby trafić do szpitala na kilka dni obserwacji. Lekarz, który się mną opiekował dowiedział się ode mnie prawdy, dlaczego tu trafiłam i robił wszystko, żeby przedłużyć moje leczenie, niestety trwało to tylko kilka dni po czym wróciłam do pogotowia. W dniu 18-tych urodzin wyszłam na wolność. Mama wtedy dostała już mieszkanie więc miałam gdzie mieszkać. Jakiś czas później przeprowadziłam się do Krakowa do dziewczyny, z którą byłam w związku. Planowałam z nią życie, przyszłość itd. Wplątała mnie w pożyczki, które wzięłam aby móc z nią zostać. Zostawiła mnie po prawie 3 latach związku. Bardzo to przeżyłam, nie mogłam się długo pozbierać, okaleczyłam się. Później poznałam osobę transseksualną Natana, którego pokochałam całym serduszkiem. Obecnie jesteśmy ze sobą już 10 miesięcy. Mama bardzo go polubiła, pomógł mi, wspiera mnie jak tylko może. Pojechał nawet dla mnie do pracy nad morze, żeby zarobić na pożyczki. Przyjechałam do niego do pracy i tam się zaczęły kłótnie między nami, ponieważ mimo tego, że przyjechałam nie poświęcał mi tyle uwagi i czasu. W pracy rozmawiał i śmiał się z innymi dziewczynami, a mnie unikał tak przynajmniej to wyglądało. Przez cukrzycę niestety nie mogłam zostać dłużej i musiałam wracać do domu do lekarza, ponieważ mój stan się pogarszał. W ostatni dzień przed moim wyjazdem mieliśmy pójść sobie na spacer w nocy na plażę i spędzić ten czas razem. Niestety wziął ze sobą koleżankę i skończyło się na piciu alkoholu na plaży. Ja się popłakałam i poszłam się przejść. On poszedł za mną. Więc wykrzyczałam mu w twarz, że nie tak miał wyglądać ten wieczór, że mi przykro, że woli spędzać go z kimś innym na piciu i śpiewaniu. Mój obecny problem polega na tym, że jestem osobą bardzo zazdrosną taką, która jest bardzo wrażliwa i emocjonalna. Bolą mnie nawet najmniejsze rzeczy. Mam cudowny związek, wspaniałego chłopaka, który mnie kocha a ja ciągle robię mu problemy o to, że nie ma dla mnie czasu, że się nie odzywa do mnie lub o to, że rozmawia z jakimiś dziewczynami czy wypije alkohol. Ostatnio bardzo się oddaliliśmy od siebie bo on pracuje po 15 godzin dziennie przez co nie mamy czasu pisać i rozmawiać ze sobą. Była jeszcze taka sytuacja, że w tej pracy u Natana jest syn szefostwa, który ma 14 lat i napisał do mnie dlaczego tak się zachowuję, czemu ciągle robię afery i mam o wszystko pretensje. Napisałam jak ja to czuję i niestety nie wiem co mi strzeliło do głowy wyjechałam z tekstem, że kilka dni temu miałam duże załamanie i próbowałam się zabić. Dzwoniłam i pisałam wtedy do Natana ale niestety nie odpowiedział. Obiecałam mu, że nie potnę się już więc musiałam znaleźć inny sposób na poradzenie sobie z tym wszystkim, ponieważ w środku czułam ogromny ból. Przywaliłam ręką w ścianę i rozwaliłam sobie kostki do krwi. Powiedziałam synowi szefostwa, że chciałam się zabić. Niestety on przeczytał to na głos i po chwili już miałam wiadomość od Natana, gdzie nakrzyczał na mnie, że jestem pojebana mówiąc dziecku o takich rzeczach. Od tamtego czasu przez 3 dni nie mieliśmy żadnego kontaktu. Napisał do mnie przedwczoraj, że myślał o naszym związku. Powiedział, że mnie nie poznaje, że jestem inną zupełnie osobą niż wcześniej. Że nasz związek to tylko same kłótnie i że robi się to toksyczne. Napisał również, że musimy się spotkać i porozmawiać w oczy, bo już ma wszystkiego i mnie dosyć. Oddaliliśmy się od siebie bardzo a ja nie chcę go stracić. Niestety aktualnie nie mam pracy i nie stać mnie nawet na pójście do psychologa czy psychiatry a wiem, że potrzebuję pomocy, bo sama już nie mogę ze sobą wytrzymać. Każdego dnia teraz siedzę i nie ma takiego dnia, którego bym nie przepłakała. Czuję się źle sama ze sobą. Nie chcę go stracić i nie chcę zachowywać się jak skończona psychopatka. Po prostu nie wiem już co mam robić. I nie umiem sobie sama z tym wszystkim poradzić. Nie chcę być złym człowiekiem a tak się czułam od zawsze. Czułam, że na nikogo nie zasługuję, że nikt mnie nigdy szczerze nie pokocha bo jedyne co potrafię zrobić dobrze to wszystko rozwalić. Proszę o jakieś wsparcie, radę czy pomoc. Co zrobić? Jak to zmienić?
  8. Ludzie mylą niewybaczanie z żywieniem urazy. Jedno z drugim nie musi iść w parze. Można nie pogrążać się w poczuciu krzywdy, a mimo to nie odpuszczać ot tak komuś przewinień. Ci, którzy wybaczają łatwo i szybko, muszą wybaczać coraz częściej. Ci którzy przebaczają nieśpiesznie, mają ku temu coraz mniej sposobności, bo inni muszą się z tym liczyć i okazywać szacunek. Zobacz ten post na Facebook. CIEKAWOSTKA: męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online, psychoterapeuta przez Skype.
  9. Witam jestem samotna 30 letnia mama dwójki małych synków 3 miesiące temu zakończyłam 5 letni toksyczny związek . Partner znęcał się nademna zabraniał wychodzenia na spacer z dziećmi ciagle kontrolował odizolowal od znajomych i rodziny dwa razy trafiłam poważnie do szpitala . Ciagle oskarżenia o zdrady i wypominanie byłych już nie miałam siły i odeszłam złożyłam w prokuraturze zawiadomienie o znęcaniu sprzedałam dom przez niego i teraz mieszkam u mamy już minęły 3-4 miesiące nie mogę się od niego uwolnić śpi pod Domem w samochodzie i obiecuje ze się zmieni i prosi mnie o pieniądze żebym mu dała na wynajęcie mieszkania ale przecież może iść do pracy albo samochód sprzedać ale to do niego nie dociera j mówi ze nie ma gdzie mieszkać wykorzystuje to ze dzieci chce widzieć i mówię idź do sądu o widzenia i wynajmij mieszkanie to dam ci dzieci dwa razy w tygodniu ale on nie rozumie tego on chce ze mną i dziećmi spędzać czas powiedziałam żeby wynajął sobie mieszkanie i poszedł na terapie i jak zobaczę zmianę to wrócę ale on nie rozumie tego teraz cały czas wydzwania i pod pretekstem ze dla dzieci chce coś dać a tak naprawdę ze mną chce rozmawiać on mi tyle rzeczy poniszczyl i czuje ze już jestem na wyczerpaniu gdzie się nie obejrzę on jest i pod domem i na spacerze wszędzie. Niewiem czy dać mu te pieniądze ? Czy poprostu zmienić numer niewiem co mam robić
  10. Witam, Mam na imię Monika i mam 30 lat. Pisze tutaj bo już brakuje mi sił. Jestem w ponad dwu letnim związku i czuje się wykończona psychicznie. Partner zawsze dominował w związku, na początku nie przeszkadzalo mi to ale z czasem chciałam też mieć swoje zdanie na jakiś temat albo żeby coś było tak jakby ją chciałam. I wtedy właśnie się zaczęlo...wkurza się na mnie o wszystko. Mam zły dzień i nie przywitam go z uśmiechem jak wraca z pracy o potrafi już być o to zły, najwcześniej się wtedy obraża i już się do mnie nie odzywa, próby porozmawiania z nim kończą się tak że nie odzywa się do mnie. Czasem wszystko jest go w stanie wyprowadzić z równowagi. Np. ostatnio poprosiłam go tylko żeby skończył 30minut wcześniej prace bo nie zdążymy na ważne umówione spotkanie to powiedział że nie, więc po chwili ponowilam swoją prośbę i wtedy zaczęła się awantura zaczął mnie wyzywać od pierdolonych pizd, kazał sobie szukać nowego mieszkania, pakował moje rzeczy, obrażał, wyzywał po czym wszystko było moja wina bo ja tylko mam o wszystko pretensje i wszystkiego się czepiam. Najgorsze jest to że on nie widzi w sobie w ogóle winy uważa że robi tak bo ja go prowokuje do tego. Obwinia mnie za wszystko i uważa że powinnam się leczyć u psychologa. Niestety mnie bardzo łatwo zmanipulować i takie ciągle gadanie jego sprawia że ja już tak myślę że chyba jestem taka beznadziejna i prowokuje go do tego. Dodam że mam stwierdzono u mnie autyzm, dopiero rok temu, nie leczyłam się ani nie chodziłam na żadne terapię, widzę teraz w dorosłym życiu że mam ogromne problemy z kontaktami z ludźmi, nie rozumie ironi, żartów, po całym dniu jestem tak przebodzcowana że nie mam siły że uśmiechać. Mówiłam to mojemu narzeczonemu ale on uważa że to tylko wymówka. Kiedy tak mnie wyrzuca, mówi przykre słowa i wyzywa zamykam się w sobie i nie umie się już otworzyć na niego. Co powoduje u niego jeszcze większa złość. Brakuje mi stabilizacji, poczucia bezpieczeństwa. Tego żeby on też przeprosił, porozmawiał, przyznał się do winy. Każda próba rozmowy na ten temat kończy się tym że to moja wina a on jest bez winy. Czuje się już wykończona psychicznie, nie chce tego związka kończyć ale nie wiem co już mam robić. Kiedy ma dobry czas między nami jest na prawdę cudownie. Ale już brakuje mi pomysłów jak do niego mam dotrzeć i co mam robić żeby było dobrze. Prosiłam żeby poszedł do psychologa, po roku poszedł ale psycholog nie przyznał się do tego, powiedział jej to tak jakby to ja przez to że się czepiam ciągle o coś on już nie wytrzymuje nerwowo i dlatego tak robi. Chciałam zapisać nas na wspólną terapię żeby on zrozumiał mnie o co mi chodzi i może ja wreszcie się dowiedziałam o co tak na prawdę chodzi mu. Proszę o pomoc, rady jak mam z nim postępować i co robić.
  11. X poznałam ponad 3 lata temu, na początku, pierwsze kilka miesięcy wszystko było w porządku - nasza relacja się umacniała, wszyscy się cieszyli moim szczęściem, a dokładniej po prostu nie mieli nic przeciwko, a ja się chwaliłam X to, X tamto... Problem zaczął się, gdy zaczęłam nocować u X. Miałam wtedy 20, prawie 21 lat, prace i studia zaoczne. Rodzice chcieli zakazać mi zostawać na noc u chłopaka, mówiąc że to "nieładnie" lub mówiąc wprost "sypiasz z nim". Nie odpowiadało im to, ponieważ jesteśmy, teraz już tylko oni wierzącymi katolikami. Ja przestaje, ponieważ widzę jak ludzie modlący się o dobro sprawiają mi tyle cierpień. X studiował dziennie, utrzymywał się z tego co wysyłali mu rodzice na konto, rzadko przyjeżdżał do mnie, bo studia dziennie a ja w jego mieście byłam w weekendy, gdy sama maiłam zajęcia więc i tam się spotykaliśmy. Mojej mamie nie przypadło do gustu że tylko ja jeżdżę, a on nie "to chłopak powinien przyjeżdżać do dziewczyny nie na odwrót". Znosiłam to bardzo długo, te docinki. Sprawiały mi one przykrość, ale nie mówiłam o tym X żeby nie burzyć relacji z rodziną, myśląc przyszłościowo o rodzinnych spotkaniach obiadkach itd. Dodam, że moja mama jest osobą prawdopodobnie uzależnioną od kupowania jedzenia, kupuje bardzo dużo tylko żeby nigdy nie brakowało, potem mówi że dużo wydała, a potem jeszcze po prostu dużo wyrzuca, bo jest stare. Nie radzi też sobie w sprzątaniu, zawsze na co dzień jest brudno, nieodkurzone, podłogi nie zmyte, łazienka aż traci się ochotę na mycie się. Nie pracuje etatowo, zajmuje się domem, ale prace poza zakupami robieniem obiadu i sprzątaniu po jedzeniu sprawiają, że mówi że ma ciężko, że tyle pracy i jest zmęczona. Mieszkam też z babcią, która jest w bardzo podeszłym wieku i jest osobą dość upartą i egoistyczną, co sprawia, że lubi być w centrum uwagi, 58 letnim wujkiem, który ma problemy genetyczne i mimo swojego wieku nigdy nie pracował, "czekał na gotowe" nigdy nie zrobił sobie jedzenia, nie zmienił pościeli, nie odkurzył, a mimo choroby normalnie mógłby to robić. Tata natomiast zawsze ciężko pracował, mieszkamy na wsi i pracuje na polu, ale w zamian zawsze oczekuje ciepłego obiadu na czas, trochę przyczynia się do tego, że mama tak dużo kupuje, ponieważ jest zdania że nie chce jeść "tylko jednego rodzaju szynki", więc mama kupuje 5-7 rodzajów raz w tygodniu, potem leży i się starzeje. 2 razy nie jedza tego samego, wylewają połowe garnka zupy, bo nie chcą jej jeść dwa dni. Mieszkamy 1km od wsi, w polu, nie mamy żadnych znajomych, z nikim nie rozmawiamy, chyba że na zakupach itd. Moja rodzina ma manie wyższości, uważają że mają dużo ziemi (tylko 32ha), wielki dom(tak wielki że ciężko go ogrzać i jest zawilgocony) i wiele innych przykrych spraw. Wracając do głównego tematu, poznając już sylwetkę mojej rodziny: rodzina X jest całkiem inna, zamożna, z miasta, pracująca na swoim biznesie. X nie zna takiego życia jak ja miałam, co sprawia, że ma też inne do niego podejście. Kilka miesięcy temu doszło do kumulacji całej negatywnej energii - X był u mnie na łącznie 10 dni (5 potem 4 w krótkim odstępie czasu) już też wyjaśniam, zostawał u mnie na noc mogliśmy spać razem, gdyż pół roku wcześniej się zaręczyliśmy i wynajęliśmy pokój na czas jego ostatniego roku studiów. Podczas jego wizyty, moja mama początkowo udawała że jest miła, rozmawiała, potem zaczęło ją irytować rzeczy jak zużycie papieru toaletowego, czy jedzenie u nas X a nawet to, że zanosiłam mu obiad czy ciasto do pokoju, kiedy ten się uczył pytań do obrony. Mama nie lubiła go już wcześniej, kiedy dowiedziała się, że krzyczał na mnie gdy byliśmy na wycieczce w innym mieście (my dwoje plus siostra z chłopakiem). Wiem, że krzyczeć nie powinien, ale znam go, wiem że jest człowiekiem który w sytuacjach stresowych nie wytrzymuje mimo że stara się nad tym panować, ale ja to akceptuje i staram się mu w tym pomagać. Kiedy był u mnie te 10 dni usłyszał, że moja mama obgaduje go że jest taki siaki, nic nie robi tylko siedzi i je (podczas obrony czynnie udzielał korepetycji żeby mieć dodatkowe pieniądze). Usłyszał, spakował się i wyszedł. Od tego czasu nie chce mnie odwiedzić wcale, nie dziwię się. Mama nie czuła skruchy sprawiając komuś przykrość. Nie rozmawiałam z nią bardzo długo, sprawialiśmy sobie wiecznie przykrość przez przynajmniej 3 miesiące. Wpadłam w coś podobnego do depresji, nie miałam ochoty na nic, czekałam od rana na noc żeby pójść spać, jadłam gdy nikt nie patrzył... Unikałam wszystkich. Teraz cała rodzina, krewni uważają że X krzycz na mnie jest leniem i nierobem, były też plotki, że mnie bije. X natomiast jest osobą, którą w przeszłości spotkało wiele przykrości, często ma bardzo niską samoocenę, a w połączeniu z aferą w mojej rodzinie przemyśliwa żeby mnie zostawić, żebym poznała kogoś, kogo zaakceptuje moja rodzina, abym była szczęśliwsza. Jest to osoba, która rzeczywiście nie lubi pracy etatowej, ale wydaje mi się, że to przez silny charakter i sposób pracy rodziców - własna działalność, gdzie się tylko dogląda raz na tydzień interesu. Marzy o dużych pieniądzach, ale ma zawód, gdzie takie pieniądze może mieć. Tylko musi wpierw znaleźć taką ofertę, żeby była satysfakcjonująca... W każdym razie ma opinie w mojej rodzinie osoby która jest mechanikiem, a nie potrafi koła w aucie zmienić... nieudacznikiem który się na mnie wyżywa i że "skończę z nim pod mostem" (mimo że jego własne mieszkanie jest w budowie i niedługo je odbieramy. Ostatnio jechałam pociągiem, może zabawne, z kołem a dokładniej tylko oponą, ponieważ przechowywane były u mnie w piwnicy letnie, a jego auto stoi z przebitą oponą i nie miał jak jej odebrać (nie mają komórki lokatorskiej). Zostałam wyśmiana w domu, że "jestem głupia, bo chodzę po mieście z oponą sama, a on NA PEWNO nawet mi nie pomógł z nią i sama musiałam nosić... Nie mam już sił, płakać mi się chciało jak to słyszałam wczoraj po powrocie do domu. Broni mnie tylko 3 lata młodsza siostra, która widzi jak dziwne są komentarze i uwagi naszej rodziny względem do mnie. Ostatnio zwróciła też uwagę mamie, że nie ma się wyżywać na mnie tylko dlatego, że tata jej powiedział że za długo śpi. (powiedziałam wtedy, że ja z siostrą zawsze rozwiązujemy wszystko krzykiem, bo nauczyliśmy się od mamy która na nas krzyczy całe życie) Zabawne jest też, gdy mama wypomina mi, że zabrałam przykładowo JEJ pudełko na żywność (warte 4-5zł), a tygodniowo wyrzuca jedzenie o wartości minimum 30zł. mama potrafi dać mi np pieniądze na autobus, dentystę, czy jedzenie, ale nie potrafi dać mi przedmiotów, które sama już wcześniej nabyła, lub wypomina mi że zgubiłam, zniszczyłam lub zapomniałam i nie ma gdy potrzebuje (właśnie o taki pojemnik chodzi). Wiem, że ona jest chora, niszczy mój związek, nie widzi że jestem/byłam szczęśliwa kiedy było jak było. Jest osobą, która wszystko wie najlepiej, osobą która zamiast mówić jak coś można zrobić np przy gotowaniu od razu zabiera np patelnię i robi po swojemu. Jej sposób zawsze jest najlepszy, ciasta smakują najbardziej, u moich innych cioć jest niesmaczne "a oni tak to wychwalają" - u cioci z którą podświadomie konkuruje która z nich jest lepszą panią domu.
  12. Cześć wszystkim Mam 23 lata, jestem facetem i mam za sobą juz naprawdę sporo związków, było ich z 7. Ogólnie rzecz biorąc mam pewien problem, który dość mocno komplikuje mi życie. Mój problem polega na jakimś braku zaufania do swojej drugiej połówki. Za kazdym razem gdy jestem w związku, czuje się jakbym nie zasługiwał na te szczęście, ze mogę spędzać wspólnie czas z drugą osobą. Czuje się zabawką, którą mozna odstawić w kąt, kiedy tylko partnerce się zachcę, że mozna mnie zdradzać i szydzić ze mnie. Iii... cholera, nie wiem, zawsze gdy jestem w związku widzę wszystko w czarnych barwach. W dodatku nie potrafię stworzyc stabilnej relacji. Cholerka, naprawdę się staram by było inaczej, bo wiem, ze to nie jest tak. Wiem, ze zasługuje jak kazdy człowiek na szczęście i miłość, jednak nie wiem jak mam to swojej pieprzonej podswiadomości zakomunikować. Jak mam do niej przebić fakt, ze nie wszyscy ludzie chcą działać na moją niekorzyść. Usłyszałem kiedyś od psychologów do których chodziłem, ze w relacjach z ludzmi, jesteśmy tacy jak nasze wzory w postaci rodziców. Jestem DDA, moja matka gdy jeszcze żyła, była alkoholiczką, jak szła w balet, nie było jej czesto po dwa tygodnie w domu, jednocześnie w wówczas zdradzała mojego ojca z byle kim. Ja się czuję tak, jakby zdradzała przy okazji po kolei kazdego z naszej rodziny. Z jednej strony rozumiem - alkoholizm to choroba. Bardzo chciałbym wybaczyć w pełni mojej mamie. Ona też nie miała lekko w zyciu, jednak nie potrafię. Podobno wybaczenie to duzy krok w zyciu dda i robie jakies mikrokroki codziennie by jej wybaczyć. Rozmawiam ze sobą w głowie, analizując te całą sytuacje, jednak nie jestem nieomylny, wiem ze mogę coś przeoczyć. Prawdopodobnie zaraz spieprzy mi się kolejny związek, a ja bym chciał wiedzieć, jak mogę uwolnić się od tego toksycznego wzorca mojej relacji syn-matka, zeby bardziej ufać kobietom ii jesli ten zwiazek nie wyjdzie, to zebym po prostu w następnym wiedział jak postępować. Albo po prostu zebym mógł zaufać kobietom i nie widział w nich potworów, które chcą na kazdym kroku mnie zdradzić.
  13. Cześć wszystkim, mam 29 lat, mieszkam w dużym mieście z obecnym Partnerem. Po różnych przeżyciach z przeszłości udało mi się ułożyć sobie życie tak, bym czuła wreszcie spokój i radość. W ubiegłym roku wzięłam rozwód, spotkałam mężczyznę, z którym układa mi się naprawdę dobrze, mam pracę, mieszkam w miejscu, którym zawsze chciałam - generalnie czuję się ok. Moim problemem jest relacja z matką. Opisując w skrócie moją przeszłość - Moja mama wychowywała mnie sama, często zmieniała partnerów gdy byłam dzieckiem. W domu również pojawiał się alkohol. Jestem jedynaczką, więc od najmłodszych lat musiałam być samodzielna, nikt mi nie pomagał w niczym, wszystkie problemy musiałam nauczyć się rozwiązywać sama. W wieku 15 lat wyjechałam z mamą do Anglii, czas, który tam spędziłam wspominam jako jeden z najgorszych. Gdy tylko skończyłam 18 lat i mogłam o sobie sama decydować, postanowiłam wrócić sama do Polski. Poszłam do szkoły, znalazłam pracę, naprawdę radziłam sobie. Nie było łatwo, w między czasie miałam sporo nieudanych związków, w tym ostatni związek - małżeństwo, które skończyło się rozwodem. Teraz czuję, że wreszcie moje życie nabrało barw, wreszcie jestem w odpowiednim miejscu, z odpowiednią osobą. Ale moja mama wiecznie mnie krytykuje. Pomijając fakt, że żadnego z moich poprzednich facetów nie akceptowała, próbowałam utrzymać z nią kontakt chociaż neutralny - w końcu to moja matka. Ale co raz częściej mam ochotę po prostu ją zablokować na komunikatorze. Nie mogę jej nic powiedzieć, bo wszystko potrafi obrócić w coś negatywnego. Pisze do mnie z taką złością, jakby mi zazdrościła normalnego życia. Wypomina mi jakieś sytuacje, typu nieudane małżeństwo, teksty typu: "po co ten cały ślub był? Ta cała 'szopka'? Wszyscy mówili, że do siebie nie pasujecie, a Ty wiesz lepiej oczywiście. Nie wdepnij w kolejne gówno. " Dosłownie tu piszę. Kłamie, że reszta rodziny nie za bardzo chce do domu zapraszać mnie z moim aktualnym Partnerem. A wszyscy naprawdę go lubią. Wypomina mi, że kiedyś wysyłała mi pieniądze na utrzymanie... a to bardzo dawne dzieje były, bo już od kilku lat sama się utrzymuję. Jak napisałam o czymś pozytywnym co się wydarzyło to pisze, że nie mam pisać jakiego to zaje**stego życia nie mam... że później nie mam płakać jej w rękaw jak mnie skrzywdzi... Człowieka nie miała okazji nigdy poznać, a go ocenia. Bije od niej negatywna energia. Zastanawiam się, czy pisze to na trzeźwo do mnie, czy nie. Tak, moja mama jest alkoholiczką. Zdarzało się, że nawet była zazdrosna, że pisałam z jej obecnym partnerem ( jest z nim już kilka lat i ja mam z nim naprawdę dobry kontakt). Dla świętego spokoju przestałam. Raz pożyczyłam od niego pieniądze to miałam piekło jak się dowiedziała, mimo że przy najbliższej wypłacie od razu wszystko oddałam. Ubliża, potem przeprasza i tak w kółko. Jest mi przykro, że nie mam wsparcia u własnej matki, że nie mogę z nią normalnie rozmawiać na różne tematy. Nasze rozmowy staram się ukracać do minimum, o tym, co u mnie piszę bardzo ogólnikowo. Wcześniej już były takie momenty, że strasznie się kłóciłyśmy, aż uznałam, że musze z nią urwać kontakt, bo źle to na mnie wpływa, po takich wymianach zdań płakałam i byłam bardzo nerwowa. Ale czy to ok nie mieć z własną matką kontaktu? Nie mam ojca, a teraz mam nie mieć matki? Nie wiem jak mam reagować, co robić. Dziękuję za przeczytanie mojej krótkiej historii. Może ktoś podsunie mi jakiś pomysł jak oczyścić tą relacje.
  14. Dzień dobry wszystkim, jest to pierwszy raz, gdy piszę na jakimkolwiek forum, ale szukam wsparcia ze wszystkich stron i potwierdzenia, że dobrze zrobiłam, mimo tego że mam chwile zwątpienia. Mam 27 lat, stałą, bardzo dobrą pracę, wychowywałam się w normalnej, pełnej rodzinie. Odkąd pamiętam, miałam problemy z pewnością siebie, niską samooceną. Przez ostatnie 3 lata byłam w związku z mężczyzną starszym ode mnie o 15 lat z dwojgiem dzieci. Byłam, ponieważ postanowiłam to zakończyć, gdyż uznałam, że nasz związek jest toksyczny. Historia jest długa, wiele się wydarzyło, dlatego spróbuję przedstawić chociaż skrawek tego wszystkiego. Początki były cudowne, zwłaszcza, że był to mój pierwszy związek, pierwszy mężczyzna, któremu nie zależało tylko na jednym.... Bardzo szybko zamieszkaliśmy ze sobą, było cudownie. Dostawałam to, czego nigdy nie dostawałam - mnóstwo czułości, słodkich słów, a przede wszystkim mogłam wreszcie wyprowadzić się od rodziców. Super spędzaliśmy czas, wyjeżdżaliśmy. Jednakże z miesiąca na miesiąc było jakby gorzej, miałam gdzieś z tyłu głowy taką myśl, że nie jest tak, jak być powinno. Na jaw wyszły problemy z alkoholem i hazardem. Zaczęły się jakieś sprzeczki, do których byłam prowokowana. Nie traktował mnie tak, jakbym chciała, np. okazywał dzieciom większe czułości i uczucia niż mnie, ja byłam potrzebna tylko, aby posprzątać po nich i odrobić lekcje. Zaczęły się problemy finansowe, prosił abym brała na niego pożyczki i kredyty, o pożyczaniu pieniędzy już nie wspomnę mimo tego, że zarabiałam mniej od niego, a ja się na to godziłam. Zaczęło się dawkowanie miłości i czułości. Mimo tego że mówił, że mnie kocha i jestem miłością jego życia, to czułam, że coś jest nie tak. Zamiatałam te myśli pod dywan. Były momenty, że zasypywał mnie czułościami, wyznaniami miłości, wizjami wspólnego życia, małżeństwa (co uwielbiałam), a za chwilę były momenty, że mnie odtrącał. Ale też zamiatałam swoje odczucia pod dywan, usprawiedliwiając go, że może nie ma ochoty, nie ma humoru, ma jakieś problemy. A problemy były cały czas, głównie na tle finansowym. Pod koniec zeszłego roku przybrały bardzo dużych rozmiarów, niestety nie robił nic w tym kierunku. Ja bardzo dużo pracuję, w przeciwieństwie do niego. Prawie całymi dniami nie było mnie w domu, on wręcz przeciwnie, bo cały czas w tym domu był. Nie interesował się mną, rzadko kiedy zapytał, jak mi minął dzień, co się wydarzyło. Było to trochę na zasadzie życia razem, ale jednak osobno. Ale ja mimo tego bardzo go kochałam. Nawet wtedy, gdy musiałam zacząć żebrać o uczucia i czułości. Nie był już tak wylewny, jak na początku. To ja go pytałam, czy mnie przytuli, czy mnie kocha. Odpowiedzi jakie dostawałam, to "skoro musisz" , "co za dużo to niezdrowo" , "ta" , "później". Widział, że sprawia mi to jakiś ból, a ja widziałam, że jego to chyba cieszy. Bardzo często byłam karana ciszą. Nie były to ciche dni, ale bardziej ciche godziny. Podczas kłótni wyzywał mnie od najgorszych, słyszałam okropne epitety, dla niego byłam głupim dzieckiem. Kolejną kwestią, o której już wspomniałam, było faworyzowanie dzieci, okazywanie im większych czułości. One cały czas słyszały to, co ja już coraz rzadziej słyszałam, czyli "kocham cię" (chyba, że sama go o to zapytałam). Nie spotykałam się ze znajomymi, bo powoli się wykruszali z mojego życia, a ja też miałam zbyt dużo swoich obowiązków, aby mieć czas na spotkania. Jeszcze na początku miałam kilka spotkań z koleżankami, ale wracałam do domu z poczuciem winy. Miał wrogie nastawienie do moich rodziców, a zwłaszcza do mamy. Często słyszałam, że jestem jak mamusia, że ja mamusi wszystko mówię, że wszystko z nią konsultuję i że jestem od mamusi uzależniona, bo to ona za mnie myśli. Uciekłam od niego trzy razy, trzeci raz był tym ostatecznym, chyba... Za pierwszym i drugim razem obiecywał zmianę, błagał mnie, płakał, a ja wracałam. Znał moje czułe punkty, wiedział, że działają na mnie teksty typu "jesteś miłością mojego życia, umrę bez ciebie, nie rób mi tego, kocham cię najmocniej na świecie" , itp. Po pierwszym powrocie może nastąpiła jakaś zmiana - była przerwa w piciu alkoholu i w hazardzie. Po drugiej ucieczce nie było lepiej, a gorzej. On się nie zmienił, zaczął mnie gorzej traktować. Nie dostawałam tak często czułości, nie słyszałam "kocham cię". Twierdził, że na takie traktowanie i szacunek trzeba sobie zasłużyć. Twierdził również, że nie darzy mnie już zaufaniem, bo go zostawiłam.... chciałam, abyśmy poszli na terapię, ale 3 razy przekładałam terminy, bo mu nie pasowało, aż w końcu się poddałam, Wzbudzał we mnie poczucie winy, że to ja jestem tą najgorszą, że zostawiam go w najgorszym momencie życia, że nie zostawia się ludzi z problemami. Zaczął kreować się na ofiarę tej całej sytuacji. Uciekłam od niego trzeci raz, jest mi ciężko, bo bardzo go kocham, brakuje mi go, jego obecności i tych dobrych momentów i czułości. Błaga mnie o szanse, twierdzi, że się zmieni, mimo tego, że sam stwierdzał, że największy problem jest we mnie i że to ja powinnam się zmienić. Czuję się bardzo źle psychicznie. Wszyscy mi mówią, że dobrze zrobiłam, że to był toksyczny związek, ale mnie łapią chwile zwątpienia, bo może on by się zmienił? może byłoby cudownie, jak kiedyś? a jak nie byłoby cudownie, to byłoby byle jak, ale chociaż bylibyśmy obok siebie..... czy był to faktycznie toksyczny związek czy to tylko mój wymysł?
  15. Jestem uczennicą technikum, mam 18 lat, a moje problemy zaczęły się w chwili śmierci mojego taty. Mianowicie tata popełnił samobójstwo w dzień ojca, miesiąc po mojej komunii i ja znalazłam jego ciało. Oczywiście miałam przydzielonego psychologa ze szkoły ale to było na zasadzie rysowania czegoś i czytania historyjek o śmierci. Wszystko było w miarę normalne ale z czasem moja mama zaczęła coraz więcej pić, do tego stopnia, że dziś codziennie kupuje sobie piwa i czasem wódkę. Jak wypije choć trochę potrafi zrobić mi awanturę o byle szczegół, wiele razy byłam wyzywana. Mówiła mi że pewnego dnia zrobi to co tata, słyszałam że żałuję że nie oddała mnie do domu dziecka.. Wiem, że to wszystko zrobił z nią alkohol ale ona tego nie przerwie bo nie widzi problemu. W gimnazjum poszłam do psychologa szkolnego i Pani zadziałała w tej sprawie ale udało się to tylko na jakieś 3 miesiące, potem mama znowu wróciła do picia. Nie potrafię się w tym wszystkim odnaleźć. Dowiedziałam się ostatnio, że tata zabił się przez mamę, manipulowała nim i zmuszała do pożyczania pieniędzy od ludzi, rodzinny, sąsiadów. To w dużej mierze wpłynęło pewnie na jego decyzję. Od jakichś 3 lat nie umiem poradzić sobie z tym wszystkim, z jednej strony uzależnienie mamy i ciągłe kłótnie, a z drugiej tęsknota za tatą i nie rozumienie jego czynów. Jego śmierć wpłynęła na moje życie i zauważyłam to dopiero teraz. Za bardzo angażuję się w nowe znajomości ponieważ boję się, że ta osoba też zaraz mnie opuści. Niestety tak zazwyczaj jest... We wszystkich szukam taty, takiej bezpiecznej przystani. Jest mi bardzo trudno z tym wszystkim. Chciałabym uwolnić się od bólu i ciągłego poczucia winy. Gdy kłótnie z mamą były codziennością, myślałam o tym żeby się zabić. Okaleczałam się żyletką co przynosiło mi spokój i ulgę w pewnym sensie. Bardzo nie chce do tego wracać, ale już nie wiem co mam robić. Moi bracia (oboje dorośli) nic z tym nie robią mimo, że rozmawiałam z nimi na ten temat. Nie mam się komu wyżalić, dlatego też piszę to tutaj. Jakakolwiek rozmowa o tacie doprowadza mnie do płaczu, nawet po 9 latach. Proszę o jakąkolwiek pomoc, bądź radę co mam zrobić. Chciałabym uwolnić się od manipulacji mamy i od cierpienia po tacie. Sama nie dam rady...
  16. Cześć! Jestem mężczyzną w wieku 26 lat, mam stałą pracę, jestem żonaty od 3 miesięcy (a w związku od 10 lat), niestety DDA. Zawsze czułem się słabszy, niedowartościowany i przez to starałem się pomagać każdemu w okół a sobie na końcu. Często wychodziłem na tym jak Zabłocki na mydle, to ja byłem tym złym. Tytuł przywitania nie jest przypadkowy, bo to forum jest dla mnie ostatnią deską ratunku pod kątem mojego dobrego samopoczucia, komfortu psychicznego, ratowania związku i ogólnoprzyjętego spokoju. W miarę możliwości opiszę Wam "moj kłopot" z którym sam nie zaczynam sobie radzić. Zacznijmy (chyba) od początku. Związałem się z G. (bo tak będę nazywał moją żonę) dokładnie 10 lat temu, szczeniacka miłość przeistoczyła się w prawdziwe uczucie. Jak to w każdym małolackim związku były wzloty i upadki, rozstania, powroty. Od 3 miesięcy jesteśmy małżeństwem. Lawinowo zaczęło się psuć od 8 miesięcy. Pracuję jako przedstawiciel handlowy, dość ciekawa praca i "prestiżowa" robota, G. z kolei zaczęła być "korposzczurem" właśnie od 8 miesięcy. Do tego czasu była spokojną i dobrą osobą. Po objęciu swojego stanowiska (które wymagało dużo wkładu nauki) zaczęła być nerwowa, opryskliwa, bezczelna, władcza - z początku tłumaczyłem to jako "stres wynikający nowym starem karierowym". Z miesiąca na miesiąc było coraz gorzej, nawarstwiło nam się oczywiście dodatkowo: remont mieszkania, szykowanie niepewnego wesela (dopóki Morawiecki nie pozwolił ich organizować; btw. udało się na 150 osób ), dużo nadgodzin. Wszystko tłumiłem, byłem spokojny i starałem się pomagać na tyle ile potrafię. Miesiąc przed weselem w naszej relacji odbywały się dantejskie sceny, krzyki, płacz, trzaskanie drzwiami - wszystko tłumaczyłem nerwami. Po ślubie przeprowadziliśmy się do teściów,, nie jesteśmy w stanie wyprowadzić się do naszego mieszkania w krótkim czasie. Tu zaczęło się j*bać po całości. Dodam, że G. ma charakter dumny, nie przyznaje się do winy, obraca kota ogonem. Teściowie bardzo wierzący, wszystko tłumaczą wiarą i tymże dom ich opiewa. Jestem ateistą i chyba tu ich boli, że wyrażając swoje zdanie i argumentując przeciwstawnie - tym bardziej mi dopiekają. Pierwszy przykład z brzegu: "Rozwalicie sobie małżeństwo dlatego że nie chodzisz do Kościoła"; "Czemu się nie modlisz?!"; . Zaczęło się wtrącanie do naszego życia, "cenne" porady, które nie mają przełożenia na nasze wspólne życie. Teść: "Gdybym ja robił remont tyle co Wy to w życiu byśmy go nie skończyli", "Jak można siedzieć tyle w pracy co Ty i nic za to nie mieć" (reakcja na nadgodziny). Nic w tym dziwnego - z dala od teściów, idźta na swoje - wiem, słyszałem to nie raz. Sęk w tym, że G. - (jak to sama ujęła) zgadza się z rodzicami, czuje się nietykalna i tym bardziej jej bezczelność wobec mnie, chamskie odzywki lub układanie życia pod siebie (nie uwzględniając w tym mojego zdania) staje się codziennością. Próbowałem z nią rozmawiać, zbierałem się na odwagę, mówiąc jej w oczy że mnie rani, nie może tak być że gra do jednej bramki z rodzicami a ja zostaję sam, w obcym domu. Nie mam wiecznej motywacji do pracy, kiedyś prosząc ją o pomoc i rozmowę usłyszałem - nie mam czasu, mam ważniejsze sprawy na głowie niż Twoje smutki związane z praćą - każdy je ma i jakoś nie jęczy.Szala goryczy przelała się kiedy podczas wyraźnej winy żony obróciła kota ogonem, że wyszedłem na winnego. Teściowie oczywiście stanęli po stronie żony używając bzdurnych argumentów. Wytykali moje błędy, ja uzewnętrzniając jej błędy bronili jej w zaparte. Trzasnąłem drzwiami, wróciłem nad ranem. Widząc brak wsparcia z jej strony, ciągłe docinanie i mędrkowanie, nieumiejętność odcięcia pępowiny sprawia, że sam staje się zobojętniały. Założyłem konto, bo potrzebuję się wygadać, potrzebuje aby ktoś spojrzał na problem z boku, rozbił go na cząstki a nie oceniał tylko efekty moich zachowań. Spróbował doradzić jak nakierować żonę / bliskich do nieoceniania Spróbował nakierować mnie, może faktycznie to ja jestem ten zły i to ja wymagam za dużo w porównaniu do niej. Uświadomcie mnie, że robie źle / ona robi źle. Proszę Was o pomoc i z góry przepraszam jeśli ten post jest dość pokrętnie napisany. Pozdrawiam, Quentin
  17. Witam wszystkich mam na imie Rafał 38lat [od 9 lat w związku] odczuwam strach przed samotnością ,co utrudnia w znacznym stopniu _zycie z żoną. Jestem w tej kwestii bardzo upierdliwym mężem,ciągle się czepiającym o byle rzeczy. Jestem również chorobliwie zazdrosnym partnerem co przyczyniło się do opuszczenia przez żonę naszego domu.Żona wróciła do domu rodzinnego w Polsce, przebywaliśmy od 6lat w Niemczech,wyjechaliśmy razem w 2014roku jak to się mówi za chlebem,problemy ze mną jak i z żoną zaczeły się po około roku przebywania za granicą,a wszystko zaczeło się od zakazywania przeze mnie żonie na nawiązywanie znajomości,wychodzeniu samej na miasto HAMBURG jak i również komunikowanie się z innymi ludźmi na różnego rodzaju komunikatorach. Przyznaję się do tego że obawiałem się i to znacznie iż żona na takich portalach szuka przygodnych znajomości,teraz wiem że było to durne myślenie. przyznaje się również do nagminnego kontrolowania telefonu żony i wyszukiwanie pretekstów do pokłócenia się. Teraz jestem jak to sie mówi w D.......e i żona od kilku dni tak jak napisałem wyżej przebywa w rodzinnym domie w PL. Zwracam się z prośbą o pomoc do życzliwych ludzi Chciałbym odbudować relacje z żoną. POMOCY
  18. Dzien dobry mam problem z bratem który nie chce chyba kontaktu za bardzo a siostra nie stara sie nas pojednać. Z mojej strony było wiele prób ale juz tyle dostałem ciosów w serce ze nie moge dalej podejmować prób. Wychowywaliśmy sie w rożnych domach ale w tym samym mieście i kontakt w dzieciństwie mieliśmy dość czesto. Brat miał 3 miesiące jak zginęła nasza matka i wychowywał sie z babcia. Jak sie z tym pogodzić ze mu nie zależy na relacjach i isc dalej? Dodam ze jestem najstarszy siostra młodsza o 6 lat a brat 9. Z siostra mam kontakt ale czuje czasem ze ona ma satysfakcję z tego ze jest jak jest
  19. Witam, mam 24 lata i nie wiem co mam robić. Od dziecka wychowywałam się w toksycznej rodzinie, mój ojciec był "tyranem" bił nas i moją mamę. Moją mamę do tego stopnia że poprzestawiało jej się i po latach jest z nią bardzo źle, moi bracia wpadli w narkotyki wszyscy wymagają ode mnie żebym robiła wszystko ja. Przez stresującą i nerwową sytuację w domu 3-4 lata temu poroniłam. Ostatnio rozstałam się z chłopakiem i to było po prostu jak wbicie sztyletu, wiem że powinnam odciąć się od rodziny, to byłoby najlepszym rozwiązaniem tylko jak to zrobić skoro są jedynymi ludźmi których mam. Mam problemy z koncentracją, apetytem i snem co ja mam zrobić już sama nie wiem.
  20. dzień dobry jestem kobietą mam 21 lat. Mam problem z teściowa. Od początku związku albo sprawdzała mojemu mężowi telefon albo robiła zdjęcia co pisałam albo jak byliśmy umówieni to coś wymyslala podsluchiwala itp. Ale od kad zaszłam w ciążę i okazało się że dziecko musi być w szpitalu bardzo chore śmiała się że dziecko ma dziurę w du... A nie w brzuchu i obrażała mnie że ja nie mogę wyjść z stamtąd muszę przy nim być A można było być tylko 2h dziennie czasem 4h. I robiła różne sceny w szpitalu nasylala różne osoby an mnie które mnie wyczuwalny ona przyciągała mojego męża ode mnie wteyd nie byliśmy w małżeństwie Bardzo mnie zrobiła ciężko mi to wybaczyć. I jak wróciliśmy do domu że szpitala to cały czas mnie obraża ma problem Że zabieram jej syna że zmieniam jej syna A ona wychowała go na "mami synka" wszyscy mi to mówią nawet psycholog. Kiedyś zanim urodziłam. I teraz mnie strasznie obraziła że gdyby nie ona to by umarł mój syn.. że gdyby n ona to bym leżała I odpoczywają bo aj byłam po cesarce i jechałam co 2 tyg wymienić ciuchy i ja jej zdaniem nie powinnam. Cały czas mnie obraża i tak cały czas jest A mąż ma już tego dość on jak mówi tak ona mu tłumaczy inaczej próbuje przekonać itd. Proszę o radę co mam w tej sytuacji zrobić jak narazie nie jeżdżę nie spotykam się ale kiedyś przyjdzie moment że będzie kazała mi przyjechać z wnukiem A ja nie chce po tym wszystkim.
  21. / Portal / Społeczność SPOŁECZNOŚĆ HistorieMoje Wpisy Twoja historia również ma znaczenie. Podziel się nią z innymi. Dodaj HistorięOdnotuj Upadek Najnowsze wpisy nybu podzielił(a) się swoją historią: 08 kwi 2021 11:30 CZUJE SIĘ CHŁOPAKIEM Cześć, trudno mi o tym mówić ale czuje że potrzebuje wsparcia. Mam na imię Marcelina ale czuje się chłopcem i chciałabym zmienić płeć. Nieakceptuje swojego obecnego ciała, jestem niska i uwydatniają mi się piersii przez co je bandażuje by je zakryć. Moi rodzice nie chcą słyszeć tego tematu gdy chce go poruszyć zbywając mnie że to taka fanaberia dlatego się ranie po rękach by sobie ulżyć. Nie wiem już co mam robić, dlatego też tu piszę i prosze was o pomoc. 1 Dodano w grupie:: Problemy rodzinne Zgłoś do administratora KOMENTARZE (0) tomek1987 podzielił(a) się swoją historią: 08 kwi 2021 10:37 CORAZ GORZEJ SOBIE RADZĘ Cześć jestem Tomek mam 34 lata. To moje pierwsza taka storna gdzie zdecydowałem się dołączyć do grupy wsparcia , nigdy nie sądziłem że będę chciał się z kimś podzielić moimi problemami bo zawsze jakoś dawałem sobie radę lecz od pewnego czasu jest coraz gorzej z tym u mnie . Zacznijmy od tego mam żonę 3 dzieci i wesołą rodzinę, niby czym się przejmować a jednak. Musze w pracy zrobic prawo jazdy na kat.c wcześniej zapewniali mnie ze zmienia mi etat lecz nic na to nie wskazuje i moi, przełożeni się już dopominają o to zrobiłem kurs zdalem teorie lecz praktyka tu jest u mnie ciężko nie potrafię wyczuć samochodu ciężarowego , po mieście jazda jakoś idzie ale plac to tragedia. Ciągle jak mam się z nim zmierzyć ciągle się boję mam wielki stres juz wyjeździłem 20 godzin i dokupiłem kolejne 6 lecz nie wiem czy to ma sens i czy nie potrzebnie wyrzucam pieniądze bo nie wiem czy to ma szanse się udać . Jeśli nie jest zagrożenie utraty pracy i wtedy zawiodę wszystkich, rodzinę siebie i w ogóle wszystkich na których mi zależy . A w domu problemy .tez są jak ide do pracy i potem jazdy żona jeszcze na macieżyńskim mamy dwie córki rok po roku 2 i 3 letnia i jedna 9 letnią . Ja rozumiem również żę żona jest zmęczona tym wszystkim lecz wchodzę do domu od razu mi się obrywa nawet gdy wysłucham i potem chce porozmawiać to nie . Zawsze wychodzę na tego złego którego nie ma w domu i nie interesuje się niczym . Czasem mam wrażenie że odnosi się do mnie jakbym zamiast tego co robię robił jakieś rzeczy nie wiem rozrywkowe dla mnie jak picie z kolegami czy coś w tym stylu. Przez to ze mi to nie wychodzi straciłem pewność siebie i wydaje mi się ze nic nie potrafię i ze jestem chodzącą porażka kazdy dzień w pracy to jedna wielka nie pewność wiedza ze robie chodzę na egzaminy ale narazie efektu zero i po sobie widze ze na egzaminie to nie przejdzie a mam zaplanowany za 2 tygodnie. Zobaczymy jak to wyjdzie najbardziej obawiam się utraty pracy bo wtedy będzie źle i nie wiem jak wtedy naprostowac to jak teraz jeszcze w dobie koranawirusa szukać czegoś nowego to ciężko. Pozdrawiam 4 Dodano w grupie:: Problemy rodzinne Zgłoś do administratora KOMENTARZE (9) stasek3 podzielił(a) się swoją historią: 08 kwi 2021 00:03 ZŁA SYTUACJA W DOMU I W PRACY a wogóle potrzebuje porozmawiac z kims prywatnie na czacie byłbym wdzieczny 2 Dodano w grupie:: Grupa Wsparcia dla Wszystkich Zgłoś do administratora KOMENTARZE (1) stasek3 podzielił(a) się swoją historią: 07 kwi 2021 23:54 ZŁA SYTUACJA W DOMU I W PRACY Czesc wszystkim mam 18lat mam problemy w pracy i równiez w domu . W pracy jest wobec mnie stosowany mobbing i przez co mam problemy w domu juz wczesniej je miałem poniewaz nie zawsze dogadywałem sie z rodzicami ale te problemy teraz sa bez porównania otóz pracuje w sklepie jako sprzedawca jestem praktykantem niedogadujemy sie z kierowniczka która sie trzepia o byle co oczywiscie nie zawsze byłem swiety przyznaje nikt nie jest idealny ale to juz jest przegiecie pały. Zgłaszałem to do szefostwa lecz mnie wysmiali przeniesli mnie na chwile gdzie miałem fajna załoge . A Pózniej mnie przywrócili na dawne stanowisko. Teraz rodziców nastawia przeciwko mnie mój ojciec przyszedł do sklepu bo wracał własnie skads i chciał mnie odwiedzic i odwiesc do domu bo akurat konczyłem prace a moj ojciec tez jest wymagajacy podobnie jak kierowniczka no to kierowniczka i ze nic nie robie czasami przyznaje powoli sie ruszam i czasem zdarza mi sie pomylic ale to nie jest powód do krytyki, a jak nie ma roboty to mówia ze nic nie robie a tak naprawde oni tez nic nie robia jak nie ma ruchu w kadzym badz razie kierowniczka zrobiła mi wstyd i teraz ojciec mi nie ufa sledzi mnie przyjedza po mnie z praktyki ma przechlapane w domu nie ufaja mi tylko jakies kierowniczce nie wiem co to bedzie dalej potrzebuje popisac skims moze mi ktps doradzi co mam zrobic jestem w niezrecznej sytuacji wszyscy sa nastawieni przeciwko mnie ijesli ktos ma podobny problem mozecie sie podzielic nim 4 Dodano w grupie:: Grupa Wsparcia dla Wszystkich Zgłoś do administratora KOMENTARZE (1) stasek3 podzielił(a) się swoją historią: 07 kwi 2021 23:30 ZŁA SYTUACJA W DOMU I W PRACY czesc 3 Dodano w grupie:: Grupa Wsparcia dla Wszystkich Zgłoś do administratora KOMENTARZE (2) scream podzielił(a) się swoją historią: 07 kwi 2021 11:20 HIERARCHIA Problemy z którymi się borykałem / borykam wynikają w duzej mierze z braku hierarchii w domu rodzinnym. W dzieciństwie, byliśmy wraz z siostrą traktowani jak osoby dorosłe i mogliśmy rozmawiać bez konsekwencji jak równy z równym z ojcem, matką. Często decydować, doradzać.. Gdy ojciec chciał nas doprowadzić do pożądku, matka interweniowała. Traktowała nas dużo lepiej jak ojca. Teraz mówi się o takich kobietach Madki. Szczególnie w kontakcie z ojcem, nie czułem się ze on jest moim rodzicem. Hierarchia była płaska, z czego wynika moja masa problemów w miejscach pracy, gdzie nie jestem w stanie znieść zwierzchnictwa osoby przełożonej, szefa, kierownika itd. Rodzi to frustrację, doprowadza do zmian pracy itd. Jak teraz widzę dziecko, które może sobie na wszystko pozwolić, krzyczeć na rodzica i toczyć z nim spory, próbować dominować to wiem że ta sytuacja to patologia i to dziecko nic nie ugra, mimo że jest mu w tej chwili dobrze to w przyszłości zaowocuje to tylko zniekształconym obrazem rzeczywistości, nieadekwatnością, ciągłą walką, nie rozumieniem świata i chyba egocentryzmem. Rodzic jest po to, żeby wychować małego człowieka i przystosować go do społeczeństwa, a nie litować się nad płaczem dziecka, które decyduje kiedy i gdzie będzie oglądać bajki. Po uświadomieniu sobie tego wszystkiego, zacząłem traktować ojca w inny sposób, jestem wdzięczny za to że w ogóle był i jest w mojej rodzinie. Hierarchia jest taka że najpierw są rodzice później są dzieci. Rodzice powinni być dla siebie najważniejsi.. 6 Dodano w grupie:: DDA/DDD Zgłoś do administratora KOMENTARZE (1) barklay podzielił(a) się swoją historią: 07 kwi 2021 11:09 TOKSYCZNI RODZICE Cześć wam mam 18 lat i też tyle lat żyję z toksycznymi rodzicami. Od małego mogłam mniej niż moi rówieśnicy. Jak byłam w podstawówce to kazali mi się uczyć nawet jeśli nie musiałam i była ładna pogoda, wtedy siadałam na parapecie i patrzyłam co robią inne dzieci na dworze. Czasami przy odrabianiu lekcji pokazywała mi jak bardzo tego nie lubi czasami doprowadzała mnie do płaczu albo czasami aczkolwiek bardzo rzadko dostałam cios z ręki w tył głowy. Wiadomo że dziecko w podstawówce potrzebuje pomocy w lekcjach. Gorzej zaczęło być w gimnazjum bo wiadomo że się zmienia otoczenia. Koleżanki zaczęły farbować włosy, malować paznokcie, spotykać się pierwsze domówki maratony nocne w kinie. Oczywiście mnie to wszystko zawsze omijało byłam wyrzutkiem nikt mnie nie lubił. Mama mi kazała nawet włosy związywać nie mogłam iść w rozpuszczonych. Miałam telefon ale nie miała dostępu do internetu tylko tyle co w szkole był na korytarzu a wiadomo chciałam porozmaiwać z rówieśniakmi o czym niestety nie miałam o czym bo nie wiedziałam co się dzieje w sieci. Kontrolowali mnie i kontrolują na kązdym kroku zabierają pieniądzę które dostaję na urodziny itp bo mówią że ja bym je wydała a dzięki im będą bezpieczne i dadzą mi jak będę potrzebować, sprawdzają mój telefon teraz robią to rzadziej, wchodzą na moje portale społecznościowe itp. Zawsze musi być wszystko tak jak oni chca muszę sie ubierać tak jak chcą poedjmować decyzję jak oni chcą. Miałam mnóstwo ograniczeń nie mogłam wychodzić na dwór ze znajomymi. Czasam i raz na miesiąc mi pozwolili. Dostawałam kary tzn zabierali mi telefon za kązdą ocene poniżej 4 a i tak wszystkie klasy skończyłam z wyróżnieniem. W ostatniej klasie pozwoliła mi koszystać z internetu 30 minut wieczorem bardzo się cieszyłam. Później poszłam do liceum oczywiście do takiego które było najbliżej w mieście aby mieć mnie na oku nie było mowy o żadnych internatach. Pierwsza klasa była katastrofą ostatni raz pozwolili mi wyjść we wrześniu a później mogłam wyjść następnym razem w styczniu. Wyobrażacie sobie przez 5 miesięcy chodzić tylko do szkoły i spowrotem?Przez większość tego czasu nie miałam telefonu cały czas kary itd. Znajomi się śmiali i wiecie jak to było. Później jak przyszła pandemia było łatwiej o dobre oceny to mi po kilku misiącach oddali telefon. Ja już z moją jedyną przyjaciółką zaczełam listy pisać. Jak wspominałam o wyprowadzce to mi grozili że najwcześniej po liceum bo jak się wyprowadzę to wykreślą mnie z ubezpieczenia zdrowotnego nie będę mogła iść do lekarza, a także mnie wymeldują i nie znajadę pracy. Zostało mi jeszcze 1,5 roku liceum nie wiem co zrobić jestem zagubiona. Od prawie roku jestem w związku z pewnym chłopakiem jest rok starszy i jest dla mnie dużym oparciem. On wie jaką mam sytuację w domu. Zaproponował mi abym przyjechała do niego w piątek po lekcjach i wróciła w niedzielę. Wytłumaczyła matce że wychodzę będę bezpieczna i wrócę za 2 dni i powiedzieć że nie mogą dłużej trzymać mnie w klatce. Bardzo się tym stresuję bo to pierwsza rzecz którą bym zrobiła przeciwko nim. Może to coś w nich ruszy jeśli wyrzucą mnie z domu pokażą jacy są naprawdę. A ja przeprowadzę się do chłopaka jego rodzice to zaakceptują. Myślicie ża taka dwu dniowa ucieczka z domu jest dobrym rozwiązaniem w moim przypadku? Co innego proponujecie? Zaznaczam że mam skońćzone 18 lat
  22. Niektórzy ludzie bywają bardzo małostkowi i zawistni. Znielubią cię za to, że masz ładniejszy ciuch, wyższego faceta lub młodszą kobietę albo spędziłeś wakacje zagranicą. Dla nich ma to tak wielkie znaczenie, że jest to ważniejsze od wdzięczności za to, co sami posiadają. Czasem takie osoby dobrze się kamuflują, więc nie od razu widać, że źle ci życzą choć ich „dobre rady” mogą zdawać się wątpliwe, podszyte toksyną. Jeśli ktoś promienieje, gdy dzieje ci się krzywda, zachowaj szczególną ostrożność. Być może to jeden z tych fałszywych przyjaciół, który tylko czeka na sposobność do wbicia ci noża w plecy. Skomentuj, polub lub udostępnij ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psychoterapeuta, psycholog kliniczny.
  23. Witam na wstępie chciałem napisać że jestem takim samym człowiekiem jak Wy wszyscy.. W moim życiu jest wiele zakrętów i barier z którymi poprostu nie daje sobie rady.. Pierwszy raz w życiu udzielam się na forum o jaką kolwiek pomoc... Chciałbym poznać również opinie psychologa jeśli opisałbym swój problem tutaj.. Mam 27 lat jestem transeksualista zawsze od dziecka czułem że nie urodziłem się w tym ciele w którym powinienem się urodzić nadałem sobie imię Mateusz niestety historia Mateusza jest nieco skomplikowana.. Bardzo ciężko jest znaleźć pracę w mojej sytuacji a jak już ją znajdę to w zaledwie trzy miesiące do czterech i zwalniają mnie za sam wygląd czuje się dyskryminowany... Zawsze się znajdą jakieś pytania typu 'czemu masz tak krótkie włosy.. Myślałam że jesteś chłopakiem.., Jakoś nie chce mi się wierzyć że jesteś dziewczyna' czy również zdarzały się sytuację gdzie mnie wyśmiewano, szydzono przez lata dlatego jestem zamknięty na ludzi.. Rozmawiałem o tym z rodzicami mama to częściowo akceptowała później zaczęła mnie wyzywać od dziwadeł kure.... Szm... Itp.. Tata mi kiedyś powiedział że jak się podejmę leczenia to nie mam już czego w domu szukać że to nie jest normalne.. Więc moja pozycja w rodzinie spadła bo wiem że nie będę miał wsparcia nigdy w tej sprawie z ich strony.. Mam również brata który mnie bardziej toleruje choć namawia mnie i tak do zostania lezbijka co mnie denerwuje bo od dziecka się czuje w pełni mężczyzna.. Boli mnie to strasznie.. Mama wie że ciężko mi przez moją sytuację wie również że ciężko mi przez to się utrzymać w jakiejkolwiek firmie bo mnie skreślają jak wyżej pisałem za sam wygląd.. Dlatego też słyszę w jej głosie satysfakcję ale i bluzgi w stylu 'szkoda że to nie zdechło odrazu po narodzinach byłoby wszystkim lżej. Dziwadło pier... Nawet na siebie zarobić nie potrafi żeby to tak zdechło nie mogę na to patrzeć.' Czasem w nerwach mnie drapała szarpała uderzyla a tata nawet nie reagował na to dopiero jak ja odepchnąłem to też mnie wygnał. Ta cała niesprawiedliwosc przejawiła się w strach i poczucie że jest się niedocenianym nigdy żadne z nich mi nie powiedziało że cieszy się ze mnie ma a mi takich słów bardzo brakuje.. Nie mam do kogo się udać czuje wglab siebie jakbym dzień w dzień przeżywał żałobę jakby coś we mnie pękało jednocześnie umierało... Moje dni są kłębkiem nerwów.. Dodatkowo pół roku temu zmarła moja babcia która mnie w tym wszystkim wspierała tolerowała mój związek z kobietom która naprawdę kochałem.. Po śmierci babci czułem że zostałem ze wszystkim sam nie mam komu powiedzieć co czuje.. Gdy odwiedzam cmentarz zawsze łzy cisną mi się do oczu bo wiem że tak nie musiałobyc że mogła że mną jeszcze te ostatnie święta spedzic.. Bardzo mi jej brakuje.. A kobieta z która spędziłem ponad 2 lata odeszła z czasem w pogoni za rozwijaniem tego co chciała robić ale i zdradziła mnie z mężczyzna co jeszcze bardziej pogłębiło mnie w dół bo pomyślałem że jestem WYBRAKOWANY.. Trudno jest walczyć o siebie dzień w dzień. Mam bardzo często myśli samobójcze nie wiem co mam zrobić... A na żywo nie chce się spowiadać psychologowi bądź psychiatrze z siebie bo nie mam odwagi proszę o pomoc.
  24. Witam, byłem w związku z Kobietą która ma nie leczone BPD. O jej chorobie dowiedziałem się po ponad roku bycia razem, nie był to łatwy związek i po prostu, że już nie miałem sił tego dalej ciągnąć to pozwoliłem jej „odejść”. Niestety i tak będę musiał się z nią użerać do końca życia, ponieważ mam z nią Dziecko... Oczywiście w akt podała NN, zrobiła z Dziecka Kartę przetargową i mimo, że chce wychowywać dziecko to mi to uniemożliwiła. Jedyna opcja jest tylko przez Sąd, i dla tego przybywam tutaj z Pytaniem jak już sądownie będę mógł mieć widzenia z Dzieckiem to jak mam sobie radzić z Nią przez ten ciężki okres dla mnie? Po prostu chce kontakt z Dzieckiem ale się boje jej toksyczności i próby udawania jak by nigdy nic się nie stało.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.