Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'toksyczni-ludzie'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Witam. Mam taki problem Bylem w zwiazku 2 lata Ona matka dwojki dzieci po rozwodzie starsza ode mnie 6 lat rozstalismy sie z podwodu Kupila szerwgowke i oczekiwala ze bede biegal po sklepach ogladal plytki itp gdzie dom bedzie do oddania za rok Mowilem ze spokojnie oddadza dom wezme busa od sasiada i pomierzymy fizynie ile trzeba i co trzeba pojdziemy kupimy ona na to ze ja neguje nie wspieram itp Powiedzialem nie zlosliwie ze jak macie 100tys zl to mozecie wymyslac bo zaczeli plywac w oblokach ze takie meble itp Jestem realista Ze nie odebralem samochodu od mechanika ale w tym czasie bylem w pracy a ona miala czas I takie wyrzuty Po takim ataku na mnie przestalem sie odzywac poszedlem do psychologa bo mnie dreczyly mysli ze moglem to inaczej rozwiazac Po jakims czasie zobaczylem ja na miescie z innym chlopem podszedlem przywitac sie i zapytalem czy mozemy porozmawiac ona odp ze nie mamy o czym po chwili wstala i mowi to tylko moj dobry znajmomy nie wiem myslala ze bede go bic czy co Zapytalem czy cos czuje do mnie odp cos tam czulam i zaczal sie znowu atak na moja osobe ze jej nie pasuje duzo rzeczy we mnie ja wszystko grzecznie z kultura a ona takie negatywne emocje Problem jest tego typu ze ciagle mysle o niej
  2. Witam opiszę w skrocie o co chodzi. Z moją partnerką jesteśmy razem od paru miesięcy znamy się ponad 3 lata wiecie to jest coś z cyklu że wiesz że to ta jedyna. Moja partnerka niedawno straciła matkę wcześniej ojca i siostrę od wielu lat zmaga się z depresją zaburzeniami lękowymi i jescze parę by się znalazło. Problem polega jednak na tym że od miesiąca się nie spotykamy bo się mnie boi. Dowiedziałem się niedawno o tym i opisała dokładnie o co chodzi. Podam parę przykładów. Klapsy są chwile że lubi je bardzo a czasami wystarczył jeden by się źle czuła i dowiedzielem.sie że tego się bala że ja bilem a ja zwyczajnie nie miałem pojęcia że to mzoe być dla niej bolesne. Była jedna sytuacja gdy straszyłem ja że dostanie pasem no i pewnego dnia mówi tylko straszysz i straszysz i nic z teog to wziąłem pas ale kiedyś zobaczyłem że ona się sklulila i cała trzasla wyrzuciłem pas przytulilem i już nigdy o tym nawet nie wspominałem. Wytłumaczyła mi potem i przepraszała że to wróciły wspomnienia z dzieciństwa. Druga sprawa seks analny nie chciała się nato godzić ale raz gdy leżała tyłem powiedziała że jak chce to mogę więc wiecie doszło do stosunku mówiła że ja nie boli i że jak chce to mogę często. Jednak kolejne razy okazywalay się dużo boleśniejsze i nie za każdy razem dochodziło do stosunku.okazalo się że ona nie miała często ochoty na to i bolalo ja strasznie i się bala że i tak siły użyje żeby ją zmusić choc za każdym razem gdy mówiła stop przerywalem i nigdy bym jej nie skrzywdził świadomie. W związku też byłem samolubny i zaborczy od miesiąca pracuje nad stopa i dostrzegam co robiłem źle i już taki nie będę problemem jednak jest jej strach gdy się spotkaliśmy parę dni temu na chwilę to podeszła i po przytuleniu odepchnęła mniepo sekundzie i uciekła. Byłem w szoku za chwilę zadzownial i przepraszała. Problem był chyba taki że za bardzo mnie kocha i mimo że czegoś nie chciała robić godizla się dla mnie ja tego nie widziałem i to wykorzystywałem. Czy jest jakiś sposób żeby ten lek do mnie osłabić? Staram się jak mogę ale dużo to nie daje
  3. Cześć, to w sumie mój pierwszy post... Mam w tym roku 23 lata, mieszkam z rodzicami tylko, że na osobnym piętrze w domu.. Za każdym razem gdy chcę wyjść ze znajomymi, wyjechać na 3-4 dni na małą wycieczkę ze znajomymi słyszę, że nie bo i tak sobie nie dam rady, bo po co, bo im się to nie widzi.. Mama jeszcze w miarę, ale tata to już jest przesada.. wczoraj zanim poszłam na koncert od ojca słyszałam "jak zwykle wiem na końcu, jak zwykle zostawisz mnie samą z obowiązkami w domu, rób sobie co chcesz",.. co nie jest prawdą, bo pomagam w domu co chwilę.. Ostatni raz gdzieś sama byłam 2,5 roku temu na 2 dni i to też przy wielkich żalach, że mam czelność gdzieś jechać.. Od dziecka tak jest, nie wierzę w siebie, we wszystko co robię / co chcę zrobić wątpię, ciągle słyszę że bez ojca byłabym nikim - i to do niego.. Nie wiem co zrobić, żeby w końcu zrozumiał, że mam już swoje lata, chcę sobie układać życie już ale z nim się nie da... Mama w miarę się uspokoiła, chociaż tyle.. Nie chodzę na imprezy, nie szlajam się po klubach, studiuję również a i tak słyszę że pewnie obleję obronę pracy inżynierskiej bo jestem nikim.. Nawet przyprowadzenie chłopaka do domu graniczyło z obrażaniem go, nazywaniem od idiotów itd... Mama nie reaguje na to, przy nim słowem się nie odzywa. Pod koniec lipca chcę jechać 300km od domu na 4 dni z kilkoma znajomymi.. Wolę nawet nie wiedzieć jaka będzie reakcja. Nie mam pomysłu już jak ogarnąć tą sytuację, żeby on zrozumiał, że nie może ciągle mi na głowie siedzieć i mnie kontrolować a wyprowadzka nie wchodzi w grę...
  4. Witam. Jestem w związku, który mnie wykańcza psychiczne. Facet potrafi mi naubliżać, zmieszać z błotem po czym jak już emocje mu opadną to przychodzi i przeprasza, obiecuje, że więcej się to nie powtórzy. Bardzo bym chciała od niego odejść ale boję się tego. Próbowałam już z nim rozmawiać o tym ale on nie widzi żadnego problemu twierdząc, że każdemu mogą puścić nerwy. Twierdzi że mnie kocha, że mu zależy ale nie daje mi tego odczuć.
  5. Witam mam 34 lata i mam syna 13 lat i malucha 3 letniego Ojciec starszego bił mnie i musiałam uciekać poznałam ojca tego młodszego Wszystko z początku było idealnie ale później zaczęło się wszystko psuć zdradził mnie wybaczyłam to ale to nie tu jest problem ja jestem na urlopie wychowawczym jeszcze bo nie ma kto mi się zająć synkiem a mój partner mnie poniza wyzywa ze ja nie pracuje wylicza pieniądze nieraz całkiem chowa ze nie mam za co kupić jedzenia manipuluje synkiem gdy ja wymagam żeby synek posprzątał to on specjalnie robi to za niego i tak samo z jedzeniem karmi go gdy ja chce go uczyć aby sam jadł potrafi przy synku mnie wypchać szarpiąc z pokoju co skutkuje tym że synek go naśladuje starszego syna wyzywa od debili i pustakow mówi też że nie będzie go utrzymywał że ma się zgłosić do swojego ojca ze ma nie jesc Oczywiscie owi to Wszystko w sposób bardzo wulgarny Opwiada swojej rodzinie na mnie ze to ja psychiczna ja już nie daje rady a nie mam gdzie pójść codziennie jestem poniżana a oczywiście wmawia mi że to moja wina Nie chce zgłaszać do opieki bo zaraz zaczną się wizyty a boję się tego Nie wiem co mam robić żyć mi się chce aż już
  6. Witam, mam problem z moimi teściami, z którymi od narodzin mojej córeczki, czyli ok 2 lata temu, mieszkamy wraz z moim mężem ( dom rodzinny męża). Mamy oddzielne piętro, my mieszkamy na górze oni na dole. Mój mąz wyjezdza do pracy za granicę i przyjeżdza średnio co 2 tygodnie, jedynie na weekend, a więc cały ciężar wychowania i opieki nad małą spoczywa na moich barkach. Uważam, że mimo wszystko bardzo dobrze sobie radzę, córeczka jest wesołych, usmiechnętym dzieckiem, bardzo dobrze rozwiniętym, ponieważ dużo do niej mówię, śpiewam jej, uczę ją poprzez zabawę, jesteśmy bardzo zżyte. Problem w tym, że moi teściowa ciągle podważają moje macierzyństwo i to w jaki sposób mam siebie oceniać, jako matkę ( takie odnoszę wrażenie) , a także zupełnie nie respektuję moich próśb. Zanim podam przykłady, nadmienię tylko że kompletnie nie korzystam z pomocy teściów, bo uwazam że jeśli swiadomie zdecydowaliśmy się na dziecko to rodzice powinni się nim zajmować i je wychowywać. Z pomocy moich rodziców również nie korzystam na co dzień, żeby nie powiedzieć że jestem hipokrytką podrzucającą dziecko do swojej mamy ale do teściowej już nie. Jeśli chodzi o przykłady to już od samego początku teściowa często mowiła mi, że mam słaby pokarm, że moje mleko jest niewystarczające dla malutkiej, chociaż nigdy tak nie było, bo karmię do dzisiaj. Poza tym bardzo często zdarzało się tak, że gdy zostawiłam małą na chwilę z lozeczku, bo poszlam zrobić sobie do kuchni sniadanie itp. co trwalo nie więcej niż 5-10 min, a mala po jakiejs chwili zaczynala plakac za mną, to potrafili stać na schodach i mowic, tak żeby dziecko słyszało " ale biedne dziecko, ojejku co się tam stało, jak mi Ciebie szkoda", co wywolywalo u mnie za kazdym razem uczucie, ze oceniają mnie, że sobie nie radzę. Gdy mowilam im, ze tak sie czuje i ze proszę, aby tak nie mowili, po jakims czasie znowu było tak samo i tak w kółko. Moje dziecko zawsze mało płakało, a teściowe często mowili do malej " za mało płaczesz mamie, mogłabyś jej dać kiedyś szkołe", jakby samą szkołą nie było dla mnie to że zostałam sama z malutkim dzieckiem, a kiedy dziecko było np. chore, mialo wysoką temperaturę i plakalo przez pol nocy, a ja cudem polozylam je pozniej nad ranem spać, to moj tesc potrafil mi sie zapytac rano, gdy zeszlam do kuchni, co sie tam u Nas działo w nocy, że dziecko mi aż tak bardzo płakało. Kiedyś robiłam małej obiad i znowu zostałam ją w lóżeczku, płakała z jakiś 10 min, to zaczął podnosić na mnie głos, sugerować mi że źle zajmuje sie dzieckiem skoro płacze i ROZKAZAŁ, że jeśli jest na dole babcia, to ja za każdym razem mam znosić dziecko do babci, mimo iż wiele razy mowilam im, że nie bede znosić małej za każdym razem, ponieważ też musi się nauczyć że mama gdy pójdzie to zaraz wróci i że też czasem muszę coś zrobić. Nadmienię tylko, że mogłabym brać dziecko ze sobą do kuchni, jednak często zostawiałam ją na ten moment w łóżeczku, bo kuchnia jest kompletnie nieodpowiednia dla dziecka, gdyż znajduję się na połpiętrze i od razu wychodzi się z niej na schody, bez żadnego zabezpieczenia, więc wolałam ją zostawić po prostu na te 5-10 min w łozeczku, gdzie wiem, że jest bezpieczna. Dzisiaj też miala miejsce sytuacja, gdzie robiłam córce zupe, córeczka była przez chwile ze mną w kuchni ,do kuchni przyszła babcia i powiedziała na dzień dobry" noo, popyskuj trochę mamie, krzycz na mame", a pozniej zapytała mnie czy może wziąć ją na dol, odpowiedziałam że nie, bo zupa już jest gotowa i żeby mała była ze mną w kuchni, a ona wzięła ją i zniosła na dół. Mąz twierdzi, ze przesadzam, że nikt mi tutaj nic nie robi po złosci, a ja jestem wyczulona na takie teksty mowione do dziecka i na takie zachowania, gdzie ktoś na sile stara sie mi pokazać, ze jestem złą matką i dając mi do zrozumienia, że zle sie zajmuje dzieckiem, bo w ciągu dnia popłacze te 20 min ... Jego mama robi z siebie ofiarę, za każdym razem twierdzi, że nic takiego nie robiła/ nie powiedziała, a ja uwazam że jesli kogoś proszę o coś kilka razy, a ktoś nadal robi to samo, to po prostu jest to robione specjalnie i tyle. Jestem tutaj zupelnie sama, bez męża, bez znajomych, mamy i reszty rodziny i jest mi przykro, ze ktos po prostu nie szanuje moich granic i ciągle się wtrąca, starając się niby z troski i niby w żartach mi ubliżyć, bo przeciez to bylo takie smieszne, gdy powiedzialo się dziecku, że ma krzyczec na mame. Mąż w ogole mnie nie wspiera, gdy mowie ze coś jest nie tak i nie podoba mi sie zachowanie jego rodzicow, to od razu sie wścieka. Czy ja przesadzam ? Czy to jest w porządku, aby mowic do dziecka takie rzeczy, ze ma.pyskować mamie i na nią krzyczeć ? Czy na prawdę jestem wyrodną matką, bo w ciągu calego dnia dziecko poplacze lącznie 20-30 min, gdy pojde jej zrobic sniadanie, obiad czy kolacje? Dodam też, że brat moje męża i jego żona bardzo często.mowia cos takiego albo przy Nas albo przy calym stole podczas imprez rodzinnych " noo, ciocia Cię nauczy pokazywać języka, pluć, bić, pokazyć f*ck you, hahahhaha" i oczywiscie układa jej paluszki w ten gest. A gdy mowie męzowi, zeby zwrócił na to uwagę to od razu się wścieka i mowi, ze to tylko mi cos nie pasuje, ze jestem uciagnieta i ciągle mam jakieś ale ..jak mam nie miec kiedy słyszę takie rzeczy i krew mnie zalewa, bo to moje dziecko i chce, aby było dobrze wychowane ? Nie mam już sił, nie pasuje do tej rodziny, po prostu.
  7. Witam. Mam 20 lat, a mój chłopak ma 22 lata. Jesteśmy razem ponad 4 lata, jest to mój pierwszy poważny związek, dlatego potrzebuje opinii czy mój chłopak zachowuje się normalnie i po prostu przesadzam? Mianowicie, mój chłopak ma bardzo ciężki charakter, jest strasznie zazdrosny. Doszło do sytuacji gdzie się kłóciliśmy tylko dlatego, że przywitałam się ze starym znajomym na mieście. Niedawno skończyłam szkołę i zaczynam szukać pracy, otóż tutaj również pojawił się problem, ponieważ każdą ofertę pracy, którą znajdę muszę skonsultować z moim chłopakiem, co więcej on musi tę pracę zaakceptować. Jakiś czas temu, gdy znalazłam dorywczą pracę i opowiedziałam o niej mojemu chłopakowi, on stwierdził, że oszalałam i nie pójdę do pracy, gdzie jest tylu chłopaków (praca kelnerki w restauracji). Nie mogę też wyjść z koleżankami do clubu, czy pojechać do większego miasta na zakupy bo przecież go zdradzę. Dodam, że nigdy nie dałam mu powodów do zazdrości. Gdy, mimo jego zakazu chcę gdzieś wyjść pojawia się z jego strony szantaż, że jak wyjdę to wyrzuci mnie z mieszkania (mieszkamy razem od około 2 lat). Widzę, że coś jest nie tak, ale nie chcę stracić chłopaka, chciałabym mu pomóc, wiem też, że on nie miałby nic przeciwko, żeby udać się na wizytę np. do psychologa, ale nie wiem od czego zacząć. Czy tutaj rzeczywiście jest problem, czy sobie to po prostu wmawiam?
  8. Witam, mam problem z osobą z pracy koleżanka nazwać jej nie można ale od początku Pracuje w grupie dziewczyn jest nas że mną 4 , ta jedna jest straszą bo ma około 50 lat pozory wydaje się miła kochana ale ostatecznie jest najbardziej fałszywa osobę jaka w życiu poznałam, obgaduje każdego itp a co gorsza łączy ja coś z naszym kierownikiem i nie mamy pojęcia jak sobie z nią radzić jakieś pomysły
  9. Hej mam problem, nie umiem sonie z nim poradzić. bylam u ginekologa po tabletki antykoncepcyjne. Lekarzem był mężczyzna. Pobrał mi cytologię oraz zrobił usg oraz wysłał na badania laboratoryjne , na których podstawie przepisze mi odpowienie leki. gdy mój partner dowiedział się ze to był mężczyzna, to zaczął mnie traktować jakbym go zdradziła. Powiedział ze świece narządami przed obcym mężczyzna i daje się obmacywać. Powiedział mi ze ciagle ma przed oczami jak obmacuje mnie jakiś facet i przez to nie chce mnie nawet przytulić i patrzy na mnie z obrzydzeniem. czy zrobiłam coś tak strasznego żeby mnie tak traktował ? Nie mogę sobie z tym poradzić, jestem w szoku ze wyszło coś takiego gdy pójdę do lekarza
  10. Kochani prosiła bym o opinie w kwestii obojętności faceta - nie odczuwam jego miłości mimo że mówi o uczuciu, nie okazuje gestów typu przytulanie, pocałowanie sam z siebie, nie zwierza mi się, nie opowiada, nie dąży do spotkań, mało dzwoni i pisze stało się tak po moich wybuchach płaczu i miesiecznym mówieniu co mi nie pasuje i jak się powinien zachować, stwierdził że tylko na niego narzekam i ma tego dość - przestałam i przyszła ta okropna oziębłość z jego strony.
  11. Dzień dobry, Mam 30 lat, moja mama choruje na raka płuca. Nasze relacje były dobre, mieszkamy osobno, ona nie ma co liczyć na nikogo z rodziny oprócz mnie. Staram się ją odwiedzać, wspierać i pomagać, rozmawiać codziennie przez telefon. Ostatnio Mama zaczęła traktować mnie z dystansem i złością. Wmawia mi rzeczy, które według mnie nie istnieją. Według niej chcę żyć swoim życiem i swoimi problemami, nie bardzo się nią interesuję, jak przychodzę to chcę wyjść a jak dzwonię to chcę się już rozłączać. Nie powiem, czasem skończę rozmowę po 40-50 minutach, kiedy temat się powiela, tak, mam czasem swoje plany i nie składam wizyt kilkugodzinnych, tylko krótsze. Codzienne rozmowy kończą się moim płaczem. Mama mówi, że nie musimy się nią wcale interesować, ona sobie poradzi i nie będzie się nikim przejmować. Porównała mnie nawet do zmarłego 30 lat temu ojca, dzięki któremu wyszła "jak zabłocki na mydle". Powiem szczerze, mój stan psychiczny się pogarsza, śpię dzięki hydroksyzynie, mam zjazdy w pracy i płaczliwe momenty w rożnych częściach dnia. Nie wiem jak z mamą rozmawiać, aby nasze relacje znowu były dobre i aby doceniała moje wsparcie bo nie chcę dla niej źle. Kocham ją najbardziej na świecie i zależy mi na niej. Prosze o wsparcie...
  12. Mam 29lat. Mam syna 7 lat. Mój problem polega na tym, że jestem bardzo wybuchową. Dziennie krzyczę na niego milion razy. Potrafię się zezłościć ciągu sekundy o bzdury. Nie panuje nad tym. Widzę, że robię źle. Obiecywałam już sobie że nie będę wiecznie krzyczeć bez powodu, ale nie potrafię. Wystarczy, że za długo zakłada buty jak wychodzimy, albo nie może bluzy zasunąć to ja już muszę walnąć jakiś tekst w stylu " dłużej nie możesz? Rok tu będziemy stać! Szybciej zakładaj! Znowu się przez Ciebie spóźnimy! Tylko teraz to Ty sie bedziesz tłumaczył" Mówię to takim okropnym tonem z wyrzutami że on nie potrafi zapiąć bluzy. To jest tylko dziecko ja to wiem. Nie musi wszystkiego umieć, wiedzieć. Ma prawo do pomyłek. Ja to wszystko wiem, a nie potrafię zapanować nad swoimi emocjami. Potem Mam wyrzuty sumienia. Nie chcę żeby mój jedyny synek za którego bym życie oddała kiedyś wspominając dzieciństwo pamiętał tylko moje pretensje i wieczny krzyk. Zdaję sobie sprawę z problemu a nie potrafię nad nim zapanować. Jak zapanować nad tymi wybuchami złości. Zdarza mi się to kilkanaście razy dziennie. Potem tłumaczę synkowi żeby nie zwracał uwagi że ja już tak mam. Okłamuję i jego i siebie, że to nie krzyk i nie byłam zla, tylko po prostu mam taki ton głosu, ale przecież ja wiem że jest inaczej. Potem jestem zła na siebie próbuję wynagrodzić mu te moje napady złości i wychodzę na wariatkę albo jakaś psychopatke. Krzyczę a za chwilę go przytulam albo proponuję jakaś zabawę albo coś żeby mu wynagrodzić i przeprosić za swoje zachowanie. Nie chce taka być a nie wiem jak to zatrzymać. To idzie automatycznie a ja już czuje się bezradna. Czuję się fatalnie z myślą że jestem toksyczna i na tym cierpi moje dziecko.
  13. Cześć Jestem tu nowa... Potrzebuję wsparcia, chciałabym pogadać, wyżalić się. Niedawno (1,5 miesiąca temu) rozstałam się z toksycznym mężem. Może ktoś był/jest w podobnej sytuacji i chciałby porozmawiać. Szukam przyjaciół Jeśli potrzebujesz wsparcia - postaram się pomóc Ania
  14. Witam. Mam wielki problem. Ale może od początku. w 2013 roku kończyłam liceum. Zawsze byłam zdyscyplinowaną nastolatką, nie miałam chłopaka, rzadko chodziłam na imprezy. W tamtym czasie z powodu stresu dużo schudłam, zapuściłam włosy, zaczęłam się inaczej ubierać i lepiej malować. Matury nie zdałam z matematyki. Zaczęłam pracę w barze nad okolicznym "zalewem" i polu namiotowym. Wtedy zobaczyłam, że jestem atrakcyjna i podobam się innym. Bawiłam się, po pracy imprezowałam. Podrywał mnie pewien Adam, chłopak który pracował przy wjeździe. Chodziliśmy na imprezy, przytulaliśmy się itp. Pewnego wieczoru, gdy za dużo wypiłam i poszłam spać do namiotu Adam stwierdził, że pora iść o krok dalej (nie byliśmy parą) ogarneła mnie wtedy panika ( miałam 21 lat i byłam dziewicą) prosiłam, żeby tego nie robił, on nie słuchał. Nie nie krzyczałąm, nie walczyłam, po prostu w pewnym momencie zamarłam... Adam był tak pijany że dzieła nie dokończył i wrócił spać do swojego auta. Chwile po tym dla mnie traumatycznym zdarzeniu pojawił się Łukasz, którego znałam, wiedziałam że mu sie podobam jednak on wiedział że nie jest w moim typie. BYł dużo niższy ode mnie, ale lubiłam spędzać czas w jego towarzystwie bo był bardzo zabawny. Nie wiem czemu, ale zwierzyłam mu sie z tego co sie stało, Łukasz stwierdził że on mi pokaże, że seks jest spoko. Szczerze? szału nie było, ale jakoś wyszło żę kilka razy to zrobiliśmy. Czemu do niego wracałam? nie wiem.... Nad zalewem Poznałam Dawida. Pięknego wstydliwego faceta, ktory czół do mnie mięte. Wiem, wiem jak to brzmi.... ale poszliśmy do namiotu, poprzytulaliśmy się, całowaliśmy i tyle. poszedł spać, a ja rano odwiozłam go to pracy. Z Dawidem zaczęłam się spotykać. ale Łukasz był też. Nie każde spotkanie kończyło sie seksem. Zauważyłam, że mi sie nie podoba i raczej nie chciałam kontynuować. Dawid, był przystojny jednak bardzo wsydliwy i małomówny.... że tak powiem był, bo był. 27.08 pojechałam na poprawke z matury. Dawid wtedy chciał zdeklarować związek, a ja się zgodziłam. Czemu? nie wiem. Jakiś głos w mojej głowie mi podpowiadał, że to jest to. W pewnym momencie chciałam nawet zerwać. Ale dalej to ciągłam. Jakieś 2/3 tyg później, zaprosił mnie do znajomych gdzie zobaczyłam jego inne oblicze! Był zabawowy, dowcipny, figlarny i cudowny. Wtedy wiedziałam że to jest to!Po tym długim wstępie musimy przenieść się do teraźniejszości, bo w tym miejscu moje wszystkie wspomnienia nie wiem czemu są zatarte. Przyznałam się Dawidowi do tej sytuacji, uderzyła go, ale dał mi szanse. Co jakiś czas wracaliśmy do tematu ale zawsze kończyło się na jego zamknięciu. Jesteśmy małżeństwem. Mamy dwóje dzieci, wspólny dom. Od jakiś dwóch miesięcy, cyklicznie co dwa/trzy tygodnie mój mąż wyciąga temat. Chciał wiedzieć wszystko. Ustalał wersje, sprawdzał mi telefon, czytał wiadomości z mamą i siostrą cofając się aż do 2013 roku. Kilka razy przy tłumaczeniach skłamałam w datach, co wyłapał i robiło się gorzej. Kilka razy nie odpowiadałam na pytanie bo zwyczajnie nie pamiętam. A on twierdził że znów kłamie. Kazał mi się przyznać, że po 27.08 go zdradziłam, więc się przyznałam. I teraz mam piekło w domu. Mąż mnie nienawidzi, nie pozwala się dotykać. Chce zrezygnować z kariery, święta chce spędzić osobno. Jest źlePrzyznałam się, ale nie szczerze. Nie pamiętam tamtego okresu... nie wiem może moja głowa świadomie ukrywa coś strasznego, albo rzeczywiście wtedy do niczego między mną a Łukaszem nie doszło. Co mam zrobić? Jak przekonać męża, do wybaczenia? Jak to odbudować? I jak przypomnieć sobie zdarzenia z tamtego okresu?? Mąż twierdził że od wrześniowej imprezy tak naprawdę bylam mu wierna a, wcześniej skakałam z kwiatka na kwiatek. Ja jestem święcie przekonana że go nie zdradziłam, ale co jak się myle? A jak mam sprawdzić czy go nie zdradziłam? BŁAGAM O POMOC BO JUŻ NIE WYTRZYMUJE TGO NAPIĘCIA !dodam tylko, że te drzy miesiące w moim zyciu nie byłam tak naprawde sobą. traoche udawałam, żeby być lubianą, piłam alkohol iprezowałam. Przed tym okresem i po tym okresie parze w przeszłość tak jakibym widziała obcą osobe.
  15. Dzień dobry.Jestem mężatką, kobietą lat 34 i matką 3 dzieci.Mój problem polega na relacji z mamą. Odkąd pamiętam była strasznie zaborcza, o wszystko dosłownie się trzęsla i zawsze trzeba było mieć takie samo zdanie.W innym wypadku się obrazala i szkodzila. Rozwalala wszystkie moje związki, by potem przyjąć mnie z otwartymi ramionami. Nienawidzi mojego męża ,który dba o rodzinę, traktuje nas z szacunkiem ,z którym mam dobre relacje...jest to dla niej wróg nr 1.zawsze starała się mnie na niego napuszczac ...Zawsze jest tak,ze zanim mama pomyśli to ja to robię, obojętnie czy kosztem swojego zdrowia itp.mój mąż pracuje obecnie na dwa domy,ponieważ oddawalam mamie co miesiąc cześć pieniędzy, żeby miała na swoje wydatki...nic nikomu nie mówiąc. Efektem tego było to ,że mój mąż musiał szukać drugiej pracy i brać zaliczki ...nikt o tym nie wiedział. Pomagała jej w każdy możliwy sposób. Chodziliśmy na spacery razem (przez co nie mam znajomych,bo każda chwilę zajmuje mi bycie z nia).,mój brat tylko ja wykorzystuje...przyjeżdża z zona na "uczty",za co pewnie ja płacę. ..i wrzuca dzieci do pilnowania...Poklocilam się z bratem,przez co mama oczywiście uniosła się wyzwala mnie od "k...pierd..." i stwierdziła, że ja nie lubię tych co jej najwięcej pomagają. ..tylko kto pomaga...zabolalo. obecnie jest szkodzenie, blokowanie portali społecznościowych,karanie ciszą,napuszczaniem na mnie rodziny,odsuwanie najbliższych (ojca i braci odemnie).wspomnę, że mieszkamy na 1 piętrze w bloku ,jest to uciążliwe, ale do wytrzymania. Mecze się ostatnio z problemem uczucia gali w gardle, cofania się pokarmu (zazwyczaj jak się zdenerwuje).czy to może być na tle nerwowym? Laryngolog nic nie stwierdził. ..zaczynam mieć lęki, typowo ,że coś mi się stanie i pogotowie nie dojedzie...męczę się. Zdaje sobie sprawę, że jest to toksyczna osoba...ze gdy była blisko zawierała mi tą energię, ale czuję, że chce zrobić wszystko żeby znów mieć mnie w swoich szponach.pisze do mojej córki która ma 14 lat, że ona jest chora,że coś jej pokaże (ma gulka na piersi ,ale leczyć się nie chce),że coś jej pokaże, żeby uwiarygodnic swoją wersję, że napisałam listy do nas itp itd,że ja jej nie lubie...ostatnio zabrala mi klucze do swojego domu,które dala mi w razie czego.podejrzewam,ze chciala wzbudzic klotnie,ale nie tego sie spodziewala.co powinnam zrobić, aby się już nie męczyć?ojciść napisał mi ,że jeżeli my tak z matką postępujemy to zrywa z nami kontakt...ale jak...ze pomagamy...ze ona nas osacza i wyzywa,obraza się. ..nie kazała sobie mówić nawet dzień dobry ,bo nie będzie odpowiadala. ..oczywiście tata siedzi za granicą i bywał tylko 2 razy do roku...zerwanie kontaktu zabolalo ,ale ...to był żaden kontakt.teraz przyjedzie na święta, pojedzie i będzie następny. Mama musi mieć zawsze ofiarę, zaraz z nim zacznie walczyć, zrywać kontakty i tak wkoło. Zaczną się płacze, groźby, choroby. ..zanim mój mąż zaczął być moim mężem. ..to wydawania la po jego rodzinie ,starała się ich odsunąć odemnie ,zepsuć to co jest między nami...wstydu narobila mi wszędzie. ..zawsze wybaczam, ale mam naprawdę dość. .to mnie wyniszcza ,tracę zdrowie ,siły. ..zaczynaM nienawidzić ludzi ,a kiedyś taka nie byłam. .niewiem czy robię dobrze, to moja mama...ale źle to wychodzi i wiem ,ze gdy jest dobrze ,a tylko się odwrócenie to wpakowala by mi nóż w plecy..długo by można jeszcze opowiadać. ..
  16. Jestem studentką w wieku 25 lat. Jestem na etapie pisania pracy magisterskiej, z dużego miasta przeprowadziłam się do rodziców na wieś. Trzy miesiące temu rozstałam się z toksycznym partnerem. Dopiero po rozstaniu zdałam sobie sprawę z tego jak mną manipulował. Okazało się, że przez ponad rok naszego związku byłam okłamywana. Żyłam w strachu związanym z "wymyślonymi" problemami mojego partnera. Wyłudził ode mnie pieniądze, okłamywał każdego dnia, znęcał się psychicznie i fizycznie. Sprawa zgłoszona została do prokuratury, ale nie wiem czy cokolwiek mu udowodnię... Moim zdaniem problem polega na tym, że cały czas o tym wszystkim myślę. Nie mogę pogodzić się z tym, że byłam okłamywana i, że człowiek, który zapewniał o swojej miłości i pomimo krzywd jakie mi wyrządził, potrafił być też wspierającym, troskliwym i dobrym partnerem. Nie radzę sobie z problemem. Więcej pracuje, uczę się, oglądam filmiki w internecie. Nie mam motywacji by zacząć ćwiczyć, wyjść do ludzi czy nawet posprzątać w domu. Jak przestać myśleć? Jak działać, by pogodzić się z myślami? Bardzo proszę o odpowiedz. Chciałabym skorzystać z płatnej usługi, ale aktualnie mnie na nią nie stać. Pozdrawiam
  17. Dzień dobry, jestem studentką w wieku 21 lat. Od jakiegoś roku mam konflikt z członkiem mojej rodziny. Byłam wielokrotnie przez nią poniżana. Przez tą osobę i jej szerzenie nieprawdziwego przebiegu niektórych wydarzeń moi bracia cioteczni przez długi czas się do mnie nie odzywali, nie chcąc wysłuchać mojej wersji wydarzeń. Po pewnym czasie pogodziłam się z braćmi i sytuacja wróciła do normy. Jednak po pewnym czasie odbyła się duża wymiana zdań po tym jak na siłę ta osoba chciała wprowadzić nowe osoby do naszej rodziny i MUSIAŁAM się z nimi dogadywać i zaakceptować. Nie zrobiłam tego. Rodzina znaczy dla mnie bardzo dużo i nie jestem w stanie z dnia na dzień kogos uznać za członka rodziny, a do tego byłam zmuszana. Wyszła z tego awantura. Chyba nigdy nie czułam się taka opuszczona jak wtedy. Nikt mnie nie chciał zrozumieć, a jedynym wyjściem według wszystkich, którzy byli tego świadkami było siedzieć cicho i nie podważać słów starszej osoby. Pomimo, że wszystkim się nie podobała myśl przyjęcia nowych osób do rodziny to nikt o tym nie wspomniał i to ja oberwałam. Nie jestem w stanie teraz siedzieć w towarzystwie tej osoby. Gdy mama stwierdziła, że przejdziemy się na spacer i widziałam, że zmierzamy w kierunku domu tej osoby, zaczęłam płakać i zaczęłam się trząść. To chyba nie jest odpowiednia reakcja organizmu. Mam problem i nie wiem jak sobie z tym poradzić. W przyszłym miesiącu 18 urodziny ma moja siostra i ta osoba będzie na imprezie urodzinowej, a ja nie chcę rezygnować z świętowania pełnoletności mojej siostry i nie chcę "uciekać" z własnego domu tylko dlatego, że bedzię tam ta osoba. Proszę o jakąś poradę co mogę zrobić w takiej sytuacji.
  18. Mam 34 l., jestem DDA, mieszkam niestety właśnie z despotyczną, wywierającą na mnie nacisk matką. Od lat zdarza się jej próbować mną manipulować i mnie obrażać. Wykorzystuje do tego fakt że u niej mieszkam z braku pracy ( nie moge wynajac mieszkania bo się boje,jestem schizofreniczką, nie wierze że mi się uda, że będzie dobrze, nie mam pracy). Często mówi wywyzszajacym sie tonem, przekonuje mnie do swoich racji manipulacją, emocjonalną grą, poniżaniem mnie. Reaguje rezygnowaniem ze swoich praw i godności, godnego traktowania mnie. Reaguje też tłumieniem wszystkiego w sobie, przemilczeniem, a potem cierpieniem że tak mnie traktuje. Modlę się też żeby Bóg mi pomógł bo jest mi już zbyt ciężko. Boję się przeprowadzać bo wydaje mi sie ze trafie na oszusta( kilka razy trafiłam, nie słuchałam intuicji która mnie ostrzegała). Mam bardzo traumatyczne doświadczenia najmów. Co robić? Proszę o radę psychologa jak stawiać skutecznie granice nie musząc się przeprowadzać( przegrywać) i w ogóle co robić w takiej sytuacji.
  19. Cześć, Pierwszy raz pisze na takim forum. Sytuacja wygląda tak. Jestem z moją ówczesna żona małżeństwem już jakiś czas, przed tym byliśmy razem mamy małe dziecko. Odkąd zmieniłem pracę - wszystko zaczęło się sypać. Problem jaki był to, że siedzialem w pokoju z koleżanką. Nie miałem co do niej żadnych zamiarów, jak i ona do mnie. Żona była strasznie strasznie zazdrosna na początku, oczywiście śledzenie w mediach społecznościowych jak wygląda itp. Czasami do mnie napisała i tylko w stosunkach koleżeńskich, często odnośnie tematyki branży jaką się zajmujemy. Odeszła do konkurencyjnej firmy i mi pisała jak to wygląda albo jak sam się pytałem by mieć jakieś rozeznanie. Problem taki że jak otwarcie mówiłem co mi przekazała był problem, że z nią piszę. Kiedy nie tyle co ukrywałem, a po prostu nie mówiłem było jeszcze gorzej. Okazało się, że nagminnie przegląda mój telefon - nie mam nic do ukrycia więc żadnej zmianie hasła nie myślałem nawet bo po co. Żona często po mnie jeździ , w tym przy znajomych którzy cześć się ode mnie odwrócili bo po co zapraszać parę, której połówka wywoła awanturę. Ja zawsze byłem raczej dusza towarzyską i lubiłem z każdym porozmawiać. Ona psychicznie potrafi mnie objechać od góry do doły tlyko po to by mi podciąć skrzydła jak się poczuje pewniej. Najbardziej mi szkoda naszego dziecka, które musi widzieć te sceny kłótni. Ja zawsze chciałem rozmawiać, wyjaśnić wszystkie problemy. Ona powie że nie ma ochoty rozmawiać i tyle z rozmowy. Twierdzi, ze swoim zachowaniem i pisaniem z inną dziewczyną chce ja zdradzić i chce rozwodu. Ja się na prawdę czuję tragicznie. Nie zamierzam jej skrzywdzić. Żona twierdzi, że skoro raz tak zrobiłem że z niewinnego pisania przerodzi się coś innego( tak samo jak miałem z nią). Nie wiem już co mam robić. 8 godzin w pracy, gdzie nie jestem szczęśliwy bo ciągle o coś problem, a potem przyjście do domu i jeszcze gorzej. Przepraszam, jeśli tekst wyszedł chaotycznie.
  20. Witam, troche dziwnie pisać o takich sprawach na forum, bo dotychczas sądziłem ze są one niepotrzebne lub jakimś dziwnym odrealnionym światem. Od ostatniego czasu nasiliły się w moim domu problemy na tle rodzinnym. "Żałuje, że Cie urodziłam" takie słowa usłyszałem ostatnio od mojej matki w trakcie rozmowy, teksty w stylu, że jestem nikim, zerem, zginę bez niej, że jestem totalnym dnem bez zainteresowań i jej porażką życiową stały się ostatnio codziennością. Nie ukrywam że często zdarza mi się zapomnieć lub wykonać polecone zadania poza czasem lub przeciągać je długi czas. Początkowo sądziłem ze problemy te są spowodowane toksycznością ojca z którym miałem słabe relacje przez naprawdę długi czas, bywał agresywny lub oschły ale przypuszczałem ze taki ma charakter. Teraz po jego odejściu i rozstaniu się z matką dostrzegam wyostrzanie się podobnych zachowań u mnie jak niegdyś jego, a jego nastawienie po odejściu zmieniło się o 180 stopni gdzie z oschłego dziada stał się przyjemną osobą z którą mogę spokojnie porozmawiać i doradzić się w pewnych sprawach, jakbym rozmawiał całkowicie z innym człowiekiem. Często jestem krytykowany przez matkę i nigdy chwalony a jeśli już to na zasadzie " no nie sądziłam ze cokolwiek takiego jesteś w stanie robić". Pozornie proste sprawy jak odkurzenie dywanu stał się problemematyczne gdyż mam je zrobić dosłownie wraz z poleceniem matki, a jakiekolwiek spóźnienie z tym zadaniem np o godzinę gdyż byłem zajęty, kończy się awanturą i jej samodzielnym wykonaniem danej rzeczy argumentując to że nie będzie się prosić. Jestem młodym człowiekiem bez większych nałogów, nie odwalam żadnym chorych akcji ani nic z podobnych rzeczy. Zarzucanie mi ciągle bycia człowiekiem bez ambicji i pasji stało się jej argumentem każdej nawet najmniejszej potyczki. Ciągle studiuje, rozwijam się na wielu frontach jak informatyka, cały czas próbuje tworzyć coś nowego ( uczę się malować, pisze, tworze amatorsko muzykę) lecz dalej zostaje beznadziejnym idiotą. moje poprzednie zainteresowania jak np terrarystyka, sport czy turnieje szachowe przynosiły taki sam efekt. W ostatnim czasie zostałem nawet posądzony że w czasie egzaminów za dużo się uczę i mogę zrobić sobie przerwę pracując na ogródku, pisanie pracy semestralnej trwało pod ciągłą presją - " długo to jeszcze będziesz pisał" " ile można do cholery pisać pracę semestralną"- praca okazałą się jedną z najlepszych na moim kierunku lecz to nie był żadny powód do dumy ze strony matki. Próba rozmowy kończy się tak samo awanturą lub milczeniem z jej strony gdy łamie jej argumenty lub poglądy bo nie będzie rozmawiała z kimś kto tylko prawi swoje filozofie. Nie ukrywam że mam swoje wady i negatywne cechy ale już nie wiem czy to ja jestem aż tak złym człowiekiem który nie zasługuje na życie. Swoje działania argumentuje moim dobrem i dbaniem o moją przyszłość bo przecież ona pracuje, gotuje, sprząta a ja tylko opierdalam się całe dni na komputerze ( na który wchodzę najczęściej po godzinie 22 w celu spędzenia czasu ze znajomymi grając lub rozmawiając). Nawet gdy pracowałem ( miałem pracę wyjazdową gdzie np nie było mnie 24h w domu), był problemy że nie ma nie w domu. Nie pracuje - znajdz pracę, nie ma dziewczyny - znalazłbyśsobie dziewczyne, pracuje- nie ma cię w domu lub skup się lepiej na studiach, mam dziewczynę- tylko byś do niej jeździł. Nie jest całkowicie zainteresowana tym co robię w życiu i co chciałbym robić, podsuwa mi tylko swoje propozycje na zagospodarowanie przyszłości w odpowiedni i dostatni wgl niej sposób. Wcześniej radziłem sobie z takimi rzeczami będąc uległym przez kilka dni ale po ostatnim teksie o żałowaniu mojego rodzenia całkowicie się załamałem i nie mam pojęcia co już ze sobą zrobić. Może ktoś miał podobną sytuacje i chciałby podzielić się jakimiś przeżyciami lub radami bo psychicznie powoli wysiadam
  21. Po czym zorientować się, że ktoś nami manipuluje i jak obronić się przed tym? Jeśli tego typu sytuacja powtarza się kilkukrotnie i dotyczy niebłahych kwestii w związku, wolno przyjąć, że nie jesteśmy przez manipulanta kochani a jedynie wykorzystywani do jego celów. Z takiej relacji lepiej wycofać się lub uznać daną znajomość za bezuczuciową. Więcej informacji można znaleźć w książce "Ocal Siebie!"
  22. Witam forumowiczów, jestem 25 letnim mężczyzną trwającym w samodestrukcji przez toksyczne relacje. Już moja pierwsza dziewczyna zdradziła mnie z przyjacielem jak miałem 15 lat, nie wiedziałem że to tylko wstęp do mojego farta co do kobiet. Od 10 lat to się pogłębia, jestem rozczarowany tym że się staram, zmieniam się i zatracam tylko po to aby i tak być oszukanym za dobroć. Aby nie było, nie chodzę i nie zatracam się w byle kim bo mi się tak podoba, przez moją nie ufność i uprzedzenia ciężko jest o ten stan, jest on wypadkową wzajemnej pracy nad tym. Chcę iść do specjalisty ale jestem pewny na 90% że rozłoży ręce, wiem że nie jestem normalnym przypadkiem, zawsze w życiu byłem odrzucany juz od narodzin - nie znam "rodziców". Już zwyczajnie nie potrafię być szczęśliwy, bo sztucznie to wygląda, nie chodzę i nie płacze w poduszkę, z zewnątrz nic nie widać, ale moja głowa już się wyczerpuje, zaznałem w życiu tyle bezsensownego bólu że zwyczajnie jest już mi obojętny, a nawet czasami wydaje mi się że dążę do tego aby się tak czuć, bo tak jest normalnie... Moja ostatnia luba, bo to o nią się w tym temacie rozchodzi, jest strasznie toksyczną osobą, na początku taka nie była, mocno się starała o względy, a gdy się otworzyłem, uciekła do innego tłumacząc że zawsze tak robi bo się boi związków. Jej poprzedni facet ją bił i ma z nim dziecko, choć mi to nie odpowiadało, to pokochałem go jak własne z czasem. Po rocznej przerwie w odzywaniu się, sama się do mnie odezwała i znów wskoczyliśmy na podobne tory, po prostu mega charakterem do siebie pasujemy, przemawiamy jednym głosem w większości spraw, ale ona w ważnych kwestiach kłamie i nie umie przestać, to jest chyba choroba. Mimo że mówię jak jest na prawdę, To mimo wszystko woli mnie zablokować wszędzie (dosłownie) i żyć swoimi nie trafionymi domysłami na temat co ja właśnie myślę, oczywiście robiąc w swojej głowie ze mnie najgorszego potwora. Dosłownie to wygląda tak że tylko piszemy, raz na dwa miesiące się spotkamy i tylko spiny ciągle o wszystko, a to przez to, że nie potrafi rozmawiać o problemach albo tym co ją boli, od razu wyzywa i blokuje. Teraz pożyczyłem jej 1500zl na żłobek, na jedzenie , bo zaczęła nowa prace i nie miała skąd, oczywiście sama obiecywała że odda bo jak mówiła, "nie jestem taka" I jak można się domyśleć, prowokuje bezsensowne kłótnie tylko po to aby powiedzieć że nie odda ani grosza i blokuje. Mi akurat na tych groszach nie zależy, bo zrobiłem to dla synka, bo to on by cierpiał najbardziej gdyby została znów bez pracy. Ogólnie ciągnie ją do patologii, każdy kto wciąga fetę i udaje srankstera jest jej potencjalnym kolegą na noc, dlatego z bezsilności poprosiłem jej siostrę aby jej pomogła bo to jedyna osoba której słucha, jak można się domyśleć skończyło się to ogromną dramą i zjechanie mnie jakbym conajmniej zgłosił ją na policję i zabierali jej dziecko. Oczywiście wszędzie blokada, oraz postawiła mnie obok tego co ją lał, po tym jak uratowałem jej życie chcąc czy nie chcąc, ona uważa że je tylko niszczę. A tamtego gościa jeszcze nie dawno przegoniłem bo czekał na nią pod domem i zaczął dusić gdy się zbliżyła, miło mi że jestem w jej oczach taki sam. W styczniu pisała o tym że chce ze mną już mieszkać a parę dni temu darła się że co mnie obchodzi co i z kim ona robi, oraz że to ja latam za nią a ona nic nigdy nie chciała. Pewnie nawet nie ma to ładu i składu co pisze ale muszę się wygadać, a wstyd mi przed znajomymi bo zawsze byłem typem którego nie złamiesz, który wiedział jak pomóc innym i był w tym zajebisty, póki mu się chciało, a sam sobie nie potrafię pomóc.. Problem w tym że ja wiem że ona coś do mnie ma, ale też ma coś z głową, a ja wiem że to moja bratnia dusza, nie oszlifowany diament który nawet nie daje spróbować sobie pomóc, który tak bardzo mnie nienawidzi, za to że zrobiłem dużo więcej niż kto kolwiek wcześniej w jej życiu... Wczoraj chciałem przedawkować tabletki nasenne z wódą, bo choć kocham życie i żyć, to nie wytrzymuje już z bólem który wiecznie się nasila i nie chce nic ustąpić.. Gdy w końcu zza chmur widać słońce, nagle zaczyna walić piorunami i zaczyna się sztorm, zawsze ten sam schemat. Niby bez nowości, a nigdy nie boli słabej, nie uważam się za człowieka bez wad, ale potrafię się przyznać i przeprosić, Ona nigdy. Uwaza że wszystko się jej nalezy a jak nie jej, to dziecku, wykorzystuje to na potęgę, a samo dziecko w wieku 3 lat ma nad nią całkowita kontrolę... Wiem że najrozsądniej byłoby o niej zapomnieć, Ale czasami poznajesz takie osoby ze się nie da i ona niestety jest jedną z takich, mam o niej złe zdanie i w ogóle, a kocham, w chuj, mimowolnie... Tak bardzo chcę się o kogoś zatroszczyć, pokazać lepsze życie niż sam miałem, dać ogrom miłości i szczęścia, a przez mój wiek i choroby wiem że to już praktycznie nie możliwe. Przyszedłem sam na świat i sam z niego odejdę, pogodziłem się z tym faktem, a w dodatku przez wszystkie te toksyczne osoby wmawiam sobie ze to moja wina, że to ja gdzieś zawiniłem, a to że nawet nie możemy o tym pogadać skutecznie mnie dobija, bo twarzą w twarz jesteśmy dla siebie idealni, problem zaczyna się gdy się nie spotykamy, a to występuje jak już mówiłem tyle co nic. Nigdy nie sądziłem że po tym co Przeżyłem, jakieś blachostki typu sprawy sercowe mnie kompletnie rozmontują.. Nie szukam ucieczki w używkach, na leczenie straciłem nadzieję, czuje ze to moje ostatnie lata, bardzo często myślę o śmierci, o tym jak bardzo pragnę nie być tym pechowym człowiekiem, który nigdy nic złego nikomu nie zrobił, a ciągle każdy go rani, przekabaca, mąci, oszukuje.. Ostatnio nawet nie jestem głodny, nic nie jem, bardzo mało pije, schudłem ponad 10kg w 2 tyg, w lustrze nie widzę tego wesołego chłopaka którego każdy w szkole lubił i szanował, tylko faceta który już w tak młodym wieku nie ma siły iść dalej, którego zniszczyli najbliżsi, osoby którym zaufał i które kochał. Życie jest okrutne i wiem że nie chodzi o to jak mocno bijesz, tylko ile jesteś w stanie przyjąć ciosów, wstać i iść dalej, ale mi już zgasło światło na ringu, wszyscy sobie poszli, walka była od początku nie równa, broniłem się dzielnie i długo, ale to chyba jest boski plan aby mnie sprowadzić do niego, bo już nie wiem jak inaczej to nazwać :(((
  23. Witam. Jestem dziewczyną w wieku 24 lat która pracuje i się uczy jeszcze. Pisze ponieważ mam duży problem. Jestem z osobą transpłciową. Ta osoba jeszcze nie zaczęła zmiany bo zbieramy razem na to pieniądze, pisze to dlatego ponieważ myśle że to zachowanie które za raz opisze może mieć coś z tym wspólnego. Dodam tez ze jego rodzice nie wiedza nic o jego decyzji zmiany i uważają go za dziewczynę , co prawda kiedyś im o tym powiedział ale dostał w twarz i na tym się skończyło. Od tamtej pory nie chcą o tym słyszeć. Mianowicie chodzi o to że mój chłopak miewa wybuchy dużej wściekłości, gdy tylko zacznie się kłótnia zaczyna krzyczeć, bić pięścią po rzeczach, potrafi zniszczyć mi rzeczy np. pociąć je nożyczkami, wyrzucić mi ubrania za okno bądź potłuc szklanki talerze itp… czasami potrafi mnie szturchnąć ale nigdy mnie nie uderzył, wyzywać itp. Te ataki są tak duże ze nie jestem w stanie ich powstrzymać on tez nie potrafi nad tym zapanować. W tedy ogarnia mnie strach, panika i zaczynam płakać… Jesteśmy ze sobą od 4 lat, oprócz tego zachowania które napisałam wyżej, on ciagle mnie o wszystko obwinia, gdy nie jest tylko po jego myśli zaczyna się piekło. Np zrobiłam coś nieświadomie, oczywiście nie chciałam nic złego Np obiad zrobiłam taki a nie inny a on już zaczyna się wkurzać ze zrobiłam obiad pod siebie i ze ciagle tylko patrze na siebie nigdy nie myśle o nim a to nie prawda ja się naprawdę staram, choć czasami mi to nie wychodzi, albo być może mam tylko takie wrażenie właśnie przez niego… jeśli chodzi tez o sprawy pieniędzy to tez tylko on trzyma nasze wypłaty ja wszystko mu oddaje, mamy te pieniądze wydzielone na różne potrzeby i Okey wszystko było by w porządku gdybym nie musiała się prosić o coś czego chce np sama dla siebie. Ogólnie coraz gorzej się z tym czuje bardzo boli mnie to wszystko ponieważ zaczynam myśleć ze jestem okropną dziewczyną i nie nadaje się do związku i przede wszystkim do niczego innego. W pracy mam takie same odczucia że po prostu się do niej nie nadaje choć ją lubię. Najbardziej krzywdzące dla mnie są te jego wybuchy złości, wystarczy tylko ze mu się coś nie spodoba i już afera, obrażanie się. Muszę go ciagle tylko przepraszać i przepraszać… a i co jeszcze mnie dobija to to ze w kłótni on wychodzi, mówi ze sobie coś zrobi ze on nie chce już tak żyć, ze przez to jaki jest się zabije i przez to jaka ja dla niego jestem… Bardzo często mi powtarza „ja dla ciebie robię wszystko a ty dla mnie nic”, „charuje jak wół a ty nic nie potrafisz zrobić”. Poza tymi wybuchami jest naprawdę kochanym i czułym facetem ale… gdy tylko dojdzie do kłótni lub małej sprzeczki zaczyna się piekło… Oczywiście nie mowie ze jestem idealna bo tez mam bardzo dużo wad ale moje myśli są takie ze jestem beznadziejna… i tak tez się czuje. Czuje smutek żal i przygnębienie. Kocham go bardzo ale boje się co będzie w przyszłości on nie chce iść do psychologa. Ja już nie wiem jak sobie z tym radzić, nie chce odchodzić od niego bo go bardzo kocham. A najgorsze jest to ze nie wiem czy to faktycznie ja jestem taka beznadziejna i on ma w tym 100% racji czy ze mną wszystko Okey a to on potrzebuje opieki specjalisty. Pisze to tutaj ponieważ potrzebuje porady bo nie mam przyjaciół, jestem osobą która nie zbytnio łapie dobry kontakt z ludźmi. Bardzo proszę o poradę bo nie wiem co mam robić…
  24. Witam! Mam 34 lata. Półtora roku temu rozstałem się z dziewczyną tuż po narodzinach naszego synka ze względu na jej bardzo złe traktowanie mnie. Nawet jej najbliższą rodzina radziła mi żebym od niej odszedł ponieważ nie zasługuje na taką krzywdę. Krotko potem związałem się z inną dziewczyną. Mając nadzieję na stworzenie pełnej rodziny, ufając jej obietnicom wspólnego szczęśliwego życia, mimo wyraźnych znaków ze nie jest to odpowiednia osoba, zdecydowałem się na dziecko z nią. Jednak krótko po tym jak zaszła w ciążę i poczuła że jestem od niej przez to uzależniony, jej negatywne cechy nasiliły się i pokazała swoje prawdziwe oblicze. Przez kilka miesięcy ciąży doświadczyłem niewiarygodnej wręcz przemocy psychicznej i fizycznej. Od absolutego braku akceptacji mojego pierwszego synka i mojej miłości do niego, co skutkowało zabranianiem mi widywania się z synkiem, przez wielokrotnie poniżanie i śmianie się z mojej sytuacji życiowej aż po obsesyjną zazdrość ograniczająca podstawową wolność osobista. Dla przykładu przemocy psychicznej: wmawianie mi że widywanie się z synkiem nie ma sensu, bo on i tak będzie miał nowego ojca a mnie nigdy nie będzie kochać, śmianie się że jak od niej odejdę to żadna mnie nie zeche bo będę miał dwójkę dzieci z różnymi kobietami, drwienie że nie mam dokąd od niej uciec bo nie mam domu i przyjaciół, mówienie że jej ojciec mnie rozjebie, że mnie na sznurku trzeba powiesić, że mi zostaję tylko samobosjtwo jak od niej odejdę. Ocean jej podłości gdy chciała mnie skrzywdzić nie znał granic. Przez jej zazdrość nie mogłem nigdzie wyjść z domu, ani z kolegami, ani na siłownię lub dla sportu, po prostu stawała na drzwiach i szarpiąc się i bijac że mną fizycznie uniemożliwiała mi wyjście tak długo aż się poddałem. Tzn około kilku godzin. Do tego regularne bicie, kopanie mnie kiedy leżałem na podłodze, wbijanie mi paznokci głęboko w skórę do krwi, podbicie oka, naderwanie ucha, siniaki na głowie. Pozwalałem sobie na to wszystko mając poczucie odpowiedzialności za to dziecko które nosiła w sobie, nie chciałem żeby kolejne dziecko moje nie miało ojca przy sobie. Miałem nadzieję że kiedy urodzi, wszystko się poprawi. Jednak po narodzinach jej agresja wzrosła. Ryzykując zdrowiem dziecka brała je na ręce w trakcie kłótni, stawała mi z nim na drodze by unielozliwic mi wyjście z domu lub powtarzała do dziecka które miało kilka dni że ma pojebanego ojca. Pewniej nocy, po kilku godzinach kłótni którą rozpętała w międzyczasie karmiąc dziecko piersią, podjąłem decyzję że dalej już tego nie wytrzymam. Prędzej czy później mogłoby to skończyć się tragedia. Ponieważ nie mogłem normalnie wyjść z domu bez ważnego powodu wykorzystałem moment i odszedłem tak jak stałem, zabierając że sobą tylko dokumenty i telefon. Ilość ograniczeń i cierpienia jakie wniosła w moje życie ta kobieta jest niezmierzona. Jej agresja jest nieobliczalna. Obsesyjna kontrola mojego choćby jednego spojrzenia na ulicy na inną kobiete, sprawdzanie telefonu, kontrola ciągłym dzwonieniem gdy byłem poza domem, wmawianie mi że ją zdradzam, oszukuje, milion zakazów i szantazy łącznie z tym że nigdy nie zobaczę dziecka które mam z nią bo wyjedzie z nim za granicę. Wywodzi się z bardzo patologicznej rozbitej rodziny, ojciec nadużywa alkoholu i jest agresywny, wyzwiska i brak elementarnego szacunku były dla niej zawsze codziennością. Ja natomiast jestem jej przeciwieństwem, bezkonfliktowy, nigdy nie widziałem przemocy i alkoholu w swojej rodzinie. Nie mam nałogów, rzadko unoszę głos, dbałem o nią na każdy możliwy sposób, od komplementów po pożyczanie samochodu itp, nie mieliśmy obiektywnie żadnych powodów do konfliktów poza jej chora zazdroscia i brakiem akceptacji mojego synka. Mój problem polega aktualnie na tym, że dźwigam na barkach ogromny błąd jakim było zdecydowanie się na dziecko z nią. Sam sobie nie mogę wybaczyć, choć wiem że chciałem dobrze (spełniałem jej wolę, dbałem o nią, o dziecko, pracowałem dużo na odłożenie na mieszkanie, nigdy jej nie oklamalem, chciałem mieć szczęśliwa rodzinę i dom), to jednak nie mogę tego przetrawić że nie starczyło mi mądrości życiowej by poczekać dłużej z decyzja o dziecku. Wiem że zawiodłem moich bliskich. Do tego gdy uwolniłem się z jednego koszmaru, źródła przemocy i wyzwisk, jestem teraz szantazowany i straszony przez jej ojca który jest osobą zdemoralizowaną i poprzez agresję wobec mnie chce rozwiązać problem. Wszelkie próby porozumienia się z dziewczyną spelzy na niczym, mimo mojej dluzszej nieobecności w domu ona wciąż atakuje mnie z pozycji siły, wyzywając strasząc i szantazujac byle tylko ściągnąć mnie do domu. Nie zamierzam jednak tam wracać bo moje gehenna zacznie się na nowo. Mój honor został całkowicie zdeptany. Byłem traktowany jak niewolnik, ktoś gorszy, jak śmieć nie majacy prawa do wlasnej prywatności. Wyzywany i bity z byle powodu. Nie wiem jednak co robić dalej, kontakt uciąłem ponieważ nie mogłem już słuchać szantazy i dalszych wyzwisk od niej i jej ojca. Wszystkie rzeczy zostawiłem u niej i nie mam jak po nie wrócić. Aktualnie nie mam nawet gdzie mieszkać. Proszę o jakieś wsparcie i rozmowe!!!
  25. witam Mam 24 lata. Byłam z facetem ponad 2 lata.. Wiedziałam ,ze wchodze w relacje z facetem,który ma dziecko i przeszłość za sobą.. Wiele razy pytałam czy jest gotowy na nowa relacje ? Ze może potrzebuje czasu. Mówił ,ze jest szczęśliwy ze mną.. Teraz okazało się ,ze na początku przez pierwsze 3 miesiące pisał do swojej byłej kobiety.. Ze za nią tęskni.. Ze ją tylko kocha... Jestem zalamana... Jak mógł tak mnie oszukac . będąc ze mną pisał do Twojej ex.. Jest mi z tym strasznie źle. Ona była materialistka. Chciała tylko prezentów. Ja byłam dla niego wyrozumiala, pomocna, staralam się zaskoczyć na każdym kroku. Teraz po kilku dniach pisze do mnie ,ze mnie na prawdę kocha.. Ale juz nie wierze w te słowa. Bo to samo pisał do niej na początku. Nie wiem juz co o tym myśleć. Jak zapomnieć.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.