Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'toksyczni-ludzie'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 73 wyników

  1. psycholog Rafał Olszak

    Toksyczny związek

    Łatwo jest mieć toksyczny związek. Wystarczy nisko się cenić a wejdzie się w niego nieuchronnie i mimowolnie. Potem pozostaje już tylko nie brać odpowiedzialności za swoje położenie. Łatwo jest mieć toksyczny związek – wystarczy w nim trwać. Im dłużej się to robi w tym głębsze wpada się bagno. Z czasem ucieczka stają się więc coraz trudniejsza. Należy ratować się tak wcześnie jak to możliwe albo niezwłocznie szukać pomocy zanim pojawi się desperacja. Tonący chwyta się brzytwy, więc można wpaść z deszczu pod rynnę – z jednej patologii w drugą. A przecież nie o to chodzi. Skomentuj, polub lub udostępnij ten post na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog kliniczny pracujący także jako psycholog online, przez Skype.
  2. psycholog Rafał Olszak

    Nie daj się używać

    Czy jesteś filmem? A może książką w PDF? Albo plikiem MP3? Jeśli nie, to szanuj się, nie daj się ściągać do czyjegoś życia i używać za darmo. Właściwie wcale nie daj się używać. Tak samo jak ludzie mają w nosie prawa autorskie, tak samo są im obojętne twoje granice. Chcą wszystkiego na już, bez żadnych zobowiązań i bez kosztów po to, by wykorzystać, a potem zastąpić. Wszystko ma być bezpłatnie, bez wysiłku i bez żadnych oczekiwań. Jeśli będziesz godzić się na takie traktowanie, zostaniesz wyeksploatowany i zapomniany szybciej, niż przypuszczasz. Mówi się, że karma wraca, ale zapomnij o tym. Dając wszystko, a nie biorąc nic w zamian, zostaniesz z pustymi rękami - czekając na wdzięczność, która nigdy nie nadejdzie. Skomentuj, polub lub udostępnij na Facebook. CIEKAWOSTKA: Psycholog online to specjalista udzielający porad przez Internet - prowadzi konsultacje na przykład przez Skype.
  3. psycholog Rafał Olszak

    Masochizm emocjonalny, podatność na zranienie

    Masochizm emocjonalny sprawia, że człowiek jest jak świeca. W relacji wypala się po to, by partner, często narcyz, mógł ogrzewać się w cieple płomienia i błyszczeć jego światłem odbitym. Jeśli nie panuje się nad tym, nieuchronnie prowadzi to do jednej z dwóch sytuacji: świeca wypala się i zostaje zastąpiona, ewentualnie sama w akcie desperacji z bólem ustępuje. Tak czy owak relacja kończy się mniej lub bardziej dramatycznym finałem. Co potem? Zwykle następuje jeden z trzech scenariuszy. [1] Człowiek wchodzi w tryb hibernacji (co jest bezpieczniejszą formą unieważnienia) i unika związków, by historia się nie powtórzyła. [2] Człowiek bezrefleksyjnie angażuje się w kolejny unieważniający układ albo wręcz wpada z deszczu pod rynnę. To, co zatacza kręgi, zdarza się na okrągło. [3] Człowiek akceptuje istnienie swojego problemu, by go w pewien sposób rozwiązać – świadomie dozując sobie cierpienie lub przepracowując w terapii schemat na tyle, na ile to możliwe. Czasem udaje się znacząco ograniczyć podatność na zranienie, choć wymaga to ciężkiej pracy nad sobą. Psychoterapia jest trudna i zwykle długoterminowa. Więcej informacji: Skomentuj, polub lub udostępnij na Facebook. CIEKAWOSTKA: Psycholog online, psychoterapeuta przez Skype to specjalista, który udziela pomocy psychologicznej przez Internet. Często robi to też pracując stacjonarnie, w gabinecie, lub niosąc pomoc np. odpowiadając na pytania w telefonie zaufania.
  4. Zagubiona_istota

    jak powiedziec dosc?

    Witam. Potrzebuje pomocy, nie porady,. Mam 26 lat. Jestem matka dwuletniej wspanialej Ksiezniczki. To wlasnie ona, a raczej milosc do niej trzyma mnie przy zyciu. Od kilku miesiecy nie radze sobie z wlasnymi myslami. jest ich tyle w mojej glowie, ze nie potrafie sie chocby na jednej konkretnie skupic. Zawalilam swoje zycie doszczetnie. Od samego poczatku nie mialam latwo. Wychowana przez matke i babcie. Nie mam prawa narzekac na dzecinstwo, pomimo srogiego rygoru ze strony babci i braku ojca. Rodzice sie nie dogadywali i rozstali nim zaczelam cokolwiek rozumiec. I tak dorastalam z przedstawionym mi najgorszym obrazem ojca. Gdy w wieku 17 lat zaczelam z nim rozmawiac, po pierwszej samodzielnej wizycie u niego uslyszalam od matki, ze wbilam jej noz w plecy. Przeszlam okres ''buntowniczy'' raczej bezproblemowo. Zawsze chcialam byc idealna, zeby mama nigdy nie musiala sie za mnie wstydzic. Jako dziecko mialam cudownego przyjaciela, niestety, gdy musial sie wyprowadzic wszystko pryslo. Przyjezdzal, ale mial juz kolegow, a ja nigdy nie potrafilam znalezc sobie prawdziwej przyjaciolki, ktora by mnie rozumiala. Mialam cudowne kolezanki, ale zawsze tylko na pewien okres. Koniec szkoly drogi sie rozchodzily i tak za kazdym razem. W mojej rodzinie nigdy nikt nie liczyl sie z moim zdaniem. Moja matka, choc w przeszlosci skrzywdzona dawala mi ile mogla, i choc dla innych miala zlote serce to nie dla mnie. Chciala dla mnie jak najlepiej. nie wyszlo. Poznalam chlopaka. Walczyl o mnie, interesowal sie. Poczulam, ze to ten jedyny. Rzucialm dla niego studia i wyjechalam za nim za granice. Widzialam jaki jest, ze lubi wypic, zajarac. nie przeszkadzalo mi to. Jako wychowana w glebokiej wierze, wierzylam ze sie zmieni, ze wyrosnie, ze mi sie uda go zmienic. Minelo 6 lat odkad jestesmy razem. nie wyrosl. Nie pomagaly kolejne wszywki, rozmowy. Rozstalismy sie na chwile. Bylo mi ciezko. rodzina obiecala pomoc, a w zamian czulam sie bardziej samotna niz wczesniej. On twierdzil, ze slucham innych, to on sie odezwal kiedy potrzebowalam kontaktu. Obiecywal ze bedzie inaczej. Uwierzylam, bo tesknilam, bo chcialam wierzyc. Bylo dobrze do momentu, gdy znowu sie napil. Uderzyl mnie. Kolejny raz wybaczlam. Choc nie powinnam.. Po jakims czasie przyszla na swiat nasza corka. Byl szczesliwy. Ale nie ja.. nie dlatego ze pojawilo sie dziecko bo moja corka jest najlepszym darem od losu. Tylko dlatego ze nie bylo przy mnie najwazniejszej mi osoby, matki.. On pojawil sie w szpitalu raz. Pepkowe z kolegami bylo wazniejsze.. Nasze zycie to przyslowiowa sinusoida. Raz pod gorke, a raz z.. Problem w tym, ze bedac na gorce nie zauwazylam urwiska. Spadlam na dno.. Robilam wszystko, aby byl szczesliwy. Aby bylo dobrze miedzy nami. Nie mam juz sily przepraszac, za rzeczy, ktorych nie zrobilam. A tak to wyglada. on sie napije, wyzywa, poniza, a ja przepraszam.. Nie mam prawa miec znajomych plci meskiej. Glupi buziak na przywitanie w polik z jego znajomym jest tematem prowadzacym do kolejnej klotni. Czuje, ze traktuje mnie jako swoja zdobycz. Nie ma wgl szacunku do kobiet, a zwlaszcza do matki. I moje pytanie, jakie sobie ciagle zadaje: Gdzie popelniam blad? Nie umiem sie klocic.. Zawsze robimy co on chce. Chcialam go zmienic, a wychodzi na to ze ja jestm kims zupelnie innym. Wiem to glupie, sama potrafie innym doradzic, bo gdybym uslyszala moja historie z innych ust to bym powiedziala wez dziecko i uciekaj, ale sobie nie potrafie powiedziec DOSC.
  5. Jestem studentką, mam 23 lata. Według artykułów jestem też osobą podatną na zranienie kochającą za mocno. Po zakończeniu 7 letniego związku 9 miesięcy temu weszłam w relacje seksu bez zobowiązań z kobieciarzem, byliśmy ze sobą na wyłączność, zaangażowalam się emocjonalnie pod jego naciskiem, ponieważ ja nie chciałam się wiązać. Na początku sielanka i związek marzenie. Po jakimś czasie zaczął okazywać toksyczne cechy które tuszowalam przed samą soba, zrobil się mnie pewny i przestał się starać. Zaszłam w ciążę którą poronilam, nie wspierał mnie. Niecały miesiąc po poronieniu znalazłam nagie zdjęcia od jego poprzedniej dziewczyny, flirt i umawianie się na spotkanie. To była taka 2 sytuacja, pierwszą wybaczyłam. Fizycznie mnie nie zdradził ale emocjonalnie tak bo warunki stawiałam jasne. Problemem jest to że jestem uzależniona od niego emocjonalnie. Nie potrafię sobie wyobrazić przyszłości bez niego, jestem w stanie skupić się na 30 sekund i zaraz znowu o nim myślę. Tłumacze wszystkie wybryki i wypieram z pamięci. Jak nauczyć się na nowo kochać, akceptować i marzyć
  6. psycholog Rafał Olszak

    Jak działa toksyczny facet psychopata

    Jak działa mężczyzna-psychopata? Po staremu, bo to historia stara jak świat. Wystarczy prześledzić los dowolnej sekty, a zwłaszcza jej początek. Przyciąga atrakcyjną otoczką bądź przykuwa uwagę ostentacyjnym zachowaniem od którego trudno abstrahować. Często wielkim cierpiętnictwem, natchnioną postawą i udawaniem oświecenia lub chwytliwymi tekstami, które są jak doskonała przynęta na ludzi głodnych pewnych słów. Potem pojawiają się odpowiedniki obrzędów w formie małych, miłych rytuałów, które tworzą złudzenie spójności – nawet jeśli coś tu nie gra, logika jest odrzucana w imię wiary, że stoją za tym dobre intencje. Usprawiedliwiasz go, bo „to taki dobry człowiek” lub „to ktoś po tak trudnych przejściach” i w tym sensie twoja bratnia dusza. Z pomocą przychodzi myślenie życzeniowe – chcesz, by to była prawda, wiec przyjmujesz bezkrytycznie sprzyjające mu interpretacje. Potem zaczynają się obietnice – tyle, że zamiast życia wiecznego lub łaski mocy nadprzyrodzonych są obietnice wiecznej miłości lub stania się wspaniałym ojcem twoich dzieci z poprzedniego związku. On jest spostrzegawczy – przejrzał cię pewnie już na pierwszej randce, więc wie, czego pragniesz i tym cię nęci mówiąc to, co chcesz usłyszeć. Jeśli jest sprytny, mówi nie wprost, ale mając pewność, że między wierszami wyczytasz to, co dla ciebie ważne. Na koniec wjeżdża klasyka manipulacji czyli granie na emocjach, zwłaszcza na poczuciu winy – tyle że zamiast grzechu pierworodnego czy złej karmy powodem jest wmawianie, że łamiesz zasady dobrego związku, bo nie zachowujesz się wedle narzuconych odgórnie zasad, które oczywiście tylko on jeden, oświecony wybraniec, doskonale zna. Ilekroć postępujesz w sposób sprzeczny z jego oczekiwaniami jesteś traktowana jak grzesznica. Przeżywasz rozdarcie, masz mętlik w głowie. Miotasz się, ale w końcu przyjmujesz jego dogmaty na wiarę, bo tak – inaczej grozi ci odrzucenie, wyklęcie i życie w przeświadczeniu, iż jesteś tą złą. Uczy cię posłuszeństwa stosując technikę „przyciąganie-odpychanie” aż całkiem uzależnisz się od jego bliskości. Musisz działać jak w zegarku, bo inaczej z raju, przepraszam, wiecznej wspaniałej miłości, nic nie będzie. Trwając w tym godzisz się na piekło na ziemi, bo w efekcie tego wszystkiego on cię po prostu wykorzystuje. Pożycza pieniądze lub żyje na twój koszt, zdradza, okłamuje, zmusza do praktyk, na które nie masz ochoty, używa wtedy, gdy jest mu to na rękę, nakłania do decyzji, które są dla niego korzystne. Czasem podtrzymuje iluzję, a za odstępstwa od niej oskarża ciebie, „bo to twoja wina”, że on pił, wściekł się lub cię zdradził. Cóż, człowiek to niezwykle uzdolnione stworzenie – potrafi uwierzyć w absolutnie wszystko. Jak to się kończy, każdy odpowie sobie sam, choć lekcje historii dostarczają wielu podpowiedzi. Skomentuj, polub lub udostępnij na Facebook. CIEKAWOSTKA: Terapia par i małżeństw zazwyczaj odbywa się w taki sposób, że dwoje ludzi rozmawia z jednym psychoterapeutą. Czasami jednak para rozmawia z dwojgiem psychologów, by żadna strona nie miała poczucia, iż jest faworyzowana z uwagi na płeć terapeuty.
  7. psycholog Rafał Olszak

    Każdy szuka dogodnych warunków

    Każdy osobnik danego gatunku szuka najdogodniejszych warunków do życia. Warto o tej oczywistości pamiętać, by nie tworzyć wokół siebie przyjaznego środowiska na przykład dla egoistów i samolubów. Jeśli nie troszczy się o swoje granice, nie respektuje się własnych praw, jest się nieasertywnym i nadmiernie ugodowym, ktoś toksyczny w mig znajdzie się na naszej orbicie. Trafi na nią instynktownie. Skomentuj, polub lub udostępnij na Facebook. CIEKAWOSTKA: Terapia online to po prostu kontakt ze specjalistą za pośrednictwem Internetu, wykorzystujący komunikator do rozmów wideo.
  8. zapytajka555

    Problem w relacji z matką

    Dzień dobry. Może mój problem wyda się błahy ale mi często w gorsze dni spędza sen z powiek. Jestem kobieta, mam 37 lat. Od dawna mam problem w relacji z moja matką, a polega on na tym,że nie potrafię zmusić się do kontaktów z nią, nie potrafię udawać że mam na nie ochotę, bo jej po prostu nie lubię. Wynika to z tego jaką jest osobą, z jej zasad morlanych, podejścia do życia i głównie z tego jak mnie traktowała w dzieciństwie i wieku nastoletnim. Byłam dla niej albo przezroczysta, albo zasłużyłam sobie na jej "miłość" bo akurat zrobiłam coś fajnego, dostałam dobrą ocenę, itp. Kiedy miałam jakiś problem ona mówiła mi że przeze mnie to same problemy.Nie miałam zupełnie jej wsparcia, takiego jak to powinno wyglądać w miłości, żadnej empatii. Kiedy zachorowałam na depresję miała do mnie pretensje ze na pewno udaję bo nie chce studiować. Nawet dziś kiedy o tym pisze cisną mi się łzy do oczu. Zawsze miałam wrażenie że ja jestem tylko dla niej, aby ją zadowolić, aby to ona czułą moja miłość ale nigdy na odwrót. Żadnego zrozumienia z jej strony. Tego już nie zmienię. ale dziś ona oczekuje ode mnie dobrych relacji.A to zebym ją odwiedziłą, a to zebym z nia gdzies pojechała.Kiedy ja najzwyczajniej nie ma na to ochoty jak nie ma się ochoty spędzać czasu z kimś kogo się nie lubi. Wiele razy zbierałam się na rozmowę z nią.Aby jej powiedziec prosto z mostu że nie mam ochoty na przyjaźń z nią,że jej nie lubię i nie chcę.=. Czy to jest dobry pmysł. Wiem, że ona to bardzo przeżyje ale przecież moje uczucia sa tez ważne. Nie lube zmuszać się do niczego bo kumuluje te emocje w sobie. Jak rozwiązać ta sytuację. Jak do tego podejść aby nie czuć się w tej sytuacji tak źle.
  9. [Zbyt długa wypowiedź] Witam. Jestem dwudziestoletnim studentem, mającym zamiar pracować z ludźmi w przyszłości. Nad ich rozwojem. Poniżej wyjaśnię dlaczego o tym wspomniałem w pierwszym zdaniu. Mój problem polega na tym, że nie wiem do końca czym jest i tutaj prosiłbym o pomoc. Powiem to, co sam uznaje za ważne, kiedy kogoś oceniam. Najkrócej i najtreściwiej jak potrafię. Z góry przepraszam za długość wypowiedzi i dziękuję za poświęcony czas. Moje problemy zaczęły się w podstawówce- drobne kradzieże, skłócanie ludzi, rozstawianie po kątach, bójki, ogólny bunt przeciw światu. Przyczyna tego nie była w domu. (Rodzice nie są po rozwodzie, zarabiają jak ludzie za granicą, są wierzący, podarowali mi ciepło, miłość, to, czego w danym momencie potrzebowałem, poświęcali dużo uwagi). Myślę że raczej we mnie. W gimnazjum zaczęły się schody. Nie chce się rozpisywać na ten temat, tekst już teraz jest wystarczająco długi. Stanąłem po stronie słabszej osoby, przeszło to w mobbing, skończyłem w szpitalu po próbie samobójczej. Wyszedłem z ,,zaburzenia psychotyczne", które już w liceum zamieniono w zaburzenia schizotypowe. Wiem co to jest i jak działa. Leki nigdy nie pomagały na wszystko. Jeśli pozbywały się jednej rzeczy, to zawsze nasilała się druga, dlatego w pewnym momencie mój psychiatra załamał ręce i zastanawiał się ze mną nad pomocą duchową. (Jestem ateistą, wierzę że nic nie ma) Ale nie o tym, wciąż nie o tym... Uznałem że to może się po prostu przydać. Wszystkie te problemy zniknęły kilka miesięcy temu, tak nagle, a ja zacząłem zastanawiać nad tym, dlaczego mój każdy związek kończy się katastrofą i słowami skierowanymi do mnie- ,,jesteś psychopatą". Wytykałem partnerkom brak wiedzy, bo gdybym nim był, to nie odczuwałbym ani emocji, ani wyrzutów i tak dalej... A miałem je. Przecież pamiętam. Przyszedł taki czas w moim życiu, że począłem naprawdę sporo o tym czytać, myśleć... O to mi właśnie chodzi. Mam obsesje na punkcie ludzi. I nie chodzi o to że ich potrzebuje. Raczej potrzebuje tego co mogą mi dać, co mogę z nimi zrobić, co mogę o nich wiedzieć. Jestem manipulatorem. Doskonałym, perfekcyjnym, z stwierdzoną inteligencją wysoką, co z pewnością ma jakiś wpływ na moje sukcesy. Zdobywam kiedy chce, kogo chce, nie ma takiej osoby, która by mi nie uległa, a zmienianie, sterowanie partnerem/partnerką sprawia mi ogromną przyjemność. Zaczyna się miło, kończy na problemach psychicznych u towarzysza, któremu nie raz po prostu odechciewa się żyć. Czy jestem z tego dumny? I tak i nie. Zależy od tego jaką maskę akurat mam na sobie. Uważam ludzi za... no, nie wypada tu nikogo obrażać. Żadnemu nie udało się zobaczyć mojej prawdziwej osobowości, charakteru. Żaden nie przewidział mojego ruchu, nawet jeśli próbował, nie sam. Kończył na przegranej pozycji, by ostatecznie wrócić i przeprosić. Z czystego strachu, ciekawości czy zauroczenia ,,silną jednostką". Lubie swoją widownie, mimo iż jest po prostu głupia. Zawsze widzi to, co chce jej pokazać, by osiągnąć swój zamierzony cel. Wiem jak działam, wiem co jest objawem a co nie, wiem jak inni działają. Kiedy, gdzie, po co, co nimi kieruje. Znam schematy. Skutki danych sytuacji, wypowiedzianych słów, gestów. (Roku temu wykształciło się we mnie nawet coś podobnego do kolejnej choroby- wystarczy że spojrzę na drugiego człowieka, jego twarz, posturę, ubrania, oczy... I wiem kim jest, z czym ma problem, co go boli, na co cierpi. Wyglądało to dla jak kolejny objaw, dopóki nie zacząłem tego sprawdzać. Obcy ludzie dla zabawy wysyłali mi zdjęcia. Co się okazywało, nigdy nie myliłem się z ,,powierzchowną" diagnozą. Nie było mowy o żadnej pomyłce. Nie rozwiązałem jeszcze tej ,,zagadki" po dziś dzień, to pewnie doświadczenie wyniesione z obserwacji). Dzięki temu wiem do kogo mogę podejść. Kto jest słaby, kto potrzebuje wsparcia, czaru. Przyjaciela. Nie, nie mam zawyżonej samooceny. ^To jest jedyna rzecz na której się znam. Jedyna rzecz, która mi się przydaje i jedyny talent, którego nikt u mnie nie przebił swoim poziomem. Innych nie mam. Nie powinienem się ujawniać. To oczywiste. Powinienem udawać teraz dobrego człowieka, szukającego pomocy. Tyle że na tym to chyba polega. Na szczerości. Nasuwa się pytanie- więc czego chcesz, potrzebujesz? Jakiego rodzaju pomocy? Dokształcanie takiej osoby jak ty w temacie ludzi... Wiem co mi może być, ale potrzebuje chłodnej opinii. Widzę wiele u innych, ale sam u siebie nie do końca. Nie wiem dlaczego to tak działa... Może dlatego że bez przerwy wszystkich okłamuje, nawet siebie, bo tego akurat w danym momencie potrzebuje. Wiadomo że diagnoza nie będzie ,,pewna", bo to w końcu internet, ale same wskazówki specjalistów są na mnie na wagę złota. Po co chce to wiedzieć? Szczerze. Zastanawiam się, czy poza tym co sam widzę, jest coś co da się wyleczyć w jakikolwiek sposób, by zapobiec... ...postępującej apatii, bo wyrzuty sumienia i jakikolwiek wstyd, poszanowanie dla prawa i innych ludzi już straciłem. Żyje jak pasożyt. Zastanawiam się czy to ma po prostu... sens. Nie żeby mnie to obchodziło co ktoś poczuje, pomyśli, myślę o sobie. A to wciąż się nasila. Nic nie mogę zrobić. Na chwilę obecną jestem pusty. Dowiaduje się o śmierci, ciężkiej chorobie, utracie czegokolwiek- nie reaguje w żaden sposób. Bywa. Nic nie robi na mnie wrażenia, po prostu nie ma takiej sytuacji. Miewam słabsze dni. Czuje wówczas taką nienawiść, gniew, zdenerwowanie, że mam ochotę kogoś... ale to szybko mija, pojawia się zimna kalkulacja i znowu jestem tylko robotem, jak to mówi znajoma- jedyna, z (naiwnym w moim wypadku) kompleksem mesjasza. Po sześciu latach powiedziałem jej kim jestem. Jest z całą pewnością masochistką. Czy to ustanie? Może ustać? Być przejściowe, jak inne choroby? Nigdy nie znalazłem nigdzie odpowiedzi na takie pytania... Czy mogę sobie to przypomnieć, jak to się czuło. Jak mam karcić samego siebie za to, co lubię robić. Zwyczajnie nie chce z tego zrezygnować, ale wiedza się przyda, może później. <- Czy ma to w ogóle jakiś sens, czy znowu siebie, kogoś oszukuje, by coś osiągnąć. Czy związek z taką osobą jak ja w ogóle będzie miał jakąkolwiek rację bytu, czy jest możliwy. <-To na przykład chciałaby wiedzieć moja masochistka. Nie chce jej głupiej nadziei, a mogę w każdym momencie od siebie odsunąć. Kilka lat temu, kiedy jeszcze miałem emocje, próbowała mi pomóc. Mam do niej jakiś szacunek, sentyment. Praca z ludźmi... Raczej nie powinienem zostać do niej dopuszczony, z czego sobie zdaje sprawę. (Przynajmniej tej opartej na zaufaniu). Dlatego zastanawiam się, czy nie zrezygnować, czy nie spróbować ,,przestać", ale do tego jest mi w jakimś stopniu potrzebna wiedza... Bo nikogo poza specjalistami w tym temacie i sobą nie słucham. Zmieniam się jeśli chce i tego potrzebuje, nikt i nic mnie do tego nie przekona, nie zmusi. Sam muszę do tego dojść, bo na terapii bym po prostu kłamał, by sprawdzić... jak wiele potrafię. Dawniej tak robiłem. A czasami chce się zmienić, sam dla siebie. Przynajmniej próbuje. Niektóre maski noszę częściej niż inne. *Zabawna część tego wszystkiego, po nawiązaniu do pracy- przekonuje do siebie słabych ludzi poprzez udzielanie im pomocy. Myślą że jestem dobry, że rzeczywiście pomagam, jestem kimś innym niż wszyscy... a ja jedynie zdobywam zaufanie, poznaje mocne i słabe strony, co przydaje mi się później, już do przeciwieństwa pomocy. Częściowo im niecelowo pomagam, a częściowo niszczę. Sam nie wiem co o tym myśleć. Prosiłbym chociaż o rzucenie mi jakichkolwiek ,,haseł" czy też fraz, nad którymi powinienem się zastanowić, o których powinienem poczytać, pomyśleć, żeby lepiej to wszystko zrozumieć, może coś zmienić. Nie wymagam, proszę z drugiej strony o brak poczucia że ,,należy/wypada coś napisać", okazywać mi szacunek, bo wiem jak zazwyczaj patrzy się na taką osobę jak ja. Z góry dziękuję i ponownie bardzo przepraszam za długość wypowiedzi. Kłania się tutaj moja nieumiejętność czytania ze zrozumieniem, ale przynajmniej nie jest to ponad setny temat nawiązujący do depresji, prawda? Pozdrawiam!
  10. psycholog Rafał Olszak

    Czy przemoc ma płeć? Jakie są rodzaje przemocy?

    Czym jest przemoc? Co nią nie jest? Czy przemoc ma płeć? Jakie są rodzaje przemocy? Jak jej zapobiegać? Co robić, gdy doświadcza się przemocy? Odpowiedzi udziela psycholog w podcaście:
  11. Witam. Mam 20lat,od 2lat jestem z moim partnerem(23l.) Miałam problem z metamfetamina. Uczęszczałem na terapie w MONARZE.Powiedziałam mu o moim problemie jak o wszystkiem-jestem osoba bardzo szczera.Podejrzewal mnie ,ze go oszukuje i okazało sie ze on tez zaczął to brać(jak mi powiedział chciał zobaczyć czy symptomy ktore u mnie rzekomo wskazują na to ze zazywam są prawdziwe i przetestowal środek na sobie żeby wiedzieć jak działa i co jak po nim sie wyglada)....do dzis mnie okłamuje. Z każdym razem jest mi ciężej i często zdarzało mi sie odpowiadać tym samym-ulegałam w bezsilności nałogowi.Nie rozmawia ze mną o tym,ani o żadnym problemie,wypiera sie,kiedy zadaje pytanie -przyznaje jedynie kiedy znajdę na to dowody. Mieszkamy razem ,ale mnie unika..nie potrafię podać liczby ile razy udowodniłam mu kłamstwo i co za tym idzie obiecywał zmianę(Ok 200razy).we wrześniu dałam mu wybór- terapia lub rozstanie. Powiedział ze sie podejmie,ale nie był tam ani razu,unika terapeuty i przekłada wizyty.. Moje pytania to jak nakłonić go do współpracy i zmotywować do leczenia , oraz jak sama sobie mam radzić z obsesja na punkcie oszustwa i kłamstwa (nie potrafię mu zaufać ) i głodami spowodowanymi bezsilnoscia. Pozdrawiam i dziękuje ze mogłam sie tu otworzyć.
  12. Witam serdecznie. Jesteśmy z mężem razem od 10 lat. Miesiąc po ślubie. W seksie pokusiliśmy i zaczęliśmy uprawiać miłość analna. Nie powiem, bylo wszystko ok. Po jakimś czasie stosunki analne były coraz rzadsze tak po prostu. Niestety mój mąż doszukal się przez to domniemanej zdrady z mojej strony tłumacząc to tym że skoro jemu nie "daje" to na pewno daje komuś innemu! Od tej pory zaczął się mój horror, zaczął w każdym szczególe, gescie, zachowaniu doszukiwać się dowodów mojej zdrady, założył mi podsłuch na telefon, który codziennie praktycznie odsluchuje i nawet pyta ile razy w nocy wstawalam, po co wstawałam, sprawdza nawet "rozwartosc " mojego odbytu bo jak twierdzi powinien się obkurczać. Ale raz jest bardziej ciasny raz nie i wtedy znowu jest awantura. Myślałam że to że zrezygnowałam niedawno z pracy, właśnie myśląc że jak będę w domu( w spotkaniach towarzyskich też nie uczestniczę) to będzie dobrze. Ale niestety, nie umiem już sobie sama z tym poradzić, czuje ogromu ból, przykrość, stresuje się każdym męża ruchem, słowem że znowu będzie awantura. Nie mogę jeść, jest mi niedobrze, i wiem że to na tle nerwowym. Powiedział żebyśmy dalej uprawiali seks analny, ale dla mnie to jest źródłem wszystkich problemów i po prostu nie chce już tego robić! On mówi że jak zaczniemy znowu to będzie ok, Nie rozumie jak mówię że Nie chce! I twierdzi że przecież było nam dobrze, ale nie rozumie zo to właśnie to jest moja trauma przez którą zaczął mnie oskażać! Ja zaczęłam się go zwyczajnie bać! A byliśmy dosłownie bratnimi duszami, był dla mnie przyjacielem, kochankiem, wszystkim! Teraz tego nie ma:( Co ja mam zrobić? Boję się coraz bardziej bo widzę że w dobrym kierunku to nie idzie a wręcz przeciwnie, z przyjaciela staje się wrogiem, starałam się tłumaczyć, zapewniać ale nie za wiele to dało. Boję się że to koniec.
  13. Witam. Od 19 lat jestem mężatka. Mam dwójkę prawie dorosłych dzieci. Prowadzę firmę, gdzie często zmagam się z trudnościami ale nie potrafię porozumieć się z mężem. Odkąd pamietam mąż zawsze mnie krytykował, nie podejmował żadnych decyzji a wszystkie które musiałam podjąć ja zawsze w jego ocenie były błędne. Kiedy w mojej firmie pojawił się kryzys i problemy finansowe powiedział ze jestem beznadziejna i na niczym się nie znam. Oczywiście jak były dobre czasy to nie mówił nic. Od kilku lat nie dostaje od męża choćby kwiatka z okazji moich urodzin czy imienin, twierdzi ze nie miał czasu kupic albo ze nie ma pieniędzy. Wszystko jest na mojej głowie. Jeśli mam inne zdanie jak mąż zawsze jest awantura wiec przestałam się wypowiadać przy nim. Ostatnio poszłam do fryzjera, nie było mnie jakieś 3-4 godziny i powiedział mi, ze pewnie gdzies byłam się ruch... bo przez ten czas to można zrobic przeszczep włosów. Próbowaliśmy terapii ale jak widać to nie działa. Chce się z tego uwolnić ale nie wiem jak, nie mam siły. On każda awanturę przerabia tak ze wmówi mi ze to moja wina i ze ja go zdenerwowałam dlatego on tak się zachowuje. Nie wiem czy to normalne? Może powinnam skorzystać z jakiejś terapii? Czy to jest toksyczny zwiazek, który powinnam skonzyc, czy To ja jestem nienormalną?
  14. Facet123

    Czy to zazdrość?

    Jestem 23 letnim studentem. Miszkam na stancji z siostrą. Jestem pracowitym człowiekiem lubiącym porządek. Nie mogę sobię poradzić z faktem, że siostra od rana do wieczora ogląda TV, studiuję ale totalnie wszystko olewa. Miała wysokie wyniki maturalne a skończyła dosyć nisko. Cały czas mam takie wrażenie że jesteśmy na jednym poziomie a ja nawet gorzej skończyłem, bo ona przebalowala a ja przepracowałem (nauka,sprzatanie) ten czas. Gdzieś w głębi duszy czuję, że dobrze robię, że nie zachowuje się tak jak ona, ale ciężko mi to znieść. Na dodatek rodzice zmuszają mnie do mieszkania z nią. Długo by pisać, ale krótko mówiąc nie mam narazie możliwości odcięcia. Jak sobie z tym poradzić? Z góry dziękuję
  15. JAneczka1

    Jak wytrwać?

    Witam, mam 29lat i jestem mamą cudownej 2'5latki. Pół roku po narodzinach córki zakończyłam toksyczny związek z jej ojcem. Dopiero po narodzinach dziecka przejrzałam na oczy w co się wpakowałam. On pracuje za granicą ja jestem w Polsce.Codzienne kłótnie, brak normalnych rozmów, wybuchy partnera bez powodu. Podejrzewałam go o zażywanie narkotyków( alkohol był codziennością) ale ciągle wmawial mi że wymyślam, wmawiam to sobie bo ktoś mi czegoś naopowiadal -awantura nieunikniona. kłamstwa i obiecanki. Zachowanie od radości po płacz. Miałam wrażenie że ze mną jest coś nie tak, że to przeze mnie się tak zachowuje. Uwolniłam się. I zaczęło się. Wyzwiska. Straszenie że zabierze mi dziecko bo nie mam własnego domu, a on pracuje za granicą i ma pieniądze. Przestał wysyłać pieniądze bo chciał mnie ukarać i pokazać że bez niego(jego pieniędzy) nie poradzę sobie. Tak się nie stało. Złożyłam wniosek o alimenty i ograniczenie praw. Przystał na to nie bronił się. Córką nigdy się nie zajmował. Zawsze musiał wyjść na chwilę.15min zabawy i juz go nie ma .głód? pierwszy on musiał zjeść. Przed świętami ukradł dziecku pieniądze ze skarbonki ponieważ nie miał na papierosy co było priorytetem, ukradł jeszcze kilka rzeczy i sprzedał. Awantura przy dziecku. Podcinanie sobie żył, obrażanie się to tylko kilka jego atrakcji. Wtedy byłam silna i pewna tego co robię. Chciałam uwolnić siebie i dziecko od niego. Wiedziałam ze zabieram dziecku ojca ale nie potrafiłam już z nim żyć. Teraz po roku od tych sytuacji przyjeżdża w odwiedziny do córki. Jestem totalnie w rozsypce. Nic mi się nie chce. Z nikim nie chce rozmawiać. Wydaje mi się ze jestem zazdrosna o to ze ona idzie do niego i go przytula mimo ze go przy niej nie ma. Wiem ze ona potrzebuje matki jak i ojca ale jest mi ciężko. Nie wiem jak mam postępować. Jestem zła na córkę nie potrafię się cieszyć z tego ze ona jest radosna z jego powodu. Co mam robić? Walczę wewnętrznie.
  16. psycholog Rafał Olszak

    Jak rozpoznać kłamcę

    Pytacie czasem jak rozpoznać kłamcę. Między innymi po stylu komunikacji i niekonsekwencji. Bywa natarczywy, ciągle powtarza pewne stwierdzenia i bezustannie wraca do tych samych motywów, a jego czyny nie korespondują ze słowami. Często manifestuje radykalne poglądy i kreuje się na krystaliczną osobowość. Kilka przykładów: jedna z głównych postaci akcji #MeToo sama została oskarżona o molestowanie i skłonna była zapłacić ofierze, by to nie wypłynęło na światło dzienne. Myśliciel Jan Jakub Rousseau postulował dostrzeganie w dzieciach „człowieczej godności”, a tymczasem sam spłodził pięcioro dzieci z kobietą, której nie poślubił, i wszystkie porzucał w przytułkach. Francuski filozof Gilles Deleuze zachwalał nomadyzm, a sam prawie nie ruszał się z domu. Duński filozof Kierkegaard wychwalał pod niebiosa małżeństwo… Sam jednak nigdy się nie ożenił. Wojująca feministka Simone de Beauvoir pisała traktat o sytuacji podobnież uciemiężonych, bo udomowionych kobiet i jednocześnie w korespondencji prywatnej do swojego kochanka oznajmiała, że pragnie zostać jego „małą gospodynią domową”. Ludzie deklarują jedno, a robią coś innego – to najbardziej wyrazisty przejaw kłamstwa, hipokryzji, z którym wszyscy mamy do czynienia na co dzień. Zwłaszcza w relacjach, ale to już inna historia. Skomentuj, polub lub udostępnij na Facebook. CIEKAWOSTKA: Blog mężczyzny to męski punkt widzenia na relacje i nie tylko. Prowadzi go psycholog online, świadczący usługi takie jak porady psychologiczne przez Internet oraz psychoterapia przez Skype.
  17. ala.zz

    Szkoła

    Hej. Jestem na ostatnim roku technikum i mam w szkole przedmiot zawodowy który prowadzi pani. Nie rozumiem ani troche tego przedmiotu wiec prosze panią aby wytlumaczyla ale ona mowi ze nie bedzie bo kazdy oprocz mnie rozumie. Koledzy nie chca mi wytlumaczyc a jedna jedynka u pani to jedynka na koniec roku. Nie moge poradzic sobie psychicznie juz. Czy jest mozliwosc zwolnienia sie z tej lekcji od psychiatry? Niewiaze przyszlosci z tym zawodem wiec egzaminy sa mi nie potrzebne.
  18. psycholog Rafał Olszak

    Uważaj na ludzi pielęgnujących urazy

    Uważaj na ludzi pielęgnujących urazy. Ich poczucie krzywdy nie zna granic. Nikt tak jak oni nie potrafi sprawić, że w piekle poczujesz się jak w domu. Rzekomo w dobrej wierze otulą cię cierniem i dla twojego dobra posadzą w miejscu z widokiem na najgorsze podłości tego świata. Tacy ludzie promienieją, kiedy zarażają rozgoryczeniem, sarkazmem i nienawiścią. To ich życiowa misja, którą realizują z oddaniem i na szeroką skalę. Pandemia nieszczęścia to ich cel i zemsta za urazy, których doznali. Skomentuj na Facebook. CIEKAWOSTKA: W dobie powszechnego dostępu do Internetu ze specjalistą takim jak psycholog czy psychoterapeuta można skontaktować się online, a psychoterapia jest w wielu wypadkach możliwa przez Skype.
  19. Witam. Zaczne może od tego że nie pisałabym tego wątku gdyby nie moja koleżanka, która zasugerowała mi stwierdzenie iż mój były był psychopatą. Poznałam go ponad 2 lata temu, byłam wtedy w kompletnej dolinie emocjonalnej (rozstanie po pierwszym związku który wydawał mi się być idealny), poznali nas wspólni znajomi choć tak na prawdę oni go dobrze nie znali. Na początku chłopak wydał mi się bardzo fajny, ambitny, dużo mówił o jego planach zawodowych (był informatykiem), o tym że kiedyś chce założyć firme (jeszcze nie wie na czym będzie pole;gać je jdziałalność). kręciły go pieniądze wmawiał mi że kiedyś na pewno będzie bogaty. Wiem jak to brzmi, że poleciałam na pieniądze, nie powiem że nie był to wówczas dla mnie duży plus ale szybko przestał nim być. Chłopak był ambitny ale bardzo leniwy, i słabo mu szło w tej informatyce. Chłopak uprawiał dużo sportów, był dość aktywny, jednak to co było zastanawiające to to że utrzymywał tylko bliższy kontakt z rodziną oraz jedną przyjaciółką (która już od roku z nim nie rozmawia, pokłócili się bo miała podobną relacje z nim jak ja. To ona zasugerowała mi napisanie tego tekstu). Już od początku zaczęło się dziwnie bo gdy odkrył że jestem nim związkowo zainteresowana, w zasadzie już drugiego dnia chyba rozmowy zasugerował mi że coś ich łaczy z tą przyjaciółką itd, mówił że kiedyś coś zrobili ale nie chce mówić co (chodziło o to że na imprezie z nią flirtował ale ona to szybko odrzuciła). ogólnie próbował wzbudzić moją zazdrość do niej. Oczywiście łatwo mu sie udało, przedstawił ją jako imprezowiczkę, ale bardzo ładną, a na dodatek cały czas o niej mówił i nas porównywał. Ja już od początku miałam wrażenie że manipuluje moimi uczuciami, ale troche to zlałam. Nie będe już opisywać w szczegółach ale jego przyjaciółka miała z nim tak samo przechlapane jak ja. nastawiał nas negatywnie przeciwko sobie (mnie przedstawiał jako psychopatyczną zazdrosną kobiete), gdy się poznałyśmy szybko się polubiłyśmy bo okazało się że jesteśmy bardzo zgodne charakterowo. I wtedy też okazało się jak bardzo nas okłamywał, przedstawiał nam zupełnie inny obraz siebie. Gdy sie polubiłyśmy groził nam że będzie musiał z jednej z nas zrezygnować jeśli będziemy tak dalej się bardzo lubić. Kolejnym chyba największym problemem było to że on wpędzał mnie w wieczne kompleksy. Porównywał mnie z innymi kobietami (także z show biznesu lub tzw. ,,insta girl"), krytykował nawet to na co nie mam wpływu (np. rozmiar biustu). Ten temat co chwile się powtarzał mimo że mówiłam mu że bardzo mnie tak rani. Zawsze odkręcał tak kota ogonem że wychodziło że to ja jestem ta zła, bo on tylko chce mieć kobiete która mu sie w pełni podoba i chce bym była atrakcyjna. A ja jestem leniwa i mam to w dupie, nie chce mu sie podobać itd. Dałam się bardzo manipulować, przechodziłam na restrykcyjne diety, prawie popadłam w anoreksje itd. Często mówił że np. ,,gdyby miał być ze mną dla wyglądu to by dla mnie nie był". Powtarzał że podoba mu się mój charakter i twarz, no ale ciało to już nie. Potrafił mną szantażować emocjonalnie i często mowił coś w stylu ,,jesteśmy tak samo beznadziejni" ,,jesteśmy siebie warci" ,,gdybym był bogatszy miałbym ładniejszą dziewczyne" itd. Innym aspektem była jego zazdrość, w zasadzie o wszystko. Zazdrościł mi że mam pasje do mojego zawodu, często mówił coś w stylu że nie chce o nim więcej słuchać. Gdy miałam problemy to udawał tylko że mnie słuchał ale nie umiał mnie wesprzeć innymi słowami niż tylko ,,będzie dobrze". Uważał sięza osobę opiekuńczą, ale tak na prawdę był toksycznie kontrolujący. Gdy np. wracałam od niego ale przez 20 minut nie odpisywałam na smsy, już na mnie krzyczał że go olewam, wywoływał poczucie winy że sie martwił że już chciał jechać mnie szukać itd. Gdy spotykałam się ze znajomymi kazał mi mówić o której wróce, jeśli wracałam np. godzine później to cały dzień mi to wyrzucał i zmuszał mnie do przeprosin. Okropnie szantażował mnie emocjonalnie. Nie miał znajomych i nie mógł zrozumieć jak ja mogę mieć, chciał bym była samotna tak samo jak on. Często kupował mi prezenty i rzeczy które były mi bardzo potrzebne (np. modem od internetu), gdy się kłóciliśmy groził że mi je odbierze. Inną bardzo ważną historia o jego manipulacjach było to, jak pewnego wrześniowego wieczoru postanowiłam wybrać się na impreze do najlepszego przyjaciela. Oczywiście był bardzo zazdrosny (był zazdrosny o każdego meżczyzne spoza rodziny w moim życiu), i początkowo manipulował mną bym wgl tam nie poszła. Ale ja poszłam, obiecalam mu że wrócę o 2 w nocy maksymalnie ale ponieważ zabawa była przednia to o tej godzinei wysłałam mu smsa że wracam do domu, a tak na prawdę siedziałam tam do jakoś 4 rano (ponad). Poszłam spać do siebie, o 9 rano ktoś pukał do mnie do mieszkania ale byłam tak śpiąca i skacowana że nie myślałam wgl o tym by otworzyć. Nie miałam sił nawet otworzyć oczu. Po ok. pół godzinie wstałam ale ponieważ pukanie ucichło to spojrzałam na telefon a tam miałam mnóstwo smsów od niego, o tym jak był u rodziny itd i ostatni który mną wstrząsnął ,,kochanie miałem wypadek". Dostałam niemalże zawału, wstałam na równe nogi, miałam już do niego dzwonić ale w miedzyczasie podeszłam do tych drzwi, otwarłam je a już w kierunku windy szedł mój były chłopak (wkurzony niemiłosiernie że nie otwierałam). Byłam w szoku, po chwili wytłumaczył mi że sądził że spałam u tego przyjaciela skoro nikt nie otworzył gdy pukał od prawie godziny, że go zdradziłam itd a tym smsem chciał wywołać moje poczucie winy. Czułam się okropnie, chciałam z nim wtedy zerwać ale byłam zbyt zszokowana by to zrobić. Oczywiście obrócił to tak, że wyszło że to ja jestem zła a nie on. W zasadzie takich historii było kilka, ale te były chyba najbardziej wyraźne. Co ciekawe zawsze gdy opowiadał np. jak inni z jego rodziny mnei postrzegają to pokazywał to tak jakby ci ludzie mnie nie lubili. Nie wiem czy to była prawda czy nie, ale wiem na pewno że w trakcie tego 2 letniego związku ponad, byłam okropnie zmeczona emocjonalnie, żyłam w przewlekłym stresie (odczułam to dopiero po zerwaniu gdy to minęło) bo stresowałam się tym że on powie coś chamskiego i bardzo krytycznego (np. o moim wyglądzie) a ja będe musiała jak zwykle mu wybaczyć, albo że ja powiem coś na co on zareaguje skrajnie źle. Bardzo często były sytuacje że reagował nieadekwatnie do mioch słów, myślał chyba że chce go zranić. W zasadzie krytykował mnie o większość rzeczy jakie powiedziałam, głupia sytuacja np. chciał zmienić materac w swoim łóżku i pytał mnie o moje potrzeby w związku z tym, jaki powinien być czy miękki czy twardy. Ja mówie że wole twarde bo do takich jestem przyzwyczajona ale w sumie to mi wszystko jedno, a on na to że on woli miękkie i wgl jak ja mogę woleć twardę, hurr durr musi zmienić dziewczynę skoro wole inne niż on itd itp. Ogólnie potrafił mi robić problemy nawet o wyrażenie własnego zdania, gdy jednocześnie mi to nie robiło dużej różnicy. W sumie nie wiem, przyjaciółka sugeruje że to psychopata, aja nie wiem, wierzyć mi sięnie chce ale fakt faktem nie spotkałam nigdy dotychczas osoby o tak toksycznym charakterze jak on. Żyłam w wiecznym poczuciu winy, strachu że zrobie/powiem coś nie tak, oraz w licznych kompleksach. Gdy zerwaliśmy pół roku temu ponad, to po zerwaniu jeszcze z 3 miesiące do mnie wypisywał jak to jest mu źle, że przeze mnie sie upija itd. Gdy zrywałam z nim to płakał (więc ma emocje) ale groził że skoczy pod pociąg jeśli go zostawie (dlatego zrywaliśmy 6 godzin bo wolałam by się uspokoił). Potem zrobił mi aferę że oszukałąm go finansowo, chciał mi zabrać wszystkie rzeczy co od niego dostałam, kazał zwrócić całość pieniędzy za zarezerowowane wakacje (zwróciłam tylko połowę, a mianowicie 250 zł ponieważ uznałam że sprawiedliwie będzie podzielić się 50/50). Dał mi spokój dopiero gdy się dowiedział że mam nowego chłopaka (mój najlepszy przyjaciel z którym jestem niesamowicie szczęśliwa :)). Jeśli ktoś to przeczytał do końca to gratuluje, ale miałam potrzebe wypisania tu tego wszystkiego, po prostu ja sama nie wiem co mam o tej sytuacji sądzić bo gdy w tym byłam to wydawalo mi się to normalne. On mi wmawiał że to ze mną jest problem, na tyle że sama już nie wiem co było faktycznym problemem. Co ciekawe zerwałam dopiero gdy zdałam sobie sprawę że moje podejście do niego (nie lubiłam go po prostu i nie umiałam o nim myśleć w pozytywach) jest złe. Nawet zrywając sądziłam że problem jest we mnie a nie w nim, bo on mi to wszystko tak wmówił. Czytałam o osobowościach psychopatycznych, niby wszystko się zgadza ale prócz drobnego szczegółu- on był seksoholikiem (ponoć psychopaci mają wręcz przeciwnie), wszystko co mówił prawie było o seksie, co chwile chciał to robić, na rozmaite sposoby, męczył mnie z tym ciągle i obrzydzał ten temat. Czy to jest osobowość psychopatyczna?
  20. Wszystko jest nie tak… Kiedyś byłam inna. Obecnie mam 22 lata. Zawsze byłam osobą ambitną, pracowitą, energiczną i otwartą do ludzi. Im więcej robiłam tym więcej miałam na to energii. W czerwcu zeszłego roku zerwałam z chłopakiem. Była to świadoma decyzja, przy X czułam, że za mało się rozwijam i zbyt wiele tracę. Mimo że, tego chciałam rozstanie bolało i żeby uciszyć ten ból narzuciłam sobie jeszcze więcej obowiązków, to sprawiało że nie myślałam o X i byłam szczęśliwa. W międzyczasie poznałam Y i to On sprawił, że zupełnie zapomniałam o X. Miał podobny temperament, wszędzie było go pełno, podobało mu się, że tak dużo robię i zachęcał mnie, wspierał w moich przedsięwzięciach. Widywaliśmy się codziennie, spędzaliśmy ze sobą całe dnie, mimo że z boku wyglądało wszystko jednoznacznie (jego zachowanie wobec mnie szczególnie) zawsze mieliśmy relację czysto koleżeńską. Nie chodzi o to, że ja nie chciałam, po pewnym czasie zauważyłam, że zaczynam się powoli od niego uzależniać i chyba nawet coś do niego czuć, ale to było tak jakby on coś Ci dawał, a jak chciałam to wziąć to nagle odwracał się i odchodził. Wzięłam więc drugi kierunek na studiach (oba dziennie), jednocześnie pracowałam, aktywnie udzielałam się w kole naukowym. Nie myślałam wtedy za bardzo o Y i to było przyjemne. Jednak na przełomie grudnia pokłóciłam się z nim. Nagle zabrakło go kompletnie w moim życiu, a ja przytłoczona obowiązkami zaczęłam się wypalać. Zaczęłam zawalać studia. Jedne, drugie… Po nowym roku kiedy już byłam w naprawdę słabym stanie psychicznym to ja odezwałam się do niego. Znowu nawiązaliśmy kontakt. Wszystko było tak jak dawniej, byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Mogłam mówić mu wszystko i on mi. I nagle na wiosnę dowiedziałam się od niego, że ma dziewczynę… od 7 lat. To był dla mnie okropny cios. Żeby jednak tego nie okazać udawałam, że wszystko jest w porządku. Przyjaźniliśmy się, a ja skrycie chyba liczyłam na to, że jednak to nie jest na poważnie, skoro będąc z nią spotykał się ze mną (i nie tylko). Byłam zła i zrozpaczona, ale wiedziałam, że nie poradzę sobie bez niego i muszę go mieć nawet jeżeli tylko jako kumpla. Cały czas widywaliśmy się praktycznie codziennie, spędzaliśmy ze sobą całe dnie, a ja byłam w stanie poświęcić dla niego wszystko. Zawaliłam studia, zmieniłam pracę, która wydawało mi się, że sprawia że jestem nieszczęśliwa i od tej pory co chwila szukam jakiejś nowej, bo nie mogę sobie znaleźć miejsca. Straciłam przez to płynność finansową, narobiłam sobie długów. Nie mówiłam nikomu o tym, udawałam że wszystko jest ok. Popadłam w okropny nawyk prokrastynacji oraz pseudologii. Chciałam, aby inni widzieli mnie taką jaką byłam kiedyś, bo sama chciałam taką siebie widzieć. Z Y bardzo się zbliżyliśmy do siebie (teraz już obustronnie czysto przyjacielsko), ja traktuję go już jak brata i mimo że sama mam kłopoty (o których on nie wie) to jeszcze pomagam mu, wpakowując się tym w jeszcze większe kłopoty. Zamieszkaliśmy razem z Y. Początkowo było super, ale z czasem, zdałam sobie sprawę, że nie mogę tak dłużej żyć. Są oczywiście super chwile, kiedy spędzamy razem czas, ze znajomymi, ale kiedy nagle zostaję sama zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę jestem w tym wszystkim samotna. Mimo że nadal bardzo mi zależy na Y – zamiast mnie motywować sprawia, że się wypalam, nic mi się nie chce i jestem smutna. Wysysamy z siebie wzajemnie energię. Chciałam się wyprowadzić, ale też ciężko mi to powiedzieć mu, ale i sobie (chyba gdzieś w głębi serca nie chcę go stracić). Nikt nie wie o mnie prawdy i nie wiem czy umiałabym komuś teraz ją powiedzieć, co więcej – czy chciałabym powiedzieć. Czuję się strasznie samotna. Mam tyle na głowie, ale ciągle odkładam to wszystko, nie wiem na co licząc – ale też nie wiedząc co mogę z tym zrobić. Z jednej strony myślałam uciec – wyjechać i zacząć wszystko od nowa, to naprawdę by mi pomogło, ale z drugiej – czy ucieczka jest dobrym wyjściem? To właśnie od uciekania (od decyzji, działań) jestem w takiej sytuacji w jakiej jestem. Nie wiem już czego chcę, którą drogą mam iść, nic mnie nie cieszy i nie widzę perspektyw. Aha, Y w tym roku chce się oświadczyć dziewczynie. Wiem, że to może wyglądać że za wszystko winię Y. Ale tak nie jest, winię siebie, że wcześniej nie zdecydowałam się przerwać tego wszystkiego, a teraz nie bardzo wiem jak ponownie odnaleźć siebie…
  21. jestemkarolina5

    Rodzina, która mnie niszczy

    Dzień dobry... Może zacznę od tego, że nigdy nie pisałam swoich problemów na forach, ani nie szukałam pomocy w Internecie- aż do teraz... Moja sytuacja życiowa jest już na tyle "trudna", że po prostu nie mam kogo prosić o poradę i chciałabym, żeby ktoś w ogóle spojrzał na moją sytuację, z innej perspektywy. Może coś zobaczy? Jestem w młodym wieku, mam 23 lata, a moje dzieciństwo było naprawdę wyboiste i srogie... Od 15 lat nie widziałam się z swoim ojcem, moich prawdziwych bliskich mogę policzyć na palcach u ręki, bo tak naprawdę mam tylko jednego prawdziwego dziadka i parę bliskich z rodziny... Jednak od pewnego czasu, bardzo nie układa mi się z nimi, Nasze relacje są okropne, wręcz toksyczne. Jestem bardzo wrażliwą dziewczyną, wszystko biorę natychmiast do siebie i potrafię długo pamiętać krzywdy i boleści z przeszłości. Moja mama nieraz wypomina mi niektóre rzeczy w żartach typu "bo ty miałaś trudne dzieciństwo, co?" i żartuje z takich rzeczy, które są dla mnie bolesne. Podobnie jak siostra, która śmieje się z tego, że nie mam tatusia i miało mnie w sumie w ogóle nie być... Eh, fajne żarty prawda? Tymczasem naprawdę miałam trudne dzieciństwo, bo odkąd miałam 8 lat, miałam koszmarne relacje z rówieśnikami. Nie miałam prawdziwych koleżanek, niektórzy wręcz się śmiali na podwórku, że nie mam taty. Musiałam chodzić do psychologa i czułam się wiecznie jak wyrzutek... To się ciągnęło do liceum, gdzie poznawałam wredne osoby, kłamliwych partnerów itp... Moja mama w sumie nie miała dla mnie czasu... Zdaje sobie sprawę, że zarabiała itp... Ale tak naprawdę, nie miałam przez to od nikogo pomocy, rozmowy, wsparcia. Płakałam sama do poduszki i do siebie... Byłam samotna... Mam jedną siostrę, z którą nie mam kompletnie dobrych relacji, jesteśmy dla siebie jak obce. Siostra kilka lat mieszkała w Anglii, gdzie wtedy jeszcze ze sobą pisałyśmy, a po powrocie kompletna przepaść. Zdarzało nam się pobić kiedyś ze złości i powiedzieć dużo kiepskich słów, ale dawałyśmy radę jakoś. Tymczasem teraz widujemy się tylko wtedy, kiedy jesteśmy u mamy, święta itp.. Mimo, że mieszkamy w jednym mieście, to nie mamy ze sobą kontaktu, nawet przez smsy, chyba, że jest "coś pilnego", co ja mam jej załatwić lub mojej mamie. Od kilku miesięcy, nawet i lat już moje relacje z mamą i siostrą są na tyle wstrętne, że nie mam ochoty z nimi rozmawiać ani przebywać. Po prostu z dnia na dzień, czuję, że nie jest to dla mnie dobre i mnie tylko niszczy od środka. Jestem teraz w trudnej sytuacji, bo po kilku latach namysłów, chcę iść w końcu na studia (zaoczne), żeby mieć lepszą przyszłość i zawód. Mam problemy z znalezieniem pracy, odkąd odeszłam ze swojej poprzedniej. Moje poprzednie prace z resztą były pełne toksycznych relacji, stresów i oszustw ze strony pracodawców. Stąd moje odejścia i parabola w karierze... Zwyczajnie nie siedzę tam, gdzie jest wyzysk i oszukanie... Od ostatniej pracy bujam się z rozmowy, na rozmowę, cały czas się staram i nie tracę wiary, pomimo, że jest mi mega ciężko iść setny raz i mówić wszystko o sobie i swoich pracach... Ale nie poprzestaje, bo chcę być niezależna i mieć pieniądze na życie, które póki co, zarabia tylko mój partner. Oczywiście cały czas pomagam mu, pomagam w domu, robię wszystko to, co wiem, że muszę, bo wiadome- nie mam pracy, więc muszę organizować obowiązki itp. Ja to wszystko rozumiem, wiem i naprawdę przegryzam język i to robię. Problem pojawia się na horyzoncie, gdy w moje życie, wtrąca się rodzina... Moja mama dobitnie pokazuje mi, a nawet już zaczyna mówić wprost, że moja siostra jest ode mnie we wszystkim 'bardziej'. Ma bardziej lepszy charakter, bo jest odważna i do przodu, cierpliwa i w każdej pracy ją kochają. Ma o wiele lepszego partnera (teraz męża), bo jest bardziej wygadany, zabawny, do ludzi i nie cichy... Ma o wiele więcej koleżanek i fajnie jej się układa ze wszystkim. Sęk w tym, że moja mama nie widzi, że tak naprawdę siostra, nie miałaby tak dobrze, gdyby nie jej kop w du.. Dzięki mojej mamie siostra zawzięła się i ukończyła studia, miała pomoc materialną kiedy wynajmowała mieszkanie, o związkach nie wspomnę, bo mama po prostu przeżywała za nią jej rozstania i gdyby nie ona, siostra nie chciałaby nikogo już innego. Dzisiaj cały czas świat kręci się wokół niej, jej sukcesów, ślubu tegorocznego i domu, który jak i wszystko inne, bardzo mocno pogonili, naciskali i tez nie mieli pieniedzy wszystkich od siebie, tylko za pomocą rodziców jej męża. Dlatego jestem bardzo zdenerwowana, kiedy słyszę o jej sukcesach i tym, ze jest zaradna, bo wiem, że tak naprawdę większość z tego wszystkiego, pomogli jej rodzice, czy to jedni czy drudzy. Moja mama jednak, cały czas podkreśla, że to wszystko sami sobie zapracowali i są tak zaradni, że drugich takich nie ma... Ale czy tak serio wszystko sami osiagneli? Gdyby nie ich pomoc, pewnie nie... Boli mnie to, że moja rodzina, przy każdej lepszej okazji, czy to święta, czy w smsach jak gadamy, czy zakupach, ciągle zniża mnie do parteru i robi najgorszą osobę na świecie. Ja cieszę się z każdego dnia i herbaty, a wystarczy jeden sms i nie mam kompletnie energii i motywacji do życia. Cieszę się z swoich małych sukcesów, bo wiem, że jestem młoda i mam całe życie przed sobą, a tymczasem moja rodzina uważa, że moje sukcesy typu zawód, prawo jazdy, jakieś tam inne mniejsze i większe nie są aż tak dobre, jak mojej siostry. Co z tego, że nie mam jeszcze domu swojego z basenem i auta? To aż tak jest ważne? Ja naprawdę mam czas na to wszystko, może później, może wcześniej, ale chcę iść po swojemu. Moja rodzina mi na to nie pozwala i ciągle mówi, jak mam robić, żeby "było dobrze". Tylko dla kogo? Mam iść na ten kierunek, bo jest dla mnie dobry. Mam iść na takie studia, bo są dobre. Mam z nim nie być, bo jest taki, a jego rodzina taka. Mam być chudsza, bo jak już jestem trochę bardziej grubsza, to jestem już ohydna. To jest naprawdę bardzo stresujące i wkurzające, kiedy nie mogę robić tego co chcę, a szczególnie, kiedy nikt nie widzi jak się z tego cieszę i jaką mi to radość sprawia.Okej raz poddałam się na kierunku, ale dlatego, bo zwyczajnie go nie czułam i nie chciałam jeszcze wtedy się uczyć. Chciałam pracować i myśleć wtedy, co dalej. Moja rodzina ciągle mówi mi też, że jestem taka spokojna i przepraszam, że żyję. Tymczasem wiem, że dużo ludzi jest takich jak ja, wrażliwych i spokojnych. Moja rodzina uważa to za wadę, bo moja siostra jest taka, to ja już jak jestem inna to jestem przez to gorsza... Mój partner jest taki sam jak ja. Cichy, nie lubi imprez, woli jednego przyjaciela od stu innych i nie mówi głupot na obiedzie. No co zrobić? Właśnie takiego chciałam partnera. Moja rodzina chyba wolałaby żebym była z gadatliwym facetem, który kocha imprezki, bycie w centrum uwagi i gada pierdoły na świętach. Tyle, że ja nie czułabym się dobrze z takim. Stąd bardzo mnie wkurza kiedy moja rodzina, siostra, mama mówi, że partner do mnie nie pasuje i czasami mam wrażenie, że specjalnie robią wszystko żeby nas skłócić. To przez jego spojrzenie, jakiś gest który zrobi niechcacy, bo nie po czyjejś myśli, to coś powie, to coś i coś. Czekają na każdy jego ruch, żeby mi dowalić i nas skłócić. Bo prawda jest taka, ze z kazdym ich takim gadaniem, mi sie to udziela i przelewam stres na parntera. Wtedy mysle, ze mnie klamie, jest taki i taki i rodzina ma racje. Później mijaja dni, a ja patrze i mysle, ze przecież kazdy ma wady i czasami ja chyba jestem gorsza jak on i co oni od niego chca? Czasami to fakt, za duzo zwierzalam sie z problemów naszych mojej mamie, ale komu miałam, jak nie jej? Nie mam koleżanek żeby tak komuś się zwierzać... Tymczasem mama, wykorzystuje to przy pierwszej lepszej okazji i wypomina wszystko po kolei. Co gorsza, później nie lubi mojego partnera i wymyśla sobie przeróżne historie... Mój partner jest tak samo zmęczony całą tą sytuacją, bo sam widzi jak moja mama go traktuje, a jak męża mojej siostry... Podsuwa mu zupy, mówi czule i żartuje z nim, a mój parnter jak jakiś nieudacznik, lewsus traktowany, jakby w ogóle nie siedział obok. Przykro mi, gdy to widzę i słyszę. Nieraz się o to kłócę i od razu reaguję, ale nikt nie widzi problemu i za każdym razem moja rodzina mówi, że wymyślam i wcale nie jest tak, że mama bardziej faworyzuje męża siostry, podobnie jak siostrę... Oczywiście mój partner nigdy nie podpadł, aż tak zeby sobie na to zasłużyć. Jak każdy ma wady i coś tam nie raz zrobi, ale to wszystko przez stres i to, ze sam nie miał ciepła i wychowania ze strony rodziców. Był sam sobie i tak wyniósł to z domu... Stąd te jego podwinięcia typu- nie umyje kubka czy coś... Ale tak? Zarabia, jest uczciwy... Nie zdradza, nie pali, kurcze co oni chcą? Wszystko to, co nieraz moja rodzina uznała za jego wadę, było przez to, że jego też nikt nie wspiera i mówi już rzeczy w stresie... I ja to rozumiem... Sama nieraz tak miałam i specjalnie prowokowałam kłótnie, bo musiałam na coś swój stres i lęki przelać... Mąż mojej siostry, gdy mi się nie układa z pracami, wyśmiewa mnie i kiedyś zdarzyło się, że zaatakował mnie słownie w smsie na to siostra nic nie zareagowała, oprócz o dziwo mojej mamy, która sama stwierdziła, że mąż przesadził, bo nie ma prawa tak mówić do mnie... Jest z nami już kilka lat, a ja go w ogóle nie znam... Odkąd jest z moją siostrą, nie mam z nią kompletnie kontaktu. Wcześniej chociaż sms-a mogłam napisać, teraz wszystko mam wrażenie, że on czyta i wie. Jak chce z nią iść sama do kina, to on musi też. Jak coś chce powiedzieć, to on zaraz wie. Nie chodzę przez to do niej, bo nie mam z nią w ogóle swoich tematów przez to i w ogóle czuję się jak w ukrytej kamerze. On ciągle chce być w centrum uwagi... Nawet ślub z kameralnego, zrobił się jakiś na pokaz i wystawny... I po co to? Nikogo nie rusza jego nowa koszulka czy buty... Liczy się jaki jest. Ale eh, właśnie jaki? Moja mama z siostrą z resztą mają coś też takiego, że nie mogę im mówić tajemnic, bo zaraz i jedna i druga mówi, szczególnie mama, ze nie będę jej zabraniała rozmawiać z siostrą i mieć tajemnice. Boli mnie to, ponieważ są nieraz takie rzeczy, które chciałabym żeby wiedziała tylko mama, a moja mama nie potrafi ich utrzymać dla siebie i mi pomóc... Nie dostaje od nich wogóle wsparcia, dobrego słowa i porady, ale takiej życiowej, mądrej... Słysze tylko wyzwiska, teksty o tym, jaka jestem beznadziejna i najgorsza na świecie... Szkoda, bo nieraz naprawdę chciałabym pogadać z nimi jak dorosłymi, ale skoro ciagle mają mnie za dziecko, to jak? I pisze to wszystko dlatego, bo wiem i widze, jakie to wszystko jest toksyczne dla mnie i nie wiem tylko, co mam zrobic z tymi relacjami? Wiem, ze nieraz powinnam sie odciac od nich, juz tak zrobilam z niektorymi ludzmi w zyciu i wyszlo mi to na dobre, ale z wlasna matka? Zrobilabym to, ale wiem, ze ona i tak dalej bedzie mi zatruwac zycie tekstami, pretensjami i tym, jaka to ja jestem... Teraz jeszcze tym bardziej, bo przez chwilke musielismy z partnerem u niej zamieszkac na kilka miesiecy... Niedlugo sie wyprowadzimy, ale poki co, nie wiem jak znosic ja i jej humorki i to, za jaka mnie ma osobe. Oprocz tego bedzie tu przebywac moja siostra, ktora tez niezle daje mi w kosc... Co zrobic?
  22. Piszę tu bo nie stać mnie na psychoterapie, a wszędzie, w każdym serialu czy filmie mówią o tym, że trzeba się komuś lub czemuś wygadać. Jestem mężczyzną, mam 25 lat, chyba nie cierpię na żadne choroby, przynajmniej nic o nich nie wiem. Od dziecka miałem problemy z kompleksami i kłamstwami. Nie jestem dobry w kłamaniu, ale ciągle to robię, ostatnio staram się z tym walczyć, ale nie idzie mi za dobrze. Kłamałem na przeróżne tematy, jakbym czuł się winny, że czegoś nie wiem, ze nie mogę komuś pomóc, tak samo łatwo zobowiązywałem się komuś pomóc składając obietnice jakich nie potrafiłem pokryć, załatwienia czegoś, zrobienia projektu któego nie byłem w stanie wykonać za grosze bo czułem się winny chcąc pieniądze za pomoc komuś. Kłamałem na temat swoich umiejętności, na temat tego jak skończyła się jakaś gra tylko dlatego, że przyjaciel (mieliśmy wtedy koło 11 lat) chciał poznać zakończenie a nie było go w internecie, więc wymyśliłem własne...). Przez rok okłamywałem rodziców że zdałem prawo jazdy mimo tego, ze nie zdałem bo bardzo bałem się ich zawieźć, szczególnie ojca i kiedy w końcu zdałem, nie byłem szczęśliwy bo nie mogłem nikomu o tym powiedzieć, że mi się udało. Jestem raczej brzydki i gruby, mam słaby wzrok i noszę okulary, mam wadę wymowy i jestem za bardzo owłosiony na rękach i nogach przez co czasem w przypływie szału depiluje te części ciała, ale wtedy wyskakuje mi jakaś wysypka i wyglada przez kolejne tygodnie jeszcze gorzej. Mimo tych wszystkich wad byłem jak niedawno podsumowałem w 10 związkach, teraz jestem w tym 10 i trwa już ponad półtorej roku, ale jako, ze wszystkie poprzednie zniszczyłem swoimi kłamstwami to i ten pewnie w końcu zniszcze. Popadam w długi, w kłopoty finansowe, zawsze chciałem by stać mnie było na wszystko, kilka razy jako nastolatek okradłem brata i rodziców, kilka razy wpadłem... kilka razy mi wybaczyli, ale mimo, ze to było prawie 10 lat temu to i tak śni mi sie to po nocach i nawet nie potrafię słuchac jak ktoś inny tak robi bo od razu czuję wstyd i ból, taki psychiczny. Byłem w swoim życiu na kilku studiach, każde rzuciłem bo nie czułem się tam sobą, studiowałem prawo, ekonomie, filozofie, informatyke, wszystkie w końcu mi sie znudziły, nie potrafiłem czuć się na nich swobodnie. Prowadziłem kilka grupek i byłem szefem samorządu, ale nie jestem osobą która dobrze czuję się w tłumie, bardzo łatwo panikuje, stresuje się i popadam w paranoje. To kilka chyba najgorszych rzeczy których nie mogę sobie wybaczyć: Dziewczyna z którą się spotykałem, a później zdradziła mnie więc się rozstaliśmy po kilku latach koleżeństwa powiedziała mi, że kiedyś podczas kiedy byliśmy razem upiliśmy się i ją zgwałciłem... nie mogę tego sobie wyobrazić, ale opowiadała to tak szczegółowo, że to pewnie prawda, chciałem iść na policje z nią bym poniósł kare, ale ona nie chciała. Chciała tylko bym wiedział, minęły już ponad 2 lata od tego jak mi powiedziała i jakieś 4 lata od tej sytuacji, ale do tego pory o tym myśle jak mogłem to zrobić i że zasługuje na śmierć. Sytuacja opisana wyżej z prawem jazdy, nie wiem jak mogłem tak wszystkich oszukiwać, nienawidze siebie za to. Kiedyś gdy w liceum potrzebowałem kasy okłamałem kilka osób że potrzebuej pieniędzy bo dziewczyna z którą byłem była wciąży i Ci dobrzy ludzie dali mi te pieniędze, spłaciłem nimi inne długi, a następnie odałem im te pieniądze, ale dalej to obrzydliwe co zrobiłem i nienawidzę siebie do tej pory, wciąż potrafi mi sie to przyśnić. Kiedys na imprezie gdy byłem singlem dobrze bawiłem się z swoimi znajomymi z grupy dyskusyjnej jaką prowadziłem, omawialiśmy seriale, jeździliśmy na konwenty,a tego wieczora piliśmy. Koledze podobała się moja koleżanka, powiedzmy, że miała na imię Ania. Anna była naprawdę spoko, wielu facetów się w niej podkochiwało, ale mi się nie podobała, jakoś nie pociągała mnie fizycznie, moim zdaniem była trochę za gruba, ale to nieważne. Anna w pewnym momencie gdy mój kolega zasnął zaczęła mnie całować, a ja ją, zaczeliśmy się rozbierać, dotykać, a nagle zapytała mnie czy jeżeli chcę to z nią zrobić to czy chciałbym z nią być na serio. Powiedziałem, że nie wiem, a ona, że musi to wiedzieć za nim to zrobimy. Powiedziałem jej że tak bo chyba wtedy bardzo chciałem to zrobić, ale rano, już nie chciałem, szybko po kilku spotkaniach rozstaliśmy się tak naprawdę nigdy nie bedąc ze sobą, jednak to co się stało sprawiło, że mój kolega znienawidził mnie, ona z jakiegoś powodu nie i dalej po kilku latach wciąż do mnie pisze czasem choćby z życzeniami. Wiele razy o tym myślałem, skąd u mnie tyle zła, dlaczego w takich momentach nie postepuje dobrze, tak jak powinienem. Czasem myśle, ze jestem socjopata i ze nie powinienem zyc, ze powinienem byc zamkniety w jakims osrodku by nie krzywdzic innych. Chyba najgorsze we mnie jest to, ze brzydze sie takimi jak ja, patologia, zlodziejami itp. Nienawidze ich i gardze nimi, a tak naprawde jestem jak oni. Poltorej roku temu poznajac moja obecna partnerke postanowilem z tym wszystkim zerwac, zerwalem z wiekszoscia znajomych, z imprezami, z kupowaniem wszystkiego jak leci za pieniadze ktorych nie ma, ale do tej pory mecza mnie koszmary, do tej pory potrafie sklamac, do tej pory budze sie w nocy z dreszczem myslac o tym jak wiele zla zrobilem w swoim krotkim życiu. Dla lepszej kontroli unikam każdego mocniejszego alkoholu i staram sie myslec za nim cokolwiek powiem, bo klamstwo przychodzi mi jakby podswiadomie na prawie kazda odpowiedz. Teraz, kilka miesiecy temu wyszlo, ze moja matka zdradzala ojca, popadla w dlugi na ponad 100 000 zł, zniszczyla rodzine. A ja jestem taki sam, może to dziedziczne, jakas choroba czy toksyna. Boje sie, ze predzej czy pozniej zrobie cos jeszcze gorszego niz wczesniej, boje sie, ze zawiode wszystkich wokol, z tego powodu mimo, ze kocham swoja obecna partnerke caly czas mysle o tym by ja zostawic, bym zostal z tym sam, z tym calym gownem, moze bym wyjechal jak najdalej by nikogo nie krzywdzic. Myslalem tez i mysle wciaz o samobojstwie, mam juz kilak wybranych miejsc, ale zawsze boje sie zrobic ten ostatni krok, boje sie, ze nie wyjdzie, ze sie nie uda i co wtedy? Poraz kolejny wszystkich zranie i będę z tym żył, mimo, że gdyby karma była prawdziwa już dawno powinienem być martwy.
  23. Witam. Nazywam się Agata i mam 29 lat. Jestem w 5 miesiącu ciąży i obawiam się co dalej. Od 3 miesięcy nie potrafię się dogadać z mężem. Jesteśmy razem 4 lata, ale minął dopiero 1 rok od ślubu. Ciąża była w 100% planowana. Niestety minione wakacje były dla mnie trudne. Mój mąż częściej zaczął jeździć do swoim znajomych, którzy są w moim mniemaniu patologiczni (uzależnieni, po rozwodach itp) i z którymi w żadnych stopniu się nie dogaduję. Jeździł do nich również w poprzednich latach, ale rzadziej i byłam w stanie to "przecierpieć". Moje sugestie, że to nie jest dobre towarzystwo i że jego wyjazdy źle wpływają na nasz związek, były przez niego wyśmiewane i stwierdził, że nie mogę zabronić mu się z nimi spotykać. Za każdym razem kiedy znów wyjeżdżał, ja miałam pretensje, więc wyjeżdża coraz częściej. Z problemu zwierzyłam się siostrze i teraz mój mąż nie chce już nawet jeździć ze mną do mojej rodziny. Odmawia również wspólnego wyjścia do wspólnych znajomych. Jest bardzo uparty i kiedy próbuję uświadomić mu, że takie zachowanie w końcu doprowadzi nas do rozwodu zanim dziecko się urodzi, tylko pogarszam sytuację. Twierdzi że to wszystko moja wina, że mam nieuzasadnione obiekcje wobec jego znajomych, że to przeze mnie nie chce teraz spędzać ze mną czasu i jeździć razem do rodziny, i że sama się proszę o rozstanie. Błagam, powiedzcie mi, czy to na prawdę moja wina? Czy przesadzam? Mam odpuścić i ograniczyć "nasz czas" do wspólnego jedzenia kolacji i spania w jednym łóżku? Nie tak sobie wyobrażałam małżeństwo.
  24. Witam, chciałbym Was prosić o poradę, względem moich problemów z kobietami. Zacznę od tego, że mam 21 lat, studiuję, jestem bardzo energicznym, otwartym chłopakiem, często zainteresowanym wieloma dziedzinami nauki i życia. Nie zawsze jednak tak było. Odkąd pamiętam, miałem bardzo niską samoocenę. W okresie gimnazjum osiągnęło to kulminację. Byłem typowym, "chłopcem od bicia". Nigdy nie grzeszyłem urodą- byłem po prostu brzydki, co z automatu przenosiło się na problemy z otoczeniem, niekomunikatywność i nieśmiałość. Stałem się pośmiewiskiem, zamykałem w pokoju z ksiażkami i myślami samobójczymi. Kiedy to moje prywatne piekiełko, skończyło się, niesamowicie się zaparłem, aby chociaż trochę otworzyć się do ludzi w nowym środowisku (poszedłem do liceum) i ku memu zdziwieniu... Udało się. Zacząłem się powoli, bardzo powoli uspołeczniać się, choć nie było to proste. Pierwszy raz rozmawiałem z dziewczynami, co było dla mnie szokiem. Zwykle, omijały mnie szerokim łukiem. Mimo niezbyt przyjemnej dla oka aparycji, umiałem rozmawiać, mówić o swoich zainteresowaniach i żartować z innymi. A to naprawdę, było coś! Wtedy dostrzegłem też pewien mankament. Jeżeli już rozmawiałem więcej z kobietami, to był to kobiety nad wyraz specyficzne, "artystyczne dusze" lub osoby z problemami emocjonalnymi. Ja też nie rozróżniałem pojęć, typu "rozmowa z przyjaciółką", "friendzone", szybko się w nich zakochiwałem, długo nie mówiłem o uczuciach i potem byłem zbywany lub klasyfikowany, jako "przyjaciel". Kiedy potem widziałem moje bliskie kobiety, zalecające się do innych mężczyzn, moja frustracja zaczynała mocno narastać, a samoocena diametralnie spadać. Jednak nie miało to skutków w ponownej alienacji. Wręcz odwrotnie. Wpadłem w obłęd pracy nad sobą. Bardzo chciałem aby ktoś mnie pokochał, łaknąłem zaimponowania, komuś. Zacząłem czytać, kilka razy więcej, interesować się wieloma rzeczami. Zacząłem grać na instrumentach i tworzyć własne teorie naukowe. Nie zaniedbywałem też swojego wyglądu. Zacząłem się zdrowo odżywiać, chodzić na siłownię, ćwiczyć sztuki walki, intensywnie dbać o styl i ubiór, zapach, perfumy. W tajemnicy przed wszystkimi, udawałem się do sytylisty, a noce spędzałem na studiowaniu poradników psychologicznych, traktujących o relacjach damsko- męskich, flircie, autoprezencji. Nie zaniedbywałem, ani jednego apsektu swojej osobowości, łącznie z dykcją, czy nauką odpowiedniej tonacji głosu. Jak zapewne, domyślacie się, zaczęło to przynosić efekty. Stan ten trwał, intensywnie, 3 lata. Z brzydkiego, trochę dziwnego, ale wesołego chłopczyka, zacząłem z miesiąca na miesiąc, stawać się wysportowanym, stylowo ubranym mężczyzną, pewnym siebie w rozmowie, potrafiącym wypowiedzieć się na każdym temat, ale z ukrytą gdzieś przed światem nienawiścią do siebie, obłędem dotyczącym pracy nad sobą i skrajnie niską samooceną. Przez te wszystkie lata, spotkałem wiele kobiet, z którymi tworzyłem bardzo bliskie relacje. Ku memu zdziwieniu okazało się, że przyciągam osoby inteligentne, ale często z problemami, unikające bliskości, zwykle toksyczne, którym imponowałem i mnie uwielbiały, ale nic ponadto. Często zakochiwałem się w nich, a te intensywne relacje z powodu ich braku zaangażowania, kończyły się. Jednak, widziałem potem te osoby, wzdychające do kogoś innego, co tylko pogłębiało moje problemy. Te bliskości, jednak nie były nasiaknięte żadną moją desperacją. Potrafiłem nie odzywać się, kiedy było trzeba, trzymać dystans kiedy było trzeba, nie powielać błędów ludzi, we "friendzonach". Nie udawało się, a ja widziałem problemy tylko w sobie. Starałem się randkować, nie lgnąć do kobiet toksycznych albo po prostu mieć, "koleżanki". Ku memu zdziwieniu żadna nie wyrażała specjalnego zainteresowania. Wówczas, wpadłem w następną relację, z gatunku tych toksycznych. Zakończyła się ona, moją próbą samobójczą i pogorszeniem stanu mojej psychiki. Chodziłem długi czas do psychologa, brałem psychotropy, chociaż nie była to zbytnia pomoc. Wlłaściwie, prawie nic to nie dało. Starałem się wyjść, do "normalnych". Ale oni wręcz mnie mijają, jak powietrze. Mimo mojej komunikatywności i naturalności, nie jestem w stanie mieć obok siebie osoby normalnej. Takich, po prostu odpycham. Wyczuwam w sobie, coraz większy regres. Pierwszy raz, od kilku lat na powrót alienizuję się od społeczeństwa i zamykam coraz bardziej w sobie. Nie mam praktycznie znajomych, ani przyjaciół, którym mógłbym się zwierzyć,. Jeżeli już próbowałem to zrobić, byłem zbywany. Jedyne, co krąży w mojej głowie, ostatnimi czasy to ostateczne zaprzeczenie swojej egzystencji i wreszcie, porządne skończenie ze sobą. ale chyba zbyt kocham, te wszystkie książki i zainteresowania, bo inaczej nie prosiłbym tutaj o porady i opinie, a po prostu to zrobił.
  25. Jesteśmy 7 lat po ślubie i 14 w związku. Mieszkamy 12 lat w Londynie. Mąż jest DDA, a ja miałam fantastyczne dzieciństwo. Jednak mój ojciec 13 lat temu zbankrutował i od tamtej pory nie pracuje. Utrzymuje go mama i przez 10 lat pomagaliśmy im z bratem. Żyliśmy z mężem przez 10 lat na tykajacej bombie. Pomagaliśmy finansowo jego i moim rodzicom i braciom. Straciliśmy w ten sposób równowartość ok dwóch mieszkań. Mamy dwóch wspaniałych synków. Nasze problemy odbiły się na ich wychowaniu i relacji z mężem. Niejednokrotnie chcieliśmy się rozwieść lub pozabijać. Większość kłótni była przy dzieciach. Chcemy ratować związek i pomóc dzieciom odzyskać balans psychiczny. Starszy ma prawdopodobnie autyzm, który ujawnił się ok 3 roku życia. Młodszy 15-miesięczny stał się agresywny. Bije, ciągnie za włosy, łatwo się denerwuje. Starszy nie ma kolegów. Trudno mu nawiązywać kontakty. Bawi się sam, choć próbuje z innymi, ale barierą jest język angielski. Mimo iż go rozumie, nie odpowiada innym tylko powtarza co mówią. Podejrzewany jest zespół Aspergera. Od roku synek chodzi do angielskiego przedszkola. Chcę mu pomóc. Chcę mu znaleźć kolegę w jego wieku do zabaw. W Angli dzieci bawią się obok a nie razem. Jest trudniej tu wychować dzieci, szczególnie w Londynie. Od czego zacząć??

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.