Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'toksyczni-ludzie'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 150 wyników

  1. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  2. Chciałbym tutaj w tym temacie trochę opisać moje życie i moją historię jakieś moje bolesne przeżycia ,coś nieprzyjemnego co akurat odbiło się na mnie i co spowodowało że do tej pory mam złe wspomnienia ,albo że mam takie podejście jakie mam do pewnych spraw lub że może nie bardzo wierzę w siebie i w swoje możliwości . Przejdę do początku na pewno każdy może mieć w szkole klasę złą do której nie pasuje albo taką która go niszczy wewnętrznie jego psychikę albo nauczycieli którzy wyżywają się na nim i robią z niego pośmiewisko albo poniewierają nim bardzo .Przejdę do początku jak byłem w szkole podstawowej miałem taką wychowawczynie w nauczaniu początkowym która wyżywała się nade mną i ciągle prowadziła jakby wojnę ze mną .Dlaczego tak twierdzę otóż były sytuacje że wypożyczyłem książkę z biblioteki a była lekcja a ja ją przeglądałem razem z kolegą to ta pani podeszła do naszej ławki wzięła te książkę ode mnie i uderzyła mnie i kolegę tą książką w głowę .Inna sytuacja była jakaś że były jakieś prace ręczne albo coś innego no i akurat coś szyliśmy igłą a ona do mnie żebym nie chodził z igłą po klasie bo kłuje dzieci inne .Ja jej wtedy odpowiedziałem to niech dzieci inne uważają a ona do mnie od razu wściekła że co powiedziałeś ? że jakby mogła to by mnie pobiła od razu .Ta nauczycielka była jakaś zaburzona była otyła podobno w szkole sama była głąbiarą i była tępa a po znajomości została nauczycielką bo jej mamusia też była nauczycielką i jej to załatwiła .Co dalej pamiętam jak co bym nie powiedział to zaraz uwagi mnie stawiała do zeszytu zawsze musiała mnie dokuczać .Albo w pierwszej klasie był taki chłopak co się z nim zawsze biłem ale to on mnie prowokował i mnie bił albo zawsze zaczynał ze mną .To kiedyś biliśmy się na korytarzu razem to ona pod koniec klasy pierwszej pytała się klasy kogo ma zostawić mnie czy tego chłopaka ? no i zostawiła mnie a tamtego przeniosło się do innej klasy .Co dalej pamiętam z tej klasy początkowej 1-3 to może i trochę się jej buntowałem i jej nie chciałem słuchać ale ona też była za bardzo porywcza i nie panowała nad sobą .Naprawdę coś jej pysknąć a ona zaraz szarpie dziecko .Kiedyś nie chciałem iść do niej na lekcje i płakałem że nie pójdę to przy babci mojej i sprzątaczkach mnie szarpała znaczy ciągnęła żebym szedł na lekcje z nią .Po prostu to była kobieta zaburzona która nie powinna uczyć dzieci i być nauczycielką .Ciągle tak postępowała a sama miała syna łobuza co był agresywny i inne dzieci zaczepiał i prowokował do bójek .Mnie to często się czepiała nawet że rzuciłem podobno w nią nożyczkami a tego nie zrobiłem z tego co pamiętam to zrobił to chyba ten chłopak co ze mną zaczynał zawsze . Ale potem już w 4-6 klasie była inna pani wychowawczynią która nie zachowywała się tak jak tamta że szarpała albo nie panowała nad swoimi emocjami .Co mogę powiedzieć jeszcze to miałem takiego kolegę też w szkole podstawowej który moją dobroć wykorzystywał był kolegą ale trzeba było mu stawiać rożne tam chipsy albo paluszki albo jakieś napoje orenżady .To do tej pory mnie rodzina to przypomina wypominając mnie że karmiłem go a on przyszedł jak była klasa druga .Tak mnie wykorzystywał żeby mu kupić chipsy albo weź nawet w sklepie obok szkoły na kreskę mnie paluszki a ja tak się na to głupi zgadzałem i się mu nie postawiłem .Żałuje bo nie powinienem mu tak kupować i stawiać chipsów albo jakieś napoje oranżady .On nawet zjadał moje bułki jak miałem z serkiem albo jak miałem jakiś popcorn to brał ode mnie i zjadał moje .Co jeszcze to tak trochę było że jednak byliśmy kolegami bo on mimo wszystko siedział ze mną w ławce razem albo mnie przynosił jakieś kasety swoje magnetofonowe z jakimiś świńskimi piosenkami i pożyczał . Albo też mnie przynosił jakieś tak książeczki z kawałami śprośnymi tak że czasem też przynosił mnie od siebie ale moim zdaniem nie powinien wymagać ode mnie żebym mu coś stawiał kupował za swoje pieniądze co miałem od mamy . Ale on tak chciał żeby mu stawiać nawet pamiętam że musiał jak miałem jakiś komiks to czytać razem ze mną na lekcjach .Dalej w 6 klasie przeniesiono do nas takiego chłopaka jednego który też chciał być moim kolegą i się przyjaźnić tylko ja to źle rozegrałem .Otóż ten chłopak kiedyś chciał do mnie przyjść do domu po szkole no i poszliśmy do mnie do domu a tam moja babcia chciała bardziej odesłać go z niczym do domu żeby szedł z powrotem .No i ja wtedy tak jakoś zareagowałem że mu drzwi zamknąłem przed nosem .No i on potem od tamtej pory zaczął mnie grozić nożem że mnie zabije że mnie potnie jak pójdę do łazienki szkolnej to on mnie w kabinie potnie nożem że mnie tam coś odetnie. Tak więc miałem z nim potem cały rok szkolny przeprawę bo nie od razu powiedziałem o tym matce i babci albo komuś z klasy .Co dalej on to robił prawie codziennie przez cały rok szkolny tylko o tę głupią myślę że sprawę mu poszło albo o to ze też chciał żebym mu stawiał jak tamtemu koledze innemu opisanemu .Ale on był moim zdaniem poważnie zaburzony był z biednej ubogiej rodziny no i tylko jeden moment że mu drzwi się zamknęło przed nosem spowodował że zaczął mnie grozić nożem .On nie był silny i raczej bym sobie z nim poradził no i raz miał jakiś scyzoryk że mnie pokazywał że ma w plecaku to powiedziałem temu koledze co mu stawiałem te chipsy i napoje o tym .Wtedy ten kolega mój zwołał jakiś kolegów innych i tego delikwenta przytrzymali i przyszła wychowawczyni i mu odebrała ten nóż to był czerwony scyzoryk . Dalej przejdę była jednak sytuacja że ten chłopak nadal mnie tym nożem groził że mnie potnie że mnie zadźga nim jak będzie chciał .Pod koniec klasy 6 w końcu już nie wytrzymałem bo on chciał żebym coś mu dał jakąś grę czy coś i ja go oszukałem że pójdę do domu po nią i mu ją przyniosę .Poszedłem do domu powiedziałem babci wszystko że on mnie tak grozi tym nożem i że cały rok prawie szkolny mnie zastrasza że mnie nim potnie .Poszedłem z babcią na policję i złożyło się zeznania na komisariacie .Odbyła się sprawa sądowa w wakacje no i wtedy ostatni raz tego chłopaka widziałem na tej sprawie sądowej i jego też rodziców widziałem .On jeszcze miał pretensje wtedy do mnie że go na policję do sądu podałem , znowuż rodzice jego mieli pretensje że nie przyszło się do nich i nie powiedziało się im tylko się do sądu poszło i oskarżyło .Tak się ta sytuacja zakończyła moja z tym chłopakiem że nawet nie przeprosił mnie za ten uczynek . Co dalej potem się wyprowadziliśmy z mamą do innego miasta ale to nie o to chodziło że tam sytuacja z tym chłopakiem co mnie groził nożem tylko że już wcześniej mieliśmy się wyprowadzić .Poszedłem do gimnazjum do najgorszej patologicznej klasy .Klasa do której poszedłem była klasą ogólną było tam dużo chuliganów i łobuzerka sama .Co mogę powiedzieć o tej klasie tam dopiero przeżyłem swoje katusze przez trzy lata całe bite .Odkąd się tylko tam pojawiłem to było dokuczanie i znęcanie się ,wyżywanie i prześladowanie mnie .Ciągle tylko a to mnie wypalali zapalniczką dziury w worku na obuwie albo mnie cięli scyzorykiem dziury w nim .Miałem też kurtkę trokami przywiązaną do kratek w szatni i musiałem iść do sprzątaczki po nożyczki żeby odciąć nimi troki .Co dalej na lekcjach działy się różne chore rzeczy naprawdę to do tej pory odbiło się na mnie bardzo źle .Co mogę powiedzieć co tam robili to przykładowo rzucali kwiatkiem w tablicę ja tego kwiatka pozbierałem trochę do doniczki to jakieś żarty robili że to niby ja rzuciłem tym kwiatkiem .Albo była sytuacja że przynosili skalpel i cięli nim misie pluszowe na lekcji . To nie była szkoła specjalna powiem od razu ani klasa integracyjna .Ale to było chore co tam robili inny znowuż uczeń przynosił skalpel na lekcje ciął się nim i robił z własnej krwi grafitti rysunki .Albo też mieli pretensje jeden z uczniów że musi stać koło mnie na zdjęciu klasowym i leciał do mnie bo bicia bo musi stać koło mnie na zdjęciu .Przecież to nie moja wina była jak nas fotograf ustawił w jaki sposób do zdjęcia .Była też sytuacja taka że pożyczyłem im podręcznik swój to zaraz z tyłu na końcu na okładce był porysowany w penisy albo inny chłopak pożyczył ode mnie podręcznik do polskiego to go mnie nie oddał .Ja chciałem żeby mnie oddał a on mnie mówi że nie ma go bo go przehandlował na bilet żeby mieć na mecz piłkarski .Co jeszcze robili tam mnie za podłości to na lekcji jeden z uczniów kopał mnie nogą siedząc z tyłu żebym nie kamerował znaczy nie rozglądał się po klasie że patrzę w lewo albo w prawo . Co jeszcze mogę nadmienić tam ciągle działy się jakieś chore sytuacje nawet były akcje że wzywano saperów do szkoły bo podobno była bomba w szkole podłożona i ewakuowano całą szkołę na boisko szkolne .To działo się nie raz i nie dwa takie sytuacje .Albo był pan od Wosu który miał problemy ze wzrokiem był krótkowidzem to rzucali w niego kredą albo kawałkami od długopisów .Pluli mu na garnitur albo nawet w innej klasie podbiegali do niego i wykręcali mu ręce do tyłu jak pisał coś na tablicy .Straszyli też tego pana gangsterami że naślą na niego jak im nie postawi na koniec klasy lepszej oceny .Albo mnie zrobili taką sytuacje że jakieś łobuzy z innej klasy szli korytarzem przede mną ja szedłem naprzód no i jeden z nich miał na kartce rozlany tusz od długopisu i mnie przywalił tą kartką w twarz .Ja oczywiście cały byłem ubrudzony i musiałem iść do łazienki i zmyć to z twarzy ten tusz .Oczywiście debile śmiali się i mieli radochę wielką a mnie traktowali jak niemotę nieudacznika życiowego .Co dalej mogę powiedzieć to miałem z nimi naprawdę ciężko i to było dla mnie jedno wielkie cierpienie .Pamiętam że na lekcji chyba to była 3 klasa jeden z uczniów mnie wyzywał chociaż sam nie sprowokował i mnie zaczepiał z tyłu siedząc . Potem zaczął mnie wyzywać przy całej klasie że ja coś wymyślam i go oskarżam i robić ze mnie nienormalnego jakiegoś no i pani siedziała przy biurku i nie zareagowała w żaden w ogóle sposób na te sytuacje .Co mogę jeszcze nadmienić to jeszcze jakieś intrygi na mnie wymyślali do psychologa szkolnego i byłem kiedyś wzywany do niego i on przeprowadzał ze mną rozmowę .To pytał się mnie wtedy ten pan psycholog czy mam koszmary senne albo czy boje się wody ? Chciał żeby moja mama przyszła do szkoły no i przyszła a on jej coś opowiadał jakieś dyrdymały że ja niby chciałem skakać przez okno a to była nieprawda i to była uknuta intryga jak sądzę przez debili z mojej klasy żeby mnie dokuczyć .Tak mnie prześladowali przez trzy lata nawet kiedyś na lekcji jednej mnie podstawkę od doniczki na kwiatki jeden z łobuzów klasowych zakładał na głowę .Wszyscy się śmiali mieli wielką radochę że jestem poniżany że znęcają się nade mną psychicznie .Co mogę powiedzieć dalej to jeszcze kazali mnie rapować jakieś piosenki hiphopowe żebym rapował a ja że bałem się ich i byłem przez nich zastraszony to zgodziłem się to robić i nie postawiłem się im bo to była patologia z nizin społecznych takie typowe blokersy degeneraci społeczni .No i tak pozwoliłem żeby robili ze mnie pośmiewisko i jakiegoś głupka .Albo jeszcze miałem przeprawę że w 3 klasie nawet uczniowie pierwszoroczni mnie wyzywali coś i zaczepiali mnie jakieś wulgarne teksty były w moim kierunku puszczane .Dopiero w trzeciej klasie tego gimnazjum miałem kolegę jednego którego lubiłem i zawsze razem w ławce siedzieliśmy na lekcjach albo też przychodził do mnie i mnie pożyczał jakieś filmy przegrywane na dvd .Nawet mnie robił paczkę klasową na mikołaja .Tamte inne debile to tylko jakieś chore akcje byli gotowi robić a to zapchali kiedyś drzwi do klasy zamek że nie można się było do sali lekcyjnej dostać .Wtedy lekcja się odbyła na korytarzu bo cóż można było zrobić .Innym razem dwóch debili z mojej klasy wpadło na lekcje skuci kajdankami bo jakiś inny łobuz z innej klasy ich skuł razem kajdankami i tak przyszli na lekcję .Co tam jeszcze się działo to była też sytuacja że chłopak z innej klasy miał plecak taki jak walizkę podróżną z wysuwaną rączką to jeden z debili z mojej klasy złapał go za te rączkę i go tak ciągnął po całym korytarzu .Co jeszcze pamiętam to że wyrzucali z koszy śmiecie i kopali go po całym korytarzu .
  3. Mam dość,mam dość skurxxxxxx które mnie otacza, mam ochotę wziąć kija i xxxx wszystkich xxxx co staną mi na drodze. Dostałem Afobam, pomaga na kilka godzin.
  4. Cześć, Jestem kawalerem 29 lat. Jestem na okresie wypowiedzenia z własnej woli podyktowanej chęcią skupienia się przez jakiś czas na podróżach i swoich pasjach. Było to tez podyktowane ty, że chciałem znaleźć się bliżej Kobiety (relokacja). Nie umiem / nie chcę uwolnić się od relacji z osobą , która (moim zdaniem) jest osobowością narcystyczną i zaburzoną. Od 3 lat byłem z nią relacji. Nie potrafię pomóc ani jej, ani już sobie - mam wrażenie że wszedłem do tego zdrowy a obecnie sam mam problemy i czuję "uzaleznienie" od jej uwagi. Gdy jej nie ma to się jej domagam. Opiszę krótko chronologie wydarzeń i kobietę. Co miało miejsce w przeszłości kobiety i wobec mnie: - używanie nieadekwatnej siły do występków (np. za niekupienie czegoś na co miała ochotę - kara w postaci cichych dni i rozstania) - oczekiwanie coraz to nowych warunków do spełnienia (przeprowadzka, zmiana pracy, zostawienie dotychczasowego zycia), kiedy sama nie ma w sobie dobrej woli do zmian - nazywanie raz kolegą, raz chłopakiem i tak wielokrotnie na zmianę. planowanie życia, a za pare tygodni odrzucanie wszystkiego z etykieta "nieaktualne" - brak obranego jednego kursu - mowienie "nie nadaje sie do zwiazku" "nie nadaje sie do stalej relacji" "jestem najszczesliwsza sama" "nie potrzebuje nikogo" , traktowanie zwiazku jak rywalizacji, we wszystkich aspektach pokazywanie swojej wyzszosci i bycia najlepszym - głownie skupienie na samym sobie, nie na partnerze i relacji - oschłość w okazywaniu uczuć - mowienie o mnie że jestem "niestabilny", "toksyczny", "za bardzo emocjonalny", odrzucanie mnie pozniej przyciaganie, izolowanie mnie, kary w postaci cichych tygodni - Kobieta pochodzi z rodziny gdzie matka była bardzo wymagająca, siedziała jako dziecko sama i z nikim nie rozmawiała, ojca nienawidzi bo nie ma z nim żadnych wiezi marzec: Z uwagi na powtarzalność przyciągania-odpychania, zmiany frontu, obojętność mojej partnerki i mój brak poczucia stabilizacji z tego powodu i chaotyczne ruchy od marca 2019 nasz kontakt się urwał, pożegnaliśmy się na lotnisku i każdy poszedł w swoją stronę. kazdy zajal sie soba, ja zaczalem sie godzic z sytuacją ale ciągle miałem nadzieję że to tylko ciche dni. czerwiec: Spotkaliśmy się dopiero na festiwalu w czerwcu. Po spotkaniu spontanicznie wylądowałem u niej, był seks. Kolejnego dnia rano poprosiła mnie o opuszczenie mieszkania bo "czuje że jest mną osaczona i przesycona". Zrobiłem śniadanie , pozostawiłem karteczkę "kocham cie, ale oczekuję prawdziwej i stabilnej relacji" i wyszedłem. Kolejne ciche tygodnie. lipiec: Następne widzenie nastąpiło przypadkiem na stadionie w tłumie tysiąca ludzi. Kobieta podbiegła do mnie gdy stałem z koleżanką, poklepała po plecach, usmiechneła, ja to zignorowałem. Po chwili stojąc w tłumie wyrosła przede mna, stajac w kontakcie fizycznym. Po paru minutach odszedłem. sierpien: Kobieta zaczęła wysyłać na facebooku do mnie wiadomości: zdjęcia, które nawiązywały w jakiś sposób do naszej przeszłości, kanapki, góry, buty, tańczące figurki z metalowymi serduszkami w tle, różne inicjacje kontaktu, potem swoje zdjęcia na "dzien dobry", Początkowo starałem się ignorować i nie reagować, ale zaczeło być tego zbyt dużo i poczułem, że jestem obiektem zainteresowania i powinienem odpowiedać na jej dobre intencje. Zaczeły się rozmowy pisane, telefoniczne, propozycje spotkań. Od kobiety 4krotnie na przestrzeeni kilkunastu dni padła propozycja spędzenia wrzesniowego urlopu wspólnie. Przy czym następowały wycofania z tego pomyslu, auwazalny brak konsekwencji, propozycja i wycofanie, aby w kolejnych dniach znów złożyć taka sama propozycje. Chciałem się zgodzić na wyjazd w nadziei że to pomoze odbudować relację. Niestety pewna informacja spadła na mnie jak grom z jasnego nieba i od tego momentu poczułem, że to ja zaczynam "gonić" i role się momentalnie odwróciły - dowiedziałem się, jakby nigdy nic, że Kobieta od maja spotyka się z jakimś Panem na seks - jak mówila, jest to układ, z którego ma same benefity i żadnych emocjonalnych problemów. Od tego momentu ja zacząłem czuć ból, zazdrość i brak zrozumienia do wszystkich poprzednich sygnałów jakie były mi wysyłane, od samego motywu inicjacji kontaktu po wszystkie słowa, zdjęcia, propozycje - bo po co? Skoro spotyka się z kimś innym? Wrzesien: Ruszyła moja lawina "Starania sie" i proby odzyskania zainteresowania moja osoba które nagle u Kobiety spadło - oczywiscie wszystko odniosło odwrotny skutek. Mimo wszystko doszło do spotkania w jej mieszkaniu - ucieszyła się. przytulała się. karmiła jedzenie. zwracała uwagę na nowe ubrania, opaleniznę, tańczylismy. Nastepnie po godzinie uslyszalem "musisz już isc" , ponieważ ktoś inny miał przyjechać za chwile. było niezrecznie, płakaliśmy przytuleni do siebie. Wyszedłem. Otrzymalem wiadomosc "jest mi bardzo przykro i zle. ale nie mogę inaczej, chociażbym chciała". Kolejnego dnia mieliśmy umowione spotkanie w celu omówienia urlopu ale już do niego nie doszło. Doszło tylko do konwersacji 2 dni później, gdzie Kobieta była już agresywna słownie, obwiniała mnie za to że powoduję w niej złe emocje, że jestem toksyczny, że nie chce mnie widzieć i żebym dał jej spokoj. Na koniec napisała że kocha kogoś innego i mysli o nim. Zablokowałem ją, po tym zdaniu ponieważ poczułem się urażony. Niestety wytrzymałem tylko pare dni, więc odblokowałem i nastąpiły jakieś moje kolejne karkołomne próby. Niestety kobieta już nie jest zainteresowana nawet pisaniem. Nie odpowiada, lub odpowiada zlewczo. Odpowiedziała głownie tylko tyle że "jesteś niestabilny emocjonalnie. nie czuję się przy tobie bezpieczna". Czuję się ofiarą manipulacji. Jestem obdarty z szacunku do samego siebie. Godzę się predzej czy pozniej na każdy jej ruch. Ktoś przyszedł do mnie, zainicjował kontakt (pytałem dlaczego, odpowiedz była "chcialam zobaczyc czy jestes szczesliwy"), zainteresował się mną, narobił mi aluzji do przeszłości, a następnie zrobił ze mnie idiotę że sobie wszystko wymysliłem i w dodatku od miesięcy cały czas spotyka się z kimś innym na seks (a ostetcznie na odchodne wyznając że go kocha) . Na przestrzeni tygodnia front kobiety zmienil się drastycznie, nie chce ze mna rozmawiać, powiększył sie dystans, znów są ciche dni - a ja reaguję na to napadami propozycji, intensywnym rozmyslaniem, brakiem wewnetrznego spokoju. Nie umiem się uwolnić od tego , czuję ból, czuję, że nie zrobiłem wszystkiego co mogłem, staram się usprawiedliwiać tę osobę i nie potrafię zahamować swoich odruchów składania propozycji z nadzieją "przepisania" ksiązki na nowo. Czy można naprawić tę relację z partnerem? Kto jest tu zdrowy a kto chory? Czy Kobieta potrzebuje terapii ? Jak namowić na wspólną terapie? Co dzieje się ze mną i jak wyjść z uzależnienia tą osobą? dzieki
  5. - W związku chcę tego, tego i tamtego. - A ja chcę to, to i tamto. - Stawiasz mi warunki?! - Nie, mówię tylko o swoich potrzebach. - Zamierzasz się licytować? - Komunikuję swoje oczekiwania. - Związek to nie handel wymienny! - Jedynie mówię, czego potrzebuję. - Możesz sobie pomarzyć. Nie jestem tu po to, by spełniać czyjeś wymagania. Poza tym to nie jest żadna transakcja. Nie pasuje ci, to tam są drzwi. - Tobie było wolno mówić o tym, czego chcesz, a mi nie? - Nikt mi nie będzie dyktował warunków. Umiem sobie radzić. Nie potrzebuję cię. Na twoje miejsce czeka cała kolejka osób zainteresowanych. Niektórym domniemana atrakcyjność jak woda sodowa uderza do głowy, zatem myślą tylko o sobie. Pozycjonują innych ludzi jako gorszych, usytuowanych niżej w hierarchii, a także adorują siebie i stosują manipulacje często nawet nie zdając sobie z tego sprawy. To częste zjawisko, więc zgaduję, że znacie ten typ, niestety. Na tak roszczeniowe i egocentryczne osoby lepiej uważać. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online, psychoterapeuta przez Skype.
  6. Cześć, tak jak w tytule coraz częściej myślę żeby po prostu zniknąć. Jestem aktualnie załamana moja sytuacja. Mam 26 lat, nadal mieszkam z rodzicami i niestety ale jest to poważny problem. Mój ojciec jest alkoholikiem, pomimo tego że jestem już dawno pełnoletnia strasznie mnie to dołuje, zdarza się że on źle mnie traktuje - odzywa się do mnie w sposób kompletnie pozbawiony szacunku co bardzo mnie boli. Wciąż czuje się jak mała dziewczynka znoszaca jego pijaństwo i później płacząca w samotności w swoim pokoju z psychicznego bólu i nieszczęścia. Ogólnie rzecz biorąc czuje ze go nienawidzę a zarazem kocham, nienawidzę też siebie za to że mam względem niego takie uczucia i że nasza relacja jest taka jaka jest. Obecnie jestem w takiej sytuacji gdzie czuje się skrajnie nieszczęśliwa bo nie mogę żyć swoim życiem tylko ciągle żyje problemami moich rodziców, ciągłymi klotniami i pijanstwem mojego ojca. Gdy zostaje na noc u znajomych żeby nie wracać do domu to mam wyrzuty sumienia... To wszystko powoduje że coraz częściej myślę o samobójstwie bo nie umiem sobie poradzić z bólem ktory czasami odczuwam wręcz fizycznie. Jeśli tak ma wyglądać moje życie to chyba wolałabym zniknąć. Nie wiem co mam robić, jestem w kompletnie kropce i jestem załamana...
  7. Witam. Mam 32 lata i od 13 lat jestem mężatką. Mój partner nie był wcześniej w żadnym związku, a ja miałam już jakieś doświadczenia. Po pół roku znajomości zaszłam w ciążę i zdecydowaliśmy się na ślub. Tuż przed ślubem jego mama została nakryta z innym mężczyzną i zachowanie mojego męża bardzo się zmieniło. Zaczął nadużywać alkoholu i robić mi wyrzuty typu: wszystkie kobiety są takie i ty pewnie też mnie zdradzisz. Chciałam mu udowadniać na każdym kroku, że nie jestem taka, bo w mojej rodzinie też był taki problem i bardzo się na mnie odbił. Mąż zabronił mi rozmawiać z kolegami, a tym bardziej z chłopakami, z którymi coś mnie wcześniej łączyło. Okazało się, że dziecko, które nosze pod sercem ma wadę i potrzebna będzie operacja po porodzie. Gdy syn już wrócił do domu po operacji, myślałam, że mąż będzie mi pomagał i dbał o nas. Okazało się jednak, że wolał towarzystwo kolegów. Był tylko gdy trzeba było iść z dzieckiem do lekarza. Na mnie spadły wszystkie obowiązki. Od sprzątania, po płacenie rachunków i załatwianie wszystkich spraw urzędowych. jego obowiązkiem było tylko chodzenie do pracy i podpisywanie wszystkich papierów. Gdy syn skończył 3 lata i poszedł do przedszkola wróciłam do szkoły zawodowej i po jej ukończeniu zrobiłam od razu uzupełniające liceum. Przez 9 lat małżeństwa mąż pił, palił marihuanę i wmawiał mi, że jestem nic nie warta. Nie pracowałam po ślubie, bo z jednej strony chciał żebym poszła do pracy, a jak już ją podjęłam to wypytywał kogo poznałam i czy go zdradziłam. Potrafił zadzwonić, że mam przyjść po dziecko, bo je zostawi samo i wyjdzie z domu. Przez alkohol prawie stracił pracę. Widziałam, że z czasem zaczyna pić coraz więcej dlatego po 9 latach zrozpaczona sytuacją powiedziałam mu, że jak nie przestanie pić, to popełnie samobójstwo jak mój ojciec. Mąż zaczął płakać i powiedział, że chce przestać pić. Poszliśmy do lekarza po skierowanie na odwyk, jednak mąż na niego nie poszedł. Od tamtego dnia nie pił. Przez rok wszystko układało się w miarę dobrze. Zaczął spędzać z nami więcej czasu i przymknęłam oko na dalsze palenie marihuany. Zdecydowałam, że chciałabym mieć drugie dziecko, bo nie chcę żeby syn został kiedyś sam i w głębi serca marzyłam o córeczce. Udało mi się zajść w ciążę i urodzić córkę. Na początku mąż był nią zafascynowany i dużo mi pomagał, bo byłam po drugiej cesarce. Jednak z czasem jego zapał opadał i zaczął wychodzić na ryby lub do kolegów. Poznał kolegę, który sprzedaje mu marihuanę i zaczął spędzać z nim więcej czasu, a nawet jeżdżą razem na ryby na weekendy. Nie potrafiąc go przekonać, żeby przestał palić i spotykac z tym człowiekiem i czując się bezsilna zaczęłam robić mu awantury i wyzywac go, że jest egoistą i nie zależy mu na nas. On z kolei wmawia mi, że jestem chora psychicznie, bo go ograniczam i chce mieć go tylko dla siebie. Jak przestałam karmić piersią, to zaczęłam wychodzić sama z domu choćby na zakupy, bo nasza córka jest wulkanem energii i czuję, że jak czasem nie wyjdę, to oszaleję. Zaczęłam też jeździć z bratem na koncerty jazzowe co jakiś czas, co mój mąż traktuje jak wypad na numerek i mówi, że jeżdżę tam tylko żeby się puszczać. Potrafił powiedzieć córce, że wychodzę, żeby wpadła w płacz i nie pozwoliła mi wyjść. Mam wrażenie, że przy nim stałam się złym człowiekiem i sama się sobie dziwię jak przykrych słów wobec niego potrafię użyć podczas kłótni. Ostatnio nawet powiedziałam, że mam nadzieję że się utopi na tych rybach. O problemach mąż nie chce w ogóle rozmawiać i przyznał, że jak się jakieś pojawią, to on je olewa i czeka aż ja załatwię sprawę. Kiedy mówię mu, że jak nie podoba mu się życie w rodzinie, to może się wyprowadzić, to słyszę argument, że to jego mieszkanie, bo on zrobił i zapłacił za remont. Ja mam iść z dziećmi na ulicę. A jak załatwię mu eksmisję, to prędzej spali to mieszkanie niż mi je odda. Są momenty, że jest dobrze i spędza z nami czas, a potem robi kłótnię o byle co, żeby tylko wyjść do kolegi. Zaczynam zastanawiać się, czy rzeczywiście coś jest ze mną nie tak i jestem chora psychicznie bo za bardzo ograniczam jego wolność robiąc mu wyrzuty, że wychodzi. Czasami przypadkiem dowiaduję się o jego sprawach, o miejscach w których był i coś robił i mam wrażenie, że ma swoje osobne życie, o którym nie mam prawa nic wiedzieć. Sama też zaczęłam zatrzymywać dla siebie pewne rzeczy, które robię, żeby nie wiedział o mnie wszystkiego. Pozdrawiam
  8. Ludzie mylą niewybaczanie z żywieniem urazy. Jedno z drugim nie musi iść w parze. Można nie pogrążać się w poczuciu krzywdy, a mimo to nie odpuszczać ot tak komuś przewinień. Ci, którzy wybaczają łatwo i szybko, muszą wybaczać coraz częściej. Ci którzy przebaczają nieśpiesznie, mają ku temu coraz mniej sposobności, bo inni muszą się z tym liczyć i okazywać szacunek. Zobacz ten post na Facebook. CIEKAWOSTKA: męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online, psychoterapeuta przez Skype.
  9. Jakie są fazy toksycznego związku? W jaki sposób w poszczególnych z nich na swoją ofiarę oddziałuje toksyczny partner? Co czyni człowieka podatnym na te wpływy i zagrożonym wchodzeniem w toksyczne relacje? Temat objaśnia Rafał Olszak, psycholog o specjalności klinicznej, psychoterapeuta, właściciel Gabinetu Ocal Siebie, prowadzący profil OcalSiebie. Kontynuacja; sygnały ostrzegawcze - toksyczny związek: Toksyczny związek - sygnały ostrzegawcze część druga, część 2 Jak sprawdzić czy ja jestem toksyczny czyli ocena własnej toksyczności:
  10. Witam, mam 19 lat. Od 10 miesięcy spotykam się ze swoim chłopakiem. Niestety, jego matka jest specyficzną osobą, która uważa, że odpowiedni czas na związek jest po maturze (chłopak dopiero będzie zdawał maturę). Kiedy parę lat temu przyprowadził swoją pierwszą dziewczynę do domu, teściowa zamknęła się w kuchni. Jest kobietą, która wiedzie prym w domu. Mój chłopak nie przyznał się, że jest ze mną z obawy przed tym, że matka nie zaakceptowałaby naszego związku ze względu na jego wiek. Choć prawdopodobnie domyśliła się, że jesteśmy razem, sprytnie unika tematu. Wie, że często się spotykamy, pozwoliła mu pójść ze mną na wesele (jest bardzo rygorystyczną kobietą), niekiedy o mnie wypytuje, twierdzi ze jestem mądra, gdyż chodziłam do prestiżowego liceum, wie że nie piję i przestalkowała mnie na Fb, kwitując, że jestem ładna. Mimo to mój chłopak ma zamiar powiedzieć jej o nas dopiero po zdanej maturze w następnym roku, bo jak twierdzi- jego rodzina nie jest tak otwarta jak moja. Nasze spotkania w niedziele są ograniczane, gdyż co tydzień odbywają się u niego spotkania rodzinne. Wczoraj chłopak odmówił spotkania z moimi rodzicami na rzecz imienin dziadka. Martwię się, że za bardzo stawia swoją rodzinę na piedestale. Często podkreśla, że jest ona dla niego najważniejsza. Jest mi ogromnie przykro, że jego rodzice o nas oficjalnie nie wiedzą, że nie mogę brać udział razem z nim w niektórych spotkaniach, że się kryjemy przed jego rodziną. W tym roku idę na studia. Boję się, co z nami będzie, jeśli po 1) nie zacznie godzić naszego związku z rodziną, tj. dalej będzie mnie trzymał od niej z daleka, po 2) nie znajdziemy kompromisu typu: raz lub dwa w miesiącu opuści spotkanie rodzinne,poświęcając mi więcej czasu lub po prostu zabierając mnie na nie, 3) nie powie o nas mamie, 4) powie, a ona mnie nie zaakceptuje. Bardzo proszę o poradę. Kompletnie nie wiem, czy powinnam naciskać, żeby już teraz powiedział o nas rodzicom. Być może gdyby mnie polubili byłoby łatwiej i moglabym bardziej uczestniczyć w jego życiu. Z drugiej strony, istnieje obawa, że tylko ze względu na jej zdaniem jego zbyt młody wiek, od razu mnie skreśli. Z góry dziękuję za pomoc. Pozdrawiam.
  11. Dzień Dobry, jestem 20 letnią kobietą, która od pewnego czasu rozumie, że jej życie wymyka jej się spod kontroli. Rok temu poznałam cudownego faceta. Na początku czułam się świetnie w jego obecności, taka wyjątkowa, sprawiał, że się uśmiecham. Jako iż mam mega niską samoocenę pozwalałam mu wytykać moje wady, a iż nie jestem z rodzicami tylko z babcią, bo im prawa zostały odebrane, pozwalałam mu na coraz więcej. Teraz jesteśmy w etapie, że on może mi rozkazywać i cały czas grozi zerwaniem, gdy robię coś nie po jego myśli. Bardzo boli mnie to, bo go kocham, nie wyobrażam sobie, że mogę poznać kogoś lepszego mimo jego wad. Płaczę już czasem z bezsilności, a on nazywa mnie walniętą. Nie umiem zrobić nic przeciwko sobie, ale też nie chce go stracić. Wszystko to popycha mnie do złych myśli, nie umiem sobie nic zrobić, bo chce żyć, ale się boję. Po tym jak wytyka mi cały czas moje wady i mówi "kto by cię chciał?" nie umiem go zostawić z obawy zostania samą, pozatym moja rodzina zna go z dobrej strony. Robi wszystko by oszpecić mój wygląd (nie bije mnie spokojnie), ale chce bym tyła, a potem wyśmiewa każdą fałdkę. Moja koleżanka mówi, że to może być zazdrość, ale ja już nie wiem. Błagam by pani/pan psycholog się wypowiedzieli, bo totalnie nie wiem co robić. Dziękuję za poświęcony czas
  12. Witam. Jestem młodą 21-letnią matką. Moja córeczka jest po ciężkiej zamartwicy pourodzeniowej z czym związane są powikłania. Padaczka, małogłowie, porażenie czterokonczynowe i wiele innych. Ma 2,5 roczku , nie siedzi, nie chodzi, mówi dosyć dużo pojedynczych słów dzięki czemu możemy się na swój sposób porozumiewać. Wymaga intensywnej rehabilitacji i przede wszystkim mojej opieki . Byłam miesiąc przed 18-tką kiedy dowiedziałam się że jestem w ciąży ale udało mi się skończyć szkołę dzięki przychylności nauczycieli. Jestem w związku z tatą Antosi , od zawsze się kłóciliśmy dosyć burzliwie ale od czasu kiedy zaszłam w ciążę problem zaczął się pogłębiać. Jeszcze będąc w ciąży on hamował się względem mnie ale po porodzie wcale . Żyjemy w fatalnej relacji, mieszkamy razem z moimi rodzicami którzy od samego początku byli przeciwni temu związkowi który trwa 6 lat. Moi przyjaciele, rodzina, znajomi a nawet nowo poznani ludzie uważają że powinnam już dawno zakończyć ten związek i nie brnąć w to dalej. W kółko tylko się kłócimy , normalna wymiana zdań między nami rzadko się zdarza. Czasami dochodzi do zbliżenia, przytulimy się lub pokochamy ale to kwestia kilku minut kiedy wieczorem leżymy razem . Nasze kłótnie to głośne i bolesne emocjonalnie ,, rzucanie talerzami '' . Czasami z płaczu dostaje takiego ataku że nie mogę złapać oddechu i wtedy biegnę do łazienki i kładę się klatką piersiową na kafelki i po jakimś czasie przechodzi. On potrafi powiedzieć mi w twarz że nie ma do mnie szacunku, Mimo że to ja 24h na dobę zajmuje się dzieckiem, on z doskoku bo non stop go nie ma . Wpada do domu co jakiś czas na 5 minut i jedzie dalej i wraca późnym wieczorem. Ja nie jestem święta, non stop czepiam się wszystkiego ale według mnie są to istotne rzeczy, wkurza mnie że nie poświęca nam czasu , że jego uczucia i potrzeby są najważniejsze a ja prawdę mówiąc jestem sama ze wszystkim. Próbowałam już kilka razy się rozstać, ale wciąż wracamy do siebie. Jestem pewna że nie chce z nim być bo jestem wyniszczona psychicznie, nie mogę się podnieść z łóżka,( mogłabym spać 3 dni bez przerwy, bywa tak że wstaje tylko żeby zrobić córce jeść lub zmienić pieluchę i inne tego typu czynności i dalej kładę się spać a dziecko leży obok mnie) Kocham go w jakiś sposób ale bardziej nienawidzę za to jak mnie traktuje . Rodzice pomagają mi jak mogą , uważają że mam nerwicę i początki depresji. Na wszystko reaguje krzykiem lub płaczem albo całkowicie to zlewam . Tylko moje dziecko mnie uspokaja, tylko do niej potrafię normalnie mówić , poświęcam jej swój cały czas i miłość . Co powinnam zrobić? Jak mam się zdobyć na zakończenie związku? Gdzie powinnam szukać wsparcia?
  13. Jestem osiemnastoletnią dziewczyną. Nie mam pojęcia co robić. Mój tata obraża się na mnie, nie odzywa się do mnie przez dłuższy czas za każdym razem, gdy zobaczy mojego chłopaka, bądź sytuację, w której Ja i chłopak uczestniczymy, np. wystarczy gdy stoimy obok siebie, trzyma mnie za rękę. Jest "zazdrosny do bólu". Potrafi wyzywać mnie, mojego chłopaka, rzucać sarkastycznymi zwrotami, obraźliwymi, a najczęściej nie odzywać się. Czuję, że mną manipuluje, że robi "co chce" z moją psychiką. Mama za to na każdym kroku krytykuje mnie. Moja młodsza siostra znalazła chłopaka, według mamy "ideał", nic innego się nie liczy. Faworyzuje siostrę i jej chłopaka, mnie na każdym kroku wyzywa, krytykuje. Według Jej osoby mój chłopak jest debilem, mimo, że jestem z nim od kilku lat i wcześniej takiego zdania nie miała. Każdy mój krok, ruch jest krytykowany. Nie radzę sobie z tą sytuacją. Nie wiem jak mam podchodzić do rodziców. Rozmowa z nimi nie daje nic, tak samo łzy, czy mój faktyczny stan, gdy któreś z nich przesadzi. Czuje się tak, jakby znęcali się nad moją osobą psychicznie. Nie mam siły, na wszystko reaguje obojętnością, czasem łzami, zamykam się w sobie. Nie rozumiem dlaczego to wszystko robią, skoro widzą, że krzywdzą mnie emocjonalnie. Podejrzewam u siebie zaburzenia psychiczne, na które wpływ ma zachowanie rodziców. Proszę o radę.
  14. Witam, Zacznę od tego ,ze pracuje za granica i mieszkam z dwiema dziewczynami,młodszymi ode mnie.Pracujemy razem w jednej firmie.Na początku było wszystko w porządku.Teraz po jakimś czasie wmawiane mi są sytuacje ,które w ogolę nie miały /nie maja miejsca .Obydwie ciągle mówią,ze ja kłamie ,wszystko po nich kopiuję (np ja chodzę po obiady, one mówią ze to ja po nich zaczęłam chodzić po obiady - obydwie rzadko kupują na mieście ).Maja problem do mnie,ze ja rozmawiam z jakimikolwiek innymi ludźmi.Dali mnie na stanowisko team leadera - do mnie problem, ze ja robię z siebie poszkodowana bo jestem sama a one dwie. Wyzywają mnie od idiotek, ku**,dzi*** .Wiecznie dopowiadają sobie coś na temat mojej rodziny,mój - wiedza lepiej wszystko o wszystkich,więcej niż ci ludzie sami o sobie. Wmawiane jest mi to ze powinnam się leczyć i mam schizofrenię.Ze kłamie. Jak im czegoś nie powiem (a mam do tego prawo nie muszę wszystkiego im mówić ) to tez ,ze im nie mowie albo ze kłamie.Jak coś nie po ich myśli albo inaczej z ich zdaniem to od razu ,ze zachowuje sie jak dziecko.Obydwie sie uwazaja za najpiekniejsze i najpopularniejszse w calej firmie. Doszlo do tego,ze ja nie mam ochoty rozmawiac z innymi ludzmi z pracy bo od razu wg nich ze cos tym ludziom nagadam,albo samo to ze z nimi rozmawiam to juz problem do mnie i tekty zebym nie rozmawiala z ludzmi. a z plcia przeciwna to juz w ogole - wmawiane mi jest,ze latam za mezcyznami i nic wiecej nie robie.Sytuacja sprzed urlopu :zostaly kazdej z nas do odebrania jeszczse dwa dni wolnego, to poszlam do supervizora i odebralam te dwa dni wolnego, a one do mnie pretensje ze za ich plecami to załatwiłam, ze nic im nie powiedziałam,ze dlatego zeby one nie odebrały,ze je ładnie załatwiłam. Jeszcze więcej sytuacji z nimi mam do opisania, jak sobie przypomne szczegółowo opisze. Najgorsze sa ich dziwne zmiany humoru, raz jest wszystko ok, a za chwile zmieni im sie nastroj i na mnie sie to odbija. Pomocy,bo ja juz sama nie wiem co robic,i czy czasem juz nie wariuje i czy ich wmawianie nie staje sie dla mnie prawda.
  15. Witam. Dowiedziałem się, że moja była żona nakazuje mojej córce zwracać się do jej partnera per "tato". Moja córka (9l) jest bardzo grzeczną dziewczynką i obawia się stosowanych kar przez jej rodzicielkę, więc nie przeciwstawia się temu nakazowi. Nie wiem co mam z tą sprawą zrobić, jak i czy rozmawiać o tym z córką, i byłą żoną. Proszę o radę.
  16. Witam. Jestem młodą dziewczyną, która według ludzi dookoła ma wszystko SUPER w życiu. Możliwe ze właśnie tak jest ale od długiego czasu tego nie czuje ani nie czuje szczęścia. Dlatego tez stwierdziłam że coś jest niedobrze. Dzieciństwo miałam raczej normalne jak na moje czasy. Mieszkałam często z dziadkami bo albo jeden albo drugi rodzic pracował za granicą. Przyjeżdżając rozpieszczali mnie zabawkami, słodyczami oraz wszystkiego co chce ( aktualnie mam 1stopień otyłości z czym mecze się od czasów przedszkolnych ). Problem bycia grubym dzieckiem/osobą był już od momentu, który mogę pamiętać czyli czasy przedszkolne. Czasy dorastania (liceum i studia) były dla mnie szczęśliwe bardzo bo niestety zaczęłam z sobą walczyć. Diety, Głodówki oraz wlewanie w siebie litrów wody... waga schodziła ale powoli. Następnie „genialny „ pomysł bulimi, który pomógł mi się pozbyć w ciągu roku około 25kg i to pozornie bez żadnych konsekwencji. Moje życie było podporządkowane tylko tej chorobie. Pozytywnymi aspektami mojego okresu dojrzewania była świadomość tego ze jestem chudsza i ze teraz ludzie będą mnie akceptować wiec zaczęłam się otwierać do ludzi. Poznałam cudownych ludzi, których znam do dziś i uważam ich za jedno z moich szczęść w życiu. Kolejny duży etap to już koniec studiów i zakochanie się w swoim przyszłym mężu. Jak w każdych związkach nie było kolorowo ale wiem i jestem pewna, że to jest ta moja miłość. To uczucie jest odwzajemnione wiec można powiedzieć, że ludzie dookoła maja racje, że życie mam bardzo pozytywne. Od 5 lat mieszkamy wspólnie za granicą (UK i Niemcy) gdzie musiałam pokazać na co mnie stać pod względem bycia dorosłą i samodzielną. Udało mi się ale w mojej głowie pojawiła się obserwacja, ze zostałam matką mojego faceta. Ciężko mi stwierdzić, że on też zaczął swoje starania w byciu dorosłym oraz głową rodziny. Czułam ze ja robie duże postępy w życiu a on jest pod moją opieką i jest mu z tym dobrze. Było mi ciężko zajmowaniem się swoimi jakimiś drobnymi problemami, jego dużymi problemami (szczególnie finansowe które ciągnę się już pare lat). Moim zdaniem on teoretycznie nie robił z tym nic i tak się ciągnie. Teraz jestem w 5 miesiącu ciąży co było wspólna decyzja i staraniami, mieszkamy na normalnym mieszkaniu, prace mamy pod nosem. Wiem ze jak urodzę dzidzie to pomimo tego ze w brzuchu mam tylko jedno maleństwo to stanę się matką dwójki. Od prawie 5 lat zmiany mojego przyszłego męża są raczej słabe (albo mam za duże wymagania). Czuje, że potrzebuje wsparcia konkretnego a nie kolejnych obietnic, które nie będą dotrzymane. Powinnam prosić dorosłego faceta aby stał się faktycznie dorosły i odpowiedzialny ? Nawet już nie prosić lecz błagać/grozić ?
  17. Witam! Zawsze myślałam, że jestem silna i dam sobie radę, ale od pewnego czasu zostało to wszystko zachwiane. Obecnie mam 25 lat. Pracuje i studiuje, ale zacznę od początku. Moja rodzina od początku była inna niż większość przeciętnych rodzin. Moi rodzice nigdy tak naprawdę się nie kochali, nie widziałam pomiędzy nimi miłości. Ciągle się kłócili. Mieszkaliśmy z Babcią, więc wielokrotnie wtrącała się w kłótnie między nimi, a także w kłótnie między mną a rodzicami. Jak byłam w okresie dojrzewania to konflikty pomiędzy moimi rodzicami, pomiędzy mną i rodzicami, a także pomiędzy rodzicami i Babcią tylko się pogłębiały. W szkole byłam lubiana, chociaż byłam zupełnie inna od wszystkich, w związku z tym miałam małą grupę znajomych. W wieku 14 lat mojej Mamie wypadł dysk, musiała iść do szpitala, a oprócz tego potrzebowała rehabilitacji. Mój wuja zachorował, a Babcia jako jego siostra pojechała do niego się nim opiekować (na 2/3 tygodnie, wracała, a po jakimś czasie znowu wyjeżdżała). Moje relacje z Tatą były bardzo specyficzne. Nie wiem nawet czy można to nazwać relacjami. Mój Tata mnie olewał, a ja będąc w gimnazjum jak większość osób zaczęłam ją olewać, doszło do sytuacji, gdzie miałam 6 zagrożeń i musiałam z tego wyjść. Był to moment, w którym wszystko się zmieniło. Zaczęłam się uczyć, zaczęłam przywiązywać do tego taką wagę, że na koniec gimnazjum miałam na świadectwie same 4. Ale sytuacja pomiędzy moimi rodzicami przyczyniła się do tego, że nauka oprócz hobby zaczęła być odskocznią i była ucieczką. Dla nie których komputer, dla mnie nauka. Potem poszłam do liceum. Tam zaczęłam mieć więcej znajomych, zaczęłam bardziej żyć, byłam pewniejsza siebie, ale również uciekałam w naukę. Konflikty w moim domu cały czas narastały, do tego stopnia, że zostawałam na wszelkie możliwe zajęcia pozalekcyjne, żeby tylko w nim nie przebywać. Moi rodzice się nienawidzili. Moja Mama zostawała dłużej w pracy, żeby tylko nie wracać, moja Babcia wyjeżdżała często. Ja miałam tę okazję, że poznałam chłopaka w moim wieku z innego miasta, więc w weekendy albo jeździła do niego albo on do mnie i było to jakiś odpoczynek. Z czasem okazało się, że mój Tata okradał mnie, moją Mamę i Babcię. Widziałam, że znikały mi pieniądze i mówiłam mojej Mamie i Babci, ale one mi nie wierzyły. Uważały, że kłamię albo, że mi się coś wydaję. Dopiero jak im zaczęło coś znikać (chociaż najpierw oskarżały mnie) to połączyły wątki. Po liceum, kiedy byłam już na studiach moi rodzice wzięli rozwód. Kontakt z moim Tatą był, jaki był, ale z czasem (po rozprawie o alimenty, którą wygrałam) całkowicie straciłam kontakt. Na ten moment wiem, że mój Tata ma nową rodzinę, ma dziecko i kobietę. Ja nie mam z nim kontaktu. Odzywa się tylko wtedy kiedy chodzi o pieniądze. (czyli kiedy przestanie mi płacić). Jemu zależy tylko na pieniądzach. Nigdy nie traktował mnie, jak swojego dziecka, córki. Jak byłam mała to też trochę mnie bił, ale w pewnym momencie przestał, jak widział, że będę w stanie się obronić. W tym okresie kiedy straciłam kontakt z moim Tatą, zerwał ze mną również mój chłopak. Miał problem z akceptacją tego, że studiuje, a on nie. Prawdą jest, że odległość też zrobiła swoje. Moja Mama poznała nowego mężczyznę, z którym była szczęśliwa i jest dalej, bo niedawno wzięli ślub. Ale wtedy kiedy potrzebowałam mojej Mamy to jej nie było. Jak ona przechodziła przez nowotwór, przechodziła przez operację na woreczek ja byłam na każde jej zawołanie. Obecnie skończyłam studia licencjacki i magisterskie, ale robię inżynierskie (zaocznie). Pracuję na pełen etat. Mam duży żal do moich rodziców. Mieszkam z moim Narzeczonym niedaleko Mamy i Babci (one mieszkają osobno, chociaż Mama mieszkała z Babcią ponad 40 lat, wyprowadziła się pół roku przede mną, ja przez pół roku mieszkałam jeszcze z moją Babcią). Jestem z nim szczęśliwa, planujemy ślub, ale boli mnie każde spotkanie z moja rodziną... Moja Mama nie może nawet zapamiętać jaki kierunek studiów skończyłam, co robię dalej. Moja Babcia ją popiera. Dlaczego? Ponieważ Babcia rozpieszczała bardzo Mamę i zawsze jest po jej stronie. Czuję się jak gorsza osoba, czuję się niedoceniona przez nie. Czuję się doceniona w pracy, na uczelni, przez Narzeczonego, ale nie przez moją rodzinę. Uważają, że w życiu miały trudniej. Zawsze to ja jestem ta gorsza. Ja jestem nieakceptowalna. One są wiecznie ofiarami. Dostrzega to wszystko nawet mój Narzeczony. Jak się z nim kłócę, albo coś jest nie tak między nami to zawsze chwalą jego i jego bronią. Ja jestem ta gorsza. On jest kochany i biedny, a ja jestem ta zła. Jak widzę rodzinę mojego Narzeczonego to mu zazdroszczę. Też pochodzi z rozbitej rodziny, ale innej. Na początku miałam wojnę z jego Mamą o wyprowadzkę, ale teraz jest ok. On jest doceniany i rozumiany. Ja jestem sama w mojej rodzinie... Czy mam za duże wymagania względem mojej rodziny? Chcę tylko szacunku i docenienia. Rozmowy na te tematy z moją Mamą i Babcią kończą się zwykle kłótnią..
  18. Nie wiem czy dobrze trafiłem z tematem, ale mam nadzieję, że uda mi się choć trochę uzyskać odpowiedź na moje pytanie, które dręczy mnie od bardzo dawna. Otóż spotykałem się z dziewczyną przez prawie 3 lata. Na początku wszystko było dobrze. Ja przyjeżdżałem do niej, ona do mnie i spotykaliśmy się przynajmniej raz w tygodniu. Kontakt ze sobą mieliśmy cały czas poprzez sms, rozmowy tel czy fejsa. Po prostu widziałem, że dziewczynie bardzo zależy. Nie tak bardzo jak mi, bo byłem po bardzo ciężkich przeżyciach i bardziej trzymałem się na dystans. Ale z upływem czasu coraz bardziej zaczęło mi zależeć i zacząłem się zmieniać. Ona wielokrotnie mnie pytała czy kiedyś zostanę jej mężem i czy założę z nią rodzinę. Mnie na początku takie rzeczy przerażały, ale po weselu siostry i narodzinach jej synka wszystko mi się odmieniło. Ale za nim to nastąpiło to po jakimś czasie zaczęliśmy się kłócić. Problemem był brak zaufania, gdyż po prostu dziewczyna wielokrotnie coś przede mną ukryła czy mnie okłamała chociaż prosiłem i mówiłem na początku związku, że jeśli nie będzie zaufania to się wszystko będzie sypać. Niestety tak jak pisałem byłem po wielu ciężkich przeżyciach z kobietami i moje zaufanie było mega kiepskie. Dlatego w wielu sytuacjach potem już jej nie wierzyłem i brałem pod wątpliwość to co ona robi i przez to dochodziło do kolejnej kłótni. Generalnie wszystko było w porządku bo się spotykaliśmy, ona chciała bardzo i spędzaliśmy ze sobą całe popołudnia, nawet przez rok chwilę mieszkaliśmy ze sobą i było naprawdę cudownie. Ona miała i ma bardzo ciężki charakter. Wychowywała się bez ojca bo porzucił rodzinę i jej relacje z matką, babką i siostrą nie były dobre. Co chwila dochodziło do awantur, nawet tam przyjeżdżała policja z tego co wiem. Wiem, że była tam przemoc. Zresztą to się potem na mnie przekładało. Swoją złość wyładowywała na mnie czy to słownie czy potem już nawet fizycznie (bicie, kopanie, gryzienie, szczypanie itp.). Po za tym też jest osobą złośliwą. Jak się z nią pokłóciłem to potrafiła np. dokumenty które mi wydrukowała a których potrzebowałem na drugi dzień przyjść i mi je zabrać po prostu. Taki typ człowieka. Ale gdzieś w głębi widziałem w niej dobro bo była dobra dla mnie i jej zależało bo dbała o mnie ale jak wpadała w szał to była przemoc fizyczna i psychiczna. Ona wielokrotnie robiła z siebie ofiarę, że to ona jest pokrzywdzona itp. chociaż nie wiem jak to naprawdę było w jej rodzinie bo nie miałem możliwości tego sprawdzić. Także generalnie tak to wyglądało. W ogóle na początku znajomości próbowała mnie mieć tylko dla siebie – chciała abym nigdzie nie wychodził itp. Ale jej wtedy powiedziałem, że albo się ogarnie albo ja odchodzę. No i problem też polegał na tym, że szantażowała mnie tym że się zabije – wysyłała zdjęcia z nożem przy ręce czy przy szyi albo zdjęcie, gdzie obwiązała się kablem i że będzie się dusić. Zresztą przy mnie akcje z kablem były wielokrotnie. Ja wiem, że to nie jest normalne bo nikt normalny się tak nie zachowuje. Jak chciałem wielokrotnie zakończyć związek to właśnie takie cyrki odstawiała – tu z tym kablem albo ze skoczy do stawu.. Ogólnie mówiąc pod wieloma względami pasowaliśmy do siebie – ja lubiłem się napić piwka, ona też, lubiła spacery i ogólnie dobrze się czuliśmy w swoim towarzystwie. Naprawdę przeżyliśmy piękny czas. No ale nadszedł pewien moment w życiu, gdzie bardziej zaczęło mi zależeć. Zapragnąłem ślubu i jej o tym powiedziałem. Zacząłem się bardziej starać i ona to widziała i wtedy się zaczęło. Przestała się ze mną spotykać, unikała jak mogła spotkań, zaczęła kłamać, że pracuje a była w domu..albo raz było tak, że chciała abym przyjechał, ale za 2 dni mi piszę że jej wujek zmarł co nie było w ogóle prawdą. Może mi ktoś to wytłumaczyć o co tu chodzi? Nie rozumiem kompletnie. Każde spotkanie tak teraz wyglądało, że robiła wszystko aby mnie zasmucić, bym cierpiał, płakał. Po prostu widziałem, że jej to satysfakcje sprawia. Jak kiedyś bardzo przy niej płakałam to ona sobie nic z tego nie robiła tylko siedziała i jakby nigdy nic. Zero reakcji. Wiem, że gdzieś tam upadałem i pokazałem słabość i powinienem ją za to wszystko dawno popieprzyć ale naprawdę mi szkoda było tych lat i wierzyłem, że ona się ogarnie ale było tylko gorzej. Coraz większe mi szpile wbijała. Kochać się już ze mną nie chciała, zresztą jej były chłopak brał ślub to mi mówiła ze jest jej smutno z tego powodu i w ogóle. Non stop podobne dogrywki. Ja jej nigdy takich rzeczy nie mówiłem. Fakt, że oskarżałem ją o zdradę bo miałem powody i jej pisałem i mówiłem rożne rzeczy ale miałem powody. Powody były takie, że raz się pokłóciliśmy a ona w ten czas założyła portal randkowy i pisała z jakimś typem i to takie rzeczy, że maskra.. później była sytuacja, gdzie chłopak jakiś do niej napisał a ona od razu w skowronkach i pisała z nim długi czas choć prosiłem aby zakończyła znajomość to nic to nie dało. Naprawdę nie wiem za co mnie tak nie nawidzi.. Zrobiłem wszystko aby ratować związek.. Starałem się być najlepszy jaki mogłem i nie wiem gdzie ja błąd popełniłem. Na każdym kroku próbowała ze mnie winnego zrobić i jak coś do niej mówiłem to nic nie docierało – odwracała się i uciekała albo mnie przekrzykiwała i tak nasze rozmowy wyglądały. W końcu zdecydowałem się, że przestane się odzywać i ona z 2 razy zadzwoniła w przeciągu kilku dni a ja nie odebrałem i tyle. Pokazała mi ile naprawdę dla niej znaczę. Według mnie to jest po prostu chora osoba. Zresztą byłą u psychologa to psycholog jej powiedział aby poszła na konsultacje do psychiatry i powinna tabletki brać to efekt był taki, że powiedziała iż to psycholog jest „pierdolnięty”. Po za tym ona ma założoną niebieską kartę w rodzinie. Nic z tego wszystkiego po prostu nie rozumiem. Jak próbowałem z nią porozmawiać spokojne o co tu chodzi, czego oczekuje i jak to ma wyglądać to kończyło się śmiechem, wrzaskiem itp. Dlatego już miałem dość i popierdoliłem wszystko w pizdu. Jest mi źle i smutno, ale chyba w głębi wiem, że jest dobra decyzja lecz bardzo bolesna bo z takim człowiekiem nie da się żyć. Ktoś może mi powiedzieć gdzie jest problem? p.s. Ostatnio przypadkowo się spotkaliśmy się na mieście po ponad miesięcznym braku kontaktu. Gadaliśmy ze sobą, a potem skończyło się seksem jakby nigdy nic (inicjatywa z jej strony, ja nawet tego pod uwagę nie brałem). Wiem, że nie powinienem, ale nie umiem jej odmówić.. Ona mi mówi, że chce by było jak dawniej, ale nie potrafi być taka jak kiedyś i że potrzebuje czasu.. O co w tym wszystkim chodzi? Pomoże mi ktoś uzyskać odpowiedź ?
  19. Proszę o pomoc, nie wiem już co robić. Moje relacje z rodzicami zawsze były dość poprawne, oni uważali wręcz ze wychowali mnie w sposób idealny. Nigdy się nie zbuntowałam jako nastolatka, za to wszystkie awantury w domu były o to, że powiedziałam coś nie takim tonem jakim życzyli sobie tego moi rodzice. I tak im zostało do moich dorosłych lat. Mój ojciec jest osobą, jak to sam określa, bardzo ekstrawertyczną, co się objawia tym, że w towarzystwie mówi tylko on, on wszystko wie najlepiej. Jestem z wykształcenia tłumaczem języka rosyjskiego i on tez zna ten język. Ale za każdym razem kiedy pytał mnie jak coś jest po rosyjsku i mu odpowiadałam, mówił mi ze jestem głupia i się nie znam. Tak w żartach to mówił. Od dziesięciu lat jestem mężatka i mam kilkuletnie dziecko. Mój mąż jest bardzo wyczulony na szacunek i poczucie własnej wartości, z tego względu nieraz zachowania mojego ojca go irytowały, a i ja zaczęłam na nie bardziej zwracać uwagę, bo z wiekiem mój ojciec zaczynał się coraz gorzej zachowywać, a mama zawsze go tłumaczyła, zawsze stawała po jego stronie, jednocześnie będąc bierna i udając ze ona umywa ręce i przecież zawsze mnie wspiera. Jakis czas temu wybuchła wielka awantura w dniu naszej przeprowadzki kiedy moi rodzice opiekowali się moim dzieckiem. Byliśmy szaleńczo zmęczeni a ojciec robił uwagi ze nie mamy prawa być zmęczeni bo sami się na to zdecydowaliśmy wiec powinnismy być szczęśliwi. Mąż odburknął mu coś zirytowany i został przez ojca ochrzaniony jak małe dziecko ze nie będzie się do niego zwracał tym tonem. Do tego dochodzi podkopywanie przez ojca moich rodzicielskich decyzji i mojego autorytetu jako rodzica. Przy moim dziecku jawnie je kwestionuje i robi po swojemu. W ostatnim czasie doszło do sytuacji, w której mój ojciec po większej ilości alkoholu bardzo wulgarnie mnie nazwał, usłyszał to mój mąż i moje dziecko. Mąż stanął w mojej obronie, mówiąc ze tata od dawna podkopuje moje poczucie własnej wartości i jeszcze słyszy to nasze dziecko. Od tamtej pory nie mam kontaktu z rodzicami, napisałam im ze potrzebuje czasu żeby to siebie wszystko poukładać i jestem zapisana do psychoanalityka. Najpierw probowali mnie skłonić do spotkania lub telefonu pisząc mi ze mama się bardzo złe z tym czuje, cały czas płacze itp. Kiedy odmówiłam zaczął się szantaż emocjonalny. Od wyśmiewania mojej wizyty u psychoanalityka, bo chyba nie będę się leczyć z relacji z rodzicami z którymi nie mieszkam od tylu lat, przez udowadnianie mi ze przecież tyle lat mnie wspierali pomagając przy dziecku i ze to ze ojciec wyrzucił mojego męża z domu za fraki to było staniecie w mojej obronie bo mama zrobiłaby to samo gdyby zdążyła przed tata (wiem ze to brzmi bez sensu ale to ich autentyczna argumentacja), aż po podkopywanie mojej relacji z mężem i próby wejścia pomiędzy nas oraz groźby ze któreś z nich popełni samobójstwo. A to wszystko dlatego ze nie przyjęłam od razu przeprosin, nie chciałam się spotkać i od razu wszystkiego zamieść pod dywan i potrzebowałam czasu. Proszę o radę co mam robić. Na razie ignoruje ich wiadomości, nie mam siły przepychać się z nimi w smsach...
  20. Hej, od jakiegoś czasu czuje na plecach opinie calej rodziny bo nie chodzę do pracy, a jak już do jakiejś pojde to nudzi mnie po 2 miesiacach i czuje, ze marnuje moj potencjal za 2 tys. zl. na miesiac i sie zwalniam. Jestem pasjonatem zegarków i miesięcznie potrafię dorobić na nich ok. 1000 zł. więc nie czuje potrzeby uginania się przed polskim chamskim szefem, który uważa sie za pana i wladce. Ogólnie zawsze byłem dziwakiem. Jestem mistrzem świata w tańcu cwalk, wygrałem 1 turniej bo tanczylem inaczej niz reszta, ale przez 10 lat bylem hejtowany o moj styl, czesto slyszalem opinie ludzi na turniejach - co to jest? Jestem po studiach medycznych - dietetyka i ziołolecznictwo - rodzice zawsze mi mowili, ze nie zdam matury bo kiedys uwalilem technikum mechatroniczne, chodzilem na blały i tanczylem. Nie wiedzialem co dalej zrobic ze swoim zyciem, usiadlem z rodzicami do rozmow i skonczylem wybrany przez nich kierunek kucharz, potem poszedlem do liceum i zdalem ta mature i poszedlem na studia. Niedawno zrobilem kurs na kat C. na zawodowego kierowce. Rodzice mowia mi, ze mam sobie to odpuscic bo to niebezpieczna praca. Mozg mi wariuje, mam 27 lat, za 2 miesiace wyjezdzam z dziewczyna do Norwegii do pracy, bo ona tam dostala kontrakt na 2,5 roku, a ja? Nie wiem co ze mna tam bedzie. Zastanawiam sie czy nie zrobic sobie kursu na wizek widlowy by dodatkowo sie zabezpieczyc. To wszystko mnie zaczyna przerastac. Samemu nie potrafie tego juz ogarnąć, mam balagan w glowie i mimo prowadzenia kalendarza czesto nie robie wszystkich rzeczy co zniecheca mnie do robienia czegokolwiek...
  21. Witam, moim problemem jest moje małżeństwo. Od 6 lat jestem w związku małżeńskim mam dwoje dzieci. Mąż uważa że starszy syn (6l) jak to on mówi "nie da się lubić" syn jest super dzieckiem. Ma chumorki i swoje zagrania jak inne dzieci, bywa marudny , zrzedliwtly czasami ciężko zlto wytrzymać stara się stawiać na swoim (najczęściej chodzi o granie na kom lub oglądanie yt) nie ma tego nie wiadomo ile pół godziny dziennie, bajki ograniczone a mąż ciągle się go czepia. Syn jest bojacy, kazd wysokość go przeraża. Ja go rozumiem bo sama nie jestem zwolenniczką wysokosci. Mąż się z niego nasmiewa, wyzywa od dziewczynek itd. Z tego powodu jest dużo kłótni. Syna porównuję do siebie powtarza ciągle " ja w jego wieku robiłem to i to a on nie potrafi" ciągle obarcza mnie wina ze syn jest taki nie poradny. Mąż chce wszystkich kontrolować a jak coś nie wyjdzie to moja wina. Ciągle coś się dzieje.. Ja już nie mam siły jak mu tłumaczyć że szyb potrzebuje ojca a nie tyrana. To jest jeden problem a jeszcze jest drugi. Mieszkamy u rodziców męża mamy dwa małe pokoje i reszta wspólna. Mąż nierozmawia z matka już rok, poklocili się jak robiliśmy remont w pokoju bo tesciowej coś nie pasowało że tv duży kupiliśmy w końcu a patrzylismy przedtem w 16cali tv. I meble zmieniliśmy i wg. Mąż zapalony gospodarz chce odziedziczyc gospodarstwo i z tego cała afera że on z tad nie pójdzie a ode nie wymaga dziwnych rzeczy. Chcę zebym z teściową nie rozmawiała, ciągle się o to awanturuje, przyjedzie ktoś przeszkadza że usiądę i porozmawiam jak człowiek kiedy dzieci pójdą do kuchni czy co kolwiek. Według niego najlepiej by było żebym z nikim nie rozmawiała tylko z nim. Taka kłótnia była wczoraj, przyjechała jego bratowa i rozmawiałam, z nią w kuchni ( oczywiście mąż jej nie lubi jak wszystkich że swojej rodziny) jak to zobaczył że jeszcze jest teściowa zrobił A wanture mi i się nie odzywa. Zaraz nie chce jesc nie przychodzi na sniadania czy obiady, sam czasem wezmie coś po cichu żeby nikt nie widział a tak to nie będzie nikt jadł, lhbj się wtedy napić jak się jakiś problem, ciągle uważa że on ma rację i niikt inny. Nawet podczas takiej kłótni ktroa trwała kilka dni bo się nie odzywał a jak on się nie odzywał nie chodziłam i go nie prosiłam. Później sprawdzam jego telefon a on czytał o opowieszeniu się czy to boli, jak wygląda taka śmierć itd. Już drugi raz to zauważyłam. Zapytany o to nic nie odpowiada. Nie niewiem co. Zkim zrobić. Nie chcę się wyprowadzić od rodziców a ja już dłużej z nim nie mogę wciąż w kłótni zycc....:(
  22. Witam, mam 24 lata. Od ślubu nie odzywam się z mama. Nie wiem od czego zacząć, bo jest tych wątków bardzo dużo. Moja mama rozwiodła się z ojcem, kiedy miałam 10 lat, zawsze wmawiała mi i rodzeństwu, że on był zły, złodziej itd, mamy uważać, bo może nas porwać. Ostatnio mój kontakt z ojcem się poprawił i nie wychodzi na tak złego jak opisywała go mama. Żałuję, że nie zaprosiłam go na własne wesele. Mojej rodziny nie było na ślubie, mimo zaproszeń i próśb. Moja mama stwierdziła, że całą rodzinę namówi by nie poszli. Z mężem, przez moją mamę zmienialiśmy kilkukrotnie datę ślubu, ostatecznie jak zaszłam w ciążę określiliśmy termin, mama stwierdziła, że nie pomoże w opłatach ślubnych. Poroniłam, ona zaczęła się kłócić z moim mężem, twierdziła, że jest złym człowiekiem. On tylko próbował uświadomić jej, że wywyższa moja siostrę, a mnie traktuje jakbym była nikim. Na ślubie nie było rodziny z mojej strony,bylo mi bardzo przykro. Moja matka się do mnie nie odzywa, bo twierdzi, że to ja powinnam dbać o matkę i pytać jak się czuje. Jestem teraz w ciąży a ona jeszcze ani razu nie zapytała jak się czuję. Moje siostry też czują się urażone, nie mam z nimi kontaktu. Po czyjej stronie jest wina? Często mam wrażenie, że moja matka jest psychiczna.
  23. Dzień dobry. Może mój problem wyda się błahy ale mi często w gorsze dni spędza sen z powiek. Jestem kobieta, mam 37 lat. Od dawna mam problem w relacji z moja matką, a polega on na tym,że nie potrafię zmusić się do kontaktów z nią, nie potrafię udawać że mam na nie ochotę, bo jej po prostu nie lubię. Wynika to z tego jaką jest osobą, z jej zasad morlanych, podejścia do życia i głównie z tego jak mnie traktowała w dzieciństwie i wieku nastoletnim. Byłam dla niej albo przezroczysta, albo zasłużyłam sobie na jej "miłość" bo akurat zrobiłam coś fajnego, dostałam dobrą ocenę, itp. Kiedy miałam jakiś problem ona mówiła mi że przeze mnie to same problemy.Nie miałam zupełnie jej wsparcia, takiego jak to powinno wyglądać w miłości, żadnej empatii. Kiedy zachorowałam na depresję miała do mnie pretensje ze na pewno udaję bo nie chce studiować. Nawet dziś kiedy o tym pisze cisną mi się łzy do oczu. Zawsze miałam wrażenie że ja jestem tylko dla niej, aby ją zadowolić, aby to ona czułą moja miłość ale nigdy na odwrót. Żadnego zrozumienia z jej strony. Tego już nie zmienię. ale dziś ona oczekuje ode mnie dobrych relacji.A to zebym ją odwiedziłą, a to zebym z nia gdzies pojechała.Kiedy ja najzwyczajniej nie ma na to ochoty jak nie ma się ochoty spędzać czasu z kimś kogo się nie lubi. Wiele razy zbierałam się na rozmowę z nią.Aby jej powiedziec prosto z mostu że nie mam ochoty na przyjaźń z nią,że jej nie lubię i nie chcę.=. Czy to jest dobry pmysł. Wiem, że ona to bardzo przeżyje ale przecież moje uczucia sa tez ważne. Nie lube zmuszać się do niczego bo kumuluje te emocje w sobie. Jak rozwiązać ta sytuację. Jak do tego podejść aby nie czuć się w tej sytuacji tak źle.
  24. (Przepraszam z góry, jesli podczepiłam temat pod złą kategorię, sama nie wiem gdzie by pasował...) Dzień dobry, mam problem dotyczący mojej 15-letniej córki. Do niedawna córka (mimo wybuchowego charakteru i niestabilności emocjonalnej) nie sprawiała większych problemów wychowawczych. Mogę powiedzieć, że wręcz martwiła mnie tym że całe dnie po szkole przebywa w domu, z nikim się nie spotyka, ani nie ma nikogo szczególnie bliskiego w postaci np przyjaciółki czy dobrej kolezanki. Miałam wrażenie że się izoluje. Zdarzyło się, że znalazłam jej pamietnik, a w nim przerażające dla mnie zapiski... dotyczyły głównie tego że czuje się samotna, nie chce żyć itp. Oczywiście nie powiadomiłam jej o swoim znalezisku, ale robiłam wszystko żeby jej pomóc. Dużo z Nią rozmawiałam, choć nie było to łatwe, w końcu zdecydowałam (za Jej aprobatą), że znajdziemy Jej dobrego psychologa, który spróbuje Jej pomóc. I tu znów pojawił się problem, ponieważ żaden z psychologów (było ich kilku), mojej córce "nie odpowiadał". Zaakceptowała jedynie tego który sugerował diagnozę depresji i wyszedł z propozycją leczenia farmakologicznego. W efekcie całkiem zrezygnowała z terapii. Później nastąpił okres (W mojej ocenie) poprawy jej stanu. Była bardziej pogodna, rozmowna i skora do pomocy. W tym roku skończyła szkołę podstawową i złożyła papiery do liceum. Wszystko wydawało się być w porządku. Zaczęła nawet wychodzić z domu, poznała nowych znajomych. I tu zaczęły się schody... Paczka znajomych z którymi się spotyka to osoby w wieku 15-20 lat. Piją alkohol, palą papierosy i próbują innych substancji co mnie bardzo martwi! Wśród nich jest chłopiec, który ma 19 lat, wiem od córki że zaczęli się spotykać i mówiąc najprościej, chodzą ze sobą. Chłopak ma na koncie wyrok, za próbę włamania, regularnie pije, imprezuje itp itd Córka jest Nim wyraźnie zauroczona i nie ma zamiaru zerwać znajomości. Ja Jej do tego nie zmuszam, ale wyraźnie sugeruję że taka znajomość może się dla Niej nienajlepiej skończyć... Ostatnio znalazłam w kieszeni Jej bluzy prezerwatywę, stwierdziła, że kolega "dla beki" wrzucił Jej ją do kieszeni. Staram się być wyrozumiała, rozumiem uroki młodości, spodziewałam się, że w wieku 15 lat córka zacznie eksperymentować na wielu polach, ale zupełnie nie wiem jak mam na Jej zachowania reagować! Nie chce niczego kategorycznie zabraniać, bo spodziewam się że to przyniesie odwrotny skutek od zamierzonego. Wczoraj córka wróciła po spożyciu alkoholu, chociaż usilnie się tego wypierała. Nawet po całonocnych wymiotach i kolokwialnie mówiąc, wyraźnym kacu rano! Jak mam na to zareagować? Powinna mieć zakaz wychodzenia? Czy wystarczy rozmowa i wyraźne wyznaczenie granic? Przyłapałam ją wiele razy na kłamstwie, więc nie mogę Jej już wierzyć na słowo! Do tej pory miała czas na wizyty u znajomych do 22.00, przez nagminne spóźnienia i nie odbieranie telefonu, skrócilam ten czas do 21.30. Przeważnie dzwoni do mnie i próbuje sobie ten czas wydłużyć, ale chce być konsekwentna i nie zgadzam się. Chcę znaleźć złoty środek w tej sytuacji. Nie chcę żeby pomyślała że ma we mnie wroga, ale nie mogę też pozwolić na wszystko, bo wiem że zbytnia swoboda będzie przez moją córkę maksymalnie wykorzystana, niestety w złym tego słowa znaczeniu... Jak wyznaczyć granicę? Gdzie ją postawić? Jak rozmawiać z córka, żeby nie odbierała moich rad i zakazów jako ataku na siebie? Z góry dziękuję za odpowiedź! Bardzo na nią liczę, ponieważ sama nie jestem już w stanie opanować tej sytuacji... Pozdrawiam!
  25. Mam 34 lata i od kilku miesięcy jestem singielką - w dużym stopniu z własnego wyboru. Przez 4 lata byłam w związku z narcystycznym pedantem. Zostawił mnie na miesiąc przed ślubem. Potem związałam się z przyjacielem, który był dla mnie ideałem, pod względem charakteru, poglądów, byliśmy bratnimi duszami. Nikogo nigdy nie kochałam tak bardzo mimo że wiedziałam o nim wszystko...a w życiu zrobił wiele głupstw i złych rzeczy. Nie przeszkadzało mi to, bo wiedziałam, że to przeszłość i teraz jest innym człowiekiem. Wiedziałam, że jest socjopatą. Przyznał mi się do tego. Przeczytałam wiele książek na ten temat, rozmawiałam z psychologami, wiele osób mnie ostrzegało ale nie obchodziły mnie opinie innych ludzi, przecież go kochałam, znałam go lepiej niż oni. Po pół roku zaczął czepiać się wszystkiego, stwierdził że mi nie ufa, że jestem zazdrosna i zaborcza. Owszem zdaję sobie sprawę z moich problemów, próbuję sobie z nimi radzić ale prawda jest taka, że po kilku miesiącach przebywania w tej relacji mój stan psychiczny sięgnął dna. Po rozstaniu pojawiły się myśli samobójcze, byłam tak zmęczona, znudzona życiem, nic mnie nie cieszyło, nic nie miało sensu, straciłam wielu przyjaciół, znajomych, byłam sama a rozpaczliwie potrzebowałam kontaktu z ludźmi. Wszyscy w około mnie pocieszali, przyjaciele i rodzina. Dopiero jedna z koleżanek powiedziała mi pewnego dnia: przestań użalać się nad sobą! Naprawdę twoje problemy są z du..y wzięte! Są ludzie, którzy mają prawdziwe problemy i tak nie histeryzują! Co zrobiłam? Najpierw zaczęłam płakać, a potem jej podziękowałam. Uspokoiłam się, zaczęłam żyć od nowa. Wtedy zrozumiałam, że nie potrzebowałam użalania się nade mną tylko solidnego kopniaka w zad żeby wziąć się w garść. Czy to możliwe, że podświadomie wybieram ten typ faceta, toksyków, socjopatów, narcyzów? To ja zwykle robię pierwszy krok w stronę faceta, który mnie intryguje, jest wg mnie ciekawy. A zarówno były bokser, socjopata jak i chłopak z rodziny wojskowych, którego ojciec był alkoholikiem, a 10 lat starszy brat uciekł z domu w wielu lat 17, wydawali mi się interesujący. Do tego jeden i drugi byli bardzo inteligentni. Socjopata po kilku miesiącach uznał, że jestem dla niego niezwykle ważna jaka osoba, że nie potrzebuje przyjaciół, bo ma mnie i tyle mu wystarcza. Mówił to z premedytacją, bo dopiero teraz zaczynam rozumieć, że on znał mnie lepiej niż ja jego. Miało to na celu wzbudzenia we mnie poczucia własnej wartości, żebym poczuła się ważna, potrzebna. Wszystko żebym tylko nie odeszła, nie zostawiła go. I tak żerował na mojej naiwności i emocjonalności do czasu aż poznał inną dziewczynę, młodszą być może ładniejszą i mnie zostawił. Jestem teraz sama i bardzo się z tego cieszę. Odpoczęłam psychicznie i nie wiem czy kiedykolwiek zechcę wrócić do jakiegoś związku. Bo i po co skoro kolejny wybór będzie podobny. Żadni inni mężczyźni mnie nie pociągają. Oczywiście lubię gdy chłopak jest miły ale tylko jeśli jest ze mną na stopie koleżeńskiej. Nie widzę go w roli partnera życiowego. Naturalnie nie chodzi też o to żeby facet mnie bił, poniżał i wyzywał ale lubię złośliwych i inteligentnych facetów. Takich którzy wbijają szpileczki a wtedy ja mogę im się odpłacić. To podniecające i trochę jak gra wstępna. Dlaczego tak się ze mną dzieje? Czy w ogóle jestem w stanie stworzyć stały związek?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.