Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'toksyczni-ludzie'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 165 wyników

  1. Witam. Mam problem z partnerem 28 letnim. Mamy 5 miesięcznego synka. Partner jest nim zachwycony, potrafi pałac bardzo duża euforia do synka, do mnie. Ale nagle potrafi się wszystko odmienic i nas nienawidzi, a dokładnie mnie... Najgorzej jak wypije... Nie potrzeba wiele wystarcza 2/3 piwa, i wpada w trans. Pierw potrafi się śmiać zwłaszcza wsrod ludzi, a jak zostajemy w zaciszu domowym po czasie zmienia się w potwora. Choć przy ludziach też się zdarzyło. Zaczyna mnie wyzywać, pluć na mnie, bić... Wtedy wychodzi, zaczyna bardzo dużo pić i wraca w środku nocy dobija się, a ja się go boję. Jego siostry mówiły że kiedyś za ofiary robił swoich rodziców oraz jedną z sióstr... Szukał kogoś słabszego, nad kim ma władzę, wtedy go znizy do samej ziemi, obraża od najgorszych, a na sam koniec mówi, że to ta osoba jest winna. Że on nie zaczął tylko ktoś inny. Ja jestem bardzo zmęczona opieka nad dzieckiem, ponieważ mały jest bardzo wymagający. Zazwyczaj on to rozumie, pomaga mi, ale dziś miał pretensje jak ja mogę być wiecznie zmęczona... Czemu to ja chce spać (mimo że była już 21), zaczął mnie obrażać, wyzywać, pluc, rzucać parowkami które sobie zrobił... Widział że i ja i dziecko płaczemy to jakby to go bardziej rajcowalo, jakby nabieral sił, że znalazł ofiary, że jesteśmy słabsi i nie możemy nic zrobić... Uciekł z domu, bo miała przyjechać jego siostra... Ja nie wiem już czy on jest chory psychicznie, myślałam o rozdwojeniu jaźni, zwłaszcza, że przed tą afera się śmiał i mówił że chce mi się oświadczyć, że chce mieć jeszcze jedno dziecko... Jeżeli to choroba psychiczna to jak nakłonić taka osobę do leczenia? Co zrobić? Jak powiem mojej rodzinie to będą kazali mi od niego odejść, ale on potrafi być bardzo dobry. Czy może to tak alkohol działa? Wystarcza 2 piwa, by przypomniały mu się chwilę jak pił kiedyś ze swoimi znajomymi i może wtedy jemu źle że założył rodzinę i chce do nich wracać? Tylko czemu chwilę wcześniej mówi jak mnie kocha i nasze dziecko... Bardzo proszę o pomoc, czy ma sens być z kimś takim i pomoc jemu z chorobą? Jak to zrobic? Wiem że mój syn nie może się tak wychowywać i być narażony na przemoc i taka sytuacje patologiczna w domu, lecz wiem że dziecku jest potrzebny ojciec i wiem jak oni potrafią się razem bawić, śmiać razem i się przytulać... Ostatnio jak nasz syn się rozchorowal to szybko z pracy wracał by z nami iść do lekarza i nam pomóc w domu. Ogólnie on tak ma że przynajmniej raz w miesiącu jemu coś odbija i zmienia się w potwora kiedyś było to czesciej ponieważ pił sporo... Bardzo proszę o pomoc
  2. Witam . Od 4 lat jestem w toksycznym związku . Gdy poznałam mojego partnera , wiedziałam że ma on żonę. Pokochaliśmy się bezgranicznie. Jednakże przez cały czas byłam zapewniania że weźmie z nią rozwód. Cały czas w kółko powtarzał mi " że jest w trakcie" A ja głupia zaślepiona wierzyłam. Aż do teraz . Minęły przeszło 4 lata a ONA jak była jego żoną, tak jest nią do teraz. On tłumaczy się tym, że ona go szantażuje , że straszy go że zabije siebie i córki ( ma on 2 córki z małżeństwa) A ja do tej pory czekałam, i się nie doczekałam. Nie wiem na prawdę co mam już robić. Cały czas mówi mi że to mnie kocha, że łączą go z nią już tylko dzieci.. Że nie ma już między nimi żadnej więzi.. Od jakiegoś czasu zaczął mnie bardzo źle traktować, ciągle mnie krytykuje, krzyczy na mnie , o każde niepowodzenie, o każdy mały problem obwinia mnie. A sam nie widzi i tak na prawdę chyba nie potrafi pojąć, jakie trudne było dla mnie wytrwania 4 lat w takim "związku". Nie potrafi tego docenić. Rok temu gdy mieliśmy 2 miesięczna przerwę, okazało się że przespał się z żona. I ona zaszła w ciążę. A ja oczywiście mu to wybaczyłam, gdzie on na tą chwilę w ogóle nie patrzy na to że wybaczylam mu zdradę. Najbardziej boli mnie fakt że, gdy jesteśmy razem w domu, to On zamiast spędzić ze mną trochę czasu, to w każdej wolnej chwili ... Nawet ukrywając się, odczytuje od niej wiadomości, odsluchuje od niej wiadomości glosowe . Blokadę na telefon również założył A tłumaczy się tym , iż kiedyś sprawdziłam mu telefon, (przeczytałam jednoznaczną wiadomość) , i on teraz ma uraz do sprawdziania mu telefonu. Logiczne jest to że coś przede mną ukrywa . Nie wiem co mam robić na prawdę, w szczególności że mamy teraz 3 miesięcznego syna. Sama doskonale wiem jak to jest żyć/wychowywać się bez ojca, a jak każda matka nie chce źle dla mojego dziecka. Tylko mój skarb malutki musi patrzeć codziennie na zapłakaną mamę.
  3. Mam 25lat,jestem kobietą. Jestem w związku od 9 lat. Mam wrażenie, że jest ze mną coś nie tak, gdyż kocham swojego narzeczonego, ale ciągle się z nim kłoce, to ja wszczynam awantury, wyzywam go i nie potrafię przestać. Bardzo go kocham. Gdy już emocje opadną to przepraszam go, ale widzę jak na przestrzeni lat on się zmienił. Kiedyś był otwartym pewnym siebie człowiekiem, teraz boi się odezwać żeby nie powiedzieć czegoś co doprowadzi do awantury. Pochodzę z rodziny, gdzie ojciec codziennie znecal się psychicznie nade mną i rodzeństwem. Bił mamę. Ja teraz widzę to, że jestem w zachowaniu podobna do niego, a nie chce taka być. Proszę powiedzcie co mogę zrobić, aby zmienić ta sytuacje. Przez te kłótnie nie uprawiany seksu już od kilku miesięcy. Mój narzeczony nie ma ochoty, ja też. Jak kiedyś dochodziło do zbliżenia, to często było tak, że on nie dochodził bo strasznie się stresowal. Wypominałam mu to, i przez to zablokował się. Chcę się zmienić ale nie potrafię.
  4. Witajcie jestem chłopakiem w klasie maturalnej, moja matka jest nałogowym alkoholikiem, a ojciec agresywnym sadystą, który znęca się nad nią psychicznie oraz fizycznie. Matka jest bezrobotna, nigdy nie pracowała zajmowała się domem, zapewne przez despotyzm ojca i brak zajęcia w domu popadła w alkoholizm. Skąd wiem, że jest alkoholikiem? Otóż wstaje o 5 rano codziennie i biegnie do sklepu po alkohol kiedy ja i ojciec najczęściej śpimy, piwo trzyma schowane po szafach, ubraniach, wszędzie gdzie się da i pije na okrągło, przez cały dzień. Wielokrotnie próbowałem jej pomóc, prosiłem, błagałem chciałem zapisać ją na terapię ale ona nie chce i koniec ZAWSZE znajduję wymówkę typową dla osoby uzależnionej. "A co ja mam z tego życia? A inni nie mają się tak źle jak ja. Ja sprzątam i gotuje więc mogę się napić" czytaj upić do nieprzytomności i dusić się z powodu nałogowego palenia papierosów. Pije odkąd pamiętam, całe moje życie, nic nie mogę zrobić zabranie jej alkoholu kończy się szarpaniem drapaniem mnie po rękach, a nawet gryzieniem... Nic jej nie powstrzyma, na dodatek ja nie palę, ba nienawidzę papierosów jak mało czego w akcie zemsty będzie palić gdzie się da, żeby zrobić mi na złość a ja nie chcę tracić swojego zdrowia jej kosztem... Mój ojciec również nadużywa alkoholu, jest górnikiem "taka kultura, chłop musi wypić". Jest niesamowicie władczy i podły traktuje mnie jak śmiecia, wyzywa mnie od "skur***** , idiotów, eunuchów, nieudaczników życiowych" itd. Jestem nieudacznikiem bo uwaga rok w rok przynoszę do domu świadectwo z czerwonym paskiem, bo mam pasje, bo uczę się, bo chcę uciec z tego domu kiedy miał możliwość... Męczę się niesamowicie, nikt nigdy nie chciał mi pomóc, jako dziecko za bardzo się wstydziłem, żeby zgłosić sprawę różnym instytucjom + nie chciałem trafić do domu dziecka, chciałem żyć chociaż odrobinę "normalnie" jak moi koledzy... Ojciec już od jakiegoś czasu mówi mi, że to jego dom i nie mam tutaj nic do powiedzenia, powiedział, że daje mi czas do czerwca a potem mam wypie***** , bo nie przynoszę żadnego pożytku i tylko wydaje pieniądze na moje utrzymanie . Ojciec bije matkę bardzo często, dzisiaj miała krwotok z nosa, liczne krwiaki i siniaki to codzienność, ona godzi się na to, gdyż on pracuje a ona jest uzależniona i dzięki temu ma pieniądze na papierosy i piwo, które "musi" zażywać. Zawsze się bałem, trząsłem, mam niesamowitą traumę, ciągle słyszę w głowie krzyki mojej matki, która jest przez niego katowana, jego wyzwiska w moim kierunku, obarcza mnie winą za to, że pozwalam matce pić, a jak już mówiłem ja nic nie mogę zrobić... Jestem bezradny, wpadam w ataki histerii i agresji, czasami z nerwów biję się po głowie, niszczę różne rzeczy, płaczę, nie mam sił podnieść się z łóżka... Za każdym razem muszę tam wracać i przeżywać to od nowa... Ten człowiek nie ma żadnego wstydu ani honoru... Wszyscy wiedzą jak on ją traktuje, mimo to nikt nie próbował nigdy nawet zadzwonić na policję, ja nie dzwoniłem nigdy bo się bałem zemsty ojca... Prawo w tym kraju to absurd, zanim go skażą za znęcanie się i bicie, on zdąży mnie zmasakrować, bo założą mu niebieską kartę i wypuszczą do domu jak gdyby nigdy nic... A on jest tak bardzo nieobliczalny i agresywny, ma przekrwione oczy, robi miny jak umysłowo chory, ślina toczy mu się z ust i szarpie kogo tylko może... Bo wie, że bez niego umrzemy z głodu Jestem już tym niesamowicie zmęczony, nie mam żadnej miłości, jestem nieszczęśliwie zakochany od ponad roku, kobieta, którą kocham po prostu mnie odtrąciła co również pogłębia mój dotkliwy stan emocjonalny... Nie piszę tego po, to żeby się nad sobą poużalać... Szukam pomocy, fachowej pomocy, nie mam pieniędzy na lekarzy, państwowo nie ma u mnie dobrych specjalistów a nie mam możliwości chodzenia po lekarzach, mam szkołę itd. Nie stać mnie też na ewentualne leki, gdyż rodzice mi ich nie kupią . Codziennie miewam myśli samobójcze, jestem osobą niezwykle wrażliwą, piszę wiersze znam języki i fascynuję się sztuką... W Boga nie wierzę, nienawidzę Go, nie chce mieć z nim nic wspólnego, nie życzę nikomu takiego cierpienia, ogarnia mnie nieprzenikniona ciemność, brak nadziei, marzę, żeby móc się do kogoś przytulić, kogoś dotknąć, żeby ktoś spojrzał w moje oczy i powiedział, że mnie kocha niezależnie jaki jestem... Chciałbym ze sobą skończyć ale nie umiem, po prostu. Smutek którego nie mogę pokonać, cierpienie które się nie kończy wywołuje u mnie gniew... Rozpacz, nie da się tego opisać co przeżywam... Jestem wrakiem
  5. Witam, mam 28 lat i chciałem podzielić się swoim problem i w miarę możliwości poprosić o darmową pomoc psychologiczną. Otóż w lipcu tego roku poznałem dziewczynę, zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Po trzech miesiącach rzuciła mnie. Mieszkamy ponad 250 km od siebie, ale często się widywaliśmy w miarę możliwości ona przyjeżdżała do mnie ja jeździłem do niej, ale zawsze jak się widzieliśmy robiłem jej śniadania, gotowałem obiad, jeździłem po pieczywo z rana do sklepu, gdy wyjeżdżała dostawała ode mnie lunch-box z obiadem tak aby nie przejmowała się zakupami po powrocie. Gdy za pierwszym razem pojechałem do niej do Warszawy, na co musiałem wziąć specjalne wolne ponieważ pracowałem w muzeum również w weekendy na umowie zlecenie, powiedziała mi w Królikarni, drugiego dnia pobytu, że za bardzo ją absorbuje, zamknąłem się, pojechaliśmy do PKiN w tramwaju spotkaliśmy jej kuzyna to nawet mnie nie przedstawiła, na PKiNku popłakałem się, bo cieszyłem się na ten wyjazd a otrzymałem ogromny ból, powiedziała, że poczuła się jak sadystka, drugim razem jak przyjechałem to miałem wolne i ona była na 1,5 tygodniowym zwolnieniu lekarskim, pojechałem jej pomagać, zrobiłem jej rosół z kaczki, za którą latałem pod dwóch biedronkach mimo, że nie znam Warszawy i zawiozłem ciepły koc, tu się w miarę cieszyła, na początku października byłem z nią na weselu, nawet jej nie zaprosiłem tylko sama powiedziała, że chce ze mną iść jak dostałem informację o weselu, gdy przyjeżdżała o 21.30 jeszcze leciałem po kawę dla niej i wodę bo o to prosiła przez telefon. W pierwszy weekend listopada umówiła się ze mną w Lublinie aby oznajmić mi, że ona tego wszystkiego nie potrzebuje, że ja rzucam jej kwiaty pod nogi bo mam jakieś braki i tym je zagłuszam, robiłem to bo to jest największe bogactwo jakie mam, nie jestem zamożny poza tym uczono mnie, że to jest właśnie partnerstwo, podnosiłem argumenty co dla niej czyniłem, ale dowiedziałem się, że nie mam prawa tego robić, natomiast ona wytoczyła argumenty, że przez to wesele musiała ponieść koszty finansowe i poświęcić pierwszy zjazd na studiach, dowiedziałem się też, że w Lublinie czuła się sama mimo, że czekałem 2 godziny na dworcu PKP aby nie przegapić pociągu, kupiłem bilety MPK na autobus abyśmy dojechali pod jej hotel, gdzie wiele otrzymałem smutku, potem poszliśmy na spacer i na obiad, za który ja zapłaciłem do tego po drodze chciała zapalić znicz pod Grobem Nieznanego Żołnierza, ale miałem zepsutą zapalniczkę, jednak kupiłem inną aby po drodze powrotnej zapaliła ten znicz bo wiedziałem, że jej na tym zależało, po czym odprowadziłem ją pod hotel. Następnego dnia widziałem się jeszcze z nią w Lublinie, gdzie umówiliśmy się na dworcu PKP, na którym już jej nie było, bałem się, że pojechała, ale byłą w kawiarni, pojechałem tam taksówką i dowiedziałem się znów, że ona tego wszystkiego nie potrzebuje, zrobiłem jej obiad na wyjazd, którego nie przyjęła, wcześniejszego dnia wzięła ode mnie kanapki, specjalnie dla niej robiłem. Dowiedziałem się jeszcze, że na pewno chce ją jakoś wykorzystać, ona jest urzędniczką w jednej z izb parlamentu i myślałem, że o to chodzi, ale ona wmawiała mi, że chce ją wykorzystać do uzupełnienia swoich braków, czyli, że jej właśnie po to gotuje, prasuje, zmywam po nas naczynia, ale wydaje mi się, że to jej przyjaciółki wprowadziły w nią taki pogląd, uważam, że jednak chodziło o to, że chce na jej plecach zrobić karierę, chciałem dla niej przeprowadzić się do Warszawy, której zupełnie nie znam, ale ona tam pracuje, zaczęła studia i po prostu mi by było łatwiej. Parę dni temu już po rozstaniu dostałem od koleżanki, u której byliśmy na weselu zdjęcia, moje zdjęcia z tą dziewczyną na weselu, całą noc płakałem i bolało mnie serce. Czy uważacie, że ona jest normalna, bo ja na koniec związku poinformowałem ją, po tym co już mi zrobiła, że tak jest sadystką i zimną suką. Jeśli chodzi o łóżko, to ofiarowywałem jej po 5 - 7 orgazmów na dzień, więc chyba nie miała na co narzekać w tej materii. Ja mam 28 lat ona 34. Bardzo proszę o jakąś podpowiedź jak ja mam to wszystko ogarnąć, dowiedziałem się, że irytowały ją moje smsy o poranku z życzeniami spokojnego dnia w pracy, robiłem to aby naprawdę miała spokojny dzień, że irytowały ją moje listy.
  6. Witam jestem kobietą, która ma lat 20 oraz jestem w krótko trwającym związku bo lada 9 miesięcy. Obecnie pracuje zagranicą gdzie też praca jest dość stresująca. Gdy miałam 11-13 lat moi rodzice strasznie się kłócili,i w wieku 14 lat wzięli rozwód gdzie musiałam szybko dojrzeć, niestety rodzice w tym czasie byli bardzo zajęci głównie kłótniami i robieniu sobie różnych złośliwych sytuacji, ponieważ co się okazało mama ma nowego partnera gdzie on również zaczął się przyczniać do różnych przykrych awantur min. szarpal tate i wiele innych. Ja w tamtym czasie przy okresie dojrzewania potrzebowałam rodziców a oni walczyli o mnie o jak o jakieś trofeum a to z tego względu, żeby rzadna ze stron nie płaciła alimentów. Zaczęłam się okaleczać, bardzo zamknęłam się w sobie, nie miałam na nic ochoty, zaczęłam chodzić do psychologa i było po jakimś czasie wszystko dobrze. Gdy osiągnęłam wiek 17lat poznałam chłopaka, z którym byłam 2 lata, lecz okazało się że jest bardzo agresywny po alkoholu, zaczął mnie bic a ja długi czas wybaczałam. Zaczął chodzić do psychologa, były momenty ze było juz ok ale pożniej zaczęło się to nasilać aż wkoncu zakoczyłam toksyczny związek. Zawsze sobie mówiłam on potrzebuje pomocy, musze mu pomoc, ale nie takim kosztem w tym okresie również zaczęłam się krzywdzić lecz już było jakieś słowo STOP. Po jakimś czasie poznałam chłopaka który był tylko ze mną bo miał jakieś korzyści. Po tych przykrych incydentach postanowiłam odpocząć od związku, być sama i tak też zrobiłam. Teraz mając już prawie 21lat poznałam chłopaka który od razu zawrócił mi w głowie, na samym początku jak to w związku jest kolorowo rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym znalazłam kogos kto mnie potrafił zrozumieć byłam bardzo szczęśliwa, lecz wszystko się zmienieło poprzyjedzie do pracy zagranica. Zaczęłam mu nie ufać bo te zaufanie stracił przez kłamstwa i już nie potrafię zaufać ponownie, bardzo często wypominam mu jego przeszłość, ponieważ prowadził okropny tryb życia. i tez nie miał go łatwego. Wiem że tego nie cofnie ale jak się kłócimy chce mu jak najwięcej wyrządzić przykrości nie wiem z jakiego konkretnego powodu. Czasem mam wrażenie ,że chcę komuś sprawić ból i ja również ten ból lubie odczuwać., ponieważ zaczęłam się znowu okaleczać, człowiek który prawie ma 21lat się okalecza? Ja jestem tego świadoma że daje chwilowe odetchnnienie, wstydzę się tego co robię ale nie mogę się opanować, gdy pojawia się konkretna kłótnia ja nie panuje nad tym, sięgam po coś ostrego. Gdy się już kłócimy zaczynamy się bić szarpać gdzie później oboje tego żałujemy. Zauważyłam,że nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Ostatnimi czasy bardzo jestem rodrażniona, budzę się w nocy, robię kłótnie o nic i zawsze to ja muszę mieć rację. Byłam kiedyś chora na padaczkę lecz lekarze stwierdzili że jestem zdrowa ponieważ ataki się nie pojawiają 4-5lat czy może być to również związek z neurologią? Jak panować nad agresją oraz jak ponownie zaufać?
  7. Hej Nie wiem od czego zacząć bo w sumie sporo tego i troche jest mi ciężko, a sądzę ze nie dostane pomocy ale spróbuje. Jestem młodą mamą i mężatką od 4 lat. Mam obecnie 23 lata. Tak wiem, wczesnie ale tak wyszło Zeby nie bylo, wszystko z milosci. Slowem wstępu : Ja sama z dzieckiem calymi dniami, on do późna w pracy i tak tworzyły sie klotnie. Dzieckiem na początku nie zajmował sie w ogóle, stąd moze ta mi oja wrogość do niego, przez co on uciekal w prace albo po prostu siedzial przed domem i pil piwo a ja nawet nie wiedziałam ze wrocil. Klocilismy sie co raz częściej, i mielismy hustawke w malzenstwie bo dwa dni bylo dobrze pozniek dwa dni klotni i tak dalej. Jednak wierzylam ze co by sie nie dzialo on mnie kocha i damy sobie rade. Jednak ten rok wszystko zmienił. Na początku roku odkrylam ze ma romans. Niby nic nie znaczące smsy ze ją kocha itp ale nic do jiej rzekomo nie czuł, seksu tez nie bylo, tylko jedno spotkanie i jeden pocałunek. Niby mial to zakończyć, bo sie przestraszył jak sie pocałowali ale tego dnia jeszcze z nią pisał. Niedobrze mi na samą mysl jak o tym pisze więc daruje sobie szczegóły... Oczywiście po tym swiat mi sie zawalił, przeciez planowalismy drugie dziecko, bylismy w trakcie szukania mieszkania a on to tak wszystko zaprzepascil.... Mieszkalismy osobno pol roku, w miedzy czasie rozpoczelismy terapie na którą chldzimy do dzisiaj, co prawda nie regularnie ale jednak. W między czasie wzielismy kredyt i kupilismy mieszkanie. To byla wielka niewiadoma z mojej strony tak naprawde, bo ja chcialam wybaczyć, chcialam zaufac ale bylo mi bardzo ciężko jednak wierzylam ze mi jakos w tym pomoże. Oczywiście pierwsze klotnie juz byly na początku, bo ja sie balam ze oklamuje a on tego nie wytrzymywał. Ogolnie w miedzy czasie były dwie takie awantury ze naprawde sie o siebie bałam. On oczywiscie obiecywał ze sie zmieni. Ma tez problemy z pracą, sam ustala sobie co danego dnia bedzie robil i potrafil pracowac po 18 godz, rekord to cala doba bo na dwie godziny juz mu sie nie chcialo wracac do domu przespac. Ogolnie zeby nie bylo, praca slabo platna jak na to ile i jak ciezko pracuje, nie warta oczywiście tez tego zeby zaniedbywac rodzine. Oczywiście obiecywał mi ze zacznie oracowac jak normalny czlowiek po 10h ale zawsze cos wypadnie ze i tak sie spozni. Tak więc z tym jest problem do tej pory i częste klotnie ze cale zycie poświęca pracy. W między czasie wyszlo ze jara trawe, myslalam ze dal sobie z tym spokoj tym bardziej ze jak pytalam, zarzekal sie ze tego nie robi, nawet jak nie mieszkalismy razem. Wyszlo ze przez te pol roku kopcil prawie caly czas na zmiane z piciem. Tak więc moje zaufanie ktore usilnie probowalam odbudowac znowu leglo w gruzach ( wiem ze chaotycznie, po prostu chce w miare naswietlic problem i ile tego jest). Finansowo tez jest kiepsko, ale bardziej chodzi o podejscie. Starcza nam na wszystko ale na glowie jest rata, rachunki i utrzymanie. Czasami wpadnie mu dodatkowa premia, co zaczal ukrywac i np ostatnio kupil sobie pistolet za 500 zl. Byla o to nieziemska awantura bo mnie oklamal ze w tym sklepie kupil gaz pieprzowy. Pozniej sprawdzilam ze to pistolet, jeszcze zamowiony na adres kolegi zebym nie wiedziala. Oczywiscie to ja mialam awanture ze zobaczylam w jego telefonie fakture za ten zakup, zresztą tak samo bylo jak znalazlam u niego trawe. Tez byla moja wina ze znalazlam. Zawsze mi sie dostaje za takie coś. Ale wracając do tematu, po tej akcji z pistoletem obiecal ze nie będzie wydawal bezmyslnie pieniedzy, tym bardziej ze ich bardzo potrzebujemy. Po miesiacu przyszedl z konsola do gier bo byla okazja a pomyslal ze ja sie moze nudze w domu i bede grala. Kilka dni temu za ostatnie pieniadze kupil oczywiście w okazyjnej cenie kilkanascie gier od kogos. ( konsola stoi nie uzywana odkad ją kuoil Nie oszukujmy sie, za te ponad 100 zl mialabym obiad na caly weekend dla calej rodziny. To takie ogolne podejscie do pieniedzy, oczywiście zakupy bez sensu są rytulalem co sobote. Przez te wszystkie zachowania co moje zaufanie podrosnie, tak znowu opada i tak w kółko. Ale glownym problemem jest to ze takie akcje kończą sie awanturami. Awantury to oczywiscie wszelkiego rodzaju wyzwiska, no i poniekad przemoc fizyczna w dwie strony. Padaly okropne słowa, i działy sie przykre rzeczy. Np rozbil mi telefon bo powiedzialam ze go nagrywam, na drugi dzien czekal na mnie telefon za prawie całą jego wyplate... No jest to chore. Oczywiście popychalismy sie, szarpalismy. Od jakiegoś czasu juz bałam sie go uderzyć bo wiedzialam ze dostane kilka razy mocniej. Po ostatniej awanturze powiedzielismy ze juz konczymy takie akcje bo to do niczego nie prowadzi. Tym bardziej ze wyglada to tak ze on znika na kilka dni nie odzywa sie do mnie a ja zostaje sama z dzieckiem. Przez to wszystko ledwo zyje, nie mam siły wstać z łóżka i czego kolwiek robic. W sumie doszlam do wniosku ze przy życiu trzyma mnie juz tylko dziecko. Na terapi malzenskiej Pani psycholog poradzila mi wizyte u psychiatry, chociazby po leki. W sumie nie potrzebnie mowila, bo on tylko to wykorzystuje ze powinnam sie leczyć. Mimo obietnic ze juz będzie inaczej, ten weekend był tragiczny. Tylko w sumie pierwszy raz było tak ze ja bylam ofiarą, zawsze sie bronilam i powiedzmy klocilismy sie we dwojke. Tym razem Bylam gnębiona cały dzień, rzekomo za to ze go obudziłam. Ale tak naprawde to nie powód zeby sie tak zachowywac. Bylam wyzywana jak zwykle od kurew, smieci, szmat, grubasow, nierobow itp ale dodatkowo nie moglam sie odezwać, tak bylo pol dnia. Prosilam go zeby dal mi spokoj ale gnebil mnie caly czas. Probowal mi wmowic ze to wszystko moja wina, ze jestem chora ze niszcze to malzenstwo. Naprawde przez chwile pomyslalm ze to moze cos ze mną jest nie tak. Tyle ze ja nic nie zrobilam, a on sie nigdy wcześniej az tak nie zachowywal. W moedzy czasie na mnie naplul, a to mnie poddusil jak cos odpowiedzialm nie tak, a to za wlosy mnie szarpał. W sumie skonczylo sie tym, ze sprowadzil mnie do podlogi, dostalam kilka razu w glowe. Pierwszy raz chyba z całej siły, bo az mnie zamroczyło. Grozil mi ze mnie zabije, darł sie ze to moja wina zs zniszczylam malzenstwo, ze jestem kurwą ( dla jasnosci nie ma podstaw zeby tak mbie nazywac, byl moim jedynym mezczyzna w zyciu) padly nawet slowa ze mógł byc z tamtą dziewczyna z ktora mial romans. Chciał mnie nawet nagrac i mialam powiedziec ze zniszczylam malzenstwo, ze wszystko to moja wina. Na koniec kazal mi wypierdalac, i zaczął uderzac głową w szafke. W rezultacie głową rozwalil drzwi, w pokoju obok piszczace dziecko ze strachu... Naprawde bylo to dla mnie straszne przezycie. Ogolnie wybieglam z domu, ale nie wzielam ze soba nic a dziecko bylo w pziamie, więc musialam wrocic po rzeczy. I przyznam szczerze ze pierwszy raz balam sie ze jak wejde do domu to on mnie moze zabić. Ale nie czepil sie mnie, tym razem zaczal lykac tabletki i mowic ze sie zabije przeze mnie. To wszystko oczywiscie na oczach kilkulatka. Ogolnie spakowalam sie i ucieklam. Dostalam kilka smsow ze mnie kocha i takie tam ale ja juz naprawde nie wiem co mam robic. Jestem juz tak pogubiona, psychicznie nie mam od dawna siły. W sumie od sytuacji koedy znalazlam te smsy z inną nie jestem juz taką samą osobą. I mam zal, ogromny żal. Ze po ttm wszystkim co przeszłam przez niego nie zrobil nic by bylo lepiej. Zrobil sie jeszcze gorszy, obietnic nie dotrzymywal. Nawet nie widzialam zeby za bardzo sie staral... A ja liczylam na cos więcej po tym co przeszłam. Ze chociaz teraz będziemy szczesliwą kochająca sie rodziną a jest patologia. Ja sie naprawde staram, staram sie zmienic, chodze na terapie, wyciągam wnioski a on nie robi nic. Do tego wszyatkiego doszła ta przemoc... Nie wiem co mam robic, czy mam wybaczyć kolejny raz i sprobowac po raz nie wiadomo ktory naprawic to, czy odpuscic. Moim zdaniem ja zrobilam wszystko co moglam, ale na więcej nie mam sily. Z drugiej strony jednak go kocham i nie wyobrazam sobie życia bez niego. I naprawde, nie jestem glupia i zaslepiona. Ja wiem co on robi, tym bardziej ze staralam sie napisac w skrócie a wymieniać moglabym jeszcze długą liste. Po prostu jakos żal mi tego wszystkiego. Choć zaczynam myśleć ze juz nie jest wazne co ja czuje, ale ze wzgledu na dziecko powinnam odejść. Nie wiem naprawde co mam robic. Tym bardziej ze zostaje bez niczego, mieszkanie jest na niego, i nie zdazylismy jeszcze mnie dopisac. Mimo ze utopilam tam duze pieniadze to nie bede miala nic. Zostały mi tylko nagrania z poprzedniej i z tej awantury jak wpada w szał ale z tym jedyne co moge zrobic to wyslac mu zeby posluchal na spokojnie jak on sie zachowuje. Jestem pewna ze bedzie w szoku Wiem ze chaotycznie napisalam, i duzo tego czytania. Ale prosze kogo kolwiek calym sercem, o jakąś porade, wskazówkę. Jest mi tak ciężko i nie mam pojęcia co robic, w jakim isc kierunku. Tym bardziej ze teraz naprawde czuje sie jak śmieć, to jego zachowanie mnie wpedzilo w depresyjny stan, a on mi tylko potrafi na to powiedziec zebym sie zabila.... To naprawde boli, a z drugiej strony jak jest wszystko ok miedzy nami to naprawde jest kochany. Nie wiem co robic, nie wiem nawet czy jestem juz ofiara przemocy domowej czy sama sie o to prosze. Ja tez święta nie jestem, jak to zona chodze i sie czepiam. Ale ostatnio naprawde sie staralam, poza tym oczekiwalam po tym wszystkim innego zachowania.... Bardzo prosze o pomoc, i jezeli kto kolwiek to przeczyta to dziekuje i przepraszam ze az tyle na raz.
  8. Witam. Pisze tu bo mam bardzo duży problem z zazdrością o partnera. Zaczęło się tak dziać ok. Pół roku temu, kiedy to zaczęłam przybierać na wadze po szpitalu (ostre zapalenie trzustki)... Zaczęłam objadać się samymi najgorszymi rzeczami typu słodycze, fast foody. Mój chłopak( chce tylko dodać że studiujemy w innych miastach i widzimy się raz na tydzień a czasami raz na dwa tyg) wtedy zaczął łapać bardzo dobry kontakt z ludźmi w pracy, głównie dziewczyny. Pracuje on na wypieku pizzy włoskiej i pasjonuje się gotowaniem, a w pracy wszyscy również traktują gotowanie jak swoje hobby, pasje. Ja nie umiem gotować i nie lubie. Od tamtego czasu zaczęłam mieć stopniowo coraz bardziej nasilone lęki, obawy i myśli o tym, że on w końcu zdradzi mnie z jedną z koleżanek. Wiem, że moje poczucie własnej wartości leży na dnie i cały czas chciałabym żeby ktoś mnie za coś pochwalił, ale nawet nie ma za co mnie chwalić, bo ostatnimi czasy nie mam ochoty tańczyć, ćwiczyć, nigdzie wychodzić... I tylko myślę o wszystkim i doprowadzam się do szału. Moja mama nie lubi jak jestem trochę grubsza i zawsze mi to wypomina i to mnie dodatkowo dołuje. Najgorsze jest to, że myślę, że jak znowu będę szczupła to się wszystko ułoży, że rodzice będą ze mnie dumni, chłopak znowu będzie na mnie patrzył jak w obrazek, (bo kiedyś nie przestawał mnie chwalić i się mną zachwycać, a teraz bardzo dużo mówi tylko o ludziach z pracy, a o mnie jakby zapomniał), a nawet jeśli jego zachowanie by się nie zmieniło to myślę że jakbym schudła to mogłabym z nim zakończyć związek... Choć teraz ciężko mi się funkcjonuje jak go nie ma obok mnie. Bardzo proszę o jakąś poradę. Jak sobie poradzić z tą zazdrością, jak poprawić poczucie własnej wartości i pokochać siebie już teraz? Jestem już bardzo zmęczona tym wszystkim i nie wiem co robić, bo nie chcę go ranić i wykańczać jednocześnie siebie jakimiś głupimi myślami.
  9. Z narzeczonym jestem w związku od kilku lat, ( ja 26 on 29 lat) mieszkamy wspólnie i planujemy się pobrać. Problem w jakim potrzebuje pomocy to relacja on a moja niepełnosprawna córka. Od początku jak jesteśmy razem musiałam go zachęcac by pobawil sie z Julcią, zdaje sobie sprawe ze to nie jest jego biologiczne dziecko dlatego nie oczekiwalam zbyt wiele tzn że nagle pokocha ją jak własne, mimo to przez te lata choć nie było łatwo dawalismy sobie radę. Problem pojawił się ok. miesiąc temu. Julcia (6 lat) zaczęła budzić się juz o 1, 2 w nocy i przybiegała z placzem do naszej sypialni, płakała wyciagając mnie z łóżka. Czekam na wizytę u psychiatry by stwierdził czy od nowa potrzebna jest pomoc farmakologiczna. Niestety partner zareagował na tą sytuację ogromną histerią: " że ona w kólko za mną chodzi", " nie da wyjść mi z domu", " że on tego nie wytrzyma psychicznie, jej płaczu już od 1 w nocy bo chce spać z mamą" padło też kilka przykrych zwrotów o mojej córce np. że powinnam ją oddać, czemu nie daje jej leków itp epitety te doprowadziły mnie do fali łez. Jestem między młotem a kowadłem. Kocham Go, ale to moje dziecko, nie pozwolę by ktokolwiek mówił o niej takie przykre rzeczy! Od jakiegoś czasu zdarzy mu się na nią krzyknąc, mimo moich rozmów z nim, że z nią trzeba delikatnie i spokojnie, że jego agresja budzi jej lęk i koło się zamyka. Na codzień jest cudownym człowiekiem, jesteśmy ze sobą bardzo zżyci. Pomożcie co robić?! Odejść dla dobra dziecka czy dac mu szansę? Bardzo proszę o porady.
  10. Witam.Jestem tu nowa i nie bardzo jeszcze wiem jak sie tu odnaleźć.Chciała bym prosić o radę. Rok i 3 m-ce temu odeszłam od partnera.Mam 38 lat byłam w związku z partnerem 10 lat młodszym. Odeszłam mimo ze bardzo kochałam musiałam bo bylo to dla mnie toksyczne i wyniszczające.Oszukiwał mnie, zdradzał, nie szanował, lewe, konta i kontakty z paniami na tel.Odkąd odeszłam on co chwile pisał smsy w różnych odstępach czasu. Wszelkimi sposobami starał się mnie sprowokować bym sie odezwała ale tego nie zrobiłam. Usunęłam go z fb ale nie byłam w stanie zablokować smsow miałam nadzieje że zrozumie ze przyjedzie mimo ze dzieli nas ponad 700 km. Mam wrażenie jakbym uzależniła się od niego emocjonalnie, to bardzo toksyczny człowiek a nawet i śmiem twierdzić że psychopata.Kiedyś usłyszałam od niego słowa "wykorzystałem twoja dobroć". Od rozstania mimo ze minelo tyle czasu jestem sama nie umawiam sie i nie spotykam z nikim nie chce, zamknęłam się na wszystko.Staram sie żyć normalnie i w miare możliwości cieszyć się życiem.Mam w znajomych jego braci i dzieki nim on oglada moje dodawane zdjecia. Ostatnio dostałam od niego bardzo przykre smsy pisząc byl pod wplywem alkoholu zresztą czesto jest.Napisał ze cieszy sie ze nie jestesmy razem ze dobrze ze nie pokazałam gołej d.. na tych wakacjach w Grecji.Fajnie ze mam tego Maćka ( a przeciez nie mam nikogo) wiedzialem ze ci nie mozna ufac jestes nikim zwykłą...ze odesle mi wszystkie pamiątki jakie odemnie dostał i ze po tym co zobaczyl chodz nie wiem co nie chce miec wspomnien ze mna myslalem ze jestes wartosciowa kobietą ale jestes zwyklą...( a calkiem niedawno prosił o szansę i pisał ze jestem wartosciowa). Pisał ze zwiazalam sie z nim dla pieniedzy mimo że wie że to nie prawda.ze jestem falszywa. Zobaczyl na fb moje zdjecia i na podstawie lajkow od kolegow stwierdził ze jestem z którymś z nich. To absurdalne. Odczuwam zazdrość z jego str. I boli go to ze stsram sie cieszyc życiem.Boli mnie to bardzo.Prosze mi wytlumaczyc w racjonalny sposob dlaczego on to robi po takim czasie. Czy powinnam sie z tymi obelgami obrazaniem mojej osoby zniewazeniem udac do sadu.Nie wiem co powinnam zrobic.Prosze o radę.Bede bardzo wdzięczna. Pozdrawiam Marta.
  11. Mam 21 lat i jeszcze studiuje, mieszkam tylko z matką, ojciec nas zostawił jak byłam mała i płaci mi tylko alimenty. Wychowywała mnie w zasadzie babcia, która zmarła w 2015 roku. Babcia cierpiała na schizofrenie ale brała leki, czasem było lepiej a czasem gorzej. Matka d czasu babcia zmarła staje się coraz gorsza. A ostatnio to czysty armagedon. Mówi że ktoś wchodzi do domu i kradnie jej rzeczy ( nałogowo kupuje rzeczy, książki, płyty dvd, w zasadzie wszystko, w domu już na nic nie ma miejsca, a dzieje się to od kilkunastu lat coraz gorzej. Żadne uwagi i kłótnie nie pomagały, wstyd kogokolwiek zaprosić do domu, nawet hydraulika czy elektryka i przez to np nie działa światło w kuchni od dłuższego czasu.), ubzdurała sobie że w pracy ją prześladują "ubecy". Zamyka drzwi na wszystkie zamki i przez to ja często nie mogę się dostać do domu, jak raz musiałam stać pod drzwiami i dzwoniłam przez pół godziny bo ona się poszła kąpać i powiedziałam potem że nie jest normalne takie zamykanie się to mnie uderzyła i powiedziała że nie będzie nikt jej mówił że jest nienormalna. Generalnie takich sytuacji było więcej, przy sąsiadach rozpowiada niestworzone rzeczy. Aż wstyd wyjść z domu. Ostatnio była w szpitalu i niby jej coś wykryli i teraz jest jeszcze gorzej. Potrafi mnie oskarżyć że chce się jej pozbyć z domu, (tak jak się chciałam pozbyć babci, co z tego że miała udar i wezwałam pogotowie, dla niej to równoznaczne z tym że chciałam się jej pozbyć). Nienawidzę tego domu, jak wracam z zajęć to się stresuje tak że chce mi się wymiotować (tym bardziej że teraz po tym szpitalu ciągle siedzi na zwolnieniu), pojawiają się u mnie myśli samobójcze, czuję się bardzo samotna (ojciec o niczym nie wie, mam z nim słaby kontakt, chrzestna jak u matki zaczęło się mocniej rozwijać to tylko do mnie zadzwoniła żebym coś z tym zrobiła bo ona ma własne problemy, a ja miałam wtedy tylko 17 lat i żadnej idei co z tym zrobić.), mój chłopak wie o większości i bardzo się tym przejmuje, mówił o tym swojej matce ale i tak od nikogo nie mam realnego wsparcia (np tylko słowa nie rozczulaj się). Potrzebuje jakiegoś bodźca do działania, marzę tylko o tym żeby zamieszkać sama i urwać z nią kontakt. Bo na nią nic nie działa, ona uważa że żadnego problemu nie ma i to wszyscy dookoła są nienormalni. Ja się czuję jakbym już nie miała matki, to nie jest ta sama osoba. Straciłam co do niej wszystkie uczucia. Zresztą ona mnie też nienawidzi, nie interesuje jej co u mnie a jeśli coś do mnie mówi to tylko wydaje polecenia, zrób to, zrób tamto. I już od paru lat to wszystko się pogłębia, narzeka że tak mało ma pieniędzy, mi wyliczała każde 10 zł (musiałam się tłumaczyć dlaczego mi nie starcza 10 zł na dzień na jedzenie, a ona żadnego obiadu mi nigdy nie ugotowała) a sama wydawała po 700 zł miesięcznie na książki i inne niepotrzebne rzeczy. Te książki leżą w większości w moim pokoju, nie mam jakiejś przestrzeni do życia własnej. Proszę o pomoc, czuję się bezsilna, nie wiem co zrobić. Czy istnieje może jakaś forma dofinansowania do mieszkania? Akademik nie wchodzi w grę ponieważ mieszkam w mieście gdzie jest moja uczelnia.
  12. Mam 28 lat nie posiadam wykształcenia ciagle problemy z praca pakuje sie ciagle w tarapaty tak naprawde boje sie o siebie bo ostatnio stojąc na przejściu dla pieszych przy bardzo ruchliwej drodze dwa razy przeszła mi mysl zeby robic krok do przodu moi rodzice o ile mozna ich tak nazwać zostawili mnie tak naprawde mając 8 lat wychowali mnie dziadkowie ale 10 lat temu odeszli od tego czasu moje zycie to pasmo porażek po ich śmierci włuczylam sie po całej Polsce zaciągnęłam kilka pożyczek zeby jakos zyc a potem to juz było gorzej moj własny brat chcąc polepszyć nasze zycie wciągnok mnie do agencji towarzyskiej musiałam tak pracowac trwało to jakis rok potem uciekłam i dalej sie tulalam po Polsce potem poznałam starszego sód siebie faceta po dwukrotnym rozwodzie pomogl mi w pewnym stopniu ale niestety sielanka szybko sie skonczyla on jest po podwójnym roZwodzie jest strasznie wybuchowy podniósł ma mnie kilkukrotnie rece nie twierdze ze nie było w tym mojej winy bo ja czesto robie w ten sposob ze wybucham i nie kontroluje siebie prosze o pomoc bo nie wiem co mam robic nie czuje w sobie totalnie nic
  13. Witajcie! To mój pierwszy post. Mam dość skomplikowany problem z mężem. Mąż pochodzi z rodziny toksycznej gdzie matka rządzi i manipuluje wszystkimi, mieliśmy okres w związku gdzie ob był rozerwany między matka a nasza rodzina i czasem w ukryciu robił coś dla rodziców. Matka stosuje szantaż emocjonalny wyrzuca mężowi ze jest złym dzieckiem. Aktualnie nie maja kontaktu ale mąż zostal bardzo dziwnie wychowany co wyszło dopiero teraz. Okazuje się ze wielu rzeczy mi nie mówi, gdy pyta kłamie i twierdzi ze to wynika z wychowani ze Zawsze problemy musiał rozwiązywać sam. Dla mnie zaufanie w związku jest bardzo ważne, aktualnie go do męża nie mam. Jak szukać pomocy w takiej sytuacji, kłamstw, zamknięcia na rozmowę, tylu konsekwencji dziwnego toksycznego domu? Czy to ma sens?
  14. Witam, mój problem dotyczy mojej babci. W skrócie jej pierwszy mąż był alkoholikiem, po latach rozstania poznała kogoś, kto wydawał się być dobrym. Ale po pewnym czasie wyszło, że też jest alkoholikiem. Sprawa wygląda tak, że moja babcia z nim mieszka, ale dom prawnie jest jej. Człowiek ten był kiedyś na terapii, było dobrze, ale teraz ponownie wrócił do alkoholizmu. Jest to człowiek, który przeszedł gruźlice i raka, ma słabe zdrowie ale się trzyma. Problem jest taki, że tego nie docenia, nie docenia mojej babci, która przez lata się z nim męczy i nie potrafiła podjąć decyzji, żeby się wyprowadził. Myślę, że na pewno ma to związek z litością, myśle też, że babcia myśli o tym, że to jej problem, że to jej krzyż i musi ponieść konsekwencje swoich działan i oczywiście, co ludzie powiedzą. Pytanie brzmi, co zrobić, jak takiego człowieka się pozbyć z domu? Mógłby być sąd, pewnie ale to się będzie długo trwać. A ten człowiek nie ma w sobie godności, ani szacunku do mojej babci, żeby sam się wyprowadził. On jest pasożytem, ma dom, ma pieniądze. Więc z własnej woli wątpię, żeby się wyniósł. A zycie pod jednym dachem z osobą, z którą nic się już nie ma wspólnego, jest okropne. Moja babcia zasługuje po tych wszystkich latach spokoju. Z całego serca proszę o pomoc, jestem jej wnuczką i moim obowiązkiem jest jej pomóc.
  15. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  16. Chciałbym tutaj w tym temacie trochę opisać moje życie i moją historię jakieś moje bolesne przeżycia ,coś nieprzyjemnego co akurat odbiło się na mnie i co spowodowało że do tej pory mam złe wspomnienia ,albo że mam takie podejście jakie mam do pewnych spraw lub że może nie bardzo wierzę w siebie i w swoje możliwości . Przejdę do początku na pewno każdy może mieć w szkole klasę złą do której nie pasuje albo taką która go niszczy wewnętrznie jego psychikę albo nauczycieli którzy wyżywają się na nim i robią z niego pośmiewisko albo poniewierają nim bardzo .Przejdę do początku jak byłem w szkole podstawowej miałem taką wychowawczynie w nauczaniu początkowym która wyżywała się nade mną i ciągle prowadziła jakby wojnę ze mną .Dlaczego tak twierdzę otóż były sytuacje że wypożyczyłem książkę z biblioteki a była lekcja a ja ją przeglądałem razem z kolegą to ta pani podeszła do naszej ławki wzięła te książkę ode mnie i uderzyła mnie i kolegę tą książką w głowę .Inna sytuacja była jakaś że były jakieś prace ręczne albo coś innego no i akurat coś szyliśmy igłą a ona do mnie żebym nie chodził z igłą po klasie bo kłuje dzieci inne .Ja jej wtedy odpowiedziałem to niech dzieci inne uważają a ona do mnie od razu wściekła że co powiedziałeś ? że jakby mogła to by mnie pobiła od razu .Ta nauczycielka była jakaś zaburzona była otyła podobno w szkole sama była głąbiarą i była tępa a po znajomości została nauczycielką bo jej mamusia też była nauczycielką i jej to załatwiła .Co dalej pamiętam jak co bym nie powiedział to zaraz uwagi mnie stawiała do zeszytu zawsze musiała mnie dokuczać .Albo w pierwszej klasie był taki chłopak co się z nim zawsze biłem ale to on mnie prowokował i mnie bił albo zawsze zaczynał ze mną .To kiedyś biliśmy się na korytarzu razem to ona pod koniec klasy pierwszej pytała się klasy kogo ma zostawić mnie czy tego chłopaka ? no i zostawiła mnie a tamtego przeniosło się do innej klasy .Co dalej pamiętam z tej klasy początkowej 1-3 to może i trochę się jej buntowałem i jej nie chciałem słuchać ale ona też była za bardzo porywcza i nie panowała nad sobą .Naprawdę coś jej pysknąć a ona zaraz szarpie dziecko .Kiedyś nie chciałem iść do niej na lekcje i płakałem że nie pójdę to przy babci mojej i sprzątaczkach mnie szarpała znaczy ciągnęła żebym szedł na lekcje z nią .Po prostu to była kobieta zaburzona która nie powinna uczyć dzieci i być nauczycielką .Ciągle tak postępowała a sama miała syna łobuza co był agresywny i inne dzieci zaczepiał i prowokował do bójek .Mnie to często się czepiała nawet że rzuciłem podobno w nią nożyczkami a tego nie zrobiłem z tego co pamiętam to zrobił to chyba ten chłopak co ze mną zaczynał zawsze . Ale potem już w 4-6 klasie była inna pani wychowawczynią która nie zachowywała się tak jak tamta że szarpała albo nie panowała nad swoimi emocjami .Co mogę powiedzieć jeszcze to miałem takiego kolegę też w szkole podstawowej który moją dobroć wykorzystywał był kolegą ale trzeba było mu stawiać rożne tam chipsy albo paluszki albo jakieś napoje orenżady .To do tej pory mnie rodzina to przypomina wypominając mnie że karmiłem go a on przyszedł jak była klasa druga .Tak mnie wykorzystywał żeby mu kupić chipsy albo weź nawet w sklepie obok szkoły na kreskę mnie paluszki a ja tak się na to głupi zgadzałem i się mu nie postawiłem .Żałuje bo nie powinienem mu tak kupować i stawiać chipsów albo jakieś napoje oranżady .On nawet zjadał moje bułki jak miałem z serkiem albo jak miałem jakiś popcorn to brał ode mnie i zjadał moje .Co jeszcze to tak trochę było że jednak byliśmy kolegami bo on mimo wszystko siedział ze mną w ławce razem albo mnie przynosił jakieś kasety swoje magnetofonowe z jakimiś świńskimi piosenkami i pożyczał . Albo też mnie przynosił jakieś tak książeczki z kawałami śprośnymi tak że czasem też przynosił mnie od siebie ale moim zdaniem nie powinien wymagać ode mnie żebym mu coś stawiał kupował za swoje pieniądze co miałem od mamy . Ale on tak chciał żeby mu stawiać nawet pamiętam że musiał jak miałem jakiś komiks to czytać razem ze mną na lekcjach .Dalej w 6 klasie przeniesiono do nas takiego chłopaka jednego który też chciał być moim kolegą i się przyjaźnić tylko ja to źle rozegrałem .Otóż ten chłopak kiedyś chciał do mnie przyjść do domu po szkole no i poszliśmy do mnie do domu a tam moja babcia chciała bardziej odesłać go z niczym do domu żeby szedł z powrotem .No i ja wtedy tak jakoś zareagowałem że mu drzwi zamknąłem przed nosem .No i on potem od tamtej pory zaczął mnie grozić nożem że mnie zabije że mnie potnie jak pójdę do łazienki szkolnej to on mnie w kabinie potnie nożem że mnie tam coś odetnie. Tak więc miałem z nim potem cały rok szkolny przeprawę bo nie od razu powiedziałem o tym matce i babci albo komuś z klasy .Co dalej on to robił prawie codziennie przez cały rok szkolny tylko o tę głupią myślę że sprawę mu poszło albo o to ze też chciał żebym mu stawiał jak tamtemu koledze innemu opisanemu .Ale on był moim zdaniem poważnie zaburzony był z biednej ubogiej rodziny no i tylko jeden moment że mu drzwi się zamknęło przed nosem spowodował że zaczął mnie grozić nożem .On nie był silny i raczej bym sobie z nim poradził no i raz miał jakiś scyzoryk że mnie pokazywał że ma w plecaku to powiedziałem temu koledze co mu stawiałem te chipsy i napoje o tym .Wtedy ten kolega mój zwołał jakiś kolegów innych i tego delikwenta przytrzymali i przyszła wychowawczyni i mu odebrała ten nóż to był czerwony scyzoryk . Dalej przejdę była jednak sytuacja że ten chłopak nadal mnie tym nożem groził że mnie potnie że mnie zadźga nim jak będzie chciał .Pod koniec klasy 6 w końcu już nie wytrzymałem bo on chciał żebym coś mu dał jakąś grę czy coś i ja go oszukałem że pójdę do domu po nią i mu ją przyniosę .Poszedłem do domu powiedziałem babci wszystko że on mnie tak grozi tym nożem i że cały rok prawie szkolny mnie zastrasza że mnie nim potnie .Poszedłem z babcią na policję i złożyło się zeznania na komisariacie .Odbyła się sprawa sądowa w wakacje no i wtedy ostatni raz tego chłopaka widziałem na tej sprawie sądowej i jego też rodziców widziałem .On jeszcze miał pretensje wtedy do mnie że go na policję do sądu podałem , znowuż rodzice jego mieli pretensje że nie przyszło się do nich i nie powiedziało się im tylko się do sądu poszło i oskarżyło .Tak się ta sytuacja zakończyła moja z tym chłopakiem że nawet nie przeprosił mnie za ten uczynek . Co dalej potem się wyprowadziliśmy z mamą do innego miasta ale to nie o to chodziło że tam sytuacja z tym chłopakiem co mnie groził nożem tylko że już wcześniej mieliśmy się wyprowadzić .Poszedłem do gimnazjum do najgorszej patologicznej klasy .Klasa do której poszedłem była klasą ogólną było tam dużo chuliganów i łobuzerka sama .Co mogę powiedzieć o tej klasie tam dopiero przeżyłem swoje katusze przez trzy lata całe bite .Odkąd się tylko tam pojawiłem to było dokuczanie i znęcanie się ,wyżywanie i prześladowanie mnie .Ciągle tylko a to mnie wypalali zapalniczką dziury w worku na obuwie albo mnie cięli scyzorykiem dziury w nim .Miałem też kurtkę trokami przywiązaną do kratek w szatni i musiałem iść do sprzątaczki po nożyczki żeby odciąć nimi troki .Co dalej na lekcjach działy się różne chore rzeczy naprawdę to do tej pory odbiło się na mnie bardzo źle .Co mogę powiedzieć co tam robili to przykładowo rzucali kwiatkiem w tablicę ja tego kwiatka pozbierałem trochę do doniczki to jakieś żarty robili że to niby ja rzuciłem tym kwiatkiem .Albo była sytuacja że przynosili skalpel i cięli nim misie pluszowe na lekcji . To nie była szkoła specjalna powiem od razu ani klasa integracyjna .Ale to było chore co tam robili inny znowuż uczeń przynosił skalpel na lekcje ciął się nim i robił z własnej krwi grafitti rysunki .Albo też mieli pretensje jeden z uczniów że musi stać koło mnie na zdjęciu klasowym i leciał do mnie bo bicia bo musi stać koło mnie na zdjęciu .Przecież to nie moja wina była jak nas fotograf ustawił w jaki sposób do zdjęcia .Była też sytuacja taka że pożyczyłem im podręcznik swój to zaraz z tyłu na końcu na okładce był porysowany w penisy albo inny chłopak pożyczył ode mnie podręcznik do polskiego to go mnie nie oddał .Ja chciałem żeby mnie oddał a on mnie mówi że nie ma go bo go przehandlował na bilet żeby mieć na mecz piłkarski .Co jeszcze robili tam mnie za podłości to na lekcji jeden z uczniów kopał mnie nogą siedząc z tyłu żebym nie kamerował znaczy nie rozglądał się po klasie że patrzę w lewo albo w prawo . Co jeszcze mogę nadmienić tam ciągle działy się jakieś chore sytuacje nawet były akcje że wzywano saperów do szkoły bo podobno była bomba w szkole podłożona i ewakuowano całą szkołę na boisko szkolne .To działo się nie raz i nie dwa takie sytuacje .Albo był pan od Wosu który miał problemy ze wzrokiem był krótkowidzem to rzucali w niego kredą albo kawałkami od długopisów .Pluli mu na garnitur albo nawet w innej klasie podbiegali do niego i wykręcali mu ręce do tyłu jak pisał coś na tablicy .Straszyli też tego pana gangsterami że naślą na niego jak im nie postawi na koniec klasy lepszej oceny .Albo mnie zrobili taką sytuacje że jakieś łobuzy z innej klasy szli korytarzem przede mną ja szedłem naprzód no i jeden z nich miał na kartce rozlany tusz od długopisu i mnie przywalił tą kartką w twarz .Ja oczywiście cały byłem ubrudzony i musiałem iść do łazienki i zmyć to z twarzy ten tusz .Oczywiście debile śmiali się i mieli radochę wielką a mnie traktowali jak niemotę nieudacznika życiowego .Co dalej mogę powiedzieć to miałem z nimi naprawdę ciężko i to było dla mnie jedno wielkie cierpienie .Pamiętam że na lekcji chyba to była 3 klasa jeden z uczniów mnie wyzywał chociaż sam nie sprowokował i mnie zaczepiał z tyłu siedząc . Potem zaczął mnie wyzywać przy całej klasie że ja coś wymyślam i go oskarżam i robić ze mnie nienormalnego jakiegoś no i pani siedziała przy biurku i nie zareagowała w żaden w ogóle sposób na te sytuacje .Co mogę jeszcze nadmienić to jeszcze jakieś intrygi na mnie wymyślali do psychologa szkolnego i byłem kiedyś wzywany do niego i on przeprowadzał ze mną rozmowę .To pytał się mnie wtedy ten pan psycholog czy mam koszmary senne albo czy boje się wody ? Chciał żeby moja mama przyszła do szkoły no i przyszła a on jej coś opowiadał jakieś dyrdymały że ja niby chciałem skakać przez okno a to była nieprawda i to była uknuta intryga jak sądzę przez debili z mojej klasy żeby mnie dokuczyć .Tak mnie prześladowali przez trzy lata nawet kiedyś na lekcji jednej mnie podstawkę od doniczki na kwiatki jeden z łobuzów klasowych zakładał na głowę .Wszyscy się śmiali mieli wielką radochę że jestem poniżany że znęcają się nade mną psychicznie .Co mogę powiedzieć dalej to jeszcze kazali mnie rapować jakieś piosenki hiphopowe żebym rapował a ja że bałem się ich i byłem przez nich zastraszony to zgodziłem się to robić i nie postawiłem się im bo to była patologia z nizin społecznych takie typowe blokersy degeneraci społeczni .No i tak pozwoliłem żeby robili ze mnie pośmiewisko i jakiegoś głupka .Albo jeszcze miałem przeprawę że w 3 klasie nawet uczniowie pierwszoroczni mnie wyzywali coś i zaczepiali mnie jakieś wulgarne teksty były w moim kierunku puszczane .Dopiero w trzeciej klasie tego gimnazjum miałem kolegę jednego którego lubiłem i zawsze razem w ławce siedzieliśmy na lekcjach albo też przychodził do mnie i mnie pożyczał jakieś filmy przegrywane na dvd .Nawet mnie robił paczkę klasową na mikołaja .Tamte inne debile to tylko jakieś chore akcje byli gotowi robić a to zapchali kiedyś drzwi do klasy zamek że nie można się było do sali lekcyjnej dostać .Wtedy lekcja się odbyła na korytarzu bo cóż można było zrobić .Innym razem dwóch debili z mojej klasy wpadło na lekcje skuci kajdankami bo jakiś inny łobuz z innej klasy ich skuł razem kajdankami i tak przyszli na lekcję .Co tam jeszcze się działo to była też sytuacja że chłopak z innej klasy miał plecak taki jak walizkę podróżną z wysuwaną rączką to jeden z debili z mojej klasy złapał go za te rączkę i go tak ciągnął po całym korytarzu .Co jeszcze pamiętam to że wyrzucali z koszy śmiecie i kopali go po całym korytarzu .
  17. Mam dość,mam dość skurxxxxxx które mnie otacza, mam ochotę wziąć kija i xxxx wszystkich xxxx co staną mi na drodze. Dostałem Afobam, pomaga na kilka godzin.
  18. Cześć, Jestem kawalerem 29 lat. Jestem na okresie wypowiedzenia z własnej woli podyktowanej chęcią skupienia się przez jakiś czas na podróżach i swoich pasjach. Było to tez podyktowane ty, że chciałem znaleźć się bliżej Kobiety (relokacja). Nie umiem / nie chcę uwolnić się od relacji z osobą , która (moim zdaniem) jest osobowością narcystyczną i zaburzoną. Od 3 lat byłem z nią relacji. Nie potrafię pomóc ani jej, ani już sobie - mam wrażenie że wszedłem do tego zdrowy a obecnie sam mam problemy i czuję "uzaleznienie" od jej uwagi. Gdy jej nie ma to się jej domagam. Opiszę krótko chronologie wydarzeń i kobietę. Co miało miejsce w przeszłości kobiety i wobec mnie: - używanie nieadekwatnej siły do występków (np. za niekupienie czegoś na co miała ochotę - kara w postaci cichych dni i rozstania) - oczekiwanie coraz to nowych warunków do spełnienia (przeprowadzka, zmiana pracy, zostawienie dotychczasowego zycia), kiedy sama nie ma w sobie dobrej woli do zmian - nazywanie raz kolegą, raz chłopakiem i tak wielokrotnie na zmianę. planowanie życia, a za pare tygodni odrzucanie wszystkiego z etykieta "nieaktualne" - brak obranego jednego kursu - mowienie "nie nadaje sie do zwiazku" "nie nadaje sie do stalej relacji" "jestem najszczesliwsza sama" "nie potrzebuje nikogo" , traktowanie zwiazku jak rywalizacji, we wszystkich aspektach pokazywanie swojej wyzszosci i bycia najlepszym - głownie skupienie na samym sobie, nie na partnerze i relacji - oschłość w okazywaniu uczuć - mowienie o mnie że jestem "niestabilny", "toksyczny", "za bardzo emocjonalny", odrzucanie mnie pozniej przyciaganie, izolowanie mnie, kary w postaci cichych tygodni - Kobieta pochodzi z rodziny gdzie matka była bardzo wymagająca, siedziała jako dziecko sama i z nikim nie rozmawiała, ojca nienawidzi bo nie ma z nim żadnych wiezi marzec: Z uwagi na powtarzalność przyciągania-odpychania, zmiany frontu, obojętność mojej partnerki i mój brak poczucia stabilizacji z tego powodu i chaotyczne ruchy od marca 2019 nasz kontakt się urwał, pożegnaliśmy się na lotnisku i każdy poszedł w swoją stronę. kazdy zajal sie soba, ja zaczalem sie godzic z sytuacją ale ciągle miałem nadzieję że to tylko ciche dni. czerwiec: Spotkaliśmy się dopiero na festiwalu w czerwcu. Po spotkaniu spontanicznie wylądowałem u niej, był seks. Kolejnego dnia rano poprosiła mnie o opuszczenie mieszkania bo "czuje że jest mną osaczona i przesycona". Zrobiłem śniadanie , pozostawiłem karteczkę "kocham cie, ale oczekuję prawdziwej i stabilnej relacji" i wyszedłem. Kolejne ciche tygodnie. lipiec: Następne widzenie nastąpiło przypadkiem na stadionie w tłumie tysiąca ludzi. Kobieta podbiegła do mnie gdy stałem z koleżanką, poklepała po plecach, usmiechneła, ja to zignorowałem. Po chwili stojąc w tłumie wyrosła przede mna, stajac w kontakcie fizycznym. Po paru minutach odszedłem. sierpien: Kobieta zaczęła wysyłać na facebooku do mnie wiadomości: zdjęcia, które nawiązywały w jakiś sposób do naszej przeszłości, kanapki, góry, buty, tańczące figurki z metalowymi serduszkami w tle, różne inicjacje kontaktu, potem swoje zdjęcia na "dzien dobry", Początkowo starałem się ignorować i nie reagować, ale zaczeło być tego zbyt dużo i poczułem, że jestem obiektem zainteresowania i powinienem odpowiedać na jej dobre intencje. Zaczeły się rozmowy pisane, telefoniczne, propozycje spotkań. Od kobiety 4krotnie na przestrzeeni kilkunastu dni padła propozycja spędzenia wrzesniowego urlopu wspólnie. Przy czym następowały wycofania z tego pomyslu, auwazalny brak konsekwencji, propozycja i wycofanie, aby w kolejnych dniach znów złożyć taka sama propozycje. Chciałem się zgodzić na wyjazd w nadziei że to pomoze odbudować relację. Niestety pewna informacja spadła na mnie jak grom z jasnego nieba i od tego momentu poczułem, że to ja zaczynam "gonić" i role się momentalnie odwróciły - dowiedziałem się, jakby nigdy nic, że Kobieta od maja spotyka się z jakimś Panem na seks - jak mówila, jest to układ, z którego ma same benefity i żadnych emocjonalnych problemów. Od tego momentu ja zacząłem czuć ból, zazdrość i brak zrozumienia do wszystkich poprzednich sygnałów jakie były mi wysyłane, od samego motywu inicjacji kontaktu po wszystkie słowa, zdjęcia, propozycje - bo po co? Skoro spotyka się z kimś innym? Wrzesien: Ruszyła moja lawina "Starania sie" i proby odzyskania zainteresowania moja osoba które nagle u Kobiety spadło - oczywiscie wszystko odniosło odwrotny skutek. Mimo wszystko doszło do spotkania w jej mieszkaniu - ucieszyła się. przytulała się. karmiła jedzenie. zwracała uwagę na nowe ubrania, opaleniznę, tańczylismy. Nastepnie po godzinie uslyszalem "musisz już isc" , ponieważ ktoś inny miał przyjechać za chwile. było niezrecznie, płakaliśmy przytuleni do siebie. Wyszedłem. Otrzymalem wiadomosc "jest mi bardzo przykro i zle. ale nie mogę inaczej, chociażbym chciała". Kolejnego dnia mieliśmy umowione spotkanie w celu omówienia urlopu ale już do niego nie doszło. Doszło tylko do konwersacji 2 dni później, gdzie Kobieta była już agresywna słownie, obwiniała mnie za to że powoduję w niej złe emocje, że jestem toksyczny, że nie chce mnie widzieć i żebym dał jej spokoj. Na koniec napisała że kocha kogoś innego i mysli o nim. Zablokowałem ją, po tym zdaniu ponieważ poczułem się urażony. Niestety wytrzymałem tylko pare dni, więc odblokowałem i nastąpiły jakieś moje kolejne karkołomne próby. Niestety kobieta już nie jest zainteresowana nawet pisaniem. Nie odpowiada, lub odpowiada zlewczo. Odpowiedziała głownie tylko tyle że "jesteś niestabilny emocjonalnie. nie czuję się przy tobie bezpieczna". Czuję się ofiarą manipulacji. Jestem obdarty z szacunku do samego siebie. Godzę się predzej czy pozniej na każdy jej ruch. Ktoś przyszedł do mnie, zainicjował kontakt (pytałem dlaczego, odpowiedz była "chcialam zobaczyc czy jestes szczesliwy"), zainteresował się mną, narobił mi aluzji do przeszłości, a następnie zrobił ze mnie idiotę że sobie wszystko wymysliłem i w dodatku od miesięcy cały czas spotyka się z kimś innym na seks (a ostetcznie na odchodne wyznając że go kocha) . Na przestrzeni tygodnia front kobiety zmienil się drastycznie, nie chce ze mna rozmawiać, powiększył sie dystans, znów są ciche dni - a ja reaguję na to napadami propozycji, intensywnym rozmyslaniem, brakiem wewnetrznego spokoju. Nie umiem się uwolnić od tego , czuję ból, czuję, że nie zrobiłem wszystkiego co mogłem, staram się usprawiedliwiać tę osobę i nie potrafię zahamować swoich odruchów składania propozycji z nadzieją "przepisania" ksiązki na nowo. Czy można naprawić tę relację z partnerem? Kto jest tu zdrowy a kto chory? Czy Kobieta potrzebuje terapii ? Jak namowić na wspólną terapie? Co dzieje się ze mną i jak wyjść z uzależnienia tą osobą? dzieki
  19. - W związku chcę tego, tego i tamtego. - A ja chcę to, to i tamto. - Stawiasz mi warunki?! - Nie, mówię tylko o swoich potrzebach. - Zamierzasz się licytować? - Komunikuję swoje oczekiwania. - Związek to nie handel wymienny! - Jedynie mówię, czego potrzebuję. - Możesz sobie pomarzyć. Nie jestem tu po to, by spełniać czyjeś wymagania. Poza tym to nie jest żadna transakcja. Nie pasuje ci, to tam są drzwi. - Tobie było wolno mówić o tym, czego chcesz, a mi nie? - Nikt mi nie będzie dyktował warunków. Umiem sobie radzić. Nie potrzebuję cię. Na twoje miejsce czeka cała kolejka osób zainteresowanych. Niektórym domniemana atrakcyjność jak woda sodowa uderza do głowy, zatem myślą tylko o sobie. Pozycjonują innych ludzi jako gorszych, usytuowanych niżej w hierarchii, a także adorują siebie i stosują manipulacje często nawet nie zdając sobie z tego sprawy. To częste zjawisko, więc zgaduję, że znacie ten typ, niestety. Na tak roszczeniowe i egocentryczne osoby lepiej uważać. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online, psychoterapeuta przez Skype.
  20. Cześć, tak jak w tytule coraz częściej myślę żeby po prostu zniknąć. Jestem aktualnie załamana moja sytuacja. Mam 26 lat, nadal mieszkam z rodzicami i niestety ale jest to poważny problem. Mój ojciec jest alkoholikiem, pomimo tego że jestem już dawno pełnoletnia strasznie mnie to dołuje, zdarza się że on źle mnie traktuje - odzywa się do mnie w sposób kompletnie pozbawiony szacunku co bardzo mnie boli. Wciąż czuje się jak mała dziewczynka znoszaca jego pijaństwo i później płacząca w samotności w swoim pokoju z psychicznego bólu i nieszczęścia. Ogólnie rzecz biorąc czuje ze go nienawidzę a zarazem kocham, nienawidzę też siebie za to że mam względem niego takie uczucia i że nasza relacja jest taka jaka jest. Obecnie jestem w takiej sytuacji gdzie czuje się skrajnie nieszczęśliwa bo nie mogę żyć swoim życiem tylko ciągle żyje problemami moich rodziców, ciągłymi klotniami i pijanstwem mojego ojca. Gdy zostaje na noc u znajomych żeby nie wracać do domu to mam wyrzuty sumienia... To wszystko powoduje że coraz częściej myślę o samobójstwie bo nie umiem sobie poradzić z bólem ktory czasami odczuwam wręcz fizycznie. Jeśli tak ma wyglądać moje życie to chyba wolałabym zniknąć. Nie wiem co mam robić, jestem w kompletnie kropce i jestem załamana...
  21. Witam. Mam 32 lata i od 13 lat jestem mężatką. Mój partner nie był wcześniej w żadnym związku, a ja miałam już jakieś doświadczenia. Po pół roku znajomości zaszłam w ciążę i zdecydowaliśmy się na ślub. Tuż przed ślubem jego mama została nakryta z innym mężczyzną i zachowanie mojego męża bardzo się zmieniło. Zaczął nadużywać alkoholu i robić mi wyrzuty typu: wszystkie kobiety są takie i ty pewnie też mnie zdradzisz. Chciałam mu udowadniać na każdym kroku, że nie jestem taka, bo w mojej rodzinie też był taki problem i bardzo się na mnie odbił. Mąż zabronił mi rozmawiać z kolegami, a tym bardziej z chłopakami, z którymi coś mnie wcześniej łączyło. Okazało się, że dziecko, które nosze pod sercem ma wadę i potrzebna będzie operacja po porodzie. Gdy syn już wrócił do domu po operacji, myślałam, że mąż będzie mi pomagał i dbał o nas. Okazało się jednak, że wolał towarzystwo kolegów. Był tylko gdy trzeba było iść z dzieckiem do lekarza. Na mnie spadły wszystkie obowiązki. Od sprzątania, po płacenie rachunków i załatwianie wszystkich spraw urzędowych. jego obowiązkiem było tylko chodzenie do pracy i podpisywanie wszystkich papierów. Gdy syn skończył 3 lata i poszedł do przedszkola wróciłam do szkoły zawodowej i po jej ukończeniu zrobiłam od razu uzupełniające liceum. Przez 9 lat małżeństwa mąż pił, palił marihuanę i wmawiał mi, że jestem nic nie warta. Nie pracowałam po ślubie, bo z jednej strony chciał żebym poszła do pracy, a jak już ją podjęłam to wypytywał kogo poznałam i czy go zdradziłam. Potrafił zadzwonić, że mam przyjść po dziecko, bo je zostawi samo i wyjdzie z domu. Przez alkohol prawie stracił pracę. Widziałam, że z czasem zaczyna pić coraz więcej dlatego po 9 latach zrozpaczona sytuacją powiedziałam mu, że jak nie przestanie pić, to popełnie samobójstwo jak mój ojciec. Mąż zaczął płakać i powiedział, że chce przestać pić. Poszliśmy do lekarza po skierowanie na odwyk, jednak mąż na niego nie poszedł. Od tamtego dnia nie pił. Przez rok wszystko układało się w miarę dobrze. Zaczął spędzać z nami więcej czasu i przymknęłam oko na dalsze palenie marihuany. Zdecydowałam, że chciałabym mieć drugie dziecko, bo nie chcę żeby syn został kiedyś sam i w głębi serca marzyłam o córeczce. Udało mi się zajść w ciążę i urodzić córkę. Na początku mąż był nią zafascynowany i dużo mi pomagał, bo byłam po drugiej cesarce. Jednak z czasem jego zapał opadał i zaczął wychodzić na ryby lub do kolegów. Poznał kolegę, który sprzedaje mu marihuanę i zaczął spędzać z nim więcej czasu, a nawet jeżdżą razem na ryby na weekendy. Nie potrafiąc go przekonać, żeby przestał palić i spotykac z tym człowiekiem i czując się bezsilna zaczęłam robić mu awantury i wyzywac go, że jest egoistą i nie zależy mu na nas. On z kolei wmawia mi, że jestem chora psychicznie, bo go ograniczam i chce mieć go tylko dla siebie. Jak przestałam karmić piersią, to zaczęłam wychodzić sama z domu choćby na zakupy, bo nasza córka jest wulkanem energii i czuję, że jak czasem nie wyjdę, to oszaleję. Zaczęłam też jeździć z bratem na koncerty jazzowe co jakiś czas, co mój mąż traktuje jak wypad na numerek i mówi, że jeżdżę tam tylko żeby się puszczać. Potrafił powiedzieć córce, że wychodzę, żeby wpadła w płacz i nie pozwoliła mi wyjść. Mam wrażenie, że przy nim stałam się złym człowiekiem i sama się sobie dziwię jak przykrych słów wobec niego potrafię użyć podczas kłótni. Ostatnio nawet powiedziałam, że mam nadzieję że się utopi na tych rybach. O problemach mąż nie chce w ogóle rozmawiać i przyznał, że jak się jakieś pojawią, to on je olewa i czeka aż ja załatwię sprawę. Kiedy mówię mu, że jak nie podoba mu się życie w rodzinie, to może się wyprowadzić, to słyszę argument, że to jego mieszkanie, bo on zrobił i zapłacił za remont. Ja mam iść z dziećmi na ulicę. A jak załatwię mu eksmisję, to prędzej spali to mieszkanie niż mi je odda. Są momenty, że jest dobrze i spędza z nami czas, a potem robi kłótnię o byle co, żeby tylko wyjść do kolegi. Zaczynam zastanawiać się, czy rzeczywiście coś jest ze mną nie tak i jestem chora psychicznie bo za bardzo ograniczam jego wolność robiąc mu wyrzuty, że wychodzi. Czasami przypadkiem dowiaduję się o jego sprawach, o miejscach w których był i coś robił i mam wrażenie, że ma swoje osobne życie, o którym nie mam prawa nic wiedzieć. Sama też zaczęłam zatrzymywać dla siebie pewne rzeczy, które robię, żeby nie wiedział o mnie wszystkiego. Pozdrawiam
  22. Ludzie mylą niewybaczanie z żywieniem urazy. Jedno z drugim nie musi iść w parze. Można nie pogrążać się w poczuciu krzywdy, a mimo to nie odpuszczać ot tak komuś przewinień. Ci, którzy wybaczają łatwo i szybko, muszą wybaczać coraz częściej. Ci którzy przebaczają nieśpiesznie, mają ku temu coraz mniej sposobności, bo inni muszą się z tym liczyć i okazywać szacunek. Zobacz ten post na Facebook. CIEKAWOSTKA: męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online, psychoterapeuta przez Skype.
  23. Jakie są fazy toksycznego związku? W jaki sposób w poszczególnych z nich na swoją ofiarę oddziałuje toksyczny partner? Co czyni człowieka podatnym na te wpływy i zagrożonym wchodzeniem w toksyczne relacje? Temat objaśnia Rafał Olszak, psycholog o specjalności klinicznej, psychoterapeuta, właściciel Gabinetu Ocal Siebie, prowadzący profil OcalSiebie. Kontynuacja; sygnały ostrzegawcze - toksyczny związek: Toksyczny związek - sygnały ostrzegawcze część druga, część 2 Jak sprawdzić czy ja jestem toksyczny czyli ocena własnej toksyczności:
  24. Witam, mam 19 lat. Od 10 miesięcy spotykam się ze swoim chłopakiem. Niestety, jego matka jest specyficzną osobą, która uważa, że odpowiedni czas na związek jest po maturze (chłopak dopiero będzie zdawał maturę). Kiedy parę lat temu przyprowadził swoją pierwszą dziewczynę do domu, teściowa zamknęła się w kuchni. Jest kobietą, która wiedzie prym w domu. Mój chłopak nie przyznał się, że jest ze mną z obawy przed tym, że matka nie zaakceptowałaby naszego związku ze względu na jego wiek. Choć prawdopodobnie domyśliła się, że jesteśmy razem, sprytnie unika tematu. Wie, że często się spotykamy, pozwoliła mu pójść ze mną na wesele (jest bardzo rygorystyczną kobietą), niekiedy o mnie wypytuje, twierdzi ze jestem mądra, gdyż chodziłam do prestiżowego liceum, wie że nie piję i przestalkowała mnie na Fb, kwitując, że jestem ładna. Mimo to mój chłopak ma zamiar powiedzieć jej o nas dopiero po zdanej maturze w następnym roku, bo jak twierdzi- jego rodzina nie jest tak otwarta jak moja. Nasze spotkania w niedziele są ograniczane, gdyż co tydzień odbywają się u niego spotkania rodzinne. Wczoraj chłopak odmówił spotkania z moimi rodzicami na rzecz imienin dziadka. Martwię się, że za bardzo stawia swoją rodzinę na piedestale. Często podkreśla, że jest ona dla niego najważniejsza. Jest mi ogromnie przykro, że jego rodzice o nas oficjalnie nie wiedzą, że nie mogę brać udział razem z nim w niektórych spotkaniach, że się kryjemy przed jego rodziną. W tym roku idę na studia. Boję się, co z nami będzie, jeśli po 1) nie zacznie godzić naszego związku z rodziną, tj. dalej będzie mnie trzymał od niej z daleka, po 2) nie znajdziemy kompromisu typu: raz lub dwa w miesiącu opuści spotkanie rodzinne,poświęcając mi więcej czasu lub po prostu zabierając mnie na nie, 3) nie powie o nas mamie, 4) powie, a ona mnie nie zaakceptuje. Bardzo proszę o poradę. Kompletnie nie wiem, czy powinnam naciskać, żeby już teraz powiedział o nas rodzicom. Być może gdyby mnie polubili byłoby łatwiej i moglabym bardziej uczestniczyć w jego życiu. Z drugiej strony, istnieje obawa, że tylko ze względu na jej zdaniem jego zbyt młody wiek, od razu mnie skreśli. Z góry dziękuję za pomoc. Pozdrawiam.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.