Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'toksyczni-ludzie'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Witam, Piszę tutaj z nadzieją na wsparcie po ciężkich przejściach z moja (niestety) druga połówka. Od ponad roku bylem z dziewczyną która wydawała Mi się najwieksza miloscia mojego zycia i wszystko było przecudowne. Od okola miesiąca zacząłem podejrzewać ja o zdradę, najpierw przez telefon którego używała do kontaktowania się z kimś i uprawiania cyber seksu a później bylo juz po calosci. Podejrzenia zaczęły się kiedy jej grafik troszkę się zmienił i nie była już taka jak przez caly zwiazek. Z początku nie dowierzałem w to co się dzieje kiedykolwiek probowalem ja konfrontować faktami dosłownie złapana za rękę ona wszystkiego się wypierała i obracała kota ogonem. W momencie kiedy zlapalem ja w srodku nocy masturbujaca sie do telefonu z jakims facetem na drugim koncu ona obrocila to ze to ja ja szpieguje ( 4 rano jej nie ma w lozku kilka dni pod rzad najpierw myslalem ze poszla do toalety ale jak widac mylilem sie) wiec rano zaprosila cala rodzine i opowiadala wszystkie rzeczy z naszego zwiazku wlacznie z tymi intymnymi gdzie naturalnie ona byla ofiara a ja bylem ten najgorszy. Kiedykolwiek ja konfrontowalem to odwracala sytuacje mowiac ze to napewno ja mam kogos juz i chce to wszystko zepsuć bo sobie zaplanowalem cos innego. Jej ciagle gry i przeskakiwanie z dobrego humoru na zly i odwrotnie..wszystko ze wzgledu na to ze chciala kontrolowac wszystko! Kiedy mowilem jej ze wiem o jej zdradach ona wysylala mnie do seksuologa bo mam zaburzenia itp. To byl poprostu koszmar! Wielokrotnie się rozstawaliśmy a ja przez to ze tak bardzo bylem zakochany ciagle wracałem. Jakies 3 dni temu napatoszylem się na video na YouTube o ludziach narcystycznych. Kiedy pokolei ogladalem filmiki Pani Psycholog kazda rzecz jaka powiedziala odbijała się na moim zyciu. Kropka w kropkę tę same schematy! Naprawde myslalem ze oszaleje. Osoba ktora pokochalem naprawde nie istnieje a była to jedynie maska która była taka jak ja sobie wymarzyłem a pod spodem kryje się ktoś totalnie inny! Dowiedziałem się że osoby narcystyczne nie odczuwają empatii i wiele innych rzeczy. Wszystko zaczęło do mnie dochodzić i jestem wdzięczny swoim przeczuciom ze udało Mi się z nią rozstac. Nie jest to jednak koniec historii ze względu na to ze ona nadal proboje mnie wciągnąć spowrotem różnymi sposobami i kontaktuję się z moją rodziną mówiąc ze sie o mnie martwi bo ze mną niedobrze..a jest to jedna z taktyk manipulacyjnych narcyza! Odszedłem na swoich warunkach a oznacza to jedna rzecz..ze ona nie odpusci bo nie poszło po jej planie i nie ona kontrolowała moje odejście. Jest to jedna z niewielu rzeczy jakich narcyz nienawidzi...być poza kontrola. Kiedy odchodziłem od niej pierwszy raz obróciła to w taki sposób ze to ona mnie wywala z domu a nie ja odchodzę. Następnie po 2 dniach pisala ze mnie kocha i zebym wrocil i tak w kółko. Ciagle bylem w jej teatrzyku. Oglądając i ucząc się więcej o narcyzmie u ludzi dowiedziałem się również ze narcyz przez swoje życie może być w małżeństwie i być singlem w tym samym czasie ponieważ w małżeństwie będzie za maska a singlem jest ta osoba pod spodem. Ciagle utrzymują kontakt z innymi osobami aby w przypadku kiedy skończą z jednym (w tym wypadku ja) mają już druga osobę na haczyku ponieważ potrzebują ciągłej uwagi i nienawidzą samotności! Piszę ponieważ mimo ze udało mi się uciec w czasie kiedy moja samoocena nie została zniszczona całkowicie lecz chciałbym porozmawiac z kimś kto może pomóc z rozwiązaniem tego problemu oraz poradzić jak radzić sobie z tym wszystkim! Pozdrawiam.
  2. Mam 18 lat i odkąd mam chłopaka i chce gdzieś z nim wychodzić, to moja mama miała do tego problem. Za każdym razem gdy byłam jeszcze niepełnoletnia i pytałam się o wyjście lub wyjazd do chłopaka 40 km od domu, zawsze mówiła "nie bo nie". Nie miała wytłumaczenia na to, nie obyło się bez kłótni z nią i mojego płaczu. Nigdzie nie mogłam wyjść, jedyna opcja to tylko szkoła. Ostatnim razem, gdy nie miałam jak wrócić do domu, musiałam jechać z chłopakiem do Niemiec bo tam też mieszka, mama wpadła w histerie. Obrażała mojego chłopaka i mówiła mi, że taka córka to wstyd i że mam wyprowadzić się do ojca którego nie mam. Kilka dni temu znowu zaczęła o tym pisać i mówiła mi różne rzeczy typu: jak w twoim wieku nie pracowałam ty też nie musisz, jedź ze mną do pracy, nie mieszkaj w Niemczech tylko w Polsce bo tam drogo. Moja babcia jest taka sama, gdy porzuciłam szkołę i zmieniłam na inną w zawodzie w którym dobrze się czuje odrazu przestała się do mnie odzywać. Zawsze od niej czułam, że mnie nie lubi. Jestem wysokowrażliwa i zbyt miła do osób które są dla mnie nie miłe. Nie wiem jak mam sobie pomóc.
  3. Dzień dobry Jestem z moją dziewczyną od ponad roku. Ona ma 18 lat a ja 20. Jest nieśmiałą osobą z lękiem przed ludźmi? Naprawdę nie wiem jak to określić. PRAWDOPODOBNIE jest po jednej próbie samobójczej, w przeszłości często się okaleczała. Miała trudne dzieciństwo pełne kłótni, rodzice nie poświęcali jej za grosz uwagi skupiając się na karierach. Po wielu latach wspaniali rodzice przypomnieli sobie o istnieniu córki, nie rozumią jej problemów, uważają ją za nienormalną, stukniętą (delikatnie mówiąc, bo nie chcę cytować ich słów). Chcieliby żeby była ich odbiciem, czyli idealnego człowieka. Moja dziewczyna obwinia się i twierdzi, że mają rację a z nimi wszystko jest w porządku. Od kilku miesięcy radzi sobie co raz gorzej. To mała część wszystkiego,bo nie potrafię opisać co się tam dzieje. Bardzo chciałbym namówić ją na choć jedną wizytę u psychologa, ale ona twierdzi że jej nie da się pomóc bo jest aż tak bardzo "stuknięta". Właśnie dlatego postanowiłem napisać tutaj. Co mógłbym zrobić żeby namówić ją na psychologa? Za nic w świecie się nie zgadza a mówię o tym od kilku miesięcy. Najgorsze w tym wszystkim jest, że nie mogę powiadomić jej rodziców o problemie i muszę działać sam, nie ma innych bliskich którzy mogliby pomóc. Martwię się i błagam o rady.
  4. Drodzy Czytelnicy, Fani, Klienci. Jestem nie tylko psychologiem, ale też pisarzem i twórcą słuchowiska. Otarłem się również o telewizję. 😄 Sława ma blaski i cienie. Niektórzy mi dokuczają. Nie obserwuję tego; zajmuje się tym ktoś inny. Ja tymczasem normalnie wykonuję swoje obowiązki – pracuję jako psycholog, nagrywam podcasty psychologiczne i jestem w trakcie pisania kolejnej książki. Korzystając z okazji, dziękuję wszystkim za wstawianie się za mną, za wsparcie i gesty wyrażające sympatię, szacunek. Pozwolę sobie wkleić tutaj krótką notkę na mój temat oraz małą część opinii ludzi, którzy w taki czy inny sposób skorzystali bądź korzystają z mojej pomocy psychologicznej. Rafał Olszak, kim jest i czym się zajmuje Dyplom magistra psychologii zdobyłem na Uniwersytecie Humanistycznospołecznym Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej w Warszawie na kierunku psychologia kliniczna, odbywając odpowiednie praktyki. W procesie edukacji opanowałem podstawowe techniki poznawczo-behawioralne. Wiedzę ustawicznie pogłębiam a umiejętności trenuję poprzez udział w szkoleniach. Zawód wykonuję w zgodzie z Ustawą o zawodzie psychologa z dnia 8 czerwca 2001 r., która w Art. 4.1. nakreśla główne obszary pracy psychologa: „Wykonywanie zawodu psychologa polega na świadczeniu usług psychologicznych, a w szczególności na: 1) diagnozie psychologicznej; 2) opiniowaniu; 3) orzekaniu, o ile przepisy odrębne tak stanowią; 4) psychoterapii; 5) udzielaniu pomocy psychologicznej.” Pracując jako psycholog pomagam osobom w Polsce i na świecie, publikuję podcasty na YouTube, jestem autorem książek i twórcą kursu online, Administratorem psychologicznego forum dyskusyjnego oraz podejmuję szereg innych aktywności na rzecz popularyzacji wiedzy psychologicznej, jestem właścicielem Gabinetu Ocal Siebie. Psycholog Rafał Olszak - opinie na temat działalności
  5. Dziwnie się czuje opisując tu swój problem ale już nie wiem co mam robić. Jestem 25 letnia studentką od prawie 6 lat mieszkam sama i jakoś daje sobie radę. Z moją siostrą (21 lat) zawsze miałam wzloty i upadki, byłam dla niej za mało ambitna i bez perspektyw na życie, ale odkąd sama wyprowadziła się na studia i zawaliła pierwszy rok uznała ze studia są nie potrzebne nikomu, wmówiła sobie depresję manifestując ją każdemu z każdej strony i cokolwiek by nie zrobiła był tekst że nie szanujemy osób z depresja bo ona jest chora itd.. Każda próba pomocy z mojej strony kończy się tym że zarzuca mi że ja ją krytykuje, wszystko oboera jako atak na nią. Rodzice nie reagują, może nie wiedzą jak, może też czują się bezsilni wobec niej ale to nie zmienia faktu że jak z nimi o tym rozmawiałam to jeszcze mi się oberwało.. Kolejna sprawa to to, że od lutego przejeżdża do mnie mój brat (19lat) i naszła mnie ostatnio okropna świadomość tego że martwie się czy da sobie radę, czy się zaklimatyzuje, odnajdzie w innej rzeczywistości z pracą itd, jesteśmy z małej miejscowości i znając jego będzie to dla mnie o duży przeskok i zaczęłam mieć ostatnio spore obawy, nie że nie chce go tutaj ale że się po prostu martwie. Na domiar tego wszystkiego w pracy mi się sypie, szef nas nie docenia, próba jakichkolwiek podwyżek skończyła się fiaskiem. Nalezienie nowej pracy też nie jest łatwe. Do tego rozpoczynający się ostatni rok studiów, praca magisterska, przygotowania do obrony.. W ostatnich tygodniach wszystko na raz zrzuca mi się na głowę. Nie śpię, praktycznie nic nie jem, najlepiej to bym siedziała pod kocem w domu ale wiem że nie mogę i muszę się wziąć w garść, rzecz w tym że nie jestem w stanie uporać się z tym wszystkim.
  6. Jestem już pełnoletnia, ale nadal mieszkam z czynnym alkoholikiem- ojcem. Matka pracuje za granicą, więc przez większą część roku nie ma jej w domu. Gdy byłam młodsza nalegałam żebyśmy się wyprowadziły, ale mimo, iż na początku się zgadzała ostatecznie zawsze rezygnowała, bo nie chciała mu zostawiać domu i innych rzeczy. Przez jakiś czas nie mieszkał z nami bo odsiadywał wyrok. Niedawno wrócił i nadal jako czynny alkoholik pije i awanturuje się. Teraz głównie stosuje przemoc psychiczną, choć wcześniej epizodycznie pojawiała się również przemoc fizyczna wobec wszystkich członków rodziny oraz molestowanie. Gdy matka jest w domu, z wyraźną intencją rozdrażnienia go dyskutuje z nim zawsze w opozycji do tego co on mówi, szczególnie wtedy gdy on jest pod wpływem alkoholu lub jest wyraźnie agresywny. Skutkiem tego codziennie, przez czas jej pobytu w Polsce, są awantury. Mam wrażenie, że ona robi to specjalnie, aby podkreślić, że powinna wyjechać do Niemiec, bo bez niej będzie wszystkim lepiej w domu ( oczywiście kiedy jej nie ma, on nadal jest agresywnym i pijącym alkohol człowiekiem, zmiana jest niewielka). Dodatkowo rozsiewa nastrój pesymizmu ( wierzy w spiski polityczne, końce świata itd), przesadnie dba o wygląd i chciała pozbyć się mojego psa podrzucając go do schroniska. Ale ma też dobre momenty, czasami potrafi być wspierająca i czułą osobą. Dodatkowo matka za każdym razem podkreśla, że musi wyjeżdżać za granicę ale nie chce przyznać, że jej główna motywacją jest to, że nie chce z nim mieszkać. Przez większość mojego dzieciństwa była raczej zimną i nieczułą matką. Często krzyczała, prowokowała sytuacje w których inni wybuchali gniewem, rozdrażniała ludzi nie wiedząc kiedy przestać, zawsze wynikiem tego ktoś wybuchał, po czym np. ja czułam, że powinnam ją przeprosić, ale ona nigdy tych przeprosin nie przyjmowała, twierdząc, że są niewiele warte. W związku z tym, że on jest osobą agresywną seksualnie ( molestował mnie i moja siostrę) często dochodziło do sytuacji, gdy ja z moją siostrą musiałyśmy bronić matki ( działo się to na przestrzeni kilku lat gdy obie byłyśmy w podstawówce i gimnazjum). Pomimo tego wszystkiego, matka broniła go w rozmowie z kuratorem sądowym i nigdy nie zgodziła się, aby policja zabrała go do izby wytrzeźwień. Ona również sabotuje wiele moich pomysłów podjęcia pracy, które zapewniłyby mi inne miejsce zamieszkania. Teraz, gdy ona jest za granicą, opisuje jak bardzo cierpi, że musiała mnie zostawić z alkoholikiem. I proponuje, że wróci do domu, chociaż wiem, że tego nie zrobi. Zrzuca podjęcie decyzji na mnie. A gdy ja nie chcę już z nią o tym rozmawiać ( ponieważ żadna z takich rozmów nic nigdy nie zmieniła), stwierdza, że jej nie pomagam. Twierdzi również, że gdybym się nie urodziła, ona zostawiłaby go. Pytanie : czy moja matka mną manipuluje? Podjęłam już kroki w celu przeprowadzki. Ale chcę się wyprowadzić sama, bez niej i bez niego. Jak psychologia tłumaczy jej zachowanie? Czy ona jest toksyczna? Chodzi o to, że ona wzbudza we mnie poczucie winy, sprawia, że czuję się złą osobą, mam wrażenie, że wymaga żebym się nią zajmowała. Czego ja już nie chcę robić, bo chciałabym mieć własne życie prywatne, mieć własną rodzinę, która mnie nie dołuje, nie sabotuje moich znajomych, decyzji, ani pomysłów. Czy ja jestem złą osobą? Czy muszę się nimi zajmować tylko dlatego że jestem ich dzieckiem? Te pytania mogą się wydawać głupie, ale czuję, że mam zachwiany obraz świata, potrzebuję kogoś, kto mi powie co jest normalne.
  7. Witam mam 32 lata jestem mężczyzną mieszkam z rodzicami. Mam problem ze swoją matką. Terroryzuje mnie nakazem że mamy wracać do jej rodzinnego domu. Że w miejscu gdzie żyjemy mam tylko dzięki niej pracę, mojego ojca ma za pierdolnie tego, że jest on nikim, że jeżeli z nim zostanę to on mnie zniszczy i ona twierdzi że mnie chroni przed ludźmi że ludzie się że mnie śmieją i ja jestem durny mówi że tak jej syn się nie zachowywał. Twierdzi że moi koledzy to recydywa i że mają powiązania z różnymi ludźmi. Że sąsiedzi mają powiązania z zabijaniem ludzi, kroją ludzi na części i sprzedają ludzkie mięso takich jak ja durni. Coś nie tak powiem do niej to czasami to uderzy mnie w twarz. Jak ludzie kręcą się pod oknami to albo wyzywa przy zamkniętym oknie ( kurwuje) lub charczy kaszle lub jej to nie pasuje i mówi że mają się odpierdolić i wypierdalać. Potrafi sama zaczepić ludzi na parkingu i się doczepić czego tak blisko parkują i twierdzi że to sąsiedzi ich naslali. I że sąsiedzi ludzie na nią napadają. I co ja mam z tym wszystkim zrobić jak nawet sam byłem u psychiatry. Opowiedziałem te sytuacje i powiedziała że muszę przyjść z matką matce powiedziałem a ona na to że ona jest zdrową i żebym nie robił z niej psychicznej bo to ja jestem psychiczny a nie ona a o tej psycholog/psychiatrze mówi najgorsze rzeczy chociaż jej nie zna. I ostatecznie wyszłem od psychiatry z cytrulina bo uznała że mam depresję.Przepraszam za wszelkie błędy lecz na telefonie piszę. Jak żyć?
  8. Hej jestem mamą 3 letniej córeczki i mam 24lata. Odkąd jestem w związku z partnerem który ma problem z uzywkami nie umiem cieszyć się z życia. Jesteśmy razem 4lata. Z tego początek był burzliwy poszłam do ośrodka samotnej matki. Po ośrodku miał nałożone testy ,więc był czysty daliśmy sobie jeszcze jedna szansę. Po roku zdjęli mu testy i teraz codziennie pije po pracy. Pracuje po 12 godzin i zamiast wrócić do domu zjeść razem poświęcić chociaż 15min dziecku siada do alko. Ostatnio do naszej córeczki powiedziałam idz.powiedz żeby tata się z Tobą pobawił ,a ona nie bo on pije... Weekendy jeździmy spędzamy razem czas ale on jest nie obecny w tym wszystkim idzie przed nami albo w telefonie. Nie dostaje od niego czułości czy jakiegoś miłego słówka żyjemy koło siebie. On twierdzi że ja ciągle wymagam, że się zmienił całe dnie w pracy jest a mi nadal mało. Ja też.pracuje ale po 6h bo nawet nie mogłabym dłużej ze względu na przedszkole dziecka dojazd do pracy i to wszystko nie pozwala mi na dłużej. Ale ja ją szykuje do przedszkola zabieram robię obiad i też nie mam czasu żeby usiąść. Zaczęłam wynajmować sama mieszkanie i bez niego mam jakąś lepsza organizacje ale tak mi go cholernie brak to jest dla mnie takie ciężkie nie wiem co mam robić. Przy nim chodzę taka byle jaka nie mam czegoś takiego że spojrzę w lusterko i ale fajnie wyglądam. Nic mi się nie chce do wszystkiego się zmuszam. Z niczym nie zasadami ciągle czuję że mogłam więcej zrobić. Nie wiem może to przez.to że nie mogę przy nim założyć to czego chce (sukienki, czy jakiś rzeczy które mi się podobają, czy makijaż zrobic) bo on zazdrosny jest i mi na to nie pozwala. A ogląda się za takimi... Przykrość mi to sprawia i czuję się że moja samoocena jest przez to mega niska. Teraz staram się uczyć języka bo mieszkamy w Norwegii a on biegle mówi bo mieszka tu 15lat.Moze to też na to wpływa to przeprowadzka tu że on ma tu rodzinę a ja nie? Staram się o nim nie myśleć tylko o sobie i o dziecku. Co mam zrobić? ( Rozmowy kończą się na tym że on chce sam że mną niekiedy spędzać weekendy i dlatego tak jest. Ale ja mu powiedziałam że jeśli w codziennym życiu nie będzie zaangażowany w życie rodzinne to nie będę zostawiać dziecka i udawać że jest super) Co ja robię źle? Może to ja rzeczywiście za bardzo od niego wymagam? Może u mnie jest za mało wyrozumienia? Czy warto to ciągnąć? Jak sobie poradzić z tym problemem? Czy lepiej odejsc i dać sobie czas na uzyskanie swojego spokoju po tym wszystkim? Spróbować żyć samemu? Może to jest jakieś uzależnienie od tego przed.onawa że.sovie nie poradzę? Czy może mieć wpływ na to że moi rodzice też nadużywali alkoholu? Czy może tak być że mam do tego wstręt?
  9. Sylwia1309

    Hej

    Hej, mam problem
  10. Dzień dobry a w sumie dobry wieczór Czy powie mi ktoś, o co tu chodzi? Jestem Krzysiek, mam 28 lat i jestem strasznie zdezorientowany swoją osobą. Całe moje dotychczasowe, 28 letnie życie w moim odczuciu jest pasmem niepowodzeń, złych decyzji, problemów, które sam sobie funduje i to świadomie, ale zacząłem sobie z tego zdawać sprawę, a właściwie coś zaczęło kiełkować w mojej głowie jakieś 6 miesiecy temu, że kurde Krzysiu musisz stawić sobie czoła bo dobrze wiesz, że sam kierujesz źle swoim życiem i toniesz, robi się bardzo nie dobrze a właściwie cały czas nie jest. Kulminacja nadeszła u mnie jakieś dwa dni temu. Jestem czy byłem gościem, który był/jest cwaniakiem, zawsze na wszystko ma odpowiedź, manipuluje ludźmi, idzie do celu po trupach, nie zważając czy to rodzina czy obca osoba, a celem jest zawsze jakaś uciecha głównie marihuana od 2013r pale codziennie, od czasu jak wyszła pandemia zaczalem sobie jeszcze do jointa kupować setkę i piwo i też codziennie, nie byłem pijany, że nie wiedziałem co robię, miałem po prostu fazke i humorek, ostatnie 4 miesiące doszły do tego jeszcze twarde narkotyki - wszystko robię codziennie od czasu gdy napisałem daty i jestem świadomy tego że mam problem, że odplywam, proszę sobie nie myśleć, że siedzę w domu, nie pracuje, kradnę i ćpam i pije od rana do nocy. Codziennie chodzę do pracy, myje się, wizualnie jestem normalnym 28 letnim gościem, na pozór uśmiechnięty i bez problemów z kobietą, dwójka synów. Dzieci również zadbane, grzeczne, kobieta również pierwsza klasa. Gdybym jeszcze z tego dążenia do celu po trupach miał pieniądze, albo kupił coś synowi, cokolwiek to może i by nie naszła mnie taka refleksja i dalej bym zyl w swoim wyimaginowanym świecie gdzie wszyscy są źli, wszyscy chcą dla mnie źle ale ja z tego oprócz długów i problemów nie mam nic, jak ktoś wyciągał do mnie rękę to za każdym razem miałem wrażenie, ze chce mnie w jakiś sposób poniżyć, upokorzyć, pokazać, że jestem gorszy. Mam 6 letniego syna swojego z krwi kosci i serca i drugiego synka 11 letniego z serca, czyli syn mojej partnerki, którego również traktuje jak syna. Mój syn jest z 7 letniego związku, który zakończył się jakieś 5 lat temu, jak młody miał około 2 lat. Poznałem 4 lata temu kobiete, z która aktualnie jeszcze (ale już ledwo) jestem, jest cudowną kobieta, kochana, wyrozumiała, wzięła mnie takiego jakim byłem, praktycznie nagiego, z jedną torba ubran, z tymi wadami, długami, przy niej i dzięki niej stanąłem na nogi, czułem, że ktoś mnie mocno pokochał i bezwarunkowo, czułem, ze mnie nie ocenia i rozumie albo chce zrozumieć a ja to wykorzystałem. Zupełnie świadomie, z pełną premedytacją to wykorzystałem na swoją korzysc. Teraz w moich oczach, sam przed sobą jestem katem, człowiekiem, który nie zasługuje nawet na śmierć, powinienem się męczyć do końca, żebym zapamiętał. Wracając do tematu, była kochana, pomocna, uczynna, wyrozumiała, tolerancyjna, co nie chciałem to mi ogarniała. Chciałem żeby mi pozyczyla od swojego taty 5tys na motocykl - pyk, dwa dni później mam kasę, chciałem żeby wzięła dla mnie 5tys pożyczki - pyk, telefon w rękę, Vivus i Krzysiu ma co chciał, w łóżku też świetnie, nigdy lepiej nie miałem, po prostu magia, wtedy naprawdę patrzyłem na tą kobietę jak na kobietę, która nie ma wad w ogóle, wiedziałem co przeszla w życiu, jak ja traktowali partnerzy, miała połamaną szczękę przez nich, cała poobijana, przypalanie fajkami, alkohol, narkotyki była traktowana gorzej niż szmata, zdradzana, ja to wszystko wiedziałem od niej a i tak ja wykorzystałem z pełną premedytacją tylko wtedy jakoś wypieralem chyba z siebie to, że ja ranie i wykorzystuje celowo chociaż teraz wiem, że to było celowo, nie rozumiem siebie. Czerpałem jakąś wewnętrzna satysfakcję jak za mna biegała, płaszczyla się, przepraszała, było mi lepiej w środku jak udowodniłem jej, że coś jest jej wina a ona cały czas była dla mnie, cały czas mi pomagała, miałem co chcialem, płakała a ja czułem się wtedy lepiej, bylem perfidny i pewny siebie, że mam ją wokol palca, wiedziałem to. Wykorzystywałem ja jak najgorszy bydlak, osobę, która dała mi serce na dłoni z dnia na dzień ja po prostu zgniotlem. Byłem świadomy, wiedziałem ale jakoś sobie zawsze tłumaczyłem swoje zachowanie głupotami, które były tak naciągnięte, żebym mógł uspokoić swoją głowę. Tą kobietą mimo tego wszystkiego była ze mną, czułem ta miłość, zawsze stała po mojej stronie a ja z niej zrobiłem swój worek treningowy. Nigdy jej nie uderzyłem tylko i az przemoc werbalna, dlaczego ja czerpałem z tego jakąś satysfakcję? 3 lata byłem gnojem, 3 lata czułem, że mam koło siebie osobę, która skoczy w ogień za mną, która dla mnie potrafiła odmówić coś synowi potraktowałem w taki sposób? Zrozumiałem to pół roku temu, podczas pierwszej poważnej rozmowy w której otworzyłem oczy i zaczęło to wszystko we mnie kiełkować. Dlaczego ja TeraZ tak w pełni uświadomiłem sobie jakim jestem człowiekiem? Dlaczego byłem tak pyszny, zadumany w sobie i żyjący w tym moim idealnym świecie dla mnie, że każdy kto mi coś daje to chce mnie zjechać? Dlaczego tak bardzo kocham moich synów, chce dla nich jak najlepiej a myślę o sobie? Dlaczego zamiast pieniądze, z jakiegoś dodatkowego zarobku przeznaczyć na młodych ja wydaje na siebie i od mojej partnerki wymagam i obwiniam, że czegoś nie mają podczas gdyby nie Ona to nie byłoby nic w lodówce bo ja bym tylko palił, pił ćpał, fakt, że kobieta pali ze mną codziennie od 2,5 roku no i twarde tez w sumie tak jak ja, ona może nie codziennie twarde ale 5/7 dni, chociaż ostatnie 3 dni nie brała twardych, to też nie jest tak, że wszystko szło na dragi ale 4/5 na pewno, w domu zawsze jest jedzenie, pełna lodówka, nie chodzimy głodni, nie brakuje jedzenia, faktem jest, że w domu był i jest narkotyk a w szufladzie brak majtek i skarpetek, o czymś bardzo złym to świadczy. Dzieci mają wszystko, nie żyjemy w biedzie ale ja wolę odmówić sobie kupna bielizny żeby kupić "humor i zapomnienie". Dlaczego miałem w swoim mniemaniu zawsze rację, każdy zły? Dlaczego zawsze siebie tłumaczyłem? Dlaczego ja wiedząc, że moja kobieta jest taka cudowna i kochana dla mnie, że wreszcie mam cudo przy sobie ja to tak perfidnie wykorzystywałem i się nad nią znęcałem? Dlaczego czerpałem z tego korzyść? Nie rozumiem siebie, kocham strasznie moje dzieci i kobietę na zabój, dziećmi mam super relacje, a wolę narkotyki niz ich przyjemności? Wracając do 3 lat katorgi mojej kobiety, to nie było codziennie, to było w jakiś odstępach niedługich czasowych takie mocne moje akcje a codziennie prawie jakąś szpilka wbita, jakąś spina, musiałem codziennie pokazać, że to ja jestem góra, ciągle wiedząc, że to ja jestem tym złym a i tak zwlaalem winę na nią, wprawialem w poczucie winy, dlaczego? Dlaczego ja jestem taka świnia? Dlaczego myślałem, że mam honor, zasady, szanuje kobiety a tak się zachowywalem? O co tutaj chodzi? Teraz od ponad pół roku, od tej rozmowy poważnej pierwszej jak zdałem sobie sprawę jak ja traktowałem, jak naprawdę zrobiłem rachunek sumienia i pierwszy raz stwierdziłem, że to ja byłem tym katem a nie ona, że to ja się zachowywlem jak śmieć w stosunku do niej i wyraziłem skruchę bardzo czuje to jak się ona czuła i jest to zrozumiałe i ciesze się w sumie, że Terac ja cierpię i codziennie płacze, że czuje, że się zmieniła, że już nie jest dla mnie tylko, że mogę ją stracić, straciłem ta pewność siebie złudną. Stała się moim odbiciem i ja to rozumiem w pełni, nie wytrzymuje nerwowo, płacze, mecze się, nie wiem co robić, jak wpłynąć, przestała mi ufać ale to wszystko rozumiem, w sumie i tak w porównaniu do tego jaki ja byłem wtedy dla niej to ona jest pikuś. Tylko niech mi ktoś powie, dlaczego ja taki byłem, dlaczego tak się zachowywalem? Po co to robiłem? Przecież ta dziewczyna mi dała tyle miłości, której nigdy nie odczułem od nikogo, pokochała bezwarunkowo, no może oprócz synka a ja tak się Zachowałem? Jakim ja jestem człowiekiem? Dlaczego jestem przesiąknięty takim szlamem do szpiku? Ja wiem, że robię coś źle ale i tak to zrobię byle zdobyć to co chce. To, że jestem uzależniony to wiem, głównie od marihuany, marihuanę chce palić i lubię i z tego rezygnować bym nie chciał, piwo i twarde, konkretnie kryształ chce wyeliminować, mówię, że niemkusze tego bo nie czuję potrzeby ale zawsze kombinuje i jest to moja pierwsza myśl. Chciałbym zrozumieć siebie, dlaczego taki jestem czy byłem, o co tutaj chodzi? Od pół roku chce iść do lekarza ale ciężko zrobić mi pierwszy krok dlatego postanowiłem tutaj napisać. To co tutaj napisałem to jest opis czasu, w którym skrzywdziłem osobę, która dała mi serce na dłoni i miłość. Ogólnie urodzenia w moim życiu jest średnio. Mama była ze mną w ciąży to tata mimo, że bardzo mnie kochał, przypalal mamie papierosy na ręce, do 9 roku życia jedyne wspomnienia pozytywne jakie mam z mamą to jak szedłem zapytać do banku czy przyszła renta i zupa szczawiowa a z tatą wyjazd na rowery zebrać właśnie szczaw na zupę. Nic więcej dobrego nie pamiętam. Pamiętam za to, że tata był mocnym alkoholikiem, że miał cugi podczas których widziałem wszystko czego nie powinienem widziec. Duszenie mamy, że wisiała w powietrzu, rzucanie talerzami, popielniczkami, wyzwiska, krzyki, wybijane szyby raz mama raz tata, dobijanie się do drzwi pijanego ojca, alkohol, krew, pamiętam jak mama tatę nożem pocięła bo by ja zabił prawdopodobnie, widzę mojego ojca jak lezy przewieszony przez wanne jak nieżywy, cały we krwi właśnie po tej akcji, pamiętam jak chyba 6 letni ja podnosiłem mojego tatę w stanie agonalnym, osikanego z ziemi i Teraz jak jestem dorosły to sobie uświadomiłem, że to było dla mnie normalne wtedy, nic takiego, nie tylko ja tak ojca zbierałem. Pamiętam jak spał w jakiejś altanie na działkach bo został wyrzucony z domu bo był w cugu i znów zadymy. Pamiętam jak mama piła, chyba z bezradności. Jak byłem u kolegi po jakiejś awanturze u mnie w domu i przyszła po mnie, totalnie pijana, że spadła ze schodów i znów musiałem podnosić. 7 letnie dziecko. Jak mój tata robił awantury to ja musiałem bronić mamę, to ja również krzyczałem, wyzywałem, panikowalem, bałem się,wariowalem, uderzyłem tatę. Mojemu tacie mogę zarzucić wszystko dosłownie ale nie mogę zarzucic mu tego, ze mnie bił albo krzyczal na mnie. Nigdy od niego nie dostałem i nigdy na mnie nie nakrzyczał. Czy pijany czy trzeźwy do mnie nigdy nic. No i jak miałem 9 lat, był 19 grudnia, awantura w domu, przyjechała po nas siostra żebyśmy święta spędzili z nią. No i tam pojechaliśmy a rano na drugi dzien obudził mnie krzyk siostry, przed oczami cały czas mam twarz mojej mamy jak ja znaleźliśmy jak nie żyje, miałem 9 lat, 4 dni przed wigilia. Rok później pojechałem do taty na długi weekend i nie miał czucia w ręce, do lekarza miał dopiero chyba właśnie po weekendzie. Poszliśmy do domu, ja na dwór, po powrocie do domu do spania i rano 10 letniego chłopaka obudzily jęki i dziwne ruchy mojego taty. Dostał wylewu prawej strony, znowu musiałem sobie radzić, biegać kombinować i co najważniejsze zrozumieć o co mu chodzi. Później wiadomo karetka szpital rehabilitacja, powoli zaczal już się ogarniać, dużo ćwiczył, zaczynał zarzucać noga, trochę ruszać reka i idąc do lekarza się wywrócił, złamał zebra i znowu karetka i szpital no i w szpitalu wykryli raka płuc i w miesiąc ten rak go wykończył. A bo jak zmarła mama to wziela mnie moja siostra do siebie bo tata nie był w stanie mnie utrzymać bo pił. No i od tamtej pory czułem się bardzo źle, wyobcowany, czułem, że jestem niżej od dwóch synów mojej siostry, wydawało mi się, że dostaje mniej jedzenia od nich, że jestem gorzej traktowany, ze mnie oceniają, nie miałem swojego miejsca a przynajmniej wtedy tak to czułem, byłem buntowniczym dzieckiem, rozrabialem dużo, sprawiałem problemy wychowawcze i zaczęli mnie przerzucać od siostry do brata i tak ciągle, najdłużej byłem u brata 3 lata chyba a tak to po kilka miesięcy tu i tu. Słyszałem tylko ciągle, że jestem nie dobry i sobie ze mną nie radzą, często było tak, że nim mnie przerzucili to słyszałem jak się sprzeczają u kogo mam być. Wybiła moja 18 i poszedłem na swoje i w sumie od tej pory, jak poczułem pieniądze, bo miałem rentę dość wysoka po tacie 2,500zl, nie musiałem pracować bo kasa co miesiąc to nie nauczyłem się pracy i do 25 roku życia najpierw było obżarstwo a pozniej marihuana, nałogowo codziennie od 19 roku życia. Pierwszy raz zapaliłem jak miałem chyba 14 lat czy 15 lat. Jak miałem 17 lat to poznałem dziewczynę, z którą mam tego mojego super synka ale związek też się rozpadł przeze mnie. Partnerka z którą aktualnie jestem na tą chwilę nad sobą nie panuje, nad nerwami, ona w tym momencie jest prowodyrem do którego nic nie dociera, zobaczyłem swoje odbicie w niej, chyba stworzyłem w niej to zło, bo nie była taka. Kocham ją, chciałbym pokochać siebie i dowiedzieć się dlaczego jestem takim człowiekiem? Jak mam sobie poradzić? Wiem o tym wszystkim złym co robiłem, wiem jakim jestem paskudnym człowiekiem, jak bardzo skrzywdziłem, obarczalem dotarło to do mnie wreszcie, że ja byłem świadomy tego wszystkiego a i tak to robiłem. Wypieralem z głowy, że to jest źle chociaż o tym wiedziałem, wiedziałem, że krzywdzę ale jakaś przyjemność podświadomie czułem chyba. Nie wiem co mam robić, czuje, że tracę grunt pod nogami, że odpływam w narkotyki, nie wiem już co było moim wyobrażeniem czy tym co chciałem zobaczyć a jakie ktoś miał na prawdę intencje, dlaczego taki jestem skoro jestem tego świadomy? Dlaczego świadomie wolę kupić jakąś używkę sobie, chociaż wydaje mi się, że jej nie potrzebuje bo często biorę na siłę, żeby poczuć wreszcie ten stan, żeby nie myśleć i sobie wyluzować, ja wiem, że boje się stawić czoła życiu na trzeźwo chyba i potrzebuje chyba endorfin sztucznych. Przeciez ja mam dom, kobietę dzieci, kurde dobre w miarę życie, jakoś sobie radzę, dlaczego jestem taki niewdzięczny i zły z premedytacją dla kogoś kto mnie kocha? Dlaczego wiem a i tak w to brnę? Może być to trochę pomieszane, jakiś wątek zaczęty inny nie skończony ale proszę o wyrozumiałość, jestem w ciężkiej świadomej sytuacji psychicznej, chciałbym więcej przekazać ale nie jestem w stanie wszystkiego opisac, niech mi ktoś pomoże..
  11. Witam, pół roku temu zmarł mój tata, została sama mama, Pomagamy jej jak tylko potrafimy, zakupy, obiady, rachunki, bierzemy ją do siebie, opiekujemy się, rozmawiamy i poświęcamy dużo czasu. Mama chce kontaktu tylko ze mną i zięciem, z nikim więcej. Przy tym bardzo częstym kontakcie jest ciągle złośliwa w stosunku do mnie, nieustannie mnie obraża, umniejsza moją wartość jako córki, stosuje szantaż emocjonalny. Rozmowy spokojne i prośby za każdym razem powodowały wielkie kłótnie (mama krzyczała). Przed śmiercią taty widywaliśmy się co 3 tygodnie na obiedzie i mama nie była zaangażowana w naszą rodzinę. Teraz nas szantażuje i stawie ciągle wymagania choć jesteśmy na każde skinienie, bo rozumiemy, że została zupełnie sama. Do psychologa nie chce iść. Wobec mnie jest ciągłe dogryzania i szantaż jak nie robię tego co mi akurat każe zrobić (mam dzieci, pracę, ale cały czas jestem z nią w kontakcie). Tak częstym kontaktem jestem wykończona, od śmierci taty nie byłam w stanie nawet się jeden dzień wypłakać. Mąż mówi, że muszę zacisnąć zęby i wytrzymać, ale czuję, że doszłam do granicy. Nie wiem co mam robić..
  12. Cześć, Mam 32 lata i dwie siostry. Wszystkie jesteśmy dorosłe, pracujemy, mamy mężów/partnerów i nie mieszkamy z rodzicami. Moja młodsza siostra (30 lat) odkąd wyprowadziła się z domu 6 lat temu coraz rzadziej odwiedza naszych rodziców, w ogóle nie inicjuje z nami kontaktu, chyba że to my pierwsze się odezwiemy. Wygląda to tak jakby w ogóle nie zależało jej na jakichkolwiek relacjach z rodziną. Jest to dla mnie bardzo dziwne, ponieważ przez całe życie ja i ona miałyśmy ze sobą bardzo dobry kontakt. Moja młodsza siostra zawsze była moją najlepszą przyjaciółką, wygłupiałyśmy się, rozmawiałyśmy o facetach, mamy bardzo dużo wspomnień i tzw. inside joke'ów. Teraz siostra od kilku lat mieszka z partnerem, przebywa z nim 24/7, nie ma żadnych koleżanek, odwiedza rodziców tylko jeśli partner chce odwiedzić swoją rodzinę i znajomych (on pochodzi z tego samego miasta co my), a nawet jeśli siostra już odwiedzi rodziców to nie mówi im że przyjedzie tylko pojawia się znienacka, tyle tylko co przenocować u nich w mieszkaniu, po czym organizuje sobie czas na mieście z partnerem i jego znajomymi/jego rodziną. Nas totalnie unika, nie odzywa się za bardzo w trakcie posiłków, nie podejmuje tematów o swoim życiu ani planach. Mam wrażenie że ona zachowuje się tak samo od czasów licealnych, jak zbuntowana nastolatka i w ogóle nie wydoroślała. Jej partner z kolei jest długotrwale bezrobotny. Na początku miał jakąś pracę, ale z niej zrezygnował. Teraz nie pracuje już od kilku lat, siostra utrzymuje ich obu, wynajmują malutkie mieszkanie i żyją sobie bez żadnych oszczędności. Facet jest bardzo wygadany, ma dużo znajomych, potrafi łatwo nawiązywać znajomości, jest otwarty, ale nie szanuje czasu innych, nie odwdzięcza się za przysługi, śpi do późna, wszędzie się spóźnia i generalnie ma wywalone na obowiązki, a w dodatku dość zgrabnie kłamie, aby nie wydało się że nie pracuje itd. Moja rodzina go nie lubi, ale jesteśmy wobec niego tolerancyjni. Kiedy już się pojawią, moi rodzice zapraszają ich na obiad, obwożą wszędzie gdzie chcą, byle tylko siostra nie poczuła się, że nie są zadowoleni z jej decyzji i wyboru partnera. Z drugiej strony gdy jej proponują spędzenie czasu razem (jednego dnia dosłownie), ona obraża się, że organizują jej życie i nikt jej nie pyta o zdanie. Na początku próbowali podpytywać kiedy on znajdzie pracę i się ogarnie, ale to wywołuje u siostry agresję i powodowało że zamyka się jeszcze bardziej przed nami, trzaska drzwiami i wychodzi. Moi rodzice drżą, że stracą z nią jakikolwiek kontakt jeśli coś będą drążyć, ale ja już nie mogę wytrzymać. Wydaje mi się, że ten facet zniszczył moją siostrę i nią manipuluje, a ona tego nie widzi. Odkąd z nim jest zrezygnowała z siebie, nie rozwija się, tkwi w mało ambitnej pracy, twierdzi, że nie chce wyjść za mąż ani mieć dzieci, nie potrzebuje samochodu, ani nigdzie wyjeżdżać, oszczędza na wszystkim, bo przecież on nie pracuje. Czasem udaje mi się z nią spotkać face to face i bez niego zachowuje się normalnie, tak jak kiedyś, ale nie poruszam z nią żadnych poważnych tematów (od razu robi się agresywna i odbiera to jako atak na nią). Boję się, że ona może wpaść w jakąś depresję. Czy jest w ogóle jakakolwiek szansa, żeby to ruszyć? Czy powinnam uszanować jej wybór, bo w końcu jest dorosła i skoro takiego kolesia wybrała, to niech tak żyje? Czy może zaproponować jej psychologa?
  13. Witam, jestem w związku z kobietą. Od 6 lat jesteśmy razem mamy dziecko. Męczymy się wzajemnie. Nie umiemy się dogadać. Widzę dużo rzeczy, na które się godziłem całe wspólne życie. Wszystko było podporządkowane pod nią. Jak coś było nie po jej myśli to była awantura i tak się to ciągnie i jest coraz gorzej. Próbowałem wyciągać konsekwencje wyprowadzić się z domu dać jej nauczkę, ale po chwili wymiekalem. Wracałem, ona obiecywała że się zmieni, że będzie mnie inaczej traktować, a nic się nie zmienia. Ciagle to samo, nie umiem postawić na swoim, zawsze się podporządkowuje, bo kiedyś miałem takie myślenie, że jak zrobię cos wbrew sobie, ale dla niej dobrze, to będę miał spokoj psychiczny. Teraz zacząłem ske buntowac bo ile można. Mam tylko zakazy I nakazy. A że jest nie po jej myśli jest piekło w domu. Nie umiem się od niej uwolnić. Co mam zrobić jak nabrać w sobie siłę by coś zrobić?
  14. Czesc Mam problem z rodziną a przez to znalezieniem przyjaciół szczerych. Moi rodzice są niepełnosprawni i w podeszłym wieku. Mama ma 68 lat a tata 70. Obydwoje wydzierają się na mnie i we wszystko wtrącają matka ma mnie za idiotke a tata nie może z nią wytrzymać. Mają wszystkich za plecami za głupich łącznie ze mną. Od momentu jak zrezygnowałam z pracy z której utrzymywalam się samodzielnie i zmian pracy i chęci podjęcia zatrudnienia jestem potępiana w rodzinie za wszystko. Wygarneli mi wszystko i nie wierzą w moje możliwości. Nie dogaduje się z nimi. Są emerytowanymi rencistami z orzeczeniem o znacznym stopniu niepełnosprawnosci. Ja radę sobie tylko hobbystycznie w ramach poświęconego czasu wałkowanie kodeksów. Nie mam szacunku u matki a środowisko mylnie odbiera moja osobę. Wiele osób zwierza mi się jak w konfesjonale a potem wykręca z opowieści. Staram się być niedostępna i zająć w końcu sobą bo sama jestem nieufna i skryta co nie znaczy że nie potrafię samodzielnie bez nerwów sobie że wszystkim radzić. Zawiodłam się na narzeczonym który wywija numery na wszystko. Aktualnie nie stać mnie na nic swojego ani dom ani mieszkanie bo wałkuje wiecznie materiały do nowej pracy. Wyciągnęłam wnioski ze swojego postępowania oraz poznałam się na ludziach. Co robić kiedy nie czuje sie akceptowana a jestem pewna siebie i nie mam kompleksów. Oprócz pracy i pieniędzy ludzie obrabiają mi od 2017 r. Tyłek. Rozpowiadają na mnie rzeczy typu że ja kogoś pomawiam ublizam i rozkazuje. A dowodów nie mają Nie mogę znieść awantur i potępienia nawet za ubiór... Wiem co robię jestem nie w ciemie bita. Czy macie jakieś sposoby na emocje i insynuacje i wieczna krytykę i porównywanie ludzi. Nawet kiedy nic nie komentuje i nie robię swoje to rodzina i narzeczony którzy są bardzo roszczeniowi chcą ze mnie z czarnej owcy zrobić na siłę ofiarę kozła ofiarnego. Czy prawda i szczerość do każdego to niewdzięczność? Bo myślę że zdecydowanie nie. Przez to wszystko jestem złośliwa jak nigdy. Z tym że czy przy takich podsumowaniach mam ludziom Bliskim i kogo nie spotkam na swojej drodze mydlić oczy? Wypielam się na ludzi chorych ciężko sama jestem zdrowa minus że pale. Psychiatry nie potrzebuje. Jak nauczyć się nie prowokować atakować a przede wszystkim bronić siebie jak ktoś mnie zaczepia z byle gówna i osiągnąć sukces swój. Bo ludzie jak są insynuatorami bajdziarzami i za plecami dupe urabiaja bo widzą kogoś który ma się skupić to doszukuja się wszystkiego. A bajkopisarka nie jestem
  15. Witam. Mam 37 lat , pracuję i próbuje rozkręcić swój własny biznes, jestem teraz niezależny finansowo ( wcześniej bywało różnie). Mój problem polega na tym, że moja trzy lata młodsza siostra czasami traktuje mnie jak członka rodziny drugiej kategorii. Wygląda to mniej więcej tak: Kiedyś jak nie miałem pracy zaproponowała mi jakiś czas po tym jak urodziła pierwsze dziecko żebym robił za niańkę ( mam podejście do dzieci) a ona będzie mi płacić, zgodziłem się ale za darmo, miałem tylko u niej mieszkać za granicą a w międzyczasie poszukać sobie pracy. Siostra poszła na zwolnienie, więc zacząłem szukać pracy, ale wtedy się zaczęło, że to robię nie tak, to tamto nie tak. W końcu nie dało się wytrzymać, wróciłem do Pl. Za dwa lata rozstała się z mężem, no i znów płacz że pomocy potrzebuje, żebym przyjechał. Nie chciałam za bardzo, ale pojechałem, okazało się że nie potrzebnie, a ona dopytywała ile jeszcze mam zamiar u niej mieszkać. Wróciłem znów do Pl. Teraz i ona mieszka w Pl , ja zapomniałem o wszystkim i było ok . Ale ostatnio zauważyłem że jeżeli potrzebuje pomocy to odzywa się do mnie a jak jakiś wypad na dyskotekę czy nad wodę to młodszego brata zabiera. Ostatnio zabrała wszystkich ode mnie z domu oprócz mnie. Tak mi się przykro zrobiło że głowa mała. Powiedziałem że to mnie boli to się obraziła że robię jakieś wypominki.... Co mam zrobić żeby te relacje były normalne? Dodam że z pozostałym rodzeństwem ona się dogaduje.
  16. Jestem 28 letnią, bezrobotną kobietą w 7 miesiącu ciąży. Od samego początku ciąży pojawiły się problemy z Naszą relacja i relacja z jego rodzicami, u których mieszkalismy. Nagle zostałam traktowana jak powietrze, ciągłe miny ze strony jego matki doprowadzały mnie do szału, zaczęłam przeszkadzać. Mój partner twierdził, że jest okej i ze przesadzam. W 2 miesiącu ciąży zrobili Nam akcje i kazali się pakować i wypierdalać z domu. Tak, dosłownie to ich słowa. Mimo to Mój narzeczony dalej ich bronił i twierdził, że to przez brak rozmowy. Wyprowadziliśmy się i teraz miedzy Nami są wieczne kłótnie o jego rodziców. Ciągłe pretensje, ze nie chce do nich jeździć bo Oni nagle chcą się bratać. Już 3 razy się pakowałam do swoich rodziców i zawsze wracam naiwnie myśląc, że do Niego dotrze jak mnie potraktowali i zrozumie, że mam prawo nie chcieć. To ciągnie się już 5 miesięcy....nie daje juz rady... psychicznie mam dosyć... Oni sobie wpadają kiedy chcą, nawet się nie zapowiadają i jeszcze mu mało, znoszę ich mimo, że nie mogę na nich patrzeć, to jeszcze wymaga żeby ich odwiedzać. Nienawidzę ich i zachowania mojego narzeczonego. On nie umie zrozumieć, że nie umiem wybaczyć. Boli mnie to. Zaczynam się martwić, że przez ten cały stres przez całą ciążę dziecko urodzi się chore, ciągłe mu o tym mówię tylko pp to by Dal mi spokój... nie działa...co mam robić? Czy powinnam odejść?
  17. Dzień dobry, jestem między młotem a kowadłem. Od 1,5 roku jestem w związku. Jeszcze razem nie mieszkamy, bo dzieli nas 100 km. Ja mam stabilną pracę i trudno znaleźć posadę na podobnych warunkach w stronach mojej partnerki. Mieszkam w swoim domu rodzinnym, nad rodzicami. Związek jest weekendowy, tzn. ja jadę w piątek po pracy do niej i jestem tam do późnego popołudnia/wieczora w niedzielę. Przez cały czas związku ona nigdy nie była u mnie, bo (pomijam fakt, że ona jest słabym kierowcą i nie chcę jej wypuszczać samej w długie trasy) moi rodzice nie chcą jej poznać. Ile razy pytałem i prosiłem o wspólne spotkanie, zwłaszcza matka odmawiała (ojciec siedzi pod pantoflem). Nie wiem, czy to tylko ich decyzja , czy „pomaga” im w tym moja starsza siostra, która za mną nie przepada (nie utrzymujemy żadnych kontaktów ze sobą). I wszystkie próby poproszenia ich o spotkanie z moją partnerką kończą się tak samo, jakby mieli satysfakcję, że prawie na kolanach prosiłem ich tylko o spotkanie, o nic więcej. W końcu przestałem zabiegać o spotkanie. Od ok. roku rodzice mnie ignorują i wykluczają z życia rodzinnego. Wiedzą, że bez Marty do nich nie pójdę. Miejsce przy ich stole jest tylko dla ich córki i jej rodziny. Ja też zaprzestałem jakichkolwiek starań o poprawę tych relacji. Ostatnio Marta postawiła sprawę na ostrzu noża, że albo pogodzę się ze swoją rodziną, albo kończymy nasz związek. Nie chce nic a nic słuchać, że na stan moich rodzinnych relacji wpłynęły wydarzenia z wielu lat, a nie tylko z czasów związku z Martą. Na czas związku z Martą nastąpiła eskalacja konfliktu w rodzinie. Mnie bardzo denerwuje napieranie Marty, bo ona nie chce zrozumieć, że ja już nie chcę żebrać o cokolwiek u moich rodziców. Nasz związek zaczyna się sypać. Mam wrażenie, że Marta jest głucha na to, co mówię i co czuję. Czy jest z tego jakieś racjonalne wyjście? Czy już po ptakach? Mną targają emocje, czuję złość na rodziców, bo przez swoją niechęć do mnie i do Marty zniszczyli nasz związek. A z drugiej strony Marta, która nie akceptuje mojego położenia. Mam wrażenie, jakby celowo naciskała na relacje z moją rodziną, bo to mój największy problem. Nie podobają mi się próby ingerencji Marty w moje rodzinne relacje. Czy mam prawo nie ulegać Marcie w tej kwestii?
  18. Witam. Mam taki problem Bylem w zwiazku 2 lata Ona matka dwojki dzieci po rozwodzie starsza ode mnie 6 lat rozstalismy sie z podwodu Kupila szerwgowke i oczekiwala ze bede biegal po sklepach ogladal plytki itp gdzie dom bedzie do oddania za rok Mowilem ze spokojnie oddadza dom wezme busa od sasiada i pomierzymy fizynie ile trzeba i co trzeba pojdziemy kupimy ona na to ze ja neguje nie wspieram itp Powiedzialem nie zlosliwie ze jak macie 100tys zl to mozecie wymyslac bo zaczeli plywac w oblokach ze takie meble itp Jestem realista Ze nie odebralem samochodu od mechanika ale w tym czasie bylem w pracy a ona miala czas I takie wyrzuty Po takim ataku na mnie przestalem sie odzywac poszedlem do psychologa bo mnie dreczyly mysli ze moglem to inaczej rozwiazac Po jakims czasie zobaczylem ja na miescie z innym chlopem podszedlem przywitac sie i zapytalem czy mozemy porozmawiac ona odp ze nie mamy o czym po chwili wstala i mowi to tylko moj dobry znajmomy nie wiem myslala ze bede go bic czy co Zapytalem czy cos czuje do mnie odp cos tam czulam i zaczal sie znowu atak na moja osobe ze jej nie pasuje duzo rzeczy we mnie ja wszystko grzecznie z kultura a ona takie negatywne emocje Problem jest tego typu ze ciagle mysle o niej
  19. Witam. Mam 20 lat, a mój chłopak ma 22 lata. Jesteśmy razem ponad 4 lata, jest to mój pierwszy poważny związek, dlatego potrzebuje opinii czy mój chłopak zachowuje się normalnie i po prostu przesadzam? Mianowicie, mój chłopak ma bardzo ciężki charakter, jest strasznie zazdrosny. Doszło do sytuacji gdzie się kłóciliśmy tylko dlatego, że przywitałam się ze starym znajomym na mieście. Niedawno skończyłam szkołę i zaczynam szukać pracy, otóż tutaj również pojawił się problem, ponieważ każdą ofertę pracy, którą znajdę muszę skonsultować z moim chłopakiem, co więcej on musi tę pracę zaakceptować. Jakiś czas temu, gdy znalazłam dorywczą pracę i opowiedziałam o niej mojemu chłopakowi, on stwierdził, że oszalałam i nie pójdę do pracy, gdzie jest tylu chłopaków (praca kelnerki w restauracji). Nie mogę też wyjść z koleżankami do clubu, czy pojechać do większego miasta na zakupy bo przecież go zdradzę. Dodam, że nigdy nie dałam mu powodów do zazdrości. Gdy, mimo jego zakazu chcę gdzieś wyjść pojawia się z jego strony szantaż, że jak wyjdę to wyrzuci mnie z mieszkania (mieszkamy razem od około 2 lat). Widzę, że coś jest nie tak, ale nie chcę stracić chłopaka, chciałabym mu pomóc, wiem też, że on nie miałby nic przeciwko, żeby udać się na wizytę np. do psychologa, ale nie wiem od czego zacząć. Czy tutaj rzeczywiście jest problem, czy sobie to po prostu wmawiam?
  20. Witam opiszę w skrocie o co chodzi. Z moją partnerką jesteśmy razem od paru miesięcy znamy się ponad 3 lata wiecie to jest coś z cyklu że wiesz że to ta jedyna. Moja partnerka niedawno straciła matkę wcześniej ojca i siostrę od wielu lat zmaga się z depresją zaburzeniami lękowymi i jescze parę by się znalazło. Problem polega jednak na tym że od miesiąca się nie spotykamy bo się mnie boi. Dowiedziałem się niedawno o tym i opisała dokładnie o co chodzi. Podam parę przykładów. Klapsy są chwile że lubi je bardzo a czasami wystarczył jeden by się źle czuła i dowiedzielem.sie że tego się bala że ja bilem a ja zwyczajnie nie miałem pojęcia że to mzoe być dla niej bolesne. Była jedna sytuacja gdy straszyłem ja że dostanie pasem no i pewnego dnia mówi tylko straszysz i straszysz i nic z teog to wziąłem pas ale kiedyś zobaczyłem że ona się sklulila i cała trzasla wyrzuciłem pas przytulilem i już nigdy o tym nawet nie wspominałem. Wytłumaczyła mi potem i przepraszała że to wróciły wspomnienia z dzieciństwa. Druga sprawa seks analny nie chciała się nato godzić ale raz gdy leżała tyłem powiedziała że jak chce to mogę więc wiecie doszło do stosunku mówiła że ja nie boli i że jak chce to mogę często. Jednak kolejne razy okazywalay się dużo boleśniejsze i nie za każdy razem dochodziło do stosunku.okazalo się że ona nie miała często ochoty na to i bolalo ja strasznie i się bala że i tak siły użyje żeby ją zmusić choc za każdym razem gdy mówiła stop przerywalem i nigdy bym jej nie skrzywdził świadomie. W związku też byłem samolubny i zaborczy od miesiąca pracuje nad stopa i dostrzegam co robiłem źle i już taki nie będę problemem jednak jest jej strach gdy się spotkaliśmy parę dni temu na chwilę to podeszła i po przytuleniu odepchnęła mniepo sekundzie i uciekła. Byłem w szoku za chwilę zadzownial i przepraszała. Problem był chyba taki że za bardzo mnie kocha i mimo że czegoś nie chciała robić godizla się dla mnie ja tego nie widziałem i to wykorzystywałem. Czy jest jakiś sposób żeby ten lek do mnie osłabić? Staram się jak mogę ale dużo to nie daje
  21. Cześć, to w sumie mój pierwszy post... Mam w tym roku 23 lata, mieszkam z rodzicami tylko, że na osobnym piętrze w domu.. Za każdym razem gdy chcę wyjść ze znajomymi, wyjechać na 3-4 dni na małą wycieczkę ze znajomymi słyszę, że nie bo i tak sobie nie dam rady, bo po co, bo im się to nie widzi.. Mama jeszcze w miarę, ale tata to już jest przesada.. wczoraj zanim poszłam na koncert od ojca słyszałam "jak zwykle wiem na końcu, jak zwykle zostawisz mnie samą z obowiązkami w domu, rób sobie co chcesz",.. co nie jest prawdą, bo pomagam w domu co chwilę.. Ostatni raz gdzieś sama byłam 2,5 roku temu na 2 dni i to też przy wielkich żalach, że mam czelność gdzieś jechać.. Od dziecka tak jest, nie wierzę w siebie, we wszystko co robię / co chcę zrobić wątpię, ciągle słyszę że bez ojca byłabym nikim - i to do niego.. Nie wiem co zrobić, żeby w końcu zrozumiał, że mam już swoje lata, chcę sobie układać życie już ale z nim się nie da... Mama w miarę się uspokoiła, chociaż tyle.. Nie chodzę na imprezy, nie szlajam się po klubach, studiuję również a i tak słyszę że pewnie obleję obronę pracy inżynierskiej bo jestem nikim.. Nawet przyprowadzenie chłopaka do domu graniczyło z obrażaniem go, nazywaniem od idiotów itd... Mama nie reaguje na to, przy nim słowem się nie odzywa. Pod koniec lipca chcę jechać 300km od domu na 4 dni z kilkoma znajomymi.. Wolę nawet nie wiedzieć jaka będzie reakcja. Nie mam pomysłu już jak ogarnąć tą sytuację, żeby on zrozumiał, że nie może ciągle mi na głowie siedzieć i mnie kontrolować a wyprowadzka nie wchodzi w grę...
  22. Witam. Jestem w związku, który mnie wykańcza psychiczne. Facet potrafi mi naubliżać, zmieszać z błotem po czym jak już emocje mu opadną to przychodzi i przeprasza, obiecuje, że więcej się to nie powtórzy. Bardzo bym chciała od niego odejść ale boję się tego. Próbowałam już z nim rozmawiać o tym ale on nie widzi żadnego problemu twierdząc, że każdemu mogą puścić nerwy. Twierdzi że mnie kocha, że mu zależy ale nie daje mi tego odczuć.
  23. Witam mam 34 lata i mam syna 13 lat i malucha 3 letniego Ojciec starszego bił mnie i musiałam uciekać poznałam ojca tego młodszego Wszystko z początku było idealnie ale później zaczęło się wszystko psuć zdradził mnie wybaczyłam to ale to nie tu jest problem ja jestem na urlopie wychowawczym jeszcze bo nie ma kto mi się zająć synkiem a mój partner mnie poniza wyzywa ze ja nie pracuje wylicza pieniądze nieraz całkiem chowa ze nie mam za co kupić jedzenia manipuluje synkiem gdy ja wymagam żeby synek posprzątał to on specjalnie robi to za niego i tak samo z jedzeniem karmi go gdy ja chce go uczyć aby sam jadł potrafi przy synku mnie wypchać szarpiąc z pokoju co skutkuje tym że synek go naśladuje starszego syna wyzywa od debili i pustakow mówi też że nie będzie go utrzymywał że ma się zgłosić do swojego ojca ze ma nie jesc Oczywiscie owi to Wszystko w sposób bardzo wulgarny Opwiada swojej rodzinie na mnie ze to ja psychiczna ja już nie daje rady a nie mam gdzie pójść codziennie jestem poniżana a oczywiście wmawia mi że to moja wina Nie chce zgłaszać do opieki bo zaraz zaczną się wizyty a boję się tego Nie wiem co mam robić żyć mi się chce aż już
  24. Witam, mam problem z moimi teściami, z którymi od narodzin mojej córeczki, czyli ok 2 lata temu, mieszkamy wraz z moim mężem ( dom rodzinny męża). Mamy oddzielne piętro, my mieszkamy na górze oni na dole. Mój mąz wyjezdza do pracy za granicę i przyjeżdza średnio co 2 tygodnie, jedynie na weekend, a więc cały ciężar wychowania i opieki nad małą spoczywa na moich barkach. Uważam, że mimo wszystko bardzo dobrze sobie radzę, córeczka jest wesołych, usmiechnętym dzieckiem, bardzo dobrze rozwiniętym, ponieważ dużo do niej mówię, śpiewam jej, uczę ją poprzez zabawę, jesteśmy bardzo zżyte. Problem w tym, że moi teściowa ciągle podważają moje macierzyństwo i to w jaki sposób mam siebie oceniać, jako matkę ( takie odnoszę wrażenie) , a także zupełnie nie respektuję moich próśb. Zanim podam przykłady, nadmienię tylko że kompletnie nie korzystam z pomocy teściów, bo uwazam że jeśli swiadomie zdecydowaliśmy się na dziecko to rodzice powinni się nim zajmować i je wychowywać. Z pomocy moich rodziców również nie korzystam na co dzień, żeby nie powiedzieć że jestem hipokrytką podrzucającą dziecko do swojej mamy ale do teściowej już nie. Jeśli chodzi o przykłady to już od samego początku teściowa często mowiła mi, że mam słaby pokarm, że moje mleko jest niewystarczające dla malutkiej, chociaż nigdy tak nie było, bo karmię do dzisiaj. Poza tym bardzo często zdarzało się tak, że gdy zostawiłam małą na chwilę z lozeczku, bo poszlam zrobić sobie do kuchni sniadanie itp. co trwalo nie więcej niż 5-10 min, a mala po jakiejs chwili zaczynala plakac za mną, to potrafili stać na schodach i mowic, tak żeby dziecko słyszało " ale biedne dziecko, ojejku co się tam stało, jak mi Ciebie szkoda", co wywolywalo u mnie za kazdym razem uczucie, ze oceniają mnie, że sobie nie radzę. Gdy mowilam im, ze tak sie czuje i ze proszę, aby tak nie mowili, po jakims czasie znowu było tak samo i tak w kółko. Moje dziecko zawsze mało płakało, a teściowe często mowili do malej " za mało płaczesz mamie, mogłabyś jej dać kiedyś szkołe", jakby samą szkołą nie było dla mnie to że zostałam sama z malutkim dzieckiem, a kiedy dziecko było np. chore, mialo wysoką temperaturę i plakalo przez pol nocy, a ja cudem polozylam je pozniej nad ranem spać, to moj tesc potrafil mi sie zapytac rano, gdy zeszlam do kuchni, co sie tam u Nas działo w nocy, że dziecko mi aż tak bardzo płakało. Kiedyś robiłam małej obiad i znowu zostałam ją w lóżeczku, płakała z jakiś 10 min, to zaczął podnosić na mnie głos, sugerować mi że źle zajmuje sie dzieckiem skoro płacze i ROZKAZAŁ, że jeśli jest na dole babcia, to ja za każdym razem mam znosić dziecko do babci, mimo iż wiele razy mowilam im, że nie bede znosić małej za każdym razem, ponieważ też musi się nauczyć że mama gdy pójdzie to zaraz wróci i że też czasem muszę coś zrobić. Nadmienię tylko, że mogłabym brać dziecko ze sobą do kuchni, jednak często zostawiałam ją na ten moment w łóżeczku, bo kuchnia jest kompletnie nieodpowiednia dla dziecka, gdyż znajduję się na połpiętrze i od razu wychodzi się z niej na schody, bez żadnego zabezpieczenia, więc wolałam ją zostawić po prostu na te 5-10 min w łozeczku, gdzie wiem, że jest bezpieczna. Dzisiaj też miala miejsce sytuacja, gdzie robiłam córce zupe, córeczka była przez chwile ze mną w kuchni ,do kuchni przyszła babcia i powiedziała na dzień dobry" noo, popyskuj trochę mamie, krzycz na mame", a pozniej zapytała mnie czy może wziąć ją na dol, odpowiedziałam że nie, bo zupa już jest gotowa i żeby mała była ze mną w kuchni, a ona wzięła ją i zniosła na dół. Mąz twierdzi, ze przesadzam, że nikt mi tutaj nic nie robi po złosci, a ja jestem wyczulona na takie teksty mowione do dziecka i na takie zachowania, gdzie ktoś na sile stara sie mi pokazać, ze jestem złą matką i dając mi do zrozumienia, że zle sie zajmuje dzieckiem, bo w ciągu dnia popłacze te 20 min ... Jego mama robi z siebie ofiarę, za każdym razem twierdzi, że nic takiego nie robiła/ nie powiedziała, a ja uwazam że jesli kogoś proszę o coś kilka razy, a ktoś nadal robi to samo, to po prostu jest to robione specjalnie i tyle. Jestem tutaj zupelnie sama, bez męża, bez znajomych, mamy i reszty rodziny i jest mi przykro, ze ktos po prostu nie szanuje moich granic i ciągle się wtrąca, starając się niby z troski i niby w żartach mi ubliżyć, bo przeciez to bylo takie smieszne, gdy powiedzialo się dziecku, że ma krzyczec na mame. Mąż w ogole mnie nie wspiera, gdy mowie ze coś jest nie tak i nie podoba mi sie zachowanie jego rodzicow, to od razu sie wścieka. Czy ja przesadzam ? Czy to jest w porządku, aby mowic do dziecka takie rzeczy, ze ma.pyskować mamie i na nią krzyczeć ? Czy na prawdę jestem wyrodną matką, bo w ciągu calego dnia dziecko poplacze lącznie 20-30 min, gdy pojde jej zrobic sniadanie, obiad czy kolacje? Dodam też, że brat moje męża i jego żona bardzo często.mowia cos takiego albo przy Nas albo przy calym stole podczas imprez rodzinnych " noo, ciocia Cię nauczy pokazywać języka, pluć, bić, pokazyć f*ck you, hahahhaha" i oczywiscie układa jej paluszki w ten gest. A gdy mowie męzowi, zeby zwrócił na to uwagę to od razu się wścieka i mowi, ze to tylko mi cos nie pasuje, ze jestem uciagnieta i ciągle mam jakieś ale ..jak mam nie miec kiedy słyszę takie rzeczy i krew mnie zalewa, bo to moje dziecko i chce, aby było dobrze wychowane ? Nie mam już sił, nie pasuje do tej rodziny, po prostu.
  25. Witam, mam problem z osobą z pracy koleżanka nazwać jej nie można ale od początku Pracuje w grupie dziewczyn jest nas że mną 4 , ta jedna jest straszą bo ma około 50 lat pozory wydaje się miła kochana ale ostatecznie jest najbardziej fałszywa osobę jaka w życiu poznałam, obgaduje każdego itp a co gorsza łączy ja coś z naszym kierownikiem i nie mamy pojęcia jak sobie z nią radzić jakieś pomysły
×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.