Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'toksyczni-ludzie'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Witam. Jestem w związku trzy letnim, mam 33 lata ona 29. Poznaliśmy się na sympatii, mieszkaliśmy wtedy w miastach oddalonych od siebie o 60km. Postanowiliśmy że zamieszkam z nią u niej w mieście, a więc zmieniłem miejsce zamieszkania oraz pracę. I tak minęły dwa lata, po czym Ona oświadczyła iż dostała propozycję pracy w Opolu, a co z tym idzie wyprowadza się na jakieś dwa lata, byłem krótko mówiąc w szoku jak można zostawić swojego chłopaka, ale ok różne decyzje i jakoś to przełknąłem. Po pół roku gdy mieszkała w Opolu postanowiliśmy że chcemy mieć dziecko i dom, a więc sprzedałem swoje mieszkanie oraz tym samym zarezerwowaliśmy szeregowca. W trzecim miesiącu ciąży była już na L4 wróciła na nie cały tydzień do mieszkania ze mną i stwierdziła że wyprowadza się na okres ciąży do siostry na wieś, bo ja jestem długo w pracy, a ona nie będzie czekam w czterech ścianach, gdy już wrócę to i tak jestem zmęczony, oraz wyznaczyła mi iż możemy się spotykać na weekendy. Powiem że mam dosyć takiego związku w kółko mieszkam sam, czuję się jak singiel, czuję że jej przeszkadzam w jej życiu. Ona Ekstrawertyk a ja domator, szukający ciepła rodzinnego i spokoju. Pracuję ponad 200h w miesiącu, robię zakupy sprzątam gotuję gdy to wszystko ogarnę to nie mam już siły na nić, oczywiście ona też pomaga w codziennych obowiązkach. Oczywiście rozmawiałem z Nią na ten temat, powiedziałem jej że nie chce takiego związku polegający na spotykaniu się co weekend, a ona odparła że jestem egoistą i nie rozumiem jej potrzeb, że u siostry ma z kim porozmawiać wyjść na spacer na łono natury. Ciężko mi bo jest ze mną w ciąży i prawdopodobnie dziecko będzie musiało być wychowywane osobno, bo ja nie chce takiego życia, dodatkowo będę musiał kupić znów mieszkanie. Proszę o psychologa o pomoc lub poradę.
  2. Witam, Znamy sie z żoną od 5 lat a od 3 lat jesteśmy małżeństwem i mamy 1,5 rocznego synka. Do grudnia nie mieliśmy w sumie żadnych większych konfliktów i bylismy ze sobą bardzo szczęśliwi. Oboje bardzo się cieszyliśmy na przyjście naszego syna. Mieliśmy wspólne hobby (tańce, bieganie, podróże). Niestety wszystko zaczeło się sypać w listopadzie, kiedy moja mama przyjechała na miesiąc pomóc nam w opiece nad synem. Żona nie miała nic przeciwko, nawet się cieszyła. Niestety moja mama zaczęła za bardzo się rządzić i mówić nam jak mamy żyć. Ja starałem się ją przystopować, ale robiłem to za miękko. Pewnego dnia bez żadnego ostrzeżenia żona naskoczyła na moją mamę, żeby się nie wtrącała w nasze życie. Generalnie to był krótki ale bardzo dosadny monolog. Tej samej nocy mocno naskoczyłem na żonę, dlaczego tak się zachowała. Dużo nerwów, niepotrzebnej gestykujacji i słów za co od razu rano przeprosiłem. Dlaczego mi nie powiedziała, że zamierza tak postąpić i wytłumaczyć mi mamy zachowania, któych ja nie widziałem. Nie mialbym problemu zeby moją mamę z tym skonfrontować. Żona się na mnie mocno obraziła za moje zachowanie. Pózniej wszystko sie uspokoilo, zaczeliśmy myśleć o drugim dziecku, byly urodziny synka, z naszymi rodzicami, moi rodzice zostali jeszcze tydzień, tata to złota rączka, więc nie siedział przed telewizorem, a raczej starał nam się pomóc w domu. Moja mama znowu narzucała swoje standardy jak nie było mojej żony w pobliżu. Ja na spokojnie starałem się jej tłumaczyć, że żyjemy tak jak chcemy i żeby się nie wtrącała. W sierpniu przyjechaliśmy na tydzień do moich rodziców. Niestety moja siostra wpadła na pomysł bez konsultacji ze mną, że przywiezie również swoje dzieci. Jak się o tym na miejscu dowiedziałem od razu zadzwoniłem z pretensjami, że nie umawialiśmy się, żeby jej dzieci były u rodziców, kiedy my tam jesteśmy szczególnie, że to jest pierwszy raz gdzie nasz syn odwiedza dziadków. Ona tego nie zrozumiała i się obraziła, a rodzice staneli po jej stronie i stwierdzili, że się czepiamy. Niestety będąc jeszcze u nich nie potrafiłem się z nimi skonfrontować. Przez to żona straciła do mnie szacunek, że nie stanąłem w jej i mojego syna obronie. Stwierdziła, że moja rodzina mnie nie szanuje, a ja się na wszystko zgadzam i w tym momencie nasz kryzys się na dobre zaczął. Moja żona poczuła taką urazę, że generalnie chcę odciąć moją rodzinę od naszego życia, poza sporadycznymi sms-ami czy są zdrowi. Od dwóch miesięcy chodzę po polu minowym i jak łatwo się domysleć miny są wszędzie. Wczoraj żona zaczęła znowu dyskusje przy kolacji na ten temat i ja się jej zapytałem czy na pewno nigdy nie zamierza wybaczyć moim rodzicom i okazało się, że to bardzo duża mina. Wiem, że moi rodzice z siostrą zachowali się poniżej jakiekolwiek krytyki. Do tego dochodzi brak stawiania granic przeze mnie i moja relacja z mamą, która ze względu na oziębłą relacje z tatą swoje uczucia przelała na mnie i pewnie w jej głowie jestem dalej tym małym syneczkiem, któremu trzeba we wszystkim pomóc. Obiecałem żonie, że zrobię z tym porządek. Zacząłem czytać, na temat toksycznych relacji z rodzicami i zacząłem dostrzegać pewne zbierzności i analizować jej i wyciągać wnoski. Niestety moja żona mówi, że ja się nie zmienię, że jestem za stary (40lat). Generalnie nawet nie chcę spróbować, żebym jej udowodnić, że mogę być bardziej stanowczy. Chyba tutaj liczyłem, że mnie wesprze w tym, pewnie trochę naiwnie. Widzę co moja mama czasami wyprawia, że jest zaborcza, forsuje swoje i mojej siostry zdanie tylko do tej pory nie potrafiłem się z nią na poważnie skomfrontować i czasami brałem ich zdanie pod uwagę. Teraz kiedy czuję, że szala goryczy się przelała i pozbyłem się hamulców, które mnie wcześniej hamowały moja żona nie chcę zebym tego robił. Nie chcę stracić swojej żony, ale mam problem, żeby całkowicie odciąć się od mojej rodziny, a moja żona tego oczekuje i nie wygląda na to, żeby to się kiedykolwiek w przyszłości zmieniło. Jest osobą zero jedynkową. Nic pomiędzy. Ma problemy z ufnością. W tym momencie nie wiem co mam robić. Gdzieś głęboko w głowie ciągle liczę na to, że trochę ochłonię, choć z każdym dniem moje nadzieje maleją. Podsumowując z pięknego małżeństwa znaleźliśmy się w takim bagnie, gdzie rozwód jest na horyzoncie i zdaje sobię sprawę, że ja ponoszę za to odpowiedzialność tylko nie wiem jak to teraz odkręcić. Wszelkie rady mile widziane.
  3. Cześć jestem Klaudia mam 25 lat. Od dwóch miesięcy zmagam się z rozstaniem. Partner Zdradził mnie po ponad dwu letnim związku. Już wcześniej wykazywał się obojętnościa i notorycznym kłamstwem ale kiedy wrócił obiecał że to się zmieni będzie inaczej. Rzuciłam dla niego pracę i zostawiłam rodzinę wyjechałam za granicę. Przyjechaliśmy na wakacje a on poszedł do innej nie potrafi mi odpowiedzieć dlaczego i mam wrażenie że dla niego to nic. Było i już. Twierdzi że chce ze mną kontaktu a ja chce go zerwać lecz nie potrafię nie wiem jak to zrobić. Gdy on napisze od razu odpisuje nie chce tego robić. Nie śpię jedynie po tabletkach a myślę o nim każdego dnia. Jak sobie z tym poradzić
  4. Podczas weekendu jestem skazany na cały dzień spędzania w domu w którym nie czuję się za dobrze z powodu otoczenia w jakim się znajduję. Niestety ale poza domem nie mam się gdzie podziać, nie chce siedzieć na dworzu bo jest za zimno, do biblioteki nie pójdę bo są zamknięte, nie mam też kolegów do których mógłbym przyjść. Spędzanie w domu w takim otoczeniu odbija się na mnie psychicznie, nie wiem co mam robić. Chciałbym znaleźć jakieś miejsce podczas weekendu które jest spokojne, ciche i ciepłe.
  5. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  6. Dzień dobry, mam 39 lat. Uważam się za osobę zaradną życiowo i niezależną (praca, wykształcenie, mieszkanie, itp.) Jestem kawalerem, nie mam dzieci. Zarówno ja jak i wszyscy pozostali członkowie mojej rodziny są ludźmi raczej dobrze sytuowanymi. Te ostatnie dwadzieścia lat spędziłem na wielokrotnych, długotrwałych próbach ukończenia studiów. Cel został osiągnięty. Mam inż, niedługo będzie mgr. Być może śmiesznie to zabrzmi: ostatnie 20 lat mojego życia przebiegło w cieniu paskudnego rozwodu moich rodziców. Pozew o rozwód złożyła matka. Potem, dokładnie dwa lata temu, zmarła bardzo bliska mi osoba: mój Dziadek. Ostatnio dużo czasu spędzam samotnie, mam czas na wyciąganie wniosków/przemyślenia: 1 Pierwsze 20 lat mojego życia było całkiem normalne. Dobrze wspominam swoje dzieciństwo. 2 Druga połowa mojego życia to długi okres, w którym matka zaczęła negować i wymazywać wszystko, co miało miejsce wcześniej. Dostała rozwód cywilny, podział majątku przebiegł w sposób korzystny dla niej, na koniec dostała unieważnienie ślubu kościelnego po dwudziestu latach małżeństwa. Najgorsze jest to, że powodem, dla którego rodzice się pobrali była nieplanowana ciąża. Efektem tej ciąży jestem ja. Dopiero niedawno dotarło do mnie, że prawie wszystkie moje dotychczasowe niepowodzenia w życiu i ogromne trudności w osiąganiu niektórych celów spowodowane były decyzjami matki. 1 Co mam zrobić jeżeli matka najchętniej wymazałaby moje istnienie tak jak wymazała inne rzeczy z dwudziestoletniego okresu swojego życia? 2 Styl życia mojej matki jest dla mnie bardzo bolesny: podczas rozwodu w wyniku podziału majątku to ja zostałem bez dachu nad głową, musiałem wyprowadzić się z Wa-wy z powrotem do Lublina, po rozwodzie kościelnym zostałem bękartem, dzieckiem nieślubnym, nawet dzisiaj matka traktuje mnie tak jakbym był jej pierwszym mężem i straszy mnie prawem jak to robiła podczas swojego rozwodu, wszystkie wyjazdy do niej na święta są tak nieprzyjemne, że ciężko mi wysiedzieć na trzeźwo dwie godziny przy stole, jestem traktowany jak maskotka/zabawka/rozrywka, większość moich pomysłów na życie spotyka się z krytyką: "przypominasz ojca, robisz dokładnie to co on" (a to przecież zły człowiek był, dlatego się rozwiodłam), ... 3 Czy jestem głupim dzieciuchem bo piszę o "mamusi"? 4 Czy powinienem całkowicie zerwać z nią jakikolwiek kontakt? Już teraz mieszkamy w innych miastach. Czy powinienem odjechać jeszcze dalej? 5 Czy powinienem znaleźć kogoś kto jej cokolwiek wytłumaczy? 6 Obecna sytuacja jest dla mnie bardzo niekomfortowa, nie zasłużyłem na takie życie jakie teraz mam,
  7. Guest

    Nikt mi nie wierzy

    Dzień dobry. Zwykle, jak komuś opowiadasz, że spotkało Cię coś złego, towarzyszą Ci emocje. A co jeśli dzieje się coś złego, szukasz pomocy, ale tych emocji nie ma? Ba, reakcja, której się spodziewasz to zlekceważenie krzyk i agresja? Nikt mi nie wierzy. Opowiadam o sytuacjach międzyludzkich, które mnie ranią, szukam pomocy, ale nikt ich nie słyszy. Chciałabym uświadomić sobie powagę tych ran i to, że moje cierpienie się liczy, że mogę chcieć unikać tego. Chciałabym czuć że mogę czuć się źle. Wszystko zrobiły mi najbliższe osoby. Próby dbania o siebie były piętnowane jako złe. Lubię oglądać filmy na yt o tym, że rodzice przykuwali dzieci do łóżek i nie wypuszczali ich z domu przez kilkanaście lat. Że ojciec trzymał córkę z dala od kontaktu z drugim człowiekiem w totalnej izolacji. Prawdę powiedziawszy - nie patrząc na to z moralnego punktu widzenia - nie widzę w tym nic niecodziennego. I nawet jak wychodziłam z domu, to czułam się jak na łańcuchu. Moralnie czuję ogromny sprzeciw, jest mi tak dobrze... A emocjonalne? Nic nie czuję. Chyba że... Chciałabym wszystko niszczyć. Wszystko. Chciałabym żeby nie zależało mi totalnie na niczym. To byłoby przyjemne. A ja odczuwam dziwną lojalność. Słabość. Nieumiejętność walczenia o siebie, nie mam żadnego sojusznika. Jestem czyjąś własnością. Bez zachowania żadnych granic. Szukanie terapii, odpowiedniej osoby to stres. Nie wiem co robić, jak się czuć
  8. Dzien dobry, Zaczne od tego ze mam 19 lat i jestem w klasie maturalnej.Moje dzieciństwo nie było latwe ponewaz kiedy miałam 10 lat rodzice się rozstali,nie umiałam sobie z tym poradzić,mlodsza siostra zachorowala,mama znalazła partnera którego na początku nienawidziłam. Mieszkam z mama,ojczymem mlodsza siostra i od niedawana z rok młodszym przyrodnim bratem (synem ojczyma).Odkad pamiętam mama od zawsze dużo ode mnie wymagala,bylam objeta strasznym rygorem i niedocenieniem.Nic się nie zmienilo.Na 18-ste urodziny dostałam od mamy i ojczyma jej stary samochod ponieważ mama kupila nowy,ja się o niego nie prosiłam nie blagalam po prostu uznali ze mi go dadza bo zdałam prawo jazdy i „chcieli i ulatwic zycie”,niestety po kolejnym pol roku czyli jakos w marcu mama z ojczymem zaczeli mi mowic ze jeśli nie znajde pracy wezma mi samochod,wysylali mi pare ofert dziennie i naciskali abym w weekendy kiedy nie ide do szkoły chodzila do pracy,po prostu mnie szantażowali.Nie umieli tego uzasadnić bo nie brałam od nich zadnych pieniędzy,zresztą nigdy ich nie dostawałam ponieważ co miesiąc tata przelewa mi 500zl,mi pieniędzy nie brakowało ale zdaniem mojej mamy i mojego ojczyma musiałam isc do pracy.Prace weekendowa znalazłam,cieszyli się bardziej niż ja.W tygodniu kiedy mama z ojczymem sa w pracy i wracam ze szkoły codziennie sprzątam dom i gotuje obiady,w weekendy chodze do pracy wiec spotkania z chłopakiem i znajomymi w te dni odpadają,zostaje jedynie spotkanie w tygodniu,jednak kiedy chce wyjść z domu mojej mamie to nie odpowiada bo jestem w klasie maturalnej i mam się uczyc,moje wychodzenie z domu określa jako „szwędanie się” i nie raz mówi ze musi się z tego powodu mnie wstydzić bo „ciagle mnie nie ma”(zazwyczaj wychodzę z domu jeden dzień w tygodniu i widuje się w tedy z chłopakiem,dla mojej mamy najlepiej by było gdybym z pracy chodzila do szkoły i ze szkoły do pracy.Od kiedy wprowadzil się mój przyrodni brat zaczelam zauwazac zalezna roznice miedzy traktowaniem nas.moj brat nie musi chodzic do pracy,daja mu pieniądze na jego potrzeby,ja w jego wieku musialakm kupować sobie swoje szampony i srodki higieniczne z pieniędzy które przelewal mi tata,jednak on na nic nie ma nacisku,każdy skacze tak jak on chce.Wysiadam psychicznie,robie wszystko,sprztam gotuje ucze się bo przecież chodze do szkoły,chodze do pracy a i tak jestem niewystarczająco dobra corka,nie chce mi się wracac do domu,placze jak mam wracac bo wiem ze i tak uslysze narzekanie na moja osobe.Chcialam porozmawiać z mama jednak kiedy tylko poruszam temat zaczynam plakac i moja mama z ojczymem komentują ze rozmawiać nie umiem,ze sobie nie poradzę,ze z takich powodow się nie placze ze jeszcze dużo gorsze rzeczy mnie w zyciu spotkają wiec o rozmowie z nimi nie ma mowy.Od jakiegoś czasu kłuje mnie w klatce piersiowej co jakiś czas do takiego stopnia ze zginam się w pol bądź musze wstrzymać oddech,mam tez uderzenia duszności i ciepla,boje się odzywac w jakikolwiek sposób do rodzicow wole zrobić swoje „obowiązki „ i zamknąć się w pokoju.Dzisiaj powiedziałam mamie ze chce zapisac się do lekarza ale uslyszalam ze co znowu wymyślam,powiedziałam ze mam take a nie inne problemy i ze może to nerwica bądź po prostu jakies stadium innej choroby na co odpowiedziala ze musze zwolnic tempo zycia bo mam szkole prace i zamiast odpoczywać wole wyjść spotkać się ze znajomymi i to tego wina .Nie zdaje sobie sprawy ze to z powodow rodzinnych i domowych się tak czuje,jestem niezrozumiana,niedoceniona,ciagle czuje się zle i slabo psychicznie kiedy znajduje się w domu,wszystko po prostu robie zle,mam dość nie wiem co mam robic. co zrobić zeby poczuć ulgę?chciec wracać do domu i poczuć ze jestem potrzebna?
  9. Witam, Mam 41 lat i jestem ponad rok po rozwodzie. Chodzę na terapię od ponad 2 lat. W obecnej sytuacji wiem że żyłem w toksycznym związku. Wiem też że mam syndrom DDA. Staram się jakoś żyć lecz czuję że mam depresję. Problem zaczął się jakieś 9 lat temu jak moja ex-żona dostała depresji poporodowej. Nie zdawałem sobie sprawę z problemów jakie dotknęły moją rodzinę ( mam dwie córki ). To tak w dużym skrócie. Tak jak pisałem chodzę na terapię ale nie za bardzo ona pomaga ( od 1,5 miesiąca psycholog choruje lub mi coś wypada ). Stan jaki mam obecnie to chciałbym wrócić do byłej żony lecz ona nie zmieniła się i byłoby dla mnie to zabójcze. Żyje z inną kobietą i wiem że ranię ją mocno bo wydaje mi się że ona czuje że chętnie bym wrócił do ex. Znalazłem nowego psychologa w Legnicy ( Panią psycholog ) i będę zaczynał jakąś nową terapię. Szukam jakiejś pomocy / porady gdzie można udać się na jakąś terapię lub coś innego w okolicy Legnicy. Myślę aby na weekend majowy gdzieś wyjechać daleko i pobyć sam ze sobą ( chociaż jest to dla mnie trudne ).
  10. Cześć. To mój pierwszy post. Pracuję jako dojeżdżająca opiekunka do osób starszych, niepełnosprawnych. Pomagam im w życiu codziennym, robię zakupy, sprzątam, rozmawiam, spędzam z nimi czas. Jestem lubiana, empatyczna i moi podopieczni wyczekują mojego przyjścia. Problem w tym, że każdego dnia, od kilku osób, po kilka razy wysłuchuje jak bardzo życie jest straszne i chcieliby umrzeć. Mam 27 lat, jestem bardzo wrażliwa i mam wrażenie jakbym chłonęła ich emocje jak gąbka. Po przyjściu z pracy bardzo często odsypiam, przeżywam ich losy i bardzo dużo płaczę. Nie mam siły cieszyć się młodym życiem. Zawsze lubiłam towarzystwo osób starszych i czuć się im potrzebna, ale teraz chyba mnie to przerasta. Zarazem mam poczucie winy, że nie potrafię się zdystansować i przejść do porządku dziennego, że życie jest cierpieniem i starość jest naturalną koleją rzeczy. Dlaczego wybrałam tę pracę? Prawie rok temu przeprowadziłam się do innego miast. Było ciężko coś znaleźć w czasie pandemii. Oferta wydawała się atrakcyjna ze względu na różnorodność czynności i kontakt z ludźmi. Jestem po bardzo trudnym dla mnie rozstaniu. Usłyszałam rady, żeby pomagać innym, wolontariat. Pomyślałam, że opieka nad starszymi jest rodzajem pomocy. Jednak czuję się jeszcze gorzej. Staram się uśmiechać. Znajomi twierdzą, że świetnie się nadaję do roli pocieszycielki, słychacza i wsparcia. A ja Walczę każdy dzień by nadać temu całemu życiu sens. Wiem, że powinno się skłonić nad niedolą innych, ale ja jestem wyczerpana emocjonalnie. Sama nie wiem czy szukam dziury w całym?
  11. Witam, w sumie to nie wiem czy wybrałem dobry dział ale to jest problem w związku więc zaryzykuję i napiszę tutaj... Od 7 lat jestem z dziewczyną, od roku jest moją narzeczoną. Ja mam 33 lata ona 29. Ja się urodziłem w dużym mieście ona na wsi. Od 7 lat, odkąd ją znam jeździmy tam do niej do rodzinnego domu jak tylko jest czas i urlop, myślę że raz w miesiącu na około tydzień. Przez te 7 lat było super, jej rodzice traktowali mnie jak swojego, ciągłe pochwały, małe prezenciki (ode mnie też), jakieś pomoce przy domu, wspólne wyjazdy itp. 3 lata temu dowiedzieliśmy się że jej rodzice przepiszą na nią ziemie żeby mogła się wybudować, było super, wspólne wybieranie projektu, wspólne plany itp. Omawianie ile się weźmie kredytu itp itd. Ale miesiąc temu nagle się coś zepsuło po tym jak powiedziałem że będę chciał żeby połowa domu była moja, jeśli mam inwestować jakieś pieniądze lub brać kredyt na wykończenie. Z miłych osób teściowie stali się agresywni, złośliwi i prawie wyrzucili mnie z domu, musiałem spać u brata mojej narzeczonej. Rozmawiałem z paroma osobami i mi powiedzieli że ludzie na wsi mają inne myślenie, dla nich ziemia to jest sprawa życia i śmierci, obcemu za darmo nie przepiszą a takie inwestowanie w wykończenie to dla nich nic i jak chcę tam mieszkać to mam zainwestować ale to nigdy nie będzie moje. Sprawa jest ciężka bo moja narzeczona jest na rozstaju, tutaj mieszka ze mna w dużym mieście i jest ok a tam się wszystko popsuło ale buduje się nowy dom, blisko domu rodzinnego i rodziców. Jakie jest wasze zdanie o tym? Wg mnie oni myśleli że właduje kasę w domu, wezmę kredyt a oni po jakimś czasie by stwierdzili że to i tak mało i że jak mi nie pasuje to mogę się wyprowadzić, czyli w skrócie myśleli że znaleźli jelenia i frajera.
  12. Witam. Mam 36 lat. Żona ma lat 30. Jesteśmy małżeństwem od 3 lat. Na razie nie mamy dzieci. Jesteśmy w trakcie budowy domu. Żona jest nauczycielem wspomagającym w klasie integracyjnej w podstawówce. Ja obecnie pracuję na maszynach CNC ale niebawem skończę studia zaoczne i przy odrobinie szczęścia mam zamiar zmienić pracę na lepszą. Żona wyrosła w rodzinie z pewną dysfunkcją. Najprościej to opisać tak, że ich ojciec (duży postawny facet) urządzał awantury i zachowywał się jak alkoholik ale jednak alkoholikiem nie jest. Matka (jego żona) trochę przymykała oko na jego zachowania na zasadzie takiej, nie denerwujcie go wiecie jaki on jest nerwowy. Dając mu nieme przyzwolenie na jego zachowania za co też moja żona i jej rodzeństwo mają do niej trochę pretensje. No nie chcę się za bardzo rozpisywać, generalnie moim zdaniem teściu powinien mieć niebieską kartę i dawno temu postawione zarzuty znęcania się psychicznego nad rodziną. Niestety takie dzieciństwo pozostawiło rysę na psychice mojej żony. Wystarczy jedno nieodpowiednie słowo żeby odpalić armagedon. Staram się pilnować ale nie zawsze mi się to udaje. Problem istnieje w naszym związku od samego początku. Udało mi się nawet na chwilę uzmysłowić żonie o jego istnieniu. Udała się na terapię do psychologa lecz niestety po chyba 4 spotkaniach przerwała, choć była zadowolona ale tak jakoś sama z siebie, trochę przez pandemię przerwała. Dzisiaj doszło do kolejnej kłótni z tego powodu. Obawiam się, że problem zaczyna się pogłębiać. Otóż niefortunnie sobie przyklnąłem, to był mój błąd i do tego się przyznaję. Jednak przyklnąłem sobie do siebie mówiąc sobie : Ja się nie będę wk.....iał. Wypowiedziałem te słowa nie krzycząc ale wyraźnie i z głośnością jak przy zwykłej rozmowie. Żona na pewno dokładnie usłyszała co powiedziałem. Natomiast kłótnia kręciła się wokół tego, że ona twierdzi, że ja jej powiedziałem : Ty mnie nie będziesz wk......iać. Wystarczyło przekląć. To był ten zapalnik. I jestem przekonany na 100% że ona święcie w to wierzy, że ja jej to tak do niej powiedziałem. Nie ma żadnej manipulacji z jej strony, ona tu nic nie próbuje żadnych sztuczek, po prostu zwyczajnie inne słowa padły a inne słowa zostały zdekodowane w jej głowie. Podobne sytuacje miały już miejsce wcześniej z różnymi zapalnikami (ja ogólnie nie używam przekleństw i w kłótniach też staram się tego unikać). No i wiecie, trochę się zaczynam martwić bo nie wiem jak się mam do czegoś takiego odnieść. Zastanawiam się czy to jest zjawisko, które zostało już jakoś zbadane, opisane, ma jakąś nazwę? I czy to jest tak, że jeszcze kilka lat i ja sam będę potrzebował terapii. Na domiar złego ona sama też przejawia czasami zachowania swojego ojca. Śniadań i kolacji razem już prawie nie jadamy. Posiłek jako czynność, która powinna się kojarzyć z bezpieczeństwem i czymś przyjemnym często kończy się sprzeczką, którą ona prowokuje i nie da się z nią o tym porozmawiać. Po prostu pada stwierdzenie, że jestem przewrażliwiony. Nie raz wolę powiedzieć, że nie jestem głodny i później sobie coś tam podjem w spokoju świętym.
  13. Witam, Mam 26 lat mój chłopak ma 24lata. Związek znakomity! Z jednym wyjątkiem... Może najpierw wprowadzę do tematu bo to wątek jest chyba nie do rozwiązania... Od niedawna jestem w związku z tym chłopakiem ( poznaliśmy się w internecie kilka wiadomości i spotkanie ). Od początku znajomości podobaliśmy się sobie fizycznie i było to coś... Zaczęliśmy więc spotykać się przynajmniej raz w tygodniu by poznać się lepiej. Przy bliższym poznaniu okazało się że On utrzymuje kontakty ze swoją byłą dziewczyną co ochłodziło mnie do niego gdyż uważałam to za toksyczne. Ja ze swoim byłym narzeczonym nie utrzymuje kontaktu. Powiedziałam mu o tym że raczej nie mogłabym być z taką osobą w związku, która ma nie zamknięta przeszłość, na co on wyraził opinie że rozumie, że on nie chciałby jednak ucinać kontaktu ze swoją byłą z którą już od 1,5 roku nie jest, bo ma z nią jakąś więź i traktuje ją jak siostrę ( rozstali się z powodu że on po 3 latach już nic do niej nie czuł) . Nie czuje przy tym do niej żądnego pociągu fizycznego i nie uważa że robi jakiekolwiek złe rzeczy pozostając z nią w kontakcie raz, 2 razy w tygodniu wymiana wiadomości, sporadyczny telefon. Czułam się dziwnie i postanowiłam na razie nie angażować się mocno w tę znajomość. Jednak on zabiegał o spotkania a ja z chęcią się zgadzałam ponieważ go polubiłam On bardzo chciał abyśmy w końcu poszli na całosć bo przez 3 miesiące czuliśmy wielki pociąg fizyczny jednak ja byłam niepewna. Powiedziałam mu że ja po zbliżeniu z mężczyzną bardzo się przywiązuję i traktuje jak swojego chłopaka , zaczynam mówić czułe słowka itd... On powiedział że ok nie chce mnie do niczego zmuszać, zachęcać na siłę że cieszą go wszystkie spotkania. Nadeszły... walentynki spędziliśmy je w znakomitej atmosferze było pięknie i romantycznie. Powiedział mi że nie che żebym czuła się niepewnie lub źle i że zakończy znajomość z byłą dziewczyną. Sprawiło mi to przyjemność lecz nie zmuszałam go do takich posunięć. Pomyślałam w tym momencie że jestem dla niego najważniejsza. W ten wieczór był nasz pierwszy raz Oczywiście po tym fakcie zaczęliśmy wzajemnie traktować się jak para. Niestety po kilku dniach wyznał mi że musi mi wyjaśnić jedną rzecz ze jest ze mną 100 % szczery, że go poniosło tak naprawdę po alkoholu i chciał mi sprawić przyjemność i nie chciałby jednak urywać kontaktu z byłą partnerką. Powiedziałam że nie wiem czy będę potrafiła to zaakceptować. Oczekiwał akceptacji i zrozumienia. Niestety nie potrafiłam wyrazić się jasno. Powiedziałam co faktycznie myślałam że nie wiem czy dam rade w takiej relacji bo ja tak nie robię, mam zamkniętą przeszłość nie potrzebuje kontaktu z byłym partnerem. Zaczęliśmy się przytulać i odepchaliśmy negatywne myśli. Niestety... kilkakrotnie gdy się spotykaliśmy zdarzyło się że akurat jego była napisała coś do niego widziałam powiadomienie na telefonie.. co sprawiało u mnie smutek i pogorszenie nastroju. Czułam się gorsza. Czułam się gorsza nawet przez fakt że muszę to akceptować a nie chce bo ja nie robię takich rzeczy. Nie rozumiem też przyjaźni damsko-męskiej... Uważam, że czegoś mu brakuje skoro potrzebuje mieć z nią ciągle jakąś wieź i kontakt... On wówczas zaczyna mnie przytulać i mówi że ma poczucie winy bo mi smutno ale on nie robi nic złego... że musimy rozwiązać to bo tak być nie może. I rozmawiamy ... z rozmów nic nie wychodzi... On ma swoje stanowisko a ja swoje... Ja nie zakaże mu kontaktować się z byłą dziewczyną bo nie chce nakazywać mu czegokolwiek, tymbardziej jeśli on tego nie chce... On nie chce zakończyć znajomości z byłą dziewczyna bo uważa że ją lubi i traktuje ją jak siostrę ale nie mógłby i nie chciałby nigdy więcej z nią być więc nie powinnam czuć smutku ani zazdrości. Zazdrości nie czuję, tylko czuje się że czegoś mu brak czego szuka u swojej byłej dziewczyny. Sytuacja powraca do nas jak boomerang w weekend znowu przez przypadek widziałam że pisali ze sobą. Zadałam mu pytanie kto częściej inicjuje kontakt on mówi że ona a gdy zapytałam kiedy on ostatnio inicjował powiedział że około 2 tygodnie temu. I żę chciał zapytać jak odnalazła się w nowej pracy z czystej ciekawości. I że jest ze mną 100% szczery. Czuje się co raz gorzej.. On nie widzi żadnych możliwości rozwiązania tej sytuacji. Chce rozmawiac o tym nawet powiedział żebym ja przedstawiła komuś naszą sytuację, bo on uważa że nic złego nie robi. Ja także już jestem bezsilna. Nie znam żadnej pary która miałaby taki problem... Czy jedynym rozwiązaniem jest rozstanie..? On zachęcił mnie bym porozmawiała z kimś o tym z siostrą/ przyjaciiółką natomiast.. moi bliscy mówią że tu nie ma za bardzo na tę sytuację rozwiązania. Że jest to bardzo ciężkie. Czy taki kontakt z byłym partnerem jest normalny? Oboje wiedzą co dzieje się w ich życiach, że zmienili pracę, zmieniają mieszkanie, że maja nowe związki itd.? Ja nie byłam nigdy w podobnej sytuacji i nie słyszałam o takich więc strasznie źle się z tym czuje ale mój chłopak twierdzi że nie robi nic złego i że są rózne rodzaje relacji z płcią przeciwną. Czuje się bardzo zle przez to... Co powinniśmy zrobić z tym problemem? Będę ogromnie wdzięczna za opinie, czy pomysły. Może czegoś też nie dostrzegam... Proszę o opinie.
  14. Jestem wolną kobietą w wieku 28 lat. 5 lat temu zerwałam 1,5 roczny związek z facetem. Był to mój pierwszy związek i okazał się być toksyczny. Mój partner w łóżku był dominantem, którego życie krążyło dookoła seksu. Pod koniec związku czułam się wykorzystywana seksualnie i traktowana niemal jak "lalka do dmuchania". Obecnie mija 5 lat od zakończenia tego związku, a od czasu do czasu wciąż wracają do mnie wspomnienia, które sprawiają że czuję do siebie ogromne obrzydzenie. Że z nim byłam, że się na to godziłam, że mnie dotykał. Od czasu tego związku już byłam w innej relacji, która dawała mi dużo radości i satysfakcji. Czy kiedykolwiek przestanę przypominać sobie te sytuacje i czuć obrzydzenie?
  15. Zacznę od początku. Otóż od jakiegos czasu mieszkam i pracuje za granica, mieszkam z dwoma dziewczynami - również Polkami. Mam z nimi taki problem : otóż bardzo często od nich słyszę, ze jestem idiotka, tepa, ku***. W pracy daja mnie czasem na stanowisko team leadera, a po tym one zawsze komentuja jak ja to bardzo zle pracowałam na tym stanowisku, ze taka głupia jestem, ze nic nie potrafię. Ze w pracy sie tylko lenię, kombinuje, nic nie umiem, nic nie robie. Ze jestem najgorsza, w czym od nich lepsza jestem. Ráno jednego dnia jak sie zbierałyśmy do pracy to ja będąc w łazience słyszałam komentarz skierowany w kierunku mojej osoby ze jak jeszcze raz pójdę na team leadera to mi resztę włosów wyrwie. Dodatkowo jeszcze ze kłamie. Ogólnie dużo rozmawiam ze swoja mama i komentarze ze ja swojej mamie nakłamałam na ich temat, a wszytko co mówiłam to mówiłam prawdę co mi zrobiły i mówiły. Ale przecież kłamie. Próbują mna manipulować, wmawiać pewne rzeczy. Jeszcze sie wszystkiego wypierają. I ze to ja z siebie robię ofiarę i ze jestem jak dziecko, nastolatka. Pewnego dnia jak pojechałam do galerii handlowej po pracy załatwić cos (jak byly początku koronawirusa) to po powrocie nie chciały mnie do mieszkania wpuścić, bo bakterie przywleke. Stałam sie przez to wszystko bardzo drazliwa,nerwowa, smutna, taka nie do życia. Czy to jest przemoc psychiczna? Potrzebuje pomocy, bo juz sama nie wiem jak to nazwać i jak sobie z tym radzić.
  16. Dzien dobry, Dziekuje za mozliwosc podzielenia sie moim problemem. Mam 30 lat, a w zyciu jestem niezalezna finansowo i spelniajaca sie zawodowo kobieta. Wydaje mi sie, ze przez ostatnie 5 lat bylam w toksycznym zwiazku, a moj partner byl narcyzem. Wiem to dopiero teraz, po rozstaniu. Dlugo cierpialam (i troche wciaz cierpie, a na pewno nie moge przestac myslec o tym, co sie wydarzylo). Bylismy razem ponad 5 lat, partner szybko mi sie oswiadczyl, a ja naiwnie wierzylam, ze to glebokie i ‚magiczne’ uczucie. W zwiazku na poczatku bylo fantastycznie, potem partner zaczal widziec jedynie swoje potrzeby (pewnie bylo tak od poczatku, ale wtedy umiejetnie gral). Byly zatem awantury z mojej strony, co ex-partner wykorzystywal jako argument, ze pewnie nie powinnismy byc razem, skoro ja ‘taka’ jestem (tzn. agresywna, bezczelna itd.), podczas gdy byla to zawsze prowokacja z jego strony. Mimo ze mieszkalismy razem, rozstanie z jego strony nastapilo przez wyslanie smsa, po jednej z awantur, ktora byla sprowokowana tym, ze znow postawil mnie przed jakims faktem dokonanym. I wtedy zaczela sie lawina zastraszen i przezwisk, roznych epitetow pod moim adresem. Dowiedzialam sie, ze bylam egoistka (uwazam, ze chodzilo o to, ze stawialam swoje granice w koncu w zwiazku), ze liczyly sie tylko moje potrzeby (pewnie byla to projekcja), ze jestem poj***na i ze zawsze bede nieszczesliwa itd. Ja sama od pewnego czasu czulam, ze zwiazek nie idzie w dobrym kierunku, ale ‚jakos to bylo’. Natomiast to, z czym nie jestem w stanie sobie poradzic, to to nagle zerwanie, z dnia na dzien prawie (na pewno nie ma innej kobiety), i to przez wyslanie smsa (gdyz nie bylo go w miescie w tamtym momencie). Bardzo prosze o pomoc w zrozumieniu - mieszkajac razem przez ponad 5 lat codziennie rozmawialismy na rozne tematy, skad mogla wziac sie taka nagla agresja i rozstanie przez smsa? Tak nie zachowuja sie dorosli ludzie (moj partner mial 44 lata), on nie chcial rozmawiac. Mecze sie i nie jestem w stanie przeprocesowac tego, co wg mnie nie sklada sie w jedna calosc... Z gory dziekuje za porade. M.
  17. Witam. Mam 30 lat i jestem mamą 3 dzieci. Już nie wiem co mam robić. Jak wyrzucić z mieszkania swojego partnera, który nadużywa alkoholu? Nie chcę iść na policję, aby nie narobić jeszcze większego bałaganu niż już jest zrobiony. MOPSu też wolę w to nie mieszać . Partner niestety nie widzi problemu w tym, że każdego dnia po pracy wypija co najmniej 5 piw, a jak ma wolne to większe ilości plus wódka. Dodatkowo 2 razy w tygodniu upija się do nieprzytomności, a ja muszę wtedy iść spać z małym dzieckiem na podłogę (dziecko śpi u mnie w łóżku), bo partner rzuca się po łóżku tak bardzo, że wiele razy zostałam przez niego uderzona przez sen. Takie rzucanie się zwykle trwa 5 godzin, a ja nie mam wtedy siły, aby bronić dziecka i siebie przed jego machaniem ręki, kładzeniem się na nas oraz przepychankami, bo całe łóżko musi być jego... W domu są małe dzieci, a on jest typem chama i prostaka (to już nie człowiek), który nawet o pierdoły robi mega awantury. Mieszkanie wynajmujemy od miasta. Ja jestem głównym najemcą, ale zarówno ja jak i on mamy stałe zameldowanie w mieszkaniu... Nie chcę się wyprowadzać z mieszkania, bo niby czemu to ja mam uciekać? Zresztą gdybym chciała to i tak się nie wyprowadzę, bo nie mam gdzie. Moje mocno okrojone finanse nie pozwalają mi na wynajem mieszkania. Mam już tego serdecznie dosyć i nie oczekuję głaskania po głowie, ale rad, które nakierują mnie na coś, co pozwoli pójść mi i moim dzieciom dalej. Chcę się uwolnić od toksycznego związku... Problem z jego piciem trwa już 5 lat. Przez to wciągnął mnie w ogromne długi i w depresję. Już od dawna mam bardzo niefajne myśli, ale jedyne co mnie powstrzymuje od zrobienia kroku aby "to" zrobić jest myśl, że nie mogę zostawić dzieci z tym bydlakiem oraz z myślą, że mama ich zostawiła... Dzieci są do mnie bardzo przywiązane jak i ja do nich i nie wyobrażam sobie tego, że mogłabym zniszczyć im dzieciństwo i życie tym, że zniknęła bym z ich życia na zawsze... Za rady typu "sama jesteś sobie winna" i "wiedziałaś co brałaś" podziękuję... I tak już jestem od dłuższego czasu na wykończeniu psychicznym przez tego alkoholika, więc nie potrzebuję aby kopać leżącego... Z góry dziękuję...
  18. Mam 19 lat, mój chłopak jest w tym samym wieku. Jesteśmy ze sobą prawie półtora roku, jest to dla naszej dwójki najdłuższy dotąd związek. Wszystko było prawie idealnie, nie licząc kilku błędów z jego strony, które zawsze wybaczałam. Dużym przełomem był moment, kiedy wysłał mi swoje nagie zdjęcia. Wymagało to dużego zaufania z jego strony. Zdjęcie wysłał w Internecie. Wiem, co ludzie pomyślą: że głupota itp. Dla mnie było to coś, co mnie cieszyło. Mój wcześniejszy związek był bardzo toksyczny i długo myślałam, że nie dam rady widzieć kogokolwiek, zaufać komukolwiek, a tym bardziej umówić się z kimś. On stał się osobą, która pokochałam, dzięki której normalnie zaczęłam się odżywiać i odżywałam po wyniszczeniu psychicznym i fizycznym z poprzedniego związku. Moja siostra wkradła się na mój telefon bez mojej wiedzy, zgody. Nawet nie wiedziałam, że zna hasło. Mówi, że niby nic nie widziała, ale jej komentarz: co wy tam sobie wysyłacie dał mi znak, że jednak coś widziała. Pamiętam, że tego wieczora wybuchłam płaczem, nie potrafiłam przestać. Powiedziałam po około miesiącu o tym chłopakowi. Był bardzo wkurzony, nie odzywał się przez parę tygodni. Dopiero dzisiaj ze mną pisał o tej sytuacji. Stwierdził, że żałuje, że je wysłał i że nie jest przekonany co do mojej osoby. Ja nie zrobiłam nic by do tego doszło, miałam hasło i dodatkowo odcisk palca na telefonie. Czuję się już psychicznie wykończona, słabo śpię, prawie nic nie jem, na widok jedzenia mam prawie odruch wymiotny, wybucham niekontrolowanym płaczem i się "zawieszam". Czuję się winna, bardzo mi zależało na tej relacji. raz jestem smutna i przygnębiona, raz mam ochotę zakończyć swój żywot, a innym razem upić się by nie myśleć w kółko. Nie potrafię sobie z tym poradzić, nie mam energii nawet do życia. Mimo przeprosin siostry w moją stronę czuję, że nie mogę nikomu ufać. Każdy dzień dodatkowo wypełniony jest stresem, który wręcz pcha mnie do masy środków na uspokojenie, tabletek przeciwbólowych na bolący brzuch i ochoty na ciągłe spanie. Boję się i nie wiem co robić, bo nie wyobrażam sobie dnia bez niego. Pokochałam go, co graniczyło u mnie z cudem. A teraz wręcz nienawidzę siebie i to, ze nie umiałam i nie zrobiłam nic by do tego nie doszło.
  19. Witam. Nie wiem czy dobrze wybrałem forum ale niestety moja sytuacja "pasuje" do kilku miejsc. Nie wiem czy mam się rozpisywać czy też streścić tylko ostatnie problemy. Generalnie mam żonę, dzieci i stresującą pracę (w zasadzie regularny mobbing ale w naszej "instytucji" to norma). Niby standard ale ostatnio skumulowało się kilka rzeczy. Jako osoba zawsze wyalienowana i skłonna do depresji odżyłem i nabrałem ochoty do życia jak urodziły się dzieci. Tak mnie wychowano żyjesz dla innych. A relacje z dziećmi są bardzo szczere. Jak widzisz, że z uśmiechem biegną do Ciebie to wiesz, że nie udają a ich uczucia są szczere. Novum w moim życiu i pozytywnie mnie to napędzało. Gdzie zatem problem? Tak jak mówiłem. Kilkanaście godzin na "pracę", permanentne niewyspanie (ząbkowanie oto dzieci), mobbing (wyzwiska, podważanie mojego poczucia wartości, opr za nic). Potem zmarła bardzo bliska mi babcia i zaraz po niej moja Mama (covid bardzo się męczyła nie była to spokojna śmierć). Do tego momentu jakoś sobie radziłem pomimo specyficznych relacji w małżeństwie. Żona jest emocjonalnie zamknięta okazuje głównie negatywne emocje. Często miałem wrażenie, że mną manipuluje i traktuje mnie przedmiotowo. Przypałętał się też kolego. Szybko się zorientowałem skończyło się na pisaniu. Głupie tłumaczenia, że to dla zwrócenia uwagi (jestem bardzo skupiony na rodzinie nie chodzę po kumplach i imprezkach). Dla mnie zdrada emocjonalna ale są dzieci trzeba iść dalej. W dniu pogrzebu Mamy dowiedziałem się, że żona ma zrujnowane święta przez pogrzeb... To mnie już trochę dobiło. Strasznie okrutne było i nawet pomimo charakteru żony i jej braku empatii ścięło mnie. Po drodze co chwila teksty ile planuję być w żałobie i czy ona ma mi nadskakiwać z tego powodu (chodziło o to żeby podarowała kłótnie i żale i pretensje o pierdoły chociaż). Zaczęła się depresja. Żona miała też specyficzną relację z facetem ciotki. Kiedyś się do niej dobrał. Nie wiem jak bardzo bo żona i on zmieniali wersję. To był poważny problem bo nie chciałem jeździć do jej rodziny jak on tam był. Żona miała o to pretensje. Długo walczyłem o zrozumienie i o to żeby powiedziała rodzi IE żebym to ja na dupka i wariata nie wychodził. Rodzina uznała, że jak raz to generalnie nic takiego zdarza się... W tym momencie już nie wiedziałem czy może to ja nie mam dziwnych problemów. No ale to facet ciotki. Żona była wtedy jeszcze dzieckiem de facto. Dla mnie kryminał. Ostatnio zostaliśmy zaproszeni na ślub oni też tam będą. Zgodziłem się iść ale wbrew sobie. Generuje to kłótnie. Żona wogóle tego nie docenia a trochę na to liczyłem. Ostatnio od niej usłyszałem, że do niczego nie doszło (w sensie, że jeden taki wyskok to nic takiego). Czy ja mam jakieś dziwne problemy? Czy mam rację? Dobija mnie to. Nie chcę tam iść. A na pewno strach wywołuje podejście żony i jej rodziny. Nie radzę sobie z tym. Powinienem? Ma prawo żądać żebym szedł? Mam iść? Czy terapia małżeńska coś pomoże czy żona jest tak wychowana i ma taki charakter i nie będzie nigdy empatyczna i nie będzie potrafiła wczuć się w moją sytuację emocjonalną?
  20. Cześć, jestem 18-nastoletnią dziewczyną, zmagam się z problemem w związku oraz z własnym lękiem, bardzo boje się zdrady i mam brak zaufania co skutkuje moim obniżonym nastrojem i byciem chamską dla swojego partnera... Ten problem trwa od zawsze w naszym związku a jesteśmy razem juz prawie 4 lata. Teraz on zaczyna mieć więcej znajomych w tym dziewczyny i ja nie mogę się z tym pogodzić, czuje się jakby oni wszyscy byli ważniejsi ode mnie i jakby wszystko inne było ważniejsze przez co czuje się nie kochana. Do tego dochodzi drugi problem mieszkamy z jego rodzicami i bardzo dużo się Wracają a on nie potrafi się odezwać. W skrocie nie potrafię rozróżnić dobra od zła w tym związku, nie potrafię się pogodzić ze zmianą ze związku na wyłączoność na bardziej otwarty, mój problem z zazdrością i lęk przed zdradą, i do tego nie wiem czy to miłość czy już przyzwyczajenie. Z całego serca proszę o pomoc bo nie daje sobie rady psychicznie, zaczęłam ciągle wybuchać płaczem.
  21. Jestem dziewczyną w wieku 21 lat. Od ponad 6 lat zmagam się z depresją, która pojawiła się u mnie na wskutek cukrzycy, na którą zachorowałam w wieku 15 lat. Odkąd pamiętam byłam osobą bardzo zamkniętą w sobie, aspołeczną i z lękiem przed ludźmi, przez co ciężko mi zbudować jakieś relacje z ludźmi. Mama wychowuje mnie i brata samego. Tata zostawił nas jak miałam 4 latka. Od tamtej pory jest mi ciężko, ponieważ brat zaczął się na mnie wyżywać fizycznie i psychicznie. Jakiś czas temu odkryłam swoją orientację seksualną i uświadomiłam sobie, że podobają mi się kobiety, przez co zaczęły się kolejne problemy. Moja rodzina nie jest tolerancyjna przez co urwał mi się kontakt z bliskimi dla mnie osobami (babcią, ciociami, wujkami, kuzynką, bratem). W obecnej chwili akceptuję to tylko mama, która stara się mnie wspierać. Przed moimi 18-stymi urodzinami mieszkaliśmy z mamą i bratem w domu samotnej matki. Wtedy zaczęły się najgorsze problemy, ponieważ przestawałam chodzić do szkoły, nie chciało mi się żyć ani wstawać z łóżka. Trafiłam na tydzień do szpitala psychiatrycznego w celu leczenia. Przyjmowałam jakieś leki, które miały mi pomóc się pozbierać. Natomiast po zobaczeniu innych pacjentów poprosiłam o ich odstawienie i próbowałam sama poradzić sobie z otaczającą mnie rzeczywistością. Lekarze stwierdzili, że sobie świetnie poradziłam i wyszłam sama z tego dołka psychicznego więc mnie wypuścili. Wróciłam do ośrodka i była tam taka pani psycholog Kasia, która bardzo mnie nie lubiła i ze wzajemnością. Robiła wszystko na spotkaniach, żebym wyszła na najgorszego człowieka na świecie. Mimo, że miała mi pomóc i mnie wspierać robiła wszystko na opak. Przez nią jeszcze bardziej się załamałam psychicznie, ponieważ wystawiła opinię do sądu rodzinnego, który po kilku dniach zamknął mnie w pogotowiu opiekuńczym do ukończenia 18-tego roku życia. Wtedy całkowicie się załamałam. Próbowałam wykorzystać fakt o cukrzycy, żeby tylko wydostać się z tego miejsca. Dwa razy specjalnie nie wzięłam insuliny, aby trafić do szpitala na kilka dni obserwacji. Lekarz, który się mną opiekował dowiedział się ode mnie prawdy, dlaczego tu trafiłam i robił wszystko, żeby przedłużyć moje leczenie, niestety trwało to tylko kilka dni po czym wróciłam do pogotowia. W dniu 18-tych urodzin wyszłam na wolność. Mama wtedy dostała już mieszkanie więc miałam gdzie mieszkać. Jakiś czas później przeprowadziłam się do Krakowa do dziewczyny, z którą byłam w związku. Planowałam z nią życie, przyszłość itd. Wplątała mnie w pożyczki, które wzięłam aby móc z nią zostać. Zostawiła mnie po prawie 3 latach związku. Bardzo to przeżyłam, nie mogłam się długo pozbierać, okaleczyłam się. Później poznałam osobę transseksualną Natana, którego pokochałam całym serduszkiem. Obecnie jesteśmy ze sobą już 10 miesięcy. Mama bardzo go polubiła, pomógł mi, wspiera mnie jak tylko może. Pojechał nawet dla mnie do pracy nad morze, żeby zarobić na pożyczki. Przyjechałam do niego do pracy i tam się zaczęły kłótnie między nami, ponieważ mimo tego, że przyjechałam nie poświęcał mi tyle uwagi i czasu. W pracy rozmawiał i śmiał się z innymi dziewczynami, a mnie unikał tak przynajmniej to wyglądało. Przez cukrzycę niestety nie mogłam zostać dłużej i musiałam wracać do domu do lekarza, ponieważ mój stan się pogarszał. W ostatni dzień przed moim wyjazdem mieliśmy pójść sobie na spacer w nocy na plażę i spędzić ten czas razem. Niestety wziął ze sobą koleżankę i skończyło się na piciu alkoholu na plaży. Ja się popłakałam i poszłam się przejść. On poszedł za mną. Więc wykrzyczałam mu w twarz, że nie tak miał wyglądać ten wieczór, że mi przykro, że woli spędzać go z kimś innym na piciu i śpiewaniu. Mój obecny problem polega na tym, że jestem osobą bardzo zazdrosną taką, która jest bardzo wrażliwa i emocjonalna. Bolą mnie nawet najmniejsze rzeczy. Mam cudowny związek, wspaniałego chłopaka, który mnie kocha a ja ciągle robię mu problemy o to, że nie ma dla mnie czasu, że się nie odzywa do mnie lub o to, że rozmawia z jakimiś dziewczynami czy wypije alkohol. Ostatnio bardzo się oddaliliśmy od siebie bo on pracuje po 15 godzin dziennie przez co nie mamy czasu pisać i rozmawiać ze sobą. Była jeszcze taka sytuacja, że w tej pracy u Natana jest syn szefostwa, który ma 14 lat i napisał do mnie dlaczego tak się zachowuję, czemu ciągle robię afery i mam o wszystko pretensje. Napisałam jak ja to czuję i niestety nie wiem co mi strzeliło do głowy wyjechałam z tekstem, że kilka dni temu miałam duże załamanie i próbowałam się zabić. Dzwoniłam i pisałam wtedy do Natana ale niestety nie odpowiedział. Obiecałam mu, że nie potnę się już więc musiałam znaleźć inny sposób na poradzenie sobie z tym wszystkim, ponieważ w środku czułam ogromny ból. Przywaliłam ręką w ścianę i rozwaliłam sobie kostki do krwi. Powiedziałam synowi szefostwa, że chciałam się zabić. Niestety on przeczytał to na głos i po chwili już miałam wiadomość od Natana, gdzie nakrzyczał na mnie, że jestem pojebana mówiąc dziecku o takich rzeczach. Od tamtego czasu przez 3 dni nie mieliśmy żadnego kontaktu. Napisał do mnie przedwczoraj, że myślał o naszym związku. Powiedział, że mnie nie poznaje, że jestem inną zupełnie osobą niż wcześniej. Że nasz związek to tylko same kłótnie i że robi się to toksyczne. Napisał również, że musimy się spotkać i porozmawiać w oczy, bo już ma wszystkiego i mnie dosyć. Oddaliliśmy się od siebie bardzo a ja nie chcę go stracić. Niestety aktualnie nie mam pracy i nie stać mnie nawet na pójście do psychologa czy psychiatry a wiem, że potrzebuję pomocy, bo sama już nie mogę ze sobą wytrzymać. Każdego dnia teraz siedzę i nie ma takiego dnia, którego bym nie przepłakała. Czuję się źle sama ze sobą. Nie chcę go stracić i nie chcę zachowywać się jak skończona psychopatka. Po prostu nie wiem już co mam robić. I nie umiem sobie sama z tym wszystkim poradzić. Nie chcę być złym człowiekiem a tak się czułam od zawsze. Czułam, że na nikogo nie zasługuję, że nikt mnie nigdy szczerze nie pokocha bo jedyne co potrafię zrobić dobrze to wszystko rozwalić. Proszę o jakieś wsparcie, radę czy pomoc. Co zrobić? Jak to zmienić?
  22. Witam jestem samotna 30 letnia mama dwójki małych synków 3 miesiące temu zakończyłam 5 letni toksyczny związek . Partner znęcał się nademna zabraniał wychodzenia na spacer z dziećmi ciagle kontrolował odizolowal od znajomych i rodziny dwa razy trafiłam poważnie do szpitala . Ciagle oskarżenia o zdrady i wypominanie byłych już nie miałam siły i odeszłam złożyłam w prokuraturze zawiadomienie o znęcaniu sprzedałam dom przez niego i teraz mieszkam u mamy już minęły 3-4 miesiące nie mogę się od niego uwolnić śpi pod Domem w samochodzie i obiecuje ze się zmieni i prosi mnie o pieniądze żebym mu dała na wynajęcie mieszkania ale przecież może iść do pracy albo samochód sprzedać ale to do niego nie dociera j mówi ze nie ma gdzie mieszkać wykorzystuje to ze dzieci chce widzieć i mówię idź do sądu o widzenia i wynajmij mieszkanie to dam ci dzieci dwa razy w tygodniu ale on nie rozumie tego on chce ze mną i dziećmi spędzać czas powiedziałam żeby wynajął sobie mieszkanie i poszedł na terapie i jak zobaczę zmianę to wrócę ale on nie rozumie tego teraz cały czas wydzwania i pod pretekstem ze dla dzieci chce coś dać a tak naprawdę ze mną chce rozmawiać on mi tyle rzeczy poniszczyl i czuje ze już jestem na wyczerpaniu gdzie się nie obejrzę on jest i pod domem i na spacerze wszędzie. Niewiem czy dać mu te pieniądze ? Czy poprostu zmienić numer niewiem co mam robić
  23. Witam, Mam na imię Monika i mam 30 lat. Pisze tutaj bo już brakuje mi sił. Jestem w ponad dwu letnim związku i czuje się wykończona psychicznie. Partner zawsze dominował w związku, na początku nie przeszkadzalo mi to ale z czasem chciałam też mieć swoje zdanie na jakiś temat albo żeby coś było tak jakby ją chciałam. I wtedy właśnie się zaczęlo...wkurza się na mnie o wszystko. Mam zły dzień i nie przywitam go z uśmiechem jak wraca z pracy o potrafi już być o to zły, najwcześniej się wtedy obraża i już się do mnie nie odzywa, próby porozmawiania z nim kończą się tak że nie odzywa się do mnie. Czasem wszystko jest go w stanie wyprowadzić z równowagi. Np. ostatnio poprosiłam go tylko żeby skończył 30minut wcześniej prace bo nie zdążymy na ważne umówione spotkanie to powiedział że nie, więc po chwili ponowilam swoją prośbę i wtedy zaczęła się awantura zaczął mnie wyzywać od pierdolonych pizd, kazał sobie szukać nowego mieszkania, pakował moje rzeczy, obrażał, wyzywał po czym wszystko było moja wina bo ja tylko mam o wszystko pretensje i wszystkiego się czepiam. Najgorsze jest to że on nie widzi w sobie w ogóle winy uważa że robi tak bo ja go prowokuje do tego. Obwinia mnie za wszystko i uważa że powinnam się leczyć u psychologa. Niestety mnie bardzo łatwo zmanipulować i takie ciągle gadanie jego sprawia że ja już tak myślę że chyba jestem taka beznadziejna i prowokuje go do tego. Dodam że mam stwierdzono u mnie autyzm, dopiero rok temu, nie leczyłam się ani nie chodziłam na żadne terapię, widzę teraz w dorosłym życiu że mam ogromne problemy z kontaktami z ludźmi, nie rozumie ironi, żartów, po całym dniu jestem tak przebodzcowana że nie mam siły że uśmiechać. Mówiłam to mojemu narzeczonemu ale on uważa że to tylko wymówka. Kiedy tak mnie wyrzuca, mówi przykre słowa i wyzywa zamykam się w sobie i nie umie się już otworzyć na niego. Co powoduje u niego jeszcze większa złość. Brakuje mi stabilizacji, poczucia bezpieczeństwa. Tego żeby on też przeprosił, porozmawiał, przyznał się do winy. Każda próba rozmowy na ten temat kończy się tym że to moja wina a on jest bez winy. Czuje się już wykończona psychicznie, nie chce tego związka kończyć ale nie wiem co już mam robić. Kiedy ma dobry czas między nami jest na prawdę cudownie. Ale już brakuje mi pomysłów jak do niego mam dotrzeć i co mam robić żeby było dobrze. Prosiłam żeby poszedł do psychologa, po roku poszedł ale psycholog nie przyznał się do tego, powiedział jej to tak jakby to ja przez to że się czepiam ciągle o coś on już nie wytrzymuje nerwowo i dlatego tak robi. Chciałam zapisać nas na wspólną terapię żeby on zrozumiał mnie o co mi chodzi i może ja wreszcie się dowiedziałam o co tak na prawdę chodzi mu. Proszę o pomoc, rady jak mam z nim postępować i co robić.
  24. X poznałam ponad 3 lata temu, na początku, pierwsze kilka miesięcy wszystko było w porządku - nasza relacja się umacniała, wszyscy się cieszyli moim szczęściem, a dokładniej po prostu nie mieli nic przeciwko, a ja się chwaliłam X to, X tamto... Problem zaczął się, gdy zaczęłam nocować u X. Miałam wtedy 20, prawie 21 lat, prace i studia zaoczne. Rodzice chcieli zakazać mi zostawać na noc u chłopaka, mówiąc że to "nieładnie" lub mówiąc wprost "sypiasz z nim". Nie odpowiadało im to, ponieważ jesteśmy, teraz już tylko oni wierzącymi katolikami. Ja przestaje, ponieważ widzę jak ludzie modlący się o dobro sprawiają mi tyle cierpień. X studiował dziennie, utrzymywał się z tego co wysyłali mu rodzice na konto, rzadko przyjeżdżał do mnie, bo studia dziennie a ja w jego mieście byłam w weekendy, gdy sama maiłam zajęcia więc i tam się spotykaliśmy. Mojej mamie nie przypadło do gustu że tylko ja jeżdżę, a on nie "to chłopak powinien przyjeżdżać do dziewczyny nie na odwrót". Znosiłam to bardzo długo, te docinki. Sprawiały mi one przykrość, ale nie mówiłam o tym X żeby nie burzyć relacji z rodziną, myśląc przyszłościowo o rodzinnych spotkaniach obiadkach itd. Dodam, że moja mama jest osobą prawdopodobnie uzależnioną od kupowania jedzenia, kupuje bardzo dużo tylko żeby nigdy nie brakowało, potem mówi że dużo wydała, a potem jeszcze po prostu dużo wyrzuca, bo jest stare. Nie radzi też sobie w sprzątaniu, zawsze na co dzień jest brudno, nieodkurzone, podłogi nie zmyte, łazienka aż traci się ochotę na mycie się. Nie pracuje etatowo, zajmuje się domem, ale prace poza zakupami robieniem obiadu i sprzątaniu po jedzeniu sprawiają, że mówi że ma ciężko, że tyle pracy i jest zmęczona. Mieszkam też z babcią, która jest w bardzo podeszłym wieku i jest osobą dość upartą i egoistyczną, co sprawia, że lubi być w centrum uwagi, 58 letnim wujkiem, który ma problemy genetyczne i mimo swojego wieku nigdy nie pracował, "czekał na gotowe" nigdy nie zrobił sobie jedzenia, nie zmienił pościeli, nie odkurzył, a mimo choroby normalnie mógłby to robić. Tata natomiast zawsze ciężko pracował, mieszkamy na wsi i pracuje na polu, ale w zamian zawsze oczekuje ciepłego obiadu na czas, trochę przyczynia się do tego, że mama tak dużo kupuje, ponieważ jest zdania że nie chce jeść "tylko jednego rodzaju szynki", więc mama kupuje 5-7 rodzajów raz w tygodniu, potem leży i się starzeje. 2 razy nie jedza tego samego, wylewają połowe garnka zupy, bo nie chcą jej jeść dwa dni. Mieszkamy 1km od wsi, w polu, nie mamy żadnych znajomych, z nikim nie rozmawiamy, chyba że na zakupach itd. Moja rodzina ma manie wyższości, uważają że mają dużo ziemi (tylko 32ha), wielki dom(tak wielki że ciężko go ogrzać i jest zawilgocony) i wiele innych przykrych spraw. Wracając do głównego tematu, poznając już sylwetkę mojej rodziny: rodzina X jest całkiem inna, zamożna, z miasta, pracująca na swoim biznesie. X nie zna takiego życia jak ja miałam, co sprawia, że ma też inne do niego podejście. Kilka miesięcy temu doszło do kumulacji całej negatywnej energii - X był u mnie na łącznie 10 dni (5 potem 4 w krótkim odstępie czasu) już też wyjaśniam, zostawał u mnie na noc mogliśmy spać razem, gdyż pół roku wcześniej się zaręczyliśmy i wynajęliśmy pokój na czas jego ostatniego roku studiów. Podczas jego wizyty, moja mama początkowo udawała że jest miła, rozmawiała, potem zaczęło ją irytować rzeczy jak zużycie papieru toaletowego, czy jedzenie u nas X a nawet to, że zanosiłam mu obiad czy ciasto do pokoju, kiedy ten się uczył pytań do obrony. Mama nie lubiła go już wcześniej, kiedy dowiedziała się, że krzyczał na mnie gdy byliśmy na wycieczce w innym mieście (my dwoje plus siostra z chłopakiem). Wiem, że krzyczeć nie powinien, ale znam go, wiem że jest człowiekiem który w sytuacjach stresowych nie wytrzymuje mimo że stara się nad tym panować, ale ja to akceptuje i staram się mu w tym pomagać. Kiedy był u mnie te 10 dni usłyszał, że moja mama obgaduje go że jest taki siaki, nic nie robi tylko siedzi i je (podczas obrony czynnie udzielał korepetycji żeby mieć dodatkowe pieniądze). Usłyszał, spakował się i wyszedł. Od tego czasu nie chce mnie odwiedzić wcale, nie dziwię się. Mama nie czuła skruchy sprawiając komuś przykrość. Nie rozmawiałam z nią bardzo długo, sprawialiśmy sobie wiecznie przykrość przez przynajmniej 3 miesiące. Wpadłam w coś podobnego do depresji, nie miałam ochoty na nic, czekałam od rana na noc żeby pójść spać, jadłam gdy nikt nie patrzył... Unikałam wszystkich. Teraz cała rodzina, krewni uważają że X krzycz na mnie jest leniem i nierobem, były też plotki, że mnie bije. X natomiast jest osobą, którą w przeszłości spotkało wiele przykrości, często ma bardzo niską samoocenę, a w połączeniu z aferą w mojej rodzinie przemyśliwa żeby mnie zostawić, żebym poznała kogoś, kogo zaakceptuje moja rodzina, abym była szczęśliwsza. Jest to osoba, która rzeczywiście nie lubi pracy etatowej, ale wydaje mi się, że to przez silny charakter i sposób pracy rodziców - własna działalność, gdzie się tylko dogląda raz na tydzień interesu. Marzy o dużych pieniądzach, ale ma zawód, gdzie takie pieniądze może mieć. Tylko musi wpierw znaleźć taką ofertę, żeby była satysfakcjonująca... W każdym razie ma opinie w mojej rodzinie osoby która jest mechanikiem, a nie potrafi koła w aucie zmienić... nieudacznikiem który się na mnie wyżywa i że "skończę z nim pod mostem" (mimo że jego własne mieszkanie jest w budowie i niedługo je odbieramy. Ostatnio jechałam pociągiem, może zabawne, z kołem a dokładniej tylko oponą, ponieważ przechowywane były u mnie w piwnicy letnie, a jego auto stoi z przebitą oponą i nie miał jak jej odebrać (nie mają komórki lokatorskiej). Zostałam wyśmiana w domu, że "jestem głupia, bo chodzę po mieście z oponą sama, a on NA PEWNO nawet mi nie pomógł z nią i sama musiałam nosić... Nie mam już sił, płakać mi się chciało jak to słyszałam wczoraj po powrocie do domu. Broni mnie tylko 3 lata młodsza siostra, która widzi jak dziwne są komentarze i uwagi naszej rodziny względem do mnie. Ostatnio zwróciła też uwagę mamie, że nie ma się wyżywać na mnie tylko dlatego, że tata jej powiedział że za długo śpi. (powiedziałam wtedy, że ja z siostrą zawsze rozwiązujemy wszystko krzykiem, bo nauczyliśmy się od mamy która na nas krzyczy całe życie) Zabawne jest też, gdy mama wypomina mi, że zabrałam przykładowo JEJ pudełko na żywność (warte 4-5zł), a tygodniowo wyrzuca jedzenie o wartości minimum 30zł. mama potrafi dać mi np pieniądze na autobus, dentystę, czy jedzenie, ale nie potrafi dać mi przedmiotów, które sama już wcześniej nabyła, lub wypomina mi że zgubiłam, zniszczyłam lub zapomniałam i nie ma gdy potrzebuje (właśnie o taki pojemnik chodzi). Wiem, że ona jest chora, niszczy mój związek, nie widzi że jestem/byłam szczęśliwa kiedy było jak było. Jest osobą, która wszystko wie najlepiej, osobą która zamiast mówić jak coś można zrobić np przy gotowaniu od razu zabiera np patelnię i robi po swojemu. Jej sposób zawsze jest najlepszy, ciasta smakują najbardziej, u moich innych cioć jest niesmaczne "a oni tak to wychwalają" - u cioci z którą podświadomie konkuruje która z nich jest lepszą panią domu.
  25. Cześć wszystkim Mam 23 lata, jestem facetem i mam za sobą juz naprawdę sporo związków, było ich z 7. Ogólnie rzecz biorąc mam pewien problem, który dość mocno komplikuje mi życie. Mój problem polega na jakimś braku zaufania do swojej drugiej połówki. Za kazdym razem gdy jestem w związku, czuje się jakbym nie zasługiwał na te szczęście, ze mogę spędzać wspólnie czas z drugą osobą. Czuje się zabawką, którą mozna odstawić w kąt, kiedy tylko partnerce się zachcę, że mozna mnie zdradzać i szydzić ze mnie. Iii... cholera, nie wiem, zawsze gdy jestem w związku widzę wszystko w czarnych barwach. W dodatku nie potrafię stworzyc stabilnej relacji. Cholerka, naprawdę się staram by było inaczej, bo wiem, ze to nie jest tak. Wiem, ze zasługuje jak kazdy człowiek na szczęście i miłość, jednak nie wiem jak mam to swojej pieprzonej podswiadomości zakomunikować. Jak mam do niej przebić fakt, ze nie wszyscy ludzie chcą działać na moją niekorzyść. Usłyszałem kiedyś od psychologów do których chodziłem, ze w relacjach z ludzmi, jesteśmy tacy jak nasze wzory w postaci rodziców. Jestem DDA, moja matka gdy jeszcze żyła, była alkoholiczką, jak szła w balet, nie było jej czesto po dwa tygodnie w domu, jednocześnie w wówczas zdradzała mojego ojca z byle kim. Ja się czuję tak, jakby zdradzała przy okazji po kolei kazdego z naszej rodziny. Z jednej strony rozumiem - alkoholizm to choroba. Bardzo chciałbym wybaczyć w pełni mojej mamie. Ona też nie miała lekko w zyciu, jednak nie potrafię. Podobno wybaczenie to duzy krok w zyciu dda i robie jakies mikrokroki codziennie by jej wybaczyć. Rozmawiam ze sobą w głowie, analizując te całą sytuacje, jednak nie jestem nieomylny, wiem ze mogę coś przeoczyć. Prawdopodobnie zaraz spieprzy mi się kolejny związek, a ja bym chciał wiedzieć, jak mogę uwolnić się od tego toksycznego wzorca mojej relacji syn-matka, zeby bardziej ufać kobietom ii jesli ten zwiazek nie wyjdzie, to zebym po prostu w następnym wiedział jak postępować. Albo po prostu zebym mógł zaufać kobietom i nie widział w nich potworów, które chcą na kazdym kroku mnie zdradzić.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.