Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'toksyczni-ludzie'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 251 wyników

  1. Witam! Postanowiłam anonimowo napisać ten post, aby może poszukać wsparcia bądż zrozumienia - i może przede wszystkim odetchnąć i odrzucić poczucie winy (które wiem że jest irracjonalne i nic w tej sytuacji nie jest moją winą, a jednak - istnieje) Odkąd zmarł dziadek, babcia właściwie została sama. Mój ojciec mieszka w innym mieście, jest dłużnikiem i bawidamkiem. Babci nie pomaga, raczej tylko "pożycza" pieniądze. Ale nie jest to chyba patologiczne, choć nikt naturalnie mi się nie chwali, ani ojciec, ani babcia. W każdym razie - babcia w sumie miała i ma tylko mnie. Odkąd związałam się z ówczesnym partnerem mogłam "pomagać" babci na innych polach niż tylko "przyjść i potowarzyszyć" ew zrobić drobne zakupy. Mój partner ma prawo jazdy a babcia ma działkę poza miastem (mw 45min drogi) więc woziliśmy babcie przez ostatnie 4 lata (tyle mamy samochód) mój partner kosił działkę, raczej nie było większych problemów ani spięć gdyż babcia zawsze wynagradzała nas w jakiś sposób w formie pieniężnej (również zwracając za paliwo) Babcia jedynie marudziła że nie chcemy zostawać na noc. Czułam trochę wyrzuty sumienia że "nie spędzamy z nią tyle czasu ile ona by chciała" ale jednak mój partner nie jest żadną rodziną mojej babci i tak jak ja się krępuje być w towarzystwie jego babci dłużnej, tak normalne że on tez mógł zupełnie nie mieć ochoty. Co innego ja spędzaliśmy tam czas sami, a co innego z babcią. O ile babcia nie była wtedy specjalnie "denerwująca" to jednak starszy człowiek (wtedy powiedzmy 70+) ma swoje przyzwyczajenia, swoje rytuały i właściwie wtedy obcy młody człowiek mógł czuć dyskomfort. Byłam (i jestem nadal) mu i tak wystarczająca wdzięczna ze pomaga tyle ile może (chłop silny, a ja - dwie lewe ręce) Pomiedzy działką to co mogłam to starałam się pomagać sama (zamawiałam babci ciuchy przez internet, płaciłam rachunki) Starałam się być u babci raz w tygodniu co najmniej. Ludzie z mojej pracy jednak mieli ubaw z moich rozmów z babcia (dość częstych) a jeden kolega zwrócił mi uwagę że nie powinnam być na każde jej zawołanie. (sam ma podobne problemy z teściową i odbywa z żoną terapie) Obawiam się że pozwoliłam sobie na zbyt wiele. Babcia w miedzy czasie przeszła poważną operacje. Z perspektywy czasu uważam ze to był okres w którym paradoksalnie babcia miała... najlepszy humor. w 2 szpitalach miała rewelacyjną opiekę i poznała nowe koleżanki. Odwiedzaliśmy ją tyle ile mogliśmy (jeden szpital był bliżej działki, to odwiedzaliśmy rzadziej jednak była tam dość krotko) Kiedy wróciła do domu niedługo potem, w grudniu tamtego roku zmarł jej ostatni brat, bardzo nagle. Odcisnęło to na niej duże piętno, łącznie z sprawa spadkową jego mieszkania która nadal się toczy. I co w tym wszystkim jest problemem? Otóż babcia zmieniła się diametralnie. O ile nigdy nie była wzorem optymisty, to raczej nie marudziła, nie mówiła z przekąsami i raczej szybko udawało mi się poprawić jej humor. Teraz twierdzi ze wszystko zaczęło się od śmierci jej mamy i jej męża (zmarli w okresie dzielącym 5 miesięcy) Teraz ja zaczynam mieć problem ze zrozumieniem jej, a ona mnie. Najpotrzebniejsze sprawy związane z pogrzebem brata, bylismy z babcia w trudnych chwilach, niedawno zalatwialismy firme przeprowadzkowa by babcia mogla sobie zabrac pare mebli z domu wujka. Naturalnie bylam z babcia na pogrzebie, towarzyszlismy jej tez w sprawach urzędowych. (woziliśmy itd) Babcia ma dzisiaj pretensje ze nie mamy czasu kupić jej drabiny. Albo zakrętki do zlewu. Tak, właśnie takie problemy dla babci są najważniejsze. Babcia jest istną sinusoidą, jednak głownie tą na samym dnie. Na pytania jak się czuje odpowiada "jeszcze żyje" "co to za życie"... Czuje się złe ze nie kopiliśmy nadal jej tej cholernej drabiny, ale ja nie mam prawa jazdy a sklepu budowlanego nie mam pod domem. Moj partner pracuje fizycznie, również trenuje. Jest naprawdę zmęczony, jedyny dzień (sobota) gdy musi odpocząć to musiałabym ciągać go po sklepach. A zakupy spożywcze mogę zrobić sama w dyskontach obok bloku. Z partnerem się kloce na temat babci. Na 10 wizyt u babci od maja ona wymyśliła sobie 7 zakupow. Kabel od telewizora bo zaginal Od tv ktory stoi na szafie nieuzywany... Drabina (nie wchodzila na drabine ze 3 lata, firanki zaklada jej pani od sprzatania) jakas specjalna szczotka do odkurzacza. Moj partner nie pomaga specjalnie swojej rodzinie. A mamy jeszcze moją samotna mamę ktorej tez chcielibysmy raz na jakis czas w jakis sposob pomoc. Nie mam sumienia prosić go o kolejną rzecz zwiazana z babcią. Po przeprowadzce mebli z mieszkania wujka obiecałam mu że jedyną rzecza jaką moze MI (a nie babci) pomoc, to pomoc na dzialce. Bo babcia chce dzialke przepisać mi. Czuje wyrzuty sumienia. Bo z jednej strony dostane tę nieszczesna dzialke a z drugiej strony odwlekam miesiac kupno drabiny babci. Ale tu naprawde nie chodzi o te wszystkie "zakupy" i widzimisię. Każdy telefon do babci to dla mnie duży stres. Babcia tylko wzdycha i sugeruje jakim nieszczęściem sie otacza. Za kazdym razem sugeruje mi jak mało jej pomagam. Powiedziała mi wprost ze lekarz kazał jej "myśleć tylko o sobie, dopoki nie ogarnie tematu spadku, to nie dojdzie do siebie". Kiedyś poprosiła mnie bym zamiast o 16 przyszła trochę wcześniej (pracuje zdalnie, czasem mogę sie urwać, ale nie chce nadużywać tego u przełożonych) i powiedziałam ze powinnam być do 16 przed komputerem i zdarza mi się ze dostane jeszcze jakaś prace za 5 czwarta odpowiedziała "Ja to wszystko rozumiem, ale nikt nie rozumie mnie" Po tych wszystkich ciężkich chwilach w których bylismy z nią, ona się obraża o drabinę. Nie mieści mi się to w glowie. Zaczęło się od tego ze gdy dowiedzieliśmy się mieszkanie będzie dzielone w spadku, zasugerowałam babci zęby sprawa zajęli się mlodsi spadkobiercy, gdyż ona 75letnia kobieta możne mieć po prostu problem z dojazdami czy mailami (w przypadku covidu) związanymi z urzędowymi pracami. Wybuchła wtedy na mnie i 3 miesiace pozniej nadal mi wypominałam ze "nie uszanowałam tego ze ona chciala miec wtedy spokoj". Ja tylko chcialam ja odciazyc by nie musiala sie z papierami rozbijac po urzedach gdy spadkobiercy są 2 razy młodsi i mobilni... Trudno się z nią dogadać. Sugeruje mi ze mnie to nie interesuje, że mnie się nie chce, że "przecież jestem zajęta". W tamtym tyg udało mi sie znalesc dzien w ktorym babcia miała dobry humor. Zapytałam czy wpaść odpowiedziała "NO pewnie!" ale szlam tam jak na ścięcie. Ale okazało ze babcia miala naprawde nienajgorszy dzien i bylo bardzo milo. Na koniec zaczęła jej się kumulacja zażaleń to łagodnie się wycofałam i zmyłam do domu. Jednak parę dni później była już zupełnie inną osobą. Można byłoby długo pisać co się dzieje z babcią od tamtego roku. Chociaż zaczęło się już trochę wcześniej. Właściwie wszystkie rzeczy które jej prezentowałam albo na nie narzeka, albo nam je "wciska". (Np prosiła o mate do ćwiczeń rehabilitacyjnych, oddała nam ja ostatnio "żeby pies miał na czym spać") Wybrała z nami wersalkę to tylko narzeka ze "jest za duża, możecie sobie wziąć ją, ja kupie inna", oddała nam odkurzacz który jej wybraliśmy...) Czuje się winna i niewinna jednocześnie. Każdy telefon pogarsza mój humor. Jestem osobą z DDA i mam nerwice i takie problemy które brzmią w sumie pewnie dość śmiesznie, dobijają mnie. Gdyby ktoś mi to opowiedział parę lat temu pewnie bym go wyśmiała, że to nie problem. Jednak ciąży na mojej psychice. A ostatnio radze sobie z atakami paniki i nerwicą bardzo dobrze, boje się że powrócą. Babcia ma już problemy z pamięcią, mój partner się irytuje że "myśli tylko o sobie i nie słucha" ale domyślam się że mogą to być problemy z demencją. Jednak sa takie momenty kiedy zaczynam wierzyc w wersje partnera. W dogodnych dla siebie momentach wzdycha że nie może czegoś nosić a sama wchodzi po schodach mimo że kazalam jej czekać na windę... Przyjaciółka i partner sugerują by powiedzieć jej WPROST, coś dosadnie. Ale ja nie potrafię tak bez ogródek. Jednak nauczyłam się bronić siebie i partnera. Mowie jej dosadnie że możemy być zmęczeni. Jestem zwyczajnie zmęczona tym. Czuje wine że nie mam ochoty w ogóle jej pomagać. Bo i tak coś mi wypomni że nie taka drabina, nie taka wkrętka, że złe skoszone.
  2. Witam Około 3 lata temu byłam w związku z narcyzem. Odkryłam to przez przypadek, przez pewien artykuł w Internecie. Dzięki temu zaczęłam czytać więcej na ten temat. Odkryłam wtedy, że dużo związków i przyjaźni w moim życiu było toksycznych. Myślę, że to przez to, że chyba cała moja rodzina jest toksyczna. Moja mama jest narcyzem, całe życie wszystko kreciło się wokół niej, ja nigdy się nie liczyłam. Zawsze robiłam wszystko żeby ona była szczęśliwa. Przeczytałam/obejrzałam bardzo dużo na temat toksycznych związków, narcyzmu, poczucia własnej wartości i myślałam, że jestem gotowa na poznanie kogoś normalnego i normalny związek. Niestety okazuje się, że znowu weszlam w relację z narcyzem. Bylam pewna, że po tym wszystkim już nie dam się w coś takiego wciągnąć. I teraz moje pytanie: czy jest szansa na normalny związek? Bo jak widać cały czas kręcą mnie toksyczne osoby. Sama chyba też jestem toksyczna? Czy skończe jak moja matka? Ona zawsze krytykowała związki swojej mamy (mojej babci), a robi dokładnie to samo. I ja czuje, że też zamieniam się w matke, pomimo tego, ze w teorii wiem czego nie powinnam robić.
  3. Witam mam na imię joanna. Jestem od 6 lat w związku od prawie roku mam tatuaż ,zawsze w młodym wieku marzylam o nim lecz mialam wiele pomyslow. Lecz wybrałam jeden ktory najbardziej chciałam . Przed zrobieniem tatuazu powiedzialam jasno ostatniego dnia tatuaz ten tutaj i zdania nie zmienie. Po czym nastepnego dnia moj partner uświadomił mi że tatuaż zostaje na zawsze a on nie . Zdziwilo mnie bardzo jego zachowanie , po pewnym czasie zerwal ze mna i zaczal dreczyc mnie wiadomosciami jak mogłam to zrobic i dlaczego tam ze jego tam nie bylo chodz wiedzial kiedy jakde i gdzie i tego ze nie miałam czym tam dojechac nawet sie nie zaoferowal a ja nie chciala sie pchac na sile. Ciagle byly wiadomosci w stylu że jest ochdny ze jest zrobiony na pokaz zeby kazdy widzial (obojczyk) myslalam ze przejdzie mu po pewnym czasie ze jest to tylko chwilowe. trwa to juz dosłownie prawie rok i nadal robi mi chore akcje z tego powodu ze jest ochydny zaczyna sie wsciekac nie mowi o co chodzi rzuca wszystkim ciagle niby zdenerwowany . nie moge wlozyc zwyczajnej bluzki tylko ciagle go zakrywac zeby przypadkiem go nie zobaczyl bo wpada w szal co mam zrobic bardzo go kocham ale to co on wyprawia nie jest dla mnie do przyjecia. chce sama decydowac za swoje cialo a on po prostu mi to ogranicza.
  4. Cześć. Mam problem z przyjaciółmi których tracę. Pierwszy. Ma nadwagę 0 ruchu. Przyszedł do mnie po pomoc Człowiek ma duże problemy z ruchem jego siedzący tryb życia oraz nadwaga spowoduje że za 2-3 lata będzie inwalidą z 3 cyfrową nadwagą jeśli tego nie zmieni. Chciał chodzić na siłownię kupił karnet zapisał się chodził ze mną ułożyłem mu trening, dietę. Przez 2 tygodnie chodził regularnie (w miarę opuścił jeden trening), robił postępy widziałem że jest naprawdę zmotywowany, tłumaczyłem mu że odstępstwa od diety zmienią jego metabolizm, i nie chodzi o same kalorie ale ogólnie o nawyki żywieniowe. Widziałem że jest naprawdę zmotywowany często dzwonił do mnie robiąc posiłki pytał się czy może jakieś produkty innymi zastąpić - Było super, do czasu kiedy wyjechał na tydzień do innego miasta, gdzie ma pod nosem siłownie a do niej dostęp, Dzwoniłem do niego przez 3 dni, pytając się jak trening czy z jakimiś ćwiczeniami nie ma problemu, ale słyszałem że dzisiaj nie był na treningu bo nie miał czasu i tak przez 3 dni aż przestał odbierać telefon. Ostatnią rozmowę jaką przeprowadziliśmy przed tym jak przestał odbierać (jego współlokator wysłał mi zdjęcie jak leży na kanapie z telefonem w ręku i zajada czipsy) skrytykowałem jego zachowanie i próbowałem go zmotywować, aby nie wracał do starych nawyków bo będzie musiał zaczynać od zera, a jest mnóstwo przed nim do zrobienia. Niestety jak widać nie udało mi się i stąd mój post o polecenie metod przekonywania innych. Drugi. Alkoholik, nie pił wrócił znów do picia, z znajomymi z pracy tłumaczyliśmy mu że wypadnie z naszego zespołu jeśli dalej będzie pił, obiecywał nam że po weselu brata przestanie, ale mija tydzień i nadal obiecuje że od jutra przestanie. Chłopak Ma prace w której dobrze zarabia przez hazard wplątał się w długi , ale gdyby zacisną pasa w 2 miesiące mógłby je spłacić bo ma naprawdę dobre zarobki. Natomiast woli wydać np. 800 zł na taksówki z innych miejscowości żeby dowieźli mu skrzynkę alkoholu na działkę. Mówi że nie ma motywacji aby rzucić picie - może kobieta by mu w tym pomogła, ale on jest altruistą i nie chce związku bo wie że ta kobieta będzie z nim miała źle. Ma przesrane bo nabrał pożyczek w bocianach i prowidentach i teraz spłaca z długi z hazardu użala się nad sobą i zapija smutki, zamiast działać. Chciałby przestać pić ale po 4 dniach jak nie pił pojechał z nami nad wodę i kupił sobie 6 piw, tylko że wieczorem nie pojechał do domu a wszystko przepił bo dziś rano dzwonił dominie abym mu zrobił przelew bo nie ma za co kupić papierosów. Czy w psychologii są jakieś sposoby aby uświadamiać ludzi, co robią źle, na czym im bardziej zależy. Jeden chciałby być szczupły, ale woli jeść ciastka i chipsy i leżeć na kanapie zamiast pójść i poćwiczyć. Drugi mówi że chce przestać pić, ale woli wydawać kasę na alkohol zamiast spłacić długi i zacząć żyć. Ludzie chcą czegoś ale do tego nie dążą ? Jak to jest? Jak bardzo są skrzywieni ?
  5. Witam. Może to niezgodne z regulaminem, ale chcę komuś pomóc i nie wiem jak. B. proszę o odpowiedź. 26-letni mężczyzna na portalu do seks randek, napisał do mnie, że szuka relacji femdom. Opisał mi swoją poprzednią 3-letnią relację. Napisał, że 4lata temu nie pomyślałby, że do tego dojdzie. Związek trwał 4 lata, skończył się, bo partnerka wyjechała. Zaczęło się od zakładu, wygrany mógł mówić 2. osobie co ma robić- tyczyło domowych obowiązków, zakupy, gotowanie, sprzątanie, pranie, prasowanie. Z czasem partnerka zauważyła, że ją to kręci. "Powoli przesuwane granice. Jej to się podobało, mi nie wszystko ale ciągle dzięki temu czułem pewniej sposób "podniecenia" może nawet nie erotycznego ale takiego życiowego."- pisze. Zabawy seksualne: "strapon, czyli sztuczny penis przyczepiany do pochwy kobiety by spenetrować mężczyznę, pas cnoty, pejcz, korki analne, elektryczna obroża, picie swojej spermy, moczu". W pasie cnoty chodził ok 7 miesięcy bez przerwy. Zmuszała go do stosunków homoseksualnych. " nie żyliśmy ciągle w takiej relacji, też normalnie rozmawialiśmy ale cały czas każdy wiedział jak wygląda hierarchia. Z czasem pojawiły się tortury. A na końcu zaczęła przyprowadzać mężczyzn". Na profilu ma zdjęcie z dziurami w plecach, nie wiem po czym. Pisał- "Całkowita kontrola życiowa i finansowa". "Próbowałem normalnych związków aczkolwiek już nie potrafię się dostosować. Zostałem przyzwyczajony hmmm do służenia :)" "Nie zrozum mnie źle, nie szukam czegoś kropka w kropkę. Wiadomo, każda osoba jest inna i potrzebuje innych bodźców aczkolwiek szukam kobiety w klimacie i na pewno na dłużej :)" Nie chcę, żeby ktoś go zmuszał (zgodnie z jego aktualnymi zainteresowaniami) do czegoś, czego tak naprawdę nie chce. Propo normalnych związków- też wydaje mi się to anormalne. Jak można mu skutecznie pomóc?? Pisaliśmy do siebie właściwie tylko 1 dzień, także jestem całkiem obca.
  6. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  7. Witam, jestem studentka 2 roku chemii medycznej. Mam 21 lat. Zawsze byłam krytykowana przez rodzinę. Mieszkam z mamą i siostra u dziadków. Że jestem beznadziejna, nic nie osiągnę, że zostanę kura domowa jak wszystkie kobiety. Ojciec zostawił nas jak miałam 6 lat. Pamiętam do dziś lejącą się krew z ręki mamy bo mama z babcia chciały go zatrzymać. Od tamtej pory odwiedza nas tylko na 5 min jak jest w Polsce. Ostatnio zobaczyłam że po chemii w Polsce praca jest słaba. Załamałam się. Dobiło mnie to.. Nie wiem co dalej, nie wiem czego chce, kim jestem, co lubię. Nie jestem w stanie tak naprawdę wgłębić się w dany temat, nie mam zainteresowań konkretnych. Nic nie jest w stanie mnie zadowolić. Bardzo mało się uśmiecham. Ciężko mi się wstaje z łóżka. Czuję że jestem w kropce. Nie wiem jak wyjść z tego. Zawsze w domu było '' dzieci i ryby głosu nie mają '', '' nie mów nikomu co się dzieje w domu ''.. Zawsze byłam krytykowana, nawet jak starałam się być najlepsza. Zawsze miałam stypendium, najlepsze oceny. W czasie kwarantanny zobaczyłam że chyba naprawdę jestem nikim, nie interesuje mnie nic konkretnie i nie mam pomysłu na siebie. Ciężko mi się wstaje z łóżka i prawie nie jem. Bardzo schudłam i mam niedowage.
  8. Witam, jestem 27 letnią kobietą w ciąży w stałym związku po przebytej depresji. Półtora roku temu zgłosiłam się do psychiatry i psychologa, przez pół roku brałam antydepresanty i przeszłam roczną psychoterapię. W tym momencie jestem w dobrej kondycji psychicznej, jednak mój problem z jakim się tu zwracam to toksyczna bratowa. Przerabiałam to z psychologiem, jednak nadal nie mogę sobie z tą relacją poradzić. Moja bratowa wg mnie spełnia niemal wszystkie warunki toksycznej osoby. Co najgorsze wcześniej tego nie dostrzegałam. Moje siostry wcześniej ją wyczuły i mają z nią minimalny kontakt, jest 12 lat ode mnie starsza, odkąd 5 lat temu zgodziłam się zostać chrzestną jej córki jest coraz gorzej. Ona cały czas szuka kontaktu, wysyła tygodniowo mnóstwo zdjęć swoich dzieci. Często daje mi do zrozumienia, że nie wywiązuję się z jej oczekiwań co do bycia "idealną ciocią" z ciągłymi odwiedzinami i prezentami. Gdy jeszcze nie wiedziałam,że z nią jest coś nie tak powiedziałam jej kilka osobistych rzeczy o mnie czy o moich planach, a teraz ona to wykorzystuje aby mi dogryść. Odnoszę wrażenie,że liczy się tylko ona i jej dzieci, cały czas narzeka na swojego męża - mojego brata - jaki on beznadziejny. Już miałam z nią stracie o to, bo wprost jej powiedziałam, że nie życzę sobie słuchania i czytania jej ciągłych narzekań na niego. Przeprosiła mnie a teraz robi to samo. Z resztą cała moja rodzina jest wg niej beznadziejna, nie spełnia jej oczekiwań, nie interesuje się jej dziećmi i nie pomaga przy nich tak jak ona sobie tego życzy. Sama jestem teraz w ciąży, ona wysyła mi zdjęcia jej dzieci jakie one są słodkie, super wymaga ciągłego zainteresowania, a mnie od 4 miesięcy ani razu się nie zapytała jak się czuje, czy wszystko z dzieckiem ok. Cały świat się kręci wokół niej. Uwielbia oceniać, wydawać opinię, a jak się z czymś nie zgodzę, próbuję postawić granicę i napiszę np. "nie pouczajmy się nawzajem" to wg niej jestem przewrażliwiona. Przerabiałam jej temat na psychoterapii, wiem, że jest trudnym człowiekiem i wręcz agresywnym wobec mnie (słowa psychologa), jednak gdy chce się zachować jakikolwiek kontakt to nie da się uniknąć jej zachowania. Z bratem nie jestem i nigdy nie byłam blisko, jest 12 lat ode mnie starszy, gdy byłam dzieckiem zrobił coś czego nie powinien zrobić, jednorazowo, wiem, że to nie była moja wina, nigdy nie rozmawiałam o tym z rodzicami i bratem, jednak to pamiętam. Rozmawiałam o tym z psychologiem. Brata szanuje, ale nie chcę mieć z nim bliskich relacji. Ich dzieci są fajne nic mi nie zawiniły. Jeszcze trzy lata temu częściej ich odwiedzałam (mieszkają w innym mieście), wtedy miałam na to czas, teraz sama zakładam swoją rodzinę i mam mniej czasu, a przede wszystkim nie mam ochoty ich odwiedzać i jej spotykać. Ostatnio dochodzę do wniosku, że to mnie zbyt męczy, nie umiem zachować dystansu i nie przejmować się nią i jej pisaniną.
  9. Cześć, piszę tutaj bo jestem trochę załamana i mam totalny mętlik w głowie. Jestem (a raczej byłam) z moim narzeczonym 3 lata. Ja mam 27 a on 31. Za rok planowaliśmy ślub. Między nami układało się różnie. Sporo się kłóciliśmy. Były rozstania i powroty. Gdy się kłóciliśmy to ja pierwsza wyciągałam rękę i przepraszałam nawet jeśli nie widziałam w sobie winy za spowodowanie kłótni. On zawsze reagował cichymi dniami co mnie wykańczało psychicznie. Powody kłótni były różnorakie. Ja głównie oskarżałam go o to że jest mamisynkiem, nie do końca potrafi podejmować decyzje sam tylko radzi się rodziców. Próbowałam mu uświadomić że nie czuję się najważniejszą osobą w jego życiu, że chciałabym poczuć się bezpiecznie. On mówił mi, że jestem zbyt nerwowa. Jego brat i bratowa byli bardzo nachalni. Potrafili wysyłać zdjęcia swojego dziecka nawet mimo to że prosiłam ich osobiście żeby tego nie robili. Mi to przeszkadzało bo widziałam jak to działa na mojego narzeczonego i że zaczyna naciskać na dziecko a ja nie byłam jeszcze na to gotowa. Poza tym uważam że takie sprawy powinny być dyskutowane miedzy ludźmi a nie podejmowane pod wpływem zdjęć. Po tym wszystkim jego rodzina stała się moim wrogiem i rozpoczęli krucjatę przeciwko mnie. Zauważyłam że kiedy jechał do swoich rodziców sam później oddalał się ode mnie i kłóciliśmy się. Podczas kwarantanny nie widzieliśmy się od połowy maja. Ona jednak jeździł do swojego rodzinnego domu gdzie spotykał się z całą swoją rodzinką. No i zaczęło się wszystko od początku...2 tyg temu po kłótni po prostu przestał się do mnie odzywać. Zablokował mój nr tel., nie odpisywał na smsy i maile. Po tygodniu napisał tylko że zrywa ze mną i że uważa mnie za osobę toksyczną, a kilka dni później napisał jeszcze że pierścionek zaręczynowy mam mu wysłać pocztą. Gdy odczytałam wiadomość to myślałam że się pomylił czy coś. W sumie to nadal nie wiem czy to nie jakiś żart... Jak byliśmy razem to wielokrotnie powtarzałam mu że problemy się rozwiązuje rozmową a nie ucieczką. Z każdym razem kiedy przestawał się odzywać strasznie mnie to wkurzało. Miałam ochotę po prostu wyjść z siebie i stanąć obok. I wtedy nie potrafiłam się powstrzymać i obrzucałam go obelgami, raz zdarzyło mi się nawet mu wygrażać. Nie chcę już walczyć o ten związek. Jestem totalnie zmęczona "dobijaniem" się do niego. Kiedy dzisiaj pomyślę, że nawet z powrotem byśmy się zeszli i on znowu uciekł by w milczenie to zaczyna mnie ściskać w żołądku. Nie wiem dlaczego tolerowałam to że jego rodzina a w szczególności brat tylko czekają sytuacji kiedy mogą mnie upokorzyć przez moim narzeczonym. Może dlatego, że on wmawiał mi cały czas że nic się nie dzieje, że wszystko jest ok. I że to ze mną dzieje się coś niedobrego, np próbował mi wmówić że mam borderline, "jakąś" chorobę psychiczną, że będzie ze mną jeśli pójdę do psychologa lub psychiatry.... Nie rozumiem też jak można w ten sposób zakończyć związek. Napisał mi że "o moim zachowaniu wiedzą już jego rodzice, brat i bratowa i dobrze że nie widziałam jakie mięli miny kiedy im o tym opowiadał"..... Nie dowiedziałam się jednak co im opowiadał i czy mówił prawdę czy tylko napisał mi na złość.. Może ktoś z Was miał podobne problemy. Chciałabym się od niego uwolnić ale cały czas czuję potrzebę "naprawiania" i niestety cały czas próbuję się z nim skontaktować. Wychowywana byłam aby troszczyć się o partnera ponad wszystko i że konflikty zawsze się da rozwiązać. Ale jak rozwiązywać kiedy druga strona jest poza orbitą? Szkoda mi tego czasu który spędziliśmy bo było w nim wiele fajnych chwil, nie tylko złe. Nie wiem czy powinnam pchać się dalej w tą rodzinę skoro oni mnie odtrącają a mój narzeczony tego nie widzi.. Bardzo go kocham ale już po prostu nie mam siły. Aktualnie moje samopoczucie jest kiepskie, boli mnie głowa i cały czas odczuwam zdenerwowanie, nie mogę jeść.. Staram się o tym wszystkim nie myśleć ale jest mi bardzo ciężko Może ktoś z Was mi coś podpowie, jak się podnieść i żyć dalej.
  10. Dzień dobry wszystkim Forumowiczom, Chciałbym przedstawić swój problem, który szczególnie mi się materializuje w miejscu pracy... W zasadzie w prawie każdym miejscu pracy, w którym pracowałem. Zacznę może od siebie. Jestem świeżo po 30-tce, mam żonę i od niedawna dziecko. Odkąd pamiętam, to zawsze byłem "inny" jeśli chodzi o kontakty towarzyskie. Od najmłodszych lat byłem uznawany za dziwnego czy wręcz głupiego, choć uczyłem się bardzo dobrze. Moje relacje z rówieśnikami były trudne, bo mój sposób bycia i to, co mówiłem, jakoś nie przystawały do ogółu (nie licząc głupich wpadek logicznych w rozmowach). Nawet przy totalnej zmianie środowiska z gimnazjum do liceum nie poprawiło to mojej sytuacji, bo ciągle gdzieś na wierzch wychodziła moja "inność"... i chyba to, że pewne rzeczy miałem nie po kolei w głowie (ale nigdy nie byłem "emo" czy kimś w tym stylu, wyglądałem zupełnie normalnie)... liceum gorzej wspominam jak gimnazjum. Pod koniec liceum postanowiłem pójść do psychiatry, który mi przepisał psychotropy, bo miałem objawy depresji i zaburzeń lękowych uogólnionych. Dopiero zmiana z liceum na studia dała mi odczuwalną zmianę i względną normalność... Skąd to się wzięło? Być może od starszego brata, który czepiał się mnie o wszystko i dobitnie krytykował moje porażki... wiadomo, młodszy przecież musi być tym głupszym, a starszy mądrzejszym! Do dzisiaj twierdzę, że nikt mnie tak nie odarł z pewności siebie, jak mój własny brat. Niby sobie tam pomagamy w potrzebie (on mi więcej niż ja jemu), ale i tak wolę mieć dziś ze swoim bratem jak najmniej wspólnego. Na marginesie - w sprawach damsko-męskich też mi nie wychodziło przez bycie innym, spiętym itp. Miałem szczęście poznać swoją obecną żonę, z którą mamy wiele podobieństw. Na studiach (wieczorowych i potem zaocznych) miałem dobre, nawet bardzo dobre wyniki w nauce. Nigdy nie miałem żadnego warunku, zawsze pamiętałem o wszystkich ważnych terminach, a praca w grupach nie przysparzała większych problemów. Postanowiłem, że studia II st podejmę w systemie zaocznym i zacznę szukać pierwszej pracy (no bo przecież doświadczenie trzeba mieć oprócz studiów itd...) Po wysłanych 50 CV pierwszą pracę załatwił mi brat mówiąc, że u niego w firmie zwolniło się stanowisko - nie była to jakaś wymagająca i rozwojowa praca, więc nie miałem większych problemów z jej wykonywaniem. Oczywiście moje ambicje skłoniły mnie do szukania pracy bliżej zawodu (tzn. tematyki studiów)… no i się zaczęło skakanie z jednej firmy do drugiej. W dwóch firmach po miesiąc, w kolejnej 3 lata ze stażem, potem 2 razy po pół roku, teraz może w obecnej pracy utrzymam się 2 lata, choć jest dla mnie bardzo frustrująca... Na początku wydawało mi się, że to przez nawał zadań, brak szkolenia, wsparcia ze strony współpracowników, trafianie na złe stanowiska w złych firmach. Doszedłem jednak do wniosku, że mam rozmaite problemy, które szczególnie mi rzutują na życie zawodowe. Ciągle czegoś zapominam, wykonuję zadania mało dokładnie, nie raportuję innym o swoich działaniach, za mało pytam a za dużo próbuję działać samodzielnie (albo wręcz mnie trzeba za rączkę prowadzić), ciągle się boję o wpadkę. Jakoś to wszystko przychodzi mi z dużym wysiłkiem i trudem... a przecież niedawno byłem na studiach, na których mi szło niemalże śpiewająco. Obecnie trafiłem do pracy, gdzie obowiązki nieco rozminęły się z tym, co było w ogłoszeniu (duży nacisk na działanie w pierwszym froncie do klienta, o czym nie było do końca mowy), a szef starej daty, z którym się ciężko rozmawia i ma manię kontroli, tzn chce o wszystkim wiedzieć i o wszystkim decydować, choć nie ma on na to czasu. Z jednej strony czekam na jego decyzję czy rozmowę z nim, aby coś zrobić, po czym mnie obarcza winą, kiedy już jest za późno na działanie... a z drugiej strony, kiedy wezmę sprawy we własne ręce, bo na szefa przecież nie ma co liczyć, to potem on ma pretensje, że robię coś bez jego wiedzy za jego plecami. Autentycznie mnie to wprawia w depresję... Może i powinienem znowu zmienić pracę, ale rynek pracy jest przecież bezlitosny i nie toleruje job-hopperów. Byłem u doradcy zawodowego. Zrobił mi 2 testy, po którym wyszło, że mam typ osobowości ISFJ (chociaż w testach internetowych wychodzi mi prawie zawsze INFJ - jestem może gdzieś zawieszony pomiędzy?). Podobno najlepiej do mnie pasuje praca, może bardziej własna działalność, w której mam małe grono klientów, z którymi jestem w stałej współpracy. Wizyta u doradcy natomiast nie pozwoliła mi rozwiązać obecnych problemów. Powoli już dochodzę do wniosku, że mam zmarnowane życie, bo chciałem iść na informatykę (bo miałem zawsze dryg do komputerów) , ale przestraszyłem się matematyki i poszedłem na inny kierunek, co prawda również interesujący, ale jak się okazało - bez większych perspektyw. Do tego moje relacje z ludźmi - że nie lubię ludzi, bo albo są głupi, albo są psycho/socjopatami, którzy dorabiają się na cudzej krzywdzie, czy po prostu brakuje im samokrytyki itd... Pewnie by wyszło, że mam zespół Aspergera czy inne zaburzenie, bo jak wytłumaczyć moje problemy z ludźmi, odkąd sięgam pamięcią? Co powinienem począć? Wiem, że mój przypadek kwalifikuje się na terapię, ale gdy zobaczyłem, ile jest nurtów terapeutycznych i specjalizacji, to zgłupiałem... Bardzo proszę o doradzenie w tej kwestii. Pozdrawiam, Blejd
  11. Postaram się sprawę przedstawić najjaśniej jak tylko potrafię. Jestem 23letnim mężczyzna bez stałego związku. Jakiś czas temu znajoma (koleżanka dziewczyny mojego kumpla od dziecka) poprosiła mnie żebym poszedl z nią na impreze rodzinna poniewaz nie miała z kim iść. Dziewczyna też była wolna. Ona jest skrajnie nieatrakcyjna. Naprawdę skrajnie. Zgodziłem się iść z nią na tą imprezę tylko dlatego że było mi jej szkoda. Dosłownie moment po tym jak się zgodziłem z nią pójść bardzo wyraźnie zaznaczyłem że chciałbym po imprezie wrócić do swojego domu, a ona się na to zgodziła. (Mam na to dowody).Sama impreza przebiegała spokojnie, wypiłem trochę alkoholu ale w żadnym przypadku nie na tyle żeby mieć problem myśleniem. Co ważne na tej imprezie był też jej 27 letni brat z dziewczyną. Odwieźć nas miał ich ojciec który jak się okazało po tym jak do niego zadzwoniliśmy był pijany. Wracaliśmy więc taksówka. Ja mieszkałem znacznie dalej więc Ona zaproponowała mi nocleg. Jej brat zaproponował mi marihuanę. Palę marihuanę z różną częstotliwością od 16 roku życia, doskonale znam działanie tego narkotyku. Po tym jak wyszedłem z jej bratem na balkon, zapaliliśmy jedna szklana lufkę, na 2 dorosłe osoby (lufke objętościowo dopasowana do filtra od papierosa, nie byłbym wstanie wsadzić do takiej lufki końcówki małego palca u reki) zaciągnąłem się tylko raz i ze 100% pewnością stwierdzam że to były dopalacze. Straciłem kontakt z rzeczywistością. Pamiętam że siedzieliśmy w pokoju we 4 a ja jedyne co mówiłem to o tym jak bardzo jestem naćpany. Wtedy jeszcze z entuzjazmem. Rozmawiałem przez wideo konferencje z kolegą( tym o którym wspomniałem wyzej, znamy się od dziecka) i jego dziewczyna i wiem że byli zdziwieni tym jak bardzo jestem naćpany ponieważ marihuana też nie jestem im obca. Jak kładliśmy się spac, poprosiłem dziewczynę z którą poszedłem na imprezę o to że skoro nie ma drugiego łóżka to chicalbym spać na ziemii. Wyperswadowała mi to że "co ja wygaduje". Od momentu jak się położyłem pamiętam tylko przebłyski. Namówiła mnie na sex, poszła do pokoju obok po prezerwatywy, miała 2, obie spadły chwilę po tym jak miałem je założone, pamiętam że próbowała pozniej wejść na mnie bez gumki. Do penetracji nie doszło, NIE byłem w stanie "w nią wejść". Nie wiem dlaczego, możliwe że mój penis był zbyt gruby chociaż nie byłem wtedy prawiczkiem i nie miałem wcześniej takich problemów. Od tego zdarzenia minely 4 dni, czuję do siebie niewiarygodne obrzydzenie za każdym razem jak tylko nawiedzi mnie obraz tej kobiety. Nigdy nie dałem jej do zrozumienia że cokolwiek mnie do niej ciągnie chociaż odbierałem sygnały że ją do mnie tak. Każdy z takich sygnałów olewalem ze względu na wspólny krąg znajomych. Uwazam ją za potwora który perfidnie wykorzystał fakt że byłem pod wpływem dopalaczy. Nie rozmawialem o tym jeszcze z nikim. Ten potwor wypisuje do mnie, proponuje wyjście na fajkę, na piwko itp. Bardzo ważne w tym wszystkim jest to że chociaż nie byla kompletnie trzeźwa to na 100% była świadoma tego co robi. Z imprezy wróciliśmy o 1 w nocy. O 10 rano odwiozła mnie do domu +/-40km siedząc za kierownicą. Nie paliła tego syfu. Zmyła makijaż. Co mam zrobić? Na dzień dzisiejszy mam zamiar bezdyskusyjnie odciąć ten kontakt, uniemożliwić jej jakiekolwiek kanały komunikacji ze mną i pogadać z tym samym kumplem o tym że nie chce jej więcej widzieć. Boje się traumy. Jestem bardzo wrażliwa i empatyczna osoba. Za wszelką cenę chciałbym unikać stania się toksycznym chamem. Policja nie wchodzi w grę chociaż to co ona mi zrobiła wpisuje się w 198 art. Kodeksu Karnego. Co mam zrobić? Jak uniknąć konsekwencji psychicznych tego zdarzenia? Chce o tym zapomnieć ale wiem że powinienem to w jakiś sposób przepracować. Nie chce nosić w duszy takiej kupy, ale nie stać mnie na długotrwałe leczenie psychiatryczne/psychologiczne. Absolutnym priorytetem jest dla mnie powrót do normalnosci. Jak to zrobić?
  12. Witam, mam problem z rodziną mojego męża. Jesteśmy 3 lata po ślubie. Mamy 25 i 27 lat. Od ślubu zamieszkaliśmy bez rodziców. Rodzina męża (a w szczególności ojciec i starsza siostra- 29 lat) nie traktują nas poważnie, a wręcz zawsze jako tych gorszych. Są narcystyczni, nie widzą swoich błędów. Mój mąż jest oddanym, pomocnym synem i zawsze dąży do załagodzenia mojej złości i żalu. I tu jest problem, że nie potrafi zobaczyć wad swojej rodziny i ich usprawiedliwia, ucina rozmowy ze mną, a mam prawo czuć się przez nich skrzywdzona. Ojciec- obiecał każdemu z trójki dzieci wybudowanie domu*. Teść dostał od swojego ojca w spadku kilka hektarów pola. Na tą chwilę pola które mu zostały są warte ok 7 mln zł. Zajmuje się budową domów na tych polach. Cena domu dla klienta to ok 600 tys. zł. Jego 20- letnia działalność kręci się w kółko, nie potrafi odłożyć żadnych pieniędzy, wychodzi ciągle pod kreską, żyje ponad stan, trwoni majątek który dostał, a czuje się wielkim biznesmenem. I tu jest problem. Starsza siostra dostała działkę i budowany jest dla niej dom. A w samym momencie teściowi zabrakło pieniędzy na bieżącą działalność, to nakłonił swojego syna półtorej roku temu do brania pożyczek chwilówek. Mąż pobrał pożyczki w każdej dostępnej śmieciowej firmie oraz kredyt w banku. Zadłużenie wynosiło ok 45 tysięcy. Połowa jest spłacona, ale druga połowa nie. Teść obraca takimi sumami, a mężowi ciągle wpiera, że czeka na pieniądze. Do męża odzywają się komornicy, a on z tym nic nie robi. Siedzi cicho. Po cichu prowadzi jakieś rozmowy z teściem, nie chce tego głośno powiedzieć przy pazernej siostrze, której zresztą sfinansowaliśmy część budowy domu tymi cholernymi pożyczkami. Jak się odezwałam przed teściami (spokojnie i bez pretensji) jakieś 3 miesiące temu, że wpisali ich syna do BIKu i teraz nie możemy my wziąć kredytu nawet przez 5 lat, to teść się skrzywił, zaprzeczył i machnął ręką. A mąż nic. Siostra- ma męża 33 lata i małe dziecko. Mieszkają u rodziców mojego męża i między innymi to generuje tak wysokie koszty życia moich teściów, którzy płacą za WSZYSTKO. Na jedzenie i media tam przeznacza się kilka tysięcy miesięcznie. Nigdy im niczego nie zabrakło, nie wiedzą co ile kosztuje w sklepie. Jak rozmawiam z teściową, np. o papryka w promocji, to starsza siostra śmieje się co to za temat. Teściowa sprząta, gotuje, robi zięciowi jedzenie do pracy, opiekuje się ich dzieckiem, czy są w domu czy ich nie ma. Siostra męża uchodzi za inteligentną osobę, ma prestiżowy zawód, jest niesamowicie pewna siebie i nie pozwala, żeby ktoś mógł mieć inne zdanie i żeby czasem się nie okazało, że ktoś jest od niej lepszy. Od poglądów politycznych, poprzez wykonywaną przeze mnie pracę, spojrzenie po ludzku na życie, a nie przepychanie się kto ma ile czego. Kasy tez nie potrafi liczyć bo wszystko wydaje na swoje potrzeby z najwyższych półek. Z racji jej silnego poczucia bezpieczeństwa ona przed niczym sie nie waha, przykładowo jak coś mówi to opisuje hipotetyczną sytuację (która tak na prawdę często dotyczy mnie) i komentuje to w negatywnych i szydzących słowach. Czuję, że jak wyjeżdżamy od teściów to tam jest festiwal najazdu na mnie i moje zachowania. Czuję się przy niej skrępowana, staram się prawie nie odzywać, żeby nie wykorzystała czegoś przeciwko mnie. Ale to powoduje, że ja przytakuje i się tylko głupio uśmiecham. Jestem odmóżdżona przy nich. Denerwuję się, mam problem z oddechem, łamie mi się głos. A znam tych ludzi od 10 lat bo tyle jesteśmy z mężem. Siostra męża zrobiła także chrzest dziecka w moje urodziny i nikt nie złożył mi wtedy życzeń. To była zima i założyłam elegancką czarną sukienkę, którą dostałam od męża na urodziny właśnie. Widziałam energiczne podszepty i spojrzenia wszystkich na mnie jak mnie zobaczyli. O życzeniach sobie wszyscy przypomnieli dopiero jak pojechaiśmy do domu. Jak się z mężem zaręczyliśmy i zorganizowaliśmy spotkanie rodziców, to teść zwracał się do mnie innym imieniem. Nawet nie wiedział jak się nazywam. My z mężem- żyjemy raczej skromnie, nie mamy zbyt dużo pieniędzy, płacimy sobie za wszystko sami. Rozwijamy się, patrzymy inaczej na życie, liczymy pieniądze, założyliśmy firmę, nie żerujemy na rodzicach, czekamy aż teść nam przepisze działkę, bo też ciągle ma jakieś wymówki. Ja się nie rzucam, bo jednak to ma być dobrowolna darowizna. Ale obiecali nam to już 6 lat temu. Jak mam przetłumaczyć mężowi, żeby przestał ślepo patrzeć w swoją rodzinę, przestał ich bronić i w końcu twardo wyegzekwował pieniądze na które zadłużył go własny ojciec? Jak mam się bronić przed tym ciągłym byciem ofiarą i graniem na moich nerwach i uczuciach? Jest mi strasznie przykro, bo to przecież rodzina. A żeby się ich pozbyć, musiałabym się rozwieźć z mężem, który jest na prawdę dobrym człowiekiem i bardzo go kocham, ale jest strasznie pobłażliwy dla swojej rodziny. Z jednej strony chciałabym mieć męża tylko dla siebie, ale wiem że to nie jest możliwe. Nie mogę mu zabronić spotkań z rodziną. A ja nie chcę tam jeździć, bo później czuję się jak po maratonie, albo walce na ringu. Zawsze przegrana i z pretensjami do wszystkich i samej siebie. *zrezygnowaliśmy z mężem, poprosiliśmy tylko o działkę
  13. Witam, troche dziwnie pisać o takich sprawach na forum, bo dotychczas sądziłem ze są one niepotrzebne lub jakimś dziwnym odrealnionym światem. Od ostatniego czasu nasiliły się w moim domu problemy na tle rodzinnym. "Żałuje, że Cie urodziłam" takie słowa usłyszałem ostatnio od mojej matki w trakcie rozmowy, teksty w stylu, że jestem nikim, zerem, zginę bez niej, że jestem totalnym dnem bez zainteresowań i jej porażką życiową stały się ostatnio codziennością. Nie ukrywam że często zdarza mi się zapomnieć lub wykonać polecone zadania poza czasem lub przeciągać je długi czas. Początkowo sądziłem ze problemy te są spowodowane toksycznością ojca z którym miałem słabe relacje przez naprawdę długi czas, bywał agresywny lub oschły ale przypuszczałem ze taki ma charakter. Teraz po jego odejściu i rozstaniu się z matką dostrzegam wyostrzanie się podobnych zachowań u mnie jak niegdyś jego, a jego nastawienie po odejściu zmieniło się o 180 stopni gdzie z oschłego dziada stał się przyjemną osobą z którą mogę spokojnie porozmawiać i doradzić się w pewnych sprawach, jakbym rozmawiał całkowicie z innym człowiekiem. Często jestem krytykowany przez matkę i nigdy chwalony a jeśli już to na zasadzie " no nie sądziłam ze cokolwiek takiego jesteś w stanie robić". Pozornie proste sprawy jak odkurzenie dywanu stał się problemematyczne gdyż mam je zrobić dosłownie wraz z poleceniem matki, a jakiekolwiek spóźnienie z tym zadaniem np o godzinę gdyż byłem zajęty, kończy się awanturą i jej samodzielnym wykonaniem danej rzeczy argumentując to że nie będzie się prosić. Jestem młodym człowiekiem bez większych nałogów, nie odwalam żadnym chorych akcji ani nic z podobnych rzeczy. Zarzucanie mi ciągle bycia człowiekiem bez ambicji i pasji stało się jej argumentem każdej nawet najmniejszej potyczki. Ciągle studiuje, rozwijam się na wielu frontach jak informatyka, cały czas próbuje tworzyć coś nowego ( uczę się malować, pisze, tworze amatorsko muzykę) lecz dalej zostaje beznadziejnym idiotą. moje poprzednie zainteresowania jak np terrarystyka, sport czy turnieje szachowe przynosiły taki sam efekt. W ostatnim czasie zostałem nawet posądzony że w czasie egzaminów za dużo się uczę i mogę zrobić sobie przerwę pracując na ogródku, pisanie pracy semestralnej trwało pod ciągłą presją - " długo to jeszcze będziesz pisał" " ile można do cholery pisać pracę semestralną"- praca okazałą się jedną z najlepszych na moim kierunku lecz to nie był żadny powód do dumy ze strony matki. Próba rozmowy kończy się tak samo awanturą lub milczeniem z jej strony gdy łamie jej argumenty lub poglądy bo nie będzie rozmawiała z kimś kto tylko prawi swoje filozofie. Nie ukrywam że mam swoje wady i negatywne cechy ale już nie wiem czy to ja jestem aż tak złym człowiekiem który nie zasługuje na życie. Swoje działania argumentuje moim dobrem i dbaniem o moją przyszłość bo przecież ona pracuje, gotuje, sprząta a ja tylko opierdalam się całe dni na komputerze ( na który wchodzę najczęściej po godzinie 22 w celu spędzenia czasu ze znajomymi grając lub rozmawiając). Nawet gdy pracowałem ( miałem pracę wyjazdową gdzie np nie było mnie 24h w domu), był problemy że nie ma nie w domu. Nie pracuje - znajdz pracę, nie ma dziewczyny - znalazłbyśsobie dziewczyne, pracuje- nie ma cię w domu lub skup się lepiej na studiach, mam dziewczynę- tylko byś do niej jeździł. Nie jest całkowicie zainteresowana tym co robię w życiu i co chciałbym robić, podsuwa mi tylko swoje propozycje na zagospodarowanie przyszłości w odpowiedni i dostatni wgl niej sposób. Wcześniej radziłem sobie z takimi rzeczami będąc uległym przez kilka dni ale po ostatnim teksie o żałowaniu mojego rodzenia całkowicie się załamałem i nie mam pojęcia co już ze sobą zrobić. Może ktoś miał podobną sytuacje i chciałby podzielić się jakimiś przeżyciami lub radami bo psychicznie powoli wysiadam
  14. Witam Jestem mężczyzną, mam 28 lat. W wieku 18 lat miałem już syna z kobietą z którą byłem 2 lata, kiedy syn miał rok, nasz związek nie wytrzymał. Dokładniej ja nie wytrzymałem. Obecnie jestem w związku małżeńskim z inna kobietą od 6 lat. Oświadczyłem się jej szybko bo po 6 miesiącach znajomości co teraz wiem było totalnym błędem i nie wiem właśnie co mną aż tak targnęło, żeby się na to zdecydować wtedy w wieku 21 lat. Wszystko było super od początku, bardzo wyrozumiała, pomocna, wspierająca, motywująca kobieta. Już jednak w okresie narzeczeństwa zacząłem zauważać, że jednak robi się coraz bardziej negatywna, nerwowa, wymagająca, pełna kompleksów i obaw z poprzedniego związku, zazdrosna. Decyzja już była podjęta, a ja sobie mówiłem, że takie epizody czy spadki nastroju czy nerwy to normalka, no każdy ma prawo do tego, żaden związek nie jest idealny, na początek to zawsze jest cud miód a później się to trochę normalizuje i tyle. Doszło do ślubu i tylko coraz gorzej, więcej wymagań, ciągłe obawy o wszystko, zrzucanie na mnie odpowiedzialności za cały związek. Zaczęły się teksty typu za mało seksu, za mało zaangażowania, za mało kochasz, jestem zawsze na drugim miejscu itp. a co więcej od siebie dawałem tym więcej potrzeba było, jak w końcu nie wytrzymywałem i mówiłem, że nie mam już na to siły to nagle łagodniała i wszystko ok. Później tak jak pola ustępowałem tak go znowu zabierała. Zaczęło przeszkadzać i być trudne to, że mam dziecko z poprzedniego związku, wiele na ten temat rozmów, wyjaśniania, zapewniania itp, Następnie problemy o pracę, wyjechaliśmy za granicę. Najpierw ja tylko pracowałem i wszystko zarabiałem to było dobrze. Jak zmieniliśmy miasto to tak się stało, że ona pracowała i zarabiała więcej a ja tymczasowo tylko 50% etatu i w tą stronę już to nie działało. Ciśnienie, że powinienem więcej zarabiać. Zacząłem robić treningi personalne jako, że mam do tego uprawnienia i doświadczenie, to zazdrość się włączyła, podejrzliwość, czemu tak długo, czemu tak dużo kobiet a mało mężczyzn. Zrezygnowałem z tego bo nie mogłem wytrzymać pretensji i jej podejrzliwości. Następna praca, to problem, że robię za dużo godzin, za bardzo się angażuje, teksty typu rodzina jest dla mnie nie ważna, wręcz się daje wykorzystywać. Ale jak standard życia się polepszał bo dostawałem awanse itp to super. Muszę przyznać, że po pierwszych 3 latach byłem już dojechany tymi nieskończonymi wymaganiami, problemami, negatywnym nastawieniem. Wtedy nie chciałem się rozwodzić bo myślałem, że to będzie masakra. Po pierwsze nie będzie łatwo bo ona twierdzi, że mnie bardzo kocha. Po drugie miałem myśli typu, co ja ze sobą zrobię, jak 25 latek z dzieckiem z młodego okresu plus rozwodnik sobie kogokolwiek znajdzie, poza tym złożyłem już przysięgi, jest ślub na niby dobre i złe i nie mogę się tak łatwo poddać, trzeba nad związkiem pracować. Miałem jednak wrażenie, że związek tylko przysparza mi kłopotów jak wisienka na torcie w już trudnej sytuacji. Moi rodzice to przykład bardzo dobrego i zgranego małżeństwa, więc dla mnie obecnie małżeństwo jest totalnym zawodem w porównaniu do tego jak chciałbym i widziałem, że może to być. Była w krytycznym momencie konsultacja kilkukrotna z psychologiem dla par, niby poprawić komunikacje itp, coś to pomogło, ja też musiałem popracować nad asertywnością, wyrażaniem siebie, nie uciekaniem od kłótni, ale ona zdecydowanie nad wymaganiami, podejściem i nastawieniem. Chwilowo się poprawiło, miałem już dobre nadzieje, niby czegoś się nauczyliśmy itp. Passa dobra przez parę miesięcy i zaczęły się rozmowy o dziecku, raz na tak raz na nie się wymienialiśmy opiniami. Spowodowało to w sumie z naszej strony takie poluzowanie i mniejszą uwagę do antykoncepcji no i stało się szybko, że moją żona zaszła w ciąże. Ciąża to był ogólnie dramat z jej strony mimo, że ciąża przebiegała wzorowo i praktycznie bezproblemowo. Poród sam w sobie nawet powiedziałbym, że nas przybliżył do siebie. Tylko teraz nasza córeczka ma 8 miesięcy i z żona jest totalna rzeźnia. Nie mogę z nią wytrzymać, wszystkie problemy się zintensyfikowały. Ciągłe nerwy, ciągłe wymagania nie do zaspokojenia, ciągle więcej mimo, że już nie tylko finansowo ale też w domu przejmuję większą część obowiązków. Ona jest ciągle przemęczona zajmowaniem się dzieckiem kiedy ja jestem w pracy. Zrezygnowałem już od dawna z jakichkolwiek nadgodzin, odmówiłem awansu, żeby być więcej w domu, ale ciągle za mało i jej tak ciężko. Na ten moment czuje do niej już nienawiść, ale nie wiem jak z tego wybrnąć. Nie chce odchodzić, ale przede wszystkim od córki, chce mieć normalną rodzinę i być ojcem dla córki. Wszyscy mówią, że o to taki ciężki okres bo dziecko, ale ona już znerwicowana, kłótliwa i wymagająca była długo przed tym. Czuję się jak w totalnym rogu do którego sam się zapędziłem. Będę wdzięczny za jakiekolwiek pomocne refleksje na ten temat
  15. Witam, mam 31 lat i jestem mamą trójki dzieci. W związku jestem od prawie 15 lat (10 lat w związku małżeńskim). Mój mąż zawsze był bardzo zazdrosny, nie lubił gdy spędzam czas ze znajomymi lub rodziną bez niego. Myślałam, że już mu to minęło, ale jednak nie. Ja jestem osobą otwartą i towarzyską, bardzo lubię rozmawiać z ludźmi oraz nawiązywać znajomości. Mąż jest bardziej zamknięty w sobie, do domu nie zaprasza kolegów, poza domem też się z nimi nie spotyka. Jedynie w pracy. Czy to jest normalne? Twierdzi, że jemu jest to nie potrzebne. Wczoraj byłam na imprezie pracowniczej, bez osób towarzyszących (jedzenie, rozmowy i alkohol- zwykłe spotkanie). Obraził się na mnie za to, że zdecydowałam się pójść sama. Wcześniej nie rozmawiał ze mną ani nie.odbierał telefonów, gdy chciałam z nim porozmawiać. Pojechałam z bliskimi koleżankami, które on też zna. Gdy byłam na spotkaniu, nie odbierałam od niego telefonu, ponieważ byłam w gronie znajomych i nawet nie.zwracalam uwagi na tel. Przed północą po mnie przyjechał, nie.przywitał się z moimi znajomymi i musiałam z nim wracać do domu. Wcześniej pisał mi SMS, że mam wrócić o 9 bo inaczej nie wejdę do domu. Takie sytuacje zdarzały się wcześniej, chora zazdrość i wzbudzanie u mnie poczucia winy. Dodam, że nigdy nie dałam .mu powodu do zazdrości oraz nigdy nie zainteresowałam się innym mężczyzną. Mam tego dość. Czy tak powinien wyglądać związek? Domem i dziećmi zajmuję się sama. Pracuję również zawodowo. Mniej czasu spędzam w pracy niż mąż, on pracuje w systemie 12h co przez dzień. On jedynie kosi trawę koło domu i twierdzi, że reszta to moje zadania. Szkoda mi bardzo dzieci, że nie mają z nim dobregon kontaktu, zazwyczaj tylko na nie krzyczy lub wymaga. Nigdy nie pożartuje i nie przytuli. Jest mi już bardzo ciężko, nie daję sobie rady. Proszę o pomoc? Czy to ze mną coś jest nie tak, czy jednak moje podejrzenia są słuszne i tkwię w toksycznym związku od 15 lat....
  16. Witam. Sprawa nie dotyczy mnie natomiast dotyczy siostry mojego męża. Opisze cała sytuację. Dziewczynka ma lat 16 i stwierdzony zespół aspergera. I tu pojawia sie pierwsza moja wątpliwość ponieważ dziewczynke poznalam jak miała zaledwie 8 lat i byla powiedzmy normalnym dzieckiem. Chciala bawic sie z rówieśnikami czy nawet poznając mnie nie wstydziła sie wrecz przeciwnie.ALE rodzice wiecznie wmawiali jej ze wszysykie inne dzieci sa głupie. Mama jest nadwrażliwa. Nie uczyła jej nigdy prostych zasad zycia w społeczeństwie. Na wszystko była zawsze za mala i wiecznue miala wmawiane ze sobie nie poradzi do tego stopnia ze dziecko nie potrafiło samo kupić cukierka w sklepie. Mama odrabiala za nią zadanua domowe a nawet przepisywała zeszyty bo przecież dziewczynka zrobi to źle. Jednym slowem wyręczała ja ze wszystkiego. Z biegem czasu najprostrze czynności zaczely sprawiac jej problem np związanie sonie samej wlosow bo przecież zawsze mama jej wlosy czesze. Miałam wrażenie ze przez brak kontaktu z ludzmi i rówieśnikami dziewczynka zaczela sie zatrzaywac w rozwoju. Później doszlo jeszcze do tego ze miala problemy z rówieśnikami więc rodzice zalatwili nauczanienw domu a wtedy to już sie posypało całkowicie. Dziewczyna nie ma bladego pojęcia o świecie ją otaczającym. Mam wrażenie że nie jest to spowodowane żadna choroba a jedynie tym ze dziecko w pewien sposób bylo samkniete w domu i odcięte od życia po za domem. Teraz ma lat 16 i ma juz wszystkie papiery które mama chciała miec zeby udowodnic całemu światu ze dziecko jest chore. Natomiast dochodzi juz nawet do sytuacji ze mama goli jej nogi ponieważ maszynka jest za ostra. Dziewczyna nie potrafi zrobić sobie kanapki nie znam ludzi z zespołem aspergera natomiast z tego co udalo mi sie przeczytać funkcjonują w miare normalnie jesli chodzi o zwykle prace domowe a z czasem normaknie funkcjonują w społeczeństwie. Mamie nie da się zwrócić uwagi bo ciagle słychać jedno ze "dziecko jest chore" . Dodam tylko ze od lat chyba 20 teściowa leczy sie na depresje i schizofrenie. Dodam tylko ze mojemu mężowi tez wmawiała ze on ma depresje. Pytanie do którego dążę to jak mamy pomoc tej dziewczynie!? . Jest wiele sytuacji których tu nie opisałam. A najzwyczajniej w swiecie chcemy jej pomóc. Psycholog do ktorego chodzą nie wie co sie dzieje w domu wie tylko tyle ile sami mu opowiedzą. Zastanawiam sie jak rozmawiać z taką kobieta i jak pomoc zyc takiej dziewczynie ktora nie ma pojecia o świecie.
  17. Cześć! Jestem 20 letnią studentką. Od 6 lat jestem w związku z chłopakiem. 3 lata temu wszystko zaczęło się psuć. Mój chłopak zaczął szukać sobie „koleżanek”, okłamywał mnie, pisał im, że ze mną zerwie, że nie wie dlaczego musi ze mną być itp. W październiku 2019, gdy szliśmy ma studia zostawił mnie i zaczął związek z inną dziewczyną, w mieście, w którym studiuje. Po pol roku prosił żebym dała mu szansę więc to zrobiłam. Tamta dziewczyna go zdradziła. I sytuacja zaczyna się powtarzać. Okazało się, że znow z nią pisze. Mam dość tego, wykańcza mnie to emocjonalnie, ale nie wiem jak się wyrwać. Aktualnie przebywam w domu, w małej miejscowości, gdzie oboje mieszkamy. Będę tu conajmniej do października, co oznacza, że będę blisko niego. Za każdym razem, gdy chce to zakończyć, myśle, że zostanę sama i znowu zaczynam z nim rozmawiać. (Mieszkam sama, rodzice pracują za granicą). Co mogę zrobić żeby przerwać tę chorą sytuację i się z tego uwolnić?
  18. Dzień dobry, jestem 19-letnią uczennicą technikum. Tak naprawdę nie wiem od kiedy zaczął się mój problem, bo praktycznie od zawsze pcham się w relacje toksyczne. Jestem osobą otyłą, nie potrafię zaakceptować swojego ciała i siebie pokochać, staram się schudnąć, ale po jakimś czasie porzucam dietę i wracam do złych nawyków żywieniowych. Często płaczę. Rok temu moja najlepsza przyjaciółka, która była dla mnie jak siostra zerwała ze mną kontakt, zaprzyjaźniła się z ciekawszymi osobami z naszej klasy. Bardzo to przeżyłam. Byłam w kilku związkach na odległość, głównie z obcokrajowcami. Trzy dni temu, chłopak do którego poczułam naprawdę głębokie uczucia zablokował mnie na wszystkich możliwych portalach bez słowa. Tego dnia wysłałam mu kilka wiadomości w żartach o tym że mnie nie chce i czuję się nie kochana. Miałam do niego jechać 15 lipca. Czuję się porzucona i przygnębiona. Na dodatek tego wszystkiego u mojej mamy zaczęły pojawiać się problemy zdrowotne. Strasznie się o nią martwię. Desperacko pragnę być kochana, żeby o mnie dbano i się troszczono. Boję się przyszłości, że nic w życiu nie osiągnę, stoczę się na dno, stracę najbliższych i nie znajdę mężczyzny z którym będę mogła założyć rodzinę. Jestem załamana, na nic nie mam ochoty, nie mam apetytu, naprawdę trudno wstaje mi się z łóżka. Nie wiem co mam robić.
  19. Są to teksty,które mój partner często kieruje w moją stronę,gdy podejmuje działania o których wie, że np.ich nie akceptuję albo nie są dla niego/kogoś dobre. Odczuwam to jako jakaś manipulację,wiem,że zrzuca tym na mnie odpowiedzialność za swoje postępowanie,jednak nie umiem na to skutecznie reagować. Mówienie "sam zadecyduj/to twoja decyzja" nic nie daje.
  20. Witam, Trzy lata temu poznałam chłopaka. Wydaje mi się, że to był bardzo toksyczny związek z obu stron. Chłopak był chorobliwie zazdrosny. Nigdy nie obracałam się w towarzystwie, które lubi dużo wypić. Na pierwszą imprezę, na którą mnie zabrał - (popijał wódkę piwem), upił się tak bardzo, że nie był w stanie zorganizować powrotu do domu. Jeszcze za nim zamieszkaliśmy razem z każdej imprezy wracał pijany. Zdarzało się nawet, że miał wrócić do domu, ale usnął gdzieś u kolegi i następnego dnia dawał o sobie znać. Raz wrócił do domu po imprezie - okazało się, że wciągał kokaine - tłumaczył się wtedy, że to przez alkohol, a to zabraniał mi rozmawiać z kolegami i iść do klubu, po czym sam szedł do klubu tłumacząc, że był pijany, więc go koledzy namówili. Zawsze się o to denerwowałam, ale dopiero po czasie zaczęłam zauważać, że nie reaguję na to w sposób normalny. Rozmawialiśmy wiele razy na ten temat, na początku jego kompromis wyglądał następująco: Ty w ogóle nie będziesz rozmawiać z kolegami a ja za to upije się raz na jakiś czas. Zaczęłam robić awantury, przed każdym jego wyjściem i wspólnymi imprezami miałam wielki stres. On obiecywał, że już więcej się nie upije, po czym szedł na imprezę i wracał o 5 pijany, pomimo,ze obiecywał, że wróci w normalnym stanie i normalnej porze. Wtedy właśnie się wyprowadziłam, bo uznał, że robię awanturę o nic. Wybaczyłam, ale następnego dnia znalazłam w jego telefonie, że flirtował z inną kobietą, pytał czy ma szanse na randkę itp. Oczywiście tłumaczył się, że był pijany i dlatego to zrobił, bo był zły, że się wyprowadziłam. Po tych wydarzeniach już nie było tak jak wcześniej. Panicznie bałam się jego wyjść, chciałam kontrolować gdzie jest, z kim pisze, ile pije. Natomiast już nie upijał się na imprezach - ale ja nadal się bałam i suszyłam mu głowę. Zaprosił mnie na wesele, na którym nie upił się, ale za którymś kieliszkiem po prostu spojrzałam na niego krzywo, dla mnie zawsze dużo pił i źle to picie mi się kojarzyło. Sama nie wiem dlaczego tak reagowałam. Stwierdził, że zjebałam mu wesele, bo nie daje mu pić ile chce. Obraził się na mnie- nie chciał ani ze mną tańczyć, ani rozmawiać, za to siedział i pił z innymi, a mnie olewał. Po tym wydarzeniu się rozstaliśmy- zerwał ze mną. Minęło pół roku, a ja obecnie widzę, że mam "problem z alkoholem", boję się chodzić na imprezy, żenują mnie pijani ludzie. Wcześniej tak nie miałam, nie zwracałam na to takiej uwagi. Czy to możliwe, że to przez ten związek? Co to za choroba? Jak z nią walczyć? Jakby nie patrzeć - większość facetów czasem się upija a dziewczyny nie robią z tego większego problemu. A mnie pijane osoby po prostu obrzydzają.
  21. Hej, nazywam się Joanna, mam 23 lata Chciałabym aby ktoś pomógł mi w zrozumieniu ludzi, którzy roznoszą plotki. Każdy ma jakąś przeszłość. W wieku szkolnym ( technikum) zadałam się z niewłaściwym chłopcem. Za późno przejrzałam na oczy, zdradzał mnie, miał dziecko. Zerwałam, miał problemy przez to jak się mną bawił. W geście rewanżu opowiadał nieprawdziwe historie. Był nastawiony na jedno więc były to kłamstwa głównie związane z seksem. Czego i z kim nie robiłam. Bujna wyobraźnia. Przypięto mi łatkę ,, puszczalskiej''. Wytrzymałam rok i zaczęłam studia w innym mieście. Dziś, po ponad 2 latach doszły mnie słuchy, że nadal jest o mnie głośno. Nierealne opowieści, obelgi, kłamstwa. Nie umiem sobie poradzić z tym, że świat chłonie słowa ludzi, którzy nie mają czym imponować, więc imponują kłamstwem. Czemu na mój temat? Od dwóch lat codziennie, dzień w dzień żałuje tej znajomości i gdy życie zaczęło iść we właściwą stronę, wszystko powróciło. Wraz z tym mój ból i łzy, poczucie wstydu. Jak mam pokazać się ludziom jak nie wiem kim jestem w ich oczach. Głupio mi wyjść na miasto. Moje zaburzenia snu, stres, paniczny lęk- to skutki młodzieńczej głupoty. Jak się tego pozbyć i raz na zawsze oderwać się od przeszłości?
  22. Witam, Mam problem z moim aktualnym partnerem, a mianowicie ma on ogromny problem z zaufaniem. Jestesmy ze soba 1,5 roku, potrafi wyrzucic mi sytuacje z przed roku gdzie kolega z pracy "spojrzal na mnie tak jakby cos na laczylo", sprawdzal moj telefon, ogolnie na kazdym kroku zarzuca mi zdrade, mimo ze ja jestem w 100% wobec niego uczciwa i nigdy nie dalam mu powodow do zazdrosci. Jego mama zdradzala tate, jego dwie byle dziewczyny go zdradzily, wiec w jego przekonaniu kobiety zawsze zdradzaja. Oboje mamy 27 lat i nie ukrywam ze jestem na etapie w ktorym chcialabym miec stabilny zwiazek, z perspektywa na to zeby kiedys kupic mieszkanie, zalozyc rodzine. Natomiast on na tym etapie nie jest nawet w stanie ze mna zamieszkac, bo tak bardzo mi nie ufa. Juz wielokrotnie probowalam go namowic na wizyte u psychologa, natomiast on twierdzi ze nikt nie jest w stanie mu pomoc "bo on juz jest zepsuty". Nie wiem ile czasu bede jeszcze w stanie na niego czekac, czasami mnie tez nachodza mysli typu ze nie zasluzylam sobie na takie traktowanie. Prosze o rady, czy mam dalej czekac, namawiac na wizyte u psychologa, czy juz odpuscic, bo juz kilka miesiecy waham sie miedzy zostac / zerwac i nie jestem w stanie podjac ostatecznej decyzji.
  23. Mój partner (lat 30) pochodzi z rodziny z problemami alkoholowymi, w wieku 16 lat za namową rodziców wyjechał do UK do swojej starszej siostry. Kilka lat po jego przyjeździe oboje rodziców zmarło w krótkim odstępie czasu z powodu chorób sprzężonych z alkoholizmem. Po rozmowie z jego siostrą dowiedziałam się ze on nigdy nie rozmawiał z nikim o tej stracie, ze się zamknął. Jesteśmy w związku trzy lata i mieszkamy razem od niemalże początku znajomosci. Zaobserwowałam u niego silne wachania nastroju. Jednego dnia jest on pogodny, zmotywowany i rozmowny, natomiast gdy ma gorszy dzień budzi się z niewyjaśnionym gniewem, frustracją która przejawia się w wyrazie jego twarzy, sposobie poruszania się jak i komunikowania się. Ucina wówczas próbę rozmowy w suchy i zimny sposób, nie da się go w żaden sposób rozpogodzić. Jego ruchy są gwałtowne, gdy idzie na ulicy kopie przedmioty na jego drodze, co nie było by niczym dziwnym gdyby nie cały akt czego jest częścią. Czasami zdarzy się ze swoim zachowaniem doprowadzi mnie do łez, wówczas wybudza się i przeprasza i jest znowu pełen ciepła i zrozumienia. Czasami zdarza się ze w grę wchodzi również alkohol. Kilkukrotnie zdarzyło się, ze siedząc ze znajomymi pijąc zapomniał się i nie pojawił się w pracy na drugi dzień. Jego brak dalszej perspektywy w życiu sprawia ze żyje on z dnia na dzień nie myśląc o przyszłości. Ma on również problem z komunikacją. Nie wyraźna wymowa, brak pewności siebie oraz fakt ze w młodym wieku zaczął mówić w obcym mu języku składają się na ten problem. Czasami widzę jak duży wysiłek sprawia mu wyrażenie tego co ma na myśli. Potrafię wyczytać z języka jego ciała ze ta frustracja powraca w momentach gdy nie potrafi znaleść odpowiednich słów. Chcialabym wiedzieć jak mu pomóc, wyraził on chęć pójścia do psychologa, jednakże jest to tylko deklaracja typu „kiedyś, może w przyszłości”. Chciałabym wiedzieć jak nakierować go do odpowiednich osób, tak aby nie myślał ze jest mniejszy w moich oczach z tego powodu. Boje się ze bez odpowiedniej pomocy zatraci się w sobie i używkach które dodają mu pewności siebie.
  24. Dzień dobry, To mój pierwszy post, więc witam serdecznie. Chciałbym Wam opisać mój problem. Jesteśmy razem 8lat, niecały rok temu wzięliśmy ślub, w maju (mamy mniej niż 30 lat). Byliśmy zgodni, czasami się kłóciliśmy. Niestety z mojej winy: byłem strasznie zazdrosny o moją Żonę. Nie lubiłem jak wychodzi z kimkolwiek poza mną i dobrze się bawi beze mnie, umierałem z zazdrości jak wracała zadowolona po północy z piwa. Martwiłem się o Nią, jest piękna, wspaniała. Zawsze miałem jakąś wizję, że po alkoholu ktoś mi Ją odbierze(z pierwszym chłopakiem była po tym jak w wieku 18 lat wypiła 3 piwa i mówi że gdyby nie alkohol nigdy nie byliby razem). To był jeden z naszych punktów zapalnych, mimo że od tego czasu minęło 9 lat. Nad innymi, jeśli coś się pojawiało, pracowałem nad sobą. A przynajmniej tak mi się wydawało. Od strony Żony: była zakochana we mnie, od pierwszego spotkania niemalże okazywałem Jej opiekę, byłem z Nią gdy mnie potrzebowała. Uczyłem się dla Niej wszystkiego, robiłem za Nią projekty na studiach, żeby tylko Jej zaimponować. Uwielbiałem Jej wdzięczność, kiedy kupiłem coś za Nią bo Ona zapomniała, że spakowałem coś, że mam samochód i mogę ją gdzieś podwieźć. Teraz wiem, że zbudowałem związek i moje poczucie wartości na Jej wdzięczności, podziękowaniach, spojrzeniach z podziwem, komplementach. Żona wyniosła problem z domu. Była najmłodszym dzieckiem z 5-rga. Jej Mama prowadziła w domu wojskową dyscyplinę a na pracę nad najmłodszą miała najwięcej czasu. Miała plan, wg którego Żona musiała być posłuszna, uległa, nigdy nie protestować, wykonywać obowiązki związane z prowadzeniem domu. Nadmiernie Ją też kontrolowała. Moja Żona w liceum nie mogła sama wybrać jaką chce fryzurę. Nigdy też nie sprzeciwiła się swojej Mamie, więc nie "przeżyła buntu", jak to określiła psycholożka. Tato też nie pomagał, nigdy nie powiedział Jej, że Ją kocha. Był dobrym człowiekiem, ale nie czuły jak "Tatuś". I ja tą moją opiekuńczością zastąpiłem Jej Rodziców. Było super. Tylko, że było przez parę lat. Bo moja opieka nad dzieckiem zaczęła Jej przeszkadzać. Gdy potrzebowała, to chciała, ale te wypady na piwa to już "jest dorosła i nie potrzebuje troski". Na początku związku była zachwycona, że założyłem jej pocztę, że archwizuję Jej wiadomości, że czyszczę dysk, że znam Jej wszystkie dane i na Jej jedno życzenie mogę załatwić to, czego Ona nie potrafi Teraz uważa to za wielką władzę i boi się że mam dostęp do wszystkiego co Jej. Oczywiście nigdy nie nie nadużywałem. W październiku poznała bliżej kolegę z pracy, którego z czasem nazwała najlepszym przyjacielem. W lutym dowiedziała się że Jej kolega jest w trakcie rozwodu i zakochała się w nim. W marcu zauważyłem, że jest coś nie tak, zaczęła ukrywać telefon, pisać z jedną osobą. Często dzwoniłem do Niej to miała zajęty telefon. Gorzej się zrobiło na kwarantannie, ciągle pisała, uśmiechała się jak dziewczynka, poprawiała twarz jak zakochana nastolatka. Którejś nocy nie wytrzymałem, obudziłem ją i wypytałem Ją - X to przyjaciel, po prostu też miał problemy w związku i polecił mi psychologa. Zaczęła spotkania z psychologiem, ale wciąż dużo czasu spędzała z X. Kiedyś znowu mnie oszukała - miała rozmawiać z koleżankami i kolegami, ale rozmawiła na Skype z nim. To tylko przyjaciel, a ja mam paranoję. I podjąłem terapię psychologiczną sam, oraz terapię dla par. Niedawno przeczytałem SMSy z Jej telefonu, dwa, przypadkiem, tego było za wiele. Przyparłem Ją do muru. Przyznała się, że jest w nim zakochana od lutego. Ale liczyła, że przejdzie samo. Niestety: na pytanie, czy spotkali się w marcu Jej odpowiedź była "mętna" i następnego dnia dopytałem więcej. Zdradziła mnie, w moje urodziny, kiedy miała być w pracy. Byłem w szoku, ale po wypłakaniu się, podjąłem decyzję, że chcę to odbudować, mimo Jej niechęci i mówienia, że "spieprzyła na całego, tego się nie da". Warunek: zrywa kontakt z X, idziemy na terapię wspólną. Na terapię poszliśmy wczoraj awaryjnie online, dzisiaj idziemy do gabinetu. Tylko, że moja Żona nie ukrywa przede mną, że kocha X. Zerwała kontakt pod naciskiem terapeuty dla par, ale boję sie że każdego dnia kiedy wyjdę z domu, że złamie sie i zadzwoni do X. Nawet raz tak zrobiła i obiecała że to koniec. Co więcej: twierdzi, że nie chce odbudowywać związku, bo jestem ofiarą zdrady i będę Nią manipulował, by odebrać Jej resztki wolności, bo totalnie nie będę Jej ufał i kontrolował mocniej niż wcześniej. Nie wiem co robić. Ogólnie jest ze mną, bo raz: boi się gniewu Bożego - ślubowaliśmy w kościele, a dwa: chce doprowadzić do tego, że ja się poddaję. Psycholog zdiagnozował u niej niedojrzałość emocjonalną i ona boi się konsekwencji, co powie rodzina oraz odpowiedzialności. Boję się, że wygra, a ja nie wytrzymam. Ale jak odejdzie i będę podejrzewał, że spędza ten czas z X, to nie wiem, czy nie będę potrafił Jej przyjąć już nigdy. Co ja mogę zrobić? Czy chcę z Nią być? Dlaczego walczę? Bo wierzę, że była ze mną szczęśliwa, tak jak ja z Nią. Że ja mogę się zmienić i że jeżeli przetrwamy to będziemy niesamowicie silnym związkiem. Chodzę do psychologa i będę walczyć o wszystko co Żona mi przez lata zarzucała: nadmierna zazdrość, nadmierna chęć kontrolowania, nadmierny lęk że mnie opuści, nadmierny lęk że któś może być lepszy ode mnie dla niej itd itp. Psycholog zapewnił mnie, że nad wszystkim da się wypracować a wtedy Żona uzna, że chce być ze mną. A dzisiaj mamy rocznicę ślubu.... Ale na razie umieram ze strachu każdego dnia że mnie opuści. Czy mogę coś zrobić żeby Jej pomóc? Jak mogę Ją wesprzeć w "dojrzeniu" aby stała się emocjonalnie dojrzałą osobą? Nie chcę się z nią rozstawać, mimo że ona w kółko prosi o pozwolenie na wyjazd do domu rodzinnego, który stoi teraz pusty. Czy jeśli jej pozwolę czy nie będzie to już koniec? Czy nie zaprosi tam X? Czy nie uzna że teraz dojrzała i mnie nie potrzebuje? Chciałbym pomóc jej najlepiej jak potrafię w tej sytuacji, ale czuję się strasznie bezradny. Proszę o wszelkie komentarze z pomocą!
  25. Nie wiedziałam do końca w jaka kategorie wstawić ten post bo to co będę opisywać pasowałoby by do kilku kategorii. Ale do rzeczy. Jestem w związku już kilka lat. Były to gorsze i lepsze lata. Od kilku miesięcy przebywam chwilowo za granicą za zgodą obu stron. Niedługo wracam do Polski. Mój chłopak od jakiegoś czasu ma zdiagnozowana depresje oraz paranoje. Leczy się farmakologicznie. Staram się go wspierać jak tylko moge ale mi samej jest trudno. Zaczęłam sie zastanawiać czy przez obecną sytuację w domu oraz zachowania podpadające lekko pod przemoc psychiczną nie zaczynam doświadczać jakiegoś załamania na tle nerwowym. Ale do rzeczy. Potrzebuje spojrzenia kogoś z boku czy zachowania mojego chłopaka sa "normalne" przy depresji, czy jednak zaczyna to wyglądać jak toksyczny związek bo sama sie gubię. -Nie mogę mieć gorszego humoru/dnia/nocy. Gdy pokazuje, że jest mi smutno /nie mam siły słucham, że jest on zły, zjebany, najgorszy i "co ja znowu robie źle, że sie tak zachowujesz?" -Gdy nie mam ochoty na rozmowy po pracy bo jestem zmęczona- jestem niemiła. Gdy nie mam ochoty rozmów na kamerce- jestem niemiła bo "on ze mna przecież rozmawia a ja mam jakiś problem", dodam, że w przypadku gdy on nie ma ochoty na któraś z rzeczy nie ma tematu "bo Ty sobie znowu coś wymyślasz i jak zwykle nie spełniam Twoich oczekiwań" -Doszło do tego, że codziennie musze udawać w stopniu mniejszym/większym. Zmuszam sie do wielu rzeczy dla spokoju i w pewnym sensie jego "przyjemności". -Jego mama za mna nie przepada. Wczoraj wyrzuciła trochę niezbyt miłych słów w moja stronę a gdy zaczęłam plakac i on to zauważył w rozmowie zaczęło ske znowu, że jest zły itd. Kocham go ale sama juz nie wiem co robić. Zaczynam sie zastanawiać czy takie zachowania sa wynikiem jego depresji i paranoi czy po prostu zmierza to w dosyć toksycznym kierunku.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.