Skocz do zawartości

Cała aktywność

Strumień aktualizowany automatycznie     

  1. Dzisiaj
  2. Dziękuję bardzo za odpowiedź. Na pewno skorzystam z każdej formy pomocy. Z jego uzależnieniem walcze od 5 lat . Prosiłam, blagalam, płakałam, groziłam, krzyczałam, aż ucichłam pół roku temu ....bo wiem, że nie wygram. Uważałam to za zdradę ale dziś nie wiem. Nie mam sił. Robi to koło mnie , nie ukrywa się.
  3. Dzień dobry, ma Pan 21 lat więc jest Pan osobą pełnoletnią i zgodnie z prawem ma Pan prawo decydować o swoim życiu. Ma Pan wszelkie prawa i obowiązki wynikające z dorosłości. Pisze też Pan, że jest Pan niezależny finansowo od rodziców, więc może Pan rozpocząć samodzielne, niezależne życie. Pana ojciec stara się wprowadzić swoje kryteria i narzucić Panu swój sposób widzenia świata. To od Pana zależy czy Pan się podporządkuje. Czasami tak jest, że rodzicom trudno zaakceptować fakt, że dzieci dorastają i chcą żyć po swojemu, często inaczej niż chcieliby tego rodzice. W pewnym momencie relacja rodzic-dziecko powinna zmienić się na dorosły-dorosły, co nie oznacza braku szacunku, miłości czy chęci wspierania się nawzajem. Opisuje Pan autokratyczne zachowania ojca - to on decyduje o której Pan ma wracać do domu, kiedy ma Pan się uzależnić i co zrobić, to on zezwala lub nie na utrzymywanie kontaktów Pana siostry z matką. Nie wiadomo jak się zachowa gdy Pan sprzeciwi się jego woli. Może kontakt z rodziną przez jakiś czas będzie ograniczony. Nie wiem czy Pan ma kontakt z siostrą żeby z nią porozmawiać o swojej i jej sytuacji i o tym jak ona sobie radzi z odrzuceniem przez ojca. Pozdrawiam, Katarzyna
  4. Witam. Mam mianowicie problem, a wsród znajomych słysze tą samą odpowiedź, a chcialbym zobaczyc opinie ludzi którzy mnie nie znaja. A więc, mam 21 lat, a ojciec nie pozwala mi się wyprowadzić. Mam stabilna prace i zaoszczedzone dosc duzo pieniedzy wiec jestem w stanie sie usamodzielnic, wszystko obliczone. Ojciec twierdzi, ze nigdzie nie pojde dopoki nie bede mial zony. Po pierwsze dobrze mi samemu, a po drugie nie mam kiedy jej znalezc bo wychodze tylko w weekend i o 20:30 musze byc w domu. Moja starsza siostra uciekla z domu w podczas jego nieobecnosci, ale straciła kontakt z mama, bo on jej zabrania sie z nia widziec, a ja chcialbym utrzymac normalny kontakt z rodzina. I nie wiem jak to rozwiazac. Dziekuje za wszelką pomoc
  5. Dzień dobry, pisze Pan o tym, że przeżywa Pan trudności w relacji z żoną i rodzicami, nie zrealizował Pan jakichś swoich planów, czuje się Pan osamotniony i niezrozumiany a w związku z tym ma Pan obniżony nastrój co wpływa na Pana poczucie szczęścia i satysfakcji z życia. Ma Pan poczucie, że został Pan sam z problemami i nie znajduje Pan wsparcia w bliskich. Tu warto się przyjrzeć czy to rodzina Pana odtrąca czy też ma Pan trudności z mówieniem o sobie, proszeniem o pomoc i wyrażaniem emocji. W każdym razie te nie wypowiedziane emocje i nie rozwiązane sprawy tkwią w Panu i narastają. Doszło do ich eskalacji gdy był Pan pod wpływem alkoholu. Wówczas już nie był Pan w stanie tłumić tych spraw. Alkohol niestety powoduje to, że przekraczamy swoje granice i zachowujemy się tak jak nigdy nie zachowalibyśmy się na trzeźwo. Będąc pod wpływem alkoholu opowiadał Pan o swoich prywatnych sprawach znajomym i płakał Pan. Potem czuł Pan wstyd. Wstyd to właśnie emocja, która pokazuje nam gdzie są nasze granice. Pod wpływem alkoholu wstyd znika a wraca na trzeźwo. To, że Pan czuł wstyd może świadczyć o tym, że ma Pan trudności z otwartością wobec innych osób i przekonanie, że swoje sprawy musi Pan sam załatwić. Warto się przyjrzeć czy faktycznie ma Pan takie przekonanie, dlaczego i czy to Panu pomaga w życiu. Pisze Pan również o myślach samobójczych, które Pan miał po wypiciu alkoholu. Załączam link do artykułu o alkoholu jako czynniku zwiększającym ryzyko samobójstwa Dla Pana to doświadczenie to informacja, że powinien Pan sięgnąć po pomoc psychoterapeuty aby uporać się ze swoimi trudnościami i na pewno unikać alkoholu dopóki nie będzie Pan umiał konstruktywnie radzić sobie z problemami. Jak Pan widzi tłumienie emocji w sobie jest dla Pana niebezpieczne. Napisał Pan na forum o swoich trudnościach i jest w Panu motywacja do zmiany więc proszę zrobić kolejny krok i pomóc sobie podejmując psychoterapię. Pozdrawiam, Katarzyna
  6. Dzień dobry, pisze Pani, że w związku doświadcza Pani przemocy psychicznej (Wieczny brak szacunku do mojej osoby, jest wulgarny, nie chce rozmawiać , odpowiada jak do "świni", ciągłe nerwy, bucha od początku przynajmniej 4 razy tygodniowo o wszystko, jego honor nie pozwala mu przeprosić za cokolwiek) oraz, że mąż potencjalnie uzależniony jest od pornografii. Wcześniej była Pani w związku z osobą nadużywającą alkoholu i hazardu. Zgłasza Pani również trudność z radzeniem sobie z zazdrością. Więc po kolei: 1. Przemoc psychiczna jak każda inna przemoc jest karalna. Więcej informacji znajdzie Pani na http://www.niebieskalinia.info/index.php/przemoc-w-rodzinie Mąż prawdopodobnie nie radzi sobie z emocjami, głównie ze złością co jest też związane z uzależnieniem od pornografii. 2. Uzależnienie od pornografii jest taką samą chorobą jak uzależnienie od alkoholu czy hazardu. Osoby uzależnione od pornografii coraz bardziej koncentrują swoje życie wokół uzależnienia (pisze Pani , że mąż nie pomaga w domu), poświęcają coraz więcej czasu na korzystanie z treści pornograficznych, odczuwają stany napięcia, które regulują przy pomocy czynności: oglądania i masturbacji, swoich partnerów zaczynają traktować przedmiotowo, mają problemy ze współżyciem seksualnym "w realu" oraz z wyrażaniem uczuć. Pani mąż powinien udać się do poradni leczenia uzależnień w celu dalszej diagnozy oraz rozpoczęcia leczenia. 3. Zazdrość o drugą osobę - jest to taka emocja, która mówi nam, że ta osoba jest dla nas ważna, nie chcemy jej stracić. Mówi też nam o tym, że siebie uważamy za kogoś gorszego bo wokół są inne kobiety, które mogą odebrać partnera lub partner może zdradzić/odejść. Czyli zazdrość informuje nas również o naszym niskim poczuciu własnej wartości. Może Pani zadać sobie pytania: jak Pani traktuje oglądanie pornografii przez męża?, czy w kategorii zdrady? uważa Pani za zdradę? Jakie są Pani oczekiwania co do małżeństwa? Czy akceptuje Pani takie traktowanie jakiego Pani doświadcza (agresja słowna, wysyłanie bez Pani zgody jak rozumiem, Pani zdjęć do innych ludzi? Czy taki model relacji małżeńskich chce Pani pokazać swoim córkom? 4. Ze względu na to, że jest i była Pani w związkach z osobami nadużywającymi substancji i czynności powinna Pani również udać się do ośrodka terapii uzależnień i porozmawiania z terapeutą o współuzależnieniu, które być może się u Pani wykształciło i wpływa na Pani postępowanie w relacji z mężem. Z Pani opisu wynika, że bardziej dba Pani o jego sprawy niż swoje, że bierze Pani większą lub całościową odpowiedzialność za związek i stwarza mu Pani komfort postępowania według jego zasad. W poradni leczenia uzależnienia może Pani uczestniczyć w grupie dla osób współuzależnionych i porównać swoją sytuację z osobami, które mają podobne doświadczenia. Będzie miała też Pani kontakt z terapeutą i będzie Pani mogła przyjrzeć się swoim przekonaniom o sobie i relacji oraz popracować nad samooceną. Załączam artykuł o współuzależnieniu Proszę zadbać o siebie. Terapia dla osób współuzależnionych dostępna jest na NFZ lub może Pani też skorzystać z terapii on-line np. na portalu OcalSiebie. Pozdrawiam, Katarzyna
  7. Wczoraj
  8. Dzień dobry. Zgłosiłam się tutaj, ponieważ potrzebuję spojrzenia osoby obcej. Mam 29 lat, z wykształcenia jestem technikiem administracji, na tą chwilę nie pracuję, ponieważ zajmuję się mniejszą córką, mam dwie śliczne coreczki (10 lat i 2 latka). Pierwsza córka, jest z innego związku nieformalnego. Po zdradzie mojego partnera odeszłam, ale to nie był jedyny powód, ponieważ uwielbiał hazard i alkohol. Od 7 lat jestem w związku z innym mężczyzną, który od 3 lat jest moim mężem. Postanowiłam napisać, ponieważ mój mąż zarzuca mi chorobliwą zazdrość oraz że oceniam go przez pryzmat poprzedniego partnera. Czy ja tak uważam? Nie wiem... Kiedyś jeszcze twierdziłam, że wcale tak nie jest, dziś natomiast myślę, że coś jest na rzeczy. Nasz związek, chyba nigdy nie był udany, ale teraz jest tragicznie. Mój mąż przeciągnął mnie przez wszystkie przeszkody. Jego złe towarzystwo, które odbierało mi (wtedy jeszcze) narzeczonego. Wieczny brak szacunku do mojej osoby, jest wulgarny, nie chce rozmawiać , odpowiada jak do "świni", ciągłe nerwy, bucha od początku przynajmniej 4 razy tygodniowo o wszystko, jego honor nie pozwala mu przeprosić za cokolwiek. Brak jakiejkolwiek pomocy w domu, Totalny brak uczuć, jest uzależniony od filmów pornograficznych, co przerzuca się na nasze łóżko ( a raczej brak tego łóżka), no i właśnie moja zazdrość. Wzięła się na pewno z poprzedniego związku, inaczej nie tykałabym jego prywatnych rzeczy takich jak telefon. Niestety wiem, że to złe, lecz za każdym, kiedy wzięłam ten telefon zawsze na coś wpadłam, To smsy ze szwagrem, że jadą na jakieś "kurestwo", to smsy z najlepszym kolegą, gdzie wysyłali sobie zdjęcia NAGIE moje i jego kolegi żony . To za każdym razem w historii przeglądania po 10 filmów porno dziennie, Takich sytuacji jest mnóstwo. I myślę, że stąd moja zazdrość się rozwinęła. Nie czepiam się nigdy o osoby, które mi nie podpadły, ale jak widzę , że ma się spotkać z osobami, z którymi narozrabiał, to jestem aż wściekła. I wtedy właśnie zarzuca mi zazdrość. Myślę, że nie jestem złą żoną, a przynajmniej się staram. Zawsze jestem obecna w jego problemach, poznałam go kiedy groziło mu milionowe odszkodowanie za spowodowany wypadek w pracy. Mógł być do końca życia biedny i płacić poszkodowanym. Pisałam się na to, bo jak się dowiedziałam już zdążyłam go pokochać. Ma swoją pasję - motocykle. W pełni zawsze go motywuję do zlotów, do kupna nowego motoru, do jazdy tak po prostu , z chęcią zostaję w domu z dziećmi aby trochę ochłonął od pracy, od problemów. Byliśmy kiedyś u terapeuty, ale jak Pani mu powiedziała, że robi mi terror psychiczny to powiedział, że wiecęj tam nie pójdzie. Rozmawiam z nim przy każdej możliwej okazji, mówie co mnie boli i pytam co jego boli. Nasze rozmowy kończą się kłótnią, ponieważ oboje jesteśmy uparci i żadno z nas nie da sobie powiedzieć, że nie ma racji. Bardzo proszę o spojrzenie z boku jak wygląda nasz związek i jakąś poradę, oprócz tego że mamy porozmawiać na spokojnie , bo to wykonujemy od 3 lat i nie działa. Z góry dziękuję za pomoc. Pozdrawiam
  9. Wyciągnąłeś ją z mrocznych lochów, Uratowałeś od smutku, strachu i samotności. Dzięki Tobie odżyła i zaczęła się rozwijać. Jesteś bohaterem. Zakochaliście się w sobie i tutaj powinna być wstawka "I żyli długo i szczęśliwie". Ale się nie pojawiła, bo w Twojej głowie toczy się mała wojna. Z jednej strony Twoje ego jest zadowolone i podbudowane, (bo oczywiście fajnie jest być bohaterem obdarowanym miłością), ale z drugiej strony uderzają Twoje zasady moralne, których gdzieś się nauczyłeś, bo z takimi zasadami się nie rodzimy. Inni mają na przykład zasady pozwalające na poślubienie prostytutki albo aktorki porno. No ale dobra, masz taką zasadę to masz. Einstein powiedział, że łatwiej jest rozbić atom niż obalić przesąd. Z zasadami, przekonaniami, wierzeniami i poglądami jest podobnie. Ja nawet atomu nie rozwaliłem, więc nie będę się na razie brał za Twoje poglądy. Znam inne wyjście. Nie powiedziałbym, że łatwiejsze, bo też wymaga zmiany myślenia, ale na pewno jest bardziej praktyczne. Szkopuł w tym, że to co nazywasz miłością nie jest prawdziwą miłością, tylko mieszanką przyjemnych hormonów, które wydzielane są dzięki sygnałom wysyłanym od usatysfakcjonowanego ego. Zdobywasz fajną dziewczynę - dostajesz abonament na dostawy endorfin przez dwa lata. Tak samo jest jak kupisz sobie nowy telefon, samochód albo wygrasz w totka. Różnica jest tylko w intensywności i długości uwalniania się tego uczucia "miłości", które de facto jest zwykłą ekscytacją. Także to nie do końca Ty kochasz tę dziewczynę, ale to Twoje ego się nią ekscytuje, a do tego ma jeszcze te swoje obiekcje. W prawdziwej miłości nie ma oceniającego i stawiającego warunki ego; kocha się osobę taką jaka ona jest, po prostu, w pełni ją akceptując. Twoja miłość mówi "Kocham Cię, ale Cię nie akceptuję, bo nie podoba mi się to i tamto" Jeśli chcesz radę, proszę bardzo: naucz się kochać. Najpierw musisz pokochać siebie (jak dziwnie by to nie brzmiało) bo, jak to mówi przysłowie: z pustego i Salomon nie naleje. W domu tej miłości przelali na Ciebie trochę za mało, dlatego powinieneś sam zająć się uzupełnianiem braków i jednocześnie ogarnięciem ego, żebyś to Ty rządził nim, a nie odwrotnie.
  10. Czołem wszystkim. Jestem 26 letnim mężczyzną. Ze wzgledu na to, że cenie sobie moją prywatność nie chce tutaj za duzo pisać o sobie. Przyszedłem bo zrozumiałem, że potrzebuje wsparcia emocjonalnego ktorego niestety nikt z moich bliskich nie potrafi bądź nie chce mi dać. Licze, że rozmowa z innymi ludźmi z podobnymi problemami pomoze mi wrócić na wlasciwy kurs. Rownoczesnie chce posluchac innych osob i stac sie dla nich jakąś podporą. Odnosze wrażenie (moze i bledne), że razem zawsze łatwiej. Na poczatek przytocze moj problem. Jakiś czas temu poszedłem napić się z moimi kolegami z moich dawnych lat z ktorymi niegdyś bardzo blisko się trzymalismy i duzo o sobie, swoich problemach i sukcesach wiedzieliśmy. Dodam, że pije dość rzadko. Chodze na imprezy dosc sporadycznie, nie mam nawyku otwierania piwa przed telewizorem czy komputerem i nie zapijam swoich smutków wiec licze, ze to w jakims stopniu wyklucza u mnie alkoholizm. A jezeli juz pije to glownie z rodzicami lub tesciami to trzymam dość mocno poziom. Uwazam, ze mam mocną głowę i potrzeba nielada wyzwania aby mnie upic. Jednak na ten czas uwazam, ze alkohol nie jest dla mnie i chcialbym go jak najmocniej unikac dopoki nie poradze sobie z moimi problemami. I wlasnie z tymi kolegami sie upiłem do takiego stopnia, że cały mój ból, ktory trzymalem w sobie, każdą jedną najmniejszą igiełke i każdy najwiekszy nóż jaki byl w moich plecach, wszystko to przy czym zagryzalem zęby, szedlem dalej a problem zakopywalem jak najglebiej za drzwiami gleboko w moim umysle, do ktorych nawet teraz nie mam dostepu, wtedy wybuchło, pękło. Dodam, ze mowilem wszystkie bolaczki niemal nieprzytomny nie kontrolowalem moich slow, nie przypominam sobie zebym kiedykolwiek tak mocno, intensywnie i dluuugo płakał. Doprowadzilem mojego przyjaciela do łez opowiadaniami o tym co mnie boli, a ostatni raz opowiadalem mu cokolwiek personalnego jako 18 letni gnojek, momentami krzyczalem niemal na forum publicznym nie czując zadnego wstydu. Wykrzyczalem wszystko, w tamtym momencie nie interesowalo mnie kompletnie jak patologicznie sie prezentuje. Pozniej uciekłem, plakalem jeszcze wiecej, plakalem w taksowce, plakalem w domu. Przeszly mnie rowniez mysli samobojcze. Nigdy nie myslalem o czyms takim, a wtedy myslalem, ze to jedyne wyjscie aby uwolnić się od bólu. Na szczescie zasnąłem w łóżku a kolejnego dnia obudziłem się z kosmicznym moralniakiem. Obecnie nie ma we mnie takiej tragedii ale resztki tego uczucia gdzieś zostały i nie chcialbym dochodzic do wniosku, że samo sie zaleczy. Jest we mnie problem, jest we mnie ból gdzies tam, teraz juz blizej niz był i chce dojsc do jego sedna. Brak aktywnego udzialu rodzicow w moim zyciu, brak szacunku, wsparcia i zrozumienia ze strony żony, olbrzymie uczucie samotnosci, brak seksu z ktorym co gorsza nauczylem sie juz zyc. Wieksze czy mniejsze plany ktorych nie zrealizowalem lub poszly zupelnie inaczej niz chciałem. Nie chce juz tego w sobie zamykac, chce wiedziec jak z tym walczyć i być znow zdrowym, szczesliwym, pelnym pozytywnej energii, beztroskim czlowiekiem jakim niegdys byłem.
  11. Ona taka nie będzie. Jak ją poznałem była zupełnie inna. Sprawiała wrażenie nieobecnej, przybitej. Można było ją łatwo zmanipulować, było jej wszystko jedko. Po roku ze mną otworzyła się ma uczucia, wie czego chce, powtarza mi ciągle jak jestem dla niej ważny ile dzięki mnie zawdzięcza. Poznała swoje emocje, seks też stał się dla niej nie tylko zabawa, ale oddaniem uczuć itp. Poprzedni jej chłopak potrafił ja uderzyć, zmusić do seksu, ogólnie miała przykre doświadczenia no i w domu niezbyt ciekawie. Sama mi tłumaczyła, że miała ciężki okres stąd ten skok. Nie wie dlaczego tak się stało, ale żałuję tego. Kocham ją, ale niezwykle ciężko mi jest to zaakceptować. Nie wiem co mam uczynić by tak się stało, bo inaczej nie będę szczęśliwy w związku z nią, a szczerze zależy mi na niej, to jak się zmienia mnie buduje. Jestem mocno rozdarty, dlatego chciałem uzyskać poradę jak mam z tym nauczyć się żyć. 99 procent mężczyzn z jakimi rozmawiam na takie tematy mówią, że im bardziej doświadczona partnerka tym lepiej i że życia nie znam. Dlatego też założyłem że to ja mam problem i dlatego też chce uzyskać jakaś radę.
  12. Co doradziłabym Ani? Uciekaj jak najdalej, na drugi koniec Polski, żeby nic, kompletnie nic nie łączyło Cię z matką, poza miłymi kontaktami dwa razy w roku i wypiciem herbatki przy ciasteczku. Aktualnie jestem na etapie rozluźniania kontaktów z moją mamą, rozmów uprzejmych ale służbowych, wymiany zdań dotyczących opieki nad dzieckiem, ale wyrzuty sumienia oczywiście we mnie są. Kiedy mieszka się blisko, matka z córką znają się bardzo dobrze, czasem mam wrażenie że znam ją lepiej niż ona sama siebie. Ona tyle razy przy mnie wyrażała swoje zdanie na wszelkie tematy małe i te życiowe, że sama wiem co ona myśli, wiem co zrobi i jak zareaguje, wiem co ją skrzywdzi, zdenerwuje, zaburzy jej poczucie bezpieczeństwa które sama sobie zbudowała po piciu ojca. Wiem co oznaczają jej spojrzenia. W dzieciństwie mama wydawała rozkazy, polecania, ale też miałam dużo wolności w młodości. Nigdy nas nie karała, raczej "wyrażała swoją" krytyczną opinię wobec jakiegoś zachowania, czasem lekceważenie, czasem obśmiewała coś inteligentnie. Wszystko było skomentowane. Mówiła czasem że się "zawiodła", bo myślała że jestem mąrdzejsza, dojrzalsza. (Dzisiaj moja rola to jest "bycie oparciem, na mnie można liczyć") Dzisiaj komentuje podobnie, ale nie nas (wszak jest inteligentna i wie, że czasem wypada się pohamować ) ale o sąsiadach, Polakach, zachowaniach innych, o poglądach innych, i każdym kogo spotka, większość komentarzy to obśmianie i oburzenia w duchu "Boże, jacy ci ludzie to są ciemni". Jednocześnie pomaga samotnym, chorym, pożycza pieniądze - trudno to zrozumieć, dziwna mieszanka. Mama nigdy nie jest wyluzowana, (ja u siebie też to powoli zauważam, że już też coraz częściej robię się zgorzkniała i kontroluję siebie), bo nie wypada, bo za dużo przeszła, bo dowcipkujący to są ludzie prości, żart mu si być inteligentny, alkohol jest dla głupich i ograniczonych, jak rozrywka to z najwyższej półki,(chociaż z nich nie korzysta ale WIE co powinni inni) jak spacer to taki z którego przynosi się życiowe przemyślenia, Najwyższą cnotą jest zrezygnować z siebie i pomagać innym. Najwyższą wartością są córki, bo można na nie liczyć, najważniejszą powinnością to jest otoczyć opieką wszystkich w rodzinie i trzymać się razem, pomagać nawet dorosłym. Największa niewdzięczność to dorosłe dzieci które zostawiają rodziców samych w mieszkaniach i budują osobne domy ; bogactwo i powodzenie to wyraz płytkiego charakteru. W ogóle nawet dbanie o przestrzeń wokół siebie i zakupy to próżność. Jak ja mam być normalna jak ona mi sączy taki przekaz od lat? Mam przyjaciół na kolacji, pijemy lampkę wina - podrywam się sprawdzić czy drzwi są zamknięte, i czy matka nie wejdzie (a ma taki zwyczaj), bo zobaczy wino na stole. I nic nie powie, absolutnie, będzie dyplomatycznie miła. Ale SPOJRZY. I w tym spojrzeniu jest wszystko, wszak picie alkoholu to oznaka słabości, prowadzi do alkoholizmu i "od lampki to się zaczyna" (to jej słowa). A z jakiej racji ja mam do cholery na swoje życie przenosić jej lęki?! Czemu nie mogę wybrać sobie (jej zdaniem) własnego scenariusza, tylko mieć takie nawyki które jej zdaniem są dla mnie bezpieczne? Dlatego nie zapraszam znajomych, spotykamy się tylko z nimi poza domem, żeby było nie na oczach rodziców, którzy dodatkowo przyjdą, podpatrzą kto parkuje, czasem podpytają, skomentują... Mojemu mężowi też ta sytuacja nie odpowiada, ciągle o tym rozmawiamy i często się o to kłócimy. Czasem myślę że to nie ojciec mi zrobił krzywdę piciem, tylko matka swoimi lękami. Wiem że miała ciężko. Ale czemu ja mam ponosić tego konsekwencje i dźwigać jej życie?? A taki przecież mamy niepisany układ: ku radości mojej matki, 20 lat temu zgodziliśmy się na mieszkanie z rodzicami. Bo razem będzie łatwiej, "bo sami sobie nie poradzicie, bo jest ciężko, bo z pracą to nigdy nic nie wiadomo, oj, może wam być trudno, sami sobie nie poradzicie, sami sobie nie poradzicie. " I my to kupiliśmy. Tę cudowną opiekę rodziców, mit o cudownej rodzinie i domu wielopokoleniowym, opiekuńczość aż po grób. Tylko dopiero niedawno zdałam sobie sprawę że to nie nam miało być dobrze w tym układzie, tylko rodzicom. Tak sobie nas wychować na ich warunkach, żeby oni czuli się dobrze, bezpiecznie. Tak nas zagłaskać, żeby oni czasem nie zostali sami. I teraz kim ja bym była, gdybym nagle wyprowadziła się ? Finanse to jedno, ale poczucie zdrady to drugi problem. Oni nam dali wszystko, pomagali, a ja teraz zostawiam ich i zajmuję się z niewdzięczności "tylko swoim życiem"? Już widzę jak moja matka chodzi po znajomych, sąsiadach i żali się, że też spotkała ją niestety ten los, że została samotna, mimo że tak bardzo się starała. Ba, ja jestem prawie pewna że ona już teraz się tak czuje, z powodu tego że ją odsuwam od naszych spraw, i nie spędzamy czasu razem, nie zwierzam się jej z mojego dnia, planów i wyjazdów. "No całkiem dobrze ci poszło w pracy, naprawdę, tylko poprawić można by to i to...; Zapraszacie gości? Wiesz może wypadałoby zaprosić tą i tą osobę, A zakupy zrobiłaś? Bo brakuje ci tych a tych produktów. Wywiadówka jest! Czy ty słyszałaś o tym? na pewno zapomniałaś! Bo ja słyszałam w sklepie. Zabrałam dzieci do siebie, bo na pewno będziecie zmęczeni. (ona wie lepiej) Zaprosiłam dla dzieci koleżankę. Że wy nic o tym nie wiecie?? No przecież ja jestem! To ja już wszystko załatwiłam, o co chodzi? Obiad już dałam dzieciom. Co, że mieli sobie wspólnie z tatusiem robić? Oj, tam, no i o której by ten obiad był?! Przecież musiałam je nakarmić bo by były głodne!!"
  13. Witam. Jestem w małżeństwie 19 lat mam 41. Kiedyś przeczuwałem że żona mnie zdradza. Po kilku latach okazało się że miałem rację zrobiła to 2 razy z swoim szefem czego ponoć bardzo żałuję ona i mówi że było tragicznie. Skończyła to odrazu. Ja żyłem w przekonaniu że zdradziła mnie i też ostatnio poszedłem na lewo co ona wyczaiła i się przyznała też że kilka z 8 lat temu było jak czułem. Ja się zakochałem w swojej nowej pani ale kocham też żonę. Mamy dzieci 12 i 28 lat i kredyt na mieszkanie. Kłócimy się ostatnio często. Ale ciężko przekreślić wszystko. Ona chce walczyć ale wypomina mi no stop i kontroluje. Nie wiem co robić. Kochanka ma też męża ale go nie kocha ma też małe 7 lat dziecko. Nie mam pojęcia co zrobić. Przy żonie mi wygodnie i swojsko. Nie mamy jak odejść z tą drugą bo nie ma gdzie i dzieci. Ale z drugiej strony nie za bardzo chce odchodzić od żony dała mi dzieci i kilkanaście lat. Mam żal do niej była moim skarbem i dziewica co było dla mnie mega cenne. Co robić?
  14. Piszesz o sobie, ale zauważyłaś, że może to zdołować jakąś przypadkową osobę. Mnie akurat Twoje słowa nie dołują, bo mogę zrozumieć uczucia, które się za nimi kryją, ale nie muszę się z nimi identyfikować, nie muszę brać ich do siebie, czyli pozwalać, aby miały wpływ na moje samopoczucie. Nawet gdybyś z jakiegoś powodu mnie zwyzywała albo skrytykowała (np. tak jak babcia Twoich dzieci krytykuje Ciebie), to mógłbym ewentualnie przez chwilkę poczuć się gorzej, ale szybko i bez większego wysiłku wróciłbym do poprzedniego, optymalnego stanu. To jest jeden z efektów samorozwoju, czy jak kto woli rozwoju duchowego. Znasz i rozumiesz siebie, swoje emocje, wartości i dążenia. Skoro dobrze siebie znasz i rozumiesz - możesz być pewna siebie i nawet siebie pokochać. Troszczysz się o swoje uczucia, jesteś za nie odpowiedzialna i nie dajesz nikomu prawa do robienia w nich zamieszania. Jesteś spokojna, niezależna. nieustraszona. Nie łasisz się na czyjeś pochwały i akceptację, nie rusza Cię krytyka i odrzucenie, a zatem jesteś niewrażliwa na manipulacje i szantaże emocjonalne. Wiesz co masz zrobić i po prostu to robisz. Dbasz o innych, kochasz ich (a najlepiej cały świat), ale przede wszystkim kochasz i dbasz o siebie. Żyjesz jak królowa, a nie jak niewolnik. Taki stan jest możliwy do osiągnięcia, i choć może nie wystarczyć życia żeby tam dojść, to trzeba iść w tę stronę. Ja mogę sobie mówić, że nie przejąłbym się pojedynczym atakiem słownym nieznajomej osoby. Ale jak by to było, gdybym całe życie spędził z taką dokuczliwą osobą. Permanentnie prześladowany przez dyktatora, który jest nie do ruszenia, bo ma "immunitet rodzicielski". Przez lata będąc urabianym do roli uległej, bezradnej marionetki. Chyba dobrym słowem na opisanie takiej sytuacji byłoby - przeje*ane. Nic dziwnego, że szukasz wytchnienia dystansując się od tego fizycznie i emocjonalnie (jako ciekawostkę powiem, że w ciężkich przypadkach tak powstają zaburzenia psychotyczne - ktoś ucieka od nieprzyjaznego świata do wewnętrznego świata fantazji, który z czasem zaczyna się mieszać z rzeczywistym i nie da się odróżnić który jest który). Oczywistym jest, że uciekasz tylko na chwilę, żeby odpocząć i złapać oddech, ale co zrobić z tym problemem... Gdybym Cię poprosił, żebyś postawiła się w roli niezależnej obserwatorki i spróbowała na chłodno doradzić takiej Ani co powinna zrobić, to zapewne coś sensownego wpadłoby Ci do głowy. No ale. Łatwo nie jest, bo chodzi przecież o mamę, która naturalnie przez wiele lat miała emocjonalną przewagę nad swoją córką. Mamę trzeba było szanować, słuchać jej, nie wolno było się zbytnio przeciwstawiać i bronić swojego zdania, bo przecież mama była dorosła, mądrzejsza, miała więcej praw oraz pakiet kar do ich egzekwowania. Wszystko to chyba za bardzo utrwaliło się w Twojej psychice, bo nie miałaś okazji i wystarczająco dużo siły do wypracowania relacji na nowych, sprawiedliwych zasadach. Myślę, że będziesz potrzebowała silnego sojusznika - trenera, który pomoże przygotować się do walki o swoje życie. Kogoś, kto będzie dobrym oparciem; zrozumie to co czujesz i na trzeźwo się do tego odniesie, żebyś miała szerszą perspektywę. Rozwój osobisty nie polega na uczeniu się nowych rzeczy (no może troszkę), ale na oduczaniu się starych, ograniczających i szkodliwych.
  15. Nie jesteś ograniczony, i wszystko z Tobą w porządku, Masz inne wartości, bardzo cenne, że seks jest dla Ciebie wyrazem miłości w związku, relacji z drugą osobą i to nie jest egoizm. LUDZIE SĄ ROŻNI. Pomyśl czego Ty chcesz, czy ciągłego strachu że ona cię zdradzi i że miała już kilku partnerów przed Tobą, czy poczucia bezpieczeństwa z dziewczyną, dla której Ty będziesz najważniejszy, jedyny, także w łóżku. Czy dla niej jesteś najważniejszy? Czy zapewnia Ci takie poczucie bezpieczeństwa? Związek z ta dziewczyną nie musi być nieudany, pod warunkiem że szczerze sobie powiecie o swoich oczekiwaniach i wasze oczekiwania okażą takie same. To że miała rozrywkowe podejście do seksu w przeszłości, nie musi oznaczać że zawsze taka będzie. Może dziewczyna była w takim okresie swojego życia że nie umiała lub nie chciała budować żadnej relacji, była zagubiona, niestabilna. A teraz być może z Tobą chciałaby zbudować stały, głębszy związek - zapytaj ją o to. Ważne też: jeśli ma duży temperament, to w waszym związku też powinno iskrzyć. Związku opartego tylko na romantyzmie raczej nie widzę. Nie zgadzam się z wpisem Emiliana, takim kategorycznym stwierdzeniem że myślenie autora wątku jest zaściankowe i powinien się zmienić. To, że ktoś ma romantyczne podejście do seksu nie jest niczym nienormalnym. Mamy różne charaktery. Ważne żeby partnera szukać podobnego do nas i to jest podstawa.
  16. @Robertwzan proponuję kontakt z Niebieską Linią pod którym będzie Pan mógł porozmawiać ze specjalistami (psychologiami, prawnikami) odnośnie przemocy psychicznej http://www.niebieskalinia.info/index.php/oferta Pozdrawiam, Katarzyna
  17. Ostatni tydzień
  18. dodam jeszcze ze jak cos probuje powiedziec pogadac mam inne zdabie, wyjezdzaja mi nagle ze ja spiskowalem przeciwko nim , mnie tylko pomagaja, wypominaja pieniadze i zawsze powatrzaja ze mi sie nie chce nic robic, tlyko siedziec i grac i byc pasozytem, nie moge z nikim doroslym pogadac o tym, coraz mam czesciej ochote zwiac z domu
  19. no wyzywaja jak cos im sie nie spodoba, co ja mam zrobic jak znowu babcia ze storny matki znowu powymysla na mnie glupoty lub zon abrata bedzie chcia;a rzucic klamstwo, to znowu sie starzy zamuruja i koniec, a jak przechodzi to jest spoko milo, ale jak cos ubzduraja to koniec to we mnie wszytko pojdzie i amen
  20. Macie rację, dlatego założyłem że to ze mną coś jest nie tak, że nie potrafię tego zaakceptować, dlatego zapytałem co mam uczynić by to do mnie dotarło i żebym to wyrzucił z siebie. Próbowałem ją zrozumieć, gdyż nie miała lekko i potrzebowała bliskości. No ale jest to dla mnie ciężkie, gdyż dla mnie to normalne nie jest, mam inne wartości. Nie znała tego faceta, nie wiedziała tak naprawdę o nim nic, nie wiadomo czy nie korzystał z prostytutek, czy czegoś nie mogła załapać, dlatego to dla mnie straszna zadra. Ale tak jak piszecie nie jestem egoistą, zależy mi na tej dziewczynie, dlatego pytam co mam uczynić żeby to do mojej ograniczonej głowy dotarło
  21. Dzień dobry, napisała Pani "nie umiem gotować - nauczyłam się robić parę dań". Trochę w tym stwierdzeniu sprzeczności bo jednak czegoś się Pani nauczyła w kwestii gotowania. napisała Pani "z autem absolutnie mi to nie wychodziło" - ale zrobiła Pani prawo jazdy czyli jednak nauczyła się Pani prowadzić samochód na takim poziomie, żeby zdać egzamin. A może stawia Pani sobie bardzo wysoko poprzeczkę? Jak gotowanie to od razu na wysokim poziomie, jak prowadzenie samochodu to od razu bez obaw. Może Pani oczekiwania co do czasu w jakim "powinna" Pani czegoś się nauczyć są wygórowane? A może ktoś ma takie oczekiwania wobec Pani? Temu warto przyjrzeć się na terapii: na ile jest Pani krytyczna wobec siebie i z tendencją do perfekcjonizmu. Na terapii może Pani pomóc przyjrzeć się swoim przekonaniom o sobie, emocjom i samoocenie. Pozdrawiam, Katarzyna
  22. Wyzywanie słowne może doprowadzać u nich do agresji, jesteś młody bądź lojalny i gdyby miało dojść do kolejnych rękoczynów strasz ich policją.
  23. wydaje mi się, że 1. Lepiej byłoby, gdybyś Ty tej przeszłości nie znał. 2. Skoro to faktycznie przeszłość, tzn. Miała romans nawet tygodniowy, nie będąc w stałym związku i nie zdradziła - to miała takie prawo, problem byłby wtedy, gdyby zdradzała, to faktycznie niedopuszczalne. I wreszcie 3. :Łatwiej jest tworzyć związek, kiedy obie strony mają podobny system wartości oraz temperament, a nie tak bardzo odmienne spojrzenie na tak ważne tematy jak sprawy łóżkowe
  24. Cześć. Problem polega na tym, że Twoja wizja rzeczywistości nie zgadza się ze stanem faktycznym. W sumie wszystkie problemy emocjonalne wynikają z niezrozumienia i fałszywych przekonań. Wychowano nas w przeświadczeniu, że kobiety są księżniczkami, anielskimi, delikatnymi istotami potrzebującymi bohaterskiego, opiekuńczego rycerza, którego pokochają z wzajemnością i będą razem żyli długo i szczęśliwie. Trochę już na tym świecie żyjesz i chyba wiesz, że takie rzeczy są tylko w bajkach. Masz jednak inne poglądy, które po zderzeniu z rzeczywistością doprowadzają do zgrzytu i pojawiania się nieprzyjemnych emocji. Tak jest z Twoim przekonaniem, zasadą, że bzykać powinno się z kimś, z kim nawiązało się bliższą relację, a seks dla samej przyjemności jest czymś złym, jak to ująłeś - zezwierzęceniem. Prawda jest taka, że z biologicznego punktu widzenia nie jesteśmy niczym więcej jak tylko zwierzętami. Mamy swoje naturalne zwierzęce instynkty i popędy; jedni silniejsze, inni słabsze. Oczywiście mamy też moralność, wychowanie i obyczaje do kontrolowania tych popędów. Wygląda na to, że Twoja dziewczyna nie wychowała się w konserwatywnej, szczęśliwej, katolickiej rodzinie, gdzie chodzi się co niedzielę do kościoła i wystrzega wszelkich grzechów, łącznie z "paskudnym" seksem przed ślubem. Na szczęście w skrajnej patologii chyba też nie przyszło jej żyć, bo nie jest jakąś alkoholiczką czy narkomanką, co się puszcza z każdym i wszędzie. Jeśli miałbym strzelać, to powiedziałbym, że jej seksualność jest na przeciętnym poziomie. Co z tego, że zrobiła sobie tygodniowy maraton za granicą? Była wtedy w związku i kogoś zdradziła? Nie miała do tego prawa? Przypasował jej tamten chłopak, instynkt się odezwał i pozwoliła sobie na taką rozrywkę. Chciałeś znać jej przeszłość erotyczną; ona szczerze, z zaufaniem o tym powiedziała, a teraz masz problem, bo jej zasady nie były takie same jak Twoje. Ludzie są wolni i postępują według swojego uznania. Jeśli wymagasz, żeby zachowywali się tak jak Ty uważasz, że powinni, to takie coś nazywa się egoizmem.
  25. Dodam jeszcze, że ostatnio odkryłam że ulgę sprawia mi ucieczka w egoizm, dystansowanie się od ludzi, nawet od rodziny, która mnie drażni. Robię się coraz bardziej zamknięta, zimna, i ich sprawy szczerze, przestają mnie obchodzić. Z wyjątkiem moich dzieci i męża nie dzwonię, nie interesuję się innymi, telefon od siostry traktuję jak zło konieczne. Mam potrzebę zamknąć się w swoim świecie i nikogo poza w/w do niego nie dopuszczać, a i to w ograniczonym stopniu. Nigdy takiego swojego świata sobie nie wywalczyłam, zawsze żyliśmy w dużej przymusowej zażyłości z rodziną siostry, rodzicami, szwagierką, Nauczona jestem obowiązku pomagania, bycia do dyspozycji innych, bycia spolegliwą, ugodową - coś we mnie pęka i robię się zamknięta na innych, bo za każdym razem wydaje mi się że jak ktoś do mnie dzwoni, przychodzi - to znowu zawłaszczy mi moją prywatność, moje własne życie. Aż dziwne że jeszcze przychodzą. Nie wiem w którą stronę to pójdzie ale coraz częściej mam potrzebę ucieczki, nie spełniania żadnych oczekiwań innych, i tylko dla dzieci znowu będę zaciskać zęby i robić im wigilię, która mnie stresuje i nie daje mi żadnej radości, bo nie mam żadnej mocy sprawczej - znowu mama będzie mnie chciała wyręczać, i męża traktować (u mnie w domu )jak dawniej swojego - czyli takiego którego we wszystkim trzeba wyręczać. Itd, itd. Jeśli kogoś dołuje moje pisanie to proszę nie czytać. Potrzebowałam to napisać, chyba to najodpowiedniejsze miejsce.
  26. Czytając post Mileny zastanawiam się do którego momentu ja powinnam się cofnąć w swoim życiu, żeby rozgonić swoje strachy i rozciąć własne wrzody. Picie ojca niby już przerabiałam. Widać z miernym skutkiem, skoro ja też borykam się cały czas z niepewnością, brakiem akceptacji siebie, brakiem odwagi w życiu, liczeniem się bardziej z innymi niż ze sobą, niską samooceną. Kiedy w pracy zbieram komplementy za dobry pomysł, uznanie innych - to we mnie jest strach: "Jezu, ale dobrze się maskuję. Teraz myślą że ja jestem taka doskonała, ale następnym razem to na pewno się na mnie poznają i zobaczą jaka jestem słaba naprawdę, na pewno następnym razem coś chlapnę i się ośmieszę". Znam to, wiem jak to jest. Bardzo Ci współczuję. Ja jeszcze mam ten problem że stoję obok własnego życia - z wyjątkiem macierzyństwa, to wszystko co robię wydaje mi się "zastępcze", dom, praca, wygląd, sposób spędzania czasu, osoby które spotykam. Jakbym nie była w swojej skórze, jakby to nie było moje życie. Robię dużo rzeczy nie z wyboru, tylko automatycznie, bo życie mnie tak poniosło. Dostosowuję się. Straszne jest zdać sobie z tego sprawę. Przepraszam że to piszę w Twoim wątku, nie chcę dołować. Pozdrawiam
  27. Bardzo dziękuję za rady. Odniosę się może do drugiego akapitu, bo poczucie humoru już przerabiałam, i nie powiem, nawet uśmiechnęłam się gorzko czytając bajeczkę, powieka też mi nieznacznie zadrżała, faktycznie ten dystans z humorem to jest jakaś metoda na wariactwo. A skoro już się pośmialiśmy... Nie chcę zmieniać mamy bo nie to jest moim celem. Ja chcę umieć radzić sobie z jej nadopiekuńczością, nauczyć się dystansu do tego, żeby myślenie o mamie i jej kontroli nie zdominowało mojego życia. Wiem z czego jej zachowanie wynika, bo już ze 100 razy przeanalizowałam to, i ją rozumiem, Chodzi o to że wcale mi to nie ułatwia tolerowania jej zachowania, wręcz obciąża psychicznie, bo ja na swoich plecach noszę jej życie i jej bagaż doświadczeń. Mam jest osobą po przejściach, chce się czuć potrzebna. Ne muszę jej uczyć empatii, bo mama ma jej aż nadto. Jest Samarytanką która zbawia świat, wie lepiej od innych co jest dla nich dobre. Przytula do serca wszystko, począwszy od kotów bezdomnych, poprzez samotne sąsiadki, po opiekę nad umierającymi chorymi krewnymi. I nie znaczy to że robi to z wielką radością - ona się poświęca, bo "tak trzeba", tak należy. Ta nadopiekuńczość przechodzi na mnie i moją rodzinę, bo jesteśmy blisko. Mama pomaga, dogląda, wyręcza, lubi wszystko kontrolować, wie lepiej od nas kiedy np. pilnować dzieci, bo z góry zakłada że danego dnia to my będziemy zmęczeni, zanim my zdążymy o tym pomyśleć. Wszystko to czarujące, pod warunkiem że byłoby od czasu do czasu. Powoli uczymy się stawiać granice, sygnalizować że mamy swoją prywatność choć to niełatwe, bo mamie jest przykro. Ale to jeden problem, dla mnie większym problemem jest to, że mama oprócz nadopiekuńczości jest też osobą krytyczną, ocenia wszystkich, także obcych, czasem szydzi z innych w jej mniemaniu prostych ludzi, bo sama należy do tych mądrych którzy wiedzą, widzą i czują więcej. Zawsze wyraża swoje zdanie, poucza. Czuję oddech własnej matki na plecach 24 h na dobę i ciąży mi to. Nawet jeśli wprost moja mam mnie czy męża nie krytykuje, to ma zwyczaj "doradzać" w stylu " A może powinnaś, może wypadałoby, trzeba, należałoby coś zrobić" - i to są ulubione słowa mojej mamy. Delikatne popychanie za plecami, co ja powinnam zrobić, bo jej wydaje się że wie lepiej. Dostaję szału kiedy słyszę po raz kolejny "wiesz, może trzeba by to czy tamto..." Żebym była dobrze zrozumiana: ja nie pytam jak ją zmienić bo ona już taka będzie,. Ja mam problem z tym, co ja mam zrobić z własnym życiem - żeby matka nie miała na mnie tak dużego wpływu, a jej krytyka i ocenianie były mi obojętne. W tej chwili czuję się zblokowana. Zdałam sobie sprawę że ja nawet mieszkanie mam urządzone tak zachowawczo, żeby nie wzbudzać mamy pytań, oceny. Ono nie odzwierciedla mojej duszy, Już tłumaczę: Mam potrzebę zachować dla siebie jakąś cząstkę, do której mama nie ma dostępu. Skoro widzi wszystkich którzy mnie odwiedzają, wie co jem i nawet co robię w pracy, to przynajmniej niech nie wiem jakie obrazy mi się podobają, nie chcę jej pytań, ocen, inteligentnych mądrości. Nie chcę tego, Jeśli chodzi o pracę mam pracę której efekty widać na zewnątrz, więc moja mama też komentuje te efekty, - a ja czuję tą ocenę na plecach, Jestem wyczulona (może przewrażliwiona) na jej komentarze że coś zrobiłaby inaczej, coś poprawiła, albo rady "pamiętaj o tym i o tamtym". Łapię się na tym, że w wolny dzień siedzę w mieszkaniu jak na szpilkach, patrzę na drzwi, spodziewam się że ona zaraz wejdzie, zechce pomóc, wyręczać mojego męża, nadskakiwać a przy okazji będę wysłuchiwać jej głośno wyrażanego zdania na każdy temat, bo przecież ona ma zawsze rację. A nie należny do osób prostych, jest inteligentna i ma dużo do powiedzenia. Samorozwój? Chciałbym umieć to zrobić, Czuć się wewnętrznie silna, samodzielna, mieć całkowicie w nosie gadanie mamy. Ludzie mnie w pracy taką właśnie postrzegają. A w życiu prywatnym czuję się bardzo malutka, niesamodzielna, zduszona, ograniczona. Zdaję sobie sprawę że te ograniczenia częściowo są we mnie. Ale nie wiem co z tym zrobić. Widzę problem w zbyt bliskich kontaktach z rodzicami, z matką. Chciałbym znaleźć coś, co da mi siłę, i żeby moja matka w tym nie uczestniczyła. Nawet gdy chodziłam na zajęcia sportowe, to pojawiła się tam też moja matka, bo jest aktywna, bo się nudzi... Nie wiem czy ktoś mnie rozumie, jak bardzo przytłaczająca może być taka dominująca osoba, w dodatku własna mama która wszystko robi dla mojego dobra z wielkiej miłości. Duszę się od tego, a porady typu "zajmij się własnym życiem" są jak puste gadanie, bo właśnie ja nie wiem jak to zrobić, jak zająć się sobą, skoro w moim życiu zawsze czuję się "córką".
  28. Bardzo dziękuję Wam za odpowiedzi. @Emilian napisałeś, rzeczy, odnośnie dzieciństwa, które bardzo mnie zaciekawiły i nigdy bym tego idealniej nie ujęła. Co do związku również masz wiele racji. Otworzyłeś mi trochę oczy, rzuciłeś nowe spojrzenie czuje się jakby lżejsza. Jego słowa we mnie tak nie uderzają. Uswiadomilam sobie jak mną manipulował, ograniczał kontakt z przyjaciółmi, a ja zostawała zupełnie sama z jego negowaniem i obarczaniem mnie gniewem, słysząc na codzień jaki on nie jest porządny i ułożony... Straszne przeżycie.
  1. Załaduj więcej aktywności

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.