Skocz do zawartości

Cała aktywność

Strumień aktualizowany automatycznie     

  1. Ostatnia godzina
  2. Cześć, Emikemi. Mam na imię Paweł, jestem trzeźwy od ponad dwóch lat, a od 20 leczę się z uzależnienia. Przerobiłem kilkanaście terapii i ośrodków typu sugerowany przez Panią terapeutkę MONAR.. Słuchaj, najszybciej dostaniesz pomoc od innych uzależnionych, TRZEŹWYCH uzależnionych, którzy pracują nad sobą systematycznie i dają radę funkcjonować, mimo nawrotów, kryzysów i stanów depresyjno-lękowych, albo myśli samobójczych. Teraz jesteś w zespole odstawieniowym, będzie ciężko, ale da się go przetrwać, jeśli zadziałasz. Zanim znajdziesz terapeutę w przychodni, czy ośrodku, działaj online. Codziennie odbywają się w sieci mityngi Anonimowych Narkomanów - NA, tu masz link: https://www.anonimowinarkomani.org/mityngi-online/. Dzisiaj masz dwa mityngi. Spróbuj, na pewno nie stracisz, a dostaniesz pomoc od razu. Powinnaś też wiedzieć, że mityngi NA to nie jest terapia, chociaż ma działanie terapeutyczne. Terapię możesz podjąć niezależnie od mitryngów, to są dwie uzupełniające się ścieżki wychodzenia z nałogu. Grupy Anonimowych Narkomanów, albo po prostu osób uzależnionych to ruch zupełnie niezależny. Mamy swój program i trzymając się go potrafimy żyć z uzależnieniem. Możesz sobie też pomóc fizycznie teraz: pij dużo wody, staraj się jeść zdrowe produkty, nie pij kawy, lub ją ogranicz, spróbuj ćwiczeń rozluźniających typu joga, medytacja. I pamiętaj: TO, co czujesz teraz, MINIE! Na mityngu NA najdziesz zrozumienie i pomoc ludzi, którzy wiele razy czuli TO, co TY teraz i mają podobne doświadczenia. Trzymaj się ciepło i nie poddawaj! Paweł
  3. Dzisiaj
  4. Masturbacja sama w sobie nie jest zła, ale problem pojawia się jeśli staje się ważniejsza od wykonania pozostałych obowiązków. Taki facet o masturbacji przy pornolku myśli pewnie cały dzień + trzeba jeszcze czasu poświęcić na znalezienie idealnego filmu. Mam ten sam problem ze swoim facetem. Również jest informatykiem, ale w jego historii nic nie znajdę. Co to za problem otworzyć w przeglądarce "okno incognito" i heja banana Dobrze wiem że to robi. Mam swoje sposoby na sprawdzenie. Jak to wszystko się skończy z koronawirusem jak najprędzej chce udać się do seksulog-psycholog.
  5. Przede wszystkim trwała abstynencja od środków psychoaktywnych. Najlepiej by było gdyby miała Pani kontakt z terapeutą z poradni uzależnień lub on-line po to aby zrozumieć i poradzić sobie z własnymi emocjami oraz poznać mechanizmy uzależnienia. Załączam link do artykułu o emocjach oraz o wpływie alkoholu na pojawienie się myśli samobójczych
  6. Chciałabym zapytać o jakieś inne możliwości poradzenia sobie z tym problemem. Istnieją takie? Bo na tą chwilę nie mogę udac się do żadnego ośrodka I chcialabym móc sobie poradzić z tymi problemami jakoś tutaj na miejscu.
  7. Dzień dobry, Pani nastrój oraz myśli samobójcze są najprawdopodobniej spowodowane regularnym zażywaniem substancji psychoaktywnych. Po odstawieniu substancji przez pewien czas może Pani odczuwać wzmożone gorsze samopoczucie. Ze względu na występujące u Pani myśli samobójcze proszę zadzwonić pod numer 112 gdzie uzyska Pani pomoc. Następnie proszę podjąć leczenie w ośrodku terapii uzależnień. Leczenie dostępne jest na NFZ, podaję link do listy ośrodków w całej Polsce https://www.parpa.pl/index.php/placowki-lecznictwa oraz do stowarzyszenia Monar http://www.monar.org/ Na terapii uzależnień będzie Pani pracować nad konstruktywną wizją przyszłości, nauczy się Pani radzić sobie z emocjami oraz przyjrzy się Pani i zweryfikuje przekonania na swój własny temat. Dzięki temu urealni Pani swoją samoocenę. Nie jest Pani sama, są wokół Pani ludzie, specjaliści, którzy mogą Pani pomóc. Zrobiła już Pani pierwszy krok w ratowaniu siebie - szuka Pani pomocy na forum, teraz proszę zrobić następny. Pozdrawiam, Katarzyna
  8. Cześć. 22 kwietnia kończę 19 lat, a od około 2,5 roku mam wrażenie, że z każdym dniem osiągam coraz to większe dno. Moje problemy: × Czuję ogromną potrzebę przebywania z ludźmi jednocześnie nie potrafię nawiązać z nimi kontaktu (w niektórych sytuacjach lęk mnie dosłownie paraliżuje i łapię naprawdę straszne schizy). × Strasznie niska samoocena (przez cały okres podstawówki i gimnazjum byłem tym którego wszyscy mogą wyśmiewać i poniżać). × Słabość do narkotyków Pierwszy raz naćpałem się kodeiną w wieku 14 lat. Rok temu poznałem amfetaminę i ciągnę ten romans do dziś - ćpanie w systemie 3, 2,1 (np. 2 dni nic, 3 dni ćpania, 1 dzień nic). Miesięczny, intensywny ciąg na mefedronie (jak to wszystko ze mnie schodziło to serio czułem jak "pali styki"). Tylko gdy jestem solidnie naszponcony lub zarzucę pixe, mogę sam próbować łapać kontakt nawet z obcymi mi osobami. Zielsko i mdma używam rozsądnie (bynajmniej moim zdaniem). Jestem tu nowy i szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak działa to forum. Myślę jednak że słowa otuchy od choć jednej osoby będą dla mnie naprawdę dużo znaczyły. Dziękuję za przeczytanie do końca i życzę miłego dnia.
  9. Wczoraj
  10. Muszę tu napisać. Szaleję. boję się że oszaleję takie mam uczucie w głowie. Własna mama czy matka (już nie wiem którego terminu używać) chcąc leczyć mnie z depresji wpędziła.wpędza mnie w depresję. Co jest takim paradoksem bo będzie miała wymówkę i potwierdzenie swoich podejść. Chodziła do jakiegoś psychologa i opowiadała (chyba) o mnie i w momencie w którym po latach zacząłem czuć w końcu po raz pierwszy życie i że mam miejsce w tej rodzinie, że nawiązuję w końcu z nią, z nimi(bo i z ojcem też) relację wszystko zniszczyła w jedną sekundę. A to było w sierpniu. 8 miesięcy temu i dopiero teraz mogę to napisać (głowa i mniejszy gniew mi na to pozwala). Postanowiła wejść i z zupełnym spokojem oznajmić mi, że idę do JEJ psychologa, którego ONA znalazła i ONA zapłaci i ONA będzie stać za drzwiami albo mnie ubezwłasnowolnia (bo już rozmawiała z psychologiem który jej wszystko powiedział jak to zrobić) i wysyła do psychiatryka. Poczułem w jedną sekundę jakby pojęcie rodzina w mojej głowie spaliło się bezpowrotnie. Zostawiła mnie z tym mówiąc jeszcze jak taki kat "daję ci czas do jutra". Że potraktowała mnie takim zagraniem jak w patologicznych rodzinach matki które dzwonią na policję bo ją własny syn okrada czy wynosi z domu rzeczy albo wysyłają przymusowo w kaftanie na odwyki od narkotyków do szpitali. 8 miesięcy mija a ja budzę się i zasypiam z gniewem, nie potrafię tego wybaczyć. Że zrobiła coś takiego. Pęka mi serce, że zniszczyła ten most który budowałem przez rok. A którego nie było od dziecka. Że w mojej głowie już nie istnieje taka osoba jak matka/mama a mimo to jest i muszę udawać, że jest wszystko w porządku. Bo Ona na drugi dzień zachowuje się normalnie jak by nic się nie stało, woła mnie na wspólny obiad i się uśmiecha do mnie co sprawia że jeszcze bardziej w środku mnie rozrywa złość, i nic nie mówię tylko wychodzę. Jestem taki teraz spięty. Całe boki pleców mnie bolą pod łopatkami. Wcześniej przez dwa miesiące najpierw czułem od momentu kiedy wstałem do momentu kiedy zasypiałem kłucie w klatce piersiowej. Potem przeszło żołądek. Kompulsywnie zacząłem łykać tabletki z kozłka lekarskiego, z melisy z rumianku. Czuję, że głowa mi nie wytrzymuje i widzę taki biały punkcik (jak takie robaczki świetliki latające w nocy) wędrujący w górę albo bok i wtedy robi mi się gorąco. Przerabiałem to już rok temu i po kilku miesiącach picia naparów z lawendy, męczennicy, rumianku, kozłka, chmielu i inhalacji olejkami eterycznymi z melisy, geraniowego przeszło mi. Dla mnie ta zagrywka była taka zdrada której nie potrafię teraz wybaczyć a nie chcę tak zakończyć posiadania rodziny. Mam 30 lat od dziecka nie czułem się w domu swobodnie i teraz dążyłem do tego żeby poczuć że mam dom rodzinny. Że mogę z nimi przebywać i rozmawiać tak jak starszy brat z którym też nie rozmawiam, a teraz nim pracuję z powodu tego wszystkiego. Że mam rodzinę. Nie mogłem przez to nigdy pójść do pracy bo w żadnej nie potrafiłem się odnaleźć z tego powodu że czułem się jak sierota. Nie miałem fundamentu własnej osobowości żeby się czuć pewnie w śród ludzi i wiedzieć z kim zawierać znajomości, kumplować się a z kim nie chcę rozmawiać, przebywać w jego towarzystwie, od kogo trzymać się z daleka. Ja miałem kompletnie opuszczoną gardę. Od razu wsiąkałem w klimat ludzi z którymi przebywałem i tego się bałem, dlatego się na przykład zwalniałem po miesiącu, po pierwszej wypłacie. A (będę mówił ona bo już nie potrafię nawet napisać tego słowa) Ona myślała że ja wolę być leniem i siedzieć w domu przy komputerze. Siedziałem przy komputerze żeby nie siedzieć i nie patrzeć się w ścianę. Przez ostatnie lata zabierała mi komputer z pokoju. I nagle już nie miała problemu. Ja od ojca zarabiałem trochę pieniędzy i odkładałem i kupowałem następny po kilku miesiącach i tak w kółko 4 razy w przeciągu ostatnich 5 lat. A teraz mam już 30 lat. Znowu powróciłem do tego że siedzę i nic nie robię. Siedzę od rana do wieczora aż mnie boli krzyż. Mam ciągle sztywny kark. Mam sny które mnie dobijają. Ostatnio się obudziłem w środku nocy bo krew z nosa mi zaczęła cieknąć i zużyłem pół rolki papieru do wycierania się zanim przestała. W ciągu dnia też nagle sama z siebie nagle mi leci krew z nosa. Miałem już tak wcześniej. Przed tym zanim zacząłem pić zioła. Znowu wyglądam 3 razy gorzej. Miewam tak że stojąc przed lustrem i widząc swoją twarz chcę zacisnąć pięść i uderzyć w lustro ale oczywiście tego nie robię bo zdrowy rozsądek dalej jest jeszcze górą. Przez ostatni rok to był jedyny rok w którym nie miałem tego wszystkiego co opisuję. A teraz znowu to wszytko wraca tak jak bym się cofał znowu. Teraz już skończę i postawię kropkę.
  11. Dzien dobry. Chcialabym przedstawic sytuacje sprzed paru lat i prosic o opinie. Jakis czas temu weszlam w pewien zwiazek. Mieszkalismy razem za granica, gdy okazalo sie, ze stracilam prace. Balam sie jego reakcji, ale zaczelam szukac innej pracy. Po dniu probnym wrocilam do domu i powiedzialam, ze czuje sie zle i zestresowana. Moj byly zaczal napierac na mnie, chcial seksu. Poczulam sie obrzydliwie, nagle dostalam biegunki. Musialam odepchnac go sila i pobieglam do ubikacji. Poszlam do innego pokoju, zeby zasnac. W nocy wstawalam jeszcze z 3 razy, z powodu biegunki. Czasem mysle, ze moja zanizona samoocena powoduje zmiane oceny. Czy wedlug Panstwa sytuacja, gdzie trzeba faceta odpychac sila to proba gwaltu? Czy to normalne, ze balam sie osoby, z ktora bylam? Pozdrawiam
  12. Dobry wieczór, zacznę od tego że jestem młodą kobietą, która ma 18lat. Półtorej roku temu umarl moj ojciec alkoholik a ja popadlam w co on, w uzaleznienie na poczatku duzo pilam jak to nastolatkowie alr poznien w gre weszla inna uzywka ktora w moim zyciu jest juz od ponad roku praktycznie codziennie. Warto dodac ze teraz jestem drugi dzien czysta i przezywam najgorszw emocje i uczucia, ktore chyba nigdy mi nie towarzyszyły. Trudno mi o tym mówić ale mam myśli samobójcze, ktore nie odstępuja mnie na krok, do tego uczucie jakbym nie istniała, jakbym nikogo nie obchodziła I najchętniej wszyscy kopli by mnie w dupę. Nie chcę mi się jeść, przez praktycznie cały dzień myślę o tym jak bardzo beznadziejna nie jestem I jak bardzo współczuję tym wszystkim ludziom że muszą się że mną męczyć. Nie widzę przyszłości dla siebie, czuje że nie poradzę sobie w życiu I najchętniej zakonczylabym je zaraz po zakończeniu szkoły bo zwyczajnie nie wiem co dalej. Boję się że pewnego dnia te myśli przeradza się w czyny I już nawet rzeczy które do tej pory mnie trzymają na ziemi już nie będą miały takiego znaczenia. A więc moje pytanie jest takie, jak pozbyć się tego smutku, tego uczucia samotności, I jak sprawić żeby życie mnie cieszyło a nie uświadamialo mnie coraz bardziej że to w sumie nie ma sensu.
  13. Dobry wieczór, zacznę od tego że jestem młodą kobietą, która ma 18lat. Półtorej roku temu umarl moj ojciec alkoholik a ja popadlam w co on, w uzaleznienie na poczatku duzo pilam jak to nastolatkowie alr poznien w gre weszla inna uzywka ktora w moim zyciu jest juz od ponad roku praktycznie codziennie. Warto dodac ze teraz jestem drugi dzien czysta i przezywam najgorszw emocje i uczucia, ktore chyba nigdy mi nie towarzyszyły. Trudno mi o tym mówić ale mam myśli samobójcze, ktore nie odstępuja mnie na krok, do tego uczucie jakbym nie istniała, jakbym nikogo nie obchodziła I najchętniej wszyscy kopli by mnie w dupę. Nie chcę mi się jeść, przez praktycznie cały dzień myślę o tym jak bardzo beznadziejna nie jestem I jak bardzo współczuję tym wszystkim ludziom że muszą się że mną męczyć. Nie widzę przyszłości dla siebie, czuje że nie poradzę sobie w życiu I najchętniej zakonczylabym je zaraz po zakończeniu szkoły bo zwyczajnie nie wiem co dalej. Boję się że pewnego dnia te myśli przeradza się w czyny I już nawet rzeczy które do tej pory mnie trzymają na ziemi już nie będą miały takiego znaczenia. A więc moje pytanie jest takie, jak pozbyć się tego smutku, tego uczucia samotności, I jak sprawić żeby życie mnie cieszyło a nie uświadamialo mnie coraz bardziej że to w sumie nie ma sensu.
  14. Mam problem. 4 lata temu zmarł mój narzeczony. Zostałam przez niego zdradzona. Po jego śmierci zaczęłam brać narkotyki i byłam w bardzo toksycznym związku, wręcz samo destrukcyjnym. Rozstałam się z tym facetem i rozpoczęłam nowy związek i bardzo zależy mi na nim. On non stop buduję mury. Jak jesteśmy razem jest super, ale gdy wraca do domu to ma mnie gdzieś. Jest oschły i traktuje mnie bardziej jak powietrze. Od momentu śmierci mojego narzeczonego nie umiem zbudować normalnej relacji z nikim. Non stop zamykam się w swoim pokoju. Tylko praca i dom nic więcej. Nie umiem poradzić sobie z uczuciami.
  15. Witam. Mam na imię Ola i mam 20 lat. Sprawa wygląda tak, że zamieszkałam razem z partnerem, kiedy zaczęły się studia (obydwoje jesteśmy na 1 roku). Przez ten czas bardzo się do niego przywiązałam. Wynajmujemy jeden duży pokój. Od początku było wiadomo, że umowę mamy do czerwca, więc na wakacje wrócilibyśmy do domów rodzinnych. Niestety ze względu na obecny stan epidemii stało się to wcześniej. Nie wiemy co dalej. Ze względu na to, że nie wiadomo kiedy epidemia się skończy, nie wyprowadziliśmy się stamtąd, ale jesteśmy w swoich rodzinnych miastach, oddalonych od siebie o 90 km. Ostatnio cały czas męczy mnie to. Zaczęłam się zastanawiać czy to jest właściwe, bo równie dobrze moglibyśmy siedzieć razem w naszym wynajętym pokoju. Z drugiej strony, nie pracujemy jeszcze, utrzymują nas rodzice, (ja dostaje też rentę ze wzg. na śmierć mojej mamy), więc całkowicie się nie usamodzielniliśmy, a życie tam kosztuje, więc chyba lepiej być tutaj i zaoszczędzić trochę pieniędzy. Dodatkowo mamy też już starszych rodziców i dziadków, którym warto pomagać w tym trudnym czasie, chociażby robiąc zakupy, a będąc tam nie mielibyśmy tej możliwości, a w obecnej sytuacji ciężko byłoby nam dojechać do nich pociągiem. Patrzę na innych znajomych, którzy mieszkają razem i zaczynam porównywać nas do nich. Oni siedzą nadal razem cały czas, z taką różnicą, że utrzymują się już sami i wynajmują sobie mieszkanie. Głównie chodzi mi o to, że w tej całej sytuacji jestem rozdarta i sfrustrowana, bo czułam, że mieszkam z chłopakiem, a teraz znów jesteśmy osobno i spotykamy się co jakiś czas. Ciężko mi się z tym pogodzić i nie wiem czy to nie dziwne, że wyjechaliśmy teraz do domów rodzinnych, zamiast pozostać w mieście gdzie studiujemy. Tęsknie za czasem, który spędzaliśmy cały czas razem, a dodatkowo boję się, że ze wzg. na dynamicznie rozwijającą się sytuację całkowicie utracimy możliwość spotykania się. Rozmawiałam o tym z moim partnerem, pytałam go czy też tak odczuwa to, że nie mieszkamy aktualnie razem. Odpowiedział mi, że stara się po prostu dopasować do obecnej sytuacji. Proszę o opinię na temat tej całej sytuacji. Bardzo to wszystko przeżywam. Pozdrawiam, Ola
  16. Moja Droga jesteś bardzo młodą kobietą i całe życie przed Tobą, byłam i jestem w podobnej sytuacji, może mam obydwojga rodziców i jest inaczej, ale straciłam w wieku 21 lat moją babcię zmarła mi na rękach widziałam wszystko jak wygląda jak 8 minut zanim przyjechała erka było to najdłuższe 8 minut w życiu. Moja babcia była dla mnie jak mama wolałam z nią spędzać czas i opowiadać wszystko jej, wychowywała mnie gdy rodzice pracowali, urodziłam się z wadą serca jestem już po 2 operacjach, babcia była przy każdej chorobie i każdej walce o moje zdrowie. A teraz tętnię życiem, zawsze byłam energicznym człowiekiem, pełna szaleństw, wygłupów i nietuzinkowych pomysłów i to był największy problem mojej mamy ona marzyła o poukładanych, perfekcyjnych dzieciach, grzecznych, świetnie uczących się, wpojone wszystkie wartości, porządnie odpowiednio ubrana. Ale jak każdy ma swoje życie chciałam mieć swoje życie, ale nie było mi to dane. Nie będę wspominać o chłopaku gdy byłam nastolatką choć rozstałam się po 4 latach bycia dla mojej mamusi z zakazem zbliżania się do mnie przez policję. Poszłam na studia na chyba jedną z lepszych uczelni w końcu cieszyłam się, że wyrwe się z domu studia dzienne mieszkanie w akademiku to był cudowny okres uczyłam się ale też szalałam miałam mnóstwo znajomych chyba jestem duszą towarzystwa ale coś poszło nie tak, moja mama ograniczała mi finanse abym na nic nie wydawała przywoziła mi do akademika cukier, mąkę, mleko i pieniądze tylko na powrót do domu zawsze co tydzień musiałam wracać bo ona tęskniła i trzeba było pomóc w domu sprzątanie, pranie prasowanie, i mnóstwo obowiązków. Poznałam w końcu na studiach chłopaka dopiero pod koniec 3 roku było super był świetny nie wiązałam wtedy żadnych planów nadwyraz ale miałam kogoś z kim spędzałam czas ktoś kto mnie przytulił chciał rozmawiać na poziomie studenckim, On do mnie przyjeżdżał czasami do domu spędzaliśmy czas, ale ja nigdy nie byłam u niego przez 2 lata chodzenia nigdy nie mogłam bo moja mama mi zabroniła bo jak to aby dziewczyna nocowała u chłopaka a jak inaczej jeśli mieszkamy od siebie 150km i czar prysł, bo on to zauważał, że tylko wszystko kręciło się wokół mojej mamusi, i miarka się przebrała gdy zginą jego brat pojechałam na pogrzeb gdzie mamusia chciała jechać ze mną bo ona musi być w centrum uwagi, wybrała mi nawet strój zabroniła mi ubrać się na czarno bo to nie moja rodzina on mnie potrzebował ale ja nie mogłam zostać bo co mama powie jest w stanie przyjechać i zrobić mi awanturę i tak zostałam sama. Minął czas sielanki studenckiej obroniłam się w pierwszym terminie i wróciłam do domu dumna mamusia ma córkę mgr inż. teraz szukamy pracy ale kto chce przyjać kobiete na budowę ona to w domu może siedzieć udało się dostałam pracę w delegacji pierwsza moja praca i nie było lekko ale jestem ambitna i mimo wszystko pracowita wykazałam się tylko pracowałam z 50 mężczyznami ciężko mi jest opowiadać co przeżyłam na budowie i nigdy nikomu tego nie opowiadałam. Tam poznałam mężczyznę który był inny od wszystkich miły, przyjazny pomocny tylko ja byłam asystentem kierownika a on zwykłym fizycznym chłopakiem ale coś w nas weszło jakaś chemia i zakochałam się tak po prostu w fantastycznym chłopaku:) wszystko było na przeciw praca, obcy ludzie, znajomi a to było mało ważne przeciwko była moja mama która powiedziała mi że zniszczyłam sobie życie że kariera poszła papa że dla jakiegos tam chłoptasia poszłam i zniszczyłam wszystko to co ona mi dała ale ja uparcie z nimi byłam walczyłam z nią choć przykro mi było oddalałam się od niej ale moja mama zawsze robiła wszystko aby mi uprzykrzyć życie ale On był ze mną tylko niestety do czasu po 2 latach powiedział że nie ma siły na taką walkę abym zdecydowała kogo wybieram życie z mamusią i robiene to co ona uważa czy układam życie swoje i zakładam swoją rodzinę, błagałam go że wszystko się ułoży aby dał naszej rodzinie szanse i dał kolejne dwa lata trwaliśmy ze sobą ale było coraz gorzej i moja miłośc największa odeszła odemnie zostawiła mnie oddała mnie mojej mamusi, zostałam sama jak palec kobieta po 30 stara panna która poświęca życie mamusi i co robię sprzątam, piorę, prasuję, z mamusią na zakupki, mamusia bierze mnie do kina i mamusia chce ze mną chodzić na kawe i wszystko z mama ale ona przeżyła życie ma męża urodziła dzeci pracowała ma znajomych koleżanki kolegów rodzinę, szwagra, szwagierkę a JA co mam nic. WIESZ CZEGO ŻAŁUJĘ NAJBARDZIEJ STRACONYCH DNI, ŻE POŚWIĘCIŁAM ŻYCIE DLA NIEJ ALE ONA TEGO NIGDY NIE ZOBACZY, ŻE ZOSTAŁAM SAMA W CZTERECH PUSTYCH ŚCIANACH, NIE MAM WOLNOŚCI I WŁASNEGO ZDANIA, CHCĘ ZNIKNĄĆ. Ona nie widzi, że nie mam sił że płaczę każdego dnia codziennie kładąc się samemu do łóżka i zasypiam dopiero jak płacz mnie zmęczy jest to 2 lub 3 nad ranem i za chwile wstaje po 5 ide do pracy jakoś trwam i wsiadam do samochodu i lecą same łzy bo wtedy ściągam maskę na chwile aby znów założyć ją w domu i udawać szczęśliwą rodzinkę. JEŚLI MASZ Z KIM POROZMAWIAĆ POWIEDZ CO MYŚLISZ, CZEGO SIĘ BOISZ, CZEGO PRAGNIESZ, ZRÓB SOBIE LISTĘ ZA I PRZECIW. bo musisz patrzeć, że życie przed Tobą!!
  17. Boję się przyjść do pracy na myśl o kolejnym dniu wiem że z każdym dniem do końca tygodnia będzie coraz gorzej i coraz bardziej będę opadał z sił. Od pięciu miesięcy mam nową pracę która polega na przyjmowaniu przesyłek i wydawaniu ich do przewozu. Przez osiem godzin mam kontakt z innymi pracownikami którzy przywożą przesyłki, pakują i przygotowują. W moim miejscu pracy pracuje do kilkunastu osób dziennie. Potrzebuję pomocy bo nie potrafię poradzić sobie ze stresem i presją jaka jest na mnie wywierana. Po pięciu miesiącach boję się przyjść do pracy i boję się spędzić tam dzień bo boję się że ktoś będzie się awanturował, krzyczał, hałasował, był wulgarny, pospieszał mnie. Po pięciu miesiącach nie mam już siły na zwracanie uwagi a niektórym boję się bo codziennie będą mnie gnębić. Tempo pracy które jest mi narzucane i pośpieszanie i krzyki kończą się często krwawieniem z nosa, zawrotami głowy i ciągłym zmęczeniem. Znajomi poradzili mi i po przeczytaniu czym jest mobbing żebym poszukał pomocy. Przed przyjściem tam do pracy byłem bardziej pogodny, tam mam wrażenie że kilka osób stara się zabić we mnie cały optymizm i w innych też i niezależność. Zawsze są to te same osoby które pracują już kilka albo kilkanaście lat. Na szczęście nikt nie pisze do mnie po pracy. Codzienne awantury i obawa przed nimi męczą mnie i jest też kilka osób pod wpływem narkotyków. Dzień zaczyna się zawsze tak samo. Ktoś z działu pakowanie zaczyna być wulgarnym bo jest za cicho, albo zaczyna komentować co mówię o sobie albo hałasować. Potem ktoś z działu który przygotowuje zaczyna krzyczeć albo nie reaguje bo pracuje tam już kilka lat i ta paczka pozwala sobie na wiele. Często ktoś kto odbiera paczki szuka okazji żeby pohałasować, być wulgarnym i ci ludzie śmieją mi się w twarz. Te osoby pozwalają sobie na różne złośliwości jak ograniczanie przerwy, donoszenie, obgadywanie. Przez to zachowanie stałem się nerwowy, straciłem zainteresowanie sportem, znajomymi. Zebrałem się w sobie dzięki znajomym którzy mi pomogli trochę. Tam panuje opinia że w tamtej firmie to nic nie może się nikomu stać i można sobie na wiele pozwolić. Starając się zgłaszać moje problemy do przełożonego często miałem z tym problem bo jestem nowym pracownikiem i jest przyzwolenie na to. Przełożony trochę broni osoby z długim stażem pracy i też często krzyczy. Po pięciu miesiącach boję się awantur i negatywnych komentarzy. Przez ten okres byłem świadkiem różnych sytuacji które były ukrywane przez kierownika obiektu. Proszę o pomoc. Teraz jest wirus i trudno będzie znaleźć nową pracę szybko.
  18. Witam jestem 20 letnia studentką dietetyki, która prosi o pomoc bo czuję, że dłużej sobie psychicznie nie poradzę... 7 lat temu zmarła moja mama na zawał serca, gdzie w wieku 13 lat dość mocno to przeżyłam. Rok później w wyniku wypadku zmarła babcia, która zastępowała mi mamę. Od tamtej pory nie mogę sobie poradzić. Tata, który jedynie mi został w ogóle się nie interesuje co się u mnie dzieje, gorzej nawet, że o wszystko mnie oczernia, wyzywa, miesza z błotem. Nie mamy ze sobą dobrego kontaktu, nie wie co się u mnie dzieje, często pije alkohol. Jestem zdana tylko na siebie , nie mam żadnych przyjaciół i czuję powoli brak sił do życia... Oprócz tego, że nie mam się komu wyżalić co się dzieje ze mną to w domu wykonuje większość obowiązków ze względu na sytuację... Czuję, że zaczynam tracić siły i nie wiem już co robić. Często płacze i umiem przesiedzieć cały dzień w pokoju. Nie wiem czy to jest depresja czy to stres pourazowy związany z tym co trafiło mi się w tak młodym wieku. Staram się nie poddawać ale juz chyba nie umiem, nawet studia nie przynoszą mi radości. Nie wiem co robić i co jest nie tak. Proszę o pomoc
  19. Jestem kobietą mam 18 lat. W maju powinnam pisać maturę, lecz nic nie wiadomo w związku z panującą na świecie sytuacją. Boję się tego co może być. Nie jestem zbyt dobrą uczennicą i jak na razie pamiętam większą część materiału to prawdopodobnie w czasie wolnego nastąpi regres tych informacji w mojej pamięci. Boję się, że przez to nie uda mi się napisać matury na lepszym poziomie niż jakbym pisała ją w pierwszym terminie, lub gdyby nie było wirusa. Nie jestem w stanie zmusić się do lekcji, do nauki. Mam lekcje online, które nic nie wnoszą do mojego życia, ponieważ nie potrafię się na nich skupić, nie jestem przyzwyczajona. Przez to bardzo się stresują, czuje jak podnosi mi się tętno i mam ochote sie popłakać wyłączyć laptopa i nic nie robić. Przez to brzydzę się samej siebie i nienawidzę. Widzę jak wszyscy moi znajomi się uczą, powtarzają, gdy ja nie mogę się ogarnąć i robić tego samego. Mam dośc tego wszystkiego, nie widzę sensu pisania matury, bo wiem, że nie napiszę jej dobrze. Boję się mojej przyszłości i co się w związku z tym stanie. Staram się wmówić sobie, że jednak będzie lepiej, nie potrafię jednak robić tak na dłuższą skalę. Nie wiem jak sobie pomóc. Czuję się, źle pisząc to tutaj, ale czuję, że potrzebuję pomocy.
  20. Wczoraj zostawił mnie facet, jestem załamana. Mam zmiany nastroju, od tego, że znajdę lepszego aż po to, że modlę się aby się odezwał. Ale boję się, nie cche mu dawać szansy bo wiem, że się nie zmieni. Zostawił mnie mimo, że to on był winny. Kłamał mnie dużo wcześniej, ostatni raz zrobił to przedwczoraj. Zerwał ze mną przez telefon. Powiedział, że tak dłużej nie może, za bardzo się obwinia, nie może patrzeć jak cierpię, że mnie kocha, przeprasza i się rozłączył. Wpadłam w taki płacz jak nigdy, siedzę tylko na tabletkach uspokajających, nie śpię, nie jem, jestem jak trup. Każdy mówi, że się odezwie jak zatęskni i na pewno tak będzie. Co powinnam wtedy zrobić? Przypominam - kłamał dużo wcześniej i za każdym razem obiecał zmianę i była tylko na jakiś czas, potem po każdym kłamstwie słyszałam tylko "bałem Ci się powiedzieć bo będziesz smutna". Tak, byłam smutna jak wolał iść grać albo gadać z koleżanką niż ze mną spędzić czas po całym dniu braku kontaktu. Jestem w rozsypce.
  21. Jestem młodą osobą, mam 21 lat. Jak miałam 3 lata zmarła moja babcia, z którą mieszkaliśmy. W wieku 4 lat stracił dziadka i wujka (tydzień po tygodniu), natomiast w wieku 7 lat straciłam tatę. Nigdy nie miał rozmowy z psychologiem, bo jak to moja mama ostatnio stwierdziła, byłam zbyt mała, żeby cokolwiek rozumieć, ale dokładnie wiedziałam, co się dzieje, najgorsza była szkoła podstawowa. Niestety, ale dzieci też potrafią być okrutne, przez całe 5 lat musiałam wysłuchiwać, że jestem gorsza, bo nie mam taty, a w dodatku moja siostra jest niepełnosprawna od urodzenia. 2 lata temu poznałam moją pierwszą miłość, która po pół roku zniknęła bez słowa pożegnania. Jak się okazało, moja mama rozmawiała z nim i powiedziała, że nie ma się do mnie zbliżać, żeby nie niszczyć mi życia. Od roku jestem, z którego chłopakiem znałam już bardzo długo. I czuję że to jest właśnie ten. Niestety on także nie podpasywał mojej mamie, bo jest zbyt niski. Bez względu jakby się starał, zawsze ocenia go negatywnie, przez co ciągle się z nią kłócę. Przez rok czasu, zanim zasypiam jestem zestresowana, bo nie wiem co będzie rano, natomiast rano przeciągam jak długo się da, żeby się z nią nie widzieć żeby tylko nie słuchać wyrzutów. Odkąd pamiętam ciągle jestem tzw. kozłem ofiarnym, jeżeli moje rodzeństwo coś źle zrobiło to ja musiałam wysłuchiwać co jest nie tak. Na nich rzadko podnosiła jak i nadal podnosi głos. Jeżeli mi się powinęła noga to muszę na to słuchać, ciągle padają różne wyzwiska. Ile można tego słuchać? Wczoraj już nie wytrzymałam i się wyprowadziłam (już wcześniej o tym myślałam, ale bałam się to zrobić). Dostałam wiadomości od mamy, że przeze mnie rozpadła się rodzina i ona nie ma po co już żyć. Napisała także że myślała, że zajmę się siostrą jak jej zabraknie, ale na mnie nie można liczyć. Starałam się z nią dogadać, ale to nic nie daje. Nie chce mnie słuchać tylko podnosi głos i mówi jak ma być, bo ona przeżyła już zbyt wiele, a ja nic nie wiem na temat życia. Najgorsze jest, że w tej sytuacji nie mam wsparcia wobec braci pisali, że powinnam przeprosić i wrócić do domu, bo tak wypada, bo to ja robię tylko problemy, że powinnam szanować mamę, bo wychowywała nas jak tylko potrafiła. Nie mam już siły i nie wiem co robić. Rano walczę ze sobą, żeby wstać do pracy, żeby udawać ze wszystko jest dobrze. Nie pamiętam, kiedy ostatnio zasnęłam normalnie, a nie ze zmęczenia od płaczu. Przez to, że płaczę przez pół nocy, budzę się niewyspana i nerwowa. Najbardziej cierpi na tym mój chłopak, bo to na nim wyładowuję moje emocje. Najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich oprócz mnie, byłoby, gdybym zakończyła związek z obecnym chłopakiem. Ale czy mam uszczęśliwiać innych swoim kosztem? Nie wiem, co robić czy wrócić do domu, czy nie.
  22. Dobre wieści! Dostępne są nowe książki o relacjach, toksycznych związkach, poczuciu własnej wartości i radzeniu sobie z emocjami (wersje PDF i drukowane) na stronie sklepu: https://ocalsiebie.com.pl/ „Toksyczny związek? Ocal siebie!” mówi jak ratować się z tego typu relacji i tworzyć znajomości dające spełnienie. „Twarde życie mężczyzny” jest lekturą dla facetów, którzy chcą użyć wiedzy psychologicznej w sam raz dla nich. „Refleksje mężczyzny” to wyselekcjonowany i bogato ilustrowany zbiór przemyśleń o relacjach. Poza tym dostępny jest też kurs online o poprawie poczucia własnej wartości i rozwoju miłości własnej.
  23. Dzień dobry, jeśli chodzi o pomoc alkoholikowi to polega ona na skierowaniu go na terapię. Podaję link do placówek lecznictwa na NFZ https://www.parpa.pl/index.php/placowki-lecznictwa. Pani partner powinien zgłosić się do poradni leczenia uzależnień a następnie na leczenie. Jeśli odmawia, zachowuje się agresywnie a w domu są małe dzieci powinna Pani to zgłosić na policję i założyć Niebieską Kartę oraz zgłosić partnera do Miejskiej/Gminnej Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych celem wszczęcie procedury wydania sądowego zobowiązania do leczenia. To o partnerze. Natomiast Pani powinna skorzystać z terapii dla osób współuzależnionych i DDA. Takie terapie dostępne są również w poradniach leczenia uzależnień. Na terapii pozna Pani mechanizmy współuzależnienia, schematy Pani zachowania, które powodują, że nie potrafi Pani, w tym przypadku, odejść od partnera. Uzyska Pani wsparcie osób, które mają podobne do Pani doświadczenia oraz wsparcie terapeuty. Dzięki temu będzie Pani mogła podjąć konstruktywne działania i decyzje. Zalączam link do artykułu o współuzależnieniu: Pozdrawiam, Katarzyna
  24. Hej, nazywam się Klaudia mam 22 lata od roku cierpię na ataki lęku,paniki. Chodzę do psychologa (NFZ) w obecnej chwili oczywiście jest to niemożliwe bo koronawirus. Moja psycholog stwierdziła że to nerwica lękowa. Dodam, że nie pracuje w tej chwili. Nie mam zajęcia ciągle czytam coś w internecie, najczęściej o chorobach. Miałam mieć jutro pierwsza wizytę i psychiatry w celu przepisania leków na sen bo oczywiście nie mogę spać a raczej boje się usnąć. W dodatku w ciągu ostatnich lat dużo się działo w moim życiu zaczęło się od rozwodu rodziców, ciężkiego rozwodu długotrwajacego nie mam kontaktu z ojcem od tego czasu później miałam problemu w szkole, byłam zagrożona, później umarł mi dziadek z którym byłam bardzo blisko (zmarł na raka i nie chciał się leczyć). W tamtym roku zaczęły mi doskwierac bóle w klatce wysoki puls. Kilka razy pogotowie EKG,echo wszystko super. Odwiedziłam kardiologa wszystko dobrze. Później zaczęłam mieć problemy z równowaga, kręciło mi się w głowie. Kilka wizyt prywatnie u neurologa wszystko dobrze. Potem bałam się że mam SM. W międzyczasie miałam problemy z układem pokarmowym. Zaczęło mnie boleć po jednej stronie podejrzewałam raka trzustki, przeszłam badania i USG wszystko super. Wyniki krwi też super. Zaczęły mnie bólec piersi bałam się że mam raka piersi. Ogólnie mówiąc odwiedziłam praktycznie wszystkich możliwych specjalistów. Wydałam dużo kasy. Wszystko super. Był moment że czułam się super. Ale od jakiego miesiąc miewam ogromne problemy ze snem. Potem zaczęłam mieć problemy z pamięcią i koncentracją. W tej chwili boje się że mam chorobę psychiczną (moje objawy zgadzają się że wszystkim co przeczytam w internecie od schizofrenii, cyklofrenii i hipohondrii) boje się że zamkną mnie w szpitalu. Nie mam wsparcia w najbliższych nawet mój chłopak ma mnie dość z powodu tego że ciągle mówię o swoim zdrowiu ciągle narzekam że coś mi jest. Ostatnio czuje się strasznie zagubiona, zmęczona i taka jakbym nie była sobą. Czuje się jakbym przegrała życie , że nie czeka mnie nic dobrego. Boje się o siebie i o to że coś mi się stanie i zabiorą mnie do szpitala psychiatrycznego mimo że nie mam widocznych objawów to czuję się źle psychicznie sama ze sobą. Momentami czuje się taka wyłączona. Boje się że to nie nerwica lekowa a coś gorszego a moja psycholog źle mnie zdiagnozowała. Masakra nie mogę normalnie funkcjonować, pracować ani planować. Boje się że chłopak mnie zostawi bo on chce mieć rodzinę, dzieci a ja się boje jedynie o siebie i swoje zdrowie psychiczne i fizyczne. Czy przy hipochondri można sobie wmawiać też choroby psychiczne bo przez fizyczne już przebrnęłam?
  25. Mam 22 lata. Od kilku miesięcy nieustannie myślę o tym co stało się kiedy miałam około 5 lat. Mój cioteczny brat, mający wtedy około 9 lat, zmuszał mnie do "seksu?". Nie wiem w sumie jak to nazwać. Mimo wszystko dziś się dogadujemy i traktujemy normalnie, jak rodzinę. Nigdy raczej nie miałam z tym problemów, raczej o tym nie myślałam a jeśli nawet, to po chwili wyrzucałam te myśli z głowy. Od kilku miesięcy nagle to się zmieniło. Zaczęłam myśleć o tym notorycznie, zagłębiać się w to i przeżywać bardzo mocno. Teraz wydaje mi się, że przez to co się stało można mnie uważać jako osobę zgwałconą, co doprowadza mnie do paniki. Ale czy 9-cio letnie dziecko może kogoś zgwałcić? Czy ono wie wgl co to znaczy? Dziś czuje się okropnie, wydaje mi się że jestem jakaś wybrakowana, inna, zepsuta i tak jakbym miała być już taka do końca życia. Do tego dochodzi mój chłopak z którym jestem od 6 lat. Nigdy mu o tym nie mówiłam, bo po prostu o tym nie myślałam i nie przywiązywałam do tego jakiejś wielkiej wagi. Dziś nie wiem co mam zrobić. Z jednej strony czuje jakbym miała obowiązek mu o tym powiedzieć, aby on miał świadomość, że jest w związku z taką WYBRAKOWANĄ osobą, ale z drugiej strony nie chce mu o tym mówić ze względu na siebie na to jak potem możliwe, że będzie na mnie patrzył i ze wzgledu na relacje jego z moim bratem, które teraz są dobre. Jak poradzić sobie z tym problemem? Czy faktycznie zostałam zgwałcona? Jak mam przestać myśleć o sobie jako o dziewczynie która została pozbawiona "czystości" i czuje się wybrakowana. I czy jest sens mówić o tym chłopakowi? Tak bardzo nie chce już o tym myśleć i się w to zagłębiać.
  26. Ostatni tydzień
  27. Dzień dobry byłem z dziewczyną 2 lata była to moja pierwsza dziewczyna. po czym zerwała mówiąc mi że musi się skupić na nauce a pytałem ja czy ma kogoś to perfidnie kłamała. Po czym się dowiedzialem że ma innego już strasznie mnie to boli a jeszcze potem się dowiedzialem że od pół roku mnie nie kochała bo się to wypalilo a nie zrywlaa bo mieliśmy plany i jak się skonczyly to zerwała a najgorsze w tym wszystkim jest to że dalej chce mieć ze mną kontakt bo jestem dla niej ważny prubowalem zrywać kontakt ale nie potrafię popadam w depresję cały czas o niej myślę jak coś chce to zawsze jej pomogę nie potrafię o niej zapomnieć 2 dni max do niej nie pisałem aż ona napisała i wszytko wrucilo miała wszytko cały czas myślę gdzie popełniłem błąd nie znajduje powodu nie wiem jak sobie poradzić stym wszystkim niby się przejęła jak się pociolem ale to było chyba n na pokaz ona muwi że zawsze mi pomoże a jak pytałem czy by dlaa nam szansę to muwi że narazie. By nie potrafiła proszę o poradę
  28. Witam Proszę poradę. Od ośmiu lat jestem z dziewczyną. Przyjaźń a potem miłość … . W grudniu miałem się oświadczyć. Trwało tyle ponieważ byłem po tragicznych związkach o których wiedział. Dwa miesiące temu odkryłem przez przypadek że dziewczyna z kimś piszę. Zdałem podchwytliwe pytania że wszystko wiem …. . Przyznała się że pisze, wysyła zdjęcia i filmy do kilku facetów. Przeżyłem szok to były pokazy na Skypie - zdjęcia. Tłumaczyła się że odczuwa moją bliskość dopiero od poru miesięcy. Przebaczyłem. Bardzo ją kocham. Prosiłem jednak o wyjaśnienie czym ją uwiedli. Jak z „ przyjaźń” internetowa przerodził się w romans z podłożem erotyczno / foto / filmowym. Powiedział że tylko trzech z którymi pisała mogło mi zagrozić. Było ich więcej. Poznała wiele osób pomagała na forach psychologicznych. Radziła tak wyszło i trochę się zapędziła. To tylko byli „przyjaciele” a zdjęcie i filmy wysyłała bo była zgubiona. Zapraszali ją do Warszawy, Rzeszowa na sylwestra i kawę ale podobano nie skorzystała. Może raz czy dwa sobie pisali erotyczne listy bo kilku było żonatych. Nadal z nimi utrzymuje kontakt ale na innej stopie. Gdy spytałem o ostatnimi listy. Odparła że to osobiste. Poza tym skasowała Prezentacje robiłam kilku osobą tylko.…. Byłem zdruzgotany. Nie dałem po sobie poznać nerwów. Chciałem poznać genezę tych romansów. Wybaczanie ale postawiłem jeden warunek. Muszę poznać prawdę o genezie. Czym ją zachwycili ?. Jak dała się wciągnąć ?. Nie chciała mówić. Mówiła że wszystko usunęła. Postanowiłem że zrobię reset. Zabrałem dziewczynę do Spotu na wypad. Prawda - to był mój warunek do przebaczenia. Oraz Kwiaty by mniej bolało a przed wszystkim zrozumienie. Stwierdziła na miejscu po nocnej rozmowie „ żebym się nie dowiadywał bo sam sobie zrobię krzywdzę” . Naciskałem i powiedziała „ mało ciebie broniłam”. Oni wszyscy o mnie wiedzieli „ tak ale nie wszystko” , „ za mało ciebie broniłem gdy się z ciebie śmieli „ , „ zrobili z ciebie szmatę „. Nie wytrzymałem kilka godzin na plaży samemu nocą. Ochłonąłem. Gdy wróciłem zażartowałem z jednego z jej „przyjaciół„. Chciałem zobaczyć czy ma dystans do nich oraz w jak silnych była związkach. Zaczęła nagle ich bronić. Złościła się gdy iryzowałem. Jednych broniła jak Lwica i innych wyśmiewała i sama miesza z błotem. Było mi przykro. To byli prawnicy ludzie zamożni. Na koniec powiedział. „ czego się spodziewałeś, jesteś poraniony od innych związków, straszy oraz biedny „. Tak to prawda ale tylko mnie starego biedaka było stać na wyjazdy z Tobą za granicę w góry czy nad morze. Ufałem jej bez reszty przez lata. Widziała mnie wszytko. Jestem od niej straszy od 9 lat. Zdałem sobie sprawę że ja nie wiem o niej nic. Tłumaczyła że ma ADD ? jakieś blokady. Dziwne że przed innymi nie miała żadnych. Taka „ przyjaźń” i miłość jedno kierunkowa. Powiedziała że „ pomyliłem emocje „. Nigdy jej nie obraziłem. Nie powiedziałem złego słowa. Byłem na każde wezwanie. Troszczyłem się. Pytałem czy ma jakieś problemy. W drodze do domu z Spotu wyciągnąłem że jest jest coś jeszcze. Nic więcej nie chciała powiedzieć. Przestałem dzwonić . Po kuku tygodniach jednak kolejny raz spróbowałem. Powiedziała że nie była gotowa w Spocie na szczerość. Przyjechałem z kwiatami kolejny raz. Kwiaty były również dla jej mamy. Wszyscy to przeżywaliśmy. Chciałem by czół się bezpiecznie. Nadal poprosiłem o szczerość. Jednak czołem że coś ukrywa… chowała telefon. Chciałbym bym mówił co czuje do niej. Od niej dostałem jakieś wspomnienie z przed pięciu sześciu lat. Uciekała od pytań. Odjechałem złamany. W drodze powrotnej zepsuł nie się samochód. Zadzwoniłem następnego dnia z opowieścią. Nie tresowała się. Zacząłem zwracać uwagę na wszystko. Od początku nie była empatyczna. Wyuczone gesty bez cienia emocji. Czuje się przy niej zmęczony. To napięcie ciągle było bardzo odczuwalne teraz mocniej. Odciąłem się i pożegnałem. Byłem potwornie zmęczony. Po dwóch tygodniach Ona dzwoni, pisze, nachodzi mnie w domu. Gdy mnie nie było przyszła do moich rodziców. Przekonała ich że ma ADD / w wieku 33 lat. Bylem w pracy. Ze względu na rodziców zacząłem z nią rozmawiać. Wycofała się ze wszystkiego do czego się przyznała. Zmienia fakty. Zaczyna się ze mnie ironizować, szydzić. Po dwóch miesiącach nagle wysyła mi hasło do skrzynki. Namiary do „kolegów” z którymi pisała i chyba się widywała. Mam sobie wyjaśnić z nimi. Tłumaczyła że jednemu z nich powinienem wlać ponieważ ją oszukał. Chce bym przeczytał jak była zgubiona bo wszystko jest na skrzynce. Wycofuje się że wszystkiego do czego się przyznała kiedyś. Słyszę słowa że „ gdybyś kochał naprawdę to byś sam dawno o wszystkim zapomniał”. Nie dawałem i nie daje sobie rady z tym krętactwem. Jestem kłębkiem nerwów. Przez chwilę traciłem świadomość co jet prawdą. Jej metodyka działania mnie przeraża. Nie ma żadnych emocji…. . Nie wiem co na mnie mówiła. Dlaczego się ze mnie śmiała z innymi … Dlaczego pisała do moich znajomych za moimi plecami by swym kochanką załatwić pracę. Dlaczego sprzedawała informacji o mnie i mojej firmie innym „kolegom". Ich śmiech minie dręczy. Co w tej dziewczynie siedzi ??? … . Probuje nazwać to wszystko ?. Prosiłem ją by zacząć od tego by nazwać jej związki. Prosiłem by zacząć od prawdy jeśli piszę że kocha. Musimy mieć jakieś podstawy by zacząć. Sam ją tłumaczę… Ona Pytam co wiem o niej. Po kilku dniach mówi że nie mogę jej nic udowodnić … . załatwiłem jej pracę. Pomagałem chociaż samemu było nie lekko. Rozumiem że jestem straszy. Nie jestem idealny ale prosiłem tylko o szczerość. Nic więcej. Pomagała podobno innym tutaj. Wiem że zaciera ślady wszędzie o sobie. Wiem że ucieka przed czymś lub kimś. Nie mogę żyć z niedomówieniami. Nie dałem rady. Poprosiłem byśmy zawiesili kontakt. Ona chce wrócić. Tylko jak przyjaciel…. . Tłumacze że nie ma przyjaźni bez szczerości i takich okolicznościach. Zarzuciła mi że nie próbowałem zaufać do końca. Piszę że czeka oraz co drugi słowo że kocha. Piszę że mogę wrócić. Nie potrafię ocenić obiektywnie sytuacji i osoby. Wysyła mi zdjęcia naszych wypadów w góry itd ….. Czuje że to nie emocje z jej strony to metoda. Czuje że mnie niszczy systematycznie. Zmienia obraz systematycznie, zamiast go uzdrowić. Sugeruje muzykę przez Ytuba, przez inne kanały dociera do mnie. Moja intulicjia oraz doświadczenie z nią mówią że to metodyczne działanie by zmienić obraz i mnie złamać. Dobrze mnie zna. Wie że wiele dla niej zrobiłem ..... Jak się uwolnić ??? Jak Walczyć ??? Jak Radzić Sobie z taką sobą. Przepraszam że tak długo i chaotycznie... To gorszę o kornawiarusa Pozdrawaim Karol
  29. Witam Jestem kobietą. Mam 40 lat. Mieszkam z partnerem, dwiema córkami i chłopakiem jednej z nich. Mój partner nie jest ojcem ale maja bardzo dobre relacje. Chłopaka przyjęliśmy pod nasz dach gdyż został wyrzucony z domu przez ojca, a my nie chcieliśmy by naszą córka dopóki nie skończy nauki poszła mieszkać do niego. Od kiedy "zieciu" pogodził się z rodzicami, a ja w tym czasie ciężko się pochorowalam stałam się dla mojej córki posmiewiskiem. Ona teraz zbudowała relacje z "tesciami" A ja zostałam na dalszym planie choć nadal z nami mieszkają. Widuja się w weekendy, griluja itp A ja jestem ta zła od obowiązków i upomnienia. Córka była w ciąży i poronila. Rodzice chłopaka kazali im się zenic ale córka nie chciała żeby robili to pod wpływem ciąży tylko chciała to odłożyć na "po porodzie". My to zaakceptowalismy. Ja jestem jeszcze bardzo slaba ale staram sie w domu robic wszystko. Dzieci maja grafik do pomocy mi w obowiazkach. Corka potrafi swojemu chlipakowi pokazywac jak czegos nie dopatrze i niedomyje a sama jest dosc niechlujna az jej chlopak sie skarzy. Gdzie popełniłam blad że córka mnie tak nie szanuje A podlizuje się rodzicom chłopaka i teraz to oni są najlepsi bo dali działkę na której mogą budować dom.
  1. Załaduj więcej aktywności

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.