Skocz do zawartości

Cała aktywność

Strumień aktualizowany automatycznie     

  1. Wczoraj
  2. Witam wszystkich Jestem w związku małżeńskim od 13 lat mamy dwójkę dzieci 10 i 3lata. Nasze małżeństwo nigdy nie było idealne. Zaczęło się od jednodniowych kłótni teraz dochodzą do 8 tygodni nieodzywania się obrobienia sobie na złość. Mąż obraża się o byle co on decyduje kiedy zaczyna i kiedy skończy się obrażać. Na początku małżeństwa nierozumiejac dlaczego to robi klęczała m przy jego kolanie i kilka godzin go przepraszałam niegdy nie wiedząc za co i prosiłam żeby się nie gniewał. Tak czasami cala noc to trwało. Później obrażanie trwało coraz dłużej a ja ciągle błagałam żeby się nie gniewał a on poniewierał mną. Ostatnio obraził się na 8 tyg w czasie których zabrał mi samochód wszystkie nasze oszczędności , po szkole i przedszkolu wywoził dzieci do swojej matki i do domu przywoził dopiero o 19:00 gdzie ja od 16:00 już byłam w domu. Poniżał mnie na oczach dzieci , upokarzał i podważał mnie jako matkę. Ja oczywiście czasami niewytrzymujac wyczuwałam go. Syn przestał mnie słuchać ma gdzieś to co do niego mówię a to co mąż powie wykonuje za pierwszym razem. W weekendy walka z kim dzieci będą spędzać czas, syn cały czas z nim. Jednej niedzieli gdy wzięłam syna że sobą przyjechał tam gdzie byliśmy i siłą mi go wyrwał j zabrał. Po tym incydencie pojechał na policję i mnie zgłosił założył sobie niebieską kartę i sprawę w sądzie że znęcam się nad nim u nas dziećmi. A ja głupia idiotka przez tyle lat tego nie zrobiłam. Poradzicie co robić ?
  3. Dzień dobry, na początek pytanie żeby dobrze zrozumieć - czy Ty ze swojej wypłaty płacisz cały czynsz za mieszkanie w którym jesteś z rodziną czy dokładasz się do czynszu? Czy myślałaś może o wynajęciu dla siebie pokoju przy kimś lub wspólnie z kimś aby obniżyć koszty czynszu lub starania się o akademik? Studiujesz, pracujesz, więc potrafisz zadbać o siebie i mieć inną przyszłość niż rodzina. Jeśli chodzi o sprawy finansowe pewnie powinnaś policzyć swoje dochody i wydatki, być może porozmawiać z pożyczkodawcą o zmianie harmonogramu spłat (mniejsze raty w dłuższym czasie), tak aby co miesiąc mieć więcej środków na wynajem czegoś i swoje potrzeby. Nie jesteś odpowiedzialna za to, że Twój ojciec pije a brat bierze narkotyki. Oni są odpowiedzialni za swoje decyzje życiowe a Ty za swoje. Twoje dotychczasowe doświadczenia na pewno miały wpływ na Twoje przekonania i zachowanie. Nie wiem czy znasz pojęcie DDA (Dorosłe Dzieci Alkoholików) czy DDD (Dorosłe Dzieci z Rodzin Dysfunkcyjnych). Na przykład to co piszesz o trudnościach z wyrażaniem uczuć to jeden z mechanizmów obronnych, który występuje u osób wychowujących się w trudnych emocjonalnie warunkach. przeczytaj załączony artykuł i zobacz czy w jakimś zakresie opisuje on Ciebie. Możesz korzystać ze wsparcia terapeutów uzależnień w poradni leczenia uzależnień, być może prowadzą tam nawet grupy terapeutyczne dla DDA. Zrozumiesz lepiej siebie, swoje uczucia i nauczysz się jak zadbać o siebie i poznasz ludzi, którzy zmagają się z takimi samymi trudnościami. Uzyskasz wsparcie. Gdyby myśli samobójcze się nasilały nie czekaj tylko zadzwoń na numer 112 gdzie uzyskasz pomoc. Pozdrawiam, Katarzyna
  4. Dzień dobry, przede wszystkim powinieneś powiedzieć o opisywanym przez Ciebie zachowaniu i myślach lekarzowi psychiatrze, który Cię prowadzi i który przepisał leki. Te objawy mogą być związane z nerwicą natręctw. Lekarz powinien o tym wiedzieć, żeby ewentualnie zmienić leki lub dawkowanie oraz zlecić Ci psychoterapię. Z psychoterapeutą powinieneś pracować nad źródłem i zmianą przekonań o sobie samym, dlaczego uważasz się za gorszego od innych oraz czy to przekonanie jest prawdziwe. Pozdrawiam, Katarzyna
  5. Ostatni tydzień
  6. Witam mam na imie bartłomiej mam 19lat i pochodzę z tychów czy mógł by mi ktoś pomóc mam obsesje na punkcie swojego wyglądu Musze cały czas poprawiać spodnie bo wydaje mi sie ze mam za duzy brzuch i mnie łapie obsesja na punkcie tego, musze codziennie zmieniać ubrania bo mi sie wydaje że są nieświeże, brudne, śmierdzace i czuje sie nieatrakcyjnie przez to mimo wiem że tak nie jest to coś mi w głowie mówi żebym to zmienił.cały czas chodze na mieście i sie patrze na siebie w szybie czy dobrze wyglądam czy moje włosy są ułożone idealnie czy mi nic nie wystaje spod bluzy, co chwile patrze sie na ludzi i mi sie wydaje że wogóle jestem nieatrakcyjny najgorszy. Jedynie od czasu do czasu czuje ze dobrze wyglądam ale to tylko z rana po tyk jak sie wykąpie i założe świeże ciuchy, a potem tak po godzince dwóch czuje sie nieatrakcyjnie wydaje mi sie że jestem grubszy o kilka dobrych kilo jak wychodze na miasto. Dodam że lecze sie na nerwice natrectw od kilku miesięcy i biore zoloft 100mg atarax nootropil i zolpidem ponieważ miewam problemy ze spaniem apetytem koncentracją, pamięcią i mimo tego od czasu do czasu sie czuje w miare dobrze bardzie dziękuje za odpowiedź. Jeśli w zły dział wsadziłem temat to przepraszam.
  7. Dzień dobry, bardzo proszę o pomoc odeszła odemnie dziewczyna znaliśmy się i mieszkaliśmy razem 9 lat, był to mój błąd że względu że lubiłem sobie popijać piwko, jak za dużo wypiłem to ciągnęło mnie do gier hazardowych typu zakłady buchmacherskie czasami udawało mi się wygrać i z tego wyjezdzalismy na wycieczki ale niestety ostatnio przegrałem dość dużo pieniędzy wzięło cześć rzeczy i się wyprowadziła, bardzo mi zależy nadal na niej bo ja kocham ale ona nie chce wrócić w domu pozostało dużo jej rzeczy ma klucze od mieszkania ale wynajela sobie drugie mieszkanie a tu mi pomaga finansowo spłacać czynsz itp mam czasami wrażenie że chce wrócić bo mówi czasami że jak się zmienię to wróci ja się już zmieniłem bo nie pije i nie gram w zakłady ale nic to nadal nie zmienia naprawdę zle po rzeź to się czuję nie mogę skupić się dobrze na pracy bo myślę o niej kiedy wróci bardzo proszę o pomoc pewnie i tak o wszystkim jeszcze nie odpowiedziałem więc ewentualnie proszę o pytania i o pomoc co ma dalej robić, dziękuję bardzo.
  8. Witam ,rozstałam się z chłopakiem jednak go kocham ,natomiast moja mama nie jest dobrze nastawiona do tego związku i przez to w związku też miałam wiele problemów i kłotni ,dodam że mam 19 lat i nie czuje wcale wsparcia w mamie wręcz przeciwnie , dziś mój chłopak wyjechał późnym rankiem i nie poszłam na pierwsze lekcje ,ponieważ nie chciałam dostać negatywnej oceny ale w efekecie poszłam i i tak ją dostałam bo moja mama zaczęła mi wyjeżdżać ,że ściemniam ze wszystkim i że przez niego nie poszłam do szkoły na pierwsze lekcje ,gdzie był to tylko wf i uczę się bardzo dobrze ,jednak nie chciałam dostać negatywnej oceny ,a w efekcie mam zagrożenie z przedmiotu , jest na mnie zła i 'niby' ze wszystkim ściemniam ,zerwałam z chłopakiem już wcześniej jednak on nie chciał odpuścić (mieszkamy od siebie 300km i byliśmy rok w związku) przyjechał w niedziele z prezentami na mikołajki ,udawałam ,że jest normalnie ale nie jak wcześniej , dziś wyjechał ,oddałam mu pieniądze za prezenty i później napisałam ,że nie chce dalej tego ciągnąc. W naszym związku było dużo zazdrości wobec mnie , co powodowało kłótnie z najmniejszych drobnostek np. 'wychodzenie z przyjaciółkami i picie piwa' on za to mógł robić wszystko ,ja byłam ogarniczana bo były kłótnie ,próbowaliśmy budować zaufanie ,jednak w sobotę otrzymałam przykrą wiadomość ,ze pisał z jedna moją znajomą (może nie w celu 'filtrów' tylko o naszych problemach ,jednak on nie chciał ,żebym z nikim rozmawiała o naszych kłótniach ,a sam to robił ,nie mam 100% pewności ,jednak wszystko na to wskazuje , dowiedziałam się też ,że odwoził ją do domu 3 tygodnie temu ,przynzał się do tego w sobotę i wcześniej nic nie wspomniał ,więc dla mnie stało się już jasne wszystko i boje się zaufać drugi raz ,nie wiem jak sobie poradzić bo nie dość ,że mama mnie posądza i nie jest wcale dla mnie wsparciem ,jeszcze myśli o człowieku którego kocham ,że jest natrętny bo uważa ,że jak mu powiedziałam ,że nie chce tego ciągnąc a on dalej się stara to dla niej jest chory psychicznie ,i cała sytuacja z moim już wsumie nie chłopakiem jest ciężka ,bo go kocham ,ale zrobiłam to ze względu na sytuacje i mamę ,bo miałabym ciągłe problemy :C nie wiem jak sobie poradzić ,chce mi się tylko płakać
  9. Mam 39 lat. Od ponad roku jestem z mężczyzna który w ubiegłym miesiącu skończył 45 lat. Poznalismy się w czasie kiedy był w związku małżeńskim. W lipcu powiedział żonie o rozstaniu. Ma 2 dzieci które o tym jeszcze nie wiedza. O mnie nie wie nikt. Od początku znajomosci jego reakcje na sytuacje które nie do końca były zgodne z jego oczekiwaniami kończyły się tym ze mnie zostawia. Ze mnie nie kocha. Generalnie silne emocje w których mówił wszystko byle mnie zranić. Ja również nie byłam bez winy bo odchodziłam od niego ponieważ ma rodzine conajmniej raz w tygodniu. Od momentu kiedy powiedział żonie o odejściu„zostawianie mnie” i czołganie psychiczne się nasiliło. Za każdym razem jest coraz trudniej. Potrafi wykorzystać chorobę mojego taty żeby we mnie uderzyć. A jak już dojdzie do sytuacji kiedy mnie wysiada emocje coś powiem lub popłyną moje łzy jest psychiczna tortura w każdy możliwy sposób. Nie wiem jak z nim postępować. Jak rozmawiać. Jak dotrzeć do niego. Co zrobić ze sobą i dla siebie. Od marca mój partner chodzi na psychoterapię. I od tego pory tez nastąpiło nasilenie jego negatywnych zachowań. Po ostatniej sesji upił się przepłakałam wieczór wyrzucił jedzenie na pościel (licząc na moja reakcje) i poszedł spać. Ta sytuacje jest doskonałym obrazem tego jak od dłuższego czasu postępuje. Ja tracę siły i jestem psychicznie zamęczona Ale tez staram się zrozumiem ze ma bardzo ciężki czas i emocjonalny bałagan z którym sobie nie radzi.
  10. Witam. Postaram się mniej więcej nakreślić moja sytuację. Z góry przepraszam jeśli będzie coś chaotycznie. Mam 24 lata. Odkąd pamiętam w domu nigdy nie było kolorowo, alkohol, potem hazard i w sumie brak rozmowy, zrozumienia i jakichkolwiek uczuć. Już jak byłam małym dzieckiem miałam problem z rówieśnikami, którzy mnie wysmiewali, A z racji tego, że byłam wrażliwym dzieckiem bardzo to przeżywałam, bóle brzucha i wymyślanie jakichś chorób byleby nie iść do szkoły. Potrafiłam zamykać się w szafie by poplakac w samotności, z racji małego mieszkania i dużej rodziny. Kończyło się to wysmiewaniem przez rodzinę, co rzutuje do dziś, nie potrafię nikomu powiedzieć o moich problemach, a tym bardziej nie uronie ani kropli łzy. Nie zmieniłam się pod względem wrażliwości, Ale Nie potrafię szczerze oddać moich uczuć. Będąc w szkole średniej wyrzucili nas z mieszkania, moja mama odeszła od nas A mój ojciec gral na maszynach, pil i wyzywal się na nas. Wynajelismy inne. Zostałam w mieszkaniu z nim i starszym bratem (cpunem). Moja starsza siostrą dużo wcześniej wyprowadzila się do męża, młodsza uciekła do chłopaka. Ja akurat zaczęłam studia i pracę. Trzymałam się byle jakiej roboty byleby moc studiować weekendowo bo w moim mieście nie mogłam znaleźć żadnej pracy od pn-pt. I zaczęło się. Ojciec pil nie płacił czynszu czy czegokolwiek więc trzeba było płacić. Ja z mojej wypłaty pół dawałam na studia i dojazdy, wiecznie i tak cos we własnym domu musial mi ktos ukrasc. Wiec pozostawały mi grosze... i zrobilam najgorsze. Wzięłam jeden kredyt, drugi, trzeci by moc jakos skończyc te studia, miec co jesc i miec dach nad glowa. ( nie dalabym rady sama sie utrzymać). I mojemu bratu zaczęło odbijać po narkotykach. Skutkiem czego wyrzucili nas stamtąd. Trzeba było na gwałt szukać czegoś nowego więc zaś "niewielka" pożyczka, by mieć na kaucję i pierwszy czynsz i kolejne mieszkanie... w międzyczasie moja mama wróciła. Jaki jest mój problem? Na dzień dzisiejszy mam 30 tyś długu do spłacenia. Tyram na 2 pracę by mieć to z czego spłacić... żeby się dołożyć do mieszkania i mieć na jakis drobiazg dla siebie. Moja rodzina mnie szczerze nienawidzi. Nie wiem czemu, wiecznie mają do mnie z czymś problem, zawsze jestem najgorsza, nie chce używać słów które do mnie wypowiadają. Mojemu bratu coraz bardziej odwala. Wiecznie coś bierze w nocy łazi tam i z powrotem, trzaska się, śpię po 3-4h bo więcej się nie da. Rzuca się do mnie na każdą próbę zwrócenia uwagi żeby wreszcie przestał cpać. Co skutkuje Tym, że rodzice jeszcze twierdzą, że jestem prowoderem wszystkiego. Moje siostry twierdzą że jestem nieogarnieta życiowo. Że mam iść już na swoje. Tylko jak? Ja już nie mam siły, szczerze nienawidzę mojej rodziny, przez ten cały czas co działo się w moim życiu, spowodowało to, że nie chce mi się nawet z nimi gadać. I to wraca jak bumerang. Że jestem najgorsza, że to wszystko moja wina jak to wygląda. Nie mam jak się wyprowadzić, bo mnie na to nie stać przez moje długi. Wstyd mi jak nie wiem, byłam głupia, myślałam że jakoś to udzwigne. W tym momencie mam 2 pracę, jestem wykończona psychicznie i fizycznie. Kiedyś czytałam zeby cos zaczac robic, by nie myslec. Trenuje 4 razy w tyg by nie byc w domu i się wyzyc. Ale nawet juz to mi nie pomaga.Boję się być w tym domu. Tu mi jest najgorzej. Czasem myślałam, że może poznam jakiegoś faceta, i jakoś się ułoży jakby mi pomógł. Wielu do mnie próbowalo zagadać czy coś. Ale ja nie potrafię okazać uczuć A tym bardziej powiedzieć cokolwiek o swoich problemach. I oni odchodzą myśląc, że dostali kosza, A ja po prostu nie potrafię się otworzyć. To nie tak, ze ja bym chciała wykorzystać partnera. W życiu bym do tego sumienia nie miała. Ja bym chciała kogoś kto mi doradzi, przytuli. Nie wiem co mam zrobić żeby s obie pomóc... Zanim ja to splace, to ja się prędzej zabije Od kilku miesięcy myślę sobie, że tak naprawdę jedna decyzja i będę miała święty spokój. Choć z 2 strony boję się zabić. Jak widzę chorych ludzi to wstyd mi, że mam myśli samobójcze A oni wiedzą, że umierają . Ale ja nie mam po prostu siły. Nie wiem co mam zrobić. Czuje się coraz gorzej, nie mogę nic przełknąć, Nie wiem co to znaczy spać spokojnie. Nie wiem co to znaczy się wyspać. Nie wiem co to znaczy być kochanym. Nie wiem co to znaczy być szczęśliwym... Czy ktoś może choć trochę wie co powinnam zrobić? Nie mam kiedy i jak znaleźć 3 pracy A muszę stąd uciec. Bo inaczej pewnie już nie wytrzymam.
  11. Witam, chciałabym prosić o pomoc. Mam 27 lat od roku czasu tworzę rodzinę z moim obecnym partnerem oraz 2 dzieci. Pierwszy syn ma 5 lat i nie jest biologicznym synem obecnego partnera, przez 3 i pół roku wychowywałam go sama mieszkając z rodzicami gdzie można powiedzieć że dziadek traktował go jak własnego syna na wszystko pozwalał itp był rozpieszczany.Jego biologiczny ojciec widuje go raz w tygodniu. Kiedy poznałam mojego partnera po jakimś czasie okazało się że będziemy mieć dziecko wtedy wszystko się zaczęło przeprowadziliśmy się do niego po 11 miesiącach przeprowadziliśmy się do swojego mieszkania. Mieliśmy problemy z maluszkiem szpitale operacje nie mieliśmy tyle czasu by poświęcić starszemu synowi na rozmowę na przygotowanie z wyprowadzka syn jest strasznie związany z dziadkiem. Teraz nie potrafimy dotrzeć do niego na wszystko reaguje krzykiem kiedy mu się coś tłumaczy potrafi śmiać się prosto w twarz kara działa na niego chwilowo ma problem z tym by spał sam chociaż czekam aż zaśnie to jest dzień kiedy zaczyna wymyślać że się czegoś boi ale nie potrafi wytłumaczyć czego wymyśla różne preteksty. Rozmawiam z nim jednak te rozmowy są chwilowe bo szybko zapomina o ty co mu tłumacze z naszej rozmowy również wyszło że by chciał żeby było tak jak kiedyś że mieszkał z dziadkiem jednak nie ograniczam mu kontaktu co weekend zostawal u dziadków ale po każdym weekendzie przyjeżdżał pobudzony krzykliwy. Nie docierają do niego moje słowa powiem żeby nie krzyczał ale to też jest wszystko chwilowe. Proszę o pomoc co mogę zrobić jak dotrzeć do dziecka?????
  12. Witam. Jestem kobietą w wieku 27 lat. Obecnie trwam w związku z dwa lata starszym od siebie mężczyzną, który jest w trakcie rozwodu. Mój problem jest tego typu że strach przed odrzuceniem przez niego staje się wręcz obsesją, a podczas każdej kłótni wpadam w histerię. W efekcie czego odrzucam go od siebie. Moje pytanie brzmi jak sobie z tym poradzić i jak zapanować nad emocjami?
  13. Witam, Dziwi mnie podejście kobiet tym bardziej żony, która ma problem powiedzieć mi co robiła za młodu w sprawach intymnych - gdzie uprawiała seks, kiedy jak itp. Moja żona jest pierwszą kobietą seksualną życiową. Ona miała dwóch przede mną. Myślę, że z poprzednimi miała wsydliwą przeszłość i wstydzi się do tego przyznać lub ulotne wspomnienia. 7 lat się znamy od 4 lat w małżeństwie, a nadal nie wiem co to seks oralny. Nie wiem w czym żona ma problem, jak z poprzednimi to robiła? Uważam, że im więcej ktoś miał partnerów partnerek nie ma co ukrywać ktoś taki jest gorszej jakości, ma ciągle jakieś porównania, negatywne lub pozytywne wspomnienia seksualne uczuciowe. Niestety potem to wpływa na obecnego partnera, męża z którym już pewnych rzeczy nie wypada robić bo to wstyd. Uważam, że osoby z dużą ilością partnerów nie zasługują na szacunek, zawsze będzie bić od nich kłamstwo, nie ufność., co do swojej przeszłości. Co z tego, że takie osoby mają bogate doświadczenie erotyczne? Nowemu obecnemu partnerowi to nic nie daje, wręcz przeciwnie może czuć się zagrożony odejściem żony partnerki. Po drugie takie kobiety są łatwe, niedostatecznie emocjonalne, rozwiązałe....naturalne jest, że trudno im powiedzieć o swojej przeszłości bo jest wstydliwa albo bogato piękna niż obecna z partnerem. Trudno jest takiej kobiecie o małżeństwo, żaden szanujący facet nie chce używanej kobiety bądźmy szczerzy. Do żony mam żal, bo nie powiedziała mi do końca o swojej przeszłości więc chyba nie mamy do końca do siebie zaufania. Ja powiedziałem wszystko spotykałem się z dziewczynami ale do seksu nie dochodziło, a to jest zasadnicza różnica. Dziwi mnie podejście żony.....
  14. Cześć wszystkim, jestm tutaj po to by otrzymać poradę co zrobić w danej sytuacji. Chodzi do klasy z pewną bardzo (według mnie) atrakcyjna koleżanka. Nie poznałem nigdy lepszej dziewczyny z charakteru, swietnie nie dogadujemy, potrafimy gadać luźno 3h i wgl sie nie nudzić mimo tego, iż widujemy się codziennie w szkole tylko, że jest jeden problem. Ma chłopaka. Powiedziałem jej to, iż ją kocham, wysłuchała mnie lecz jej odpowiedz praktycznie nie wybrzmiała. Nie usłyszałem nic konkretnego, żadnych kroków ani jednego solidnego dementi z jej ust, że nigdy nie będziemy razem. W pewnym sensie dalej mam z tyłu głowy ją, i zadaje sobie pytanie... może kiedyś. Jestem w niej zakochany praktycznie od 3 lat, gdy się poznawaliśmy miała chłopaka oraz w 2 roku znajomosci znalazła 2. W pewnym sensie za taki obrót wydarzeń winie samego siebie. Dopiero teraz zdaje sobie sprawę jak zmarnowałem większość swojego młodego życia i straciłem ją na zawsze. Piszę tak dlatego, ponieważ nie gdy sałem się atrakcyjnym chłopakiem, zaliczyłem w pewnym sensie "awans spolczeny" dziewczyny zaczęły mnie postrzegać inaczej ona jest zakochana jak 150 w swoim chłopaku. Odrazu napisze, że nie jestem w depresji ale moje uczucie jest tak mocne, iż dobre wyniki w szkole, noszenie markowych ciuchów, kupno przez rodziców auta o wartości 30 tym zł (jak dla mnie to bardzo dużo pieniędzy) nie powoduje iż jestem zadowolony. Przez 3 lata mialem ja w głowie, byłem tłuściochem, grałem w gry i zastanawiałem się, czemu mnie nie chce. Teraz to rozumiem i nawet jestem chętny poznawać nowe osoby tylko pojawia nie problem, iz moje doświadczenie w flircie jest zerowe. Nie umiem gadać z kobietami a moje poczucie wartości jest tak małe, iż musze nosić markowe ciuchy oraz buty na które moich rówieśników nie stać. To w pewnym rodzaju odskocznia od samotności jaka mnie dręczy. Jak to mówią, samotność, okrutna siostra śmierci... Nie potrafię o niej zapomnieć a zarazem przyrównuje każda kobietę do niej i żadna nie jest tak idealna i nie budzi we mnie takich emocji jak ona... Sam nie daje sobie juz z tym rady, cały czas chodzi rozkojarzony (bo nasz kontami się polepszył) i boje się, że nie dostane sie do wymarzonej szkoły (informatyka agh)... Zrozumcie proszę ale miedzy relacja moja z nie dochodzi do takich abstrakcji, iż odwożąc ja do domu zostałem zaproszony na kawa z jej mama oraz obiad... Nie daje sobie rady, nie mam pojęcia co jest nie tak, czy to ja jestem chory czy jej zachowane w pewnym momencie jest chore, gdy wie jaki wielkim uczuciem ją darze... dajcie mi proszę jakaś rade, co robić...
  15. Witam wszystkich, od 27 lat jestem chory na cukrzycę typu pierwszego, po tych latach niestety ale nastąpiło wiele powikłań. Od 4 miesięcy jestem na zwolnieniu lekarskim bez perspektywy na powrót do pracy w bliższym terminie, zawsze byłem osoba która dużo pracowała, minimum półtora etatu było moja normą. Teraz czuję się niepotrzebny, jestem w związku małżeńskim z kobietą która znam 19 lat od prawie 4 jesteśmy małżeństwem. Od ostatnich 2-3 miesięcy czuje że żona się ode mnie oddała, jak się pytam o co chodzi twierdzi że nic albo że jest zmęczona. Wiem że pewnie nie takiego męża chciała, nie jestem w stanie jej pomagać w domu, od pewnego czasu mało rozmawiamy, nie mam ochoty na ciągłe pytanie się czy wszystko jest ok. Nawet jeśli z sprawy łóżkowe o ile już nastąpią to nie sprawiają mi satysfakcji, po wszystkim nawet się nie przytuli, coraz częściej słyszę gdy mam ochotę to: spać mi się chce albo nie masz nic innego do roboty.... Dzisiaj powiedziałem że czuje że moja psychika siada w odpowiedzi usłyszałem że może powinienem pójść do psychologa lub psychiatry, i poszła spać. Chciałem poprostu się wygadać powiedzieć co czuję. Teraz już nie chce mi się poruszać tematu, nie. Radzę sobie nie czuje celu życia, wiem że jestem kula u jej nogi że zasługuje na kogoś lepszego niż ja. Wczoraj przeraziły mnie moje myśli, od około 23 do 6 rano zamiast spać moje myśli krążyły wokół tego czy może jak by mnie nie było to może by miała lepiej, jestem za cieńki żeby sobie coś zrobić, ale te myśli mnie przeraziły. Jest mi w stanie ktoś pomóc?
  16. Dzień Dobry, Mam 18 lat, jestem dość przeciętną dziewczyną z pasją do koncertów i pisania, a od jakoś pół roku zaczęły się u mnie problemy. Jestem w klasie maturalnej, staram się jak najlepiej zdać przedmioty, z których będę pisać egzamin, jednak z dnia na dzień idzie mi coraz gorzej. Jestem na etapie, w którym odkładam obowiązki tak bardzo, że nie daje rady ich zrobić i w ten sposób je bardzo zaniedbuję. Zdaje sobie z tego sprawę i chcę to zmienić. Myślę, że mam dużą motywację, ale nadal po prostu nie potrafię się za nic wziąć. Czuję totalną bezsilność, nie odczuwam wyrzutów sumienia, a jeśli takie mnie już łapią, tylko się zniechęcam. Często towarzyszy mi uczucie pustki, bezradności i złości. Agresja, którą duszę zaczęła się przejawiać na przestrzeni 2-3 miesięcy. Zawsze również byłam duszą towarzystwa, co przez ostatnie dwa lata uległo zmianie. Teraz unikam brania odpowiedzialności za grupę, nie wchodzę w żadne konflikty i mam silne poczuciem wyższości nad innymi. Mam również dość wysokie mniemanie o sobie, często kłamie i bardzo przystosowuje się do rozmówcy. Nie bronie swoich racji i sama o sobie mówię "transparentna", bo wiem jak rozmawiać z ludźmi, żeby im to odpowiadało. Przez to mam dużo znajomych, jednak w większości często się z nich po prostu naśmiewam (w duchu) i wyciągam różne ciekawe smaczki z ich życia. Zdaję sobie sprawę, że mam w sobie wiele negatywnych cech, łącznie z coraz niższą empatią. Stąd mój udział w tej dyskusji. Chciałabym się dowiedzieć, czy to etap przejściowy, moje cechy charakteru, które stale się zmieniają, czy coś czego zrozumieć nie potrafię. Moich uczuć starałam się nie koloryzować, jednak mogę zapomnieć, że mam do tego skłonności. Zawsze lubię podrasować moje opowieści, a dopóki kłamstwo nie wyjdzie na jaw, nie mam wyrzutów sumienia. Czekam na odpowiedź i serdecznie pozdrawiam, xx.
  17. Witam Tak naprawdę to narzeczony bardziej powinien Ciebie podtrzymywać na duchu (i vice versa). Moim zdaniem narzeczony nie potrafi radzić sobie sam z uczuciami i niepowodzeniem, które doznajecie w związku. Na jedno widać że kocha bo bardzo boli go Twoje "nieszczęście" w życiu, a na drugie nie potrafi okazać wsparcia i zrozumienia. Szczera rozmowa jest najlepszą przyjaciółką każdego konfliktu. Jeśli nie da rady to psycholog dla narzeczonego lub terapia dla par (w miarę możliwości ) byłaby pomocna, dlatego że Ty też musisz skądś czerpać tą pozytywną energią do tego aby walczyć z przeciwnościami losu i dodatkowo mieć siłę by wspierać ukochanego. Może narzeczonemu chodzi też o domniemaną "utratę" Ciebie dlatego nie potrafi tego przegryźć i ucieka w najprostszą metodę ( co nie oznacza że najlepszą i najrozsądniejszą) proszki na uspokojenie. Warto jednak spróbować z pomocy specjalisty. Ps. Mam nadzieję że wszystko z Tobą będzie dobrze i będziesz miała siłę. Pozdrawiam
  18. Jestem 38letnia mężatką. Razem z mężem (jestesmy z męzem 13lat po slubie i 15lat razem) mamy 9,5letnia corkę. Mieszkamy w dwurodzinnym domu razem z jego rodzicami. Dodam może ze moj M jest jedynakiem spod znaku koziorozca. Ciezki charakter... Problem naszej sielanki zakłócaja fochy mojego męża. Ogolnie nie klócimy się, ja nie potrafie się klocic, szkoda mi czasu na klotnie, ale M. obraza sie o byle co. Czasami nawet nie wiem o co i na pytanie o co znowu mu chodzi odpowiada mi: domysl sie, przeciez studia skonczylas. Szczerze powiem ze zaczynam byc tym zmeczona. A ostatnia sytaucja spowodowala, ze on znowu milczy i traktuje mnie jak powietrze. Po krotce opisze o co milczy tym razem: w piatek zapomnial zabrac kluczykow od samochodu ze soba do pracy i zadzwonil do mnie zebym mu je podrzucila. Powiedzialam, ze ok nie ma sprawy tylko bede u niego po 18 bo corka nasza ma angielski do 17:50 wiec wczesniej nie zdaze. Dodatkowo poprosil mnie zebym odebrala mu przesylke z punktu odbioru. Tak wiec po pracy szybko pojechalam po corke, przy okazji musialam porozmawiac z p. Dyrektor bo mnie wezwala, odebralam mu ta paczke, pojechalam z dzieckiem na angielski, jak ona byla na lekcji zrobilam szybkie zakupy i wychodzac z angielskiego otrzymalam telefon od M. z pytaniem gdzie jestem. Odpowiedzialam zgodnie z prawda ze wlasnie wyszlysmy z angielskiego i ze jade po kluczyki i jade do niego. Po czym uslyszalam ze w takim razie bede u niego po 19. Powiedzialam ze max 30minut i bede. Rozlaczylismy sie. Po chwili dzwoni znowu i mowi, ze juz nie potrzebuje mojej pomocy i nie czekajac az cokolwiek powiem rozlacza sie. Ja juz wiem czym to sie skonczy... przyjechal do domu po kluczyki, wrocil do pracy po samochod i jak po godzinie wrocil do domu to oznajmil mi ze nie chce miec ze mna wogole doczynienia. Wiec na spokojnie opisuje mu, tak jak wam jak wygladal moj dzien, ze dokladnie przez telefon powiedzialam mu ze bede po 18. A on do mnie ze on lepiej wie co uslyszal i ze powiedzialam ze bede przed 18. Jak moglabym byc przed 18 skoro dziecko konczyangielski o 17:50. On wie lepiej co uslyszal, ze swiat nie kreci sie wokol mnie. Od piatku traktuje mnie jak powietrze. Nie je z nami, tylko jedzenie ktore mu naszykuje odklada do lodowki i jezdzi do miasta. Ja sie nie potrafie obrazac. Szkoda mi czasu wiec przez weekend traktowalam go normalnie. Szykowałam jedzenie itp. Ale jak spakowane jedzenie do pracy dzis wyjal i postanowil go nie zabrac. Jak traktowac takie zachowanie? Na zewnatrz staram sie pokazac mu ze nic sie nie stalo i traktuje go normalnie, natomiast wewnatrz mnie nie jest najlepiej. Z nerw nie jem juz 2 dzien. Wiem, albo spodziewam sie, ze jak nic z tym nie zrobie to bedziemy tak siedziec jak dwa zbuki przez dlugi czas albo on wpadnie na jeszcze jakis lepszy pomysl. nie wiem co robic. Zastanawia mnie jedno... jednego dnia mowi ze mnie kocha, daje drogie prezenty, a drugiego mowi ze nie chce miec ze mna nic wspolnego. Jestem zagubiona w tym wszystkim, szkoda mi corki ktora to wszystko oglada, tego naburmuszonego ojca. Ona nie ma 3 lat i wszystko rozumie. Nie bede przepraszac go chyba za to ze zapomnial kluczykow a ja nie milam kiedy przed 18 mu je zawiezc, bo nie czuje sie winna. Nigdy nikomu nie odmowilam pomocy, co ostatnio nawet wypomniala mu jego wlasna matka. Nawet ona mowi ze ma dosyc jego takiego zachowania. myslalam o terapii ale on sie nie zgodzi. pomocy.
  19. Chcę się przywitać, ale "dzień dobry" nie przechodzi mi przez gardło, bo gdyby taki dobry, nie pisałbym tutaj. Jestem wierzącym i praktykującym katolikiem, mieszkam za granicą, jak co roku, szczególnie od kilku lat, fatalnie znoszę okres przedświąteczny, nie mam ochoty widzieć się z ludźmi, na których jestem skazany w czasie "zjazdów świątecznych" w kraju. Miałbym ochotę spędzać święta wyłącznie w gronie dzieci, żony i mojej mamy, i tylko przez wzgląd na nią wracam jeszcze na święta do kraju. Cała reszta, eufemistycznie pisząc, działa mi na nerwy, święta to czas hipokryzji i testowania wytrzymałości na nią. 1. Mój ojciec, ma ponad 80 lat i pod moją nieobecność, praktycznie cały rok, znęca się psychicznie i czasem fizycznie nad moją matką, ostatnio policja dwa razy interweniowała, a mama ma połamane palce. Ogarnia mnie bezsilność bo nie mogę na odległość nic zrobić. Ojciec nie ma nałogów, jest emerytowanym żołnierzem. Moja mama przechodzi gehennę, ale nie chce wyjechać na stałe z kraju, i źle czułaby się u mnie, jak "piąte koło u wozu" w obecności mojej żony. 2. Rodzina mojej żony, praktycznie cała, rozwiedzeni rodzice żony, mój teść i jego partnerka, teściowa i jej partner, szwagierka i jej partner (kolejny), ciotki, wujowie, wszyscy ideologicznie i politycznie skrajnie ode mnie różni, chętnie w czasie świąt spożywaliby "goloneczkę" (jak w filmie "Rozmowy kontrolowane"), mnożyli prezenty, moczyli nogi na Maderze i śpiewali radzieckie pieśni patriotyczne, zamiast kolęd i łamania opłatkiem. 3. Mój brat, mieszka w kraju, ma dzieci i jest pod ciężkim "pantoflem" swojej żony i teściowej, która o zgrozo z pomocą córki, "wpędziła do grobu" swojego męża, nie pojawiły się nawet na jego pogrzebie, i bez zbędnej zwłoki przystąpiła do szturmu na nowycch partnerów - niczym ofiary modliszki. Obie panie przypominają mi charektorologicznie żonę rybaka z bajki o "Złotej rybce", albo macochę i jej córki z bajki o "Kopciuszku". Obie znane są z polowania na majątki (technika dość skuteczna wabienia starszych panów, rozwody i spadki), chcą więcej i więcej. Już za życia moich rodziców, także ich wypytują kiedy i jaki spadek otrzyma mój brat, i mają wyjątkowy tupet. Moja mama za moją namową dała odpór tym nagabywaniom i powiedziała, że "jeszcze się do grobu nie wybiera". Efekt jest taki, że mój brat całkiem odwrócił się od własnej matki, cały swój czas poświęca żonie i przyklejonej do nich teściowej. Panie siedzą w domu, nie przemęczają się, stołują się prawie codziennie w restauracjach (brata stać, bo tyra na trzy zmiany, jak szalony), wyszukują i uskuteczniają egzotyczne wyjazdy wakacyjne. Brat zapomina zadzwonić w dniu urodzin własnej matki i zupełnie się nie zainteresował gdy walczyła o życie po ciężkim wypadku. W czasie świąt ni stąd ni z owąd przypomniał sobie i planuje podrzucić starszej schorowanej matce dzieci. Czy ja mogę się w tym zakłamanym, toksycznym matriksie czuć zrelaksowany ? Już na samą myśl o wyjeżdzie na święta wśród tych ludzi mam 'rajzefiber'. Zamiast łamać się opłatkiem z ojcem, miałbym ochotę porachować mu kości, zwymyślać brata za jego lekceważący stosunek do własnej matki, i kolokwialnie wypiąć się na 'patchworkową' rodzinę żony, ale wtedy będę miał awanturę do Wielkanocy. A propos, miną te święta przyjdą kolejne. Czuję, że się wypalam. Proszę o radę, jak przetrwać święta. Michał
  20. Jednak trafiłem. Przykro mi, dlatego takie zachowanie Twojej żony bo nie wiedziała jak to teraz wszystko odkręcić skoro jest z Tobą. Nic bez przyczyny się nie dzieje. Najgorszy jest ból emocjonalny i ta cała przykrość która nas spotyka.
  21. Witaj, od samego mówienia nic sie nie stanie, ale rozmowa moze pomóc, inny człowiek moze wesprzec słowem, pokazac ze sa wyjscia, chyba z kazdej sytuacji... ja tez nie mam łatwo w zyciu, potrzebuje własnie rozmowy, jakos tak dziwnie sie w moim zyciu zrobilo ze brak mi przyjaciól pozdrawiam Ania
  22. Witam, mam 25 lat i od 6 lat jestem zaręczona ze wspaniałym facetem. Nasz problem toczy się od 1,5 miesiąca. Zaczęło się, że przez ten czas były problemy poroniłam w 2015 roku, miałam komornika musiałam spłacić jego wyszliśmy z tego wszystkiego. Ostatnio poszłam na USG piersi tam okazało się, że mam guzy na piersiach, musiałam zgłosić się do onkologa, tak zrobiłam wróciliśmy do domu i zauważyłam, że Mój Kochany płacze, płacz to za mało powiedziane ryczał. Przez to ja również zaczęłam płakać, ale uświadomiłam sobie, że są teraz różne metody na walczenie z rakiem, otóż musiałam uderzyć go delikatnie w twarz żeby przestał płakać, bo nie potrzebnie się dołuje, po tym czasie stracił swojego 15 letniego przyjaciela Maksa musiał go uśpić od tamtej pory zaczął się zamykać mówi, że nie czuje uczuć i emocji ja przez ten czas jestem na tabletkach uspokajających, mówi mi, że muszę szykować się na najgorsze, bo nie chcę żebym go zobaczyłam w gorszym stanie, że nie wie sam czego chcę mówi, że zawsze będzie mnie Kochał, nie wiem, co mam robić próbuje go wspierać jak mogę, nie umie okazywać uczuć i emocji dzisiaj mi powiedział, że jest mu przykro, że muszę przez to przechodzić, nie chcę go stracić, prosiłam żebyśmy poszli do psychologa, ale nie chcę mówi, że jego głowa musi sobie sama z tym poradzić, proszę o pomoc, co mam robić nie chcę tracić osoby, którą naprawdę kocham.
  23. jestem kobietą i mam 27 lat. Od około roku cierpię na ataki paniki, teraz już coraz rzadsze. Na początku były bardzo silne, wielogodzinne; bóle serca, drętwienie ciała, biegunka, stany bliskie omdlenia. Zostałam przebadana i jestem całkowicie zdrowa. Pomagały mi tabletki ziołowe. Teraz ze świadomością co mi dolega, zdarza się to rzadziej, jednak dość często mam nerwobóle w okolicy serca. Nawet w dni kiedy jest bardzo spokojnie. Moje całe życie jest teraz bardzo spokojne. Mam niestresującą pracę, którą lubię, kochającego i wyrozumiałego chłopaka, chodzę na jogę 3 razy w tygodniu, słucham codziennie medytacji przed snem. A jednak ten nerwoból pojawia się kilka razy w tygodniu. Ostatnio nawet podczas medytacji, kiedy byłam bardzo zrelaksowana. Pomaga mi masaż tego miejsca ale chciałabym pozbyć się tego bólu na zawsze. Co jeszcze mogę zrobić? Nie mam możliwości pójścia na terapię, mieszkam za granicą.
  24. Dzień dobry. Proszę o pomoc!! Mam 20 lat. Nie wiem co mam robić. Rodzice zabronili mi spotykac sie z chlopakiem. Po tym jak wypił kilka kieliszków na weselu i stwierdzili że był pijany chociaż tak nie do końca było. Nie umiem z nimi porozmawiać. Trzymam to w sobie. Brakuje mi odwagi. Codziennie płaczę i katuje się myślami że to koniec. Boję się z nimi rozmawiać ponieważ zawsze na mnie krzyczą nie dadzą mi dojść do słowa. Bardzo mi zależy na moim chłopaku jemu też na mnie. Jesteśmy razem już trzy lata. Na początku rodzice go lubili. Po pewnym czasie przestali go lubiec. Nwm co mam robić. Nie mam z kim o tym rozmawiać. Nie mam przyjaciół ani bliskich mi osób z którymi mogłabym porozmawiać. Mam lęk do rozmowy z rodzicami na ten temat. Proszę pomóżcie. Męczęmy się już tak z moim chłopakiem 5 miesięcy. Czasami się spotykamy potajemnie. Ale chcemy w końcu to naprawić ale nie wiemy jak. Proszę o pomoc i radę.
  25. juz jest rozwiązana sprawa. Zona ma pocieszyciela. Stary kolega z lat młodzieńczych.
  26. Czy to jest depresja? Nie wiem nie jestem lekarzem. Nie wiem za bardzo co napisać. Już tyle razy opowiadałam o moim życiu o rzeczach które są dla mnie trudne i właściwie za każdym razem ktoś słucha później ewentualnie dostaje "dobrą" radę typu musisz o tym zapomnieć i później zostaje z tym sama. Dlatego nie będę przynajmniej na razie pisać o tym co było jestem już zmęczona, nie chce po raz kolejny opowiadać o tym na darmo. Zatem powiem jak jest teraz. Bardzo często marze o tym żeby zasnąć i już się nie budzić. Jak coś czuję to najczęściej jest to strach albo zmęczenie ale nie fizyczne. Zastanawiam ciągle czemu coś robię chodzę staram się żyć jakoś w miarę normalnie dlaczego w ogóle żyje skoro tak bardzo nie chce? Czuję się tak jakbym przegrała wszystko swoje życie , nie wiem czego chce nic nie chce. Nie mam siły i już nie wierzę że ktoś może albo chociaż chce mi pomóc. Tracę nadzieję że znajdę człowieka który zrozumie że nie wystarczy powiedzieć zapomnij, żyj, myśl pozytywnie i się nagle tak stanie.
  1. Załaduj więcej aktywności

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.