Jump to content

All Activity

This stream auto-updates

  1. Today
  2. Jeszcze mam bardzo ważne pytanie czy normalnym jest tłumaczenie się w myslach kobiecie , którą ode mnie odeszla . Wiem że już nie wróci bo zbyt dużo się wydarzyło, ale bardzo jest mi ciężko to powstrzymać. Zdaje sobie również sprawę jak to mnie męczy i szukam sposobów aby to zatrzymać.
  3. Problemy życiowe i przez bardzo długi czas wchodzę regularnie w zwiazki , które się rozpadają przez brak panowania nad emocjami w kryzysowych sytuacjach do tego wybieram młode dziewczyny 24 i 25 lat
  4. Yesterday
  5. Witam Od dłuższego czasu borykam się z problemem w zwiazku. Jestem żonaty ponad 15 lat od jakiegoś czasu nie mogę dogadać się z żoną. Myślę że mamy 2 różne światy różne poglądy. Ostatnio rodzina stała się dla mnie obojętna nudzi mnie. Z małżonką nie mam o czym porozmawiać chyba że wysłuchać narzekania i uwag. Czasem słusznych nie przeczę. Największym problemem w tym jest to że nie potrafię skoncentrować się na rodzinie (żonie dzieciach) np czytając, oglądając tv czy cokolwiek . Po prostu wyłaczam się nie zwracam na nic uwagi. Wiem że to mój błąd. Ale nie wiem jak z tym sobie poradzić. Chciałbym z synem (11 lat) czas spędzić nie mam pomysłu czym go zachęcić. Mam wrażenie że jestem mu obojetny. Tak samo w relacjach z żoną też mi zarzuca brak zainteresowania i rozmowy. Dużo pracuje fakt. Ale tylko ja pracuje w naszej rodzinie. I chyba tylko ta praca przynosi mi trochę satysfakcji. Bo na innych szczeblach to chyba przegrałem. Czuję bezsilność bezradność czasem jak śmieć nikomu nie potrzebny. Mam złość na siebie że nie potrafię skoncentrować się na rodzinie. Potrzebuję pomocy rady czego kolwiek co pomogło by się odbić od tego dna emocjonalnego
  6. Last week
  7. Guest

    Nikt mi nie wierzy

    Dla mnie turkuć_podjadek pasuje jak ulał żebyś się od*ierdolił, rzucasz diagnozami, jakbyś miał do tego jakiekolwiek kompetencje; już drugi raz komunikuję że nie chcę tu twojej interwencji
  8. Guest

    wieczór

    Wynajmowałam z tym chłopakiem osobne pokoje w jednym mieszkaniu. Kucał w kuchni i patrzył się na moje pośladki jak byłam w krótkich spodenkach. Strasznie mnie raziło na początku jego zachowanie ale później dziwnie opadłam z sił kiedy za mną chodził i zobojętniałam. Zdarzało mu się łapać mnie i dotykać bez mojej zgody.
  9. Guest

    wieczór

    Cześć, to będzie delikatny dla mnie temat - Mam wrażenie, że nigdy nie uprawiałam seksu z własnej woli. Mam problemy z tatą, nasza relacja była "zbyt zażyła". Mamy praktycznie nie mam. Spotykałam się z pewnym chłopakiem. Był strasznie natarczywy. Trochę to trwało, czasem było okej, ale coś mnie raziło - mam wrażenie że traktował mnie przedmiotowo. Powiedziałam mu, że nic z tego nie będzie, wyszedł niezadowolony i czułam się winna. Następnego dnia miałam straszne wyrzuty sumienia. Poszłam do niego. Wiem, że to głupie ale chciałam tylko spędzić czas i poczucie winy było tak silne, że zrobiłabym wszystko co on zechce. Zaczął dobierać się do mnie, widział że mam wątpliwości ale gadał do mnie "wiem, że tego chcesz". Stało się, zaczęliśmy to robić. Po minucie max przerwałam i wybiegłam. Mam wrażenie że zrobił mi coś bardzo złego. Wiem, że już 2 dni później przyszła do niego jakaś dziewczyna i oglądali filmy. Szukam jakiejś rady, drugiego spojrzenia na tę sytuację, nie wiem co mam robić. Jest mi beznadziejnie, bardzo często o tym myślę
  10. Guest

    Nikt mi nie wierzy

    myślę, że nie chcę tu więcej Twoich odpowiedzi turkuć_podjadek Nie chcę wylewać uczuć. Jezu proszę, przestańcie pisać rady i szukać mi chorób! Moja sytuacja to błędne koło, konflikt tragiczny.
  11. Witam wszystkich bardzo serdecznie! O mnie: informatyk po studiach mgr, pracuję zdalnie, obecnie mieszkam sam. Pisząc, że jestem niezależny mam na myśli, że sam się utrzymuję, mam czas i możliwości żeby realizować swoje zainteresowania. Nie jestem jakoś specjalnie umięśniony, nie mam nadwagi, jestem w tej chwili normalnej budowy ciała.
  12. Dzień dobry, mam 39 lat. Uważam się za osobę zaradną życiowo i niezależną (praca, wykształcenie, mieszkanie, itp.) Jestem kawalerem, nie mam dzieci. Zarówno ja jak i wszyscy pozostali członkowie mojej rodziny są ludźmi raczej dobrze sytuowanymi. Te ostatnie dwadzieścia lat spędziłem na wielokrotnych, długotrwałych próbach ukończenia studiów. Cel został osiągnięty. Mam inż, niedługo będzie mgr. Być może śmiesznie to zabrzmi: ostatnie 20 lat mojego życia przebiegło w cieniu paskudnego rozwodu moich rodziców. Pozew o rozwód złożyła matka. Potem, dokładnie dwa lata temu, zmarła bardzo bliska mi osoba: mój Dziadek. Ostatnio dużo czasu spędzam samotnie, mam czas na wyciąganie wniosków/przemyślenia: 1 Pierwsze 20 lat mojego życia było całkiem normalne. Dobrze wspominam swoje dzieciństwo. 2 Druga połowa mojego życia to długi okres, w którym matka zaczęła negować i wymazywać wszystko, co miało miejsce wcześniej. Dostała rozwód cywilny, podział majątku przebiegł w sposób korzystny dla niej, na koniec dostała unieważnienie ślubu kościelnego po dwudziestu latach małżeństwa. Najgorsze jest to, że powodem, dla którego rodzice się pobrali była nieplanowana ciąża. Efektem tej ciąży jestem ja. Dopiero niedawno dotarło do mnie, że prawie wszystkie moje dotychczasowe niepowodzenia w życiu i ogromne trudności w osiąganiu niektórych celów spowodowane były decyzjami matki. 1 Co mam zrobić jeżeli matka najchętniej wymazałaby moje istnienie tak jak wymazała inne rzeczy z dwudziestoletniego okresu swojego życia? 2 Styl życia mojej matki jest dla mnie bardzo bolesny: podczas rozwodu w wyniku podziału majątku to ja zostałem bez dachu nad głową, musiałem wyprowadzić się z Wa-wy z powrotem do Lublina, po rozwodzie kościelnym zostałem bękartem, dzieckiem nieślubnym, nawet dzisiaj matka traktuje mnie tak jakbym był jej pierwszym mężem i straszy mnie prawem jak to robiła podczas swojego rozwodu, wszystkie wyjazdy do niej na święta są tak nieprzyjemne, że ciężko mi wysiedzieć na trzeźwo dwie godziny przy stole, jestem traktowany jak maskotka/zabawka/rozrywka, większość moich pomysłów na życie spotyka się z krytyką: "przypominasz ojca, robisz dokładnie to co on" (a to przecież zły człowiek był, dlatego się rozwiodłam), ... 3 Czy jestem głupim dzieciuchem bo piszę o "mamusi"? 4 Czy powinienem całkowicie zerwać z nią jakikolwiek kontakt? Już teraz mieszkamy w innych miastach. Czy powinienem odjechać jeszcze dalej? 5 Czy powinienem znaleźć kogoś kto jej cokolwiek wytłumaczy? 6 Obecna sytuacja jest dla mnie bardzo niekomfortowa, nie zasłużyłem na takie życie jakie teraz mam,
  13. Też widzę jak to jest banalne, ale niewiele da się z tym zrobić. Na forum okulistycznym nikt nie wyleczy oczu, na kardiologicznym serca też nie; tak samo jest z forum psychologicznym w odniesieniu do poważniejszych problemów umysłowych. Można by prosić ludzi o napisanie krótkiej autobiografii, żeby później na jej podstawie pisać ze sobą przez następnych kilka tygodni, miesięcy, lat. Zrobić taką forumową, publiczną, pisemną, upośledzoną psychoterapię. Niestety nawet do takiej nie ma tutaj psychoterapeutów wolontariuszy.
  14. Specjalistą nie jestem, ale ze specjalistycznych książek, które czytałem, wynika jasno, że "łapiesz się" na osobowość typu borderline.
  15. Mam 26 lat, jestem kobietą i podejrzewam u siebie BPD. Nie radzę sobie z moimi emocjami, są bardzo silne, intensywne i przez to reaguję przesadnie na z pozoru błahe sytuacje(takie wydałyby się dla kogoś innego), jestem impulsywna, nerwowa, nie umiem tego zmienić mimo, że bardzo bym chciała. Moje relacje muszą być intensywne inaczej mnie nudzą, zbyt szybko i zbyt łatwo się przywiązuję do ludzi. Gdy się w kimś zakocham to ta osoba staje się moją "ulubioną osobą" i jak nie mam z nią kontaktu kilka godzin to już zaczynam wariować, myśleć, że mnie olewa, ma mnie gdzieś, boję się odrzucenia. Jednego dnia potrafię idealizować moją "ulubioną osobę" i być mega kochana, aż zbyt miła i mieć bardzo silne pozytywne emocje a drugiego dnia coś mnie wkurzy i już dewauluję, chcę kończyć i jestem bardzo nie miła. Gdy nie odczuwam silnych emocji czuję pustkę, znudzenie, często nie wiem co ze sobą zrobić. Odczuwam bardzo silną potrzebę kogoś bliskiego, miłości, ale jak poznaje kogoś i zaczynam go lubić to zaczynam sabotować sama siebie, tą relację. Boję się z kimś związać, boję się, że kogoś zranię i że ktoś mnie zrani co jest bardzo łatwe przez moją nadwrażliwość. Mam również depresję, jestem na SSRI i na objawy depresji mi pomagają. Nie ciągnie mnie do używek, nie popełniam prób s (myśli s miewam), nie samookaleczam się już od kilku lat. Mimo to to się raczej mieści na spektrum borderline, jednak muszę uzyskać potwierdzenie od specjalisty. To BPD czy coś innego? Moja siostra ma ChAD, jednak ja nie mam okresów manii czy hipomanii także to nie to.
  16. Tak, to jest depresja, udaj się koniecznie do psychiatry i nie bój się, nie wszyscy potraktują Cię lekceważąco. Ja dostałam SSRI i czuję się lepiej :) Trzymam kciuki i pozdrawiam :)
  17. Popadłem w marazm. W pewnym sensie rozleniwienie, brak inwencji, poczucie bezsensu, wypalenie, klapa itp. Może nie depresja - bo jestem w stanie wyjść z domu i wykonywać proste, debilne, odtwórcze prace. Ale to tyle. Natomiast nie chce mi się nic innego. Nie mam żadnych pomysłów. Czy to w biznesie, czy w twórczości; nie mam ochoty na żadne hobby, nie ćwiczę (co najwyżej czytam). Normalnie prowadzę kilka działalności, poza tzw. "pracą zawodową" (jestem w takim kraju, gdzie można i nie trzeba się przejmować urzędem skarbowym), piszę blogi, artykuły. I to mimo, że na codzień widzę bezsens egzystencji (praca, praca, g... z tego i "wyjazd") - poza tym, żeby dbać o dzieci. Ale zwykle działam, a efekty dają mi zadowolenie. Teraz - nic. Mam tak od powrotu z wakacji. Zwykle miewam trochę chandry w takich momentach, ale tym razem to już kolejny miesiąc. Napiłbym się, ale to niebezpieczne, bo to dałoby mi chwilowe zadowolenie i poczucie optymizmu i chciałbym to powtórzyć. Więc też nie piję. Za to jem. Na pewno poczucie bycia w kieracie ma tu jakieś znaczenie. Co ja tu k... robię? Po co? Żeby przewegetować? Do tego poczucie wieku (mam już tyle lat, na ile się wciąż nie czuję), upływu czasu - i co gorsza jego marnacji w debilnej, źle zorganizowanej i nudnej codzienności.
  18. Mam bardzo duży problem w związku, I nie mam z kim na ten temat porozmawiać. Mianowicie mój partner od dłuższego czasu, nadużywa alkoholu co doprowadza do awantur, przykrych słów, szarpanin, a niekiedy do przemocy fizycznej. Na początku uczęszczał do pracy a alkohol spożywał w weekend. Gdy zaszłam w ciążę, na którą długo czekaliśmy, totalnie zdurnał. Wychodził do pracy, ale do niej nie docierał. Znowu zaczęła się przemoc fizyczna, psychiczna. Ja zachorowałam na tarczyce, co jest w moim przypadku zle, ponieważ wszystko ma wpływ na dziecko, do tego cierpię na okropne bóle głowy, może związane z nerwami. Od tygodnia partner uczęszcza do pracy, dziś znowu se upił, doszło do przemocy, z braku sił zainterweniowała policja. Z każdej strony czuje się bezkarny, ponieważ jego rodzeństwo nie widzi nic złego w jego zachowaniu, I wmawiają mu, że to ja jestem ta zła. Wpadłam w jakieś stany, gdzie mam napady płaczu, agresji. Obecnie mieszkamy u moich rodziców, mieliśmy wynająć mieszkanie, ja niestety się boję przyszłości, że zostanę z dzieckiem sama, bez środków do życia i mieszkania. Mój partner jest dla mnie ważna osobą, kocham go, niestety nie wiem jak pomoc naszem związkowi. Nasza historia jest długa.
  19. Mam bardzo duży problem w związku, I nie mam z kim na ten temat porozmawiać. Mianowicie mój partner od dłuższego czasu, nadużywa alkoholu co doprowadza do awantur, przykrych słów, szarpanin, a niekiedy do przemocy fizycznej. Na początku uczęszczał do pracy a alkohol spożywał w weekend. Gdy zaszłam w ciążę, na którą długo czekaliśmy, totalnie zdurnał. Wychodził do pracy, ale do niej nie docierał. Znowu zaczęła się przemoc fizyczna, psychiczna. Ja zachorowałam na tarczyce, co jest w moim przypadku zle, ponieważ wszystko ma wpływ na dziecko, do tego cierpię na okropne bóle głowy, może związane z nerwami. Od tygodnia partner uczęszcza do pracy, dziś znowu se upił, doszło do przemocy, z braku sił zainterweniowała policja. Z każdej strony czuje się bezkarny, ponieważ jego rodzeństwo nie widzi nic złego w jego zachowaniu, I wmawiają mu, że to ja jestem ta zła. Wpadłam w jakieś stany, gdzie mam napady płaczu, agresji. Obecnie mieszkamy u moich rodziców, mieliśmy wynająć mieszkanie, ja niestety się boję przyszłości, że zostanę z dzieckiem sama, bez środków do życia i mieszkania. Mój partner jest dla mnie ważna osobą, kocham go, niestety nie wiem jak pomoc naszem związkowi. Nasza historia jest długa.
  20. Alkohol jest depresantem, ale sam z siebie nie doprowadzi do próby samobójczej. Ważniejszy jest powód przez który zacząłeś się nałogowo znieczulać alkoholem.
  21. Musialbys dokladnie opisac swoje zycie emocjonalne sprzed czasu kiedy zaczales pic alkohol. Jednak Uzaleznienie od alkoholu.moze byc czynnikiem prowadzacym do depresji, a.depresja jak wiadomo- moze prowadzic do proby samobojczej.
  22. Oczywiście, że pracuje nad sobą. Nie dostałem odpowiedzi czy alkohol jest aż tak w stanie rozbić człowieka emocjonalnie i popchnac do próby samobójczej ?
  23. Zupełnie cię rozumiem. A odpowiedzi typu "potrzebujesz pomocy psychologa albo pysychoterapeuty" to chyba jakaś sztampa, banał - tu powinien być stały "template" do wklejenia. Przecież to wiadome, tutaj większość tego potrzebuje i każdą dyskusję można by tak podsumowywać. Z tym znalezieniem sobie hobby to też podobnie...
  24. Witam. Mam ze sobą problem, już dosyć długo to trwa, ale chcę coś z tym zrobić, głównie dla córki. Mam 28 lat. Skończyłam studia. Mam 1,5 dziecko. Aktualnie nie pracuje i utrzymuje mnie partner, który pracuje za granicą. Jeżeli chodzi o prace to nie zdołałam zdobyć nic co by mnie satysfakcjonowało. Nic mi się nie chcę, potrafię siedzieć całe dnie, bo nie mam siły posprzątać czy ugotować, nie chce mi się chodzić do sklepu. Każdą taką czynność traktuje jako karę. Nie czerpie radości z czasu wolnego, bo po prostu nie mam ochoty nic robić. Siedzę tylko na komputerze albo telefonie. Czasem płaczę w nocy, że nie potrafię się zebrać i że życie to dla mnie męczarnia, nie lubię opiekować się córką, nie mam na nic ochoty, źle się czuję i chciałabym czasem zniknąć. Myślę czasem o śmierci, ale wiem że tego nie zrobię. Zawsze jak o tym myślę zaraz myślę o rodzinie, która by cierpiała. Boję się jeździć autem, nigdy nie miałam poważnego wypadku, ale czasem jak jadę to czuje, się jak w bańce i muszę otworzyć okna żeby z tego wyjść. Podczas jazdy zdarza się, że trzęsą mi się ręce. Jeżeli chodzi o moje myśli to ciągle myślę o tym dlaczego nie mam siły i dlaczego się tak czuje, jestem smutna i nic mnie nie cieszy. Każda stresująca sytuacja powoduje, że jestem wściekła krzyczę na córkę a bardzo nie chce. Dzwoniłam kiedyś po poradę na telefon zaufania i Pani poradziła mi abym skontaktowała się ze swoim lekarzem pierwszego kontaktu i poprosiła o leki. Tak zrobiłam, ale ta rozmowa mnie zdołowała. Lekarka nie potrafiła zrozumieć jak ja mogę nie mieć sił zajmować się dzieckiem skoro jest lato i taka ładna pogoda. Pytała także o to jak czułam się po porodzie to powiedziałam, że było mi bardzo smutno. A ona się zdziwiła jak mogło mi być smutno skoro urodziło się dziecko. Otrzymałam leki, których nie wykupiłam, bo przeczytałam, że nie powinno się po nich jeździć, a czasem musze. Myślałam o tym żeby iść na terapie, ale nie lubię rozmawiać na te tematy, bo od razu zalewam się łzami i ciężko mi się uspokoić. Kiedyś byłam na rozpoznaniu i zdiagnozowano u mnie nerwice lękową. Mam ciągle wrażenie, że jak coś osiągnę lub się przeprowadzę, będę miała więcej pieniędzy, fajną prace to wszystko wróci do normy, ale za każdym zrealizowanym celem wcale nie jest lepiej i teraz wiem, że to siedzi we mnie i gdzie bym nie była i w jakiej sytuacji to ja musze zmienić siebie od wewnątrz tylko nie mam pojęcia jak. Co chciałabym osiągnąć: -Panować nad emocjami zwłaszcza agresją. Nie chcę krzyczeć na córkę. -Nie wiem jak zebrać siły, jak dodać sobie ochoty i motywacji do działania. Proszę o pomoc. Proszę także nie pisać, że najlepsza byłaby terapia. Nie chcę na nią iść. Chcę wiedzieć czy jeżeli zmuszę się codziennie do działania to czy to jest w stanie mi pomóc, czy jednak będę tak się zmuszać w nieskończoność. Jak zachować ciszę podczas gniewu. Chciałabym się w tym czasie nie odzywać. Jak to tłumić. Czy są na to jakieś sposoby i triki psychologiczne. Jeszcze kwestia jazdy samochodem. Staram się unikać tej czynności jak mogę, ale jeżeli to się nie uda i wiem, że w najbliższym czasie będę musiała gdzieś jechać nie mogę myśleć o niczym innym. W głowie planuje drogę oraz wszystkie możliwe przeszkody jakie mogę napotkać. Jestem w tym czasie roztrzęsiona i nerwowa. Jeżeli jednak terapia byłaby najlepsza to zamiast terapii proszę o polecenie mi jakichś książek. Dziękuję za każdą pomoc.
  25. Z góry tu przepraszam za wulgarny język - są jednak tutaj głównie przytoczone w cytatach. Nie za bardzo wiem, od czego tak właściwie zacząć... Ogólnie jestem dzieckiem z rozbitej rodziny - mój ojciec zostawił nas dla innej, gdy byłam małym dzieckiem. Teraz nie mam z nim kontaktu od około 11 lat (sama mam 22). Od kilkunastu lat mam ojczyma (którego normalnie traktuję jak ojca), z którym matka ma dwójkę dzieci. Ostatnimi czasy, a będzie to już kilka lat, nie mam w sobie za grosz chęci do życia, nic mi się nie chce, uważam, że moje działania, niezależnie od tego jakie - są po prostu bezsensowne. Kiedyś miałam w sobie tyle pasji... Kiedy dokładnie zaczęło się to psuć? Pewności nie mam, podejrzewam tylko, że zachowanie moich rodziców względem mnie mógł mieć na to spory wpływ, a także inne osoby, które spotkałam w swoim życiu. W domu praktycznie od zawsze były teksty typu "ucz się, bo skończysz na ulicy" - to raczej nic dziwnego, każdy rodzic chce dla swojego dziecka w końcu jak najlepiej, jednak... W moim domu, prócz tego, zawsze się groziło "jak nie zdasz/czegoś nie zrobisz, wypier**lę cię z domu". Do tej pory pamiętam, gdy w wieku może 11/12 lat faktycznie moja matka wyciągnęła torbę, wyrzuciła ubrania z szafy i kazała się pakować. Moimi sukcesami nie cieszyli się wcale, a gdy coś nie wychodziło, kończyło się na wyzwiskach - że jestem głupia, "poje***a", że w życiu nic nie osiągnę i że jestem nikim. Do tej pory siedzi mi w głowie jeden z jej tekstów, że "jestem jej wychowawczą porażką". Praktycznie od zawsze starałam się im zaimponować, do tego stopnia, że po jakimś czasie zgubiłam siebie i przestałam dbać o to, co JA bym chciała robić - ale nawet to im nie wystarcza. Widzę też jak traktują rodzeństwo, a mnie w ich wieku - gdy miałam problem, często wynikały awantury, gdy zaś któreś z nich ma - robią wszystko, nawet zapewniają wizyty do psychologa. Przykład z obecnej sytuacji: w tym roku miałam bronić licencjatu, a z racji, że w czerwcu zerwałam z narzeczonym po 5 latach związku, po prostu nie czułam się wystarczająco na siłach, by do tego podejść - uznałam więc, że przełożę sobie termin na koniec stycznia przyszłego roku (bo to ostatnia data według tego, co podaje moja uczelnia), chciałam też zacząć coś innego, w innym mieście, bo obecny kierunek mnie w ogóle nie zadowalał. Dużo razy mówiłam matce, że chcę tak zrobić, nie raz nawet siedząc ze mną przy stole, dopytywała, jakby miało to wyglądać, jakie papiery mam dać etc. i wydawało się, że nie widzi w tym problemu Nie wiem, co jej strzeliło, ale wymyśliła sobie, że całkiem chciałam rzucić te studia i zmarnować 3 lata. Zaczęły się krzyki i awantury z jej strony i groźby - jak się nie obronisz, wynosisz się z domu. Od tamtej pory się już do mnie nie odzywa. Nie dość, że w domu byłam dobijana, ucinano mi skrzydła, to w szkole też nie miałam wesoło. Na ogół byłam gnębiona, nie umiałam się dogadać z innymi. Jedynie miałam małą grupkę kumpli, którzy zaczęli mnie olewać, gdy spotkałam swoją pierwszą i w sumie najbliższą mi przyjaciółkę. Byłyśmy jak papużki nierozłączki i naprawdę była to osoba, której, a przynajmniej tak mi się wydawało, mogłam zaufać, byłam na każde jej skinienie. Po 3 latach przyjaźni skończyłyśmy w związku, nie trwał on jednak długo, bo się okazało, że mnie zdradziła - mimo to i tak starałam się ratować, chociażby naszą przyjaźń, jednak nic to nie dało. Bolało. Była to w końcu pierwsza osoba, której tak ufałam, która znała wszystkie moje sekrety, z którą spędzałam tyle czasu... Mój pierwszy, poważny związek z narzeczonym, o którym wspominałam wcześniej, zapowiadał się świetnie. Mimo iż cierpiał na depresję i nerwicę lękową, było między nami naprawdę dobrze. Pomogłam mu znaleźć pracę bliżej mnie, dałam dach nad głową - nie na długo, bo pracy nie umiał utrzymać. Wszystko zaczęło się zmieniać po 3 latach - zaczął wypisywać do innych dziewczyn, olewać mnie. Gdyby to były stricte przyjacielskie relacje, raczej nie miałabym nic przeciwko temu, więc dałam mu wtedy warunek, że albo przestanie filtrować z innymi, albo to koniec - obiecał, że przestanie. Jak można się domyślić, nie przestał. Przyłapałam go w sumie przez przypadek, ale nie odezwałam się nawet słowem. Tak naprawdę nie chciałam go stracić. Tak to trwało aż do czerwca br. Znalazłam w tym czasie dwójkę cudownych przyjaciół - którzy swoją drogą, obecnie bardzo mi pomagają. To właśnie wtedy zaczęły się kłótnie. Za poradą przyjaciół postanowiłam poważnie porozmawiać o zachowaniu partnera - jednak wynikła z tego awantura. Wtedy zerwanie stało jeszcze pod znakiem zapytania, ale czara goryczy przelała się, gdy mój ex zaczął mówić jak o (przepraszam za wyrażenie) szmacie. Powiedziało mi o tym dwoje wspólnych znajomych. Dlaczego tak mówił? Bo miałam swoich dwóch przyjaciół - tak, tych, którzy mi pomagali i im zależało, by było między nami dobrze. Wtedy uznałam, że to definitywny koniec. Jakby nie patrząc i tak opisała wszystko w naprawdę sporym skrócie. Gdybym miała opisywać wszystko w detalach, prędzej wyszłaby niewielka powieść autobiograficzna. Reasumując... ogólnie przez to wszystko czuję niechęć do życia, do siebie, do świata i innych ludzi. Czuję, że ja tu po prostu nie pasuję. Kolejne problemy tylko bardziej przybijają i przestaję sobie radzić nawet z najprostszymi czynnościami. Wszystko mnie po prostu zaczyna przerastać, z dnia na dzień coraz bardziej i bardziej....
  26. Jestem mężczyzną mam 20 lat Jestem samotny od kond się przeprowadziłem do stolicy ( pół roku temu )mam pracę ale mam duży problem wstać z łóżka mimo że wiem że muszę ale nie mam siły się podniesć Czasem nie potrafię się cieszyć z zwykłych rzeczy , czuje się wiecznie zmęczony Czuje że nie radzę sobie czasami śpię pol dnia a i tak się nie wysyłam jestem palaczem udało mi się to rzucić na pół roku ale po przeprowadzce wrucile do naogu Nie wiem jak sobie z tym poradzić
  27. Witam, od jakiegoś czasu zastanawiam się na czym dokładnie polega aromatycznosc, zależy mi aby zaczerpnąć informacje na ten temat od specjalistów dlatego to pisze. Czytalam ze osoba aromatyczna nie czuje do drugiej osoby (milosci) pomimo ze wykazuje pociag seksualny, nie ma potrzeby budowania romantycznych relacji, nie potrzebuje, nie szuka związku. Czy mogliby państwo rozjaśnić mi na czym to polega i czy jest możliwe aby nigdy się w nikim nie zakochac, czy może polega to na tym że osoba po prostu nie czuje potrzeby bycia w związku, tworzenia jakis romantycznych sytuacji itp, ale normalnie sie zakochuje? Bardzo proszę o wytłumaczenie tego terminu.
  28. Ja mam jeszcze takie małe pytanko, czy ktoś zdiagnozował u Ciebie zaburzenie borderline? Wg mnie pasuje jak ulał.
  1. Load more activity

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.