Skocz do zawartości

Cała aktywność

Strumień aktualizowany automatycznie     

  1. Dzisiaj
  2. Tak się zastanawiam, czy cały ten transseksualizm, to zwyczajnie choroba psychiczna, gdzie każdy pacjent zakłamuje swoją rzeczywistość, by uciec od spraw, z którymi nie może sobie poradzić. Zastępowanie wyzwań, których boją się podjąć, wyimaginowanymi problemami, na którymi już mają kontrolę? Pytam się nie ze złośliwości, a z ciekawości i chęci zweryfikowania czy okłamuję siebie.
  3. sklo

    Pragnę znaleźć siebie

    Zgaduję, że żyjesz samą informatyką, o ile to nie jest głębszy problem, to jakieś nowe aktywne hobby by Tobie nie zaszkodziło. Praca jest potrzebna, daje pieniądze, a pieniądze dają możliwości. Zastanów się chwilę nad swoimi celami, jakie po drodze czekają na ciebie wyzwania oraz spójrz na to, w jaki sposób wypoczywasz.
  4. Wczoraj
  5. Zulka

    Zdrada

    Witam!Jestem 38 letnią kobietą mieszkająca na stałe we Włoszech,Jestem mamą 2 dzieci. Mój problem polega na tym,ze moj partner(Wloch) zakochał się w innej kobiecie!Twierdzi,ze trwa to od 2,5 miesiąca A ja dowiedziałam się 2 dni temu. Powiedział, że już mnie nie kocha Ale trzymają go przy mnie dzieci. Kobieta w której się zakochał wie o nas I twierdzi że nie chce rozwalić rodziny. Mimo wszystko zależy mi na nim I na tym by dzieci miały pełną rodzinę!co mogę zrobić żeby go odzyskać .
  6. niewiem88

    Nienawidze siebie

    Mam 18 lat i chciałabym być kimś zupełnie innym. Uważam, że nikt nie chciałby bliżej poznać mojej osoby, nie jestem warta niczyjej uwagi. Mam jedynie dwie znajome, które nie interesują sie moim życiem, nie mam im tego za złe. Nigdy nie miałam dłuższego kontaktu z płcią przeciwną to pewnie przez moją samoocene sięgającą dna i chorobliwej nieśmiałości. Prawie codziennie miewam myśli samobójcze, nawet wyobrażam sobie swój pogrzeb na którym nikogo nie ma. Dwa razy próbowałam się zabić, okaleczam się. Moja matka, która przez chwile jest przejęta sytuacją na tyle, że zapomina o moich wizytach u psychologa w niczym mi nie pomaga. Wychodząc na ulice czuje tylko zazdrość i gniew. Od roku zaczełam sięgać po alkohol.Być może taki wiek, przejaw buntu ale na dłuższą metę nie wyobrażam sobie bez niego samotnie spędzonych chwil, czyli mojej rutyny. W wielkim skrócie proszę o pomoc i poradę, która pomoże mi zaakceptować siebię. Dziekuję.
  7. Inka357

    Co ze mną jest?

    Witam. Jestem kobietą 24 lata. Odkąd pamiętam nie byłam szczęśliwą osobą. Od jakiegoś czasu zaczęłam się zastanawiać czy moje zachowanie jest normalne. Odkąd pamiętam towarzyszy mi uczycie pustki i strachu. Są momenty, kiedy czuję się dobrze, jestem wesoła, pełna energii, jednak nastrój potrafi mi się zmienić całkowicie i momentalnie (np cieszę się na wyjście, nie mogę zdecydować co założyć i wpadam w histerię). Jednak przeważają dni kiedy czuję się bezwartościowa. Mam wrażenie, że nikt inny nie jest w stanie poczuć takiej pustki. Moje cierpienie sprawia mi w pewnym znaczeniu przyjemność. Mam również problemy z apetytem. Nie odczuwam głodu nawet po kilka dni. Do jedzenia zmuszają mnie bliscy. W chwilach gdy mam szczególnie zły nastrój samookaleczam się. To tak jakby ból psychiczny ustępował na rzecz fizycznego. Czuję wtedy ulgę i spokój. Panicznie boję się odrzucenia ze strony bliskiej osoby. Mam wrażenie, że każda osoba w moim otoczeniu negatywnie mnie ocenia. W przeszłości miałam myśli samobójcze. Niedawno pojawiły się ponownie. Powstrzymuje mnie myśl, że tym krokiem zrobię problem mojej rodzinie... Czy takie zachowania i odczucia są "normalne"? Czy powinnam zgłosić się na terapię? Bardzo proszę o odpowiedź. Z góry dziękuję Pozdrawiam.
  8. Cześć jestem Maciek, mam 21 lat i problem.. Nie moge znaleźć siebie, a raczej swojego miejsca na tym pięknym świecie.. Praktycznie połowe życia interesuje się grafiką komputerową i montazem filmów, cały czas to robiłem i uczyłem się tego, zamiast mieć dobre stopnie w szkole.. Byłem w wojsku, moglem zostać żołnierzem zawodowym - końcowo zrezygnowałem, domyślacie się pewnie reakcji rodziców.. ale końcowo wspierali mnie i zrozumieli ze nie widzę tam siebie, później zacząłem pracę w firmie jako grafik ! mmm praca wymarzona, a jednak nie.. źle się czułem tam, każdy dzień to męka zrezygnowałem.. i znowu wiecie jak rodzice.. Pracowałem jako freelancer i w sumie było mi dobrze, na własne potrzeby udało mi się zarobić, ale nie utrzymałbym się za to, natomiast mialem łatwiej bo mieszkam z rodzicami. Teraz po 6 miesiacach znalazlem prace i pracuję dalej jako grafik ok. 2 miesięcy i historia się powtarza. Nie czuje się dobrze, mimo że robię to co lubię, to moja pasja, ale dzień w dzień mam doła kolejnym dniem pracy. Męczy mnie że ktoś mi trzyma ryzy 8 godzin w ciągu dnia a nie ja sobie ustawiam - np. Klient potrzebuje na 17 projekt to zacznę robić to o 12 i zdążę, Mam kolegę który również interesuje się filmowaniem i już mamy za sobą kilka projektów dla klientów. Chciałbym być sam sobie szefem i jakoś w tą stronę się rozwijać, ale boje się że porzucę tą pracę i zostanę z niczym. Boję się też znowu reakcji rodziców, że pomyślą że po prostu jestem nierobem albo jakimś totalnym leniem. Sam nie wiem jak mam się zachować w tej sytuacji. Nie mam zamiaru dopuścić do takie stanu w życiu, że będę przeżywał wieczne cierpienie spowodowane nie spełnieniem się zawodowo. Coś ze mną jest nie tak.. Albo mam rozum gdzie myślę że życie to sielanka i wyobrażenia jak z bajki, albo po prostu szukam siebie i nie chce przyjmować świata takim jakim dostaje od losu a chce po prostu sobie tą dobrą dla mnie rzeczywistość stworzyć. Proszę Was o opinię czy żyje w bajkowym świecie czy to że chce tak a nie inaczej jest normalne i dobre. Wskazówki, jak powinienem postępować. Z góry dziękuje i pozdrawiam Was serdecznie
  9. Spotykam się z chłopakiem od ponad roku. Poznaliśmy się w grze, ja po 8 letnim związku nie dałam łatwo do siebie dotrzeć jednak jemu się udało. To on pierwszy wyznał mi miłość. Ja powiedziałam wtedy że gdy będę gotowa to powiem. Zrozumiał nie miał pretensji. On twierdzi ze jest socjopata co nie ulatwia mi zycia. Znałmoja przeszłość nie łatwą, po związku poprzednim zostały mi nie tylko łzy ale też długi. Po jakimś czasie zdecydowaliśmy się zamieszkać razem to dla niego przeprowadziłam się ok 450 km. Chciałam być bliżej bo coraz bardziej zaczynało mi zależeć. Zaczynałam czuć stabilizację spokój. Cała jego rodzina mnie akceptuje. On sam ma synka 10 lat z którym mam świetny kontakt. Jednak od pewnego czasu zaczęło się psuć, klotnie były często, zazwyczaj o pierdoly. On bardzo chce uzbierać na nowy samochód, ja to rozumiem. Dużo pracuje często też w weekendy. Rocznicy nie obchodziliśmy bo to nie ślub jak on stwierdził. Ostatnio po jedne z kłótni która odbyła się po obopolnym zmęczeniu po pracy powiedział że mam czas do końca miesiąca na wyprowadzenie się bo on chce spokoju. Próbowałam drążyć temat. To powiedział że się wkurza że ma wrócić do domu w którym będzie kłótnia. Pojechałam do domu na półtora tygodnia. Przed wyjazdem chciałam zeby przemyślał on był ba nie bo niema czego ratować. Jednak kiedy pościły mi nerwy i wykrzyczałam wszystko co leżało mi na sercu nagle była cisza i zgoda na przemyślenie. Po powrocie rozmawiamy jednak niema czułości. Przytulam się jak śpi albo z nienacka. Nie chciałabym go stracić bo zależy mi na nim. Jednak jest coś co bardzo mi przeszkadza jak Nie opowiada to mówi że on chce kupić samochód on chce kupić motor, a czuje, że w tym wszystkim niema miejsca dla mnie. Ja nie potrzebuje wiele trochę uwagi, czułości. Wczoraj gdy chciałam poruszyć temat rozmowy była kłótnia, że on nie chce i dla niego to koniec. Chciałabym poznać waszą opinię, czy starać się dalej i próbować rozmawiać?
  10. Robet123321

    Samotność

    Hej.Czy tam dobry wieczór w sumie nie ma to znaczenia. Mam na imie Robert 27 lat i sam właściwie nie wiem jak tu trafiłem. Mój problem polega na tym że po 5 latach wydawało by się szczęśliwego małżeństwa, nagle zostałem sam. Żona zdradzajac mnie zaszła w ciążę. Spakowała się bez słowa i wprowadziła wlasnie do niego... Nie rozumiem i nie potrafię sobie z tym poradzić udaje sam przed sobą znajomymi i rodziną że daje radę. Ale tak nie jest wracając do pustego domu nie radzę sobie z myślami... jedzenie nie ma smaku od 2 miesięcy moja waga spadła o 11kg, śpię po 2-4 godziny na dobę, przyjacciele na dodatek zabrali mi psa z powodu zaniedbania... zapomniałem że wg go mam. Tak więc zbierając wszystko w całość, Po powrocie pewnego dnia po 5 dniowym wyjeździe do pracy... Znalazlem na stole kartke "Zdradzilam Cie jestem z nim w ciąży odchodze" zostałem sam bez słowa wyjaśnienia chciałbym chociaż zapytać dlaczego... Staraliśmy się o dziecko 4 lata... chodziliśmy na badania wszystko było dobrze ale i tak nie wyszło... Teraz Słyszę teraz tylko stos epitetów na jej temat... A ja nadal Kocham i tęsknię, nie mam pojęcia gdzie wyjechała ani z kim czekam całymi dniami z nadzieją że wróci zadzwoni napiszę... Nie radzę sobie z obowiązkami w domu i pracy... jak mam sobie z tym poradzić? Czuje się coraz gorzej... Mógłbym jej nawet wybaczyć... I może jestem głupi ale myśl że ona wróci jakoś mnie trzyma przy życiu. I wybaczcie.
  11. Ostatni tydzień
  12. Witam. To mój pierwszy post tutaj. Od dawna zbierałam się, aby wybrać się do psychologa, ale niestety nigdy nie miałam na to wystarczająco odwagi. Mam 19 lat, w tym roku mam maturę. Jestem osobą nieśmiałą, cichą, zamkniętą w sobie. Mam bardzo niską samoocenę, wszystkiego się obawiam, zawsze w każdej sprawie doszukuję się złej strony. Miałam kiedyś osoby, na których mi bardzo zależało, każdy po kolei mnie dotkliwie zranił i opuścił. Oni nie zdawali sobie sprawy z tego ile siły mi dają, ile dla mnie znaczą. Co do rodziny... od małego nie lubiłam przebywać w domu. Rodzice często się kłócili, dalej to robią, zawsze występowały też elementy przemocy. Mam 2 młodszych braci o których bardzo się przez to martwię. Najwięcej przykrych słów w życiu usłyszałam od rodziców. To oni sprawili że wszystkiego się boję, że nie wierzę w siebie. W tym momencie zostałam sama. Niedawno opuścił mnie bardzo bliski przyjaciel, z którym wiązałam plany na przyszłość, była to osoba której wszystko mogłam powiedzieć, wszystko o mnie wiedział. Zostawił mnie dlatego że poprosiłam go o pomoc, miałam trudny czas w moim życiu, codziennie płakałam, nie wychodziłam z łóżka, nic nie jadłam kilka dni. Pierwszy raz w życiu poprosiłam kogoś o pomoc i ten pierwszy jedyny raz zostałam odtrącona i pozostawiona sama sobie. Czuję się bardzo samotna. Nie mam nikogo bliskiego z kim mogę porozmawiać, wyjść, wyżalić się, cokolwiek. Rodzice mnie wyśmieją i stwierdzą że zwracam na siebie uwagę. Takie stany codziennego płaczu, głodowania, niewychodzenia z łóżka, totalnej niechęci do czegokolwiek, do życia mam od około 2 lat, powtarzają się co jakiś czas. Ostatnio nasilone. Ciężko mi jest się wtedy opanować. Tak, miałam myśli samobójcze, modlę się o śmierć od dawna. Dlaczego? Ponieważ boję się przyszłości, że nie poradzę sobie na studiach, że nie znajdę pracy, nie znajdę miłości, że nie będę miała nikogo bliskiego, że to i tak prowadzi do nikąd. Będę się uczyć jeszcze kilka lat, pójdę do pracy, szybko minie te kilkadziesiąt lat i koniec, jaki jest tego cel? Wiem, że to co pisze może wydawać się głupie, ale potrzebowałam to wreszcie z siebie wydusić. Nie mam pojęcia co robić. Czy ja tylko mam jakieś młodzieńcze urojenia czy czas wybrać się do specjalisty?
  13. psycholog Katarzyna Tuszyńska

    Mam myśli samobójcze, depresja dwubiegunowa

    Dzień Dobry, Bardzo proszę niech Pani zgłosi się do lekarza psychiatry aby skierował Panią na terapię uzależnień najlepiej w oddziale całodobowym. Szuka Pani pomocy a to jest najlepsza i najszybsza pomoc. Poczuje się Pani o wiele lepiej gdy w bezpiecznych warunkach pod opieką lekarzy i terapeutów odstawi Pani narkotyki i alkohol. Niech Pani nie zwleka z decyzją o leczeniu. Pozdrawiam, Katarzyna
  14. psycholog Katarzyna Tuszyńska

    Nic

    Dzień Dobry, Relacjonuje Pan stan pustki emocjonalnej, braku zadowolenie z życia i niską samooceną. Pisze Pan też, ze taki stan trwa od przynajmniej kilku miesięcy. Proszę zgłosić się do lekarza endokrynologa pod kątem badania tarczycy i do lekarza psychiatry. Zależnie od diagnozy zostanie Panu zaproponowane leczenie. Pod opieką specjalistów Pana życie nabierze barw. Pozdrawiam, Katarzyna
  15. psycholog Katarzyna Tuszyńska

    Problem w wyrażaniem uczuć

    Dzień Dobry, Jest wiele sposobów wyrażania emocji nie tylko poprzez używanie mocnych słów czy przekleństw. Można po prostu powiedzieć: " złości mnie taka sytuacja", "gdy to się dzieje to czuje irytację", "nie lubię takich sytuacji". Dlaczego chce Pani przeklinać? Czy osoby wokół Pani przeklinają i chce się Pani do nich dopasować - pomimo, że jak Pani pisze nikt tego od Pani nie oczekuje? A może warto spojrzeć na to z innej strony - może jest Pani ceniona za to, że Pani nie używa mocnych słów? Rozmowa z psychologiem pomoże Pani przyjrzeć się swoim emocjom i sposobom ich wyrażania. Pozdrawiam, Katarzyna
  16. Zielona

    Dziecko autystyczne

    Witam. Dziękuję za poradę, ale niestety w naszej szkole to wygląda tak, że jak zgłaszam przemoc to zawsze słyszę, że dziecko zmyśla i klamie, matka jest przewrażliwiona, a dzieci nawet jak widzą to i tak nie widzą bo tak prościej, żeby ich nikt nie wypytywał. A później jeszcze dzieci a mam ich trójkę słyszą od nauczycieli, żeby nie żalili się mamusi. Rodzice zawsze stają po stronie swoich dzieci i jak jest problem, to nie ma go jak rozwiązać. Nie mam już do tego siły. Pozdrawiam.
  17. psycholog Katarzyna Tuszyńska

    Dziecko autystyczne

    Dzień Dobry, odpowiem inaczej - w szkole nie powinno być przyzwolenia na przemoc. Jeśli takie zdarzenia zachodzą i to w obecności nauczyciela może powinna Pani porozmawiać z pedagogiem szkolnym lub dyrekcją. Jeśli dzieje się to na lekcji to pewnie wokół są inne dzieci, które widzą całą sytuację i pedagog mógłby porozmawiać z nimi na ten temat. Pozdrawiam, Katarzyna
  18. Jumi

    Dysocjacja

    Od lat zmagam sie Z roznego rodzaju stanami dysocjacyjnymi. Najczęstsze wydaja mi sie momenty jak ja to nazywam "wylaczania się". Wszystko zaczęło się jeszcze w dzieciństwie gdzie godziny uplywaly jak minuty, ale w tamtym czasie bywalam w miejscah pieknych i bezpiecznych. Teraz odczuwam to jakby coś, a raczej ktos mnie wciaga do miejsca pelnego bólu i strachu. Jest to najczęściej mala dziewczyka, ktora nie chce byc tam sama. Wydaje mi się że za pomocą terapi na którą uczęszczam juz jakiś czas, jak by zapalalo sie swiato i pojawia sie odczucie, że jak ja mogłam niepamięć że oni są we mnie! Ostatnio pojawilo sie jak olśnienie, gdy zdalam sobie sprawę z tego, że przez pewien okres mojego życia bylam kimś innym(!), ale zupelnie nie mogę sobie przypomnieć jak to było. W momentach gdy to wszytko się jakby oddala staram sie podejść do tego racjonalnie, ale nic konstruktywnego nie przychodzi mi do głowy. Nie moge rozmawiać o tym z terapeutka bo dochodzac do do momentu w którym czuje, że temat jest niewygodny, cos porusza albo sie odcinam, albo w glowie słyszę zakazy, pojawia sie wtedy lek i bariera, ktorej nie moge przekroczyć. Czuje jak by byly uwewnetrznione we mnie rozne osoby, gdzie kazda z nich ma swoj sposob na to aby bronić czegoś(kogoś?), sama nie wiem do konca co to jest. Nasililo sie to znowu kilka miesięcy temu po tym jak uleglam wypadkowi w pracy. Ludzie z najblizszego otoczenia daja mi do zrozumienia , ze mam problemy z pamięcią, czasami zdarza mi się niepamięć co do tego o czym rozmiawialam na spotkaniach z terapeutą. Piszac to czuję narastajacy niepokój, nie wiemm co mam myśleć. Wszystko wydaje sie niezrozumiale i sprzeczne. Czy to mozliwe ze moj umysł wytworzył inne osobowości? Na koniec dodam, że do terapeuty trafilam przez zaburzenia depresyjne. Dziękuję za wysluchanie zbolalej duszy.
  19. Wszystko jest nie tak… Kiedyś byłam inna. Obecnie mam 22 lata. Zawsze byłam osobą ambitną, pracowitą, energiczną i otwartą do ludzi. Im więcej robiłam tym więcej miałam na to energii. W czerwcu zeszłego roku zerwałam z chłopakiem. Była to świadoma decyzja, przy X czułam, że za mało się rozwijam i zbyt wiele tracę. Mimo że, tego chciałam rozstanie bolało i żeby uciszyć ten ból narzuciłam sobie jeszcze więcej obowiązków, to sprawiało że nie myślałam o X i byłam szczęśliwa. W międzyczasie poznałam Y i to On sprawił, że zupełnie zapomniałam o X. Miał podobny temperament, wszędzie było go pełno, podobało mu się, że tak dużo robię i zachęcał mnie, wspierał w moich przedsięwzięciach. Widywaliśmy się codziennie, spędzaliśmy ze sobą całe dnie, mimo że z boku wyglądało wszystko jednoznacznie (jego zachowanie wobec mnie szczególnie) zawsze mieliśmy relację czysto koleżeńską. Nie chodzi o to, że ja nie chciałam, po pewnym czasie zauważyłam, że zaczynam się powoli od niego uzależniać i chyba nawet coś do niego czuć, ale to było tak jakby on coś Ci dawał, a jak chciałam to wziąć to nagle odwracał się i odchodził. Wzięłam więc drugi kierunek na studiach (oba dziennie), jednocześnie pracowałam, aktywnie udzielałam się w kole naukowym. Nie myślałam wtedy za bardzo o Y i to było przyjemne. Jednak na przełomie grudnia pokłóciłam się z nim. Nagle zabrakło go kompletnie w moim życiu, a ja przytłoczona obowiązkami zaczęłam się wypalać. Zaczęłam zawalać studia. Jedne, drugie… Po nowym roku kiedy już byłam w naprawdę słabym stanie psychicznym to ja odezwałam się do niego. Znowu nawiązaliśmy kontakt. Wszystko było tak jak dawniej, byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Mogłam mówić mu wszystko i on mi. I nagle na wiosnę dowiedziałam się od niego, że ma dziewczynę… od 7 lat. To był dla mnie okropny cios. Żeby jednak tego nie okazać udawałam, że wszystko jest w porządku. Przyjaźniliśmy się, a ja skrycie chyba liczyłam na to, że jednak to nie jest na poważnie, skoro będąc z nią spotykał się ze mną (i nie tylko). Byłam zła i zrozpaczona, ale wiedziałam, że nie poradzę sobie bez niego i muszę go mieć nawet jeżeli tylko jako kumpla. Cały czas widywaliśmy się praktycznie codziennie, spędzaliśmy ze sobą całe dnie, a ja byłam w stanie poświęcić dla niego wszystko. Zawaliłam studia, zmieniłam pracę, która wydawało mi się, że sprawia że jestem nieszczęśliwa i od tej pory co chwila szukam jakiejś nowej, bo nie mogę sobie znaleźć miejsca. Straciłam przez to płynność finansową, narobiłam sobie długów. Nie mówiłam nikomu o tym, udawałam że wszystko jest ok. Popadłam w okropny nawyk prokrastynacji oraz pseudologii. Chciałam, aby inni widzieli mnie taką jaką byłam kiedyś, bo sama chciałam taką siebie widzieć. Z Y bardzo się zbliżyliśmy do siebie (teraz już obustronnie czysto przyjacielsko), ja traktuję go już jak brata i mimo że sama mam kłopoty (o których on nie wie) to jeszcze pomagam mu, wpakowując się tym w jeszcze większe kłopoty. Zamieszkaliśmy razem z Y. Początkowo było super, ale z czasem, zdałam sobie sprawę, że nie mogę tak dłużej żyć. Są oczywiście super chwile, kiedy spędzamy razem czas, ze znajomymi, ale kiedy nagle zostaję sama zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę jestem w tym wszystkim samotna. Mimo że nadal bardzo mi zależy na Y – zamiast mnie motywować sprawia, że się wypalam, nic mi się nie chce i jestem smutna. Wysysamy z siebie wzajemnie energię. Chciałam się wyprowadzić, ale też ciężko mi to powiedzieć mu, ale i sobie (chyba gdzieś w głębi serca nie chcę go stracić). Nikt nie wie o mnie prawdy i nie wiem czy umiałabym komuś teraz ją powiedzieć, co więcej – czy chciałabym powiedzieć. Czuję się strasznie samotna. Mam tyle na głowie, ale ciągle odkładam to wszystko, nie wiem na co licząc – ale też nie wiedząc co mogę z tym zrobić. Z jednej strony myślałam uciec – wyjechać i zacząć wszystko od nowa, to naprawdę by mi pomogło, ale z drugiej – czy ucieczka jest dobrym wyjściem? To właśnie od uciekania (od decyzji, działań) jestem w takiej sytuacji w jakiej jestem. Nie wiem już czego chcę, którą drogą mam iść, nic mnie nie cieszy i nie widzę perspektyw. Aha, Y w tym roku chce się oświadczyć dziewczynie. Wiem, że to może wyglądać że za wszystko winię Y. Ale tak nie jest, winię siebie, że wcześniej nie zdecydowałam się przerwać tego wszystkiego, a teraz nie bardzo wiem jak ponownie odnaleźć siebie…
  20. Jumi

    Witam

    Cześć. Ja -> kobieta lat 29 Do tej pory byłam osobą aktywną zawodowo o typie pracocholika. Swoje niepowodzenie z życia osobistego zatapiałam w potoku pracy. To właśnie ona pomogła mi się podnieść gdy lek i depresja bardzo mocno mnie przytłaczały( oczywiscie z nieopisana pomoca terapeuty). Wychowałam sie w rodzinie dysfunkcyjnej i mimo mojego wieku, starań i chęci bycia " ponad to" tkwia we mnie te mroczniejsze miejsca do których coś nieustannie mnie ściąga. Jestem tu by odnaleźć swój azyl, miejsce do ukojenia zbolałej duszy. Jeszcze raz witam wszystkich forumowiczów.
  21. Dziewczyna. 23 lata. W związku od niecałych 3 lat. Na początku było cudownie - długie rozmowy, okazywanie czułości, wyraźne zainteresowanie czy starania. Ale od jakiegoś roku, może więcej coś się zmieniło. Nie ma już tylu uczuć, praktycznie wcale się nie stara, nie pokazuje że jestem kimś ważnym dla Niego. Ot, po prostu jestem sobie obok. Przeszkadza mi to. Z jakiegoś powodu bardzo potrzebuje tych wszystkich uczuć - potrzebuję wiedzieć że mnie kocha, że mu zależy, że jestem kimś. Próbowałam już nieraz z Nim rozmawiać. Ale zawsze gdy zaczynam mówić o tym co czuje i czego mi brakuje...zaczyna mnie ignorować, mówić żebym dorosła i się ogarnęła. Że robię cyrki. To prawda, często podchodzę do tego zbyt emocjonalnie, często płacze z tego powodu. To też nie tak, że wcale nie ma uczuć między nami, jednak czegoś mi brakuje, chciałabym żeby było bardziej jak na początku... Teraz jest trochę jak małżeństwo po 40 latach bycia razem - mijanie się w korytarzu, dzień dobry, co tam. Przez to często mam wrażenie że go nie obchodzę, że ma gdzieś moje uczucia i słowa. Nie ma już spontanicznych miłych wiadomości, przytulanek podczas wspólnego oglądania filmu...jakby całkiem przestało mu zależeć. Ot, jestem więc nie trzeba już nic robić. Często mi przez Niego smutno czy przykro. Nie wiem już co robić. Takie sytuacje powtarzają się notorycznie. Czuje się odtrącana, nieważna a próby rozmowy zawsze kończą się tak samo... wiem też, że on nie potrzebuje tylu uczuć i takiej bliskości jak ja. Czy wymagam zbyt wiele? Powinnam się zmienić bo to ze mną coś nie tak? Co powinnam zrobić i jak sobie z tym radzić?
  22. Witam. Mam pytanie: Czy prawdziwe jest stwierdzenie, że dzieci autystyczne nie kłamią i czy dziecko autystyczne może w szkole bezkarnie popychać, bić i kopać mojego syna. Syn ma 9 lat, a tamten jest o 2 lata starszy. Kiedy zwróciłam uwagę po kolejnym, drugim z rzędu ataku, mama tamtego chłopca powiedziała , że to jednorazowa sytuacja i ja kłamię, bo syn jest autystyczny i mówi, że to pierwszy raz a on nigdy nie kłamie i to mój syn go prowokuje. Przy czym dzieje się to na lekcji wf a reakcja nauczyciela ogranicza się do: Nic ci i nie będzie. A mój syn prz ez resztę lekcji siedzi i płacze i z płaczem wraca do domu. Proszę o odpowiedź i poradę. Z góry dziękuję.
  23. Jestem 25latkiem od. Ok 2 lat w związku z dzieckiem 10miesiecznym. Poznaliśmy się i szybko zamieszkali y razem trudna sytuacja w jej domu skłoniła. Nas do tej decyzji chodź byłem szalenczo zakochany nie widząc wielu wad. Ona skończyła związek toksyczny on nie dawał jej spokoju ja próbowałem pomoc jej się z tym uporać z dobrym rezultatem. Ledwo zamieszkalisy razem klucilismy się często. Mimo. To. Namiętność i zakochanie brało. Gure. Ona pisywala. Z. "kolegami" co doprowadziło. Mnie do. Szału (jestem zazdrosnikiem) niby nic specjalnego nic złego do czasu aż w złości i klotni tłumaczyła się ze pisze bo skąd ma mieć pewność że że mną będzie. Klotniom nie było końca pomagała. Mi i dbała. O wynajmowane mieszkanie tyle że gdy ja wracałem wiele. Jej pomagałem. Podawałem. Wszystko. Itd taki trochę służący co jest do. Dziś dnia. Czesalem włosy masowalem przynieś podaj itd do mnie wieczne pretensje mimo. Ze jestem porządków zdarzało mi się coś. Gdzieś zostawić np. Szklanka na szafce spodenki w sypialni nocnej podkreślam że zdarzało się to raz w tygodniu. Gdy się poklucilismy mocno zawsze pisała do. Wybranych kolegów a potem. Gdy wychodziło na jaw tłumaczyła się że myślała że. Już się rozejdziemy że chciała. Z. Kimś. Pogadać gdy dalej się klucilem dogryzala. Ze. Może. Z nim było by jej lepiej. gdy była w szpitalu przed porodem jak tylko były godziny odwiedzin ja byłem przy niej a gdy nie mogłem być pracowałem tak samo po praca szpital praca szpital dom na noc. Wróciła była po cc więc ciężko jej było miesiąc wstawiłem do małego i pracowałem od 8 do 17 nie długo bo. Nie dawałem rady po miesiącu mały przesyłał. Całe. Noce. Gdy wróciła że szpitala była śmiertelnie obrażony i zła że nie przywitam jej odpowiednio że nie cieszyłem się że jest ze zająłem się dzieckiem. Fakt dałem ciała bo nie kupiłem kwiatów na przywitanie co głównie ja chyba pozloscilo. Do dziś dnia mi to wypominasz że nie było tak jak. Ona sobie to wymarzyla. Potem kwestia ślubu chciała. Go. Ja też mimo że nie mówiłem tyle o tym co ona bo wedlog mnie skoro zbieramy na niego to zbieramy nie trzeba co drogi dziec oglądać obrączek i garniturów na początku ok potem to zrobiło się opsesja. Zepsute przez to wakacje w zakopanym powrót ciągle złości że za mało mówię że tylko ona do tego darzy rozumiem w pewnym sensie ale skoro nie mieliśmy to zająłem się praca by szybciej nabierać. Doszło do tego że mieliśmy kupić garnitur jakoś tak wyszło że rozplynela się cześć pieniędzy miałyśmy to przelorzyc o 2 dni bo wtedy dostał. Bym przelew ona wściekła. Awantura itd w końcu piekłem powiedział. Ze puki między nami się. Nie ułoży nie będzie żadnego. Ślubu od wtedy to. Koszmar zero nas zero. Bliskości ignoruje mnie czasem chwilę. Lepiej ale. Zaraz znów wyciąga wszystko i wieczne kłótnie. Dodam że wcześniej gdy nie dawałem. Sobie rady z tym. Związkiem rozmawiałem z matką nie miałem. Z. Kim. A chciałem. Się wyzalic. Do dziś dnia mi to wypominasz z matką nie mam już prawie kontaktu gdybym miał. Była. By wojna mimo że ona twierdzi że mogę wziąść małego. I iść wiem że była. By miesiącami wściekła powiedziała by że skoro aja chodzę to. Ona też. Pójdzie a to. Z koleżanką a to na dyskotekę itd jak zwykle te jej odżywki. Kocham. Ja bynajmniej atak. Mi się wydaje chyba że to już przyzwyczajenie nie wiem sam. Czuję się za nią odpowiedzialny ja utrzymuje nasza rodzinę pracuje jako tapicer. Samochodowy zarabiam ok 4-5tys miesięcznie z. Pewnością to. Nie dużo ale. Na nasz rejon i na swój wiek zarabiam. Sporo ponad przeciętna mimo to. Zawsze jest malo.. Dodam też że nie jestem na pewno idealny bardzo zazdrosny raczej przez te zagrania z pisaniem itd zawsze mnie zawodzila. Nie pozwalam też raczej na wypady z koleżankami na dyskotekę. Itd. Ale. Z mojej strony ma to. Samo. Jestem przy niej po pracy na okrągło jestem. Miły kochany otwieram drzwi puszczam przodem. Niestety z jej strony nie ma wiele zaangazowania Wiem. Ze nie powinienem się tak rozpisywać przepraszam za błędy pisze. To w pracy bo w domu nie mam możliwości gdyż jest zawsze przy mnie. Chciał bym prosić o. Jakaś pomoc. O zwykła. Opinie co myślicie o tym związku... Pozdrawiam z góry dziękuję A odpowiedz
  24. Witam, mam 5-letnią córkę, która chodzi już 3 rok do przedszkola. Bardzo długo trwała jej adaptacja w przedszkolu, płakała, a nawet sikała w majteczki z tego płaczu. Na każdą nowość, typu wycieczka, inny nauczyciel przychodzący do grupy, reagowała płaczem i histerią. Rano pani wychowawczyni musiała wciągać ją siła na salę bo tak bardzo nie chciała chodzić do przedszkola. Śniadania w domu nie jadła, w przedszkolu rzadko kiedy coś zjadła i tak potrafiła być w przedszkolu bez jedzenia przez 5 godzin. Tak jest do dziś, tylko że zamiast siusiania w majtki biega do łazienki co 3 min. W przedszkolu jest grzeczna, wykonuje polecenia, bawi się, ale każda nowość sprawia że zaczyna płakać a nawet wpada w histerię. Im więcej próbuję z nią rozmawiać o przedszkolu, tłumaczyć ze w przedszkolu nic się jej złego nie dzieje, że jak będzie się bawić z dziećmi i nie będzie płakać to czas szybko minie i po nią wrócę, to jest gorzej. Dodam, że w domu jest nie ma tych problemów, tylko gdy muszę gdzieś wyjść i zostawić ją z tatą czy dziadkami to tez wpada w histerię, która kończy się po max 5 min od mojego wyjścia. Bardzo proszę o pomoc bo nie wiem jak pomóc mojemu dziecku.
  25. berry.fruitt

    Czy to depresja?

    Moje problemy zaczęły się 5 lat temu.Byłam zakochana w najlepszym przyjacielu. Mimo młodego wieku (13 lat) miałam już swoje atuty fizyczne. K. był w moim wieku, próbował mnie zgwałcić na oczach swojego młodszego (3 letniego) brata. Byłam przerażona, ucieklam do domu i przebrałam się, po czym niezbyt chętnie wróciłam do niego. Musiałam by pomóc w opiece nad małym M. Później, znów się zakochałam i znów prawie zostałam zgwałcona. Czułam, że moje ciało nic juz nie znaczy i jest tylko zabawką. Było mi obojętne co się wydarzy. Przez to, byłam molestowana przez trzeciego chłopaka. Zaczęłam się ciąć. Często płakałam i uciekałam w towarzystwo niezbyt dobre dla mojego stanu psychicznego. Gdy mama odkryła moje blizny, powiedziała o tym rodzinie K. ponieważ byliśmy bardzo blisko. Nie chcieli mi wierzyć, że K coś takiego zrobił i uznali mnie za kłamcę. Wtedy zaczęłam chodzić do psychologów i pedagogów. Na marne. Mój stan nie poprawiał się, a ja coraz częściej udawałam, że wszystko jest dobrze. Zostałam jeszcze kilka razy krzywdzona, na szczęście już nie fizycznie. Każde słowo odczuwam o wiele bardziej, źle sypiam, to co kochałam, stało się obojętne. Jestem ciągle zmęczona i nie potrafię się skupić na niczym i pomimo obietnic jakie składałam bliskim, o nie wracaniu do zyletki, czuję że tylko ona da mi ukojenie. Nawet w lepsze dni, myślę o samobójstwie. Podtrzymuje mnie tylko myśl, że nie mogę zostawić mojej malutkiej siosty, bo nie będzie miała nikogo gdy rodzice odejdą. Nie mam siły dalej walczyć, przyjaciółka mówi, że powinnam iść po pomoc z podejrzeniem depresji, ale zawsze słyszę to samo, głupie wymówki lekarzy że "To tylko bunt" "Dorastanie" "To minie". Przez 5 lat nic nie minęło. Pogorszyło się. A ja tracę siły na jakiekolwiek staranie się. Nie mam nawet siły udawać że wszystko jest okej. Po prostu istnieje. Żyje tylko, dla mojej siostry.
  26. Witam, Jestem 25 letnią kobietą. Mój problem polega na tym, że nie umiem wypowiedzieć słów mocniejszych, nie mogę wypowiedzieć przekleństw chociaż czasami bardzo mi się chcę. Mam wrażenie, że mam jakąś wewnętrzną barierę, którą bardzo chciałabym przełamać. Przez to czuję się spieta w towarzystwie, w pracy wśród męszczyzn. Wiem, że nikt nie oczekuje tego ode mnie i obawiam się za każdym razem, że zabrzmi to sztucznie, nienaturalnie. Chciałabym otwarcie móc wyrażwyrażać każdą ze swoich emocji. Pozdrawiam
  27. psycholog Rafał Olszak

    problem z rozmawianiem

    @kamil123 Witam serdecznie na forum. Opisuje Pan różne dokuczliwe odczucia i pogorszenie codziennego funkcjonowania. Trudno powiedzieć, co jest tego przyczyną – potrzebna jest rzetelna diagnostyka. Sugerowałbym porozmawiać z lekarzem, który prawdopodobnie zleci odpowiednie badania. Proszę też rozważyć kontakt z psychoterapeutą, psychologiem, który przyjrzy się tematowi od strony psychologicznej. Konsultacja pozwoli wykluczyć depresję, jeśli to nie ona jest powodem tego stanu rzeczy. Z psychoterapeutą może Pan też pomówić o swoich problemach komunikacyjnych, a w efekcie odpowiednich treningów polepszyć umiejętności konwersacyjne oraz asertywność.
  1. Załaduj więcej aktywności

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.