Skocz do zawartości

Cała aktywność

Strumień aktualizowany automatycznie     

  1. Ostatnia godzina
  2. Dzień dobry, Przeszłości nie zmienisz natomiast możesz zastanowić się co jesteś w stanie zrobić w obecnej sytuacji i w przyszłości. Rozumiem, że obecnie wiesz jak dbać o zęby. Możesz też udać się do stomatologa-protetyka i dowiedzieć się jak możesz wyleczyć czy naprawić swoje uzębienie. Ustalisz plan co na NFZ, co ewentualnie odpłatnie. Zaczniesz działać i kompleks nie będzie już przeszkadzał Ci w codziennym funkcjonowaniu. Pozdrawiam, Katarzyna
  3. Dzień dobry, opisujesz stan mocno obniżonego nastroju oraz lęki przed kontaktem z ludźmi. Dobrze, że nie lekceważysz tych objawów i szukasz dla siebie pomocy. Powinnaś bezwzględnie udać się na wizytę lekarza psychiatry, który oceni Twój stan i pomoże Ci ustabilizować nastrój a także zleci psychoterapię. Pozdrawiam, Katarzyna
  4. Dzisiaj
  5. Wczoraj
  6. Dodam, że jeszcze nie do końca nauczyłam się wyrażać emocję. Czasami reaguję zupełnie inaczej niż grupa, a jak tłumaczę z kąt u mnie np. wystąpił smutek, a u innych radość to nikt mnie nie rozumie i zapada cisza.... po chwili ktoś zmienia temat. Często mam takie sytuacje..., że nikt nie chcę mnie zrozumieć i nagle zmiana tematu, bo to jest nie ważne.
  7. Cześć wszystkim, Jestem 25 letnią kobietą, Jestem DDA. Moim problemem jest długotrwałe utrzymanie relacji ze znajomymi. Zawsze jak kogoś poznam to pytają się o różne sprawy z przeszłości... z początku zawsze nie chce na takie tematy rozmawiać, a z czasem jak zacznę im ufać to coś tam mówię jak ktoś mnie spyta, opowiadam w jakich ciężkich warunkach kiedyś mieszkałam..., czasem coś wspomnę o ojcu alkoholiku... itd. W każdym razie chodzi o to, że jak opowiadam o takich sytuacjach z przeszłości to albo te osoby nagle zaczynają mnie unikać i już nie mają czasu żebyś się spotkać, albo widujemy się jeszcze przez jakiś czas, ale ciągle słyszę, że kłamie o mojej przeszłości. Bo w zasadzie już nie widać po mnie tego wszystkiego co przeszłam. Pogodziłam się z przeszłością, już potrafię o niej rozmawiać. Żyję czasem teraźniejszym. Ciągle jestem oskarżana o kłamstwo... A jak nie opowiadam o sobie to słyszę, że niby jestem, ale jak by mnie nie było bo za dużo nie mówię, czasami nawet słyszę że po co przyszłam jak siedzę cicho, choć z drugiej strony jak zaczynam więcej mówić to słyszę, że nie jestem tu sama i mam mniej mówić... Jestem osobą która woli słuchać wypowiedzi innych. Wiem, że wcześniej miałam toksycznych znajomych... aktualnie od dłuższego czasu nie mam żadnych. Nie stać mnie żeby zapisać się na jakieś zajęcia nie chodzę na imprezy, nie wiem gdzie mogę poznać nowych ludzi...? Dodam, że chyba nikt z moich byłych znajomych nie miał podobnych problemów w dzieciństwie, więc mogą mnie po prostu nie rozumieć... Często też przeszkadza innym , że rzadko piję alkohol i jak już to w małych ilościach... Nie wiem co robię nie tak w relacjach z innymi...
  8. Witam. Potrzebuje pomocy, mam dziewiętnaście lat. Odkąd pamiętam miałam ogromne problemy z kontaktem z ludźmi,bałam się pójść do pracy. Uciekałam wręcz od tego,ponieważ bałam się że obarczy mnie natłok ludzi. Poszłam do pracy z moim chłopakiem na sezon letni. Przetrwałam tam pół roku, mimo wszystkich negatywnych myśli sądziłam,że może w końcu minął ten lęk. Myliłam się,trwa to nadal. Wszyscy podnoszą na mnie głos,że powinnam podjąć się pracy,lecz nikt nie zapyta dlaczego tak zwlekam. Wstydzę się do tego przyznać.. ale to nie wszystko,to tylko początek. Popadłam w błędne koło,nie potrafię znaleźć sobie zajęcia,hobby lub czegokolwiek. Moim jedynym zajęciem,które chętnie robie jest leżenie w łożku i myślenie o tym jak okropnym człowiekiem jestem i jak żałuje ze w ogole istnieje. Nie akceptuje sie w najmniejszym stopniu. Ubieram się tak by zakryć wszystko co możliwe. Wychodząc z domu zakładam maskę, rozmawiając z rodzicami bądź bliskimi również to robie. Nie mogę się nad niczym skoncentrować. Kiedyś często nie mialam apetytu,wręcz potrafiłam nic nie jeść,lecz teraz jakbym podczas zjedzenia chciala uciec od wszystkiego. Potrafię spędzać cale dnie w lozku,przykryta cała i płakać. Nie wiem co bym chciala robic w przyszlosci,boje sie pójść do pracy bo mam lek przed praca z ludźmi. Nie wiem co się dzieje,nie wiem co mam robić..
  9. Ostatni tydzień
  10. Dzień dobry, Od paru lat zmagam się ze swoim kompleksem, a w ostatnich miesiącach dużo bardziej. Mam 23 lata i bardzo słabe zęby. Od dziecka jestem zapatrzona w idealne, piękne uśmiechy, którego sama nigdy nie będę mieć. Wszystkie moje zęby są połatane, brakuje połowy każdego. Dodatkowo słyszę tylko "na pewno kłamiesz, nikt w dzisiejszych czasach nie ma takich problemów już.." albo "daj spokój, przecież przednie zęby sie nie psuja!" a jednak... Dałabym sobie radę z samym kompleksem jednak chodzi o coś innego.. Nie potrafię zrozumieć dlaczego moi rodzice nie zadbali o tak podstawową rzecz jak zdrowie swojego dziecka? Z dzieciństwa pamiętam tylko szarpanie, krzyki i mówienie, że jestem zerem. Dobija mnie fakt, że wystarczyło wystarczająco wcześnie zaprowadzić swoje dziecko do dentysty żeby oszczędzić mu problemów przez całe życie.. Wystarczyło zaglądnąć od czasu do czasu do buzi.. i nauczyć myć dokładnie zęby. Tylko tyle. Dlaczego teraz mam przez to cierpieć. Bo nie miał kto o mnie zadbać... Jestem atrakcyjną dziewczyną.. wysportowaną.. zdrowo się odżywiam i dbam o siebie. Jednak moje zęby powodują, że czuję się brzydka. Nie lubię wychodzić do ludzi i najchętniej nie wychodziłabym spod kołdry. Nie wiem jak mam zaakceptować swoje wady, których nie da się naprawić i nie oszukujmy się.. są nieestetyczne, niezdrowe i brzydkie.
  11. Dzien dobry/ Dobry wieczor, Mam 33 lata. Jestem po kilku bardzo ciezkich zwiazkach, ktore konczyly sie zdrada ze strony partnerki. Zawsze staram sie jak moge w zwiazku, ale jestem przez moja przeszlosc bardzo zazdrosny. Moja obecna partnerka jest na prawde wspaniala i chce spedzic z Nia reszte zycia, jednak nie stety bardzo bolaly mnie kilka sytuacji, ktorych doswiadczylem. Podczas pewnej imprezy firmowej bardzo duzo wypila i dala sie dotykac po dekolcie zonatemu , ktory byl tez w stanie bardzo wskazujacym. Oczywiscie od razu zareagowalem i odciagalem moja partnerke od tego mezszczyzny jednak Ona wracala do niego. Na drugi dzien porozmawialem z tym mezszczyzna, ktory wyrazil skruche oraz obiecal, iz ta sytuacja sie nie powtorzy. Porozmawialem z moja partnerka, ktora nie wierzyla o zaistnialej sytuacji, kiedy Jej mowilem o tym co sie stalo na drugi dzien. Dopiero osoba z Jej zespolu potwierdzila moje slowa i dopiero wtedy Uwierzyla mi. Kilka miesiecy dusilem w tym czasie wszystko w sobie i wczoraj jak sie napilem alkocholu zadzwonilem w nocy do tego mezszczyzny- telefon odebrala zona, ktorej wszystko w nerwach powiedzialem. Poszedlem pozniej sie przejsc i podczas spaceru spotkalem nasza wspolna znajoma, ktora wtedy byla zapalic. Moja partnerka zadzwonila do mnie w tym czasie a ja nie wiem dlaczego dalem moj telefon kolezance. Moja partnerka na drugi dzien bardzo sie na mnie zdenerwowala i powiedziala, iz ja upokorzylem. Na domiar zlego zona mezszczyzny, ktory ja obmacywal skontaktowala sie z moja partnerka i powiedziala wszystko co jej powiedzialem. Teraz moja partnerka chce mnie zostawic przez to, ze powiedzialem zonie tego mezszczyzny, gdyz maja dzieci o ktore sie martwi, ze nie beda miec ojca. Prosze o porade....
  12. U nas sytuacja jest odwrotna. To mąż jest nerwusem. Chociaż fala kłótni na szczęście za nami. Też się bardzo zmieniłam. Jestem osobą spokojną i cichą, ale radosną. Też zaczęłam uważać przy mężu na każde słowo i każdy ruch, zupełnie zatraciłam moją radosną spontaniczność i nie wiem, że przy nim kiedyś to odzyskam. Porozmawiajcie, powiedz mu, że chcesz się zmienić. I idź na terapię, zrób to dla siebie i dla Was, zanim Twój partner całkiem się na Ciebie zablokuje.
  13. walic takie zdradzieckie zaklamane pindy
  14. To jest przerażające. Z jej strony nie ma najmniejszej chęci zmian i poprawy. Jej taki stan odpowiada. To się nazywa przemoc psychiczna. Jeśli nie macie dzieci uciekaj. Rozumiem, że jesteś wierzący, ale to jest patologiczna sytuacja, a ona nie zamierza tego zmienić. Zadbaj o siebie zanim całkiem zniszczy Ci psychikę.
  15. Jestem studentką w wieku 23 lat mieszkającą z rodzicami. Mam problem odkąd będąc w 8 letnim związku z przerwami poznałam innego chłopaka i zakochaliśmy się w sobie. Stało się to jakieś 8 miesięcy temu w marcu. Obiecałam mu, że zerwę ze swoim chłopakiem czego nie uczyniłam i zaczęłam "grę na dwa fronty". Od tamtego czasu próbowałam wielokrotnie zerwać znajomość z nowo poznanym chłopakiem ale za każdym razem wracałam do niego po kilku tygodniach lub miesiącach. Tak było też ostatnim razem kiedy ucięłam z nim kontakt definitywnie i zablokowałam go wszędzie gdzie się dało, by nie mógł się ze mną skontaktować. Martwiłam się jednak o niego, bo miał problemy psychiczne, depresje i myśli samobójcze (poznaliśmy się na forum ludzi z takimi problemami, oboje też mamy fobię społeczną, a ja prawdopodobnie również borderline) dlatego wpadłam na pomysł, że podszyję się pod kogoś innego i w ten sposób dowiem się czy wszystko u niego w porządku. Zaczęliśmy ze sobą systematycznie pisać, znów zaczęło mnie to „wciągać”, na nowo przeżywaliśmy zauroczenie sobą, trwało to około trzy miesiące i zaczęło być uciążliwe, dlatego ujawniłam się i powiedziałam kim jestem. On był na mnie trochę zły, że zrobiłam coś takiego i o to, że wcześniej kończyłam z nim kontakt wielokrotnie, przeze mnie w tamtym okresie całkowicie się załamał i rozpoczął terapię na oddziale dziennym, jednak mimo wszystko chciał się spotkać i znów spróbować od nowa już chyba po raz czwarty, ja choć z obawami zgodziłam się na to, bo strasznie za nim tęskniłam. Obojga nas cały czas do siebie mocno ciągnie. Ja jednak nie potrafię zerwać ze swoim drugim chłopakiem, ani z nim. Nie potrafię też zdecydować z którym z nich powinnam być, za każdym razem gdy już się na coś zdecyduje dopadają mnie wątpliwości, nie chcę też żadnego z nich skrzywdzić, najbardziej boję się o tego nowo poznanego, bo wiem, że może go to całkowicie dobić, a też nie potrafię już chyba bez niego żyć. Trzeba jeszcze dodać, że chłopak, z którym jestem dłużej, dowiedział się o tym drugim, kiedy na wspólnych wakacjach w nocy przejrzał mój telefon, bo czuł, że coś jest nie tak, a już dwa razy zostawiałam go dla innego ale ostatecznie wracałam do niego. To było akurat w momencie, kiedy zerwałam kontakt z tamtym i podszyłam się pod inną osobę i choć mocno się pilnowałam i zacierałam wszystkie możliwe ślady jednak nie dopatrzyłam jednej rzeczy i on o wszystkim się dowiedział. Bardzo to przeżył i płakał ale wybaczył mi po raz kolejny, myśląc, że to już skończone, kiedy później wszystko zaczęło się od nowa.. Nie panuję już na tą sytuacją kompletnie i nie wiem co mam robić, jestem bezsilna i dopada mnie czarna rozpacz. Najgorsze jest to, że nadchodzi sylwester i na pewno oboje będą chcieli spędzić ze mną ten czas. Najchętniej bym uciekła od tego wszystko i sama też czuję się samotna chwilami przez tą cała sytuację i z jednym i z drugim, chociaż chyba bliżej mi emocjonalnie do tego, którego poznałam teraz. Jak mogę sobie z tym poradzić i rozwiązać tą patową sytuację?
  16. Proszę o pomoc. Przez mniej więcej 3,5 roku byłem w crelacji z jedną kobietą, która wywołała chyba dość poważne zmiany w mojej osobowości. Poznalismy się na grilu i koleżanki w 2016, a potem sukcesywnie zaczęliśmy ze sobą pisać. Ona mi się podobała i zdaje się że ja jej też. Sporo wychodziliśmy, oglądaliśmy razem filmy, jeździliśmy na jakieś piwka drinki i obiady. Oczywiście bez większych zbliżeń bo to był na tyle krotki czas ze miałem swoje opory. Po pol roku było na tyle fajnie, że postanowiłem zapytać czy nie moglibyśmy zostać parą. Ona zaprzeczyła, i powiedziała że szkoda że stawiam wyżej związek niż przyjaźń, a ja po kilku dniach po tej rozmowie poprosiłem o zaprzestanie kontaktu bo ewidentnie mnie wzięło i chyba czułbym się nieswojo z tym koszem. W sumie nie dziwie się że mogła mnie odrzucić. Czas naszej znajomosci wtedy był w sumie krotki. Minęło kilka miesięcy. Po czym los chciał ze spotkaliśmy się w kolejne wakacje w centrum w jakimś pubie . I znów od tego zaczęły się wspólne rozmowy, spędzanie czasu, wspólne psioczenie na nieudane egzaminy i wspólne wsparcie przy sesji która w przypadku obojga wciąż jeszcze trwała . Później w sierpniu wyjechaliśmy nawet na wspólne wakacje z paczka moich i jej znajomych w góry. Łącznie było nas 7 . Cała ówczesna relacja była na zasadach czystej przyjaźni bo to sobie obiecałem od momentu ponownego wznowienia kontaktu. Ona też jakby dalej nie chciała nic wiecej. Nawet wydawało mi się ze ma kogoś innego na oku, a mi serio wówczas zależało tylko żeby wyjechać sovie w wakacje i żeby nie robić tego sam. Wyjazd minął a my wciąż pisaliśmy i to coraz częściej . Tak jakby moja podświadomość wypinała język na moje postanowienie o friendzonie. Oczywiście zdarzały się między nami sprzeczki ale ostatecznie z każdym problemem szła do mnie. Znowu się do niej przywiązałem. Znowu tez zaczęliśmy jak dawniej spotykać się ze sobą. Przez kulka nocy nawet gadaliśmy ze sobą przez czat od wieczora do 5 nad ranem ehhh. Wreszcie pojechaliśmy do Francji. Tam co prawda doszło do zbliżeń. Niestety jednak znów utwierdziłem się w przekonaniu że nic z tego poza przyjaźnią nie będzie. Ale wyjazd był bardzo udany. Pozniej po powrocie, zaślepiony moją głupią chyba jednostronną miłością, wciąż zabiegałem o spotkania. Byliśmy tez na jakiejs tam imprezie. Potem daliśmy sobie prezenty gwiazdkowe i chociażby to dalej utrzymywało mnie w przekonaniu ze ona traktuje mnie wyjątkowo ponieważ od nikogo poza rodziną zazwyczaj prezentow gwiazdkowych nie dostaje. Na sylwester jednak ze mną nie pojechała, wybrała koleżankom Później co prawda było fajnie. Niestety jednak doszło do dziwnej kłótni, od której chyba wiele pękło. Klotnia była głupia jak również jej przyczyna i konsekwencje. Moja wina też w niej była, ale nie spodziewałem się takiej reakcji . Otoz wszystko zaczęło się od tego ze pewnego razu napisała mi ze chciałaby o czymś porozmawiać. Ja powiedziałem pol w żartach pol nie żeby szybko mówiła o co chodzi bo się ucze i ze chętnie posłucham szczegolow ale tylko gdy zdam egzamin i wtedy się nawet z nią umowie. A ona wywaliła ze nie mam dla niej czasu i zablokowała mnie na czacie. Teraz to wiem ze mogłem po prostu jej wysłuchać , ale ona tez nie powinna reagować w ten sposób. Ja po zdanym egzaminie następnego dnia napisałem do niej i wtedy zobaczyłem ze jestem blokniety .Stwierdziłem ze to dziecinne zachowanie z jej strony i w przyszłości takie sytuacje mogą mnie wiele kosztować. Po mniej więcej miesiącu odpisała ze już mnie odblokowała, wciąż jednak nie chciałem odpisywać, bo nie do konca wiedziałem czy ona robi sobie ze mnie zarty i pojawił się u mnie dystans, acz wciąż do niej mnie ciągnęło.Wreszcie gdy sam miałem już schować dumę do kieszeni , to ona mnie wyprzedziła i odpisała ze przeprasza i ze jestem dla niej całym życiem i wgl jestem najważniejszy . To tez znów się przekonałem i starałem się żeby wszystko wróciło do normy.znow zacząłem organizować nam czas i znów zaczęliśmy się spotykać. Jednak widzialem ze ona prowadzi coś takiego jak drugie życie, które odbiega od założenia ze to ja jestem jej całym zyciem tak jak to powiedziała. Częstokroć gdy proponowałem wspólne spędzanie czasu to wykręcała się i szła do przyjaciółek albo jeszcze gdzie indziej. Wprost mówiła mi teksty na podstawie których dało się wywnioskować ze życie którym żyje jest jej własnym, a ja nie do konca się liczę. Zreszta zbliżen fizycznych było tez mało. Wciąż robiła mi awantury o małe rzeczy a wśród znajomych nazywała mnie tylko kolegą. Powyższe przeczyło z wizja człowieka najważniejszego. i po jakimś czasie coś pękło i zdecydowałem przestac odpisywać i spotykać całkowicie mimo ze ona chciała . Ja wiem ze to było złe i niekulturalne posunięcie a ja powinienem z nią porozmawiać. Ale ja sam nie mogłem sobie poradzić z tym, ze jest dla mnie dwubiegunowa a sytuacja między nami nie jest jasna. Balem się ze gdy zapytam o związek , odrzuci mnie jak w 2016, a jak powiem ze ja już z nią nie mogę wytrzymać to zacznie mnie zatrzymywać kolejnymi podniosłymi hasłami. Teraz minęło kolejnych pare miesięcy i czuje chęć żeby ją odzyskać ale tez boje się wchodzić w to samo po raz któryś..... co zrobic?
  17. Zapomniałam wpisać na początku, a nie umiem edytować. Kobieta, 31 lat
  18. Czy istnieje coś takiego jak idealne małżeństwo? Znamy się 11 lat. Kilka lat na odległość, rzadkie spotkania, początki pełne zazdrości i wynikające z nieśmiałości obojga brak pokazania, że nam na sobie zależy. Przeciągający się związek na odległość, kłótnie, ale też rzadkie spotkania - miłe randki. Rozchodzenie się i schodzenie. Zamieszkaliśmy razem, mieliśmy mnóstwo na głowie, nadmiar obowiązków, stresów, bieda i mimo mieszkania razem, mijanie się. Intensywne pracowanie na 2 etaty, oszczędzanie i odkładanie pieniędzy na wspólne cele. Wreszcie od roku, mamy czas dla siebie po 10 latach, mamy razem wolne weekendy i popołudnia. Kochamy się, dbamy o siebie, lubimy wspólne wyjazdy, w wielu tematach mamy podobne poglądy, dogadujemy się w kwestiach urządzania mieszkania i obowiązków domowych, wypracowujemy różne kompromisy. W większości spraw jeśli coś jest nie tak, siadamy rozmawiamy i próbujemy to poprawiać i bardzo dużo się nam udało zmienić, a wydawało się, że się nie da. Ale mój mąż mógłby żyć bez dotyku. A ja go potrzebuję. Czuję się nieatrakcyjna, brakuje mi namiętności, której u nas nigdy nie było, a dostrzegłam to dopiero teraz. Muszę się prosić o dotyk, przytulenie i zazwyczaj tego nie dostaję, a jak sama chcę się choćby przytulić to często jestem odpychana (dosłownie). I nie chcę tego nazbyt dużo, nie jestem tego typu osobą. Zawsze to mężczyźni chcieli więcej niż ja potrzebowałam. Ale teraz tego nie mam prawie wcale. Rozmowy nic nie zmieniają. Czy mężczyzna może się zmienić pod tym względem? Czy wystarczą chęci? Czy zawsze tak będzie? Czy zawsze będę się czuła z tym tak źle? Czy przyzwyczaję się do tego? Czy po prostu nie powinniśmy ze sobą być, bo to nigdy się nie zmieni? Mąż jeśli coś go zdenerwuje to jest strasznie wybuchowy, łatwo się denerwuje, przeklina, krzyczy, mówi przykre rzeczy. Jest osobą, od której usłyszałam w życiu najwięcej przykrych rzeczy i najwięcej przelałam łez. Wiele razy o tym rozmawialiśmy, sytuacje są dużo rzadsze, ale jednak są. Ja pamiętam każde przykre słowo i nie dlatego, żeby specjalnie to rozpamiętywać, ale dlatego, że tak bardzo mnie to zabolało. Ja nawet nie umiem wrogowi powiedzieć złego słowa. Dlatego tak bardzo ranią mnie słowa od osoby, która powinna mnie chronić i kochać. Mąż twierdzi, że taki po prostu ma charakter i tego nie zmieni i nie mam brać do siebie. Czy to rzeczywiście kwestia charakteru? Czy nie da się zupełnie wyeliminować u siebie takich zachowań? Nie chcę słyszeć ani jednego słowa więcej jak nóż w serce. Usłyszałam ich już zbyt wiele i wiele razy odsuwałam się emocjonalnie od niego, aby mniej bolało, przez co czułam, że miłość prawie wygasała. Chcę móc w pełni kochać i nie bać się zranienie. Mój mąż jest jakby pozbawiony empatii. Złości się kiedy płaczę. Nie umie otoczyć mnie troską, ciepłem, przytulić, pocieszyć. Nawet jeśli mu się zdarzyło próbować (po wielu naszych rozmowach) to jeśli nie uśmiechnę się jak pluszak po naciśnięciu guzika to denerwuje się i unosi, co sprawia, że jest mi jeszcze gorzej. Bo jak ma czuć się osoba w smutku, kiedy płacze, a ktoś ją przyjdzie przytulić i jeśli to nie pomaga w minutę to otrzymuje od, jeszcze przed chwilą przytulającą ją osoby, agresję. Tłumaczy, że kiedy ja płaczę czuje, że to przez niego i się denerwuje, że coś zrobił nie tak. Czy to zbyt wiele oczekiwać od najbliższej osoby wsparcia, pocieszenia? Czy niektórzy ludzie są niezdolni i pozbawieni odruchu pocieszania drugiej osoby? Ja jestem bardzo spokojna i bardzo wrażliwa, pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej. Ale od 13 lat nad tym pracuję i widzę ogromne postępy. Nie odrzucam związku z byle powodu, ale walczę o niego i wierzę, że można rozmawiać i pracować nad wszystkim. Mąż ma niską samoocenę, ale mocno to ukrywa i nie chce z tym pracować. Ale otworzył się na rozmowy o naszym związku i wiele problemów udało nam się już pokonać. Czy nasze problemy są do pokonania? Czy są to rzeczy, których zmienić się nie da i będą powodować wieczne nieszczęście? Czy są małżeństwa idealne? Czy to ja chcę zbyt wiele? Marzę o związku pełnym spokoju, miłości, wzajemnej dobroci, dbaniu o siebie, troszczeniu się o siebie, pocieszaniu kiedy jest potrzeba. O poczuciu bezpieczeństwa. W którym jest namiętność i wierność. Który dodawałby sił i mnóstwo radości. Pełnym zaufania. Który wypełniałyby same miłe chwile, wspólne spędzanie czasu, odkrywanie nowych pasji, podróże. Ale także dawanie sobie nieco potrzebnej przestrzeni. Czy to jest niemożliwe?
  19. Popieram przedmówców. Zadbaj o siebie. Jeśli Ci zależy na tym związku na nim to usiądźcie, porozmawiajcie i jeśli obydwoje będziecie chcieli naprawić sytuację i realnie on będzie chciał się zmienić i rzeczywiście będzie to robić. Ale jeśli w nim nie ma chęci zmian i poprawy sytuacji to uciekaj, żebyś potem nie żałowała, że nie zrobiłaś tego wcześniej.
  20. Witaj, mam trochę podobną sytuację. Piszesz : "Odkąd pamiętam borykam się z problemem stresu. Niesety nie pamietam dnia w którym czułam stan pełnego odprężenia." Mam podobnie. Wiecznie się wszystkim stresuję, jestem w ciągłym napięciu, tak wygląda całe moje życie. Od kilku lat pracuję nad rozwojem osobistym, uczestniczyłam w terapiach, grupach terapeutycznych, chodziłam do psychologów, próbowałam medytacji i różnych metod relaksacyjnych. Żyje mi się już dużo lepiej i sporo już zmieniłam w swoim życiu, myśleniu i nastawieniu, ale im więcej pracuję tym więcej widzę. I stres jest jedną z rzeczy, które cały czas się mnie trzymają i nie potrafię sobie z tym sama poradzić. W dzieciństwie byłam non stop krytykowana za całą moją osobę (wygląd, ruchy, śmiech, słowa, głos itd. - wszystko) i to teraz bardzo się odbija na moim życiu. Gdy tylko nie jestem sama stresuję się, bo czuję, że ludzie patrzą na mnie oczami mamy - wszystko im we mnie przeszkadza. To raczej z poziomy podświadomości czy raczej takie uczucie niż myśli. Blokuję się, wstydzę się mówić i rozmawiać z ludźmi, stresuje mnie każde wyjście do pracy, do ludzi, nawet spotkania ze znajomymi. Każde wyjście do ludzi mnie męczy. Czasami zastanawiam się czy to moja introwertyczna natura i nie powinnam wychodzić na siłę. Czy jest to unikanie ludzi i właśnie powinnam wychodzić. Jestem na etapie pozbywania się zamartwiania tym, co było i tym co będzie, bo nie mam na to wpływu. I to jest mój wielki sukces, bo robiłam to całe życie. Ale stres z poczucia bycia ocenianym i krytykowanym w myślach innych jest wykańczający. Do tego dochodzą inne problemy w małżeństwie i czasem gdy nagromadzi się zbyt dużo problemów na raz to przestaję sobie radzić. Mimo to cały czas pracuję sama nad różnymi rzeczami, czytam książki, ale nie ze wszystkim potrafię poradzić sobie sama.
  21. Hej, miałam podobne problemy. Zawsze jest jakieś wyjście, nawet z największego bagna. Idąc na studia nie miałam żadnego materialnego (i niematerialnego) wsparcia od rodziców, którzy byli wtedy po rozwodzie, kompletnie niezainteresowani własnymi dziećmi (jakby ich nie mieli), a udało mi się wyprowadzić ponad 100 km od domu, gdzie jestem do dziś. Miałam odłożonych parę groszy z dorywczej pracy wakacyjnej, no i stypendium socjalne z uczelni (może tez się możesz o nie ubiegać, mieszkanie na miejscu, w domu rodzinnym nie wyklucza). Potem od czasu do czasu pracowałam dorywczo podczas studiów jako hostessa. Po paru latach niemieszkania w domu poprawiły się nawet znacznie moje stosunki z matką. Jeśli chodzi o mieszkanie, to na różnych portalach można znaleźć ogłoszenia o współdzieleniu pokoju z kimś, zwykle inną studentką, co wychodzi całkiem tanio. Dostanie się do akademika, nawet jeśli mieszkasz w tej samej miejscowości, co uczelnia, tez nie jest wykluczone. Mi akademika nie udało się dostać podczas rekrutacji, ale już w październiku, po rozpoczęciu roku akademickiego, często studenci, którzy akademik dostali, wyprowadzają się z niego (z różnych powodów: nie pasują im warunki, dogadali się z kimś na roku, ze będą mieszkać razem albo zrezygnowali ze studiowania). Zwolnione miejsca są wtedy przyznawane chętnym bez żadnych kryteriów przydziału (w zasadzie dostają wszyscy, którzy chętni jeszcze są). Także nie czekaj, tylko spróbuj sama. Czasem wyprowadzka z toksycznego środowiska to najlepsze, co możemy zrobić. Ale jeśli masz możliwość wpłynięcia na mamę, spróbuj namówić ja na wizytę u psychiatry. Ona potrzebuje fachowej pomocy, ale sama musi to zrozumieć.
  22. Z narzeczonym jestem w związku od kilku lat, ( ja 26 on 29 lat) mieszkamy wspólnie i planujemy się pobrać. Problem w jakim potrzebuje pomocy to relacja on a moja niepełnosprawna córka. Od początku jak jesteśmy razem musiałam go zachęcac by pobawil sie z Julcią, zdaje sobie sprawe ze to nie jest jego biologiczne dziecko dlatego nie oczekiwalam zbyt wiele tzn że nagle pokocha ją jak własne, mimo to przez te lata choć nie było łatwo dawalismy sobie radę. Problem pojawił się ok. miesiąc temu. Julcia (6 lat) zaczęła budzić się juz o 1, 2 w nocy i przybiegała z placzem do naszej sypialni, płakała wyciagając mnie z łóżka. Czekam na wizytę u psychiatry by stwierdził czy od nowa potrzebna jest pomoc farmakologiczna. Niestety partner zareagował na tą sytuację ogromną histerią: " że ona w kólko za mną chodzi", " nie da wyjść mi z domu", " że on tego nie wytrzyma psychicznie, jej płaczu już od 1 w nocy bo chce spać z mamą" padło też kilka przykrych zwrotów o mojej córce np. że powinnam ją oddać, czemu nie daje jej leków itp epitety te doprowadziły mnie do fali łez. Jestem między młotem a kowadłem. Kocham Go, ale to moje dziecko, nie pozwolę by ktokolwiek mówił o niej takie przykre rzeczy! Od jakiegoś czasu zdarzy mu się na nią krzyknąc, mimo moich rozmów z nim, że z nią trzeba delikatnie i spokojnie, że jego agresja budzi jej lęk i koło się zamyka. Na codzień jest cudownym człowiekiem, jesteśmy ze sobą bardzo zżyci. Pomożcie co robić?! Odejść dla dobra dziecka czy dac mu szansę? Bardzo proszę o porady.
  23. Witam.Jestem tu nowa i nie bardzo jeszcze wiem jak sie tu odnaleźć.Chciała bym prosić o radę. Rok i 3 m-ce temu odeszłam od partnera.Mam 38 lat byłam w związku z partnerem 10 lat młodszym. Odeszłam mimo ze bardzo kochałam musiałam bo bylo to dla mnie toksyczne i wyniszczające.Oszukiwał mnie, zdradzał, nie szanował, lewe, konta i kontakty z paniami na tel.Odkąd odeszłam on co chwile pisał smsy w różnych odstępach czasu. Wszelkimi sposobami starał się mnie sprowokować bym sie odezwała ale tego nie zrobiłam. Usunęłam go z fb ale nie byłam w stanie zablokować smsow miałam nadzieje że zrozumie ze przyjedzie mimo ze dzieli nas ponad 700 km. Mam wrażenie jakbym uzależniła się od niego emocjonalnie, to bardzo toksyczny człowiek a nawet i śmiem twierdzić że psychopata.Kiedyś usłyszałam od niego słowa "wykorzystałem twoja dobroć". Od rozstania mimo ze minelo tyle czasu jestem sama nie umawiam sie i nie spotykam z nikim nie chce, zamknęłam się na wszystko.Staram sie żyć normalnie i w miare możliwości cieszyć się życiem.Mam w znajomych jego braci i dzieki nim on oglada moje dodawane zdjecia. Ostatnio dostałam od niego bardzo przykre smsy pisząc byl pod wplywem alkoholu zresztą czesto jest.Napisał ze cieszy sie ze nie jestesmy razem ze dobrze ze nie pokazałam gołej d.. na tych wakacjach w Grecji.Fajnie ze mam tego Maćka ( a przeciez nie mam nikogo) wiedzialem ze ci nie mozna ufac jestes nikim zwykłą...ze odesle mi wszystkie pamiątki jakie odemnie dostał i ze po tym co zobaczyl chodz nie wiem co nie chce miec wspomnien ze mna myslalem ze jestes wartosciowa kobietą ale jestes zwyklą...( a calkiem niedawno prosił o szansę i pisał ze jestem wartosciowa). Pisał ze zwiazalam sie z nim dla pieniedzy mimo że wie że to nie prawda.ze jestem falszywa. Zobaczyl na fb moje zdjecia i na podstawie lajkow od kolegow stwierdził ze jestem z którymś z nich. To absurdalne. Odczuwam zazdrość z jego str. I boli go to ze stsram sie cieszyc życiem.Boli mnie to bardzo.Prosze mi wytlumaczyc w racjonalny sposob dlaczego on to robi po takim czasie. Czy powinnam sie z tymi obelgami obrazaniem mojej osoby zniewazeniem udac do sadu.Nie wiem co powinnam zrobic.Prosze o radę.Bede bardzo wdzięczna. Pozdrawiam Marta.
  24. Dzień dobry. Obserwuje zachowanie osoby ze zdiagnozowanymi zaburzeniami lękowymi. Zgłosiła się do psychologa i psychiatry. 10 miesięcy trwa leczenie, wizyty co 2-3 tygodnie. Jest to osoba młoda (20 lat), kobieta. Mniej więcej 6-7 razy w miesiącu doświadczała napadów lęku bez wyraźnej przyczyny zewnętrznej (utrudnione oddychanie, przejmujące uczucie zimna, płaczliwość, drętwienie kończyn ciała). Przepisany został escitalopram (do października 1 tabletka, teraz 1,5). Częstotliwość napadów uległa zmniejszeniu (do 3-4), są one jednak silniejsze i bardziej dokuczliwe. Wzrasta uczucie strachu, lęku, zagubienia. Psychiatra przepisał w listopadzie xanax (0,25mg, do dwóch tabletek). Kobieta odmawia teraz podania informacji jaki lek przyjmuje (reaguje agresją słowną i wulgaryzmami), a zewnętrzne objawy są niepokojące. Pierwszy dzień: ospałość, spowolnione ruchy, rozproszenie uwagi, zastyga w nieruchomej pozycji, bardzo stężała twarz, dezorientacja. Objawy ustąpiły po 6-7 godzinach snu. Kolejne 3 dni to wzmożona aktywność ruchowa, wyraźne pobudzenie, gwałtowna zmiana nastroju od smutku do nadmiernej radości, ekspresja słowna. Zmiana zachowania zauważona zarówno przez pracodawcę jak też znajomych. Z cichej, nieśmiałej, spokojnej, lekko wycofanej stała się kobietą bardzo aktywną, bezpośrednią, dowcipną, towarzyską, tryskającą humorem. Czy to efekt przyjmowania xanaxu? Czy ten stan pobudzenia, wzmożonej aktywności ustąpi? Czy istnieje (nawet potencjalne) zagrożenie życia?
  25. Dzień dobry, jestem 26-letnią kobietą i mam przeczucie że mój partner, z którym jestem 7 lat, jest chorobliwie zazdrosny. Wszystko zaczęło się, gdy w pierwszej pracy musiałam wyjechać służbowo na dwa tygodnie, zamiast wspierać się w tej sytuacji, zostałam oskarżona o imprezowanie, a nawet zdradę. Muszę zaznaczyć, że nigdy nie dałam partnerowi powodu do obaw, on natomiast twierdził, że po prostu bardzo mnie kocha i nie chce mnie stracić, dlatego tak się o mnie boi. Sytuacja powtórzyła się parokrotnie, łącznie trwało to może 4 lata. Niestety jestem osobą bardzo wrażliwą i każde takie nieprawdziwe oszczerstwo połączone z wielką awanturą pozostawiało we mnie bardzo głęboki smutek i żal. W tym roku dostałam nową pracę, teraz już nie wyjeżdżam, nie wychodzę też zbytnio ze znajomymi, więc temat zazdrości ucichł. Jednak ostatnio byłam na urodzinach i partner, nie dość, że pisał do mnie wiadomości że się źle czuje i nie śpi bo się o mnie martwi, to jeszcze zażądał ode mnie zdjęcia, gdy już będę w domu, żeby mieć pewność że nic mi się nie stało. Wszystko usprawiedliwił troską i miłością. Ja jednak czuję się z tym bardzo źle ponieważ uważam, że to objaw braku zaufania i chęci kontroli. Obecnie jestem na skraju załamania, nie mam chęci wychodzić z łóżka, nie mam nikogo kto mógłby mnie wysłuchać. Może tutaj znajdę odpowiedź, co robić? Czy jestem przewrażliwiona?
  26. Moim zdaniem dobrą opcją jest poznawanie tych kolegów nie tylko przez pryzmat tematu studiów, ja bym rozmawiał z nimi nie tylko o tym (ale zważał na słowa o czym można rozmawiać z chłopakiem a o czym z kolegą). Pojawia się też kwestia ewentualnego rozstania, jeśli by miało się tak stać - zostajesz bez kolegów i znajomości, bo przez cały związek tkwiłaś w klatce - jaką on Ci narzucił. To że ich poznajesz, to nie znaczy, że z nimi śpisz. A dzięki poznawaniu - wiesz co dla Ciebie dobre i co lubisz, więc może okazać się, że jeden z kolegów będzie miał cechy o których nie miałaś pojęcia, które Ci się spodobają i tym samym stanie się atrakcyjniejszy od Twojego faceta. Zależy też czego chcesz o związku, czy przyczepienia się jakiejś osoby i spędzenia z nią czasu do końca życia, czy przejścia kilku związków i zobaczenia co lubisz i ewentualnego dobrego wyboru na dalsze lata.
  27. Dziękuję za radę. Na pewno ją przemyśle, tak samo swoje decyzje. Jednak mam jeszcze jedno pytanie: Czy jeżeli już piszę z tym kolegą to powinnam pisać tylko o rzeczach związanych ze studiami? W innych kwestiach chyba lepiej liczyć na swoją połówkę. Myślę, że mój chłopak po prostu stracił do mnie zaufanie po tylu takiego typu przypadkach. I dlatego też jest zazdrosny. Pozdrawiam serdecznie.
  28. Witaj, Jeśli jesteś sama przed sobą szczera i wiesz, że traktujesz nowo poznanych facetów - jak kolegów (i nic się w tym nie ma zamiaru zmienić np. jakiś z nich stanie się Twoim kochankiem) - to nie powinnaś się tym zamartwiać. Co innego jeśli te mówienie, że "to tylko koledzy" jest obiekcją przed czymś poważniejszym i jakąś formą usprawiedliwienia siebie przed chłopakiem, aby z nimi pisać. Co innego pisanie z kimś w celu poznania, co innego szukanie jakiś metaforycznych ciast, które w każdej chwili po rozwodzie z facetem są przygotowane na stole. Moim zdaniem w związku powinniście mieć też własne życia, ale patrzyć wspólnie jedną perspektywą. Powinniście mieć własne paczki, wspólnie wychodzić z nimi (oczywiście bez żadnych wybryków typu zdrada - bo byłam pijana) - wtedy związek jest ciekawszy. Twój chłopak może mieć też niskie poczucie własnej wartości, jeśli wykazuje tendencję do czepiania się o takie rzeczy, lub jest po prostu zazdrosny. Pamiętaj, żeby nie opierać swoich decyzji 100% o opinię swoich koleżanek lub innych ludzi, znajdź siebie i bądź zgodna sama ze sobą, bo chyba nie chcesz obwiniać się potem, że zrobiłaś coś pod wpływem sugestii innych. Pozdrawiam ciepło, w razie pytań jestem dostępny.
  1. Załaduj więcej aktywności

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.