Skocz do zawartości

Cała aktywność

Strumień aktualizowany automatycznie     

  1. Dzisiaj
  2. Jasem Czyli zgodzisz się,że jako kierowca nie powinna ruszyć z pasażerem na masce?Dodam jeszcze,że siedziałam od strony kierowcy z pewnością przysłaniałam jej widoczność. Jeśli chodzi o zgłoszenie zdarzenia do odpowiednich służb,to nie mam takiego zamiaru,chciałam tylko skonsultować z osobą postronną,obiektywną owe zdarzenie i kwestie tego czy partnerka, słusznie obarcza mnie winą za wszystko. Może mogłabym jakoś pomóc Tobie?Pisałeś,że również masz problemy..
  3. Bo wczoraj rano tak jakoś dziwnie się. Poczułam nie wiem czy to była nerwica depresja. Czułam taka pustke dusilo mnie w środku i sciskalo mnie w środku. Miałam też głupie myśli że wypaliła mi się miłość do Damiana że go już nie Kocham. Co to może być.? Może powinnam pójść do psychologa lub psychiatry może powinnam brać jakieś leki?
  4. @Fubar Objawy i zachowanie, które opisujesz prawdopodobnie świadczą o uzależnieniu od narkotyków, alkoholu i być może gier. Uzależnienie to nie radzenie sobie z emocjami. Jednocześnie substancje psychoaktywne przyjmowane regularnie prowadzą do obniżonego nastroju, częściej pojawia się złość, smutek oraz lęki. Zacząłeś korzystać z substancji psychoaktywnych w młodym wieku co prowadzi do szybkiego uzależnienia. Nieumiejętność radzenia sobie z uczuciami, być może trudność w ich okazywaniu i tłumienie powoduje, że rozładowujesz napięcie na sobie w postaci autoagresji. Piszesz, że jesteś za granicą - czy możesz korzystać tam z opieki lekarskiej i psychologicznej? Powinieneś jak najszybciej zadbać o siebie, zgłosić się do specjalistów (psychiatry i terapeuty uzależnień) w celu postawienia diagnozy i ewentualnego rozpoczęcia leczenia uzależnienia. Możesz również porozmawiać z terapeutą uzależnień on line, na platformie OcalSiebie i ustalić kolejne kroki, w tym leczenia stacjonarnego w Polsce co jest możliwe dla osób mieszkających za granicą. Pozdrawiam, Katarzyna
  5. @Dave piszesz o tym, że masz wrażenie, że ludzie podchodzą do Ciebie z dystansem czy niechęcią, że myślisz o sobie, że kogoś zanudzasz lub jesteś gorszy od innych pod jakimś względem, że nie zasługujesz na zainteresowanie drugiej osoby. Zobacz - to Ty tak myślisz o sobie. Dlaczego? Jak piszesz masz wiele zainteresowań. Bardzo wierzysz w negatywny obraz siebie jaki stworzyłeś i jesteś bardziej wyczulony na sygnały z zewnątrz, które go potwierdzają a dzięki temu jeszcze bardziej się w tym myśleniu o sobie utwierdzasz. Takie błędne koło. Piszesz o tym, że czasami potrafisz spostrzec też inne sygnały z otoczenia, które mówią o tym, że jesteś fajną osobą, ale są one dla Ciebie mniej ważne niż negatywne myśli na swój temat. Po pierwsze zastanów się dlaczego myślisz o sobie negatywnie? Czy doznałeś kiedyś odrzucenia? Czy byłeś krytykowany przez kogoś bliskiego i ważnego dla Ciebie? W jakich sytuacjach? Po drugie otwórz się na te pozytywne sygnały od innych osób po to aby samemu sobie powiedzieć: " jestem lubiany, fajnie spędziliśmy czas, super się rozmawiało... itp" Dopuść taką możliwość, że jeśli ktoś nie jest zadowolony, zaciekawiony w kontakcie z Tobą, to nie tylko i wyłącznie Ty musisz być powodem takiego zachowania. Inne osoby mają swoje problemy i swoje światy. Byś może to, że ktoś się krzywi to świadczy tylko o tym, że np. ma niewygodne buty, albo pomyślał ile ma dziś nauki itp. Piszesz " tylko wszystkich zanudzasz i nikomu nie chce się z tobą rozmawiać " - słowa "wszystkich i nikomu" to uogólnienia. Czy naprawdę nikt z Tobą nie rozmawia? Czy z obawy przed tym, że będziesz kogoś zanudzał to Ty nie podejmujesz kontaktu? I na koniec czy potrafisz dopuścić możliwość, że czasami rozmowa się "nie klei" ale pomimo to ten fakt nie znaczy o odrzuceniu i nadal ze sobą możecie rozmawiać? Może warto by było abyś zdecydował się na rozmowę z psychologiem aby wspólnie przeanalizować różne sytuacje, które Cię niepokoją i rozbudzają negatywne myślenie o sobie, a także znalazł źródło takiego myślenia. Pozdrawiam, Katarzyna
  6. Cześć, mam na imię Oskar 22 lata, mam stałą pracę (przynajmniej tak mi się wydaje), do tego ją lubię o dziwo, mieszkam poza polska ponieważ w ojczystym kraju schrzaniłem wszystko co się dało. Zanim opisze swoje problemy opisze w skrócie jak wyglądało moje życie (?). Więc tak do 10 roku życia mieszkałem z obojgiem rodziców w niedużym mieście, a jedyne co z tego okresu pamiętam to awantury, imprezy taty i jeden wakacyjny wyjazd (to tłumaczę sobie wiekiem, luki w pamięci, choć może to moja podświadomość nie chciała nic z tego pamiętać). Pózniej moi rodzice się zaczęli rozwodzić Mama wyjechała do jednego z większych miast, po kilku tygodniach gdzie nie za bardzo widziałem co się dzieje przyjechała po mnie do szkoły i zabrała mnie do tego "nowego domu". Tu wchodzimy w następny okres 10-12 lat większość czasu spędzałem w szkole oraz u mamy w biurze, po tym czasie przeprowadziła się do "nas" moja starsza siostra (5 lat starsza). Z którą zamieszkaliśmy praktycznie sami, mama była u nas może 1 w tygodniu zrobić zakupy czasem rzadziej (to przekazywała mojej siostrze pieniądze na jedzenie w jakiś inny sposób). W tym momencie zaczęły się moje problemy ze szkołą oraz brakiem kontroli agresji oraz agresja wobec siebie. Do szkoły po prostu bardzo często nie trafiałem, wagarując samotnie, jakąkolwiek sprzeczka z siostrą powodowała u mnie krzyk, nie jednokrotnie niszczyłem coś w domu, lecz nigdy nie uderzyłem siostry (wiem głupia próba poprawienia opinii zewnętrznej ale uważam, ze to ważne), a agresja wobec siebie samego często była okazywana biciem siebie samego po twarzy, uderzaniem głową w ścianę. Idąc do pierwszej klasy gimnazjum trafiłem do tak zwanej "najgorszej" klasy, osoby kiblujące, ze złymi ocenami z zachowania z podstawówki, choć nie rozumiałem dlaczego bo miałem bdb oceny końcowe z przedmiotów oraz 39/40 pkt na egzaminie końcowym, szybko przestało mi to przeszkadzać, bo poznałem nowych kolegów, oczywiście za znajomych musiałem sobie wybrać śmietankę towarzyską składającą się z najgorzej zachowujących się osób w klasie. tu pojawiał się kolejny element używki, w ciągu pierwszych tygodni nowej szkoły zapoznałem się z alkoholem, papierosami oraz marihuaną. Oczywiście roku nie zaliczyłem posiadając obecność na poziomie 23%, choć tu znów oceny końcowe w przedziale 3-5 (większość 4 i jedna 6 z matematyki mojego konika) co śmieszne bo nie uczyłem się nic w domu, po prostu w jakoś mi wpadało do głowy, po drugim roku niezdanym w ten sam sposób, trafiłem do ośrodka socjoterapii. W nim spędziłem 2 lata i ukończyłem 2 lata gimnazjum ze średnią ocen 5,0, choć wtedy byłem wściekły na to, że jestem zamknięty to teraz uważam, ze byl to najbardziej obfity okres mojego rozwoju intelektualnego pod czujnym okiem na prawdę dobrych wychowawców chcących pomóc. tam też poznałem rugby które przez długi czas (3 lata) budowało moją wysoką samoocenę. Po wyjściu zawaliłem oczywście znów szkołę (znów przez nieobecności), tak dotarłem do wieku 18 lat kiedy obowiązek szkolny mnie już nie obowiązywał. W tym momencie pojawił się chyba najwiekszy spustoszyciel, amfetamina, mdma oraz mefedron, lekko mówiąc przebalowałem 2 lata pracując u mamy w sklepie by mieć za co imprezować. Przez cały ten okres moje napady agresji wyglądały tak samo, krzyki, niszczenie wszystkiego wokół siebie, autoagresja. Przez ten okres miałem kilka związków, wszystkie zakończone zdradą z drugiej strony (choć to zapewne spowodowane moją toksyczną zazdrością). Przez cały ten okres towarzyszył mi jeden przyjaciel, który też miał problem z ojcem alkoholikiem, choć leczącym się, nie raz wydwaliśmy się z nim w bójki w obronie jego mamy. Chwile po 20 urodzinach podjąłem decyzje wyjazdu za "chlebem" za granicę, na początku nie było zle ale po pewnym czasie znów wdałem się w towarzystwo biorące używki, przez co w pewnym momencie straciłem prace, przechodziłem 3 miesięczne załamanie i jakoś egzystowałem z oszczędności wychodząc z wynajmowanego pokoju tylko jeść, zapalić, korzystać z łazienki i tak dochodzimy do terazniejszości, gdzie większość czasu poza pracą spędzam w ww pokoju grając na komputerze, upijając się do dość poważnie, oglądając głupie filmy w internecie oraz seriale. Myślę, że to już czas by przejść do moich problemów, które zauważam. Problem z alkoholem, myślę, że picie sam ze sobą nie jest niczym normalnym ale podczas załamań spowodowanych ciągła samotnością nie potrafię się pohamować, równie często jak spożywanie alkoholu zdarza mi się zawijanie się w kulkę kołdrą i szarpanie się z nią, nie jednokrotnie cięcie się. Moja samotność jest spowodowana ze nie potrafię utrzymac kontaktu z osobami "normalnymi", choć mogę godzinami ich zasypywać ciekawostkami o swiecie, żartami czy po prostu gadką o wszystkim i o niczym nie potrafię utrzymać jakiś relacji dluższych niż tydzień za to ciągle przyciągam osoby które zażywają różne substancje psychoaktywne od których staram się uciec. Przejawy agresji bardzo często pojawiają się podczas grania (gram głównie w gry gdzie jest wysoka rywalizacja), często są spowodowane tym, że "mi nie idzie" czy moi koledzy z drużyny grają słabo co powoduje we mnie gotowanie się w sobie wiec znow mi idzie gorzej (zamkniete koło) i bardzo często wyżywam się na uderzaniu rękami w biurko bądz tak jak wczesniej autoagresją. Jedynym jak na razie działającym sposobem na tą agresje jest dla mnie słuchanie muzyki, które za to przekształca to w smutek i nienawiść do samego siebie i lęki, że nigdy w niczym sobie nie poradzę, w żaden sposób się nie rozwinę. Wiem, że wielu elementów może tu brakować a wiele elementów może wydawać się nie spójnych ale zawsze będę mógł coś dopowiedzieć jeśli będzie potrzebna jeszcze jakaś informacja. Choć pisanie tego spowodowało u mnie wiele łez. Co mogę zrobić by jakkolwiek poprawić swoje samopoczucie, może pozbyć się tego popjania, badz chociaż spokojnie zasnąć?
  7. Witam, zmagam sie z problemem, który dręczy mnie od ok. 2 lat. Albowiem mowa tu o o czymś innym mniej poważnym niż rozstania, jednak to niszczy moją psychikę. Jak wspomniałam, od ok. 2 lat zmagam się z uczuciem do mojego kolegiz klasy. Obecnie jestem w maturalnej klasie, jednak uczucie pojawiło się gdy zmieniłam profil klasowy. Gdy przybyłam do nowej klasy od razu wpadł mi w oko on... Co ciekawe jak dowiedziałam się później, ja mu sie również podobałam podobno przez krótki okres czasu. Potem doszło do sprzeczki w efekcie czego nie rozmawialiśmy że sobą przez ten rok szkolny. Moje uczucie nie zgasło, wręcz przeciwnie, potęgowało.. Pochodziliśmy się w zeszłe wakacje i rozmawiamy normalnie na takich bardzo przyjaznych relacjach, jednak ja wciąż czuje ze pragnę go.. Nie powiem, że to jest jakieś głębokie uczucie, ale ja nie potrafię przestać o nim myśleć w wyniku czego jestem zamknięta na nowe relacje z innymi chłopcami. Wciąż pragnę jego. Co jeszcze mnie dobilo, to to że on stwierdził iż ma zapędy bi albo geja. To bardzo mbie ruszyło. On jest taka osoba ze gdy ja chce się do niego zbliżyć np. Przytulić on tego nie chce i mówi mi o typach chłopaków, którzy mu sie podobają na zmianę z dziewczynami. Wyznalam mu kiedyś co czuje ale on prosił abym się nie angażowała. Bardzo proszę o poradę co mam zrobić w tej sytuacji, Bardzo ciężko mi tak żyć :((. Serdecznie pozdrawiam i dziękuję
  8. Wczoraj
  9. Po pierwsze, jeżeli się rozchodziłaś z facetami albo dopiero się rozejdziesz, to refleksja to podstawa. "Co zrobiłam źle? Jak zrobić inaczej?" itd. Co mądrzejsi ludzie zmieniają swoje zachowania w oparciu o mocne podstawy które na taką zmianę by wskazywały. Zmienianie się jest normalne. Druga sprawa, że para nie jest sobie na wyłączność. Dlatego na niego poleciałaś, bo on nie ogranicza sobie świata kobiet tylko do ciebie. Ty natomiast tak. Jak chcesz relacji 1-1 na wyłączność to szukaj jakiegoś schizofrenika który ci taką zapewni. Tacy faceci nie mają znajomych wśród kobiet, więc nie będziesz miała o co się martwić. Inna sprawa że zupełnie ciebie taki koleś nie będzie pociągał. Trzecia i ostatnia sprawa: jeżeli coś cię smuci, to powiedz mu to, nazwij mu swoje uczucia i patrz oraz uczestnicz w tym co się będzie działo dalej. Jeżeli nie czujesz że on kłamie, to musisz założyć że mówi prawdę. To jest właśnie zaufanie w relacji partnerskiej. Każdy czasem ryzykuje i jest to część życia. Czasem są z tego samotne stare panny albo samotne matki. Na pewno ukrywając swoją podejrzliwość wobec niego to ty czynisz źle dla relacji (zarówno sobie, jak i jemu).
  10. Witam, Zwracam się z problemem dotyczącym związku, ale zacznę od początku. Mój chłopak ma 27 lat, a Ja 23. Jesteśmy razem 3,5 roku , mieszkamy od 2. Ogólny stan związku oceniam na dobry, wiadomo kłótnię również się zdarzają. Główną sprawą z jaką się zwracam jest fakt, że mój chłopak od zawsze miał dobry kontakt z kobietami i lubi ich towarzystwo co akurat rozumiem, ale jakiś czas temu odkryłam, że pisze z różnymi innymi, nawet nie znajomymi. Zwróciłam mu uwagę w tej sprawie i sądziłam że jakoś to wytłumaczy, ale wyparł się że z nikim nie pisze i że nie potrzebnie jestem zazdrosna. Odpuściłam ale trzymałam rękę na pulsie i wiem, że kontynuuje te znajomości. Aczkolwiek za każdym razem wypiera się tego, gdy proszę o pokazanie skrzynki skoro nic w niej nie ma wzbrania się tłumacząc, że to jego własność i nic nie będzie pokazywał co jeszcze bardziej mnie irytuje. W związku nie zaszły żadne zmiany, wciąż jest kochany, czuły i poświęca mi swoją uwagę. Natomiast nie podoba mi się fakt, że cały czas te relacje trwają a mnie w jakiś sposób jednak okłamuje. Bardzo naciska na mój rozwój zawodowy z czym mam trochę problem i trochę go to irytuje. Ostatnio zapytałam co sprawia, że jest podniecony to odpowiedział, że ciemna skóra i ciemne włosy- tak się składa, że jest bladziochem z brązowymi włosami. Pewność siebie też bardzo go kręci, a tak jak moja pewność siebie i samoocena są bardzo niskie. Zadałam pytanie co Ja tu z Tobą robię skoro jestem przeciwieństwem tego co lubisz, odpowiedział: bo dobra z Ciebie dziewczyna, kochana… Trochę mnie to zasmuciło, zwłaszcza, że bardzo go kocham i powiedziałam mu również, że na samym „bo dobra z Ciebie dziewczyna” nie stworzy się związku na całe życie. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć i czy to jest czas by sobie odpuścić i odejść czy jednak walczyć ?
  11. To z czym się spotkacie, to taki nieświadomy, mocny sygnał ze strony płci przeciwnej, który jedynie można zrozumieć jako odrzucenie. To takie coś, co dostajemy od tej chwilowej drugiej osoby na siebie i potem nam to spada w dół "w nas". Też to miałem. To jest test waszego wybaczania. Bo dana osoba (większość) ma wobec was zamiary, które chcieliby żebyście im później wybaczyli. To oczywiście sygnał alarmowy dla was i jest jak najbardziej na miejscu. Chodzi o to, żeby to zignorować i wybaczyć. I wtedy nawiązuje się normalna relacja. Oczywiście minimalny kredyt zaufania wtedy, żeby nie było, że dacie się oszukać.
  12. Z tej strony facet lat około 40, wyższe wykształcenie, miasto wojewódzkie, singiel, dobrze zarabiam i powoli zaczynam oszczędzać na samotną emeryturę w jakimś ciepłym kraju.
  13. Ja proponuję na YT poruszyć temat obrażania facetów którzy mówią prawdę, a której nie są w stanie przyjąć kobiety i wobec tego te drugie obrażają i ślą wiązanki na tych pierwszych.
  14. Zakończ wobec niego poruszanie jakichkolwiek tematów, a jak on będzie coś chciał, to o ile wiesz o co chodzi to mów, a jak nie wiesz, to po prostu mów teksty w stylu "nie wiem", "nie mam pojęcia" itd. Ważne żebyś się niczego wobec niego nie domyślał. A i z czasem zobaczysz że dosłowne traktowanie jego wypowiedzi przyniesie ci również ulgę, jak gość zobaczy że go faktycznie słuchasz. Kierunek życia obierz na wyprowadzenie się od ojca i uspokojenie myśli i emocji w nowym miejscu zamieszkania bez niego. Może ci to zająć lata ale opłaci się. Mnie ojciec źle traktował 17 lat. Od 17 lat z nim nie mieszkam i zarabiam 3x tyle netto co on brutto. On tego nie wie, bo pewnie zaraz by chciał alimenty. Chciał niby jakiejś zgody ale znowu mnie obrażał więc zakończyłem kontakt z nim bezpowrotnie. Istotnym również u ciebie może być odseparowanie się od podwyższającej napięcie i stres matki. Czyli znowu wyprowadzka z domu. Jak już się wyniesiesz, to notuj sobie daty różnych zdarzeń w jakimś kalendarzu, bo potem mogą ci się przydać.
  15. Ja ostatnio słyszałem, że psychologia to nauka o psach i zakończyłem dzięki tej wieści swoją przygodę z psychologią. Innym radzę to samo. A na psychologię rzeczywiście idą dziwni ludzie (ale niekoniecznie inteligentni) żeby się wyleczyć z własnych problemów, czego na studiach nie osiągną, tylko przez terapię (ewentualnie).
  16. Ja stosuję zasadę: nie interesuję się ani nie zajmuję czymś na co nie mam wpływu - i to na poziomie ignorowania również przez podświadomość. Czyli olewam dokładnie wszystko co mogę jedynie mając za ważną, ale również nie "śmiertelnie", pracę zarobkową. Pozostaje mi w życiu praca i przyjemności. Zarabiam sporo ale nadal za mało żeby założyć rodzinę. I tak sobie będę jeszcze jakiś czas trwał aż przyjdzie magiczny królik i odmieni moje życie. Po prostu inaczej się nie da.
  17. Wielu panów tego nie widzi ale kobiety bardzo często prowadzą agresję np. na YouTubie: naśmiewają się z facetów, są złośliwe, wulgarne i obraźliwe. Pomimo że facet ma rację, mówi prawdę (która faktycznie boli te kobiety ale nie chcą jej przyjąć), to te kobiety wtedy takiego faceta zaczynają niszczyć. Właśnie dlatego że odsłania prawdziwe motywy tych kobiet i czyste fakty które świadczą na ich niekorzyść.
  18. Jestem Karolina mam 21 lat, mieszkam w Łodzi ponieważ przeprowadziła się do chłopaka jakoś na początku września. Odkąd zostałam Zostawiona przez 1 chłopaka którego traktowała poważniej jakoś 6 lat temu zamknęłam się w sobie, bałam się że ktoś mnie zrani nie byłam w stanie rozmawiać z rówieśnikami, strasznie mało się odzywałam. Nie miałam nikogo kim bym mogła porozmawiać rodzicom nie udałam, ojca się bałam. Z czasem kiedy rozwijała się u niego choroba był agresywny i naciskał strasznie na mnie bardziej niż wcześniej. Matka całymi dniami pracowała. Bez przerwy chodziłam zdołowana, miałam myśli samobójcze, nie miałam chęci do życia, wszystko zamykałam w sobie. Gdy byłam z chłopakiem w tamtym roku 1 raz od dawna poczułam to co wtedy zależało mi na nim i zależy nadal bardzo. Momenty były kiedy czułam się trochę ograniczana bo sprawdzał mi telefon był zazdrosny o każdego praktycznie . Nie wiem dlaczego czasami nie kontrolowałam emocji i byłam zimna i kiedy pytał czy kocham To mówiłam że nie mimo ze serce czyli inaczej. Nie wiem czemu tak mówiłam to działo się tak nagle bez konkretnego powodu w losowych momentach. Jego to bolało i przez to się związek rozwalił mamy przerwę. W tym tygodniu dostałam mandat miałam problemy w pracy i jeszcze znowu mi się uaktywnił ten chłód tego dnia jak wracałam z pracy i zapytał czy kocham, czy chce żebym wróciła. Nie wiem czemu odpowiedziałam nie.Nie chciałam tego jak go nie było w domu coś we mnie pękło rozpłakałam się, okaleczałam się znowu mimo ze tego nie robiłam pół roku.Czuje się złe sama w domu nie umiem spać przy zgaszonym świetle, słyszę dźwięki które nie wiem skąd pochodzą, boje się, nie wiem co zrobić, tęsknię za nim chce to naprawić, chce żeby wrócił .Czuje się tu jakby ktoś chciał mnie jeszcze skrzywdzić, nie czuje się bezpieczna, widzę coś czego nie ma. Co mi jest? jak naprawić moje relacje z nim? Mamy przerwę ponieważ powiedział ze oboje musimy wyleczyć się z depresji. Jak zlikwidować ta chłodność która z niewiadomego powodu się u mnie pojawia?
  19. Mam podobnie jak Ty. Podobna osobowość. Tylko że jestem starsza od Ciebie, mam 24 lata. I wiesz co? Można sobie wypracować pewne zachowania. Na to potrzeba czasu. Patrząc z perspektywy czasu, kilka lat temu byłam o wiele bardziej wyobcowana i nieśmiała niż obecnie. Po prostu z czasem, powolutku zaczęłam się otwierać na ludzi. Nadal mam podobnie np. z tymi wiadomościami. Zaczynam myśleć że na pewno jestem nie ważna dla tej osoby itd. Ale nauczyłam się dosyć szybko wypierać te myśli, nie zastanawiać się nad tym i podchodzić do tego wszystkiego z dystansem. Też zawsze miałam jakąś blokadę w kontaktach z płcią przeciwną, teraz to się zmieniło. Widać że jesteś bardzo wrażliwą osobą, wszystko bierzesz do siebie, wszystko analizujesz. Też tak mam, ale kiedyś to było intensywniejsze. Lata mijają, człowiek zbiera doświadczenia. Myślę że z tego wyjdziesz, wiem po sobie że najważniejsze to po prostu przełamywać się. Jak się raz przełamiesz to następnym razem będzie już łatwiej 🙂 I ja zawsze czuję potem ogromną satysfakcję i jestem szczęśliwa. Obecnie mniej się przejmuję opinią innych, a tym bardziej jeżeli to nie jest dla mnie bliska osoba. Tego wszystkiego można nauczyć się z czasem.
  20. Dziękuję Ci za te pozytywne słowa. Co do poznawania nowych ludzi, kiedyś chyba było łatwiej. Pamiętam czasy, kiedy na ulicy ktoś do kogoś zagadywał i znajomość bliższa lub dalsza się zaczynała, a teraz chyba ludzie boją się do siebie odzywać
  21. Ostatni tydzień
  22. Możesz zacząć poznawać nowych ludzi... Czytałem gdzieś, że system, który kodowali nam rodzice, między innymi: "Nie rozmawiaj z dorosłym nieznajomym" przerzuca się to na późne lata co w tym etapie życia jest sporą przeszkodą. Chcę powiedzieć, że może pech chciał, że jesteś w niewłaściwym miejscu wśród niewłaściwych ludzi stąd też tyle niezrozumienia. Z własnych doświadczeń wiem, że bardzo mało jest wartościowych ludzi z którymi więzi utrzymują się naprawdę długo i sam urodziłem się w miejscu, które towarzystwo miało na mnie negatywny wpływ, aczkolwiek mam przyjaciela, jednego na tych 500 (według facebooka) z którym wymieniam swoje poglądy, wartości i wiele innych ciekawych rzeczy, które jestem w stanie opowiedzieć tylko swojej bratniej duszy. Życzę Ci, abyś nie bawiła się w to błędne koło, którego sama jesteś świadoma, nie poddawała się i szukała dalej. Wierzę, że odnajdziesz taką osobę, wystarczy ta jedna osoba i nieważne w jakiej formie, przyjaciel czy partner! Pamiętaj, że znajomych znajdziesz wśród zainteresowań czyli: jeśli interesujesz się teatrem, to na fotelu przed sceną możesz poznać kogoś podobnego do Ciebie. Taki przykład! Powodzonka nieznajoma!
  23. Witam, mam 37 lat i i od czasu wypadku czyli od 10 Lat unikam Jeżdżenia samochodem. Niestety ostatnio życie mnie zmusiło do powrotu jazdy samochodem. Muszą dojeżdżać codziennie 200 km dwie strony. Przychodzi przed każdym wyjazdem czuje strach. Czasem nawet Mam atak paniki. Czuję że mi się nogi trzęsą A serce Kołacze. Czy można jakoś w tej sprawie pomóc
  24. Witam, Jestem samotną, kobietą mam 34 lata, całkiem dobrą pracę, którą można powiedzieć, że lubię. "Samotna" u mnie nie oznacza tylko braku partnera, ale ogólnie braku ludzi, z którymi miałabym jakieś pozytywne relacje na głębszym poziomie, nawet już nie tylko przyjaciół ale choćby koleżanek do wyjścia do kina, na spacer, czy po prostu pogadani o wszystkim i niczym. Rok temu zmieniłam pracę, miasto. Wiem, ze nowe znajomości nie zawsze udaje się łatwo nawiązać, ale odkąd pamiętam zawsze u mnie było podobnie: niby każdy jest miły, niby wszystko fajnie, dogadujemy się ale nie czuć nigdy, że jest to głębsza znajomość, a z reguły nawet ta płytka relacja szybko się kończy. Jeszcze kilka tygodni temu znów myślałam, że udało mi się nawiązać jakieś koleżeńskie relacje, fajnie się rozmawiało, dobrze się wspólnie bawiliśmy na imprezie, a teraz chociaż nic się nie wydarzyło wszyscy nagle się odcięli. Zazwyczaj tak miałam z ludźmi, ze dopóki ja nawiązywałam kontakt to jakaś relacja, znajomość się trzymała, ale tylko kiedy inicjatywa wychodziła z mojej strony. Po pewnym czasie już mi się to znudziło i dopóki się nie przekonam, ze komuś na mnie nie zależy, staram się nie angażować. Może ktoś powiedzieć, że to napędza błędne koło, ale nie chcę ciągle być wykorzystywana i ciągle się starać nie dostając nic w zamian. Zazwyczaj jeszcze im bardziej się starałam tym miałam wrażenie, że mniej zależy innym na mnie. To samo w sumie dotyczy też kontaktów z facetami.Wszystko to sprawiło, że teraz zamiast z kimś miło spędzać czas siedzę sama w domu i to piszę. Nie chcę tak żyć, bo takie życie nie ma sensu. Z resztą to nie życie tylko pusta i bezsensowna wegetacja. Czy ja na prawdę mam takiego pecha do ludzi czy to ze mną cos jest nie tak. Jeśli ze mną to co? Nie jestem osobą konfliktową, chyba z dużą pewnością mogę powiedzieć, ze miłą, czasem zbyt dobrą dla innych, staram się zawsze wszystkim pomagać, lubię pożartować, potrafię też przeprosić jeśli zrobię cos nie tak i przyznać się do błędu
  25. Dzień dobry, Mam na imię Damian, niedawno ukończyłem 18 lat. Jestem uczniem w klasie maturalnej. Mam stosunkowo dużo "nietypowych" zainteresowań w porównaniu do moich rówieśników. Mowa tutaj chociażby o polityce, filmoznawstwie dokumentalnym czy też akwarystyce. Poznawanie nowych ludzi nie jest dla mnie rzeczą stresującą, jednakże czuję się znacznie lepiej w swoim zamkniętym środowisku. Od około 5 lat zmagam się z czymś w rodzaju uczucia odrzucenia. Sam nie wiem jak prawidłowo to nazwać. Mam wrażenie, że ludzie podchodzą do mnie z dystansem i niechęcią. Jak to teraz piszę wydaje mi się to abstrakcyjne, ale najmniejszy incydent zbiera w mojej głowie multum czarnych myśli. Jeżeli tylko przyjaciółka chociażby wyświetli i nie odpisze na wiadomość nagle zaczynam myśleć - no tak, po co by miała ze mną rozmawiać przecież na pewno ma wielu lepszych znajomych. Pewnie pisze teraz z tym i tym to co jej po mnie, albo - tylko wszystkich zanudzasz i nikomu nie chce się z tobą rozmawiać. Często pojawiają się wydarzenia, które przeczą mojemu krytykowi i budują pewność oraz poczucie wartości, jednakże po jakimś czasie problem wraca. Sytuacja tego typu ma miejscu prawie że wyłącznie w kontaktach z płcią żeńską. Nie ukrywam, że jest to dla mnie kwestia problematyczna. Od ponad 2 lat nie byłem w żadnym związku. Na myśl o zagadaniu do dziewczyny po prostu odpuszczam, nigdy tego nie zrobiłem. Zbyt bardzo boję się odrzucenia przez nią - przecież jesteś taki i siaki, a ona jeżeli ci się podoba to pewnie też innym, lepszym. Po co ty jesteś jej potrzebny. Ogarnia mnie strach na myśl, że dziewczyna powie nie chociażby dlatego, że ma chłopaka. W głowie mam jej obraz szydzącej ze mnie razem ze swoimi koleżankami. Nigdy nie byłem u psychologa i raczej ograniczam się do korzystania z porad online. Żeby zmieniać swoje nastawienia i myślenia słucham wiele podcastów, motywacyjnych prelekcji i to pomaga, ale nie zawsze. Najlepszym antidotum na ten problem jest przeżycie wspaniałego dnia ze znajomymi, jako dusza towarzystwa, lecz wiadomo... raz dzień jest udany, a raz gorszy. Być może ktoś zmagał się z podobnym problemem, proszę podzielcie się swoimi odczuciami. Zależy mi na wyjściu z tego, bo to mnie po prostu ogranicza. Z góry dziękuję.
  26. Mam 30 lat. Od pół roku jestem mężem kobiety z borderline. Jest to moja wieloletnia miłość. Nasze relacje zaczęły sie pogarszać niedługo po ślubie. Stan żony się pogorszył, ma coraz większe leki. Zaczęła sie okaleczać i sięgnęła po marihuanę. W związku z tym psycholog odmówił jej pomocy i zapisania na grupę terapeutyczną, a także pomocy indywidualnej. Bardzo martwię sie o jej zdrowie. Jej stan się pogarsza. Potrafi nie spac 2 lub 3 noce. Żona często mi mowi, że nie chce byc ze mną i że niszcze ją i jej spokoj. Ja nie umiem jej uspokoić i wyprowadzić z transu. Chociaż znam ją wiele lat to nie potrafię tego zrobić. W chwilach desperacji grożę jej wezwaniem karetki, a czasem odejściem. Wiem, ze to zła droga ale czasem nie umiem inaczej. o pomoc. Co mogę zmienić w sobie, żeby jej nie krzywdzić? Jak uspokajać żonę? Jak wyprowadzać ja z transu? Jak pomóc jej i gdzie mamy szukać pomocy?
  27. Czy warto wtrącić się, i walnąć brata w łeb, który zaczyna niszczyć związek z cudowną kobietą, bo jego była narcystyczna żona udaje duchowe nawrócenie, wstąpiła do jakiejś wspólnoty w której ma się błagać Boga o powrót byłego małżonka i wiernie czekać... niby dla dobra dzieci. Czy warto mu przypominac jak go zdradzala z dwoma mezczyznami na raz, jak kilka tygodni wczesniej wyzywala go od nieudacznika i ze byla z nim z litosci...a nowa partnerka cudowna kobieta ktora go wspierala w najtrudniejszych chwilach jest teraz przez niego uznawana za chisteryczke i przesadza ze byla zona cos knuje? Czy warto mu wygarnac podle zachowanie wobec obecnej partnerki i ze teraz on sie staje katem? Czy warto przypominać komuś kto tkwil w toksycznym związku jak było? Zeby nie popełnił najgorszego błędu powrotu do tak chorej kobiety? Dodam że i ja i moja siostra i moja mama plakalysmy w przeszlosci bo brat pozwalal na świństwa byłej żony, czy warto mu to w końcu wygadać, że taka ofiarę z siebie robił bo miał taka zła żonę a prawda taka że sam jest zły bo krzywdzi dobre kobiety pod wpływem manipulacji narcystycznej wiedźmy?
  1. Załaduj więcej aktywności

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.