Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'inne'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 55 wyników

  1. K.23l. Wieloletni problem. Przed zaśnięciem i w trakcie kilkukrotnych przebudzeń w ciągu nocy występują myśli, nad którymi nie mam żadnej kontroli. (myśli o śmierci - nie nagłej, w sensie ogólnym - że w ogóle tak jest, że już dalej nic nie będzie). Mózg zmęczony - mózg osłabiony - mózg niezdolny do obrony - nie mogę z nimi walczyć, ale jestem zmęczona i nie wiem, jak się z tym uporać (samej). Z tym trzeba się pogodzić, kwestia tego, że to niemożliwe - jedni albo wierzą w życie po śmierci, albo o tym nie myślą. Ja myślę każdej nocy i przed snem. Myślę, że łatwo wywnioskować jakie są tego skutki. Oczywiście to nie jest mój jedyny problem, ale myślę, że najlepiej zacząć po kolei je rozwiązywać a nie na raz. Potrzebuję jakiejś sugestii jak się pozbyć czegoś takiego bo to jest jak jakiś depresyjny nocny rak.
  2. Witam 🙂 Mam 19 lat, jestem w klasie maturalnej. Mój problem pojawił się w lutym, nie jestem pewna co go wywołało, najpewniej wszystko co przeżyłam przez te lata, liczne miłości, stresy związane z nauką i przeprowadzkami, a także chwilowe załamanie (pojawiły się myśli samobójcze oraz samookaleczanie ze wszystkim poradziłam sobie z pomocą przyjaciół). Mój problem jest takie że mam pewne "ataki". Nie wiem jak to inaczej nazwać. Pojawiają się nieregularnie, najczęściej kilka razy w ciągu dnia, najrzadziej co dwa trzy dni. Mają trzy etapy. Pierwszy to pobudzenie jakby strachu a raczej samej reakcji na strach. Mam wielką ochotę by ktoś mnie bronił pomimo iż nie czuje się niczym zagrożona ani nie odczuwam strachu. Potem do tego dochodzą drgawki i szybkie stopniowe pogarszanie się nastroju aż wpadam w rozpacz. To ostatni etap. Płaczę i nie jestem w stanie zrobić nic poza płakaniem i ewentualnie tuleniem się do kogoś. Nie jestem w stanie nigdzie iść ani nikogo zwołać gdy już jestem w trzecim etapie. Nie mam pojęcia co się ze mną dzieje.
  3. Mam 30 lat, 9 letnią córkę, po ślubie 6 lat- razem od 9. Nasz związek był burzliwy, obydwoje pochodzimy z ciężkich rodzin... po 5 latach wspólnych zmagań udało się wyjść na prostą... wychowywalam się bez matki i od początku wazna była dla mnie akceptacja teściowej. To tez myślałam, ze się udało. Razem wyremontowalismy pół domu, zrobilismy kursy, dwa auta, młoda najlepsza w klasie. Mąż od 5lat nie pije w ogóle co jest mega czynem, bo potrafił wpadac w dwutygodniowe cugi. Cenie go za to i szanuje. Jednak od pół roku szanowna Teściowa zaczęła wcinać się odrobine za mocno co juz mnie zdrażniło, a mianowicie w moje 30 urodziny (26.12) stwierdziła, ze nie mam sie czego czepiać, ze mój mąż poza postem na fb "100lat" mnie olał.. Zagotowała mnie, nie wybuchłam. Starałam się od początku u męża wyplewić zawyżone Ego, dume kolasalnych rozmiarów, a ona jednym zdaniem rozsypała to w drobny mak. Ale przeżyłam, zdarza sie. Następnie wysłała mu pieniądze, które przykazała mu schować tylko dla siebie. Wiedziałam, ze je dostał, bo znalazłam druk z banku. Więc wyjaśniłam, że nie zabiore mu tego, jednak nie chcę takich akcji. Przyjdź powiedz- dostałem, moje i wara Ci od tego- nie kłam. Usłyszałam no dobra. Zaczęliśmy byc razem w walentynki. Od dluzszego czasu było nerwowo i zaklepałam stolik ma kolacje w rocznice. Nagle mąż przesunął planowany wyjazd do mamy, zeby jej pomóc przy remoncie ma dwa dni przed rocznica, ale ok w sb tez mozna świętować. W pt szwagierka przypadkowo wyklepała się, ze oni też jadą z dziećmi bo Tesciowa bierze ślub z Niemcem ( kilkuletni zzwiązek). Ona zbladła i ja... złapałam za telefon i zadałam jedno pytanie: wiedziałeś, ze matka bierze ślub? Usłyszałam TAK, ALE MATKA KAZAŁA CI NIE MOWIC... Pojechał. Przez cały tydzień nie potrafiłam opanowac łez, same płynęły. Najbardziej zabolało pytanie corki: czemu babcia i tata nas nie chcą? Ostatnie dwa miechy są dla mnie tragedią.. zaczynałam zapominac o tym bólu.. dziś w Wielką Sobotę wjechała tesciowa na podwórko. Nie uslyszalam od zadnego z nich wyjasnien, przeprosin, nic! Za to wiem, zezyje w kiepskim serialu.... Mąż wymaga bym poszła i usciskała nowożeńców, a ja nie potrafie! Mało tego ja coraz częściej mam straszne myśli i wyobrażenia... przerażają mnie samą... nie chce tak żyć, a po rozmowie wieczorwm dziś padł tekst- mnie w swoje waśnie nie mieszajcie.Mają zdjęcie ze slubu RODZINNE.... Ratunku, bo mu w końcu krzywdę zrobię... nie mam sił na walkę już, władowałam w, jego dom dorobek życia. Córka idzie do komunii w maju. Potem chce się wynieść, tylko co bedzie jak ona zechce zostac? Czy dobrze zrobię? A moze wyolbrzymiam? Nie moge sie podnieść po tym ciosie...
  4. Witam 🙂 Mam 19 lat, jestem w klasie maturalnej. Mój problem pojawił się w lutym, nie jestem pewna co go wywołało, najpewniej wszystko co przeżyłam przez te lata, liczne miłości, stresy związane z nauką i przeprowadzkami, a także chwilowe załamanie (pojawiły się myśli samobójcze oraz samookaleczanie ze wszystkim poradziłam sobie z pomocą przyjaciół). Mój problem jest takie że mam pewne "ataki". Nie wiem jak to inaczej nazwać. Pojawiają się nieregularnie, najczęściej kilka razy w ciągu dnia, najrzadziej co dwa trzy dni. Mają trzy etapy. Pierwszy to pobudzenie jakby strachu a raczej samej reakcji na strach. Mam wielką ochotę by ktoś mnie bronił pomimo iż nie czuje się niczym zagrożona ani nie odczuwam strachu. Potem do tego dochodzą drgawki i szybkie stopniowe pogarszanie się nastroju aż wpadam w rozpacz. To ostatni etap. Płaczę i nie jestem w stanie zrobić nic poza płakaniem i ewentualnie tuleniem się do kogoś. Nie jestem w stanie nigdzie iść ani nikogo zwołać gdy już jestem w trzecim etapie.
  5. Zwykle to głównie mężczyźni na długo wpadali w czarną dziurę samotności po rozstaniu, zwłaszcza po trzydziestce. To ogólnie trudny czas, bo większość atrakcyjnych osób zdolnych do stworzenia związku jest już zajęta. Dzisiaj czarna dziura jest bardziej pojemna. Pochłania też kobiety, które pragną miłości, a otrzymują głównie oferty układów, przelotnych romansów lub fałszywe uczucie do momentu aż facet znajdzie młodszą partnerkę. Jeśli dorzucimy do tego pompowane bez końca m.in. przez media społecznościowe wymagania urastające do rozmiaru fantazji, mało kto spełnia kryteria. A że nierealistyczne oczekiwania doraźnie podbudowują tego, kto je ma, rzadko ktoś chce je zmniejszyć. Efekt? Epidemia samotności. Około 40-tki rynek matrymonialny zapełniają wprawdzie rozwodnicy i rozwódki, ale tylko 16% z nich kogoś sobie znajdzie. Reszta, zwłaszcza samodzielni rodzice, według szacunków mają na to marne szanse. A potem ludzie ukrywają się za etykietą singla i szukają znieczulenia w pracy bez umiaru i gonitwie za sukcesem zawodowym, a niekiedy w totalnym oddaniu się samorozwojowi bez końca. Tymczasem receptę zdaje się podsuwać pewien młodociany poeta, który napisał anonimowo na ścianie: „żeby tak ludzie gęby do siebie otwierali jak od siebie odwracają to by było coś”. Podcast o singlach:
  6. Hej potrzebuje waszej pomocy ponieważ nie mogę poradzić sobie z jednym temate a nigdzie w internecie nie mogę znalezc odpowiedzi na ten temat. Mianowicie w maju tamtego roku rozstałem się z dziewczyna która byłem 4 lata. . Od początku zdarzały się sytuacje bardzo dziwne np. Wiedzieliśmy o sobie coś cz ego nie powinniśmy. . Tak jakbyśmy znali się już długi okres czasu. Najdziwniejsze i tak było wspólne sny. . Potrafiliśmy wstać rano i opowiedzieć sobie co nam się śniło. . Te sny były. Identyczne. . Ale po rozstaniu to wszystko ustalo., jednak nie na długo. . Nie mamy żadnego kontaktu ze sobą mimo to zawsze wiem kiedy jest smutna , wiem kiedy się do mnie odezwie , wiem takie rzeczy jakbym cały czas się z nią widział i o niej wszystko widział.. ostatnio zadzwoniła do mnie i rozmawialiśmy o tym bo to staje się wręcz chore ponieważ ona tak samo doskonale czuje co się u mnie dzieje.. poza tym mimo żadnego kontaktu do tej pory mamy wspólne sny... czy można jakoś to wytłumaczyć. .. pomóżcie mi to zrozumieć ponieważ to nie daje mi spokoju a musze to w końcu zrozumiec. .. błagam pomóżcie! !😢😢😢😢
  7. O czym świadczą pozytywne odczucia gdy słyszy się odgłosy "wojny" (tj. wystrzały), odgłosy burzy? Naturalnie dane odgłosy odbierane są negatywnie przez ludzi, wywołują strach, lęk, zaniepokojenie.
  8. Cześć. Więc chodzi o to ze odkąd pamiętam nie dogaduje sie z mamą. Oczywiście były też te dobre chwilę gdzie się nie klocilismy. Muszę zaznaczyć ze to nie jest moja biologiczna mama. I wychowuje ona mnie teraz sama bez ojca ponieważ się rozwiedli. Aczkolwiek chodzi o to ze chciałam trochę odpocząć od szkoły i stwierdziłam ze w tym tyg nie pójdę. I zrobila mi mega awanturę .. Grozi mi ze mnie wyrzuci z domu bo w tą sobotę mam juz 18 i jak ona to powiedziała skoro jej nie chce sluchac to nie będzie się ze mną uzerac. Co mam zrobić a takiej sytuacji? Mam chłopaka ale on mieszkaw Algierii i studiuje . Gadaliśmy o tym żeby poczekać jeszczs do konca tego roku szkolnego i między czasie załatwić paszport i wizę ze by do ng leciec ale i tak musze tu wrocic ze wzg na szkołę aczkolwiek stwierdził ze potem gdy ja wrócę do pl ob przyleci do mnie i wynajmiemy mieszkanie tu i on będzie tu studiował.. A jak sie nie uda to polecimy do innego kraju żeby wszystko się ułożyło. Oczywiście miedzyczasie musimy iść do pracy zeby mieć pieniądze ale w tym momencie jestem kompletnie splukana.. I nie wiem co mam robić.. Bo jeśli mnie wyrzuci to nie wiem. Mam jeszcze brata i mogła bym się do ng wprowadzić ale warunki tez nie są dobre..
  9. Dzień dobry, Potrzebuję pilnej podpowiedzi.. psycholog w diagnozie opisał, że sytuacja u dziecka jest bardzo trudna i jego problemy dziecka wymagają dłuższej pracy klinicznej. (pokrótce nastolatka ma dużo niepewności siebie, nieśmiałości, lęki przed nowymi rzeczami). Czy oznacza to, że sugeruje pobyt w szpitalu? Moim zdaniem, chodzi o pracę z psychologiem klinicznym, diagnostykę... Proszę o poradę, bo matka dziecka załamała się czytając o pracy klinicznej...
  10. Aż dziw bierze, że w polskim necie nie ma takiego tematu nigdzie bo temat prawie tak samo szkodliwy i rozpowszechniony, jak dopalacze. Schemat do bólu oklepany: >Kołcz< ma kanał na YouTube na którym opowiada jaki jest wspaniały, jak cudowne ma życie i w ogóle w kiblu dwustuzłotówki do podcierania się. A największym jego marzeniem jest, abyś to właśnie TY też miał tak cudowne życie. I on pokaże właśnie TOBIE jak to osiągnąć. Dlatego zaprasza właśnie CIEBIE na BEZPŁATNE szkolenie / webinar/ konferencję. Logujesz się, słuchasz jak >Kołcz< znowu pitoli o tym jaki to on nie jest wspaniały i czego to on nie ma. Potem w ramach obiecanego szkolenia >Kołcz< streszcza rozdział książki Briana Tracy albo Anthonego Robinsa, a potem... Jak chcesz mieć takie cudowne życie jak >Kołcz< to zapisz się na szkolenie. Ono kosztuje JEDYNE 3000, ale, jako że >Kołcz< wcale nie potrzebuje pieniędzy, no bo te dwustuzłotówki w kiblu.... Ten, tego... Te 3000 to tylko dla TWOJEGO dobra, bo jak zapłacisz to się przyłożysz, a jak coś dostaniesz za darmo, to wzgardzisz...No wiadomo. Jeszcze ostatni obligatoryjny element. Posłuchaj: Tylko dzisiaj, niepowtarzalna okazja. W tej tak niskiej , fantastycznej cenie, obok cudownego wspaniałego szkolenia, które zmieni Twoje życie otrzymasz jeszcze e-booka, kilka nakręconych z ręki filmików, które i tak są na youtubie i wywiad z wujkiem >Kołcza<, za które normalnie musiałbyś zapłacić pierdylion złotych. Jeszcze się zastanawiasz? Ojjj, to niedobrze, bo zostały już tylko dwa miejsca, więc szybciutko... Wedle tego schematu ŻERUJE na ludzkich marzeniach kilkudziesięciu cwaniaków. Ludzi, którzy nic nie potrafią, niczego nie osiągnęli, a kreują się na ekspertów od szczęścia. Od Grzesiaka, poprzez Króla aż do Wiśniowskiego. Nadział się ktoś?
  11. Chciałbym się dowiedzieć, czy planowane jest wypuszczenie wersji elektronicznej książki "Twarde życie mężczyzny".
  12. Jak pomóc mojemu teściowi? Mój teść kilka lat temu zaczął się leczyć , ponieważ miał stwierdzoną chorobę płuc. Przerwał leczenie.... Od stycznia tego roku , zaczął gasnąć, w oczach.. Problemy z oddychaniem , bóle wszelkiego rodzaju.. . Każdy członek rodziny próbował go namówić , prosić, żeby poszedł do lekarza. Wszystko na nic:( Wszystkie argumenty , że jest nam potrzebny , że jego chora na schizofrenię żona nie poradzi sobie bez jego pomocy... Wszystko na nic... nie dociera nic:( Powtarza tylko jedne słowo "trupa się nie leczy Pomocy!
  13. Szanowni Państwo Wiem, że mój problem wielu osobom może wydawać się śmieszny, ale niestety mam taki problem, że mój partner jest zbieraczem. Próbuje od 7 lat z tym walczyć, ale każde mieszkanie w którym mieszkamy, jest zagracone przez masę jego przedmiotów. Naprawdę ciężko tak żyć, nie mówiąc już o zaproszeniu gości. Ciesze się, że partner ma swoje pasje, ale do jego pokoju nie można wejść, tak jest zagracony, przez korytarz ledwo można przejść, w kuchni wszędzie są również porozstawiane jego przedmioty w kartonach i nie tylko. Co prawda, przyznaje się, ja też nie jestem osobą, która jest porządna - zazwyczaj zaniedbuje dom, niemniej po prostu brak mi motywacji do sprzątania, kiedy mieszkanie i tak jest całe zagracone i ledwo co idzie przejść. Za każdym razem kiedy się przeprowadzamy (do coraz większych mieszkań), liczę na to, że przy przeprowadzce, partner części rzeczy się pozbędzie, ale nie ma tutaj na to co liczyć - jest jeszcze gorzej Zaznaczam, że jestem urodzoną optymistką (partner jest urodzonym pesymistą), i naprawdę staram się do wszystkiego podchodzić z humorem, ale tak bardzo marzę o czystym i pięknym domu, że już nie wiem, co mam zrobić. Chciałabym zapytać, co by mi Państwo poradzili w takiej sytuacji, bo rozmawiać to ja już próbowałam i to wielokrotnie. Za każdym razem słyszę tylko, że wszystkie jego rzeczy są ważne i wartościowe, i że skoro tak bardzo one przeszkadzają, to on je wywiezie do matki. Zresztą, od 7 lat słyszę, że partner wywiezie te rzeczy do matki (współczuje tej kobiecie, bo wątpię, żeby ucieszyła się nagle ni stąd ni zowąd z tej pięknej góry różnorodności, którą obdaruje ją kochany synalek), ale na tych obietnicach się tylko kończy. Co więcej, za każdym razem, kiedy z kolei moja rodzina zwraca mu uwagę, że ma "za dużo rzeczy", jest dzika awantura. Czy myślą Państwo może, że gdybym zmieniła postawę i zaczęłabym utrzymywać porządek w domu, w tych obszarach gdzie można to robić, partner również poczułby "zew porządku" i może spróbowałby chociaż odgracić mieszkanie? Zaznaczam, że partner obwinia mnie, że to ja nie utrzymuje porządku, i wścieka się strasznie np. jak są niepozmywane naczynia (co jest właściwie permanentne), czy też niepowycierana podłoga w łazience. Także można powiedzieć, że ma naturalne zamiłowanie do porządku, niemniej niestety zazwyczaj wybiórczo dostrzega tylko to, czego ja nie robię, żeby utrzymywać porządek (i o to są dzikie awantury). Swoich gór rzeczy nie postrzega raczej w kategoriach problemu, ale zazwyczaj zabrania mi zapraszać gości. Dodam, że partner kolekcjonuje różne (dla mnie abstrakcyjne) rzeczy: np jest fanem silników, które są dosyć dużymi klamotami Potem tylko słyszę, że nie rozumiem ich pasji, i że on żeby być szczęśliwy, musi coś tworzyć. Ja to rozumiem, ale żeby tworzyć, to chyba najpierw musiałby mieć na to jakiekolwiek miejsce... Z góry dziękuje za wszelkie porady Pozdrawiam serdecznie Justyna
  14. Dyskryminacja mężczyzn - czym jest, na czym polega i jakie są jej przykłady we współczesnym świecie. Temat omawia psycholog. Materiał odpowiada na pytanie w jaki sposób mężczyźni są dyskryminowani.
  15. Witam wszystkich użytkowników i szanownych psychologów Mam 28 lat. W wieku 14 lat zdiagnozowali u mnie zespół Aspergera. Przez ładnych parę lat nie chciałem przyjąć tego do wiadomości. Wmawiałem sobie że jestem normalny i nie ma problemu. Nie jest tak. Co było widać w relacjach z rówieśnikami. Często bywałem obiektem drwin a nawet przemocy z ich strony. Znajdywałem też kolegów, dzięki czemu czas szkolny jakoś przetrwałem bez wspominania tych czasów jako piekło, ale lekko nie było. Też w relacjach damsko-męskich. Zawsze się zastanawiałem co się dzieję że koledzy mają dziewczyny, pierwsze pocałunki, pierwszy seks, a ja zawsze byłem sam. Byłem i jestem do dziś nie śmiały, wstydzę się sam zagadać, ale zawsze kiedy nawiązywałem jakąś relację z dziewczyną czy potem kobietą nigdy nie było w stanie to wyjść poza koleżeństwo, mimo moich oczekiwań by było coś z tego więcej. Moje dolegliwości też sprawiły że miałem kłopoty na studiach, egzaminy ustne były mordęgą, i skończyło się nawet powtarzaniem roku. Często zwalniałem się z pracy z powodu podejścia współpracowników do mnie co bywało nie do wytrzymania, aktualnie jestem w poszukiwaniu kolejnej. Zastanawiam się czy któryś z państwa psychologów ma doświadczenia z prowadzenia terapii z autystykami bardzo wysoko funkcjonującymi, z ilorazem inteligencji w przedziale górnych dwóch percentylów? Zmagających się z depresją (typ depresyjny bez cienia manii) i bardzo niską samooceną. Od 1,5 roku jestem pod stałą opieką psychiatry i uczęszczam na psychoterapię, co jakiś czas wydaje się że przynosi to efekty, jednak nie zadowalające mnie. Chciałbym przede wszystkim popracować nad akceptacją siebie, żeby nie tyle zrozumieć siebie, co wiedzieć jak to przetrawić, i wykorzystać konstruktywnie to co zrozumiałem. Pozdrawiam.
  16. Witam! mam problem ze snem a konkretnie często mam sen bardzo realny, w którym śpię ale nie mogę się obudzić nawet w tym śnie próbuje palcami otwierać oczy, sen jest na tyle realny że np. moje dziecko w rzeczywistości śpi w łóżeczku i w tym śnie też i próbuję się obudzić żeby iść do dziecka a nie mogę, aż w końcu budzę się w realu ale jakbym wyrwała się mocno z tego snu mam wrażenie że aż podskakuję na łóżku ale nic poza tym się ze mną nie dzieje nie ma duszności a ni nic normalnie mogę wstać, nie wiem czy może mieć to podłoże psychologiczne czy bardziej fizyczne?
  17. Dzień dobry, nazywam się Klaudia, mam 24 lata. Od października/listopada dopada mnie często poczucie "snu na jawie". Mam wrażenie, że świat nie jest prawdziwy, czuję się odrealniona. Dużo o tym czytałam i podejrzewam u siebie derealizację. Nie wiem też, czy nie mam nerwicy natręctw, ponieważ w przeszłości (oraz nie dawno) zdarzało mi się dosłownie non stop powtarzać pewne czynności. To bardzo męczące. Postanowiłam z początkiem kwietnia udać się do specjalisty, bo chcę o siebie zawalczyć. To uczucie nierealności jest najgorsze. Nie występuje ono non stop (zwłaszcza w ostatnim czasie) ale na przykład wczoraj na wieczór bardzo mi się nasiliło. Czytałam w internecie porady dotyczące radzenia sobie z takim stanem i wcielam je w swoje życie. Wiem jednak, że bez konsultacji ze specjalistą się nie obejdzie i decyzję już podjęłam. Tylko jak w takich bardzo kryzysowych momentach radzić sobie z tym uczuciem? Jak z tym walczyć, by się nie poddać?
  18. Jestem osobą, która bardzo kocha zwierzęta. Jednym z moich pupili był piękny, niebieskooki królik miniaturka, który był ze mną prawie 6 lat, którego kochałam całym sercem i był moim skarbem, nigdy nie chciałam, żeby stała mu się najmniejsza choćby krzywda. Łączyła nas wyjątkowa więź i tak pozostało do końca. Któregoś dnia wypuściłam go z klatki, żeby sobie pobiegał. Wszedł na łóżko, na którym siedziałam i patrzyłam w telefon. Zaczął spinać mi się po ręce od strony krawędzi łóżka. Chciałam go lekko zdjąć z ramienia, więc go lekko odepchnęłam i przez chwilę byłam w szoku co się stało bo usłyszałam, że spadł. Bardzo się przestraszył i odskoczył, miał coś z nogą. Zaczęłam go uspokajać, on mnie polizał po ręce jakby chciał powiedzieć, że wie, że nie chciałam. Zachowywał się raczej normalnie, ale i tak nalegałam na wizytę u weterynarza, mimo, że mama uważała, że nic mu nie jest. Tego samego dnia zjadł bardzo dużo karmy i prawdopodobnie doszło do zatoru w przewodzie pokarmowym, tak twierdzi moja mama i pani weterynarz, która na wizycie stwierdziła, że od upadku królik umarłby od razu w skutek np. Pęknięcia wątroby. Pani doktor stwierdziła, że jest bardzo wzdęty i podała leki. Następnego dnia miałyśmy przyjechać na kontrolę, ale rano okazało się, że moja kruszynka odeszła. Płakałam tydzień bez przerwy a poczucie winy nie dawało mi spokoju, byłam w chyba nadal jestem przekonana, że to moja wina. Mimo wsparcia rodziny i przyjaciół to ciągle mnie prześladuje. W nocy nie mogę spać na stronie łóżka, z której spadł bo mi się to przypomina. Błagam o pomoc bo poczucie winy i żal mnie zżerają.
  19. Moją propozycją jest Podcast na Spotify. Nie jest to co prawda zmiana dotycząca konkretnie serwisu, a raczej rozwinięcie całej idei, która przyświecała powstaniu "Ocal Siebie". Filmy na YouTube pojawiają się tak często, że nie mogę wyjść z podziwu. Niesamowicie duża płodność, gratuluję. Podcast na Spotify to zdecydowane zwiększenie zasięgu i bardzo duża wygoda jeśli chodzi o odsłuch. Polskie Podcasty na Spotify pojawiły się stosunkowo niedawno, przez co istnieje ich dość wąska grupa, przez którą łatwo będzie się przebić. Nieuchronnie wszystko zmierza we kierunku streamingu.
  20. Witam, Jestem nowym użytkownikiem strony jak i forum. Przychodzę z problemem, który ciągnie się za mną od czasu ukończenia liceum, czyli trwa ok.3 lata. A mianowicie kompletnie nie radzę sobie ze sobą jeśli chodzi o pracę. Nie mam motywacji, nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu pracy dłużej niż kilka miesięcy, bardzo szybko się nudzę, a do tego nie widzę perspektyw dla siebie i dla swojego dalszego życia. Od drugiej połowy 3 klasy liceum podjęłam się pracy na weekendy. Wszystko było świetnie bo wydawało mi się ,że po szkole chcę od razu podjąć się pracy i nie chciałam kontynuować nauki. Skończyłam szkołę, dalej pracowałam w tym samym miejscu ale w któreś chwili poczułam, że to jednak nie to.. że jednak czas na zmianę pracy i otoczenia. Wcale mi to nie wyszło na dobre bo po 2 miesiącach w innej pracy wróciłam do tej poprzedniej (1 pracę miałam po znajomości więc nie było problemu aby znowu tam wrócić). Praca polegała na bezpośredniej obsłudze klienta w sklepie, w centrum handlowym. Było mi tam dobrze do póki nie zmienił się menager i znowu wpadłam na pomysł zmiany pracy. Udało się znalazłam pracę w sieciówce, w której wytrzymałam tydzień czasu, byłam załamana bo co dalej? co mam robić? Po miesiącu siedzenia w domu znalazłam pracę w kawiarni. Na początku bardzo mi się podobało, byłam zadowolona, zarobki też nie były złe jednak po jakimś czasie a dokładnie po 7 miesiącach zaczęły mi przeszkadzać poranne zmiany na 5:30 jak i brak umowy o pracę. Kolejna zmiana! Znalazłam pracę w sklepie internetowym. Umowa o pracę, 4km od domu, możliwość dojazdu autem (w między czasie zdałam prawko), super ekipa. Pracę w tym sklepie zaczęłam w lutym 2018r Wszystko zaczęło się sypać w wakacje, a dokładnie w sierpniu kiedy jedna, jedyna koleżanka z "biurka" poszła na zwolnienie. Wszystko zostało na mojej głowie, pensja nieadekwatna co do wykonywanych obowiązków, męczące telefony od klientów, brak premii: KOLEJNA ZMIANA!. Znalazłam pracę w sklepie, znowu sieciówka, fajne perspektywy.. niestety okazało się to totalną klapą, nie wytrzymałam tam 2-uch dni.. KOLEJNA ZMIANA! Znowu sieciówka, również blisko domu w nowej galerii handlowej. Przepracowałam tam od listopada do końca grudnia, atmosfera zaczęła się psuć, pensja to był nieśmieszny żart, a przecież się nie uczę, płacę rachunki, potrzebuje jpieniędzy. KOLEJNA ZMIANA! Od stycznia tego roku znalazłam pracę w sklepie internetowym w CC. 3 razy w tygodniu po 12h, pensja jest najlepsza jaką do tej pory miałam ALE.. właśnie, ale po tych 3 przepracowanych tygodniach znowu bije się z myślami. Czy to na pewno to co chce robić, czy na pewno chce marnować na dojazdy 2godziny, czy na pewno chce być tak daleko od domu, czy na pewno dam sobie radę jeśli koordynatorka jest jędzą i wręcz znęca się nad jedną z pracownic? Ja już po prostu nie mam siły, nie mam siły do siebie ani do tego żeby szukać kolejnej pracy.. Jest mi okropnie wstyd przed znajomymi, przed partnerem i rodziną. Nie potrafie zagrzać miejsca i trzymać się jednej posady i jednego miejsca pracy. Dołuje mnie to strasznie bo mam dopiero 21 lat i już za sobą tyle miejsc pracy. Boje się o swoją przyszłość. Studia na pewno odpadają bo po prostu to nie dla mnie. Do tego wszystkiego dochodzi brak poczucia własnej wartości i niechęci do życia. Nie wiem co mam robić, czy to już jest jakaś choroba? Gdzie znaleźć podłoże takiego zachowania? Mam nadzieję, że wpasuje sie w to forum i uzyskam choć troszkę wsparcia i zrozumienia.
  21. Witam, mam 28 lat i jak w moim opisie jestem od roku trzeźwą alkoholiczką (piłam 8 lat; przestałam po przeżyciu delirium tremens), osobą w depresji (od kiedy pamiętam) i z nerwicą lękową i natręctw (od ponad 9 lat; pojawiła mi się bezpośrednio po ciężkim porodzie, który ledwo przeżyliśmy, gdyż odkleiło mi się łożysko, miałam bardzo silny krwotok i ponoć 15minut życia, przetaczaną wielokrotnie krew, syn miał wtedy 3pkt w skali Apgar) oraz z zespołem opóźnionej fazy snu (od kiedy pamiętam; ale ostatnio już całkowicie dzień zamienił mi się z nocą, co najbardziej mnie dołuje). Szukam jakiegokolwiek wsparcia, bo jestem bardzo już zdesperowana całym swoim życiem, coraz częściej też pojawiają mi się myśli samobójcze, a już jedną próbę miałam (kilka lat temu, wraz z obławą policyjną na mnie, chciałam skoczyć z mostu, zostawiłam list pożegnalny, samookaleczałam się i byłam pod wpływem alkoholu, w dodatku mój były mąż jest policjantem i on też tam był) i mam syna, więc teoretycznie mam dla kogo żyć. Jestem samotną matką, bezrobotną w wyniku moich problemów, które uniemożliwiają mi podjęcie pracy, borykam się z problemami finansowymi w sumie całe życie, co mnie bardzo przytłacza. Nie stać mnie na prywatnego psychologa, na NFZ gdzie nie pytałam, tam wizyty średnio dopiero za rok, a ja czuję, że jeśli skądś nie otrzymam pomocy to będzie źle... Od kiedy pamiętam, mam jakby pozakładane blokady wszędzie i nie umiem ich zdjąć, uniemożliwia mi to normalne funkcjonowanie. Od listopada dopadła mnie totalna niemoc, depresja, z którą nie mogę poradzić sobie do dziś. Nie mam na nic sił, motywacji i co najgorsze, żadnej nadziei i perspektyw na lepsze życie. Bardzo chcę je zmienić na lepsze, chociażby finansowo, ale nie potrafię się przemóc, w ogóle jestem niezdolna do jakiegokolwiek działania. Dodatkowo przez niewyjaśniony paraliżujący mnie strach, oblałam właśnie studia, skąd także dostawałam pomoc socjalną i to mnie wyjątkowo załamało. Nie umiałam iść na zajęcia ze strachu, a tym bardziej, że dzień zamienił mi się z nocą i tak przesypiam całe dnie, a w nocy normalnie funkcjonuję (dziś zasnęłam o 8 rano, a wstałam o 19.30). Trwają ferie i dziecko jest u dziadków, ale one się niedługo kończą i jakoś będę musiała się męczyć i usiłować wstać o 7 rano i zawieźć dziecko do szkoły. To mnie także wyjątkowo dołuje i przeraża, bo zwykle nie potrafię zasnąć wcześniej niż 5rano. Poza tym, nawet jeśli udałoby mi się zasnąć o 22 to nawet o 7 nie potrafię się obudzić. Mam ogromny problem z obudzeniem się ze snu, mam bardzo twardy sen. Jak już zasnę to nie wiem, co się wokół mnie dzieje i nie słyszę totalnie nic, tym bardziej budzika, a i często nawet syn nie jest w stanie mnie dobudzić. Z tego powodu często syn nie chodził do szkoły, co mnie całkowicie przybijało i traciłam i tak nieistniejące poczucie własnej wartości. Zdarzało się, że nie spałam np po dwie doby, spałam co drugi dzień, żeby tylko syn poszedł do szkoły, albo jeśli musiałam gdzieś pilnie być. Jestem bezsilna wobec moich problemów ze snem i tej otaczającej mnie beznadziei. Jak mam rozwiązać moje problemy ze snem i depresją? Bardzo proszę o pomoc, poradę, ciepłe słowo, cokolwiek ;(
  22. Witam. Mam 23 lata. W wieku 19lat zostałam zgwałcona. Po dwóch latach od zdarzenia zdecydowałam się na terapię. (depresja, ptsd, nerwica serca) miałam przepracowac traume. Odbyły się 3 sesje, terapeuta przerwała kontynuację ze względu na nowe problemy które miałam i mój stan psychiczny i fizyczny. Niestety mam wrażenie że to nie zostało przerobione, boję się powiedzieć terapeutce o tym bo może to podważyć jej kompetencje.. Może pomyśli że już powinnam mieć to za sobą a ja niestety do tego wracam. Mam teraz poważne problemy zdrowotne i nie umiem się z tym pogodzić. Zaczęłam pić alkohol często. Czasem zdarzy się wziąć narkotyki. Biorę silne leki na mój kręgosłup. I czasem popijam alkoholem żeby zasnąć. Najgorsze ze w snach odzywa się ta trauma. Często czuje leki jak idę sama. Jestem czujna za bardzo, dziwnie reaguje na pewne sytuacje ze względu na przezyty gwałt.. Czemu to ciągle wraca? Gdy tylko coś się przytrafi to moje myśli wracają do traumy która nadal mnie ciąży. Czemu tak jest? W przeszłości ojciec mnie bił, pil często więc obrywalam. 17lat i się wyprowadziła. Jakoś to już zaakceptowałam i to nie wraca. A trauma ciągle. Co powinnam zrobić? Boje się powiedzieć terapeutce bo nie wiem co o tym pomyśli. Ale ja czuję że ta trauma nadal odgrywa w moim życiu znaczna rolę. Nie umiem tego przeżyć. Czy to kiedyś się skończy? Wiem że wspomnień nie wymaze, ale chciałabym funkcjonować normalnie mimo gwałtu, chciałabym nie bać się seksu. A ciągle mam to 2 głowie i dziwne uczucie w sobie jak pomyślę o tamtym wydarzeniu. Wcześniejsze problemy na mnie nie ciąża, nawet jak o nich pomyślę to bez żadnych emocji jestem, a po gwalcie nie umiem się ogarnąć w życiu, proszę o poradę bo nie wiem co robić i jak sobie poradzić, do psychologa idę 21lutego
  23. Gdy komuś jest źle z jakiegoś powodu i nie potrafi tego zmienić, to zaczyna narzekać i biadolić, co za chwilę pewnie uczynię. Nie liczy się wiek, czy płeć. Nie narzekają tylko ludzie, którzy nie mają na co, bo nie chcą znaleźć powodu do narzekania. Nie ważne co się w życiu osiągnęło, jakim się jest, ani jakie dobra materialne się posiada, bo czasem w swoi myślach bardzo łatwo stać się nikim; zapomnianym, niewyrzuconym do kosza śmieciem. Mam 20 lat, jestem na pierwszym roku dziennych studiów inżynierskich, nie jestem samotna. W każdej chwili mogę zadzwonić do rodziny lub szczerze porozmawiać z przyjacielem, lecz oni albo nie chcą albo nie potrafią mnie zrozumieć i tak jest od 2 lat. Przyznaję, rozmowa ze mną czasem nie należy do najłatwiejszych, ale staram się prowadzić dialog szczerze i otwarcie, ale skoro według nich wypowiadane przeze mnie monolologi nie mają całośćiowo sensu, a statystycznie rzecz biorąc, bardziej prawdopodobne jest to, że jest coś nie tak z 1 małpą niż z pięciorgiem, to problem tkwi we mnie, ale zapewne nigdy nie poznam jego etiologii, ponieważ 100 czy 150 zł za godzinę próby naprawienia mnie, to zdecydowanie zbyt wiele, skoro nawet przed jednym z najważniejszych momentów w życiu - maturą nie miałam tyle, chociażby na 2 godziny korepetycji. Dlatego zapewne dusząc się od środka powoli będę czekać z utęsknieniem na mój koniec lub pewnego dnia wreszcie namówię siebię na odpuszczenie sobie codziennego teatrzyku szczęścia odgrywanego wobec ludzi dookoła mnie. Wiem, że jestem żałosnym nieudacznikiem, ale jak mogę czuć się nieszczęśliwa skoro są tacy, co mają gorzej niż ja?!
  24. Witam! Mam 38lat od 10 lat żyję w związku małżeńskim i mamy dwójkę dzieci (syn 9 lat i córka 7). Niestety pomiędzy moją Mamą, a mną powstał konflikt. Nie pozwalała aby moje dzieci zwracały się do mojego ojca per „dziadku” tylko zmuszała je do mówienia per „dziadziusiu”. Jak zacząłem próbować z nią rozmawiać na ten temat stwierdziła, że jestem bezczelny i zarozumiały. W domu zawsze miałem się zwracać do niej Mamusiu a do Ojca Tatusiu. W młodszym wieku nie przeszkadzało mi to natomiast już jako nastolatek byłem z tego powodu wyśmiewany i szydzono z tego. Nawet nie próbowałem rozmawiać na ten temat z rodzicami bo nie miało to sensu. Mamusia twierdziła że takie zwroty to szacunek dla starszych. Gdy poszedłem na studia i mieszkałem w akademiku doszło nawet do sytuacji, że jedna z moich dziewczyn jak usłyszała jak zwracam się do rodziców wyśmiała mnie i powiedziała że nie ma zamiaru wiązać się z takim maminsynkiem. Inne dziewczyny nawet nie przyjmowały do wiadomości, że w przyszłości będą musiały się zwracać do teściowej „Mamusiu” jak we własnym domu zwracają się do swojej per „Mamo” a niekiedy nawet per „Ty”. Nie ukrywam, że były to też powody, które powodowały zakończenie związków. Po studiach poznałem obecną żonę. Była tego samego zdania jak pozostałe dziewczyny z którymi miałem do tej pory do czynienia. Gdy usłyszała jak zwracam się do swoich rodziców nie ukrywała swojego zdziwienia. Przyszła żona od razu stwierdziła i powiedziała mi, iż zwracać się do moich rodziców per „Mamusiu” i „Tatusiu”. Przyjąłem to do wiadomości zdałem sobie świadomość, że ja szukam żony dla siebie a nie takiej co będzie pasowała mojej Mamusi. Gdy syn zaczął normalnie mówić zwracała mu uwagę że się mówi Dziadziusiu a nie dziadku. Krytykowała nawet wierszyki na dzień dziadka których nauczył się w przedszkolu. Po kilu próbach rozmowy w których mówiłem, że nie podoba mi się jej podejście powiedziała mi „Będzie mówił Dziadziusiu i koniec”. Nie wytrzymałem i powiedziałem, że nigdy mi się nie podobało mówienie Mamusiu i Tatusiu. Postanowiłem nie odwiedzać rodziców. Próbowałem jeszcze kilka razy i na kilka sposobów. Zawsze kończyło się tym że Mama twierdziła że jestem przemądrzały i zarozumiały. Czy w moim przypadku może pomóc mediacja z psychologiem Mamy i mnie? Czy ja jako rodzic nie mam nic do powiedzenia w stosunkach wnuk – dziadek?
  25. Witam was wszystkich w tym wspaniałym miejscu, jakim jest forum. Bardzo doceniam wszystkich ludzi którzy odważą się tutaj napisać i już z góry wam wszystkim gratuluję bo to dobry pierwszy krok w stronę polepszenia swojej sytuacji. Najbardziej pragnę podziękować psychologom którzy zdecydowali się pomagać tutaj ludziom kompletnie za darmo. Sam jestem człowiekiem bardzo zagubionym w otaczającym mnie świecie i jestem po terapii. Byłem chory na depresję i stany lękowe. Jednak samej terapii nie dokończyłem z uwagi na nie satysfakcjonujaca mnie i moją rodzinę pracę miejscowych psychologów i psychiatrów na NFZ. Jednak ja nie o tym. Przede wszystkim chciałbym wnieść swój pierwiastek dobra i chęci dzielenia sie z wami świadectwem tego ze z najgorszego bagna da się wyjść i dobrem można zdobyć świat. Nie chcę być tutaj uznany za jakiegoś znachora, autorytet ani tym bardziej niedoszłego klechę. Sam większość swojego życia zmarnowałem na zmartwienia i nadal będę to robił. pewnie nigdy nie będę idealny. Sam też szukam tutaj pomocy od ludzi wiedzacych więcej ode mnie. Nadal mam problemy ze sobą i zauważam u siebie wiele niepokojących objawów. Czuje się źle z ludźmi, boję sie wychodzić gdziekolwiek na dwór, jestem bardzo nieśmiały i nie radzę sobie z prostymi zadaniami przez stres. Bardzo często z tego powodu choruje żołądkowo. Chciabym w końcu wyrwać się z błędnego koła stresu strachu i smutku który przez moje życie codziennie mi towarzyszył, jednocześnie chciabym powiedzielic sie swoją historia która może kiedyś w przyszłość komuś pomoże bo bedzie miał te same problemy i nie popelni moich błędów. Wiem ze może moje słowa brzmią jak gorzkie żale 13 latki ktora nie dostała iphona, z resztą historie każdego da sie przedstawić jako tragedię, w końcu życie pełne jest śmieci chorób i cierpienia. Mimo wszystko liczę ze właśnie tutaj znajdę kogoś kto mnie zrozumie...

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.