Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'inne'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 137 wyników

  1. Mam 42 lata.mam b,dobry zawód ,ale mam problem ze znalezieniem pracy na dluzszy okres czasu.trwa to od dawna,mam grono znajomych,Jestem osoba towarzyska,do tego zmarla mi mama ,siostra nie chce mnie znac bo nie podpisałam testamentu.Do tego doszły problemy z obrona doktoratu.Zostawił mnie narzeczony,Ja jestem pod wzgledem psychicznym wrakiem.prosze o pomoc.Nie wiem czy cos ze mna jest nie yak czy przyciagam złych ludzi
  2. Witam Czy to jest normalne, że jeszcze w tych czasach urażają mnie wulgarne słowa?
  3. Witam Mam na imię Piotr, mam 40 lat. W każdej dziedzinie, grupie ludzi jestem najgorszy. Było m. in. na praktykach ZSZ ale ukończyłem tą szkołę. Następnie zakończyłem edukację w LO dla dorosłych - egzaminy eksternistyczne dalej niepubliczną szkołę policealną - technik informatyk ale mało wiedzy wyniosłem z niej. Potem dopiero zdałem maturę na dop. Następnie spodobały mi się studia pielęgniarskie. poszedłem niestety do niepublicznej szkoły i tam znowu czułem się najgorszy. Niestety był problem z pracą po niej. Zacząłem uczyć się języka angielskiego (jeszcze podczas studiów) bo chciałem pracować w UK w jakimś szpitalu. miałem oferty ale podczas rozmów okazywało się, że mam jeszcze za słaby angielski. Mama wypatrzyła w ogłoszeniu (w kraju) ale z dala od domu i podjąłem nią. W pracy na bloku operacyjnym odpadłem, po miesiącu powiedzieli mi, że mam problemy z koordynacją a w tym zawodzie podobał mi się właśnie blok. szukanie pracy był w dalszym ciągu. W końcu znalazłem blisko ale było znowu niepowodzenie. Nie radziłem sobie bo trafiłem na OIOM a od ukończenia studiów minęło ok. 3lat. przeniesiono mnie na inny oddział ale oddziałowa okazała się SSmanką. Zwolniłem się po 1tyg. (miesięczne wypowiedzenie w tym L4). po dojściu do siebie dalej szukałem za granicą ale skoczyło mi się prawo wykonywania zawodu w UK. Było bardzo trudne wznowienie i zrezygnowałem szukania tam pracy. Zacząłem się uczyć j. norweskiego i międzyczasie (bo 40 na karku) zdecydowałem się na szkolę policealną - technik elektroradiolog i tam znowu byłem najgorszy w grupie. Jest mi ogromy wstyd, że jestem po studiach a byłem najgorszy później w szkole policealnej! Na ostatnim semestrze przerwałem naukę norweskiego. Niestety dzisiaj oblałem egzamin praktyczny bo nie doczytałem polecenia. Czuję się jestem po prostu głupi i du*a, nienadający się do niczego. Od dzisiaj już całkowicie przestałem wierzyć w siebie. Nigdzie nie podobam się ludziom. Za chwilę będę obchodzić niestety 41 urodziny. Czuję, że muszę oddać dyplom i świadectwa aż do III klasy szkoły podstawowej a za chwilę 50-tka. Przecież do teraz powinienem znać język angielski śpiewająco. Mam kłopoty ze słuchu z językiem. Nie nadążam z natychmiastowym przypominaniem słów? a podobno słownictwo miałem dobre. Aha, chodzę też na treningi karate i tam też jestem najgorszy! Nici z marzeń!!!
  4. Hej.. Mam 23lata, za sobą wiele złych doświadczeń.. Moje życie jest jedynym wielkim nieporozumieniem..Starałam się żyć w miarę normalnie (miałam marzenia, chęci,pasję). Miałam w sobie radość, siłę, ale ona z czasem zanikała, to wszystko mnie przerasta.. Utknęłam..Poraz kolejny.. Doszło do tego, że aktualnie nie mam pracy, znajomych ( mam tylko psa). Mam za sobą kilka prób samobójczych..W zeszłym tygodniu chciałam znowu to zrobić.. Nie ma dnia bym nie myślała o śmierci..A z drugiej strony, jest gdzieś tam we mnie bardzo mała cząstka, że w końcu coś się zmieni, że znajdę prace (wytrwam w niej) i jakoś zaczne wszystko zmieniać i żyć.. Nie wiem, już co robić, jak pokierować życiem, jak myśleć by to tak bardzo nie przytłaczało, jak znowu odnaleźć sens i chęci..To wszystko jest ponad moje siły..
  5. Witam, od 10 lat jestem na lekach. Na początku był to depralin, a od czerwca 2019 biorę paroksetynę 20 mg. Chcielibyśmy mieć z mężem dziecko, chodzę na terapię, wykonuje ćwiczenia oddechowe wskazane w książce "Lęk i fobia" Edmunda J. Bourne, stosuję się do zaleceń tam zapisanych. Psycholog mówi że można zmniejszać dawkę, jeżeli chcemy mieć dziecko, ale boję się że odstawienie leków będzie miało fatalne skutki, bardzo się tego boję. Jednoczesnie bardzo chcę mieć dziecko. Nie wiem co mam robić . Czytałam artykuły, ze lek paroksetyna powoduje olbrzymie wady płodu.
  6. Wydaje mi się, że brakuje takiego działu tutaj. Na przykład, gdyby ktoś chciał zaproponować materiał o długotrwałej/niekończącej/powracającej żałobie po rozstaniu. Lub dlaczego ktoś może być diagnozowany jako DDA, mimo że relacje w rodzinie były bardzo w porządku, bez uzależnień itd. Lub czy istnieją np. biologiczne/ustrojowe/inne powody stanów przypominających depresję.
  7. Myślę, że sporo osób boi się iść do psychologa ze względu na powszechnie szerzące się mity na ich temat. Fajnie gdyby też udzielili się psycholodzy z forum, pewnie sprawi im sporo więcej śmiechu, niż krzywdy 😊. Pewnie słyszeli też od pacjentów różne mniemania, ja sam czasem opowiadam z czym się spotkałem 😋 Ja na pewno spotkałem się z tekstami typu: - idź pobiegaj, lekarstwo na wszystkie twoje troski, co taki psycholog ci więcej poradzi? - psycholog to też taki psychol - psychologiem zostaje osoba, która sama ma problemy psychiczne i chce się z nich wyleczyć dlatego wybiera takie studia - przez to, że psycholog nie radzi sobie ze swoimi problemami to zajmuje się problemami innych, bo lepiej mu to wychodzi - jak idziesz do psychologa to też jesteś psychol i powinieneś być w [wybrana znana miejscowość w pobliżu, w której jest zakład psychiatryczny]
  8. Witam. Jakis czas temu lek. Psychiatra stwierdził u mnie dwubiegunowość.. Ok da sie z tym zyc. Pytanie moje dotyczy kwestii pamięci... Albo raczej hmmm ciezko wyjasnic czego dokladnie, chodzi mi o to ze mam bardzo złą pamięć, nie umiem umiejscowić wydarzeń w czasie, pamiętam wydarzenie (choć niektóre mnie zaskakują i dop po ogromnym wysilku cos mi swita) ale nie mam pojecia czy bylo to dawno temu czy miesiąc temu... Jest to dla mnie klopotliwe do tego stopnia ze w zyciu codziennym mam klopoty z np. Rachunkami i terminami platnosci, czasem za żadne skarby nie umiem sobie przypomniec co robilam wczoraj... wiem ze to banalnie brzmi ale dla mnie to klopot. Prosze mi powiedziec czy ta dolegliwosc jest jakos zwiazana z tą moją dwubiegunowoscią?
  9. Cześć, jestem 18 letnią dziewczyną i od roku męcze się psychicznie, lękam i stresuje do granic dla mnie okrutnych. Moja historia zaczęła się tak: Było to w 2018 roku, w grudniu 2 klasa technikum, na pewnej lekcji zaczęłam sie źle czuć, trząść, poszłam do pielęgniarki, która nie jest najmilsza. Potem z każdym dniem w szkole czułam sie źle, omijałam kilka dni w szkole, u pielęgniarki znowu wylądowałam, bo mnie serce kłuje, bo mnie coś pomiędzy płucami kłuje i byłam tym przerazona, moja kondycja była zła, męczyłam się wchodząc po schodach, aż miałam zawroty głowy, ciężki oddech. Poszłam do lekarza żeby zrobić badania, wyslał mnie na badania krwi, żdnej anemii nie miałam ani nic złego wszytsko dobrze, echo serca kilka razy. W styczniu znowu trafiłam tym razem do lekarki bo coś mi w uchu piszczało, przeczyściła mi ucho i przez tydzien miałam zawroty głowy nie mogłam chodzić za bardzo. Nastepne dni były cięźke, doszły BIEGUNKI. Na początku tylko raz na dzień. Z moimi jelitami było coraz gorzej. Wine zrzucalam na uwaga : koleżanke z klasy, bo taka cicha i moze na mnie rzuca czary, potem, ze może ktoś inny na mnie rzuca czary, potem sobie wmawiałam depresje, nie stresowałam sie kartkówkami ani sprawdzianami. Nadszedł chyba marzec. Tego dnia nie zapomne. Każdego ranka w domu próbowałam się załatwić, zebym w szkole nie musiała. Tego ranka sie nie udało. Pierwsza lekcja polski. Piszemy wypracowanie na 2 h lekcji. Po 5 minutach pytam czy moge wyjść, oczywiście mówi, ze nie. Mój odbyt zaczął wyrzucać powoli bąki. Potem jeszcze 2. Nikt sie nie smiał, na moje szczęście. Spytałam jeszcze raz czy moge, pozwoliła bo słyszała co sie dzieje, jednak gdy wróciłam znowu to samo i znowu do pielęgniarki. Nie raz już u niej byłam własnie w tej sprawie. Na angielskim pewnie lekcji, bardzo mi bulgotało w brzuchu i w jelitach nawet gazy same wydawały odgłosy nawet gdy kręciły sie gdzies w jelitach czy przy ujściu odbytu, przepraszam, ze tak to pisze ale nie umiem inaczej. Na przerwie nie szłam sie załatwić bo są tam osby i wiadomo jakie by były reakcje. Teraz 2019 rok, nowy semstr ten sam stres przed każda lekcją, na każdej lekcji bulgotanie, jakies ukryte wewnętrzne pierdzenia w jelitach nie daje rady znowu chodzić do szkoły, przez każdym dniem szkoły boli mnie brzuch nie załatwiam się w ogóle lub nie dokońca. Nie byłam wczoraj i dzisiaj w szkole przez to. Wczoraj poczytałam na necie i prawdopodobnie znalazłam co mi jest bo są wszytskie symptomy: Jelito wrazliwe z nerwica i stresem. Nie wiem co robić. Poróbuje wszytskiego, zeby tylko nie myśleć, ale wystarczy chwila ciszy w klasie a mój mózg automatycznie się włacza na tryb: teraz pierniesz wszyscy usłysza, i tak czuje bo mam od razu ochote iść do łazienki, jak tylko siadam na krzesełku moje ciało stresuje sie, trzęse. Na religi np: dochodza mi zwroty jakieś głowy, zmiana ciśnienia w uszach. Wmawiam sobie, ze jest wszytsko dobrze, nie stresuj sie, nic sie nie stanie ale nie potrafie. Męcze sie z tym od roku, jedyny spokój mam gdy są wakacje lub święta. Prosze pomóżcie mi nie wiem jak sobie z tym radzić, nie raz gadałam o tym z mamą, płakałam, chodziłam do lekarza, nie stac mnie na psychologa więc pisze tu. Odmawiam wielu rzeczy do jedzenia bo wiem, zę na drugi dzień w szkole będzie masakra. Bardzo mało jest dni, kiedy było w miarę okej, Nie stresuje sie kartkówkami czy sprawdzianami a CISZĄ jaka zapada i tym, zę znowu wszyscy będą słyszeć, nawet jak jest głośno to i tak wszytsko mnie boli, uwiera i generalnie przeszkadza, błagam pomóżcie bo ja nie wiem jak jutro do szkoły pójde zamęczam sie tym okropnie, w tamtym roku nie mogłam spać, budziłam się błagam was. W klasie normalnie ze mną rozmawiają jesli to ważne. Pragne mieć takie życie jakie miałam w 2017, bez stresu lęku, gazów, biegunki, pomóżcie.. przepraszam za blędy w pisowni ale samo pisanie o tym jest trudne ps: do 3 razy potrafie w szkole iśc do łazienki żeby sie załatwić
  10. Od dłuższego czasu niestety mam dosyć moich rodziców... W sensie, od dłuższego czasu mam złe samopoczucie, mi się chce wypłakać, a niestety przy nich nie mogę wypłakać się. Kłócę się z nimi, non stop zabierają mojego telefonu i to jest ciągle nawet jak byłam dzieckiem też zabierali mój tel. Przyznaję się że wczoraj chciałam uciec z domu, a tego nie zrobiłam, bo nie miałabym dokąd uciec. Moi dobrzy znajomi mieszkają kilka km od mojego domu, więc nie mogłam tego zrobić, na dodatek byłam chora. Tutaj nie powinnam dać moich danych osobistych, bo nie chce aby moi znajomi i inni dowiedzieli o mnie... Mam nadzieje że pomożecie mi jak najszybciej
  11. Cześć. Właściwie nie jestem pewny, czy to jest dobre forum dla mnie. Wydaje mi się jednak że moje problemy, które drażnią mnie coraz bardziej powinny sugerować że właśnie tu powinienem zerknąć. Facet z żoną i synem, 37 lat, czynny zawodowo na Kartę Nauczyciela. To tak jednym zdaniem. Moje problemy zaczęły się dawno, bo we wrześniu 2013 - wtedy przytrafił mi się pełny atak epilepsji - w nocy, przy zasypianiu. Karetka, SOR, powrót do domu po wzmacniającej kroplówce oraz badaniach fal głowy (wybaczcie niefachowość słownictwa) z wynikiem bez zarzutu. Próba sztucznego wywołania ataku dźwiękiem i światłem się nie powiodła - fale mózgu również wtedy bez zarzutu. Ataki pojawiały się co miesiąc, dwa, z okropną regularnością niemal co do dnia a ja w tym czasie eksperymentowałem z lekami - oczywiście pod kontrolą neurologów. Od maja 2014 jestem bez ataków i zawieszeń - po chorobie nie ma śladu. Jednak wciąż przyjmuję leki - Absenor. I w tym momencie pojawia się problem, z powodu którego tutaj jestem - emocje. Nie wiem, czy to kwestia wieku, czy leków, chociaż ja podejrzewam antyepileptyczne leki - że emocje mi się "rozjechały". O ile złość, nerwowość czy agresję, jestem w stanie zrzucić na stres pracy w kilku miejscach (chociaż pracę lubię, jestem zadowolony z życia, szczęśliwy itp.), to problemem jest dla mnie jakaś dziwna nadwrażliwość na sytuacje wzruszające - jakkolwiek to brzmi. Nie wiem, czy jestem w stanie to dobrze wytłumaczyć, ale objawia się to tym, że w pewnych momentach, sytuacjach, nie umiem powstrzymać łez wzruszenia, nie jestem w stanie normalnie mówić, bo jakieś dziwne napięcie "odcina" mi głos, bo całe gardło boli tak, że mam ochotę odwrócić się i odejść. Mam wrażenie że to sytuacje i momenty totalnie nieadekwatne do aż tak mocnych reakcji. Najgorsze, że te momenty są totalnie prozaiczne. W telewizji poleci jakaś bardziej emocjonalna reklama - i już mam emocjonalną jazdę (pamięta ktoś reklamy Allegro z dziadkiem, który uczył się angielskiego by w Londynie powiedzieć wnukowi po angielsku kim jest? Rozkłada mnie cały czas...). Płacz i ból gardła na bajkach dla dzieci to normalka (niech Cię szlag, Disney!), a ostatnio pokonał mnie demotywator ze zdjęciem dziewczyny, która w 2003 na wakacjach rozpoznała nadejście Tsunami i uratowała plażowiczów - nie byłem w stanie dokończyć czytania na głos kilku zdań umieszczonych pod obrazkiem. Któregoś razu na wycieczce w dużym mieście zupełnie przypadkiem trafiłem na jakiś tam bieg, maraton, czy inne zawody sportowe i atmosfera miejsca - biegnący sportowcy, doping kibiców, pozytywna aura, wywołała u mnie taki sam atak emocjonalnego skoku. Wszelkie "medialne" wydarzenia również w większości odpadają - koncerty, występy, pokazy, akcje - wszystkie miejsca gdzie "coś" się dzieje sprawia że przestaję panować nad sobą i swoimi emocjami. Najgorsze, że właśnie ja powinienem sobie z tym radzić - jako terapeuta dzieci z Autyzmem i ZA osiągam sukcesy, pomagam takim osobom i ich problemom, ale nie umiem "ogarnąć" siebie. To bardzo frustrujące. To chyba tyle. Trochę się tutaj pokręcę, może się dowiem, jak sobie pomóc, a może wyciągniecie ze mnie jeszcze jakieś inne rzeczy których nie zauważam, a które mogą mieć znaczenie. Zdaję sobie sprawę też z tego, że dla wielu z Was mój problem to żaden problem - ale ja czuję się z tym źle, moje podkręcone emocje i sposób w jaki wychodzą sprawiają mi dużo kłopotu.
  12. Witam, potrzebuje pomocy ponieważ nie radzę sobie z pewną trudna sytuacja., jestem na granicy załamania i nie wiem co robić. Jakis czas temu podstępem zostałem/am nagrana/ny w intymnej sytuacji, nagranie zostało celowo puszczone w obieg przez co w swoim otoczeniu stałam/em się pośmiewiskiem. Co rusz słyszę jakieś zaczepki słowne, wyśmiewanie i traktowanie jako człowieka gorszej kategorii zwłaszcza przez osoby które mnie nie znają a np kojarzą z pracy /otoczenia w którym żyje a nie jest to duża miejscowosc. Dodam że zmiana pracy lub miejsca zamieszkania nie jest możliwa przynajmniej obecnie. Całą sytuacją skończyła się u mnie ciężka leczona, farmakologicznie depresja i PTSD . Wszelakie próby tłumaczenia i chęć wyjaśnienienia sytuacji przyniosły wręcz odwrotny efekt. Próbowałem/am rozmowy z psychologiem jednak czułam/em że to była wizyta czysto zarobkowa a nie żeby mi pomóc. Czuje się upokorzona/ny jak dno, pośmiewisko, odtrącony/na przez wszystkich jest mi bardzo wsytd. Nie wiem co mogę zrobić aby to wytrzymać.
  13. Witam. Jestem 20 latkie, w tym roku będę pisał maturę. Od niedawna mamy kota w domu. Jest słodka, lubię ją. Często to ja się nią zajmuję, daje jeść, pić, zmieniam żwirek, czy chociazby poglaskam i sie pobawię. Jednak zauważyłem bardzo dziwne skłonności u siebie. Otóż, gdy kotek był jeszcze mały, bardzo się bał każdego członka rodziny, nie chciał się zbliżyć. Gdy udało mi się poraz pierwszy do niej podejść i ją pogłaskać bylem z siebie calkiem dumny. Oczywiście nie za kazdym razem byla taka chętna na kontakt ze mną. Często uciekała gdzie się tylko da i podczas wlasnie tych ucieczek zauwazylem u siebie taka skłonność. Otóż, poczułem takie bardzo bardzo bardzo silne uczucie, że ja musze tego kota schwytać (używam slowa schywytac a nie zlapac zeby podkreślić jak to wybrzmiewa w mojej głowie). No i próbowałem ją łapać, ona się bała, syczała na mnie, a ja się jeszcze bardziej nakręcałem. Szybko zaczęło być coraz gorzej. Kot lubi mnie, bo wiekszość czasu zachowuje sie normalnie albo nawet na jej korzyść, ale ostatnio widac ze znowu zaczyna sie mnie bać. Starałem się to kontrolować, ale jest to piekielnie trudne. Doszło do czegos takiego, ze jak sie pobawie z kotem to nagle moze mnie to po prostu uderzyc i tylko czekam na moment kiedy bedzie chciala uciec ode mnie z lozka, czy syknie na mnie. (syczenie ustępiło, ale czasami sie zdarzy) Jak wygląda moment, gdy wpadam w "furię"? Łapie kota, zaciskam zebami warge nie czując tego, (bardzo mocno, mialem po tym slady) i mozna powiedzieć, że az sie trzęsę. Do tego czuje się jakbym wpadł w jakiś szał z którego nie ma wyjścia. Jest taki moment, kiedy udaje mi sie otrzasnąć. Wtedy odstawiam kotkę i najczesciej wybiegam do pokoju, klade się na lozko i zaczyna mi doslownie walic serce. Do tego mam ogromne wyrzuty sumienia. Tyle, że na drugi dzień, za dwa, za cztery, czy za tydzień sytuacja sie powtarza i w ten sposob powstaje bledne koło. Ja mam coraz wieksze wyrzuty sumienia, kot sie coraz bardziej boi, a ja jakoby żeruje na tym strachu. Nie chcę być dręczycielem zwierząt, odraża mnie to. Mialem w życiu wiele psów, kota jednego, ale uciekł. Z tym starym kotem się nie dogadywałem, w sensie był strasznie dziki i za bardzo nic oprócz biegania i chowania się nie robił (nie znęcałem się nad nim wtedy, jedynie czasami mnie najzwyczajniej w siebie irytowal czy denerwowal swoim zachowaniem co czasem zaskutkowalo, ze go podniosłem i przytrzymałem, ale nigdy nic wiecej). Psa nigdy nie tknąłem. Nie wiem z czego wynika problem. Moze jakas chęć dominacji? Naprawdę lubie tego kota i sobie powtarzam w głowie, ze ja ją po prostu krzywdzę, ale jest to głuche wołanie.
  14. Mam na imię Rafał i mam 19 lat Od małego nie byłem akceptowany w środowisku zawsze bo pochodzę z biedniej rodziny wyśmiewany byłem i nie raz ktoś potrafił uderzyć to wszystko we mnie zostało i dusiłem to w sobie zawsze chciałem nie raz pójść do psychologa ale nie potrafiłem zacząłem się okaleczać w wieku 14 lat chciałem by ktoś pomógł mama zauważyła spytała co się dzieje nie umiałem odpowiedzieć mama płakała mówiła ze pojedziemy jutro do psychologa a i tak mnie tam nie zabrała w szkole wyższej zaczęli mnie akceptować bynajmniej większość osób od razu po szkole poszedłem do pracy i traktowano mnie jako tania siła robocza i jako służący nie raz próbowałem popełnić samobójstwo dwa razy przy znajomych ale nikt nic z tym nie zrobił tylko powstrzymywali a ja zawsze wtedy taki zapłakany po prostu chyba chciałem by ktoś w końcu za warzył ze naprawdę potrzebuje pomocy i bliskości Nie mam na nic ochoty nie mam nikogo nawet już teraz znajomych tylko praca dom i spać nic mi się nie chce nie mam ochoty na nic nie uśmiecham się tylko przy ludziach nie umiem pokazywać emocji nie czuje się wartościowy a to ze jestem to jakby przez przypadek a co trzyma to rodzina nie potrafię nikogo skrzywdzić tylko siebie. Nie radze sobie , bym tylko spal całymi dniami a jak sobie radze mam pieska uwielbiam go śpię z nim czasem się przejdę by się trochę uspokoić Co to może być depresja i co mogę zrobić jak mogę sobie pomóc ?
  15. Dzień dobry, mam 24 lata, od paru miesięcy przeprowadziłam się do mojego chłopaka z którym jestem ponad rok. Jest to naprawdę super facet ale często przesadza z alkoholem. Nie wiem czy to już choroba ale potrafi wypić bardzo duzo a potem oczywiście robi różne głupoty. Mój chłopak lubi tez kobiety tzn często sobie z nimi flirtuje i to mi jakie bardzo nie przeszkadza ale wczoraj na imprezie moja koleżanka napisała mi ze całował się z jakaś inna. I czuje jakby cały świat się zawalił. Może to brzmi głupio ale nie jestem w stanie tego zrozumieć. Ja wiem, ze może wina jest gdzieś po mojej stronie, chociaż uważam, ze jestem naprawdę fajna dziewczyna i duzo dla niego zniosę. Ale teraz nie mogę sobie poradzić, zamiast cieszyć się ze świąt i sylwestra cały czas myśle co zrobić i jak to się stało. Z jednej strony chce mi się wymiotować jak o tym pomyśle a z drugiej naprawdę nie chce się z nim rozstawać. Co robić ?
  16. Hej! To mój pierwszy post tutaj. Jestem kobietą w swoim pierwszym poważnym związku, lat 23. Odkąd jestem ze swoim chłopakiem ponad rok, nie potrafię zaakceptować jego przeszłości. Był on jakieś 8 miesięcy wcześniej z dziewczyną z zaburzeniami (border), zerwał z nią, zamknął ten rozdział. Dowiedziałam się od niego (bo wypytałam, ciekawość wzięła górę), że sypiali ze sobą. Wiem, że dla niektórych to normalna sprawa, ale ja mam takie poglądy, że seks to po ślubie (proszę to uszanować, takie są moje wartości i poglądy). Na początku przyjęłam to ze spokojem, ale z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej - doszło do tego, że pisałam do niej z dwóch fikcyjnych kont i wiem teraz dużo rzeczy o jej życiu prywatnym - ona stała się moją obsesją i trwa to nadal. Kiedy myślę o tym, że razem sypiali, ogarnia mnie smutek, ogromny żal w stosunku do tej dziewczyny (mimo, że wiem, że "do tanga trzeba dwojga"), ból emocjonalny, mam nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej, jestem płaczliwa, przygnębiona, smutna. Porównuję się do niej - jest drobniejsza i chudsza, podejmowałam próby nieprzekroczenia przyjmowania danej ilości kalorii dziennie. Znienawidziłam wszystko, co kojarzy mi się z nią. Najbardziej przygnębiająca jest jednak świadomość, że to ja zawsze będę tą drugą. I będę musiała być ponad nią w wielu kwestiach. Boję się porównywania. A ona w tym czasie jest zadowolona z tego, że "zaliczyła przyszłego lekarza" (mimo, że wcześniej kierowała się wartościami podobnymi do moich). Starałam się kilkukrotnie zerwać z nią kontakt z fikcyjnych kont, rozmawiałam z chłopakiem na ten temat z zaznaczeniem, że wiem, że nie powinnam wypominać przeszłości, ale to silniejsze ode mnie. Wprowadzałam restrykcyjne diety, dużo ćwiczyłam, zajmowałam się innymi sprawami, żeby o tym nie myśleć, próbowałam jej postawy obrócić w żart, a także próbowałam zaakceptować przeszłość chłopaka, racjonalnie sobie wszystko tłumacząc, rozmawiałam z przyjaciółmi. Po 11 miesiącach i wielu próbach walki z tym problemem wyczerpały mi się pomysły. Nie daję sobie rady. Czy ta sytuacja może wynikać z jakiegoś zaburzenia? Jak poradzić sobie z tym problemem? Zwłaszcza ten ucisk w klatce piersiowej i smutek robią się nie do zniesienia...
  17. Witam. Mam na imię Kornelia i mam 23 lata. Czuje się bardzo bezradna ze względu na moje problemy z emocjami. Od półtora roku uczęszczam na psychoterapię, na której początkowo starałam się rozwiązać problemy z sytuacją traumatyczną, kiedy przeżyłam jako dziecko. Aktualnie problemy te są już rozwiązane, a wspólnie z moją psychoterapeutką zajęłyśmy się problemami wynikającymi z rodziny i dzieciństwa, akceptacji siebie, itp. Temat ten był także poruszany w gabinecie, ale czuję, że jestem bezradna, a następne spotkanie czeka mnie dopiero po nowym roku. Otóż mam wybuchowy charakter. Zauważyłam, że zbieram wszystko do siebie, zazwyczaj tego nie rozpoznawałam (od niedawna zaczęłam dopiero czuć swoje stany emocjonalne, rozpoznawać, że coś sprawiło, że poczułam się gorzej i co konkretnie), ale mimo tego, mam problemy z nazywaniem emocji i radzeniem sobie z nimi. Wygląda to mniej więcej tak: w ciągu dnia coś mnie zdenerwuje, wiem to, nazywam i zdaje sobie z tego sprawę, próbuje jakoś sobie z tym poradzić, ale chyba średnio mi to wychodzi (ostatnim razem np. zaczęłam czytać książkę i słuchać spokojnej muzyki - chyba nie pomogło), do tego czuje się zmęczona (pracuje i studiuje dziennie, czasem mam mało chwil tylko dla siebie), dodatkowo w rodzinie nie za bardzo mogę otwarcie mówić o swoich uczuciach, bo panują tu różne schematy i mity, zazwyczaj nikt na te moje uczucia nie zwraca uwagi, albo w różny sposób próbuje odwrócić od nich uwagę. Więc wczoraj na uczelni wystąpiła mała sprzeczka z kolegą, siedziałam tam od rana do wieczora, wróciłam do domu i chciałam poruszyć pewien temat ze starszą siostrą, ale nie do końca opowiedziałam o moich uczuciach, bo bałam się, że się zdenerwuje, albo mnie oleje, albo zrobi mi na złość... Cały tydzień w ogóle różne rzeczy się dzieją nie do końca przyjemne. I tak się zbiera, i zbiera, aż ... dojdzie do tego mój chłopak. Wylewam na niego wszystko jak pomyje, wystarczy jakiś czynnik zapalny i wszystko ze mnie w takich chwilach uchodzi - denerwuje się, wściekam, jestem odrażająca, oskarżycielska. Co prawda, on też ma swoje za uszami, ale jak już się uspokoję, jest mi cholernie wstyd i przykro, że znowu tak się stało, że znowu w porę się nie uspokoiłam, że się pokłóciliśmy, że wszystko psuję. Ponieważ wiem, że za tą samą sprawą, za którą tak drzemy koty stoją też (prawdopodobnie) inne, nierozwiązane konflikty z którymi nie mogę sobie poradzić. Nie chcę tego robić. Nie chcę tak się zachowywać. Po takim wybuchu złości mam do siebie pretensje. Chciałabym od początku ćwiczyć rozpoznawanie emocji i radzenie sobie z nimi. Próbuje wielu rzeczy, staram się, czuje się bezsilna, bo mam wrażenie, że to desperackie, że coś ze mną nie tak... że inni ludzie potrafią się pohamować. Potrzebuję wsparcia, mam wrażenie, że ta droga zaczyna mnie już trochę przytłaczać. Próbowałam masy rzeczy: - większej ilości odpoczynku, - ćwiczę jogę, dbam o siebie, dbam o szczegóły już nawet w wystroju mojego pokoju, żeby tylko jakoś być spokojną!, - pisałam dziennik, opisywałam tam jak się czuję, - próbowałam nazywać te uczucia, mówić o nich do siebie, - czytam w internecie informacje na ten temat, zdobywam je, próbuje wykonywać różne ćwiczenia, - płakać/ krzyczeć, żeby to ze mnie uszło. Nie mam pojęcia co robię źle, nie wiem gdzie szukać przyczyn. Błądzę po omacku, czy to musi tak wyglądać? Nie oczekuje, że nauczę się tego jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, ale nie mogę już chwilami ze sobą wytrzymać! Proszę o radę, czy co jeszcze mam robić, żeby na bieżąco aktualizować swój stan emocjonalny. Jak???? Czy mam prawo do myślenia, że jest coś ze mną nie w porządku? Wydaje mi się, że staram się o coś, co każdy potrafi.
  18. Witam, Moj ojciec na nadwage, jest diabetykiem z zaburzeniami neurlogicznymi. Przebywa obecnie w szpitalu, na odziale neurologicznym, przez czeste upadki. W poniedzialek ma byc zwolniony do domu. Problem jest w tym ze on odmawia wszelkiej formy ruchu: wtania do ubikacji, chodzenia a nawet przewrocenia sie samemu z jedengo boku na drugi. Lekarze twierdza ze nie jest to spowodowane zaburzeniami neurologicznymi tylko kwestia checi pacjeta. Ojciec twierdzi ze nie ma sily na nic. Jak matka przychodzi w odwiedziny to ojciec zaczyna bredzic bez sensu jakby byl niepoczytalny ale z lekarzami rozmawia bez najmniejszgo problemu. Ojciec brzmi jakby poddal sie na zyciu, co jest wyraznie problemem psychologicznym. Matka jest zalamana, pracuje na zmiany jako pielegniarka i nie jest w stanie zajmowac sie ojcem 24/7. Ja jestm za granica i nie mam fizycznej mozliwosci opieki nad ojcem. Myslimy o umieszczeniu ojca w domu opieki spolecznej albo w osrodku psychatrycznym. Jak zmusic ojca do badan psychologicznych bez wychodzenia z domu. Czy jest szansa na przymusowe leczemie albo na orzeczenie ubezwladnienia? Prosze poradzic gdzie zaczac i jaka jest procedura?
  19. Witam serdecznie, proszę o poradę ponieważ nie wiem jak tłumaczyć dziecku toksyczny związek lub jak jej wytłumaczyć rozstanie z partnerem ponieważ wszystko do tego prowadzi i w końcu ono nastąpi. 1. Moj problem rozstania Mam 37 lat i samotnie wychowywwalam córkę, rozeszlam się z jej ojcem przez jego nadużywanie narkotyków jak córka miała 10 miesiecy. Ojciec dziecka zamiast się podjąć terapii i naprawić coś zaczął nas coraz bardziej unikac I było mu to na rękę. Po ukonczonym roczku córki przestaliśmy się całkowicie widywać ponieważ na ostatniej wizycie u nas nas okradł. Do dziś od 5 latvsie nie widzieliśmy. Nie zapłacił nigdy alimentów i sąd nie umie od niego nic wyegzekwować. Córka nie pamięta taty czasem o niego pytała czemu inne dzieci mają tatusiów A ona nie. Zawsze tłumaczyłam prawdę że ma Tatę ale rodzice nie mogą mieszkać razem I czasem tak jest że niektórzy mieszkają raz z mamą lub Tata lub razem. Tłumaczyłam że m wspaniała rodzinę i moją rodzina robibwszsytko by córka czuła się że ma najlepsza rodzinę. 2. Nowy partner Problem pojawił się jak poznałam nowego partnera . Jako osoba samotna która miała rodziców którzy się całe życie klocili sie i rozwiedli sie marzyłam o rodzinie, o jedności o partnerstwie. Zawsze to było moje największe marzenie mieć kochającą się rodzinę ibtaka zapewnić mojemu dziecku. Zjawił się mężczyzna poznany przez Internet przez znajomych. Po trzech latach samotności i niefortunnych 3 randek wpuscilam go do naszego życia jak idiotka z marszu. Przyjechał jako zraniony i zdradzony przez Zone rozwodnik który o niczym innym nie marzy jak o rodzinie. Moje dziecko od razu było wniebowziete jak zaczęliśmy się spotykać ponieważ nie znała relacji z mężczyznami oprócz z dziadkiem A w mężczyzn była opatrzona jak w obrazek z tęsknoty za kontaktaktem z nieznanym Tata. Mój nowy partner omotal mnie obietnicami rodziny, odrazu cchcial wejsc w zycie pelna para razem moeszkac wieszac wspolne zdjecia, wspolny profil itd. Wiec zaczelismy tworzyc "rodzine " . Jak mowilam ze za szybko mowil ze nie bedzie czekał że był zdradzony I albo w lewo albo w prawo albo nigdy nie będę mieć rodziny jak jestem jakaś niepewna. 3. związek toksyczny Z czasem zamieszkalismy razem . Od początku przejawial oznaki zazdrości I agresji jednak ja byłam omotana tym że moje dziecko go pokochalo. Ataki zazdrości wzmożone po alkoholu zaczęły budzić mój niepokój jak byłam wysuwaną za korzystanie z tele w nocy jako ladacznica itd rano jakby nigdy nic. Potem rozliczanie z czasu, nawet powrót dłuższy z pracy prze sklep razwm z dzieckiem był jasno nazywany możliwością szukania szczęścia czyli zdrady. Później wyszło że alkochol naduzywa chowa butelki kłamie co do picia i ma mega długi które sama odkryłam i luzackie podejcie do splacania. Swoje nieliczne kontakty z córką tłumaczył winna zony że to ona go zdradziła i rozwaliła rodzinę . Ja zobrazowalam mu to że jest zły że zapomniał o własnym dziecku A mieliśmy wszyscy być rodzina. Zobrazowalam mu problem jego długów i tragicznej sytuacji na przyszłe zycie i problem jego nałogu który tak pięknie ukrywał przez pierwszy prawie rok. Ataki zazdrości wzmożone po alkoholu,, każde wyjście brak zaufania, każde oddzielne wyjazdy moje z córką to sytuacja do zdrady. Wtedy często pije i następnego dnia nie idzie do pracy. Nie ważne gdzie jestem i z kim cZYbwysylam zdjęcia dzwonię nie wierzy am swój film..ja robię swoje. Następnego dnia najlepiej żeby gracze nie było rozmowy. Jednak jestem buntowniczka, agresorka drąże az do wyjasnienia sprawy i przyczyny co miało skutki katastrofalne. Ja draze on nie ma we mnie kobiety tylko przyłącza więc często pije. Jak jest dobrze ostatnio też sobie łyka. Najgorsze że toksycznosc jest tak straszna że nie potrafimy rozmawiać. Każda sytuacja w samotności kończy się tym samym każde wyjście randka wspólna tym samym on coś pomyśli źle odbierze mnie ja coś do walę i jest wojna na ublizanie nienawiść straszenia itd Potem przy dziecku jakoś się normowalo. Było kilka rozstan jak mi prawie siła kazał przyznać się do zdrady . Wtedy tydzień pił wyszła jego zdrada .Jednak ja głupia wybaczylam bo szły święta. Potem udzwignelam to ze sama bede musiala myslec o przyszlosci a moj pan przynosi grosze do domu bo ppzajmowsli mu pol pensji komornicy. Udzwignelam dajac sznase na obietnice zmiany nowej pracy. Jednak ponieważ jestem tydzień w tydzień oklamywana że nie będzie popijal w tyg nie umiem panować nad emocjami. Wybuchła przy dziecku bo facet śmieje mi się w twarz że niwspozywal A wiem ze spisywał. Bo zawsze jak lyknie walnie jakaś głupotę idź popisz z tym lub idź do innego. Dziecko moje kocha ale do mnie nie ma żadnego szacunku no chyba że się nie odzywam lub zwazam nA słowa bo jak to nazywam po imieniu już jest źle bo niema słodkości w związku. 4. Co robić Błagam o pomoc co robić wiem że alkocholu I nałogów nie zaakceptuje. Pomimo wyzwisk i ublizania zgodził się iść na terapię dla par A kiedyś podjął dla alkoholików Ale stwierdził że to nie dla niego. Jak nie pije i pracuje było ok gdyby nie wybuchy zazdrości. Ale teraz już wiem że on sięga po alkochol nałogowo wcześniej się ludzialm. Po roku dalej robi jazdy o nic. Moja nowa praca też jest zagrożeniem. W każdym bądź razie moją córeczka to pokochała ciągle pyta gdzie jest wujek kiedy wróci że jesteśmy rodzina ...zaczęłam ja przygotowywać że wujek wyjedzie może do pracy daleko. Dziecko złamało się i ja też. Co ma robić jak ja przygotować do rozstania pyta czy znajdę jej nowego tatę i dlaczego nie możemy pojechać do prawdziwego taty. Oszaleje był narkomani teraz alkocholik. Ale moje dziecko nie moze cierpiev. Co mam jej powiedziec ze straci pierwszego mezczyzne w swoim zyciu. Wiadomo ze on jhz nigdy nie bedzie w naszym zyciu jak sie rozejdziemy. Czy na niej sie to zle nie odbije ze stracila tata, wujka? Juz pyta kiedy znajde jej Tate blagam co robic? Co mowic ? Raz widIala milosc raz bylismy rodzina raz klotnie ...co za obraz jej stworzylam zwiazku...ninawidze sie za to i za moje wybuchy...ze powinnam nie wpuszczac nikogo tak szybko do domu...prosze o pomoc co mowic corce
  20. Nie mam siły. Chciałabym zrobić wiele rzeczy, ale nie mam siły...nawet nie tej fizycznej, psychicznej. Czuję się strasznie, strasznie zmęczona. To nie takie depresyjne zmęczenie, ja chcę żyć, chcę funkcjonować i wiem, że gdybym tylko była w stanie zebrać siły i zrobić coś, COKOLWIEK w kierunku znalezienia pracy, wyjścia do ludzi, choćby rysowania, pisania - to już zaczęłoby dziać się dobrze. Bo wiem, że może być dobrze...tylko, że nie mam siły. To takie uczucie, jak gdyby jakaś część mojej głowy z premedytacją dbała o to, żebym przypadkiem nie zrobiła nic więcej. Zaczynam czuć się pusta w środku. I nie wiem kim jestem...to najgorsze. A skoro nie wiem, kim jestem, jaka jestem - to nie wiem też czego chcę i dokąd iść. Czuję się, jak gdybym była przepuszczona przez palce, rozmyta. Jestem, a mnie nie ma. Na terapii słyszałam tylko, że nie muszę się etykietować, ze nie muszę się określać...ale jak mam żyć, skoro nie wiem kim jestem? Jak gdyby wisiały na mnie same karteczki określające oczekiwania innych i moje dostosowywanie się do innych, ale nigdzie w tym nie ma mnie. I kiedy zdejmuję te karteczki, zostaje pustka. Nie ma mnie tam. Więc gdzie jestem? Czuję się pusta...i zmęczona...
  21. Witam, mam na imię Weronika i mam 20 lat. Z powodu kryzysu jaki przeżyłam po rozstaniu rodziców nie skończyłam szkoły średniej i nie mam pracy, a od roku mieszkam z narzeczonym. Myślę że moje problemy zaczęły się już w szkole podstawowej. Zawsze byłam grubsza, nie lubiana i wyśmiewana, co źle wpłynęło na moją samoocenę. Jestem bardzo delikatna, płaczliwa, łatwo mnie urazić, boję się wielu rzeczy, zmian, że coś mi się nie uda (więc tego nie robię..). często stresuję się wśród ludzi, czy to obcych czy bliskich.. Od kiedy się wyprowadziłam i zamieszkałam z narzeczonym nie mogę złapać pracy. Z początku nigdzie mi się nie podobało, źle się czułam, czułam że to nie to i prędzej czy później rezygnowałam. Później jednak problem stawał się coraz większy bo zaczęło brakowac mi wiary w siebie.. Coraz dłuższe przerwy między pracami, brak chęci do czegokolwiek, myśli że do niczego się nie nadaję.. wszystko się nasila i jestem na etapie permanentnego bezrobocia, bo na nic nie mam siły.. Najgorsze że mój ukochany musi sam nas utrzymywać i widzę że jest wykończony, nerwy mu czasem już puszczają ale kocha mnie i przy mnie trwa mimo że jego wsparcie nie daje mi nic, jakbym miała jakąś blokadę.. Jestem nikim, nie mam wykształcenia, pracy, mamy przeze mnie tonę długów, siedzę w domu z ciągłym dołem, rzadko sprzątam bo nawet na to nie mam siły, nie mam do niczego motywacji i mam wrażenie że nie mam w życiu żadnego celu.. że dalej nic dla mnie nie ma.. to już ten etap gdzie często zastanawiam się jak się zabić żeby nie bolało, choć gdzieś tam głęboko nadal chce żyć, nie chce zostawiać mojego narzeczonego, rodziny.. nie chcę nikogo skrzywdzić, choć dla mnie każdy dzień jest cierpieniem. Chce znów być szczęśliwa, zadbać o siebie, mieć silną wolę i chęci do życia, choć w tym momencie czuję że to nieosiągalne dla mnie. Czuję się źle sama ze sobą, nawet fizycznie mnie już obciąża to, kaszlę, boli mnie w klatce piersiowej, prawie ciągle czuję ucisk w głowie, przytyłam bardzo dużo i nie mogę się zmotywować do ćwiczeń i diety, jem niezdrowo i nieregularnie bo nic nie ma już dla mnie znaczenia.. Boję się że stracę faceta, niszczę mu życie tym brakiem wsparcia finansowego, czuje się sam choć ja jestem obok prawie cały czas.. Niedługo możemy stracić mieszkanie bo zalegamy z czynszem i wieloma innymi opłatami. Wszystko przeze mnie. Bardzo proszę o pomoc, byłam nawet na terapii i niewiele pomogło, pomocy.. :((
  22. Okej, posiłkując się wskazówkami na stronie: Jestem 25 letnią studentką. Boję się o tym napisać, ale chcę wiedzieć, czy powinnam udać się do specjalisty. NIGDY, nikomu o tym nie wspominałam. Nie pamiętam od kiedy, chyba okres gimnazjum-liceum. Zaczęłam czuć, że mam w głowie jeszcze jedną mnie. Jakby część mnie, która chciałaby wyjść i ujawnić swoją ekspresję, przez strój, zachowanie, etc. Jakoś nad tym panowałam, choć nie zawsze się dawało. Generalnie niewiele pamiętam z tamtego okresu. Mam jakby luki w pamięci i ogromny problem z chronologią. Z biegiem czasu, tych "mnie" pojawiło się więcej. Wcześniej myślałam, że to jakieś moje cechy, których nie chcę i że każdy tak ma. Często zmieniałam styl i sposób zachowania, ale otoczenie uznawało, że po prostu tak mam i że to normalne, że człowiek eksperymentuje z wyglądem. Fajnie, ale kilka lat temu zaczęło być to coraz bardziej uciążliwe. Robiłam różne rzeczy, które w danym momencie wydawały mi się ok, a potem zmieniałam sposób postrzegania wszystkiego i już wcale "okej" nie było. Miałam podejrzenie ChAD ze względu na zmieniający się stan zdrowia, tj. raz depresja, a zaraz potem poczucie bycia cholernie atrakcyjną laską, czy też uduchowioną miłośniczką lasu - obie bez depresji, w pełni sił. Na początku była tylko jedna "ja", skrajnie różna ode mnie. Ponoć to normalne, każdy ma jakieś swoje "alter ego". Od kilku (8?) lat, jest ich łącznie 4 (dzisiaj specjalnie liczyłam, wystraszyłam się, kiedy to do mnie dotarło, dlatego zdecydowałam się napisać). Zrobiłam tabelę w Wordzie i spisałam cechy każdej tej "mnie" z osobna. Nie jest fajnie, bo to wygląda jak różne osoby. Kiedy np. pojawia się "miłośniczka natury", automatycznie mam ochotę farbować włosy na blond i zmieniam styl na etniczny. Potem sexbomba ubiera się na rockowo i chodzi jak cholerna gwiazda estrady. Generalnie każda wygląda inaczej. Jest tomboy (lesbijka), sexbomba i laska z wieczną depresją. Jedna jest ekstrawertyczką, druga wręcz przeciwnie. Jedna ma fobie i lęki, których reszta nie ma. Nie jestem głupia, widzę, jak to wygląda. Dzisiaj znajoma, z którą gadam "z doskoku" powiedziała mi, że nie wie skąd u mnie te zmiany zachowania, ale czasami zachowuję się, jak inny człowiek. Od lat pracuję nad sobą, ze względu na stany depresyjne, problemy z emocjami etc. Sytuacje "kryzysowe" w moim życiu: rozwód rodziców, śmierć ukochanego dziadka, zaburzenia odżywiania, gwałt, molestowanie, nadopiekuńcza mama, członek rodziny z Alzheimerem (agresja - 6 lat dzień w dzień, bałam się wracać do domu) i związek z osobą z borderline. Moje pytanie brzmi, czy coś sobie wmawiam i po prostu każdy ma w sobie jakieś wersje siebie, czy też powinnam udać się do specjalisty? Bo nie powiem, trochę się dzisiaj wystraszyłam.
  23. Cześć, mam na imie Kamil i 20 lat, chciałem się poradzić czy z takim problemem jest po co iść do psychologa lub psychoterapeuty. Jakoś od kilku lat bardzo chcę być w związku, mimo że miałem już sporo związków, to za każdym razem wygląda tak samo. Pierwsze dwa tygodnie jest super a później już tylko gorzej, zaczynam się nudzić i nie chcę mi się już z nią spotykać, chcę zakończyć relację z partnerką mimo że nie jest między nami źle, po prostu nie potrafię nad tym zapanować, dawalbym sobie z tym radę gdyby nie to że, za każdym razem jak nie jestem w związku to prawie codziennie mam myśl pod tytułem "zabij sie" i już mnie to trochę męczy.
  24. Jestem 22 letnią kobietą. Studiuję bardzo wymagający kierunek i pracuję. Od 7 roku życia mam stwierdzoną nerwicę natręctw, na którą się lecze (Asentra 175 mg + Ketilept 25 mg ). Chodziłam także do psychologa, ale ten wmawiał mi że jestem złym dzieckiem bo robię problemy rodzicom. Zawsze byłam najlepszą uczennicą, pomagałam i starałam się być dobrą córką, więc takie słowa były niesprawiedliwe. Dlatego też zraziłam się do terapii. Na 3 roku studiów za dużo czasu i energii poświęciłam nauce. Chciałam mieć stypendium naukowe i coś osiągnąć. Niestety odbiło się to na stanie psychicznym. I tu pojawia się najgorszy problem i błagam o pomoc i rady . Jako jedynaczka jestem bardzo związana z moją mamą, którą kochałam całe życie najmocniej na świecie, jest moją najlepszą przyjaciółką i zawsze przy mnie jest, ale dzień przed egzaminem zawiodła moje zaufanie i oczywiście jej to wybaczyłam bo nie zrobiła tego specjalnie, ale zaczęły mi się pojawiać myśli że już jej nie kocham i że chcę ją zabić. Nie jest niestety okazem zdrowia i zawsze się strasznie o nią martwiłam a teraz boję się, i jest to wyniszczające, że przestało mi na niej zależeć. Dostałam stypendium, dobrą pracę i dobrze idzie mi na studiach, ale nie potrafię się z niczego cieszyć bo cały czas moją głowę zaprzątają to okrutne myśli. Bardzo dużo czytałam na forach o podobnych natręctwach, ale tym bardziej boję się, że to jednak ja się zmieniłam, że stałam się złym człowiekiem, który chce skrzywdzić własną matkę i jej nie kocha. Błagam o pomoc i rady. Może ktoś ma podobne natręctw. Już nie mam siły .
  25. Dzień dobry. Jestem kobietą tuż po trzydziestce. Chciałam się poradzić - czy powinnam działać czy przesadzam. Mój chłopak dużo gra w gry przez internet. NA poczatku nie byłam do tego zrażona, myślałam że to hobby i cieszyłam się tym ale jak zamieszkalismy razem zaczęło mnie to tak bardzo wkurzać i smucić - codziennie musi grać, najlepiej cały wolny czas, a życiowe rzeczy oraz ze mną czas "odwalić" szybko, żeby móc spokojnie usiąść i grać... Wie że mnie to frustruje bardzo, gadalismy wiele razy. Lecz gra dalej. Jak jestem bliska granicy płaczu raz na czas to na chwile ogranicza - gra codziennie ale mniej, potem nagle się przeziębi bierze L4 i całe dnie gra a potem już jest taki wciągnięty że nie może ograniczyć. Często gdy już wie że jestem u kresu, a proszę żeby zrobił coś innego to odrywa się ale albo szuka gierki na komórce jakiejs albo włącza film. Jego tata jest taki - idzie do pracy ale w domu tylko gra w gry albo ogląda TV, codziennie też pije alkohol mój chłopak na szczęście ma zdrowe podejście do alkoholu ale gra sporo, bardzo też przytył bo w ogóle się nie rusza, waży dobrze ponad 100kg. Lubił zawsze pływać, ma karte multisportu już od roku i cały czas mówi że pójdzie i choć motywuje go i on chce to jednak zawsze kończy się przed kompem i na basen nie ma czasu. Czy to moje wyobrażenie że coś jest nie tak? Czy moje uczucia są przesadzone? Jestem spokojną osobą, stabilną - tak o sobie myślałam zawsze, znajomi tak mówią też ale w tej kwestii to uczucie w środku nie daje mi spokoju. Czuję jakbym przez nie nie mogła być sobą w 100% i męczy mnie. Nie wiem czy to uczucie to czerwone światło, które daje mi znak że coś jest nie tak, czy przesadzony alarm? Co powinnam zrobić - iść na terapie z sobą i swoimi uczuciami? A może razem z chłopakiem? A może po prostu nie jesteśmy dla siebie, i pomimo że się kochamy to powinniśmy się rozejść zamiast zmuszać go do zmiany? Bardzo mnie to męczy już kilka lat, chłopak założył wspólne konto mamy odkładać na mieszkanie - a mnie to przeraża bo boje sie że potem kupimy a on będzie grał grał i grał a ja będę trwać w tym okropnym uczuciu które się we mnie rodzi gdy on siada do grania... Proszę o pomoc/wskazówkę/podpowiedź, cokolwiek.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.