Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'inne'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 91 wyników

  1. Witam Jestem w 5 miesiącu ciąży i nie potrafię się tym cieszyć. Od jakiegoś czasu (już przed ciążą) nic mnie nie cieszę a wręcz odwrotnie. Ciągle mam wrażenie ze muszę być idealna. Ciągle dmucham na zimne i staram się aby wszystko było dobrze w moim życiu. Zaczęłam tego wymagać też od innych ludzi, którzy mnie otaczają. Bo skoro ja mogę robić coś idealnie to czemu oni nie? Jeśli ja potrafię się poświęcać dla ludzi/znajomych to dlaczego oni nie ? Im bardziej się staram i daje od Siebie tym bardziej się zawodzę bo ludzie wcale nie myślą tak jak ja. Staram się bardziej i jeszcze bardziej się zawodzę bo ja daje a ONi tylko biorą. Nie ma nic co daje mi szczęście. Prezenty, urlopy, miłość, ciąża ... nic nie daje mi szczęścia. Na dodatek ciężko mi się odnaleźć wśród ludzi. Udaje kogoś kim nie jestem . Nie mam ochoty wg poznawać nowe osoby, nie mam ochoty spędzać czasu z innymi. Każda mała wada czyjaś odrzuca mnie od tej znajomości. Czuje, że jestem złym człowiekiem. Jestem złą córką, bo nie potrafię wytrzymać z rodzicami dłużej niż 2 dni. Uważam, że oni nie zwracają uwagi na to co jest dla mnie ważne a wręcz odwrotnie mają to gdzieś. Nie potrafię wytrzymać z babcią, która jest już po prostu starą babcia i ma już jakieś tam swoje dziwactw, których ja nie potrafię zaakceptować. Od przyszłego męża ciagle wymagam więcej i więcej a postępu nie ma albo ja go po prostu nie widzę. Czuję, że nie mam wsparcia i ze nikt tego nie rozumie. Nikt nawet nie chce zrozumieć bo to nie jego problem. Mam wrażenie ze od paru lat nie robie nic dla siebie. A jak urodzę dziecko to będę oczywiście robiła wszystko już tylko dla niego oraz będę tą „ głową rodziny” bo mojemu facetowi do tego daleko (moim zdaniem) . Jest mi z tym ciężko i tego się boję. Nie wiem jak to zmienić a czas leci.
  2. Hej, piszę do Was z dość już upierdliwym dla mnie problemem:) Otóż od kilku lat mam nawracający problem jedzenia. Nie chcę mi się jeść, nie mam na to kompletnie ochoty. Jak już jem, potrafi mi się w pewnym momencie zrobić niedobrze, po prostu przestać jeść i dokończyć to jedzenie za godzinkę przykładowo. Przez to nie mam na nic energii, ciągle jestem zmęczona i nie do życia. Najchętniej bym leżała w łóżku i spała, nic w sumie dziwnego jak nie dostarczam sobie energii. Chciałabym wyjść na rower, czy spacer ale najzwyczajniej w świecie przez niejedzenie, nie mam na to ochoty. Dodatkowo przez to mam niedowagę, bardzo chciałabym przytyć, ale nie mam jak. Nie chcę mi się jeść, więc się nie ruszam i nie tyje. W związku przez to, również mi się psuję, bo nie mam sił na jakiekolwiek pieszczoty z chłopakiem czy na jakieś wyjścia na spacer Pracę mam siedzącą, przez to do niej nie potrzebuje sił. W tamtym roku miałam fizyczną pracę i jadłam więcej, ruszałam się i przytyłam. Gdy poszłam na studia to znowu wróciło, przestałam się ruszać i schudłam. To jest takie niekończące się koło, którego już mam naprawdę dość i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Gdyby tego wszystkiego było mało mam problem z jedzeniem przy obcych mi ludziach, potrafi mi się nagle zrobić niedobrze, wszystko mi się cofa i przestaje jeść. Przez to nie jem w restauracjach czy innych tego typu lokalach.Myślałam, żeby zacząć od rodzinnego lekarza, ale nie wiem czy to dobry pomysł. Czy lepiej już iść gdzie indziej. Nie wiem co to, podejrzewam to na tle psychicznym. Sama sobie z tym nie poradzę, jedyną moją pomocą jest chłopak. Bo rodzice uważają, że wymyślam. Proszę o pomoc.
  3. Zrządzenie losu, przeznaczenie, koincydencja, zbieg okoliczności, synchroniczność, moc przyciągania, okazjonalność lub efekt motyla... Jak zwał tak zwał, faktem jest, że czasami drobiazg zapoczątkowuje coś, co go znacząco przerasta. Niektórzy są tak wyzuci z nadziei na miłe niespodzianki, że wcale nie zauważają potencjału lub z premedytacją marnują szanse ze strachu czy niedowierzania. Warto być wyczulonym na tzw. afordancje – uzasadnione wrażenia, że można wpłynąć na rozwój wydarzeń, rozdmuchać iskrę. Okazja niezauważana lub ignorowana właściwie dla człowieka przestaje być okazją. Nie sposób znaleźć wielką miłość, prawdziwą przyjaźń, wyjście z toksycznego labiryntu, albo robić zawrotną karierę, kiedy traci się wrażliwość na sposobności. Zaniechania w tym obszarze są dotkliwymi formami zaniedbywania samego siebie. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online, przez Skype.
  4. Jestem matka dwójki dzieci jestem z mężem od 9Lat od 9Lat siedzę w domu z dziećmi nie mam przyjaciół koleżanek aby wyjść na kawkę czy gdzie kolwiek zazwyczaj jeżdżę do swoich rodziców z magam się z problem iż mój mąż twierdzi że go zdradzam gdzie np nie pójdę to smsy przygadywanki wmawia ciogle że go oszukuje mój mąż leczy się u psychiatry ale twierdzi że jest zdrowy zaczęło się od tego że nad jeziorem do dziecka się powtarzał po prostu zrobił się dziwny siedział myślał robiliśmy wszystkie badania wyniki wszystko wyszło ok co się okazało byl a to depresja niewiadomo z czego tak nagle mąż miał urojenia że go truje że cały świat jak by był przeciwny jemu nawet w pracy ludzie gdzie nie pojechaliśmy nie chciał jeść potem było lepiej ale stał się ponury wśród spotkań z rodziną odstawil leki żądza pod byl a tragedia bo potrawil mnie pobić żałował tego eybaczalam było ok teraz nie pije biedę leki ale urojenia jego że go zdradzam i w mawiales wykańcza mnie niema podstaw wie bardzo dobrze o tym bo ciogle jestem w domu potrawil oglądać mnie wieczorami sprawdzać nawet wkładki ale ze śmiechem takie jego zachowanie wrzuciłam to z domu nie Miałam siły już jak jaka mnie wyzywa że go zdradzam nie odzywam się do niego ale w głębi serca nie mogę sobie poradzić bo kocham go boli mnie jak potrawil wmawiać mi że ja to zdradzam że robię z niego głupia czy frajera nigdy to nie zdradziłam nigdy z nikim nie pisałam ciogle dom to on potrawil spotykać się pisać z kolezaneczkami U kolegów spać ciogle dwa tury kiedyś to pytałam czy mnie zdradził to powiedział że nie co mam teraz zrobić czy moje małżeństwo da się ratować przeżyłam pobicie eybaczalam bo kocham go mamy dzieci ale czy te jego urojenia i mi wmawianie o zdradach się skończą?jak teraz mam postępować z nim
  5. Witam wszystkich bardzo serdecznie.Nazywam się Rafał i mam 33 lata.Od ponad 4 lat borykam się z potwornym problemem ze spaniem.Pod koniec 2014 roku wyprowadziłem się z Irlandi do Angli.Spędziłem w irlandi jedne z cieższych lat swojego życie. Problem ze spaniem pojawił się zaraz po przyjeżdzie do Angli.Probowałem różnych sposobów tabletki,psycholog,medytacje,bieganie i nic nie było lepiej.Kiedyś moja znajoma poleciła mi oczyszczanie organizmu sokami,masażami i lewatywą.Po oczyszczaniu organizmu mogłem wkońcu spać.Ale nie na długo.Za każdym razem jak jezdziłem do innego kraju na wakacje to problem powracał.Teraz jestem juz w polsce na stałe i dalej mam ten sam problem nawet pomimo oczyszczania organizmu.Najdziwniejsze jest to ze usnę zawsze miedzy 5-6 nad ranem i spię max do 8.Bardzo proszę o jaką pomoc.Dziękuje i Pozdrawiam.
  6. Witam mam 36 lat męża 2 dzieci i wnuczkę.Dwa dni temu mąż wyprowadził się bo mu powiedziałam że jeżeli nie potrafi żyć bez awantur to koniec naszego małżeństwa.Tysiąc razy to słyszał ale teraz powiedziałam to przy dzieciach w awanturze.Problemy mamy od zawsze Dda, depresja,itd.Dziś gdy rozmawiałam z mężem to może jakoś byśmy się dogadali ale córka która ma 17lat i 6miesięczną córkę w odpowiedzi czy chce mieszkać z tatą stanowczo odmawia mówiąc że tata ją tak skrzywdził że jak on wróci to ona kończy 18 lat (27listopad)i się wyprowadza.Nie jest to skutek przemocy fizycznej tylko nieleczone choroby w głowie męża jest dobrym człowiekiem kocham Go.Co mam robić jak ich pogodzić bo chyba od tego muszę zacząć chyba.
  7. Cześć wszystkim, nazywam się Anna i mam 29lat. Jestem mężatką od 4 lat i mamy 2 dzieci: 4 letnia córkę i rocznego synka. Mieszkamy w moim rodzinnym domu na piętrze, a pod nami mieszkają moi rodzice. Tesciowie mieszkają 300m od nas. Chciałabym się komuś wyżalić. Z reguły jestem osobą nieśmiałą, przejmującą się wszystkim i ciężko mi się zdobyć na rozmowę o tym co czuję i co mnie męczy. Mam parę problemów z którymi nie mogę sobie sama dać już rady. #po pierwsze: moja mama choruje od paru lat na schizofrenię paranoidalną. Choroba została zdiagnozowana na oddziale psychiatrycznym, na który trafiła po interwencji policji, gdyż awanturowała się w domu, wybijała szyby w oknach, wylewała wodę na podłogę. Po powrocie ze szpitala był spokój przez jakiś czas. Niedawno wróciły wszystkie objawy. Na wiadomosc żeby poszła się leczyć stwierdzila, że to my jesteśmy chorzy, a nie ona i że to my powinniśmy się leczyć. Skontaktował się z nami dzielnicowy i powiedział, że mieszkańcy są zaniepokojeni, gdyż chodzi z nożami, rzuca kamieniami i awanturuje sie. Nie mając innego wyjścia, po rozmowie z paniami z mopsu, złożyliśmy wniosek do sądu o przymusowe leczenie psychiatryczne. Odbyły się 2 rozprawy i sąd uwzględnił wniosek. Adwokat z urzędu złożył apelacje do sądu okręgowego. 2 lipca odbyła się rozprawa, na której sąd oddalił apelacje. Nadal czekamy na przysłanie pisma z prawomocnym postanowieniem sądu. # po drugie: mój mąż pochodzi z rodziny pijaków, tzn. pił ojciec potem brat. Gdy jego tata zaczął pić, to pracował z moim tatą w jednej firmie. Teść niestety przez swoje pijaństwo stracił pracę i przez 17 lat siedział w domu. Przez ten czas pracowała teściowa. Nie dawała sama rady, więc brała kredyty i pożyczki. W końcu bardzo się zadlużyła. W firmie, w której pracowała była redukcja etatów i ją zwolnili. Nie wytrzymał tego starszy syn i zaczął pić. Trafił na odwyk, znalazł pracę i przez 5 lat był spokój. Parę miesięcy temu znowu zaczął pić, ale zanim zaczął pić nabrał z matką pożyczek na mojego męża (zostawił wszystkie dane na komputerze) albo on sam je wziął dla matki i nie chce się do tego przyznać. Teraz jest zadłużony i ma problemy ze spłata rat. # po trzecie: Gdy byłam w ciąży z pierwszym dzieckiem, mąż bardzo długo bał się powiedzieć teściowej, że będzie babcią. Powiedział to najpierw swojemu tacie, a dopiero z pomocą teścia powiedział matce. Ja swoim rodzicom powiedziałam odrazu. Wzięliśmy ślub cywilny kiedy byłam w 6 miesiącu ciąży. Nie mieliśmy przyjęcia ani nic. Również przed ślubem nie mieszkaliśmy razem. W tym samym dniu zaczął pomieszkiwać ze mną. Pracował wtedy w firmie na 3 zmianach w systemie czterobrygadowym na umowę zlecenie. Po nockach chodził odsypiać do rodziców, gdyż stwierdził że u mnie nie ma warunków. Na początku mi to nie przeszkadzało, ale z czasem zaczęłam mu zwracać uwagę to stwierdził, że się czepiam. O drugiej ciąży również bał się powiedzieć teściowej.Z teściową za to często rozmawia przez telefon w ciągu dnia i codziennie bywa u niej. Podczas drugiego porodu zakończonego cesarskim cięciem ze względu na spadające tetno dziecka, straciłam bardzo dużo krwi, wg lekarzy byłam jedna noga na tamtym świecie, musieli wyciąć mi macice. Bardzo długo dochodziłam do siebie. Po zmianie pracy, pracuje teraz na umowę o pracę i chodzi tylko na rano. Nadal mu zostało, że po pracy wraca najpierw do rodziców, a dopiero po 2 godzinach przychodzi do mnie i do dzieci. Już nie wiem jak z nim rozmawiać żeby to zmienił, bo jak mu zwrócę uwagę to twierdzi że się czepiam o byle co. Mówiłam mu że źle się z tym czuję, ale jak grochem o ścianę. Często dochodzę do wniosku, że bardziej dba o swoich rodziców niż o mnie. Dość często czuję od niego piwo. Twierdzi, że napił się tylko jednego dla relaksu. Jest tak codziennie zawsze po pracy. Jak przez 4 miesiące miał zepsute auto, którym dojeżdżal do pracy i musiał jeździć autobusem to również wracał po 3 godzinach, chociaż wiem że był już 1km od domu. Przez ten czas wolał napić się piwa z kolegami. Pił wtedy po 6-7 dziennie. Jak zwracam mu uwagę, jest tak samo jak w przypadku powrotu do domu, że się go czepiam. Już nie daję rady, nie mam sił. Rozmowa nic nie daje, czuję że dłużej tak nie pociągnie. To wszystko mnie już przerasta. Najchętniej bym zostawiła to wszystko i wyjechała do siostry odpocząć trochę, nabrać dystansu, ale są dzieci i muszę się nimi zajmować. Proszę o poradę co mam zrobić
  8. Przez dobrych parę lat byłam bardzo szczęśliwa, bardzo, całe moje życie kręciło się wokół mojej miłości i tak było cudownie. Aż do pamiętnego 6 marca 2018, kiedy pierwszy raz mnie mocno zranił. Byłam załamana, ale łudziłam się, że będzie lepiej, że może to było tylko jednorazowe wydarzenie i niedługo znowu wszystko będzie tak jak wcześniej. Nie jest. Jest gorzej. On mnie zdradza i w okrutny sposób krzywdzi, to tak bardzo boli, że nigdy wcześniej nie wyobrażałam sobie, że cokolwiek może tak bardzo boleć. Jeśli przestałby robić to co robi i znowu mogłoby być wszystko jak dawniej, jak przed marcem 2018, to zapomniałabym o wszystkim w jedną sekundę i znowu byłoby cudownie, znowu byłabym szczęśliwa. Jednak ten koszmar ciągle się nie kończy. Czasem On daje mi promyk nadziei, że znowu będzie dobrze, ale tylko po to żeby za jakiś czas znowu niespodziewanie zadać mi cios w serce. Myślałam czasami, że o Nim zapomnę i zacznę życie od nowa, ale teraz już wiem, że to nie jest możliwe. Wszystko przypomina mi o Nim, wszystko. Jak tylko wyobrażam sobie, że miałabym o Nim zapomnieć i żyć bez Niego to czuję tak straszną pustkę, tak straszny ból (psychiczny i fizyczny). On nie jest częścią mojego życia tylko moim życiem i bez Niego nie ma dla mnie życia, teraz już to wiem. Ciąglę żyję nadzieją, ale jest ona tak słaba, że nie jest mi lekko, nie mogę spać, często zasypiam około 1-2 w nocy, a budzę się około 5-6, nigdy wcześniej nie miałam z tym problemu. Ledwie mogę cokolwiek jeść, nic mnie już nie cieszy, czuję, że nienawidzę świata, kiedyś chciałam pomagać ludziom, teraz jestem celowo dla nich złośliwa. Przez ostatnie parę miesięcy jest mi ciągle duszno, nie wiem czy to przez stres, czy powód jest inny, czasem mam nadzieję, że to może jakaś śmiertelna choroba, która pozwoli mi szybko umrzeć, ale być może to jednak tylko stres. Codziennie po kilka razy dziennie płaczę, zawalam pracę i nie wiem co będzie z nią, jeśli dalej tak pójdzie. Wiem jedno, jeśli on się zmieni, jeśli znowu stanie się taki jak dawniej to wszystko będzie cudownie i będę szczęśliwa i w pełni Mu oddana. Ale jeśli nie to nie będę żyła bez niego, po prostu nie będę żyła w ogóle, umrę, nie wiem jeszcze jak, ale nie potrafię i nie chcę żyć bez Niego, dla mnie bez Niego nie ma życia. Nie wiem jeszcze ile to wytrzymam, żałuję, że nie mogę poznać przyszłości i nie wiem tak naprawdę czy warto jest jeszcze ciągle żyć i z nadzieją czekać, czy powinnam po prostu już to wszystko zakończyć bo i tak nic z tego nie będzie. Zdania nie zmienię, nie potrafię i nie chcę przestać Go kochać. Moje życie zależy teraz tylko od Niego. Nie powiedziałam mu nigdy tego i nie powiem. Nie powiedziałam też tego nikomu innemu. Po prostu będę czekała, tyle ile jeszcze będę w stanie. Zastanawia mnie tylko, chyba z czystej ciekawości, czy jestem chora psychicznie?
  9. Dzień dobry! Jestem kobietą, mam 28 lat - od 14 roku życia mam problemy psychiczne - od depresji, przez anoreksję, bulimię, uzależnienie od narkotyków i alkoholu, samookaleczanie a także zdiagnozowane zaburzenie osobowości typu borderline. Od 14 do 25 roku życia byłam kilkukrotnie hospitalizowana i poddawana różnym terapiom, także odwykowym. Jedyną formą terapii, która do tej pory odniosła jakikolwiek skutek była właśnie terapia online przez Skype - jedyna, od której nie uciekałam. Chciałabym się umówić do Państwa na wizytę na Skype - niestety, dostrzegłam, że zamieściliście Państwo zapisek o tym, że w wielu moich problemach terapeuta zaleci terapię stacjonarną. Prosiłabym o informację czy w moim przypadku jest sens zarezerwowania i opłacenia wizyty online? Potrzebuję pomocy, ale po wielu latach terapii wiem, że przynajmniej na początku sprawdzi się u mnie tylko terapia przez Skype.
  10. Już wcześniej były spięcia, ale zdecydowaliśmy się na dziecko. Nasza córka ma 4 miesiące. Podczas ciąży dość często były spory, też chodziło o rodziny, nie akceptował mojej, zawsze miał jakiś problem. Pali trawkę, po narodzinach dziecka obiecał, że przestanie ale pali dalej, wie że mi o nie odpowiada. On pochodzi z dolnego śląska a ja z pomorskiego, a mieszkamy w Niemczech i głównie tylko jeździliśmy w jego strony na święta etc. (Moi rodzice po rozwodzie, uważa on, że „nie ma gdzie bo a nie mam domu”, kilkukrotnie w kłótni powiedział, że jestem z patologii. Gdy trzeba było coś ustalić zawsze był stres aby nie było wybuchu agresji. Najcięższe jest to, że były też piękne chwile, marzenia wspólne. Wyprowadziłam się wczoraj, już któryś raz, ale zawsze wracałam, a teraz już chyba nie dam rady. Ciężko strasznie bo przecież mamy razem dziecko, i to takie małe. Serce mi pęka, że nie możemy być rodziną. Czy na prawdę tak jest, że ludzie po prostu do siebie nie pasują? Jestem kompletnie rozbita, a wiem że muszę być silna dla córki. Kilkukrotnie powiedział mi strasznie dużo przykrych słów, a potem, że to było w nerwach. Kilkukrotnie wyzywał, oblał wodą, pakował moje rzeczy, nie szanował przy innych, ubliżał mojej rodzinie, krzyczał, uderzał w czułe punkty np po porodzie że nie umiem „się kochać”. Ja niekiedy też wyzwałam, coś na zasadzie żeby poczuł jak to jest. To niezdrowa relacja, ale dalej się łudzę, że się zmieni. Ale czy to możliwe? Czy ludzie się zmieniają? Jak to jest, że z początku fruwalam nad ziemia z miłości do niego, a teraz mam ochotę się schować pod nią ze wstydu przez ostatnia awanturę? Zawsze starałam się śmiać w towarzystwie, rzucałam dowcipami, a przy im dużo ludzi twierdzi, że zgasłam, szara myszka. Po porodzie było tylko gorzej. Poród był ciezki, wspomagany, on przy nim był, nie tak miało być ale tak już się zdarzyło. Leżałyśmy tydzień w szpitalu bo mała miała infekcje, po porodzie była na innym oddziale przez 7 godzin. Dla mnie, młodej matki było to straszne. Na sali poporodowej przez 2 godziny byłam sama, leżałam bez dziecka i niego, on poszedł się przejść, a potrzebowałam go wtedy.W szpitalu też był wybuch jego agresji. Przecież urodziłam Nam Nasze dziecko, na tyle jak potrafiłam. Przed akcja porodowa wypomniał mi brak uczęszczania do szkoły rodzenia i decyzja na poród siłami natury, a nie cesarskie cięcie. Później w kłótni wytknął mi ze nie potrafiłam urodzić sama dziecka. W dzień powrotu do domu tez była awantura, bo powiedziałam, że brodzik brudny. To już, że on sprzątał tydzień a ja głupia nie umiem docenić. Później przed impreza rodzinna, dym, że krawat wyprałam i go zniszczyłam, i teraz on nie ma, wyglada jak frajer i to moja wina. Za każdym razem schodziłam z drogi. Imię tez daliśmy tak jak on chciał, pomimo że miałam inne typy. Czy to nie jest wystarczający dowód miłości do niego? Jeżdżenie głównie o jego rodziny, a nie mojej? Wybaczania tych krzyków za każdym razem i przepraszanie? Chciałam ratować ten związek. Czy on nie powinien mnie chronic, zwłaszcza teraz? Ostatnio dym, ze ja nie gotuje obiadów i tylko telefon, czemu spie do 10 etc. To pretekst tylko do ujścia emocji, prawda? Proszę, spójrzcie na to obiektywnie, nie mam z kim porozmawiać, moja rodzina za mną a jego za nim. Nie wiem jak to dalej wszystko zrobić.
  11. Witam Wplątałam się w relację w która myślałam, że nigdy.. on mi dużo pomagał, angazował się, otwieraliśmy się przed sobą..jak mnie w kraju nie było parę miesięcy codzienny kontakt był. Znamy się ponad rok, a zaczęliśmy się widywać rozmawiać, dzielić wspólną pasję tak pól roku temu. Pierwszy raz zabierając mnie gdzies po treningu sam powiedział, że jego związek małżeński już się kończy... Pozew już składał jakieś chyba 3-4lata temu,byli rok osobno,ale zeszli się ze względu na syna. to wszystko poszło daleko.. jakoś tak się w nas emocje, uczucia jakieś obudziły. Sam mi powiedział (pod wpływem alkoholu), że zakochał się.. W łóżku(1 raz...tak nie szliśmy on też nie próbował) pod wpływem alkoholu jakoś za dużo raz wypiliśmy "kocham cię" ale na żywo nie powie ..powie, że są jakieś uczucia w nim ze już nie da się bardziej zaangażowac, jak coś mówiłam, że się boję.. Był pewien moment rozmów , on powiedział,że nie może tak ze publicznie się nie przytula do mnie...i mam zdecydować, albo kończymy ta relację,albo przytulamy się w miejscach publicznych. Za to ja powiedziałam, że oczekuję normalnego PARTNERSKIEGO związku, kogoś "czysto" na papierze(po rozwodzie), on że albo spotykamy się publicznie albo koniec..jak mnie podwiozł pod dom,ledwo co to zadzwonił chwilę później..i że to wszystko jest bez sensu..płakał podobno. Porozmawialiśmy po paru dniach. Wyjaśniliśmy, ja,że nie może być że publicznie tak się pokazujemy skoro na razie nie chce by np syn widział itd..On w ogóle wiele razy powtarza ze uważa ze pasujemy do siebie, mamy spojrzenie na życie podobne, na wiele spraw, jak podejście do pieniędzy itd... on z kolei mówi, że rozwód to stres, dużo do robienia itd..i nie chce tego , jedynie co będzie chciał się wyprowadzić, ale też nie wie kiedy,czeka aż syn zmieni szkołę skończy 16lat(wkrótce) . Mówi też,że to nie jest , że nic nie robi..bo jednak w domu go teraz więcej nie ma , wraca późno, a wtedy jak złożył pozew miał presję otoczenia znajomych, żona która uważała związek za idealny. Teraz oboje nawet w kalendarze wpisują kiedy ich nie ma.. Sam mówi, że źle się z tym czuje, jak wraca do domu, a tam żona. Przed seksem widać się wstrzymuje nawet (kilka razy się zdarzyło) - bo mówi, że nie czuje się jednak fajnie, jak wraca do domu. Wcześniej żony nie zdradził, sam wtedy się zestresował Moja koleżanka się martwi o mnie, że się pogubiłam. Nie wiem co robić... on się wydaje uparty, że syn ważny,ze jego celem jest syn itd.. i mówił,że obecnie wolałby związek "zdalny", z drugiej strony jak ja mówię,że uważam ze ludzie powinni zamieszkac ze sobą, aby szybciej coś wyszło..czy pasują czy nie,już zaczyna inną rozmowę.. Mówi, że nie chce nic obiecywać, bo może jak syn skończy 18lat za 2 lata dopiero coś będzie działać.. Ja nie mam zamiaru czekać, a widzę że to daleko poszlo i nie wiem Wkrótce mamy urlop...zorganizowany ja będę inni obcy ludzie i jego syn. Wtedy też poznam jego od innej strony i sama zobaczę, czy np syn mnie jakoś toleruje,czy nie (wie, że jade raz mnie widział sportowo....). On się boi wyjazdu, że będzie musiał hamować się by przytulać... Po tym wyjeździe oni zostaja tydzien jeszcze na urlopie i myślę, by pod koniec porozmawiać z nim szczerze. Tylko nie wiem dokładnie jak.. Może zadać pytanie kim jestem dla niego? Przyjaciółką, partnerką czy kim? Druga sprawa czy dąży do partnerstwa? bo jak nie,to nie ma o czym rozmawiać.. I może powiedzieć, że ja chcę faceta, z którym moge wyjeżdżać, pokazywać się publicznie, faceta w domu, nie kochanka,Chcę ułożyć sobie życie , swoją rodzinę, mieć dzieci, mieć z kim się zestarzeć (nie wiem czy nie odstrazy,bo to nie znaczy,że zaraz to z nim planuję...nie jestem z tych,najpierw mieszkanie z kim, potem decyzje, czy sobie wyobrażam życ z tym kimś za xx lat...) Sam gadał,że przed ślubem nie był pewny...ja na to mu, że zawsze w relacjach zadawałam sobie pytanie,czy widze siebie z tym kimś za 20lat..jak nie,wiedziałam,że to nie to Zadałam mu raz zresztą pytanie,czy on widzi siebie ze mna za 15 ..mówił,że tak. Ogólnie mamy do siebie duże zaufanie. Dużo sobie mówimy,to jest bardzo ważne. Zastanawia mnie tylko, czy on faktycznie się zakochał. Czy boi się przyznać do tego? Prosze o porady jak możnaby porozmawiac postawić warunki,że np jak nie weźmie się do jesieni za "złożenie pozwu" to ja się wycofuję... i ograniczam znacznie kontakt, bo nie chcę emocjonalnie się wiązać więcej. Czy może w inny sposób? urlop za 2 tygodnie. pozdrawiam
  12. Dobry wieczór. Czy ktoś z Państwa ma doświadczenie w terapii pacjentów z bordeline?
  13. Witam man 27 lat. Od jakiś 14 lat co jakiś czas przebieram się za swoje kobiece wcielenie. Nikt z rodziny o tym nie wie. Mam dużo rzeczy do ubioru ( bielizna, pończochy, rajstopy, kilka par szpilek, peruki, sztuczny biust) jako Dominika bo tak nazywam to wcielenie czuje się znacznie lepiej. Czy to jest normalne i jak mogę porozmawiać o tym z psychologiem. Miałem kilka lat temu silną depresję i jedyną rzeczą która mnie relaksowała to było przebieranie. Dodam na końcu że robiłem testy przed terapią hormonalną lecz ze względu na rzadką chorobę genetyczną nie wchodzi to w grę.
  14. Witam, mam na imię Magda i mam 33 lata, jestem rok po rozstaniu. Osoba, z którą byłam twierdzi i twierdziła wcześniej, że nie dopuszcza do siebie uczuć, w sensie, że nie umie przyjąć faktu, że ktoś ją może kochać. Nie potrafi przez to szanować czyiś uczuć tych pozytywnych, tak jakby nie dopuszczał, że zasługuje na dobro i miłość. Dla mnie to dziwne i nie wiem jak mam takie coś rozumieć i czy można mu pomóc? Czy to jest powiązane z dzieciństwem?- z tego co wiem dorastał w pełnej rodzinie i w kochającej atmosferze. Proszę o poradę
  15. Aż dziw bierze, że w polskim necie nie ma takiego tematu nigdzie bo temat prawie tak samo szkodliwy i rozpowszechniony, jak dopalacze. Schemat do bólu oklepany: >Kołcz< ma kanał na YouTube na którym opowiada jaki jest wspaniały, jak cudowne ma życie i w ogóle w kiblu dwustuzłotówki do podcierania się. A największym jego marzeniem jest, abyś to właśnie TY też miał tak cudowne życie. I on pokaże właśnie TOBIE jak to osiągnąć. Dlatego zaprasza właśnie CIEBIE na BEZPŁATNE szkolenie / webinar/ konferencję. Logujesz się, słuchasz jak >Kołcz< znowu pitoli o tym jaki to on nie jest wspaniały i czego to on nie ma. Potem w ramach obiecanego szkolenia >Kołcz< streszcza rozdział książki Briana Tracy albo Anthonego Robinsa, a potem... Jak chcesz mieć takie cudowne życie jak >Kołcz< to zapisz się na szkolenie. Ono kosztuje JEDYNE 3000, ale, jako że >Kołcz< wcale nie potrzebuje pieniędzy, no bo te dwustuzłotówki w kiblu.... Ten, tego... Te 3000 to tylko dla TWOJEGO dobra, bo jak zapłacisz to się przyłożysz, a jak coś dostaniesz za darmo, to wzgardzisz...No wiadomo. Jeszcze ostatni obligatoryjny element. Posłuchaj: Tylko dzisiaj, niepowtarzalna okazja. W tej tak niskiej , fantastycznej cenie, obok cudownego wspaniałego szkolenia, które zmieni Twoje życie otrzymasz jeszcze e-booka, kilka nakręconych z ręki filmików, które i tak są na youtubie i wywiad z wujkiem >Kołcza<, za które normalnie musiałbyś zapłacić pierdylion złotych. Jeszcze się zastanawiasz? Ojjj, to niedobrze, bo zostały już tylko dwa miejsca, więc szybciutko... Wedle tego schematu ŻERUJE na ludzkich marzeniach kilkudziesięciu cwaniaków. Ludzi, którzy nic nie potrafią, niczego nie osiągnęli, a kreują się na ekspertów od szczęścia. Od Grzesiaka, poprzez Króla aż do Wiśniowskiego. Nadział się ktoś?
  16. Chce popelnic samobojsteo nie mam dla kogo juz zyc
  17. Mam taki problem że nie mogę wyjść z domu a jak już wyjdę to naglę dopadają mnie zawroty głowy uczucie zapadania się pod ziemię mam wrażenie że ludzie się na mnie patrzą śmieją się ze mnie wydaję mi się że jestem bardzo chudy gdzie wszyscy mi mówią że tak nie jest i że dobrze wyglądam cały czas przyglądam się w lusterku i sam już nie wiem jak wyglądam gdy kładę się spać to chodzę po 10 razy i sprawdzam czy zakręciłem kurki od gazu dodam że nie rozmawiam w ogóle z ludźmi nawet znajomymi a jak już do tego dochodzi to źle się czuję i chcę uciec jak najszybciej nawet nie wychodzę do sklepu na przeciwko po zakupy .Wszystko zaczęło się od dziwnego uczucia w głowie tak jakby kręcenie się w głowie nawet nie wiem jak to opisać podobne do kręcenia się w głowię i nie mogę na niczym się skupić . Bardzo proszę o konkretną odpowiedź co mi dolega i z góry dziękuję za odpowiedź
  18. Zaspokojenie głodu jest jedną z podstawowych potrzeb, których realizacja zapewnia przeżycie. Taką samą jak oddychanie czy sen. W zasadzie powinniśmy odżywiać się w sposób naturalny i intuicyjnie. Jednak coraz częściej jedzenie staje się problemem czy wręcz obsesją. Przyczyniła się do tego między innymi powszechna dostępność pożywienia w krajach rozwiniętych. Jedzenie dostępne na wyciągnięcie ręki pełni czasami funkcję regulatora emocji. Mówi się powszechnie o “zajadaniu stresu”. W sytuacjach powodujących napięcie psychiczne rośnie apetyt na produkty wysokokaloryczne: słodkie lub tłuste. Czynność jedzenia i poczucie sytości przynosi na krótki czas poczucie błogości. Mózg wydziela endorfiny (hormony szczęścia) co daje poczucie ulgi. Potem mogą pojawiać się negatywne uczucia związane ze złamaniem diety, tyciem oraz brakiem kontroli. W związku z tym napięcie psychiczne rośnie i ponownie osoba sięga po jedzenie jako remedium. Tworzy się nawyk oraz błędne koło: to czym osoba próbuje zniwelować stres powoduje większe napięcie psychiczne. Spożywanie nadmiernych ilości jedzenia w stosunku do zapotrzebowania organizmu prowadzi do nadwagi czy otyłości. Konsekwencją otyłości może być min.: nadciśnienie, niewydolność krążenia, zastój żylny, dusznica bolesna, udar mózgu, cukrzyca insulino-niezależna (II typu), kamica pęcherzyka żółciowego, stłuszczenie wątroby, wiele rodzajów nowotworów oraz dolegliwości ze strony układu kostnego: bóle stawów i pleców oraz zwyrodnienia kręgosłupa. Po stronie psychicznej pojawia się pogorszenie nastroju, obniżenie własnej samooceny, brak pewności siebie i asertywności co może prowadzić do nerwic, lęków, a nawet stanów depresyjnych. Z kolei, częste stosowanie różnego rodzaju restrykcyjnych diet prowadzi do rozregulowania metabolizmu oraz zwiększenia masy ciała tzw. efekt „jo-jo”. Niektóre osoby wpadają na pomysł, że przecież jedzenie można zwrócić czy też przyjąć leki przeczyszczające. Regulują więc swoje emocje ogromnymi ilościami jedzenia, którego następnie starają się pozbyć. W ten sposób wpadają w pułapkę. Pojawiają się okresowo, a potem coraz częściej, napady jedzenia, nad którymi tracą kontrolę. Wiele osób czuje wówczas bezsilność i wstręt do siebie. Rozwija się bulimia (bulimia nervosa), która jest przyczyną wielu groźnych chorób somatycznych, takich jak: owrzodzenia układu pokarmowego, wypadanie odbytu lub odbytnicy, refluks żołądkowo-przełykowy, zaparcia, nawracające biegunki, zapalenie trzustki, próchnicy zębów i osłabienia szkliwa, poważne zaburzenia pracy serca, osteoporoza i choroby skóry. Przymus bycia „fit” oraz pięknym i młodym lansowany szeroko przez media skutkuje coraz większym skupieniem się na swoim wyglądzie. W szczególnych przypadkach może dojść do zaburzenia oceny własnego wyglądu i nadmiernego odchudzania, a w skrajnych przypadkach do anoreksji. Nie leczona anorexia nervosa (jadłowstręt psychiczny) prowadzi do wycieńczenia organizmu i w rezultacie do śmierci. Organizm rekompensuje sobie brak dostaw energii z zewnątrz korzystając najpierw z zapasów w tkance tłuszczowej, a w przypadku jej braku zaczyna metabolizować białko z mięśni i organów wewnętrznych. Spowolnieniu ulega ogólny metabolizm i praca serca, spada libido, u kobiet zanika menstruacja. Mogą pojawić się cysty jajników, pogorszenie widzenia, szkorbut czy meszek na całym ciele (lanugo). Drastyczne ograniczenie jedzenia prowadzi do obniżenia koncentracji, problemów z pamięcią i uczeniem się. Zachowanie anorektyczne jest wzmacniane przez poczucie kontroli nad ciałem, którego doświadczają osoby chore. Masa ciała to dla nich często jedyny obszar na który czują, że mają wpływ. Jest to oczywiście myślenie zaburzone. Statystyki pokazują, że na anoreksję chorują częściej dziewczęta w wieku dojrzewania ale ostatnio granica wieku jest coraz niższa. Są przypadki dzieci 9 letnich odmawiających jedzenia z powodu dbałości o swój wygląd. U dorastających chłopców czasami pojawia się bigoreksja czyli postrzeganie swego ciała jako zbyt chudego i nieumięśnionego. To zaburzenie przejawia się dbaniem o specjalną dietę i budowaniem masy mięśniowej. Nazywa się je czasem „chorobą kulturystów”. Do innych zaburzeń odżywiania należy np. ortoreksja czyli skupianie się na spożywaniu tylko zdrowej żywności. Cierpiące na nią osoby tworzą swoje restrykcyjne kryteria tego co jest dla nich zdrowe. Zwracają uwagę na miejsce pochodzenia produktów, ich skład i same przygotowują posiłki. Poszukiwanie informacji o prozdrowotnych cechach produktów, zdobywanie odpowiednich składników i gotowanie pochłania coraz więcej czasu. Zjedzenie czegoś w ich ocenie nieodpowiedniego powoduje lęk a ograniczenie diety prowadzi do niedoborów różnych składników pokarmowych. Cechami wspólnymi wszystkich wyżej wymienionych zaburzeń są szkodliwe przekonania na temat swojego wyglądu czy zdrowia, nieracjonalne sposoby odżywiania się, nie radzenie sobie z napięciem emocjonalnym, niska samoocena i cierpienie. Zaburzenia te mogą prowadzić do wycofywania się z życia społecznego, epizodów depresyjnych i zagrożenia dla zdrowia fizycznego. Osoby, które dostrzegają, że jedzenie, myślenie o jedzeniu, przygotowywanie posiłków zajmuje im coraz więcej czasu w ciągu dnia i zaczyna je to niepokoić powinny zgłosić się do lekarza lub psychologa. Wszystkie przypadki wymagają podjęcia psychoterapii, a te bardziej zaawansowane, zagrażające zdrowiu i życiu opieki lekarskiej lub hospitalizacji. Praca z terapeutą, najlepiej psycho-dietetykiem polega na zmianie szkodliwych przekonań i zachowania, nauce rozumienia i radzenia sobie z emocjami oraz zmianie nawyków żywieniowych. Źródło: Jane Ogden „Psychologia odżywiania się”. Christopher E. Fairburn „Jak pokonać objadanie się”.
  19. Mam dość dziwny problem. Kupiłem kilka lat temu dom dość blisko centrum Warszawy - jedno z nielicznych osiedli z zabudową jednorodzinną w tej części miasta. Miałem ofertę zakupu jeszcze innej nieruchomości - w jeszcze lepszej lokalizacji, większej, z większą działką i nowszej a cena jedynie 50000zł wyższa. Zdecydowałem się na tą tańszą opcję, z uwagi głównie na cenę - zdolność kredytową. Dziś tego bardzo żałuję, ten żal odbiera mi chęć do życia i funkcjonowania. Myślę praktycznie non-stop o tym, że tamten dom byłby lepszą decyzją, że byłyby tam lepsze warunki do wychowania dzieci, życia i ogólnie - w moim obecnym mniemaniu bez porównania z obecną nieruchomością. Sytuacja finansowa na przestrzeni ostatnich dwóch lat zdecydowanie mi się poprawiła, zarabiam więcej aniżeli kiedykolwiek myślałem, że będę zarabiał - a to przez niższe zarobki zdecydowałem tak a nie inaczej. Nie wiem co robić, mało śpię, nie cieszy mnie nic, każda myśl skupia się wokół tego, że nie chcę tu mieszkać (mimo, że tak naprawdę jest tu bardzo fajnie, może poza lekko podstarzałym sąsiedztwem). Co robić ? Żona już ze mną nie wytrzymuje, choć jej pomoc polega na tym, że ciągle mi wmawia bym cieszył się z tego co mam, a nie kupiliśmy tamtego bo widocznie tak miało być. Dramat normalnie, pomału wysiadam.
  20. Mam 30 lat, 9 letnią córkę, po ślubie 6 lat- razem od 9. Nasz związek był burzliwy, obydwoje pochodzimy z ciężkich rodzin... po 5 latach wspólnych zmagań udało się wyjść na prostą... wychowywalam się bez matki i od początku wazna była dla mnie akceptacja teściowej. To tez myślałam, ze się udało. Razem wyremontowalismy pół domu, zrobilismy kursy, dwa auta, młoda najlepsza w klasie. Mąż od 5lat nie pije w ogóle co jest mega czynem, bo potrafił wpadac w dwutygodniowe cugi. Cenie go za to i szanuje. Jednak od pół roku szanowna Teściowa zaczęła wcinać się odrobine za mocno co juz mnie zdrażniło, a mianowicie w moje 30 urodziny (26.12) stwierdziła, ze nie mam sie czego czepiać, ze mój mąż poza postem na fb "100lat" mnie olał.. Zagotowała mnie, nie wybuchłam. Starałam się od początku u męża wyplewić zawyżone Ego, dume kolasalnych rozmiarów, a ona jednym zdaniem rozsypała to w drobny mak. Ale przeżyłam, zdarza sie. Następnie wysłała mu pieniądze, które przykazała mu schować tylko dla siebie. Wiedziałam, ze je dostał, bo znalazłam druk z banku. Więc wyjaśniłam, że nie zabiore mu tego, jednak nie chcę takich akcji. Przyjdź powiedz- dostałem, moje i wara Ci od tego- nie kłam. Usłyszałam no dobra. Zaczęliśmy byc razem w walentynki. Od dluzszego czasu było nerwowo i zaklepałam stolik ma kolacje w rocznice. Nagle mąż przesunął planowany wyjazd do mamy, zeby jej pomóc przy remoncie ma dwa dni przed rocznica, ale ok w sb tez mozna świętować. W pt szwagierka przypadkowo wyklepała się, ze oni też jadą z dziećmi bo Tesciowa bierze ślub z Niemcem ( kilkuletni zzwiązek). Ona zbladła i ja... złapałam za telefon i zadałam jedno pytanie: wiedziałeś, ze matka bierze ślub? Usłyszałam TAK, ALE MATKA KAZAŁA CI NIE MOWIC... Pojechał. Przez cały tydzień nie potrafiłam opanowac łez, same płynęły. Najbardziej zabolało pytanie corki: czemu babcia i tata nas nie chcą? Ostatnie dwa miechy są dla mnie tragedią.. zaczynałam zapominac o tym bólu.. dziś w Wielką Sobotę wjechała tesciowa na podwórko. Nie uslyszalam od zadnego z nich wyjasnien, przeprosin, nic! Za to wiem, zezyje w kiepskim serialu.... Mąż wymaga bym poszła i usciskała nowożeńców, a ja nie potrafie! Mało tego ja coraz częściej mam straszne myśli i wyobrażenia... przerażają mnie samą... nie chce tak żyć, a po rozmowie wieczorwm dziś padł tekst- mnie w swoje waśnie nie mieszajcie.Mają zdjęcie ze slubu RODZINNE.... Ratunku, bo mu w końcu krzywdę zrobię... nie mam sił na walkę już, władowałam w, jego dom dorobek życia. Córka idzie do komunii w maju. Potem chce się wynieść, tylko co bedzie jak ona zechce zostac? Czy dobrze zrobię? A moze wyolbrzymiam? Nie moge sie podnieść po tym ciosie...
  21. Witam. Piszę z takim problemem który mnie wręcz od jakiegoś czasu psychicznie męczy. Długo się z tym kryłem jednak nie mogę dłużej udawać że jest dobrze. Otóż od ponad 2-3 lat palę systematycznie i nałogowo marihuane. Na początku było to weekendowo z kolegami dla towarzystwa (1-2 skręty). Wyjechałem za granicę z moja narzeczoną za lepszym życiem i wtedy się zaczęło... Ciężka praca po 10-12 godz, kierowniczka uporczywa wręcz chora psychicznie (bez komentarza), i masę problemów na głowie. Jedynie co w takiej sytuacji mnie ratowało to zapalenie marihuany. Niestety odbija się to na moim podejściu do życia, nic mi się po prostu nie chce, wyłączam się z życia, wydaje masę pieniędzy które mógłbym przeznaczyć na coś bardziej pożytecznego, psują mi się relacje z ukochaną osobą która powiedziała mi prosto z mostu że jak nie przestanę palić albo przynajmniej tego nie ograniczę to mnie zostawi. Palę momentami po 2 gramy dziennie... Czasami popadam w paranoje i lęki nad którymi jeszcze kontroluje, próbowałem przestać palić jednak wytrzymuje max 2-3 dni i potem znowu biorę następnego grama ponieważ to "ciśnienie" w głowie i chęć zapalenia jest silniejsza od mojej silnej woli. Są takie dni że chce mi się płakać ponieważ chcę przestać już JARAĆ. Szukałem jakiś zamienników np. trawa z CBD lub specyfików "tabletek" na zaspokojenie głodu THC jednak w moi kraju gdzie mieszkam jest to drogie albo trudno dostępne. Proszę o pomoc ponieważ to już zaczyna mnie powoli przerastać. Pozdrawiam.
  22. Witam, mam 23 lata i jestem studentką. Nie pamiętam dokładnie kiedy zaczął się mój problem (około 6/7 lat temu?), ale od dwóch dosyć mocno mi przeszkadza w funkcjonowaniu/życiu. Zaczęło się niewinnie, przeszkadzały mi brzydkie zapachy i zasłaniałam nos bluzką lub włosami. Z czasem zaczęło być coraz gorzej. Zaczął przeszkadzać mi zapach klatki schodowej i wchodziłam na bezdechu, albo również zasłaniając nos, później dołączył zapach autobusu to z kolei jakieś 4 lata temu i tak jak w poprzednich przypadkach całą drogę jechałam z zasłoniętym nosem. Co jakiś czas dołączało nowe miejsce/zapach, który mi przeszkadzał tak, że nie oddychałam w taki miejscu bez zasłoniętego nosa. Od jakichś 2 lat przeszkadza mi zapach mojego mieszkania jak i domu rodzinnego, właściwie to w każdym pomieszczeniu poza swoim pokojem, w którym oczywiście muszą być zamknięte drzwi czuję, że muszę się zatykać. Jeżeli ktoś wejdzie do mojego pokoju muszę go wywietrzyć, żeby normalnie w nim oddychać. Niedawno dołączyły też wszystkie sklepy i wszystkie auta oraz uczelnia. Do którego bym nie weszła zasłaniam się włosami. Doszło do takiego momentu, że już chyba wszystko mi przeszkadza. Nawet jeżeli idę za jakimś człowiekiem po chodniku to muszę się zasłonić włosami. Strasznie utrudnia mi to życie. Nie umiem sobie z tym poradzić i zdaję sobie sprawę jak bardzo absurdalne jest to urojenie, ale nie potrafię tego przezwyciężyć. Wszyscy wkoło mówią, że mam problemy ze sobą. Ciągłe kłótnie w domu, że jestem nienormalna. Chciałam zapytać co to może być? Oraz czy da się to jakoś uleczyć, żebym zachowywała się normalnie?
  23. Dzień dobry, Mam 23 lata i jestem studentką. Studiuję coś czego nie lubię, ale nie miałam pomysłu na siebie wiec zdałam się na radę rodziców. To oni polecili mi wybrać te studia. Pomimo 23 lat wciąż jestem na pierwszym roku. Czuje, ze życie ucieka mi przez palce. Nie wiem co tak naprawdę lubię. Nie pamietam co lubiłam jak byłam dzieckiem. Przez całe życie miałam wrażenie, ze nie spełniam oczekiwań moich rodziców. Tym bardziej teraz kiedy nie mogę przejść przez te studia. Cały czas mam poczucie winy, że jestem złą córką z której oni nie mogą być dumni. Czuję, że nie mogę rzucić tych studiów, bo po pierwsze zawiodę swoich rodziców, a po drugie okaże się, że wiele osób, które mówiły, że się nie nadaję i jestem za głupia ma racje. Czuje, że zupełnie nie mam kontroli nad swoim życiem. Czuje się jakbym była stara i nic nie osiągnęła. Boję się o przyszłość. I chciałabym się dowiedzieć kim jestem. Bo już nie wiem.
  24. Jestem kobietą, mam 32 lata, nie mam pracy, nie mam ubezpieczenia. Podejrzewam, że mam depresję, tak przynajmniej od 3 lat, może dłużej, ciężko stwierdzić. Mam prawie wszystkie objawy depresji (myśli samobójcze też - był taki czas, że całymi dniami nie myślałam o niczym innym). Jakieś pół roku temu zaczęłam brać wyciąg z dziurawca (bez konsultacji z lekarzem - wiem, że nie powinnam, ale nie byłam w stanie nikomu opowiedzieć, co się ze mną dzieje, po prostu czułam niemalże fizyczną blokadę). Biorę go do tej pory, pomaga, ale nie na tyle żebym dała radę ogarnąć swoje życie i zacząć robić to, co bym chciała. Potrzebuję wybrać się do psychiatry i na psychoterapię, bez tego się pewnie nigdy nie ogarnę. Tylko że jak wspomniałam - nie mam ubezpieczenia. Podobno chorzy psychicznie mogą się leczyć za darmo, ale nie wiem, czy to obejmuje również chorych na depresję. Poza tym psychiatra pewnie tak od razu depresji nie zdiagnozuje, tylko wyśle mnie najpierw na badania, żeby sprawdzić, czy jakiś fizyczny problem nie daje takich objawów, prawda? Czy w tej sytuacji mam jakąś możliwość otrzymać darmową pomoc, czy będę musiała zapłacić za wszystkie badania i wizyty u lekarzy? I czy mogłabym się dowiedzieć, jakie badania powinnam zrobić (żebym mogła przedstawić już jakieś wyniki u psychiatry, zamiast iść na wizytę tylko po to, żeby się dowiedzieć, na co się zbadać)?
  25. Witam Wiem że jestem tu nowy ale chciałbym zaproponować nowy wątek "Przypadki Zaburzenia psychiczne" w zakładce "Fora" podejrzewam że łatwiej będzie komuś przeczytać o danym zaburzeniu i przykładzie niż samemu napisać , jak wiemy pierwszym krokiem do pomocy jest przyznanie się do zaburzenia ale już odwaga jest napisanie tego. Gdy takowy wątek by powstał w wolnym czasie mógłbym opisać kilkadziesiąt przypadków z którymi się spotkałem oraz podsunąć jakieś wnioski oraz czegoś nowego się nauczyć bo w nie których do tej pory nie jestem pewien. Pozdrawiam Ghost i proszę o pozytywne rozpatrzenie Propozycji

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.