Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'inne'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 125 wyników

  1. Witam, Moj ojciec na nadwage, jest diabetykiem z zaburzeniami neurlogicznymi. Przebywa obecnie w szpitalu, na odziale neurologicznym, przez czeste upadki. W poniedzialek ma byc zwolniony do domu. Problem jest w tym ze on odmawia wszelkiej formy ruchu: wtania do ubikacji, chodzenia a nawet przewrocenia sie samemu z jedengo boku na drugi. Lekarze twierdza ze nie jest to spowodowane zaburzeniami neurologicznymi tylko kwestia checi pacjeta. Ojciec twierdzi ze nie ma sily na nic. Jak matka przychodzi w odwiedziny to ojciec zaczyna bredzic bez sensu jakby byl niepoczytalny ale z lekarzami rozmawia bez najmniejszgo problemu. Ojciec brzmi jakby poddal sie na zyciu, co jest wyraznie problemem psychologicznym. Matka jest zalamana, pracuje na zmiany jako pielegniarka i nie jest w stanie zajmowac sie ojcem 24/7. Ja jestm za granica i nie mam fizycznej mozliwosci opieki nad ojcem. Myslimy o umieszczeniu ojca w domu opieki spolecznej albo w osrodku psychatrycznym. Jak zmusic ojca do badan psychologicznych bez wychodzenia z domu. Czy jest szansa na przymusowe leczemie albo na orzeczenie ubezwladnienia? Prosze poradzic gdzie zaczac i jaka jest procedura?
  2. Nie mam siły. Chciałabym zrobić wiele rzeczy, ale nie mam siły...nawet nie tej fizycznej, psychicznej. Czuję się strasznie, strasznie zmęczona. To nie takie depresyjne zmęczenie, ja chcę żyć, chcę funkcjonować i wiem, że gdybym tylko była w stanie zebrać siły i zrobić coś, COKOLWIEK w kierunku znalezienia pracy, wyjścia do ludzi, choćby rysowania, pisania - to już zaczęłoby dziać się dobrze. Bo wiem, że może być dobrze...tylko, że nie mam siły. To takie uczucie, jak gdyby jakaś część mojej głowy z premedytacją dbała o to, żebym przypadkiem nie zrobiła nic więcej. Zaczynam czuć się pusta w środku. I nie wiem kim jestem...to najgorsze. A skoro nie wiem, kim jestem, jaka jestem - to nie wiem też czego chcę i dokąd iść. Czuję się, jak gdybym była przepuszczona przez palce, rozmyta. Jestem, a mnie nie ma. Na terapii słyszałam tylko, że nie muszę się etykietować, ze nie muszę się określać...ale jak mam żyć, skoro nie wiem kim jestem? Jak gdyby wisiały na mnie same karteczki określające oczekiwania innych i moje dostosowywanie się do innych, ale nigdzie w tym nie ma mnie. I kiedy zdejmuję te karteczki, zostaje pustka. Nie ma mnie tam. Więc gdzie jestem? Czuję się pusta...i zmęczona...
  3. Hej! To mój pierwszy post tutaj. Jestem kobietą w swoim pierwszym poważnym związku, lat 23. Odkąd jestem ze swoim chłopakiem ponad rok, nie potrafię zaakceptować jego przeszłości. Był on jakieś 8 miesięcy wcześniej z dziewczyną z zaburzeniami (border), zerwał z nią, zamknął ten rozdział. Dowiedziałam się od niego (bo wypytałam, ciekawość wzięła górę), że sypiali ze sobą. Wiem, że dla niektórych to normalna sprawa, ale ja mam takie poglądy, że seks to po ślubie (proszę to uszanować, takie są moje wartości i poglądy). Na początku przyjęłam to ze spokojem, ale z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej - doszło do tego, że pisałam do niej z dwóch fikcyjnych kont i wiem teraz dużo rzeczy o jej życiu prywatnym - ona stała się moją obsesją i trwa to nadal. Kiedy myślę o tym, że razem sypiali, ogarnia mnie smutek, ogromny żal w stosunku do tej dziewczyny (mimo, że wiem, że "do tanga trzeba dwojga"), ból emocjonalny, mam nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej, jestem płaczliwa, przygnębiona, smutna. Porównuję się do niej - jest drobniejsza i chudsza, podejmowałam próby nieprzekroczenia przyjmowania danej ilości kalorii dziennie. Znienawidziłam wszystko, co kojarzy mi się z nią. Najbardziej przygnębiająca jest jednak świadomość, że to ja zawsze będę tą drugą. I będę musiała być ponad nią w wielu kwestiach. Boję się porównywania. A ona w tym czasie jest zadowolona z tego, że "zaliczyła przyszłego lekarza" (mimo, że wcześniej kierowała się wartościami podobnymi do moich). Starałam się kilkukrotnie zerwać z nią kontakt z fikcyjnych kont, rozmawiałam z chłopakiem na ten temat z zaznaczeniem, że wiem, że nie powinnam wypominać przeszłości, ale to silniejsze ode mnie. Wprowadzałam restrykcyjne diety, dużo ćwiczyłam, zajmowałam się innymi sprawami, żeby o tym nie myśleć, próbowałam jej postawy obrócić w żart, a także próbowałam zaakceptować przeszłość chłopaka, racjonalnie sobie wszystko tłumacząc, rozmawiałam z przyjaciółmi. Po 11 miesiącach i wielu próbach walki z tym problemem wyczerpały mi się pomysły. Nie daję sobie rady. Czy ta sytuacja może wynikać z jakiegoś zaburzenia? Jak poradzić sobie z tym problemem? Zwłaszcza ten ucisk w klatce piersiowej i smutek robią się nie do zniesienia...
  4. Witam, mam na imię Weronika i mam 20 lat. Z powodu kryzysu jaki przeżyłam po rozstaniu rodziców nie skończyłam szkoły średniej i nie mam pracy, a od roku mieszkam z narzeczonym. Myślę że moje problemy zaczęły się już w szkole podstawowej. Zawsze byłam grubsza, nie lubiana i wyśmiewana, co źle wpłynęło na moją samoocenę. Jestem bardzo delikatna, płaczliwa, łatwo mnie urazić, boję się wielu rzeczy, zmian, że coś mi się nie uda (więc tego nie robię..). często stresuję się wśród ludzi, czy to obcych czy bliskich.. Od kiedy się wyprowadziłam i zamieszkałam z narzeczonym nie mogę złapać pracy. Z początku nigdzie mi się nie podobało, źle się czułam, czułam że to nie to i prędzej czy później rezygnowałam. Później jednak problem stawał się coraz większy bo zaczęło brakowac mi wiary w siebie.. Coraz dłuższe przerwy między pracami, brak chęci do czegokolwiek, myśli że do niczego się nie nadaję.. wszystko się nasila i jestem na etapie permanentnego bezrobocia, bo na nic nie mam siły.. Najgorsze że mój ukochany musi sam nas utrzymywać i widzę że jest wykończony, nerwy mu czasem już puszczają ale kocha mnie i przy mnie trwa mimo że jego wsparcie nie daje mi nic, jakbym miała jakąś blokadę.. Jestem nikim, nie mam wykształcenia, pracy, mamy przeze mnie tonę długów, siedzę w domu z ciągłym dołem, rzadko sprzątam bo nawet na to nie mam siły, nie mam do niczego motywacji i mam wrażenie że nie mam w życiu żadnego celu.. że dalej nic dla mnie nie ma.. to już ten etap gdzie często zastanawiam się jak się zabić żeby nie bolało, choć gdzieś tam głęboko nadal chce żyć, nie chce zostawiać mojego narzeczonego, rodziny.. nie chcę nikogo skrzywdzić, choć dla mnie każdy dzień jest cierpieniem. Chce znów być szczęśliwa, zadbać o siebie, mieć silną wolę i chęci do życia, choć w tym momencie czuję że to nieosiągalne dla mnie. Czuję się źle sama ze sobą, nawet fizycznie mnie już obciąża to, kaszlę, boli mnie w klatce piersiowej, prawie ciągle czuję ucisk w głowie, przytyłam bardzo dużo i nie mogę się zmotywować do ćwiczeń i diety, jem niezdrowo i nieregularnie bo nic nie ma już dla mnie znaczenia.. Boję się że stracę faceta, niszczę mu życie tym brakiem wsparcia finansowego, czuje się sam choć ja jestem obok prawie cały czas.. Niedługo możemy stracić mieszkanie bo zalegamy z czynszem i wieloma innymi opłatami. Wszystko przeze mnie. Bardzo proszę o pomoc, byłam nawet na terapii i niewiele pomogło, pomocy.. :((
  5. Okej, posiłkując się wskazówkami na stronie: Jestem 25 letnią studentką. Boję się o tym napisać, ale chcę wiedzieć, czy powinnam udać się do specjalisty. NIGDY, nikomu o tym nie wspominałam. Nie pamiętam od kiedy, chyba okres gimnazjum-liceum. Zaczęłam czuć, że mam w głowie jeszcze jedną mnie. Jakby część mnie, która chciałaby wyjść i ujawnić swoją ekspresję, przez strój, zachowanie, etc. Jakoś nad tym panowałam, choć nie zawsze się dawało. Generalnie niewiele pamiętam z tamtego okresu. Mam jakby luki w pamięci i ogromny problem z chronologią. Z biegiem czasu, tych "mnie" pojawiło się więcej. Wcześniej myślałam, że to jakieś moje cechy, których nie chcę i że każdy tak ma. Często zmieniałam styl i sposób zachowania, ale otoczenie uznawało, że po prostu tak mam i że to normalne, że człowiek eksperymentuje z wyglądem. Fajnie, ale kilka lat temu zaczęło być to coraz bardziej uciążliwe. Robiłam różne rzeczy, które w danym momencie wydawały mi się ok, a potem zmieniałam sposób postrzegania wszystkiego i już wcale "okej" nie było. Miałam podejrzenie ChAD ze względu na zmieniający się stan zdrowia, tj. raz depresja, a zaraz potem poczucie bycia cholernie atrakcyjną laską, czy też uduchowioną miłośniczką lasu - obie bez depresji, w pełni sił. Na początku była tylko jedna "ja", skrajnie różna ode mnie. Ponoć to normalne, każdy ma jakieś swoje "alter ego". Od kilku (8?) lat, jest ich łącznie 4 (dzisiaj specjalnie liczyłam, wystraszyłam się, kiedy to do mnie dotarło, dlatego zdecydowałam się napisać). Zrobiłam tabelę w Wordzie i spisałam cechy każdej tej "mnie" z osobna. Nie jest fajnie, bo to wygląda jak różne osoby. Kiedy np. pojawia się "miłośniczka natury", automatycznie mam ochotę farbować włosy na blond i zmieniam styl na etniczny. Potem sexbomba ubiera się na rockowo i chodzi jak cholerna gwiazda estrady. Generalnie każda wygląda inaczej. Jest tomboy (lesbijka), sexbomba i laska z wieczną depresją. Jedna jest ekstrawertyczką, druga wręcz przeciwnie. Jedna ma fobie i lęki, których reszta nie ma. Nie jestem głupia, widzę, jak to wygląda. Dzisiaj znajoma, z którą gadam "z doskoku" powiedziała mi, że nie wie skąd u mnie te zmiany zachowania, ale czasami zachowuję się, jak inny człowiek. Od lat pracuję nad sobą, ze względu na stany depresyjne, problemy z emocjami etc. Sytuacje "kryzysowe" w moim życiu: rozwód rodziców, śmierć ukochanego dziadka, zaburzenia odżywiania, gwałt, molestowanie, nadopiekuńcza mama, członek rodziny z Alzheimerem (agresja - 6 lat dzień w dzień, bałam się wracać do domu) i związek z osobą z borderline. Moje pytanie brzmi, czy coś sobie wmawiam i po prostu każdy ma w sobie jakieś wersje siebie, czy też powinnam udać się do specjalisty? Bo nie powiem, trochę się dzisiaj wystraszyłam.
  6. Cześć, mam na imie Kamil i 20 lat, chciałem się poradzić czy z takim problemem jest po co iść do psychologa lub psychoterapeuty. Jakoś od kilku lat bardzo chcę być w związku, mimo że miałem już sporo związków, to za każdym razem wygląda tak samo. Pierwsze dwa tygodnie jest super a później już tylko gorzej, zaczynam się nudzić i nie chcę mi się już z nią spotykać, chcę zakończyć relację z partnerką mimo że nie jest między nami źle, po prostu nie potrafię nad tym zapanować, dawalbym sobie z tym radę gdyby nie to że, za każdym razem jak nie jestem w związku to prawie codziennie mam myśl pod tytułem "zabij sie" i już mnie to trochę męczy.
  7. Jestem 22 letnią kobietą. Studiuję bardzo wymagający kierunek i pracuję. Od 7 roku życia mam stwierdzoną nerwicę natręctw, na którą się lecze (Asentra 175 mg + Ketilept 25 mg ). Chodziłam także do psychologa, ale ten wmawiał mi że jestem złym dzieckiem bo robię problemy rodzicom. Zawsze byłam najlepszą uczennicą, pomagałam i starałam się być dobrą córką, więc takie słowa były niesprawiedliwe. Dlatego też zraziłam się do terapii. Na 3 roku studiów za dużo czasu i energii poświęciłam nauce. Chciałam mieć stypendium naukowe i coś osiągnąć. Niestety odbiło się to na stanie psychicznym. I tu pojawia się najgorszy problem i błagam o pomoc i rady . Jako jedynaczka jestem bardzo związana z moją mamą, którą kochałam całe życie najmocniej na świecie, jest moją najlepszą przyjaciółką i zawsze przy mnie jest, ale dzień przed egzaminem zawiodła moje zaufanie i oczywiście jej to wybaczyłam bo nie zrobiła tego specjalnie, ale zaczęły mi się pojawiać myśli że już jej nie kocham i że chcę ją zabić. Nie jest niestety okazem zdrowia i zawsze się strasznie o nią martwiłam a teraz boję się, i jest to wyniszczające, że przestało mi na niej zależeć. Dostałam stypendium, dobrą pracę i dobrze idzie mi na studiach, ale nie potrafię się z niczego cieszyć bo cały czas moją głowę zaprzątają to okrutne myśli. Bardzo dużo czytałam na forach o podobnych natręctwach, ale tym bardziej boję się, że to jednak ja się zmieniłam, że stałam się złym człowiekiem, który chce skrzywdzić własną matkę i jej nie kocha. Błagam o pomoc i rady. Może ktoś ma podobne natręctw. Już nie mam siły .
  8. Dzień dobry. Jestem kobietą tuż po trzydziestce. Chciałam się poradzić - czy powinnam działać czy przesadzam. Mój chłopak dużo gra w gry przez internet. NA poczatku nie byłam do tego zrażona, myślałam że to hobby i cieszyłam się tym ale jak zamieszkalismy razem zaczęło mnie to tak bardzo wkurzać i smucić - codziennie musi grać, najlepiej cały wolny czas, a życiowe rzeczy oraz ze mną czas "odwalić" szybko, żeby móc spokojnie usiąść i grać... Wie że mnie to frustruje bardzo, gadalismy wiele razy. Lecz gra dalej. Jak jestem bliska granicy płaczu raz na czas to na chwile ogranicza - gra codziennie ale mniej, potem nagle się przeziębi bierze L4 i całe dnie gra a potem już jest taki wciągnięty że nie może ograniczyć. Często gdy już wie że jestem u kresu, a proszę żeby zrobił coś innego to odrywa się ale albo szuka gierki na komórce jakiejs albo włącza film. Jego tata jest taki - idzie do pracy ale w domu tylko gra w gry albo ogląda TV, codziennie też pije alkohol mój chłopak na szczęście ma zdrowe podejście do alkoholu ale gra sporo, bardzo też przytył bo w ogóle się nie rusza, waży dobrze ponad 100kg. Lubił zawsze pływać, ma karte multisportu już od roku i cały czas mówi że pójdzie i choć motywuje go i on chce to jednak zawsze kończy się przed kompem i na basen nie ma czasu. Czy to moje wyobrażenie że coś jest nie tak? Czy moje uczucia są przesadzone? Jestem spokojną osobą, stabilną - tak o sobie myślałam zawsze, znajomi tak mówią też ale w tej kwestii to uczucie w środku nie daje mi spokoju. Czuję jakbym przez nie nie mogła być sobą w 100% i męczy mnie. Nie wiem czy to uczucie to czerwone światło, które daje mi znak że coś jest nie tak, czy przesadzony alarm? Co powinnam zrobić - iść na terapie z sobą i swoimi uczuciami? A może razem z chłopakiem? A może po prostu nie jesteśmy dla siebie, i pomimo że się kochamy to powinniśmy się rozejść zamiast zmuszać go do zmiany? Bardzo mnie to męczy już kilka lat, chłopak założył wspólne konto mamy odkładać na mieszkanie - a mnie to przeraża bo boje sie że potem kupimy a on będzie grał grał i grał a ja będę trwać w tym okropnym uczuciu które się we mnie rodzi gdy on siada do grania... Proszę o pomoc/wskazówkę/podpowiedź, cokolwiek.
  9. Myślę, że sporo osób boi się iść do psychologa ze względu na powszechnie szerzące się mity na ich temat. Fajnie gdyby też udzielili się psycholodzy z forum, pewnie sprawi im sporo więcej śmiechu, niż krzywdy 😊. Pewnie słyszeli też od pacjentów różne mniemania, ja sam czasem opowiadam z czym się spotkałem 😋 Ja na pewno spotkałem się z tekstami typu: - idź pobiegaj, lekarstwo na wszystkie twoje troski, co taki psycholog ci więcej poradzi? - psycholog to też taki psychol - psychologiem zostaje osoba, która sama ma problemy psychiczne i chce się z nich wyleczyć dlatego wybiera takie studia - przez to, że psycholog nie radzi sobie ze swoimi problemami to zajmuje się problemami innych, bo lepiej mu to wychodzi - jak idziesz do psychologa to też jesteś psychol i powinieneś być w [wybrana znana miejscowość w pobliżu, w której jest zakład psychiatryczny]
  10. Z narzeczonym jestem w związku od kilku lat, ( ja 26 on 29 lat) mieszkamy wspólnie i planujemy się pobrać. Problem w jakim potrzebuje pomocy to relacja on a moja niepełnosprawna córka. Od początku jak jesteśmy razem musiałam go zachęcac by pobawil sie z Julcią, zdaje sobie sprawe ze to nie jest jego biologiczne dziecko dlatego nie oczekiwalam zbyt wiele tzn że nagle pokocha ją jak własne, mimo to przez te lata choć nie było łatwo dawalismy sobie radę. Problem pojawił się ok. miesiąc temu. Julcia (6 lat) zaczęła budzić się juz o 1, 2 w nocy i przybiegała z placzem do naszej sypialni, płakała wyciagając mnie z łóżka. Czekam na wizytę u psychiatry by stwierdził czy od nowa potrzebna jest pomoc farmakologiczna. Niestety partner zareagował na tą sytuację ogromną histerią: " że ona w kólko za mną chodzi", " nie da wyjść mi z domu", " że on tego nie wytrzyma psychicznie, jej płaczu już od 1 w nocy bo chce spać z mamą" padło też kilka przykrych zwrotów o mojej córce np. że powinnam ją oddać, czemu nie daje jej leków itp epitety te doprowadziły mnie do fali łez. Jestem między młotem a kowadłem. Kocham Go, ale to moje dziecko, nie pozwolę by ktokolwiek mówił o niej takie przykre rzeczy! Od jakiegoś czasu zdarzy mu się na nią krzyknąc, mimo moich rozmów z nim, że z nią trzeba delikatnie i spokojnie, że jego agresja budzi jej lęk i koło się zamyka. Na codzień jest cudownym człowiekiem, jesteśmy ze sobą bardzo zżyci. Pomożcie co robić?! Odejść dla dobra dziecka czy dac mu szansę? Bardzo proszę o porady.
  11. jasem

    Cześć

    Witam wszystkich forumowiczów. Mężczyzna, 25 lat, po studiach, singiel, pracujący. Mieszkam w większym mieście. Krótko o sobie słowem wstępu
  12. Dzien dobry, to wszystko trwa 3 dni (Tak wiem że to mało ale postanowiłem tutaj napisać niż iść od razu do psychologa), wieczorami (od godziny 17-czasu aż idę spać) czuje się przygnębiony, często płacze, nie mam chęci do życia, lecz gdy idę do szkoły czuję się jak król życia, jestem pełen energii i mam 100 żartów i pomysłów na minute, ogólnie jestem rozbawiony i pełen życia, chociaż w pewnych momentach czuję pustke w sercu. Nie wiem czy coś jest ze mną nie tak, nic konkretnego nie wydarzyło się w moim życiu wręcz przeciwnie, mam dobre stopnie i poprawiłem się w nauce, nikt nie umarł w rodzinie. I teraz pytanie: Czy to ja jestem jakiś dziwny, czy to może jest coś nie tak
  13. Witam, mam problem z objadaniem się, mam bardzo niską samoocenę przez moj wyglad, na codzień przepływa przeze mnie spora dawka stresu, prowadzę siedzący tryb życia, mam bardzo słaba kondycję, przejdźmy do głównego problemu, przy każdej okazji sięgam do lodówki i wynoszę 3/4 jej zawartości, nie umiem przestać, przy ludziach mogę się opanować, do tego dochodzi moja cukrzyca typu 5, choruje na nią od 5 lat, kiedy się obajdam cukier wzrasta i długo się utrzymuje co prowadzi do powikłań które postępują, szukam pomocy
  14. Witam, za równy tydzień będę mieć 18 lat. Nie wiem co chcę robić w przyszłości , co teraz robię ; nienawidzę siebie, wszystkich tracę, najpewniej z mojej winy, nie umiem chodzić do szkoły przez lęki. Ale zacznę od początku (cała historia może zabrzmieć jak dziwna książka, jednak jest to prawdą, a to w jakim jestem stanie to potwierdza): Moj ojciec zostawił mnie i mamę, gdy byłam mała (między 4 a 6 r.ż, ale chyba wyjechał jak mialam 2 latka), moja matka zawsze szukała dla siebie faceta, najczęściej na internecie, po tym jak tata odszedł związała się z pewnym mężczyzną, który był jej przyjacielem od dłuższego czasu i został on moim chrzestnym, poznał ją ze swoim religijnym kolegą, ktory malował ikony(tak, jest to ważna informacja) nazwijmy go X, poznałyśmy go w tym samym czasie: jak miałam 5 lat na spotkaniu w kawiarni. (Pragnę zaznaczyć, że jak dziecko byłam zawsze energiczna, ludzie do mnie lgnęli, byłam jak popularna, przywódczyni stada, w sumie to bylam jak Orszulka od Kochanowskiego, cóż, tylko że ja jeszcze żyję) później nie pamiętam dokładnie, ale wiem, że od pewnego momentu ten mężczyzna zaczął się do mnie przystawiać: wąchać włosy, mocnej przytulać, rzucać coraz więcej aluzji seksualnych, pewnego dnia, jak miałam ok 10-11 lat spałam na łóżku z nogami w rozkroku, przyszedł X i zaczął mi gmerać w majtkach, obudziłam się, gdy próbował włożyć we mnie drugi palec, uciekłam do łazienki i się w niej zamknęłam, gdy wróciłam to mówił, że przecież mi się podobało i że udawałam, że śpię ... Nikomu nie powiedziałam, po tym wydarzeniu zaczął sie coraz częściej do mnie dobierać, zaczął stawać za mną i przyciągać do siebie, żebym czuła jego erekcję najpierw na plecach a jak podroslam- na pośladkach. Z czasem zaczęłam się nienawidzić, stalam sie cicha, odosobniona oprócz najbliższych przyjaciół, ze skrajnej ekstrawertyczki zostałam pchnięta w introwertyzm. Zaczęłam się samookaleczać, przynosiło to ulgę. Polska edukacja niestety o tym nigdy nie mówi (do czasów gimnazjum), na początku nie wiedziałam, że to molestowanie, że to jest złe, co powinnam zrobic; i tak trwało to do pewnego wydarzenia. Było to pod koniec gimnazjum, został on u nas na noc, a że matka miała faceta, który okropnie chrapie to X spał z nami w łóżku w kolejności on-ja-mama. W pewnej chwili się budzę bo coś nie gra: okazało się że obudziła mnie jego próba włożenia we mnie palców, wstałam pod pretekstem napicia sie wody. W łazience ubrałam dresy ciasno związane w pasie. Położyłam się ponownie, w chwile po moim zaśnięciu obudziło mnie dziwne uczucie, jakby coś się próbowało we mnie wedrzeć, okazało się że włożył we mnie czubek penisa uciekłam do łazienki, odkrecilam kran, płakałam nad nim po cichu i ponownie chwyciłam za żyletkę. Po pewnym czasie wróciłam do łóżka i poprosiłam mamę żeby się zamieniła miejscem ze mną, bo mi za cieplo, mnie-ktora zmieniła krótkie spodenki na długie. I tak dotrwalam do poranka, obudził mnie X i z pretensjami pytał czemu to przerwałam przecież było tak przyjemnie... Znowu, nikomu nie powiedzialam. Z czasem zaczęłam czuć pustke, od płata czołowego w przód, nieskończenie. Na poczatku 1 liceum powiedziałam w białym wierszu moim dziadkom i mamie o tym co robił X, odcielismy się od niego, nie, nie zglosilismy tego na policję. Czułam że nikt mnie nie chce więc na GG wysyłałam nagie zdjęcia 2-3 lata temu. Poprawiało mi to samoocenę, tymczasowo. W pewnym momencie przeglądając intagrama zauważyłam, że na profilu tego X jest moje nagie zdjęcie, bez twarzy, w formie obrazu, dostałam tak wielkiego ataku paniki, że myślałam że się udusze i mi serce wybuchnie. Powiedziałam matce, nie wierzyła mi ale dla mojego spokoju napisała do niego żeby to usunął i nie wrzucał takich rzeczy, ani rzeczy które mnie przypominają. Zaczęłam mieć wyraźne lęki przed wychodzeniem z domu, przed chodzeniem do szkoly, liczylam że nie dożyję do liceum i właśnie tu jest meritum:nie wiem czym jestem, kim chce byc, właśnie jedyna osoba dzieki której żyję (moja przyjaciółka) zakończyła przyjaźń. Próbuję chodzić do szkoły ale nie umiem, mam taki lęk że po wyjściu z domu idę na miasto zamiast do szkoły najczęściej przesiaduję w bibliotece miejskiej. Nienawidzę siebie, pragnę umrzeć. Do psychologa chodzę ok. 2,5 lata, brałam od psychiatry juz 4 różne leki (pierwszy psychiatra powiedzial że to wyglada na zaburzenia lękowo-deprwsyjnie): Seronil, jakieś jedne, Apo-serta i teraz bralam Trittico, pierwszy w. w mial tylko negatywne skutki. Teraz jestem w dole tak głębokim, że zdaje się jakbym była w piekle, choć zdarzają się góry, chwile ulotnego szczęścia . Nie wiem co robić... Jak się naprawić, już mam dość tych leków, strachu, pustki, lekarzy. Matka mówi że jestem leniwa i nie chce mi się chodzić do szkoły, ale w mojej głowie codziennie toczy się wojna i konczy się przegraną. Mam coraz mniej siły. Najchetniej to już bym się załatwiła, coraz mniej mnie obchodzi czyhające piekło dla samobójców. Boję się, że do tego dojdzie. Prosze o pomoc. Nie umiem sie wytrzymać.
  15. Badanie testem wisc-r wykazało że ogólny rozwój umysłowy mieści się w przedziale inteligencji niższej niż przeciętna. Rozwój poszczególnych funkcji poznawczych jest niecharmonijny. Mocną stroną uczennicy są spostrzegawczość myślenie przyczynowo skutkowe w oparciu o materiał graficzny rozumienie norm i zasad społecznych wiadomości zasób posiadanego słownictwa oraz zdolność do klasyfikowania. Wyżej wymienione zdolności przyjmują wynik na poziomie normy wiekowej. Rozwój ponizej przeciętnej przyjmują analiza i synteza materiału wzrokowego. Deficyty występują w trwałość pamięci werbalnej rozumowaniu arytmetycznym tempie uczenia się wzrokowo - ruchowego oraz umiejętność organizowania materiału wzrokowego w większe całości.
  16. Aż dziw bierze, że w polskim necie nie ma takiego tematu nigdzie bo temat prawie tak samo szkodliwy i rozpowszechniony, jak dopalacze. Schemat do bólu oklepany: >Kołcz< ma kanał na YouTube na którym opowiada jaki jest wspaniały, jak cudowne ma życie i w ogóle w kiblu dwustuzłotówki do podcierania się. A największym jego marzeniem jest, abyś to właśnie TY też miał tak cudowne życie. I on pokaże właśnie TOBIE jak to osiągnąć. Dlatego zaprasza właśnie CIEBIE na BEZPŁATNE szkolenie / webinar/ konferencję. Logujesz się, słuchasz jak >Kołcz< znowu pitoli o tym jaki to on nie jest wspaniały i czego to on nie ma. Potem w ramach obiecanego szkolenia >Kołcz< streszcza rozdział książki Briana Tracy albo Anthonego Robinsa, a potem... Jak chcesz mieć takie cudowne życie jak >Kołcz< to zapisz się na szkolenie. Ono kosztuje JEDYNE 3000, ale, jako że >Kołcz< wcale nie potrzebuje pieniędzy, no bo te dwustuzłotówki w kiblu.... Ten, tego... Te 3000 to tylko dla TWOJEGO dobra, bo jak zapłacisz to się przyłożysz, a jak coś dostaniesz za darmo, to wzgardzisz...No wiadomo. Jeszcze ostatni obligatoryjny element. Posłuchaj: Tylko dzisiaj, niepowtarzalna okazja. W tej tak niskiej , fantastycznej cenie, obok cudownego wspaniałego szkolenia, które zmieni Twoje życie otrzymasz jeszcze e-booka, kilka nakręconych z ręki filmików, które i tak są na youtubie i wywiad z wujkiem >Kołcza<, za które normalnie musiałbyś zapłacić pierdylion złotych. Jeszcze się zastanawiasz? Ojjj, to niedobrze, bo zostały już tylko dwa miejsca, więc szybciutko... Wedle tego schematu ŻERUJE na ludzkich marzeniach kilkudziesięciu cwaniaków. Ludzi, którzy nic nie potrafią, niczego nie osiągnęli, a kreują się na ekspertów od szczęścia. Od Grzesiaka, poprzez Króla aż do Wiśniowskiego. Nadział się ktoś?
  17. Witam mam 36 lat i jestem rencistą choruje na schizofrenie paranoidalną , zaburzenia lękowe i osobowości, jeżeli chodzi o schizofrenie to od 2011 roku nie miałem nawrotu choroby, ale nie radzę sobie z zaburzeniami lękowymi w przeszłości miewałem napady paniki w miejscach publicznych i od tego czasu się izoluje nie wychodzę z domu to jest mój sposób na radzenie sobie z zaburzeniami lękowymi ale jakość takiego życia jest niska, i szukam rozwiązań alternatywnych czyli praktyki uważności tylko pytanie czy z moimi chorobami można medytować? trochę sie boje że mi to w jakiś sposób zaszkodzi
  18. Od kilku miesięcy spotykam się z pewnym facetem. Wszystko było dobrze dopóki nie miało dość między nami do bliższego kontaktu. Nie wyszło z jego strony. Ja niestety zareagowałam nie tak jak trzeba zaczęłam się śmiać . Nawet nie byłam tego świadoma. Nie odzywał się potem do mnie przez kilka dni , przestał odpisywać , nie odbierał , zero kontaktu. Po kilku dniach w końcu się odezwał i powiedział co go boli. Chciałam się z nim spotkać wyjaśnić ale nie chciał , nie chciał narazie się spotkac . Powiedział ze musi mu przejść . Trwało to aż miesiąc i w końcu myślałam ze już jest okej i w końcu chciałam się z nim spotkać . Umówiliśmy się dany dzień , odwołał twierdząc ze się zle czuje , potem ze musi iść do pracy. W ciągu kilku dni zmienił się nie do poznania. Niby twierdził ze chce kontaktu ze mną ze chce się spotykać ale Zaczął mnie totalnie olewać , odpisywał nawet dnia następnego . Wkurzyłam się wylałam swoje wszystkie żale , nawet mi na to nie odpisała i od prawie 2 dni się nie odzywa. Co mam zrobić . Tęsknie za nim bardzo . Nie radzę sobie już nerwowo. Nienawidzę kiedy nadchodzą wieczory wtedy najbardziej jest mi ciężko i becze jak głupia. Nie daje sobie już rady , nie umiem przestać o tym myśleć mimo tego ze nasza znajomość trwa kilka miesięcy
  19. Cześć Mam 20 lat i postanowiłem w końcu się podzielić tym co odczuwam. No ale może najpierw od początku, do 13 roku życia byłem naprawdę szczęśliwym dzieciakiem, wszystko się zmieniło kiedy zachorowałem na OCD, męczyłem się z tym przez 4 lata, 4 lata nieustannej walki z własnymi myślami. Polegało to na tym że miałem natrętne, głupie myśli o bogu a jako że jeszcze wtedy byłem osobą wierząca to bałem się że przez to spadnie na mnie jakaś kara lub na moich bliskich więc aby odreagować klękałem i prosiłem o przebaczenie po kilka razy dziennie, do tego doszła hipochondria i sprawdzanie po kilka razy czy np. kran czy gaz jest zakręcony lub czy drzwi są zamknięte. W tym czasie moja samoocena i pewność siebie spadły do zera, miałem jakąś obsesje (no może obsesja to za dużo powiedziane) na punkcie mojego wizerunku np. jak ktoś mnie przezwał w szkole tak dla żartu to miałem wrażenie że wszyscy to słyszeli i wzięli to na poważnie. Rozwinęło się to do tego stopnia że jak teraz jestem w miejscu publicznym czy na uczelni mam wrażenie że ktoś na mnie patrzy i mnie ocenia przez co jestem strasznie zestresowany. Na szczęście OCD, hipochondria i to sprawdzanie po kilka razy gazu itp. zniknęło pod koniec 1 klasy liceum kiedy przestałem wierzyć w boga i ignorować te myśli. Niestety ta "obsesja" i brak koncentracji zostały i doszły do tego stany depresyjne, apatia i kompletne wypalenie. Trudno mi się w coś zaangażować, wyjść ze strefy komfortu, podjąć jakieś wyzwanie czy nawet pozmywać głupie naczynia, wszystko robię na "odwal się". Mam dni w których po prostu leżę w łóżku i nic konkretnego nie robię. W tamtą zimę rzuciłem studia bo już nic nie miało dla mnie znaczenia, teraz nie wiem czy skończę te. Kompletnie nie wiem co robić, bardzo proszę o pomoc.
  20. Cześć, jestem kobieta, mam 18 lat i do około dwóch miesięcy stale cierpię na paraliż senny. Wszystko zaczęło się jeszcze w wakacje, pewnej nocy obudziłam się i nie mogłam się ruszyć, całemu temu odczuciu towarzyszył lęk oraz zmieszanie. Pamietam jednak sen który poprzedzał tę zdarzenie, mianowicie śnił mi się mój jeden z partnerów seksualnych nagle przemieniający się w postać szatana. Nigdy wcześniej nie przeżyłam tak intensywnego doświadczenia. Początkowo szukałam przyczyny wśród zjawisk nadprzyrodzonych pomimo tego iż nie jetem wierząca, później jednak wpadałam na pomysł, ze może jest to paraliż senny, aczkolwiek te zjawisko niekoniecznie pasowało do modelu stereotypowego paraliżu. To nie wyglądało tak jak opisują to ludzie na forach internetowych, oczywiście dostrzegłam pewne podobieństwa, ale dalej nie dowierzałam. Tej samej nocy doświadczyłam ponownie zjawiska samego paraliżu, między nimi była jedynie około 40 minutowa przerwa. Od tej pory zdarzało mi się jeszcze kilkukrotnie doznać paraliżu. Następnie doczekałam się około miesięcznej przerwy podczas, której trawią niemalże o nim zapomniałam. Jednak jak się okazało długo nie mogłam się nacieszyć tą przerwa bo wszystko wróciło ze zdwojona siła, nie no może przesadzam z ta zdwojona sila, natomiast prawda jest iż samego paraliżu zaczęłam doświadczać nieco bardziej intensywnie niż poprzednio. Zjawisko te towarzyszy mi stale, zdarza się, ze mam 2 paraliże w ciągu nocy, czasami 3. Jeśli wystąpi tylko jednej lub wcale to jest naprawdę wyjątkowa noc. Po dwóch miesiącach licznego doznawania paraliżu przysennego można powiedzieć, ze się nawet do niego przyzwyczaiłam oraz w pewien sposób zaakceptowałam. Tym bardziej, ze moje paraliże ,myśle nie są na tyle „straszne” jak niektórych ludzi. Z tego co czytałam na innych forach ludziom towarzysza naprawdę okropne przeżycia. Moje za to nie są aż tak inwazyjne, podczas jego przebiegu nie widzę zjaw i tym podobnych, oczy mam zamknięte i wszelkie wizje to zapewne dalej postępujący sen, z czego sprawę zaczęłam sobie zdawać stosunkowo szybko. Do tego dochodzą również irytujące, silne dźwięki. Co ciekawe z czasem udało mi się nauczyć okiełznać cały ten proces. Stosunkowo szybko potrafię zweryfikować, ze jest to właśnie paraliż oraz zatrzymać jego postęp. Problem w tym, ze nie zawsze chcę to robić, nie wiem tez czy dokonuje tej decyzji świadomie czy tez nie, aczkolwiek wydaje mi się, w raczej tak. Tutaj stawiam sobie pytanie :”dlaczego pragnę doświadczyć tak okropnego zjawiska?” Jeśli miałabym zobrazować jak wyglada podjęcie tejże decyzji to właśnie tak; budzę się oraz zaczynam zdawać sobie sprawę z tego co się dzieje podczas kiedy mój mózg dalej jest silnie zaangażowany w postęp snu, osiągam pełna świadomość i wiem iż mogę to opanować, znam nawet na to skuteczny sposób. Sen, którego projekcja trwa w moim mózgu jest jednak bardzo kluczowy, często śni mi się coś co nie sprzyja mi jako człowiekowi, zdarza się, że odnosi się to do mojego życia prywatnego, w tym seksualnego. Przywołany przeze mnie sen, w którym główna role ogrywa mój partner może posłużyć mi za doskonały przykład mojego świadomego wyboru. Sen prezentuje mój stosunek seksualny z danym partnerem podczas którego przemienia się on w postać samego szatana. Jesteśmy na etapie gdzie ja sama zdaje sobie już sprawę z tego, że jest to paraliż oraz czuje, ze jestem w stanie go powstrzymać, jednakże nie decyduje się jednak na ten krok, brnę w to, aż dotąd gdy mam dość. Następnie pojawia się ten bliżej nieokreślony, głośny dzwięk i gdy dostrzegam, że wszystko może sie posunąć za daleko decyduje iż nie jetem w stanie znieść kolejnego etapu i zaczynam się starać wybudzić w pełni. Zachowuje spokój oraz staram skupić się na oddechu, kiedy niemal udaje mi się wybudzić często znowu powracam do punktu wyjścia i jeszcze raz na chwile odczuwam charakterystyczne mrowienie w czaszce, właśnie omal bym zapomniała o tym mrowieniu które właściwie jest pierwszych z symptomów paraliżu. Wracając, już prawie odzyskuje wład w ciele ale uświadamiam sobie, że dopóki nie zdecyduję się w pełni wybudzić walka ta będzie trwała w nieskończoność. W końcu udaje mi się uzyskać swój cel, a po całkowitym wybudzeniu nie jestem już nawet zaskoczona tym o mnie dotknęło. Proszę o pomoc dlatego iż, całe te zjawisko nie pozwala mi się w pełni wysypiać. Jak już wcześniej wspominałam udało mi niemal do niego przyzwyczaić tym bardziej, że jest dosyć okresnone, schematyczne, ale co będzie gdy sie pogłębi?? Dziękuję za wysłuchanie i za pomoc z góry :———)
  21. Dzień dobry, studiuję psychologię więc mniej więcej znam swoje mocne i słabe strony, spektrum problemów z jakimi się zmagam ich przyczyny i konsekwencje itp. i chodziłam już też rok do psychologa gdzie przepracowałam już wiele rodzinnych problemów. Pochodzę z rodziny pełnej skrajności, mama brzydko mówiąc "nierób" na garnuszku rodziców przez całe życie, tata super, ale wszystko robi po najprostrzej linii oporu (już jest na emeryturze) i pije kilka piw dziennie. Są po rozwodzie. Natomiast dziadkowie - rodzice mamy, ludzie kochani, ale "ą ę" krótko mówiąc, dziadek lekarz, babcia protetyk dentystyczny i niespełniona polonistka - ludzie bardzo wymagający. Ja gdzieś pośrodku - rodzice którzy (mam poczucie) zupełnie nic mnie nie nauczyli, mama wiecznie krzycząca, karząca i niezadowolona i dziadkowie którzy kochali, ale wymagali perfekcji. ( Byłam już u dwóch psychologów i nie mam stwierdzonych póki co żadnych zaburzeń). Natomiast podejrzewam u siebie przynajmniej to że miałam ADHD. Raz szukali chętnych do badania osób z ADHD lub z podejrzeniami, tym bez diagnozy kazali wypełnić obszerny formularz i według niego zakwalifikowałam się na badanie. Ma to dzisiaj takie konsekwencje, że moje funkcje poznawcze bardzo słabo pracują. Szczególnie pamięć krótkotrwała, uwaga, ogólnie jestem roztargniona, praktycznie niczego nie jestem nigdy pewna czego się nauczyłam, jedynie testy mi dobrze idą jak się uczę dzień przed. Problem przejawia się najbardziej w pracy, przechodziłam już przez różne prace ale najgorsze są biurowe itp (tabelki, liczby, porównywanie dwóch plików - dramat). W każdej pracy czuję się nie pewnie choć już na szczęście znalazły się takie prace dla mnie w których się samorealizuje i jestem w nich całkiem dobra - co kosztowało mnie dużo pracy nad sobą. Do sedna -> jaki sposób mogłabym poprawić moją sytuację poznawczą i nabrać pewności siebie w pracy? Dodam, że najgorsze jest moje przekonanie że wszystkiego mogę się nauczyć tylko na bardzo podstawowym poziomie, wszystko byle jak i o słabej jakości. Jak mogę pracować nas swoim profesjonalizmem i jak prekroczyć pewną barierę żeby być w czymś dobrym, żeby coś umieć dobrze?
  22. Witam jestem 25 letnim mężczyzną. Mam następujący problem w lutym bieżącego roku poznałem pewną kobietę o imieniu X. Kobieta X cierpi na zaburzenie osobowości typu borderline a u mnie wykryto zaburzenie osobowości narcyzm wrażliwy. Dzieli nas kilkaset kilometrów i nasza przyjaźń (pani X tak twierdziła) polegała tylko na znajomości internetowej. W czerwcu wszystko się popsuło a mi ciągle zależy na tej znajomości. Nie przypominam sobie żebym zrobił coś złego ale przepraszałem Panią X bo bardzo mi na niej zależy. Nie potrafię się skupić na niczym bo myślę tylko o tym czy Ona żyje i jak się czuje. Twierdziła że bardzo jej pomagam i nagle zaczęła mnie ignorować. Nie zakochałem się bo nie potrafię tego zrobić. Zapomnieć czy czekać aż kiedyś odpisze? Bardzo stresuje mnie ta sytuacja. Traktowałem ją jak młodszą siostrę i tęsknię (bardzo tęsknię). Nie jest prawdą że osoby z BPD są potworami i zawsze jej o tym przypominałem. Najgorsze jest to że wychodzę na osobę nachalną i natrętną ale ja się tylko martwię...
  23. Ja tutaj mogę wymienić kilka seriali jakie lubiłem oglądać i czasami do tej pory do nich powracam .Ja lubiłem oglądać takie seriale jak Skazany na śmierć albo Zagubieni czy jak byłem młodszy to lubiłem oglądać takie seriale jak Xena wojownicza księżniczka albo też seriale komediowe typu Świat według Bundych albo 13 posterunek .Także na pewno oglądałem seriale dla młodzieży bardziej takich dzieciaków jak Gęsia skórka albo Czy boisz się ciemności ? to były takie seriale bardziej dla młodych widzów niż dla dorosłych .Co jeszcze lubię oglądać teraz to na pewno lubię czasami serial obejrzeć Rodzinka.pl albo kiedyś jeszcze trochę oglądałem tutaj akurat nie wiem po co to oglądałem Moda na sukces .Te seriale co oglądałem powracam do nich często dosyć bo bardzo je lubiłem .W takim razie zapraszam do tematu bo może ktoś jakieś inne lubił oglądać seriale może jak mamy forum psychologiczne to coś z wątkami psychologicznymi ? Jeszcze mogę nadmienić że oglądałem też serie Tvn kiedyś W-11 wydział śledczy albo Detektywi .Może ktoś jakieś seriale poleci gdzie mamy jakieś wątki psychologiczne bo ja tam przyznam że większość seriali to bardzo nie oglądam czasem może obejrzę Ojca Mateusza albo Komisarza Alexa . Bardziej jakoś lubię teraz czytać stare serie komiksowe i sobie pobierać z internetu .Co mogę powiedzieć jak ktoś ma jakieś ciekawe seriale które są warte uwagi i są wciągające jest ciekawa akcja to piszcie w komentarzach co warto obejrzeć .
  24. Kiedyś lubiłem czytać książki autorstwa Harlena Cobena to może ktoś czytał i zna bo to dosyć popularny pisarz jest obecnie .Przeczytałem prawie większość jego powieści jakie wydał na rynku .Co jeszcze lubiłem w dzieciństwie i jak byłem starszy trochę także czytać książki autorstwa Alfreda Szklarskiego o przygodach Tomka Wilmowskiego to był taki cykl podróżniczy .Co jeszcze lubiłem czytać jak byłem młodszy to powieści z cyklu przygody trzech detektywów które ponoć były autorstwa samego Alfreda Hitchocka chociaż tak serio on ich nie pisał ani nie tworzył tych książek z tej serii .Lubiłem też czytać mangę japońską nawet zbierałem jak byłem dzieciakiem serię anime Dragon Balla .Nawet kiedyś Harelequiny czytałem z ciekawości chociaż to bardziej powieści dla kobiet /dziewczyn a nie dla młodych chłopaków Najbardziej teraz ostatnio jednak lubię czytać stare komiksy typu Thorgala albo stare serie nasze typu Kapitana Żbika .Może inni tutaj użytkownicy albo nawet i terapeuci polecą coś ciekawego albo jakich autorów warto czytać i do jakich książek zajrzeć ? Mogą być też serie naukowe nie że tylko powieści same .Ja z takich bardziej naukowych serii lubiłem czytać i wypożyczało się w bibliotece serie Historyczne bitwy wydawnictwa Bellona to lubiłem czytać te serię .Jak ktoś też lubi czytać różne książki to też dopiszcie się w komentarzach jakie lubicie powieści . Jeszcze mogę dodać że też lubiłem powieści Grahama Mastertona albo Edgara Alana Poe czy też Stephena Kinga .Może są tutaj osoby które też w bibliotece szukają zawsze jakieś powieści grozy albo kryminały jakieś dreszczowce ?
  25. Mam 19 lat i zaraz po liceum wyjechałam do Francji z moim partnerem. Na początku było świetnie i mimo tęsknoty za domem on dawał mi wsparcie i radziłam sobie. Po jakimś miesięcu zaczęłam zauważać u siebie niecodzienne zachowanie, złość z byle czego, ciągłe poddenerwowanie a później przez to wyrzuty sumienia i płacz. Przez to wszystko chyba mój partner zaczął się ode mnie oddalać a ja zaczęłam w to brnąć jeszcze bardziej... dzisiaj po prawie czterech miesiącach mam obrzydzenie do samej siebie, nie chce mi się żyć, nie chcę wychodzić z łóżka a muszę bo pracuję, pojawiają mi się coraz częstsze myśli samobójcze, a nawet sny o tym, piję coraz więcej alkoholu. Raz nie mam ochoty wcale na seks, a za chwilę mam taką że wchodzę na fora z sex czatami. Ciągle boli mnie głowa i mam dość całego swojego życia, wszystko co miało dla mnie sens, teraz przestaje go mieć. Wszystkiego się boję i czuję ciągłe poczucie winy... nie wiem co się dzieje i jak sobie z tym poradzić... pomocy...

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.