Skocz do zawartości

Virgileo

Użytkownik
  • Zawartość

    3
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez Virgileo

  1. Serdecznie dziękuję za wzięcie tematu na warsztat 😊 Nie spodziewałam się powitania w takim stylu ani tak fajnej energii w komentarzach pod filmem. Niespodzianką jest dla mnie też to, że zostałam zaaprobowana, zrozumiana i przyznano mi prawo do takich odczuć zamiast krytyki. To dla mnie bardzo dużo znaczy ☺️ Postanowiłam, że jednak im to zakomunikuję, ale raczej w luźnych rozmowach na osobności i ze wskazaniem na to, że próbuję sobie poradzić z problemem a ich zachowanie jest niefajne. Dotąd nie chciałam ryzykować czegoś takiego, żeby nie wyszło na jaw, że kompleksy mam całkiem spore, bo taka kobieta automatycznie traci na wartości a ja jakoś dziwnie dałam się wciągnąć w te ich rankingi. Nie chciałam też żeby zrobili się przy mnie drętwi, chociaż teraz już obawiam się tego mniej. Trochę podcina mi skrzydła fakt, że większość z nich jest żonata. Jak dla mnie takim zachowaniem jak powyżej sprawiają wrażenie, jak gdyby chcieli się za wszelką cenę urwać ze smyczy, mimo ćwierkania z żonami i narzeczonymi przez telefon. I zaczęłam się zastanawiać, czy tak właśnie mężczyźni widzą swoje stałe związki, że kobieta ich życia jest dla nich jakąś tam "przyboczną" od codziennego funkcjonowania dla której trzeba być miłym, a detektor mają odpalony na szukanie dalej. Czy tylko stroszą piórka przed kolegami, udowadniając sobie jakąś pokrętnie pojmowaną męskość namierzaniem i ocenianiem kobiet. I czy opisane przeze mnie zachowania to w ogóle jest jakaś reprezentatywna próba (po komentarzach wnioskuję, że chyba niekoniecznie) 🤔
  2. Na pewno nie rzucaj pracy i studiów, bo niezależnie od osób, które Cię otaczają, pozostanie z Tobą zawsze to, co sama sobie wywalczysz! Rzucając studia i pracę poczujesz chwilową ulgę, ale stracisz do siebie szacunek, przez co będziesz w błędnym kole czucia się ze sobą coraz gorzej. Myślę, że zarówno Twój tata jak i chłopak są dość toksycznymi osobami (krytykowanie Twojej pracy dla innych, zostawianie samej sobie i wyzywanie od "jebanych kurew" nie mieszczą się w żaden sposób w granicach zdrowej relacji!!!!!!!) . Pomyśl, czy Twój chłopak jest wart takich poświęceń, bo po jego zachowaniu wnioskuję, że raczej nie jest to osoba, z którą chciałabyś zamieszkać na stałe. Pomyśl o agresji słownej i opuszczeniu emocjonalnym spowodowanymi niedostosowaniem się do jego kaprysu. Po zamieszkaniu pod jednym dachem to może przerodzić się w przemoc fizyczną, którą już znasz. Wytrwaj w tym domu, dopóki nie skończysz studiów, ogarnij sobie pracę, z której dasz radę się utrzymać, wyprowadź się z domu i rozejrzyj się za chłopakiem, który nie będzie traktował Cię jak gówno (do tego czasu najlepiej będzie rozstać się z obecnym). Najlepiej w tej kolejności. Poczytaj o granicach w zdrowych związkach, o syndromie sztokholmskim, poczuciu własnej wartości i poustawiaj to sobie w głowie, bo nikt nie ma prawa Cię uderzyć ani ręką, ani złym słowem. Poszukaj pomocy specjalisty, nawet tylko po to, by móc mu się wygadać w czterech ścianach i daj się nakierować na właściwe tory. Trzymam za Ciebie kciuki bardzo mocno.
  3. Cześć, jestem tu nowa i mam dość szczególny problem. Jak tylko ktoś z kim rozmawiam na co dzień lub flirtuję przestanie poświęcać mi uwagę i o to zabiegać wpadam w ogromnego doła. Nieproporcjonalnie, śmiesznie wielkiego jak na nieistniejący problem. A najbardziej nieznośna jest dla mnie sytuacja w pracy. Pracuję z raczej maskulinistycznym zespołem, który w momentach wolnych od pracy głównie deliberuje nad urodą kobiet spoza pracy, bądź to młodszych stażystek, bądź pięknych słabo znajomych/nieznajomych kontrahentek. Temat pojawia się praktycznie codziennie, pracuję z nimi w jednym pomieszczeniu i nie mogę znieść tego, jak oni się na nie napalają. Wpadam w nerwowość, czuję zagrożenie, cała atmosfera pracy z fajnymi ludźmi psuje się przez ten jeden tylko temat, na który nigdy nie zabieram głosu. Patrzę później w lustro doszukując się wad i oczywiście je znajduję. Inwestuję w najdziwniejsze środki do poprawiania urody, wklepuję, masuję, szoruję, maluję, depiluję, bo czuję przymus. Jeśli zaniedbam wygląd na kilka dni, czuję się nic nie warta. Podobnie jak wtedy gdy w otoczeniu pojawi się młodsza i atrakcyjniejsza kobieta i widzę ich teatr nerwowej popisówy wokół niej, całowania rączek i nadskakiwania (!). Niepojęte i nie do zniesienia jest dla mnie zarówno ich zachowanie, jak i fakt, że w takim stopniu na mnie wpływa i zależy od niego moja samoocena. A pracę samą w sobie lubię bardzo, wiec jej zmiana nie jest dla mnie rozwiązaniem. Do tego mam 26 lat. Mimo że wciąż jestem młoda i jeszcze jakiś czas pewnie będę, czuję parcie i ogromny nacisk żeby zachować obecny stan jak najdłużej, a raczej polepszać go w nieskończoność. Boję się najmniejszych oznak starości. Moja zaburzona optyka może być spowodowana tym, że mężczyźni w mojej rodzinie nie do końca cenili w kobietach intelekt, do tego stopnia, że potrafili wejść w małżeństwo z zupełnie niedopasowaną osobą, byle móc pochwalić się atrakcyjną partnerką. Z tego też powodu nie ominęło mnie ciągłe porównywanie przez nich mojej urody do koleżanek, piętnowanie wad i komentowanie mojego wyglądu na każdym kroku. Dorastałam praktycznie bez otoczenia kobiet i to jedyny znany mi punkt widzenia. Więc ta męska perspektywa mnie atakuje. Sprawę pogarsza fakt, że będąc atrakcyjną osobą można ugrać w życiu naprawdę sporo, i staram się urok osobisty traktować w kategorii przydatnego narzędzia, niestety pałając zawiścią do każdego, kto ma go więcej i potrafi używać lepiej. Być może mam to z czasów kiedy pierwsza miłość z dnia na dzień mnie olała dla dziewczyny ładniejszej, delikatniejszej i lepiej zrobionej, która akurat pojawiła się w otoczeniu i ukradła mi show. 😒 Obecny partner też mówi mi, że ta kwestia jest dla niego bardzo istotna. Samoocena mi się sypie przez jakieś bajdurzenie w pracy nad anonimowymi laskami i napady zazdrości na zasadzie "czemu o mnie tak nie mówią?", (gdzie nawet nie wiem, czy mówią czy nie - przecież nie będą się mną zachwycać w mojej obecności). Ale nie mam odwagi im powiedzieć: "hej, wstrzymajcie ten testosteron, nie jestem tu z wami na piwie", albo że to ogólnie mało dżentelmeńskie zachowanie, bo boję się, że okażę się śmieszna. Na poziomie logicznym wiem że to żałosne i ukrywam te zachowania, ale emocjonalnie mnie to wykańcza. Problem tkwi we mnie bardzo mocno i wykracza daleko poza ramy bycia atrakcyjnym dla czucia się ze sobą dobrze. Chciałabym nad tym popracować samodzielnie. Szukam rady. Witam Was serdecznie. 🙂

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.