Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'samoocena'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 62 wyników

  1. Witam. Zaczne może od tego że nie pisałabym tego wątku gdyby nie moja koleżanka, która zasugerowała mi stwierdzenie iż mój były był psychopatą. Poznałam go ponad 2 lata temu, byłam wtedy w kompletnej dolinie emocjonalnej (rozstanie po pierwszym związku który wydawał mi się być idealny), poznali nas wspólni znajomi choć tak na prawdę oni go dobrze nie znali. Na początku chłopak wydał mi się bardzo fajny, ambitny, dużo mówił o jego planach zawodowych (był informatykiem), o tym że kiedyś chce założyć firme (jeszcze nie wie na czym będzie pole;gać je jdziałalność). kręciły go pieniądze wmawiał mi że kiedyś na pewno będzie bogaty. Wiem jak to brzmi, że poleciałam na pieniądze, nie powiem że nie był to wówczas dla mnie duży plus ale szybko przestał nim być. Chłopak był ambitny ale bardzo leniwy, i słabo mu szło w tej informatyce. Chłopak uprawiał dużo sportów, był dość aktywny, jednak to co było zastanawiające to to że utrzymywał tylko bliższy kontakt z rodziną oraz jedną przyjaciółką (która już od roku z nim nie rozmawia, pokłócili się bo miała podobną relacje z nim jak ja. To ona zasugerowała mi napisanie tego tekstu). Już od początku zaczęło się dziwnie bo gdy odkrył że jestem nim związkowo zainteresowana, w zasadzie już drugiego dnia chyba rozmowy zasugerował mi że coś ich łaczy z tą przyjaciółką itd, mówił że kiedyś coś zrobili ale nie chce mówić co (chodziło o to że na imprezie z nią flirtował ale ona to szybko odrzuciła). ogólnie próbował wzbudzić moją zazdrość do niej. Oczywiście łatwo mu sie udało, przedstawił ją jako imprezowiczkę, ale bardzo ładną, a na dodatek cały czas o niej mówił i nas porównywał. Ja już od początku miałam wrażenie że manipuluje moimi uczuciami, ale troche to zlałam. Nie będe już opisywać w szczegółach ale jego przyjaciółka miała z nim tak samo przechlapane jak ja. nastawiał nas negatywnie przeciwko sobie (mnie przedstawiał jako psychopatyczną zazdrosną kobiete), gdy się poznałyśmy szybko się polubiłyśmy bo okazało się że jesteśmy bardzo zgodne charakterowo. I wtedy też okazało się jak bardzo nas okłamywał, przedstawiał nam zupełnie inny obraz siebie. Gdy sie polubiłyśmy groził nam że będzie musiał z jednej z nas zrezygnować jeśli będziemy tak dalej się bardzo lubić. Kolejnym chyba największym problemem było to że on wpędzał mnie w wieczne kompleksy. Porównywał mnie z innymi kobietami (także z show biznesu lub tzw. ,,insta girl"), krytykował nawet to na co nie mam wpływu (np. rozmiar biustu). Ten temat co chwile się powtarzał mimo że mówiłam mu że bardzo mnie tak rani. Zawsze odkręcał tak kota ogonem że wychodziło że to ja jestem ta zła, bo on tylko chce mieć kobiete która mu sie w pełni podoba i chce bym była atrakcyjna. A ja jestem leniwa i mam to w dupie, nie chce mu sie podobać itd. Dałam się bardzo manipulować, przechodziłam na restrykcyjne diety, prawie popadłam w anoreksje itd. Często mówił że np. ,,gdyby miał być ze mną dla wyglądu to by dla mnie nie był". Powtarzał że podoba mu się mój charakter i twarz, no ale ciało to już nie. Potrafił mną szantażować emocjonalnie i często mowił coś w stylu ,,jesteśmy tak samo beznadziejni" ,,jesteśmy siebie warci" ,,gdybym był bogatszy miałbym ładniejszą dziewczyne" itd. Innym aspektem była jego zazdrość, w zasadzie o wszystko. Zazdrościł mi że mam pasje do mojego zawodu, często mówił coś w stylu że nie chce o nim więcej słuchać. Gdy miałam problemy to udawał tylko że mnie słuchał ale nie umiał mnie wesprzeć innymi słowami niż tylko ,,będzie dobrze". Uważał sięza osobę opiekuńczą, ale tak na prawdę był toksycznie kontrolujący. Gdy np. wracałam od niego ale przez 20 minut nie odpisywałam na smsy, już na mnie krzyczał że go olewam, wywoływał poczucie winy że sie martwił że już chciał jechać mnie szukać itd. Gdy spotykałam się ze znajomymi kazał mi mówić o której wróce, jeśli wracałam np. godzine później to cały dzień mi to wyrzucał i zmuszał mnie do przeprosin. Okropnie szantażował mnie emocjonalnie. Nie miał znajomych i nie mógł zrozumieć jak ja mogę mieć, chciał bym była samotna tak samo jak on. Często kupował mi prezenty i rzeczy które były mi bardzo potrzebne (np. modem od internetu), gdy się kłóciliśmy groził że mi je odbierze. Inną bardzo ważną historia o jego manipulacjach było to, jak pewnego wrześniowego wieczoru postanowiłam wybrać się na impreze do najlepszego przyjaciela. Oczywiście był bardzo zazdrosny (był zazdrosny o każdego meżczyzne spoza rodziny w moim życiu), i początkowo manipulował mną bym wgl tam nie poszła. Ale ja poszłam, obiecalam mu że wrócę o 2 w nocy maksymalnie ale ponieważ zabawa była przednia to o tej godzinei wysłałam mu smsa że wracam do domu, a tak na prawdę siedziałam tam do jakoś 4 rano (ponad). Poszłam spać do siebie, o 9 rano ktoś pukał do mnie do mieszkania ale byłam tak śpiąca i skacowana że nie myślałam wgl o tym by otworzyć. Nie miałam sił nawet otworzyć oczu. Po ok. pół godzinie wstałam ale ponieważ pukanie ucichło to spojrzałam na telefon a tam miałam mnóstwo smsów od niego, o tym jak był u rodziny itd i ostatni który mną wstrząsnął ,,kochanie miałem wypadek". Dostałam niemalże zawału, wstałam na równe nogi, miałam już do niego dzwonić ale w miedzyczasie podeszłam do tych drzwi, otwarłam je a już w kierunku windy szedł mój były chłopak (wkurzony niemiłosiernie że nie otwierałam). Byłam w szoku, po chwili wytłumaczył mi że sądził że spałam u tego przyjaciela skoro nikt nie otworzył gdy pukał od prawie godziny, że go zdradziłam itd a tym smsem chciał wywołać moje poczucie winy. Czułam się okropnie, chciałam z nim wtedy zerwać ale byłam zbyt zszokowana by to zrobić. Oczywiście obrócił to tak, że wyszło że to ja jestem zła a nie on. W zasadzie takich historii było kilka, ale te były chyba najbardziej wyraźne. Co ciekawe zawsze gdy opowiadał np. jak inni z jego rodziny mnei postrzegają to pokazywał to tak jakby ci ludzie mnie nie lubili. Nie wiem czy to była prawda czy nie, ale wiem na pewno że w trakcie tego 2 letniego związku ponad, byłam okropnie zmeczona emocjonalnie, żyłam w przewlekłym stresie (odczułam to dopiero po zerwaniu gdy to minęło) bo stresowałam się tym że on powie coś chamskiego i bardzo krytycznego (np. o moim wyglądzie) a ja będe musiała jak zwykle mu wybaczyć, albo że ja powiem coś na co on zareaguje skrajnie źle. Bardzo często były sytuacje że reagował nieadekwatnie do mioch słów, myślał chyba że chce go zranić. W zasadzie krytykował mnie o większość rzeczy jakie powiedziałam, głupia sytuacja np. chciał zmienić materac w swoim łóżku i pytał mnie o moje potrzeby w związku z tym, jaki powinien być czy miękki czy twardy. Ja mówie że wole twarde bo do takich jestem przyzwyczajona ale w sumie to mi wszystko jedno, a on na to że on woli miękkie i wgl jak ja mogę woleć twardę, hurr durr musi zmienić dziewczynę skoro wole inne niż on itd itp. Ogólnie potrafił mi robić problemy nawet o wyrażenie własnego zdania, gdy jednocześnie mi to nie robiło dużej różnicy. W sumie nie wiem, przyjaciółka sugeruje że to psychopata, aja nie wiem, wierzyć mi sięnie chce ale fakt faktem nie spotkałam nigdy dotychczas osoby o tak toksycznym charakterze jak on. Żyłam w wiecznym poczuciu winy, strachu że zrobie/powiem coś nie tak, oraz w licznych kompleksach. Gdy zerwaliśmy pół roku temu ponad, to po zerwaniu jeszcze z 3 miesiące do mnie wypisywał jak to jest mu źle, że przeze mnie sie upija itd. Gdy zrywałam z nim to płakał (więc ma emocje) ale groził że skoczy pod pociąg jeśli go zostawie (dlatego zrywaliśmy 6 godzin bo wolałam by się uspokoił). Potem zrobił mi aferę że oszukałąm go finansowo, chciał mi zabrać wszystkie rzeczy co od niego dostałam, kazał zwrócić całość pieniędzy za zarezerowowane wakacje (zwróciłam tylko połowę, a mianowicie 250 zł ponieważ uznałam że sprawiedliwie będzie podzielić się 50/50). Dał mi spokój dopiero gdy się dowiedział że mam nowego chłopaka (mój najlepszy przyjaciel z którym jestem niesamowicie szczęśliwa :)). Jeśli ktoś to przeczytał do końca to gratuluje, ale miałam potrzebe wypisania tu tego wszystkiego, po prostu ja sama nie wiem co mam o tej sytuacji sądzić bo gdy w tym byłam to wydawalo mi się to normalne. On mi wmawiał że to ze mną jest problem, na tyle że sama już nie wiem co było faktycznym problemem. Co ciekawe zerwałam dopiero gdy zdałam sobie sprawę że moje podejście do niego (nie lubiłam go po prostu i nie umiałam o nim myśleć w pozytywach) jest złe. Nawet zrywając sądziłam że problem jest we mnie a nie w nim, bo on mi to wszystko tak wmówił. Czytałam o osobowościach psychopatycznych, niby wszystko się zgadza ale prócz drobnego szczegółu- on był seksoholikiem (ponoć psychopaci mają wręcz przeciwnie), wszystko co mówił prawie było o seksie, co chwile chciał to robić, na rozmaite sposoby, męczył mnie z tym ciągle i obrzydzał ten temat. Czy to jest osobowość psychopatyczna?
  2. Facet123

    Czy to zazdrość?

    Jestem 23 letnim studentem. Miszkam na stancji z siostrą. Jestem pracowitym człowiekiem lubiącym porządek. Nie mogę sobię poradzić z faktem, że siostra od rana do wieczora ogląda TV, studiuję ale totalnie wszystko olewa. Miała wysokie wyniki maturalne a skończyła dosyć nisko. Cały czas mam takie wrażenie że jesteśmy na jednym poziomie a ja nawet gorzej skończyłem, bo ona przebalowala a ja przepracowałem (nauka,sprzatanie) ten czas. Gdzieś w głębi duszy czuję, że dobrze robię, że nie zachowuje się tak jak ona, ale ciężko mi to znieść. Na dodatek rodzice zmuszają mnie do mieszkania z nią. Długo by pisać, ale krótko mówiąc nie mam narazie możliwości odcięcia. Jak sobie z tym poradzić? Z góry dziękuję
  3. mania87

    Blokada

    Witajcie. Jestem Mania. Mam 31 lat i jestem mamą dwoch superasnych chlopakow. Od lutego tego roku wychowuje ich sama. Z P. zaczelo sie psuc juz w momencie kiedy sie zaczelo, zwiazalam sie z facetem ktory lubil walnac sobie w palnik, czy jak to sie mowi. Jak zaszlam w ciaze z pierwszym dzieckiem myslalam ze to minie bo nowy obowiazek, ale gdzie tam, bywalo jeszcd gorzej. Bylam z nim 10 lat, jedyne co z nich pamietam to, tylko zle rzeczy. Bylo ich tak duzo ze w koncu sie przelalo. Rozstalismy sie jak zorientowalam sie jak wielkie mam rogi. W sumie to bylo mi to na reke pretekst do zakonczenia. W czym jest problem, poznalam kogos i sie zakochalam, moi chlopcy tez go lubia, nawet bylismy na trzy dniowym wypadzie, bylo super. Kiedy P. dowiedzial sie ze jest ktos i ze chlopcy sie z nim dogaduja wpadl w szal, grozi ze mi ich zabierze, nie dociera do niego ze oni chca sie z nim widywac. Wracalismy ze spaceru i spotkalismy P, mlodszy syn pochwalil sie ze widzial sie z moim obecnym partnerem, to byl grom z jasnego nieba, na oczach dzieci i przechodniow bylam wyzwana od najgorszych. To bylo straszne, Bardzo sie go boje. Kiedy zaczyna krzyczec ja milkne i nie umiem odeprzec ataku. Prosze o pomoc, nie wiem ile jeszcze wytrzymam. Chce normalnie zyc!
  4. ewka-marchewka

    Wtam

    Witam. Próbowałam sobie radzić ze swoimi problemami ale widzę że chyba już nie umiem. Mam 33 lata. Jestem sama, nie mam męża ani dzieci. Chyba nie potrafię zażyć rodziny. Wychowywałam się bez ojca, wiec nie wiem czy to jest przyczyną. Mam znajomych i kolegów ale to tylko na dystans. Tak naprawdę nigdy nie byłam w żadnym związku tak konkretnie. Spotykałam się z mężczyznami ale nigdy nie zaangażowałam się tak konkretnie. Całą swoją energię skupiam na pracy. Wcześniej pracowałam w punkcie z kwiatami i upominkami. Pracowałam tam przez 10 lat. W tygodniu miałam czasami 2 lub 3 dni wolne , ale tak wraz z weekendami po 14 godzin. Kiedy był nawał pracy tzw święta np kobiet, walentynki itp . brałam kwiaty do domu i często po nocach przygotowywałam bukiety. Nikt nie wytrzymywał tam nawet kilku miesięcy. Miałam coraz więcej obowiązków. Dodawało mi to skrzydeł i coraz bardziej się nakręcałam. Ucierpiało przez to moje życie osobiste bo tak naprawdę poza pracą nie miałam nic. W między czasie zrobiłam studia. Nawet w wolne dni brałam jakieś fuszki lub pracowałam w firmie ogrodniczej. Zostałam oszukana przez moją szefowa na umowy o prace o czym dowiedziałam się całkiem przypadkiem po pół roku. Odeszłam z firmy z dnia na dzień. Zatrudniłam się w firmie ogrodniczej. Pierwszy miesiąc był koszmarny. przeszłam ciężką batalię z szefostwem i pracownikami. Byłam jedyna co potrafiłam prawie wszystko a na pewno niczego się nie bałam. Piła motorowa, bruki nie sprawiały mi żadnego kłopotu. Mój szef raczej jest typem który kobiety ma za nic, głupie blondynki i nie liczy się z nimi. Po miesiącu chciałam się zwolnić ale dostałam propozycje brygadzistki. Dostałam busa i ekipę ludzi. Było dobrze. Pracuje już tam 3 lata. Od jakiegoś roku mam konflikt z jedną pracownicą która tez pracuje od ponad 2 lat. Stara się też o miejsce kierownicze. Nastawia na mnie szefostwo i podkłada mi tzw. "świnie". Chciałam się już zwolnić ale w tym czasie umarł ojciec szefa i uprosił mnie bym została i nie zostawiła go w takiej sytuacji. Zimą szef wysłał mnie na kurs koparko-ładowarki. Przez jakiś czas było dobrze ale od jakiegoś czasu od nowa mam problemy w pracy. Inni pracownicy nie maja żadnej odpowiedzialności, zdarza się że nawet jest alkohol w pracy. Ja mam co jakiś czas problem z szefostwem naprawdę o takie bzdury ze czasami to się w głowie nie mieści. Popołudniami pracuję u swoich klientów w ogrodach często do nocy. Jest mi bardzo źle z tym moim życiem. Często pomagam innym dobrym słowem czy wsparciem ale widzę że sama sobie już nie daję rade. Chcę przejść na własną działalność ale mam obawy czy choć jestem bardzo pracowita czy będę miała dość pracy. Nie tyle chodzi o pieniądze choć wszystko się w okół kręci ale dla mnie to chyba ważniejsze jest mieć pracę. W niej się czuje dobrze i spełniona. Próbowałam znaleźć sobie coś innego żeby mieć jakąś odskocznie, ale gdzie wyjść ? z kim? nie mam znajomych takich bym mogła gdzieś się z nimi wybrać. Nie mam już siły tak żyć. Nic już mnie nie cieszy. Na wielu rzeczach przestało mi zależeć. Potrzebuje pomocy !!! Co mogę zrobić by moje życie było inne?
  5. Inka357

    Co ze mną jest?

    Witam. Jestem kobietą 24 lata. Odkąd pamiętam nie byłam szczęśliwą osobą. Od jakiegoś czasu zaczęłam się zastanawiać czy moje zachowanie jest normalne. Odkąd pamiętam towarzyszy mi uczycie pustki i strachu. Są momenty, kiedy czuję się dobrze, jestem wesoła, pełna energii, jednak nastrój potrafi mi się zmienić całkowicie i momentalnie (np cieszę się na wyjście, nie mogę zdecydować co założyć i wpadam w histerię). Jednak przeważają dni kiedy czuję się bezwartościowa. Mam wrażenie, że nikt inny nie jest w stanie poczuć takiej pustki. Moje cierpienie sprawia mi w pewnym znaczeniu przyjemność. Mam również problemy z apetytem. Nie odczuwam głodu nawet po kilka dni. Do jedzenia zmuszają mnie bliscy. W chwilach gdy mam szczególnie zły nastrój samookaleczam się. To tak jakby ból psychiczny ustępował na rzecz fizycznego. Czuję wtedy ulgę i spokój. Panicznie boję się odrzucenia ze strony bliskiej osoby. Mam wrażenie, że każda osoba w moim otoczeniu negatywnie mnie ocenia. W przeszłości miałam myśli samobójcze. Niedawno pojawiły się ponownie. Powstrzymuje mnie myśl, że tym krokiem zrobię problem mojej rodzinie... Czy takie zachowania i odczucia są "normalne"? Czy powinnam zgłosić się na terapię? Bardzo proszę o odpowiedź. Z góry dziękuję Pozdrawiam.
  6. niewiem88

    Nienawidze siebie

    Mam 18 lat i chciałabym być kimś zupełnie innym. Uważam, że nikt nie chciałby bliżej poznać mojej osoby, nie jestem warta niczyjej uwagi. Mam jedynie dwie znajome, które nie interesują sie moim życiem, nie mam im tego za złe. Nigdy nie miałam dłuższego kontaktu z płcią przeciwną to pewnie przez moją samoocene sięgającą dna i chorobliwej nieśmiałości. Prawie codziennie miewam myśli samobójcze, nawet wyobrażam sobie swój pogrzeb na którym nikogo nie ma. Dwa razy próbowałam się zabić, okaleczam się. Moja matka, która przez chwile jest przejęta sytuacją na tyle, że zapomina o moich wizytach u psychologa w niczym mi nie pomaga. Wychodząc na ulice czuje tylko zazdrość i gniew. Od roku zaczełam sięgać po alkohol.Być może taki wiek, przejaw buntu ale na dłuższą metę nie wyobrażam sobie bez niego samotnie spędzonych chwil, czyli mojej rutyny. W wielkim skrócie proszę o pomoc i poradę, która pomoże mi zaakceptować siebię. Dziekuję.
  7. Mizantropia

    Potrzebuje pomocy

    Witam. Jestem uczennicą w wieku 20 lat. Mój problem pojawił się od gimnazjum gdzie byłam wyzywana ale również w Internecie. Otaczali mnie sami toksyczni ludzie. Przez to moja samoocena bardzo spadła i wciąż czuję się źle w swoim ciele mimo że schudłam już 15kg. Zaczęłam się w tamtym czasie okaleczać. Później mi to przeszło jednak od jakiś dwóch lat mój nastrój ulega ciągłej zmianie. Bywają dni że jest wszystko dobrze a później przychodzą takie dzisiaj gdzie moje myśli krążą wokół okaleczenia, trafienia do szpitala czy samobójstwa. W takich chwilach raczej nic nie robię czekam aż miną jednak jest to bardzo trudne. To depresja czy może coś innego?
  8. psycholog Rafał Olszak

    Psycholog online: odkrywaj siebie

    W czym najbardziej spełnia się twój potencjał, urzeczywistnia się twoje jestestwo? Prawdopodobnie część osób, które słyszy takie pytanie byłoby w stanie na nie odpowiedzieć jednym tchem. Z pewnością istnieją jednak także ludzie, którzy na danym etapie życia są trochę pogubieni, albo w ogóle są w pewnej mierze odcięci od swoich potrzeb, ewentualnie mają niski poziom samowiedzy. Każdy, kto chce odzyskać dobry kontakt ze sobą może użyć poniższej listy różnych wartości. Angażowanie się w ich realizację pozwala na wyrażanie siebie, bycie w zgodzie ze sobą, a zatem spełnianie osobistego potencjału w możliwie najbardziej kompletny sposób. Realizując jakie wartości spełniasz się najbardziej? Przejrzyj poniższą listę ludzkich wartości i oceń, realizacja których z nich przynosi ci najwięcej satysfakcji, spełnienia bądź daje poczucie, iż postępujesz zgodnie ze swoim powołaniem. Ta lista jest dość długa, ale z pewnością nie wyczerpuje tematu. Nic zatem nie stoi na przeszkodzie, byś dodał do niej także jakąś własną pozycję, jeśli poczujesz taką potrzebę. Jak ocenić poszczególne wartości? Przyznaj ocenę 0, gdy dana wartość nie ma dla ciebie żadnego znaczenia. Przyznaj 1, gdy ma małe znaczenie. Przyznaj 2, jeśli ma umiarkowane znaczenie. Przyznaj 3, jeśli ma duże znaczenie. Przyznaj ocenę 4, jeśli jest absolutnym priorytetem. AKCEPTACJA – budowanie takich relacji z ludźmi, w których czujesz się w pełni akceptowany; pragnienie otaczania się ludźmi, których akceptujesz na głębokim poziomie ATRAKCYJNOŚĆ – budowanie interpersonalnej i fizycznej atrakcyjności, by wzbudzać podziw w oczach innych ludzi i samemu czuć się pięknym AUTENTYCZNOŚĆ – funkcjonowanie w taki sposób, by pozostawać w zgodzie ze sobą, własnym sumieniem, swoimi opiniami AUTONOMIA – funkcjonowanie w taki sposób, który zapewnia niezależność, samodzielność, suwerenność, możliwość swobodnego działania, wolność BEZPIECZEŃSTWO – poczucie pewności, zabezpieczenia, ochrony, braku zagrożeń BIEGŁOŚĆ – zwiększanie kwalifikacji, rozwój kariery bądź określonych umiejętności, zdobywanie kolejnych szczebli wtajemniczenia BOGACTWO – materializm, posiadanie dużej ilości pieniędzy i dóbr oraz prowadzenie wystawnego życia, opływanie w dostatki BYCIE KOCHANYM – pragnienie doświadczania miłości lub uwielbienia CIEKAWOŚĆ – dociekliwość, zgłębianie tajemnic, uczenie się lub odkrywanie nowych rzeczy, zwiedzanie, badanie, poznawanie nowości CNOTA – egzystowanie ściśle według określonych norm, moralne, czyste i jak najdoskonalsze życie DUCHOWOŚĆ – duchowy rozwój, być może religijność lub kontemplacja, medytacja, uduchowienie EKOLOGIA – życie w zgodzie ze środowiskiem, troska o harmonię z naturalnym otoczeniem EKSCYTACJA – doświadczanie silnych emocji, egzystencja pełna mocnych wrażeń INTELIGENCJA – troska o bystrość umysłu, biegłość intelektualną, sprawność i przejrzystość myślenia, przywiązanie do logiki MUZYKA – taniec, słuchanie lub tworzenie muzyki ODPOWIEDZIALNOŚĆ – pełnienie odpowiedzialnych funkcji OSIĄGNIĘCIA – odnoszenie sukcesów, zdobywanie wyróżnień, triumfowanie PASJE – silne przywiązanie do hobby, zamiłowań, przedmiotów lub grup ludzi PATRIOTYZM – działanie na rzecz ojczyzny i służba dla państwa, celebrowanie narodowych świat PIĘKNO – obcowanie z tym, co piękne, docenianie estetyki, czynienie swojego otoczenia ładniejszym, kontemplacja sztuki bądź jej tworzenie POCZUCIE HUMORU – radość, rozbawianie, upodobanie do tego, co zabawne POKORA – skromność, niechęć do wyróżniania się z tłumu, pragnienie pozostawania w cieniu, niechęć do zwracania na siebie uwagi POPULARNOŚĆ – pragnienie bycia lubianym przez wielu ludzi i rozpoznawalnym, bycia gwiazdą, celebrytą PROSTOTA – docenienie prostego życia i braku zbędnych komplikacji, minimalizm lub ascetyczne życie PRZYJEMNOŚĆ – hedonizm, dążenie do przyjemnych doświadczeń PRZYNALEŻNOŚĆ – chęć bycia częścią większej zbiorowości PRZYWÓDZTWO – stawanie na czele, zarządzanie, bycie liderem, szefem, kierownikiem lub przywódcą duchowym RODZINA – posiadanie wspaniałej rodziny, troska o więzi krwi, dbałość o więzi rodzinne i bliskie związki ROMANTYZM – przeżywanie pięknej miłości i romantycznych chwil, pielęgnowanie wspomnień, zbieranie pamiątek i zdjęć upamiętniających chwile, do których ma się sentyment RYZYKO – bycie na krawędzi, przeżywanie ekstremalnych doświadczeń, podejmowanie ryzykownych decyzji SAMOWIEDZA – dążenie do głębokiego rozumienia siebie SEKSUALNOŚĆ – prowadzenie aktywnego i satysfakcjonującego życia seksualnego SPRAWIEDLIWOŚĆ – praworządność, równość, równe prawa, bycie uczciwym, dążenie do sprawiedliwego traktowania ludzi SPRAWNOŚĆ FIZYCZNA – bycie krzepkim, silnym, zwinnym, sprawnym SZCZODROŚĆ – praca na rzecz innych, dzielenie się z innymi, działalność charytatywna TOLERANCJA – działania na rzecz poszanowania różnorodności ludzi, ich postaw i poglądów TRADYCJA – przywiązanie do wzorców, które mają długą historię TROSKLIWOŚĆ – niesienie pomocy innym, dodawanie otuchy, wspieranie UMIARKOWANIE – szukanie kompromisów, drogi środka, równowagi, oraz unikanie skrajności WŁADZA – kontrolowanie otoczenia i innych ludzi WSPÓŁPRACA – chęć uczestniczenia w zespole, grach zespołowych, wspólnych przedsięwzięciach z udziałem innych WYGODA – pragnienie komfortowego, lekkiego życia WYZWANIA – podejmowanie trudnych zadań, duże aspiracje w zakresie mierzenie się z poważnymi problemami ZAANGAŻOWANIE – realizowanie długoterminowych planów i branie na siebie odpowiedzialności na długi czas ZABAWA – rozrywka, oddawanie się rozrywkom i czerpanie z tego przyjemności ZACIEKŁOŚĆ – mściwość, dążenie do karania za złe uczynki, destrukcyjność, chęć upokarzania i niszczenia innych ZASŁUGI – chęć czynienia rzeczy, które są znaczącym wkładem w dobro ogólne, pragnienie zapisania się na kartach historii ZDROWIE – pragnienie prowadzenia zdrowego trybu życia, promocja zdrowia, praca na rzecz uzdrawiania Efekty powyższego ćwiczenia możesz przedyskutować ze swoim psychologiem. Te zadanie może zlecić psycholog online lub psychoterapeuta przez Skype bądź specjalista przyjmując w gabinecie – w ramach pogłębiania samowiedzy lub ustalania priorytetów. Ten rodzaj ćwiczenia zwykle stanowi element większej całości programu, którego cele to na przykład poprawa samooceny czy wzmacnianie poczucia własnej wartości.
  9. Witam, mam 20 lat. Od czasu śmierci mojej mamy, czyli od 8 miesięcy mam problem. Nie pracuje, skończyłam szkole, mieszkam w domu rodziców, a tata pracuje za granicą. Jestem ciągle sama, nie mam z kim porozmawiać i przez to często czuję się samotna. Mam chłopaka, ale gdy zaczynam z nim rozmowę i mówię mu jak się czuje, nazywa mnie wariatką, mówi ze chcę zwrócić na siebie uwagę bo moja mama się zabiła, a nie mam za bardzo komu się wygadać. Z chłopakiem widuje się na weekendy, cale tygodnie jestem sama. Za każdym razem jak gdzieś idziemy do znajomych chłopaka, to po alkoholu robię się agresywna, zaczynam płakać i się kłócić o wszystko. Boli mnie bardzo smierć mamy, bo popełniła samobójstwo i nie mogę przestać sobie o tym przypominać, a szczególnie po alkoholu. Miałam stany lękowe, myślałam o samobojstwie, ale raczej nie jestem do tego odważna. Raz jest dzień ze się uśmiecham, a zaraz przychodzi kilka dni gdzie czuje się niepotrzebna, bezradna i bezwartościowa i mam poczucie ze lepiej gdyby mnie nie było, żebym nie musiała nic czuć. Nie wiem jak nazwać swój stan i co mam zrobić, piszę tutaj ponieważ już sobie z tym nie radzę. Najbardziej boli mnie to ze wszystkich do siebie zrażam, wiem ze gdybym nie pila alkoholu w towarzystwie to nic złego bym nie robiła, ale lubię wypić i czuć się swobodnie, przestać myśleć. Tylko później zaczynam przesadzać i zawsze zle się to dla mnie kończy. Chciałabym wiedzieć czy jest ze mną aż tak zle, dlaczego nie dogaduje się aż tak z ludźmi? Kiedyś tego nie miałam, miałam przyjaciół i w związku tez było lepiej. Czy to przez to ze jestem samotna i nie mam do kogo się odezwać?
  10. Witam, chciałbym Was prosić o poradę, względem moich problemów z kobietami. Zacznę od tego, że mam 21 lat, studiuję, jestem bardzo energicznym, otwartym chłopakiem, często zainteresowanym wieloma dziedzinami nauki i życia. Nie zawsze jednak tak było. Odkąd pamiętam, miałem bardzo niską samoocenę. W okresie gimnazjum osiągnęło to kulminację. Byłem typowym, "chłopcem od bicia". Nigdy nie grzeszyłem urodą- byłem po prostu brzydki, co z automatu przenosiło się na problemy z otoczeniem, niekomunikatywność i nieśmiałość. Stałem się pośmiewiskiem, zamykałem w pokoju z ksiażkami i myślami samobójczymi. Kiedy to moje prywatne piekiełko, skończyło się, niesamowicie się zaparłem, aby chociaż trochę otworzyć się do ludzi w nowym środowisku (poszedłem do liceum) i ku memu zdziwieniu... Udało się. Zacząłem się powoli, bardzo powoli uspołeczniać się, choć nie było to proste. Pierwszy raz rozmawiałem z dziewczynami, co było dla mnie szokiem. Zwykle, omijały mnie szerokim łukiem. Mimo niezbyt przyjemnej dla oka aparycji, umiałem rozmawiać, mówić o swoich zainteresowaniach i żartować z innymi. A to naprawdę, było coś! Wtedy dostrzegłem też pewien mankament. Jeżeli już rozmawiałem więcej z kobietami, to był to kobiety nad wyraz specyficzne, "artystyczne dusze" lub osoby z problemami emocjonalnymi. Ja też nie rozróżniałem pojęć, typu "rozmowa z przyjaciółką", "friendzone", szybko się w nich zakochiwałem, długo nie mówiłem o uczuciach i potem byłem zbywany lub klasyfikowany, jako "przyjaciel". Kiedy potem widziałem moje bliskie kobiety, zalecające się do innych mężczyzn, moja frustracja zaczynała mocno narastać, a samoocena diametralnie spadać. Jednak nie miało to skutków w ponownej alienacji. Wręcz odwrotnie. Wpadłem w obłęd pracy nad sobą. Bardzo chciałem aby ktoś mnie pokochał, łaknąłem zaimponowania, komuś. Zacząłem czytać, kilka razy więcej, interesować się wieloma rzeczami. Zacząłem grać na instrumentach i tworzyć własne teorie naukowe. Nie zaniedbywałem też swojego wyglądu. Zacząłem się zdrowo odżywiać, chodzić na siłownię, ćwiczyć sztuki walki, intensywnie dbać o styl i ubiór, zapach, perfumy. W tajemnicy przed wszystkimi, udawałem się do sytylisty, a noce spędzałem na studiowaniu poradników psychologicznych, traktujących o relacjach damsko- męskich, flircie, autoprezencji. Nie zaniedbywałem, ani jednego apsektu swojej osobowości, łącznie z dykcją, czy nauką odpowiedniej tonacji głosu. Jak zapewne, domyślacie się, zaczęło to przynosić efekty. Stan ten trwał, intensywnie, 3 lata. Z brzydkiego, trochę dziwnego, ale wesołego chłopczyka, zacząłem z miesiąca na miesiąc, stawać się wysportowanym, stylowo ubranym mężczyzną, pewnym siebie w rozmowie, potrafiącym wypowiedzieć się na każdym temat, ale z ukrytą gdzieś przed światem nienawiścią do siebie, obłędem dotyczącym pracy nad sobą i skrajnie niską samooceną. Przez te wszystkie lata, spotkałem wiele kobiet, z którymi tworzyłem bardzo bliskie relacje. Ku memu zdziwieniu okazało się, że przyciągam osoby inteligentne, ale często z problemami, unikające bliskości, zwykle toksyczne, którym imponowałem i mnie uwielbiały, ale nic ponadto. Często zakochiwałem się w nich, a te intensywne relacje z powodu ich braku zaangażowania, kończyły się. Jednak, widziałem potem te osoby, wzdychające do kogoś innego, co tylko pogłębiało moje problemy. Te bliskości, jednak nie były nasiaknięte żadną moją desperacją. Potrafiłem nie odzywać się, kiedy było trzeba, trzymać dystans kiedy było trzeba, nie powielać błędów ludzi, we "friendzonach". Nie udawało się, a ja widziałem problemy tylko w sobie. Starałem się randkować, nie lgnąć do kobiet toksycznych albo po prostu mieć, "koleżanki". Ku memu zdziwieniu żadna nie wyrażała specjalnego zainteresowania. Wówczas, wpadłem w następną relację, z gatunku tych toksycznych. Zakończyła się ona, moją próbą samobójczą i pogorszeniem stanu mojej psychiki. Chodziłem długi czas do psychologa, brałem psychotropy, chociaż nie była to zbytnia pomoc. Wlłaściwie, prawie nic to nie dało. Starałem się wyjść, do "normalnych". Ale oni wręcz mnie mijają, jak powietrze. Mimo mojej komunikatywności i naturalności, nie jestem w stanie mieć obok siebie osoby normalnej. Takich, po prostu odpycham. Wyczuwam w sobie, coraz większy regres. Pierwszy raz, od kilku lat na powrót alienizuję się od społeczeństwa i zamykam coraz bardziej w sobie. Nie mam praktycznie znajomych, ani przyjaciół, którym mógłbym się zwierzyć,. Jeżeli już próbowałem to zrobić, byłem zbywany. Jedyne, co krąży w mojej głowie, ostatnimi czasy to ostateczne zaprzeczenie swojej egzystencji i wreszcie, porządne skończenie ze sobą. ale chyba zbyt kocham, te wszystkie książki i zainteresowania, bo inaczej nie prosiłbym tutaj o porady i opinie, a po prostu to zrobił.
  11. Witam. Jestem mama prawie dwuletniej córci, mieszkamy razem we trójkę ja córcia i mój partner. Żyjemy razem 5 lat i nie jesteśmy po ślubie, mieszkamy w jego mieszkaniu. Przez prawie dwa lata układało nam się dobrze, niestety potem partner zaczął wypominać mi małe potknięcia takie jak np. Nie dosypanie cukru do cukiernicy czy źle zrobiona kanapka oczywiście wcześniej było to łagodnie z jego strony natomiast teraz taka mała drobnostka i już awantura w domu, wypomina mi jaka to ja jestem siaka i owaka(nie użyje tych słów) dobrze mnie boli gdy mówi że jestem taka jak moja rodzina, niestety u mnie w domu był problem alkoholowy. Czuje się z tym bardzo źle bo staram się jak mogę by było dobrze, nie chce bo zezloscic, ale brakuje też mi rodziny gdyż przez związek kontrakt jest słaby. Co robić, z jego strony już były próby wyrzucenia mnie z domu. Nie chce tego bo zależy mi na nim bardzo. Dużo do pisania
  12. psycholog Rafał Olszak

    Przyczyny poddawania się operacjom plastycznym

    Chirurgia plastyczna na stałe zagościła w codzienności. Nie jest to już zjawisko, który dotyczy tylko wąskiego grona osób ze świata gwiazd i celebrytów. Nie trzeba zarabiać gigantycznych pieniędzy, by poddać się zabiegom. Jedni robią to, bo nie chcą mieć cech, które powodują przykre komentarze otoczenia lub wręcz odrzucenie. Inni bo chcą poczuć się lepiej we własnej skórze, a także aby ich wygląd był bardziej zgodny z ich osobowością i aby czuli, że wszystkie kawałki ich ciała „pasują do siebie”. Niestety, chirurgia plastyczna ma też swoją mroczną stronę. Różne badania wskazują, że od 7 do 12% osób poddających się zabiegom cierpi na dolegliwość znaną specjalistom od zdrowia psychicznego jako cielesne zaburzenie dysmorficzne i wręcz obsesyjnie myśli o modyfikowaniu ciała bez szansy na pełną satysfakcję. Psychologowie zachęcają chirurgów do zwracania uwagi na takie osoby, bo są one szczególnie narażone na poważne problemy psychiczne. Różnie bywa ze świadomością tego problemu, a nawet czasem z etyką chirurgów. Czy usprawiedliwia to cały ten hejt pojawiający się w sieci i skierowany do popularnych osób, które wyraźnie poddały się zabiegom? Absolutnie nie. Dajmy ludziom iść własną drogą i odpuśćmy trochę, bo hejt to nic dobrego i każdy może paść jego ofiarą. CIEKAWOSTKA: Akceptacja swojego wyglądu, poprawa nieadekwatnej samooceny i wzmacnianie poczucia własnej wartości to tematy, które nierzadko poruszane są w trakcie usług takich jak terapia online, konsultacje i porady psychologiczne w placówkach typu internetowa przychodnia psychologiczna.
  13. psycholog Rafał Olszak

    Ratunek dla narcyza

    Czasem koty patrzą w lustro i widzą lwy lub lwice. Niekiedy ludzie oceniają siebie równie nieadekwatnie. Nieuchronnie prowadzi to do cierpienia – własnego i partnerów, partnerek. Ratunkiem dla narcyza jest dostrzeżenie i zaakceptowanie siebie takiego, jakim jest naprawdę. Nie jest to jednorazowa akcja, lecz raczej lekcja do stałego powtarzania. Warto o tym pamiętać samemu mając takie zapędy lub rozważając związek z kimś takim. CIEKAWOSTKA: Narcystyczne zaburzenie osobowości jest bardzo poważnym problemem psychologicznym, który można w pewnym zakresie łagodzić podczas psychoterapii indywidualnej. Możliwa jest też pod tym kątem terapia online.
  14. Susu

    Czy warto?

    Dzień dobry nazywam się Zuza i mam 20lat. Od najmłodszych lat zmagam się z nienawiścią , obrzydzeniem do własnego ja. Jestem świadoma swoich wad których inni nie dostrzegaja , fałszywych wymuszonych komplementów i zbywania moich myśli. Czy warto szukać pomocy jeśli sama nie widze problemu? Czy depresja naprawdę jest czymś złym, skoro jest skutkiem racjonalnego i rzeczywistego podejścia do swego życia i osoby? Czy obrzydzenie do swojego ciała jest czymś złym skoro jest ono niedoskonałe? Czy samobójstwo naprawdę jest wyjściem dla tchórza skoro jest konkluzja wszystkich aspektów mojego życia? Czy warto ratować takie życie?
  15. Witam, Jestem 25 letnią kobietą. Mam jednak syndrom DDA i byłam wychowywana w rodzinie, która borykała się z problemem alkoholizmu. Zarowno mój ojciec jak i moja matka pili. W domu były również inne problemy: bieda, przemoc, zdrady, agresja. Mimo, że jestem już dorosła, a problemy alkoholowe moich rodziców już nie wplywają na mnie tak bardzo jak kiedyś nadal czuje skutki ich picia. Całe życie byłam osobą skrytą i zamknietą. Całym życiem rządził strach, balam się ludzi, relacji, podejmowania ważnych decyzji. Unikałam konfrontacji w szkole, w kontaktach z rówieśnikami, w miejscach pracy. Pozwalałam się źle traktować innym. Jednak w domu, w stosunku do rodziny jestem zupełnie inna, jestem samolubna, kłótliwa i uparta (nie są to cechy z których jestem dumna). Jestem też zarówno w domu jak i poza nim nałogową kłamczuchą. Niemal zawsze, w każdej sytuacji jestem egoistką, martwie się o swój komfort, swoją reputacje itp. Chce aby każdy mnie lubił, dlatego dopasowuje się do środowiska, jestem dwulicowa itp. Z drugiej strony bardzo długo odrzucałam ludzi. Udawałam, że ich lubie, że chce im pomóc, jednak w rzeczywistości, w środku myślałam tylko o tym jak się wyplątać z nieszczerych obietnic. Bylam jednak bardzo samotna, marzyłam o grupce przyjaciół i chlopaku. Bardzo długo miałam depresje i chciałam umżeć, twierdząc że nie zasługuje na życie, gdyż je marnuje - nie korzystałam z życia, siedziałam w domu oglądając telewizor itp. Wyszłam jednak z tego i zaczęłam nad sobą pracować. Od kilku lat staram się, żeby moje relacje z ludzmi były szczere. Widzę jednak, ze wiele niezdrowych zwyczajów pozostało. Nadal w nowych środowiskach potrafie być dwulicowa, nie lubie siebie. Brak mi Jakiejkolwiek wiary we wsłasne umiejetności. Zaczynam jednak nową pracę i chcę najlepszą możliwą wersją samej siebie. Chce być pewna siebie. Chcę siebie polubić. Chce, żeby mężczyzna z którym jestem był ze mną szczęsliwy. Czasami zauważam, że jestem nadmiernie zazdrosna, choć często mówi i pokazuję że mnie kocha, potrafie być zazdrosna o każdą kobietę na którą spojrzy. Chce byc pewna siebie. Nie chce aby takie rzeczy mi przeszkadzały. Proszę o poradę, co zrobić, żeby zaakceptować samą siebie, jak uwierzyć we własne możliwości, jak uwierzyć, że jestem czegoś warta? Dziękuję za wszelkie odpowiedzi
  16. Lunita

    Bolesne życie

    Witam jestem chłopakiem mam 14 lat. Zakochałem się w rok młodszej dzieczynie ja i mój kolega o tym wiedział napisałem do Oli list miłosny dowiedziała się że to ja napisałem marcelina jej koleżanka powiedziała czy na serio się zakochałem ja powiedziałem że tak bo tak jest miałem myśli samobójcze byłem w tedy w 4 klasie potem byłem w 5 klasie dałem jej czekolade podzienkowała mi potem była wigilia byliśmy wy szkole jadłem bardzo ostrożnie bo się wstydziłem potem był koniec wygili pożegnałem się z wszystkimi oprócz Oli bo się bałem i powiedziała głośno dlaczego nie z nią nie pożegnałem tylko ja z nią w 6 klasie też była wigilia już na nią nie przyszłem bo tym razem już pewnie musiał się pożegnać bo by pamiętała potem był wystemp z okazji dzień dziecka dzień mamy i taty na kociec był gril Oli nie było potem przyszła ukurat jadłem kiełbaske potem uważałem bo Ola też zaczeła jeść ja zwolniłem potem Ola chyba się popatrzyła i wyszła chyba dlatego że się jej wstydziłem zauważyła to. Ola mówiła mi różne smutne dla mnie żeczy były Oli urodziny ja się bardzo stresowałem w dniu Oli urodzin poszłem szybko do łazienki i myślałem co powiedzieć poszedłem do mojej klasy usłyszałem szelest cókierków a potem śmiech obruciłem się zobaczyłem że jest za mną złożyłem życzenia a i tak źle w szóstej klasie miałem za sobą 2 próby samobójcze jak był W-F to ja z Olą patrzeliśmy na swoje oczy koło 10 sekund mój kolega przyjaźnij się w dziecinstwie z Olą. Ola spytała się Kacpra mojego kolegi dlaczego się ze mną koleguje nic nie powiedział ja i kacper uciekamy zawsze od Oli ale kacper mówi że się wniej nie zakochał i Ola w nim ale nie dawno miał sen był w kościele wyszed z kościoła był koło bramy i ktoś go złapał za renke odwrócił się i to była Ola potem poszli kawałek drogą potem scena zaczeła się zmieniać nie było już Oli a ja stałem na polu. Drugi sen kacper siedział na ławce Ola ptzyszła usiadła koło kacpra i oparła ręgę na nim koło swojego domu z Olą,Ola wyciągła notes tam było coś napisane przewracała strony kacper się simiał i sen się jego skączył. To nie był sen kacper siedział na ławce Ola do niego podeszła i usiadła koło niego nic nie mówili potem sobie poszła. Ja mam 14 lat a Ola 13 i kacper też 13. Nie wiem co mam myśleć czy Ola go kocha i on kocha ją? Ja kocham Olę od 6 lat i próby samobójcze są prawdziwe. Ja się boję Oli co o mnie pomyśli i ja jestem nieśmiały Ola chce wiedzieć prawde ale przecież nie powiem jej o samobójstwie raz się dowiedziała i powiedziała pani i ja nie mogę iść do lekaża albo jakiegoś psychologa. Proszę o pomoc
  17. Dzien dobry. Mam na imię Marta i mam 19 lat. Mam pewien problem, chociaż nie wiem w jaki sposob go określić. Myślę że podobnie czułam się już w tamtym roku na przełomie października i listopada, jednak teraz znowu ten stan mi powrócił i kompletnie nie wiem co mogę z nim zrobić. Mam lekkie huśtawki nastrojów, czasem chce mi się śmiać a za chwilę potrafię się rozplakac nawet z blahego powodu. W październiku zaczynam studia i może to zabrzmi dziwnie ale nie czuję się na to na siłach. To nie tak że jestem leniwa i nie chce mi się uczyć, po prostu nie widzę żadnego sensu w tym co robię. Brakuje mi celu do którego mogłabym konsekwentnie dążyć, wszystko wydaje się takie ponure i bezbarwne. Wiem jak to brzmi, głupio. Pewnie każdy by powiedział że powinnam znaleźć coś co mnie interesuje, ale ja nie potrafię.Nie potrafię cieszyć się z rzeczy które dawniej przyprawialy moją twarz o szeroki uśmiech. Na wszelką krytykę, a nawet nie krytykę reaguję płaczem. Ostatnio w pracy źle skasowalam jakiejś Pani za cukierki i przyszła do kierownika to wyjaśnić i pomimo ze nikt nie miał do mnie o to pretensji, nikt nic mi nie powiedział ani nie nakrzyczal, to jednak kiedy slyszlam ich rozmowę to z trudem powstrzymywalam się od płaczu. Czasami czuję się jakbym nic nie znaczyla i była takim totalnym zerem. Codziennie nakładam uśmiech na twarz, ale kiedy wieczorem kładę się spać to czuję się po prostu smutna i mam wrażenie że życie ucieka mi pomiędzy palcami.
  18. Dzień dobry. Jestem studentką, mam 21 lat. Moim problemem, który towarzyszy mi od zawsze jest brak pewności siebie i zaniżona samoocena. Od kiedy pamiętam borykam się z różnorodnymi kompleksami (wydatny nos, skłonności do tycia, rzadkie włosy itp.) Przez niskie poczucie własnej wartości czuję się gorsza od innych, a w konsekwencji izoluję się od świata, unikam spotkań ze znajomymi. Mam wrażenie, że każdy, kto na mnie patrzy, zauważa moje wady, źle o mnie myśli, dlatego zamykam się w sobie i wolę żyć w swoim bezpiecznym azylu gdzie nikt mnie nie widzi. Ostatnio zauważyłam, że uczucie 'beznadziejności' nasila się u mnie znacznie po spotkaniach z koleżanką, z którą znam się od dzieciństwa i zawsze miałyśmy dobry kontakt. Zazwyczaj wyciągała mnie z domu i wprawiała w lepszy humor. Teraz, mam wrażenie, że jest zupełnie odwrotnie. Gdy się spotykamy, ona wychwala się swoimi osiągnięciami, sukcesami. Opowiada o planowanych podróżach z chłopakiem, o tym jakie budzi zainteresowanie wśród płci przeciwnej (podoba się wielu chłopakom). Chwali się nowymi ubraniami. Jest szczupła i piękna. Nigdy nie słyszałam, aby miała jakiś problem. Zawsze była pewna siebie, ale teraz jest pewna siebie w sposób, który mnie irytuje. Wiem, że powinnam cieszyć się jej szczęściem, lecz zazdrość przejmuje górę. Po takim spotkaniu wracam do domu i płaczę w poduszkę. Zastanawiam się, dlaczego ona ma takie piękne życie, a ja ciągle muszę się zadręczać, nie mogę spojrzeć w lustro, bo nie podobam się sobie.. sobie i innym. Chciałabym to zmienić, lecz nie umiem. Co zrobić aby wyjść do ludzi? Czuć się piękną, chcianą? Co zrobić aby wychwalanie się koleżanki nie robiło na mnie wrażenia? Wiem, że taka zazdrość jest po prostu głupia, ale nie umiem nic z tym zrobić. Czuję się z tym bardzo źle.. Proszę o radę. Z góry dziękuję.
  19. psycholog Rafał Olszak

    Bądź swoim sprzymierzeńcem

    To, że ludzie ciągle od ciebie czegoś chcą bynajmniej nie oznacza, iż zawsze musisz im to dawać. Im większą wywierają presję tym prawdopodobnie mniej to będzie dla ciebie korzystne. Bądź szczodry… w dawaniu SOBIE prawa do odmawiania. Skomentuj na Facebook.
  20. Jestem bezrobotną kobietą stanu wolnego w wieku 27 lat. Od dwóch miesięcy, czyli od zakończeniu stażu bez przerwy chodzę zdołowana. Próbowałam rozmawiać z rodzicami i bratem, ale słyszę tylko, że wymyślam i przesadzam. Jestem przekonana, że do niczego się nie nadaję i dlatego żaden pracodawca nie odpowiada na moje aplikacje. Nie wiem co robić. Odkąd pamiętam rodzice faworyzowali mojego brata. Wszelkie moje sukcesy były w zasadzie niezauważane, w pewnym momencie przestałam się starać. Będąc w gimnazjum zaczęłam się ciąć żyletką - problemy w nauce, kłótnie z rodzicami i bratem. Kiedy moja mama się o tym dowiedziała niby zaczęła płakać, ale przy tym stwierdziła, że ona miała gorzej i się nie cięła.... Chciałam się zabić. Jedyną rzeczą, która mnie powstrzymywała była myśl, że rodzice po mojej śmierci będą mieli mi za złe, że narobiłam im problemów. Jakoś to przetrwałam. Niemal na każdym kroku byłam krytykowana przez najbliższych. Zaczęłam powoli zajadać smutki. Podczas studiów chciałam podjąć pracę, nim coś znalazłam usłyszałam od rodziców, że nie nadaję się nawet do sprzątania czy do pomocy w kuchni. Podczas kursu na prawo jazdy instruktor zaczął mnie molestować - ciągłe podteksty, dotykanie kolana, ręki, gdy się zbuntowałam zaczęła się ciągła krytyka. Rodzice na wieść o tym śmiali się, że dziadek chociaż sobie podotyka. Kurs ukończyłam bez zmiany ośrodka, bo uznałam, że jestem za głupia żeby gdzie indziej sobie poradzić. Po roku od ukończenia studiów znalazłam dorywczą pracę fizyczną, niestety podupadłam na zdrowiu, zwłaszcza, że waga rosła. W końcu trafiłam na roczny staż. Moja samoocena wzrosła, ale mama wciąż powtarzała, że staż z urzędu pracy to żaden powód do radości. Staż się skończył, oszczędności topnieją. Wszyscy naciskają i nie potrafią zrozumieć, że to nie moja wina, że nikt nie odpowiada na moje aplikacje. Mam zdiagnozowaną niedoczynność tarczy, Hashimoto i astmę. Wg rodziców astmę sobie wymyśliłam i nie dociera do nich, że mam napady duszności m.in. przez ich palenie papierosów. Jestem od pół roku na diecie (waga startowa to 92 kg przy 165cm wzrostu). Schudłam 10kg, ale znów zaczęłam zajadać stres i waga zaczęła rosnąć. Nie mam pracy, znów tyję, kłócę się z tatą, a u mamy niedawno zdiagnozowano początkowe stadium złośliwego raka piersi. Wstyd mi zgłosić się po pomoc, bo przed rodzicami tego nie ukryję, a tata na pewno stwierdzi, że jestem wariatką i zaczną się docinki. Całe życie słyszę, że do niczego się nie nadaję i już sama nie wiem czy to prawda. Nigdy nie miałam chłopaka, z jednej strony mnie to męczy, ale z drugiej uważam, że tak jest lepiej, bo szkoda żeby "ktoś się ze mną męczył" (słowa mojego taty, które teraz uważam za słuszne). Zwierzyłam się kilku osobom, ale za każdym razem miałam wyrzuty sumienia, że źle mówię o rodzinie. Boję się, że tym razem już nie wytrzymam i coś sobie zrobię. Proszę o poradę.
  21. Dzień dobry. Mam 22 lata i jestem studentką fizjoterapii. Piszę tu, ponieważ czuję się bardzo źle z samą sobą, a nie umiem o tym porozmawiać z kimś twarzą w twarz. Mniej więcej od czasów gimnazjum zaczęłam zwracać uwagę na to jak wyglądam. Ze względu na zaburzenia hormonalne mam problemy cerą - nieustannie mam coś w rodzaju trądziku, po którym zostają ciemne plamy na skórze. Jest to jednym z czynników przez które czuję wstręt do swojego ciała. Poza nienawiścią do swojego wyglądu dochodzi jeszcze kwestia mojego charakteru. Jestem osobą bardzo introwertyczną. Mało mówię, nie przepadam za imprezami, często lubię spędzić czas tylko ze sobą. Co wcale nie oznacza, że lubię być samotna. Przez to ciągłe myślenie o swoich wadach mam wrażenie, że przebywając z ludźmi oni także o nich myślą. W związku z tym mam problemy w relacjach z ludźmi a zwłaszcza z mężczyznami. W ich towarzystwie czuję się niesamowicie spięta i skrępowana. Pod koniec poprzedniego roku zaczęłam spotykać się z pewnym chłopakiem - po raz pierwszy w życiu. Pomimo jego zapewnień, że nie przeszkadzają mu moje niedoskonałości nie byłam w stanie mu uwierzyć i zakończyliśmy naszą znajomość. Boję się, że przez to jaka jestem i przez swoje zachowanie będę zawsze samotna. Bardzo liczę na pomocną poradę w mojej sprawie.
  22. Mam 23 lata, skończyłam studia z ekonomii- licencjat, aktualnie pracuje w dużej firmie. Moim problemem jest wieczny lęk. Nie ma dnia kiedy nie odczuwam lęku przed wyjściem do pracy, do sklepu, na spotkanie ze znajomymi. Mam wrażenie, że towarzyszy mi cały czas. Problem najbardziej nasila się przed pójściem do pracy, wstaje specjalnie wcześniej, żeby się uspokoić, wypić kawę, starać się pozytywnie nastawić, ale wychodzi jak zwykle tak samo- chodzę do pracy z panicznym lękiem. Pracuje w dużym zespole, mniej więcej 80 osób, mam telefoniczny kontakt z klientami. Nie mogę skupić się na pracy, cały czas myślę, czy ktoś może słucha mojej rozmowy z klientem, mam wrażenie, że ludzie obgadują mnie za plecami albo myślą, że jestem nienormalna, głupsza. W rozmowach telefonicznych z klientami nie mam pewności siebie, co utrudnia mi bardzo pracę, co odbija się na wynikach. Mam niskie poczucie własnej wartości, mam problem z utrzymywaniem relacji z innymi, nie lubię z nimi rozmawiać, nie czuje się wtedy komfortowo, mam wrażenie, że nie mam nic ciekawego do powiedzenia, że jestem głupsza od innych, mało ważna. Przez to nie staram się nawet z nikim nawiązać kontaktu, jestem bierna i słucham innych, nie mam swojego zdania. Od zawsze miałam kompleksy jeżeli chodzi o mój wygląd, jestem bardzo niską osobą, na wszystkich patrze z dołu i nigdy tego nie zaakceptowałam. Jestem bardzo zestresowana i nie potrafię się uspokoić, najzwyklejsze sytuację powodują u mnie poczucie strachu jak chociażby podróż autobusem, wyjście na dwór żeby pobiegać. Przez strach nie mam żadnej aktywności, energii, wszystkie moje myśli mnie blokują, zawsze, na każdą okazję znajdzie się jakieś ale. Wieczne zamartwianie się i nicnierobienie, przez to czuje się nieszczęśliwa, chociaż mam bliskich mi znajomych, rodzinę i męża, nikt z nich nie wie, co naprawdę czuję.
  23. psycholog Rafał Olszak

    Cielesne zaburzenie dysmorficzne (dysmorfofobia)

    Cielesne zaburzenie dysmorficzne (dysmorfofobia; ang. Body Dysmorphic Disorder, BDD) to dolegliwość psychiczna, która sprawia, że człowiek jest nadmiernie skoncentrowany na jednym lub większej ilości wyobrażonych defektów lub wad wyglądu zewnętrznego, których inni nie zauważają lub uznają za błahe. W pewnym momencie chory przesadnie skupia się na czynnościach związanych z monitorowaniem swojego wyglądu – na przykład ciągle zerka w lustro lub płaszczyzny, w których może się przejrzeć. Jest nadmiernie pochłonięty troską o należyty, estetyczny wizerunek i straszliwie obawia, że ktoś mógłby negatywnie go ocenić. Dana osoba tak bardzo jest zaabsorbowana własnym wyglądem i jego domniemanymi defektami, że powoduje to u niej ogromne cierpienie oraz utrudnia jej normalne funkcjonowanie w sferze społeczne czy zawodowej. Mężczyźni cierpiący na cielesne zaburzenie dysmorficzne częściej niż kobiety skupiają się na przemyśleniach o tym, że ich ciało ma zbyt słabą budowę ciała i niewystarczającą muskulaturę. Panowie cierpiący na BDD są szczególnie skłonni sięgać po sterydy, suplementy i ekstremalne diety, by poprawiać wygląd za wszelką cenę. Kobiety starają się ratować zabiegami chirurgii plastycznej, ale zwykle po operacji zaczynają koncentrować się bardziej na innych częściach ciała. Można metaforycznie powiedzieć, że chorobowe myślenie zaczyna dotyczyć innych elementów fizjonomii. Ani kuracje sterydowe, hormonalne, ani operacje plastyczne nie przynoszą ukojenia. W badaniach przeprowadzonych pod kierownictwem dr Katharine Philips z udziałem ponad 500 chorych ustalono, na jakich częściach ciała koncentruje się ich uwaga. Są to: skóra (73%), włosy (56%), nos (37%), waga (22%), brzuch (22%), piersi/brodawki (21%), oczy (20%), uda (20%), zęby (20%), nogi (ogólnie) (18%), budowa ciała/struktura kości (16%), twarz (14%), rozmiar/kształt twarzy (12%), wargi (12%), pośladki (12%), podbródek (11%), brwi (11%), biodra (11%), uszy (9%). Większość cierpiących na BDD zwraca uwagę na kilka części ciała jednocześnie – z reguły pięć lub sześć. O dysmorfofobii można mówić, gdy obecność wspomnianych objawów nie wynika z Zaburzeń odżywiania ani innych problemów psychologicznych. Leczenie dysmorfofobii polega przede wszystkim na psychoterapii, ale niekiedy łączy się ją z kuracją farmakologiczną pod opieką lekarza psychiatry.
  24. Kobieta 28l, mama i żona 6latka. Kiedyś szczęśliwa, dziś... chodzę do pracy bo muszę, tam jadam śniadania bo są wspólne. Później często nic. Wracam do domu i najczęściej zostaje już do rana. Nie wychodzę, nie spotykam się z nikim. Nie chce. Ciągle słyszę "znowu schudłaś, źle wyglądasz", więc wole siedzieć w domu. Kiedyś też tak było tylko w drugą stronę. Schudłam, wiem. Ale dalej nie wychodzę na basen, bo twierdze, ze wyglądam jak świnia. Nie nawidze męża. Ciągle się kłócimy. O wszystko. Nawet nie sypiamy razem. Nie znoszę być dotykana przez męża. Wieczorami często płaczę, zastanawiam się czy nie byłoby im (mąż i syn) lepiej beze mnie. Nie wiem co mam robić, co robić dalej. Nie mam celu w życiu, żyje z dnia na dzień. Nic mnie nie cieszy, nawet wyjście z dzieckiem na plac zabaw. Chaotycznie, bez sensu. Nie wiem nawet po co to wszystko tu napisałam...
  25. Witam, Mam 23 lata i jestem samotna matka 3 letniego chłopca, mieszkam za granica. Moje problemy emocjonalne zaczęły się około 2 lata temu od tamtej pory nie rozumiem samej siebie nie wiem czego chce co robić dalej, jak żyć samej ze sobą. Uważam się za nie lubiana i dziwna osobę nawet nie wiem od czego mam zacząć. Około 2 lat temu rozstałam się z ojcem mojego dziecka na oko byliśmy udana rodzina jednak on miał problemy z hazardem a między nami uczucie się wypaliło już jak byłam w ciąży byliśmy razem ze względu na dziecko, był dobrym ojcem ale nie partnerem. Gdy wróciłam do pracy poznałam faceta byl hindusem urodzonym i wychowanym w angli. Spotykaliśmy się uwielbiałam to jak się o mnie troszczył i to ile uwagi mi poświęcał, był bardzo dobrym facetem dawał mi to czego mój były nigdy nie był w stanie mi dać. Ojciec mojego dziecka nie chciał się wyprowadzić chociaż wiedział ze się już z kimś spotykamrobił problemy zastraszał i poniżał codziennie mi wmawiał ze jestem do niczego dzień w dzień mówił mi ze jestem okrutna matka bo nie chce być z ojcem dziecka, ze życzy mi żebym umarła itp. Ja znajdowałam wsparcie u mojego nowego partnera on mnie pocieszał , kochał mnie za to jaka byłam zawsze był przy mnie kiedy go potrzebowałam, nigdy nie oceniał zawsze wysłuchał i poradził. Aż po jakiś 6 miesiącach mój były wkoncu postanowił się wyprowadzić jednak dalej mnie zastraszał ze się zemści Ze nastawi dziecko przeciwko mnie i ze jestem nic nie wartym człowiekiem. Mam tutaj mało przyjaciol znajdowałam pocieszenie u mojego nowego partnera jednak nie zamieszkaliśmy razem mój były robił mi problemy nie pomagał przy dziecku powiedzial ze gdy zostawię obecnego partnera będzie mi pomagał ponieważ on się wstydzi ze matka jego dziecka poszła z ciemnoskórym. Syn tęsknił za ojcem, nie mogłam patrzyć jak dziecko tęskni a jego ojciec go olewa. Oczywiście wszyscy dookoła mówili ze to moja wina . Tak żyliśmy przez następny rok mój były mnie zastraszał i potępiał. Ja już sama nie wiedziałam co mam robić jak żyć, czego chce, czy robię dobrze. Nie czulam się szczęśliwa wszystko mnie przytłaczało dalej się spotykałam z moim nowym chłopakiem on był bardzo zakochany we mnie zawsze był przy mnie robił co mógł aby było nam dobrze. Jednak ja w głębi duszy wiedziałam ze to nie ma sensu ze go nie kocham, byłam wyczerpana moimi problemami nie potrafiłam być. Szczęśliwa . Zostawiłam go jakiś tydzień temu chłopak jest załamany ja tez mam dola. Czuje pustkę nie wiem czy dobrze zrobiłam sama nie wiem czego chce . W jednej chwili jestem szczęśliwa a za chwile smutna. Najgorsze jest to ze pracujemy razem . Boje się rozmawiać ludźmi bo zawsze powiem to czego nie chce w interakcji nie wiem ze nie chce tego mówić ale potem analizuje wszystko co powiedziałam i cZuje wstyd i lek. Boje się ze znowu kogoś zranię. Myśle ze jestem żałosna i niczego nie warta. Nie umiem nawiązywać nowych kontaktów przyjacielskich z ludźmi mam wrażenie ze ludzie mnie unikają albo gdy chwile porozmawiają ze mną to jyz nie chcą ze mną rozmawiać. Kiedyś byłam bardzo otwarta miałam dużo przyjaciół nie wiem co się dzieje. Czuje gniew za całe moje życie , Nie umiem sobie radzić ze złością mam napady ze bije się sama po głowie. Czuje bezradność sama nie wiem kim jestem i czego chce. Nie potrafię być szczęśliwa już od dłuższego czasu, wiem ze mój syn potrzebuje szczęśliwej i silnej mamy. Bardzo chce odzyskać sama siebie ale nie potrafię , czuje się winna i nic nie warta.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.