Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'samoocena'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 150 wyników

  1. Witam, za równy tydzień będę mieć 18 lat. Nie wiem co chcę robić w przyszłości , co teraz robię ; nienawidzę siebie, wszystkich tracę, najpewniej z mojej winy, nie umiem chodzić do szkoły przez lęki. Ale zacznę od początku (cała historia może zabrzmieć jak dziwna książka, jednak jest to prawdą, a to w jakim jestem stanie to potwierdza): Moj ojciec zostawił mnie i mamę, gdy byłam mała (między 4 a 6 r.ż, ale chyba wyjechał jak mialam 2 latka), moja matka zawsze szukała dla siebie faceta, najczęściej na internecie, po tym jak tata odszedł związała się z pewnym mężczyzną, który był jej przyjacielem od dłuższego czasu i został on moim chrzestnym, poznał ją ze swoim religijnym kolegą, ktory malował ikony(tak, jest to ważna informacja) nazwijmy go X, poznałyśmy go w tym samym czasie: jak miałam 5 lat na spotkaniu w kawiarni. (Pragnę zaznaczyć, że jak dziecko byłam zawsze energiczna, ludzie do mnie lgnęli, byłam jak popularna, przywódczyni stada, w sumie to bylam jak Orszulka od Kochanowskiego, cóż, tylko że ja jeszcze żyję) później nie pamiętam dokładnie, ale wiem, że od pewnego momentu ten mężczyzna zaczął się do mnie przystawiać: wąchać włosy, mocnej przytulać, rzucać coraz więcej aluzji seksualnych, pewnego dnia, jak miałam ok 10-11 lat spałam na łóżku z nogami w rozkroku, przyszedł X i zaczął mi gmerać w majtkach, obudziłam się, gdy próbował włożyć we mnie drugi palec, uciekłam do łazienki i się w niej zamknęłam, gdy wróciłam to mówił, że przecież mi się podobało i że udawałam, że śpię ... Nikomu nie powiedziałam, po tym wydarzeniu zaczął sie coraz częściej do mnie dobierać, zaczął stawać za mną i przyciągać do siebie, żebym czuła jego erekcję najpierw na plecach a jak podroslam- na pośladkach. Z czasem zaczęłam się nienawidzić, stalam sie cicha, odosobniona oprócz najbliższych przyjaciół, ze skrajnej ekstrawertyczki zostałam pchnięta w introwertyzm. Zaczęłam się samookaleczać, przynosiło to ulgę. Polska edukacja niestety o tym nigdy nie mówi (do czasów gimnazjum), na początku nie wiedziałam, że to molestowanie, że to jest złe, co powinnam zrobic; i tak trwało to do pewnego wydarzenia. Było to pod koniec gimnazjum, został on u nas na noc, a że matka miała faceta, który okropnie chrapie to X spał z nami w łóżku w kolejności on-ja-mama. W pewnej chwili się budzę bo coś nie gra: okazało się że obudziła mnie jego próba włożenia we mnie palców, wstałam pod pretekstem napicia sie wody. W łazience ubrałam dresy ciasno związane w pasie. Położyłam się ponownie, w chwile po moim zaśnięciu obudziło mnie dziwne uczucie, jakby coś się próbowało we mnie wedrzeć, okazało się że włożył we mnie czubek penisa uciekłam do łazienki, odkrecilam kran, płakałam nad nim po cichu i ponownie chwyciłam za żyletkę. Po pewnym czasie wróciłam do łóżka i poprosiłam mamę żeby się zamieniła miejscem ze mną, bo mi za cieplo, mnie-ktora zmieniła krótkie spodenki na długie. I tak dotrwalam do poranka, obudził mnie X i z pretensjami pytał czemu to przerwałam przecież było tak przyjemnie... Znowu, nikomu nie powiedzialam. Z czasem zaczęłam czuć pustke, od płata czołowego w przód, nieskończenie. Na poczatku 1 liceum powiedziałam w białym wierszu moim dziadkom i mamie o tym co robił X, odcielismy się od niego, nie, nie zglosilismy tego na policję. Czułam że nikt mnie nie chce więc na GG wysyłałam nagie zdjęcia 2-3 lata temu. Poprawiało mi to samoocenę, tymczasowo. W pewnym momencie przeglądając intagrama zauważyłam, że na profilu tego X jest moje nagie zdjęcie, bez twarzy, w formie obrazu, dostałam tak wielkiego ataku paniki, że myślałam że się udusze i mi serce wybuchnie. Powiedziałam matce, nie wierzyła mi ale dla mojego spokoju napisała do niego żeby to usunął i nie wrzucał takich rzeczy, ani rzeczy które mnie przypominają. Zaczęłam mieć wyraźne lęki przed wychodzeniem z domu, przed chodzeniem do szkoly, liczylam że nie dożyję do liceum i właśnie tu jest meritum:nie wiem czym jestem, kim chce byc, właśnie jedyna osoba dzieki której żyję (moja przyjaciółka) zakończyła przyjaźń. Próbuję chodzić do szkoły ale nie umiem, mam taki lęk że po wyjściu z domu idę na miasto zamiast do szkoły najczęściej przesiaduję w bibliotece miejskiej. Nienawidzę siebie, pragnę umrzeć. Do psychologa chodzę ok. 2,5 lata, brałam od psychiatry juz 4 różne leki (pierwszy psychiatra powiedzial że to wyglada na zaburzenia lękowo-deprwsyjnie): Seronil, jakieś jedne, Apo-serta i teraz bralam Trittico, pierwszy w. w mial tylko negatywne skutki. Teraz jestem w dole tak głębokim, że zdaje się jakbym była w piekle, choć zdarzają się góry, chwile ulotnego szczęścia . Nie wiem co robić... Jak się naprawić, już mam dość tych leków, strachu, pustki, lekarzy. Matka mówi że jestem leniwa i nie chce mi się chodzić do szkoły, ale w mojej głowie codziennie toczy się wojna i konczy się przegraną. Mam coraz mniej siły. Najchetniej to już bym się załatwiła, coraz mniej mnie obchodzi czyhające piekło dla samobójców. Boję się, że do tego dojdzie. Prosze o pomoc. Nie umiem sie wytrzymać.
  2. Wiele problemów, które Państwo zgłaszacie na platformie OcalSiebie dotyczy trudności ze zrozumieniem i przeżywaniem własnych emocji. Można powiedzieć, że jest to problem ze zrozumieniem siebie. W tym artykule przedstawię zwięźle kilka kluczowych informacji o uczuciach aby zachęcić Państwa do ich zrozumienia i polubienia. Czym zatem są emocje, stany emocjonalne, afekty i uczucia? Nie wdając się w naukowe podziały co do miejsca ich powstawania, natężenie i czasu trwania można stwierdzić, że te pojęcia z grubsza określają to samo (dalej w tekście będę stosować te pojęcia wymiennie): emocje/uczucia to przede wszystkim informacja dla mnie czy dana sytuacja, w której się znajduje jest dla mnie komfortowa i bezpieczna czy nie. Przyjrzenie się swoim emocjom i zrozumienie jaką niosą ze sobą informację to komunikacja z samym sobą. Uczucia pojawią się w każdej, nawet najbardziej błahej sytuacji. Lubicie Państwo czekoladę? Tak? A skąd o tym wiecie? Bo odczuwacie przyjemność z jej jedzenia. Pojawia się emocja. Potem np. u osób odchudzających się mogą pojawić się inne emocje jak złość, poczucie winy czy żal ale to już wynika z innej sytuacji - złamania diety. To pokazuje, że emocje i uczucia pojawiają się co chwila, w każdej sytuacji, pokazują nam kierunek, ubarwiają nasz świat i informują. Można je porównać do znaków drogowych - „kontynuuj to jest dla Ciebie dobre”, „stop - nie rób tego, to Ci zagraża”. W związku z tym nie ma złych emocji bo każda informacja jest ważna trzeba tylko umieć rozpoznać czego dotyczy. Każde uczucie jakie się pojawia niesie ze sobą bardzo konkretną informację, wymienię tylko kilka przykładów: złość - coś przeszkadza Ci realizować Twój plan lub podważane są Twoje przekonania, smutek - straciłeś kogoś/coś dla Ciebie ważnego, strach - uwaga, to zagraża Twojemu życiu bądź zdrowiu (fizycznemu lub psychicznemu), zazdrość - ta osoba/ta rzecz jest dla Ciebie ważna ale jej nie masz lub możesz stracić, radość - osiągnąłeś lub zrobiłeś coś dla Ciebie istotnego. Uczucia dotyczą nie tylko sytuacji bieżącej, ale przeszłości i przyszłości. Trzymając się przykładu czekolady: jecie Państwo czekoladę po raz pierwszy w życiu, jest przyjemnie, smakuje. Pojawiająca się emocja mówi, że ta sytuacja jest dla Państwa komfortowa. Uczycie się, że jedzenie czekolady jest fajne. Następnym razem gdy ktoś poczęstuje Was czekoladą chętnie ją weźmiecie bo będzie pamiętać, że jedząc ją czuliście się dobrze. A szpinak? U niektórych osób na samą myśl pojawia się wstręt. Nie tkniecie tego więcej a na pewno nie będzie on pierwszy na liście wyboru menu. Te przykłady to nie są jakieś znaczące wydarzenia w naszym życiu więc uczucia z nimi się wiążące nie mają dużego natężenia. Emocje pojawiające się w innych życiowych sytuacjach mogą mieć różne natężenie: „napięcie, irytacja, poddenerwowanie, złość, furia” czy „spokój, przyjemność, zadowolenie, radość, szczęście, euforia”. Nad uczuciami pozytywnymi dużo się nie zastanawiamy natomiast negatywne często rozpamiętujemy, zostajemy pod ich wpływem o wtedy one nieprzyjemnie narastają. Można niezauważalnie wpaść w pętle negatywnych uczuć i myśli i wtedy mówimy o obniżonym nastroju a krańcowo o depresji. Od strony fizjologicznej emocje to hormony np. : dopamina, serotonina (to te od dobrego samopoczucia), oraz noradrenalina, adrenalina, sterydy i wiele innych. Jak to działa? Upraszczając - znajdujemy się w jakiejś sytuacji np. po raz pierwszy w życiu widzimy czekoladę. Mózg nie zna tej substancji, przeszukuje naszą” bibliotekę wiedzy„ nie znajduje odpowiednika. Myślimy „co to?” i jednocześnie uwalniane są hormony powodujące ciekawość (endorfiny). Próbujemy - „... słodkie, dobre”. Znów uwalniają się endorfiny. Następnym razem sięgniemy po czekoladę z przyjemnością. Z czasem nawet myślenie o czekoladzie będzie przyjemne. To rola dopaminy - kieruje nas ku przyjemnościom. To niestety pułapka bo można się uzależnić od substancji lub czynności sprawiających przyjemność (to temat na inny artykuł). Niektórych emocji uczymy się w ciągu życia, a z innymi przychodzimy na świat. Oczywiście w procesie uczenia się kluczowy jest okres dzieciństwa i wpływ oraz obserwacja naszych bliskich lub opiekunów. Ta sama sytuacja może wywoływać różne emocje u dwóch osób. Np. jedno dziecko obserwuje, że na każdy dzwonek do drzwi rodzice reagują nerwowo i podejrzliwie. To dziecko nauczy się, że niezapowiedziany dzwonek do drzwi to groźna lub co najmniej irytująca sytuacja. Czyli gdy usłyszy dzwonek będzie odczuwać lęk lub rozdrażnienie. Rodzice drugiego dziecka reagują na dzwonek do drzwi z ciekawością i zadowoleniem - to dziecko będzie dorastało z pozytywnym nastawieniem do niezapowiedzianych odwiedzin. W dzieciństwie pobieramy ogromną dawkę wiedzy w obszarze uczuć, która ma wpływ na nasze dalsze życie. W tym okresie uczymy się poprzez obserwację i swoje doświadczenia i nie kwestionujemy zdobytych informacji – nabieramy różnych przekonań np. czekolada jest dobra a dzwonek do drzwi niebezpieczny. Przekonania mogą być prawdziwe lub nie, a przez to mogą nam pomagać w życiu lub nas ograniczać. Czyli odnosząc się do przykładu z dzwonkiem dorosły, który czuje strach na dźwięk dzwonka i to mu w życiu przeszkadza powinien sobie zadać pytanie: „Czego ja się boję?”, „Co jest niebezpiecznego w tym, że ktoś dzwoni do moich drzwi?” Analizując świadomie sytuację, swoje myśli i uczucia możemy zmienić swoje nastawienie i przez to pozbyć się obaw związanych z konkretną sytuacją. Myśli/przekonania, emocje i zachowanie wpływają na siebie nawzajem i my mamy na nie wpływ. Zrozumienie swoich emocji, świadome ich przeżywanie oraz aktualizacja własnych przekonań pomagają w rozwiązaniu wielu trudności z jakimi borykamy się w codziennym życiu. Dodatkowo pozwala to na budowanie oparcia w sobie i daje poczucie sprawczości co przekłada się na poczucie własnej wartości i komfort życia. Udział w terapii i otwartość na zrozumienie siebie pozwoli Państwu przekroczyć własne ograniczenia.
  3. Witam jestem studentką pierwszego roku w nowym mieście. Od paru lat chciałam wyjechać z rodzinnego miasta i zacząć swoje życie od zera. Z jednej strony ciężko mi było wyjechać i zdystansować się od dawnego życia. Byłam w paru toksycznych relacjach (ojciec, przyjaciółka, chłopak) ,miałam żal do tych osób i czułam ,że przy nich nigdy nie będę mogła się rozwinąć. Jestem nadmiernie wrażliwą osobą na swoim punkcie przez co często staram się udowodnić otoczeniu ,że jestem wystarczająco dobra. Kiedyś myślałam ,że tylko dążenie do perfekcji zapewni mi podziw ze strony innych i może ktoś obdarzy mnie uczuciem. Często zmienia mi się humor- jednego dnia jestem zabawna, otwarta i pełna entuzjazmu ,aby innego dnia płakać i przeżywać jakieś nieistotne rzeczy. Za mocno się wczuwam w dyskusje i kiedy pod wpływem emocji powiem coś nieodpowiedniego czuje się zawstydzona przez resztę dnia. Wiem ,że moje zachowanie staje się z roku na rok coraz bardziej niepokojące i częste ,co mnie przytłacza. Dawniej byłam zupełnie inną osobą.Chciałabym się zapytać co to może oznaczać? Czy może być to związane z tym ,że od paru lat wiele osób mnie zawiodło i zraniło moje uczucia? Czy to po prostu moja wrażliwa natura powoduje takie zachowanie? Albo to już jakaś choroba? Z góry dziękuje za odpowiedź.
  4. Dobry wieczór prawdę mówiąc trochę wstydzę się pisać o sobie i swoich problemach. Zauważyłam, że przeważnie młodzi ludzie zwierzają się i szukają pomocy a ja właśnie skończyłam 60 lat. od 8 lat pracuję w Niemczech i ....Na początku interesowało mnie tylko że będę mogła swoim dzieciom zapewnić lepsze życie, myślałam tylko o swoim ojcu i o tym żeby nic Mu się nie stało podczas mojej nieobecności. Lata mijały. Dzieci stały się samodzielne, Tato odszedł. Nagle poczułam samotność. Byłam samotna już wcześniej tylko nie zdawałam sobie z tego sprawy .Zapisałam się na popularną stronę dla samotnych. Na portal randkowy. Wzbudzałam zainteresowanie tylko....Jak kaczka kluski łykałam każde miłe słowo, dostawałam po głowie. nigdy wcześniej nie szukałam w ten sposób partnera, musiałam nauczyć się, że bardzo często te miłe słowa to tylko gra, zabawa. W końcu spotkałam tego jednego...Tak uroczego że nie chciałam zauważyć iż nie szuka trwałego związku. Powtarzałam sobie , że przecież to tylko zabawa i poradzę sobie. trwało to 5 miesięcy. On dalej uroczy, ale wolny, nie zaangażowany uczuciowo wprost przeciwnie do mnie. Spragniona ciepła i uczuć nie chciałam wierzyć , że to nie ma przyszłości. W końcu on odszedł twierdząc , że za wiele oczekuję. Wydawało mi się, że dobrze gram swoją rolę. Miłej , ciepłej kobietki... Ale uczucia rosły i to musiało być widoczne. Nie umiałam przyjąć tego z klasą. Wstyd mi do tej pory, że zrobiłabym wiele, a może wszystko żeby to tylko trwało, żeby był. Jakie to poniżające. Za garstkę ciepła byłam jak bezdomny pies przygarnięty przez dobrego pana. Pan kopnął mnie w ten merdający ogon. Wcześniej także miałam problemy w relacjach z mężczyznami. Od zawsze przyciągałam tylko tych, którzy mnie wykorzystywali, ranili, odchodzili.. Zawsze próbowałam być dla nich doskonała. Doskonale szczupła, zadbana, mądra...Nigdy tak naprawdę nie byłam sobą. Wysilałam się i nikogo nie zatrzymałam. Teraz, zbolała po ostatniej porażce próbuję na nowo na portalu i....Boję się tych mężczyzn. Szczególnie tych, którzy mają życie wypełnione pracą, hobby, przyjaciółmi. Czuję, że nie jestem dość dobra. Dlaczego? Jestem wykształcona, mam mnóstwo zainteresowań, wiem dużo i umiem o tym rozmawiać, ale tylko z neutralnymi osobami. Tym , którzy mnie interesują nie potrafię się tak pokazać. Przy tym panowie najpierw patrzą. Wiem, że uchodzę za atrakcyjną jeszcze kobietę, ale sama widzę tylko swoje niedoskonałości. Nie chcę być sama, ale też nie chcę kogoś za wszelką cenę. I boję się bardzo. Boję się , że znowu sobie nie poradzę , że wszystko zepsuję albo dam się nabrać i znowu ucierpi mój merdający ze szczęścia ogon. Dlaczego ja? Dlaczego jestem sama i samotna? na czym polegają moje błędy? Gdzie tkwi przyczyna? Proszę, jeśli ktoś może mi pomóc, podpowiedzieć, poradzić ....Proszę!!!
  5. Facet, Student z dobrą pracą, samochodem itp, 26 lat. Samotny od zawsze. Problem nie mam pojęcia kiedy się narodził. Nie ma początku ale chciał bym żeby miał koniec. Nie potrafię zainteresować Sobą drugiej osoby przeciwnej płci. Obejrzałem własnie film o incel i chyba mnie to dotyczy więc szukam pomocy. Z jednej strony jestem dość towarzyski, mam garstkę przyjaciół z którymi często spędzam czas, wychodzę na miasto itp. Z drugiej strony nie potrafię związać się z kobietą, nigdy nie miałem żadnej partnerki chociaż próbowałem wiele razy i zawsze odstawiały mnie to tzn frendzone. Przez to zaczynałem pić i kłóciłem się z nimi gdy kogoś znajdywały i wyrzucałem je z życia mojego, jak i niestety reszty znajomych. Jestem może nie klasycznie przystojny ale nie tragiczny. Wysoki, ciut za gruby ale max 5-6 kg nadwagi. Jedyną moją widoczną wadą jest oko które mam uszkodzone i nie potrafię się z tym pogodzić, Ma inny kolor i zeza. Próbuje co jakiś czas kogoś poderwać, mam tindera, chodzę na miasto ale i tak nie umiem przełamać jakiejś bariery i nigdy nie zostałem z kimś bliżej. Jest jeszcze szansa że założę rodzinę i będę miał normalne życie czy zostanę singlem do końca który kiedyś może przyjść za szybko gdy spędze sam rok, dwa, pięć bez odzywania się do ludzi bo wszyscy rozejdą się w swoje strony. Jak poczuć się potrzebnym wtedy? Jak się naprawić?
  6. Dzień dobry wszystkim, którzy jakimś cudem trafią na ten wpis i zechcą go przeczytać. Nie bardzo wiem, gdzie szukać pomocy, bo jestem w patowej sytuacji. Nie umiem sobie poradzić z wieloma przejściami (pobiciami w związku, kłótniami, wyzwiskami, które wtedy leciały i tym, jaki potwór ze mnie wychodził, trudną relacją z matką). Od czasu do czasu umiem wyprostować swoją psychikę na tyle, że nie mam problemu ze swoim nastrojem czy nie targają mną skrajne emocje. Mam problem, że gdy ktoś ponownie na mnie krzyczy lub powie coś złego na mój temat, wyzwie (tyczy się szczególnie osób mi bliższych, z dalszymi radzę sobie nie najgorzej), mam wrażenie, że te wszystkie dni, gdy przeżywałam emocjonalny koszmar, próbowałam się powiesić, byłam wyzywana od ohyd i grubych świń (nawet sytuacje z dzieciństwa, gdy miałam nadwagę), zbierają się we mnie i uderzają jak jeden mąż przez dłuższy czas, emocjonalnie przeżywam to znowu, czuję się, jakbym znowu nie mogła wstać przygnieciona do ziemi, gdy byłam opluwana. Bardzo chciałabym ponownie spróbować odebrać swoje życie w takich dniach, bo to nie trwa najkrócej (jednak piszę tutaj, bo jednak jakieś resztki instynktu samozachowawczego i wiary w życie pośmiertne zostały). I choć chciałabym radzić sobie z tym, że stałam się przez ostatnie trzy lata bardziej wrażliwa, nie za bardzo wiem jak. Sytuacja jest dla mnie o tyle trudna, że jestem na Syberii przez najbliższe miesiące i prędko nie wrócę do Polski. Nie czuję się na tyle rozwinięta językowo, by szukać czegokolwiek tutaj, a na terapię, jako studentkę, mnie nie stać (zresztą, sprowadzenie zwłok do Polski i pogrzeb wyszłyby taniej niż terapia, która może nie przynieść efektu). Głupio mi też iść i korzystać z ew. darmowej pomocy, bo chciałabym umieć zapłacić za wykonaną pracę drugiemu człowiekowi, bo on ten czas mógłby spożytkować lepiej niż ze mną. Czy są jakieś metody autoterapii czy inne środki, które mogą jakoś pomóc?
  7. Witam, jestem 17 letnia uczennica liceum. Może zacznę od początku - w 1 gimnazjum zaczęłam mieć problemy z Panią od matematyki. Myślałam, z początku ze tak musi być, ze ktoś w klasie musi być jej ofiara. Zaczęło się niewinnie, od docinek w stylu „Nic nie osiągniesz w tym życiu skoro liczyć nie potrafisz” lub bardziej personalnych np. „Nie powinnaś ubierać takich bluzek, widać ci faudki” niby nic a jednak na forum klasy to bolało. Później zaczęło się bardziej drastycznie - zakazy dołączania do mojej klasy na wycieczkach, kiedy nie było mnie w szkole z powodu choroby wyśmiewała to, znajomi odwrócili się ode mnie i sami zaczęli docinać. Z dnia na dzień psychicznie było mi gorzej. Unikałam matematyki, zaczęłam dostawać silnych nerwobóli przez które często faszerowałam się lekami. Pani potrafiła pytać mnie 2 godziny pod tablicą, nawet kiedy w pewnym momencie nie wytrzymałam i zaczęłam płakać nie przestała. Raz nakładając tusz do rzęs, co u moich koleżanek było codziennością, nawet inne bardziej rozbudowane makijaże, kazała zmyć mi oczy płynem do naczyń który wylała na moja twarz. Czułam się poniżona, najgorsza i zaczęły się inne problemy. I tak zgłaszałam to do dyrekcji, ale ta Pani była ostatni rok w szkole i poproszono mnie abym „nie wymyślała głupot”. Pedagog powiedział ze nie ma czasu i żebym przyszła w innym terminie - nie przyszłam. Wychodząc z gimnazjum miałam zniszczoną psychikę, samoocenę, nerwice szkolną. Stwierdziłam wraz z moja mamą, ze wezmę „przerwę” od szkoły w postaci edukacji domowej. Nie zdałam klasy z powodu matematyki. Na matematyce, kiedy tylko pomyśle o tym przedmiocie robi mi się niedobrze. Boje się każdej lekcji, zdarza mi się płakać w szkolnych toaletach godzinę przed. Mam również inne „objawy” które niszczą mi życie. Myśli samobójcze, nienawiść do samej siebie tak wielka, ze czasem nie mogę spojrzeć w lustro, samookaleczenie, ataki paniki. Wiem ze hormony w moim wieku buzują, dużo się dzieje, ale to mi nie daje żyć, nie wiem ile jeszcze czasu to udźwignę...
  8. Kim jesteś (podaj przynajmniej płeć oraz wiek)? Jestem pracującą kobietą w wieku 25lat. W jakiej sytuacji pojawił się problem oraz jak długo trwa? Odkąd pamiętam, jestem chorobliwie uzalezniona od opinii ludzi z mojego otoczenia. Wychowalam sie w patologicznej rodzinie, ktora dodatkowo jest czlonkiem pewnej grupy wyznaniowej. Przez alkohol i inne dysfunkcje,moja rodzina przysparzala wylacznie wstydu. Nikt nie mial zdrowego poczucia w.w,dlatego zawsze wpajano ze Nowakowie czy Kowalscy ( czlonkowie tej grupy ) sa lepsi, bo wplywowi, a my jestesmy nikim. W takim mysleniu zostalam wychowana. Na czym Twoim zdaniem polega problem? Cale zycie chodze zdolowana,podporzadkowanatym ludziom. Uwazam,ze to oni wyznaczaja moja wartosc. Skoro wiedza tyle o mojej rodzinie to tyn bardziej maja na mnie haka. Nie potrafie w ich towarzystwie byc soba i czuc swojej wartosci. Jak sobie ewentualnie radzisz z problemem albo jak go znosisz? Uciekam. Poddaje sie tym ludziom,nie wyrazam swojego zdania, uwazam ze sa ode mnie lepsi i pozwalam im chodzic mi po glowie. Bo przeciez oni znaja tajemnice mojej rodziny, alkohol itp. Wiedza skad pochodze. Jakie ewentualnie masz pytania odnośnie problemu? Jak pomimo takich przezyc zbudowac w sobie zdrowe poczucie w.w bez strachu, ze ci ludzie wiedza co bylo w mojej rodzinie, bez wstydu za to skad pochodze? Jak zbudowac siebie pelna wartosci?
  9. Jestem 21 letnią studentką. Od około dwóch lat nie potrafię sobie poradzić ze swoją sytuacją. Niby wszystko jest ok, mam co jeść, mam bardzo dobre wyniki w nauce,jak i także osiągnięcia na szczeblu krajowym. Jednak od dłuższego czasu dzieje się ze mną coś bardzo niedobrego. Zaczęło się w czasie trwania mojego związku 2 lata temu. Nie potrafiłam poradzić sobie emocjonalnie ( osoby z mojej klasy znęcały się nade mną psychicznie), wtedy zaczęłam się okaleczać. Nigdy nie chciałam się zabić, tylko jedynie poczuć ból, ukarać się jakoś. Po zerwaniu było jeszcze gorzej ponieważ zaczęłam wierzyć że jestem naprawdę do niczego. I tak jest od wtedy. Co parę miesięcy czasami tygodni jest na odwrót. Raz jestem szczęśliwa, może czasami aż za bardzo. Chce wtedy zmieniać świat, jestem w pewnej części taka jak byłam kiedyś, potem nadchodzi czas gdy nie mam zamiaru nawet wychodzić z pokoju. Ciągle siedzę tylko zamknięta w sobie. Wiem że powinnam iść do psychologa ale wstydzę się strasznie. W mojej rodzinie zdarzały się już przypadki chorób psychicznych. Co to może być? Jak sobie z tym poradzić?
  10. Witajcie. Jestem tu nowa. Mam 26 lat, od 5 lat jestem w związku i owocem naszej miłości jest synek. Wszystko tak naprawdę zaczęło jakieś 4 lata temu tak dowiedziałam się zupełnie przypadkiem, że mój partner zdradził mnie ze swoją byłą żona. Postanowiłam mu wybaczyć i żyć dalej. Ale jego błędy popełnialy się znowu, już nie chodzi o zdradę, ale o wiadomości jakie do niej wysyłał. O takie tak do niej się zwracał, po czym wracal do domu i wszystko tak jakby nic nie robił.. Serce pękalo, ale musiał dać radę bo w drodze był nasz synek, istota dla której musiałam być silna. Sytuacje się powtarzały, ale już w mniejszej skali. Próbowaliśmy już tyle razy od nowa, kilka razy w kłótni podnosił na mnie rękę... Staram się myśleć pozytywnie, ale zazwyczaj trwa to krótka chwilę. Pewnie też to jest moja wina... Bo jednak nie potrafię o tym wszystkim zapomnieć.. Myślami wracam do tych chwil, kiedy jednak był z nią... A pozniej niewinnie wracał do domu i udawał kochającego partnera i tatę. Często mu to wypominam podczas kłótni... Jak naprawić ta relacje? Czy w ogóle jest to jeszcze możliwe? Pomóżcie. Przestaje wierzyć w siebie, w swoją kobiecość. Bo wydaje mi się, że inne są bardziej atrakcyjne...
  11. Jestem kobietą. Mam 23 lata. Uczęszczałam na terapię, od kilku lat pracuję nad sobą. Utknęłam w martwym punkcie. Cała moja rodzina to jedna wielka patologia. Poprzednie pokolenia obarczone depresją, wzajemna nienawiść, wyniszczanie się od środka, alkoholizm, próby samobójcze, smutek, brak chęci do życia, zdrowych relacji ze sobą i innymi. Jeden wielki smród. Jestem ostatnim ogniwem w tej rodzinie-najbardziej świadomym, choć ogromnie poranionym i obciążonym przez poprzednie pokolenia. Wychowałam się w depresji. W złym myśleniu o sobie. Przeszłość mojej rodziny to mrok. Jeden wielki mrok. Smutek. Wszyscy w depresji i niszczą siebie nawzajem. Nie mam skąd wyciągnąć poczucia własnej wartości i kolorowego życia, bo i ludzie na mojej drodze mnie niszczyli. A najgorszy jest mrok w przeszłości mojej rodziny. Chcę szczęśliwego życia, chcę stworzyć sobie kolorowe życie, pełne miłości do samej siebie, zdrowych relacji i dobrych rzeczy Czy to jest możliwe??? Czy pomimo patologii całej mojej rodziny, wadliwego systemu, nienormalności moich krewnych jestem w stanie zbudować sobie życie na miłości do samej siebie? Tak naprawdę? Skoro nie na swojej rodzinie, to jak mam tą miłość zbudować? żeby była czysta i prawdziwa? Proszę o pomoc
  12. Jestem licealistką lat 18. Odkąd pamiętam, w mojej rodzinie nie układało się dobrze. Ojciec furiat, wyklinający matkę, nadużywający alkoholu z wiecznymi problemami ze znalezieniem pracy, skutek - brak pieniędzy. Pracuję od jakiegoś 15 roku życia by jakkolwiek dorównać rówieśnikom. Wstydze się tego, gdzie mieszkam, jak mieszkam, że nie stać mnie na wszystko oraz tego jaki jest mój ojciec. Boję się, że gdy mój chłopak dowie się o sytuacji w domu, oraz zobaczy jak żyję, to przestraszy się i mnie zostawi. Strach przed zaproszeniem go do domu mnie paraliżuje. Starałam się w delikatny sposób nakreślić sytuacje. Mówiłam, że "mam lekkie problemy z rodzicami" ale nie wiem, czy on w ogóle mnie rozumie. Czuję się gorzej od innych. Mam wrażenie, że po prostu mi czegoś brakuje, że nie jestem wystarczająco w czymś dobra. Mam ogromne problemy z samooceną. Wydaje mi się, że chyba przez to mam depresję. Nie umiem się cieszyć z życia a powinnam. Powinnam być wdzięczna ale nie jestem. Problemy w szkole, z ocenami są dla mnie nieistotne w porównaniu z problemami w domu. Kiedyś było kompletnie inaczej. Byłam najbardziej optymistyczną osobą w otoczeniu. Słyszałam słowa "jesteś najmilszą i najbardziej pozytywną osobą jaką znam", dziś słyszę "czemu ciągle jesteś taka smutna". Jestem po 2 nieudanych związkach, zostałam upokorzona i wykorzystana. Odeszły też ode mnie przyjaciółki, ale nie mogę powiedzieć, że jestem samotna, bo mam się do kogo odezwać, jednak długo zajęło mi zrozumienie, że nie jestem winna ich odejścia. Nie wiem czy można mi jakoś pomóc, ale nie daje już rady.
  13. Jestem 19 letnią dziewczyną. Od jakichś 5-6 lat wymiotuję. Na początku nie było to zupełnie poważne, ale od ok.2 lat przerodziło się bardziej w coś w rodzaju uzależnienia i kary. Gdy zjem zbyt dużo wymiotuję, gdy czuję się źle ze sobą wymiotuję, gdy jestem zestresowana lub zła, to samo. Czasem jest tak, że gdy nie robię tego dłużej niż tydzień mam wyrzuty sumienia. Nigdy nie czuję się wystarczająco chuda lub dobra i nie potrafię sama sobie z tym poradzić.
  14. Witam, na wstępie powiem że to nie ja mam problem tylko dziewczyna którą nie dawno poznałem w internecie piszę tu bo chwytam się każdej opcji żeby jakoś rozwiązać ten problem i go zrozumieć i rozmowa z tą osobą nic nie daje. Dziewczyna ma 18 lat i ma siostrę bliźniaczkę co może być bardzo ważną informacją. To ona pierwsza do mnie napisała na aplikacji "slowly" od początku było widać że wkłada w naszą relacje dużo energii i emocji i tak samo z resztą jak i ja. Po tygodniu pisania dowiedzieliśmy się jak wyglądamy, wyznaliśmy sobie że przypadliśmy sobie do gustu i się sobie podobamy więc przeszliśmy do szybszego i bardziej bezpośredniego pisania. zaproponowałem spotkanie w weekend na co ona się zgodziła. Dni spokojnie mijały a relacja rozwijała się w bardzo dobrym kierunku aż pewnego dnia z naszej rozmowy dowiedziałem się że dziewczyna ma tak głębokie kompleksy że na samą myśl o spotkaniu jest przerażona, zszokowało mnie to bo przez cały czas nie dawała po sobie tego poznać. Ze szczerej rozmowy dowiedziałem się że całe życie się musi za siebie wstydzić i nie chce dodatkowo jeszcze przede mną się wstydzić i ze spotkania nic nie będzie chodź chciała by się spotkać ale jak to ona powiedziała kompleksy jej na to nie pozwalają i woli cierpieć w samotności niż się przełamać. Dowiedziałem się również że nie chodzi o kompleksy twarzy tylko o coś innego, określiła że jej problemy nie siedzą w jej głowie tylko są w pełni realne i można je dostrzec gołym okiem, w co nie wierze bo osoba z kompleksami zawsze twierdzi że problemy z kompleksami są namacalne i nie siedzą w głowie. Jest bardzo chuda bo ma 47kg na 171cm, nie je mięsa i chyba bywała na różnych dietach. W prost mi powiedziała że lepiej będzie jeśli zakończymy znajomość bo jak ją zobaczę na żywo to na pewno się nią rozczaruje i właśnie dla tego nie chce się spotkać bo "nie chce mnie rozczarować" i ona jest o tym święcie przekonana. Nie wiem co mam robić, mam kontakt z jej siostrą więc mogę coś podziałać, może dobrym pomysłem będzie terapia szokowa? ustalić z jej siostrą że pojadę do ich miasta, siostra ją wyciągnie pod pretekstem z domu a ja będę wtedy mógł z nią porozmawiać twarzą w twarz. Przyjmę każdą poradę. Pozdrawiam
  15. Witam, Jestem 26-letnią ziewxzyną i od bardzo dawna mam problem z nawiązywaniem stałych relacji z ludzmi. Zawsze byłam bardzo nieśmiałym dzieckiem ale problem zaczął się od przeprowadzki z rodzinnej miejscowości do większego miasta. Kompletnie nie potrafiłam sie odnaleźć w nowej rzeczywistości nawiązanie rozmowy kimkolwiek sprawiało mi trudność więc z czasem niektóre dzieci zaczęły mi dokuczać i szybko stałam się samotnikiem w szkole. Sytuacji nie ułatwiały mi różne problemy w domu.(Alkohol dość często pojawiał się w domu) Z czasem również stare kontakty powoli się urywały. Najpierw oszukiwałam się że to tylko chwilowe i kiedyś będę życ tak jak dawniej a przez kolejne lata wmawiałam sobie że wcale tego nie potrzebuje i że dobrze mi spędzać czas z telewizorem i książkami ale od jakiegoś czasu przestało mi to wystarczać. Chciałabym czasem w weekend gdzieś wyjść i troche oderwać od tygodniowych obowiązków i po prostu zrobić coś nowego. Niestety obecnie nie mam po za mamą nie mam przyjaciół. W międzyczasie oczywiście pojawio się parę koleżanek jednak to były dość powierzchowne relacje ograniczające sie do szkoły/pracy i z czasem zrozumiałam że własciwie trwały tylko wtedy kiedy byłam im potzrebna (z łatwością się do nich dostosowywałam bo i tak nie miałam nic innego w planach) i kiedy nie miałyśmy już okazji do spotkań urywały się. Być może gdybym kiedyś podjęła studia wyglądałoby to troche inaczej jednak obecnie pracuję w dość zamkniętym środowisku i średnio lubię tę pracę. Wciąż mieszkam z mamą i coraz częściej mam wrażenie że coś mi w życiu umyka i jeśli nie podejme jakiegoś działania to już tak zostanie.A jednocześnie boję się zrobić cokolwiek. Strseuje mnie to do tego stopnia że nie mogę spać i wciąż brakuje mi energii. Dlatego postanowiłam zapytać specjalistę czy to może być depresja czy na razie to zwykłe urojenia? Zastanawiam się tęż co może być przyczyną moich trudności w nawiązywaniu kontaktów międzyludkich i jak można rozwiązac ten problem?
  16. Gość

    Bolesne życie

    Witam jestem chłopakiem mam 14 lat. Zakochałem się w rok młodszej dzieczynie ja i mój kolega o tym wiedział napisałem do Oli list miłosny dowiedziała się że to ja napisałem marcelina jej koleżanka powiedziała czy na serio się zakochałem ja powiedziałem że tak bo tak jest miałem myśli samobójcze byłem w tedy w 4 klasie potem byłem w 5 klasie dałem jej czekolade podzienkowała mi potem była wigilia byliśmy wy szkole jadłem bardzo ostrożnie bo się wstydziłem potem był koniec wygili pożegnałem się z wszystkimi oprócz Oli bo się bałem i powiedziała głośno dlaczego nie z nią nie pożegnałem tylko ja z nią w 6 klasie też była wigilia już na nią nie przyszłem bo tym razem już pewnie musiał się pożegnać bo by pamiętała potem był wystemp z okazji dzień dziecka dzień mamy i taty na kociec był gril Oli nie było potem przyszła ukurat jadłem kiełbaske potem uważałem bo Ola też zaczeła jeść ja zwolniłem potem Ola chyba się popatrzyła i wyszła chyba dlatego że się jej wstydziłem zauważyła to. Ola mówiła mi różne smutne dla mnie żeczy były Oli urodziny ja się bardzo stresowałem w dniu Oli urodzin poszłem szybko do łazienki i myślałem co powiedzieć poszedłem do mojej klasy usłyszałem szelest cókierków a potem śmiech obruciłem się zobaczyłem że jest za mną złożyłem życzenia a i tak źle w szóstej klasie miałem za sobą 2 próby samobójcze jak był W-F to ja z Olą patrzeliśmy na swoje oczy koło 10 sekund mój kolega przyjaźnij się w dziecinstwie z Olą. Ola spytała się Kacpra mojego kolegi dlaczego się ze mną koleguje nic nie powiedział ja i kacper uciekamy zawsze od Oli ale kacper mówi że się wniej nie zakochał i Ola w nim ale nie dawno miał sen był w kościele wyszed z kościoła był koło bramy i ktoś go złapał za renke odwrócił się i to była Ola potem poszli kawałek drogą potem scena zaczeła się zmieniać nie było już Oli a ja stałem na polu. Drugi sen kacper siedział na ławce Ola ptzyszła usiadła koło kacpra i oparła ręgę na nim koło swojego domu z Olą,Ola wyciągła notes tam było coś napisane przewracała strony kacper się simiał i sen się jego skączył. To nie był sen kacper siedział na ławce Ola do niego podeszła i usiadła koło niego nic nie mówili potem sobie poszła. Ja mam 14 lat a Ola 13 i kacper też 13. Nie wiem co mam myśleć czy Ola go kocha i on kocha ją? Ja kocham Olę od 6 lat i próby samobójcze są prawdziwe. Ja się boję Oli co o mnie pomyśli i ja jestem nieśmiały Ola chce wiedzieć prawde ale przecież nie powiem jej o samobójstwie raz się dowiedziała i powiedziała pani i ja nie mogę iść do lekaża albo jakiegoś psychologa. Proszę o pomoc
  17. Jestem 18 letnia dziewczyna ostatnimi czasy przestałam sobie całkowicie radzić ze sobą. Mam ogromny problem z zaakceptowaniem siebie, boję się opinii ludzi, zaczęłam nawet nienawidzić siebie na tyle że wszystko co kiedyś się dla mnue liczyło przestało mieć sens. Zawsze marzyłam o imprezie 18 oraz studniówce a ostatnio nawet to przestało miec znaczenie. Czuję się przemeczona mimo że nic nie robię, wracam ze szkoły, zamykam się w zaciemnionym pokoju, włączam serial i całkowicie się separuje od świata. Oststnio jestem jakaś taka bez życia. W sensie w szkole przy znajomych jest wszystko w porządku ale jak tylko wracam mój stan się pogarsza. Już od dawna się zastanawialan czy nie isc do psychologa lecz obawiam się że mój problem jest zbyt blahy by zajmować komuś czas i miejsce innym, bardziej potrzebującym chorym. Jeśli to ma jakieś znaczenie to kiedyś Pani irydiolog stwierdziła że cierpię na nerwice i w sumie to jestem w stanie to potwierdzić bo jestem nerwowa, nawet niewielki stres powoduje u mnie ogromne nerwy. Zdarzają ni się obawy z niewiadomych przyczyn. Moja mama cierpi na nerwice a z tego co wiem jest ona dziedziczna.. Nie wiem czy mój przypadek jest zwyklym nastolatkowym stanem czy rzeczywiście to coś poważniejszego lecz patrząc po swoich koleżankach wydają się one być bardziej zadowolone z życia aniżeli ja. dziękuję za przeczytanie
  18. Witam, jestem studentką w wieku 20 lat. Aktualnie szukam pracy i mieszkam z toksyczną matką, która wciąż mówi mi, co mam robić. Mam problemy z nawiązywaniem nowych znajomości,nie potrafię otworzyć się na ludzi. Przejmuję się opinią innnych osób.Znaczną część swojego czasu spędzam w domu przy książkach. Sądzę, że ma to związek z dzieciństwem. Po rozwodzie rodziców, tata wyprowadził się i nie angażował w życie córki. Matka ciągle krytykowała, oceniała ,nigdy nie była wsparciem. Jestem nieśmiała i małomówna. Nie angażuję się w związki. Często specjalnie zrywałam znajomości, gdy te stawały się poważne. Czuję się bezbronna i każdego dnia nękają mnie negatywne myśli. Trwa to odkąd pamiętam. Czytam dużo o technikach pozytywnego myślenia, radzenia sobie ze stresem oraz na temat rozwoju osobistego i próbuję stosować je w praktyce, lecz nie zawsze przynosi to odpowiedni efekt. Czy można to zmienić? Czy mogę pomóc sobie samej, czy konieczne jest skorzystanie z pomocy specjalisty?
  19. Jestem 28-letnią mężatką. Od kiedy znajome partnera mnie poznały, zaczęły się problemy (nieco ponad dwa lata temu). Zostałam przedstawiona większości jego znajomym na jednym z warsztatów rozwoju osobistego. To, co mnie uderzyło, to że żadna z kobiet nie podejmowała ze mną rozmowy pierwsza. Od samego początku czułam się trzymana na uboczu, lecz próbowałam to tłumaczyć faktem, że były zajęte warsztatami i potrzebowały czasu. Z czasem zaczęłam jednak tracić nadzieję na jakiekolwiek porozumienie. Jedna z tych znajomych właściwie nie odezwała się do mnie ani słowem, chyba że sama podejmowałam kontakt (wtedy odpowiadała zdawkowo). Ta emocjonalna oschłość zaczęła mi coraz bardziej doskwierać. Tym bardziej że mąż przedstawiał ją w zupełnie innym świetle i sam nie rozumiał, dlaczego nagle zbudowała dookoła siebie mur i nawet do niego się nie odzywała. Można powiedzieć, że moja próba nawiązania nici porozumienia z tymi znajomymi skończyła się już na warsztatach. Nawiasem mówiąc, na samych warsztatach czułam się niekomfortowo, choć myślałam, że znajome partnera uprzyjemnią mi czas. Tymczasem jedna z nich podeszła do mnie w pewnym momencie i ni stąd, ni zowąd powiedziała, że mi zazdrości. Z jednej strony mnie to zdziwiło, z drugiej doceniłam jej szczerość. Jednak zaniepokoiłam się kilka dni później, kiedy na warsztatach po raz kolejny wprowadzono ćwiczenia w parach i gdy na głos ucieszyła się, że nie będę robić tego ćwiczenia z moim partnerem. Powiedziała to niby w żartobliwym tonie, ale co gorsza, nawet dla prowadzącej było to zabawne i jej zawtórowała. Warsztaty ogółem okazały się dla mnie niewypałem. Partner był w tym towarzystwie rodzynkiem, nie było żadnego innego mężczyzny i chcąc nie chcąc, skupiał na sobie uwagę. Ja niestety też, ale raczej w sensie negatywnym, gdyż kobiety dookoła wciąż oceniały mój wygląd bądź ubiór. Raz usłyszałam, że mam nos wiedźmy, ale oczywiście osoba mi to mówiąca podzieliła się tą „rewelacją” na boku, bez świadków. Innym razem inna z uczestniczek warsztatów przy prowadzącej zasugerowała, że powinnam być o nią zazdrosna. Kiedy poszłam z tym do prowadzącej, aby zasięgnąć porady i to skonsultować, ta mnie spławiła. Rozmowa z dziewczyną "od zazdrości" też niczego nie wniosła prócz dodatkowych nerwów. Czułam, że nie wytrzymam już dłużej takiej atmosfery. Ostatecznie prowadząca wypięła się na mnie i miała tylko pretensje, że robię z igły widły. Od tamtego czasu moje próby porozumienia się ze znajomymi partnera (a obecnie męża) są coraz bardziej nieudolne i coraz więcej mnie kosztują. Właściwie żadna z nich nigdy nie spytała się mnie, jak czuję się w związku, czy czegoś potrzebuję bądź po prostu, zwyczajnie pogadała ze mną o życiu. Większość rozmów, jeśli już zachodziły, opierały się na wymianie suchych uprzejmości. Bywało, że towarzyszyły im kąśliwe komentarze na temat tego, jak wyglądam. Próbowałam sobie to racjonalnie wytłumaczyć. Myślałam, że rozmowa coś zmieni, lecz jak można rozmawiać z kimś, kto się w ogóle nie odzywa? Kiedy podjęłam ostateczną próbę omówienia tego problemu z jedną z najbardziej, wydawałoby się, przystępnych osób z kręgu znajomych, ta potraktowała to jako atak na siebie i kazała mi się zamknąć. Nie ma znaczenia czy milczę, czy mówię. Nie przyszło do głowy żadnej z tej kobiet, że też mam jakieś uczucia i coś może mnie zranić. Zdają się też ignorować zdanie mojego męża, bo przestały rozmawiać z nim otwarcie. Mam już tego serdecznie dość. Na początku znajomości z tymi kobietami tworzyliśmy z partnerem świeży związek. Mieliśmy kilka życiowych zakrętów i kiedy wreszcie mogliśmy być razem, oczekiwaliśmy wsparcia. Tymczasem czuję się wciąż przez nie oceniana i nie daje mi się szansy na to, bym dała się poznać lepiej. Wszystkie moje potknięcia są surowo oceniane, czuję się, jakbym nie miała prawa do żadnego błędu i nie mogła liczyć na żadne zrozumienie. To, co mnie boli, jest zamiatane pod dywan. Znajome męża wiedzą o mnie trochę z jego wcześniejszych opowieści i zdają się uderzać w moje czułe punkty. Starałam się je zrozumieć, ale już nie mam siły. Co mogę zrobić, aby stosunek tych kobiet do mnie nie wpływał tak negatywnie na moje samopoczucie i nie pobudzał negatywnych wspomnień? Jak mam się zachować wobec nich? Czy istnieje jeszcze sens otwierania się przed nimi i szukania porozumienia? Mąż też jest tą sytuacją zmęczony i już mu nie zależy na tych znajomościach, co niestety – odnoszę wrażenie – potęguje niechęć znajomych do mnie.
  20. Witam, Zacznę od tego ,ze pracuje za granica i mieszkam z dwiema dziewczynami,młodszymi ode mnie.Pracujemy razem w jednej firmie.Na początku było wszystko w porządku.Teraz po jakimś czasie wmawiane mi są sytuacje ,które w ogolę nie miały /nie maja miejsca .Obydwie ciągle mówią,ze ja kłamie ,wszystko po nich kopiuję (np ja chodzę po obiady, one mówią ze to ja po nich zaczęłam chodzić po obiady - obydwie rzadko kupują na mieście ).Maja problem do mnie,ze ja rozmawiam z jakimikolwiek innymi ludźmi.Dali mnie na stanowisko team leadera - do mnie problem, ze ja robię z siebie poszkodowana bo jestem sama a one dwie. Wyzywają mnie od idiotek, ku**,dzi*** .Wiecznie dopowiadają sobie coś na temat mojej rodziny,mój - wiedza lepiej wszystko o wszystkich,więcej niż ci ludzie sami o sobie. Wmawiane jest mi to ze powinnam się leczyć i mam schizofrenię.Ze kłamie. Jak im czegoś nie powiem (a mam do tego prawo nie muszę wszystkiego im mówić ) to tez ,ze im nie mowie albo ze kłamie.Jak coś nie po ich myśli albo inaczej z ich zdaniem to od razu ,ze zachowuje sie jak dziecko.Obydwie sie uwazaja za najpiekniejsze i najpopularniejszse w calej firmie. Doszlo do tego,ze ja nie mam ochoty rozmawiac z innymi ludzmi z pracy bo od razu wg nich ze cos tym ludziom nagadam,albo samo to ze z nimi rozmawiam to juz problem do mnie i tekty zebym nie rozmawiala z ludzmi. a z plcia przeciwna to juz w ogole - wmawiane mi jest,ze latam za mezcyznami i nic wiecej nie robie.Sytuacja sprzed urlopu :zostaly kazdej z nas do odebrania jeszczse dwa dni wolnego, to poszlam do supervizora i odebralam te dwa dni wolnego, a one do mnie pretensje ze za ich plecami to załatwiłam, ze nic im nie powiedziałam,ze dlatego zeby one nie odebrały,ze je ładnie załatwiłam. Jeszcze więcej sytuacji z nimi mam do opisania, jak sobie przypomne szczegółowo opisze. Najgorsze sa ich dziwne zmiany humoru, raz jest wszystko ok, a za chwile zmieni im sie nastroj i na mnie sie to odbija. Pomocy,bo ja juz sama nie wiem co robic,i czy czasem juz nie wariuje i czy ich wmawianie nie staje sie dla mnie prawda.
  21. Witam od kilku tygodni zaczęłam miewać zaburzenia snu. Zaczęło się od tego że moje serce dawało o sobie znać choć nigdy nie miewałam z nim problemu. Problem z sercem tkwił w tym, że moje serce mimo dobrego ciśnienia krwi bardzo szybko biło, samoistnie bez wysiłku w stanie spoczynku zaczynało bez wyraźnej przyczyny strasznie szybko bić i kołatać aż tak że wyraźnie to czułam i słyszałam i co za tym szło zaczęło mnie czasami kłuć w klatce. Pojechałam więc na pogotowie w sumie już dwa razy byłam miałam robione badania EKG i później echo. Z sercem jest okej. Poszłam do lekarza rodzinnego który dał leki jakieś na serce i jakieś na wyciszenie przed snem przepisał potas i kazała mi zrobić podstawowe badania krwi które również wyszły w porządku. Ale sprawa nadal jest problemem. Męczy mnie to strasznie i dodatkowo dochodzi do mnie stres z powodu braku pracy bo jestem młoda mam 21 lat i teorytycznie jak to mówią praca leży na ulicy ale jakoś od skończenia szkoły ponad rok temu nie mogę na dłużej nigdzie zagrzać miejsca. Pod naporem ze strony mamy chwytam się jakiekolwiek pracy ale zazwyczaj pracuje miesiąc lub dwa i szukam czegoś innego. Wracaj do moich objawów. Kiedy przychodzi wieczór i wiem że niedługo powinnam kłaść się spać w mojej głowie już mam że napewno nie będę mogla zasnąć. Mam taki wewnętrzny lęk przed zaśnięciem. Siedzę po nocach i patrzę na tv lub siedzę w telefonie. Boje się zasnąć bo myślę że coś mi jest i się nie obudzę. Wiem że dużo ludzi tak ma i to się leczy. Mój chłopak tego nie rozumie i mówi mi że sama sobie sobie problem wmawiając to sobie. Mama natomiast ma swoje problemy i jak próbuję z nią o tym porozmawiać zaczyna się denerwować się krzyczeć i mówi że szukam sobie choroby. W ciągu dnia funkcjonuje normalnie jak jestem czymś zajęta wogole nie mam jakiś dziwnych myśli ani nic lecz kiedy przychodzi wieczór już się boje. Wiem że tak nie może byc a z dnia na dzień jest coraz gorzej. Siedzę na łóżku w nocy i płacze. Płacze bo nikt mnie nie rozumie i mojego problemu. Nie wiem co robić jestem bezradna. Dodam jeszcze że prawie rok temu straciłam bardzo bliska mi osobe- mojego dziadka i do dnia dzisiejszego nie mogę pogodzić się z tym że go nie ma. Nie wiem czy to ma wpływ na mój stan teraz. Jednakże wiem że tak nie może być męczy mnie to i nie mogę prowadzić normalnego życia ani nic zaplanować. Usypiając dostaje jakby braku tchu boje się że przestaje oddychać i robię wszystko żeby nie zasnąć. Mam uczucie kłucia i nacisku na klatkę. Boli mnie wszystko mam bóle żołądka i to wszystko zawsze wieczorem jakby na tle nerwowym. Mam lęki. Czy to nerwica? Moja doktor rodzinna niejednoznacznie stwierdziła że to bardzo prawdopodobne. Proszę o jakieś odpowiedzi jestem zdesperowana nie wiem co mam robić?
  22. Witam, jestem uczennicą maturalnej klasy liceum. Mój problem z zaburzenia lękowymi trwa już jakieś 5 lat, możliwe, że jego główną przyczyną były za duże wymagania w stosunku do samej siebie. Każdego dnia towarzyszy mi strach, który przeradza się w irytacje, bo przecież mam dobre życie i wiele kochających osób wokół. W liceum pojawiła się jeszcze bezsenność, najpierw nie mogłam po prostu zasnąć, z czasem doszło do tego, że nie zmrużyłam oka przez całą noc, chociaż następnego dnia nie miałam jakiś sprawdzianów czy rzeczy, którymi mogłabym się martwić. Mam problemy w relacjach z każdym chłopakiem, z którym się spotykam. Jestem wiecznie spięta, nie wierzę w siebie i nie potrafię nawet pozwolić złapać się za rękę. Jednak tym co mi zaczęło przeszkadzać najbardziej w ostatnim czasie są myśli samobójcze po alkoholu. Znajomi martwią się, że opowiadam im wtedy, że chciałabym się zabić, ale brak mi odwagi, chociaż na trzeźwo w życiu bym o tym nie pomyślała. Coraz częściej zdarza mi się ostatnio zapominać oczywistych słów jak imię mojego przyjaciela. Biorę leki ziołowe lub pije herbaty, ale i one nic nie dają na ten mój wieczny lęk. Za rok, gdy wyjadę na studia od razu udam się do psychologa, ale teraz proszę o wyjaśnienie, co może mi dolegać i jak z tym walczyć samemu? Czy to może być nerwica? Dziękuję i pozdrawiam.
  23. Cześć, Długo zbierałem się w sobie żeby to napisać. Chyba jeszcze dłużej zastanawiałem się co napisać. I chyba od tego wypadałoby zacząć. Jestem pełen sprzeczności, ciągle mam wątpliwości. Gdy się nad czymś zastanawiam zawsze znajdę jakieś "ale". Poczynając od spraw światopoglądowych po najprostsze czynności dnia codziennego. Mam problem żeby obronić swoje zdanie, właściwie je argumentować. Wiem co myślę, ale nie potrafię tego przekazać, A za chwilę sam już nie jestem pewny tego co myślę, Nie wiem czy wynika to z braku pewności siebie czy z czegoś innego? Pracuję w zawodzie wymagającym myślenia logicznego, analizy faktów, danych. Radzę sobie nieźle, jestem dobry w tym co robię. I na tym koniec pozytywów. Jeśli chodzi o kontakty z ludźmi to one praktycznie nie istnieją. Są płytkie, powierzchowne, najczęściej rozmawiam na tematy związane z pracą lub bieżącymi wydarzeniami. Unikam rozmów bo jeśli mówię to co mi przyjdzie jako pierwsze do głowy to wychodzi to tragicznie. Jeśli zaś zaczynam się zastanawiać co powiedzieć to moje wątpliwości mnie blokują do tego stopnia, że wtedy już kompletnie nie wiem co powiedzieć, gubię się w swoich myślach. Tego nie powiem bo ją/jego mogę tym urazić, tamtego nie bo pomyśli sobie to i tamto, tego też nie bo odbierze to jako obgadywanie tego czy tamtego... Nauczyłem się kilku uniwersalnych, neutralnych "odzywek", lżej mi z tym, przynajmniej nie milczę, ale na dłuższą metę tak się nie da. Moje odpowiedzi są schematyczne, inni odnoszą wrażenie, że nie chcę z nimi rozmawiać i ich spławiam. A ja po prostu nie potrafię inaczej. Bardzo ciężko jest mi nawiązać jakikolwiek kontakt, ludzie mają mnie w najlepszym przypadku za dziwaka, często chama- poprzez te szczere, nieprzemyślane odpowiedzi (swoją drogą większość zapytana odpowie, że ceni sobie szczerość, a jak usłyszy trochę prawdy to jest drama...), albo w drugim przypadku za gbura z mniemaniem o sobie bo nie zamieni nawet kilku zdań tylko ucina temat. Z tego powodu coraz częściej już nie muszę unikać rozmów bo ludzie sami omijają mnie szerokim łukiem. Nie rozumiem ludzi- niech przykładem będzie chociażby ta szczerość. Nie potrafię się dogadać, ciężko mi odczytać intencje, przeczytać między wierszami, pociągnąć rozmowę, mówić w taki sposób, żeby inni nie odbierali tego osobiście. Moim problemem jest zbytnia bezpośredniość i "przenoszenie" pracy na pozostałe aspekty życia. Nie potrafię kłamać, udawać a z drugiej strony wiecznie coś analizuję, cały czas staram się przewidzieć przynajmniej ten jeden krok naprzód. W kontaktach z ludźmi jestem zamknięty, zimny, bez emocji- chyba że chodzi o złość, gniew, stres, strach. Nikogo nie biję, nie krzyczę, nie płaczę po kątach, ale też kompletnie nie potrafię ukryć, że np. jestem zdenerwowany czy na kogoś zły. Twardo stąpam po ziemi, zawsze staram się odnosić do faktów, raczej unikam takiego typowego gdybania. Nie potrafię rozmawiać "o niczym". Sam nie używam aluzji chociaż nie mam problemu z ich zrozumieniem. Ignoruję je, udaję że nie załapałem bo po prostu nie wiem jak zareagować. Ludziom wydaje się, że jestem idiotą i pozwalają sobie przy mnie naprawdę na wiele. A w środku jest człowiek, który rozumie, czuje, a pewne docinki naprawdę bolą. Nie potrafię jednak tego człowieka wywlec na zewnątrz. Podsumowując zraniony, mocno (chyba za mocno) uczuciowy, empatyczny i jednocześnie zimny i zamknięty, inteligentny idiota. Pełen sprzeczności, skrajności... To co w środku nijak ma się do tego jaki jestem na zewnątrz. Ciężko mi już tak to ciągnąć, chciałbym zmienić pracę, ale boję się wejścia w zupełnie nowe środowisko. Tutaj gdzie jestem ludzie są przynajmniej ze mną "obyci", w pewnym stopniu akceptują moje odchyły, po prostu jestem, robię swoje i nikomu nie przeszkadzam. Praca to w tym momencie jedyne co mnie trzyma z dala od pokoju bez klamek, jakiś sens w moim życiu. Wejście w nowe środowisko wiązałoby się z koniecznością "przyzwyczajenia" nowych osób do mnie, z kolejnymi docinkami, mnóstwem emocji i stresu... nie chcę i chyba nie potrafiłbym tego przeżyć kolejny raz. Od jakiegoś czasu szukam, czytam i chociaż jestem bardziej świadomy, chyba nawet jest trochę lepiej to jednak co raz to pojawiają się nowe wątpliwości, które powodują jeszcze większy mętlik w głowie. Niekiedy sam już nie wiem czy pewnych rzeczy sobie nie ubzdurałem, boję się żeby nie popaść w jakąś paranoję. Jestem kompletnie zablokowany i nie potrafię się otworzyć. To co myślę i jak reaguję na "bieżąco" kompletnie różni się od tego co robię i myślę po fakcie, kiedy już mogę złapać dystans. Nie potrafię tego dystansu, tego luzu złapać w obecności ludzi. Większość kontaktów z ludźmi, praktycznie wszystkie, które nie dotyczą pracy, to dla mnie ogromny stres, nawet odezwanie się do kasjerki w sklepie poza standardowym dzień dobry, dziękuję, do widzenia. Na zewnątrz sprawiam wrażenie żywego trupa, a w środku kotłuje się od myśli i emocji. Najgorsze jest to, że ten stres zaczyna odbijać się na moim zdrowiu fizycznym. Dla mnie to jest wyraźny sygnał, że jeśli teraz czegoś nie zrobię to mogę przegapić moment kiedy jeszcze można cokolwiek zrobić. Proszę, poradźcie mi co z tym zrobić, gdzie i jakiej pomocy szukać bo wiem, że sam sobie z tym nie poradzę.
  24. Proszę o pomoc, nie wiem już co robić. Moje relacje z rodzicami zawsze były dość poprawne, oni uważali wręcz ze wychowali mnie w sposób idealny. Nigdy się nie zbuntowałam jako nastolatka, za to wszystkie awantury w domu były o to, że powiedziałam coś nie takim tonem jakim życzyli sobie tego moi rodzice. I tak im zostało do moich dorosłych lat. Mój ojciec jest osobą, jak to sam określa, bardzo ekstrawertyczną, co się objawia tym, że w towarzystwie mówi tylko on, on wszystko wie najlepiej. Jestem z wykształcenia tłumaczem języka rosyjskiego i on tez zna ten język. Ale za każdym razem kiedy pytał mnie jak coś jest po rosyjsku i mu odpowiadałam, mówił mi ze jestem głupia i się nie znam. Tak w żartach to mówił. Od dziesięciu lat jestem mężatka i mam kilkuletnie dziecko. Mój mąż jest bardzo wyczulony na szacunek i poczucie własnej wartości, z tego względu nieraz zachowania mojego ojca go irytowały, a i ja zaczęłam na nie bardziej zwracać uwagę, bo z wiekiem mój ojciec zaczynał się coraz gorzej zachowywać, a mama zawsze go tłumaczyła, zawsze stawała po jego stronie, jednocześnie będąc bierna i udając ze ona umywa ręce i przecież zawsze mnie wspiera. Jakis czas temu wybuchła wielka awantura w dniu naszej przeprowadzki kiedy moi rodzice opiekowali się moim dzieckiem. Byliśmy szaleńczo zmęczeni a ojciec robił uwagi ze nie mamy prawa być zmęczeni bo sami się na to zdecydowaliśmy wiec powinnismy być szczęśliwi. Mąż odburknął mu coś zirytowany i został przez ojca ochrzaniony jak małe dziecko ze nie będzie się do niego zwracał tym tonem. Do tego dochodzi podkopywanie przez ojca moich rodzicielskich decyzji i mojego autorytetu jako rodzica. Przy moim dziecku jawnie je kwestionuje i robi po swojemu. W ostatnim czasie doszło do sytuacji, w której mój ojciec po większej ilości alkoholu bardzo wulgarnie mnie nazwał, usłyszał to mój mąż i moje dziecko. Mąż stanął w mojej obronie, mówiąc ze tata od dawna podkopuje moje poczucie własnej wartości i jeszcze słyszy to nasze dziecko. Od tamtej pory nie mam kontaktu z rodzicami, napisałam im ze potrzebuje czasu żeby to siebie wszystko poukładać i jestem zapisana do psychoanalityka. Najpierw probowali mnie skłonić do spotkania lub telefonu pisząc mi ze mama się bardzo złe z tym czuje, cały czas płacze itp. Kiedy odmówiłam zaczął się szantaż emocjonalny. Od wyśmiewania mojej wizyty u psychoanalityka, bo chyba nie będę się leczyć z relacji z rodzicami z którymi nie mieszkam od tylu lat, przez udowadnianie mi ze przecież tyle lat mnie wspierali pomagając przy dziecku i ze to ze ojciec wyrzucił mojego męża z domu za fraki to było staniecie w mojej obronie bo mama zrobiłaby to samo gdyby zdążyła przed tata (wiem ze to brzmi bez sensu ale to ich autentyczna argumentacja), aż po podkopywanie mojej relacji z mężem i próby wejścia pomiędzy nas oraz groźby ze któreś z nich popełni samobójstwo. A to wszystko dlatego ze nie przyjęłam od razu przeprosin, nie chciałam się spotkać i od razu wszystkiego zamieść pod dywan i potrzebowałam czasu. Proszę o radę co mam robić. Na razie ignoruje ich wiadomości, nie mam siły przepychać się z nimi w smsach...
  25. Cześć wszystkim. Potrzebuję pomocy. Otóż problem tkwi we mnie i nie wiem jak sobie z nim poradzić. Przez to cierpi moja relacja z partnerem. A więc chodzi o to, że jestem bardzo emocjonalna. Nerwowa, łatwo mnie zdenerwowac. Na początku związku wiadomo, nie pokazywałam tak tego. Ale teraz jak mieszkam razem z partnerem denerwuje się dosłownie o wszystko. Nie potrafię rozmawiać o czymś na spokojnie. Partner wiele razy mowil mi, że nie ma ochoty ze mną rozmawiać bo jestem zbyt nerwowa. Nie umiem nad sobą panować. A drugi problem który rujnuje mój związek.. To zazdrość. I moim zdaniem chorobliwa zazdrość. O każdą kobietę, nawet o dziewczyny jego kolegów. Po prostu myślę sobie, że on uważa, że są lepsze, mądrzejsze, ładniejsze itd.. Wkurza mnie to jak on się z nimi śmieje. Bo ze mną bardzo rzadko. Często mu robię za to jazdy typu "jak ci nie odpowiadam to zmień sobie na taką jak twoi koledzy mają" Generalnie przez to moje zachowanie bardzo się oddaliliśmy od siebie. Nie ma tej chemii między nami co kiedyś. I wiem, że to przez moje zachowanie. Proszę, powiedzcie mi co ja mam zrobić, jak się zmienić? Jak uratować naszą relacje? Jak sprawić by był we mnie zakochany tak jak kiedyś? Próbowałam się zmienić ale na marne... Proszę o jakiekolwiek rady, które mi pomogą. Bardzo go kocham i nie chce zeby mnie zostawił przez to, że jestem nerwowa i zazdrosna... Pozdrawiam serdecznie i z góry dziękuję za odpowiedzi.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.