Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'samoocena'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 165 wyników

  1. Dzień dobry , jestem na drugim roku studiów (20lat) i mam do siebie ogromne poczucie winy... Kilka dni temu byłem na imprezie z przyjaciółmi ze studiów i wszystko było by zwykłe gdyby niefakt iż za bardzo pobalowałem i kompletnie nic nie pamiętam. Następnego dnia budzę się normalnie w swoim mieszkaniu a moi przyjaciele piszą do mnie że nie chcą mnie znać bo zachowywałem się nagannie i niedojrzale jak na swój wiek. Musieli mnie pilnować i zachowywałem sie dosyć agresywnie do wszystkich. Po weekendzie gdy wróciłem na uczelnie wszyscy się ze mnie śmiali i można by powiedzieć źe palę się ze wstydu,strasznie mi to zabiera energie... Czuję się strasznie, jestem przytłoczony oraz tracę energie na wszystko, czuję się mega skompromitowany i boję się że stracę moich przyjaciół których mam niewielu w mieście gdzie studiuje. Przeprosiłem za swoje zachowanie wszystkich, niestety niektórzy dalej twierdzą że nie chcą mieć ze mną nic wspólnego... Strasznie się tym przejmuję, niestety czasu nie cofnę ale od kilku dni brakuje mi energii na wszystko, zamykam się w sobie odcinam od Świata i boję się odrzucenia ze strony przyjaciół przy których się skompromitowałem... Praktycznie poza obowiązkami to reszte dnia spędzam w łóźku i w kółko w mojej głowie są myśli dotyczące tego wydarzenia... bardzo mnie to paraliżuje. Nie wiem co mam dalej robić, jestem załamany i jest mi bardzo wstyd za siebie nikt nie chce teraz spędzać ze mną wolnego czasu a ja dodatkowo czuję się osamotniony przez to wszystko... Jak odbudować to wszystko co legło w jeden wieczór, jak pozbyć się poczucia winy i żalu jak przygotować się do odrzucenia osób z którymi do teraz przez to nie udało mi się odbudować relacji? Z góry dziekuję za pomoc
  2. Witam , Mam na imię Weronika,mam 21 lat. Od roku towarzyszą mi negatywne przemyślenia o sobie, swoim zachowaniu oraz decyzjach które podejmuje. Dobija mnie codzienna rutyna, to że nie robie tego czegoś co sprawiało by mi radość. Odciełam się od swoich znajomych twierdząc że źle się przy nich czuje i nie są warci znajomości. Ponadto od pewnego czasu mam myśli samobójcze, dużo płacze, żadne czynności nie sprawiają mi przyjemności. Chodzę cały czas zdołowana , wszystko mnie denerwuje i sprzeczam się z wieloma osobami.Towarzyszy mi również brak snu. Mam odczucia że nie robię nic ambitnego. O moich wszystkich przemyśleniach wie tylko mój chłopak który jest dla wielkim wsparciem. W jaki sposób mogę sobie poradzić z moim problemem i zmienić swoje spostrzeganie własnej siebie ?
  3. Witam! Mam 25 lat. 4 lata temu poznałam mojego obecnego narzeczonego. Po bardzo krótkim czasie zaszłam w ciążę i urodziłam mojego cudownego synka. Mój problem zaczął się już na początku ciąży, ciągłe wyzwiska, obrażanie i zero zaangażowania ze strony mojego partnera.Robił wszystko abym była zazdrosna i śmiał mi się w twarz. Odkąd pamiętam komentował mój wygląd i rzucał przykrym tekstami w moją stronę. Zapominał o moich urodzinach, i ważnych dla mnie świętach. Zaręczyny niestety również były zrobione byle jak.. Później i tak mi wypomnial że do wszystkiego ja go zmusiłam. Mój narzeczony jest bardzo dziecinny interesują go tylko gry komputerowe.. W domu nie robi nic. Nie pomaga mi przy dziecku i nie sprząta po sobie. Jest bardzo wybuchowy. Po każdym zwrócenie mu uwagi zaraz krzyczy na mnie i mnie obraża. Wiele razy mi groził że mnie uderzy. Ja aktualnie siedzę w domu i oczekuje na przyjęcie synka do przedszkola ale on tego nie rozumie i przy pierwszej lepszej kłótni mówi że mam wyrywać do pracy. Wiem jestem głupia że pozwoliłam sobie na to od samego początku ale ja nie chcę aby synek nie miał ojca tak samo jak w dziecinstwie ja nie miałam. Boję się być samotna matka. Wiele razy odchodzilam od niego bo myślałam że się zmieni ale jego zmiala trwała Góra 2 tygodnie. Czuję się strasznie.. Mam wrażenie że zaraz zwariuje. Nie mam nikogo z kim mogłabym otwarcie porozmawiać. Siedzę tylko i wyłącznie z dzieckiem w domu, nie mam znajomych.. Pieniędzy.. Czuję się zaniedbana. Po ciąży dużo utyłam co powoduje że mam strasznie niska samoocenę. Nie wiem czy jeszcze kocham mojego partnera, jak pomyślę o tych wszystkich przykrych słowach i o tym że nie mam z nim żadnych wspólnych miłych chwil..prawie wgl. Nie uprawiamy seksu bo nie mam z nim ochoty. bardzo brakuje mi kogoś kto będzie o mnie dbał i okazywał nam czułość. Myślicie że mam szansę? Co mogę zrobić aby poczuć się lepiej?
  4. Mam na imię Kasia, ale powinnam mieć Prokrastynacja bo to słowo w 100 % mnie określa ( niestety ). Odkładam wszystko na poźniej w każdej dziedzinie życia co rodzi przykre konsekwencje, które wywołują ogromne, paraliżujace mnie wyrzuty sumienia. Czy fakt, że jako dziecko i nastolatka byłam wykorzystywana seksualnie mogło mieć wpływ na to,że tak własnie się zachowuję? Nie robię czegoś co powinnam by na każdym kroku udowodnić sobie i innym, że jestem nic nie warta?
  5. Nie jestem psychologiem, ale czuję, że osoba która jest mi od pewnego czasu bliska może mieć ze sobą problem i stąd moje pytanie, aby w razie czego moc jej pomóc. Poznałam mężczyznę. Czarujący, bardzo otwarty, po 2 tygodniach znajomości miałam wrażenie, że znam go pół życia. Dużo mi o sobie opowiadał i o swoim trudnym dzieciństwie (ojciec alkoholik, zdrady matki, on jako dziecko na zgodę w małżeństwie, które dawno nie istniało). Po miesiącu znajomości czuję, że trafiłam na kogoś kto o mnie zadba i na prawdę się zakochał. Widujemy się codziennie. Jest dużo czułości, miłości, bliskości i czuję że to nie jest udawane. Ale jest także coś co mnie dziwi bo mówi mi także o tym, że czuje się bardzo samotny i dużo cierpi w samotności. Że nie chce mu się często żyć. ma milion pomysłów na minutę co do swojego życia i praktycznie niczego nie wprowadza w realia Stracił prawo jazdy jadąc pod wpływem alkoholu. Palił dużo marihuany. A mimo tego kiedy spędzaliśmy razem czas był pełen optymizmu. Ale nie to jest najgorsze, w pewnym momencie stwierdził, że to między nami to tylko chemia i nic poważnego z tego nie będzie pomimo tego, że jeszcze 2 dni wcześniej mówił mi że mnie nigdy nie zostawi i będzie się mną opiekował itp. Mieliśmy zerwać kontakt, niestety to się ciągnie już pół roku a ja już mam dość. Czuje, że w nim drzemią 2 osoby. Ostatnio zapytał, czy nie zamieszkamy razem a następnego dnia powiedział mi, że mam się w nas cytuję: nie wkręcać, bo on się boi że mnie skrzywdzi. O co chodzi? Czy to może być borderline?
  6. Witam, zmagam się od paru lat z myślami samobójczymi, miałam parę razy już to zrobić, ale ostatecznie zawsze zatrzymywał mnie chłopak. Boję się, że ostatecznie to zrobię mimo jego namów. Mam również strasznie niską samoocenę, często oczerniam się za dosłownie wszystko, mimo iż nie powinnam, a przynajmniej tak twierdzi mój chłopak, dla mnie te oczernianie jest prawidłowe. Nie mam możliwości pójść do psychologa czy innego lekarza, który mógłby mi pomóc, po prostu tego nie zrobię, więc naprawdę proszę, by mnie do tego nie namawiać, bo ja i tak tego nie zrobię, więc to byłoby zbędne. Mogłabym z tym cokolwiek z tym zrobić? Mimo iż teraz nie chcę nic sobie zrobić tak za 5 minut może być totalnie na odwrót. Bardzo proszę o pomoc i jeżeli takową uzyskam to od razu dziękuję.
  7. Dzień dobry, Od paru lat zmagam się ze swoim kompleksem, a w ostatnich miesiącach dużo bardziej. Mam 23 lata i bardzo słabe zęby. Od dziecka jestem zapatrzona w idealne, piękne uśmiechy, którego sama nigdy nie będę mieć. Wszystkie moje zęby są połatane, brakuje połowy każdego. Dodatkowo słyszę tylko "na pewno kłamiesz, nikt w dzisiejszych czasach nie ma takich problemów już.." albo "daj spokój, przecież przednie zęby sie nie psuja!" a jednak... Dałabym sobie radę z samym kompleksem jednak chodzi o coś innego.. Nie potrafię zrozumieć dlaczego moi rodzice nie zadbali o tak podstawową rzecz jak zdrowie swojego dziecka? Z dzieciństwa pamiętam tylko szarpanie, krzyki i mówienie, że jestem zerem. Dobija mnie fakt, że wystarczyło wystarczająco wcześnie zaprowadzić swoje dziecko do dentysty żeby oszczędzić mu problemów przez całe życie.. Wystarczyło zaglądnąć od czasu do czasu do buzi.. i nauczyć myć dokładnie zęby. Tylko tyle. Dlaczego teraz mam przez to cierpieć. Bo nie miał kto o mnie zadbać... Jestem atrakcyjną dziewczyną.. wysportowaną.. zdrowo się odżywiam i dbam o siebie. Jednak moje zęby powodują, że czuję się brzydka. Nie lubię wychodzić do ludzi i najchętniej nie wychodziłabym spod kołdry. Nie wiem jak mam zaakceptować swoje wady, których nie da się naprawić i nie oszukujmy się.. są nieestetyczne, niezdrowe i brzydkie.
  8. Jestem studentką. Mam 23 lata. Od 6 lat jestem w związku. Przez okres tych 6 lat co najmniej 4 razy zraniłam swoją drugą połówkę tym, że pisałam lub rozmawiałam przez Internet z innymi chłopakami. On za każdym razem mi wybaczał. Ostatnio znowu zrobiłam to samo, bo pisałam i rozmawiałam wieczorami z kolegą ze studiów. Tłumaczyłam swojemu chłopakowi, że to tylko kolega, ale on nie potrafi tego zaakceptować. Nie wiem dlaczego to robię. Nie rozumiem swojego postępowania. Nie wiem czy w związku to normalne, żeby nie mieć żadnych przyjaciół lub kolegów. Proszę o jakąś radę. Już nie potrafię sobie sama z tym poradzić. W takich chwilach obniża mi się moja samoocena i specjalnie się dołuję i krytykuję.
  9. Jestem studentką. Mam 23 lata. Od 6 lat jestem w związku. Przez okres tych 6 lat co najmniej 4 razy zraniłam swoją drugą połówkę tym, że pisałam lub rozmawiałam przez Internet z innymi chłopakami. On za każdym razem mi wybaczał. Ostatnio znowu zrobiłam to samo, bo pisałam i rozmawiałam wieczorami z kolegą ze studiów. Tłumaczyłam swojemu chłopakowi, że to tylko kolega, ale on nie potrafi tego zaakceptować. Nie wiem dlaczego to robię. Nie rozumiem swojego postępowania. Nie wiem czy w związku to normalne, żeby nie mieć żadnych przyjaciół lub kolegów. Proszę o jakąś radę. Już nie potrafię sobie sama z tym poradzić. W takich chwilach obniża mi się moja samoocena i specjalnie się dołuję i krytykuję.
  10. Jako mężczyzna w wieku 30 lat ostatnio zastanawiam się czy fatum czyli zły los może istnieć /działać w życiu człowieka? Przykładowo ktoś ciągle trafia na złych ludzi którzy tylko wykorzystują jego dobroć albo wysmiewaja go .Lub że ktoś jest dobry a w pracy czy w szkole każdy go traktuje gorzej bo nie jest rozrywkowy albo bo woli książki .Tak myślałem bo nawet tutaj w jedynym temacie opisywałem moje przeżycia i to co mnie spotkało czy to mogło być fatum zły los ? Jeśli ktoś w szkole ciągle jest bity ,prześladowany ,poniżany lub go wyzywają ? Albo ktoś nie ma szczęscia że nie może znalezc dobrej pracy albo partnerki życiowej ? Lub ciagle spotyka toksycznych ludzi do których nie pasuje ? Że oni sa inni maja inny styl bycia i ja mam przykładowo inny styl i zachowanie. Czy to jest tak że fatum może działać na życie ? Że ktoś ciągle ma pod górke ? W domu przykładowo ojciec pijak który bije dziecko jeszcze to dziecko ma problemy w szkole bo go prześladuja albo nauczyciele ciagle go czepiaja sie bo źle sobie radzi .W pracy jest taka osoba ciagle obmawiana tak tylko przemyślenia swoje pisze .Bo tak ostatnio zastanawia mnie to że fatum może spotkać każdego. Przykładowo kogoś wyrzuca z pracy ,do tego żona odejdzie od tej osoby i jeszcze okradna tej osobie dom albo ma wypadek i jest na wozku do konca życia .Czy taki splot wydarzeń to może być fatum ? Jak ktoś chce dobrze a ciągle jest źle i coś sie nie udaje ? Jak kocha swoja żone a ona zdradza go z innym albo tylko jest ktoś z kimś dla pieniędzy ? Lub ktoś ma przyjaciół tylko którzy go wykorzystuja i sa wtedy jak coś potrzebuja a jak coś sie chce od nich to wtedy nie maja czasu . To może być fatum ? Albo ktoś uczy sie ciężko studiuje pięć lat i siedzi po nocach w książkach a na koniec nie może znaleźć pracy w swoim zawodzie i kończy na zmywaku gdzieś zaa granica a był zdolny i dążył do sukcesu by sie wybic . To nie fatum jak ktoś ma taki los i takie niepowodzenia ? Albo jak ktoś ma wszystko jest dyrektorem firmy a nagle firma upada i idzie na dno wszystko ta osoba traci i nie ma zysków jeszcze dowiaduje sie że ma śmiertelna chorobe. To tylko przykłady ale takie fatum może istnieć w życiu .Ktoś idzie do pracy mogą go wrobić w coś i straci prace a nie zrobił czegoś do tego syn który trafia do więzienia za narkotyki i żona która bierze kredyt a nie ma jak go spłacić i jest problem . Sam myśle nad tym czy jak tylko spotykam takich ludzi złych to nie jest fatum ? Ktoś jak nie ma przyjaciół którzy mu pomogą i wesprzą albo podadza dłoń gdy jest w kłopocie to jest takie fatum ? Jak nie ma sie kogoś kto kocha ciebie jest z toba na dobre I złe ? Jak każdy tylko odrzuca ciebie od początku bo nie chodzi na dyskoteki to nudny albo bo nie umie grać w piłkę tylko woli czytać książki ? To taka już monotonia .Taka już życiowa gra że ciągle ktoś mnie nie lubi ,ktoś tylko przyjaźni się dla korzyści albo ktoś tylko udaje przyjaciela a za plecami obmówi . Tak że to jest takie fatum bo jak inni maja przyjaciół i zapraszaja do domu albo idą do nich na przyjęcie a inni tylko pytają się o coś to muszą sami sobie radzić. Czy los takie już płata figle że ktoś jest w pracy lubiany a inny ciężko pracuje a i tak wszyscy tylko się nim wyreczaja ? Tak mnie ten temat zastanawia i drąże go ostatnio .Jak to widzą inni bo podałem jakieś sytuację i o co mnie chodzi że takie tematy mnie zastanawiają .Bo na pewno wiele osób takie fatum dręczy i wręcz prześladuje w życiu .Bo ktoś starać się może a i tak nie jest dobrze .
  11. Wiele problemów, które Państwo zgłaszacie na platformie OcalSiebie dotyczy trudności ze zrozumieniem i przeżywaniem własnych emocji. Można powiedzieć, że jest to problem ze zrozumieniem siebie. W tym artykule przedstawię zwięźle kilka kluczowych informacji o uczuciach aby zachęcić Państwa do ich zrozumienia i polubienia. Czym zatem są emocje, stany emocjonalne, afekty i uczucia? Nie wdając się w naukowe podziały co do miejsca ich powstawania, natężenie i czasu trwania można stwierdzić, że te pojęcia z grubsza określają to samo (dalej w tekście będę stosować te pojęcia wymiennie): emocje/uczucia to przede wszystkim informacja dla mnie czy dana sytuacja, w której się znajduje jest dla mnie komfortowa i bezpieczna czy nie. Przyjrzenie się swoim emocjom i zrozumienie jaką niosą ze sobą informację to komunikacja z samym sobą. Uczucia pojawią się w każdej, nawet najbardziej błahej sytuacji. Lubicie Państwo czekoladę? Tak? A skąd o tym wiecie? Bo odczuwacie przyjemność z jej jedzenia. Pojawia się emocja. Potem np. u osób odchudzających się mogą pojawić się inne emocje jak złość, poczucie winy czy żal ale to już wynika z innej sytuacji - złamania diety. To pokazuje, że emocje i uczucia pojawiają się co chwila, w każdej sytuacji, pokazują nam kierunek, ubarwiają nasz świat i informują. Można je porównać do znaków drogowych - „kontynuuj to jest dla Ciebie dobre”, „stop - nie rób tego, to Ci zagraża”. W związku z tym nie ma złych emocji bo każda informacja jest ważna trzeba tylko umieć rozpoznać czego dotyczy. Każde uczucie jakie się pojawia niesie ze sobą bardzo konkretną informację, wymienię tylko kilka przykładów: złość - coś przeszkadza Ci realizować Twój plan lub podważane są Twoje przekonania, smutek - straciłeś kogoś/coś dla Ciebie ważnego, strach - uwaga, to zagraża Twojemu życiu bądź zdrowiu (fizycznemu lub psychicznemu), zazdrość - ta osoba/ta rzecz jest dla Ciebie ważna ale jej nie masz lub możesz stracić, radość - osiągnąłeś lub zrobiłeś coś dla Ciebie istotnego. Uczucia dotyczą nie tylko sytuacji bieżącej, ale przeszłości i przyszłości. Trzymając się przykładu czekolady: jecie Państwo czekoladę po raz pierwszy w życiu, jest przyjemnie, smakuje. Pojawiająca się emocja mówi, że ta sytuacja jest dla Państwa komfortowa. Uczycie się, że jedzenie czekolady jest fajne. Następnym razem gdy ktoś poczęstuje Was czekoladą chętnie ją weźmiecie bo będzie pamiętać, że jedząc ją czuliście się dobrze. A szpinak? U niektórych osób na samą myśl pojawia się wstręt. Nie tkniecie tego więcej a na pewno nie będzie on pierwszy na liście wyboru menu. Te przykłady to nie są jakieś znaczące wydarzenia w naszym życiu więc uczucia z nimi się wiążące nie mają dużego natężenia. Emocje pojawiające się w innych życiowych sytuacjach mogą mieć różne natężenie: „napięcie, irytacja, poddenerwowanie, złość, furia” czy „spokój, przyjemność, zadowolenie, radość, szczęście, euforia”. Nad uczuciami pozytywnymi dużo się nie zastanawiamy natomiast negatywne często rozpamiętujemy, zostajemy pod ich wpływem o wtedy one nieprzyjemnie narastają. Można niezauważalnie wpaść w pętle negatywnych uczuć i myśli i wtedy mówimy o obniżonym nastroju a krańcowo o depresji. Od strony fizjologicznej emocje to hormony np. : dopamina, serotonina (to te od dobrego samopoczucia), oraz noradrenalina, adrenalina, sterydy i wiele innych. Jak to działa? Upraszczając - znajdujemy się w jakiejś sytuacji np. po raz pierwszy w życiu widzimy czekoladę. Mózg nie zna tej substancji, przeszukuje naszą” bibliotekę wiedzy„ nie znajduje odpowiednika. Myślimy „co to?” i jednocześnie uwalniane są hormony powodujące ciekawość (endorfiny). Próbujemy - „... słodkie, dobre”. Znów uwalniają się endorfiny. Następnym razem sięgniemy po czekoladę z przyjemnością. Z czasem nawet myślenie o czekoladzie będzie przyjemne. To rola dopaminy - kieruje nas ku przyjemnościom. To niestety pułapka bo można się uzależnić od substancji lub czynności sprawiających przyjemność (to temat na inny artykuł). Niektórych emocji uczymy się w ciągu życia, a z innymi przychodzimy na świat. Oczywiście w procesie uczenia się kluczowy jest okres dzieciństwa i wpływ oraz obserwacja naszych bliskich lub opiekunów. Ta sama sytuacja może wywoływać różne emocje u dwóch osób. Np. jedno dziecko obserwuje, że na każdy dzwonek do drzwi rodzice reagują nerwowo i podejrzliwie. To dziecko nauczy się, że niezapowiedziany dzwonek do drzwi to groźna lub co najmniej irytująca sytuacja. Czyli gdy usłyszy dzwonek będzie odczuwać lęk lub rozdrażnienie. Rodzice drugiego dziecka reagują na dzwonek do drzwi z ciekawością i zadowoleniem - to dziecko będzie dorastało z pozytywnym nastawieniem do niezapowiedzianych odwiedzin. W dzieciństwie pobieramy ogromną dawkę wiedzy w obszarze uczuć, która ma wpływ na nasze dalsze życie. W tym okresie uczymy się poprzez obserwację i swoje doświadczenia i nie kwestionujemy zdobytych informacji – nabieramy różnych przekonań np. czekolada jest dobra a dzwonek do drzwi niebezpieczny. Przekonania mogą być prawdziwe lub nie, a przez to mogą nam pomagać w życiu lub nas ograniczać. Czyli odnosząc się do przykładu z dzwonkiem dorosły, który czuje strach na dźwięk dzwonka i to mu w życiu przeszkadza powinien sobie zadać pytanie: „Czego ja się boję?”, „Co jest niebezpiecznego w tym, że ktoś dzwoni do moich drzwi?” Analizując świadomie sytuację, swoje myśli i uczucia możemy zmienić swoje nastawienie i przez to pozbyć się obaw związanych z konkretną sytuacją. Myśli/przekonania, emocje i zachowanie wpływają na siebie nawzajem i my mamy na nie wpływ. Zrozumienie swoich emocji, świadome ich przeżywanie oraz aktualizacja własnych przekonań pomagają w rozwiązaniu wielu trudności z jakimi borykamy się w codziennym życiu. Dodatkowo pozwala to na budowanie oparcia w sobie i daje poczucie sprawczości co przekłada się na poczucie własnej wartości i komfort życia. Udział w terapii i otwartość na zrozumienie siebie pozwoli Państwu przekroczyć własne ograniczenia.
  12. Witam, krótko postaram się wprowadzić w całą sytuację. Problem nie dotyczy mnie tylko mojej dziewczyny. Jest poważny Ale nie wiem co mogę w takiej sytuacji robić, mam potężne wyrzuty. Moja dziewczyna żyje z mama która przez całe życie nieokazywala jej miłości, ojciec niezbyt się nią interesuje. Matka od kilku lat straszy Ja wyrzuceniem z domu po ukończeniu 18 roku życia I za 500+ musi ona radzić sobie ze wszystkimi wydatkami łącznie szkolnymi, lekarzami itd. Co już ją obowiązuje od ok 3 lat. Dziewczynie dobrze idzie w szkole w planach ma pójść na medycyne przez co bardzo dużo się uczy I nie będzie miała takiej możliwości aby pracować I utrzymywać się samodzielnie podczas studiowania medycyny. Jest to dla niej jedyna wizja życia- wszystko inne jest dla niej czymś najgorszym co nie będzie jej dawało żadnej radości. Ok. Obiektywnie jej Matka jest osoba z którą dziewczyna dla swojego dobrego stanu psychicznego nie powinna mieszkać. Tydzień temu kazała jej wynieść się z domu lub płacić sobie połowę rachunków za mieszkanie czego ona obawiała się od wielu lat (słysząc to co jakiś czas od matki) popadla w bardzo zły stan, Nie ma Na nic siły jest z nią bardzo źle najpierw zaczęło się od braku wizji na przyszłość co ja bardzo zdolowalo I praktycznie zniszczeniem swojej samooceny ponieważ odkąd ja znam zawsze jej samoocena była bardzo niska, kupiła tabletki nasenne I alkohol chcąc je wypróbować. Namowilem ja na pojscie do prawnika I psychologa, zgodziła się. wszystko zapowiadalo się dobrze dopóki nie chciała się umówić u psychologa. Prawnik powiedział jej że wszystko z nią ok I nie ma takiej potrzeby. Wspomniała o tym mamie I mama zareagowała jak "1 rzeczy masz zrobić I już nie masz na nic siły wielką depresja. Ja Robię wszystko A Ty nie jesteś w stanie robić nawet tego" (dziewczyna bardzo dobrze wywiązuje się z obowiązków domowych I wszystkiego co prosi ja mama. Mama nie rusza w domu nawet palcem I prawie wszystkie obowiązki spadają na moja partnerkę). Dziewczyna zadzwoniła Do recepcji chcąc umówić się do psychologa i Pani w recepcji odpowiedziała jej że nie brzmi jakby miała jakiś problem I że są ludzie bardziej potrzebujący pomocy. (Ja o tym wszystkim dowiedziałem się dopiero dziś) dziewczyna jednak dzwoniła tam dzień przed A kilka dni przed wszystko wydawało się już iść w dobrym kierunku I sam pokazałem nadzieję w psychologa I prawnika. Że wtedy na nowo odzyska chęci do życia. Ogólnie od kilku dni jej stan waha się od spokojnego do momentami kryzysów. Czytałem trochę jak pomóc osobie chcącej odebrać sobie życie I staram się być bardzo uważny żeby tylko nie pogorszyć sprawy. Kilka dni temu chcialem sie z nia spotkac ale napisala ze jest jej to obojetne. Co zwykle z jej strony taka obojetnosc znaczyla niechec do spotkania sie. Ja również wolałem nie narzucać się bo balem się że będzie to skutkowało zdenerwowaniem z jej strony. Ostatnim czasem również chodziła spać dość wcześnie 18-20. Muszę też dodać że Bardzo często W sytuacjach w których mama wspominała jej O wyrzuceniu z domu dziewczyna popadala trochę to można nazwać w histerię I bała się że nie ma sensu żyć skoro nie da rasy pójść na medycynę I wtedy pozostaje jej tylko odebrać sobie życie. Wczoraj o 10 po tym co powiedział jej prawnik mama I recepcjonistka. Stwierdziła że ma dość I kończy z tym wszystkim. Starałem się ja jakoś uspokoić I wytłumaczyć że to nie jest dobrenrozwiązanie A wizyta u psychologa może jej tylko i wyłącznie pomoc dzwoniłem do niej jednak nie odbierala. Jednak dopiero dziś powiedziała mi o tym co jej powiedziano. Wracając, miałem wrażenie że sytuacja już się uspokoiła. Jednak dalej miałem wrażenie że nie chce mojej obecności przy sobie. Ok. Godz. 16 wracałem ze szkoły do domu pisząc w międzyczasie z dziewczyną I po jej zachowaniu można było stwierdzić że odeszły jej już te negatywne pomysły. Po 17 napisała mi że idzie spać I "dobranoc" myślałem że pewnie idzie spać wcześniej bo chce wstać ok. 4 I się pouczyc jak to w zwyczaju robiła. Myślałem że wszystko gra. Jednak dziś dowiedziałem się że zjadła 3 listki tabletek nasennych I popila alkoholem. Całe szczęście kompletnie nic się nie stało. Podsumowala to że czuje się rozczarowana I jest jej z tego powodu smutno. Rozmawiałem z nia dziś przez telefon bo pisząc jej na ten temat odpowiadała mi tylko, że nie chce ze mną rozmawiać w ten sposób albo zmieniała temat bądź ignorowala wiadomości. Powiedziała że ma plan B Ale nie będzie tego robić teraz. Pozniej mowila ze bedzie uxzyc sie biologii i zapytala czy w dlugi weekend pomogę jej w angielskim oczywiście się zgodziłem. Chce jeszcze powiedzieć że zazwyczaj jak tylko mogłem to starałem się z nia zobaczyć mimo ważnych obowiązków które często przeglądałem na 2gie miejsce. Zawsze jak miała problem z rodzicami starałem się jej doradzić. Myślę jednak że problem też może być I we mnie bo ostatni miesiąc nie do końca rozumiem swoje emocje I rzeczy które mnie drażnią. Na odpowiedź na jakieś bardziej skomplikowane pytanie lub doradzenie czegoś potrzebuje chwilę pomyśleć. Dziewczyna dziś napisała mi tak: "Po prostu jest mi przykro że mimo złego samopoczucia od dłuższego czasu nie do końca się interesowałes Ale rozumiem. Każdy ma własne życie. Tylko potem mówisz że jestem jedna z najważniejszych osób dla Ciebie. To daj mi to odczuć, bo chwilowo idzie ciezko" Kiedyś kilka razy usłyszałem od nie że gdyby nie ja to nie widziałaby żadnego sensu. Do tego wcześniej po napisaniu ze tabletki nie zadziałały. Napisała: "No nic. Masz swoje życie. Nie powinnam oczekiwać że jak książę na białym koniu mnie pracujesz. Zastanawiam się czy jakbym była z kims innym to siedzialabym w tamtym momencie sama " Bałem się pójść do niej bo myslalem że mnie tam nie chce i będzie zdenerwowana. Nie wiem Co mogę zrobić. Nie wiem Co dzieje się W mojej głowie. Jednocześnie staram się uciec od myśli o tym A z drugiej strony bardzo mnie to martwi I przeraża. A znowu momentami mam wrażenie ze mam problemy w odczuwaniuu empatii. Nigdy Nie chciałem Żeby coś złego jej się działo. Czuje ogromne wyrzuty sumienia. Jakby To przeze mnie wczoraj dokonala takiego wyboru. Proszę o szybka odpowiedź. Jest To pilne, proszę powiedzcie mi jak mogę jej pomóc. Chyba nigdy nie chcialem źle dla kogokolwiek, A Co dopiero dla kogoś kogo kocham. Proszę I pomoc w miarę szybko. Jak Na razie O wspominaniu o wizycie u psychologa mówi mi sarkastyczne "jasne" albo ignoruje. Nie mam pojęcia co mogę zrobić. Po tym jak mi to napisała zniknęła z messengera I boję się że znowu będzie chciała sobie zrobić krzywdę. Odpisałem jej I przeprosiłem. Oczywiście wytłumaczylem że to że mnie nie było w tej sytuacji nie znaczy że nie chce jej pomoc i że jej nie kocham, Bo Tak Nie jest. Napisałem jej również że sam nie wiedziałem czy ona chce mnie widzieć bo wszystko wyglądało na to że jest jej to obojętne lub nie chce. Proszę napiszcie co mogę dla niej zrobić. Czuje sie okropnie z tym ze mnie przy niej nie bylo mimo ze nie bardzo wiedzialem czy powinienem sie z nia zobaczyć. Mam 18 lat ona też, jest to dla mnie bardzo trudne.
  13. Cześć, Kim jesteś (podaj przynajmniej płeć oraz wiek)? Kobieta, 27. W jakiej sytuacji pojawił się problem oraz jak długo trwa? Odkąd pamiętam, od wczesnego dzieciństwa. Na czym Twoim zdaniem polega problem? Zwiększanie poczucia własnej wartości. Jak sobie ewentualnie radzisz z problemem albo jak go znosisz? Samodzielna terapia (self-help, autoterapia) poznawczo-behawioralna. Jakie ewentualnie masz pytania odnośnie problemu? Jestem użytkowniczką innego forum, na którym w wypowiedzi skierowanej do innego użytkownika sformułowałam zagadnienie, które mnie nurtuje, dlatego pozwolę sobie przekleić w jedynie delikatnie zmienionej formie tę treść. Chciałabym zapoznać się z opinią osób profesjonalnie zajmujących się psychologią: Myślę, że przy wielu zaletach, TPB ma oczywiście także wiele luk, które trzeba by może było uzupełniać rozwiązaniami zapożyczonymi z innych nurtów (o ile takie rozwiązania istnieją). Jednym z takich słabych punktów jest moim zdaniem integracja wewnętrzna przekonań w sobie (uwewnętrznienie, internalizacja, czy jak to nazwiemy). TBP porusza tę kwestię bardzo powierzchownie. Na przykład ktoś ma niskie poczucie własnej wartości. Dzięki pracy poznawczej uświadamia sobie więcej konstruktywnych interpretacji i mniej dowalających sobie samemu przekonań. Dzięki pracy behawioralnej - zaczyna traktować siebie samego lepiej. Ale pomimo tych wszystkich działań nadal wydaje się mu to nieautentyczne, to przekonanie wciąż jest dla niego rzeczywistością zewnętrzną, a nie jego prawdziwym przekonaniem o sobie samym. Główne pytanie wątku dotyczy tego jak skutecznie skutecznie zinternalizować w sobie swoje nowe przekonania? Czy możliwe jest doprowadzenie do takiego przyswojenia sobie nowego przekonania w jakiejkolwiek dziedzinie, aby trwale stało się moim własnym, a nie zawsze czymś do pewnego stopnia postrzeganym jako sztuczne, obce?
  14. Jestem 21 letnią studentką. Od około dwóch lat nie potrafię sobie poradzić ze swoją sytuacją. Niby wszystko jest ok, mam co jeść, mam bardzo dobre wyniki w nauce,jak i także osiągnięcia na szczeblu krajowym. Jednak od dłuższego czasu dzieje się ze mną coś bardzo niedobrego. Zaczęło się w czasie trwania mojego związku 2 lata temu. Nie potrafiłam poradzić sobie emocjonalnie ( osoby z mojej klasy znęcały się nade mną psychicznie), wtedy zaczęłam się okaleczać. Nigdy nie chciałam się zabić, tylko jedynie poczuć ból, ukarać się jakoś. Po zerwaniu było jeszcze gorzej ponieważ zaczęłam wierzyć że jestem naprawdę do niczego. I tak jest od wtedy. Co parę miesięcy czasami tygodni jest na odwrót. Raz jestem szczęśliwa, może czasami aż za bardzo. Chce wtedy zmieniać świat, jestem w pewnej części taka jak byłam kiedyś, potem nadchodzi czas gdy nie mam zamiaru nawet wychodzić z pokoju. Ciągle siedzę tylko zamknięta w sobie. Wiem że powinnam iść do psychologa ale wstydzę się strasznie. W mojej rodzinie zdarzały się już przypadki chorób psychicznych. Co to może być? Jak sobie z tym poradzić?
  15. Dzien dobry, to wszystko trwa 3 dni (Tak wiem że to mało ale postanowiłem tutaj napisać niż iść od razu do psychologa), wieczorami (od godziny 17-czasu aż idę spać) czuje się przygnębiony, często płacze, nie mam chęci do życia, lecz gdy idę do szkoły czuję się jak król życia, jestem pełen energii i mam 100 żartów i pomysłów na minute, ogólnie jestem rozbawiony i pełen życia, chociaż w pewnych momentach czuję pustke w sercu. Nie wiem czy coś jest ze mną nie tak, nic konkretnego nie wydarzyło się w moim życiu wręcz przeciwnie, mam dobre stopnie i poprawiłem się w nauce, nikt nie umarł w rodzinie. I teraz pytanie: Czy to ja jestem jakiś dziwny, czy to może jest coś nie tak
  16. Witam, mam problem z objadaniem się, mam bardzo niską samoocenę przez moj wyglad, na codzień przepływa przeze mnie spora dawka stresu, prowadzę siedzący tryb życia, mam bardzo słaba kondycję, przejdźmy do głównego problemu, przy każdej okazji sięgam do lodówki i wynoszę 3/4 jej zawartości, nie umiem przestać, przy ludziach mogę się opanować, do tego dochodzi moja cukrzyca typu 5, choruje na nią od 5 lat, kiedy się obajdam cukier wzrasta i długo się utrzymuje co prowadzi do powikłań które postępują, szukam pomocy
  17. Witam, za równy tydzień będę mieć 18 lat. Nie wiem co chcę robić w przyszłości , co teraz robię ; nienawidzę siebie, wszystkich tracę, najpewniej z mojej winy, nie umiem chodzić do szkoły przez lęki. Ale zacznę od początku (cała historia może zabrzmieć jak dziwna książka, jednak jest to prawdą, a to w jakim jestem stanie to potwierdza): Moj ojciec zostawił mnie i mamę, gdy byłam mała (między 4 a 6 r.ż, ale chyba wyjechał jak mialam 2 latka), moja matka zawsze szukała dla siebie faceta, najczęściej na internecie, po tym jak tata odszedł związała się z pewnym mężczyzną, który był jej przyjacielem od dłuższego czasu i został on moim chrzestnym, poznał ją ze swoim religijnym kolegą, ktory malował ikony(tak, jest to ważna informacja) nazwijmy go X, poznałyśmy go w tym samym czasie: jak miałam 5 lat na spotkaniu w kawiarni. (Pragnę zaznaczyć, że jak dziecko byłam zawsze energiczna, ludzie do mnie lgnęli, byłam jak popularna, przywódczyni stada, w sumie to bylam jak Orszulka od Kochanowskiego, cóż, tylko że ja jeszcze żyję) później nie pamiętam dokładnie, ale wiem, że od pewnego momentu ten mężczyzna zaczął się do mnie przystawiać: wąchać włosy, mocnej przytulać, rzucać coraz więcej aluzji seksualnych, pewnego dnia, jak miałam ok 10-11 lat spałam na łóżku z nogami w rozkroku, przyszedł X i zaczął mi gmerać w majtkach, obudziłam się, gdy próbował włożyć we mnie drugi palec, uciekłam do łazienki i się w niej zamknęłam, gdy wróciłam to mówił, że przecież mi się podobało i że udawałam, że śpię ... Nikomu nie powiedziałam, po tym wydarzeniu zaczął sie coraz częściej do mnie dobierać, zaczął stawać za mną i przyciągać do siebie, żebym czuła jego erekcję najpierw na plecach a jak podroslam- na pośladkach. Z czasem zaczęłam się nienawidzić, stalam sie cicha, odosobniona oprócz najbliższych przyjaciół, ze skrajnej ekstrawertyczki zostałam pchnięta w introwertyzm. Zaczęłam się samookaleczać, przynosiło to ulgę. Polska edukacja niestety o tym nigdy nie mówi (do czasów gimnazjum), na początku nie wiedziałam, że to molestowanie, że to jest złe, co powinnam zrobic; i tak trwało to do pewnego wydarzenia. Było to pod koniec gimnazjum, został on u nas na noc, a że matka miała faceta, który okropnie chrapie to X spał z nami w łóżku w kolejności on-ja-mama. W pewnej chwili się budzę bo coś nie gra: okazało się że obudziła mnie jego próba włożenia we mnie palców, wstałam pod pretekstem napicia sie wody. W łazience ubrałam dresy ciasno związane w pasie. Położyłam się ponownie, w chwile po moim zaśnięciu obudziło mnie dziwne uczucie, jakby coś się próbowało we mnie wedrzeć, okazało się że włożył we mnie czubek penisa uciekłam do łazienki, odkrecilam kran, płakałam nad nim po cichu i ponownie chwyciłam za żyletkę. Po pewnym czasie wróciłam do łóżka i poprosiłam mamę żeby się zamieniła miejscem ze mną, bo mi za cieplo, mnie-ktora zmieniła krótkie spodenki na długie. I tak dotrwalam do poranka, obudził mnie X i z pretensjami pytał czemu to przerwałam przecież było tak przyjemnie... Znowu, nikomu nie powiedzialam. Z czasem zaczęłam czuć pustke, od płata czołowego w przód, nieskończenie. Na poczatku 1 liceum powiedziałam w białym wierszu moim dziadkom i mamie o tym co robił X, odcielismy się od niego, nie, nie zglosilismy tego na policję. Czułam że nikt mnie nie chce więc na GG wysyłałam nagie zdjęcia 2-3 lata temu. Poprawiało mi to samoocenę, tymczasowo. W pewnym momencie przeglądając intagrama zauważyłam, że na profilu tego X jest moje nagie zdjęcie, bez twarzy, w formie obrazu, dostałam tak wielkiego ataku paniki, że myślałam że się udusze i mi serce wybuchnie. Powiedziałam matce, nie wierzyła mi ale dla mojego spokoju napisała do niego żeby to usunął i nie wrzucał takich rzeczy, ani rzeczy które mnie przypominają. Zaczęłam mieć wyraźne lęki przed wychodzeniem z domu, przed chodzeniem do szkoly, liczylam że nie dożyję do liceum i właśnie tu jest meritum:nie wiem czym jestem, kim chce byc, właśnie jedyna osoba dzieki której żyję (moja przyjaciółka) zakończyła przyjaźń. Próbuję chodzić do szkoły ale nie umiem, mam taki lęk że po wyjściu z domu idę na miasto zamiast do szkoły najczęściej przesiaduję w bibliotece miejskiej. Nienawidzę siebie, pragnę umrzeć. Do psychologa chodzę ok. 2,5 lata, brałam od psychiatry juz 4 różne leki (pierwszy psychiatra powiedzial że to wyglada na zaburzenia lękowo-deprwsyjnie): Seronil, jakieś jedne, Apo-serta i teraz bralam Trittico, pierwszy w. w mial tylko negatywne skutki. Teraz jestem w dole tak głębokim, że zdaje się jakbym była w piekle, choć zdarzają się góry, chwile ulotnego szczęścia . Nie wiem co robić... Jak się naprawić, już mam dość tych leków, strachu, pustki, lekarzy. Matka mówi że jestem leniwa i nie chce mi się chodzić do szkoły, ale w mojej głowie codziennie toczy się wojna i konczy się przegraną. Mam coraz mniej siły. Najchetniej to już bym się załatwiła, coraz mniej mnie obchodzi czyhające piekło dla samobójców. Boję się, że do tego dojdzie. Prosze o pomoc. Nie umiem sie wytrzymać.
  18. Witam jestem studentką pierwszego roku w nowym mieście. Od paru lat chciałam wyjechać z rodzinnego miasta i zacząć swoje życie od zera. Z jednej strony ciężko mi było wyjechać i zdystansować się od dawnego życia. Byłam w paru toksycznych relacjach (ojciec, przyjaciółka, chłopak) ,miałam żal do tych osób i czułam ,że przy nich nigdy nie będę mogła się rozwinąć. Jestem nadmiernie wrażliwą osobą na swoim punkcie przez co często staram się udowodnić otoczeniu ,że jestem wystarczająco dobra. Kiedyś myślałam ,że tylko dążenie do perfekcji zapewni mi podziw ze strony innych i może ktoś obdarzy mnie uczuciem. Często zmienia mi się humor- jednego dnia jestem zabawna, otwarta i pełna entuzjazmu ,aby innego dnia płakać i przeżywać jakieś nieistotne rzeczy. Za mocno się wczuwam w dyskusje i kiedy pod wpływem emocji powiem coś nieodpowiedniego czuje się zawstydzona przez resztę dnia. Wiem ,że moje zachowanie staje się z roku na rok coraz bardziej niepokojące i częste ,co mnie przytłacza. Dawniej byłam zupełnie inną osobą.Chciałabym się zapytać co to może oznaczać? Czy może być to związane z tym ,że od paru lat wiele osób mnie zawiodło i zraniło moje uczucia? Czy to po prostu moja wrażliwa natura powoduje takie zachowanie? Albo to już jakaś choroba? Z góry dziękuje za odpowiedź.
  19. Dobry wieczór prawdę mówiąc trochę wstydzę się pisać o sobie i swoich problemach. Zauważyłam, że przeważnie młodzi ludzie zwierzają się i szukają pomocy a ja właśnie skończyłam 60 lat. od 8 lat pracuję w Niemczech i ....Na początku interesowało mnie tylko że będę mogła swoim dzieciom zapewnić lepsze życie, myślałam tylko o swoim ojcu i o tym żeby nic Mu się nie stało podczas mojej nieobecności. Lata mijały. Dzieci stały się samodzielne, Tato odszedł. Nagle poczułam samotność. Byłam samotna już wcześniej tylko nie zdawałam sobie z tego sprawy .Zapisałam się na popularną stronę dla samotnych. Na portal randkowy. Wzbudzałam zainteresowanie tylko....Jak kaczka kluski łykałam każde miłe słowo, dostawałam po głowie. nigdy wcześniej nie szukałam w ten sposób partnera, musiałam nauczyć się, że bardzo często te miłe słowa to tylko gra, zabawa. W końcu spotkałam tego jednego...Tak uroczego że nie chciałam zauważyć iż nie szuka trwałego związku. Powtarzałam sobie , że przecież to tylko zabawa i poradzę sobie. trwało to 5 miesięcy. On dalej uroczy, ale wolny, nie zaangażowany uczuciowo wprost przeciwnie do mnie. Spragniona ciepła i uczuć nie chciałam wierzyć , że to nie ma przyszłości. W końcu on odszedł twierdząc , że za wiele oczekuję. Wydawało mi się, że dobrze gram swoją rolę. Miłej , ciepłej kobietki... Ale uczucia rosły i to musiało być widoczne. Nie umiałam przyjąć tego z klasą. Wstyd mi do tej pory, że zrobiłabym wiele, a może wszystko żeby to tylko trwało, żeby był. Jakie to poniżające. Za garstkę ciepła byłam jak bezdomny pies przygarnięty przez dobrego pana. Pan kopnął mnie w ten merdający ogon. Wcześniej także miałam problemy w relacjach z mężczyznami. Od zawsze przyciągałam tylko tych, którzy mnie wykorzystywali, ranili, odchodzili.. Zawsze próbowałam być dla nich doskonała. Doskonale szczupła, zadbana, mądra...Nigdy tak naprawdę nie byłam sobą. Wysilałam się i nikogo nie zatrzymałam. Teraz, zbolała po ostatniej porażce próbuję na nowo na portalu i....Boję się tych mężczyzn. Szczególnie tych, którzy mają życie wypełnione pracą, hobby, przyjaciółmi. Czuję, że nie jestem dość dobra. Dlaczego? Jestem wykształcona, mam mnóstwo zainteresowań, wiem dużo i umiem o tym rozmawiać, ale tylko z neutralnymi osobami. Tym , którzy mnie interesują nie potrafię się tak pokazać. Przy tym panowie najpierw patrzą. Wiem, że uchodzę za atrakcyjną jeszcze kobietę, ale sama widzę tylko swoje niedoskonałości. Nie chcę być sama, ale też nie chcę kogoś za wszelką cenę. I boję się bardzo. Boję się , że znowu sobie nie poradzę , że wszystko zepsuję albo dam się nabrać i znowu ucierpi mój merdający ze szczęścia ogon. Dlaczego ja? Dlaczego jestem sama i samotna? na czym polegają moje błędy? Gdzie tkwi przyczyna? Proszę, jeśli ktoś może mi pomóc, podpowiedzieć, poradzić ....Proszę!!!
  20. Facet, Student z dobrą pracą, samochodem itp, 26 lat. Samotny od zawsze. Problem nie mam pojęcia kiedy się narodził. Nie ma początku ale chciał bym żeby miał koniec. Nie potrafię zainteresować Sobą drugiej osoby przeciwnej płci. Obejrzałem własnie film o incel i chyba mnie to dotyczy więc szukam pomocy. Z jednej strony jestem dość towarzyski, mam garstkę przyjaciół z którymi często spędzam czas, wychodzę na miasto itp. Z drugiej strony nie potrafię związać się z kobietą, nigdy nie miałem żadnej partnerki chociaż próbowałem wiele razy i zawsze odstawiały mnie to tzn frendzone. Przez to zaczynałem pić i kłóciłem się z nimi gdy kogoś znajdywały i wyrzucałem je z życia mojego, jak i niestety reszty znajomych. Jestem może nie klasycznie przystojny ale nie tragiczny. Wysoki, ciut za gruby ale max 5-6 kg nadwagi. Jedyną moją widoczną wadą jest oko które mam uszkodzone i nie potrafię się z tym pogodzić, Ma inny kolor i zeza. Próbuje co jakiś czas kogoś poderwać, mam tindera, chodzę na miasto ale i tak nie umiem przełamać jakiejś bariery i nigdy nie zostałem z kimś bliżej. Jest jeszcze szansa że założę rodzinę i będę miał normalne życie czy zostanę singlem do końca który kiedyś może przyjść za szybko gdy spędze sam rok, dwa, pięć bez odzywania się do ludzi bo wszyscy rozejdą się w swoje strony. Jak poczuć się potrzebnym wtedy? Jak się naprawić?
  21. Dzień dobry wszystkim, którzy jakimś cudem trafią na ten wpis i zechcą go przeczytać. Nie bardzo wiem, gdzie szukać pomocy, bo jestem w patowej sytuacji. Nie umiem sobie poradzić z wieloma przejściami (pobiciami w związku, kłótniami, wyzwiskami, które wtedy leciały i tym, jaki potwór ze mnie wychodził, trudną relacją z matką). Od czasu do czasu umiem wyprostować swoją psychikę na tyle, że nie mam problemu ze swoim nastrojem czy nie targają mną skrajne emocje. Mam problem, że gdy ktoś ponownie na mnie krzyczy lub powie coś złego na mój temat, wyzwie (tyczy się szczególnie osób mi bliższych, z dalszymi radzę sobie nie najgorzej), mam wrażenie, że te wszystkie dni, gdy przeżywałam emocjonalny koszmar, próbowałam się powiesić, byłam wyzywana od ohyd i grubych świń (nawet sytuacje z dzieciństwa, gdy miałam nadwagę), zbierają się we mnie i uderzają jak jeden mąż przez dłuższy czas, emocjonalnie przeżywam to znowu, czuję się, jakbym znowu nie mogła wstać przygnieciona do ziemi, gdy byłam opluwana. Bardzo chciałabym ponownie spróbować odebrać swoje życie w takich dniach, bo to nie trwa najkrócej (jednak piszę tutaj, bo jednak jakieś resztki instynktu samozachowawczego i wiary w życie pośmiertne zostały). I choć chciałabym radzić sobie z tym, że stałam się przez ostatnie trzy lata bardziej wrażliwa, nie za bardzo wiem jak. Sytuacja jest dla mnie o tyle trudna, że jestem na Syberii przez najbliższe miesiące i prędko nie wrócę do Polski. Nie czuję się na tyle rozwinięta językowo, by szukać czegokolwiek tutaj, a na terapię, jako studentkę, mnie nie stać (zresztą, sprowadzenie zwłok do Polski i pogrzeb wyszłyby taniej niż terapia, która może nie przynieść efektu). Głupio mi też iść i korzystać z ew. darmowej pomocy, bo chciałabym umieć zapłacić za wykonaną pracę drugiemu człowiekowi, bo on ten czas mógłby spożytkować lepiej niż ze mną. Czy są jakieś metody autoterapii czy inne środki, które mogą jakoś pomóc?
  22. Witam, jestem 17 letnia uczennica liceum. Może zacznę od początku - w 1 gimnazjum zaczęłam mieć problemy z Panią od matematyki. Myślałam, z początku ze tak musi być, ze ktoś w klasie musi być jej ofiara. Zaczęło się niewinnie, od docinek w stylu „Nic nie osiągniesz w tym życiu skoro liczyć nie potrafisz” lub bardziej personalnych np. „Nie powinnaś ubierać takich bluzek, widać ci faudki” niby nic a jednak na forum klasy to bolało. Później zaczęło się bardziej drastycznie - zakazy dołączania do mojej klasy na wycieczkach, kiedy nie było mnie w szkole z powodu choroby wyśmiewała to, znajomi odwrócili się ode mnie i sami zaczęli docinać. Z dnia na dzień psychicznie było mi gorzej. Unikałam matematyki, zaczęłam dostawać silnych nerwobóli przez które często faszerowałam się lekami. Pani potrafiła pytać mnie 2 godziny pod tablicą, nawet kiedy w pewnym momencie nie wytrzymałam i zaczęłam płakać nie przestała. Raz nakładając tusz do rzęs, co u moich koleżanek było codziennością, nawet inne bardziej rozbudowane makijaże, kazała zmyć mi oczy płynem do naczyń który wylała na moja twarz. Czułam się poniżona, najgorsza i zaczęły się inne problemy. I tak zgłaszałam to do dyrekcji, ale ta Pani była ostatni rok w szkole i poproszono mnie abym „nie wymyślała głupot”. Pedagog powiedział ze nie ma czasu i żebym przyszła w innym terminie - nie przyszłam. Wychodząc z gimnazjum miałam zniszczoną psychikę, samoocenę, nerwice szkolną. Stwierdziłam wraz z moja mamą, ze wezmę „przerwę” od szkoły w postaci edukacji domowej. Nie zdałam klasy z powodu matematyki. Na matematyce, kiedy tylko pomyśle o tym przedmiocie robi mi się niedobrze. Boje się każdej lekcji, zdarza mi się płakać w szkolnych toaletach godzinę przed. Mam również inne „objawy” które niszczą mi życie. Myśli samobójcze, nienawiść do samej siebie tak wielka, ze czasem nie mogę spojrzeć w lustro, samookaleczenie, ataki paniki. Wiem ze hormony w moim wieku buzują, dużo się dzieje, ale to mi nie daje żyć, nie wiem ile jeszcze czasu to udźwignę...
  23. Kim jesteś (podaj przynajmniej płeć oraz wiek)? Jestem pracującą kobietą w wieku 25lat. W jakiej sytuacji pojawił się problem oraz jak długo trwa? Odkąd pamiętam, jestem chorobliwie uzalezniona od opinii ludzi z mojego otoczenia. Wychowalam sie w patologicznej rodzinie, ktora dodatkowo jest czlonkiem pewnej grupy wyznaniowej. Przez alkohol i inne dysfunkcje,moja rodzina przysparzala wylacznie wstydu. Nikt nie mial zdrowego poczucia w.w,dlatego zawsze wpajano ze Nowakowie czy Kowalscy ( czlonkowie tej grupy ) sa lepsi, bo wplywowi, a my jestesmy nikim. W takim mysleniu zostalam wychowana. Na czym Twoim zdaniem polega problem? Cale zycie chodze zdolowana,podporzadkowanatym ludziom. Uwazam,ze to oni wyznaczaja moja wartosc. Skoro wiedza tyle o mojej rodzinie to tyn bardziej maja na mnie haka. Nie potrafie w ich towarzystwie byc soba i czuc swojej wartosci. Jak sobie ewentualnie radzisz z problemem albo jak go znosisz? Uciekam. Poddaje sie tym ludziom,nie wyrazam swojego zdania, uwazam ze sa ode mnie lepsi i pozwalam im chodzic mi po glowie. Bo przeciez oni znaja tajemnice mojej rodziny, alkohol itp. Wiedza skad pochodze. Jakie ewentualnie masz pytania odnośnie problemu? Jak pomimo takich przezyc zbudowac w sobie zdrowe poczucie w.w bez strachu, ze ci ludzie wiedza co bylo w mojej rodzinie, bez wstydu za to skad pochodze? Jak zbudowac siebie pelna wartosci?
  24. Jestem 21 letnią studentką. Od około dwóch lat nie potrafię sobie poradzić ze swoją sytuacją. Niby wszystko jest ok, mam co jeść, mam bardzo dobre wyniki w nauce,jak i także osiągnięcia na szczeblu krajowym. Jednak od dłuższego czasu dzieje się ze mną coś bardzo niedobrego. Zaczęło się w czasie trwania mojego związku 2 lata temu. Nie potrafiłam poradzić sobie emocjonalnie ( osoby z mojej klasy znęcały się nade mną psychicznie), wtedy zaczęłam się okaleczać. Nigdy nie chciałam się zabić, tylko jedynie poczuć ból, ukarać się jakoś. Po zerwaniu było jeszcze gorzej ponieważ zaczęłam wierzyć że jestem naprawdę do niczego. I tak jest od wtedy. Co parę miesięcy czasami tygodni jest na odwrót. Raz jestem szczęśliwa, może czasami aż za bardzo. Chce wtedy zmieniać świat, jestem w pewnej części taka jak byłam kiedyś, potem nadchodzi czas gdy nie mam zamiaru nawet wychodzić z pokoju. Ciągle siedzę tylko zamknięta w sobie. Wiem że powinnam iść do psychologa ale wstydzę się strasznie. W mojej rodzinie zdarzały się już przypadki chorób psychicznych. Co to może być? Jak sobie z tym poradzić?
  25. Witajcie. Jestem tu nowa. Mam 26 lat, od 5 lat jestem w związku i owocem naszej miłości jest synek. Wszystko tak naprawdę zaczęło jakieś 4 lata temu tak dowiedziałam się zupełnie przypadkiem, że mój partner zdradził mnie ze swoją byłą żona. Postanowiłam mu wybaczyć i żyć dalej. Ale jego błędy popełnialy się znowu, już nie chodzi o zdradę, ale o wiadomości jakie do niej wysyłał. O takie tak do niej się zwracał, po czym wracal do domu i wszystko tak jakby nic nie robił.. Serce pękalo, ale musiał dać radę bo w drodze był nasz synek, istota dla której musiałam być silna. Sytuacje się powtarzały, ale już w mniejszej skali. Próbowaliśmy już tyle razy od nowa, kilka razy w kłótni podnosił na mnie rękę... Staram się myśleć pozytywnie, ale zazwyczaj trwa to krótka chwilę. Pewnie też to jest moja wina... Bo jednak nie potrafię o tym wszystkim zapomnieć.. Myślami wracam do tych chwil, kiedy jednak był z nią... A pozniej niewinnie wracał do domu i udawał kochającego partnera i tatę. Często mu to wypominam podczas kłótni... Jak naprawić ta relacje? Czy w ogóle jest to jeszcze możliwe? Pomóżcie. Przestaje wierzyć w siebie, w swoją kobiecość. Bo wydaje mi się, że inne są bardziej atrakcyjne...

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.