Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'samoocena'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Cześć, jestem mężczyzną 19 lat. Mam pytanie odnośnie tego co się ze mną dzieje. A więc tak... ostatnio miałem taką sytuację, wstałem rano do pracy, poszedłem na autobus i chciałem kupić bilet miesięczny. Podszedłem do kierowcy, pytam się czy mogę kupić bilet miesięczny, prosi mnie o 150zł, a ja dałem mu... 400zł!! On mówi że dałem mu za dużo a ja na niego się patrzę i nie czaję o co chodzi, takjakbym w ogóle nie myślał, za chwilę pokazuje mi 400zł które mu dałem, i wiecie co powiedziałem i zrobiłem? Powiedziałem że nie mam jak dać inaczej i wyciągnąłem jeszcze 100zł z portfela (XD) On się nadal na mnie patrzy jak na debila, pokazuje mi 400zł i dopiero wtedy ogarnąłem, że dałem mu 400zł a bilet kosztuje 150zl, od kilku lat kupuje bilet u tego przewoznika więc nie wiem co ja w ogóle odwaliłem... mam jeszcze kilka innych sytuacji, w których jakbym łapał zwieche i totalnie nie myślał nad tym co się dzieje, i nie ogarniał tego co się do mnie mówi. Na początku się z tego śmiałem, ale teraz jakiś wstyd czuję. Czy to wynika z tego, że nieuważnie słucham? Czy Jest coś ze mną nie tak?
  2. Witam Jestem 29letnią mamą i żoną. Może zacznę od tego, że kiedyś byłam odważną, pełną życia osobą, która chciała spełniać marzenia i wierzyła, że może osiągnąć to czego chce. Niestety od kilku/kilkunastu lat to się zmieniło. Wszystko nadmiernie analizuje, zakładam najczarniejsze scenariusze. Przejmuje się rzeczami/sytuacjami które jeszcze nie miały miejsca i być może wcale się nie wydarzą. Potrafię przez kilka dni przeżywać coś co powiedziałam mimo że nie niosło to żadnych konsekwencji. Przestałam się czuć komfortowo wśród ludzi. Otaczam się tylko najbliższymi. Mam poczucie że we wszystkim co robię jestem nie wystarczająca... Że nic co zrobię nie będzie takie jak powinno być. I tu pojawia się najgorszy problem. Chciałabym pójść do pracy (obecnie zajmuje się dziećmi) ale kiedy przychodzi do aplikowania jestem przerażona. Od razu zakładam że zrobię coś nie tak i wszyscy będą mieli pretensje. Staram się to pokonać, przekonywać sama siebie, że przecież jestem zaradną, inteligentną osobą, że dam radę. Czasami nawet zaczynam wierzyć i pełna energii siadam do szukania pracy i wtedy BUM... znowu to samo. Czuję jakby mi miało wyrwać serce z piersi... Bo co jeśli zaaplikuje i ktoś się odezwie... Znajomi, rodzina pytają czy planuję wrócić do pracy... Póki co cały czas wymawiam się opieka nad dziećmi. Jest mi wstyd powiedzieć prawdę. Mąż mnie wspiera, nie naciska na nic, ale ja sama siebie mam już dosyć... Czy ktoś może mi coś podpowiedzieć?
  3. Jestem z chłopakiem 5 lat. Od roku jesteśmy w narzeczeństwie. Niestety, na każdym kroku jego zachowanie mnie irytuje, tak, jakbym miała wobec niego inne oczekiwania. Potrzebuję kogoś dojrzałego, a z jego strony nie mam poczucia, że jest dojrzały mimo 28 lat, ktore ma. Niestety, są dni kiedy mam serdecznie dosyć narzeczonego i życia z nim. A są dni kiedy nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nie mam do niego cierpliwości, bardzo łatwo wyprowadza mnie z równowagi. Nie radzę sobie z tym. Często po nocach płaczę bo jestem po prostu nieszczęśliwa. Jest to mój pierwszy związek i nie wiem, czy po prostu nie chcę dopuścić do siebie porażki, jaką jest rozstanie. Gdzieś w środku boję się co powie rodzina moja i narzeczonego. Poza tym w wieku nastoletnim poznałam przez internet 6 lat starszego chłopaka, który przez 4-5 lat wmawiał mi najgorsze rzeczy o mnie, krytykował mnie a ja się go bałam. Robiłam wszystko, by nie był zły. Gdy się wkurzał, przepraszałam go. Czy to może mieć wpływ na to jak teraz się zachowuję? Chciałabym z jednej strony naprawić się i dalej żyć w zgodzie z narzeczonym, bo kłótnie mnie wykańczają ale z drugiej strony może to znak, że trzeba skończyć związek? Najgorsze jest to, że nie czuję zrozumienia od jego strony. Jesteśmy zupełnym przeciwieństwem. Ja chciałabym już dziecko, on nie. Proszę o pomoc, bo zwariuję. Jesteśmy 5 lat razem i od samego początku mieszkamy ze sobą, czujemy sie ze sobą "jak stare dobre małżeństwo". Jest rutyna, nie rozmawiamy ze sobą, a nawet jak coś mówie to on nie słucha tego co do niego mówię. To też mnie irytuje, bo czasami potrzebuję wygadać się a nie mam jak. Nie czuję w nim wsparcia. Najgorsze w tym wszystkim są jego odzywki do mnie gdy się wkurzy. Potrafi powiedzieć że jestem "popierd..na", chora psychicznie, albo wprost mówi "spierd..j". Po godzinie lub kilku udaje że wszystko jest ok i dalej się przymila. Wczoraj wieczorem też wkurzył się i obraził mnie, po czym dzisiaj rano już nie pamiętał niczego i nie wiedział dlaczego mam focha i nie odzywam się
  4. Kompletnie nie radzę sobie ze stresem i relacjami międzyludzkimi. Przez całe dzieciństwo aż do końca gimnazjum dokuczano mi i odsuwano mnie m.in. z powodu biedy. Nie zawarłam żadnej głębszej przyjaźni, jedynie przelotne znajomości. W liceum to się zmieniło, zaczęli się interesować mną chłopcy i znalazłam przyjaciółkę, która po pół roku zaczęła mnie unikać. Miałam akurat wtedy gorszy okres w życiu, a ona poznała zabawniejsze osoby, więc wybrała ich. Od tego czasu mam jakiś dziwny stres, gdy poznaje kogoś nowego. W trzeciej klasie liceum poznałam chłopaka z bardzo bogatej rodziny. Pierwsze spotkania były okropne pod tym względem, że brało mnie na wymioty, miałam mdłości, w połowie zdania zmieniała, to co chcę powiedzieć i zaczynałam mówić coś innego. Tamten czas był dla mnie podwójnie stresujący ze względu na maturę. Nie miałam okresu, pojawiał się raz na 2/3 miesiące. Byłam bardzo napięta, miewałam szybki oddech czy odczuwałam kołatanie serca. Rozdrapywałam rany. Po tym jak zaprosiłam tego chłopaka do swojego domu to nadal utrzymywaliśmy kontakt, ale przestało mu zależeć. Na studniówce podrywał pewną dziewczynę na moich oczach i w ostateczności bardzo źle mnie potraktował, mimo że wcześniej kreślił wspólne plany na przyszłość i zachowywał się tak jakby chciał mi dać gwiazdkę z nieba. Po zakończeniu naszej relacji zauważyłam, że złożył na fejsbuku życzenia urodzinowe bratu tej dziewczyny ze studniówki. Tego dnia, po raz pierwszy w życiu zwymiotowałam ze stresu. Nie mogłam się uczyć, ciągle płakałam. Nie otrzymałam też żadnego wsparcia. Historia z tym chłopakiem jest nieco bardziej skomplikowana, więc myślałam, że problem leży po mojej stronie np, myślał, że jestem na żywo ładniejsza. Po paru miesiącach uświadomiłam sobie, że to chodzi o biedną rodzinę. To wszystko bardzo mnie boli. Piszę w sprawie tego stresu. Jak sobie z nim radzić? Jak przestać myśleć, że na nikogo dobrego nie zasługuję? Wszyscy wcześniejsi chłopcy, z którymi się umawiałam chcieli ode mnie tylko jednego. Podobno jestem bardzo ładna, jeżeli to ma jakieś znaczenie. To znaczy tak ludzie mówią i widzę to też po wzroku, ale sama jakoś tego nie dostrzegam. On jako pierwszy mnie dobrze traktował (przynajmniej na początku). Przyjmę wszystkie porady i bardzo chętnie z Panią porozmawiam. Zapomniałam dodać, że przy relacji z nim miałam ciągle czarne myśli, że on nie chce ze mną pisać, z nudów to robi. Trochę to brzmi samospełniający się scenariusz, ale już sama nie wiem. Mam mętlik w głowie.
  5. Chcę zapytać o następującą sytuację. Rok temu poznałam na forum randkowym mężczyznę, któremu była partnerka doradziła skorzystanie z tego forum. Polubiliśmy się i powoli zaczęliśmy coraz bardziej zbliżać się do siebie. On ma dwubiegunówkę i jakiś czas temu odezwała się mania, sam zdecydował się iść do szpitala, aby Mu dobrali leki. Już wyszedł na prostą w szpitalu, ma zajęcia terapeutyczne. Ostatnio na terapii 1:1 pani psycholog powiedziała Mu, że Jego miłość do mnie jest wynikiem jego choroby psychicznej, że zakochał się we mnie z powodu choroby psychicznej, że jestem stara i brzydka. Podobno inne osoby też Mu to powiedziały. On nie kłamie, nie jest zbyt empatyczny jak widać z opisanej sytuacji (bo mi to powiedział) ale mówi prawdę. Ja faktycznie jestem brzydka, stwierdzam tu fakt, a nie swoje kompleksy. Stare chińskie przysłowie mówi, że jak Ci trzy osoby powiedzą, że jesteś pijany to należy iść i położyć się spać. Obydwoje jesteśmy po czterdziestce, ja faktycznie jestem starsza. Psycholog kliniczny zwykle jednak głupcem nie jest, nie w szpitalu psychiatrycznym. Nie chcę mojemu mężczyźnie zrobić krzywdy. Czy powinnam Go zostawić dla Jego dobra?
  6. Witajcie! Jestem dziewczyną w wieku 22 lat, i od prawie 2 lat mam stałą pracę, skończyłam technikum, zdałam maturę itd. Najlepiej byłoby zacząć od mojej relacji z rodzicami. Rozwiedli się, mieszałam z mamą przez większość czasu. I ojciec i matka kochali i kochają mnie. Jedynym problemem był partner mojej matki który stosował wobec mnie przemoc, i znęcał się psychicznie i fizycznie. Odkąd pamiętam, byłam typem samotnika i nie otaczałam się wieloma przyjaciółmi. Nie czułam się źle z tego powodu, bo lubiłam samotność i niezależność. Nigdy nie było sytuacji w której nie miałabym się do kogo odezwać. Często wyprowadzałam się, jednak w każdej szkole czy pracy spotykało mnie to samo. Znęcanie się w ten czy inny sposób. Grupa ludzi który próbowali mi zepsuć dzień ze względu na mój styl bycia. Nie będę wdawać się w szczegóły, bo myślę , że każdy może sobie wyobrazić jak może wyglądać typowy bullying. Moja samoocena przez lata znacznie się zmniejszała. W wieku 14nastu lat, nie byłam w stanie spojrzeć na siebie w lustrze, mimo licznych komplementów. Nie dawałam, i nie daję wiary w żadną pozytywną rzecz jaką ktoś powie na mój temat. Zaniedbywałam i dalej zaniedbuję swój wygląd. W ostatnich dniach nie, biorę prysznica, nie myje zębów, nie rozczesuję włosów, i z tego względu zaczęły się kolejne problemy w pracy i ze zdrowiem. Towarzyszą mi okropne wachania nastroju, i najmniejsza rzecz może sprawić, że wybuchnę wściekłością czy krzyknę lub rozpłaczę się. Najbardziej martwi mnie to, że główną ofiarą moich wybuchów jest mój szczerze kochający mnie chłopak, który jest ze mną na codzień. Przez ostatnie dni, towarzyszą mi nieustanne myśli samobójcze. I przez nieustanne mam na myśli przy każdej możliwej okazji. Boję się, że mogę podjąć działania, ponieważ nigdy nie były one tak intensywne. Jestem w pełni świadoma, że tak zawiły wątek nie jest tematem na forum. Chciałam się dowiedzieć jaki byłby najlepszy psycholog/psychiatra który byłby w stanie mi pomóc? Panicznie boję się wyjść z domu i szukać na własną rękę. Miałam doświadczenie tylko z psychologiem szkolnym, i nie było to dobre doświadczenie.
  7. Chciała by się z Wami podzielić moją historią, historią jak mi się wydawało wielkiej miłości i bliskości. Poznaliśmy się dwa lata temu, on nigdy wcześniej nie był w poważnym związku, sam wyznał mi miłość i stwierdziliśmy że spróbujemy, były wloty i upadki tzw. docieranie się, 3 krotnie zrobiliśmy sobie przerwy które on inicjował ponieważ po raz pierwszy coś w nim się wypaliło i potrzebował czasu, po raz drugi bo nie poradził sobie sam ze sobą i z tym czy jest mnie pewien i po raz trzeci bo mnie okłamał poważnie a teraz od 2 miesięcy mieliśmy kryzys związany z jego brakiem czasu z powodu pracy co powodowało kłótnie i mój płacz czego nie zniósł bo jak stwierdził ,,nie umie dać mi szczęścia'' i podjął decyzję że dla mojego dobra się rozstajemy a ja to kiedyś zrozumiem - przyjęłam to dziwnie spokojnie, powiedziałam że jak chce i skoro nie chce dać nam czasu na naprawę to ja chce go zapomnieć i znienawidzić najlepiej i jest bez serca. Wcześniej nadmieniał że ,,nigdy się nie rozstaniemy'' i to już jest czas na podjęcie decyzji co dalej ale nie myślał o ślubie jeszcze jak ma być szczery. uważa ze nie potrafi widocznie dać mi szczęścia ale nadal mnie kocha i szanuje i zawsze będzie szanował. Odpowiedziałam ze nie potrzebuję szacunku od niego. Podziękowaliśmy sobie przez smsy jeszcze tego samego wieczoru a on cały czas ciągnie kontakt sms tylko tym razem w formie luźnej nie o nas tylko sprawach różnych, zdrowiu, samochodzie itp wyczuwam że sie interesuje ale może tylko chcę to widzieć a tak nie jest bo robi to tylko z wysokiej kultury. Gdy widzimy się w ciągu dnia to sie uśmiecha i jest pozytywny ale staramy sie nie rozmawiać (wspólna praca) jakoś ,,głębiej'' Zależy mi na nim i wiem jakie błędy popełniłam aczkolwiek nie wiem co mam myśleć o tym wszystkim i co zrobić by to naprawić i wzbudzić w nim chęć powrotu
  8. Witam, napiszę krótko jestem osobą bardzo zazdrosna o swojego męża, który od pewnego czasu pracuje z większością kobiet. Nie daje mi powodów do zazdrości ale samo opowiadanie o jego koleżankach z pracy mnie przygnębia. W głowie myślę, że woli któraś z nich bo jest młodsza, ostatnio zwrócił mi uwagę że mocno schudłam, chce przytyć ale nie mogę przez codzienny stres i myśli kiedy on jest w pracy. Jak mam zmienić tok myślenia? Naprawdę nie daje już rady myśleć "normalnie", mam napady płaczu, i brak akceptacji siebie. Proszę o pomoc
  9. Witam ,mam długotrwały problem z partnerem w związku. Zaczelo sie od tego że on zaczal mnie zaniedbywac seksualnie (mam duże libido a on niskie) oklamywal mnie w sprawie ogladania porno, mowil "po co mi porno jak mam ciebie", zgodził się na pewne zasady w związku I je złamał łamiąc przy tym moje zaufanie (tłumaczył że się wstydził że nigdy nie miał takiej sytuacji aby go kobieta o to pytala). Rok ponad zajęło mi aby mu ponownie zaufac.(jesteśmy razem 2 lata ja pod opieką psychiatry na ssri z diagnoza zaburzenia osobowosci F60.3 prawdopodobnie też borderline).Umówiliśmy się że w związku nie ma miejsca na porno, zgodził się na to twierdzac ze "tego nie potrzebuje" jakis miesiąc temu moje odzyskane zaufanie legło w gruzach gdy odkryłam że ogladal zdjęcia golych kobiet z nagimi genitaliami (przerzucil kilkadziesiąt stron jak ćpun w aptece po odwyku) sprawdziłam to na jego telefonie. Do tego kłamał że tylko patrzył a masturbowal sie do moich zdjec (dalam mu ich mnóstwo aby miał do czego fantazjowac). Na jego słowa nie było żadnych dowodów w jego telefonie w aktywnosci google przy włączonej aktywnosci z aplikacji android (szpiegowalam go za jego zgoda, bo mi pozwolił aby odzyskac moje zaufanie). Najbardziej mnie boli że uparcie twierdzil ze nie klamie że robil to do moich zdjec a tamte ogladal jakis czas po tym. Ja wyszłam do pracy ok 6 rano a tamte laski ogladal o 7.12, jakoś ciężko mi uwierzyć że tamta aktywnosc rzekomo moich zdjec tajemniczo zniknęła z historii i że facet po ulzeniu sobie ma ochote i siłę ogladac ok 40 zdjec obcych golych bab I filmik z masturbacji. Mimo moich próśb aby się przyznal ze sklamal nadal twierdzi że tak było. Skoro mi obiecał (złamał obietnice), twierdzi że "nie potrzebuje" ale wtedy wykrzyczał "bo chciałem popatrzec!" To jednoznaczne z tym że ma potrzebę. Mowilam mu to a to wywołuje tylko klotnie I agresję z jego strony. I mówi "Ta bo Ty lepiej wiesz", "nie mam potrzeby tego robic" ... mowilam mi że mnie to rani, mam niska samoocenę, takie coś traktuje jak zdradę szczególnie że partner nie daje mi tyle bliskości ile potrzebuje. Ma moje zdjecia,filmiki a mimo to woli się gapić na obce baby i cały czas klamie i nie widzi w tym nic krzywdzącego. Nie wiem czy on mnie nie szanuje? Czy jest uzależniony? (Raczej nie robi tego codziennie, ale skoro mimo obietnic i zarzekania się że nie ma potrzeby to on to oglada to chyba o czymś swiadczy). Nie wiem już co myśleć. Granice były ustalone. Druga rzecz że on lubi szczuple dziewczyny (jak chłopy plaskie) takie też wybiera na porno. Twierdzi ze lubi moje ksztalty (nie jestem gruba, mam szerokie biodra, piersi mieszczą się w dłoni, jestem wysoka, mam dlugie nogi) a on z tego co oglada najczęściej to "nastolatki 18+". Przed poznaniem mnie 7 lat był sam I ogladal porno srednio co 2 dni. Najgorzej ze minal miesiąc a ja nie umiem mu tego wybaczyc, wciąż nie wyegzekwowalam od niego prawdy i to mnie ciągle boli po poprzednich doświadczeniach i braku dowodów w programach nie jestem juz w stanie mu ufac. Czuje pustkę i nagle zaczynam uciekać emocjonalnie i nie chce się zbliżać do niego bo boję się ponownego rozczarowania. Nawet pomimo mojego wysokiego libido odrzuca mnie on seksualnie. Całkowicie go dewaluuje. I nosze ten jad w sobie bo tak się czuje bezpieczniej. Zdaję sobie sprawę że nasza relacją jest toksyczna I to chyba moja wina.
  10. Witam. Potrzebuje wsparcia, oceny sytacji, bo zaczynam sie już zapętlać w swoich myślach. Zauważyłam, że caly czas mam autodestrukcyjne myśli w głowie, co powoduje wypalenie. Ciągle jestem zmęczona, poirytowana, nie potrafie odpoczać bo ciągle i nieustannie myśle i analizuję. W pracy ciągła presja, dużo nowych zadań, wwszystko robię ale ciągle mam w glowie głos że mogłabym to zrobić lepiej, szybciej itd. Po pracy krytyka samej siebie, że nie mam siły zająć się domem, gotowaniem itd - mimo ,że nikt tego ode mnie nie wymaga - mój partner to rozumie, że pracuję dużo i mnie wspiera. Ale sama siebie w głowie karce że jestem do niczego. Oprocz pracy, związku, robie teraz prawko - jestem w polowie kursu i nadal mi jazda nie wychodzi. Nie mam sily. Czuję, że się do wszystkiego zmuszam, bo powinnam te punkty odhaczyć. Efekt taki, że się ywpaliłam. Mam zbyt duże oczekiwania wobec siebie, a tym samym niską samocenę. A w sumiemie nie mam powodów: zwiazek super - powinnam go bardziej doceniać, bo na serio jestem szcześciarą. Praca - od roku awans - 2 lata temu nie pomyślałabym, że będę w tym miesjcu. Prawko nie wychodzi, ale przecież każdy ma inne tempo i niektorzy wiecej czasu potrzebują - nie muszę być rajdowcem. Niby to wszystko wiem, ale jestem rozczarowana sama sobą. A nikt zewnątrz mnie nie krytukuje. (oprocz instruktora jazdy xd). Wiec jak polepszyć swoja samocenę? Jak nie być takim surowym wobec siebie? Z góry dziekuje za odpowiedzi.
  11. Słowem wstępu mam 22 lata i od 3 miesięcy jestem mamą. W kilku zdaniach chciałabym opisać co mi siedzi w głowie bo nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać o tym. Wspomnę że w przeszłości byłam w domu dziecka, nie wiem czy to powód tego co mi siedzi w głowie. Jesli chodzi o rolę mamy jestem szczęśliwa i zmęczona ale raczej to normalne bardziej chodzi mi o życie poza maluszkiem ( pranie sprzątanie itd) Mieszkam z chłopakiem który nie ma stałej pracy jak się znajdzie coś to zarobi, ja jestem na urlopie macierzyńskim. Przed tym jak urodziłam napił się okej ale było to raz dwa razy w tygodniu, teraz wygląda to tak że jeden lub dwa dni w tygodniu jest trzeźwy to święto, mówię proszę żeby nie pił, to mi mówi że pije prze ze mnie. Jak proszę go żeby zajął się dzieckiem zazwyczaj jest mu to nie na rękę bo akurat gra czy ogląda tv, ja nawet nie mogę iść do toalety czy wyjść gdziekolwiek bo robi wyrzuty że mam go wszędzie brać ze sobą. Wiadomo obowiązki domowe norma ale chciałabym troszkę pomocy chociażby opróżnić głupia zmywarkę to mowi że to moja robota, wszystko ma pod gębę podstawiane bo staram się jak mogę bo kiedyś zawaliłam od pół roku wypomina mi co się wydarzyło. Mówi mi że ma mnie dość, że go denerwuje mówię że na siłę go nie trzymam i chce to niech idzie.. najgorsze jest to że mówi że zabierze mi synka, on jest całym moim światem dbam o niego jak tylko mogę, on jako ojciec nie zrobił nic żeby ten maluch miał chociaż jedno body wszystko ja załatwiałam .. Dodam jeszcze że jesvze nie czuje się najlepiej po porodzie on chce iść do łóżka a ja psychicznie i fizycznie nie daje rady, czuje do niego niechęć fizyczna że tak powiem do tego po calym dniu po prostu jestem zmęczona i wolę iść spać. Przepraszam że tak wszystko naraz ale nie mam z kim porozmawiać mieszkam w innym mieście i oprócz chłopaka nie mam nikogo
  12. Czuję się źle bardzo źle, mam wiele pytań w głowie bez odpowiedzi. Czy kiedyś je otrzyma? Nie wiem. Staram się żyć normalnie nie myśleć ale na dłużej się nie da. Pytania i myśli wciąż wracają. Ciąża, problemy z mama to początek narastających problemów. W tym okresie zaczęło się życie w ciągłym stresie. W trakcie ciąży przeżyłam wiele cierpień i stresu przez mamę, obwinianie o jej niepowodzenie, przejmowanie się jej wybrykami itd w takim momencie życia powinnam otrzymać miłość i wsparcie w moim przypadku było wszystko na odwrót. Ani jednego dnia spokoju. W końcu zagrożona ciąża kolejny strach czy wszystko będzie w porzadku, mama nadal nie odpuszczała czulam się coraz gorzej ale jak komuś się wyżalić? Wstyd nawet o tym opowiada. Kto mi pomoże? Nikt. Musiałam jakioś przeżyć i wytrwać dla malenstwa, ona była najwazniejsza. Poród. Wydarzenie nie do opisania z jednej strony radość z drugiej smutek, strach jak to wszystko ogarnę. Nie jest tak jak u ,,wszytskich" baloniki, serpentyny wielkie wyczekiwanie domowników na nasz powrót. Wracam i chce mi się wyć. Niby jest mąż ale czuję się samotnie, bez wsparcia, pomaga fizyczne ile może ale psychiczne wciąż jest zle. Nie ma kto pomoc nie wiem czy wszystko robię dobrze, mam wrażenie że wszystko jednak jest źle. Wydaje mi się że jestem zła matka że nie potrafię dać swojemu dziecku całej siebie. Do tego karmienie nie wychodzi, odwiniam siebie. Ciagłe wstawanie, narastające zmęczenie. Mijają 3 miesiące weszcie mąż skończył robić samochód ucieszona myślałam że coś się zmieni, trochę mnie odciazy, fakt jest lepiej, jest więcej w domu ale nie jest tak jakbym chciała. 2 prace znów brak czasu, znów sama. Odliczam każda godzinę, minutę, sekundę do drzemki, nocy kolejnego dnia myslac że będzie lepiej. Nie jest coraz gorzej. Moje poczucie wartości spada, czuję się coraz gorsza matka, żona. Mała więcej wymaga ja mam mniej siły. Znów się obwiniam. Mama nie daje nadal spokoju jest mi z tym zle. Dlaczego inni maja wsparcie u swojej mamy a ja nie? Czy zrobiłam coś zlego? Przez to wszystko oddalamy się od siebie z mężem. Z seksem nigdy nie było rewelacji z mojej strony ale teraz to już masakra. Wiem to moja wina. Znów obwinianie. Mam wrażenie że nie mogę na nikogo liczyc. Ze strony taty też zero pomocy i zrozumienia liczy się tylko straszą siostra i jej dzieci. Do tego budowa domu, moje marzenie a zarazem przekleństwo. Mijają kolejne dni, miesiące a ja nadal czuję się źle. Żadnej nie przespanej nocy, brak motywacji i sily na kolejny samotny dzień, ciągła rutyna. Mama się uspokoiła chce kontaktu a ja nie potrafię z nią rozmawiać też się o to obwiniam, że nie powinno tak być. W końcu punkt kulminacyjny. Mąż oznajmia mi że nie może dalej tak żyć i ktoś pojawił się w jego życiu teraz ma rozterki czy zostać z rodziną czy spróbować nowego zycia. Nie wiem co mam czuć co myśleć. Z jednej strony żal wszystkiego, szkoda córci a z drugiej strony czuję złość, wściekłość, smutek i nie chce go znać. Jak to możliwe ze byłam najważniejsza a teraz nagle jest ktoś inny? Słyszę ze nie ma iskry i nigdy nie będzie. Znów pytania bez odpowiedzi. W końcu wybrał rodzine. Czy czuje się lepiej? Nie wiem. Powinnam być chyba szczęśliwa ale nie jestem. Wciąż zadaje sobie pytania czy naprawde jestem taka beznadziejna? Czemu nic mi nie wychodzi? Co ze mną jest nie tak? Wybaczam bo wiem że tak będzie lepiej dla dziecka i że nie poradzę sobie sama tym bardziej że wracam do pracy. Też to nie jest tylko jego wina. Ale czy czuję się z tym lepiej? Zdecydowane nie. Ciągle przychodzą myśli i pytania. Wiem że już mnie nie kocha, wiem że to bardziej poświęcenie, litość i wybranie mniejszego zła. Czuję sie gorsza, brzydsza głupsza od tej ,,innej" wciąż w głowie mając kolejne pytania. Czy byłaby lepsza, ladniejsza, mądrzejsza ode mnie? Jak chce się coś budować od nowa to nie ma się przed sobą tajemnic prawda? A ja czuję się wciąż oklamywana. Nie mogę dotknac jego telefonu wciąż jest zablokowany, nie widziałam zdjęć z wycieczki, imprezy czy to normalne? Czy nie mam prawa wiedzieć, widzieć ? Czy nie mogę być po prostu o to zła? Mam wieżyc na słowo? Ile jeszcze jestem w stanie znieść, wybaczyć? Mam wrażenie że tylko ja się staram, ja mam ciągle poczucie winy. Chce być kochana, zrozumiana i szczęśliwa. Czy kiedyś tak będzie? Nie wiem ale bardzo bym chciala. Są dni kiedy nie myślę w ogóle ale też są takie gdzie nagle wszystko do mnie wraca i nie mogę powstrzymać łez. Czy ktoś kiedyś mnie zrozumie? Czy można mnie zrozumieć? Chciałabym w końcu być dobra matka, poświęcić dziecku cała siebie a nie potrzeć tylko żeby się czymś zajęła a ja snuła się po domu i rozmyślała nad wszytskim.
  13. Witam, Mam 28 lat, jestem kobietą. Od dwóch miesięcy jestem w trakcie badań na tarczycę - wyniki nie są jednoznaczne i mam duże wahania hormonów z jednej skrajności w drugą. Na ten moment nie ma diagnozy, a zatem nie ma i leków. Bardzo cierpi na tym moja psychika. Od dwóch miesięcy żyję w nieustającym napięciu, mam problemy ze snem. Dochodzą do tego nagłe stany lękowe. Stany depresyjne, które utrzymują się od dwóch miesięcy ciągiem nie pozwalają mi funkcjonować. Przestaję sobie z tym radzić. Jestem nieustannie zestresowana, przybita, momentami mam przeczucie, jakby miał zawalić się cały świat i mój związek. Mam kochającą dziewczynę, która bardzo mnie wspiera, ale boję się, że ją stracę przez mój stan psychiczny (mimo że rozmawiamy na ten temat i zapewnia mi mnóstwo wsparcia). Nie mogę pozbyć się uczucia, że jestem gorszą częścią związku. Moja samoocena jest na zerowym poziomie, do tego pierwszy raz przeżywam spadek libido i czuję, że jej nie zaspokajam. To frustruje mnie jeszcze bardziej. Czuję się niedostateczna i jak ciężar w jej życiu. Zapewnia mnie że jest inaczej, ale jestem przerażona tym, że jestem psychicznym wrakiem. Trudno mi znieść samą siebie. Płacze prawie codziennie. Regularnie wykonuję zlecone badania, ale do momentu otrzymania diagnozy i leków muszę jakoś sobie poradzić - nie wiem jak to zrobić, a czuję się coraz słabsza psychicznie. Od dwóch miesięcy nie potrafię spojrzeć na siebie inaczej niż na przeszkodę w jej życiu i swoim własnym. Najbardziej chciałabym znów czerpać radość z chwili, znów mieć pewność siebie, którą miałam wcześniej i czuć stabilizację w związku. Tęsknię za normalnym stanem, ale nie nie wiem jak się do niego znów zbliżyć.
  14. Witam, jestem 25 letnią nauczycielką. Od maja podjęłam nową pracę, nie wchodząc w szczegóły początki były dla mnie bardzo trudne, było wiele sytuacji stresowych co przyczyniło się do spadku mojej samooceny i braku wiary w siebie. Jestem osobą, która bardzo wszystko bierze do siebie, jednak od pewnego czasu moje zachowanie bardzo się zmieniło i nigdy nie było aż tak źle. czuję ciągle niepokój, ciągle płaczę, nic mnie nie cieszy, ciągle się stresuje, nie widzę w sobie nic pozytywnego. Ostatnio doszły również myśli, by '' karać się'' za to, że w pracy nie daje rady, chęć zrobienia sobie krzywdy a nawet skończenie ze sobą jednak brakuje mi odwagi, by się zabić. Od bliskich dostaje mnóstwo wsparcia jednak nie sprawia to, że czuję się lepiej. Zastanawiam się czy naprawdę przesadzam i powinnam wziąć się w garść czy należy szukać pomocy gdzie indziej np. u lekarza. Proszę o pomoc i poradę. Nigdy nie miałam problemów z psychiką i nigdy nie korzystałam z pomocy lekarzy, więc nie wiem jak powinnam postąpić.
  15. Napisano Nie wiem czy to właściwy dział czy powinnam to podpiąć do problemów w związku, ale to problem właśnie chyba z własną wartością. Jestem kobietą i mam 28 lat. Zacznę od tego że całe życie mam niską samoocene, po wielu próbach udało mi się znaleźć idealnego mężczyznę dla siebie. Gdy się poznaliśmy bardzo mi się utyło. On jest szczupły, wysoki bardzo mnie pociąga fizycznie, od tego czasu minęło pół roku ponad jak jesteśmy razem.Dla niego wyjechalam za granice, dużo schudłam, było dobrze do czasu aż nie odkrylam że on na filmach pornograficznych oglada tylko szczupłe dziewczyny/nastolatki, chude tak że nie mają piersi w większości A przez skórę przeswituja zebra. On uwaza ze nie lubi chudych tylko "szczupłe" po wielu rozmowach przyznał się że mu się podobają "szczupłe" że jego ex takie były. Jedna z jego byłych była chuda jak te z filmikow i wysoka. Ale to nie zmienia faktu że ja też mu się podobam i nieważne ile waże. Po tym koniec,zabronilam mu ogladac te wieszory na porno. I od tej pory chce pracować nad sobą aby być chude jak one aby to miał w domu A nie fantazjowal. Boję się że jak zajdę w ciążę i utyje znowu a on będzie się onanizował do filmikow z chudymi kobietami będzie mi przykro. On to robi jak idę do pracy bo pracujemy na zmiany, już mu tak zmeczylam psychikę że mówi że już tak nie robi ale i tak mu nie ufam i w pracy mam paranoiczne myśli, że jak zostaje sam w domu to się onanizuje do szczuplych dziewczyn. Boję się wtedy też że myśli o ex że przypomina sobie sytuacje erotyczne z nimi bo takie miały figury. Skoro podobają mu się moje kształty nie mogę zrozumieć dlaczego oglada te obrzydliwe chude laski. Myslalam ze faceci wolą krągłości. Nienawidzę tych chudszych od siebie i szlag mnie trafia jak w sklepie jest fajny ciuch w rozmiarze s/sx albo jak taka przechodzi po ulicy to od razu myślę że mój by się chętnie na taka pogapil albo z taka seks uprawiał. Że tylko dlatego że mnie kocha tak mówi że mu się podobam A w rzeczywistości marzy o takiej chudej jak jego ex albo te z porno. Na początku też mi robił wytyki co do mojej figury, mówil że nie robił tego w złej woli że to były żarty albo chcial mi dac motywację do ćwiczeń bo dużo mówiłam A mało robiłam i jadłam słodycze a potem mu narzekalam. To też bardzo zapamiętałam. Chciałabym się zaglodzic do kości. Trochę się boję o siebie bo zaczynam mieć leki przed jedzeniem. Nie umiem zaakceptować jego preferencji seksualnych tego że go pociągają chude dziewczyny. Zanim go poznałam i przyjechałam tutaj nie miałam aż takich problemów. On mnie w nie wpedzil,to jego wina czasem go nienawidzę za to masturbowanie się do chudych. Pewnie gdybym mu nie zabronila z przyjemnością by to robił. Twierdzi że nakręca się myśląc o nas o naszych zblizeniach A potem włącza porno aby poszło szybciej .i co ? Myśli o moich piersiach, tyłku A potem kończy gapiac się na jakąś chuda deske? I myśląc pewnie o swoich ex. Zabronilam mu ogladac porno, kontroluje go i sprawdzam. Ten problem się ciągnie miesiacami i już nie wyrabiam ze sobą, nie potrafię przestać o tym myśleć, niszcze nasza relacje i za zadne skarby nie umiem tego przyjac na spokojnie że on tak ma. Próbuje sobie mówić że to tylko taki fetysz , ja też mam A on mi nie robi jazd o to. Mam obsesję na punkcie jego ex i tego ze nie wygladam jak one i że wszystkie dziewczyny z ktorymi sie umawial byly drobnej budowy i szczuplej. Kiedy mnie denerwuje to mu wygarniam że nie bede taka chuda jak jego ex.(używam imienia). Mam 177 ok i waże 72kg ,nigdy nie byłam drobnej budowy, jego ex też była wysoka ale miała drobna budowe i byla chuda z natury. Ja musze sie niezle napracowac i pilnowac aby wygladac jak ona albo te chude nastolatki (18+).
  16. Cześć, jestem studentką, mam 23 lata. Zmagam się ciągle z obniżonym nastrojem, ze względu na to że ciągle się czymś stresuje. Od grudnia zmagam się z problemami zdrowotnymi, pojawiły się u mnie duszności i przez długi czas lekarze nie mogli mnie zdiagnozować. Obecnie już wiem, że to od problemów z kręgosłupem. W tym zakresie jestem pod opieką fizjoterapeuty i staram się wrócić do zdrowia, ale przez to że tak długo trwają te problemy z oddychaniem pojawiły się u mnie nie wiem jak to nazwać, chyba lęki i stres przed wychodzeniem z domu. Zawsze jak mam gdzieś iść szczególnie sama to boję się, właściwie to nie wiem czego, bo i w domu i na dworze duszności są takie same. Staram się z tym walczyć i mimo, że się boję to wychodzę z domu, bo nie chce się poddać, chciałabym żeby mój komfort życia wrócił. Najgorzej czuje się w sklepach, bo tam muszę skręcać i schylać szyję - a skręty powodują właśnie u mnie problemy z nabraniem oddechu, boje się, że w mojej głowie zapisze się a stałe strach przed wchodzeniem do sklepów, miejsc publicznych, itp. Nie chciałabym nabawić się nerwicy lękowej, o ile już jej nie mam. Ponadto nie umiem się zrelaksować, mam wrażenie, że od kilku lat żyję w ciągłym napięciu. Niedługo zaczynam nową pracę, a ponadto czeka mnie sesja na studiach, a problemy zdrowotne nie przechodzą, co potęguje u mnie ten stres. Staram się z tym walczyć, ćwiczę, wychodzę na spacery, zaczęłam nawet medytować, ale mam wrażenie, że to wszystko pomaga tylko na chwilę, a moje ciało ciągle jest napięte. Pojawia się dużo objawów psychosomatycznych związanych ze stresem: pocenie się, trzęsące mięśnie, biegunki itp. Czasami budzę się rano i mi niedobrze i chce mi się płakać, chciałabym się tak nie przejmować wszystkim, myślę, że to jest mój największy problem, bo przez to czuje się ciągle zmęczona. Wydaje mi się, że brakuje mi też pewności siebie, od zawsze miałam problem z akceptacją siebie. Ponadto ciężko mi się określić życiowo/zawodowo, ciągle się zastanawiam czego tak naprawdę chcę od życia, czym bym chciała się zająć i nie mogę znaleźć odpowiedzi. Mam wrażenie, że studia które wybrałam nie są dla mnie, ale już szkoda mi z nich rezygnować, bo został mi tylko jeden semestr. Męczy mnie to niezdecydowanie i brak działania. Chciałabym coś zmienić, coś robić ciekawego w życiu, ale nie wiem co. W styczniu odstawiłam też tabletki antykoncepcyjne i nie wiem, czy to też nie wpływa na moje zaburzenia nastrojów, niedługo mam wizytę u lekarza ginekologa i będę robiła badania hormonalne, czy wszystko jej w porządku. Zależy mi na tym, żeby się tak nie stresować wszystkim, wiem że stresu nie uniknę, ale żeby umieć z nim żyć, żeby objawy psychosomatyczne zredukować do minimum. Proszę o informację, jak powinnam poradzić sobie z tym problemem? Czy to mogą być objawy przewlekłego stresu czy depresji? Czy może zupełnie co innego? Dziękuję za przeczytanie!
  17. Moja Żona jest zbyt skomplikowaną osobą z traumą tak drastyczną że nie ma co porównywać do mojej, napisanej w temacie o lękach. Wiele rzeczy nie rozumie i przez to moja psychika działa w sposób, że wpajam sobie że wszystko jest tylko bo się przyzwyczailiśmy do siebie i dopełniamy się nawzajem pomocą, lecz sam nie wiem czy to jeszcze miłość. Nie rozumiem jej, prosiłem żeby zrozumiała moje zachowanie po odstawce a mimo to nadal prowokuje kłótnie. Pierwsze kilka dni były masakrą nerwową, prosiłem 4 razy żeby mi odpowiedziała gdzie są papierosy i piątego już nie było, tylko dostałem furii i zacząłem kopać w worki z ubraniami w pokoju obok i wydzierać się jak opętany, już jest o wiele wiele lepiej. Dużo rozmawialiśmy, naprawdę wiele, ale ona zapomina lub kłamie, nie wiem. Jestem człowiekiem który potrzebuje uczuć, emocji, dowartościowania i okazania mi miłości i uwagi ze strony drugiej połówki. Nie pomaga mi psychicznie w ogóle przeboleć odstawienia, wręcz przeciwnie, ale jak pisze, nie mam pojęcia co ma w głowie. Nie miałem sił zajmować się dzieckiem po pracy, bolą mnie plecy kiedy ją nosze, kiedy sobie grzecznie siedzi to ja uwielbiam z nią spędzać czas, nie potrzeba so tego siły i na przykład, może się to wydać złe, ale ja już nie wiem, poddaje się powolI bo mimo że się bardziej staram to ona twierdzi że za mało. Chciałbym dać więcej ale nie mam na to sił i problem z bólem środka pleców już po minucie noszenia. Nie wiem co mam jeszcze zrobić, właśnie później przychodzi na myśl amfa, wtedy mam siły na wszystko ale Co z tego, jeśli dzień później bez humoru i z zerową motywacją na cokolwiek. Wiele razy słyszałem różne jej tłumaczenia np co do seksu, który jest co tydzień i ona sobie ustala dzień wcześniej że będziemy się kochać a np w środku tygodnia nie ma szans żebym ją zachęcił, zreszta nawet nie próbuje, ona musi mieć ochotę, w ogóle ma gdzieś że mi się chce, to ona decyduje, teraz twierdzi że to przez samoocenę, że czuje się okropnie w swoim ciele gdzie każdy mi jej zazdrości i mam problemy z zazdrością, miala wiele wymówek już, tłumaczeń ale nie pamietam już wszystkiego, a tu hormony może, a tu sama nie wie, przez tabletki anty, przez to jaka mama puszczalska była… gdzie jak wypije to jakoś wtedy nie myśli tylko żeby jej dobrze było, tylko przede wszystkim mi i wtedy ja wymiękam przy niej, przeciwieństwo całkowite i też nie wiem jak to rozumieć. Wychowywała się z dziadkami, tata zmarł jak miala 4 lata, mama o 8smego życia w więzieniu do lat 18 a kiedy wróciła i naobiecywała że nie będzie pić i ona będzie się liczyła tak przez alkohol w ciągu 3 lat po wyjściu, już jej nie ma na świecie, przeżyła to strasznie, jednak po jakimś czasie wszystko wróciło do normy albo trzyma wszystko w sobie. Wracając do tematu odstawki, to zamiast mnie wspierać, unikać kłótni, rozmawiać, okazywać uczucia, pocałować, Coś namiętnego, no cokolwiek czego oczekuje to ona siedzi całymi dniami na na telefonie, interesuje ją tylko temat dziecka i pisze z jakimiś innymi matkami gdzie ją dosłownie odkleja i nawet czasami zapomina patrzeć co dziecko robi. Dla niej wolna chwila to jest telefon i tv zamiast porozmawiać czy pocieszyć się sobą a jak już temat to tylko o dziecku, kiedy ja się staram rozmawiać czasami również o nas, ona nigdy nie zaczyna takiego tematu. Po każdej kłótni kiedy czuje że mogę odejść, obiecuje poprawę która zawsze trwa max tydzień, ostatnio po ostrej kłótni nawet doszło do pierwszego życiu seksu oralnego, naobiecywała mi że będzie tak raz na jakiś czas, 2tyg później było raz jeszcze, intensywnej o wiele i na te chwile nie wolno jej nawet zapytać i odpowiada „zrobię kiedy będę miała ochotę” no ok, ale po co mi robiła nadzieje na większa częstotliwość i ze jej to spodobało, ze w końcu coś innego. Szanuje to, nigdy jej nie zmuszam do niczego. Nie czuje żeby jakakolwiek cześć ciała jej się podobała. Utwierdzała mnie że lubi mojego …… i że widok ją podnieca, zacząłem ją w ten sposób zachęcając a tu bum nic. Czasami jak ją poproszę to się pobawi i w ogóle jej to nie podnieca a twierdziła inaczej. Ale mimo wszystko utwierdza ze zakochuje się raz, że jestem dla niej ideałem, że tylko we mnie widzi przystojnego faceta i z przekonaniem słownie okazuje mi miłość. No gdzie ona mi tę miłość pokazuje? Mieliśmy iść do lekarza żeby nam wyjaśnił wszystko i teraz dopóki nie dostanę opinii lekarskiej że jest to spowodowane jej psychiką tak będę żył utwierdzony że to przyzwyczajenie a nie miłość. Ja ją bardzo kocham, bardzo mnie pociąga, bardzo mnie męczy że tak bardzo mnie podnieca a jedyne co mogę z tym zrobić to iść do toalety i wiadomo w jaki sposób uspokoić pragnienie. Gra ciagle na czas, na decyzje pojęcia do lekarza czekam już dłuższy czas, ma dosłownie jakby wywalone w to czy jest mi dobrze. Wiele ale to wiele rozmów było od czasu napisania posta wyżej i niestety nie potrafię nabrać szczęścia z życia jeśli jestem tak niedowartościowany, czuje się brzydko, obleśnie. Ona sama z siebie nigdy nic nie zacznie, zawsze powie w który dzień się jej chce albo dzień przed. Kiedy coś mi jest ze zdrowiem, nie czuje żeby się przejmowała. Nie rozstane sie z nią bo nie widzę życia bez niej, na pewno spadnę na dno i córki przy mnie nie będzie. Cóż, chyba jestem skazany na wieczne nie szczęście z moją miłością. Czy ja nie rozumiem kobiet? Co ja mam jeszcze zrobić? Ja mam wrażenie że kobieta co kilka dni zachowuje sie jakby ją pozmieniali. Teraz zła samoocena, gdzie ja mam złą i nie robie sobie zdjęć a ona wysyła ciagle siebie i swoją sylwetkę, tylko twarz zasłania, a ostatnio nawet i z twarzą gdzie ja na żadnym zdjęciu nie chce uczestniczyć. Najlepsze momenty? Pierwsze 3 miesiące związku a później życie jak przyjaciele a ja głupi zakochany. Wydaje mi się że to jest związek z litosci i boi się że sie zabije czy coś a wiem że akurat w środku jest bardzo wrażliwa a może ona sama siebie nie rozumie? Nie wiem i rącze sie nie dowiem. Starałem sie jak mogłem, rozmawiałem i nic nie osiaglemC cóż, kolejny rok, dwa, trzy będę czekał że w końcu będzie lepiej, przywykłam do tego 😁 Ona doskonale wie że gsyby mnie zostawiła to ćpun, psychiatryk albo sznur, niestety, kocham jà na zabój i życia inaczej nie widzę. jeszcze jakby trwało nasze szczęście sobą przez choćby rok a nie 3 miesiące, to może bym inaczej na to patrzył i ona jeszcze chce drugie dziecko. Pierwsze stosunku trwały dzień w dzień przez 2tyg w wieku 16 lat, później kiedy wypiła a na trzeźwo raz na miesiąc, dwa a w ciąży nagle zaczęła chcieć a po urodzeniu raz na tydzień z uprzedzeniem i dziwne ze zawsze dochodzi jak nigdy nie dochodziła. Jak sie upomnę Ze juz 2tyg nic, to nagle na następny dzień podchodzi. Niech mnie ktoś uświadomi jaka jest prawda, błagam. Sam nie umiem iść do choćby psychiatry, ogarnąć lęki, wydaje mi się że najbadziej mnie niszczy psychicznie ta relacja. Przez 2 lata robiłem co chciała, słuchałem jej ale nigdy nie miałem na tylko odwagi żeby coś zacząć kiedy nagle jej się odechciało z dnia na dzień i zmieniła się wobec mnie jakby wszystko w niej zgasło. Sam nigdy nie byłem pewny siebie, ale jestem pewien że z mojej strony powinna widzieć jakim silnym uczuciem ją darze. Na szczęście matką jest rewelacyjną i daje z siebie wszystko. Nie potrafię naprawdę tego zrozumieć, miała bardzo bardzo ciężkie dzieciństwo i to mi daje światełko nadziei że może jednak to są jej problemy w głowie ale wątpię że kiedykolwiek pójdziemy do specjalisty na terapie, cokolwiek. Całe 3 lata trzymałem to w sobie, teraz ze mnie wszystko wychodzi i mówię co czuje, nic to nie daje, chwila poprawy i tyle. A może po prostu nie rozumiem kobiet, generalnie jest to jedyna kobieta z którą w życiu złapałem taki kontakt, normalnie miał problem z kontaktem z płcią przeciwna, lęki społeczne robią swoje i tak jest lepiej niż kiedyś. Jak jej mówię to co napisałem, mówi że nie patrzy w przeszłość ale nie rozumie że ta przeszłość właśnie takiego mnie zmieniła. Co mam robić? Ona tylko oczekuje żebym jej pomagał w obowiązkach, nic poza tym i również tym się tłumaczy. Rozmowy nic nie pomogły. Sam z siebie prowokowałem żeby to zakończyć, mimo to wpiera ze życie beze mnie dla niej również jie ma sensu. Chciałbym nabrać odwagi i iść do psychiatry, czuje ze muszę ale nie potrafię… Raz mówi że potrzebuje adrenaliny,nie lubi gry wstępnej, raz mówi ze jest delikatna a raz że chce brutal. Ciagle kręci, zmienia zdanie jeszcze mówiąc że nią mam racji i że wymyślam i źle pamiętam.
  18. Witam, mam 21 lat. Jestem żonaty od pół roku i mam cztero miesięczną córeczkę. Problem pojawił się już w gimnazjum. Problem trwa do dnia dzisiejszego, aczkolwiek nie tak intensywnie, jak do 18 roku życia. Okres podstawówki był piekłem dla moich rodziców jak i nauczycieli. Byłem grubym, złośliwym dzieciakiem który zawsze chciał być w centrum uwagi, popisywał się przed dziewczynami dręczeniem innym, kłamałem bez skrupułów byle by wyjść z sytuacji cało. Byłem i w sumie jestem wiecznie niezadowolony. Dręczyłem psychicznie i fizycznie słabszych, byłem wraz z kolegom osobom, która dręczyła całą klasę chłopaków, wyśmiewaniem, wyzywaniem, kopaniem, byle by czuć władze i być fajnym. Zawsze znalazł się ktoś mocniejszy, wtedy odczuwałem strach, ale mimo to nie dawałem tego po sobie poznać. Zawsze myślałem o sobie że nie podobam się żadnej dziewczynie ze względu że byłem dosyć gruby, głupi charakter, żyłem śmiechem ceną urazu rówieśników, przez co do czasu zawodówki nie zgadałem do żadnej dziewczyny. wszystko co napisałem, zaczęło się w czwartej klasie podstawówki, kiedy do tego czasu byłem poniżany, wyśmiewany, bity przez dosłownie każdego i potrafiłem się tylko skarżyć. Udowodniłem w czwartej klasie że potrafię sie obronić, wtedy zaczęła się moja władza, gdzie każdy sie przede mną chował z chłopaków z klasy a ja miałem jednego przyjaciela, z którym rządziłem. Jak chodziłem do klasy 1-3 przeżywałem sytuacje duszenia, wycierania twarzy o ścianę bloku. Do tego również dochodził brak szacunku od ojca, jakby mógł to zabronił by mi wszystkiego, kazał mi chudnąc, wyzywał mnie, widział tylko młodszego brata. Pamietam jak okazywał mi uczucie tylko po alkoholu, do tego stopnia że sam go prosiłem żeby wypił, w skrócie, czułem się dla niego przeszkodą. nic mi się nie udawało, grałem w piłkę w klubie, jedyny grzałem ławę na meczach i wszyscy się ze mnie śmiali. Tylko potrafiłem być kozakiem w szkole przed słabszymi a jak już do mocniejszych zadarłem to zawsze dostawałem wpierdziel i do mamy na skargę a mama do rodziców, całą winę zawałem na kogoś a sam prowokowałem. Na tym skończę, wydaje mi się że to jest kluczowe w moich obecnych problemach. Nadszedł okres gimnazjum, jako jedyny poszedłem do obcych osób z moim przyjacielem z którym trzymałem, specjalnie nas przenieśli bo się bali kontynuacji. Wtedy się uspokoiłem, stałem się grzeczny na lekcjach, poznałem „gangste” kolegów, przed którymi zacząłem udawać kogoś lepszego. Doszło do tego że wraz z moimi nowymi przyjaciółmi dla pokazu wykończyłem psychicznie mojego przyjaciela, tak o, żeby być fajnym przed nowymi kolegami i żeby nie być lamus. Kiedy udało sie mu zmienić klasę, całe zło przeszło na moja osobę. Wyśmiewanie, wyzywanie ale nie aż tak, bo po części sie mnie bali, wykorzystywali to że wtedy już nie potrafiłem sie postawić bo wiedziałem że dostanę po pysku, nawet wtedy aż do dziś, nie potrafiłbym uderzyć nikogo w twarz, w sumie zawsze sie bałem kogoś uderzyć, nigdy nikomu prosto w twarz nie dałem z pieści, jedynie w samoobronie potrafiłem rozwalić wargę łokciem koledze, czy jak zostałem zmuszony to popychałem, lekko kopałem ale konfrontacji poważnej od zawsze sie boje, nie rozumiem dlaczego. Przez cały okres gimanazjum po szkole spędzałem całe dnie przed komputerem, tylko o tym myślałem na ostatniej lekcji. Robiłem wszystko żeby pograć, generalnie do 16 roku życia żyłem praktycznie przed komputerem, poza lekcjami. Od pierwszej klasy gimnazjum miałem już kompleksy co do swojego ciała, ogólnego wyglądu, charakteru. Miałem się za zero z głupim charakterem, brzydką twarzą, brzydkim ciałem, grubasem, który tylko ma życie w internecie. w końcu przyszedł dzień pod koniec 3 gimnazjum. Skręciłem poważnie kostkę, po czym cały miesiąc spędziłem przed ps4 i komputerem. Przez miesiąc sporo przytyłem, ponad 5kg. Przyjaciele nagle odeszli, zostałem sam z sobą. Postanowiłem z dnia na dzień że sprzedaje komputer za co kupiłem modnego wtedy iPhone 7, siłownie i zacząłem ćwiczyć od poniedziałku do niedzieli utrzymując dietę niskowęglowodanową i ćwicząc codziennie po 2-3h. Przez trzy miesiące z grubasa, zmieniłem się w dosyć umięśnionego gościa, z dosyć dużymi bicepsami, idealnym tricepsem, małym brzuchem, wielką klatą i ciemnej karnacji, pięknej cery chłopakiem, który jeszcze wtedy nie był tego świadom. Nie pamiętam dokładnie, ale jakoś od końca czerwca, do dnia zakończenia szkoły nie uczęszczałem na zajęcia, już wtedy ćwicząc miesiąc. Kiedy wróciłem do szkoły na zakończenie roku wszyscy na mnie patrzyli z podziwem, dziewczyny się pchały żeby mnie wziąć do tańca, kiedy Jeszcze nie byłem świadomy że od zawsze miałem ładna twarz, ale nie umiałem dobrze o siebie zadbać przez internet. Chłopak przeciętnie ubrany, z długimi włosami, nigdy nie ułożonymi. Z telefonem za 200zł, otyły i brzydki przyszedł po 2 miesiącach z najnowszym telefonem firmy Apple, ubranym w markowe ubrania, modnie dobrane, umięśniony, chudy i z idealną, ciemną cerą. Jeszcze wtedy nie byłem świadomy że coś takiego osiągałem aż do 1 zawodówki. Wszedłem do szkoły z myślą że dalej jestem najgorszy, brzydki i tylko że mam szpan rzeczami. Nie potrafiłem w ogóle rozmawiać z dziewczynami, nawet się z nimi przywitać przez swoją samoocenę, słaby charakter i strach już wtedy przed opinią wszystkich. Kiedy się dowiedziałem że jestem top1 najprzystojniejszy chłopak z całej klasy to byłem w szoku. Każda dziewczyna z klasy patrzyła na mnie jak w obrazek. Zauroczyłem sie wtedy w dziewczynie która była fejmem, myślałem ze nie mam szans, była wtedy w związku z przystojnym, bardzo popularnym chłopakiem a mimo to, poznała mnie i z powodu mojego wyglądu zauroczyła sie wr mnie do tego stopnia, że rzuciła swojego chłopaka, z którym była 2 lata i to on jej dał popularność. Kiedy poznała mój słaby charakter to po dwóch tygodniach się domyśliła, wcześniej twierdząc że mnie nauczy komunikacji. Ja nie rozmawiałem z żadna dziewczyna tak blisko jak z nią, proszę sobie wyobrazić jaki zawstydzony byłem w każdym zdaniu, po tygodniu jej wypowiedziałem słowa „kocham cię” nie świadomy jak poważne słowa wypowiedziałem. Rozstaliśmy sie, będąc nadal w jednym towarzystwie. Cierpiałem przez to pół roku, robiłem wszystko żeby do mnie wróciła, jeździłem na przystanku po jej praktykach, kupowałem kwiaty i słodycze ale mój słaby charakter przegrał wszystko. po tym wszystkim w końcu zmieniłem towarzystwo, tam poznałem dziewczynę, która zakochała się przede wszystkim w tym co mam środku i że nie jestem jak każdy, że mam w sobie to coś. Chodziła ze mną do klasy, jeszcze wtedy nie zwracałem na nią uwagi, a ona od początku po cichu się we mnie podkochiwała, ale na wszelki sposób, nie potrafiła tego po sobie poznać. Aż w końcu poznałem jej charakter i bezgranicznie się w niej zakochałem a miłość trwa do dziś, ale ja już zmieniłem się w potrwa, o tym napisze już w innym temacie. Razem z nią, bez świadomości o ryzyku, przed wyznaniem miłości weszliśmy w kontakt z narkotykami. Ja od początku mówiłem że chce spróbować amfy, bo z tego co czytałem, dała by mi to, czego mi brakuje w moim niedowartościowanymi życiu. Tak się stało, pierwsze zażycie okazało się najlepszym uczuciem w moim życiu, nagle potrafiłem normalnie rozmawiać z ludźmi, nie bać się na ulicy, rozmawiać tak bardzo logicznie że niektórzy nie rozumieli jak z dnia na dzień mogłem tak zmądrzeć. Zażywałem wtedy przez 2 miesiące amfe, po czym odwzajemniłem miłość do mojej żony, rzuciliśmy z dnia na dzień, bez żadnego problemu, zaczęliśmy żyć pierwsza miłością, motylami w brzuch aż w końcu pierwszy etap miłości się skończył i zaczęły się nuuudy. Wszedł alkohol co weekend, przez 2 lata, upijanie się, żeby funkcjonować społecznie i mieć kolegów. Straciłem wszystkich, bo w końcu okazało się że to tylko kumple do picia. Wróciłem znowu do amfy, tym razem przez 5 miesięcy zażywania amfy co weekend przez 3 miesiące trwania a przez ostatnie dwa co 2-3dni z ciągami bez snu, nawet 3 dniowym. Zawsze byłem ten co wymiękał już psychicznie przy drugiej dobie nie spania i wtedy dziwiłem się że ja zachowuje normalność a każdy dookoła jest na wielkiej fazie. Nigdy nic po tym sobie nie wkręcałem, zawsze starałem się zachować normalność, żeby nikt mnie nie rozpoznał w pracy czy z osób z miejsca zamieszkania. Twierdziłem ze moi znajomi mają coś nie tak z głowa, ze potrafią się tak nakręcać w głowie. Tak naprawdę ile bym nie zażył to nigdy mną nie miotało, potrafiłbym nawet pod wpływem leżeć w spokoju, w bezruchu i myśleć. Wtedy już nie działało to na mnie jak na początku, pobudzenie z lekką euforią w tle, przez jakiś czas i zachowanie czystej świadomości. Nigdy nikt się po mnie nie skapnął. Po tych 5 miesiącach wyjechałem za granice. Rzuciłem znowu z dnia na dzień, tym razem zastępując to marihuaną w której nigdy nic nie widziałem aż do czasu zapalenia „tej prawdziwej” i tak od roku już pale dzień w dzień z dwoma przerwami tygodniowymi i teraz już półtora tygodnia nie pale, zrozumiałem ze coś jest ze mną nie tak, dosłownie, ale nie potrafię zrozumieć przez co dokładnie i dlaczego. Przechodząc do sedna, mój stan psychiczny na dzień dzisiejszy: lęk społeczny w porównaniu do tego, co pisałem wyżej poprawił się bardzo. Wydaje mi się, że najwiecej nauczyła mnie praca z ludźmi od 3 lat. Kiedyś byłem słabym pracownikiem, dzisiaj jestem jednym z najlepszych, uważanym za poukładanego, dobrego, odpowiedzialnego, dojrzałego, miłego i pomocnego człowieka. Nie wiem czy udaje, ale jak wracam do domu to jestem całkowitym przeciwieństwem, to też w dziale o związku. co 3-4 tygodnie zażywam amfe, zawsze kiedy zażyje, czuje się normalny. uspokaja mnie to, zaczynam „trzeźwo myśleć” jak mam problem ze skupieniem (też od zawsze) tak wszystko potrafię dobrze przemyśleć i wymyślić. W skrócie, zmieniam się w kogoś, kim chciałbym być. Mądrego, bez lęków, bez problemu z wypowiadaniem się. Myśle co mówię w przeciwieństwie do trzeźwości i pod wpływem trawki. Nie zapominam się, dopóki jestem pod wpływem to wszystko dokładnie pamietam. Nie stresuje się, gdzie ten stres doskwiera mi na codzień a przede wszystkim pozbywam się kompleksów, gdzie już nie są tak intensywne, ale nie potrafię się rozebrać przed swoją żoną i mam wyższa samoocenę ogólnie. Przez to Wszystko, wydaje mi się że cały ból przekładam wyzywając się na mojej żonie. Nie chce już specjalnie jej docinać, próbować ją zmieniać na swoje upodobania, niszczyć psychicznie Za to ze kiedyś byłem słaby a dziś jestem o wiele silniejszy i to teraz ja czuje sie tym nr 1 w związku, jestem pewny siebie. Ja na miejscu mojej żony już dawno bym odszedł z takiego związku. Żyjemy tylko Kłótniami, tylko przez to że ona skonczyla z wszelakimi używkami a ja dalej w tym tkwię a ona mi zabrania. Padają takie słowa że później jak sobie przypominam to chwytam się za głowę, a robie to tylko po to, żeby mieć z tego satysfakcję, że ja potrafię tak wkurzyć a kiedyś nie potrafiłem. Dodam jeszcze że dziadek zawsze dręczył babcie fizycznie i psychicznie, rodzice twierdzą ze mam To po nim a sam mnie uczył za dziecka jak dopierdzielić i nie szanować babci. Jeszcze wiele bym napisał, ale nie wierze że ktoś to do końca przeczyta. BŁAGAM O POMOC bo już nie potrafię ze sobą żyć, nienawidzę siebie i uciekam w używki, marihuanę żeby o tym jie myśleć a amfe żeby czuć się kimś kim chciałbym być. skupienie leży, pamięć krótkotrwała leży, koncentracja leży, uczucia i emocje leżą. nie raz chciałem iść do psychiatry ale nie potrafiłbym mu tego powiedzieć, nawet sobie nie wyobrażam rozmowy w cztery oczy z obcą osoba, o swoich najskrytszych problemach, nie potrafiłbym złożyć nawet sensownego zdania, chyba żebym poszedł pod wpływem amfy. Wole napisać anonimowo, w tym zawsze byłem odwazny, w internecie. Nie ufam nikomu, w podstawówce chodziłem do psychologa, który później powiedział wszystko swojemu mężowi (nauczyciel wf) a ten wyśmiał mnie z moich problemów przy całej klasie. I tak wtedy kłamałem psychologa i robiłem z siebie niewiniątko aż w końcu teraz mam za swoje złe czyny nauczkę. dodam jeszcze ze mam napady agresji jak nie zapale, byle co mnie irytuje ale tylko i wyłącznie jak czuje swobodę, czyli w domu. Jakby się wyzywam za to co mnie stresuje w pracy ale nie jestem tego jakby świadom, sam nie wiem. Nie radzę już sobie z tym. Wydaje mi się ze to trawka, nie czuje żadnej zmiany po tych półtora tygodnia a raczej bym powiedział że jest tylko gorzej. czy ja mam jakieś adhd czy add od dziecka? To by wyjaśniało działanie fety na mnie.
  19. Witam, jestem mężczyzną mam 25lat. Czuję lęk przed poznawaniem nowych osób, a zwłaszcza dziewczyn, boję się podejść do dziewczyny i zagadać na ulicy czy gdziekolwiek. Mam strasznie niską samoocenę a wręcz nienawidzę siebie, swojego ciała przez mój krzywy nos 👃, nos jest przekrzywiony w bok, przez co wytworzył mój mózg dwa obrazy siebie, iż ta różnica między stroną lewa a prawą jest kolosalna i moją prawą stronę odrzucam i nie potrafię zaakceptować tego jak wyglądam. Bo twierdzę, że nikt tak nie wygląda jak ja, że ma tak krzywy nos, i że osoba która mnie widzi nie potrafi mnie określić, tak jak ja nie potrafię siebie określić jak wyglądam, do jakiego typu facetów się zaliczam wizualnie, ponieważ mam jakby "dwie twarze". Myślę że nie zasługuje na żadną dziewczynę i żadna mnie nie zechce. Miałem dziewczynę, którą poznałem przez internet było to jakieś 5-6l at temu, ale mnie zostawiła i to mnie dobiło, nabawiłem się nerwicy i lęków. Aktualnie posiadam dziewczynę też poznaną przez internet, ale dalej mam lęk przed poznaniem dziewczyny na żywo. Boje się oceny, wyśmiania mnie i dalej nie akceptuje swojego nosa, tego jak wyglądam. Co robić, byłem u kilku psychologów to powiedzieli mi że wyglądam normalnie i wymyślam z tym nosem.
  20. Zaczęło się od różnego rodzaju nękania psychicznego ze strony bliskich, miałam wtedy bardzo dobrą, wręcz wspaniałą samoocenę, pewność siebie, przez co rozmawianie oraz poznawanie nowych osób nie sprawiało mi żadnych problemów, byłam osobą optymistyczną. Próby obniżenia mojej pewności siebie poskutkowały, zaczęło się od myślenia o sobie w zły sposób, tak jakbym była bezwartościowa, bo tak mi wmawiali. Zaczęłam się samookaleczać podczas takiego myślenia, później doszły do tego stany lękowe, nerwica, plany popełnienia samobójstwa, a także próba popełnienia go. Cały czas myślę, że jestem niewystarczalna i najlepiej byłoby skończyć ze sobą, nie mam siły wstać z łóżka i wykonywać obowiązków, przez cały czas jestem przygnębiona albo po prostu nie odczuwam szczęścia z rzeczy, które kiedys mi te szczęście sprawiały. Czuję, że nie daję sobie z tym wszystkim rady. Jak mam powiedzieć rodzicom o potrzebie pójścia do psychologa?
  21. Witam wszystkich, Potrzebuję pomocy, jestem w bardzo złym stanie psychicznym. W październiku 2021 stwierdzono u mnie VPH (wirus papiloma humano/ brodawczak ludzki) i jestem zdruzgotana. Niczego nie rozumiem, nie potrafię sobie tego wytłumaczyć. Od 3,5 roku jestem w związku i nie zdradziłam chłopaka. Z tego co powiedzieli mi lekarze, od zarażenia do pojawienia się objawów mija od kilku tygodni do kilku miesięcy. Mam w głowie jedną wielką paranoje. Myślę o każdej imprezie, na której więcej wypiłam, gdzie mam jakieś luki w pamięci itp, ale takiej imprezy nie było od 2019 roku...chłopak mnie wspiera i mówi, że mi ufa i pewnie to jakaś stara infekcja, która się "obudziła" . Ja czuję się przez to jeszcze gorzej i myślę, że pewnie to wszystko moja wina a on jeszcze jest dla mnie taki pomocny i daje mi wsparcie. Nie biorę pod uwagę żeby on mógł mnie zaradzić, jakoś sobie tego nie wyobrażam. Boje się, że coś się wydarzyło na jakiejś imprezie bo wiem, że kiedyś (w 2018 roku miałam "ryzykowne" relacje. Wtedy jeszcze nie znałam mojego chłopaka, ale mam teraz wrażenie, że jak wtedy coś takiego zrobiłam to może się to powtórzyło i nawet o tym nie wiem. Z drugiej strony myślę, że to absurdalne, jak mogłabym nie pamiętać seksu z kimś jeśli nigdy u nikogo nie nocowałam, nie obudziłam się z nikim w łóżku ani nic w tym stylu. Myślę, że tego typu rzeczy się pamięta. Nie było sytuacji, w których mogłbym myśleć, że coś takiego się wydarzyło. Jedynie ten alkohol itp., który gdzieś tam był i sprawia, że myślę, że po prostu nie pamiętam. Moi znajomi twierdzą, że nigdy niczego głupiego nie zrobiłam. Nie wiem co myśleć, czuję się okropnie, mam wyrzuty sumienia,myślę, że jeśli coś złego zrobiłam to w takim razie nie umiem samej siebie kontrolować. Boje się też, że jestem w stanie zrobić coś złego w przyszłości. Nie wiem dlaczego mam ten lęk.
  22. Podejrzewam, że mogłem zostać wykorzystany seksualnie w wieku 14 lat, przez członka rodziny, po czym nastąpił mechanizm obronny wyparcia, gdyż mam wspomnienia tuż po, które właściwie potwierdzają że miało to miejsce, od tego czasu moje życie to banie się własnego cienia przez liczne zaburzenia psychiczne i zaniżoną samoocenę, czy w takiej sytuacji pomocy w odblokowaniu takiego wspomnienia by móc przepracować taką traumę można szukać u psychoterapeuty-seksuologa?
  23. Mam męża, bardzo go kocham mamy razem dziecko i w sumie wszystko było super do czasu kiedy nie zaczął się problem ze mną tak właśnie ze mną. Nagle poczułam chęć rozmowy z innym facetem co przerodziło sie w flirt. Nigdy się z nim nie spotkałam tylko pisaliśmy. Wtedy było tak inaczej czułam fascynację, ciągle powtarzał ze jestem piękną itp. Tak wiem że źle zrobiłam bo właściwie niczego mi w życiu nie brakuje. Mąż dowiedział się o wszystkim przeczytał wszystkie wiadomości więc wszystko wie. Nie jestem w stanie nawet sama sobie odpowiedzieć na pytania dlaczego to zrobiłam? Dlaczego skrzywdziłam tak dobrego człowieka? Czym on sobie na to wszystko zasłużył ? Będąc małą dziewczynką nie miałam lekko nie miałam akceptacji z strony ojca nie mówił mi że mnie kocha nie mówił że jest dumny nigdy nie powiedział że jestem jego oczkiem w głowie. Myślicie że to przez to szukam akceptacji w różnych facetach ?
  24. Cześć. Znalazłam to forum w wyszukiwarce, bo już sama nie wiem gdzie mam to wszystko napisać. W dzieciństwie byłam molestowana, wiedziałam to w sumie zawsze, ale wypierałam to z pamięci, co nie było trudne. Wiecznie jakieś wyjazdy, kolonie, nowe znajomosci, szkoła, pierwsze miłości, po prostu wybuch życia. Z wiekiem jednak ten fakt zaczął wracać coraz częściej. Myślę, że stąd wziął się przykładowo mój lękowy styl przywiązania, uczucie wiecznego niepokoju, podejrzliwość, niskie poczucie własnej wartości. Moje pierwsze związki partnerskie byly koszmarem. Później, już jako singielka, wpadłam w nadużywanie leków, jakichs substancji, nadużywałam krótki czas alkoholu, przygodny seks. Kiedy moje życie już się unormowalo (stała spokojna praca, wspanialy partner u boku) myśli o molestowaniu zaczęły mnie niemal prześladować. Nikt o tym nie wie. Osoba, która mi to robiła myśli, że nie pamiętam. Wszystkiego pamiętać nie mogę to fakt - podejrzewam, że zaczelo się to już od moich narodzin, a skończyło kiedy miałam około 5 lat. Pamietam dokładnie te sytuacje kiedy byłam właśnie w tym wieku przedszkolnym, jakby to było przed chwilą. Jakbym była tym małym dzieckiem i działo się to dosłownie przed chwilą. Pamietam dokładnie swoje myśli. W co byłam ubrana. Co leciało w telewizji. Co robili inni domownicy. Pamietam moje emocje, wiedziałam tylko, że się wstydzę, boję, nie rozumiem, nie chcę, ale nie wiem co robić? Udawałam, że śpię, kiedy chodziło o dotykanie. W innych wypadkach on zachęcał do dotykania jego penisa, pamietam, że wydawało mi sie to dziwne, brzydkie, niezachęcające. On chyba kiedy zrozumiał, że jestem już trochę większa, mogę zapamiętywać, wyrażać zdziwienie itp - przestał. Pewnie bał się, że to wyjdzie. Zniszczyl mi zycie, nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić, podejrzewam, ze to stad moje nastroje. Nie potrafię sie cieszyć, zawsze coś mi ciąży, zawsze się boję, zawsze uważam, że na coś nie zasługuję. Jestem bardzo wycofana w kontaktach społecznych, chociaż lubię rozmawiać, mam wiedzę na sporo tematów, interesuję się ciekawymi rzeczami, które ponoć dobrze mi wychodzą. On wyprowadził się jak miałam około 12 lat. Kontakty mieliśmy dobre. Nie myślałam o tym co się działo. Kiedy mialam dostać mieszkanie w spadku - zrobił tak, bym go nie dostała i ucial kontakt całkowicie. Pozbawił mnie wszystkiego po raz drugi. Oferowałam, że wynajmę to mieszkanie, po co mam płacić komuś? Oferowałam, że wyremontuję wszystko na swoj koszt. Nic. Jak to się laczy? W tej historii jest jeszcze wiele, ale nie będę o tym mówić. Po prostu uważam, że zniszczył mi psychikę, a to pokazało mi, że nie czuje się z tym nawet źle. Nie chce zadośćuczynić. Jest potworem, który odwrócił sie ode mnie, bo najpewniej zjadały go myśli o tym, co mi robił. Co robił temu biednemu dziecku. On jeszcze żyje, tak podejrzewam. Skonfrontować go? Nie mam na to siły. Powiedzieć o tym komukolwiek? Wstyd.
  25. Co byście doradzili osobie która nie ufa w sobie w 100%? Moim jedynym marzeniem jest bycie odważna. Co prawda osoby które mnie dobrze znają(mam na myśli przyjaciół) zazdrosza mi tego,że jestem odważna,chłopak mi mówi,że mam jakby dwie strony. Ja mam wrażenie,że się pogubiłam chciałabym byś aserwtywna,mówić głośno i wyraźnie swoje zdanie i się nie bać,że ktoś na mnie zaraz nakrzyczy. Mam wrażenie,że przez ojca taka jestem,jest mi bliski natomiast zawsze czułam,że mnie ciągnie w dół.Niby zawsze chce aby było dobrze,wysłuchuje mnie mówi,że okej dobrze,że masz swoje zdanie,pasje.Natomiast potem wychodzi,że to wszystko co powiedziałam obraca przeciwko mnie.Strasznie manipuluje,jest strasznie toksyczna osoba,nie mam z nim kontaktu. Boli mnie to,że przez niego w szczególności moja siostra przestała się uśmiechać,jest strasznie nieśmiała. Tak samo mama boi się od niego uwolnić,jest strasznie ciecha,niepewna siebie. Szczerze mam wrażenie,że aż ja za to trochę znienawidzialam.Nie wiem co mam już o tym wszystkim myśleć.....
×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.