Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'samoocena'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 179 wyników

  1. Witam. Jestem Adrian. Mam 25 lat, w związku. Kilka lat temu, po rozstaniu, wpadłem w kłopoty. W skrócie, zacząłem pisać i udzielać się na forach XXX, sprawdzając czy ktoś jest mną zainteresowany. Nie czułem potrzeby spotkania, chciałem tylko wiedzieć.. Od swojej ex, ciągle słyszałem że jestem nikim, że wstyd się pokazać, że to źle itd, itp. Kilka miesięcy temu poznałem dziewczynę, zakochałem się, ale dalej musiałem pisać.. Mimo że miałem jej atencję. Dowiedziała się, dalej jest i mi pomaga. Czy ktoś potrafi powiedzieć czemu tak się działo? Zaprzestałem tego, skasowałem konta, i nie czuję już takiej potrzeby.. Doznałem szoku i otrzeźwienia. Dziękuję, Adrian
  2. Cześć. Dokonałem rejestracji na forum w jakimś celu, sam w zasadzie nie wiem jakim, może przyszedłem tu po kontakt z osobami, które mają podobne życie, które prowadzę ja? Nie wiem, ale zacznijmy. Mam na imię Maksymilian, mam 22 lata - nie wiem czy jak na swój młody wiek wycierpiałem wiele, ponieważ czytając różne problemy zawarte na tym forum mam wrażenie, że nikt nie potraktuje moich poważnie. Mój ojciec był niezrównoważony psychicznie, w zasadzie to nie był alkoholikiem, z tego co pamiętam to dobrze się prowadził i wypełniał obowiązki domowe, moja matka była w nim prawdopodobnie bardzo mocno zakochana. Zacznijmy od moich narodzin, bo od tego momentu zaczął się mój horror, choć sam tego nie pamiętam z informacji osób, które mogły to zobaczyć mój ojciec nie był zadowolony, że dostanie syna, już od najmłodszych lat jako niemowle potrafił rzucić mną o ścianę, tortury wzrastały wraz z liczbą mojego wieku. Opowiem może o tym co pamiętam bo sobie ufam najbardziej. Kiedy ojciec wracał z pracy prawdopodobnie szukał odreagowania, wchodził do mojego pokoju i szukał pękniętych lub połamanych zabawek tylko po to, żeby spóścić mi lanie (nie chcę przeklinać choć myślę, że słowo wpie*dol byłoby adekwatnym określeniem sytuacji), czasem sam je umyślnie łamał bo jeszcze pare chwil temu bawiłem się tymi zabawkami i jestem w 100% pewny, że były one całe. Jako dziecko nigdy nie byłem idealny (jak każde zresztą) dopiero poznawałem świat a za każdą rzecz, którą zrobiłem źle dostawałem tak mocno, że za każdym razem z całą zapłakaną twarzą mówiłem sobie, że jak dorosnę to go najzwyczajniej w świecie zabije. Kiedy myłem twarz w misce z wodą (stare czasy bo jeszcze takie kompiele występowały u nas na wiosce) wygłupiałem się jako dzieciaczek, moczyłem palce i palcami jeździłem po swojej twarzy, kiedy ojciec to zobaczył złapał mnie za włosy i całą głowę włożył do miski z wodą, pamiętam jak dziś, że o mały włos a moje płuca rozerwałaby woda, to samo było kiedy zabierał mnie na jezioro - do dziś nie umiem pływać, mimo wysportowanej i umięśnionej sylwetki nie jeżdże nad wodę bo po prostu mam do tego uraz. Często zakrywam swoje ciało z przyzwyczajenia zakrywania go jako dziecko z sińcami. Przez ojca często prowadziliśmy tryb koczowniczy przez co często nie było mnie w szkole na co później zwracali uwagę rówieśnicy którzy zmuszali mnie do bójki swoją postawą i śmianiem się ze mnie, że jestem inny, że mam problemy, nie chodzę do szkoły i nie ćwiczę na wychowaniu fizycznym, że często płaczę w środku lekcji kiedy dostawałem jedynki bo nie byłem pewny czy po dostarczeniu takiej informacji dla ojca on po prostu mnie nie połamie i nie dotrę na jutrzejsze lekcje. Taki tryb życia zniszczył mnie psychicznie, teraz jako dorosły facet nie jestem w stanie załatwić sobie pracy, bo po prostu coś mnie blokuje, boje się jakiejś krytyki, śmiania się, nowych rzeczy - sam zresztą nie wiem. Chciałem kontynuować edukację ale miałem problem z odpowiedziami ustnymi, nigdy do nich nie wstawałem, przysięgam, nigdy nie byłem przy odpowiedzi ustnej i uzyskałem wykształcenie średnie. Paraliżujący mnie strach pozbawił mnie matury bo miałem możliwość ale z własnej woli do niej nie podszedłem i myślę, że wpłynęła na to bardzo niska samoocena, słabe umiejętności matematyczne no i mus odpowiedzi ustnej. Nie byłem u żadnego psychologa, nie mam pieniędzy, żeby tam pójść, poza tym myślę, że do mojej sytuacji na pewno nie poszedłbym do pierwszego lepszego psychologa a żeby takiego znaleźć trzeba szukać a jak już wspominałem na to, trzeba mieć pieniądze i na pewno nie można mieszkać w miejscu, w którym mieszkam ja. Tu wtrącę jeszcze edycję bo chciałem dodać, że przejechałem się, po "wertepie życiowym", ponieważ pare lat temu zmarła śmiercią traficzną moją kobieta, którą odwiedzam po dziś dzień, mój przyjaciel również zmarł śmiercią tragiczną - przejechał go pociąg. Pieprzone życie, chciałem dopisywać dalej ale przez złość nie chcę już o sobie opowiadać lecz nie będę tego usuwać bo widziałem, że większość tak ma, poczekam, może jest ktoś kto wyciągnie jakąś przydatnie pomocną dłoń. Pozdrawiam wszystkich walczących ze swoimi problemami. Chciałem dodać, że jestem bardzo dobrą osobą mimo, że czasem rządzi mną agresja, chętnie rozmawiam z ludźmi, którzy mają też niełatwe życie ze zwykłymi ludźmi najzwyczajniej w świecie rozmawiać nie potrafię, nawet wydusić słowa.
  3. Witam. Moj problem polega na tym, że jesteśmy młodym małżeństwem mamy po 23 lata. Ja z dzieckiem 3 letnim w domu a on wyjeżdża w trasę na 4 tygodnie.. Do tego jestem w ciąży. Mój syn potrafi wpaść w jakąś histerie, rzuca sie na ziemię i ryczy i chce wszystkich bić myślę ze spowodowane to jest ciągłymi wyjazdami taty.. Również czuje sie przez to samotna. Mam wrażenie że wybrał tą pracę bo mu tak wygodnie wyjechać a ja mam wszystko na głowie.. Do tego nie czuje sie najlepiej. Mam wrażenie ze juz nie radzę sobie z tym wszystkim i mam wszystkiego dosyć.. Jak objawia sie depresja? Bo czuje, ze nie jest ze mną dobrze. Mój stan psychiczny sie pogarsza
  4. Sprawa wygląda tak, że ja (18,5 lat) idealizuję od jakoś ponad 5 lat pewną osobę (miesiąc starszą), poza którą świata nie widzę i każdy aspekt, życia codziennego kojarzę właśnie z nią. Można powiedzieć w pewłnym tego słowa znaczeniu, że się przywiązałem do swojego obiektu westchnień ale tego absurdu jest mało. Nie jesteśmy w żadnym związku. Ba! Stosunkowo mało nawet rozmawialiśmy od kiedy w ogóle się znamy! Głównie dlatego, że wiem, że gdyby już coś takiego się wydarzyło - ona będzie zawiedziona bo pomimo, że ją szczerze kocham (i non-stop myśli na jej temat nie dają mi spokoju) to nie będę w stanie sprostać jej oczekiwaniom. Osoba, której pomocy zaczerpnąłem parę dni temu chce iść na psychologię w październiku, i ma ambicje psychologa z prawdziwego zdarzenia. Mocno mi przyspieszyła myślenie. Podczas tego big brain time (zachęcam do wyguglania definicji) jaki ona wywołała nareszcie jestem w stanie ubrać w słowa tę chorą, pokręconą, zaburzoną i niezgodną z rzeczywistością (według wszystkich osób, których pomocy zaczerpnąłem) logikę, która nie pozwala mi nawet spotkać się z tą dziewczyną i to pomimo, że niektórzy mówią, że się jej podobno podobam (sic!). Jej osoba prezentuje całkiem ciekawe osiągnięcia w muzyce. Jeżeli zżera moich czytelników ciekawość - jest wokalistką. Żeby się z nią spotkać musiałbym poszczycić się czymś konkretnym. Dopiero to mogłoby spowodować, że mógłbym jej dorównać tj. zasłużyć na nią. Stawiam sobie za wysoką poprzeczkę bo to jej mocna strona a u mnie zdecydowanie słaba. Chociaż mam kilka zainteresowań, którymi według wielu ludzi mógłbym zainteresować swojego rozmówcę (nootropy, psychologia, neuroregulacja, niedługo medycyna ajurwedyjska i odrobina mistycyzmu i kognitywistyki) to wiem, że jest to sama amatorszczyzna nie warta większej uwagi. Jeżeli mój rozmówca, któremu miałbym zaimponować zapytałby mnie o jakieś dawne osiągnięcia to zaniemówiłbym. Nie miałbym kompletnie czym się pochwalić. Ostatnie moje większe osiągnięcie pochodzi z połowy poprzedniej dekady. Zauważyliście ciekawy patent? Nie jestem absolutnie w stanie wyzbyć się porównywania do ludzi z zewnątrz. Gdybym po prostu miał zaakceptować to, że oni sobie po prostu są. Istnieją. I tyle. Nie są lepsi lub gorsi ale jestem w stanie wyzbyć się tej iskry rywalizacji z mózgu bo to powoduje, że czuję się przy tamtej dziewczynie niepewny siebie i swoich kompetencji. Niemal przytłacza mnie jej pewność siebie. To ostatnie zdanie brzmi bardzo wymownie ale chyba najlepiej obrazuje co do niej czuję. Jak coś mi przyjdzie jeszcze do głowy to będę aktualizował albo napiszę w odpowiedzi na post.
  5. Witam, Jestem 18 letnią uczennicą technikum i od jakiegoś czasu czuję się zagubiona. Prawdopodobnie to normalne w wieku dorastania, chociaż ostatnio w pewnym magazynie psychologicznym przeczytałam pewien artykuł, który się nazywał "sztuka znikania" czy coś takiego. W dużym skrócie polegał na tym, że swoją osobowość odepchnelo się na bok na rzecz zaspokajania potrzeb i oczekiwań innych. Poczułam, że ten opis dotyczy mnie w 100% a jakiś czas temu przestało mnie zadowalac moje hobby (rysowanie) tak jak przed pójściem do tego technikum (bo w nim czuję presję i potrzebę doskonalenia się w nim "na siłę" czy tego chcę czy nie i generalnie chyba uległam presji oceny ze strony otoczenia, w którym jest nacisk na "rozwój"). Nie potrafię się zmotywować do niego wiedząc, że już coś, co wydawało się być moje własne i prywatne, teraz jest pod czyimś okiem. Nigdy nie traktowałam tego hobby na poważnie mimo że rysowalam codziennie. Prawdę mówiąc chyba mało rzeczy traktowałam kiedykolwiek na poważnie i pokazywałam, że mi na nich zależy. Zawsze liczyło się zdanie rodziców, których opinia była wyżej niż moja własna i pod nich dostosowywalam moje potrzeby. Skończyło się na tym, że zdałam sobie sprawę, że nie potrafię stwierdzić co naprawdę mnie zadowala, a co nie i kim tak naprawdę jestem skoro potrafię założyć mnóstwo różnych masek i raz być taką a raz taką osobą pod wpływem innych. Nie wiem co jest moje własne, a co oczekiwaniami innych. Pytanie moje polega na tym, czy da się samemu sobie z tym problemem poradzić? Jeśli tak, to w jaki sposób?
  6. Dzień dobry, mam na imię Mikołaj i w tym roku będę miał 23 lata. Studiuję informatykę. Jestem spokojną osobą, której ciężko nawiązywać znajomości. Od 5 lat zmagam się z depresją (maniakalno-obesyjną). Mój problem polega na tym, że nie mogę zadowolić się tym co posiadam. W wieku 19 lat skończyłem szkołę średnią i wybrałem się na studia. Od samego początku planowałem iść na informatykę. Interesuję się tym i jej nauka sprawia mi satysfakcję. Niestety.. z powodu słabych wyników maturalnych nie dostałem się na nią. Wybrałem, więc matematykę, którą też lubię. Niestety lub stety po jednym semestrze zdałem sobie sprawę, że to nie to i zrezygnowałem. W następnej turze letniej, rekrutacyjnej postanowiłem złożyć dokumenty na inną uczelnię, na kierunek informatyka. Nie zostałem przyjęty. Nie poddałem i się i obiecałem sobie, że poprawię maturę i uda mi się dostać na jedną z lepszych uczelni w kraju. Miałem niestety mało czasu, bo lekko ponad pół roku (wrzesień-maj). Zacząłem więc intensywną naukę. Dzień w dzień po 8 godzin, a czasem i więcej. Sam uczyłem się fizyki. Od zera. Uczyłem się też matematyki. Udało mi się poprawić matematykę rozszerzoną na prawie 90%, a fizykę rozszerzoną 53% (nie byłem z tego zadowolony, ale pocieszałem się, że to niezły wynik, biorąc pod uwagę fakt, że uczyłem się jej od zera, kompletnie samemu). Wyniki te nie pozwoliły mi się dostać na wymarzone uczelnie. Dostałem się natomiast na uczelnię, na którą składałem dokumenty już we wcześniejszych turach. Teraz znajduję się właśnie tutaj i teraz. Znów nie czuję satysfakcji z tego gdzie jestem. Nie mam ochoty się uczyć. Mimo ze jestem na kierunku, który mnie interesuje, w mieście, w którym mam ukochaną dziewczynę i najlepszego przyjaciela (te aspekty trzymają mnie w "kupie"). Mimo wszystko nadal nie czuję się spełniony i chcę spróbować napisać maturę jeszcze raz. Jednak gdy pomyślę, że nawet jak mi się uda, to będę musiał zaczynać od zera w wieku 23 lat, kiedy to moi rówieśnicy już mają tytuły magistrów i zakładają rodziny, a ja próbuję po raz kolejny zaspokoić swoją ambicję. Proszę doradźcie. Nie wiem co robić i jak sobie radzić z samym sobą. Każda rada będzie mile widziana. Z góry dziękuję.
  7. Partner, z którym mieszkam, domaga się ode mnie dziecka. Ja mam lat 27 i zadnej chęci. Boję się go jednak zostawić, bo wyprowadzka do niego była pierwszą dojrzałą decyzją i boję się z nim rozstać bo będę czuła się tragicznie, że go zawiodłam i że sama sobie w życiu nie poradzę (jestem z domu dziecka). A mieć dziecko również się boję bo nie znoszę dzieci, nie mam za grosz instynktu macierzyńskiego, zostanie matką zawsze kojarzyło mi się z obciachem i zamiast rozczulenia aż mnie szlag trafia na widok noworodków. Mieszkamy razem we Wrocławiu już kilka lat i boję się że tak fajnego faceta już nie znajdę, a z drugiej strony mam ochotę podróżować, zaznać jeszcze czegoś w życiu, jestem też strasznie ciekawa innych ludzi (w tym, nie ukrywajmy, mężczyzn) i nie chcę się zamknąć w domu z dzieckiem na lata. Nie mam też ochoty być w ciąży, rodzić, i dzielić życie rodzinne z jego matką i siostrami, których szczerze nie znoszę. A jednak czuję się do tego w jakiś sposób zobowiązana wobec osoby która poświęciła mi bardzo dużo. Mam wrażenie że wszystko to jest w jakiś sposób toksyczne, że każdy mój wybór będzie zły, że jestem nieodpowiedzialna, a z drugiej strony nie chce mi się wierzyć że życie to jedno wielkie pasmo wyrzeczeń na rzecz innych i działania wbrew sobie. Nie wiem już jak na to patrzeć, nie wiem co naprawdę powinno się dla mnie liczyć :(
  8. Dzień dobry, Mam na imię Aneta, prawie 25 lat. Pracuję i studiuję dziennie. Za kilka miesięcy biorę ślub. Odkąd pamiętam (około 12 roku życia) nie wierzę w siebie, często mam myśli typu "nienawidzę siebie", uważam się za beznadziejną, bezwartościową, że nie dam sobie rady z czymkolwiek. Ciągle porównuje się do innych, uważam się za brzydką, choć z drugiej strony jestem świadoma swojej atrakcyjności. Stresuje się praktycznie każdą sytuacją, przejmuje się wszystkim, nawet jeśli wiem, że niepotrzebnie, nie mogę wyrzucić z głowy tych myśli. Przez ciągły stres nabawiłam się chorób przewodu pokarmowego. Do tego dochodzi obniżony nastrój, niechęć robienia czegokolwiek, ciągłe zmęczenie, najchętniej spałabym całymi dniami. Dodatkowo wciąż jestem poirytowana, wiele rzeczy i ludzi mnie denerwuje. Ciągle kłócę się ze swoim narzeczonym. Jestem oschła w kontaktach z nim oraz z moją mamą (bez powodu) co dodatkowo sprawia, że czuję się złym, odrażającym człowiekiem, mimo że jestem dobra i miła dla innych. Nie mam ochoty na seks ani czułości co dodatkowo sprawia, że mój narzeczony denerwuje się i mimo że akceptuje moją decyzję to coraz bardziej go to męczy. W najgorszych momentach mam myśli samobójcze, niechęć do życia bo tak bardzo mam siebie dość, swojego zachowania i życia, ale wiem też, że nie miałabym odwagi tego zrobić. Jednak te myśli nie są ciągłe, bo od czasu do czasu mam jakiś przypływ energii, motywacji, który sprawia, że jakoś nadal żyję, spełniam się, choć często zmuszam się do tego by coś zrobić, aby chociażby zdać egzamin na studiach. Nie mogę zrozumieć tego, że naprawdę wiele dotychczas osiągnęłam, studiowałam dwa kierunki jednocześnie, miałam wymarzoną pracę (był to projekt, który już się skończył), mam wspaniałego narzeczonego (który toleruje moje zachowania, choć zauważam u niego coraz mniejszą cierpliwość do moich humorów) a mimo tego wszystkiego uważam się za beznadziejną osobę i za każdym razem porównuje się do innych. Nie mogę zrozumieć też tego, że jednego dnia jest beznadziejnie, nic mi się nie chce, a drugiego jest wręcz odwrotnie, wiara w siebie zaczyna wracać, myślę pozytywnie. Byłam u dwóch psychologów, u każdego dwie wizyty, ale za każdym razem nie miałam odwagi wyznać wszystkich moich problemów, a tym bardziej umówić się na kolejną wizytę. Czy mogę zrobić coś, co pomoże mi w radzeniu sobie ze sobą bez psychoterapii? Nie chcę aby relacje - zwłaszcza z moim narzeczonym - cierpiały i ja sama chcę w końcu poczuć się lepiej i być szczęśliwa, bo niestety nie pamiętam kiedy ostatni raz czułam się naprawdę szczęśliwa.
  9. Witam jestem studentem mam 20 lat. Problem zaczął się około 15 roku życia kiedy miałem problemy z samotnością i znalezieniem drugiej połówki. W tym czasie moja samoocena podupadła szczególnie na punkcie mojego wyglądu. Gdy w wieku 20 lat wszedlem w mój pierwszy poważny związek zacząłem miewać natrętne myśli jak np. ciagle wyobrażenia calujacej się mojej partnerki z jej byłym chłopakiem lub strach przed zdrada. Po każdej takiej myśli lub kłótni z moja partnerka reaguje strasznie nerwowo dostajac ataku duszności, mocniejsze bicie serca, uczucie pustki i klocia w klatce piersiowej czasami dretwienie rąk. Jestem świadomy tego że moje myśli są bezpodstawne lecz ciągle odczuwam lęk przed utrata najbliższej mi osoby. Ciagle potrzebuje jej uwagi i zapewnień że jestem dla niej tym jedynym. Ostatnio też często myślę o samobójstwie i co by było gdybym coś zrobił, nie zamierzam tego robić ale to sobie wyobrażam. Straciłem też radość z życia i motywację do robienia czego kolwiek. Chciałbym się dowiedzieć czy powinienem coś z tym zrobić i czy ma to jakiś związek z nerwica.
  10. Witam, jestem 28 letnią kobietą, od 3 lat mężatką - w związku w sumie 7 lat. Mąż ma problem z motywacją i powiedział mi ostatnio, że zrozumiał, że jeśli ja go nie będę popychała do działania, to on nie będzie w stanie nic osiągnąć. Wymaga ode mnie takich prostych rzeczy jak choćby obudzenie go z rana, czy pilnowanie żeby zajmował się tym, czym faktycznie chce, a sam nie może się do tego zmotywować(dał mi liste). Należy tutaj dodać że jestem osobą uległą, a mąż ponad przeciętnie inteligentną, dominującą i nie umiejącą spojrzeć na siebie krytycznie(od 7 lat nie usłyszałam nigdy słowa "przepraszam"). Potrafi się czepiać takich rzeczy jak np. to że w nieodpowiedni sposób został obudzony(paranoja) . Mam wrażenie, że zrzucił na mnie odpowiedzialność za siebie, żeby umyć ręce od swoich niepowodzeń i braku działania, choć nie twierdze że robi to świadomie. Do tego na każdym kroku wytyka mi błędy, kiedy robię to czego chciał, ale nie tak jak on by to sobie wyobrażał- dla mnie sytuacja jest mocno niekomfortowa, bo nie czuje się naturalnie robiąc to, o co on mnie prosił. Oczywiście to tylko jedna z sytuacji, jest ich więcej. Sytuacja mnie przerasta, czuje się nieszczęśliwa i winna, że nie jestem tym kogo on potrzebuje. Czuje się bezwartościowa, mam wrażenie, że jakbym znikła to nic by to nie zmieniło. Nie potrafię spojrzeć na sprawę z dystansu, a czuje, że tego mi trzeba. Jak poradzić sobie w tej sytuacji żeby wilk był syty i owca cała?
  11. Witam Mam na imię Piotr, mam 40 lat. Mimo wieku nadal mieszkam z rodzicami, jestem kawalerem. Bardzo czuję potrzebę przytulania się. Zżyty jestem z Mamą i czasem lubię się Ją przytulać. Okazyjnie (nie na siłę) do innych ludzi (przeważnie kobiet) np. przy składaniu życzenia świątecznych. Lubię też jak ktoś mnie przytuli. Przytulać też uwielbiam zwierzęta (koty). Przytulanie NIE podnieca mnie seksualnie. Kiedyś psycholog spytał mnie co czuję przy przytulaniu, czemu lubię to robić a ja za Boga nie potrafiłem się wypowiedzieć. Mam pytanie czy to jest normalne w tym wieku? Czę sto czuję, że nie mam do kogo się przytulić.
  12. Jestem na drugim roku studiów. Od zawsze byłam raczej nieśmiała, ale nie aż tak jak teraz. Gdy tylko mam przemawiać publicznie robi mi się słabo i robię się czerwona co jeszcze pogarsza sytuacje. Bardzo łatwo mnie zawstydzić. Gdy mam podejść do tablicy i zrobić zadanie, które umiem zrobić to serce bije mi tak mocno, że za każdym razem boje się, że wypadnie. Mam chłopaka, jakoś od 1,5 roku i potrafię z nim rozmawiać chociaż bardzo długo zajęło mi otwarcie się przed nim. Nie potrafię rozmawiać szczerze z innymi ludźmi. Bardzo często płaczę i stresuje się wszystkim. Dosłownie wszystkim. Nie mogę z tego powodu spać, słyszę głośne bicie serca. Już nie wiem co robić. Chciałabym odzyskać pewność siebie. Chciałabym móc funkcjonować jak normalny człowiek.
  13. Mam 25 lat. Mam dobrą pracę. Podróżuję. Żyję życiem jakim zawsze chciałam. Wszystko w życiu ułożyło mi się tak jak tylko można sobie tego wymarzyć. Po wielu latach poznałam troskiliwego mężczyznę, któremu we wszystkim mogę zauafać, który oczekuje od życia podobnych rzeczy. Niestety często kłucimy się o różne drobne szczegóły. Oboje mamy wybuchowy charakter. Wszystko byłoby normalne, gdybym nie wpadała przy tym w histerię. Tracę panowanie nad tym co mówię, ostatnio powiedziałam że jest najgorszą rzeczą, która przydażyła mi się w życiu. Wypiłam wtedy kilka drinków. Na drugi dzień nie byłam świadoma ani tego że tak się czułam ani tego że to powiedziałam. Zauważyłam, że mam problemy z samooceną. Nawet drobna krytyka może wyprowadzić mnie z równowagi. Zależnie od dnia, czasami w pełni się akceptuję i dobrze czuję ze sobą czasami ciężko mi spojrzeć na siebie w lustrze. Mężczyzna z którym jestem jest cierpliwy, wierzy że mogę pokonać swoje słabości. Jak mogę pracować nad sobą żeby zaakceptować siebie a tym samym więcej myśleć o nim niż o sobie. W mojej historii ważne jest to, że od wielu lat walczyłam z obrazem przeszłości, który okazał się prawdziwy. Byłam molestowana będąc małym dzieckiem. Był to krótki jednorazowy epizod, można powiedzieć nic znaczącego w porównaniu z tym czego doświadczyły wtedy inne dziewczynki. Martwi mnie jednak to że brak własnej wartości i powracające poczucie bycia ofiarą pochodzą właśnie z tego. Prosiłabym o pomoc, może polecenie jakiejś lektury, która pomoże mi odkryć siebie i opanować swoje słabości. Dziękuję
  14. Dzień dobry. Zaczne może według wskazówek - mam 18 lat i nie potrafie sobie poradzić z samą sobą, dlatego trafiłam tutaj. W mojej głowie panuje śmietnik myśli, dlatego jestem pewna, że to wszystko co napisze będzie poplątane i niezrozumiałe, ale nawet jeśli nie uzyskam odpowiedzi, myślę, że po wyrzuceniu tego z siebie poczuje sie choć troche lżej. Zaczne może od domu, w nim nigdy nie było idealnie. Rodzice rozwiedli sie, gdy uczęszczałam do wczesnej podstawówki i od tamtego czasu taty nie ma w moim, ani w rodzeństwa życiu, nie interesuje sie nami. Z początku nie wadziło mi to jakoś bardzo, bo jak wiadomo, byłam dzieckiem, może niezupełnie rozumiałam tego co sie dzieje. Teraz jednak brakuje mi wszelkiej bliskości rodzicielskiej, przytulenia, zapewnienia, że jestem ważna czy zwykłej rozmowy. Z mamą nigdy nie miałam dobrych kontaktów. Mam wrażenie, że jestem dla niej problemem. Nie ma dnia kiedy nie miałaby do mnie o coś pretensji, nie moge zwyczajnie usiąść i z nią porozmawiać, a na zwykłe pytanie w odpowiedzi zwrotnej dostaje krzyk, którego nie moge już słuchać. Niejednokrotnie próbowałam przekazać, że czuje sie źle i potrzebuje pomocy specjalisty, kończyło sie na słowach, że za jakiś czas zapisze mnie na wizyte jednak to nigdy nie nastąpiło. Wiem, że moge zrobić to już sama, ale nie potrafie wykonać pierwszego kroku. Zawsze miałam potrzebe bycia idealną, dotarłam do takiego momentu gdzie krytykuje sie za wszystko i nie umiem znaleźć w sobie czegoś dobrego. Uważam sie za złego człowieka, bo sprawianie innym przykrości zaczęło przynosić mi chwilową radość. Kilka dni temu straciłam jedną z najważniejszych osób w moim życiu, która tak naprawde potrafiła zabrać ode mnie złe myśli, wstawanie i zasypianie było łatwiejsze, mogłam nazwać sie najszczęśliwszą osobą na świecie, mimo, że znam ją przez internet, a spotkałyśmy sie tylko raz. Doszłam do wniosku, że nie potrafie utrzymać zdrowej relacji, polegają one na ciaglym ranieniu sie, czego tak bardzo nie chce, ale jest to silniejsze ode mnie. W rzeczywistości nie potrafie sie odnaleźć, będąc zdaną sama na siebie, bo zawieranie znajomości sprawia mi trudność. Mam bardzo niską samoocene przez co od połowy 2018 roku zmagam sie z zaburzeniami odżywiania. Nie mam w sobie odwagi, by odjeść, ale coraz częściej o tym myśle. Nie mam już niczego i naprawdę sobie nie radze, z dnia na dzień coraz mniej wierze, że zaczne normalnie jeść, wychodzić ze znajomymi, nie patrzeć na siebie z nienawiścią czy to, że po prostu będę mogła szczerze przyznać, że jestem szczęśliwa.
  15. Cześć, jestem samotną 25 letnią dziewczyną, o względnie ustabilizowanej sytuacji życiowej. Spełniam się zawodowo, rozwijam się, dokształcam, jestem niezależna finansowo i w pełni samowystarczalna. Spełniam swoje marzenia, mam kochających rodziców, rodzeństwo, znajomych i psa. Teoretycznie niczego mi nie brakuje. Od kiedy pamiętam, mam problemy z pewnością siebie. Od zawsze sprawiam wrażenie szarej mychy, która w pierwszym momencie dodatkowo ma problemy z nawiązywaniem kontaktów, zwłaszcza z płcią przeciwną. Czasami ten mój brak pewności siebie przejawia się w pozornej arogancji i wyniosłości, co jest błędne. Jeśli już uda mi się kogoś poznać (przez internet) i rozwinąć jakąkolwiek relację, okazuje się ona totalną porażka. Nie doświadczyłam żadnych szkolnych miłostek, a swój pierwszy związek rozpoczęłam tuż przed 21 urodzinami. Co gorsze, okazało się, że posłużyłam za przykrywkę dla krypto geja. Bardzo podburzyło to moje już i tak bardzo niskie poczucie własnej wartości, przez co jeszcze bardziej się zamknęłam. Stałam się przez to łatwym łupem, dla typowych podrywaczy, którzy na początku obiecują cuda tylko po to żeby się zabawić. I tak stworzyłam kolejne dwie bardzo toksyczne relacje, pierwsza skończyła się prześladowaniem, zastraszaniem i lękiem przed powrotem do własnego domu, druga doprowadziła mnie to tego, że czułam się i wciąż jeszcze czuję jak totalne zero. Czego bym nie zrobiła, to wszystko było złe, a ja poświęciłam temu wszystko. Zatraciłam rodzinę, przyjaciół-„bo mieli na mnie zły wpływ”, siebie, stając się posłuszną niewolnicą czekającą z obiadem na powrót ukochanego, który w tym czasie zabawiał się z kolegami i dbał o swoją muskulaturę. Byłam naiwna i głupia, ale wtedy tego nie dostrzegałam. Byłam ślepo zakochana i wierzyłam, że przecież on chce dla mnie dobrze. Na koniec jeszcze to on zakończył tą relację, bo nie mógł znieść mojego egoizmu i braku empatii. Czułam się jak taka pusta lalka z ładną otoczką, która nie ma nic więcej do zaoferowania-pobawił się, znudziła się to zostawił. Mijają miesiące, ja wpadłam w wir pracy, studiów. Staram się pracować nad sobą, tłumaczyć sobie, że jestem wartościową osobą, która wie dokładnie czego chce w życiu, ale to wciąż nie zmienia faktu, że idąc ulicą patrzę pod nogi. Ludzie mnie pytają co mi jest, czego jeszcze chce, a ja chodzę ciągle zadumana i przybita. Staram się jak najwięcej wychodzić do ludzi, próbować się otworzyć, robić pierwsze kroki, uśmiechać się, utrzymywać kontakt wzrokowy, ale wszystko pięknie wygląda w teorii, a jak przychodzi co do czego reakcja jest taka sama – głowa w dół i zmieszanie. Jeśli jestem w jakimś miejscu z koleżankami, one są zaczepiane na każdym kroku, a ja stoję sobie z boku jak taka przyzwoitka, jeśli próbuję włączyć się w rozmowę, zazwyczaj jestem ignorowana, albo ktoś mi dogryza, że jestem nadęta. Takie sytuacje sprawiają, że tak jak w wyżej opisanych przypadkach tworzenia relacji, wpadam w desperację. Tak się cieszę, że ktoś się mną zainteresował, że oddaję się w pełni, staję się nadopiekuńcza i w obawie, żeby ten ktoś mnie nie odrzucił robię wszystko, co ma odwrotny skutek. Nie jestem żadną zaniedbaną fleją, jestem szczupłą blondynką, przez wiele osób z mojego grona określaną mianem „ślicznej”. Każdego dnia staram się pracować nad sobą, stwarzać nowe sytuacje, w których będę mogła testować, to co sobie tak wmawiam, ale to nie pomaga, a jakikolwiek powrót z imprezy, wyjścia ze znajomymi kończy się smutkiem i frustracją, że nie nadaję się do niczego. Nie wiem czym to jest spowodowane, dlaczego poczucie własnej wartości buduję na ocenie innych, obcych na dodatek osób, a nie na gronie ludzi, który mnie otaczają i zawsze wspierają. Zastanawiam się nad tym, czy to, że w dzieciństwie mojego taty nie było praktycznie w ogóle w domu może być przyczyną, że tak bardzo szukam atencji i akceptacji u płci przeciwnej? Że chcę sobie w ten sposób wynagrodzić jego brak z dzieciństwa?
  16. Dzień dobry , jestem na drugim roku studiów (20lat) i mam do siebie ogromne poczucie winy... Kilka dni temu byłem na imprezie z przyjaciółmi ze studiów i wszystko było by zwykłe gdyby niefakt iż za bardzo pobalowałem i kompletnie nic nie pamiętam. Następnego dnia budzę się normalnie w swoim mieszkaniu a moi przyjaciele piszą do mnie że nie chcą mnie znać bo zachowywałem się nagannie i niedojrzale jak na swój wiek. Musieli mnie pilnować i zachowywałem sie dosyć agresywnie do wszystkich. Po weekendzie gdy wróciłem na uczelnie wszyscy się ze mnie śmiali i można by powiedzieć źe palę się ze wstydu,strasznie mi to zabiera energie... Czuję się strasznie, jestem przytłoczony oraz tracę energie na wszystko, czuję się mega skompromitowany i boję się że stracę moich przyjaciół których mam niewielu w mieście gdzie studiuje. Przeprosiłem za swoje zachowanie wszystkich, niestety niektórzy dalej twierdzą że nie chcą mieć ze mną nic wspólnego... Strasznie się tym przejmuję, niestety czasu nie cofnę ale od kilku dni brakuje mi energii na wszystko, zamykam się w sobie odcinam od Świata i boję się odrzucenia ze strony przyjaciół przy których się skompromitowałem... Praktycznie poza obowiązkami to reszte dnia spędzam w łóźku i w kółko w mojej głowie są myśli dotyczące tego wydarzenia... bardzo mnie to paraliżuje. Nie wiem co mam dalej robić, jestem załamany i jest mi bardzo wstyd za siebie nikt nie chce teraz spędzać ze mną wolnego czasu a ja dodatkowo czuję się osamotniony przez to wszystko... Jak odbudować to wszystko co legło w jeden wieczór, jak pozbyć się poczucia winy i żalu jak przygotować się do odrzucenia osób z którymi do teraz przez to nie udało mi się odbudować relacji? Z góry dziekuję za pomoc
  17. Witam , Mam na imię Weronika,mam 21 lat. Od roku towarzyszą mi negatywne przemyślenia o sobie, swoim zachowaniu oraz decyzjach które podejmuje. Dobija mnie codzienna rutyna, to że nie robie tego czegoś co sprawiało by mi radość. Odciełam się od swoich znajomych twierdząc że źle się przy nich czuje i nie są warci znajomości. Ponadto od pewnego czasu mam myśli samobójcze, dużo płacze, żadne czynności nie sprawiają mi przyjemności. Chodzę cały czas zdołowana , wszystko mnie denerwuje i sprzeczam się z wieloma osobami.Towarzyszy mi również brak snu. Mam odczucia że nie robię nic ambitnego. O moich wszystkich przemyśleniach wie tylko mój chłopak który jest dla wielkim wsparciem. W jaki sposób mogę sobie poradzić z moim problemem i zmienić swoje spostrzeganie własnej siebie ?
  18. Witam! Mam 25 lat. 4 lata temu poznałam mojego obecnego narzeczonego. Po bardzo krótkim czasie zaszłam w ciążę i urodziłam mojego cudownego synka. Mój problem zaczął się już na początku ciąży, ciągłe wyzwiska, obrażanie i zero zaangażowania ze strony mojego partnera.Robił wszystko abym była zazdrosna i śmiał mi się w twarz. Odkąd pamiętam komentował mój wygląd i rzucał przykrym tekstami w moją stronę. Zapominał o moich urodzinach, i ważnych dla mnie świętach. Zaręczyny niestety również były zrobione byle jak.. Później i tak mi wypomnial że do wszystkiego ja go zmusiłam. Mój narzeczony jest bardzo dziecinny interesują go tylko gry komputerowe.. W domu nie robi nic. Nie pomaga mi przy dziecku i nie sprząta po sobie. Jest bardzo wybuchowy. Po każdym zwrócenie mu uwagi zaraz krzyczy na mnie i mnie obraża. Wiele razy mi groził że mnie uderzy. Ja aktualnie siedzę w domu i oczekuje na przyjęcie synka do przedszkola ale on tego nie rozumie i przy pierwszej lepszej kłótni mówi że mam wyrywać do pracy. Wiem jestem głupia że pozwoliłam sobie na to od samego początku ale ja nie chcę aby synek nie miał ojca tak samo jak w dziecinstwie ja nie miałam. Boję się być samotna matka. Wiele razy odchodzilam od niego bo myślałam że się zmieni ale jego zmiala trwała Góra 2 tygodnie. Czuję się strasznie.. Mam wrażenie że zaraz zwariuje. Nie mam nikogo z kim mogłabym otwarcie porozmawiać. Siedzę tylko i wyłącznie z dzieckiem w domu, nie mam znajomych.. Pieniędzy.. Czuję się zaniedbana. Po ciąży dużo utyłam co powoduje że mam strasznie niska samoocenę. Nie wiem czy jeszcze kocham mojego partnera, jak pomyślę o tych wszystkich przykrych słowach i o tym że nie mam z nim żadnych wspólnych miłych chwil..prawie wgl. Nie uprawiamy seksu bo nie mam z nim ochoty. bardzo brakuje mi kogoś kto będzie o mnie dbał i okazywał nam czułość. Myślicie że mam szansę? Co mogę zrobić aby poczuć się lepiej?
  19. Mam na imię Kasia, ale powinnam mieć Prokrastynacja bo to słowo w 100 % mnie określa ( niestety ). Odkładam wszystko na poźniej w każdej dziedzinie życia co rodzi przykre konsekwencje, które wywołują ogromne, paraliżujace mnie wyrzuty sumienia. Czy fakt, że jako dziecko i nastolatka byłam wykorzystywana seksualnie mogło mieć wpływ na to,że tak własnie się zachowuję? Nie robię czegoś co powinnam by na każdym kroku udowodnić sobie i innym, że jestem nic nie warta?
  20. Nie jestem psychologiem, ale czuję, że osoba która jest mi od pewnego czasu bliska może mieć ze sobą problem i stąd moje pytanie, aby w razie czego moc jej pomóc. Poznałam mężczyznę. Czarujący, bardzo otwarty, po 2 tygodniach znajomości miałam wrażenie, że znam go pół życia. Dużo mi o sobie opowiadał i o swoim trudnym dzieciństwie (ojciec alkoholik, zdrady matki, on jako dziecko na zgodę w małżeństwie, które dawno nie istniało). Po miesiącu znajomości czuję, że trafiłam na kogoś kto o mnie zadba i na prawdę się zakochał. Widujemy się codziennie. Jest dużo czułości, miłości, bliskości i czuję że to nie jest udawane. Ale jest także coś co mnie dziwi bo mówi mi także o tym, że czuje się bardzo samotny i dużo cierpi w samotności. Że nie chce mu się często żyć. ma milion pomysłów na minutę co do swojego życia i praktycznie niczego nie wprowadza w realia Stracił prawo jazdy jadąc pod wpływem alkoholu. Palił dużo marihuany. A mimo tego kiedy spędzaliśmy razem czas był pełen optymizmu. Ale nie to jest najgorsze, w pewnym momencie stwierdził, że to między nami to tylko chemia i nic poważnego z tego nie będzie pomimo tego, że jeszcze 2 dni wcześniej mówił mi że mnie nigdy nie zostawi i będzie się mną opiekował itp. Mieliśmy zerwać kontakt, niestety to się ciągnie już pół roku a ja już mam dość. Czuje, że w nim drzemią 2 osoby. Ostatnio zapytał, czy nie zamieszkamy razem a następnego dnia powiedział mi, że mam się w nas cytuję: nie wkręcać, bo on się boi że mnie skrzywdzi. O co chodzi? Czy to może być borderline?
  21. Witam, zmagam się od paru lat z myślami samobójczymi, miałam parę razy już to zrobić, ale ostatecznie zawsze zatrzymywał mnie chłopak. Boję się, że ostatecznie to zrobię mimo jego namów. Mam również strasznie niską samoocenę, często oczerniam się za dosłownie wszystko, mimo iż nie powinnam, a przynajmniej tak twierdzi mój chłopak, dla mnie te oczernianie jest prawidłowe. Nie mam możliwości pójść do psychologa czy innego lekarza, który mógłby mi pomóc, po prostu tego nie zrobię, więc naprawdę proszę, by mnie do tego nie namawiać, bo ja i tak tego nie zrobię, więc to byłoby zbędne. Mogłabym z tym cokolwiek z tym zrobić? Mimo iż teraz nie chcę nic sobie zrobić tak za 5 minut może być totalnie na odwrót. Bardzo proszę o pomoc i jeżeli takową uzyskam to od razu dziękuję.
  22. Dzień dobry, Od paru lat zmagam się ze swoim kompleksem, a w ostatnich miesiącach dużo bardziej. Mam 23 lata i bardzo słabe zęby. Od dziecka jestem zapatrzona w idealne, piękne uśmiechy, którego sama nigdy nie będę mieć. Wszystkie moje zęby są połatane, brakuje połowy każdego. Dodatkowo słyszę tylko "na pewno kłamiesz, nikt w dzisiejszych czasach nie ma takich problemów już.." albo "daj spokój, przecież przednie zęby sie nie psuja!" a jednak... Dałabym sobie radę z samym kompleksem jednak chodzi o coś innego.. Nie potrafię zrozumieć dlaczego moi rodzice nie zadbali o tak podstawową rzecz jak zdrowie swojego dziecka? Z dzieciństwa pamiętam tylko szarpanie, krzyki i mówienie, że jestem zerem. Dobija mnie fakt, że wystarczyło wystarczająco wcześnie zaprowadzić swoje dziecko do dentysty żeby oszczędzić mu problemów przez całe życie.. Wystarczyło zaglądnąć od czasu do czasu do buzi.. i nauczyć myć dokładnie zęby. Tylko tyle. Dlaczego teraz mam przez to cierpieć. Bo nie miał kto o mnie zadbać... Jestem atrakcyjną dziewczyną.. wysportowaną.. zdrowo się odżywiam i dbam o siebie. Jednak moje zęby powodują, że czuję się brzydka. Nie lubię wychodzić do ludzi i najchętniej nie wychodziłabym spod kołdry. Nie wiem jak mam zaakceptować swoje wady, których nie da się naprawić i nie oszukujmy się.. są nieestetyczne, niezdrowe i brzydkie.
  23. Jestem studentką. Mam 23 lata. Od 6 lat jestem w związku. Przez okres tych 6 lat co najmniej 4 razy zraniłam swoją drugą połówkę tym, że pisałam lub rozmawiałam przez Internet z innymi chłopakami. On za każdym razem mi wybaczał. Ostatnio znowu zrobiłam to samo, bo pisałam i rozmawiałam wieczorami z kolegą ze studiów. Tłumaczyłam swojemu chłopakowi, że to tylko kolega, ale on nie potrafi tego zaakceptować. Nie wiem dlaczego to robię. Nie rozumiem swojego postępowania. Nie wiem czy w związku to normalne, żeby nie mieć żadnych przyjaciół lub kolegów. Proszę o jakąś radę. Już nie potrafię sobie sama z tym poradzić. W takich chwilach obniża mi się moja samoocena i specjalnie się dołuję i krytykuję.
  24. Jestem studentką. Mam 23 lata. Od 6 lat jestem w związku. Przez okres tych 6 lat co najmniej 4 razy zraniłam swoją drugą połówkę tym, że pisałam lub rozmawiałam przez Internet z innymi chłopakami. On za każdym razem mi wybaczał. Ostatnio znowu zrobiłam to samo, bo pisałam i rozmawiałam wieczorami z kolegą ze studiów. Tłumaczyłam swojemu chłopakowi, że to tylko kolega, ale on nie potrafi tego zaakceptować. Nie wiem dlaczego to robię. Nie rozumiem swojego postępowania. Nie wiem czy w związku to normalne, żeby nie mieć żadnych przyjaciół lub kolegów. Proszę o jakąś radę. Już nie potrafię sobie sama z tym poradzić. W takich chwilach obniża mi się moja samoocena i specjalnie się dołuję i krytykuję.
  25. Wiele problemów, które Państwo zgłaszacie na platformie OcalSiebie dotyczy trudności ze zrozumieniem i przeżywaniem własnych emocji. Można powiedzieć, że jest to problem ze zrozumieniem siebie. W tym artykule przedstawię zwięźle kilka kluczowych informacji o uczuciach aby zachęcić Państwa do ich zrozumienia i polubienia. Czym zatem są emocje, stany emocjonalne, afekty i uczucia? Nie wdając się w naukowe podziały co do miejsca ich powstawania, natężenie i czasu trwania można stwierdzić, że te pojęcia z grubsza określają to samo (dalej w tekście będę stosować te pojęcia wymiennie): emocje/uczucia to przede wszystkim informacja dla mnie czy dana sytuacja, w której się znajduje jest dla mnie komfortowa i bezpieczna czy nie. Przyjrzenie się swoim emocjom i zrozumienie jaką niosą ze sobą informację to komunikacja z samym sobą. Uczucia pojawią się w każdej, nawet najbardziej błahej sytuacji. Lubicie Państwo czekoladę? Tak? A skąd o tym wiecie? Bo odczuwacie przyjemność z jej jedzenia. Pojawia się emocja. Potem np. u osób odchudzających się mogą pojawić się inne emocje jak złość, poczucie winy czy żal ale to już wynika z innej sytuacji - złamania diety. To pokazuje, że emocje i uczucia pojawiają się co chwila, w każdej sytuacji, pokazują nam kierunek, ubarwiają nasz świat i informują. Można je porównać do znaków drogowych - „kontynuuj to jest dla Ciebie dobre”, „stop - nie rób tego, to Ci zagraża”. W związku z tym nie ma złych emocji bo każda informacja jest ważna trzeba tylko umieć rozpoznać czego dotyczy. Każde uczucie jakie się pojawia niesie ze sobą bardzo konkretną informację, wymienię tylko kilka przykładów: złość - coś przeszkadza Ci realizować Twój plan lub podważane są Twoje przekonania, smutek - straciłeś kogoś/coś dla Ciebie ważnego, strach - uwaga, to zagraża Twojemu życiu bądź zdrowiu (fizycznemu lub psychicznemu), zazdrość - ta osoba/ta rzecz jest dla Ciebie ważna ale jej nie masz lub możesz stracić, radość - osiągnąłeś lub zrobiłeś coś dla Ciebie istotnego. Uczucia dotyczą nie tylko sytuacji bieżącej, ale przeszłości i przyszłości. Trzymając się przykładu czekolady: jecie Państwo czekoladę po raz pierwszy w życiu, jest przyjemnie, smakuje. Pojawiająca się emocja mówi, że ta sytuacja jest dla Państwa komfortowa. Uczycie się, że jedzenie czekolady jest fajne. Następnym razem gdy ktoś poczęstuje Was czekoladą chętnie ją weźmiecie bo będzie pamiętać, że jedząc ją czuliście się dobrze. A szpinak? U niektórych osób na samą myśl pojawia się wstręt. Nie tkniecie tego więcej a na pewno nie będzie on pierwszy na liście wyboru menu. Te przykłady to nie są jakieś znaczące wydarzenia w naszym życiu więc uczucia z nimi się wiążące nie mają dużego natężenia. Emocje pojawiające się w innych życiowych sytuacjach mogą mieć różne natężenie: „napięcie, irytacja, poddenerwowanie, złość, furia” czy „spokój, przyjemność, zadowolenie, radość, szczęście, euforia”. Nad uczuciami pozytywnymi dużo się nie zastanawiamy natomiast negatywne często rozpamiętujemy, zostajemy pod ich wpływem o wtedy one nieprzyjemnie narastają. Można niezauważalnie wpaść w pętle negatywnych uczuć i myśli i wtedy mówimy o obniżonym nastroju a krańcowo o depresji. Od strony fizjologicznej emocje to hormony np. : dopamina, serotonina (to te od dobrego samopoczucia), oraz noradrenalina, adrenalina, sterydy i wiele innych. Jak to działa? Upraszczając - znajdujemy się w jakiejś sytuacji np. po raz pierwszy w życiu widzimy czekoladę. Mózg nie zna tej substancji, przeszukuje naszą” bibliotekę wiedzy„ nie znajduje odpowiednika. Myślimy „co to?” i jednocześnie uwalniane są hormony powodujące ciekawość (endorfiny). Próbujemy - „... słodkie, dobre”. Znów uwalniają się endorfiny. Następnym razem sięgniemy po czekoladę z przyjemnością. Z czasem nawet myślenie o czekoladzie będzie przyjemne. To rola dopaminy - kieruje nas ku przyjemnościom. To niestety pułapka bo można się uzależnić od substancji lub czynności sprawiających przyjemność (to temat na inny artykuł). Niektórych emocji uczymy się w ciągu życia, a z innymi przychodzimy na świat. Oczywiście w procesie uczenia się kluczowy jest okres dzieciństwa i wpływ oraz obserwacja naszych bliskich lub opiekunów. Ta sama sytuacja może wywoływać różne emocje u dwóch osób. Np. jedno dziecko obserwuje, że na każdy dzwonek do drzwi rodzice reagują nerwowo i podejrzliwie. To dziecko nauczy się, że niezapowiedziany dzwonek do drzwi to groźna lub co najmniej irytująca sytuacja. Czyli gdy usłyszy dzwonek będzie odczuwać lęk lub rozdrażnienie. Rodzice drugiego dziecka reagują na dzwonek do drzwi z ciekawością i zadowoleniem - to dziecko będzie dorastało z pozytywnym nastawieniem do niezapowiedzianych odwiedzin. W dzieciństwie pobieramy ogromną dawkę wiedzy w obszarze uczuć, która ma wpływ na nasze dalsze życie. W tym okresie uczymy się poprzez obserwację i swoje doświadczenia i nie kwestionujemy zdobytych informacji – nabieramy różnych przekonań np. czekolada jest dobra a dzwonek do drzwi niebezpieczny. Przekonania mogą być prawdziwe lub nie, a przez to mogą nam pomagać w życiu lub nas ograniczać. Czyli odnosząc się do przykładu z dzwonkiem dorosły, który czuje strach na dźwięk dzwonka i to mu w życiu przeszkadza powinien sobie zadać pytanie: „Czego ja się boję?”, „Co jest niebezpiecznego w tym, że ktoś dzwoni do moich drzwi?” Analizując świadomie sytuację, swoje myśli i uczucia możemy zmienić swoje nastawienie i przez to pozbyć się obaw związanych z konkretną sytuacją. Myśli/przekonania, emocje i zachowanie wpływają na siebie nawzajem i my mamy na nie wpływ. Zrozumienie swoich emocji, świadome ich przeżywanie oraz aktualizacja własnych przekonań pomagają w rozwiązaniu wielu trudności z jakimi borykamy się w codziennym życiu. Dodatkowo pozwala to na budowanie oparcia w sobie i daje poczucie sprawczości co przekłada się na poczucie własnej wartości i komfort życia. Udział w terapii i otwartość na zrozumienie siebie pozwoli Państwu przekroczyć własne ograniczenia.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.