Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'samoocena'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Witam, jestem 25 letnią nauczycielką. Od maja podjęłam nową pracę, nie wchodząc w szczegóły początki były dla mnie bardzo trudne, było wiele sytuacji stresowych co przyczyniło się do spadku mojej samooceny i braku wiary w siebie. Jestem osobą, która bardzo wszystko bierze do siebie, jednak od pewnego czasu moje zachowanie bardzo się zmieniło i nigdy nie było aż tak źle. czuję ciągle niepokój, ciągle płaczę, nic mnie nie cieszy, ciągle się stresuje, nie widzę w sobie nic pozytywnego. Ostatnio doszły również myśli, by '' karać się'' za to, że w pracy nie daje rady, chęć zrobienia sobie krzywdy a nawet skończenie ze sobą jednak brakuje mi odwagi, by się zabić. Od bliskich dostaje mnóstwo wsparcia jednak nie sprawia to, że czuję się lepiej. Zastanawiam się czy naprawdę przesadzam i powinnam wziąć się w garść czy należy szukać pomocy gdzie indziej np. u lekarza. Proszę o pomoc i poradę. Nigdy nie miałam problemów z psychiką i nigdy nie korzystałam z pomocy lekarzy, więc nie wiem jak powinnam postąpić.
  2. Cześć, jestem studentką, mam 23 lata. Zmagam się ciągle z obniżonym nastrojem, ze względu na to że ciągle się czymś stresuje. Od grudnia zmagam się z problemami zdrowotnymi, pojawiły się u mnie duszności i przez długi czas lekarze nie mogli mnie zdiagnozować. Obecnie już wiem, że to od problemów z kręgosłupem. W tym zakresie jestem pod opieką fizjoterapeuty i staram się wrócić do zdrowia, ale przez to że tak długo trwają te problemy z oddychaniem pojawiły się u mnie nie wiem jak to nazwać, chyba lęki i stres przed wychodzeniem z domu. Zawsze jak mam gdzieś iść szczególnie sama to boję się, właściwie to nie wiem czego, bo i w domu i na dworze duszności są takie same. Staram się z tym walczyć i mimo, że się boję to wychodzę z domu, bo nie chce się poddać, chciałabym żeby mój komfort życia wrócił. Najgorzej czuje się w sklepach, bo tam muszę skręcać i schylać szyję - a skręty powodują właśnie u mnie problemy z nabraniem oddechu, boje się, że w mojej głowie zapisze się a stałe strach przed wchodzeniem do sklepów, miejsc publicznych, itp. Nie chciałabym nabawić się nerwicy lękowej, o ile już jej nie mam. Ponadto nie umiem się zrelaksować, mam wrażenie, że od kilku lat żyję w ciągłym napięciu. Niedługo zaczynam nową pracę, a ponadto czeka mnie sesja na studiach, a problemy zdrowotne nie przechodzą, co potęguje u mnie ten stres. Staram się z tym walczyć, ćwiczę, wychodzę na spacery, zaczęłam nawet medytować, ale mam wrażenie, że to wszystko pomaga tylko na chwilę, a moje ciało ciągle jest napięte. Pojawia się dużo objawów psychosomatycznych związanych ze stresem: pocenie się, trzęsące mięśnie, biegunki itp. Czasami budzę się rano i mi niedobrze i chce mi się płakać, chciałabym się tak nie przejmować wszystkim, myślę, że to jest mój największy problem, bo przez to czuje się ciągle zmęczona. Wydaje mi się, że brakuje mi też pewności siebie, od zawsze miałam problem z akceptacją siebie. Ponadto ciężko mi się określić życiowo/zawodowo, ciągle się zastanawiam czego tak naprawdę chcę od życia, czym bym chciała się zająć i nie mogę znaleźć odpowiedzi. Mam wrażenie, że studia które wybrałam nie są dla mnie, ale już szkoda mi z nich rezygnować, bo został mi tylko jeden semestr. Męczy mnie to niezdecydowanie i brak działania. Chciałabym coś zmienić, coś robić ciekawego w życiu, ale nie wiem co. W styczniu odstawiłam też tabletki antykoncepcyjne i nie wiem, czy to też nie wpływa na moje zaburzenia nastrojów, niedługo mam wizytę u lekarza ginekologa i będę robiła badania hormonalne, czy wszystko jej w porządku. Zależy mi na tym, żeby się tak nie stresować wszystkim, wiem że stresu nie uniknę, ale żeby umieć z nim żyć, żeby objawy psychosomatyczne zredukować do minimum. Proszę o informację, jak powinnam poradzić sobie z tym problemem? Czy to mogą być objawy przewlekłego stresu czy depresji? Czy może zupełnie co innego? Dziękuję za przeczytanie!
  3. Moja Żona jest zbyt skomplikowaną osobą z traumą tak drastyczną że nie ma co porównywać do mojej, napisanej w temacie o lękach. Wiele rzeczy nie rozumie i przez to moja psychika działa w sposób, że wpajam sobie że wszystko jest tylko bo się przyzwyczailiśmy do siebie i dopełniamy się nawzajem pomocą, lecz sam nie wiem czy to jeszcze miłość. Nie rozumiem jej, prosiłem żeby zrozumiała moje zachowanie po odstawce a mimo to nadal prowokuje kłótnie. Pierwsze kilka dni były masakrą nerwową, prosiłem 4 razy żeby mi odpowiedziała gdzie są papierosy i piątego już nie było, tylko dostałem furii i zacząłem kopać w worki z ubraniami w pokoju obok i wydzierać się jak opętany, już jest o wiele wiele lepiej. Dużo rozmawialiśmy, naprawdę wiele, ale ona zapomina lub kłamie, nie wiem. Jestem człowiekiem który potrzebuje uczuć, emocji, dowartościowania i okazania mi miłości i uwagi ze strony drugiej połówki. Nie pomaga mi psychicznie w ogóle przeboleć odstawienia, wręcz przeciwnie, ale jak pisze, nie mam pojęcia co ma w głowie. Nie miałem sił zajmować się dzieckiem po pracy, bolą mnie plecy kiedy ją nosze, kiedy sobie grzecznie siedzi to ja uwielbiam z nią spędzać czas, nie potrzeba so tego siły i na przykład, może się to wydać złe, ale ja już nie wiem, poddaje się powolI bo mimo że się bardziej staram to ona twierdzi że za mało. Chciałbym dać więcej ale nie mam na to sił i problem z bólem środka pleców już po minucie noszenia. Nie wiem co mam jeszcze zrobić, właśnie później przychodzi na myśl amfa, wtedy mam siły na wszystko ale Co z tego, jeśli dzień później bez humoru i z zerową motywacją na cokolwiek. Wiele razy słyszałem różne jej tłumaczenia np co do seksu, który jest co tydzień i ona sobie ustala dzień wcześniej że będziemy się kochać a np w środku tygodnia nie ma szans żebym ją zachęcił, zreszta nawet nie próbuje, ona musi mieć ochotę, w ogóle ma gdzieś że mi się chce, to ona decyduje, teraz twierdzi że to przez samoocenę, że czuje się okropnie w swoim ciele gdzie każdy mi jej zazdrości i mam problemy z zazdrością, miala wiele wymówek już, tłumaczeń ale nie pamietam już wszystkiego, a tu hormony może, a tu sama nie wie, przez tabletki anty, przez to jaka mama puszczalska była… gdzie jak wypije to jakoś wtedy nie myśli tylko żeby jej dobrze było, tylko przede wszystkim mi i wtedy ja wymiękam przy niej, przeciwieństwo całkowite i też nie wiem jak to rozumieć. Wychowywała się z dziadkami, tata zmarł jak miala 4 lata, mama o 8smego życia w więzieniu do lat 18 a kiedy wróciła i naobiecywała że nie będzie pić i ona będzie się liczyła tak przez alkohol w ciągu 3 lat po wyjściu, już jej nie ma na świecie, przeżyła to strasznie, jednak po jakimś czasie wszystko wróciło do normy albo trzyma wszystko w sobie. Wracając do tematu odstawki, to zamiast mnie wspierać, unikać kłótni, rozmawiać, okazywać uczucia, pocałować, Coś namiętnego, no cokolwiek czego oczekuje to ona siedzi całymi dniami na na telefonie, interesuje ją tylko temat dziecka i pisze z jakimiś innymi matkami gdzie ją dosłownie odkleja i nawet czasami zapomina patrzeć co dziecko robi. Dla niej wolna chwila to jest telefon i tv zamiast porozmawiać czy pocieszyć się sobą a jak już temat to tylko o dziecku, kiedy ja się staram rozmawiać czasami również o nas, ona nigdy nie zaczyna takiego tematu. Po każdej kłótni kiedy czuje że mogę odejść, obiecuje poprawę która zawsze trwa max tydzień, ostatnio po ostrej kłótni nawet doszło do pierwszego życiu seksu oralnego, naobiecywała mi że będzie tak raz na jakiś czas, 2tyg później było raz jeszcze, intensywnej o wiele i na te chwile nie wolno jej nawet zapytać i odpowiada „zrobię kiedy będę miała ochotę” no ok, ale po co mi robiła nadzieje na większa częstotliwość i ze jej to spodobało, ze w końcu coś innego. Szanuje to, nigdy jej nie zmuszam do niczego. Nie czuje żeby jakakolwiek cześć ciała jej się podobała. Utwierdzała mnie że lubi mojego …… i że widok ją podnieca, zacząłem ją w ten sposób zachęcając a tu bum nic. Czasami jak ją poproszę to się pobawi i w ogóle jej to nie podnieca a twierdziła inaczej. Ale mimo wszystko utwierdza ze zakochuje się raz, że jestem dla niej ideałem, że tylko we mnie widzi przystojnego faceta i z przekonaniem słownie okazuje mi miłość. No gdzie ona mi tę miłość pokazuje? Mieliśmy iść do lekarza żeby nam wyjaśnił wszystko i teraz dopóki nie dostanę opinii lekarskiej że jest to spowodowane jej psychiką tak będę żył utwierdzony że to przyzwyczajenie a nie miłość. Ja ją bardzo kocham, bardzo mnie pociąga, bardzo mnie męczy że tak bardzo mnie podnieca a jedyne co mogę z tym zrobić to iść do toalety i wiadomo w jaki sposób uspokoić pragnienie. Gra ciagle na czas, na decyzje pojęcia do lekarza czekam już dłuższy czas, ma dosłownie jakby wywalone w to czy jest mi dobrze. Wiele ale to wiele rozmów było od czasu napisania posta wyżej i niestety nie potrafię nabrać szczęścia z życia jeśli jestem tak niedowartościowany, czuje się brzydko, obleśnie. Ona sama z siebie nigdy nic nie zacznie, zawsze powie w który dzień się jej chce albo dzień przed. Kiedy coś mi jest ze zdrowiem, nie czuje żeby się przejmowała. Nie rozstane sie z nią bo nie widzę życia bez niej, na pewno spadnę na dno i córki przy mnie nie będzie. Cóż, chyba jestem skazany na wieczne nie szczęście z moją miłością. Czy ja nie rozumiem kobiet? Co ja mam jeszcze zrobić? Ja mam wrażenie że kobieta co kilka dni zachowuje sie jakby ją pozmieniali. Teraz zła samoocena, gdzie ja mam złą i nie robie sobie zdjęć a ona wysyła ciagle siebie i swoją sylwetkę, tylko twarz zasłania, a ostatnio nawet i z twarzą gdzie ja na żadnym zdjęciu nie chce uczestniczyć. Najlepsze momenty? Pierwsze 3 miesiące związku a później życie jak przyjaciele a ja głupi zakochany. Wydaje mi się że to jest związek z litosci i boi się że sie zabije czy coś a wiem że akurat w środku jest bardzo wrażliwa a może ona sama siebie nie rozumie? Nie wiem i rącze sie nie dowiem. Starałem sie jak mogłem, rozmawiałem i nic nie osiaglemC cóż, kolejny rok, dwa, trzy będę czekał że w końcu będzie lepiej, przywykłam do tego 😁 Ona doskonale wie że gsyby mnie zostawiła to ćpun, psychiatryk albo sznur, niestety, kocham jà na zabój i życia inaczej nie widzę. jeszcze jakby trwało nasze szczęście sobą przez choćby rok a nie 3 miesiące, to może bym inaczej na to patrzył i ona jeszcze chce drugie dziecko. Pierwsze stosunku trwały dzień w dzień przez 2tyg w wieku 16 lat, później kiedy wypiła a na trzeźwo raz na miesiąc, dwa a w ciąży nagle zaczęła chcieć a po urodzeniu raz na tydzień z uprzedzeniem i dziwne ze zawsze dochodzi jak nigdy nie dochodziła. Jak sie upomnę Ze juz 2tyg nic, to nagle na następny dzień podchodzi. Niech mnie ktoś uświadomi jaka jest prawda, błagam. Sam nie umiem iść do choćby psychiatry, ogarnąć lęki, wydaje mi się że najbadziej mnie niszczy psychicznie ta relacja. Przez 2 lata robiłem co chciała, słuchałem jej ale nigdy nie miałem na tylko odwagi żeby coś zacząć kiedy nagle jej się odechciało z dnia na dzień i zmieniła się wobec mnie jakby wszystko w niej zgasło. Sam nigdy nie byłem pewny siebie, ale jestem pewien że z mojej strony powinna widzieć jakim silnym uczuciem ją darze. Na szczęście matką jest rewelacyjną i daje z siebie wszystko. Nie potrafię naprawdę tego zrozumieć, miała bardzo bardzo ciężkie dzieciństwo i to mi daje światełko nadziei że może jednak to są jej problemy w głowie ale wątpię że kiedykolwiek pójdziemy do specjalisty na terapie, cokolwiek. Całe 3 lata trzymałem to w sobie, teraz ze mnie wszystko wychodzi i mówię co czuje, nic to nie daje, chwila poprawy i tyle. A może po prostu nie rozumiem kobiet, generalnie jest to jedyna kobieta z którą w życiu złapałem taki kontakt, normalnie miał problem z kontaktem z płcią przeciwna, lęki społeczne robią swoje i tak jest lepiej niż kiedyś. Jak jej mówię to co napisałem, mówi że nie patrzy w przeszłość ale nie rozumie że ta przeszłość właśnie takiego mnie zmieniła. Co mam robić? Ona tylko oczekuje żebym jej pomagał w obowiązkach, nic poza tym i również tym się tłumaczy. Rozmowy nic nie pomogły. Sam z siebie prowokowałem żeby to zakończyć, mimo to wpiera ze życie beze mnie dla niej również jie ma sensu. Chciałbym nabrać odwagi i iść do psychiatry, czuje ze muszę ale nie potrafię… Raz mówi że potrzebuje adrenaliny,nie lubi gry wstępnej, raz mówi ze jest delikatna a raz że chce brutal. Ciagle kręci, zmienia zdanie jeszcze mówiąc że nią mam racji i że wymyślam i źle pamiętam.
  4. Witam, mam 21 lat. Jestem żonaty od pół roku i mam cztero miesięczną córeczkę. Problem pojawił się już w gimnazjum. Problem trwa do dnia dzisiejszego, aczkolwiek nie tak intensywnie, jak do 18 roku życia. Okres podstawówki był piekłem dla moich rodziców jak i nauczycieli. Byłem grubym, złośliwym dzieciakiem który zawsze chciał być w centrum uwagi, popisywał się przed dziewczynami dręczeniem innym, kłamałem bez skrupułów byle by wyjść z sytuacji cało. Byłem i w sumie jestem wiecznie niezadowolony. Dręczyłem psychicznie i fizycznie słabszych, byłem wraz z kolegom osobom, która dręczyła całą klasę chłopaków, wyśmiewaniem, wyzywaniem, kopaniem, byle by czuć władze i być fajnym. Zawsze znalazł się ktoś mocniejszy, wtedy odczuwałem strach, ale mimo to nie dawałem tego po sobie poznać. Zawsze myślałem o sobie że nie podobam się żadnej dziewczynie ze względu że byłem dosyć gruby, głupi charakter, żyłem śmiechem ceną urazu rówieśników, przez co do czasu zawodówki nie zgadałem do żadnej dziewczyny. wszystko co napisałem, zaczęło się w czwartej klasie podstawówki, kiedy do tego czasu byłem poniżany, wyśmiewany, bity przez dosłownie każdego i potrafiłem się tylko skarżyć. Udowodniłem w czwartej klasie że potrafię sie obronić, wtedy zaczęła się moja władza, gdzie każdy sie przede mną chował z chłopaków z klasy a ja miałem jednego przyjaciela, z którym rządziłem. Jak chodziłem do klasy 1-3 przeżywałem sytuacje duszenia, wycierania twarzy o ścianę bloku. Do tego również dochodził brak szacunku od ojca, jakby mógł to zabronił by mi wszystkiego, kazał mi chudnąc, wyzywał mnie, widział tylko młodszego brata. Pamietam jak okazywał mi uczucie tylko po alkoholu, do tego stopnia że sam go prosiłem żeby wypił, w skrócie, czułem się dla niego przeszkodą. nic mi się nie udawało, grałem w piłkę w klubie, jedyny grzałem ławę na meczach i wszyscy się ze mnie śmiali. Tylko potrafiłem być kozakiem w szkole przed słabszymi a jak już do mocniejszych zadarłem to zawsze dostawałem wpierdziel i do mamy na skargę a mama do rodziców, całą winę zawałem na kogoś a sam prowokowałem. Na tym skończę, wydaje mi się że to jest kluczowe w moich obecnych problemach. Nadszedł okres gimnazjum, jako jedyny poszedłem do obcych osób z moim przyjacielem z którym trzymałem, specjalnie nas przenieśli bo się bali kontynuacji. Wtedy się uspokoiłem, stałem się grzeczny na lekcjach, poznałem „gangste” kolegów, przed którymi zacząłem udawać kogoś lepszego. Doszło do tego że wraz z moimi nowymi przyjaciółmi dla pokazu wykończyłem psychicznie mojego przyjaciela, tak o, żeby być fajnym przed nowymi kolegami i żeby nie być lamus. Kiedy udało sie mu zmienić klasę, całe zło przeszło na moja osobę. Wyśmiewanie, wyzywanie ale nie aż tak, bo po części sie mnie bali, wykorzystywali to że wtedy już nie potrafiłem sie postawić bo wiedziałem że dostanę po pysku, nawet wtedy aż do dziś, nie potrafiłbym uderzyć nikogo w twarz, w sumie zawsze sie bałem kogoś uderzyć, nigdy nikomu prosto w twarz nie dałem z pieści, jedynie w samoobronie potrafiłem rozwalić wargę łokciem koledze, czy jak zostałem zmuszony to popychałem, lekko kopałem ale konfrontacji poważnej od zawsze sie boje, nie rozumiem dlaczego. Przez cały okres gimanazjum po szkole spędzałem całe dnie przed komputerem, tylko o tym myślałem na ostatniej lekcji. Robiłem wszystko żeby pograć, generalnie do 16 roku życia żyłem praktycznie przed komputerem, poza lekcjami. Od pierwszej klasy gimnazjum miałem już kompleksy co do swojego ciała, ogólnego wyglądu, charakteru. Miałem się za zero z głupim charakterem, brzydką twarzą, brzydkim ciałem, grubasem, który tylko ma życie w internecie. w końcu przyszedł dzień pod koniec 3 gimnazjum. Skręciłem poważnie kostkę, po czym cały miesiąc spędziłem przed ps4 i komputerem. Przez miesiąc sporo przytyłem, ponad 5kg. Przyjaciele nagle odeszli, zostałem sam z sobą. Postanowiłem z dnia na dzień że sprzedaje komputer za co kupiłem modnego wtedy iPhone 7, siłownie i zacząłem ćwiczyć od poniedziałku do niedzieli utrzymując dietę niskowęglowodanową i ćwicząc codziennie po 2-3h. Przez trzy miesiące z grubasa, zmieniłem się w dosyć umięśnionego gościa, z dosyć dużymi bicepsami, idealnym tricepsem, małym brzuchem, wielką klatą i ciemnej karnacji, pięknej cery chłopakiem, który jeszcze wtedy nie był tego świadom. Nie pamiętam dokładnie, ale jakoś od końca czerwca, do dnia zakończenia szkoły nie uczęszczałem na zajęcia, już wtedy ćwicząc miesiąc. Kiedy wróciłem do szkoły na zakończenie roku wszyscy na mnie patrzyli z podziwem, dziewczyny się pchały żeby mnie wziąć do tańca, kiedy Jeszcze nie byłem świadomy że od zawsze miałem ładna twarz, ale nie umiałem dobrze o siebie zadbać przez internet. Chłopak przeciętnie ubrany, z długimi włosami, nigdy nie ułożonymi. Z telefonem za 200zł, otyły i brzydki przyszedł po 2 miesiącach z najnowszym telefonem firmy Apple, ubranym w markowe ubrania, modnie dobrane, umięśniony, chudy i z idealną, ciemną cerą. Jeszcze wtedy nie byłem świadomy że coś takiego osiągałem aż do 1 zawodówki. Wszedłem do szkoły z myślą że dalej jestem najgorszy, brzydki i tylko że mam szpan rzeczami. Nie potrafiłem w ogóle rozmawiać z dziewczynami, nawet się z nimi przywitać przez swoją samoocenę, słaby charakter i strach już wtedy przed opinią wszystkich. Kiedy się dowiedziałem że jestem top1 najprzystojniejszy chłopak z całej klasy to byłem w szoku. Każda dziewczyna z klasy patrzyła na mnie jak w obrazek. Zauroczyłem sie wtedy w dziewczynie która była fejmem, myślałem ze nie mam szans, była wtedy w związku z przystojnym, bardzo popularnym chłopakiem a mimo to, poznała mnie i z powodu mojego wyglądu zauroczyła sie wr mnie do tego stopnia, że rzuciła swojego chłopaka, z którym była 2 lata i to on jej dał popularność. Kiedy poznała mój słaby charakter to po dwóch tygodniach się domyśliła, wcześniej twierdząc że mnie nauczy komunikacji. Ja nie rozmawiałem z żadna dziewczyna tak blisko jak z nią, proszę sobie wyobrazić jaki zawstydzony byłem w każdym zdaniu, po tygodniu jej wypowiedziałem słowa „kocham cię” nie świadomy jak poważne słowa wypowiedziałem. Rozstaliśmy sie, będąc nadal w jednym towarzystwie. Cierpiałem przez to pół roku, robiłem wszystko żeby do mnie wróciła, jeździłem na przystanku po jej praktykach, kupowałem kwiaty i słodycze ale mój słaby charakter przegrał wszystko. po tym wszystkim w końcu zmieniłem towarzystwo, tam poznałem dziewczynę, która zakochała się przede wszystkim w tym co mam środku i że nie jestem jak każdy, że mam w sobie to coś. Chodziła ze mną do klasy, jeszcze wtedy nie zwracałem na nią uwagi, a ona od początku po cichu się we mnie podkochiwała, ale na wszelki sposób, nie potrafiła tego po sobie poznać. Aż w końcu poznałem jej charakter i bezgranicznie się w niej zakochałem a miłość trwa do dziś, ale ja już zmieniłem się w potrwa, o tym napisze już w innym temacie. Razem z nią, bez świadomości o ryzyku, przed wyznaniem miłości weszliśmy w kontakt z narkotykami. Ja od początku mówiłem że chce spróbować amfy, bo z tego co czytałem, dała by mi to, czego mi brakuje w moim niedowartościowanymi życiu. Tak się stało, pierwsze zażycie okazało się najlepszym uczuciem w moim życiu, nagle potrafiłem normalnie rozmawiać z ludźmi, nie bać się na ulicy, rozmawiać tak bardzo logicznie że niektórzy nie rozumieli jak z dnia na dzień mogłem tak zmądrzeć. Zażywałem wtedy przez 2 miesiące amfe, po czym odwzajemniłem miłość do mojej żony, rzuciliśmy z dnia na dzień, bez żadnego problemu, zaczęliśmy żyć pierwsza miłością, motylami w brzuch aż w końcu pierwszy etap miłości się skończył i zaczęły się nuuudy. Wszedł alkohol co weekend, przez 2 lata, upijanie się, żeby funkcjonować społecznie i mieć kolegów. Straciłem wszystkich, bo w końcu okazało się że to tylko kumple do picia. Wróciłem znowu do amfy, tym razem przez 5 miesięcy zażywania amfy co weekend przez 3 miesiące trwania a przez ostatnie dwa co 2-3dni z ciągami bez snu, nawet 3 dniowym. Zawsze byłem ten co wymiękał już psychicznie przy drugiej dobie nie spania i wtedy dziwiłem się że ja zachowuje normalność a każdy dookoła jest na wielkiej fazie. Nigdy nic po tym sobie nie wkręcałem, zawsze starałem się zachować normalność, żeby nikt mnie nie rozpoznał w pracy czy z osób z miejsca zamieszkania. Twierdziłem ze moi znajomi mają coś nie tak z głowa, ze potrafią się tak nakręcać w głowie. Tak naprawdę ile bym nie zażył to nigdy mną nie miotało, potrafiłbym nawet pod wpływem leżeć w spokoju, w bezruchu i myśleć. Wtedy już nie działało to na mnie jak na początku, pobudzenie z lekką euforią w tle, przez jakiś czas i zachowanie czystej świadomości. Nigdy nikt się po mnie nie skapnął. Po tych 5 miesiącach wyjechałem za granice. Rzuciłem znowu z dnia na dzień, tym razem zastępując to marihuaną w której nigdy nic nie widziałem aż do czasu zapalenia „tej prawdziwej” i tak od roku już pale dzień w dzień z dwoma przerwami tygodniowymi i teraz już półtora tygodnia nie pale, zrozumiałem ze coś jest ze mną nie tak, dosłownie, ale nie potrafię zrozumieć przez co dokładnie i dlaczego. Przechodząc do sedna, mój stan psychiczny na dzień dzisiejszy: lęk społeczny w porównaniu do tego, co pisałem wyżej poprawił się bardzo. Wydaje mi się, że najwiecej nauczyła mnie praca z ludźmi od 3 lat. Kiedyś byłem słabym pracownikiem, dzisiaj jestem jednym z najlepszych, uważanym za poukładanego, dobrego, odpowiedzialnego, dojrzałego, miłego i pomocnego człowieka. Nie wiem czy udaje, ale jak wracam do domu to jestem całkowitym przeciwieństwem, to też w dziale o związku. co 3-4 tygodnie zażywam amfe, zawsze kiedy zażyje, czuje się normalny. uspokaja mnie to, zaczynam „trzeźwo myśleć” jak mam problem ze skupieniem (też od zawsze) tak wszystko potrafię dobrze przemyśleć i wymyślić. W skrócie, zmieniam się w kogoś, kim chciałbym być. Mądrego, bez lęków, bez problemu z wypowiadaniem się. Myśle co mówię w przeciwieństwie do trzeźwości i pod wpływem trawki. Nie zapominam się, dopóki jestem pod wpływem to wszystko dokładnie pamietam. Nie stresuje się, gdzie ten stres doskwiera mi na codzień a przede wszystkim pozbywam się kompleksów, gdzie już nie są tak intensywne, ale nie potrafię się rozebrać przed swoją żoną i mam wyższa samoocenę ogólnie. Przez to Wszystko, wydaje mi się że cały ból przekładam wyzywając się na mojej żonie. Nie chce już specjalnie jej docinać, próbować ją zmieniać na swoje upodobania, niszczyć psychicznie Za to ze kiedyś byłem słaby a dziś jestem o wiele silniejszy i to teraz ja czuje sie tym nr 1 w związku, jestem pewny siebie. Ja na miejscu mojej żony już dawno bym odszedł z takiego związku. Żyjemy tylko Kłótniami, tylko przez to że ona skonczyla z wszelakimi używkami a ja dalej w tym tkwię a ona mi zabrania. Padają takie słowa że później jak sobie przypominam to chwytam się za głowę, a robie to tylko po to, żeby mieć z tego satysfakcję, że ja potrafię tak wkurzyć a kiedyś nie potrafiłem. Dodam jeszcze że dziadek zawsze dręczył babcie fizycznie i psychicznie, rodzice twierdzą ze mam To po nim a sam mnie uczył za dziecka jak dopierdzielić i nie szanować babci. Jeszcze wiele bym napisał, ale nie wierze że ktoś to do końca przeczyta. BŁAGAM O POMOC bo już nie potrafię ze sobą żyć, nienawidzę siebie i uciekam w używki, marihuanę żeby o tym jie myśleć a amfe żeby czuć się kimś kim chciałbym być. skupienie leży, pamięć krótkotrwała leży, koncentracja leży, uczucia i emocje leżą. nie raz chciałem iść do psychiatry ale nie potrafiłbym mu tego powiedzieć, nawet sobie nie wyobrażam rozmowy w cztery oczy z obcą osoba, o swoich najskrytszych problemach, nie potrafiłbym złożyć nawet sensownego zdania, chyba żebym poszedł pod wpływem amfy. Wole napisać anonimowo, w tym zawsze byłem odwazny, w internecie. Nie ufam nikomu, w podstawówce chodziłem do psychologa, który później powiedział wszystko swojemu mężowi (nauczyciel wf) a ten wyśmiał mnie z moich problemów przy całej klasie. I tak wtedy kłamałem psychologa i robiłem z siebie niewiniątko aż w końcu teraz mam za swoje złe czyny nauczkę. dodam jeszcze ze mam napady agresji jak nie zapale, byle co mnie irytuje ale tylko i wyłącznie jak czuje swobodę, czyli w domu. Jakby się wyzywam za to co mnie stresuje w pracy ale nie jestem tego jakby świadom, sam nie wiem. Nie radzę już sobie z tym. Wydaje mi się ze to trawka, nie czuje żadnej zmiany po tych półtora tygodnia a raczej bym powiedział że jest tylko gorzej. czy ja mam jakieś adhd czy add od dziecka? To by wyjaśniało działanie fety na mnie.
  5. Witam, jestem mężczyzną mam 25lat. Czuję lęk przed poznawaniem nowych osób, a zwłaszcza dziewczyn, boję się podejść do dziewczyny i zagadać na ulicy czy gdziekolwiek. Mam strasznie niską samoocenę a wręcz nienawidzę siebie, swojego ciała przez mój krzywy nos 👃, nos jest przekrzywiony w bok, przez co wytworzył mój mózg dwa obrazy siebie, iż ta różnica między stroną lewa a prawą jest kolosalna i moją prawą stronę odrzucam i nie potrafię zaakceptować tego jak wyglądam. Bo twierdzę, że nikt tak nie wygląda jak ja, że ma tak krzywy nos, i że osoba która mnie widzi nie potrafi mnie określić, tak jak ja nie potrafię siebie określić jak wyglądam, do jakiego typu facetów się zaliczam wizualnie, ponieważ mam jakby "dwie twarze". Myślę że nie zasługuje na żadną dziewczynę i żadna mnie nie zechce. Miałem dziewczynę, którą poznałem przez internet było to jakieś 5-6l at temu, ale mnie zostawiła i to mnie dobiło, nabawiłem się nerwicy i lęków. Aktualnie posiadam dziewczynę też poznaną przez internet, ale dalej mam lęk przed poznaniem dziewczyny na żywo. Boje się oceny, wyśmiania mnie i dalej nie akceptuje swojego nosa, tego jak wyglądam. Co robić, byłem u kilku psychologów to powiedzieli mi że wyglądam normalnie i wymyślam z tym nosem.
  6. Zaczęło się od różnego rodzaju nękania psychicznego ze strony bliskich, miałam wtedy bardzo dobrą, wręcz wspaniałą samoocenę, pewność siebie, przez co rozmawianie oraz poznawanie nowych osób nie sprawiało mi żadnych problemów, byłam osobą optymistyczną. Próby obniżenia mojej pewności siebie poskutkowały, zaczęło się od myślenia o sobie w zły sposób, tak jakbym była bezwartościowa, bo tak mi wmawiali. Zaczęłam się samookaleczać podczas takiego myślenia, później doszły do tego stany lękowe, nerwica, plany popełnienia samobójstwa, a także próba popełnienia go. Cały czas myślę, że jestem niewystarczalna i najlepiej byłoby skończyć ze sobą, nie mam siły wstać z łóżka i wykonywać obowiązków, przez cały czas jestem przygnębiona albo po prostu nie odczuwam szczęścia z rzeczy, które kiedys mi te szczęście sprawiały. Czuję, że nie daję sobie z tym wszystkim rady. Jak mam powiedzieć rodzicom o potrzebie pójścia do psychologa?
  7. Witam wszystkich, Potrzebuję pomocy, jestem w bardzo złym stanie psychicznym. W październiku 2021 stwierdzono u mnie VPH (wirus papiloma humano/ brodawczak ludzki) i jestem zdruzgotana. Niczego nie rozumiem, nie potrafię sobie tego wytłumaczyć. Od 3,5 roku jestem w związku i nie zdradziłam chłopaka. Z tego co powiedzieli mi lekarze, od zarażenia do pojawienia się objawów mija od kilku tygodni do kilku miesięcy. Mam w głowie jedną wielką paranoje. Myślę o każdej imprezie, na której więcej wypiłam, gdzie mam jakieś luki w pamięci itp, ale takiej imprezy nie było od 2019 roku...chłopak mnie wspiera i mówi, że mi ufa i pewnie to jakaś stara infekcja, która się "obudziła" . Ja czuję się przez to jeszcze gorzej i myślę, że pewnie to wszystko moja wina a on jeszcze jest dla mnie taki pomocny i daje mi wsparcie. Nie biorę pod uwagę żeby on mógł mnie zaradzić, jakoś sobie tego nie wyobrażam. Boje się, że coś się wydarzyło na jakiejś imprezie bo wiem, że kiedyś (w 2018 roku miałam "ryzykowne" relacje. Wtedy jeszcze nie znałam mojego chłopaka, ale mam teraz wrażenie, że jak wtedy coś takiego zrobiłam to może się to powtórzyło i nawet o tym nie wiem. Z drugiej strony myślę, że to absurdalne, jak mogłabym nie pamiętać seksu z kimś jeśli nigdy u nikogo nie nocowałam, nie obudziłam się z nikim w łóżku ani nic w tym stylu. Myślę, że tego typu rzeczy się pamięta. Nie było sytuacji, w których mogłbym myśleć, że coś takiego się wydarzyło. Jedynie ten alkohol itp., który gdzieś tam był i sprawia, że myślę, że po prostu nie pamiętam. Moi znajomi twierdzą, że nigdy niczego głupiego nie zrobiłam. Nie wiem co myśleć, czuję się okropnie, mam wyrzuty sumienia,myślę, że jeśli coś złego zrobiłam to w takim razie nie umiem samej siebie kontrolować. Boje się też, że jestem w stanie zrobić coś złego w przyszłości. Nie wiem dlaczego mam ten lęk.
  8. Podejrzewam, że mogłem zostać wykorzystany seksualnie w wieku 14 lat, przez członka rodziny, po czym nastąpił mechanizm obronny wyparcia, gdyż mam wspomnienia tuż po, które właściwie potwierdzają że miało to miejsce, od tego czasu moje życie to banie się własnego cienia przez liczne zaburzenia psychiczne i zaniżoną samoocenę, czy w takiej sytuacji pomocy w odblokowaniu takiego wspomnienia by móc przepracować taką traumę można szukać u psychoterapeuty-seksuologa?
  9. Mam męża, bardzo go kocham mamy razem dziecko i w sumie wszystko było super do czasu kiedy nie zaczął się problem ze mną tak właśnie ze mną. Nagle poczułam chęć rozmowy z innym facetem co przerodziło sie w flirt. Nigdy się z nim nie spotkałam tylko pisaliśmy. Wtedy było tak inaczej czułam fascynację, ciągle powtarzał ze jestem piękną itp. Tak wiem że źle zrobiłam bo właściwie niczego mi w życiu nie brakuje. Mąż dowiedział się o wszystkim przeczytał wszystkie wiadomości więc wszystko wie. Nie jestem w stanie nawet sama sobie odpowiedzieć na pytania dlaczego to zrobiłam? Dlaczego skrzywdziłam tak dobrego człowieka? Czym on sobie na to wszystko zasłużył ? Będąc małą dziewczynką nie miałam lekko nie miałam akceptacji z strony ojca nie mówił mi że mnie kocha nie mówił że jest dumny nigdy nie powiedział że jestem jego oczkiem w głowie. Myślicie że to przez to szukam akceptacji w różnych facetach ?
  10. Cześć. Znalazłam to forum w wyszukiwarce, bo już sama nie wiem gdzie mam to wszystko napisać. W dzieciństwie byłam molestowana, wiedziałam to w sumie zawsze, ale wypierałam to z pamięci, co nie było trudne. Wiecznie jakieś wyjazdy, kolonie, nowe znajomosci, szkoła, pierwsze miłości, po prostu wybuch życia. Z wiekiem jednak ten fakt zaczął wracać coraz częściej. Myślę, że stąd wziął się przykładowo mój lękowy styl przywiązania, uczucie wiecznego niepokoju, podejrzliwość, niskie poczucie własnej wartości. Moje pierwsze związki partnerskie byly koszmarem. Później, już jako singielka, wpadłam w nadużywanie leków, jakichs substancji, nadużywałam krótki czas alkoholu, przygodny seks. Kiedy moje życie już się unormowalo (stała spokojna praca, wspanialy partner u boku) myśli o molestowaniu zaczęły mnie niemal prześladować. Nikt o tym nie wie. Osoba, która mi to robiła myśli, że nie pamiętam. Wszystkiego pamiętać nie mogę to fakt - podejrzewam, że zaczelo się to już od moich narodzin, a skończyło kiedy miałam około 5 lat. Pamietam dokładnie te sytuacje kiedy byłam właśnie w tym wieku przedszkolnym, jakby to było przed chwilą. Jakbym była tym małym dzieckiem i działo się to dosłownie przed chwilą. Pamietam dokładnie swoje myśli. W co byłam ubrana. Co leciało w telewizji. Co robili inni domownicy. Pamietam moje emocje, wiedziałam tylko, że się wstydzę, boję, nie rozumiem, nie chcę, ale nie wiem co robić? Udawałam, że śpię, kiedy chodziło o dotykanie. W innych wypadkach on zachęcał do dotykania jego penisa, pamietam, że wydawało mi sie to dziwne, brzydkie, niezachęcające. On chyba kiedy zrozumiał, że jestem już trochę większa, mogę zapamiętywać, wyrażać zdziwienie itp - przestał. Pewnie bał się, że to wyjdzie. Zniszczyl mi zycie, nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić, podejrzewam, ze to stad moje nastroje. Nie potrafię sie cieszyć, zawsze coś mi ciąży, zawsze się boję, zawsze uważam, że na coś nie zasługuję. Jestem bardzo wycofana w kontaktach społecznych, chociaż lubię rozmawiać, mam wiedzę na sporo tematów, interesuję się ciekawymi rzeczami, które ponoć dobrze mi wychodzą. On wyprowadził się jak miałam około 12 lat. Kontakty mieliśmy dobre. Nie myślałam o tym co się działo. Kiedy mialam dostać mieszkanie w spadku - zrobił tak, bym go nie dostała i ucial kontakt całkowicie. Pozbawił mnie wszystkiego po raz drugi. Oferowałam, że wynajmę to mieszkanie, po co mam płacić komuś? Oferowałam, że wyremontuję wszystko na swoj koszt. Nic. Jak to się laczy? W tej historii jest jeszcze wiele, ale nie będę o tym mówić. Po prostu uważam, że zniszczył mi psychikę, a to pokazało mi, że nie czuje się z tym nawet źle. Nie chce zadośćuczynić. Jest potworem, który odwrócił sie ode mnie, bo najpewniej zjadały go myśli o tym, co mi robił. Co robił temu biednemu dziecku. On jeszcze żyje, tak podejrzewam. Skonfrontować go? Nie mam na to siły. Powiedzieć o tym komukolwiek? Wstyd.
  11. Co byście doradzili osobie która nie ufa w sobie w 100%? Moim jedynym marzeniem jest bycie odważna. Co prawda osoby które mnie dobrze znają(mam na myśli przyjaciół) zazdrosza mi tego,że jestem odważna,chłopak mi mówi,że mam jakby dwie strony. Ja mam wrażenie,że się pogubiłam chciałabym byś aserwtywna,mówić głośno i wyraźnie swoje zdanie i się nie bać,że ktoś na mnie zaraz nakrzyczy. Mam wrażenie,że przez ojca taka jestem,jest mi bliski natomiast zawsze czułam,że mnie ciągnie w dół.Niby zawsze chce aby było dobrze,wysłuchuje mnie mówi,że okej dobrze,że masz swoje zdanie,pasje.Natomiast potem wychodzi,że to wszystko co powiedziałam obraca przeciwko mnie.Strasznie manipuluje,jest strasznie toksyczna osoba,nie mam z nim kontaktu. Boli mnie to,że przez niego w szczególności moja siostra przestała się uśmiechać,jest strasznie nieśmiała. Tak samo mama boi się od niego uwolnić,jest strasznie ciecha,niepewna siebie. Szczerze mam wrażenie,że aż ja za to trochę znienawidzialam.Nie wiem co mam już o tym wszystkim myśleć.....
  12. Czy czasami zastanawiasz się nad tym co myślisz na swój temat, jak mówisz do siebie w myślach lub werbalnie, „jak żyjesz ze sobą”. To w jaki sposób mówisz o sobie innym lub w wewnętrznym dialogu, to jak myślisz o sobie w osobistej introspekcji i to w jaki sposób żyjesz w codzienności może dać Ci ważną informację na temat tego, czy żyjesz w przyjaźni ze sobą. Ktoś może być zaskoczony tym zagadnieniem, ponieważ zazwyczaj ludzie przyjaźnią się z innymi, jednak z psychologicznego i psychoterapeutycznego punktu widzenia, to w jakiej relacji jesteś ze swoim wewnętrznym „ja” ma ogromne znaczenie w przebiegu chorób psychicznych, stanów emocjonalnych i innych problemów ze zdrowiem lub osobistych. Warto zatem zatrzymać się na chwilę i spróbować zaobserwować, zastanowić się w pierwszej kolejności nad tym co myślę na swój temat? Jakie mam zdanie o sobie? Czy lubię siebie? Czy spędzanie czasu tylko ze sobą jest przyjemne? Te pytania są bardzo istotne, ponieważ to co myślisz na swój temat ma ogromne znaczenie w funkcjonowaniu codziennym oraz w relacjach z innymi. Pomyśl zatem przez chwilę, czy jesteś dla siebie życzliwy/a, miła/y, czy doceniasz siebie, chwalisz, dodajesz samodzielnie otuchy. Gdy pojawiają się kłopoty lub trudności, zazwyczaj wolisz negować siebie, oceniać negatywnie, czuć winę? Dobrze jest sprawdzić, których cech tworzysz więcej w swoim obrazie osobowości. Może dominują raczej te, które umniejszają Twoją wartość, zalety, zasoby, umiejętności lub wręcz przeciwnie może jesteś zdecydowana/y, że to czego dokonujesz w życiu jest wartościowe i dobre? Z całą pewnością jeżeli chcesz nawiązać zdrową, dobrą i właściwą przyjaźń czyli relację ze sobą, pomocne będą zdecydowanie wszystkie myśli wspierające, budujące, dodające siły, podwyższające wiarę w siebie i swoje możliwości. Pozytywne myśli które tworzysz na swój temat są jakby taką skarbnicą siły i mocy, w przyszłości będzie można je wykorzystać w sytuacjach, które nie zawsze układają się w życiu tak jak zaplanujesz. Wtedy możesz sięgnąć to „kuferka” zebranych w myślach pozytywnie zbudowanych zasobów na swój temat i samodzielnie w bliskiej przyjaźni ze sobą wesprzeć się i znaleźć rozwiązania sytuacji problemowej. Natomiast jeżeli „kuferek” jest pusty lub wypełniony przeważnie negacją Twojej osoby, to gdy pojawią się problemy życiowe, Twój stan może się nawet pogłębić w kierunku negatywnym, ponieważ nie będzie dodatkowych możliwości by się wzmocnić poprzez dobre myślenie na swój temat czyli nadzieję i wiarę w to, że masz w sobie możliwości do poradzenia sobie z tym co Cię spotyka. Drugą bardzo ważna kwestią jest to w jaki sposób mówisz do siebie w myślach, jak mówisz o sobie innym, w ich towarzystwie. Jeżeli bywa, iż nie zawsze używasz kojących, miłych, przyjaznych słów w stosunku do siebie - nie jest to oznaką zawiązania przyjaźni ze sobą. Mówienie w myślach często zdarza się w sytuacji gdy jesteś sam/a ze sobą. Zastanawiasz się nad pewną sytuacją lub doświadczeniem. Sprawdź, zauważ jak wtedy słownie odnosisz się do siebie, co mówisz? Czy na przykład jest to dialog pod tytułem „zaneguj siebie”: źle, niewłaściwie, niewystarczająco, czyli wszystko na nie. Być może przeważa dialog „wesprzyj siebie” czyli jest właściwie, dobrze, wystarczająco, okej. To w jaki sposób mówisz do siebie w myślach kreuje Twój stosunek do siebie i będzie miało wpływ na to co wydarza się w życiu. Analogicznie tak jak w procesie tworzenia myśli, słowa mają wielką moc urzeczywistniania. To znaczy, że bardzo istotne jest, by mówić do siebie i o sobie w dobry, spokojny, przyjazny, troskliwy sposób. Forma wewnętrznego dialogu ze sobą dodaje w sytuacjach wyzwań i niespodziewanych zdarzeń adekwatnie siły do wytrwania w trudzie, bądź osłabia dodatkowo układ nerwowy, zaburza spokój i równowagę, gdy zwroty są nieprzyjemne, nieprzyjazne. Możesz zadać sobie dzisiaj pytanie w jaki sposób od tej pory wolisz odnosić się do siebie w myślach oraz słowach? Czy chcesz budować siłę i dobrą energię w sobie na przyszłość by móc pewnie stawić czoła zewnętrznemu biegowi życia? Czy chcesz zaprzyjaźnić się ze sobą, by w momencie zwątpienia, trudności i problemów bardziej wierzyć w siebie mieć nadzieję i siłę, determinację do sprostania wyzwaniom? Jeżeli tak, to warto rozpocząć wewnętrzną pracę nad sobą w budowaniu i zawieraniu przyjaźni z osobą, która zawsze będzie Ci najbliższą i jedyną, bez której Twoje życie jest niemożliwe. A tą osobą jesteś Ty. Zachęcam do przyjacielskiej relacji ze swoim „ja”. Taka przyjaźń jest trwała, uczciwa, stabilna i niezmienna, na zawsze.
  13. Witam. Jakiś czas temu pisałam o trudnych przejściach z mężem (przechodził załamanie nerwowe) . Mija prawie rok, mam wrażenie, że jest z nim już dobrze. Obawiam się, że tamte przejścia spowodowały, że... Gorzej jest poprostu ze mną... Od tamtej pory nie wiem co się dzieje. Mam zmiany nastroju, po kątach płaczę, często się denerwuje , wręcz wybucham. Problemy z pamięcią, brak koncentracji. Myśli samobójcze również były, mam 2 cudownych dzieci i dla nich o siebie próbuje walczyć. Gdyby nie dzieci to bym w ogóle z łóżka nie wstała. Jestem na tabletkach uspokajających... Mąż jest człowiekiem specyficznym. Doprowadza odkąd pamiętam do kłótni, nie potrafi wyciągnąć ręki żeby przeprosić. Często "karze" mnie ciszą. Ja go wysłuchuje, zawsze wspieram. Od pewnego czasu chcialam się wziąć za siebie . Robię kursy z ksiegowosci . Cieszę się z tego, ale dzieląc się tym szczęściem z mężem słyszę jedynie- a nie rozumiem tego. Też potrzebowałabym takiej rozmowy podnoszącej na duchu, chociaż by glupie "jestem z ciebie dumny" , "ale w domu czystko". Zdążyło się , że powiedział do mnie , że jeśli mi się nie podoba to mam wypierdalać. Nie raz po alkoholu się ze mnie nabijał do znajomych, a gdy zwróciłam się do niego , żeby tak nie robił to się obrazil i czekał, aż do niego pierwsza podejdę.. On nie jest złym człowiekiem, zawsze go bronie. Mam wrażenie, że to ze mną jest coś nie tak. Moja samoocena jest poniżej krytyki, z mało jakich rzeczy potrafię się cieszyć. Dom, dzieci , ogrod - wszystko na mojej głowie. Mąż pracuje za granicą 3 tygodnie na 3 tygodnie, ja pracuje na 1/5 etatu a od września chce pójść do innej pracy (mam dwójkę dzieci, w tym jedno małe). Gdy wraca do domu to nie robi nic. Ja go rozumiem , bo ma też prawo odpocząć. Nie wiem już co o tym wszystkim myśleć, chciałabym żeby było dobrze , nawet pisząc to to płaczę. Mam wrażenie, że jestem złą matką, złą żoną... Daje z siebie 200% , ale i tak to za mało... a najgorsze , że moje samopoczucie i problemy jakie w sobie widzę się chyba coraz bardziej pogłębiają... Z porady specjalistycznej nie chce korzystać, wstydzę się. Wstydzę się też z kimś o tym porozmawiać. Nie daje po sobie poznać , że jest coś ze mną nie tak. Uśmiecham się - ale ile dam radę tą maskę nakładać? Mam nadzieję, że trafie na forum na kogoś, kto może przechodził taki okres i podpowie mi co robić. Anonimowo łatwiej...
  14. Witam i cześć, Mam 23lata i jestem samotną mamą. Od dłuższego czasu (ok 2lat) obserwuję u siebie pogorszenie zdrowia psychicznego. Jestem apatyczna, bardzo nerwowa, ciągle zmęczona, nie chętna do podejmowania jakichkolwiek działań, odczuwam coraz większy lęk przed wykonywaniem nowych czynności, nie potrafię się odnaleźć w żadnej pracy, po prostu czuje się do niczego. Zauważyłam, że coraz częściej również jestem osłabiona co objawia się częstymi infekcjami i przeziębieniami (wcześniej chora byłam raz na rok). Nie radzę sobie z nerwami, przy najmniejszym stresie wpadam w panikę i zaczynam płakać. Zaczęłam zbyt długo spać a mimo to wstaje zmęczona i nie wyspana. Łatwo wyprowadzić mnie z równowagi. Zmienialam pracę szukając problemu w miejscu pracy niestety z każdą zmiana było gorzej. Od około roku mam również problemy z odczuwaniem doznań intymnych. Badania ginekologiczne nie wykazały żadnych zmień w organizmie. Mam córkę (5l.) i jestem sama. Odcięłam się mimowolnie od większości znajomych i ciężko mi nawiązać nowe znajomości czy wrócić do tych starych. Nie umiem znaleźć przyczyny mojego samopoczucia, które z dnia na dzień jest gorsze. Boje się pójść do psychologa/psychiatry bo nie wiem czy umiałabym to wszystko powiedzieć. Staram się regularnie ćwiczyć i wychodzić z domu. Zastanawiam się czy to wypalenie (ponieważ od zawsze pracuje w handlu) czy to depresja? Czy dobrym pomysłem była by zmiana pracy na taką, gdzie nie musiałabym pracować z klientem? Jakie metody mogę zastosować aby sobie pomóc?
  15. Mam 34 l., jestem DDA, mieszkam niestety właśnie z despotyczną, wywierającą na mnie nacisk matką. Od lat zdarza się jej próbować mną manipulować i mnie obrażać. Wykorzystuje do tego fakt że u niej mieszkam z braku pracy ( nie moge wynajac mieszkania bo się boje,jestem schizofreniczką, nie wierze że mi się uda, że będzie dobrze, nie mam pracy). Często mówi wywyzszajacym sie tonem, przekonuje mnie do swoich racji manipulacją, emocjonalną grą, poniżaniem mnie. Reaguje rezygnowaniem ze swoich praw i godności, godnego traktowania mnie. Reaguje też tłumieniem wszystkiego w sobie, przemilczeniem, a potem cierpieniem że tak mnie traktuje. Modlę się też żeby Bóg mi pomógł bo jest mi już zbyt ciężko. Boję się przeprowadzać bo wydaje mi sie ze trafie na oszusta( kilka razy trafiłam, nie słuchałam intuicji która mnie ostrzegała). Mam bardzo traumatyczne doświadczenia najmów. Co robić? Proszę o radę psychologa jak stawiać skutecznie granice nie musząc się przeprowadzać( przegrywać) i w ogóle co robić w takiej sytuacji.
  16. Żeby spełnić formalności: Jestem mężczyzną w wieku 25 lat i nie potrafię sobie poradzić z silnymi emocjami i problemami, które są przede mną stawiane... Moja partnerka (a może bardziej osoba, z którą się kiedyś przyjaźniłem, a teraz spotykam) boryka się z problemem zaniżonej samooceny i korzysta w tym z pomocy drugiego już psychologa. Około 10 lat temu zdiagnozowano u niej zaburzenia więzi. Obecnie mamy po około 25 lat, ona studiuje medycynę i jest najmądrzejszą osobą jaką znam, regularnie ćwiczy na siłowni i ma świetną figurę, jest ładna i stylowo się ubiera - często słyszy komplementy od płci przeciwnej, jest też bardzo zaradna i ma dość dużo znajomych. Skąd więc problemy z niską samooceną? Ona twierdzi, że przeze mnie. Chociaż staram się zawsze podkreślać jej niezbywalne atuty, to czasem jednak mam potrzebę przekazania jakby nie patrzeć niemiłej informacji o jej zachowaniach... Powiedzmy sobie wprost, mowa tutaj o zachowaniach uznawanych przeze mnie za toksyczne i obrzydliwe i nazywam je po imieniu, bo sam muszę przez nie korzystać z pomocy psychologicznej i nie sądzę, żeby można było je tolerować. Usłyszałem też, że za bardzo próbuję ją zmienić i nie daję poczucia akceptacji. To oczywiście nie było moim celem, bo ona mi poczucie akceptacji dawała... Tzn. do momentu aż celowo postanowiła mi je zabrać, żeby mnie ukarać - co może posłużyć jako wprowadzający przykład toksycznego według mnie zachowania. Może podam takich przykładów więcej: 1. Czasami ze swoim kolegą, który podobnie jak ona, gardzi "katolami" wyśmiewali moją byłą dziewczynę tegoż właśnie wyznania, aż doszli do momentu obrażania moich uczuć religijnych. Akurat wtedy jeszcze przejmowała się tym co mam do powiedzenia i przeprosiła za to, ale później sytuacja z wyśmiewaniem mojej ex powtarzała się. Według mnie jest to zachowanie płytkie, jakaś marna próba dowartościowania się czyimś kosztem i nazwałem to po prostu małostkowym. 2. Przed jej przyjazdem do mnie przygotowałem swój komputer (instalując próbny pakiet Office), żeby mogła zrobić coś na uczelnie i nie tachać swojego. Pożyczyłem go jej, a ja przygotowywałem nam w tym czasie obiad. Kiedy skończyła poinformowała mnie, że przeglądała moje prywatne wiadomości z byłą dziewczyną. Nie spodobało mi się to, ale nie miałem tam nic do ukrycia, więc nie robiłem z tego wielkiego problemu. Niestety, w kolejnych dniach ciągle kierowane były w moją stronę pretensje o to, że np. wysyłam partnerce te same zdjęcia, co ex (i to chodzi o zdjęcia jedzenia...). Sprecyzujmy, moja poprzednia relacja została zamknięta, mieszkamy daleko od siebie i nie widzieliśmy się ani razu odkąd jestem w nowej relacji, a kontakt mamy sporadyczny, a poruszane tematy to jedzenie, filmy i seriale. Zaczęło mnie to bardzo drażnić, bo w ogóle nie miała prawa przeglądać tych wiadomości bez mojej wiedzy ani zgody, a jeszcze rościła sobie na tej bazie jakieś pretensje. Kiedy zażądałem, żeby pokazała mi swoje wiadomości z jej byłym chłopakiem to niby pozwoliła, ale nie dała mi telefonu do ręki, a kiedy chciałem wejść w multimedia to go zabrała. No ja oczekiwałem raczej takiej samej dowolności w przeglądaniu treści jakie ona sobie dała, co powiedziałem wprost, a ona odmówiła. Od tego momentu absolutnie nie miałem ochoty słychać o żadnych ex i reagowałem złością kiedy wpychała w nasze rozmowy takie wątki. 3. W trakcie świąt kiedy miałem więcej czasu odkryłem, że partnerka, korzystając z okazji z pkt 2, korzystając z mojego laptopa usunęła moje wszystkie e-maile do i od niej, które były dla mnie bardzo ważne (były tam wyznania miłosne, chęć zmiany szkodliwych zachowań, otwartość na dialog i kompromisowość). Bardzo mnie to zdenerwowało, ale temat poruszyłem dopiero po świętach (nie spędzaliśmy ich razem, bo miała mnie zaprosić czego nie zrobiła, ani nie skorzystała z mojego zaproszenia), żeby nam ich nie psuć. Partnerka nie dość, że miała mi za złe, że unikałem rozmowy to jeszcze jawnie odmówiła przeproszenia za usunięcie moich wiadomości, bo uznała, że miała takie prawo, bo to były wiadomości z nią, bo kiedyś poprosiłem, żeby nie czytała wiadomości, które są dla niej raniące (dołowała się tym nie wiadomo po co), czym dałem jej przyzwolenie usunięcie ich na zawsze. No przykry absurd po prostu... 4. Ostatnio spotkała się ze swoją koleżanką (która jest bi, ale po 10-letnim związku z facetem) z liceum i poszły sobie potańczyć. Trochę ze sobą pisaliśmy i ona zaczęła się pytać czy może pocałować swoją koleżankę, a ja zacząłem się pytać dlaczego chce tak zrobić itd, nie dając na to żadnej odpowiedzi. Było już późno, więc się położyłem, a kiedy zadzwoniła powiedziała, że ją pocałowała i było super i w ogóle dziewczyny całują lepiej od chłopców. Doskonale wiedziałem, że to jej sposób flirtu i raczej nie miałem nic przeciwko temu pocałunku, o ile faktycznie taki miał miejsce. Następnego dnia dopytałem o szczegóły i dowiedziałem się, że właśnie jedzie do tej koleżanki, żeby zjadły razem śniadanie i spędziły wspólnie poranek. Wydało mi się to już trochę dziwne, no ale okej. Niestety później sprawiała wrażenie zakochanej w niej, opowiadała jak przytulały się i patrzyły na siebie w milczeniu, mówiła, że podobała jej się już w liceum, że ona odwzajemniła jej pocałunek i później zaczęła ją sama całować z językiem i na drugi dzień, kiedy były już trzeźwe to również, przypomniała, że od dłuższego czasu zastanawiała się czy nie jest BI, bo podobają jej się dziewczyny, tylko nie wiedziała czy potrafiłaby z taką być. Czarę goryczy przelała rozmowa, która wywiązała się po informacji, że ów koleżanka zaprosiła ją do siebie na weekend (mieszka w innym mieście), a ona zaczęła ją zachwalać, że całowała ją przy wszystkich, nie wstydziła się jej itd, na co ja odpowiadałem, że przecież ja też ją chciałem tak całować i również się jej nie wstydziłem (tylko niektórych sytuacji) i po mojej wiadomości "Czujesz, że masz wartość, bo przelizałaś się z koleżanką na imprezie?", która miała wyrazić moje oburzenie i niezrozumienie zaistniałej sytuacji otrzymałem, cytuję "Ja pierdole", "I znów zaczynasz", "Chcesz mi zniszczyć samoocenę", "Znów mnie atakujesz". Takich i podobnych zachowań można tutaj wymieniać dziesiątkami - potrafi zatajać prawdę, aż do momentu kiedy może jej użyć, żebym wyszedł na tego złego; bardzo często doszukuje się u mnie złych intencji; projektuje swoje obawy i schematy zachowań na mnie... Staram się to wszystko tolerować, cierpliwie tłumaczyć, ale naprawdę czasami rzucę niemiłym komentarzem albo przytykiem na temat jej przywary, co do której nie chce się nawet przyznać. Biorę pod uwagę, że ma pewne zaburzenia i nalegałem na wspólną wizytę u specjalisty, żebym po prostu wiedział nad czym możemy pracować, a co pozostaje zaakceptować, ale pomimo jej wcześniejszych chęci zaczęła mnie zbywać wymówkami. Próbując sięgnąć pamięcią do początku tego wszystkiego, dochodzę do wniosku, że ja chyba po prostu przyjąłem jej sposób przekazywania informacji, tj. tak jak coś czuję tak z siebie wyrzucam, bez zbytniego filtrowania, bez patrzenia czy może to być krzywdzące dla drugiej osoby. Właściwie myślałem, że właśnie o to jej chodzi, bo według niej związek powinien być spontaniczny, pełny emocji, "vibrant", a nigdy nie chciała porozmawiać na temat jej sposobu komunikacji wprost. Przez jej częste pytania "jesteś na mnie zły?" zacząłem odnosić wrażenie, że ona chce sprawić, żebym taki był, co miało być swoistą "grą wstępną". Niestety okazało się, że ona nie radzi sobie z tak przekazywanymi informacjami, bardzo bierze to wszystko do siebie (ale wtedy dlaczego zasypywała tym od dłuższego czasu mnie?), no i dowiedziałem się, że "rujnuję jej samoocenę". Ja zauważam, że coś tutaj jest nie tak, że ona powinna mieć po prostu poczucie własnej wartości, które nie będzie zachwiane przez jakiś żart, komentarz czy nawet uzasadnioną krytykę, a ona jakoś tak próżnie oczekuje atencji, komplementów i łechtania ego przez otoczenie, a jak coś/ktoś nie spełnia takiej funkcji, to jest to atak. Nie wydaje mi się też, żeby osoba z zaniżoną samooceną mogła zachowywać się w tak zuchwały sposób i z automatu odrzucać zdanie drugiej osoby, może to po prostu jakieś zachwiania? Zupełnie nie wiem jak sobie z tym poradzić, proszę o pomoc
  17. Hej wszystkim, Nie umiem opisywać problemów jakie doskwierają mi w życiu. Tylko gdy siedzę sam w swojej głowie jestem w stanie spokojnie o nich rozmawiać (sam ze sobą). Ogromny trud sprawia mi przedstawianie jakichkolwiek spraw i historii dziejących się w mojej głowie - jakby znikały gdy o nich opowiadam. Chodzę do psychologa i psychiatry, ale często wychodzę niezadowolony - bo nie mogłem sobie poradzić z powiedzeniem wszystkiego i przedstawieniem tego tak jak jest to w mojej głowie. Nauczyciele i rodzice zaczynają zauważać, że moje myśli i wątki szybko się urywają. Sądzą, że moje wypowiedzi są nielogiczne - sam mam problem z logiką. Zaczyna mnie to denerwować. Dodatkowo nieustannie odczuwam potrzebę doszukiwania się jakiś chorób psychicznych u siebie i cieszę gdy ich charakterystyczne objawy są podobne do moich. Później naśladuje te objawy w swoim codziennym funkcjonowaniu. Czy jest to jakiegoś rodzaju choroba, zaburzenie? Proszę o pomoc.
  18. Jakoś "funkcjonuje" o ile można to tak nazwać.... bo z domu wychodzę jedynie do pracy(której mam już dość, bo pierwsza lepsza osoba "zabrana" z ulicy może ją wykonywać) + jakieś tam obowiązki(zakupy, wizyta u lekarza itd). Ja już mam tego wszystkiego dość i naprawdę nie wiem od czego zacząć żeby przerwać ciąg powtarzających się zdarzeń. Praca - dom . praca- dom -> pc > konsola i tak w kółko. Każda sfera mojego życia jest na zerowym poziomie. Stałem się bardziej nerwowy, więcej rzeczy mnie drażni(w szczególności dyskusje na poziomie podstawówki osób z którymi muszę pracować -> pracuję jako operator produkcji z 0 możliwością na zmianę stanowiska) + nabawiłem się IBS czasami mam takie "ataki" że szukam jakiejkolwiek opcji żeby zostać w domu i nie iść do pracy. Najlepsze jest to,że osoby z gorszym wykształceniem zajmują lepsze stanowiska....... Nie wysyłam nigdzie CV bo mam 0 doświadczenie(teraz 2.5 roku jako operator produkcji... to mogę sobie wpisać w CV) i przerwane studia w CV -> zrezygnowałem na 3 roku, bo nie wyrabiałem już psychicznie + wpadłem w wielki "dołek" po rozstaniu z dziewczyną(było to 4 lata temu) o powrocie na studia nawet nie myślę głównie przez zbyt duża ilość materiału do nadrobienia i dodatkowych przedmiotów(zresztą kierunek, który wybrałem był nie trafiony) + rok wyjęty życia i tak po tym wszystkim wylądowałem w pracy na produkcji jako zwykły robol i żeby zarobić 2500 zł na rękę muszę przepracować 1 weekend -> sam nie wiem czy to dużo czy mało, bo mam 0 porównanie z innymi pracami -> nie licząc jakiś tam śmieciówek z poprzednich lat typu pomocnik magazyniera albo pracownik ochrony(nie wpisuję tego do CV bo pracowałem krótko ok 2-3 tygodnie). Ciężko mi dostrzec jakieś pozytywne cechy charakteru.Może, to że kiedyś lubiłem pomagać innym tak bezinteresownie(dużo osób, to wykorzystało).Nie wiem co mam napisać naprawdę.... Kiedyś interesowałem się motoryzacją -> bardzo lubiłem oglądać programy o budowaniu motocykli, z uśmiechem na twarzy oglądałem serial "Synowie Anarchii" i kiedyś nawet marzyłem o motocyklu....Co chciałbym osiągnąć? chciałbym w końcu zacząć żyć tak jak inni..... mieć grupę znajomych z którymi mógłbym wyskoczyć w weekend do pubu, zajmować lepsze stanowisko w pracy mieć wreszcie jakiś szacunek innych, a nie być pośmiewiskiem tak jak zawsze... nie wiem... mam za dużą pustkę w głowie i zbyt duży mętlik żeby wszystko sobie poukładać i nie przekładać niczego na później tylko coś zmienić.. Nie tak miało to wszystko wyglądać zresztą kiedyś mówiłem, że nigdy nie będę pracować na produkcji...... Teraz mam 27 lat jestem samotny, mieszkam z rodzicami(staram się im pomagać bo są już w podeszłym wieku) i mogę określić się mianem nieudacznika i życiowego zera z zerową perspektywą na jakąkolwiek zmianę. Wszystko i wszyscy poszli/idą do przodu...... a u mnie jest tak samo i mam tego dość........
  19. Wiadomo z wiedzy psychologicznej i psychoterapeutycznej, że poczucie własnej wartości kształtuje się już we wczesnych fazach okresu dzieciństwa, aż do okresu dorastania, adolescencji. Jest potwierdzone w ogromnej liczbie badań i poprzez tysiące klientów gabinetów terapeutycznych, że to w jaki sposób przebiegał proces wychowawczy ma ogromny wpływ na poczucie siebie i tego co o sobie myślimy. Każdy człowiek pochodzi z zupełnie innego miejsca na ziemi, ma całkowicie odmienną swoją własną historię osobistą i doświadczenia z rodziny pochodzenia. Wobec tego poziom poczucia własnej wartości zależy indywidualnie od tych zmiennych. Warto zatem czasami zastanowić się nad tym, jak to było u Ciebie? To w jaki sposób wychowywałeś się ma wpływ na Twoją aktualną samoocenę. Jeżeli w domu rodzinnym zdarzyło się, że oboje rodzice wspierali Ciebie, motywowali, odnosili dobrze, życzliwie z troską, miłością i najlepszymi uczuciami, to Twoje zdanie na swój temat będzie prawidłowe i zdrowe. Będziesz czuł się w pełni wartościową osobą i realizował się w życiu na wybranych, wymarzonych obszarach zarówno zawodowych, osobistych jak i indywidualnych. Jeżeli jednak z różnych powodów nie w pełni w miejscu Twojego zamieszkania był wspierany rozwój pozytywnie, to Twoje poczucie o sobie będzie adekwatne do tego, czego doświadczyłeś. Jeżeli czujesz czasami, że może nie jesteś dość „jakiś”, to moment na zatrzymanie i zapytanie siebie co tak naprawdę sądzisz o sobie? Spróbuj najpierw wypisać wszystko co przychodzi Ci na myśl, gdy zadajesz sobie to pytanie – co sądzisz o sobie? Wypisz wszystko, lub przemyśl. To bardzo ważna praca wewnętrzna, ponieważ to jak spoglądasz na siebie każdego dnia będzie odzwierciedleniem wszystkich jakości w życiu. Teraz gdy już pomyślisz o sobie, spróbuj przywołać w pamięci to, w jaki sposób mówiono lub zwracano się do Ciebie we wcześniejszych fazach życia. Jaki wzorzec i przykład oceny na Twój temat został Ci przekazany? Może nie zawsze był przyjemny. Jeżeli tak się zdarzyło, to miej to na uwadze, ponieważ prawdopodobnie Ty też czasami nie myślisz przyjaźnie na swój temat. Nie chodzi tutaj teraz o to, by oceniać przeszłość i jej doświadczenia, nie. Raczej ważne jest, by uświadomić sobie w jaki sposób powstały aktualne wzorce i ukształtowały konkretną samoocenę. Jeżeli zatem czujesz, że nie zawsze myślisz o sobie w sposób wartościowy, może czasami zapominasz zadbać o siebie, poklepać się samodzielnie po ramieniu, powiedzieć sobie miłe słowo, zrobić sobie przyjemność, spędzić miło czas ze sobą, to moment, by zacząć wprowadzać nowe zasady by wzmocnić samoocenę. Przecież również Ty jeżeli nie słyszałeś lub nadal nie słyszysz zbyt często wspierających słów, których pragniesz, możesz je mówić sobie w myślach lub werbalnie za pomocą słów. Jeżeli aktualnie lub w przeszłości nie mogłeś skorzystać ze wsparcia danej osoby, spróbuj wesprzeć siebie, powiedz sobie miłe słowo, zaplanuj sobie jakąś indywidualną przyjemność. Na to w jaki sposób odnosili lub odnoszą się do Ciebie inni ludzie nie masz wpływu, natomiast to jak Ty traktujesz i zwracasz się do siebie to już Twoje zadanie. Spróbuj częściej myśleć dobrze o sobie i zobaczysz jak wielkie efekty w Twoim samopoczuciu i nastawieniu zmieni ten sposób myślenia, zadbaj o siebie, życzliwiej się do siebie odnoś. Jest udowodnione naukowo, iż to w jaki sposób myślimy o sobie wpływa na wszystkie komórki ciała człowieka i na jego organizm tworząc w ten sposób specyficzne jednostki chorobowe czyli tak zwane choroby psychosomatyczne. Dlatego tak ważne jest dla zdrowia i życia każdej istoty, by każdego dnia poświęcić jakąś część czasu na dobre, przyjazne i kojące myśli i zachowania w stosunku do siebie.
  20. Czy zastanawiałeś/łaś się kiedyś z jakiego powodu wybrałeś tą pracę, czy ten zawód który aktualnie wykonujesz, lub w przeszłości wykonywałeś? Przecież to wcale nie jest takie jasne, dlaczego jedne osoby pracują w danej branży, a inne są specjalistami w wybranych dziedzinach, niektórzy pracują samodzielnie, większość w grupach. Udowodniono, że na wybór pracy zawodowej ma wpływ indywidualne poczucie własnej wartości. Co to oznacza? Mianowicie, jeżeli uważasz siebie za osobę o niższej wartości niż na przykład inny kandydat na dane stanowisko które aplikujesz to prawdopodobieństwo, że ten kandydat przejdzie pozytywnie procedurę, a nie Ty jest o wiele większe. Dlatego warto na chwilę się zastanowić nad tym, co tak naprawdę sądzisz na swój temat i za jaką osobę się uważasz. Gdyby dokonać klasycznego ćwiczenia i miałbyś na skali od 0 do 10 umiejscowić swoje zdanie o sobie to jakie ono jest? Zakładając że 0 to bardzo niskie poczucie własnej wartości, a 10 to bardzo wysokie. Wiele osób nawet nie próbuje składać CV, czy listu motywacyjnego do wybranych, wymarzonych miejsc pracy, ponieważ już na wstępie zakładają w swoich myślach, że z pewnością się im nie powiedzie. I tutaj wtedy zaczynają się uzasadnienia swoich myśli typu : „na pewno jestem niewystarczający, niewłaściwy, przecież nie spełnię wymagań i tak się nie uda, mam za niskie kwalifikacje, nie jestem dobry w tym, czy w tamtym” często są to usłyszane słowa na sesjach terapeutycznych. Wobec tego upragniona i satysfakcjonująca praca dla osób myślących w ten sposób raczej się oddala niż przybliża w swej realizacji. Co więcej, jeżeli jednak już osoba jednak mimo niskiego poczucia własnej wartości złoży swoją aplikację, ponieważ ktoś z rodziny lub z bliskich ją namówi, to wtedy powstaje kolejny kłopot. Gdy następuje rozmowa kwalifikacyjna i przychodzi najważniejszy moment, by się zaprezentować, to poczucie własnej wartości odgrywa kluczową rolę. Podczas takich wstępnych rozmów przedstawiciel danej placówki przede wszystkim bierze pod uwagę pewność siebie i sposób myślenia o sobie danego kandydata. Wie bowiem, że osoby, które „wierzą w siebie” i mają zdrowe spojrzenie na swoją wartość jako osoby będą dobrymi pracownikami, szczególnie w liczniejszych zakładach. Z całą pewnością zatem i jest też to już zbadane przez doświadczenie ludzkie, iż kandydat z adekwatnym pozytywnym myśleniem na swój temat zdobędzie upragnione stanowisko. Wobec tego, jeżeli zależy Ci na zmianie pracy, zawodu, miejsca wykonywania itp. a czujesz, że może nie zawsze myślisz i mówisz o sobie dobrze, to może czas, by się tym zając w wewnętrznej pracy nad sobą. Spróbuj poświęcić chwilę czasu na wykonanie bardzo prostego zadania: wypisz swoje zasoby. Zasoby, czyli to co Ty jako indywidualna, całkowicie wyjątkowa i unikatowa jednostka posiadasz w sobie, co zostało wykształcone w toku edukacji, rozwoju, doświadczenia życiowego. To są na przykład Twoje umiejętności, zdolności, pasje, coś co tylko Ty potrafisz zrobić, za co cenią Ciebie inni ludzie. Są to dalej Twoje cechy osobowe, czyli to jaki/jaka jesteś. Zastanów się prze chwilę, które z cech temperamentu mogą być wartościowe w danym zawodzie, tylko takie które posiadasz Ty, a nikt inny. Kolejna kwestia istotna to to jaką jesteś osobą personalnie. Czyli jak wyglądasz, jaką odzież nosisz, jak się wypowiadasz, to wszystko jest zarezerwowane tylko dla jednej osoby i to stanowi punkt wyboru przez przyszłych pracodawców. Są też osoby, które wybierają samodzielne prowadzenie firm, działalności, jeżeli Ty też masz takie pragnienia, pomyśl o sobie, jakie konkretnie masz możliwości indywidualne i osobowe do tego by móc w ten sposób pracować. Czy jest to zaangażowanie, odpowiedzialność, pracowitość, punktualność, uczciwość, rzetelność, życzliwość, przyjazne nastawienie. W każdym miejscu pracy są istotne inne zmienne. Dzięki uważnemu przyjrzeniu się sobie, swojemu potencjałowi i temu co jest Twoją mocną stroną możesz spełniać swoje marzenia odnośnie wyboru ścieżki zawodowej. Osoby które mają niskie poczucie wartości z reguły prawie nigdy nie zmieniają miejsc pracy, mimo iż są niezadowolone, godzą się na dane warunki. A przecież wszystko jest możliwe jeżeli tylko się czegoś bardzo pragnie i wykaże wysiłek w zdobyciu tego. Wybór należy do każdego indywidualnie i decyzja, czy to już czas na zmianę nawyków zawodowych oraz szczególnie na to, by popracować nad podniesieniem poczucia własnej wartości z liczby 3 do liczby 8. I zawsze pamiętaj, że jesteś kimś wyjątkowym i wszystko o czym marzysz może się spełnić. Jeżeli nie zawsze wiesz jak samodzielnie tego dokonać, skorzystaj z ukierunkowania przez specjalistę psychologa, psychoterapeuty.
  21. Wiele badań dotyczących relacji partnerskich oraz doświadczenie w klinicznej psychologicznej pracy zawodowej pokazuje, iż to w jaki sposób myślimy o sobie odzwierciedla jakość naszych relacji z innymi, szczególnie w przypadku związków partnerskich. Jak to się dzieje? Wielokrotnie społecznie używa się stwierdzenia, że przeciwieństwa się przyciągają. Na ogół w gabinetach terapeutycznych obserwuje się, że ludzie raczej dobierają się na zasadzie znanego już słowa „odbicia lustrzanego” Co to znaczy? Jeżeli jesteś osobą o niskim poczuciu własnej wartości, jakby przyciągasz do siebie osobę o prawie identycznym zdaniu na swój temat. Tak podają rzetelne i fachowe statystyki oraz doświadczenie kliniczne. Jak to się ma do rzeczywistości. Obydwie osoby czują się ze sobą dobrze w zbliżonym poczuciu mniemania na swój temat, dlatego od początku zawierają związek, znajomość, relację. Rzadko bardzo się zdarza, by osoby o skrajnym poczuciu własnej wartości były w stanie wejść razem w związek. Czyli osoba, która uważa siebie za mało wartościową prawdopodobnie nigdy nie zwiąże się z tą która uważa siebie za bardzo wartościową osobę. Przecież żadna z tych osób nie chce być wzajemnym „ciężarem” dla siebie, ponieważ to co myślimy na swój temat przekłada się na jakość i długość danej relacji. Nie jest celem bycia w związku to, by osoba „dowartościowana” miała wspierać przez większość czasu tą, która jest „niedowartościowana”. Wtedy ten związek traci energię na jakby leczenie tej drugiej osoby, a to z zasady nie jest celem bycia w związku. A zatem jeżeli chcesz stworzyć zdrową, dłuższą relację z zaangażowaniem należy zacząć pracę wewnętrzną od siebie. To jak Ty widzisz siebie, tak widzą Ciebie inne osoby i adekwatnie do tego jakie jest Twoje poczucie wartości z podobnymi osobami zawierasz związki. W początkowej fazie znajomości kilkumiesięcznej może to nie być takie oczywiste i widoczne, a z dłuższą perspektywą czasu pojawia się to realne widzenie. Dlatego tak ważne jest by mieć zdrowe i zrównoważone poczucie własnej wartości, ponieważ wtedy osoba którą spotkamy lub z którą jesteśmy w związku będzie adekwatnie do tego również się zmieniać, czy oddziaływać na tą relację. Natomiast przykładowo, gdy spotkają się osoby, które myślą o sobie negatywnie jako indywidualne osoby, to w tej parze raczej będzie więcej negatywności niż pozytywności. A zatem, by czuć się dobrze ze sobą i innymi szczególnie w bliskich relacjach partnerskich zawsze trzeba zaczynać od siebie, od pracy nad swoją samooceną i postrzeganiem. To jak odnosimy się w stosunku do siebie, tak też będą odnosić się osoby z zewnątrz. To w jaki sposób traktujesz siebie, jesteś lub będziesz też traktowany przez bliską Ci osobę. Wiele problemów w relacjach wynika z niskiej samooceny. Zatem świadome podwyższanie jej i praca wewnętrzna psychologiczna nad wzmacnianiem poczucia siebie wydaje się być priorytetowa. To co czujesz w stosunku do siebie, jak o sobie mówisz, jak się zachowujesz to Twój partner to odbiera i adekwatnie odpowiada. Zatem należy koncentrować się na budowaniu zdrowego i dobrego myślenia o sobie jeżeli chcesz być usatysfakcjonowany/a z relacji z innymi. Pracę nad relacją z innymi zawsze zaczynamy od pracy nad sobą. Oczywiście artykuł pomija kwestie związane z formami nieprawidłowych relacji w których jest uzależnienie, przemoc, itd. tego typu relacje omawiane w tym miejscu nie są. Podsumowując, jeżeli czujesz, że chcesz poprawić jakość swojego związku z innymi, partnerem to zacznij uważniej obserwować siebie i jakość myśli na swój temat. Pamiętaj zawsze, że każdy jest całkowicie unikalny i nie ma drugiej takiej samej osoby na świecie, warto dobrze myśleć o sobie.
  22. Część osób pojawiająca się w gabinetach terapeutycznych oraz spora grupa osób w ogóle często doświadcza stanów depresyjnych w związku z tym, iż ich plany i cele życiowe nie spełniły się tak jak tego pragnęli. Życie nie zawsze układa się tak, jak byśmy tego chcieli i doświadczenie oraz wiele lat życia pokazują, że raczej jest to obiektywne i racjonalne spojrzenie. Pewne fakty i zdarzenia oraz relacje, sytuacje pojawiające się w życiu są od nas niezależne. Bywają osoby, które są świadome tego faktu i akceptują rzeczywistość ze wszystkim, taką jaka jest. Zdarza się, że niektórzy jednak odczuwają frustrację, niezgodę, poczucie niesprawiedliwości, odrzucenia, samotności pomimo tego, iż po prostu w wielu sytuacjach, które wywołały te uczucia zrobili wszystko najlepiej jak mogli i to, co mogli. Jeżeli stan akceptacji zmian życiowych, rozwoju w dalszym kierunku i koncentracja na przyszłości nie następuje, należy zastanowić się, czy odbyć konsultację specjalistyczną psychologiczną w celu wykluczenia symptomów depresyjnych. Z reguły stan bezsilności, żałoby, smutku, żalu związany z daną sprawą, na którą nie mieliśmy wpływu w przeszłości nie powinien trwać zbyt długo. Wszelkie negatywne doznania, które powodują brak chęci, motywacji i radości do życia powinny być „lampką kontrolną”. To naturalne, że człowiek w ciągu swojego życia ma określone cele, marzenia i pragnienia, które chciałby by się spełniły. Oczywistym jest fakt, iż należy planować, myśleć nad swoim wzrostem w różnych obszarach życia. Plany na życie są bardzo ważne, powodują też poczucie spełnienia i satysfakcji. Nie ma w nich nic nieprawidłowego do czasu, gdy nie zostaną spełnione tak jak byśmy tego chcieli i pojawi się wielki zawód. Na ogół naturalnym uczuciem w takiej sytuacji jest smutek, osobie jest po prostu przykro, często pojawia się płacz - który pełni niezwykle ważną funkcję oczyszczającą, może zwierzenie się bliskiej zaufanej osobie z tego co się stało, to wszystko jest w porządku i adekwatne do zaistniałej sytuacji. Natomiast, jeżeli stan ten miałby się przedłużać, a wszystkie wykorzystane środki zaradcze nie pomagają to dobry moment, by spojrzeć uważnie na siebie, czy stan apatii i bezsilności nie trwa zbyt długo i nie wpływa na codzienne obszary życia. Jeżeli tak się obserwuje to najlepszy moment, by zacząć wprowadzać nieco życiodajnej energii i zwrócić swoją uwagę no utworzenie kolejnych marzeń, mniejszych i bardziej możliwych do spełnienia. Wiele osób stawia sobie bardzo nierealistyczne i wygórowane cele, też nieadekwatne do ich możliwości personalnych lub materialnych, a wtedy o rozczarowanie bardzo łatwo. Porównywanie się z innymi powoduje, że chcesz posiadać to co sąsiad, koleżanka itp. A przecież każdy jest całkowicie indywidualny i niepowtarzalny, nie ma na świecie dwóch takich samych osób i to co spełniło się u drugiej osoby, nie musi stać się u Ciebie. Każdy człowiek ma inną historię, inne doświadczenie, inne ciało, inny umysł, inne zasoby, możliwości, zdolności, wygląd, intelekt, rodzinne pochodzenie. Dlatego też to, co jest zarezerwowane dla kogoś, u Ciebie wcale nie musi się pojawić w życiu. Warto raczej starać się nie porównywać z innymi, nie oceniać siebie i innych, nie koncentrować swojej uwagi na zewnątrz – czyli na tym jak żyją osoby, które się obserwuje. Raczej należy skoncentrować swoją uwagę do wewnątrz na to kim się jest. Zadaj sobie pytanie jaką jesteś osobą, co jest dla Ciebie ważne, czego pragniesz, czym jest to co chcesz by się spełniło, ale tylko w odniesieniu do swoich indywidualnych skłonności, zasobów. Kiedy realnie i uczciwie patrzymy na siebie i na to co możemy „zbudować” z tego co mamy i przede wszystkim na dany moment, to prawdopodobieństwo powodzenia w tej sprawie jest duże. A jeżeli nawet to marzenie się nie powiedzie, to nie ma druzgocącego przekonania, „że innym się udało, a mnie nie”, ponieważ plany nie były skonstruowane w oparciu o chęć rywalizacji. Wtedy stan cech depresyjności podczas takiego zawodu nie trwa zbyt długo i prawdopodobieństwo, że nie będzie następstwem depresji jest mniejsze. Podsumowując staraj się raczej w chwili ustalania planów na przyszłość mieć na uwadze głównie tylko Twoje pragnienia z serca, te takie głębokie o których wcale nikt nie wie, takie, które są zarezerwowane tylko dla Ciebie, ponieważ mogą się spełnić dzięki Twoim indywidualnym umiejętnościom. Zadbaj o to, by w razie ewentualnych niespełnień nie czuć się zbyt długo i silnie przygnębionym z powodu porażki. Tylko raczej w następstwie twórz kolejne projekty i plany na życie w oparciu już o nabyte lekcje i doświadczenia, które właśnie nie do końca się powiodły. Projektuj zatem swoje życie z pozytywnym nastawieniem i jeszcze większą energią. Planowanie dzięki wielokrotnej nauce na błędach, ostatecznie stanie się Twoją upragnioną rzeczywistością w najbliższej przyszłości. I pamiętaj zawsze, że nadzieja na lepsze życie to podstawa i priorytet w tworzeniu marzeń. Powodzenia.
  23. Dzień dobry, Jestem 23 letnim mężczyzną i ostatnio przeżyłem niespodziewane rozstanie. Byłem z moją dziewczyną przez ponad rok z krótką przerwą - po pół roku z nią zerwałem bo czułem się źle traktowany, nieszanowany i pomijany lecz wróciliśmy do siebie z mojej inicjatywy po około miesiącu. Od trochę ponad miesiąca było z nami gorzej: bardzo spadło mi poczucie własnej wartości, pewność siebie, brakowało mi bardzo kontaktu z jej strony i telefonów, większość kontaktu było na Messengerze i nie zmieniało się to mimo moich próśb "bo miała dużo nauki". W związku z tym, że widziała, że jest ze mną źle, stałem się ekstremalnie wrażliwy, moje poczucie wartości dołowało, powiedziała żebym poszedł na terapię. Tak na prawdę nigdy nie byłem w tak złym stanie, miałem bardzo złe myśli, nonstop się obwiniałem, uważałem siebie za niemęskiego, za głupiego itp tak na prawdę jak teraz widzę źle siebie oceniając bo mam skończone super studia, bardzo dobrze płatną pracę i ogólnie rodzinę która mnie kocha jednak nie czułem się doceniany przez partnerkę mimo tego, że ona nie mówiła mi nic obraźliwego, raczej brakowało mi docenienia, ciepła, od czasu do czasu komplementu. Doszedłem do bardzo złego momentu gdzie myślałem nawet, że jak coś sobie zrobię to ona mnie zauważy i raz wysłałem wiadomość która była pełna bólu z powodu braku kontaktu i mówiła o tym w jakim jestem stanie i nie wiem co ze sobą zrobię - było to złe. Odpowiedź była taka, że nie ma kontaktu bo jak by się odezwała to bym zaczął jej coś zarzucać. Było między nami źle, nawet chciała robić przerwę lecz powiedziałem jej, że jest moją największą miłością i żeby mnie nie opuszczała a ja zajmę się tym wszystkim. Powiedziała mi, że nie oczekuje, że zmieni się coś w przeciągu paru tygodni ale żebym coś robił ze swoim problemem. Przystałem na to i powiedziałem, że potrzebuję w tym jej wsparcia bo jest to dla mnie trudne i nie byłem nigdy w takiej sytuacji. Zapewniła mnie o wsparciu a następnie zapisałem się na wizytę u psychoterapeuty. Dzień po pierwszej wizycie u terapeuty byliśmy na bardziej eleganckiej imprezie, wszystko układało się super lecz przez jedną tak na prawdę głupią sytuację znowu spadł mi humor, pewność siebie itp. Byłem bardzo smutny i średnio potrafiłem odpowiedzieć na pytanie czy wszystko okej. Po prostu byłem w bardzo złym stanie i wiedziałem o tym jednak nie umiałem tego zmienić, byłem po prostu w ogromnym dole. Po imprezie i powrocie, napisałem do niej wiadomości, że niesamowicie przepraszam za to, że jestem w złym stanie psychicznym, ciężko mi żyć samemu ze sobą w takich momentach i jutro jej wytłumaczę dlaczego miałem taki spadek samopoczucia. Następnego poranka napisałem do niej a ona po prostu uznała, że do siebie nie pasujemy, życzy mi powodzenia i tak na prawdę to koniec naszego związku. Kompletnie się tego nie spodziewałem, mówiła, że nie oczekuje, że zmieni się coś w przeciągu paru tygodni a zrywa dzień po pierwszej wizycie, mówiła o tym, że będzie mnie wspierać, a dodatkowo zrywa przez Messengera bo "taka jest sytuacja" lecz nie rozumiałem tego czego nie może chociaż przyjechać pogadać, jeśli nie może dzisiaj to za parę dni. Najpierw mnie zamurowało z tego powodu, że spędziliśmy razem wiele super chwil, wiele wyjazdów, rozmawialiśmy na tematy przyszłościowe, rodzinne, nawet dała mi swój pierścionek żebym znał rozmiar palca na zaręczyny, pisałem dla niej wiersze, zabierałem w super miejsca. A tu tak po prostu zerwanie przez Messengera jakbyśmy widzieli się na trzech randkach. Odpisałem jej, żeby dała mi czas, dopiero zacząłem terapię i, że kocham ją nad życie. Nic to jednak nie pomogło, dała mi znać, że mam pracować nad sobą dla siebie a nie dla niej. Dodatkowo powiedziała mi, że jeśli mi się poprawi na serio a nie na chwilę to żebym odezwał się do niej w wakacje. To odezwanie się w wakacje bardzo mi siedziało w sercu i na prawdę myślałem, że tak zrobię, ogarnę swoje psychiczne kwestie, odezwę się w wakacje i będzie jak dawniej. Nawet po drugiej wizycie u terapeuty napisałem jej, że zdałem sobie sprawę z wielu swoich błędów, będę pracował nad sobą i liczę na spotkanie w wakacje. Odpowiedź brzmiała, że trzyma kciuki za poprawę. Po paru dniach jednak zdałem sobie sprawę - halo, tyle chwil razem i zerwanie przez Messengera, mam najgorszy psychicznie moment w swoim życiu który odbija się oczywiście na związku jednak zacząłem nad nim pracować i zerwanie dzień po pierwszej wizycie? I jeszcze mówienie mi żebym odezwał się jak wszystko będzie okej? To jak to? Jest dobrze tylko jak jest dobrze a jak jest problem to już nie ma związku? Przyjaciół poznaje się w biedzie czy gdy jest się bogatym? Dlatego napisałem do niej drugą wiadomość żeby mi to wyjaśniła. Odpowiedź była dosyć chłodna: życzy mi powodzenia dalej i żebym był szcześliwy, zerwanie przez messengera bo taka była sytuacja a to odezwanie się w wakacje to żeby łatwiej byłoby mi sobie wszystko zabliźnić. Spytałem się w takim razie, że jak to wygląda? Mam się odzywać w wakacje czy nie jak będzie lepiej? Odpowiedź brzmiała teraz inaczej niż tydzień temu w dniu zerwania: Nie, Nie planuję powrotu, W tym momencie nie. Zostaje zawsza taka nutka niepewności "W tym momencie" która w moim sercu tworzy iskierkę "a może kiedyś?". Teraz jednak czuję, że nie zostałem potraktowany z należnym mi szacunkiem lecz niezrozumienie całej sytuacji bierze nad tym górę. Czy rzeczywiście byłem przez ponad rok w relacji z osobą która nie jest zdolna na większy wysiłek w kierunku partnera i opuściła mnie w chwili w której jej potrzebowałem? Jakie są wnioski z takiego zakończenia relacji w którą byłem zaangażowany całym swoim sercem i kochałem partnerkę jak tylko umiałem? Zauważyłem też, że po tym jak ode mnie odeszła - zdecydowanie ustała moja huśtawka nastrojów, nie zamartwiam się tyloma rzeczami, nie czuję się już pomijany i daje mi to pewnego rodzaju ulgę jeśli można mówić o uldze w tym zakresie.
  24. Witam! Mam 34 lata. Półtora roku temu rozstałem się z dziewczyną tuż po narodzinach naszego synka ze względu na jej bardzo złe traktowanie mnie. Nawet jej najbliższą rodzina radziła mi żebym od niej odszedł ponieważ nie zasługuje na taką krzywdę. Krotko potem związałem się z inną dziewczyną. Mając nadzieję na stworzenie pełnej rodziny, ufając jej obietnicom wspólnego szczęśliwego życia, mimo wyraźnych znaków ze nie jest to odpowiednia osoba, zdecydowałem się na dziecko z nią. Jednak krótko po tym jak zaszła w ciążę i poczuła że jestem od niej przez to uzależniony, jej negatywne cechy nasiliły się i pokazała swoje prawdziwe oblicze. Przez kilka miesięcy ciąży doświadczyłem niewiarygodnej wręcz przemocy psychicznej i fizycznej. Od absolutego braku akceptacji mojego pierwszego synka i mojej miłości do niego, co skutkowało zabranianiem mi widywania się z synkiem, przez wielokrotnie poniżanie i śmianie się z mojej sytuacji życiowej aż po obsesyjną zazdrość ograniczająca podstawową wolność osobista. Dla przykładu przemocy psychicznej: wmawianie mi że widywanie się z synkiem nie ma sensu, bo on i tak będzie miał nowego ojca a mnie nigdy nie będzie kochać, śmianie się że jak od niej odejdę to żadna mnie nie zeche bo będę miał dwójkę dzieci z różnymi kobietami, drwienie że nie mam dokąd od niej uciec bo nie mam domu i przyjaciół, mówienie że jej ojciec mnie rozjebie, że mnie na sznurku trzeba powiesić, że mi zostaję tylko samobosjtwo jak od niej odejdę. Ocean jej podłości gdy chciała mnie skrzywdzić nie znał granic. Przez jej zazdrość nie mogłem nigdzie wyjść z domu, ani z kolegami, ani na siłownię lub dla sportu, po prostu stawała na drzwiach i szarpiąc się i bijac że mną fizycznie uniemożliwiała mi wyjście tak długo aż się poddałem. Tzn około kilku godzin. Do tego regularne bicie, kopanie mnie kiedy leżałem na podłodze, wbijanie mi paznokci głęboko w skórę do krwi, podbicie oka, naderwanie ucha, siniaki na głowie. Pozwalałem sobie na to wszystko mając poczucie odpowiedzialności za to dziecko które nosiła w sobie, nie chciałem żeby kolejne dziecko moje nie miało ojca przy sobie. Miałem nadzieję że kiedy urodzi, wszystko się poprawi. Jednak po narodzinach jej agresja wzrosła. Ryzykując zdrowiem dziecka brała je na ręce w trakcie kłótni, stawała mi z nim na drodze by unielozliwic mi wyjście z domu lub powtarzała do dziecka które miało kilka dni że ma pojebanego ojca. Pewniej nocy, po kilku godzinach kłótni którą rozpętała w międzyczasie karmiąc dziecko piersią, podjąłem decyzję że dalej już tego nie wytrzymam. Prędzej czy później mogłoby to skończyć się tragedia. Ponieważ nie mogłem normalnie wyjść z domu bez ważnego powodu wykorzystałem moment i odszedłem tak jak stałem, zabierając że sobą tylko dokumenty i telefon. Ilość ograniczeń i cierpienia jakie wniosła w moje życie ta kobieta jest niezmierzona. Jej agresja jest nieobliczalna. Obsesyjna kontrola mojego choćby jednego spojrzenia na ulicy na inną kobiete, sprawdzanie telefonu, kontrola ciągłym dzwonieniem gdy byłem poza domem, wmawianie mi że ją zdradzam, oszukuje, milion zakazów i szantazy łącznie z tym że nigdy nie zobaczę dziecka które mam z nią bo wyjedzie z nim za granicę. Wywodzi się z bardzo patologicznej rozbitej rodziny, ojciec nadużywa alkoholu i jest agresywny, wyzwiska i brak elementarnego szacunku były dla niej zawsze codziennością. Ja natomiast jestem jej przeciwieństwem, bezkonfliktowy, nigdy nie widziałem przemocy i alkoholu w swojej rodzinie. Nie mam nałogów, rzadko unoszę głos, dbałem o nią na każdy możliwy sposób, od komplementów po pożyczanie samochodu itp, nie mieliśmy obiektywnie żadnych powodów do konfliktów poza jej chora zazdroscia i brakiem akceptacji mojego synka. Mój problem polega aktualnie na tym, że dźwigam na barkach ogromny błąd jakim było zdecydowanie się na dziecko z nią. Sam sobie nie mogę wybaczyć, choć wiem że chciałem dobrze (spełniałem jej wolę, dbałem o nią, o dziecko, pracowałem dużo na odłożenie na mieszkanie, nigdy jej nie oklamalem, chciałem mieć szczęśliwa rodzinę i dom), to jednak nie mogę tego przetrawić że nie starczyło mi mądrości życiowej by poczekać dłużej z decyzja o dziecku. Wiem że zawiodłem moich bliskich. Do tego gdy uwolniłem się z jednego koszmaru, źródła przemocy i wyzwisk, jestem teraz szantazowany i straszony przez jej ojca który jest osobą zdemoralizowaną i poprzez agresję wobec mnie chce rozwiązać problem. Wszelkie próby porozumienia się z dziewczyną spelzy na niczym, mimo mojej dluzszej nieobecności w domu ona wciąż atakuje mnie z pozycji siły, wyzywając strasząc i szantazujac byle tylko ściągnąć mnie do domu. Nie zamierzam jednak tam wracać bo moje gehenna zacznie się na nowo. Mój honor został całkowicie zdeptany. Byłem traktowany jak niewolnik, ktoś gorszy, jak śmieć nie majacy prawa do wlasnej prywatności. Wyzywany i bity z byle powodu. Nie wiem jednak co robić dalej, kontakt uciąłem ponieważ nie mogłem już słuchać szantazy i dalszych wyzwisk od niej i jej ojca. Wszystkie rzeczy zostawiłem u niej i nie mam jak po nie wrócić. Aktualnie nie mam nawet gdzie mieszkać. Proszę o jakieś wsparcie i rozmowe!!!
  25. Jesteśmy z mężem razem już 7 lat,od 2 lat mam problem z zaakceptowaniem siebie,przez co cierpi moje małzeństwk..Po drugiej ciąży czulam się jak hipopotam i postanowilam to zmienić. Cel osiągnęłam,oczywiście wciąż podobając się mężowi,choć on nie chciał we mnie nic zmieniać i to zawsze ja widziałam same minusy siebie. Kiedy zaszłam w 3 ciążę miałam taką figurę o której zawsze marzylam,a nagle po porodzie skóra obwisła na brzuchu j udach chociaż nie ma jej duzo,znowu zmagam się z boczkami,kilogramy powrócily i wtedy zawaliła się jakaś część mnie. Cieszylam się swim maluszkiem,szczęściem i tym,że mam wspaniałego męża,ale w głowie od tych dwoch lat ciągle siedzi jedno,mowiac szczerze,bylam w takim szoku jak znowu taką siebie zobaczylam i wtedy zaczęło sie wszystko psuć. Znowu byłam wycofana,bardzo zazdrosna o męża,tysiąc pytań dziennie czy mu się podobam,codzienne dolowanie sie przy ubieraniu się. Krótko mówiąc,samoocena znowu spadła,zaczelam kupowac bielizne maskującą,żeby wgl zakladać sukienki itd Zaczęły się kłótnie,moje głupie podejrzenia,zaczęłam sobie wmawiac,że mąż już nie okazuje tak uczuć,bo wyglądam źle itp.. Wiadomo,że zrzuciłabym pare kg i na pewno czułabym się lepiej,ale chciałabym wyrzucić to z głowy,nie myślec,że jesli znowu przytyje 2/3kg to będę sie nienawidzic..Nie chce rozwalic małzenstwa,a jest teraz naprawde źle,dochodzą do tego moje nerwy,bo wybucham z błachego powodu,bo nie jestem w stanie tego opanować i wszystko się ze mnie wylewa na zewnątrz,cała ta bezradnosc,wstyd,brak samozaparcia i wszystkie porazki związane ze schudnięciem..😟😞😭😭

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.