Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'samoocena'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 102 wyników

  1. Proszę o pomoc, nie wiem już co robić. Moje relacje z rodzicami zawsze były dość poprawne, oni uważali wręcz ze wychowali mnie w sposób idealny. Nigdy się nie zbuntowałam jako nastolatka, za to wszystkie awantury w domu były o to, że powiedziałam coś nie takim tonem jakim życzyli sobie tego moi rodzice. I tak im zostało do moich dorosłych lat. Mój ojciec jest osobą, jak to sam określa, bardzo ekstrawertyczną, co się objawia tym, że w towarzystwie mówi tylko on, on wszystko wie najlepiej. Jestem z wykształcenia tłumaczem języka rosyjskiego i on tez zna ten język. Ale za każdym razem kiedy pytał mnie jak coś jest po rosyjsku i mu odpowiadałam, mówił mi ze jestem głupia i się nie znam. Tak w żartach to mówił. Od dziesięciu lat jestem mężatka i mam kilkuletnie dziecko. Mój mąż jest bardzo wyczulony na szacunek i poczucie własnej wartości, z tego względu nieraz zachowania mojego ojca go irytowały, a i ja zaczęłam na nie bardziej zwracać uwagę, bo z wiekiem mój ojciec zaczynał się coraz gorzej zachowywać, a mama zawsze go tłumaczyła, zawsze stawała po jego stronie, jednocześnie będąc bierna i udając ze ona umywa ręce i przecież zawsze mnie wspiera. Jakis czas temu wybuchła wielka awantura w dniu naszej przeprowadzki kiedy moi rodzice opiekowali się moim dzieckiem. Byliśmy szaleńczo zmęczeni a ojciec robił uwagi ze nie mamy prawa być zmęczeni bo sami się na to zdecydowaliśmy wiec powinnismy być szczęśliwi. Mąż odburknął mu coś zirytowany i został przez ojca ochrzaniony jak małe dziecko ze nie będzie się do niego zwracał tym tonem. Do tego dochodzi podkopywanie przez ojca moich rodzicielskich decyzji i mojego autorytetu jako rodzica. Przy moim dziecku jawnie je kwestionuje i robi po swojemu. W ostatnim czasie doszło do sytuacji, w której mój ojciec po większej ilości alkoholu bardzo wulgarnie mnie nazwał, usłyszał to mój mąż i moje dziecko. Mąż stanął w mojej obronie, mówiąc ze tata od dawna podkopuje moje poczucie własnej wartości i jeszcze słyszy to nasze dziecko. Od tamtej pory nie mam kontaktu z rodzicami, napisałam im ze potrzebuje czasu żeby to siebie wszystko poukładać i jestem zapisana do psychoanalityka. Najpierw probowali mnie skłonić do spotkania lub telefonu pisząc mi ze mama się bardzo złe z tym czuje, cały czas płacze itp. Kiedy odmówiłam zaczął się szantaż emocjonalny. Od wyśmiewania mojej wizyty u psychoanalityka, bo chyba nie będę się leczyć z relacji z rodzicami z którymi nie mieszkam od tylu lat, przez udowadnianie mi ze przecież tyle lat mnie wspierali pomagając przy dziecku i ze to ze ojciec wyrzucił mojego męża z domu za fraki to było staniecie w mojej obronie bo mama zrobiłaby to samo gdyby zdążyła przed tata (wiem ze to brzmi bez sensu ale to ich autentyczna argumentacja), aż po podkopywanie mojej relacji z mężem i próby wejścia pomiędzy nas oraz groźby ze któreś z nich popełni samobójstwo. A to wszystko dlatego ze nie przyjęłam od razu przeprosin, nie chciałam się spotkać i od razu wszystkiego zamieść pod dywan i potrzebowałam czasu. Proszę o radę co mam robić. Na razie ignoruje ich wiadomości, nie mam siły przepychać się z nimi w smsach...
  2. Proszę o pomoc, nie wiem już co robić. Moje relacje z rodzicami zawsze były dość poprawne, oni uważali wręcz ze wychowali mnie w sposób idealny. Nigdy się nie zbuntowałam jako nastolatka, za to wszystkie awantury w domu były o to, że powiedziałam coś nie takim tonem jakim życzyli sobie tego moi rodzice. I tak im zostało do moich dorosłych lat. Mój ojciec jest osobą, jak to sam określa, bardzo ekstrawertyczną, co się objawia tym, że w towarzystwie mówi tylko on, on wszystko wie najlepiej. Jestem z wykształcenia tłumaczem języka rosyjskiego i on tez zna ten język. Ale za każdym razem kiedy pytał mnie jak coś jest po rosyjsku i mu odpowiadałam, mówił mi ze jestem głupia i się nie znam. Tak w żartach to mówił. Od dziesięciu lat jestem mężatka i mam kilkuletnie dziecko. Mój mąż jest bardzo wyczulony na szacunek i poczucie własnej wartości, z tego względu nieraz zachowania mojego ojca go irytowały, a i ja zaczęłam na nie bardziej zwracać uwagę, bo z wiekiem mój ojciec zaczynał się coraz gorzej zachowywać, a mama zawsze go tłumaczyła, zawsze stawała po jego stronie, jednocześnie będąc bierna i udając ze ona umywa ręce i przecież zawsze mnie wspiera. Jakis czas temu wybuchła wielka awantura w dniu naszej przeprowadzki kiedy moi rodzice opiekowali się moim dzieckiem. Byliśmy szaleńczo zmęczeni a ojciec robił uwagi ze nie mamy prawa być zmęczeni bo sami się na to zdecydowaliśmy wiec powinnismy być szczęśliwi. Mąż odburknął mu coś zirytowany i został przez ojca ochrzaniony jak małe dziecko ze nie będzie się do niego zwracał tym tonem. Do tego dochodzi podkopywanie przez ojca moich rodzicielskich decyzji i mojego autorytetu jako rodzica. Przy moim dziecku jawnie je kwestionuje i robi po swojemu. W ostatnim czasie doszło do sytuacji, w której mój ojciec po większej ilości alkoholu bardzo wulgarnie mnie nazwał, usłyszał to mój mąż i moje dziecko. Mąż stanął w mojej obronie, mówiąc ze tata od dawna podkopuje moje poczucie własnej wartości i jeszcze słyszy to nasze dziecko. Od tamtej pory nie mam kontaktu z rodzicami, napisałam im ze potrzebuje czasu żeby to siebie wszystko poukładać i jestem zapisana do psychoanalityka. Najpierw pPRr
  3. Związałam się z takim mężczyzną który jest totalnym dominatorem traktuje mnie jak służąca a nie kobietę cały czas jestem tą złą i wszystko jest moją winą nie daje już rady i popadają już w alkoholizm z którego się wyrwałam, całkowicie mnie od siebie uzaleznił i niszczy mnie dzień po dniu, nie wiem co robić czuje się bez silna.
  4. Witam serdecznie, od dłuższego czasu borykam się z pewnym problemem, nazwijmy to akceptacją partnerki. Jestem w prawie 3 letnim związku, jak w każdym były lepsze i gorsze momenty ale uważam, że obojgu nam zależy i zawsze staramy się rozwiązywać problemy, rozmawiać i przede wszystkim znajdować kompromis. Od niedawna zacząłem odczuwać presje z jej strony, jej znajomych oraz rodziny. Zaczeło się od sylwestra tego roku ponieważ prawie każda osoba, która do niej dzwoniła z życzeniami mówiła, że życzy jej że się w tym roku oświadczę (mam 25lat, ona 21). Na co moja partnerka odpowiadała, że to nie od niej zależy ale też na to czeka i wiele razy dawała mi jasne sygnały, że by chciała chociaż w naszych rozmów wynika, że jesteśmy jeszcze za młodzi na ślub. Uważam jednak, że chciałaby być już nażeczoną. Problem w tym, że ja nie jestem pewny czy to ta jedyna. Z drugiej strony jeśli nie mam pewności to dlaczego to ciągnę? Bije się z myślami od dawna i już mnie to męczy. Mam wrażenie, że chciałbym ją zmieniać. Dobrze mi w relacji z nią ale myśląc o przyszłości czuje niepewność. Myślę, że najwyższy czas znaleźć problem i go rozwiązać albo to zakończyć z szacunku do niej i nie marnować czasu, który mogłaby spędzić z kimś pewnym swoich uczuć. Jestem osobą, która bardzo dużą wagę przykuwa do wyglądu, gdy się poznaliśmy podobała mi się lecz bardziej przyciągnął mnie do niej jej charakter. Wtedy już miała pare kilo za dużo,ale w normie. Teraz przytyła znacząco. Nawet znajomi czy rodzina potrafią jej docinać z tego powodu. Ja próbowałem ją wspierać, motywować, proponowałem wspólne aktywności lecz widzę, że to dla niej wielki problem. Sama nie lubi swojego ciała i często narzeka, lecz nic z tym nie robi, brak jej samozaparcia. Po wielu próbach doszedłem do wniosku, że jestem bezsilny i odpuściłem. Skupiłem się na sobie, mimo że nie miałem problemów ze zbędnymi kilogramami to od stycznia wziąłem się za siebie, zacząłem ćwiczyć, lepiej się odżywiać i czuje się fantastycznie. Już zgubiłem kilka kilogramów i wzmocniłem mięśnie. Przez moment widziałem, że ją to zmotywowało, też zaczeła ćwiczyć ale po pewnym czasie widziałem brak systematyczności, szukanie wymówek i śmieciowe jedzenie. Oczywiście pojawiały się chęci podjęcia diety ale zakańczane wymówkami, że brak czasu, że praca itp. Dochodziło do tego, że nie miałem ochoty na stosunek, widok jej nadmiernych kilogramów pod prysznicem sprawiał ze odwracałem zwrok mimo, że seks zawsze był udany. Boję się, że to się nie zmieni i w przyszłości będzie tylko gorzej i nigdy tego nie zaakceptuje i nie będzie mnie już pociągać tak jak wcześniej. W pozostałych kwestiach jest dużo lepiej, myślę że na prawdę ją kocham, ufam jej i nie chce rezygnować z tej relacji bo poza tym aspektem wizualnym układa nam się bardzo dobrze. Pytanie czy starać się ją zmieniać, czy odpuścić i zakończyć ten związek? Próbowałem to zaakceptować ale z czasem widziałem po sobie, że jest to dla mnie zbyt trudne. Choć często mam myśli, że moge nigdy nie spotkać drugiej takiej osoby z tak wspaniałym charakterem, która będzie mi bardziej odpowiadać pod względem sylwetki. Co o tym myślicie? Proszę o pomoc i pozdrawiam
  5. Witam. Mam na imię Oliwia i mam 22 lata. Jestem studentką oraz równocześnie pracuję w dni wolne od studiow. Zmagam się z OGROMNĄ, CHOROBLIWĄ zazdrością o partnera...Jestem z chłopakiem od ponad roku, kocham go nad życie, nie wyobrażam sobie życia bez niego. Największym problemem jest obecnie duża odległość jaka nas dzieli (ponad 300km) co niedługo mam nadzieje, że się zmieni i zamieszkamy razem, jeśli do tego czasu nie doprowadzę go do szaleństwa z powodu mojej zazdrości...(ale mimo to widujemy się stosunkowo często i długo). Wracając do tematu, jestem zazdrosna dosłownie o każda dziewczynę, która jest w jego otoczeniu (doszło nawet do tego, że byłam zazdrosna o swoją przyjaciółkę, która spędzała z nami czas, bo twierdze, ze jest ode mnie sto razy ładniejsza i że potencjalnie mogłaby spodobać się mojemu chłopakowi). Jestem zazdrosna o każdą jego koleżankę (choć z żadna nie pisze i nie utrzymuje większego kontaktu, oprócz widzenia się w szkole i na moja prośbę również usunął wszystkie dziewczyny na instagramie, które obserwował). Jak zobaczę, że widzi jakąś dziewczynę (no jej zdjęcie) to się we mnie gotuje bo wyobrażam sobie, że myśli o niej, ze jest piękna i zastanawia się czemu ja tak nie wyglądam. Wiem, że to brzmi strasznie, jakbym była jakąś psychopatką i najgorsze jest to, że ja jestem świadoma tego, że to jest złe, posądzanie go o rzeczy, które nie miały miejsca i posądzanie go mimo, ze co chwile wyznaje mi miłość i ją pokazuje. Nigdy tak naprawdę nie dał mi REALNYCH powodów do zazdrości czy poczucia, że mnie zdradza, nie mam żadnych dowodów, ani potencjalnych przesłanek, że mógłby mnie zdradzać, a mimo to zachowuje się jak wariatka, szaleńczo go kocham i boję się, że go stracę... Najgorsze w obecnych czasach jest to, ze w internecie pełno jest teraz IDEALNYCH kobiet, które wdzięczą się przed aparatem, a ja nie mam czasu na nic, bo pracuje albo się uczę. I potem taki facet myśli, ze każda kobieta tak powinna wyglądać (jak one po przeróbkach w photoshopie)... Swoją drogą, powodem jest też na pewno moja bardzo niska samoocena, sięgająca dna, ale nad tym już próbowałam pracować i nie wychodzi mi najlepiej... Jak mogę zapanować nad tą zazdrością? Ona doprowadza mnie do obłędu, jak jestem o niego zazdrosna to cała się trzęsę, płacze, nie mogę zapanować nad emocjami i na wszystko mam swoje wytłumaczenie i wymyślone przez siebie historyjki... Proszę o pomoc!
  6. Witam. Mam 24 lata i jestem studentką. Pracuję i studiuję. Przyznam, że zastanawiam się czy kwalifikuję się do wizyty u psychologa. No właśnie, chyba główną moją obawą się przyznanie się, że mam problem i powiedzenie to na głoś. Do tej pory obserwowałam to co się dzieje ze mną, jak pustka i ciężar przytłacza mnie. Dziś zdałam sobie sprawę czy nie chce i nie już nie dam rady żyć tak dalej. Co mi jest.. bardzo dużo złych i przygnębiających emocji naraz, zero satysfakcji. obwijanie się, nienawiść i obrzydzenie do samej siebie, bezsilność i bezużyteczność, apatia. Czuje, że nie ejstem wystarczająco dobra, zawiodłam wszytskich. Nie umiem poradzić sobie ze sobą, Jestem zmęczona, nie mam energi i motywacji a przede wsyztskim siły by żyć. Od pół roku coś mi się stało. Czuję że w środku umarłam ale na co dzień, w pracy czy na studiach nie pokazuje tego. POtrafie sie smiac, zartowac, rozmawiać i udawac zainteresowanie. Jednak w glebi serca, w moim srodku nic nie czuje - ani radosc ani smutku. Wydaje mi się, że moja obecnośc lub jej brak nic nie zmienia. Każdy wolny dzien spedzam w łóżku, ledwo wstanę i chcę wrócić do łózką bo nie mam siły wewnętrznej żeby walczyć. Ogromna pustka i przygnębienie. Chciałabym spać bo wtedy odczuwam ulgę i szczęście, ale nie mogę. Budzę się, śnią mi się koszmary i znowu budzik muszę wstać odliczając godziny aż wrócę do łóżka. Nie odbieram telefonów od rodziny, znajomych, przestałam dbać o siebie, z jednej strony cieszę się że wracam z pracy i zamykam się w pokoju i siedze sama ale z drugiej strony czuję się uwięziona we własnym ciele. Każda próba podniesienia tematu, powiedzenia na głoś co się ze mną dzieje powoduje u mnie wstyd i taka ogromną barierę przed otworzeniem się, że zawsze rezygnuje. Czasami czuję taki bół w środku, że coś we mnie pęka ale nie umiem płakać. Od roku nie płakałam, jak byłam mała potrafiłam rozmawiać o moich emocjach cieszyć się i płakać, co dawało mi uczucie uwolnienia i oczyszczenia ale teraz nie umiem. Odczuwam straszną pustkę. Nie mam siły wstawać z łóżka, nic mnie nie cieszy. Czuję ogromny ciężar, który nie mija. O tym co przeżywam w śroku nie jestem w stanie powiedziec rodzinie, znajomym. Myśłałam, że tu mi będzie łatwiej ale nie jest, nie wiem jak to opisać. Nic nie czuje, nic mnie nie cieszy. Popadłam w straszną monotonię i rutynę, działam jak automat, męczy mnie to. Czuję, że życie toczy się obok mnie a ja jestem jak pusta kukła. Dodatkowo od pół roku objadam się raz na tydzien. Kupuję ogromnę ilości słodyczy, przekąsek i jem to w ciągu godziny/dwóch. Potem mam ogromne wyrzyty sumienia. Na codzień pilnuje diety ale czasami tak mnei to przytłacza że muszę się najeść jak świnia. Nie umiem przestać, nie umiem z tym walczyć. Nie mam depresji bo mam wręcz wzmożony apetyt i mimo apatii i braku energi nie potrafię spać. Prosze o pomoc..
  7. Witam, ja z takim oto problemem. Jestem uczniem klasy maturalnej. Od dłuższego czasu mam problem w relacji z pewną bliską mi osobą, lub nawet ta relacja jest sama w sobie problemem. Otóż w pewnym, już dość odległym, momencie swojego życia poznałem w szkole dziewczynę w której się na zabój zakochałem. Problem polega na tym że równocześnie byliśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi. W pewnej chwili wyszło na jaw że ja chcę czegoś więcej a ona tylko przyjaźni. Niedługo okazało sie że powiązane jest to z tym że sama jest w podobnej relacji z innym facetem, ma bliźniaczy problem. Tylko że jej historia po dużych perturbacjach zakończyła sie jako takim happy endem. Minęło już dużo czasu, a ja zamiast zapominać to staje się coraz bardziej zazdrosny, coraz bardziej boli mnie to co widzę, chwilę gdy jej obecny chłopak jej nie szanuje a ona z uczucia do niego na to nie reaguje. Dodatkowym, jeśli nie największym problemem jest to że przez tą sytuacje nie umiem zawiązać relacji z innymi kobietami, to Ona absorbuje całą moją uwagę i spycha wszystkie inne na drugi plan. Miałem przez ten okres możliwość zawiazania innej pozytywnej relacji, lecz w pewnym momencie wracanie wspomnieniami i myślami do Niej wszystko pogrzebało, z perspektywy czasu bardzo tego żałuję ale czasu już na pewno nie cofnę. Jestem totalnie w tym wszystkim zagubiony, mam świadomość jak toksycznie wpływa na mnie ta sytuacja i że przez to wszystko wegetuje, lecz nie chce nagle zrywać przyjaźni z osobą na której naprawdę mi zależy i z którą brak kontaktu ot tak będzie bardzo trudny. Co robić w takiej sytuacji, jak pokonać tą toksyczną zazdrość i ruszyć w końcu do przodu? Z góry dzięki za pomoc i sorry jeśli problem jest zbyt błachy
  8. Czesc Mam obecnie 44 wiosny i...nigdy nie pracowałam..Zmagam się z osobowoscią lękowo-nerwicową i dystymią..Oprocz tego mam cukrzyce 2 i chyba problemy homronalne (niezbadane) Wydaje mi się,ze cierpie na fobie społeczną- mam 3 znajomych i to wszystko..Studiuje zaocznie...już mgr w czerwcu się bronie-boje się jak cholera ze sobie nie poradzę..na lcencjacie dostałam z obrony zaledwie 3.... Nie wiem JAK RUSZYC Z MIEJSCA! bylam na terapii w szpitalu 10 tyg. Chodzilam na rozne terapie i do lekarzy psychiatrów... I nic. Nadal w miejscu.Bo czy studia można nazwac jakims osiagnieciem?..... Nie mam partnera- jestem otyła..kto by taka chciał? Widzicie sama BEURZYTECZNOSC I CZARNOWIDZTWO.
  9. Jestem 36 letnią mężatką,mamą dwóch córek(11 i 5)Od 12 lat zajmuje się domem. Myślę że mój problem jest wielowarstwowy i trudno mi powiedzieć jednoznacznie gdzie jest początek.Pierwszy to chyba molestowanie przez brata w dzieciństwie,późniejsze problemy z nadwagą które być może są skutkiem tamtej sytuacji.Do dziś w stresie sięgam po jedzenie. Brak wiary w siebie,izolowanie się od ludzi,nieumiejętność nawiązywania kontaktów to problemy które mam wrażenie nasilają się z roku na rok coraz bardziej.Mam okresy kiedy czuję się szczęśliwa i nawet akceptuję siebie i stan wokół mnie.Przeważnie jest to od wiosny do lata choć i wtedy zdarzaja sie gorsze dni.Zima jest koszmarem.Siedzenie w domu brak możliwości wyjścia z domu sprawia ze wszystko mnie przytłacza czuję sie gorsza od innych ,wykluczona.Wszystkie czynnosci wykonuję z poczucia obowiązku bez przyjemności.Mam wrazenie jakbym poniosła porażkę w każdej dziedzinie życia.Zrezygnowałam z pracy bo nie mieliśmy koło siebie nikogo ani żadnej instytucji która zapewniła by opiekę dzieciom na czas pracy. Ale też zawsze chciałam być z dziećmi.Teraz jak widzę że córki sie ciągle kłócą,nie słuchają mnie nie umiem wyegzekwować od nich porzadku,obowiazkowosci wzajemnego szacunku jest to dla mnie wielką porażką bo mialam nadzieję ze je dobrze wychowuje.To wszystko sprawia ze jestem coraz bardziej sfrustrowana nerwowa coraz częściej krzycze.Wiem że robie źle i nie umiem tego zmienić to jak zamknięte koło.Czy cierpie na depresję czy to jakiś głębszy problem?czy jest szansa żebym odzyskała równowagę psychiczną?gdzie szukac pomocy?
  10. Witam, potrzebuję pomocy, bo sama nie daję sobie rady. Mam 27 lat i jestem w związku na odległość od ponad 2 lat. Mieszkamy w innych krajach, lecz niedługo to się zmieni, bo mamy plany na wspólny wyjazd i biznes. Zupełnie na początku naszego związku przejrzałam jego Facebook. Widziałam zdjęcia z jego była kobietą, a w tym jej dosc seksi zdjęcie w bikini w basenie. Wtedy mnie to w ogóle nie ruszyło, bo nie było uczuć między nami. Przed wczoraj weszłam na jego Facebook i zerknelam na zdjęcia. Oczywiście zdjęcia są nadal, ale tym razem poczułam ukłucie w klatce. Co prawda oni byli razem 7 lat temu, ale od poczatku zdarzalo mu sie cos o niej wspomniec. Powiedziałam mu, że ma jej zdjęcia na Facebooku, a on powiedział, że o tym zapomniał (oboje nie jesteśmy regularnymi użytkownikami Facebooka). On nie rozumie mojej zazdrości i się na mnie złości. Powiedział, że zablokuje te zdjęcia, ale nie usunie, bo to jego przeszłość. Tylko dlaczego trzyma zdjęcie swojej byłej w bikini? Ja również mam na dysku zdjęcia z moim byłym, ktorego bardzo kochałam i nie potrafię ich usunąć. Ale są to 3 zdjęcia, reszte wykasowalam. On oczywiście nie widział ani jednego zdjęcia z moimi bylymi... a ja wolałabym odwidziec teraz jej zdjęcia... Wyobrażam sobie już trzeci dzien niestworzone rzeczy. Zdjęcia, ktore sa umieszczone na Facebooku są z miejsca gdzie się poznaliśmy. W tych samych miejscach, do których wracamy co parę miesięcy i gdzie mamy zamieszkać. On nadal nie zablokował tych zdjęć, a ja nie zamierzam się upominać, lecz nie chce mi się z nim nawet teraz rozmawiać... Wydaje mi się, że przez tą moja chora zazdrość o ex wszystko zrujnuje... To nie jest pierwszy raz gdy tak się czuję. Nie wiem jak to opanować i zmienić myślenie zdaję sobie sprawę, że to może wynikać z niskiej samooceny i faktu, że cierpię na zaburzenia lękowe. Nie mogę opanować moich myśli, a naprawdę bym chciała Uważam, że związki na odległość są generalnie trudne i przechodziliśmy przez te trudności i to nie raz, ale uważam, ze nie jestem generalnie chorobliwie zazdrosna. Nie muszę znać jego rozkładu dnia, nie myślę nigdy, że może być tam z kimś innym. Nie kontroluje go. Nie mam pojęcia o co chodzi z byłymi partnerkami moich facetów. I tak jest w każdym moim związku...
  11. Witam, mam na imię Patrycja, mam 21 lat i jestem studentką. Od kilku lat mam problem z akceptacją siebie. Jestem teraz w bardzo fajnym związku, ale moje problemy są przytłaczające dla partnera, który czuje się wobec nich bezsilny. Mimo że jestem szczupłą osobą i mój partner zapewnia mnie, że jestem dla niego atrakcyjna, nie potrafię zmienić myślenia o sobie. Jestem aktywną osobą i dbam o swoją sylwetkę poprzez ćwiczenia fizyczne. Zdarzają się gorsze miesiące, w których mimo ciągłych ćwiczeń, po zjedzeniu czegoś kalorycznego nie mogę się powstrzymać i prowokuję wymioty. Pojawia się również nieuzasadniona zazdrość. Partner nie może przy mnie wspominać o innych kobietach bo to rodzi we mnie irracjonalne myśli typu "na pewno jest ode mnie ładniejsza, pewnie wolałby być z nią". Boje się, że moje problemy zniszczą ten związek. Dwa dni temu kiedy rozmawialiśmy o naszej przeszłości nie mogłam znieść faktu, że widział w swoim życiu wiele nagich kobiet, mimo że ja też miałam wcześniej inne bliskie relacje z mężczyznami. A myśl, że może mieć kontakt z którąś kobietą z przeszłości była tak przytłaczająca, że płakałam bardzo długo. I tu znowu muszę wspomnieć, że jednocześnie mam świadomość, że ja sama mam taki kontakt z kimś ze swojej przeszłości. Często też mylnie interpretuję słowa partnera myśląc, że mnie atakuje, podczas gdy on ma dobre intencje. Rodzi to wiele nieporozumień. Jestem świadoma swojego problemu i staram się w przypływie emocji nie mówić rzeczy, których mogłabym żałować. Próbuję odpędzać negatywne myśli i szukać racjonalnych wyjaśnień, ale to jest na prawdę bardzo trudne. Staram się mówić partnerowi o swoich emocjach i tłumaczyć mu co się we mnie dzieje. Ale kiedy płaczę czuję ścisk w gardle i nie jestem w stanie wydusić z siebie żadnego słowa, on się wtedy denerwuje, że nie chcę z nim rozmawiać, a ja z bezsilności tylko płaczę bardziej. Czy są jakieś sposoby na zmianę myślenia o sobie? Jak podnieść swoją samoocenę?
  12. Witam! Mam 26 lat i jestem kobietą która jakieś 1,5 roku temu po raz pierwszy w zyciu wyprowadziłą sie z domu rodzinnego. Powodem był oczywiscie facet. Jestem osobą, która bardzo się zamartwia często głupotami. Dużo myśle później o tym a co inni sobie pomysleli pewnie ze jestem głupia itd. jak moj facet mowi - za dużo rozkminiam (dlatego zawsze zazdrościłam osobą które mają gdziieś zdanie innych). Dziś w pracy zrobiłam coś trochę pochopnie, nie przemyślałam tego nic takiego w sumie... ale tak bardzo mi głupio było przed kierowniczką że zbierało mi sie na placz. kierowniczka to zauważyła zaczeła mnie chwalic i mowic ze przeciez jest zadowolna ze mnie ze to nic... ale to wcale nie chodzi o to w tym zeby ktos sie nade mna litowal - bo jak ktos tak robi to efekt jest odwrotny i jeszcze bardziej chce mi sie ryczec (byłam zmeczona i nie wyspana wtedy duzo czesciej mam tekie głupie wahania nastrojów). No ale do sedna... ostatnio jestem bardzo rozleniwiona... moj facet jest ciagle w delecji siedze tu sama.. zawsze mialam problemy z placzem w podstawowce bardzo plakałam przez zle oceny.. albo jak mi cos nie wychodziło teraz od czasu do czasu trafi sie taki placz z bezsilnosci... czasem przytulam mojego faceta i placze chociaz nic sie nie stało, nikt nie umarł.... Boję się że to bedzie odebranie przez wszystkich jakos bardzo negatywnie ale nie panuje nad tym jak mam czasem taki nastroj to poprostu nie potrafie inaczej,,, Czy to depresja? jakas nerwica? czy zwyczajne uzalanie sie nad soba z w sumie nie wiem jakiego powodu bo nie jeden mogłby mi pozazdroscic... Boje sie czasem ze bede taka jak moj tata -ma nerwice natrectw czesto gada jakies glupoty... mam chodzila z nim do psychiatry ale on nie chce tam chodzic... nie jeszt szkodliwy ale zdarza mU sie mowic bez sensu. NIE CHCE JA TAKA BYC I TAK BYC ODBIERANA... POMOCY!
  13. Witam wszystkich użytkowników i szanownych psychologów Mam 28 lat. W wieku 14 lat zdiagnozowali u mnie zespół Aspergera. Przez ładnych parę lat nie chciałem przyjąć tego do wiadomości. Wmawiałem sobie że jestem normalny i nie ma problemu. Nie jest tak. Co było widać w relacjach z rówieśnikami. Często bywałem obiektem drwin a nawet przemocy z ich strony. Znajdywałem też kolegów, dzięki czemu czas szkolny jakoś przetrwałem bez wspominania tych czasów jako piekło, ale lekko nie było. Też w relacjach damsko-męskich. Zawsze się zastanawiałem co się dzieję że koledzy mają dziewczyny, pierwsze pocałunki, pierwszy seks, a ja zawsze byłem sam. Byłem i jestem do dziś nie śmiały, wstydzę się sam zagadać, ale zawsze kiedy nawiązywałem jakąś relację z dziewczyną czy potem kobietą nigdy nie było w stanie to wyjść poza koleżeństwo, mimo moich oczekiwań by było coś z tego więcej. Moje dolegliwości też sprawiły że miałem kłopoty na studiach, egzaminy ustne były mordęgą, i skończyło się nawet powtarzaniem roku. Często zwalniałem się z pracy z powodu podejścia współpracowników do mnie co bywało nie do wytrzymania, aktualnie jestem w poszukiwaniu kolejnej. Zastanawiam się czy któryś z państwa psychologów ma doświadczenia z prowadzenia terapii z autystykami bardzo wysoko funkcjonującymi, z ilorazem inteligencji w przedziale górnych dwóch percentylów? Zmagających się z depresją (typ depresyjny bez cienia manii) i bardzo niską samooceną. Od 1,5 roku jestem pod stałą opieką psychiatry i uczęszczam na psychoterapię, co jakiś czas wydaje się że przynosi to efekty, jednak nie zadowalające mnie. Chciałbym przede wszystkim popracować nad akceptacją siebie, żeby nie tyle zrozumieć siebie, co wiedzieć jak to przetrawić, i wykorzystać konstruktywnie to co zrozumiałem. Pozdrawiam.
  14. Witam, od jakiegoś czasu nieudolnie poszukuję psychologa. Dwa lata temu zdiagnozowano u mnie chorobę afektywną dwubiegunową (potwierdzoną przez dwójkę lekarzy). Moja Pani psychiatra wystawiła mi również skierowanie na badanie pod kątem BPD - ale wszyscy psycholodzy, do których trafiałam stwierdzali ,,nie zrobię Pani testu w tym kierunku" ,,są różne szkoły", to ,,ciężko stwierdzić..." i jak ognia unikali tematu. Kiedy jestem pozbawiona czynników stresowych - normalnie funkcjonuję. Na co dzień przyjmuję tylko stabilizator (Lamitrin) - nie wywołuje on żadnych ,,efektów ubocznych", a pomaga kontrolować huśtawki nastrojów. W gorszych momentach przyjmuję lekkie leki antydepresyjne. Moje życie jest z pozoru udane - wspaniałego chłopaka, bardzo dobrą pracę. Niestety, w momencie kryzysu (najgorszy moment mojej choroby) porzuciłam moje studia w ostatnim semestrze - zaliczyłam wszystkie egzaminy, ale nie zdałam seminarium dyplomowego. Mimo możliwości ubiegania się o przywrócenie na listę studentów - pozbawiona pomocy - nie umiem tego zrobić. Wydaje mi się, że jestem osobą inteligentną, jednakże próbowałam później kilkukrotnie rozpoczynać studia i z jakiegoś powodu (mimo zdawanych egzaminów) - nie pochodziłam do innych i po jakimś czasie rezygnowałam. Z tej przyczyny nie potrafię wyeliminować lęku: i co z tego, że mam dobrą pracę, skoro jeśli coś się nie powiedzie to zostanę na lodzie? Bez wykształcenia? Przecież chodziłam do świetnej szkoły średniej; moi rówieśnicy rozpoczynają już doktoraty... W pracy radzę sobie dobrze, jestem doceniana i chwalona, we wszystko co robię wkładam dużo siły i serca (aktualnie omawiam szczegóły awansu), ale... i tak ciągle się boję. Nie chcę rozpocząć kolejnych studiów, ponieważ ten schemat ciągle się powtarza, powtarza, powtarza... A w przypadku mojej pracy dyplomowej - uczelnia odmówiła pomocy. Warunkiem "przywrócenia na studia" - jest złożenie pracy w dziekanacie. Mam okropną blokadę. Mam ,,lekkie pióro" - piszę od dziecka, prowadzę bloga firmowego, prywatnego... Niestety, z jakiejś przyczyny nie mogę tego ruszyć, dosłownie "boli mnie w środku" i dostaję ataków paniki. Pogłębia się uczucie beznadziejności. Jak już wcześniej wspomniałam - chodziłam do bardzo dobrego liceum (najlepsze w moim województwie), rodzice zawsze wymagali ode mnie bardzo dużo i do dziś słyszę docinki w kwestii porzuconych studiów... Ba, kłamię ich, że wciąż studiuję prawo, a to też rzuciłam miesiące temu. Nie mam dobrych relacji z rodzicami, tata zawsze był neutralny, matka to typ ,,nieokazujący emocji" i despotyczny. Przerabiałam ten temat wiele razy, wybaczyłam im i nie żywię już do nich urazy - wyprowadziłam się i ,,żyję na własny rachunek." Jakkolwiek mimo tego, że nie są dla mnie bliskimi osobami, wciąż boli mnie to, że ich... zawiodłam. W kwestii mojego chłopaka - jest naprawdę dla mnie bardzo dobry. Zawsze stoi za mną murem, bardzo mi pomaga, wspiera w gorszych chwilach - jest moją podporą. Nie mogę powiedzieć na niego złego słowa - nawet się nie kłócimy. Niestety, byłam wcześniej w wyjątkowo toksycznej relacji i codziennie powracają bolesne wspomnienia (spotykałam się z typowym, pogubionym DDA). Osoba ta krzywdziła mnie dosłownie tysiące razy, a ja...? Beznadziejnie zakochana - ciągle mu wybaczałam (nawet najgorsze rzeczy). Doskonale zdawałam sobie sprawę z tego, że zachowuję się nierozsądnie, ale nie potrafiłam powstrzymać emocji. Setki razy "zamykałam rozdział", a on wtedy się "uaktywniał", dawał mi nadzieję i znów odchodził. Nie utrzymuję z nim kontaktu, ale wciąż powracają retrospekcje - przez kilka lat osoba ta robiła do mnie "podchody", bawiła się mną i wykorzystywała fakt, że byłam "do bólu zakochana". Nie kocham go już - to wiem na pewno, ale te rany ciągle same się otwierają. W tym momencie ma partnerkę i boli mnie fakt, że potrafi szanować kogoś innego, a mnie nie umiał... Obwiniam siebie za to, że nie szanowałam siebie - ,,to moja wina, bo skoro sama się nie szanowałam - to jak ktoś inny mógł mnie szanować?" I dlaczego przez tyle lat to ciągnął, skoro mnie nie kochał? Nie wiem, może tendencja z rozpoczynaniem studiów i porzucaniem ich oraz to chroniczne wybaczanie stworzyło tą blokadę w mojej głowie? Może dlatego już nie wierzę w to, że mogłabym coś zmienić?
  15. Witam. Moim problemem jest to ,że kiedyś już bylem u psychiatry brałem leki potem odstawiłem z porozumieniem z lekarzem ale po latach musiałem wrócić po pomoc bo zaczęły się cuda ze mną dziać w pracy(objawy psychosomatyczne) mam pracę z ludźmi i w pewnyn momencie z powodu dlugo tlumionego stresu zacząłem jakby mdleć nogi robiły się miekkie i tak jakbym odczuwał potrzebę iść do ubikacji...odchodzilem od klienta objawy ustawaly.Wracałem do klienta to samo...przyspieszony oddech z obawy o to co się stanie...pojechałem na zakupy przyjemna rzecz...wszedłem w tlum ludzi to samo...teraz już zchodze z leków i objawy wspominane wiadomo ustapily choć wiem ze ciężko mi bedzie bez pomocy jakis tabsow bo jak trafia się np wredny klient czuje że jestem bardziej nerwowy i ogólnie do drzenia rąk niewiele brakuje a ogolne to mam wstręt do ludzi już bardzo mnie wkurzaja i przeradza się to w irytację i frustracje bo ludzi czesto są wredni a dodatkowo ja sam sobie nie radze ze sobą co mnie jeszcze bardziej irytuje... Najgorsze jest to że świadomy mój rozum wie że jestem świetnym fachowcem w swojej dziedzinie a i tak wkrada się niepokój zwłaszcza gdy mam do czynienia z "ciężkimi"osobnikami tracę pewność siebie a gdy przyjmuje sztuczna poze i mowę ciała maskujacą moja niepewność ze stresu spinaja mi się mięśnie wokół szyjii...potworny ból Drugi biegun który nie pomaga to moje życie prywatne Miałem kilka partnerek atrakcyjnych bardziej lub mniej tych które MNIE zostawily i jedną która ja zostawiłem. Problem polega na tym ze bez kobiety przy boku moje poczucie wartości strasznie spada i ostatnia partnerka musiałem ja zostawić ze zdrowego rozdadku ponieważ relacja z nią byla nie do zniesienia i mimo że nie znoszę samotności zdrowy rozsądek wygral. Ten brak pewności SIEBIE w relacji z klientami czy tez obcymi a nawet rodzina bliższą dalsza jest takze w kontaktach z kobietami tyle ze jeszcze gorzej. Moje poczucie wartości jest bliskie" 0" pewność siebie tym samym.. Wiele osób widzi i mówi mi że jestem przystojny wiec powinienem mieć ułatwione zadanie ale przez te lęki mój potencjał się marnuje na poznanie kogoś fajnego,bo niestety jesli grunt prywatnego życia cierpi przenosi się to także na pracę i na odwrót dochodzi frustracja z obecnego stanu rzeczy i zaczyna się brak chęci do czegokolwiek i wiary... Robię co moge siłownia itp wyjść gdzieś czy coś ale to za mało ciągle czuje ze ten brak pewności SIEBIE zabiera mi radosc z życia SłysZałem o alternatywie środek 5 htp Czy ktoś może powiedzieć czy mial dobre efekty po tym i czy by bylo odpowiednie na zaradzenie mojej sytuacji...czytałem tylko to co w necie może tu ktoś się wypowie ktomial podobny problem a mu pomogło Będę wdzięczny za każdą pomoc
  16. Od zawsze mam pewne kompleksy dotyczace mojego wygladu, caly czas mi cos nie pasowalo i nigdy zbytnio nie staralam sie o zmiane bo uwazalam, ze nie umiem i nie dam rady. Jednak wtedy jeszcze nie bylo az tak zle, teraz mam ciagle wrazenie, ze jestem oblesna i nie wiem jak ludzie moga sie do mnie zblizac, caly czas boje sie, ze smierdze, ze mam nkeprzyjemny zapach z ust, ze jestem gruba i wygladam odpychajaca a caly czas dbam o to aby wygladac, pachniec i ubierac sie dobrze. Pomimo tego czuje, ze jestem obrzydliwa. Ale to nie wszystko, od pewnego czasu mam konkretne braki w samoocenie, nie umiem znalezc w sobie wiecej niz 2 zalet (oczywiscie chodzi o charakter), caly czas martwie sie moja przyszloscia i tym, ze nie czeka mnie nic dobrego, nie wierze w siebie, nie mam zadnych umiejetnosci i caly czas potepiam sie za to, ze nic nie umiem, nic mi nie wychodzi i powtarzam sobie, ze jestem beznadziejna i nic nie warta, caly czas mysle o tym, ze np. moi przyjaciele powinni zerwac ze mna kontakt bo i tak im nie pomagam i caly czas mowie o sobie albo pogarszam sprawe a moja dziewczyna powinna znalezc sobie kogos lepszego. Te mysli i uczucia pojawiaja sie caly czas, jak moglam normalnie zyc z komoleksami dotyczacymi wygladu tak teraz kompletnie nie mam do siebie sil i nawet nie chce z nikim rozmawiac przez to wszystko i nie wiem sama co robic.
  17. Witam wszyskich! mam 21 lat i jestem szczęśliwą mężatką od pół roku. Mój problem jest taki, że już prawie rok czasu mam ból pleców a dokładnie- ból łopatki prawej i odcinka lęźdźwiowego. Czasami tez boli mnie w okolicach klatki piersiowej- tak piecze. Wcześniej pracowałam fizycznie a teraz jestem na zwolnieniu lekarskim. Chodzę do różnych lekarzy, miałam też rezonans magnetyczny ale nikt nie pomaga. Zastanawiam się czy to nie przypadkiem bardziej psychika. Dodam, że mieszkam z mężem za granicą od dwóch lat i nie czuję się tu dobrze. Głównie przez pracę. Wyjechaliśmy żeby zarobić właśnie na wesele. W związku nam się układa i planujemy wrócić do Polski niedługo i wiem że będzie mi lepiej. Ale proszę o poradę czy to jednak główna rola to psychika..staram się myśleć pozytywnie. Mój ojciec jest bardzo nerwowy i gdy mieszkałam z rodzicami do 18. roku życia to gnębił mnie psychicznie ale mimo to potrafię nawiązywać z ludźmi relacje, mam kochającego męża i przyjaciół jednak boję się że to jakaś nerwica..sama nie wiem. Pozdrawiam
  18. Faceci muszą sobie uświadomić jedno. Prawda jest taka ! Wygląd jest najważniejszy ! Osobom atrakcyjnym ufa się bardziej. Są lepiej postrzegani niż Ci przeciętni nie mówiąc o brzydkich osobach.Piękno kojarzone jest z sukcesem i dostatkiem. Pięknym się więcej pozytywnych cech niż osobom mniej atrakcyjnym. Przystojniak nawet tępak, cwaniak itp - przyciągnie uwagę kobiety. Atrakcyjni są postrzegani jako bardziej kontaktowi i inteligentni, zarabiają więcej, odnoszą więcej sukcesów, mają bardziej udane życie erotyczne, nawiązują lepsze kontakty z otoczeniem, częściej zostają uniewinniania w procesach sądowych, są łagodniej karani, kiedy uzna się ich winnymi. Słowem, piękni mają w życiu łatwiej. DLATEGO SPĘDZAMY GODZINY NA SIŁOWNI PANIE RAFALE !! A NA DOLE BRZYDKI VS MODEL . KTÓRY WYDAJE SIĘ PEWNIEJSZY SIEBIE ? KTÓRY WYDAJE SIĘ BYSTRZEJSZY ? KTÓRY WYDAJE SIĘ BOGATSZY ? KTÓRY MA BUJNIEJSZE ZYCIE EROTYCZNE? KTÓRY MA WIĘCEJ PRZYJACIÓŁ I ZNAJOMYCH?
  19. Witam, Jestem nowym użytkownikiem strony jak i forum. Przychodzę z problemem, który ciągnie się za mną od czasu ukończenia liceum, czyli trwa ok.3 lata. A mianowicie kompletnie nie radzę sobie ze sobą jeśli chodzi o pracę. Nie mam motywacji, nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu pracy dłużej niż kilka miesięcy, bardzo szybko się nudzę, a do tego nie widzę perspektyw dla siebie i dla swojego dalszego życia. Od drugiej połowy 3 klasy liceum podjęłam się pracy na weekendy. Wszystko było świetnie bo wydawało mi się ,że po szkole chcę od razu podjąć się pracy i nie chciałam kontynuować nauki. Skończyłam szkołę, dalej pracowałam w tym samym miejscu ale w któreś chwili poczułam, że to jednak nie to.. że jednak czas na zmianę pracy i otoczenia. Wcale mi to nie wyszło na dobre bo po 2 miesiącach w innej pracy wróciłam do tej poprzedniej (1 pracę miałam po znajomości więc nie było problemu aby znowu tam wrócić). Praca polegała na bezpośredniej obsłudze klienta w sklepie, w centrum handlowym. Było mi tam dobrze do póki nie zmienił się menager i znowu wpadłam na pomysł zmiany pracy. Udało się znalazłam pracę w sieciówce, w której wytrzymałam tydzień czasu, byłam załamana bo co dalej? co mam robić? Po miesiącu siedzenia w domu znalazłam pracę w kawiarni. Na początku bardzo mi się podobało, byłam zadowolona, zarobki też nie były złe jednak po jakimś czasie a dokładnie po 7 miesiącach zaczęły mi przeszkadzać poranne zmiany na 5:30 jak i brak umowy o pracę. Kolejna zmiana! Znalazłam pracę w sklepie internetowym. Umowa o pracę, 4km od domu, możliwość dojazdu autem (w między czasie zdałam prawko), super ekipa. Pracę w tym sklepie zaczęłam w lutym 2018r Wszystko zaczęło się sypać w wakacje, a dokładnie w sierpniu kiedy jedna, jedyna koleżanka z "biurka" poszła na zwolnienie. Wszystko zostało na mojej głowie, pensja nieadekwatna co do wykonywanych obowiązków, męczące telefony od klientów, brak premii: KOLEJNA ZMIANA!. Znalazłam pracę w sklepie, znowu sieciówka, fajne perspektywy.. niestety okazało się to totalną klapą, nie wytrzymałam tam 2-uch dni.. KOLEJNA ZMIANA! Znowu sieciówka, również blisko domu w nowej galerii handlowej. Przepracowałam tam od listopada do końca grudnia, atmosfera zaczęła się psuć, pensja to był nieśmieszny żart, a przecież się nie uczę, płacę rachunki, potrzebuje jpieniędzy. KOLEJNA ZMIANA! Od stycznia tego roku znalazłam pracę w sklepie internetowym w CC. 3 razy w tygodniu po 12h, pensja jest najlepsza jaką do tej pory miałam ALE.. właśnie, ale po tych 3 przepracowanych tygodniach znowu bije się z myślami. Czy to na pewno to co chce robić, czy na pewno chce marnować na dojazdy 2godziny, czy na pewno chce być tak daleko od domu, czy na pewno dam sobie radę jeśli koordynatorka jest jędzą i wręcz znęca się nad jedną z pracownic? Ja już po prostu nie mam siły, nie mam siły do siebie ani do tego żeby szukać kolejnej pracy.. Jest mi okropnie wstyd przed znajomymi, przed partnerem i rodziną. Nie potrafie zagrzać miejsca i trzymać się jednej posady i jednego miejsca pracy. Dołuje mnie to strasznie bo mam dopiero 21 lat i już za sobą tyle miejsc pracy. Boje się o swoją przyszłość. Studia na pewno odpadają bo po prostu to nie dla mnie. Do tego wszystkiego dochodzi brak poczucia własnej wartości i niechęci do życia. Nie wiem co mam robić, czy to już jest jakaś choroba? Gdzie znaleźć podłoże takiego zachowania? Mam nadzieję, że wpasuje sie w to forum i uzyskam choć troszkę wsparcia i zrozumienia.
  20. Witam. Krótko o mnie, mam 23 lata, pracuję, lubię sport oraz samorozwój, ogólnie jestem zadowolony ze swojego życia tylko że... no prawie. Pewnie większość z was przechodziła przez to co zaraz opiszę, a po przeczytaniu tytułu zakładam że pewnie wiecie już co mam na myśli 😛 naprawdę nienawidzę wszelkich spotkań rodzinnych, gdzie zjeżdża się cała familia. Gdybym mógł wybrać jedną cechę której nie trawię:) To byłaby to WŚCIBSKOŚĆ, strasznie irytuje mnie ciekawość co niektórych ciotek i wujków, oraz ich ocena tego co ja powiniem robić, a co nie, później słynne już "Ja to w twoim wieku to robiłem to I to". Ale szczyt szczytów to miała moja siostra, gdy zaczęli ją pytać czy ma teraz jakiegoś chłopaka, oraz pytanie się - A czy gada jeszcze z "D" (byłym) oraz porównywanie który by do niej lepiej pasował 😂 I oczywiście mnie też pytają, kiedy ja przyprowadzę kogoś, I choćbym nie wiem jakiej riposty użył, choćbym nie wiem jaki miał dystans do tego, to czuje się potem I tak trochę przegrany albo bardziej zażenowany tym spektaklem. Ktoś mógłby grzecznie napisać "miej wywalone na to, pogadają sobie i tyle." no właśnie Ale nie potrafię, od pewnego czasu codziennie o tym myślę, wyobrażam sobie ciągle jakich ripost moglbym tym razem użyć, mimo że takie spotkania odbywają się 2-3 w roku 😛 Marnuję swój czas przez to, i napawam się negatywnymi emocjami na własne życzenie 😕
  21. Jak zacząć kochać siebie na nowo?
  22. Dzień dobry, mam 21 lat, jestem jedynaczką i bardzo wrażliwą osobą. W życiu szukam bezustannie bartniej duszy z którą mogłabym dzielić się wszystim. Myslalam że poznałam taką osobę jednak niestety zakończyłam swój związek. Niestety nasze relacje nie wyglądały za dobrze ciągłe kłótnie i różne poglądy na przyszłość, bardzo się różnilislmy. Jednak nie zawsze tak było, nieraz sepdzalismy cudnowne dnie razem. Bardzo boje się że nie poradzę sobie z samotnością, że nie jestem wystarczająco silna. Potrzebuję wsparcia i rozmowy z kimkolwiek na ten temat.
  23. Witam. Jestem 22 letnią kobietą . W zasadzie powinnam być szczęśliwa bo zarówno rodzina jak i przyjaciele bardzo mnie wspierają. Jednak coś jest nie tak... Zacznę od tego, że mam poważny problem z zaakceptowaniem samej siebie. Dlaczego? Przecież przez ostatni czas bardzo schudłam, jestem ładna, jestem atrakcyjna. No przynajmniej wszyscy mi to mówią... Mam problem z adaptacją wśród rówieśników, przynajmniej tak mi się wydaję. Boję się odrzucenia. Ostatnio zauważyłam, że przez to odpycham od siebie bliskich. Konkretnie przez to, że stałam się bardzo egoistyczna i mimo, że doceniam pomoc jaką mi ofiarują, nie umiem tego docenić. Zarówno mnie, jak i innych denerwuje to, że jestem bardzo uparta i nie umiem odpuścić kiedy trzeba. Szybko wpadam w złość kiedy coś mi nie wyjdzie i odbija się to na innych. Słyszałam również opinie, że czasem zachowuje się jak rozpieszczone dziecko. Nie mogę znaleźć pracy, żadna mnie nie zadowala i szybko rezygnuje. Jestem taka, że chcę mieć wszystko tu i teraz i jeśli tak nie jest to się zniechęcam, a po chwili denerwuje i robię to na siłę żeby było JUŻ. Płaczę bez powodu i czuję, że nigdzie nie pasuję. Jak jestem z kimś to jest wszystko dobrze, ale kiedy zostanę sama to jest mi źle. Tak jakbym nie potrzebowała czasu dla samej siebie. Nie mogę siedzieć w miejscu i zająć się swoimi sprawami, których mam dużo bo uczę się zaocznie, a zaległości troszkę mam. Mam wrażenie, że nikogo nie interesują moje problemy i nikt nie potrafi mi pomóc... Proszę o poradę bo nie mogę wytrzymać sama ze sobą. Irytuje mnie, że nie rozumiem siebie...
  24. Witam. Jestem 25 letnią matką, na chwilę obecną jedyną radością dla mnie jest mój synek. Postanowiłam że napiszę tutaj bo mam ze sobą problem. Chodzi o to że boję się odmawiać nie potrafię walczyć o swoje, zgadzam się od kąd pamiętam na to aby inni mnie krzywdzili,wiecznie jestem popychana,bez przyjaciół i bez wsparcia . W dzieciństwie doświadczyłam molestowania,później ktoś próbował mnie zgwalcic i mój były partner zmuszał mnie do seksu, początkowo nie umiałam mu odmówić,później kiedy zaczęłam mówić że nie chcę zeby mnie w taki sposób dotykal on nie słuchał,a ja dalej nie umiałam się przeciwstawić. Nie potrafiłam z nim zerwać. Jako dziecko byłam zawsze milcząca. Chciałam się dowiedzieć czy objawami wykorzystania seksualnego może być lęk o którym wcześniej wspomniałam? Oprócz tego mam często myśli seksualne które w pewnym sensie sprawiają mi przyjemność : - myśli że ktoś mnie seksualnie krzywdzi -że ktoś mnie gwałci -upodobanie w starszych odemnie mężczyznach Drugie moje pytanie to czy to może mieć wpływ na moje dziecko,to że w ciąży pozwoliłam siebie tak traktować? Czasami myślę że ja tak naprawdę nie powinnam istnieć, nawet nie mam przyjaciół... Że się do niczego nie nadaję
  25. Witam, mam 29 lat i moje problemy z nastrojem zaczęły się w zasadzie rok temu, po rozpadzie toksycznego związku ze starszą od siebie kobietą w którym tkwiłem przez 1,5 roku i był to mój pierwszy związek. Zostałem zdradzony i porzucony. Dość mocno to przeżyłem, dlatego od razu zgłosiłem się do psychologa. Na przestrzeni 2-3 miesięcy straciłem dość duże pieniądze, zainwestowane podczas trwania związku i do dziś mam coś w rodzaju syndromu wypalenia zawodowego który miej więcej zaczął się w tym samym czasie, jestem inżynierem (od 2,5 roku w zawodzie), zbyt mocno zidentyfikowałem się z firmą i za dużo dawałem sobie wcisnąć i sporo robiłem za kolegów czasem z własnej woli czasem nie. Za ambitnie podszedłem do tego i zjadłem własny ogon. Objawy jakie mi towarzyszą to wahania nastroju, bardzo częste drzemki popołudniowe nawet 1-2h, kilka razy przez ten czas zdarzyło się, że przespałem praktycznie całe dnie w weekendy i kilkukrotnie przez ten okres budziłem się w nocy cały mokry, raczej sporadycznie oprócz pierwszego tygodnia po rozstaniu. Popołudniowe spanie występowało też wcześniej, ale z racji tego, że dość mocno mnie pochłaniała praca nie zwracałem na to uwagi. Brak wiary w siebie, problemy z koncentracją, niskie poczucie własnej wartości (wcześnie też miałem, ale teraz jest chyba jeszcze gorzej), rzadko jestem tu i teraz. Zazwyczaj jestem dość spokojny i niezbyt wylewny mam osobowość introwertyczną, czasem reaguję nerwowo i impulsywnie nie adekwatnie do sytuacji, mam wrażenie, że większość tłumię w sobie i potem się to wylewa. Z racji tego wypalenia i przyblokowania mnie przez firmę w sprawie awansu, chcę zmienić pracę, ale nie wiem w jakim kierunku się rozwijać, nie jestem w stanie podjąć żadnej decyzji. Ten stan mnie irytuje i frustruje i koło się napędza. Brak mi siły sprawczej. Jestem raczej typem samotnika, samotnego wilka nie jestem zbyt aktywny towarzysko, mam problemy z nawiązywaniem kontaktów, nie mam zbyt wielu znajomych, właściwie w ogóle ich nie mam oprócz starych z mojej rodzinnej miejscowości z którymi kontakt się pogorszył, przez co mam wrażenie,. Przez problemy z nawiązywaniem kontaktów mama wrażenie, że dużo tracę i mam do siebie o to wyrzuty. Robiłem badania podstawowe + hormonalne, tarczycowe, testosteron. Nigdzie z nimi nie byłem, ale praktycznie wszystko mieści się w podanych normach. Ten stan zawieszenia mnie frustruje, czas przelatuje mi przez palce. Pracuję z psychologiem od roku i nie widzę jakiejś znaczącej poprawy. Nie mogę się odtworzyć. Mam pytanie odnośnie tego czy ma znaczenie, że w takich okolicznościach kiedy zostałem zraniony przez kobietę, pracuję z psychologiem-kobietą co utrudnia moje otworzenie się ? Wtedy kiedy podjąłem decyzję o udaniu się po pomoc nie zwracałem uwagi na to czy to będzie kobieta czy mężczyzna jak się można domyślić mój stan emocjonalny był opłakany. Mam wrażenie, że w tej pracy jest chaos i nie jest ona uporządkowana, kilkukrotnie już miałem poczucie, żeby tą współpracę zakończyć. Nie wiem co mam robić czy zmienić psychologa na psychologa-mężczyznę czy dalej to ciągnąć ? Chciałem jak najszybciej dojść do siebie po tym, ale przedłużający się czas zaczyna mnie irytować co tylko pogarsza sprawę.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.