Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'samoocena'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 72 wyników

  1. Vamosneymar

    Problem

    Hej, od jakiegoś czasu zmagam się z problemem złego nastroju w nieoczekiwanych momentach. Radzę sobie z tym tylko i wyłącznie albo jedząc bardzo duże ilości przez co od pewnego czasu nie podobam się strasznie sobie gdyż przytyłam i nie umiem sobie z tym poradzić, albo idę na imprezę gdzie pije i 'bawię się'. Trudno mi poradzić sobie z napadami obżarstwa, może skutkuje to tym, że przez ponad pół roku byłam na redukcji przez co schudłam 5 kg jednak glodzilam się. Aktualnie nie jestem zadowolona ze swojego wyglądu, ze swojego życia i czuję się strasznie...
  2. Witam, mam 29 lat, jestem mężatką. Nie wiem od czego zacząć, wszystko do tej pory trzymałam w sobie, aby nie zamartwiać moich bliskich. Może być nudno i długo, ale może ktoś to przeczyta i da wskazówkę do działania dalszego, podpowie, czy to tylko chwilowe obniżenie nastroju, czy faktycznie czas zadbać o psychikę. Generalnie nigdy nie lubiłam siebie. Obecnie wręcz siebie nienawidzę, często zdarza mi się w przypływie złości powiedzieć to na głos. Zazwyczaj tak, aby nikt nie słyszał. Od dzieciaka choruje przewlekle, leczę się u neurologa 20 lat. Zdrowie mi nie dopisuje, całe życie ograniczenia i zakazy. Dziś w wieku 29 lat jestem pod stałą opieką kilku specjalistów, na lekach, nie pamiętam dnia, aby nic mnie nie bolało (kolano po operacji, czeka mnie poprawka, ręka po 2 operacjach, rwy kulszowe, silne migreny, problemy gastryczne, teraz diagnostyka kręgosłupa). I szczerze? Mam dość. Nie mam siły już funkcjonować. Żeby sobie (chyba?) Udowodnić, że jednak jestem jak inni pracuję na prawie 2 etaty, angażuję się w mnóstwo rzeczy. Orzeczenia o niepełnosprawności nie mam. Nie stawałam na komisji. Wszak "paluszek i głowka....." Nie chcę już tak żyć. Nie chcę żyć wogóle. To byłoby dla mnie najlepsze rozwiązanie. Może wtedy poznałabym, czym jest życie bez bólu. I gdyby nie to, że jestem pieprzonym tchórzem, to myślę, że znalazłabym sposób.... 2 razy próbowałam przedawkować leki, ale mój organizm niestety poradził sobie, no i żyję nadal. O jednej próbie nie wie nikt, o drugiej mama wiedziała, ale praktycznie ją zastraszyłam, aby nie robiła nic. No i posluchała, nie wezwała karetki, żyjemy jakbg nigdy nic się nie stało. Aktualnie nie mam ochoty na nic poza tym co muszę. Wiele rzeczy zaniedbałam. Mam ochotę iść spać i nie wstać. A śpię sporo, nieraz i 9 godzin, a wstaję niewyspana. Jeśli chodzi o resztę kwestii, to sprawa się pogorszyła znacząco na początku roku. Posypała mi się praca, która była pracą marzeń. Robiłam to co kocham, spełniałam siebie, po prostu żyłam tym co robię, nie wyobrażałam sobie robić co innego! Ale przyszedł dzień, w którym zmienił się dyrektor. Zmieniła się atmosfera, poczułam się zagrożona, niepotrzebna, wręcz byłam przeszkodą. Nowy dyrektor stawiał mnie w niekomfortowych sytuacjach, wymagał rzeczy spoza zakresu obowiązków, a to, co do mnie należało robiłam po godzinach. Nawet "dziękuję" nie dostałam. Poza tym moje nowe.obowiązki szkodziły koleżance z pracy, co tylko powodowało u mnie poczucie winy. A bałam się odmowic... Doszło do tego, że wyjście z domu, to był dramat. Biegunki, nasilenie problemów jelitowych, wylądowałam na neurologii przez kilkutygodniowy napad migrenowy, schudłam... Szybko zmieniłam oracę, trochę odżyłqm, ale nadal żyję tamtą pracą, myślę o niej, myślę co bym tetsz robiła, co robiłam rok temu, 2 lata temu o tej porze... Lubię swoją obecną pracę, ale też nie jest idealna. Nie mogę soboę z tym poradzić, nawet jak to piszę, czuję, że wzbiera we mnie złość i mix innych emocji. Z pracy odeszłam nie z podciętymi skrzydłami, ale bez skrzydeł, bo przecież dyrektoe zapewnił mnie, że na moje miejsce ma z kogo wybierać, kto spełni jego oczekiwania. Na szczęście mam wsparcie w mężu i mamie. Tata nie żyje od 3 lat. Byłam dzieckiem chcianym i wyczekanym, rodzice wspierali mnie, pomagali rozwijać pasje i zainteresowania. Uczyli mnie też być twardą, nie poddawać się, ale też wlali we mnie mnóstwo empatii, bo zawsze powtarzali, ze są inni, nie mogę tylko myśleć o sobie, nie można krzywdzić i szkodzić. No i wyrosłam ja, z asertywnością się nie lubimy, bo jak ktoś pmocy potrzebuje, to szybciej zmienię swoje plany niż odmówię. Często kosztem wolnego czasu, pieniędzy... ale to akurat daje mi pozytywne doładowanie. Jestem jedynaczka. No i apropos rodziny... z mężem dzieci nie planujemy. W mojej aktualnej sytuacji zdrowotnej uważam, że byłoby to "trochę" nie odpowiedzialne, a poza tym po prosyi nie czujemy chęci posiadania dziecka. Co innego nasze otoczenie. Ono wręcz tego oczekują. No bo jak ja mogę myśleć o sobie, pozbawiam moją mamę zostania babcią, ona na pewjo by chciała! Poza tym zajdę w ciążę, to "na pewno" ozdrowieję. No i ten tykający zegar, zaraz trzydziestka, a kto mi szklanke wody na starość poda? Swoją drogą - mam nadzieję jej po prostu nie dożyć.... Mam dość tego wszystkiego. I nikt poza Wami o tym nie wie. Każdy zna mnie jako pogodną, zawsze uśmiechnoętą, chętną do pomocy, rozgadaną. Nie wiedzą co się kłębi w środku i jak bardzo nie chcę tu być. Przeraża mnie wizja kolejnego specjalisty, lekarza omijam do tego stopnia, że szybciej wezmę urlop niż l4. Wizyta u lekarza jest obkupiona rozstrojem żołądka i bezsennością. Zwlekam z wykonaniem badsń, które muszę powtarzac co rok. A poza tym, czy moje problemy nie są na wyrost? Gdyby było faktycznie źle umiałabym przybrać taką postawę, gdzie zmyliłabym 100% otoczenia? Czy nie zostanę odesłana, bo mam się po prosyu wziąć za siebie, inni mają gorzej, a ja po prostu wydziwiam? może i to są pierdoły, inni mają gorzej (leżąc na chirurgii onkologicznej widziałam różne sytuacje), ale ja już mam tego dosyć , zwyczajnie, po ludzku dosyć.... Nie wiem, czy ktoś dotrwa do mojego wywodu, mam cichą nadzieję, że może jednak jakieś światełko w tunelu dostrzege. Bo jak na razie nie widzę końca tej durnej sytuacji, ani sensu mojego (nie powiem jakiego) życia.. z góry dziękuję za chociaż jedno dobre słowo.
  3. Witam. Jestem Katarzyna i mam 32 lata. Jestem szczesliwa mezatka. Poznajc meza myslalam ze wszystko juz bedzie super idealnie. Niestety schody zaczely sie po slubie, poniewaz okazalo sie ze mam problem z zajsciem w ciaze. Staramy sie od 3 lat. Problem lezy po mojej stronie. Lecze sie ale co z tego skoro nadal nic. Psychicznie odpuscilam. Czesto przychodza mysli aby dac mezowi wolnosc aby sobie zycie ulozyl aby zostal tata. Niestety odwlekam ta decyzje bo go kocham. Nie wiem co robic.
  4. Mam 37 lat i nastepujace problemy/objawy: - bardzo mocno fizycznie odczuwam stres. Przykra uwaga otrzymana przez kogos lub nawet przeczytanie wiadomosci na internecie, ktore sa bardzo zle np o czyims cierpieniu, skutkuje kolataniem serca, speciem do takiego stopnia, ze odczuwac silny bol barkow, nog, plecow. smutkiem, duzymi problememi w zasnieciu przez min tydzien i silnymi problemami w koncentracji - wydaje mi sie, ze mam pewne objawy fobii spolecznej i 'anxiety' np. 'uciekam po czesci oficjalnej spotkania, kiedy uczestnicy maja sie poznac, porozmawiac, wymienic doswiadczeniami itp. Jakakolwiek sytuacja w ktorej nie mam jakby dokladnych instrukcji albo planu co mam robic i o czym rozmawiac wywoluje u mnie niepokoj i unikam takiej sytuacji ale np nie boje sie publicznych wystapien, prezentacji i przemowien przed spora grupa ludzi, i nie boje sie odpowiadac na pytania zadawane z tlumu ad hoc. Czesto po rozmowie z kims kogo dobrze nie znam wpadam jakby w obsesje analizowania tego co i jak powiedzialam bojac sie jak zostalam odebrana. Boje sie tez przyjmowac ludzi w swoim domu, nie jestem pewna co i jak przygotowac zeby wszystko dobrze wyszlo. Z drugiej strony zdaje sobie sprawe z tego i poniewac czasem czuje sie samotna to staram sie nawiazywac znajomosci (be cheerful) i zapraszac ludzi do domu. Jest to jednak okupione duzym stresem - jestem placzliwa ale w dziwnych sytuacjach. Sytuacje smutne czy stresowe nigdy nie wywoluja placzu. Jednak jak np tlumacze corce historie Polski i mowie np o bohaterach Powstania Warszawskiego, wtedy lzy mi sie strasznie cisna do oczu. Potrafie mowic o WTC bez placzu ale jak mam opowiedziec o bohaterskiej postawie zalogi ostatniego samolotu to wtedy placze. Placze tez czesto ze wzruszenia na wiesc o dobrych wiadomosciach, sukcesach, nawet obcych ludzi (bardzo dziwne moim zdaniem) - zdecydowanie gorzej czuje sie wieczorem anizeli rano, co nie pasuje do standardowego profilu depresji - nie mam mysli samobojczych, nie mam problemu ze wstawaniem rano ale np obrocz podstawowej higieny osobistej (codziennie myje wlosy, biore prysznic, nakladam make up i zakladam czyste, wyprasowane ubrania 'nie chce mi sie' dbac o siebie bardziej. Nie chce mi sie wyjsc pobiegac, choc wiem, ze zdecydowanie lepiej sie czuje po bieganiu. Nie chce mi sie isc do fryzjera czy do kosmetyczki. U kosmetyczki bylam 6 lat temu a u fryzjera bywam raz do roku...Chcialabym ladnie wygladac ale nie chce mi sie umawiac wizyt, pamietac o nich i sie wybrac do gabinetu. - potrafie odwolac spotkanie ze znajomymi, bo mi sie nie chce albo 'boje sie isc' - mam niska samoocene (w tzw gorsze dni mysle po prostu, ze jestem zerem) i nie potrafie robic rzeczy tylko dla siebie. Dla innych jestem zdolna do duzych poswiecen, zeby im np pomoc; mam tez tendencje do obwiniania sie i zalowania wielu rzeczy, tak jakbym nie potrafila sobie wybaczyc i isc delej. Mam glebokie poczucie, ze nikt mnie nie kocha. Mowilam o tym mezowi i chyba bylo to dla niego bardzo bolesne. On czesto zapewnia mnie, ze mnie kocha, kupuje kwiaty itp. - czasemi boje sie i odczuwam stres bez evidentnej przyczyny - bardzo lubie rutyne i strukture dnia ale tez wydaje mi sie, ze moje zycie jest troche nudne i chcialabym czesciej wychodzic, poznawac wiecej ludzi - zdarza mi sie oceniac ludzi zbyt ostro, pohopnie ich oceniac i byc za nadto krytyczna w stosunku do ludzi. Na poziomie intelektualnym wydaje mi sie to bezpodstawne i po prostu zle, ale jednak takie mysli czesto przychodza mi do glowy - przezylam kilka ciezkich, naglych i stresujacych wydazen w zyciu, mysle, ze przez ok 3 lata mialam objawy PSTD - mam pewne objawy APD i ADHD (np problem z dokonczeniem zadania, ktore spoczywa tylko na mnie, i tzw rozmienianie sie na drobne w pracy i problem z podejmowaniem decyzji oraz szybkie nudzenie sie danym typem pracy) I choc zdaje sobie z tego sprawe to trudno jest mi to zmienic . Z drugiej strony jestem nastawiona 'zadaniowo' i nie potrafie sie zrelaksowac kompletnie czy cieszyc zyciem. Ciagle jest cos do zrobienia czy cos do zamartwiania sie. - zdaje sobie sprawe, ze nie potrafie sie do konca cieszyc zyciem i to powoduje wyrzuty sumienia u mnie, poniewac mam dobra sytuacje finansowa, meza i superfajne dzieci. - stosunkowo czesto mam cos takiego jak backflash ze zlych wydarzen w moim zyciu, przykrych sytuacji, ktore przezywam na nowo Staram sie walczyc z negatywnymi myslami i nastrajac pozytywnie ale to jakos nie dziala i wydaje mi sie, ze z kazdym negatywnych nawet drobnym wydarzeniem/przykroscia raze sobie coraz gorzej (nie mam tzw thick skin). Maz jest wyrozumialy i nie ocenia mnie ale rownoczesnie zaprzecza, ze cos moze byc ze mna nie tak. Dwa razy w dyciu sama poszlam do lekarza rodzinnego i poprosilam o leki antydepresyjne (za pierwszym razem podzialaly fantastycznie, za drugim nie widzialam za bardzo poprawy). Nie chce wracac do lekow bo wydaje mi sie ze podswiadomie szukam czegos na czym moglabym sie oprzec a tak naprawde to mysle, ze mysze sie wreszcie z tym zmierzyc, zeby poprawic jakosc swojego zycia. Boje sie, ze moja nerwica, depresja czy cokolwiek to jest zle odbije sie na zdrowiu psychicznym moich dzieci . Ja tez nie czuje sie z tym komfortowo
  5. Na wstępie chciałbym przeprosić za długość tego postu, ale ciężko zmieścić tyle myśli w dwóch zdaniach. Myślę, że nareszcie wiem skąd moja depresja i moje zaburzenia lękowe się wzięły, a była to niezła zagadka dla mnie. Mam nadzieję, że ktoś to przeczyta chociaż w połowie, doradzi mi i poklepie po plecach bądź srogo opierniczy.Męczę się z tym już rok, klasyczny początek - wizyty w szpitalu, utrata kondycji i inne postrzeganie rzeczywistości, derealizacja/depersonalizacja i tak dalej i tak dalej...Jednak za cholerę nie miałem pojęcia skąd się to wzięło. Przecież nie przeżyłem żadnej traumy, nie zamordowano na moich oczach człowieka, nie byłem na żadnej wojnie, nie miałem poważnego wypadku samochodowego. Więc skąd to wszystko? A no korzenie sięgają aż dzieciństwa, które pozornie było udane. Miałem kolegów, bawiliśmy się razem całymi dniami. Jako dziecko nie masz żadnych zmartwień i nie rozmyślasz nad śmiercią, nad tym, że ktoś cie wykorzysta, oszuka. Niestety w prawie każdej bajce musi być ten czarny charakter a był to mój starszy brat. Obrażał mnie przed znajomymi, wmawiał mi od małego, że jestem brzydki, ohydny i odrażający. Mówił to do mnie tak jakby był o tym pewny. Ja jak to dziecko - popłakałem, popłakałem i zapomniałem. Rodzice niestety nie reagowali na to. Ba, nawet mówili mi żebym przestał się mazgaić. Niestety na przemocy psychicznej się skończyło. Potrafił wstać z łóżka w nocy (dzieliliśmy jeden pokój) i zacząć mnie kopać i bić. Wydawało mi się to normalne, że to musi tak być i koledzy pewnie też tak mają. Tak było do mniej więcej gimnazjum. Niestety do tego okresu ''przejąłem'' wszystkie złe zachowania jego i rodziców. Ale mimo tego miałem znajomych i byłem lubiany. Brat znalazł dziewczynę i nagle coś się w nim odmieniło. Zaprosił mnie wtedy na piłkę (pewnie jego dziewczyna go namówiła). Graliśmy i byłem szczęśliwy jak nigdy, wreszcie miałem prawdziwego brata. Stał się moim wzorem do naśladowania. Jednak z czasem znowu zaczął się znęcać psychicznie. Zapytałem dlaczego on mi to robi, a on na to, że musi mnie zahartować, że chce być moim mentorem. Od tamtego momentu tylko go tolerowałem i nic więcej. Doszło do tego, że przy rodzinnym stole w jego obecności bałem się odezwać. Bałem się, że mnie wyśmieje i zacznie wyzywać co często miało miejsce na uroczystościach. Rodzice oczywiście nie reagowali, poźniej się rozwiedli, ale to już inna historia. Ktoś sobie pomyśli, że sobie to wszystko wymyślam i wyolbrzymiam, ale rodzice traktowali go jak nadczłowieka(!!!), starsza siostra wolała spędzać z nim czas. Można powiedzieć, że był całkowitym przeciwieństwem mnie. On był wygadany, dobrze się uczył, miał mnóstwo dziewczyn, smykałkę do pieniędzy. Ja za to byłem taki stonowany, dziewczyny nie chiałem mieć, a w szkole mi średnio szło. Patrzyłem na to wszystko i chciałem być taki jak on. A to niestety kłóciło się z moim charakterem.----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Opiszę w punktach czynniki, które przyczyniły się do powstania zaburzeń i depresji. Muszę gdzieś to wylać z siebie bo nie mam do kogo.1. Przeprowadziłem się, straciłem większość znajomych bo powyjeżdżali na studia. Ja nie zaliczyłem matematyki (kto by się spodziewał), ale mam nadzieję, że się kiedyś za to wezmę. Ciągle wracam myślami do mojego wcześniejszego domu, za tymi wszystkimi chwilami tam spędzonymi. Taki już jestem, że się przywiązuje.2. Pierwsza praca. Był to dla mnie wielki szok po tych sielankach. Fakt, że trzeba rano wstać OBOWIĄZKOWO mnie przerażał. To własnie w pracy zaczęła się derealizacja. Kasa była tam dobra, ale ostatecznie odszedłem. Teraz pracuje gdzie indziej.3. Moja rodzina. To największy problem. Nie ukrywam, że to ona się głównie do tego przyczyniła. To brzmi jak zrzucanie winy na kogoś innego, ale zapewniam, że tak nie jest. Czuję, że wszyscy są do mnie uprzedzeni bo przecież byłem małą pi*deczką, która nie potrafi się postawić. Narzucali mi co mam robić w przyszłości, szczególnie siostra, która KAZAŁA MI być załóżmy strażakiem. Ja tylko przytakiwałem.4. Moja mama. Nie ukrywam, że jest to osoba dość niezrównoważona psychicznie i z nią mieszkam bo mam jeszcze 20 lat. Około rok temu jak rozmawiała z bratem i jej coś nagadał na mnie to wypaliła mi prosto w twarz, że jestem zerem, że niczego nie osiągnę, kobiety też nie będę miał. Doznałem wielkiego szoku bo to w końcu osoba, która mnie urodziła. Do tego wydziera się non stop o nic.5. Brak dziewczyny. Nie jestem brzydki, a ponoć przystojny. Mam dużo zainteresowań i trochę ćwiczę. Jednak nikt się jeszcze taki nie trafił. Czuję presję bo niektórzy znajomi się zaręczają, a u mnie pusto.Plan jest taki żeby zmienić w swoim życiu co nieco. Nie mówię, że pozbyłem się tego wszystkiego, może nawet jest gorzej. Nadal biorę jakieś leki. Jednak robie się bardziej pewny siebie, siostrze powiedziałem, że mam to w d*pie co ona chce i ja bede robil co bede chciał bo to jest moje życie i ja biore odpowiedzialność za nie.Chcę ograniczyć kontakt z ludźmi, którzy są toksyczni dla mnie. Mam na myśli kilka koleżanek, kolegów no i ehhh rodzinę. Ciężko mi o tym pisać. Myślę nad tym, żeby znaleźć 2 prace: jedną 8h, a drugą 4h i się wyprowadzić od matki i coś wynająć. Ojcu dam ultimatum, że jak nie przestanie skakać dookoła mojego brata, który wykorzystuje każdego i go tylko podjudza to będzie miał o jednego syna mniej. Może za ostro, ale już dłużej tego nie wytrzymam. Z bratem w ogóle nie chce mieć kontaktów. Zapiszę się znowu na psychoterapię. Napiszę maturę z matematyki i w przyszłości skończę jakieś studia. W skrócie - chciałbym żyć jak normalny człowiek, chciałbym mieć choć trochę radości z tego życia i mam nadzieję, że mi się uda. Mam nadzieje, że ktoś mi doradzi co robić.
  6. bluevelvet

    Stres w pracy

    Mam 30 lat, a od 7 pracuję w zawodzie nauczyciela. Wybrałam ten zawód świadomie i mimo problemów ze znalezieniem pracy na stałe, zawsze przynosił mi dużo radości. Mam kilka zaufanych osób w pracy, na których mogę polegać. Od paru miesięcy zauważyłam jednak u siebie zniechęcenie do pracy, a problemy i sytuacje stresujące przygnębiają mnie bardziej niż w poprzednich latach. Problemy pogłębiły się, kiedy powierzono mi bardziej odpowiedzialne zadania w pracy. Nie boję się nowych obowiązków tylko rozczarowania z powodu lenistwa uczniów, z którymi pracuję. Często wstaję rano z myślą, że dziś wydarzy się coś nie po mojej myśli, jakiś uczeń mnie zdenerwuje lub nie wywiąże się z powierzonych obowiązków. Mam poczucie, że moje zaangażowanie nie jest doceniane przez moich wychowanków i najchętniej chcieliby, abym dała im święty spokój i zgadzała się ze wszystkim, co proponują, a to nie jest właściwe ani możliwe. Bardzo przeżywam sytuacje konfliktowe z uczniem, mimo że teraz mam więcej doświadczenia niż kilka lat temu. Czasami mam poczucie, że mój pracodawca obarcza mnie winą za błędy popełniane przez uczniów. Nie potrafię zapomnieć o pracy nawet podczas dni wolnych. Od tych wszystkich myśli czasami boli mnie głowa i serce, jestem rozkojarzona i nieszczęśliwa, ponieważ nie mogę w pełni skupić się na pracy dydaktycznej, którą bardzo lubię. Doszło do tego, że czasami myślę o zmianie zawodu, ale nie chcę podejmować pochopnej decyzji. Co mogę zrobić, aby lepiej radzić sobie z tego rodzaju stresem i czerpać więcej radości z pracy? Czy zmiana zawodu jest jedynym rozwiązaniem?
  7. Witam, Mam 31 lat i od 8 lat nie byłam w stałym związku. Spotykam sie z mezczyznami zazwyczaj sporo starszymi od siebie, minimum 8 lat. Szybko się zakochuje . W tych relacjach jest dobrze póki czułam ogromne zainteresowanie. W momencie kiedy po ok 2 miesiącach nie dodawałam już setek sms-ów i nie okazywał już takiego zainteresowania przynajmniej w moim mniemaniu ogarnia mnie przerażenie, że to stracę i wówczas jestem w stanie stanąć na głowie by tak się nie stało. Zamiast pokazać swoją niezależność chce to zatrzymać np poprzez łóżko. Widzę problem w tym, że potrzebuje ogromnego zainteresowania moja osoba mezczyzny i panicznie boję się że mogę przestać mu się podobać. Nie wiem z czego wynika potrzeba zadawalania facetów o błagania wręcz o uwagę w zamian nie oczekując nic. Przykład od 2 miesięcy spotykam się z facetem mam podejrzenie, że on ma żonę ale boję się co zapytać o to mimo że wiadomo iż jeśli mam rację taką relacją jest spisana na straty. Z poprzednim było tak samo, on nie pisał, nie dzwonił a ja zamiast wymagać od niego spotkania, zainteresowania grzecznie czekałam aż zechce mnie zobaczyć i leciałam na to spotkanie bez mrugnięcia okiem. Co zrobić by nie pakować się w takie relacje? Jak poczuć że jestem wartościową, a fakt że ktoś nie napisał do mnie przez kilka dni nie jest końcem świata? Chciałabym stworzyć pełnowartościowy związek A nie pchać się w kolejną namiastkę...
  8. Paulina00710

    Co mi sie dzieje?

    Sama nie wiem od czego zacząć. Jestem studentką, mam 22 lata. Od kilku lat pewne emocje we mnie narastały i teraz czuję się tak bardzo dziwnie. Nie wiem nawet, co jest najgorsze. Mam wrażenie, że wszystkiego się boję poczynając od stresu towarzyszącego mi choćby przy pójściu do sklepu (okropnie stresuję mnie przechodzenie przez jezdnie, czy jadący samochód się zatrzyma, czy nie, czy długo będę stała zanim przejdę-kompletnie dziwne to) a kończąc na tym, że stresuję się nawet chodzeniem na zajęcia, pójściem do sklepu przed zamknięciem ( czy zdążę zrobić zakupy i nikt mnie nie zamknie w środku). Mam wrażenie, że mam zachwiane poczucie bezpieczeństwa, nie wiem z czego to wynika. Tak się zastanawiałam i moje dzieciństwo było naprawdę dobre. Rodziców mam wspaniałych, którzy mi pomagają, wspierają. Więc co mi się stało, że taka jestem? Czuję się nieszczęśliwa, ostatnio ciągle płaczę, bo muszę chodzić na zajęcia. Chociaż, kiedy jestem już na uczelni czuję się dobrze, sama droga jest do niej najgorsza. Boję się, że nic w życiu nie osiągnę, bo strasznie się sama blokuję i ograniczam. Boję się żyć, czuję się w zasadzie gdzieś w środku martwa. Co to za życie jeśli boję się 90% tego, co muszę robić, co chcę? Oprócz tego boję, że mnie skrzywdzi mój narzeczony. Parę razy mnie okłamał, ale jak mógł nie kłamać skoro potrafiłam być zła na niego, że pisał z koleżanką z uczelni? To nic złego przecież, a dla mnie to koszmar. Miałam okres, w którym go totalnie kontrolowałam (sprawdzenie facebooka, stron na jakie wchodził, zabroniłam mu słuchać jego ulubionego zespołu, bo mi się nie podobał). Ja wiem, ze to bardzo krzywdzącego dla drugiego człowieku, teraz uspokoilo się to, ale wciąż się boję. Boję się, ze mnie zostawi, ze będę sama, ze mnie nie kocha, ze mu się nie podobam. Miewam napady paniki, kiedy z różnych względów nie mam z nim kontaktu. Dwa razy chciał mnie zostawić, co jeszcze bardziej zburzyło moje poczucie bezpieczeństwa, moją samoocenę. Czuję się brzydka. Przez ostatnie 3 tygodni jest gorzej niż kiedykolwiek. Nie mam kompletnie na nic ochoty, najchętniej bym całe dnie została w łóżku. Tylko w swoim pokoju czuję się dobrze i komfortowo. Schudłam kilka kilo, nie mogę ostatnio jeść za bardzo. To takie wszystko głupie, chciałabym czuć się szczęśliwa i nie czuć non stop stresu i lęku. Co miałabym zrobić, żeby było mi lepiej? Nie chcę iść do psychologa. Nie umiem mówić o uczuciach.
  9. kacperk1505

    Za późno?

    Mam 21 lat i myślę o samobójstwie. Obejrzałem na yt wiele tedx'ów i relacji jak poradzić sobie z życiem, czytałem sporo artykułów, ale czuję, że we mnie nawarstwiło się zbyt wiele i jest już za późno. Nie umiem odezwać się gdy są więcej niż 3 osoby chyba, że je bardzo dobrze znam, a ale za to mogę patrzeć nieznajomym w oczy i unikam znajomych plus odpowiadam krótko jakbym się śpieszył, mimo, że po kilku minutach rozmowy czuję dziwną euforię. Nie umiem opowiadać historii i mam coraz większę problemy z pamięcią krótko i długotrwałą, oraz skupieniem, a kiedyś byłem świetnym uczniem. Pogarszanie pamięci i skupienia pojawiło się wraz z problemami z żołądkiem(odruchy jakby duszenie powietrzem, chęć beknięcia dziwnym dźwiękiem). Jakoś da się żyć z fizycznymi objawami, ale coraz bardziej czuję, że nie umiem rozmawiać i wszystko co mówię to głupoty, głupie frazesy, przytakiwanie, wypluwanie słów byleby coś powiedzieć, a książek czytałem sporo. Boję się, że kiedyś się obudzę i zapomnę wszystkie słowa. Na studiach i w pracy często dostrzegam trudności, a i najgorsze są huśtawki nastrojów. plus wieczne wahania w podejmowaniu decyzji. Nigdy nie miałem dziewczyny co mnie niesamowicie dołuje i pragnienie zrozumienia plus przytulenia niesamowicie mnie wciągnęły, a wydają się nierealne. Zwłaszcza jak tydzień temu na urodzinach brata byłem pijany i na spacerze z nieznajomą 3 h rozmawialiśmy o wszystkim i się przytulaliśmy (co bez alkoholu byłoby niemożliwe) coś we mnie pękło i coraz częściej czuję pustkę. Uzależniam się od słodyczy przez co jeszcze bardziej zaczynam się nienawidzić. Proszę o jakąś diagnozę, radę albo chociaż szczere stwierdzenie, że jest szansa na wyjście z tego
  10. Facet123

    Czy to zazdrość?

    Jestem 23 letnim studentem. Miszkam na stancji z siostrą. Jestem pracowitym człowiekiem lubiącym porządek. Nie mogę sobię poradzić z faktem, że siostra od rana do wieczora ogląda TV, studiuję ale totalnie wszystko olewa. Miała wysokie wyniki maturalne a skończyła dosyć nisko. Cały czas mam takie wrażenie że jesteśmy na jednym poziomie a ja nawet gorzej skończyłem, bo ona przebalowala a ja przepracowałem (nauka,sprzatanie) ten czas. Gdzieś w głębi duszy czuję, że dobrze robię, że nie zachowuje się tak jak ona, ale ciężko mi to znieść. Na dodatek rodzice zmuszają mnie do mieszkania z nią. Długo by pisać, ale krótko mówiąc nie mam narazie możliwości odcięcia. Jak sobie z tym poradzić? Z góry dziękuję
  11. Dzień dobry. Mam 21 lat, od 3 lat żyje z mężczyzną. On przede mną nie miał innej kobiety. Więc zawsze uciekał się do pornografii. Kiedyś powiedzial mi, że lubi lesbijki. Uwielbia. Chciał aby kiedyś dołączyła do nas kobieta. Podczas seksu mówił, że wyobraża sobie jeszcze kilka kobiet w łóżku. Gdy śni o erotyzmie, zawsze jest dodatek lesbijek. Gdy chcemy obejrzeć porno razem, to również są lesbijki. Podczas spotkania z inną kobieta, nie miał żadnych oporów, by uprawiać z nią seks. Czuję się strasznie niewystarczająca, zakompleksiona. Mam wrażenie, że mu nie wystarczam. Czuję się z tym jak najgorsze dno człowieka. Co mam zrobić? Jak z nim rozmawiać? Próbowałam mu to wytłumaczyć, na marne.
  12. Witam. Zaczne może od tego że nie pisałabym tego wątku gdyby nie moja koleżanka, która zasugerowała mi stwierdzenie iż mój były był psychopatą. Poznałam go ponad 2 lata temu, byłam wtedy w kompletnej dolinie emocjonalnej (rozstanie po pierwszym związku który wydawał mi się być idealny), poznali nas wspólni znajomi choć tak na prawdę oni go dobrze nie znali. Na początku chłopak wydał mi się bardzo fajny, ambitny, dużo mówił o jego planach zawodowych (był informatykiem), o tym że kiedyś chce założyć firme (jeszcze nie wie na czym będzie pole;gać je jdziałalność). kręciły go pieniądze wmawiał mi że kiedyś na pewno będzie bogaty. Wiem jak to brzmi, że poleciałam na pieniądze, nie powiem że nie był to wówczas dla mnie duży plus ale szybko przestał nim być. Chłopak był ambitny ale bardzo leniwy, i słabo mu szło w tej informatyce. Chłopak uprawiał dużo sportów, był dość aktywny, jednak to co było zastanawiające to to że utrzymywał tylko bliższy kontakt z rodziną oraz jedną przyjaciółką (która już od roku z nim nie rozmawia, pokłócili się bo miała podobną relacje z nim jak ja. To ona zasugerowała mi napisanie tego tekstu). Już od początku zaczęło się dziwnie bo gdy odkrył że jestem nim związkowo zainteresowana, w zasadzie już drugiego dnia chyba rozmowy zasugerował mi że coś ich łaczy z tą przyjaciółką itd, mówił że kiedyś coś zrobili ale nie chce mówić co (chodziło o to że na imprezie z nią flirtował ale ona to szybko odrzuciła). ogólnie próbował wzbudzić moją zazdrość do niej. Oczywiście łatwo mu sie udało, przedstawił ją jako imprezowiczkę, ale bardzo ładną, a na dodatek cały czas o niej mówił i nas porównywał. Ja już od początku miałam wrażenie że manipuluje moimi uczuciami, ale troche to zlałam. Nie będe już opisywać w szczegółach ale jego przyjaciółka miała z nim tak samo przechlapane jak ja. nastawiał nas negatywnie przeciwko sobie (mnie przedstawiał jako psychopatyczną zazdrosną kobiete), gdy się poznałyśmy szybko się polubiłyśmy bo okazało się że jesteśmy bardzo zgodne charakterowo. I wtedy też okazało się jak bardzo nas okłamywał, przedstawiał nam zupełnie inny obraz siebie. Gdy sie polubiłyśmy groził nam że będzie musiał z jednej z nas zrezygnować jeśli będziemy tak dalej się bardzo lubić. Kolejnym chyba największym problemem było to że on wpędzał mnie w wieczne kompleksy. Porównywał mnie z innymi kobietami (także z show biznesu lub tzw. ,,insta girl"), krytykował nawet to na co nie mam wpływu (np. rozmiar biustu). Ten temat co chwile się powtarzał mimo że mówiłam mu że bardzo mnie tak rani. Zawsze odkręcał tak kota ogonem że wychodziło że to ja jestem ta zła, bo on tylko chce mieć kobiete która mu sie w pełni podoba i chce bym była atrakcyjna. A ja jestem leniwa i mam to w dupie, nie chce mu sie podobać itd. Dałam się bardzo manipulować, przechodziłam na restrykcyjne diety, prawie popadłam w anoreksje itd. Często mówił że np. ,,gdyby miał być ze mną dla wyglądu to by dla mnie nie był". Powtarzał że podoba mu się mój charakter i twarz, no ale ciało to już nie. Potrafił mną szantażować emocjonalnie i często mowił coś w stylu ,,jesteśmy tak samo beznadziejni" ,,jesteśmy siebie warci" ,,gdybym był bogatszy miałbym ładniejszą dziewczyne" itd. Innym aspektem była jego zazdrość, w zasadzie o wszystko. Zazdrościł mi że mam pasje do mojego zawodu, często mówił coś w stylu że nie chce o nim więcej słuchać. Gdy miałam problemy to udawał tylko że mnie słuchał ale nie umiał mnie wesprzeć innymi słowami niż tylko ,,będzie dobrze". Uważał sięza osobę opiekuńczą, ale tak na prawdę był toksycznie kontrolujący. Gdy np. wracałam od niego ale przez 20 minut nie odpisywałam na smsy, już na mnie krzyczał że go olewam, wywoływał poczucie winy że sie martwił że już chciał jechać mnie szukać itd. Gdy spotykałam się ze znajomymi kazał mi mówić o której wróce, jeśli wracałam np. godzine później to cały dzień mi to wyrzucał i zmuszał mnie do przeprosin. Okropnie szantażował mnie emocjonalnie. Nie miał znajomych i nie mógł zrozumieć jak ja mogę mieć, chciał bym była samotna tak samo jak on. Często kupował mi prezenty i rzeczy które były mi bardzo potrzebne (np. modem od internetu), gdy się kłóciliśmy groził że mi je odbierze. Inną bardzo ważną historia o jego manipulacjach było to, jak pewnego wrześniowego wieczoru postanowiłam wybrać się na impreze do najlepszego przyjaciela. Oczywiście był bardzo zazdrosny (był zazdrosny o każdego meżczyzne spoza rodziny w moim życiu), i początkowo manipulował mną bym wgl tam nie poszła. Ale ja poszłam, obiecalam mu że wrócę o 2 w nocy maksymalnie ale ponieważ zabawa była przednia to o tej godzinei wysłałam mu smsa że wracam do domu, a tak na prawdę siedziałam tam do jakoś 4 rano (ponad). Poszłam spać do siebie, o 9 rano ktoś pukał do mnie do mieszkania ale byłam tak śpiąca i skacowana że nie myślałam wgl o tym by otworzyć. Nie miałam sił nawet otworzyć oczu. Po ok. pół godzinie wstałam ale ponieważ pukanie ucichło to spojrzałam na telefon a tam miałam mnóstwo smsów od niego, o tym jak był u rodziny itd i ostatni który mną wstrząsnął ,,kochanie miałem wypadek". Dostałam niemalże zawału, wstałam na równe nogi, miałam już do niego dzwonić ale w miedzyczasie podeszłam do tych drzwi, otwarłam je a już w kierunku windy szedł mój były chłopak (wkurzony niemiłosiernie że nie otwierałam). Byłam w szoku, po chwili wytłumaczył mi że sądził że spałam u tego przyjaciela skoro nikt nie otworzył gdy pukał od prawie godziny, że go zdradziłam itd a tym smsem chciał wywołać moje poczucie winy. Czułam się okropnie, chciałam z nim wtedy zerwać ale byłam zbyt zszokowana by to zrobić. Oczywiście obrócił to tak, że wyszło że to ja jestem zła a nie on. W zasadzie takich historii było kilka, ale te były chyba najbardziej wyraźne. Co ciekawe zawsze gdy opowiadał np. jak inni z jego rodziny mnei postrzegają to pokazywał to tak jakby ci ludzie mnie nie lubili. Nie wiem czy to była prawda czy nie, ale wiem na pewno że w trakcie tego 2 letniego związku ponad, byłam okropnie zmeczona emocjonalnie, żyłam w przewlekłym stresie (odczułam to dopiero po zerwaniu gdy to minęło) bo stresowałam się tym że on powie coś chamskiego i bardzo krytycznego (np. o moim wyglądzie) a ja będe musiała jak zwykle mu wybaczyć, albo że ja powiem coś na co on zareaguje skrajnie źle. Bardzo często były sytuacje że reagował nieadekwatnie do mioch słów, myślał chyba że chce go zranić. W zasadzie krytykował mnie o większość rzeczy jakie powiedziałam, głupia sytuacja np. chciał zmienić materac w swoim łóżku i pytał mnie o moje potrzeby w związku z tym, jaki powinien być czy miękki czy twardy. Ja mówie że wole twarde bo do takich jestem przyzwyczajona ale w sumie to mi wszystko jedno, a on na to że on woli miękkie i wgl jak ja mogę woleć twardę, hurr durr musi zmienić dziewczynę skoro wole inne niż on itd itp. Ogólnie potrafił mi robić problemy nawet o wyrażenie własnego zdania, gdy jednocześnie mi to nie robiło dużej różnicy. W sumie nie wiem, przyjaciółka sugeruje że to psychopata, aja nie wiem, wierzyć mi sięnie chce ale fakt faktem nie spotkałam nigdy dotychczas osoby o tak toksycznym charakterze jak on. Żyłam w wiecznym poczuciu winy, strachu że zrobie/powiem coś nie tak, oraz w licznych kompleksach. Gdy zerwaliśmy pół roku temu ponad, to po zerwaniu jeszcze z 3 miesiące do mnie wypisywał jak to jest mu źle, że przeze mnie sie upija itd. Gdy zrywałam z nim to płakał (więc ma emocje) ale groził że skoczy pod pociąg jeśli go zostawie (dlatego zrywaliśmy 6 godzin bo wolałam by się uspokoił). Potem zrobił mi aferę że oszukałąm go finansowo, chciał mi zabrać wszystkie rzeczy co od niego dostałam, kazał zwrócić całość pieniędzy za zarezerowowane wakacje (zwróciłam tylko połowę, a mianowicie 250 zł ponieważ uznałam że sprawiedliwie będzie podzielić się 50/50). Dał mi spokój dopiero gdy się dowiedział że mam nowego chłopaka (mój najlepszy przyjaciel z którym jestem niesamowicie szczęśliwa :)). Jeśli ktoś to przeczytał do końca to gratuluje, ale miałam potrzebe wypisania tu tego wszystkiego, po prostu ja sama nie wiem co mam o tej sytuacji sądzić bo gdy w tym byłam to wydawalo mi się to normalne. On mi wmawiał że to ze mną jest problem, na tyle że sama już nie wiem co było faktycznym problemem. Co ciekawe zerwałam dopiero gdy zdałam sobie sprawę że moje podejście do niego (nie lubiłam go po prostu i nie umiałam o nim myśleć w pozytywach) jest złe. Nawet zrywając sądziłam że problem jest we mnie a nie w nim, bo on mi to wszystko tak wmówił. Czytałam o osobowościach psychopatycznych, niby wszystko się zgadza ale prócz drobnego szczegółu- on był seksoholikiem (ponoć psychopaci mają wręcz przeciwnie), wszystko co mówił prawie było o seksie, co chwile chciał to robić, na rozmaite sposoby, męczył mnie z tym ciągle i obrzydzał ten temat. Czy to jest osobowość psychopatyczna?
  13. mania87

    Blokada

    Witajcie. Jestem Mania. Mam 31 lat i jestem mamą dwoch superasnych chlopakow. Od lutego tego roku wychowuje ich sama. Z P. zaczelo sie psuc juz w momencie kiedy sie zaczelo, zwiazalam sie z facetem ktory lubil walnac sobie w palnik, czy jak to sie mowi. Jak zaszlam w ciaze z pierwszym dzieckiem myslalam ze to minie bo nowy obowiazek, ale gdzie tam, bywalo jeszcd gorzej. Bylam z nim 10 lat, jedyne co z nich pamietam to, tylko zle rzeczy. Bylo ich tak duzo ze w koncu sie przelalo. Rozstalismy sie jak zorientowalam sie jak wielkie mam rogi. W sumie to bylo mi to na reke pretekst do zakonczenia. W czym jest problem, poznalam kogos i sie zakochalam, moi chlopcy tez go lubia, nawet bylismy na trzy dniowym wypadzie, bylo super. Kiedy P. dowiedzial sie ze jest ktos i ze chlopcy sie z nim dogaduja wpadl w szal, grozi ze mi ich zabierze, nie dociera do niego ze oni chca sie z nim widywac. Wracalismy ze spaceru i spotkalismy P, mlodszy syn pochwalil sie ze widzial sie z moim obecnym partnerem, to byl grom z jasnego nieba, na oczach dzieci i przechodniow bylam wyzwana od najgorszych. To bylo straszne, Bardzo sie go boje. Kiedy zaczyna krzyczec ja milkne i nie umiem odeprzec ataku. Prosze o pomoc, nie wiem ile jeszcze wytrzymam. Chce normalnie zyc!
  14. ewka-marchewka

    Wtam

    Witam. Próbowałam sobie radzić ze swoimi problemami ale widzę że chyba już nie umiem. Mam 33 lata. Jestem sama, nie mam męża ani dzieci. Chyba nie potrafię zażyć rodziny. Wychowywałam się bez ojca, wiec nie wiem czy to jest przyczyną. Mam znajomych i kolegów ale to tylko na dystans. Tak naprawdę nigdy nie byłam w żadnym związku tak konkretnie. Spotykałam się z mężczyznami ale nigdy nie zaangażowałam się tak konkretnie. Całą swoją energię skupiam na pracy. Wcześniej pracowałam w punkcie z kwiatami i upominkami. Pracowałam tam przez 10 lat. W tygodniu miałam czasami 2 lub 3 dni wolne , ale tak wraz z weekendami po 14 godzin. Kiedy był nawał pracy tzw święta np kobiet, walentynki itp . brałam kwiaty do domu i często po nocach przygotowywałam bukiety. Nikt nie wytrzymywał tam nawet kilku miesięcy. Miałam coraz więcej obowiązków. Dodawało mi to skrzydeł i coraz bardziej się nakręcałam. Ucierpiało przez to moje życie osobiste bo tak naprawdę poza pracą nie miałam nic. W między czasie zrobiłam studia. Nawet w wolne dni brałam jakieś fuszki lub pracowałam w firmie ogrodniczej. Zostałam oszukana przez moją szefowa na umowy o prace o czym dowiedziałam się całkiem przypadkiem po pół roku. Odeszłam z firmy z dnia na dzień. Zatrudniłam się w firmie ogrodniczej. Pierwszy miesiąc był koszmarny. przeszłam ciężką batalię z szefostwem i pracownikami. Byłam jedyna co potrafiłam prawie wszystko a na pewno niczego się nie bałam. Piła motorowa, bruki nie sprawiały mi żadnego kłopotu. Mój szef raczej jest typem który kobiety ma za nic, głupie blondynki i nie liczy się z nimi. Po miesiącu chciałam się zwolnić ale dostałam propozycje brygadzistki. Dostałam busa i ekipę ludzi. Było dobrze. Pracuje już tam 3 lata. Od jakiegoś roku mam konflikt z jedną pracownicą która tez pracuje od ponad 2 lat. Stara się też o miejsce kierownicze. Nastawia na mnie szefostwo i podkłada mi tzw. "świnie". Chciałam się już zwolnić ale w tym czasie umarł ojciec szefa i uprosił mnie bym została i nie zostawiła go w takiej sytuacji. Zimą szef wysłał mnie na kurs koparko-ładowarki. Przez jakiś czas było dobrze ale od jakiegoś czasu od nowa mam problemy w pracy. Inni pracownicy nie maja żadnej odpowiedzialności, zdarza się że nawet jest alkohol w pracy. Ja mam co jakiś czas problem z szefostwem naprawdę o takie bzdury ze czasami to się w głowie nie mieści. Popołudniami pracuję u swoich klientów w ogrodach często do nocy. Jest mi bardzo źle z tym moim życiem. Często pomagam innym dobrym słowem czy wsparciem ale widzę że sama sobie już nie daję rade. Chcę przejść na własną działalność ale mam obawy czy choć jestem bardzo pracowita czy będę miała dość pracy. Nie tyle chodzi o pieniądze choć wszystko się w okół kręci ale dla mnie to chyba ważniejsze jest mieć pracę. W niej się czuje dobrze i spełniona. Próbowałam znaleźć sobie coś innego żeby mieć jakąś odskocznie, ale gdzie wyjść ? z kim? nie mam znajomych takich bym mogła gdzieś się z nimi wybrać. Nie mam już siły tak żyć. Nic już mnie nie cieszy. Na wielu rzeczach przestało mi zależeć. Potrzebuje pomocy !!! Co mogę zrobić by moje życie było inne?
  15. Inka357

    Co ze mną jest?

    Witam. Jestem kobietą 24 lata. Odkąd pamiętam nie byłam szczęśliwą osobą. Od jakiegoś czasu zaczęłam się zastanawiać czy moje zachowanie jest normalne. Odkąd pamiętam towarzyszy mi uczycie pustki i strachu. Są momenty, kiedy czuję się dobrze, jestem wesoła, pełna energii, jednak nastrój potrafi mi się zmienić całkowicie i momentalnie (np cieszę się na wyjście, nie mogę zdecydować co założyć i wpadam w histerię). Jednak przeważają dni kiedy czuję się bezwartościowa. Mam wrażenie, że nikt inny nie jest w stanie poczuć takiej pustki. Moje cierpienie sprawia mi w pewnym znaczeniu przyjemność. Mam również problemy z apetytem. Nie odczuwam głodu nawet po kilka dni. Do jedzenia zmuszają mnie bliscy. W chwilach gdy mam szczególnie zły nastrój samookaleczam się. To tak jakby ból psychiczny ustępował na rzecz fizycznego. Czuję wtedy ulgę i spokój. Panicznie boję się odrzucenia ze strony bliskiej osoby. Mam wrażenie, że każda osoba w moim otoczeniu negatywnie mnie ocenia. W przeszłości miałam myśli samobójcze. Niedawno pojawiły się ponownie. Powstrzymuje mnie myśl, że tym krokiem zrobię problem mojej rodzinie... Czy takie zachowania i odczucia są "normalne"? Czy powinnam zgłosić się na terapię? Bardzo proszę o odpowiedź. Z góry dziękuję Pozdrawiam.
  16. niewiem88

    Nienawidze siebie

    Mam 18 lat i chciałabym być kimś zupełnie innym. Uważam, że nikt nie chciałby bliżej poznać mojej osoby, nie jestem warta niczyjej uwagi. Mam jedynie dwie znajome, które nie interesują sie moim życiem, nie mam im tego za złe. Nigdy nie miałam dłuższego kontaktu z płcią przeciwną to pewnie przez moją samoocene sięgającą dna i chorobliwej nieśmiałości. Prawie codziennie miewam myśli samobójcze, nawet wyobrażam sobie swój pogrzeb na którym nikogo nie ma. Dwa razy próbowałam się zabić, okaleczam się. Moja matka, która przez chwile jest przejęta sytuacją na tyle, że zapomina o moich wizytach u psychologa w niczym mi nie pomaga. Wychodząc na ulice czuje tylko zazdrość i gniew. Od roku zaczełam sięgać po alkohol.Być może taki wiek, przejaw buntu ale na dłuższą metę nie wyobrażam sobie bez niego samotnie spędzonych chwil, czyli mojej rutyny. W wielkim skrócie proszę o pomoc i poradę, która pomoże mi zaakceptować siebię. Dziekuję.
  17. Mizantropia

    Potrzebuje pomocy

    Witam. Jestem uczennicą w wieku 20 lat. Mój problem pojawił się od gimnazjum gdzie byłam wyzywana ale również w Internecie. Otaczali mnie sami toksyczni ludzie. Przez to moja samoocena bardzo spadła i wciąż czuję się źle w swoim ciele mimo że schudłam już 15kg. Zaczęłam się w tamtym czasie okaleczać. Później mi to przeszło jednak od jakiś dwóch lat mój nastrój ulega ciągłej zmianie. Bywają dni że jest wszystko dobrze a później przychodzą takie dzisiaj gdzie moje myśli krążą wokół okaleczenia, trafienia do szpitala czy samobójstwa. W takich chwilach raczej nic nie robię czekam aż miną jednak jest to bardzo trudne. To depresja czy może coś innego?
  18. psycholog Rafał Olszak

    Psycholog online: odkrywaj siebie

    W czym najbardziej spełnia się twój potencjał, urzeczywistnia się twoje jestestwo? Prawdopodobnie część osób, które słyszy takie pytanie byłoby w stanie na nie odpowiedzieć jednym tchem. Z pewnością istnieją jednak także ludzie, którzy na danym etapie życia są trochę pogubieni, albo w ogóle są w pewnej mierze odcięci od swoich potrzeb, ewentualnie mają niski poziom samowiedzy. Każdy, kto chce odzyskać dobry kontakt ze sobą może użyć poniższej listy różnych wartości. Angażowanie się w ich realizację pozwala na wyrażanie siebie, bycie w zgodzie ze sobą, a zatem spełnianie osobistego potencjału w możliwie najbardziej kompletny sposób. Realizując jakie wartości spełniasz się najbardziej? Przejrzyj poniższą listę ludzkich wartości i oceń, realizacja których z nich przynosi ci najwięcej satysfakcji, spełnienia bądź daje poczucie, iż postępujesz zgodnie ze swoim powołaniem. Ta lista jest dość długa, ale z pewnością nie wyczerpuje tematu. Nic zatem nie stoi na przeszkodzie, byś dodał do niej także jakąś własną pozycję, jeśli poczujesz taką potrzebę. Jak ocenić poszczególne wartości? Przyznaj ocenę 0, gdy dana wartość nie ma dla ciebie żadnego znaczenia. Przyznaj 1, gdy ma małe znaczenie. Przyznaj 2, jeśli ma umiarkowane znaczenie. Przyznaj 3, jeśli ma duże znaczenie. Przyznaj ocenę 4, jeśli jest absolutnym priorytetem. AKCEPTACJA – budowanie takich relacji z ludźmi, w których czujesz się w pełni akceptowany; pragnienie otaczania się ludźmi, których akceptujesz na głębokim poziomie ATRAKCYJNOŚĆ – budowanie interpersonalnej i fizycznej atrakcyjności, by wzbudzać podziw w oczach innych ludzi i samemu czuć się pięknym AUTENTYCZNOŚĆ – funkcjonowanie w taki sposób, by pozostawać w zgodzie ze sobą, własnym sumieniem, swoimi opiniami AUTONOMIA – funkcjonowanie w taki sposób, który zapewnia niezależność, samodzielność, suwerenność, możliwość swobodnego działania, wolność BEZPIECZEŃSTWO – poczucie pewności, zabezpieczenia, ochrony, braku zagrożeń BIEGŁOŚĆ – zwiększanie kwalifikacji, rozwój kariery bądź określonych umiejętności, zdobywanie kolejnych szczebli wtajemniczenia BOGACTWO – materializm, posiadanie dużej ilości pieniędzy i dóbr oraz prowadzenie wystawnego życia, opływanie w dostatki BYCIE KOCHANYM – pragnienie doświadczania miłości lub uwielbienia CIEKAWOŚĆ – dociekliwość, zgłębianie tajemnic, uczenie się lub odkrywanie nowych rzeczy, zwiedzanie, badanie, poznawanie nowości CNOTA – egzystowanie ściśle według określonych norm, moralne, czyste i jak najdoskonalsze życie DUCHOWOŚĆ – duchowy rozwój, być może religijność lub kontemplacja, medytacja, uduchowienie EKOLOGIA – życie w zgodzie ze środowiskiem, troska o harmonię z naturalnym otoczeniem EKSCYTACJA – doświadczanie silnych emocji, egzystencja pełna mocnych wrażeń INTELIGENCJA – troska o bystrość umysłu, biegłość intelektualną, sprawność i przejrzystość myślenia, przywiązanie do logiki MUZYKA – taniec, słuchanie lub tworzenie muzyki ODPOWIEDZIALNOŚĆ – pełnienie odpowiedzialnych funkcji OSIĄGNIĘCIA – odnoszenie sukcesów, zdobywanie wyróżnień, triumfowanie PASJE – silne przywiązanie do hobby, zamiłowań, przedmiotów lub grup ludzi PATRIOTYZM – działanie na rzecz ojczyzny i służba dla państwa, celebrowanie narodowych świat PIĘKNO – obcowanie z tym, co piękne, docenianie estetyki, czynienie swojego otoczenia ładniejszym, kontemplacja sztuki bądź jej tworzenie POCZUCIE HUMORU – radość, rozbawianie, upodobanie do tego, co zabawne POKORA – skromność, niechęć do wyróżniania się z tłumu, pragnienie pozostawania w cieniu, niechęć do zwracania na siebie uwagi POPULARNOŚĆ – pragnienie bycia lubianym przez wielu ludzi i rozpoznawalnym, bycia gwiazdą, celebrytą PROSTOTA – docenienie prostego życia i braku zbędnych komplikacji, minimalizm lub ascetyczne życie PRZYJEMNOŚĆ – hedonizm, dążenie do przyjemnych doświadczeń PRZYNALEŻNOŚĆ – chęć bycia częścią większej zbiorowości PRZYWÓDZTWO – stawanie na czele, zarządzanie, bycie liderem, szefem, kierownikiem lub przywódcą duchowym RODZINA – posiadanie wspaniałej rodziny, troska o więzi krwi, dbałość o więzi rodzinne i bliskie związki ROMANTYZM – przeżywanie pięknej miłości i romantycznych chwil, pielęgnowanie wspomnień, zbieranie pamiątek i zdjęć upamiętniających chwile, do których ma się sentyment RYZYKO – bycie na krawędzi, przeżywanie ekstremalnych doświadczeń, podejmowanie ryzykownych decyzji SAMOWIEDZA – dążenie do głębokiego rozumienia siebie SEKSUALNOŚĆ – prowadzenie aktywnego i satysfakcjonującego życia seksualnego SPRAWIEDLIWOŚĆ – praworządność, równość, równe prawa, bycie uczciwym, dążenie do sprawiedliwego traktowania ludzi SPRAWNOŚĆ FIZYCZNA – bycie krzepkim, silnym, zwinnym, sprawnym SZCZODROŚĆ – praca na rzecz innych, dzielenie się z innymi, działalność charytatywna TOLERANCJA – działania na rzecz poszanowania różnorodności ludzi, ich postaw i poglądów TRADYCJA – przywiązanie do wzorców, które mają długą historię TROSKLIWOŚĆ – niesienie pomocy innym, dodawanie otuchy, wspieranie UMIARKOWANIE – szukanie kompromisów, drogi środka, równowagi, oraz unikanie skrajności WŁADZA – kontrolowanie otoczenia i innych ludzi WSPÓŁPRACA – chęć uczestniczenia w zespole, grach zespołowych, wspólnych przedsięwzięciach z udziałem innych WYGODA – pragnienie komfortowego, lekkiego życia WYZWANIA – podejmowanie trudnych zadań, duże aspiracje w zakresie mierzenie się z poważnymi problemami ZAANGAŻOWANIE – realizowanie długoterminowych planów i branie na siebie odpowiedzialności na długi czas ZABAWA – rozrywka, oddawanie się rozrywkom i czerpanie z tego przyjemności ZACIEKŁOŚĆ – mściwość, dążenie do karania za złe uczynki, destrukcyjność, chęć upokarzania i niszczenia innych ZASŁUGI – chęć czynienia rzeczy, które są znaczącym wkładem w dobro ogólne, pragnienie zapisania się na kartach historii ZDROWIE – pragnienie prowadzenia zdrowego trybu życia, promocja zdrowia, praca na rzecz uzdrawiania Efekty powyższego ćwiczenia możesz przedyskutować ze swoim psychologiem. Te zadanie może zlecić psycholog online lub psychoterapeuta przez Skype bądź specjalista przyjmując w gabinecie – w ramach pogłębiania samowiedzy lub ustalania priorytetów. Ten rodzaj ćwiczenia zwykle stanowi element większej całości programu, którego cele to na przykład poprawa samooceny czy wzmacnianie poczucia własnej wartości.
  19. Witam, mam 20 lat. Od czasu śmierci mojej mamy, czyli od 8 miesięcy mam problem. Nie pracuje, skończyłam szkole, mieszkam w domu rodziców, a tata pracuje za granicą. Jestem ciągle sama, nie mam z kim porozmawiać i przez to często czuję się samotna. Mam chłopaka, ale gdy zaczynam z nim rozmowę i mówię mu jak się czuje, nazywa mnie wariatką, mówi ze chcę zwrócić na siebie uwagę bo moja mama się zabiła, a nie mam za bardzo komu się wygadać. Z chłopakiem widuje się na weekendy, cale tygodnie jestem sama. Za każdym razem jak gdzieś idziemy do znajomych chłopaka, to po alkoholu robię się agresywna, zaczynam płakać i się kłócić o wszystko. Boli mnie bardzo smierć mamy, bo popełniła samobójstwo i nie mogę przestać sobie o tym przypominać, a szczególnie po alkoholu. Miałam stany lękowe, myślałam o samobojstwie, ale raczej nie jestem do tego odważna. Raz jest dzień ze się uśmiecham, a zaraz przychodzi kilka dni gdzie czuje się niepotrzebna, bezradna i bezwartościowa i mam poczucie ze lepiej gdyby mnie nie było, żebym nie musiała nic czuć. Nie wiem jak nazwać swój stan i co mam zrobić, piszę tutaj ponieważ już sobie z tym nie radzę. Najbardziej boli mnie to ze wszystkich do siebie zrażam, wiem ze gdybym nie pila alkoholu w towarzystwie to nic złego bym nie robiła, ale lubię wypić i czuć się swobodnie, przestać myśleć. Tylko później zaczynam przesadzać i zawsze zle się to dla mnie kończy. Chciałabym wiedzieć czy jest ze mną aż tak zle, dlaczego nie dogaduje się aż tak z ludźmi? Kiedyś tego nie miałam, miałam przyjaciół i w związku tez było lepiej. Czy to przez to ze jestem samotna i nie mam do kogo się odezwać?
  20. Witam, chciałbym Was prosić o poradę, względem moich problemów z kobietami. Zacznę od tego, że mam 21 lat, studiuję, jestem bardzo energicznym, otwartym chłopakiem, często zainteresowanym wieloma dziedzinami nauki i życia. Nie zawsze jednak tak było. Odkąd pamiętam, miałem bardzo niską samoocenę. W okresie gimnazjum osiągnęło to kulminację. Byłem typowym, "chłopcem od bicia". Nigdy nie grzeszyłem urodą- byłem po prostu brzydki, co z automatu przenosiło się na problemy z otoczeniem, niekomunikatywność i nieśmiałość. Stałem się pośmiewiskiem, zamykałem w pokoju z ksiażkami i myślami samobójczymi. Kiedy to moje prywatne piekiełko, skończyło się, niesamowicie się zaparłem, aby chociaż trochę otworzyć się do ludzi w nowym środowisku (poszedłem do liceum) i ku memu zdziwieniu... Udało się. Zacząłem się powoli, bardzo powoli uspołeczniać się, choć nie było to proste. Pierwszy raz rozmawiałem z dziewczynami, co było dla mnie szokiem. Zwykle, omijały mnie szerokim łukiem. Mimo niezbyt przyjemnej dla oka aparycji, umiałem rozmawiać, mówić o swoich zainteresowaniach i żartować z innymi. A to naprawdę, było coś! Wtedy dostrzegłem też pewien mankament. Jeżeli już rozmawiałem więcej z kobietami, to był to kobiety nad wyraz specyficzne, "artystyczne dusze" lub osoby z problemami emocjonalnymi. Ja też nie rozróżniałem pojęć, typu "rozmowa z przyjaciółką", "friendzone", szybko się w nich zakochiwałem, długo nie mówiłem o uczuciach i potem byłem zbywany lub klasyfikowany, jako "przyjaciel". Kiedy potem widziałem moje bliskie kobiety, zalecające się do innych mężczyzn, moja frustracja zaczynała mocno narastać, a samoocena diametralnie spadać. Jednak nie miało to skutków w ponownej alienacji. Wręcz odwrotnie. Wpadłem w obłęd pracy nad sobą. Bardzo chciałem aby ktoś mnie pokochał, łaknąłem zaimponowania, komuś. Zacząłem czytać, kilka razy więcej, interesować się wieloma rzeczami. Zacząłem grać na instrumentach i tworzyć własne teorie naukowe. Nie zaniedbywałem też swojego wyglądu. Zacząłem się zdrowo odżywiać, chodzić na siłownię, ćwiczyć sztuki walki, intensywnie dbać o styl i ubiór, zapach, perfumy. W tajemnicy przed wszystkimi, udawałem się do sytylisty, a noce spędzałem na studiowaniu poradników psychologicznych, traktujących o relacjach damsko- męskich, flircie, autoprezencji. Nie zaniedbywałem, ani jednego apsektu swojej osobowości, łącznie z dykcją, czy nauką odpowiedniej tonacji głosu. Jak zapewne, domyślacie się, zaczęło to przynosić efekty. Stan ten trwał, intensywnie, 3 lata. Z brzydkiego, trochę dziwnego, ale wesołego chłopczyka, zacząłem z miesiąca na miesiąc, stawać się wysportowanym, stylowo ubranym mężczyzną, pewnym siebie w rozmowie, potrafiącym wypowiedzieć się na każdym temat, ale z ukrytą gdzieś przed światem nienawiścią do siebie, obłędem dotyczącym pracy nad sobą i skrajnie niską samooceną. Przez te wszystkie lata, spotkałem wiele kobiet, z którymi tworzyłem bardzo bliskie relacje. Ku memu zdziwieniu okazało się, że przyciągam osoby inteligentne, ale często z problemami, unikające bliskości, zwykle toksyczne, którym imponowałem i mnie uwielbiały, ale nic ponadto. Często zakochiwałem się w nich, a te intensywne relacje z powodu ich braku zaangażowania, kończyły się. Jednak, widziałem potem te osoby, wzdychające do kogoś innego, co tylko pogłębiało moje problemy. Te bliskości, jednak nie były nasiaknięte żadną moją desperacją. Potrafiłem nie odzywać się, kiedy było trzeba, trzymać dystans kiedy było trzeba, nie powielać błędów ludzi, we "friendzonach". Nie udawało się, a ja widziałem problemy tylko w sobie. Starałem się randkować, nie lgnąć do kobiet toksycznych albo po prostu mieć, "koleżanki". Ku memu zdziwieniu żadna nie wyrażała specjalnego zainteresowania. Wówczas, wpadłem w następną relację, z gatunku tych toksycznych. Zakończyła się ona, moją próbą samobójczą i pogorszeniem stanu mojej psychiki. Chodziłem długi czas do psychologa, brałem psychotropy, chociaż nie była to zbytnia pomoc. Wlłaściwie, prawie nic to nie dało. Starałem się wyjść, do "normalnych". Ale oni wręcz mnie mijają, jak powietrze. Mimo mojej komunikatywności i naturalności, nie jestem w stanie mieć obok siebie osoby normalnej. Takich, po prostu odpycham. Wyczuwam w sobie, coraz większy regres. Pierwszy raz, od kilku lat na powrót alienizuję się od społeczeństwa i zamykam coraz bardziej w sobie. Nie mam praktycznie znajomych, ani przyjaciół, którym mógłbym się zwierzyć,. Jeżeli już próbowałem to zrobić, byłem zbywany. Jedyne, co krąży w mojej głowie, ostatnimi czasy to ostateczne zaprzeczenie swojej egzystencji i wreszcie, porządne skończenie ze sobą. ale chyba zbyt kocham, te wszystkie książki i zainteresowania, bo inaczej nie prosiłbym tutaj o porady i opinie, a po prostu to zrobił.
  21. Witam. Jestem mama prawie dwuletniej córci, mieszkamy razem we trójkę ja córcia i mój partner. Żyjemy razem 5 lat i nie jesteśmy po ślubie, mieszkamy w jego mieszkaniu. Przez prawie dwa lata układało nam się dobrze, niestety potem partner zaczął wypominać mi małe potknięcia takie jak np. Nie dosypanie cukru do cukiernicy czy źle zrobiona kanapka oczywiście wcześniej było to łagodnie z jego strony natomiast teraz taka mała drobnostka i już awantura w domu, wypomina mi jaka to ja jestem siaka i owaka(nie użyje tych słów) dobrze mnie boli gdy mówi że jestem taka jak moja rodzina, niestety u mnie w domu był problem alkoholowy. Czuje się z tym bardzo źle bo staram się jak mogę by było dobrze, nie chce bo zezloscic, ale brakuje też mi rodziny gdyż przez związek kontrakt jest słaby. Co robić, z jego strony już były próby wyrzucenia mnie z domu. Nie chce tego bo zależy mi na nim bardzo. Dużo do pisania
  22. psycholog Rafał Olszak

    Przyczyny poddawania się operacjom plastycznym

    Chirurgia plastyczna na stałe zagościła w codzienności. Nie jest to już zjawisko, który dotyczy tylko wąskiego grona osób ze świata gwiazd i celebrytów. Nie trzeba zarabiać gigantycznych pieniędzy, by poddać się zabiegom. Jedni robią to, bo nie chcą mieć cech, które powodują przykre komentarze otoczenia lub wręcz odrzucenie. Inni bo chcą poczuć się lepiej we własnej skórze, a także aby ich wygląd był bardziej zgodny z ich osobowością i aby czuli, że wszystkie kawałki ich ciała „pasują do siebie”. Niestety, chirurgia plastyczna ma też swoją mroczną stronę. Różne badania wskazują, że od 7 do 12% osób poddających się zabiegom cierpi na dolegliwość znaną specjalistom od zdrowia psychicznego jako cielesne zaburzenie dysmorficzne i wręcz obsesyjnie myśli o modyfikowaniu ciała bez szansy na pełną satysfakcję. Psychologowie zachęcają chirurgów do zwracania uwagi na takie osoby, bo są one szczególnie narażone na poważne problemy psychiczne. Różnie bywa ze świadomością tego problemu, a nawet czasem z etyką chirurgów. Czy usprawiedliwia to cały ten hejt pojawiający się w sieci i skierowany do popularnych osób, które wyraźnie poddały się zabiegom? Absolutnie nie. Dajmy ludziom iść własną drogą i odpuśćmy trochę, bo hejt to nic dobrego i każdy może paść jego ofiarą. CIEKAWOSTKA: Akceptacja swojego wyglądu, poprawa nieadekwatnej samooceny i wzmacnianie poczucia własnej wartości to tematy, które nierzadko poruszane są w trakcie usług takich jak terapia online, konsultacje i porady psychologiczne w placówkach typu internetowa przychodnia psychologiczna.
  23. psycholog Rafał Olszak

    Ratunek dla narcyza

    Czasem koty patrzą w lustro i widzą lwy lub lwice. Niekiedy ludzie oceniają siebie równie nieadekwatnie. Nieuchronnie prowadzi to do cierpienia – własnego i partnerów, partnerek. Ratunkiem dla narcyza jest dostrzeżenie i zaakceptowanie siebie takiego, jakim jest naprawdę. Nie jest to jednorazowa akcja, lecz raczej lekcja do stałego powtarzania. Warto o tym pamiętać samemu mając takie zapędy lub rozważając związek z kimś takim. CIEKAWOSTKA: Narcystyczne zaburzenie osobowości jest bardzo poważnym problemem psychologicznym, który można w pewnym zakresie łagodzić podczas psychoterapii indywidualnej. Możliwa jest też pod tym kątem terapia online.
  24. Susu

    Czy warto?

    Dzień dobry nazywam się Zuza i mam 20lat. Od najmłodszych lat zmagam się z nienawiścią , obrzydzeniem do własnego ja. Jestem świadoma swoich wad których inni nie dostrzegaja , fałszywych wymuszonych komplementów i zbywania moich myśli. Czy warto szukać pomocy jeśli sama nie widze problemu? Czy depresja naprawdę jest czymś złym, skoro jest skutkiem racjonalnego i rzeczywistego podejścia do swego życia i osoby? Czy obrzydzenie do swojego ciała jest czymś złym skoro jest ono niedoskonałe? Czy samobójstwo naprawdę jest wyjściem dla tchórza skoro jest konkluzja wszystkich aspektów mojego życia? Czy warto ratować takie życie?
  25. Witam, Jestem 25 letnią kobietą. Mam jednak syndrom DDA i byłam wychowywana w rodzinie, która borykała się z problemem alkoholizmu. Zarowno mój ojciec jak i moja matka pili. W domu były również inne problemy: bieda, przemoc, zdrady, agresja. Mimo, że jestem już dorosła, a problemy alkoholowe moich rodziców już nie wplywają na mnie tak bardzo jak kiedyś nadal czuje skutki ich picia. Całe życie byłam osobą skrytą i zamknietą. Całym życiem rządził strach, balam się ludzi, relacji, podejmowania ważnych decyzji. Unikałam konfrontacji w szkole, w kontaktach z rówieśnikami, w miejscach pracy. Pozwalałam się źle traktować innym. Jednak w domu, w stosunku do rodziny jestem zupełnie inna, jestem samolubna, kłótliwa i uparta (nie są to cechy z których jestem dumna). Jestem też zarówno w domu jak i poza nim nałogową kłamczuchą. Niemal zawsze, w każdej sytuacji jestem egoistką, martwie się o swój komfort, swoją reputacje itp. Chce aby każdy mnie lubił, dlatego dopasowuje się do środowiska, jestem dwulicowa itp. Z drugiej strony bardzo długo odrzucałam ludzi. Udawałam, że ich lubie, że chce im pomóc, jednak w rzeczywistości, w środku myślałam tylko o tym jak się wyplątać z nieszczerych obietnic. Bylam jednak bardzo samotna, marzyłam o grupce przyjaciół i chlopaku. Bardzo długo miałam depresje i chciałam umżeć, twierdząc że nie zasługuje na życie, gdyż je marnuje - nie korzystałam z życia, siedziałam w domu oglądając telewizor itp. Wyszłam jednak z tego i zaczęłam nad sobą pracować. Od kilku lat staram się, żeby moje relacje z ludzmi były szczere. Widzę jednak, ze wiele niezdrowych zwyczajów pozostało. Nadal w nowych środowiskach potrafie być dwulicowa, nie lubie siebie. Brak mi Jakiejkolwiek wiary we wsłasne umiejetności. Zaczynam jednak nową pracę i chcę najlepszą możliwą wersją samej siebie. Chce być pewna siebie. Chcę siebie polubić. Chce, żeby mężczyzna z którym jestem był ze mną szczęsliwy. Czasami zauważam, że jestem nadmiernie zazdrosna, choć często mówi i pokazuję że mnie kocha, potrafie być zazdrosna o każdą kobietę na którą spojrzy. Chce byc pewna siebie. Nie chce aby takie rzeczy mi przeszkadzały. Proszę o poradę, co zrobić, żeby zaakceptować samą siebie, jak uwierzyć we własne możliwości, jak uwierzyć, że jestem czegoś warta? Dziękuję za wszelkie odpowiedzi

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.