Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'samoocena'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 89 wyników

  1. Witam. Moim problemem jest to ,że kiedyś już bylem u psychiatry brałem leki potem odstawiłem z porozumieniem z lekarzem ale po latach musiałem wrócić po pomoc bo zaczęły się cuda ze mną dziać w pracy(objawy psychosomatyczne) mam pracę z ludźmi i w pewnyn momencie z powodu dlugo tlumionego stresu zacząłem jakby mdleć nogi robiły się miekkie i tak jakbym odczuwał potrzebę iść do ubikacji...odchodzilem od klienta objawy ustawaly.Wracałem do klienta to samo...przyspieszony oddech z obawy o to co się stanie...pojechałem na zakupy przyjemna rzecz...wszedłem w tlum ludzi to samo...teraz już zchodze z leków i objawy wspominane wiadomo ustapily choć wiem ze ciężko mi bedzie bez pomocy jakis tabsow bo jak trafia się np wredny klient czuje że jestem bardziej nerwowy i ogólnie do drzenia rąk niewiele brakuje a ogolne to mam wstręt do ludzi już bardzo mnie wkurzaja i przeradza się to w irytację i frustracje bo ludzi czesto są wredni a dodatkowo ja sam sobie nie radze ze sobą co mnie jeszcze bardziej irytuje... Najgorsze jest to że świadomy mój rozum wie że jestem świetnym fachowcem w swojej dziedzinie a i tak wkrada się niepokój zwłaszcza gdy mam do czynienia z "ciężkimi"osobnikami tracę pewność siebie a gdy przyjmuje sztuczna poze i mowę ciała maskujacą moja niepewność ze stresu spinaja mi się mięśnie wokół szyjii...potworny ból Drugi biegun który nie pomaga to moje życie prywatne Miałem kilka partnerek atrakcyjnych bardziej lub mniej tych które MNIE zostawily i jedną która ja zostawiłem. Problem polega na tym ze bez kobiety przy boku moje poczucie wartości strasznie spada i ostatnia partnerka musiałem ja zostawić ze zdrowego rozdadku ponieważ relacja z nią byla nie do zniesienia i mimo że nie znoszę samotności zdrowy rozsądek wygral. Ten brak pewności SIEBIE w relacji z klientami czy tez obcymi a nawet rodzina bliższą dalsza jest takze w kontaktach z kobietami tyle ze jeszcze gorzej. Moje poczucie wartości jest bliskie" 0" pewność siebie tym samym.. Wiele osób widzi i mówi mi że jestem przystojny wiec powinienem mieć ułatwione zadanie ale przez te lęki mój potencjał się marnuje na poznanie kogoś fajnego,bo niestety jesli grunt prywatnego życia cierpi przenosi się to także na pracę i na odwrót dochodzi frustracja z obecnego stanu rzeczy i zaczyna się brak chęci do czegokolwiek i wiary... Robię co moge siłownia itp wyjść gdzieś czy coś ale to za mało ciągle czuje ze ten brak pewności SIEBIE zabiera mi radosc z życia SłysZałem o alternatywie środek 5 htp Czy ktoś może powiedzieć czy mial dobre efekty po tym i czy by bylo odpowiednie na zaradzenie mojej sytuacji...czytałem tylko to co w necie może tu ktoś się wypowie ktomial podobny problem a mu pomogło Będę wdzięczny za każdą pomoc
  2. Od zawsze mam pewne kompleksy dotyczace mojego wygladu, caly czas mi cos nie pasowalo i nigdy zbytnio nie staralam sie o zmiane bo uwazalam, ze nie umiem i nie dam rady. Jednak wtedy jeszcze nie bylo az tak zle, teraz mam ciagle wrazenie, ze jestem oblesna i nie wiem jak ludzie moga sie do mnie zblizac, caly czas boje sie, ze smierdze, ze mam nkeprzyjemny zapach z ust, ze jestem gruba i wygladam odpychajaca a caly czas dbam o to aby wygladac, pachniec i ubierac sie dobrze. Pomimo tego czuje, ze jestem obrzydliwa. Ale to nie wszystko, od pewnego czasu mam konkretne braki w samoocenie, nie umiem znalezc w sobie wiecej niz 2 zalet (oczywiscie chodzi o charakter), caly czas martwie sie moja przyszloscia i tym, ze nie czeka mnie nic dobrego, nie wierze w siebie, nie mam zadnych umiejetnosci i caly czas potepiam sie za to, ze nic nie umiem, nic mi nie wychodzi i powtarzam sobie, ze jestem beznadziejna i nic nie warta, caly czas mysle o tym, ze np. moi przyjaciele powinni zerwac ze mna kontakt bo i tak im nie pomagam i caly czas mowie o sobie albo pogarszam sprawe a moja dziewczyna powinna znalezc sobie kogos lepszego. Te mysli i uczucia pojawiaja sie caly czas, jak moglam normalnie zyc z komoleksami dotyczacymi wygladu tak teraz kompletnie nie mam do siebie sil i nawet nie chce z nikim rozmawiac przez to wszystko i nie wiem sama co robic.
  3. Witam! Mam 26 lat i jestem kobietą która jakieś 1,5 roku temu po raz pierwszy w zyciu wyprowadziłą sie z domu rodzinnego. Powodem był oczywiscie facet. Jestem osobą, która bardzo się zamartwia często głupotami. Dużo myśle później o tym a co inni sobie pomysleli pewnie ze jestem głupia itd. jak moj facet mowi - za dużo rozkminiam (dlatego zawsze zazdrościłam osobą które mają gdziieś zdanie innych). Dziś w pracy zrobiłam coś trochę pochopnie, nie przemyślałam tego nic takiego w sumie... ale tak bardzo mi głupio było przed kierowniczką że zbierało mi sie na placz. kierowniczka to zauważyła zaczeła mnie chwalic i mowic ze przeciez jest zadowolna ze mnie ze to nic... ale to wcale nie chodzi o to w tym zeby ktos sie nade mna litowal - bo jak ktos tak robi to efekt jest odwrotny i jeszcze bardziej chce mi sie ryczec (byłam zmeczona i nie wyspana wtedy duzo czesciej mam tekie głupie wahania nastrojów). No ale do sedna... ostatnio jestem bardzo rozleniwiona... moj facet jest ciagle w delecji siedze tu sama.. zawsze mialam problemy z placzem w podstawowce bardzo plakałam przez zle oceny.. albo jak mi cos nie wychodziło teraz od czasu do czasu trafi sie taki placz z bezsilnosci... czasem przytulam mojego faceta i placze chociaz nic sie nie stało, nikt nie umarł.... Boję się że to bedzie odebranie przez wszystkich jakos bardzo negatywnie ale nie panuje nad tym jak mam czasem taki nastroj to poprostu nie potrafie inaczej,,, Czy to depresja? jakas nerwica? czy zwyczajne uzalanie sie nad soba z w sumie nie wiem jakiego powodu bo nie jeden mogłby mi pozazdroscic... Boje sie czasem ze bede taka jak moj tata -ma nerwice natrectw czesto gada jakies glupoty... mam chodzila z nim do psychiatry ale on nie chce tam chodzic... nie jeszt szkodliwy ale zdarza mU sie mowic bez sensu. NIE CHCE JA TAKA BYC I TAK BYC ODBIERANA... POMOCY!
  4. Witam wszyskich! mam 21 lat i jestem szczęśliwą mężatką od pół roku. Mój problem jest taki, że już prawie rok czasu mam ból pleców a dokładnie- ból łopatki prawej i odcinka lęźdźwiowego. Czasami tez boli mnie w okolicach klatki piersiowej- tak piecze. Wcześniej pracowałam fizycznie a teraz jestem na zwolnieniu lekarskim. Chodzę do różnych lekarzy, miałam też rezonans magnetyczny ale nikt nie pomaga. Zastanawiam się czy to nie przypadkiem bardziej psychika. Dodam, że mieszkam z mężem za granicą od dwóch lat i nie czuję się tu dobrze. Głównie przez pracę. Wyjechaliśmy żeby zarobić właśnie na wesele. W związku nam się układa i planujemy wrócić do Polski niedługo i wiem że będzie mi lepiej. Ale proszę o poradę czy to jednak główna rola to psychika..staram się myśleć pozytywnie. Mój ojciec jest bardzo nerwowy i gdy mieszkałam z rodzicami do 18. roku życia to gnębił mnie psychicznie ale mimo to potrafię nawiązywać z ludźmi relacje, mam kochającego męża i przyjaciół jednak boję się że to jakaś nerwica..sama nie wiem. Pozdrawiam
  5. Marcowy87

    Prawda w oczy kole ;)

    Faceci muszą sobie uświadomić jedno. Prawda jest taka ! Wygląd jest najważniejszy ! Osobom atrakcyjnym ufa się bardziej. Są lepiej postrzegani niż Ci przeciętni nie mówiąc o brzydkich osobach.Piękno kojarzone jest z sukcesem i dostatkiem. Pięknym się więcej pozytywnych cech niż osobom mniej atrakcyjnym. Przystojniak nawet tępak, cwaniak itp - przyciągnie uwagę kobiety. Atrakcyjni są postrzegani jako bardziej kontaktowi i inteligentni, zarabiają więcej, odnoszą więcej sukcesów, mają bardziej udane życie erotyczne, nawiązują lepsze kontakty z otoczeniem, częściej zostają uniewinniania w procesach sądowych, są łagodniej karani, kiedy uzna się ich winnymi. Słowem, piękni mają w życiu łatwiej. DLATEGO SPĘDZAMY GODZINY NA SIŁOWNI PANIE RAFALE !! A NA DOLE BRZYDKI VS MODEL . KTÓRY WYDAJE SIĘ PEWNIEJSZY SIEBIE ? KTÓRY WYDAJE SIĘ BYSTRZEJSZY ? KTÓRY WYDAJE SIĘ BOGATSZY ? KTÓRY MA BUJNIEJSZE ZYCIE EROTYCZNE? KTÓRY MA WIĘCEJ PRZYJACIÓŁ I ZNAJOMYCH?
  6. Witam, Jestem nowym użytkownikiem strony jak i forum. Przychodzę z problemem, który ciągnie się za mną od czasu ukończenia liceum, czyli trwa ok.3 lata. A mianowicie kompletnie nie radzę sobie ze sobą jeśli chodzi o pracę. Nie mam motywacji, nie potrafię usiedzieć w jednym miejscu pracy dłużej niż kilka miesięcy, bardzo szybko się nudzę, a do tego nie widzę perspektyw dla siebie i dla swojego dalszego życia. Od drugiej połowy 3 klasy liceum podjęłam się pracy na weekendy. Wszystko było świetnie bo wydawało mi się ,że po szkole chcę od razu podjąć się pracy i nie chciałam kontynuować nauki. Skończyłam szkołę, dalej pracowałam w tym samym miejscu ale w któreś chwili poczułam, że to jednak nie to.. że jednak czas na zmianę pracy i otoczenia. Wcale mi to nie wyszło na dobre bo po 2 miesiącach w innej pracy wróciłam do tej poprzedniej (1 pracę miałam po znajomości więc nie było problemu aby znowu tam wrócić). Praca polegała na bezpośredniej obsłudze klienta w sklepie, w centrum handlowym. Było mi tam dobrze do póki nie zmienił się menager i znowu wpadłam na pomysł zmiany pracy. Udało się znalazłam pracę w sieciówce, w której wytrzymałam tydzień czasu, byłam załamana bo co dalej? co mam robić? Po miesiącu siedzenia w domu znalazłam pracę w kawiarni. Na początku bardzo mi się podobało, byłam zadowolona, zarobki też nie były złe jednak po jakimś czasie a dokładnie po 7 miesiącach zaczęły mi przeszkadzać poranne zmiany na 5:30 jak i brak umowy o pracę. Kolejna zmiana! Znalazłam pracę w sklepie internetowym. Umowa o pracę, 4km od domu, możliwość dojazdu autem (w między czasie zdałam prawko), super ekipa. Pracę w tym sklepie zaczęłam w lutym 2018r Wszystko zaczęło się sypać w wakacje, a dokładnie w sierpniu kiedy jedna, jedyna koleżanka z "biurka" poszła na zwolnienie. Wszystko zostało na mojej głowie, pensja nieadekwatna co do wykonywanych obowiązków, męczące telefony od klientów, brak premii: KOLEJNA ZMIANA!. Znalazłam pracę w sklepie, znowu sieciówka, fajne perspektywy.. niestety okazało się to totalną klapą, nie wytrzymałam tam 2-uch dni.. KOLEJNA ZMIANA! Znowu sieciówka, również blisko domu w nowej galerii handlowej. Przepracowałam tam od listopada do końca grudnia, atmosfera zaczęła się psuć, pensja to był nieśmieszny żart, a przecież się nie uczę, płacę rachunki, potrzebuje jpieniędzy. KOLEJNA ZMIANA! Od stycznia tego roku znalazłam pracę w sklepie internetowym w CC. 3 razy w tygodniu po 12h, pensja jest najlepsza jaką do tej pory miałam ALE.. właśnie, ale po tych 3 przepracowanych tygodniach znowu bije się z myślami. Czy to na pewno to co chce robić, czy na pewno chce marnować na dojazdy 2godziny, czy na pewno chce być tak daleko od domu, czy na pewno dam sobie radę jeśli koordynatorka jest jędzą i wręcz znęca się nad jedną z pracownic? Ja już po prostu nie mam siły, nie mam siły do siebie ani do tego żeby szukać kolejnej pracy.. Jest mi okropnie wstyd przed znajomymi, przed partnerem i rodziną. Nie potrafie zagrzać miejsca i trzymać się jednej posady i jednego miejsca pracy. Dołuje mnie to strasznie bo mam dopiero 21 lat i już za sobą tyle miejsc pracy. Boje się o swoją przyszłość. Studia na pewno odpadają bo po prostu to nie dla mnie. Do tego wszystkiego dochodzi brak poczucia własnej wartości i niechęci do życia. Nie wiem co mam robić, czy to już jest jakaś choroba? Gdzie znaleźć podłoże takiego zachowania? Mam nadzieję, że wpasuje sie w to forum i uzyskam choć troszkę wsparcia i zrozumienia.
  7. Witam. Krótko o mnie, mam 23 lata, pracuję, lubię sport oraz samorozwój, ogólnie jestem zadowolony ze swojego życia tylko że... no prawie. Pewnie większość z was przechodziła przez to co zaraz opiszę, a po przeczytaniu tytułu zakładam że pewnie wiecie już co mam na myśli 😛 naprawdę nienawidzę wszelkich spotkań rodzinnych, gdzie zjeżdża się cała familia. Gdybym mógł wybrać jedną cechę której nie trawię:) To byłaby to WŚCIBSKOŚĆ, strasznie irytuje mnie ciekawość co niektórych ciotek i wujków, oraz ich ocena tego co ja powiniem robić, a co nie, później słynne już "Ja to w twoim wieku to robiłem to I to". Ale szczyt szczytów to miała moja siostra, gdy zaczęli ją pytać czy ma teraz jakiegoś chłopaka, oraz pytanie się - A czy gada jeszcze z "D" (byłym) oraz porównywanie który by do niej lepiej pasował 😂 I oczywiście mnie też pytają, kiedy ja przyprowadzę kogoś, I choćbym nie wiem jakiej riposty użył, choćbym nie wiem jaki miał dystans do tego, to czuje się potem I tak trochę przegrany albo bardziej zażenowany tym spektaklem. Ktoś mógłby grzecznie napisać "miej wywalone na to, pogadają sobie i tyle." no właśnie Ale nie potrafię, od pewnego czasu codziennie o tym myślę, wyobrażam sobie ciągle jakich ripost moglbym tym razem użyć, mimo że takie spotkania odbywają się 2-3 w roku 😛 Marnuję swój czas przez to, i napawam się negatywnymi emocjami na własne życzenie 😕
  8. Paula

    Kochac siebie

    Jak zacząć kochać siebie na nowo?
  9. Nalatia

    Rozstanie

    Dzień dobry, mam 21 lat, jestem jedynaczką i bardzo wrażliwą osobą. W życiu szukam bezustannie bartniej duszy z którą mogłabym dzielić się wszystim. Myslalam że poznałam taką osobę jednak niestety zakończyłam swój związek. Niestety nasze relacje nie wyglądały za dobrze ciągłe kłótnie i różne poglądy na przyszłość, bardzo się różnilislmy. Jednak nie zawsze tak było, nieraz sepdzalismy cudnowne dnie razem. Bardzo boje się że nie poradzę sobie z samotnością, że nie jestem wystarczająco silna. Potrzebuję wsparcia i rozmowy z kimkolwiek na ten temat.
  10. ElciaMirelcia

    Wszystkiego za dużo

    Witam. Jestem 22 letnią kobietą . W zasadzie powinnam być szczęśliwa bo zarówno rodzina jak i przyjaciele bardzo mnie wspierają. Jednak coś jest nie tak... Zacznę od tego, że mam poważny problem z zaakceptowaniem samej siebie. Dlaczego? Przecież przez ostatni czas bardzo schudłam, jestem ładna, jestem atrakcyjna. No przynajmniej wszyscy mi to mówią... Mam problem z adaptacją wśród rówieśników, przynajmniej tak mi się wydaję. Boję się odrzucenia. Ostatnio zauważyłam, że przez to odpycham od siebie bliskich. Konkretnie przez to, że stałam się bardzo egoistyczna i mimo, że doceniam pomoc jaką mi ofiarują, nie umiem tego docenić. Zarówno mnie, jak i innych denerwuje to, że jestem bardzo uparta i nie umiem odpuścić kiedy trzeba. Szybko wpadam w złość kiedy coś mi nie wyjdzie i odbija się to na innych. Słyszałam również opinie, że czasem zachowuje się jak rozpieszczone dziecko. Nie mogę znaleźć pracy, żadna mnie nie zadowala i szybko rezygnuje. Jestem taka, że chcę mieć wszystko tu i teraz i jeśli tak nie jest to się zniechęcam, a po chwili denerwuje i robię to na siłę żeby było JUŻ. Płaczę bez powodu i czuję, że nigdzie nie pasuję. Jak jestem z kimś to jest wszystko dobrze, ale kiedy zostanę sama to jest mi źle. Tak jakbym nie potrzebowała czasu dla samej siebie. Nie mogę siedzieć w miejscu i zająć się swoimi sprawami, których mam dużo bo uczę się zaocznie, a zaległości troszkę mam. Mam wrażenie, że nikogo nie interesują moje problemy i nikt nie potrafi mi pomóc... Proszę o poradę bo nie mogę wytrzymać sama ze sobą. Irytuje mnie, że nie rozumiem siebie...
  11. Katarzyna2017

    Jestem do niczego

    Witam. Jestem 25 letnią matką, na chwilę obecną jedyną radością dla mnie jest mój synek. Postanowiłam że napiszę tutaj bo mam ze sobą problem. Chodzi o to że boję się odmawiać nie potrafię walczyć o swoje, zgadzam się od kąd pamiętam na to aby inni mnie krzywdzili,wiecznie jestem popychana,bez przyjaciół i bez wsparcia . W dzieciństwie doświadczyłam molestowania,później ktoś próbował mnie zgwalcic i mój były partner zmuszał mnie do seksu, początkowo nie umiałam mu odmówić,później kiedy zaczęłam mówić że nie chcę zeby mnie w taki sposób dotykal on nie słuchał,a ja dalej nie umiałam się przeciwstawić. Nie potrafiłam z nim zerwać. Jako dziecko byłam zawsze milcząca. Chciałam się dowiedzieć czy objawami wykorzystania seksualnego może być lęk o którym wcześniej wspomniałam? Oprócz tego mam często myśli seksualne które w pewnym sensie sprawiają mi przyjemność : - myśli że ktoś mnie seksualnie krzywdzi -że ktoś mnie gwałci -upodobanie w starszych odemnie mężczyznach Drugie moje pytanie to czy to może mieć wpływ na moje dziecko,to że w ciąży pozwoliłam siebie tak traktować? Czasami myślę że ja tak naprawdę nie powinnam istnieć, nawet nie mam przyjaciół... Że się do niczego nie nadaję
  12. Akebono

    Wahania nastroju

    Witam, mam 29 lat i moje problemy z nastrojem zaczęły się w zasadzie rok temu, po rozpadzie toksycznego związku ze starszą od siebie kobietą w którym tkwiłem przez 1,5 roku i był to mój pierwszy związek. Zostałem zdradzony i porzucony. Dość mocno to przeżyłem, dlatego od razu zgłosiłem się do psychologa. Na przestrzeni 2-3 miesięcy straciłem dość duże pieniądze, zainwestowane podczas trwania związku i do dziś mam coś w rodzaju syndromu wypalenia zawodowego który miej więcej zaczął się w tym samym czasie, jestem inżynierem (od 2,5 roku w zawodzie), zbyt mocno zidentyfikowałem się z firmą i za dużo dawałem sobie wcisnąć i sporo robiłem za kolegów czasem z własnej woli czasem nie. Za ambitnie podszedłem do tego i zjadłem własny ogon. Objawy jakie mi towarzyszą to wahania nastroju, bardzo częste drzemki popołudniowe nawet 1-2h, kilka razy przez ten czas zdarzyło się, że przespałem praktycznie całe dnie w weekendy i kilkukrotnie przez ten okres budziłem się w nocy cały mokry, raczej sporadycznie oprócz pierwszego tygodnia po rozstaniu. Popołudniowe spanie występowało też wcześniej, ale z racji tego, że dość mocno mnie pochłaniała praca nie zwracałem na to uwagi. Brak wiary w siebie, problemy z koncentracją, niskie poczucie własnej wartości (wcześnie też miałem, ale teraz jest chyba jeszcze gorzej), rzadko jestem tu i teraz. Zazwyczaj jestem dość spokojny i niezbyt wylewny mam osobowość introwertyczną, czasem reaguję nerwowo i impulsywnie nie adekwatnie do sytuacji, mam wrażenie, że większość tłumię w sobie i potem się to wylewa. Z racji tego wypalenia i przyblokowania mnie przez firmę w sprawie awansu, chcę zmienić pracę, ale nie wiem w jakim kierunku się rozwijać, nie jestem w stanie podjąć żadnej decyzji. Ten stan mnie irytuje i frustruje i koło się napędza. Brak mi siły sprawczej. Jestem raczej typem samotnika, samotnego wilka nie jestem zbyt aktywny towarzysko, mam problemy z nawiązywaniem kontaktów, nie mam zbyt wielu znajomych, właściwie w ogóle ich nie mam oprócz starych z mojej rodzinnej miejscowości z którymi kontakt się pogorszył, przez co mam wrażenie,. Przez problemy z nawiązywaniem kontaktów mama wrażenie, że dużo tracę i mam do siebie o to wyrzuty. Robiłem badania podstawowe + hormonalne, tarczycowe, testosteron. Nigdzie z nimi nie byłem, ale praktycznie wszystko mieści się w podanych normach. Ten stan zawieszenia mnie frustruje, czas przelatuje mi przez palce. Pracuję z psychologiem od roku i nie widzę jakiejś znaczącej poprawy. Nie mogę się odtworzyć. Mam pytanie odnośnie tego czy ma znaczenie, że w takich okolicznościach kiedy zostałem zraniony przez kobietę, pracuję z psychologiem-kobietą co utrudnia moje otworzenie się ? Wtedy kiedy podjąłem decyzję o udaniu się po pomoc nie zwracałem uwagi na to czy to będzie kobieta czy mężczyzna jak się można domyślić mój stan emocjonalny był opłakany. Mam wrażenie, że w tej pracy jest chaos i nie jest ona uporządkowana, kilkukrotnie już miałem poczucie, żeby tą współpracę zakończyć. Nie wiem co mam robić czy zmienić psychologa na psychologa-mężczyznę czy dalej to ciągnąć ? Chciałem jak najszybciej dojść do siebie po tym, ale przedłużający się czas zaczyna mnie irytować co tylko pogarsza sprawę.
  13. Anna99

    Problem

    Cześć, mam na imię Ania i mam 20 lat. Czuję, że w moim życiu dzieje się ostatnio coś złego. Sama do końca nie jestem w stanie stwierdzić co to jest. Czuje jakiś ogarniający mnie lęk, jakby wszystkie problemy połączyły się w jeden wielki, nie dający mi spokoju. Czasem potrafię usiąść w środku dnia i zacząć płakać, nie umiejąc nikomu wytłumaczyć dlaczego. Ciągle czuje smutek i zmęczenie. Ostatnimi czasy zdarzają mi się też problemy ze snem. Mam poczucie, że wszystkie porażki w życiu są moją winą, obwiniam siebie za każde nawet drobne niepowodzenie. Ostatnio chyba zaczęły dochodzić do tego myśli samobójcze. Czasem mam wrażenie, że śmierć byłaby najlepszym wyjściem z całej sytuacji, aczkolwiek wiem również, że nie byłabym zdolna do tego by to zrobić. Mam również problemy ze znalezieniem partnera, przez co czuję się samotna i niechciana, mam również przekonanie, że nigdy nie będę wystarczająco dobra by kogokolwiek znaleźć. W moim życiu brak tez jakichkolwiek pasji i zainteresowań. Czuję jakby była to jedynie pusta egzystencja. Mimo tego staram się nie okazywać tych uczuć ludziom, staram się zachowywać w miarę normalnie, choć czasem przychodzi mi to z trudem. Łatwo wpadam w gniew i wściekam się z byle powodu. Bardzo chciałabym sobie pomóc i odzyskać radość z życia.
  14. Witam mam wiele problemów ze sobą ale jednym doznaniem to znika na 10s Mianowicie czasem na 10s po szczytowaniu odczuwam euforię mam chęci do działania i odczuwam barwne uczucia Lecz zwykle jestem smutny nie lubię kontaktów z ludźmi (Całe dnie spędzam grając) mam nie za miłe życie a moim powodem życia jest rodzina. Być może jestem uzależniony od dopaminy i mam adhd znalazłem takie coś Jedną z przyczyn ADHD są zaburzenia w układzie dopaminergicznym i nieprawidłowe działanie receptorów i transporterów dopaminy[62] Najbardziej efektywne środki do leczenia ADHD to stymulanty (np. metylofenidat, amfetamina), których działanie opiera się na podniesieniu poziomu dopaminy w mózgu Strasznie też boje się kontaktów z innymi ludźmi a poza domem czuje się jakby każdy mnie oglądał i się ze mnie śmiał Proszę o pomoc ponieważ chciałbym być normalny
  15. Kolektor dolotowy

    utknąłem i nie prę do przodu

    Witam wszystkich, jestem mężczyzną lat 26. Dwa lata temu ukończyłem studia ale do dziś nie obroniłem swojej pracy dyplomowej. Po "ukończeniu" toku studiów (mam tutaj na myśli rozliczenie się ze wszystkich przedmiotów na oceny pozytywne) wróciłem do domu rodzinnego gdzie postanowiłem odpocząć od studiów i przygotować się do obrony (napisać pracę dyplomową oraz przygotować się merytorycznie z całości materiału). Z początku +/- 2 miesiące obijałem się, wiadomo wakacje, nic się nie chce, wolałem spędzać czas na przyjemnościach niż zajmować się konkretami. Trafiła mi się jednak okazja wykonania praktyk w przyszłym zawodzie. Z racji, że zawód należy do nietypowych to kolejne 4 miesiące ciągiem spędziłem w pracy. Miałem oczywiście możliwość w tym czasie przygotowywać się do obrony ale stwierdziłem, że potrzebuję spokoju i zacznę naukę po powrocie do domu. Z miesiąca na miesiąc przekładałem i przekładałem to co nieuniknione do tego stopnia, że rodzice zaczęli się niepokoić i denerwować "co z twoją obroną?". Wynikały z tego tytułu częste kłótnie i spięcia co jest oczywiście zrozumiałe. Wziąłem się do pracy, zacząłem w końcu pisać. Rozpraszało mnie wszystko, czas jaki poświęcałem na konkrety był minimalny. Potrafiłem trzy dni z rzędu pisać a przez kolejny miesiąc nawet nie zajrzeć do dyplomówki. W tym czasie nie robiłem nic, grałem w gry, oglądałem seriale, zajmowałem się wszystkim innym niż tym czym powinienem. W między czasie miejsce miały kolejne to kłótnie dotyczące mojej przyszłości etc. Tak minął rok od skończenia studiów. Podjąłem więc pracę (nie w zawodzie) i wynajęliśmy razem z moją partnerką mieszkanie (wyprowadziłem się od rodziców). Powiedziałem sobie "stary teraz dasz radę, będziesz pracował i w wolnym czasie pisał dyplomówkę i uczył się". Minął kolejny rok, napisałem może w tym czasie pół rozdziału. Po pracy nie miałem siły zajmować się nauką a w weekendy chciałem sobie "odpocząć" i jak zwykle skupiałem się na wszystkim oprócz obowiązków. Pracowałem tak rok i po tym roku "na swoim" wróciłem do domu rodzinnego aby już teraz na dobre zając się dokończeniem pracy dyplomowej i nauką. Wmawiałem sobie, że praca mi przeszkadza, że nie mam czasu na naukę, że jestem zmęczony po pracy więc wrócę do domu i w kilka miesięcy ogarnę wszystko i się obronię po czym zacznę pracę w zawodzie. Zgadnijcie co się stało, minęło pół roku odkąd nie pracuję i ledwo dokończyłem pracę, która jeszcze jest do poprawy. Przede mną jeszcze kupa nauki, a ja siedzę całymi dniami przed komputerem i oglądam bzdury w internecie, gram w gry, wieczorami spotykam się z partnerką i tak czas mija a wraz z nim moje życie przemija na wegetacji bo tego inaczej nie można nazwać. Został mi ostatni rok na obronę, w innym wypadku stracę możliwość podejścia do niej. Naczytałem się różnych treści motywacyjnych, naoglądałem się różnych mówców, kołczów, znam techniki motywacyjne, przerabiałem program motywacyjny, ale wszystko to opada po jakimś czasie a ja wracam do starych nawyków przesiadując cały dzień przed komputerem i marnując swój czas. Był pewien okres gdzie byłem bardzo zmotywowany, codziennie wypełniałem swój czas pisaniem pracy, polepszaniem umiejętności posługiwania się językiem angielskim, oglądania szkoleń samo rozwojowych, robieniem notatek z tych szkoleń, czytaniem książek rozwojowych. Wytrzymałem może dwa tygodnie. Wróciłem ponownie do siedzenia całymi dniami przed komputerem (robiłem wszystko co pochłania czas: gry, filmy, seriale, przeglądanie internetu, oglądanie streamów na żywo i w sumie nadal to robię) Uważam, że jestem inteligentną osobą a nie mogę poradzić sobie sam ze sobą. Utknąłem i nie mogę ruszyć z miejsca. W ciągu tych dwóch lat przytyłem prawie 20kg, stałem się bardziej aspołeczny niż kiedykolwiek w moim życiu. Mam ogromną tendencje do krytykowania innych, często się denerwuję, bardzo przeżywam porażki, nie potrafię być systematyczny. Tu chcę zadać pytanie, jak sobie z tym poradzić, jak ruszyć z miejsca, jak się nie poddać po kolejnej próbie? Brakuje mi tak niewiele do osiągnięcia niezależności, wystarczyłoby żebym przycisnął te kilka miesięcy i zakończył epizod ze studiami po czym poszedł do pracy w zawodzie. Jednak coś mnie blokuje, coś sprawia, że tkwię jak kołek w miejscu. Proszę o pomoc, pozdrawiam.
  16. Mam taki proble jestem geje zakochałem się w fajny chłopaka ale zostalem rozdzielony przez rodzine problemy mam braci którzy zawsze uprzykszali mi życie oraz ojca której na używa alkocholu ale nie widzi problemu czasami jestem obwinany za wszytko z strony rodziny i moja mam boje się dnia kiedy jej zabraknie czasam mam takie myś żeby sobie coś zrobić znikną nie czuć już bulu kłamst i tego źe nie moge znaleś sobie nikogo i speniać swojich mażeń wiec nie wiem czy ja po padłem w jakoś depresje bo nie chce sobie nic zrobić ale czasami przygnebienie jest silniejsze i mam cheć coś z sobą zrobić bo dobija mie kłopoty rodzinę miłosne ale naj bardziej finasowe więc prosze o porade
  17. psycholog Rafał Olszak

    Czy walczyć z samym sobą? (podcast)

    Czy walczyć z sobą samym? Czy walczyć ze swoimi słabościami? Czy walczyć o szczęście, lepszy byt, o zmiany wewnętrzne i w otoczeniu?
  18. Vamosneymar

    Problem

    Hej, od jakiegoś czasu zmagam się z problemem złego nastroju w nieoczekiwanych momentach. Radzę sobie z tym tylko i wyłącznie albo jedząc bardzo duże ilości przez co od pewnego czasu nie podobam się strasznie sobie gdyż przytyłam i nie umiem sobie z tym poradzić, albo idę na imprezę gdzie pije i 'bawię się'. Trudno mi poradzić sobie z napadami obżarstwa, może skutkuje to tym, że przez ponad pół roku byłam na redukcji przez co schudłam 5 kg jednak glodzilam się. Aktualnie nie jestem zadowolona ze swojego wyglądu, ze swojego życia i czuję się strasznie...
  19. Witam, mam 29 lat, jestem mężatką. Nie wiem od czego zacząć, wszystko do tej pory trzymałam w sobie, aby nie zamartwiać moich bliskich. Może być nudno i długo, ale może ktoś to przeczyta i da wskazówkę do działania dalszego, podpowie, czy to tylko chwilowe obniżenie nastroju, czy faktycznie czas zadbać o psychikę. Generalnie nigdy nie lubiłam siebie. Obecnie wręcz siebie nienawidzę, często zdarza mi się w przypływie złości powiedzieć to na głos. Zazwyczaj tak, aby nikt nie słyszał. Od dzieciaka choruje przewlekle, leczę się u neurologa 20 lat. Zdrowie mi nie dopisuje, całe życie ograniczenia i zakazy. Dziś w wieku 29 lat jestem pod stałą opieką kilku specjalistów, na lekach, nie pamiętam dnia, aby nic mnie nie bolało (kolano po operacji, czeka mnie poprawka, ręka po 2 operacjach, rwy kulszowe, silne migreny, problemy gastryczne, teraz diagnostyka kręgosłupa). I szczerze? Mam dość. Nie mam siły już funkcjonować. Żeby sobie (chyba?) Udowodnić, że jednak jestem jak inni pracuję na prawie 2 etaty, angażuję się w mnóstwo rzeczy. Orzeczenia o niepełnosprawności nie mam. Nie stawałam na komisji. Wszak "paluszek i głowka....." Nie chcę już tak żyć. Nie chcę żyć wogóle. To byłoby dla mnie najlepsze rozwiązanie. Może wtedy poznałabym, czym jest życie bez bólu. I gdyby nie to, że jestem pieprzonym tchórzem, to myślę, że znalazłabym sposób.... 2 razy próbowałam przedawkować leki, ale mój organizm niestety poradził sobie, no i żyję nadal. O jednej próbie nie wie nikt, o drugiej mama wiedziała, ale praktycznie ją zastraszyłam, aby nie robiła nic. No i posluchała, nie wezwała karetki, żyjemy jakbg nigdy nic się nie stało. Aktualnie nie mam ochoty na nic poza tym co muszę. Wiele rzeczy zaniedbałam. Mam ochotę iść spać i nie wstać. A śpię sporo, nieraz i 9 godzin, a wstaję niewyspana. Jeśli chodzi o resztę kwestii, to sprawa się pogorszyła znacząco na początku roku. Posypała mi się praca, która była pracą marzeń. Robiłam to co kocham, spełniałam siebie, po prostu żyłam tym co robię, nie wyobrażałam sobie robić co innego! Ale przyszedł dzień, w którym zmienił się dyrektor. Zmieniła się atmosfera, poczułam się zagrożona, niepotrzebna, wręcz byłam przeszkodą. Nowy dyrektor stawiał mnie w niekomfortowych sytuacjach, wymagał rzeczy spoza zakresu obowiązków, a to, co do mnie należało robiłam po godzinach. Nawet "dziękuję" nie dostałam. Poza tym moje nowe.obowiązki szkodziły koleżance z pracy, co tylko powodowało u mnie poczucie winy. A bałam się odmowic... Doszło do tego, że wyjście z domu, to był dramat. Biegunki, nasilenie problemów jelitowych, wylądowałam na neurologii przez kilkutygodniowy napad migrenowy, schudłam... Szybko zmieniłam oracę, trochę odżyłqm, ale nadal żyję tamtą pracą, myślę o niej, myślę co bym tetsz robiła, co robiłam rok temu, 2 lata temu o tej porze... Lubię swoją obecną pracę, ale też nie jest idealna. Nie mogę soboę z tym poradzić, nawet jak to piszę, czuję, że wzbiera we mnie złość i mix innych emocji. Z pracy odeszłam nie z podciętymi skrzydłami, ale bez skrzydeł, bo przecież dyrektoe zapewnił mnie, że na moje miejsce ma z kogo wybierać, kto spełni jego oczekiwania. Na szczęście mam wsparcie w mężu i mamie. Tata nie żyje od 3 lat. Byłam dzieckiem chcianym i wyczekanym, rodzice wspierali mnie, pomagali rozwijać pasje i zainteresowania. Uczyli mnie też być twardą, nie poddawać się, ale też wlali we mnie mnóstwo empatii, bo zawsze powtarzali, ze są inni, nie mogę tylko myśleć o sobie, nie można krzywdzić i szkodzić. No i wyrosłam ja, z asertywnością się nie lubimy, bo jak ktoś pmocy potrzebuje, to szybciej zmienię swoje plany niż odmówię. Często kosztem wolnego czasu, pieniędzy... ale to akurat daje mi pozytywne doładowanie. Jestem jedynaczka. No i apropos rodziny... z mężem dzieci nie planujemy. W mojej aktualnej sytuacji zdrowotnej uważam, że byłoby to "trochę" nie odpowiedzialne, a poza tym po prosyi nie czujemy chęci posiadania dziecka. Co innego nasze otoczenie. Ono wręcz tego oczekują. No bo jak ja mogę myśleć o sobie, pozbawiam moją mamę zostania babcią, ona na pewjo by chciała! Poza tym zajdę w ciążę, to "na pewno" ozdrowieję. No i ten tykający zegar, zaraz trzydziestka, a kto mi szklanke wody na starość poda? Swoją drogą - mam nadzieję jej po prostu nie dożyć.... Mam dość tego wszystkiego. I nikt poza Wami o tym nie wie. Każdy zna mnie jako pogodną, zawsze uśmiechnoętą, chętną do pomocy, rozgadaną. Nie wiedzą co się kłębi w środku i jak bardzo nie chcę tu być. Przeraża mnie wizja kolejnego specjalisty, lekarza omijam do tego stopnia, że szybciej wezmę urlop niż l4. Wizyta u lekarza jest obkupiona rozstrojem żołądka i bezsennością. Zwlekam z wykonaniem badsń, które muszę powtarzac co rok. A poza tym, czy moje problemy nie są na wyrost? Gdyby było faktycznie źle umiałabym przybrać taką postawę, gdzie zmyliłabym 100% otoczenia? Czy nie zostanę odesłana, bo mam się po prosyu wziąć za siebie, inni mają gorzej, a ja po prostu wydziwiam? może i to są pierdoły, inni mają gorzej (leżąc na chirurgii onkologicznej widziałam różne sytuacje), ale ja już mam tego dosyć , zwyczajnie, po ludzku dosyć.... Nie wiem, czy ktoś dotrwa do mojego wywodu, mam cichą nadzieję, że może jednak jakieś światełko w tunelu dostrzege. Bo jak na razie nie widzę końca tej durnej sytuacji, ani sensu mojego (nie powiem jakiego) życia.. z góry dziękuję za chociaż jedno dobre słowo.
  20. Witam. Jestem Katarzyna i mam 32 lata. Jestem szczesliwa mezatka. Poznajc meza myslalam ze wszystko juz bedzie super idealnie. Niestety schody zaczely sie po slubie, poniewaz okazalo sie ze mam problem z zajsciem w ciaze. Staramy sie od 3 lat. Problem lezy po mojej stronie. Lecze sie ale co z tego skoro nadal nic. Psychicznie odpuscilam. Czesto przychodza mysli aby dac mezowi wolnosc aby sobie zycie ulozyl aby zostal tata. Niestety odwlekam ta decyzje bo go kocham. Nie wiem co robic.
  21. Mam 37 lat i nastepujace problemy/objawy: - bardzo mocno fizycznie odczuwam stres. Przykra uwaga otrzymana przez kogos lub nawet przeczytanie wiadomosci na internecie, ktore sa bardzo zle np o czyims cierpieniu, skutkuje kolataniem serca, speciem do takiego stopnia, ze odczuwac silny bol barkow, nog, plecow. smutkiem, duzymi problememi w zasnieciu przez min tydzien i silnymi problemami w koncentracji - wydaje mi sie, ze mam pewne objawy fobii spolecznej i 'anxiety' np. 'uciekam po czesci oficjalnej spotkania, kiedy uczestnicy maja sie poznac, porozmawiac, wymienic doswiadczeniami itp. Jakakolwiek sytuacja w ktorej nie mam jakby dokladnych instrukcji albo planu co mam robic i o czym rozmawiac wywoluje u mnie niepokoj i unikam takiej sytuacji ale np nie boje sie publicznych wystapien, prezentacji i przemowien przed spora grupa ludzi, i nie boje sie odpowiadac na pytania zadawane z tlumu ad hoc. Czesto po rozmowie z kims kogo dobrze nie znam wpadam jakby w obsesje analizowania tego co i jak powiedzialam bojac sie jak zostalam odebrana. Boje sie tez przyjmowac ludzi w swoim domu, nie jestem pewna co i jak przygotowac zeby wszystko dobrze wyszlo. Z drugiej strony zdaje sobie sprawe z tego i poniewac czasem czuje sie samotna to staram sie nawiazywac znajomosci (be cheerful) i zapraszac ludzi do domu. Jest to jednak okupione duzym stresem - jestem placzliwa ale w dziwnych sytuacjach. Sytuacje smutne czy stresowe nigdy nie wywoluja placzu. Jednak jak np tlumacze corce historie Polski i mowie np o bohaterach Powstania Warszawskiego, wtedy lzy mi sie strasznie cisna do oczu. Potrafie mowic o WTC bez placzu ale jak mam opowiedziec o bohaterskiej postawie zalogi ostatniego samolotu to wtedy placze. Placze tez czesto ze wzruszenia na wiesc o dobrych wiadomosciach, sukcesach, nawet obcych ludzi (bardzo dziwne moim zdaniem) - zdecydowanie gorzej czuje sie wieczorem anizeli rano, co nie pasuje do standardowego profilu depresji - nie mam mysli samobojczych, nie mam problemu ze wstawaniem rano ale np obrocz podstawowej higieny osobistej (codziennie myje wlosy, biore prysznic, nakladam make up i zakladam czyste, wyprasowane ubrania 'nie chce mi sie' dbac o siebie bardziej. Nie chce mi sie wyjsc pobiegac, choc wiem, ze zdecydowanie lepiej sie czuje po bieganiu. Nie chce mi sie isc do fryzjera czy do kosmetyczki. U kosmetyczki bylam 6 lat temu a u fryzjera bywam raz do roku...Chcialabym ladnie wygladac ale nie chce mi sie umawiac wizyt, pamietac o nich i sie wybrac do gabinetu. - potrafie odwolac spotkanie ze znajomymi, bo mi sie nie chce albo 'boje sie isc' - mam niska samoocene (w tzw gorsze dni mysle po prostu, ze jestem zerem) i nie potrafie robic rzeczy tylko dla siebie. Dla innych jestem zdolna do duzych poswiecen, zeby im np pomoc; mam tez tendencje do obwiniania sie i zalowania wielu rzeczy, tak jakbym nie potrafila sobie wybaczyc i isc delej. Mam glebokie poczucie, ze nikt mnie nie kocha. Mowilam o tym mezowi i chyba bylo to dla niego bardzo bolesne. On czesto zapewnia mnie, ze mnie kocha, kupuje kwiaty itp. - czasemi boje sie i odczuwam stres bez evidentnej przyczyny - bardzo lubie rutyne i strukture dnia ale tez wydaje mi sie, ze moje zycie jest troche nudne i chcialabym czesciej wychodzic, poznawac wiecej ludzi - zdarza mi sie oceniac ludzi zbyt ostro, pohopnie ich oceniac i byc za nadto krytyczna w stosunku do ludzi. Na poziomie intelektualnym wydaje mi sie to bezpodstawne i po prostu zle, ale jednak takie mysli czesto przychodza mi do glowy - przezylam kilka ciezkich, naglych i stresujacych wydazen w zyciu, mysle, ze przez ok 3 lata mialam objawy PSTD - mam pewne objawy APD i ADHD (np problem z dokonczeniem zadania, ktore spoczywa tylko na mnie, i tzw rozmienianie sie na drobne w pracy i problem z podejmowaniem decyzji oraz szybkie nudzenie sie danym typem pracy) I choc zdaje sobie z tego sprawe to trudno jest mi to zmienic . Z drugiej strony jestem nastawiona 'zadaniowo' i nie potrafie sie zrelaksowac kompletnie czy cieszyc zyciem. Ciagle jest cos do zrobienia czy cos do zamartwiania sie. - zdaje sobie sprawe, ze nie potrafie sie do konca cieszyc zyciem i to powoduje wyrzuty sumienia u mnie, poniewac mam dobra sytuacje finansowa, meza i superfajne dzieci. - stosunkowo czesto mam cos takiego jak backflash ze zlych wydarzen w moim zyciu, przykrych sytuacji, ktore przezywam na nowo Staram sie walczyc z negatywnymi myslami i nastrajac pozytywnie ale to jakos nie dziala i wydaje mi sie, ze z kazdym negatywnych nawet drobnym wydarzeniem/przykroscia raze sobie coraz gorzej (nie mam tzw thick skin). Maz jest wyrozumialy i nie ocenia mnie ale rownoczesnie zaprzecza, ze cos moze byc ze mna nie tak. Dwa razy w dyciu sama poszlam do lekarza rodzinnego i poprosilam o leki antydepresyjne (za pierwszym razem podzialaly fantastycznie, za drugim nie widzialam za bardzo poprawy). Nie chce wracac do lekow bo wydaje mi sie ze podswiadomie szukam czegos na czym moglabym sie oprzec a tak naprawde to mysle, ze mysze sie wreszcie z tym zmierzyc, zeby poprawic jakosc swojego zycia. Boje sie, ze moja nerwica, depresja czy cokolwiek to jest zle odbije sie na zdrowiu psychicznym moich dzieci . Ja tez nie czuje sie z tym komfortowo
  22. Na wstępie chciałbym przeprosić za długość tego postu, ale ciężko zmieścić tyle myśli w dwóch zdaniach. Myślę, że nareszcie wiem skąd moja depresja i moje zaburzenia lękowe się wzięły, a była to niezła zagadka dla mnie. Mam nadzieję, że ktoś to przeczyta chociaż w połowie, doradzi mi i poklepie po plecach bądź srogo opierniczy.Męczę się z tym już rok, klasyczny początek - wizyty w szpitalu, utrata kondycji i inne postrzeganie rzeczywistości, derealizacja/depersonalizacja i tak dalej i tak dalej...Jednak za cholerę nie miałem pojęcia skąd się to wzięło. Przecież nie przeżyłem żadnej traumy, nie zamordowano na moich oczach człowieka, nie byłem na żadnej wojnie, nie miałem poważnego wypadku samochodowego. Więc skąd to wszystko? A no korzenie sięgają aż dzieciństwa, które pozornie było udane. Miałem kolegów, bawiliśmy się razem całymi dniami. Jako dziecko nie masz żadnych zmartwień i nie rozmyślasz nad śmiercią, nad tym, że ktoś cie wykorzysta, oszuka. Niestety w prawie każdej bajce musi być ten czarny charakter a był to mój starszy brat. Obrażał mnie przed znajomymi, wmawiał mi od małego, że jestem brzydki, ohydny i odrażający. Mówił to do mnie tak jakby był o tym pewny. Ja jak to dziecko - popłakałem, popłakałem i zapomniałem. Rodzice niestety nie reagowali na to. Ba, nawet mówili mi żebym przestał się mazgaić. Niestety na przemocy psychicznej się skończyło. Potrafił wstać z łóżka w nocy (dzieliliśmy jeden pokój) i zacząć mnie kopać i bić. Wydawało mi się to normalne, że to musi tak być i koledzy pewnie też tak mają. Tak było do mniej więcej gimnazjum. Niestety do tego okresu ''przejąłem'' wszystkie złe zachowania jego i rodziców. Ale mimo tego miałem znajomych i byłem lubiany. Brat znalazł dziewczynę i nagle coś się w nim odmieniło. Zaprosił mnie wtedy na piłkę (pewnie jego dziewczyna go namówiła). Graliśmy i byłem szczęśliwy jak nigdy, wreszcie miałem prawdziwego brata. Stał się moim wzorem do naśladowania. Jednak z czasem znowu zaczął się znęcać psychicznie. Zapytałem dlaczego on mi to robi, a on na to, że musi mnie zahartować, że chce być moim mentorem. Od tamtego momentu tylko go tolerowałem i nic więcej. Doszło do tego, że przy rodzinnym stole w jego obecności bałem się odezwać. Bałem się, że mnie wyśmieje i zacznie wyzywać co często miało miejsce na uroczystościach. Rodzice oczywiście nie reagowali, poźniej się rozwiedli, ale to już inna historia. Ktoś sobie pomyśli, że sobie to wszystko wymyślam i wyolbrzymiam, ale rodzice traktowali go jak nadczłowieka(!!!), starsza siostra wolała spędzać z nim czas. Można powiedzieć, że był całkowitym przeciwieństwem mnie. On był wygadany, dobrze się uczył, miał mnóstwo dziewczyn, smykałkę do pieniędzy. Ja za to byłem taki stonowany, dziewczyny nie chiałem mieć, a w szkole mi średnio szło. Patrzyłem na to wszystko i chciałem być taki jak on. A to niestety kłóciło się z moim charakterem.----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Opiszę w punktach czynniki, które przyczyniły się do powstania zaburzeń i depresji. Muszę gdzieś to wylać z siebie bo nie mam do kogo.1. Przeprowadziłem się, straciłem większość znajomych bo powyjeżdżali na studia. Ja nie zaliczyłem matematyki (kto by się spodziewał), ale mam nadzieję, że się kiedyś za to wezmę. Ciągle wracam myślami do mojego wcześniejszego domu, za tymi wszystkimi chwilami tam spędzonymi. Taki już jestem, że się przywiązuje.2. Pierwsza praca. Był to dla mnie wielki szok po tych sielankach. Fakt, że trzeba rano wstać OBOWIĄZKOWO mnie przerażał. To własnie w pracy zaczęła się derealizacja. Kasa była tam dobra, ale ostatecznie odszedłem. Teraz pracuje gdzie indziej.3. Moja rodzina. To największy problem. Nie ukrywam, że to ona się głównie do tego przyczyniła. To brzmi jak zrzucanie winy na kogoś innego, ale zapewniam, że tak nie jest. Czuję, że wszyscy są do mnie uprzedzeni bo przecież byłem małą pi*deczką, która nie potrafi się postawić. Narzucali mi co mam robić w przyszłości, szczególnie siostra, która KAZAŁA MI być załóżmy strażakiem. Ja tylko przytakiwałem.4. Moja mama. Nie ukrywam, że jest to osoba dość niezrównoważona psychicznie i z nią mieszkam bo mam jeszcze 20 lat. Około rok temu jak rozmawiała z bratem i jej coś nagadał na mnie to wypaliła mi prosto w twarz, że jestem zerem, że niczego nie osiągnę, kobiety też nie będę miał. Doznałem wielkiego szoku bo to w końcu osoba, która mnie urodziła. Do tego wydziera się non stop o nic.5. Brak dziewczyny. Nie jestem brzydki, a ponoć przystojny. Mam dużo zainteresowań i trochę ćwiczę. Jednak nikt się jeszcze taki nie trafił. Czuję presję bo niektórzy znajomi się zaręczają, a u mnie pusto.Plan jest taki żeby zmienić w swoim życiu co nieco. Nie mówię, że pozbyłem się tego wszystkiego, może nawet jest gorzej. Nadal biorę jakieś leki. Jednak robie się bardziej pewny siebie, siostrze powiedziałem, że mam to w d*pie co ona chce i ja bede robil co bede chciał bo to jest moje życie i ja biore odpowiedzialność za nie.Chcę ograniczyć kontakt z ludźmi, którzy są toksyczni dla mnie. Mam na myśli kilka koleżanek, kolegów no i ehhh rodzinę. Ciężko mi o tym pisać. Myślę nad tym, żeby znaleźć 2 prace: jedną 8h, a drugą 4h i się wyprowadzić od matki i coś wynająć. Ojcu dam ultimatum, że jak nie przestanie skakać dookoła mojego brata, który wykorzystuje każdego i go tylko podjudza to będzie miał o jednego syna mniej. Może za ostro, ale już dłużej tego nie wytrzymam. Z bratem w ogóle nie chce mieć kontaktów. Zapiszę się znowu na psychoterapię. Napiszę maturę z matematyki i w przyszłości skończę jakieś studia. W skrócie - chciałbym żyć jak normalny człowiek, chciałbym mieć choć trochę radości z tego życia i mam nadzieję, że mi się uda. Mam nadzieje, że ktoś mi doradzi co robić.
  23. bluevelvet

    Stres w pracy

    Mam 30 lat, a od 7 pracuję w zawodzie nauczyciela. Wybrałam ten zawód świadomie i mimo problemów ze znalezieniem pracy na stałe, zawsze przynosił mi dużo radości. Mam kilka zaufanych osób w pracy, na których mogę polegać. Od paru miesięcy zauważyłam jednak u siebie zniechęcenie do pracy, a problemy i sytuacje stresujące przygnębiają mnie bardziej niż w poprzednich latach. Problemy pogłębiły się, kiedy powierzono mi bardziej odpowiedzialne zadania w pracy. Nie boję się nowych obowiązków tylko rozczarowania z powodu lenistwa uczniów, z którymi pracuję. Często wstaję rano z myślą, że dziś wydarzy się coś nie po mojej myśli, jakiś uczeń mnie zdenerwuje lub nie wywiąże się z powierzonych obowiązków. Mam poczucie, że moje zaangażowanie nie jest doceniane przez moich wychowanków i najchętniej chcieliby, abym dała im święty spokój i zgadzała się ze wszystkim, co proponują, a to nie jest właściwe ani możliwe. Bardzo przeżywam sytuacje konfliktowe z uczniem, mimo że teraz mam więcej doświadczenia niż kilka lat temu. Czasami mam poczucie, że mój pracodawca obarcza mnie winą za błędy popełniane przez uczniów. Nie potrafię zapomnieć o pracy nawet podczas dni wolnych. Od tych wszystkich myśli czasami boli mnie głowa i serce, jestem rozkojarzona i nieszczęśliwa, ponieważ nie mogę w pełni skupić się na pracy dydaktycznej, którą bardzo lubię. Doszło do tego, że czasami myślę o zmianie zawodu, ale nie chcę podejmować pochopnej decyzji. Co mogę zrobić, aby lepiej radzić sobie z tego rodzaju stresem i czerpać więcej radości z pracy? Czy zmiana zawodu jest jedynym rozwiązaniem?
  24. Witam, Mam 31 lat i od 8 lat nie byłam w stałym związku. Spotykam sie z mezczyznami zazwyczaj sporo starszymi od siebie, minimum 8 lat. Szybko się zakochuje . W tych relacjach jest dobrze póki czułam ogromne zainteresowanie. W momencie kiedy po ok 2 miesiącach nie dodawałam już setek sms-ów i nie okazywał już takiego zainteresowania przynajmniej w moim mniemaniu ogarnia mnie przerażenie, że to stracę i wówczas jestem w stanie stanąć na głowie by tak się nie stało. Zamiast pokazać swoją niezależność chce to zatrzymać np poprzez łóżko. Widzę problem w tym, że potrzebuje ogromnego zainteresowania moja osoba mezczyzny i panicznie boję się że mogę przestać mu się podobać. Nie wiem z czego wynika potrzeba zadawalania facetów o błagania wręcz o uwagę w zamian nie oczekując nic. Przykład od 2 miesięcy spotykam się z facetem mam podejrzenie, że on ma żonę ale boję się co zapytać o to mimo że wiadomo iż jeśli mam rację taką relacją jest spisana na straty. Z poprzednim było tak samo, on nie pisał, nie dzwonił a ja zamiast wymagać od niego spotkania, zainteresowania grzecznie czekałam aż zechce mnie zobaczyć i leciałam na to spotkanie bez mrugnięcia okiem. Co zrobić by nie pakować się w takie relacje? Jak poczuć że jestem wartościową, a fakt że ktoś nie napisał do mnie przez kilka dni nie jest końcem świata? Chciałabym stworzyć pełnowartościowy związek A nie pchać się w kolejną namiastkę...
  25. Paulina00710

    Co mi sie dzieje?

    Sama nie wiem od czego zacząć. Jestem studentką, mam 22 lata. Od kilku lat pewne emocje we mnie narastały i teraz czuję się tak bardzo dziwnie. Nie wiem nawet, co jest najgorsze. Mam wrażenie, że wszystkiego się boję poczynając od stresu towarzyszącego mi choćby przy pójściu do sklepu (okropnie stresuję mnie przechodzenie przez jezdnie, czy jadący samochód się zatrzyma, czy nie, czy długo będę stała zanim przejdę-kompletnie dziwne to) a kończąc na tym, że stresuję się nawet chodzeniem na zajęcia, pójściem do sklepu przed zamknięciem ( czy zdążę zrobić zakupy i nikt mnie nie zamknie w środku). Mam wrażenie, że mam zachwiane poczucie bezpieczeństwa, nie wiem z czego to wynika. Tak się zastanawiałam i moje dzieciństwo było naprawdę dobre. Rodziców mam wspaniałych, którzy mi pomagają, wspierają. Więc co mi się stało, że taka jestem? Czuję się nieszczęśliwa, ostatnio ciągle płaczę, bo muszę chodzić na zajęcia. Chociaż, kiedy jestem już na uczelni czuję się dobrze, sama droga jest do niej najgorsza. Boję się, że nic w życiu nie osiągnę, bo strasznie się sama blokuję i ograniczam. Boję się żyć, czuję się w zasadzie gdzieś w środku martwa. Co to za życie jeśli boję się 90% tego, co muszę robić, co chcę? Oprócz tego boję, że mnie skrzywdzi mój narzeczony. Parę razy mnie okłamał, ale jak mógł nie kłamać skoro potrafiłam być zła na niego, że pisał z koleżanką z uczelni? To nic złego przecież, a dla mnie to koszmar. Miałam okres, w którym go totalnie kontrolowałam (sprawdzenie facebooka, stron na jakie wchodził, zabroniłam mu słuchać jego ulubionego zespołu, bo mi się nie podobał). Ja wiem, ze to bardzo krzywdzącego dla drugiego człowieku, teraz uspokoilo się to, ale wciąż się boję. Boję się, ze mnie zostawi, ze będę sama, ze mnie nie kocha, ze mu się nie podobam. Miewam napady paniki, kiedy z różnych względów nie mam z nim kontaktu. Dwa razy chciał mnie zostawić, co jeszcze bardziej zburzyło moje poczucie bezpieczeństwa, moją samoocenę. Czuję się brzydka. Przez ostatnie 3 tygodni jest gorzej niż kiedykolwiek. Nie mam kompletnie na nic ochoty, najchętniej bym całe dnie została w łóżku. Tylko w swoim pokoju czuję się dobrze i komfortowo. Schudłam kilka kilo, nie mogę ostatnio jeść za bardzo. To takie wszystko głupie, chciałabym czuć się szczęśliwa i nie czuć non stop stresu i lęku. Co miałabym zrobić, żeby było mi lepiej? Nie chcę iść do psychologa. Nie umiem mówić o uczuciach.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.