Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'samoocena'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 215 wyników

  1. Dzień dobry, Mam 22 lata, jestem studentką i pracuje dorywczo. Od pół roku jestem w moim pierwszym związku z cudowną dziewczyną - na potrzeby tego postu nazwę ją Klaudia. Jest osobą wspierającą mnie, rozumiejącą, cierpliwą, z którą zawsze mogę porozmawiać i którą przede wszystkim bardzo kocham. Moja dziewczyna miała przede mną jedną partnerkę jeszcze kiedy były nastolatkami. Była z nią rok, a dziewczyna ta mieszka za granicą. Zerwały, ponieważ tamta powiedziała Klaudii, że już jej nie kocha - koniec końców był to bardzo toksyczny związek. Nie przeszkadzało jej to jednak, żeby przez kolejne kilka lat utrzymywać bliski kontakt i się przyjaźnić. Pierwszą szpilką była sytuacja, kiedy nawet nie byłyśmy ze sobą. Całe życie po ciuchy krytykowałam osoby zazdrosne, ale w momencie w którym do mojej sympatii przyjechała była dziewczyna zaczęłam im współczuć. Przez tydzień, kiedy tamta była w Polsce, nie mogłam przestać myśleć o tym co robią, co Klaudia do niej czuje, ale przede wszystkim nie mogłam z nią rozmawiać i normalnie funkcjonować. Kiedy ona wreszcie wróciła za granicę, moja głowa mogła odpocząć. Okazało się, że nie na długo. Jesteśmy ze sobą od października i na początku naturalnym było, że rozmawiałyśmy o przeszłości. Dowiedziałam się dużo o tej dziewczynie, co na początku mnie uspokajało. Jednak kiedy zdałam sobie sprawę z tego, że mają świetny kontakt i rozmawiają ze sobą praktycznie codziennie, była mojej dziewczyny stała się moją obsesją. Jeden raz weszłam na jej profil - jeden wystarczył. Zobaczyłam, że dziewczyna jest do mnie łudząco podobna, ale obiektywnie patrząc ładniejsza. Moja samoocena już wcześniej wystarczająco niska, dotknęła dna. Na siłę próbowałam się od niej różnić. Miała kręcone włosy - ja też, więc swoje zaczęłam prostować. Nosiła spódnice - ja przez najbliższy czas żadnej nie założę, chociaż wiem, że Klaudia je uwielbia. Zobaczyłam te dziewczynę w moim ulubionym kolorze i od razu przestał nim być. One rozmawiały w języku angielskim - więc w obecności mojej dziewczyny nic już w tym języku nie powiem. Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność. I nie jestem głupia, wiem jakie to jest bez sensu. Wiem też, że nie dam rady nic z tym zrobić. Co więcej, z dnia na dzień przybywa tego więcej. Klaudia tylko raz nadszarpnęła moje zaufanie. Po zakończeniu kłótni, poszła do łazienki i poprosiła mnie bym nastawiła jej budzik na rano. Nie lubię zaglądać jej w telefon i choć jej ufam, tak jestem nauczona - jest to przestrzeń bardzo prywatna. Po odblokowaniu telefonu moim oczom ukazała się wiadomość od jej byłej, po przetłumaczeniu mniej więcej "..nie rozumiem jej charakteru, przykro mi, że musisz się tak męczyć". Nie chciałam nic więcej wiedzieć. Jest to jedna z najbardziej bolesnych sytuacji - moja dziewczyna, zwierzała się ze swoich problemów związkowych swojej przyjaciółce, która była jej pierwszą miłością. Tydzień zbierałam się do tej rozmowy, jednocześnie tydzień nie mogłam na Klaudie patrzeć, ani z nią rozmawiać. Czułam się gorsza, niewystarczająca, nieodpowiednia - mogłabym wymieniać te przymiotniki godzinami. Kiedy wreszcie nie mogłam myśleć o niczym innym, zebrałam się na rozmowę. To była długa rozmowa, przeprosiła mnie i obiecała z nią nie pisać. Jednak tu jest cały problem. Ja nie chce, żeby traciła kogoś ważnego, tylko dlatego, że ja się z tym źle czuje. Wiem, że nie ma w tej sytuacji półśrodka - albo w jedną, albo w drugą. Od tej pory zachowuje jeszcze większą niż wcześniej odległość od jej telefonu. Nie chce zobaczyć czegoś, co znów mogłoby mnie zranić. Ta sytuacja miała miejsce w styczniu. Mamy koniec marca, a wcale nie jest lepiej. Są takie momenty, że po prostu przestaje o tym myśleć, jakbym wypierała to ze świadomości. Klaudia uważa, że to nasz problem i chce, żebym mówiła jej o każdej sytuacji w której czuje się źle, żebym nie była z tym sama. Nie złości się na mnie, stara się mnie zrozumieć, wspiera. Kocham ją za to i doceniam starania, ale czuje, że to na dłuższą metę toksyczne. Przede wszystkim dlatego, że moja bezpodstawna zazdrość wywołuje u niej poczucie winy. Klaudia zapewnia mnie, że od tamtej pory nie ma z nią kontaktu, ale to jednocześnie pogarsza sytuacje, ponieważ nie chce jej żadnych kontaktów zabraniać, stawiać warunków. Nie chce też, żeby czuła, że mam jej coś za złe. Od dziecka jestem bardzo ambitna. Wpoili mi to rodzice, że mam być lepsza niż większość - nie ukrywam, zwykle przez porównywanie mnie, rywalizacje. Domyślam się, że to może mieć wpływ na tę sytuacje, że chce być od niej lepsza. Chce robić różne rzeczy z moją dziewczyną po raz pierwszy, jednak okazuje się, że wiele z nich robiła już z tamtą. Czytałam na ten temat dużo, wiem że uczucia które czuje mają wskazać mi co tak naprawdę się dzieje. Staram się być lepsza w tym, w czym czuje się gorsza, znaleźć swoje dobre strony. Jednak nie mogę wybić z głowy myśli, że przez to, że w jakiś sposób obwiniam Klaudii byłą o mój stan, o moje niepowodzenia, o moje braki, sprawia, że nie jestem dobrym człowiekiem. Nie chce obwiniać o coś dziewczyny, której nawet nie poznałam - ba, która nawet kibicowała mojej dziewczynie, gdy ta jeszcze nią nie była. Boje się, że zniszczę przez to zachowanie nie tylko siebie, ale też Klaudie - że jestem toksyczna. Bardzo proszę o pomoc, nie mam pojęcia jak radzić sobie z tym uczuciem. Z góry dziękuję.
  2. Nie umiem sobie poradzić. Jestem młoda osoba, mam dopiero 25 lat, od ponad 3 lat pracuje w zawodzie, ale chyba stawiam sobie duże wymagania. Mąż nie goni za kariera tak jak ja, zatrzymał się na etapie bez matury, więc pewnie nie rozumie moich problemow. Skończyłam studia, dostałam pracę w zawodzie, jeszcze na studiach (przez wgląd rodzica..., jak każdy inny w tej firmie praktycznie), jestem po ślubie (z małymi potyczkami przed, ale teraz to nie ważne), własne mieszkanie, kolejne studia żeby zdobyc upragnione uprawnienia zawodowe. I wszystko stanęło w miejscu. Głównie też przez obecna sytuacje z pandemia. Moja firma pracuje, połowa załogi uciekła na opiekę, czyzby rzetelny pracownik? Po prostu nie umiem zostawic kogoś na lodzie. Mysle, że jestem lojalna. Moja praca przestala mi dawać taka satysfakcję jaka bym chciała, słabe zarobki, przenieśli mnie do innego działu, bez kontaktu z pracownikiem, ale przejelam obowiazki po kimś, z kim się nie dogaduje. Głównie to mnie dotyka, działa na stres i dlatego chciałabym iść gdzie indziej, ponieważ ta osoba dodatkowo szykowana jest na stołek dyrektora (żeby przejac pracę po tacie). Pracy szukam od roku, czegoś co spełni moje oczekiwania, miałam ostatnio rozmowę i czekałam na odp zwrotną- nie udało się, i to był ten moment załamania- nie umiem nic znaleźć, nikt mnie nie chce, jestem beznadziejna, a oferta była super, w moim obszarze w którym mam obecne doświadczenie, dobry dojazd do pracy, już widziałam siebie 1 dzień w pracy. Problemy z zajściem w ciążę też były, jestem na antykoncepcji jak narazie, ze wskazań lekarza, po której nie mam ochoty na żadne zblizenia i czas żeby odstawic i spróbować się postarać - też nie sprzyja. Nauka do egzaminu na upragnione uprawnienia, po tej odmowie już mi wszystkie emocje opadły. Egzaminy są przekładane ze względu na sytuacje, nie wiadomo kiedy się odbędą. Uciekła ze mnie cała motywacja, zmiana pracy na lepszą stała się niemożliwa, w obecnej nie mam satysfakcjonujacych zarobków i złe poczucie psychiczne z osobą z którą muszę współpracować, moje pozytywne nastawienie do uprawnień i założenie własnej firmy, totalnie ze mnie wyparowalo, a dziecko, przystopowaloby karierę i na dzień dzisiejszy nie zalecają tez planowania rodziny. Po prostu nie wiem co robić. Owszem awans w pracy z pół roku temu (ale mało kto ma dobre zarobki tam), nie mogę znaleźć nic innego i jak się trafiła super oferta i po negatywnej odpowiedzi (wcześniej od innych też były negatywne odp, albo sama zrezygnowałam z ofert ze względu na oferowane warunki, które były gorsze od tych co mam) trafilam na dół młody wiek też pewnie nie sprzyja przy szukaniu lepszych warunków i moje duże ambicje też nie, i chęć nauczenia się czegoś nowego jeśli byłaby taka potrzebna w zamian za fajne warunki, chyba nikt tego nie dostrzega. już brak mi checi i motywacji, po prostu jestem do niczego, tyle nauki i staran, nie zostały docenione w obecnej firmie, znaleźć nic innego nie umiem, zły czas na dziecko, zmiana miejsca zamieszkania na większe miasto z większymi możliwościami też odpada plus brak kontaktów intymnych, przez tabletki, na nic nie mam ochoty. Nie mam pojęcia, co dalej robić?
  3. Cześć. Jestem studentem na kierunku "Informatyka", na pierwszym roku, na mało renomowanej uczelni. Mam 23 lata. Moim celem i po części marzeniem jest zostać programistą. Od kilku lat zmagam się z depresją. Biorę antydepresanty. Są momenty lepsze i gorsze, ale się trzymam. W wieku 20 lat pisałem maturę i wtedy nie dostałem się na Informatykę, ze względu na słabe wyniki z egzaminu dojrzałości. Zdecydowałem się pójść na kierunek "Finanse i rachunkowość". Od początku nie byłem z tego kierunku zadowolony, bo nie był on moim kierunkiem pierwszego wyboru. Po połowie roku rzuciłem studia i postanowiłem, że poprawię maturę i dostanę się na Informatykę na jedną z lepszych uczelni. Postanowiłem poprawić matematykę oraz od nowa napisać fizykę, której nigdy nie miałem w szkole (pomijając podstawy). Codziennie wstawałem i poświęcałem do 10 godzin dziennie na naukę. Oczywiście bywały dni, kiedy odpuszczałem, ale śmiało mogę stwierdzić, że nie było ich dużo. Poprawiłem maturę na kolejno 100% z matematyki podstawowej (wcześniej 72%), rozszerzoną na 86% (wcześniej 30%) i fizykę na 54% (wcześniej nie pisałem). Niestety, wyniki nie były wystarczająco wysokie, by dostać się na Politechnikę Warszawską, ani na AGH. Jestem teraz na uczelni, na którą papiery składałem w wieku 20 lat. Mamy prawie kwiecień i od dwóch miesięcy, codziennie myślę o rzuceniu studiów. Na początku pogodziłem się z tym, że nie dostałem się tam gdzie chciałem i nawet uczelnia mi się podoba. Jednak z czasem myśl, że nie spełniłem swojego celu oraz ogólna postać studiów siadała na mojej głowie nie pozwalając wstać. Od stycznia, uczelnia wypompowuje ze mnie energię. Nie jestem zmęczony fizycznie, ani psychicznie. Po prostu uczelnia sprawia, że nie mam na nic ochoty. Mam ochotę jedynie się położyć i czekać na to, co przyniesie los, cokolwiek by to nie było. Jak kiedyś nauka sprawiała mi przyjemność, to teraz jej nienawidzę. Denerwują mnie ludzie na uczelni, którzy nie są źli. Nic mi nie zrobili. Po prostu z jakiegoś powodu mnie denerwują. Tak samo uczelnia.. nie uważam, że jest zła. Może nie jest najlepsza, ale nie uważam ją za beznadziejną. Byłem piątkowym uczniem, może nie przepadałem za chodzeniem do szkoły. Zawsze wolałem zostać w domu i do wszystkiego dochodzić samemu, to nigdy nie miałem żadnych problemów, ani z nauką, ani z zawieraniem znajomości. Byłem raczej lubianą osobą. Teraz wszystko się zmieniło. Ciężko jest mi zdać, nie potrafię się z nikim dogadać. Mam wrażenie, że uczę się wielu niepotrzebnych rzeczy, na które wcale nie mam ochoty. Dochodzi do tego fakt, że przez uczelnię nie mam na nic ochoty i to wszystko sprawia, że nie rozwijam się w technologiach i rzeczach, które sam bym chciał rozwinąć i ciągle mam ochotę rzucić studia. Z drugiej strony jednak powstrzymuje mnie od tego otoczenie i przekonanie, że zawiodę dziadków i rodziców, że bez studiów nie osiągnę sukcesu i celu, jaki chcę osiągnąć, że wszystko się posypie i skończę resztę życia za granicą, robiąc rzeczy, których robić nie chcę. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Nie uważam, że praca w polu, czy jako sprzątaczka, to coś złego. Każda praca jest warta szacunku i szanuję każdą osobę, która pracuje na swoje życie. Po prostu sam nie chciałbym tego robić przez resztę życia. Wracając: wszystko to się zapętla i napędza jedno drugie. Z jednej strony chcę rzucić studia, zacząć jakąś pracę i uczenie się tego, czego chcę samemu, korzystając z książek i internetu, tak jak robiłem to w przypadku matury. Z drugiej strony, nie mogę tego zrobić, bo blokują mnie wyżej wymienione aspekty. Wszystko sprawia, że czuję się beznadziejny i bezużyteczny, co powoduje, że jeszcze bardziej nie mam na nic ochoty. Odzywa się, co raz bardziej depresja i tak w kółko. Nie mam pojęcia, co mam zrobić i jak sobie z tym poradzić. Proszę o jakąkolwiek radę. Będę wdzięczny. Z góry dziękuję.
  4. Jestem kobietą w wieku 26 lat, pracującą, niezamężną (choć mam partnera). Wydaje mi się, że od ok. 6 miesięcy mój stan psychiczny ciągle się pogarsza. Co do tych 6 miesięcy nie jestem pewna, możliwe że o wiele dłużej, ale mam strasznie słabą pamięć i naprawdę ciężko mi to określić. Miewam coraz częstsze i coraz dłuższe okresy, kiedy czuję, że zupełnie nie nadaję się do życia, że zawodzę na każdej płaszczyźnie życia- jestem kiepska w pracy, w związku, z zarządzaniem finansami, że nic mi dobrze nie wychodzi, po prostu jestem za mało inteligentna, zbyt mało spostrzegawcza, zbyt rozkojarzona i zbyt leniwa żeby normalnie funkcjonować. Czasem wychodzę z tych okresów i wtedy jest inaczej - w pracy mam wtedy dobre wyniki, jestem zadowolona ze związku, wszystko wydaje się być w porządku. W tej chwili znów mam okres, kiedy mój nastrój jest bardzo obniżony, kiedy chodziłam do pracy nie miałam zupełnie siły na wykonywanie zwykłych obowiązków, które do tej pory nie sprawiały mi trudności (więc wzięłam zwolnienie lekarskie na kilka dni), zupełnie nie ufam mojemu partnerowi mimo że nie mam do tego podstaw (mój partner pracuje w delegacjach za granicą). Ciągle czuję głód, jedzenie jest jedyną prawdziwą przyjemnością w moim życiu, już przytyłam 25 kg. Jestem uzależniona od jedzenia chipsów. W dodatku zaczęłam mieć kłopoty z zaśnięciem, w tym tygodniu zarwałam już drugą noc. Nie wiem, co się ze mną dzieje i gdzie szukać pomocy, zwłaszcza, że z powodu pandemii koronawirusa dostęp do psychologów jest utrudniony. Dostałam od lekarza rodzinnego skierowanie do poradni psychologicznej i receptę na lek Escipram, jednak moja siostra (która ma zaburzenia osobowości ze spektrum dwubiegunowości - czy coś w tym stylu) kategorycznie zabroniła mi brać ten lek bez konsultacji z psychiatrą. Czy ja w ogóle potrzebuję pomocy, czy jestem zbyt leniwa i wystarczy tylko zapanować nad myślami?
  5. Hej. Zacznę od tego że jestem w związku od 1,5 roku. Nasz związek był dość skomplikowany. Zerwaliśmy na ok 2 miesiące. Była to wspólna decyzja, bo mój partner miał jechać za granicę i prawdopodobnie nigdy z niej nie wrócić, a poza tym mój partner w tamtym momencie nie chciał już ze mną być. Później okazało się, że nigdzie nie wyjedzie pracować z pewnych powodów. Ja nie chciałam do niego wracać już mimo wszystko, bo dużo cierpienia mi zadawał w relacji i zaczęłam to rozumieć jak mi zaszkodził i jaką okropną jest osobą. Ale on zaczął znowu o mnie zabiegać i zrozumiał wszystkie swoje błędy i było po nim widać że szczerze to rozumie i chce to naprawić. Byłam szczęśliwa i dałam mu drugą szansę. Od naszego powrotu do siebie minęło 8 miesięcy. I nadal jest dobrze, bo naprawdę się zmienił. Tylko mam jeden problem i nie wiem co o tym sądzić. Mianowicie, gdy ja mówię mu o swoich uczuciach i podam tutaj konkretnie. Bolało mnie to, że obserwuje na instagramie głównie kobiety, które dodają prawie pół nagie zdjęcia. Zwróciłam mu na to uwagę i powiedziałam wprost, że boli mnie to. Że czuję się jakbym mu nie wystarczała itp. W odpowiedzi usłyszałam, że to tylko internet dla niego i nie ma to znaczenia, a ja wymyślam problemy i że go kontroluje. I często w rozmowach, gdy mu napomknę w żartach ,,nie chcesz mnie" i jest to żart sytuacyjny, to on się oburza i mówi coś typu ,,nie lubię tego, to wszystko rodzi się w twojej głowie i później masz problem". A ja powiedziałam to tylko w żartach lub chciałam usłyszeć, że jest inaczej. I teraz moje pytanie jest takie: Czy to ze mną naprawdę jest coś nie tak czy z nim? Czasami wydaje mi się, że jest po prostu toksyczny, ale nie wiem czy jest to słuszne. Przepraszam za chaotyczność posta, ale mam nadzieję, że coś zrozumieliście i będziecie potrafić udzielić mi obiektywnej odpowiedzi. Z góry dziękuję za wszystkie wskazówki
  6. Hej mam 21 lat i chciałabym pojsc na terapie i ogarnąć swoje zycie ale nie wiem jak się do tego przekonać. W sensie bylam na spotkaniach u psychologa jakies 2 razy przez rok bo nienawidzę tego intymnego wystroju gabinetow gdzie siadam i mam ochote plakac przez godzine. Mam wrazenie ze urodziłam się z fobia spoleczna a depresyjne stany towarzysza mi od jakichś 5 lat. Chyba powinnam wybrać się do psychiatry ale tez nie wiem czy dobrym pomysłem sa leki. Strasznie trudno mi zasypiać, często placze z bezsilności stresuje się tym ze rzucialm studia a teraz przygotowuje się do egzaminow na inny kierunek i nie mam sily myslec ze znowu nic z tego nie wyjdzie na dodatek pierwszy raz poznałam przez internet kogos kto się wydaje spoko co mi dodaje mase leku i odzywa się moje obniżone poczucie wartosci. Ostatnio plakalam przez cala noc bez większego powodu, nie mogłam się uspokoic i dopiero poszlam spac rano. Jestem wykonczona emocjonalnie i najchętniej lezalabym caly czas i nic nie robila a wiem ze nie mogę sobie na to pozwolić. Jedyne co pomaga mi w tych sytuacjach to alkohol którego wiem ze powinnam unikac. Mam ochote odciąć się od wszystkich i nic nie czuc a jednocześnie szukam pomocy wśród obcych ludzi. Potrzebuje szczerej porady specjalisty co ja mam robic gdzie się zglosic bo wiem ze sama tego nie ogarne i jest ze mna coraz gorzej.
  7. Witam. Potrzebuję porady w kwestii radzenia sobie z natłokiem myśli i niemożnością cieszenia się ze zmian. W skrócie. Mam 30 lat, w związku z moim partnerem 10 lat z paroma przerwami. Mamy 3 letniego syna. Rozstania zawsze wychodziły z mojej strony ponieważ nie wytrzymywalam presji ze wszystko jest na mojej glowie (rachunki, dom, pozniej opiema nad dzieckiem). On zawsze mial problem z odpowiedzialnoscia i przed ostatnim rozstaniem stracilismy wobec siebie wszystko. Nie bylismy ze soba pol roku, widywalismy sie ze wzgledu na dziecko, czasem udawalo nam sie dogadac. I nagle cos sie zmienilo. On sie zmienil. Zupelnie powaznie zaczal o nas dbac, rozmawiac ze mna o nas. I dalej to trwa, powoli wracamy do siebie. Powinnam byc szczesliwa, bo w koncu zaszla w nim szczera zmiana. Ale nie potrafie. Wiem ze jakis czas spotykal sie z mlodsza, atrakcyjna dziewczyna. Nie bylo to nic powaznego, po prostu spedzanie czasu, seks. Zerwal z nia calkowicie kontakt i wiem, ze o niej nie mysli. Ale ja mysle. Sama sie katuje, przegladam jej profil na fb, placze bo w sekundzie czuje sie zdradzona. Chociaz nie mam prawa miec pretensji, bo nie bylismy razem. Boje sie, ze tym razem to ja zepsuje to co jest od wielu lat na prawdziwie dobrej drodze do stworzenia rodziny. Co robic? Jak wbic sobie do glowy ze co bylo to bylo, teraz jest ze mna i co raz lepiej sie dogadujemy? Jestem wykonczona... I widze, ze jego tez zaczynaja powoli draznic moje bezsensowne aluzje, obsesja kontroli tego co robi. Chociaz przekonalam sie, ze mnie nie oklamuje i stara sie znosic i zrozumiec moje emocje.
  8. Cześć, jestem 21- letnia kobietą i mam ogromny problem z samą sobą. Jestem świadoma tego z czym mam problem i staram się go rozwiązać ale nie potrafię już sama się z tym uporać Głównie chodzi o mój wygląd i charakter. Nigdy nie miałam prblemu z otyłością choć zawsze uważałam że jestem za gruba. Cięzko jest mi to wytłumaczyć bo z jednej strony jestem świadoma tego że nie jestem gruba, kilka osób mówiło mi ze chciałoby wyglądać jak ja, mój chłopak mówi że jestem cudowna, świetnie wyglądam itp, mimo to ja nie potrafię jakoś tego przyjąc, oczywiście miło mi się robi jak slyszę coś takiego. Podbudowuje mnie no ale niestety nie na długo Po prosu mam w głowie pewnien ideał swojej osoby jak powinnam wyglądać i wgl i staram się dążyć do tego, ale szybko też się zniechęcam kiedy przychodzą mi te straszne myśli o sobie. Cięzko jest mi zaufac komukolwiek. Czuję się ciąglr oszukiwana, wykorzytsywana. Często też mam w głowie jaka to jestem głupia, naiwna, nikt n=mnie nie chce a co najgorsze pojawiały się też mysli zeby po prostu zniknąc z tego świata. Bo nie widzę juz innego rozwiązania w takich chwilch gdy sobie nie radzę . Walczę z tym ale przez to nie mogę normalnie funkcjonowac, ciągle mam też myśli ze nie podobam się swojemu chłopakowi, co wiąże się z tym ze wyobrażam sobie ze mnie zdradza bo nie jestem dośc dobra dla niego i to bardzo boli. KIlka tygodni temu uświaodmiłam sobie że po prostu się nanawidzę za to jaka jestem, jak sie zachowuję, w jaki sposób myśle. Nie umiem już zachować spokoju. Na wszystkie przyrości reaguje płaczem bo czuję się już tak bezsilna... nie wiem co mam zroić zeby w koncu zaakceptowac siebie i poczuć się w kncu lepiej, pizbyć się wsyztskich kompleksów i uwierzyć w to że mogę osiągnąc wiele. Nie mogę już sama z tym walczyć dlatego proszę o pomoc.
  9. Witam. jestem kobietą i mam 23 lata. Mam pewien problem. Jak byłam młodsza strasznie byłam gruba i przez to szkalowano mnie od podstawówki do czasów gimnazjum. W moją stronę trafiały pogróżki, cyberbulling oraz hejt za pomocą filmików i przerobionych zdjęć z moim udziałem. Codziennie każdy mi mówił, że jestem gruba, głupia ,że takie osoby mają zdechnąc i nikt mnie nigdy nie pokocha. Zmieniłam szkołę, schudłam 16kg, ale to co w mojej głowie sie dzieje to niepojęte. Nie wierze ludziom, komplementy skierowane w moją strone to dla mnie nie prawda, patrząc w lustro widzę siebie grubą i nieatrakcyjną. Mam chłopaka od 4 lata. Nawet jego komplementy są dla mnie nie ufne, mam wrażenie ze mnie zostawi, że jestem zbyt głupia dla niego. Przez to użalanie, niekiedy mowi mi ze go mecze i mam sie ogarnąć a ja nie potrafie chociaz sie staram. Mam takie dni, że płacze po nocach i mam tez dni kiedy mam totalnego doła i nie chce mi się wychodzić do ludzi. Izoluje się... Nie wiem co mam z tym zrobic, czy ten problem wyjdzie z wiekiem czy też jednak to jakiś uraz i potrzebuje jednak jakiegoś psychologa/terapeuty ? Potrzebuje chyba pomocy, jak z tym sobie radzić. Moje poczucie wartości jest tak niskie, a stan psychiczny niekiedy powoduje,że mam myśli ktorych nie powinnam mieć, no i ten płacz, niekiedy nawet bez powodu.
  10. Dzień dobry, mam taki problem-Pojawiła się obsesja na temat linii prostej, która uznałem za formę kształtu idealnego, i której istnienie było rozwiązaniem większości problemów; traktowalem ja jako swoja ulubiona rzecz (mimo iz istaniala tylko w mojej glowie) i ciagle się zastanawiałem czy jest możliwe aby takowa istniała, nie mogłem się na niczym skupić. Bałem się ze jest niemożliwa i ciagle zadręczałam się myślami o tym. Czy są to jakieś zaburzenia związane z chorobą/zaburzeniem psychicznym? Czy często zdarzają się takie problemy u innych ludzi? Czy i Wy mieliscie takie obsesje o prostej/figurach geometrycznych? Najgorsze jest to, ze nie wiem, czy prosta jest wynikiem zaburzenia choroby, czy tez ze inni ludzie tez o niej w taki sposob mysla i to cos powszechnego
  11. Witam, jestem 22letnia mama, mam roczna córkę, narzeczonego, mieszkamy u moich rodziców obecnie. Nie wiem od czego zacząć, mój problem mam od wielu lat, przynajmniej pamietam od 13roku życia i on z czasem narasta. Tak jak w temacie, nie umiem funkcjonowac, żyje w permanentnym stresie, przyciągam wszystko co zle, nie umiem z niczego się cieszyć, nienawidzę siebie, jestem rozdrażniona, mam napady złości, napady lekowe, boje się spotykać z ludzmi, nawet pisac, jak z kimś rozmawiam to się jąkam, gadam cos bez sensu, boje się podjąć pracy, isc na jakis kurs, studia, mam problemy z koncentracja i pamięcią. Czuje się wiecznie zmeczona, wygaszona, zrezygnowana, mam wieczne problemy gastrologiczne od tych nerwów. Przez wiele lat bardzo bałam się isc to psychiatry z tymi problemami..aż do tego roku, obiecałam sobie, ze muszę cos z tym zrobić bo ja nie umiem żyć, za życia mam piekło dosłownie. Miałam wyznaczony termin psychiatry na 20 marca, niestety przez epidemie koronowirusa została mi odwołana i niewiadomo kiedy będę mogła się znowu zapisać. Nie wiem jak sobie na ta chwile pomoc. Mam zle relacje z rodzicami, ciagle im wszystko we mnie nie pasuje, kłócę się z narzeczonym w kwestii dziecka. Mam problematyczne dziecko. Nie mam nikogo z bliskich kto by mnie zrozumiał i wspierał. Z moja rodzina mam rzadki kontakt, mojego narzeczonego rodzina za mna nie przepada, jestem dla nich dziwna. Niestety bardzo dobrze widać mój stres, nie chce z nimi rozmawiać bo nie umiem i mam stany lekowe przy nich, kręci mi się w głowie, jąkam się i mylę słowa, czerwienie się, ręce mi latają, słabo mi i unikam ich. W głębi duszy bardzo chciałabym być normalna i mieć normalne życie, prace, znajomych..przede wszystkim być szczęśliwa. Nie wiem jakie mam pytanie tak naprawdę, po prostu pomocy
  12. Witam. Jestem młodą osobą, kobietą która ma 23 lata. Mieszkam w dużym mieście, studiuje zaocznie oraz pracuje. Mam chłopaka, z którym jestem bardzo szczęśliwa. Jednak ostatnio chodzę smutna, ponieważ mam wrażenie że mam zbyt duże potrzeby i oczekiwania od związku. Odczuwam to, bo dostałam takie "informacje". Jestem bardzo wrażliwa i emocjonalna. Lubię "dawać" uczucia oraz je "dostawać". I tym dostawaniu chyba jest problem. Mam wrażenie że zbyt dużo oczekuje. Że za bardzo chce być zapewniania o miłości, że za dużo chcę bliskości w formie przytulenia, dotyku czy słów. Mój facet również, ale ja zdecydowanie więcej potrzebuję takiej formy miłości w związku, co jest normalnym aktem. Gdy jestem z moim facetem w jednym pomieszczeniu ale osobno, on na przykład gra a ja leżę i przeglądam internet, czasami lubię na niego popatrzeć - usłyszałam że czuję się wtedy obserwowany że zaraz będę się czepiać ze spędza dużo czasu przed komputerem. Fakt jest to czasami zbyt denerwujące, ale to tylko zwykłe podziwianie. Lubię spędzać z nim czas, to jak jest obok mnie. To jak obdarowuje mnie swoją miłością, ale mam poczucie że on myśli że ja za dużo chcę. Nie mieszkamy razem, więc często piszemy. Wszystko jest ok do czasu gdy nie trafia w moje serce to, że zbyt dużo jednak tego pisania jest, że zbyt częsty kontakt mamy ze sobą. Że nie zdążymy za sobą zatęsknić zbyt mocno. Ale właśnie o to chodzi że tak czy siak ja zawsze za nim tęsknię. Mam uczucie, że jestem zbyt nachalna w związku z uczuciami, kontaktem. Ale zwyczajnie moja uczuciowa i emocjonalna strona tego pragnie, by dostawać te uczucia, może więcej niż zazwyczaj, że potrzebuję większego zainteresowania. Gdy dostałam takie informacje zrobiło mi się smutno, zaczęłam siebie obwiniać że ze mną coś jest nie tak. Czytałam mnóstwo artykułów. Zaczęłam myśleć co zrobić by się zmienić, by on nie odczuwał złych emocji. Chcę to zrobić ale boję się że jeśli zacznę mniej "chcieć" zacznę robić się lodowata i będę się od Niego oddalać. Czy ze mną jest coś nie tak? Czy da się z tym co kolwiek zrobić? Czy byś sobą, tak jak on lubi ( skoro jednak wydaje mi się że nie do końca tak jest) czy próbować się zmienić?
  13. Jesteśmy z moim narzeczonym parą od prawie 4 lat. Na początku, przez pierwsze 2 lata poświęcaliśmy czas wyłącznie siebie, ale teraz to się zmieniło. Partner usilnie szuka przyjaciółek w internecie i pochłonięty fascynacją poświęca nowej znajomości bardzo dużo czasu. Zastanawiam się, jakie są granice i kiedy kończy się zdrowa przyjaźń a zaczyna coś więcej? Rozumiem, że przyjaźnie poza związkiem są potrzebne, ale czuję się niesamowicie zazdrosna o tą inną dziewczynę. Nie dość, że dziennie poświęca jej więcej czasu niż mnie (w sumie kilka godzin rozmów przez telefon, pisania wiadomości, wspólnego grania), spędza go w sposób, który równie dobrze mógłby spędzić ze mną, to jeszcze dużo lepiej się z nią bawi i zdecydowanie więcej żartuje i śmieje. Wiem też że ta dziewczyna jest do mnie z charakteru bardzo podobna i generalnie jest to kobieta w jego typie. Mówię mu, że wywołuje to we mnie ogromną zazdrość i jest mi niesamowicie przykro, ale on nie uważa że robi coś złego. Bardzo chciałabym sobie poradzić z tą sytuacją, gdyż czuję że powoli doprowadza mnie do depresji (mam za sobą 2 epizody, głównie DDA). Głównie zależy mi na tym żeby wiedzieć, czy rzeczywiście nie mam się o co martwić i to naturalne poświęcać przyjaciółce kilka godzin dziennie. Chcę wiedzieć, czy to ja powinnam naprawić coś w swoim myśleniu i nastawieniu czy liczyć na to, że partner się zmieni.
  14. Mam 19 lat. Rzuciłam studia, nie pracuję, rodzice cały czas myślą, że w przyszłym roku pójdę na studia. Obecnie mój stan psychiczny wygląda następująco: nie mam zainteresowania czymkolwiek. Nie potrafię już przeczytać z zaciekawieniem książki czy obejrzeć filmu bądź serialu, gdzie było to u mnie normą. W wieku 17 lat chodziłam do psychologa, który stwierdził u mnie depresję. Niestety moja mama uznała, że po wizytach mi się pogarsza i zakończyłam wizyty po 3 spotkaniach. Nie mam pieniędzy na psychologa, a na rodziców nie mam co liczyć. Jestem strasznie nerwowa. Potrafię złościć się z byle powodu. Wiem też, że niczego nie potrafię zrobić, nie mam pasji, planów na przyszłość, nie ciekawi mnie świat. Najchętniej leżałabym w łóżku i patrzyła się w ścianę. Trochę boję się, że wróci mój zły stan sprzed 3 lat. Nie wiem co mam zrobić.
  15. Jestem 19-letnią studentką. W dzieciństwie zostałam wymiana przez grupę dzieci z powodu swojego wyglądu. Uraz pozostał mi aż do teraz, cały czas to rozpamiętuję. Przez tą sprawę mam problem z kompleksami, nie widzę w sobie nic pozytywnego. Przez to wszystko mam tylko problemu z moją przyjaciółką która jest też moją współlokatorką. Praktycznie codziennie daję znak o tym że uważam się za brzydką, mówię że wszystko jest źle, a brzydcy ludzie nie powinni żyć. Moja przyjaciółka mówi mi że w jej opinii mam zaburzenia przez co widzę siebie gorzej niż jest naprawdę, uważa ona że nie jestem tak brzydka jak ja to opisuję, próbuje mi uświadomić że to co jej pokazuje że jest we mnie nie tak nie jest tak naprawdę takie jak ja to widzę. Jednak ja nadal trzymam się ściśle swojego zdania i ignoruje jej opinię i jakiekolwiek komplementy gdyż według mnie są one nieszczere i stworzone tylko po to by poprawić mi nastrój. Przez to że ona też jest niełatwym charakterem przez moje problemy często się kłócimy i mimo że próbujemy te kłótnie zminimalizować i porozmawiać bardziej spokojnie nie zawsze się to udaje. Podsumowując nie wiem co robić, uważam siebie za brzydką osobę, nie umiem znaleźć w sobie nic pozytywnego, przez to jak siebie postrzegam mam myśli samobójcze oraz uważam że moja przyjaciółka oklamuje mówiąc mi pozytywne rzeczy na mój temat ponieważ ja ich nie widzę więc nie wierzę w to że ktoś inny je widzi.
  16. Jestem 25 letnią dziewczyną. W lipcu 2019 skończyłam studia. W sierpniu 2019 wyjechałam do mojego chłopaka, z którym jestem w relacji na odległość i tam wydarzył się wypadek związany z ogniem, po którym tak naprawdę nadal psychicznie nie mogę się pozbierać. Przypadkowo poważnie skrzywdziłam najlepszego przyjaciela mojego partnera i w sumie od tego zaczęły się schody z moją psychiką. Zawsze miałam problemy z emocjami, ale nie takie żeby sobie samej nie poradzić. Po powrocie zaczęłam pracę w restauracji, ale każdy płomyk, nawet świeczki, powodował u mnie mniejsze lub większe napady paniki. Mój chłopak denerwował się tym. W końcu nie ja ucierpiałam. Chciałam się odizolować. Zaczęłam chodzić do psychologa i psychiatry (lekarz stwierdził osobowość lękliwa i do tego stres pourazowy, przygotowywał mnie do spotkania z osobą, która skrzywdziłam. Zrobiłam to, ale wcale nie jest mi lepiej, tyle tylko, ze formalnie jest to załatwione) jednak mieszkam z konserwatywnymi rodzicami, którzy terapii nie uznają i byłam zmuszona przestać. Zrezygnowałam z pracy, nie mogę znaleźć kolejnej. A może i nawet nie chcę. Boję się kontaktu z ludźmi, szczególnie przyjaciółmi mojego partnera, przez możliwości popełnienia błędów a także przypomnienia co zrobiłam. Często nie przesypiam nocy, myśląc o przyszłości. Wymyślam idiotyczne scenariusze.. Boję się właściwie każdej decyzji, a nawet jej braku. Często płaczę, lub jestem zupełnie bez emocji, bo moje życie wydaje mi się coraz gorsze. Próbuje udawać przed bliskimi, że wszystko jest ok, bo gdy tylko zaczynam temat mojej psychiki, mają go dość. Czuje jak staję się coraz bardziej wycieńczona tym ciągłym stresem i nie mam pojęcia co robić.
  17. Mam problem w związku. Jestem osoba bardzo zaborsza i zazdrosna. Mam problem z niskasamooceon co złe wpływa na mój związek. Nie raz gdy moj facet nie poświęcał mi uwagi mówiłam że sie zabiję że nie chce żyć juz itp. Nie żyjemy razem ponieważ on studiuję we Wrocławiu a ja jeszcze sie ucze 200 km od niego. Planujemy razem przyszłość ale on juz nie może wytrzymać że jestem zawsz3 zazdrosna o to że on sobie wychodzi i ma czas dla siebie a ja mam pełno nauki i nie mam życia towarzyskiego. Chce sie zmienić dla nad dla niego. Nie chce byc taka zaborcza zazdrosna nie chce robic mu krzywdy i nir chce pisać że sobie zrobie krzywdę.
  18. Żeby spełnić formalności: Jestem mężczyzną w wieku 25 lat i nie potrafię sobie poradzić z silnymi emocjami i problemami, które są przede mną stawiane... Moja partnerka (a może bardziej osoba, z którą się kiedyś przyjaźniłem, a teraz spotykam) boryka się z problemem zaniżonej samooceny i korzysta w tym z pomocy drugiego już psychologa. Około 10 lat temu zdiagnozowano u niej zaburzenia więzi. Obecnie mamy po około 25 lat, ona studiuje medycynę i jest najmądrzejszą osobą jaką znam, regularnie ćwiczy na siłowni i ma świetną figurę, jest ładna i stylowo się ubiera - często słyszy komplementy od płci przeciwnej, jest też bardzo zaradna i ma dość dużo znajomych. Skąd więc problemy z niską samooceną? Ona twierdzi, że przeze mnie. Chociaż staram się zawsze podkreślać jej niezbywalne atuty, to czasem jednak mam potrzebę przekazania jakby nie patrzeć niemiłej informacji o jej zachowaniach... Powiedzmy sobie wprost, mowa tutaj o zachowaniach uznawanych przeze mnie za toksyczne i obrzydliwe i nazywam je po imieniu, bo sam muszę przez nie korzystać z pomocy psychologicznej i nie sądzę, żeby można było je tolerować. Usłyszałem też, że za bardzo próbuję ją zmienić i nie daję poczucia akceptacji. To oczywiście nie było moim celem, bo ona mi poczucie akceptacji dawała... Tzn. do momentu aż celowo postanowiła mi je zabrać, żeby mnie ukarać - co może posłużyć jako wprowadzający przykład toksycznego według mnie zachowania. Może podam takich przykładów więcej: 1. Czasami ze swoim kolegą, który podobnie jak ona, gardzi "katolami" wyśmiewali moją byłą dziewczynę tegoż właśnie wyznania, aż doszli do momentu obrażania moich uczuć religijnych. Akurat wtedy jeszcze przejmowała się tym co mam do powiedzenia i przeprosiła za to, ale później sytuacja z wyśmiewaniem mojej ex powtarzała się. Według mnie jest to zachowanie płytkie, jakaś marna próba dowartościowania się czyimś kosztem i nazwałem to po prostu małostkowym. 2. Przed jej przyjazdem do mnie przygotowałem swój komputer (instalując próbny pakiet Office), żeby mogła zrobić coś na uczelnie i nie tachać swojego. Pożyczyłem go jej, a ja przygotowywałem nam w tym czasie obiad. Kiedy skończyła poinformowała mnie, że przeglądała moje prywatne wiadomości z byłą dziewczyną. Nie spodobało mi się to, ale nie miałem tam nic do ukrycia, więc nie robiłem z tego wielkiego problemu. Niestety, w kolejnych dniach ciągle kierowane były w moją stronę pretensje o to, że np. wysyłam partnerce te same zdjęcia, co ex (i to chodzi o zdjęcia jedzenia...). Sprecyzujmy, moja poprzednia relacja została zamknięta, mieszkamy daleko od siebie i nie widzieliśmy się ani razu odkąd jestem w nowej relacji, a kontakt mamy sporadyczny, a poruszane tematy to jedzenie, filmy i seriale. Zaczęło mnie to bardzo drażnić, bo w ogóle nie miała prawa przeglądać tych wiadomości bez mojej wiedzy ani zgody, a jeszcze rościła sobie na tej bazie jakieś pretensje. Kiedy zażądałem, żeby pokazała mi swoje wiadomości z jej byłym chłopakiem to niby pozwoliła, ale nie dała mi telefonu do ręki, a kiedy chciałem wejść w multimedia to go zabrała. No ja oczekiwałem raczej takiej samej dowolności w przeglądaniu treści jakie ona sobie dała, co powiedziałem wprost, a ona odmówiła. Od tego momentu absolutnie nie miałem ochoty słychać o żadnych ex i reagowałem złością kiedy wpychała w nasze rozmowy takie wątki. 3. W trakcie świąt kiedy miałem więcej czasu odkryłem, że partnerka, korzystając z okazji z pkt 2, korzystając z mojego laptopa usunęła moje wszystkie e-maile do i od niej, które były dla mnie bardzo ważne (były tam wyznania miłosne, chęć zmiany szkodliwych zachowań, otwartość na dialog i kompromisowość). Bardzo mnie to zdenerwowało, ale temat poruszyłem dopiero po świętach (nie spędzaliśmy ich razem, bo miała mnie zaprosić czego nie zrobiła, ani nie skorzystała z mojego zaproszenia), żeby nam ich nie psuć. Partnerka nie dość, że miała mi za złe, że unikałem rozmowy to jeszcze jawnie odmówiła przeproszenia za usunięcie moich wiadomości, bo uznała, że miała takie prawo, bo to były wiadomości z nią, bo kiedyś poprosiłem, żeby nie czytała wiadomości, które są dla niej raniące (dołowała się tym nie wiadomo po co), czym dałem jej przyzwolenie usunięcie ich na zawsze. No przykry absurd po prostu... 4. Ostatnio spotkała się ze swoją koleżanką (która jest bi, ale po 10-letnim związku z facetem) z liceum i poszły sobie potańczyć. Trochę ze sobą pisaliśmy i ona zaczęła się pytać czy może pocałować swoją koleżankę, a ja zacząłem się pytać dlaczego chce tak zrobić itd, nie dając na to żadnej odpowiedzi. Było już późno, więc się położyłem, a kiedy zadzwoniła powiedziała, że ją pocałowała i było super i w ogóle dziewczyny całują lepiej od chłopców. Doskonale wiedziałem, że to jej sposób flirtu i raczej nie miałem nic przeciwko temu pocałunku, o ile faktycznie taki miał miejsce. Następnego dnia dopytałem o szczegóły i dowiedziałem się, że właśnie jedzie do tej koleżanki, żeby zjadły razem śniadanie i spędziły wspólnie poranek. Wydało mi się to już trochę dziwne, no ale okej. Niestety później sprawiała wrażenie zakochanej w niej, opowiadała jak przytulały się i patrzyły na siebie w milczeniu, mówiła, że podobała jej się już w liceum, że ona odwzajemniła jej pocałunek i później zaczęła ją sama całować z językiem i na drugi dzień, kiedy były już trzeźwe to również, przypomniała, że od dłuższego czasu zastanawiała się czy nie jest BI, bo podobają jej się dziewczyny, tylko nie wiedziała czy potrafiłaby z taką być. Czarę goryczy przelała rozmowa, która wywiązała się po informacji, że ów koleżanka zaprosiła ją do siebie na weekend (mieszka w innym mieście), a ona zaczęła ją zachwalać, że całowała ją przy wszystkich, nie wstydziła się jej itd, na co ja odpowiadałem, że przecież ja też ją chciałem tak całować i również się jej nie wstydziłem (tylko niektórych sytuacji) i po mojej wiadomości "Czujesz, że masz wartość, bo przelizałaś się z koleżanką na imprezie?", która miała wyrazić moje oburzenie i niezrozumienie zaistniałej sytuacji otrzymałem, cytuję "Ja pierdole", "I znów zaczynasz", "Chcesz mi zniszczyć samoocenę", "Znów mnie atakujesz". Takich i podobnych zachowań można tutaj wymieniać dziesiątkami - potrafi zatajać prawdę, aż do momentu kiedy może jej użyć, żebym wyszedł na tego złego; bardzo często doszukuje się u mnie złych intencji; projektuje swoje obawy i schematy zachowań na mnie... Staram się to wszystko tolerować, cierpliwie tłumaczyć, ale naprawdę czasami rzucę niemiłym komentarzem albo przytykiem na temat jej przywary, co do której nie chce się nawet przyznać. Biorę pod uwagę, że ma pewne zaburzenia i nalegałem na wspólną wizytę u specjalisty, żebym po prostu wiedział nad czym możemy pracować, a co pozostaje zaakceptować, ale pomimo jej wcześniejszych chęci zaczęła mnie zbywać wymówkami. Próbując sięgnąć pamięcią do początku tego wszystkiego, dochodzę do wniosku, że ja chyba po prostu przyjąłem jej sposób przekazywania informacji, tj. tak jak coś czuję tak z siebie wyrzucam, bez zbytniego filtrowania, bez patrzenia czy może to być krzywdzące dla drugiej osoby. Właściwie myślałem, że właśnie o to jej chodzi, bo według niej związek powinien być spontaniczny, pełny emocji, "vibrant", a nigdy nie chciała porozmawiać na temat jej sposobu komunikacji wprost. Przez jej częste pytania "jesteś na mnie zły?" zacząłem odnosić wrażenie, że ona chce sprawić, żebym taki był, co miało być swoistą "grą wstępną". Niestety okazało się, że ona nie radzi sobie z tak przekazywanymi informacjami, bardzo bierze to wszystko do siebie (ale wtedy dlaczego zasypywała tym od dłuższego czasu mnie?), no i dowiedziałem się, że "rujnuję jej samoocenę". Ja zauważam, że coś tutaj jest nie tak, że ona powinna mieć po prostu poczucie własnej wartości, które nie będzie zachwiane przez jakiś żart, komentarz czy nawet uzasadnioną krytykę, a ona jakoś tak próżnie oczekuje atencji, komplementów i łechtania ego przez otoczenie, a jak coś/ktoś nie spełnia takiej funkcji, to jest to atak. Nie wydaje mi się też, żeby osoba z zaniżoną samooceną mogła zachowywać się w tak zuchwały sposób i z automatu odrzucać zdanie drugiej osoby, może to po prostu jakieś zachwiania? Zupełnie nie wiem jak sobie z tym poradzić, proszę o pomoc
  19. Nie wiem czy dobrze określam temat ale spróbuje. mam 23 lata. Gdy miałam 19 lat wyprowadziłam się z chłopakiem z domu. Wróciłam do domu ponad pół roku temu po rozstaniu z chłopakiem. Mam dośćz gdy wróciłam cały horror przed którym uciekałam wrocil. Mam młodsza siostrę która ma 18 lat. Obie jesteśmy na wyczerpaniu psychicznym. Do tego mój tata który przestał sobie radzić z tym co wyrabia moja matka, jest ona osoba toksyczna, nie daje żyć innym. Mój tata od pół roku codziennie popija alkohol . Nigdy wcześniej tego nie robił. kilka zdań o matce - jest to kobieta, która gdy wchodzi do domu to odrazu krzyczy , na wejściu jej coś nie pasuje , ciagle się czepia. Gdy gdzieś chce wyjść słyszę „gdzie idziesz , z kim idziesz , po co idziesz , wymyślasz , szkoda kasy (utrzymuje się sama oczywiście)” - mam 23 lata te pytania mnie wyprowadzają z równowagi. Gdy krzyczy na moja siostrę zWsze się wtrącam i mówię żeby nie krzyczała , ze nie pozwalam na to. Krzyk nic nie da. Moja siostra nie radzi sobie za dobrze w szkole - teraz wiec ja jestem temu winna i matka mówi : „ od kiedy jesteś znowu w tym domu to wprowadzasz nowe zasady przez co emila się nie uczy” - dodam ze emi nigdy nie była asem w szkole. Tata pije - również ja jestem winna bo go nie pilnuje. O wszystko mnie obwinia. Ciagle ja jestem tą złą .slyszalam już ze mnie nie nawidzi, ze żałuje ze mnie i siostrę urodziła , ze dzieci zniszczyły jej życie..... mimo tych wszystkich okropnych słów nie umiem się uwolnić z tego domu, jakoś przejmuje się jej zdaniem , oczekuje jej akceptacji - choć wiem podświadomie ze to się Nie wydarzy, ze zawsze manie skrytykuje. malzenstwo moich rodziców to fikcja , tata daje kasę ona się bawi. Szkoda mi go bo jest cudownym człowiekiem. Stracił męskość , jest jak poddany jakiś więzień. Wszystko co powie to ona krytykuje , co nie zrobi to ona wie lepiej i krytykuje . Jesteśmy wszyscy zmęczeni. Mówimy jej o tym to ona odwraca rzeczywistość i mówi swoje wersje wydarzeń które nie są zgodne z rzeczywistością . Bawi się jeździ na wyjazdy , szkolenia , do kina itd a mój tata jak pies pilnuje domu. ratunku , co powinnam zrobić ? Chce zacząć żyć !!! mam faceta 20 lat starszego , ukrywam go przed rodzina , tylko siostra wie. Chciałabym zamieszkać już z partnerem bo mam dość tego domu. Boje się matki reakcji , boje się ze tatę przekabaci i tata się odwróci ode mnie. chcialabym pomoc tacie i siostrze. ratunku , co robić ? Proszę o odpowiedz , o radę. Jestem zagubiona 😞😞😞
  20. Witajcie. Jestem nowa na tym forum, więc jeśli dodaję temat w złym wątku (nigdy nie jestem tego pewna) to wybaczcie. Mam 25 lat, bardzo niską samoocenę, chociaż w relacjach z innymi ludźmi tego nie pokazuję, trzymam to po prostu głęboko w sobie i udaję, że jest wszystko w porządku. Ale zacznę może od początku, wytrwałym gratuluję cierpliwości w czytaniu do końca... Mimo młodego wieku bardzo dużo przeżyłam w życiu, co wpłynęło na moją niską samoocenę i brak poczucia wartości. Nie będę rozpisywać się na ten moment jakie były to wydarzenia. W każdym bądź razie zawsze pragnęłam poznać człowieka, który obdarzy mnie bezwarunkową miłością i poczuję się przy nim bezpiecznie, że akceptuje mnie od stóp, po czubek głowy, ze wszystkimi wadami. Po kilku nieudanych związkach poznałam mężczyznę, przez przypadek, który traktował mnie tak, jak nigdy dotąd. Z ogromnym szacunkiem, uwielbieniem... Było tak do momentu, kiedy nie pokazałam swoich uczuć. Wtedy zaczynało wiecznie coś we mnie nie pasować. W ubiegłą sobotę rozstaliśmy się, tylko i wyłącznie z mojej winy, przez moje głupie gadanie (był jedną z nielicznych osób, której udało się odkryć to, co siedzi we mnie, głęboko w środku). Wiem, że miał prawo się zdenerwować, bo ileż można słuchać, czy też czytać jaka jestem beznadziejna i żeby mnie zostawił... Mimo wszystko daliśmy sobie tydzień czasu próby (dodam, że nie mieszkamy w jednym mieście i w ten weekend miała być jego przeprowadzka do mojego miasta). Prosił jedynie, żebym była czuła, kochana, żebym pokazała, że mi zależy, bez zbędnego gadania. I tak też było. Starałam się caaaaalutki tydzień, słowem nie pisnęłam nawet na temat mojej niskiej samooceny. Pomagałam znaleźć mieszkanie, wysyłając ogłoszenia. I dzisiaj... Dzisiaj z rana zostawił mnie, tylko dlatego, że nie chciał już więcej ogłoszeń. Po prostu. Bez rozmowy, wyjaśnień... Poblokował mnie gdzie tylko się da... I teraz moje pytanie... Czy tak naprawdę zachowuję się mężczyzna, który twierdził, że kocha jak wariat? Czy tylko mi się wydaje, że potraktował mnie jak śmiecia i znalazł byle pretekst, żeby tylko nie przyjechać i się nie przeprowadzić? O ile zawsze siebie obwiniam, w każdej sytuacji, tak teraz nie uważam, żebym zrobiła coś złego, na tyle, żeby mnie zostawić...
  21. Jestem studentką. Mam 23 lata. Od 6 lat jestem w związku. Przez okres tych 6 lat co najmniej 4 razy zraniłam swoją drugą połówkę tym, że pisałam lub rozmawiałam przez Internet z innymi chłopakami. On za każdym razem mi wybaczał. Ostatnio znowu zrobiłam to samo, bo pisałam i rozmawiałam wieczorami z kolegą ze studiów. Tłumaczyłam swojemu chłopakowi, że to tylko kolega, ale on nie potrafi tego zaakceptować. Nie wiem dlaczego to robię. Nie rozumiem swojego postępowania. Nie wiem czy w związku to normalne, żeby nie mieć żadnych przyjaciół lub kolegów. Proszę o jakąś radę. Już nie potrafię sobie sama z tym poradzić. W takich chwilach obniża mi się moja samoocena i specjalnie się dołuję i krytykuję.
  22. Cześć, Parę słów o mnie. Mam 19 lat. W 2019 roku skończyłam szkołę średnią. Obecnie pracuję. Wprowadzę was w moją historię. Mam troje rodzeństwa, i od dziecka zawsze miała wrażenie, że jestem ta gorsza, często obrywało mi się od mamy o coś czego tak naprawdę nie zrobiłam. I w zasadzie to tak jest do teraz. Ale teraz doszło to, że słyszę też takie słowa od starszego brata, i najstarszego z rodzeństwa, który po śmierci taty mam wrażenie, że uważa się za "ojca". Byłam z reguły dobrą uczennicą, co pasowało mojej mamie, bo mogła się tym chwalić wśród rodziny. Ale kiedy w klasie maturalnej zaczął się mój trudny okres w życiu, to znaczy: nie miałam w ogóle ochoty się uczyć, chodzić do szkoły, miałam złe oceny, zagrożenia. Ale tak naprawdę sama nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Moja mama nawet nie zapytała sie mnie co sie dzieje ani nic, tylko były krzyki, że mam sie wziąć za naukę bo nie zdam matury, w sumie to mówili i wmawiali mi, że nie zdam jej. A dodam, że ją zdałam i jedyna z domu mam maturę. Ale wracając. Poszłam do szkolnej pedagog, rozmowy trochę pomogły, musiałam zrobić badania i wykazało ze mam nie dobór witamin więc je brałam, niby była poprawa, mogłam sie skoncentrować. Ale do tej pory sie zastanawiam, czy to czasem nie były pierwsze objawy depresji. Mam dni kiedy chce tylko spać, płaczę i na nic nie mam ochoty. Moja rodzina często na mnie krzyczała, że nic wiecznie nie robię, nie widzieli tego co robiłam. Zawsze coś nie pasowało. Nigdy nie czułam się kochana. Nie wyrobiłam sobie dobrej samooceny, od zawsze sądzę, że to ja coś źle robię. Na siłę tak naprawdę próbuje uzyskać ich akceptacje. Robię co mi każą oraz często robię coś sama z siebie, chodzi o czynności domowe. Usłyszałam nie raz, że wszystko trzeba za mnie robić, że widzę tylko czubek własnego nosa. Nie słyszałam chyba nigdy miłych słów, nie okazywano mi miłości, bynajmniej ja jej nie odczuwałam. Nawet jestem obwiniana o to, że choruje od 6 roku życia, że to ja sobie wymyślam i choruje. Moja mama nie poszła ze mną do specjalistów aby dowiedzieć sie czemu tak jest. Kiedy zachoruje, a jest tak do tej pory (lekarz mi robił dużo badać, które wychodzą okej, laryngolog też nic nie znalazł) to nie jednokrotnej słyszałam, że mam anginę bo jem "ciągle fast foody", cienko sie ubieram, ze spię po 8/9/10 godzin.. Tóż po zdaniu matury usłyszałam, że mam iść do pracy bo mama nie będzie mnie utrzymywać, gdzie brata przez 3 lata utrzymywała jak przestał chodzić do szkoły. Kupiła mi pierwsze auto i okazało się ze mam oddać jej pieniądze, brat sam sobie kupił dopiero czwarte auto. A za poprzednie nie musiał oddawać. Każdy dzień mieszkania z moją rodziną jest dla mnie wyzwaniem psychicznym. Zawsze miałam mocną psychikę, ale teraz widzę, że jest słaba. Nie umiem sobie sama poradzić. Zawsze chłopak musi mi poświęcić dużo czasu abym przestała płakać i myśleć ze to moja wina, kiedy mówią mi albo piszą co znów zrobiłam źle. Tak naprawdę przy nim mogę być sobą, chodź czasem się zastanawiam czy i przy nim nie udaję ze jest wszystko okej. Przez całe dnie chodzę uśmiechnięta, udaję że wszystko okej, Co oczywiście nie jest prawdą. Dopiero wieczorami, kiedy idę spać czasem płacze aby łzy ukoiły mój wewnętrzny ból. Nie chcę już mieszkać w domu, ale muszę nie mam gdzie sie przeprowadzić. Więc muszę się męczyć. Chłopak mi mówi, że mam sie stawiać kiedy mówią mi że coś zrobiłam źle albo w ogóle nie zrobiłam danej rzeczy. Ale kiedy to robię to okazuję sir to błędem bo nie prowadzi to do żadnego kompromisu, bo wychodzi na to, że i tak to ja robię źle, że właśnie widzę czubek własnego nosa nic więcej. Jestem teraz na utrzymaniu brata i jego dziewczyny bo zaczełam pracę i dopiero wezmę pierwszą wypłate. Co jest mi wypominane.. I mówione, że jeśli stracę pracę (poprzednią straciłam bo chorowałam) to od razu mam się wynieść z domu. Więc mam w głowie tego świadomość ze jestem na czyjeś "łasce" dlatego o nic ich nie proszę, jem tyle tylko aby się najeść, nie proszę ich praktycznie o nic. A dziś i tak usłyszałam, że mam o nic już nie prosić. Że mam mieszkać na ich warunkach, więc tak robię a i tak usłyszałam, że tak nie jest. I jak mi się nie podoba to droga wolna. Z chęcią bym sie wyniosła, naprawdę. Miałam kilka razy myśl aby zakończyć swoję życie, ale wiem, że mój chłopak mnie potrzebuję i jeśli wytrwam jeszcze rok to bedzie wszystko okej. Ale boję się, że do tego czasu moja psychika będzie mocno zniszczona. Nawet jak próbuje mieć "wywalone" na to co mówią to nie umiem, bo w końcu mnie to dopada. I wtedy znów szukam winy w sobie, może dlatego, że od dziecka tak mi mówiono. Mój każdy dzień to ciągła walka z samą sobą. Cały czas taki sam schemat: wstać, praca, obowiązki aby mieć spokój, i cały czas udawanie, że jest wszystko fajnie, a wieczorem płacz i użalanie się. Czy to naprawdę ja jestem ta zła? Czy wina też jest po drugiej stronie? Czy naprawdę jestem egoistką?
  23. Dzień dobry, Jestem tutaj nowa i piszę ten post w konkretnym celu - proszę o polecenie mi dobrych książek / poważnych rzeczowych artykułów, traktujących konkretnie o temacie chorobliwej zazdrości. Jeśli ktoś może mi polecić psychologa bądź psychiatrę specjalizującego się w tym temacie w Warszawie to będę wdzięczna. Opiszę w miarę skrótowo w czym rzecz. Chociaż wydaje mi się że to historia jakich zapewne jest miliony. Ja byłam po nieudanym związku, on też, z tym że w trzech w których był, został zdradzony i na tym kończył związek. Oboje mamy prawie 40 lat, więc swoje przeszliśmy. Naiwnie wierzyłam przez miesiące, że jego zachowanie jest wynikiem traumy po tych związkach i zdradach. Jego chorobliwe zachowanie w ogólnym zarysie: - nieakceptowanie żadnych moich znajomych mężczyzn - podejrzewanie, że rozmawiam z kimś za jego plecami - oczekiwanie, że dla niego będę się seksownie ubierać, ale przy całej reszcie będę chodzić w worku pokutnym - zmuszanie mnie do obiecywania że będę mu mówić o WSZYSTKIM - organizowanie mi przesłuchań (bo nie wiem jak to lepiej określić) - zajmowanie maksymalnej ilości mojego czasu (jestem plastykiem potrzebuję go dużo tylko dla siebie, on tego tak naprawdę nie rozumie) - wymuszanie na mnie uwagi na różne sposoby - oczekiwanie że będę znajdować tematy do rozmów za nas dwojga - emocjonalne szantażowanie np. "nigdy więcej w niczym Ci nie pomogę, jeśli ..." - wyładowywanie na mnie swojej złości w związku z niepowodzeniami w pracy - arbitralne ocenianie zamiast prób poznania i zrozumienia - negatywne ocenianie, brak empatii - według niego wszyscy ludzie są debilami, i nic nie wartymi istotami jeśli nie są to osoby które akurat akceptuje - wszystkie humanistyczne nauki są nic nie warte - ubliżanie mi - robienie mi wyrzutów z powodu mojej przeszłości o której mu w zaufaniu powiedziałam - robienie długich wywodów na temat tego jak bardzo nic nie warci są moi znajomi W końcu się zorientowałam, że to nie w traumie po zdradach jego partnerek jest problem. Zaczęłam wtedy walczyć o to żeby poszedł do dobrego psychologa na terapię, ale bronił się stwierdzając, że jego niska samoocena jest jego sprawą. Kiedy doszło do naprawdę okropnych sytuacji zreflektował się i poszedł na terapię która naprawdę mu pomagała i zrobił postępy. Teraz mamy ze sobą zamieszkać w Warszawie. Zarówno jego psycholog jak i psychiatra zapewniali go że sytuacja się poprawi i jego paranoje i lęki zelżeją kiedy razem zamieszkamy. Mam jednak pewne obawy. Bo widzę że przeprowadzka zmiana pracy i wizja mieszkania ze mną sprawiają, że on czuje się na tyle pewnie iż zaczyna odpuszczać myśl o terapii, i leczeniu. Tymczasem ja już naprawdę nie mam cierpliwości do jego paranoizowań. Jestem tym potwornie zmęczona. Walczę o ten związek, on też walczy. Ale wiem, że bez pomocy z zewnątrz nie wygramy tego. Byłam z tym u psychologa i usłyszałam sugestie że powinnam wiać gdzie pieprz rośnie. Nie wydaje mi się żeby to była dobra opinia. Mam wrażenie, że jest szansa wygrania z tym problemem. Bo poza tą kwestią naprawdę świetnie się z nim czuję, że tak powiem 'na miejscu' i nie, nie jest to idealizowanie jego osoby, bo ideałem nie jest i bez tej chorobliwej zazdrości. Będę wdzięczna za jakiekolwiek sensowne porady i polecenia źródeł które oboje możemy przeczytać / obejrzeć. Oczywiście miło mi będzie jeśli dostanę polecenie dobrego specjalisty w Warszawie. A może są jakieś grupy wsparcia? Jak łatwo się domyślić, ja też mam swoje problemy, ale przechodziłam terapię i pracuję nad nimi od lat. Jestem oczywiście otwarta na wspólną terapię jeśli okaże się być najlepszym rozwiązaniem. Z góry dziękuję za odpowiedź i pozdrawiam.
  24. Hej, jestem studentką. Nie wiem od czego zacząć, bo mój problem jest dość złożony... Mam niską samoocenę, nie akceptuję swojego wyglądu, głównie twarzy przez to że jest ciągłym burakiem, nie wychodzę do ludzi, po zajęciach na uczelni czy pracy leżę w łóżku, śpię. Nie mam ochoty na nic, brak motywacji. Ciągle rozmyślam, przejmuję się wszystkim, stresuję. Wyjście z domu jest dla mnie męczące. Myślę że jestem beznadziejna bo jestem inna od wszystkich, boję się zrobić coś po swojemu, boję się krytyki, że ktoś mnie skomentuje, boję się wzroku ludzi. Nie chce mi się uczyć, nie umiem się skoncentrować, rozpraszam się ciągle. Nie mam zainteresowań, nie chce mi się nic robić, nie umiem się wypowiadać. Oczywiście chciałabym mieć super życie, zazdroszczę ludziom pasji, kiedyś miałam ambicje, ale z roku na rok wygasają. Więc jak zacząć żyć? Na "naprawę" twarzy wydałam ponad 2000 zł w niecały rok, jednak nadal jest czerwona, gorąca, piekąca, więc może warto zająć się tym razem naprawą głowy, aby pozbyć się negatywnych emocji które uwidaczniają się w moim wyglądzie? Czy terapia psychologiczna pomoże mi odzyskać chęć do życia i pozwoli na spokojniejsze życie bez stresu i lęków i ciągłego zastanawiania się czy dobrze wyglądam? Pomijam sytuację w domu, która też jest nieciekawa, ale mam ten komfort że studiuję daleko od domu. Jednak niedługo kończę studia a nie chcę tam wracać, więc muszę się ogarnąć i zorganizować sobie życie!
  25. Witam. W nocy wczoraj pisalam z zapytanie czy mam depresję czy lenia że mam tak wyczerpany organizm z Energi a dziś zakończył się mój związek z partnerem. Szok. Myślami że to zwykle kłutnie a po wczorajszym czytaniu co może mi być doszłam do wniosku że to mój facet którego kochałam nad życie zamiast mi pomagać i wspierać to mnie dobijał. Okazało się że jest toksycznym facetem. Wyznając miłość gdzie po godzinie krzyczy że jestem beznadziejna nic nie umie wszytko psuje. Za robotę się weź bo kasę trzeba mieć. Gówno warta jesteś. Zawsze się tłumaczył że tak chciał mnie zmotywować do wzięcia się w garść. Tłumaczył że tymi słowami chciał mnie zmotywować do działania. I wierzyłam a jednak nie. To ta najbliższą najważniejsza osoba zabiła we mnie pozytywna samoocenę a tym samym dziś chyba zabiła mnie. Resztki mnie. Modlę się żeby się obudzić nawet sama się szczypie bije z nadzieją ze to tylko jakiś koszmar bo jak nie sem to przecież czuła bym złość nerwy agresji pranie nie zemsty i płakała bym ryczała a tu nic. Tylko Okropny ból żal nie wiem jak to nazwać aż klatka piersiowa boli i gardło tak ściska oraz WIELKIE NUEDOWIERZNIE. Teraz to już naprawdę nie mam po co wstawać i dla kogo. Teraz już nic nie ma. Bezsensu

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.