Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'emocje'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 297 wyników

  1. Witam, Chciałabym po krótce opisać swoje problem. Mam 22 lata, zaraz 23, były partner jest w moim wieku. Byłam z nim 6 lat w związku. Niestety partner nie myślał o wspólnej przyszłości, każdy temat związany z mieszkaniem, zaręczynami kończył się kłótnią. Nie chciał odkładać na naszą wspólną przyszłość, nie chciał znaleźć także lepiej płatnej pracy. Podczas 5 rocznicy związku powiedział, że nie jest gotowy na zaręczyny, że nie zapewni mi stabilizacji, twierdził że na wszystko jest jeszcze czas. Żył chwilą, nie myślał o przyszłości, rzadko gdziekolwiek wychodzilismy. Kazda klotnia w związku kończyła się moimi przeprosinami, mimo iż wina nie raz leżała po jego stronie. Miał problemy w domu, zawsze go wspierałam i pomagalam do granic możliwości. Niestety on, ani planów ani ambicji, braku rozmów na tematy ważne, postanowiłam, że się rozstaniemy. Po rozstaniu doszło do zbliżenia z moim znajomym, i na tym naszą znajomość się zakończyła (on chciał, ja nie ). Odezwał się były, postanowiłam że dam mu szansę i pogodzilismy się. Chciałam być z nim szczera, powiedziałam mu o wszystkim. Przez kilka miesięcy przy każdej okazji wypominal mi to, co zrobiłam, skreslil nasz związek, mimo iż uważam, i to nie tylko ja, że problemy z jego zachowaniem i podejściem do życia były o wiele poważniejsze niż coś, co wydarzyło się, gdy razem nie bylismy. Nie mamy kontaktu, nie rozmawiamy ze sobą. Chciałabym się dowiedzieć, co robić w tej sytuacji. Próbuje zrzucić na mnie poczucie winy, w sobie żadnej winy nie widzi. Jest mi bardzo ciężko, jestem załamana, przygnebiona.. Jak poradzić siebie z pustką i poczuciem winy ?
  2. Klaudia

    Siostry

    Jestem Klaudia mam 21lat, jestem narzeczoną Michała. Odkąd się zareczylismy, czyli już ponad rok on poznał większą część mojej rodziny a ja jego, rodzice są fantastyczni przyszły teść raczej cichy, teściowa miła jak trzeba pomoże aczkolwiek sama pierwsza się nie wychyla ani nie wtrąca, babcie też w porządku jak to zazwyczaj babcie w rodzeństwie brat i dwie siostry, brat świetny i na świętach pożartuje i potańczy i pomoże jak trzeba ale siostry istny koszmar nie potrafię ich zaakceptować kompletnie. Ta starsza to pcha się rękami i nogami miesza się we wszystko i mąci, ma 27 dopiero znalazła chłopaka a jest znawca związków, mielismy okazję pracować razem w Anglii i i w Szwajcarii z nią i z jej chłopakiem.. Gdyby nie to że potrzebujemy pieniędzy w życiu bym si na to nie zgodziła. Z Michałem nigdy nie miała bardzo dobrego kontaktu a wręcz zazwyczaj się mijali odkąd się zareczylismy miesza się we wszystko, w to co gotuję gdzie chce spędzić imprezę, sylwestra, walentynki itp. Nawet gdy chciałam swojemu narzeczonemu zrobić jego wymarzone urodziny to się wtrąciła i zrobiła wszystko po swojemu a ja nie miałam prawa mieć własnego zdania.. Cokolwiek nie zrobiłam to źle. Teraz planujemy ślub i wesele to jest jeszcze gorzej ona mi mówi w czym mam iść w czym ma iść Michał i nie rozumie że to jest nasze wesele i nasz dzień. Nie wiem co mam zrobić żeby przestała się we wszystko wtrącać mieszać i mącić powiedzieć spokojnie jej sie nie da bo zaraz zrobi awanturę i coś nagada teściowej jak zwykle a mam dość siedzieć cicho i zgadzać się na wszystko. I jest jeszcze druga siostra młodsza.. Istne chodzące zło, jeszcze rok temu nie mogliśmy wyjść na imprezę bo jej się nudzi siedzieć samej siedzieć, dziewczyna ma 13 lat a nie potrafi zrobić sobie śniadania czy nawet herbaty, jest nastolatka każdy obchodzi się z nią jak z jajkiem. Gdy chcemy spędzić wieczór u mnie w domu u mnie nocować to ona zaraz wydzwania, strzela fochy bo jej to nie pasuje. Gdy jesteśmy u Michała to nie mamy ani chwili prywatności, wlazi do pokoju jak do siebie kładzie się do nas na łóżko, w telewizji musi lecieć to co jej się podoba, rano gdy wstaje i chciałabym się ubrać to muszę siłę przykrywac kołdrą bo ona już siedzi w pokoju. Gdy Prz niej Michał mnie przytula to ona zaraz Trzaska drzwiami i strzela fochy wyzywa go ode debili a on nic. Kompletnie nic. Gdy delikatnie chciałam mu powiedzieć że to coś nie tak, że tak nie powinno być to zaczął bronić i jednej i drugiej a na mnie naskoczyl. Naprawdę długi czas już siedzę i nic się nie odzywam. Dla każdej od zawsze byłam bardzo miła jak trzeba było pomoc to pomogłam ale mam ju naprawdę ich dość nie mam już siły. Odechciewa mi się przychodzisz do swojego narzeczonego, nie chce żeby on przychodził do mnie bo wiem że zaraz będzie milion telefonów i SMS. I już powoli chyba odechciewa mi się tego ślubu. Nie wiem kompletnie co mam robić, bardzo go kocham ale boję się że one wszystko zniszczą. Co mam robić?
  3. Darka90

    Depresja

    Mam 28 lat.Cztery lata temu, zmarł mój synek. Miał wady genetyczne. Lekarze mówili żebym przygotowała się na najgorsze, nawet proponowali usunięcie ciąży lecz ja nie wyraziłam na to zgody. Ciąże donosilam do 35 tygodnia,urodziłam siłami natury. Synek zmarł 3 minuty po porodzie. Myślałam że, pogodzilam się już z tą sytuacją, minęły jednak 4 lata, ale jednak nie. Od tamtej pory mam jakieś problemy emocjonalne. Aktualnie jestem matką trójki dzieci. Najstarsza córka ma 11 lat i jest z mojego poprzedniego związku, mieszka z ojcem. Ja wraz z mężem wychowujemy dwójkę naszych wspólnych dzieci,córkę 3 latka i synka 8 miesięcy. Problem w tym że ja ciągle jestem nerwowa, ciągle krzyczę, wyzywam, wszystko mnie denerwuje. Czasami nie mam siły na nic.Przez to wszystko klocimy się ciągle z mężem. Wiem, że przez moje zachowanie cierpi moja rodzina.Chcialabym to zmienić ale nie wiem jak. Próbowałam ale nie potrafię. Chodzę ciągle przygnebiona i zdenerwowana. Czasem nie mam siły się nawet ogarnąć. Jem jeden posiłek dziennie. Przerastają mnie obowiązki domowe. Czy to może być nerwica lub depresja?Czy też to zachowanie wynika ze straty syna?
  4. Witam serdecznie:) Jestem mamą 3, 5 letniego dziecka i właśnie z nim ostatnio mam problem. Jest on jedynakiem i głowinie czas spędza ze mną. Ostatnio mam ogromny problem. Mianowicie z zachowaniem syna. Jest on dosyć wesołym dzieckiem. Jednak od pewnego czasu, 2-3 miesięcy jest bardzo nerwowy. Potrafi się bardzo wściec, chce mnie wtedy uderzyć, brzydko mówi, wygania wszystkich, krzyczy, że się wyprowadzi do lasu. Staram się nie krzyczeć wtedy na niego, nie bić tylko w kółko tłumaczyć, że tak nie wolno i że nie może się tak denerwować. Najczęściej sytuacje mają miejsce podczas spędzania czasu z jego kuzynem, który jest starszy tylko 7 tygodni. Potrafią się pokłócić o wszystko dosłownie i bić siebie nawzajem. Mały dostaje wtedy szalu, ja nie potrafię go uspokoić. Dodam,żę spędzają bardzo dużo czasu razem i od początku strasznie się bili. Teraz dodatkowo doszło przedszkole od kilku dni, które jest dla niego nowe. Czasem nie mam już sił i wychodzę z nim, żeby ich rozdzielić. Co mogę zrobić, chce tylko chyba nie potrafie i często uważam, ze to moja porażka.
  5. Witam. Mam 23 lata. Po trudnych latach mojego dzieciństwa i wchodzenia w dorosłość. Poznałam na portalu randkowym obecnego mojego partnera. Byliśmy szczęśliwi aż do pierwszej zdrady wybaczylam mu ponieważ bardzo zależało mi na nim. Latem tego roku kolejna zdrada z jego strony kolejna wybaczylam, bo już wtedy wiedziałam że to miłość mojego życia. Choć nie powiem miałam poważne obawy co do tego jak będzie nam się układało. Pewnego dnia zobaczyłam w jego telefonie że jest zarejestrowany i systematycznie wchodzi na profile które założył na portalach randkowych. Wtedy też założyłam ja profil żeby sprawdzić czy spotyka się z innymi kobietami. Dla zabawy zaczęłam pisać z różnymi mężczyznami i pisałam z nimi o spotkaniach za pieniądze. Nigdy się z tymi mężczyznami nie spotkałam. Chciałam aby partner poczuł to samo co ja czułam gdy znalazłam te profile w jego telefonie. Niestety mój plan okazał się w pewnym stopniu skuteczny. Dlatego że partner nie wierzy mi że go nigdy nie zdradziłam ani nie spotkałam się z nikim innym. Strasznie mnie to boli, nie mam chęci do życia ani realnego ocenienia tej sytuacji. Proszę o pomoc
  6. Janniezbedny123

    Kość niezgody

    Dzień dobry, Mam problem i nie wiem jak go rozwiązać. Jesteśmy od 3 lat kochającą się parą i od paru miesięcy, jesteśmy zaręczeni. Za pół roku planujemy ślub. Jednak mamy jedną kość niezgody i nie wiem jak problem rozwiązać. Mianowicie ja od czasu do czasu lubię spotkania ze znajomymi i lubię dużej posiedzieć z nimi natomiast moja narzeczona jest raczej odludkiem i problem jest taki że za każdym razem jak wychodzimy gdzieś na takie spotkanie to imprezę musimy zakończyć o 21 , 22 maksymalnie o 24. Dodam że mamy po 25 lat. I nie jest tak że spotykamy się ze znajomymi bardzo często bo maksymalna częstotliwość takich spotkań to raz w miesiącu z niektórymi raz na pół roku a z innymi razem raz na rok. Wyjście samemu odpada bo wtedy ona się o mnie martwi i denerwuje. Dodam że nie chodzi o siedzenie całonocne ale żeby chodź raz na jakiś czas posiedzieć do godziny 1-2 w nocy Problemem jest to że Ona w momencie jak chce wracać do domu to wszystko ma gdzieś nie interesuje jej że nie ma czym dojechać i trzeba długo czekać i jest gotowa wyjść bezemnie a ja nie jestem gotowy na to jej pozwolić ze względu na bezpieczeństwo. Moje zdanie nie ma wtedy też żadnego znaczenia. I po prostu się zastanawiam czy to ze mną jest coś nie tak i jak rozwiązać ten problem i znaleźć jakieś rozwiązanie.Bo jak mamy się z kimś spotkać to już często wolę odwołać spotkanie niż powodować zatargi między nami i widzieć zdziwienie i oburzenie znajomych. Dodam że to nie jest też kwestia żadnych obowiązków w domu że musimy wrócić.
  7. Vamosneymar

    Problem

    Hej, od jakiegoś czasu zmagam się z problemem złego nastroju w nieoczekiwanych momentach. Radzę sobie z tym tylko i wyłącznie albo jedząc bardzo duże ilości przez co od pewnego czasu nie podobam się strasznie sobie gdyż przytyłam i nie umiem sobie z tym poradzić, albo idę na imprezę gdzie pije i 'bawię się'. Trudno mi poradzić sobie z napadami obżarstwa, może skutkuje to tym, że przez ponad pół roku byłam na redukcji przez co schudłam 5 kg jednak glodzilam się. Aktualnie nie jestem zadowolona ze swojego wyglądu, ze swojego życia i czuję się strasznie...
  8. Katherina

    Moja Matka rujnuje mi życie

    Witam Mam na imię Kasia, mam 28 lat pracuje i mieszkam za granica z chlopakiem. Mój problem trwa od dzieciństwa i chodzi o moją Matke, ktora jest alkoholiczką, ktora nie widzi tego absolutnie(ja nie pije, w kazdej chwili moge przestac, to nie problem). Otóz chodzi mi o chora relacje z nią. Odkąd pamiętam każda kolezanka z ktora sie przyjaznilam byla zla, kazdy chlopak tez. Ale chodzi mi o to jak wypowiada sie o moim chlopaku. Jestem z nim 5 lat. Moja Matka zadzwonila do niego po pijaku i zaczela go wyzywac a gdy on powiedzial jej ze mnie kocha to go wyzwala i jemu puscily wtedy nerwy i nie był jej dluzny. Jeszcze przed tym telefonem go nie nienawidzila(tlumaczenie, ze nie rozwijam sie przy nim), a po nim to juz wogole. Rozmowy i tlumaczenia sie na nic zdaja. Od pieciu lat jest ta sama spiewka, wypisywanie na mojego faceta okropnych rzeczy i zarzucanie mu okropnych rzeczy. Nie jest on świetym oszukał mnie w pewnej kwestii, ale mu wybaczylam, a jej sie z tego niestety zwierzylam i nie rozumie ze sie pogodzilismy. Kaze mi zjezdzac do Polski(nie mam do czego ona sama mieszka na 27m2)Poza tym byłam przez nia wyzywana jak nie bylo tak jak ona chciala(najczesciej wyzwyiska o kolezanki o relacje z innymi nawet z Babcia i kiedys Tata). Moj wujek, chlopak i jego Mama po opowiesciach co ona gada i wypisuje do mnie stwierdzili, ze jest prawdopodobnie chora psychicznie. Ja sobie z tym średnio radze cały czas myślami jestem w Polsce zadreczam sie, że moja Mama jest taka samotna(z Babcia poklocona bo jej nawkladala ze za duzo pije), koleżanek nie ma bo wydaje mi sie ze ona twierdzi ze wszyscy wokol sa zli i wszystkich jakby nienawidzi. Jest bardzo pamietliwa i cos sie ktos nie tak odezwie czy spojrzy na nia to potrafi zwyzywac, az mi strasznie nie raz wstyd bylo. Piszę ten post poniewaz wczoraj napisala mi list pozegnalny zacytuje: "a ja rachunek sumienia,nie chce mi się zyc ,bo poco dla kogo..czuje się odrzucona,skrzywdzona,cel u zadnego,po co to wszysko moje działanie nie maja skutku jaki bym sobie zyczyla'krece się w kolko i caly czas to samo ,kleska totalna,nie nawet sily żeby to zapjac bo tego się nie da,smierc fizyczna bylaby dla mnie wyzwoleniem od cierpienia nie do zniesienia,Bog karze zle czyny i temu się poddaje,na co i komu ja potrzebna,wybili mi z glowy zrowy egoim,czyli nie sprzeda się, i zachować ducha wolnego,alerany się nie goja,modlitwa pomaga,a później smutek i nicość,pragne śmierci,to mój jedyny ratunek,gdybym zaczela moeic prawde zaszkodzilabym tobie,lepiej milczeć niż słowami i rękoczynami NISCZYC,pomodl się za mnie ,może moja dusz dozna ukojenia,moze to lenistwo,albo depresja,moze lepszy terror ,aby się obudzić,jestem zmeczonz,,i znudzona tym swiatem,pragne śmierci,bo tutaj wszystko mnie przerasta,pragne umrzec,czuje się białym niewolnikiem tego systemu ,i nie udało mi się niknac jego pułapek,nie mam tyle inteligencji,przegralam zycie,,chce odejść z tad,,tu nie ma dla mnie miejsca,staraj się otaczać ludzmi pozytywnymi,omijaj zlo ,wszystko w sercu,chyba nie zasluguje na przebacznie wiec lepiej przejc na tamta strone,niz być automatem bez zycia ,udawac ze zyje,,sama nie wiem co będzie dalej,stosuj wizualizacje,od złych ludzi z daleka,bez strachu,bog cie prowadz,ja musze placic winy moje,zyje jak w letargu zktorego się nie mogę wybudzic" Po tej wiadomosci zaplakana zadzwonilam do wujka i on jechal 30 km zeby sprawdzic bo wylaczyla tel i on mi powiedzial ze zastal ja w normalnym stanie psychicznym. Ona cierpi rowniez na zakupoholizm moim zdaniem i jest bardzo samotna. Ja juz nie umiem z nia rozmawiac, nie mam ochoty, odrzuca mnie to, bo potrafi prowadzic godzinne monologi, a gdy ja cos powiem czy np wyjechalam gdzies to ona wykorzystuje to przeciwko mnie. Przyklad dzisiaj stwierdzila ze moje wyjazdy zagraniczne to moj chlopak wyludza na nie pieniadze ode mnie i zebym mu robila zdjecia. Albo jak mialam ok 11 lat to przyjechalam do niej za granice na wakacje. Upila sie w sztok tak ze chodzic prawie nie mogla, pobila sie z pania na plazy bo jej cos brzydko odpowiedziala. Nastepnie musialysmy wracac do domu bo juz bylo ciemno to musialam juz prowadzic pod reke a byla ciezka i mnie po drodze wyzywala po raz kolejny chodzilo jej o relacje z "kims"(tamtym razem chodzilo o Tate) bardzo sie wtedy balam bo ona kapletnie odleciala bylysmy daleko od domu i musialam jakos sobie poradzic z dojazdem i jakims podstawowym jezykiem sie dogadac. To tylko jeden przyklad z wielu. Moj chlopak mowi ze mam z nia zerwac kontakt bo ona robi mi z mozgu sieczke, ale ja nie umiem bo to jednak Matka i jest mi jej jednak żal. Moja pytanie to jak mam sie zachowywac w stosunku do jej prawie codziennych wiadomosci tego typu cytat " kasiu jedyna corka moja ,tyle lez wulas za a ja chociaż nie wylam za ciebie hektrolitry,prosze o jedno o wyzwolenie twoje i moje z sidel szatana,ten związek jest proba sil miedzy zlem a dobrem,jestes ze mna zwiazana w imie swietosci poczecia ducha swietego,tato i ja twoja rodzicielka jesteśmy twoimi opiekunami do końca tego swiata,nie posadzaj pochopnie,szatan jest przy tobie najblxej ,spi z toba w jednym w lozku i myśli ze posiadł dusze twoja,dlatego prosz mow caly cza ojcze nasz,ja mama pragne abys zalozyla rodxine według boga,biednie alebogato duchowo,wroc do polski ,mieszkanie do dyspozycji,ja będę wysylac ci pieniądze,ale porzuc tego judeo satanistę,ktory mowi słodkie słowa ,obiecuje zlote goryi nigdy ich nie speni ,bo pracuje dla zlej mocy,wspoga swoja diabelska rodzine,ty nie jeste s wplnie,masz tylko sluzyc do wydojenia,tak ja to zrobila rodzina gosi,kocham cie od pierwszego kopania mnie w brzuszek ,nie wiedziam co się dzeje a to moja coreczka takie silne pietki ,kochqam i nie przestane,i nie pozwole już nikomu aby cie krzywdzl,prosze abys porzucila szatana...….oszukanca bez mstury,nieroba,ktory karze4 się wozic po krajach robic swobie zdjecie i wrzucać na fej…….to jest agent ….tak go0sia.....kto0rzy inwigolowani mnie i mietka i za to mieli profity,prosze przebudz i bądź uwazna ,on i gosi rodzina to samo,nie dawaj mu wi0adomosci ,to prawdobnie jest konfident,przekonany ze jesteś tak zakochana w nim ze idzie na caloscx,czyli obiecuje zlote góry i donosi tam gdzie trzeba,t0o jest bardzo zla odetnij się o0d niego poki czas,jesli cie wplącze w afery i nne swistwa bediesz wspowinna,prosze córko moja naj0ukochan sza odetnij się od zla ,szatanq,polecam ci film wladcqa pierścieni,prosze " I drugie pytanie czy jej zachowanie moze sie kwalifikowac pod chorobe psychiczna czy jest to skutek dlugotrwalego picia (19lat)?
  9. Dzień dobry. Mam na imię Natalia, mam 27 lat Jestem też DDA. Podejrzewam, że mój partner jest alkoholikiem, choć on uparcie twierdzi, że to ja mam problem z akceptacją alkoholu. To kwestia sporna. Uwazam, że niestety ja mam rację. Gdy on zbyt długo i zbyt dużo pije, narasta we mnie złość, gniew i żal, która wyladowuje na nim. Najpierw krzycząc, awanturujac się, wzywając od najgorszych, przy czym nie przejmuję się godziną czy otoczeniem. Gdy moje wrzaski, nie przynoszą porzadanego efektu, a on staje się jeszcze bardziej wkurzajacy. Zaczynam go bić. Nie oszczędzam go wcale. Jestem wstanie skopac go leżącego, uderzyć kijem w głowę, dusić, drapać po twarzy. Raz myślałam, że go zabiłam i się tym nie przejełam. Poczekalam, aż się ocknie i kopałam go dalej. Jest bardzo źle. Gdy jestem w tej furii, to co robię przynosi mi satysfakcję. Jestem z tego dumna. Nie potrafię wyjść z tego stanu, póki nie zasnę i nie obudzę się... A wtedy, jest mi wstyd, płacze, przepraszam. Czuje się okropnie. Nie chce taka być. Obiecuje sobie, że się zmieni, ale niestety nic się nie zmieniło. Jestem w ciąży, 5 miesiąc. Boję się, że mogę w przyszłości zrobić krzywdę dziecku. Mój tata też mnie bił. Po za ta cała sytuacja, która zdarza się raz na 2-3 tygodnie, bardzo się z partnerem kochamy i jesteśmy szczesliwi mimo licznych nieporozumień, ale tylko wtedy gdy on nie pije. A tu wystarczy zacząć od jednego piwa, a nawet samego pytania czy może wypić jedno. Wtedy ja już się wsciekam. Potrzebuję pomocy. Gdzie mam się zgłosić? Psycholog na NFZ? Terapie DDA musialam przerwać że względu na zagrożona wczesna ciążę. Dziękuję za poradę.
  10. Witam. Choruje od paru lat na chorobę afektywna-dwubiegunowa. Przez tą chorobę nie potrafię utrzymać pracy dłużej niż tydzien. Szef w pracy myślała że przyjął dwie osobowości. Jak mam jakieś załatwienie na mieście urząd czy przyjście do pracy czuję ogromny stres i nie śpię całą noc. Zmagam się z różnymi nastrojami od smutku po euforię w jednym dniu dlatego biorę stabilizator nastroju. Moja rodzina nie umie zrozumieć z czym tak na prawdę się zmagam chociaż tłumaczyłam Im. Myślą ze to efekt lenistwa. Czy kiedykolwiek będę mogła żyć bez leków psychotropowych czy do końca życia będę mieć ta chorobę? I czy jest szansa na rentę socjalną?
  11. Nie odzywam sie z mężem juz 3 miesiąc e mieszkamy razem mamy 2 dzieci nie chcą sie wyprowadzić ze mna jestem pi ciężkiej operacji tętniaka
  12. Witam. Jestem w trakcie rozwodu. 12lat małżeństwa, dwójka wspaniałych dzieci. Miłość która zdąża się raz. Wiele ciężkich chwil, jeszcze więcej szczęśliwych. Dla każdego wzorowe małżeństwo. Świetnie dopasowani. Problemy pojawiły się z czasem, mąż zaczął wychodzić do kolegów, wracał kilka godzin później z pracy bo z kolegami pod blokami siedział. Zle towarzystwo. Mnóstwo innych czynników. Prosiłam, groziła rozwodem. Pomagało na chwilę. Nie docenial mnie. Oddalilam się od niego. Poznałam kogoś kto pomógł mi się wyprowadzić i stanąć na nogi. Początkowo tylko przyjaciel. Mąż w szoku. Od płaczu po groźby. Związałam się z nowym partnerem bo czułam się przy nim bezpiecznie i wiedziałam że mogę na niego zawsze liczyć. Za to go na jakiś swój sposób pokochałam. I tak 1,5roku. Dla mnie i dla dzieci zrobi wszystko. Niedlugo ostatnia rozprawa rozwodowa. A ja mam watpliwosci.. Z mezem pomimo tych kryzysow dobrze sie rozumielismy tylko że on nie słuchał. Obecny partner jest zupełnie inny, stonowany, odpowiedzialny. Złoty człowiek Ale zupełnie inny niż mąż który z reguły był optymistą i często mi poprawiał humor. Oczywiście nie licząc tych złych chwil. Proszę o poradę. Pozdrawiam.
  13. Mam 36 lat, córkę i mieszkam z partnerem,11 lat starszym odemnie. Od około 3 miesięcy nasz zwiazek "kuleje",jesli tak to mogę nazwać. Nigdy się nie otwierał to skryty człowiek w przeciwiestwie do mnie. Jesteśmy ze sobą 3 lata. Wcześniej jeśli czułam że się mijamy ciągle przez pracę to mówiłam że brakuje mi jego obecnosci i czułości i wtedy portafil być przy mnie, przytulić. Teraz nawet nie słucha, uważa że stwarzam problem a ja... tak chce porozmawiac, przytulić się, opowiedzieć co w pracy nawet a nie mogę. W pracy uśmiechnięta i otwarta na wszystkich w w domu w nocy jak wszyscy śpią to ja piszę tutaj a wcześniej płaczę. Nie mam z kim o tym porozmawiać, nie mam przyjaciół a koleżanka czy kolega... boję się otworzyć.
  14. shadowoftheday

    Brak sukcesu w czymkolwiek

    Mam 25 lat. Jestem świeżo po studiach, mam licencjat i 2 magisterki, ukończone dobre studia w języku angielskim, w Polsce i za granicą. Mówię w 6 językach, mam doświadczenie w pracy w kilku branżach, w kilku krajach świata a przy tym podróże odbyte po 5 kontynentach. Jestem osobą towarzyską, popularną i postrzeganą jako atrakcyjną. Z powodu wszystko jest super, jednak nie jest do końca tak fajnie jak to wygląda. Przez całe gimnazjum dokuczano mi i prześladowano mnie. W domu nigdy nie nauczono pewności siebie, byłem zawsze porównywany do innych, z naciskiem na "gorszy". Moich rodziców było ciężko zadowolić. Kilka lat później poszedłem na studia do innego miasta, gdzie mogłem rozwinąć skrzydła. Z miejsca stałem się jedną z najbardziej popularnych osób na uczelni, "królem imprez" wraz z moim współlokatorem, najlepszym wówczas przyjacielem. Jednak na 3 roku pokłóciliśmy się o pierdołę, po czym on zachował się wyjątkowo podle, nie odzywając się do mnie słowem od tamtej pory i nastawiając ludzi przeciwko mnie. Przeżyłem wyjątkowo bolesny semestr po którym zdecydowałem się zrobić rok przerwy od studiów i wyjechać za granicę. Było to 4 lata temu i o ile do tamtego momentu wszystko mi się powodziło, to od tamtej chwili jak na ironię losu nic mi nie wychodzi. W wieku 17-21 lat byłem w 3 związkach. Wszystkie skończyły się jednak boleśnie, byłem zdradzany (co najlepsze z "kumplem") i oszukiwany. Odcisnęło to na mnie piętno i przestałem ufać kobietom. Zacząłem postrzegać je przedmiotowo, mimo że zawsze miałem dużo koleżanek i wychowałem się wśród kobiet (tato pracował przez 10 lat za granicą kiedy miałem 9-19 lat). Gdzieś tam jednak głęboko we mnie był pociąg do mężczyzn. Zrobiłem licencjat, wyjechałem na rok na inny kontynent. Tam pierwszy raz spróbowałem z facetem. Miałem nadzieję, że z mężczyznami będzie mi lepiej niż z kobietami, że będzie łatwiej. Nic bardziej mylnego. Od tamtej pory (3 lata) spotkałem się z ogromnym odrzuceniem i dużo większą krzywdą, niż mi wyrządziły kobiety. Chciałbym zaznaczyć, że do kobiet czułem pociąg emocjonalny, do mężczyzn tylko fizyczny. Jednak odkąd zacząłem sypiać z mężczyznami nie potrafię już sypiać z kobietami, mimo że pociąg emocjonalny i zainteresowanie pozostało. Na dzień dzisiejszy mam natomiast wstręt do mężczyzn i niechęć do kobiet, spowodowaną nieskończoną ilością "koszy", jaką od nich dostałem - najczęściej nieuzasadnionych. Przestałem czegokolwiek oczekiwać od kogokolwiek. Przestałem wierzyć w siebie, chociaż nigdy za specjalnie nie wierzyłem. Nie mam szacunku do siebie ani wiary na polepszenie losu. Marzyłem o założeniu rodziny, teraz wiem że do tego nie dojdzie. Z mojej winy. Za wszystko obwiniam siebie. Mało tego, poza niepowodzeniem w życiu prywatnym odczuwam również brak sukcesu w życiu zawodowym. Przez 3 lata podczas studiów starałem się dostać na któryś z upragnionych staży - nigdy nie wyszło. Teraz, już po studiach, nie mogę znaleźć pracy. Spadłem już z planu A (czyli najbardziej wymarzonego stanowiska) do planu D (czyli najmniej), po którym już nie mam innych pomysłów. Nie spodziewałem się tego, ponieważ od 19 roku życia pracowałem, na różnych stanowiskach w różnych krajach (mieszkałem w 5), mam ukończone dobre studia i znajomość języków - jak widać, nie wystarcza. Znajomi obok zgarniają roboty, o których marzyłem. Pracodawcy mnie nie chcą, potencjalni partnerzy tym bardziej. Za dużo zaprzepaszczonych szans, przepuszczonych okazji, niewłaściwych wyborów. Często sięgam po alkohol, który piję od 12 roku życia (dla sprostowania, nie pochodzę z patologicznej rodziny, zaczęło się od piwka z kolegami ;)). Coraz częściej sam. Po narkotyki rzadziej, ale tylko z powodu ograniczonego dostępu (kiedy nadarzy się okazja, biorę). Nie mam wiary w lepsze jutro. Mam bardzo pesymistyczną wizję przyszłości. Zacząłem odwracać się od ludzi, przestałem się uśmiechać czy słuchać muzyki. Miewam myśli samobójcze. Nie jestem już tym chłopakiem, co radośnie podróżował po świecie, błyszczał na imprezach i cieszył się każdym dniem. Moją radość życia zdeptali wszyscy ci, którzy mnie odrzucili, nie dając mi szansy. Proszę o pomoc. Nie potrafię sobie już z tym radzić.
  15. Witam! Proszę o poradę. Mam 19 lat i odkąd pamiętam jestem osobą nieśmiałą i zamkniętą w sobie. Trudno mi nawiązywać relacje z innymi ludźmi. Nie potrafię pierwsza zacząć rozmowy, zawsze czekam aż zrobi to ktoś inny. Od dłuższego czasu podoba mi się pewien chłopak, widzimy się prawie codziennie, jestem z nim w grupie na zajęciach, ale rozmawiamy tylko wtedy kiedy on pierwszy się odezwie. O ile do innych osób jestem w stanie się przełamać tak w stosunku do niego mam straszną blokadę, która jest silniejsza ode mnie. Zawsze sobie powtarzam, że teraz już zacznę sama rozmowę, ale nic z tego nie wychodzi, tak tracę wszystkie okazje. Boję się, że ten chłopak w końcu znajdzie sobie dziewczynę, a ja nie odważę się zrobić jakiegoś kroku, a naprawdę mi na nim zależy. Proszę o pomoc. W jaki sposób mogę przełamać nieśmiałość?
  16. Witam, Proszę o pomoc bo wiem że nie poradzę sobie z tym sama. Od bardzo dawna jestem nieszczęśliwa w swoim małżeństwie. Bardzo nieszczęśliwa trwam w tym, w moim mniemaniu ze względu na dzieci. 10 lat zajęło mi zrozumienie że robię tym krzywdę dzieciom i sobie, jednak nadal nie mogę odejść teraz z powodu mojego męża . Mam 35 lat jestem mężatką od 14 lat, mam dwoje wspaniałych i mądrych dzieci w wieku 12 i 14 lat. Gdy poznałam mojego męża, był dla mnie wszystkim. Byłam szczęśliwa gdy opuszczałam mój rodzinny dom, w którym nigdy nie zaznałam miłości i wsparcia. On dawał mi to wszystko. Sam pochodził z domu gdzie był problem alkoholowy. Wzięliśmy kredyt na remont domu jego rodziców i zamieszkaliśmy w nim. Gdy pojawiły się dzieci i mąż zmienił pracę ( był i jest w domu tylko na weekendy), mąż zaczął nadużywać alkoholu. Zawsze gdy jest pijany robi straszne awantury. Ja zawsze starałam się pracować, chociaż na pół etatu, mimo, iż miałam na głowie dom, dzieci, z wszystkimi problemami byłam zawsze sama. Mąż zawsze twierdził, że on tylko musi przynosić pieniądze. Zawsze wypominał mi, przy każdej awanturze jaką urządzał, że nic nie mam, że żeby nie on to bym nic nie miała. Poszłam też do pracy z tego względu, żeby nie dać mu powodu do wypominania mi że nic nie mam. Na nic się to zdało, ponieważ od tego czasu wypominał mi często jak mało zarabiam. Nigdy nikomu nie skarżyłam się, że jestem nieszczęśliwa, a mój mąż uchodzi za wspaniałego męża i ojca, który tak się poświęca...Przy każdej awanturze obiecuje sobie że odejdę, spakuje siebie i dzieci i zacznę od zera. Na drugi dzień jednak tego nie robię. Najczęściej na drugi dzień mąż jest już w pracy i dzwoniąc rozmawia ze mną jakby w ogóle dzień wcześniej nic się nie wydarzyło. Ja wracam do obowiązków, przy okazji winie siebie też za tą awanturę i tak mijały lata jak w zamkniętym kręgu. I teraz jestem naprawdę wyczerpana tym wszystkim. Nie kocham go, nienawidzę, naprawdę. Tu po raz pierwszy to powiedziałam. A jednak nie potrafię odejść. Tyle razy próbowałam mu powiedzieć, że chce odejść, że nie kocham go i zawsze widziałam, że on tego nie zrozumie, że nie pozwoli mi odejść, że cierpi. Gdy próbowałam powiedzieć o tym innym zawsze słyszałam to samo: dlaczego? przecież masz tak dobrze, masz dom, pieniądze! I zawsze rezygnowałam. Teraz zrobiłam sobie plan. Poszłam na studia, chcę znaleźć pracę w innym mieście, przeprowadzić się tam z dziećmi i zacząć wszystko od zera. I teraz moja prośba. Zrealizowałam na razie tylko pierwszy punkt, poszłam na studia, proszę o pomoc jak nie zrezygnować z dalszych punktów, jak odejść od męża i nie mieć wyrzutów sumienia, jak znaleźć w sobie tyle siły żeby zacząć od początku, jak powiedzieć mu że nie chce żeby cierpiał, ale ja strasznie cierpię będąc z nim.Proszę pomóżcie bo jeśli i tym razem zrezygnuje to ten ból mnie zabije. Nie wiem też co będzie lepsze dla dzieci. Proszę o pomoc i z góry dziękuję.
  17. Witam, mam 29 lat, jestem mężatką. Nie wiem od czego zacząć, wszystko do tej pory trzymałam w sobie, aby nie zamartwiać moich bliskich. Może być nudno i długo, ale może ktoś to przeczyta i da wskazówkę do działania dalszego, podpowie, czy to tylko chwilowe obniżenie nastroju, czy faktycznie czas zadbać o psychikę. Generalnie nigdy nie lubiłam siebie. Obecnie wręcz siebie nienawidzę, często zdarza mi się w przypływie złości powiedzieć to na głos. Zazwyczaj tak, aby nikt nie słyszał. Od dzieciaka choruje przewlekle, leczę się u neurologa 20 lat. Zdrowie mi nie dopisuje, całe życie ograniczenia i zakazy. Dziś w wieku 29 lat jestem pod stałą opieką kilku specjalistów, na lekach, nie pamiętam dnia, aby nic mnie nie bolało (kolano po operacji, czeka mnie poprawka, ręka po 2 operacjach, rwy kulszowe, silne migreny, problemy gastryczne, teraz diagnostyka kręgosłupa). I szczerze? Mam dość. Nie mam siły już funkcjonować. Żeby sobie (chyba?) Udowodnić, że jednak jestem jak inni pracuję na prawie 2 etaty, angażuję się w mnóstwo rzeczy. Orzeczenia o niepełnosprawności nie mam. Nie stawałam na komisji. Wszak "paluszek i głowka....." Nie chcę już tak żyć. Nie chcę żyć wogóle. To byłoby dla mnie najlepsze rozwiązanie. Może wtedy poznałabym, czym jest życie bez bólu. I gdyby nie to, że jestem pieprzonym tchórzem, to myślę, że znalazłabym sposób.... 2 razy próbowałam przedawkować leki, ale mój organizm niestety poradził sobie, no i żyję nadal. O jednej próbie nie wie nikt, o drugiej mama wiedziała, ale praktycznie ją zastraszyłam, aby nie robiła nic. No i posluchała, nie wezwała karetki, żyjemy jakbg nigdy nic się nie stało. Aktualnie nie mam ochoty na nic poza tym co muszę. Wiele rzeczy zaniedbałam. Mam ochotę iść spać i nie wstać. A śpię sporo, nieraz i 9 godzin, a wstaję niewyspana. Jeśli chodzi o resztę kwestii, to sprawa się pogorszyła znacząco na początku roku. Posypała mi się praca, która była pracą marzeń. Robiłam to co kocham, spełniałam siebie, po prostu żyłam tym co robię, nie wyobrażałam sobie robić co innego! Ale przyszedł dzień, w którym zmienił się dyrektor. Zmieniła się atmosfera, poczułam się zagrożona, niepotrzebna, wręcz byłam przeszkodą. Nowy dyrektor stawiał mnie w niekomfortowych sytuacjach, wymagał rzeczy spoza zakresu obowiązków, a to, co do mnie należało robiłam po godzinach. Nawet "dziękuję" nie dostałam. Poza tym moje nowe.obowiązki szkodziły koleżance z pracy, co tylko powodowało u mnie poczucie winy. A bałam się odmowic... Doszło do tego, że wyjście z domu, to był dramat. Biegunki, nasilenie problemów jelitowych, wylądowałam na neurologii przez kilkutygodniowy napad migrenowy, schudłam... Szybko zmieniłam oracę, trochę odżyłqm, ale nadal żyję tamtą pracą, myślę o niej, myślę co bym tetsz robiła, co robiłam rok temu, 2 lata temu o tej porze... Lubię swoją obecną pracę, ale też nie jest idealna. Nie mogę soboę z tym poradzić, nawet jak to piszę, czuję, że wzbiera we mnie złość i mix innych emocji. Z pracy odeszłam nie z podciętymi skrzydłami, ale bez skrzydeł, bo przecież dyrektoe zapewnił mnie, że na moje miejsce ma z kogo wybierać, kto spełni jego oczekiwania. Na szczęście mam wsparcie w mężu i mamie. Tata nie żyje od 3 lat. Byłam dzieckiem chcianym i wyczekanym, rodzice wspierali mnie, pomagali rozwijać pasje i zainteresowania. Uczyli mnie też być twardą, nie poddawać się, ale też wlali we mnie mnóstwo empatii, bo zawsze powtarzali, ze są inni, nie mogę tylko myśleć o sobie, nie można krzywdzić i szkodzić. No i wyrosłam ja, z asertywnością się nie lubimy, bo jak ktoś pmocy potrzebuje, to szybciej zmienię swoje plany niż odmówię. Często kosztem wolnego czasu, pieniędzy... ale to akurat daje mi pozytywne doładowanie. Jestem jedynaczka. No i apropos rodziny... z mężem dzieci nie planujemy. W mojej aktualnej sytuacji zdrowotnej uważam, że byłoby to "trochę" nie odpowiedzialne, a poza tym po prosyi nie czujemy chęci posiadania dziecka. Co innego nasze otoczenie. Ono wręcz tego oczekują. No bo jak ja mogę myśleć o sobie, pozbawiam moją mamę zostania babcią, ona na pewjo by chciała! Poza tym zajdę w ciążę, to "na pewno" ozdrowieję. No i ten tykający zegar, zaraz trzydziestka, a kto mi szklanke wody na starość poda? Swoją drogą - mam nadzieję jej po prostu nie dożyć.... Mam dość tego wszystkiego. I nikt poza Wami o tym nie wie. Każdy zna mnie jako pogodną, zawsze uśmiechnoętą, chętną do pomocy, rozgadaną. Nie wiedzą co się kłębi w środku i jak bardzo nie chcę tu być. Przeraża mnie wizja kolejnego specjalisty, lekarza omijam do tego stopnia, że szybciej wezmę urlop niż l4. Wizyta u lekarza jest obkupiona rozstrojem żołądka i bezsennością. Zwlekam z wykonaniem badsń, które muszę powtarzac co rok. A poza tym, czy moje problemy nie są na wyrost? Gdyby było faktycznie źle umiałabym przybrać taką postawę, gdzie zmyliłabym 100% otoczenia? Czy nie zostanę odesłana, bo mam się po prosyu wziąć za siebie, inni mają gorzej, a ja po prostu wydziwiam? może i to są pierdoły, inni mają gorzej (leżąc na chirurgii onkologicznej widziałam różne sytuacje), ale ja już mam tego dosyć , zwyczajnie, po ludzku dosyć.... Nie wiem, czy ktoś dotrwa do mojego wywodu, mam cichą nadzieję, że może jednak jakieś światełko w tunelu dostrzege. Bo jak na razie nie widzę końca tej durnej sytuacji, ani sensu mojego (nie powiem jakiego) życia.. z góry dziękuję za chociaż jedno dobre słowo.
  18. Kobieta samotna

    Porzucona w ciazy

    Witam. Mam 29 lat. Pare lat pracowalam za granica gdzie poznalam tam swojego bylego partnera. Bylismy ze soba 3 lata. Raz bylo lepiej raz gorzej miedzy nami. Zbyt bardzo Kochalam. On raczej nie byl wylewny w okazywaniu uczucia. Jednak postanowilismy starac sie o Dziecko. Po nie dlugim czasie okazalo sie ze jestem w ciazy i to mnogiej niestety partner zostawil mnie w poczatku 3 ciego miesiaca. Zalamana musialam wrocic do Polski wiedzac ze tam sama sobie nie poradze. Bardzo malo odzywal sie do porodu. Po narodzinach Dzieci uznal je. Byl chwile w Pl po czym narobil mi glupiej nadzieji o rodzinie i wyjechal. Stwierdzil we wiadomosci ze juz nic do mnie nie czuje i mam sobie nie robic juz nadzieji gdzie ja zrobil. Czasami sie odzywa co u Dzieci, wygaduje ze nie dlugo bedzie je zabieral do rodziny. Nie nawidze go za to ze zniszczyl moje marzenie o pelnej i szczesliwej rodzinie a zarazem nadal cos do niego czuje Kocham swoje Dzieci nad zycie i chcialabym dac im to czego ja nie mialam za dziecinstwa. Ojca... Nie moge zniesc mysli ze byly tam swietnie sie bawi, zyje beztrosko, nie mysli czy sobie radze bo nie pyta. Kiedy Dzieci byly przeziebione stwierdzil ze to moja wina itp. Nie wychowuje Ich a mi zarzuca winy. Wiem ze nie bedziemy juz razem bo tyle dal mi powodow ku temu ale jednak cos mnie meczy i ta nienawisc ze zostawil mnie w ciazy. Nie potrafie sobie sama z tym pomoc. Czy kiedykolwiek pogodze sie z tym i bede potrafila z nim normalnie rozmawiac? Czy zapomne co mi zrobil? Na dzien dzisiejszy on jak gdyby nigdy nic pisze co u Dzieci? Chcialby uzyskiwac informacji, zdjecia kiedy ma na to ochote a mnie zrzera od srodka i glupio mu dogaduje. Nie radze sobie z tym. Nie potrafie z nim rozmawiac jak z kolega. Jeszcze nie teraz. Nie kiedy on chce. Zbyt bardzo mnie zranil.
  19. Witam, nie myślałam, że kiedykolwiek to napiszę, ale po prostu mam już dość i nie daje rady. Mam 31 lat sama wychowuję 5 letniego syna. Mieszkam z rodzicami. Partner zostawił mnie krótko po tym jak urodził się synek. Mimo 7 lat spędzonych razem uznał że nie dorósł do roli ojca i po prostu zniknął. Przy pomocy rodziców udało mi się jakoś to przetrwać. Jednak od kiedy pojawił się syn "władze nad nim" przejmowała moja matka. Zaczęło się niewinnie uwagi typu "źle to robisz" "to nie tak ja wiem lepiej" w miarę jak syn rósł było coraz gorzej. Moja matka wtrąca się w każdy aspekt dotyczący syna. Ja musiałam wrócić do pracy. Z dzieckiem jest moja mama. Nie pozwoliła mi go posłać do przedszkola twierdząc że tylko kłopot będzie...duzo by pisać. Ja sama jako dziecko też nie uczęszczalam do przedszkola więc byłam w stanie to jakoś zrozumieć. W tej chwili przeżywam koszmar, mam wrażenie ze moje dziecko mnie nienawidzi. Bije mnie kopie gryzie wyzywa, uderza w twarz.... Kiedy ja reaguje mówiąc że tak nie wolno to boli i np. przytrzymuje mu rękę żeby po prostu znów mnie nie uderzył syn potrafi pobiec do babci z płaczem że ja mu robię krzywdę. Mimo iż moja matka widzi że to że to on mnie bije zaczyna krzyczeć na mnie ze jestem beznadziejna, że kiedy przytrzymuje mu rękę znecam się nad nim, że jestem beznadziejna matka i tylko wstyd rodzinie przynioslam, że wszystko co robię z synem jest złe że wymyślam głupie zabawy... Dochodzą też wyzwiska a mój syn to wszystko słyszy i... To go nakręca jeszcze bardziej... Każda moja uwaga sugestia kiedy mówię do syna np. Rozumiem że jesteś zły ale nie wolno bić powiedz mi co Cię zdenerwowało to moja matka zaraz się wtrąca że to moja wina a synek jest kochaniutki i że mam to na co sobie zasłużyłam. Ja wiem ze nie poświęcam mu tyle czasu ile powinnam ale staram się jak tylko potrafię. Kiedy jestem sama w synkiem dogadujemy się nie ma bicia płaczu bawimy się rysujemy. W momencie jak pojawi się babcia syn już zaczyna mnie bić robić na złość... Ja się wtedy wycofuje bo nie wiem tak naprawdę co mam zrobić jak się zachowywać czy dać się bić i ponizac czy wysłuchiwac krzykow mojej matki... Najgorsze jest to że chyba już się podałam, nigdzie nie wychodzę, nie mam na nic totalnie ochoty, uciekam do pracy na nadgodziny żeby o tym wszystkim nie myśleć. Cierpię bo wiem że krzywdze syna ale ja już tak długo nie dam rady. Zdarzają mi się myśli że może gdyby mnie nie było to by było lepiej. Przychodząc z pracy do domu nie wiem co mnie czeka czy znów wyzwiska że jestem psychiczna czy będzie w miarę normalnie... Ale ja chyba naprawdę zaczynam wariować. Nie mam możliwości wyprowadzenia się bo pracuje na 3 zmiany... Przeraża mnie to że przez to że nie umiem porozumieć się z moją matka cierpi moje dziecko.... Nie mam już argumentów które by do niej dotarły że nie muszę być taka sama jak ona...
  20. arcoiris

    Odtrącenie

    Mam 25 lat i jestem studentką. Mieszkam za granicą od kilku miesięcy i czuję się strasznie osamotniona. Nie mam wsparcia w rodzinie (same konflikty i bardzo oziębła atmosfera). Poznałam super wykładowczynię, która była wobec mnie bardzo serdeczna i bardzo się z nią zżyłam, nasze relacje zmieniły się w koleżeńskie. Poznałam jej wspaniałą rodzinę, ma syna w zbliżonym wieku, który bardzo mi się podoba, ale nie wydaje się być mną szczególnie zainteresowany. Strasznie mu zazdroszczę, bo osiągnął wszystko na co całe życie pracowałam i czego dalej nie mam. Czuję się fatalnie, bo chociaż dobrze nam się rozmawia i mamy podobne pasje to jednak nie jestem w jego typie - nie jestem jakaś najbrzydsza ale atrakcyjna też nie i nawet sobie się nie podobam. Czuję się jak przegryw, ale jestem miła i nie daję po sobie poznać, że coś jest ze mną nie tak. Poza tym odkąd się poznaliśmy relacja z jego mamą bardzo się ochłodziła z jej strony i strasznie to przeżywam. Jestem zaskoczona, że nagle stała się dla mnie tak ważną osobą w życiu, że wystarczy, że zamilknie na jakiś czas a ja bez przerwy analizuję co jest tego przyczyną i czy czasem to nie jest przez to co powiedziałam albo zrobiłam. Czuję się odtrącona i nie wiem czy powinnam jakoś starać się naprawić tą relację i czy w ogóle jest to możliwe. Nie chcę się narzucać, ani jej ani jemu, mimo że ją bardzo bardzo lubię i szanuję, a z nim chciałabym się spotykać. Czuję potrzebę odbycia psychoterapii czy czegoś w tym stylu, ale chwilowo nie mogę sobie na nią pozwolić. Ale mam to w planach.
  21. Witam. Jestem Katarzyna i mam 32 lata. Jestem szczesliwa mezatka. Poznajc meza myslalam ze wszystko juz bedzie super idealnie. Niestety schody zaczely sie po slubie, poniewaz okazalo sie ze mam problem z zajsciem w ciaze. Staramy sie od 3 lat. Problem lezy po mojej stronie. Lecze sie ale co z tego skoro nadal nic. Psychicznie odpuscilam. Czesto przychodza mysli aby dac mezowi wolnosc aby sobie zycie ulozyl aby zostal tata. Niestety odwlekam ta decyzje bo go kocham. Nie wiem co robic.
  22. pola17150

    Problemy ze stresem

    Witam. Mam 22 lata. Mam jakiś ogólny problem ze sobą, co by się nie działo ja się stresuje. Trzęsą mi się ręce nogi, ogólnie cała drże. Czy jest to jakaś sytuacja w pracy czy w domu jakaś rozmowa z moim partnerem ja dostaje drgawek coś mnie jakby paraliżuje i nie mogę nad tym zapanować. Nie potrafię normalnie porozmawiać z nikim od razu się denerwuje i cała latam. Nie wiem co mam zrobić z tym jak sobie pomóc myślałam o pojęciu do psychologa ale boję się że tam też się zestresuje i nic nie powiem, zrobię tylko z siebie kretynke. Bardzo proszę o jakieś porady.
  23. Mam 37 lat i nastepujace problemy/objawy: - bardzo mocno fizycznie odczuwam stres. Przykra uwaga otrzymana przez kogos lub nawet przeczytanie wiadomosci na internecie, ktore sa bardzo zle np o czyims cierpieniu, skutkuje kolataniem serca, speciem do takiego stopnia, ze odczuwac silny bol barkow, nog, plecow. smutkiem, duzymi problememi w zasnieciu przez min tydzien i silnymi problemami w koncentracji - wydaje mi sie, ze mam pewne objawy fobii spolecznej i 'anxiety' np. 'uciekam po czesci oficjalnej spotkania, kiedy uczestnicy maja sie poznac, porozmawiac, wymienic doswiadczeniami itp. Jakakolwiek sytuacja w ktorej nie mam jakby dokladnych instrukcji albo planu co mam robic i o czym rozmawiac wywoluje u mnie niepokoj i unikam takiej sytuacji ale np nie boje sie publicznych wystapien, prezentacji i przemowien przed spora grupa ludzi, i nie boje sie odpowiadac na pytania zadawane z tlumu ad hoc. Czesto po rozmowie z kims kogo dobrze nie znam wpadam jakby w obsesje analizowania tego co i jak powiedzialam bojac sie jak zostalam odebrana. Boje sie tez przyjmowac ludzi w swoim domu, nie jestem pewna co i jak przygotowac zeby wszystko dobrze wyszlo. Z drugiej strony zdaje sobie sprawe z tego i poniewac czasem czuje sie samotna to staram sie nawiazywac znajomosci (be cheerful) i zapraszac ludzi do domu. Jest to jednak okupione duzym stresem - jestem placzliwa ale w dziwnych sytuacjach. Sytuacje smutne czy stresowe nigdy nie wywoluja placzu. Jednak jak np tlumacze corce historie Polski i mowie np o bohaterach Powstania Warszawskiego, wtedy lzy mi sie strasznie cisna do oczu. Potrafie mowic o WTC bez placzu ale jak mam opowiedziec o bohaterskiej postawie zalogi ostatniego samolotu to wtedy placze. Placze tez czesto ze wzruszenia na wiesc o dobrych wiadomosciach, sukcesach, nawet obcych ludzi (bardzo dziwne moim zdaniem) - zdecydowanie gorzej czuje sie wieczorem anizeli rano, co nie pasuje do standardowego profilu depresji - nie mam mysli samobojczych, nie mam problemu ze wstawaniem rano ale np obrocz podstawowej higieny osobistej (codziennie myje wlosy, biore prysznic, nakladam make up i zakladam czyste, wyprasowane ubrania 'nie chce mi sie' dbac o siebie bardziej. Nie chce mi sie wyjsc pobiegac, choc wiem, ze zdecydowanie lepiej sie czuje po bieganiu. Nie chce mi sie isc do fryzjera czy do kosmetyczki. U kosmetyczki bylam 6 lat temu a u fryzjera bywam raz do roku...Chcialabym ladnie wygladac ale nie chce mi sie umawiac wizyt, pamietac o nich i sie wybrac do gabinetu. - potrafie odwolac spotkanie ze znajomymi, bo mi sie nie chce albo 'boje sie isc' - mam niska samoocene (w tzw gorsze dni mysle po prostu, ze jestem zerem) i nie potrafie robic rzeczy tylko dla siebie. Dla innych jestem zdolna do duzych poswiecen, zeby im np pomoc; mam tez tendencje do obwiniania sie i zalowania wielu rzeczy, tak jakbym nie potrafila sobie wybaczyc i isc delej. Mam glebokie poczucie, ze nikt mnie nie kocha. Mowilam o tym mezowi i chyba bylo to dla niego bardzo bolesne. On czesto zapewnia mnie, ze mnie kocha, kupuje kwiaty itp. - czasemi boje sie i odczuwam stres bez evidentnej przyczyny - bardzo lubie rutyne i strukture dnia ale tez wydaje mi sie, ze moje zycie jest troche nudne i chcialabym czesciej wychodzic, poznawac wiecej ludzi - zdarza mi sie oceniac ludzi zbyt ostro, pohopnie ich oceniac i byc za nadto krytyczna w stosunku do ludzi. Na poziomie intelektualnym wydaje mi sie to bezpodstawne i po prostu zle, ale jednak takie mysli czesto przychodza mi do glowy - przezylam kilka ciezkich, naglych i stresujacych wydazen w zyciu, mysle, ze przez ok 3 lata mialam objawy PSTD - mam pewne objawy APD i ADHD (np problem z dokonczeniem zadania, ktore spoczywa tylko na mnie, i tzw rozmienianie sie na drobne w pracy i problem z podejmowaniem decyzji oraz szybkie nudzenie sie danym typem pracy) I choc zdaje sobie z tego sprawe to trudno jest mi to zmienic . Z drugiej strony jestem nastawiona 'zadaniowo' i nie potrafie sie zrelaksowac kompletnie czy cieszyc zyciem. Ciagle jest cos do zrobienia czy cos do zamartwiania sie. - zdaje sobie sprawe, ze nie potrafie sie do konca cieszyc zyciem i to powoduje wyrzuty sumienia u mnie, poniewac mam dobra sytuacje finansowa, meza i superfajne dzieci. - stosunkowo czesto mam cos takiego jak backflash ze zlych wydarzen w moim zyciu, przykrych sytuacji, ktore przezywam na nowo Staram sie walczyc z negatywnymi myslami i nastrajac pozytywnie ale to jakos nie dziala i wydaje mi sie, ze z kazdym negatywnych nawet drobnym wydarzeniem/przykroscia raze sobie coraz gorzej (nie mam tzw thick skin). Maz jest wyrozumialy i nie ocenia mnie ale rownoczesnie zaprzecza, ze cos moze byc ze mna nie tak. Dwa razy w dyciu sama poszlam do lekarza rodzinnego i poprosilam o leki antydepresyjne (za pierwszym razem podzialaly fantastycznie, za drugim nie widzialam za bardzo poprawy). Nie chce wracac do lekow bo wydaje mi sie ze podswiadomie szukam czegos na czym moglabym sie oprzec a tak naprawde to mysle, ze mysze sie wreszcie z tym zmierzyc, zeby poprawic jakosc swojego zycia. Boje sie, ze moja nerwica, depresja czy cokolwiek to jest zle odbije sie na zdrowiu psychicznym moich dzieci . Ja tez nie czuje sie z tym komfortowo
  24. Witam mam na imię Sara..mam 30 lat..Od miesiąca przeżywałam chorobę mojego taty..wiedziałam, że nie ma dla niego ratunku. Jednak ,kiedy zmarł tydzień temu jest mi coraz ciężej. Jednego dnia jestem w lepszej formie , drugiego nie potrafię zapanować nad swoimi emocjami. Stałam się wybuchowa i rozdrazniona. Nie mogę skupić się na jeździe samochodem. Byle pierdola wyprowadza mnie z równowagi. Nie mam ochoty nawet wstac z łóżka. Robię to tylko dlatego, że muszę. Nie wiem, co mam zrobić, żeby normalnie funkcjonować. Wyrzucam złość na wszystkich i na wszystko. Chcialabym wiedzieć jak sobie zacząć z tym radzić ..Dziękuję i pozdrawiam
  25. dominika200496

    Lek przed strata partnera

    Dwa lata temu byłam w 2 miesiecznym zwiazku z chłopakiem który zniknał z dnia na dzień.Około pół roku później związałam sie z kims nowym.Byliśmy ze soba 3 miesiace,poznał moich rodziców którzy bardzo go polubili.Nagle przez 3 albo 5 dni sie nie odzywał a po tygodniu dowiedzialam sie ze mnie zdradził(oczywiscie nie od niego tylko przez przypadek).Po prawie roku poznałam mojego obecnego chłopaka z którym jestem juz 8 miesiecy.Dobrze sie przy Nim czuje,ufam mu ale czasami ogarnia mnie paniczny lek nad którym nie potrafie zapanowac.Pojawia sie płacz nie do opanowania i lek ze go strace,ze odejdzie.Trwa to od 3 albo 4 miesiecy.Mam wrażenie ze im lepiej sie miedzy Nami układa tym ten lek jest coraz wiekszy.Pojawia sie kiedy nie odzywa sie przez caly dzien albo po prostu znikad.Nie wiem jak sobie z tym poradzic.Co mam zrobic?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.