Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'emocje'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 234 wyników

  1. Nie wiem już co robić, z o partnerem nie układa mi się już nie jesteśmy po ślubie ale żyjemy ze sobą już 6 lat. Mamy córkę która wychowujemy razem w jego mieszkaniu. Od dłuższego czasu kłucimy się, najczęściej to on podnosi głos i wypowiada jaką to jestem siaka i owaka i ze mnie nienawidzi. Nie mam już siły walczyć o nas jestem psychicznie wykończona, i nie wiem co robić żeby dla naszej córki było lepiej bo ona bardzo kocha tatusia swojego A on kocha bardzo ją. I czy lepiej będzie jak zawalcze o nią żeby została pod moja opieka, czy może lepiej zostawić ja z jej ojcem A sama się odsune. Bo nie mam w sumie gdzie z nią się udać, nie mam oszczędności, praca jest ale nie na tyle bym mogła teraz coś wynająć. Więc co mam robić. Pomóżcie bo już dłużej w tym domu nie wytrzymam. Nie chce tu być ale boję się też tu nie być.
  2. Witam, jestem kobieta mam lat 20. Mam problemy ze zloscia , potrafi mnie czasem jajas glupota zdenerwowac a gdy juz sie tak stanie czuhe potrzebe rozladowania tego napiecia . Kiedys wystarczylo ze sie rozplakalam i ta zlosc mijala ale z czasem potrzebowałam innych metod byla np mocniejsza muzyka a od pewnego czasu jest coraz gorzej , zaczelam wbijac sobie w nadgarstek paznokcie do krwi , a ostatnio skonczylo sie na przecieciu zyletka . Mam świadomość ze jest to zle ale nie jestem w stanie nad tym zapanowac poprostu czuje przymus rozladowania tych emocji ze mnie w jakikolwiek skuteczmy sposób. Nie radze sobie juz z zadnymi emocjami.
  3. Dzień dobry. Jestem 28 letnim mężczyzną. Mam dobrą pracę na stanowisku kierowniczym. Jestem parę miesięcy po ślubie. Problem dla mnie nie do przejścia nastał, kiedy dowiedziałem się, że nasze pierwsze dziecko nie będzie wymarzonym, pierworodnym synem. Do rozwiązania jeszcze trochę czasu, a ja czuję jakby świat mi się zawalił. Sytuacja jest tym bardziej trudna, bo kocham żonę i nie chcę w żaden sposób sprawiać jej przykrości swoim zawodem (nie jeden wieczór razem przepłakaliśmy), tym bardziej teraz kiedy oczekujemy córki. Żona mnie zna, wiedziała, że zawsze moim marzeniem było mieć choć jednego syna (zawsze mówiłem, że jak będzie choć jeden syn to potem mogę mieć same córki), nie raz mówiła mi też, że zmieniłem się o 360 stopni w podejściu do wszystkiego, w tym naszej ciąży (do TEJ wizyty u ginekologa dosłownie latałem ze szczęścia, wszystko mi się chciało, na 99% byłem pewien, że to będzie syn, celowaliśmy nawet w niego) Dziś jestem bierny. Mimo starań chodzę często zamyślony o tym, czy kiedykolwiek uda mi się jeszcze spełnić swoje marzenie (oboje chcemy mieć więcej dzieci). Codziennie czytam jakieś fora na temat planowania prawdopodobieństwa płci, to wszystko jest chore. Najgorzej jest kiedy widzę rodziców z małymi synkami (czuję ogromny żal, rozczarowanie, ogromną zazdrość, beznadzieje, smutek, bycie gorszym) czy rodziców z 2-3 córkami (strach), "zaglądam" do każdego wózka aby sprawdzić, jakiej płci jest dziecko, dołuje mnie wybieranie dziewczęcych ubranek (do TEGO momentu dosłownie uwielbiałem przeglądać ubranka, szczególnie chłopięce, oglądać gazetki ze sklepów z tym asortymentem, filmy i programy z małymi dziećmi....dziś nie mogę na to patrzeć, boję się, że będę miał same córki i choć zawsze najważniejszą sprawą życia była i jest dla mnie rodzina, one mimo tego, że będę je kochał najbardziej na świecie nigdy nie zastąpią mi synka). Czuję się podle, wiem, że muszę się trzymać ale czasem to jest silniejsze ode mnie. Czuję się gorszy. Nie potrafiłem nawet syna spłodzić. Sytuacja ta trwa już prawie 4 miesiące. Od tamtego czasu schudłem prawie 5kg. Zanikł mi apetyt. Zrobiłem ostatnio badania, jest na szczęście ok. Zauważyłem, że jak zawsze byłem pewny siebie, zdolny do działania i pełen optymizmu i energii - dziś często bierze mnie na płacz bezradności kiedy jestem sam bo nie chcę aby ktokolwiek widział mnie w takim stanie, zdołowanie, nie uśmiecham się już spontanicznie jak kiedyś, często udaję radość, stałem się apatyczny, bo coś najważniejszego straciłem, nadzieję na syna. Nie wiem co mi pomaga w takich chwilach. Chyba tylko myśli, że przecież jeszcze nie umieram i że mam jeszcze szanse aby swoje marzenie życia spełnić (tylko jak?? Tyle samo powodzeń i niepowodzeń ile sposobów na zwiększenie prawdopodobieństwa danej płci). Nic innego nie jest w stanie mnie pocieszyć, trzymać przy życiu. Najchętniej zaraz po pracy kładłbym się do łóżka i przespał resztę dnia. Co mogę zrobić, aby zwiększyć swoją motywację do działania i pozytywniejszego patrzenia na rzeczywistość? Żeby jak najbardziej zminimalizować cierpienia żony (wiem, że cierpi, ona to wszystko widzi)?. Czy to objawy depresji czy chwilowego załamania nerwowego? Nigdy w życiu nie przeżywałem takiego stanu. Czuję, że się wypalam. Czekam już z niecierpliwością na rozwiązanie. Mam nadzieję, że córka zajmie mnie na tyle, aby zminimalizować te wciąż krążące w mojej głowie myśli. Jedno jest pewne, nigdy nie dam jej odczuć tego, że w życiu nie da mi tego co dałby mi syn a ja jestem przez to niespełniony życiowo. Dziś wstałem, wszystko niby ok, czytam poranną gazetę, tam historia rodziny i zdjęcia małych synów. To wystarczyło. Żal i smutek, dlaczego nie mogłem mieć teraz wymarzonego syna przez cały dzień, a nie ma jeszcze nawet godz. 18. Żona mówi, że serce jej pęka kiedy widzi mnie takiego, mnie wtedy pęka podwójnie. Zaczynam ją nawet przepraszać, że ma takiego męża.
  4. Robet123321

    Samotność

    Hej.Czy tam dobry wieczór w sumie nie ma to znaczenia. Mam na imie Robert 27 lat i sam właściwie nie wiem jak tu trafiłem. Mój problem polega na tym że po 5 latach wydawało by się szczęśliwego małżeństwa, nagle zostałem sam. Żona zdradzajac mnie zaszła w ciążę. Spakowała się bez słowa i wprowadziła wlasnie do niego... Nie rozumiem i nie potrafię sobie z tym poradzić udaje sam przed sobą znajomymi i rodziną że daje radę. Ale tak nie jest wracając do pustego domu nie radzę sobie z myślami... jedzenie nie ma smaku od 2 miesięcy moja waga spadła o 11kg, śpię po 2-4 godziny na dobę, przyjacciele na dodatek zabrali mi psa z powodu zaniedbania... zapomniałem że wg go mam. Tak więc zbierając wszystko w całość, Po powrocie pewnego dnia po 5 dniowym wyjeździe do pracy... Znalazlem na stole kartke "Zdradzilam Cie jestem z nim w ciąży odchodze" zostałem sam bez słowa wyjaśnienia chciałbym chociaż zapytać dlaczego... Staraliśmy się o dziecko 4 lata... chodziliśmy na badania wszystko było dobrze ale i tak nie wyszło... Teraz Słyszę teraz tylko stos epitetów na jej temat... A ja nadal Kocham i tęsknię, nie mam pojęcia gdzie wyjechała ani z kim czekam całymi dniami z nadzieją że wróci zadzwoni napiszę... Nie radzę sobie z obowiązkami w domu i pracy... jak mam sobie z tym poradzić? Czuje się coraz gorzej... Mógłbym jej nawet wybaczyć... I może jestem głupi ale myśl że ona wróci jakoś mnie trzyma przy życiu. I wybaczcie.
  5. Jestem 28 letnią mężatką. Nie wiem od kiedy trwa ten stan ale czuję, że regularnie się pogarsza od kilku lat. Dwa lata temu pilam i brałam narkotyki, prowadziłam często w takim stanie z nadzieją na śmierć. Cierpiałam na anoreksję bo chciałam się zaglodzic na śmierć. Boję się swoich myśli, boję się, że mogę zabić siebie i że mogłabym "zabrać ze sobą" swoje dziecko. Kocham je ale nie radzę sobie z emocjami, samotnością, odrzuceniem. Dziecko praktycznie wychowuje sama ale nie poradzę sobie jako samotna matka (kwestia finansowa). Nie mam znajomych, nie potrafię budować relacji, boję się odrzucenia więc kończę znajomości szybko. Mieszkam na wsi i nie ma tu dokąd pójść, nie ma parku, basenu, czegokolwiek. Od dwóch tygodni cierpię na bezsenność, nie wiem co czuje. Czasem wydaje mi sie, ze emocje mnie przepelniaja a czasem, mam wrażenie że jestem martwa i pusta w środku i nic mnie nie dotyczy, nic mnie nie dotknie. Nieustannie mam poczucie zażenowania, bezradności. Jestem bardzo wyczulona na krytykę, zwlaszcza niekonstruktywna. Nic mnie nie cieszy od lat, nie widzę dla siebie przyszłości. Czuję, że jestem niezaradna życiowo i jest mi źle, że sprowadziłam na ten swiat syna i ma taką matkę. Przeraża mnie to. Przeraża mnie praktycznie wszystko. Kiedyś byłam zupełnie inna. Na problemy reaguje agresją (nie adekwatnie dużą i zakupami). Na ogół nie kupuje sobie nic, ani wody ani batonika (bo szkoda) ale potrafię wydać ot tak 500 zł na głupstwo bez którego mogłabym żyć. Proszę o pomoc bo boję się, że długo już nie wytrzymam, że zrobię coś tak głupiego i nie odpowiedzialnego co skończy się tragedia. Potrzebuję pomocy...
  6. Przepraszam za brak Polskich znakow , nie posiadam Polskiego windowsa. Witam , mam na imie Patryk mam 22 lata . Wraz z moja dziewczyna wyjechalismy do angli w celach zarobkowych . Wszystko uklada sie niezle mamy prace , mamy gdzie mieszkac gdzie wcale duzo nie placimy , potrafimy miesiecznie odlozyc 1000 funtow i wysylac na Polskie konta . Kolejnym sukcesem jest zakup auta . Jak widac jakos to idzie aczkolwiek cos jest nie tak . Problem trwa od okolo 2 tygodni , kazdego wieczoru jestem zalany lzami poprostu od tak , nie ukrywam bardzo tesknie za ojczyzna ale czy jest to powod zeby co wieczor plakac? Nic mnie nie cieszy te sukcesy ktore odnosimy sa za jakas magiczna kotara i nie potrafie sie z nich cieszyc . W pracy potrafie isc do toalety i plakac Czasami jak jedzie sztaplarka w pracy obok mnie to sobie mysle a niech mnie zabije . Mowilem mojej dziewczynie o problemie ale wydaje mi sie ze go bagatelizuje co mam wrazenie zamyk mnie w klatce jeszcze bardziej . Nie mam tutaj znajomych zadnych . Jedyny kontakt ze znajomymi to ten przez Messenger lub skype , chodz wgl nie sprawia mi on przyjemnosc . Przez tydzien czasu po pracy co dzien pilem minimu 4 piwa od tego tygodnia tego nie robie tylko w sobote gdyz mi to pogarszalo stan . Pochodze z rodziny alkocholikow , gdy mialem 16 lat moj ojciec sie zapil , znalazlem go w domu i reanimowalem niestety bez rezultatu .Moja matka tez po smierci ojca zaczela pic az w konuc doszlo do tego ze pojechala na odwyk , pierwszy drugi i tak to nie pomoglo . Mozna powiedziec ze od 15 roku zycia jestem sierotom . Z ojcem mialem swietne relacje jak przyjaciele .Jego nalog byl ukryty w pokoju gdzie sie zamykal i pil zebym nie widzial .nie ukrywam nie poznaje siebie wogole . Staram sie myslec pozytywnie ale glowie caly czas te gorsze informacje maja 3 razy wieksza moc i przycmiewaja te dobre . Czy to jest depresja czy nerwica jak sobie z tym poradzic nie ukrywam jest mi mega ciezko
  7. Od początku 2018 roku do lipca zdarzały mi się bezsenne noce raz/ dwa razy w miesiącu . W lipcu rozstałam się z chłopakiem.To ja zerwałam a powodem tego było to ze zdarzyła się przypadkiem sytuacja która bardzo mnie zabolała i nie mogłam sobie z nią poradzić . Wróciliśmy do siebie ale ja również często wracam myślami do tamtego zdarzenia i sama siebie dręcze. Teraz jesienią moje zaburzenia snu się nasiliły . Potrafię nie spać dwie noce pod rząd i nawet nie odczuwam zmęczenia . Mam ochotę płakać i krzyczeć, jestem na siebie wściekła i czasami miewam myśli samobójcze . Nie wiem co mam robić , gdzie szukać pomocy. Jak wyleczyć się z bezsenności ? Co noc kładę się zmęczona , próbuje zasnąć i nagle zmęczenie przechodzi i leżę tak do rana co jakiś czas miewając ataki paniki i złości ...
  8. Witam. To mój pierwszy post tutaj. Od dawna zbierałam się, aby wybrać się do psychologa, ale niestety nigdy nie miałam na to wystarczająco odwagi. Mam 19 lat, w tym roku mam maturę. Jestem osobą nieśmiałą, cichą, zamkniętą w sobie. Mam bardzo niską samoocenę, wszystkiego się obawiam, zawsze w każdej sprawie doszukuję się złej strony. Miałam kiedyś osoby, na których mi bardzo zależało, każdy po kolei mnie dotkliwie zranił i opuścił. Oni nie zdawali sobie sprawy z tego ile siły mi dają, ile dla mnie znaczą. Co do rodziny... od małego nie lubiłam przebywać w domu. Rodzice często się kłócili, dalej to robią, zawsze występowały też elementy przemocy. Mam 2 młodszych braci o których bardzo się przez to martwię. Najwięcej przykrych słów w życiu usłyszałam od rodziców. To oni sprawili że wszystkiego się boję, że nie wierzę w siebie. W tym momencie zostałam sama. Niedawno opuścił mnie bardzo bliski przyjaciel, z którym wiązałam plany na przyszłość, była to osoba której wszystko mogłam powiedzieć, wszystko o mnie wiedział. Zostawił mnie dlatego że poprosiłam go o pomoc, miałam trudny czas w moim życiu, codziennie płakałam, nie wychodziłam z łóżka, nic nie jadłam kilka dni. Pierwszy raz w życiu poprosiłam kogoś o pomoc i ten pierwszy jedyny raz zostałam odtrącona i pozostawiona sama sobie. Czuję się bardzo samotna. Nie mam nikogo bliskiego z kim mogę porozmawiać, wyjść, wyżalić się, cokolwiek. Rodzice mnie wyśmieją i stwierdzą że zwracam na siebie uwagę. Takie stany codziennego płaczu, głodowania, niewychodzenia z łóżka, totalnej niechęci do czegokolwiek, do życia mam od około 2 lat, powtarzają się co jakiś czas. Ostatnio nasilone. Ciężko mi jest się wtedy opanować. Tak, miałam myśli samobójcze, modlę się o śmierć od dawna. Dlaczego? Ponieważ boję się przyszłości, że nie poradzę sobie na studiach, że nie znajdę pracy, nie znajdę miłości, że nie będę miała nikogo bliskiego, że to i tak prowadzi do nikąd. Będę się uczyć jeszcze kilka lat, pójdę do pracy, szybko minie te kilkadziesiąt lat i koniec, jaki jest tego cel? Wiem, że to co pisze może wydawać się głupie, ale potrzebowałam to wreszcie z siebie wydusić. Nie mam pojęcia co robić. Czy ja tylko mam jakieś młodzieńcze urojenia czy czas wybrać się do specjalisty?
  9. psycholog Marta Wiśniewska

    Dorosły z ADHD?

    Gdy słyszymy o ADHD najczęściej przychodzi nam na myśl kilkulatek, który nie potrafi usiedzieć na miejscu, wszędzie go pełno, trudno mu skupić uwagę na jednej czynności i zazwyczaj odpowiada zanim pytający zdąży zadać pytanie. A co się dzieje z kilkuletnim Jasiem, gdy staje się dorosłym Janem? Otóż często zapomina się, że objawy ADHD utrzymują się u 2/3 osób w życiu dorosłym i wpływają znacząco na funkcjonowanie. Częstość występowania ADHD u osób dorosłych waha się w przedziale 2% do 5%. Ogólne objawy występujące u dorosłych są podobne do tych występujących u dzieci, tak więc obejmują zaburzenia uwagi, hamowania i samoregulacji. Osoby dotknięte ADHD często zgłaszają poczucie bycia „jak nakręcony“ oraz odczuwanie ciągłego niepokoju ruchowego. Zaburzenia uwagi natomiast wpływają na trudności z organizacją, charakteryzują się szybkim nudzeniem wykonywaną czynnością oraz trudnościami z przechodzeniem z jednego zadania do drugiego. Dodatkowo życia nie ułatwia tym osobom impulsywność, która sprawia , że często zdarza im się przerywać innym oraz robić pewne czynności, których chwilę później żałują (podejmowanie zachowań ryzykownych). Symptomom ADHD towarzyszy pogorszenie funkcjonowania w różnych dziedzinach dorosłego życia takie jak: słabsze wyniki w szkole czy w pracy (wynikające z kłopotów z organizacją, szybkiego znudzenia wykonywaną czynnością, odkładania spraw na później, impulsywnego podejmowanie decyzji); niskie umiejętności społeczne (trudności z dotrzymywaniem zobowiązań, brak umiejętności słuchania); niższy poziom wykształcenia w stosunku do możliwości; choć wydaje się, że osoba ciągle zajęta, w istocie jest mało efektywna; zdarza się nadużywanie nikotyny lub alkoholu, zbyt szybka jazda samochodem; impulsywna zmiana pracy czy impulsywne wydatki. ADHD jest rzadko jedyną diagnozą osoby trafiającej do gabinetu psychologicznego. Ok. 75% pacjentów ma co najmniej jedno dodatkowe rozpoznanie i zazwyczaj dzieje się tak, że to trudności współwystępujące motywują osobę do szukania pomocy. Przykładowo pacjent boryka się z depresją, która staje się bezpośrednią przyczyną wizyty w gabinecie psychoterapeuty, a w trakcie pracy z tą osobą można zauważyć, że od dzieciństwa cechowała ją nadruchliwość, trudności z koncentracją uwagi czy problemy z samoregulacją. Osiąganie wyników poniżej oczekiwań oraz częste poczucie porażki staje się podłożem rozwoju depresji. Wsparcie psychologiczne dorosłych osób z ADHD polega przede wszystkim na nauce organizacji i planowania, osłabianiu skłonności do rozpraszania się oraz ćwiczeniu myślenia adaptacyjnego w celu radzenia sobie z problemami z nastrojem oraz lękiem. Istotną rolę odgrywają bliscy osoby uczestniczącej w terapii, którzy również mają możliwość uczestniczenia w spotkaniach. Największą skuteczność w terapii ADHD u dorosłych wykazuje połączenie psychoterapii z farmakoterapią. Źródło: Safren S.A., Sprich S., Perlman C., Otto M. Poskromić ADHD, GWP Sopot 2015 Young S., Bramhan J., Psychoterapia poznawczo-behawioralna ADHD nastolatków i dorosłych – praktyczny przewodnik po terapii, Wydawnictwo Naukowe PWN Warszawa 2013
  10. Jestem dziewczyną w wieku 18 lat. Aktualnie chodzę do klasy maturalnej. To co odczuwam zaczęło się już w gimnazjum. Mój główny problem polega na braku chęci do życia. Czuję w sobie ogromną pustkę, nie odczuwam prawie nic, jedyną radość sprawiają mi jeszcze koncerty, jedynie podczas tego czuję sie wolna, szczera, radosna i myślę, że dla tej chwili mogę żyć. Po skończonym koncercie znowu wraca stan przygnębienia. Często nie chce mi się wstawać z łóżka, spotykać się z ludzmi. Wolę być zamknięta w pokoju, a jeśli wychodzę to upijam się, bo w alkoholu i papierosach widzę pewną drogę ucieczi od tego stanu. Bywało też, że się okaleczałam, ponieważ bół fizyczny jest bardziej znośny dla mnie niż psychiczny. Myślę o śmierci jako o rowiązaniu tego problemu. W szkole mam bardzo dużo stresu, nie sypiam nocami. W prywatnym życiu wciąż czuję się zagubiona, nie umiem z nikim zbudować bliższej realcji, nie wiem jakie studia wybrać, co chcę robić w życiu. Czuje tylko smutek i chęć ciągłego leżenia - wtedy nawet nic nie robię ani o niczym nie myślę, tylko po prostu leżę gapiąc się w jeden punkt. Takie stany trwają parę tygodni po czym znowu muszę wyjść do ludzi aby całkowicie się nie odizolować od świata. Często wagrauję po to aby nie przebywać w tej szkole z ludzmi, bo czuję że jest ich tam za dużo i duszę się w tym otoczeniu. Czasami sama u siebie dostrzegam dwie inne postawy, gdyż czasami sobie mowię, że nie ma co się użalać, tylko trzeba działać i mieć to wszystko jak i wszystkich gdzieś, a czasami po prostu jedyne co robię to płaczę z bezsilności do samej siebie. Mam także problemy z akceptacją własnej osoby, dlatego staram się grać kogoś kim nie jestem. Nie umiem wyrażać swoich uczuć i emocji - "jestem twarda, oschła i bez uczuć". Z nikim o tym nie rozmawiałam, bo wątpieę, że ktokolwiek może to zrouzmieć. Moim pytaniem jest jak sobie z tym wszytskim poradzić, jak w końcu odnaleźć się w życiu?
  11. mania87

    Blokada

    Witajcie. Jestem Mania. Mam 31 lat i jestem mamą dwoch superasnych chlopakow. Od lutego tego roku wychowuje ich sama. Z P. zaczelo sie psuc juz w momencie kiedy sie zaczelo, zwiazalam sie z facetem ktory lubil walnac sobie w palnik, czy jak to sie mowi. Jak zaszlam w ciaze z pierwszym dzieckiem myslalam ze to minie bo nowy obowiazek, ale gdzie tam, bywalo jeszcd gorzej. Bylam z nim 10 lat, jedyne co z nich pamietam to, tylko zle rzeczy. Bylo ich tak duzo ze w koncu sie przelalo. Rozstalismy sie jak zorientowalam sie jak wielkie mam rogi. W sumie to bylo mi to na reke pretekst do zakonczenia. W czym jest problem, poznalam kogos i sie zakochalam, moi chlopcy tez go lubia, nawet bylismy na trzy dniowym wypadzie, bylo super. Kiedy P. dowiedzial sie ze jest ktos i ze chlopcy sie z nim dogaduja wpadl w szal, grozi ze mi ich zabierze, nie dociera do niego ze oni chca sie z nim widywac. Wracalismy ze spaceru i spotkalismy P, mlodszy syn pochwalil sie ze widzial sie z moim obecnym partnerem, to byl grom z jasnego nieba, na oczach dzieci i przechodniow bylam wyzwana od najgorszych. To bylo straszne, Bardzo sie go boje. Kiedy zaczyna krzyczec ja milkne i nie umiem odeprzec ataku. Prosze o pomoc, nie wiem ile jeszcze wytrzymam. Chce normalnie zyc!
  12. Niedawno skończyłam 18 lat, nigdy nie miałam dobrych kontaktów z rodzicami, ojciec pracuje za granicą a gdy jest w domu to też nie rozmawiam z nim dużo, ponieważ pije. Z mamą kontakty są nieco lepsze jednak ostatnio ją okłamałam z poważną sprawą i straciła do mnie zaufanie. Od tej pory nie pozwala mi na wyjścia wieczorem/ na noc itd. Nie mam pojęcia jak odbudować z nią relacje,mam wrażenie że od tego czasu mam blokadę przed rozmową z nią, nie wiem jak zacząć. Przez to nie rozmawiam z nią wcale. Boję się zacząć rozmawiać.
  13. Jestem mama 6letniej corki ,mieszkam na stale w Anglii od ponad 7lat.. jestem czlowiekiem ktory ma natlok problemow w swoim zyciu, pieniadze, kariera zawodowa,nieudane zwiazki I relacja z corka.. Moj problem polega na tym ze martwie sie jak bede odebrana przez ludzi dookola mnie,zamykam sie w sobie nie mowie Co mnie boli do momentu az wybucham..odrzucam wszystkich,odpuszczam poddaje sie i i nie umiem rozmzawiac o tym co czuje..draznia mnie male rzeczy,lubie kiedy wszystko jest poprostu tak jak u innych, bardzo duzy wplyw ma na mnie to jak inni maja i jak chce aby ludzie odbierali mnie.. nie umiem przyznac sie do swoich slabosci i porazek .. liczac ze ktos sie domysli i poprostu mnie ocali .. duzo wymagam od swoich parnerow liczac ze reszta sama sie zrobi.. nie potrafie pokazywac uczuc nie jestem wylewna uciekam w swiat telefonow.. do mojego dziecka brak mi cierpliwosci, nie potrafie sie do konca zaangazowac w jej rozwoj.. jestem leniwym czlowiekiem ktory chce miec latwe zycie I sukcesy za nic.. nie dzialam daje problemom dominowac zyje ciagle w stresie zamartwiona ze co bedzie kiedy to wszystko odwlekane spadnie na mnie .. w zwiazkach bardzo szybko sie angazuje widze w parnetrze pewnego rodzaju ocalenie.. chce zeby byl idealny w moich oczach nie mysle o jego odczuciach.. skupiona jestem na tym ze to ja sie staram a on ciagle robi cos nie tak nie doceniam nie ciesze sie z tego co dostaje..jestem na duzym zakrecie zycia potrzebuje pomocy wiem ze przyszedl czas kiedy musze zaczac nad soba pracowac tylko nie do konca wiem jak
  14. ewka-marchewka

    Wtam

    Witam. Próbowałam sobie radzić ze swoimi problemami ale widzę że chyba już nie umiem. Mam 33 lata. Jestem sama, nie mam męża ani dzieci. Chyba nie potrafię zażyć rodziny. Wychowywałam się bez ojca, wiec nie wiem czy to jest przyczyną. Mam znajomych i kolegów ale to tylko na dystans. Tak naprawdę nigdy nie byłam w żadnym związku tak konkretnie. Spotykałam się z mężczyznami ale nigdy nie zaangażowałam się tak konkretnie. Całą swoją energię skupiam na pracy. Wcześniej pracowałam w punkcie z kwiatami i upominkami. Pracowałam tam przez 10 lat. W tygodniu miałam czasami 2 lub 3 dni wolne , ale tak wraz z weekendami po 14 godzin. Kiedy był nawał pracy tzw święta np kobiet, walentynki itp . brałam kwiaty do domu i często po nocach przygotowywałam bukiety. Nikt nie wytrzymywał tam nawet kilku miesięcy. Miałam coraz więcej obowiązków. Dodawało mi to skrzydeł i coraz bardziej się nakręcałam. Ucierpiało przez to moje życie osobiste bo tak naprawdę poza pracą nie miałam nic. W między czasie zrobiłam studia. Nawet w wolne dni brałam jakieś fuszki lub pracowałam w firmie ogrodniczej. Zostałam oszukana przez moją szefowa na umowy o prace o czym dowiedziałam się całkiem przypadkiem po pół roku. Odeszłam z firmy z dnia na dzień. Zatrudniłam się w firmie ogrodniczej. Pierwszy miesiąc był koszmarny. przeszłam ciężką batalię z szefostwem i pracownikami. Byłam jedyna co potrafiłam prawie wszystko a na pewno niczego się nie bałam. Piła motorowa, bruki nie sprawiały mi żadnego kłopotu. Mój szef raczej jest typem który kobiety ma za nic, głupie blondynki i nie liczy się z nimi. Po miesiącu chciałam się zwolnić ale dostałam propozycje brygadzistki. Dostałam busa i ekipę ludzi. Było dobrze. Pracuje już tam 3 lata. Od jakiegoś roku mam konflikt z jedną pracownicą która tez pracuje od ponad 2 lat. Stara się też o miejsce kierownicze. Nastawia na mnie szefostwo i podkłada mi tzw. "świnie". Chciałam się już zwolnić ale w tym czasie umarł ojciec szefa i uprosił mnie bym została i nie zostawiła go w takiej sytuacji. Zimą szef wysłał mnie na kurs koparko-ładowarki. Przez jakiś czas było dobrze ale od jakiegoś czasu od nowa mam problemy w pracy. Inni pracownicy nie maja żadnej odpowiedzialności, zdarza się że nawet jest alkohol w pracy. Ja mam co jakiś czas problem z szefostwem naprawdę o takie bzdury ze czasami to się w głowie nie mieści. Popołudniami pracuję u swoich klientów w ogrodach często do nocy. Jest mi bardzo źle z tym moim życiem. Często pomagam innym dobrym słowem czy wsparciem ale widzę że sama sobie już nie daję rade. Chcę przejść na własną działalność ale mam obawy czy choć jestem bardzo pracowita czy będę miała dość pracy. Nie tyle chodzi o pieniądze choć wszystko się w okół kręci ale dla mnie to chyba ważniejsze jest mieć pracę. W niej się czuje dobrze i spełniona. Próbowałam znaleźć sobie coś innego żeby mieć jakąś odskocznie, ale gdzie wyjść ? z kim? nie mam znajomych takich bym mogła gdzieś się z nimi wybrać. Nie mam już siły tak żyć. Nic już mnie nie cieszy. Na wielu rzeczach przestało mi zależeć. Potrzebuje pomocy !!! Co mogę zrobić by moje życie było inne?
  15. Zofija 40

    Oszukana

    Dowiedziałam się niedawno że mąż oszukiwał mnie przez dwa lata i wspierał psychicznie swoją niby przyjaciółkę ze szkolnych lat która jesy ponoć chora na raka a teraz skończyło się tak ze się w nim obsesyjnie zakochała i chce go odebrać nam.co mam robić jak mamy sobie z nią poradzić jak zakończyć ta znajomość żeby nie doszło do tragedii???
  16. Cześć jestem Maciek, mam 21 lat i problem.. Nie moge znaleźć siebie, a raczej swojego miejsca na tym pięknym świecie.. Praktycznie połowe życia interesuje się grafiką komputerową i montazem filmów, cały czas to robiłem i uczyłem się tego, zamiast mieć dobre stopnie w szkole.. Byłem w wojsku, moglem zostać żołnierzem zawodowym - końcowo zrezygnowałem, domyślacie się pewnie reakcji rodziców.. ale końcowo wspierali mnie i zrozumieli ze nie widzę tam siebie, później zacząłem pracę w firmie jako grafik ! mmm praca wymarzona, a jednak nie.. źle się czułem tam, każdy dzień to męka zrezygnowałem.. i znowu wiecie jak rodzice.. Pracowałem jako freelancer i w sumie było mi dobrze, na własne potrzeby udało mi się zarobić, ale nie utrzymałbym się za to, natomiast mialem łatwiej bo mieszkam z rodzicami. Teraz po 6 miesiacach znalazlem prace i pracuję dalej jako grafik ok. 2 miesięcy i historia się powtarza. Nie czuje się dobrze, mimo że robię to co lubię, to moja pasja, ale dzień w dzień mam doła kolejnym dniem pracy. Męczy mnie że ktoś mi trzyma ryzy 8 godzin w ciągu dnia a nie ja sobie ustawiam - np. Klient potrzebuje na 17 projekt to zacznę robić to o 12 i zdążę, Mam kolegę który również interesuje się filmowaniem i już mamy za sobą kilka projektów dla klientów. Chciałbym być sam sobie szefem i jakoś w tą stronę się rozwijać, ale boje się że porzucę tą pracę i zostanę z niczym. Boję się też znowu reakcji rodziców, że pomyślą że po prostu jestem nierobem albo jakimś totalnym leniem. Sam nie wiem jak mam się zachować w tej sytuacji. Nie mam zamiaru dopuścić do takie stanu w życiu, że będę przeżywał wieczne cierpienie spowodowane nie spełnieniem się zawodowo. Coś ze mną jest nie tak.. Albo mam rozum gdzie myślę że życie to sielanka i wyobrażenia jak z bajki, albo po prostu szukam siebie i nie chce przyjmować świata takim jakim dostaje od losu a chce po prostu sobie tą dobrą dla mnie rzeczywistość stworzyć. Proszę Was o opinię czy żyje w bajkowym świecie czy to że chce tak a nie inaczej jest normalne i dobre. Wskazówki, jak powinienem postępować. Z góry dziękuje i pozdrawiam Was serdecznie
  17. Inka357

    Co ze mną jest?

    Witam. Jestem kobietą 24 lata. Odkąd pamiętam nie byłam szczęśliwą osobą. Od jakiegoś czasu zaczęłam się zastanawiać czy moje zachowanie jest normalne. Odkąd pamiętam towarzyszy mi uczycie pustki i strachu. Są momenty, kiedy czuję się dobrze, jestem wesoła, pełna energii, jednak nastrój potrafi mi się zmienić całkowicie i momentalnie (np cieszę się na wyjście, nie mogę zdecydować co założyć i wpadam w histerię). Jednak przeważają dni kiedy czuję się bezwartościowa. Mam wrażenie, że nikt inny nie jest w stanie poczuć takiej pustki. Moje cierpienie sprawia mi w pewnym znaczeniu przyjemność. Mam również problemy z apetytem. Nie odczuwam głodu nawet po kilka dni. Do jedzenia zmuszają mnie bliscy. W chwilach gdy mam szczególnie zły nastrój samookaleczam się. To tak jakby ból psychiczny ustępował na rzecz fizycznego. Czuję wtedy ulgę i spokój. Panicznie boję się odrzucenia ze strony bliskiej osoby. Mam wrażenie, że każda osoba w moim otoczeniu negatywnie mnie ocenia. W przeszłości miałam myśli samobójcze. Niedawno pojawiły się ponownie. Powstrzymuje mnie myśl, że tym krokiem zrobię problem mojej rodzinie... Czy takie zachowania i odczucia są "normalne"? Czy powinnam zgłosić się na terapię? Bardzo proszę o odpowiedź. Z góry dziękuję Pozdrawiam.
  18. niewiem88

    Nienawidze siebie

    Mam 18 lat i chciałabym być kimś zupełnie innym. Uważam, że nikt nie chciałby bliżej poznać mojej osoby, nie jestem warta niczyjej uwagi. Mam jedynie dwie znajome, które nie interesują sie moim życiem, nie mam im tego za złe. Nigdy nie miałam dłuższego kontaktu z płcią przeciwną to pewnie przez moją samoocene sięgającą dna i chorobliwej nieśmiałości. Prawie codziennie miewam myśli samobójcze, nawet wyobrażam sobie swój pogrzeb na którym nikogo nie ma. Dwa razy próbowałam się zabić, okaleczam się. Moja matka, która przez chwile jest przejęta sytuacją na tyle, że zapomina o moich wizytach u psychologa w niczym mi nie pomaga. Wychodząc na ulice czuje tylko zazdrość i gniew. Od roku zaczełam sięgać po alkohol.Być może taki wiek, przejaw buntu ale na dłuższą metę nie wyobrażam sobie bez niego samotnie spędzonych chwil, czyli mojej rutyny. W wielkim skrócie proszę o pomoc i poradę, która pomoże mi zaakceptować siebię. Dziekuję.
  19. Melo3234

    Nic

    Marcin, w tym roku 21 lat student, nie pracujący. Odkąd sięgam pamięcią nie jestem w stanie czerpać przyjemności z niczego, ani nie jestem w stanie się w nic poważnie zaangażować. Mam rodzinę ale nie czuje niczego takiego jak więzi, dla mnie kontakty z innymi ludźmi, czy to bliskimi czy też nie, są tylko po to, kiedy się nudzi, albo jest w potrzebie. Posiadam niesamowicie niską samoocenę, Z wyglądu jestem -5 w skali od 1-100. Z charakteru jeszcze gorzej. Moją jedyną zaletą jest szczerość, chociaż jestem zbyt szczery. Kłamać również potrafię świetnie, również odnajduje się w manipulacji zachowaniami ludzkimi. Posiadam zaledwie kilka wspomnień z dzieciństwa, moja pamięć jest tragiczna, pamiętam różne bzdety a nie jestem w stanie zapamiętać istotnych, i ważnych informacji. To nie tak że jestem smutny, ale też nie jestem szczęśliwy. Niczego nie czuje. Nie mam konkretnego hobby, Aby zająć myśli, jem, gram w gry, śpię, słucham Muzyki. Chodziłem kilka miesięcy do psychologa ale nic nie pomógł. Co zrobić by móc czerpać przyjemność z życia? Jedyne co mnie przy nim trzyma to poczucie obowiązku zwrotu należnego za wychowanie mnie.
  20. Witam, Jestem 25 letnią kobietą. Mój problem polega na tym, że nie umiem wypowiedzieć słów mocniejszych, nie mogę wypowiedzieć przekleństw chociaż czasami bardzo mi się chcę. Mam wrażenie, że mam jakąś wewnętrzną barierę, którą bardzo chciałabym przełamać. Przez to czuję się spieta w towarzystwie, w pracy wśród męszczyzn. Wiem, że nikt nie oczekuje tego ode mnie i obawiam się za każdym razem, że zabrzmi to sztucznie, nienaturalnie. Chciałabym otwarcie móc wyrażwyrażać każdą ze swoich emocji. Pozdrawiam
  21. Witam. Mam pytanie: Czy prawdziwe jest stwierdzenie, że dzieci autystyczne nie kłamią i czy dziecko autystyczne może w szkole bezkarnie popychać, bić i kopać mojego syna. Syn ma 9 lat, a tamten jest o 2 lata starszy. Kiedy zwróciłam uwagę po kolejnym, drugim z rzędu ataku, mama tamtego chłopca powiedziała , że to jednorazowa sytuacja i ja kłamię, bo syn jest autystyczny i mówi, że to pierwszy raz a on nigdy nie kłamie i to mój syn go prowokuje. Przy czym dzieje się to na lekcji wf a reakcja nauczyciela ogranicza się do: Nic ci i nie będzie. A mój syn prz ez resztę lekcji siedzi i płacze i z płaczem wraca do domu. Proszę o odpowiedź i poradę. Z góry dziękuję.
  22. Dziewczyna. 23 lata. W związku od niecałych 3 lat. Na początku było cudownie - długie rozmowy, okazywanie czułości, wyraźne zainteresowanie czy starania. Ale od jakiegoś roku, może więcej coś się zmieniło. Nie ma już tylu uczuć, praktycznie wcale się nie stara, nie pokazuje że jestem kimś ważnym dla Niego. Ot, po prostu jestem sobie obok. Przeszkadza mi to. Z jakiegoś powodu bardzo potrzebuje tych wszystkich uczuć - potrzebuję wiedzieć że mnie kocha, że mu zależy, że jestem kimś. Próbowałam już nieraz z Nim rozmawiać. Ale zawsze gdy zaczynam mówić o tym co czuje i czego mi brakuje...zaczyna mnie ignorować, mówić żebym dorosła i się ogarnęła. Że robię cyrki. To prawda, często podchodzę do tego zbyt emocjonalnie, często płacze z tego powodu. To też nie tak, że wcale nie ma uczuć między nami, jednak czegoś mi brakuje, chciałabym żeby było bardziej jak na początku... Teraz jest trochę jak małżeństwo po 40 latach bycia razem - mijanie się w korytarzu, dzień dobry, co tam. Przez to często mam wrażenie że go nie obchodzę, że ma gdzieś moje uczucia i słowa. Nie ma już spontanicznych miłych wiadomości, przytulanek podczas wspólnego oglądania filmu...jakby całkiem przestało mu zależeć. Ot, jestem więc nie trzeba już nic robić. Często mi przez Niego smutno czy przykro. Nie wiem już co robić. Takie sytuacje powtarzają się notorycznie. Czuje się odtrącana, nieważna a próby rozmowy zawsze kończą się tak samo... wiem też, że on nie potrzebuje tylu uczuć i takiej bliskości jak ja. Czy wymagam zbyt wiele? Powinnam się zmienić bo to ze mną coś nie tak? Co powinnam zrobić i jak sobie z tym radzić?
  23. Witam, mam 5-letnią córkę, która chodzi już 3 rok do przedszkola. Bardzo długo trwała jej adaptacja w przedszkolu, płakała, a nawet sikała w majteczki z tego płaczu. Na każdą nowość, typu wycieczka, inny nauczyciel przychodzący do grupy, reagowała płaczem i histerią. Rano pani wychowawczyni musiała wciągać ją siła na salę bo tak bardzo nie chciała chodzić do przedszkola. Śniadania w domu nie jadła, w przedszkolu rzadko kiedy coś zjadła i tak potrafiła być w przedszkolu bez jedzenia przez 5 godzin. Tak jest do dziś, tylko że zamiast siusiania w majtki biega do łazienki co 3 min. W przedszkolu jest grzeczna, wykonuje polecenia, bawi się, ale każda nowość sprawia że zaczyna płakać a nawet wpada w histerię. Im więcej próbuję z nią rozmawiać o przedszkolu, tłumaczyć ze w przedszkolu nic się jej złego nie dzieje, że jak będzie się bawić z dziećmi i nie będzie płakać to czas szybko minie i po nią wrócę, to jest gorzej. Dodam, że w domu jest nie ma tych problemów, tylko gdy muszę gdzieś wyjść i zostawić ją z tatą czy dziadkami to tez wpada w histerię, która kończy się po max 5 min od mojego wyjścia. Bardzo proszę o pomoc bo nie wiem jak pomóc mojemu dziecku.
  24. berry.fruitt

    Czy to depresja?

    Moje problemy zaczęły się 5 lat temu.Byłam zakochana w najlepszym przyjacielu. Mimo młodego wieku (13 lat) miałam już swoje atuty fizyczne. K. był w moim wieku, próbował mnie zgwałcić na oczach swojego młodszego (3 letniego) brata. Byłam przerażona, ucieklam do domu i przebrałam się, po czym niezbyt chętnie wróciłam do niego. Musiałam by pomóc w opiece nad małym M. Później, znów się zakochałam i znów prawie zostałam zgwałcona. Czułam, że moje ciało nic juz nie znaczy i jest tylko zabawką. Było mi obojętne co się wydarzy. Przez to, byłam molestowana przez trzeciego chłopaka. Zaczęłam się ciąć. Często płakałam i uciekałam w towarzystwo niezbyt dobre dla mojego stanu psychicznego. Gdy mama odkryła moje blizny, powiedziała o tym rodzinie K. ponieważ byliśmy bardzo blisko. Nie chcieli mi wierzyć, że K coś takiego zrobił i uznali mnie za kłamcę. Wtedy zaczęłam chodzić do psychologów i pedagogów. Na marne. Mój stan nie poprawiał się, a ja coraz częściej udawałam, że wszystko jest dobrze. Zostałam jeszcze kilka razy krzywdzona, na szczęście już nie fizycznie. Każde słowo odczuwam o wiele bardziej, źle sypiam, to co kochałam, stało się obojętne. Jestem ciągle zmęczona i nie potrafię się skupić na niczym i pomimo obietnic jakie składałam bliskim, o nie wracaniu do zyletki, czuję że tylko ona da mi ukojenie. Nawet w lepsze dni, myślę o samobójstwie. Podtrzymuje mnie tylko myśl, że nie mogę zostawić mojej malutkiej siosty, bo nie będzie miała nikogo gdy rodzice odejdą. Nie mam siły dalej walczyć, przyjaciółka mówi, że powinnam iść po pomoc z podejrzeniem depresji, ale zawsze słyszę to samo, głupie wymówki lekarzy że "To tylko bunt" "Dorastanie" "To minie". Przez 5 lat nic nie minęło. Pogorszyło się. A ja tracę siły na jakiekolwiek staranie się. Nie mam nawet siły udawać że wszystko jest okej. Po prostu istnieje. Żyje tylko, dla mojej siostry.
  25. Witam nie wiadomo em co robić szybko wpadam w złość że nie umie em jej opanować. Często denerwuje mnie syn rzucający się w sklepie gdzie szarpie go i daje mu klapsa. Nie wiem jak zapanować nad swoimi emocjami pomocy. Nie chce krzywdzić nikogo

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.