Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'emocje'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie
  • OcalSiebie's Forum

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. WItam, Mam zdiagnozowaną depresję przez psychiatrę i biorę na to leki od niego.Mam problem z partnerem.Jest bardzo zazdrosny o wszystko.Ide do fizjoterapeuty czy jakiegokolwiek lekarza to jest zazdrosny i posądza mnie z nimi o zdradę i to że on nie wie co się w tych gabinetach tak naprawdę dzieje bo On sobie nie życzy żeby mnie ktokolwiek dotykał.Dwukrotnie poroniłam jedną ciaze w 6 tygodniu a drugą w 13 tygodniu ale partner tego nie rozumie.Po każdej wizycie u lekarza czy fizjoterapeuty musze go przeprosic bo mnie szantażuje ze zostawi.Kochamy sie ale jak tak ma wygladac związek to ja takiego nie chce.Powiedział ze nie moze mi ufać i on ze mną bedzie po lekarzach chodził żeby wiedzieć co się tam dzieje bo poprzednia dziewczyna go zdradziła i jest na wszystko wyczulony.Moja depresja się pogarsza niestety,psychiatra coraz silniejsze leki wypisuje a ja przez szantaż chłopaka mialam nóż w ręce przy nadgarstku- chciałam nie żyć naprawdę ale chłopak się w ostatniej chwili opamietal i zaczal przepraszać.ALe trwało to tylko chwilę bo szantażuje mnie dalej,kazał mi zrezygnować ze studiow-dal warunek On albo studia.A zależy mi na obu.Ja naleze do osób które nie potrafią sie postawić tylko ulegają.Boje się że gdybym go zostawiła to będę do końca życia sama bez partnera/męża.Chce mi się po nowym roku oświadczyć ale nie wiem czy ma sens brnac w to.Co mam zrobic i co o tym myślicie? Dziękuje za pomoc
  2. Witam Może ktoś z forum będzie potrafił mi pomóc lub chociaż podpowiedzieć Mam 23 lata, całkiem dobrą prace, paczkę dobrych znajomych (może niektóre osoby mógłbym nazwać kimś więcej a nawet powinienem). Mam dwóch braci i jedną siostrę. Jestem najmłodszy z rodzeństwa i bracia są starsi o 15 lat więc szczerze mówiąc tą relacje ocenił bym bradziej jako relacje z wujkiem a nie z bratem. Siostre mam o 5 lat starsza więc z nią mam dobry kontakt. Mieszkam z mamą i za ścianą mieszka brat z żoną i córką. Drugi brat mieszka od nas 5 minut drogi a siostra 15. Pięć lat temu zmarł mi tata, więc nawet nie analizowałem po prostu wiadomo dla mnie było że mama potrzebuje wsparcia więc zostałem w domu pomagam jej jak mogę fizycznie, psychicznie, finansowo, tylko że minęło już 5 lat wiadomo zmieniło się troche moje myślenie i chciał bym sie wyprowadzić . Mieszkamy na wiosce więc nie ma tutaj co robić. Ostatni raz w związku byłem 3 lata temu i następnej narazie nie widze, bardzo lubie sport a wszędzie mam daleko chodziłem ostatnio rok na treningi MMA ale na każdy trening z dojazdem traciłem 4 h. Więc po pracy Przy 3 dniach w tygodniu po roku miałem dosyć. Bliżej tutaj nic nie ma zresztą wyjśc pobiegać po wsi to już jest taka pogarda w oczach sąsiadów coś w stylu w pole bys szedł a nie biegał bedziesz. Atrakcje znajomych to picie albo ćpanie a mnie już to nudzi szczerze mówiąc chociaż jeszcze 2 lata temu byłem innego zdania a dawniej tym bardziej. Teraz jeśli moge zostać w weekend w domu sam na sam ze sobą to wybieram zdecydowanie tą opcje chociaż czasami sie zmusze lub znajomi nalegają a bym wyszedł sie zobaczyc ale nie chce mi sie wychodzić bo wiem jak to sie skończy na kolejnej imprezie bo po co robić coś pożytecznego czyli jest to kolejne wyjscie bez celu. a nawet jeśli nie wiem ostatnio byliśmy w górach cały dzien chodzilismy wrocilismy do hotelu i pierwsze co no to co teraz robimy pijemy ? No i ogólnie tak już minęło mi 2 lata a ja dalej nie wiem co ze sobą zrobic. Po za tym męcze się juz w domu chciał bym troche prywatności. Czy będa ją miał mając współlokatorów ? nie wiem ale chce sie dowiedzieć. Mieszkamy 50 km od gdanska. CHciał bym się tam przeprowadzić znaleźć nową prace na pewno były by tam wieksze mozliwosci tym bardziej w mojej branży, poznać nowych ludzi bo w obecnym miejscu nawet nie ma gdzie ich poznawac z resztą wszystkich znam... spróbować nowych rzeczy moze znajde jakies nowe hobby lub chociaż będe rozwijał aktualne ogólnie chce spróbować. Nie mogę zebrać się na rozmowe z mamą. Ona wgl nawet nie bierze pod uwage że bym chciał się przeprowadzić. Ostatnio nawet próbowałem jakąś zrobić chociaż wstęp do tego tematu i rozmawialem z nią o pracy powiedzialem ze moze bym sie zwolnił i gdzieś dalej coś znalazł a ona odparła nie no przecież póki jestem to musisz tu być przecież nie zostane sama i co odpowiedzieć na coś takiego ? Dodam że mama ma 65 lat w domu cały czas ktos przyjezdza czy szwagierka czy brat czy ciocia no ogólnie kolacji sobie nie moge w spokoju zrobić, ale ona twierdzi ze jest sama. Wszyscy wchodzą jak do siebie do domu. Denerwuje mnie to trochę. Nie ma też żadnych znajomych jej znajomymi jest rodzina. Poza naszą wsią tez zbyt wiele nie widziała i nie wiem czy w ogóle by chciała zobaczyć. Ogólnie w jednym zdaniu nie jestem szczęśliwą osobą i chce to zmienić. Co radzicie/myślicie ?
  3. Mam 34 lata i już jakiś czas temu uzmysłowiłem sobie, że nie potrafię niczego w życiu zrobić, nie umiem działać. Po prostu niczego nie robię, niczego nie stwarzam, nawet nie wiem jak zacząć dzieło. Chciałbym być (ponad wszystko na świecie) człowiekiem czynu. Tym czasem jestem kimś, kto jest pozbawiony tej boskiej mocy sprawczej. Na codzień mam wiele pomysłów i planów jednak gdy przychodzi do działania- jestem sparaliżowany. To jakaś choroba? Da się to leczyć? Jeśli nie, to pragnę być tego świadomy by przestać nareszcie przewracać puste strony książki o moim życiu.
  4. Cześć, mam na imię Ania, mam 36 lat, rok temu zmieniłam pracę, wróciłam z urlopu macierzyńskiego. I zauroczyłam się w koledze z pracy, młodszym o 10 lat. Na początku wydawało mi się, że jest między nami chemia, że coś nas do siebie przyciąga, dawno czegoś takiego nie czułam. Mieliśmy kilka wyjść integracyjnych i na dwóch wyjściach praktycznie cały czas się ze sobą bawiliśmy, nie doszło do seksu, był taniec, przytulanie i jeden pocałunek. Po fakcie zapytał mnie czy nie przesadził, stwierdził, że dobrze się bawił. Ja napisałam że trochę mi głupio. Nie wróciliśmy do tematu pocałunku, dla niego nic nie znaczył, dla nie tak. Źle się z tym czuje wobec mojego Partnera. Jesteśmy razem 13 lat. Mamy dziecko. Naprawdę go kocham i nie chciałabym go stracić. Nie rozmawiałam z nim o tym, bo nie chce go skrzywdzić. Z kolegą z pracy nie mam już kontaktu, nie widujemy się poza pracą. Jednak po każdym kontakcie z nim w pracy (nasze działy współpracują ze sobą) jestem nerwowa, smutna, zła, wcześniej byłam płaczliwa. Drażni mnie że tak się wtedy czuję, źle mi z tym, czuje się przez niego trochę odrzucona, chociaż z perspektywy czasu widzę że wiele rzeczy sobie dopowiadałam, a faktycznie jego zachowanie nic więcej nie znaczyło. Być może był to flirt. Minęło 10 miesięcy a ja wciąż to przeżywam. Proszę o wsparcie.
  5. Dobry wieczór ! Mam 23 lata i choć po ukończeniu studiów wszystko miało iść dobrze- jest zupełnie odwrotnie. Jednak co sprawia największy ból- każdy nowy poznany chłopak, ponieważ okazują się zupełnie inni niż na początku zimni, oschli, kłamliwi, aroganccy i bezczelni. W ostatnim czasie było mi dane poznać dwóch chłopaków, których wiele łączyło. Poznaliśmy się przez internet, z początku byli mili, pisali jakby byli cali w skowronkach, jednakże wszystko zmieniało się po spotkaniu, mniejsza częstotliwość a w końcu obrażanie. Pierwszy z nich porzucił tuż po imprezie urodzinowej wuja, wcześniej nie akceptując mojego słowa "nie", choć twierdził, że jest człowiekiem który idzie na kompromis oraz posuwając się do wymuszania kontaktu fizycznego( nie intymnego) a także wcześniej obiecując wspólną przyszłość. Drugi z kolei ugodził w moją godność tym, że nie podobał mu się mój wygląd, twierdził, że brzydko pachniałam( mimo tego,że stosowałam oczywiście higienę) i przed spotkaniem użyłam najlepszych perfum a także to, że wyglądałam jak miotła, bo nie miałam na sobie makijażu ani upiętych włosów choć wcześniej twierdził, że oczywiście naturalne piękno lubi najbardziej i to mu się podoba. Co teraz zrobić w takiej sytuacji? Jak unikać ponownych zdarzeń?
  6. Chciałam się wygadać, nie radzę sobie z tym co się dzieje. Chodzi o zwierzęta. Ogólne bardziej mi żal zwierząt niż ludzi a zwłaszcza psów. Kocham psy, w miarę możliwości pomagam. Chodzi o to, że nic mnie nie cieszy bo gdzieś w myślach mam to, że jakieś zwierzę cierpi (czuję przez to taki wewnętrzny ból). Ciągle o tym myślę. Jeszcze jak przeczytałam o festiwalu w Chinach jak zabijaja psy a wcześniej je torturują to cały wieczór przeryczałam. Niewyobrażalne cierpienie, a ja nie mogę przestać o tym myśleć...gdy np coś zaczyna mnie cieszyc, to z tyłu głowy mam , że własnie jakies zwierze jest bite, zwłaszcza żal mi psów, nie umiem sie z tym uporac i chyba nie ma dla mnie pomocy...
  7. Witam. Mam 38 lat, 2 córeczki i męża. Od dłuższego czasu w moim małżeństwie nie układa się dobrze. Brak zaufania do męża, różnica światopoglądów. Jakiś czas temu uświadomiłam sobie, że nie kocham męża. Próbowałam coś zmienić w sobie, wskrzesić to co było kiedyś, ale nie potrafiłam już. Ale też nie wyobrażam sobie żebym miałam odejść od męża, głównie ze względu na córki. Przez przypadek poznałam mężczyznę. Nie chciałam żadnej romansowej znajomości, ale stało się. Częste rozmowy, wsparcie spowodowały, że zakochałam się. Ponad 2 lata znajomość trwała. Spotkania bardzo rzadko, ale rozmowy codziennie. I nagle przez moją głupotę, z dnia na dzień uciął kontakt. Nie mogłam zapomnieć długo o nim. I gdy już straciłam nadziej, że znów porozmawiamy odezwał się. Przez pierwsze miesiące było cudownie, rozmowy, wsparcie... Ale nagle we mnie pojawił się strach, że znów zniknie, bez słowa, a ja będę cierpieć. To niej jest relacja typowo romansowa. Dajemy sobie nawzajem wsparcie, aby pokonać trudny dnia codziennego. Nie umiem sobie poradzić z tym lękiem, strachem. Gdy nie odzywa się przez parę godzin wpadam w panikę. Nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić...
  8. Witam Jestem kobietą w wieku 22 lat, jestem w związku z 6-letnim stażem z mężczyzną w wieku 24 lat. Mieszkamy razem już 3 lata jednak teraz problemy się nasiliły. On jest gamerem przez co gra w gry komputerowe od 20 do 00:00 w dni robocxei od 20 do nawet 3:00-4:00 w weekendy (z czego też wstaje po 14:00) przez co ja w tym czasie jestem sama a chciałabym spędzać wieczory razem, kłaść się razem spać (od zawsze miałam taki wzorzec z rodziców, przeszło też to na mnie i tak oto męczę się w swoim związku i czuję samotna). Druga sprawa - porządek. Nie jestem pedantką jednak dbam o porządek, żeby nie żyć w syfie a mój partner... Może nie Myć naczyń tygodniami, gdzie się przebiera tam zostawia ubrania, jak je coś przed komputerem zostawia naczynia a przynosi je dopiero jak się po raz setny doproszę o w dodatku jak są już zielone, łóżka nie pościeli, prania nie wstawi. Nie możemy znaleźć kompromisu, dogadać się i tak męczymy się z rozmowami, próbami itp rok. Czuję się jednak przy nim bezpiecznie, kochana (bo to okazuje), mam świadomość że jakby coś się działo mogę na niego liczyć. Coraz bardziej doprowadza mnie do szału to jego dziecinne zachowanie no bo przecież ile może grać dorosły facet iw dodatku, żeby nie potrafić po sobie posprzątać? Coraz częściej myślę o rozstaniu ale zatrzymuje mnie świadomość, że nie jest złym facetem no i... Mamy kredyt (jest wzięty na niego ale spłacamy go razem) i przez to też nie potrafię go zostawić. On widać, że kocha zależy mu i nawet nie miałabym takiej siły powiedzieć mu, że to koniec. To się nasiliło też w momencie gdy już nie dawałam rady, zwiedzałam się najlepszymu przyjacielowi i... Chyba coś do niego czuję, jest dojrzały, nie uzależniony od gier, wie co to porządek, jest zorganizowany, odpowiedzialny - ma to czego brakuje mojemu chłopakowi przez co ciągnie mnie do niego jak nie wiem i to też nie coraz bardziej wyniszcza. Nie wiem jaką podjąć decyzję i nie potrafię normalnie funkcjonować...
  9. Witam wszystkich. Może tytuł Nie wyjaśnia I nie opisuje dobrze problemu jaki mam dlatego chciałabym podzielić się z wami i usłyszeć wasze opinie na ten temat. A więc mam 22 lata od pół roku jestem sama z chłopakiem rozstałam się po prawie sześciu latach związku. Przez ostatnie dwa lata będąc w związku czułam że go już nie kocham ale to nie było takie logiczne dla mnie nadal przyjeżdżałam do niego zajmowałam się nim byłam z nim chciałam się do niego przytulać całować go. Niestety czułam że go nie kocham. Meczylam się dziwnie ze soba czułam jakiś dziwny lęk i strach w sobie. Zostawiłam go myślałam że tak będzie lepiej że muszę kogoś nowego poznać po czasie i zniknie mój problem. Niestety tak się nie stało poznawałam wielu facetów natomiast gdy oni się angażowali ja czułam jakiś strach w sobie czyli ponownie to samo i tak jest do tej pory . Odrzucalam super facetów po których później płakałam moje relacje nie trwały dłużej niż tydzień nie potrafię sobie poradzić z tym problemem. gdy ktoś mi się nie podobał to potrafiłam to wytłumaczyć dlaczego tak jest dlaczego nie potrafię z kimś czegoś zbudować ale jeżeli ktoś podoba mi się i odpowiada mi dlaczego ja tak nie potrafię dlaczego ja odsuwam się zaraz od tej osoby chce urwać kontakt czuję że to nie jest to itd. Tylko w tym jest problem że ja do każdego tak czuję męczę się okropnie ze sobą nie wiem co mam poradzić błagam was pomóżcie mi bo ja sama nie wiem jak mam postępować jak dalej żyć co robić nic nie wiem jestem kłębkiem nerwów…
  10. Witam jestem z mężem po ślubie będzie 5 lat a on nadal szuka wymówki żeby tylko jechać i spać u mamy ciągle powtarza żejest to jego dom ja już naprawdę nie mam siły wykańczam się tym wszytskim on nie rozumie tego że jesteśmy po ślubie tak mało się widzimy on pracuje Norwegii ja puki co domu a on tylko szuka wymówki żeby czas spędzić domu co mogę zrobić czy jemu jeszcze w ogóle zależy na nas
  11. Mam 21 lat, czyli rocznik 2001. Poznałam chłopaka co jest z 2004 roku, znaliśmy się przez internet od 2 lat. W tym roku spotkaliśmy się i postanowiliśmy wejść w związek, bo poczuliśmy się przy sobie szczęśliwi, zaufałam mu. Byłam z nim 3 miesiące w związku, spotykaliśmy się w każdy weekend. Bał się powiedzieć swojej mamie, że jestem starsza wiec powiedział jej, że jestem w jego wieku czyli, że mam 18 lat. Teraz po czasie nie dziwie się czemu się bał, okazało się, że ma 16 lat. Tak naprawdę jest z 2006 roku. Okłamał mnie, swoją rodzine i moją rownież. Zerwałam z nim jak się o tym dowiedziałam, bo wyszło to przypadkiem jak jego mama powiedziała, że „macie jeszcze po 16 lat”. Wtedy zrozumiałam co się wydarzyło. Zmyliło mnie w nim też to, że nie zachowuje się jak taki typowy dzieciak, tylko strasznie o mnie dbał, troszczył się. Jest wysoki i potężny. Może i ma „babyface” lekkiego, ale tłumaczyłam sobie tym, że ‚dopiero dojrzewa przecież skończył niby te 18 lat’. Jest mi z tym wszystkim źle, bo jednak to spora różnica wieku, ale bardzo go kocham i serce podpowiada mi, że mam iść w jego stronę, a rozum mówi „STOP, on jest nieletni”. Strasznie teraz to wszystko przeżywam i nie mogę wytrzymać bez niego. On tłumaczy to wszystko, że nie chciał mnie stracić i bał się, że właśnie przez tą różnice wieku nie będę chciała z nim być.
  12. 23 lata skończę niedługo, bo już w styczniu. Nigdy nie byłam i aktualnie nie jestem w związku. Chciałabym mieć wrażliwego, przystojnego, inteligentnego chłopaka niż zimnego twardziela, takiego co naciska na seks, ale czy takiego to dziś ze świecą szukać? Myślę o chłopaku rówieśniku, albo od 2 do starszym do 5 lat. Młodszy, 6 lat starszy i więcej odpada. Jeśli chodzi o moje życie towarzyskie to tak, w rodzinnym mieście nie mam za bardzo się do nikogo odezwać. Dlatego, że w liceum mało zagadywałam do ludzi, tym bardziej do chłopaków, ze względu na traumę z gimnazjum. Nie miałam znajomych w liceum, bo ciągle ta trauma z gimnazjum ciążyła na mnie. Wtedy dwóch chłopaków mi dokuczało. Jeden zmuszał mnie, abym z nim chodziła, nie miałam na to ochoty. Drugi rozpowiadał przy całej klasie, że współżyliśmy co nie było prawdą. Co prawda mam w rodzinnym mieście jednego kolegę z podstawówki, ale chyba ma dziewczynę. Jak jestem w mieście co studiuje to mieszkam w akademiku. Większość ludzi poznałam albo w windzie, albo na integracji. Na integracji w akademiku byłam, nawet na dwóch. W akademiku rozmawiam z kolegami, nie bałam się do jakiego kolwiek chłopaka zagadywać. Z mojej rodziny to już wujek, mama mojego szwagra się wypytywali niejeden raz czy jestem z kimś w związku. Mnie irytuje to ich wypytywania ta presja, przecież to nie jest ich sprawa. Tata z kolei się obawia, że jak będę kiedyś miała chłopaka to mogę źle skończyć. Bo w rodzinie w rodzinie jest dziewczyna co w wieku 16 lat urodziła syna i na gimnazjum się zatrzymała przez ciąże. Druga kuzynka przez ciąże nie zdała poprawkowej matury i nie poszła na studia. Myślę, że tata patrzy się na ich wykształcenie i wiek, w jakim zaszły w ciążę, albo nie może się pogodzić z moją dorosłością. Większość kuzynek ślub bralo w podobnym wieku do mnie ba nawet w ciąży. Do mnie w szkole średniej tata gadał, że myślisz abyś poznała w przyszłości chłopaka. Tyle przed tobą nauki, chcesz skończyć jak te kuzynki. Teraz robię magisterkę z biologii( specjalność biologia środowiskowa) to jak na nowym kierunku poznać chłopaka? Jest kolega co się do mnie uśmiecha, wiem, że chodzi na kółko hydrologiczne. Na poprzednim kierunku, czyli na ochronie środowiska, z którego robiłam licencjat było 5 chłopaków. Trzech miało dziewczyny, z pozostałymi dwoma nie miałam bliskiego kontaktu. Co robić, żeby mieć chłopaka? Czy skoro mam znajomych tylko w mieście gdzie studiuje, a nie w rodzinyych stronach to powinnam się martwić że będę starą panną? Jeśli chodzi o moje zainteresowania to sport( bieganie, rower, siłownia), książki, filmy, fotografia. W wakacje z koleżanką wybrałam się na jednodniową wycieczkę do Katowic. W sumie miałam traumę taką, że kuzyn tyle razy wypytywał mnie czy odbywałam stosunek seksualny. Zmuszał mnie do znajomości z 10 lat starszym typem, mówię mu, że nie interesuje się starszymi, wolę rówieśników czy od 2 do 5 lat starszych, nie odpuszczał. Próbowałam portali randkowych, ale tam rówieśnik do mnie wypisywał teksty: Złapać cię za pośladki? Współżyłaś już? Albo przytulić się mogę do twojego brzuszka? Wziąść cię na rączki? Na instagramie jeden chłopak odpisał mi tak: Po co do mnie piszesz i w jakim celu? Nie mam ochoty na zapoznawanie. Chciałam być miła po ludzku zagadać, a on takie teksty do mnie pisze. Czy powinnam się martwić? Czy jest coś ze mną nie tak?
  13. Umawiamy się na randki, dbając o swój wygląd. Jest to główny walor naszej atrakcyjności oraz pewności siebie w kontakcie z płcią przeciwną. Kobiety bardzo uważnie przygotowują się do tego rodzaju spotkań, mając na celu spodobać się „przyszłemu kandydatowi na partnera”. Tymczasem panowie próbują „zabłysnąć” przed kobietą swoją inteligencją i poczuciem humoru. Dzieje się tak, ponieważ jak badania dowodzą (J.S. Tedeschi, S. Lindskold) atrakcyjne osoby obu płci w porównaniu do mniej atrakcyjnych są postrzegani jako bardziej społecznie i seksualnie pociągający bardziej uprzejmi, interesujący, towarzyscy, silni, mający lepszy charakter oraz jako mający większe szanse na uzyskanie pracy w prestiżowych zawodach, mający szanse na bardziej szczęśliwe oraz udane małżeństwa. Natomiast mężczyźni przypisują większe niż kobiety znaczenie atrakcyjności fizycznej przy wyborze kandydata lub kandydatki na partnera. Kobiety natomiast przykładały dużą wagę do poziomu inteligencji mężczyzny (Coombs i Kenkel). Atrakcyjne fizycznie kobiety chodzą na więcej randek niż kobiety mniej atrakcyjne. Nie stwierdzono tych zależności u mężczyzn (Berscheid, Dion, Walster; za: Tedeschi, Lindskold). Wygląda na to, że atrakcyjność fizyczna oraz umiejętność angażowania się w poznawanie nowych osób jest bardzo ważne. Postrzeganie takich osób jest pozytywne pod każdym względem. W odniesieniu do poczucia własnej wartości atrakcyjność może wiązać się z dbałością o swój wygląd zewnętrzny a także nastrój, jaki wyróżnia naszą osobowość. Kobiety muszą się przygotować się na ocenę walorów zewnętrznych, co będzie stanowić najważniejszy pierwiastek w zawieraniu nowych znajomości. Natomiast mężczyźni powinni starać się oczarować swoją mądrością oraz asertywnością w działaniu. Atrakcyjność może wiązać się z dbałością o sylwetkę, prowadzenie zdrowego stylu życia, dobieranie odpowiedniej garderoby oraz makijażu. Natomiast najważniejsze, by "przyciągać" swoim uśmiechem, dobrym humorem oraz pozytywnym myśleniem. Zdrowa samoocena może mieć duże znaczenie dla poczucia atrakcyjności. Pozostałe cechy będą z pewnością lepiej postrzegane przez pryzmat "pierwszego wrażenia". Mężczyźni natomiast staną sie bardziej atrakcyjni poprzez podjęcie ciekawego tematu, udzieleniem rady w trudnej kwestii lub okazaniem aprobaty dla zainteresowań kobiety. Marzeniem każdej z nas jest wejście w prawdziwy, szczery związek z osobą, która zapewni jej poczucie bezpieczeństwa, swobodę w podejmowaniu decyzji, partnerstwo oraz wsparcie w trudnych chwilach. Dlatego ważne jest dla niej, w jaki sposób myśli jej przyszły partner i wdroży swoją wiedzę oraz doświadczenie do ich wspólnego życia. Autor: psycholog, psychodietetyk Joanna Cholewa
  14. Cześć, nazywam się Julia, w tym roku skończyłam 16 lat. Od pewnego czasu strasznie słabo się czuję. Myślę, że to zaczęło się jakieś 3-4 tygodnie temu. Nie mam na nic ochoty, jestem strasznie zmęczona - nawet jeśli miałam wystarczającą, bądź nawet za dużą ilość snu. Mam problemy z koncentracją i sprawia mi to problemy w nauce. Całe dnie leżę w łóżku, bywam agresywna I rozdrażniona. Placzę bardzo często, najczęściej bez przyczyny. Nie umiem patrzeć w lustro. Uważam że jestem gruba i obrzydliwa. Chciałabym zrzucić wagę, ale zamiast tego dodatkowo się objadam co skutkuje późniejszymi wyrzutami sumienia i płaczem. Aby odciąć się się wszystkiego - szyję. To sprawia mi największą przyjemność i pozwala uwolnić od stresu. Szycie to jednak zajęcie na które trzeba mieć pomysł - więc jeśli nie mam pojęcia co szyć, to sprawa się komplikuje. Na ogół jestem dziewczyną zabawną, towarzyską i pełną energii, ale w porach jesienno zimowych zawsze chodzę strasznie smutna, przygnębiona i zmęczona. Słyszałam, że to może być sezonowa depresja. Objawy powtarzają się co roku odkąd pamiętam w porach jesień zima. Dodatkowo ostatnio miewam straszne migreny, bóle mięśni, I ogólne osłabienie. Co mam robić?
  15. Psychoterapia – według źródeł słownikowych to stosowanie metod psychologicznych, zwłaszcza opartych na regularnym kontakcie międzyludzkim, w celu pomocy osobom zmagającym się z różnorodnymi problemami. Psychoterapia służy poprawie dobrostanu i zdrowia psychicznego, rozwojowi relacji i umiejętności społecznych, może dotyczyć zmiany lub radzenia sobie z dokuczliwymi zachowaniami, przekonaniami, obsesjami, myślami lub emocjami. Techniki psychoterapeutyczne są oparte na dowodach naukowych jako metody leczenia określonych zaburzeń psychicznych. Psychoterapia polega na regularnych spotkaniach klienta lub grupy klientów z jednym lub kilkoma terapeutami. Wspólną cechą psychoterapii jest stosowanie metod psychologicznych, w odróżnieniu od leczenia psychiatrycznego, zorientowanego na oddziaływania farmakologiczne. Psychoterapia i medycyna mogą się nawzajem efektywnie uzupełniać. Zasady dostępu do zawodu psychoterapeuty są dosyć mocno ograniczone i zależą od danego kraju i jego wymogów, które musi spełnić kandydat. Psychoterapeutą może zostać osoba wyłącznie po studiach wyższych związanych z obszarem medycznym (psycholog, pedagog, pielęgniarka, lekarz, fizjoterapeuta itp). Czyli jeżeli ktoś ukończył dajmy na to studia z zakresu nauk matematycznych, nie będzie mógł prawdopodobnie uzyskać możliwości podjęcia studiów z zakresu psychoterapii. Jest od tego jeden wyjątek, w wybranych sytuacjach, osoba jeżeli twierdzi, że ma wiedzę z zakresu psychologii może zdać specjalnie przygotowany egzamin z tego kierunku, jeżeli wybrana szkoła psychoterapii udzieli takiego warunku. Poza tym, by móc wykonywać zawód psychoterapeuty, trzeba spełnić oczywiście po ukończeniu szkoły psychoterapii, która trwa minimum cztery lata mnóstwo innych wytycznych. Psychoterapeuta jest obowiązany ukończyć lub być w trakcie superwizji – czyli jest to nadzór pracy psychoterapeuty, który trwa na ogół przez wiele lat, a i może trwać do końca wykonywania zawodu. Wyróżniamy superwizję indywidualną i grupową. Czyli albo indywidualna praca z superwizorem - wyższym wykształceniem i praktyką certyfikowanym terapeutą lub superwizja grupowa z tymże superwizorem oraz innymi terapeutami na tym samym mniej więcej etapie doświadczeń zawodowych. Oprócz tego psychoterapeuta ma obowiązek ukończyć minimum kilka lat, najmniej powyżej pięciu psychoterapię własną i ewentualnie grupową. Poza ukończonym kursem psychoterapii nadal ma obowiązek szkolić się regularnie, a liczba godzin szkoleń dodatkowych, która uprawnia go do rzetelnej pracy to ponad 3000. Podsumowując psychoterapeuta to osoba, której nauka trwa przez cały czas pracy zawodowej. A zatem jeżeli ktoś już trafia do psychoterapeuty, który spełnia te wymogi z całą pewnością może czuć, że ten specjalista ma wiedzę jak służyć psychoterapią innym. Należy pamiętać, że tak jak sam proces nauki dla psychoterapeuty jest bardzo bardzo długi, tak też i psychoterapia nie jest zazwyczaj zbyt krótkoterminowym procesem. Mam na myśli to, iż niektóre osoby mogą mieć takie pragnienie lub przekonanie, że kilka sesji terapeutycznych pomoże w rozwiązaniu problemów. Zazwyczaj kilka sesji na pewno nie. I dobrze to wiedzieć, by nie czuć się rozczarowanym i nie mieć żalu do psychoterapeuty. Dlatego też właściwie w każdym nurcie terapeutycznym dobrze jest ustalić na pierwszych trzech konsultacjach, jak długo może trwać proces terapii w danym indywidualnym przypadku. Kolejna kwestia, która jest kluczowa, to to czy chcemy w ogóle podjąć psychoterapię. Są różne sytuacje i potrzeby w zależności od konkretnych osób, niektórzy potrzebują jednorazowej konsultacji, inni kilku, ale większość osób, która jest świadoma tego iż zmiany wymagają dłuższego procesu terapii wybiera regularność czyli psychoterapię właśnie na dłuższy czas, czyli większą ilość sesji liczoną poprzez miesiące lub lata. Warto też od razu o tym rozmawiać na tych początkowych sesjach, by przede wszystkim terapeuta miał tą świadomość, ponieważ adekwatnie do rodzaju pomocy dostosowuje techniki i metody pracy, jest to zatem bardzo ważne. Często niezadowolenie osób wynika właśnie z tego faktu, że zarówno cel osoby jak i terapeuty są sprzeczne, czyli np. ktoś chce odbyć kilka sesji, szybkich i krótkich, by otrzymać jednorazowe wskazówki, a terapeuta sądzi, że to ma być proces terapii i bieg rozmowy ustala zupełnie inaczej. Wtedy to często może zdarzyć się, że ktoś mówi – ale nie tego oczekiwałem, chciałem jednorazowej porady, a tego nie otrzymałem. Zatem pamiętajmy, by o tym rozmawiać na początku. Psychoterapia jest przede wszystkim w moim rozumieniu procesem wewnętrznej przemiany do tego stopnia, że jeżeli odbywa się ją regularnie – w nurcie w którym pracuję raz w tygodniu, to nie ma możliwości, by nie nastąpiły widoczne zmiany. Psychoterapia przy dłuższym czasie trwania i zaangażowania, motywacji naprawdę może przynieść takie efekty jakich nawet nie spodziewamy się na początku. Rzetelnie i uczciwie mogę powiedzieć po ponad 11 latach pracy w obszarze każdej jednostki chorobowej związanej ze zdrowiem psychicznym, że psychoterapia zmienia życie i człowieka. Piszę o tym, ponieważ najczęściej pojawiającym się pytaniem na początku procesu jest pytanie o to, czy psychoterapia w ogóle pomaga, czy ma sens, czy warto ją zaczynać? W związku z tym, że z tym zawodem jest związana całkowita tajemnica zawodowa nie możemy przytoczyć osób, którym psychoterapia uratowała życie lub zmieniła dotychczasowe w radosne, zdrowe i dobre. Ale już coraz więcej osób również publicznie nie boi się mówić otwarcie o tym, jak bardzo terapia im pomogła i że warto ją podejmować. Tak naprawdę wiemy, my jako terapeuci, że już coraz częściej za wieloma sukcesami zawodowymi, osób publicznych - czy to w mass mediach, czy prywatnie oraz za wieloma uzdrowieniami stoi właśnie psychoterapia. Nie są to marketingowe slogany, tylko realne fakty o których właściwie w tych czasach można również przeczytać na wielu forach, czy stronach internetowych, gdzie osoby dzielą się anonimowo (lub podając swoje dane) swoim doświadczeniem terapeutycznym. Należy o tym dalej pisać i mówić, ponieważ głównym celem psychoterapeuty – w moim mniemaniu jest chęć pomocy innym, ponieważ można żyć w równowadze zdrowotnej, szczęściu i poczuciu spełnienia, a psychoterapia jest środkiem do uzyskania tych pragnień i celów. Każdemu terapeucie w moim poczuciu po prostu powinno zależeć na tym i tak rozumiem ten zawód, by jak najwięcej ludzi czuło się coraz lepiej i coraz zdrowiej, odnajdywało spokój i spełnienie w życiu. Tego życzę nadal sobie i wszystkim zainteresowanym psychoterapią. Zapraszam serdecznie Agnieszka Janczewska psychoterapeuta
  16. Cześć wszystkim! Ostatnimi czasy czuję, że przytłacza mnie dojmujące osamotnienie. Może zacznę od opisania siebie - obecnie jestem studentem, wyprowadziłem się od rodziny około 3 lata temu ( mieliśmy dobre relacje, a na przynajmniej pewno nie toksyczne, mieszkałem w małej miejscowości, więc naturalną decyzją było aby w celach zawodowo-edukacyjnych wybrać się do dużego miasta. Potrzeba odnalezienia nowych perspektyw, otworzenia się na nowe otoczenie, ludzi). Uważałem się za osobę pełną różnego rodzaju zainteresowań, które nie mogły rozwijać się również w małej miejscowości - duże miasto raczej te możliwości przede mną otwierały. Dodatkowo w perspektywie miały też otworzyć mnie na możliwość poznania ludzi o podobnych pasjach, bo hermetyczne i małe otoczenie wioski gdzie każdy-zna-każdego były w tym mniej łaskawe. Oczywiście mój przyjazd zaraz wiązał się z pogłoskami o pandemii i nadchodzących lockdownach, więc przez dwa lata przeżywałem ogromny koszmar - byłem przez większość tego czasu odizolowany od jakichkolwiek ludzi, co mam wrażenie przyczyniło się do coraz większych trudności społecznych. Tam gdzie jeszcze na początku studiowania moje zdolności komunikacyjne i poznawania/przyciągania do siebie ludzi działały - tam później zaczęło rozwijać się u mnie całkowite ,,zdziczenie". Nie znam tutaj prawie żadnych ludzi, minęły dosłownie trzy lata odkąd praktycznie nie mam z kim wyjść gdziekolwiek, nie mam nawet do kogo napisać w jakiejkolwiek sprawie, i nie bardzo umiem/chcę ten stan rzeczy przełamać. Trzyletni okres całkowitej izolacji społecznej doprowadził mnie do ogromnej dysfunkcji w kwestiach relacji międzyludzkich. Człowiek jest zwierzęciem stadnym, więc naturalne, że taki stan rzeczy powoduje problemy innego rodzaju - problemy ze snem, problem z prawidłową dietą, stany depresyjne/lękowe, i masa innych chorób które rozwijają się w następstwie. Nigdy wcześniej takich stanów emocjonalnych nie miałem, i raczej uważałem się za silną osobę pod tym kątem - rzeczywiście bywałem osobą wrażliwą i emocjonalną, ale nie w sposób toksyczny i szkodliwy dla samego siebie. Oczywiście może terapia byłaby jakimś rozwiązaniem, bo po trzech latach całkowitego życia na ,,pustkowiu" 500km od miasta rodzinnego i braku powiązań z obcym miastem psychika jest już w stanie wymagającym jakiejś formy hospitalizacji. No ale tutaj rozbija się wszystko o koszta - opłacam raty, mieszkanie, muszę kupić ciuchy, jedzenie, ceny rosną - i zwyczajnie jakiekolwiek leczenie byłoby samobójstwem finansowym. W teorii mam wrażenie, że dobrą formą terapii byłby też kontakt z innymi ludźmi - tylko, że straciłem gdzieś po drodze umiejętność tych relacji nawiązywania. Jakiekolwiek wyjścia w stronę np: kółek zainteresowań, miejsc które mnie fascynują i znajdują się tam ludzie którzy mnie fascynują kończy się tam samo, paraliżem i brakiem umiejętności rozpoczęcia/prowadzenia dyskusji. Nie umiem podejść do obcej osoby i zagadać, nie umiem wkręcić się w środowiska które już funkcjonują i dobrze się znają - a brak punktów zaczepiania w postaci wspólnych znajomych, jakiejś siatki znajomych z gimnazjum/liceum/technikum/z życia czyni mnie anonimowym dla wszystkich, i wszyscy są anonimowi dla mnie. W takiej pozycji jakiekolwiek osiągnięcie zwykłej ,,rozmowy" z kimś jest dla mnie czymś nieosiągalnym, nie mam nawet punktu wyjścia od którego mógłbym zacząć. W internecie również z nikim nie utrzymuje kontaktu, czasami zamienię kilka zdań z ludźmi których już kiedyś tam znałem, i kontakt nam się nie urwał. Ale mam więcej palców u jednej dłoni, niż ludzi z którymi ten pisemny kontakt mi został.
  17. Witam, Przepraszam jeśli wybrałam złą klasyfikację, ale ciężko było mi wybrać dobrą kategorię kiedy sama nie wiem co tak naprawdę jest ze mną nie tak. Mam 19 lat, ale tak naprawdę nie wiem jaką część życia przeżyłam rzeczywiście "ja". Odkąd pamiętam wokół mnie było mnóstwo spięć, jako dziecko nieraz zostałam uderzona gdy zezłościłam rodziców ( np. śpiąc za długo w soboty) choć nie mam im tego za złe. Prawdziwy problem zaczął się jednak mniej więcej z początkiem gimnazjum czyli mniej więcej w wieku 13/14 lat kiedy zaczęłam gimnazjum. Poza paroma osobami nie znałam nikogo i nawet nie rozmawiałam z nikim przez pierwsze tygodnie. Później było trochę lepiej, ale pojawił się nowy problem. Mianowicie mój wychowawca lubił się wyżywać na mnie i często unosić głos do momentu płaczu z mojej strony. Takie sytuacje zdarzały się za każdym razem kiedy zwracałam uwagę, że na przykład nie możemy pojechać na wycieczkę danego dnia. Przy okazji w tym czasie trenowałam amatorsko piłkę ręczną. Miałam problem z wpasowaniem się i odczuwaniem szczęścia. Odkryłam wtedy po raz pierwszy, że szczerze lubię się krzywdzić. Nie ważne czy żyletką, tabletkami, słownie itp. Po prosu lubiłam to robić, bo czułam się w ten sposób dziwnie dobrze. Od tamtego czasu szczerze podchodzę do życia z myślą, że jeśli żyje to żyje, ale myśl zniknięcia wcale mi nie przeszkadza. Odkryłam także, że kocham pisać historie z ludźmi, bo kiedy opisuje życie danej postaci na chwile potrafię wyobrazić sobie, że sama nią jestem. Dochodząc do technikum zaczęłam poznawać siebie i świat tak naprawdę na nowo. Moi rodzice pracują zagranicą, więc na co dzień żyje z babcią, kompletnie nowi ludzie, których pierwszy raz w życiu spotkałam. Szczerze wizja nowego środowiska mnie niesamowicie przerażała i unikałam konfrontacji na początku, ale moi obecni przyjaciele mnie częściowo wyciągnęli z tej skorupy strachu przed ludźmi. Z płynącymi latami zaczęłam odzywać się do większego grona osób, ale coś co nigdy mnie nie opuszcza to ta autodestrukcja, która trwa gdzieś z tyłu głowy. Zauważyłam też, że uczucia, które przekazuje i to co mówię jest jakby nie moje mimo, że to moje ciało. Kiedy się śmieje, czy płacze czuje, że to robi mechanizm pilnujący, że tak trzeba robić a nie tak naprawdę "ja". Od miesiąca jednak zauważyłam, że nie jestem nawet zdolna do płaczu jeśli nei będę się zmuszać. Choć i to nieraz nie działa. Po prostu czuje jakby ktoś inny sterował moim życiem kiedy ja siedzę na widowni niemo krzycząc by przejąć ster. Czuje "coś i "nic" zarazem, jakbym była defektem życiowym.
  18. Miesiąc dokładnie temu zerwał ze mną. Mówił że z rozsądku. Ze łzami w oczach przepraszał mnie, ale stwierdza że do siebie nie pasujemy. Ja, z racji że byłam zmęczona bo tego dnia oboje byliśmy po całonocnej podróży, płakałam... Ale zareagowałam prawie wcale, czego później żałowałam... Z drugiej strony ciężki miesiąc za nami był, jakoś się tego spodziewałam, ale miałam nadzieję mimo wszystko że podejmiemy prace nad nami i związkiem żeby się nie rozchodzić... Ale padło... Nie miałam siły na poważniejsze reakcje, przeplakalam noc, ale trzeba było wrócić do żywych, do pracy... I rozpocząć pracę nad sobą.... 4 dni później napisałam z prośbą o spotkanie... Żeby mi odpowiedział na pytań kilka żebym sobie wsyzysko poukładała.... Zgodził się bez wahania. Spotkanie przebiegło jakby nic się nie wydarzyło, jakbyśmy dalej było razem... Zaproponował że pomoże mi w przeprowadzce w zamian za buty które obiecałam mu zrobić.... Zgodziłam się... Dwa dni później mi pomógł się przenieść, wsyzysko było 'po staremu'. Jednak zaproponował wspólne piwo u niego w mieszkaniu, skoro wsyzysko wydaje się jakby było okej, i jesteśmy teraz jak kumple.... No nie wyszło.... Poszliśmy do łóżka... Mogłabym to zwalić na nietrzeźwość... Ale przespałam u niego w łóżku noc... I nad ranem już trzeźwi zrobiliśmy to samo... I ja mogłabym myśleć że to tylko pociąg fizyczny... Przeszło mi przez myśl że tylko chce mnie wykorzystać.... Ja sama popłakałam się przy nim zaraz po seksie... Bo z jego ust już padły słowa: nie chcę wracać. A z drugiej strony trzymał mi rękę na policzku i szyi miziając kciukiem po twarzy... No komu by się mętlik w głowie nie zrobił... Odwiózł mnie do domu.... Nie odzywałam się tydzień.... To wydarzenie było dla mnie jak przebicie bąbla który bolał, ale jak pękł to wsyzysko zeszło.... Już od samego zerwania starałam się ruszać dalej, czytałam pomocne książki, zaczęłam wyjeżdżać częściej, robić rzeczy które zawsze chciałam zrobić, angażować się w wydarzenia, i niestety brać podwójne zmiany w pracy żeby nie myśleć... Jak się widzieliśmy opowiadałam mu się zrobiłam już do tej pory, co się zmieniło, że wkurza mnie fakt że faceci jakoś dziwnie wyczuwają że laska jest singlem, bo nagle ich się więcej znalazło wokół.... On nie ruszył tak dobrze dalej niestety.... Nawet mówił że nie myślał o tym co się wydarzyło.... Praca - dom - sen... Ostatnio stwierdziłam że w sumie jestem już na dobrej drodze psychicznie i emocjonalnie... I zaproponowałam mu friends with benefits.... Tak wiem z byłym... Prawdopodobnie największą głupota.... On się zgodził prawie od razu... 3min i odpisał że mógłby się zgodzić ale musi mi zadać kilka pytań... Postawiłam sprawę jasno, podałam zasady z mojej strony, że jeśli komuś coś nie będzie pasowało, to szanujemy się nawzajem i kończyny to na dobre, żadnego dotykania twarzy czy dłoni i jak najmniej całowania... Przystał na to... Zadał mi pytania od siebie: czy czuję coś jeszcze? Powiedziałam że tak, ale uważam że to się zmieni z czasem i po drugie nie chcę być ani próbować być z kimś komu na mnie nie zależy i nie jest mnie pewny 100%; co jeśli jedno z nas prześpi się z kimś innym? Powiedziałam że zobaczymy, trudno mi powiedzieć, ale to jest niezobowiązująca relacja. Jak ja się spytałam czy on coś czuje, to w końcu nie dowiedziałam się, bo uciekał z odpowiedzią... Powiedział że nie czuje nic kompletnie ostatnio.... Ale on to mówił wielokrotnie wczensiej nie w kontekście mnie tylko świata, to mnie często niepokoiło ale on to ignorował.... Więc kompletnie nie wiem jak to odebrać... Ja się czuję w porządku... Nie licząc faktu że myślałam że odbierzemy to oboje neutralnie dość... A ja dalej nie umiem go rozgryźć...... Nie wiem co robić.... Czy mogę to kontynuować waszym zdaniem? Tylko dla korzyści fizycznych? Czy powinnam z nim jeszcze raz porozmawiać? Czy zdecydowanie to przerwać? Wiem że mówią że może się źle skończyć... Ale nie jest to coś co możemy przewidzieć, a uwierzcie gorzej już nie będzie... Tylko ewentualnie dłużej...
  19. Jestem 25 letnią kobietą w związku od prawie 4 lat. Problemy zaczęły pojawiać się na początku tego roku kiedy straciłam pracę. Partner utrzymywał mnie przez pół roku. W tym czasie chciałam się rozwinąć w tym co kocham więc zrobiłam kurs. Niestety nie udało mi się wybić ponieważ brakło mi motywacji (długie bezrobocie i brak niezależności finansowej) co mnie tylko zdemotywowało. Wtedy zaczęły pojawiać się pierwsze poważniejsze kłótnie między nami. W międzyczasie znalazłam pracę. Doszło do tego, że potrafiłam z niczego zrobić mu wielką awanturę i powiedzieć o kilka słów za dużo. Jednego razu coś mnie tknęło i zapytałam czy on coś jeszcze do mnie czuję. Odparł, że chyba nie. Po długiej rozmowie postanowiliśmy postarać się zawalczyć bo jednak wcześniej układało się nam świetnie. Mi w głowie niestety zostały te jego słowa. Zaczęłam robić się podejrzliwa w efekcie czego zrobiłam najgorsze co mogłam czyli przegrzebałam jego konwersacje. Okazało się, że jego mama (toksyczna osoba) wiedząc, że jesteśmy razem próbuje go pół żartem pół serio zeswatać ze swoją pracownicą jednocześnie nastawiając go przeciwko mnie. Czarę goryczy przelało to, że on faktycznie z nią pisał. Nie było to co prawda nic takiego ale wciąż. Pisał z nią, a do mnie nie. Poczułam się jakby mi ktoś przywalił w twarz. Przyznałam się mu do tego co zrobiłam i przeprosiłam. Od tamtego czasu zaczął się chować z telefonem. Cały czas powtarzał też, że on tego co jego mama mówi nie bierze na poważnie i mnie nie zdradził. Obiecał też, że zerwie z nią kontakt prywatny (pracują razem) Chcę mu w to wierzyć. Nigdy nie byłam typem zazdrośnika i ufałam mu bez cienia wątpliwości. Teraz od paru miesięcy nie jestem w stanie normalnie funkcjonować bo ciągle mam z tyłu głowy wrażenie, że na pewno z nią pisze, rozmawia i pewnie jak dłużej nie wraca z pracy to jest z nią i mnie zdradza. Jak tylko mam okazję to sprawdzam z kim pisze i staram się kontrolować to co robi i potwierdzać jego wersję jak tylko mogę. Ostatnio znowu pisał z nią ale wiadomości usuwał. Dało się je przywrócić i znowu nie było to nic nadzwyczajnego ale sam fakt mną wstrząsnął. No bo jak to, przecież mówił, że kontakt zerwie ale jednak tego nie zrobił. Powiedział, że z nią nie pisał od tamtej rozmowy, a wiadomości usunął żeby nie dawać mi pretekstu do nakręcania się. Cały czas powtarza, że ona nic złego nie robi, że nie ma złych intencji i ponoć z kimś kręci. Chcę w to wszystko wierzyć i mu ufać tak jak wcześniej, ale coś mi to blokuje. Czuję chorobliwą zazdrość i mnie to przeraża. Daliśmy sobie ostatnią szansę na naprawienie tego wszystkiego. Po spokojnej rozmowie wiem, że przez to wszystko uczucie w nim gaśnie. Powiedział, że czuje wobec mnie przywiązanie, troskę i chce dla mnie jak najlepiej ale nie czuje już pożądania ani tego co wcześniej. Rozumiem to bo jak sobie pomyślę o swoim zachowaniu to sama bym postąpiła podobnie. Staram się zmusić przy nim do uśmiechu, nie poruszać drażliwych tematów i wtedy widzę, że z jego strony też jest lepiej ale wtedy mi znowu coś strzela do głowy i mówię albo robię coś, co niszczy to co próbuję odbudować. Jak usunąć z siebie tyle negatywnych uczuć na dobre? Dodam też, że on bardzo dużo czasu spędza przy komputerze przez co nawet jeśli nie robi nic złego i tylko sobie gra ja mam uczucie jakby mnie olewał stąd drugie pytanie. Mam sporo zainteresowań, które przez to wszystko bardzo zaniedbałam. Jak nauczyć się lubić spędzać więcej czasu sama ze sobą?
  20. Witam,niedawno pisałam na temat mamy która 🤞 zobaczyłam tak mi się wydawało,niby 🤦nie wiem jak to powiedzieć bo jedna osoba uświadomiła mi że to moja wyobraźnia . Ale przechadząc do rzeczy. Pogubiłam się w całym swoim życiu. .. już nie wiem co mam robić ,z mężem żyje jak żyje nie możemy się dogac już dluzysz czas,zaznaczę że pracuje za granicą. . jak przyjeżdża nie ma nic ,żyjemy jak żyjemy tak naprawdę jak z wymuszenia , straciłam bliska osobę bardzo mamkę która była cały czas w moim życiu ... Mogłam pogadać pośmiać się,teraz został tatą widzę że czuje się samotny i gada często że jest sam,i wogole ja mieszkam z nim próbuje byc ile mogę ale nie umiem znaleźć takiego tematu jak z mamą. Kurde nie wiem jak napisać z mężem się źle uklada tatę kocham ale nie umiem żyć z nim jak jak z mamą ,co ja robię źle że nie potrafię żyć jak normalny człowiek mam dwójkę dzieci kocham je bardzo ale teraz jak mama odeszła nie umiem podzielić wszystkiego na raz . Kocham męża ,dzieci tatę ale nie umiem zrobić tak żeby tata się cieszył że jestem,z mężem się dogadać ...gdzie mąż już kilka tak pracuje za granicą i widzimy się nie za często,jak przyjeżdża na dłużej to często się kłócimy ale nie mama kim zostawić dzieci żeby wyjść z nim sam na sam ... Tata jest po udarze .....a mama odeszła ,😔
  21. Cześć, czy ktoś z was próbował leczyć AZS poprzez psychoterapie bądź leczenie u psychiatry i jakieś leki ?
  22. Witam wszystkich, Borykam się z szeregiem problemów, które stopniowo odbierają mi radość z życia. Mianowicie: Odczuwam lęk przed nieznanym nieprzerwanie cały czas, w towarzystwie izoluje się i nie potrafię zacząć żadnego tematu bo nie chce być źle odebrany. Boje się co inni mówią o mnie, mam wrażenie bycia obserwowanym a każda krytyka w moim kierunku na przykład w pracy kończy się obawą, że współpracownicy mnie obgadują. Nic mnie nie cieszy, mój dzień polega na leżeniu i patrzeniu w telefon choć nawet to nie sprawia mi radości. Przeraża mnie bezsensowność świata a także jego determinizm, czuje, że nie mam realnego wpływu na jakąkolwiek decyzje, że nie mam kontroli. Mam problem z kreowaniem nieprawdziwych wspomnień, widzę w głowie obrazy, które w rzeczywistości nie miały miejsca (przebieg zniekształconych wydarzeń skonfrontowany przez bliskie osoby). Mam ciągły natłok myśli utrudniający zasypianie i funkcjonowanie w ciągu dnia. Potrzebuje ciągłych bodźców, zawodowo zmieniłem w ciągu relatywnie krótkiego czasu kierunek kariery o 180 stopni, od armii przez branżę lotniczą (personel pokładowy) aż po firmę informatyczną.. Towarzyszy mi uczucie ,,tonięcia” obserwowania świata zza tafli wody, zza szyby. Jedyna stała powracają myśl to chęć nieistnienia. Obecnie przyjmuje dwa rodzaje leków. Jestem pod opieką psychiatry, jednakże nie usłyszałem żadnej konkretnej diagnozy. Czy ktoś może powiedzieć czy z takimi objawami można walczyć czy psychoterapia jest tu w stanie coś wskórać? Pozdrawiam
  23. Witam. Mojej mamie mimo młodego wieku (57 lat) 12 października dwa razy stanęło serce. Dwa razy była reanimowana. Wprowadzono ją w śpiączke farmakologiczną z której wybudziła się w stanie wegetatywnym. Otwiera oczy, ziewa, oddycha sama bez respiratora. Jednak nie ma jej tam. Nie ma świadomości. Lekarze nie potrafią określić czy słyszy, czy czuje choć wiem że twierdzą że nie. Powtarzają mi, że pień mózgu pracuje, jednak kora jest uszkodzona. I choć jestem "dużą dziewczynką", choć wiem jak to się skończy i jaka jest prawda, ciągle jest we mnie nadzieja. A że może jednak słyszy - są stany minimalnej świadomości przecież, stany zamknięcia. A że może jeszcze się "obudzi", że wystarczy żeby jej duch wszedł tylko w ciało i będzie dobrze. Widząc mame w szpitalu jestem silna, mówię do niej, że będzie dobrze, że wiem że mnie słyszy, że ma się nie denerwować. A potem wracam do domu i rozpaczam, że już nie mam mamy, że nigdy do mnie nie wróci, że może cierpi, że jest tym wszystkim zmęczona... Nie wiem jak sobie poradzić z tym. Całe życie mówiłam, że "aaa, najgorzej to aby do pogrzebu a potem już trzeba jakoś żyć". A teraz los ze mnie drwi bo jestem w zawieszeniu. Każda wizyta w szpitalu to stres co tam zastane - czy będzie na łóżku, czy będzie miała zamknięte oczy czy otwarte, czy będzie gryzła język czy nie, czy dostrzegę jakieś minimum świadomości, czy dalej nic.. bardzo za nią tęsknię - wiadomo, widzę ją codziennie a jednocześnie widzę jej puste spojrzenie, odruchy typowo bezwarunkowe i moje serce pęka. Najgorzej jest wieczorami, wtedy już kompletnie opadam z sił, zazwyczaj już nie wiem co mam myśleć, co czuć. Czy traktować już ją tak jakby nie żyła, czy jak głupiec się oszukiwać, że a może jeszcze będzie dobrze.. Może jest tu ktoś, kto przechodził przez to co ja? Może ktoś umie powiedzieć jak żyć? Niby minęły cztery tygodnie, a mi wydaje się zdecydowanie mniej. Ból jest ciągle taki sam, doszło tylko minimalne przezwajanie do cierpienia.
  24. Czas i cisza, to dziś najbardziej luksusowe dobra! (cyt. Tom Ford) W książce pod tytułem „Cisza. Opowieść o tym, dlaczego straciliśmy umiejętność przebywania w ciszy i jak ją odzyskać”, można przeczytać iż: Cisza (…) to przenikanie do środka tego, czym się zajmujesz. Doświadczenie bez zbędnych myśli. Cieszenie się chwilą, nawet tą zwyczajną. Bardzo często u wielu osób w życiu oraz w przebiegu objawów lękowych, ataków paniki, fobii, objawów z ciała – psychosomatycznych, itd. osoby nie zawsze wiedzą jak sobie radzić. Podają często, że by rozproszyć doświadczenia związane z dolegliwościami słuchają głośno muzyki, rozmawiają z kimś przez telefon, oglądają telewizję, skrolują po internecie. A przecież wiadomo, że przy stanach pobudzenia, napięcia, nerwowości, przyspieszonego bicia serca i szeregu innych objawów w przebiegu całościowego zespołu lękowego, należy raczej dążyć do wyciszenia umysłu i ciała. Udowodniono bowiem, że osoby, które prowadzą spokojny tryb życia zarówno pod względem aktywności w ciągu dnia, jak i w atmosferze ciszy rzadziej zapadają na lęk uogólniony, objawy lękowo-depresyjne, ataki paniki, objawy psychosomatyczne, czy tak zwaną „nerwicę”. W aktualnym świecie dominuje właśnie pośpiech i hałas. Hałas na ulicach, hałas w miejscach pracy, hałas w domu rodzinnym, „hałas w umyśle” poprzez natłok myśli. Dostęp do hałasu jest szeroki i ogólnie powszechny. Dlatego należy stwierdzić, że w aktualnych czasach to cisza jest najwyższym i najbardziej wartościowym dobrem. Wszechobecny internet i mass media, media społecznościowe, relacje społeczne, tworzą tak zwany w psychologii szum - ciągłą stymulację, nadmiar bodźców, zbyt dużą ilość informacji, obciążenie zmysłów i ogólne zmęczenie, wyczerpanie ciała i umysłu. A kiedy ciało i umysł ma odpocząć? Czy istnieje przestrzeń na to, by pobyć w ciągu dnia chociaż na chwilę w ciszy, by się zregenerować, nabrać sił? Dobrze jest zadać sobie pytanie jak często przebywasz w ciszy? Może uświadomisz sobie częściej, że cisza jest ukojeniem, regeneracją, czynnikiem leczącym i uzdrawiającym w przebiegu problemów z którymi się zmagasz. Co więcej, zauważ w większości miejsc w których się znajdujesz ludzie mówią nieustannie, bez przerwy, sądząc, że komunikacja jest ważnym procesem rozwoju człowieka. Może i byłaby w tym część prawdy, ale tylko wtedy gdy jest adekwatnie zrównoważona ciszą. Zastanów się ile godzin w ciągu dnia mówisz, a ile przebywasz w strefie bez słów? Spróbuj doświadczyć jak możesz czerpać siłę z ciszy każdego dnia, nawet jeżeli Twój grafik jest napięty. Ustal sobie przykładowo, że o wybranej porze dnia, przez 15 minut do pół godziny nie mówisz do nikogo, nie rozmawiasz. Po tym czasie zaobserwuj jak się czujesz. Gdy przedłużysz tą praktykę to Twój stan emocjonalny związany z doznawanymi dolegliwościami ulegnie zmianie. Jeżeli zaczniesz regularnie stosować praktykę ciszy i wydłużać ją w wolniejsze dni, to szybko zauważysz poprawę jakości zdrowia. Wydawać się może, że to takie proste i oczywiste rozwiązanie, uczyć się przebywać więcej w ciszy. Pewnie trudno jest uwierzyć niektórym osobom, że to skuteczna metoda lecznicza. Ale już od co najmniej kilku lat wiadomo, iż praktyki tak zwanych odosobnień i medytacji nie tylko na ścieżce jogi są naturalnym procesem oczyszczania umysłu i ciała z nadmiaru doznań doczesnego świata. Ludzie częściej organizują wyjazdy do miejsc w których panuje cisza, gdzie kontempluje się i zażywa spokoju od zgiełku i nadmiaru wrażeń zmysłowych. Coraz większe grono osób korzysta z warsztatów i nauk bycia w ciszy z samym sobą. Jest już szczęśliwie grono ludzi świadomych tego, że umysł nie będzie w stanie zbyt długo funkcjonować w zdrowiu w ciągłej stymulacji. Ci, którzy z braku ciszy w swoim życiu doznają objawów chorobowych wiedzą z doświadczenia, że cisza uwalnia wiele napięć, rozluźnia, powoduje odprężenie, ogólną poprawę samopoczucia i wzmocnienie witalności całego ciała. Co więcej jak podaje Phil Bosmans „W ciszy Twoje serce znajdzie odpowiedzi, których rozum znaleźć nie potrafi”. W silnym pobudzeniu, przerażeniu, ogólnym złym stanie, gdy dzieje się coś trudnego w życiu osoby, prawie niemożliwe jest znalezienie rozwiązań wielu spraw. Najczęściej dopiero w chwili, gdy jakby odsuniesz się dalej w przestrzeni, zarówno mentalnie jak i fizycznie z danej sytuacji, wyciszysz się i uspokoisz, zaznasz ciszy, wówczas szybciej pojawią się racjonalne odpowiedzi co do sytuacji problemowej. Kontempluj i praktykuj ciszę, obserwując jak zmienia się Twoje ciało i umysł. Dodatkowo, jeżeli masz trudność w relacji osobistej z partnerem, rodzicem, przyjacielem, szefem itp., zaleca się raczej wdrożyć metodę milczenia niż dopuszczania do potoku słów, a ostatecznie do kłótni, awantury. Gdy chcesz wyrazić swoje emocje, uczucia, zdanie, opinię, a druga osoba Ci to uniemożliwia, raczej zalecane jest wycofanie się z tej komunikacji i świadome skupienie na procesie milczenia. Pomyśl czasem, że w wielu sytuacjach często najmądrzejszą odpowiedzią jest milczenie. Możesz zadać sobie pytanie, czy zawsze należy wszystko wyjaśniać? Czy czasem nie warto po prostu słuchać głosu swojego serca i z szeroko otwartymi oczami spojrzeć na to czego doświadczasz, w ciszy. W ciszy usłysz siebie. Wiersz Ryszarda Kapuścińskiego ujmuje całość piękna i wyjątkowości Ciszy: Słowa staniały. Rozmnożyły się, a straciły na wartości. Są wszędzie. Jest ich za dużo. Mrowią się, kłębią, dręczą jak chmary natarczywych much. Ogłuszają. Tęsknimy więc za ciszą. Za milczeniem. Za wędrówką przez pola. Przez łąki. Przez las, który szumi, ale nie ględzi, nie plecie, nie tokuje. Agnieszka Janczewska dyplomowany psycholog, psychoterapeuta, nauczyciel jogi i medytacji
  25. Mam 33 lata , sama wychowuje 3 letnia córkę, przez ojca dziecka zostałam aresztowana ale na drugi dzień wypuszczona, wpakował mnie w problemy. Przyznał ze byłam nie winna i nieświadoma co robiłam, ale dziecko zostało umieszczone w pieczy zastępczej. Walczę z całych sił o odzyskanie córki, ale zaczynam wątpić czy ją odzyskam, zaczynam wątpić w cokolwiek, brakuje już mi sił na walkę. Nie wiem co mam robić żeby przyspieszyć odzyskanie córki i czy w ogóle ją odzyskam.
×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.