Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'emocje'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 558 wyników

  1. Mój problem wygląda tak, że w marcu poznałam faceta starszego ode mnie o 19 lat, od początku miało chodzić tylko o seks. Teraz sytuacja wygląda tak, że on martwi się o mnie żeby coś mi się nie stało, zawsze to on do mnie pierwszy pisze,ja tylko raz na jakiś dłuższy czas do niego napiszę pierwsza. Niestety on mówi że nigdy nie będziemy razem, że jestem dla niego za młoda. Nie urwę z nim kontaktu, bo wiem że wtedy wrócą mi myśli samobójcze
  2. Witam serdecznie mam 22 lata . Jestem mamą 2 letniego synka ,którego wychowuje z nazeczonym. Od małego byłam bardzo wrażliwa i o wszystko się martwilam. Mój tata był alkoholikiem przez co cała rodzina żyła w niepokoju . Mama mnie nie doceniają raczej do niczego nigdy się nie nadawałam według niej. Zawsze myślałam że nie mam problemu ale dziś sobie nie radzę. Jadąc do pracy w głowie mam jakiej dziwne mysli np "jeżeli nie pojadę ta droga to coś się złego wydarzy " . Obwiniam się o wszystko co złe i nie lubię samej siebie. Nazeczonym każdego dnia po pracy pije "setkę" i piwo czasem 2 . Ja tego nie toleruje , on krzyczy ze robie z niego alkoholika. Nie wiem kto przesądza ja czy on. Nazeczonym i moja mama często chcą mi pokazać że robią coś lepiej ode mnie. Dziś naprawdę czuje się nikomu nie potrzbna, każdy myśli ze żyje idealnie , bo mimo braku chceci do wszystkiego sprzątam gotuje zapewniam atrakcje na cały dzień dla synka i 3 razy w tygodniu pracuje po 5 godzin. Czy ja mam problem czy te natrętne myśli to coś zwyczajnego ? Czy ja sobie sama poradzę ? Dodam że nie chciałabym osobiście z nikim o tym rozmawiać i nie mam ani jednej osoby poza rodzina do rozmowy np koleżanki. Serdecznie proszę o poradę. W rodzinie pojawiały się poważne problemy psychiczne .
  3. cześć. takie pytanie. czym dla Was jest życie przegrane. Wiem na ten temat tylko tyle,że to dla każdego znaczy to samo. czy potrafilibyście żyć jeśli nie zostało zrealizowane Wasze największe marzenie. coś co było Waszym sensem życia. czy to że nie osiągnęłam tego na czym mi zależało najbardziej na świecie może być powodem do myślenia o sobie źle i braku chęci do życia? jak się podbudować i jak dalej żyć. staram się robić coś dla innych, ale czy to da mi szczęście? juz mam mętlik w gowie. może ktoś jest mądrzejszy i mi podpowie coś bo smutek jest wielki. pozdrawiam Was! miłego słonecznego dnia dzięki za odpowiedź , może się pojawi
  4. Dzień dobry. Piszę właściwie po to, żeby sie wygadać. może dostać jakąś radę? Mam 34 lata i jestem kobietą. Od 14 lat jestem w związku ze starszą od siebie o 18 lat kobietą. Gdy się poznałyśmy miałam 20 lat, ona była wtedy mężatką, ma dzieci. Od początku nasz związek był w ukryciu. Od kilku lat partnerka jest rozwódką. ( nie jesteśmy lesbijkami) Od dłuższego czasu biję się z myślami aby zakończyć ten związek, ponieważ on nie ma przyszłości. Nigdy nie będziemy razem tak naprawdę. Jesteśmy razem ale jakby osobno. Kocham ją, jednak już nie ma z mojej strony od dawna namiętności. Nie uprawiamy sexu, mimo to nasza relacja jest na tyle silna, że nie wyobrażamy sobie by ją skończyć. Prowadziłyśmy już rozmowy na ten temat, że to nie ma sensu ale nadal w tym tkwimy. Nie ukrywam że chciałabym normalnego związku, by móc z kimś zamieszkać itd. MY takiej możliwości nie mamy. Od 14 lat dal otoczenia, rodziny jesteśmy "PRZYJACIÓŁKAMI". Jest to bardzo obciążające, takie udawanie. Stąd od dłuższego czasu pojawiają się u mnie myśli, że powinnam to skończyć. Jednak nie chcę zranić partnerki. Cały czas myślę o tym, co ona zrobi jak mnie nie będzie. Ja jestem jeszcze w takim wieku, że mogę sobie kogoś znaleźć. Ona ma 52 lata. I boję się że zostanie sama. Tak jak pisałam wyżej gdy się poznałyśmy miałam 20 lat i nie przeszkadzało mi takie udawanie, kłamanie. Na tamten czas to mi odpowiadało. Teraz jestem starsza i oczekuje czegoś innego od związku. Chciałabym się ustabilizować. Właściwie nawet nie wiem jak to jest być z kimś w normalnym związku, mieszkać razem itd. Nie wiem co mam robić, z jednej strony chciałabym dalej być w tym układzie, bo kocham partnerkę ale z drugiej strony wiem ze to nie ma sensu.
  5. Jestem 18 dziewczyną, jak widać młodą. W tym roku napisałam maturę, skończyłam szkołę średnią. Z natury jestem introwertykiem, ale przy nowych osobach zachowuję się jak towarzyska istota. Od 14 roku życia borykam się z kompleksami i zaniożną samoakceptacją. Spowodowane jest zapewne samym dorastaniem, problemami jednego z rodziców na tle psychicznym (nieleczone przez lata: uzależnienie od leków, nerwica lękowa i depresja) i praktycznie bezstresowym wychowaniem jedynaczki. W szkole średniej kompleksy i negatywne emocje z nich płynące nasiliły się. Przez natłok negatywnycy uczuć pogłębił się mój introwertyzm, przestałam z dawną pewnością zawierać nowe znajomości. Zaczęłam czuć się jak odmieniec na tle rówieśników. Czułam się mniej inteligentna i po prostu od całej klasy i innych znanych sobie osób. Gdy cokolwiek mi nie wychodziło, podsunowywałam to myślą: "Ta osoba zrobiłaby to lepiej/szybciej/efektywniej". Zaczęłam piętnować się za każdy błąd, często wchodziły elementy samookaleczania się w formie bicia samej siebie i policzkowania. Gdy już zaczynałam być zadowolona ze swoich działań społecznych, szybko się wycofywałam, gdyż widziałam, jak dobrze inne osoby w grupie się ze sobą dogadują i czułam, że przestaję być im potrzebna. W przypadkach, gdy odkryłam, że nie umiem zrobić czegoś, jak dana osoba w danej sytuacji, potrafiłam wręcz rozpłakać się i rozczulać się nad swoim brakiem umiejętnościami. Ciągle porównywałam się z innymi. Przy usłyszeniu krytyki, zamykałam się w łazience i płaczę, by nie ukazać innym smutku i rozładować wyrzuty, że nie byłam taka, jaka powinnam być. Od października trafiam w nowe środowisko, ale chcę zmienić swoje podejście do siebie, by nie zwariować. Od czego zacząć, by zmienić samą siebie id samych podstaw?
  6. Mam 30 lat, jestem 3 lata pp ślubie, w związku 8 lat, z mężem znamy sie od dziecka. Do tej pory układało nam die bardzo dobrze, dopóki znalazłam na poczcie męża maile do koleżanki z pracy w których z nia flirtuje i proponujr seks w magazynie. Oboje twierdzą ze to głupie zarty, jestem na etapie w którym wierzr, że nie doszło do niczego więcej. Teraz potrzebuję omówić z mężem wszystkie moje wątpliwości i obawy, potrzebuję z jego strony ciepła, czułości, zapewnien, zachowania które świadczą o tym ze mu na mnie zależy ponieważ zaczęłam w to wątpić. Rozmawiamy o tym już 4 dzień a on twierdzi że robię "gównoburzę". Otwarcie komunikuję mu czego konkretnie potrzebuję ale on nie stara się zaspokoić moich potrzeb. Stwierdził ze juz nie jesteśmy młodym związkiem więc żebym nie oczekiwała fajerwerków. Zastanawiam sie czy już mu na mnie nie zależy, czy tak w przyszłości będą wyglądały nasze problemy? Ze będzie czekał aż samo mi przejdzie? Jak trwać w związku gdy druga osoba nie angażuje sie mimo że "przeskrobała" i to ona powinna bardziej zabiegać o powrót do szczęśliwości?
  7. Odkąd zostawił Mnie Mój chłopak, czuję się fatalnie. Odszedł, bo stwierdził, że to nie ma sensu, skoro kłócimy się wciąż o to samo, a dokładnie o to, ze on dużo pracuje i nie zawsze może odpisać, gdzie Ja robię o to problem. Próbowałam, to ratować, ale z Jego strony, jest mowa, że nie widzi w tym sensu i będzie lepiej dla Nas bo nie będziemy się męczyc z sobą.. Choć teraz bardziej się męczę bez Niego, niż gdy byłam z Nim i czułam się szczęśliwa.
  8. Hej jestem Martyna mam za sobą już 19 lat życia i mój problem jest dość dziwny i sama nie wiem do końca jak mam to opisać. Chodzi generalnie o to, że od najmłodszych lat w mojej głowie jest coś takiego, że czasem przed snem w głowie pojawia mi się obraz jakiegoś przedmiotu, którego nie jestem w stanie to końca dostrzec tak jakbym miała jakaś blokadę, która nie pozwala mi na to w pełni spojrzeć. Zawsze jest to ten sam „przedmiot” ( bo w sumie nawet nie wiem czy to przedmiot) czasem widzę większy fragment czasem mniejszy ale nigdy nie mogę spojrzeć na to w całości. Strasznie mnie to wymęcza między innymi dlatego ze kiedyś zdazalo mi się to raz na pare miesięcy a teraz jest tak coraz częściej zdarza mi się to nawet raz bądź dwa razy w tygodniu. Jest to strasznie męczące nie pozwala mi to wiele godzin zasnąć i nie mogę się pozbyć tego z głowy, a im bardziej próbuje się na tym skupić aby dostrzec „to coś” w całości tym mniej jestem w stanie tego zobaczyć. Nie wiem co to jest nie wiem dlaczego tak jest ale chciała bym się tego pozbyć, bo tak jak pisałam wyżej wymecza mnie to i często mam przez to zawroty głowy czy nawet i kończy się na wymiotach. Zastanawiam się czy powinnam pójść z tym do jakiegoś specjalisty ale w sumie nawet nie wiem do jakiego. Wiec może tutaj ktoś mi podpowie co to może być i gdzie powinnam z tym pójść o ile powinnam. Pozdrawiam :)
  9. Dzień dobry, postanowiłam zwrócić się o pomoc w kwestii związanej z moimi kompulsywnymi zachowaniami, które pojawiają się u mnie okresowo już od dzieciństwa. Mam 34 lata i od 12 lat jestem w udanym związku małżeńskim, wychowujemy siedmioletnią córkę. Pochodzę z rodziny w której niestety wciąż panowały awantury, agresja fizyczna, słowna, emocjonalna. Bardzo często byłam bita, wyzywana i zaniedbywana. W wieku 19 lat zachorowałam na chorobę Gravesa Basedowa, która diametralnie zmieniła mój wygląd, stan mojego zdrowia wymagał pobytu w szpitalu na oddziale intensywnej terapii. Jedyną osobą, która mnie odwiedzała był mój ówczesny chłopak a obecny mąż. Po powrocie do domu rodzinnego byłam wypraszana z pokoju ze względu na tzw. odrażający wygląd. Usamodzielniłam się w wieku 22 lat, mimo sprzeciwu rodziców. Po kilku latach przeszłam dwie radioterapie. Moi rodzice nawet przez chwilę nie zainteresowali się moim stanem, nigdy też nie interesowali się moją córką. W ostatnich latach widywali ją tylko wtedy, gdy z nią do nich przyjeżdżałam, jednak nawet w takich chwilach prawie nie z nią nie rozmawiali, nie zabrali na spacer czy lody. We wrześniu zeszłego roku zerwałam z nimi kontakt. Rok wcześniej moja mama zachorowała na urosepsę, po wyjściu ze szpitala przestała wstawać z łóżka, dlatego postanowiłam jej doraźnie pomagać poprzez załatwianie wizyt domowych lekarza rodzinnego, kupno materaca antyodleżynowego, załatwianie różnorakich sprawunków, częste wizyty, zabiegi pielęgnacyjne, nauczyłam się podawać zastrzyki, leki, kąpać osobę głównie leżącą, zmieniać pieluchy itp. Niestety moja sytuacja zawodowa chwilowo się pogorszyła rok temu i nie byłam już w stanie tak często pomagać, bez uprzedzenia zostałam poinformowana o tym, że mama na bliżej nieokreślony czas zostanie pozbawiona opieki ojca. Wtedy coś we mnie pękło. Poczułam się tak głęboko dotknięta instrumentalnym sposobem traktowania mojej pomocy, że po prostu trzasnęłam drzwiami i zerwałam kontakt z rodziną. Wkrótce potem usłyszałam od mojej matki telefonicznie, że jestem niewdzięczna. Mój tata nazwał mnie nikim, ponieważ pomimo uzyskania wyższego wykształcenia wykonuję obecnie pracę fizyczną. Muszę ją wykonywać, bo zapewnia mi elastyczny czas pracy a poza mężem nie mogę liczyć na niczyją pomoc w opiece nad córką. Sporadycznie pomagają jedynie przyjaciele. Ponadto zostałam też pominięta w testamencie ojca. Czuję się zdruzgotana tą sytuacją. Targa mną jakiś niepokój, Dobija mnie myśl, że porzuciłam schorowanych rodziców a z drugiej strony czuję się winna, że mimo to odczuwam też ulgę z powodu nagłego przerwania relacji. Mój problem objawia się poprzez samookaleczanie a konkretnie rozdrapywanie różnych miejsc na ciele i nie pozwalanie na ich zagojenie. Podobne objawy pojawiały się już u mnie w dzieciństwie, jednak z czasem mijały. Czy mogą Państwo doradzić mi jak mam uspokoić swoje myśli i przestać się ciągle obwiniać. Bym mogła przestać ciągle się ranić?
  10. Odkąd pamiętam moje związki się nie udają i teraz chyba ten też, może i problem leży gdzieś po mojej stronie, no ale przedstawie przykład co bym nie zrobiła posprzątała ugotowała, nie zrobię tego od razu partner to dostrzega, ciągłe oskarżenia,że zdradzam partnerów, a przeważnie jest odwrotnie, teraz jestem w związku, gdzie znowu jestem oskarżana, a jak mam jakiś problem z przeszłością np. jakiś dług partner uważa, że coś kręcę kombinuje itd. że nigdy nie mówię prawdy, a sam np. w tej chwili wszedł do ubikacji i od 44 minut siedzi na toalecie i jak się domyślam gra, ciągle odzywki odburkujące, czuję się jakbym miała być tylko kurą domową, wiem że mój problem jest od dziecka dzięki moi rodzicom, ale nie umiem się z tej pętli wyplątać, co wchodzę w nowy związek zawsze mam problemy typu brak zaufania, i historia się powtarza toksyczne związki.
  11. Od dziecka mam ciężkie przejścia z rodzicami, ukrywali oni przede mną prawdę dochodziło do częstych kłótni w domu, oraz psychiczne znęcanie się, w późniejszym okresie doszło do tego, że moje małżeństwa a było ich aż 2 dochodziło wiecznie do problemów, w pierwszym małżeństwie mąż mnie oszukał, w drugim też, wiecznie chodzę dygoczę się cała i nie wiem co mam ze sobą zrobić, nie potrafię utrzymać pracy na stałe, mój problem jest nie mam oparcia w bliskich szukam oparcia u obcych i to jest częsty błąd ufam za bardzo bo po prostu czuję potrzebę wyżalenia.Jak ja mam się podnieść co robić w stanach emocjonalnych, szybko się frustruję oraz szybko się denerwuje.
  12. Mam 24 lata, studiuję i pracuję. Od kilku tygodniu nie mam na nic siły i ochoty. Jedyne co chcę robić to spędzić całe dnie w łóżku z dala od świata. Zmuszam się, żeby wstać do toalety, nie mówiąc już o przyjmowaniu posiłków. Mam ochotę zniknąć. Ogromne wyrzuty sumienia odreagowuję na swoim ciele poprzez cięcia. Pojawiają się u mnie myśli samobójcze, ale nie jest to mój cel. Chcę aby ten stan się zakończył. Czy to zwykłe zmęczenie, czy coś poważniejszego? Proszę o odpowiedź.
  13. KateM

    Witam

    Dzień dobry Jestem mężatką od 27 lat. Jestem samotna i nieszczęśliwa. Mąż jest pijakiem. Nie pije tylko kiedy pracuje. Nie szanuje mnie. Założył sobie konto na Facebooku i super się bawi, na domiar złego po tylu latach oznajmił mi, że wybiera się z kolegami na 4 dni w góry. Zawsze wszędzie jeździliśmy razem, ale ok myślę nie będę zołzą. Najgorsze jest to że przez te 4 dni ani jeden SMS ani telefon do mnie co tam słychać. Czy jest to normalne? Nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać. 2 lata temu zmarła mi siostra, która zawsze wspierała mnie w trudnych chwilach i jakoś dawałam radę. Teraz czuję pustkę.
  14. Kasandra

    Problem

    Jestem tutaj nowa . Mój problem jest złożony i raczej wywodzi się z dzieciństwa .ojciec alkoholik , mąż alkoholik i narkoman i ja zakupoholiczka
  15. Jestem z moim mężem w związku od 6 lat. Wiedziałam od początku że ma różne upodobania a propo sexu ale to mnie przerasta . Ja oczekuje bliskości , intymności , partnerstwa i tylko nas. On za to traktuje to tylko jako sex dla niego nie ma znaczenia bo mówi ze kocha tylko mnie a sex to tylko sex. Od jakiegoś czasu coraz bardziej go to zjada od środka stracił chęci że tka powiem do życia mówi że nie zasługuje na mnie bo jestem cudowna a on ma jakieś dziwne upodobania. On chce próbować różnych rzeczy swingowanie, life camerki czy inne. Ja po prostu nie potrafię się dzielić dla mnie małżeństwo to świętość nie ma osób trzecich dla mnie. Nie wiem jak mam mu pomoc za bardzo go kocham żeby go stracić. Wiele razem przelaliśmy moja chorobę czy kłopoty finansowe myśle ze jesteśmy dobra para .. tylko ten jeden problem ... yhh .. jestem bezsilna .
  16. Od dziecka mam problem z poznawaniem nowych osób. W przedszkolu nie chciałam się z nikim bawić, w starszych klasach byłam wyśmiewana, zmieniłam szkołe na dwa lata, na początku czułam się okropnie, nie znałam tam nikogo i nie chciałam nikogo poznawać, bałam się do kogokolwiek podejść sama i czułam, że klasa mnie nie zauważa. W końcu zebrałam swoją paczkę i było nawet fajnie, mialam nawet przyjaciółkę na miejscu, nie przez internet. Ale w lutym znowu musiałam zmienić szkołę, na trzy miesiące. Pogorszyło się, nie mam tu nikogo, uwage zwrócily na mnie dwie dziewczyny, przedstawiły się i z jedną nawet trochę gadałam, ale zachowałam się nie naturalnie i teraz nie chce ze mną zbytnio rozmawiać, unika mnie. Zostałam sama, jak tylko podejdzie do mnie jakaś osoba (z innej klasy i zdarza się to rzadko) i zapyta o cokolwiek odwracam wzrok, zaczynam się stresować i nie wiem co powiedzieć albo gapie się na nią mając nadzieje, że ją to jakoś zaniepokoi i sama odpuści. Sama nie umiem do nikogo zagadać, znajomych mam tylko w internecie. Nie znam nikogo na żywo a zaraz koniec roku i po wakacjach znowu nowa szkoła. Poza tym, czuje się cały czas obserwowana. Wchodzę do szkoły i mam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą. Irytuje mnie to. Jest jakiś sposób na to? Byłam u psychologa ale nie dowiedziałam się niczego, jedynie kilka rad typu "znajdź wspólne zainteresowania i zagadaj", tylko, że jak była kiedyś osoba do której napisałam po kilku podrzuconych kartkach i moje znajome chciały mnie z nią zapoznać, ja odwracałam wzrok, pociłam się i nie chciałam z nią rozmawiać.
  17. Mam 35 lat i jestem singlem, kobietą. Wykształcenie wyższe. Od kilku lat mieszkam za granicą, w Europie Zachodniej. Byłam w tej pracy od 5 miesięcy - w kraju, w którym mieszkam okres próbny trwa 6. W tym czasie można człowieka zwolnić bez powodu.Na rozmowie o pracę mój obecny szef zachowywał się dosyć słabo. Ja jestem znacznie bardziej introwertyczką niż mój szef, co nie jest jakoś niespotykane w moim zawodzie (matematyka). On rzucał zdaniami: "Po tej odpowiedzi wiem, że mógłbym z tobą pracować, natomiast nie jesteś osobą, z którą chciałbym napić się kawy" albo "czy ty w ogóle masz emocje? Bo wydajesz się bardzo zimną osobą".Ofertę pracy przyjęłam, bo zawsze chciałam pracować w tym zawodzie. Poza tym, po raz pierwszy miałam swój team - tylko 3 osoby ale swój.Szef od początku dał mi bardzo ambitne cele. Miałam realizować projekty, które wcześniej długo nikomu nie udało się zrealizować. Oznaczało to, że w niektórych sytuacjach musiałam trochę wywierać presję na przykład na agencję, z którymi współpracujemy, a która miesiącami nas zbywała.Poza tym, raz zrobiłam głupotę, bo szef kazał mi uzgodnić spotkanie z szefem IT. Szef (mój) był poza biurem. Ja próbowałam uzgodnić to spotkanie ale szef IT zbywał mnie jak mógł. W końcu napisałam swojemu szefowi maila: "<Szef IT> powiedział, że nie ma aktualnie czasu na spotkanie i nasz projekt nie jest dla niego priorytetem" (on to naprawdę powiedział). Mój szef forwardował maila do szefa IT, żeby spytać, czy to prawda... A ja zyskałam wroga, osobę która mnie nienawidzi. I jeszcze: jeden kolega z mojego teamu, też nowy, dla którego jestem szefową okazał się bardzo słaby. Popełniał bardzo proste błędy, wielokrotnie, nawet jak go poprawiałam i tłumaczyłam. Więc na początku, żeby uniknąć katastrofy właściwie przejęłam jego obowiązki. Miałam w tym czasie jakby 2 prace: swoją i jego. Pracowałam po kilkanaście h dziennie, bo cele tak jak piszę mieliśmy niesamowicie ambitne. Sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie i wreszcie postanowiłam porozmawiać z szefem, bo nie mogłam tak dalej. Szef spotkał się z tym kolegą i potem krytykował mnie, że kolega twierdzi, że nie jestem wystarczająco miła i to dlatego popełnia błędy. To było dla mnie szokujące.I jeszcze: szefowi koszmarnie działa na nerwy moja mimika. Potrafi przerwać spotkanie z kilkoma ludźmi i powiedzieć: "Co się śmiejesz?", bo się uśmiechnęłam.Takich sytuacji było jeszcze kilka. W stylu: szef twierdził, że nie pozdrowiłam kogoś na korytarzu i on się przez to czuł źle. Ale ja tej osoby nawet nie widziałam.Potem podczas spotkania z szefem, on powiedział, że ludzie się na mnie skarżą, że nikt mnie nie lubi, że nie jestem ciepłą osobą. Że moje wyniki (realizacja projektów) są niesamowite, ale ludzie mają ze mną problem, że wydaję się arogancka. Moja reakcja: powiedzenie "ok, rozumiem, że od początku byłam zbyt ambitna. Teraz przestanę. Zacznę spędzać z ludźmi więcej czasu, pić kawę itp. I nie będę już tak mocno wywierała presji". Jego odpowiedź: "Absolutnie nie! Musisz wywierać presję i być ambitna, bo w przeciwnym wypadku nie zrealizujesz projektów". Mieliśmy na ten temat kilka rozmów, m.in. jedną z jego szefem i była już mowa o moim odejściu (jego szef śmiał się jak głupi jak mu opowiedziałam, że zostałam skrytykowana, bo kogoś nie pozdrowiłam, itd. ale powiedział, że współpraca szef-podwładny jest dla niego bardzo ważna i musi się zastanowić, czy powinnam zostać w firmie). Potem jakieś 6 tygodni zero informacji, sądziłam, że było już lepiej. Wiem, że reszta teamu mnie lubi i większość ludzi mnie już zaakceptowała.W międzyczasie ten słaby kolega został zwolniony. Zabawne było, że mi decyzja została tylko zakomunikowana, chociaż to ja jestem jego szefową. Teraz mnie zwolniono. Szef powiedział, że popełnił błąd zatrudniając mnie. W piątek po raz ostatni byłam w pracy. Ta cała sytuacja jest dla mnie potwornie trudna. Bardzo się boję. Ja naprawdę lubiłam tę pracę. Oczywiście nie było zupełnie super, zakres projektów nie bardzo pokrywał się z tym co mi obiecano i na początku okazało się, że będę zarabiała mniej niż mi obiecano (bo wszystkim pracownikom obiecuje się i mają w umowie zapisaną premię zależną od wyników firmy - mówi się im, że ta premia zawsze jest. Okazało się, że nasze wyniki są złe i premii nie będzie). Ale uczyłam się nowych rzeczy, byłam bardzo zaangażowana. Jak mam sobie z tą sytuacją poradzić na poziomie emocjonalnym? Na poziomie racjonalnym wiem, że powinnam wysyłam mnóstwo aplikacji, im szybciej tym lepiej, i się nie przejmować, ale na poziomie emocjonalnym jestem obecnie w stanie tylko płakać. Jest mi potwornie źle. Wczoraj ktoś z mojego zespołu, kogo nie było w pracy w piątek skontaktował się ze mną i powiedział, jak bardzo mu przykro, że odeszłam i podziękował za wszystko. Jest mi bardzo źle.
  18. Witam, Nazywam sie Aleksandra w pazdzierniku 2018 roku urodzilam syna Alexa w tej chwili dziecko ma 8 miesiecy i mam od pewnego czasu z nim problem... a mianowicie krzyczy. Sytuacja wyglada tak, ze gdy bawi sie albo zaczyna raczkowac jest tak podekscytowane zaczyna krzyczec albo gdy zobaczy swoje zabawki badz zaczyna lapac mnie za raczki podskakiwac cieszy sie ale zamiast spokojnie wydawac dzwieki zaczyna z podekscytowania krzyczec i to dosc glosno. Gdy skonczy jesc obiadek badz zrobi kupke zaczyna krzyczec informujac mnie krzykiem ze sie zalatwil... jak temu wszystkiemu zaradzic na krzyk. Staram sie za kazdym razem spokojnie do niego przemawiac ze tak nie wolno tlumacze spokojnie cichym tonem... prosze o pomoc i porade Z powazaniem Aleksandra
  19. Jestem osobą pracującą, kobietą, mam 24 lata. Odkąd pamiętam w moim życiu były kłamstwa, najpierw w relacjach między moimi rodzicami, a później w moich prywatnych relacjach. Mam problem z tym, że krzywdzę ludzi, na których mi zależy. Nie jestem w stanie określić czy robię to świadomie czy też nie. Nie potrafię przyznawac się do błędów i ukrywam niewygodną prawdę przed bliskimi osobami. Dopiero w momencie gdy wychodzi na jaw, że nie byłam szczera zaczyna do mnie docierać co tak naprawdę zrobiłam i jakie niesie to za sobą konsekwencje. Pomimo, ze staram się wyciągać wnioski z takich sytuacji i nigdy więcej ich nie powtarzać, za każdym razem dzieję się tak samo. Nie potrafię być odpowiedzialna za swoje czyny w czasie ich dokonywania. Moje błędy trzeba mi pokazywać, sama nie chcę lub nie jestem w stanie ich zobaczyć. W sytuacji, gdy prawda wychodzi na jaw próbuję obrócić wszystko tak, żeby nie czuć się winna całkowicie, próbuje sama siebie usprawiedliwiać tłumacząc, że miałam na myśli co innego, nie chciałam tak zrobić, lub tez nie widziałam, ze jest to złe. Przez takie zachowanie straciłam najbliższą mi osobę, która wielokrotnie mi wybaczała, a ja nie umiałam tego docenić i wciąż zachowywałam się niedojrzale i nie mówiłam całej prawdy, pomimo iż ta osoba nigdy na to nie zasłużyła i dawała mi samo dobro, nigdy mnie nie skrzywdziła. Chciałabym w końcu zachowywać się tak jak należy, budować relacje na prawdzie, nie udawać kogoś kim nie jestem i nigdy więcej nikogo nie krzywdzić. Czy mój problem kwalifikuje się do psychologa, czy do psychiatry? Skąd mogło się wziąć u mnie takie zachowanie? Czy są to jakieś zaburzenia? Jak mogę sobie z tym poradzić, prócz wizyty u specjalisty? Jak pracować nad sobą aby nie zachowywac się w taki sposób? Będę wdzięczna za odpowiedź. Pozdrawiam.
  20. W poniedziałek byliśmy w kinie. Ja kupiłam bilet wcześniej i go zaprosilam. Po seansie spotkałam sąsiadkę i zatrzymalam się aby się z nią przywitać. Wachalam się, czy przedstawić jej mojego chłopaka, skoro ona nie jest bliską mi osobą. Zanim zdążyłam ogarnąć sytuację, dał dyla, minęło może 5 sekund. Myślałam, że poszedł do toalety. Rozgladalam się po sali za nim cały czas. Minęło około pół godziny i wyszłam z kina. Poczekalam jeszcze trochę na zewnątrz i poszłam do niego do domu. Nie mieszkamy razem ale ja u niego czesto śpię i duzo czasu przebywam. Spytalam się spokojnie, dlaczego mnie w kinie zostawił. Najpierw nie odpowiadał, po chwili położył się na łóżku z naburmuszoną miną i poduszką na głowie. Skarżył się, że mu pęka głową i że jestem zimna, on czekał na mnie na zewnątrz i skoro nie wyszlam poszedł do domu. Pouczal mnie, że muszę się nauczyć jak sie zachować sytuacjach, że powinnam go przedstawić sasiadce. I w ogóle on się czyje samotny w związku ze mną. Próbowałam wytłumaczyć mu sytuację. Milczał. Położyłam sie obok niego , objelam go , glaskalam i calowalam. Próbowałam nawiązać rozmowę. Trochę się wyluzowal. Miałam umowę z tatą że go odwiedzę więc pozegnalam się z chlopakiem i powiedziałam mu, że po wizycie przyjdę do niego. Po wizycie u taty mialam potrzebę bycia u siebie, było mi przykro i potrzebowalam się do tego zdystansowac. Nie dałam mu wiadomości, że nie przyjdę. Co z resztą zdarzylo się po raz pierwszy. Wczesniej , jak mialam potrzebę nocowac w domu , jego reakcja była taka, że albo mu robię numer albo go nie kocham skoro go tak zostawiam. Na drugi dzień napisał mi maila, że to nie ma sensu i poprosił mnie zebym zanulowala nasze wakacje w czerwcu i on mi przyniesie moje rzeczy. To jest fragment z naszego związku. Takie podobne sytuacje zachodzą 3 razy w tygodniu. Jesteśmy razem od 4 miesięcy. Mam 53 lata on 71. Jestem atrakcyjną, aktywną i samodzielną kobietą. Mam dobrą pracę, stabilną ekonomię i dużo zainteresowań. Maluję, szyję i uprawiam sport. On jest byłym fotoreporterem z dużym sukcesem. Nasz związek zaczął się niefartownie. Było dużo konfliktów i zgrzytow. Mimo to , po 3 miesiącach pokochalismy się i postanowiliśmy wyjechać na wczasy do uzdrowiska i odwiedzić jego miasto rodzinne. Tuż przed wyjazdem mieliśmy ponownie wielką kłótnię i odcielismy się od siebie na tydzień. Postanowiliśmy jednak wyjechać razem. Byłam pewna, że pozremy się jak pies i kot. A zdrugiej strony pomyślałam, że to będzie dla nas ultymatywny test i jak potrafimy podróżować razem, bedziemy potrafić żyć razem. Ku mojemu zdumieniu było cudownie. Trzy tygodnie razem dzień w dzień i zero konfliktów. On był cudowny, mily i dowcipny wobec wszystkich, kelnerek , pokojowek etc. Dla mnie czuły i wyrozumiały. Zero dąsania się, zero krytyki i sarkazmu wobec mnie. Nie miał kompulsji, ktore czesto ma w domu i nie karcił mnie za drobiazgi. Bylam szczesliwa i moja miłość do niego urosła. Po przyjeździe do domu zaczęły sie te same problemy a nawet gorzej. Przez wiele tygodni płakałam prawie codziennie, nie moglam skoncentrowac sie na pracy, nic mnie nie cieszyło. Moje ciało było zwiotczale i bez enegi jakbym mi wstrzykneli kurare. On na przemian mnie przepraszał i potem jakby nieuwaznial te przeprosiny i mówił, że jestem przewrazliwiona i że jego irytacja i stres nic nie ma wspólnego z jego uczuciami do mnie. Zapewniał mnie, że z jego strony nic mi nie grozi. Twierdził też, że nie mam kompletnie poczucia humoru i jego znajomi są przyzwyczajeni, że on jest czesto sarkastyczny i gruboziarnisty. A jednak wczoraj ode mnie odszedł. Czuję się oszukana. Do końca jednak nie jestem pewna, czy ten ruch jest częścią jego gry.....
  21. Mężczyzna 24 lat, żonaty , bez dzieci Witam , Przychodzę tutaj o pomoc, od jakiegoś czasu mam jakieś napady których nie potrafię kontrolować. Jestem w delegacji jakiś czas już mój związek jest szczęśliwy ale od jakiegoś czasu dostaje coś do głowy,że moja żona mnie okłamuję zaczynam się nie kontrolować i wypisuje różne rzeczy które na pewno mojej żonie się nie podoba , chodzi o to że mam lęk że mnie zdradza, lub okłamuje ale to nie jest prawda , wszystko mam w swojej głowie. Nie wiem jak temu zapobiec . jak jestem w domu na miejscu wszystko jest normlanie , nawet jak wyjdzie z koleżankami na miasto to jestem spokojny i się nie martwię , tylko jak jestem po za domem to zaczynam mieć napady jakieś z których nie jestem zadowolony i już mnie wykańczają psychicznie, czasami mam nawet myśli co bym sobie zrobił, Czy jest tutaj jakiś lekarz który mogłby odpowiedzieć na pytanie i jak się kontrolować z tym ? nie którzy mówili mi, że mogę mieć schizofremię ale nie wiem a boje się iść do lekarza, że może stwierdzić że to prawda. Dziękuję bardzo
  22. Cześć, jestem tu nowa i mam dość szczególny problem. Jak tylko ktoś z kim rozmawiam na co dzień lub flirtuję przestanie poświęcać mi uwagę i o to zabiegać wpadam w ogromnego doła. Nieproporcjonalnie, śmiesznie wielkiego jak na nieistniejący problem. A najbardziej nieznośna jest dla mnie sytuacja w pracy. Pracuję z raczej maskulinistycznym zespołem, który w momentach wolnych od pracy głównie deliberuje nad urodą kobiet spoza pracy, bądź to młodszych stażystek, bądź pięknych słabo znajomych/nieznajomych kontrahentek. Temat pojawia się praktycznie codziennie, pracuję z nimi w jednym pomieszczeniu i nie mogę znieść tego, jak oni się na nie napalają. Wpadam w nerwowość, czuję zagrożenie, cała atmosfera pracy z fajnymi ludźmi psuje się przez ten jeden tylko temat, na który nigdy nie zabieram głosu. Patrzę później w lustro doszukując się wad i oczywiście je znajduję. Inwestuję w najdziwniejsze środki do poprawiania urody, wklepuję, masuję, szoruję, maluję, depiluję, bo czuję przymus. Jeśli zaniedbam wygląd na kilka dni, czuję się nic nie warta. Podobnie jak wtedy gdy w otoczeniu pojawi się młodsza i atrakcyjniejsza kobieta i widzę ich teatr nerwowej popisówy wokół niej, całowania rączek i nadskakiwania (!). Niepojęte i nie do zniesienia jest dla mnie zarówno ich zachowanie, jak i fakt, że w takim stopniu na mnie wpływa i zależy od niego moja samoocena. A pracę samą w sobie lubię bardzo, wiec jej zmiana nie jest dla mnie rozwiązaniem. Do tego mam 26 lat. Mimo że wciąż jestem młoda i jeszcze jakiś czas pewnie będę, czuję parcie i ogromny nacisk żeby zachować obecny stan jak najdłużej, a raczej polepszać go w nieskończoność. Boję się najmniejszych oznak starości. Moja zaburzona optyka może być spowodowana tym, że mężczyźni w mojej rodzinie nie do końca cenili w kobietach intelekt, do tego stopnia, że potrafili wejść w małżeństwo z zupełnie niedopasowaną osobą, byle móc pochwalić się atrakcyjną partnerką. Z tego też powodu nie ominęło mnie ciągłe porównywanie przez nich mojej urody do koleżanek, piętnowanie wad i komentowanie mojego wyglądu na każdym kroku. Dorastałam praktycznie bez otoczenia kobiet i to jedyny znany mi punkt widzenia. Więc ta męska perspektywa mnie atakuje. Sprawę pogarsza fakt, że będąc atrakcyjną osobą można ugrać w życiu naprawdę sporo, i staram się urok osobisty traktować w kategorii przydatnego narzędzia, niestety pałając zawiścią do każdego, kto ma go więcej i potrafi używać lepiej. Być może mam to z czasów kiedy pierwsza miłość z dnia na dzień mnie olała dla dziewczyny ładniejszej, delikatniejszej i lepiej zrobionej, która akurat pojawiła się w otoczeniu i ukradła mi show. 😒 Obecny partner też mówi mi, że ta kwestia jest dla niego bardzo istotna. Samoocena mi się sypie przez jakieś bajdurzenie w pracy nad anonimowymi laskami i napady zazdrości na zasadzie "czemu o mnie tak nie mówią?", (gdzie nawet nie wiem, czy mówią czy nie - przecież nie będą się mną zachwycać w mojej obecności). Ale nie mam odwagi im powiedzieć: "hej, wstrzymajcie ten testosteron, nie jestem tu z wami na piwie", albo że to ogólnie mało dżentelmeńskie zachowanie, bo boję się, że okażę się śmieszna. Na poziomie logicznym wiem że to żałosne i ukrywam te zachowania, ale emocjonalnie mnie to wykańcza. Problem tkwi we mnie bardzo mocno i wykracza daleko poza ramy bycia atrakcyjnym dla czucia się ze sobą dobrze. Chciałabym nad tym popracować samodzielnie. Szukam rady. Witam Was serdecznie. 🙂
  23. Znacie przypadek gdy ktos bil w rodzinie i po terapii przestał ? W dzieciństwie bylam swiadkiem przemocy fizycznej i psychicznej. Typowy schemat miesiaca miodowego. Na moje nieszczescie krotko po slubie i w sumie rocznym znaniu sie zostalam 3 razy pobita przez meza. Klasyczne sprowokowalas mnie. Nie chce z nim byc. Jestem w ciazy. I wiem ze ciaza laczy nas na zawsze. Zastanawiam sie czy by jej nie przerwać. Bardzo mnie to boli. Od dluzszego czasu spie placze jestem agresywna. Mowi przebacz. Zmienie sie. Ja mu nie wierzę. Nod razu po slubie osaczal mnie odcial od znajomych. Czuje sie przy nim obca boje sie. Opadam juz z sił i nawet nie mam z kim l tym porozomawiac...
  24. Jestem studentką, mam 25 lat i w tym roku kończę studia. Pracuje na pół etatu. Jestem w związku od 7 lat. Mieliśmy raz 3 miesięczna przerwę ale wróciliśmy do siebie. W naszym związku nastał kryzys, po rozmowie dowiedziałam się, że to przez to że przestałam o siebie dbać (Nie uprawiam żadnego sportu, noszę czasami ubrania których nie lubi ) W związku z tym, że mi bardzo zależy "wzięłam się za siebie ", myślałam że się poprawi. Niestety Dalej jest oschły i nie chce mu się starać. Często nie odbiera ode mnie tefonow. Ostatniego wieczora napisał, że idzie pobiegać po czym miał zadzwonić, ale tego nie zrobił. Ja oczywiście napisałam z 5 sms i 10 razy dzwoniłam. Jak się rano dowiedziałam to widział że dzwoniłam ale nie chciał że mną rozmawiać. Przeprosił mnie potem za to i zapewnił, że chce się starać. Myślę że zrobił to jedynie dla tego, że wiedział że miałam egzamin i nie chciał abym o tym ciagle myślała. Widzę, że jest mną znudzony, dobrze wie że, zrobiłabym dla niego wszystko. Ale ja juz jego uczuc nie jestem pewna, mysle ze juz mu sie nie chce i mu nie zależy. Ja oczywiście czekam na szczęśliwe zakończenie i on dobrze wie, że to od niego zależy czy będziemy razem. Dalej jestem w nim zakochana ale ja już mu się znudziłam. Oczywiscie płaczę co jakis czas i nie potragie przestac o tym myslec. Nie wiem czy mogę coś jeszcze zrobić, staram sie jak moge ale efektow niestety nie ma. Boje sie, ze mnie zostawi. Czy to normalne po tylu latach związku? Jak rozwiązać taki kryzys? Czy to w ogole mozliwe aby przetrwac taki kryzys?
  25. Jestem mężatką od 9 lat a 11 znam męża jako młoda dziewczyna go poznalam i byłam bardzo szczęśliwa. Mamy dwoje dzieci i w naszym małżeństwie przeżyliśmy chyba wszystko... Mimo wszystko czuje że nie potrafimy żyć razem ale też nie umiemy być osobno... Mąż lata temu mnie zdradził i ciągnie to się za nami cały czas. Gdy się dowiedzialam wyjechałam z dziećmi do Niemiec do taty ponieważ moi rodzice się też rozstali tata jest Niemcem i zawsze tu mieszkał a my z mamą w polsce... Serce mi pękało że moje dzieci też tak będą wychowywane.. Ale on nas szybko znalazł płakał przyzekal i prosił o ostatnia szansę... Zgodziłam się ale nie umiałam z tym żyć i o tym mówić.. Sytuacja skomplikowala się kiedy dziewczyna z którą miał romans została żona mojego brata też tu przyjechali wtedy coś we mnie pękło ciągle zaderczalam się i kłótnie były codzień... Mieliśmy zacząć nowe lepsze życie a był koszmar. Dlatego rok mieszkaliśmy oddzielnie on codzien mnie blagal byśmy byli razem ma też silna więź emocjonalną z dziecmi jest dobrym ojcem napewno potrafi też mnie zaskoczyć. Nasze życie ertyczne też funkcjonowało super on był moim pierwszym mężczyzną ale szczerze mówiliśmy o swoich fantazjach dlatego ciężej było mi zrozumieć jego błąd. Teraz obecnie jest tak ze mieszkamy niby razem ale kiedy po pracy mogłoby być normalnie to u nas zawsze coś mamy już tak ze przy większych kłótniach zaczynamy się szarpać każda rozmowa kończy się kłótnia on potem idzie do kolegi albo jedzie na działkę tydzień go nie ma i wraca przeprasza płacze i tak w kółko . Kilka dni temu było to samo chilcialam z nim porozmawiać doradzić się on był zły na coś w pracy i naturalnie awantura że ja zawsze muszę go męczyć kiedy on chce chwilę być sam... A potem mi wypominac zaczol że raz zwierzalam się wirtualnie i obcym ludzia mówię o naszych problemach. Spakowal się wyprowadził i wczoraj wrócił przpraszal itd. On ma od jakiegoś czasu problemy emocjonalne popada ze skrajności w skrajnosć często mówi że mnie nienawidzi, obraża za moment płaczę i przeprasza na kolanach. Zaczyna być agresywny zapisałam go na terapię ale twierdzi że to nic nie daje on sam kiedyś mi powiedział ze jak ma nerwy to nie panuje nad nimi ale ta agresja. Chce mu pomodz ale nie wiem jak. Wiem że to też moja wina w jakimś stopniu bo wracam do przeszłości czy naciskam na rozmowy albo o wspólne spędzanie czasu ale czemu mam nie negocjować tego czego oczekuje...

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.