Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'emocje'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 934 wyników

  1. Witam, Jestem 29 letnia kobietą. Od dwóch lat matką. Jestem w udanym związku z ojcem dziecka, ale nie kocham swojego dziecka. Od pierwszego dnia życia mojej córki, mam wrażenie, że nie jest moja. Sytuację pogarsza jej temperament. Jest nadpobudliwa od urodzenia. Teraz krzyczy, bije,wymusza. Co się oczywiście nasila poprzez moja nerwowość. Dodam, że od dawna cierpię na stany mocno obniżonego nastroju, bezsenność i niejednokrotnie leczyłam to alkoholem. Sytuacja z nastrojem i bezsennością bardzo pogorszyła się po porodzie i trwa nadal. Wiem, że krzywdzę swoje dziecko. Relacje z matką mają wpływ na rozwój mózgu dziecka i jego emocji na całe życie....nie wiem co mam robić. Staram się wmawiać sobie że ja kocham,ale tego nie czuje. Działa mi na nerwy strasznie i czasami w gorszej formie mam ochotę się poddać i oddać ojcu pełnię praw rodzicielskich.
  2. Witam mam na imię Jakub mam 21 lat i mam problem z niskim poczuciem własnej wartości i chciałbym popracować nad tym tylko nie wiem jak się zabrać do tego i co zrobić żeby zbudować takie poczucie własnej wartości jeśli można to bardzo proszę o jaką kolwiek pomoc dziękuję serdecznie i pozdrawiam i czekam na jakie kolwiek odpowiedzi
  3. Witam, Mam 28 lat i aktualnie jestem bezrobotna. Od jakiegoś czasu moja roczna relacja z partnerem pogarsza się. Zamieszkaliśmy ze sobą dosyć szybko. Z początku było świetnie, jak to początki. Teraz on nie wychodzi z żadną inicjatywą robienia czegokolwiek razem, nie inicjuje żadnych interakcji, nie inicjuje zbliżeń. Siedzi ciągle z nosem w telefonie, ciągle pisze w grupie z kolegami. I tu się zaczyna mój problem. Od zawsze miałam problemy z zaufaniem, muszę przyznać, że zdarza mi się zerknąć w jego telefon, czego często żałuję. Nie chodzi tu o zdradę, bo raczej nie tego szukam, a o to na kogo kreuje się mój partner przed tą określoną grupą kolegów i o to w jaki sposób mówi o mnie. Mam wrażenie, że przed nimi chce być macho-podrywaczem i dupkiem wobec kobiet, choć mnie zapewniał, że jest oddanym partnerem i miał w życiu tylko kilka partnerek. Prosiłam o prawdę, ale dalej mu nie wierzę. Dodatkowo po niedawnych podejrzeniach, że nie jestem przez niego mile widziana na pewnym wydarzeniu, po zajrzeniu w jego telefon boleśnie przekonałam się, że wypowiada się o mnie bez szacunku, wulgarnie i że moje podejrzenia się sprawdziły. Jego koledzy na szczęście mu nie wtórują. Jest mi wstyd za niego, że okazuje mi taki brak szacunku i boli mnie bardzo jego zachowanie. Czuję się już załamana przez inne wydarzenia w moim życiu, a na dodatek nie mam oparcia w osobie, na której teoretycznie powinnam móc polegać. Nie wiem co mam robić, jak wybrnąć z tej sytuacji, nie mogę przestać płakać, ale nie mogę też powiedzieć mu o czym się dowiedziałam z jego rozmowy z kolegami. Proszę o poradę, co dalej.
  4. Mam dwadzieścia lat i jestem studentką. Odkąd pamiętam zawsze popadałam w zachwyty nad starszymi kobietami. Zaczęło się już w podstawówce, kiedy inni zachwycali się Harrym Potterem, a ja jego wredną nauczycielką Dolores Umbridge; w gimnazjum miałam na ścianie plakat jednej z polityczek (nie dlatego, że w tak młodym wieku mogłam mieć jakiekolwiek pojęcie o jej działalności, ale po prostu fascynowała mnie jako osoba - jej strój, aparacyja, wygląd, etc). Takich przypadków było mnóstwo, co skrzętnie wypomina i wyśmiewa matka. W gimnazjum po raz pierwszy popadłam w zachwyt kobietą z mojego otoczenia - ponad trzydziestoletnią nauczycielką angielskiego. Później w liceum zakochałam się w mojej pani od polskiego, która była jeszcze starsza - miała 47 lat. Pisałam o niej wiersze, uważałam za absolutny ideał. Teraz, gdy jestem na studiach z braku "kogokolwiek inspirującego" w otoczeniu mam wrażenie, popadłam w zauroczenie kobietą z obecnego świata polityki. Codziennie obserwuję jej media społecznościowe, uważam ją za najpiękniejszą i najinteligentniejszą istotę na Ziemii, choć jednocześnie zdaję sobie sprawę z absurdu takiego rozumowania, bo przecież ideały nie istnieją i wiem o tym dobrze. Dodatkowo męczy mnie fakt, że gdy usłyszę jakikolwiek negatywny komentarz o tej osobie w telewizji czy też od mojej rodziny, która tradycyjnie wyśmiewa wszystko co robię, czuję ogromny ucisk w duchu i obniżenie nastroju, jakby to mnie obrażano, a nie tę osobę. Podobne emocje nachodziły mnie w liceum w przypadku wspomnianej wcześniej nauczycielki. Kompletnie nie rozumiem siebie i co się ze mną dzieje. Czuję się inna od moich koleżanek, które rozmawiają o przystojnych chłopakach. Mi też podobają się mężczyźni, ale nigdy nie miałam tak silnego zauroczenia żadnym,jak zdarzyło mi się to w przypadku kobiet. Raz w życiu byłam zakochana tak na poważnie w mężczyźnie, ale po uwadze matki, że jest paskudny i przypomina jej mojego ojca (który nas zostawił i którego nienawidzi), co tylko "poświadcza jej teorię o moim kompleksie na jego punkcie". przez co wystraszyłam się, w moim umyśle nagle pojawiły się jakiegoś obawy i zaczęłam być dla niego bardzo niemiła i odpychająca. Nie chcę taka być, czuję, że moje "zakochania" w tyle lat starszych kobietach to coś niewłaściwego. Rozumiem, że może to kompleks matki,która nigdy nie była dla mnie ani autorytetem (nadal mieszka z rodzicami, nie ma partnera i o wszystko obwinia fakt, że była samotną matką) ani oparciem choć wiem, że bardzo się starała - bardzo często wyśmiewała razem z dziadkami moje zainteresowania i hobby, czy też plany na przyszłość. Chciałam być prawnikiem? Nie przebijesz się tam. Zaczęłam interesować się modą i makijażem w gimnazjum? Jesteś pusta, głupia i wyglądasz jak lafirynda. Nikt cię takiej nie będzie lubił. Pomalowałam włosy na kolor, o którym latami marzyłam? Tania dziwka spod latarni. Wstyd mi, że mieszkamy w takiej dziurze i wszyscy wiedzą że jesteś moją córką. Wyśmiewała także fakt tego, że co jakiś czas znajduje sobie kobietę w średnim wieku,którą stawiam na piedestale i wychwalam ją na wszelkie możliwe sposoby. W liceum zakochiwałam się zarówno w kolegach jak i w koleżankach, jednakże i tak non stop wisiało nade mną to przedziwne zauroczenie nauczycielką w średnim wieku, o której nie tylko fantazjowałam, ale też próbowałam ją naśladować. Czy te dziwne obsesje na punkcie starszych kobiet znikną wraz ze znalezieniem odpowiedniego partnera? Mam nadzieję, że tak, bo niczego tak nie pragnę, jak założyć rodzinę. Mieć męża, gromadkę dzieci i dom z ogródkiem. Wiem, że to dziwne marzenia jak na dwudziestolatkę. Nikt z moich znajomych tego nie rozumie, ale ja bardzo często o tym myślę. Może dlatego, że boję się, iż te moje chore fantazje nigdy mi nie pozwolą na stworzenie takiego domu, o którym zawsze marzyłam. Takiego z obydwojgiem rodziców, bez krzyków, płaczu, nienawiści, akceptacją ponad wszystko... Czy to w ogóle możliwe w przypadku tak skomplikowanej osoby jak ja? I jak pozbyć się tej okropnej tendencji do zauroczenia starszymi kobietami? Przecież to nie jest normalne...
  5. Witam. Mam 24 lata, a moje zycie to ciagla walka. W dziecinstwie walczylam o uwage rodzicow. W gimnazjum walczylam o akceptacje. W zawodce walczym, zeby przezyc. A teraz walcze o sile, zeby to wszystko sie skonczylo. Nie wiem jak nazywa sie moj stan. Nigdy z nikim nie rozmawialam o tym co czuje. Zreszta, nawet gdybym miala z kim to nie wiem jak. Od dwoch lat ciagle towarzyszy mi strach, lęk, stres, czuje sie jakbym byla najbardziej beznadziejnym czlowiekiem na swiecie i wszystko co robie, mowie, slysze i widze tylko mnie w tym utrzymuje. Nawidze siebie i swojego zycia. Nienawidze ludzi, ktorzy mnie otaczaja i nienawidze swojej pracy. Czesto nienawidze swojego psa. Nienawidze jej , bo ją kocham. Gdyby nie ona juz dawno ten koszmar by sie skonczyl. Ale nie potrafie jej zostawic. Wiem, ze ona tez mnie kocha i to mi nie pozwala. Mam jeszcze rodzicow. Ale chyba obwiniam ich za moj stan. Przez to nie biore pod uwage ich uczuc. Jestem tak samotna, ze az czuje z tego powodu fizyczny bol. Wołam o pomoc, ale nikt mnie nie slyszy. Analizujac w ostatnim czasie moje zalosne zycie doszlam do wniosku, ze boje sie ludzi. Boje sie tego co swiat moze mi dac. Nie potrafie normalnie funkcjonowac. Nie widze juz w niczym sensu. Nic mnie nie cieszy. Nie mam nadzieji...
  6. Bardzo tesknie za dziecmi siostry, mieszkaja daleko, gdy z nimi rozmawiam nie umiem powstrzymac łez placze cicho zeby nikt tego nie usłyszal. Mam dosc tego uczucia ale to jest silniesze ode mnie. Ciagle tylko placz i placz za nimi
  7. Witam. Jestem mamą i żoną, w tym roku skończę 30 lat. Chciałabym z kimś porozmawiać. Ale nie wiem z kim. Jakoś czuje że lepiej będzie rozmawiać mi się z Panią, ale jest ich tu kilka. Czy mogłabym dostać wskazowke do której umówić się na pierwszą wizytę? Pokrótce powiem, co mnie dręczy. Myślę, że zmagam się z pewnego rodzaju depresją, może to depresja poporodowa. Po pierwszym dziecku (3lata temu) wydawało mi się że się pozbierałam ale kiedy urodziło się drugie całe moje szczęście uleciało (młodszy synek ma 10 m-cy). Mam nieprzyjemne myśli, brak motywacji do działania, ciągle czuję się zmęczona i bez życia. Nie pamiętam kiedy się ostatni raz śmiałam. Często wybucham złością. Nie panuje wtedy nad sobą choć w głowie słyszę "nie rób tak, to nie jest w porządku!" - to jednak jest silniejsze ode mnie. Krzywdzę najbliższych, szczególnie zależy mi na dzieciach. Źle się czuje ze sobą, uważam że jestem beznadziejna matka i często mam myśli że nie ja powinnam ich wychowywać bo im tylko krzywdę zrobie (w psychice), nie mówiąc o mężu zero jakichkolwiek relacji intymnych czy miłosnych, czuje się nieatrakcyjna, mijamy sie (nie ma zdrad, po prostu nas oboje przytłoczyła rzeczywistość). Zamiast cieszyć się macierzyństwem, mam poczucie straty czasu. Boje się że za kilka lat minie ten czas, kiedy oni są mali i nie nasyce się tym i będę żałować. Już żałuje wielu rzeczy. Chcę być lepszym człowiekiem, dla nich ale też dla siebie, by dawać dzieciom dobry przykład. By miały poczucie oparcia we mnie i zaufanie. Myślę, że jest we mnie wiele przekonań z przeszłości, które nie pozwalają mi dziś swobodnie żyć. Chowam też w sobie wiele urazy i żalu do rodziny. Chciałabym zrzucić z siebie ciężar, który ciągle mnie wgniata w ziemię. Jeszcze nie potrafię nazwać tego ciężaru, ale chyba jestem na granicy wytrzymałości. Jeszcze chwila i padnę. I już się nie podniosę.
  8. Dobry wieczór, mój problem polega na tym że mój partner nie chce ślubu..... Jesteśmy w związku od 8 lat z tego 7 lat mieszkamy razem, oboje jesteśmy po przejściach, ja mam 45 lat on 56 więc myślę że czas pomyśleć o małżeństwie ja bardzo go kocham i bardzo chcę abyśmy byli małżeństwem o czym mu powiedziałam że tak dalej być nie może nie chce trwać w nieformalnym związku dłużej... czekałam i tak bardzo.dlugo i nie doczekałam się tego z jego strony więc powiedziałam o moich uczuciach... żyjemy jak małżeństwo, czasem tak są jakieś spory ale gdzie ich nie ma ? Męczy mnie już to ponieważ uważam że jemu jest tak wygodnie po co zobowiązania... Ale jeśli tak jest to po co mi taki partner który chce mieć tylko kochanke? Nie chce nią już być, nie wiem co robić, nie wiem czy kocha bo jeśli tak to gdzie jest problem ze ślubem.... Co mam o tym myśleć nie wiem pomocy
  9. A więc mam 21 lat, jako, że mój problem zaczął się w grudniu tamtego roku (po przeprowadzce do innego miasta(nie było innego wyboru), chciałbym zapytać jak sobię z tym poradzić. Przed przeprowadzką miałem pracę o której marzyłem, w sumie od zawsze.. Teraz? Przez trzy miesiące miałem trzy oferty pracy na stanowisku na którym mi zależało. Starałem się dać z siebie wszystko, żeby się na nie dostać, ale zawsze mnie wykluczano.. Mam doświadczenie w zawodzie, chcę się rozwijać ale zazwyczaj wyklucza mnie status ucznia/studenta. Z dnia na dzień brakuje mi motywacji, mimo, że znalazłem jakąkolwiek pracę, żeby mieć za co opłacić mieszkanie, to z dnia na dzień jest do cholery coraz gorzej(ta praca mnie po prostu przytłacza). Codziennie wysyłam CV do różnych firm, dzwonię, umawiam się na rozmowy o pracę ale ostatecznie do nich nie dochodzi.. Coraz bardziej boję się, że stanę w miejscu i nigdy z niego nie wyjdę i nigdy niczego nie osiągnę,a chcę, serio chcę! Przez to wszystko stresuje się najmniej istotnymi rzeczami, dobijaja mnie emocje (potrafię popłakać się przy randomowym impulsie), lękam się dosłownie wszystkiego, a starając się o tym nie myśleć, robi się tylko gorzej. Nie wiem co mam robić, żeby poczuć się chociaż trochę lepiej. Zrezygnować z aktualnej pracy? Może zostać w niej do póki nie znajdę tej, która mnie interesuje? Może po prostu znowu zamieszkać z mamą i żyć z przekonaniem, że niczego nie osiągnę bo się poddaje i wracam do punktu wyjścia. To wszystko mnie tak cholernie przytłacza, chcę tylko udowodnić, że potrafię, ale nikt mi nie daje szansy.. Nie chcę, żeby moje życie skończyło się na wynajmowaniu PRLowskiego mieszkania i codziennego bania się o to, czy będę w stanie opłacić rachunki. Jak mam sobie z tym wszystkim poradzić?
  10. Dobry wieczór, nigdy nie prosiłem o pomoc w takim miejscu, jest to dla mnie trudne, ale chcę skonfrontować moje myślenie z opinią eksperta. Mam 28 lat, pracuję jako kierownik w agencji reklamowej, jestem w trakcie doktoratu. Świetnie radzę sobie ze stresem zawodowym i wystąpieniami publicznymi. Kompletnie nie potrafię radzić sobie natomiast z uczuciami. Prawie trzy lata temu zostałem zraniony, kobieta odeszła ode mnie informując mnie o tym telefonicznie. Cytuję: "Nie kocham go, ale się z nim bzykam". Przez niemal pół roku nie mogłem sobie porazić z emocjami. W domu rodzinnym nie było za dużo uczuć, choć niczego mi nie brakowało. Pół roku temu związałem się z inną kobietą. Wszystko było dobrze, ale od pewnego czasu zaczęła ignorować mnie na rzecz innych ludzi. Pomagałem jej przygotowywać pracę na uczelnię, kochałem bezwarunkowo i zapewniałem dużo wolności. Wychodzę z założenia, że jeśli nie robi się nic za plecami i obie strony akceptują sytuację, to wszystko jest po kontrolą. Tydzień temu jednak dziewczyna poinformowała mnie, że nie spędzimy weekendu walentynkowego razem (mieliśmy jechać na spa), bo umówiła się z kolegą. Następnie poinformowała mnie, że zaraz po weekendzie leci na tydzień do Anglii z innym kolegą. Wzbudziło to we mnie złe emocje. Nie akceptuję tego kolegi, bez przeryw o nim mówi, a ja jestem najzwyczajniej w świecie zazdrosny. Nie wytrzymałem emocjonalnie i nie zgodziłem się na ten wyjazd, zostałem zaszantażowany, że pojedzie sama skoro chcę, żeby jej się coś stało. Zgodziłem się na wyjazd z nim. Od tej pory nie mogę sobie porazić z emocjami, zaczęliśmy się kłócić, mówiłem rzeczy, których nie chciałem powiedzieć. Wczoraj mieliśmy się spotkać, aby przed ich wyjazdem spędzić razem czas i iść w ten tydzień z dobrymi emocjami. Okazało się, że kolega, z którym się umówiła w weekend został do poniedziałku, więc możemy się zobaczyć poza mieszkaniem, bo śpi. Spotkaliśmy się, pokłóciliśmy się, zażądała przerwy na czas tygodniowego wyjazdu. Powiedziała, że nie wie, czy jest się w stanie dla mnie zmienić i co czuje. Dwa dni wcześniej mówiła, że mnie kocha. Dodam, że same walentynki spędziliśmy także w trójkę z kolegą, z którym leci, bo nie chciała się kłócić, gdy zostaniemy sam na sam. Jestem szalenie zakochany, ich samolot w tej chwili wzbija się w powietrze, a ja nie umiem sobie porazić i przeraża mnie perspektywa tygodnia czekania na werdykt. Mam wahania nastrojów od zrzucania winy na nią, przez placz. Jestem przerażony. Czy przesadzam? Czy to tylko moje subiektywne emocje? Czy wreszcie powinienem się z tym gdzieś udać? Dodam tylko, że jestem pewien jej wierności, boli mnie fakt nie liczenia się z moim uczuciami i podejmowanie decyzji bez zapytania. Dodam też, że uprzedzała mnie o swoim wyjeździe, ale nie mówiła, że z nim i nie mówiła o konkretnej dacie, nie wspominała też, że coś już planuje.
  11. Witam.Jestem Magda,32 lata.Od 14 r ż chodziłam do psychologa.W wieku 16 lat zaczęli podawać mi leki psychotropowe. W rodzinie występuje CHAD (matka) i uzalenienie mieszane.Bylam 8 razy hospitalizowana.Podczas ostatniego pobytu opuściłam ośrodek z diagnozą CHAD stan mieszany.Diagnozy dokonało całe grono terapeytyczne z Profesorem na czele.Zaznacze ,że 8 hospitalizacji odbyło się na tym samym oddziale,a wyszłam w fazie mieszanym tylko ze względów finansowych szpitala jak mniemam.Nieważne.Wyjechałam za granicę.Odstawiłam wszystkie leki.Zakochałam się w kobiecie.Po pierwszym miesiącu planowałam skok pod pociąg w związku z czym wstrzymałam cały ruch pociągów z Londynu.Trafiłam do izolatki na dobę...Chyba chcieli mnie zamknąć w szpitalu.Powiedziałam,że to był błąd i nie chciałam się zabić...Tak wyszło.Nieważne.Przeżyłam kolejne 9 lat w UK .Partnerka otoczyła mnie miłością.Znalazłam pracę na kierowniczym stanowisku.Nie mogę narzekać.Wszystko jakoś płynnie minęło przez te 9 lat...ale od jakiegoś czasu czuję jakby powracający stan,problemy ze snem,brak apetytu,rozdrażnienie,chaos w głowie..Czy to możliwe,że CHAD tyle lat był nieaktywny? Czy to zwyczajny błąd w diagnozie..mam na myśli,np.zaburzenie osobowości borderline? Udaje,że jest ok,uśmiecham się-tak się robi tutaj/nie inaczej,bo nie wypada(jeb***etykieta)ale czuję,że mam ochotę iść i skoczyć z mostu.Boję się ,że tym razem nie będę potrafiła dłużej utrzymać kontroli nad samą sobą.I tak trudne jest samo pisanie tutaj.Kiedyś obiecałam sobie,że odetnę się od jakiejkolwiek psychologii.
  12. Witam, Potrzebuje porady bądź potrząśniecią mną na etapie jakim się znalazłam. mam 31lat, jako 23 latka wyszłam za mąż co w zasadzie było spowodowane tym, że zaszłam w ciąże. Nasze małżeństwo było mocno niedojrzałe. Jako, że byliśmy młodzi, ja oddałam się wychowaniu synka, natomiast mąż dużo pracował żeby utrzymać rodzine. Nie było miedzy nami źle, ale nie było też idealnie. Mąż lubił imprezować i czasami w weekendy spotykając się ze znajomymi nie potrafił utrzymać się na wodzy, mam tutaj na myśli alkohol a po alkoholu jego przykre odzywki w moją stronę. Niestety zaczęło to wpływać dosyć mocno na mnie, meczyłam się w związku ponieważ nie dość, że w ciągu tygodnia on pracował i nie miał dla nas czasu to dochodziły weekendy zakrapiane alkoholem. oczywiście nie wszystkie. nie mogę powiedzieć, bo był czuły, dbał o nas, ale chyba to wszystko nas przerosło jako młode osoby. Po 4 latach postanowiłam, że chce się z nim rozstać, że już nic do niego nie czuję, że nie chce aby dziecko wychowywało się patrząc, na nas jak jesteśmy dla siebie obojętni. Mąż nie mógł się z tym pogodzić, proponował terapie, psychologa, ale ja nie chciałam ... W chwili obecnej ma żonę i roczne dziecko. Ja natomiast mam partnera i mieszkamy z moim 9letnim synkiem. Partner ma bardzo dobre relacje z synkiem (co było dla mnie bardzo ważne). my z mężem rozwiedliśmy się dwa lata temu w przyjacielskiej atmosferze. Do dnia dzisiejszego mamy poprawne relacje, rozmawiamy, ustalamy razem kwestie związane z dzieckiem. mam nawet wrażenie, że rozumiemy się lepiej niż za czasów małżeństwa. niestety od kilku dni dopadł mnie pewnego rodzaju kryzys i nie umiem sobie z tym poradzić. Przechodzi mi przez myśl opcja, co by było gdyby. Jak teraz układałoby nam się w życiu, czy bylibyśmy w stanie się dogadać, czy zmienilibyśmy swoje podejście itd. Jest mi żal, że nie dałam mu szansy, że wszystko skreśliłam. Winę za rozpad biorę całkowicie na siebie, za co przeprosiłam go oczywiście jakiś czas temu. Myślę, że on mnie wtedy kochał, a ja nie byłam pewna swoich uczuć. byłam młoda, niedojrzała. Do tego dochodzi myśl, że mój syn mógł mieć normalną rodzinę, a ja to zepsułam. Z moim obecnym partnerem ma naprawde dobre relacje, ale to nie jego ojciec. Chyba się pogubiłam. Niby jest mi dobrze, mamy wspólne mieszkanie, jesteśmy razem ponad 3 lata. Porównuje jednego i drugiego, staram się wymazać byłego męża z pamięci, ale ostatnimi dniami wzmocniła się we mnie myśl na jego temat. Czy powinnam z nim porozmawiać, czy powiedzieć mu o swoich myślach, czy zostawić to dla siebie ?? Czy to normalne, że w pewnym etapie życia po rozwodzie przychodzą takie myśli ?
  13. Witaj, nie wiem od czego powinnam zacząć. Więc najprościej zacznę od początku. Moje życie nie jest usłane różami, a nawet czuję że gwoździami, lecz teraz czuję że gwoździe coraz mocniej są wbijane w moje nogi mimo iż uzbrajam się w grube podeszwy. Skończyłam 20 lat, i zdaję sobie sprawę iż nie jestem dorosła. Wiem że całe życie przede mną ale szczerze? Nie jestem pewna czy chcę żyć. Jestem na własnym utrzymaniu, chodzę do pracy, mam przyjaciół (choć myślę że gdybym ich miała nie szukałabym zrozumienia) na pozór wszystkie jest świetnie lecz ja nie radzę sobie z niczym a zwłaszcza z emocjami, podejmuję złe decyzję w życiu i popełniam powielane przez siebie błedy. Mam stany lękowe, i czuje że nie jestem wartościowym człowiekiem. Czuję się jak nikt, i czuję że nikt też nie rozumie mnie. Codziennie dostaję napadu płaczu, całkowicie wyautowałam się z życia towarzyskiego. Popadłam e alkoholizm. Piję wiedząc że to nie jest rozwiązanie ale nie wiem jak skoczyć z wieczną imprezą, czuję że alkohol zabiera mi życie. Do tego dochodzą uczucia. Tkwię w toksycznej relacji kilka lat. Oddałabym za tę osobę życie- zdaję sobie sprawę że to poważne słowo ale jestem ich pewna. Kocham go, i pierwszy raz kocham kogoś z tak mocną siłą. Tylko nasza realcja jest mocno skomplikowana. On nie pracuję w moim miejscu zamieszkania, zjeżdża tylko na weekendy. Powiedzial mi że nie wie czego chce, a ja czekam na niego i na to aż będzie wiedział. Przyzwyczaiłam go do tego żeby widywać się tylko w weekendy, czuję że nie umiemy ze sobą rozmawiać. Ja nie umiem, może nie chcę z niego zrezygnować? W pracy ponoszą mnie emocje a mam ich zbyt wiele. Potrzebuję pomocy. Chyba muszę zmienić cokolwiek w swoim życiu. Chcę żyć i przestaćbać się jutra. Chcę przestać się bać.
  14. Witam. Mam na imie Natalia. Mam 29 lat. Szukam porady/pomocy psychologicznej. Przezywam swoj kryzys. Zastanawiam sie czy to co przezywam to depresja? Lubie swoje problemy rozwiazywac sama ale z tym ciezko mi idzie. Otoz 3 lata temu zaczelam byc bardziej drazliwa a po jakims czasie wystapily u mnie silne ataki paniki i to uczucie ( straszne) jakby strachu zamienialo moje cialo w jeden wielki ból I tak samo bylo z psychika ale wlaczylam z tym dziwnie. Wychodzilam z pulapki paniki dlugi czas. W tej chwili czuje ze nie umiem do konca sie zrelaksowac, ze wciaz jest we mnie stres ktorego czesto zajadam np slodyczami. Zadko mam problem ze snem za to budze sie juz bez humoru, rece mi sie trzesa w pracy mam zmienne humory, czesto jestem poirytowana mimo ze wszyscy uwazaj ze jestem pozytywna i sympatyczna. Ja ukrywam swoja nerwice. Zauwazylam ze ostatnio szybciej sie meczy, dluzej tez spie, czasem mimo ze uwielbiam przyrode wokol mnie to nie umiem tego zauwazyc/ docenic. Za duzo mysle, za duzo analizuje. Czesto negatywnie. Czesto jest mi ciezko. Mam tez problemy z hormonami. Chcialabym zeby ta nerwica mi tak nie zatruwala zycia, zebym poczula ulge zamiast napietych miesni. Chcialabym schudnac przy moich policystycznych jajnikach a bardzo sie martwie ze mi sie nie uda , chcialabym czuc sie szczesliwsza I byc pozytywniejsza. Czy walcze juz z depresja?? Duzo mi sie tego nazbieralo a bardzo chce zadbac o moje zdrowie psychiczne. Co powinnam zrobic?? Ciezko mi czasem tak zyc z tym bólem emocjonalnym, nerwicami, cofa mi to poczucie wlasnej wartosci niestety ... prosze mi cos poradzic .... nawet takie rzeczy jak ksiazki, diety, medytacje. Chce probowac wszystkiego ! Dziekuje serdecznie za wysluchanie❤
  15. Mam 19 lat i jeszcze jestem uczennicą. Mój problem polega na tym że nie potrafię opanować emocji oraz nawiązywać kontaktów z ludźmi. Nigdy nie byłam w związku mimo tego że nie uważam się za brzydką osobę, dbam o siebie, chodzę na siłownie. Moje koleżanki chodzą na imprezy etc. Ja w tym czasie jestem w domu. Trudno mi odezwać się do kogoś. Coś jest ze mną nie tak? Na proste wydarzenia reaguje stresem. Np.chrzest dziecka mojego brata, trzymałam świece do chrztu by dać ją chrzestnemu dziecka, będąc w kościele rodziców i chrzestnych jeszcze nie bylo, poszli załatwić sprawy formalne z księdzem, w tym czasie ludzie się na mnie bardzo patrzyli, miałam ochotę z tamtad wyjść lub zapytać się na co oni się tak gapią. Po zakończonej już mszy, zareagowałam na to płaczem. Lub nieznajomy chłopak ze szkoły zaprosił mnie na obiad, odmówiłam bo akurat wracałam do domu. Gdy to mówiłam “zrobiłam się czerwona na twarzy“ i nerwowa. Jak sobie radzić z pewnością siebie?
  16. Witam, mam bardzo duży problem z którym zmagam się od miesiąca. Moi teściowie się rozstają z powodu zdrady teściowej. Postaram się opisać po krótce i dojść do setna. Otóż, moja teściowa postanowiła założyć nową rodzinę, co kompletnie nie jest dla nas zrozumiałe. Teść jako naprawdę dobry mężczyzna dbał o nią, zarabiał, nie pił i potrafił się zawsze zachować. Oboje pracują, kłopotów finansowych nie mają. Mojej teściowej coś po prostu strzeliło do głowy i od roku miała romans. Rzekomo bardzo kocha nowego partnera i nie może bez niego żyć, więc odeszła po 25 latach małżeństwa z teściem. Zostawila po sobie dosłownie zgliszcza, które ja muszę zbierać. Ona bawi się w najlepsze, a tym czasem Teść ma depresję, z którą nie możemy sobie poradzić. Nie chce iść do psychologa lub psychiatry, nawet do lekarza rodzinnego. Wszelkie starania by udal się do specjalisty są daremne. Rozmowy z nami mu nie pomagają i sama już nie wiem jak mu pomóc. Staramy się z mężem jakoś trzymać go w bryzach ale też już brak nam pomysłów. Mi też jest ciężko patrzeć jak mój mąż cierpi przez tą sytuację, jakby nie było zostawiła go matka i chodź jest dorosły to także ciężko to znosi. Chciałabym bardzo im pomóc, ale sama już nie wiem jak. Teść jest naprawdę dobrym człowiekiem, kochał teściową i przeżywa to jakby miał żałobę. Nie wiem co robić, liczę że mi ktoś poradzi, poleci dobrą książkę lub cokolwiek w tym temacie.
  17. Witajcie. Nie wiem już co mam robić, gdzie szukać pomocy. Jest mi wstyd. Jest mi po prostu, po ludzku wstyd tego największego życiowego błędu. Jeszcze cztery lata temu mieszkałam w dużym mieście, miałam wspaniałą pracę i cieszyłam sie życiem. Poznałam jego. Żonaty. Chyba powtórzę coś, co nie jedną dziwną taka jak ja już słyszała. Jest z żoną nieszczęśliwy, nigdy jej nie kochał, wrobila go w dziecko, chce się z nią rozwiesc. Zakochałam się w nim. Obiecywał mi wtedy wszystko czego potrzebowałam, rozumiał mnie. Byłam jeszcze w żałobie po śmierci mojego taty. Zmarł kiedy ledwo skończyłam studia. Za wcześnie, że młodo, zbyt nagle, bez pożegnania. Długo nie umiałam się pozbierać. Zakończyłam związek, w którym gdy tylko pochowano mojego tatę, partner zaczął mnie ponizac. Tak jakby wiedział że już nikt mnie nie jest w stanie obronić. Tak się wtedy czułam. Jak bezbronna istota której można zrobić i powiedzieć wszystko. Zmuszał mnie do seksu, porownywal do przypadkowych lasek z Internetu. W końcu chyba się już tym znudził. Kazał mi się wynieść. Wyszłam z domu z ubraniami i rozpaczą której nie potrafiłam udźwignąć . Znalazłam mieszkanie, wierzcie lub nie po kilku tygodniach poczułam że chce się żyć. Zaczęłam brać dalekie trasy, poznawać nowych ludzi, bawić się. Cały czas w tym wszystkim jednak brakowało jakiejś stabilności. Jakiegoś jutra. Było tylko tu i tylko teraz. Wtedy pojawił się on. Biedny, zrozpaczony, zrobiony w dziecko, zmuszony do ślubu myślący o rozwodzie. Boże, jaka ja byłam głupia. Po miesiącu znajomości powinnam wiedzieć że karmi mnie kłamstwami. Za ten romans i miłość, za rozbicie rodziny ponosze teraz kare. Karę ktora zaczyna mnie już pchać do myśli samobójczych. Od początku. Karmiona kłamstwami o tym jak mu źle, powiedziałam w którymś momencie chłopie wóz albo przewóz. Jesteś z żoną albo że mną. Skoro się rozwodzisz to po co do niej wracasz każdej nocy. Zrób porządek. Nie zrobił. Ale mi też nie dał odejść. Pierwszy raz od dziwek zwyzywal mnie po dwóch miesiącach znajomości. Właśnie za to że chciałam zakończyć romans. Uwierzyłam w jego kolejne klamstwa i poczekalam pół roku aż uporzadkuja sytuacje. Zeby mu udowodnic ze czekam, rzucilam wspaniałą prace. Ona sie wprowadziła. Nie wiem czy go podejrzewała o romans, czy miala dosc tego co ja odkrylam pozniej. Ten mężczyzna jest strasznie narcystycznym, A co gorsza jest w swojej nieomylności i wspaniałości wspierany przez matkę. Moja pierwsza wizyta w jego domu, a jego matka jak najlepszej przyjaciółce opowiedziała o wszystkich problemach jego małżeństwa. Nie zostawiła na tej dziewczynie przy tym suchej nitki. Jakby wiedziała, to jeszcze by mi opowiedziała jakich tamponow używa i w jakiej pozycji zaszła w ciążę. Jak to ona święta teściowa się starała, a tamta wredna miała ich za nic. Tu była kolejna ostrzegawcza lampeczka. Nie zareagowałam. Odpowiedziałam więc jej o sobie, o swoim życiu, o pracy, w genialnych ostatnich wakacjach. Mówiąc o wakacjach nie dało się nie wspomnieć o byłym. Dostałam o to zjebe od synka idealnego. Bo jego mamusia może srac na była żonę tak że uszy więdną, ale ja mam o swojej przeszłości nie wspomnieć słowem. Po kolejnych kilku miesiącach on wyprowadził się od matki i zarządal mojej przeprowadzki z dużego miasta do małego zadupia. Nie mogłam tam znaleźć pracy, bo cały czas w perspektywie było to, że to miasteczko to tylko przystanek, bo docelowo będziemy gdzie indziej. Wtedy pierwszy raz mnie uderzyl. Wybaczylam. To tylko lisc. Potem było coraz częściej, a liście zmieniały w pięść. Docelowe miejsce stało się kolejnym zadupiem. Znowu problem z pracą, znowu jego laska i nielaska. Tu bicie stało się bardzo regularne. Średnio raz w miesiącu. Próbowałam nawet już się bronić, oddawać, atakować, błagać żeby przestał. Dostałam już z główki, zostałam już skopana, dostałam pięścią w brzuch. Ostatnio stomatolog spytała mnie czy byłam pobita, bo moje dziąsła to jedna Wielka pourazowa dziura. Zełgalam ze mialam wypadek samochodowy. Mam liczne krwiaki na potylicy. Pourazowe. Mialam już pękniętą błonę bębenkową ucha. Od jego uderzenia. Kłamałam że od wybuchu petardy. Kiedys, gdy nie bylam sie juz w stanie podniesc z podlogi to obsikał mnie. Tyle razy juz przysięgał ze wiecej nie uderzy. A prawda jest taka, że robi to niezależnie, czy ja zawinię czy nie. Juz nawet nie znajduje tlumaczen dlaczego, udaje że tego nie zrobił, nie wie co mi się stało, pewnie upadlam. Nagrywa nasze awantury, to jak wychodzę z siebie bo już dłużej nie mogę znieść jego kłamstw. Gdy już zbierze sobie materiał który pokazuje że to ja krzyczałam, wyłącza kamerę i zaczyna bić. Bronie się jak mogę, ale to nie działa. Wczoraj dostalam w brzuch z pięści, kilka razy w twarz, wybił mi niedawno zdobiony ząb. Ale to nie jego wina. On ma nagrane dowody ze to ja robie awanture. Skopał mnie po nerkach. Wymyslam sobie. Zalewam sie krwia, on szybko sprzata, zeby przypadkiem nikt nie zobaczyl. Nagram go jak mi grozi ze mnie zapierdoli, to szybko to skasuje. A jak uda mi sie go odepchnać i biedatwo sie zarysuje, albo nabije siniaka, to oczywistym jest ze to on jest ofiara. Nie moge juz na niego patrzec. Nie chce go znac. Chce odejść. Ale on nie pozwala. Grozi, szantażuje, wypomina rozbicie rodziny. Wszystko w tym domu, jego zdaniem jest jego. Dostane pieniadze od babci na urodziny - do domowego budżetu. Zrobię ekstra premie - do domowego budżetu. Uda mi się coś odłożyć? On zawsze znajdzie potrzebę wymagającą odebrania mi tych pieniędzy. Zarabiam ciut więcej od niego. On do tego płaci alimenty, wymyślił sobie niby to biznes, który przynosi te same dochody co bez posiadania własnego sprzętu, ale raty trzeba płacić. Więc zarabia niewiele więcej, a poza sezonem generuje kolejny zbędny wydatek w budżecie. Od roku zbieram na prawo jazdy którego brak tak bardzo mi wypomina. Nic tu nie jest moje. Telefon zabiera mi kiedy mu to pasuje, lozko jest jego, mam wypierdalac na podloge, wszystko tu kupil on. Moge sobie uzywac, ale na jego zasadach. Moja wyplate mam wplacac na kartę kredytową. Oczywiscie moge jej uzywac kiedy potrzebuję. Mam tylko pamietac ze wszystko jest jego. Za mojego dentyste w jego mniemaniu placi on. Co za tym idzie, ma prawo mi je wybić. Zapierdoli mnie jesli rzucę telefonem, zajebie jesli cokolwiek uszkodze. Kiedys zrobil mi awanture za to ze spadl mi pilot. Nienawidze go. Tej nienawisci jest juz tak duzo, ze na jedną osobę miało. Mimo iz kiedys chcialam byc blisko jego corki, to teraz życzę jej wszystkiego tego, co on zrobił mi. Pomocy. Jedyną droga wyjscia z tego zwiazku stala sie dla mnie śmierć. Karma to złośliwa suka. Moja właśnie wróciła do mnie.
  18. Dzień dobry, jestem tutaj jako anonim aby poradzić się w sprawie mojej mamy. 14 lat temu mój ojciec pocałował się z inną kobietą i w październiku 2019 roku moja mama znowu powróciła do tego tematu. Była między nimi wielka kłótnia, ale to nie jest ważne. Przejdźmy do tego co się dzieje teraz: parę dni jest szczęśliwa, a w inne dni na każde pytanie odpowiada "nie wiem" lub "rób jak chcesz". Cały czas jest zmęczona i rzadko wychodzi z domu. Ostatnio zaczęła dziwnie jęczeć i dostawać jakby drgawki na śnie, bardzo mnie to martwi. Jak mam jej pomóc? Ona nie chce iść do psychologa itp. Jak jej zaproponowałam iście to powiedziała żebym ją od razu zamknęła do psychiatryka jeśli tak uważam. Czy to jest depresja? Jak mogę jej pomóc?
  19. Witam mam strasznie dziwny problem nie wiem jak mam to odebrać ale streszczę się.. Mianowicie jestem Hetero od 3 lat jestem w szczęśliwym związku z moją partnerką ale od niedawna coś się stało że nie mogę utrzymać oczu jak rozmawiam z jakimś kolegą moje oczy uciekają na jego krocze.. Czuję się strasznie ponieważ nie chce się tam patrzeć ale mimo wszystko to robi się jakoś samo, oczywiście nie patrzę tam z powodu tego że mnie to interesuje bo tak nie jest nie czuję pociągu do facetów... Ale gdy walczę z tym to chyba jest widoczne bo widzę jak zachowuje się np. Mój kolega lub inny mężczyzna ... Robi się dziwnie i niezręcznie :/... Nie wiem co mam myśleć obrzydza mnie to dosyć mocno.. Jeszcze raz zaznaczę, że nie patrzę tam z powodu pociągu czy cokolwiek co jest związane z seksualnośćią, ponieważ lubię tylko Kobiety. Bardzo proszę o pomoc bo oszaleje przez to zamykam się w sobie co raz bardziej a co za tym idzie dostaje na głowę!
  20. Dzień dobry mam 32 lat jestem kobietą mam problem ze stresem, nerwami i z mężem. Próbuję się wyciszyć ale nic to nie daje. Mąż ciągle mnie szantazuje że nie da mi pieniędzy na jazdy doszkalające i plac, bo podjęłam prawo jazdy. Mamy wspólne gospodarstwo ale 3 km od domu u jego rodziców. A on jest mamusi synkiem. Cały dzień na gospodarstwie żadnego urlopu wyjazdu tylko tyra. Obwinia mnie za swoje niepowodzenia. Teściu wygonil mnie z domu, za męża bo się pokłócił z nim. A mąż jeszcze broni go ze jest chory ale świadomość ma co robi. Być może mąż miał trudne dzieciństwo. Nie pije nie pali ale za to tyran. Nie ma potrzeb nie radzę już sobie z tym. Nie mamy własnego życia. Nie radzę sobie z emocjami
  21. Jestem mamą dwojki dzieci, od 10 lat po rozwodzie. Mam 42 lata. Od jakiegoś czasu spotykam sie z nowym facetem.Dwa tygodnie temu moj 15 letni syn wykradl z kolegą w nocy moj samochod i rozbili go. Uciekali przed policja. Chlopcom nic na szczescie sie nie stalo ale samochod do naprawy. Za kare syn nie mogl uzywac komputera, telefonu i wychodzic z domu w wolnym czasie. Mial tez w nastepnym dniu wykonac prace zwiazane z czyszczeniem kostki brukowej na posesji. W trakcie prac zaczął pyskowac i stawiac sie, nerwy mi puscily i zlapalam go za bluze szarpiac troche. Do sytuacji wtracil sie tez moj partner, ktory powiedzial do syna pare slow za duzo ( partner tylko mowil nie dotknal syna). Syn zadzwonil po ojca, ktory go zabral i jak pozniej sie okazalo pojechali na policje zglosic znecanie sie psychiczne nad dziecmi i zalozyli mi niebieska karte. Nagle nastepnego dnia do taty wyprowadzila sie 16 letnia corka co bylo dla mnie olbrzymim szokiem poniewaz corka w ciagu kilku lat tylko kilka razy byla na spotkaniach z ojcem tlumaczac sie ze tata niszczy ją psychicznie i nie chce do niego chodzic - nie nalegalam ale tez nie bronilam dzieciom kontaktow z ojcem. W chwili wyprowadzki corka powiedziala, ze nikt nie bedzie tak traktowal jej braciszka. Teraz jestem atakowana przez córkę kazdego dnia. Dzieciaki postawily ultimatum albo nowy partner albo one. Corka oskarża partnera o molestowanie ( zaczela uprawiac seks w wieku 12 lat o czym dowiedzialam sie niedawno) jestem pewna ze te oskarzenia sa tylko kolejnym atakiem na mnie. Byly maz pierwszy raz od 10 lat przelal w terminie alimenty i corka wrecz rząda pieniedzy bo alimenty są ich. Oczywiscie nie zamierzam wydac ich alimentow na swoje potrzeby ale tez nie zwroce ich mezowi bez wyroku sądu. Sądownie pobyt dzieci u mnie. Bylam tez u prawnika, ktory stwierdzil iz w tej sprawie nie ma zajecia dla prawnika tylko dla psychologa. Nie mam już sily na nic. Wykanczaja mnie ataki corki. Moja mama uwaza ze powinnam ulegac dzieciom porzucic partnera i poprosic je zeby wrocily do domu. Czuje sie bezradna jak dziecko. Oczywiscie w kontaktach z MOPSem i policją w zwiazu z niebieska karta nikt nie widzi problemu przemocy - zwykla kontrola rodzicielska. Chcialabym dogadac sie z córką chociaż szczerze powiedziawszy nie wiem jak potoczy sie dalej zycie po tych wszystkich obelgach i ostrych slowach, ktore uslyszalam od niej. Czuje sie tak zraniona i zdradzona ze nie umiem sobie z tym poradzic. Jestem ciagle na uspakajajacych lekach ziolowych. Jest mi wstyd z powodu calej tej sytuacji. Pomóżcie. Co mam zrobić? Jak dotrzec do dziecka?
  22. Witam. Od kilku dobrych lat mam problemy ze swoim umysłem. Cały czas mam wahania nastroju. Jestem szczęśliwa za chwilę płacze potem znowu jestem zadowolona i tak w kółko. Kiedyś bardzo często popadalam w tzn depresję. Prawie codziennie płakałam nie mogłam nad tym zapanować. Od kad jestem w związku czuje się lepiej ale gdy tylko się pokloce ze swoim chłopakiem lub ktoś mnie skrytykuje mój humor od razu spada na samo dno... Nie raz miałam takiego dola że myślałam o samobójstwie. Czuje że te stany depresyjne są coraz mocniejsze. Chodziłam do psychiatry i psychologa ale zrezygnowalam z wizyt bo mi nie pomagały. Psychiatra powiedział że mam zaburzenia osobowości. Jeśli ktoś zna się na tym temacie czy mozecie mi powiedzieć co to za zaburzenie? Podejrzewam borderline. Pozdrawiam
  23. Cześć, mam na imię Sandra. Mam 18 lat i czuję się dziwnie. Zawsze podobała mi się płeć przeciwna i nadal tak jest, ale nie wyobrażam sobie czułości w moim związku. Nienawidzę, gdy ktoś mówi do mnie misiu, kotku, słonko itd. Nie lubię także gdy mnie ktoś ,,mizia" lub w inny sposób dotyka. Dla mnie problemem jest trzymanie się za rękę, już nie mówiąc o całowaniu się. Osoba przestaje mi się podobać, gdy już z nią jestem. Już nie wiem jakiej orientacji jestem. Czy to jest normalne?
  24. Witam, zdecydowałem się napisać post na tym forum że względu na to iż podejrzewam u siebie zaburzenia emocjonalne. Mianowicie gdy coś poczytam, jakąś książkę czy cokolwiek to zaczynam robić się bardzo rozdrażniony, wręcz agresywny, i to do tego stopnia że nie jestem nawet w stanie zasnąć. Mam tak już od dłuższego czasu. Bardzo mi to przeszkadza w życiu bo NIE MOGĘ NIC DŁUŻEJ POCZYTAĆ, a czytać bardzo lubię. Czy spotkaliście się z taką sytuacją? Z góry dziękuję za pomoc.
  25. Witam jestem mężczyzną w wieku 26 lat potrzebuję porady otóż zakochałem się w sporo młodszej dziewczynie która na domiar złego jest była dziewczyną mojego kolegi i problem polega na tym, że on nadal z nią mieszka chodzi ona nie chcę mieć z nim nic wspólnego to on robi wszystko by uniemożliwić nam bycie razem. Kiedy jesteśmy razem wszystko jest w porządku ale gdy ona wraca do domu ja zaczynam myśleć bo nie mam z nia kontaktu i do tego on wypisuje do mnie jako ona i to trwa juz 4 miesiące piszę tu o tym bo nie umiem sobie z tym poradzić sam każdy z moich znajomych i bliskich radzi mi żebym sobie odpuścił ją że gdyby mnie kochała to by zachowywała się inaczej ale ja znam dziewczę w której tak bardzo się zakochałem i nie potrafię zrezygnować z niej ale dłużej tak nie wytrzymam te ciągle rozczarowania, te myślenie to udawanie przed każdym że nic mi nie jest wiem że ona też to przezywa i ja to męczy w sumie to chyba oboje potrzebujemy pomocy jeśli ktoś ma jakąś radę jak mógł bym poradzić sobie to był bym wdzięczny za pomoc. Kocham tę dziewczę i myślę że ona też mnie kocha tylko cała ta sytuacja nas przerasta

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.