Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'emocje'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Jestem studentką, w lutym tego roku skończę 22lata. Od jakiegoś czasu czuję się zmęczona psychicznie. Mam poczucie, że zmarnowałam swoje nastoletnie życie, bardzo boję się przyszłości i okropnie przejmuje się tym co mnie w czeka. Za kilka miesięcy kończę studia, bardzo się boję że nie podołam i zawiodę cała swoją rodzinę, która już liczy że zobaczy mnie za kilka miesięcy w pracy w szpitalu. Boję się bo bardzo nie chce tego spierdolic, a co jesli mi się nie uda? Jestem już na takim etapie swojego życia, gdzie pasuje się powoli ustatkować a ja nawet nie wiem czy kocham swojego chłopaka... Na początku się starał, widać było że mu zależy, ale teraz poprostu "jest". I nie wiem już sama, czy to ze mną jest problem, bo za dużo oczekuje? Przecież niczego w sumie mi nie brakuje, ale nie jestem go pewna... A jak to spierdolę a to był właśnie TEN? Juz tak dużo relacji z ludźmi popsułam, może to ze mną jest problem!? I to jest kolejna kwestia, boję się że gdy go zostawię rodzina uza że jest coś ze mną nie tak, bo to nie mój pierwszy chłopak... Boję się że jak spierdolę ten związek to nie znajdę nikogo innego, albo trafię na kogoś gorszego bo przecież karma istnieje... Boli mnie głowa na samą myśl ze znowu będę sama, znowu nie będę miała nikogo do kogo będę mogła się przytulić, z kim będę mogła porozmawiać. Chciaz tego ostatniego to nie lubię, mam tak ogromny problem z mówieniem o uczuciach że w sumie to o nich z nikim nie rozmawiam. Nie pokazuje przed nikim swoich prawdziwych uczuć, bo przecież nikogo i tak to nie obchodzi, już raz próbowałam coś pogadać z rodzinką, za każdym razem zmnieniaja temat, albo mówią że moja wina (jak zakończył się mój poprzedni związek, uslyszalam: za przystojny był). Dlatego wolę nic nie mowic a jakbym znów poniosła porażkę? Boję się. Mam duże problemy z akceptacją siebie, praktycznie siebie nienawidzę. Od małego miałam problem z nadwagą, teraz schudłam a i tak gdy patrze w lustro - czuję się okropnie. Przez to często jestem smutna, myślę że to też powinnam dodać w tym wywodzie, chociaż pewnie nic to nie zmieni. Proszę o jakąś poradę, chce poprostu pogadać o tym co czuje, ale w sumie nie mam z kim. Czuję że zatraciłam siebie... I nie jest tak, że cały czas jestem smutna, bo w sumie bardzo często jestem szczęśliwa i jest super, ale ostatnio czuję się taka... Zmęczona
  2. Dzień dobry, od czasu do czasu napady lęku i popadam w niemoc i rozpacz, prokrastynację. Dużo czasu spędzam w swojej głowie, gdzie snuje zupełnie fantastyczne wizje o sobie, które nie maja nic wspólnego z rzeczywistością. Zabiera mi to zdecydowanie za dużo czasu i trwa od wiele lat. Często odpływam w świat fantazji, świat zewnętrzny schodzi na dalszy plan. Z kolei w realu odczuwam duży niepokój. W szczególności w kontaktach z innymi ludźmi, kiedy nie wiem jak się zachować i co mówić. Mam poczucie niedopasowania, ze nie czuje się nigdzie swobodnie, a ludzie to widza bo zawsze mówią mi nie stresuj się. Szybko uciekam i zmieniam otoczenie, kiedy czuje ze brak mi powietrza i za chwile się załamie. Zawsze powtarzam sobie nie przesadzaj, nie jest tak źle, ale potem jest tak samo i znowu poczucie wstydu i zażenowanie. Nie ważne ile razy postanowię ze to się nie powtórzy to za każdym razem zmieniam otoczenie, a nie siebie. Kiedy znajduje się w dużej grupie ludzi mam wrażenie ze za chwile zorientują się ze jestem bardzo nie pewna i nie umiem funkcjonować wśród ludzi (szczególnie obcych). Czuje ze nie żyje pełnia życia i marnuje swój czas na zamartwianie się i przez to stoję w miejscu.
  3. Hej, najprawdopodobniej niezbyt radzę sobie z krytyką. Ale to też nie do końca, wydaje mi się, że to zależy od jej podstaw i sformułowania. To znaczy, że im bardziej jest to konstruktywna krytyka tym bardziej prawdopodobne, że przyjmę ją ze spokojem. Ale pewnie sami nie raz spotkaliście się w szkole czy w domu z takim mechanizmem, że ludzie wokół nas często z jakiegoś powodu nie widzą sukcesów, ale wystarczy jedno potknięcie i od razu widzą. Jakoś tak jest, że rzadko się komplementujemy , ale jak ktoś zrobi coś źle to od razu uwaga. Przykłady : Dziecko dostaje same dobre oceny, ale dostanie 2-3 razy tróję i zaraz jest, że co to jest, czemu się nie uczysz. Jak w szkole już dostałeś łatkę złego ucznia, który nie czyta lektur to jak już je zaczniesz czytać to i tak nauczyciel Ci nie zaufa. Jak ktoś w domu poprosi Cię o zrobienie czegoś lub robienie czegoś inaczej, ale ponieważ to nowa czynność to zawsze się tak zdarzy, że na 100 szans 10 zapomnisz a 90 zrobisz prawidłowo, to Ci zwrócą uwagę tak jakbyś nigdy tego nie robił, jakoś magicznie pomijają to 90 przypadków, oni ich w ogóle nie widzą. Albo znowu, np zapomnisz zgasić światła raz na jakiś czas, to od razu jest , że nie gasisz i oni muszą gasić po tobie, ale sami nie widzą że oni robią dokładnie tak samo, oni też raz na czas zapominają wykonać tej czynności. Wydaje mi się, że to jest normalne bo przecież nikt idealny nie jest, i oczywiście, niektórzy ludzie popełniają nieco mniej takich drobnych błędów, a inni więcej, to już zależy jak bardzo skoncentrowanym człowiekiem jesteś, a jak bardzo Twoje myśli uciekają za czymś innym. Tylko, że mnie to strasznie irytuje i denerwuje , i chciałam się dowiedzieć czy Was też? jak się tym nie przejmować , jak się tym nie denerwować? “I czy to w ogóle normalne, że we mnie, niby taka błahostka wywołuje tyle emocji? Czuje się wtedy osądzana i w dodatku dość niesprawiedliwie. Wiem, że życie sprawiedliwie nie jest i nie da się wszystkiego naprawić, ale czy chociaż w bliskim towarzystwie nie mogłoby być więcej wyrozumiałości? Czy to w ogóle możliwe, że są jacyś tacy ludzie na świecie, którzy tak nie robią? ( ja tak nie robie, ale nie wiem czy to tylko ja?)
  4. Mój syn od wieku przedszkolnego śpi ze mną w weekend (sobota lub niedziela). To taka nasza tradycja - oglądamy film, syn zostaje ze mną, a mąż śpi w jego pokoju. Chcielibyśmy zrezygnować ze spania. Uważamy, że syn jest za duży, że pora to przeciąć. Ponad to mąż narzeka na spanie w łóżku syna. Nie jesteśmy niestety stanowczy w tym temacie, a syn jest bardzo wrażliwy. Jak zrobić to skutecznie i delikatnie?
  5. Witam ostatnio przez nadmiar myśli o ploblemach nie mogę ani jeść ani spać
  6. Witam. Zacznę może od tego, że mam 16 lat, chodzę do technikum i jestem głównie introwertykiem. Od małego moją ulubioną rozrywką był komputer, choć lubiłem też spotykać się z kolegami, grać w piłkę itp. Na pierwszym miejscu było jednak zazwyczaj granie na komputerze/przeglądanie internetu. Nie chcę się tutaj wyżalić, że zniszczyło mi to psychikę czy coś w tym rodzaju. Do dziś bardzo to lubię, ale jakiś czas temu zauważyłem, że chciałbym coś zmienić. Konkretnie chodzi o to, że po prostu nieco bardziej atrakcyjne od grania zaczęło być dla mnie spotykanie się ze znajomymi. Problem w tym że nie mam zbyt wielu znajomych. Jest kilku starych, z którymi mam niestety kiepski kontakt. Po za tym chciałbym poznać kogoś nowego, a nie spotykać się z ludźmi, których znam przez pół czasu mojego życia. Kolegów ze szkoły też mam ale dojeżdżam do szkoły dość daleko więc jest to kolejna przeszkoda. Mimo wszystko ci znajomi dają mi nieco więcej poczucia takiego "braterstwa" nie wiem jak by to ująć. Chciałbym jednak poznać innych ludzi, w szczególności też jakieś kobiety, bo mam z nimi mały kontakt a mają one zupełnie inne patrzenie na świat od mężczyzn. Niestety w technikum elektroniczno/mechanicznym ciężko szukać koleżanek. Ale przejdę teraz do głównego problemu: mojej osobowości. Uwielbiam spotykać się z ludźmi, rozmawiać z nimi (o ile mamy wspólne tematy), ale z ludźmi, których już znam. Mam ogromne opory przed nowymi znajomościami. Wstydzę się zupełnie mówić o moich zainteresowaniach, mówić jakiej muzyki słucham, co oglądam itp. Po prostu wstydzę się samego siebie, do tego stopnia że nawet w rodzinie ciężko jest mi mówić o większości rzeczach, które mnie interesują/ które lubię. Nie wiem skąd u mnie takie coś, jak jadę autobusem i łączę słuchawki bluetooth z telefonem żeby posłuchać muzyki to sprawdzam po kilka razy czy na pewno są połączone i nikt nic nie usłyszy (w przypadku jakby się rozłączyły i bym o tym nie widział). I na tym głównie polega mój problem. Nie mam zbyt wielu przyjaciół (albo kontakt z nimi jest niewielki i nie zawsze szczery). Przez co całe dnie siedzę w pokoju przed komputerem albo leżąc na łóżku i rozmyślając. Czuję się strasznie samotny (mimo, że mam dobrą, kochającą rodzinę) . Doszło do tego jeszcze niedawne odrzucenie przez dziewczynę, która mi się podobała. Tzn kulturalnie wytłumaczyła mi, że nie chce ze mną być i ja to rozumiem, ale nie mogę przestać o niej myśleć i dołować się, że "zostaliśmy tylko znajomymi" i że nigdy między nami nic więcej nie zajdzie. Nie wiem czy wiernie opisałem mój problem. Możliwe, że o czymś ważnym zapomniałem i będę to dopisywał. Co myślę warto wspomnieć, to że przez ostatnie 2/3 lata prawdopodobnie cierpiałem na pewien rodzaj nerwicy. Miałem myśli, że stracę nas sobą kontrolę i np. zamorduję młodsze rodzeństwo. Bardzo się tego bałem, mój mózg podsuwał mi myśl, że skoro mogę chwycić za nóż i zadźgać nim dziecko to czemu by nie spróbować? Nie mogłem spać przez te myśli, dużo modliłem się by to się nigdy nie wydarzyło (jestem wierzący). Na szczęście nigdy do tego nie doszło. Mimo, że czasami nadal miewam takie myśli to nauczyłem się je zagłuszać innymi i już mnie tak nie dręczą, ale kiedyś przechodziłem istne piekło i oczywiście wstydziłem się o tym powiedzieć rodzicom, a jak już im to mówiłem to w taki sposób jakbym się z tego śmiał i nie potrzebował pomocy. Miałem/mam też prawdopodobnie nerwicę natręctw. Często muszę sprawdzać czy na pewno coś zrobiłem. Mam manię na punkcie czystości. Muszę mieć idealnie czyste ręce, szczególnie jeśli mam zamiar nimi jeść lub przygotować jedzenie dla innych. Niby zrozumiałe, ale często z tym przesadzałem, np podniosłem przed jedzeniem coś z podłogi i już leciałem do umywalki. Dochodzi czasami do tego, że myję kilka razy ręce w ciągu np. 3 minut. Ogólnie to wyżej opisane problemy, aż tak mi nie doskwierają. Niegdyś były dla mnie udręką, ale teraz już całkiem nieźle sobie z nimi radzę. Najbardziej chodzi mi o pomoc z tą samotnością. Chcę aby ktoś okazał mi zainteresowanie. Żeby sam do mnie napisał, bo 99% rozmów np przez messengera jest rozpoczynane przeze mnie. Mało kto (właściwie to prawie nikt) chce do mnie napisać po to żeby po prostu popisać. Jak już pisze to chce coś do szkoły, albo pyta się o sprawy typowo, najczęściej techniczne (kiedy coś się zaczyna, jak coś zrobić, gdzie, co, jak). Nikt nie chce ze mną rozmawiać tak po prostu, dla rozmowy (choć w realu, jak już się z kimś spotkam to czasami uda się porozmawiać).
  7. Dzień dobry, mam 20 lat, jestem mężczyzną. Mój problem polega na tym że nie umiem komunikować/rozmawiać z własną dziewczyną i nie tylko, bo też z innymi ludźmi. Nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego tak jest, ale wiem że zaczęło się to gdy po skończeniu gimnazjum poszedłem do technikum, totalnie byłem cicha myszka, a przed technikum byłem ekstrawertykiem.
  8. Mam 19 lat jestem studentką, w ostatnim czasie nic mnie nie cieszy, nic nie sprawia mi radości. Rzeczy na które do tej pory czekałam, sytuacje lub spotkania teraz są mi obojente. Coraz bardziej mnie to męczy i przeszkadza, ponieważ wszystko w moim życiu układa się dobrze a pomimo tego uczucie szczęścia przestało mi towarzyszyć.
  9. Cześć, jestem tutaj nowa. W internecie poszukiwałam pomocy w związku z trudną sytuacją przez jaką przechodzę. Otóż jestem w związku od 3,5 roku. Patrząc wstecz uważam, że był to szczęśliwy związek. Jednak od 1, 5 roku mój chłopak zdiagnozował się i ma depresję oraz zaburzenia impulsywno - komoulsywne (z przewagą natrętnych myśli). Stara się funkcjonować w miarę normalnie, ciągle poszukuje odpowiedniego terapeuty. Przeraża go rozdrapywanie ran i skutki uboczne branych leków. Pomimo zniechęcenia ciągle szuka pomocy. Jednak problem tkwi w czymś innym. Otóż od czasu objawienia się jego choroby, między nami zaczęło się psuć. Generalnie poznaliśmy się na jednym z portali randkowych (badoo) i kiedyś moja koleżanka, która jest użytkownikiem tego portalu znalazła tam jego konto. Konto aktualne z nowymi zdjęciami. Zapytałam go wtedy co to ma znaczyć i stwierdził, że to tak dla lansu z nudów, a późnej już wgl wypalił, że to dlatego że go nie wspieram... Niby problem przegadany na 1500 sposobów, bo bardzo mnie to zabolało i poczułam się prawie tak jakby mnie zdradził. Pogodziliśmy się i postanowiłam dawać z siebie więcej i oboje zaczęliśmy na nowo pracować nad relacją, jednak od tamtego czasu nie mam już do niego kompletnie zaufania.. Oczywiście Kacper o tym doskonale wie.. Po tym incydencie okazało się, że podczas jednych z wakacji nie potrafił uszanować mnie i mojej obecności obok i zaczął rozglądać się, komentować i uśmiechać do wszystkich innych kobiet nie biorąc pod uwagę moich próśb, żeby z tym skończył bo mnie to boli. Oczywiście wyparł się, że wszyscy faceci tak robią, że nic się nie dzieje.. Ostatnio nie wylogował się z fb i weszłam na jego mesenger... Wiem, że to nie fajnie z mojej strony ale po takich akcjach mam niskie poczucie wartości i zerowe zaufanie.. Okazało się, że piszę z inną dziewczyna.. Pisał, że tęskni, że chce kupić jej prezent na święta, że po treningu przyjedzie i odwiezie ją do domku po pracy.. Zapytany stwierdził, że to przyjaciółka z którą poczuł więź i spotykają się czasem od pół roku. Kojarzył ja spod drzwi tego samego psychologa i zagadał jak wpadli na siebie w jakimś pubie. Nic mi o niej nie mówił bo bal się mojej reakcji.. Nic by mi o niej nie powiedział gdybym sama tego nie znalazła Prawda jest taka, że nie mieszkamy razem, (dwa osobne miasta oddalone od siebie o 50 km) i obecnie gdy tylko widzę go dostępnego na fb zastanawiam się czy jeszcze z nią pisze, czy już jej wszystko powiedział czy może się z nią umawia...? Postanowiłam włamać się na jego mesenger by sprawdzić czy tak jak mówił mi kilka dni temu nie utrzymuje kontaktów z przyjaciółką i zobaczyłam, że mnie znów okłamał.. pisali i planowali spotkanie.. Oczywiści pod wpływem emocji wszystko mu wyrzuciłam prosto w twarz i okazało się ,że to moja wina bo to ja włamałam się na jego konto i to przeczytałam, on po prostu chciał zakończyć przyjaźń z tą dziewczyna twarzą w twarz bo tak bardzo mu pomogła... To bardzo mnie boli bo tyle dla niego poświęciłam. Nie mogę przejść obok tego obojętnie. Kacper mówi mi że mnie kocha, że nie chce się rozstawać, że jest ze mną emocjonalnie związany i ja mu po raz kolejny wybaczam licząc na zmianę. A gdzie tylko nie spojrzę widzę, że mydli mi oczy. Wiem, że jak się czegoś szuka to się znajdzie i to prawda, ale jego zachowanie i cały bagaż doświadczeń spowodował u mnie to że nie potrafię czerpać radości z życia i wszędzie wietrze podstęp.. Od czasu mojego włamania się na jego messenger i tej kłótni nie widzieliśmy się i czasem on coś napisze, że tęskni.. nie wiem co z tym dalej zrobić...
  10. Cześć mam 38lat, z partnerem jesteśmy już 12 lat, mamy 2 wspólnych dzieci i dom na kredyt. Nie wiem czy to rzeczywiście jest moja wina że w naszym zwiazku jest nie najlepiej jak on mi to mówi. Mowi że jestem "wampirem szczescia" wysysac radość z niego. Mój facet ma specyficzny charakter. Ma być tak jak on chce jak się pierwsza córka urodziła to wtracal się o to w co ja ubieram nie pozwalal mi jej zakladac spinek do włosów itd. Jak kupiliśmy dom to powiedział że kuchnia ma być czarno biała . Kiedy kupiłam ściereczki do kuchni bialo czarne ale tam był rysunek jabłka czy jakiegoś innego owocu to je zabral i zwrócił do sklepu. To samo zrobił z prezentem rodziców. Kupili słoiki w kolorze szarym. To je zwrocil. Kwiatkow nie mogłam do kuchni. Zero zaslon do salonu. Tylko żaluzje. I tak jest do tej pory. Zero obrazkow na ścianie czy dekoracji. Rosliny w doniczce zostaly ale doniczki wyrzucil i kupil szare bo tamte były białe z wrzosami rysunkiem. Posciel do sypialni to miesiąc wybieralismy bo chciał wzory geometryczne i ciemne kolory zero kwiatów itd. Ogrod jest zaprojektowany na jego styl. Mówi mi że ja też mam prawo wybierać że mnie on w niczym nie ogrwnicza że mówię bzdury. Np moge wybrwc z posrod 10 krzewów do ogrodu 3 takie ktore mi się podobaja ale o już wcześniej te 10 dla mnie wybral. A jakbym chciała zupełnie co innego sama poszukac i kupić to nie wiem. Problem jest taki że mi mówi że ja zawsze zabijam jego szczęście jak się cieszy z czegoś to zawsze znajdę negatyw. Głupie to że chce kupic rowery dla całej rodziny to że ja zamiast się cieszyć to negatyw że wolę kupić meble na ogrod bo nie mamy jeszcze nic. Ze on się cieszy tymi rowerami a ja go zgasilam i odebrałam ta radosc. Chce żeby było super między nami żebyśmy byli szczęśliwi ale jak to zrobić czy rzeczywiście jestem tum wampirem szczęścia?
  11. Witam wszystkich forumowiczów. Od jakiegoś czasu zauważam u siebie problem z zazdrością o partnerkę. Kilka słów o mnie. Mam 33 lata, w związku z obecną partnerka jestem od roku (od pół roku mieszkamy razem). Od kilkunastu lat piłem alkohol. Ilości raz były większe, czasem mniejsze, jednakże była w tym regularność (picie 3-4 razy w tygodniu, czasem dwa piwa, czasem pół litra whisky). Piłem w towarzystwie jak i w samotności. Nie stroniłem też od marihuany. Zdarzało mi się palić kilka razy w roku, jednakże były to okresy palenia kilku-kilkunastodniowe. Niestety od jakiegoś czasu zauważyłem, że palenie bardzo źle na mnie wpływa (pojawiły się problemy z oceną rzeczywistości, poczucie niepokoju, teorie spiskowe, straciłem zaufanie do ludzi, wszędzie zacząłem widzieć sytuację, w których ludzie spiskują przeciwko mnie). Jakiś czas temu odstawiłem narkotyki, po półrocznej przerwie zauważyłem u siebie pozytywna poprawę w funkcjonowaniu. Niestety nie zrezygnowałem z alkoholu. Przechodząc do meritum, od jakiegoś czasu zacząłem podejrzewać moja partnerkę o zdradę. (Ona raczej nie daje mi ku temu powodów, nie umawia się z innymi, jest ze mną szczera i zapewnia że mnie kocha). Jednak ciężko mi jest w to wszystko uwierzyć, ostatnio mniej piłem ale zauważyłem że alkohol potęguje poczucie zagrożenia. Sporo czytalem na temat zespołu Otella i część objawów się pokrywa. - momentami mam napady natrętnych myśli o domniemanej zdradzie- próbuje się uspokajać że to nie ma sensu ale ciężko mi od nich uciec. - kontroluje swoją partnerkę (sprawdzałem wielokrotnie jej telefon) - niepokoje się kiedy nie spędzamy czasu razem, myślę że pewnie właśnie zdradza mnie albo ze swoim ex albo z kolegami z pracy. - zacząłem robić jej wyrzuty i mówić o braku zaufania - wpadłem na pomysł żeby kupić podsłuch do mieszkania (tylko po to żeby "mieć pewność") - straciłem zapał do swoich pasji (sport, obniżona chęć do pracy), niewiele rzeczy mnie cieszy bo mój umysł zatruty jest wymyślaniem hipotetycznych scenariuszy zdrady. - mój najdłuższy związek był fatalny pod względem seksualnym tak że prawie stracilem wiarę w to że "jescze mogę". - niska samoocena (mimo dobrej pracy, znajomości języków obcych, dobrej sylwetki i brania udziału w zawodach sportowych) Jednakze z poprzednimi parnertkami nie odczuwałem takich obaw o zdradę. Owszem bywalem zazdrosnym ale w granicach rozsądku. Jednakże z żadną z poprzednich nie mieszkałem i nie dzieliłem życia. Kocham moją obecna kobietę, nie chce jej skrzywdzić i nie chce też skrzywdzić siebie. Niestety ostatnio bardzo się męczę, ciężko mi się skupić na czymkolwiek poza myśleniem o niej i o tym, że może mnie zdradzić. Ona na pewno widzi i czuję, że coś się dzieje. Próbuje z nią rozmawiać ale boje się wyjawić jej wszystkie swoje obawy. Mimo, że to naprawdę mądra kobieta, również swoje w życiu przeszła. Nasze życie seksualne jest dobre, ona ma spore potrzeby a ja po latach posuchy chętnie je spełniam. Jednak czasem po seksie, szczególnie nieco ostrzejszym, zaczynam odczuwać obawy że ona może tak to lubi bo wielokrotnie robiła to z innymi. I może nadal to robi bo ja jej nie wystarczam. Za mną 2 wizyty u psychologa ale mówiłem tylko o moich obawach, nazwa "zespół Otella" nie pojawiła się w naszych rozmowach. Mimo to czytając masę artykułów w internecie Od 3 tygodni nie pije, wiem że jest to warunek konieczny. Niestety , mimo trzeźwości w ostatnich dniach znacznie mój stan się pogorszył. Czarne myśli atakują na potęgę. Mam problemy ze snem, skupienie się w pracy, spadła mi efektywność. Treningi sportowe nie przynoszą mi żadnej frajdy mimo że jescze kilka miesięcy temu sprawiały wiele radości. Nasuwają mi się różne pytania.. Czy zmiana partnerki to rozwiązanie ? Nie chcę jej tracić bo na kocham ale nie chcę się też tak dłużej czuć. Czy z inną będzie tak samo ? W oczekiwaniu na wizytę u psychiatry proszę Was o opinie i pomoc. Pozdrawiam Was
  12. Dzień dobry, znalazłam się w konflikcie z rodzicami. Problem dotyczy finansów, ale także toksycznych zachowań. Nie wiem jak wybrnąć z zaistniałej sytuacji. Nie chcę stracić rodziców, ale z drugiej strony utrzymywanie z nimi regularnych kontaktów stało się bardzo obciążające. Napiszę w punktach, sedno problemu: - Moja mama jest osobą wysoko konfliktową, agresywną. Zawsze beształa mnie i tatę jak gówniarzy za wszystko co było nie po jej myśli. Gdy mieszkałam z rodzicami, m.in. nie szanowała mojej prywatności, przeszukiwała plecak po szkole, niby po to, żeby mi pomóc się rozpakować, grzebała w szufladach, wszystko przestawiała i ustawiała na swoją modłę w moim pokoju. W ogóle nie miałam poczucia, że mam własny pokój. Ona pod moją nieobecność po prostu robiła tam co chciała. Potrafiła wchodzić do łazienki, gdy się kąpałam czy myłam i byłam naga (nie było zamka w drzwiach do łazienki), bo chciała nastawić pranie lub jak stąpnęłam po kąpieli mokrą stopą na posadzkę, od razu była awantura, że zalałam jej całą łazienkę i ona teraz na kolanach będzie to wycierać. Ogólnie o takie i inne rzeczy były w moim domu nieustanne awantury z wrzaskiem, niesamowitą przemocą słowną ze strony mamy, fochami, obrażaniem się, terroryzowaniem mnie, czy taty. Tato jest osobą skrytą, daje tak na siebie krzyczeć do dziś. Ja starałam się bronić, w związku z czym co chwilę się o coś z mamą "szarpałam". Na szczęście jestem już osobą dorosłą, przed 40-stką i od dawna mieszkam sama. Tak jednak zawsze kształtowały się moje relacje z mamą. - Ostatnio zaistniał konflikt finansowy. Opiszę krótko. Przez wiele lat dawałam mamie zapomogę finansową, kilka stówek miesięcznie. Trwało to latami, a kwota, którą ode mnie dostała, to dzisiaj są już dziesiątki tysięcy złotych. Pieniądze dawałam z własnej woli, tak kiedyś mamie zaproponowałam i tak zostało. Ostatnio zaistniała między nami kłótnia. Wg mojej mamy źle się zachowałam na rodzinnym spotkaniu, ponieważ nie podałam tacie jakiejś miski z sałatką. Nie sygnalizował, że chce i po prostu moja wina jest taka, że nie zapytałam czy chce i mu nie podałam. Zostałam wyzwana, obrażona (padły obraźliwe sformułowania) przez matkę, która powiedziała, że nie chce więcej ode mnie pieniędzy. Ok, przestałam jej dawać. Jednak miesiąc po miesiącu odezwał się tato, żebym dalej jej płaciła, bo to im pomagało. Zaznaczę, że rodzice nie są bogaci, ale nie żyją w nędzy. Mama odziedziczyła dom po dziadku, mają własne mieszkanie, prowadzą remont domu, dziadek zostawił też trochę pieniędzy. Nie przymierają głodem, ani nie brakuje im na leki. Mimo to tato próbuje wyegzekwować ode mnie dalsze płacenie dla niego na leki tym razem. Próbuje wzbudzić we mnie litość, że jest biedny, schorowany, że mu nie starcza na leki, co jest nieprawdą, bo mama twierdzi, że mają na leki, a nawet udaje jej się co miesiąc coś odłożyć. Zaczęłam się wykręcać z dalszego płacenia, bo to jest dla mnie obciążenie finansowe, a nie chcę płacić komuś, kto mnie obraża i gardzi moją pomocą. - Dałam się rodzicom naciągnąć na pożyczkę 10 tys. zł na remont. Miałam pieniądze otrzymać pod koniec tego roku, jednak wyszedł poślizg i rodzice stwierdzili, że będą mi w stanie oddać dopiero za pół roku, że to są pieniądze na czarną godzinę, a nie na jakiś konkretny cel i że je nadal mają! Dodatkowo zaczęli się razem upominać o comiesięczną zapomogę dla taty na leki. Powiedziałam, że nie chcę już dłużej płacić, bo wygląda na to, że mają te pieniądze, oboje mają emerytury, poza tym mają 2 nieruchomości! I że jak tak, to niech już sobie zostawią pożyczkę, skoro słyszę, że jednak mi oddadzą za pół roku i skoro nie wydali na nic tych pieniędzy, niech korzystają sobie z tego i może mi kiedyś oddadzą jak sprzedadzą dom, ale że już nie będę płacić co miesiąc. Mama wpadła w szał i zaczęła mi wykrzykiwać, że tato mnie woził do szkoły jak byłam mała, a teraz mu nie chce pomóc. Zainkasowali moje pieniądze, a mama krzyczy na mnie, bo nie chcę dać więcej. Jak wybrnąć z tej sytuacji? W tej chwili jest konflikt. Ja zostałam ograbiona z dziesiątek tysięcy złotych i jeszcze jeszcze wyzywana przez matkę, że jestem "łachudrą", zapatrzoną w siebie, skoncentrowaną na sobie, że żyję tylko dla siebie, że nie przyjeżdżam i nie koszę im trawnika przy domu i że jeszcze nie chcę dawać pieniędzy.
  13. Witam, jestem 22letnia kobieta. Od dłuższego czasu bardzo się męczę mieszkam z partnerem który też nie ma najlepszego wpływu na moje zachowanie. Nie mam chęci do życia wszystko wydaje się bez sensu ciągle chodzę zdenerwowana zmienność nastrojów płacze krzyczę wyzywam później to boli że się tak zachowuje od środka ściska mnie w żołądku czasami czuję nienawiść do wszystkiego jest mi trudno się uspokoić jak mogę rozwiązać swój problem? niszczę relacje z ludźmi. Dość często mam zawroty głowy mdłości zimno mi trzęsą mi się ręce Ból w klatce piersiowej też czasami mi doskwiera takie mocne kłucie.
  14. Witajcie. Mam na imię Michał i mam 26 lat. Miałem w życiu kilka związków, w jednym byłem 7 lat. Rozpadł się dlatego, że moja obecna wtedy dziewczyna zdradziła mnie z moim kolegą, ale to nie tutaj o tym mowa. Postanowiłem wtedy, że już mnie pokocham nigdy nikogo. Jednak jak to mówią miłość przychodzi niespodziewanie. Poznałem dziewczynę, była moim ideałem. Zakochałem się po uszy, spędzaliśmy razem super chwile, po jakimś czasie można powiedzieć, że zamieszkaliśmy razem. Niestety w każdym związku nadszedł czas próby. Ja byłem za bardzo zazdrosny, częste kłótnie zacząłem szukać lepiej co było największym błędem jaki mogłem popełnić, ale cóż faceci już tacy są, myślą po stracie. Rozstaliśmy się z wtedy moją obecną dziewczyną, miałem bardzo dużo wątpliwości bo cały czas ją kochałem, ale bałem się, że jak zostanę wrócą kłótnie, kłamstwa itp.. odszedłem.... Po jakimś czasie spotkaliśmy się, zapłakana błagała mnie żebym ją przytulił, pocałował i wrócił.. nie zrobiłem tego. Poznała innego chłopaka. Czy jest szczęścliwa? NIE to wiem napewno. Od naszego rozstania minął już ponad rok. Często się spotykamy, rozmawiamy, wspominamy dawne chwile, można powiedzieć, że coś czasem iskrzy lecz to już nie jest to co dawniej. Od czasu naszego rozstania nie miałem innej kobiety w żadnym kontekscie tego słowa. Cały czas walczę o tą jedyną, tą którą kocham ponad życie i nie potrafie bez niej dalej funkcjonować. Przepraszam, że piszę tak mało zwięźle, lecz nie jest to dla mnie łatwe, pierwszy raz próbuję się otworzyć i sobie lub Nam pomóc. Nie wiem czy Ona dalej mnie kocha, nie mam zielonego pojęcia. Od czasu naszego rozstania bardzo się zmieniła, wiem, że ją to wtedy bardzo zabolało i bardzo to przeżyła. Dzisiaj bym zrobił wszystko by cofnąć czas lecz nie da się. Co mam zrobić? Za każdym razem jak od niej wracam wyje jak głupi, nie mogę sobie znaleźć miejsca, nie jem i co najgorsze idę w stronę używek.. Proszę o jakąś radę, pomoc. Co kolwiek..
  15. Dzień dobry, (przepraszam za brak przecinków) szczerze mówiąc to jestem tu pierwszy raz natomiast osobiście nigdy nie uważałem psychologii za poważnej nauki. Raczej ograniczoną jedynie do empirycznych wniosków, które nie są precyzyjne pod względem statystyki. Dużo natomiast interesuję się neuroscience oraz neurologią. Mój kręg zainteresowań to przede wszystkim matematyka oraz informatyka. W sumie to kilka lat temu zdiagnozowałem u siebie zespół aspergera, ale nigdy nie udałem się do specjalisty w celu diagnozy, ponieważ nie ma to dla mnie większego znaczenia. Moi idole to doktorzy oraz naukowcy, którzy są bardzo spokojni lecz sam osobiście jestem bardzo emocjonalny. Potrafię znaleźć odpowiedź na każde pytanie i jestem bardzo logiczny ale kierują mną mocno emocje oraz łatwo wpadam w uzależnienia. Zauważyłem też w młodym wieku u siebie że jestem mistrzem łamania schematów. Często potrzebuję 2 przykładów pewnego zbioru aby dostrzec ogólny schemat. Zadania z matematyki na poziomie matury oraz studiów są dla mnie schematyczne. Wyzwanie stanowią dla mnie olimpiady oraz problemy(matematyczne) które sam dla siebie wymyślam Bardzo nie lubię jak ktoś jest dla mnie przesadnie miły. Są ode mnie lepsi są ode mnie zdecydowanie lepsi w matematyce oraz machine learning a ja nawet nie jestem na poziomie klasy światowej, więc nie lubię jak ktoś jest pełen podziwu względem moich dokonań. Są ode mnie dużo lepsi a podziwianie mnie traktuję jako przymilanie się. Nie lubię poznawać nowych osób. Nie lubię mówić o sobie. Mam swoje wąskie grono. Często mam problem z odpisaniem nieznajomej osobie, które "przez przypadek natknęła się na mój profil gdzieś i ma dla mnie projekt". Czasem pytam się bliskich jak w tej sytuacji odpisać osób które nie mają pojęcia o tematyce, na temat której dana osoba do mnie pisze bo mam za dużo zdań w głowie aby krótko odpisać. Lubię wchodzić anonimowo na różne fora i pozwalać sobie na dużo, być bezczelnym, aroganckim oraz wykazywać komuś błędy ale w celach edukacyjnych oraz porad życiowych. Nie potrafię opowiedzieć 2 raz tej samej historii oraz dostrzegam swoje schematy zachowań, które mnie irytują i próbuję od nich odchodzić. W kontaktach z pracownikami naukowymi jestem natomiast miły oraz oficjalny. Albo np jak ktoś nie umie zrobić z jakiegoś zadania albo rozwiązać problemu i wrzuca na forum, jestem bardzo miły. Mam natomiast pewien problem. Uważam się za bardzo spokojnego i ciężko mnie wyprowadzić z równowagi. Po prostu rozumiem pewne struktury i nawet wiem że złość mi nic nie daje więc nie wkurzam się praktycznie na nic. Jednak czasem mam takie momenty w których po prostu nie panuję nad sobą. Dziś się to zdarzyło. Przedostatnio pół roku temu. W których po prostu tracę nad sobą panowanie i musiałem coś zniszczyć aby się rozładować. Dzisiaj pewna kobieta z którą kręcę lecz ostatnio dowiedziałem się że mnie oszukuje miała do mnie pretensje w zasadzie o nic a ja wybuchłem i zacząłem ją wyzywać od dzi*ek i że to koniec znajomości zadzwoniłem do niej wydarłem się na nią i zablokowałem ją. W głębi siebie doskonale wiedziałem że lepiej być spokojnym w tej sytuacji lecz emocje po prostu wzięły nade mną górę i nie byłem w stanie się kontrolować. Później zadzwoniła do mnie i nie wiem jakim cudem pogodziliśmy się. W relacji z kobietami jestem totalnie ślepy. 0% zdrowego rozsądku więc prawdopodobnie popełniłem złą decyzję godząc się z nią skoro mnie okłamywała lecz tematem o który chciałem zapytać jest niekontrolowanie agresji. Jest to mój problem. Czasem po prostu wybucham i nie potrafię tego kontrolować. Czy powinienem się udać na terapię? Nie lubię tego typu zabaw i uważam je za niepotrzebne lecz bardzo chciałbym panować nad sobą oraz aby nie zdarzały mi się napady agresji. Są może jakieś "domowe sposoby" na panowanie nad agresją czy potrzebna jest interwencja specjalisty? Pozdrawiam, k
  16. Dzień dobry wszystkim! Mam problem, którego nie potrafię przeskoczyć. Sprawa wyglada tak, że mam duże długi między innymi przez obrcnefo partnera z którym musielismy sobie radzić w czasie kryzysu no i jak zawsze konsekwencje spadły na mnie i jestem zmuszona sprzedać mieszkanie w rodzinnej miejscowości aby to pokryć ale tam mieszka moja mama, ktora sama zaproponowała takie rozwiązanie. Chce ją zabrac do siebie do Warszawy i rozmawiałam o tym niejednokrotnie z partnerem i się bardzo cieszył. Zaprosilam mamę na święta i widze ze powstaje duży problem bo on się wycofał i zaczyna wyrzucać mi rozne rzeczy i wyraźnie zaczyna mu przeszkadzać moja mama, a bo wyjdzie na balkon zapalić to krzyczy żeby nie wychodzila bo się rozchoruje - a wychodzi ubrana jak na dwór - i zarazi Nas... Albo ze pozmywa po Nas bo chce sie czuc potrzebna. Chcialam dodać ze nie wtrąca się w nasze życie i "nie daje dobrych rad", zajmuje sie sama sobą i a to coś obejrzy a to poczyta czy robi na szydełku. Nie wiem co mam zrobic ale ciężko mi jest to wszytsko pojąć bo on w tym momencie nie pracuje i mamy jedną wypłatę i dodatkowo jest uzależniony od marihuany. Jego matka pomaga mu tylko w postaci przelewu na konto a żadnej rozmowy czy wsparcia nie ma a ja nie mogę brać za to wszytsko odpowiedzialności. Rozmawiałam z Nią o tym ale nic nie dociera, bo jak twierdzi nie wie co zrobić. Chciałabym żeby mamusia mieszkała ze mna bo chce jej pomoc i mimo, ze to już starsza osoba to dogaduje sie z Nią bez problemu i po prostu tęsknię. Nie jest idealna jak każdy z Nas ale wszytsko da się doszlifować i dojsc do jakiegoś konsensusu. Coraz częściej myślę o tym zeby sie odciac bo to zbyt wiele poświęceń dla obcej osoby z która prawdopodobnie nie ma przyszłości a ja się poświęcam jakbyśmy wiedzieli ze to na zawsze i do końca. Wiem ze mnie kocha i jestem dla Niego bardzo wazna ale chyba musze skonczyc z takimi poświęceniami. Prosze o jakieś obiektywne opinie bo czuje ze wariuje i nie wiem co jest dobre a co złe.
  17. Z moja przyjaciolka znamy sie od dziecka, mialysmy wzloty i upadki ale nigdy sie o nic waznego nie klocilysmy. Po liceum ona wyjechala kontakt przepadl nam na rok ale odnowilysmy go, zawsze za dzieciaka planowalysmy razem zycie w wiekszym miescie, mieszkanie razem byla dla mnie jak siostra - dalej jest ale juz nie jestesmy dziecmi. Zrobilam sie zazdrosnym, zakompleksionym odludkiem. Zrobilam w okol siebie skrupe i nikogo nie dopuszczam zwlaszcza facetow i tu pojawia sie problem, poniewaz zrobilo sie przez to,ze moja przyjaciolka dostaje faceta kazdego ktory wpadnie mi w oko, daje mi “zielone swiatlo” po czym sie z nim caluje. Oni zawsze wybieraja ja, przez co kazda impreze koncze zaplakana w lazience. I juz o tym rozmawialysmy, wiem ze nie robi tego specjalnie ale ja przez to wpadam w jakas paranoje. Staja sie zakompleksiona siksa. Czuje sie przez to zle, ze jestem zla przyjaciolka. Nie umiem sluchac o jej sprawach sercowych, innych chlopakach, nie chce z nia imprezowac bo znowu zostane zostawiona dla niej. I swiat sie nie konczy na facetach ale po roku bycia singielka i tylko takich sytuacjach to juz mi siadlo na psychike. Zaczelam tak sie czuc przy wszystkich - gorsza. Patrze na ludzi,swoich znajomych i przyjaciol i czuje sie jak jakis smiec. Dostaje paranoi ze gorzej wygladam, zle sie ubieram,ze zle cos powiem w danej sytuacji albo czegos nie zrozumiem, ze nie jestem taka pewna siebie jak inne moje przyjaciolki. I moze ktos pomysli ze to glupie ale dostalam bzika i chcialam w koncu byz lepsza, kupowalam wszystkie modne ubrania, chodzilam do kosmetyczki, robilam wszystko zeby “lepiej wygladac” a czulam sie coraz gorzej . Przez cala ta pewnosc siebie zaczelam zachowywac sie dziwnie oczywiscie nie zawsze ale stresuja mnie sytuacje ktore nie powinny, czesto nie umiem sie wyslowic, zestresowana zaczelam sie wszystkiego bac, wystapien publicznych - nigdy nie mialam z tym problemu wiekszego zwyczajnie sie stresowalam , a teraz panikuje. Boje sie ze ludzie mnie obserwuja i oceniaja. Jestem juz na skraju swojej psychiki. Nie wiem czy powinnam poszukac pomocy czy poradze sobie sama. Mialam za soba burzliwy zwiazek, podejrzenia depresji ale myslalam ze to minelo jak wyleczylam swoje “zlamane serce” teraz ciezko mi odnalezc siebie i poczucie wlasnej wartosci. Na co dzień staram sie zyc normalnie i to ignorowac ale kiedy zdazaja sie takie sytuacje ze znowu jestem od kogos odtracona,to wszystko mnie niszczy od srodka. Nie chce taka byc, chce byc dobra przyjaciolka, nie chce zeby to mnie bolalo i nie chce sie czuc gorsza.
  18. Witam serdecznie. Nie mam pomysłu jak sobie z tym wszyskim radzić, mianowicie chciałbym odyskać kogoś kogo bardzo kocham. Zaczęło się to wszystko we wrześniu rok temu mój chłopak oskarżył mnie o zdrady, nagrywanie filmów porno, branie narkotyków. Były 2 razy wykrywacze klamstw które pokazały że nie kłamie. Trwaliśmy w tym wszyskim jakoś były powroty i odejścia aż do momentu w którym mój chłopak stwierdził że już mnie nie kocha i że coś się wypaliło a mimo to jak się spotkaliśmy potrafił mnie przytulić i pocałować. Pewnego dnia stwierdził że musimy od siebie odpocząć i przestał się odzywać. Zostawił mnie samą z tym wszyskim, gdy próbowałam się z nim kontaktować dostawałam wiadomości: sama do tego doprowadziłaś, daj spokój, odpuść, zacznij żyć itp. Uważa że mi nie ufa i nie zaufa i dobrze jest tak jak teraz i tak już będzie. Dodam że wiem że niestety bierze narkotyki i przyłapałam go na braniu tabletek na depresję. Odwrócił się od znajomych, mnie traktuje jak wroga. Nie mam pojęcia w jaki sposób mogę do Niego dotrzeć. Codzinnie zastaneiam się co robi, cały czas płaczę, nie umiem bez Niego funkcjonować. 17:12
  19. Mam kolejny mini problem. Jestem dość wrażliwa, ale zazwyczaj mam dobry humor i nie przejmuje się jakoś bardzo wieloma rzeczami, ale jednak są jakieś sytuacje,na które widocznie bardziej jestem wyczulona. Dzisiaj moja mam powiedziała do mnie ,, odłóż ten telefon , to jest nie zdrowe’’ na co odpowiedziałam, że dopiero wzięłam go do ręk,i a przed chwilą korzystam z Ipada, na którym czytałam artykuł. A dwa sama przecież siedzisz na laptopie i oglądasz seriale.’’ Na co moja mam powiedziała, ze przecież to był żart. Na bank tego tak nie odebrała, myślałam, że się czepia , być może dlatego, że mój były chłopak tak robił , sam siedział całymi dniami robiąc swoje sprawy na kompie a ja nie mogłam…. mój ojciec też jest czepialski ( więc może przez to nie dopuszczam, że nie wszyscy chcą się mnie czepiać )( jeszcze dodam, że ja tylko jestem w odwiedzinach u mamy-mieszkam już sama ) I teraz tak, czemu czasem nie wyczuwam żartu ? Inni też mają podobnie. I ogólnie wydaje mi się, że nie ma też nic złego w tym, że się pomyliłam , bo raz, że ktoś może sprostować, a dwa nie wszystko musi być dla mnie śmieszne ? Wiem, że w takiej sytuacji mam tendencje do zmiany tonu głosu bo się trochę irytuje i na pewno podnoszę głos, ale też nie zgadzam się z tym, że krzyczę, w momencie zdenerwowania każdemu chyba podnosi się głos ? ale to nie znaczy, że jesteśmy wściekli czy, że wrzeszczymy, nie ? I w drugą stronę, jak chce do kogoś zażartować, a ta osoba się obruszy to chyba lepiej po porstu powiedzieć, ''przepraszam to był żart, nie sądziłem, że Cię to urazi albo zdenerwuje ?'' Czy tak nie byłoby właściwej ? Niż powiedzieć mu ''ej, nie bądź taki wrażliwy to był żart , nie można nawet przy tobie zażartować?'' to chyba brzmi nieco mniej grzecznie ? Bo szanujemy jak przeprosimy to szanujemy uczucia drugiej osoby bardziej? niż jeszcze dorzucamy do pieca? Wiem, że to może wydawać się jak błahy powód, ale chciałabym też sama wiedzieć jak postępować w obu przypadkach. Kiedy to ja nietrafnie zażartuje albo kiedy to ja nie zrozumiem żartu, a poczuje się dotknięta. Czy może lepiej popracować nad swoim przewrażliwieniem najpierw i ustalić dlaczego coś mnie irytuje ? Jakieś wskazówki ? staram się zmienić na lepsze, ale czasem nie wiem co jest słuszne a co nie.
  20. Mam na imię Natalia i mam 20 lat. Otóż mój już były chłopak zerwał ze mną po 2,5 roku związku, bo uznał, że było mu za ciężko i był zły na mnie, bo sprawdziłam jego rozmowę z kuzynką odnośnie Sylwestra, bo nie zapytałam jego o to, czy mogę. Chodzi o to, że widziałam, że jest z nim coś nie tak, ale nie mówił mi tego, wolał kryć to w sobie i dowiedziałam się z ich rozmowy, że nie był zadowolony z tego, że spędza Sylwestra tylko ze mną. Chciał go spędzić i z kuzynką i ze mną, ja za nią nie przepadam, co wiedział doskonale oraz miałam powody dla których chciałam spędzić ten dzień z nim sam na sam u mnie w domu. Przedłużał temat Sylwestra i w końcu popłakałam się przez telefon i chciałam żeby mnie zrozumiał, zgodził się od razu i powiedział, że skoro tak mi będzie dobrze to to zrobi dla mnie. Od tego czasu był dość przybity i sprawdziłam jego rozmowę z kuzynką. Okazało się, że trochę mnie jej obgadał, że "się poryczałam i wymusiłam to na nim", co nie jest prawdą. Przyjechałam po niego po pracy i chciałam pogadać o tym. Dopiero wtedy wyjaśnił mi o co chodzi i dlaczego tak chciał, ale gdy już się dowiedział, że zobaczyłam rozmowę z nią to był zdecydowany, że zrywa ze mną (choruję na borderline, kiedyś mieliśmy bardzo ciężko w związku, bo byłam zaborcza, ale od ponad pół roku zaczęłam być najlepszą wersją siebie, stopniowo coraz więcej osiągałam z jego wsparciem). Zostałam u niego na noc, bo stwierdziłam, że nie odpuszczę tak tego. Spędziliśmy noc razem i po kłótni rozmawialiśmy bardzo długo na różne tematy niezwiązane z kłótnią, po czym nastąpił seks i wspólne zabawy seksualne, co mnie mocno zdziwiło, ale utwierdziło wtedy w fakcie, że dalej mnie chce. Oprócz tego całowaliśmy się, zdrabniał moje imię i mówił "misiu", spaliśmy cali wtuleni. Rano po obudzeniu wszystko dobrze i nagle patrzy w telefon i jego kuzynka dalej ciągnie sprawę Sylwestra i znowu się zaczęło... mówił, że wszystko go wykańcza, że od początku były z tym dniem problemy (miał mieć nockę w pracy tego dnia, jego rodzice koniecznie chcieli go u siebie na Sylwestra + jego kuzynka z chłopakiem, moja mama też robiła problem i on sam chciał spędzić go ze wszystkimi), że nie wie co zrobić ze mną, że nie wie czy da radę w pracy (ciągłe harowanie, zostawanie po godzinach, brak podwyżki mimo wcześniejszych zapowiedzi, mało czasu ma dla siebie i ma ruchome miejsce zamieszkania - raz jest w mieście na czas pracy a innym razem u rodziców poza miastem), do tego dochodzi sprawa z jego drugą pracą, którą wykonuje we własnym zakresie. Później podczas mojego pocieszania go polepszyło mu się i gdy miałam wychodzić to zerwał ze mną. Dostałam okropnego ataku paniki, nie mógł mnie uspokoić ani wyprowadzić z domu. Mimo bycia chłopakiem jest moim jedynym przyjacielem, dlatego tak mocno to na mnie zadziałało. Cały czas podkreślał mi, że dla niego to za dużo, że ma za dużo stresu, że nie wie co zrobić, żeby każdemu dogodzić, że zawsze będzie mnie wspierać i być blisko mnie, że mu zależy na mnie bardzo i że jest to trudne dla niego, że mogę na niego liczyć i ze wszystkim mi pomoże., płakał ciągle. Jest to dla mnie dziwne, bo święta spędziliśmy wspólnie i były świetne! Dostałam od niego złoty naszyjnik z sercem, nigdy mi nie dał takiego prezentu wcześniej, więc uznałam go za ważny. Przy moim ataku paniki zaczęłam mówić mu, że to niesprawiedliwe, że mu się polepszyło przez noc przy mnie (na co się zgodził, ale ostatecznie niby to do niego wróciło), mówiłam, że źle mnie potraktował i że to niesprawiedliwe itd., próbował mi wcisnąć bransoletkę, którą miał na ręku cały czas od naszej pierwszej randki (ostatecznie ubrał ją z powrotem). Gdy wracałam do domu to cały czas dzwonił i pisał do mnie żeby zapytać jak się czuję i czy nic mi nie jest. Od wczoraj regularnie piszemy ze sobą, miałam ostatecznie jechać do nich na Sylwestra, ale w nocy napisał mi, że myślał o tym i czuje się podle ze sobą, jest mu głupio z tym jak postąpił, czuje wstyd i wie, że nie mógłby się zachowywać po tym wszystkim naturalnie przy mnie w ten dzień i że ma wpływ na niego to co mówiłam o nim; czuje się złym człowiekiem i że nie zasługuje na jakiekolwiek dobro. Od dzisiaj piszemy bardzo normalnie i tak jak to robiliśmy dotychczas (oprócz czułości), odpisuje mi często i zagaduje, napisał, że zobaczymy się w tygodniu jak będzie mieć czas i nazwał mnie zdrobniale. W dodatku nie usunął żadnych rzeczy związanych ze mną na social mediach. Czy jest jakakolwiek możliwość, że pomimo zerwania nie przekreśla mnie i że będzie chciał na nowo być moim chłopakiem za jakiś czas? Warto się starać, czy czekać na jego krok? Z góry dziękuję bardzo za pomoc, źle mi z tym wszystkim i potrzebuję pomocy, bo nie potrafię nawet nic zjeść z powodu myślenia o tym.
  21. Witam wszystkie osoby na tym forum. Jestem tutaj nowa i potrzebuję pomocy odnośnie tego co się stało wczoraj. Otóż mój już były chłopak zerwał ze mną po 2,5 roku związku, bo uznał, że było mu za ciężko i był zły na mnie, bo sprawdziłam jego rozmowę z kuzynką odnośnie Sylwestra, bo nie zapytałam jego o to, czy mogę. Chodzi o to, że widziałam, że jest z nim coś nie tak, ale nie mówił mi tego, wolał kryć to w sobie i dowiedziałam się z ich rozmowy, że nie był zadowolony z tego, że spędza Sylwestra tylko ze mną. Chciał go spędzić i z kuzynką i ze mną, ja za nią nie przepadam, co wiedział doskonale oraz miałam powody dla których chciałam spędzić ten dzień z nim sam na sam u mnie w domu. Przedłużał temat Sylwestra i w końcu popłakałam się przez telefon i chciałam żeby mnie zrozumiał, zgodził się od razu i powiedział, że skoro tak mi będzie dobrze to to zrobi dla mnie. Od tego czasu był dość przybity i sprawdziłam jego rozmowę z kuzynką. Okazało się, że trochę mnie jej obgadał, że "się poryczałam i wymusiłam to na nim", co nie jest prawdą. Przyjechałam po niego po pracy i chciałam pogadać o tym. Dopiero wtedy wyjaśnił mi o co chodzi i dlaczego tak chciał, ale gdy już się dowiedział, że zobaczyłam rozmowę z nią to był zdecydowany, że zrywa ze mną (choruję na borderline, kiedyś mieliśmy bardzo ciężko w związku, bo byłam zaborcza, ale od ponad pół roku zaczęłam być najlepszą wersją siebie, stopniowo coraz więcej osiągałam z jego wsparciem). Zostałam u niego na noc, bo stwierdziłam, że nie odpuszczę tak tego. Spędziliśmy noc razem i po kłótni rozmawialiśmy bardzo długo na różne tematy niezwiązane z kłótnią, po czym nastąpił seks i wspólne zabawy seksualne, co mnie mocno zdziwiło, ale utwierdziło wtedy w fakcie, że dalej mnie chce. Oprócz tego całowaliśmy się, zdrabniał moje imię i mówił "misiu", spaliśmy cali wtuleni. Rano po obudzeniu wszystko dobrze i nagle patrzy w telefon i jego kuzynka dalej ciągnie sprawę Sylwestra i znowu się zaczęło... mówił, że wszystko go wykańcza, że od początku były z tym dniem problemy (miał mieć nockę w pracy tego dnia, jego rodzice koniecznie chcieli go u siebie na Sylwestra + jego kuzynka z chłopakiem, moja mama też robiła problem i on sam chciał spędzić go ze wszystkimi), że nie wie co zrobić ze mną, że nie wie czy da radę w pracy (ciągłe harowanie, zostawanie po godzinach, brak podwyżki mimo wcześniejszych zapowiedzi, mało czasu ma dla siebie i ma ruchome miejsce zamieszkania - raz jest w mieście na czas pracy a innym razem u rodziców poza miastem), do tego dochodzi sprawa z jego drugą pracą, którą wykonuje we własnym zakresie. Później podczas mojego pocieszania go polepszyło mu się i gdy miałam wychodzić to zerwał ze mną. Dostałam okropnego ataku paniki, nie mógł mnie uspokoić ani wyprowadzić z domu. Mimo bycia chłopakiem jest moim jedynym przyjacielem, dlatego tak mocno to na mnie zadziałało. Cały czas podkreślał mi, że dla niego to za dużo, że ma za dużo stresu, że nie wie co zrobić, żeby każdemu dogodzić, że zawsze będzie mnie wspierać i być blisko mnie, że mu zależy na mnie bardzo i że jest to trudne dla niego, że mogę na niego liczyć i ze wszystkim mi pomoże., płakał ciągle. Jest to dla mnie dziwne, bo święta spędziliśmy wspólnie i były świetne! Dostałam od niego złoty naszyjnik z sercem, nigdy mi nie dał takiego prezentu wcześniej, więc uznałam go za ważny. Przy moim ataku paniki zaczęłam mówić mu, że to niesprawiedliwe, że mu się polepszyło przez noc przy mnie (na co się zgodził, ale ostatecznie niby to do niego wróciło), mówiłam, że źle mnie potraktował i że to niesprawiedliwe itd., próbował mi wcisnąć bransoletkę, którą miał na ręku cały czas od naszej pierwszej randki (ostatecznie ubrał ją z powrotem). Gdy wracałam do domu to cały czas dzwonił i pisał do mnie żeby zapytać jak się czuję i czy nic mi nie jest. Od wczoraj regularnie piszemy ze sobą, miałam ostatecznie jechać do nich na Sylwestra, ale w nocy napisał mi, że myślał o tym i czuje się podle ze sobą, jest mu głupio z tym jak postąpił, czuje wstyd i wie, że nie mógłby się zachowywać po tym wszystkim naturalnie przy mnie w ten dzień i że ma wpływ na niego to co mówiłam o nim; czuje się złym człowiekiem i że nie zasługuje na jakiekolwiek dobro. Od dzisiaj piszemy bardzo normalnie i tak jak to robiliśmy dotychczas (oprócz czułości), odpisuje mi często i zagaduje, napisał, że zobaczymy się w tygodniu jak będzie mieć czas i nazwał mnie zdrobniale. W dodatku nie usunął żadnych rzeczy związanych ze mną na social mediach. Czy jest jakakolwiek możliwość, że pomimo zerwania nie przekreśla mnie i że będzie chciał na nowo być moim chłopakiem za jakiś czas? Warto się starać, czy czekać na jego krok? Z góry dziękuję bardzo za pomoc, źle mi z tym wszystkim i potrzebuję pomocy, bo nie potrafię nawet nic zjeść z powodu myślenia o tym.
  22. Witam! Jestem matką 2 dzieci 13 i 8 lat. Od dłuższego czasu nie układa nam się w związku z mężem , myślimy nad rozwodem, oddaliliśmy się od siebie , nie potrafimy spędzać ze sobą czasu . Mamy młodszą córkę z problemami rozwojowymi ,jest bardzo emocjonalna i nie radzi sobie z naszymi kłótniami ,gdy tylko mąż się do mnie zbliża próbuje go ode mnie odciągnąć żeby z nią oglądał bajki ,byle nie wysłuchiwała jak na mnie krzyczy . Święta spędziłam osobno z mężem ,byłam z dziećmi u swojej mamy ,córka jak i ja oraz syn czuliśmy się tam spokojni i bezpieczni , wróciliśmy po świętach do domu córka była znów nerwowa ,agresywna. Mąż i jego rodzice twierdzą ,że rozstając się zrobimy córce krzywdę ,że sobie z tym nie poradzi ,a ja uważam że jak spędzamy z nią czas osobno to wtedy dopiero czuje się bezpieczna. Co jest lepsze dla takiego dziecka , kłócący się rodzice , czy żyjący osobno i wtedy dziecko ma większą pewność siebie? Dodam iż syn ma 13 lat i więcej rzeczy rozumie , ma bardzo duży uraz do swojego taty przez to jak nas traktuje. Proszę o jakąś radę. Pozdrawiam
  23. Witam Mierzę się z pewnym problemem i poszukuję nakierowania na literaturę ( nazwę zaburzenia) by rozgryźć problem. Ogólnie odczuwam spory konflikt pomiędzy stroną logiczną a emocjonalną swojego ja. Dotyczy to codziennego życia, pracy a nawet hobby Moje logiczne ja wie jak wykonać zadanie, ale niestety moje emocjonalna część mu to bardzo utrudnia. Wiąże się to z prokrastynacją, lub próbie robienia czegoś przyjemnego równolegle z pracą. Wygląda to tak, że cały czas muszę dostawać jakiegoś kopa przyjemności by zabrać się za robotę. To jest kompletnie nieefektywne i finalnie ciągnie moje samopoczucie mocno w dół ( dużo zadań jest przeciąganych, odkładanych. Część z nich oczekuje na "idealne" warunki). Zdarza się, że muszę ułożyć idealne plan warunków dla wykonania zadania ( dokładny czas rozpoczęcia, kawa na stoliku, youtube w tle... ) , a gdy jakiś czynnik nie zagra to kończy się moim gniewem. Może jakieś przykłady: - Robienie sobie przerwy/ zarzucenie zadania w przełomowym momencie. Kiedy znajduję potencjalne rozwiązania, trop to robię " przerwę" która potrafi się przeciągnąć. Powiedzmy, że całe zadanie potrzebuje 3 godzin. Pracuje intensywnie 2:40 min do momentu przełomowego, a ostatnie 20 minut żeby zamknąć temat rozwlekam w nieskończoność. - Multitasking ( ten problem jest u mnie rodziny). Ciężko mi jest odczuwać satysfakcję z robienia jednej rzeczy na raz. Kiedy pracuje, to jednocześnie mam ochotę żeby coś "grało w tle". Identycznie jak odpoczywam np. przed serialem to odczuwa dyskomfort i chciałbym jednocześnie robić coś pożytecznego. Efekt - oczywisty: robota zrobiona źle lub wolno, z serialu wiem nic - Szukanie idealnych warunków do zadania. To akurat jest mega zabawne gdy ktoś patrzy obok. Taki trochę syndrom studenta który sprząta pokój bo jutro jest zaliczenie. Mam np odśnieżyć chodnik ( zadanie na 10 min). Wcześniej jest 15 min przygotowań ( myślenie jaką muzykę, podcast mieć na uszach, zebranie wszystkiego itp.). Albo np chcę się uczyć nowego języka programowania: szukanie literatury, może wymiana klawiatury na lepszą itd. Co jest najgorsze ( i związane z punktem pierwszym). Kiedy już mam wszystko idealnie przygotowane to odechciewa mi się to robić. To jakaś forma autosabotażu, ale niestety z braku fachowej wiedzy nie wiem gdzie szukać odpowiedzi... dlatego proszę was o pomoc i pozdrawiam !
  24. Nie za bardzo wiem od czego zacząć, bo mam wrażenie, że w każdym aspekcie mnie i mojego życia jest "coś nie tak". Ale zacznijmy: mam 23 lata, nie mam zbyt szczęśliwej i kochającej rodziny, co bardzo mnie boli (od dziecka słuchałam/słucham kłótni rodziców, awantur). Zawsze byłam nieśmiała, ciężko nawiązywało mi się kontakty z ludźmi, żadna ze mnie dusza towarzystwa. Tak jest do teraz chociaż w związku z pracą i studiami naprawdę staram się i przełamuję, by jakoś w społeczeństwie funkcjonować. Dużo rzeczy mnie stresuje i to takich mało ważnych jak pójście do sklepu, zadzwonienie gdzieś itp. Oczywiście mam też niskie poczucie własnej wartości. Uważam się za brzydką i nudną osobę. Mam problem z wyrażaniem własnego zdania. Jakimś cudem znalazłam chłopaka, ale od roku (związek trwa 3) mam coraz więcej wątpliwości, czy ja go naprawdę kocham, a może tylko lubię jako przyjaciela? Może jest mi po prostu z nim wygodnie? Ostatnio jest mi szczególnie ciężko. Nic nie ma sensu, więc mogłabym leżeć i patrzeć w sufit bez końca. Jest tyle smutku we mnie i tyle do naprawienia, a ja nie mam siły już walczyć, próbować się zmienić... Mam wrażenie, że to trwa od dzieciństwa... Jakbym już była skazana na takie życie. Czasem bywa lepiej przez np. dwa tygodnie, a potem jest zjazd totalny i potem znowu całkiem pozytywny czas. Teraz czuję, że to nie tylko zjazd, a coś więcej, boję się, że z tego nie wyjdę, że już tak zostanie. Proszę o jakąkolwiek pomoc, może poukładanie trochę moich myśli za mnie i wskazówki co robić, od czego zacząć.
  25. Witam Mam 19 lat i jestem studentką. Nie pamiętam dokładnie, od kiedy trwa mój problem, jednak w porównaniu z problemami innych jest to raczej błaha sprawa. Otóż mam wielki problem z proszeniem innych o pomoc. Nie dotyczy to sytuacji w której wiem, że jest to tej osoby obowiązek, czy praca, ale sytuacji w której sama coś dostaję jakąś przysługę, a ta osoba nic. Nie cierpię gdy ktoś ma za mnie np. płacić, czy gdzieś podwieść. Gdy rodzice chcą mi pomóc w utrzymaniu na studiach, to dosłownie zalewa mnie krew. Bagatelizowałam to moje zachowanie, ale dzisiaj zrozumiałam, że mam problem. Uciekł mi wieczorem autobus, nie zgodziłam się, aby chłopak mojej koleżanki mnie odwiózł, bo stwierdziłam, że sama sobie poradzę. Wzięłam inny autobus, którym dojechałam do miasteczka oddalonego o około 10 km od mojego domu. Stwierdziłam, że przejdę się piechotą do domu, w nocy przy mrozie. Zadzwoniła jednak moja mama i mimo mojego kombinowania domyśliła się, że próbuję ją oszukać i przyjechała po mnie. Zawsze w takich sytuacjach próbuję stawiać się na miejscu tych osób np. moich rodziców i wiem, że dla mnie taka pomoc byłaby czymś oczywistym, jednak sama nie potrafię o nią prosić.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.