Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'emocje'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 1396 wyników

  1. Hej, Mam 35 lat i od 10 lat jestem w związku małżenskim, mam prawie 5 letniego syna. W związku jesteśmy dłużej niż 10 lat, coś około 14 lat liczyć cały związek. Mój problem zauważyłem rok temu, może coś koło tej daty, ale teraz widzę że tak naprawdę był on wcześniej, jak bardzo tego nie wiem. Widzę że w tym czasie moja żona się ode mnie oddaliła. Jeśli chodzi o wspólne wyjścia to robimy je z synem i z żoną, raz na jakiś czas jezdzimy razem do różnych miejsc, na place zabaw, nie w okolicy, lecz dalej, na jakieś wycieczki. Jednak to jest puste wyjście, gdzie jedyną uwagę przyciąga tylko syn którym się zajmujemy. Oczywiście rozmawiamy, jednak to jest pusta rozmowa. Jednak zacznę tutaj od żony a potem opiszę siebie. Moja żona jest bardzo opiekuńcza kochająca syna, dokładną i pracowitą osobą. Założyła swoją działalność no po prostu osiągneła sukces życiowy. Jednak to wszystko odbiło się na związku, żona jest zapracowana, pracuje pół z domu pół w biurze(poza domem), podczas pracy w domu kontakt z nią jest ograniczony ze zwględu na ilość pracy którą posiada, czasami ma tyle pracy że mówi coś do swojego syna że mu zrobi jedzenie i tego nie pamięta, stawia syna i prace na pierwszym miejscu z czym oczywiście nie ma żadnego problemu ale mnie tam w ogóle nie ma, nie śpimy razem od czasu gdy się syn urodził, proóbowałem ją nakłonić do zakupu łóżka dla niego, co jest prawie że niemożliwe, przez to że nie śpimy razem to nie mamy w ogóle kontaktu między sobą, ona nie ma czasu na seks a że nie śpimy razem mi ciężko jest go zainicjować. Moja żona jest panią domu, ona podejmuje w większości decyzje z którymi potem moge się zgodzić lub wyrazić sprzeciw, oczywiście mam swoje zdanie, jednak tak jak w przypadku łóżka dla syna jest to nie moja decyzja. Rozmawiałem z nią już tyle razy że nie potrafię już tego zliczyć jeśli chodzi o zakup łóżka, w żaden sposób nie jest to rozpatrywane przez nią. Kiedyś przychodziłą do mojego pokoju razem przed snem oglądaliśmy filmy, coś tam rozmawaliśmy, kochaliśmy się. Potem doszło do tego że przestała to robić. To było może rok temu. Kim jestem, uczuciowa osoba, kocham bliskość drugich osób, lubię kontakt między ludzki. W związku byłem osobą która inicjowała bliskość, przytulała pierwsza. Pracuję również z domu jak i chodzę do pracy. Kocham mojego syna jak i moją żonę. Wiele razy to im mówię. Jestem typem który kocha swoją żonę nad swojego syna, nie wiem czy to dobrze, ale powiedziałem jej to kiedyś że ona zawsze będzie na pierwszym miejscu w moim życiu (ona uważa to za żart chyba), od zawsze uważam że syn kiedyś odejdzie a z żoną się żyje do śmierci. Oczywiście mam swoje wady typu że złoszczę się, jak jej mówię że najczęściej moje złości się z braku kontaktu z nią czy to chodzi o proste przytulania i poczucie miłości czy o zwykły seks (obecnie moje złości zamieniły się w obojętność). Zainicjowałem rozmowę o moim problemie, powiedziałem o co mi chodzi, starałem się wytłumaczyć czego mi brakuje w związku. Odpowiedź żony była że się zmieniła i nie będzie tak jak było 5 lat temu przed urodzeniem dziecka. Czuje jakbym w ogóle jej nie obchodził, oczywiście że mnie to złości, to już przeszło w lekką depresję, nic mi się nie chce, jestem smutny, nie potrafie się bawić z synem. Na początku się złościłem na brak seksu, brak kontaktu, brak spania, brak jej inicjatywy do jakichkolwiek relacji, uświadamiałem ją że brak seksu to jak dla mnie brak miłości, ona za to uważa że robiliśmy to za często (najczęściej było dwa razy w tygodniu, potem przeszło na raz w tygodniu, a obecnie chociaż nie zawsze jest raz na miesiąc). Wydaje mi się że przez to że pracuję spadło jej libido, nie widzi tego gdyż nie ma na to czasu. Ja natomiast planowałem odejść od niej już drugi raz. Za pierwszym razem byłem już przygotowany, zapakowałem się, jednak stwierdziłem że to nie jest rozwiązanie, oczywiście mieliśmy rozmowę na ten temat, obiecała że spróbuje się zmienić, minął miesiąc/dwa miesiące, nic się nie zmieniło, nadal pracuje mocno, nadal nie zwraca na mnie uwagi, nie planujemy powrotu do spania razem. Już mam ochotę naprawdę to zakończyć ze względu na brak miłości do mnie. Nawet dzisiaj wspomniałem czy mnie kocha, nie potrafi mi odpowiedzieć, dotego wczoraj chciałem skorzystać z jej telefonu i mi go wyrwała z ręki. Nie sądze by miała kogoś, bo ją już uświadamiałem że jeśli ma mi doprawiać rogi to lepiej będzie jak mi oszczędzi bólu i się rozstaniemy, kiedyś miała przyjaciela co z nim smsowała, od tego czasu mam poważny uraz z brakiem zaufania do niej, gdyż mocno to przeżyłem (według niej były to tylko smsy ja myślę że mogła się w pewnym sposób zadużyć w tej osobie, niby przestała ale kto go tam wie, wybaczyłem jej i po pewnym czasie urodził się nam syn). Nie wiem jak mam to widzieć, ogólnie mam już zaplanowane mieszkanie, martwi mnie mój synek gdyż to co się stanie to będzie związane z tym że ja odejdę od niego, mieszkanie jest mojej żony, zresztą nie sądze by sąd mi dał prawa opiekuńcze. Martwi mnie to kto się będzie nim zajmował jak mnie nie będzie, że to będzie moja wina że odszedłem i że nikt nie ma na niego czasu, gdyż jeśli jestem w domu i pracuję z domu to opiekuje się nim. Tak wiem że jest przedszkole gdzie moja żona nie często go tam wysyła. Może jest tutaj coś więcej do dodania jednak sam już nie wiem, trudno się o tym gada i jeszcze trudniej pisze. Nie wiem czy problem leży po mojej stronie czy po stronie żony. Według żony ja jestem osobą atakującą ją, że mi wszystko nie odpowiada, może i tak być bo ile można prosić o rozmawiać wciąż o tym samym, o braku miłości, z mojej strony moja żona nie słucha mnie i olewa wszystko co mówię, przez co myślę że zatraciłem się licząc że się zmieni, nie następuje dlatego mam ciągłe pytania, trochę pretensje że nic nie robi w tym kierunku. Czy jest tutaj coś co można zrobić bez rozmowy z nią z psychologiem rodzinnym? Bo nie wiem czy ona się zgodzi na to.
  2. Witam, w jaki sposób bronić się przed brakiem szacunku, atakiem emocjonalnym - trzaskanie drzwiami, rzucanie przedmiotami, niszczenie moich przedmiotów, poniżanie mnie, krzyczenie, mimo iż mówię asertywnie - dając przekaz, że takiego zachowania wobec mnie nie toleruję.
  3. Z tego co widzę na tym forum, to praktycznie brak odpowiedz na posty. To forum umarło 😮
  4. Mam 21 lat i większość prostych sytuacji mnie przytłacza. Moje życie dzieli się na dni w których czuję się całkiem dobrze i takie w których czuję się całkiem źle. Mówiąc treściwie mam problem z przebywaniem w nieznanym miejscu bez bliskiej osoby, czuję wtedy lęk, mam obłęd w oczach, panikę wypisaną na twarzy, i czuję zbliżający się atak. Boję się spotkać z kimś kogo nie widziałam pół roku, pomimo tego że ta osoba jest mi bardzo blisko, nie potrafię się odważyć mając milion złych myśli w glowie, że nie jestem tego warta. Nie potrafię stawić temu czoła i uciekam od najmniejszych problemów. Kolejna sprawa to wypieranie wspomnień, spraw które trzeba załatwić, które nastąpią. Ktos mi mówi o czymś co było, a ja tego nie pamiętam bo wyparłam to ze świadomości. Przykład: wyparlam czyjąś śmierć, bo była zbyt bolesna, nie myślałam o tym, myslalam o tym jaka ta osoba była za życia, aż przestałam myśleć o tej osobie całkiem. Ktos przypomniał a na mnie spadła fala, atak i płacz bo dotarło to do mnie znowu, przeżywałam to od nowa. Podsumowując: Ataki paniki w stresujacych niezanych sytuacjach, strach przed spotkaniem z osobą spowodowany niską samooceną i samoczynne wypieranie zdarzeń. Otrzymam słowa wsparcia, które mnie pokierują, wskażą dalszą drogę?
  5. Dzień Dobry. Jestem tu nowy i przybyłem tu z jednym bardzo ważnym dla mnie pytaniem . Wiem , że potrzebna jest mi pomoc specjalisty , ponieważ nie wytrzymuję już i nie radzę sobie z problemami i życiem... Więc niby banalne pytanie , Jak zapytać rodziców o to aby zabrali mnie do psychologa ? Boję się z nimi rozmawiać i unikam tego jak najbardziej ...
  6. Hejka, Jestem osobą chorą przewlekle, w zwiazkuz tym nie mogę znaleźć pracy, do tego problem z nieradzeniem sobie z przeszłością, . Sama naprzekór wszystkiemu zdobylam wykształcenie, związane z pomocą innym . choroba ale i też biurokracja zw. z moim zawodem jakoś sprawia, ze nie jestem wstanie pracować w moim zawodzie choć bardzo bym chciała pomagać ludziom. czuję się bezwartościowa. jestem po studiach i nie chce pracować jako pracownik ochrony w hipermarkecie, jest mi poprostu wstyd.
  7. Witam. Mam 49 lat jestem po rozwodzie, od jakiegoś czasu zmagam się ze skrajnymi emocjami.. Od 4 lat jestem w związku partnerskim ale od kilku miesięcy zaobserwowałam u siebie niepohamowane ataki zazdrości o przeszłość mój ego partnera. Kończy się to kłótnia.. Wypominaniem mu jego poprzednich partnerek. Wiem że go tym strasznie ranie... Że on ma dość moich podejrzeń i strasznie go to boli a w chwilach takich "ataków" mój język jest bardzo ostry.. Ja sama po takich incydentantach fatalnie się czuje... Mam wyrzuty sumienia i dola bo znowu zawiodłam siebie sama i osobę która jest dla mnie ważna.. Płaczę wtedy mam duszności... Nie mogę pozbierać myśli.... Jak sobie z tym poradzić??? Gdzie leży problem mojego tak skrajnego zachowania rano uśmiech za dwie godziny jestem zupełnie inną osobą... Bardzo mi z tym źle.... Proszę o pomoc.... Nie chcę już nikogo ranić.... Dość takiej szarpaniny....
  8. jak radzić sobie z przejściami które prześladują nas juz długi czas i niszczą nasze życie obecne, jak radzic sobie z pogubieniem osobistym i lękiem zostania samemu
  9. Witam.. niestety jestem tu nowa.. a może stety i ktoś wesprze😞 we wrześniu skończę 28 lat.. i będę obchodzić te urodziny sama.. a nie tak miało być.. Mieszkam poza granicami Polski od prawie 5 lat.. zawsze czułam się samotna ale poznałam mojego obecnego partnera ok 2 lata temu i od tego czasu on był najbliższą mi osoba.. Wiedziałam o jego "złej przeszłości" w sumie od początku.. ale zdecydowałam ze dam mu szanse bo pojawiły się uczucia. Będąc z nim wiedziałam że zarabia na życie nielegalnie po 1 bo taka drogą zycia poszedł z różnych powodów oczywiście.. po 2 bo nie ma ważnej wizy na pobyt w tym kraju a utrzymać się musi.. wiec robił to co umiał.... wiedzial ze tego nie pochwalam i sam chciał z tym skończyć jak tylko udało by się dostać wize. I do tego dążyliśmy.. widzialam z dnia na dzień jak staje się lepszy i jak zalezy mu na tym... i widzialam w nim człowieka zepsutego przez życiowe wybory ale człowieka który mnie pokochał... i dal mi to poczucie.. w końcu wiedziałam że jest ktoś kto mnie kocha i dzieku komu nie jestem sama. Do sedna 3 dni temu zatrzymała go policja i doszli do tego że w innym kraju ma problem z prawem za nielegalne pieniądze... trawił do aresztu.. grozi mu do 3 lat więzienia... możliwe ze z dobrym adwokatem itp wyjdzie po roku z kawałkiem... prawdopodobnie wyrok odsiedzi w kraju w którym ma za to problem czyli nie tam gdzie mieszkamy.. dowiedziałam się o tym wieczór przed moim wyczekiwanym urlopem do Polski... Jestem załamana... przeraża mnie myśl ze czlowiek z którym juz tyle mieszkalam i ktory był moim kompanem i towarzyszem nagle znika z mojego życia.... moze nie na zawsze nie zakładam tego.. ale na długo... wiem ze czeka mnie ciezki czas... wrócę do pustego mieszkania całkiem sama.... on już nie bd na mnie tam czekał... czuje ogromna pustkę żal.. i bezradność wielki smutek... Jak przetrwać ten czas.... jak pozbyć się z głowy tych ciężkich myśli.. tego smutku.. Z gory dziękuję wszystkim za odpowiedź i może rady... D
  10. Właściwie nie wiem od czego zacząć mam bardzo dużo problemów z którymi sobie nie radzę pisze tutaj w nadziej że ktoś mi w końcu pomoże albo coś doradzi więc tak wiem że mam depresję stwierdził to w gimnazjum psycholog brałem leki z czasem przestałem je barć i chodzić do psychologa i zaczęło być coraz gorzej czuje ze depresja się bardzo pogłębiła kiedyś się samookaleczlem ciąłem się i miałem myśli samobójcze i teraz to wróciło nie ma dnia żebym się myślał jak i kiedy się zabić zrobił bym to już dawno tylko brak mi odwagi do tego znowu zacząłem się ciąć nie wiemy jak sobie z tym poradzić to jeden problem kolejny to taki że od bardzo bardzo bardzo dawno mam problemy ze snem nie mogę normalnie spać potrafię leżeć całą noc w łóżku i patrzeć w ciszy w sufit i zasypiam dopiero nad ranem 6-7-8-9 co powoduje że nie mogę normalnie żyć i funkcjonować ponieważ nie śpię całą noc a potem śpię cały dzień odsypiam i nie mogę iść przez to do pracy czy skończyć szkoły mam wrażenie że próbowałem wszystkiego leków z apteki na sen różne sposoby z Internetu i nic nie pomaga najgorsze jest to że znalazłem zajęcie alternatywę zacząłem grać w gry na komputerze bardzo długo i dużo nie mogłem spać to grałem potrafię siedzieć po 30 godzin i grać bez przerwy pomaga mi to nie myślę o problemach i niczym właściwie ale się uzależniłem wiem to i teraz chce przestać grać ale nie potrafię nie gram kilka dni wraca moja rzeczywistość problemy smutek złości wszystko i idę dalej grać żeby zapomnieć i nie potrafię sobie poradzić z tym kolejny problem to taki że mam bardzo duży problem z koncentracją i myśleniem tzn hmm jak to nazwać bardzo dużo i ciągle myślę o wszystkim i o niczym aż za bardzo nie potrafię przestać np jestem gdzieś że znajomymi rozmawiamy między sobą i wszystko co mówią tak jakby do mnie nie trafiało przelatuje obok nie potrafię się skupić na zwykłej rozmowie chciałem zrobić prawo jazdy poszedłem do szkoły nauki i wyuczyłem się wszystkiego na blachę wiem co gdzie jak robić i wgl a jazdy i tak mi nie wychodzą i to nie dlatego że nie umiem tylko właśnie dlatego że wgl nie myślę tzn myślę ale o wszystkim tylko nie o jeździe nie potrafię się skoncentrować i skupić błąkam myślami wszędzie kolejny problem to taki że jestem bardzo wstydliwy i nieśmiały tak bardzo że jak spotykam się z kimś kogo dopiero poznaje albo jestem w jakieś stresującej sytuacji to cały się pocę robię czerwony trzęsę się i nie potrafię tego ogarnąć kolejny problem to taki że chyba mam lęk przed ludźmi wstydzę się ich boję ciągle jak jestem między ludźmi to mam wrażenie że wszyscy się na mnie patrzą uciekam wzrokiem i wgl doszło teraz do takiego stopnia że jak mam jechać na drugi koniec miasta to wolę wyjść kilka godzin wcześniej i iść piechotą uliczkami podwórkami zamiast jechać autobusem i to wszystko żeby unikać jak najbardziej ludzi do sklepów przestałem wgl chodzić w dzień jak już chodzę to przed samym zamknięciem żeby było jak najmniej ludzi przez to wszystko nie mam od dłuższego czasu znajomych przez co czuje się jeszcze bardziej samotny siedzę cały dzień i gram brakuje mi wyjścia gdzieś zrobienia czego kolwiek ale nie mam z kim nie wiem gdzie szukać pomocy nie mam pieniędzy na to żeby iść do psychologa czy psychiatry bo nie pracuje i nie jestem ubezpieczony a nie pójdę do pracy bo boję się ludzi i ich towarzystwa i to takie kółko już nie wiem co robić wydaje mi się coraz częściej że moja śmierć to jedyne wyjście ponieważ miałbym spokój ze wszystkim proszę o jakieś rady co mogę zrobić gdzie iść po pomoc czy jest możliwość za darmo jak tak to gdzie naprawdę potrzebuje pomocy jestem z Wrocławia mam 22 lata
  11. Mam na imię Gosia, mam 20 lat i nie wiem, co się ze mną dzieje. Od dzieciństwa zmagam się z problemami lękowymi. Pamiętam, że w szkole podstawowej bałam się zostawać sama w domu, cisza mnie przerażała, miałam wrażenie, że ktoś za mną stoi, albo wydarzy się coś bardzo złego. W liceum dołączyły do tego stany depresyjne. Wyglądało to w ten sposób, że byłam w jakimś miejscu, robiłam zwykłe rzeczy - uczyłam się, rozmawiałam, czytałam książkę i nagle ogarniała mnie fala smutku i beznadziei. Takie stany powracały z coraz większą częstotliwością, w końcu miałam dość, nie wiedziałam, co robić no i pocięłam się. Wiem, że to głupie zwracać na siebie uwagę w ten sposób... Mama zapisała mnie do prywatnego psychiatry, bo na prywatnego psychologa (ok. 100 zł w tygodniu) nie było nas stać. Dostałam leki. Początkowo trochę działało, trochę nie. Udało mi się dostać na terapię grupową, która była prowadzona na żenująco niskim poziomie, aż w końcu grupa się rozsypała. W chwili obecnej jestem na lekach o zwiększonej dawce. Są to leki antydepresyjne (Efevelon), do tego 2/3 tabletki trittico na noc, bo nie mogę spać. Mam jeszcze pigułki przeciwko nagłym atakom paniki. No i muszę przyznać, że może na jakiś czas objawy zostały stłumione, ale problem został. Stany lękowe i depresyjne wróciły, leki już niewiele dają. Jestem osobą nadwrażliwą. Byle co potrafi wprowadzić mnie w stan roztrzęsienia i przerażenia. Często miewam koszmary i wracają do mnie wizje, w których ginę w brutalny sposób, ktoś mnie gwałci, bije, albo w inny sposób dzieje mi się krzywda. Mam wrażenie, że podświadomie sama podsycam swoje lęki, które do mnie wracają i wracają. Dostanie się do dobrego psychologa na NFZ graniczy z cudem, szczególnie teraz, kiedy mamy epidemię. Jeśli ktokolwiek przyjmuje to raczej online, a w mieszkam w mieszkaniu z dwójką rodzeństwa. Nie mam własnego pokoju, ani prywatności, żeby odbywać terapię przez Skypa. Co robić?? Jest coraz gorzej. W dodatku Pani Ginekolog dopisała mi tabletki hormonalne ze względu na bardzo obfite okresy i ilość lekarstw, które muszę zażywać w wieku 20 lat mnie przeraża. Nie wiem, co robić, pomocy.
  12. Mam 23 lata i jestem studentką. Dzięki moim koleżankom zdecydowałam się opowiedzieć o moim problemie. Czuję się osowiała, przygnębiona i coraz bardziej bezsilna. Od kilku tygodni miewam problemy ze snem - nieważne czy śpię 3 godziny czy 8 to zawsze w dzień jestem chodzącym zombie. Od kilku dni nie potrafię zapanować nad płaczem. Płaczę, gdy pomyślę o czymś radosnym, gdy gapię się w ścianę, gdy pomyślę o czymś smutnym. Czuję, że nie radzę sobie z własnym życiem. Potrafię patrzeć się w jeden punkt przez dłuższy czas i nawet nie wiem kiedy zaczynam płakać. Znacznie zmniejszył się mój apetyt, w porównaniu do 2 tygodni wstecz jem naprawdę niewiele. Często mam bóle głowy i żołądka. Siedzę cały dzień w swoim pokoju z opuszczonymi roletami. Z pokoju, albo raczej z łóżka wychodzę tylko do łazienki albo do kuchni. Czuję, że wszystko co się dzieje dookoła mnie odbywało się jakby za ścianą. Najchętniej przespałabym cały dzień i nie wychodziła z łóżka. Rok temu miałam podejrzenie nowotworu i wtedy zwaliłam winę na to wydarzenie. "Zaburzenia nastroju" (bo nie wiem dokładnie jak to nazwać) trwały 2-3 tygodnie i odeszły gdy lekarz powiedział że nowotworu nie ma. Ale dzisiaj nie mam już tej wymówki. Czuję, że nie mam oparcia w rodzinie bo rok wcześniej przyznałam się, że gdzieś we mnie tkwi problem i nie potrafię sobie poradzić i potrzebuję pomocy. W odpowiedzi usłyszałam tylko śmiech i "weź się w garść", "ogarnij się". To zabolało najbardziej, nie sądziłam że rodzice mi pomogą, ale że przynajmniej mi UWIERZĄ. Dlatego dziś zamykam się w pokoju i unikam ich towarzystwa. Jest mi wystarczająco ciężko bez tej samej reakcji co rok temu.
  13. Witam, a więc spotykam się od marca z facetem, którego znam od 8 lat. Jest po rozwodzie od lutego 2019 roku. Byl mną zainteresowany od dłuższego czasu, problem w tym, że teraz do tego wszystkiego rozwiodła się nasza wspólna znajoma, która do niego pisze. On niby twierdzi, że nic ich nie łączy i, że to tylko koleżanka, ale ja jestem zazdrosna, on o tym wie i go to denerwuje trochę. Nie wiem co robić, jak mam sobie z tym wszystkim poradzić, ponieważ nasze rozmowy sprowadzają się do zdania, że przesadzam i się za bardzo wszystkim przejmuje.
  14. Przyjaciele mieli pewien kłopot prawny, o którym nie chcieli z nikim rozmawiać. Dowiedziała się o nim jakimś cudem ich bliska znajoma, wkurzona, że nie wiedziała wcześniej. Jest tak nakręcona, że w odwecie postanowiła zniszczyć tę rodzinę. Dzwoni po znajomych, rodzinie i opowiada nieprawdziwą wersję wydarzeń, podburzając i kierunkowując na nienawiść, niestety skutecznie. Miała już doświadczenie doszczętnego zniszczenia kilku innym osobom życia (min. dlatego nie została poinformowana), w tym doprowadzając do czyjegoś samobójstwa. Jest w stanie i w znajomościach, aby poruszać niebo i ziemię, aby dokonać swojej wendety. Jak wspomóc psychicznie tę rodzinę? Jakich słów nie używać w rozmowie, aby nie pogarszać ich stanu? Jak pocieszać i działać, aby pomóc, nie zaszkodzić? Nie pytam o aspekt prawny o szkalowanie imienia, ale o ukojenie niszczącego ich stresu, który odbija się na ich zdrowiu i poczuciu bezpieczeństwa.
  15. Witam - Paweł, 41, Łódź. Moja historia jest dość długa bo zaczyna się od lekkiego DDA odkrytego dość wcześnie (20 lat) z którym sobie jakoś radzę i potrafię się odnaleźć. Natomiast do tego doszła choroba mamy (parkinson), niby wszystko ok, mama po operacjach, nawet ma rehabilitację przy wnuczce i wszystko się układa... Ale ja jakoś nie mogę po tym wszystkim się odnaleźć. Ciężko mi. W początkowej fazie jak czytałem artykuły poświęcone chorobie w rodzinie i do czego może dojść (utrata tożsamości) wszystko się zgadzało ale nie sądziłem że tak ciężko z tego wyjść, nie mniej mija jakoś ale to nie to czego oczekuję... Obecnie jestem na rencie i nie umiem sobie z tym poradzić w takim stopniu jak dawniej, ojciec tak na mnie działa! że odechciewa się wszystkiego. Burzy wiarę w ludzi, zniechęca ogólnie - ma negatywny wpływ na mnie. Cale szczęście zajęli się sobą i mamie łatwiej dojść do siebie a i mi lżej po tym wszystkim (mogę odsapnac) ale zostałem znowu sam ze sobą i swoimi problemami co prawda mam przyjaciółkę która wspiera mnie duchowo ale nie wiem od czego zacząć... Pomóżcie
  16. Witam. Mam synka ktory ma 3 lata i 3mc. Mój problem polega na tym że dziecko od dłuższego czasu mówi że mnie nie kocha, że chce do taty itp. Bije mnie, obraża, tzn mówi np ze jestem głupia, że jestem chamem, że mnie nie lubi, nie kocha. Problem zaczął się ok 6mc temu. Mój partner jest ciężkim człowiekiem. Kocha dziekco bardzo, zajmuje się itp. Podważa moj autorytet. Jak ja każe dziecku np iisc się myć to tata ulega i np idzie się bawić a później myć. Do mnie odnosi się źle. Tzn, czepia się, jest miedzy nami 10 lat różnicy więc większość moich decyzji i to co robię jest dla niego nieodpowiednia. Jak się kłócimy, i dziecko jest blisko mówi np ze jestem głupia, nie myślę nad tym co robię itp. Problem jest również taki ze on pracuje w domu, prowadzi firmę i ciągle jest blisko. Więc dziecko jak chciało się z nim bawic itp. Leciało do niego, krzyczało płakało a on przychodził i miał do mnie pretensje że nie może pracować bo ja nie umiem się zająć dzieckiem. Na każde krzyknięcie przylatywal i go zabierał np do zabawy. A mi się obrywalo, bo nie daje sobie rady z dzieckiem. A dziecko wtedy ucieka ode mnie leci do taty i krzyczy że mama chce go zabrać od taty. A tatuś nieraz mu mówił że np tata już idzie go uratować bo tak go kocha. I tak w kółko. Teraz ja jestem zła mama. Bo ja wymagam żeby np umyl żeby itp. Albo jak wpadnie w histerie to czekam aż się wykrzyczy, tłumaczę.. A tata przychodzi i mówi np ze jak ja mogę tak katować i męczyć dziecko, żeby tak krzyczalo. Nie mam już naprawdę sił do tego. Bo cokolwiek zrobię wszystko jest źle. Rozmawiałam, próbowałam ale partner nie rozumie o co mi chodzi. Ma ciągle pretensje że przeze mnie nie może pracować bo musi zajmować się dzieckiem, ale jak ja mam się nim zajmować jak on chwilę się że mną pobawi i zaraz jest znudzony i ma w głowie tylko tate. Wiecznie gdzie jest tata, dlaczego pracuje, dlaczego ja mu nie pozwalam iść do taty.. Jak mu zabronię coś to mówi że zaraz będzie krzyczał, bil itp jak mu nie pozwolę.. Kocham dziecko najmocniej na świecie ale naprawdę już nie wiem co mam robić i jak się zachowywać. Jak mi mówi takie słowa jest mi bardzo przykro. Bo kocham go nad życie.id urodzenia jestem z nim w domu. Dbam, karmie, pamiętam o wsaywkfim tj leki, karmienie, zeby mu wssyetko kupić co potrzebne o czym mój partner nje ma pojęcia. On jest tylko do zabawy ciągłej. I wiecznie chodzi, a dzieckiem i mówi jak on go kocha, jak on ciężko pracuje dla niego żeby miał na wszystko itp. A jak coś jest nie tak to potrafi np powiedzieć bierz to dziekco. Jak doszło parę razy do Wielkiej histeria i sam sobie z nim poradzić nie mógł.. Przepraszam że haos ale musiałam to z siebie wyrzucic, chociaż z małej ilości. Może ktoś będzie umiał mi coś doradzić? Pozdrawiam.
  17. Mam 34 lata. W sumie w życiu układa mi się całkiem nieźle jeśli chodzi o pracę i stan posiadania. Z jednym wyjątkiem. Nigdy nie miałem dziewczyny. Mam wyłącznie męskich znajomych (oraz ich partnerki). W tym wieku tragicznie trudno jest nawet kogoś nowego spotkać i poznać. Biorąc pod uwagę mój brak doświadczenia w takich rzeczach jak flirtowanie czy randki (ostatnie średnio udane miały miejsce około 10 lat temu) to już w ogóle przewalone. Zdaje sobie z tego sprawę, że w tym momencie sytuacja pod tym względem graniczy z beznadziejnością jeśli chodzi o zmianę tego stanu rzeczy. Ponadto wielokrotnie słyszałem, że ktoś musi być najpierw szczęśliwy sam, by związek miał sens. Problem w tym że ciągle to wraca i psuje mi nastrój. Znajomi są w związkach, na ulicach zakochane pary, a ja patrząc na to zaczynam się czuć jak wrak, bo zdaję sobie sprawę z tego, że tę sprawę przewaliłem totalnie i że to w 99% moja wina. Nawet patrzenie na ładne dziewczyny mijające mnie na mieście zaczyna mi sprawiać ból. Oczywiście że staram się zajmować swoim życiem, utrzymywać znajomości, rozwijać zainteresowania, ale to ciągle mnie dręczy. Może nie sam fakt bycia singlem w tej chwili jako stan przejściowy, ale to że nawet nigdy tego nie doświadczyłem i mam na to marne szanse. Czy są jakieś sposoby żeby sobie z tym radzić?
  18. Witam! Mam prawie 30 lat, jestem korpoludkiem. Od nastoletnich lat czuję się bezwartościowa, ponieważ nigdy nie mam wielu przyjaciół. Mam w głowie mocne przekonanie, że człowiek, do którego ludzie nie lgną to człowiek bezwartościowy. Wiem, że jeśli ktoś jest z tych popularnych z tabunem znajomych i przyjaciół wcale nie musi być dobrą, fajną i wartościową osobą. Ale nie umiem sobie wyobrazić kogoś, kto nie ma żadnych przyjaciół (ale nie dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że ludzie nie chcą jego) i jest jednocześnie fantastyczną osobą. Mogłabym być głupia, brzydka i biedna, te rzeczy umiałabym zaakceptować i one mnie nie unieszczęśliwiają. Ale bycie odludkiem jest straszne. Chciałabym, żeby mi ktoś wytłumaczył, dlaczego brak związków międzyludzkich nie oznacza bezwartościowości.
  19. Witajcie. Chciałam gdzieś opisać swoją historię, trochę mojego życia. Kiedyś tego nie wiedziałam, ale teraz już wiem że jestem osobą wrażliwą, niestety tą nad Od dziecka byłam bardzo nieśmiała i poważna, brałam na poważnie wszystkie słowa, gesty, zachowania. Nawet ton głosu wprawiał mnie w złe uczucia od których uciekałam. Lubiłam, lubię ludzi, byłam przyjazna, szybko się angażowałam i przywiązywałam tym bardziej że od zawsze mało tych przyjaciół było. W szkole nie byłam mile widziana w klasie, śmiano się ze mnie bo byłam małomówna, brałam do siebie różne rzeczy i dosyć poważna, dziwiło mnie zachowanie niektórych dzieci, agresywnych się bałam. Dzieci stwierdziły że mam coś ze sobą, jakieś zaburzenia, jestem dziwna i nie warto się ze mną kolegować, udawałam że to mnie nie rusza, ale nie potrafiłam się obronić. Ciągle płakałam : (Do dziś boję się negatywnych emocji, zawsze staram się być w dobrym nastroju. Myślałam że zyskam tym sympatię ale niestety nie. Ludzie trzymali mnie na dystans, bo byłam zbyt spokojna i grzeczna, innych irytowałam i wkurzałam, albo mieli mnie za fałszywą, i też skończyło się na wykluczaniu mnie,Chyba nikt nie wie jak ja co to znaczy odrzucenie, wiele razy uslyszalam że jestem pusta w środku, że brak mi charakteru, że kto by mnie chciał, że trzeba mnie tolerować, bardzo to boli, za wiele biorę do siebie a jak inni widzą moją słabość to wiadomo łatwo się poczepić itp Czuje się jak taki odludek, że nie pasuje tu, ani ja do innych ani inni do mnie, że się nie nadaje do tego życia, smutno mi, nikt nigdy nie myślał o mnie poważnie....
  20. Dobry wieczór. Chciałabym na forum poruszyć mój problem. Mam 20 lat, jestem tegoroczną maturzystką i idę na studia niebawem. Mój chłopak ma również 20 lat. Byliśmy ze sobą 3 lata ( w tym tygodniu rocznicę 3 byśmy mieli) . Rozstanie przebiegło w smutnej atmosferze, nie wiadomo o co się nawet mój były chłopak obraził bo kłócimy się o pierdoły! Wykrzyczał że mam do niego więcej nie przyjeżdżać i nie chce mnie znać ( wcześniej też tak ze mną się żegnał ). Nasza relacja to ciągle powroty i rozstania - dzieje się tak od paru miesięcy, powiem wam że pierwsze dwa lata były cudowne. Od czasu rozstania mój były się stoczył (8 dni). Jeździ z kolegami na imprezy, jest na nich do 4 rana z czego na 8 rano idzie do pracy. I tak dzień w dzień od tygodnia! Byłam u niego wczoraj, oczywiście jego nie było ale porozmawiałam z jego mamą która mnie bardzo lubi i kibicowała nam, mówiła ona że nie wie jak do niego dotrzeć bo stal się opryskliwy i arogancki. Ustaliliśmy że dziś przyjadę do niego i pogadajmy, lecz jak mnie zobaczył to odrazu chciał jechać i w ogóle nie chciał rozmawiać ze mną, szarpał się ze mną i strasznie krzyczał.Zapytany o przyczynę rozstania nic nie powiedział i dodał też że już mnie nie kocha! Lecz ja mu nie wierzę, jeszcze dzień przed kłótnią mieliśmy namiętny wieczór i wyznał mi miłość . Na koniec postraszył mnie policją że go nachodze no absurd! Jego mama nie umie na niego wpłynąć , on ma przewagę nad nią. Dodam również że wdał się w szemrane towarzystwo- kolega niedawno też rozstał się z dziewczyną na dodatek wyrwali jakieś młode laseczki (nastolatki 16 lat) i jeżdżą z nimi nad jezioro i wszędzie codziennie. Co mam w tej sytuacji zrobić? Kocham mojego chłopaka strasznie, nie potrafię wybić sobie go z głowy. Chciałabym zawalczyć jeszcze o nasz związek. Dodam też że godziliśmy się nawzajem , raz on raz ja - chociaż szczerze mówiąc to więcej razy ja bo on ma męską dumę.
  21. Witam. Mam taki problem. Na ogół jestem spokojną osobą. Z dziewczyną jestem już 3 lata. Kiedyś podczas kłótni lekko ją popchnąlem ( 1 rok temu). Lecz teraz niedawno spielismy się i ja ją popchnąlem i uderzyłem na szczęście lekko w policzek. Jak panować nad takim czymś ?
  22. Witam, jestem młodą kobietą, 19 lat. Jakiś problem w mojej psychice siedział od zawsze, 4 lata temu byłam w szpitalu psychiatrycznym, lecz ostatecznie nie przypisano mi żadnej diagnozy, ponieważ siłą manipulacji zmusilam rodziców, by wypisali mnie na rządanie. Jeszcze przed pobytem w szpitalu jednak psychiatra wypisywał mi leki na schizofrenie i depresje, ktore u mnie podejrzewal. Do rzeczy - kazdego dnia wstaje z takim dziwnym uczuciem w srodku, jakby ktos zabral mi kawalek siebie, niekonczaca sie pustka. Nastroj zmienia mi sie bardzo szybko i bardzo czesto. Strasznie silnie na wszystko reaguje, czesto zalewam sie placzem i histeryzuje z błahych powodów - np partner poszedł do sklepu i zapomniał, że miał kupić mi picie - przez cos takiego potrafie płakać godzine, bo wmawiam sobie, ze gdyby mnie kochal to by nie zapomnial. Tkwie w toksycznej relacji - toksycznej obustronnie - momentami nienawidze partnera z calego serca, jestem gotowa go zostawic, za chwile jednak jestem w stanie go blagac o przebaczenie i prosic, zeby mnie nie opuszczal. Strasznie boje sie porzucenia, caly czas mam z tylu glowy mysl, ze non stop cos robie nie tak i partner mnie zostawi. Czuje sie beznadziejna i bezuzyteczna. Potrzebuje go miec na wylacznosc, non stop lecz czesto gdy jestesmy razem chce zeby zniknal mi z oczu. Jestem strasznie chwiejna i bardzo szybko sie denerwuje. Przypalam sie papierosami, bije po twarzy, uderzam piescia w sciane. Raz w obecnoaci partnera pochlastalam sobie reke. Moje zaburzenie, czymkolwiek jest, mysle, ze zagraza zyciu rownie mojemu, jak innych ludzi. Miesiac temu po klotni o jakas blahostke wsiadlam do samochodu majac 2,5 promila we krwi i rozbilam sie o drzewo, doznajac powaznego zlamania trojkostkowego kostek bocznych i zlamania ramienia. W obecny weekend - rowniez po malej klotni - wyszlam z domu i polozylam sie na srodku ulicy z nadzieja, ze moze ktos mnie przejedzie. Kompletnie nie panuje nad swoimi zachowaniami, miewam wybuchy zlosci i placzu niemalze codziennie, a wtedy wpadam w szal i nie moge sie opanowac i tak jak wspominalam wczesniej bije sie po twarzy, mowie do siebie, rozmyslam o samobojstwie,bo uwazam, ze tylko na to zasluguje. Warto jeszcze wspomniec,ze nie mysle racjonalnie i podejmuje zle decyzje, ktore rzutuja na moje zycie jak rzucenie szkoly od razu po osiagnieciu pelnoletnosci czy naduzywanie twardych narkotykow. Na chwile obecna nie mam mozliwosci udania sie do lekarza, poniewaz nie mam na to srodkow, po wypadku jestem czasowo niezdolna do pracy. Wykonczy mnie to, przez wiekszosc czasu myslalam, ze mam depresje, jednak moze to borderline?
  23. Cześć! tu Zosia. Mam 28 lat, należę do osób wysoko wrażliwych (WWO). Swoje życie bardzo uzależniam od uczuć, które kieruję w stronę innych ludzi. Tak już mam, że oddaję się w całości jednej osobie, która w danym etapie życia jest dla mnie dosłownie ważniejsza od powietrza. Aktualnie jest to osoba, którą 15 lat temu spotkałam na płaszczyźnie mistrz-uczeń i już wtedy poczułam ogromne przyciąganie w jej stronę. Dziś nasza relacja przerodziła się w naprawdę fajną przyjaźń, prawie rodzinną relację. Dodam, że jako przyjaciel, jestem stuprocentowo godna zaufania, oddana i zawsze stoję murem za ważnym mi człowiekiem. Nie pozwolę go zranić. Dochodzi do tego jednak także nachalność. Zauważyłam, że od ludzi, których tak bardzo kocham wymagam nieustannej uwagi, kontaktu, odpowiadania na moje uczucie tym samym - mimo tego, że postać którą opisuję ma własne życie, rodzinę i wiele obowiązków i nigdy nie napisze mi wprost ze nie ma dla mnie czasu. Zważywszy na bycie WWO, jest to uczucie natężone do tego stopnia, że moje funkcjonowanie w świecie, odbywa się tylko wtedy, gdy jestem w pobliżu tejże osoby. Jest mi bardzo źle, gdy się nie widujemy, po powrocie do domu mój nastrój bywa nie do zniesienia, bardzo łatwo się irytuję, zamykam się, nałogowo słucham muzyki, która opisuje to jak bardzo jest mi źle, że zbyt mocno kocham inną kobietę (tak, jestem osobą homoseksualną) i dlaczego zawsze jest to tak bolesne. Nie chcę jej zranic, a zarazem stracić jej obecności w swoim życiu. Czasem wsiadam w auto i ze łzami w oczach jeżdżę uliczkami bez najmniejszego celu. Uciekam od ludzkich pytań, mam potrzebę pozostania sam na sam ze sobą i swoim niezrozumieniem. W samotności karmię się łzami i smutkiem, czasem czerpię z tego smutku radość. Wśród ludzi czuję ucisk w żołądku. Odtrącam wszystkich, którzy nie są obiektem mych uczuć, lub swoją obecnością zaburzają mi relację z tą osobą. Nie zależy mi na poradzie "co zrobić z tą relacją", ponieważ nie oddam i nie odpuszczę jej za nic w świecie. Chciałabym jednak dopytać, czy może to wynikać z poważniejszych zaburzeń.
  24. Witam wszystkich Jest to mój pierwszy post na tego typu stronie, jestem 19-letnią dziewczyną i odkąd pamiętam zmagam się z problemem odnośnie odczuwania emocji i budowania relacji. Kiedyś myślałam, że jest to "przejściowe", że każdy w życiu przechodzi taki etap. Już w szkole podstawowej zauważyłam, że od zawsze odstawałam od innych dzieci, byłam otoczona dużym gronem znajomych, ale nigdy nie potrafiłam zaangażować się w żadną przyjaźń i nigdy nie darzyłam nikogo szczególną sympatią. Wtedy nie było to jeszcze na tyle szkodliwe, ale kilka lat później zaczęły się pierwsze związki. Zawsze była to ta sama historia, pierwsze wrażenie, spędzenie czasu, bliskość z partnerem, chęć zaangażowania się, ale nadal brak jakiejkolwiek zażyłości emocjonalnej z mojej strony. Nagle zawsze szybko wkradała się oschłość i obojętność. Często kończyło się to złym zachowaniem z mojej strony, doszło nawet niejednokrotnie do zdrady, wszystko byleby cokolwiek nareszcie poczuć, chociaż na chwilę. Tak samo było z wieloletnimi "przyjaźniami", miałam wokół siebie lolajne, kochane osoby, które potrafiły mnie pokochać, dopiero z perspektywy czasu zauważam, że mieli zawsze dobre i szczere intencje. Niestety nie potrafiłam tego przyjąć, docenić. Boję się samotności, ale mimo to odcięłam się od wszystkich moich bliskich osób, bo nie potrafiłam dać im tego, co oni dawali mi, a zdecydowanie na to zasługiwali. Mimo tego, że spędzałam z kimś każdą wolną chwilę, z dnia na dzień urwałam kontakt, chciałam dać drugiej osobie możliwość "uwolnienia się", znalezienia w życiu kogoś bardziej odpowiedniego, nie potrafiłam spojrzeć drugiej osobie w oczy i przeprosić, nie mogłam nawet zmusić się do jakiegokolwiek poczucia winy. Dopiero po czasie z każdym takim zachowaniem czułam do siebie coraz większą nienawiść i obrzydzenie. Wiele razy w zwykłej, codziennej sytuacji, chociażby patrząc w lustro potrafię wpatrywać się godzinami w swoje odbicie i nie mogę wydusić z siebie chociażby jednej łzy, a właśnie na to mam nieraz ochotę i stale zadaję sobie pytanie dlaczego nie mogę być jak inni? Kiedy sytuacja powtórzyła się przy kolejnym i kolejnym, nawet kilkuletnim związku czy przyjaźni, postanowiłam odpocząć, zadbać o siebie, odciąć się od jakichkolwiek relacji, przestać ranić innych, spróbować pokochać przede wszystkim siebie. Szukałam w internecie na różnych forach ludzi o podobnych przeżyciach, w tamtym momencie zdałam sobie sprawę, że dłużej sama nie dam rady sobie z tym radzić. Aktulanie, po tych wszystkich wydarzeniach, które męczą mnie już od wielu lat, jestem na skraju załamania, zaczęłam często się upijać, czy chociażby odurzać żeby tylko na chwilę poczuć cokolwiek, przez co na drugi dzień czuję się jak bym była swoim największym wrogiem. Próbowałam już wszystkiego, ale nadal patrząc w lustro widzę człowieka, którym nigdy nie chciałam się stać i nie wiem jak sobie pomóc. Chciałabym w końcu obudzić w sobie jakiekolwiek emocje i po prostu być normalna. Od wielu lat rozważałam opcję pomocy psychologicznej, ale zawsze bałam się, że zostanę oceniona z góry, że inni tego nie zrozumieją? Mam świadomość tego, że sama nie poradzę sobie z tym problemem i potrzebuję pomocy, bo jeszcze całe życie przede mną, mam swoje plany i marzenia, które jeszcze kiedyś chce zrealizować. Wystarczy, że przegapiłam przez to wszystko najlepsze lata i najlepsze momenty w moim życiu.
  25. Witam ! Jestem mężatką od ponad 4 lat , znam swojego męża od prawie 9 lat , moi znajomi znają mnie jako miłą uśmiechniętą dziewczynę z głową pełną rozwiązań i pomysłów . Tak, nie wiedzą jednak że czasami głowa ta puchnie z powodu problemów których nie potrafię rozwiązać ... Zazwyczaj o swoich problemach mówiłam mamie bądź przyjaciółce to w nich czułam oparcie, lecz od pewnego momentu (czasie po zawarciu małżeństwa-czasie docierania się) zaczęłam dusić pewne kwestie.. Zacznę od początku , z mężem przed ślubem znałam sie 4 lata nie mieszkaliśmy ze sobą on mieszkał 50 km ode mnie , spotykaliśmy się w weekendy .. Z czasem przyszła decyzja o ślubie a z nią masa problemów , Na weselu mój M. prawie pobił się z moim rodzonym bratem mimo tego iż mój brat z natury jest bardzo spokojnym człowiekiem , tłumaczyłam sobie tą sytuacje jako napięcie ślubne , sytuacja jednorazowa , minęło kilka miesięcy a z nią 1 nieplanowany wyjazd do pracy za granice (oczywiście we 2) wiadomo ten kto był za granicą wie iż w weekendy zazwyczaj przychodzi "relaks" czyli niepohamowane picie alkoholu. Ja z natury spokojna preferująca tylko piwo typu 0% patrzyłam bokiem jak mój mąż wpija w siebie alkohol. Próbowałam zastopować te głupie zachowania, bez skutku , po odpowiedniej ilości spożytego piwa , mój mąż zaczął zachowywać się jak istny agresor , zaczął wyzywać mnie , poniżać , rzucać łożkiem(podnosił je do sufitu) i wszystkim tym co miał pod ręka , grozić że rozwali wszystko to , co stoi mu na drodze. Po czym uspokoił się i po zmniejszeniu adrenaliny zasnął. Tłumaczyłam sobie tę sytuacje : że jest z dala od rodziny być może w taki sposób próbował rozluźnić napięcie , wyjaśniałam mu jak zachowuje się po spożyciu , że boli mnie to jak zachowuje się w stosunku do mnie lecz bezskutecznie ... Mijały miesiące nadszedł koniec naszej zagranicznej pracy . Z dnia na dzień poznawałam zachowania jego i rodziny teściów. Mąż podjął pracę w miejscowej fabryce , zaczęły się imprezy integracyjne w pracy a ja drżałam niepokojem co nowego wydarzy się po imprezie , czy mąż wróci i nic złego po drodze nie przydarzy mu się , miałam tylko złudne nadzieję , po kolejnym spożyciu musiałam eskortowac męża gdyż nie był w stanie sam wrócić o własnych siłach , nie dosyć tego zaczęła sie bójka pomiędzy kolegami z pracy w której M. mój miał swój udział. Kolejna nieprzespana noc i rozmyślanie , dlaczego ja ? Spokojna dziewczyna ze wsi , wydaje się ułożona musi cierpieć z tego powodu ... Nie rozmawiam z nikim na temat tych wydarzeń , z chwilą przypomnienia o tym zazwyczaj łapie mnie niepokój. Co nowego przydarzyć może się jeszcze? Ile będzie trwał ten koszmar? Nadeszły święta a razem z nimi zapaliła się mi pomarańczowa lampka?! Dostaliśmy zaproszenie od teściów na 1 dzień Świąt , skorzystaliśmy z niego , lecz kilka spraw przejaśniło mi się , poznałam zwyczaje rodziny męża , okazało się w nich iż Mój teść po spożyciu alkoholu zachowuje się 100 razy gorzej od mojego męża lecz mimo tego iż znęcał się psychicznie nad moją teściową sądzę iż jeśli ktoś sprzeciwiłby mu się bądź zwrócił uwagę doszło by do rękoczynów bezbronnej spokojnej osoby. Mój mąż z reguły dominator (patrzący i biorący wzór z własnego ojca ) nagle zamilkł , tak po prostu wyszedł ze mną bez słowa , widziałam w nim kota wtulonego w swój ogon bądź psa z klapniętymi uszami . Na pytanie moje o zaistniała sytuacje odpowiadał nie wtrącaj się to nie twoja sprawa . Ogólnie krótko mówiąc , mąż z reguły jest dobrym człowiekiem bez alkoholu , lecz bardzo zamkniętym w sobie , bardzo wybuchowym . Nie potrafię z nim rozmawiać , ja radosna i uśmiechnięta osoba , nie umiem rozmawiać z mężem po 4 latach małżeństwa po każdej naszej kłotni zastanawiam się czy ma to sens . Nie potrafię dogadać się mimo tego iż mówie mu co leży mi na sercu ,on unosi się krzykiem , trzaska drzwiami badź próbuje mnie zakrzyczeć , jest dosyć impulsywny i nie panuje nad tym co mówi. Razi mnie to bardzo bo wiem że w glebi serca jest tam dobry człowiek ,pomocny , pracowity lecz nie potrafi komunikować . Bierze przykład z ojca , chce dominować -mnie gryzie to zachowanie , tyle nerwów.... Nie mamy dzieci lecz nawet pytanie o potomstwo przyprawia mnie o bol głowy . Obydwoje pracujemy zawodowo, zarabiamy dobrze lecz temat dziecka to temat tabu . Jeśli poruszę temat rozmawiać będe sama ze sobą .. powoli odpuszczam . Czasami rozmawiam z męzem o terapii lecz on wogole nie chce slyszeć o czymś takim, nie umie rozwiązywac naszych problemów we 2 , potrafi tylko skompromitowac mnie przy jego własnej rodzinie , mam wrazenie ze czuje wtedy radość że jest mi wtedy przykro ... Ja co raz bardziej zaczynam wycofywac się z tego związku... Nie wiem totalnie co mam robić , jak nauczyć się postępować z takim człowiekiem , prosze pomóżcie mi, doradźcie co w danej sytuacji zrobić , ja powoli tracę nadzieję w lepsze jutro , staram się rozmawiać lecz po każdej rozmowie nadchodzi wybuchowość i milczenie ze strony męża.. Proszę o poradę , Agnieszka !

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.