Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'osobowość'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Witam. Zacznę może od tego, że mam 16 lat, chodzę do technikum i jestem głównie introwertykiem. Od małego moją ulubioną rozrywką był komputer, choć lubiłem też spotykać się z kolegami, grać w piłkę itp. Na pierwszym miejscu było jednak zazwyczaj granie na komputerze/przeglądanie internetu. Nie chcę się tutaj wyżalić, że zniszczyło mi to psychikę czy coś w tym rodzaju. Do dziś bardzo to lubię, ale jakiś czas temu zauważyłem, że chciałbym coś zmienić. Konkretnie chodzi o to, że po prostu nieco bardziej atrakcyjne od grania zaczęło być dla mnie spotykanie się ze znajomymi. Problem w tym że nie mam zbyt wielu znajomych. Jest kilku starych, z którymi mam niestety kiepski kontakt. Po za tym chciałbym poznać kogoś nowego, a nie spotykać się z ludźmi, których znam przez pół czasu mojego życia. Kolegów ze szkoły też mam ale dojeżdżam do szkoły dość daleko więc jest to kolejna przeszkoda. Mimo wszystko ci znajomi dają mi nieco więcej poczucia takiego "braterstwa" nie wiem jak by to ująć. Chciałbym jednak poznać innych ludzi, w szczególności też jakieś kobiety, bo mam z nimi mały kontakt a mają one zupełnie inne patrzenie na świat od mężczyzn. Niestety w technikum elektroniczno/mechanicznym ciężko szukać koleżanek. Ale przejdę teraz do głównego problemu: mojej osobowości. Uwielbiam spotykać się z ludźmi, rozmawiać z nimi (o ile mamy wspólne tematy), ale z ludźmi, których już znam. Mam ogromne opory przed nowymi znajomościami. Wstydzę się zupełnie mówić o moich zainteresowaniach, mówić jakiej muzyki słucham, co oglądam itp. Po prostu wstydzę się samego siebie, do tego stopnia że nawet w rodzinie ciężko jest mi mówić o większości rzeczach, które mnie interesują/ które lubię. Nie wiem skąd u mnie takie coś, jak jadę autobusem i łączę słuchawki bluetooth z telefonem żeby posłuchać muzyki to sprawdzam po kilka razy czy na pewno są połączone i nikt nic nie usłyszy (w przypadku jakby się rozłączyły i bym o tym nie widział). I na tym głównie polega mój problem. Nie mam zbyt wielu przyjaciół (albo kontakt z nimi jest niewielki i nie zawsze szczery). Przez co całe dnie siedzę w pokoju przed komputerem albo leżąc na łóżku i rozmyślając. Czuję się strasznie samotny (mimo, że mam dobrą, kochającą rodzinę) . Doszło do tego jeszcze niedawne odrzucenie przez dziewczynę, która mi się podobała. Tzn kulturalnie wytłumaczyła mi, że nie chce ze mną być i ja to rozumiem, ale nie mogę przestać o niej myśleć i dołować się, że "zostaliśmy tylko znajomymi" i że nigdy między nami nic więcej nie zajdzie. Nie wiem czy wiernie opisałem mój problem. Możliwe, że o czymś ważnym zapomniałem i będę to dopisywał. Co myślę warto wspomnieć, to że przez ostatnie 2/3 lata prawdopodobnie cierpiałem na pewien rodzaj nerwicy. Miałem myśli, że stracę nas sobą kontrolę i np. zamorduję młodsze rodzeństwo. Bardzo się tego bałem, mój mózg podsuwał mi myśl, że skoro mogę chwycić za nóż i zadźgać nim dziecko to czemu by nie spróbować? Nie mogłem spać przez te myśli, dużo modliłem się by to się nigdy nie wydarzyło (jestem wierzący). Na szczęście nigdy do tego nie doszło. Mimo, że czasami nadal miewam takie myśli to nauczyłem się je zagłuszać innymi i już mnie tak nie dręczą, ale kiedyś przechodziłem istne piekło i oczywiście wstydziłem się o tym powiedzieć rodzicom, a jak już im to mówiłem to w taki sposób jakbym się z tego śmiał i nie potrzebował pomocy. Miałem/mam też prawdopodobnie nerwicę natręctw. Często muszę sprawdzać czy na pewno coś zrobiłem. Mam manię na punkcie czystości. Muszę mieć idealnie czyste ręce, szczególnie jeśli mam zamiar nimi jeść lub przygotować jedzenie dla innych. Niby zrozumiałe, ale często z tym przesadzałem, np podniosłem przed jedzeniem coś z podłogi i już leciałem do umywalki. Dochodzi czasami do tego, że myję kilka razy ręce w ciągu np. 3 minut. Ogólnie to wyżej opisane problemy, aż tak mi nie doskwierają. Niegdyś były dla mnie udręką, ale teraz już całkiem nieźle sobie z nimi radzę. Najbardziej chodzi mi o pomoc z tą samotnością. Chcę aby ktoś okazał mi zainteresowanie. Żeby sam do mnie napisał, bo 99% rozmów np przez messengera jest rozpoczynane przeze mnie. Mało kto (właściwie to prawie nikt) chce do mnie napisać po to żeby po prostu popisać. Jak już pisze to chce coś do szkoły, albo pyta się o sprawy typowo, najczęściej techniczne (kiedy coś się zaczyna, jak coś zrobić, gdzie, co, jak). Nikt nie chce ze mną rozmawiać tak po prostu, dla rozmowy (choć w realu, jak już się z kimś spotkam to czasami uda się porozmawiać).
  2. Dzień dobry, (przepraszam za brak przecinków) szczerze mówiąc to jestem tu pierwszy raz natomiast osobiście nigdy nie uważałem psychologii za poważnej nauki. Raczej ograniczoną jedynie do empirycznych wniosków, które nie są precyzyjne pod względem statystyki. Dużo natomiast interesuję się neuroscience oraz neurologią. Mój kręg zainteresowań to przede wszystkim matematyka oraz informatyka. W sumie to kilka lat temu zdiagnozowałem u siebie zespół aspergera, ale nigdy nie udałem się do specjalisty w celu diagnozy, ponieważ nie ma to dla mnie większego znaczenia. Moi idole to doktorzy oraz naukowcy, którzy są bardzo spokojni lecz sam osobiście jestem bardzo emocjonalny. Potrafię znaleźć odpowiedź na każde pytanie i jestem bardzo logiczny ale kierują mną mocno emocje oraz łatwo wpadam w uzależnienia. Zauważyłem też w młodym wieku u siebie że jestem mistrzem łamania schematów. Często potrzebuję 2 przykładów pewnego zbioru aby dostrzec ogólny schemat. Zadania z matematyki na poziomie matury oraz studiów są dla mnie schematyczne. Wyzwanie stanowią dla mnie olimpiady oraz problemy(matematyczne) które sam dla siebie wymyślam Bardzo nie lubię jak ktoś jest dla mnie przesadnie miły. Są ode mnie lepsi są ode mnie zdecydowanie lepsi w matematyce oraz machine learning a ja nawet nie jestem na poziomie klasy światowej, więc nie lubię jak ktoś jest pełen podziwu względem moich dokonań. Są ode mnie dużo lepsi a podziwianie mnie traktuję jako przymilanie się. Nie lubię poznawać nowych osób. Nie lubię mówić o sobie. Mam swoje wąskie grono. Często mam problem z odpisaniem nieznajomej osobie, które "przez przypadek natknęła się na mój profil gdzieś i ma dla mnie projekt". Czasem pytam się bliskich jak w tej sytuacji odpisać osób które nie mają pojęcia o tematyce, na temat której dana osoba do mnie pisze bo mam za dużo zdań w głowie aby krótko odpisać. Lubię wchodzić anonimowo na różne fora i pozwalać sobie na dużo, być bezczelnym, aroganckim oraz wykazywać komuś błędy ale w celach edukacyjnych oraz porad życiowych. Nie potrafię opowiedzieć 2 raz tej samej historii oraz dostrzegam swoje schematy zachowań, które mnie irytują i próbuję od nich odchodzić. W kontaktach z pracownikami naukowymi jestem natomiast miły oraz oficjalny. Albo np jak ktoś nie umie zrobić z jakiegoś zadania albo rozwiązać problemu i wrzuca na forum, jestem bardzo miły. Mam natomiast pewien problem. Uważam się za bardzo spokojnego i ciężko mnie wyprowadzić z równowagi. Po prostu rozumiem pewne struktury i nawet wiem że złość mi nic nie daje więc nie wkurzam się praktycznie na nic. Jednak czasem mam takie momenty w których po prostu nie panuję nad sobą. Dziś się to zdarzyło. Przedostatnio pół roku temu. W których po prostu tracę nad sobą panowanie i musiałem coś zniszczyć aby się rozładować. Dzisiaj pewna kobieta z którą kręcę lecz ostatnio dowiedziałem się że mnie oszukuje miała do mnie pretensje w zasadzie o nic a ja wybuchłem i zacząłem ją wyzywać od dzi*ek i że to koniec znajomości zadzwoniłem do niej wydarłem się na nią i zablokowałem ją. W głębi siebie doskonale wiedziałem że lepiej być spokojnym w tej sytuacji lecz emocje po prostu wzięły nade mną górę i nie byłem w stanie się kontrolować. Później zadzwoniła do mnie i nie wiem jakim cudem pogodziliśmy się. W relacji z kobietami jestem totalnie ślepy. 0% zdrowego rozsądku więc prawdopodobnie popełniłem złą decyzję godząc się z nią skoro mnie okłamywała lecz tematem o który chciałem zapytać jest niekontrolowanie agresji. Jest to mój problem. Czasem po prostu wybucham i nie potrafię tego kontrolować. Czy powinienem się udać na terapię? Nie lubię tego typu zabaw i uważam je za niepotrzebne lecz bardzo chciałbym panować nad sobą oraz aby nie zdarzały mi się napady agresji. Są może jakieś "domowe sposoby" na panowanie nad agresją czy potrzebna jest interwencja specjalisty? Pozdrawiam, k
  3. Witam, mam 19 lat i dotąd nie miałem siły i nic mi się nie chciało. Jednak ostatnio złapał mnie covid i spędziłem 2 tygodnie w łóżku przesypiając średnio 20 z 24 godzin doby. Prawie skończyłem pod respiratorem w szpitalu, na szczęście udało się mnie wyleczyć. Teraz gdy już funkcjonuje prawie normalnie coś się we mnie zmieniło łatwiej rozmawia mi się z ludźmi, potrafię na siebie spojrzeć krytycznie podwyższyła mi się samoocena, mam nawet chęć aby się czegoś nauczyć albo coś zmienić. Jestem o wiele bardziej zdeterminowany i patrzę na wszystko bardziej pozytywnie. Do tego trochę zmieniła mi się osobowość. I tu moje pytanie co mogło spowodować u mnie takie zmiany i dodam że raczej nie jest to ilość snu jaką miałem bo wcześniej też spałem 8-10 godzin dziennie
  4. Witam , mam 30 lat i mam problem ze sobą tzn nie czuje swojego ciała ani swojej głowy tak jakby ktoś odebrał mi myślenie bardzo źle się z tym czuję jakbym nie miała ciśnienia w ogranizmie , problem z oddychaniem ☹️ cierpię strasznie. Nigdy tak nie miałam . Nawet nie potrafię się uśmiechnąć
  5. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  6. Witam ! Mam taki problem , jestem osobą przed 30stką mam pracę fizyczną jestem spawaczem i ogólnie bardzo lubię to robić , atmosfera w pracy też fajna i szczerze nie mam za bardzo na co narzekać alee.. no właśnie jest ze mną coś nie tak bo jak już jestem w pracy to wszystko ok alee największy problem to wstać i iść do tej pracy.. Budzę się rano i mimo że lubię pracować i robić to co robię to szukam sposobu żeby nie iść wtedy zwykle uciekam na zwolnienie i potem żałuję.. Swego czasu pracowałem robiąc coś innego tam atmosfera była tragiczna i od tamtej pory zacząłem uciekać w zwolnienia bo nie miałem ochoty tam pracować ale teraz jest wszystko dobrze a ja nadal mam podejście z "przeszłości" o co tu chodzi ? Jak sobie z tym poradzić bo bardzo mnie to irytuje a nie potrafię z tym wygrać... Pozdrawiam ! 😇
  7. Hej, Po 3 letnim związku z kobietą nie potrafię się pogodzić z tym wszystkim nie umiem stanąć na nogi. Byłem toksycznym człowiekiem dojrzałem to ale za późno bo musiałem uszanować decyzje partnerki mówiącej ze juz mnie nie kocha że coś w niej rosło rosło i pękło. Mamy wspólny kredyt i mieszkanie z którego się wyprowadziłem żeby jej nie męczyć sobą oraz by jej dziecku z poprzedniego malrznstwa nie mieszać w głowie bo już mu powiedziała że się rozstajemy. Nie wiem jak stanąć na nogi i ogólnie jak każdy chciałbym walczyć o nią. Ale jak.... Nie odzywać się? Czy może przeciwnie okazywać jej uczucie pisać że tęsknie? Tracę siły jestem na tabletkach uspokajających.
  8. Witam wszystkim, jestem 25 letnim mężczyzną. Od kilku lat borykam się z pewnym problemem. Wszystko zaczęło się generalnie jakoś na kilka miesięcy przed zdaniem matury. Od tego czasu mija już około 5 lat. Nigdy tak naprawdę nie wiedziałem co chcę w życiu robić, nie miałem pomysłu na siebie, żadnego planu itd. W czasach technikum moje życie było beztroskie ponieważ wiadomo miałem zaplanowane wszystko na 4lata, nie musiałem tak naprawdę martwić się co chce robić. Miałem jeszcze trochę czasu. Kubel zimnej wody nastąpił właśnie na kilka miesięcy przed maturą. Nadal nie wiedziałem czego od życia chcę. Od tego czasu narastało we mnie poczucie winy, poczucie bycia gorszym. Wszyscy wokół mieli poplanowane co chcą dalej robić, ja czułem się jak zagubione dziecko w tłumie ludzi. Bałem się dorosnąć, czułem się naprawdę dzieckiem. Trochę w akcie desperacji zapisałem się na studia, które były rzekomo coś tam związane z moimi zainteresowaniami z paczką znajomych z technikum. Myślałem, że może to mnie bardziej zainteresuje i będzie to dobry krok. W końcu każdy mówił, że "po studiach będziesz miał łatwiej" chociaż wiedziałem, ze to bzdury to chciałem jakoś w to uwierzyć. Po drugim semestrze wiedziałem już, że to nie jest to. Że nie chce tego, nie Interesuje mnie to. Ale nie potrafiłem zrezygnować, nie miałem też alternatywy. Bałem się podjąć pracę nawet najprostszą. Bałem się, że sobie nie poradzę. A rezygnacja ze studiów oznaczała pracę. Mieszkałem z rodzicami. Finalnie studia skończyłem chociaż tak naprawdę do dzisiaj jestem w szoku jak mi się to udało przetrwać. Studia mnie bardzo bardzo mocno wymęczyły psychicznie. Przez to wszystko zacząłem pić, zaczął się problem alkoholowy, ponieważ zawsze gdy poczułem się gorzej albo sobie z czymś nie radziłem to to zapijałem, a że codziennie czułem się źle więc codziennie piłem. Wiele razy chciałem ze sobą skończyć. Gdybym tylko miał przy sobie broń gdy byłem pod wpływem pewnie już by mnie tu nie było bo wiem, ze byłbym zdolny do tego. Skończyłem studia a problem nadal pozostał. Podjąłem pierwsza pracę w fabryce 3 miesiące po skończeniu studiów. To był czas gdzie postanowiłem sobie, że już nie chce więcej ruszać alkoholu bo nie będę w stanie pracować i tak pozostało do dzisiaj (pracuję tam już rok). W między czasie dziewczynę która kochałem i która tak bardzo mnie wspierała i z którą planowałem wspólną przyszłość po prawie 7 latach ze mną nagle stwierdziła, ze nie chce ze mną być. Był to ogromny cios dla mnie. Myślałem, ze świat się zawalił i że teraz na pewno sobie nie poradzę. Przez to prawie straciłem pracę która dopiero co niedawno podjąłem wtedy. Były to chyba najgorsze kilka miesięcy mojego życia w którym walczyłem o siebie. Zapisałem się do psychiatry który wypisał mi leki przeciwdepresyjne ( SSRI). Brałem je jakoś przez 8 miesięcy. Podczas brania tych leków czułem się troszkę lepiej aczkolwiek skutek uboczny był taki, że kompletnie nie miałem na nic siły i czułem się kompletnie obojętny na wszystko. Po skończeniu terapii czyli jakoś 3 miesiące temu czuję się troszkę lepiej ale tylko jeżeli chodzi o kwestię rozstania, reszta stanów pozostała. Później pojawiła się kolejna dziewczyna, relacja trwała kilka miesięcy, również zostałem odrzucony, chociaż nadal utrzymujemy kontakt. Te dwie dziewczyny poznałem przez Internet. Gdyby nie Internet nie poznałabym nikogo. Nigdy nie widziałem żadnego zainteresowania ze strony dziewczyny w życiu realnym, chociaż za brzydkiego się nie uważam, raczej przeciętniak z wyglądu. Wielu moich znajomych nie ma z tym problemu. Każdy z nich tworzy jakaś udaną relacje lub ma bogate życie towarzyskie ( słuchając ich opowiadań). Obawiam się, że już nigdy nie spotkam kogokolwiek, z kim zwiąże się tak na zawsze i mnie nie zostawi po jakimś czasie. Boję się samotności. Codziennie czuję się koszmarnie ze sobą, czuję się gorszy od innych. Bez planu na życie, bez perspektyw, bez marzeń, bez partnera. Pracując w pierwszej lepszej pracy w której zarabiam psie pieniądze mieszkając nadal z rodzicami. Widzę jak inni moi znajomi mają już w miarę poukładane życie, mieszkania, partnerów, narzeczonych, żony, dzieci, dobrą pracę, fajne samochody, pasje, wakacje. Czuję się jak przegrany. Ten stan się nie zmienia od kilku lat i czuję, że to może się już nigdy nie zmienić a ja będę tak gnił przez całe życie albo wcześniej sobie strzelę w głowę. Przeraża mnie wiek, teraz już coraz bliżej trzydziestki. Tak, wiem, że nie robiąc nic więcej w tym kierunku nie zmienię swojego życia. Problem w tym, że ja nie mam kompletnie na nic siły. Robię absolutnie minimum jakie powinienem. Czyli jedzenie, spanie, praca i siłownia, na którą i tak bardzo ciężko mi za każdym razem się zmotywować. Paradoksem jest to, że pracuję cały tydzień z utęsknieniem na weekend, a gdy on nadchodzi to czuję się wtedy jeszcze gorzej. Dlaczego? Gdy mam za dużo czasu to zaczyna się rozmyślanie itd. Każde zrobienie jakiekolwiek rzeczy - wysłanie CV, jakikolwiek telefon, załatwienie sprawy jakiejkolwiek, jakikolwiek krok ku lepszego przychodzi mi z ogromnym trudem, co nie oznacza, że nic nie robię, robię ale zazwyczaj w baaaardzo ślamazarny tempie bądź gdy mogą wyniknąć z tego jakieś konsekwencje. Nie mam na nic siły, już nic mi nie sprawia radości. Nie mam żadnej pasji, celu. Bardzo się za to obwiniam. Ktoś może pomyśleć - ale co ty chłopie masz za problemy - masz dach na głową, masz rodzinę, masz pracę. Tak, mam ale co z tego jak czuję się strasznie, czuję, że chciałbym zniknąć z tego świata, ten stan mnie przytłacza i nie chce takiego życia. Bywają lepsze dni w których czuję, że sobie jakoś poradzę, ale są rzadkością. Nie wiem jak się z tego wyrwać gdy nie mam kompletnie na nic siły. Nie chcę też robić problemu rodzicom i mieszkać z nimi jeszcze przez kolejne np. kilka lat (dokładam się do rachunków). Nie wiem co dalej... Nie chcę tak żyć. Może ktoś mi coś doradzi, co powinienem zrobić, jak sobie z tym wszystkim poradzić? Odwiedziłem w przeciągu roku dwóch psychologów, ale nie czułem aby mi to pomagało. Za dziecka też chodziłem do psychologów. Uważam, że bardzo ciężko jest znaleźć kogoś kto będzie mi w stanie pomóc. Nie radzę sobie z tym psychicznie. Bardzo dziękuję każdej osobie, którą to przeczyta i zechce mi cokolwiek napisać. Dziękuję.
  9. Od dłuższego czasu mam problem z emocjami które mi dłuższego jestem nerwowa bardzo ale teraz pod wpływem silnego gniewu stresu i złości spina mi szyję czuje klicie drzenie dłoni i zaniki pamięci czuje teZ ze moja głowa się rusza do bliskich mi osób bliski mężem siostry matka i dzi3vko mnie denerwują bo mnie nienawidzę ich bo mnie ranią i oceniają nawet dziecko mnie drażni nie chce ich widywać bo krytykują mnie i nie mam szansy wypowiedzi co mnie boli bo ja jestem zła matka najbardziej dziecko 4 letnie mnie drażni bo cały czas mnie szczypie i kopie chowam Sue przed nim w łazienek rzadko odczuwam radość często mam ochote ich zostawić bo mnie krzywdza miałam dwa wypadki w życiu wszysko co wydarzyło się kiedyś złego mi się przypomina i nie mogę tego zapomnieć ciągle mówię o tym mam straszne sny ze ktoś mnie dusi kiedy się budzę ro się boję reaguje agresywnie obcych osób izoluje się od innych nie chce się widywać z nikim mam pociąg do szkolenia zawodowe uważnie ze jestes dobrym pracownikiem wszyscy inni są dlanie głupi bo nie dają mi słowa wypowiedź odczuwam dużo emocji negatywne pożywne rzadko rasizm, nie terancje na osoby typu lezbijja czy gej a wycy co mnie ranią to mam chęć zemsty poprostu nie czuje ro nich uczucia miłości tylko wstręt ojciec alkoholu ale z nim mogę się dogadać ale też.mnie został i5 lat jie odwidz czasem mam dosc tego życia ale nie chce sobie nie zrobić poprostu chce spokoju nie czuje też się jako matka tylko starsz siostra dziecka nie lubię kiedy cały czas za mną chodzi i mnie dreczy .Zqpewnie.mu wszytko czego ja nie milam ale nie chce żeby mnie przytula i cały czas chodził za mną bo ja che swobody robie mu jedzenie odprowadzm do przedszkola ale nie chce się z nim bawić bo ma się uczyć są nie noszę go teZ i nie lubię kiedy przychodzi do mnie spać
  10. Mężczyzna, lat 24 Kiedyś wiele rzeczy sprawiało mi radość i przyjemność, cieszyłem się nawet z najmniejszych sukcesów. Potrafię się śmiać, żartować, jestem zazwyczaj duszą towarzystwa i to ja podtrzymuje często konwersacje. Jednak już od jakiegoś czasu (kilka lat) wszystko zaczęło stawać się fałszywe, wymuszone, obecnie nawet nie wiem kim jestem, co lubię ani dlaczego. Kiedyś próbowałem naprawdę wielu rzeczy, chcąc odnaleźć to co lubię, nie byłem w stanie odnaleźć się w większych grupach ani tam gdzie panował chaos (wszelkiego rodzaju imprezy, i głośne miejsca nie były dla mnie), większość z rzeczy które próbowałem albo od początku mnie nie wciągały albo też nudziły mi się w mniej niż tydzień, najwięcej przyjemności sprawiały mi: Gry komputerowe, Oglądanie anime i seriali, Czytanie, Wymyślanie i pisanie opowiadań i scenariuszy, Słuchanie muzyki, fotografia, spacerowanie oraz bieganie. Przestałem grać w gry - gra w nie bardziej mnie męczyła niżeli sprawiała mi jakąkolwiek przyjemność. Przestałem oglądać anime i seriali – uznałem to za stratę czasu chcąc lepiej zagospodarować czas, jednak dalej trwoniłem i trwonię go na głupoty. Dalej wpadają mi do głowy różne pomysły i scenariusze - nigdy ich nigdzie nie zapisuje ani nie rozwijam. Ograniczyłem czytanie - Wciąż czytam kilka pozycji, ale o wiele ciężej jest mi się w coś zaangażować. Ograniczyłem słuchanie muzyki - Kiedyś odpalenie muzyki na słuchawkach pozwalało mi się zrelaksować i odciąć od otaczającego mnie świata, wręcz wprowadzając mnie w trans, teraz niegdyś moje ulubione piosenki są po prostu muzyką, a wiele z tego co niegdyś słuchałem to po prostu hałas. Przestałem robić zdjęcia - kiedyś byłem dumny ze zdjęć które zrobiłem, teraz nie ważne jak bardzo się staram, zdjęcia które robię wydają się puste. Wciąż spaceruje - najczęściej robię to w towarzystwie przyjaciół, jednak jest październik, wszyscy pojechali na studia, ja zostałem sam, to nie to samo, ale dalej chadzam na spacery. Przestałem biegać już jakiś czas temu - kiedyś byłem w stanie poczuć tak zwaną euforię biegacza, jednak „goniąc” za tym przestałem odczuwać frajdę i satysfakcję z samego biegania i ulepszania własnej kondycji, do tego doszło to że osoby z którymi biegałem, nie były w stanie tego kontynuować Zdarzyło mi się raz popłakać dzięki czemuś co czytałem, czułem się dzięki temu niesamowicie lekki, i wtedy też wiedziałem, że uśmiech który pojawił się na twarzy po tym płaczu był tym prawdziwym którego dawno nie miałem. Dodam jeszcze że za wyjątkiem łez ze zmęczenia oraz z bólu nie płakałem od wieeeelu lat. To było naprawdę odświeżające uczucie. Obecnie próbuje na nowo odnaleźć siebie, jestem sam, przyjaciele wyjechali, ciężko mi znaleźć osoby z którymi mógłbym nawiązać nowe kontakty, nie otrzymam wsparcia od swojej rodziny. Próbuje się zmusić do biegania, ale jak to bywa, jak się chce to zawsze się znajdzie powód by czegoś NIE zrobić, dziś u mnie padało i byłem „zmęczony” po stażu. Czasami spróbuje coś obejrzeć, jakiś serial jakieś anime, ale jestem zbyt świadom tego że widzę to z perspektywy osoby trzeciej, nie jestem w stanie się w to wczuć, Próbowałem coś pisać, ale nie jestem w stanie niczego rozwinąć, Próbowałem robić jakieś kursy internetowe, na początku był zapał, ale znowu, męczę się albo nudzę danym zagadnieniem nim zrobię jakiekolwiek postępy, a następnie przestaje, Co mógłbym robić, bądź też spróbować robić, aby rozbudzić w sobie pasje do czegoś, znaleźć coś co znowu mnie wciągnie, coś czemu będę w stanie się poświęcić, i z czego mógłbym czerpać przyjemność? Bądź też co zrobić by rzeczy które niegdyś były mi drogie, znowu się takie stały? Nie jestem w stanie sam siebie zrozumieć. Żyje, nie jestem poważnie chory, mam paru przyjaciół, nie chodzę ani brudny ani głodny. W teorii mam tak wiele, a nie jestem w stanie tego tak naprawdę docenić. dziękuję za wszelką pomoc
  11. Cześć, jestem 21-letnią studentką bez większych powodów do zmartwień i brakiem konkretnego powodu mojego złego samopoczucia. Od jakiegoś czasu, ok 4/5 miesięcy, obserwuję u siebie spadek chęci i motywacji do jakichkolwiek działań. Czynności, które dawniej sprawiały mi przyjemność teraz są mi kompletnie obojętne, a wręcz nie mam na nie ochoty. Dawniej uwielbiałam przebywać wśród ludzi, imprezować i bawić się, a obecnie najlepiej w ogóle nie wychodziłabym z domu. Miewam lepsze i gorsze dni, ale coraz częściej dopada mnie uczucie otępienia i niezidentyfikowanego poczucia bezradności i bezsensu. Do tego dochodzą napady lękowe i ciągła troska o własne zdrowie. Wiem, że od zawsze jestem przewrażliwiona na swoim punkcie, ale nigdy nie hamowało mnie to przed wykonywaniem innych zadań. Napady lękowe związane z nagłym omdleniem, lub zasłabnięciem, dziwne bóle brzucha i ogólne złe samopoczucie. Od lat miewam też problemy ze snem, a w ostatnich miesiącach obserwuję ich nasilenie się. Kładę się zmęczona, a i tak nie mogę zasnąć i leżę do rana. Najgorsze jest to, że nie potrafię wskazać powodów, przez które mogłabym czuć się tak, a nie inaczej, bo w moim życiu nic się przez ten czas jakoś drastycznie nie zmieniło. Czy to może być oznaka depresji? Co powinnam w takiej sytuacji zrobić? Czy jest możliwe, by przyczyną było branie tabletek anty? Czytałam o nich i niektórzy faktycznie narzekali przy nich na złe samopoczucie, ale czy przez tak długi czas? Szukam przyczyny, by móc znaleźć rozwiązanie moich problemów, nim te nasilą się jeszcze bardziej.
  12. Jesteśmy razem i mieszkamy razem ponad 8 lat, w małżeństwie od 2. Dawno temu intymność dobrze nam się układała, ale w pewnym nieokreślonym momencie wszystko zaczęło się rozjeżdżać w różne strony. Nie chodzi o wytykanie palcami, a znalezienie wyjścia z sytuacji, która jest dla mnie trudna. Żona nigdy wylewną nie była, ale potrafiła określić swoje potrzeby i zasygnalizować, gdy Jej czegoś brakowało. Przy takim działaniu z obu stron układało się - wydaje mi się - dobrze. Z czasem Żona przestała dawać jakiekolwiek znaki zainteresowania intymnością. Głaskanie, mizianie, przytulanie - zawsze. Intymność i seks - zainteresowanie zniknęło. Z góry uprzedzę - nie rodziła, nie miała żadnej traumy, której byłbym świadom, pracę - jeśli zbytnio wpływa na Jej spokój emocjonalny - bez zwłoki zmienia na spokojniejszą. Nie chodzi o to, że była przeciwna seksowi, ale chęć zmieniła się w "nie mam nic przeciwko" albo "rób co chcesz". Seks - w moim odbiorze - stał się "jałowy" i pozbawiony jakichkolwiek pieszczot, czy choćby chęci otrzymywania pieszczot innych niż głaskanie. Jakby przyjemności tylko fizyczne totalnie wygnały jakąkolwiek przyjemność związaną z erotyką. Zawsze bardzo mi zależało, by seks nie stał na drodze w związku, gdyż jest wiele innych rzeczy, które są ważniejsze - zaufanie, odpowiedzialność, zrozumienie. Starałem się wycofać trochę z tej strefy życia, ale wcale nie było łatwo. Brakowało mi tej żarliwości, poczucia bycia razem, euforii zbliżenia z kobietą, którą kocham. Przez półtora roku starałem się celowo jeszcze bardziej rozbudzić tą strefę wspólnego życia, włączając nawet na koniec nieśmiałe pytanie, czy nie zechciałaby pójść ze mną do seksuologa. Wszystko spełzło na niczym - miłosne listy, wyjścia, pieszczoty, czułe wieczory, możliwie duża ilość czasu spędzana razem. Najczęściej po prostu chciała się poprzytulać i zasypiała... Sytuacja stanęła na tym, że Żonie seks jest niemal obojętny, mnie pożycie nie satysfakcjonuje i nie zaspokaja moich potrzeb emocjonalnych. Pojawiła się zatem pornografia, która stała się mizernym surogatem i raczej kiepskim rozwiązaniem, do tylko na fizyczne braki. Coraz częściej się irytuję i narasta we mnie poczucie... sam nie wiem czego. Zniecierpliwienia? Rozczarowania? Zawodu? Naprawdę nie chcę, żeby zaczęło to wpływać na moje małżeństwo. Zaczynam się zastanawiać na jakimś farmakologicznym anafrodyzjakiem, ale boję się trochę ich psychotropowego działania. Nie chcę zatracać siebie, przecież nie o to w związku ponoć chodzi, nie?
  13. Jestem osobą, która ma zdiagnozowane zaburzenia lekowe. Leczę się oczywiście, ale to nie zawsze pomaga przejść mi trudne sytuacje. Obecnie mam problem z dziewczyna, z która mieszkam. Wiele osób z boku mówi, ze wpływa na mnie złe, manipuluje mną, jest toksyczna. Przez ostatnie pare dni byłam chora - nie wychodziłam z pokoju. Leżałam z gorączka. Gdy dzisiaj wyszłam wynosząc jakieś pudełka do śmieci naskoczyła na mnie. Zarzuca mi często opowiadanie czegoś jej rodzinie na jej temat (wspomniane w small talku bzdety, sprawy kalibru: wkurzylam się, bo wyprała coś mojego jasnego z ciemnymi rzeczami), jednocześnie samej dzieląc się z innymi moimi bardzo prywatnymi szczegółami życia, jak dzieciństwo, czy rozwód rodziców. Mieszkam u niej, wiec czuje się już przytłoczona, szukam mieszkania, na co tez się obraziła, bo najpierw dodałam post na fejsie, a potem jej napisałam o tym. Wspomnę tez, ze przez ostatnie pół roku byłam na każde zawołanie, bo ktoś w jej rodzinie przechodził bardzo poważny kryzys i ciagle w tym pomagałam. Serio, nie miałam życia prywatnego. Wmawia mi, ze pisze coś do jej rodziców - na screeny rozmowy, która sami zaczęli i były to dwa zdania, mówi, ze pewnie usunelam wiadomości. Bardzo ja boli, ze ja mogę coś mówić na jej temat, do tego stopnia, ze chyba już sobie to uroiła, jednocześnie nie myśląc, czy mówienie o moich prywatnych sprawach nie może mnie zranić lub wprawić w zakłopotanie. Nie wiem, jak bronić się przed takimi taktykami, nie jestem mistrzem erystyki, żeby wygrywać dyskusje, ja ze względu na mój stan lekowy nie umiem nawet za dobrze rozmawiać. Szukam psychologa na NFZ, bo po przeprowadzce będę mieć raczej ciężej finansowo Ale zastanawiam się, czy ktoś ma dla mnie jakaś radę na już, jak sobie z tym radzić. Jak bronić się zachowując przy tym klasę?
  14. Witam, nazywam się Piotr, mam 25 lat. Chcę opisać moje problemy życiowe, problem z samorozwojem, podejmowaniem działań. Kilka miesięcy temu związałem spółkę handlową z moim dobrym przyjacielem. Jakoś tak życie nas sprowadziło, że się razem jakoś dogadujemy. On ma rodzine, ja jestem jeszcze samotnikiem. Otworzyliśmy najpierw jeden biznes potem drugi i jakoś nam idzie dobrze. Aktualnie myślimy nad dalszym rozwojem w czym upatruje swoją szanse na na przyszłość. Niestety, ja spotykam się z znacznym oporem ze strony rodziny, że podejmuje ryzyko, że najlepiej jak pójdę do pracy gdzie odbębnię 8h i wrócę i będę leżeć brzuchem do góry, a ja tak nie chce! Dla matki i ojca liczy się spokój na starość, żebym nie przyniósł wstydu, grożą mi w różnoraki sposób: chęć wymeldowania mnie z domu rodzinnego, szantaż emocjonalny w postaci gróźb o charakterze ,,nie przyznam się do ciebie itd” Nie mam relacji damsko męskich, nie mam znajomych. Życie troszkę nauczyło mnie, że ,,nie daj się” ale ja wpadam w krąg gdzie łatwo mną manipulować, czego efektem jest brak własnego zdania, opinii etc Obwiniam za to krąg moich bliskich, którzy chcieli bym szedł ich ścieżką ale jeśli sam znalazłem ,,obwodnice” napotykam na atak agresji wściekłości. Ci, którym ufam radzą mi jedno: ,,odetnij pępowinę, odetnij, nie zastanawiaj się! Długie, życie przed tobą! To woje życie, rodzina jest ważna ale to momentu, gdy zaczyna ingerować w Twoje życie sens utrzymywania relacji sprowadzi się jedynie do jednego telefonu tygodniowo” Czy mają rację? Może tak/nie ale ja przez takie dylematy jestem na skraju wyczerpania psychicznego, emocjonalnego. Nie odczuwam takiej ludzkiej empatii bo mi nigdy nikt nie dał. Zdaje sobie, że mam problem. Wiem. Tylko co Wy mi poradzicie w takiej sytuacji? Jak to rozegrać? Czy ja nie mam prawa podejmować własnego ryzyka? -piotr
  15. Witam! Może zacznę od początku... Mając 13 lat zacząłem chodzić do psychologa który zdiagnozował u mnie osobowość opozycyjno-buntowniczą. Miałem swoje problemy w domu, szkole, nawet z prawem. Trafiłem do ośrodka, wyszedłem i zacząłem się zmieniać. Było dobrze, ale jakieś półtora roku temu znowu zacząłem się zmieniać. Pojawiły się pierwsze objawy depresji, która przez pewien czas pozostawała ukryta. Ujawniła się pare miesięcy temu kiedy pojawiły się moje pierwsze myśli samobójcze. Ale to nie z depresją do Państwa pisze. Mam ojca socjopate po którym podejrzewam, że odziedziczyłem to samo zaburzenie. Napewno jestem osobą antyspołeczną której pojawiają się myśli o krzywdzeniu innych. Zacząłem być impulsywny, co prawda nigdy nie fizycznie, przynajmniej nie do osób na których mi zależy. Niedawno rozpadł się mój związek, ponieważ łatwo było mnie sprowokować do krzyku (zazwyczaj tak mam będąc przez pewien czas w relacji). Wiedziałem, że coś we mnie pęknie kiedy dojdzie do rozpadu i tak właśnie się stało. Mija chyba 2-3 tydzień od zerwania, postanowiłem przestać zatracać się w używkach które pozwalały mi na chwile uciec od wszystkiego (alkohol okazjonalnie, marihuana na porządku dziennym). Stałem się oschły dla innych i dla samego siebie. Dalej staram się trzymać zasad które sam sobie założyłem, jednak z dużo mniejszym zaangażowaniem emocjonalnym niż kiedyś. Bardzo często patrzę na ludzi przez pryzmat własnych korzyści, a kiedy ich nie widze zazwyczaj poprostu takie osoby odrzucam, bez żadnych skrupułów, nie zależnie od mojej relacji czy stosnuku z taką osobą. Zacząłem patrzeć na ludzi przedmiotowo, kiedyś przedmiotowo patrzyłem na samego siebie. Mam problemy finansowe, od niedawna mieszkam samodzielnie (nie chce podawać wieku, ale jestem młody i wyprowadziłem się od rodziców). Nie chce mi sie walczyć o siebie, a perspektywa śmierci coraz mniej mnie przeraża (czasem przykładam do głowy broń typu ASG, rozładowaną i dla zabawy pociągam za spust, co ciekawe, uspokaja mnie to). Jestem osobą egoistyczną i narcystyczną, stojącą gdzieś na granicy pomiędzy socjopatią, a psychopatią. Interesuje się psychologią, więc zauważam pewne autodestrukcyjne mechanizmy w moich zachowaniach czy podejściu. Mam znajomych którzy usilnie próbują mi pomóc, jednak ich rady na nic się nie zdają bo mój mózg stosuje mechanizmy odrzucenia połączone z systemami obronnymi w postaci agresji gdy tylko słysze, że ktoś sie o mnie martwi. Nie wiem co sie ze mną dzieje, ale wiem, że jeśli nic z tym nie zrobie, to albo zaczne krzywdzić siebie, albo siebie i innych przy okazji. Czuje martwice emocjonalną, która jest przerywana rzadkimi epizodami antyspołecznych zachowań, jednak czasem wracają do mnie resztki starego siebie które mówią, że przecież taki nie jestem i że przecież chce sie do kogoś przywiązać... mam sporo znajomych, którymi jednak bardzo często manipuluje, właściwie to nie ma takiego dnia, relacji ani nawet rozmowy w której nie wkradłbym manipulacji czy kłamstwa. Nawet przy tej wiadomości zastanawiam się nad doborem odpowiednich słów zamiast pisać tak jak uważam, jednak staram się pisać szczerze i jak myśle, bo inaczej nie miałoby to sensu. Z jednej strony czuje się jak trup emocjonalny, bez sumienia czy sympatii do innych (co paradoksalnie mi sie podoba), z drugiej strony jednak nie utraciłem resztek samego siebie i ta wiadomość chyba jest na to potwierdzeniem. Jestem również osobą paranoiczną, dlatego specjalnie szukałem psychologa z możliwością anonimowego kontaktu, oraz ukryłem wszystkie swoje dane o które Państwo mnie prosili (zdaje sobie sprawę z tego, że ta wiadomość nie zniknie, a jeśli ktoś kiedyś będzie chciał mieć do tego wgląd, to przynajmniej nie będzie miał zielonego pojęcia kto to napisał). Nie wiem nawet jak określić swój problem, dlatego opisałem w skrócie to co sie ze mną w tym momencie dzieje. Czy potrzebuje pomocy? Nie wiem, bo nie wiem jak czuje sie normalna osoba, nigdy nie byłem normalny. Wiem natomiast, że dużo straciłem przez to jaki jestem, a nie lubie czegoś tracić, zawsze dąże do zysku. Dlatego nie wiem też jak zaadresować tą wiadomość, co jest moim celem czy co chce osiągnąć pisząc to. Poprostu czuje, że w jakiś sposób z tego opisu mogę dostać od Państwa więcej informacji, a każda wiadomość zwrotna jest dla mnie na wagę złota. Chyba proszę o opinię co się może ze mną dziać. Pozdrawiam, Anonimowy użytkownik
  16. Witam. Z góry dziękuję za przeczytanie całości - trochę mi zajęło ogarnięcie tego. Temat opublikowałem też na innych forach, aby otrzymać różne odpowiedzi dla porównania. Szczerze mówiąc nie wiem, jak mam ten wywód zacząć. Może na wstępie zaznaczę, że jest to dla mnie ważna sprawa, bo przelatują mi przez palce kolejne miesiące a nawet lata, gdy nic się nie zmienia. W żadnym wypadku nie jest to temat utworzony w celu prowokacji czy śmieszków dlatego proszę osoby, które tego typu sprawy traktują prześmiewczo o nieodpowiadanie. Może na wstępie opiszę nieco siebie. Mam obecnie 24 lata, jestem bardzo niską osobą i niesamowicie szczupłą. Typ urody mam szczerze mylący, bo chociaż jestem biologicznie mężczyzną, tak często zdarzało się, że ktoś pomylił mnie z kobietą. Od ukończenia szkoły podstawowej i wejścia na poziom gimnazjalny zaczęły się moje problemy. Do podstawówki chodziłem jeszcze w mojej rodzinnej miejscowości, ale w wyniku rozłamu w rodzinie przeprowadziłem się zupełnie gdzie indziej. Zmiana otoczenia, nowi znajomi wśród których nie potrafiłem się odnaleźć - to wszystko sprawiło, że uciekłem w cztery ściany i komputer, a przynajmniej wtedy wydawało mi się, że to przez to. Wraz z biegiem lat coraz bardziej analizowałem swoją alienację, uciekanie przed ludźmi. Doszło nawet do tego, że najprostsze sprawy sprawiały, że nie chciało mi się wstać z łóżka. O ile w gimnazjum było jeszcze okej, tak w szkole średniej całkowicie się odciąłem. Unikałem znajomych wchodząc w konflikty, często uciekałem z lekcji kłamiąc rodzicom, że spóźniłem się na autobus albo wracałem po kilku godzinach twierdząc, iż zwolniono nas wcześniej z lekcji. Wspominam ten okres, ponieważ wtedy zauważyłem u siebie dziwne tendencje. Przez cały okres szkoły średniej nosiłem długie włosy. Chociaż koledzy mi z tego powodu docinali, to nie specjalnie się tym przejmowałem. Niepokojące było też to, że w zasadzie przez całe gimnazjum oraz liceum nie widziałem sensu w randkowaniu. Nie interesowało mnie to zupełnie, bo cały czas czułem, że czegoś mi brakuje. Przechodząc do sedna sprawy. Obecnie mam już 24 lata, niedawno zrezygnowałem też ze studiów. Jakoś po skończeniu 18 lat zaczęły się u mnie dziwne myśli. Wspomniałem wcześniej, że w liceum miałem długie włosy. W zasadzie mam je cały czas od skończenia liceum i były momenty, że chodząc do fryzjera prosiłem o fryzury typowo damskie, co było niezrozumiałe dla mojej rodziny. Moja mama widząc mnie w takiej fryzurze raczej nie komentowała, ale wyglądała na zdziwioną. W zasadzie to zamiłowanie do damskich fryzur mam do teraz. Początkowo to ignorowałem tłumacząc, że taki mam styl. Problem jednak w tym, że ostatnie dwa lata (od świąt 2018 roku) zacząłem iść w dziwnym kierunku. Przeglądając sklepy internetowe czy nawet sklepy stacjonarne dużo częściej i chętniej zerkałem na damskie ciuchy. Często kupowałem też drobne elementy garderoby, takie jak skarpetki czy czapki typowo damskie - kolorowe w serduszka itp. Od razu zaznaczę, że to nie jest żaden fetysz. Nie interpretuję tego jakkolwiek seksualnie. Nigdy nie pociągało mnie noszenie damskich ubrań, przebieranki czy tego typu rzeczy. Szczerze mówiąc od skończenia liceum zupełnie straciłem zainteresowanie seksem i związkami. W zasadzie nie praktykuję nawet masturbacji (robię to rzecz jasna sporadycznie, jednak tylko z obawy, że abstynencja seksualna może prowadzić do chorób np. jąder). Jeśli mam być szczery to seks w życiu zupełnie mnie nie motywuje. Ostatni rok był dla mnie przełomowy. Wyprowadziłem się z rodzinnego domu, wynająłem mieszkanie i podjąłem naprawdę fajną pracę. Przez cały okres gimnazjum i liceum wegetowałem w domu, bez znajomych czy jakichkolwiek hobby, dlatego sądziłem, że gdy się wyprowadzę ze swojej strefy komfortu, poznam nowych ludzi wszystko się zmieni. Wiecie, sądziłem, że się otworzę na nowe rzeczy i naturalnym tokiem odejdę od tych "dziwactw". Niestety problem w tym, że od wyprowadzki moje zafascynowanie tylko przybrało na sile. Doszło do tego, że zamówiłem sobie przez internet trochę ciuchów, zacząłem robić makijaż. Niedawno całkowicie się przebrałem, zrobiłem makijaż i tak stojąc przed lustrem zacząłem mieć negatywne myśli. Standardowo - że jestem dziwakiem, że marnuję pieniądze i czas, że powinienem się leczyć oraz, że to zboczone. Jak wspomniałem wcześniej - nie ma to żadnego podłoża seksualnego. Zupełnie mnie to pod tym względem nie kręci. Po prostu lepiej się czuję, bardziej komfortowo. Odgrywanie w domu takiej "kobiecej roli" daje mi poczucie komfortu. W wyniku tego zacząłem sporo analizować i doszedłem do wniosku, że w przeszłości robiłem już podobne rzeczy, może wyjaśnię. Wcześniej wspomniałem, że w gimnazjum uciekałem w gry komputerowe oraz internet. Właśnie podczas moich przygód na forach czy w grach internetowych najczęściej podawałem się za kobietę, czy też grałem kobiecymi postaciami. Ponownie, nie sprawiało mi frajdy oszukiwanie ludzi, ale czułem się dobrze, gdy ktoś uważał mnie za kobietę. Sięgając pamięcią dalej, pamiętam też, że w dzieciństwie, jeszcze przed przeprowadzką do innego miasta zdarzało mi się, będąc samemu w domu podkradać sukienki mojej mamy oraz siostry i przymierzać je, gdy byłem sam w domu. Miałem wtedy może 7 czy 8 lat, więc tym bardziej nie był to żaden fetysz, gdyż w tamtym wieku nie odkryłem jeszcze tej części życia. Ponownie - czułem się wtedy lepiej, chociaż słabo pamiętam tamten okres. Pamiętam jednak, że te przebieranki nie były jednorazowe i zawsze zamykałem się wtedy od środka, by mieć czas na ewentualne ukrycie ubrań, gdyby ktoś wrócił do domu wcześniej. Teraz jak wspomniałem mam już 24 lata, grupkę fajnych znajomych i pracę - teoretycznie poukładane życie, a jednak nawet dziś, przeglądając oferty na black friday świadomie przeglądam damskie ciuchy. Szczerze mówiąc, gdybym mógł, nosiłbym je na co dzień. Tak jak wspominałem, nie chodzi o nic dziwnego (nie mówię tu o bieliźnie), ale o zwykłe rzeczy typu buty, spodnie czy kurtki. Po prostu nie czuję się dobrze z tym, kim jestem i jak wyglądam. Nie podoba mi się to, co widzę w lustrze. Już w liceum kupowałem kolorowe koszulki czy bluzy w kwiaty, co oczywiście było komentowane przez znajomych w stylu "chyba siostrze ukradłeś tę bluzę", ale wtedy nikt nie brał tego na poważnie. Podsumowując - wydaje mi się, że mogę mieć jakieś zaburzenia osobowości. Trwa to już zbyt długo bym sądził, że to jakiś dziwny okres, który przeminie. Zawsze, gdy ktoś mnie pomyli z kobietą robi mi się miło, a teoretycznie nie powinno. Od wielu lat interesuję się też osobami transgender- oglądam ich kanały na youtube, śledzę social media itp. W zasadzie od 20 roku życia sam często myślałem, czy moje życie nie byłoby lepsze, gdybym zdecydował się na taką terapię. Czy w takiej sytuacji najlepiej byłoby udać się do psychologa, czy może seksuologa? Słyszałem wiele złego o tego typu specjalistach w Polsce. Z góry dziękuję za wszelkie sugestie. Jeśli ktoś ma podobne doświadczenia, chętnie o nich usłyszę. Może pomoże mi to zinterpretować swoje zachowanie. Jeśli coś pominąłem, lub nie wspomniałem o czymś istotnym - pytajcie śmiało. Chętnie dopowiem. Pozdrawiam.
  17. Potrzebuję testu mocnych i słabych stron w mojej piramidzie potrzeb. Chciałbym wiedzieć na czym muszę jeszcze popracować.
  18. Witam. Nazywam się Beata i mam 38 lat. Mój problem polega nad niekontrolowanymi napadami złości, agresji w stosunku do partnera. Pochodze z rodziny gdzie kłótnie,wyrzucanie z domu ,straszenie rozwodem bylo dość często. Bójki pomiędzy braćmi(mój tata i jego brat) miałam wrażenie że, były systemtycznie. Moje małżeństwo skończyło się rozwodem,były małżonek spacyfikował mnie ,zniszczył psychicznie. Obecnie jestem w związku i zauważyłam u siebie ataki złości,robienie awantury z byle powodu. Moj partner jest juz na granicy wytrzymałości. Dopiero teraz dotarło do mnie że, nie kontroluje tego. Dość często kłótnia kończy się wyrzuceniem partnera z domu . Ale kiedy złość mija i dociera do mnie mój błąd dzwonie i proszę zeby wrócił.
  19. Dzień dobry Mam 24 lata, jestem kobietą i w 5 letnim już związku ale od około roku mam problem z moimi uczuciami co do partnera, mam wrażenie że osłabły i ciągle myślę jakby to było z kimś innym. Nie wiem co mam o tym myśleć, zależy mi na nim i chcę z nim być ale brakuje mi czegoś ważnego w nim. Czy można się męczyć w związku z osobą którą się kocha i z którą się chcę być?
  20. Dzień dobry! 😊 Szukam programów, które pozwolą usprawnić pracę mózgu. Chodzi przede wszystkim o trening koncentracji i pamięci. Znalazłem coś, co nazywa się N-Back Test. Czy ktoś zna ten program (jest wiele różnych aplikacji, ale model ten sam). Ew. czy ktoś może polecić tego typu programy do samodzielnych ćwiczeń? Dzięki Staszek
  21. Witam mam 18 lat i czasami mam wrażenie, że mam dwie strony mojej osobowości. Pierwszą stronę można nazwać jasna strona i uważam, że jest to strona, która zawsze była ze mną ,wydaje mi się że ta strona jest bardziej mną. Z kolei drugą stronę można nazwać ciemną stroną uważam, że powstała kilka lat temu i czasami pojawia się i dręczy mnie myślami, których nie chcę myśleć, kiedyś przez tą stronę robiłam rzeczy autodestrukcyjne choć nie jestem pewna czy tylko i wyłącznie przez tą stronę ale w większości przez nią.Ostatnimi czasy zastanawiam się czy to normalne czy też nie.
  22. Poznałam go 1,5 roku temu, jest osoba uzależnioną od narkotyków. Nasza relacja wyglądała tak ze było pięknie ale za chwile się czuł czymś zraniony i mnie wszędzie blokował i się nie odzywał. Bardzo to brałam do siebie, zawsze starałam się z nim dogadać. Potrafiliśmy mieć ciche dni przez nawet 2 tygodnie. W czasie tych „rozstań” duzo bral i zawierał przelotne znajomosci. Zawsze dziwiło mnie to dlaczego czasem tak trudno z nim porozmawiać, ze za bardzo bierze do siebie wszystko, jakby był wrażliwy na każde słowo. Bardzo go kocham i za każdym razem jak się rozstawaliśmy, próbowałam znaleźć jakiś sposób by mu pomoc- czytałam książki o uzależnieniu, rozmawiałam z innymi narkomanami itd. On był taka osoba ze chciał ze mną spędzać każdy dzień, mieć mnie tylko dla siebie. Z tego powodu były nasze klotnie, często obrażał się gdy Np jechałam na weekend do rodziców, mówił ze go zdradzam. Wiedziałam ze bardzo mnie kocha ale jest za bardzo uzależniony od narkotyków, bierze już kilka lat, prawie codziennie i to duże ilości. Robi może jedna przerwę w tygodniu. Byłam już zmęczona psychicznie ta sytuacja, bardzo chciałam żeby z tego wyszedł ale traciłam już nadzieje. W tym roku rozstaliśmy się na 2 miesiące, ale po czasie oznajmił mi ze jedzie na odwyk zamknięty. To było dla niego wielkie osiągniecie- zawsze uważał ze nie da się zamknąć. Gdy siedział na odwyku, widziałam jak poprawia się rozmowa z nim, zaczal mowic o tym jak bardzo mnie ranil, widziałam ze zaczyna powoli już rozumieć pewne rzeczy. Jedyny minus był taki ze gdy zaczynałam z nim rozmawiać o tym jak ja się czułam gdy bral i mnie zdradzał, bardzo się denerwował, aż płakał, mówił ze to za wcześnie żebym mu o tym przypominała w szczegółach. Widać ze bardzo go to bolało ze mnie skrzywdził. Ale potrzebowałam tej rozmowy żeby on zrozumiał jak ja się czuje, dlaczego czasami wychodziłam od niego z mieszkania itd. Podczas pobytu na odwyku, terapeuta powiedział mu aby się nie wiązał z nikim przez minimum rok, ze to za wcześnie. Mieliśmy taka umowę ze się przyjaźnimy, ze nie robimy nic na sile. Powiedział tez ze stwierdzono u niego borderline, i ze to dlatego wpadł w narkotyki. Gdy zaczęłam czytać o tym zaburzeniu, przeżyłam szok. Miałam wrażenie jakby opisywali jego. Wszystko się zgadzało. Nagle zrozumiałam dlaczego ciagle się czuł jak bym go opuszczała, dlaczego był tak wrażliwy, miał nawet z mojego powodu próbę samobójcza, bal się ze go zostawię. Gdy wyszedł z odwyku, dalej był trzeźwy, ale spotkalismy się dopiero 2 tyg później, przyjechał do mnie bo zle się czułam a później widywaliśmy się raz w tygodniu w kinie, teatrze… było naprawdę dobrze. Któregoś dnia dostał gorączkę, ale obraził się ze tak późno chce przyjechać, pojechałam do niego dopiero na 2 dzień jak mu przeszła złość. Zapytał mnie czy zostanę u niego na noc, powiedziałam mu ze dziś nie, jutro. Moj pies byl chory. Na drugi dzień gdy wrocilam do domu z pracy, moj pies nadal się zle czuł a nie mogłam go zabrać ze sobą wiec zapytałam czy możemy się spotkać bez spania u niego bo nie chce zostawiać psa samego bo nadal sie zle czuje,nie mogłam go zabrać ze sobą. Znowu się zdenerwował i zaczal krzyczeć ze mam kogos innego, ze na pewno go zdradzam. Zablokował mnie znowu wszędzie. Po 2 dniach byl już piątek wiec jechałam do rodziców by nie spędzać weekendu sama, odblokował mnie akurat i napisałam mu ze jestwm w drodze do rodziców. Znowu się obraził, ale już nie blokował. Na drugi dzień napisałam mu jak się czuje, nie odpisał. Po czasie znów napisałam czy chce się chociaż spotykać, odpisał ze nie, i ze go zranilam. Postanowiłam poczekać aż mu przejdzie, napisałam po kilku dniach długa wiadomość w której wyjaśniłam mu ze to jego co chwile obrażanie mnie i blokowanie, zle na mnie działa, robi już tak od 1,5 roku. Wyjaśniłam mu ze przez to dostałam uzależnienia od niego bo wciąż gdy mnie blokuje, ja zawsze mam nadzieje ze wróci jak zawsze i nigdy nie wiem czy to ostatni raz, bo ciagle wraca, a gdy go nie ma, ja ciagle jestem w stanie czekania i skupiania sie tylko na tym żeby sie odezwał, ze chciałabym żeby sie określił czy chce zebym była obecna w jego życiu bo mam swoją terapie i nie mogę co tydzień zmieniać jej celu jak co tydzień mi pisze ze nie chce już mieć ze mną nic wspolnego. Napisalam tez ze jeśli naprawdę koniec, to żeby sie zastanowił i nie pisał za 2 miesiące bo mnie to boli jak co chwile tak robi. Nie odpisał, napisałam po kilku dniach kolejna wiadomość z prośba żebyśmy spotkali sie u terapeuty i pogadali. Ze to dla mnie tez trudne bo nie wiem czy on naprawdę chce zebym sie nie odzywała, czy to tak jak w borderline- jest to błaganie o pomoc. Odpisał po kilku dniach, ze nie chce już nic, i ze ja mam borderline, (mam tylko nerwice która juz dawno opanowalam, gdy rozmawiam z nim, nie krzyczę ani nie obrażam go, zawsze spokojnie probuje sie z nim dogadać) ze mam sie leczyć, i ze to ja go zostawiłam i ze on juz nie chce. Napisalam mu ze go kocham ale mi tez jest ciężko, i ze chce porozmawiać przy terapeucie bo nie wiem co robić. Odpisał ze nie wierzy, ze zawsze go wykorzystywałam, ze nic dla mnie nie znaczył itd. Zapytałam czy spotyka sie z kimś (bo zazwyczaj gdy sie tak obrażał, spotykał sie z kimś, zeby nie myslec o mnie) nie odpisał i znow mnie zablokował. Nie wiem co mam robić, On jest bardzo wrażliwa osoba, ma masę kompleksów, problemowe dzieciństwo, czuł odrzucenie juz jako dziecko, miał ciężki kontakt z rodzicami, wiem ze bardzo mnie kocha ale nie radzi sobie z tym, jest przekonany ze go zdradzam. Nie potrafi sobie radzić gdy coś idzie nie tak, ma wtedy w glowie ze robię coś specjalnie albo ze nie chce mu poświecić cZasu bo mam innego. Nie rozumie ze mogę mieć wady, jestem dla niego ideałem ale jak popełnię błąd, jestem najgorsza. Mam wyrzuty sumienia ze wtedy napisałam mu ze jak nie chce to raz na zawsze, ale nie wiedziałam juz jak mam z nim rozmawiać. Bardzo chce mu pomoc i być z nim, ale nie wiem co mam teraz zrobić gdy kolejny raz mi napisał ze juz nie chce i mnie zablokował. Nie wiem jak mam to odebrać, czy tym razem naprawdę nie chce i co zrobić zeby mu pomoc i by zrozumiał ze nie chce go zostawić. Dodam ze cały czas jest trzeźwy (juz 3 miesiące)
  23. Jestem dziewczyną w wieku 21 lat. Od ponad 6 lat zmagam się z depresją, która pojawiła się u mnie na wskutek cukrzycy, na którą zachorowałam w wieku 15 lat. Odkąd pamiętam byłam osobą bardzo zamkniętą w sobie, aspołeczną i z lękiem przed ludźmi, przez co ciężko mi zbudować jakieś relacje z ludźmi. Mama wychowuje mnie i brata samego. Tata zostawił nas jak miałam 4 latka. Od tamtej pory jest mi ciężko, ponieważ brat zaczął się na mnie wyżywać fizycznie i psychicznie. Jakiś czas temu odkryłam swoją orientację seksualną i uświadomiłam sobie, że podobają mi się kobiety, przez co zaczęły się kolejne problemy. Moja rodzina nie jest tolerancyjna przez co urwał mi się kontakt z bliskimi dla mnie osobami (babcią, ciociami, wujkami, kuzynką, bratem). W obecnej chwili akceptuję to tylko mama, która stara się mnie wspierać. Przed moimi 18-stymi urodzinami mieszkaliśmy z mamą i bratem w domu samotnej matki. Wtedy zaczęły się najgorsze problemy, ponieważ przestawałam chodzić do szkoły, nie chciało mi się żyć ani wstawać z łóżka. Trafiłam na tydzień do szpitala psychiatrycznego w celu leczenia. Przyjmowałam jakieś leki, które miały mi pomóc się pozbierać. Natomiast po zobaczeniu innych pacjentów poprosiłam o ich odstawienie i próbowałam sama poradzić sobie z otaczającą mnie rzeczywistością. Lekarze stwierdzili, że sobie świetnie poradziłam i wyszłam sama z tego dołka psychicznego więc mnie wypuścili. Wróciłam do ośrodka i była tam taka pani psycholog Kasia, która bardzo mnie nie lubiła i ze wzajemnością. Robiła wszystko na spotkaniach, żebym wyszła na najgorszego człowieka na świecie. Mimo, że miała mi pomóc i mnie wspierać robiła wszystko na opak. Przez nią jeszcze bardziej się załamałam psychicznie, ponieważ wystawiła opinię do sądu rodzinnego, który po kilku dniach zamknął mnie w pogotowiu opiekuńczym do ukończenia 18-tego roku życia. Wtedy całkowicie się załamałam. Próbowałam wykorzystać fakt o cukrzycy, żeby tylko wydostać się z tego miejsca. Dwa razy specjalnie nie wzięłam insuliny, aby trafić do szpitala na kilka dni obserwacji. Lekarz, który się mną opiekował dowiedział się ode mnie prawdy, dlaczego tu trafiłam i robił wszystko, żeby przedłużyć moje leczenie, niestety trwało to tylko kilka dni po czym wróciłam do pogotowia. W dniu 18-tych urodzin wyszłam na wolność. Mama wtedy dostała już mieszkanie więc miałam gdzie mieszkać. Jakiś czas później przeprowadziłam się do Krakowa do dziewczyny, z którą byłam w związku. Planowałam z nią życie, przyszłość itd. Wplątała mnie w pożyczki, które wzięłam aby móc z nią zostać. Zostawiła mnie po prawie 3 latach związku. Bardzo to przeżyłam, nie mogłam się długo pozbierać, okaleczyłam się. Później poznałam osobę transseksualną Natana, którego pokochałam całym serduszkiem. Obecnie jesteśmy ze sobą już 10 miesięcy. Mama bardzo go polubiła, pomógł mi, wspiera mnie jak tylko może. Pojechał nawet dla mnie do pracy nad morze, żeby zarobić na pożyczki. Przyjechałam do niego do pracy i tam się zaczęły kłótnie między nami, ponieważ mimo tego, że przyjechałam nie poświęcał mi tyle uwagi i czasu. W pracy rozmawiał i śmiał się z innymi dziewczynami, a mnie unikał tak przynajmniej to wyglądało. Przez cukrzycę niestety nie mogłam zostać dłużej i musiałam wracać do domu do lekarza, ponieważ mój stan się pogarszał. W ostatni dzień przed moim wyjazdem mieliśmy pójść sobie na spacer w nocy na plażę i spędzić ten czas razem. Niestety wziął ze sobą koleżankę i skończyło się na piciu alkoholu na plaży. Ja się popłakałam i poszłam się przejść. On poszedł za mną. Więc wykrzyczałam mu w twarz, że nie tak miał wyglądać ten wieczór, że mi przykro, że woli spędzać go z kimś innym na piciu i śpiewaniu. Mój obecny problem polega na tym, że jestem osobą bardzo zazdrosną taką, która jest bardzo wrażliwa i emocjonalna. Bolą mnie nawet najmniejsze rzeczy. Mam cudowny związek, wspaniałego chłopaka, który mnie kocha a ja ciągle robię mu problemy o to, że nie ma dla mnie czasu, że się nie odzywa do mnie lub o to, że rozmawia z jakimiś dziewczynami czy wypije alkohol. Ostatnio bardzo się oddaliliśmy od siebie bo on pracuje po 15 godzin dziennie przez co nie mamy czasu pisać i rozmawiać ze sobą. Była jeszcze taka sytuacja, że w tej pracy u Natana jest syn szefostwa, który ma 14 lat i napisał do mnie dlaczego tak się zachowuję, czemu ciągle robię afery i mam o wszystko pretensje. Napisałam jak ja to czuję i niestety nie wiem co mi strzeliło do głowy wyjechałam z tekstem, że kilka dni temu miałam duże załamanie i próbowałam się zabić. Dzwoniłam i pisałam wtedy do Natana ale niestety nie odpowiedział. Obiecałam mu, że nie potnę się już więc musiałam znaleźć inny sposób na poradzenie sobie z tym wszystkim, ponieważ w środku czułam ogromny ból. Przywaliłam ręką w ścianę i rozwaliłam sobie kostki do krwi. Powiedziałam synowi szefostwa, że chciałam się zabić. Niestety on przeczytał to na głos i po chwili już miałam wiadomość od Natana, gdzie nakrzyczał na mnie, że jestem pojebana mówiąc dziecku o takich rzeczach. Od tamtego czasu przez 3 dni nie mieliśmy żadnego kontaktu. Napisał do mnie przedwczoraj, że myślał o naszym związku. Powiedział, że mnie nie poznaje, że jestem inną zupełnie osobą niż wcześniej. Że nasz związek to tylko same kłótnie i że robi się to toksyczne. Napisał również, że musimy się spotkać i porozmawiać w oczy, bo już ma wszystkiego i mnie dosyć. Oddaliliśmy się od siebie bardzo a ja nie chcę go stracić. Niestety aktualnie nie mam pracy i nie stać mnie nawet na pójście do psychologa czy psychiatry a wiem, że potrzebuję pomocy, bo sama już nie mogę ze sobą wytrzymać. Każdego dnia teraz siedzę i nie ma takiego dnia, którego bym nie przepłakała. Czuję się źle sama ze sobą. Nie chcę go stracić i nie chcę zachowywać się jak skończona psychopatka. Po prostu nie wiem już co mam robić. I nie umiem sobie sama z tym wszystkim poradzić. Nie chcę być złym człowiekiem a tak się czułam od zawsze. Czułam, że na nikogo nie zasługuję, że nikt mnie nigdy szczerze nie pokocha bo jedyne co potrafię zrobić dobrze to wszystko rozwalić. Proszę o jakieś wsparcie, radę czy pomoc. Co zrobić? Jak to zmienić?
  24. Cześć, na imię mi Tomek, mam 24 lata. Mam za sobą jak każdy zapewne sporo doświadczeń, które w mojej ocenie wykończyły mnie przez ostatnie lata psychicznie, z wieloma poradziłem sobie sam, jednak już dawno temu upadłem i po prostu nie potrafię wstać o własnych siłach. Nie jestem głupi, wiem jak powinienem działać i co robić w celu rozwiązania swoich problemów, jednak zdecydowanie brakuje mi samodyscypliny, a słomiany zapał za każdym razem mnie ciśnie w dół z powrotem. Nigdy nie nauczyłem się żyć sam i nie wiem jak się za to zabrać od czego zacząć. Mam świadomość, że wyłącznie sam mogę sobie poradzić jak, a także iż tylko na sobie powinienem polegać - ale to nie jest łatwe zadanie. Zacznę od początku. Zawsze miałem problemy z akceptacją tego jaki jestem, bywałem aspołeczny, ciężko było mi budować relacje z rówieśnikami. Mniej więcej w wieku 19 lat, w technikum odbywałem comming out przed samym sobą, związany z orientacją. Po niedługim czasie poznałem swojego pierwszego partnera. Związek trwał prawie cztery lata. Poświęciłem dla tego bardzo wiele. Zawaliłem maturę, której nie poprawiłem. Marzyłem o studiach, z których zrezygnowałem, postanowiłem pracować, aby utrzymać moją nową dwuosobową rodzinę. Relacja ta okazała się niezwykle toksyczna w skutkach. Co prawda nauczyłem się wiele o życiu i 'obyciu w dorosłości'. Jestem typem człowieka, który mając przy sobie kochającą osobę potrafi 'przenosić góry'. Gdy na polu emocjonalnym mam poukładane sprawy i czuję, że żyję nie tylko dla siebie, ale i dla drugiej ważnej dla mnie osoby potrafię być pozytywnym i bardzo zaradnym facetem. Rozpad pierwszego w moim życiu poważnego związku uważam za kamień milowy swojej degradacji - nie rozumieliśmy się, czas zweryfikował, że nie pasujemy do siebie z partnerem. Zaabsorbowany pracą i 'poświęcaniem się' coraz bardziej zauważałem, że ten związek to wynik schematu "bo razem jest łatwiej i wygodniej". Wielokrotnie chciałem się rozstać i zainwestować w siebie samego, jednak za każdym razem bałem się skrzywdzić tą drugą osobę - dlatego było to toksyczne. Rzekoma miłość zamieniła się w więzienie. Ostatecznie w wakacje, po 3,5 latach związku definitywnie to zakończyłem. W pracy czekał mnie awans, musiałem skupić się na sobie w końcu. Partner dwukrotnie targnął się na swoje życie. Trochę traumatyczne było wyrywanie mu z rąk noży, chowanie leków po szafkach jak i wszelkich kabli, pasów. Wiem, że on nie chciał się zabić, a zwrócić na siebie uwagę, ale ja nie miałem już wtedy dość sił psychicznych, aby udźwignąć taki ciężar. Ostatecznie pożegnaliśmy się po sezonie letnim 1,5 roku temu, ale jakieś rany pozostały. Wróciłem na portale randkowe, zachłysnąłem się faktem, że nie jestem taki beznadziejny. Duże zainteresowanie moją osobą diametralnie wzniosło moje ego - wtedy nie wiedziałem jeszcze, czym jest mania. Spotykałem się z wieloma osobami, nie zależało mi na stosunkach seksualnych, a na znalezieniu kogoś, w kim z wzajemnością mógłbym się zakochać. Tutaj warto wspomnieć jak wcześniej napisałem - nie nauczyłem się do tej pory być sam. Gdy nie mam nikogo komu na mnie zależy na co dzień przy sobie, po prostu pogrążam się w depresji. W każdym razie zacząłem też szaleć, imprezowałem, wydawałem pieniądze i zapożyczałem się coraz bardziej w banku. Z powodu mocnych w tamtym okresie (to było 1,5 roku temu po rozstaniu) byłem jak i dziś, mocno zmarnowany. Nie potrafiąc skupić się na pracy i nie znosząc stresu musiałem zrezygnować ze szkolenia i awansu. Wybuchałem agresją i ciężko było mi radzić sobie z krytyką. Czułem się winny wszystkiemu, ale tłamsiłem to w sobie. Od tamtej pory wyrobił mi się paskudny nawyk "brania wszystkiego do siebie ZA BARDZO", który skutecznie utrudnia mi dziś codzienne funkcjonowanie. Kolejno potrzebując odpoczynku i przechodząc załamanie jakieś, poszedłem na zwolnienie i uczęszczałem chwilę do psychiatry, jednak koszty mnie przerosły, a dostanie się na fundusz zdrowia było nieefektywne, kolejki były za długie. Wtedy po raptem dwóch spotkaniach usłyszałem, że mogę mieć ChAD (afektywna dwubiegunowa). To by się zgadzało, myślałem, jednak leczenie nie było dla mnie skuteczne z uwagi na pracę. Jestem zadłużony, więc muszę pracować, muszę mieć każdego miesiąca wpływy na konto i muszę spłacać kilkaset złotych miesięcznie. Ów zadłużenie wacha się dziś w okolicach 30 tysięcy. Marzy mi się, aby zrezygnować z pracy na rok-dwa i zatroszczyć się o psychikę, leczyć się, ale nie mogę sobie na to pozwolić. Kredyty i pożyczki jak teraz o tym myślę były wynikiem niepoczytalności fundowanej przez manię. Na początku 2020 roku zmieniłem pracę, nadal szukałem szczęścia w potencjalnych partnerach, a dolegliwości psychiczne pogłębiały się. Gdybym nie bał się bólu odbierania sobie życia, pewnie już bym nie żył, ale z drugiej strony, nie chcę tego absolutnie. Dziś znam swoją wartość i chcę wstać na nogi, bo wiem, że jestem dobrym gościem i nie dla mnie są smutki i żale. Myślałem nawet, aby dołączyć do jakiejś wspólnoty, która za mnie pomogłaby mi z moimi problemami, ale ostatecznie to dziwna myśl. Gdyby dało się wstrzymać chociaż opłaty długów na kilka lat, aby mógł w tym czasie się pozbierać... Sam nie wiem co o tym myśleć. Kończąc powoli - byłem w wielu relacjach, które za każdym razem kończyły się przez mój negatywny charakter. Zbyt duży ciężar zrzucałem na barki tych biednych ludzi, którzy się we mnie zakochali i potrafili mnie wspierać. Straciłem tam wiele osób. Praca fizyczna, sporo stresu, te całe zaburzenia psychiczne i emocjonalne, brak środków na terapie i podnoszenie standardu życia. Nie umiałem znaleźć czasu i pozytywnej energii, by dać od siebie coś dobrego. Niedawno straciłem ostatniego z partnerów, po raptem dwóch miesiącach relacji. Akurat też się rozchorowałem i otrzymałem pozytywny wynik testu covidowego. Obecnie siedzę na izolacji domowej i wiem, że mam przewalone, bo stracę spory procent wypłat za kwiecień i maj. Cóż, podsumowując.... ja uważam, że wiem co powinienem robić, że trzeba krok po kroku małymi etapami się podnosić, jednak przegrywam za każdym razem. Nie chcę, aby ktoś mi współczuł, bo wiem, że problemy ma każdy z nas i nie można ich szufladkować względem wielkości. Ja chyba potrzebuję po prostu porozmawiać, zaplanować wszystko należycie i zacząć realizować plan naprawczy swojego życia - tego nie potrafię ugryźć.
  25. Witam, Od paru lat było coś ze mną nie tak często gwałtownie spadał mi nastrój czy pojawianie się braku chęci do życia. Łącz teraz jest jeszcze gorzej nie potrafię zapanować nad emocjami przez co częstą dostaje ataków płaczu agresji oraz pojawiają się coraz częściej myśli samobójcze nie wiem już co mam robić z dnia na dzień boję się sama siebie coraz bardziej

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.