Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'osobowość'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 51 wyników

  1. Paula

    Zycie

    Jak moze czuc sie osoba ktora wiecznie tula sie po swiecie. Nie moze znalezc sobie miejsca na ziemi,porozumienia z innymi ludzmi...
  2. Witam, mój syn ma 13 lat. Jest uczniem 6 klasy ogólnokształcącej szkoły muzycznej. Młodzież po ukończeniu 6 klasy zdaje egzaminy do II stopień tejże szkoły, który zaczyna się od klasy 7 (1) poprzez 8 (2) i do matury, kończy się na klasie 6 II stopnia. Dyrekcja zdecydowała aby uczniów, którzy przejdą na II stopień zatem do klasy 7 (1) pomieszać z dwóch obecnych klas szóstych od klasy siódmej, Obawiam sie., że nie jest to korzystne dla uczniów, powinni być w tej samej klasie aż do matury. Dzieci w tym wieku mają wyjątkową wrażliwość, zawarte przyjaźnie i może taki podział i wymieszanie uczniów źle wpłynąć na ich rozwój osobisty, psychiczny. Co Państwo na to? Czy jestem nadopiekuńcza, słusznie obawiam się o moje dziecko?
  3. Klonka

    nastolatki

    Witam, jestem mamą 13 latka kończącego 6 klasę. Chciałabym zadać pytanie dotyczące relacji młodzieży w tym wieku. Przejdę do wątków aby znaleźć taki, w którym mogę napisać.
  4. Witam wszystkich. Jestem 18letnią osobą, która w tym roku przystępuje do egzaminów maturalnych. Chciałabym dobrze zdać maturę i udać się na studia, jednak brak mi chęci do nauki, przede wszystkim dlatego, że nie mam motywacji. Brak motywacji wiąże się z tym, że nie wiem, co chcę robić w przyszłości. Całkowicie nie odnajduję się w ''poznawaniu siebie''. Wiek emerytalny sięga 62 lat dla kobiet! Więc chciałabym wybrać kierunek studiów, adekwatny do mojej przyszłej pracy, a nie chcę męczyć się przez całe swoje życie w pracy, która jedyne co mi da(oprócz niskiego wynagrodzenia) to zaawansowany poziom nerwicy. Pytanie zatem kieruję do starszych osób ode mnie, jak odnaleźliście swoje ''prawdziwe ja''? Czy jesteście zadowoleni z pracy, którą teraz wykonujecie?
  5. Marcowy87

    Prawda w oczy kole ;)

    Faceci muszą sobie uświadomić jedno. Prawda jest taka ! Wygląd jest najważniejszy ! Osobom atrakcyjnym ufa się bardziej. Są lepiej postrzegani niż Ci przeciętni nie mówiąc o brzydkich osobach.Piękno kojarzone jest z sukcesem i dostatkiem. Pięknym się więcej pozytywnych cech niż osobom mniej atrakcyjnym. Przystojniak nawet tępak, cwaniak itp - przyciągnie uwagę kobiety. Atrakcyjni są postrzegani jako bardziej kontaktowi i inteligentni, zarabiają więcej, odnoszą więcej sukcesów, mają bardziej udane życie erotyczne, nawiązują lepsze kontakty z otoczeniem, częściej zostają uniewinniania w procesach sądowych, są łagodniej karani, kiedy uzna się ich winnymi. Słowem, piękni mają w życiu łatwiej. DLATEGO SPĘDZAMY GODZINY NA SIŁOWNI PANIE RAFALE !! A NA DOLE BRZYDKI VS MODEL . KTÓRY WYDAJE SIĘ PEWNIEJSZY SIEBIE ? KTÓRY WYDAJE SIĘ BYSTRZEJSZY ? KTÓRY WYDAJE SIĘ BOGATSZY ? KTÓRY MA BUJNIEJSZE ZYCIE EROTYCZNE? KTÓRY MA WIĘCEJ PRZYJACIÓŁ I ZNAJOMYCH?
  6. Witam serdecznie, Jestem 21 letnia kobietą, z pozoru bardzo empatyczną, otwarta na ludzi. Natomiast problem zakopanym jest troszeczkę głębiej, postaram się jak najkrócej opisać. Odkąd pamiętam mam problem z byciem w związku. Wcześniej nie przywiazywalam do tego uwagi. Jeśli chodzi o związki to schemat zawsze jest taki sam: Kiedy kogoś poznaje, wszystko przebiega gładko, natomiast z czasem zaczynam się dusić, mam dość tej osoby, chociaż jest dla mnie dobra, uczciwa, kochająca. Nieważne jak bardzo jestem przywiązana, jak bardzo zależy mi na tej osobie- zawsze się wycofuję. Czuję, że tym ranię osoby które chcą dla mnie dobrze, którym pozwoliłam się do siebie zbliżyć i które mnie kochają. Z czasem przychodzą wyrzuty sumienia, tęsknota, chęć przeproszenia i wyjaśnienia tego, ale nie wiem skąd to się bierze, nie wiem jak to wyjaśnić. Nie chce już nikogo krzywdzić moim zachowaniem, ale też nie chcę być sama. Nie mam pomysłu jak rozwiązać to osobiście, dlatego tutaj jestem. Z góry bardzo dziękuję :)
  7. Od pol roku spotykam się z chłopakiem w którym jestem zakochana. Od początku czułam dystans. Próbuje podbić jego serce. Zaszliśmy razem już daleko otworzył się przedemna lecz nie potrafi się określić, nie umie okazywać uczuć, jest zdystansowany, logistycznie do wszystkiego podchodzi. Raz jestem dla niego skarbem a zaraz przyjaciółka. Wspólnie myślimy ze on ma problem z osobowością schizoidalna wiele objawów na to wskazuje. Chciałabym prosić o poradę jak mam sobie z tym poradzic jak spróbować dotrzeć do jego serca żeby się otworzył czy jeśli jest taka osoba czy mam wogole jakieś szanse
  8. Witam, jestem uczennica liceum, mam 18 lat. Napisze tu wszystkie problemy z jakimi sie zmagam poniewaz jest to jedyne miejsce gdzie moge pozostac anonimowa i otrzymac pomoc o ktora bardzo prosze. Mam od prawie 2 lat chlopaka z ktorym chyba jestem szczesliwa (no wlasnie, chyba..). Nie potrafie ocenic czy kogos kocham czy nie. Nie potrafie rowniez okreslic swojej orientacji seksualnej, wydaje mi sie ze jestem biseksualna ale nie potrafie tego stwierdzic, potrzebuje pomocy kogos kto sie na tym zna. Uzaleznilam sie od serialu „Orange is the new black” ktory opowiada o wiezieniu i zwiazku dwoch kobiet. Ogladam to juz drugi raz, a patrzac na relacje dwoch glownych bohaterek czuje smutek i potrzebe czegos takiego. Niby od zawsze podobali mi sie chlopcy ale mam wrazenie ze do kobiet czuje pociag fizyczny, a moze po prostu sie myle bo nie potrafie wyobrazic sobie siebie jako dorosla osobe w zwiazku z dziewczyna (jestem w stanie to sobie wyobrazic jedynie teraz, kiedy jestem nastolatka. Za pare lat widze siebie w stalym zwiazku z mezczyzna). Aktualnie chcialabym prowadzic zycie w ktorym duzo imprezuje, poznaje duzo nowych osob, korzystam z najlepszego okresu w moim zyciu, poniewaz czas tak szybko leci i wiem ze kiedys bede w stalym zwiazku i nie chce nawet teraz gdy jestem nastolatka w takim byc, poniewaz jest to duze ograniczenie i nie moge sie rozwijac, mam wrazenie ze stoje w miejscu, ten zwiazek trwa chyba juz za dlugo. Jednak nie potrafie go zakonczyc bo chyba go kocham... Ale nie chce. I tez boje sie takich duzych zmian, bo jak dla mnie i jak na ten wiek, 2 lata w zwiazku to szmat czasu i czuje sie jakbym stala w miejscu i ktos zabieral mi ot tak 2 lata z mojego nastoletniego zycia. Wiem ze taka szanse mam tylko raz i chyba problem tkwi w tym ze chcialabym miec zbyt wiele rzeczy na raz. Z jednej strony prowadzic zycie ustabilizowanej emocjonalnie mnie z moim chlopakiem u boku, a z drugiej strony byc niezalezna i probowac nowych rzeczy. Mam wrazenie ze przez to nie potrafie okreslic swojej orientacji seksualnej, bo brak mi jakiegokolwiek eksperymentowania. Kolejna rzecza jest to, ze rodzice sa dla mnie duzym ograniczeniem, bo nie moge wyrazac siebie tak jak chce (poprzez wyglad) i na wiele rzeczy mi nie pozwalaja bo sie martwia. Ja to doskonale rozumiem, ale mogliby mi pozwalac chociaz na imprezy chodzic. To brzmi okropnie dziecinnie, ale czuje sie jakbym byla uwieziona w swoim ciele i wszystko tlumila w srodku. Nie potrafie przez to zaakceptowac siebie i swojego zycia, przez co uzalezniam sie od seriali i filmowi a nastepnie popadam w paranoje na punkcie bohaterow ktorzy wioda takie zycie, jakie ja bym chciala miec. Tak jak wlasnie sie stalo z serialem Orange is the new black. Ponad to, czesto miewam wahania nastroju, probuje byc kims kim nie jestem zeby sie dowartosciowac, bardzo czesto placze i jestem zdenerwowana. Wyzywam sie na moim chlopaku, gdzie on robi dla mnie wszystko. Naprawde nie wiem juz jak mam poznac sama siebie, zrozumiec swoje mysli i potrzeby. Jestem osoba bardzo dokladna i lubie miec wszystko rozplanowane, rozpisane czarno na bialym. Wiem ze z emocjami, seksualnoscia i cala reszta, nikt mi tego nie powie co mi siedzi w glowie, nawet psycholog, jednak licze na to ze chociaz w jakims stopniu nakieruje mnie ktos na to. Potrzebuje pilnej pomocy bo jest ze mna coraz gorzej a trwa to juz ponad pol roku i czuje sie bezradna. Z gory dziekuje. Pozdrawiam.
  9. Cześć. Mam na imię Damian i w marcu skończę 22 lata. Na wstępie napisze, że jestem synem ofiary tragedii w Czeskiej kopalni. To co wydarzyło się ostatnio spowodowało we mnie rozbicie psychiczne i emocjonalne. Zawsze uważałem, że po nienajlepszym dzieciństwie i okresie dorastania moja psychika stała się bardzo silna, niestety myliłem się i szukam pomocy/porady na forum. Otóż przestałem chodzić do pracy, zamykam się w sobie i przechodzę stany depresyjne. Generalny brak chęci do życia, potrzeba spokoju, ciszy i samotności. Ciągły stres i nerwy, oraz dobijający obraz mamy która też nie daje sobie rady. Zaczyna ogarniać mnie anhedonia, oraz w 90% sprawdzają się objawy schizoidalnego zaburzenia osobowości. Z każdym kolejnym dniem opuszczenia pracy jest coraz wieksza szansa jej stracenia czego się obawiam, ale jeszcze bardziej boje się do niej wrócić. Chciałbym zapaść w wieczny sen i odizolować się od wszystkiego, ale jednak ciągle jest ta świadomość, że życie toczy się dalej, a ja pogarszam jego i tak słaby poziom. Nie wiem co mam ze sobą zrobić, od czego zacząć. Liczę na jakąś odpowiedź, oraz dziękuję za poświęcony czas. Pozdrawiam, Damian!
  10. Dzień dobry Mam 22 lata i studiuję fizjoterapię na trzecim roku. Choć może się to wydawać śmieszne to moim problemem jest to, że nie jestem z nikim w związku, a dokładnie to, że zaczynam być wręcz przekonana co do tego, że nigdy z nikim nie będę i przez całe życie będę samotna. Przekonanie to wynika z tego, że wiem iż osoby takie jak ja nie interesują innych. Chodzi o to, że mówię bardzo, bardzo mało (w większej grupie odzywam się rzadko, a gdy jestem z kimś sam na sam jeszcze rzadziej - co uważam za najważniejszy problem), nie mam zainteresowań, niezwykle trudno jest mi mówić o emocjach i swoich uczuciach, dystansuje ludzi, w towarzystwie płci przeciwnej czuję się skrępowana, boję się intymności (nie chciałabym nikogo rozczarować). Pisząc w skrócie jestem nudna. Byłabym niezwykle wdzięczna za rady, które wskażą mi, jak mogę zmienić to jaka jestem, by nie skończyć tak, jak się tego boję.
  11. Jestem obcymkracowcem. Mieszkam w Polsce przez 10 lat ale... Nielegalnie... Miałem trauma w dzieciństwie. Byłem molestowany przez starszego brata przez prawie 8 lat i ja molestowałem siostry młodszą przez 2 lata czy coś bo myślałem że to normalne. Kiedy byłem miarę mądrzejszy widziałem że to jest źle i miałem straszne zły poczucia. Nawet nie powiedziałem rodziców o tym fakcie bo myślałem że nikt mnie nie będzie ufał i wstyd mi było z tego. Jak miałem 15 lat uciekałem z domu i mieszkałem za granicą, studiowałem za granicą dostałem stypendium na studia w Wielki Brytania. Kończyłem studiach tam pracowałem i zarabiałem. Ale nigdy nie byłem zadowolony. Do pewnego stopnia gdzieś miałem żal i tendencje do samo zniszczenia. Przyleciałem do Polsce bo miałem ten fascynacji do Polski bo miałem dobrą nauczycielką historii w szkole jak byłem z rodzicami i zawsze gdzieś mi głębiej polska mnie ciagalo. Więc rezygnowałem z pracy i przyszedłem tu na studiach. Miałem dziewczyna która była bardzo dobra i wszystko było prawie w porządku przez prawie 2 lat. Nie wiem czemu ale do niej powiedziałem o co mnie stało dzieciństwie i tam zaczynało problemy. Było tak jakbym dama było otwarte i ten mój przykrość i żal zniszczyło nasze związek. Zaczynało mnie stresować i miałem flashbacki jak mieliśmy mieć stosunku i to mnie naprawdę i jej najbardziej skrzywdziło. 6 lat byliśmy razem. Mi jest bardzo trudno spac. Muszę spać na siły... Jak zaczynałem spać i ona mnie tam przytuli czy nawet przez sen dotyka ja się obudzę agresywnie. Ona zawsze mi powiedziała że ja się śpię niespokojnie. Żal mi było dla niej że taka dobra kobieta muszę męczyć z mną. Pewnego dnia decydowałem że muszę rozstać z nią i przy jakiś bzdurną kłótnie rzuciłem nóż na nią i powiedziałem jak ona nie będzie wychodziła z mego życia to ją zabije. Już się rozstaliśmy w tej noc. To było jakiś 4 lata temu. Między czasie mój studia poszło do dna i ja zaczynałem efektywnie zniszczyć mój życia. W 2010 miałem problemy za sobą i nie przedłużyłem karta pobytu. Czyli już prawie 9 lat temu... Jestem miarę mądry i czasami nawet myślę że jestem sociopatem. Pracowałem na różny stanowiskach prowadzę korki z języków i naukowy tematów, piszę pracę inżynierska, licencjata i magisterskich i zarabiam sobie. Ale mój dyplom jeszcze nie obroniłem przez mój nielegalne pobytu. Do dziś pisałem 2 licencjat 3 praca inżynierska 3 magisterskie i sprawdzałem 2 doktoranckie pracy. Jestem dolowany chyba mam depresja ale nie jestem pewny. Mój sytuacja jest taka że ja muszę kłamać non stop żeby być poprostu. Nie mogę mieć żaden związek bo traumat i nie chce mi się ciągać inną osoby do mój cyf... Nie mogę legalizować mój pobyt bo na 100% będzie deportacja. Jak będzie deportacja to dokąd? Jestem obywatelem kraj X, urodzone w kraj Y nie mam kulturowo czy osobowo związek ani krajem X ani krajem Y. Jedynym mieście gdzie swobodnie czuję to jest tu ale to też jest stres bo policja straż graniczna czy miejska. Przez to że miarę dobrze mówię po polsku oni myślą że jestem mulatem... Nawet jak uśmiecham do ludzi to ja wiem że to jest fałszywe uśmiech bo raz widziałem przy lusterko jak się uśmiecham. To jest uśmiech bez oczy i to wygląda strasznie. 3 razy spróbowałem samobójstwo ale nie udało mi się. Nie wiem gdzie iść nie wiem po co jestem potrzebne. Ostatnio to daje pieniądze dla bezdomnych i dla fundacji różny żeby czuć że jestem potrzebne. Nie mogę żyć dla siebie...
  12. Darka90

    Depresja

    Mam 28 lat.Cztery lata temu, zmarł mój synek. Miał wady genetyczne. Lekarze mówili żebym przygotowała się na najgorsze, nawet proponowali usunięcie ciąży lecz ja nie wyraziłam na to zgody. Ciąże donosilam do 35 tygodnia,urodziłam siłami natury. Synek zmarł 3 minuty po porodzie. Myślałam że, pogodzilam się już z tą sytuacją, minęły jednak 4 lata, ale jednak nie. Od tamtej pory mam jakieś problemy emocjonalne. Aktualnie jestem matką trójki dzieci. Najstarsza córka ma 11 lat i jest z mojego poprzedniego związku, mieszka z ojcem. Ja wraz z mężem wychowujemy dwójkę naszych wspólnych dzieci,córkę 3 latka i synka 8 miesięcy. Problem w tym że ja ciągle jestem nerwowa, ciągle krzyczę, wyzywam, wszystko mnie denerwuje. Czasami nie mam siły na nic.Przez to wszystko klocimy się ciągle z mężem. Wiem, że przez moje zachowanie cierpi moja rodzina.Chcialabym to zmienić ale nie wiem jak. Próbowałam ale nie potrafię. Chodzę ciągle przygnebiona i zdenerwowana. Czasem nie mam siły się nawet ogarnąć. Jem jeden posiłek dziennie. Przerastają mnie obowiązki domowe. Czy to może być nerwica lub depresja?Czy też to zachowanie wynika ze straty syna?
  13. Witam. Nie radze sobie z racjonalnym spozywaniem posilków. Przechodze przez glodowki, ataki glodu, ataki na slodycze. Moja waga jest odpowiednia, waze 55 kg 172 cm wzrostu. Boje sie ze kiedys zemdleje z glodu i wiem ze to bledne kolo. Prosze o porade. Chce jesc jak normalny czlowiek, znam zasady racjonalnej diety ale i tak wole zjesc slodycze a potem glodowac zeby tylko kalorie sie zgadzaly.
  14. Zagubiona_istota

    jak powiedziec dosc?

    Witam. Potrzebuje pomocy, nie porady,. Mam 26 lat. Jestem matka dwuletniej wspanialej Ksiezniczki. To wlasnie ona, a raczej milosc do niej trzyma mnie przy zyciu. Od kilku miesiecy nie radze sobie z wlasnymi myslami. jest ich tyle w mojej glowie, ze nie potrafie sie chocby na jednej konkretnie skupic. Zawalilam swoje zycie doszczetnie. Od samego poczatku nie mialam latwo. Wychowana przez matke i babcie. Nie mam prawa narzekac na dzecinstwo, pomimo srogiego rygoru ze strony babci i braku ojca. Rodzice sie nie dogadywali i rozstali nim zaczelam cokolwiek rozumiec. I tak dorastalam z przedstawionym mi najgorszym obrazem ojca. Gdy w wieku 17 lat zaczelam z nim rozmawiac, po pierwszej samodzielnej wizycie u niego uslyszalam od matki, ze wbilam jej noz w plecy. Przeszlam okres ''buntowniczy'' raczej bezproblemowo. Zawsze chcialam byc idealna, zeby mama nigdy nie musiala sie za mnie wstydzic. Jako dziecko mialam cudownego przyjaciela, niestety, gdy musial sie wyprowadzic wszystko pryslo. Przyjezdzal, ale mial juz kolegow, a ja nigdy nie potrafilam znalezc sobie prawdziwej przyjaciolki, ktora by mnie rozumiala. Mialam cudowne kolezanki, ale zawsze tylko na pewien okres. Koniec szkoly drogi sie rozchodzily i tak za kazdym razem. W mojej rodzinie nigdy nikt nie liczyl sie z moim zdaniem. Moja matka, choc w przeszlosci skrzywdzona dawala mi ile mogla, i choc dla innych miala zlote serce to nie dla mnie. Chciala dla mnie jak najlepiej. nie wyszlo. Poznalam chlopaka. Walczyl o mnie, interesowal sie. Poczulam, ze to ten jedyny. Rzucialm dla niego studia i wyjechalam za nim za granice. Widzialam jaki jest, ze lubi wypic, zajarac. nie przeszkadzalo mi to. Jako wychowana w glebokiej wierze, wierzylam ze sie zmieni, ze wyrosnie, ze mi sie uda go zmienic. Minelo 6 lat odkad jestesmy razem. nie wyrosl. Nie pomagaly kolejne wszywki, rozmowy. Rozstalismy sie na chwile. Bylo mi ciezko. rodzina obiecala pomoc, a w zamian czulam sie bardziej samotna niz wczesniej. On twierdzil, ze slucham innych, to on sie odezwal kiedy potrzebowalam kontaktu. Obiecywal ze bedzie inaczej. Uwierzylam, bo tesknilam, bo chcialam wierzyc. Bylo dobrze do momentu, gdy znowu sie napil. Uderzyl mnie. Kolejny raz wybaczlam. Choc nie powinnam.. Po jakims czasie przyszla na swiat nasza corka. Byl szczesliwy. Ale nie ja.. nie dlatego ze pojawilo sie dziecko bo moja corka jest najlepszym darem od losu. Tylko dlatego ze nie bylo przy mnie najwazniejszej mi osoby, matki.. On pojawil sie w szpitalu raz. Pepkowe z kolegami bylo wazniejsze.. Nasze zycie to przyslowiowa sinusoida. Raz pod gorke, a raz z.. Problem w tym, ze bedac na gorce nie zauwazylam urwiska. Spadlam na dno.. Robilam wszystko, aby byl szczesliwy. Aby bylo dobrze miedzy nami. Nie mam juz sily przepraszac, za rzeczy, ktorych nie zrobilam. A tak to wyglada. on sie napije, wyzywa, poniza, a ja przepraszam.. Nie mam prawa miec znajomych plci meskiej. Glupi buziak na przywitanie w polik z jego znajomym jest tematem prowadzacym do kolejnej klotni. Czuje, ze traktuje mnie jako swoja zdobycz. Nie ma wgl szacunku do kobiet, a zwlaszcza do matki. I moje pytanie, jakie sobie ciagle zadaje: Gdzie popelniam blad? Nie umiem sie klocic.. Zawsze robimy co on chce. Chcialam go zmienic, a wychodzi na to ze ja jestm kims zupelnie innym. Wiem to glupie, sama potrafie innym doradzic, bo gdybym uslyszala moja historie z innych ust to bym powiedziala wez dziecko i uciekaj, ale sobie nie potrafie powiedziec DOSC.
  15. Wiktoria1207

    Czy to depresja ?

    Przez pomyłke poprzednia wiadomosc wylalam niedokonczona, wiec tutaj napisze ja jeszcze raz. Jestem uczennicą liceum I mam 18 lat. Zawsze byłam zamknięta w sobie I introwertyczna, jednak po śmierci mojego dziadka w 2011 roku, kompletnie się załamałam. Płakałam praktycznie codziennie, choć nikt o tym nie wiedział. Od tego czasu często towarzyszy mi przygnębienie, samotność I niska samoocena. Raz jest lepiej, raz gorzej. Od kilku miesiecy ten stan się nasilił I jestem smutna codziennie, nie mogę się tego wyzbyć. Jestem strasznie wrazliwa, wszystko biorę do siebie, czuje się niezrozumiała I bezwartościowa.Czesto pragne sie odezwac, jednak obawiam sie, ze powiem cos nie tak I sie upokorze, wiec wole milczec. Bez przerwy chce mi sie spac, najlepiej bym tylko ogladala telewizje, jadla I nic poza tym. Z jednej strony chciałabym kontaktu z drugim człowiekiem, ale jednak nieustannie sie izoluje. Wiem, że nigdy raczej nie posunelabym sie do samobojstwa, choc miewam rozne mysli. Nie wiem juz co robic, bo powoli mam juz dosyc takiego stanu rzeczy.
  16. [Zbyt długa wypowiedź] Witam. Jestem dwudziestoletnim studentem, mającym zamiar pracować z ludźmi w przyszłości. Nad ich rozwojem. Poniżej wyjaśnię dlaczego o tym wspomniałem w pierwszym zdaniu. Mój problem polega na tym, że nie wiem do końca czym jest i tutaj prosiłbym o pomoc. Powiem to, co sam uznaje za ważne, kiedy kogoś oceniam. Najkrócej i najtreściwiej jak potrafię. Z góry przepraszam za długość wypowiedzi i dziękuję za poświęcony czas. Moje problemy zaczęły się w podstawówce- drobne kradzieże, skłócanie ludzi, rozstawianie po kątach, bójki, ogólny bunt przeciw światu. Przyczyna tego nie była w domu. (Rodzice nie są po rozwodzie, zarabiają jak ludzie za granicą, są wierzący, podarowali mi ciepło, miłość, to, czego w danym momencie potrzebowałem, poświęcali dużo uwagi). Myślę że raczej we mnie. W gimnazjum zaczęły się schody. Nie chce się rozpisywać na ten temat, tekst już teraz jest wystarczająco długi. Stanąłem po stronie słabszej osoby, przeszło to w mobbing, skończyłem w szpitalu po próbie samobójczej. Wyszedłem z ,,zaburzenia psychotyczne", które już w liceum zamieniono w zaburzenia schizotypowe. Wiem co to jest i jak działa. Leki nigdy nie pomagały na wszystko. Jeśli pozbywały się jednej rzeczy, to zawsze nasilała się druga, dlatego w pewnym momencie mój psychiatra załamał ręce i zastanawiał się ze mną nad pomocą duchową. (Jestem ateistą, wierzę że nic nie ma) Ale nie o tym, wciąż nie o tym... Uznałem że to może się po prostu przydać. Wszystkie te problemy zniknęły kilka miesięcy temu, tak nagle, a ja zacząłem zastanawiać nad tym, dlaczego mój każdy związek kończy się katastrofą i słowami skierowanymi do mnie- ,,jesteś psychopatą". Wytykałem partnerkom brak wiedzy, bo gdybym nim był, to nie odczuwałbym ani emocji, ani wyrzutów i tak dalej... A miałem je. Przecież pamiętam. Przyszedł taki czas w moim życiu, że począłem naprawdę sporo o tym czytać, myśleć... O to mi właśnie chodzi. Mam obsesje na punkcie ludzi. I nie chodzi o to że ich potrzebuje. Raczej potrzebuje tego co mogą mi dać, co mogę z nimi zrobić, co mogę o nich wiedzieć. Jestem manipulatorem. Doskonałym, perfekcyjnym, z stwierdzoną inteligencją wysoką, co z pewnością ma jakiś wpływ na moje sukcesy. Zdobywam kiedy chce, kogo chce, nie ma takiej osoby, która by mi nie uległa, a zmienianie, sterowanie partnerem/partnerką sprawia mi ogromną przyjemność. Zaczyna się miło, kończy na problemach psychicznych u towarzysza, któremu nie raz po prostu odechciewa się żyć. Czy jestem z tego dumny? I tak i nie. Zależy od tego jaką maskę akurat mam na sobie. Uważam ludzi za... no, nie wypada tu nikogo obrażać. Żadnemu nie udało się zobaczyć mojej prawdziwej osobowości, charakteru. Żaden nie przewidział mojego ruchu, nawet jeśli próbował, nie sam. Kończył na przegranej pozycji, by ostatecznie wrócić i przeprosić. Z czystego strachu, ciekawości czy zauroczenia ,,silną jednostką". Lubie swoją widownie, mimo iż jest po prostu głupia. Zawsze widzi to, co chce jej pokazać, by osiągnąć swój zamierzony cel. Wiem jak działam, wiem co jest objawem a co nie, wiem jak inni działają. Kiedy, gdzie, po co, co nimi kieruje. Znam schematy. Skutki danych sytuacji, wypowiedzianych słów, gestów. (Roku temu wykształciło się we mnie nawet coś podobnego do kolejnej choroby- wystarczy że spojrzę na drugiego człowieka, jego twarz, posturę, ubrania, oczy... I wiem kim jest, z czym ma problem, co go boli, na co cierpi. Wyglądało to dla jak kolejny objaw, dopóki nie zacząłem tego sprawdzać. Obcy ludzie dla zabawy wysyłali mi zdjęcia. Co się okazywało, nigdy nie myliłem się z ,,powierzchowną" diagnozą. Nie było mowy o żadnej pomyłce. Nie rozwiązałem jeszcze tej ,,zagadki" po dziś dzień, to pewnie doświadczenie wyniesione z obserwacji). Dzięki temu wiem do kogo mogę podejść. Kto jest słaby, kto potrzebuje wsparcia, czaru. Przyjaciela. Nie, nie mam zawyżonej samooceny. ^To jest jedyna rzecz na której się znam. Jedyna rzecz, która mi się przydaje i jedyny talent, którego nikt u mnie nie przebił swoim poziomem. Innych nie mam. Nie powinienem się ujawniać. To oczywiste. Powinienem udawać teraz dobrego człowieka, szukającego pomocy. Tyle że na tym to chyba polega. Na szczerości. Nasuwa się pytanie- więc czego chcesz, potrzebujesz? Jakiego rodzaju pomocy? Dokształcanie takiej osoby jak ty w temacie ludzi... Wiem co mi może być, ale potrzebuje chłodnej opinii. Widzę wiele u innych, ale sam u siebie nie do końca. Nie wiem dlaczego to tak działa... Może dlatego że bez przerwy wszystkich okłamuje, nawet siebie, bo tego akurat w danym momencie potrzebuje. Wiadomo że diagnoza nie będzie ,,pewna", bo to w końcu internet, ale same wskazówki specjalistów są na mnie na wagę złota. Po co chce to wiedzieć? Szczerze. Zastanawiam się, czy poza tym co sam widzę, jest coś co da się wyleczyć w jakikolwiek sposób, by zapobiec... ...postępującej apatii, bo wyrzuty sumienia i jakikolwiek wstyd, poszanowanie dla prawa i innych ludzi już straciłem. Żyje jak pasożyt. Zastanawiam się czy to ma po prostu... sens. Nie żeby mnie to obchodziło co ktoś poczuje, pomyśli, myślę o sobie. A to wciąż się nasila. Nic nie mogę zrobić. Na chwilę obecną jestem pusty. Dowiaduje się o śmierci, ciężkiej chorobie, utracie czegokolwiek- nie reaguje w żaden sposób. Bywa. Nic nie robi na mnie wrażenia, po prostu nie ma takiej sytuacji. Miewam słabsze dni. Czuje wówczas taką nienawiść, gniew, zdenerwowanie, że mam ochotę kogoś... ale to szybko mija, pojawia się zimna kalkulacja i znowu jestem tylko robotem, jak to mówi znajoma- jedyna, z (naiwnym w moim wypadku) kompleksem mesjasza. Po sześciu latach powiedziałem jej kim jestem. Jest z całą pewnością masochistką. Czy to ustanie? Może ustać? Być przejściowe, jak inne choroby? Nigdy nie znalazłem nigdzie odpowiedzi na takie pytania... Czy mogę sobie to przypomnieć, jak to się czuło. Jak mam karcić samego siebie za to, co lubię robić. Zwyczajnie nie chce z tego zrezygnować, ale wiedza się przyda, może później. <- Czy ma to w ogóle jakiś sens, czy znowu siebie, kogoś oszukuje, by coś osiągnąć. Czy związek z taką osobą jak ja w ogóle będzie miał jakąkolwiek rację bytu, czy jest możliwy. <-To na przykład chciałaby wiedzieć moja masochistka. Nie chce jej głupiej nadziei, a mogę w każdym momencie od siebie odsunąć. Kilka lat temu, kiedy jeszcze miałem emocje, próbowała mi pomóc. Mam do niej jakiś szacunek, sentyment. Praca z ludźmi... Raczej nie powinienem zostać do niej dopuszczony, z czego sobie zdaje sprawę. (Przynajmniej tej opartej na zaufaniu). Dlatego zastanawiam się, czy nie zrezygnować, czy nie spróbować ,,przestać", ale do tego jest mi w jakimś stopniu potrzebna wiedza... Bo nikogo poza specjalistami w tym temacie i sobą nie słucham. Zmieniam się jeśli chce i tego potrzebuje, nikt i nic mnie do tego nie przekona, nie zmusi. Sam muszę do tego dojść, bo na terapii bym po prostu kłamał, by sprawdzić... jak wiele potrafię. Dawniej tak robiłem. A czasami chce się zmienić, sam dla siebie. Przynajmniej próbuje. Niektóre maski noszę częściej niż inne. *Zabawna część tego wszystkiego, po nawiązaniu do pracy- przekonuje do siebie słabych ludzi poprzez udzielanie im pomocy. Myślą że jestem dobry, że rzeczywiście pomagam, jestem kimś innym niż wszyscy... a ja jedynie zdobywam zaufanie, poznaje mocne i słabe strony, co przydaje mi się później, już do przeciwieństwa pomocy. Częściowo im niecelowo pomagam, a częściowo niszczę. Sam nie wiem co o tym myśleć. Prosiłbym chociaż o rzucenie mi jakichkolwiek ,,haseł" czy też fraz, nad którymi powinienem się zastanowić, o których powinienem poczytać, pomyśleć, żeby lepiej to wszystko zrozumieć, może coś zmienić. Nie wymagam, proszę z drugiej strony o brak poczucia że ,,należy/wypada coś napisać", okazywać mi szacunek, bo wiem jak zazwyczaj patrzy się na taką osobę jak ja. Z góry dziękuję i ponownie bardzo przepraszam za długość wypowiedzi. Kłania się tutaj moja nieumiejętność czytania ze zrozumieniem, ale przynajmniej nie jest to ponad setny temat nawiązujący do depresji, prawda? Pozdrawiam!
  17. Martyna13118

    Ciagły smutek

    Mam 19 lat, jestem w końcowej klasie technikum. Od dłuższego czasu jestem wiecznie zasmucona, nie cieszy mnie nic, nawet wyjścia ze znajomymi, stałam się bardziej strachliwa, sama nakręcam się w mojej głowie przez wizje typu "ktoś mnie napada we własnym domu w środku nocy". Przed rodzina i znajomymi staje się bardziej energiczna i ekstrawertyczna niż kiedykolwiek byłam, chociaż w środku czuję się nadal smutna, za wszelką cenę nie chce dać tego po sobie poznać, pół roku temu miałam incydent z samookaleczaniem, właśnie przez przypływ smutku (nie powtórzyło się to na chwilę obecną). Staram się wychodzić z domu, szukać zajęcia by dać głowie odpocząć od malowania po ćwiczenia. Ciągle mam smutek z tylu głowy który jestem w stanie jedynie pokazać gdy jestem sama że sobą. Chwilami jest mi naprawdę ciężko, liczę na jakieś przydatne rady. Xoxo
  18. Zbigniew

    Borderline

    Witam Wszystkich. Jestem Zbyszek mam 37 lat , dwoje dzieci ( 11 i 13 lat ) . Problem mój podlega , przedewszystkim na tym , że pozornie ( z zewnątrz) wsztstko jest ok . tzw. normalna , zdrowa rodzina , dwoje dzieci , dziewczynka i chłopiec , ładna rok mlodsza żona (13 lat po ślubie) , piesek , ogródek , mieszkanie ,no wszystko na miejscu . Moja żona zawsze była osobą pewną siebie i wśród najblizszej rodziny uchodzi za silny charakter i ogólnie panowało przekonanie , ze to ona nosi spodnie w naszym domu , co wiadomo ujmowało mojej męskości i miało ogromne odbicie na moim poczuciu wlasnej wartości. 10 lat po ślubie przeszedlem depresję. Czułem się odpychany przez żonę , nieustannie miałem poczucie przygnębienia i ogromną podejrzliwość do żony o zdradę , chociaż nie mialem ku temu zednych przeslanek , tylko moje wlasne odczucia . Leczylem się u psychiatry lecz tylko farmakologicznie i z chwilą gdy te objawy ustąpiły , odstawilem leki i bylo ok . W nastepnych 3 latach przeszedłem jeszcze kilka stanów lękowych lecz po wizycie u psychiatry stwierdził że mam problem z alkoholem . Wiedzialem , ze z moją głową jest cos nie tak więc odstawilem nawet to jedno piwo dziennie , skoro chcialem pomocy to postanowiłem zastosować się do zaleceń tego małokompetentnego lekarza . W ubiegłym roku teafilem do szpitala psychiatrycznego z silnymi stanami lękowymi i z obawą że " ktoś mi ukradł tożsamość " i znow pigułki , zamulone myślenie i ogólna rezygnacja do życia. Zaczalem dużo czytać na temat zaburzeń osobowości i biegu tych informacji trafilem na borderline .Zmienilem tok myślenia i szukałem przyczyny problemu w żonie. Zwróciłem szczególną uwagę na sposób jej zachowania oraz dostrzeglem w jak sprytny sposób jestem manipulowany i że większość kłótni i awantur są powodowane właściwie z niczego i nie mają ani sensu ani celu . Temat bardzo delikatny , rozjasnilem temat jej samej i widzę jak ona cierpi lecz nie jest to dla niej takie proste , zeby się otworzyć. Kazda usilna próba z jej strony jest w pewnym momencie blokowana ,przez jej zaburzenie , które zaistniało właśnie po to aby chronić światło dzienne przed prawdą . Ja dopiero co odzyskalem kontrolę nad sobą lecz tez psychicznie nie jest ze mną dobrze i wiem że żeby dobrze pokierować tymi sprawami to muszę zadbać przedewszystkim o swoje zdrowie lecz nie mam pojęcia co mowic dzieciom bo one widzą ze jest cos nie tak a o przyczynie problemu żony nie mam z kim porozmawiac bo nie wiem kto tak naprawdę jest godny zaufania . Widzę , że za twarzą tej niby silnej , impulsywnej kobiety z charakterem , siedzi w koncie skulona i cierpiąca , oraz przepełniona poczuciem winy i wstydu , zupelnie nie winna i pozbawiona jakiejkolwiek wartości postać dziewczyny w ktorej zakochalem się 20 lat temu . Troszkę lżej jak to tutaj wylałem , proszę o dobre rady . pozdrawiam Zbyszek
  19. Jestem 28 letnią mężatką. Nie wiem od kiedy trwa ten stan ale czuję, że regularnie się pogarsza od kilku lat. Dwa lata temu pilam i brałam narkotyki, prowadziłam często w takim stanie z nadzieją na śmierć. Cierpiałam na anoreksję bo chciałam się zaglodzic na śmierć. Boję się swoich myśli, boję się, że mogę zabić siebie i że mogłabym "zabrać ze sobą" swoje dziecko. Kocham je ale nie radzę sobie z emocjami, samotnością, odrzuceniem. Dziecko praktycznie wychowuje sama ale nie poradzę sobie jako samotna matka (kwestia finansowa). Nie mam znajomych, nie potrafię budować relacji, boję się odrzucenia więc kończę znajomości szybko. Mieszkam na wsi i nie ma tu dokąd pójść, nie ma parku, basenu, czegokolwiek. Od dwóch tygodni cierpię na bezsenność, nie wiem co czuje. Czasem wydaje mi sie, ze emocje mnie przepelniaja a czasem, mam wrażenie że jestem martwa i pusta w środku i nic mnie nie dotyczy, nic mnie nie dotknie. Nieustannie mam poczucie zażenowania, bezradności. Jestem bardzo wyczulona na krytykę, zwlaszcza niekonstruktywna. Nic mnie nie cieszy od lat, nie widzę dla siebie przyszłości. Czuję, że jestem niezaradna życiowo i jest mi źle, że sprowadziłam na ten swiat syna i ma taką matkę. Przeraża mnie to. Przeraża mnie praktycznie wszystko. Kiedyś byłam zupełnie inna. Na problemy reaguje agresją (nie adekwatnie dużą i zakupami). Na ogół nie kupuje sobie nic, ani wody ani batonika (bo szkoda) ale potrafię wydać ot tak 500 zł na głupstwo bez którego mogłabym żyć. Proszę o pomoc bo boję się, że długo już nie wytrzymam, że zrobię coś tak głupiego i nie odpowiedzialnego co skończy się tragedia. Potrzebuję pomocy...
  20. Jestem mama 6letniej corki ,mieszkam na stale w Anglii od ponad 7lat.. jestem czlowiekiem ktory ma natlok problemow w swoim zyciu, pieniadze, kariera zawodowa,nieudane zwiazki I relacja z corka.. Moj problem polega na tym ze martwie sie jak bede odebrana przez ludzi dookola mnie,zamykam sie w sobie nie mowie Co mnie boli do momentu az wybucham..odrzucam wszystkich,odpuszczam poddaje sie i i nie umiem rozmzawiac o tym co czuje..draznia mnie male rzeczy,lubie kiedy wszystko jest poprostu tak jak u innych, bardzo duzy wplyw ma na mnie to jak inni maja i jak chce aby ludzie odbierali mnie.. nie umiem przyznac sie do swoich slabosci i porazek .. liczac ze ktos sie domysli i poprostu mnie ocali .. duzo wymagam od swoich parnerow liczac ze reszta sama sie zrobi.. nie potrafie pokazywac uczuc nie jestem wylewna uciekam w swiat telefonow.. do mojego dziecka brak mi cierpliwosci, nie potrafie sie do konca zaangazowac w jej rozwoj.. jestem leniwym czlowiekiem ktory chce miec latwe zycie I sukcesy za nic.. nie dzialam daje problemom dominowac zyje ciagle w stresie zamartwiona ze co bedzie kiedy to wszystko odwlekane spadnie na mnie .. w zwiazkach bardzo szybko sie angazuje widze w parnetrze pewnego rodzaju ocalenie.. chce zeby byl idealny w moich oczach nie mysle o jego odczuciach.. skupiona jestem na tym ze to ja sie staram a on ciagle robi cos nie tak nie doceniam nie ciesze sie z tego co dostaje..jestem na duzym zakrecie zycia potrzebuje pomocy wiem ze przyszedl czas kiedy musze zaczac nad soba pracowac tylko nie do konca wiem jak
  21. Melo3234

    Nic

    Marcin, w tym roku 21 lat student, nie pracujący. Odkąd sięgam pamięcią nie jestem w stanie czerpać przyjemności z niczego, ani nie jestem w stanie się w nic poważnie zaangażować. Mam rodzinę ale nie czuje niczego takiego jak więzi, dla mnie kontakty z innymi ludźmi, czy to bliskimi czy też nie, są tylko po to, kiedy się nudzi, albo jest w potrzebie. Posiadam niesamowicie niską samoocenę, Z wyglądu jestem -5 w skali od 1-100. Z charakteru jeszcze gorzej. Moją jedyną zaletą jest szczerość, chociaż jestem zbyt szczery. Kłamać również potrafię świetnie, również odnajduje się w manipulacji zachowaniami ludzkimi. Posiadam zaledwie kilka wspomnień z dzieciństwa, moja pamięć jest tragiczna, pamiętam różne bzdety a nie jestem w stanie zapamiętać istotnych, i ważnych informacji. To nie tak że jestem smutny, ale też nie jestem szczęśliwy. Niczego nie czuje. Nie mam konkretnego hobby, Aby zająć myśli, jem, gram w gry, śpię, słucham Muzyki. Chodziłem kilka miesięcy do psychologa ale nic nie pomógł. Co zrobić by móc czerpać przyjemność z życia? Jedyne co mnie przy nim trzyma to poczucie obowiązku zwrotu należnego za wychowanie mnie.
  22. Witam, Jestem 25 letnią kobietą. Mój problem polega na tym, że nie umiem wypowiedzieć słów mocniejszych, nie mogę wypowiedzieć przekleństw chociaż czasami bardzo mi się chcę. Mam wrażenie, że mam jakąś wewnętrzną barierę, którą bardzo chciałabym przełamać. Przez to czuję się spieta w towarzystwie, w pracy wśród męszczyzn. Wiem, że nikt nie oczekuje tego ode mnie i obawiam się za każdym razem, że zabrzmi to sztucznie, nienaturalnie. Chciałabym otwarcie móc wyrażwyrażać każdą ze swoich emocji. Pozdrawiam
  23. Jumi

    Dysocjacja

    Od lat zmagam sie Z roznego rodzaju stanami dysocjacyjnymi. Najczęstsze wydaja mi sie momenty jak ja to nazywam "wylaczania się". Wszystko zaczęło się jeszcze w dzieciństwie gdzie godziny uplywaly jak minuty, ale w tamtym czasie bywalam w miejscah pieknych i bezpiecznych. Teraz odczuwam to jakby coś, a raczej ktos mnie wciaga do miejsca pelnego bólu i strachu. Jest to najczęściej mala dziewczyka, ktora nie chce byc tam sama. Wydaje mi się że za pomocą terapi na którą uczęszczam juz jakiś czas, jak by zapalalo sie swiato i pojawia sie odczucie, że jak ja mogłam niepamięć że oni są we mnie! Ostatnio pojawilo sie jak olśnienie, gdy zdalam sobie sprawę z tego, że przez pewien okres mojego życia bylam kimś innym(!), ale zupelnie nie mogę sobie przypomnieć jak to było. W momentach gdy to wszytko się jakby oddala staram sie podejść do tego racjonalnie, ale nic konstruktywnego nie przychodzi mi do głowy. Nie moge rozmawiać o tym z terapeutka bo dochodzac do do momentu w którym czuje, że temat jest niewygodny, cos porusza albo sie odcinam, albo w glowie słyszę zakazy, pojawia sie wtedy lek i bariera, ktorej nie moge przekroczyć. Czuje jak by byly uwewnetrznione we mnie rozne osoby, gdzie kazda z nich ma swoj sposob na to aby bronić czegoś(kogoś?), sama nie wiem do konca co to jest. Nasililo sie to znowu kilka miesięcy temu po tym jak uleglam wypadkowi w pracy. Ludzie z najblizszego otoczenia daja mi do zrozumienia , ze mam problemy z pamięcią, czasami zdarza mi się niepamięć co do tego o czym rozmiawialam na spotkaniach z terapeutą. Piszac to czuję narastajacy niepokój, nie wiemm co mam myśleć. Wszystko wydaje sie niezrozumiale i sprzeczne. Czy to mozliwe ze moj umysł wytworzył inne osobowości? Na koniec dodam, że do terapeuty trafilam przez zaburzenia depresyjne. Dziękuję za wysluchanie zbolalej duszy.
  24. Wszystko jest nie tak… Kiedyś byłam inna. Obecnie mam 22 lata. Zawsze byłam osobą ambitną, pracowitą, energiczną i otwartą do ludzi. Im więcej robiłam tym więcej miałam na to energii. W czerwcu zeszłego roku zerwałam z chłopakiem. Była to świadoma decyzja, przy X czułam, że za mało się rozwijam i zbyt wiele tracę. Mimo że, tego chciałam rozstanie bolało i żeby uciszyć ten ból narzuciłam sobie jeszcze więcej obowiązków, to sprawiało że nie myślałam o X i byłam szczęśliwa. W międzyczasie poznałam Y i to On sprawił, że zupełnie zapomniałam o X. Miał podobny temperament, wszędzie było go pełno, podobało mu się, że tak dużo robię i zachęcał mnie, wspierał w moich przedsięwzięciach. Widywaliśmy się codziennie, spędzaliśmy ze sobą całe dnie, mimo że z boku wyglądało wszystko jednoznacznie (jego zachowanie wobec mnie szczególnie) zawsze mieliśmy relację czysto koleżeńską. Nie chodzi o to, że ja nie chciałam, po pewnym czasie zauważyłam, że zaczynam się powoli od niego uzależniać i chyba nawet coś do niego czuć, ale to było tak jakby on coś Ci dawał, a jak chciałam to wziąć to nagle odwracał się i odchodził. Wzięłam więc drugi kierunek na studiach (oba dziennie), jednocześnie pracowałam, aktywnie udzielałam się w kole naukowym. Nie myślałam wtedy za bardzo o Y i to było przyjemne. Jednak na przełomie grudnia pokłóciłam się z nim. Nagle zabrakło go kompletnie w moim życiu, a ja przytłoczona obowiązkami zaczęłam się wypalać. Zaczęłam zawalać studia. Jedne, drugie… Po nowym roku kiedy już byłam w naprawdę słabym stanie psychicznym to ja odezwałam się do niego. Znowu nawiązaliśmy kontakt. Wszystko było tak jak dawniej, byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Mogłam mówić mu wszystko i on mi. I nagle na wiosnę dowiedziałam się od niego, że ma dziewczynę… od 7 lat. To był dla mnie okropny cios. Żeby jednak tego nie okazać udawałam, że wszystko jest w porządku. Przyjaźniliśmy się, a ja skrycie chyba liczyłam na to, że jednak to nie jest na poważnie, skoro będąc z nią spotykał się ze mną (i nie tylko). Byłam zła i zrozpaczona, ale wiedziałam, że nie poradzę sobie bez niego i muszę go mieć nawet jeżeli tylko jako kumpla. Cały czas widywaliśmy się praktycznie codziennie, spędzaliśmy ze sobą całe dnie, a ja byłam w stanie poświęcić dla niego wszystko. Zawaliłam studia, zmieniłam pracę, która wydawało mi się, że sprawia że jestem nieszczęśliwa i od tej pory co chwila szukam jakiejś nowej, bo nie mogę sobie znaleźć miejsca. Straciłam przez to płynność finansową, narobiłam sobie długów. Nie mówiłam nikomu o tym, udawałam że wszystko jest ok. Popadłam w okropny nawyk prokrastynacji oraz pseudologii. Chciałam, aby inni widzieli mnie taką jaką byłam kiedyś, bo sama chciałam taką siebie widzieć. Z Y bardzo się zbliżyliśmy do siebie (teraz już obustronnie czysto przyjacielsko), ja traktuję go już jak brata i mimo że sama mam kłopoty (o których on nie wie) to jeszcze pomagam mu, wpakowując się tym w jeszcze większe kłopoty. Zamieszkaliśmy razem z Y. Początkowo było super, ale z czasem, zdałam sobie sprawę, że nie mogę tak dłużej żyć. Są oczywiście super chwile, kiedy spędzamy razem czas, ze znajomymi, ale kiedy nagle zostaję sama zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę jestem w tym wszystkim samotna. Mimo że nadal bardzo mi zależy na Y – zamiast mnie motywować sprawia, że się wypalam, nic mi się nie chce i jestem smutna. Wysysamy z siebie wzajemnie energię. Chciałam się wyprowadzić, ale też ciężko mi to powiedzieć mu, ale i sobie (chyba gdzieś w głębi serca nie chcę go stracić). Nikt nie wie o mnie prawdy i nie wiem czy umiałabym komuś teraz ją powiedzieć, co więcej – czy chciałabym powiedzieć. Czuję się strasznie samotna. Mam tyle na głowie, ale ciągle odkładam to wszystko, nie wiem na co licząc – ale też nie wiedząc co mogę z tym zrobić. Z jednej strony myślałam uciec – wyjechać i zacząć wszystko od nowa, to naprawdę by mi pomogło, ale z drugiej – czy ucieczka jest dobrym wyjściem? To właśnie od uciekania (od decyzji, działań) jestem w takiej sytuacji w jakiej jestem. Nie wiem już czego chcę, którą drogą mam iść, nic mnie nie cieszy i nie widzę perspektyw. Aha, Y w tym roku chce się oświadczyć dziewczynie. Wiem, że to może wyglądać że za wszystko winię Y. Ale tak nie jest, winię siebie, że wcześniej nie zdecydowałam się przerwać tego wszystkiego, a teraz nie bardzo wiem jak ponownie odnaleźć siebie…
  25. Jumi

    Witam

    Cześć. Ja -> kobieta lat 29 Do tej pory byłam osobą aktywną zawodowo o typie pracocholika. Swoje niepowodzenie z życia osobistego zatapiałam w potoku pracy. To właśnie ona pomogła mi się podnieść gdy lek i depresja bardzo mocno mnie przytłaczały( oczywiscie z nieopisana pomoca terapeuty). Wychowałam sie w rodzinie dysfunkcyjnej i mimo mojego wieku, starań i chęci bycia " ponad to" tkwia we mnie te mroczniejsze miejsca do których coś nieustannie mnie ściąga. Jestem tu by odnaleźć swój azyl, miejsce do ukojenia zbolałej duszy. Jeszcze raz witam wszystkich forumowiczów.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.