Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'osobowość'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 102 wyników

  1. Witam. Mam problem z partnerem 28 letnim. Mamy 5 miesięcznego synka. Partner jest nim zachwycony, potrafi pałac bardzo duża euforia do synka, do mnie. Ale nagle potrafi się wszystko odmienic i nas nienawidzi, a dokładnie mnie... Najgorzej jak wypije... Nie potrzeba wiele wystarcza 2/3 piwa, i wpada w trans. Pierw potrafi się śmiać zwłaszcza wsrod ludzi, a jak zostajemy w zaciszu domowym po czasie zmienia się w potwora. Choć przy ludziach też się zdarzyło. Zaczyna mnie wyzywać, pluć na mnie, bić... Wtedy wychodzi, zaczyna bardzo dużo pić i wraca w środku nocy dobija się, a ja się go boję. Jego siostry mówiły że kiedyś za ofiary robił swoich rodziców oraz jedną z sióstr... Szukał kogoś słabszego, nad kim ma władzę, wtedy go znizy do samej ziemi, obraża od najgorszych, a na sam koniec mówi, że to ta osoba jest winna. Że on nie zaczął tylko ktoś inny. Ja jestem bardzo zmęczona opieka nad dzieckiem, ponieważ mały jest bardzo wymagający. Zazwyczaj on to rozumie, pomaga mi, ale dziś miał pretensje jak ja mogę być wiecznie zmęczona... Czemu to ja chce spać (mimo że była już 21), zaczął mnie obrażać, wyzywać, pluc, rzucać parowkami które sobie zrobił... Widział że i ja i dziecko płaczemy to jakby to go bardziej rajcowalo, jakby nabieral sił, że znalazł ofiary, że jesteśmy słabsi i nie możemy nic zrobić... Uciekł z domu, bo miała przyjechać jego siostra... Ja nie wiem już czy on jest chory psychicznie, myślałam o rozdwojeniu jaźni, zwłaszcza, że przed tą afera się śmiał i mówił że chce mi się oświadczyć, że chce mieć jeszcze jedno dziecko... Jeżeli to choroba psychiczna to jak nakłonić taka osobę do leczenia? Co zrobić? Jak powiem mojej rodzinie to będą kazali mi od niego odejść, ale on potrafi być bardzo dobry. Czy może to tak alkohol działa? Wystarcza 2 piwa, by przypomniały mu się chwilę jak pił kiedyś ze swoimi znajomymi i może wtedy jemu źle że założył rodzinę i chce do nich wracać? Tylko czemu chwilę wcześniej mówi jak mnie kocha i nasze dziecko... Bardzo proszę o pomoc, czy ma sens być z kimś takim i pomoc jemu z chorobą? Jak to zrobic? Wiem że mój syn nie może się tak wychowywać i być narażony na przemoc i taka sytuacje patologiczna w domu, lecz wiem że dziecku jest potrzebny ojciec i wiem jak oni potrafią się razem bawić, śmiać razem i się przytulać... Ostatnio jak nasz syn się rozchorowal to szybko z pracy wracał by z nami iść do lekarza i nam pomóc w domu. Ogólnie on tak ma że przynajmniej raz w miesiącu jemu coś odbija i zmienia się w potwora kiedyś było to czesciej ponieważ pił sporo... Bardzo proszę o pomoc
  2. Okej, posiłkując się wskazówkami na stronie: Jestem 25 letnią studentką. Boję się o tym napisać, ale chcę wiedzieć, czy powinnam udać się do specjalisty. NIGDY, nikomu o tym nie wspominałam. Nie pamiętam od kiedy, chyba okres gimnazjum-liceum. Zaczęłam czuć, że mam w głowie jeszcze jedną mnie. Jakby część mnie, która chciałaby wyjść i ujawnić swoją ekspresję, przez strój, zachowanie, etc. Jakoś nad tym panowałam, choć nie zawsze się dawało. Generalnie niewiele pamiętam z tamtego okresu. Mam jakby luki w pamięci i ogromny problem z chronologią. Z biegiem czasu, tych "mnie" pojawiło się więcej. Wcześniej myślałam, że to jakieś moje cechy, których nie chcę i że każdy tak ma. Często zmieniałam styl i sposób zachowania, ale otoczenie uznawało, że po prostu tak mam i że to normalne, że człowiek eksperymentuje z wyglądem. Fajnie, ale kilka lat temu zaczęło być to coraz bardziej uciążliwe. Robiłam różne rzeczy, które w danym momencie wydawały mi się ok, a potem zmieniałam sposób postrzegania wszystkiego i już wcale "okej" nie było. Miałam podejrzenie ChAD ze względu na zmieniający się stan zdrowia, tj. raz depresja, a zaraz potem poczucie bycia cholernie atrakcyjną laską, czy też uduchowioną miłośniczką lasu - obie bez depresji, w pełni sił. Na początku była tylko jedna "ja", skrajnie różna ode mnie. Ponoć to normalne, każdy ma jakieś swoje "alter ego". Od kilku (8?) lat, jest ich łącznie 4 (dzisiaj specjalnie liczyłam, wystraszyłam się, kiedy to do mnie dotarło, dlatego zdecydowałam się napisać). Zrobiłam tabelę w Wordzie i spisałam cechy każdej tej "mnie" z osobna. Nie jest fajnie, bo to wygląda jak różne osoby. Kiedy np. pojawia się "miłośniczka natury", automatycznie mam ochotę farbować włosy na blond i zmieniam styl na etniczny. Potem sexbomba ubiera się na rockowo i chodzi jak cholerna gwiazda estrady. Generalnie każda wygląda inaczej. Jest tomboy (lesbijka), sexbomba i laska z wieczną depresją. Jedna jest ekstrawertyczką, druga wręcz przeciwnie. Jedna ma fobie i lęki, których reszta nie ma. Nie jestem głupia, widzę, jak to wygląda. Dzisiaj znajoma, z którą gadam "z doskoku" powiedziała mi, że nie wie skąd u mnie te zmiany zachowania, ale czasami zachowuję się, jak inny człowiek. Od lat pracuję nad sobą, ze względu na stany depresyjne, problemy z emocjami etc. Sytuacje "kryzysowe" w moim życiu: rozwód rodziców, śmierć ukochanego dziadka, zaburzenia odżywiania, gwałt, molestowanie, nadopiekuńcza mama, członek rodziny z Alzheimerem (agresja - 6 lat dzień w dzień, bałam się wracać do domu) i związek z osobą z borderline. Moje pytanie brzmi, czy coś sobie wmawiam i po prostu każdy ma w sobie jakieś wersje siebie, czy też powinnam udać się do specjalisty? Bo nie powiem, trochę się dzisiaj wystraszyłam.
  3. Witam, Jestem mężczyzną, mam 27 lat. Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że znalazłem się w sytuacji, w której nie wiem co robić, ponieważ czuję że doszedłem do "ściany". Odkąd sięgam pamięciom czułem się inny niż reszta ludzi. Stopniowo z wiekiem i zdobywanym doświadczeniem w relacjach z ludźmi to przekonanie się we mnie utrwalało i rosło, mimo, że w rodzinie byłem traktowany jak normalny człowiek i tak się czułem, to gdy wychodziłem poza rodzinę czułem się jak odmieniec i dziwak. Zawsze byłem nieśmiały i cichy, a przynajmniej tak byłem odbierany. Słyszałem, że żyję w swoim własnym świecie i poniekąd faktycznie tak było, zawsze miałem bardzo ograniczone grono osób z którymi miałem dobry kontakt. Przeważnie paraliżował mnie strach gdy obca osoba coś do mnie mówiła. Łatwo można się domyślić więc jak wyglądały moje relacje z płcią przeciwną. . Ogólnie w liceum nie miałem kolegów, wylądowałem poza nawiasem klasy, nie brałem udziału w żadnych społecznych aktywnościach z nikim nie rozmawiałem. Zrozumiałem, że mam problem dopiero w wieku 17 lat kiedy to w wakacje po drugiej klasie liceum przez dwa tygodnie nie wstawałem z łóżka, mimo że byłem fizycznie zdrowy, nie miałem na to siły, po prostu leżałem, tak przypłaciłem szkolny stres (z dzisiejszej perspektywy wydaje mi się, ze był to EPIZOD DEPRESYJNY). Po tym epizodzie wylądowałem u pani psycholog, ale skończyło się na jednej wizycie ponieważ nie wierzyłem że może mi pomóc i nie byłem wówczas w stanie się otworzyć przed nikim. Jakoś wróciłem do siebie i żyłem dalej, miewałem wzloty i upadki, mogę powiedzieć że swoich życiowych wyborów dokonywałem po najcieńszej linii oporu, byłem jak liść niesiony przez wiatr. Tak doszedłem do swojego 27. roku życia. Borykam się z tymi samymi problemami jakie miałem od zawsze, problemy w relacjach, duża nieśmiałość, problemy z emocjami (czuję się ich niewolnikiem), mam ogólne uczucie bycia dziwnym człowiekiem, czuję że jestem tak odbierany przez innych ludzi i co gorsza sam tak o sobie myślę. Chciałbym się dowiedzieć, co mogę z tym zrobić, jak sobie pomóc, żeby to wszystko, żeby życie mniej bolało, żeby ustabilizować swoje emocje i zobaczyć przyszłość w jasnych barwach. Przede wszystkim czy jest szansa na lepszą przyszłość, na zerwanie z przeszłością, na zmianę tego jaki jestem i jak bardzo sam siebie krzywdzę.
  4. Czy są tutaj osoby które cierpią na osobowość typu borderline?
  5. Jestem 18 letnią kobietą. Od kilku lat mam problemy z swoim zmiennym nastrojem. Mój problem zaczął już się ok. 4 lata temu. Byłam wesoła i pełna energii przez cały dzień a wieczorami dopadały mnie myśli samobójcze i umiałam obwiniać się o całe zło wyrządzone na świecie. Często miałam wrażenie że ktoś próbuje czytać moje myśli przez co starałam się jak najmniej myśleć o niekomfortowych dla mnie sprawach. Po okresie 3 lat to minęło ale ostatnio zaczęło do mnie powracać. Często mam również wrażenie że coś mnie obserwuje. Chociaż myślę że to paranoja z dzieciństwa ponieważ gdy miałam ok 6 lat często miałam takie wrażenie. Jednak głównym powodem jest to że bardzo często słyszę głosy. Nie słyszę ich z otoczenia ale znajdują się w mojej głowie. Szczerze nie wiem co o tym myśleć. Nie wiem czy to ważne ale w wieku 13 lat miałam bulimię.
  6. Nie jestem psychologiem, ale czuję, że osoba która jest mi od pewnego czasu bliska może mieć ze sobą problem i stąd moje pytanie, aby w razie czego moc jej pomóc. Poznałam mężczyznę. Czarujący, bardzo otwarty, po 2 tygodniach znajomości miałam wrażenie, że znam go pół życia. Dużo mi o sobie opowiadał i o swoim trudnym dzieciństwie (ojciec alkoholik, zdrady matki, on jako dziecko na zgodę w małżeństwie, które dawno nie istniało). Po miesiącu znajomości czuję, że trafiłam na kogoś kto o mnie zadba i na prawdę się zakochał. Widujemy się codziennie. Jest dużo czułości, miłości, bliskości i czuję że to nie jest udawane. Ale jest także coś co mnie dziwi bo mówi mi także o tym, że czuje się bardzo samotny i dużo cierpi w samotności. Że nie chce mu się często żyć. ma milion pomysłów na minutę co do swojego życia i praktycznie niczego nie wprowadza w realia Stracił prawo jazdy jadąc pod wpływem alkoholu. Palił dużo marihuany. A mimo tego kiedy spędzaliśmy razem czas był pełen optymizmu. Ale nie to jest najgorsze, w pewnym momencie stwierdził, że to między nami to tylko chemia i nic poważnego z tego nie będzie pomimo tego, że jeszcze 2 dni wcześniej mówił mi że mnie nigdy nie zostawi i będzie się mną opiekował itp. Mieliśmy zerwać kontakt, niestety to się ciągnie już pół roku a ja już mam dość. Czuje, że w nim drzemią 2 osoby. Ostatnio zapytał, czy nie zamieszkamy razem a następnego dnia powiedział mi, że mam się w nas cytuję: nie wkręcać, bo on się boi że mnie skrzywdzi. O co chodzi? Czy to może być borderline?
  7. Witam Mam na imię Piotr, ma 40 lat. Mimo wieku nadal mieszkam z rodzicami, jestem kawalerem. Zżyty jestem z Mamą. Lubię się przytulać do mamy i okazyjnie (nie na siłę) do innych ludzi (przeważnie kobiet) np. przy składaniu życzenia świątecznych. Lubię też być przytulany przez innych. Przytulać też uwielbiam zwierzęta (koty). Przytulanie NIE podnieca mnie seksualnie. kiedyś psycholog spytał mnie co czuję przy przytulaniu a ja za Boga nie potrafiłem się wypowiedzieć. Natomiast seksualnie podniecają mnie mężczyźni. Dziwną okoliczność podniecenia miałbym też w sytuacji kiedy jestem w obcym ubraniu. Takie sytuacje mogłyby być np. w szpitalu, w wojsku, w więzieniu gdzie byłyby obce piżamy , dresy wojskowe, uniformy więzienne chodzone przez innych i który będzie dalej po mnie używany przez kogoś. Tylko, że to jest tak, że nie chodzi o ubranie się we własnej woli (np. w domu kupioną specjalnie używaną odzież) lecz w przymusu, konieczności. Co to jest za objaw, choroba czy inni mają taką lub podobną sytuację? Problem tkwi w tym: W obecnych czasach nie znajdę się już tych sytuacjach bo w szpitalach, więzieniach trzeba mieć własną odzież. Gdyby była "okazja" być w szpitalu to już się z tym nie spotkam. W wojsku ze względu na wiek nie będę. Zamartwiam się podświadomie, że mnie to nie spotka. I tu jest dziwny problem z jednej strony bym chciał mieć kobietę (żonę?, partnerkę?, bliską przyjaciółkę?) z którą by my się wzajemnie wpierali, przytulali, żyli w domowym ognisku, wyjeżdżali np. wycieczki rowerowe ale seks by mnie nie interesował. Mama niestety nie będzie żyć wiecznie. A z drugiej strony interesuje mnie jakiś kontakt cielesny z mężczyzną który podnieca mnie seksualnie. Nie chodzi o jakiś ostry seks. Gdybym miał męskiego partnera to nie interesuje mnie to bym z nim miał wspólny dom. Mogło by to być z różnymi partnerami męskimi. Nie wiem jak sobie dalej ułożyć życie. Przecież żadna kobieta która chce przytulania, domowego ogniska w życiu nie zaakceptuje że jestem homoseksualistą. Proszę o pomoc
  8. Jestem ciekaw co sądzicie o popularności pole dancu wśród kobiet.Czy to coś mówi o danej kobiecie i jej wnętrzu? Jakie macie do tego podejście w związku? Chcielibyście, żeby wasza kobieta trenowała taki sport? Gdyby ktoś nie wiedział pole dance to taniec i wykonywanie różnych figur oraz akrobacji na rurze w formie sportu podobno pozbawione erotyzmu, z którym mógbym nam się kojarzyć.Niemniej jednak często kobiety ćwiczą w kusych strojach, wysokich butach a figury przez nie wykonywane mogą wydawać się wulgarne.Ostatnim czasem ten sport zyskał ogromną popularność wsród kobiet.Niby mogą ćwiczyć także mężczyźni, ale nie da się ukryć, że głównym odbiorcą są kobiety.Zapraszam do dyskusji.
  9. Z narzeczonym jestem w związku od kilku lat, ( ja 26 on 29 lat) mieszkamy wspólnie i planujemy się pobrać. Problem w jakim potrzebuje pomocy to relacja on a moja niepełnosprawna córka. Od początku jak jesteśmy razem musiałam go zachęcac by pobawil sie z Julcią, zdaje sobie sprawe ze to nie jest jego biologiczne dziecko dlatego nie oczekiwalam zbyt wiele tzn że nagle pokocha ją jak własne, mimo to przez te lata choć nie było łatwo dawalismy sobie radę. Problem pojawił się ok. miesiąc temu. Julcia (6 lat) zaczęła budzić się juz o 1, 2 w nocy i przybiegała z placzem do naszej sypialni, płakała wyciagając mnie z łóżka. Czekam na wizytę u psychiatry by stwierdził czy od nowa potrzebna jest pomoc farmakologiczna. Niestety partner zareagował na tą sytuację ogromną histerią: " że ona w kólko za mną chodzi", " nie da wyjść mi z domu", " że on tego nie wytrzyma psychicznie, jej płaczu już od 1 w nocy bo chce spać z mamą" padło też kilka przykrych zwrotów o mojej córce np. że powinnam ją oddać, czemu nie daje jej leków itp epitety te doprowadziły mnie do fali łez. Jestem między młotem a kowadłem. Kocham Go, ale to moje dziecko, nie pozwolę by ktokolwiek mówił o niej takie przykre rzeczy! Od jakiegoś czasu zdarzy mu się na nią krzyknąc, mimo moich rozmów z nim, że z nią trzeba delikatnie i spokojnie, że jego agresja budzi jej lęk i koło się zamyka. Na codzień jest cudownym człowiekiem, jesteśmy ze sobą bardzo zżyci. Pomożcie co robić?! Odejść dla dobra dziecka czy dac mu szansę? Bardzo proszę o porady.
  10. Mam 28 lat nie posiadam wykształcenia ciagle problemy z praca pakuje sie ciagle w tarapaty tak naprawde boje sie o siebie bo ostatnio stojąc na przejściu dla pieszych przy bardzo ruchliwej drodze dwa razy przeszła mi mysl zeby robic krok do przodu moi rodzice o ile mozna ich tak nazwać zostawili mnie tak naprawde mając 8 lat wychowali mnie dziadkowie ale 10 lat temu odeszli od tego czasu moje zycie to pasmo porażek po ich śmierci włuczylam sie po całej Polsce zaciągnęłam kilka pożyczek zeby jakos zyc a potem to juz było gorzej moj własny brat chcąc polepszyć nasze zycie wciągnok mnie do agencji towarzyskiej musiałam tak pracowac trwało to jakis rok potem uciekłam i dalej sie tulalam po Polsce potem poznałam starszego sód siebie faceta po dwukrotnym rozwodzie pomogl mi w pewnym stopniu ale niestety sielanka szybko sie skonczyla on jest po podwójnym roZwodzie jest strasznie wybuchowy podniósł ma mnie kilkukrotnie rece nie twierdze ze nie było w tym mojej winy bo ja czesto robie w ten sposob ze wybucham i nie kontroluje siebie prosze o pomoc bo nie wiem co mam robic nie czuje w sobie totalnie nic
  11. Zmieniłem dział może ktoś tu odpowie co z Sobą mam zrobić. Facet, Student z dobrą pracą, samochodem itp, 26 lat. Samotny od zawsze. Problem nie mam pojęcia kiedy się narodził. Nie ma początku ale chciał bym żeby miał koniec. Nie potrafię zainteresować Sobą drugiej osoby przeciwnej płci. Obejrzałem własnie film o incel i chyba mnie to dotyczy więc szukam pomocy. Z jednej strony jestem dość towarzyski, mam garstkę przyjaciół z którymi często spędzam czas, wychodzę na miasto itp. Z drugiej strony nie potrafię związać się z kobietą, nigdy nie miałem żadnej partnerki chociaż próbowałem wiele razy i zawsze odstawiały mnie to tzn frendzone. Przez to zaczynałem pić i kłóciłem się z nimi gdy kogoś znajdywały i wyrzucałem je z życia mojego, jak i niestety reszty znajomych. Jestem może nie klasycznie przystojny ale nie tragiczny. Wysoki, ciut za gruby ale max 5-6 kg nadwagi. Jedyną moją widoczną wadą jest oko które mam uszkodzone i nie potrafię się z tym pogodzić, Ma inny kolor i zeza. Próbuje co jakiś czas kogoś poderwać, mam tindera, chodzę na miasto ale i tak nie umiem przełamać jakiejś bariery i nigdy nie zostałem z kimś bliżej. Jest jeszcze szansa że założę rodzinę i będę miał normalne życie czy zostanę singlem do końca który kiedyś może przyjść za szybko gdy spędze sam rok, dwa, pięć bez odzywania się do ludzi bo wszyscy rozejdą się w swoje strony. Jak poczuć się potrzebnym wtedy? Jak się naprawić?
  12. Witam. Mam na imię Emilia, mam 21lat i jestem studentką. Około 3 lata temu zmarła moja mama . Chyba nie do końca pogodzilam się z jej śmiercią. Nigdy w domu nie mówiło się o naszych uczuciach. Mam 4 starsze siostry, do których w razie czego mogłam się zwrócić o pomoc, jednak nie chciałam pokazywać swojej słabości. W szkole/teraz i uczelni, ale także w życiu osobistym mam problem z wypowiadaniem się, nie zawsze, ale często stresuje się, zaczynam się jąkac. Czuje się gorsza, niepewnie. Dwa tygodnie temu zakończyłam 5miesieczny związek na odległość (znaliśmy się ponad półtora roku). Związek na odległość, więc wielu rzeczy mi brakowało. Jedna pod koniec związku było lepiej. Jednak zerwałam, gdyż spotkałam się z innym chłopakiem, bardziej się z nim dogadywalam. Widuje się czasami z nim, jednak cały czas mam w głowie mojego byłego chłopaka. Wiem, że chciał mi wyznać miłość, co nie jest dla mnie byle czym. Wiem, że go skrzywdzialam i nie mogę przestać o tym myśleć. Ja też do niego wiele czułam , ale nie wiem, czy nie potrafiłam tego określić. Może dlatego nie mogę przestać o nim myśleć. Starałam się napisać to w skrócie (śmierć mamy, rozstanie z chłopakiem, życie), wydaje mi sie, że nie umiem właśnie określać swoich uczuć. Po rozstaniu bardzo mocno zaczekam.zastanawiac się nad moim życiem i nie mogę się jakoś ogarnąć. Nie wiem co mam robić. Wstydzę się p tym rozmawiać. Zle czuje się z tym jak potraktowalaam mojego btlego I cały czas myślę o powrocie, jednak jest jeszcze ten drugi, z którymi się widuje i dobrze nam się rozmawia. Nie wiem kogo miałabym wybrać. Nie wiem jak się otworzyć, jak przestać myśleć p tym, że przecież nie mogę się aż tak stresować przed np występowaniem. Im dłużej o tym myślę, tym coraz więcej zauważam u siebie coraz gorszych rzeczy.
  13. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  14. Witam, mam 20 lat i jestem facetem. Bardzo mi się podoba mój przyjaciel i podnieca mnie seksualnie już od dłuższego czasu. Jest mi bardzo bliski i bardzo dobrze mi się z nim rozmawia i spędza czas. Ale ogólnie to praktykuję seks z płcią przeciwną i kobiety bardzo mi się podobają więc nie sądzę, że jestem homoseksualny tylko w jego przypadku jest inaczej i nie wiem dlaczego tak jest przez co czasem mam smutne i przygnębione dni bo boję się że go stracę kiedyś. Z czego wywodzi się takie moje zachowanie?
  15. Witam jestem z dziewczyna od 2 lat generalnie na początku związku mieliśmy trochę problemy że względu na jej byłego chłopaka który mnie zastraszal I tak dalej lecz udało mi się jej uświadomić że utrzymywanie z nim kontaktu raczej nie ma sensu ponieważ są z tego same nieprzyjemne sytuacje. Następnie wszystko wydawało się iść w dobrym kierunku Ale po pewnym czasie ona zaczęła się obrażać o to że przytulam ja tak jak ona nie lubi że nie mamy wystarczająco dużo czasu pomimo tego że oboje mamy dużo obowiązków to zawsze to było po mojej stronie dostosować mój grafik.Czasem potrafi mówić przy moich znajomych wstydliwe prywatne rzeczy tylko po to żeby mi dopiec I upokorzyć bądź podczas wizyty u moich rodziców zapytać się czy idę z nią na jakaś imprezę typu wesele A jak nie to ona se znajdzie kogoś innego z kim pójdzie. Wspomniała mi parę razy także że jak chce to może mi udowodnić że ma dużo adoratorow . Nie rozumiem do końca jej zachowania bo często bywa też kochana zachowywać się normalnie zrobić niespodziankę odezwać się. Rozmowy z nią na takie tematy zazwyczaj kończą się wielkim fochem A potem awantura podobnie jak wszystkie rozmowy na temat które się nie zgadzają z jej poglądami.Wypomina mi to że jestem dziecinny Ale według mnie tak nie jest po prostu mam swoje poczucie humoru i tyle a tak to mam stabilną pracę mieszkanie nie mam nałogów więc nie wiem o co chodzi. Nie potrafię do niej często dotrzeć I już za bardzo pomysłów jak mogę spróbować temu postanowiłem napisać na tym forum o poradę.
  16. Witam serdecznie Witam serdecznie Jestem mamą 14 letniej córki która nie jest rozumiana przez rówieśników wręcz jest przez nich odrzucana tylko dlatego że jak to ona mówi jest inna jej inność polega na tym że uwielbia czytać książki nie biega za chłopakami nie biega za modą ma swoje zdanie i jest intelektualnie dwa 3 lata do przodu niż nie rówieśnicy córka od kilku dni prosi mnie o zmianę szkoły A jest w tej chwili w 8 klasie nie wiem czy ulegając jej i przenosząc ją do innej szkoły nie zrobię jej krzywdy szkoła do której obecnie chodzi Jest zamkniętym społeczeństwem ale najgorsze w tej szkole jest to że dzieci są tam szuflad kowane i nie pracuje się nad nimi pedagog i psycholog to porażka żadnego wsparcia. nie wiem co zrobić czy przenieść córkę czy nie zrobili w ten sposób Krzywdy czy odnajdzie się w nowym środowisku
  17. Kocham ją od prawie dwóch lat, po drodze były rozstania zdrady, powroty, przez te dwa lata dała mi jakies 4 miesiące związku, na poczatku 2 miesiące a pozniej kolejne 3. Co robiła przez pozostały czas? Wróciła do swojego byłego robiąc mi jednocześnie nadzieję, zachowując się jakby to ze mna byla w związku, zdradzając go i okłamując. Rozstalysmy sie na dobre jakies dobre 2 miesiace temu, ja ją oczywiście kocham ona mnie nie, gdy ja chce odjeść bo juz kompletnie sobie z tym nie radze to słyszę ze jestem egoistką, że zawsze chodzi o mnie, ze jestem biedna, pokrzywdzona, wiecznie placze i zawsze mam gorzej, a przecież jej zależy na mnie i mnie potrzebuje. Przez te półtora roku kiedy była z nim miałam ochote po prostu, zniknąć, gdzieś odjeść zapaść się pod ziemię, wyjechać i o niej zapomnieć ale mimo tego jakoś sie trzymałam bo miałam nadzieję że wróci, codziennie wycie w poduszkę i zaciskanie pięści rozbiło moją psychikę, jestem kompletnie innym człowiekiem niż kiedyś, potrafię płakać z byle powodu, za chwilę sztucznie się uśmiechnąć, jestem słaba bez chęci do życia, bez celu bo ona byla wszystkim czemu się poświęciłam, zostawiłam przyjaciół, olałam rodziców, wyparlam się swoich przekonań. Od 2 miesięcy znów jestem w kiepskim stanie, tyle ze teraz nie mam już motywacji, do tego dochodzi jej dalszy kontakt z byłym dla którego mnie zostawiła. Co mam robić? Czy powinnam to zakończyć? Ona mowi że jeszcze wszystko może się ułożyć? Nie jestem nastolatką, mam juz 24 lata więc to nie wyznanie skrzywdzonej dziewczyny z podstawówki.
  18. Witajcie jestem dziewczyną mam 19 lat i stwierdziłam od jakiegoś czasu ze nie lubię być odbierna jak kobieta ( dobra jak kobieta mogę być ale nie lubię być odbierana jakoś bardzo kobieco) zauważyłam że nie lubię eksponowac swojej kobiecosc, zakładać jakieś bardzo kobiece stroje, sukienki itp jakoś źle mi z tym. Wole np być odbierana "bezplciowo" ale raczej czuje się kobieta i wiem ze nią jestem ale władnie to wszystko kaplikuje ten "sposób bycia". Nie jest to uwarunkowione raczej przez kulturę i traktowanie dziewczyn w społeczeństwie bo to mi nie przeszkadza, wydaje mi się ze to nie ma w sumie przyczyny tylko po prostu tak mam, jakceptacja szłam kiedyś z malutka Bratanica na spacer i gdy ludzie zatrzymywał się i pytali o nią myślą że ja jestem mamą było mi dziwnie. To też nie jest tak ze np nie lubię kobiecych rzeczy, sukienek itp bo osobiście chętnie bym sobie kupiła np wysokie szpilki albo zrobiła sobie piękne długie paznokcie ale wiem ze będę się w tym źle czuc.... wydaje mi się ze ja nie chce po prostu być odbierana przez środowisko kobieco.... gdyby była sytuacja podzielenia się rolami i ze np dziewczyny idą gotować obiad a chłopaki np nie wiem rabac drewno to wolalabym isc z chłopakami ( tak się czuje lepiej) ale czuje się dziewczyna. To mnie bardzo denerwuje bo chciałabym być kobieca polubić kobiecy tryb życia kobiecosc itp. Czy mogę coś zrobić żeby to zmienić i żeby lepiej poczuć się w tym " kobiecym świecie"
  19. Jestem w wieku 24 lat i obecnie przebywam na kursie wojskowym przygotowującym mnie do służby. Od zawsze pamiętam że wielu ludzi, w większości moi byli partnerzy, powiedziało mi że nie mam serca, nie współczuję, że jestem robotem. Czuję się kobieta ale zawsze byłam chlopczyca pod względem charakteru, wolałam relacje z mężczyznami, są one łatwiejsze dla mnie, bardziej proste i oczywiste. Nigdy nie lubiłam domyslania się, zawsze byłam szczera zawsze przedstawiałam sprawę jasno nie ważne jak byłaby trudna. Lecz właśnie z tego powodu jestem określana jako osoba bez serca. Potrafię wyłączyć emocje w ciągu sekundy kiedy tego chce. Po zerwaniu urośnie kilka łez i zajmuje się czynnościami codziennymi. Zauważyłam że ludzie przeżywają stresy egzaminy płaczą denerwują się myślą o przyszłości i co może pójść nie tak, lub też marzą i wymyślają. Ja przyjmuje rzeczywistość taka jaka jest i nie odczuwam tych problemów nie przeżywam nie trzymam się emocji, przyjaciele mówią mi że jestem po prostu silna ale od pewnego czasu zastanawiam się czy to nie we mnie jest problem. Zawsze trafiłam na problematycznych mężczyzn z problemami których próbowałam naprawić i zawsze to ja ich zostawiłam i zawsze oni płakali że ostatecznie nie mam serca i jak moge tak po prostu odejść z dnia na dzień. Nie potrafię stwierdzić czy to z nimi było coś nie tak czy jest ze mną. Zakończyła związek z przyjacielem o którym myślałam przez 4 lata który mnie dręczyl w trakcie kursu w wojsku za moje relacje z mężczyznami że nie odczuwam skruchy że nie chce się zmienić że siedzę z nimi w ławce że spędzam z nimi czas a nie z kobietami. I ja nie chcę tego zmienić pomimo że groził prosił płakał i blagal. Teraz to wieloletnie myślenie i w końcu związek z nim który zaczął się tak że zerwałam z poprzednim mężczyzna z którym byłam 2 lata z dnia na dzień i który załamał się psychicznie, mnie to nie obeszło za wiele bo nie byłam szczęśliwa. Według mnie. Każda moja historia kończy się tak sam, tak teraz uronilam kilka łez i wręcz już o tym zapomniałam. Czuję jakbym chowała to gdzieś w jakieś pudełko i to zamykała i wyrzucala albo jakbym w ogóle nie mogła poczuć tego i czuję się dziwnie że ludzie przeżywają rozstania miesiącami i latami i borykają się z emocjami a ja nie. Nie wiem na ile jest to wpływ charakteru otoczenia czy problemów psychologicznych i czy je mam i czy powinnam regularnie się widywać z psychologiem czy może jest ze mną wszystko w porządku. Zawsze chce poczuć się kochana i zawsze to daje ale kiedy przychodzi do jakichś trudności jestem całkowicie na nie zamknięta i na te złe uczucia jeżeli nie chce ich poczuć to ich nie poczuje bo tak zdecydowałam. Innym wydaje się to dziwne. A ja już nie wiem czy jest ze mną coś nie tak. Ogólnie potrzebowałbym chociaż krótkiej porady czy udać się po pomoc bo nie potrafię sama stwierdzić czy jest to w ogóle problem.
  20. Jestem 18 letnia dziewczyna ostatnimi czasy przestałam sobie całkowicie radzić ze sobą. Mam ogromny problem z zaakceptowaniem siebie, boję się opinii ludzi, zaczęłam nawet nienawidzić siebie na tyle że wszystko co kiedyś się dla mnue liczyło przestało mieć sens. Zawsze marzyłam o imprezie 18 oraz studniówce a ostatnio nawet to przestało miec znaczenie. Czuję się przemeczona mimo że nic nie robię, wracam ze szkoły, zamykam się w zaciemnionym pokoju, włączam serial i całkowicie się separuje od świata. Oststnio jestem jakaś taka bez życia. W sensie w szkole przy znajomych jest wszystko w porządku ale jak tylko wracam mój stan się pogarsza. Już od dawna się zastanawialan czy nie isc do psychologa lecz obawiam się że mój problem jest zbyt blahy by zajmować komuś czas i miejsce innym, bardziej potrzebującym chorym. Jeśli to ma jakieś znaczenie to kiedyś Pani irydiolog stwierdziła że cierpię na nerwice i w sumie to jestem w stanie to potwierdzić bo jestem nerwowa, nawet niewielki stres powoduje u mnie ogromne nerwy. Zdarzają ni się obawy z niewiadomych przyczyn. Moja mama cierpi na nerwice a z tego co wiem jest ona dziedziczna.. Nie wiem czy mój przypadek jest zwyklym nastolatkowym stanem czy rzeczywiście to coś poważniejszego lecz patrząc po swoich koleżankach wydają się one być bardziej zadowolone z życia aniżeli ja. dziękuję za przeczytanie
  21. Gość

    Problemy

    Co mam zrobić żeby nie skrzywdzić ( seksualnie ) dziewczyny w której się zakochałem. Ja mam 15 dziewczyna 13
  22. Witam, mam 18lat, jestem młodym człowiekiem. Swój problem uważam za przypadek który nie jest najcięższy, ale w moim życiu stanowi tak nieodłączna część ze zaburza to moje „zdrowe” postrzeganie świata i sprawia że jestem toksyczny. Zacznę od tego ze mam dość poważne problemy overthinkingu (nie potwierdzonego) o problemach egzystencji. Overthinking przejawia się tym że w całym moim dniu nie ma momentu gdzie mój mózg jest narzędziem który mi pomaga, mam wrażenie ze on pracuje za mnie cały czas na samym szczycie swoich możliwości. Jak procesor z 100% wydajnością. Często po zakończonym dniu po prostu mam objawy fizycznego bólu głowy. Z tej przypadłości mam skłonności do analizowania wszystkiego, nie są to zwykle problemy na podstawie w co się dziś ubiorę, która ręka trzymam swój widelec przy posiłku i jaki to ma wpływ na przyszłość. Generalnie chodzi mi o to ze czuje ze jestem człowiekiem który jest 100% racjonalny. Bardzo przeszkadzają mi schematy, standardy i zasady. Uważam ze są one potrzebne ale jako wartość którą każdy człowiek sam powinien indywidualnie sobie wyznaczyć. Przykładem może być sytuacja gdzie ktoś uważa ze wypada coś zrobić albo nie wypada tylko ze względu na to ze się tak przyzwyczaił albo że nauczyli go tak rodzice. Gdy jestem w stanie mu dokładnie wytłumaczyć ze to nie jest wskazane/szkodliwe to i tak się upiera według tego bo to działa. Wiara jest to temat według mnie dość ciekawy, ponieważ uważam wiarę również jako funkcje która jest w stanie utrasować człowieka według pewnych wartości i pokazać mu wzorzec idealny. Nie mówię ze człowiek wierzący jest głupi, lecz nie zauważa tego ze nie ważne jaka będzie zawartość tej wiary Bóg czy Allah zawsze pełni ta samą funkcje. Przez to że odkryłem „tajemnice” wiary nie potrafię w nic uwierzyć, jestem Ateista. Chciałbym właśnie być człowiekiem który nigdy nie pomyślał w ten sposób i żeby Bóg zapewnił mi życie wieczne. Żyło by mi się zdecydowanie łatwiej. Posiadam również stany lękowe związane z przemijaniem i śmiercią. Strasznie przytłacza mnie czas który ucieka, przemija. Ze został nam wyznaczony okres po którym znikniemy wraz z cała swoją świadomością. Uważam ze jestem człowiekiem ze tak to ujmę „nie głupim” mimo tego moje stopnie w szkole są fatalne. Nie widzę sensu uczestniczyć w systemie edukacji tylko dlatego ze nie uczy on niczego pożytecznego z odwzorowaniem na życie codziennie. Jest tylko utartym schematem który działa i jest w stanie przygotować do matury która również nie ma żadnej wartości naukowej, jest tylko ogólnym zbiorem informacji o otaczającym nas życiu w formie roszerzonej której się nie praktykuje i ludzie którzy nie chca tego utrwalać szybko będą w stanie to zapomnieć. Jestem w stanie zrobić awantury jeżeli ktoś nie potrafi rozmawiać, chodź nie uważam się za mistrza retoryki. Przykładem może być wczorajsza rozmowa z moją kobietą gdzie posiedziałem jej ze chciałbym poprawić swoją fryzurę oraz używać kosmetyków a ona ze „wymyślam” i sama chciałaby mieć czysta skórę ( ma cerę potradzikowa) oraz prosty nos. To wystarczyło żeby mnie zirytować i żebym zaczął być toksycznym wobec niej. Ponieważ moj problem nie polega na eliminacji kompleksów tylko na udoskonaleniu czegoś neutralnego. Zrobil się z tego potężny wywód, mam nadzieje ze komuś będzie chciało się to przeczytać, ponieważ czuje ze jest w stanie to wiele zepsuć w moim życiu. Z natury analityka jestem dumny jako indywidualista, lecz w relacjach jestem toksyczny ponieważ nie potrafię się powstrzymać od krytyki. Ludzie nie raz mnie uważają ze medrzca oraz kogoś kto postradał rozumy świata co również jest w stanie mnie wyprowadzić z równowagi, ponieważ wszystko to co mówię jest logiczne i powinno być zrozumiałe i zauważalne dla innych ludzi. Przykro mi ze taki jestem i wolałbym wiedzieć mniej, to bym lepiej spał. Chciałbym być właśnie dzieciakiem ze standardami który nie widzi nic innego poza realizacja życiowa który nawet nie myśli o drugim dnie tylko dzieckiem który nie zastanawia się nad jego sensem i mechaniką. Żyje mi się z tym trudno czuje czasem ze moj umysł jest jak sztuczna inteligencja bez emocji. Która widzi tylko 0 i 1, jest zaprogramowana w ten sposób żeby nie dostrzegać ludzkiego piękna i istoty życia człowieka. W mojej głowie tylko mechanizmy i jak największa bezbłędność.
  23. Witam mam jakiś problem ze sobą. Nie wiem nawet od czego zacząć, ale spróbuję opisać może kilka moich przemyśleń na mój temat. Za dzieciaka byłem często nazywany tym "inteligentnym, ale leniwym" miałem zawsze bez problemu 4ki i piątki ze wszystkiego, wszystko w zasadzie pamiętam co usłyszę, gorzej z tekstami czytanymi, dlatego jak nie było mnie na lekcjach to miałem jedynki z danego tematu i nigdy nie kwapiłem się ich poprawiać. Zadania domowe ignorowałem, na początku zapominałem o nich w godzinę po lekcji a w domu w ogóle nie myślałem o takim czymś, z kolei w gimnazjum i technikum zacząłem wymyślać sobie wytłumaczenia, że to głupie i nie będę poza szkołą uczył się jeszcze w domu! Teraz jestem dosyć wycofany społecznie i uwielbiam spędzać czas na komputerze. Mój problem? Brak podążania zaa czymkolwiek/brak motywacji/wszystko wydaje mi się bez sensu, bo da się przeżyć prawie nic nie robiąc... Zestawiając to teraz tak blisko ze sobą widzę bardzo logiczne powiązanie 😛 prawdę mówiąc pierwszy raz tak to sobie zestawiłęm i już nie żałuję , że tu piszę. Choćby sam dla siebie. Ale wracając do tematu - nic mi się nie chce, pracuję od czasu do czasu jak mnie ktoś zawoła na "fuchę", mieszkam bez rodziców, trochę się utrzymuję, chociaż czasami dostaję też coś od rodziców od tak... bo im zostało po opłatach, rzuciłem studia, "żyję sobie od dnia do dnia....", kilka razy miałem cięższy miesiąc - więc pożyczyłem pieniądze od przyjaciela i nie dokońca je oddałem, tj oddawałem póki mogłem, a jak mam gorszą sytuację to nie oddawałem i tak nadal nie oddałem wszystkiego a mijają już grube miesiące (ba! ponad rok), a oddałem połowę.. jak już coś mam to wydaję na potrzeby "zalegające - bierzace". Nie mam kompletnie motywacji do działania (byłem raz w zasadzie bezdomny(!) przez 2 tygodnie), kilka razy wynajmowałem pokoje/hotele i dawałem jakoś radę - teraz płacę tylko czynsz i przez to że poprzeczka jest nisko moja motywacja jest jeszcze niższa. Mam dziewczynę ii nie wiem, czy nie żyję częściowo z jej pieniędzy.. Tj wydaję bardzo mało i mam niskie potrzeby, ale wnoszę do naszego budżetu może z 1000zł/miesiąc, więc nie wiem.. Albo wychodze mniej więcej na 0 albo na -, ale chodzi tu głównie o to, że czuję się tak, że wychodze mniej więcej na 0 i kolejny raz to mi wystarcza, żeby porzucić wszelką większą motywację... Jestem cholernym minimalistą w stosunku do wymagań do siebie. Wszystko optymalizuję tak jak w grach wczytuje się jeden poziom 10 razy, żeby poświęcić jak najmniej surowców do osiągnięcia celu tak ja idąc po ulicy patrzę z daleka na to jakie pali się światło i przewiduję układ sygnalizacji na skrzyżowaniu tak żeby nie dojść do przejscia ani za szybko ani za późno, endorfiny dostaję jak dojdę do pasów idealnie w momencie zapalenia się zielonego ludzika. To samo przy kasie - pakuję się jedną ręką drugą wbijając pin z karty i zazwyczaj odchodze od kasy tak szybko jak tylko dostaję paragon, bo dawno już wszystko zaplanowałem, ale jak chodzi o dłuższe plany - to nie mam żadnego motora, na niczym mi nie zależy (życie jest zbyt skomplikowane dla mnie - chciałbym instrukcję z każdym punktem), a nie mam de facto hobby, które by mnie kręciło, pozbawiłem się poniekąd znajomych przeprowadzając się do innego miasta, choć ze dwa razy do roku jedziemy sobie gdzieś razem na wycieczkę. Można sie domyślić, że coś robię w tym czasie który tak konkrenie i skutecznie "oszczędzam" na każdym kroku. Nie wiem, czy to uzależnienie, czy po prostu kijowy sposób na życie, ale siedzę przed komputerem. Kiedyś w gimazjum byłem prawdopodobnie uzależniony od gier (całe nocki, poza szkołą w zasadzie cały czas na grach) W technikum powoli z tego wychodziłem, po 1 czułem, że nie mam siły grać w nocy, a po 2 niektóre gry zaczęły mnie nudzić, a nie docierają do mnie żadne nowe gry, bo nie są "takie jak te stare". Znalazłem sobie nowe "hobby" - youtube, fora, gazety online, chłonę wiedzę skąd tylko się da, lubię dowiadywać sie rzeczy i interesuję się informatyką, astronomią, muzyką, geografią, historią, biologią, chemią, matematyką, wieloma poddziedzinami informatyki, brońmi, w mniejszym stopniu samochodami i różnego rodzaju silnikami/maszynami, ale tylko jak chodzi o oglądanie, zbieranie wiedzy. Nic z tego nie chcę robić samemu, bo przecież są ludzie którzy już zrobili eksperyment, albo gdzieś byli i łatwiej po prostu zdobyć to doświadczenie i dowiedzieć się wsyzstkiego patrząc na nich. Miałem wykształcić się na informatyka. Nie wiem czy to pomysł rodziców, czy czyj, ale chyba sam go nie wymyśliłem. Ale przyjąłem i bardzo mi się podobał, podoba mi się pisanie programów i szukanie rozwiązań, które są bardzo optymalne UWIELBIAM optymalizację wszystkich moich programów, dopracowywanie ich tak, żeby nie było nawet jednej niepotrzebnej literki i żeby wszystko działało jak najszybciej. I tu kolejny problem... Nie przekonałem się do korzystania z bibliotek, bo po co - lepiej naucze się samemu jak to zrobić, bede wtedy wiedziął jak to działa. Unikałem bibliotek, wszelkich wspomagaczy chciałem wszytko napisać w C++ tak optymalnie jak tylko się da i porzuciłem każdy z dziesiątek projektów którymi się zajmowałem... Wypaliły mi się chęci do próbowania ponownie, bo czuję, że za każdym razem każdy projekt mnie przerasta. Nie mogę zrobić go tak, żebym był z niego zadowolony. Wiem doskonale w czym problem i że nie powinno się tak pucować do perfekcji wszystkiego co się robi. Program powinien działać. I tyle. Ale ja z każdego robię dzieło sztuki, które musi być idealne, nieskażone błędem. Gdy grałem w gry - oczywiście ta sama sytuacja - nawet często zdarzało mi się przeczytać cały poradnik do gry (nie dlatego, że gra się instalowała, albo jeszcze jej nie miałem - gra była już odpalona) i wymyśleć idealną strategię, tak, żeby grając w nią pierwszy raz już działać tak optymalnie jak tylko się da. Znowu odbiegam od problemu i trochę zacząłem głupio się przechwalać. Czy czuję się dobrze? Tak, zazwyczaj tak. Ale zacząłem mieć problemy z ... świadomością? czystością umysłu? Jestem jakby zmulony, nie mam siły się na niczym skupić, szybko się rozpraszam, chociaż gdy zdaży mi się jakaś zagwozdka to potrafie skupić ogromną ilość szarych komórek na wyjaśnieniu jej w logiczny dla mnie sposób (na wszystko, na każdą otrzymaną informację mam swoją "teorię"(w potocznym tego słowa rozumieniu), staram się dopasowywać gdy dostaję nowe infomracje i nie okopywać się w światopoglądach, choć pewnie czasami mi sie zdaża że nie stosuję swoich zasad, ale znowu - gdzie ja bładze z tematem...) Mam problemy z pracą, bo wszystko gdzie pracowałem mnie nudziło. Staram się zawsze wykonywać swoje obowiązki robić to tak optymalnie jak się da i nie dawać z siebie ani za dużo ani za mało. Tak żebym ani ja ani nikt dookoła nie miał mi nic do zarzucenia. Ale z jednej pracy zrezygnowałem po roku z powodu zbyt niskiego wynagrodzenia - nie negocjowałem, po prostu uciekłem... robota była na czarno - z innej pracy mnie wyrzucono po 2 tygodniach, ale powiedzmy, że trochę zbyt ambitną sobie wybrałem. W 3ciej pracy mnie oszukano na 2 wypłaty, tak więc znowu nie zarobiłem dużo i po prostu nie chce mi się już szukać nowej pracy. Mam to gdzieś, czasami ktoś mnie zawoła na fuchę i coś zarobię więc z głodu nie umieram ani nie żyję na czyjś koszt. Nienawidzę cwanych pracodawców i staram się być tak uczciwy na ilę potrafię się postarać. Inni pracują przy szefie a gdy go nie ma opierdalają się, a ja cały czas pomalutku pracuję w moim tempie i gdy pojawia się szef to nie przyspieszam. Mam wyjebane na to co o mnie myśli, bo z głodu nie umieram, ale staram się uczciwie pracować, a tutaj taka jedna firma mnie oszukała (pracowałem na umowie) ii .. nie chce mi się nawet sprawy do sądu pociągnąć... Byłem w pipie i wysłałem kontrolę nie animową, ale szef okłamał ją, że wypłatę dostałem i poinformował, że tak w ogóle to zamyka firmę i .. nic więcej z tym "fantem" nie zrobiłem... Chociaż przygotowałem sobie pozew ( po 4 miesiącach ) Widzę że ludzie do okoła coś robią, sam marzę o dużej firmie i zajmowaniu się zarządaniem. To chyba moje marzenie... Rządzenie innymi ludzikami jak w strategiach turowych, dbanie o zadowolenie, produktywność i zyski. Jeszcze bardziej marze o tym, żeby zarządzał ktoś inny a ja byłbym tylko kapitalistą, który po prostu zarabia, bo ma i stara się wybrać dobrze gdzie zainwestować. No i tak. Potrzeba pracy. Problem chyba polega trochę na tym, że staram się szukać tylko "złotych okazji" kupić za "10 monet" i sprzedać za 25, a gardzę okazjami gdzie można za 10 dostać 11... Jak można już zauważyć jestem bardzo leniwy i trochę niemoralny(?) a może właśnie moralny... Staram się nikogo nie oszukiwać i uważam, że moralność ze strachu przed prawem to nie moralność, ale z drugiej strony raczej staram się czuć jakbym nigdy nikogo nie oszukał, a jak już to na to zasługiwał, bo mam zaburzone postrzeganie rzeczywistości... Proszę.. Nie wiem o co, o jakąś diagnozę? Co mam robić, żeby dążyć w stronę odpowiedzi? Czy jestem uzależniony od komputera? Wydaje mi się że nie za bardzo, (bo jak pracowałem przez rok w 1 miejscu, to spędzałem około godziny dziennie na komputerze i nie zaniedbywałem moich potrzeb (snu jedzenia) na rzecz komputera) ale w sumie może to po prostu jedyne co lubię robić gdy nie mam pracy, a tej nie mam - bo "TO" robię... Siedzę przed kompem i zbieram wiedzę, a czasami gram (teraz akurat nie gram, ale zdarzają mi się raz na miesiąc "fale" gdy gram z 1-2 dni w jakiś stary tytuł (8-10h/dzień) ). Naprawdę, to nie jest tak, że oglądam graczy albo głupie vlogi, ja oglądam o budowie silników rakietowych, o działaniu przekładni mechanicznych o reakcjach chemicznych... Tego wszystkiego jest tak dużo, że chyba nigdy nie dowiem się o wszystkich ciekawostkach... Nie wiem czy to chore. Aha - mam też chyba problem z ludźmi... Nie lubię zaczynać interakcji. W windzie nigdy nie powiem pierwszy do widzenia, ale to akurat uważam za bezsensowną formułkę, Ogólnie nie inicjuje za dużo interakcji, poza wypadkami gdy występuje jakaś niepisana zasada, w sklepie miłym głosem się witam, tak samo jak wszędzie gdzie załatiwam jakąś sprawę i potem bardzo konkretnie opisuję w jakim celu przybyłem (oczywiście nie w sklepie ale już np w banku, czy urzędzie...) . Staram się być dobrym rozmówcą (chociaż z reguły 65% czasu słucham a 35 mówię).. W sumie co innego było z poznaną dziewczyną, bo chyba spodobało jej się to jak dużo opowiadałem historii z mojego życia, więc tutaj akurat więcej ja opowiadałem. No ale na ogół bardzo unikam inicjowania interakcji, chociaż lubię porozmawiać ze starszą osobą która np do mnie sama zagada. Nie lubię wychodzić z domu, nie lubię zajmować czasu ludziom i szybko się irtytuję/rozpraszam - gdy coś mi nie idzie idealnie. Przepraszam za takie długie wypociny, ale mam nadzieję, że było to w miarę ciekawe jeśli przeczytałeś aż dotąd . Mogę coś jeszcze o sobie opowiedzieć. Trochę widzę jak mógłbym próbować rozwiązać moje problemy i słyszałem o powiedzeniu "po prostu działaj" (przyznam że to działa), ale nie wiem... Jestem leniwy/głupio się tłumaczę/unikam kompletnie wysiłku i tak omijam każde rozwiązanie, które mogłoby mi pomóc. FIN
  24. Witam, Jestem kobietą i mam 23 lata, pracuje ale jeszcze mieszkam z rodzicami ponieważ nie stać mnie na wyprowadzkę ( mam swoją działalność ale nie prosperuje tak dobrze ). Problemem pewnie jest mój charakter czyli bycie leniwym, ale do rzeczy. Gdy jestem poza domem czuje że chciałabym coś zrobić, coś zmienić , wyprowadzić się , nauczyć się języków czy nowych rzeczy jak renowacja mebli czy naprawa biżuterii , pieczenie pięknych ciast , coś w życiu osiągnąć albo chociażby posprzątać w pokoju . Niestety wszystko mija jak tylko przekraczam próg domu, wszystkiego się odechciewa , jem i się kładę . Oczywiście dalej są wyżej wymienione marzenia ale brak siły i sposobu na realizacje oraz brak funduszu. Od zawsze mam wrażenie że jak się wyprowadzę to będe robiła to wszystko , chciałabym pomieszkać jakiś czas sama , jest wtedy mniej obowiązków - sprząta sie tylko po sobie i gotuje tylko dla siebie i wtedy byłby czas na to wszystko . Mam wrażenie że obecny dom mnie tylko przytłacza i nic więcej . Poza tym jestem typem samotnika, lubie być sama , a nie lubie rozmawiać z ludźmi, nie wiem o czym z nimi rozmawiać , nie mam tematów . Ciężko mi poznawać nowych ludzi . Kiedyś mogłam z ciocią czy babcią rozmawiać cały czas i się kleiło a teraz nawet tego nie potrafię, z rodzicami też za bardzo nie umiem rozmawiać, boje się im mówić pewne rzeczy, wolę napisać . Mam wrażenie że jakbym zamieszkała osobno z nimi też bym już nie miała tematów . Nie wiem co robić .
  25. Witam. Jestem młodą dziewczyną, która według ludzi dookoła ma wszystko SUPER w życiu. Możliwe ze właśnie tak jest ale od długiego czasu tego nie czuje ani nie czuje szczęścia. Dlatego tez stwierdziłam że coś jest niedobrze. Dzieciństwo miałam raczej normalne jak na moje czasy. Mieszkałam często z dziadkami bo albo jeden albo drugi rodzic pracował za granicą. Przyjeżdżając rozpieszczali mnie zabawkami, słodyczami oraz wszystkiego co chce ( aktualnie mam 1stopień otyłości z czym mecze się od czasów przedszkolnych ). Problem bycia grubym dzieckiem/osobą był już od momentu, który mogę pamiętać czyli czasy przedszkolne. Czasy dorastania (liceum i studia) były dla mnie szczęśliwe bardzo bo niestety zaczęłam z sobą walczyć. Diety, Głodówki oraz wlewanie w siebie litrów wody... waga schodziła ale powoli. Następnie „genialny „ pomysł bulimi, który pomógł mi się pozbyć w ciągu roku około 25kg i to pozornie bez żadnych konsekwencji. Moje życie było podporządkowane tylko tej chorobie. Pozytywnymi aspektami mojego okresu dojrzewania była świadomość tego ze jestem chudsza i ze teraz ludzie będą mnie akceptować wiec zaczęłam się otwierać do ludzi. Poznałam cudownych ludzi, których znam do dziś i uważam ich za jedno z moich szczęść w życiu. Kolejny duży etap to już koniec studiów i zakochanie się w swoim przyszłym mężu. Jak w każdych związkach nie było kolorowo ale wiem i jestem pewna, że to jest ta moja miłość. To uczucie jest odwzajemnione wiec można powiedzieć, że ludzie dookoła maja racje, że życie mam bardzo pozytywne. Od 5 lat mieszkamy wspólnie za granicą (UK i Niemcy) gdzie musiałam pokazać na co mnie stać pod względem bycia dorosłą i samodzielną. Udało mi się ale w mojej głowie pojawiła się obserwacja, ze zostałam matką mojego faceta. Ciężko mi stwierdzić, że on też zaczął swoje starania w byciu dorosłym oraz głową rodziny. Czułam ze ja robie duże postępy w życiu a on jest pod moją opieką i jest mu z tym dobrze. Było mi ciężko zajmowaniem się swoimi jakimiś drobnymi problemami, jego dużymi problemami (szczególnie finansowe które ciągnę się już pare lat). Moim zdaniem on teoretycznie nie robił z tym nic i tak się ciągnie. Teraz jestem w 5 miesiącu ciąży co było wspólna decyzja i staraniami, mieszkamy na normalnym mieszkaniu, prace mamy pod nosem. Wiem ze jak urodzę dzidzie to pomimo tego ze w brzuchu mam tylko jedno maleństwo to stanę się matką dwójki. Od prawie 5 lat zmiany mojego przyszłego męża są raczej słabe (albo mam za duże wymagania). Czuje, że potrzebuje wsparcia konkretnego a nie kolejnych obietnic, które nie będą dotrzymane. Powinnam prosić dorosłego faceta aby stał się faktycznie dorosły i odpowiedzialny ? Nawet już nie prosić lecz błagać/grozić ?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.