Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'osobowość'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 57 wyników

  1. Dzień dobry! Moim problemem jest to, że jestem rozdarta wewnętrznie. Z jednej strony czuję, że moje życie jest nudne, a ja się nie rozwijam. Z drugiej strony jestem leniwa i zmęczona, nie chce mi się zrobić czegoś ze sobą, mam słomiany zapał i brak motywacji. Co robić?
  2. Nie wiem gdzie się udać. A udać się postanowiłem i muszę. Mam 38 lat, od mniej więcej 16 roku życia doświadczam czegoś co mógłbym określić jako depresja, ale nie wiem czy tak jest. To uczucie ciągłego niepokoju, zdenerwowania i przygnębienia, towarzyszą temu odruchy nerwowe - niespokojne nogi, chodzenie po mieszkaniu z miejsca w miejsce, natłok myśli, denerwujący i absorbujący wewnętrzny dialog. Bardzo często czuję bardzo wielkie przygnębienie, wręcz chęć płaczu. Pod presją impulsu potrafię zmienić bardzo dużo, najczęściej na gorsze - np. zrujnować i zniszczyć związek. Nie potrafię też przejść żałoby, obecną po rozstaniu po 10 latach związku przechodzę od 3 lat i wciąż w niej tkwie, wcześniej w innych związkach także miałem z tym problem. Kilka lat temu chodziłem do psychologa, spotkałem się też z dwoma innymi, ale mam problem ponieważ z zewnątrz jestem jakby kimś innym, mój sposób bycia "oszukuje" otoczenie. Mógłbym jeszcze dużo opowiedzieć, ale to nie na forum. Tak czy siak wykonałem testy depresji na stronie, w obydwu testach wyszło, że mam ciężką depresję. Nie mam myśli samobójczych - wręcz przeciwnie mam bardzo dużo chęci do życia, ale myśl o śmierci wywołuje krótką, rozlewającą się falę spokoju. Gdy byłem młodszy, bardzo miotał (dosłownie) mną smutek i rozpacz, mam wrażenie jakby to nie minęło, tylko jakbym nauczył się z tym żyć. Z drugiej strony jestem "człowiekiem sukcesu", którego wszyscy mają za zaradnego, dobrze zarabiającego, inteligentego i statecznego (i trochę ekscentrycznego). Mógłbym tak pisać godzinami, ale postanowiłem coś z tym zrobić tylko nie wiem gdzie się udać. Do psychiatry, psychoterapeuty czy psychologa? Mam niedaleko ośrodek do walki z nerwicami, może tam szukać porady?
  3. Witam. Jestem mamą 2-letniego synka. Od około pół roku mam problem z jego zachowaniem. Często wpada w chisterie, bije, krzyczy, wymusza wszystko płaczem, każde wyjście z domu na spacer czy na zakupy to droga przez mękę ponieważ nie chce iść do wózka, za rączkę też nie, woli sam. Mieszkamy w mieście i niestety to jest niemożliwe by mógł sam chodzić w tym wieku w dodatku nie słucha się w ogóle, wszystko musi być po jego myśli. Potrafi nie raz nawet 30 min leżeć na podłodze i płakać, żadne tłumaczenia nie pomagają. Już nie wiem jak sobie z nim radzić, jak postępować, nie raz nie mam już sił i mam ochotę płakać razem z nim Bardzo proszę o poradę.
  4. Witam od trzech miesięcy mam partnera, który zauważył że nie potrafię się otworzyć. On jest bardzo szczerym i otwartą osobą za co bardzo go cenie ja natomiast mam z tym problem mam blokadę i w pewnym momencie sie zatrzymuję. Oboje chcemy być razem lecz gdzieś ta moja niepewność się ukazuje i to przeszkadza. Chcę wyjść z tej niepewności wiem że wystarczy krok i będzie lepiej lecz jak to zrobić???
  5. O czym świadczą pozytywne odczucia gdy słyszy się odgłosy "wojny" (tj. wystrzały), odgłosy burzy? Naturalnie dane odgłosy odbierane są negatywnie przez ludzi, wywołują strach, lęk, zaniepokojenie.
  6. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  7. Dzień dobry! Jestem studentka na ostatnim roku, mam 24 lata. Odkąd pamietam miałam problemy z nawiązywaniem jakichkolwiek kontaktów międzyludzkich, nawet matka mi mówiła, ze jako dziecko wybierałam sobie max 2 dzieci, z która się bawiłam( w tym również stosunki seksualne- nie sprawia mi to jakiejś niesamowitej przyjemności). Niestety, to nie jest jedyny problem. Nie specjalnie mnie interesuje co kto ma do powiedzenia, i tak zdaje sobie z tego sprawę, ze mam się nauczyć słuchać bla, bla... ale nie potrafię. Często stawiam siebie ponad wszystkich i uświadomiłam sobie to na studiach. To tworzy problem w związku, w którym jestem już 7 lat. Nauczyłam się po prostu udawać, ze coś mnie interesuje, a zainteresowanie sexem również niezle udaje, bo miałam dość kłótni o to, ze nigdy nic nie inicjuje. Nie umiem rozmawiać z obcymi i w ogóle odnalezienie się w jakiejś grupie graniczy z cudem. Potrafię płakać jak mam wejść w tłum ludzi. Nie umiem określić co czuje, chyba ze są to stany bardzo wyraźne. Np. Dajmy na to- jadę na wakacje, uwielbiam to , no to się ciesze- proste. Ale aktualnie... trudno mi opisać moje uczucia. I tak sobie leci dzień za dniem, wszystko mnie przeraża, zamykam się w gronie zaufanych ludzi, z którymi rozmawiam od czasu do czasu i to często przez messengera, bo mieszają daleko , a nawiązywaniu nowych znajomosci nie widzę sensu, bo Ci, których znam się sprawdzają. Stad pytanie jak w temacie: czy to jest jakieś zaburzenie związane jakimiś przeżyciami traumatycznymi? Wiem, ze to ściana telstu, a i tak nie opisałam tego tak jak chciałam. A bije się z tym już od bardzo dawna( odkad pamietam).Dodam, ze moi rodzice i ich rodziny nie do końca sa zdrowi psychicznie jak na moje wprawne oko. Z czego w rodzinie ojca sa na pewno 3 os. Ze zdiagnozowana schizofrenia (moja kuzynka,kuzyn, babcia). U mojej mamy wszyscy są zbyt nerwowi i przewrażliwieni. Do tego średnio u nich z inteligencja. Pozdrawiam i mam nadzieje, ze nie przesadziłam z objętością tekstu.
  8. Paula

    Zycie

    Jak moze czuc sie osoba ktora wiecznie tula sie po swiecie. Nie moze znalezc sobie miejsca na ziemi,porozumienia z innymi ludzmi...
  9. Witam, mój syn ma 13 lat. Jest uczniem 6 klasy ogólnokształcącej szkoły muzycznej. Młodzież po ukończeniu 6 klasy zdaje egzaminy do II stopień tejże szkoły, który zaczyna się od klasy 7 (1) poprzez 8 (2) i do matury, kończy się na klasie 6 II stopnia. Dyrekcja zdecydowała aby uczniów, którzy przejdą na II stopień zatem do klasy 7 (1) pomieszać z dwóch obecnych klas szóstych od klasy siódmej, Obawiam sie., że nie jest to korzystne dla uczniów, powinni być w tej samej klasie aż do matury. Dzieci w tym wieku mają wyjątkową wrażliwość, zawarte przyjaźnie i może taki podział i wymieszanie uczniów źle wpłynąć na ich rozwój osobisty, psychiczny. Co Państwo na to? Czy jestem nadopiekuńcza, słusznie obawiam się o moje dziecko?
  10. Witam, jestem mamą 13 latka kończącego 6 klasę. Chciałabym zadać pytanie dotyczące relacji młodzieży w tym wieku. Przejdę do wątków aby znaleźć taki, w którym mogę napisać.
  11. Witam wszystkich. Jestem 18letnią osobą, która w tym roku przystępuje do egzaminów maturalnych. Chciałabym dobrze zdać maturę i udać się na studia, jednak brak mi chęci do nauki, przede wszystkim dlatego, że nie mam motywacji. Brak motywacji wiąże się z tym, że nie wiem, co chcę robić w przyszłości. Całkowicie nie odnajduję się w ''poznawaniu siebie''. Wiek emerytalny sięga 62 lat dla kobiet! Więc chciałabym wybrać kierunek studiów, adekwatny do mojej przyszłej pracy, a nie chcę męczyć się przez całe swoje życie w pracy, która jedyne co mi da(oprócz niskiego wynagrodzenia) to zaawansowany poziom nerwicy. Pytanie zatem kieruję do starszych osób ode mnie, jak odnaleźliście swoje ''prawdziwe ja''? Czy jesteście zadowoleni z pracy, którą teraz wykonujecie?
  12. Faceci muszą sobie uświadomić jedno. Prawda jest taka ! Wygląd jest najważniejszy ! Osobom atrakcyjnym ufa się bardziej. Są lepiej postrzegani niż Ci przeciętni nie mówiąc o brzydkich osobach.Piękno kojarzone jest z sukcesem i dostatkiem. Pięknym się więcej pozytywnych cech niż osobom mniej atrakcyjnym. Przystojniak nawet tępak, cwaniak itp - przyciągnie uwagę kobiety. Atrakcyjni są postrzegani jako bardziej kontaktowi i inteligentni, zarabiają więcej, odnoszą więcej sukcesów, mają bardziej udane życie erotyczne, nawiązują lepsze kontakty z otoczeniem, częściej zostają uniewinniania w procesach sądowych, są łagodniej karani, kiedy uzna się ich winnymi. Słowem, piękni mają w życiu łatwiej. DLATEGO SPĘDZAMY GODZINY NA SIŁOWNI PANIE RAFALE !! A NA DOLE BRZYDKI VS MODEL . KTÓRY WYDAJE SIĘ PEWNIEJSZY SIEBIE ? KTÓRY WYDAJE SIĘ BYSTRZEJSZY ? KTÓRY WYDAJE SIĘ BOGATSZY ? KTÓRY MA BUJNIEJSZE ZYCIE EROTYCZNE? KTÓRY MA WIĘCEJ PRZYJACIÓŁ I ZNAJOMYCH?
  13. Witam serdecznie, Jestem 21 letnia kobietą, z pozoru bardzo empatyczną, otwarta na ludzi. Natomiast problem zakopanym jest troszeczkę głębiej, postaram się jak najkrócej opisać. Odkąd pamiętam mam problem z byciem w związku. Wcześniej nie przywiazywalam do tego uwagi. Jeśli chodzi o związki to schemat zawsze jest taki sam: Kiedy kogoś poznaje, wszystko przebiega gładko, natomiast z czasem zaczynam się dusić, mam dość tej osoby, chociaż jest dla mnie dobra, uczciwa, kochająca. Nieważne jak bardzo jestem przywiązana, jak bardzo zależy mi na tej osobie- zawsze się wycofuję. Czuję, że tym ranię osoby które chcą dla mnie dobrze, którym pozwoliłam się do siebie zbliżyć i które mnie kochają. Z czasem przychodzą wyrzuty sumienia, tęsknota, chęć przeproszenia i wyjaśnienia tego, ale nie wiem skąd to się bierze, nie wiem jak to wyjaśnić. Nie chce już nikogo krzywdzić moim zachowaniem, ale też nie chcę być sama. Nie mam pomysłu jak rozwiązać to osobiście, dlatego tutaj jestem. Z góry bardzo dziękuję :)
  14. Od pol roku spotykam się z chłopakiem w którym jestem zakochana. Od początku czułam dystans. Próbuje podbić jego serce. Zaszliśmy razem już daleko otworzył się przedemna lecz nie potrafi się określić, nie umie okazywać uczuć, jest zdystansowany, logistycznie do wszystkiego podchodzi. Raz jestem dla niego skarbem a zaraz przyjaciółka. Wspólnie myślimy ze on ma problem z osobowością schizoidalna wiele objawów na to wskazuje. Chciałabym prosić o poradę jak mam sobie z tym poradzic jak spróbować dotrzeć do jego serca żeby się otworzył czy jeśli jest taka osoba czy mam wogole jakieś szanse
  15. Witam, jestem uczennica liceum, mam 18 lat. Napisze tu wszystkie problemy z jakimi sie zmagam poniewaz jest to jedyne miejsce gdzie moge pozostac anonimowa i otrzymac pomoc o ktora bardzo prosze. Mam od prawie 2 lat chlopaka z ktorym chyba jestem szczesliwa (no wlasnie, chyba..). Nie potrafie ocenic czy kogos kocham czy nie. Nie potrafie rowniez okreslic swojej orientacji seksualnej, wydaje mi sie ze jestem biseksualna ale nie potrafie tego stwierdzic, potrzebuje pomocy kogos kto sie na tym zna. Uzaleznilam sie od serialu „Orange is the new black” ktory opowiada o wiezieniu i zwiazku dwoch kobiet. Ogladam to juz drugi raz, a patrzac na relacje dwoch glownych bohaterek czuje smutek i potrzebe czegos takiego. Niby od zawsze podobali mi sie chlopcy ale mam wrazenie ze do kobiet czuje pociag fizyczny, a moze po prostu sie myle bo nie potrafie wyobrazic sobie siebie jako dorosla osobe w zwiazku z dziewczyna (jestem w stanie to sobie wyobrazic jedynie teraz, kiedy jestem nastolatka. Za pare lat widze siebie w stalym zwiazku z mezczyzna). Aktualnie chcialabym prowadzic zycie w ktorym duzo imprezuje, poznaje duzo nowych osob, korzystam z najlepszego okresu w moim zyciu, poniewaz czas tak szybko leci i wiem ze kiedys bede w stalym zwiazku i nie chce nawet teraz gdy jestem nastolatka w takim byc, poniewaz jest to duze ograniczenie i nie moge sie rozwijac, mam wrazenie ze stoje w miejscu, ten zwiazek trwa chyba juz za dlugo. Jednak nie potrafie go zakonczyc bo chyba go kocham... Ale nie chce. I tez boje sie takich duzych zmian, bo jak dla mnie i jak na ten wiek, 2 lata w zwiazku to szmat czasu i czuje sie jakbym stala w miejscu i ktos zabieral mi ot tak 2 lata z mojego nastoletniego zycia. Wiem ze taka szanse mam tylko raz i chyba problem tkwi w tym ze chcialabym miec zbyt wiele rzeczy na raz. Z jednej strony prowadzic zycie ustabilizowanej emocjonalnie mnie z moim chlopakiem u boku, a z drugiej strony byc niezalezna i probowac nowych rzeczy. Mam wrazenie ze przez to nie potrafie okreslic swojej orientacji seksualnej, bo brak mi jakiegokolwiek eksperymentowania. Kolejna rzecza jest to, ze rodzice sa dla mnie duzym ograniczeniem, bo nie moge wyrazac siebie tak jak chce (poprzez wyglad) i na wiele rzeczy mi nie pozwalaja bo sie martwia. Ja to doskonale rozumiem, ale mogliby mi pozwalac chociaz na imprezy chodzic. To brzmi okropnie dziecinnie, ale czuje sie jakbym byla uwieziona w swoim ciele i wszystko tlumila w srodku. Nie potrafie przez to zaakceptowac siebie i swojego zycia, przez co uzalezniam sie od seriali i filmowi a nastepnie popadam w paranoje na punkcie bohaterow ktorzy wioda takie zycie, jakie ja bym chciala miec. Tak jak wlasnie sie stalo z serialem Orange is the new black. Ponad to, czesto miewam wahania nastroju, probuje byc kims kim nie jestem zeby sie dowartosciowac, bardzo czesto placze i jestem zdenerwowana. Wyzywam sie na moim chlopaku, gdzie on robi dla mnie wszystko. Naprawde nie wiem juz jak mam poznac sama siebie, zrozumiec swoje mysli i potrzeby. Jestem osoba bardzo dokladna i lubie miec wszystko rozplanowane, rozpisane czarno na bialym. Wiem ze z emocjami, seksualnoscia i cala reszta, nikt mi tego nie powie co mi siedzi w glowie, nawet psycholog, jednak licze na to ze chociaz w jakims stopniu nakieruje mnie ktos na to. Potrzebuje pilnej pomocy bo jest ze mna coraz gorzej a trwa to juz ponad pol roku i czuje sie bezradna. Z gory dziekuje. Pozdrawiam.
  16. Cześć. Mam na imię Damian i w marcu skończę 22 lata. Na wstępie napisze, że jestem synem ofiary tragedii w Czeskiej kopalni. To co wydarzyło się ostatnio spowodowało we mnie rozbicie psychiczne i emocjonalne. Zawsze uważałem, że po nienajlepszym dzieciństwie i okresie dorastania moja psychika stała się bardzo silna, niestety myliłem się i szukam pomocy/porady na forum. Otóż przestałem chodzić do pracy, zamykam się w sobie i przechodzę stany depresyjne. Generalny brak chęci do życia, potrzeba spokoju, ciszy i samotności. Ciągły stres i nerwy, oraz dobijający obraz mamy która też nie daje sobie rady. Zaczyna ogarniać mnie anhedonia, oraz w 90% sprawdzają się objawy schizoidalnego zaburzenia osobowości. Z każdym kolejnym dniem opuszczenia pracy jest coraz wieksza szansa jej stracenia czego się obawiam, ale jeszcze bardziej boje się do niej wrócić. Chciałbym zapaść w wieczny sen i odizolować się od wszystkiego, ale jednak ciągle jest ta świadomość, że życie toczy się dalej, a ja pogarszam jego i tak słaby poziom. Nie wiem co mam ze sobą zrobić, od czego zacząć. Liczę na jakąś odpowiedź, oraz dziękuję za poświęcony czas. Pozdrawiam, Damian!
  17. Dzień dobry Mam 22 lata i studiuję fizjoterapię na trzecim roku. Choć może się to wydawać śmieszne to moim problemem jest to, że nie jestem z nikim w związku, a dokładnie to, że zaczynam być wręcz przekonana co do tego, że nigdy z nikim nie będę i przez całe życie będę samotna. Przekonanie to wynika z tego, że wiem iż osoby takie jak ja nie interesują innych. Chodzi o to, że mówię bardzo, bardzo mało (w większej grupie odzywam się rzadko, a gdy jestem z kimś sam na sam jeszcze rzadziej - co uważam za najważniejszy problem), nie mam zainteresowań, niezwykle trudno jest mi mówić o emocjach i swoich uczuciach, dystansuje ludzi, w towarzystwie płci przeciwnej czuję się skrępowana, boję się intymności (nie chciałabym nikogo rozczarować). Pisząc w skrócie jestem nudna. Byłabym niezwykle wdzięczna za rady, które wskażą mi, jak mogę zmienić to jaka jestem, by nie skończyć tak, jak się tego boję.
  18. Jestem obcymkracowcem. Mieszkam w Polsce przez 10 lat ale... Nielegalnie... Miałem trauma w dzieciństwie. Byłem molestowany przez starszego brata przez prawie 8 lat i ja molestowałem siostry młodszą przez 2 lata czy coś bo myślałem że to normalne. Kiedy byłem miarę mądrzejszy widziałem że to jest źle i miałem straszne zły poczucia. Nawet nie powiedziałem rodziców o tym fakcie bo myślałem że nikt mnie nie będzie ufał i wstyd mi było z tego. Jak miałem 15 lat uciekałem z domu i mieszkałem za granicą, studiowałem za granicą dostałem stypendium na studia w Wielki Brytania. Kończyłem studiach tam pracowałem i zarabiałem. Ale nigdy nie byłem zadowolony. Do pewnego stopnia gdzieś miałem żal i tendencje do samo zniszczenia. Przyleciałem do Polsce bo miałem ten fascynacji do Polski bo miałem dobrą nauczycielką historii w szkole jak byłem z rodzicami i zawsze gdzieś mi głębiej polska mnie ciagalo. Więc rezygnowałem z pracy i przyszedłem tu na studiach. Miałem dziewczyna która była bardzo dobra i wszystko było prawie w porządku przez prawie 2 lat. Nie wiem czemu ale do niej powiedziałem o co mnie stało dzieciństwie i tam zaczynało problemy. Było tak jakbym dama było otwarte i ten mój przykrość i żal zniszczyło nasze związek. Zaczynało mnie stresować i miałem flashbacki jak mieliśmy mieć stosunku i to mnie naprawdę i jej najbardziej skrzywdziło. 6 lat byliśmy razem. Mi jest bardzo trudno spac. Muszę spać na siły... Jak zaczynałem spać i ona mnie tam przytuli czy nawet przez sen dotyka ja się obudzę agresywnie. Ona zawsze mi powiedziała że ja się śpię niespokojnie. Żal mi było dla niej że taka dobra kobieta muszę męczyć z mną. Pewnego dnia decydowałem że muszę rozstać z nią i przy jakiś bzdurną kłótnie rzuciłem nóż na nią i powiedziałem jak ona nie będzie wychodziła z mego życia to ją zabije. Już się rozstaliśmy w tej noc. To było jakiś 4 lata temu. Między czasie mój studia poszło do dna i ja zaczynałem efektywnie zniszczyć mój życia. W 2010 miałem problemy za sobą i nie przedłużyłem karta pobytu. Czyli już prawie 9 lat temu... Jestem miarę mądry i czasami nawet myślę że jestem sociopatem. Pracowałem na różny stanowiskach prowadzę korki z języków i naukowy tematów, piszę pracę inżynierska, licencjata i magisterskich i zarabiam sobie. Ale mój dyplom jeszcze nie obroniłem przez mój nielegalne pobytu. Do dziś pisałem 2 licencjat 3 praca inżynierska 3 magisterskie i sprawdzałem 2 doktoranckie pracy. Jestem dolowany chyba mam depresja ale nie jestem pewny. Mój sytuacja jest taka że ja muszę kłamać non stop żeby być poprostu. Nie mogę mieć żaden związek bo traumat i nie chce mi się ciągać inną osoby do mój cyf... Nie mogę legalizować mój pobyt bo na 100% będzie deportacja. Jak będzie deportacja to dokąd? Jestem obywatelem kraj X, urodzone w kraj Y nie mam kulturowo czy osobowo związek ani krajem X ani krajem Y. Jedynym mieście gdzie swobodnie czuję to jest tu ale to też jest stres bo policja straż graniczna czy miejska. Przez to że miarę dobrze mówię po polsku oni myślą że jestem mulatem... Nawet jak uśmiecham do ludzi to ja wiem że to jest fałszywe uśmiech bo raz widziałem przy lusterko jak się uśmiecham. To jest uśmiech bez oczy i to wygląda strasznie. 3 razy spróbowałem samobójstwo ale nie udało mi się. Nie wiem gdzie iść nie wiem po co jestem potrzebne. Ostatnio to daje pieniądze dla bezdomnych i dla fundacji różny żeby czuć że jestem potrzebne. Nie mogę żyć dla siebie...
  19. Mam 28 lat.Cztery lata temu, zmarł mój synek. Miał wady genetyczne. Lekarze mówili żebym przygotowała się na najgorsze, nawet proponowali usunięcie ciąży lecz ja nie wyraziłam na to zgody. Ciąże donosilam do 35 tygodnia,urodziłam siłami natury. Synek zmarł 3 minuty po porodzie. Myślałam że, pogodzilam się już z tą sytuacją, minęły jednak 4 lata, ale jednak nie. Od tamtej pory mam jakieś problemy emocjonalne. Aktualnie jestem matką trójki dzieci. Najstarsza córka ma 11 lat i jest z mojego poprzedniego związku, mieszka z ojcem. Ja wraz z mężem wychowujemy dwójkę naszych wspólnych dzieci,córkę 3 latka i synka 8 miesięcy. Problem w tym że ja ciągle jestem nerwowa, ciągle krzyczę, wyzywam, wszystko mnie denerwuje. Czasami nie mam siły na nic.Przez to wszystko klocimy się ciągle z mężem. Wiem, że przez moje zachowanie cierpi moja rodzina.Chcialabym to zmienić ale nie wiem jak. Próbowałam ale nie potrafię. Chodzę ciągle przygnebiona i zdenerwowana. Czasem nie mam siły się nawet ogarnąć. Jem jeden posiłek dziennie. Przerastają mnie obowiązki domowe. Czy to może być nerwica lub depresja?Czy też to zachowanie wynika ze straty syna?
  20. Witam. Nie radze sobie z racjonalnym spozywaniem posilków. Przechodze przez glodowki, ataki glodu, ataki na slodycze. Moja waga jest odpowiednia, waze 55 kg 172 cm wzrostu. Boje sie ze kiedys zemdleje z glodu i wiem ze to bledne kolo. Prosze o porade. Chce jesc jak normalny czlowiek, znam zasady racjonalnej diety ale i tak wole zjesc slodycze a potem glodowac zeby tylko kalorie sie zgadzaly.
  21. Witam. Potrzebuje pomocy, nie porady,. Mam 26 lat. Jestem matka dwuletniej wspanialej Ksiezniczki. To wlasnie ona, a raczej milosc do niej trzyma mnie przy zyciu. Od kilku miesiecy nie radze sobie z wlasnymi myslami. jest ich tyle w mojej glowie, ze nie potrafie sie chocby na jednej konkretnie skupic. Zawalilam swoje zycie doszczetnie. Od samego poczatku nie mialam latwo. Wychowana przez matke i babcie. Nie mam prawa narzekac na dzecinstwo, pomimo srogiego rygoru ze strony babci i braku ojca. Rodzice sie nie dogadywali i rozstali nim zaczelam cokolwiek rozumiec. I tak dorastalam z przedstawionym mi najgorszym obrazem ojca. Gdy w wieku 17 lat zaczelam z nim rozmawiac, po pierwszej samodzielnej wizycie u niego uslyszalam od matki, ze wbilam jej noz w plecy. Przeszlam okres ''buntowniczy'' raczej bezproblemowo. Zawsze chcialam byc idealna, zeby mama nigdy nie musiala sie za mnie wstydzic. Jako dziecko mialam cudownego przyjaciela, niestety, gdy musial sie wyprowadzic wszystko pryslo. Przyjezdzal, ale mial juz kolegow, a ja nigdy nie potrafilam znalezc sobie prawdziwej przyjaciolki, ktora by mnie rozumiala. Mialam cudowne kolezanki, ale zawsze tylko na pewien okres. Koniec szkoly drogi sie rozchodzily i tak za kazdym razem. W mojej rodzinie nigdy nikt nie liczyl sie z moim zdaniem. Moja matka, choc w przeszlosci skrzywdzona dawala mi ile mogla, i choc dla innych miala zlote serce to nie dla mnie. Chciala dla mnie jak najlepiej. nie wyszlo. Poznalam chlopaka. Walczyl o mnie, interesowal sie. Poczulam, ze to ten jedyny. Rzucialm dla niego studia i wyjechalam za nim za granice. Widzialam jaki jest, ze lubi wypic, zajarac. nie przeszkadzalo mi to. Jako wychowana w glebokiej wierze, wierzylam ze sie zmieni, ze wyrosnie, ze mi sie uda go zmienic. Minelo 6 lat odkad jestesmy razem. nie wyrosl. Nie pomagaly kolejne wszywki, rozmowy. Rozstalismy sie na chwile. Bylo mi ciezko. rodzina obiecala pomoc, a w zamian czulam sie bardziej samotna niz wczesniej. On twierdzil, ze slucham innych, to on sie odezwal kiedy potrzebowalam kontaktu. Obiecywal ze bedzie inaczej. Uwierzylam, bo tesknilam, bo chcialam wierzyc. Bylo dobrze do momentu, gdy znowu sie napil. Uderzyl mnie. Kolejny raz wybaczlam. Choc nie powinnam.. Po jakims czasie przyszla na swiat nasza corka. Byl szczesliwy. Ale nie ja.. nie dlatego ze pojawilo sie dziecko bo moja corka jest najlepszym darem od losu. Tylko dlatego ze nie bylo przy mnie najwazniejszej mi osoby, matki.. On pojawil sie w szpitalu raz. Pepkowe z kolegami bylo wazniejsze.. Nasze zycie to przyslowiowa sinusoida. Raz pod gorke, a raz z.. Problem w tym, ze bedac na gorce nie zauwazylam urwiska. Spadlam na dno.. Robilam wszystko, aby byl szczesliwy. Aby bylo dobrze miedzy nami. Nie mam juz sily przepraszac, za rzeczy, ktorych nie zrobilam. A tak to wyglada. on sie napije, wyzywa, poniza, a ja przepraszam.. Nie mam prawa miec znajomych plci meskiej. Glupi buziak na przywitanie w polik z jego znajomym jest tematem prowadzacym do kolejnej klotni. Czuje, ze traktuje mnie jako swoja zdobycz. Nie ma wgl szacunku do kobiet, a zwlaszcza do matki. I moje pytanie, jakie sobie ciagle zadaje: Gdzie popelniam blad? Nie umiem sie klocic.. Zawsze robimy co on chce. Chcialam go zmienic, a wychodzi na to ze ja jestm kims zupelnie innym. Wiem to glupie, sama potrafie innym doradzic, bo gdybym uslyszala moja historie z innych ust to bym powiedziala wez dziecko i uciekaj, ale sobie nie potrafie powiedziec DOSC.
  22. Przez pomyłke poprzednia wiadomosc wylalam niedokonczona, wiec tutaj napisze ja jeszcze raz. Jestem uczennicą liceum I mam 18 lat. Zawsze byłam zamknięta w sobie I introwertyczna, jednak po śmierci mojego dziadka w 2011 roku, kompletnie się załamałam. Płakałam praktycznie codziennie, choć nikt o tym nie wiedział. Od tego czasu często towarzyszy mi przygnębienie, samotność I niska samoocena. Raz jest lepiej, raz gorzej. Od kilku miesiecy ten stan się nasilił I jestem smutna codziennie, nie mogę się tego wyzbyć. Jestem strasznie wrazliwa, wszystko biorę do siebie, czuje się niezrozumiała I bezwartościowa.Czesto pragne sie odezwac, jednak obawiam sie, ze powiem cos nie tak I sie upokorze, wiec wole milczec. Bez przerwy chce mi sie spac, najlepiej bym tylko ogladala telewizje, jadla I nic poza tym. Z jednej strony chciałabym kontaktu z drugim człowiekiem, ale jednak nieustannie sie izoluje. Wiem, że nigdy raczej nie posunelabym sie do samobojstwa, choc miewam rozne mysli. Nie wiem juz co robic, bo powoli mam juz dosyc takiego stanu rzeczy.
  23. [Zbyt długa wypowiedź] Witam. Jestem dwudziestoletnim studentem, mającym zamiar pracować z ludźmi w przyszłości. Nad ich rozwojem. Poniżej wyjaśnię dlaczego o tym wspomniałem w pierwszym zdaniu. Mój problem polega na tym, że nie wiem do końca czym jest i tutaj prosiłbym o pomoc. Powiem to, co sam uznaje za ważne, kiedy kogoś oceniam. Najkrócej i najtreściwiej jak potrafię. Z góry przepraszam za długość wypowiedzi i dziękuję za poświęcony czas. Moje problemy zaczęły się w podstawówce- drobne kradzieże, skłócanie ludzi, rozstawianie po kątach, bójki, ogólny bunt przeciw światu. Przyczyna tego nie była w domu. (Rodzice nie są po rozwodzie, zarabiają jak ludzie za granicą, są wierzący, podarowali mi ciepło, miłość, to, czego w danym momencie potrzebowałem, poświęcali dużo uwagi). Myślę że raczej we mnie. W gimnazjum zaczęły się schody. Nie chce się rozpisywać na ten temat, tekst już teraz jest wystarczająco długi. Stanąłem po stronie słabszej osoby, przeszło to w mobbing, skończyłem w szpitalu po próbie samobójczej. Wyszedłem z ,,zaburzenia psychotyczne", które już w liceum zamieniono w zaburzenia schizotypowe. Wiem co to jest i jak działa. Leki nigdy nie pomagały na wszystko. Jeśli pozbywały się jednej rzeczy, to zawsze nasilała się druga, dlatego w pewnym momencie mój psychiatra załamał ręce i zastanawiał się ze mną nad pomocą duchową. (Jestem ateistą, wierzę że nic nie ma) Ale nie o tym, wciąż nie o tym... Uznałem że to może się po prostu przydać. Wszystkie te problemy zniknęły kilka miesięcy temu, tak nagle, a ja zacząłem zastanawiać nad tym, dlaczego mój każdy związek kończy się katastrofą i słowami skierowanymi do mnie- ,,jesteś psychopatą". Wytykałem partnerkom brak wiedzy, bo gdybym nim był, to nie odczuwałbym ani emocji, ani wyrzutów i tak dalej... A miałem je. Przecież pamiętam. Przyszedł taki czas w moim życiu, że począłem naprawdę sporo o tym czytać, myśleć... O to mi właśnie chodzi. Mam obsesje na punkcie ludzi. I nie chodzi o to że ich potrzebuje. Raczej potrzebuje tego co mogą mi dać, co mogę z nimi zrobić, co mogę o nich wiedzieć. Jestem manipulatorem. Doskonałym, perfekcyjnym, z stwierdzoną inteligencją wysoką, co z pewnością ma jakiś wpływ na moje sukcesy. Zdobywam kiedy chce, kogo chce, nie ma takiej osoby, która by mi nie uległa, a zmienianie, sterowanie partnerem/partnerką sprawia mi ogromną przyjemność. Zaczyna się miło, kończy na problemach psychicznych u towarzysza, któremu nie raz po prostu odechciewa się żyć. Czy jestem z tego dumny? I tak i nie. Zależy od tego jaką maskę akurat mam na sobie. Uważam ludzi za... no, nie wypada tu nikogo obrażać. Żadnemu nie udało się zobaczyć mojej prawdziwej osobowości, charakteru. Żaden nie przewidział mojego ruchu, nawet jeśli próbował, nie sam. Kończył na przegranej pozycji, by ostatecznie wrócić i przeprosić. Z czystego strachu, ciekawości czy zauroczenia ,,silną jednostką". Lubie swoją widownie, mimo iż jest po prostu głupia. Zawsze widzi to, co chce jej pokazać, by osiągnąć swój zamierzony cel. Wiem jak działam, wiem co jest objawem a co nie, wiem jak inni działają. Kiedy, gdzie, po co, co nimi kieruje. Znam schematy. Skutki danych sytuacji, wypowiedzianych słów, gestów. (Roku temu wykształciło się we mnie nawet coś podobnego do kolejnej choroby- wystarczy że spojrzę na drugiego człowieka, jego twarz, posturę, ubrania, oczy... I wiem kim jest, z czym ma problem, co go boli, na co cierpi. Wyglądało to dla jak kolejny objaw, dopóki nie zacząłem tego sprawdzać. Obcy ludzie dla zabawy wysyłali mi zdjęcia. Co się okazywało, nigdy nie myliłem się z ,,powierzchowną" diagnozą. Nie było mowy o żadnej pomyłce. Nie rozwiązałem jeszcze tej ,,zagadki" po dziś dzień, to pewnie doświadczenie wyniesione z obserwacji). Dzięki temu wiem do kogo mogę podejść. Kto jest słaby, kto potrzebuje wsparcia, czaru. Przyjaciela. Nie, nie mam zawyżonej samooceny. ^To jest jedyna rzecz na której się znam. Jedyna rzecz, która mi się przydaje i jedyny talent, którego nikt u mnie nie przebił swoim poziomem. Innych nie mam. Nie powinienem się ujawniać. To oczywiste. Powinienem udawać teraz dobrego człowieka, szukającego pomocy. Tyle że na tym to chyba polega. Na szczerości. Nasuwa się pytanie- więc czego chcesz, potrzebujesz? Jakiego rodzaju pomocy? Dokształcanie takiej osoby jak ty w temacie ludzi... Wiem co mi może być, ale potrzebuje chłodnej opinii. Widzę wiele u innych, ale sam u siebie nie do końca. Nie wiem dlaczego to tak działa... Może dlatego że bez przerwy wszystkich okłamuje, nawet siebie, bo tego akurat w danym momencie potrzebuje. Wiadomo że diagnoza nie będzie ,,pewna", bo to w końcu internet, ale same wskazówki specjalistów są na mnie na wagę złota. Po co chce to wiedzieć? Szczerze. Zastanawiam się, czy poza tym co sam widzę, jest coś co da się wyleczyć w jakikolwiek sposób, by zapobiec... ...postępującej apatii, bo wyrzuty sumienia i jakikolwiek wstyd, poszanowanie dla prawa i innych ludzi już straciłem. Żyje jak pasożyt. Zastanawiam się czy to ma po prostu... sens. Nie żeby mnie to obchodziło co ktoś poczuje, pomyśli, myślę o sobie. A to wciąż się nasila. Nic nie mogę zrobić. Na chwilę obecną jestem pusty. Dowiaduje się o śmierci, ciężkiej chorobie, utracie czegokolwiek- nie reaguje w żaden sposób. Bywa. Nic nie robi na mnie wrażenia, po prostu nie ma takiej sytuacji. Miewam słabsze dni. Czuje wówczas taką nienawiść, gniew, zdenerwowanie, że mam ochotę kogoś... ale to szybko mija, pojawia się zimna kalkulacja i znowu jestem tylko robotem, jak to mówi znajoma- jedyna, z (naiwnym w moim wypadku) kompleksem mesjasza. Po sześciu latach powiedziałem jej kim jestem. Jest z całą pewnością masochistką. Czy to ustanie? Może ustać? Być przejściowe, jak inne choroby? Nigdy nie znalazłem nigdzie odpowiedzi na takie pytania... Czy mogę sobie to przypomnieć, jak to się czuło. Jak mam karcić samego siebie za to, co lubię robić. Zwyczajnie nie chce z tego zrezygnować, ale wiedza się przyda, może później. <- Czy ma to w ogóle jakiś sens, czy znowu siebie, kogoś oszukuje, by coś osiągnąć. Czy związek z taką osobą jak ja w ogóle będzie miał jakąkolwiek rację bytu, czy jest możliwy. <-To na przykład chciałaby wiedzieć moja masochistka. Nie chce jej głupiej nadziei, a mogę w każdym momencie od siebie odsunąć. Kilka lat temu, kiedy jeszcze miałem emocje, próbowała mi pomóc. Mam do niej jakiś szacunek, sentyment. Praca z ludźmi... Raczej nie powinienem zostać do niej dopuszczony, z czego sobie zdaje sprawę. (Przynajmniej tej opartej na zaufaniu). Dlatego zastanawiam się, czy nie zrezygnować, czy nie spróbować ,,przestać", ale do tego jest mi w jakimś stopniu potrzebna wiedza... Bo nikogo poza specjalistami w tym temacie i sobą nie słucham. Zmieniam się jeśli chce i tego potrzebuje, nikt i nic mnie do tego nie przekona, nie zmusi. Sam muszę do tego dojść, bo na terapii bym po prostu kłamał, by sprawdzić... jak wiele potrafię. Dawniej tak robiłem. A czasami chce się zmienić, sam dla siebie. Przynajmniej próbuje. Niektóre maski noszę częściej niż inne. *Zabawna część tego wszystkiego, po nawiązaniu do pracy- przekonuje do siebie słabych ludzi poprzez udzielanie im pomocy. Myślą że jestem dobry, że rzeczywiście pomagam, jestem kimś innym niż wszyscy... a ja jedynie zdobywam zaufanie, poznaje mocne i słabe strony, co przydaje mi się później, już do przeciwieństwa pomocy. Częściowo im niecelowo pomagam, a częściowo niszczę. Sam nie wiem co o tym myśleć. Prosiłbym chociaż o rzucenie mi jakichkolwiek ,,haseł" czy też fraz, nad którymi powinienem się zastanowić, o których powinienem poczytać, pomyśleć, żeby lepiej to wszystko zrozumieć, może coś zmienić. Nie wymagam, proszę z drugiej strony o brak poczucia że ,,należy/wypada coś napisać", okazywać mi szacunek, bo wiem jak zazwyczaj patrzy się na taką osobę jak ja. Z góry dziękuję i ponownie bardzo przepraszam za długość wypowiedzi. Kłania się tutaj moja nieumiejętność czytania ze zrozumieniem, ale przynajmniej nie jest to ponad setny temat nawiązujący do depresji, prawda? Pozdrawiam!
  24. Mam 19 lat, jestem w końcowej klasie technikum. Od dłuższego czasu jestem wiecznie zasmucona, nie cieszy mnie nic, nawet wyjścia ze znajomymi, stałam się bardziej strachliwa, sama nakręcam się w mojej głowie przez wizje typu "ktoś mnie napada we własnym domu w środku nocy". Przed rodzina i znajomymi staje się bardziej energiczna i ekstrawertyczna niż kiedykolwiek byłam, chociaż w środku czuję się nadal smutna, za wszelką cenę nie chce dać tego po sobie poznać, pół roku temu miałam incydent z samookaleczaniem, właśnie przez przypływ smutku (nie powtórzyło się to na chwilę obecną). Staram się wychodzić z domu, szukać zajęcia by dać głowie odpocząć od malowania po ćwiczenia. Ciągle mam smutek z tylu głowy który jestem w stanie jedynie pokazać gdy jestem sama że sobą. Chwilami jest mi naprawdę ciężko, liczę na jakieś przydatne rady. Xoxo
  25. Witam Wszystkich. Jestem Zbyszek mam 37 lat , dwoje dzieci ( 11 i 13 lat ) . Problem mój podlega , przedewszystkim na tym , że pozornie ( z zewnątrz) wsztstko jest ok . tzw. normalna , zdrowa rodzina , dwoje dzieci , dziewczynka i chłopiec , ładna rok mlodsza żona (13 lat po ślubie) , piesek , ogródek , mieszkanie ,no wszystko na miejscu . Moja żona zawsze była osobą pewną siebie i wśród najblizszej rodziny uchodzi za silny charakter i ogólnie panowało przekonanie , ze to ona nosi spodnie w naszym domu , co wiadomo ujmowało mojej męskości i miało ogromne odbicie na moim poczuciu wlasnej wartości. 10 lat po ślubie przeszedlem depresję. Czułem się odpychany przez żonę , nieustannie miałem poczucie przygnębienia i ogromną podejrzliwość do żony o zdradę , chociaż nie mialem ku temu zednych przeslanek , tylko moje wlasne odczucia . Leczylem się u psychiatry lecz tylko farmakologicznie i z chwilą gdy te objawy ustąpiły , odstawilem leki i bylo ok . W nastepnych 3 latach przeszedłem jeszcze kilka stanów lękowych lecz po wizycie u psychiatry stwierdził że mam problem z alkoholem . Wiedzialem , ze z moją głową jest cos nie tak więc odstawilem nawet to jedno piwo dziennie , skoro chcialem pomocy to postanowiłem zastosować się do zaleceń tego małokompetentnego lekarza . W ubiegłym roku teafilem do szpitala psychiatrycznego z silnymi stanami lękowymi i z obawą że " ktoś mi ukradł tożsamość " i znow pigułki , zamulone myślenie i ogólna rezygnacja do życia. Zaczalem dużo czytać na temat zaburzeń osobowości i biegu tych informacji trafilem na borderline .Zmienilem tok myślenia i szukałem przyczyny problemu w żonie. Zwróciłem szczególną uwagę na sposób jej zachowania oraz dostrzeglem w jak sprytny sposób jestem manipulowany i że większość kłótni i awantur są powodowane właściwie z niczego i nie mają ani sensu ani celu . Temat bardzo delikatny , rozjasnilem temat jej samej i widzę jak ona cierpi lecz nie jest to dla niej takie proste , zeby się otworzyć. Kazda usilna próba z jej strony jest w pewnym momencie blokowana ,przez jej zaburzenie , które zaistniało właśnie po to aby chronić światło dzienne przed prawdą . Ja dopiero co odzyskalem kontrolę nad sobą lecz tez psychicznie nie jest ze mną dobrze i wiem że żeby dobrze pokierować tymi sprawami to muszę zadbać przedewszystkim o swoje zdrowie lecz nie mam pojęcia co mowic dzieciom bo one widzą ze jest cos nie tak a o przyczynie problemu żony nie mam z kim porozmawiac bo nie wiem kto tak naprawdę jest godny zaufania . Widzę , że za twarzą tej niby silnej , impulsywnej kobiety z charakterem , siedzi w koncie skulona i cierpiąca , oraz przepełniona poczuciem winy i wstydu , zupelnie nie winna i pozbawiona jakiejkolwiek wartości postać dziewczyny w ktorej zakochalem się 20 lat temu . Troszkę lżej jak to tutaj wylałem , proszę o dobre rady . pozdrawiam Zbyszek

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.