Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'osobowość'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Witam, ostatnio pewna osoba z tej strony mi pomogła może tym razem będę tak samo. A więc mój problem polega na za mocnym martwieniem się do tego stopnia że jakoś od 2 lat mam problemu że snem zasypiam ale budzę się w nocy, przerabiałam tabletki na receptę po których też się budziłam, a spowodowane jest to stresem Mam 26 lat rodzice nigdy nie okazywali mi miłości, więc jej nie umiem za bardzo ale do setną moja matka ma długi na 120 tys o których wiem, stresuje mnie to bardzo pomimo że mam swój dom to i tak myślę co Bd z rodzinnym, każda najmniejsza rzecz doprowadza mnie analizowania itp Czasem aż mam siebie dosyć staram się nad tym panować i pomaga jedynie sluchanie muzyki do psychologa nie chce isc nie trafiałam nigdy na dobrego, gdy miałam 16/17 lat zaczęłam chodzić bo nie potrafiłam wyjść do ludzi i się ciełam, Za dzieciaka wujek który mieszka do dnia dzisiejszego molestował mnie gdy zrozumiałam to że robił źle nikt z rodziny nie staną w mojej obronie moja matka stwierdziła że kłamie, jestem strasznie zniszczonym człowiekiem ale staram się siebie naprawić... Nie wiem jak martwienie się tym wszystkim strasznie męczy, na ogół jestem osobą uśmiechniętą rozmowna i to bardzo pomocną ale w środku czuje żal do rodziny a nie mogę się odciąć.... Chciałabym uwolnić głowę od tego wszystkiego ale nie potrafię, mam nadzieję że ktoś przeczyta to wszystko i mi coś doradzi
  2. Życie jest wykrzyknikiem nie znakiem zapytania - to zasada mojego postępowania. Sama zawsze o to dbam by moje życie nie miało czarno białych barw. Nie czekam aż w życiu lepiej mi będzie. Kto idzie na łatwiznę nigdy szczytów nie zdobędzie. Wiara w siebie - bez niej w świat nie ruszę, tylko się w drobiny rozkruszę. Takiego jestem zdania i Nigdy się nie poddaje, mym wrogom satysfakcji nie daje. Jak upadam szybko wstaje i porażki nie opłakuje. Biedny jest człowiek który nadziei nie ma. To ona napędza żagle marzeń na niepowodzeń oceanie i nie pozwala na zrezygnowanie. Gdy moje marzenia celami się stają nabierają wielkiego znaczenia bo wyznaczają kierunek nie łatwy do spełnienia. Z dnia wczorajszego naukę wyciągam, dzisiaj na 100 procent żyje i na jutro mam nadzieje.
  3. Witam , z tej strony Dawid 32 lata, Chciałbym spytać o narzędzia do pracy nad złymi nawykami ? Nie mam cierpliwości do stawiania małych cegiełek , a jednak bez tego się nie obędzie … Jak pracować nad wypełnianiem postanowień żeby te małe cegiełki się pojawiały ?? Mam dużo czasu a za tym idzie wiadomo dużo postanowień.. lepsza forma (siłownia), nauka nowego języka , podróże , ale jak przychodzi moment odpoczynku po pracy to już ciężko wstać z kanapy. Chciałbym popracować nad cierpliwością , wypełnianiem postanowień ( konsekwencja w działaniu ) ale od czego zacząć ?
  4. Witam. Mam 20 lat, a mój chłopak ma 22 lata. Jesteśmy razem ponad 4 lata, jest to mój pierwszy poważny związek, dlatego potrzebuje opinii czy mój chłopak zachowuje się normalnie i po prostu przesadzam? Mianowicie, mój chłopak ma bardzo ciężki charakter, jest strasznie zazdrosny. Doszło do sytuacji gdzie się kłóciliśmy tylko dlatego, że przywitałam się ze starym znajomym na mieście. Niedawno skończyłam szkołę i zaczynam szukać pracy, otóż tutaj również pojawił się problem, ponieważ każdą ofertę pracy, którą znajdę muszę skonsultować z moim chłopakiem, co więcej on musi tę pracę zaakceptować. Jakiś czas temu, gdy znalazłam dorywczą pracę i opowiedziałam o niej mojemu chłopakowi, on stwierdził, że oszalałam i nie pójdę do pracy, gdzie jest tylu chłopaków (praca kelnerki w restauracji). Nie mogę też wyjść z koleżankami do clubu, czy pojechać do większego miasta na zakupy bo przecież go zdradzę. Dodam, że nigdy nie dałam mu powodów do zazdrości. Gdy, mimo jego zakazu chcę gdzieś wyjść pojawia się z jego strony szantaż, że jak wyjdę to wyrzuci mnie z mieszkania (mieszkamy razem od około 2 lat). Widzę, że coś jest nie tak, ale nie chcę stracić chłopaka, chciałabym mu pomóc, wiem też, że on nie miałby nic przeciwko, żeby udać się na wizytę np. do psychologa, ale nie wiem od czego zacząć. Czy tutaj rzeczywiście jest problem, czy sobie to po prostu wmawiam?
  5. Witam. Temat zakładam z czystej ciekawości i prosiłbym o wasze wypowiedzi czy też interpretację tego co napiszę.Przeczytałem ostatnio biografię Madonny i zastanawia mnie czy ta piosenkarka nie cierpi na coś pod względem psychologicznym.Zakładamy roboczo,że to co jest opisane w książce to w 100% prawda.Proszę,żebyście odpowiadali w podpunktach tak jak nakreślam sytuację. 1.Będąc w wieku nastoletnim już lubiła szokować i chciała być w centrum uwagi.Mówi,że po śmierci matki była zła na Ojca,że ożenił się po raz drugi więc robiła wiele,żeby zwrócić na siebie uwagę lub go w jakiś sposób ukarać,że śmiał się związać z inną kobietą.Już w szkole wywołała skandal wykonując wyzywający taniec bodaj przed meczem kosztkówki.Robiła wiele by zdenerwować Ojca.Jak to interpretować? 2.W wieku 14 lat zaczęła współżycie ze swoim chłopakiem.Wiadomym jest,że coś takiego powinno pozostać słodką tajemnicą nastolatków szczególnie gdy ma się religijnego Ojca a sam fakt seksu z nieletnią grozi więzieniem.Ją to bawiło.Potrafiła żartować przy chłopaku,że powie o tym Ojcu czym przyprawiała lubego o zawał serca.Bawiło ją,że ktoś może mieć przez nią kłopoty. 3.Jej początki w Nowym Jorku były ciężkie-głodowała,mieszkała po norach w najgorszych dzielnicach,została nawet zgwałcona-o dziwo nie przeżywa tego jakoś bardzo.Ot stało się,nauczka na przyszłość.Jej byli wspominali,że lubiła zawsze ostry seks.Kochała się jak mężczyzna-mocno,zachłannie,energicznie.Czy może mieć to jakiś związek z gwałtem? Jeden wspominał,że po zbliżeniu potrafiła skulić się na drugim końcu łóżka i zapłakać. 3.Jest bezwzględna i lubi łamać zasady.Zmieniała chłopaków jeżeli to było w jej interesie,łamała im serca jeżeli miała z tego korzyści.Seks to dla niej narzędzie.Jej pierwsza menadżer znając jej charakter postawiła warunek-żadnych romansów z członkami kapeli.Prześpisz się z kimś-on wylatuje z zespołu.Specjalnie zaciągnęła do łóżka chyba perkusistę by wyrzucono go z zespołu bo wolała w jego miejsce swojego nowego chłopaka.Z praktycznie każdym kto posunął jej karierę naprzód miała romans. 4.Nie szanuje uczuć innych i lubi ich podpuszczać i prowokować,nawet publicznie.Będąc żoną Seana Penn'a potrafiła na jego oczach flirtować i innym albo czynić głośne uwagi w towarzystwie,że jest nudziarzem i marudą.Twierdzi,że zrobiła wszystko,żeby jej ślub był tajemnicą a i tak fotografowano ją z helikoptera i robiła wokół siebie szum.Bawi ją jak ktoś się przez nią wścieka i awanturuje. 5.W filmie dokumentalnym "W łóżku z madonną" opowiadając o swojej matce...wiła się na jej nagrobku.Po tej scenie jej brat był tak zniesmaczony,że nie brał już udziału w tym filmie.Popularnośc można zyskać również na grobie bliskich. 6.Scena z tego samego dokumentu.Bierze za ręce tancerzy i odmawia,krótką modlitwę o pomyślny występ.Występ na którym za chwilę będzie symulować na scenie masturbację.To tak samo jakby kibole prosili o boską opatrzność bo zaraz będą okładać kogoś maczetą.Nie wiem jak to skomentować. 7.Po latach dowiaduje się,że lada dzień wyciekną jej nagie akty za które zarobiła parę groszy biedując w Nowym Jorku.Boi się,że to zaszkodzi jej karierze,płacze koleżance w ramię po czym po chwili...uśmiecha się i stwierdza,że to w sumie lepiej,będzie jeszcze więcej szumu wokół niej.Nic z tego nie rozumiem. 8.Co chwila zmienia partnerów.W ogóle nie potrafi stworzyć trwałego związku jakby nie szanowała męzczyzn.Swoje pierwsze dziecko chciała mieć sama-szukała tylko kogoś kto ją zapłodni-i tak też się stało.Po co jej mąż a dziecku Ojciec.Mężczyzna musi być tak samo ambitny i bezwzględny jak ona.Inaczej jest dla niej nieudacznikiem.Sprawia wrażenie jakby nie szanowała nikogo.Swego czasu podczas tras koncertowych spośród tancerzy wybierała sobie kochanka a kiedy tournee się kończyło zostawiała go a cały zespół był wymieniany na nowy.Często przyznaje,że jest zła na matkę że zmarła i na Ojca że ją "zdradził",żeniąc się jako wdowiec z inną kobietą.Traktuje to jako zdradę i porzucenie jej.Cxyżby dlatego powielała te zachowanie w dorosłym życiu? Zaangażować kogoś i porzucić? Czy na podstawie tych faktów można wysnuć jakieś wnioski co do jej osobowości?
  6. Mieliście kiedyś tak że byliście nie zadowoleni ze swojego życia ale nie widzieliście co zmienić? Właśnie jestem na tym etapie, wiem ze chce zmiany ale nie mam pomysłu jak to zacząć Chciałabym poznać siebie, jaka tak naprawdę jestem. Co lubię co mnie cieszy itp mieć więcej motywacji do zmiana swojego ciała przez które mam kompleksy ale mam za mało motywacji Jak zdobyć chęć i motywację do zmiany jakieś pomysłu ?
  7. Witam, facet z którym jestem od dwóch lat nagłe stał się mną mniej zainteresowany. Poświęca na spotkania tylko jeden dzień w tygodniu bo tłumaczy to nawałem pracy, obiecał po mojej interwencji że to zmieni rezygnując z dodatkowych obowiązków z czasem, nie oddzwania gdy mówi że zadzwoni, na wszystko inne ma czas np ostatnio na spacer późnym wieczorem. Czuję chłód od niego, nie jest w stanie nic dla mnie przełożyć, zmienić a nawet powiedział że nie chce bym przez niego i jego zachowanie płakała więc może nie jest mężczyzną dla mnie. Jak się zachować?
  8. Witam, proszę was o pomoc w temacie - jak zrozumieć relacje z mężczyzną ? - Oto krótka historia - spotykamy się od 2 lat, wszystko było wspaniale do czasu aż brakło jego zainteresowania a mianowicie - spotykamy się tylko raz w tygodniu (na początku było trzy razy) bo od dwóch miesięcy on nie ma czasu bo coś niby zawsze wychodzi, najważniejsza dla niego w życiu jest rodzina, praca a później związek - to mi powiedział, komunikując mu że potrzebuje jego uwagi i zainteresowania do budowania związku on twierdzi ze jest pewny w stu procentach naszego związku że się nie rozpadnie i wszystko jest ok. Wg. mojej opinii nie jest a on na to ,,ja Cię na siłę nie trzymam jak narzekasz i ciągle Ci się coś nie podoba - mam już dość tego ciągłego narzekania'' Zauważyłam tez że nie darzy do czułości na co dzień, nie łapie mnie za rękę, nie przytula itp. Nie wiem jak mam się zachowywać, jak postępować by wrócił i był jak kiedyś. Bardzo się zmienił - twierdzi ze ta zmiana wynika z kolejnego etapu związku - ale jakiego ? że sie oddalamy ? Ciągle powtarza że nie ma czasu, jest zapracowany od ponad miesiąca. Proszę o pomoc jak mam postępować bo o niczym innym nie myślę i o niczym innym nie potrafię rozmawiać ponieważ boję się utraty związku który budowaliśmy
  9. Mam 21 lat. Pół roku temu zdiagnozowano u mnie osobowość unikającą, fobię społeczną oraz zaburzenia depresyjne. Aktualnie nie korzystam z pomocy specjalisty, ponieważ lęk jest na tyle niedokuczliwy, że potrafię w miarę normalnie funkcjonować, jeśli chodzi o zwykłe codzienne życie, obowiązki. Natomiast jeśli chodzi o relacje – nie jest najlepiej. Mam taki problem, że nie potrafię się z nikim zaprzyjaźnić, każda znajomość staje się powierzchowna albo po prostu często całkowicie się wycofuję, uważając, że nie zasługuję na uwagę i obecność drugiego człowieka, i że sama nie mam nic specjalnego do zaoferowania. Wydaje mi się, że brakuje mi jakiejś bliskiej, przyjacielskiej relacji, ale lęk przed odrzuceniem, niezrozumieniem jest zbyt wielki. Problem pojawia się również podczas prób nawiązywania i podtrzymywania relacji internetowych, a nawet jest wówczas bardziej uciążliwy, bo łatwiej można zniknąć i trudniej powstrzymać się od ucieczki, zerwania znajomości i odzyskania komfortu. Może to dziwne, ale często boję się wymieniać z kimś swobodnie wiadomości, stresuję się, kiedy muszę szybko zareagować, odpowiedzieć. Dotyczy to również konwersacji z osobami, które znam w realnym życiu. Ma ktoś może pomysł, co mogłoby mi pomóc w budowaniu relacji tak, aby czuć się w nich bezpiecznie i nie obawiać się tak bardzo braku akceptacji?
  10. Witam, mam 21 lat. Jestem żonaty od pół roku i mam cztero miesięczną córeczkę. Problem pojawił się już w gimnazjum. Problem trwa do dnia dzisiejszego, aczkolwiek nie tak intensywnie, jak do 18 roku życia. Okres podstawówki był piekłem dla moich rodziców jak i nauczycieli. Byłem grubym, złośliwym dzieciakiem który zawsze chciał być w centrum uwagi, popisywał się przed dziewczynami dręczeniem innym, kłamałem bez skrupułów byle by wyjść z sytuacji cało. Byłem i w sumie jestem wiecznie niezadowolony. Dręczyłem psychicznie i fizycznie słabszych, byłem wraz z kolegom osobom, która dręczyła całą klasę chłopaków, wyśmiewaniem, wyzywaniem, kopaniem, byle by czuć władze i być fajnym. Zawsze znalazł się ktoś mocniejszy, wtedy odczuwałem strach, ale mimo to nie dawałem tego po sobie poznać. Zawsze myślałem o sobie że nie podobam się żadnej dziewczynie ze względu że byłem dosyć gruby, głupi charakter, żyłem śmiechem ceną urazu rówieśników, przez co do czasu zawodówki nie zgadałem do żadnej dziewczyny. wszystko co napisałem, zaczęło się w czwartej klasie podstawówki, kiedy do tego czasu byłem poniżany, wyśmiewany, bity przez dosłownie każdego i potrafiłem się tylko skarżyć. Udowodniłem w czwartej klasie że potrafię sie obronić, wtedy zaczęła się moja władza, gdzie każdy sie przede mną chował z chłopaków z klasy a ja miałem jednego przyjaciela, z którym rządziłem. Jak chodziłem do klasy 1-3 przeżywałem sytuacje duszenia, wycierania twarzy o ścianę bloku. Do tego również dochodził brak szacunku od ojca, jakby mógł to zabronił by mi wszystkiego, kazał mi chudnąc, wyzywał mnie, widział tylko młodszego brata. Pamietam jak okazywał mi uczucie tylko po alkoholu, do tego stopnia że sam go prosiłem żeby wypił, w skrócie, czułem się dla niego przeszkodą. nic mi się nie udawało, grałem w piłkę w klubie, jedyny grzałem ławę na meczach i wszyscy się ze mnie śmiali. Tylko potrafiłem być kozakiem w szkole przed słabszymi a jak już do mocniejszych zadarłem to zawsze dostawałem wpierdziel i do mamy na skargę a mama do rodziców, całą winę zawałem na kogoś a sam prowokowałem. Na tym skończę, wydaje mi się że to jest kluczowe w moich obecnych problemach. Nadszedł okres gimnazjum, jako jedyny poszedłem do obcych osób z moim przyjacielem z którym trzymałem, specjalnie nas przenieśli bo się bali kontynuacji. Wtedy się uspokoiłem, stałem się grzeczny na lekcjach, poznałem „gangste” kolegów, przed którymi zacząłem udawać kogoś lepszego. Doszło do tego że wraz z moimi nowymi przyjaciółmi dla pokazu wykończyłem psychicznie mojego przyjaciela, tak o, żeby być fajnym przed nowymi kolegami i żeby nie być lamus. Kiedy udało sie mu zmienić klasę, całe zło przeszło na moja osobę. Wyśmiewanie, wyzywanie ale nie aż tak, bo po części sie mnie bali, wykorzystywali to że wtedy już nie potrafiłem sie postawić bo wiedziałem że dostanę po pysku, nawet wtedy aż do dziś, nie potrafiłbym uderzyć nikogo w twarz, w sumie zawsze sie bałem kogoś uderzyć, nigdy nikomu prosto w twarz nie dałem z pieści, jedynie w samoobronie potrafiłem rozwalić wargę łokciem koledze, czy jak zostałem zmuszony to popychałem, lekko kopałem ale konfrontacji poważnej od zawsze sie boje, nie rozumiem dlaczego. Przez cały okres gimanazjum po szkole spędzałem całe dnie przed komputerem, tylko o tym myślałem na ostatniej lekcji. Robiłem wszystko żeby pograć, generalnie do 16 roku życia żyłem praktycznie przed komputerem, poza lekcjami. Od pierwszej klasy gimnazjum miałem już kompleksy co do swojego ciała, ogólnego wyglądu, charakteru. Miałem się za zero z głupim charakterem, brzydką twarzą, brzydkim ciałem, grubasem, który tylko ma życie w internecie. w końcu przyszedł dzień pod koniec 3 gimnazjum. Skręciłem poważnie kostkę, po czym cały miesiąc spędziłem przed ps4 i komputerem. Przez miesiąc sporo przytyłem, ponad 5kg. Przyjaciele nagle odeszli, zostałem sam z sobą. Postanowiłem z dnia na dzień że sprzedaje komputer za co kupiłem modnego wtedy iPhone 7, siłownie i zacząłem ćwiczyć od poniedziałku do niedzieli utrzymując dietę niskowęglowodanową i ćwicząc codziennie po 2-3h. Przez trzy miesiące z grubasa, zmieniłem się w dosyć umięśnionego gościa, z dosyć dużymi bicepsami, idealnym tricepsem, małym brzuchem, wielką klatą i ciemnej karnacji, pięknej cery chłopakiem, który jeszcze wtedy nie był tego świadom. Nie pamiętam dokładnie, ale jakoś od końca czerwca, do dnia zakończenia szkoły nie uczęszczałem na zajęcia, już wtedy ćwicząc miesiąc. Kiedy wróciłem do szkoły na zakończenie roku wszyscy na mnie patrzyli z podziwem, dziewczyny się pchały żeby mnie wziąć do tańca, kiedy Jeszcze nie byłem świadomy że od zawsze miałem ładna twarz, ale nie umiałem dobrze o siebie zadbać przez internet. Chłopak przeciętnie ubrany, z długimi włosami, nigdy nie ułożonymi. Z telefonem za 200zł, otyły i brzydki przyszedł po 2 miesiącach z najnowszym telefonem firmy Apple, ubranym w markowe ubrania, modnie dobrane, umięśniony, chudy i z idealną, ciemną cerą. Jeszcze wtedy nie byłem świadomy że coś takiego osiągałem aż do 1 zawodówki. Wszedłem do szkoły z myślą że dalej jestem najgorszy, brzydki i tylko że mam szpan rzeczami. Nie potrafiłem w ogóle rozmawiać z dziewczynami, nawet się z nimi przywitać przez swoją samoocenę, słaby charakter i strach już wtedy przed opinią wszystkich. Kiedy się dowiedziałem że jestem top1 najprzystojniejszy chłopak z całej klasy to byłem w szoku. Każda dziewczyna z klasy patrzyła na mnie jak w obrazek. Zauroczyłem sie wtedy w dziewczynie która była fejmem, myślałem ze nie mam szans, była wtedy w związku z przystojnym, bardzo popularnym chłopakiem a mimo to, poznała mnie i z powodu mojego wyglądu zauroczyła sie wr mnie do tego stopnia, że rzuciła swojego chłopaka, z którym była 2 lata i to on jej dał popularność. Kiedy poznała mój słaby charakter to po dwóch tygodniach się domyśliła, wcześniej twierdząc że mnie nauczy komunikacji. Ja nie rozmawiałem z żadna dziewczyna tak blisko jak z nią, proszę sobie wyobrazić jaki zawstydzony byłem w każdym zdaniu, po tygodniu jej wypowiedziałem słowa „kocham cię” nie świadomy jak poważne słowa wypowiedziałem. Rozstaliśmy sie, będąc nadal w jednym towarzystwie. Cierpiałem przez to pół roku, robiłem wszystko żeby do mnie wróciła, jeździłem na przystanku po jej praktykach, kupowałem kwiaty i słodycze ale mój słaby charakter przegrał wszystko. po tym wszystkim w końcu zmieniłem towarzystwo, tam poznałem dziewczynę, która zakochała się przede wszystkim w tym co mam środku i że nie jestem jak każdy, że mam w sobie to coś. Chodziła ze mną do klasy, jeszcze wtedy nie zwracałem na nią uwagi, a ona od początku po cichu się we mnie podkochiwała, ale na wszelki sposób, nie potrafiła tego po sobie poznać. Aż w końcu poznałem jej charakter i bezgranicznie się w niej zakochałem a miłość trwa do dziś, ale ja już zmieniłem się w potrwa, o tym napisze już w innym temacie. Razem z nią, bez świadomości o ryzyku, przed wyznaniem miłości weszliśmy w kontakt z narkotykami. Ja od początku mówiłem że chce spróbować amfy, bo z tego co czytałem, dała by mi to, czego mi brakuje w moim niedowartościowanymi życiu. Tak się stało, pierwsze zażycie okazało się najlepszym uczuciem w moim życiu, nagle potrafiłem normalnie rozmawiać z ludźmi, nie bać się na ulicy, rozmawiać tak bardzo logicznie że niektórzy nie rozumieli jak z dnia na dzień mogłem tak zmądrzeć. Zażywałem wtedy przez 2 miesiące amfe, po czym odwzajemniłem miłość do mojej żony, rzuciliśmy z dnia na dzień, bez żadnego problemu, zaczęliśmy żyć pierwsza miłością, motylami w brzuch aż w końcu pierwszy etap miłości się skończył i zaczęły się nuuudy. Wszedł alkohol co weekend, przez 2 lata, upijanie się, żeby funkcjonować społecznie i mieć kolegów. Straciłem wszystkich, bo w końcu okazało się że to tylko kumple do picia. Wróciłem znowu do amfy, tym razem przez 5 miesięcy zażywania amfy co weekend przez 3 miesiące trwania a przez ostatnie dwa co 2-3dni z ciągami bez snu, nawet 3 dniowym. Zawsze byłem ten co wymiękał już psychicznie przy drugiej dobie nie spania i wtedy dziwiłem się że ja zachowuje normalność a każdy dookoła jest na wielkiej fazie. Nigdy nic po tym sobie nie wkręcałem, zawsze starałem się zachować normalność, żeby nikt mnie nie rozpoznał w pracy czy z osób z miejsca zamieszkania. Twierdziłem ze moi znajomi mają coś nie tak z głowa, ze potrafią się tak nakręcać w głowie. Tak naprawdę ile bym nie zażył to nigdy mną nie miotało, potrafiłbym nawet pod wpływem leżeć w spokoju, w bezruchu i myśleć. Wtedy już nie działało to na mnie jak na początku, pobudzenie z lekką euforią w tle, przez jakiś czas i zachowanie czystej świadomości. Nigdy nikt się po mnie nie skapnął. Po tych 5 miesiącach wyjechałem za granice. Rzuciłem znowu z dnia na dzień, tym razem zastępując to marihuaną w której nigdy nic nie widziałem aż do czasu zapalenia „tej prawdziwej” i tak od roku już pale dzień w dzień z dwoma przerwami tygodniowymi i teraz już półtora tygodnia nie pale, zrozumiałem ze coś jest ze mną nie tak, dosłownie, ale nie potrafię zrozumieć przez co dokładnie i dlaczego. Przechodząc do sedna, mój stan psychiczny na dzień dzisiejszy: lęk społeczny w porównaniu do tego, co pisałem wyżej poprawił się bardzo. Wydaje mi się, że najwiecej nauczyła mnie praca z ludźmi od 3 lat. Kiedyś byłem słabym pracownikiem, dzisiaj jestem jednym z najlepszych, uważanym za poukładanego, dobrego, odpowiedzialnego, dojrzałego, miłego i pomocnego człowieka. Nie wiem czy udaje, ale jak wracam do domu to jestem całkowitym przeciwieństwem, to też w dziale o związku. co 3-4 tygodnie zażywam amfe, zawsze kiedy zażyje, czuje się normalny. uspokaja mnie to, zaczynam „trzeźwo myśleć” jak mam problem ze skupieniem (też od zawsze) tak wszystko potrafię dobrze przemyśleć i wymyślić. W skrócie, zmieniam się w kogoś, kim chciałbym być. Mądrego, bez lęków, bez problemu z wypowiadaniem się. Myśle co mówię w przeciwieństwie do trzeźwości i pod wpływem trawki. Nie zapominam się, dopóki jestem pod wpływem to wszystko dokładnie pamietam. Nie stresuje się, gdzie ten stres doskwiera mi na codzień a przede wszystkim pozbywam się kompleksów, gdzie już nie są tak intensywne, ale nie potrafię się rozebrać przed swoją żoną i mam wyższa samoocenę ogólnie. Przez to Wszystko, wydaje mi się że cały ból przekładam wyzywając się na mojej żonie. Nie chce już specjalnie jej docinać, próbować ją zmieniać na swoje upodobania, niszczyć psychicznie Za to ze kiedyś byłem słaby a dziś jestem o wiele silniejszy i to teraz ja czuje sie tym nr 1 w związku, jestem pewny siebie. Ja na miejscu mojej żony już dawno bym odszedł z takiego związku. Żyjemy tylko Kłótniami, tylko przez to że ona skonczyla z wszelakimi używkami a ja dalej w tym tkwię a ona mi zabrania. Padają takie słowa że później jak sobie przypominam to chwytam się za głowę, a robie to tylko po to, żeby mieć z tego satysfakcję, że ja potrafię tak wkurzyć a kiedyś nie potrafiłem. Dodam jeszcze że dziadek zawsze dręczył babcie fizycznie i psychicznie, rodzice twierdzą ze mam To po nim a sam mnie uczył za dziecka jak dopierdzielić i nie szanować babci. Jeszcze wiele bym napisał, ale nie wierze że ktoś to do końca przeczyta. BŁAGAM O POMOC bo już nie potrafię ze sobą żyć, nienawidzę siebie i uciekam w używki, marihuanę żeby o tym jie myśleć a amfe żeby czuć się kimś kim chciałbym być. skupienie leży, pamięć krótkotrwała leży, koncentracja leży, uczucia i emocje leżą. nie raz chciałem iść do psychiatry ale nie potrafiłbym mu tego powiedzieć, nawet sobie nie wyobrażam rozmowy w cztery oczy z obcą osoba, o swoich najskrytszych problemach, nie potrafiłbym złożyć nawet sensownego zdania, chyba żebym poszedł pod wpływem amfy. Wole napisać anonimowo, w tym zawsze byłem odwazny, w internecie. Nie ufam nikomu, w podstawówce chodziłem do psychologa, który później powiedział wszystko swojemu mężowi (nauczyciel wf) a ten wyśmiał mnie z moich problemów przy całej klasie. I tak wtedy kłamałem psychologa i robiłem z siebie niewiniątko aż w końcu teraz mam za swoje złe czyny nauczkę. dodam jeszcze ze mam napady agresji jak nie zapale, byle co mnie irytuje ale tylko i wyłącznie jak czuje swobodę, czyli w domu. Jakby się wyzywam za to co mnie stresuje w pracy ale nie jestem tego jakby świadom, sam nie wiem. Nie radzę już sobie z tym. Wydaje mi się ze to trawka, nie czuje żadnej zmiany po tych półtora tygodnia a raczej bym powiedział że jest tylko gorzej. czy ja mam jakieś adhd czy add od dziecka? To by wyjaśniało działanie fety na mnie.
  11. Mam 20lat mieszkam w domu rodzinnym z mamą bratem i konkubentem mamy od 14 roku życia jestem w związku z chłopakiem z którym planuje wspólnie przyszłość czy mam prawo aby mój chłopak mógł zamieszkać ze mną w domu rodzinnym jeśli moja mama nie bardzo chce się zgodzić co po części mam podejrzane ze jej partner jest przyczyną do negatywnego jej nastawienia na moją prośbę o zamieszkaniu partnera
  12. Mam 26 lat i od jakiegoś czasu zastanawiam się czy nie jestem złym człowiekiem. Zaczęło się to w dzieciństwie zawsze byłam wycofana, potem zaczęto mnie wyśmiewać bo okulary brzydka itp chłopak który to robił bardzo mi się podobał. Po gimnazjum zaczęłam się malować itp lepiej wyglądać i kiedyś na imprezie ten sam chłopak przystawiał się kazalam mu spier.. Do setna teraz jestem mega pewna siebie, i zaczęłam zauważać że lubię wykorzystać ludzi że sprawia mi to przyjemność, nie utrzymuje z nikim Dłuższych reakcji bo nie mam takiej potrzeby, podczas kłótni z chłopaki nie mam hamulców mówię wszystko co może mnie zranic i odczuwam. Satysfakcję z wygranej kłótni w ten sposób. Wieloma ludźmi manipulowalam dla swoich celów i nie obchodzi mnie czy ich to zaboli Na ogół jestem pomocna miła osoba ale gdy ktoś zajdzie chodź lekko za skórę to już się odpala tak jak by ta zła ja Czy że jest ze Mną coś nie tak?
  13. Jak przestać wpadać w rolę dziecka kiedy ktoś podświadomie podchodzi do nas z pozycji rodzica bądź sami podświadomie pokazujemy że należy nas traktować jak dziecko? Skąd w ogóle może się brać taki program w głowie i dlaczego wtedy staramy się być zbyt mili, nadskakiwać innym wbrew sobie? O związkach nie wspomnę, że z takim systemem wpadamy w relacje gdzie często osoby są zimne i nieobecne oraz nie potrafiące się zakochać co prowadzi do dramatów. Jak to pokonać i jak zmienić taką postawę na lepszą? Pozdrawiam.
  14. Co byście doradzili osobie która nie ufa w sobie w 100%? Moim jedynym marzeniem jest bycie odważna. Co prawda osoby które mnie dobrze znają(mam na myśli przyjaciół) zazdrosza mi tego,że jestem odważna,chłopak mi mówi,że mam jakby dwie strony. Ja mam wrażenie,że się pogubiłam chciałabym byś aserwtywna,mówić głośno i wyraźnie swoje zdanie i się nie bać,że ktoś na mnie zaraz nakrzyczy. Mam wrażenie,że przez ojca taka jestem,jest mi bliski natomiast zawsze czułam,że mnie ciągnie w dół.Niby zawsze chce aby było dobrze,wysłuchuje mnie mówi,że okej dobrze,że masz swoje zdanie,pasje.Natomiast potem wychodzi,że to wszystko co powiedziałam obraca przeciwko mnie.Strasznie manipuluje,jest strasznie toksyczna osoba,nie mam z nim kontaktu. Boli mnie to,że przez niego w szczególności moja siostra przestała się uśmiechać,jest strasznie nieśmiała. Tak samo mama boi się od niego uwolnić,jest strasznie ciecha,niepewna siebie. Szczerze mam wrażenie,że aż ja za to trochę znienawidzialam.Nie wiem co mam już o tym wszystkim myśleć.....
  15. witam, od jakiegoś czasu zauważyłam u siebie dziwne zachowania, raz kogoś lubię a po chwili go nienawidzę, przestałam wychodzić z domu od 4 miesiecy, nie spotykam się ze znajomymi, okropnie się boje ze kiedyś zostanę sama, ze sobie nie poradzę itp.. wszystko wskazuje ze to borderline nie chce iść do psychologa boje się proszę o radę
  16. Żeby spełnić formalności: Jestem mężczyzną w wieku 25 lat i nie potrafię sobie poradzić z silnymi emocjami i problemami, które są przede mną stawiane... Moja partnerka (a może bardziej osoba, z którą się kiedyś przyjaźniłem, a teraz spotykam) boryka się z problemem zaniżonej samooceny i korzysta w tym z pomocy drugiego już psychologa. Około 10 lat temu zdiagnozowano u niej zaburzenia więzi. Obecnie mamy po około 25 lat, ona studiuje medycynę i jest najmądrzejszą osobą jaką znam, regularnie ćwiczy na siłowni i ma świetną figurę, jest ładna i stylowo się ubiera - często słyszy komplementy od płci przeciwnej, jest też bardzo zaradna i ma dość dużo znajomych. Skąd więc problemy z niską samooceną? Ona twierdzi, że przeze mnie. Chociaż staram się zawsze podkreślać jej niezbywalne atuty, to czasem jednak mam potrzebę przekazania jakby nie patrzeć niemiłej informacji o jej zachowaniach... Powiedzmy sobie wprost, mowa tutaj o zachowaniach uznawanych przeze mnie za toksyczne i obrzydliwe i nazywam je po imieniu, bo sam muszę przez nie korzystać z pomocy psychologicznej i nie sądzę, żeby można było je tolerować. Usłyszałem też, że za bardzo próbuję ją zmienić i nie daję poczucia akceptacji. To oczywiście nie było moim celem, bo ona mi poczucie akceptacji dawała... Tzn. do momentu aż celowo postanowiła mi je zabrać, żeby mnie ukarać - co może posłużyć jako wprowadzający przykład toksycznego według mnie zachowania. Może podam takich przykładów więcej: 1. Czasami ze swoim kolegą, który podobnie jak ona, gardzi "katolami" wyśmiewali moją byłą dziewczynę tegoż właśnie wyznania, aż doszli do momentu obrażania moich uczuć religijnych. Akurat wtedy jeszcze przejmowała się tym co mam do powiedzenia i przeprosiła za to, ale później sytuacja z wyśmiewaniem mojej ex powtarzała się. Według mnie jest to zachowanie płytkie, jakaś marna próba dowartościowania się czyimś kosztem i nazwałem to po prostu małostkowym. 2. Przed jej przyjazdem do mnie przygotowałem swój komputer (instalując próbny pakiet Office), żeby mogła zrobić coś na uczelnie i nie tachać swojego. Pożyczyłem go jej, a ja przygotowywałem nam w tym czasie obiad. Kiedy skończyła poinformowała mnie, że przeglądała moje prywatne wiadomości z byłą dziewczyną. Nie spodobało mi się to, ale nie miałem tam nic do ukrycia, więc nie robiłem z tego wielkiego problemu. Niestety, w kolejnych dniach ciągle kierowane były w moją stronę pretensje o to, że np. wysyłam partnerce te same zdjęcia, co ex (i to chodzi o zdjęcia jedzenia...). Sprecyzujmy, moja poprzednia relacja została zamknięta, mieszkamy daleko od siebie i nie widzieliśmy się ani razu odkąd jestem w nowej relacji, a kontakt mamy sporadyczny, a poruszane tematy to jedzenie, filmy i seriale. Zaczęło mnie to bardzo drażnić, bo w ogóle nie miała prawa przeglądać tych wiadomości bez mojej wiedzy ani zgody, a jeszcze rościła sobie na tej bazie jakieś pretensje. Kiedy zażądałem, żeby pokazała mi swoje wiadomości z jej byłym chłopakiem to niby pozwoliła, ale nie dała mi telefonu do ręki, a kiedy chciałem wejść w multimedia to go zabrała. No ja oczekiwałem raczej takiej samej dowolności w przeglądaniu treści jakie ona sobie dała, co powiedziałem wprost, a ona odmówiła. Od tego momentu absolutnie nie miałem ochoty słychać o żadnych ex i reagowałem złością kiedy wpychała w nasze rozmowy takie wątki. 3. W trakcie świąt kiedy miałem więcej czasu odkryłem, że partnerka, korzystając z okazji z pkt 2, korzystając z mojego laptopa usunęła moje wszystkie e-maile do i od niej, które były dla mnie bardzo ważne (były tam wyznania miłosne, chęć zmiany szkodliwych zachowań, otwartość na dialog i kompromisowość). Bardzo mnie to zdenerwowało, ale temat poruszyłem dopiero po świętach (nie spędzaliśmy ich razem, bo miała mnie zaprosić czego nie zrobiła, ani nie skorzystała z mojego zaproszenia), żeby nam ich nie psuć. Partnerka nie dość, że miała mi za złe, że unikałem rozmowy to jeszcze jawnie odmówiła przeproszenia za usunięcie moich wiadomości, bo uznała, że miała takie prawo, bo to były wiadomości z nią, bo kiedyś poprosiłem, żeby nie czytała wiadomości, które są dla niej raniące (dołowała się tym nie wiadomo po co), czym dałem jej przyzwolenie usunięcie ich na zawsze. No przykry absurd po prostu... 4. Ostatnio spotkała się ze swoją koleżanką (która jest bi, ale po 10-letnim związku z facetem) z liceum i poszły sobie potańczyć. Trochę ze sobą pisaliśmy i ona zaczęła się pytać czy może pocałować swoją koleżankę, a ja zacząłem się pytać dlaczego chce tak zrobić itd, nie dając na to żadnej odpowiedzi. Było już późno, więc się położyłem, a kiedy zadzwoniła powiedziała, że ją pocałowała i było super i w ogóle dziewczyny całują lepiej od chłopców. Doskonale wiedziałem, że to jej sposób flirtu i raczej nie miałem nic przeciwko temu pocałunku, o ile faktycznie taki miał miejsce. Następnego dnia dopytałem o szczegóły i dowiedziałem się, że właśnie jedzie do tej koleżanki, żeby zjadły razem śniadanie i spędziły wspólnie poranek. Wydało mi się to już trochę dziwne, no ale okej. Niestety później sprawiała wrażenie zakochanej w niej, opowiadała jak przytulały się i patrzyły na siebie w milczeniu, mówiła, że podobała jej się już w liceum, że ona odwzajemniła jej pocałunek i później zaczęła ją sama całować z językiem i na drugi dzień, kiedy były już trzeźwe to również, przypomniała, że od dłuższego czasu zastanawiała się czy nie jest BI, bo podobają jej się dziewczyny, tylko nie wiedziała czy potrafiłaby z taką być. Czarę goryczy przelała rozmowa, która wywiązała się po informacji, że ów koleżanka zaprosiła ją do siebie na weekend (mieszka w innym mieście), a ona zaczęła ją zachwalać, że całowała ją przy wszystkich, nie wstydziła się jej itd, na co ja odpowiadałem, że przecież ja też ją chciałem tak całować i również się jej nie wstydziłem (tylko niektórych sytuacji) i po mojej wiadomości "Czujesz, że masz wartość, bo przelizałaś się z koleżanką na imprezie?", która miała wyrazić moje oburzenie i niezrozumienie zaistniałej sytuacji otrzymałem, cytuję "Ja pierdole", "I znów zaczynasz", "Chcesz mi zniszczyć samoocenę", "Znów mnie atakujesz". Takich i podobnych zachowań można tutaj wymieniać dziesiątkami - potrafi zatajać prawdę, aż do momentu kiedy może jej użyć, żebym wyszedł na tego złego; bardzo często doszukuje się u mnie złych intencji; projektuje swoje obawy i schematy zachowań na mnie... Staram się to wszystko tolerować, cierpliwie tłumaczyć, ale naprawdę czasami rzucę niemiłym komentarzem albo przytykiem na temat jej przywary, co do której nie chce się nawet przyznać. Biorę pod uwagę, że ma pewne zaburzenia i nalegałem na wspólną wizytę u specjalisty, żebym po prostu wiedział nad czym możemy pracować, a co pozostaje zaakceptować, ale pomimo jej wcześniejszych chęci zaczęła mnie zbywać wymówkami. Próbując sięgnąć pamięcią do początku tego wszystkiego, dochodzę do wniosku, że ja chyba po prostu przyjąłem jej sposób przekazywania informacji, tj. tak jak coś czuję tak z siebie wyrzucam, bez zbytniego filtrowania, bez patrzenia czy może to być krzywdzące dla drugiej osoby. Właściwie myślałem, że właśnie o to jej chodzi, bo według niej związek powinien być spontaniczny, pełny emocji, "vibrant", a nigdy nie chciała porozmawiać na temat jej sposobu komunikacji wprost. Przez jej częste pytania "jesteś na mnie zły?" zacząłem odnosić wrażenie, że ona chce sprawić, żebym taki był, co miało być swoistą "grą wstępną". Niestety okazało się, że ona nie radzi sobie z tak przekazywanymi informacjami, bardzo bierze to wszystko do siebie (ale wtedy dlaczego zasypywała tym od dłuższego czasu mnie?), no i dowiedziałem się, że "rujnuję jej samoocenę". Ja zauważam, że coś tutaj jest nie tak, że ona powinna mieć po prostu poczucie własnej wartości, które nie będzie zachwiane przez jakiś żart, komentarz czy nawet uzasadnioną krytykę, a ona jakoś tak próżnie oczekuje atencji, komplementów i łechtania ego przez otoczenie, a jak coś/ktoś nie spełnia takiej funkcji, to jest to atak. Nie wydaje mi się też, żeby osoba z zaniżoną samooceną mogła zachowywać się w tak zuchwały sposób i z automatu odrzucać zdanie drugiej osoby, może to po prostu jakieś zachwiania? Zupełnie nie wiem jak sobie z tym poradzić, proszę o pomoc
  17. Dziedzina psychologii zwana psychodietetyką zajmuje się rozwiązywaniem problemów i trudności wszelkiego typu związanych z odżywianiem. Nadal dosyć rzadko mówi się o tym, że to co jemy ma nie tylko wielki wpływ na nasze ciało, ale i umysł. Sposób odżywiania danej osoby może wiele powiedzieć na temat jej stanu emocjonalnego i ogólnego samopoczucia psychicznego. Często przecież słyszymy, że cukierki, czekoladki, słodkości „poprawiają nastrój”. Nic bardziej mylnego, świadomie wiele osób wie, iż tylko podnosi się poziom cukru we krwi, który oddaje iluzoryczne uczucie poprawy jakości stanu emocji. Wiadomo, że jeżeli osoba często sięga po słodkie przekąski znaczy się, że brakuje jej energii witalnej zużytej przez zbyt silne napięcie i stres, lub w jej życiu dominują smutne relacje, historie lub doświadczenia. W ten sposób przychodzi chęć „by osłodzić sobie życie”. Gdy zdarza się to częściej mogą nastąpić objawy niepożądane takie jak otyłość, cukrzyca, pokrewne dolegliwości związane z nadmiernym podwyższaniem poziomu cukru we krwi. Jeżeli zatem zauważasz u siebie takie skłonności warto może zastanowić się, czy nie lepiej sięgać po sposoby dające radość, poczucie szczęścia i odprężenia, które jednocześnie będą całkowicie zdrowe dla umysłu i ciała. Przyjemne aktywności zamiast przetworzonych produktów takie jak basen, sauna, masaż, spacer, rower, rolki, nordic walking, joga, medytacja, techniki oddechowe itp. przynoszą poprawę jakości stanu umysłowego i jednocześnie nie obciążają żołądka, jelit i ciała, a dodatkowo pozwalają się pozbyć problemów dnia codziennego. Każdy zamiennik w zdrowszej wersji zamiast batonów i ciastek z pewnością wpłynie długotrwale na poprawę stanu zdrowia psychofizycznego. Kolejną ważną kwestią jest to, iż wiele osób borykających się z problemami natury psychicznej często doświadcza objawów, symptomów z ciała. Tak zwany zespół jelita drażliwego jest powszechny społecznie. Wywołuje między innymi bóle żołądka, jelit, biegunki, zaparcia, nadkwaśność. Jeżeli osoba dodatkowo spożywa jeszcze produkty, które pogłębiają te dolegliwości takie jak słodycze przetworzone i inne produkty zawierające toksyczne składniki, to choroba ta pogłębi się. Gdy pojawiają się jakiekolwiek objawy psychosomatyczne w ciele, ponieważ dzieje się w życiu osoby trudna sytuacja, należy tym bardziej „odstawić” produkty, które wpływają na stan nadwrażliwości układu pokarmowego. Lekarz na ogół zaleci wtedy nie tylko psychoterapię, ale i dietę właśnie lekkostrawną, która z poziomu fizycznego ciała osłabi odczucia. Jeżeli masz wrażenie, że należysz do grupy osób nadwrażliwych emocjonalnie, czyli takich, które silnie przeżywają dziejące się wokół zdarzenia, czy masz trudne relacje z innymi, warto zadbać nie tylko o kontakt z terapeutą, ale też wprowadzić do swojej diety nowe i zdrowe nawyki żywieniowe. Nadwrażliwość emocjonalna występuje nie tylko na poziomie umysłu, identycznie następuje jednocześnie na poziomie ciała i to na ogół w tym samym momencie. Szczególnie w stanach obniżonego nastroju, zmęczenia, napięcia, układ pokarmowy poszukuje wsparcia, ale wtedy można radzić sobie poprzez zdrowe produkty takie jak lekkostrawne ugotowane lub upieczone słodkie owoce lub warzywa, które będą niwelować oznaki pobudzenia autonomicznego układu nerwowego oraz układu pokarmowego. Zatem dobrze jest pamiętać, iż szczególnie w stanach nasilonych emocji, lęku, objawów czy cech depresyjności, dolegliwości psychosomatycznych zaleca się jednocześnie wewnętrzną pracę nad umysłem i ciałem. Zajrzyj czasem do swojej „emocjonalnej lodówki” i sprawdź jakie produkty wtedy tam gromadzisz? Może już czas na zmiany, by szczególnie w tych trudniejszych stanach napięć w ciele i umyśle skorzystać z pożywienia mentalnego, które wspiera cały organizm równocześnie.
  18. Witajcie Po 9 latach bycia razem ze swoją narzeczoną postanowiliśmy się rozejść. Mieliśmy już zaplanowane wesele na lipiec - sala, dj fotograf i inne. Wszystko musieliśmy odwołać przez problemy psychiczne mojej byłej narzeczonej. Wszystko się podobno zaczęło we wrześniu poprzedniego roku gdy mój brat się żenił a ja byłem świadkiem wraz z moją narzeczoną. Zauważyłem u niej gorsze samopoczucie, obniżony nastrój. Pytałem się co się dzieje, co Ci jest.. Nie była mi w stanie wtedy odpowiedzieć. Myślałem, że to przez to, że jej mama wyjechała do Niemiec by zarobić na wesele... Myślałem, że przez to , że jej ojciec nie radził sobie z jej mała siostrą i sprawami codziennymi i ciągle do niej dzwonił. Myślałem, że to przez to , że jej babcia umarła na covida i nawet jej mama nie miała okazji się z nią spotkać przed śmiercią... Dopiero w sylwestra powiedziała mi o wszystkim, że nie może wziąć ze mną ślubu, że nie kocha mnie tak jak powinna itd. Byliśmy u terapeuty dla par - to był jakiś bezsens - pani psycholog to była jakaś porażka. Potem narzeczona poszła sama do psychiatry przypisał jej leki i zalecił jej psychoterapie. Okazało się, że ma depresję przez to, że nie wie co do mnie czuje (bo zawsze czuła to ciepło w serduszku - tak to ona mówiła) Po 2/3 tygodniach zmieniła się w inną osobę - chłodną, opanowaną bez większych emocji - choć jak sama ona mówiła gdyby nie leki to by dalej wyła i płakała - więc dobrze, że tam poszła i zawalczyła o siebie. U psychoterapeutki okazało się, że problemy wynikają z problemów z dzieciństwa - jej mama znęcała się nad nią psychicznie przez całe dzieciństwo. Nie okazywała jej uczuć - urodziła ją strasznie młodo w wieku 16 lat więc była slustrowana tym faktem. Powiedziała mi, że przez 9 lat była tak na prawdę inną osobą niż pokazywała to w rzeczywistości tylko nie była w stanie tego nikomu powiedzieć ani okazać. Widać , że jej strasznie zależy na mnie, na człowieku z którym była 9 lat, do wyprowadzki przytulaliśmy się, całowaliśmy w czoło jak szliśmy do pracy i jak wracaliśmy z pracy. Nawet nigdy nam się tak dobrze i szczerze nie gadało jak po rozstaniu. Wiem , że ona jest chora i potrzebuje przestrzeni ale czemu nie chciała zamieszkać ze mną tylko wyprowadzić się i zamieszkać z koleżanką? Wydaje mi się, że wszystko ją przerosło ale ja bym nigdy nie zostawił osoby na której mi zależy dlatego mi to cięzko zrozumieć. Moja była narzeczona jest osobą introwertyczną, lubi być sama choć nigdy tego nie pokazywała ...
  19. Coraz więcej osób od kilku lat jest bardziej świadomych, czyta, słucha, poszukuje odpowiedzi na tematy związane z jakością zdrowia psychicznego, emocjonalnego. To bardzo dobra wiadomość i raduje się moje serce jako psychoterapeuty, jak widzę, że ludzie pragną dążyć do poprawy jakości swojego życia i zdrowia. Aktualne czasy niepokoju i niestabilności skłaniają tych bardziej uważnych do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia nad sensem swojego życia. Czy na pewno ma ono dalej tak wyglądać, chcą znaleźć rozwiązania sytuacji problemowych, lub po prostu sposobów na to by czuć się dobrze, a przede wszystkim żyć w zdrowiu. Tego typu „moda” na szczęście jest prozdrowotną ścieżką i jeżeli się nią będzie podążać wytrwale, to może przynieść tylko same korzyści. Należy zatem jak najbardziej kontynuować zdobywanie wiedzy i umiejętności psychologicznych do tego, „by stawać się jak najlepszą wersją siebie” i wieść upragnione życie. Trzeba jednak też podkreślić jeden bardzo ważny aspekt, który może jest często pomijany przy rozwoju osobistym. Praca wewnętrzną nad sobą, by czuć się dobrze, zdrowo i szczęśliwie koncentruje się głównie na emocjach, uczuciach – czyli umiejętności radzenia sobie w każdej sytuacji życiowej, uzyskaniu poczucia spełnienia i zdrowia. Zanim to jednak nastąpi nie wiele osób wie, że należy zacząć od „korzeni” by zbudować cokolwiek stabilnego. To znaczy nie tylko umysł jest istotny, ale i ciało. Razem ze sobą współdziałają i zawiadują wszystkimi czynnościami. Nic w organizmie, ciele ludzkim nie dzieje się bez udziału umysłu (mózgu). Ciało i umysł tylko razem jako całość w równowadze i harmonii mogą prawidłowo funkcjonować i zarządzać systemem ludzkich jakości. Nie wystarczy zatem skupiać się wyłącznie na pogłębianiu swojego procesu mentalnego (psychicznego), ale wziąć trzeba pod uwagę również procesy fizjologiczne. W literaturze występuje cała historia badań fizjologicznych w kontekście psychologicznym, psychiatrycznym. Co to znaczy? Tylko tyle, że to w jaki sposób przebiegają procesy fizjologiczne w naszym ciele ma ogromny wpływ na kondycję i zdrowie psychiczne oraz stan emocjonalny. Po pierwsze ilość i jakość snu oddziałuje na pobudzenie emocjonalne, ciśnienie tętnicze, poczucie spokoju i regeneracji, odporność organizmu oraz regulację hormonów, neurologiczny stan ośrodkowego układu nerwowego czyli mózgu. Zauważ zatem jaka jest jakość Twojego snu, czyli w jakich porach kładziesz się spać, ile godzin śpisz, czy sen jest przerywany, ciągły, głęboki, płytki, czy potrzebujesz spokojnej atmosfery, czy hałas Ci nie przeszkadza. To wszystko są jakości, które opisują Twój aktualny stan emocjonalny. Ponieważ jeżeli któraś z tych zmiennych nie do końca funkcjonuje prawidłowo, to w ciele zajdzie proces nierównowagi, który to również w następstwie wpłynie na Twój stan umysłu czyli emocjonalny, psychologiczny. Na przykład, gdy śpisz mało godzin, np. 4,5, kładziesz się spać o 12 w nocy to z wyników badań nad snem wiadomo, że organizm nie ma możliwości pełnej fazy odprężenia i uwolnienia z silnych emocji, odczuć. W konsekwencji może pojawiać się silne napięcie w ciągu dnia, często powierzchownie nie mające konkretnego podłoża, podwyższone ciśnienie krwi, ogólne zmęczenie, osłabienie, co wzmaga stany depresyjne, lękowe, psychosomatyczne. Zbadaj samodzielnie jakość swojego snu, być może wymaga zmian i dostosowania do potrzeb Twojego ciała i umysłu. Kolejna ważna kwestia, to sposób spędzania czasu. Ciało i umysł do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje świeżego powietrza. Zadaj sobie pytanie ile razy dziennie, lub w tygodniu, miesiącu przebywasz tam, gdzie jest dostęp do podstawowej energii życiowej czyli tlenu. Jeżeli prowadzisz aktywny i pełny dzień pracy, postaraj się w miarę możliwości jak najczęściej przebywać na zewnątrz budynków. Oddychaj powietrzem lasu, wody, miejsc uzdrowiskowych. To w co zaopatrujemy poprzez codzienny oddech ciało ma duże znaczenie dla zdrowia emocji i uczuć. Umysł wyciszony i spokojny, zrelaksowany i wypoczęty po nawet pół godzinnym spacerze funkcjonuje o wiele wydajniej i zdrowiej, zwalnia się praca serca, napięcie z ciała zostaje uwolnione, następuje odczucie większej witalności. Istotnym aspektem w rozwoju wewnętrznym jest również sposób i jakość odżywiania się. Nie bez powodu mówi się, że jesteś tym co jesz. Dokładnie jest to pełnia prawdy. Są dostępne badania, które pokazują ilościowo i precyzyjnie, który produkt – pokarm oddziałuje na wybraną część ciała, mózgu. To jest nieprawdopodobne jak to co jemy ma wpływ na nasz stan psychofizyczny i samopoczucie, zdrowie psychosomatyczne. Zajrzyj na chwilę do swojej „emocjonalnej lodówki” i pomyśl jakie produkty spożywasz najczęściej i czy na pewno one pogłębiają Twój stan, czy pomagają obniżyć na przykład poziom stresu. Z całą pewnością cukier i przetworzone produkty, to te od których trzeba by było zacząć rozmyślania, czy na pewno są pożyteczne w stanach problemów i sytuacji życiowych. Jak wiadomo, nasilają stan niepokoju, smutku i podwyższają wszystkie parametry psychologiczne w ciele takie jak ciśnienie krwi, temperaturę ciała, tętno, przyspieszone bicie serca, poczucie zmęczenia, niepokój. Ważne zatem jest to, by do świadomego stylu życia wprowadzać oprócz koncentracji na aspektach uczuciowych, emocjonalnych, również te wskaźniki fizjologiczne, które mają wielki wpływ na poprawę stanu zdrowia psychofizycznego. Warto pamiętać, że jeśli chcesz się zająć swoim stanem emocjonalnym, rozwiązać problem należy także zadbać o fizjologię ciała. Jeżeli czujesz taką gotowość i chęć, to zadbaj o siebie i swoje zdrowie holistycznie, czyli całościowo, a na pewno odwdzięczy Ci się w pełni.
  20. Wiadomo z wiedzy psychologicznej i psychoterapeutycznej, że poczucie własnej wartości kształtuje się już we wczesnych fazach okresu dzieciństwa, aż do okresu dorastania, adolescencji. Jest potwierdzone w ogromnej liczbie badań i poprzez tysiące klientów gabinetów terapeutycznych, że to w jaki sposób przebiegał proces wychowawczy ma ogromny wpływ na poczucie siebie i tego co o sobie myślimy. Każdy człowiek pochodzi z zupełnie innego miejsca na ziemi, ma całkowicie odmienną swoją własną historię osobistą i doświadczenia z rodziny pochodzenia. Wobec tego poziom poczucia własnej wartości zależy indywidualnie od tych zmiennych. Warto zatem czasami zastanowić się nad tym, jak to było u Ciebie? To w jaki sposób wychowywałeś się ma wpływ na Twoją aktualną samoocenę. Jeżeli w domu rodzinnym zdarzyło się, że oboje rodzice wspierali Ciebie, motywowali, odnosili dobrze, życzliwie z troską, miłością i najlepszymi uczuciami, to Twoje zdanie na swój temat będzie prawidłowe i zdrowe. Będziesz czuł się w pełni wartościową osobą i realizował się w życiu na wybranych, wymarzonych obszarach zarówno zawodowych, osobistych jak i indywidualnych. Jeżeli jednak z różnych powodów nie w pełni w miejscu Twojego zamieszkania był wspierany rozwój pozytywnie, to Twoje poczucie o sobie będzie adekwatne do tego, czego doświadczyłeś. Jeżeli czujesz czasami, że może nie jesteś dość „jakiś”, to moment na zatrzymanie i zapytanie siebie co tak naprawdę sądzisz o sobie? Spróbuj najpierw wypisać wszystko co przychodzi Ci na myśl, gdy zadajesz sobie to pytanie – co sądzisz o sobie? Wypisz wszystko, lub przemyśl. To bardzo ważna praca wewnętrzna, ponieważ to jak spoglądasz na siebie każdego dnia będzie odzwierciedleniem wszystkich jakości w życiu. Teraz gdy już pomyślisz o sobie, spróbuj przywołać w pamięci to, w jaki sposób mówiono lub zwracano się do Ciebie we wcześniejszych fazach życia. Jaki wzorzec i przykład oceny na Twój temat został Ci przekazany? Może nie zawsze był przyjemny. Jeżeli tak się zdarzyło, to miej to na uwadze, ponieważ prawdopodobnie Ty też czasami nie myślisz przyjaźnie na swój temat. Nie chodzi tutaj teraz o to, by oceniać przeszłość i jej doświadczenia, nie. Raczej ważne jest, by uświadomić sobie w jaki sposób powstały aktualne wzorce i ukształtowały konkretną samoocenę. Jeżeli zatem czujesz, że nie zawsze myślisz o sobie w sposób wartościowy, może czasami zapominasz zadbać o siebie, poklepać się samodzielnie po ramieniu, powiedzieć sobie miłe słowo, zrobić sobie przyjemność, spędzić miło czas ze sobą, to moment, by zacząć wprowadzać nowe zasady by wzmocnić samoocenę. Przecież również Ty jeżeli nie słyszałeś lub nadal nie słyszysz zbyt często wspierających słów, których pragniesz, możesz je mówić sobie w myślach lub werbalnie za pomocą słów. Jeżeli aktualnie lub w przeszłości nie mogłeś skorzystać ze wsparcia danej osoby, spróbuj wesprzeć siebie, powiedz sobie miłe słowo, zaplanuj sobie jakąś indywidualną przyjemność. Na to w jaki sposób odnosili lub odnoszą się do Ciebie inni ludzie nie masz wpływu, natomiast to jak Ty traktujesz i zwracasz się do siebie to już Twoje zadanie. Spróbuj częściej myśleć dobrze o sobie i zobaczysz jak wielkie efekty w Twoim samopoczuciu i nastawieniu zmieni ten sposób myślenia, zadbaj o siebie, życzliwiej się do siebie odnoś. Jest udowodnione naukowo, iż to w jaki sposób myślimy o sobie wpływa na wszystkie komórki ciała człowieka i na jego organizm tworząc w ten sposób specyficzne jednostki chorobowe czyli tak zwane choroby psychosomatyczne. Dlatego tak ważne jest dla zdrowia i życia każdej istoty, by każdego dnia poświęcić jakąś część czasu na dobre, przyjazne i kojące myśli i zachowania w stosunku do siebie.
  21. Czy zastanawiałeś/łaś się kiedyś z jakiego powodu wybrałeś tą pracę, czy ten zawód który aktualnie wykonujesz, lub w przeszłości wykonywałeś? Przecież to wcale nie jest takie jasne, dlaczego jedne osoby pracują w danej branży, a inne są specjalistami w wybranych dziedzinach, niektórzy pracują samodzielnie, większość w grupach. Udowodniono, że na wybór pracy zawodowej ma wpływ indywidualne poczucie własnej wartości. Co to oznacza? Mianowicie, jeżeli uważasz siebie za osobę o niższej wartości niż na przykład inny kandydat na dane stanowisko które aplikujesz to prawdopodobieństwo, że ten kandydat przejdzie pozytywnie procedurę, a nie Ty jest o wiele większe. Dlatego warto na chwilę się zastanowić nad tym, co tak naprawdę sądzisz na swój temat i za jaką osobę się uważasz. Gdyby dokonać klasycznego ćwiczenia i miałbyś na skali od 0 do 10 umiejscowić swoje zdanie o sobie to jakie ono jest? Zakładając że 0 to bardzo niskie poczucie własnej wartości, a 10 to bardzo wysokie. Wiele osób nawet nie próbuje składać CV, czy listu motywacyjnego do wybranych, wymarzonych miejsc pracy, ponieważ już na wstępie zakładają w swoich myślach, że z pewnością się im nie powiedzie. I tutaj wtedy zaczynają się uzasadnienia swoich myśli typu : „na pewno jestem niewystarczający, niewłaściwy, przecież nie spełnię wymagań i tak się nie uda, mam za niskie kwalifikacje, nie jestem dobry w tym, czy w tamtym” często są to usłyszane słowa na sesjach terapeutycznych. Wobec tego upragniona i satysfakcjonująca praca dla osób myślących w ten sposób raczej się oddala niż przybliża w swej realizacji. Co więcej, jeżeli jednak już osoba jednak mimo niskiego poczucia własnej wartości złoży swoją aplikację, ponieważ ktoś z rodziny lub z bliskich ją namówi, to wtedy powstaje kolejny kłopot. Gdy następuje rozmowa kwalifikacyjna i przychodzi najważniejszy moment, by się zaprezentować, to poczucie własnej wartości odgrywa kluczową rolę. Podczas takich wstępnych rozmów przedstawiciel danej placówki przede wszystkim bierze pod uwagę pewność siebie i sposób myślenia o sobie danego kandydata. Wie bowiem, że osoby, które „wierzą w siebie” i mają zdrowe spojrzenie na swoją wartość jako osoby będą dobrymi pracownikami, szczególnie w liczniejszych zakładach. Z całą pewnością zatem i jest też to już zbadane przez doświadczenie ludzkie, iż kandydat z adekwatnym pozytywnym myśleniem na swój temat zdobędzie upragnione stanowisko. Wobec tego, jeżeli zależy Ci na zmianie pracy, zawodu, miejsca wykonywania itp. a czujesz, że może nie zawsze myślisz i mówisz o sobie dobrze, to może czas, by się tym zając w wewnętrznej pracy nad sobą. Spróbuj poświęcić chwilę czasu na wykonanie bardzo prostego zadania: wypisz swoje zasoby. Zasoby, czyli to co Ty jako indywidualna, całkowicie wyjątkowa i unikatowa jednostka posiadasz w sobie, co zostało wykształcone w toku edukacji, rozwoju, doświadczenia życiowego. To są na przykład Twoje umiejętności, zdolności, pasje, coś co tylko Ty potrafisz zrobić, za co cenią Ciebie inni ludzie. Są to dalej Twoje cechy osobowe, czyli to jaki/jaka jesteś. Zastanów się prze chwilę, które z cech temperamentu mogą być wartościowe w danym zawodzie, tylko takie które posiadasz Ty, a nikt inny. Kolejna kwestia istotna to to jaką jesteś osobą personalnie. Czyli jak wyglądasz, jaką odzież nosisz, jak się wypowiadasz, to wszystko jest zarezerwowane tylko dla jednej osoby i to stanowi punkt wyboru przez przyszłych pracodawców. Są też osoby, które wybierają samodzielne prowadzenie firm, działalności, jeżeli Ty też masz takie pragnienia, pomyśl o sobie, jakie konkretnie masz możliwości indywidualne i osobowe do tego by móc w ten sposób pracować. Czy jest to zaangażowanie, odpowiedzialność, pracowitość, punktualność, uczciwość, rzetelność, życzliwość, przyjazne nastawienie. W każdym miejscu pracy są istotne inne zmienne. Dzięki uważnemu przyjrzeniu się sobie, swojemu potencjałowi i temu co jest Twoją mocną stroną możesz spełniać swoje marzenia odnośnie wyboru ścieżki zawodowej. Osoby które mają niskie poczucie wartości z reguły prawie nigdy nie zmieniają miejsc pracy, mimo iż są niezadowolone, godzą się na dane warunki. A przecież wszystko jest możliwe jeżeli tylko się czegoś bardzo pragnie i wykaże wysiłek w zdobyciu tego. Wybór należy do każdego indywidualnie i decyzja, czy to już czas na zmianę nawyków zawodowych oraz szczególnie na to, by popracować nad podniesieniem poczucia własnej wartości z liczby 3 do liczby 8. I zawsze pamiętaj, że jesteś kimś wyjątkowym i wszystko o czym marzysz może się spełnić. Jeżeli nie zawsze wiesz jak samodzielnie tego dokonać, skorzystaj z ukierunkowania przez specjalistę psychologa, psychoterapeuty.
  22. Dzień dobry! 😊 Szukam programów, które pozwolą usprawnić pracę mózgu. Chodzi przede wszystkim o trening koncentracji i pamięci. Znalazłem coś, co nazywa się N-Back Test. Czy ktoś zna ten program (jest wiele różnych aplikacji, ale model ten sam). Ew. czy ktoś może polecić tego typu programy do samodzielnych ćwiczeń? Dzięki Staszek
  23. Hej, Po 3 letnim związku z kobietą nie potrafię się pogodzić z tym wszystkim nie umiem stanąć na nogi. Byłem toksycznym człowiekiem dojrzałem to ale za późno bo musiałem uszanować decyzje partnerki mówiącej ze juz mnie nie kocha że coś w niej rosło rosło i pękło. Mamy wspólny kredyt i mieszkanie z którego się wyprowadziłem żeby jej nie męczyć sobą oraz by jej dziecku z poprzedniego malrznstwa nie mieszać w głowie bo już mu powiedziała że się rozstajemy. Nie wiem jak stanąć na nogi i ogólnie jak każdy chciałbym walczyć o nią. Ale jak.... Nie odzywać się? Czy może przeciwnie okazywać jej uczucie pisać że tęsknie? Tracę siły jestem na tabletkach uspokajających.
  24. Witam, byłabym wdzięczna za jakieś porady lub sugestie odnośnie komunikacji z partnerem. Mam 27 lat, a on 34. Jesteśmy razem od prawie 8 lat, on jest obcokrajowcem, większość czasu żyjemy w związku na odległość. W ostatnim czasie zaczęliśmy zbliżać się do znalezienia rozwiązania, aby w końcu zamieszkać razem. Byliśmy rozdzieleni przez pandemię przez prawie 2 lata.. Mój partner często bywał podejrzliwy i zazdrosny, lecz dotychczas sprzeczki kończyły się porozumieniem. W ostatnim czasie po zaistnieniu różnych sytuacji, które przekraczają jego granice i są czymś czego on nie może zaakceptować padły słowa, że jeśli pójdę na spotkanie to to będzie koniec związku. Chodzi o spotkanie w gronie moich przyjaciół z dzieciństwa. Los chciał, że troje z nich to mężczyźni i jedna kobieta. Z żadnym z nich nigdy nie byłam w związku, są dla mnie jak bracia. Dwóch z nich ma stałe partnerki, lecz jeden woli życie singla. Zazwyczaj spotykamy się w domu jednego z nas i po prostu rozmawiamy przy lampce wina i kolacji. Mój partner oznajmił mi jednak, że nie ufa nikomu, a takie sytuacje są dla niego nie do zaakceptowania. Uważa, że nie powinnam uczestniczyć w spotkaniach, w których jest równa liczba kobiet i mężczyzn lub mężczyzn jest więcej. Uważa, że to oczywiste. Oczywiście w sytuacji, w której mój partner jest za granicą, a jeden z moich znajomych jest singlem lub gdy któryś przyjdzie na spotkanie bez partnerki to automatycznie nie powinnam na spotkanie iść. Od dziecka jednak świętujemy razem urodziny itp. Jest to dość istotna część mojego życia. O ile jestem w stanie iść na kompromisy i nawet wysyłać wiadomości czy wychodzić ze spotkania o 22 (co jest dla mojego partnera tolerowaną godziną), tak niemożliwość spotkania w ogóle dopóki on nie wróci do Polski jest bardzo trudna. Przyznaję, że jest mi też trochę wstyd przed znajomymi, że są tak postrzegani przez mojego partnera, ale też jest mi przykro, gdy go krytykują lub sugerują że powinnam się z nim rozstać. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że mój partner niejednokrotnie stosował wobec mnie nieodpowiednie zagrywki. Wyczuwałam z jego strony szantaż emocjonalny, a jego szczere komentarze bywały bolesne. Doszedł on jednak ostatnio do wniosku, że próbował coś z tym zrobić i to zaakceptować, ale nie daje rady i jest to dla nas obojga wyniszczające. Moje propozycje znalezienia kompromisu spotykają się z oskarżeniem o zbytnie kalkulowanie sytuacji i stwierdzeniem, że moje wczesne powroty i wysyłanie do niego wiadomości nie powstrzymają jego złego samopoczucia. Różnica czasu między nami to 8 godzin, co sprawia, że on śpi, gdy ja spotykam się ze znajomymi.. Miewał przez to już ataki paniki po przebudzeniu. Wiem czym są bo sama ich doświadczałam, ale dzięki terapii radzę sobie z nimi. Partner nie wierzy w terapię ani w to, że przeszłość i jego dzieciństwo mogą mieć wpływ na jego brak zaufania do innych, a zwłaszcza do kobiet. W jego otoczeniu nie ma żadnych kobiet, a więc ja nie mam praktycznie powodów do zmartwień. Ja czasami w pracy również muszę brać udział w spotkaniach, gdzie jest więcej mężczyzn i niejednokrotnie odbywają sie one podczas lunchów. Próbuję się z nich wykręcać, ale nie zawsze tak się da. Wtedy również kłócimy się z partnerem. Bardzo go kocham i sądzę, że on mnie również. Choć ostatnio podjął decyzję o rozstaniu i planował po prostu zniknąć z mojego życia, to ostatecznie zdecydował się na rozmowę telefoniczną, w której przeprosił mnie i podziękował za wspólne lata. Byłam załamana, ponieważ rozstanie w sytuacji, w której nie zrobiłam nic złego wbrew naszej relacji wydało mi się po prostu bez sensu. Jestem osobą, która stara się ratować to, co cenne za wszelką cenę. Wiem, że to bywa słabością, ale naprawdę nie sądziłam, że ta kwestia okaże się niemożliwa do przeskoczenia. Ja wiem jak wyglądają moje spotkania ze znajomymi, lecz on nie może być pewien prawdy, dlatego staram się zrozumieć jego lęki i chciałabym tę sytuację przepracować. Nie wiem jednak jak się z nim komunikować. Gdy wspominam, że niedługo może być pewna sytuacja, która może być dla niego niepokojąca, to odpowiada złością, że skoro wiem, że to go rani to czemu w ogóle pytam, co mogę zrobić żeby mu pomóc skoro jedyną rzeczą, która w pełni pomoże jest to żebym na spotkanie nie poszła. Na tym próby dialogu i kompromisu się kończą. Partner podsumowuje, że się nie zmieni i tego nie zaakceptuje. W kółko każda strona powtarza swoje racje. Oboje jesteśmy rozmową wykończeni i zapłakani dochodzimy do wniosku, że nie potrafimy bez siebie żyć. Jednocześnie mamy zastanowić się nad wyjściem z sytuacji, co nigdy nam się nie udaje.. Nadmienię jeszcze, że on mówi, że nie chce mnie ograniczać i odbierać mi rzeczy, na których mi zależy, i wie, że jego reakcje ranią także mnie, czego on nienawidzi. Mówi, że niecierpi gdy ktoś przez niego cierpi lub jest smutny już od dziecka. Nie chcąc sprawiać mi dalej bólu, ani zmuszać mnie do rezygnacji ze stylu życia, proponował rozstanie, choć z cierpieniem na twarzy i łzami w oczach. Na tej podstawie wiem, że on też szczerze mnie kocha, ale coś przeszkadza nam w znalezieniu rozwiązania tej sytuacji. Chciałabym wiedzieć, jak ocalić ten związek. Czy powinnam zmienić podejście do znajomych? Przecież jeżeli są mi tak bliscy to zrozumieją, gdy parę razy na spotkaniach się nie pojawię. Nie chcę jednak by myśleli, że jestem ofiarą jakiejś przemocy.. Jednocześnie jeśli partner zauważy, że mnie to unieszczęśliwia to znienawidzi siebie jeszcze bardziej. Ja nie czuję jakiejś wielkiej potrzeby spotykania się z męską częścią naszej grupy. Najważniejsza jest moja przyjaciółka, z którą widuję się częściej. Jednak miło jest spędzać czasami czas w tej paczce z dzieciństwa i raz na kilka miesięcy chciałabym to robić. Starałam się napisać najważniejsze punkty naszej historii, choć nie sposób zawrzeć tutaj wszystko. Dziękuję za przeczytanie i prosiłamym o wsparcie.
  25. Hej, mam 26 lat i od okresu dojrzewania zaburzenia postrzegania własnego ciała zabierają mi radość z życia. Zaczęło się od standardowego „jestem za gruba” (mam raczej szczupłą sylwetkę), kompleksy związane z nieidealną cerą, przez garbienie się spowodowane ciągłym „chowaniem się przed światem”. Moja niska samoocena była ze mną chyba od zawsze, choć teoretycznie nie miałam podstaw by ją mieć (kochający i wspierający bliscy, brak przemocy w domu, grono znajomych). Im byłam starsza, tym bardziej przesiewałam ludzi wokół siebie, coraz bardziej zamykając się w sobie i skupiając na swoich wadach, których inni nie zauważali. Ja jednak cały czas widzę siebie jako zbyt grubą, nieatrakcyjną, niezadowoloną z siebie. Teraz nazywam swoje zaburzenia: dysmorfofobia, niska samoocena i brak pewności siebie. Najgorsze jest to, że osiągnęłam swój wymarzony cel, kończąc studia i pracując w wymarzonym zawodzie, mam kochających Rodziców, chłopaka, który kocha mnie taką jaka jestem, mam zdrowe ciało, które ćwiczę na siłowni, mam dach nad głową i jedzenie w lodowce, i w głębi serca to doceniam. Ale nie potrafię poradzić sobie z ciągłym niezadowoleniem z siebie, zachowaniami, które niszczą moje relacje z ludźmi. Porównuję się z innymi kobietami, a gdy są chudsze ode mnie- automatycznie czuję się jak ulana świnia, co gorsza mówię to chłopakowi, który zapewnia mnie o swoich uczuciach do mnie, a ja mu nie wierzę, gdy mówi, że dla niego jestem piękna. Czuję się niewystarczająca, mam wyrzuty sumienia po jedzeniu czegoś mniej zdrowego, nie potrafię spojrzeć na siebie z wyrozumiałością, widzę siebie jako zbyt grubą, nie wystarczająco mądrą i zdolną, i zaprzeczam wszystkim pozytywnym opiniom na mój temat. Gdy mam dzień, że czuję się grubo, brzydko i coś mi po prostu nie pasuje, automatycznie odpycham od siebie ludzi, których kocham i nie potrafię wyzbyć sie negatywnych myśli. Nie mam już siły wytrzymywać ze sobą. Nie wiem, dlaczego z pozytywnej dziewczyny pełnej pomysłów, pasji, znajomych i celów, przeistoczyłam się w zakompleksioną, smutną kobietę, która osiągnęła to, o czym marzyła kilka lat temu. Czy istnieje sposób na przywrócenie radości życia?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.