Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'osobowość'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 190 wyników

  1. Jestem Milena, mam prawie 30 lat, a czuję jakbym była dzieckiem. Nie potrafię udźwignąć dorosłego życia. Przeraża mnie każde zobowiązanie, kupno auta, mieszkania. Przeraża mnie perspektywa ślubu i posiadania dzieci. Czuję się bardzo samotna w moim związku i całym życiu, nie mam przyjaciół, jedynie znajomych. Od zawsze towarzyszy mi poczucie wyobcowania. Nie wiem jaka jestem, czego chce, czego nie, czuje się nijaka. Zmieniam się, żeby zyskać w oczach innych ludzi a oni i stronią ode mnie, pewnie czują moją zerową samoocenę. Jestem z rodziny niepełnej, dysfunkcyjnej, zawsze byłam mała stara, musiałam żeby pomagać rodzicowi i rodzeństwu. Nie wiem czy mogę być dda bo w moim domu problem z alkoholem był tylko w weekendy i na imprezach, rodzic nie zaniedbywał swoich zawodowych obowiązków ale wiem, że zaniedbywał mnie, mam o to ogromny żal a przed oczami smutne wspomnienia gdy zostawiał mnie samą bo wychodził pić. Nie wiem jak sobie poradzić, jestem bardzo zamknięta w sobie. Byłam u psychologa ale nie potrafiłam powiedzieć tego co najważniejsze.
  2. Dzień dobry. Ostatnio realizowałam ważne dla siebie zadanie, które odkładałam od kilku lat. Nie wiem niestety czy z powodzeniem. Faktem jest, że w trakcie jego realizacji mierzyłam się z wieloma problemami osobistymi, ale przykra prawda jest taka, że to nie tylko one sprawiły, że być może mu nie podołałam (a jeśli podołałam, to - z mojej perspektywy - słabo, wiem że stać mnie na więcej). Wiele osób było mi bardzo przychylnych i myślę, ż gdybym postarała się bardziej nie miałabym powodów do obaw. Przeanalizowałam swoje życie i tak naprawdę było tak zawsze. Często przez odkładanie rzeczy na pózniej musiałam robić je w dużo krótszym czasie. Fakt, że zawsze kończyło się to sukcesem - chcieć to móc. Tym razem jednak czuję, że jest inaczej. Mam do siebie żal, którego pojawienie się było tylko kwestią czasu i poniekąd się go spodziewałam. Mam poczucie, że dostałam w życiu wiele różnych możliwości, o których niektóre osoby marzą (i bardziej na nie zasługują), a ja ich nie doceniałam i nie wykorzystywałam, choć nie było to zamierzone. Już teraz zastanawiam się co jeśli się nie uda. Albo uda, ale najmniejszą linią oporu, „na farcie”. Wiem, że ten problem może wydawać się głupi, szczególnie że w ostatnim czasie mierzyłam się z problemami naprawdę poważnymi. Mimo to czuję się przybita, przegrana, boję się i martwię. Przykro mi, że taka jestem i niezbyt wiem jak sobie z tym poradzić, jeśli spełnią się zakładane przeze mnie czarne scenariusze. Myśl, że nie byłam w stanie satysfakcjonująco zmobilizować się przez jakiś czas, żeby potem czuć jedynie satysfakcję zamiast „mogłam lepiej”. Podziwiam ludzi, którzy zabierają się za dane zadanie, po prostu je wykonują i wiem, że też przecież mogę, a jednak tak nie jest. Zastanawiam się czy sytuacja, którą opisuję wyżej jest czymś co można wypracować, niejako się z nią pogodzić? Mam duże postanowienie, aby nie popełniać tego błędu już nigdy więcej, choć towarzyszy mi on przez większość mojego życia, a tak jak pisałam wcześniej, to zadanie było dla mnie naprawdę bardzo ważne, choć moje postępowanie zupełnie na to nie wskazuje. Dziękuję za przeczytanie wpisu i ewentualne komentarze. Czuję się zwyczajnie przegrana, przede wszystkim przed samą sobą
  3. Mam bardzo prosty i jednocześnie dziwnie skomplikowany problem. Mam 22 lata, jestem studentką 3 roku i od liceum ż roku na rok (nie umiem określić początku ani przyczyny) nasila się we mnie poczucie, że nie żyje. Nie na zasadzie fizycznego nie życia, ale braku własnego życia, własnej tożsamości, marzeń, celów. Nic związanego ze mną sama nie przynosi mi spełnienia, emocji, czegokolwiek. Świetnie się motywuje i sprawdzam w sytuacjach, kiedy jestem potrzebna bratu, mamie, bratankom, przyjaciołom. Rolę osoby odpowiedzialnej pełnię naprawdę dobrze. Jednak jeśli mam się zmotywować, żeby zrobić coś co nie jest dla innej osoby, nawet jeśli czegoś chcę to nie potrafię. Z jednej strony sama siebie potrzebuję i chciałabym być obecna w moim życiu i dbać też o swój rozwój, swoje pasje (już dawno zapomniałam jak to jest mieć pasje i hobby poza byciem potrzebnym komuś) itp, ale nie umiem. Nie potrafię sama siebie wesprzeć w niczym do tego stopnia, że swój czas wolny spędzam w łóżku robiąc....nic. Nie chce tego, ale nie potrafię wyjść z tej pułapki. Chce zrobić wiele rzeczy, ale nie mam siły żeby siebie sama przekonać w ostateczności do zrobienia czegokolwiek. Może ktoś mi powie jak załapać kontakt ze swoim zyciem bo probuje już długo i tęsknię za nim. Przepraszam jeśli to brzmi zbyt zawile i proszę zignorować jeśli tak jest. Kiedyś musi być lepiej i bez pomocy z Internetu
  4. Witam mam 27 lat od pewnego czasu jestem z mężczyzną w wieku 31 lat który zmaga się z depresją jest niestabilny emocjonalnie a podejrzewam u niego także chorobę dwubiegunową osobowość moje podejrzenia opieram na tym iż jak byłam u niego w czwartek i piąte to dużo rozmawialiśmy o tym co będzie p tym jak się wyprowadzi w swoje rodzinne strony że będę do niego przyjeżdżać ,po czym on zadał mi po raz kolejny pytanie czy wiem co nie czeka za życie względem jego choroby powiedziałam że tak i że doskonale zdaję sobie sprawę z tego co mnie czeka . i że razem damy sobie radę wczoraj pisaliśmy od godzinny 14 do godziny 19 normalnie miedzy czasie on wysyłał mi zdjęcia z swoich rodzinnych stron bo jest tam od wczoraj od godziny 8 rano. nagle o godzinie 0 :47 wysłał mi zdjęcie miejsca gdzie stoi samochodem i kilka miłych słów po czym o godzinie 01:05 dostałam wiadomość o treści złamię Ci serce bo pojawiłaś się w moim życiu w najgorszym momencie jesteś dla mnie kimś ważnym ale myślałem o tym długo wiem że nie uda się nam niczego dobrego zbudować na odległość przepraszam cię . a dzisiaj od rana pretensje później przeprosiny obietnice że postara się więcej tego nie robić następnie tekst boję się nie wiem co myśleć jak reagować proszę o pomoc z góry dziękuje za wszystkie rady i pomoc
  5. Jestem 18 letnią dziewczyną, ide teraz do klasy maturalnej. Moimi głównymi problemami jest duża wybuchowość, brak umiejętności okazywania uczyć i mówienia o nich, ogromny egoizm w stosunku do innych. Zawsze na pierwszym miejscu stawiam siebie, owszem myśle o innych, ale są gdzieś daleko, moi znajomi maja już tego dość. Maja tez dość mojego niezdecydowania i nieumiejętnosci ukazywania uczyć. Nigdy nie potrafię powiedzieć wprost o co mi chodzi. Jestem bardzo wybuchowa i często się ze wszystkimi kłócę, mam wrażenie ze za chwile wszyscy się ode mnie odwrócą i zostanę zupełnie sama. Czuje się również bardzo samotna, mimo ze otaczam się dużym gronem znajomych to samotność doskwiera mi na każdym kroku. Powoli przestaje sobie z tym radzić i boje się, ze złe to wpłynie na moją naukę
  6. Witam jestem dwodziestoletnim mezczyzną i potrzebuje pomocy a raczej opinii osób bardziej zaznajomionych i bardziej doświadczonych w sprawach emocji relacji miedzyludzkich ludzkiej psychiki itd. No wiec wszystko zaczęło się nawarstwiac 5 lat temu dokladniej mysle ze po śmierci mojego ojca czyli najważniejszej osoby w moim życiu. Przezylem szok co jest raczej normalne ale po tym wydarzeniu wszystko zaczęło przybierać gwałtowny i bardzo negatywny kierunek. Otóż chciałbym się dowiedzieć czy jest osoba którą na podstawie przedstawionych danych a raczej objawów czy zachowań będzie w stanie określić i ocenic do jakich zmian w mojej psychice doszło i może oszacować i polecić najlepsza formę walki bądź leczenia. Wiec zaobserwowalem pewne niepokojace objawy bądź stany m.in problemy ze snem od kilku lat bardzo późno chodze spać ciężko mi się wysypiac i często jestem zmeczony, kiepskie samopoczucie bardzo często oraz fakt ze do zmiany mojego humoru wystarzcu mała rzecz przez którą od razu staje się smutny wkurzony mimo ze wszystko było okej , obnizona samoocena oraz brak wiary we własne umiejętności brak bycia pewnym ze jestem w czymś dobrym badz ze cos potrafię, zamkniecie się w sobie co prawda z natury jestem intowertykiem ale przez śmierć ojca oraz pozniejsze odrzucenie wielu osób zacząłem zamykać sie na innych bardziej niz kiedykolwiek indziej zacząłem pałać wręcz nienawiscia i pogarda dla ludzi mimo ze ich nie znam to czasem mam myśli ze każdy jest kimś złym w tym świecie tylko udaje zakładając maskie bo tego wymaga społeczeństwo i przystosowano się do życia w nim następną rzecz to właśnie niesmialosc i pewnego rodzaju brak przystosowania do życia w społeczeństwie stresuja mnie najmniej poważne sytuacje społeczne gdy tylko trzeba wejść w interakcje z ludźmi przeżywał wewnętrzny niepokój i niechęć. Takich zaobserwowanych nietypowych i trochę niepokojących objawów o ile można tak to nazwać zaoobserwowalem trochę więcej ale żeby się nie rozpisywac aż tak zadań konkretne pytania zastanawiać się czy sa ludzie nie z dłoni do miłości do wchodzenia w relacje z ludźmi poprzez doswiadczenia z przeszłości czy mogę jakoś nad tym pracować następnie zastanawia mnie czy na każdy z tych objawow jest jakiś rodzaj terapii oraz formy leczenia bądź formy starania się pracowania nad tym zależy mi na odpowiedzi ponieważ znalazłem się w punkcie w którym samemu nie dam rady sobie poradzić z tym wszystkim dowiedzieć się tego jaki jestem co konkretnie mi jest do jakich zmian w moim myśleniu oraz psychice doszło i czym to wszystko jest spowodowane dlatego zwracam sie z prośbą takiej pomocy do osób bardziej wyspecjalizowanych oraz bardziej kompetentnych w tej dziedzinie Z gory dziekuje za każda odpowiedz w razie niewystarczających opisów mnie bądź mojego dziecinstwa badzcow które wpłynęły moim zdaniem na to wszystko na miejsce i sytuacje w którym jestem postaram się odpowiedzieć i uzupełnić mój opis jednoczesnie przepraszam za brak znaków interpunkcyjnych i chaotyczna formę mojej wypowiedzi mimo to licze na konkretne odpowiedzi.
  7. Witam, mam 18 lat i potrzebuje porady gdyż nie rozumiem samej siebie. Jestem osobą słabą psychicznie i bardzo wrażliwą, w przeszłości miałam stany depresyjne oraz myśli samobójcze (aktualnie już ich nie mam, prawie) odkąd pamiętam słabo radzę sobie emocjonalnie i wpadam w załamania, jestem bardzo nie stabilna i mój nastrój potrafi zmienić się w ciągu kilku minut. Raz jest świetnie zaraz okropnie. Raz zamykam się w domu a zaraz chce przebywac cały czas z ludźmi. Czuje bardzo duży nie pokój przed odrzuceniem (to mój największy problem) i nie wierze ze mogę być dla kogoś istotna, chociaż sama nie wiem czy to realny strach ale towarzyszy mi on każdego dnia. Szukam cały czas na to dowodów w zachowaniach innych, ale również czesto pakuje się w toksyczne relacje (ostatnio w takiej byłam i ciężko to przeżyłam). Wszystko przeżywam i analizuje. Czuje ze jestem nie wystarczająca i nie zasługuje na nic dobrego. Mam tez zachowania samodestrukcyjne i wiem o tym lecz i tak podejmuje działania które tylko to podsycają. Gdy czuje duży stres lub gniew nie umiem zapanować nad emocjami, czuje się bezsilna jakby w potrzasku. Trzymam to wszystko w sobie bo nie umiem inaczej i mam w głowie to ze dla nikogo nie jestem ważna. Boje się tez przyszłośc, ze sobie nie poradzę i nie wiem sama dokładnie co chciałbym robić. Na prawdę nie rozumiem siebie i sama nie wiem co czuje. Ostatnio natrafiłam na artykuł o borderline i zagłębiłam się trochę w ten temat ponieważ czułam jakbym czytała o sobie, jakby ktos wszedł mi do głowy i to opisał. Wszystko tak jakoś w koncu ułożyło się w całość. Oczywiście to tylko moje przypuszczenia ale wydaje mi się, że mogę mieć osobowość borderline i nie wiem co powinnam z tym zrobić. Wiele razy próbowałam udać się do psychologa lecz nie mogłam się przemóc (jedynie kilka lat temu przy stanach depresyjnych, ale wtedy tez uciekłam od tego). Przepraszam ze jest to takie chaotyczne ale inaczej nie umiem tego opisać.
  8. Cześć, mam 18 lat i niemały problem ze znalezieniem ludzi, którzy mnie rozumieją. Z góry przepraszam za chaotyczność mojej wypowiedzi jednak ciężko jest mi o tym pisać. Jestem jedynaczką i chyba nigdy nie miałam prawdziwego przyjaciela. No może w szkole podstawowej, ale po jej ukończeniu "przyjaźń" się zakończyła. Zawsze marzyłam o tym, żeby mieć kogoś z kim mogę pogadać o wszystkim. Z każdą kolejną szkołą miałam nadzieję, że taką właśnie osobę znajdę, jednak tak się nie stało. Za każdym razem odliczałam czas do ukończenia szkoły i zaczęcia nowej z "czystą kartą". Myślam, że to właśnie w liceum wszystko się zmieni. Przez pierwszy rok było super, nigdy nie byłam tak szczęśliwa bo praktycznie z każdym się dogadywałam. Każdy dzień tam spędzony to była czysta przyjemność. Do czasu. Po oskarżeniu mnie o coś czego nie zrobiłam wszystko się zmieniło i znowu wróciłam do odliczania czasu do końca szkoły. Chociaż to jest dopiero początek. Nigdy nie piłam alkoholu, nie paliłam u nawet piwo bezalkoholowe omijam szerokim łukiem. Taką decyzję podjęłam sama i jestem z tego dumna. Otaczają mnie ludzie którzy piją, palą i nie wiadomo co jeszcze. Niby wszystko jest okej, mam kilku znajomych jednak nie potrafię znaleźć z nimi wspólnego tematu. Dla nich ważne jest imprezowanie i pobijanie własnych "rekordów" w piciu chodź dla mnie to jest raczej sprawdzanie granicy wytrzymałości organizmu. Kilka razy byłam zaproszona na osiemnastkę i nie wiem czy wytrzymam kolejny raz. Przez większość imprezy jest mi smutno gdy patrzę na szczęśliwe pary, przyjaciół którzy świetnie się bawią a pośród nich ja, która nie ma ani chłopaka ani przyjaciela. Z trudem powstrzymuje łzy gdy o tym myślę. Wiem, że na wszystko przyjdzie czas i staram się tym nie przejmować jednak czasami przydałaby się taka osoba której mogłabym zaufać i powiedzieć co czuje. Dodatkowo przez lata spotykałam z krytyką (może nie tak ordynarną jednak tak samo bolesną). Miałam krzywe zęby i trochę nadwagi i często spotykałam sie z bolesnymi komentarzami. Teraz jest trochę lepiej, po leczeniu aparatem uwielbiam swój uśmiech i schudłam na tyle żeby w jakimś stopniu zaakceptować siebie. Czy to normalne, że ludzie którzy nie są tak przebojowi i ma inne cele i wartości w życiu mają tak ciężko? Nie wiem co robić, żeby przetrwać ostatni rok szkoły.
  9. Postaram się nie wyjść na wariatkę pisząc to. Około 5 lat temu zaczęła się moja depresja. Nikt nie wierzył mi że coś jest nie tak, więc musiałam sobie radzić.Myślałam że opanowałam sytuację ale od tamtego czasu czuję że jestem bardzo słaba psychicznie i wcale nie wyzdrowiałam. Chce pomocy ale kiedy już ktoś próbuje mi ją dać zaczynam panikować robi mi się niedobrze i zaczynam wmawiać wszystkim że jednak wszystko jest w porządku i kłamałam. TAK, To brzmi strasznie dziwnie. Czuję się jakby przytulał mnie jakiś bardzo, bardzo zły potwór który za każdym razem kiedy chce o nim opowiedzieć zatyka mi usta i nie pozwala mówić. Albo może raczej jakbym przywiązała się do tego potwora i nie chciała go zdradzić. Jestem również nerwowa i czasami miewam ataki histerii.
  10. Witam. Jestem nastoletnim chłopakiem mającym 15 lat. Od kilku tygodni, może miesięcy często czuję jakby.. Czyjąś obecność, gdyby ktoś mnie obserwował i wyśmiewał. W dodatku słyszę dziwne i niepokojące mnie rzeczy (najczęściej są to śmiechy, czyjś głos i stukanie o drzwi) w dodatku widzę straszne postacie i rzeczy jakie mnie przerażają. Z problemem sobie nie radzę. Z każdym dniem czuję, że "to" narasta a ja tylko zaczynam się tego bać. Drugim problemem jest to, że kilka razy chciałem namówić rodziców na wizytę u psychiatry, ale za każdym razem odmawiają i komentują czymś obraźliwym dla psychiatrów/psychologów (np. "Jeśli tam pójdziemy to będzie tylko gorzej", " Z psychiatrą Twoje problemy wzrosną ") Podejrzewam u siebie schizofrenię, ale z drugiej strony nie mam nikogo u siebie w rodzinie chorego na tą chorobę.
  11. Witajcie. Chciałam gdzieś opisać swoją historię, trochę mojego życia. Kiedyś tego nie wiedziałam, ale teraz już wiem że jestem osobą wrażliwą, niestety tą nad Od dziecka byłam bardzo nieśmiała i poważna, brałam na poważnie wszystkie słowa, gesty, zachowania. Nawet ton głosu wprawiał mnie w złe uczucia od których uciekałam. Lubiłam, lubię ludzi, byłam przyjazna, szybko się angażowałam i przywiązywałam tym bardziej że od zawsze mało tych przyjaciół było. W szkole nie byłam mile widziana w klasie, śmiano się ze mnie bo byłam małomówna, brałam do siebie różne rzeczy i dosyć poważna, dziwiło mnie zachowanie niektórych dzieci, agresywnych się bałam. Dzieci stwierdziły że mam coś ze sobą, jakieś zaburzenia, jestem dziwna i nie warto się ze mną kolegować, udawałam że to mnie nie rusza, ale nie potrafiłam się obronić. Ciągle płakałam : (Do dziś boję się negatywnych emocji, zawsze staram się być w dobrym nastroju. Myślałam że zyskam tym sympatię ale niestety nie. Ludzie trzymali mnie na dystans, bo byłam zbyt spokojna i grzeczna, innych irytowałam i wkurzałam, albo mieli mnie za fałszywą, i też skończyło się na wykluczaniu mnie,Chyba nikt nie wie jak ja co to znaczy odrzucenie, wiele razy uslyszalam że jestem pusta w środku, że brak mi charakteru, że kto by mnie chciał, że trzeba mnie tolerować, bardzo to boli, za wiele biorę do siebie a jak inni widzą moją słabość to wiadomo łatwo się poczepić itp Czuje się jak taki odludek, że nie pasuje tu, ani ja do innych ani inni do mnie, że się nie nadaje do tego życia, smutno mi, nikt nigdy nie myślał o mnie poważnie....
  12. Witam. Jestem nastoletnim chłopakiem mającym 15 lat. Od kilku tygodni, może miesięcy często czuję jakby.. Czyjąś obecność, gdyby ktoś mnie obserwował i wyśmiewał. W dodatku słyszę dziwne i niepokojące mnie rzeczy (najczęściej są to śmiechy, czyjąś głos i stukanie o drzwi) w dodatku widzę straszne postacie i rzeczy jakie mnie przerażają. Z problemem sobie nie radzę. Z każdym dniem czuję, że "to" narasta a ja tylko zaczynam się tego bać. Drugim problemem jest to, że kilka razy chciałem namówić rodziców na wizytę u psychiatry, ale za każdym razem odmawiają i komentują czymś obraźliwym dla psychiatrów/psychologów (np. "Jeśli tam pójdziemy to będzie tylko gorzej", " Z psychiatrą Twoje problemy wzrosną ") Podejrzewam u siebie schizofrenię, ale z drugiej strony nie mam nikogo u siebie w rodzinie chorego na tą chorobę.
  13. Witam, mam 19 lat. Od października zaczynam studia artystyczne. Uznałam, że w związku z tym nie mogę już funkcjonować tak jak do tej pory. Perfekcjonizm był we mnie przez całe życie. Łączy się on też ściśle z tym, że jestem bardzo wrażliwa na piękno. Moim hobby jest rękodzieło różnych kategorii. Również kolekcjonerstwo. No i jak można się domyślić, wszystko na tym polu szwankuje. Ciągle szukam nowych pomysłów na zrobienie czegoś pięknego i zapisuję je. Myślę "chcę zrobić to i to, bo to jest takie piękne!". Przyjmuje to formę już jakiejś obsesji. Jednak gdy już zasiadam do pracy i kiedy jakiś szczegół mi nie wyjdzie, od razu to porzucam. I już nie umiem wrócić, bo stwarza to dla mnie za duży problem i wymaga zbyt dużego wysiłku. Mam bardzo dużo nieskończonych projektów. Właściwie nigdy nie ukończyłam tego, co planowałam. Nie umiem żyć z myślą, że jakieś moje "dzieło" może być niedoskonałe. Odczuwam też ciągłą presję, że muszę tworzyć, nie mogę się obijać, bo jestem do tego powołana, a czas ucieka, życie nie jest wieczne. To wszystko może brzmieć banalnie, ale jest to ważną częścią mojego życia i powoduje niechęć do wszystkiego, zagubienie, przekłada się też na wiele innych aspektów. Wiem, że potrzebna mi terapia, ale aktualnie nie mam takiej możliwości. Muszę więc próbować pomóc sobie sama, dlatego się tu znalazłam. Proszę o jakieś porady, co mogę zrobić, jak zmienić swoje myślenie, żeby chociaż w pewnym stopniu zacząć żyć normalnie. Z góry dziękuję i pozdrawiam wszystkich.
  14. Witam Około 3 lata temu byłam w związku z narcyzem. Odkryłam to przez przypadek, przez pewien artykuł w Internecie. Dzięki temu zaczęłam czytać więcej na ten temat. Odkryłam wtedy, że dużo związków i przyjaźni w moim życiu było toksycznych. Myślę, że to przez to, że chyba cała moja rodzina jest toksyczna. Moja mama jest narcyzem, całe życie wszystko kreciło się wokół niej, ja nigdy się nie liczyłam. Zawsze robiłam wszystko żeby ona była szczęśliwa. Przeczytałam/obejrzałam bardzo dużo na temat toksycznych związków, narcyzmu, poczucia własnej wartości i myślałam, że jestem gotowa na poznanie kogoś normalnego i normalny związek. Niestety okazuje się, że znowu weszlam w relację z narcyzem. Bylam pewna, że po tym wszystkim już nie dam się w coś takiego wciągnąć. I teraz moje pytanie: czy jest szansa na normalny związek? Bo jak widać cały czas kręcą mnie toksyczne osoby. Sama chyba też jestem toksyczna? Czy skończe jak moja matka? Ona zawsze krytykowała związki swojej mamy (mojej babci), a robi dokładnie to samo. I ja czuje, że też zamieniam się w matke, pomimo tego, ze w teorii wiem czego nie powinnam robić.
  15. Dzień dobry forumowicze! Po około 6 wizytach u dr. psychoterapii, postawił on diagnozę: Wysoko funkcjonujący borderline i narcyzm. Narcyzm sobie doczytałem, ale mam problem ze znalezieniem materiałów na temat tego typu borderline. Psychoterapeuta powiedział, że to taki Borded Line "pozytywny?", że skrajnie przesadzam w stronę działania wysokopoziomowego? Że np. zbytnio śmieszkuję, zbytnio ekspresjonuję zabawne ideaologie? hmm... Niestety sesja się skończyła, więc nie byłem w stanie już nic więcej na ten temat dopytać. Czy ktoś by mi mógł pomóc zrozumieć, lub wskazać materiał do poczytania na temat tego typu borderline? Pozdrawiam serdecznie! Pikachu
  16. Witam, jestem młodą kobietą, 19 lat. Jakiś problem w mojej psychice siedział od zawsze, 4 lata temu byłam w szpitalu psychiatrycznym, lecz ostatecznie nie przypisano mi żadnej diagnozy, ponieważ siłą manipulacji zmusilam rodziców, by wypisali mnie na rządanie. Jeszcze przed pobytem w szpitalu jednak psychiatra wypisywał mi leki na schizofrenie i depresje, ktore u mnie podejrzewal. Do rzeczy - kazdego dnia wstaje z takim dziwnym uczuciem w srodku, jakby ktos zabral mi kawalek siebie, niekonczaca sie pustka. Nastroj zmienia mi sie bardzo szybko i bardzo czesto. Strasznie silnie na wszystko reaguje, czesto zalewam sie placzem i histeryzuje z błahych powodów - np partner poszedł do sklepu i zapomniał, że miał kupić mi picie - przez cos takiego potrafie płakać godzine, bo wmawiam sobie, ze gdyby mnie kochal to by nie zapomnial. Tkwie w toksycznej relacji - toksycznej obustronnie - momentami nienawidze partnera z calego serca, jestem gotowa go zostawic, za chwile jednak jestem w stanie go blagac o przebaczenie i prosic, zeby mnie nie opuszczal. Strasznie boje sie porzucenia, caly czas mam z tylu glowy mysl, ze non stop cos robie nie tak i partner mnie zostawi. Czuje sie beznadziejna i bezuzyteczna. Potrzebuje go miec na wylacznosc, non stop lecz czesto gdy jestesmy razem chce zeby zniknal mi z oczu. Jestem strasznie chwiejna i bardzo szybko sie denerwuje. Przypalam sie papierosami, bije po twarzy, uderzam piescia w sciane. Raz w obecnoaci partnera pochlastalam sobie reke. Moje zaburzenie, czymkolwiek jest, mysle, ze zagraza zyciu rownie mojemu, jak innych ludzi. Miesiac temu po klotni o jakas blahostke wsiadlam do samochodu majac 2,5 promila we krwi i rozbilam sie o drzewo, doznajac powaznego zlamania trojkostkowego kostek bocznych i zlamania ramienia. W obecny weekend - rowniez po malej klotni - wyszlam z domu i polozylam sie na srodku ulicy z nadzieja, ze moze ktos mnie przejedzie. Kompletnie nie panuje nad swoimi zachowaniami, miewam wybuchy zlosci i placzu niemalze codziennie, a wtedy wpadam w szal i nie moge sie opanowac i tak jak wspominalam wczesniej bije sie po twarzy, mowie do siebie, rozmyslam o samobojstwie,bo uwazam, ze tylko na to zasluguje. Warto jeszcze wspomniec,ze nie mysle racjonalnie i podejmuje zle decyzje, ktore rzutuja na moje zycie jak rzucenie szkoly od razu po osiagnieciu pelnoletnosci czy naduzywanie twardych narkotykow. Na chwile obecna nie mam mozliwosci udania sie do lekarza, poniewaz nie mam na to srodkow, po wypadku jestem czasowo niezdolna do pracy. Wykonczy mnie to, przez wiekszosc czasu myslalam, ze mam depresje, jednak moze to borderline?
  17. Witam wszystkich Jest to mój pierwszy post na tego typu stronie, jestem 19-letnią dziewczyną i odkąd pamiętam zmagam się z problemem odnośnie odczuwania emocji i budowania relacji. Kiedyś myślałam, że jest to "przejściowe", że każdy w życiu przechodzi taki etap. Już w szkole podstawowej zauważyłam, że od zawsze odstawałam od innych dzieci, byłam otoczona dużym gronem znajomych, ale nigdy nie potrafiłam zaangażować się w żadną przyjaźń i nigdy nie darzyłam nikogo szczególną sympatią. Wtedy nie było to jeszcze na tyle szkodliwe, ale kilka lat później zaczęły się pierwsze związki. Zawsze była to ta sama historia, pierwsze wrażenie, spędzenie czasu, bliskość z partnerem, chęć zaangażowania się, ale nadal brak jakiejkolwiek zażyłości emocjonalnej z mojej strony. Nagle zawsze szybko wkradała się oschłość i obojętność. Często kończyło się to złym zachowaniem z mojej strony, doszło nawet niejednokrotnie do zdrady, wszystko byleby cokolwiek nareszcie poczuć, chociaż na chwilę. Tak samo było z wieloletnimi "przyjaźniami", miałam wokół siebie lolajne, kochane osoby, które potrafiły mnie pokochać, dopiero z perspektywy czasu zauważam, że mieli zawsze dobre i szczere intencje. Niestety nie potrafiłam tego przyjąć, docenić. Boję się samotności, ale mimo to odcięłam się od wszystkich moich bliskich osób, bo nie potrafiłam dać im tego, co oni dawali mi, a zdecydowanie na to zasługiwali. Mimo tego, że spędzałam z kimś każdą wolną chwilę, z dnia na dzień urwałam kontakt, chciałam dać drugiej osobie możliwość "uwolnienia się", znalezienia w życiu kogoś bardziej odpowiedniego, nie potrafiłam spojrzeć drugiej osobie w oczy i przeprosić, nie mogłam nawet zmusić się do jakiegokolwiek poczucia winy. Dopiero po czasie z każdym takim zachowaniem czułam do siebie coraz większą nienawiść i obrzydzenie. Wiele razy w zwykłej, codziennej sytuacji, chociażby patrząc w lustro potrafię wpatrywać się godzinami w swoje odbicie i nie mogę wydusić z siebie chociażby jednej łzy, a właśnie na to mam nieraz ochotę i stale zadaję sobie pytanie dlaczego nie mogę być jak inni? Kiedy sytuacja powtórzyła się przy kolejnym i kolejnym, nawet kilkuletnim związku czy przyjaźni, postanowiłam odpocząć, zadbać o siebie, odciąć się od jakichkolwiek relacji, przestać ranić innych, spróbować pokochać przede wszystkim siebie. Szukałam w internecie na różnych forach ludzi o podobnych przeżyciach, w tamtym momencie zdałam sobie sprawę, że dłużej sama nie dam rady sobie z tym radzić. Aktulanie, po tych wszystkich wydarzeniach, które męczą mnie już od wielu lat, jestem na skraju załamania, zaczęłam często się upijać, czy chociażby odurzać żeby tylko na chwilę poczuć cokolwiek, przez co na drugi dzień czuję się jak bym była swoim największym wrogiem. Próbowałam już wszystkiego, ale nadal patrząc w lustro widzę człowieka, którym nigdy nie chciałam się stać i nie wiem jak sobie pomóc. Chciałabym w końcu obudzić w sobie jakiekolwiek emocje i po prostu być normalna. Od wielu lat rozważałam opcję pomocy psychologicznej, ale zawsze bałam się, że zostanę oceniona z góry, że inni tego nie zrozumieją? Mam świadomość tego, że sama nie poradzę sobie z tym problemem i potrzebuję pomocy, bo jeszcze całe życie przede mną, mam swoje plany i marzenia, które jeszcze kiedyś chce zrealizować. Wystarczy, że przegapiłam przez to wszystko najlepsze lata i najlepsze momenty w moim życiu.
  18. Witam, Mam olbrzymi problem z kłamstwem. Jęstem kłamcą praktycznie od dziecka. Moja rodzina o tym wie chodź dalej mi ufa, a ja wciąż ich okłamuje. Straciłem już troje przyjaciół przez swoje kłamstwa. Jednak ja nie moge przestać, nie mam kontroli nad tym. Mimo że staram się sobie mówić że juz nie będe, to i tak kogoś okłamie. Najgorsze że czasem sam zaczynam wierzyć w własne kłamstwa. Jakieś błache kłamstewka bym jeszcze przebolał, bo każdy troche kłamie. Jednak czasem posuwam się tak daleko że potrafie tworzyć dowody na swoje kłamstwa. Chciałbym jakoś z tym walczyć, wyleczyć się z tego. Nie wiem jednak jak, gdzie zacząć i od czego. Nawet nie mam kogo o pomoc poprosić bo to wiązało by się z wyjsciem na jaw moich kłamstw. Co robić? Czy mam szanse sam się z tym uporać?
  19. Witam wszystkich na forum. To mój pierwszy post także prosił bym o wyrozumiałość. Z góry dziękuję. Jestem Pablito( 38 lat), mąż z 12 letnim stażem i synem w wieku 10 lat. Postaram się teraz nakreślić mój problem. A mianowicie... Z moją żoną jestem w związku od 18 lat, później był ślub a po dwóch latach urodził się Nasz syn. W związku raczej nigdy nie dochodziło do większych sprzeczek, raczej byliśmy zgodni. Jeśli chodzi o czynności intymne powiem tak, szału nie było nigdy, choć bywały okresy bardzo wzmożonej aktywności. Jak urodził się Nasz syn to wiadomą sprawą jest, że dziecko czasami dla Naszej wygody (przynajmniej tajk mi sie kiedyś wydawało) braliśmy do łóżka.. karmienie nocna i ogólnie szybsza i sprawniejsza opieka nad noworodkiem. Dziecko rosło i rosło spało nawet przez jakiś czas w łóżeczku, choć czesto się zdarzało , że wchodziło do naszej sypialni. Za jakiś czas mniej więcej w wieku około 3 lat już zupełnie się przeniosło do Naszego łóżka.. osobiście mi zawsze to przeszkadzało, bo wiadomo każdy mężczyzna potrzebuje trochę bliskości z kobietą, jednek słowa żony zawsze były takie same.." a co ja mam zrobić? " . Ja dziecko odnosiłem do jego łóżka lecz po kilku godzinach jęczenia i grymaszenia finalnie i tak wracało do Naszego. W początkowym okresie dochodziło nawet do tego że potrafiłem kłaść się koło jego łóżka na ziemi i czekać aż zaśnie itd. Trwało to i trwało lecz finalnie i tak się budził i wracał do Naszego łóżka (nie wiem nawet kiedy i jak mogłem dopuścić do tego, ale niestety wyszło jak wyszło). Czas mijał, dziecko rosło i w trójkę było mi już niewygodnie. Pewnego dnia się zdenerwowałemi i poszedłem spać do pokoju na dół i tak już przeszło 5 lat... Moja małżonka oczywiście nic sobie za bardzo z tego nie robiła więc zacząłem się przyzwyczajać do tej sytuacji i sam odpuściłem starania. Jak się domyślacie zapewne Nasze pożycie małżeńskie jest zerowe, tak właśnie nie pamiętam już kiedy uprawiałem ostatni raz seks z moja żoną.. 5..może 6 lat temu hmm, sam nie wiem. Ale tu nie o sam seks chodzi. Mam wrażenie, że mój dorastający syn jest bardzo pokrzywdzony. Nie ma w nim tej ikry do życia.. Zrobił się taki "synuś mamusi". Syn ma swój pokój , swoje łóżku które z biegiem lat się zmieniało bo wiadomo dziecko rośnie, ale nigdy tak naprawdę z niego nie korzystał. Nie chcę mu sprawić krzywdy tym zaistniałym faktem spania z matką, ale szczerze nie wiem jak wybrnąć z tej sytuacji. Moja żona nic sobie z tego nie robi kompletnie. Śpi z nią w jednym łóżku i jest ok. Chciałbym wrócic do wspólnego łoża małżeńskiego, ale obawiam się że za bardzo się w tym zagmatwałem i sam sobie z tym nie poradzę. Wchodzę chyba powoli w okres takiej wegetacji.. Bardzo proszę o pomoc
  20. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  21. Witam Mam na imię Piotr, mam 40 lat. Mimo wieku nadal mieszkam z rodzicami, jestem kawalerem. Bardzo czuję potrzebę przytulania się. Zżyty jestem z Mamą i czasem lubię się Ją przytulać. Okazyjnie (nie na siłę) do innych ludzi (przeważnie kobiet) np. przy składaniu życzenia świątecznych. Lubię też jak ktoś mnie przytuli. Przytulać też uwielbiam zwierzęta (koty). Przytulanie NIE podnieca mnie seksualnie. Kiedyś psycholog spytał mnie co czuję przy przytulaniu, czemu lubię to robić a ja za Boga nie potrafiłem się wypowiedzieć. Mam pytanie czy to jest normalne w tym wieku? Czę sto czuję, że nie mam do kogo się przytulić.
  22. Dzień dobry wszystkim Forumowiczom, Chciałbym przedstawić swój problem, który szczególnie mi się materializuje w miejscu pracy... W zasadzie w prawie każdym miejscu pracy, w którym pracowałem. Zacznę może od siebie. Jestem świeżo po 30-tce, mam żonę i od niedawna dziecko. Odkąd pamiętam, to zawsze byłem "inny" jeśli chodzi o kontakty towarzyskie. Od najmłodszych lat byłem uznawany za dziwnego czy wręcz głupiego, choć uczyłem się bardzo dobrze. Moje relacje z rówieśnikami były trudne, bo mój sposób bycia i to, co mówiłem, jakoś nie przystawały do ogółu (nie licząc głupich wpadek logicznych w rozmowach). Nawet przy totalnej zmianie środowiska z gimnazjum do liceum nie poprawiło to mojej sytuacji, bo ciągle gdzieś na wierzch wychodziła moja "inność"... i chyba to, że pewne rzeczy miałem nie po kolei w głowie (ale nigdy nie byłem "emo" czy kimś w tym stylu, wyglądałem zupełnie normalnie)... liceum gorzej wspominam jak gimnazjum. Pod koniec liceum postanowiłem pójść do psychiatry, który mi przepisał psychotropy, bo miałem objawy depresji i zaburzeń lękowych uogólnionych. Dopiero zmiana z liceum na studia dała mi odczuwalną zmianę i względną normalność... Skąd to się wzięło? Być może od starszego brata, który czepiał się mnie o wszystko i dobitnie krytykował moje porażki... wiadomo, młodszy przecież musi być tym głupszym, a starszy mądrzejszym! Do dzisiaj twierdzę, że nikt mnie tak nie odarł z pewności siebie, jak mój własny brat. Niby sobie tam pomagamy w potrzebie (on mi więcej niż ja jemu), ale i tak wolę mieć dziś ze swoim bratem jak najmniej wspólnego. Na marginesie - w sprawach damsko-męskich też mi nie wychodziło przez bycie innym, spiętym itp. Miałem szczęście poznać swoją obecną żonę, z którą mamy wiele podobieństw. Na studiach (wieczorowych i potem zaocznych) miałem dobre, nawet bardzo dobre wyniki w nauce. Nigdy nie miałem żadnego warunku, zawsze pamiętałem o wszystkich ważnych terminach, a praca w grupach nie przysparzała większych problemów. Postanowiłem, że studia II st podejmę w systemie zaocznym i zacznę szukać pierwszej pracy (no bo przecież doświadczenie trzeba mieć oprócz studiów itd...) Po wysłanych 50 CV pierwszą pracę załatwił mi brat mówiąc, że u niego w firmie zwolniło się stanowisko - nie była to jakaś wymagająca i rozwojowa praca, więc nie miałem większych problemów z jej wykonywaniem. Oczywiście moje ambicje skłoniły mnie do szukania pracy bliżej zawodu (tzn. tematyki studiów)… no i się zaczęło skakanie z jednej firmy do drugiej. W dwóch firmach po miesiąc, w kolejnej 3 lata ze stażem, potem 2 razy po pół roku, teraz może w obecnej pracy utrzymam się 2 lata, choć jest dla mnie bardzo frustrująca... Na początku wydawało mi się, że to przez nawał zadań, brak szkolenia, wsparcia ze strony współpracowników, trafianie na złe stanowiska w złych firmach. Doszedłem jednak do wniosku, że mam rozmaite problemy, które szczególnie mi rzutują na życie zawodowe. Ciągle czegoś zapominam, wykonuję zadania mało dokładnie, nie raportuję innym o swoich działaniach, za mało pytam a za dużo próbuję działać samodzielnie (albo wręcz mnie trzeba za rączkę prowadzić), ciągle się boję o wpadkę. Jakoś to wszystko przychodzi mi z dużym wysiłkiem i trudem... a przecież niedawno byłem na studiach, na których mi szło niemalże śpiewająco. Obecnie trafiłem do pracy, gdzie obowiązki nieco rozminęły się z tym, co było w ogłoszeniu (duży nacisk na działanie w pierwszym froncie do klienta, o czym nie było do końca mowy), a szef starej daty, z którym się ciężko rozmawia i ma manię kontroli, tzn chce o wszystkim wiedzieć i o wszystkim decydować, choć nie ma on na to czasu. Z jednej strony czekam na jego decyzję czy rozmowę z nim, aby coś zrobić, po czym mnie obarcza winą, kiedy już jest za późno na działanie... a z drugiej strony, kiedy wezmę sprawy we własne ręce, bo na szefa przecież nie ma co liczyć, to potem on ma pretensje, że robię coś bez jego wiedzy za jego plecami. Autentycznie mnie to wprawia w depresję... Może i powinienem znowu zmienić pracę, ale rynek pracy jest przecież bezlitosny i nie toleruje job-hopperów. Byłem u doradcy zawodowego. Zrobił mi 2 testy, po którym wyszło, że mam typ osobowości ISFJ (chociaż w testach internetowych wychodzi mi prawie zawsze INFJ - jestem może gdzieś zawieszony pomiędzy?). Podobno najlepiej do mnie pasuje praca, może bardziej własna działalność, w której mam małe grono klientów, z którymi jestem w stałej współpracy. Wizyta u doradcy natomiast nie pozwoliła mi rozwiązać obecnych problemów. Powoli już dochodzę do wniosku, że mam zmarnowane życie, bo chciałem iść na informatykę (bo miałem zawsze dryg do komputerów) , ale przestraszyłem się matematyki i poszedłem na inny kierunek, co prawda również interesujący, ale jak się okazało - bez większych perspektyw. Do tego moje relacje z ludźmi - że nie lubię ludzi, bo albo są głupi, albo są psycho/socjopatami, którzy dorabiają się na cudzej krzywdzie, czy po prostu brakuje im samokrytyki itd... Pewnie by wyszło, że mam zespół Aspergera czy inne zaburzenie, bo jak wytłumaczyć moje problemy z ludźmi, odkąd sięgam pamięcią? Co powinienem począć? Wiem, że mój przypadek kwalifikuje się na terapię, ale gdy zobaczyłem, ile jest nurtów terapeutycznych i specjalizacji, to zgłupiałem... Bardzo proszę o doradzenie w tej kwestii. Pozdrawiam, Blejd
  23. Życie jest wykrzyknikiem nie znakiem zapytania - to zasada mojego postępowania. Sama zawsze o to dbam by moje życie nie miało czarno białych barw. Nie czekam aż w życiu lepiej mi będzie. Kto idzie na łatwiznę nigdy szczytów nie zdobędzie. Wiara w siebie - bez niej w świat nie ruszę, tylko się w drobiny rozkruszę. Takiego jestem zdania i Nigdy się nie poddaje, mym wrogom satysfakcji nie daje. Jak upadam szybko wstaje i porażki nie opłakuje. Biedny jest człowiek który nadziei nie ma. To ona napędza żagle marzeń na niepowodzeń oceanie i nie pozwala na zrezygnowanie. Gdy moje marzenia celami się stają nabierają wielkiego znaczenia bo wyznaczają kierunek nie łatwy do spełnienia. Z dnia wczorajszego naukę wyciągam, dzisiaj na 100 procent żyje i na jutro mam nadzieje.
  24. Dzień dobry Troszke lękam się, ze mój problem może być nie tak wielki jak innych, przez co mogę zapchać skrzynkę, chodź wiem ze każdy problem jest równie ważny. Mam 21 lat, studiuje. Gdy byłam mała czułam ciągły stres. Nie wiem z jakiej przyczyny. Skończyło się to koło lat 10. Jestem pewna siebie osoba. Bardzo ambitna. Mam problem z emocjami. Zawsze próbowałam się podpasowac pod innych dookoła. Ciagle kolegowałam się z kimś innym, bo wiem ze mogę. Czasami sama sobie wmawiam różne rzeczy. Mój problem polega na tym ze nic nie czuje, życie oglądam jak film, odczuwam (jesli są takie sytuacje gdzie mogłabym to odczuć) stres lub złość. Nie umiem się cieszyć. Śmieje sie, nie mam problemu ze wstaniem z lozka. Nie mam myśli samobójczych, lubie życie, jednak jest to pewien problem. Głównym moim problemem jest agresja. Nigdy nie miałam z tym problemu, jednak teraz bywam agresywna do każdego. Nie bez powodu, zawsze jakiś jest. Wiem ze jestem dominacyjna osoba. Mam tez problem z ocena. Ocena siebie także, oceniam siebie bardzo dobrze lub bardzo źle.(Źle znoszę krytykę) Oceniam wszystkich dookoła i wszystko. I jestem oceniana na bierząco. chce pokonać ciągła potrzebę oceniania i problem agresji. Kiedyś bywałam paranoiczna. Wiem ze dużo wyniosłam z różnych sytuacji domu itd, ale chodzi mi o to jak to pokonac jak nie być agresywnym jak przestać oceniać i jak zacząć czuć gdy próbuje coś zrobić z tymi problemami- nasilają się. mam tez zachowania kompulsywne jak obgryzanie polikow, skubanie paznokci czy skórek. pozdrawiam
  25. Witam. Sprawa nie dotyczy mnie natomiast dotyczy siostry mojego męża. Opisze cała sytuację. Dziewczynka ma lat 16 i stwierdzony zespół aspergera. I tu pojawia sie pierwsza moja wątpliwość ponieważ dziewczynke poznalam jak miała zaledwie 8 lat i byla powiedzmy normalnym dzieckiem. Chciala bawic sie z rówieśnikami czy nawet poznając mnie nie wstydziła sie wrecz przeciwnie.ALE rodzice wiecznie wmawiali jej ze wszysykie inne dzieci sa głupie. Mama jest nadwrażliwa. Nie uczyła jej nigdy prostych zasad zycia w społeczeństwie. Na wszystko była zawsze za mala i wiecznue miala wmawiane ze sobie nie poradzi do tego stopnia ze dziecko nie potrafiło samo kupić cukierka w sklepie. Mama odrabiala za nią zadanua domowe a nawet przepisywała zeszyty bo przecież dziewczynka zrobi to źle. Jednym slowem wyręczała ja ze wszystkiego. Z biegem czasu najprostrze czynności zaczely sprawiac jej problem np związanie sonie samej wlosow bo przecież zawsze mama jej wlosy czesze. Miałam wrażenie ze przez brak kontaktu z ludzmi i rówieśnikami dziewczynka zaczela sie zatrzaywac w rozwoju. Później doszlo jeszcze do tego ze miala problemy z rówieśnikami więc rodzice zalatwili nauczanienw domu a wtedy to już sie posypało całkowicie. Dziewczyna nie ma bladego pojęcia o świecie ją otaczającym. Mam wrażenie że nie jest to spowodowane żadna choroba a jedynie tym ze dziecko w pewien sposób bylo samkniete w domu i odcięte od życia po za domem. Teraz ma lat 16 i ma juz wszystkie papiery które mama chciała miec zeby udowodnic całemu światu ze dziecko jest chore. Natomiast dochodzi juz nawet do sytuacji ze mama goli jej nogi ponieważ maszynka jest za ostra. Dziewczyna nie potrafi zrobić sobie kanapki nie znam ludzi z zespołem aspergera natomiast z tego co udalo mi sie przeczytać funkcjonują w miare normalnie jesli chodzi o zwykle prace domowe a z czasem normaknie funkcjonują w społeczeństwie. Mamie nie da się zwrócić uwagi bo ciagle słychać jedno ze "dziecko jest chore" . Dodam tylko ze od lat chyba 20 teściowa leczy sie na depresje i schizofrenie. Dodam tylko ze mojemu mężowi tez wmawiała ze on ma depresje. Pytanie do którego dążę to jak mamy pomoc tej dziewczynie!? . Jest wiele sytuacji których tu nie opisałam. A najzwyczajniej w swiecie chcemy jej pomóc. Psycholog do ktorego chodzą nie wie co sie dzieje w domu wie tylko tyle ile sami mu opowiedzą. Zastanawiam sie jak rozmawiać z taką kobieta i jak pomoc zyc takiej dziewczynie ktora nie ma pojecia o świecie.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.