Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'osobowość'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 172 wyników

  1. Dzień dobry wszystkim Forumowiczom, Chciałbym przedstawić swój problem, który szczególnie mi się materializuje w miejscu pracy... W zasadzie w prawie każdym miejscu pracy, w którym pracowałem. Zacznę może od siebie. Jestem świeżo po 30-tce, mam żonę i od niedawna dziecko. Odkąd pamiętam, to zawsze byłem "inny" jeśli chodzi o kontakty towarzyskie. Od najmłodszych lat byłem uznawany za dziwnego czy wręcz głupiego, choć uczyłem się bardzo dobrze. Moje relacje z rówieśnikami były trudne, bo mój sposób bycia i to, co mówiłem, jakoś nie przystawały do ogółu (nie licząc głupich wpadek logicznych w rozmowach). Nawet przy totalnej zmianie środowiska z gimnazjum do liceum nie poprawiło to mojej sytuacji, bo ciągle gdzieś na wierzch wychodziła moja "inność"... i chyba to, że pewne rzeczy miałem nie po kolei w głowie (ale nigdy nie byłem "emo" czy kimś w tym stylu, wyglądałem zupełnie normalnie)... liceum gorzej wspominam jak gimnazjum. Pod koniec liceum postanowiłem pójść do psychiatry, który mi przepisał psychotropy, bo miałem objawy depresji i zaburzeń lękowych uogólnionych. Dopiero zmiana z liceum na studia dała mi odczuwalną zmianę i względną normalność... Skąd to się wzięło? Być może od starszego brata, który czepiał się mnie o wszystko i dobitnie krytykował moje porażki... wiadomo, młodszy przecież musi być tym głupszym, a starszy mądrzejszym! Do dzisiaj twierdzę, że nikt mnie tak nie odarł z pewności siebie, jak mój własny brat. Niby sobie tam pomagamy w potrzebie (on mi więcej niż ja jemu), ale i tak wolę mieć dziś ze swoim bratem jak najmniej wspólnego. Na marginesie - w sprawach damsko-męskich też mi nie wychodziło przez bycie innym, spiętym itp. Miałem szczęście poznać swoją obecną żonę, z którą mamy wiele podobieństw. Na studiach (wieczorowych i potem zaocznych) miałem dobre, nawet bardzo dobre wyniki w nauce. Nigdy nie miałem żadnego warunku, zawsze pamiętałem o wszystkich ważnych terminach, a praca w grupach nie przysparzała większych problemów. Postanowiłem, że studia II st podejmę w systemie zaocznym i zacznę szukać pierwszej pracy (no bo przecież doświadczenie trzeba mieć oprócz studiów itd...) Po wysłanych 50 CV pierwszą pracę załatwił mi brat mówiąc, że u niego w firmie zwolniło się stanowisko - nie była to jakaś wymagająca i rozwojowa praca, więc nie miałem większych problemów z jej wykonywaniem. Oczywiście moje ambicje skłoniły mnie do szukania pracy bliżej zawodu (tzn. tematyki studiów)… no i się zaczęło skakanie z jednej firmy do drugiej. W dwóch firmach po miesiąc, w kolejnej 3 lata ze stażem, potem 2 razy po pół roku, teraz może w obecnej pracy utrzymam się 2 lata, choć jest dla mnie bardzo frustrująca... Na początku wydawało mi się, że to przez nawał zadań, brak szkolenia, wsparcia ze strony współpracowników, trafianie na złe stanowiska w złych firmach. Doszedłem jednak do wniosku, że mam rozmaite problemy, które szczególnie mi rzutują na życie zawodowe. Ciągle czegoś zapominam, wykonuję zadania mało dokładnie, nie raportuję innym o swoich działaniach, za mało pytam a za dużo próbuję działać samodzielnie (albo wręcz mnie trzeba za rączkę prowadzić), ciągle się boję o wpadkę. Jakoś to wszystko przychodzi mi z dużym wysiłkiem i trudem... a przecież niedawno byłem na studiach, na których mi szło niemalże śpiewająco. Obecnie trafiłem do pracy, gdzie obowiązki nieco rozminęły się z tym, co było w ogłoszeniu (duży nacisk na działanie w pierwszym froncie do klienta, o czym nie było do końca mowy), a szef starej daty, z którym się ciężko rozmawia i ma manię kontroli, tzn chce o wszystkim wiedzieć i o wszystkim decydować, choć nie ma on na to czasu. Z jednej strony czekam na jego decyzję czy rozmowę z nim, aby coś zrobić, po czym mnie obarcza winą, kiedy już jest za późno na działanie... a z drugiej strony, kiedy wezmę sprawy we własne ręce, bo na szefa przecież nie ma co liczyć, to potem on ma pretensje, że robię coś bez jego wiedzy za jego plecami. Autentycznie mnie to wprawia w depresję... Może i powinienem znowu zmienić pracę, ale rynek pracy jest przecież bezlitosny i nie toleruje job-hopperów. Byłem u doradcy zawodowego. Zrobił mi 2 testy, po którym wyszło, że mam typ osobowości ISFJ (chociaż w testach internetowych wychodzi mi prawie zawsze INFJ - jestem może gdzieś zawieszony pomiędzy?). Podobno najlepiej do mnie pasuje praca, może bardziej własna działalność, w której mam małe grono klientów, z którymi jestem w stałej współpracy. Wizyta u doradcy natomiast nie pozwoliła mi rozwiązać obecnych problemów. Powoli już dochodzę do wniosku, że mam zmarnowane życie, bo chciałem iść na informatykę (bo miałem zawsze dryg do komputerów) , ale przestraszyłem się matematyki i poszedłem na inny kierunek, co prawda również interesujący, ale jak się okazało - bez większych perspektyw. Do tego moje relacje z ludźmi - że nie lubię ludzi, bo albo są głupi, albo są psycho/socjopatami, którzy dorabiają się na cudzej krzywdzie, czy po prostu brakuje im samokrytyki itd... Pewnie by wyszło, że mam zespół Aspergera czy inne zaburzenie, bo jak wytłumaczyć moje problemy z ludźmi, odkąd sięgam pamięcią? Co powinienem począć? Wiem, że mój przypadek kwalifikuje się na terapię, ale gdy zobaczyłem, ile jest nurtów terapeutycznych i specjalizacji, to zgłupiałem... Bardzo proszę o doradzenie w tej kwestii. Pozdrawiam, Blejd
  2. Życie jest wykrzyknikiem nie znakiem zapytania - to zasada mojego postępowania. Sama zawsze o to dbam by moje życie nie miało czarno białych barw. Nie czekam aż w życiu lepiej mi będzie. Kto idzie na łatwiznę nigdy szczytów nie zdobędzie. Wiara w siebie - bez niej w świat nie ruszę, tylko się w drobiny rozkruszę. Takiego jestem zdania i Nigdy się nie poddaje, mym wrogom satysfakcji nie daje. Jak upadam szybko wstaje i porażki nie opłakuje. Biedny jest człowiek który nadziei nie ma. To ona napędza żagle marzeń na niepowodzeń oceanie i nie pozwala na zrezygnowanie. Gdy moje marzenia celami się stają nabierają wielkiego znaczenia bo wyznaczają kierunek nie łatwy do spełnienia. Z dnia wczorajszego naukę wyciągam, dzisiaj na 100 procent żyje i na jutro mam nadzieje.
  3. Witam jestem dwodziestoletnim mezczyzną i potrzebuje pomocy a raczej opinii osób bardziej zaznajomionych i bardziej doświadczonych w sprawach emocji relacji miedzyludzkich ludzkiej psychiki itd. No wiec wszystko zaczęło się nawarstwiac 5 lat temu dokladniej mysle ze po śmierci mojego ojca czyli najważniejszej osoby w moim życiu. Przezylem szok co jest raczej normalne ale po tym wydarzeniu wszystko zaczęło przybierać gwałtowny i bardzo negatywny kierunek. Otóż chciałbym się dowiedzieć czy jest osoba którą na podstawie przedstawionych danych a raczej objawów czy zachowań będzie w stanie określić i ocenic do jakich zmian w mojej psychice doszło i może oszacować i polecić najlepsza formę walki bądź leczenia. Wiec zaobserwowalem pewne niepokojace objawy bądź stany m.in problemy ze snem od kilku lat bardzo późno chodze spać ciężko mi się wysypiac i często jestem zmeczony, kiepskie samopoczucie bardzo często oraz fakt ze do zmiany mojego humoru wystarzcu mała rzecz przez którą od razu staje się smutny wkurzony mimo ze wszystko było okej , obnizona samoocena oraz brak wiary we własne umiejętności brak bycia pewnym ze jestem w czymś dobrym badz ze cos potrafię, zamkniecie się w sobie co prawda z natury jestem intowertykiem ale przez śmierć ojca oraz pozniejsze odrzucenie wielu osób zacząłem zamykać sie na innych bardziej niz kiedykolwiek indziej zacząłem pałać wręcz nienawiscia i pogarda dla ludzi mimo ze ich nie znam to czasem mam myśli ze każdy jest kimś złym w tym świecie tylko udaje zakładając maskie bo tego wymaga społeczeństwo i przystosowano się do życia w nim następną rzecz to właśnie niesmialosc i pewnego rodzaju brak przystosowania do życia w społeczeństwie stresuja mnie najmniej poważne sytuacje społeczne gdy tylko trzeba wejść w interakcje z ludźmi przeżywał wewnętrzny niepokój i niechęć. Takich zaobserwowanych nietypowych i trochę niepokojących objawów o ile można tak to nazwać zaoobserwowalem trochę więcej ale żeby się nie rozpisywac aż tak zadań konkretne pytania zastanawiać się czy sa ludzie nie z dłoni do miłości do wchodzenia w relacje z ludźmi poprzez doswiadczenia z przeszłości czy mogę jakoś nad tym pracować następnie zastanawia mnie czy na każdy z tych objawow jest jakiś rodzaj terapii oraz formy leczenia bądź formy starania się pracowania nad tym zależy mi na odpowiedzi ponieważ znalazłem się w punkcie w którym samemu nie dam rady sobie poradzić z tym wszystkim dowiedzieć się tego jaki jestem co konkretnie mi jest do jakich zmian w moim myśleniu oraz psychice doszło i czym to wszystko jest spowodowane dlatego zwracam sie z prośbą takiej pomocy do osób bardziej wyspecjalizowanych oraz bardziej kompetentnych w tej dziedzinie Z gory dziekuje za każda odpowiedz w razie niewystarczających opisów mnie bądź mojego dziecinstwa badzcow które wpłynęły moim zdaniem na to wszystko na miejsce i sytuacje w którym jestem postaram się odpowiedzieć i uzupełnić mój opis jednoczesnie przepraszam za brak znaków interpunkcyjnych i chaotyczna formę mojej wypowiedzi mimo to licze na konkretne odpowiedzi.
  4. Dzień dobry Troszke lękam się, ze mój problem może być nie tak wielki jak innych, przez co mogę zapchać skrzynkę, chodź wiem ze każdy problem jest równie ważny. Mam 21 lat, studiuje. Gdy byłam mała czułam ciągły stres. Nie wiem z jakiej przyczyny. Skończyło się to koło lat 10. Jestem pewna siebie osoba. Bardzo ambitna. Mam problem z emocjami. Zawsze próbowałam się podpasowac pod innych dookoła. Ciagle kolegowałam się z kimś innym, bo wiem ze mogę. Czasami sama sobie wmawiam różne rzeczy. Mój problem polega na tym ze nic nie czuje, życie oglądam jak film, odczuwam (jesli są takie sytuacje gdzie mogłabym to odczuć) stres lub złość. Nie umiem się cieszyć. Śmieje sie, nie mam problemu ze wstaniem z lozka. Nie mam myśli samobójczych, lubie życie, jednak jest to pewien problem. Głównym moim problemem jest agresja. Nigdy nie miałam z tym problemu, jednak teraz bywam agresywna do każdego. Nie bez powodu, zawsze jakiś jest. Wiem ze jestem dominacyjna osoba. Mam tez problem z ocena. Ocena siebie także, oceniam siebie bardzo dobrze lub bardzo źle.(Źle znoszę krytykę) Oceniam wszystkich dookoła i wszystko. I jestem oceniana na bierząco. chce pokonać ciągła potrzebę oceniania i problem agresji. Kiedyś bywałam paranoiczna. Wiem ze dużo wyniosłam z różnych sytuacji domu itd, ale chodzi mi o to jak to pokonac jak nie być agresywnym jak przestać oceniać i jak zacząć czuć gdy próbuje coś zrobić z tymi problemami- nasilają się. mam tez zachowania kompulsywne jak obgryzanie polikow, skubanie paznokci czy skórek. pozdrawiam
  5. Witam. Sprawa nie dotyczy mnie natomiast dotyczy siostry mojego męża. Opisze cała sytuację. Dziewczynka ma lat 16 i stwierdzony zespół aspergera. I tu pojawia sie pierwsza moja wątpliwość ponieważ dziewczynke poznalam jak miała zaledwie 8 lat i byla powiedzmy normalnym dzieckiem. Chciala bawic sie z rówieśnikami czy nawet poznając mnie nie wstydziła sie wrecz przeciwnie.ALE rodzice wiecznie wmawiali jej ze wszysykie inne dzieci sa głupie. Mama jest nadwrażliwa. Nie uczyła jej nigdy prostych zasad zycia w społeczeństwie. Na wszystko była zawsze za mala i wiecznue miala wmawiane ze sobie nie poradzi do tego stopnia ze dziecko nie potrafiło samo kupić cukierka w sklepie. Mama odrabiala za nią zadanua domowe a nawet przepisywała zeszyty bo przecież dziewczynka zrobi to źle. Jednym slowem wyręczała ja ze wszystkiego. Z biegem czasu najprostrze czynności zaczely sprawiac jej problem np związanie sonie samej wlosow bo przecież zawsze mama jej wlosy czesze. Miałam wrażenie ze przez brak kontaktu z ludzmi i rówieśnikami dziewczynka zaczela sie zatrzaywac w rozwoju. Później doszlo jeszcze do tego ze miala problemy z rówieśnikami więc rodzice zalatwili nauczanienw domu a wtedy to już sie posypało całkowicie. Dziewczyna nie ma bladego pojęcia o świecie ją otaczającym. Mam wrażenie że nie jest to spowodowane żadna choroba a jedynie tym ze dziecko w pewien sposób bylo samkniete w domu i odcięte od życia po za domem. Teraz ma lat 16 i ma juz wszystkie papiery które mama chciała miec zeby udowodnic całemu światu ze dziecko jest chore. Natomiast dochodzi juz nawet do sytuacji ze mama goli jej nogi ponieważ maszynka jest za ostra. Dziewczyna nie potrafi zrobić sobie kanapki nie znam ludzi z zespołem aspergera natomiast z tego co udalo mi sie przeczytać funkcjonują w miare normalnie jesli chodzi o zwykle prace domowe a z czasem normaknie funkcjonują w społeczeństwie. Mamie nie da się zwrócić uwagi bo ciagle słychać jedno ze "dziecko jest chore" . Dodam tylko ze od lat chyba 20 teściowa leczy sie na depresje i schizofrenie. Dodam tylko ze mojemu mężowi tez wmawiała ze on ma depresje. Pytanie do którego dążę to jak mamy pomoc tej dziewczynie!? . Jest wiele sytuacji których tu nie opisałam. A najzwyczajniej w swiecie chcemy jej pomóc. Psycholog do ktorego chodzą nie wie co sie dzieje w domu wie tylko tyle ile sami mu opowiedzą. Zastanawiam sie jak rozmawiać z taką kobieta i jak pomoc zyc takiej dziewczynie ktora nie ma pojecia o świecie.
  6. Witam Mam na imię Piotr, mam 40 lat. Mimo wieku nadal mieszkam z rodzicami, jestem kawalerem. Bardzo czuję potrzebę przytulania się. Zżyty jestem z Mamą i czasem lubię się Ją przytulać. Okazyjnie (nie na siłę) do innych ludzi (przeważnie kobiet) np. przy składaniu życzenia świątecznych. Lubię też jak ktoś mnie przytuli. Przytulać też uwielbiam zwierzęta (koty). Przytulanie NIE podnieca mnie seksualnie. Kiedyś psycholog spytał mnie co czuję przy przytulaniu, czemu lubię to robić a ja za Boga nie potrafiłem się wypowiedzieć. Mam pytanie czy to jest normalne w tym wieku? Czę sto czuję, że nie mam do kogo się przytulić.
  7. Jestem studentką i mam 20 lat. Mój problem pojawiał się stopniowo, ale od około pół roku nasilił się. Zaczynając od początku wiele się w moim życiu teraz dzieje, zważywszy na to że wkraczam w dorosłe życie. Zawsze miałam niską samoocenę i bałam się podejmowania decyzji. Nie zawsze też potrafiłam zapanować nad emocjami. Czasami w mojej głowie pojawiały się myśli "do czego prowadzi moje życie", "co ja mam właściwie do zaoferowaniu świtu", "jestem bezużyteczna". Często kłóciłam się z domownikami. Kłótnie z mamą tłumaczyłam swoim nerwowym charakterem i tym, że może faktycznie zasłużyłam na to co mówi. Z moim tatą kłótnie zdarzały się częściej. Wydawało mi się, że traktuje mnie inaczej ze względu, że nie jestem jego biologiczną córką. Takie kłótnie sprawiały, że traciłam nad sobą panowanie i emocje brały górę. Zamykałam się w pokoju i przeżywałam to w samotności. Myślałam jaka jestem beznadziejna, jak nienawidzę swojego życia, jak bardzo nie chcę tu być. Po czasie się uspokajałam i znów wszystko było w porządku. Jednak od pewnego czasu, może pół roku, a może trochę więcej zaczęły mi się zdarzać "złe dni". W takie dni nie miałam na nic siły, przede wszystkim czułam się źle psychicznie. Wtedy po prostu próbowałam dobrnąć do wieczora, kiedy będę mogła zasnąć, mając nadzieję że jutro będzie lepiej. Jednak nie zawsze się dało. Wystarczy jedna myśl, by zaczęły lecieć łzy, a wtedy wiem, że będzie już tylko gorzej. Kiedy zaczynam płakać, wszystkie moje emocje szleją, nie potrafię sobie z nimi poradzić, więc płaczę jeszcze bardziej. Muszę się zmusić żeby się poruszyć, a w głowie pojawiają się kolejne złe myśli. Najgorsze są jednak te uczucia, które sprawiają mi ogromny ból. Czuję się jakby we wewnątrz mnie szalało tyle rzeczy, które chcą za wszelką cenę się ze mnie wydostać. Cierpienie to najlepsze słowo jakim mogę to opisać. Ogarniające mnie cierpienie. Swój problem, naprawdę zauważyłam, kiedy w takim momencie zaczęłam myśleć o samobójstwie. Może nie tyle o zrobieniu tego, ale o tym jak to by było, czy to nie było by lepsze. Zdarzało mi się myśleć co by było, gdybym nie istniała, znikła, ale teraz te myśli były inne. Przestraszyłam się swoich myśli. Niedługo potem doszło do epizodu kiedy próbowałam się okaleczyć. Biegałam po pokoju szukając narzędzia i gdyby nie inni domownicy, prawdopodobnie zrobiłabym sobie większą krzywdę, niż to co zrobiłam. W kolejnych "złych dniach" myślałam o tym, ale wiedziałam że nie dam rady. Mój problem skupia się chyba na tym że nie umiem radzić sobie z tymi myślami i z samą sobą. Dużo słyszałam złotych rad, co mam robić, że inni mają gorzej, że to taki okres. Ale ja naprawdę nie umiem i czasami chcę żeby te myśli po prostu zniknęły, albo żebym ja zniknęła. Do pewnego momentu pomagało mi spisywanie myśli i uczuć, ale teraz to tylko pogłębia ten ból. Przypomina o tym wszystkim co złe. Czy naprawdę mam problem, czy to wyolbrzymiam? Jak radzić sobie z tymi wszystkimi emocjami?
  8. WitamMężczyzna Lat 26 Od 7 lat zatrudniony w tym samym zakładzie pracy ( umowa na stałe ).Z moim problem zmagam , się odkąd pamiętam z tą różnicą ze za czasów szkolnych nie był on dla mnie tak bardzo odczuwalny. Mianowicie na co dzień w życiu wyglądam na pełna Energi osobę która każdemu z mila chęcią pomoże . Faktem jest, że lubię pomagać rozwiązywać kogoś problemy czy to dobra rada, wysłuchaniem kogoś, podzieleniem sie swoja opinia na jakiś temat czy po prostu fizycznie . Zazwyczaj z pozytywnym skutkiem . Problem pojawia się umnie gdy te same rady których udzielam komuś mam zastosować na sobie . Wtedy najmniejszy problem staje sie dla mnie przeszkoda nie do przejścia . Często słyszę od rodziców, że mając swoje juz lata jedyne co potrafię to żyć z dnia na dzień bez ambicji bez planów na przyszłość itp. i że czas najwyższy z tym cos zrobić . Najgorsze jest to że ja to wszystko wiem. Tylko nie potrafię zrobić tego kroku naprzód by coś zmienić zaraz dopada mnie bezsilność, której towarzyszą mysli : odpuść sobie,poco się męczyć, i tak ci nie wyjdzie, poco coś zmieniać teraz jest mi wygodnie . Czasami, gdy problemy mnie już zaczynały przytłaczać a złośc do samego siebie wciąż narastała . Pojawiała się myśl, że może łatwiej będzie zakończyć te bezsensowne życie bez planów na przyszłość, ale równie szybko również ulatniała się z mojej głowy . Co wydaje mi się dziwne, że ulotnienie tej myśli za każdym razem nie jest spowodowane lękiem przed śmiercią a uświadomieniem sobie, że tym czynem przysporzę dużo smutku, cierpienia i problemów dla moich najbliższych .Pytanie ; Czy istnieje jakiś sposób, który pomoże mi w jakiś zrobić ten krok naprzód ? Czy niestety pozostaje mi walka z samym sobą ?
  9. Hej, jestem Matylda i mam 20 lat. Mój problem zaczął się jakoś pół roku temu. Często od tego czasu towarzyszy mi melancholia, nadwrażliwość, czasami nawet przejawiam zachowania agresywne gdy stracę panowanie nad gniewem. Jestem kapryśna, bardzo łatwo mnie zdenerwować. Gubię w tym wszystkim siebie, nie wiem kim jestem, bo takie zachowania do mnie nie pasuja a mimo to nadal to robię. Mój nastrój jest jak loteria, może się zmienić z byle powodu. Najbardziej obawiam się odrzucenia, przez co często sama zaczynam atakować aby się obronić. Do tego jestem w związku który można określić mianem trudnego. Mam za sobą kilka traumatycznych przeżyć. Czuję wewnętrzną pustkę, jestem tym wszystkim poprostu zmęczona. Coś ze mną jest nie tak? Co to może być? Powinnam zasięgnąć porady psychiatry?
  10. Mam problem żeby komuż zaufać. Jest (była ?) osoba której prawie ufałem, kobieta którą traktuje jako przyjaciółkę ważną osobę dla mnie. No i się w niej zakochałem, próbowałem z tym walczyć, ona wtedy zaczęła mnie przytulać łapać za rękę i ja jako osoba całkowicie z zerowym doświadczeniem o tym nie wiedziałem co zrobić. Próbowałem się z nią spotykać po tym ale ona miała pracy i rzadko kiedy mi się udało z nią spotkać z spotkań 1-2 na tydzień spadło do 1 na miesiąc albo nawet na 2 miesiące. Tak trwało to od września do grudnia gdzie udało nam się spotkać 2 razy. Pierwszy raz był bardzo dziwny ale to bardziej przez to że zapaliliśmy Marihuanę na imprezie i było dziwnie między nami i wcześniej wyszliśmy i się rozeszliśmy. Drugi raz to był sylwester i tam się bardzo przytulaliśmy i trzymaliśmy za ręce było bardzo miło nawet mnie cmokała w usta. Lecz z jakichkolwiek spotkań potem zrezygnowałem bo ja miałem osobiście na przestrzeni listopad do połowy lutego bardzo kiepski okres to się potęgowało w czasie najgorzej było grudzień styczeń i trochę lutego, multum myśli samobójczych z osoby otwartej na ludzi zmieniłem całkowicie grono znajomych na ludzi którzy bardzo nadużywali środków różnych nawet nie wiem jakich nie interesowało mnie to większości z nich nie szanowałem i nie obchodziło mnie ich zdanie na jakikolwiek temat. W tym okresie nie chciałem się z nią kontaktować, czułem jak bym się z nią spotkał to bym się po prostu popłakał jak bym miał okazje i przytulił do niej. Nie chciałem żeby ona mnie takiego widziała. Lecz po tym okresie nastał stan wesoły potem normalny przez co wznowiłem kontakt bo znów czułem się jako facet (silny emocjonalnie ). Przez ten okres starałem się jej pokazać co czuje bez słów bezpośrednich czyli po prostu kocham cie wiec chciałem okazać to jakoś słownie wzrokowo jak umiałem tak to okazywałem. I tak wpierw trochę się po widywaliśmy żebym wiedział czy moje uczucie przetrwało do niej albo czy chociaż wróciło nie dokończa tego chciałem ale wróciło bardzo mocno. Po jakimś czasie tego widywania się ja trochę przeczuwałem że ona wie, powiedziałem jej to w 4 oczy jak się spotkaliśmy, ja bardzo dużo mówiłem co mi się w niej podoba troszkę też mówiąc co trzeba zmienić ( ciężko było znaleźć wady jak się na kogoś tak patrzy). Pod koniec spotkania złapała mnie za rękę patrzyliśmy sobie długo w oczy bez słów i ją przytulałem bardzo ciepło, pierwszy raz kogoś tak przytuliłem i mieliśmy się spotkać 2 dni później na bary, miasto, zabawę we 2. Potwierdziłem to dzień wcześniej, bardzo chciałem porozmawiać i zakończyć ten rozdział. Dnia spotkania pod sam wieczór napisała mi że idzie z nami nasza 1 neutralna koleżanka ja jej powiedziałem że mi się to nie podoba, mieliśmy być we dwoje. Wyszła z tego imprezka mała na którą zdecydowałem się pojawić bo chciałem rozmowy nawet jak nie wtedy to innym razem, spoko imprezka tylko że ona cały czas cmokała chłopaka o którym ma złe mniemanie bo ze mną o nim kiedyś rozmawiała i robi to wszystko na moich oczach wiedząc co ja do niej czuje ( znamy się długo ja uważam ją za przyjaciółkę ona mnie za świetnego kolegę za osobę jedną z 3 z którymi ma taki kontakt jak ze mną, nie ma nikogo wyżej), powiedziała mi że nie chce mnie ranić odpowiedziałem jej żeby go nie całowała (całowała czyli cmokała w usta ona to głównie inicjował). Lecz dalej go całowała. Ogólnie to stwierdziłem że to jest pożegnanie na jakiś czas nasze i nie chce się z nią widzieć. Całe życie jestem przez innych traktowany jak osoba bezwartościowa i ufałem jej że mnie tak nie potraktuje i że zasłużyłem chociaż na tą rozmowę od niej. Mój problem jest taki że to była kolejna osoba która potraktowała mnie jak śmiecia ( osobę bezwartościową ) i nw jak długo mogę tak wytrzymać bo naprawdę bardzo potrzebuje ciepła od 2 osoby ( kobiety) miłość w obie strony ale zajęło mi ponad 6 miesięcy żeby się w niej zakochać pierwszy taki przypadek w sumie u mnie. Po prostu nie wiem kiedy komuś na mnie będzie zależało a bardzo pragnę tego ciepła Pytanie jest takie. Jak ta sytuacja wygląda ze strony innych osób? W miare dobrze to opisałem. Co oznaczał jej dotyk ? Czy zrobiła to specjalnie? Ostatnie pytanie trochę głupie bo wiem że nikt nie widział tej sytuacji i ciężko ją wam ocenić.
  11. Witam, mam 18 lat. Od pewnego momentu w moim życiu w sumie bardziej wydarzenia zmieniłam się o 180 stopni. Z towarzyskiej wiecznie uśmiechniętej dziewczyny, którą nie bała się wyrażać własnego zdania i nabierać nowych znajomość na dziewczynę zamkniętą w sobie, nadmiernie wrażliwą i martwiącą się o wszystko i o wszystkich, nawet o tych, których ona nie interesuje. 2 Lata temu na grillu u znajomych upili mnie i chłopak, który niby się mną „opiekował” wykorzystał mnie na szczęście nic wielkiego się nie stało zaczął mnie całować i dotykać nawet w miejsca, w których nie powinien. Bardzo przeżyłam tą sytuacje, ponieważ w tym czasie miałam chłopaka. Bardzo to się na mnie odbiło i wróciły wspomnienia, gdy kiedyś w autobusie szkolnym zaczął się do mnie dobierać chłopak z mojej klasy. Odbiło to się również na moim chłopaku, gdyż każdy jego dotyk wywoływał wspomnienia z tamtych sytuacji. Kończyło się to przeważnie moim płaczem, na początku wstydziłam się, bałam się powiedzieć o tym mojemu chłopakowi, ale gdy już to zrobiłam było mi łatwiej miałam ogromne wsparcie i nadal mam, choć już staram się o tym zapomnieć i żyć tą chwilą oczywiście bardzo rzadko mi to wychodzi. Od tamtej pory przestałam ufać ludziom nie mam ochoty się z nikim spotkać nawiązywać nowych znajomość, twierdzę, że nie lubię ludzi. Nie brałam pod uwagę tego, że to wszystko tak strasznie mnie zmieniło do momentu, który miał miejsce w zeszłym tygodniu. Mój chłopak zapytał się, co się stało z tą dziewczyna, która poznał 2 lata temu? Ja oczywiście wybuchnęłam płaczem sama nie wiem, dlaczego, ostatnio często mi się to zdarza. Płaczę, ale tak naprawdę nie wiem, dlaczego, to okropne uczucie, gdy nie możesz przestać płakać i nawet nie wiesz, dlaczego płaczesz. Przestałam sobie radzić z emocjami wszystko jest nadmierne nadmierna wrażliwość, gniew, zazdrość można powiedzieć, że same negatywne emocje. Chciałabym zapytać czy jest jakiś sposób na pogodzenie się z przeszłością i jak zacząć sobie radzić z emocjami, jak nad nim i panować?
  12. Od jakiegoś dłuższego czasu przestałem odczuwać jakiekolwiek uczucia i emocje, wszystko jest mi obojętne. Nie przejmuje się studiami, życiem, czy innymi rzeczami tak jak reszta moich znajomych. Czuje się zagubiony, sam nie wiem kim jestem i czego chcę. Całe życie byłem wrażliwym chłopakiem, a teraz nie ronię ani łezki nad czymś smutnym. Co się ze mną dzieje?
  13. Mam 20 lat. Wchodze dopiero w dorosłe zycie. Mój problem trwa odkąd pamietam. Zaczęłam czytać o moich symptomach od jakiegos czasu, zastanawiajac sie czy to jest jakas choroba. Miedzy innymi wymienie szybko najczęstsze moje problemy: -trudnosci z zamawianiem jedzenia w restauracjach -niekomfort wsrod ludzi -chec zakrycia swojej twarzy/ciala przechodząc po miescie, wsrod obcych ludzi -panika w bardzo zatloczonych miejscach -mysli ze kazdy na mnie patrzy, rozmawia o mnie i obgaduje -problem z jedzeniem w miejscach publicznych -strach przed rozmowa z kims, oczy w oczy, czy przez telefon -trudnosci z rozmową z nowo poznana osoba -panujący stres przy 80% swojego zycia Probuje przezwyciezac lęki, staram sie robic wszystko na sile, ale wracajac do domu jestem wyczerpana i opadła z sil. Przeszkadza mi to bardzo w codziennym zyciu. Czy jest to powod do konsultacji z pscyhologiem? Czy jest jakakolwiek mozliwosc leczenia tego?
  14. Mój partner (lat 30) pochodzi z rodziny z problemami alkoholowymi, w wieku 16 lat za namową rodziców wyjechał do UK do swojej starszej siostry. Kilka lat po jego przyjeździe oboje rodziców zmarło w krótkim odstępie czasu z powodu chorób sprzężonych z alkoholizmem. Po rozmowie z jego siostrą dowiedziałam się ze on nigdy nie rozmawiał z nikim o tej stracie, ze się zamknął. Jesteśmy w związku trzy lata i mieszkamy razem od niemalże początku znajomosci. Zaobserwowałam u niego silne wachania nastroju. Jednego dnia jest on pogodny, zmotywowany i rozmowny, natomiast gdy ma gorszy dzień budzi się z niewyjaśnionym gniewem, frustracją która przejawia się w wyrazie jego twarzy, sposobie poruszania się jak i komunikowania się. Ucina wówczas próbę rozmowy w suchy i zimny sposób, nie da się go w żaden sposób rozpogodzić. Jego ruchy są gwałtowne, gdy idzie na ulicy kopie przedmioty na jego drodze, co nie było by niczym dziwnym gdyby nie cały akt czego jest częścią. Czasami zdarzy się ze swoim zachowaniem doprowadzi mnie do łez, wówczas wybudza się i przeprasza i jest znowu pełen ciepła i zrozumienia. Czasami zdarza się ze w grę wchodzi również alkohol. Kilkukrotnie zdarzyło się, ze siedząc ze znajomymi pijąc zapomniał się i nie pojawił się w pracy na drugi dzień. Jego brak dalszej perspektywy w życiu sprawia ze żyje on z dnia na dzień nie myśląc o przyszłości. Ma on również problem z komunikacją. Nie wyraźna wymowa, brak pewności siebie oraz fakt ze w młodym wieku zaczął mówić w obcym mu języku składają się na ten problem. Czasami widzę jak duży wysiłek sprawia mu wyrażenie tego co ma na myśli. Potrafię wyczytać z języka jego ciała ze ta frustracja powraca w momentach gdy nie potrafi znaleść odpowiednich słów. Chcialabym wiedzieć jak mu pomóc, wyraził on chęć pójścia do psychologa, jednakże jest to tylko deklaracja typu „kiedyś, może w przyszłości”. Chciałabym wiedzieć jak nakierować go do odpowiednich osób, tak aby nie myślał ze jest mniejszy w moich oczach z tego powodu. Boje się ze bez odpowiedniej pomocy zatraci się w sobie i używkach które dodają mu pewności siebie.
  15. Gość

    Brak wiary

    Witam, mam 23 lata i mam problem z brakiem wiary w siebie. Trafiłam na fantastycznego faceta, jednak problem w tym, że w kwestiach finansowych jest różnica u nas. On chce zarabiać dużo i ma pomysł, chce dla mnie jak najlepiej, tylko problem w tym, że ja się źle bym czuła z tym, ja mu nie będę w stanie dużo dać jeśli chodzi o finanse, nie uważam żebym była mądrą osobą, nie poszłam na studia, ze strachu, z racji też tego, że nie wiem co chce robić w życiu. Chce mnie wspierać finansowo, ja chcę żeby był szczęśliwy, ale jeśli chodzi o pieniądze to nie będę mogła mu wiele dać. Prócz miłości, wsparcia, szacunku, takich emocjonalnych rzeczy nie mam więcej do zaoferowania. Zastanawiam się czy będzie ze mną szczęśliwy. Mój chłopak stwierdził, że jeśli nie uznam, że jestem warta tego aby być jego żoną to nam nie wyjdzie. Nie chciałabym tego zepsuć. Jak mogę uwierzyć w siebie?
  16. Hej.23 kwietnia zacząłem pracować w nowej pracy w miejscowości mojej eks. Tego dnia rozmawiałem z J i M o kabrioletach, że chcę kupić. 25 kwietnia jak się domyślałem pracuję tam G, czyli kolega mojej eks, 24 kwietnia też pracował.Wczoraj spojrzałem na profil na Instagramie mojej eks i zauważyłem zdjęcie sprzed miesięcy które wrzuciła dzień po rozmowie o kabrioletach czyli 24 kwietnia. Fotę podpisała "trochę szkoda, że nie mamy Cabrio".Wcześniej rozumiałem jej gierki na Instagramie ale teraz po 2,5 miesiąca rozstania ona nadal to robi. W jakim celu jest ten podpis? Po co nadal jest ta zabawa? Czy ona nie potrafi zapomnieć? Czy aż tak siedzę w jej głowię? Wiadomka nikt nie wie co ona myśli, po co, jak i dlaczego. Możemy jedynie przypuszczać, ale wasze zdanie z miła chęcią poznam. Dodam, że ma 23 lata.
  17. Hej, mam 21 lat i jestem studentką awf-u. Od jakiegoś czasu (około 2 miesięcy, a nawet wydaje mi się że dłużej) czuję się zagubiona tzn. nie wiem czego chce w życiu, w co się zaangażować, co będzie dobre, w co iść. Jeśli zaczynam coś to albo tego nie kończę, albo przeskakuję na inną tak jakbym sama nie wiedziała czego chce. W życiu mam to samo nie umiem sobie określić celów i do tego zmierzać. Tak jakby boję się "odważyć" coś zrobić, a na pewno zacząć coś robić. Boję się, że przez swoje przeskakiwanie z rzeczy na rzeczy nie osiągnę nic w życiu, albo, że będę robić coś czego nie będę chciała. Że będę nikim, a przecież tego nie chce. Jak odnaleźć siebie w tym wszystkim? Jak dowiedzieć się co robić w życiu, a na pewno gdzie zmierzać i jak się odważyć i pokonać blokadę? Od pół roku zastanawiam się nad wizytą u psychologa, ale jakoś zawsze ten pomysł szybko znikał, bo co ja mu powiem? Czy byłby to dobry pomysł, żeby z nim sobie pewne rzeczy wytłumaczyć?
  18. Jestem studentem w wieku 22 lat. Od siedmiu borykam się z wieloma problemami spowodowanymi różnymi, życiowymi scenariuszami, już najwyższy czas podjąć jakieś samodzielne działania. Cierpię na zaburzenia lękowe, w pewnym stopniu też obsesyjno-kompulsywne oraz afektywne, osobowość paranoiczną i unikającą, do tego politoksykomanię i zaburzenia rytmu snu oraz wstawania, podejrzewam natomiast jeszcze u siebie chorobę afektywną dwubiegunową z hipomanią. Chciałbym myśleć pozytywnie, ale nie radzę sobie chyba już z tym chaosem jednakowe. Nie wiem, jaki pierwszy krok wykonać. Swego czasu uczęszczałem na indywidualne terapie: behawioralną oraz humanistyczną, byłem też leczony psychiatrycznie na lekooporną depresję. Terapie były prywatne, jednakże teraz muszę zaufać publicznej służbie zdrowia, czy powinienem więc zgłosić się do Poradni Zdrowia Psychicznego? Do psychiatry? A może najlepiej by było, gdybym najpierw poszedł do Poradni Leczenia Uzależnień? Nie mam pojęcia, co w obliczu takiej sytuacji byłoby najbardziej optymalnym rozwiązaniem. Czy warto próbować też terapii grupowej? Każdy dzień przeraża, zależy mi, żeby jak najszybciej podjąć jakieś kroki. Pozdrawiam
  19. Witam serdecznie. Jestem dziewczyną w wieku 21 lat. Od pewnego czasu zmagam się z brakiem motywacji do działania, brakiem radości z życia i pomysłu na nie. Zdałam sobie z tego sprawę całkiem niedawno, bo kilka miesięcy temu, gdy problem nasilił się jeszcze bardziej, jednak wiem że trwa to o wiele dłużej (conajmniej 2 lata). Moje życie nie wygląda tak, jak tego pragnę, ale sama nie potrafię tego zmienić, prawie codziennie ciężko jest mi przysłowiowo zwlec się z łóżka, znaleźć jakiś cel, każdy dzień jest tak naprawdę wyzwaniem. Mimo że mam pracę w dogodnych godzinach, kochającego partnera i kilku dobrych przyjaciół nie potrafię cieszyć się z życia. Dodatkowo potęguje to uczucie moja trudność w nawiązywaniu nowych kontaktów i utrzymania relacji z ludźmi, które występują od zawsze, obniża to moją samoocenę. Również nie potrafię często skupić się na czymś konkretnym, mam kłopoty z uczeniem się, jakby mój umysł się wyłączał, nie mam zainteresowania kompletnie niczym, wiele czynności sprawia mi trudność. Czy wiedzą Państwo jak mogę sobie pomóc, jak zacząć? Uprzedzając Państwa, wiem że najlepszym wyjściem byłaby wizyta u psychologa, ale z wiadomych przyczyn nie jest to teraz możliwe, mam również kłopoty finansowe.
  20. Dzień dobry, jestem 22-letnią studentką prawa. Od 3 lat mieszkam w mieście studenckim wraz ze swoją dziewczyną. Na wakacjach głównie pracuję, więc w domu jestem tylko od święta. Przez kwarantannę wróciłam do domu i jestem w nim od ponad miesiąca. W tym czasie coś we mnie pękło, uświadomiłam sobie, że jestem DDD, że za większość moich toksycznych zachowań w mojej osobie odpowiada moje dzieciństwo. Wcześniej bagatelizowałam problemy w moim domu, wydawało mi się, że wybuchy agresji, przemoc psychiczna i niekiedy fizyczna ze strony mojego ojca jest czymś uzasadniona, a skutki tego traktowałam jako cechy mojej osobowości. Im więcej czasu spędzam w domu, tym gorzej się czuję, ponieważ mam coraz więcej przykrych wspomnień, a jak widzę, jak mój tato traktuje siostrzeńca, to czuję się jakbym była obserwatorką własnego dzieciństwa. Coraz ciężej jest mi to znieść emocjonalnie, stałam się bardzo drażliwa, bardzo często zamykam się i płaczę z bezradności, bólu, gniewu. Te negatywne emocje przysłaniają mi rzeczywistość, odbieram dużo rzeczy negatywnie, mam obniżony nastrój, każdą uwagę biorę bardzo do siebie. Brakuje mi wsparcia, nie mam z kim o tym porozmawiać i nikt nie zna sytuacji naprawdę. Sam czas kwarantanny w tym nie pomaga, ponieważ nie mogę wyjść z domu, aby oderwać się od tego psychicznie. Ciężko mi też wrócić do mieszkania, ponieważ nie chcę zostawać tam sama, a dziewczynie nie spieszy się, ponieważ woli nacieszyć się rodziną i chce wspierać swoją mamę, szczególnie że pracuje ona jako lekarz i jest zagrożona zarażeniem wirusem. Moja dziewczyna nie wie o tym, wie tylko, że źle się czuję, że płaczę, ale sądzi, że to przez rozłąkę. Ma też swoje problemy i obiecałam jej, że choć ja w tym wszystkim będę dla niej ostoją i nie będę zawracała jej głowy swoimi problemami. Przez to odnoszę wrażenie, że stała się oschła, zdystansowana, jakby nie liczyła się z moimi uczuciami, choć tak naprawdę nie mogę od niej wymagać, by wiedziała, że potrzebuję wsparcia szczególnie teraz, gdy nie wie o całej sytuacji. Przez bycie DDD odnośnie związku mam m.in bardzo obniżone poczucie własnej wartości, problemy z zaufaniem, często nie radzę sobie ze złością i prowokuję kłótnie, nie mówię o swoich potrzebach, czuję się bardzo niepewnie, jestem zaborcza, potrzebuję ciągłego zapewniania, że ona mnie kocha itd. Z jednej strony czuję, że muszę jej o tym powiedzieć, ponieważ wyjaśniłoby to dużo nieporozumień między nami, wiedziałaby skąd pochodzą moje zachowania, które jej nie odpowiadają, mogłabym liczyć na większe wsparcie z jej strony oraz zrozumienie szczególnie, że sama ma problemy z tatą. Jednak obawiam się, że nie zrozumie, ponieważ jest to osoba bardzo rodzinna, często mało empatyczna i współczująca, mogłaby mnie nie zrozumieć, wystraszyć się tego lub mi nie uwierzyć, ponieważ zna mojego ojca z zupełnie innej strony. Dodatkowo czuję się tak, jakbym budowała ten związek na kłamstwie od samego początku, mimo iż nie byłam świadoma problemu. Jest to najbliższa mi osoba, z nikim innym nie mogłabym o tym porozmawiać, aczkolwiek obawiam się tego otwarcia, że mnie to zrani, szczególnie gdy nie przepracowałam tego i wciąż nie jestem w stanie zebrać myśli, gdy sama staram się ułożyć to wszystko w głowie. Prosiłabym o radę odnośnie tego, czy powinnam szczerze porozmawiać o tym z partnerką na tym etapie? Czy lepiej przepracować to najpierw ze specjalistą? Nie ukrywam, że psycholog czy psychoterapia są w tym momencie finansowo dla mnie nieosiągalne.
  21. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  22. Witam leczę sie na zaburzenia osobowości mieszane od 10 roku życia , tak naprawdę to od zawsze były ze mną problemy gdy się zdenerwuję wszystkim rzucam wszystko rozwalam krzywdzę innych nie potrafię poradzić sobie ze swoimi emocjami i gniewem , gdy miałam 18 lat zaszłam w ciąże moja mama wyrzuciła mnie z domu doszło do tego że wylądowałam w domu samotnej matki tam przeszłam przez totalne piekło dostawałam ataków to znaczy że wszystko rozwalałam każdego biłam ... aż w końcu odebrano mi władzę rodzicielską i córka trafiła do adopcji , czasem boję się sama siebie aktualnie mieszkam ze swoim chłopakiem i mam to samo parę dni jest dobrze a potem przychodzi taki dzień że muszę się wyżyć bez żadnego powodu , mam też tak że zachowuję się jak mała dziewczynka którą trzeba się zajmować opiekować boję się panicznie samotności boję się że sobie sama nie poradzę w życiu mam już dosyć siebie oraz tego życia mam dopiero 25 lat a taki bagaż doświadczeń życiowych że każdy dzień dla mnie to męka czekam teraz na psychoterapię na nfz ale przez tego koronawirusa wszystko się przeciągneło i jest mi coraz ciężej przez moje zachowanie nikt ani chłopak ani jego mama nie chcą ze mną rozmawiać boję się że zawsze już taka będę proszę pomóżcie co mam w tej sytuacji zrobić
  23. Witam, od dziecka zmagam się z problemem niskiej samoooceny. Chodzę na psychoterapię, podczas której wyszło że jestem osobą leworęczną przestawioną na prawą rękę, bardzo wrażliwą,(osoba WWO) i uważam to za wadę, od dziecka słyszę " za bardzo przeżywasz, za szybko się angażujesz, jesteś zbyt emocjonalny", chorowałem na rozdwojenie jaźni, z powodu traumatycznych przeżyć ( przemoc w domu, w szkole, zagłodzenie emocjonalne (rodzice zbyt często mnie nie przytulali, tłumienie emocji), nawet jeżeli coś mi się udało, zrobić dobrze (rysunki, zdjęcia) słyszałem od swoich rodziców " zobacz, inni się bardziej postarali". Bardzo źle czuję się ze swoją wrażliwością, empatią, a przywrócenie uczuć i wspomnień z dzieciństwa, spowodowało spadek mojej samoooceny, Przebywanie w jednym domu z moim toksycznym ojcem również źle na mnie wpływa, ponieważ czuję ciągłą niechęć do wszystkiego. Najlepiej czułem się, gdy mieszkałem z ciocią w Warszawie, i nie było jej w mieszkaniu. Zastanawiam się jak poprawić swoją samoocenę, i czy wyprowadzka z domu rodzinnego, kosztem ponownego rzucenia studiów, odcięcie się od swojego ojca, który często robi awantury jest dobrym wyjściem.
  24. No cześć, w poszukiwaniu pomocy trafiłam tutaj. Od jakiegoś czasu zadaję sobie wiele pytań, a odpowiedzi z mojej strony wciąż brak. No ale od początku... Imię moje 40 i 4, a lat mam dwadzieścia jeden. Jestem studentką i pracuję (aktualnie zdalnie). W pracy wszystko okej, rozwijam się, wszystko idzie w dobrym kierunku. Moimi pasjami są: śpiewanie, fotografia, muzyka, granie na pianinie, malowanie - można powiedzieć "artystyczna dusza", czyż nie? Moim problemem jest głowa pełna pomysłów, burza mózgów, inspiracje i pomysły wylewają się przez uszy, a motywacji brak. Przykład: wieczór, godzina dwudziesta - nagle wpadłam na znakomity pomysł pięknego i kreatywnego portretu - i na tym koniec. Nie mam chęci wstać, wziąć aparat, statyw, sprzątnąć miejsce, nastawić odpowiednie parametry i działać. Szukałam odpowiedzi na to, niestety nie znalazłam. Chciałabym znaleźć ten bodziec, który ukłuje mnie w cztery litery i sprawi, że zacznę działać. Nie mam niskiej samooceny, chociaż przeszłość nie była usłana różami - w wieku 12 lat straciłam brata, który spadł z wysokości - wtedy się zaczęła depresja, samookaleczanie (i uzależnienie od tego), stany lękowe. Teraz (w porównaniu do tego, co było kiedyś) jest naprawdę nieźle. Powodzi mi się zarówno w pracy, jak i w szkole, jednak nie potrafię znaleźć przyczyny braku motywacji. Mam możliwości, których wiele osób nie ma, a ich nie wykorzystuję i dobija mnie to. Przykłady: śpiewam od podstawówki - nic nie zrobiłam w tym kierunku; dostałam gitarę - odpuściłam po jednym graniu, chociaż bardzo chciałam się nauczyć; pianino - kiedyś grałam, od kilku lat już ledwo co; kupiłam kompaktową klawiaturę sterującą (bajer do nagrywania muzyki) - odpuściłam po 1 razie, bo załamałam się technologią; rysowanie/malowanie - odpuściłam kilka lat temu; fotografią interesuję się od 8 lat minimum - niewiele zrobiłam w tym kierunku; kupuję książki - nie czytam ich; napisane kilka tekstów - tego też nie pociągnęłam... Bardzo proszę o odpowiedź. 40 i 4 (a to tak w celach humorystycznych, bo jednak anonim)
  25. Jestem nastolatką, mam 18 lat. Gdy miałam 12 lat byłam molestowana przez byłego chłopaka mojej siostry oraz przez wujka. Od tamtej pory uważam, ze nie jestem stabilna emocjonalnie. Często podczas małej kłótni, bądź błędu który popełnię potrafię wpaść w straszną furię i napady agresji (najczęściej wobec samej siebie, lecz czesto oddziałuje to tez na innych poprzez np. wyzywanie), której nie potrafię kontrolować. Natomiast po krótkim czasie, przechodzi mi to i mam dobry humor jak gdyby nigdy nic. Zdarza mi się także wyolbrzymiać niektóre rzeczy, byleby zwrócić uwagę innych. Mimo ze mam chłopaka od roku to jest mi trudno utrzymać długotrwałe relacje z innymi osobami, ponieważ z kolei te szybko mi się nudzą, bądź boje się ze ktoś mnie zrani. Często czuje tez pustkę - sama nie wiem czego chce, jak sie czuje, nie potrafię myslec racjonalnie nawet przy najprostszych rzeczach. Jak mam sobie z tym poradzić?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.