Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'osobowość'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Refleksje mężczyzny

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Jesteśmy razem i mieszkamy razem ponad 8 lat, w małżeństwie od 2. Dawno temu intymność dobrze nam się układała, ale w pewnym nieokreślonym momencie wszystko zaczęło się rozjeżdżać w różne strony. Nie chodzi o wytykanie palcami, a znalezienie wyjścia z sytuacji, która jest dla mnie trudna. Żona nigdy wylewną nie była, ale potrafiła określić swoje potrzeby i zasygnalizować, gdy Jej czegoś brakowało. Przy takim działaniu z obu stron układało się - wydaje mi się - dobrze. Z czasem Żona przestała dawać jakiekolwiek znaki zainteresowania intymnością. Głaskanie, mizianie, przytulanie - zawsze. Intymność i seks - zainteresowanie zniknęło. Z góry uprzedzę - nie rodziła, nie miała żadnej traumy, której byłbym świadom, pracę - jeśli zbytnio wpływa na Jej spokój emocjonalny - bez zwłoki zmienia na spokojniejszą. Nie chodzi o to, że była przeciwna seksowi, ale chęć zmieniła się w "nie mam nic przeciwko" albo "rób co chcesz". Seks - w moim odbiorze - stał się "jałowy" i pozbawiony jakichkolwiek pieszczot, czy choćby chęci otrzymywania pieszczot innych niż głaskanie. Jakby przyjemności tylko fizyczne totalnie wygnały jakąkolwiek przyjemność związaną z erotyką. Zawsze bardzo mi zależało, by seks nie stał na drodze w związku, gdyż jest wiele innych rzeczy, które są ważniejsze - zaufanie, odpowiedzialność, zrozumienie. Starałem się wycofać trochę z tej strefy życia, ale wcale nie było łatwo. Brakowało mi tej żarliwości, poczucia bycia razem, euforii zbliżenia z kobietą, którą kocham. Przez półtora roku starałem się celowo jeszcze bardziej rozbudzić tą strefę wspólnego życia, włączając nawet na koniec nieśmiałe pytanie, czy nie zechciałaby pójść ze mną do seksuologa. Wszystko spełzło na niczym - miłosne listy, wyjścia, pieszczoty, czułe wieczory, możliwie duża ilość czasu spędzana razem. Najczęściej po prostu chciała się poprzytulać i zasypiała... Sytuacja stanęła na tym, że Żonie seks jest niemal obojętny, mnie pożycie nie satysfakcjonuje i nie zaspokaja moich potrzeb emocjonalnych. Pojawiła się zatem pornografia, która stała się mizernym surogatem i raczej kiepskim rozwiązaniem, do tylko na fizyczne braki. Coraz częściej się irytuję i narasta we mnie poczucie... sam nie wiem czego. Zniecierpliwienia? Rozczarowania? Zawodu? Naprawdę nie chcę, żeby zaczęło to wpływać na moje małżeństwo. Zaczynam się zastanawiać na jakimś farmakologicznym anafrodyzjakiem, ale boję się trochę ich psychotropowego działania. Nie chcę zatracać siebie, przecież nie o to w związku ponoć chodzi, nie?
  2. Jestem osobą, która ma zdiagnozowane zaburzenia lekowe. Leczę się oczywiście, ale to nie zawsze pomaga przejść mi trudne sytuacje. Obecnie mam problem z dziewczyna, z która mieszkam. Wiele osób z boku mówi, ze wpływa na mnie złe, manipuluje mną, jest toksyczna. Przez ostatnie pare dni byłam chora - nie wychodziłam z pokoju. Leżałam z gorączka. Gdy dzisiaj wyszłam wynosząc jakieś pudełka do śmieci naskoczyła na mnie. Zarzuca mi często opowiadanie czegoś jej rodzinie na jej temat (wspomniane w small talku bzdety, sprawy kalibru: wkurzylam się, bo wyprała coś mojego jasnego z ciemnymi rzeczami), jednocześnie samej dzieląc się z innymi moimi bardzo prywatnymi szczegółami życia, jak dzieciństwo, czy rozwód rodziców. Mieszkam u niej, wiec czuje się już przytłoczona, szukam mieszkania, na co tez się obraziła, bo najpierw dodałam post na fejsie, a potem jej napisałam o tym. Wspomnę tez, ze przez ostatnie pół roku byłam na każde zawołanie, bo ktoś w jej rodzinie przechodził bardzo poważny kryzys i ciagle w tym pomagałam. Serio, nie miałam życia prywatnego. Wmawia mi, ze pisze coś do jej rodziców - na screeny rozmowy, która sami zaczęli i były to dwa zdania, mówi, ze pewnie usunelam wiadomości. Bardzo ja boli, ze ja mogę coś mówić na jej temat, do tego stopnia, ze chyba już sobie to uroiła, jednocześnie nie myśląc, czy mówienie o moich prywatnych sprawach nie może mnie zranić lub wprawić w zakłopotanie. Nie wiem, jak bronić się przed takimi taktykami, nie jestem mistrzem erystyki, żeby wygrywać dyskusje, ja ze względu na mój stan lekowy nie umiem nawet za dobrze rozmawiać. Szukam psychologa na NFZ, bo po przeprowadzce będę mieć raczej ciężej finansowo Ale zastanawiam się, czy ktoś ma dla mnie jakaś radę na już, jak sobie z tym radzić. Jak bronić się zachowując przy tym klasę?
  3. Witam, nazywam się Piotr, mam 25 lat. Chcę opisać moje problemy życiowe, problem z samorozwojem, podejmowaniem działań. Kilka miesięcy temu związałem spółkę handlową z moim dobrym przyjacielem. Jakoś tak życie nas sprowadziło, że się razem jakoś dogadujemy. On ma rodzine, ja jestem jeszcze samotnikiem. Otworzyliśmy najpierw jeden biznes potem drugi i jakoś nam idzie dobrze. Aktualnie myślimy nad dalszym rozwojem w czym upatruje swoją szanse na na przyszłość. Niestety, ja spotykam się z znacznym oporem ze strony rodziny, że podejmuje ryzyko, że najlepiej jak pójdę do pracy gdzie odbębnię 8h i wrócę i będę leżeć brzuchem do góry, a ja tak nie chce! Dla matki i ojca liczy się spokój na starość, żebym nie przyniósł wstydu, grożą mi w różnoraki sposób: chęć wymeldowania mnie z domu rodzinnego, szantaż emocjonalny w postaci gróźb o charakterze ,,nie przyznam się do ciebie itd” Nie mam relacji damsko męskich, nie mam znajomych. Życie troszkę nauczyło mnie, że ,,nie daj się” ale ja wpadam w krąg gdzie łatwo mną manipulować, czego efektem jest brak własnego zdania, opinii etc Obwiniam za to krąg moich bliskich, którzy chcieli bym szedł ich ścieżką ale jeśli sam znalazłem ,,obwodnice” napotykam na atak agresji wściekłości. Ci, którym ufam radzą mi jedno: ,,odetnij pępowinę, odetnij, nie zastanawiaj się! Długie, życie przed tobą! To woje życie, rodzina jest ważna ale to momentu, gdy zaczyna ingerować w Twoje życie sens utrzymywania relacji sprowadzi się jedynie do jednego telefonu tygodniowo” Czy mają rację? Może tak/nie ale ja przez takie dylematy jestem na skraju wyczerpania psychicznego, emocjonalnego. Nie odczuwam takiej ludzkiej empatii bo mi nigdy nikt nie dał. Zdaje sobie, że mam problem. Wiem. Tylko co Wy mi poradzicie w takiej sytuacji? Jak to rozegrać? Czy ja nie mam prawa podejmować własnego ryzyka? -piotr
  4. Witam! Może zacznę od początku... Mając 13 lat zacząłem chodzić do psychologa który zdiagnozował u mnie osobowość opozycyjno-buntowniczą. Miałem swoje problemy w domu, szkole, nawet z prawem. Trafiłem do ośrodka, wyszedłem i zacząłem się zmieniać. Było dobrze, ale jakieś półtora roku temu znowu zacząłem się zmieniać. Pojawiły się pierwsze objawy depresji, która przez pewien czas pozostawała ukryta. Ujawniła się pare miesięcy temu kiedy pojawiły się moje pierwsze myśli samobójcze. Ale to nie z depresją do Państwa pisze. Mam ojca socjopate po którym podejrzewam, że odziedziczyłem to samo zaburzenie. Napewno jestem osobą antyspołeczną której pojawiają się myśli o krzywdzeniu innych. Zacząłem być impulsywny, co prawda nigdy nie fizycznie, przynajmniej nie do osób na których mi zależy. Niedawno rozpadł się mój związek, ponieważ łatwo było mnie sprowokować do krzyku (zazwyczaj tak mam będąc przez pewien czas w relacji). Wiedziałem, że coś we mnie pęknie kiedy dojdzie do rozpadu i tak właśnie się stało. Mija chyba 2-3 tydzień od zerwania, postanowiłem przestać zatracać się w używkach które pozwalały mi na chwile uciec od wszystkiego (alkohol okazjonalnie, marihuana na porządku dziennym). Stałem się oschły dla innych i dla samego siebie. Dalej staram się trzymać zasad które sam sobie założyłem, jednak z dużo mniejszym zaangażowaniem emocjonalnym niż kiedyś. Bardzo często patrzę na ludzi przez pryzmat własnych korzyści, a kiedy ich nie widze zazwyczaj poprostu takie osoby odrzucam, bez żadnych skrupułów, nie zależnie od mojej relacji czy stosnuku z taką osobą. Zacząłem patrzeć na ludzi przedmiotowo, kiedyś przedmiotowo patrzyłem na samego siebie. Mam problemy finansowe, od niedawna mieszkam samodzielnie (nie chce podawać wieku, ale jestem młody i wyprowadziłem się od rodziców). Nie chce mi sie walczyć o siebie, a perspektywa śmierci coraz mniej mnie przeraża (czasem przykładam do głowy broń typu ASG, rozładowaną i dla zabawy pociągam za spust, co ciekawe, uspokaja mnie to). Jestem osobą egoistyczną i narcystyczną, stojącą gdzieś na granicy pomiędzy socjopatią, a psychopatią. Interesuje się psychologią, więc zauważam pewne autodestrukcyjne mechanizmy w moich zachowaniach czy podejściu. Mam znajomych którzy usilnie próbują mi pomóc, jednak ich rady na nic się nie zdają bo mój mózg stosuje mechanizmy odrzucenia połączone z systemami obronnymi w postaci agresji gdy tylko słysze, że ktoś sie o mnie martwi. Nie wiem co sie ze mną dzieje, ale wiem, że jeśli nic z tym nie zrobie, to albo zaczne krzywdzić siebie, albo siebie i innych przy okazji. Czuje martwice emocjonalną, która jest przerywana rzadkimi epizodami antyspołecznych zachowań, jednak czasem wracają do mnie resztki starego siebie które mówią, że przecież taki nie jestem i że przecież chce sie do kogoś przywiązać... mam sporo znajomych, którymi jednak bardzo często manipuluje, właściwie to nie ma takiego dnia, relacji ani nawet rozmowy w której nie wkradłbym manipulacji czy kłamstwa. Nawet przy tej wiadomości zastanawiam się nad doborem odpowiednich słów zamiast pisać tak jak uważam, jednak staram się pisać szczerze i jak myśle, bo inaczej nie miałoby to sensu. Z jednej strony czuje się jak trup emocjonalny, bez sumienia czy sympatii do innych (co paradoksalnie mi sie podoba), z drugiej strony jednak nie utraciłem resztek samego siebie i ta wiadomość chyba jest na to potwierdzeniem. Jestem również osobą paranoiczną, dlatego specjalnie szukałem psychologa z możliwością anonimowego kontaktu, oraz ukryłem wszystkie swoje dane o które Państwo mnie prosili (zdaje sobie sprawę z tego, że ta wiadomość nie zniknie, a jeśli ktoś kiedyś będzie chciał mieć do tego wgląd, to przynajmniej nie będzie miał zielonego pojęcia kto to napisał). Nie wiem nawet jak określić swój problem, dlatego opisałem w skrócie to co sie ze mną w tym momencie dzieje. Czy potrzebuje pomocy? Nie wiem, bo nie wiem jak czuje sie normalna osoba, nigdy nie byłem normalny. Wiem natomiast, że dużo straciłem przez to jaki jestem, a nie lubie czegoś tracić, zawsze dąże do zysku. Dlatego nie wiem też jak zaadresować tą wiadomość, co jest moim celem czy co chce osiągnąć pisząc to. Poprostu czuje, że w jakiś sposób z tego opisu mogę dostać od Państwa więcej informacji, a każda wiadomość zwrotna jest dla mnie na wagę złota. Chyba proszę o opinię co się może ze mną dziać. Pozdrawiam, Anonimowy użytkownik
  5. Witam. Z góry dziękuję za przeczytanie całości - trochę mi zajęło ogarnięcie tego. Temat opublikowałem też na innych forach, aby otrzymać różne odpowiedzi dla porównania. Szczerze mówiąc nie wiem, jak mam ten wywód zacząć. Może na wstępie zaznaczę, że jest to dla mnie ważna sprawa, bo przelatują mi przez palce kolejne miesiące a nawet lata, gdy nic się nie zmienia. W żadnym wypadku nie jest to temat utworzony w celu prowokacji czy śmieszków dlatego proszę osoby, które tego typu sprawy traktują prześmiewczo o nieodpowiadanie. Może na wstępie opiszę nieco siebie. Mam obecnie 24 lata, jestem bardzo niską osobą i niesamowicie szczupłą. Typ urody mam szczerze mylący, bo chociaż jestem biologicznie mężczyzną, tak często zdarzało się, że ktoś pomylił mnie z kobietą. Od ukończenia szkoły podstawowej i wejścia na poziom gimnazjalny zaczęły się moje problemy. Do podstawówki chodziłem jeszcze w mojej rodzinnej miejscowości, ale w wyniku rozłamu w rodzinie przeprowadziłem się zupełnie gdzie indziej. Zmiana otoczenia, nowi znajomi wśród których nie potrafiłem się odnaleźć - to wszystko sprawiło, że uciekłem w cztery ściany i komputer, a przynajmniej wtedy wydawało mi się, że to przez to. Wraz z biegiem lat coraz bardziej analizowałem swoją alienację, uciekanie przed ludźmi. Doszło nawet do tego, że najprostsze sprawy sprawiały, że nie chciało mi się wstać z łóżka. O ile w gimnazjum było jeszcze okej, tak w szkole średniej całkowicie się odciąłem. Unikałem znajomych wchodząc w konflikty, często uciekałem z lekcji kłamiąc rodzicom, że spóźniłem się na autobus albo wracałem po kilku godzinach twierdząc, iż zwolniono nas wcześniej z lekcji. Wspominam ten okres, ponieważ wtedy zauważyłem u siebie dziwne tendencje. Przez cały okres szkoły średniej nosiłem długie włosy. Chociaż koledzy mi z tego powodu docinali, to nie specjalnie się tym przejmowałem. Niepokojące było też to, że w zasadzie przez całe gimnazjum oraz liceum nie widziałem sensu w randkowaniu. Nie interesowało mnie to zupełnie, bo cały czas czułem, że czegoś mi brakuje. Przechodząc do sedna sprawy. Obecnie mam już 24 lata, niedawno zrezygnowałem też ze studiów. Jakoś po skończeniu 18 lat zaczęły się u mnie dziwne myśli. Wspomniałem wcześniej, że w liceum miałem długie włosy. W zasadzie mam je cały czas od skończenia liceum i były momenty, że chodząc do fryzjera prosiłem o fryzury typowo damskie, co było niezrozumiałe dla mojej rodziny. Moja mama widząc mnie w takiej fryzurze raczej nie komentowała, ale wyglądała na zdziwioną. W zasadzie to zamiłowanie do damskich fryzur mam do teraz. Początkowo to ignorowałem tłumacząc, że taki mam styl. Problem jednak w tym, że ostatnie dwa lata (od świąt 2018 roku) zacząłem iść w dziwnym kierunku. Przeglądając sklepy internetowe czy nawet sklepy stacjonarne dużo częściej i chętniej zerkałem na damskie ciuchy. Często kupowałem też drobne elementy garderoby, takie jak skarpetki czy czapki typowo damskie - kolorowe w serduszka itp. Od razu zaznaczę, że to nie jest żaden fetysz. Nie interpretuję tego jakkolwiek seksualnie. Nigdy nie pociągało mnie noszenie damskich ubrań, przebieranki czy tego typu rzeczy. Szczerze mówiąc od skończenia liceum zupełnie straciłem zainteresowanie seksem i związkami. W zasadzie nie praktykuję nawet masturbacji (robię to rzecz jasna sporadycznie, jednak tylko z obawy, że abstynencja seksualna może prowadzić do chorób np. jąder). Jeśli mam być szczery to seks w życiu zupełnie mnie nie motywuje. Ostatni rok był dla mnie przełomowy. Wyprowadziłem się z rodzinnego domu, wynająłem mieszkanie i podjąłem naprawdę fajną pracę. Przez cały okres gimnazjum i liceum wegetowałem w domu, bez znajomych czy jakichkolwiek hobby, dlatego sądziłem, że gdy się wyprowadzę ze swojej strefy komfortu, poznam nowych ludzi wszystko się zmieni. Wiecie, sądziłem, że się otworzę na nowe rzeczy i naturalnym tokiem odejdę od tych "dziwactw". Niestety problem w tym, że od wyprowadzki moje zafascynowanie tylko przybrało na sile. Doszło do tego, że zamówiłem sobie przez internet trochę ciuchów, zacząłem robić makijaż. Niedawno całkowicie się przebrałem, zrobiłem makijaż i tak stojąc przed lustrem zacząłem mieć negatywne myśli. Standardowo - że jestem dziwakiem, że marnuję pieniądze i czas, że powinienem się leczyć oraz, że to zboczone. Jak wspomniałem wcześniej - nie ma to żadnego podłoża seksualnego. Zupełnie mnie to pod tym względem nie kręci. Po prostu lepiej się czuję, bardziej komfortowo. Odgrywanie w domu takiej "kobiecej roli" daje mi poczucie komfortu. W wyniku tego zacząłem sporo analizować i doszedłem do wniosku, że w przeszłości robiłem już podobne rzeczy, może wyjaśnię. Wcześniej wspomniałem, że w gimnazjum uciekałem w gry komputerowe oraz internet. Właśnie podczas moich przygód na forach czy w grach internetowych najczęściej podawałem się za kobietę, czy też grałem kobiecymi postaciami. Ponownie, nie sprawiało mi frajdy oszukiwanie ludzi, ale czułem się dobrze, gdy ktoś uważał mnie za kobietę. Sięgając pamięcią dalej, pamiętam też, że w dzieciństwie, jeszcze przed przeprowadzką do innego miasta zdarzało mi się, będąc samemu w domu podkradać sukienki mojej mamy oraz siostry i przymierzać je, gdy byłem sam w domu. Miałem wtedy może 7 czy 8 lat, więc tym bardziej nie był to żaden fetysz, gdyż w tamtym wieku nie odkryłem jeszcze tej części życia. Ponownie - czułem się wtedy lepiej, chociaż słabo pamiętam tamten okres. Pamiętam jednak, że te przebieranki nie były jednorazowe i zawsze zamykałem się wtedy od środka, by mieć czas na ewentualne ukrycie ubrań, gdyby ktoś wrócił do domu wcześniej. Teraz jak wspomniałem mam już 24 lata, grupkę fajnych znajomych i pracę - teoretycznie poukładane życie, a jednak nawet dziś, przeglądając oferty na black friday świadomie przeglądam damskie ciuchy. Szczerze mówiąc, gdybym mógł, nosiłbym je na co dzień. Tak jak wspominałem, nie chodzi o nic dziwnego (nie mówię tu o bieliźnie), ale o zwykłe rzeczy typu buty, spodnie czy kurtki. Po prostu nie czuję się dobrze z tym, kim jestem i jak wyglądam. Nie podoba mi się to, co widzę w lustrze. Już w liceum kupowałem kolorowe koszulki czy bluzy w kwiaty, co oczywiście było komentowane przez znajomych w stylu "chyba siostrze ukradłeś tę bluzę", ale wtedy nikt nie brał tego na poważnie. Podsumowując - wydaje mi się, że mogę mieć jakieś zaburzenia osobowości. Trwa to już zbyt długo bym sądził, że to jakiś dziwny okres, który przeminie. Zawsze, gdy ktoś mnie pomyli z kobietą robi mi się miło, a teoretycznie nie powinno. Od wielu lat interesuję się też osobami transgender- oglądam ich kanały na youtube, śledzę social media itp. W zasadzie od 20 roku życia sam często myślałem, czy moje życie nie byłoby lepsze, gdybym zdecydował się na taką terapię. Czy w takiej sytuacji najlepiej byłoby udać się do psychologa, czy może seksuologa? Słyszałem wiele złego o tego typu specjalistach w Polsce. Z góry dziękuję za wszelkie sugestie. Jeśli ktoś ma podobne doświadczenia, chętnie o nich usłyszę. Może pomoże mi to zinterpretować swoje zachowanie. Jeśli coś pominąłem, lub nie wspomniałem o czymś istotnym - pytajcie śmiało. Chętnie dopowiem. Pozdrawiam.
  6. Potrzebuję testu mocnych i słabych stron w mojej piramidzie potrzeb. Chciałbym wiedzieć na czym muszę jeszcze popracować.
  7. Witam. Nazywam się Beata i mam 38 lat. Mój problem polega nad niekontrolowanymi napadami złości, agresji w stosunku do partnera. Pochodze z rodziny gdzie kłótnie,wyrzucanie z domu ,straszenie rozwodem bylo dość często. Bójki pomiędzy braćmi(mój tata i jego brat) miałam wrażenie że, były systemtycznie. Moje małżeństwo skończyło się rozwodem,były małżonek spacyfikował mnie ,zniszczył psychicznie. Obecnie jestem w związku i zauważyłam u siebie ataki złości,robienie awantury z byle powodu. Moj partner jest juz na granicy wytrzymałości. Dopiero teraz dotarło do mnie że, nie kontroluje tego. Dość często kłótnia kończy się wyrzuceniem partnera z domu . Ale kiedy złość mija i dociera do mnie mój błąd dzwonie i proszę zeby wrócił.
  8. Dzień dobry Mam 24 lata, jestem kobietą i w 5 letnim już związku ale od około roku mam problem z moimi uczuciami co do partnera, mam wrażenie że osłabły i ciągle myślę jakby to było z kimś innym. Nie wiem co mam o tym myśleć, zależy mi na nim i chcę z nim być ale brakuje mi czegoś ważnego w nim. Czy można się męczyć w związku z osobą którą się kocha i z którą się chcę być?
  9. Dzień dobry! 😊 Szukam programów, które pozwolą usprawnić pracę mózgu. Chodzi przede wszystkim o trening koncentracji i pamięci. Znalazłem coś, co nazywa się N-Back Test. Czy ktoś zna ten program (jest wiele różnych aplikacji, ale model ten sam). Ew. czy ktoś może polecić tego typu programy do samodzielnych ćwiczeń? Dzięki Staszek
  10. Witam mam 18 lat i czasami mam wrażenie, że mam dwie strony mojej osobowości. Pierwszą stronę można nazwać jasna strona i uważam, że jest to strona, która zawsze była ze mną ,wydaje mi się że ta strona jest bardziej mną. Z kolei drugą stronę można nazwać ciemną stroną uważam, że powstała kilka lat temu i czasami pojawia się i dręczy mnie myślami, których nie chcę myśleć, kiedyś przez tą stronę robiłam rzeczy autodestrukcyjne choć nie jestem pewna czy tylko i wyłącznie przez tą stronę ale w większości przez nią.Ostatnimi czasy zastanawiam się czy to normalne czy też nie.
  11. Poznałam go 1,5 roku temu, jest osoba uzależnioną od narkotyków. Nasza relacja wyglądała tak ze było pięknie ale za chwile się czuł czymś zraniony i mnie wszędzie blokował i się nie odzywał. Bardzo to brałam do siebie, zawsze starałam się z nim dogadać. Potrafiliśmy mieć ciche dni przez nawet 2 tygodnie. W czasie tych „rozstań” duzo bral i zawierał przelotne znajomosci. Zawsze dziwiło mnie to dlaczego czasem tak trudno z nim porozmawiać, ze za bardzo bierze do siebie wszystko, jakby był wrażliwy na każde słowo. Bardzo go kocham i za każdym razem jak się rozstawaliśmy, próbowałam znaleźć jakiś sposób by mu pomoc- czytałam książki o uzależnieniu, rozmawiałam z innymi narkomanami itd. On był taka osoba ze chciał ze mną spędzać każdy dzień, mieć mnie tylko dla siebie. Z tego powodu były nasze klotnie, często obrażał się gdy Np jechałam na weekend do rodziców, mówił ze go zdradzam. Wiedziałam ze bardzo mnie kocha ale jest za bardzo uzależniony od narkotyków, bierze już kilka lat, prawie codziennie i to duże ilości. Robi może jedna przerwę w tygodniu. Byłam już zmęczona psychicznie ta sytuacja, bardzo chciałam żeby z tego wyszedł ale traciłam już nadzieje. W tym roku rozstaliśmy się na 2 miesiące, ale po czasie oznajmił mi ze jedzie na odwyk zamknięty. To było dla niego wielkie osiągniecie- zawsze uważał ze nie da się zamknąć. Gdy siedział na odwyku, widziałam jak poprawia się rozmowa z nim, zaczal mowic o tym jak bardzo mnie ranil, widziałam ze zaczyna powoli już rozumieć pewne rzeczy. Jedyny minus był taki ze gdy zaczynałam z nim rozmawiać o tym jak ja się czułam gdy bral i mnie zdradzał, bardzo się denerwował, aż płakał, mówił ze to za wcześnie żebym mu o tym przypominała w szczegółach. Widać ze bardzo go to bolało ze mnie skrzywdził. Ale potrzebowałam tej rozmowy żeby on zrozumiał jak ja się czuje, dlaczego czasami wychodziłam od niego z mieszkania itd. Podczas pobytu na odwyku, terapeuta powiedział mu aby się nie wiązał z nikim przez minimum rok, ze to za wcześnie. Mieliśmy taka umowę ze się przyjaźnimy, ze nie robimy nic na sile. Powiedział tez ze stwierdzono u niego borderline, i ze to dlatego wpadł w narkotyki. Gdy zaczęłam czytać o tym zaburzeniu, przeżyłam szok. Miałam wrażenie jakby opisywali jego. Wszystko się zgadzało. Nagle zrozumiałam dlaczego ciagle się czuł jak bym go opuszczała, dlaczego był tak wrażliwy, miał nawet z mojego powodu próbę samobójcza, bal się ze go zostawię. Gdy wyszedł z odwyku, dalej był trzeźwy, ale spotkalismy się dopiero 2 tyg później, przyjechał do mnie bo zle się czułam a później widywaliśmy się raz w tygodniu w kinie, teatrze… było naprawdę dobrze. Któregoś dnia dostał gorączkę, ale obraził się ze tak późno chce przyjechać, pojechałam do niego dopiero na 2 dzień jak mu przeszła złość. Zapytał mnie czy zostanę u niego na noc, powiedziałam mu ze dziś nie, jutro. Moj pies byl chory. Na drugi dzień gdy wrocilam do domu z pracy, moj pies nadal się zle czuł a nie mogłam go zabrać ze sobą wiec zapytałam czy możemy się spotkać bez spania u niego bo nie chce zostawiać psa samego bo nadal sie zle czuje,nie mogłam go zabrać ze sobą. Znowu się zdenerwował i zaczal krzyczeć ze mam kogos innego, ze na pewno go zdradzam. Zablokował mnie znowu wszędzie. Po 2 dniach byl już piątek wiec jechałam do rodziców by nie spędzać weekendu sama, odblokował mnie akurat i napisałam mu ze jestwm w drodze do rodziców. Znowu się obraził, ale już nie blokował. Na drugi dzień napisałam mu jak się czuje, nie odpisał. Po czasie znów napisałam czy chce się chociaż spotykać, odpisał ze nie, i ze go zranilam. Postanowiłam poczekać aż mu przejdzie, napisałam po kilku dniach długa wiadomość w której wyjaśniłam mu ze to jego co chwile obrażanie mnie i blokowanie, zle na mnie działa, robi już tak od 1,5 roku. Wyjaśniłam mu ze przez to dostałam uzależnienia od niego bo wciąż gdy mnie blokuje, ja zawsze mam nadzieje ze wróci jak zawsze i nigdy nie wiem czy to ostatni raz, bo ciagle wraca, a gdy go nie ma, ja ciagle jestem w stanie czekania i skupiania sie tylko na tym żeby sie odezwał, ze chciałabym żeby sie określił czy chce zebym była obecna w jego życiu bo mam swoją terapie i nie mogę co tydzień zmieniać jej celu jak co tydzień mi pisze ze nie chce już mieć ze mną nic wspolnego. Napisalam tez ze jeśli naprawdę koniec, to żeby sie zastanowił i nie pisał za 2 miesiące bo mnie to boli jak co chwile tak robi. Nie odpisał, napisałam po kilku dniach kolejna wiadomość z prośba żebyśmy spotkali sie u terapeuty i pogadali. Ze to dla mnie tez trudne bo nie wiem czy on naprawdę chce zebym sie nie odzywała, czy to tak jak w borderline- jest to błaganie o pomoc. Odpisał po kilku dniach, ze nie chce już nic, i ze ja mam borderline, (mam tylko nerwice która juz dawno opanowalam, gdy rozmawiam z nim, nie krzyczę ani nie obrażam go, zawsze spokojnie probuje sie z nim dogadać) ze mam sie leczyć, i ze to ja go zostawiłam i ze on juz nie chce. Napisalam mu ze go kocham ale mi tez jest ciężko, i ze chce porozmawiać przy terapeucie bo nie wiem co robić. Odpisał ze nie wierzy, ze zawsze go wykorzystywałam, ze nic dla mnie nie znaczył itd. Zapytałam czy spotyka sie z kimś (bo zazwyczaj gdy sie tak obrażał, spotykał sie z kimś, zeby nie myslec o mnie) nie odpisał i znow mnie zablokował. Nie wiem co mam robić, On jest bardzo wrażliwa osoba, ma masę kompleksów, problemowe dzieciństwo, czuł odrzucenie juz jako dziecko, miał ciężki kontakt z rodzicami, wiem ze bardzo mnie kocha ale nie radzi sobie z tym, jest przekonany ze go zdradzam. Nie potrafi sobie radzić gdy coś idzie nie tak, ma wtedy w glowie ze robię coś specjalnie albo ze nie chce mu poświecić cZasu bo mam innego. Nie rozumie ze mogę mieć wady, jestem dla niego ideałem ale jak popełnię błąd, jestem najgorsza. Mam wyrzuty sumienia ze wtedy napisałam mu ze jak nie chce to raz na zawsze, ale nie wiedziałam juz jak mam z nim rozmawiać. Bardzo chce mu pomoc i być z nim, ale nie wiem co mam teraz zrobić gdy kolejny raz mi napisał ze juz nie chce i mnie zablokował. Nie wiem jak mam to odebrać, czy tym razem naprawdę nie chce i co zrobić zeby mu pomoc i by zrozumiał ze nie chce go zostawić. Dodam ze cały czas jest trzeźwy (juz 3 miesiące)
  12. Jestem dziewczyną w wieku 21 lat. Od ponad 6 lat zmagam się z depresją, która pojawiła się u mnie na wskutek cukrzycy, na którą zachorowałam w wieku 15 lat. Odkąd pamiętam byłam osobą bardzo zamkniętą w sobie, aspołeczną i z lękiem przed ludźmi, przez co ciężko mi zbudować jakieś relacje z ludźmi. Mama wychowuje mnie i brata samego. Tata zostawił nas jak miałam 4 latka. Od tamtej pory jest mi ciężko, ponieważ brat zaczął się na mnie wyżywać fizycznie i psychicznie. Jakiś czas temu odkryłam swoją orientację seksualną i uświadomiłam sobie, że podobają mi się kobiety, przez co zaczęły się kolejne problemy. Moja rodzina nie jest tolerancyjna przez co urwał mi się kontakt z bliskimi dla mnie osobami (babcią, ciociami, wujkami, kuzynką, bratem). W obecnej chwili akceptuję to tylko mama, która stara się mnie wspierać. Przed moimi 18-stymi urodzinami mieszkaliśmy z mamą i bratem w domu samotnej matki. Wtedy zaczęły się najgorsze problemy, ponieważ przestawałam chodzić do szkoły, nie chciało mi się żyć ani wstawać z łóżka. Trafiłam na tydzień do szpitala psychiatrycznego w celu leczenia. Przyjmowałam jakieś leki, które miały mi pomóc się pozbierać. Natomiast po zobaczeniu innych pacjentów poprosiłam o ich odstawienie i próbowałam sama poradzić sobie z otaczającą mnie rzeczywistością. Lekarze stwierdzili, że sobie świetnie poradziłam i wyszłam sama z tego dołka psychicznego więc mnie wypuścili. Wróciłam do ośrodka i była tam taka pani psycholog Kasia, która bardzo mnie nie lubiła i ze wzajemnością. Robiła wszystko na spotkaniach, żebym wyszła na najgorszego człowieka na świecie. Mimo, że miała mi pomóc i mnie wspierać robiła wszystko na opak. Przez nią jeszcze bardziej się załamałam psychicznie, ponieważ wystawiła opinię do sądu rodzinnego, który po kilku dniach zamknął mnie w pogotowiu opiekuńczym do ukończenia 18-tego roku życia. Wtedy całkowicie się załamałam. Próbowałam wykorzystać fakt o cukrzycy, żeby tylko wydostać się z tego miejsca. Dwa razy specjalnie nie wzięłam insuliny, aby trafić do szpitala na kilka dni obserwacji. Lekarz, który się mną opiekował dowiedział się ode mnie prawdy, dlaczego tu trafiłam i robił wszystko, żeby przedłużyć moje leczenie, niestety trwało to tylko kilka dni po czym wróciłam do pogotowia. W dniu 18-tych urodzin wyszłam na wolność. Mama wtedy dostała już mieszkanie więc miałam gdzie mieszkać. Jakiś czas później przeprowadziłam się do Krakowa do dziewczyny, z którą byłam w związku. Planowałam z nią życie, przyszłość itd. Wplątała mnie w pożyczki, które wzięłam aby móc z nią zostać. Zostawiła mnie po prawie 3 latach związku. Bardzo to przeżyłam, nie mogłam się długo pozbierać, okaleczyłam się. Później poznałam osobę transseksualną Natana, którego pokochałam całym serduszkiem. Obecnie jesteśmy ze sobą już 10 miesięcy. Mama bardzo go polubiła, pomógł mi, wspiera mnie jak tylko może. Pojechał nawet dla mnie do pracy nad morze, żeby zarobić na pożyczki. Przyjechałam do niego do pracy i tam się zaczęły kłótnie między nami, ponieważ mimo tego, że przyjechałam nie poświęcał mi tyle uwagi i czasu. W pracy rozmawiał i śmiał się z innymi dziewczynami, a mnie unikał tak przynajmniej to wyglądało. Przez cukrzycę niestety nie mogłam zostać dłużej i musiałam wracać do domu do lekarza, ponieważ mój stan się pogarszał. W ostatni dzień przed moim wyjazdem mieliśmy pójść sobie na spacer w nocy na plażę i spędzić ten czas razem. Niestety wziął ze sobą koleżankę i skończyło się na piciu alkoholu na plaży. Ja się popłakałam i poszłam się przejść. On poszedł za mną. Więc wykrzyczałam mu w twarz, że nie tak miał wyglądać ten wieczór, że mi przykro, że woli spędzać go z kimś innym na piciu i śpiewaniu. Mój obecny problem polega na tym, że jestem osobą bardzo zazdrosną taką, która jest bardzo wrażliwa i emocjonalna. Bolą mnie nawet najmniejsze rzeczy. Mam cudowny związek, wspaniałego chłopaka, który mnie kocha a ja ciągle robię mu problemy o to, że nie ma dla mnie czasu, że się nie odzywa do mnie lub o to, że rozmawia z jakimiś dziewczynami czy wypije alkohol. Ostatnio bardzo się oddaliliśmy od siebie bo on pracuje po 15 godzin dziennie przez co nie mamy czasu pisać i rozmawiać ze sobą. Była jeszcze taka sytuacja, że w tej pracy u Natana jest syn szefostwa, który ma 14 lat i napisał do mnie dlaczego tak się zachowuję, czemu ciągle robię afery i mam o wszystko pretensje. Napisałam jak ja to czuję i niestety nie wiem co mi strzeliło do głowy wyjechałam z tekstem, że kilka dni temu miałam duże załamanie i próbowałam się zabić. Dzwoniłam i pisałam wtedy do Natana ale niestety nie odpowiedział. Obiecałam mu, że nie potnę się już więc musiałam znaleźć inny sposób na poradzenie sobie z tym wszystkim, ponieważ w środku czułam ogromny ból. Przywaliłam ręką w ścianę i rozwaliłam sobie kostki do krwi. Powiedziałam synowi szefostwa, że chciałam się zabić. Niestety on przeczytał to na głos i po chwili już miałam wiadomość od Natana, gdzie nakrzyczał na mnie, że jestem pojebana mówiąc dziecku o takich rzeczach. Od tamtego czasu przez 3 dni nie mieliśmy żadnego kontaktu. Napisał do mnie przedwczoraj, że myślał o naszym związku. Powiedział, że mnie nie poznaje, że jestem inną zupełnie osobą niż wcześniej. Że nasz związek to tylko same kłótnie i że robi się to toksyczne. Napisał również, że musimy się spotkać i porozmawiać w oczy, bo już ma wszystkiego i mnie dosyć. Oddaliliśmy się od siebie bardzo a ja nie chcę go stracić. Niestety aktualnie nie mam pracy i nie stać mnie nawet na pójście do psychologa czy psychiatry a wiem, że potrzebuję pomocy, bo sama już nie mogę ze sobą wytrzymać. Każdego dnia teraz siedzę i nie ma takiego dnia, którego bym nie przepłakała. Czuję się źle sama ze sobą. Nie chcę go stracić i nie chcę zachowywać się jak skończona psychopatka. Po prostu nie wiem już co mam robić. I nie umiem sobie sama z tym wszystkim poradzić. Nie chcę być złym człowiekiem a tak się czułam od zawsze. Czułam, że na nikogo nie zasługuję, że nikt mnie nigdy szczerze nie pokocha bo jedyne co potrafię zrobić dobrze to wszystko rozwalić. Proszę o jakieś wsparcie, radę czy pomoc. Co zrobić? Jak to zmienić?
  13. Cześć, na imię mi Tomek, mam 24 lata. Mam za sobą jak każdy zapewne sporo doświadczeń, które w mojej ocenie wykończyły mnie przez ostatnie lata psychicznie, z wieloma poradziłem sobie sam, jednak już dawno temu upadłem i po prostu nie potrafię wstać o własnych siłach. Nie jestem głupi, wiem jak powinienem działać i co robić w celu rozwiązania swoich problemów, jednak zdecydowanie brakuje mi samodyscypliny, a słomiany zapał za każdym razem mnie ciśnie w dół z powrotem. Nigdy nie nauczyłem się żyć sam i nie wiem jak się za to zabrać od czego zacząć. Mam świadomość, że wyłącznie sam mogę sobie poradzić jak, a także iż tylko na sobie powinienem polegać - ale to nie jest łatwe zadanie. Zacznę od początku. Zawsze miałem problemy z akceptacją tego jaki jestem, bywałem aspołeczny, ciężko było mi budować relacje z rówieśnikami. Mniej więcej w wieku 19 lat, w technikum odbywałem comming out przed samym sobą, związany z orientacją. Po niedługim czasie poznałem swojego pierwszego partnera. Związek trwał prawie cztery lata. Poświęciłem dla tego bardzo wiele. Zawaliłem maturę, której nie poprawiłem. Marzyłem o studiach, z których zrezygnowałem, postanowiłem pracować, aby utrzymać moją nową dwuosobową rodzinę. Relacja ta okazała się niezwykle toksyczna w skutkach. Co prawda nauczyłem się wiele o życiu i 'obyciu w dorosłości'. Jestem typem człowieka, który mając przy sobie kochającą osobę potrafi 'przenosić góry'. Gdy na polu emocjonalnym mam poukładane sprawy i czuję, że żyję nie tylko dla siebie, ale i dla drugiej ważnej dla mnie osoby potrafię być pozytywnym i bardzo zaradnym facetem. Rozpad pierwszego w moim życiu poważnego związku uważam za kamień milowy swojej degradacji - nie rozumieliśmy się, czas zweryfikował, że nie pasujemy do siebie z partnerem. Zaabsorbowany pracą i 'poświęcaniem się' coraz bardziej zauważałem, że ten związek to wynik schematu "bo razem jest łatwiej i wygodniej". Wielokrotnie chciałem się rozstać i zainwestować w siebie samego, jednak za każdym razem bałem się skrzywdzić tą drugą osobę - dlatego było to toksyczne. Rzekoma miłość zamieniła się w więzienie. Ostatecznie w wakacje, po 3,5 latach związku definitywnie to zakończyłem. W pracy czekał mnie awans, musiałem skupić się na sobie w końcu. Partner dwukrotnie targnął się na swoje życie. Trochę traumatyczne było wyrywanie mu z rąk noży, chowanie leków po szafkach jak i wszelkich kabli, pasów. Wiem, że on nie chciał się zabić, a zwrócić na siebie uwagę, ale ja nie miałem już wtedy dość sił psychicznych, aby udźwignąć taki ciężar. Ostatecznie pożegnaliśmy się po sezonie letnim 1,5 roku temu, ale jakieś rany pozostały. Wróciłem na portale randkowe, zachłysnąłem się faktem, że nie jestem taki beznadziejny. Duże zainteresowanie moją osobą diametralnie wzniosło moje ego - wtedy nie wiedziałem jeszcze, czym jest mania. Spotykałem się z wieloma osobami, nie zależało mi na stosunkach seksualnych, a na znalezieniu kogoś, w kim z wzajemnością mógłbym się zakochać. Tutaj warto wspomnieć jak wcześniej napisałem - nie nauczyłem się do tej pory być sam. Gdy nie mam nikogo komu na mnie zależy na co dzień przy sobie, po prostu pogrążam się w depresji. W każdym razie zacząłem też szaleć, imprezowałem, wydawałem pieniądze i zapożyczałem się coraz bardziej w banku. Z powodu mocnych w tamtym okresie (to było 1,5 roku temu po rozstaniu) byłem jak i dziś, mocno zmarnowany. Nie potrafiąc skupić się na pracy i nie znosząc stresu musiałem zrezygnować ze szkolenia i awansu. Wybuchałem agresją i ciężko było mi radzić sobie z krytyką. Czułem się winny wszystkiemu, ale tłamsiłem to w sobie. Od tamtej pory wyrobił mi się paskudny nawyk "brania wszystkiego do siebie ZA BARDZO", który skutecznie utrudnia mi dziś codzienne funkcjonowanie. Kolejno potrzebując odpoczynku i przechodząc załamanie jakieś, poszedłem na zwolnienie i uczęszczałem chwilę do psychiatry, jednak koszty mnie przerosły, a dostanie się na fundusz zdrowia było nieefektywne, kolejki były za długie. Wtedy po raptem dwóch spotkaniach usłyszałem, że mogę mieć ChAD (afektywna dwubiegunowa). To by się zgadzało, myślałem, jednak leczenie nie było dla mnie skuteczne z uwagi na pracę. Jestem zadłużony, więc muszę pracować, muszę mieć każdego miesiąca wpływy na konto i muszę spłacać kilkaset złotych miesięcznie. Ów zadłużenie wacha się dziś w okolicach 30 tysięcy. Marzy mi się, aby zrezygnować z pracy na rok-dwa i zatroszczyć się o psychikę, leczyć się, ale nie mogę sobie na to pozwolić. Kredyty i pożyczki jak teraz o tym myślę były wynikiem niepoczytalności fundowanej przez manię. Na początku 2020 roku zmieniłem pracę, nadal szukałem szczęścia w potencjalnych partnerach, a dolegliwości psychiczne pogłębiały się. Gdybym nie bał się bólu odbierania sobie życia, pewnie już bym nie żył, ale z drugiej strony, nie chcę tego absolutnie. Dziś znam swoją wartość i chcę wstać na nogi, bo wiem, że jestem dobrym gościem i nie dla mnie są smutki i żale. Myślałem nawet, aby dołączyć do jakiejś wspólnoty, która za mnie pomogłaby mi z moimi problemami, ale ostatecznie to dziwna myśl. Gdyby dało się wstrzymać chociaż opłaty długów na kilka lat, aby mógł w tym czasie się pozbierać... Sam nie wiem co o tym myśleć. Kończąc powoli - byłem w wielu relacjach, które za każdym razem kończyły się przez mój negatywny charakter. Zbyt duży ciężar zrzucałem na barki tych biednych ludzi, którzy się we mnie zakochali i potrafili mnie wspierać. Straciłem tam wiele osób. Praca fizyczna, sporo stresu, te całe zaburzenia psychiczne i emocjonalne, brak środków na terapie i podnoszenie standardu życia. Nie umiałem znaleźć czasu i pozytywnej energii, by dać od siebie coś dobrego. Niedawno straciłem ostatniego z partnerów, po raptem dwóch miesiącach relacji. Akurat też się rozchorowałem i otrzymałem pozytywny wynik testu covidowego. Obecnie siedzę na izolacji domowej i wiem, że mam przewalone, bo stracę spory procent wypłat za kwiecień i maj. Cóż, podsumowując.... ja uważam, że wiem co powinienem robić, że trzeba krok po kroku małymi etapami się podnosić, jednak przegrywam za każdym razem. Nie chcę, aby ktoś mi współczuł, bo wiem, że problemy ma każdy z nas i nie można ich szufladkować względem wielkości. Ja chyba potrzebuję po prostu porozmawiać, zaplanować wszystko należycie i zacząć realizować plan naprawczy swojego życia - tego nie potrafię ugryźć.
  14. Witam, Od paru lat było coś ze mną nie tak często gwałtownie spadał mi nastrój czy pojawianie się braku chęci do życia. Łącz teraz jest jeszcze gorzej nie potrafię zapanować nad emocjami przez co częstą dostaje ataków płaczu agresji oraz pojawiają się coraz częściej myśli samobójcze nie wiem już co mam robić z dnia na dzień boję się sama siebie coraz bardziej
  15. Witam. Jesteśmy w związku 7 lat, mamy 2 dzieci. Małżeństwem jesteśmy od 2. Wyniosłam złe wzorce z domu rodzinnego. Nie potrafię rozmawiać z mężem. Często wybucham, krzyczę, obrażam go. Ciągle siedzę sama z dziećmi w domu, wszystko jest na mojej głowie, dosłownie wszystko. Nigdzie nie wychodzę z koleżankami (tylko jedna mi zOstala, wszystkie mąż nienawidził). Ostatnio nawet nie mogłam wyjść na piwo z koleżanką, mimo iż on czasem wychodzi z kolegą i wraca w środku nocy.... Wszystko mi się kumuluje, więc potem wybucham i go obrażam lub krzyczę. Czasem chciałabym się wyprowadzić, ale z drugiej strony chciałabym ratować małżeństwo. Mąż obwinia mnie, o brak prawidłowej komunikacji, mówi że go niszczę i za chwilę nie będzie co ratować. Nie potrafię już rozmawiać spokojnie. Przerasta mnie to. Co mam zrobić?
  16. Witam wszystkich. Piszę tutaj ponieważ szukam pomocy bo nie wiem co mam dalej robić. Jest mi ostatnio strasznie ciężko. Zacznę od tego, że mam 27 lat i niską samoocenę. Mam wrażenie, że nigdy tak naprawdę nie byłem szczęśliwy i wydaję mi się, że w głównej mierze jest to spowodowane tym, iż jestem sam. Mam kilku przyjaciół i przyjaciółki, ale przez całe swoje życie nie miałem nikogo naprawdę bliskiego. Nigdy nie zawiązałem się z jakąś kobietą (nigdy się nie całowałem, nie uprawiałem seksu i nie byłem w związku). Zaczyna mi to bardzo mocno doskwierać. Wielu ludzi mówi, że się nie staram by coś z tym zrobić i poniekąd to prawda. Nigdy dotąd też nie wydawało mi się, że byłem w kimś zakochany, aż do teraz. Niestety padło to na mnie jak grom z jasnego nieba i na nią też. Problem jest taki, że nie możemy kontynuować związku ponieważ ona jest DUŻO starsza ode mnie i ma męża (niestety ale pracujemy razem) i to był gwóźdź do mojej trumny. Chciałbym móc zmienić pracę by to wszystko zakończyć, ale uwielbiam to miejsce gdzie pracuję i nawet nie długo szykuje mi się awans (nie zarabiam tez mało). Czuje, że jestem na dnie. Nie mogę również powiedzieć, że żyje bo ostatnimi czasy ja po prostu egzystuję. Chciałbym potrafić wyjść do ludzi lub znaleźć sobie kogoś bliskiego, ale totalnie nie wiem jak to zrobić. Jakieś wypady na dyskotekę odpadają bo raz, że pandemia, a dwa to totalnie nie moje klimaty. Mam tez problem z przełamywaniem pierwszych lodów, bo wydaje mi się, że jestem raczej osobą nudną i nie mam nic ciekawego do powiedzenia i zaoferowania. Sam nie wiem gdzie szukać i jak sobie pomóc... Błagam poradźcie mi coś. Poprowadźcie mnie jakoś bym wiedział co mam robić dalej, bo na razie czuje się jakbym sam siebie zapędził w kozi róg i nie wiem jakim cudem mam z niego wyjść.
  17. Wpływ rozwodu rodziców w dzieciństwie na funkcjonowanie w dorosłym życiu. Jestem studentką Wydziału Pedagogicznego Uniwersytetu Warszawskiego i przeprowadzam badania dotyczące wpływu rozwodu rodziców w dzieciństwie na funkcjonowanie w dorosłym życiu. Ankieta jest anonimowa a jej wyniki zostaną wykorzystane jedynie w pracy dyplomowej.Dziękuję za pomoc.Anna https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSfn8BTpZ95zSRKi1BtL2JYFijszUXFgOz5NAeflHfRoW2US8g/viewform?usp=sf_link
  18. Gdy chłopak ze mną idzie wgapia się w inne dziewczyny, nawet potrafi obejrzeć się za jakąś dziewczyną. (Na szczęście patrzy na twarz, nie patrzy na tyłek czy cycki, więc chociaż tyle...). Przeszkadza mi to, mówiłam mu to. On robi to co gorsza ewidentnie nieświadomie... Co mam zrobić? Wkurza mnie to, czemu on to robi? Nie wiem czy mam zacząć oglądać się za przystojnymi mężczyznami żeby zrozumiał? Naprawdę nie wiem co powinnam zrobić Dzisiaj zauważyłam że nawet przy wybieraniu filmu zatrzymuje się na tych z okładkami z kobietami. Jestem zażenowana i czuję się jakbym była z prostakiem... Ogólnie jest fajny, niegłupi, więc tym bardziej jestem zawiedziona że tutaj wychodzi z niego takie prostactwo. Dodam że jestem jego pierwszą dziewczyną (jesteśmy razem 2 lata), wcześniej dziewczyny to było dla niego "coś dziwnego" z czym styczności nie miał i znał chyba tylko z filmów porno... Czy on jest zepsuty, czy uda się go naprawić? Pomóżcie, poradzcie proszę.
  19. Cześć, Mam 18 lat i pewne problemy z którymi borykam się od kiedy pamiętam, a które mam wrażenie, że pogarszają się wraz z wiekiem. Może to po prostu mój charakter, a może coś więcej, nie jestem pewna stąd też ten temat. Nigdy nie byłam wesołkiem, a przynajmniej nie w środku, mam przez to na myśli, że dobrze nauczyłam się już "nastrajać" emocjonalnie i wiele osób z otoczenia powiedziałoby, że jestem zabawna, bardzo przyjazna i nawiązywanie nowych kontaktów przychodzi mi łatwo. Nic bardziej mylnego. Sytuacje z innymi ludźmi, a przynajmniej z większością, są dla mnie niesamowicie stresujące i męczące. Dosłownie po powrotach do domu ze szkoły czułam się wyssana z życia. Nie jest to jedyny problem. Jestem wiecznie przygnębiona oraz zmęczona, moja samoocena jest bardzo niska, a czasami pojawiają się myśli samobójcze. Nie mam siły na nic, mimo tego, że nic nie robię. Pogorszyło się to w obecnej sytuacji, kiedy o wiele więcej czasu spędzam w domu, nie muszę codziennie się ubierać, malować i udawać wesołka. Nie czuję się źle cały czas, są lepsze i gorsze dni. Po prostu w ostatnim czasie mam wrażenie, że tych gorszych jest o wiele więcej. Jednak od kilku miesięcy coś się zmieniło. Nie mam ochoty już płakać po nocach, ani się nad sobą użalać. Nigdy nie byłam zbyt emocjonalna, ale teraz mam wrażenie, że czasami nie odczuwam żadnych emocji. Czuję pewnego rodzaju pustkę. Żyję, bo żyję. Mam wrażenie, że wszystko robię z automatu. Moja osoba jest mi czasami obca, a słowa, które wymawiam mam wrażenie, że wychodzą ze mnie same, bez mojej kontroli. Patrzę w lustro i muszę sobie uzmysławiać, że ja to ja, że to się dzieje naprawdę tu i teraz. Szukając informacji na ten temat, natrafiłam na depersonalizację i derealizację. Czytając objawy, pomyślałam, że brzmi znajomo, ale jest to stan tak dziwny, że ciężko mi to opisać słowami. Może przesadzam, może tylko mi się wydaje, że tak się czuję. Powinnam się cieszyć z tego stanu "lekkiego odrealnienia"? A może to znak, że pora udać się na terapię?
  20. Dzień dobry, Czy mogą Państwo polecić ciekawą i inspirującą literaturę na temat rozwoju potencjału zawodowego ? Znalazłam się w trudnym momencie życiowym, bardzo potrzebuję wsparcia w odnalezieniu sensu pracy i życia na nowo, na sesje terapeutyczne z psychologiem lub couchem na chwilę obecną mnie nie stać, dlatego chcialabym wesprzeć się literaturą w tym zakresie. Najbardziej interesują mnie pozycje na temat: Odnalezienie właściwej ścieżki kariery Odnalezienie naturalnych talenów i ich rozwój Radzenie sobie z błędnymi wyborami Identyfikacja mocnych stron i ich rozwój Walka ze stresem w pracy Niska samoocena i lek przed pracą Odnalezienie sensu życia w pracy i życiu Wiem że temat jest bardzo rozległy i przeczytanie paru książkę nie zastąpi psychoterapii jednak na chwilę obecną jest to jedyna opcja. Inetersują mnie również książki o tematyce: Jak radzić sobie z błędnymi wyborami (nie tylko zawodowymi) Rozwoj kompetencji społecznych u dorosłych (lek przed ludźmi, nieumiejętność nawiązywania trwałych i pozytywnych relacji w pracy i życiu osobistym) Niska samoocena Problemy z koncentracją na tle lękowym, jak walczyć że stresem Będę bardzo wdzięczna za podesłanie tytułów które według Państwa mogą być pomocne. Książek na rynku jest mnóstwo a skromne fundusze ktore posiadam chciałabym mądrze zainwestować. Dziękuję i pozdrawiam Dora
  21. 2021 kwiecień. Piszę bo chcę podzielić się swoim doświadczeniem. Urodziłam się w latach 70 we wsi w domu, gdzie było brudno. Moi rodzice nie spełniali funkcji wychowawczych w należyty sposób. Tata byl nieobecny, był i znikał, był alkoholikiem, dbającym o swój wizerunek, czystość ubrań-chyba dlatego bo nie robiła tego moja matka. Mieszkałam w domu drewnianym pokój, kuchnia, sień i komórka, bez wody bieżącej, której nie ma do dziś w tym budynku. W Domu mieszkała babcia starszy brat i mama, tata bywał, nie mieszkał. Spał pewnie więcej u rodziców, gdzie miał lepsze warunki. W domu byl balagan zawsze, sterty brudnych ubrań, naczyń i wszechobecny brak kobiecej ręki. Nie mówiąc o braku regularnych posiłków. Chodząc 9 lat do szkoły podstawowej nie pamiętam bym dostała śniadanie czy kanapkę do szkoły- może czasem- jakąś zupę mleczną bo było gospodarstwo i krowy. Dzieciństwo było niedożywione i głodne, obiadów było mało czasem coś mama ugotowała. Często byłam głodna w 80 tych latach pamiętam wyraźniej. Mama była ciągle poza domem całymi dniami, nie gotowała jak jej się zachciało czasem coś zrobiła i to na odwal się. Czasem głód ściskał mi brzuch że bolało, wracając po 7h ze szkoły nie było obiadu. A przecież to były czasy w miarę współczesne. Były krowy, kury, pole, ziemniaki. Mimo to byłam glodna. Dziś Jestem Bardzo ,,przepadzista,, za jedzeniem- może dzieciństwo niedożywione to sprawiło. Zawsze były brudne ubrania, nie było co ubrać do szkoły- śmierdzące skarpety, pomylone z bratem buty. W domu przy obrządku krów gęsi od małego byłam zmuszona krzykiem i wyzwiskami głównie matki- jej wiecznie nie było, ciągle miała sprawy do załatwienia poza domem. Jakie nie wiem- może nie lubiła domu dzieci, udręki przy gospodarstwie- nie wiem. Jako 10 latka pojezdzalam w polu ciągnikiem sąsiadów. Zbierałam ziemniaki, siano, słomę, obrządek krów, gęsi. W szkole bardzo źle się uczyłam kilka razy miałam nie zdać. Przez 6 lat podstawówki nie rozumiałam niczego, byłam najgorszą uczennicą- mama o niczym nie wiedziała, bo się nie interesowała tym. Byłam ciągle odsyłana do domu z innymi zawszonymi dziećmi- wtedy to była plaga. Jako dziecko pamiętam z Domu rodzinnego-agresje matki, wyzwiska taty z matką i babcią, ciągle awantury.W tym domu nie było miłości- to był zły dom. Nie znam ciepła bliskości i miłości od mamy, tata pił, ale pocałował przytulił Czasem- był dobry zbił tylko raz. Matka biła często kablem albo drewnem jak wpadała w złość, uciekaliśmy wokół stołu-tata czasem bronił. Nie dawał mamie pieniędzy- alimenty chyba nie płacił. Matka rozgoryczona- sama w gospodarstwie, z dziećmi, bez pieniędzy, ojciec Nigdy nie pomagał w gospodarstwie- Nigdy go nie było. Kiedy poszłam do 6 klasy- mój mózg wchodził na stadium dojrzewania, po woli zaczęłam dbać o siebie, miałam czyste zadbane ubrania, choć biedne. Zmieniłam upralam pościel, której nie zmieniano miesiącami może dłużej. Posprzątałam pokój, w którym od urodzenia pierwszy raz było Bardzo czysto-i tak zostało do mojej wyprowadzki. Zaczęłam regularnie sprzątać dom, myć naczynia i grabić posesję- podwórko było naprawdę czyste. Jakoś skończyłam podstawówkę. Mój tata zmarł w 1986 umarł na drodze zawał od picia, 12 lat wtedy miałam. Matka załatwiła rentę bardzo małą- nie dało się z Tego wyżyć ale była. Po podstawówce poszłam do zawodówki, technikum- z każdym rokiem dojrzewał mój mózg i rozumowanie pojmowanie świata. Zaczęłam się lepiej uczyć- poważnym problemem były braki w nauce zwłaszcza ścisłe- matematyka-koszmar. Będąc w klasie przedmaturalnej matematykę przejęła Pani której bała się cała szkoła- mając to na uwadze pilnie jej słuchałam i ten przedmiot stawał się coraz łatwiejszy- mimo coraz trudniejszych zagadnień- przed samą maturą ostatnią klasówkę ku zdumieniu tej nauczycielki napisałam najlepiej z klasy 4+, zadanie składało z ok 10 podpunktów, zawsze bylo na maturze.- Nie odważyłam się zdawać matematyki lecz polski i biologię, wtedy zdjęto obowiązkową matematykę.- maturę zdałam najlepiej z klasy i jako jedyna ze 100 maturzystów dostałam wyróżnienie za ustną maturę z języka polskiego, na egzaminie był obecny dyrektor szkoły i ze zdumieniem odebrał moją wiedzę. Do szkoły średniej miałam blisko ale matka wysłała mnie do internetu- i dobrze i źle- chciała się mnie pozbyć-dobrze były warunki socjalne i stale posiłki, przyjaźnie, bliskość osób, wzorowanie się na lepszym życiu. Wstydziłam się swojego domu, nikomu o niczym nie mówiłam. Zaczęłam być czysta, pachnąca, myć regularnie zęby. Był To też czas dla Mnie trudny finansowo-jedna renta na cały dom- renta dzięki temu, że się uczyłam, kurtka buty nowy ciuch to wielkie wydarzenie w Moim życiu, Mialam tak zimną kurtkę zimową, że na mrozie nie dało się wytrzymać. Moja młodość była smutna. Po maturze nie dostałam na studia-na szczęście- za co żyć. Poszłam do studium 2 lata, by brać rentę-jedyne źródło utrzymania rodziny. Potem staż i mając 22 lata zakończyłam karierę i skończyła się renta. Z Tego powodu moja matka zaczęła wszczynać awantury, że Mnie utrzymuje. Wyszłam za mąż za miłość życia-niestety alkoholika- byłam ślepa. Na początku było ok- mąż był pracowity, nie było najgorzej finansowo, ale popadał w chorobę aż zmarł po 15 latach małżeństwa miałam 37 lat. Widząc, że moje małżeństwo jest nieudane i brak częsty wsparcia, bezpieczenstwa od męża, jego narastające problemy z pracą i alkoholem-zmusiło Mnie do przemyśleń. Kiedy córka miała kilka miesięcy pomyślałam o studiach. Kiedy usłyszał o Tym mój mąż, była awantura, gdy zdałam na studia-awantura była jeszcze większa. Studia skończyłam dzięki temu, że mąż pracował choć pił a matka sprzedała pole i dała trochę pieniędzy-studia skończyłam również dzięki mojej silnej woli - stypendium naukowe dzięki temu mąż nie narzekał, że wydaje na Mnie. Studia-na początku byłam zdenerwowana, że nie dam rady, pewnością innych studentów ich obyciem. Już na pierwszym Moim występie przed studentami, wygłaszając referat Pan Doktor był tak zdumiony, że dostałam wpis zaliczenie wykłady i ćwiczenia do końca roku kazał nie przychodzić. Czemu tak było- bo byłam świeża niepewna i wystraszona-zadając mi i innym referat każdemu zalecił co ująć jakie zagadnienia-dokladnie to zrobiłam, a Doktor powiedział że jest tak dobry, że mnie zwalnia z zajęć. Była sytuacja też, że jeden z wykładowców z ustaw konstytucji itp. zrobił 3 klasówki w ciągu godziny, bo chcieliśmy jego oszukać-dal nam popalić-ostre pranie mózgu-z każdej dostałam piątkę- też Mnie zwolnił. Na 4 roku przy okazji innego przedmiotu ten sam wykładowca egzaminując Mnie powiedział, że dla Mnie ma inny zestaw pytań-chyba na żadne nie odpowiedziałam, bo się ze Mnie nabijał i chciał mi udowodnić, że nie Jestem najlepsza-nie byłam, a facet postawił i tak czwórkę-bo się nabijał ze mnie, wiedział że pytania z tematów omawianych znam dobrze-zadawal bardzo trudne-nawet to zabawne. Innym razem inny wykładowca zadał referat na pamięć, każdy miał mówić ok 8-12 minut z głowy. Każdy czytał, głupio było mi jedynej mówić z pamięci, zajęło mi to dokładnie 10 minut, mój problem wtedy to nie brak wiedzy a mój oddech pomiędzy wypowiedziami-dusilam się- facet zwolnił mnie z zajęć podobnie jak wcześniej inni. Zdając magistra, koleżanki koledzy przede mną słabo zdawali, ja czekając na swoją kolej byłam coraz bardziej zdruzgotana tym. Weszłam zdałam bardzo dobrze - Pani Docent wstała z innymi pogratulowała i powiedziała, że jest zdumiona moją wiedzą. Pół godziny po obronie dostałam doła płakałam całą drogę do domu-co dalej z moim życiem? Moja córka obecnie studiuje, myślę że jest szczęśliwa, mówię, że ją kocham, co by się w jej życiu nie wydarzyło zawsze Jestem- wie że jest kochaną, Nigdy jej nie zawiodę. Dziś pracuję Jestem kierownikiem zarządzam dobrze małą filią firmy- życie leci mam 46 lat-chyba jestem szczęśliwa. Moja mama jest ciężko chora, pomagam jej mało, ale jestem kilka razy w tygodniu- pracuję całymi dniami. Nie zaznałam w dzieciństwie dobra, miłości mamy, bezpieczeństwa, dziś kiedy mama choruje ja się buntuję, Jestem zła, ale Jestem obok-wiem, że złe dzieciństwo odbija się później w życiu w relacjach z matką-nie czuję do niej nic- żal i bezradność na jej leniwy charakter, przez to choroba cukrzyca zjadła ją i niszczy dalej-jej wybór. Nasze relacje poprawiły się bo mi jej żal, byłam złośliwa dla Niej- odpudcilam, bo ona jest chora. Myślę, że kocha moją córkę- może dlatego jest dla niej lepsza, bo nie ma obowiązków z nią związanych. Może i moja matka się starała- na swój sposób, nie wiem. Jestem osobą zupełnie inną niż moja mama, dom jest czysty, atmosfera miła, córka szczęśliwa wrażliwa i dobra- kocha zwierzęta tak Bardzo, że czasem je męczy aż uciekają- kot ma Instagrama. Zwiedziłam z córką Kilka krajów, wysp. Córka od lat ma konto i sporo pieniędzy, dom po dziadku. Pilnuję by było jej lepiej-jest wartościowym dobrym człowiekiem. Kiedyś moja córka wystawi mi rachunek za życie- myślę że pozytywny. Wiem też jak Bardzo dzieciństwo wpływa na całe życie człowieka. Bezpieczeństwo stworzyłam sobie sama, dom także bez dobrych wzorców udało się stworzyć- Atmosferę domu, gdzie chętnie wracamy. Moja córka ma 20 lat - może na Mnie liczyć póki zdrowie będzie. Wiem, wiem brak poprawności stylistycznej- źle pisać na telefonie tyle tekstu.
  22. Witam chciałbym tutaj prosić o poradę. Jestem osobą z dysleksją i mam problemy zapamiętywaniem. Czasami jest mi bardzo ciężko prowadzić albo zainicjować rozmowę z drugą osobą ze względu na to że często nie wiem co powiedzieć poprostu mam pustkę w głowie. W więkrzości wypadków potrafię prowadzić krótkie rozmowy. Staram się mieć pozytywne nastawienie i roznawiać jak najwięcej ale to za mało. Czy mogę w jakiś sposób podnieść swoje umiejętności komunikacyjne?
  23. Cześć, mam dosyć spory problem w związku który mógłby być idealny, a nie jest... Ale od początku, od pół roku jestem z moją obecną kobietą. Jednakze nasz związek męczy spory problem, problem z mojej strony, mianowicie zazdrość. Jestem cholernie zazdrosny o każdego mężczyznę w jej otoczeniu, nie ważne czy to przyjaciel czy kolega z pracy. Po prostu ogarnia mnie jakiś szał. Często dopiero po kłótni uświadamiam sobie, że nie było warto, po co to robiłem. Czemu właściwie byłem zazdrosny? Próbowalem sobie z tym poradzić, postawiłem sobie twarde zasady, zacząłem przyzwalać na wyjścia ze znajomymi i tak dalej ale kompletnie nic to nie dało, ba pogorszyło sprawę. Cholernie mnie to męczy, nie pomaga też kosmicznie niska samoocena i przejścia w poprzednich związkach gdzie dochodziło do zdrad. Nie wiem co się ze mną stało, byłem kiedyś ostoją spokoju i nie było u mnie praktycznie mowy o zazdrości. Moja partnerka cały czas uświadamia mi dobitnie, że nie mam racji argumentując lub po prostu mi to udowadniając, a ja twardo idę w swoje i dopiero grubo po fakcie dochodzi do mnie, że nie miałem racji. Cały czas niestety uświadamia mnie też niestety, że dalej tak być nie może i nie będzie, a ja nie umiem sobie z tym poradzić. Jak to ugryźć? Jak zacząć w końcu ufać i jak radzić sobie z tą zazdrością?
  24. Witajcie... Mam do Was pytanie odnośnie relacji z typem osobowości schizoidalnej. Czy ktoś miał "doświadczenie"? Przez trzy lata byłem w związku z kobietą, mamy po około 30lat, niecały miesiąc temu związek się rozsypał jednak do teraz pewne sprawy nie dają mi spokoju, analizując jej zachowanie. Przykłady: -Brak intymności i uciekanie od niej (wymyślanie obowiązków, zajęć, zawieszanie się na swoim hobby tylko po to, żeby np nie usiąść przed tv razem, nie przytulić się, nie pójść samemu na spacer itd) -Seks ok ale tylko jako sport (brak gry wstępnej, namiętności, pocałunków. Ma być szybko, konkretnie, a jak coś nie pyknie to w odstawkę). -Gdy inicjowałem grę wstępną czy jakieś przytulanki, pocałunki...szybko robiła coś głupiego (mega nieadekwatnego, jak pokazanie np swojej wady w wyglądzie, wyśmianie czegoś itd) -Nic ją nie cieszyło i nie chciała w żaden inny sposób niż swój własny spędzać czasu. Kino, spacer we dwoje, teatr, wycieczka, cokolwiek-nie sprawiało jej przyjemności i się do tego zmuszała -podczas kłótni pomimo, że uważałem ją za osobę bardzo emocjonalną, stała jak słup betonowy bez emocji -podczas moich miłych słów, ciepłych, mówienia za co ją kocham itd również stała jak słup -wiem, że w przeszłości praktycznie nie była w związkach, jedynie przelotny seks lub dłuższy z kimś, kto jej się ewidentnie nie podobał. Albo np z kimś kto na pewno ją skrzywdzi i zostawi. -jak pytałem ją jakie ma fantazje erotyczne-mówiła, że nie wie...i że ją to nie interesuje -nie należała jednak do typu osoby bez znajomych, miała grono przyjaciół, była towarzyska na swój sposób, nawet czasem imprezowa (to było in plus bo było z umiarem i normalnością) Jeżeli coś mi się jeszcze przypomni, to dam znać... Sporo czytałem, nie mówię, że to ktoś schizoidalny ale dużo pasuje z opisów, a indywidualnych komentarzy lub opisu zdarzeń z życia niestety brakuje. Dodam, że chodzę po rozstaniu do psychologa, ponieważ przez te 3 lata odczuwałem brak zainteresowania moją osobą, brak czułości, intymności...wszystko zacząłem brać do siebie, stałem się już pod koniec ewidentnym dawcą i trochę mnie zmiotło z powierzchni. Nie mówiąc już, że pochłonąłem jej emocje i problemy jak gąbka. Może niepotrzebnie ale staram się znaleźć przyczynę jej nietypowych zachowań, jakoś to wytłumaczyć racjonalnie. Dodam również, że związek zakończył się z mojej winy. Pisałem przez dwa dni z obcą kobietą (nigdy tego nie robiłem). Mój psycholog scharakteryzował to jako acting-out mojego organizmu przez długotrwałe napięcie. Oczywiście mnie ten fakt nie tłumaczy ale zauważyłem, że partnerka (była) potraktowała to jako swoisty pretekst i dowód na to, że jej nie kochałem i ona o tym wiedziała i teraz już ma dowód. Nie mam wątpliwości, że mnie kochała i kocha, nie mam wątpliwości, że chciała być...ale wiem, że nie potrafiła sie otworzyć. Zawsze tworzyła nie wiedzieć dlaczego jakąś barierę...a ja chodźbym stanął na głowie i uszami zaklaskał, nie byłem w stanie jej przeskoczyć. Teraz wiem, że ona cierpi niesamowicie, zresztą ja tak samo...mnóstwo pytań w głowie, brak rozwiązań...
  25. Witam mam na imie EDYTA i mam problem z samoakceptacja siebie nie podobam sie sama sobie co przekłada sie to na moje relacje w małżeństwie:(nie wierzę we wlasne możliwość nie potrafię byc kreatywna :-(pez to ze nie akceptuje siebie swojego wyglądu cierpi na tym relacja intymna z mężem :-(często unikam zblizenia czesto mi die niechce nie odczuwam radości jak na to poradzić?proszę o pomoc?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.