Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'osobowość'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 69 wyników

  1. Mam 30 lat, jestem kobietą, jestem samotna, nieśmiała, bezrobotna, wykształcenie - matura. Problem pojawił się od 13 roku życia, od momentu dojrzewania psychicznego. Właściwie od 6 roku życia pojawiły się pierwsze symptomy. Konkretnie chodzi o moment pierwszego pójścia do szkoły podstawowej i zetknięcia się z rówieśnikami oraz pierwszego pójścia do gimnazjum i zetknięcia się z prawie dorosłymi rówieśnikami. Mój problem polega na tym, że po pierwsze żyję w ciągłym strachu przed jakimkolwiek kontaktem z obcymi ludźmi, przed działaniem z ludźmi i współpracą oraz własną inicjatywą wśród ludzi, a po drugie żyję na koszt osób, które mnie kochają i uzależniłam się od pasożytowania. Z problemem sobie nie radziłam od 13 roku życia do dziś. Do psychologa się nie zgłosiłam, ponieważ nie chcę opowiadać o swojej rodzinie, którą kocham ani z nimi wspólnie ani samej nie chcę o nich opowiadać psychologowi. Boję się również, że psycholog zaleci wizytę u psychiatry, a ten zaleci mi branie leków bo się boję leków działających na psychikę. Problem spowodowała moja reakcja na rówieśników w szkole, którzy swoim zachowaniem wobec mnie uświadomili mi, że oni są bardziej rozwinięci ode mnie w każdej sferze życia, że są zaradni, przedsiębiorczy, inteligentni i przebojowi. Odczułam, że są lepsi ode mnie. Z natury jestem wrażliwa, grzeczna, lękliwa i naiwna, ale też uparta i oceniająca. Z wychowania jestem rozpieszczona. Moją reakcją był strach, wycofanie się, zablokowanie i użalanie nad sobą. Poczułam się dużo gorsza od większości ludzi na świecie. Mimo to miałam jeszcze optymistyczne nastawienie co do dalszej mojej przyszłości. W wieku 13 lat całkiem je straciłam i pogrążyłam się w załamaniu bo agresywne zachowanie moich rówieśników wobec mnie sprawiło, że poczułam, że nie potrzebnie się urodziłam. Od tamtej pory żyję z poczuciem przeszkadzania obcym ludziom, a jednocześnie jestem uciążliwa dla mojej rodziny, która tak bardzo się nade mną lituje, więc nigdy mnie do niczego nie zmuszała. Nie wyrażam siebie i swojego zdania w niczym. Aby poczuć się chwilowo lepiej bardzo często wspominam chwile kiedy byłam bardzo szczęśliwa, a było to do 6 roku życia. Wspominam chwile spędzone z rodziną i bawiąc się sama oraz z innymi dziećmi, niektóre były z rodziny, ale większość to były nowo poznane dzieci. Czułam się wtedy w pełni akceptowana przez wszystkich. W ogóle lubię wspominać czas spędzony z rodziną do okresu ukończenia 20 roku życia bo od tego czasu pasożytuję na nich i to sprawiło, że nawet czas, który razem z nimi spędzam jest dla mnie trochę drażniący bo czuję, że ich wykorzystuję, że z niczym sobie nie radzę, a nie mam odwagi i motywacji tego zmienić i wiary w powodzenie tej zmiany. Przez to oddaliłam się od nich i od wielu lat czuję się samotna. Ale w ten sposób się asekuruję przed czymś jeszcze gorszym co by mogło według mnie nastąpić. Podbudowuję swoje ego myśląc o tym jaką fajną, zdrową psychicznie i fizycznie normalną według mnie osobą byłam do 13 roku życia. Siłę daje mi też uczucie mojej rodziny do mnie, które jest niezmienne. Uzależniłam się od tego bo tylko i aż to mam, to jest stałe i mogę się na tym zawsze oprzeć, to jest przyjemne, ale nie daje mi to aż takiej mocy, aby z tego powodu uwierzyć w swoją własną moc sprawczą i w siebie. Nie wiem jak stopniowo lub jednym trafnym wielkim krokiem zmusić samą siebie na siłę do działania, którego się boję i jestem też zbyt leniwa. Nie wiem jak poczuć, że nie powinnam się bać i jak poczuć, że dam radę się obronić przed każdym zagrożeniem psychicznym. Jak przestać się bać, że nawet gdy poczuję się zraniona to mnie to nie dobije bo od 13 roku życia cokolwiek nieprzyjemnego mnie spotyka to powoduje coraz większe moje załamanie. Sama sobie nie radzę i tylko dlatego, że psychicznie pomaga mi cała moja rodzina to po czasie dochodzę do siebie. Podejrzewam, że zaleceniem będzie konieczna terapia, ale może dzięki tej darmowej poradzie od psychologa będę w stanie się do tego przekonać, spojrzeć na sytuację z innej perspektywy, a nie tylko na zasadzie, że jak nie pójdę to będzie jeszcze gorzej. Chciałabym się dowiedzieć jak poczuć, że sama sobie mogę zaufać i że mogę w pełni liczyć sama na siebie. Jak uwierzyć w to, że dam sama sobie radę z rzeczami, z którymi normalny dorosły zdrowy człowiek powinien sobie sam radzić. Jak uwierzyć, że mogę i mam prawo dążyć w życiu do celów, które wydaje mi się na tą chwilę, że dałyby mi szczęście, ale ludzie nie uważają tak samo np uczelnie na które się nie dostałam, oferty lub inicjatywy gdzie się zgłaszałam i zostałam odrzucona. Jak mimo porażek i niechęci ze strony innych dalej iść za głosem serca i dążyć do realizowania swoich celów, które mimo wszystko gdzieś nadal w środku odczuwam? Nie widzę w swoim życiu żadnej sytuacji, która dałaby mi podstawy do pewności, że bez przymusu z żadnej strony, bez konieczności, bez niczyjej pomocy, sama swobodnie mam możliwość żyć tak jak chcę, mam możliwość sama osiągnąć to czego chcę bo nie chcę żyć tak jak nie chcę i jeszcze być w tym zdana tylko na siebie. Wybieram już mniejsze zło i życie tak jak nie chce, ale z pomocą innych żeby zyskać przynajmniej ich uczucie do mnie. W przeciwnym wypadku nie miałabym nic tylko same obowiązki i bezcelowe bezsensowne życie. Więc i tak nie realizowałabym się wcale, tylko mierzyła się codziennie z nieciekawą rzeczywistością, aby za wszelką cenę przetrwać, jak zwierzę. Przez mój brak życiowego doświadczenia jestem dziecinna co także denerwuje innych ludzi, gdy maja ze mną styczność. Dlatego na razie nie widzę dużych perspektyw. Z góry dziękuję za poradę, pozdrawiam!
  2. Witam, Jestem 22 letnią studentką. Od dłuższego czasu jestem osobą skrytą i małomówną w relacjach twarzą w twarz, jednak w rozmowie pisanej, jestem dużo bardziej otwarta. Myślę, że wtedy łatwiej mi ukierunkować swoje myśli oraz tok rozmowy. Z tego powodu rozstałam się z partnerem, który w związku stawia przede wszystkim na rozmowę, jednak postanowiliśmy dać sobie szansę. Nie chciałabym, żeby skończyło się tak samo, dlatego zastanawiam się co mogę zrobić żeby być bardziej otwarta i z większą łatwością przychodziły mi rozmowy na żywo.
  3. Dzień dobry Jestem już skrajnie zdesperowany, ale muszę gdzieś podzielić się tym co przeżywam. Dzielę się z Wami, bo nie mam z kim. Nawet nie wiem czy ktokolwiek to przeczyta, ale tak czy siak myślę że potrzebne jest mi takie uzewnętrznienie. Mam 24 lata. 556 znajomych na facebooku i żadnych przyjaciół w życiu. Po prostu nikogo, nie mam się do kogo odezwać. Właśnie ostatnio to do mnie dotarło. Nie wiem jak pokierowałem swoim życiem, że doszedłem do takiego punktu w swoim życiu, że mamy czerwiec, przepiękną pogodę za oknem, a ja siedzę "sparaliżowany" w łóżku i po prostu płaczę z bezsilności. Jestem dużo bardziej delikatny i emocjonalny niż powinienem. W listopadzie poznałem wspaniałą dziewczynę. Od razu uderzyło mnie silne zauroczenie i najpiękniejsze było w tym wszystkim, że ona też to czuła. Nigdy żadna kobieta nie okazała mi takiego zainteresowania. To doprowadziło mnie do pozytywnego szaleństwa, wkręciłem się w tę relację bardzo mocno. Na tyle, że po dwóch miesiącach ona miała mnie już dość i rozstała się ze mną. Uczyniłem ją głównym celem w swoim życiu, osaczyłem ją i sprawiłem, że całe uczucie szybko z niej wyparowało. Teraz mijają już cztery miesiące od rozstania, a ja cały czas o niej myślę. Po rozstaniu zaproponowała mi przyjaźń. I w sumie zgodziłem się, bo bardzo ją lubię i pomimo tego co zaszło i tak świetnie się dogadujemy. I tak było, w pewnym momencie uznałem nawet, że "chyba się pogodziłem". Ale ostatnio zaczęła flirtować z innym facetem. Wiem o tym, bo pracujemy razem. To już dla mnie za wiele i złożyłem wypowiedzenie z pracy, która była jedyną rzeczą, która jakoś mnie ostatnio trzymała przy życiu. Nie mogę oglądać tej "zakochanej pary" na codzień. I wpędza mnie w kompleksy, że ten gość który o nią zabiega jest ode mnie 5 lat młodszy, tak naprawdę jest jeszcze dzieckiem. I mimo to z łatwością zajął miejsce, za które ja oddałbym wszystko. To mi pokazuje jak bardzo "atrakcyjnym" facetem stałem się w jej oczach. Co zabawne - powiedziała mi kiedyś, że wpadłem jej oko, bo bardzo ją zainteresowałem swoją energią i pewnością siebie. Zabawne w kontekście tego postu, który właśnie piszę. Nie wiem jak to się stało, że była w stanie odnieść takie wrażenie. Ale przyznam, że po tym jak już zaczęliśmy się spotykać to istotnie - wpłynęło to bardzo pozytywnie na moją samoocenę. Ale teraz jestem dla niej tylko zapłakanym 24-letnim dzieciakiem, więc to nieważne. Tęsknię za nią i jestem jej wdzięczny, bo bardzo mi pomogła przez ten czas, w którym się znamy. Wcześniej przez kilka lat miałem problem z uzależnieniem od hazardu, ona pomogła mi z tego wyjść po prostu swoją obecnością. Poczułem, że jest ktoś dzięki komu wszystko nabiera sensu i dla kogo warto się w końcu ogarnąć. To jest bardzo dobra i ciepła dziewczyna, może dlatego tak mi szkoda, że "nas" już nie ma. Na szczęście pomimo tego, że nie jesteśmy razem, ja dalej nie gram. Jedna dobra wiadomość w tym wszystkim. Idąc dalej. Nie mam przyjaciół. Ba, nie mam za bardzo nawet znajomych. Jedyne moje życie towarzyskie to obecnie już bardzo rzadkie spotkania z moją ex bądź też ewentualnie jakieś spontaniczne wyjścia "na piwo" ze znajomymi z pracy, ale nie odpowiada mi to towarzystwo, bo oni piją, żeby się upić. Ogólnie wydaje mi się, że jestem osobą stosunkowo "łatwą w obsłudze". Co jest dla mnie trudne - to na pewno nawiązywanie kontaktów. Ale jak już ktoś zostanie moim znajomym to z łatwością potrafię rozmawiać. Z wyglądu też nie mam za bardzo nic sobie do zarzucenia. Nie chcę zabrzmieć nieskromnie, ale taka jest prawda, nakreślam tylko swoją sytuację. Mimo wszystko nie potrafię nawiązywać długotrwałych relacji i ich utrzymywać. To doprowadza do momentu, kiedy jestem po prostu sam. Doprowadza do desperacji i tego, że "ogłaszam się" na instagramie w stylu "chce ktoś gdzieś wyjść?" lub zakładam konta na portalach randkowych tylko po prostu by z kimś pogadać. Ale ani tu ani tu nie ma odpowiedzi. Jeszcze kilka lat temu, mimo tego że moje życie było ogólnie było dnem z powodu uzależnienia i właściwie permanentnego braku pieniędzy to czułem się chyba lepiej. Miałem więcej energii. Teraz mam pieniądze, ale nie mam co z nimi zrobić. Nie mam gdzie wyjść. Miałem pasje, interesowałem się głównie sportem, ale byłem otwarty na wszelkie aktywności. Teraz albo pracuję, albo siedzę w domu w łóżku i nie mam ochoty po prostu robić nic. Nawet nie chce mi się siedzieć i oglądać filmów, seriali, żeby jakoś zapchać wolny czas. Tylko przeglądam internet bez żadnego sensu. Wiem, że to złe i nie chcę, ale nie mam wewnętrznej siły do tego, by się do czegokolwiek zebrać. Jedynym jasnym punktem w moim życiu ostatnio to był ten króciutki związek. Wtedy miałem po prostu 100 razy więcej energii. Dla i z J. mogłem i chciałem robić wszystko, miałem milion pomysłów. Teraz nie mam nic. Nie mogę pogodzić się z tym, że źle ulokowałem uczucia i że nam nie wyszło. To mnie chyba ostatecznie dobiło. Nie mam skończonych studiów (przez lata problemów z nałogiem ciężko było mi się na tym skupić), właśnie rzucam pracę, w której radzę sobie dobrze i mam perspektywy rozwoju, ale po prostu moje serce nie wytrzymuje tego co widzę tam obecnie. Wydaje mi się, że jestem dobrym człowiekiem, jestem dobry dla ludzi - nie znoszę chamstwa i uważam, że za dużo tego w codziennym życiu. Życzę wszystkim jak najlepiej, unikam konfliktów, lubię się uśmiechać. Mam coś tam w głowie, w życiu nie określiłbym się jako "głupi". Ale mam też sporo wad - kompleksy, użalanie się, brak motywacji, brak życia towarzyskiego, brak tak naprawdę chęci do życia. Czuję, że to kim jestem teraz to nie jestem prawdziwy ja. Prawdziwy byłem, kiedy byłem z J., wtedy czułem się świetnie i byłem szczęśliwy. Chciałbym znaleźć tę energię sam z siebie, nie przez obecność jakiejś innej osoby. Mam cichą nadzieję, że wszystko kiedyś się ułoży i będę szczęśliwy, ale nie umiem, nie mam siły i pomysłu jak do tego dążyć. Najbardziej w tym wszystkim dobija mnie, że po prostu teraz nie mam w swoim życiu nikogo komu mogę o tym wszystkim powiedzieć i doprowadziło mnie to do momentu, w którym piszę ten post. No cóż, to wszystko. Troszkę mi lepiej. Pozdrawiam i życzę miłego wieczorku
  4. Witam, byłem w związku przez 8 lat,był to mój drugi związek w pierwszym związku to ja byłem fundamentem podporą i dawałem z siebie wszystko co tylko mogłem a partnerka nie dawała nic od siebie w drugim związku w którym byłem 8 lat było odwrotnie nie dawałem nic od siebie,to partnerka wszystko robiła i o wszystko zabiegała ja myślałem że tak właśnie wygląda związek ale wziąłem się za lekturę i teraz już wiem na czym polega prawdziwa relacja partnerska ,byliśmy zaręczeni i wyjechałem do pracy na 7 miesięcy do Szwecji w celu zarobkowym chciałem zarobić na wesele w trakcie kiedy byłem w Szwecji moja nie doszła żona z początku utrzymywała ze mną normalnie kontakt,po miesiącu już ten kontakt zmalał aż pewnego dnia powiedziała mi że już jest szczęśliwa że jak wyjechałem zaczęła wchodzić na portale i szukała miłości której nigdy ode mnie nie dostała,a ja nie wierzyłem byliśmy przecież zaręczeni,usłyszawszy to że ja i ona to już temat zamknięty nie patrząc na konsekwencje wziąłem line i próbowałem się powiesić,gdyby nie pojawił się mój kolega w odpowiedniej chwili to by mnie już wśród żywych ludzi nie było Drugą swoją partnerkę bardzo kochałem kocham dalej powiedziałem że będę o nią walczył a ona mi na to że pójdzie na policje za stalking więc się wycofałem powiedziałem że kocham ją bardzo ale zależy mi na tym aby była szczęśliwa wiem dziś że to co było między nami nie można było nazwać związkiem,miałem wszystko w dupie obwiniam się o to że to wszystko moja wina że to ja ją wepchnąłem w ramiona nowego partnera,ale kocham ją bardzo na zabój nie wiem jak mam sobie z tym poradzić nie wiem czy to tak wypada zerwać zaręczyny przez telefon???były między nami chwile piękne ale były również kłótnie,gdyby nie kochała nie przyjęła by przecież zaręczyn Prawdziwa miłość niby wszystko przetrzyma i wybaczy a ja tylko potrzebowałem od niej jednej szansy na to aby pokazać że się zmienię dla nas,powiedziała mi że już mnie nie kocha że mnie nienawidzi można tak w ciągu jednego miesiąca tak zmienić podejście do drugiego człowieka,powiem jeszcze że zauroczyła się samą rozmową przez telefon z nowym facetem Nie potrafię sobie z tym poradzić w pierwszym związku nie zawiniłem w drugim tak na całej lini przyznałem się jej do tego i prosiłem tylko o szanse pokazania ile dla mnie znaczy nie dostałem jej. Nie potrafię sobie z tym poradzić moja miłość do niej jest tak silna że chciałem sobie odebrać życie,mam taką depresje że niby jest prawie lato a ja cały chodziłem trzęsłem się jak by było mi zimno,nie jadłem nic 4 dni. Nie wiem co mam zrobić jak zapomnieć skoro kładę się do łóżka zamykam oczy widzę swoją Anię dodam jeszcze że mam syndrom środkowego dziecka
  5. Mam od tego roku 18 lat, jestem chłopcem. Jeśli już znasz początek, przeczytaj ostatni akapit. Wiem, że to niecodzienny przypadek... W wakacje założyłem konto na jednym z portali, gdzie piszę z ludźmi po angielsku w celu poprawienia tego języka. Poznałem tam wiele osób, jednym z nich był Ali. Szybko stał się moim ulubionym przyjacielem korespondencyjnym. Pisaliśmy bardzo dużo. Gdy byłem na wczasach, wysłałem mu nawet pocztówkę. Staliśmy się przyjaciółmi [a mam problemy z zaprzyjaźnianiem się], później on stał się nawet moim najlepszym przyjacielem. Pisaliśmy pół roku, ufaliśmy sobie. Nie wstydził się pokazać mi swoich piosenki [Ali śpiewa i gra na gitarze], byłem jednym z dwóch osób, którym powiedział nawet, kto mu się podoba [drugą był jego przyjaciel "niekorespondencyjny"], kiedyś mówił, że w jego szkole była impreza, ale o nie poszedł, bo nie umie tańczyć. Planowaliśmy nawet wspólne wakacje - miałem go odwiedzić. Pewnego dnia nagle zablokował mnie na IG, a ja nadal nie znam powodu. Odczekałem 2 dni, aby "nerwy mu przeszły", napisałem do niego na emaila, na tamtym portalu oraz z drugiego konta na IG, gdzie go przeprosiłem, jeśli zrobiłem coś złego. Zablokował on mnie jednak też na drugim IG. Poczekałem z miesiąc i postanowiłem ponownie spróbować. Wysłałem mu emaila, napisałem do niego na FB [nie korzystaliśmy z tego wcześniej] oraz w komentarzu pod prywatnym filmikiem na YT, do którego linka miałem tylko ja. Przeprosiłem go, powiedziałem, że zależy mi na kontakcie z nim, i napisałem, że jak mnie bardzo nie lubi, to niech chociaż powie mi, co złego zrobiłem. Nic nie odpisał, jednak usunął tamten filmik z YT, więc wiem, że to przeczytał. Wysłałem mu wiadomość, że wiem, że to widział i że go nie zabiję xd I nic. Za to później odczytał on moją wiadomość [wcześniej tego nie zrobił] na portalu, gdzie się poznaliśmy. Po prawie 2 tygodniach od czasu wysłania poprzedniej wiadomości spróbowałem jeszcze raz, lecz nie pisałem już o tamtym, tylko spytałem, czy spotykamy się w wakacje i zacząłem pisać o strajku nauczycieli w Polsce, aby była "luźna rozmowa". Zacząłem go też obserwować na FB, gdyby dostał moje wiadomości do spamu lub gdzieś indziej i nie wiedział, że go znalazłem. Jednak on mnie zablokował i nadal nie wysłał żadnej wiadomości. Wszedł na moje konto na portalu, gdzie się poznaliśmy, lecz - o dziwo - tam mnie na zablokował i nadal mam go w przyjaciołach. Chciałbym odzyskać kontakt z nim lub przynajmniej dowiedzieć się, dlaczego on go zerwał. Nie mogło to być zwykłe znudzenie się, gdyż byliśmy ze sobą zbyt zżyci. Możliwe, że mógł obrazić się przez mema, którego mu wysłałem dzień przed tym, jak zablokował mnie po raz pierwszy [mem przedstawiał szkieleta i napis "Gdy czekam na odpowiedź od mojego przyjaciela" {czy jakoś tak}], lub nie wyszło mu coś dziewczyną, w której był zakochany. Mogą być też inne powody, których nie znam... Na F3 zadałem mu anonimowe pytanie w "jego" języku, czy łatwo wybacza, a ten odpowiedział, że tak. Spytałem również, w jakich krajach oprócz tego, gdzie teraz mieszka [Ali jest imigrantem], ma przyjaciół i w jego odpowiedziach padła Polska. Co powinienem zrobić, chciałbym odzyskam kontakt lub chociaż dowiedzieć się, dlaczego on go zerwał? Po około miesiącu wysłałem mu SMS'a [numer wziąłem z IG] i napisałem, czy możemy zapomnieć o tym, co się stało i dalej być przyjaciółmi, że wiem, że to trochę niekomfortowa sytuacja, ale ja do niego piszę i przeprosiłem go. Powiedziałem mu, aby pomyślał, co by on czuł, jeśli jego najlepszy przyjaciel zerwałby kontakt. Postanowiłem go też sprowokować, aby coś odpisał [chcę znać chociaż powód] i napisałem, że jeśli nie chce rozmawiać, niech powie dlaczego, że mówił, że łatwo wybacza, więc o co chodzi, spytałem, czy chodzi o wakacje, że mówił, że jest odważny, czy się mnie boi i aby pokazał odwagę, mówiąc mi, czemu nie chcę rozmawiać. I nic. Co powinienem zrobić, czemu on tak zrobił? ! Z jednej ze stron dowiedziałem się, że możliwe, iż ma on zaburzenie borderline'a [mógł zerwać kontakt, gdy się zdenerwował - bo osoby z tym tak robią - lub - co też wyczytałem - taka osoba... czasami może zerwać kontakt, gdy kogoś lubi, gdyż boi się, że będzie bardzo cierpiała, jeśli to ona zostanie wystawiona] i powinienem mu powiedzieć, co czułem, gdy mnie zablokował. Co powinienem zrobić i jak? Co wy sądzicie?
  6. Mój przyjaciel ma 20lat, nie radzi sobie sam z sobą, wielokrotnie pisał, że już nie chce żyć. Ma dziewczynę której przestał okazywać uczucia, bo pojawiła się u niego jakaś bariera, okazało się, że dochodzi między nimi do szarpania, On sam nie rozumie dlaczego ponosi go agresja, mówił że starał się to zmienić wielokrotnie, ale nie udaje mu się i nie wie już co robić, uważa się za najgorszego na świecie, ale kocha ją, jednak nie chce iść do psychologa, mam wrażenie, że się boi chciałabym mu pomóc. Ostatnio zerwała z nim ale zapewne do siebie wrócą, jak mu pomóc, czego mu nie mówić żeby nie pogorszyć sytuacji? Czy jest w stanie sam dojść do źródła problemu? Jak przekonać go, że mimo wszystko zasługuje na szczęście? Nie skreśliłam go, bo to tylko człowiek, a przyczyna zachowania siedzi u niego głowie, ale bardzo chce im pomóc a nie mam na tyle wiedzy...
  7. Od 2 lat jestem w związku na odległość. Widzimy się mniej więcej co 2 tygodnie. Czuję, że przez ostatni rok bardzo się zmieniłam i poważniej podchodzę do wielu kwestii. Od dłuższego czasu zraża mnie zachowanie partnera, a dokładniej jego poczucie humoru, przez co nasze sprzeczki krążą głównie wokół jednego tematu. Nie radzę sobie z tym, męczy mnie to. Kiedy wchodzi przeglądać żarty w internecie, gotuję się w środku i jest mi jakoś przykro. Taka sytuacja była w kinie i u niego w domu, wtedy miałam ochotę wyjść i nie wracać. Dzień w dzień odwiedza te strony i w wypowiedziach stosuje tandetne słownictwo/teksty z memów. Może chce się popisać albo to stało się już jego stylem życia. Przykłady: dzieci nazywa gówniakami, inne kobiety dupami. Jest tego naprawdę dużo. Im częściej się przebywa w konkretnym towarzystwie i otoczeniu, tym szybciej potem przejmuje się tę naturę i mam wrażenie, że on w to wsiąknął. Zwróciłam mu uwagę, byłam z nim całkowicie szczera, opisywałam swoje uczucia zamiast wytykać go palcami. Tłumaczył że odkąd posiada komputer, siedzi w sieci i jest to dla niego odstresowaniem. Dużo gra w gry komputerowe, dlatego też obawiam się o wspólną przyszłość. Nie widzę tam nas, widzę tylko jego i wirtualny świat. Czasem myślę, że byłoby łatwiej, gdybym była sama. Potrafię się śmiać z naprawdę głupich rzeczy, ale to mnie tak bardzo drażni i odpycha od niego... Choćbym chciała, nie jestem aktualnie w stanie spojrzeć na niego jak na mężczyznę. Pół roku temu obiecał, że nie będzie utożsamiał się z gimnazjalistą, a jednak wciąż nic się nie zmieniło. Martwię się o naszą relację, czy ktoś mógłby coś doradzić?
  8. Nie jestem pewien czy wybrałem dobry dział na forum. Jeśli nie to przepraszam. Dzień dobry 😊 Mam problem i nie wiem za bardzo co zrobić. Problem jest następujący. Uważam, że jestem 14-latkiem w ciele 24-latka. Nie będę opisywał historii całego swojego życia i przyczynach takiego stanu rzeczy (miałem do czynienia z uzależnieniem od hazardu, nie chciałem tego pisać, żeby nie sprowadzać wszystkich moich problemów do nałogu, bo mimo wszystko chyba nie to jest przyczyną), ale mam ogromne problemy z kontrolą emocji, z pewnością siebie. Często zdarza mi się płakać, również przy innych ludziach, w autobusie, nawet czasem w gdzieś w ukryciu w pracy. Ostatnio spotkałem się z byłą dziewczyną i nawet przy niej mi się to zdarzyło. Domyślcie się jak to żałośnie musiało wyglądać, co ona o mnie pomyślała i jak ja się z tym czuję. Miałem w życiu dwie dziewczyny i obie zostawiły mnie po krótkim czasie, bo byłem po prostu nie do zniesienia. Słusznie uważały, że są silniejsze ode mnie i nie mogą być w takim związku. Dlaczego zostały w ogóle moimi dziewczynami? Bo jak wszystko było ok, było „lovestory” to byłem zupełnie innym człowiekiem. Pogodnym, wesołym, z ogromną energią do życia. Miałem wrażenie, że nie chodzę po chodnikach, tylko się nad nimi unoszę Co jest zabawne? Że ta druga, którą szczerze pokochałem związała się ze mną, bo imponowała jej moja... pewność siebie i że wydawałem się interesującym człowiekiem. A jak pojawiała się codzienność, problemy, to stawałem się tą najgorszą wersją siebie. Rozstanie z tą drugą dziewczyną przeżywam już czwarty miesiąc, mimo że byliśmy razem tylko dwa. Tak, wiem, komedia, ale połączyło nas coś specjalnego, coś czego nie poczułem nigdy wcześniej, no i ona ma duży udział w tym, że rzuciłem nałóg. Tym bardziej mnie boli, że w jej oczach nie jestem materiałem na faceta, że pozostawiłem po sobie takie wrażenie, którego już nie wymażę, ale nieważne, wróćmy do mnie. Nie jestem pewny siebie, mam niskie poczucie własnej wartości, boję się nowych rzeczy, nowych znajomości. Nie wydaje mi się, że jestem interesującym człowiekiem, nie mam przyjaciół, nie mam wielu znajomych, nie mam za bardzo pasji, którymi mogę zająć się w wolnym czasie. Kiedyś bardzo chętnie oglądałem i uprawiałem różne sporty (głównie piłka nożna, tenis). Teraz mi się nawet nie chce oglądać. Nie lubię swojej pracy. Nie wiem tak naprawdę po co żyję i czasem mi się po prostu nie chcę. Większość wolnego czasu spędzam w internecie. Najgorzej, że mimo wszystko mam trochę oleju w głowie i widzę patrząc na siebie z boku jaką osobą obecnie jestem i w jaki dołek wpadłem. Jestem świadomy wszystkich swoich wad i może przez to to wszystko boli jeszcze bardziej. Brak mi siły, by to wszystko przezwyciężyć. Niszczyłem swoje związki swoimi emocjami i już w trakcie ich trwania wiedziałem, że to niszczę, że to się rozpada, ale mimo wszystko nawet to nie pozwoliło mi wziąć się w garść. Chęć wypłakania się wygrywała z myślą "ogarnij się i będzie fajnie". Jestem jak dziecko, które musi się komuś wypłakać nad tym jak ma ciężko w życiu. Mimo, że w sumie tak naprawdę często nie ma aż tak ciężko, wymyślam sobie problemy i to jest śmieszne. Mam wrażenie, że żeby jakieś chore wewnętrzne "ja" było zaspokojone to zawsze muszę mieć jakiś problem, nad którym trzeba płakać i się smucić. I być może ktoś odpisze coś w stylu „masz prawo do swoich emocji”, „nie bój się płakać”. Na to od razu odpowiem, że jakbym czuł się dobrze z tym kim teraz jestem to bym tu nie pisał. Nie ma nic złego w łzach, kiedy naprawdę już jest źle trzeba zrzucić gdzieś ten ciężar. Ale nie ma nic normalnego w płakaniu codziennie, bądź co kilka dni w wieku 24 lat. Przynajmniej według mnie i nie chcę taki być. Gdzie mogę uzyskać jakąś pomocną dłoń? Czy ja kwalifikuję się na jakąś terapię i jak i gdzie ewentualnie się na nią dostać? Bo jednorazowa wizyta w niczym mi chyba nie pomoże, a jeśli chodzi o więcej to nie mogę sobie pozwolić na płacenie po 100+ złotych za wizytę. Dzięki bardzo za ewentualne odpowiedzi i życzę wszystkim miłego dnia.
  9. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  10. Witam, od dłuższego czasu borykam się z pewnymi narastającymi problemami. Niestety nie jest to tylko moja subiektywna opinia. Zdają się one natury fizyczno-psychicznej. Pozwolę sobie podzielić je na dwie grupy. Fizyczne: Od około 2 lat mam problemy z wysypianiem się. Spanie zarówno 6 jak i 10 godzin skutkuje tym samym, czyli notorycznym zmęczeniem. W ciągu dnia mógłbym bez problemu położyć się spać i zasnąć w przeciągu 10 minut. Odkąd pamiętam zawsze byłem bardzo aktywnym człowiekiem i bardzo często zdarzało się, że zasypiałem dopiero koło 1 lub 2 w nocy (było to spowodowane lękiem przed ciemnością oraz "gonitwą myśli" i dosyć mocno nacechowanym negatywnymi zdarzeniami życiem). Przez około pół roku miewałem regularne bóle głowy w praktycznie każdej możliwej okolicy oraz bóle klatki piersiowej. Bóle te nieraz były porównywalne do sytuacji, w której ktoś wbijał mi igłę pod skórę, (znam ten ból, gdyż miałem uraz głowy w młodości zakończony 3 szwami na skórze głowy). To są jedne z najbardziej niepokojących mnie oraz żonę fizycznych objawów, które udało mi się samemu zarejestrować. Psychiczne (tutaj niestety lista jest dłuższa): Pierwsze co rzuciło mi się w oczy i co również zauważyła moja żona (chociaż ja sam nie wiem od kiedy) to ogólnie wzmożona agresja pomimo mojego ogólnego chłodu emocjonalnego (zawsze byłem raczej bardzo spokojnym człowiekiem). Ja sam również zauważyłem, że częściej popadam w stan wzmożonej agresji emocjonalnej (chodzi o to, że czasem bardzo szybko wpadam w tzw. "szał"), który mija po około 10 sekundach i jak gdyby nigdy nic rozmawiam dalej. Mam ogrmone problemy z koncentracją a raczej jej brak, do tego dochodzi strasznie słaba pamięć. Utrudnia mi to funkcjonowanie na tyle, że gdy zakupiliśmy nowy ekspres do kawy, to mały wycinek instrukcji musiałem przeczytać jakieś 5 razy, żeby zapmiętać kolejność obsługi owego urządzenia. Strasznie źle się czuję (jakby to nie zabrzmiało), gdy nie mam o czym myśleć, dostaje wtedy jakiegoś wewnętrzengo dyskomfortu. Zauważyłem również skłonności mocno pedantyczne, które sprawiają mi problemy na tyle, że ciężko mi czasem nawet wyjść na spacer nie poprawiając co chwilę nogawki, aby była "idealnym" odbiciej tej drugiej. Dodatkowo dochodzi do tego notoryczna zmiana sposobu zachowania oraz poglądaów na dany temat. Sprawia mi to problem w nauce, gdyż jakikolwiek czynnik wskazujący na brak perspektywy dla danej dziedziny, której się uczę powoduje, że momentalnie odpuszczam sobie naukę w tym kierunku i zaprzestaje wykonywania jakikolwiek kroków, aby to rozwinąć. Odczuwam też (choć znacznie mniej niż kiedyś) brak przywiązania do jakiejkolwiek grupy społecznej. Ciężko mi się z czymkolwiek lub kimkolwiek utożsamić. Przez te wszystkie stany emocjonalne ciężko uświadczyć mi na dłużej jakiejkolwiek przyjemności z wykonywanej czynności i sytuacji, w której się znajduje. Te stany fizycznie jak i psychiczne niejednokrotnie potrafią się zmienić o 180 stopni na bardzo krótki czas i niejednokrotnie występują w parach z podziałem na wzmożoną i obniżoną aktywność. Odczuwam również brak pewności siebie oraz brak pewności co do nabytych przeze mnie umiejętności. Oczywiście to nie wszystko. Dodam, że byłem już kiedyś u psychiatry w momencie bardzo ciężkiego okresu dla mnie jakim była śmierć mojej matki na raka piersi (prawie 2 lata temu). Stwierdzono u mnie chroniczne zaburzenie osobowości, natomiast ja uznałem, że nie do końca jest to trafna diagnoza.
  11. Mam 29 lat. Jestem żonaty od 3 lat, ale nasz związek trwa już 12 lat. Mieszkamy ze sobą przynajmniej od 6 lat. Jak łatwo policzyć związek zaczął się jeszcze w liceum, gdzie nie do końca jest się dojrzałym człowiekiem. Od pół roku w mojej głowie panuje ogromne zamieszanie. Nie mogę przestać myśleć o swojej znajomej z pracy. Kiedy cokolwiek "robię" z Żoną, wyobrażam sobie jakby to było ze Znajomą (nie chcę tutaj podawać imienia - niech zostanie Znajoma). Nic pomiędzy Nami nie ma- dopóki nie odejdę od Żony chce być wobec Niej lojalny. Nigdy wcześniej nie zwracałem uwagi na inne kobiety, ale od jakiegoś czasu zaczęło mnie drażnić zachowanie mojej Żony. Aktualnie nie potrafię odpowiedzieć sobie czy ją kocham. Zresztą gdy patrzę z perspektywy czasu nigdy nie potrafiłem odpowiedzieć ani Jej, ani sobie na to pytanie. Nikt nie jest idealny, (ja również), Żona nie jest w moim typie jeżeli chodzi o wygląd - ale całe życie powtarzano mi, że przecież nie to jest najważniejsze (teraz wiem, że jednak trochę ważne jest). Nie potrafię wymienić Jej zalet jeżeli chodzi o charakter. Zdecydowanie łatwiej wymienić mi wady. Wstyd przyznać, ale dla mnie największym Jej atutem było to, że ma bogatych rodziców. Ja nigdy nie miałem nic, więc była to dla mnie szansa i to przysłaniało mi przez całe życie Jej wady. Teraz, gdy już (przynajmniej tak mi się wydaje) trochę dojrzałem, zacząłem mieć inne potrzeby jak tylko bezpieczeństwo finansowe i święty spokój - Żona miała/ma jeszcze jedną zaletę (jak jeszcze mi się kiedyś wydawało, że to zaleta) - niewiele mówi, jest zamkniętą w sobie introwertyczką. Dodatkowo ma sporo kompleksów z powodu swojego wyglądu. Czasami siedzimy cały weekend przed TV, bo ona coś by chciała robić, ale wszelkie moje propozycje rozrywek odrzuca. Po przeprowadzce do innego miasta odizolowałem się od swoich przyjaciół, ponieważ Żona jest dodatkowo chorobliwe zazdrosna (nie tylko o kobiety.. WTF?!). Wszędzie snuje jakieś podejrzenia, a nigdy nie miała do tego powodów - 99% wolnego czasu spędzam z Nią. Nigdzie nie wychodzę z domu poza pracą. Aktualnie nie utrzymuję żadnego kontaktu ze znajomymi poza ludźmi z pracy. Ona również z nikim się nie przyjaźni. Czuję się odludkiem. Zawsze mówiliśmy sobie, że nie chcemy mieć dzieci, jednak powoli dojrzewa w Nas ta decyzja, ale... Mamy psa i niestety moja Żona jest bardzo wybuchowa (czasami nie panuje nad swoimi zachowaniami) jeżeli pies zrobi coś inaczej niż Ona chce - a chce być we wszystkim perfekcyjna i idealna. Ludzie mówią, że to dobry test przed podjęciem decyzji o dziecku - ja na ten moment czuję, że Ona nie nadaje się do wychowywania dzieci. Gdy zauważyła, że coś się ze mną dzieje, pewnego wieczoru rozpoczęliśmy tę trudną rozmowę - powiedziałem Jej o tym, że nie jestem pewien swoich uczuć, o niepewności co do dziecka itp. Nie mówiłem nic o Znajomej. Niestety rozpłakała się, wpadła w histerię, groziła, ze "coś" sobie zrobi, a ja nie miałem na tyle odwagi, żeby wyjść ze spakowaną torbą i nie wracać. Czułem, że bardzo Ją skrzywdzę i po długiej rozmowie stwierdziłem, że spróbujemy to naprawić. Od tej rozmowy minęły 3 miesiące. Widzę, ze Ona się stara, ja też próbuje, ale ciągle w głowie siedzi Znajoma.. Gdy tylko mam "zgrzyt" z Żoną próbuję to sobie zrekompensować wydawaniem pieniędzy i spełnianiem swoich "marzeń" - sprzęt hi-fi, lepsze auto, motocykl, aktualnie mam trochę kredytów na głowie + hipoteka. Żona o niczym nie wie poza hipoteką - mamy osobne konta, zarabiam całkiem nieźle po różnych awansach, więc myśli, że tyle zaoszczędziłem, żeby sobie na to wszystko pozwolić. Znajomej nigdy nie powiedziałem o swoich uczuciach. Czasami tylko rozmawiam z Nią o problemach z Żoną, bo zauważyła, że coś jest między nami nie tak. Ona jest sama, dogaduje się z Nią bez słów, jest bardzo atrakcyjną kobietą, mogę z Nią rozmawiać o wszystkim. Znamy się od 3 lat. Przejawia jakieś drobne zainteresowanie moją osobą, ale fakt, że jestem żonaty na pewno hamuje ją przed okazaniem uczuć - ostatnio nawet rozmawialiśmy o związkach i zapytałem ją czy kogoś szuka, a ona na to, że "ciężko kogoś sensownego znaleźć, a Ty już jesteś zajęty (śmiech)" po czym w dalszej rozmowie powiedziała, że nie okazuje na zewnątrz swoich uczuć. Wiem, że trochę się rozpisałem za co przepraszam. Jak wyjść z tej życiowej zagadki ? Czy dalej mam oszukiwać siebie i Żonę, że coś do Niej czuje i że to Ona jest kobietą mojego życia ? Czy nie będzie to dla niej większa krzywda niż odejście od Niej ?
  12. Cześć, Mam 27 lat, jestem pracującą osobą, mamą, mam kochającego mężczyznę i staram się realizować w życiu. Mój problem bardziej się opiera o relacje z innymi ludźmi, rodziną, przeszłością, nie wiem jak to rozwiązać. Nie radzę sobie ze samą sobą, za dużo analizuje, myślę, a jak przychodzi co do czego, najpierw działam, a potem rozmyślam m.in.: Czy dobrze zrobiłam? Czy dobrze powiedziałam? Czemu ludzie tak ciągle są negatywni do mnie? Czemu ja nie mogę być szczęśliwa, tylko ciągle marudna lub smutna? Jestem do niczego, nie daje sobie już rady. Czemu to do mnie wraca? Czemu nie zadbasz o to żeby dobrze wyglądać? Fajnie by było kupić sobie karnet na siłownie, wyglądać wysportowana , taka ładna i ładnie ubrana. I wiele, o wiele za dużo pytań, przemyśleń, które doprowadzają mnie do szału, smutku, rozpaczy, bólu głowy i kilka dni niechcianych dni, przez które wzdycham, patrząc w niebo. Patrzę jak mija dzień, jak gram na facebook'u... Często wtedy się kłócę, mam wiele nieporozumień się z kimś albo z bliskimi. Kiedy to się dzieje, idę coś kupić, czasami to kosmetyk a czasami używki, czasami kawa, ciasteczka itp. itd. Ręce opadają. I mam dość samej siebie, po prostu dość i Końca nie widać... Czy koś mi podpowie, w którą stronę iść?
  13. Do każdego, kto to czyta: dzień dobry i dobry wieczór. Niedawno skończyłam 18 lat. Obiecałam sobie, że ten rok będzie moim rokiem, a w dorosłość wejdę odpowiedzialnie i będę się starać być lepszą. Teraz małe odniesienie do przeszłości. Nie wiem, czy to, czego doświadczyłam, mogę nazwać prześladowaniem. Nie wiem zwyczajnie, w który miejscu się ono zaczyna, a w którym kończy zwykłe nielubienie. Wyśmiewanie wyglądu w kilku przypadkach, specjalne obniżanie mojej wartości, stres przed pójściem do szkoły, próby wykorzystania intelektualnego. Brzmi okropnie, ale bardzo trudno jest mi stwierdzić, czy wyolbrzymiam czy też nie. Całe życie mi mówiono, że to robię, więc już w tej kwestii średnio sobie ufam. Wtedy pierwszy raz popatrzyłam na pilnik od paznokci i pomyślałam o tym, co by było, gdyby się wbił w moją rękę. Nigdy do niczego takiego nie doszło, nie byłabym w stanie tego zrobić, teraz z resztą wyśmiewam takie myśli, więc raczej się nie pojawiają. To było około 5 lat temu. Kilka razy w tym okresie miałam silniejsze stany "zrobię sobie wszystkie testy internetowe na depresję, poczytam o tym, ale nic z tym nie zrobię, za bardzo się boję". Nie potrafię przytoczyć konkretów, jednak wiem, że kilka razy miałam stany obniżonego nastroju, dodatkowe trwanie w relacji z osobami, które z perspektywy czasu zdecydowanie były toksyczne, uczucie odosobnienia i strachu nie były mi wtedy obce. Na pewno mogę przywołać sytuację z sylwestra 2016, kiedy inne koleżanki wyznawały, która kogo kocha, ja byłam bliska w akcie szczerości powiedzieć im o tym, że często czuję się źle. Nie zrobiłam tego, a po północy na naście minut musiałam zamknąć się w łazience, żeby ukryć płacz. Teraz kilka razy mój nastrój sięgał takiego dna, że byłam bliska wybrania się do szkolnego psychologa, mimo ogromnego strachu przed łatką społeczną, reakcją bliskich i znajomych. Czuję wtedy, teraz w sumie też, że nie pasuję do nich. Staram się pracą zamazać uczucie samotności i nie bycia potrzebnym. Często czuję frustrację z błachych powodów, gdyby nie hamowanie siebie pewnie byłabym pokłócona z całym światem i zatopiona w jeszcze większych wyrzutach sumienia. Czuję, że nie jestem warta swoich znajomych. Nie potrafię być z nikim szczera, kiedy dochodzi do tematów mojego samopoczucia. Wolę zmienić temat albo powiedzieć, że nie mam czasu. Na wszelkie takie pytania reaguję bardzo obronnie i defensywnie. Nie mam pojęcia, co zrobić z przyszłością i zdecydowanie nie widzę jej w kolorowych barwach, raczej jako uciążliwą pracę, męczące studia, brak znajomych ani drugiej połówki. Zawsze to ja muszę wychodzić z inicjatywą spotkania, więc brak mojego odzewu w wielu przypadkach powoduje brak kontaktu. Jestem tym zmęczona. Przez szkołę mam w życiu dużo stresu, a każda gorsza ocena (włącznie z 4, czasem nawet 5) oznacza dla mnie już małe załamanie. A zaraz potem irytuję się niesamowicie każdym "poprawisz to", co znowu wywołuje u mnie wyrzuty sumienia. A najgorsze jest to, że nie dość, że nie wiem, czy opisałam wszystko, ciągle myślę o tym, czy czasem nie wyolbrzymiam.
  14. Dzień dobry! Moim problemem jest to, że jestem rozdarta wewnętrznie. Z jednej strony czuję, że moje życie jest nudne, a ja się nie rozwijam. Z drugiej strony jestem leniwa i zmęczona, nie chce mi się zrobić czegoś ze sobą, mam słomiany zapał i brak motywacji. Co robić?
  15. Nie wiem gdzie się udać. A udać się postanowiłem i muszę. Mam 38 lat, od mniej więcej 16 roku życia doświadczam czegoś co mógłbym określić jako depresja, ale nie wiem czy tak jest. To uczucie ciągłego niepokoju, zdenerwowania i przygnębienia, towarzyszą temu odruchy nerwowe - niespokojne nogi, chodzenie po mieszkaniu z miejsca w miejsce, natłok myśli, denerwujący i absorbujący wewnętrzny dialog. Bardzo często czuję bardzo wielkie przygnębienie, wręcz chęć płaczu. Pod presją impulsu potrafię zmienić bardzo dużo, najczęściej na gorsze - np. zrujnować i zniszczyć związek. Nie potrafię też przejść żałoby, obecną po rozstaniu po 10 latach związku przechodzę od 3 lat i wciąż w niej tkwie, wcześniej w innych związkach także miałem z tym problem. Kilka lat temu chodziłem do psychologa, spotkałem się też z dwoma innymi, ale mam problem ponieważ z zewnątrz jestem jakby kimś innym, mój sposób bycia "oszukuje" otoczenie. Mógłbym jeszcze dużo opowiedzieć, ale to nie na forum. Tak czy siak wykonałem testy depresji na stronie, w obydwu testach wyszło, że mam ciężką depresję. Nie mam myśli samobójczych - wręcz przeciwnie mam bardzo dużo chęci do życia, ale myśl o śmierci wywołuje krótką, rozlewającą się falę spokoju. Gdy byłem młodszy, bardzo miotał (dosłownie) mną smutek i rozpacz, mam wrażenie jakby to nie minęło, tylko jakbym nauczył się z tym żyć. Z drugiej strony jestem "człowiekiem sukcesu", którego wszyscy mają za zaradnego, dobrze zarabiającego, inteligentego i statecznego (i trochę ekscentrycznego). Mógłbym tak pisać godzinami, ale postanowiłem coś z tym zrobić tylko nie wiem gdzie się udać. Do psychiatry, psychoterapeuty czy psychologa? Mam niedaleko ośrodek do walki z nerwicami, może tam szukać porady?
  16. Witam. Jestem mamą 2-letniego synka. Od około pół roku mam problem z jego zachowaniem. Często wpada w chisterie, bije, krzyczy, wymusza wszystko płaczem, każde wyjście z domu na spacer czy na zakupy to droga przez mękę ponieważ nie chce iść do wózka, za rączkę też nie, woli sam. Mieszkamy w mieście i niestety to jest niemożliwe by mógł sam chodzić w tym wieku w dodatku nie słucha się w ogóle, wszystko musi być po jego myśli. Potrafi nie raz nawet 30 min leżeć na podłodze i płakać, żadne tłumaczenia nie pomagają. Już nie wiem jak sobie z nim radzić, jak postępować, nie raz nie mam już sił i mam ochotę płakać razem z nim Bardzo proszę o poradę.
  17. Witam od trzech miesięcy mam partnera, który zauważył że nie potrafię się otworzyć. On jest bardzo szczerym i otwartą osobą za co bardzo go cenie ja natomiast mam z tym problem mam blokadę i w pewnym momencie sie zatrzymuję. Oboje chcemy być razem lecz gdzieś ta moja niepewność się ukazuje i to przeszkadza. Chcę wyjść z tej niepewności wiem że wystarczy krok i będzie lepiej lecz jak to zrobić???
  18. O czym świadczą pozytywne odczucia gdy słyszy się odgłosy "wojny" (tj. wystrzały), odgłosy burzy? Naturalnie dane odgłosy odbierane są negatywnie przez ludzi, wywołują strach, lęk, zaniepokojenie.
  19. Dzień dobry! Jestem studentka na ostatnim roku, mam 24 lata. Odkąd pamietam miałam problemy z nawiązywaniem jakichkolwiek kontaktów międzyludzkich, nawet matka mi mówiła, ze jako dziecko wybierałam sobie max 2 dzieci, z która się bawiłam( w tym również stosunki seksualne- nie sprawia mi to jakiejś niesamowitej przyjemności). Niestety, to nie jest jedyny problem. Nie specjalnie mnie interesuje co kto ma do powiedzenia, i tak zdaje sobie z tego sprawę, ze mam się nauczyć słuchać bla, bla... ale nie potrafię. Często stawiam siebie ponad wszystkich i uświadomiłam sobie to na studiach. To tworzy problem w związku, w którym jestem już 7 lat. Nauczyłam się po prostu udawać, ze coś mnie interesuje, a zainteresowanie sexem również niezle udaje, bo miałam dość kłótni o to, ze nigdy nic nie inicjuje. Nie umiem rozmawiać z obcymi i w ogóle odnalezienie się w jakiejś grupie graniczy z cudem. Potrafię płakać jak mam wejść w tłum ludzi. Nie umiem określić co czuje, chyba ze są to stany bardzo wyraźne. Np. Dajmy na to- jadę na wakacje, uwielbiam to , no to się ciesze- proste. Ale aktualnie... trudno mi opisać moje uczucia. I tak sobie leci dzień za dniem, wszystko mnie przeraża, zamykam się w gronie zaufanych ludzi, z którymi rozmawiam od czasu do czasu i to często przez messengera, bo mieszają daleko , a nawiązywaniu nowych znajomosci nie widzę sensu, bo Ci, których znam się sprawdzają. Stad pytanie jak w temacie: czy to jest jakieś zaburzenie związane jakimiś przeżyciami traumatycznymi? Wiem, ze to ściana telstu, a i tak nie opisałam tego tak jak chciałam. A bije się z tym już od bardzo dawna( odkad pamietam).Dodam, ze moi rodzice i ich rodziny nie do końca sa zdrowi psychicznie jak na moje wprawne oko. Z czego w rodzinie ojca sa na pewno 3 os. Ze zdiagnozowana schizofrenia (moja kuzynka,kuzyn, babcia). U mojej mamy wszyscy są zbyt nerwowi i przewrażliwieni. Do tego średnio u nich z inteligencja. Pozdrawiam i mam nadzieje, ze nie przesadziłam z objętością tekstu.
  20. Paula

    Zycie

    Jak moze czuc sie osoba ktora wiecznie tula sie po swiecie. Nie moze znalezc sobie miejsca na ziemi,porozumienia z innymi ludzmi...
  21. Witam, mój syn ma 13 lat. Jest uczniem 6 klasy ogólnokształcącej szkoły muzycznej. Młodzież po ukończeniu 6 klasy zdaje egzaminy do II stopień tejże szkoły, który zaczyna się od klasy 7 (1) poprzez 8 (2) i do matury, kończy się na klasie 6 II stopnia. Dyrekcja zdecydowała aby uczniów, którzy przejdą na II stopień zatem do klasy 7 (1) pomieszać z dwóch obecnych klas szóstych od klasy siódmej, Obawiam sie., że nie jest to korzystne dla uczniów, powinni być w tej samej klasie aż do matury. Dzieci w tym wieku mają wyjątkową wrażliwość, zawarte przyjaźnie i może taki podział i wymieszanie uczniów źle wpłynąć na ich rozwój osobisty, psychiczny. Co Państwo na to? Czy jestem nadopiekuńcza, słusznie obawiam się o moje dziecko?
  22. Witam, jestem mamą 13 latka kończącego 6 klasę. Chciałabym zadać pytanie dotyczące relacji młodzieży w tym wieku. Przejdę do wątków aby znaleźć taki, w którym mogę napisać.
  23. Witam wszystkich. Jestem 18letnią osobą, która w tym roku przystępuje do egzaminów maturalnych. Chciałabym dobrze zdać maturę i udać się na studia, jednak brak mi chęci do nauki, przede wszystkim dlatego, że nie mam motywacji. Brak motywacji wiąże się z tym, że nie wiem, co chcę robić w przyszłości. Całkowicie nie odnajduję się w ''poznawaniu siebie''. Wiek emerytalny sięga 62 lat dla kobiet! Więc chciałabym wybrać kierunek studiów, adekwatny do mojej przyszłej pracy, a nie chcę męczyć się przez całe swoje życie w pracy, która jedyne co mi da(oprócz niskiego wynagrodzenia) to zaawansowany poziom nerwicy. Pytanie zatem kieruję do starszych osób ode mnie, jak odnaleźliście swoje ''prawdziwe ja''? Czy jesteście zadowoleni z pracy, którą teraz wykonujecie?
  24. Faceci muszą sobie uświadomić jedno. Prawda jest taka ! Wygląd jest najważniejszy ! Osobom atrakcyjnym ufa się bardziej. Są lepiej postrzegani niż Ci przeciętni nie mówiąc o brzydkich osobach.Piękno kojarzone jest z sukcesem i dostatkiem. Pięknym się więcej pozytywnych cech niż osobom mniej atrakcyjnym. Przystojniak nawet tępak, cwaniak itp - przyciągnie uwagę kobiety. Atrakcyjni są postrzegani jako bardziej kontaktowi i inteligentni, zarabiają więcej, odnoszą więcej sukcesów, mają bardziej udane życie erotyczne, nawiązują lepsze kontakty z otoczeniem, częściej zostają uniewinniania w procesach sądowych, są łagodniej karani, kiedy uzna się ich winnymi. Słowem, piękni mają w życiu łatwiej. DLATEGO SPĘDZAMY GODZINY NA SIŁOWNI PANIE RAFALE !! A NA DOLE BRZYDKI VS MODEL . KTÓRY WYDAJE SIĘ PEWNIEJSZY SIEBIE ? KTÓRY WYDAJE SIĘ BYSTRZEJSZY ? KTÓRY WYDAJE SIĘ BOGATSZY ? KTÓRY MA BUJNIEJSZE ZYCIE EROTYCZNE? KTÓRY MA WIĘCEJ PRZYJACIÓŁ I ZNAJOMYCH?
  25. Witam serdecznie, Jestem 21 letnia kobietą, z pozoru bardzo empatyczną, otwarta na ludzi. Natomiast problem zakopanym jest troszeczkę głębiej, postaram się jak najkrócej opisać. Odkąd pamiętam mam problem z byciem w związku. Wcześniej nie przywiazywalam do tego uwagi. Jeśli chodzi o związki to schemat zawsze jest taki sam: Kiedy kogoś poznaje, wszystko przebiega gładko, natomiast z czasem zaczynam się dusić, mam dość tej osoby, chociaż jest dla mnie dobra, uczciwa, kochająca. Nieważne jak bardzo jestem przywiązana, jak bardzo zależy mi na tej osobie- zawsze się wycofuję. Czuję, że tym ranię osoby które chcą dla mnie dobrze, którym pozwoliłam się do siebie zbliżyć i które mnie kochają. Z czasem przychodzą wyrzuty sumienia, tęsknota, chęć przeproszenia i wyjaśnienia tego, ale nie wiem skąd to się bierze, nie wiem jak to wyjaśnić. Nie chce już nikogo krzywdzić moim zachowaniem, ale też nie chcę być sama. Nie mam pomysłu jak rozwiązać to osobiście, dlatego tutaj jestem. Z góry bardzo dziękuję :)

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.