Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'seksualność'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 67 wyników

  1. Do całkiem niedawna wydawało mi się, że wiodę normalne, szczęśliwe życie. Miałem narzeczoną, pracę, wszystko układało się po naszej myśli. Byliśmy oboje szczęśliwi. Do Czasu.. Byliśmy ze sobą już 6 lat, od dwóch lat zaręczeni, planowaliśmy przyszłość. Aż w pewnym momencie zauważyłem, że narzeczona się ode mnie oddala, ciągle siedzi w telefonie, wychodzi do koleżanek, czasem do jednej na noc. Po kolejnej samotnej nocy nie wytrzymałem i musiałem dowiedzieć się o co chodzi. Bardzo ciężko było się czegoś dowiedzieć, ale jak już się udało, to było to jak grom z jasnego nieba. Powiedziała mi że chyba woli dziewczyny. To było koszmarne uczucie. No bo jak? 25 letnia kobieta, w szczęśliwym związku z mężczyzną - co sama przyznała, nagle woli kobiety? Ale to był dopiero początek. W tej samej rozmowie powiedziała mi jeszcze że koleżanka, z którą się tak często spotyka, tylko jej pomaga. Na drugi dzień już sam się dowiedziałem że to kolejne wielkie kłamstwo. To była jej kochanka. Od kilku miesięcy. Że się kochają i mnie "zdradzała". Byłem okłamywany na każdym kroku. Po tym zdjęła pierścionek. Ta sama dziewczyna parę tygodni wcześniej nocowała u nas w jednym łóżku z nią, a ja byłem obok kompletnie nieświadomy, uśmiechnięty. No bo jak?? W dodatku jest to 19 letnia dziewczyna, która kompletnie nie pasuje do jej świata. I jest według mnie ogromnie niedojrzała. Najgorsze jest to, że nie mogłem przyjąć do wiadomości że to koniec, bo jest ona dla mnie całym światem. Jestem w stanie to wszystko wybaczyć, ale ona dalej mnie okłamuje, wodzi za nos i daje złudne nadzieje. Mówi że teraz nie odczuwa nic do mężczyzn, ale ma wątpliwości. Wcześniej powiedziała że nie mówi nam nie.. A ja to wszystko staram się znieść, bo nie potrafię inaczej. Ciągle trwam w tej koszmarnej sytuacji, bo tli się we mnie iskierka nadziei. Przecież to niewyobrażalne że w pełni heteroseksualna kobieta, nagle poszła w drugą stronę? Brakuje mi sił do normalnego egzystowania, zostawienia tego wszystkiego za sobą. Czy to co dla niej i również dla siebie robię ma w ogóle sens?
  2. Witam, mam 20 lat i jestem facetem. Bardzo mi się podoba mój przyjaciel i podnieca mnie seksualnie już od dłuższego czasu. Jest mi bardzo bliski i bardzo dobrze mi się z nim rozmawia i spędza czas. Ale ogólnie to praktykuję seks z płcią przeciwną i kobiety bardzo mi się podobają więc nie sądzę, że jestem homoseksualny tylko w jego przypadku jest inaczej i nie wiem dlaczego tak jest przez co czasem mam smutne i przygnębione dni bo boję się że go stracę kiedyś. Z czego wywodzi się takie moje zachowanie?
  3. Witam, Zarówno ja jak i mężczyzna który stanowi problem w moim życiu jesteśmy dorosłymi ludźmi, po 30. Poznalismy sie kiedy obydowje bylismy w zwiazkach, on spróbował mnie poderwac, odpowiedz z mojej strony była jasna - nie zdradzam mojego partnera i nie toleruje zdrady, wiec temat sie urwał. Po jakims czasie los chciał, że rozstałam sie z moim wieloletnim partnerem - ot, wypalenie, uczucie miedzy nami wygasło, bez wiekszych dramatów. Jednak zmiana jak to zmiana, jakis kryzys wymagała - kiedy po wielu latach całe zycie zmienia sie całkowicie to jednak łatwe nie jest. I tu znów powrócił ON. Zupełnie przypadkiem, w czasie jakiegos wyjscia na piwo wywiazała sie rozmowa dotyczaca rozstania. Okazało sie ze mamy dosc podobne doswiadczenia z przeszłosci, podobne spojrzenia na wiele spraw, on mne próbował pocieszyc i doradzic jak przejsc przez ta sytuacje, opowiadała o swoich trudnych moemntach. Jednoczescie zaczał sie zalic na swój obecny zwiazek, jak to z jednej strony chciałby sie ustatkowac a z drugiej jednak czuje ze to nie do konca to, ale na podstawie swoich doswiadczen wie ze lepszej dziewczyny nie trafi, wiec pewnie sie oswiadczy. Po czym potrafił dodac ze tak naprawde zawsze marzył o kobiecie z takim charakterem jak ja i szkoda ze sie nie poznalismy wczesniej. Nie musze chyba mówic co było potem... duzo znaczacych spojrzen, coraz wiecej rozmów, pisania, zwierzania sie itd. Coraz wiecej wspólnych tematów. Po alkoholu zawsze ta sama kwestia - jestes kobieta moich marzen, mój zwiazek jest fikcyjny. Ale ja mimo wszystko byłam uparta - Twój zwiazek nie jest fikcyjny, bo jednak jest. Ja nie toleruje zdrady i nigdy nei wezme w czyms takim udziału. Jednoczesnie podkreslałam ze nie widze szansy na relacje miedzy nami bo oprócz tego ze nie potrafiłąbym zaufac człowiekowi który podrywa mnie bedac w zwiazku, to i bez tego wiem ze nigdy bysmy nei stworzyli dobrego zwiazku bo on ma w głowie nei prawidłowy obraz mnie a ja tez juz zauwazyłam pare istotnych kwestii które byłyby dla mnie nei do przeskoczenia. Co jakis czas nastepował przestój w kontaktach (teraz juz wiem, ze próbował sie ode mnie odciac zeby nie psuc swojego zwiazku i maksymalnie ograniczyc kontakt), ale za kazdym razem wracały ze zdwojona intensywnoscia. I tu niestety musze przed sama soba przyznac ze mi coraz bardziej zalezało na powrocie tych kontaktów bo jednak za dobrze sie rozumielismy i moglismy gadac godzinami. W pewnym momencie po kolejnej próbie wymuszenia na mnie zezwolenia na jakakolwiek relacje, wyznał mi miłosc po czym poprosił o miesiac na zakonczenie biezacego zwiazku zebysmy mogli zaczac nowe zycie razem. Nie potraktowałam tego powaznie ale stało sie - my coraz wiecej pisalismy i rozmawialismy, az pewnego dnia jego partnerka znalazła jakies wiadomosci... Wiadomosci nigdy nie przekraczały zadnej granicy, ale trzeba byc głuchym i slepym zeby mimo wszystko nei zauwazyc ze była to dosc bliska emocjonalnie relacja. Przyznał sie jej ze nawiazał bliska relacje z kims ale jej nigdy nie zdradził, że ich zwiazek nie ma przyszłosci itd. Ona potwierdziła ze czuła od dłuzszego czasu i sie tego spodziewala. Rozstali sie w zgodzie ale nie bez dramatów, natomiast on błyskawicznie zaczał nowa relacje ze mna... Relacja trwała jakies 2,5 mca. Ja nie chciałam sie wiazac bo uwazałam ze to nie człowiek dla mnie, ze to nie przetrwa. Zamierzałam to zakonczyc w miare szybko. Ale jednoczesnie z kazdym dniem odkrywałam jak bardzo do siebie pasujemy. Obydwoje bylismy w szoku widzac ile nas łaczy bo nigdy sie tego nie spodziewalismy. Od bajecznego seksu po wielogodzinne rozmowy - kto by pomyslal ze mozna to poczuc po 30? Tyle ze pojawiły sie tez czarne strony. Otóz odkrywalismy w sobie cechy które jednak wymagały mocnego dotarcia a były w nas obojgu na tyle zakorzenione ze dosc ciezko było cos z tym zrobic bo zadne nie chciało sie zgodzic na zmiane swoich wartosci. Nie mozna powiedziec ze sie ciagle kłócilismy - dorosli, dojrzali ludzie działaja inaczej, były to raczje trudne rozmowy które zdarzały sie coraz czesciej - srednio raz w tygodniu, raz na 2 tygodnie - tak, przy takim stażu nie było ich za wiele Pod koniec tego okresu obydwoje, jak sie okazało, tego samego dnia podjelismy taka sama decyzje i postanowilismy porozmawiac o tym zeby to zakonczyc. Tu pełna zgoda i radosc, on stwierdził ze po prostu nie potrafi sie zaangazowac, ja ze od poczatku nei chciałam i tyle. Padł pomysł zebysmy przeistoczyli to znajomych w Friends with benefits bo skoro i w łózku jest dobrze i przyjazn spoko to po co to tracic? mielismy sie nie widziec przez jakis czas i dac sobie czas na przemyslenie i zdecydowanie czy zrywamy relacje czy decydujemy sie na FwB. O zgrozo, co sie wtedy mojej głowie działo! z przerazeniem odkryłam ze juz dawno przestałam to kontrolowac i oszukiwałam sama siebie mówiac o braku zaangazowania. Bo po prostu sie zakochałąm w tym człowieku. Po tych 2 tygodniach przerwy okazało sie, że on widzac ze jednak jestem zaangazowana uznał ze FwB nie wchodzi w gre bo bedzie mnie ranic. Wiec została opcja spróbujmy sie zaprzyjaznic.... Przy pierwszym spotkaniu przyjacielskim przy drinku i tak sie ze soba przespalismy. Przy kolejnym przyznał sie ze zaczał sie z kims spotykac, bez zobowiazan. Mowa była o wspolnej znajomej. Twierdził ze ona wie o tej relacji ale ze jeszcze z nia nie spał, ze to nic dla niego nie znaczy, bardziej zabawa. Zanim przejde do dalszej historii wspomne o kilku kwestiach: chłopak pochodził z niepełnej rodziny, kazde z jego rodziców ząłozyło nowe rodziny. Poza tym miał (ma) problemy z wytryskiem (a w zasadzie jego brakiem) i płodnoscia, jednoczesnie twierdzi ze jest niestabilny emocjonalnie i nie potrafi nikogo pokchac ani sie zaangazowac i sam czesciowo tłumaczy czesc tych problemów faktem ze nie osiaga orgazmu. I teraz ciag dalszy: sytuacja zakonczyłą sie wielkim dramatem, zerwałam kontakt bo nie byłam w stanie sobie poradzic ze swiadomoscia ze widuje ta druga kobiete ani z mysla ze kiedy on sie nie odzywa to mzoe byc z nia. Było to zbyt trudne. Kobieta zreszta dbała tez o to zeby mocno zaznaczyc swój teren. Po 1,5mca walki ze soba, próbowałam też konsultacji z psychologiem, uznałam ze jestem gotowa na utrzymanie z nim kontaktu na stopie przyjacielskiej, ze sie uwolniłam i ułozyłam sobie w głowie. Przyczyna było tez po czesci to ze po drodze stworzylismy grupe znajonych, dosc blisko ze soba zwiazanych i nei chciałam tej grupy rozwijac, a jednoczesnie brakwało mi tego wsparcia emocjonalnego jakiego od dawna juz mi udzielał w ramach przyjazni przed czy w trakcie naszej relacji. Nie bedzie zaskoczeniem jak powiem ze bardzo szybko wrócilismy do siebie, on twierdził ze zakonczył relację z tamta kobieta i była pełania szczescia. Czas który obydwoje mielismy na przemyslenia okazał sie pozytywny, nie było wczesniejszych tarc, zrozumielismy bezsensownosc niektórych z naszych kłótnie i nauczylismy sie znalezc wspólne rozwiazania które jest satysfakcjonujacce dla obu stron. ale tym razem idylla trwała tylko kilka tygodni... Tamta kobieta nawiazała ze mna kontakt. Okazało sie ze zerwanie z nia kontaktu polegał na tym ze... po prostu zapadł sie dla niej pod ziemie. przestał odpisywac, oddzwaniac. zniknał. Domysliła sie z czego to wynikało wiec postanowiła ze mna porozmawiac zeby zrozumiec skoro z nim sie nie dało. Okazało sie ze jego nagła decyzja o rozstaniu wynikała z tego ze mnie z nia zdradził. Ona wtedy nie wiedziała o naszej relacji, powiedział jej dopiero po i zerwał kontakt, potem ten kontakt z nia odnowił, ale dopiero kiedy faktycznie ostateznie sie rozstalismy. Przedstawiła mi tez kilka inncyh faktów, w tym to jak sie o mnie wypowiadał i jak przedstawił nasza relacje. Po tej rozmowie byłam przekonana ze chce zakonczyc relacje z nim, jednak po długich przemysleniach postanowłam dac mu szanse sie wypowiedziec. Przyznał sie do zdrady, nie musiałam pytac, przyznał sie do tego ze zamiast szczerze wyjasnic kobiecie sytuacje po prsotu zniknał a mnie okłamał,. Zaprzeczył jednak temu co rzekomo mówił o relacji ze mna. I tu mu uwierzyłam - przez rok przyjazni zauwazyłam ze słowa które rzekoma padły z jego ust to nie sposób w jaki on sie o kimkolwiek wypowiada a juz na pewno nie o byłych partnerkach. Chciałam dac mu szanse i wybaczyc pod warunkiem ze pojdzie na terapie, ale... on z tej szansy nie chciał skorzystac. Powiedział ze powinnismy sie rozstac, ze on sie nie nadaje do zwiazku, ze jestem za dobra i nei chce mnie krzywdzic a niestety wie ze by to zrobił po raz kolejny wiec woli sie wycofac. Podjelismy decyzje o utrzymaniu przyjazni przynamnej tymczasowo zeby nie rozbijac grupy przyjaciół przez nasze historie. Na poczatku nie było łatwo, zdarzyło sie ze ze soba sypialismy ale finalnie po pół roku jestesmy bardzo bliskimi przyjaciółmi. Przestalismy ze soba sypiac na podstawie jego decyzji - ja pewnie sama nigdy bym jej nie podjeła i mimo próby inicjatywy z mojej strony był konsekwetny wiec postanowiłam szanowac jego decyzje. On twierdzi ze w jego zyciu nie ma zadnych kobiet, bo nie chce nikogo krzywdzic z powodu swojej niestabilnosci i skupia sie na innych priorytetach. I wierze bo poza wyznaczonymi celami wiekszosc czasu spedza ze mna lub naszymi wspolnymi przyjaciółmi. Nietypowe jest to jednak na czym polega nasza przyjazn: otóz ja nadal go kocham i wylądowałam w przedziwnym friendzone. W czasie wyjazdów zawsze przytulamy sie i spimy w jednym łózku, wszyscy nowo poznani ludzie mysla ze jestesmy para - podobno na podstawie tego jak rozmawiamy i patrzymy na siebie i jak sie w stosunku do siebie zachowujemy. Nasi wspólni znajomi w zasadzie traktuja nas jako pare. Zdarzyło sie ze wyjechalismy na weekend tylko we dwoje bo akurat nikt z paczki nie mógł dołaczyc. Poza tym on dobrze wie o moim uczuciu, cąły czas powtarza ze zadnych kobiet w jego zyciu. Ale jednoczesnie okazuje mi dosc duzo czułosci - oprócz przytulanai w czasie wspólnego snu sa to np buziaki w policzek, ale tez w czoło czy w ramie, troszczy sie o mnie i martwi sie moimi problemami ze zdrowiem. Jest bardzo opiekunczy, pojawia sie gdy widzi ze mam problem i wyczuwa na podstawie mojego zachowania ze jest zle i tak naprawde jest przy mnie zawsze gdy potrzebuje pomocy czy wsparcia. Ja po drodze tez spotykałam sie z kims, chodziłam na randki - po alkoholu powiedział mi o swojej zazdrosci. Jednak innym razem na trzezwo zaprzeczył bo niby czemu miałby byc zazdrosny. Ale w kwestii moich potencjalnych partnerów jest dosc krytyczny - kazda moja randka została przez niegho skrytykowana jako niespełniajaca kryteriów które mogłaby dac mi szczescie. Powtarza ze powinnam sobie znalezc porządnego faceta, ale jednoczescie w jego oczach zaden facet nie jest dla mnie wystarczajaco porzadny, Niestety im lepiej go poznaje, im wiecej o nim wiem, tymbardziej upewniam sie ze to człowiek którego kocham i chce kochac i ze mimo wszystko byłabym w stanie podjac kolejna próbe zeby mu zaufac i spróbowac zbudowac zwiazek. Zapytałam go czy nie mozemy byc razem tylko ze wzgledu na jego niestabilnosc i problem z zaangazowaniem czy ze wzgledu na to ze po prostu totalnie do siebie nie pasujemy, mozemy byc swietnymi przyjaciółmi ale nigdy nie stworzylibysmy dobrego zwiazku nawet gdyby był stabilny emocjonalnie. Powedział ze opcja 1 bo wg niego nei da sie ukryc ze bylibysmy idealna para gdyby tylko on potrafił sie zaangazowac. A ja mam mętlik w głowie... Z jednej strony kocham i chce go zatrzymac w moim zyciu jak najdłuzej, podswiadomie chyba po prostu próbuje doczekac do momentu w którym on dorosnie do zwiazku, zwłaszcza ze on tez nie ukrywa ze chce mnie w swoim zyciu zatrzymac i ze zalezy mu na mnie jako człowieku/ przyjaciółce. Ale z drugiej strony zastanawiam sie ile jeszcze jestem w stanie w tym wytrwac? i co jesli pewnego dnia on pozna kobiete w której sie zakocha, albo nawet zdecyduej sie spotykac z kims bez zobowiazan? jak sobie wtedy poradze? czy uschne z zazdrosci? jak bardzo bede cierpiec? I czy sama bede w stanie ułozyc sobie zycie majac tego czowieka cały czas w swoim otoczeniu ? odciecie sie jest trudne nie tylko dlatego ze wiazałoby sie z zerwaniem bardzo bliskiej przyjazni, ale bo jednoczenie któres z nas musiałoby zerwac kilka innych przyjazni i wycofac sie całkowicie z grupy....
  4. Gość

    Problemy

    Co mam zrobić żeby nie skrzywdzić ( seksualnie ) dziewczyny w której się zakochałem. Ja mam 15 dziewczyna 13
  5. Hej, piszę do Was z dość już upierdliwym dla mnie problemem:) Otóż od kilku lat mam nawracający problem jedzenia. Nie chcę mi się jeść, nie mam na to kompletnie ochoty. Jak już jem, potrafi mi się w pewnym momencie zrobić niedobrze, po prostu przestać jeść i dokończyć to jedzenie za godzinkę przykładowo. Przez to nie mam na nic energii, ciągle jestem zmęczona i nie do życia. Najchętniej bym leżała w łóżku i spała, nic w sumie dziwnego jak nie dostarczam sobie energii. Chciałabym wyjść na rower, czy spacer ale najzwyczajniej w świecie przez niejedzenie, nie mam na to ochoty. Dodatkowo przez to mam niedowagę, bardzo chciałabym przytyć, ale nie mam jak. Nie chcę mi się jeść, więc się nie ruszam i nie tyje. W związku przez to, również mi się psuję, bo nie mam sił na jakiekolwiek pieszczoty z chłopakiem czy na jakieś wyjścia na spacer Pracę mam siedzącą, przez to do niej nie potrzebuje sił. W tamtym roku miałam fizyczną pracę i jadłam więcej, ruszałam się i przytyłam. Gdy poszłam na studia to znowu wróciło, przestałam się ruszać i schudłam. To jest takie niekończące się koło, którego już mam naprawdę dość i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Gdyby tego wszystkiego było mało mam problem z jedzeniem przy obcych mi ludziach, potrafi mi się nagle zrobić niedobrze, wszystko mi się cofa i przestaje jeść. Przez to nie jem w restauracjach czy innych tego typu lokalach.Myślałam, żeby zacząć od rodzinnego lekarza, ale nie wiem czy to dobry pomysł. Czy lepiej już iść gdzie indziej. Nie wiem co to, podejrzewam to na tle psychicznym. Sama sobie z tym nie poradzę, jedyną moją pomocą jest chłopak. Bo rodzice uważają, że wymyślam. Proszę o pomoc.
  6. Cześć. Zastanawiam się nad jednym faktem , może to wyda Wam się dziwne ale nurtuje mnie pewna kwestia i bardzo liczyłabym na pomoc. Otóż jestem z partnerem 1,5 roku ,jest ode mnie 12 lat starszy. Chociaż mentalnie zachowuje się jak nastolatek. Mam 22 lata jest moim pierwszym partnerem. Zauważyłam ,ze na instagramie obserwuje dziewczyny które są skąpo ubrane , wyginają się przed lustrem i maja strasznie wyzywające pozycje i stroje. Mówi,ze się przebierają za cosplayer i to stroje mu się podobają a nie one. Chociaż większość pozuje tylko i wyłącznie z bielizna , rzadko która jest przebrana za kogoś, czytałam o tym. Dla mnie to ewidentnie oglądanie zdjęć pornograficznych gdzie dziewczyna pozuje kuso w bieliźnie lub bez i wygina się na wszelkie sposoby do lustra. Weszłam na jedną nawet i wyświetlił mi się jej Twitter ( kręciła filmiki porno) strasznie mnie to wstrząsnęło i czuje się jakoś mniej atrakcyjna. Czuje się po prostu dziwnie . W ogóle niedowartościowana ,brzydka itp. Kochamy się w sumie kiedy on ma ochotę. Czuje się z tym bardzo złe . Jestem zadbana osoba,szczupła , ćwiczę , zdrowo się odżywiam a ostatnio przy nim i chyba bardziej przez to co zobaczyłam czuje się strasznie. Mam się czego obawiać ? Czy to moje wymysły ? Czy to raczej normalne ? Czuje,ze mu nie wystarczam i musi przeglądać „gołe dziewczyny” i przez to czuje się zle sama ze sobą i nawet nie mam ochoty się z nim kochać. Proszę doradźcie mi coś, dzięki!
  7. Witam. Jestem tu nowa. Mam 24 lata, pracuje w jednej firmie z moim partnerem. Jesteśmy razem od 8 miesięcy a ja jestem na wykończeniu. Otóż mój luby leczył się na depresję. Przez leki, seks był... Beznadziejny? Ale jest cudownym człowiekiem, więc postanowiłam poczekać az odstawi leki. Gdy to się stało poprawa była tylko na chwilę. Seks jest dla niego stresem. Chodzi do seksuologa, póki co za krótko by cokolwiek ruszyło do przodu. Teraz kolej na mnie. Póki myślałam ze to przez leki, cierpliwie czekałam. Teraz, czuje się strasznie. Nieatrakcyjna, tak jakbym go nie pociągała. Rośnie we mnie złość, żal że dobrze wiedział że ma problemy z seksem, wiedział co przeszłam (ex zdradził mnie z babą w wieku mojej matki!) a mimo to wszedł do mojego życia. Boje się powiedzieć ze mam ochote na seks bo to nakręca spiralę. On się stresuje ze musi, jak się stresuje to nie wychodzi itd. Nie mogę być sobą, żadnych sprośnych tekstów, cokolwiek nie zrobię, nie uda mi się go podniecić. To mnie tak dobija.. Każda próba rozmawiania z nim kończy się jego smutkiem a co za tym idzie pogorszeniem w sprawach lozkowych. Jestem w zamkniętym kole. Nie umiem już udawać ze jest ok i ze jestem wyrozumiała. Mam swoje potrzeby. Nie czuje się atrakcyjnie gdy w żaden sposób nie działam na faceta. Jesteśmy młodzi, 3 razy w miesiącu to jednak dla mnie zdecydowanie za mało. Moje poczucie własnej wartości leży...
  8. Witam wszystkich. W którym dziale mogę zadać pytanie odnośnie mojej seksualnosci?
  9. Witajcie jestem młodą osobą 19 lat mój problem polega na tym ze ogólnie jestem meska. Zauważyłam że ogólnie nie jestem kobieca nie lubię jak ludzie odbierają mnie za kobieca. Np nie chce mieć męża dzieci ponieważ wtedy będę odgrywac damska rolę a ja wolę być jakby neutralna, nie lubię też jak ludzie mówią do mnie dziewczynka itp. Ogólnie kobiece zwroty. Ogólnie jak włożę sobie sukienkę szpilki to niby ok ale czuje się w tym i tak mesko. Tak naprawdę od 3 lat mama problem ze swoją tozsamosci plciowa i nie potrafię stwierdzić kim jestem to wszystko zaczęło się od obejrzenia filmu o osobie transseksualnej wydaje mi się ze przed tymi myślami wszystko było okej. Z jednej strony jak myślę kim jestem to nasuwa mi się w głowie ze kobieta ale mam wątpliwości właśnie dlatego ze jestem meska no i przejawiam takie zachowania jak wyżej. Co o tym myślicie może ktoś z was miał podobnie, czy da się coś zrobić żeby być i czuć się bardziej kobieco ?
  10. Mężczyzna, 24 lata. Problem odzwierciedlony już fizycznie - skurcze żołądka, wymioty... Nie trzyma mnie godziny czy dwóch, a conajmniej dzień, nawet dwa. Później wymiotów brak, ale schodzi ze mnie dopiero po kilku dniach. Akcja miała miejsce dwa razy. Za każdym razem po intymniejszym kontakcie. Za pierwszym, pare godzin wcześniej doszło do zbliżenia i namiętnych pocałunków, kontaktu fizycznego, ale nie seksu. Mieliśmy to odczekać do wieczora. Zaznaczam, że jestem prawiczkiem i miał być to mój pierwszy raz. Po drodze zjedliśmy coś, co jak później się okazało częściowo mogło być problemem - po prostu strucie. Przyszedł wieczór, a żołądek zaczął mnie skręcać. Kompletnie spanikowałem i nie wiedziałem czym to było spowodowane. Nie dość, że od początku był STRES, przed pierwszym razem, to jeszcze strucie… Ja spanikowałem, nie wiedziałem o co chodzi mojemu brzuchowi. Czemu się źle czuje? Czemu nie chce, żeby mnie dotykano? Czemu chce się schować i uciec? - O tym też później. Następnie moja partnerka BARDZO zmartwiła się całą sytuacją - myślała, że to przez nią. No i w dodatku też to mi dołożyło, bo jestem wrażliwcem i kiedy źle osobie którą kocham, mi też jest źle. Po prostu kumulacja stresu, emocji i nieświeżej sałatki. Ale to się powtórzyło… Za drugim razem stosunek był, tylko tak właściwie to nie do końca. Znowu długo czekaliśmy - i musze tutaj zaznaczyć, że bardzo często jestem przy niej… podniecony, ale to raczej normalne przy przytulaniu, czułościach itd. Idąc dalej - było mnóstwo pieszczot, później się to bardzo rozkręciło. Mieliśmy przejść dalej, ale… Ja tam na dole nie dałem rady, praktycznie przez cały czas miałem z tym problem, z nielicznymi momentami… Skończyło się tak „w miarę”, ale w inny sposób. Położyliśmy się, po czym partnerka bardzo się tym zmartwiła i zaczęła myśleć, że coś z nią jest nie tak. To mnie jeszcze bardziej zmartwiło i wtedy się zaczął problem z żołądkiem. Całe moje ciało mówiło mi wtedy: nie zbliżaj się i nie dotykaj, bo boli mnie brzuch i jest mi niedobrze. Zawsze uciekałem od problemów. Zawsze potrzebuję się schować. Mam tak od zawsze. Nasilało się to chyba stresem, i negatywnymi uczuciami. Partnerka za drugim razem chciała rozwiązać ten problem od razu i rozmawialiśmy. Bardzo dużo negatywnych emocji, wątpliwości, poczucia braku własnej wartości z obu stron. Mam wrażenie, że pogrążamy się złymi emocjami. Ona zaczyna wątpić, a ja zamiast pocieszyć martwię się razem z nią i przybywa tego coraz więcej. Na szczęście jest bardzo silna i przebija po jakimś czasie swoje granice dla mnie. Opiekuje się mną, szuka rozwiązań i przede wszystkim bezgranicznie kocha i akceptuje we mnie wszystko. Dużo o tym wszystkim rozmawialiśmy. Chce się pozbyć… wymiotów, tego stresu już bez powodu. Chce zostawić przeszłość za sobą. Pomiędzy tymi gorszymi razami, spotkaliśmy się na krócej, tylko pogadać i pospacerować - wtedy było okej. Chociaż, nie zabrakło wtedy pocałunków i bliższego kontaktu do pewnego stopnia, bo to tylko spacer. Muszę wspomnieć o swojej przeszłości bo myślę, że to ma największy wpływ. Najwidoczniej dalej się za mną ciągnie. Zostałem BARDZO dotkliwie zraniony przez moją pierwszą miłość. Tragiczny i toksyczny związek. Przeżywałem wszystkie jej problemy, byłem w nią wpatrzony i chciałem pomóc jak tylko mogę... ale tego nie robiłem. Nie potrafiłem. Tylko BYŁEM. Zostawiła mnie dla innego po jakoś 6-7 miesiącach. Z tym, że było to aż 7 lat temu. Od tamtego czasu ani jednej partnerki, chociaż szukałem (słyszałem, że bardzo wybrednie). Niestety wpłynęło to na mnie w ten sposób, iż oddalałem się od WSZYSTKICH ludzi i zamykałem się coraz bardziej. Jestem ogólnie wycofanym gościem. Nie przepadam za spotkaniami na piwie z kumplami z pracy itd. Wpływ zerwania, jak się chyba teraz okazuje jest taki, że wciąż chce uciekać. W sumie od zawsze uciekam albo się chowam od problemów. Wszelkiego typu, na każdej płaszczyźnie życia. Później (z dwa lata temu, od teraz) miałem ogromny problem z bratem, który wylądował w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym, za bardzo poważne - z czasem, bo kłótnie w domu z nim były od zawsze - bójki i właśnie kłótnie z moimi rodzicami. Teraz jest z nim dużo lepiej, odsiedział, chyba wyzdrowiał, ale za mną ciągnie się to dalej… Wycofanie, moja nadmierna wrażliwość, empatia, stres, dłuuugi okres samotności fizycznej i psychicznej. Nie wiem jak się tego pozbyć i teraz trochę boimy się intymności. Przejdzie z czasem? Lepiej, nie przekonywać się na własnej skórze, czy jeszcze gorzej skórze mojej ukochanej. Rozmawiamy o tym wszystkim. Ale może specjalista pomoże?
  11. Cześć, jestem tu nowa i mam dość szczególny problem. Jak tylko ktoś z kim rozmawiam na co dzień lub flirtuję przestanie poświęcać mi uwagę i o to zabiegać wpadam w ogromnego doła. Nieproporcjonalnie, śmiesznie wielkiego jak na nieistniejący problem. A najbardziej nieznośna jest dla mnie sytuacja w pracy. Pracuję z raczej maskulinistycznym zespołem, który w momentach wolnych od pracy głównie deliberuje nad urodą kobiet spoza pracy, bądź to młodszych stażystek, bądź pięknych słabo znajomych/nieznajomych kontrahentek. Temat pojawia się praktycznie codziennie, pracuję z nimi w jednym pomieszczeniu i nie mogę znieść tego, jak oni się na nie napalają. Wpadam w nerwowość, czuję zagrożenie, cała atmosfera pracy z fajnymi ludźmi psuje się przez ten jeden tylko temat, na który nigdy nie zabieram głosu. Patrzę później w lustro doszukując się wad i oczywiście je znajduję. Inwestuję w najdziwniejsze środki do poprawiania urody, wklepuję, masuję, szoruję, maluję, depiluję, bo czuję przymus. Jeśli zaniedbam wygląd na kilka dni, czuję się nic nie warta. Podobnie jak wtedy gdy w otoczeniu pojawi się młodsza i atrakcyjniejsza kobieta i widzę ich teatr nerwowej popisówy wokół niej, całowania rączek i nadskakiwania (!). Niepojęte i nie do zniesienia jest dla mnie zarówno ich zachowanie, jak i fakt, że w takim stopniu na mnie wpływa i zależy od niego moja samoocena. A pracę samą w sobie lubię bardzo, wiec jej zmiana nie jest dla mnie rozwiązaniem. Do tego mam 26 lat. Mimo że wciąż jestem młoda i jeszcze jakiś czas pewnie będę, czuję parcie i ogromny nacisk żeby zachować obecny stan jak najdłużej, a raczej polepszać go w nieskończoność. Boję się najmniejszych oznak starości. Moja zaburzona optyka może być spowodowana tym, że mężczyźni w mojej rodzinie nie do końca cenili w kobietach intelekt, do tego stopnia, że potrafili wejść w małżeństwo z zupełnie niedopasowaną osobą, byle móc pochwalić się atrakcyjną partnerką. Z tego też powodu nie ominęło mnie ciągłe porównywanie przez nich mojej urody do koleżanek, piętnowanie wad i komentowanie mojego wyglądu na każdym kroku. Dorastałam praktycznie bez otoczenia kobiet i to jedyny znany mi punkt widzenia. Więc ta męska perspektywa mnie atakuje. Sprawę pogarsza fakt, że będąc atrakcyjną osobą można ugrać w życiu naprawdę sporo, i staram się urok osobisty traktować w kategorii przydatnego narzędzia, niestety pałając zawiścią do każdego, kto ma go więcej i potrafi używać lepiej. Być może mam to z czasów kiedy pierwsza miłość z dnia na dzień mnie olała dla dziewczyny ładniejszej, delikatniejszej i lepiej zrobionej, która akurat pojawiła się w otoczeniu i ukradła mi show. 😒 Obecny partner też mówi mi, że ta kwestia jest dla niego bardzo istotna. Samoocena mi się sypie przez jakieś bajdurzenie w pracy nad anonimowymi laskami i napady zazdrości na zasadzie "czemu o mnie tak nie mówią?", (gdzie nawet nie wiem, czy mówią czy nie - przecież nie będą się mną zachwycać w mojej obecności). Ale nie mam odwagi im powiedzieć: "hej, wstrzymajcie ten testosteron, nie jestem tu z wami na piwie", albo że to ogólnie mało dżentelmeńskie zachowanie, bo boję się, że okażę się śmieszna. Na poziomie logicznym wiem że to żałosne i ukrywam te zachowania, ale emocjonalnie mnie to wykańcza. Problem tkwi we mnie bardzo mocno i wykracza daleko poza ramy bycia atrakcyjnym dla czucia się ze sobą dobrze. Chciałabym nad tym popracować samodzielnie. Szukam rady. Witam Was serdecznie. 🙂
  12. Mam 19 lat i miałam jednego chłopaka. Był on moim pierwszym partnerem. Dobieranie sie do mnie zaczął dość szybko. Nie protestowałam. Na współżycie wolałam zaczekać. Początkowo działało asertywne nie. Później działał mój płacz (gdy próbował czegoś więcej). Doszliśmy do etapu gdzie byłam zmuszana, trzymał mi ręce, nogi, podduszał, ciągnął za włosy byleby osiągnąć cel. Nie reagował na to, że sprawia mi ból i nie chce współżyć. Sytuacja powtarzala się przy każdym spotkaniu przez około 4 miesiące. Na koniec zwiazku zrzucil mnie ze schodów. Dodam że mam ojca alkoholika który tez stosowal wobec mnie przemoc psychiczna i fizyczną. Teraz mam nowego partnera. Jestesmy razem 7 miesięcy. Na początku próbowaliśmy wspolzyc lecz nie udało się. Od dłuższego czasu nie mam ochoty na żadna bliskość nawet przytulanie. Domyslam sie ze problemem jest moja przeszłość, ktorej nie potrafie zaakceptować. Moj partner wie o wszystkim. Nie potrafi zrozumieć tego ze nie mam ochoty na nic przez tak dlugi czas. Nie wiem czy to ważne ale od roku zazywam tabletki antykoncepcyjne lecz nie uwazam ze maja ogromny wplyw na moje libido bo na poczatku zwiazku to ja inicjowalam kazda probe zblizenia. Czy mam szanse na rozwiazanie mojego problemu bez terapeuty? Czy da sie to jakos przełamać?
  13. Witajcie. Borykam się z pewnym problemem. Otóż... Z moja aktualną partnerką jestem w szczęśliwym związku od półtora roku. Jesteśmy szczęśliwe, dogadujemy się bardzo dobrze oraz żyje nam się doskonale, ale mam pewien z nią problem i nie mam pojęcia czym to może być spowodowane. Przy zbliżeniach w łóżku ona ode mnie ucieka, nie daje mi się albo nie chce. Seks jest natomiast zazwyczaj jednostronny. Niby nie miała żadnych przykrych wspomnień z seksem, ale nie rozumiem dlaczego aż tak? Jeżeli chcę ją dotknąć, popieścić zazwyczaj mówi że nie chce i nie ma ochoty, albo ma okres, albo jest przed okresem i po. Trochę mnie to męczy bo nie wiem co mam zrobić.
  14. Mam 25 jestem studentem i od roku mieszkam sam. Wyprowadziłem się z domu ponieważ było to toksyczne miejsce mieszkałem z matką, która piła, jej bratem, który też pił i stosował wobec mnie przemoc i ich matką, która była w porządku wobec mnie aczkolwiek też nie było łatwo się z nią porozumieć. Z ojcem nie mam kontaktu. Decyzja o wyprowdzce była bardzo dobra, bardzo szybko się usamodzielniłem, mam święty spokój, zyskałem odwagę i w moim życiu zaczęło się dużo dziać. Niestety od paru tygodniu dzieje sie coś niefajnego. Mój nastrój strasznie się obniżył i popadłem w straszną apatię. Wszysyko się zaczęło po tym jak zostałem zwolniony z pracy, z którą wiązałem duże nadzieje. w czerwcu kończe studia i do tego czasu finansowo wspiera mnie matka i strasznie głupio mi brać od niej pieniądze. Mam problemy ze.wstawaniem rano i strasznie ciężko mi się zabrać za naukę. Wszystko to potęguje uczucie samotności, które towarzyszy mi od zawsze. Nie potrafiłem nawiązać relacji z żadną kobietą. W efekcie więcej czasu spędzam na oglądaniu pornografii. Już nie mam wątpliwości że jestem uzależniony bo nie mogę wytrzymać bez tego więcej jak 48h. Przyjaciele którym o tym mówiłem nie rozumieją mojego problemu. Mówią że to chwilowe i że nie ma w tym nic złego i że sami mają częste kontakty z pornografią. Tylko że moja sytuacja jest inna bo oni są w związkach a jeszcze nie współżyłem z kobietą i nie chce tego oglądać a czuję przymus. Mój problem z nawiązywaniem relacji jest dziwny, bo jestem osobą otwartą, mam wielu znajomych, ciekawe zainteresowania i wyglądam dobrze bo uprawiam dużo sportu. Mimo łatwości w nazwiązywaniu kontaktów z kobietami zawsze był problem. Nie wiem czy to przez to że jestem dda, czy to że kobiety mnie źle traktowały czy po prostu brak śmiałości przez to że jestem prawiczkiem. Czuje obecnie straszną frustracje bo nie wiem jak rozładować napięcie seksualne a mam bardzo wysokie libido. W wakacje wybiore się do specjalisty bo póki co nie mam na to środków ale problem cały czas jest. Bardzo proszę o pomoc.
  15. Witam. Jestem 23-letnią dziewczyną. Od niespełna roku mam kochanka, jest starszy o 12 lat. Łączy nas głównie seks, ale oczywiście też rozmawiamy ze sobą, troszczymy się o siebie, łączy nas pewna więź. Mniej więcej 4 miesiące temu nasza relacja się popsuła. Miał wypadek samochodowy, stał się trochę innym człowiekiem, z tego co się pozniej dowiedziałam kontakty mu się popsuły też ze znajomymi, z rodziną. Nie rozumiałam tego że jego zachowanie może być spowodowane stresem powypadkowym. Przez dłuższy czas się nie widzieliśmy, nie było między nami tak jak dawniej, czułam się samotnie. Umówiłam się przez portal randkowy na seks spotkanie z pewnym mężczyzną. Przyjechał po mnie, wysiadł z samochodu i wydawał się naprawdę w porządku. Okazał się jednak dosyć dziwnym człowiekiem, w pewnym sensie odpychającym. Niby wszystko w porządku, bardzo przystojny, ale coś mnie w nim odrzucało. Po prostu nie czułam że chcę z nim uprawiać seks. Mogłam po prostu się z nim pożegnać i nie robić czegoś na co nie mam ochoty. Tylko że okropnie się bałam że coś mi zrobi, nie znałam go, i nie wydawał się do końca zrównoważony psychicznie. Bałam się też że jeżeli go wystawię to żeby się na mnie zemścić udostępni moje nagie zdjęcia. A więc doszło do stosunku, trwało to ok 2 godzin, dosyć wcześnie wyszłam, tłumaczyłam się że jeszcze go dobrze nie znam i nie czuję się zupełnie komfortowo. Po tym wszystkim czułam do siebie ogromne obrzydzenie. Nie chodzi o sam seks, chodzi o to że uprawiałam seks z kimś kto mi zupełnie nie odpowiadał seksualnie. Teraz już rozumiem że umawianie się na takie spotkania jest okropnie głupie, nie wspominając już o zdjęciach... No ale stało się. Minęło trochę czasu, właściwie już o tym zaczęłam powoli zapominać. Męczyło mnie jedynie to że ukrywam coś przed moim partnerem. Przyznałam mu się. Nie sądziłam że zareaguje w ten sposób, oskarżył o zdradę i że bardzo go zraniłam. Przepraszałam i obiecywałam że to już nigdy się nie stanie. Nasze relacje już się poprawiły, wiele sobie wytłumaczyliśmy, tylko myślę że nadal mi nie wybaczył do końca i ma do mnie o to żal, od tego czasu minęły 2 miesiące. Teraz prawie codziennie się tym zadręczam i nie potrafię się od tego odciąć. Jak sobie wybaczyć i przestać się zadręczać?
  16. Nie jestem pewna, czy to jest normalne. Jestem 30 letnia kobieta będąca w związku. Jest to dla mnie wstydliwe ale nigdy w życiu nie oglądałam filmów porno, mam tez ogromny problem gdy oglądając tv w danym momencie jest scena erotyczna. Bardzo mnie to zawstydza i nie wiem gdzie mam podziać oczy. Mój partner nie ma tego problemu ale moje zachowanie stało się problemem w naszym związku. Twierdzi ze ograniczam jego wolność jeśli chodzi o swobodne oglądanie tv. Twierdzi tez ze nie mam podstaw do tego żeby aż tak reagować. Ostatnim razem po prostu wyszłam z pokoju bo nie potrafiłam się powstrzymać od komentarzy i byłam tak bardzo zawstydzona. Zaczęłam się zastanawiać co jest ze mna złe? Dlaczego nie potrafię jak każda normalna kobieta w związku po prostu oglądać z pozory najwyklejsze filmy. Proszę o pomoc.
  17. Witam serdecznie, od dłuższego czasu borykam się z pewnym problemem, nazwijmy to akceptacją partnerki. Jestem w prawie 3 letnim związku, jak w każdym były lepsze i gorsze momenty ale uważam, że obojgu nam zależy i zawsze staramy się rozwiązywać problemy, rozmawiać i przede wszystkim znajdować kompromis. Od niedawna zacząłem odczuwać presje z jej strony, jej znajomych oraz rodziny. Zaczeło się od sylwestra tego roku ponieważ prawie każda osoba, która do niej dzwoniła z życzeniami mówiła, że życzy jej że się w tym roku oświadczę (mam 25lat, ona 21). Na co moja partnerka odpowiadała, że to nie od niej zależy ale też na to czeka i wiele razy dawała mi jasne sygnały, że by chciała chociaż w naszych rozmów wynika, że jesteśmy jeszcze za młodzi na ślub. Uważam jednak, że chciałaby być już nażeczoną. Problem w tym, że ja nie jestem pewny czy to ta jedyna. Z drugiej strony jeśli nie mam pewności to dlaczego to ciągnę? Bije się z myślami od dawna i już mnie to męczy. Mam wrażenie, że chciałbym ją zmieniać. Dobrze mi w relacji z nią ale myśląc o przyszłości czuje niepewność. Myślę, że najwyższy czas znaleźć problem i go rozwiązać albo to zakończyć z szacunku do niej i nie marnować czasu, który mogłaby spędzić z kimś pewnym swoich uczuć. Jestem osobą, która bardzo dużą wagę przykuwa do wyglądu, gdy się poznaliśmy podobała mi się lecz bardziej przyciągnął mnie do niej jej charakter. Wtedy już miała pare kilo za dużo,ale w normie. Teraz przytyła znacząco. Nawet znajomi czy rodzina potrafią jej docinać z tego powodu. Ja próbowałem ją wspierać, motywować, proponowałem wspólne aktywności lecz widzę, że to dla niej wielki problem. Sama nie lubi swojego ciała i często narzeka, lecz nic z tym nie robi, brak jej samozaparcia. Po wielu próbach doszedłem do wniosku, że jestem bezsilny i odpuściłem. Skupiłem się na sobie, mimo że nie miałem problemów ze zbędnymi kilogramami to od stycznia wziąłem się za siebie, zacząłem ćwiczyć, lepiej się odżywiać i czuje się fantastycznie. Już zgubiłem kilka kilogramów i wzmocniłem mięśnie. Przez moment widziałem, że ją to zmotywowało, też zaczeła ćwiczyć ale po pewnym czasie widziałem brak systematyczności, szukanie wymówek i śmieciowe jedzenie. Oczywiście pojawiały się chęci podjęcia diety ale zakańczane wymówkami, że brak czasu, że praca itp. Dochodziło do tego, że nie miałem ochoty na stosunek, widok jej nadmiernych kilogramów pod prysznicem sprawiał ze odwracałem zwrok mimo, że seks zawsze był udany. Boję się, że to się nie zmieni i w przyszłości będzie tylko gorzej i nigdy tego nie zaakceptuje i nie będzie mnie już pociągać tak jak wcześniej. W pozostałych kwestiach jest dużo lepiej, myślę że na prawdę ją kocham, ufam jej i nie chce rezygnować z tej relacji bo poza tym aspektem wizualnym układa nam się bardzo dobrze. Pytanie czy starać się ją zmieniać, czy odpuścić i zakończyć ten związek? Próbowałem to zaakceptować ale z czasem widziałem po sobie, że jest to dla mnie zbyt trudne. Choć często mam myśli, że moge nigdy nie spotkać drugiej takiej osoby z tak wspaniałym charakterem, która będzie mi bardziej odpowiadać pod względem sylwetki. Co o tym myślicie? Proszę o pomoc i pozdrawiam
  18. No mam spore zaburzenia nastroju, wiele razy słyszałam, że powinnam się leczyć, byłam nawet u seksuologa Lwa Starowicza. A czemu? Bo w przeciewieństwie do tego co było kilka lat temu zmieniłam stosunek do mężczyzn.Wiem już, że nie potrafią kochać, nie są do tego zdolni. A do czego są? Do seksu, gdyby nie popęd seksualny w ogóle kobiety ich nie interesowały? Jak to szło? " Dopiero jak mężczyzna się zestarzeje i demon seksu go opuści to jest w stanie dotrzec w kobiecie człowieka". Dla mężczyzny poza atrakcyjnością i względnie możliwością urodzenie facetowi dziecka kobieta nie ma żadnej wartości. Pan Rafał wiedząc o tym doskonale postuluje by mężczyźni jak już muszą się żenić to niech żądają intercyzy, wiedząc jaka jest ich natura? Że mogąc s....r......ić do młodszej to to zrobi. To fajnie. Świetny plan. Czekam jeszcze na audcyję o tym jak uniknąć aliemntów. Kobiety potrzebują miłości. Mężczyżni kopulacji i tyle. Kobiety uczuć wyższych. Mężczyźni zaspokojenia prymitywnych instynktów. Ale to faktycznie z kobietami jest coś nie tak. Ale spoko ja w sobie tę potrzebę staram wyrzucić, a że seksu tym bardziej nie potrzebuję w erze wibratorów. To win - win. Każdy podobny materiał przybliża mnie do sukcesu. Bo dla nikogo dupą być nie zamierzam.
  19. Witam. Jestem Natalia i mam 18 lat. Pochodzę z małej miejscowości. W ostatnim czasie pojawiły się u mnie natrętne myśli na tle nerwicowym. Są one ukierunkowane na moją orientację. Zacznijmy od tego że odkąd pamiętam podobali mi się chłopcy. Czułam do nich chemię i zastanawiałam się jak mogę się do nich zbliżyć. Chciałam z nimi wchodzić w związki, nieco później wchodzić również w bliższe stosunki seksualne. Całowanie i inne tego typu rzeczy sprawiają mi dużą przyjemność. W dzieciństwie nie miałam zadnych problemów które mogłyby mieć wpływ na zmianę orientacji. Ubierałam się jak dziewczynka i spędzałam wolny czas na spotkaniach z koleżankami. Mam teraz chłopaka od prawie pół roku. Jest nam ze sobą bardzo dobrze. Nasze popędy seksualne są również zaspakajane i oboje czerpiemy z tego satysfakcję. Często jest tak że to ja nie potrafię się powstrzymać i zaczynam dotykać go w miejscach intymnych, bo czuję się tak podniecona samą jego obecnością. Sprawia mi to dużą przyjemność. Jesteśmy ze sobą bardzo zżyci. Kilka miesięcy temu moja mama miała wypadek w związku z czym było wysokie ryzyko że może umrzeć. Choroba w obrębie mózgu. Wywołało to we mnie traumę. Zawsze prosiłam tatę żeby na bieżąco informował mnie co się z nią dzieje a on tylko mówił że jest dobrze. Potem podczas rozmowy słyszałam że stan pogorszył się i będzie wykonywana operacja co wpędziło mnie w jeszcze większą rozpacz. Mama jest już w trakcie rehabilitacji. Ale nie o tym moje pytanie. Chłopak wyjechał na miesiąc. Z początku bardzo mi go brakowało. W związku z jedną natrętną myślą nie mogłam się skupić na tym żeby z nim porozmawiać. Wbiła mi się ona do głowy i nie odstępuje a brzmi "jestem homoseksualna?". Nie wiedziałam jak na to zareagować. Ta myśl pojawiła się z nikąd. Nigdy noe myślałam nad tym. Pierwszą reakcją była rozpacz że nie chcę tracić chłopaka bo jest dla mnie wspaniały i go bardzo kocham. Nigdy nie podobała mi się idea stanowienia związku, albo dojścia do zbliżenia z kobietą. Nawet dzisiaj koleżanka proponowała mi pocałunek ale odmówiłam bo nie czuję takiej potrzeby. Myślę że mogłabym zrobić to bardziej z samej ciekawości ale jak widzę to w codziennych sytuacjach to nie jestem tym zachwycona. Myśli, wbrew mojej woli, pojawiają się w głowie i zmuszają mnie do widzenia siebie z kobietą w stosunkach seksualnych co jest dla mnie męczące uciążliwe i lekko obrzydzające. Jeśli powiem sobie że wszystko już sobie w sprawie tych wątpliwości wyjaśniłam kładę się spać i budzę się z tą samą myślą w głowie. Nie daje mi ona normalnie funkcjonować i sprawia że nie mam ochoty na banalne czynności takie jak dla przykładu słuchanie muzyki co uwielbiałam. Dodam do tego że chłopak mnie wciąż w 100% pociąga i podnieca. Wyczekuje bardzo jego powrotu ale te myśli nie dają mi żyć. Myślę że natręctwa pojawiły się już w chwili kiedy bałam się o niechcianą ciążę i mimo że wszystko (2 miesiączki multum testów i wizyta u ginekologa) mówiło że w niej nie jestem ja musiałam zrobić conajmniej jeden test na dwa dni żeby nie czuć się nękana przez myśli. I tak przez 2 miesiące. Potem 2 tygodnie przerwy i teraz mam tą myśl o orientacji. Dodam że kobiety jako osoby mi się podobają i porównuję je do siebie. Uznaje je za piękne i często się im przyglądam. Ale to chyba normalne. Nigdy w kobiecie nie byłam zakochana. Czy sytuacje które opisałam mogą wskazywać na to że były (i są) to natręctwa nerwicowe? Czym objawiają się te odnośnie orientacji? Czy wizyta psychologiczna pomoże? I czy orientacja może się zmienić z dnia na dzień?
  20. Jestem kobietą, mam 29 lat. Związek z obecnym partnerem zaczęliśmy 9 lat temu. W między czasie 2 razy opuściłam go ze względu na dużą otyłość (przy wzroście 195cm waży 170kg, ma 29 lat). Bardzo go kocham, jest cudowny z charakteru i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Parę lat temu postanowiłam, że co by się nie działo, to nie zostawię go ze względu na jego wagę. Uważam za okropny fakt, że zrobiłam to 2 razy. Mam problem z seksem, po prostu nie mogę się zmusić. Odrzuca mnie na samą myśl, a nie robimy tego już ze 2 lata, wcześniej rzadko. Mi to przeszkadza, jemu jeszcze bardziej. Mam wyrzuty sumienia, tym bardziej, że mój partner wcale się nie obżera, choć mógłby zamienić parę nawyków żywieniowych na lepsze. Taka jego uroda, że jest gruby, zawsze był i zapewne będzie. Jesteśmy ze sobą tyle lat i nadal bardzo się kochamy, ale ten nieszczęsny seks nas dołuje Nie wiem jak sobie poradzić? Jak zaakceptować jego fizyczne warunki?
  21. Dzień dobry! Jestem studentka na ostatnim roku, mam 24 lata. Odkąd pamietam miałam problemy z nawiązywaniem jakichkolwiek kontaktów międzyludzkich, nawet matka mi mówiła, ze jako dziecko wybierałam sobie max 2 dzieci, z która się bawiłam( w tym również stosunki seksualne- nie sprawia mi to jakiejś niesamowitej przyjemności). Niestety, to nie jest jedyny problem. Nie specjalnie mnie interesuje co kto ma do powiedzenia, i tak zdaje sobie z tego sprawę, ze mam się nauczyć słuchać bla, bla... ale nie potrafię. Często stawiam siebie ponad wszystkich i uświadomiłam sobie to na studiach. To tworzy problem w związku, w którym jestem już 7 lat. Nauczyłam się po prostu udawać, ze coś mnie interesuje, a zainteresowanie sexem również niezle udaje, bo miałam dość kłótni o to, ze nigdy nic nie inicjuje. Nie umiem rozmawiać z obcymi i w ogóle odnalezienie się w jakiejś grupie graniczy z cudem. Potrafię płakać jak mam wejść w tłum ludzi. Nie umiem określić co czuje, chyba ze są to stany bardzo wyraźne. Np. Dajmy na to- jadę na wakacje, uwielbiam to , no to się ciesze- proste. Ale aktualnie... trudno mi opisać moje uczucia. I tak sobie leci dzień za dniem, wszystko mnie przeraża, zamykam się w gronie zaufanych ludzi, z którymi rozmawiam od czasu do czasu i to często przez messengera, bo mieszają daleko , a nawiązywaniu nowych znajomosci nie widzę sensu, bo Ci, których znam się sprawdzają. Stad pytanie jak w temacie: czy to jest jakieś zaburzenie związane jakimiś przeżyciami traumatycznymi? Wiem, ze to ściana telstu, a i tak nie opisałam tego tak jak chciałam. A bije się z tym już od bardzo dawna( odkad pamietam).Dodam, ze moi rodzice i ich rodziny nie do końca sa zdrowi psychicznie jak na moje wprawne oko. Z czego w rodzinie ojca sa na pewno 3 os. Ze zdiagnozowana schizofrenia (moja kuzynka,kuzyn, babcia). U mojej mamy wszyscy są zbyt nerwowi i przewrażliwieni. Do tego średnio u nich z inteligencja. Pozdrawiam i mam nadzieje, ze nie przesadziłam z objętością tekstu.
  22. Witam. Moim problemem jest to ,że kiedyś już bylem u psychiatry brałem leki potem odstawiłem z porozumieniem z lekarzem ale po latach musiałem wrócić po pomoc bo zaczęły się cuda ze mną dziać w pracy(objawy psychosomatyczne) mam pracę z ludźmi i w pewnyn momencie z powodu dlugo tlumionego stresu zacząłem jakby mdleć nogi robiły się miekkie i tak jakbym odczuwał potrzebę iść do ubikacji...odchodzilem od klienta objawy ustawaly.Wracałem do klienta to samo...przyspieszony oddech z obawy o to co się stanie...pojechałem na zakupy przyjemna rzecz...wszedłem w tlum ludzi to samo...teraz już zchodze z leków i objawy wspominane wiadomo ustapily choć wiem ze ciężko mi bedzie bez pomocy jakis tabsow bo jak trafia się np wredny klient czuje że jestem bardziej nerwowy i ogólnie do drzenia rąk niewiele brakuje a ogolne to mam wstręt do ludzi już bardzo mnie wkurzaja i przeradza się to w irytację i frustracje bo ludzi czesto są wredni a dodatkowo ja sam sobie nie radze ze sobą co mnie jeszcze bardziej irytuje... Najgorsze jest to że świadomy mój rozum wie że jestem świetnym fachowcem w swojej dziedzinie a i tak wkrada się niepokój zwłaszcza gdy mam do czynienia z "ciężkimi"osobnikami tracę pewność siebie a gdy przyjmuje sztuczna poze i mowę ciała maskujacą moja niepewność ze stresu spinaja mi się mięśnie wokół szyjii...potworny ból Drugi biegun który nie pomaga to moje życie prywatne Miałem kilka partnerek atrakcyjnych bardziej lub mniej tych które MNIE zostawily i jedną która ja zostawiłem. Problem polega na tym ze bez kobiety przy boku moje poczucie wartości strasznie spada i ostatnia partnerka musiałem ja zostawić ze zdrowego rozdadku ponieważ relacja z nią byla nie do zniesienia i mimo że nie znoszę samotności zdrowy rozsądek wygral. Ten brak pewności SIEBIE w relacji z klientami czy tez obcymi a nawet rodzina bliższą dalsza jest takze w kontaktach z kobietami tyle ze jeszcze gorzej. Moje poczucie wartości jest bliskie" 0" pewność siebie tym samym.. Wiele osób widzi i mówi mi że jestem przystojny wiec powinienem mieć ułatwione zadanie ale przez te lęki mój potencjał się marnuje na poznanie kogoś fajnego,bo niestety jesli grunt prywatnego życia cierpi przenosi się to także na pracę i na odwrót dochodzi frustracja z obecnego stanu rzeczy i zaczyna się brak chęci do czegokolwiek i wiary... Robię co moge siłownia itp wyjść gdzieś czy coś ale to za mało ciągle czuje ze ten brak pewności SIEBIE zabiera mi radosc z życia SłysZałem o alternatywie środek 5 htp Czy ktoś może powiedzieć czy mial dobre efekty po tym i czy by bylo odpowiednie na zaradzenie mojej sytuacji...czytałem tylko to co w necie może tu ktoś się wypowie ktomial podobny problem a mu pomogło Będę wdzięczny za każdą pomoc
  23. Jestem najgorszym człowiekiemTo był związek na odległość, znaliśmy się lekko ponad cały rok z tym, że nigdy się nie spotkaliśmy. Tak wiem dziwne "rok się znać i ani razu się nie spotkać na żywo, skąd wiesz w ogóle, że to miłość skoro się nawet nie widzieliście na żywo". No cóż, jakoś tak wyszło. Od niedawna powiedziała, że już do mnie nie czuje tego co na początku, wypaliło się. Rozumiałem ją, podszedłem na spokojnie i próbowaliśmy jakoś to rozwiązać. Ciągle płakała, bo chciałaby mnie kochać, a nie potrafi już. Zaczęła mówić, że nie chce mnie ranić, bo w jej oczach jestem taki wspaniały i dobry. No właśnie, w jej oczach. Wtedy pękłem i wyjaśniłem jej jak bardzo jestem spie*dolony i jak mocno ją raniłem przez cały ten czas. Ku*wa, nie jestem w stanie zrozumieć czemu robiłem tak po*ebane rzeczy. Co mianowicie? Właziłem na Omegle i pokazywałem swoje intymne części (czasem nawet masturbacja) innym tam po*ebom. Nieregularnie, ale raczej nieczęsto, raz w miesiącu, może raz na dwa, nie wiem. Nie zmienia to faktu, że to robiłem. Ale to nie wszystko. Wszedłem raz na czat gdzie się losuje ludzi. Nie pamiętam jaki, ale też dla jakichś zboczeńców. Podawałem się tam za lesbijkę i spotkałem inną (oczywiste, że to był facet, ale nie załapałem od razu), która chciała zdjęcia. Tak ku*wa, wysyłałem półnagie zdjęcia swojej dziewczyny w zamian za zdjęcia jakiejś losowej lochy z internetu. Kiedy indziej siedziałem na GG i znalazłem jakąś lochę co się do mnie przystawiła i wymienialiśmy się zdjęciami. Pokazałem jej genitalia i (DOPIERO) wtedy mnie tknęło, że ku*wa robię źle i usunąłem to konto w pi*du. Najgorsze jest to, że w trakcie tych czynności ja nawet nie myślałem, że robię źle. Nie myślałem o swojej dziewczynie, ani o tym jak bardzo może ją to zranić. Dopiero po wyłączeniu takiego Omegle dostawałem kopa w żołądek i do mnie docierało, ale też nie zawsze, dopiero po paru razach zaczęło do mnie dochodzić. Dodatkowo to nawet mnie nie podniecało jakoś specjalnie, nie wiem czemu to robiłem, jakaś chora ciekawość kazała mi tam włazić i siedzieć. Powiedziałem jej wszystko, a ona zachowała się naprawdę dojrzale i racjonalnie. Zważywszy na to, że już mnie zwyczajnie nie kocha, a do tego ją zdradziłem, oszukałem i wykorzystałem to zdecydowała, żeby zakończyć tę znajomość. Błagałem ją, żeby mnie nie zostawiała, bo to jest jedyna osoba w moim życiu, którą tak kocham i kiedykolwiek kochałem i tylko ona była mi tak bliska pomimo tego dystansu.Nie mam już szans u niej, ani jako chłopak, ani jako kolega i się jej kompletnie nie dziwię, bo jestem skończonym śmieciem. Czuję się najgorzej na świecie i sobie nigdy nie wybaczę, że straciłem moją pierwszą miłość w taki sposób. Czy ja na cokolwiek jeszcze zasługuję, czy dać jej święty spokój, bo i tak na nią nie zasługuję?
  24. Witam jestem 35 letmim meszczyzna.Moj problem polega na uzaleznieniu od masturbacji oraz porno trwa to juz kilka ladnych lat ale ostatniomi czasu poswiecam temu coraz wiecej czasu zaniedbuje partnerke zycie osobiste prafie spedzic naprawde spora czesc dnia na tych czymosciach .Juz parokrotnie prubowalem zerwac z nalogiem ale niestety nieskutecznie .Od paru lat zyje w strachu ze ktos sie dowie lub strony ktore przeglondam moga byc nielegalne ,ostatnich oarr tygodni to mortega mam okropnego dola ( a nawet mysili samobujcze)nie wiem jak se poradzic z mojm problemem chodz walcze z calych sil.Szkoda mi mojej dziewczyny ktora zaniedbuje Prosze o was pomoc oporade lub podania kontaktu do organizacji ktora by mogla mi pomuc.Prosze was bardzo o pomoc
  25. Mam 18 lat i ok rok temu weszłam w dość toksyczny związek z inną kobietą. Jest to związek przez internet, gdyż mieszka ona w Ameryce. Od początku naszej zbajomości próbowała ona powoli przekonać mnie do czynności BDSM. Zmuszała mnie do robienia obrzydliwych rzeczy twierdząc, że tylko to utrzymuje ją przy życiu. Nigdy nie sprawiało mi to przyjemności, lecz robiłam to ze względu na nią. Po licznych kłótniach na ten temat stwierdziła, że mam do wyboru zostać jej prawdziwą niewolnicą seksualną i robić te niemoralne rzeczy albo pozwolić jej sie zabić. Przepłakałam wiele nocy nie potrafiąc zdecydować. Czy ktoś mógłby mi pomóc?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.