Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'seksualność'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 82 wyników

  1. Witajcie, Otóż trapi mnie ciągle jeden problem. Mam 25lat, a temat seksu jest dla mnie krępujący. Nie wiem czemu tak jest, ale może dlatego, że nigdy nie był poruszany. Nie wiem jak to ugryźć. Nie uważam się też za nieatrakcyjnego czy ogólnie wygląd miał by być problemem. Spotykam się z różnymi dziewczynami, ale nie umiem po prostu przejść do rzeczy. Być może też to trochę strach przed odrzuceniem, że pójdzie źle itp. ale problem w tym, że nawet w sytuacji sam na sam raczej czekam na ruch z drugiej strony niż przejąć inicjatywę. Co robić by nie mieć tak mocnych hamulców?
  2. Witam, zanim zacznę chciałbym powiedzieć jak tu trafiłem Ostatnimi czasy lubię oglądać różne filmy na YT o psychologii, emocjach, związkach, samodoskonaleniu. Można powiedzieć że dużo szukałem materiałów na temat mojego problemu ale okazuje się że psycholodzy bardzo często nie są zgodni co do tego czym jest homoseksualizm i jak sobie poradzić z uczuciami mu towarzyszącymi. Myślałem nad osobistą terapią bo jestem już na tyle świadomy i pewny siebie że byłbym gotowy pójść do kogoś. Jednak z uwagi na fakt wymieniony powyżej nie chce wydawać pieniędzy na prywatną terapię skoro ktoś będzie mi wmawiać coś czego nigdy nie zaakceptuje (przykładowo - nie jest to pewne) Kiedy zobaczyłem że można napisać online i poprosić o pomoc seksuologa lub psychologa pomyślałem czemu nie. Na stronie głównej pisało że mam się nie rozpisywać więc postaram się jak najlepiej streścić problem. Boli mnie fakt że to jest forum i każdy może to przeczytać ale ok. Bardzo polubiłem filmy Pana Rafała i film "Jak (nie) zostać frustratem seksualnym i kim są incele" skłonił mnie do wejścia tutaj. Jeszcze jedna prośba... kimkolwiek jesteś... zanim napiszesz cokolwiek - proszę przeczytaj wszystko od początku do końca. Przedstawię to zatem wedle schematu Kim jesteś? Mam obecnie 27 lat. Jestem mężczyzną. Mam za sobą nieudany związek z dziewczyną toksyczną. Ogólnie rzecz biorąc pod uwagę wedle opinii innych jestem podobno postrzegany jako osoba życzliwa, gotowa do pomocy, pracowita, pełna empatii, gotowa słuchać innych, panująca nad językiem, inteligentna, miła ale zarazem stanowcza. Wiele dziewczyn się mną też interesowało. Nie palę papierosów ani nie nadużywam alkoholu. Mam własne mieszkanie i całkiem nieźle sobie sam radzę. Jestem po 5 letnim zażywaniu antydepresantów. Odstawiłem za porozumieniem z psychiatrą bo czułem się coraz lepiej. Na ta chwilę popadam czasem tylko w "niże" depresyjne z których wychodzę sam lub z pomocą rozmowy z najbliższymi. W jakiej sytuacji pojawił się problem oraz jak długo trwa? Odkąd pamiętam problem był od dzieciństwa i właściwie tam szukałem odpowiedzi na to jak go rozwiązać. W istocie o własnych siłach bardzo wiele zdziałałem i zmieniłem dzięki czemu czuję się znacznie lepiej. Jeszcze parę lat temu nie potrafiłem jednoznacznie określić z czym mam do czynienia, będąc w tak głębokiej depresji nie myślałem racjonalnie. Zatem mówiąc krótko problem trwa od zawsze, teoretycznie aż do teraz. Na czym Twoim zdaniem polega problem? W moim dzieciństwie dostrzegłem brak więzi emocjonalnej z ojcem. Mój tato nie był złym człowiekiem, był bardzo pracowity a swoim zachowaniem pokazywał że nas kocha. Niestety nigdy otwarcie tego nie mówił ani nie okazywał. Być może dlatego że sam miał nieciekawe dzieciństwo. Już jako dziecko oglądając animowaną bajkę w telewizji widziałem jak w niej tata bierze na kolana swojego syna, mówi mu że go kocha i przytula go. Już wtedy - może jako 5 letni chłopczyk - chciałem czegoś takiego... żeby mój tata mnie uczył jeździć na rowerze, grać w piłkę, żeby to on był ze mną w radosnych i trudnych chwilach mojego dzieciństwa. Ale nigdy nie potrafiłem wyobrazić sobie w tej roli akurat mojego ojca. W gruncie rzeczy bałem się go. Mniej więcej w tym czasie kiedy interesowałem się dziewczynkami seksualnie (mając 5 lat) zostałem za to zbesztany. Nikt nie usiadł ze mną i nie wytłumaczył mi grzecznie co można a czego nie i dlaczego. Tak samo jak nikt nigdy mnie nie uświadomił co do seksualności. Jako dziecko również bardzo szybko zacząłem odczuwać podniecenie seksualne. Wtedy nie podniecała mnie chłopięcość czy dziewczęcość. Podniecał mnie po prostu tyłek innych dzieciaków. Ponadto podniecał mnie też wstyd u innych chłopców, być może dlatego że sam się całe życie wstydzę? Krótko po tym okresie bo już w podstawówce (miałem może 7-9 lat) zaczął mi się podobać kolega z klasy. Po prostu go lubiłem, lubiłem patrzeć na niego, lubiłem też patrzeć jak coś go zawstydza. Wtedy nie wiedziałem lub nie byłem w pełni świadomy co to jest. Jednak podświadomie zawsze uważałem swoje zainteresowania za złe i nigdy nikomu o nich nie mówiłem. Kolejną rzeczami która wg. mnie miały wpływ na problem były masturbacja od wczesnego dzieciństwa i bajki pokazujące chłopięcą bezradność i wstydliwość lub pokazujące nagość. W późniejszym wieku doszła też pornografia z której ciężko było się uwolnić. Dodatkowo siała ona spustoszenie w moim umyśle. Zawsze byłem zdecydowany jej nie oglądać ale "kolega" sprzedał mi ją w bardzo wyrafinowany sposób. "Kolega" Pokazując animowane filmy pornograficzne (hentai) w których to chłopców uprawiających stosunek (nawet hetero) często przedstawia się jako wstydliwych, wykorzystanych i nieporadnych tylko spotęgował we mnie niewłaściwą dewiację. Oglądałem też - wtedy - powszechnie dostępne filmy na YT gdzie gołe dzieciaki np. łowiły ryby. Podświadomie zaakceptowałem też to jak wygląda seks homoseksualny mimo iż na początku budził we mnie odrazę. Po kilku latach kiedy mój problem "kwitł" jak cierń w moim umyśle będąc już dorosłym nastolatkiem zawsze obdarzałem sympatią chłopców. Popadłem w depresję kiedy cholernie zauroczyłem się w chłopaku z którym pracowałem i nie mogłem się od niego odseparować. On oczywiście nic nie wiedział a ja się ukrywałem bojąc się zdemaskowania. W taki oto sposób chcąc jednoznacznie odpowiedzieć na zadane pytanie mogę powiedzieć że za błędy w moim dzieciństwie i nastoletnim życiu zebrałem "owoc" w postaci pragnień pederastycznych. Podobają mi się często młodzi chłopcy, "przed" i "w" okresie dojrzewania. Podobają mi się pełnoletni ludzie wyglądający dalej jak nastolatki lub mający ciało nastolatków. Podobają mi się dorosłe chłopaki wyglądające młodo lub tacy którzy mają wstyd i niedojrzałość wypisaną na twarzy. Dlaczego mówię że są to pragnienia pederastyczne a nie że jestem pederastą? Z prostego powodu - absolutnie nigdy nie pozwoliłem sobie na to żeby molestować lub uprawiać seks z jakimkolwiek chłopakiem młodszym lub dorosłym. Zawsze z tym walczyłem wiedząc w głębi serca że to nie jest normalne. Na to ma też wpływ fakt że jestem osobą bardzo religijną. Tu po mału przechodzimy do kolejnego pytania. Jak sobie ewentualnie radzisz z problemem albo jak go znosisz? Przez pewien czas na co wskazuje depresja nie radziłem sobie w ogóle i pewne rzeczy wymknęły się z pod kontroli. Straciłem poczucie własnej wartości. Mając świadomość że po części to ja pielęgnowałem te pragnienia nabrałem do siebie wstrętu i obrzydzenia. Znienawidziłem uczucia zauroczenia, chęć bliskości, tęsknoty które w wypadku pragnień heteroseksualnych byłyby zupełnie normalne i nie sprawiały takiego bólu. Znienawidziłem również siebie. Czułem że ktoś taki jak ja nie zasługuje na to żeby żyć. Wiedząc że w zasadzie borykam się z pociągiem do dzieci traktowałem samego siebie z największą samokrytyką i surowością. Dlatego też unikałem kontaktu z dziećmi. Momentami czułem takie katusze psychiczne że wolałbym się nigdy nie urodzić. A kiedy już nachodziła mnie jakaś refleksja to i tak czułem bezradność - z góry skazany na niepowodzenie. Tak jakby fundament jakiejkolwiek mojej seksualności był źle położony... więc po co budować? W dość dojrzałym wieku, mniej więcej wtedy kiedy leki zaczęły działać a ja "miałem czas" aby trzeźwo spojrzeć na swój problem postanowiłem podjąć walkę. Mając już w zasadzie momentami pętle na szyi stwierdziłem że odebranie sobie życia wymaga odwagi... tak samo jak zwierzenie się komuś i poproszenie o pomoc. Postanowiłem zatem zwierzyć się zaufanemu przyjacielowi. Zacząłem pracować nad sobą co trwało kilka lat. Jednoznacznie i definitywnie zerwałem z pornografią z czego bardzo się cieszę. Postanowiłem również odrzucać każdą niemoralną myśl związaną z homoseksualnymi pragnieniami i skupiać umysł na czymś pozytywnym. Po wyjściu z tamtego zauroczenia wpadłem w następne. Ale kiedy z tego ostatniego udało mi się wyjść postanowiłem sobie że już nigdy nie pozwolę na to aby się zauroczyć w mężczyźnie lub nastolatku. Urywam kontakt z każdym kto potencjalnie mi się podoba. Nawet kiedy wiedzę kogoś nowego atrakcyjnego dla moich oczu celowo odwracam wzrok. Robię wszystko aby nie rozbudzać z powrotem tych pragnień. Również w myślach już nigdy nie pozwalam aby fantazjować o jakimkolwiek chłopaku. Zacząłem również pracować nad samodzielnością i poradnością życiową po to aby sam w sobie poczuć się pewnie. Znalazłem sobie hobby. Nauczyłem się rozgraniczać pragnienia stosowne i niestosowne i okazywać te które są zdrowe i potrzebne. Przy pewnej okazji przytuliłem mojego tatę, powiedziałem że bardzo go kocham i dziękuje mu że mnie wychował - jemu było głupio i nawet tego nie odwzajemnił - trudno nigdy mu nie mówiłem jaki mam problem bo nie chce żeby się obwiniał. O problemie wie tylko mama. Zacząłem też pokonywać wstyd i lęk związany z relacjami z kobietami. Jasno określiłem czym jest prawdziwa miłość i że tak na prawdę nie opiera się ona tylko na zaspokajaniu pragnień seksualnych. Zrozumiałem też że nie stworze realnego związku z żadnym mężczyzną bo nigdy nie da mi on tego co może dać kobieta. To wszystko dało ogromnie rezultaty. Czuję się znacznie lepiej i szybciej wychodzę ze stanów depresyjnych. Łatwiej mi przychodzi rozmowa z zaufaną osobą kiedy tego potrzebuję. Nie jestem już "frustratem seksualnym" i mam większą kontrolę nad swoim problemem. Postanowiłem sprecyzować i nienawidzić tego co rzeczywiście powinno budzić moje obrzydzenie. Zacząłem również interesować się kobietami - nie po to żeby zaraz jakiś związek ustanowić - po prostu po to żeby zobaczyć czy coś się odmieni w moim myśleniu. Stwierdziłem że są rzeczy które podniecają mnie w kobietach a ja będąc przez jakiś czas w związku z dziewczyną toksyczną odczuwałem ogromne podniecenie nawet podczas zwykłego całowania. Zatem zauważyłem w sobie mnóstwo pozytywnych zmian, takie które mnie cieszą. Dostrzegam też pewną zależność... często kiedy mam dół psychiczny - to właśnie wtedy wracają do mnie pragnienia aby chociaż przytulić się do jakiegoś chłopaka który mi się podobał... brzmi to tak, jakby skrzywienie które jest we mnie wracało wraz z moim gorszym samopoczuciem. Natomiast kiedy jestem stabilny emocjonalnie to myślę trzeźwo, rzadko miewam takie pragnienia. To wygląda tak jakbym momentami zamieniał się w to nieporadne dziecko chcące dalej przytulić się do swojego taty aby poczuć się bezpiecznie. Obecnie często mój stan wynika z tego że czuję się samotny - cholernie samotny. Chciałbym mieć kogoś z kim mogę chociaż pogadać. Jednak pozostając sam w domu ciężko mi czasem wytrzymać. Po toksycznym związku - po tym jak ktoś w arogancki sposób podeptał moje uczucia, ukarał mnie milczeniem i okazał skrajną niewdzięczność - ponownie począłem niechęć do kobiet co dodatkowo dało mi kopa. Ona do tej pory nie wie jaki mam problem bo nigdy jej tego nie powiedziałem. Zresztą kiedy już dostrzegałem syndromy toksyczności wiedziałem że nic jej nie powiem. Ale naprawdę ją kochałem, byłem w stanie zrobić dla niej wiele (i może tu był błąd), naprawdę mnie podniecała mimo iż nigdy nie byłem w niej zauroczony. Przy takim stanie rzeczy ciężko mi zainteresować się jakąś nową kobietą... bo po prostu nie ma podstawowego bodźca który by mnie do tego skłaniał - pociągu fizycznego. A jeśli on jest chociaż w drobnym stopniu to nadal czuje wstyd żeby podejść i zabiegać o nową relację. Mógłbym jeszcze wiele napisać ale wydaje mi się że to niepotrzebne. Jakie ewentualnie masz pytania odnośnie problemu? Jak wspomniałem od długiego czasu poszukuje pomocy w radzeniu sobie z pragnieniami pederastycznymi ale psycholodzy nie są zgodni co do tego jak pomóc takim osobom. Niektórzy wręcz wmawiają że powinienem znaleźć dorosłego mężczyznę który mnie pociąga i wtedy wszystko byłoby ok. Ale ja wiem że nigdy tym tropem nie pójdę. Moje pytania brzmią: Czy mogę sobie jeszcze jakoś pomóc? Czy mogę jakoś jeszcze bardziej rozwinąć upodobanie do kobiet? Czy powinienem definitywnie zerwać z masturbacją (co i tak już rzadko się zdarza)? Jak się zachować kiedy czuję się samotny w czterech ścianach i popadam w niż depresyjny? Czy mając taką historię mojego życia nie będę "okłamywać" (nie wiem czy to właściwe słowo) kobiety o której względy będę zabiegał? Czy to jest etyczne? Nad czym mogę jeszcze pracować żeby poprawić cały obraz swojej sytuacji? Czy jeśli mam niże depresyjne powonieniem dalej zażywać leki? Dziękuję za wysłuchanie... nawet pisząc to wszystko wiele razy poleciały mi łzy z oczu... Pozdrawiam.
  3. Obecnie jestem studentką na 3 roku studiów. Od dwóch lat spotykam się z pewnym chłopakiem na którym mi zależy i coś do niego czuje. Od widuje się ze mną i pisze tylko wtedy kiedy jest pod wpływem alkoholu i ma ochotę na seks. Po za tym zdarza mi się do mnie napisać żeby porozmawiać ale bardzo rzadko. Chciałabym żeby z tej znajomosci zrodziło się coś więcej. Cały czas robi mi nadzieje ze coś z tego będzie tylko w tym momencie on jest zablokowany na nowy związek. Ja już mam dość bo nie potrafię skończyć tej relacji a po każdym spotkaniu czuje się okropnie bo potem się całkowicie przestaje odzywać. Nie potrafię sobie sama z tym poradzić i się od niego uwolnić. Próbowałam już wszystkiego najdłużej udało mi się na miesiąc ale on wraca i robi mi okropny mętlik w głowie. Nie radzę sobie z tym i zaczynam nienawidzić siebie samej za to że nie uczę się na błędach i mimo tego co sobie obiecuje nie kończę tej znajomosci. Kompletnie nie radzę sobie z uczuciami do niego i nie wiem co zrobić w takiej sytuacji i jak z tego wyjść. Rozmawiałam z nim wiele razy na ten temat i nic z tego nie wynikło ciagle jest to samo.
  4. Hej! To mój pierwszy post tutaj. Jestem kobietą w swoim pierwszym poważnym związku, lat 23. Odkąd jestem ze swoim chłopakiem ponad rok, nie potrafię zaakceptować jego przeszłości. Był on jakieś 8 miesięcy wcześniej z dziewczyną z zaburzeniami (border), zerwał z nią, zamknął ten rozdział. Dowiedziałam się od niego (bo wypytałam, ciekawość wzięła górę), że sypiali ze sobą. Wiem, że dla niektórych to normalna sprawa, ale ja mam takie poglądy, że seks to po ślubie (proszę to uszanować, takie są moje wartości i poglądy). Na początku przyjęłam to ze spokojem, ale z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej - doszło do tego, że pisałam do niej z dwóch fikcyjnych kont i wiem teraz dużo rzeczy o jej życiu prywatnym - ona stała się moją obsesją i trwa to nadal. Kiedy myślę o tym, że razem sypiali, ogarnia mnie smutek, ogromny żal w stosunku do tej dziewczyny (mimo, że wiem, że "do tanga trzeba dwojga"), ból emocjonalny, mam nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej, jestem płaczliwa, przygnębiona, smutna. Porównuję się do niej - jest drobniejsza i chudsza, podejmowałam próby nieprzekroczenia przyjmowania danej ilości kalorii dziennie. Znienawidziłam wszystko, co kojarzy mi się z nią. Najbardziej przygnębiająca jest jednak świadomość, że to ja zawsze będę tą drugą. I będę musiała być ponad nią w wielu kwestiach. Boję się porównywania. A ona w tym czasie jest zadowolona z tego, że "zaliczyła przyszłego lekarza" (mimo, że wcześniej kierowała się wartościami podobnymi do moich). Starałam się kilkukrotnie zerwać z nią kontakt z fikcyjnych kont, rozmawiałam z chłopakiem na ten temat z zaznaczeniem, że wiem, że nie powinnam wypominać przeszłości, ale to silniejsze ode mnie. Wprowadzałam restrykcyjne diety, dużo ćwiczyłam, zajmowałam się innymi sprawami, żeby o tym nie myśleć, próbowałam jej postawy obrócić w żart, a także próbowałam zaakceptować przeszłość chłopaka, racjonalnie sobie wszystko tłumacząc, rozmawiałam z przyjaciółmi. Po 11 miesiącach i wielu próbach walki z tym problemem wyczerpały mi się pomysły. Nie daję sobie rady. Czy ta sytuacja może wynikać z jakiegoś zaburzenia? Jak poradzić sobie z tym problemem? Zwłaszcza ten ucisk w klatce piersiowej i smutek robią się nie do zniesienia...
  5. Witam, jestem mężczyzną, mam 20 lat, moja partnerka 18, jesteśmy razem od 1,5 roku a współżyjemy od 8 miesięcy. W sierpniu byłem bliski załamania nerwowego, gdy podejrzewaliśmy że mogła zajść w ciążę. Od tego czasu praktycznie codziennie czuję lęk iż pomimo bardzo skrupulatnej a wręcz pedantycznej antykoncepcji mogła ona zajść. Czuję że mój lęk wpływa negatywnie na naszą sferę intymną oraz na całą relację. Obserwuję u siebie rozpamiętywanie sytuacji w których doszło do jakiegokolwiek zbliżenia, rozpatrywanie czy była na to jakaś szansa, ponadto mam tendencję do wprost wmawiania sobie, że każdy objaw który może mieć jakieś powiązanie z ciążą jest jej definitywnym potwierdzeniem przez co mój lęk się umacnia i szuka kolejnych potwierdzeń swojej tezy. Myślę, że warto nadmienić iż w mojej rodzinie są dwa przypadki zdiagnozowanej nerwicy. Bardzo ciężko jest mi funkcjonować z takimi myślami które uporczywie pojawiają się w mojej głowie, odnoszę wrażenie że lęk jest już stałym elementem dnia codziennego. Moje pytanie brzmi następująco: Czy to normalne? Czy ten problem da się rozwiązać? Czy szukać pomocy specjalisty? Jeśli tak, to do jakiego lekarza powinienem się z tym udać? Z góry dziękuję za odpowiedź, jest to dla mnie bardzo wstydliwy temat dlatego nie ujawniam żadnych swoich danych. Pozdrawiam, Anonim
  6. Mam 27 lat, mieszkam z chłopakiem (45-letnim) od 8 lat. Ze względu na trudną historię rodzinną opornie idzie mi decydowanie się na ślub i dziecko. On bardzo by dziecka chciał i naciska mówiąc że jestem niedojrzała i nie przewidująca a on ma mało czasu. Kocham go, nigdy go nie zdradziłam ale przestało nam się układać w życiu. Dużo na mnie krzyczy, o każdą bzdurę, codziennie. Życia łóżkowego praktycznie nie prowadzimy i to z mojej winy - mam np. miejsca na ciele w których nie znoszę dotyku (bo automatycznie wyłącza mi to nastrój), a on o tym nie pamięta "bo to są emocje nad którymi trudno jest zapanować i trzeba być spontanicznym". I ogólnie nie przyjmuje zadnych sugestii. Więc spontanicznie zauważyłam że już mnie nie pociąga jak kiedyś, że trochę się do tego zmuszam, że się nie stara o mnie i w zasadzie łącząc to z obawą przed ciążą odechciewa mi się go zupełnie. On za to uniósł się męską dumą, widząc brak entuzjazmu stwierdził że prosić się nie będzie (logiczne w sumie) i tak już żyjemy tuląc się ale nie uprawiając seksu prawie rok. Ja się masturbuję, a co robi on - nie wiem. Mam nadzieję że nie ma nikogo na boku, bo ja nie mam. Mam tylko wyrzuty sumienia że tak jest, zaczynam czuć się nieatrakcyjnie, przestałam się golić, trochę się zaniedbałam i nie wiem jak zwrócić na siebie jego uwagę i czy jest sens skoro znów będzie dotykał mnie w miejscach w których dotyk powoduje że mam ochotę dać komuś po twarzy, do tego dochodzi różnica wieku i zaczynam się czuć jakbym trochę z ojcem mieszkała i paradowanie w pończochach pewnie by go ucieszyło, za to ja czułabym się śmiesznie. Coraz mniej mamy też tematów do rozmowy i czuję że to ja nie umiem jej podtrzymac bo funkcjonujemy w różnych środowiskach. Na co on oczywiście mówi że dziecko byłoby wspólnym tematem. Na co ja się nie zgadzam bo m strasznego cykora w tym względzie i strasznie nie chcę być uwiązana. A z drugiej strony jednej go kocham i mnie interesuje, staram się o niego, wspieram i dopinguje i żyje z nim i zaczynam być tym położeniem wyczerpana.
  7. Witam. Mam 35 lat i jestem mezatka od 10 lat zas z mezem znamy sie 15 lat. Mamy 3 dzieci. Moj problem polega na tym iz od dluzszego czasu nie mam ochoty na sex, nie wiem czy to jest spowodowane tym ze mam male dziecko i dlatego mam malo libido. Wprawdzie nigdy nie bylam w tym kierunku wyrywna jesli chodzi o zaczecie czego kolwiek z mezem, zawsze on zaczynal pierwszy ale nawet wtedy nie ciagnelo mnie do sexu, z czasem przy grze wstepnej nabieralam ochoty a ostatnimi czasy to nawet tego nie ma. On lubi sex a ja nie umiem mu dac tego czego chce bo nie chce aby zobaczyl ze ja nie mam ochoty. Choc czasem sam juz widzi bo co wieczor odwlekam wszystko z jakiegos powodu. Na poczatku naszego zwiazku (nie malzenskiego) bylo w miare, ale gdy pojawily sie dzieci to powoli wszystko zanikalo. Chcialabym aby to sie zmienilo bo nie chce zeby przez to wszystko maz znalazl sobie inna kobiete ktora da mu to czego ja nie chce. Wprawdzie zawsze mnie uswiadamia ze nie zdradzi ale ja nie jestem taka pewna. Czasem podczas klotni powie cos na temat ze "moze chce isc do innego" ale co to za roznica z kim bym to zrobila jak mnie teraz sex nie interesuje, sadze ze tymi slowami moze on cos ma na sumieniu mimo wszystko i probuje mnie obarczyc swoja wina. Nie wiem moze sie myle ale nie chcialabym dowiedziec sie takiej wiadomosci. Wiem ze faceci lubiacy sex nie umieja czekac cierpliwie dlatego podpowiedzcie co mam zrobic aby moje zainteresowanie sexem chociaz w czesci zmienilo sie w takie jak mojego meza. Chyba ze moze z biegiem czasu jak dzieci dorosna to sie zmieni bo najmlodsze ma prawie 2 lata... Ale czy maz poczeka czy nadal mam robic wszystko wbrew sobie po to by zaspokoic potrzeby meza.
  8. Witam, mam 28 lat i chciałem podzielić się swoim problem i w miarę możliwości poprosić o darmową pomoc psychologiczną. Otóż w lipcu tego roku poznałem dziewczynę, zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Po trzech miesiącach rzuciła mnie. Mieszkamy ponad 250 km od siebie, ale często się widywaliśmy w miarę możliwości ona przyjeżdżała do mnie ja jeździłem do niej, ale zawsze jak się widzieliśmy robiłem jej śniadania, gotowałem obiad, jeździłem po pieczywo z rana do sklepu, gdy wyjeżdżała dostawała ode mnie lunch-box z obiadem tak aby nie przejmowała się zakupami po powrocie. Gdy za pierwszym razem pojechałem do niej do Warszawy, na co musiałem wziąć specjalne wolne ponieważ pracowałem w muzeum również w weekendy na umowie zlecenie, powiedziała mi w Królikarni, drugiego dnia pobytu, że za bardzo ją absorbuje, zamknąłem się, pojechaliśmy do PKiN w tramwaju spotkaliśmy jej kuzyna to nawet mnie nie przedstawiła, na PKiNku popłakałem się, bo cieszyłem się na ten wyjazd a otrzymałem ogromny ból, powiedziała, że poczuła się jak sadystka, drugim razem jak przyjechałem to miałem wolne i ona była na 1,5 tygodniowym zwolnieniu lekarskim, pojechałem jej pomagać, zrobiłem jej rosół z kaczki, za którą latałem pod dwóch biedronkach mimo, że nie znam Warszawy i zawiozłem ciepły koc, tu się w miarę cieszyła, na początku października byłem z nią na weselu, nawet jej nie zaprosiłem tylko sama powiedziała, że chce ze mną iść jak dostałem informację o weselu, gdy przyjeżdżała o 21.30 jeszcze leciałem po kawę dla niej i wodę bo o to prosiła przez telefon. W pierwszy weekend listopada umówiła się ze mną w Lublinie aby oznajmić mi, że ona tego wszystkiego nie potrzebuje, że ja rzucam jej kwiaty pod nogi bo mam jakieś braki i tym je zagłuszam, robiłem to bo to jest największe bogactwo jakie mam, nie jestem zamożny poza tym uczono mnie, że to jest właśnie partnerstwo, podnosiłem argumenty co dla niej czyniłem, ale dowiedziałem się, że nie mam prawa tego robić, natomiast ona wytoczyła argumenty, że przez to wesele musiała ponieść koszty finansowe i poświęcić pierwszy zjazd na studiach, dowiedziałem się też, że w Lublinie czuła się sama mimo, że czekałem 2 godziny na dworcu PKP aby nie przegapić pociągu, kupiłem bilety MPK na autobus abyśmy dojechali pod jej hotel, gdzie wiele otrzymałem smutku, potem poszliśmy na spacer i na obiad, za który ja zapłaciłem do tego po drodze chciała zapalić znicz pod Grobem Nieznanego Żołnierza, ale miałem zepsutą zapalniczkę, jednak kupiłem inną aby po drodze powrotnej zapaliła ten znicz bo wiedziałem, że jej na tym zależało, po czym odprowadziłem ją pod hotel. Następnego dnia widziałem się jeszcze z nią w Lublinie, gdzie umówiliśmy się na dworcu PKP, na którym już jej nie było, bałem się, że pojechała, ale byłą w kawiarni, pojechałem tam taksówką i dowiedziałem się znów, że ona tego wszystkiego nie potrzebuje, zrobiłem jej obiad na wyjazd, którego nie przyjęła, wcześniejszego dnia wzięła ode mnie kanapki, specjalnie dla niej robiłem. Dowiedziałem się jeszcze, że na pewno chce ją jakoś wykorzystać, ona jest urzędniczką w jednej z izb parlamentu i myślałem, że o to chodzi, ale ona wmawiała mi, że chce ją wykorzystać do uzupełnienia swoich braków, czyli, że jej właśnie po to gotuje, prasuje, zmywam po nas naczynia, ale wydaje mi się, że to jej przyjaciółki wprowadziły w nią taki pogląd, uważam, że jednak chodziło o to, że chce na jej plecach zrobić karierę, chciałem dla niej przeprowadzić się do Warszawy, której zupełnie nie znam, ale ona tam pracuje, zaczęła studia i po prostu mi by było łatwiej. Parę dni temu już po rozstaniu dostałem od koleżanki, u której byliśmy na weselu zdjęcia, moje zdjęcia z tą dziewczyną na weselu, całą noc płakałem i bolało mnie serce. Czy uważacie, że ona jest normalna, bo ja na koniec związku poinformowałem ją, po tym co już mi zrobiła, że tak jest sadystką i zimną suką. Jeśli chodzi o łóżko, to ofiarowywałem jej po 5 - 7 orgazmów na dzień, więc chyba nie miała na co narzekać w tej materii. Ja mam 28 lat ona 34. Bardzo proszę o jakąś podpowiedź jak ja mam to wszystko ogarnąć, dowiedziałem się, że irytowały ją moje smsy o poranku z życzeniami spokojnego dnia w pracy, robiłem to aby naprawdę miała spokojny dzień, że irytowały ją moje listy.
  9. Witam Mam na imię Piotr, ma 40 lat. Mimo wieku nadal mieszkam z rodzicami, jestem kawalerem. Zżyty jestem z Mamą. Lubię się przytulać do mamy i okazyjnie (nie na siłę) do innych ludzi (przeważnie kobiet) np. przy składaniu życzenia świątecznych. Lubię też być przytulany przez innych. Przytulać też uwielbiam zwierzęta (koty). Przytulanie NIE podnieca mnie seksualnie. kiedyś psycholog spytał mnie co czuję przy przytulaniu a ja za Boga nie potrafiłem się wypowiedzieć. Natomiast seksualnie podniecają mnie mężczyźni. Dziwną okoliczność podniecenia miałbym też w sytuacji kiedy jestem w obcym ubraniu. Takie sytuacje mogłyby być np. w szpitalu, w wojsku, w więzieniu gdzie byłyby obce piżamy , dresy wojskowe, uniformy więzienne chodzone przez innych i który będzie dalej po mnie używany przez kogoś. Tylko, że to jest tak, że nie chodzi o ubranie się we własnej woli (np. w domu kupioną specjalnie używaną odzież) lecz w przymusu, konieczności. Co to jest za objaw, choroba czy inni mają taką lub podobną sytuację? Problem tkwi w tym: W obecnych czasach nie znajdę się już tych sytuacjach bo w szpitalach, więzieniach trzeba mieć własną odzież. Gdyby była "okazja" być w szpitalu to już się z tym nie spotkam. W wojsku ze względu na wiek nie będę. Zamartwiam się podświadomie, że mnie to nie spotka. I tu jest dziwny problem z jednej strony bym chciał mieć kobietę (żonę?, partnerkę?, bliską przyjaciółkę?) z którą by my się wzajemnie wpierali, przytulali, żyli w domowym ognisku, wyjeżdżali np. wycieczki rowerowe ale seks by mnie nie interesował. Mama niestety nie będzie żyć wiecznie. A z drugiej strony interesuje mnie jakiś kontakt cielesny z mężczyzną który podnieca mnie seksualnie. Nie chodzi o jakiś ostry seks. Gdybym miał męskiego partnera to nie interesuje mnie to bym z nim miał wspólny dom. Mogło by to być z różnymi partnerami męskimi. Nie wiem jak sobie dalej ułożyć życie. Przecież żadna kobieta która chce przytulania, domowego ogniska w życiu nie zaakceptuje że jestem homoseksualistą. Proszę o pomoc
  10. Witam jestem osobą młodą (19lat) i od dziecka wmawiam sobie różne choroby, stany, zaburzenia, problemy.... ogólnie jeżeli przeczytam o jakieś dziwnej przypadłości to bardzo często analizuje to i zastanawiam się czy np może mnie dotyczyc analizując jej objawy i przebieg. Zacznę od początku.. jako dziecko miałam typ chlopczycy¿? Chodziłam po drzewach, bawiłam się samochodami albo maskotkami ( ale wydaje mi się ze nie lubiłam wchodzić w meskie rolę np w zabarwach itp) bawiłam się też często z chlopcami. Pamiętam ze jak miałam 12-16lat to preferowana styl raczej dziewczęcy, chodziłam w długich kolczykach w spodniczkach, sukienkach. Mając 17 lat wyczytalam w internecie o osobach transseksualnych ( ze czyja się inna plcia, nie akceptują swojej plci biologicznej, dążą do jej zmiany itp) pamietam ze zastanowiłam się co to znaczy czuc sie chlopcem, nie wiedziałam co to znaczy ( wgl odczowancie plci było dla mnie czymś niezrozumiałym, ta wiedza bycia ta lub tamta plcia) zaczęłam myśleć o tym codziennie czy nie jestem taka osoba dużo czytałam o tym. Po jakimś roku gdy byłam bardziej obyta w tym temacie ( czytałam o tym codziennie i myślałam ) zauważyłam że czuje się męsko ¿? Ale nie mówiłam ze jestem chlopcem bo nie miałam co do tego pewności nw widziałam tak naprawdę cxy identyfikuje sie z chlopakami czy dziewczynami, udawałam ze jestem chlopcem i wydawało mi się ze jest mi ze tym lepiej niż z byciem dziewczyna. Ale nie wiedziałam czy identyfikuje sie z chlopcami czy może nie a może tak ale to wybieram, nie mogłam tego stwierdzić.... nigdy nie udawałam chłopca publicznie itp. Jakoś na początku tego roku cos zaczęło się zmieniać a w sumie zmieniło się w jednej chwili ¿? Ze wiem teraz na 1000000% ze jestem dziewczyną czuje sie umiecie nią i ciesze się z tego ale mam problem ( nie wiem jaka plcia sie czulam wcześniej ale nie lubię okazywać swojej kobiecości ) nie lubię jak ktoś traktuje mnie jak typowa dziewczynę nie lubię przybierać roli żony dziewczyny z tego względu ze ciągle mam w głowie to ze e wcześniej czulam sie chlopakiem ( a ja nie wiem nawet na 100% czy się nim czulam) moje relacje damski meskie tez wyglądają nieciekawie bo ja ciągle mam to w głowie ze kiedyś byłam chlopakiem, że ie powinnam zachowywać się jak kobieta ( chodzi mi tu o stereotypy czyli np kobieta do garów) i robić rzeczy które w kulturze są uznawane za kobiece ( nie mowie tutaj o tym ze jest to dla mnie np krzywdzące, ani też nie chodzi mi o feminimalnej itp ale po prostu ze ja nie powinnam tego robić bo nie powinnam być typowa dziewczyna bo kiedyś się czulam sie mesko, chlopcem itp ( co do tego nie mam pewności jak juz mówiłam ) i np jak spotykam się z chłopakiem to tez mam myśli ze przecież ja go oklamuje, że ja nie jestem dziewczyną bo kiedyś czulamki się chlopcem.... i własne takie myśli mam ciągle kiedy chce się kobieco ubrać, np sukienka, szpilki ( bo oklamuje innych bo kiedyś czulam sie inaczej ) nie lubię być postrzegana jak dziewczyna ( ze wxgledu na jakis wewnetrxny dyskomfort i mysli tego typu) a x drugiej strony ccialabym tego. Tak to u mnie wygląda, obecnie wiem ze czuje się dziewczyna w 100% i nie mam co do tego wątpliwości ale to wszystko mnie przytłacza, co mam robić w tej sytuacji gdy mam taki stan, myśli? Da się coś z tym zrobić żebym przestała myślec o tym co było i żyć tym co jest teraz. Wiem też ze transseksualizmy nie da się "wyleczyć" i jak ktoś jest trans to nie stanie się cis jeśli chodzi o psychikę. Bardzo dziwna sytuacja bardzo proszę o jakąś poradę co mogę zrobić żeby nie mieć tych myśli, nie myśleć tak. Niestety nie mam obecnie możliwości podjęcia terapi, osobistego kontaktu z psychologiem.
  11. Witam Mam 26 lat, jestem osoba ,ktora od lat walczy z bulimia i jak ostatnio stwierdzilam ,strachem przed byciem sama ,stad walka by nie zakonczyc zwiazku, ktory wlasciwie juz dawno jest zakonczony,strach przed samotnoscia, gdzie wlasciwie wiem ,czego potrzebuje..ale przejdzmy do reszty. ten rok byl dla mnie bardzo emocjonujacy ,w kwietniu cierpialam na depresje skutek uboczny jednego z wydarzen...zostalam uderzona, tlumaczylam sobie na wiele sposob ,ze obydwoje estesmy winni.on przeddstawia to tak: ja krzyczalam ,robilam awanture po imprezie ,zatem po alkoholu o nic, gdzie obok spal jego 80letni dziadek (przyjechalismy na urlop do polski,jego urodziny) zatem ja krzyczalam,bylam zazdrosna o byla dziewczyne ,wiec niby on sie bronil i uderzyl mnie. Uderzyl mnei tak,ze przebil mi blone bebenkowa,dlugo dochodzilam do siebie jak i moje ucho..mielismy sie rozstac ,ale bylam taka w rozsypce,wrocilam do anglii,znow do niego. uwierzylam,ze to moja wina i rzezywiscie dalam mu wtedy powody krzykiem. niestety depresja z bulimia totalnie sie poglebily,nigdy tak nie mialam...stwierdzialm,ze czas cos z tym zrobic .wyjechalam na miesic do osrodka w polsce. gdzie niby miesiac to malo .ale cos ruszylo ,bylo cudownie.terapie pozwolily mi uwierzyc w siebie ,zmienic perspektywe,odczuwac emocje i przede wszystkim na jakis czas przestalam miec ataki bulimiczne...ostatnio znow wrocily. alewalcze. niestety jest mi ciezko,mimo ,ze caly sierpien ,wrzesien,pazdziernik bylismy jakby oddzielnie ,bez sexu,bez wspolnych chwil ...znow zamieszkalismy ze soba. rozmawialismy o zmianach ,o zyciu o przyszlosci..leccz znow jest to samo.powtarzam mu ,ze potrzebuje ciepla ,potrzebuje rozmowy a nie zycia kiedy on przychodzi i gra. wiem ,ze zrobilam blad znow pozwalajac soba manipulowac,znowu wierzac ,ze cos sie zmieni. niestety moj dzien wyglada tak ,ze dla niego jest obojetne czy spie obok czy w drugim pokoju,uwaza za normalne ,ze wstaanie i zwyzywa mnei od diwek kurew smieci o 5 rano ,bo nie widzi skarpet ,badz bluz (sytuacja z dzis. kiedy wstalam wyrzucilam pelna szuflade tych skarpet i 10 bluz ,ktore byly na wyciagniecie reki) dla niego to normalne ,probuje z nim rozmawiac ,ze ts zlosliwy ,ze nie ma prawa mnei wyzywac szmacic,..ze przemoc to problemstaram sie aby chociaz zaczerpnal porady psychologicznej..chociaz raz. wiem ,ze ma problem nie wiem czy to depresja czy te gry ..ostatnio dosc przytyl ,zmienil sie jest jakby w swoim swiecie. dodam,ze ja tez nie estem idealna.ostatnio w tymzaproisl mnie na kolacje..powiedzialam,ze nie potrzebuje drogich gustownych dan..a tylo przytulenia w tygodniu ,bliskosci ,rozmow...po czym poszlam do kolezanki i dwoch znajomych z pracy. za to estem uwazana za ta dziwke ,kurwe.czy to normalne ? mnei tez ponosi.mimo,ze znajomi uwazaja mnei za usmiechnieta kulturalna osobe .czasem puszcza mi nerwy uzyje wobec niego slow jakich nie chce.na jakie nigdy bym sobei nie pozwolila. ale nie zaczynam nigdy pierwsza ,staram sie gotowac ,dbac ,byc sexowna,piec ciasta propnowac wysjcia wycieczki.. czy ze mna cos nie tak !? czy to moj stan psychiczny jest zly? prosze o porade ,wiem ,ze to dlugi post ale kazdy kmentarz jest dlamnie wazny.moze uda mi sie mu nawet pokazac ,ze ja niczego nie ukrywam i ,ze to nie moje wyimaginowane ja mowi ,ze on ma problem,ze mnie poniza ,ze to zle .dziekuje z gory. Giieess
  12. Nie jestem pewna, czy to jest normalne. Jestem 30 letnia kobieta będąca w związku. Jest to dla mnie wstydliwe ale nigdy w życiu nie oglądałam filmów porno, mam tez ogromny problem gdy oglądając tv w danym momencie jest scena erotyczna. Bardzo mnie to zawstydza i nie wiem gdzie mam podziać oczy. Mój partner nie ma tego problemu ale moje zachowanie stało się problemem w naszym związku. Twierdzi ze ograniczam jego wolność jeśli chodzi o swobodne oglądanie tv. Twierdzi tez ze nie mam podstaw do tego żeby aż tak reagować. Ostatnim razem po prostu wyszłam z pokoju bo nie potrafiłam się powstrzymać od komentarzy i byłam tak bardzo zawstydzona. Zaczęłam się zastanawiać co jest ze mna złe? Dlaczego nie potrafię jak każda normalna kobieta w związku po prostu oglądać z pozory najwyklejsze filmy. Proszę o pomoc.
  13. Jestem 24. letnią kobietą, która od sześciu lat zmaga się z niepogodzeniem po stracie bliskiej osoby. Będąc w liceum przyjaźniłam się z chłopakiem o rok od siebie młodszym. Była to głęboka więź która z dnia na dzień przeradzała się w zupełnie nową relację- przyjaźń zamieniła się w związek. Wszystko byłoby w porządku gdyby nie fakt, że bałam się tej nowości. Nie czułam się komfortowo z tym, że miałam chłopaka, chociaż jak każda dziewczyna o nim całe nastoletnie lata marzyłam. Strach przed nieznanym na tyle mnie paraliżował, że wolałam wrócić na stabilny grunt- zainicjowałam rozstanie i powrót do przyjaźni. Dla niego był to policzek, przez co wolał stracić ze mną kontakt. Oczywiście dla mnie była to sytuacja nie do przeżycia, więc po 2 tygodniach do siebie wróciliśmy. Historia powtórzyła się dwukrotnie. W trakcie bycia z nim za każdym razem raniłam go, wymagałam dużo, wstydziłam się że jestem w związku przed swoją rodziną, przez co widywaliśmy się tylko w szkole/ u przyjaciół/ na neutralnym gruncie. Nie pomagał mi też fakt, że w tamtym czasie trwały rozprawy sądowe dotyczące śmierci mojego brata. Po trzecim rozstaniu (z mojej winy) mieliśmy przerwę 3-miesięczną. W tym czasie zrozumiałam co robiłam źle będąc z nim i szukałam kontaktu by sobie wszystko razem wyjaśnić, oddzielić to co było grubą kreską i zacząć wszystko od nowa. Dopięłam swego i znów zostaliśmy parą. Starałam się jak mogłam, ale nadal brakowało mi pewności siebie, a przede wszystkim edukacji seksualnej, poznania siebie i rozumienia swoich zachowań. Zbliżenia, które za każdym razem kończyły się dla mnie bólem, brak odwagi do rozmów, szybkiego wyjaśniania codziennych konfliktów (trwających nawet kilka dni), a na końcu pocałunek z innym chłopakiem spowodowały we mnie poczucie winy i frustracje- wolałam znów skończyć związek i odsunąć w końcu chłopaka od toksycznej osoby którą byłam. Przez pierwsze 2 lata noc w noc śnił mi się, nie było dnia, do dziś, abym choć na sekundę o nim nie pomyślała. W momentach gorszego nastroju z premedytacją rozpamiętuję go, oglądam nasze wspólne zdjęcia, przypominam sobie dobre chwile, które wspólnie spędziliśmy, by dołek jaki przeżywam w danym momencie był jeszcze głębszy. Po chwilach melancholii kiedy zasypiam ponownie pojawia się we śnie, za każdym razem w pozytywnych warunkach. Pamięć po czasie wybiórczo łączy fakty, przez co mój mózg przedstawia go jako obraz wyidealizowany (dlatego nie potrafię określić jego negatywnych cech charakteru, a nawet gdybym próbowała mogłyby się mijać z prawdą). Trwa to już na tyle długo że wydaje mi się, że ciągłe rozdrapywanie rany jest dla mnie ostoją i czymś bezpiecznym do czego chętnie wracam. Od czasu zerwania nie potrafię, a może gdzieś podświadomie nie chcę się zakochać, cały czas się łudzę że do siebie wrócimy. Mam jednak świadomość, że to się nigdy nie wydarzy i jest to zamknięty rozdział. Chciałabym na nowo się zakochać i stworzyć zdrową relację. Poznając mężczyzn wszystko jest w porządku do momentu, gdy znajomość nie przeradza się w coś poważniejszego lub gdy nie wyczuję zainteresowania się moją osobą ze strony partnera (wolę sama walczyć o faceta, po czym gdy go zdobędę kończę znajomość). Nadal każdy stosunek jest dla mnie bolesny, pomimo tego że próbuję rozluźnić umysł i nastawiać się pozytywnie. Boję się zbliżeń, odrzucenia, a po utraconej relacji przekonuję siebie że samej mi ze sobą najlepiej. Zdaję sobie sprawę z ogromnego problemu który posiadam i chciałabym w końcu zacząć psychoterapię, jednak nie wiem do jakiego specjalisty najlepiej się udać. Proszę o pomoc.
  14. Odnosze wrażenie, że kobiety unikają słowa "mężcyzna" i preferują słowo "facet'.Facet kojarzy mi się z takim do bólu normalnym gościem, który ma typowe hobby typu sport, samochody, laski, pornole i tak dalej, i który co prawda pociąga kobiety, ale jednocześnie jest niesamowicie podatny na ich wypływ, co one czują i podświadomie nim gardzą, bo wiedzą, że mają nad nim kontrole i przez ich styl bycia.Kobiety często narzekają na swoich "facetów" do swoich koleżanek, zmieniają ich co chwilę, rzucają, postują jakieś wyśmiewające memy o nich.Mężczyzna z kolei kojarzy mi się z kimś twardo stąpającym po ziemi, mającym żelazne zasady, których się trzyma, kontrolujący swoje emocje i popędy i przez to kobiety troche się go obawiają i wolą myśleć o płci przeciwnej jak o "facetach". Ciekaw jestem co wy sądzicie na ten temat.
  15. Chciałem jak każdy poznać dziewczyne itd Problem jest taki że nie wiem co powiedzieć do niej pustka w głowie , strach że mnie wyśmieje że nie dam rady jej zaspokoić i nie spełnie jej oczekiwań myslalem że to minie ale jest coraz gorzej pilnuje każdego słowa co do niej mówie i tak to z grubsza wygląda gdzie i z kim o tym porozmawiać bo do psychologa tak do gabinetu to raczej nie dam rady bo sie wstydze . Po za tym jestem jak inni pracuje itd. prosze o jakieś wskazówki co mogę z tym zrobić.
  16. Witam. Jestem 21-letnią studentką, mam chłopaka od roku, mieszkamy razem od 4 miesięcy. Bardzo się kochamy, nie mamy większych problemów, ze wszystkim potrafimy dojść do porozumienia i wspieramy się nawzajem. Jednak jest coś co nas oboje przytłacza i boję się, że jak tak dalej pójdzie to się rozstaniemy. Mianowicie chodzi o seks, a raczej jego brak. Mój chłopak jest normalnym facetem z normalnymi potrzebami, zawsze ma na mnie ochotę, podobam mu się, jest czuły, kochany itd. Jednak odkąd zamieszkaliśmy razem, mi kompletnie odeszła ochota na seks i jakikolwiek pociąg. Robimy to z 2-3 razy w miesiącu i czuję, że robię to tylko dla Niego, nie z pożądania, ochoty czy czegokolwiek. Dobija mnie to i jego również. Wiem, że przeze mnie cierpi, mi tez jest przykro, gdy o tym mówi, bo mam 21 lat a nie 70 i powinno mi to sprawiać przyjemność. Nie wiem co jest ze mną nie tak. Proszę o radę, pomoc, cokolwiek
  17. Do całkiem niedawna wydawało mi się, że wiodę normalne, szczęśliwe życie. Miałem narzeczoną, pracę, wszystko układało się po naszej myśli. Byliśmy oboje szczęśliwi. Do Czasu.. Byliśmy ze sobą już 6 lat, od dwóch lat zaręczeni, planowaliśmy przyszłość. Aż w pewnym momencie zauważyłem, że narzeczona się ode mnie oddala, ciągle siedzi w telefonie, wychodzi do koleżanek, czasem do jednej na noc. Po kolejnej samotnej nocy nie wytrzymałem i musiałem dowiedzieć się o co chodzi. Bardzo ciężko było się czegoś dowiedzieć, ale jak już się udało, to było to jak grom z jasnego nieba. Powiedziała mi że chyba woli dziewczyny. To było koszmarne uczucie. No bo jak? 25 letnia kobieta, w szczęśliwym związku z mężczyzną - co sama przyznała, nagle woli kobiety? Ale to był dopiero początek. W tej samej rozmowie powiedziała mi jeszcze że koleżanka, z którą się tak często spotyka, tylko jej pomaga. Na drugi dzień już sam się dowiedziałem że to kolejne wielkie kłamstwo. To była jej kochanka. Od kilku miesięcy. Że się kochają i mnie "zdradzała". Byłem okłamywany na każdym kroku. Po tym zdjęła pierścionek. Ta sama dziewczyna parę tygodni wcześniej nocowała u nas w jednym łóżku z nią, a ja byłem obok kompletnie nieświadomy, uśmiechnięty. No bo jak?? W dodatku jest to 19 letnia dziewczyna, która kompletnie nie pasuje do jej świata. I jest według mnie ogromnie niedojrzała. Najgorsze jest to, że nie mogłem przyjąć do wiadomości że to koniec, bo jest ona dla mnie całym światem. Jestem w stanie to wszystko wybaczyć, ale ona dalej mnie okłamuje, wodzi za nos i daje złudne nadzieje. Mówi że teraz nie odczuwa nic do mężczyzn, ale ma wątpliwości. Wcześniej powiedziała że nie mówi nam nie.. A ja to wszystko staram się znieść, bo nie potrafię inaczej. Ciągle trwam w tej koszmarnej sytuacji, bo tli się we mnie iskierka nadziei. Przecież to niewyobrażalne że w pełni heteroseksualna kobieta, nagle poszła w drugą stronę? Brakuje mi sił do normalnego egzystowania, zostawienia tego wszystkiego za sobą. Czy to co dla niej i również dla siebie robię ma w ogóle sens?
  18. Witam, mam 20 lat i jestem facetem. Bardzo mi się podoba mój przyjaciel i podnieca mnie seksualnie już od dłuższego czasu. Jest mi bardzo bliski i bardzo dobrze mi się z nim rozmawia i spędza czas. Ale ogólnie to praktykuję seks z płcią przeciwną i kobiety bardzo mi się podobają więc nie sądzę, że jestem homoseksualny tylko w jego przypadku jest inaczej i nie wiem dlaczego tak jest przez co czasem mam smutne i przygnębione dni bo boję się że go stracę kiedyś. Z czego wywodzi się takie moje zachowanie?
  19. Witam, Zarówno ja jak i mężczyzna który stanowi problem w moim życiu jesteśmy dorosłymi ludźmi, po 30. Poznalismy sie kiedy obydowje bylismy w zwiazkach, on spróbował mnie poderwac, odpowiedz z mojej strony była jasna - nie zdradzam mojego partnera i nie toleruje zdrady, wiec temat sie urwał. Po jakims czasie los chciał, że rozstałam sie z moim wieloletnim partnerem - ot, wypalenie, uczucie miedzy nami wygasło, bez wiekszych dramatów. Jednak zmiana jak to zmiana, jakis kryzys wymagała - kiedy po wielu latach całe zycie zmienia sie całkowicie to jednak łatwe nie jest. I tu znów powrócił ON. Zupełnie przypadkiem, w czasie jakiegos wyjscia na piwo wywiazała sie rozmowa dotyczaca rozstania. Okazało sie ze mamy dosc podobne doswiadczenia z przeszłosci, podobne spojrzenia na wiele spraw, on mne próbował pocieszyc i doradzic jak przejsc przez ta sytuacje, opowiadała o swoich trudnych moemntach. Jednoczescie zaczał sie zalic na swój obecny zwiazek, jak to z jednej strony chciałby sie ustatkowac a z drugiej jednak czuje ze to nie do konca to, ale na podstawie swoich doswiadczen wie ze lepszej dziewczyny nie trafi, wiec pewnie sie oswiadczy. Po czym potrafił dodac ze tak naprawde zawsze marzył o kobiecie z takim charakterem jak ja i szkoda ze sie nie poznalismy wczesniej. Nie musze chyba mówic co było potem... duzo znaczacych spojrzen, coraz wiecej rozmów, pisania, zwierzania sie itd. Coraz wiecej wspólnych tematów. Po alkoholu zawsze ta sama kwestia - jestes kobieta moich marzen, mój zwiazek jest fikcyjny. Ale ja mimo wszystko byłam uparta - Twój zwiazek nie jest fikcyjny, bo jednak jest. Ja nie toleruje zdrady i nigdy nei wezme w czyms takim udziału. Jednoczesnie podkreslałam ze nie widze szansy na relacje miedzy nami bo oprócz tego ze nie potrafiłąbym zaufac człowiekowi który podrywa mnie bedac w zwiazku, to i bez tego wiem ze nigdy bysmy nei stworzyli dobrego zwiazku bo on ma w głowie nei prawidłowy obraz mnie a ja tez juz zauwazyłam pare istotnych kwestii które byłyby dla mnie nei do przeskoczenia. Co jakis czas nastepował przestój w kontaktach (teraz juz wiem, ze próbował sie ode mnie odciac zeby nie psuc swojego zwiazku i maksymalnie ograniczyc kontakt), ale za kazdym razem wracały ze zdwojona intensywnoscia. I tu niestety musze przed sama soba przyznac ze mi coraz bardziej zalezało na powrocie tych kontaktów bo jednak za dobrze sie rozumielismy i moglismy gadac godzinami. W pewnym momencie po kolejnej próbie wymuszenia na mnie zezwolenia na jakakolwiek relacje, wyznał mi miłosc po czym poprosił o miesiac na zakonczenie biezacego zwiazku zebysmy mogli zaczac nowe zycie razem. Nie potraktowałam tego powaznie ale stało sie - my coraz wiecej pisalismy i rozmawialismy, az pewnego dnia jego partnerka znalazła jakies wiadomosci... Wiadomosci nigdy nie przekraczały zadnej granicy, ale trzeba byc głuchym i slepym zeby mimo wszystko nei zauwazyc ze była to dosc bliska emocjonalnie relacja. Przyznał sie jej ze nawiazał bliska relacje z kims ale jej nigdy nie zdradził, że ich zwiazek nie ma przyszłosci itd. Ona potwierdziła ze czuła od dłuzszego czasu i sie tego spodziewala. Rozstali sie w zgodzie ale nie bez dramatów, natomiast on błyskawicznie zaczał nowa relacje ze mna... Relacja trwała jakies 2,5 mca. Ja nie chciałam sie wiazac bo uwazałam ze to nie człowiek dla mnie, ze to nie przetrwa. Zamierzałam to zakonczyc w miare szybko. Ale jednoczesnie z kazdym dniem odkrywałam jak bardzo do siebie pasujemy. Obydwoje bylismy w szoku widzac ile nas łaczy bo nigdy sie tego nie spodziewalismy. Od bajecznego seksu po wielogodzinne rozmowy - kto by pomyslal ze mozna to poczuc po 30? Tyle ze pojawiły sie tez czarne strony. Otóz odkrywalismy w sobie cechy które jednak wymagały mocnego dotarcia a były w nas obojgu na tyle zakorzenione ze dosc ciezko było cos z tym zrobic bo zadne nie chciało sie zgodzic na zmiane swoich wartosci. Nie mozna powiedziec ze sie ciagle kłócilismy - dorosli, dojrzali ludzie działaja inaczej, były to raczje trudne rozmowy które zdarzały sie coraz czesciej - srednio raz w tygodniu, raz na 2 tygodnie - tak, przy takim stażu nie było ich za wiele Pod koniec tego okresu obydwoje, jak sie okazało, tego samego dnia podjelismy taka sama decyzje i postanowilismy porozmawiac o tym zeby to zakonczyc. Tu pełna zgoda i radosc, on stwierdził ze po prostu nie potrafi sie zaangazowac, ja ze od poczatku nei chciałam i tyle. Padł pomysł zebysmy przeistoczyli to znajomych w Friends with benefits bo skoro i w łózku jest dobrze i przyjazn spoko to po co to tracic? mielismy sie nie widziec przez jakis czas i dac sobie czas na przemyslenie i zdecydowanie czy zrywamy relacje czy decydujemy sie na FwB. O zgrozo, co sie wtedy mojej głowie działo! z przerazeniem odkryłam ze juz dawno przestałam to kontrolowac i oszukiwałam sama siebie mówiac o braku zaangazowania. Bo po prostu sie zakochałąm w tym człowieku. Po tych 2 tygodniach przerwy okazało sie, że on widzac ze jednak jestem zaangazowana uznał ze FwB nie wchodzi w gre bo bedzie mnie ranic. Wiec została opcja spróbujmy sie zaprzyjaznic.... Przy pierwszym spotkaniu przyjacielskim przy drinku i tak sie ze soba przespalismy. Przy kolejnym przyznał sie ze zaczał sie z kims spotykac, bez zobowiazan. Mowa była o wspolnej znajomej. Twierdził ze ona wie o tej relacji ale ze jeszcze z nia nie spał, ze to nic dla niego nie znaczy, bardziej zabawa. Zanim przejde do dalszej historii wspomne o kilku kwestiach: chłopak pochodził z niepełnej rodziny, kazde z jego rodziców ząłozyło nowe rodziny. Poza tym miał (ma) problemy z wytryskiem (a w zasadzie jego brakiem) i płodnoscia, jednoczesnie twierdzi ze jest niestabilny emocjonalnie i nie potrafi nikogo pokchac ani sie zaangazowac i sam czesciowo tłumaczy czesc tych problemów faktem ze nie osiaga orgazmu. I teraz ciag dalszy: sytuacja zakonczyłą sie wielkim dramatem, zerwałam kontakt bo nie byłam w stanie sobie poradzic ze swiadomoscia ze widuje ta druga kobiete ani z mysla ze kiedy on sie nie odzywa to mzoe byc z nia. Było to zbyt trudne. Kobieta zreszta dbała tez o to zeby mocno zaznaczyc swój teren. Po 1,5mca walki ze soba, próbowałam też konsultacji z psychologiem, uznałam ze jestem gotowa na utrzymanie z nim kontaktu na stopie przyjacielskiej, ze sie uwolniłam i ułozyłam sobie w głowie. Przyczyna było tez po czesci to ze po drodze stworzylismy grupe znajonych, dosc blisko ze soba zwiazanych i nei chciałam tej grupy rozwijac, a jednoczesnie brakwało mi tego wsparcia emocjonalnego jakiego od dawna juz mi udzielał w ramach przyjazni przed czy w trakcie naszej relacji. Nie bedzie zaskoczeniem jak powiem ze bardzo szybko wrócilismy do siebie, on twierdził ze zakonczył relację z tamta kobieta i była pełania szczescia. Czas który obydwoje mielismy na przemyslenia okazał sie pozytywny, nie było wczesniejszych tarc, zrozumielismy bezsensownosc niektórych z naszych kłótnie i nauczylismy sie znalezc wspólne rozwiazania które jest satysfakcjonujacce dla obu stron. ale tym razem idylla trwała tylko kilka tygodni... Tamta kobieta nawiazała ze mna kontakt. Okazało sie ze zerwanie z nia kontaktu polegał na tym ze... po prostu zapadł sie dla niej pod ziemie. przestał odpisywac, oddzwaniac. zniknał. Domysliła sie z czego to wynikało wiec postanowiła ze mna porozmawiac zeby zrozumiec skoro z nim sie nie dało. Okazało sie ze jego nagła decyzja o rozstaniu wynikała z tego ze mnie z nia zdradził. Ona wtedy nie wiedziała o naszej relacji, powiedział jej dopiero po i zerwał kontakt, potem ten kontakt z nia odnowił, ale dopiero kiedy faktycznie ostateznie sie rozstalismy. Przedstawiła mi tez kilka inncyh faktów, w tym to jak sie o mnie wypowiadał i jak przedstawił nasza relacje. Po tej rozmowie byłam przekonana ze chce zakonczyc relacje z nim, jednak po długich przemysleniach postanowłam dac mu szanse sie wypowiedziec. Przyznał sie do zdrady, nie musiałam pytac, przyznał sie do tego ze zamiast szczerze wyjasnic kobiecie sytuacje po prsotu zniknał a mnie okłamał,. Zaprzeczył jednak temu co rzekomo mówił o relacji ze mna. I tu mu uwierzyłam - przez rok przyjazni zauwazyłam ze słowa które rzekoma padły z jego ust to nie sposób w jaki on sie o kimkolwiek wypowiada a juz na pewno nie o byłych partnerkach. Chciałam dac mu szanse i wybaczyc pod warunkiem ze pojdzie na terapie, ale... on z tej szansy nie chciał skorzystac. Powiedział ze powinnismy sie rozstac, ze on sie nie nadaje do zwiazku, ze jestem za dobra i nei chce mnie krzywdzic a niestety wie ze by to zrobił po raz kolejny wiec woli sie wycofac. Podjelismy decyzje o utrzymaniu przyjazni przynamnej tymczasowo zeby nie rozbijac grupy przyjaciół przez nasze historie. Na poczatku nie było łatwo, zdarzyło sie ze ze soba sypialismy ale finalnie po pół roku jestesmy bardzo bliskimi przyjaciółmi. Przestalismy ze soba sypiac na podstawie jego decyzji - ja pewnie sama nigdy bym jej nie podjeła i mimo próby inicjatywy z mojej strony był konsekwetny wiec postanowiłam szanowac jego decyzje. On twierdzi ze w jego zyciu nie ma zadnych kobiet, bo nie chce nikogo krzywdzic z powodu swojej niestabilnosci i skupia sie na innych priorytetach. I wierze bo poza wyznaczonymi celami wiekszosc czasu spedza ze mna lub naszymi wspolnymi przyjaciółmi. Nietypowe jest to jednak na czym polega nasza przyjazn: otóz ja nadal go kocham i wylądowałam w przedziwnym friendzone. W czasie wyjazdów zawsze przytulamy sie i spimy w jednym łózku, wszyscy nowo poznani ludzie mysla ze jestesmy para - podobno na podstawie tego jak rozmawiamy i patrzymy na siebie i jak sie w stosunku do siebie zachowujemy. Nasi wspólni znajomi w zasadzie traktuja nas jako pare. Zdarzyło sie ze wyjechalismy na weekend tylko we dwoje bo akurat nikt z paczki nie mógł dołaczyc. Poza tym on dobrze wie o moim uczuciu, cąły czas powtarza ze zadnych kobiet w jego zyciu. Ale jednoczesnie okazuje mi dosc duzo czułosci - oprócz przytulanai w czasie wspólnego snu sa to np buziaki w policzek, ale tez w czoło czy w ramie, troszczy sie o mnie i martwi sie moimi problemami ze zdrowiem. Jest bardzo opiekunczy, pojawia sie gdy widzi ze mam problem i wyczuwa na podstawie mojego zachowania ze jest zle i tak naprawde jest przy mnie zawsze gdy potrzebuje pomocy czy wsparcia. Ja po drodze tez spotykałam sie z kims, chodziłam na randki - po alkoholu powiedział mi o swojej zazdrosci. Jednak innym razem na trzezwo zaprzeczył bo niby czemu miałby byc zazdrosny. Ale w kwestii moich potencjalnych partnerów jest dosc krytyczny - kazda moja randka została przez niegho skrytykowana jako niespełniajaca kryteriów które mogłaby dac mi szczescie. Powtarza ze powinnam sobie znalezc porządnego faceta, ale jednoczescie w jego oczach zaden facet nie jest dla mnie wystarczajaco porzadny, Niestety im lepiej go poznaje, im wiecej o nim wiem, tymbardziej upewniam sie ze to człowiek którego kocham i chce kochac i ze mimo wszystko byłabym w stanie podjac kolejna próbe zeby mu zaufac i spróbowac zbudowac zwiazek. Zapytałam go czy nie mozemy byc razem tylko ze wzgledu na jego niestabilnosc i problem z zaangazowaniem czy ze wzgledu na to ze po prostu totalnie do siebie nie pasujemy, mozemy byc swietnymi przyjaciółmi ale nigdy nie stworzylibysmy dobrego zwiazku nawet gdyby był stabilny emocjonalnie. Powedział ze opcja 1 bo wg niego nei da sie ukryc ze bylibysmy idealna para gdyby tylko on potrafił sie zaangazowac. A ja mam mętlik w głowie... Z jednej strony kocham i chce go zatrzymac w moim zyciu jak najdłuzej, podswiadomie chyba po prostu próbuje doczekac do momentu w którym on dorosnie do zwiazku, zwłaszcza ze on tez nie ukrywa ze chce mnie w swoim zyciu zatrzymac i ze zalezy mu na mnie jako człowieku/ przyjaciółce. Ale z drugiej strony zastanawiam sie ile jeszcze jestem w stanie w tym wytrwac? i co jesli pewnego dnia on pozna kobiete w której sie zakocha, albo nawet zdecyduej sie spotykac z kims bez zobowiazan? jak sobie wtedy poradze? czy uschne z zazdrosci? jak bardzo bede cierpiec? I czy sama bede w stanie ułozyc sobie zycie majac tego czowieka cały czas w swoim otoczeniu ? odciecie sie jest trudne nie tylko dlatego ze wiazałoby sie z zerwaniem bardzo bliskiej przyjazni, ale bo jednoczenie któres z nas musiałoby zerwac kilka innych przyjazni i wycofac sie całkowicie z grupy....
  20. Gość

    Problemy

    Co mam zrobić żeby nie skrzywdzić ( seksualnie ) dziewczyny w której się zakochałem. Ja mam 15 dziewczyna 13
  21. Hej, piszę do Was z dość już upierdliwym dla mnie problemem:) Otóż od kilku lat mam nawracający problem jedzenia. Nie chcę mi się jeść, nie mam na to kompletnie ochoty. Jak już jem, potrafi mi się w pewnym momencie zrobić niedobrze, po prostu przestać jeść i dokończyć to jedzenie za godzinkę przykładowo. Przez to nie mam na nic energii, ciągle jestem zmęczona i nie do życia. Najchętniej bym leżała w łóżku i spała, nic w sumie dziwnego jak nie dostarczam sobie energii. Chciałabym wyjść na rower, czy spacer ale najzwyczajniej w świecie przez niejedzenie, nie mam na to ochoty. Dodatkowo przez to mam niedowagę, bardzo chciałabym przytyć, ale nie mam jak. Nie chcę mi się jeść, więc się nie ruszam i nie tyje. W związku przez to, również mi się psuję, bo nie mam sił na jakiekolwiek pieszczoty z chłopakiem czy na jakieś wyjścia na spacer Pracę mam siedzącą, przez to do niej nie potrzebuje sił. W tamtym roku miałam fizyczną pracę i jadłam więcej, ruszałam się i przytyłam. Gdy poszłam na studia to znowu wróciło, przestałam się ruszać i schudłam. To jest takie niekończące się koło, którego już mam naprawdę dość i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Gdyby tego wszystkiego było mało mam problem z jedzeniem przy obcych mi ludziach, potrafi mi się nagle zrobić niedobrze, wszystko mi się cofa i przestaje jeść. Przez to nie jem w restauracjach czy innych tego typu lokalach.Myślałam, żeby zacząć od rodzinnego lekarza, ale nie wiem czy to dobry pomysł. Czy lepiej już iść gdzie indziej. Nie wiem co to, podejrzewam to na tle psychicznym. Sama sobie z tym nie poradzę, jedyną moją pomocą jest chłopak. Bo rodzice uważają, że wymyślam. Proszę o pomoc.
  22. Cześć. Zastanawiam się nad jednym faktem , może to wyda Wam się dziwne ale nurtuje mnie pewna kwestia i bardzo liczyłabym na pomoc. Otóż jestem z partnerem 1,5 roku ,jest ode mnie 12 lat starszy. Chociaż mentalnie zachowuje się jak nastolatek. Mam 22 lata jest moim pierwszym partnerem. Zauważyłam ,ze na instagramie obserwuje dziewczyny które są skąpo ubrane , wyginają się przed lustrem i maja strasznie wyzywające pozycje i stroje. Mówi,ze się przebierają za cosplayer i to stroje mu się podobają a nie one. Chociaż większość pozuje tylko i wyłącznie z bielizna , rzadko która jest przebrana za kogoś, czytałam o tym. Dla mnie to ewidentnie oglądanie zdjęć pornograficznych gdzie dziewczyna pozuje kuso w bieliźnie lub bez i wygina się na wszelkie sposoby do lustra. Weszłam na jedną nawet i wyświetlił mi się jej Twitter ( kręciła filmiki porno) strasznie mnie to wstrząsnęło i czuje się jakoś mniej atrakcyjna. Czuje się po prostu dziwnie . W ogóle niedowartościowana ,brzydka itp. Kochamy się w sumie kiedy on ma ochotę. Czuje się z tym bardzo złe . Jestem zadbana osoba,szczupła , ćwiczę , zdrowo się odżywiam a ostatnio przy nim i chyba bardziej przez to co zobaczyłam czuje się strasznie. Mam się czego obawiać ? Czy to moje wymysły ? Czy to raczej normalne ? Czuje,ze mu nie wystarczam i musi przeglądać „gołe dziewczyny” i przez to czuje się zle sama ze sobą i nawet nie mam ochoty się z nim kochać. Proszę doradźcie mi coś, dzięki!
  23. Witam. Jestem tu nowa. Mam 24 lata, pracuje w jednej firmie z moim partnerem. Jesteśmy razem od 8 miesięcy a ja jestem na wykończeniu. Otóż mój luby leczył się na depresję. Przez leki, seks był... Beznadziejny? Ale jest cudownym człowiekiem, więc postanowiłam poczekać az odstawi leki. Gdy to się stało poprawa była tylko na chwilę. Seks jest dla niego stresem. Chodzi do seksuologa, póki co za krótko by cokolwiek ruszyło do przodu. Teraz kolej na mnie. Póki myślałam ze to przez leki, cierpliwie czekałam. Teraz, czuje się strasznie. Nieatrakcyjna, tak jakbym go nie pociągała. Rośnie we mnie złość, żal że dobrze wiedział że ma problemy z seksem, wiedział co przeszłam (ex zdradził mnie z babą w wieku mojej matki!) a mimo to wszedł do mojego życia. Boje się powiedzieć ze mam ochote na seks bo to nakręca spiralę. On się stresuje ze musi, jak się stresuje to nie wychodzi itd. Nie mogę być sobą, żadnych sprośnych tekstów, cokolwiek nie zrobię, nie uda mi się go podniecić. To mnie tak dobija.. Każda próba rozmawiania z nim kończy się jego smutkiem a co za tym idzie pogorszeniem w sprawach lozkowych. Jestem w zamkniętym kole. Nie umiem już udawać ze jest ok i ze jestem wyrozumiała. Mam swoje potrzeby. Nie czuje się atrakcyjnie gdy w żaden sposób nie działam na faceta. Jesteśmy młodzi, 3 razy w miesiącu to jednak dla mnie zdecydowanie za mało. Moje poczucie własnej wartości leży...
  24. Witam wszystkich. W którym dziale mogę zadać pytanie odnośnie mojej seksualnosci?
  25. Witajcie jestem młodą osobą 19 lat mój problem polega na tym ze ogólnie jestem meska. Zauważyłam że ogólnie nie jestem kobieca nie lubię jak ludzie odbierają mnie za kobieca. Np nie chce mieć męża dzieci ponieważ wtedy będę odgrywac damska rolę a ja wolę być jakby neutralna, nie lubię też jak ludzie mówią do mnie dziewczynka itp. Ogólnie kobiece zwroty. Ogólnie jak włożę sobie sukienkę szpilki to niby ok ale czuje się w tym i tak mesko. Tak naprawdę od 3 lat mama problem ze swoją tozsamosci plciowa i nie potrafię stwierdzić kim jestem to wszystko zaczęło się od obejrzenia filmu o osobie transseksualnej wydaje mi się ze przed tymi myślami wszystko było okej. Z jednej strony jak myślę kim jestem to nasuwa mi się w głowie ze kobieta ale mam wątpliwości właśnie dlatego ze jestem meska no i przejawiam takie zachowania jak wyżej. Co o tym myślicie może ktoś z was miał podobnie, czy da się coś zrobić żeby być i czuć się bardziej kobieco ?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.