Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'seksualność'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Refleksje mężczyzny

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Hej. Chciałabym się podzielić z Wami pewnym problemem, trochę wstydliwym. Czy jest tu jakaś kobieta która czuła obrzydzenie do krwi menstruacyjnej, do wydzieliny z pochwy? Miesiączka jest dla mnie strasznie męcząca, ale krew jeszcze nie wzbudza we mnie takiego wstrętu - nigdy nie byłam specjalnie wrażliwa na widok krwi. Większym dla mnie problemem jest wydzielina z pochwy, jest jej strasznie dużo (jest normalna, nie mam żadnej infekcji). Denerwuje mnie to że ciągle muszę zmieniać wkładki i że po prostu to jest proces którego nie kontroluję, czasami wkładki mi przeciekają, ciągle muszę tego pilnować. Nienawidzę tego. Dodam, że mam 25 lat i nigdy czegoś takiego nie odczuwałam, po prostu było to dla mnie normalne. Czy jest tu ktoś kto może ma/miał podobny problem? Albo czy jest to objaw jakiegoś zaburzenia? Mam tak mniej więcej od 3 miesięcy.
  2. Witam! Jestem 22-letnim mężczyzną z ASD. Studiuję informatykę na drugim roku, aczkolwiek nie zdałem roku, bo skupiłem się na warunku. Zdalne nauczanie sprawiło, że stan psychiczny się pogorszył i możliwe, że przez to nie zdałem semestru. Aktualnie mam przerwę w zajęciach i planuję wrócić na 3 semestr. Rozważałem też pójście na prywatną uczelnię na ten sam kierunek. W obecnej chwili nie mam żadnych kontaktów międzyludzkich oprócz relacji z rodziną. Nie mówiąc już o sferze miłosnej i seksualnej, której nigdy nie było. Ostatni raz miałem dołka 3 lata temu, kiedy zdawałem maturę i nie wiedziałem na jakie iść studia i co dalej robić. Uprawiam sport(pływanie), robię prawo jazdy nawet. Co do prawka to nawet zdałem teorię 3 lata temu(jakieś kilka miesięcy przed pogorszeniem się stanu), ale skupiałem się później na szkole i studiach, że nie podszedłem do praktyki. Wróciłem do jazd i póki co nawet dobrze mi idzie.
  3. Co zrobić? Szukamy rozwiązania... ! Ja i mój mężczyzna jesteśmy w bardzo zażyłej relacji uczuciowej, chcemy dobrze czuć się w związku ale mamy jeden ogromny problem. Bardzo dobrze nam ze sobą i poza tą kwestią świetnie się dogadujemy, jednak problem wraca jak bumerang i nieustannie szukamy rozwiązania. Mianowicie, mój partner ma ogromny problem, ponieważ jestem jego pierwszą partnerką seksulaną, a on nie jest moim pierwszym partnerem. Co jakiś czas to wraca i powoduje przykrą atmosferę oraz niepotrzebnie wypowiedziany potok słów. Powoduje to niepełne zaufanie oraz zatrzymanie się w miejscu relacji bez chęci planowania jej pogłębienia. Planowaliśmy, że w międzyczasie on znajdzie sobie inne kobiety tylko po to żeby nie czuć kompleksu i żebym nie była jego jedyną jednak ciężko mu to przychodziło i dalej jesteśmy w punkcie wyjścia. Szukamy WSZELAKICH raz i rozwiązań (poza rozstaniem, które nie wchodzi w grę). Pomóż !
  4. Mam 24 lata, a mój mężczyzna 28. Ja i mój mężczyzna jesteśmy w bardzo zażyłej relacji uczuciowej, chcemy dobrze czuć się w związku ale mamy jeden ogromny problem. Bardzo dobrze nam ze sobą i poza tą kwestią świetnie się dogadujemy, jednak problem wraca jak bumerang i nieustannie szukamy rozwiązania.Mianowicie, mój partner ma ogromny problem, ponieważ jestem jego pierwszą partnerką seksulaną, a on nie jest moim pierwszym partnerem. Co jakiś czas to wraca i powoduje przykrą atmosferę oraz niepotrzebnie wypowiedziany potok słów. Powoduje to niepełne zaufanie oraz zatrzymanie się w miejscu relacji bez chęci planowania jej pogłębienia.Planowaliśmy, że w międzyczasie on znajdzie sobie inne kobiety tylko po to żeby nie czuć kompleksu i żebym nie była jego jedyną jednak ciężko mu to przychodziło i dalej jesteśmy w punkcie wyjścia. Szukamy WSZELAKICH raz i rozwiązań (poza rozstaniem, które nie wchodzi w grę).
  5. Witam, mam poważny problem ,z którym nie potrafię poradzić sobie od bardzo dawna,a nie wiem gdzie mam się z tym udać, dlatego zdecydowałam się napisać o tym na forum. Jestem z chłopakiem od prawie 4 lat (ja mam 24 lata,on 26). Mieszkamy ze sobą od prawie dwóch lat, a pozostały czas widywaliśmy się około raz w miesiącu na kilka dni,bo dzieliło nas 600km. Było dobrze przez pierwsze trzy miesiące, po tym czasie stopniowo zaczął mnie odpychać. Początkowo myślałam, że problem tkwi we mnie, że robię coś źle, abo nie spełniam jego oczekiwań. Stawałam na głowie, żeby podobać mu się i jakoś zachęcić do wspólnych igraszek. Po zamieszkaniu razem przyłapałam go na flirtowaniu go z innymi kobietami, zaczęłam naprawdę myśleć,że kompletnie mu się znudziłam i że mnie zdradza. Konkretnych dowodów na to nigdy nie znalazła, jednak początkowe zaufanie kompletnie legło w gruzach. Nie chcę za bardzo wybiegać w przeszłość z przejściami (ciężko mi z tego całego czasu wszystko w jednym poście zebrać składnie) ,bo jest mowa o ponad trzech latach,ale spokojnie od ponad pół roku sypiamy ze sobą raz w miesiącu. Mi czasem proponuje ,że *zrobi mi dobrze*, ale kiedy ja to zaproponuję dalej odmawia (lub znajduje wymówki : jestem ,zmęczony, nie mam humoru,boli mnie głowa/brzuch - tak za każdym razem) Dwa miesiące temu podczas kolejnej kłótni zaproponowałam mu wizytę u terapeuty, jednak kompletnie odeszło to w odstawkę, a sam miał coś z tym zrobić. Ja ze swojej strony wykazywałam inicjatywę, nadal proponowałam różne rzeczy nawet w formie zakupionych gadżetów erotycznych, po jakimś czasie odpuściłam, bo on dalej mnie odpychał i ignorował. Wczoraj doszło do kolejnej kłótni, wydusił z siebie (nie wiem,czy to prawda, czy nie) , że ma problem z masturbacją do porno. Chciałam uzyskać więcej informacji, bo powiem szczerze ,że nie rozumiem jak można odpychać atrakcyjną, młodą kobietę, która ma ochotę zawsze i na wszystko. Jednak coś odebrał za atak i nic z tego dobrego nie wyszło. Chciałabym dodać, że poza tym, że mnie odpycha to kompletnie nie umiem do niego dotrzeć, ze wszystkim się zamyka ,odbiera za atak ,a jak już faktycznie powiem coś dla niego niewygodnego (kiedy mam racje) tym bardziej się burzy i stara jak może odwrócić kota ogonem i przegadać tą kłótnie tak, żeby wyszło ,że ja jestem tą najgorszą (dla wyjaśnienia jestem świadoma, że wiele razy też postąpiłam nie właściwie, powiedziałam również wiele nieprzyjemnych rzeczy i tak naprawdę wina w nierozwiązanych problemach, nie umiejętności jest po obu stronach) . Bardzo przepraszam jeśli opisała moją sytuacje chaotycznie ,ale jestem bardzo zdenerwowana i nie wiem co już mam z tym wszystkim robić. Chłopak chce to zmienić (tak mi powiedział wczoraj/dzisiaj rano), ale poza tym,że jest to dla niego bardzo krępujący temat sam nie wie co się dzieje,a ja już rozkładam ręce, bo nie mam pomysłów ani sił na to jak do niego dotrzeć i poradzić sobie z tym.
  6. Czy to mozliwe ,ze w wieku 31 lat penis przestaje być posłuszny? Od około pól roku mam z tym problemy. Nie chce stanąć, zdarza sie,ze opada w trakcie. Żona niby to akceptuje ale ostatnio kikla razy pokazała, że jest zirytowana takim stanem rzeczy.... boje się,ze tak dłlużej być nie może. Doradźcie co robić?
  7. Jestem w ponad 3 letnim związku. Nasze życie intymne zawsze uważałam za cudowne, wręcz idealne. Czerpałam z niego radość, spełnienie i satysfakcję. Wszystko się zmieniło kiedy odkryłam, że dla mojego męża seks nie jest tym czym był dla mnie. Okazało się, że on potrafi zupełnie rozdzielić seksualność od emocji. Kochał się z innymi kobietami (za moją zgodą - to bardziej skomplikowane) i twierdził, że nic do nich nie czuł. Od tego czasu zaczęłam nieustannie myśleć o tym, że on potrafi w seksie udawać. W tym sensie, że robi gesty, które z założenia są czułe i pieszczotliwe, ale może równie dobrze wcale nie czuć przy tym miłości i oddania. Ta świadomość mnie sparaliżowała i sprawiła, że seks, który był dla mnie świętością, darem, aktem miłości stał się nagle tylko zwykłą fizyczną czynnością, którą równie dobrze można uprawiać z każdym dla czystej fizycznej przyjemności. Stracił dla mnie cały czar, całą swoją wspaniałość i przestał być czymś intymnym, co mamy tylko dla siebie nawzajem. Mąż twierdzi, że seks ze mną jest inny niż z kimkolwiek innym, bo mnie kocha, ale nie umie wytłumaczyć JAK jest inny. Jak o to pytam to powtarza tylko, że jest inny bo to ja a nie inna i to jego jedyne wytłumaczenie. Mnie to nie wystarcza. Nadal podczas seksu myślę o tym, że równie dobrze mógłby to samo zrobić innej i ogarnia mnie smutek i żal. Nie mam ochoty się kochać w ogóle. Jedyne o czym ciągle marzę to znów przeżywać miłość i bliskość tak jak kiedyś, ale już nie potrafię. Ja chodzę codziennie smutna i niespełniona, a on poddenerwowany moim brakiem inicjatywy i chęci na zbliżenia. Boję się mu powiedzieć, że nasz seks stracił dla mnie wszystko co było w nim najlepsze i że tylko cierpię. Boję się, bo on w takich sytuacjach zwykle prezentuje postawę, że skoro tak to już koniec. Nic się nie da zrobić. Ja sama nie wiem co zrobić... Proszę poradźcie mi coś, bo nie mam nikogo z kim mogłabym o tym porozmawiać.
  8. Witam. Jestem 23 letnia studentka. W związku jestem od 2 lat, jesteśmy pewni siebie i swoich planów na przyszłość. Nie kłócimy się o głupoty jednak zostałam skrzywdzona wcześniej i nie potrafię zaufać i znowu wyszło na to, że mam rację. Przez dostęp do poczty e-mail dowiedziałam się o tym że moj facet ogląda filmy erotyczne, pisze na portalach randkowych i co więcej na jednym z nich z facetami pokazują swoje przyrodzenie. Czy on jest gejem? Zaznaczę, że nasze relacje łóżkowe są na bardzo dobrym poziomie. Chłopak, narzeczony, jest kierowca tira widzimy sie co 11/12 dni.
  9. Jestem kobieta, mam 18 i problem ze sobą i nie wiem co jest tego przyczyna. Zaczelo sie pare miesięcy temu od tego jak zaczęłam sie bardziej przejmować problemami rodzinnymi problemy finansowe ojczymem za granica itp. I to jakoś strasznie na mnie wpłynęło. Dodam jeszcze ze od 2 lat jestem z chłopakiem którego znam praktycznie całe swoje życie ale nie mieliśmy wcześniej bliskiego kontaktu. Na początku naszego związku było wszystko super układało nam sie, dogadywaliśmy sie ale ostatnie pare miesięcy stało sie strasznie trudne. Zaczęłam być mniej uczuciowa dla niego przestaliśmy tak często uprawiać sex praktycznie wcale tego nie ma przez to on czuje sie odrzucony i niedoceniany bo gdy tylko próbuje mnie dotknąć to go odtrącam (wcześniej byłam w związku z innym chłopakiem który robił to ze mną bez mojej zgody nie wiem czy to może mieć jakies wpływ na to ponieważ na początku było okey) a ja sie zmieniam tylko na gorsze krzyczę na niego jak tylko zrobi cos co mi nie pasuje wszystko musi być tak jak ja chce, mam ciagle wachania nastroju jest mi smutno bez powodu albo jestem zła bez powodu. Chciałabym to zmienić tylko ze nie potrafię nie umiem sie zmienić tyle razy o tym rozmawialiśmy a ja nie potrafię i nie wiem co jest tego przyczyna tak samo jak nie wiem co jest tego przyczyna ze tak strasznie spadła mi ochota na sex. Jeszcze ostatnie straciłam ochote na wszystko co mi sprawia przyjemność jak wychodzenia na spacery spotykanie sie ze znajomymi najchętniej bym tylko leżała w łóżku i oglądała filmy, przytyłam 4kg co nigdy mi sie nie zdarzyło, zepsułam sie i psuje wszystko do okoła i nie wiem jak to naprawić. Jakieś wskazówki co mogę zrobić żeby naprawić siebie i swój związek?
  10. Witam nazywam się Klaudia i mam 25 lat. Od jakiegoś czasu zastanawiam się nad swoją seksualnoscia. Chodzi o to, że będąc w związku z partnerem gdy myślę o współżyciu to pojawia się lęk, nie chęć, po prostu coś dziwne dzieje się wtedy we mnie. Próbowałam nad tym pracować ale nie dam rady. Wiem, że przyczyną może być to, że zostałam zgwalcona jak miałam 12 lat w dodatku choruje na endometriozę. Zastanawiam się nad pójściem do seksuologa bo już nie daje rady z tym. Ale czy to dobry specjalista? Czy może lepiej iść na terapię? Bardzo prosiłabym o odpowiedź.
  11. Witam, mam 20lat, z moim partnerem jesteśmy już 6lat razem, dogadujemy się i nie mamy większych problemów w naszym związku, z wyjątkiem jednego. Od pół roku nie mam ochoty na większe zbliżenia, często robiłam to z przymusu, żeby nie był zły. Uważam, że jego złość i obrażanie się na mnie z tego powodu jest kompletnie nieuzasadnione. Jestem osobą wierzącą, i wolałabym aby seks był po ślubie, jednak wewnątrz siebie wiem, że ślub może nic nie zmienić w tej w kwestii. Nie wiem skąd ta blokada, zwyczajnie nie che, żeby mnie dotykał, i nie chce tego już robić na siłę, momentami bardzo się tego brzydzę. Czuję się winna ale wiem, że seks to nie jest mój obowiązek, nie chce go stracić ale nie rozumiem czemu On nie chce zrozumieć tego, że jest mi ciężko i że potrzebuję przerwy od tego.. ostatnio robiliśmy to jakieś 2tyg temu, nie sprawiło mi to radości wręcz odwrotnie. Widzę, że moja psychika bardzo na tym cierpi, co powinnam zrobić??
  12. Jestem samotnym chłopakiem który ma 21lat obecnie bez pracy. Odkąd pamiętam bylem trochę mniejszy w niektórych aspektach mego ciala. Lecz z 5 lat temu zaczęło mnie to przytłaczać . Nie musze byc specialista danej dziedziny aby wiedzieć że jest coś ze mna nie tak. Przez co nigdy nie probowalem bliższych kontaktów z placia przeciwna,lek przed ośmieszeniem i strach nie pozwalal mi stworzyc normalnej relacji. Gdy zrozumiałem ze samo sie to nie i nigdy nie bede mogł miec jedynej rzeczy o której zawsze marzyłem założyć ,,szczęśliwa rodzinę.. zmienilem sie. Przestało mnie cieszyc większość rzeczy, wszędzie widzę tylko syf jakim jest ten świat. Żeby móc w spokoju przetrwać kolejny dzien pale duzo mamrichuany wtedy nie mysle tak czesto o tym jakim niedorozwojem jestem. Czuje w sobie mnóstwo żalu,smutku i złości ale najgorsza jest chyba bezslinosc i strach powiedzenia o tym komus. Długo nie da sie tego ciagnac wiec co robic?
  13. Ja i mój mąż mamy po 33 lata. Jesteśmy 5,5 roku po ślubie, znamy się w sumie od prawie 10 lat. Obydwoje jesteśmy dla siebie pierwszymi partnerami seksualnymi. Problem zaczął się jakiś czas po naszym ślubie. Myślę, że to się nasilało stopniowo, ale tak naprawdę stało się problemem jakoś rok albo dwa lata temu. Jeśli ja nie zainicjuję zbliżenia, nie ma szans na to, że zrobi to mąż. Przy czym szansa na to, że zgodzi się na seks częściej niż raz w tygodniu jest niemal zerowa. Kiedy staram się cierpliwie czekać na jego pierwszy ruch, może on nie następować przez miesiąc lub dłużej. Ostatnio mąż powiedział mi, że jego libido spadło do zera. W tej chwili wygląda na to, że on kompletnie nie odczuwa potrzeby uprawiania seksu. Fizycznie nic mu nie dolega - żadnych problemów z erekcją czy wytryskiem. Może będzie ważne, że od samego początku naszych kontaktów intymnych był bardziej zainteresowany moją przyjemnością niż własną. Rozmawialiśmy o wizycie u psychologa lub seksuologa, ale on najwyraźniej nie jest jeszcze na to gotowy. Kocham go i chcę dać mu czas na podjęcie decyzji. Nie chcę, żeby czuł z mojej strony jakąś presję czy przymus, żeby czuł się winny, że nie zapewnia mi tego, czego ja potrzebuję - wiem, że ma tendencje do obwiniania się za całe zło tego świata. Ale tutaj przeszkodą jest moje libido. Potrzebuję seksu. Nie chodzi tylko o sam orgazm, gdyby tak było sprawę załatwiłaby masturbacja (która, nawiasem mówiąc, pomaga tylko do pewnego stopnia). Chodzi o całą tą emocjonalną i fizyczną otoczkę, pieszczoty, przytulanie i w ogóle. I o bycie pożądaną. Czy istnieje jakiś sposób, żebym mogła obniżyć moje libido? Myślę, że mogłoby to być tymczasowym rozwiązaniem problemu, zanim dotrzemy do specjalisty i opracujemy jakieś sensowniejsze rozwiązanie.
  14. Czuje ze mój związek się wypalił ale jakoś nadal go ciągnę bo moja jest we mnie zakochana po uszy. Pierwszy raz w życiu jestem na takim jakby rozdrożu a do tego pandemia która sprawia ze niektóre decyzje podejmuje teraz ostrożniej z czysto egoistycznych pobudek. Mam wrażenie jakby moje serce było z kamienia. Czy powinno się coś czuć? Poznaliśmy się jakieś 1,5 roku temu. Nic szczególnego, zwykła znajomość która przeistoczyła się w coś większego po paru miesiącach luźnej relacji. Poznaliśmy się co prawda na Tinderze ale nie napieraliśmy na związek jakoś szczególnie. Teraz mam 27 lat, ona 26 i pojawiają sie pierwsze problemy głównie w mojej głowie z którymi walczę od paru miesięcy. Początkowo wszystko układało się dobrze. Poznawaliśmy się. To była moja pierwsza poważna relacja po kilkuletniej przerwie od związków które trochę mnie zawiodły i obniżyły samoocenę przy okazji zniechęcając mnie do nowych związków i w zasadzie gdyby nie namowa mojego przyjaciela by spróbować Tindera to pewnie bym jej nie poznał - wiec fakt jej poznania był trochę nietypowy, nienaturalny, "wymuszony" przez osobę trzecią. Na pewno tez presja otoczenia wpływala na fakt że czułem się też źle żyjąc sam. Ale udało się, okazało się ze była i jest nadal super dziewczyną. Ale, mimo że związek był i paradoksalnie nadal jest bardzo dobry, dopełniamy się, lubię z nią spędzać czas, to jednak nie zawsze było idealnie. Mieliśmy kilka kryzysów które mogłyby się zakończyć zerwaniem, ale nie potrafiliśmy tego zrobić. Mieliśmy miesiąc przerwy, kiedy ja zbierałem myśli i odpoczywałem, oboje osobno z dala od siebie. Troche covid do tego sie przyczynił, bo moja zdecydowała ze wróci do rodziny a ja zostałem tam gdzie zżyliśmy. Po prostu mieliśmy dużo problemów, które staraliśmy się zawsze wypracować w relacji, nie obrażaliśmy się tylko zaczęliśmy się wspólnie zastanawiać jak to możemy razem naprawić to i tamto. Ogromne problemy łóżkowe (oboje chcieliśmy, ale mi nie wychodziło, może mnie nie pociągała na początku na tym tle, po pierwszym miesiącu było lepiej ale problemy wracały i wracają). Problemy temperamentowe (ja bardziej energiczny, skupiony na pracy, pragmatyczny, trochę jej przeciwieństwo, logiczny, nie-romantyczny, porywczy a ona chicha, spokojna, odcięta trochę od znajomości, wstydliwa, wymagająca częstej uwagi, różnice zaczęły wychodzić). Wszystko takie skomplikowane się wydaje. To co jednak sprawiło ze przeszliśmy razem tak wiele to chyba pierwsze w życiu poczucie ze jestem dla kogoś chyba ważny. Że w końcu mimo wszystko związek się układa. Wcześniejsze relacje trochę mnie zniszczyły, bylem bardziej romantyczny, czułem więcej. Teraz z moją troszczymy się o siebie mimo wszystko - jak miała problemy zdrowotne w listopadzie to wspierałem ja, jeździłem z nią po szpitalach, byłem z nią. I mimo ze już wtedy miałem problemy z odpowiedzeniem sobie na pytanie "czy ja coś do niej czuje", rozsadek podpowiadał mi że musze jej pomóc, ale nie kierowałem się sercem, lecz po prostu głową, bo wiedziałem że tak trzeba. I w tym chyba jest problem, czasami chyba chciałbym poczuć że kieruje się sercem czego od jakiegoś czasu nie potrafię odczuć. Przez wiele razem przeszliśmy. Sam teraz zresztą do końca nie wiem co robić, wydaje mi się ze perspektywa w której wszyscy żyjemy, a która dotyczy pandemii skłania mnie do rozważnych decyzji a nie pochopnych. Wszyscy raczej myślimy teraz o tym by żyć z kimś by w tych ciężkich czasach nie odlecieć w samotności. Pomimo tego ze jakos nie widze w tym związku dużych wad, ja po prostu nic nie czuje. Brakuje mi w tej relacji energii i jestem z tego powodu rozdarty. Rozmawiałem już z moja o problemach, sama je widzi ze cos ze mną jest nie tak, proponuje mi psychologa ale również twierdzi ze mi to przejdzie. Ostatnie nasze spotkania kończą się częstymi poważnymi rozmowami które mnie meczą, brak cieszenia się z bycia razem tylko ciągle myślenie co dalej. Do tego pojawiające się różnice dotyczące przyszłego życia i rodziny - ja się nie spieszę, a ona już o tym myśli. Kiedyś mówiła gdy mieliśmy kryzys "po co mamy rezygnować z siebie? chcesz nadal szukać i poznawać nowe dziewczyny zaczynając wszystko od nowa?". Wtedy mnie tym tekstem kupiła, teraz uświadamiam sobie że był trochę podcięciem moich skrzydeł. Nie mogę się przyczepić do niej, jest mądra, inteligentna ale mimo to czuje w nim jakiś brak, nie wiem do końca czego. Wcześniej wspominałem ze brakuje energii w relacji, bo sama partnerka jest bardzo cicha, spokojna i o ile kiedyś to było dla mnie to, tak teraz wkrada sie monotonia, nuda. Partnerka często się użala, czasami trzeba ja usilnie pocieszać, często wspierać, bo emocjonalnie bywa słaba. Odcina się od ludzi, typ samotniczki. Brakuje mi po prostu energii, normalnego życia bez zaglądania daleko w przyszłość, a ze mieliśmy już o tym rozmowy jakie są nasze oczekiwania nie sposób mi jakoś przestać o tym myśleć zawsze gdy z nią jestem. Dla przykładu, gdzieś po paru miesiącach naszej relacji rozmawialiśmy o rodzinie, tak na spontanie. Ja mówiłem wprost ze nie czuje się na to gotowy i póki co nie chce, jestem młody, nie chce się pakować w takie cos minimum do 32 roku życia, kto wie, może do 30. Ona mówiła ze ma podobne, ale byłoby fajnie przed 30 tka już "cos mieć". Później jej zdanie zaczęło się zmieniać tak jakby na moja korzyść, ale z kolei jej działania i zachowanie pokazywało ze myśli inaczej - gdziekolwiek nie szliśmy wypatrywał na dzieci. Gdy szliśmy do Ikei po coś patrzyła na małe pokoiki dla dzieci. A gdy jeszcze nie mieszkaliśmy razem i szukałem nowego mieszkania na wynajem, ona napierała by brać większe żeby ona mogła się wprowadzić i zamieszkać ze mną nawet nie rozmawiając o tym wcześniej ze mną czy jesteśmy już na to gotowi (znaliśmy się wtedy 6-8 miesięcy dopiero, gdzie w skali życia to bardzo bardzo mało). Wiem ze trochę się rozpisałem. Po prostu nie wiem co robić wiec opisałem wszystko co siedzi mi w głowie. Brakuje mi energii, ciężko mi się żyje z kimś kto nie zna swojej wartości, ktoś kogo trzeba pocieszać i zmuszać do podejmowania nowych inicjatywy bo ta w siebie nie wierzy. Na domiar złego w styczniu poznałem koleżankę będąc u kumpla na parapetówce która z charakteru jest zabawna, silna, trochę bardziej ekstrawertyczna i pewna siebie. Cechy wręcz bardzo pożądane. I wtedy włącza się powiedzenie "wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma".
  15. Mam obecnie 23 lata. Gdy miałam lat 14 rozpoczęła się moja relacja z 27-letnim księdzem. Zakochałam się. Jeśli mogę tak to nazwać, bo w tym wieku wątpliwe by wiedzieć co to znaczy. Nie miałam wtedy wielu przyjaciół czy kolegów. Moja samoocena także nie była najlepsza, byłam wtedy troszkę przy kości. On zwrócił na mnie uwagę i moja naiwność kazała mi za tym pójść. To co było zakazane było dla mnie wyjątkowe. Nie wiedziałam, że będzie to miało takie skutki w moim dorosłym życiu. Mówił, że mnie kocha i zostawi kapłaństwo.. Po kilku spotkaniach w ukryciu.. nauczyłam się cierpieć. Wszystko toczyło się tak szybko a ja szłam jak w ogień w toksyczne uczucie młodej naiwnej dziewczyny z kompleksami. Wierzyłam, że to coś wyjątkowego. Co ja sobie myślałam.. Jak pewnie się domyślasz, z nim miałam swój pierwszy raz. Za wcześnie. Z nie tym. Za dużo by opisywać w tej sprawie, lecz.. do sedna. Skończyło się, nie mogłam już cierpieć i płakać po nocach. Po drodze gdzieś pojawił się szantaż.. Kończąc.. teraz mam 23 lata i myślałam, że jest wszystko okej. Nie potrzebowałam pomocy psychologa. Ale teraz wiem, że myliłam się. Ciężko jest zamknąć tak wielką sprawę samemu. Nie wiem tylko komu mogę zaufać i nie bardzo wiem też gdzie szukać. Z trudnem mi to przychodzi. Obwiniam się. Nie lubię siebie za to. Jemu wybaczyłam, że tak nieodpowiedzialnie mnie w to wciągnął będąc dorosłym. Trochę go usprawiedliwiam, a nie powinnam. Przestępstwo. Czy jestem sobie winna? Chcę żyć normalnie a narazie to miewam dziwne stany, lęki, przywiązuje się mocno, nie umiem być sama, niezdolna jestem do planowania przyszłości. tyle.
  16. Mam na imię Oliwia i mam 23 lata, na co dzień studiuję i pracuje, prawie 2 miesiące temu mów chłopak (byliśmy że sobą 5 lat) oznajmił mi że wypaliło się jego uczucie i zakończył nas związek. Moje życie legło w gruzach, mieszkaliśmy razem i żyliśmy razem, nie zauważyłam żeby coś między nami było źle, wręcz przeciwnie coraz częściej mój facet zaczynał temat Zaręczyn ale nie że mną tylko z moimi najbliższymi. Nasza relacja była od początku bardzo buzliwa i namiętna, poznaliśmy sie na studniach, po swoim pierwszym nieudanym związku w którym mój były traktował mnie jak należący do niego przedmiot bardzo się zraziłam do mężczyzn i bardzo zmieniłam. Wiem ze mam ciężki charakter, jestem uparta, zadziorna i jeżeli wiem ze coś jest białe a ktoś mi wmawia ze czarne to nie dogadamy sie że jest szare. Mam starszego brata więc zostałam wychowana na młodszego brata a nie siostrę, mentalnie jestem facetem ale fizycznie kobieta, lubię dobrze wyglądać, nosić makijaż i biżuterię. Kiedy zobaczyłam że mam jakaś słabość do R. wiedziałam że źle się to skończy i podświadomie gdzieś od tego uciekałam, byliśmy przyjaciółmi, mówiłam mu wszystko i o wszystkim a on też miał już swój bagaż emocjonalny. Nasza znajomość od początku miała genezę seksualna. Z moim pierwszym partnerem nie mogłam się otworzyć na moja seksualność, robiłam tylko to co sprawiało przyjemnosc mojemu partnerowi. A prawda jest taka że od zawsze intrygowal mnie seks oralny, a jak się okazało w rozmowie później R. Też bardzo lubil oral lecz nie udało mu się znaleźć odpowiedniej partnerki to tego. Więc no cóż, swoje 19 latków i ta sama fantazja? Stało się. Zaczęliśmy się spotykać w tajemnicy przed wszystkimi, spotkania miały podtekst seksualny zdecydowanie, R. W między czasie miał 2 dziewczyny które mówił że kocha a jednak spotykał się że mną, ja niby wiedziałam że tak nie powinno być ale uznałam że skoro by kochał to by się nie spotykał że mną. Kiedy się zorientowałam że się w nim zakochałam to płakałam noc w noc, bardzo tego nie chciałam, bardzo się bałam krzywdy. R. Był o mnie zazdrosny, a ja chciałam sprawdzić czy to naprawdę zazdrość, był zazdrosny o jednego z naszych kumpli że wspólnej paczki, a ja się świetnie bawiłam. R. Mówił że nie czuje do mnie nic opócz przyjaźni, powiedziałam sobie ok, w porządku. Ale z czasem zobaczyłam że to nie o to chodzi, mówił jedno robił drugie. Kiedy byliśmy w jednym pokoju czuliśmy tak potężne porządnie, namiętność i chemię i to po obydwu stronach, nie mogliśmy się opanować. W końcu po 8 msc zdecydowaliśmy że będziemy razem i tak o to żyliśmy razem 5 lat, mieliśmy wzloty i upadki wiadomo ale wiem że u chodziliśmy za bardzo dobra parę, mówili o nas stare dobre małżeństwo, wiadomo z czasem wkradła się rutyna, której chyba nie zauważyłam przez natłok pracy i studiów. R. Nie porozmawiał że mną o tym że coś się dzieje, milczał i czekał, mówił kocham, tęsknię, nazywał mnie pieszczotliwie. Wolne dni spędzaliśmy odpoczywając, odsypiajac. To wszystko tak bardzo zrujnowało moje życie, nauczyłam się żyć dla niego, zaufałam i zakochałam się bezgranicznie, jego wady zaczekam akceptować i nie widziałam ich już jako wady a cechy charakteru, chciałam stworzyć mu dom o którym marzyl an którego nie miał przez skomplikowaną relacje z rodzicami (zawsze był najmłodszy, najgłupszy i nie umiał sobie poradzić w życiu w oczach rodziców). Poświęciłam dla niego wszystko, postawilam go na pierwszym miejscu, zajmowałam się domem i gotowaniem dla niego, chociaż pracowałam 6:00-15:00 wracałam do domu, sprzątałam, robiłam pranie i obiad po to żeby on mógł odpocząć po 12h pracy. Z czasem chyba przestał to doceniać. Dowiedziałam się że on spotyka się z inną dziewczyna praktycznie od momentu zerwania, jest do dziewczyna z pracy ktora dość mocno zapisała się w pamięci ich ekipy z pracy ( Patrycja na pierwszej imprezie, po tygodniu pracy przespała się z jednym z chłopaków Damianem, z którym R. spotykał się, grał itp, po czym zostawiła Damiana bo mial problem z narkotykami, zamiast pomoc mu to zwalczyć to go zostawiła jak psa i patrzyła jak się stacza) wiem że z nią sypia. Nie jestem razem od 2 miesiecy, jednak on nadal wysyła sprzeczne sygnały, niby chce nowego życia a jednak wraca do starego, niby dobrze mu w Nowym mieszkaniu a kiedy wraca do naszego domu to wzdycha z tęsknoty, niby mnie nie kocha i nie tęskni a jednak szuka mojego dotyku, chce położyć mi głowę na kolana, złapać za rękę. Mówi że życzy mi szczęścia a jest zazdrosny. Ma przecież nowa dziewczynę ( jak twierdzi nie są parą) a jednak wraca wciąż tutaj. Namiętność między nami jest okrutna, mówimy w kółko że to chore i nie możemy tak żyć, ale wciąż wracamy do tego, tęsknimy za starym życiem, nie rozumiem go i czuje się bardzo zagubiona. Powinnam go znienawidzić ale wciąż go kocham. Nie widywalismy się prze 3 tyg i wciąż się kłóciliśmy, po tym wszystkim powinna go znienawidzić. Nie jestem w stanie nawiązać relacji z żadnym innym facetem w tym momemcie, nie czekam na kontakt, nie lubię dotyku, robię to tylko dlatego żeby nie być sama. A on wciąż praca, jest zazdrosny, pragnie mnie a ja jego, stara się to ukryć ale patrzy mi głęboko w oczy. Przestałam ukrywać to że wciąż go kocham i to nie jest zależne ode mnie, nie będę siebie oszukiwać że byłabym w stanie mu wybaczyć, myślę że albo się pogubił albo przestraszył nastepnego kroku. Nie można przecież 19.12.20rozmawiać o zaręczynach a 15.01.21 już mnie nie kochać. Ta chemia między nami jest aż bolesna, on wie jak uwieść mnie a ja jak to zrobić z nim, nie ukrywam że seks zawsze był dla nas ważnym elementem w życiu i mieliśmy takie same upodobania. Dlaczego nie możemy przestać mieć że sobą kontaktu? Dlaczego szukamy się wzajemnie wszędzie, dlaczego nie jesteśmy w stanie przestać że sobą współżyć? Mówi mi że zrobił tyle głupot że jakby patrzył na mnie to do końca życia miałby wrażenie że mu nie wybaczyłam. A tak nie jest, bardzo za nim tęsknię, spędziłam z nim większość mojego dorosłego życia. Co powinna zrobić? Nasze życie toczy się na tym że spotykamy się w naszym dawnym mieszkaniu, pijemy kawę, gadamy, często kończy się to upojnymi nocami, nie raz nie dwa, tylko kilkuhodzinna przyjemności aż padniemy, kilka razy zdążyło się tak że poprostu poszliśmy spać, przytuleni, na naszym łóżku. On wziaz mówi że nic już do mnie nie czuje, że ma nowe życie, żebym sobie kogoś znalazła i była szczęśliwa. A prawda jest taka że ociera mi łzy, przepraszam i prosi o wybaczenie, że przyjeżdża tutaj i spędza czas że mną i jest zazdrosny kiedy tylko ktoś pojawia się na moim horyzoncie, nawet nie groźny, po prostu ktoś. Jak mam to rozumieć? Jak sobie poradzic? To wszystko znowu zaczyna wyglądać jak początek naszej znajomości...
  17. Mam 21 lat , moje życie nie jest super, jestem. w pół sierota od 8 roku życia , mam mnóstwo problemów tak jak pewnie wy wszyscy tutaj więc postanowiłam poszukać pomocy może tu mi się uda , znajdę kogoś kto ma podobny problem , nie wiem jak je rozwiązać problemy , chyba największą zmorą mojego życia jest to że zostałam wykorzystana seksualnie przez swojego sąsiada, to odcisnelo duże piętno na moim , teraźniejszym życiu ,najgorsze jest to że nie pamiętam ile miałam wtedy lat Ale na pewno mniej niż 6 lub 6 bo jedyne co pamiętam to to że skończył i się to kiedy poszłam do 1 klasy podstawówki, nie pamiętam wszystkiego dokładnie Ale widzę to jak przez mgłę, najgorsze jest to że osoba z mojej rodziny z którą mieszkam do dziś zaaranzowala to wszystko co jest chore , ale nic nikomu nie powiedziałam, . Jestem osobą bardzo emocjonalną, nie potrafię mówić nie , bardzo trudno nawiązywać mi relacje z innymi , jestem bardzo nieśmiała i strachliwa , do tego mam strasznie niska samoocenę , może przez to że w szkole nie miałam łatwo ponieważ jestem osobą przy kości inni wysmiewali się że mnie co wydaje mi się poglebilo mój stan w jakim się teraz znajduje, nie bardzo wiem co chce robić w przyszłości i czuje się strasznie samotna nie wiem już co robić że sobą i czy jaki3s może mi ktoś pomóc , poproszę o jakieś rady co robić
  18. Jestem uczniem technikum i jestem w klasie 3, mam 18 lat i jestem od 2 miesięcy w związku z dziewczyną. Odkąd się razem spotykamy w domach mam taki problem, że bolą mnie jądra i wiem że jest to spowodowane z podniecania a dlatego że nie ma erekcji, jądra bolą i wiem że masurbacja pomaga, ale nie ból jest problemem z tym sobię radzę. Przez kilka dni się nie masurbowałem i spotkaliśmy się u mnie w domu i podczas oglądania filmu i całowania się z nią, poczułem delikatny ból jąder, więc udałem że muszę iść do ubikacji i tam się szybko "pozbyłem problemu" i mój problem polega na tym że strasznie dręczy mnie sumienie że to zrobiłem gdy ona czekała na mnie w pokoju i czuje potrzebę powiedzenia jej o tym(nie chce mieć przed nią żadnych tajemnic) ale nie wiem czy to dobry pomysł a z resztą bardzo boje się jej reakcji , tłumacze sobie to tak bo z resztą taka jest prawda że zrobiłem to tylko po to żeby nie bolały mnie jądra i przez następne 3h nie musiał przy Niej udawać że nic mnie nie boli a tak naprawdę umierać w męczarniach. Co zrobić żeby przestało mnie dręczyć sumienie i przekonać się do tego aby jej opowiedzieć o tym lub lepiej zachować to dla siebie? Czy moje zachowanie jest dziwnie?
  19. Czesc. Zainteresowała mnie pewna kobieta, bardzo ją polubiłem, wywoływała we mnie pozytywne emocje, wydawało mi się, że rozumiemy się nawzajem, lecz gdy zeszło na temat seksu wylał się na mnie kubeł zimnej wody. Nadmienię, że jestem po związku z narcyzem, który grał ze mną seksem, szantażował i stosował te wszystkie sztuczki z tym związane. Kiedyś narcyz powiedział mi "seks można mieć z każdym, dziś mam go z Tobą bo jesteśmy razem", a 2 lata później gdy już był kochanek i odkryłem zdrady, odwróciła sytuację i oczyszczając się mówiąć 'a co ty myslales ze ja już z nikim więcej nie pójdę do łóżka? żyjesz iluzją, będzie ci ciezko znaleźć kogoś na całe życie z takim podejsciem'. Wracając do obecnej wspomnianej kobiety - poinformowała mnie o swoim poglądzie na temat seksu: "To może jeszcze nie milość ale dostajesz różne rzeczy, których potrzebujesz i można pójść za daleko. No ale do tanga trzeba dwojga. Chciałabym zacząć traktować lżej tę kwestię seksu, bez tego bagażu emocji, cieszyć się seksem bez zazdrości potem, bez chęci przebywania z drugą osobą, bez przesadnego zabiegania. Tak wiesz, jest gorąco, czule, lecą iskry, dwie osoby się spotykają i nie chcą niczego od siebie. Nie wymagają." Stwierdziła też , że jeśli jestem zablokowany w tej kwestii to powinienem to przepracować u psychologa... I tu się zatrzymam - ponieważ ja odebrałem ten cały jej wywód jako wyjście ewakuacyjne, które ta kobieta sobie zostawia, dlatego też tak skwitowałem "Czyli znów z wyjsciem ewakuacyjnym, na Twoich zasadach?" Gdzie ona odpowiedziała: "czyli seks to już miłość do grobowej deski?" I tu bardzo przypomina mi się wspomniany na początku narcyz, z którym miałem do czynienia. Ja to poczułem tak: 'ktoś próbuje mnie zmanipulować, chce zyskać coś ale nie dawać z siebie za dużo, chciałby aby było dla niego wygodnie, mieć opcję łatwego wywinięcia się z sytuacji, tworząc sobie alibi dla niejednoznaczności i nielojalności, stając okrakiem. To prześwity w jej kamuflażu. Ona chciałaby traktować seks lekko , a ja traktuje poważnie, więc wprowadza mnie w poczucie winy, że mam za wysokie standardy/problemy/blokady ("czyli seks to juz miłość do grobowej deski?"), myślałem że ktoś traktuje mnie poważnie, a teraz czuję się źle, jak kosmita znów "zyjący iluzją". ' I tu pytanie do publiczności, 1) czy to jak się poczułem jest adekwatne? 2) czy ta kobieta oczekuje innymi słowy czegoś bez zobowiązań ? 3) czy jeśli dla faceta seks jest ważny i jesli nawet, chciałby do grobowej deski, to czy to jest coś nienormalnego? [url=https://ibb.co/FsfcnHH][img]https://i.ibb.co/FsfcnHH/IMG-20200321-202425.jpg[/img][/url]
  20. Witam serdecznie. Zacznę od tego, że mam 22 lata, a mój partner 30. Mieszkamy razem pół roku. Jestem kobietą z całkiem wysokim libido. Do pewnego momentu z seksem dogadywaliśmy się idealnie. Potem zaczęły się kłopoty... ciągłe, nieodparte wrażenie, że on unika bliskości. Zaczynałam rozmowy, z których nie wynikało nic, poza tym, że przecież wszystko jest okej i nie mam czym się martwić. Zaczęłam szukać przyczyn tej sytuacji... starałam się ograniczyć jakieś zbędne nerwy w domu, ale to w sumie niewiele dało. Przestałam się czuć atrakcyjna i pociągająca dla swojego faceta. Jeśli dochodzi między nami do zbliżenia to jest to zazwyczaj, że tak powiem: po ciemku, pod kołdrą. Dodam jeszcze, że taka zmiana z jego strony nastąpiła gwałtownie, z dnia na dzień. Ja już odchodzę od zmysłów, zastanawiając co się dzieje i uzależniając swoją atrakcyjność od tej sytuacji. Czuję, że zaczynam czuć się źle ze sobą, swoim ciałem, a bardzo nie chce, żeby tak było.
  21. Witam. Mam 19 lat ( podobnie jak mój partner) i od 1,5 roku jestem w związku. Dogadujemy się bardzo dobrze i teoretycznie wszystko jest między nami idealnie, aczkolwiek mamy jeden bardzo poważny problem, który powoduje u mnie obawy co do tego związku. Mianowicie, ja podchodzę do seksu i wszelkich bliskości bardzo poważnie i uważam, że nie powinno się ich robić z byle kim. Problem stanowi tu więc przeszłość mojego partnera, który przed związkiem ze mną miał inne podejście do tych spraw i wchodził w wiele krótkich relacji z innymi kobietami. Wiem, że nie powinnam oceniać go przez pryzmat przeszłości, jednak nie potrafię się z nią pogodzić. Myśli o seksie, dotykaniu innych kobiet i wysyłaniu nagich zdjęć przerastają mnie. Ja mam wyidealizowany obraz miłości i zawsze chciałam, aby mój przyszły partner także przeżył swój pierwszy raz ze mną. Przez to dochodzi między nami do wielu kłótni i rozważam rozstanie, gdyż sytuacja ta krzywdzi zarówno mnie, jak i oczywiście mojego partnera. Co powinnam zrobić w takiej sytuacji? Czy walczyć o tą relację, czy lepiej odpuścić i poszukać kogoś, kto pierwszego razu nie będzie miał za sobą?
  22. Dzień dobry:) mam taki problem... Jestem masochistką i lubię zadawać sobie bólu, często moja fantazja przekracza granic (tylko na myśl o pasku albo laniu jestem mega podniecona) albo po samobiczowaniu zostawiam ślady na pośladkach/udach i nw co mam z tym zrobić:( marze mi się partner który będzie dominował i będzie mnie karać za złe zachowanie, boję się też że takiego nie znajdę albo że jak będę miała chłopaka i powiem mu o swoich upodobaniach to mnie zostawi i pomyśli że jestem dziwna ☹️ (a w sumie to sama tak myślę). Zaczęło to się jeszcze w przedszkolu w wieku 5-6 lat jak dostałam jednego klapsa od przedszkolanki za to że nie spałam w czasie drzemki. Poczułam dziwny ale bardzo przyjemny ból. Potem jeszcze jako dziecko miałam bardzo często przyjemne sny o tym że dostaję po pupie...Często dostawałam też klapsy od mamy ale te niestety nie były przyjemne:) Teraz to mogę siedzieć całymi dniami czytając książki/opowiadania o BDSM. Czy masochizm to choroba? Czy muszę się leczyć i czy w ogóle istnieje możliwość leczenia się? Lubię zadawać sobie bólu ale martwią mnie ślady które mogą zostać na dłużej 😶 Nie wiem co mam zrobić, bo boję się też że to zejdzie za daleko.
  23. Mam 24 lata, partnerka 21. Jesteśmy razem od roku. Jest to mój pierwszy poważny związek. Problemy ujawniły się w sumie od początku związku, jednakże z czasem narastały. Obecnie jestem zagubiony i nie wiem co zrobić. Nasze problemy w związku dzielą się kilka dziedzin. Seksualność Uwielbiam seks, żarty o nim, podteksty, ładne ubrania itd., partnerka - w ogóle. Uważa że jej "seks jest do niczego nie potrzebny i może bez niego przeżyć całe życie". Rzadko uprawiamy jakąkolwiek formę seksu, nawet oralny czy zwykły intymny dotyk. Próbowaliśmy wiele razy, a ona nigdy nic nie czuje. Nie ma potrzeby ubierać się kobieco - cały czas chodzi w dresach, omija każdą kobiecą rzecz (sukienki, buty z obcasem, makijaż, nawet golenie - co mnie odpycha). Niestety wina jest też trochę moja - od 10 lat borykam się z uzależnieniem od pornografii, powiedziałem jej o tym i poczuła się "współuzależniona" (dzięki psychologowi który jej to podsunął). Mimo to - umiem odróżnić te światy. Nie chcę porno-gwiazdy. Po prostu oczekuję, aby kobieta była kobietą. Jej wygląd fizyczny już mnie nie pociąga, zachowanie powoli też. Dom Nigdy nie miałem w domu obowiązków - po poznaniu, partnerka jako że jest pedantką, narzuciła mi całą listę - odkurzanie, zmywanie, gotowanie, pranie. Po wielu przejściach - całkowicie się zmieniłem. Zacząłem dbać o dom, przygotowywać posiłki dla nas - niestety, uważam że partnerka tego nie zauważa, bo nadal wypomina mi drobne potknięcia jak nieumyte naczynia na czas czy niewyniesione śmieci. Jest to trochę frustrujące, ponieważ uważam że zmieniłem całe życie, a ona nieszczególnie chce zrobić coś dla mnie (chociażby ubrać szpilki...). Relacje Z początku relacje były pozytywne. Moi znajomi przyjeżdżali do nas. Niestety po pewnej kłótni, w prywatnej rozmowie ze znajomym, wyzwałem partnerkę za jej plecami (nie było to miłe, przyznaję, jednakże była to prywatna konwersacja w złości), a ona po odczytaniu jej na moim telefonie - znienawidziła znajomych, którzy przyznali mi rację. Od tego momentu nie mogę zaprosić znajomych do domu. Nawet mam problem z moimi rodzicami. Od zawsze byłem blisko z mamą, dzwoniła często - partnerkę to odpychało, więc przestałem z mamą rozmawiać. Pewnego dnia moja partnerka poznała moich rodziców. Przez kilka błahostek (w moich oczach, typu powiedzenie "ja" zamiast "my"), znienawidziła również moją mamę. Obecnie, partnerka nie chce mieć nic wspólnego z moją rodziną czy znajomymi, mimo że ja z jej rodziną mam bardzo dobre kontakty (często u nich bywamy). Często słyszę, że nienawidzi mojej mamy (po spędzeniu z nią tylko godziny), bo musi "naprawiać jej błędy wychowawcze". Podsumowanie Uważam siebie za osobę otwartą. Nie mam problemu porozmawiać na każdy temat. Mimo uzależnienia i przebytej depresji, umiem dostrzec radość życia. Partnerka z kolei skupia się na swoich problemach, jest zamknięta na wszystko (wyjście do klubu, modę, ludzi - uważa że ludzie są głupi), dochodzi do absurdów pokroju pomijania scen erotycznych w zwykłych filmach, tworzenie tematów tabu, skupianiu się na obowiązkach domowych (w wieku 20 lat!), odpowiadanie na wszystko "NIE". Niestety różnimy się w kwestii seksualności, podejścia do życia i postrzeganiu świata. Rozmawiałem z partnerką na każdy z tych tematów, niestety nic się nie zmienia. Ona wymaga ode mnie terapii (ws. uzależnienia), przestania lubienia kobiecych rzeczy (sukienki, szpilki, makijaż). Nie ufa mi (patrz: Relacje). Przeżyliśmy 3 rozstania i powroty, a mimo to cały czas mówi że mnie kocha i jak mnie nie ma to jest jej źle. Ja niestety wracam bo jestem naiwny - wierzę w jej zmianę w przyszłości, no i okropnie boję się samotności (przebyta depresja, ataki paniki, problemy kardiologiczne). Niestety przez COVID dopadła nas wczesna rutyna - dzień to: praca, sprzątanie, gotowanie, Netflix, spanie. Z drugiej strony partnerka nie znosi ludzi - chodzenie do sklepów (bo za dużo ludzi), kino (bo głośni), kluby (bo same "szmaty"), jakakolwiek impreza... Ja uwielbiam ludzi - po moim epizodzie depresji jestem strasznie otwarty i chciałbym mieć dużo znajomych i interakcji międzyludzkich. Nie umiem sobie z tym poradzić, bo z jednej strony związek ma też dużo plusów - partnerka uratowała mnie od depresji, dała dużo miłych wspomnień, czułość, bliskość, wypełnia pustkę. Niestety z drugiej strony nie umiem sobie wyobrazić naszej relacji za 5, 10 czy 20 lat, boję się że skończę niezadowolony z życia i nikt nie zwróci mi lat młodości. Uważam że są dziewczyny, które lubią ładnie się ubrać, wyjść na imprezę, porozmawiają na każdy temat, są też pro-rodzinne. Partnerka definitywnie nie chce dzieci - ja nie wiem czy chcę, ale chcę mieć taką możliwość. Cały czas zastanawiam się nad ostatecznym skończeniem tego związku. Przez większość czasu jestem nieszczęśliwy lub neutralny. Jest to trudna decyzja, ponieważ sam kiedyś byłem zamknięty. Cały czas mam nadzieję, że partnerka w końcu zrezygnuje z feminizmu i otworzy się na życie. Namawiam ją na medytacje, próbowanie rzeczy, z różnym skutkiem. Pytania - Czy da się zmienić taką osobę? Osobę która uważa że jej światopogląd jest idealny, a każdy inny to debil? Wszystko co robi "większość" jest zła? - Czy warto zmieniać taką osobę? Wiem że będzie to kosztować dużo emocji, na które nie wiem czy jestem gotów (boję się nawrotów depresji) - Jak poradzić sobie ze zdecydowaniem, skoro nie umiem porównać plusów i minusów, a każda osoba ma własną subiektywną opinię? - Czy wymaganie od kobiety - bycia kobietą, to zło? Czy ubranie pończoch lub szpilek to "domena dziwek", bo tak narzuca nam społeczeństwo? Wiem że np. problemy z seksem mogą wynikać z kłótni w domu, stresu, problemów z dzieciństwa. Brak ładnych ubrań, makijażu czy golenie się to idea "feminizmu", ale mogą to też być problemy z dzieciństwa, gdzie ktoś nazwał ją "brzydką", czy była niezauważana przez innych. Bardzo boję się że z partnerką będę nieszczęśliwy, z drugiej strony boję się pustki, depresji, ataków paniki oraz że popełnię błąd rozstając się. Nie umiem podjąć samodzielnie decyzji, a nie ma sensu pytać innych osób, bo każdy zna tylko urywek rzeczywistości, w dodatku subiektywny. Jak sobie z tym poradzić? Dziękuję za wysłuchanie i ewentualne odpowiedzi. Pozdrawiam
  24. W moim bliskim otoczeniu znajduje się kobieta, która wyznała mi, że była molestowana przez kolegów swoich starszych sióstr. Nigdy o tym nikomu nie powiedziała w prost. Widzę, ze ją to boli i nie jest w stanie sobie z tym poradzić. Stąd moje pytanie jak ja mogę jej pomóc?
  25. Dzień Dobry Już od dłuższego czasu,zaobserwowałem u siebie ,że jestem biseksualny.Nie ukrywam ,że dziwinie się z tym czuje i odczuwam duży lęk,związany z odrzuceniem przez rodzinę,znajomych,gdyby się o tym dowiedzieli.Wszedłem nawet na pewne forum gdzie chciałem się dowiedzieć, co inni myślą o ludziach z inną orientacją,to trochę się przeraziłem,spotkałem się z neagtywnym odbiorem,co trochę przeżywałem i nie mogłem przez to spać. Co mogę zrobić w takiej sytuacji ? Przepraszam za to ,że moja wypowiedź może bardzo chaotycznie brzmieć,ale jestem trochę zmieszany emocjonalnie.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.