Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'seksualność'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Witam wszystkich, przełamałem trochę się i dodaje post bez anonimowości, chociaż nie łatwo to pisać aż wstyd. Wiem był już ode mnie post tego typu podobny. 22 lat i wielki wstyd jak myślę o tym że nigdy nie uprawiałem seksu,nie czułem takiej potrzeby aby z pierwszą lepszą to zrobić. Przyjaciółka moja z którą znamy się jakiś czas, spotkanie pierwsze było, miło przyjemnie spacerek całowanie i tak dalej.Znajomość się rozwija obawiam się że za jakiś czas może dojść do zbliżenia i tego się obawiam czuję przerażenie, chociaż staram się na spokojnie podejść do sytuacji. Nie chciał bym stracić tej znajomości przez to że nie uprawiałem seksu a dziewczyna się rozczaruję, ja zostanę z niczym, kolejne nawiązywanie znajomości z dziewczynami może wyglądać podobnie przez to że jestem prawiczkiem (jak ja nienawidzę tego słowa, czuję się taki dziecinny niedojrzały, taki słaby, próbuję sobie mówić że dziewictwo nie oznacza kogoś gorszego czy słabszego, ale kiepsko mi to wychodzi. Teraz ciężko znaleźć dziewczynę o podobnym poziomie doświadczeń seksualnych, większość z otoczenia to już ma to za sobą tylko ja taki zostałem jeszcze w opakowaniu że tak to nazwę. Przyjaciółka pytała się czy jestem prawiczkiem, oczywiście skłamałem z czym się trochę źle czuję no ale nie łatwo było powiedzieć że jestem bo pewnie by zaraz urwała po części kontakt. Naprawdę 2 lata temu zacząłem zmiany swojej osoby. Wizualne sylwetkę poprawić i psychiczne nastawienie do świata być bardziej elastycznym do życia i wyciągać wnioski z błędów i tak dalej, ten temat na dłuższą rozmowę. Zostało mi jeszcze wytłumaczyć i poukładać w głowie właśnie te moje dziewictwo bym zrozumiał to i nie czuł się z tym tak źle. Proszę o pomoc poradę
  2. Moja Żona jest zbyt skomplikowaną osobą z traumą tak drastyczną że nie ma co porównywać do mojej, napisanej w temacie o lękach. Wiele rzeczy nie rozumie i przez to moja psychika działa w sposób, że wpajam sobie że wszystko jest tylko bo się przyzwyczailiśmy do siebie i dopełniamy się nawzajem pomocą, lecz sam nie wiem czy to jeszcze miłość. Nie rozumiem jej, prosiłem żeby zrozumiała moje zachowanie po odstawce a mimo to nadal prowokuje kłótnie. Pierwsze kilka dni były masakrą nerwową, prosiłem 4 razy żeby mi odpowiedziała gdzie są papierosy i piątego już nie było, tylko dostałem furii i zacząłem kopać w worki z ubraniami w pokoju obok i wydzierać się jak opętany, już jest o wiele wiele lepiej. Dużo rozmawialiśmy, naprawdę wiele, ale ona zapomina lub kłamie, nie wiem. Jestem człowiekiem który potrzebuje uczuć, emocji, dowartościowania i okazania mi miłości i uwagi ze strony drugiej połówki. Nie pomaga mi psychicznie w ogóle przeboleć odstawienia, wręcz przeciwnie, ale jak pisze, nie mam pojęcia co ma w głowie. Nie miałem sił zajmować się dzieckiem po pracy, bolą mnie plecy kiedy ją nosze, kiedy sobie grzecznie siedzi to ja uwielbiam z nią spędzać czas, nie potrzeba so tego siły i na przykład, może się to wydać złe, ale ja już nie wiem, poddaje się powolI bo mimo że się bardziej staram to ona twierdzi że za mało. Chciałbym dać więcej ale nie mam na to sił i problem z bólem środka pleców już po minucie noszenia. Nie wiem co mam jeszcze zrobić, właśnie później przychodzi na myśl amfa, wtedy mam siły na wszystko ale Co z tego, jeśli dzień później bez humoru i z zerową motywacją na cokolwiek. Wiele razy słyszałem różne jej tłumaczenia np co do seksu, który jest co tydzień i ona sobie ustala dzień wcześniej że będziemy się kochać a np w środku tygodnia nie ma szans żebym ją zachęcił, zreszta nawet nie próbuje, ona musi mieć ochotę, w ogóle ma gdzieś że mi się chce, to ona decyduje, teraz twierdzi że to przez samoocenę, że czuje się okropnie w swoim ciele gdzie każdy mi jej zazdrości i mam problemy z zazdrością, miala wiele wymówek już, tłumaczeń ale nie pamietam już wszystkiego, a tu hormony może, a tu sama nie wie, przez tabletki anty, przez to jaka mama puszczalska była… gdzie jak wypije to jakoś wtedy nie myśli tylko żeby jej dobrze było, tylko przede wszystkim mi i wtedy ja wymiękam przy niej, przeciwieństwo całkowite i też nie wiem jak to rozumieć. Wychowywała się z dziadkami, tata zmarł jak miala 4 lata, mama o 8smego życia w więzieniu do lat 18 a kiedy wróciła i naobiecywała że nie będzie pić i ona będzie się liczyła tak przez alkohol w ciągu 3 lat po wyjściu, już jej nie ma na świecie, przeżyła to strasznie, jednak po jakimś czasie wszystko wróciło do normy albo trzyma wszystko w sobie. Wracając do tematu odstawki, to zamiast mnie wspierać, unikać kłótni, rozmawiać, okazywać uczucia, pocałować, Coś namiętnego, no cokolwiek czego oczekuje to ona siedzi całymi dniami na na telefonie, interesuje ją tylko temat dziecka i pisze z jakimiś innymi matkami gdzie ją dosłownie odkleja i nawet czasami zapomina patrzeć co dziecko robi. Dla niej wolna chwila to jest telefon i tv zamiast porozmawiać czy pocieszyć się sobą a jak już temat to tylko o dziecku, kiedy ja się staram rozmawiać czasami również o nas, ona nigdy nie zaczyna takiego tematu. Po każdej kłótni kiedy czuje że mogę odejść, obiecuje poprawę która zawsze trwa max tydzień, ostatnio po ostrej kłótni nawet doszło do pierwszego życiu seksu oralnego, naobiecywała mi że będzie tak raz na jakiś czas, 2tyg później było raz jeszcze, intensywnej o wiele i na te chwile nie wolno jej nawet zapytać i odpowiada „zrobię kiedy będę miała ochotę” no ok, ale po co mi robiła nadzieje na większa częstotliwość i ze jej to spodobało, ze w końcu coś innego. Szanuje to, nigdy jej nie zmuszam do niczego. Nie czuje żeby jakakolwiek cześć ciała jej się podobała. Utwierdzała mnie że lubi mojego …… i że widok ją podnieca, zacząłem ją w ten sposób zachęcając a tu bum nic. Czasami jak ją poproszę to się pobawi i w ogóle jej to nie podnieca a twierdziła inaczej. Ale mimo wszystko utwierdza ze zakochuje się raz, że jestem dla niej ideałem, że tylko we mnie widzi przystojnego faceta i z przekonaniem słownie okazuje mi miłość. No gdzie ona mi tę miłość pokazuje? Mieliśmy iść do lekarza żeby nam wyjaśnił wszystko i teraz dopóki nie dostanę opinii lekarskiej że jest to spowodowane jej psychiką tak będę żył utwierdzony że to przyzwyczajenie a nie miłość. Ja ją bardzo kocham, bardzo mnie pociąga, bardzo mnie męczy że tak bardzo mnie podnieca a jedyne co mogę z tym zrobić to iść do toalety i wiadomo w jaki sposób uspokoić pragnienie. Gra ciagle na czas, na decyzje pojęcia do lekarza czekam już dłuższy czas, ma dosłownie jakby wywalone w to czy jest mi dobrze. Wiele ale to wiele rozmów było od czasu napisania posta wyżej i niestety nie potrafię nabrać szczęścia z życia jeśli jestem tak niedowartościowany, czuje się brzydko, obleśnie. Ona sama z siebie nigdy nic nie zacznie, zawsze powie w który dzień się jej chce albo dzień przed. Kiedy coś mi jest ze zdrowiem, nie czuje żeby się przejmowała. Nie rozstane sie z nią bo nie widzę życia bez niej, na pewno spadnę na dno i córki przy mnie nie będzie. Cóż, chyba jestem skazany na wieczne nie szczęście z moją miłością. Czy ja nie rozumiem kobiet? Co ja mam jeszcze zrobić? Ja mam wrażenie że kobieta co kilka dni zachowuje sie jakby ją pozmieniali. Teraz zła samoocena, gdzie ja mam złą i nie robie sobie zdjęć a ona wysyła ciagle siebie i swoją sylwetkę, tylko twarz zasłania, a ostatnio nawet i z twarzą gdzie ja na żadnym zdjęciu nie chce uczestniczyć. Najlepsze momenty? Pierwsze 3 miesiące związku a później życie jak przyjaciele a ja głupi zakochany. Wydaje mi się że to jest związek z litosci i boi się że sie zabije czy coś a wiem że akurat w środku jest bardzo wrażliwa a może ona sama siebie nie rozumie? Nie wiem i rącze sie nie dowiem. Starałem sie jak mogłem, rozmawiałem i nic nie osiaglemC cóż, kolejny rok, dwa, trzy będę czekał że w końcu będzie lepiej, przywykłam do tego 😁 Ona doskonale wie że gsyby mnie zostawiła to ćpun, psychiatryk albo sznur, niestety, kocham jà na zabój i życia inaczej nie widzę. jeszcze jakby trwało nasze szczęście sobą przez choćby rok a nie 3 miesiące, to może bym inaczej na to patrzył i ona jeszcze chce drugie dziecko. Pierwsze stosunku trwały dzień w dzień przez 2tyg w wieku 16 lat, później kiedy wypiła a na trzeźwo raz na miesiąc, dwa a w ciąży nagle zaczęła chcieć a po urodzeniu raz na tydzień z uprzedzeniem i dziwne ze zawsze dochodzi jak nigdy nie dochodziła. Jak sie upomnę Ze juz 2tyg nic, to nagle na następny dzień podchodzi. Niech mnie ktoś uświadomi jaka jest prawda, błagam. Sam nie umiem iść do choćby psychiatry, ogarnąć lęki, wydaje mi się że najbadziej mnie niszczy psychicznie ta relacja. Przez 2 lata robiłem co chciała, słuchałem jej ale nigdy nie miałem na tylko odwagi żeby coś zacząć kiedy nagle jej się odechciało z dnia na dzień i zmieniła się wobec mnie jakby wszystko w niej zgasło. Sam nigdy nie byłem pewny siebie, ale jestem pewien że z mojej strony powinna widzieć jakim silnym uczuciem ją darze. Na szczęście matką jest rewelacyjną i daje z siebie wszystko. Nie potrafię naprawdę tego zrozumieć, miała bardzo bardzo ciężkie dzieciństwo i to mi daje światełko nadziei że może jednak to są jej problemy w głowie ale wątpię że kiedykolwiek pójdziemy do specjalisty na terapie, cokolwiek. Całe 3 lata trzymałem to w sobie, teraz ze mnie wszystko wychodzi i mówię co czuje, nic to nie daje, chwila poprawy i tyle. A może po prostu nie rozumiem kobiet, generalnie jest to jedyna kobieta z którą w życiu złapałem taki kontakt, normalnie miał problem z kontaktem z płcią przeciwna, lęki społeczne robią swoje i tak jest lepiej niż kiedyś. Jak jej mówię to co napisałem, mówi że nie patrzy w przeszłość ale nie rozumie że ta przeszłość właśnie takiego mnie zmieniła. Co mam robić? Ona tylko oczekuje żebym jej pomagał w obowiązkach, nic poza tym i również tym się tłumaczy. Rozmowy nic nie pomogły. Sam z siebie prowokowałem żeby to zakończyć, mimo to wpiera ze życie beze mnie dla niej również jie ma sensu. Chciałbym nabrać odwagi i iść do psychiatry, czuje ze muszę ale nie potrafię… Raz mówi że potrzebuje adrenaliny,nie lubi gry wstępnej, raz mówi ze jest delikatna a raz że chce brutal. Ciagle kręci, zmienia zdanie jeszcze mówiąc że nią mam racji i że wymyślam i źle pamiętam.
  3. W ostatnich kilku latach skala problemów z zajściem w ciąże bardzo mocno się pogłębia. Stan taki nazywany jest społecznie i dosyć nieprzyjemnie bezpłodnością. Jednak jako terapeuta pracujący z parami z ponad jedenastoletnim doświadczeniem wiem, że nie we wszystkich przypadkach jedyny czynnik to medycznie stwierdzona niemożność zapłodnienia. W przypadku par u których lekarz nie potwierdzi rzetelnymi wielorakimi badaniami diagnostycznymi i obrazowymi u obydwu osób czyli i kobiety i mężczyzny, że ich ciała mają utrudniony proces zapłodnienia z powodów natury medycznej, zleci rozpoczęcie psychoterapii. Wielu osobom nawet samodzielnie nigdy by nie przyszła taka myśl, na szczęście coraz więcej lekarzy ma świadomość tego, iż przecież człowiek nie składa się tylko z ciała fizycznego, ale też i umysłu, który zawiaduje i zarządza całym organizmem ludzkim. A zatem w wielu problemach, kłopotach z zajściem w ciążę należy również podjąć kontakt z terapeutą, by dowiedzieć się, co może być psychologicznym aspektem tego typu problemu u obojga. Do tańca trzeba dwojga, a zatem nigdy nie należy kierować uwagi tylko na jedną osobę w związku, a dwie. I to jest podstawowa wiedza psychoterapeutyczna o której nie mówi się zbyt często i rzadko można przeczytać fachowe wypowiedzi, badania, opinie specjalistyczne. To co się dzieje w umyśle przyszłych rodziców, to jak żyją, jak wyglądają ich wzajemne relacje, ich relacje z rodziną pochodzenia, dieta, styl życia, rodzaj reakcji emocjonalnych, poziom stresu i napięcia, kondycja fizyczna, giętkość i witalność ciała, odpoczynek, relaks, czas wolny lub wiele godzin pracy zawodowej, niepewna sytuacja zawodowa, problemy finansowe, zdrowotne - to tylko nieliczne z następstw problemów z zajściem w ciąże. Co więcej spora grupa młodych osób, która jest bardzo ambitna, perfekcyjna, lubi kontrolować świat i otaczającą rzeczywistość, chce też zaplanować, a najlepiej dokładnie obliczyć czas poczęcia dziecka. Większość wiedzy, mądrości i doświadczenia pokazuje, że nie zawsze to co chcemy spełnia się w życiu. Człowiek naprawdę nie ma aż tak wielkiego wpływu na procesy, które dzieją się wokół niego. Oczywiście może planować, stawiać sobie cele, marzenia na przykład by dziecko urodziło się „przed 35 rokiem życia” - to już takie popularne archaiczne stereotypy, ale to wcale nie znaczy, że tak się stanie. Wtedy pojawiają się poważne stany zmian nastroju, zachwianie równowagi emocjonalnej, często objawy lęku i stany depresyjne. Wielu rodziców, mimo iż są młodzi to znaczy, nie przekroczyli na przykład 40 roku życia, funkcjonują pod presją czasu. A tak intymne kwestie jak zapłodnienie i poczęcie istoty ludzkiej wymaga raczej spokoju, braku pośpiechu, presji. Wiadomo, że pary które zachodzą w ciążę szybko to te spontaniczne i bez nadmiernej ambicji czy kontroli zewnętrznej, po prostu zdają się na czas i zaufanie do matki natury. Nie negują siebie i tego, że w wyznaczonym czasie nie rodzi się dziecko. Po prostu są zrównoważeni, cierpliwi, spokojni, otwarci na to jak będzie. Nie poganiają się nie pospieszają i ostatecznie nie mają na tym punkcie obsesji. Większość par podejmuje jednak konsultacje specjalistyczne, ponieważ ma świadomość, że nie tylko do przyjścia na świat dziecka trzeba będzie spełnić warunki biologicznego zdrowia, ale też psychologicznego. Zresztą już w aktualnych czasach wiedza ludzi jest coraz większa i wiadomo, że przed zajściem w ciąże warto pracować nad sobą i nie tylko wtedy gdy ta ciąża nie odbywa się w wybranym czasie. Świadomość, że rodzicielstwo to największe wyzwanie ludzkości jest najważniejsza. Należy zatem nabyć umiejętności na temat sposobów radzenia sobie z emocjami, uczuciami, frustracjami, smutkiem, żalem gdy poczęcie nie następuje oraz poszukiwać sposobów rozwiązania problemu, który znajduje się na podłożu psychosomatycznym oraz w relacji tejże pary. Osoby w pełni zdrowe zarówno na poziomie somatycznym i psychosomatycznym nie mają większych kłopotów z zajściem w ciąże. A zatem jeżeli obserwujesz w swojej relacji iż czas do zajścia w ciąże nie jest taki jak zaplanowaliście razem, może warto poza objawami natury biologicznej uwarunkowanymi w ciele zająć się też podłożem psychologicznych czynników uniemożliwiających samodzielne i naturalne urodzenie dziecka. Jak wiadomo jest przecież szerokie grono osób, które nie czuje jeszcze na dany moment pełnej gotowości na poziomie nieświadomym do bycia rodzicami, mają pewne obawy, nie są przekonane w pełni, że tego chcą, myślą o sobie, „że może nie będą dobrymi rodzicami, nie są pewni czy to już odpowiedni moment, chcą jeszcze spełnić inne plany i pragnienia” - to wszystko cytaty z sesji, ale presja społeczna i rodzinna jest tak silna, że jakby przymuszają się, by spełnić też oczekiwania osób z zewnątrz lub nie poczuć się „gorzej” od innych ponieważ na przykład cyt. „kuzynki, sąsiadki, mają już trójkę dzieci”. Trzeba zawsze pamiętać, że każdy jest całkowicie indywidualną istotą, ma inne potrzeby, pragnienia, wartości, plany i cele na życie. Nie należy w żadnych kwestiach, a szczególnie w tak ważnych jak pozostanie rodzicem kierować się chwilowym afektem lub oczekiwaniami innych osób. Lepiej wtedy zajrzeć w głąb siebie, rozpocząć wewnętrzną pracę nad sobą, by dotrzeć do momentu gdy wszystkie rozwiązania i odpowiedzi odnośnie kwestii rodzicielstwa pojawią się. Ale wszystko zawsze się dzieje w swoim tempie i swoim czasie, nic na siłę i w pośpiechu. Zwolnij zatem choć na chwilę, zatrzymaj się tym bardziej, jeżeli Twój plan i partnera na razie nie został jeszcze zrealizowany tak jak to zaplanowaliście. Do dobrego i zdrowego poczęcia potrzebna jest stabilna i właściwa sytuacja medyczna, psychologiczna i społeczna obojga przyszłych rodziców.
  4. W 2020 w październiku zaczęłam chodzić z chłopakiem (ja 17 lat on 19) ćpał, pił, długi i problemy z ojcem (rodzice jego po rozwodzie) pisaliśmy codziennie i praktycznie spotykaliśmy się codziennie (800m mamy do siebie) ranił mnie na początku bardzo, ale po czasie ogarnął się z piciem, ćpaniem zaczęłam mu pomagać finansowo dawałam mu co chwile pieniądze. W maju zdecydował ze wyjedzie za granice. Za każdym razem jak wyjeżdżał to ciagle pisał ze tęskni dzwonił do mnie i ze nie chce tam siedzieć (bo miał długi do spłacenia) później wrócił na tydzień do polski i wrócił. I znowu ta gadka ze tęskni i powiedział mi ze poważnie już o mnie myśli żebym zaczęła szukać mieszkania i ze jak wróci to się wprowadzimy. Znalazłam i byłam nawet oglądać i zdecydowaliśmy na ten dom. Wrócił do Polski i wprowadziliśmy się. Tydzień później zobaczyłam ze pisze z byłą i się bardzo pokłóciliśmy i wróciłam do swojego domu (18 lat już skończyłam wtedy) pisał do mnie żebym wracała ze żałuje bardzo tego, ze nie chciał tego. W wigilie ze mna zerwał powiedział ze już ze mna nie będzie.. za pare dni się odezwał i powiedział ze małymi krokami chce to naprawić wiec znowu byłam z nim na mieszkaniu. W którymś momencie zaczęłam temat i on się zdenerwował i wyrzucił mnie z domu. Za pare dni znów do mnie napisał ze chce ostatnie dni spędzić ze mna bo zaraz znów wyjeżdza… spotkałam się z nim, ale już nie nocowałam.. dobierał się do mnie i ja mnóstwo pytań zadawałam i on powiedział ze jakby miał ze mna nie być to by tego nie robił (dla niego brałam antykoncepcję) zapewniał mi cały czas ze teraz będzie tylko lepiej ze będzie robił w te stronę tak żeby mnie nie skrzywdził. Wyjechał i za pare dni napisał ze nic z tego ze dla niego to jest ciężkie… jest to dla mnie ciężkie przeżycie ponieważ czuje się tak bardzo wykorzystana… niedawno napisał do mnie ze co u mnie i od nowa wszystko mi to wróciło po czym znów urwał kontakt…
  5. Witam, mam 21 lat. Od pół roku jestem po ślubie cywilnym. Mamy córkę 4 miesięczna, w sumie prawie 4 lata w związku. zaczęło się od motylków w brzuchu, przez dobre 3 miesiące cieszyliśmy się sobą, wyleczyła mnie z kompleksów. Chciała mnie co dzień. Byłem grzecznym i nie śmiałym chłopcem w wieku 17 lat. od 18 roku życie się usamodzielniliśmy i nie pamietam kiedy ostatnio mieliśmy dzień osobno. po 3 miesiącach wszystko powoli gasło. seks zmienił się z codziennie na raz na miesiąc, raz na 1,5 czy nawet co 2 miesiące. Głównie zbliżenia były już po alkoholu, kiedy ona zmienia się w namiętną kobietę, gdzie dopóki nie zaśnie, mogła by to robić. Okazało się że ma pccos, tym się tłumaczyła co do libido. Żyłem przez ponad dwa lata bez namiętności i pożądania. Wierzyłem jej cały czas w miłość, ciągle mi mówiła że zakochała się w tym co mam w środku. Byłem jej przez 2 lata na każde zawołanie, robiłem co tylko chciała. Obiecała że jak jej mama wróci, wszystko wróci do normy. Wróciła i nic się nie zmieniło. Obiecała że jak wynajmiemy mieszkanie i będziemy na swoim to będzie całkiem inaczej, dalej było zero pożądania na trzeźwo z jej strony, nawet po mdma czy Innych euforycznych substancjach, ona wolała swoje kolano niż mnie. Jedynie po alkoholu czuje do mnie pożądanie. Kiedy zaszła w ciąże, życie nabrało barw. Zaczęła być uczuciowa, przytulała się, miała ochotę na namiętne pocałunki i przede wszystkim na współżycie, raz, nawet dwa razy w tygodniu w drugim symestrze. Później z czasem raz na 2 tygodnie bo już było jej ciężko. Kiedyś dużo wypiła i podobno twierdziła ze jest ze mną z litosci, żebym się nie zabił i że kocha swojego byłego. To było przed tym jak ze sobą zamieszkaliśmy. Na następny dzień twierdziła ze ktoś jej coś dolał, sam nic nie widziałem, tylko usłyszałem od Jej koleżanki, która lubi skłócać, chodź wszystko się zgadzało z tym co mi opowiadała i do dziś nie wiem czy to prawda, olałem to, ponieważ płakała na kolanach przy ludziach i przyrzekała, płacząc jak opętana, że tyko ja jestem w jej sercu. Od tamtej pory nie było żadnej takiej sytuacji, odeszliśmy od całego towarzystwa i zaczęliśmy brnąc w amfetaminę. Przez 5 miesięcy żyliśmy ćpając co jakiś czas, później pląc dzień w dzień aż okazało się że jej największe marzenie, czyli dziecko ze mną się nam udało. Dla niej w sumie zrobiłem operacje na plemniki, żebyśmy kiedyś mieli to dziecko. Przez półtora roku zawiedzeni kochaliśmy się bez zabezpieczeń, aż w końcu okazało się ze oboje jesteśmy płodni i tak mam dzisiaj największy sens życia, cztero miesięczna córeczkę. Na dzień dzisiejszy nie pamietam kiedy namiętnie się całowaliśmy dłużej niż 5 sekund. Francuski pocałunek ostatni, był kiedy ostatnim razem wypiła, czyli jakieś ponad rok temu. Na trzeźwo to chyba z ponad 2 lata. generalnie żyjemy prawie 24/7 ze sobą. Wracam do domu i zazwyczaj nie wychodzimy, jedynie na spacer no i raz czy dwa razy w tygodniu widzi się z koleżanka jakaś a ja idę do kolegów. nasz związek wyglada teraz tak: ona mimo nie zażywania żadnych używek, zdrowo się odżywiając,karmiąc piersią, strasznie się zapomina. Raz w tygodniu się kochamy i twiedzi za każdym razem że ma orgazm. Kiedy pytam czy dochodzimy, z automatu w ciągu kilku sekund niby dochodzi. A wygląda to tak że ja w żaden sposób nie potrafię jej zachęcić, ona mi mówi po południa ze jej się dzisiaj chce, no i jak córka zasypia wieczorem to wiadomo co jest dalej. Zawsze w pozycji że ja na górze a jak chce żeby to ona była na górze, to twiedzi ze ja to boli. Dziecko i rodzina to było jej największe marzenie odkąd ja poznałem. Na tematy uczuć i tego jak jej tłumacze ze się nie stara, sama z siebie nic mi nie okazuje, twierdzi że mam jej przypominać, bo rzeczywiście strasznie się zapomina, ale to może być idealna wymówka, zawsze jakaś miała. Całuje mnie zazwyczaj tyko na przywitanie, nie lubi gry wstępnej i sama nie oczekuje pocałunków, twiedzi że mało ja przytulam, ale ja mam już taką niską samoocenę że nie potrafię nic już zrobić bez jej zgody. Przez cały związek, tylko po alkoholu potrafiłem ją zachęcić, oczywiście jak byliśmy oboje pod wpływem. Zawsze byłem nieśmiały, chyba fobia społeczna i zawsze materialnie zdobywałem znajomosci. Jak się poznaliśmy to byłem podobno najprzystojniejszy z całej klasy, zarywała do mnie najładniejsza dziewczyna z pierwszych klas ale jak poznała mój miękki charakter to podziękowała. Wydawało mi się ze zostaliśmy dla siebie stworzeni, dziś wydaje mi się że zostałem stworzony żeby być całe życie manipulowany przez kogoś. Mówiła mi również że jak stworzymy rodzine to wszytko będzie pięknie. No może mam raz na tydzień, ale nic więcej co do uczuć fizycznych i czuje że jest to zmuszanie się z jej strony. Twierdzi że jestem jedyną osobą dla niej, do dzisiaj, ze nie wyobraża sobie dnia beze mnie, nie jednokrotnie chciałem wyjść to od razu płacz i wtedy czuła się winna przez jakiś tydzień czy dwa max, już dawno nie było nic podobnego bo teraz ja bez dziecka nie wytrzymam dnia a przez okres ciąży to wiadomo, dawałem wsparcia ile potrafiłem. Przyrzeka że mnie kocha ponad życie i że tylko ze mną chce być. Ogólnie jest to trudna osobowość, całe życie tęskniła za mamą, która siedziała w więzieniu do jej 18 roku życia, wyszła obiecując jej odkupienie tych lat bez niej, a skończyła jako alkoholiczka i jeszcze potrafiła ją pobić za wylanie piwa. Ojca straciła w wieku 6 lat. Wychowała ją babcia z dziadkiem, gdzie babcia to naprawdę oddała by wszystko za jej szczęście i dała jej ogrom miłości, gdzie była baaaardzo trudnym dzieckiem. Zawsze była tą dowodzącą, do dziś tak jest. Opowiadała mi że w dzieciństwie dorośli wytypowali ją palcami za to że ma mame w więzieniu i nie potrafi tego zapomnieć do dzisiaj. Przez dzień potrafi siedzieć oczami w telefonie czy telewizorze jak nie ma córki na głowie a tylko zazwyczaj wieczorami rozmawiamy, jakieś 30min przed snem. Zazwyczaj się żali i mówi co ja trapi a dzień później mówi ja odwrót. Ucieka na wszelki sposób z tematów tabu, koedy tłumacze ze nie czuje z jej strony żadnej miłości fizycznej to twierdzi że mam tylko jedno w głowie, a tłumacząc ze nie o to mi chodzi dostaje ataku nerwów i nie da sobie powiedzieć. Ogólnie jest bardzo ale to bardzo uparta, potrafi dobrze kłamać, nie raz widziałem ale nigdy osobiście się na niej nie zawiodłem w tej kwestii, chyba ze jestem kłamany przez cały związek bo to było tylko zauroczenie a jest ze mną z litosci bo raczej wie że to ja ja kocham ponad życie i do dnia dzisiejszego, po prawie 4 latach razem podnieca mnie jak na początku, niestety bez wzajemności. jak sobie przypomnę to z dnia na dzień pamietam, ze stała sie ponura i nabrała do mnie dystansu który wzrastał i wzrastał. Przez 3 miesiące zeiazku okazywała tylko uczucia fizyczne, pożądanie i tym posobne. prosze, niech mi ktoś pomoże. Ona nie chce iść na żadna terapie, a za cholerę nic nie da sobie przegadać. Nie wiem czy się boi ze dowiem sie prawdy czy jak ją znam, nic nie powie nikomu o sobie. Wyciągałem ja z alkoholizmu, później razem tkwiliśmy w używkach, ja ze względu na to żeby nie odczuwać tego że nie mam z jej strony żadnego uczucia, namiętności, pożądania i choćby głupiego pocałunku z jej strony. twierdzi że wstydzi sie dotykać mnie w miejsce intymne (od 3.5roku) a na początku cały czas sie nim bawiła i to uwielbiała. Dziś nawet na grze wstępnej jej ręka tam nie wyląduje. Twierdzi ze masturbuje sie wyobrażając sobie mojego członka, ze podgląda mnie jak śpię i idzie sobie robić dobrze w co prawie uwierzyłem, a gdy jej pokazałem to zmieniła temat od razu i zaraz poszła spać gdzie przez kompleksy nie pokazywałem jej przez ten cały czas ani sam nic nie dzialałem przez to ze tyle razy usłyszałem nie, nawet nie pozwoli się dotykać a zwłaszcza w miejscach intymnych, mogę sobie dotknąć tylko pupy, nawet piersi nie chce mieć obmacywanych. Co ja mam robić? Proszę o pomoc, bardzo proszę, niech mnie ktokolwiek uświadomi czy ona taka jest po prostu, czy tkwię od 3.5 roku w jakimś przyzwyczajeniu czy związku z litosci. Mi już bije strasznie na łeb, zaczynam ja bardzo źle traktować i wypowiadać złe słowa. Zaraz mnie to wykończy, patrzę na nią i nie wiem co mam myśleć a jest to moja kobieta życia bo przez dzieciństwo do dnia dzisiejszego nie potrafię rozmawiać z płcią przeciwna, zgadać czy cokolwiek, odpowiadam tylko na pytanie. Jak jest wypita to dwa razy w życiu nawet potrafiła uprawiać ze mną seks oralny, gdzie brzydzi się tego ponad wszystko, ale dla mojej przyjemności to robiła. Pomocy, błagam.
  6. Czy powiedzieć chlopakowi, którego kocham prawdę przez która mnie ZNIENAWIDZI i zerwie, będzie mną gardził i stracę w jego oczach, czy samej zerwać bez mówienia najgorszej prawdy ale dając mu szanse poznania kogoś lepszego ode mnie z mniejszymi problemami? Nie chce żeby dowiedział się od kogoś z zewnątrz, będzie załamany i czuł wstręt, pogardę do mnie, czego bym nie zniosła…. Czy dać mu szanse poznania kogoś normalnego, akceptowalnego??
  7. Witam, Mam około 30 lat mój partner jest 3 lata odemnie starszy razem jesteśmy od ponad 2 lat, wiadomo mamy lepsze i gorsze dni jak wszyscy ale od niedawna jest nad nami bardzo ciemna chmura, co chwilę awantury o coś, wymyślanie sobie że niby jak ktoś za mną szedł to ja już na bank go znam i z nim się spotykam w pracy potajemnie🤦 Ale już ten temat odpuściłam nie bede z siebie wariatki robić i kłócić się o coś czego nie robię. Natomiast zaczyna mnie bardzo niepokoju ich jego zachowanie w ostatnich dniach. Byłam wieczorem bardzo zmęczona więc położyłam się do łóżka, myślałam że bd chcial do mnie przyjść i się przytulić, ale niestety, zamiast tego oglądał jakieś filmiki na telefonie a następnie poszedł do łazienki siedział tam tak długo że zdążyłam zasnąć. Jak twierdzi po powrocie na siłę próbował mnie obudzić całując (czego ja nie pamiętam) i go odetchnęłam mówić że jest mi zimno, tego też nie pamiętam, ale pamiętam już jak mnie budził mówiąc "słyszysz, słyszysz, żebyś nie miała pretensji", otwieram oczy a on ogląda film pornograficzny i sobie sobie dobrze.... Nie wiem co mam myśleć już na temat tego zachowania, próbowałam z nim rozmawiać na ten temat ale oczywiście powiedział że to moja wina bo ja "się na niego już nie rzucam" co nie jest prawdą. Jestem strasznie zmieszana i zaczynam się zastanawiać czy to ma sens bo on uważa że pójście do psychologa to strata czasu, ale to nie jest normalne...
  8. Dzień dobry, w ramach pracy doktorskiej przeprowadzam badania związane z przenoszeniem życia seksualnego do internetu. W związku z tym serdecznie zapraszam do wypełnienia ankiety. Badaniem objęte są osoby, które pochodzą z rodzin, w których wystąpił problem alkoholizmu, ale także osoby, które z takich rodzin nie pochodzą. Proszę o wypełnienie tylko jednej ankiety. Bardzo dziękuję za pomoc. Ankieta dla osób, które pochodzą z rodzin z problemem alkoholowym: https://www.interankiety.pl/f/XE97189v Ankieta dla osób, które nie pochodzą z rodzin z problemem alkoholowym: https://www.interankiety.pl/f/878R1g84
  9. Witam problem strasznie żłożony jestem 7 lat z żoną mamy dwoje dzieci. Od drugiego dziecka żona miała problemy zdrowotne i przez rok swx nasz wyglądam maga źle choć czas mijał a sytuacja się nie poprawiała a lekarz twierdził że ten problem to problem w głowie. Ona dalej nic zero libida zero chęci na nic nowego w łóżku mardzudzenie ,z czasem no tak moj życiowy błąd zdradziłem ja. No wyszło to na jaw ale postanowiliśmy być razem minol rok starałem się jak mogę ale ona od kilku lat ciągle podczas kłótni mówi mi zemnie nie kocha że, jestem że nigdy nie byłem fajny mam się wyprowadzić ona mnie nie potrzebuje nie ma to związku z zdrada ogólnie ciągle mi to powtarza w maju mieliśmy się rozjesc ale mi zależało dalej się starłem choć znowu mi powiedziała że mnie nie kocha i nie znaczy to dla niej nic. Więc jak miałem się wyprowadzać Poznałem kobietę czas mijał żona zrozumiała że to na poważnie mamy się rozjesc , i za każdym razem potem przychodzi do mnie i mówi że to w złości tak mówi ,kocham ją ale z tamtą kobieta już mieliśmy plany zamieszkania. Nie wiem co mam robić czuje się rozdarty przygnębiony,nawet nie mam z kim pogadać
  10. Witam, mam 35lat, jestem po nieudanym związku z kobieta z ktora byłem 16lat. Poznałem Kobietę, która jest dla mnie perfekcyjna pod każdym względem, Kochamy się ale boję się że ja zawiodę, rozczaruje i chyba przez to mam problem z seksem.. nie wiem jak mam sobie z tym poradzić ponieważ im bardziej o tym myślę, problem wzrasta i odbija się to na mojej drugiej Połówce..
  11. Jestem ze swoim narzeczonym 2 lata, od jakiegoś czasu straciłam ochotę na seks, mam sporo kompleksów ale mój partner cały czas powtarza mi że mu się podobam i nic mu we mnie nie przeszkadza. Zaczynam wstydzić się pokazywać się nago. Kiedyś potrafiliśmy kochać się kilka razy dziennie, wydaje mi się że bardzo dobrze dogadywaliśmy się w sprawach łóżkowych więc tym bardziej nie wiem czemu przestałam mieć ochotę na seks. Boje się że znajdzie sobie kogoś kto będzie miał ochotę się z nim kochać i że w końcu zrezygnuje ze starania się o seks na który ja wcale nie mam ochoty. Wcześniej nie przeszkadzały mi moje kompleksy w rozebraniu się przed nim pokazaniu mu się, od jakiegoś czasu strasznie mnie to męczy i po prostu się wstydzę, sama sobie wmawiam że patrzy się na inne kobiety które są po prostu zgrabniejsze ode mnie, chociaż nigdy nie widziałam żeby się patrzył na kogoś innego. Już nie wiem co robić, proszę o pomoc i z góry dziękuję za poświęcony czas
  12. Hej, jestem 24letnim mężczyzną, po związku, który trwał 7lat(młodzieńcza miłość, mieszkaliśmy razem już trzy lata). Na przełomie stycznia/lutego 2021 relacja zakończyła się przez zdradę, którą dokonała moja partnerka z moim kolegą. Jednocześnie wszyscy moi znajomi poszli za mną robiąc ze mnie kozła ofiarnego. W trakcie związku seks był na porządku dziennym(obie strony miały wysokie zapotrzebowanie na seks), nigdy nie było problemu w związku i zawsze działaliśmy kiedy mogliśmy. Po zakończeniu relacji spadła mi bardzo pewność siebie, poczucie własnej wartości jako mężczyzna. Po tym, jak miałem współżyć z kolejną osobą niedługo po rozstaniu. Miałem problemy z erekcją w momencie włożenia penisa do pochwy. Wcześniejszy etap jak erekcja jak i podniecenie występowało. Dopiero w momencie ewentualnej penetracji występował problem, po prostu spadała erekcja. Tłumaczyłem sobie złamanym sercem, etc. Z samą erekcją nie mam problemu. Przy kolejnych partnerkach seksualnych występował podobny problem - erekcja jest, w momencie penetracji nie ma. Nauczyłem się, jak będę uprawiał seks stosowałem środki typu "Max on", jednocześnie utrzymujące potencję, a także wydłużający stosunek. Więc ze strachu przed "nie staniem" na wysokości zadania stosowałem to. Czasami zdarzał mi się stosunek, który nie był planowany, przez co miałem problemy z utrzymaniem zwodu w momencie gdy miałem rozpoczynać penetrację. Poznałem kobietę, z którą rozpocząłem miłość romantyczną, nie tylko fizyczną. Zanim uprawialiśmy seks spaliśmy ze sobą w jednym łóżku i erekcja, zwód występował za każdym razem. W momencie kiedy mieliśmy skonsumować, znowu nie podołałem. Ostatecznie udało mi się dokonać penetracji. Następnego dnia z rana. W momencie kiedy mieliśmy za pierwszym razem kochać się całkowicie odpadłem. Niestety jakim kosztem. Moja partnerka była wyrozumiała. Jeżeli chodzi o jej wygląd fizyczny, bardzo mi się podoba i jest w moim typie z wyglądu. Według moich poprzednich partnerek seksualnych zbyt dużo myślę, przez co mogą występować problemy tego typu opisane wyżej. Jestem osobą, która stara się robić wszystko perfekcyjnie, dodatkowo ma tak zwany overthinking. Bardzo boję się, że moja aktywność seksualna nie będzie na takim poziomie jak przy pierwszej partnerce, ze względu na wyżej opisaną sytuację. Starałem się zwalczyć to na własną rękę, rozmawiać z partnerkami(żadnej nie powiedziałem o stosowaniu środków wspomagających, na potencję, a poza seksem rozmawialiśmy - czułem się, że nie jestem mężczyzną mówiąc o tym). Jeżeli jednak aktualnie poza seksem będzie miłość romantyczna, prędzej, czy później będę musiał odsłonić karty. Nie czuję, aby to był ten moment, aby partnerce mówić o tej sytuacji. Rozmawialiśmy o tym po seksie, mówiłem, że się stresowałem, pytała się czym, temat uciąłem. Lecz tak, w wcześniejszym czasie w różnych sytuacjach odczuwała mój zwód, nawet w zwykłych sytuacjach, przez co sama była zdziwiona przez rozwój sprawy. Myślałem o seksuologu, niestety jest on ponad moje możliwości finansowe. Starałem się postępować zgodnie z tym, co przeczytałem w internecie, stosuje zestaw suplementów jak i witamin.
  13. Mam 32lata jestem z cudownym mężczyzna dla którego chciałabym żeby był najszczęśliwszy. Jest między nami duża różnica wiekowa. Problem polega na tym że czuję że będzie że mną nieszczęśliwy że względu na moje zmiany nastroju, nie spełnianiem jego seksualnych potrzeb które nie są z jego strony wymagające, a ja mam opory przez które czuje się źle . W dzieciństwie byłam wykorzystywana seksualnie przez brata. Przeszłość wraca. Nie potrafię o tym zapomnieć czy moje uprzedzenia są z tym związane? Boję się zbliżeń, wszystko jest związane ze stresem. Nie wiem czy odczuwam to co ppowinam odczuwać podczas zbliżenia. Czuję się ciągle beznadziejna, nic nie potrafiącą, ciągły lek czy zadowalam czy jestem wystarczająco dobra.. Czuję że nie zasługuje na niego ( jest bardzo dobrym człowiekiem i troskliwym) ciągle czuje beznadziejność. Gdy nastają gorsze dni chce uciekać zakończyć związek. Boję się że zostawi mnie. Boję się wszystkiego chociaż mimo że czuję się przy nim że wszystko staje się proste. Ciągle mam poczucie winy że będzie mu ze mną źle w każdym aspekcie.
  14. Guest

    wieczór

    Cześć, to będzie delikatny dla mnie temat - Mam wrażenie, że nigdy nie uprawiałam seksu z własnej woli. Mam problemy z tatą, nasza relacja była "zbyt zażyła". Mamy praktycznie nie mam. Spotykałam się z pewnym chłopakiem. Był strasznie natarczywy. Trochę to trwało, czasem było okej, ale coś mnie raziło - mam wrażenie że traktował mnie przedmiotowo. Powiedziałam mu, że nic z tego nie będzie, wyszedł niezadowolony i czułam się winna. Następnego dnia miałam straszne wyrzuty sumienia. Poszłam do niego. Wiem, że to głupie ale chciałam tylko spędzić czas i poczucie winy było tak silne, że zrobiłabym wszystko co on zechce. Zaczął dobierać się do mnie, widział że mam wątpliwości ale gadał do mnie "wiem, że tego chcesz". Stało się, zaczęliśmy to robić. Po minucie max przerwałam i wybiegłam. Mam wrażenie że zrobił mi coś bardzo złego. Wiem, że już 2 dni później przyszła do niego jakaś dziewczyna i oglądali filmy. Szukam jakiejś rady, drugiego spojrzenia na tę sytuację, nie wiem co mam robić. Jest mi beznadziejnie, bardzo często o tym myślę
  15. Witam, od jakiegoś czasu zastanawiam się na czym dokładnie polega aromatycznosc, zależy mi aby zaczerpnąć informacje na ten temat od specjalistów dlatego to pisze. Czytalam ze osoba aromatyczna nie czuje do drugiej osoby (milosci) pomimo ze wykazuje pociag seksualny, nie ma potrzeby budowania romantycznych relacji, nie potrzebuje, nie szuka związku. Czy mogliby państwo rozjaśnić mi na czym to polega i czy jest możliwe aby nigdy się w nikim nie zakochac, czy może polega to na tym że osoba po prostu nie czuje potrzeby bycia w związku, tworzenia jakis romantycznych sytuacji itp, ale normalnie sie zakochuje? Bardzo proszę o wytłumaczenie tego terminu.
  16. Witam, nie mam w ogóle ochoty na seks nie sprawia mi to przyjemności, nie mam orgazmu co może być przyczyną
  17. Cześć, Mam taki problem, z którym nie do końca umiem sobie poradzić i nie wiem co robić. W sobotę na komputerze mojej dziewczyny znalazłem kilka filmów pornograficznych, które nagrała w przeszłości ze swoim ówczesnym facetem. Z jednej strony jestem świadom, że ma swoją przeszłość, że miała innych partnerów i uprawiała z nimi seks. Ale z drugiej mieć świadomość, a to zobaczyć to dwie inne rzeczy. Tym bardziej mnie to trochę dołuje i drażni, że na tych filmach robi z nim takie rzeczy, o które mi ciężko się doprosić. Automatycznie pojawia się we mnie myśl, że jej nie zaspokajam seksualnie. Chociaż ona mówi, że jest zadowolona z seksu i też to widać. Teraz pytanie - powinienem jej się przyznać, że przejrzałem jej dysk i coś takiego znalazłem? Czy przemilczeć i zapomnieć? Z góry dziękuje za odpowiedzi.
  18. Witam. Mam bardzo intymny problem. Mianowicie - jakiś czas temu poznałem dziewczynę. Oboje jesteśmy młodzi. Mamy nieco ponad 20 lat. Ona nie była dziewicą, tak jak z resztą ja prawiczkiem. Akceptuję to. Miała chłopaka wcześniej jakiś czas więc nic w tym dziwnego, że zrobiła to z kimś kogo znała przede mną. Tutaj nie ma żadnego problemu. Natomiast problem pojawił się wtedy kiedy podczas zbliżeń lub szczerych rozmów zaczął być przytaczany jego temat. Dziewczyna potrafiła wspominać mi co robiła z nim w łóżko (bardzo szczegółowo) i niby zawsze w negatywnym kontekście, ale ja nigdy tego nie odebrałem jako komplement. Powiedziałem jej o tym, że przez te wszystkie opowieści moja wyobraźnia płata mi figle, bo wyobrażam sobie tamtego faceta jak robią sobie dobrze i mnie to strasznie odrzuca i boli. Pogadaliśmy. Powiedziała, że żałuje i ustaliliśmy już więcej o tym nie rozmawiać. Natomiast problem jest teraz we mnie, bo nie mogę się pozbyć z głowy tych obrazów jak jakiś koleś robi jej dokładnie to samo co ja. Moje podniecenie spada niemalże do zera w takich momentach kiedy to sobie wyobrażam. W wiadomościach wcześniej wspominała mi też jak zachowywała się (czule) w poprzednich związkach i nie wiem co o tym myśleć. Mam dwa pytania. Po pierwsze chciałbym wiedzieć co mogło spowodować, że mówiła mi o tak intymnych szczegółach skoro w ogóle nie było do tego przesłanek ani ja nie pytałem o to. Ja starałem się zawsze unikać tego typu zwierzeń i praktycznie nic jej nie powiedziałem o mojej przeszłości seksualnej, żeby mogła przy mnie czuć się wyjątkowo. I tutaj sposób w jaki ja myślę i jak bardzo wstydziłem się powiedzieć jej o jakiejkolwiek mojej przeszłej partnerce seksualnej, tak ona robiła i mówiła to wszystko bez żadnej refleksji. Po prostu, na chłodno. Po drugie chciałbym usłyszeć jakieś wskazówki jak mogę sobie poradzić z tym? Jak poukładać to w głowie, żeby nie musieć wizualizować sobie tych scen w głowie. Jeśli nikt nie będzie mi w stanie rzeczowo odpowiedzieć to słowem wsparcia też nie pogardzę i nie oczekuję od razu rozwiązania wszystkich moich problemów w jednym temacie. Ale kto wie? Pozdrawiam, Kamil.
  19. Jesteśmy razem i mieszkamy razem ponad 8 lat, w małżeństwie od 2. Dawno temu intymność dobrze nam się układała, ale w pewnym nieokreślonym momencie wszystko zaczęło się rozjeżdżać w różne strony. Nie chodzi o wytykanie palcami, a znalezienie wyjścia z sytuacji, która jest dla mnie trudna. Żona nigdy wylewną nie była, ale potrafiła określić swoje potrzeby i zasygnalizować, gdy Jej czegoś brakowało. Przy takim działaniu z obu stron układało się - wydaje mi się - dobrze. Z czasem Żona przestała dawać jakiekolwiek znaki zainteresowania intymnością. Głaskanie, mizianie, przytulanie - zawsze. Intymność i seks - zainteresowanie zniknęło. Z góry uprzedzę - nie rodziła, nie miała żadnej traumy, której byłbym świadom, pracę - jeśli zbytnio wpływa na Jej spokój emocjonalny - bez zwłoki zmienia na spokojniejszą. Nie chodzi o to, że była przeciwna seksowi, ale chęć zmieniła się w "nie mam nic przeciwko" albo "rób co chcesz". Seks - w moim odbiorze - stał się "jałowy" i pozbawiony jakichkolwiek pieszczot, czy choćby chęci otrzymywania pieszczot innych niż głaskanie. Jakby przyjemności tylko fizyczne totalnie wygnały jakąkolwiek przyjemność związaną z erotyką. Zawsze bardzo mi zależało, by seks nie stał na drodze w związku, gdyż jest wiele innych rzeczy, które są ważniejsze - zaufanie, odpowiedzialność, zrozumienie. Starałem się wycofać trochę z tej strefy życia, ale wcale nie było łatwo. Brakowało mi tej żarliwości, poczucia bycia razem, euforii zbliżenia z kobietą, którą kocham. Przez półtora roku starałem się celowo jeszcze bardziej rozbudzić tą strefę wspólnego życia, włączając nawet na koniec nieśmiałe pytanie, czy nie zechciałaby pójść ze mną do seksuologa. Wszystko spełzło na niczym - miłosne listy, wyjścia, pieszczoty, czułe wieczory, możliwie duża ilość czasu spędzana razem. Najczęściej po prostu chciała się poprzytulać i zasypiała... Sytuacja stanęła na tym, że Żonie seks jest niemal obojętny, mnie pożycie nie satysfakcjonuje i nie zaspokaja moich potrzeb emocjonalnych. Pojawiła się zatem pornografia, która stała się mizernym surogatem i raczej kiepskim rozwiązaniem, do tylko na fizyczne braki. Coraz częściej się irytuję i narasta we mnie poczucie... sam nie wiem czego. Zniecierpliwienia? Rozczarowania? Zawodu? Naprawdę nie chcę, żeby zaczęło to wpływać na moje małżeństwo. Zaczynam się zastanawiać na jakimś farmakologicznym anafrodyzjakiem, ale boję się trochę ich psychotropowego działania. Nie chcę zatracać siebie, przecież nie o to w związku ponoć chodzi, nie?
  20. Mam obecnie 23 lata. Gdy miałam lat 14 rozpoczęła się moja relacja z 27-letnim księdzem. Zakochałam się. Jeśli mogę tak to nazwać, bo w tym wieku wątpliwe by wiedzieć co to znaczy. Nie miałam wtedy wielu przyjaciół czy kolegów. Moja samoocena także nie była najlepsza, byłam wtedy troszkę przy kości. On zwrócił na mnie uwagę i moja naiwność kazała mi za tym pójść. To co było zakazane było dla mnie wyjątkowe. Nie wiedziałam, że będzie to miało takie skutki w moim dorosłym życiu. Mówił, że mnie kocha i zostawi kapłaństwo.. Po kilku spotkaniach w ukryciu.. nauczyłam się cierpieć. Wszystko toczyło się tak szybko a ja szłam jak w ogień w toksyczne uczucie młodej naiwnej dziewczyny z kompleksami. Wierzyłam, że to coś wyjątkowego. Co ja sobie myślałam.. Jak pewnie się domyślasz, z nim miałam swój pierwszy raz. Za wcześnie. Z nie tym. Za dużo by opisywać w tej sprawie, lecz.. do sedna. Skończyło się, nie mogłam już cierpieć i płakać po nocach. Po drodze gdzieś pojawił się szantaż.. Kończąc.. teraz mam 23 lata i myślałam, że jest wszystko okej. Nie potrzebowałam pomocy psychologa. Ale teraz wiem, że myliłam się. Ciężko jest zamknąć tak wielką sprawę samemu. Nie wiem tylko komu mogę zaufać i nie bardzo wiem też gdzie szukać. Z trudnem mi to przychodzi. Obwiniam się. Nie lubię siebie za to. Jemu wybaczyłam, że tak nieodpowiedzialnie mnie w to wciągnął będąc dorosłym. Trochę go usprawiedliwiam, a nie powinnam. Przestępstwo. Czy jestem sobie winna? Chcę żyć normalnie a narazie to miewam dziwne stany, lęki, przywiązuje się mocno, nie umiem być sama, niezdolna jestem do planowania przyszłości. tyle.
  21. Witam. Jestem Natalia i mam 18 lat. Pochodzę z małej miejscowości. W ostatnim czasie pojawiły się u mnie natrętne myśli na tle nerwicowym. Są one ukierunkowane na moją orientację. Zacznijmy od tego że odkąd pamiętam podobali mi się chłopcy. Czułam do nich chemię i zastanawiałam się jak mogę się do nich zbliżyć. Chciałam z nimi wchodzić w związki, nieco później wchodzić również w bliższe stosunki seksualne. Całowanie i inne tego typu rzeczy sprawiają mi dużą przyjemność. W dzieciństwie nie miałam zadnych problemów które mogłyby mieć wpływ na zmianę orientacji. Ubierałam się jak dziewczynka i spędzałam wolny czas na spotkaniach z koleżankami. Mam teraz chłopaka od prawie pół roku. Jest nam ze sobą bardzo dobrze. Nasze popędy seksualne są również zaspakajane i oboje czerpiemy z tego satysfakcję. Często jest tak że to ja nie potrafię się powstrzymać i zaczynam dotykać go w miejscach intymnych, bo czuję się tak podniecona samą jego obecnością. Sprawia mi to dużą przyjemność. Jesteśmy ze sobą bardzo zżyci. Kilka miesięcy temu moja mama miała wypadek w związku z czym było wysokie ryzyko że może umrzeć. Choroba w obrębie mózgu. Wywołało to we mnie traumę. Zawsze prosiłam tatę żeby na bieżąco informował mnie co się z nią dzieje a on tylko mówił że jest dobrze. Potem podczas rozmowy słyszałam że stan pogorszył się i będzie wykonywana operacja co wpędziło mnie w jeszcze większą rozpacz. Mama jest już w trakcie rehabilitacji. Ale nie o tym moje pytanie. Chłopak wyjechał na miesiąc. Z początku bardzo mi go brakowało. W związku z jedną natrętną myślą nie mogłam się skupić na tym żeby z nim porozmawiać. Wbiła mi się ona do głowy i nie odstępuje a brzmi "jestem homoseksualna?". Nie wiedziałam jak na to zareagować. Ta myśl pojawiła się z nikąd. Nigdy noe myślałam nad tym. Pierwszą reakcją była rozpacz że nie chcę tracić chłopaka bo jest dla mnie wspaniały i go bardzo kocham. Nigdy nie podobała mi się idea stanowienia związku, albo dojścia do zbliżenia z kobietą. Nawet dzisiaj koleżanka proponowała mi pocałunek ale odmówiłam bo nie czuję takiej potrzeby. Myślę że mogłabym zrobić to bardziej z samej ciekawości ale jak widzę to w codziennych sytuacjach to nie jestem tym zachwycona. Myśli, wbrew mojej woli, pojawiają się w głowie i zmuszają mnie do widzenia siebie z kobietą w stosunkach seksualnych co jest dla mnie męczące uciążliwe i lekko obrzydzające. Jeśli powiem sobie że wszystko już sobie w sprawie tych wątpliwości wyjaśniłam kładę się spać i budzę się z tą samą myślą w głowie. Nie daje mi ona normalnie funkcjonować i sprawia że nie mam ochoty na banalne czynności takie jak dla przykładu słuchanie muzyki co uwielbiałam. Dodam do tego że chłopak mnie wciąż w 100% pociąga i podnieca. Wyczekuje bardzo jego powrotu ale te myśli nie dają mi żyć. Myślę że natręctwa pojawiły się już w chwili kiedy bałam się o niechcianą ciążę i mimo że wszystko (2 miesiączki multum testów i wizyta u ginekologa) mówiło że w niej nie jestem ja musiałam zrobić conajmniej jeden test na dwa dni żeby nie czuć się nękana przez myśli. I tak przez 2 miesiące. Potem 2 tygodnie przerwy i teraz mam tą myśl o orientacji. Dodam że kobiety jako osoby mi się podobają i porównuję je do siebie. Uznaje je za piękne i często się im przyglądam. Ale to chyba normalne. Nigdy w kobiecie nie byłam zakochana. Czy sytuacje które opisałam mogą wskazywać na to że były (i są) to natręctwa nerwicowe? Czym objawiają się te odnośnie orientacji? Czy wizyta psychologiczna pomoże? I czy orientacja może się zmienić z dnia na dzień?
  22. Mam 19 lat, jestem do 3,5 roku w związku z chłopakiem którego bardzo kocham. Problem polega na tym, że nigdy nie doznałam przyjemności z seksu, już nawet nie myślę o orgazmie, tylko o zwykłej przyjemności. Nawet sama sobie nie mogę zrobić dobrze, bo po paru minutach odpuszczam, bo widzę, że to mi nie sprawia przyjemności i do niczego nie prowadzi. Nie mam i nie miałam ochoty na seks, ani na masturbację, co jest dosyć dziwne dla mnie, bo powinnam w tym wieku tego potrzebować... miałam nawet myśli, czy nie jestem może aseksualna, lub ewentualnie czy może jest to przez jakieś hormony? Dodam, że od 4 miesięcy biorę tabletki hormonalne. Gdyby brak libido pojawił się po zaczęciu brania tabletek, to właśnie pomyślałabym że przez to, ale ja libido nie mam od zawsze, a chciałabym mieć...
  23. Co mam myśleć i robić jeśli spotykam się z kimś od 3 mc A on chce intymne zdjęcie pochwy
  24. Witam. Z góry dziękuję za przeczytanie całości - trochę mi zajęło ogarnięcie tego. Temat opublikowałem też na innych forach, aby otrzymać różne odpowiedzi dla porównania. Szczerze mówiąc nie wiem, jak mam ten wywód zacząć. Może na wstępie zaznaczę, że jest to dla mnie ważna sprawa, bo przelatują mi przez palce kolejne miesiące a nawet lata, gdy nic się nie zmienia. W żadnym wypadku nie jest to temat utworzony w celu prowokacji czy śmieszków dlatego proszę osoby, które tego typu sprawy traktują prześmiewczo o nieodpowiadanie. Może na wstępie opiszę nieco siebie. Mam obecnie 24 lata, jestem bardzo niską osobą i niesamowicie szczupłą. Typ urody mam szczerze mylący, bo chociaż jestem biologicznie mężczyzną, tak często zdarzało się, że ktoś pomylił mnie z kobietą. Od ukończenia szkoły podstawowej i wejścia na poziom gimnazjalny zaczęły się moje problemy. Do podstawówki chodziłem jeszcze w mojej rodzinnej miejscowości, ale w wyniku rozłamu w rodzinie przeprowadziłem się zupełnie gdzie indziej. Zmiana otoczenia, nowi znajomi wśród których nie potrafiłem się odnaleźć - to wszystko sprawiło, że uciekłem w cztery ściany i komputer, a przynajmniej wtedy wydawało mi się, że to przez to. Wraz z biegiem lat coraz bardziej analizowałem swoją alienację, uciekanie przed ludźmi. Doszło nawet do tego, że najprostsze sprawy sprawiały, że nie chciało mi się wstać z łóżka. O ile w gimnazjum było jeszcze okej, tak w szkole średniej całkowicie się odciąłem. Unikałem znajomych wchodząc w konflikty, często uciekałem z lekcji kłamiąc rodzicom, że spóźniłem się na autobus albo wracałem po kilku godzinach twierdząc, iż zwolniono nas wcześniej z lekcji. Wspominam ten okres, ponieważ wtedy zauważyłem u siebie dziwne tendencje. Przez cały okres szkoły średniej nosiłem długie włosy. Chociaż koledzy mi z tego powodu docinali, to nie specjalnie się tym przejmowałem. Niepokojące było też to, że w zasadzie przez całe gimnazjum oraz liceum nie widziałem sensu w randkowaniu. Nie interesowało mnie to zupełnie, bo cały czas czułem, że czegoś mi brakuje. Przechodząc do sedna sprawy. Obecnie mam już 24 lata, niedawno zrezygnowałem też ze studiów. Jakoś po skończeniu 18 lat zaczęły się u mnie dziwne myśli. Wspomniałem wcześniej, że w liceum miałem długie włosy. W zasadzie mam je cały czas od skończenia liceum i były momenty, że chodząc do fryzjera prosiłem o fryzury typowo damskie, co było niezrozumiałe dla mojej rodziny. Moja mama widząc mnie w takiej fryzurze raczej nie komentowała, ale wyglądała na zdziwioną. W zasadzie to zamiłowanie do damskich fryzur mam do teraz. Początkowo to ignorowałem tłumacząc, że taki mam styl. Problem jednak w tym, że ostatnie dwa lata (od świąt 2018 roku) zacząłem iść w dziwnym kierunku. Przeglądając sklepy internetowe czy nawet sklepy stacjonarne dużo częściej i chętniej zerkałem na damskie ciuchy. Często kupowałem też drobne elementy garderoby, takie jak skarpetki czy czapki typowo damskie - kolorowe w serduszka itp. Od razu zaznaczę, że to nie jest żaden fetysz. Nie interpretuję tego jakkolwiek seksualnie. Nigdy nie pociągało mnie noszenie damskich ubrań, przebieranki czy tego typu rzeczy. Szczerze mówiąc od skończenia liceum zupełnie straciłem zainteresowanie seksem i związkami. W zasadzie nie praktykuję nawet masturbacji (robię to rzecz jasna sporadycznie, jednak tylko z obawy, że abstynencja seksualna może prowadzić do chorób np. jąder). Jeśli mam być szczery to seks w życiu zupełnie mnie nie motywuje. Ostatni rok był dla mnie przełomowy. Wyprowadziłem się z rodzinnego domu, wynająłem mieszkanie i podjąłem naprawdę fajną pracę. Przez cały okres gimnazjum i liceum wegetowałem w domu, bez znajomych czy jakichkolwiek hobby, dlatego sądziłem, że gdy się wyprowadzę ze swojej strefy komfortu, poznam nowych ludzi wszystko się zmieni. Wiecie, sądziłem, że się otworzę na nowe rzeczy i naturalnym tokiem odejdę od tych "dziwactw". Niestety problem w tym, że od wyprowadzki moje zafascynowanie tylko przybrało na sile. Doszło do tego, że zamówiłem sobie przez internet trochę ciuchów, zacząłem robić makijaż. Niedawno całkowicie się przebrałem, zrobiłem makijaż i tak stojąc przed lustrem zacząłem mieć negatywne myśli. Standardowo - że jestem dziwakiem, że marnuję pieniądze i czas, że powinienem się leczyć oraz, że to zboczone. Jak wspomniałem wcześniej - nie ma to żadnego podłoża seksualnego. Zupełnie mnie to pod tym względem nie kręci. Po prostu lepiej się czuję, bardziej komfortowo. Odgrywanie w domu takiej "kobiecej roli" daje mi poczucie komfortu. W wyniku tego zacząłem sporo analizować i doszedłem do wniosku, że w przeszłości robiłem już podobne rzeczy, może wyjaśnię. Wcześniej wspomniałem, że w gimnazjum uciekałem w gry komputerowe oraz internet. Właśnie podczas moich przygód na forach czy w grach internetowych najczęściej podawałem się za kobietę, czy też grałem kobiecymi postaciami. Ponownie, nie sprawiało mi frajdy oszukiwanie ludzi, ale czułem się dobrze, gdy ktoś uważał mnie za kobietę. Sięgając pamięcią dalej, pamiętam też, że w dzieciństwie, jeszcze przed przeprowadzką do innego miasta zdarzało mi się, będąc samemu w domu podkradać sukienki mojej mamy oraz siostry i przymierzać je, gdy byłem sam w domu. Miałem wtedy może 7 czy 8 lat, więc tym bardziej nie był to żaden fetysz, gdyż w tamtym wieku nie odkryłem jeszcze tej części życia. Ponownie - czułem się wtedy lepiej, chociaż słabo pamiętam tamten okres. Pamiętam jednak, że te przebieranki nie były jednorazowe i zawsze zamykałem się wtedy od środka, by mieć czas na ewentualne ukrycie ubrań, gdyby ktoś wrócił do domu wcześniej. Teraz jak wspomniałem mam już 24 lata, grupkę fajnych znajomych i pracę - teoretycznie poukładane życie, a jednak nawet dziś, przeglądając oferty na black friday świadomie przeglądam damskie ciuchy. Szczerze mówiąc, gdybym mógł, nosiłbym je na co dzień. Tak jak wspominałem, nie chodzi o nic dziwnego (nie mówię tu o bieliźnie), ale o zwykłe rzeczy typu buty, spodnie czy kurtki. Po prostu nie czuję się dobrze z tym, kim jestem i jak wyglądam. Nie podoba mi się to, co widzę w lustrze. Już w liceum kupowałem kolorowe koszulki czy bluzy w kwiaty, co oczywiście było komentowane przez znajomych w stylu "chyba siostrze ukradłeś tę bluzę", ale wtedy nikt nie brał tego na poważnie. Podsumowując - wydaje mi się, że mogę mieć jakieś zaburzenia osobowości. Trwa to już zbyt długo bym sądził, że to jakiś dziwny okres, który przeminie. Zawsze, gdy ktoś mnie pomyli z kobietą robi mi się miło, a teoretycznie nie powinno. Od wielu lat interesuję się też osobami transgender- oglądam ich kanały na youtube, śledzę social media itp. W zasadzie od 20 roku życia sam często myślałem, czy moje życie nie byłoby lepsze, gdybym zdecydował się na taką terapię. Czy w takiej sytuacji najlepiej byłoby udać się do psychologa, czy może seksuologa? Słyszałem wiele złego o tego typu specjalistach w Polsce. Z góry dziękuję za wszelkie sugestie. Jeśli ktoś ma podobne doświadczenia, chętnie o nich usłyszę. Może pomoże mi to zinterpretować swoje zachowanie. Jeśli coś pominąłem, lub nie wspomniałem o czymś istotnym - pytajcie śmiało. Chętnie dopowiem. Pozdrawiam.
  25. Cześć. Jako, że nie mogę sobie poradzić z moim problemem od 5 lat, to zaczynam szukać pomocy w każdym możliwym miejscu. Postaram się wszystko jak najbardziej skrócić bo historia jest niesamowicie długa i nie ma szans, że ktoś by to doczytał do końca. Do brzegu. Ponad pięć lat temu gdy zmieniałem partnerkę, a podczas pierwszego stosunku z nią pojawił się u mnie problem z erekcją. Pamiętam, że stresowałem się wtedy żeby za szybko nie dojść i żeby kobietę zadowolić. Nie był to jakiś potężny stres bo generalnie seks w tamtym czasie uprawiałem w ogromnych ilościach, partnerka nie narzekała, a problemu z przedwczesnym wytryskiem nigdy nie miałem. No ale stało się. Efekt tego był taki, że następnym razem stresowałem się już tym, żeby taka sytuacja się nie powtórzyła. No i niestety wpadłem w błędne koło w który jestem już 5 lat. Byłem u psychiatry i dostałem leki. Nie pomogły mi nic. Chodziłem również na terapię do psychologa/seksuologa - bezskutecznie. Byłem u psychiatry/seksuologa i tu również bez efektów. Jestem przebadany więc mam pewność, że pod względem zdrowotnym/fizycznym wszystko gra i ciężko, żebym miał jakiekolwiek lepsze wyniki. Mam aktywny tryb życia, jem zdrowo. Co ciekawe, po alkoholu problem w ogóle nie występuje. A w mojej opinii nie ma go, ponieważ najzwyczajniej gdy się napije to nie pamiętam o tym problemie i nie zwracam na niego uwagi. Sytuacja jest dla mnie dramatyczna. Nawet, gdy uda się uzyskać erekcje to nie jest ona w 100% pełna. Zatraciłem całkowitą spontaniczność związaną z seksem. Podczas stosunku zachowuje się jak "robot". Jestem nieobecny ponieważ skupiam się na tym, czy wszystko będzie tak jak trzeba zamiast na partnerce i naszych emocjach. Najpierw zniszczyło mi to stały związek. Ciężko żeby było inaczej, kiedy po takich sytuacjach czułem się ze sobą tak źle, że popadałem w jakąś depresje. Partnerka nie wiedziała co się dzieje, a ja byłem oschły i niezaangażowany. Gdy się rozstaliśmy trzy razy sprowadziłem na mieszkanie inne dziewczyny i za każdym razem było to samo. Już nie mam siły próbować dalej i się ośmieszać. Dodam, że żadne leki bazujące na sildenafilu i pokrewnych nie dają żadnego efektu. Testowałem ich sporo łącznie z cialis. Chyba, że istnieją takie, które faktycznie prowadzą wprost do uzyskania wzwodu bez konieczności nawet pobudzenia seksualnego. Może takie by zadziałały. Johimbina i pokrewne również bez skutku. Po alkoholu gdy zapomnę o problemach to mogę się bawić tak jak 5 lat temu. 3,4-5 dłuższych stosunków jednej nocy nie stanowi problemu. Są emocje, jest dobra zabawa i jest przyjemność. Wiem, że problem jest tylko w mojej głowie, ale nie mogę sobie z tym poradzić. Czuje się tak, że już nigdy nie będę facetem, który może normalnie funkcjonować w życiu codziennym. Miewałem po takich sytuacjach myśli samobójcze. Zawsze wszystko jawi się w najgorszych barwach. Jeżeli jest tu ktoś, kto miał podobną sytuację to bardzo proszę o pomoc. Może znajdzie się po prostu jakaś mądra głowa, która cokolwiek zasugeruje. Z góry wielkie dzięki za pomoc.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.