Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'seksualność'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 116 wyników

  1. Nie wiem do końca co robić i na czym stoję. Jakiś czas temu spotykałam się z chłopakiem. Bardzo mi na nim zależało, Byłam w nim zauroczona po uszy. Nasza relacja rozwijała się i byliśmy ze sobą dosyć blisko. Spędzaliśmy ze sobą sporo czasu, mieliśmy wspólnych znajomych, zostawiliśmy u siebie na noc. Wszystko układało się jak w bajce, dopóki ja nie wyjechałam do pracy na 2 miesiące. Kontakt z dnia na dzień się urwał. Ja gdy próbowałam do niego pisać to czułam, że on nie chce mi odpisywać. Zresztą odsyłał mi odpowiedź na jakieś dwie wiadomości i później była cisza. Nie wiem do końca co się stało. Po powrocie do domu próbowałam się z nim spotkać. Najpierw zaproponował, że możemy się zobaczyć następnego dnia, ale gdy ja do niego napisalam wtedy, czy mogę wpaść na 5 minut, nawet nie wyświetlił mojej wiadomości. Nadal mam u niego swoje rzeczy i ciągle mi na nim zależy, ale nie wiem już jak postępować. Wydaje mi się, że może być w to zamieszany jego kolega, który był we mnie zakochany, bo dziwnym zbiegiem okoliczności , gdy tylko ja wyjechałam on zaczął do mnie pisać i dzwonić jak gdyby nigdy nic. Zastanawiam się, czy problem leży po mojej stronie i może nieświadomie coś zrobiłam.
  2. Witam. Jestem kobietą, 29 lat. Dotknęło mnie coś czego bym sobie w życiu nie wyobraziła. Mój narzeczony zdradził mnie z prostytutka. W naszym mieszkaniu. W naszej sypialni. Kiedyś także zdradził swoją ówczesna dziewczynę. Miał to być pierwszy i ostatni raz, nawet zrobił sobie na piersi tatuaż który przypominał jakie świństwo zrobił. Dowiedziałam się z smsow, bo historie przerzucił na mojego laptopa po tym jak zmieniał telefon na nowy. Za 10 miesięcy ślub i nie wiem co dalej. Mieszkam z nim nadal, próbuje wybaczyć lecz nie wiem czy dam radę tak dalej żyć.
  3. Witam. Jestem 18-letnią uczennicą technikum. Od pewnego czasu moje życie przestało sprawiać mi taką radość jak wcześniej. Zacznę może od początku. Dziesięć lat temu przyszywany dziadek mnie molestował. Po powiedzeniu o tym rodzicom obiecali, że nigdy więcej go nie spotkam, niestety do dziś bywa na spotkaniach rodzinnych. To nie jedyny incydent ze złym dotykiem ponieważ jakieś dwa/trzy lata temu kolega taty po pijanemu również próbował mnie dotykać w intymnych miejscach (o tym rodzice nie wiedzą, nie powiedziałam im, ponieważ i tak by to nic nie zmieniło, a on był przecież pijany i na drugi dzień nic nie pamiętał). Przez jakiś czas miałam lęk przed nagłym dotykiem, ale jakoś się to unormowało przy aktualnym chłopaku. I tu pojawia się kolejny problem, bo doszliśmy nawet do etapu gdzie próbujemy przeżyć pierwszy raz. Próbujemy, bo nie wychodzi. Zaciskam się mimo że mu ufam i nie wiem z czego to wynika. Oprócz tego moi rodzice od jakiegoś czasu obydwoje przebywają za granicą. Ja mieszkam z dziadkami (babcia codzień mówi jak beznadziejna jestem i krytykuje wszystko co robię, a staram się naprawdę) i dwójką młodszego rodzeństwa. Tak naprawdę od początku kwarantanny zauważyłam u siebie znaczny spadek nastroju, który z każdym dniem zaczął się pogłębiać. Odcięcie od znajomych i technikum oraz szkoły muzycznej bardzo mnie zdołowało. Do tego pochodzę z małej miejscowości i na codzień mieszkam w internacie, w obecnej sytuacji docinki babci słyszę codziennie a nie tylko w weekendy. Mój chłopak ma nerwicę lękową, a u taty po badaniach wyszło bardzo dużo chorób i martwię się o niego. Na początku bagatelizowałam sprawę, ale teraz boli mnie brzuch codziennie, płaczę co noc często bez powodu, obwiniam się o wszystko i przywdziewam maski. Mam ogromne kompleksy dotyczące wyglądu. Mało śpię i zauważyłam, że wszystko robię sztucznie. Mam problemy z koncentracją, czasami trzeba do mnie mówić po kilka razy żebym zrozumiała. Kiedy próbowałam się kochać z chłopakiem pierwszy raz dostałam ataku, nie mogłam się uspokoić przez godzinę, drapalam się po ciele i nie pozwalałam dotknąć z tego co mi mówił. Miewam bardzo krótkie chwile kiedy wszystko jest okej, ale wystarczy, że ktoś krzywo na mnie popatrzy i cały dobry nastrój odchodzi. Zastanawiam się co z tym wszystkim zrobić. Jestem umówiona na wizytę do psychologa, ale termin oczekiwania to trzy miesiące. Czuję, że nie dam rady tyle wytrzymać i później pójść do gabinetu żeby się dowiedzieć że może po prostu przesadzam. Nie wiem czy to chwilowy kryzys czy jakieś poważniejsze schorzenie. Proszę o jakąś poradę co bym mogła zrobić w tej sytuacji. Z góry dziękuję
  4. Hej, Mam 35 lat i od 10 lat jestem w związku małżenskim, mam prawie 5 letniego syna. W związku jesteśmy dłużej niż 10 lat, coś około 14 lat liczyć cały związek. Mój problem zauważyłem rok temu, może coś koło tej daty, ale teraz widzę że tak naprawdę był on wcześniej, jak bardzo tego nie wiem. Widzę że w tym czasie moja żona się ode mnie oddaliła. Jeśli chodzi o wspólne wyjścia to robimy je z synem i z żoną, raz na jakiś czas jezdzimy razem do różnych miejsc, na place zabaw, nie w okolicy, lecz dalej, na jakieś wycieczki. Jednak to jest puste wyjście, gdzie jedyną uwagę przyciąga tylko syn którym się zajmujemy. Oczywiście rozmawiamy, jednak to jest pusta rozmowa. Jednak zacznę tutaj od żony a potem opiszę siebie. Moja żona jest bardzo opiekuńcza kochająca syna, dokładną i pracowitą osobą. Założyła swoją działalność no po prostu osiągneła sukces życiowy. Jednak to wszystko odbiło się na związku, żona jest zapracowana, pracuje pół z domu pół w biurze(poza domem), podczas pracy w domu kontakt z nią jest ograniczony ze zwględu na ilość pracy którą posiada, czasami ma tyle pracy że mówi coś do swojego syna że mu zrobi jedzenie i tego nie pamięta, stawia syna i prace na pierwszym miejscu z czym oczywiście nie ma żadnego problemu ale mnie tam w ogóle nie ma, nie śpimy razem od czasu gdy się syn urodził, proóbowałem ją nakłonić do zakupu łóżka dla niego, co jest prawie że niemożliwe, przez to że nie śpimy razem to nie mamy w ogóle kontaktu między sobą, ona nie ma czasu na seks a że nie śpimy razem mi ciężko jest go zainicjować. Moja żona jest panią domu, ona podejmuje w większości decyzje z którymi potem moge się zgodzić lub wyrazić sprzeciw, oczywiście mam swoje zdanie, jednak tak jak w przypadku łóżka dla syna jest to nie moja decyzja. Rozmawiałem z nią już tyle razy że nie potrafię już tego zliczyć jeśli chodzi o zakup łóżka, w żaden sposób nie jest to rozpatrywane przez nią. Kiedyś przychodziłą do mojego pokoju razem przed snem oglądaliśmy filmy, coś tam rozmawaliśmy, kochaliśmy się. Potem doszło do tego że przestała to robić. To było może rok temu. Kim jestem, uczuciowa osoba, kocham bliskość drugich osób, lubię kontakt między ludzki. W związku byłem osobą która inicjowała bliskość, przytulała pierwsza. Pracuję również z domu jak i chodzę do pracy. Kocham mojego syna jak i moją żonę. Wiele razy to im mówię. Jestem typem który kocha swoją żonę nad swojego syna, nie wiem czy to dobrze, ale powiedziałem jej to kiedyś że ona zawsze będzie na pierwszym miejscu w moim życiu (ona uważa to za żart chyba), od zawsze uważam że syn kiedyś odejdzie a z żoną się żyje do śmierci. Oczywiście mam swoje wady typu że złoszczę się, jak jej mówię że najczęściej moje złości się z braku kontaktu z nią czy to chodzi o proste przytulania i poczucie miłości czy o zwykły seks (obecnie moje złości zamieniły się w obojętność). Zainicjowałem rozmowę o moim problemie, powiedziałem o co mi chodzi, starałem się wytłumaczyć czego mi brakuje w związku. Odpowiedź żony była że się zmieniła i nie będzie tak jak było 5 lat temu przed urodzeniem dziecka. Czuje jakbym w ogóle jej nie obchodził, oczywiście że mnie to złości, to już przeszło w lekką depresję, nic mi się nie chce, jestem smutny, nie potrafie się bawić z synem. Na początku się złościłem na brak seksu, brak kontaktu, brak spania, brak jej inicjatywy do jakichkolwiek relacji, uświadamiałem ją że brak seksu to jak dla mnie brak miłości, ona za to uważa że robiliśmy to za często (najczęściej było dwa razy w tygodniu, potem przeszło na raz w tygodniu, a obecnie chociaż nie zawsze jest raz na miesiąc). Wydaje mi się że przez to że pracuję spadło jej libido, nie widzi tego gdyż nie ma na to czasu. Ja natomiast planowałem odejść od niej już drugi raz. Za pierwszym razem byłem już przygotowany, zapakowałem się, jednak stwierdziłem że to nie jest rozwiązanie, oczywiście mieliśmy rozmowę na ten temat, obiecała że spróbuje się zmienić, minął miesiąc/dwa miesiące, nic się nie zmieniło, nadal pracuje mocno, nadal nie zwraca na mnie uwagi, nie planujemy powrotu do spania razem. Już mam ochotę naprawdę to zakończyć ze względu na brak miłości do mnie. Nawet dzisiaj wspomniałem czy mnie kocha, nie potrafi mi odpowiedzieć, dotego wczoraj chciałem skorzystać z jej telefonu i mi go wyrwała z ręki. Nie sądze by miała kogoś, bo ją już uświadamiałem że jeśli ma mi doprawiać rogi to lepiej będzie jak mi oszczędzi bólu i się rozstaniemy, kiedyś miała przyjaciela co z nim smsowała, od tego czasu mam poważny uraz z brakiem zaufania do niej, gdyż mocno to przeżyłem (według niej były to tylko smsy ja myślę że mogła się w pewnym sposób zadużyć w tej osobie, niby przestała ale kto go tam wie, wybaczyłem jej i po pewnym czasie urodził się nam syn). Nie wiem jak mam to widzieć, ogólnie mam już zaplanowane mieszkanie, martwi mnie mój synek gdyż to co się stanie to będzie związane z tym że ja odejdę od niego, mieszkanie jest mojej żony, zresztą nie sądze by sąd mi dał prawa opiekuńcze. Martwi mnie to kto się będzie nim zajmował jak mnie nie będzie, że to będzie moja wina że odszedłem i że nikt nie ma na niego czasu, gdyż jeśli jestem w domu i pracuję z domu to opiekuje się nim. Tak wiem że jest przedszkole gdzie moja żona nie często go tam wysyła. Może jest tutaj coś więcej do dodania jednak sam już nie wiem, trudno się o tym gada i jeszcze trudniej pisze. Nie wiem czy problem leży po mojej stronie czy po stronie żony. Według żony ja jestem osobą atakującą ją, że mi wszystko nie odpowiada, może i tak być bo ile można prosić o rozmawiać wciąż o tym samym, o braku miłości, z mojej strony moja żona nie słucha mnie i olewa wszystko co mówię, przez co myślę że zatraciłem się licząc że się zmieni, nie następuje dlatego mam ciągłe pytania, trochę pretensje że nic nie robi w tym kierunku. Czy jest tutaj coś co można zrobić bez rozmowy z nią z psychologiem rodzinnym? Bo nie wiem czy ona się zgodzi na to.
  5. Witam. Jestem studentką, mam 21 lat. Mój problem dotyczy relacji z bratem i trwa od wielu lat. Nikt o tym nie wie, a chowanie tego w sobie nie pozwala mi żyć. Byłam przez niego molestowana. Trwało to około 5 lat. Wszystko się zaczęło, kiedy miałam 7 lat. Nie chcę opisywać szczegółów, bo wracanie do tamtych wspomnień jest dla mnie zbyt bolesne. Bardzo się tego wstydzę, do dzisiaj z nim o tym nie porozmawiałam i nie wiem dlaczego to wszystko miało miejsce. Koszmar skończył się wraz z moimi 12 urodzinami i mam wrażenie, że on o tym całkowicie zapomniał, a ja konsekwencje tych wydarzeń odczuwam do dzisiaj i nie potrafię sobie z nimi poradzić. Nie mówiłam tego nikomu, bo bałam się, że nikt mi nie uwierzy i nie chciałam psuć mojej relacji z bratem. Poza tym, on też był wtedy dzieckiem, bo jest starszy ode mnie o 3 lata i na pewno nie wiedział, że to co robi jest krzywdzące. Do tego dochodzi obecna sytuacja. Mój brat związał się z moją przyjaciółką. Od samego początku był o mnie zazdrosny, gdy się z nią spotykałam. Raz obraził się na mnie za to, że powiedziałam jej o swoim problemie. Był zły za to, że zwierzam się jej, a nie jemu. Z tego powodu przestał się do mnie odzywać, a ja nie wiedziałam co zrobiłam źle, bo mi tego nie powiedział, dowiedziałam się o tym dopiero od przyjaciółki. Takich sytuacji było wiele, teraz doszło do tego, że się nie odzywamy ze sobą w ogóle. Pisałam do niego list, bo nie chciał ze mną porozmawiać, ale odpisał mi tylko, że mam odwalić się od jego życia, mam mu dać spokój i go zostawić. Do naszych rodziców napisał, że kopię pod nim dołki i kłamię na jego temat oraz że nie ma już ani rodziców, ani siostry. Nie wytrzymuję już tego psychicznie, zawsze się starałam, żeby był szczęśliwy i miałam go za mój autorytet. Nie radzę sobie i jestem pewna, że ta sytuacja jest przeze mnie. Wiem, że sytuacja opisana z przeszłości nie łączy się z teraźniejszą, ale musiałam o niej napisać, bo czuję, że nie mogę nikomu o niej napisać, a w ostatnich dniach boli mnie ona coraz bardziej. Nie wiem czy oczekuję jakiejś rady, może chciałam się tylko wygadać, bo tutaj mogę być anonimowa. To jest tylko namiastka tego, o czym chciałam napisać, ale nie potrafię posklejać myśli. Chciałabym żeby ktoś mnie zrozumiał. Nic więcej.
  6. Witam. Może to niezgodne z regulaminem, ale chcę komuś pomóc i nie wiem jak. B. proszę o odpowiedź. 26-letni mężczyzna na portalu do seks randek, napisał do mnie, że szuka relacji femdom. Opisał mi swoją poprzednią 3-letnią relację. Napisał, że 4lata temu nie pomyślałby, że do tego dojdzie. Związek trwał 4 lata, skończył się, bo partnerka wyjechała. Zaczęło się od zakładu, wygrany mógł mówić 2. osobie co ma robić- tyczyło domowych obowiązków, zakupy, gotowanie, sprzątanie, pranie, prasowanie. Z czasem partnerka zauważyła, że ją to kręci. "Powoli przesuwane granice. Jej to się podobało, mi nie wszystko ale ciągle dzięki temu czułem pewniej sposób "podniecenia" może nawet nie erotycznego ale takiego życiowego."- pisze. Zabawy seksualne: "strapon, czyli sztuczny penis przyczepiany do pochwy kobiety by spenetrować mężczyznę, pas cnoty, pejcz, korki analne, elektryczna obroża, picie swojej spermy, moczu". W pasie cnoty chodził ok 7 miesięcy bez przerwy. Zmuszała go do stosunków homoseksualnych. " nie żyliśmy ciągle w takiej relacji, też normalnie rozmawialiśmy ale cały czas każdy wiedział jak wygląda hierarchia. Z czasem pojawiły się tortury. A na końcu zaczęła przyprowadzać mężczyzn". Na profilu ma zdjęcie z dziurami w plecach, nie wiem po czym. Pisał- "Całkowita kontrola życiowa i finansowa". "Próbowałem normalnych związków aczkolwiek już nie potrafię się dostosować. Zostałem przyzwyczajony hmmm do służenia :)" "Nie zrozum mnie źle, nie szukam czegoś kropka w kropkę. Wiadomo, każda osoba jest inna i potrzebuje innych bodźców aczkolwiek szukam kobiety w klimacie i na pewno na dłużej :)" Nie chcę, żeby ktoś go zmuszał (zgodnie z jego aktualnymi zainteresowaniami) do czegoś, czego tak naprawdę nie chce. Propo normalnych związków- też wydaje mi się to anormalne. Jak można mu skutecznie pomóc?? Pisaliśmy do siebie właściwie tylko 1 dzień, także jestem całkiem obca.
  7. Witam, jestem kobieta i mam 20 lat. Mój problem polega na tym ze ostatnio przyznałam się rodzicom ze jestem biseksualna. Jestem w ponad 2,5 rocznym związku z kobieta i jest bardzo dobrze między nami. Gdy się jednak przyznałam rodzicom, zaczęły się straszne problemy. Począwszy od wyzywania mnie, mówienie z to obrzydliwe aż do próby „naprawienia mnie”. Ciagle powtarzanie przez mamę ze da się zmienić tylko trzeba chcieć, powtarza ze nikt nigdy mnie nie zaakceptuje. Zyje z nimi w domu, aktualnie studiuje. Przez pandemie zostałam zmuszona do powrotu do domu i w sumie żyje na ich utrzymaniu wiec trudno jest cokolwiek zrobić, bo jest szantaż się odetną mnie od środków do życia. Mama powiedziała ze pierwszym krokiem będzie odcięcie mnie od tej dziewczyny za wszelka cenę. Na moje tłumaczenia, mówienie żeby poczytali po tym, lub zaprowadzili mnie i siebie do psychologa dostaje przykre odpowiedzi i zero wykazania żeby coś zrozumieć. nie mam pojęcia co robic, czuje się okropnie. zaczynam bać się wszytskiego, prawie z łóżka nie wstaje i płacze całymi dniami.
  8. Postaram się sprawę przedstawić najjaśniej jak tylko potrafię. Jestem 23letnim mężczyzna bez stałego związku. Jakiś czas temu znajoma (koleżanka dziewczyny mojego kumpla od dziecka) poprosiła mnie żebym poszedl z nią na impreze rodzinna poniewaz nie miała z kim iść. Dziewczyna też była wolna. Ona jest skrajnie nieatrakcyjna. Naprawdę skrajnie. Zgodziłem się iść z nią na tą imprezę tylko dlatego że było mi jej szkoda. Dosłownie moment po tym jak się zgodziłem z nią pójść bardzo wyraźnie zaznaczyłem że chciałbym po imprezie wrócić do swojego domu, a ona się na to zgodziła. (Mam na to dowody).Sama impreza przebiegała spokojnie, wypiłem trochę alkoholu ale w żadnym przypadku nie na tyle żeby mieć problem myśleniem. Co ważne na tej imprezie był też jej 27 letni brat z dziewczyną. Odwieźć nas miał ich ojciec który jak się okazało po tym jak do niego zadzwoniliśmy był pijany. Wracaliśmy więc taksówka. Ja mieszkałem znacznie dalej więc Ona zaproponowała mi nocleg. Jej brat zaproponował mi marihuanę. Palę marihuanę z różną częstotliwością od 16 roku życia, doskonale znam działanie tego narkotyku. Po tym jak wyszedłem z jej bratem na balkon, zapaliliśmy jedna szklana lufkę, na 2 dorosłe osoby (lufke objętościowo dopasowana do filtra od papierosa, nie byłbym wstanie wsadzić do takiej lufki końcówki małego palca u reki) zaciągnąłem się tylko raz i ze 100% pewnością stwierdzam że to były dopalacze. Straciłem kontakt z rzeczywistością. Pamiętam że siedzieliśmy w pokoju we 4 a ja jedyne co mówiłem to o tym jak bardzo jestem naćpany. Wtedy jeszcze z entuzjazmem. Rozmawiałem przez wideo konferencje z kolegą( tym o którym wspomniałem wyzej, znamy się od dziecka) i jego dziewczyna i wiem że byli zdziwieni tym jak bardzo jestem naćpany ponieważ marihuana też nie jestem im obca. Jak kładliśmy się spac, poprosiłem dziewczynę z którą poszedłem na imprezę o to że skoro nie ma drugiego łóżka to chicalbym spać na ziemii. Wyperswadowała mi to że "co ja wygaduje". Od momentu jak się położyłem pamiętam tylko przebłyski. Namówiła mnie na sex, poszła do pokoju obok po prezerwatywy, miała 2, obie spadły chwilę po tym jak miałem je założone, pamiętam że próbowała pozniej wejść na mnie bez gumki. Do penetracji nie doszło, NIE byłem w stanie "w nią wejść". Nie wiem dlaczego, możliwe że mój penis był zbyt gruby chociaż nie byłem wtedy prawiczkiem i nie miałem wcześniej takich problemów. Od tego zdarzenia minely 4 dni, czuję do siebie niewiarygodne obrzydzenie za każdym razem jak tylko nawiedzi mnie obraz tej kobiety. Nigdy nie dałem jej do zrozumienia że cokolwiek mnie do niej ciągnie chociaż odbierałem sygnały że ją do mnie tak. Każdy z takich sygnałów olewalem ze względu na wspólny krąg znajomych. Uwazam ją za potwora który perfidnie wykorzystał fakt że byłem pod wpływem dopalaczy. Nie rozmawialem o tym jeszcze z nikim. Ten potwor wypisuje do mnie, proponuje wyjście na fajkę, na piwko itp. Bardzo ważne w tym wszystkim jest to że chociaż nie byla kompletnie trzeźwa to na 100% była świadoma tego co robi. Z imprezy wróciliśmy o 1 w nocy. O 10 rano odwiozła mnie do domu +/-40km siedząc za kierownicą. Nie paliła tego syfu. Zmyła makijaż. Co mam zrobić? Na dzień dzisiejszy mam zamiar bezdyskusyjnie odciąć ten kontakt, uniemożliwić jej jakiekolwiek kanały komunikacji ze mną i pogadać z tym samym kumplem o tym że nie chce jej więcej widzieć. Boje się traumy. Jestem bardzo wrażliwa i empatyczna osoba. Za wszelką cenę chciałbym unikać stania się toksycznym chamem. Policja nie wchodzi w grę chociaż to co ona mi zrobiła wpisuje się w 198 art. Kodeksu Karnego. Co mam zrobić? Jak uniknąć konsekwencji psychicznych tego zdarzenia? Chce o tym zapomnieć ale wiem że powinienem to w jakiś sposób przepracować. Nie chce nosić w duszy takiej kupy, ale nie stać mnie na długotrwałe leczenie psychiatryczne/psychologiczne. Absolutnym priorytetem jest dla mnie powrót do normalnosci. Jak to zrobić?
  9. Dzień dobry, Od pewnego czasu nie daje mi spokoju jedna rzecz z moim chłopakiem. Mamy po 22 lata, jesteśmy razem 1,5 roku. Nie uprawialiśmy normalnego seksu, tylko oralny. Czy to jest normalne, ze podczas seksu oralnego on myśli też o innych kobietach? Ja myślę tylko o nim w momentach podniecenia i zrobiło mi się naprawdę przykro jak się dowiedziałam, że on myśli o innych dziewczynach, bo nie jesteśmy razem jakoś bardzo długo, tego seksu oralnego tez nie bylo jakoś dużo, więc nie wierzę, że już mu się znudził ogólnie on ma dosyć spore potrzeby seksualne (masturbuje się raczej codziennie, zdarzylo mu się czasem, choć mówił, ze rzadko, nawet parę razy dziennie) i czasem jak jest w stresie to też sobie odreagowuje masturbując się. Czy to wszystko jest normalne? Wiem, ze mnie kocha, dobrze się dogadujemy, ale boje się, że mnie zdradzi kiedyś, bo nie będę mu wystarczać, skoro już myśli o innych
  10. Witam! Mam 19 lat i jestem uczniem 3 klasy technikum. Kiedyś w swoim życiu doświadczyłem alkoholizmu w rodzinie. Był to krótki okres kiedy miałem 11 lat ale to pociągnęło za sobą różnorakie konsekwencje. Ze względu na problemy finansowe i brak wyjścia z sytuacji mój tata zaczął szukać rozwiązania w alkoholu. Potem zapisał się do AA i udało mu się zwalczyć nałóg. Wiadomo, że przez to nasza relacja już nigdy nie będzie taka jak była. W dzieciństwie słyszałem co pamiętam jak ojciec "zabije mnie i matkę", pamiętam do dziś tę sytuację i emocje, smutek i lęk z nią związane. 4 lata temu dowiedziałem się, że będziemy się przeprowadzać i przez to się załamałem. Zamknąłem się w sobie, nie nawiązywałem nowych relacji, nigdy nie miałem dziewczyny. Sytuacja finansowa sprawiła, że samemu zarabiałem na moje potrzeby i na przykład samemu kupowałem sobie ubrania. Pozytywnym aspektem tego było nabycie doświadczenia zawodowego, pracując w fast foodzie. Obecnie moje problemy skupiają się na na tym, że niezbyt odnajduję się w relacjach z innymi. Szczególnie boli mnie fakt, że nigdy nie miałem dziewczyny. Nie jestem przekonany co do mojej przyszłości, nie wiem co będę w życiu robił. Jak się w coś angażuję to robię to przez jakiś czas i jak się pojawiają przeszkody to porzucam to zadanie. Gdy jestem zły na siebie, ponieważ nie zrobiłem tego co sobie zaplanowałem, narzekam na życie i obwiniam o wszystko rodziców i moje pochodzenie lub uciekam od problemu. Ucieczka od problemu polega generalnie na odcięciu się od problemu i grze w jakąś grę komputerową, nałogowym oglądaniu bezwartościowych filmów na YT, bądź też masturbacji i przebywaniu na portalu erotycznym. Z tym ostatnim jest największy problem, ponieważ gdy zastosuje taką ucieczkę i spędzę na takim portalu parę godzin a podczas kwarantanny zdarzało się i dni (całych dni spędzonych tylko tam) to odczuwam potem ogromne poczucie winy i smutek, który rujnuje moje kolejne dni. Czasem też formą tej ucieczki jest narzekanie, potrafię parę godzin dziennie narzekać i użalać się nad sobą. Okres kwarantanny w większości był dla mnie zmarnowanym czasem, generalnie z mojej winy. Nie wykorzystywałem go w pełni, choć też nie mogę powiedzieć, że nie miał sensu. Przebyłem więcej z samym sobą i zrozumiałem siebie w większym stopniu niż na jakim to było wcześniej. Podczas zamknięcia w domu zacząłem się uczyć gry na gitarze po 30 min dziennie. Były momenty w których zamierzałem rzucić to hobby lecz przemogłem się i walczyłem by być w tym coraz lepszy. Teraz niestety nastąpił kryzys, by wejść na kolejny wyższy poziom gry na gitarze trzeba włożyć większy wysiłek a ja mam przed tym opory psychiczne i tego unikam. Podobnie też było kiedy zacząłem chodzić na siłownię na początku ubiegłego roku. Gdy zacząłem moim celem było zrzucenie wagi co siłą woli udało mi się (w tamtym okresie też zaprzestałem masturbacji co w moim odczuciu pomogło mi w osiągnięciu tego celu). Lecz tak samo w przypadku siłowni nie robiłem tego na czym mi zależało, wybierałem łatwiejsze drogi, zamiast uczyć się wykonywania poprawnej techniki ćwiczeń to wykonywałem wszystko byle jak przez co nabawiłem się drobnych kontuzji, co potem odrzuciło mnie od siłowni. Wiem, że problem jest we mnie i przez niego nie osiągnę w moim życiu istotnych dla mnie celów. Moi rodzice też są starsi ode mnie co też mnie smuci, że do końca nie rozumieją rzeczy, które mnie interesują. Boli mnie też fakt jak pomyślę, że nie miałem takiej młodości jak moi rówieśnicy. Podczas gdy oni chodzili na imprezy czy też wiedli ciekawe życie ja stosowałem uniki od rzeczywistości do rzeczywistości wirtualnej (bezczynnie grając w gry i oglądając filmy na yt). Mam tak, że jak gram w jakąś grę to nie odczuwam z niej radości, nie traktuję jej jako rozrywkę i po prostu gram albo oglądam film bez uwagi byle się odciąć od rzeczywistości. Apropo porzucania moich zajęć to widoczne to jest w wielu dziedzinach życia (zakupiłem sobie aparat by robić zdjęcia lecz potem się zniechęciłem, zakupiłem domenę pod bloga lecz nawet go nie dokończyłem i się zniechęciłem, uczyłem się programowania i po napotkaniu trudności się zniechęciłem). Ostatni parę lat spędziłem w wysokiej toksyczności (albo unikając rzeczywistości albo wyżywając się na rodzicach, krytykując ich za wszystko oraz narzekając). W okresie kiedy byłem tym całym negatywnym myśleniem najbardziej przeciążony udałem się na psychoterapię poznawczo-behawioralną. Byłem na 6 sesjach i potem zrezygnowałem. Do samej terapii nie mam żadnych zastrzeżeń, ponieważ to ja sam tak na prawdę nie wykonywałem zadań zleconych przez terapeutkę i traktowałem to jako pomoc bez wysiłku, myśląc, że samo przychodzenie tam mnie jakoś zmieni. Prawdą jest, że te sesje, które tam spędziłem pomogły mi w jakimś stopniu. Na pewno ukierunkowały w jakimś stopniu moje myślenie i zmusiły do refleksji nad sobą. Zniechęcony terapią skłamałem terapeutce, że nie mogę w niej uczestniczyć z powodów finansowych co było kłamstwem. Zaproponowała mi bezpłatne spotkanie wyjaśniające powody rezygnacji i odbywanie sesji tylko 2 razy w miesiącu. Ja nie odpowiedziałem na wiadomość, czuję się z tym mega nie fair. W tamtym czasie mając te 18 lat myślałem o tym tylko, żeby mieć więcej pieniędzy dla siebie nie zważając na to, że terapia na pewno pomogła by w dłuższym okresie czasu. Lecz tu widać kolejny aspekt mojego szybkiego rezygnowania i braku dyscypliny. Nie wiem co mam obecnie zrobić, marnuję swoje dni nie robiąc w większości nic produktywnego. 2 dni temu podczas mojej "ucieczki od rzeczywistości" założyłem znowu konto na portalu erotycznym. Akurat tam by do kogoś pisać trzeba wykupić konto premium co kosztuje 10zł. Łącznie na zakładanie nowych kont i wydawanie na to pieniędzy wydałem około 400zł. Raz zrobiłem to wieczorem i usunąłem zaraz po skończeniu masturbacji, czując poczucie winy, kolejny raz zrobiłem to wczoraj z rana i znowu wydając pieniądze i masturbując się usnuąłem tam konto. Przez kolejne dni odczuwałem ogromne poczucie winy i smutek związany z tym co zrobiłem. Sprawiło to nawet, że nie poszedłem dziś na praktyki zawodowe, które zostały dziś wznowione i wytłumaczyłem się w e-mailu do pracodawcy, że miałem problemy żołądkowe. Bałem się w tym celu nawet zadzwonić. Tak na prawdę poczucie winy i smutek sprawiły, że nie udałem się tam. Moje zachowanie nie było w żadnym stopniu odpowiedzialne i godne uznania za "dorosłe". Z moim negatywnym nastawieniem do życia staram się walczyć dlatego też prowadzę pamiętnik w którym zapisuję co danego dnia zrobiłem i jakie pozytywne rzeczy tego dnia się zdarzyły. Lecz moje negatywne zachowania (narzekanie i użalanie się nad sobą, wybuchy złości) jak dojdą do głosu to potrafią mi zabrać parę godzin z mojego dnia. Staram się też rozwijać na różne sposoby (czytam książki). Zakupiłem też książkę samopomocową na temat terapii schematów lecz nie stosuję tego wszystkiego w praktyce. Książka dała mi jednak na pewno jakąś wiedzę, która możliwe, że nawet podświadomie mi pomaga. Chciałbym coś w życiu osiągnąć i czuję, że marnuję moje naturalne zdolności i nie jestem tym kim mógłbym być. Zastanawiam się nad powrotem na terapię (to znaczy do innego terapeuty bo ten nie prowadzi już działalności w miejscu w którym mieszkam). Problemem jest to jednak, że nie chcę brać udziału w terapii online, która jest teraz jednym rozwiązaniem. W większości moi rodzice są w domu i mogliby usłyszeć taką rozmowę a to dla mnie jest intymna rozmowa o mich problemach i wolałbym odbyć ją w tradycyjnym stylu. Niestety obecnie to nie jest możliwe. Dlatego proszę o pomoc, o jakieś praktyczne rzeczy, które mogę zacząć zmieniać by w moim życiu było lepiej. Nie radzę sobie do końca z tym wszystkim.
  11. Witam. Mam 19 lat, nie pracuje. Nie chodzę już do szkoły. Mam partnera od prawie ośmiu miesięcy. Wcześniej byłam weselszą osobą, od około roku czuję, że coś jest nie tak. Mam bardzo niską samoocenę, to mam akurat od bardzo dawna, sprawia to, że mam widoczna wadę wzroku czyli zeza. Bardzo odbiera mi to pewność siebie z czego dzieciaki w podstawówce się ze mnie śmiały, teraz zakrywam to włosami. Wydaje mi się, że mój partner również obniża moją samoocenę tym, że cokolwiek nie powiem to mnie krytykuje. Krytykuje to co oglądam, to czego słucham, praktycznie podważa każde moje zdanie. Odczuwam wrażenie, że w pewien sposób nawet mną manipuluje, gra na moich emocjach... Od pół roku, jakoś koło tego popadam również w jakąś paranoje... Czasem miewam halucynacje, aczkolwiek może to przez zmęczenie... Prowadzę nieregularny tryb snu, raz potrafię zasnąć wcześnie, raz nie mogę zasnąć w ogóle... Oraz mam wrażenie ciągłego obserwowania. Czuję jakby ktoś patrzył na mnie przez okna.. Wiem, że nikogo tam nie ma ilekroć to sprawdzałam lecz nie mogę wyzbyć się tej myśli...miewam czasem tak jakby "ataki paniki" czy coś w tym rodzaju... Bardzo często jestem smutna i przygnebiona... Gdy spędzam czas z chlopakiem potrafię nie odzywać się całe dnie, ledwo coś z siebie wykrztuszę... Przebywając wśród znajomych i tak czuję się samotna, czuję jakbym nie miała z kim o wszystkim porozmawiać, lub po prostu nie chce... Nie mam ochoty niczego robic, lecz jednocześnie jestem strasznie znudzona. Byłam nałogowym palaczem i dużo piłam, a teraz nawet na to nie mam ochoty, obrzydza mnie to... Cały czas mam do kogoś pretensje, zwłaszcza do siebie mimo że wiem że inni nic nie są winni... Bywam bardzo poddenerwowana. Miewam spokojne dni gdy nie mam powodów do stresu, a jednocześnie mój żołądek się zaciska i z nerwów nie mogę wytrzymać mimo, że wiem że nic takiego się nie dzieje... Na seks też nie mam ostatnimi czasy ochoty, mimo że bardzo to lubiłam jeszcze całkiem niedawno... Nie wiem co mam o tym myśleć wszystkim... Na wizytę u psychologa mnie nie stać... Będę wdzieczna za jakąkolwiek odpowiedź.
  12. Witam! Nazywam się Sebastian. Mam 20 lat. Właściwie to co czytasz może być bez jakiejkolwiek ładu, ponieważ ciężko mi o tym pisać. Jestem uzależniony od pornografii. Zacząłem bardzo wcześnie ponieważ w wieku 15 lat. Zaczęło się to od tego że czułem pustkę i niechęć do samego siebie. Całe zdarzenie jak to się stało że zacząłem oglądać pornografię nie pamiętam, ale czułem wtedy jakaś ulgę która sprawiała że czułem się choć przez chwilę lepiej i wracałem do tego . Czuje się źle, ponieważ odizolowałem się od ludzi i z jednej stronybrzydzę się tego strasznie a z drugiej nie mogę przestać tego robić. Doszło do tego że "darmowa" pornografia zaczęła mnie nudzić i zacząłem wydawać pieniądze na coraz to bardziej "ostre" filmy. Chciałbym pozbyć się tego problemu, ponieważ czuje się z tym okropnie chciałbym kiedyś znaleźć miłość swojego życia ale z ta odrażając dla mnie problemem nie mogę patrzeć na siebie a w dodatku czuje się nie atrakcyjnie i nie sądzę aby jakaś porządna dziewczyna się mną zainteresowała. Nie wiem czy ta strona jest odpowiednia ale bardzo zależy mi na tym aby znaleźć pomoc. Jak już wcześniej wspomniałem wstydzę się tego i nie chciałbym aby ktokolwiek się o tym dowiedział więc opisując ten problem chciałbym zostać anonimowy.
  13. Cześć. Od ponad 2 lat cierpię na zaburzenia dysocjacyjne. Psychologowie wmawiali mi traumy. Nie wierzyłam to. Wczoraj w trakcie ataku konwersji powiedziałam, że on mnie skrzywdził w lesie. Moja mama zapytała mnie się czy to pamiętam, wtedy wróciła do mnie świadomość. Świadomie powiedziałam tak, po czym pobiegłam się umyć. Chciałam się zabić. Przypomniało mi się jak przewodnik wycieczki z 3 klasy podstawówki chciał mi coś pokazać. Byłam dzieckiem trzymającym się na uboczu, wycofanym cichym. Wykorzystał to, zaprowadził mnie do lasu i zagroził, że jak coś powiem to mnie zabije. Zgwałcił mnie. Zakrył mi ręką usta, po czym wsadził mi rękę w majtki. Gdy to piszę chcę mi się płakać I wymiotować. Potem położył mnie na trawie, a ja słuchałam się to jak sparaliżowana. Spuścił spodnie, wiedząc że nic nie powiem zaczął działania. Całował mnie, dotykał, nie wiem ile to wszystko trwało. Głaskał moją twarz i powiedział, że mam o tym nikomu nie mówić i udawać, że to się nie wydarzyło. "Zabierz to do grobu" dokładnie te słowa. Wróciłam do reszty, a że jak wspominałam byłam cicha, to bawiłam się na uboczu. Cichutko łkałam, tak by nikt nie widział moich łez. Niedługo potem wróciliśmy do szkoły, gdy wracaliśmy było już ciemno. Bałam się o tym komukolwiek powiedzieć, trzymałam język za zębami. Po czasie wyparłam to z pamięci i znowu byłam szczęśliwym dzieckiem. Zmieniłam się przez tamten czas. Przestałam trzymać się na uboczu. Zaczęłam być w centum uwagi. 4,5 roku po gwałcie zaczęłam cierpieć na zaburzenia dysocjacyjne. Dopiero po 27 miesiącach zmagania się z tym zaburzeniem przypomniało mi się co jest moją traumą. Powiedziałam to mamie, tacie i babci, z którą mieszkam. Nie chce by to było tajemnicą. Chcę o tym powiedzieć. Powiedzieć głośno wszystkim bliskim. Nie ważne jak zareagują. Nie chcę już by to była tajemnica. Dużo ryzykuję. Mam chłopaka i kilka bliskich koleżanek. Mogą się ode mnie odwrócić, ale mam dość trzymania języka za zębami. Chcę by wiedzieli co mi się stało. Nie wiem czy to dobra decyzja. Chcę to zrobić w moje urodziny, za 5 dni. Nagrać im filmik, który będą mogli otworzyć tylko raz. Nie mogę się z nimi spotkać ze względu na kwarantannę. Nie wiem czy to dobry pomysł, ale mam dość milczenia.
  14. Dobry wieczór, Bardzo miło , że Państwo stworzyliście dane forum . Jest to naprawdę ogromne ułatwienie dla osób mających różnorodne problemy. Zwracam się otóż do Państwa nie z własnym problemem lecz partnera. Mam dopiero 20 lat i z racji mojego młodego wieku obawiam się , że znajomość z nim może wpłynąć na moje przyszłe relację. Mój partner ma 32 lata . Ma stabilną pracę , bardzo dobrze zarabia lecz nieustannie szuka nowych emocji albo wrażeń. Znam go dopiero dwa miesiące. Gdy się poznaliśmy było cudownie . Niestety po miesiącu dowiedziałam się ze mieszkał z dziewczyną i jest to nie jest jego pierwsza zdrada. O danym fakcie poinformowała mnie jego przyjaciółka. Opowiedział mi o wszystkich swoich czynach , które popełnił . Otóż z dziewczyną , którą mieszkał był wcześniej ale także wtedy ją zdradzał z różnorodnymi kobietami. Nie była to jedna kobieta lub dwie. On mieszkają w Warszawie potrafił znaleźć kochankę w Bydgoszczy lub Gdańsku . Żadna o sobie nie wiedziała. Potrafił uprawiać seks z 3 różnymi kobietami jednego dnia . Gdy mi o tym opowiadał czuł się w tym komfortowo wręcz był dumny z swoich osiągnięć . Byłe kobiety nazywał "sukami" lub "jebniętymi pannami" . Dodam , że cały czas z nim jestem. Powtarza mi , ze nie miał złych intencji wchodzą relację z innymi przedstawicielkami płci pięknej. Kłamał , oszukiwał na potęgę . Prawdopodobnie odbył rozmowę z psychologiem , który powiedział mu na pierwszej wizycie że może mieć chorobę dwubiegunową. Zalecałam aby kontynuował terapię lecz on nie chce. Uważa , że jest osobą zdrową. Rozmawiam z nim , wysłuchuję oraz staram się pomóc. Niestety sama nie wiem jak go traktować . Ostatnio zapytał się mnie czy myślę , że jest chory. Odparłam że widzę z nim pewne zaburzenia typu brak empatii lub narcyzm. Stwierdził , że nic w tym złego. Niestety do tego jeszcze sam próbuję się diagnozować i wymyśla absurdalne choroby psychiczne. Jestem wyczerpana . Nie wiem co mu radzić. Czy zostać przy nim i mu pomóc czy uciec od niego? Jestem jedyną kobietą o , której to wszystko powiedział. Jego rodzice wiedzą o jego bogatym życiu seksualnym i są zdruzgotani. Cały czas tkwi we mnie obawa że mnie też zdradzi . Staram się go nie oceniać i podchodzić z dystansem do naszej relacji. Czy możecie Państwo coś doradzić?
  15. Mam 22 lata i jestem w związku od 4 lat z 27latkiem. Od 1,5 roku jesteśmy zaręczeni ale jeszcze nie planujemy ślubu, uznaliśmy, że nie będziemy się spieszyć. Bardzo dobrze się dogadywaliśmy i było wręcz idealnie. Jakieś 2 lata temu weszłam w historię wyszukiwania w jego telefonie i odkryłam, że ciągle ogląda filmy porno. Czasami codziennie, czasami 2 dni przerwy. Zapytałam ale stwierdził że nie ma z tym problemu i obiecał, że z tym skończy. Poczułam się dziwnie bo nie wiedziałam dlaczego to ogląda a przecież często się kochaliśmy i było nam dobrze. Od tamtej pory coraz częściej myślałam, czy dotrzymuje słowa.. Sprawdziłam mu telefon ponownie i znowu wiedziałam, że ogląda, nawet w trakcie pracy. Na nic były rozmowy, prośby. On wiedział, że mnie to boli ale wiedział też, że zawsze może do mnie przyjść z każdym problemem a ja mu pomogę. Pytałam czy masturbuje się do tych filmów, twierdzi że od czasu do czasu ale chce to oglądać bo pomaga mu się odstresować. Proponowałam wizytę u seksuologa ale on nie chciał bo nie ma z tym żadnego problemu. Za każdym razem kiedy sprawdzałam mu historię- zawsze coś znalazłam bo nigdy nie usuwał. Zaczęłam ciągle o tym myśleć, zadręczać się, nie miałam już takiej ochoty na seks jak wcześniej bo obrzydzało mnie to co robi. Później już nie chciałam wchodzić w tą historię bo wiedziałam, że znowu coś znajdę a i tak skończy się to jak zwykle- kłótnia, on nie widzi problemu, ma gdzieś że to mnie boli. Zaczęłam palić papierosy, sama nie wiem czy przez tą sytuację czy tak po prostu z nudów bo wcześniej już popalałam. Jemu strasznie się to nie podoba więc tylko trochę ograniczyłam. Ostatni raz kiedy sprawdziłam mu przeglądarkę zobaczyłam, że oglądał kiedy ja byłam za ścianą, i tego samego dnia kiedy siedzieliśmy z rodziną a on wyszedł do toalety. Nie wytrzymałam, zażądałam terapii i oddałam mu pierścionek zaręczynowy. Teraz mamy przerwę w związku ale najgorsze jest to, że on dalej nie widzi w sobie problemu. Twierdzi, że każdy facet ogląda porno i nie powinnam być o to zła, że przesadzam i traktuje to jak zdradę. Cytując go "Ty masz fajki a ja porno". Zchowuje się dziecinnie ale zależy mi na nim. Nie wiem co robić dalej...Przecież nie zaprowadzę go na siłę do specjalisty. On też mnie kocha, dużo dla mnie robi. Czuję, że powoli brakuje mi na to sił. Proszę o pomoc.
  16. Witajcie, Nie wiem od czego zacząć. Trafiłam tutaj bo szukam pomocy. Mam 23 lata i jestem osobą nieśmiałą, która boi się rozmoawy z obcym człowiekiem, choćby poprzez wideorozmowe a już nawet spotkanie twarza w twarz. Przejdę do sytuacji, która wydarzyła się miesiac temu. Nie jest mi łatwo wstydzę się tego. Pierwszy raz to przychodzi mi o tym pisać. Zostałam zgwałcona przez mojego wujka. WYkorzystał moment gdy byliśmy sami. Kilka dni po przyjechał do nas i na osobności powiedział mi, żebym nikomu o tym nie mówiła, bo zrobi to jeszcze raz dodając ze to jest moja wina ze ja sama tego chciałam. Nie nie chciałam tego!!! Następnego dnia dowiedziałam się, że się zabił. Popełnił samobójstwo. Nie daję sobie z tym rady. żle mysle o sobie o swoim życiu. Nie chce mi się żyć. Gdyby nie moje przyjaciólki które o tym wiedzą, dawno mnie by tu nie było. Dzięki nim jakoś funkcjonuje. WIem też że one nie są w mi w stanie całkowicie pomóc. NIe chce mi się jeść, nie chce mi się spać. Jestem totalnie bez życia. Czy ktoś z Was przeszedł podobną traumę? Jak daliście rade?
  17. Witam, Jestem mężczyzną mam 22 lata i od dłuższego czasu jestem w szczęśliwym związku z innym mężczyzną. Niestety, sytuacja związana z koronawirusem negatywnie wpływała na moją psychikę i w końcu coś we mnie pękło i powiedziałem rodzicom o swojej orientacji (pragnę zaznaczyć, że wciąż mieszkam z nimi). Niestety, nie przyjęli tego dobrze, a wręcz bardzo źle. Matka cały czas płacze. Ojciec skomentował to słowami "zastanów się i przemyśl to, że życie bez założenia rodziny nie będzie szczęsliwe, ze nigdy nie będę szczęśliwy w takim związku, że przecież jak się chce to można się zakochać w kimkolwiek, że mi przejdzie, że nigdy się wnuków nie doczekają" Jak powiedziałem matce, że to chyba nie zmienia faktu, że wciąż jestem jej synem, i nie zmienia tego jakim człowiekiem jestem, to wykrzyczała mi, że syna rodzi i chowa się po to, żeby założył normalną rodzinę, że poświęciła mi wszystko a ja jej mówię takie coś, że ona i ojciec wierzą, że jestem pogubiony i mi przejdzie. Z jednej strony nie chcę ich ranić, i boję się o ich zdrowie psychicznie, a z drugiej mam dość życia w kłamstwie i pod ich dyktando, pragnę mieć własne życie, a ciągle czułem się, jakbym wypełniał ich plan na idealnego syna, bałem się im postawić, i wciąż boje się jasno im powiedzieć, że jestem gejem kocham mojego chłopaka i nic tego nie zmieni. Jeżeli nie zmienią swojego podejścia, obawiam się, że niestety będę musiał urwać z nimi kontakt i się wyprowadzić, bo psychicznie przestaję sobie dawać z tym wszystkim radę, boję się, że popadnę w depresję albo będzie jeszcze gorzej. Bardzo proszę o jakąś poradę, bo nie wiem już co robić, boję się nawet z pokoju wyjść, boję się wszystkiego w chwili obecnej. Pragnę dodać, że o swojej orientacji powiedzialem im wczoraj.
  18. Chciałabym zacząć od tego, że jestem 23-letnią kobietą. Znajomi określają mnie jako osobę bardzo barwną i zawsze słyszę, że wnoszę dużo pozytywnej energii wśród innych ludzi. Staram się i lubię, gdy innym jest dobrze. Mój problem polega na tym, że nie znam swojej wartości - nie mam tutaj na myśli relacji koleżanka-koleżanka, tylko mężczyzna-ja. Ostatni raz byłam w związku w drugiej klasie liceum, więc mija 6 lat od ostatniego związku. Przyznam szczerze, że trochę mnie to wszystko męczy. Wydaje mi się, że chodzi o to, że bardzo często wskakuje do łóżka na pierwszej randce, bo boję się, że nie mam nic więcej do zaoferowania i jak tego nie zrobię to ta osoba po prostu zniknie z mojego życia, a ja umrę w samotności. Poznałam kogoś - wyszło jak zawsze i kuźwa niby jakiś kontakt jest, ale po prostu się boję, bo chyba za często piszę i mimo tego, że zdaje sobie sprawę z tego, że nie zatrzymam nikogo w taki sposób najzwyczajniej w świecie nie potrafię przestać. I chciałabym odpuścić i czekać na cud, jednak wyznaję zasadę, że szczęściu trzeba troszkę pomóc. Nie wiem, czy to cokolwiek ma do rzeczy, ale miałam ciężkie dzieciństwo. Tato alkoholik, multum braci - wszyscy tak samo patologiczni - jako jedyna poszłam na studia i coś ze sobą zrobiłam. Źle traktował moją mamę, bardzo często były awantury i przyjeżdżała policja, bardzo często stawałam na środku pokoju i tupałam tak mocno, że opadałam z jakichkolwiek emocji. Boję się, naprawdę się boję, że zostanę sama, a chłopak, z którym się teraz spotykam ma osobowość, o jakiej marzyłam. I denerwuję się, bo wstaje jest super, a pod koniec dnia mam ochotę rozwalić głową w ścianę. Jednego dnia wstaję - jestem super laską, następnego nie mogę na siebie patrzeć. I chciałabym naprawdę chciałabym, żeby to wyszło. Chociaż boję się, że za bardzo się narzucam. Nie potrafię przestać i z tym też się źle czuję, ale wizja samotności bardzo mnie przytłacza. Mam dosyć jednonocnych spotkań, dlatego nie chcę bawić się w inne relacje.
  19. Witam mam na imię Andrzej i mam 30 lat. Miesiąc temu rozpadł się mój 7 letni związek, byliśmy zaręczeni we wrześniu tego roku miał być ślub wszytko już prawie było przygotowane. Teraz już nie ma szans na ratowanie czegokolwiek. Moim problemem jest głownie to że uzależniłem się emocjonalnie od niej i moja samoocena strasznie spadła oraz poczucie własnej wartości, choć pracuje już nad tym. Byłem zamknięty w sobie i nikomu nie mówiłem o swoich obawach i lękach że dojdzie do tego rozstania. Od samego początku naszej relacji bałem się że ją stracę i taka samospełniająca się przepowiednia ;( No ale jak mogłem się przed tym uchronić? Ona: piękna, szczupła, inteligenta, wykształcona, otwarta, a ja nie wiele mogłem o sobie dobrego powiedzieć. Byliśmy razem od jej 18-nastki ja 4 lata starszy wiec miałem trochę już doświadczeń i imponowałem jej tym. Problemy w związku mieliśmy od samego początku moja partnerka nie osiągała satysfakcji w łóżku (brak orgazmu) jednak uprawialiśmy seks regularnie, niestety bez rezultatów. Na wszystkich innych płaszczyznach układało nam się świetnie, wspólne plany na przyszłość oczekiwania itd. Zaręczyliśmy się i rozpoczeliśmy wspólnie dożyć do uniezależnienia się od naszych rodziców. Mieliśmy w planach wybudować dom i założyć rodzinę, kupiliśmy działkę, ale że w Polsce ciężko było nam się dorobić wyjechaliśmy do Niemiec. Zamieszkaliśmy razem, oboje pracowaliśmy ,jednak dożyliśmy tylko do celu zapominając o nas samych o życiu towarzyskim o rozwoju swoich pasji, sporadyczne spotkania z przyjaciółmi i jakieś wypady to było za mało. Problemem dodatkowo było to że spędzaliśmy 24h razem każdego dnia. Moja partnerka straciła nadzieje na to że coś się poprawi w naszym związku, ja zamknąłem się w sobie i było jeszcze gorzej. Dodatkowo kwestia języka miała kluczowe znaczenie, gdyż ona szybko się nauczyła i przejęła rolę "głowy rodziny" ja za to stałem się ustępliwy na jej decyzje. Sam nie potrafiłem podjąć żadnej decyzji moja samoocena jest teraz bardzo niska, pomimo tego że po rozstaniu udało mi się wynająć nowe mieszkanie mam dalej pracę (wciąż widuje tam moja ex chcę zmienić pracę ale przez coronavirusa jest to teraz niemożliwe) jestem niezależny i radzę sobie życiowo ale psychicznie czuję się kiepsko. Ciężko mi się motywować do działania, mam wrażenie że nie czeka mnie lepszy związek, jako facet czuje się do niczego. Staram się teraz samodoskonalić, zgłębiam tematy psychologii i seksualności oraz relacji międzyludzkich, jednakże brakuje mi czegoś co utwierdzi mnie w przekonaniu że podążam właściwą drogą i że będzie lepiej. Boję się teraz budować następną relację z obawy że schemat się powtórzy, choć wiem że to również zależy od tej drugiej osoby. Dajcie znać jak widzicie to ze swojej perspektywy, co mogę jeszcze zmienić, czy jak poradzić sobie po takim rozstaniu.
  20. Mój problem dotyczy nadmiernego zainteresowania treściami pornograficznymi u mojego partnera. Mamy po 34 lata, poznaliśmy się na forum erotycznym. Po 6 mc. pisania spotkaliśmy się, zaiskrzyło i zostaliśmy parą. Nasz związek trwa już 4. rok, mieszkamy razem od 1,5 roku. Mój chłopak był stałym bywalcem forum, na którym się poznaliśmy. Przez 10 lat nawiązywał podobne relacje z różnymi kobietami, najczęściej mężatkami, z którymi wchodził w „wirtualne romanse” dla namiastki bliskości. Bał się szukać kogoś na poważnie, ponieważ uważał, że nie zasługuje na miłość. Poznawszy mnie uwierzył, że jest inaczej. Napiszę w punktach co nie daje mi spokoju: - Wiedziałam, że zawsze lubił filmy porno, ale uważałam, że to z powodu samotności. Niestety w momencie, gdy zamieszkaliśmy razem nie zaprzestał tego. Po paru miesiącach odkryłam co robi. Historia jego przeglądarki wyjawiła, że ok. 4-5 razy dziennie robił sobie sesję porno. Oglądał raczej normalne, nie było tam żadnych nieosiągalnych treści, ani dewiacji. - Przyłapałam go, że grywa w grę porno online. Weszłam na jego konto. Logował się tam co 1-3 dni, prowadził krótkie nieprzyzwoite rozmowy z innymi użytkownikami lub grał w mini gierkę polegającą na odgrywaniu scen seksu. Ta gra to yareel. Gdy to odkryłam prawie się rozstaliśmy, on miał poczucie winy. Tłumaczył, że nie wie czemu to robił, po prostu go wciągnęło. Zapewniał, że nie szukał tam bliższych relacji, nie rozmawiał z jedną osobą więcej niż raz i tak naprawdę nie interesowało go kim jest. Po prostu masturbował się pisząc nieprzyzwoite rzeczy i po tym od razu wychodził z tej gry. Powiedział, że za każdym razem było mu głupio i miał potem wyrzuty sumienia. Dla mnie to było jak zdrada, jak zwykły sex czat. - Odkryłam, że czyta starą korespondencję z kobietami, z którymi kiedyś pisał, również się przy tym masturbując. Wszystko mu usunęłam, w domu było piekło, on miał poczucie winy i pozwolił mi skasować to wszystko. Boli mnie to do dziś. Straciłam poczucie, że jestem dla niego wyjątkowa. Bo jak mogę być skoro „wspomina” masturbując się przy tym dawne znajomości, a ma w domu codzienny, regularny seks z osobą, którą jak twierdzi kocha (mówi mi to prawie codziennie)? - Po grze i mailach uznałam, że może czegoś mu nie daję. Chciałam, żebyśmy wrócili do świntuszenia, bo może mu tego brakuje. Nic z tego nie wyszło, ponieważ zła atmosfera między nami sprawiła, że nie byliśmy do tego podejść tak beztrosko. Powiedział mi ponadto, że teraz nie ma już potrzebny mnie „adorować” tak jak kiedyś, bo kiedyś robił to, żeby mnie zdobyć, czuł niedosyt „mnie”, a teraz jesteśmy razem na co dzień. - Zainicjowałam rozmowę o fantazjach. Nie, żeby wypytywać o czym myśli, tylko żeby dowiedzieć się jaki seks go podnieca, żeby ew. wprowadzić coś nowego do sypialni. On chyba opacznie to zrozumiał i przyznał się, że miewa fantazje o byłych kochankach i wspomina sytuacje między nimi, albo o kobietach, z którymi pisał kiedyś – wyobraża sobie jak mogłyby wyglądać spotkania. To wszystko mnie załamało. On podkreśla, że nie ma tam mowy o żadnych uczuciach wyższych – nie ma ochoty pisać dalej z tymi osobami, ani się spotykać, nic do nich nie czuł, nie utrzymuje żadnych kontaktów z nimi. Po prostu wyobraża sobie tylko seks, ponieważ podniecało go to, że one go tak namawiały. - Przede mną miał 1 młodzieńczy związek trwający 6 mc. Nie było w nim seksu. Następnie 2 kochanki. Jedną poznał ok. 10 lat temu – mężatka, starsza od niego o 15 lat, która się w nim zakochała, on nic do niej nie czuł, ale uległ jej namowom na seks. Spotkali się 5 razy. On twierdzi, że tak naprawdę tego nie chciał i próbował się oswobodzić z tej relacji. Tak też się stało. Drugą poznał 3 lata przed poznaniem mnie na tym samym portalu, na którym na siebie trafiliśmy. Spotkał się z nią 3 razy, także nic do niej nie czuł, twierdzi, że chciał sprawdzić czy seks bez uczuć może być satysfakcjonujący. Czując, że coś jest nie tak w takiej relacji nie przeżył z nią żadnego orgazmu. Przestał się do niej odzywać z dnia na dzień i tak milczał przez rok. Później co prawda ją przeprosił, ale znajomość wygasiła się i nie odbyło się już więcej żadne spotkanie. Potem flirtował jeszcze z paroma mężatkami online, aż poznał mnie. - Jego fantazje dotyczą różnych osób. Wyraził się, że dotyczy to prawie każdej kobiety, jaką zna. Np. wyobraża sobie, że jedzie z jakąś kobietą w windzie, a ta nie mogąc mu się oprzeć robi mu dobrze ustami. W tej samej fantazji mogą być różne osoby. Argumentuje to tak, że „o kimś trzeba myśleć”, a najłatwiej mu myśleć o znanych twarzach, ale to dla niego nic nie znaczy i kto tam akurat jest, jest dla niego mniej ważne i niczym się nie różni od włączenia sobie porno. Nie kocha tych osób, ani nie jest w nich zauroczony. Dopytywałam czy o mnie też fantazjuje. Twierdzi, że tak i że najczęściej wspomina nasz seks z przeszłości i że nie mógłby inaczej, bo 99% doświadczeń seksualnych ma ze mną. Nie wiem czy w to wierzyć. - Po tym wszystkim postanowił przestać oglądać porno. Powiedział, że wie, że jest uzależniony i chce się poprawić. Trwa to od ok. 2 miesięcy, ale przez ten czas parę razy znalazłam podejrzane rzeczy. Ślady oglądania porno w komputerze – nie tak często jak wtedy, ale od czasu do czasu, raz znalazłam jakąś fotkę erotyczną z Internetu w jego koszu. W tym dniu pytałam czy to robił. Zaprzeczył. Po prostu skłamał. Rozmawialiśmy o tym i powiedział, że się stara, ale czasami czymś się stresuje i to jest jego przyzwyczajenie, by tak się rozładować, wstydzi się tego i dlatego mi nie powiedział mi. Powiedziałam, żeby mi mówił mimo wszystko, że może mi zaufać i zareaguję dużo lepiej, niż jakby się okazało, że mnie okłamuje. Obiecał, że będzie tak robił. Raz się przyznał. Niestety ostatnio odkryłam, że czyści historię przeglądania, a w przypadkowo zostawionych na wierzchu papierach znajdował się jakiś „projekt” gry erotycznej? Nie wiem co to było, ale nazwał go ”burdel”, używał tam bardzo wulgarnych sformułowań określających statystyki postaci, tj. „kurwa”, „usługi: zwalenie konia ręką”, „dodatkowe usługi: daje w dupę”, „casting na nowe kurwy” itp. On jest informatykiem i wygląda to tak, jakby chciał zaprojektować grę porno? Musiał się zorientować, że zostawił to na widoku, bo jeszcze tego samego dnia „to” zniknęło. Przy najbliższej okazji przeszukałam mieszkanie i znalazłam schowane w szafie. Nie ufam mu, że stara się nie oglądać porno. Myślę, że mnie okłamuje, robi to po staremu i wszystko kasuje. Czasami tylko wpadnie przez jakiś drobiazg. To mnie zatruwa, czuję się upokorzona. Wg mojej wiedzy takie uzależnienie negatywnie wpływa na pożycie seksualne. U nas nic z tych rzeczy. Seks jest praktycznie codziennie, on zawsze ma wytrysk, zawsze jest chętny, nie traktuje mnie przedmiotowo, nie ma problemu ze wzwodem. Jednak wiedza o jego „tajemnym życiu” spowodowała u nie straszne kompleksy. Jestem załamana. Gdy z nim rozmawiam on twierdzi, ze sama jego działalność pornograficzna nie powoduje u niego wyrzutów sumienia względem samego siebie. Jedyne wyrzuty sumienia ma wobec mnie, że zawodzi moje oczekiwania i łamie postanowienie o nieoglądaniu porno pomimo moich próśb i tego, że wie jak jest to dla mnie ważne. Ma potem wyrzuty sumienia i mówi, że "źle się czuje z samym sobą". Ale tak jak napisałam, nie dlatego, że samo to co robi uważa za złe i przejmujące kontrolę nad jego życiem, tylko dlatego, że wie, że mnie to rani i dlaczego. Zdaje sobie też sprawę z tego, że to, ze grał w porno grę online było nie w porządku. Czuł, ze mnie w jakimś sensie zdradza, mimo to robił to. Wymaga ode mnie zaufania i ma pretensje o jego brak, bo uważa się za osobę uczciwą i gdy podważam jego prawdomowność ma wrażenie, jakbym go nie znała. Tymczasem nie mogę mu wytłumaczyć, że jego zachowanie (samo granie w taką grę i potem zapieranie się tego, kłamstwa gdy pytam czy oglądał porno, gdy byłam w pracy) nie buduje zaufania, a wręcz przeciwnie. Uważam, ze nie jest tak uczciwy za jakiego się uważa. On wydaje sie jednak mieć o sobie zdanie, że jest uczciwy... Błagam o pomoc.
  21. Mam 22 lata. Od kilku miesięcy nieustannie myślę o tym co stało się kiedy miałam około 5 lat. Mój cioteczny brat, mający wtedy około 9 lat, zmuszał mnie do "seksu?". Nie wiem w sumie jak to nazwać. Mimo wszystko dziś się dogadujemy i traktujemy normalnie, jak rodzinę. Nigdy raczej nie miałam z tym problemów, raczej o tym nie myślałam a jeśli nawet, to po chwili wyrzucałam te myśli z głowy. Od kilku miesięcy nagle to się zmieniło. Zaczęłam myśleć o tym notorycznie, zagłębiać się w to i przeżywać bardzo mocno. Teraz wydaje mi się, że przez to co się stało można mnie uważać jako osobę zgwałconą, co doprowadza mnie do paniki. Ale czy 9-cio letnie dziecko może kogoś zgwałcić? Czy ono wie wgl co to znaczy? Dziś czuje się okropnie, wydaje mi się że jestem jakaś wybrakowana, inna, zepsuta i tak jakbym miała być już taka do końca życia. Do tego dochodzi mój chłopak z którym jestem od 6 lat. Nigdy mu o tym nie mówiłam, bo po prostu o tym nie myślałam i nie przywiązywałam do tego jakiejś wielkiej wagi. Dziś nie wiem co mam zrobić. Z jednej strony czuje jakbym miała obowiązek mu o tym powiedzieć, aby on miał świadomość, że jest w związku z taką WYBRAKOWANĄ osobą, ale z drugiej strony nie chce mu o tym mówić ze względu na siebie na to jak potem możliwe, że będzie na mnie patrzył i ze wzgledu na relacje jego z moim bratem, które teraz są dobre. Jak poradzić sobie z tym problemem? Czy faktycznie zostałam zgwałcona? Jak mam przestać myśleć o sobie jako o dziewczynie która została pozbawiona "czystości" i czuje się wybrakowana. I czy jest sens mówić o tym chłopakowi? Tak bardzo nie chce już o tym myśleć i się w to zagłębiać.
  22. Nie umiem sobie poradzić. Jestem młoda osoba, mam dopiero 25 lat, od ponad 3 lat pracuje w zawodzie, ale chyba stawiam sobie duże wymagania. Mąż nie goni za kariera tak jak ja, zatrzymał się na etapie bez matury, więc pewnie nie rozumie moich problemow. Skończyłam studia, dostałam pracę w zawodzie, jeszcze na studiach (przez wgląd rodzica..., jak każdy inny w tej firmie praktycznie), jestem po ślubie (z małymi potyczkami przed, ale teraz to nie ważne), własne mieszkanie, kolejne studia żeby zdobyc upragnione uprawnienia zawodowe. I wszystko stanęło w miejscu. Głównie też przez obecna sytuacje z pandemia. Moja firma pracuje, połowa załogi uciekła na opiekę, czyzby rzetelny pracownik? Po prostu nie umiem zostawic kogoś na lodzie. Mysle, że jestem lojalna. Moja praca przestala mi dawać taka satysfakcję jaka bym chciała, słabe zarobki, przenieśli mnie do innego działu, bez kontaktu z pracownikiem, ale przejelam obowiazki po kimś, z kim się nie dogaduje. Głównie to mnie dotyka, działa na stres i dlatego chciałabym iść gdzie indziej, ponieważ ta osoba dodatkowo szykowana jest na stołek dyrektora (żeby przejac pracę po tacie). Pracy szukam od roku, czegoś co spełni moje oczekiwania, miałam ostatnio rozmowę i czekałam na odp zwrotną- nie udało się, i to był ten moment załamania- nie umiem nic znaleźć, nikt mnie nie chce, jestem beznadziejna, a oferta była super, w moim obszarze w którym mam obecne doświadczenie, dobry dojazd do pracy, już widziałam siebie 1 dzień w pracy. Problemy z zajściem w ciążę też były, jestem na antykoncepcji jak narazie, ze wskazań lekarza, po której nie mam ochoty na żadne zblizenia i czas żeby odstawic i spróbować się postarać - też nie sprzyja. Nauka do egzaminu na upragnione uprawnienia, po tej odmowie już mi wszystkie emocje opadły. Egzaminy są przekładane ze względu na sytuacje, nie wiadomo kiedy się odbędą. Uciekła ze mnie cała motywacja, zmiana pracy na lepszą stała się niemożliwa, w obecnej nie mam satysfakcjonujacych zarobków i złe poczucie psychiczne z osobą z którą muszę współpracować, moje pozytywne nastawienie do uprawnień i założenie własnej firmy, totalnie ze mnie wyparowalo, a dziecko, przystopowaloby karierę i na dzień dzisiejszy nie zalecają tez planowania rodziny. Po prostu nie wiem co robić. Owszem awans w pracy z pół roku temu (ale mało kto ma dobre zarobki tam), nie mogę znaleźć nic innego i jak się trafiła super oferta i po negatywnej odpowiedzi (wcześniej od innych też były negatywne odp, albo sama zrezygnowałam z ofert ze względu na oferowane warunki, które były gorsze od tych co mam) trafilam na dół młody wiek też pewnie nie sprzyja przy szukaniu lepszych warunków i moje duże ambicje też nie, i chęć nauczenia się czegoś nowego jeśli byłaby taka potrzebna w zamian za fajne warunki, chyba nikt tego nie dostrzega. już brak mi checi i motywacji, po prostu jestem do niczego, tyle nauki i staran, nie zostały docenione w obecnej firmie, znaleźć nic innego nie umiem, zły czas na dziecko, zmiana miejsca zamieszkania na większe miasto z większymi możliwościami też odpada plus brak kontaktów intymnych, przez tabletki, na nic nie mam ochoty. Nie mam pojęcia, co dalej robić?
  23. Witam, mam na imię Adam, mam 29 lat. Od dłuższego czasu mam problem natury intymnej. Mianowicie mam problem ze wzwodem i ogólnie z chęcią na seks. Nawet rano jest z tym problem. Moja partnerka jest zirytowana, ja już zrezygnowany. Jesteśmy ze sobą rok, a raptem kilka razy to robiliśmy. Z poprzednią parterką miałem ten sam kłopot. Na samą myśl o seksie, zbliżeniu mam złe nastawienie, bo traktuję to jako rzecz, którą trzeba zrobić a nie przyjemność Może mieć to związek z niską samooceną (mój ojciec jest alkoholikiem), nadużywaniem wcześniej filmów pornograficznych, nadużywaniem masturbacji. Jestem też bardzo aktywny fizycznie (codzienne bieganie, siłownia). Niestety, gdy rozmawiamy z partnerką na ten temat to bardziej przypomina monolog z jej strony, bo sam szybko się denerwuję i dołuje (myślę o tym jaki to jestem beznadziejny, że nie potrafię jej dać tego czego potrzebuje i że zaraz mnie zostawi). Byłem na wizycie u urologa, który zlecił mi szereg badań związanych z tym problemem i wyniki były w normie. Kompletnie nie wiem co mam w tej sytuacji robić, bo z każdym dniem czuję się coraz bardziej bezużyteczny, a co za tym idzie problem się powiększa Ta sfera mocno odbija się na moim życiu, dlatego proszę o pomoc... Pozdrawiam
  24. Jestem 22-letnią studentką. Od pół roku jestem w związku z 26-letnim mężczyzną. Nasz problem ze zgraniem łóżkowym istniał od początku. Jednak myślałam, że to kwestia czasu i dotarcia się. Jestem osobą bardzo seksualną i seks w związku zawsze był dla mnie bardzo ważny. I nigdy nie spotkałam się z jakimkolwiek oporem z drugiej strony. Dlatego też sytuacja z moim obecnym partnerem była bardzo stresująca i niejasna. Na początku naszego związku to ja miałam problem żeby osiągać orgazm. Tłumaczyłam to tym, że potrzebuję czasu po poprzednim długoletnim związku, który zakończył się kilka miesięcy wcześniej. Jednak mijały tygodnie i nic się nie zmieniało. Byłam w stanie dojść sama lub z pomocą wibratora, ale nie z moim partnerem. Zaczęło nas to przytłaczać. Mnie, bo byłam zirytowana i zaniepokojona taką sytuacją a mojego partnera wpędziło w jakieś stare kompleksy, które przede mną ukrywał. Tak żyliśmy szukając wzajemnie jakichś rozwiązań aż tu nagle zostaliśmy zmuszeni do kwarantanny. Na początku skupiliśmy się na bliskości i faktycznie, opracowaliśmy nowy sposób uprawiania seksu, który pozwolił mi mieć orgazm. I to trzy dni pod rząd (wcześniej były to trzy razy w ciągu pół roku). Jednak spędzamy już ze sobą trzeci tydzień bez przerwy. Każde z nas jest przytłoczone obecną sytuacją, niepewnością co do pracy i przyszłości. I każde z nas przechodzi to na własny sposób. Moja sytuacja jest mniej stabilna niż mojego partnera, więc sprawia mi to okropnie dużo stresu. Wydaje mi się, że z tego właśnie powodu moje libido ostatnio okropnie spadło. Nie miałam ochoty na seks ani pieszczoty, czego nie rozumiał mój partner, na każdym kroku komunikując mi, że on potrzebuje bliskości, że mam go dotknąć przytulić, a gdy ja nie chciałam tego zrobić, informował mnie wymownie, że doskonale sobie poradzi sam. Trwało to jakiś tydzień i minęło. Mam na myśli moje libido. Jednak zaszczepiony przez niego ubytek w poczuciu mojej wartości pozostał. Czułam się niedoskonała. Czułam, że mu nie wystarczam, że go nie zaspokajam. Przez kolejne dni to ja próbowałam do niego jakoś podejść. Przytulałam, chodziłam za nim, starałam się okazać mu bliskość. Szczególnie przez głupie wyrzuty sumienia, że powinnam go przepraszać za to, że nie chciałam się z nim kochać. Wiem, że to głupie. Jednak potrzebowałam tej bliskości, a on pozostawał niewzruszony. Nie wiedziałam już co się dzieje. Doszło do eskalacji emocji i kłótni, w której okazało się, że mój partner myślał, że ten tydzień bez seksu był celowo przeze mnie zaplanowany żeby w jakimś stopniu zrobić mu na złość, dlatego był dla mnie taki chłodny w kolejnych dniach, bo chciał dać mi nauczkę. Powiedział też, że kiedy się nie kochaliśmy, potrzebował ode mnie jakiegoś zamiennika żeby czuł się dobrze, żeby jego pewność siebie nie spadła. Jak to usłyszałam to opadły mi ręce. To, co on powiedział wykraczało totalnie poza mój rozum. Chcąc jednak się pogodzić, spędziliśmy kilka dobrych godzin na rozmowie i wieczorem było już względnie w porządku. Spędziliśmy miło czas oglądając serial. Następnego dnia rano przyszła do niego paczka, której zawartości nie chciał mi pokazać. Zostawiłam temat i wróciłam do niego później. Okazało się, że mój partner, w tym tygodniu, w którym czuł się bardzo przeze mnie pokrzywdzony, zamówił sobie, aby dać mi kolejną formę nauczki, sztuczną waginę i coś, czego nazwy nie do końca potrafię określić.. Może mały fantom? kobiecych pośladków z pochwą i odbytem. Oniemiałam ze zdziwienia. Nie mam nic przeciwko zabawkom erotycznym. Lubię je czasami wykorzystywać, ale to było coś, co przerosło moje najśmielsze wyobrażenia. Po tych ostatnich wydarzeniach nadal czuję się nie dość atrakcyjna, nie dość dobra, nie potrafiąca go zaspokoić. Ciężko próbuję z tym walczyć, a tu na mojej drodze pojawia się kawałek miękkiego silikonu w kształcie pochwy. Jestem świadoma jak irracjonalnie brzmi ta historia, ale potrzebuję jakiejś obiektywnej opinie, bo przysięgam, że moja głowa wybuchnie. Błagam o poradę!
  25. Jestem z nowym partnerem od 3 lat. On ma syna w wieku 10 lat, ja mam syna w wieku 7 lat. Problem polega na tym ze na samym poczatku jak jego dziecko mialo 7 lat spal z nim. Od jakiegos ponad półroku postawilam kropke i powiedzilam ze spac to on powinnien ze mna. Zaczal oduczac syna. Po czym i tak wieczne usypianie go. Na szczescie przez okres 2-3 miesiecy jego syn spl sam az do teraz. Zaznacze ze matka syna partnera nadal go usypia i z nim spi. Teraz znow zaczelo sie posypianie. Dziecko budzi sie i przychodzi mowiac ze nie moze znow usnac i tak jest kilka razy w nocy. Oczywiscie tata spi juz z nim chyba ze pojde i go obudze. Spia naogol n lyzeczke przytuleni i obieci. Nie umiem tego zaakcetowac ani zrozumiec. Moj syn usypia i spi sam. Nawet jak obudzi sie w nocy to czasem musze go odprowadzic do lozka. A czasem sam wroci i sie polozy do spania. Sytuacja nie zdarza sie tylko jak jest chory ona jest zawsze. Co moge z tym zrobic? Czy to jest normalne? Prosze o porade.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.