Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'stres'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Jestem studentką, w lutym tego roku skończę 22lata. Od jakiegoś czasu czuję się zmęczona psychicznie. Mam poczucie, że zmarnowałam swoje nastoletnie życie, bardzo boję się przyszłości i okropnie przejmuje się tym co mnie w czeka. Za kilka miesięcy kończę studia, bardzo się boję że nie podołam i zawiodę cała swoją rodzinę, która już liczy że zobaczy mnie za kilka miesięcy w pracy w szpitalu. Boję się bo bardzo nie chce tego spierdolic, a co jesli mi się nie uda? Jestem już na takim etapie swojego życia, gdzie pasuje się powoli ustatkować a ja nawet nie wiem czy kocham swojego chłopaka... Na początku się starał, widać było że mu zależy, ale teraz poprostu "jest". I nie wiem już sama, czy to ze mną jest problem, bo za dużo oczekuje? Przecież niczego w sumie mi nie brakuje, ale nie jestem go pewna... A jak to spierdolę a to był właśnie TEN? Juz tak dużo relacji z ludźmi popsułam, może to ze mną jest problem!? I to jest kolejna kwestia, boję się że gdy go zostawię rodzina uza że jest coś ze mną nie tak, bo to nie mój pierwszy chłopak... Boję się że jak spierdolę ten związek to nie znajdę nikogo innego, albo trafię na kogoś gorszego bo przecież karma istnieje... Boli mnie głowa na samą myśl ze znowu będę sama, znowu nie będę miała nikogo do kogo będę mogła się przytulić, z kim będę mogła porozmawiać. Chciaz tego ostatniego to nie lubię, mam tak ogromny problem z mówieniem o uczuciach że w sumie to o nich z nikim nie rozmawiam. Nie pokazuje przed nikim swoich prawdziwych uczuć, bo przecież nikogo i tak to nie obchodzi, już raz próbowałam coś pogadać z rodzinką, za każdym razem zmnieniaja temat, albo mówią że moja wina (jak zakończył się mój poprzedni związek, uslyszalam: za przystojny był). Dlatego wolę nic nie mowic a jakbym znów poniosła porażkę? Boję się. Mam duże problemy z akceptacją siebie, praktycznie siebie nienawidzę. Od małego miałam problem z nadwagą, teraz schudłam a i tak gdy patrze w lustro - czuję się okropnie. Przez to często jestem smutna, myślę że to też powinnam dodać w tym wywodzie, chociaż pewnie nic to nie zmieni. Proszę o jakąś poradę, chce poprostu pogadać o tym co czuje, ale w sumie nie mam z kim. Czuję że zatraciłam siebie... I nie jest tak, że cały czas jestem smutna, bo w sumie bardzo często jestem szczęśliwa i jest super, ale ostatnio czuję się taka... Zmęczona
  2. Cześć Jestem kobieta, mam 24 lata. Pisze to bo chyba najwyższy czas przed sobą przyznać się ze mam problem i potrzebuje rady, pomocy. Ostatnio mam wrażenie że cały czas mi coś dolega - mówiąc wprost wmawiam sobie choroby. Zaczęło się w listopadzie, kiedy teraz o tym myślę, miałam niczym nie spowodowany napad lęku - tachykardia, niepokój, uczucie strachu i ból w nadbrzuszu + kłucia w klatce piersiowej. Po opowiedzeniu wszystkiego lekarzowi oraz zrobieniu badań morfologia, hormony, rtg KPL, usg jamy brzusznej nie wyszło nic nieprawidłowego poza niedoborem wit. D3. I tak od tak od tamtej pory mam co jakiś czas dziwne objawy; lekkie drętwienie palców, bóle głowy, zawroty głowy, zwiększony puls. Fakt że wykonuje zawód medyczny i z chorobami stykam się codziennie w pracy, wcale mi nie pomaga - każdy dziwny objaw u siebie od razu diagnozuje jako stan nowotworowy/udarowy/zawałowy. Pieczenie języka - rak języka (dentysta nie widzi żadnego problemu), zawroty głowy/ból głowy - guz mózgu(wtedy miałam okres więc mogło być to spowodowane tym stanem), mrowienie obok prawej łopatki - SM, tachykardia - EKG pokazuje rytm prawidłowy jedynie przyśpieszony(czekam na wynik hotlera). Stwierdziłam że musze wyrzucić to z siebie kiedy przez te zawroty i bóle głowy coraz częściej myślę o tym aby zapisać się na tomografie komputerową głowy!!! Myślałam, że zdołam sobie sama poradzić z tym wszystkim, bo teraz czytając to z perspektywy osoby trzeciej wcale nie myślałabym o najgorszym - tak jak myślę w swoim przypadku. Jestem zmęczona ciągłym diagnozowaniem się, szukaniem powiązań objawów, szukaniem w Internecie ''co to znaczy jeśli boli mnie...'' to wszystko jest silniejsze ode mnie, przez strach przed udarem zaczęłam odsuwać się od dziedziny, która kiedyś była moją pasją-neurologii, podczas zajęć nie mogę ''boje się'' o tym słuchać bo każdy objaw potrafię znaleźć u siebie! a co gorsza mam wrażenie jakby objawy pojawiały się u mnie bo ja sobie to wmawiam, mam czasem myśli że jeśli mój facet napije się dziś piwa i coś się stanie nawet nie będzie mógł odwieźć mnie do szpitala.. proszę o radę co dalej, co mam zrobić?
  3. Cześć wszystkim. Nazywam się Dominika i mam 23 lata. Przede mną moja pierwsza przeprowadzka, która i tak musiała kiedyś nadejść. Wszystko byłoby super gdyby nie uczucie, które mi towarzyszy. Odczuwam okropny lęk i strach. Na samą myśl napływają mi łzy do oczu. Odczuwam strach przed tym, że nie poradzę sobie ja i moja mama, która zostanie sama z moim 14-letnim bratem (mimo, że przeprowadzałam rozmowę z mamą, która zapewniała mnie że da sobie rady i nie jest na mnie zła) Jak poradzić sobie z tym uczuciem? Jak się cieszyć z własnego mieszkania i odrzucić całą tą niepewność?
  4. Odnoszę wrażenie, że coraz mniej wiem co odczuwam, boję się każdego kolejnego dnia i tego co siedzi mi w głowie. Czuje się coraz mniej realna, nie do końca wiem co na to poradzić, czy ktoś z Was odczuwał kiedyś coś takiego?
  5. Cześć mam 38lat, z partnerem jesteśmy już 12 lat, mamy 2 wspólnych dzieci i dom na kredyt. Nie wiem czy to rzeczywiście jest moja wina że w naszym zwiazku jest nie najlepiej jak on mi to mówi. Mowi że jestem "wampirem szczescia" wysysac radość z niego. Mój facet ma specyficzny charakter. Ma być tak jak on chce jak się pierwsza córka urodziła to wtracal się o to w co ja ubieram nie pozwalal mi jej zakladac spinek do włosów itd. Jak kupiliśmy dom to powiedział że kuchnia ma być czarno biała . Kiedy kupiłam ściereczki do kuchni bialo czarne ale tam był rysunek jabłka czy jakiegoś innego owocu to je zabral i zwrócił do sklepu. To samo zrobił z prezentem rodziców. Kupili słoiki w kolorze szarym. To je zwrocil. Kwiatkow nie mogłam do kuchni. Zero zaslon do salonu. Tylko żaluzje. I tak jest do tej pory. Zero obrazkow na ścianie czy dekoracji. Rosliny w doniczce zostaly ale doniczki wyrzucil i kupil szare bo tamte były białe z wrzosami rysunkiem. Posciel do sypialni to miesiąc wybieralismy bo chciał wzory geometryczne i ciemne kolory zero kwiatów itd. Ogrod jest zaprojektowany na jego styl. Mówi mi że ja też mam prawo wybierać że mnie on w niczym nie ogrwnicza że mówię bzdury. Np moge wybrwc z posrod 10 krzewów do ogrodu 3 takie ktore mi się podobaja ale o już wcześniej te 10 dla mnie wybral. A jakbym chciała zupełnie co innego sama poszukac i kupić to nie wiem. Problem jest taki że mi mówi że ja zawsze zabijam jego szczęście jak się cieszy z czegoś to zawsze znajdę negatyw. Głupie to że chce kupic rowery dla całej rodziny to że ja zamiast się cieszyć to negatyw że wolę kupić meble na ogrod bo nie mamy jeszcze nic. Ze on się cieszy tymi rowerami a ja go zgasilam i odebrałam ta radosc. Chce żeby było super między nami żebyśmy byli szczęśliwi ale jak to zrobić czy rzeczywiście jestem tum wampirem szczęścia?
  6. Witam wszystkich forumowiczów. Od jakiegoś czasu zauważam u siebie problem z zazdrością o partnerkę. Kilka słów o mnie. Mam 33 lata, w związku z obecną partnerka jestem od roku (od pół roku mieszkamy razem). Od kilkunastu lat piłem alkohol. Ilości raz były większe, czasem mniejsze, jednakże była w tym regularność (picie 3-4 razy w tygodniu, czasem dwa piwa, czasem pół litra whisky). Piłem w towarzystwie jak i w samotności. Nie stroniłem też od marihuany. Zdarzało mi się palić kilka razy w roku, jednakże były to okresy palenia kilku-kilkunastodniowe. Niestety od jakiegoś czasu zauważyłem, że palenie bardzo źle na mnie wpływa (pojawiły się problemy z oceną rzeczywistości, poczucie niepokoju, teorie spiskowe, straciłem zaufanie do ludzi, wszędzie zacząłem widzieć sytuację, w których ludzie spiskują przeciwko mnie). Jakiś czas temu odstawiłem narkotyki, po półrocznej przerwie zauważyłem u siebie pozytywna poprawę w funkcjonowaniu. Niestety nie zrezygnowałem z alkoholu. Przechodząc do meritum, od jakiegoś czasu zacząłem podejrzewać moja partnerkę o zdradę. (Ona raczej nie daje mi ku temu powodów, nie umawia się z innymi, jest ze mną szczera i zapewnia że mnie kocha). Jednak ciężko mi jest w to wszystko uwierzyć, ostatnio mniej piłem ale zauważyłem że alkohol potęguje poczucie zagrożenia. Sporo czytalem na temat zespołu Otella i część objawów się pokrywa. - momentami mam napady natrętnych myśli o domniemanej zdradzie- próbuje się uspokajać że to nie ma sensu ale ciężko mi od nich uciec. - kontroluje swoją partnerkę (sprawdzałem wielokrotnie jej telefon) - niepokoje się kiedy nie spędzamy czasu razem, myślę że pewnie właśnie zdradza mnie albo ze swoim ex albo z kolegami z pracy. - zacząłem robić jej wyrzuty i mówić o braku zaufania - wpadłem na pomysł żeby kupić podsłuch do mieszkania (tylko po to żeby "mieć pewność") - straciłem zapał do swoich pasji (sport, obniżona chęć do pracy), niewiele rzeczy mnie cieszy bo mój umysł zatruty jest wymyślaniem hipotetycznych scenariuszy zdrady. - mój najdłuższy związek był fatalny pod względem seksualnym tak że prawie stracilem wiarę w to że "jescze mogę". - niska samoocena (mimo dobrej pracy, znajomości języków obcych, dobrej sylwetki i brania udziału w zawodach sportowych) Jednakze z poprzednimi parnertkami nie odczuwałem takich obaw o zdradę. Owszem bywalem zazdrosnym ale w granicach rozsądku. Jednakże z żadną z poprzednich nie mieszkałem i nie dzieliłem życia. Kocham moją obecna kobietę, nie chce jej skrzywdzić i nie chce też skrzywdzić siebie. Niestety ostatnio bardzo się męczę, ciężko mi się skupić na czymkolwiek poza myśleniem o niej i o tym, że może mnie zdradzić. Ona na pewno widzi i czuję, że coś się dzieje. Próbuje z nią rozmawiać ale boje się wyjawić jej wszystkie swoje obawy. Mimo, że to naprawdę mądra kobieta, również swoje w życiu przeszła. Nasze życie seksualne jest dobre, ona ma spore potrzeby a ja po latach posuchy chętnie je spełniam. Jednak czasem po seksie, szczególnie nieco ostrzejszym, zaczynam odczuwać obawy że ona może tak to lubi bo wielokrotnie robiła to z innymi. I może nadal to robi bo ja jej nie wystarczam. Za mną 2 wizyty u psychologa ale mówiłem tylko o moich obawach, nazwa "zespół Otella" nie pojawiła się w naszych rozmowach. Mimo to czytając masę artykułów w internecie Od 3 tygodni nie pije, wiem że jest to warunek konieczny. Niestety , mimo trzeźwości w ostatnich dniach znacznie mój stan się pogorszył. Czarne myśli atakują na potęgę. Mam problemy ze snem, skupienie się w pracy, spadła mi efektywność. Treningi sportowe nie przynoszą mi żadnej frajdy mimo że jescze kilka miesięcy temu sprawiały wiele radości. Nasuwają mi się różne pytania.. Czy zmiana partnerki to rozwiązanie ? Nie chcę jej tracić bo na kocham ale nie chcę się też tak dłużej czuć. Czy z inną będzie tak samo ? W oczekiwaniu na wizytę u psychiatry proszę Was o opinie i pomoc. Pozdrawiam Was
  7. Witam, jestem 22letnia kobieta. Od dłuższego czasu bardzo się męczę mieszkam z partnerem który też nie ma najlepszego wpływu na moje zachowanie. Nie mam chęci do życia wszystko wydaje się bez sensu ciągle chodzę zdenerwowana zmienność nastrojów płacze krzyczę wyzywam później to boli że się tak zachowuje od środka ściska mnie w żołądku czasami czuję nienawiść do wszystkiego jest mi trudno się uspokoić jak mogę rozwiązać swój problem? niszczę relacje z ludźmi. Dość często mam zawroty głowy mdłości zimno mi trzęsą mi się ręce Ból w klatce piersiowej też czasami mi doskwiera takie mocne kłucie.
  8. Witam, zmagam się z problemem, który pewnie dla innych wydaje się błachy, ale mnie to okropnie męczy i moje psychika bardzo cierpi. Od października rozpoczęłam nowe studia, na których mi bardzo zależało (medyczne). Są to bardzo wymagające studia i trzeba się dużo uczyć, bo codziennie są zaliczenia. Mój problem polega na tym, że odkąd zaczęłam te studia nic poza nimi się nie liczy. Mam wrażenie, że nie mam życia poza nimi (nigdy nie miałam wielu znajomych, więc nie jestem nauczona, żeby spotykać się, wychodzić na miasto). Większość czasu poświęcam na naukę, a gdy się nie uczę mam wyrzuty sumienia. Każde kolejne zaliczenie wywołuje u mnie ogromny stres do tego stopnia, że pojawiły się problemy ze snem. Są dni, że czuję taki wewnętrzny niepokój, jakby miało się coś stać. (a to tylko zbliżające się zaliczenie). Przeokropnie mnie to męczy, taki ciągły stres, niepokój. Nie potrafię się zrelaksować, zrobić coś dla siebie bo zaraz mam w głowie że powinnam ten czas poświęcić na naukę. Nie chcę żeby moje oceny i wyniki w nauce się pogorszyły, ale też nie chce dłużej się tak męczyć. Czuję, że długo tak nie da się.
  9. Dzień dobry wszytskim! Mam problem, którego nie potrafię przeskoczyć. Sprawa wyglada tak, że mam duże długi między innymi przez obrcnefo partnera z którym musielismy sobie radzić w czasie kryzysu no i jak zawsze konsekwencje spadły na mnie i jestem zmuszona sprzedać mieszkanie w rodzinnej miejscowości aby to pokryć ale tam mieszka moja mama, ktora sama zaproponowała takie rozwiązanie. Chce ją zabrac do siebie do Warszawy i rozmawiałam o tym niejednokrotnie z partnerem i się bardzo cieszył. Zaprosilam mamę na święta i widze ze powstaje duży problem bo on się wycofał i zaczyna wyrzucać mi rozne rzeczy i wyraźnie zaczyna mu przeszkadzać moja mama, a bo wyjdzie na balkon zapalić to krzyczy żeby nie wychodzila bo się rozchoruje - a wychodzi ubrana jak na dwór - i zarazi Nas... Albo ze pozmywa po Nas bo chce sie czuc potrzebna. Chcialam dodać ze nie wtrąca się w nasze życie i "nie daje dobrych rad", zajmuje sie sama sobą i a to coś obejrzy a to poczyta czy robi na szydełku. Nie wiem co mam zrobic ale ciężko mi jest to wszytsko pojąć bo on w tym momencie nie pracuje i mamy jedną wypłatę i dodatkowo jest uzależniony od marihuany. Jego matka pomaga mu tylko w postaci przelewu na konto a żadnej rozmowy czy wsparcia nie ma a ja nie mogę brać za to wszytsko odpowiedzialności. Rozmawiałam z Nią o tym ale nic nie dociera, bo jak twierdzi nie wie co zrobić. Chciałabym żeby mamusia mieszkała ze mna bo chce jej pomoc i mimo, ze to już starsza osoba to dogaduje sie z Nią bez problemu i po prostu tęsknię. Nie jest idealna jak każdy z Nas ale wszytsko da się doszlifować i dojsc do jakiegoś konsensusu. Coraz częściej myślę o tym zeby sie odciac bo to zbyt wiele poświęceń dla obcej osoby z która prawdopodobnie nie ma przyszłości a ja się poświęcam jakbyśmy wiedzieli ze to na zawsze i do końca. Wiem ze mnie kocha i jestem dla Niego bardzo wazna ale chyba musze skonczyc z takimi poświęceniami. Prosze o jakieś obiektywne opinie bo czuje ze wariuje i nie wiem co jest dobre a co złe.
  10. Mam na imię Natalia i mam 20 lat. Otóż mój już były chłopak zerwał ze mną po 2,5 roku związku, bo uznał, że było mu za ciężko i był zły na mnie, bo sprawdziłam jego rozmowę z kuzynką odnośnie Sylwestra, bo nie zapytałam jego o to, czy mogę. Chodzi o to, że widziałam, że jest z nim coś nie tak, ale nie mówił mi tego, wolał kryć to w sobie i dowiedziałam się z ich rozmowy, że nie był zadowolony z tego, że spędza Sylwestra tylko ze mną. Chciał go spędzić i z kuzynką i ze mną, ja za nią nie przepadam, co wiedział doskonale oraz miałam powody dla których chciałam spędzić ten dzień z nim sam na sam u mnie w domu. Przedłużał temat Sylwestra i w końcu popłakałam się przez telefon i chciałam żeby mnie zrozumiał, zgodził się od razu i powiedział, że skoro tak mi będzie dobrze to to zrobi dla mnie. Od tego czasu był dość przybity i sprawdziłam jego rozmowę z kuzynką. Okazało się, że trochę mnie jej obgadał, że "się poryczałam i wymusiłam to na nim", co nie jest prawdą. Przyjechałam po niego po pracy i chciałam pogadać o tym. Dopiero wtedy wyjaśnił mi o co chodzi i dlaczego tak chciał, ale gdy już się dowiedział, że zobaczyłam rozmowę z nią to był zdecydowany, że zrywa ze mną (choruję na borderline, kiedyś mieliśmy bardzo ciężko w związku, bo byłam zaborcza, ale od ponad pół roku zaczęłam być najlepszą wersją siebie, stopniowo coraz więcej osiągałam z jego wsparciem). Zostałam u niego na noc, bo stwierdziłam, że nie odpuszczę tak tego. Spędziliśmy noc razem i po kłótni rozmawialiśmy bardzo długo na różne tematy niezwiązane z kłótnią, po czym nastąpił seks i wspólne zabawy seksualne, co mnie mocno zdziwiło, ale utwierdziło wtedy w fakcie, że dalej mnie chce. Oprócz tego całowaliśmy się, zdrabniał moje imię i mówił "misiu", spaliśmy cali wtuleni. Rano po obudzeniu wszystko dobrze i nagle patrzy w telefon i jego kuzynka dalej ciągnie sprawę Sylwestra i znowu się zaczęło... mówił, że wszystko go wykańcza, że od początku były z tym dniem problemy (miał mieć nockę w pracy tego dnia, jego rodzice koniecznie chcieli go u siebie na Sylwestra + jego kuzynka z chłopakiem, moja mama też robiła problem i on sam chciał spędzić go ze wszystkimi), że nie wie co zrobić ze mną, że nie wie czy da radę w pracy (ciągłe harowanie, zostawanie po godzinach, brak podwyżki mimo wcześniejszych zapowiedzi, mało czasu ma dla siebie i ma ruchome miejsce zamieszkania - raz jest w mieście na czas pracy a innym razem u rodziców poza miastem), do tego dochodzi sprawa z jego drugą pracą, którą wykonuje we własnym zakresie. Później podczas mojego pocieszania go polepszyło mu się i gdy miałam wychodzić to zerwał ze mną. Dostałam okropnego ataku paniki, nie mógł mnie uspokoić ani wyprowadzić z domu. Mimo bycia chłopakiem jest moim jedynym przyjacielem, dlatego tak mocno to na mnie zadziałało. Cały czas podkreślał mi, że dla niego to za dużo, że ma za dużo stresu, że nie wie co zrobić, żeby każdemu dogodzić, że zawsze będzie mnie wspierać i być blisko mnie, że mu zależy na mnie bardzo i że jest to trudne dla niego, że mogę na niego liczyć i ze wszystkim mi pomoże., płakał ciągle. Jest to dla mnie dziwne, bo święta spędziliśmy wspólnie i były świetne! Dostałam od niego złoty naszyjnik z sercem, nigdy mi nie dał takiego prezentu wcześniej, więc uznałam go za ważny. Przy moim ataku paniki zaczęłam mówić mu, że to niesprawiedliwe, że mu się polepszyło przez noc przy mnie (na co się zgodził, ale ostatecznie niby to do niego wróciło), mówiłam, że źle mnie potraktował i że to niesprawiedliwe itd., próbował mi wcisnąć bransoletkę, którą miał na ręku cały czas od naszej pierwszej randki (ostatecznie ubrał ją z powrotem). Gdy wracałam do domu to cały czas dzwonił i pisał do mnie żeby zapytać jak się czuję i czy nic mi nie jest. Od wczoraj regularnie piszemy ze sobą, miałam ostatecznie jechać do nich na Sylwestra, ale w nocy napisał mi, że myślał o tym i czuje się podle ze sobą, jest mu głupio z tym jak postąpił, czuje wstyd i wie, że nie mógłby się zachowywać po tym wszystkim naturalnie przy mnie w ten dzień i że ma wpływ na niego to co mówiłam o nim; czuje się złym człowiekiem i że nie zasługuje na jakiekolwiek dobro. Od dzisiaj piszemy bardzo normalnie i tak jak to robiliśmy dotychczas (oprócz czułości), odpisuje mi często i zagaduje, napisał, że zobaczymy się w tygodniu jak będzie mieć czas i nazwał mnie zdrobniale. W dodatku nie usunął żadnych rzeczy związanych ze mną na social mediach. Czy jest jakakolwiek możliwość, że pomimo zerwania nie przekreśla mnie i że będzie chciał na nowo być moim chłopakiem za jakiś czas? Warto się starać, czy czekać na jego krok? Z góry dziękuję bardzo za pomoc, źle mi z tym wszystkim i potrzebuję pomocy, bo nie potrafię nawet nic zjeść z powodu myślenia o tym.
  11. Witam wszystkie osoby na tym forum. Jestem tutaj nowa i potrzebuję pomocy odnośnie tego co się stało wczoraj. Otóż mój już były chłopak zerwał ze mną po 2,5 roku związku, bo uznał, że było mu za ciężko i był zły na mnie, bo sprawdziłam jego rozmowę z kuzynką odnośnie Sylwestra, bo nie zapytałam jego o to, czy mogę. Chodzi o to, że widziałam, że jest z nim coś nie tak, ale nie mówił mi tego, wolał kryć to w sobie i dowiedziałam się z ich rozmowy, że nie był zadowolony z tego, że spędza Sylwestra tylko ze mną. Chciał go spędzić i z kuzynką i ze mną, ja za nią nie przepadam, co wiedział doskonale oraz miałam powody dla których chciałam spędzić ten dzień z nim sam na sam u mnie w domu. Przedłużał temat Sylwestra i w końcu popłakałam się przez telefon i chciałam żeby mnie zrozumiał, zgodził się od razu i powiedział, że skoro tak mi będzie dobrze to to zrobi dla mnie. Od tego czasu był dość przybity i sprawdziłam jego rozmowę z kuzynką. Okazało się, że trochę mnie jej obgadał, że "się poryczałam i wymusiłam to na nim", co nie jest prawdą. Przyjechałam po niego po pracy i chciałam pogadać o tym. Dopiero wtedy wyjaśnił mi o co chodzi i dlaczego tak chciał, ale gdy już się dowiedział, że zobaczyłam rozmowę z nią to był zdecydowany, że zrywa ze mną (choruję na borderline, kiedyś mieliśmy bardzo ciężko w związku, bo byłam zaborcza, ale od ponad pół roku zaczęłam być najlepszą wersją siebie, stopniowo coraz więcej osiągałam z jego wsparciem). Zostałam u niego na noc, bo stwierdziłam, że nie odpuszczę tak tego. Spędziliśmy noc razem i po kłótni rozmawialiśmy bardzo długo na różne tematy niezwiązane z kłótnią, po czym nastąpił seks i wspólne zabawy seksualne, co mnie mocno zdziwiło, ale utwierdziło wtedy w fakcie, że dalej mnie chce. Oprócz tego całowaliśmy się, zdrabniał moje imię i mówił "misiu", spaliśmy cali wtuleni. Rano po obudzeniu wszystko dobrze i nagle patrzy w telefon i jego kuzynka dalej ciągnie sprawę Sylwestra i znowu się zaczęło... mówił, że wszystko go wykańcza, że od początku były z tym dniem problemy (miał mieć nockę w pracy tego dnia, jego rodzice koniecznie chcieli go u siebie na Sylwestra + jego kuzynka z chłopakiem, moja mama też robiła problem i on sam chciał spędzić go ze wszystkimi), że nie wie co zrobić ze mną, że nie wie czy da radę w pracy (ciągłe harowanie, zostawanie po godzinach, brak podwyżki mimo wcześniejszych zapowiedzi, mało czasu ma dla siebie i ma ruchome miejsce zamieszkania - raz jest w mieście na czas pracy a innym razem u rodziców poza miastem), do tego dochodzi sprawa z jego drugą pracą, którą wykonuje we własnym zakresie. Później podczas mojego pocieszania go polepszyło mu się i gdy miałam wychodzić to zerwał ze mną. Dostałam okropnego ataku paniki, nie mógł mnie uspokoić ani wyprowadzić z domu. Mimo bycia chłopakiem jest moim jedynym przyjacielem, dlatego tak mocno to na mnie zadziałało. Cały czas podkreślał mi, że dla niego to za dużo, że ma za dużo stresu, że nie wie co zrobić, żeby każdemu dogodzić, że zawsze będzie mnie wspierać i być blisko mnie, że mu zależy na mnie bardzo i że jest to trudne dla niego, że mogę na niego liczyć i ze wszystkim mi pomoże., płakał ciągle. Jest to dla mnie dziwne, bo święta spędziliśmy wspólnie i były świetne! Dostałam od niego złoty naszyjnik z sercem, nigdy mi nie dał takiego prezentu wcześniej, więc uznałam go za ważny. Przy moim ataku paniki zaczęłam mówić mu, że to niesprawiedliwe, że mu się polepszyło przez noc przy mnie (na co się zgodził, ale ostatecznie niby to do niego wróciło), mówiłam, że źle mnie potraktował i że to niesprawiedliwe itd., próbował mi wcisnąć bransoletkę, którą miał na ręku cały czas od naszej pierwszej randki (ostatecznie ubrał ją z powrotem). Gdy wracałam do domu to cały czas dzwonił i pisał do mnie żeby zapytać jak się czuję i czy nic mi nie jest. Od wczoraj regularnie piszemy ze sobą, miałam ostatecznie jechać do nich na Sylwestra, ale w nocy napisał mi, że myślał o tym i czuje się podle ze sobą, jest mu głupio z tym jak postąpił, czuje wstyd i wie, że nie mógłby się zachowywać po tym wszystkim naturalnie przy mnie w ten dzień i że ma wpływ na niego to co mówiłam o nim; czuje się złym człowiekiem i że nie zasługuje na jakiekolwiek dobro. Od dzisiaj piszemy bardzo normalnie i tak jak to robiliśmy dotychczas (oprócz czułości), odpisuje mi często i zagaduje, napisał, że zobaczymy się w tygodniu jak będzie mieć czas i nazwał mnie zdrobniale. W dodatku nie usunął żadnych rzeczy związanych ze mną na social mediach. Czy jest jakakolwiek możliwość, że pomimo zerwania nie przekreśla mnie i że będzie chciał na nowo być moim chłopakiem za jakiś czas? Warto się starać, czy czekać na jego krok? Z góry dziękuję bardzo za pomoc, źle mi z tym wszystkim i potrzebuję pomocy, bo nie potrafię nawet nic zjeść z powodu myślenia o tym.
  12. Miałem niedawno jakieś 2/3 miesiące temu, dla niektórych może być głupie lub śmieszne, byłem dłużny pieniądze jednemu znajomemu (teraz już go nie chcę znać) , akurat byłem już spłukany gdy do mnie przyszedł i wymyślił, że jak coś zrobię to da mi spokój i dał, ale musiałem iść do sąsiadki i powiedzieć jej, że mam problem wielki i się nie znam na tym za bardzo, że stoi mi od kilku godzin i nie wiek co mam zrobić i tylko tyle, spaliłem się ze wstydu, zaczęła się śmiać i powiedziała żebym zrobił ręką i tyle z temu było, teraz niedawno na wigilię do mnie skoczyła wysokim tonem, że mam się do niej wogóle nie odzywać. Moja żona o tym wie i powiedziała że jestem głupi ale nie jest zla. Ciągle dręczy mnie jakiś niepokój nie potrafię zebrać myśli tylko ciągle o tym myślę i nie wiem co zrobić sam ze sobą, jak słyszę że ktoś idzie po klatce to aż adrenalina mi skacze i nie wiem co poradzić.. Też nie chce żeby ktoś inny miał problemy przeze mnie, jedynie czego się nauczyłem to już nigdy więcej nie pożyczać pieniedzy.
  13. Dzień dobry, Z mężem staramy się o dziecko od ponad 2 lat Po drodze leczenie w klinice niepłodności Niewielkie problemy właściwie nie przeszkadzające w zajściu w ciążę Lekarze w mieście w którym mieszkam nie mają już pomysłu Mimo że wszystko jest w porządku proponują in vitro Problemem jest to że w ogóle nie radzę sobie z tym że nadal nie wychodzi.. Nie potrafię odpuścić i przestać wyliczać dni płodnych, mam pretensje do męża o to że nie miał ochoty na zbliżenie w danym dniu cyklu i mogliśmy stracić przez to kolejny miesiąc.. Próbuję sobie to jakoś tłumaczyć i odpuścić..ale to na marne Wyjeżdżaliśmy już w jakieś miejsca żeby się " zresetować " ale to także nie pomaga.. Jak widzę jakieś dziecko to łzy cisną się same do oczu.. Otaczają nas znajomi i rodzina którzy mają dzieci bądź zachodzą w ciążę.. a ja na starcie ich nienawidzę Nie potrafię na nich patrzeć normalnie.. mam pretensje o to że to właśnie im się udało.. a w głowie ciągle przewijają się słowa i myśli że ktoś jest w ciąży.. Często zamykam się w łazience i po prostu płaczę ze złości Jak w takiej sytuacji opuścić? Pragnąc dziecka całym serduchem nie mogę go nagle nie chcieć..nie wiem totalnie jak mam wyluzować..co zrobić by ta blokada w głowie ( przez którą być może się nie udaje ) zwolniła ? Z góry dziękuję za odpowiedź.
  14. Co mam zrobić żeby nauczyć panowac nad swoimi emocjami ,zmienić swoje zachowanie aby więcej nikogo nie krzywdzić
  15. Witam. Mam 43 lata. Samotna pracująca kobieta. W wolnym czasie jeżdże do chorej mamy ( po operacji kręgosłupa ) i babci po udarze. To jest mój wolny czas, którego już mam dość czasami, nie ukrywam. Rozmawiam o tym z matką, żeby wziąć kogoś do pomocy, aby przychodził chociaż do babci jej pomagać. Słyszę tylko babcia nie chce i tyle. W tym wszystkim muszę dbać o wiele spraw. Spotkała mnie straszna sytuacja. Bardzo zależało mi żeby mieć sprawne auto. Żeby to wszystko ogarnąć. Jezdziłam do mechanika, który zamiast naprawiać mi auto. Psuł mi je coraz bardziej. Sytuacja nie do opisania co ja przeżywałam. Na koniec sie wszystkiego wyparł. Odezwali sie do mnie w miedzyczasie handlarze samochodami, którzy powiedzieli mi, że i tak nic nie zrobię, bo to są układy z Policją. Zgłosiłam sprawę do Prokuratury i Policji. Wierzyć mi się nie chciało w to co się dzieje. Historia niczym z filmu. Bardzo szybko na przesłuchaniach wręcz kazano mi zrezygnować ze wszystkiego. Teksty typu : oni zapomną gdzie Pani mieszka. Zrezygnowałam. Od tej pory jestem nie tym człowiekiem. Wiem, że Ci ludzie potrafia zniszczyć człowieka. Zniszczyć mu życie. Boje się wychodzić z domu. W domu tylko leżę i nic nie robie. Myślę sobie a jak się coś stanie to sie zabije. Bo już mam tego wszystkiego dość. Straciłam kupę pieniędzy. A teraz jeszcze boje się żyć. Nic nie robię. Nic mnie nie cieszy. Chce umrzeć. Jedna wielka mafia. Myślałam, że jestem sama jednak okazało się, że nie tylko ja miałam taką sytuację. Nie umiem dojść do siebie.
  16. Mam zaburzenie lękowe . Jakoś żyłam z nim i funkcjonowałam . Dziś dopadł mnie atak paniki . Straciłam nadzieję że z tego wyjdę .
  17. Jestem osobą chorą na lęk uogólniony leczę się od 2 lat, przyjmowałem mnóstwo leków od rozpoczęcia mojej choroby mam jakby błyski w oczach i męty nie wiem co się dzieje a strasznie mnie to dobija, teraz dostałem lęk Citabax który to wszystko nasila a biorę go dopiero 5 dni... Boje się,że już nigdy nie będzie dobrze.
  18. Bardzo proszę o pomoc, poradę. Od 3 miesięcy wyprowadziłam się z facetem z którym jestem dwa lata za granicę, miało być fantastycznie bo w końcu zamieszkaliśmy razem i to jeszcze w obcym kraju. Niestety odkąd razem mieszkamy zachowuje się jak nie on, robi mi awantury gdy jakikolwiek facet w pracy powie mi dzień dobry, non stop na mnie krzyczy, wyzywa mnie, obwinia mnie za każdy jego problem w życiu. Szczerze mówiąc po tych trzech miesiącach jestem wykończona psychicznie, mam nerwicę. Nie jestem szczęśliwa, każdego dnia chce mi się płakać, ale nie mam jak od niego uciec. Jak mam się z nim rozstać? Co mam mu powiedzieć? Prosiłam go już żeby się zmienił, żeby przestał na mnie non stop krzyczeć, ale to się nie zmieni. Boje się ze jak się wyprowadzę zrobi mi awanturę albo krzywdę, nie chce też wrócić do kraju bo tutaj mam naprawdę fajną pracę ale nie mam po prostu jak sama zamieszkać a z nim wykończę się psychicznie.. boje się od niego wyprowadzić..
  19. Mam problem, czuje się okropnie Mieszkam ze swoją dziewczyną od roku. Mamy kota od 2 miesięcy, początku były ciężkie, ale już jest okej. Chciałam dosiąść się do dziewczyny, bo miałyśmy włączyć nową piosenki i obok leżał kot, wiec usiadłam tak po cichu i moja dziewczyna zaczęła gadać że jak kot śpi to siadam jak piórko, a tak to ją budzę i w ogóle. Usłyszałam, że: 1. Kot 2. Telefon 3. Ona. Nie odpowiedziałam nic na to, bo było to dla mbie niepoważne, ze porównuje sie Np. Z kotem. Od tamtej pory jest dziwnie. Niby dokończylysmy film, ale w ogóle nie patrzyła na mnie i odpowiadała słowem. Nie odzywała się, w ogóle nie chciała ze mną gadać, umyła się i poszła spać ze słuchawkami. Bardzo źle się z tym czułam, bo nie wiem co zrobiłam zle. Dzisiaj to samo, nic za bardzo nie mówiła, przytuliłam ja to mnie przytuliła, było czuć, że coś jest nie tak. Jak płakałam to spytała czemu płacze i jej powiedziałam ze zle się czuje i odwołałam psychologa to ona tylko „No to właśnie powinnaś pójść” i wyszła z domu na zajęcia. Jest oschła, jednym zdaniem odpowiadała, a jak jej powiedziałam na wyjście, że kocham to ona „m, dziękuje” …. Ponadto chce wyjechac gdzieś ze mną i zamiast wyjść z inicjatywą czy propozycją to tylko narzeka ze czuje się jak w klatce, a ja czuje jakby to była moja wina… Nigdy nie może ze mną porozmawiac na poważnie tylko zawsze rzuca jakieś teksty.
  20. Cześć Mam 18 lat i mam problem z bliskością, co do drugiego człowieka. Czuję się bardzo, ale to bardzo źle i niekomfortowo, jeśli ktoś jest przy mnie zbyt blisko. Nie byłam przez to w związku, każdego chłopaka odrzuciłam, mimo że w głębi duszy pragnę znaleźć drugą połówkę. Jestem pewna, że zranilabym taką osobę byciem "zimną" i bez uczuć. Jak mogę coś na to zaradzić?
  21. Dobry wieczór, Jestem uczniem trzeciego roku liceum. Na chwilę obecną jestem bezrobotny ze względu na to że skupiam się na maturze oraz nie jestem w żadnym związku. Unikam również bliższych relacji z ludźmi z mojego otoczenia. Od dłuższego czasu mam poważny problem z omamami. Otóż odnoszę wrażenie że robią się coraz bardziej bezczelne. Są pozornie małe i nic nie znaczące, lecz momentami stają się tak widoczne i uporczywe że zaczynam się martwić. Nie pierwszy raz jednak zdarzyło mi się w jednej minucie o nie bardzo się obawiać, tylko po to żeby w drugiej o nich całkowicie zapomnieć. To co sprowokowało mnie do opisania moich przeżyć na tym forum to sytuacja sprzed godziny. Przeglądałem internet i natknąłem się na pewien krótki filmik, który miał wyświetlane napisy otoczone czarnym tłem z ostrymi krawędziami. Jednak gdy po kilku minutach wróciłem do filmu napisy otoczone były białym tłem z zaokrąglonymi krawędziami. Odświeżyłem stronę kilka razy i otworzyłem filmik w innej karcie, ale spotkało mnie to samo białe tło. Mogę zapewnić że nie jest to w żaden sposób wina monitora oraz że podobne sytuacje miały już miejsce od dawien dawna. Czasami jest to dodawanie lub podmiana słów, które zmieniają całkowity kontekst zdania (np. z "fat" zrobiło się "fit"), innym razem jest to niepokojąco realistyczna halucynacja. Drugiego typu problemy zauważam częściej, zaczęły się one od widzenia kątem oka pełzających czarnych robaków, później już trochę większych kształtów, takich jak wąż czy ludzka sylwetka i momentami nawet przybrały kolor, gdy w biały dzień wyjrzałem przez okno i ujrzałem samochód moich rodziców wjeżdżających do garażu. Zorientowałem się że nie było tam owego samochodu dopiero jak moja babcia mi to uświadomiła. Powinienem też wspomnieć że nie jestem od niczego uzależniony. Nigdy nie paliłem papierosów, nigdy nie brałem narkotyków i nie nadużywam alkoholu, chodź przez krótki okres życia, gdy miałem 16/17 lat i gdy byłem bardziej społeczny sięgałem po niego żeby się lepiej poczuć. Przestałem jak pod jego wpływem krzyknąłem na babcię, po tym smak alkoholu przestał mi smakować. Większość omamów zawsze podpinałem do zmęczenia lub jakieś choroby (np. przeziębienia czy grypy), ale dzisiejszej sytuacji nie jestem w stanie tak usprawiedliwić. Czuję się wypoczęty i zdrowy, chodź w moim pokoju mogło być cieplej. Może to z tego powodu? Nie wiem, ale chyba powinienem zacząć notować tego typu przypadki w notesie, bo czuję się coraz mniej pewny tego co widzę. W ostatnim czasie sporo rzeczy sprawia że jestem zestresowany lub zwyczajnie niepewny mojego otoczenia. Przez długi czas nie byłem w stanie dokładnie określić co to może oznaczać ale podejrzewam że problemy mogą być ze sobą złączone. Podejrzewam że mogę doświadczać więcej omamów niż świadomie zauważam. Szczerze mówiąc nie wiem jak mam zareagować na te domysły, co mnie jeszcze bardziej martwi to fakt że mam te problemy od całkiem długiego czasu, boję się nawet że od dzieciństwa bo, mimo tego że praktycznie go nie pamiętam, to przypomina mi ono specyficzne uczucia niepewności. Ale to może również wynikać z postawy mojej matki, która miała tendencję do gaslightingu. Teraz bardzo rzadko kiedy próbuje mi wcisnąć "jej prawdę" bo zorientowała się że nie jestem już naiwnym dzieckiem, które łyka każde słowo dorosłych. Jednakże już wtedy miałem podobne problemy (np. gdy stałem na boisku szkolnym w wysokiej po kostki trawie zacząłem czuć jak chodzą po mnie robaki, lub innego razu jak wychodziłem gdzieś z rodzicami znikąd zacząłem czuć jakby gryzły mnie robaki w losowych miejscach ciała. Zaczęło mnie wszystko swędzieć do tego stopnia że nie mogłem przestać się drapać, nawet mimo tego że wiedziałem że w rzeczywistości żadne robaki po mnie nie chodzą) Jedną z ostatnich kwestii, którą czuję że muszę poruszyć to temat problemów ze snem. Teraz są gorsze niż kiedyś, gdyż czegokolwiek bym nie zrobił to nie potrafię zasnąć bez męczenia się w łóżku przez półtora lub dwie godziny oraz budzenia się zbyt wcześnie. Sporo osób mówi mi że przestawiłem sobie zegar biologiczny i nie twierdzę że w ich słowach nie ma racji, ale nawet jak ziewam, kończyny opadają mi ze zmęczenia, kręci mi się w głowie i mam trudności z utrzymaniem równowagi zwyczajnie nie potrafię zasnąć. To nie brzmi mi jak zwyczajne przestawienie sobie zegara biologicznego. Ostatnio zacząłem brać tabletki uspokajające i nasenne, i te w pewnej mierze mi pomogły ale wciąż mam trudności z zaśnięciem i utrzymaniem zamkniętych oczu. Ponadto jak byłem młodszy rodzice i brat czasami opowiadali mi o moich przygodach gdy lunatykowałem np. gdy pewnego razu nad ranem wziąłem ze sobą kołdrę i zszedłem z piętra do kuchni. Obudziłem się gdy poczułem gołymi stopami zimne kafelki i gdy usłyszałem jak moi rodzice się z czegoś śmiali. Było już widno za oknem ale znowu poszedłem spać, gdy się obudziłem moja matka stwierdziła że jestem głupi, tylko z tego powodu że lunatykowałem. Innym razem podobno zacząłem we śnie krzyczeć przekleństwa ale to wszystko czego się dowiedziałem od ojca. Nie wiem czy jest to ważne ale mam też problemy z nadmiernym bujaniem w chmurach. Spokojnie większość dnia spędzam na konstruowaniu kolejnych historii, światów i postaci. Może się to wydać normalne dla sporej części osób, dopóki nie zaznaczę, że tracę na tym ok 60-70% dnia oraz że przeszkadza mi to z życiem codziennym. Często nie robię rzeczy, których powinienem lub robię je na ostatnią chwilę albo z nie własnej woli "wyłączam się" i wchodzę w świat fantazji gdy np. powinienem słuchać na lekcji. Jeśli wciąż nie wydaje się to niczym niecodziennym to zakończę ten akapit małą ciekawostką z mojego życia. Przez 3 lata gimnazjum wymyśliłem ok. (o ile nie ponad) 80 odrębnych historii o tych samych postaciach w różnych światach i sytuacjach rodzinnych, majątkowych, psychicznych itp. i to nie licząc innych oryginalnych postaci i ich światów, które równolegle rozwijałem. W życiu kieruję się mottem "co z oczu to z serca" i niestety tak też obchodzę się z moimi problemami. Jeśli są znośne mogę je tolerować aż do momentu gdy dają o sobie znać, wtedy próbuję przez nie przebrnąć sam lub rzadziej szukam pomocy. Dawno przywykłem do codziennego zmęczenia, apatii i stresu że nie jestem tego dnia wystarczająco produktywny, ale ostatnio te odczucia znowu się zakradły na pierwszy plan i nie wydaje mi się żebym mógł od nich dłużej uciekać. Przepraszam za długi tekst ale czuję, że sporo rzeczy z mojego życia na siebie wpływa i niewspomnienie o nich może przeszkodzić w zrozumieniu stanu, w którym się znajduję. To też mówiąc sam nie jestem do końca pewny na jakim dokładnie gruncie stoję i co mi może dolegać, dlatego proszę o pomoc. Czy może to zwiastować coś poważnego? Co to może być? Czy mogę coś zrobić z omamami? Czy są to powody żeby pójść na terapię? (przypominam że jestem bezrobotnym uczniem liceum i wątpię żebym dostał pieniądze od rodziców na terapię, gdyż nawet jak chodziłem do psychologa mówili mi że to strata pieniędzy i że nic mi na nią nie dadzą)
  22. Jestem w klasie maturalnej, mam 18 lat. Mniej więcej od początku gimnazjum (jakieś 6 lat) mam problem z dziwnymi napadami stresu/lęku zwykle bez żadnej przyczyny. Serce bije mi szybciej, trudniej się oddycha. Zwykle dzieje się tak po lekcjach, kiedy jestem sama. Od jakiegoś czasu ten “stres” zaczął być na tyle mocny, że parę razy było mi ciężko ustać na nogach, nawet w sklepie. Czuję wtedy, jakbym chciała się rozpłakać, ale nie mogła. Czasem mam też wtedy wrażenie że stanie się coś złego: że jestem śmiertelnie chora, że ktoś bliski jest chory/umrze, albo że ktoś mnie napadnie, czy stanie się wypadek - to właśnie wtedy poczucie lęku jest najsilniejsze. Nie potrafię się wtedy uspokoić, zwykle czekam aż samo przejdzie, chociaż niekiedy nie mija w pełni i przez kilka, kilkanaście godzin nadal mam to uczucie lęku z tyłu głowy. Problemy kardiologiczne można raczej wykluczyć. Co to może być? Da się temu jakoś zaradzić? Ostatnio jest to bardzo męczące.
  23. Boje się sama siebie, swoich myśli, swoich zachowań... Ogólnie jestem osobą która jest stanowcza, rozumna, zadaniowa i twarda... mam męża którego kocham nad życie. Jesteśmy razem już ponad 11 lat. Teraz jesteśmy szczęśliwi, ale nie zawsze tak było. Mąż pochodzi z rodziny alkoholikow. Sam dużo pił, miał odebrane za to prawo jazdy, dużo mnie oszukiwał, chodził po różnych ludziach, mam nadzieję że mnie nie zdradził. Ja zawsze przy nim byłam, bardziej lub mniej wściekła, rozżalona, nie raz z chęcią odejścia ale na szczęście nigdy do tego nie doszło. Zawsze go wspierałam, w KAŻDEJ sytuacji jestem obok niego. Teraz ma już 35 lat więc mam nadzieję że najgorsze za nami, że "dorósł" w końcu. Mamy dwóch synów. Starszy lat 10, ma zdiagnozowane ADHD, wychowywanie go to jest jakaś kolejka górska. O ile nadpobudliwość ruchowa się uspokoiła, to nauka, koncentracją to jest jakaś masakra. Nie umie wiele rzeczy, nie pilnuje się i swoich obowiązków. Ciągle go trzeba pilnować, upominać, przypominać. Uczy się bardzo źle. Młodszy syn, w prawdzie całkiem inny od starszego ale na nieszczęście przykład bierze od niego właśnie. Bardzo często muszę go prosić żeby się tak nie zachowywał. Rodziny praktycznie nie mam. Jestem owocem zdrady małżeńskiej, mama po odejściu od swojego męża wychowywała mnie sama. ojciec biologiczny nigdy się mną nie interesował. Mam wprawdzie rodzeństwo ale tylko przyrodnie i dużo starsze wiec kontakt w zasadzie bardzo nikły. Oczywiście mam ciocie wujów kuzynostwo i innych ale nigdy nie byłam uwzględniana w czymkolwiek. Żadnych wesel, chrzcin, komunii. Nie byłam zapraszana. Znajomych też nie mam.Miałam koleżankę taką nawet dobra ale podejście do życia ma bardzo swobodne a ja nie mam czasu przy obowiązkach na wariacje. Nie pracuje nigdzie. moje problemy ze sobą zaczęły się już prawie 20 lat temu gdy w wieku 9 lat zostałam zgwałcona przez znajomego mamy. Komukolwiek powiedziałam o tym dopiero w wieku 15 lat. Dusiłam to w sobie aż odbiło mi się na zdrowiu fizycznym. Niejednokrotnie też byłam w różny sposób krzywdzona przez innych mężczyzn. Dotykana, całowana, traktowana jak worek. Zawsze sparaliżowana strachem po pierwszym razie także podejrzewam że to cud że nic mi się więcej nie stało. Dopiero gdy poznałam swojego obecnego męża poznałam co to zdrowy dotyk. Z nim nie mam problemu z niczym, jednak do tej pory przy obcych mężczyznach mnie paraliżuje. w tym momencie to wszystko chyba zaczyna się gotować pomału. Wymieszały się wszystkie nerwy, myśli, o mężu, o dzieciach i o tym co się kiedyś stało. Nie mam nikogo żeby się wygadać. Dzieci uznają mnie za złą matkę, bo od nich wymagam minimum obowiązku i grzeczności, matka potrafi śmiać się że mnie gdy jej opowiem o swoich problemach więc już wiele lat jak jej nic nie mówię. Z mężem też nie o wszystkim moge pogadać, wiadomo. czasem się samookaleczam. To trochę pomaga jak już jest naprawdę źle. Na co dzień staram się sobie radzić ze względu na wszystkich. Ale nie zawsze jest dobrze. Tak jak dziś. Znów jest dzień kiedy mnie łaskocze całe ciało od środka, nie chce mi się nic, a myśli mam milion ...
  24. Witajcie. Mam 27 lat. Jestem żoną i mamą.
  25. Jestem osobą,która chyba od zawsze zmaga się z depresją i stanami lękowymi. Dziecko nieleczonego DDA. Po śmierci mojego ojca w styczniu tego roku moje objawy nasiliły się. Napady płaczu przeplatają się z nieuzasadnionymi napadami złości. Miałam również myśli samobójcze oraz problemy ze snem. Nadmierne analizowanie każdej sytuacji nie pozwala mi normalnie funkcjonować. Nie umiem rozpoznawać intencji i emocji innych. Korzystałam już z usług psychologa, psychoterapeuty i psychiatry. Bralam również efektin. Przez krótki czas czułam się lepiej, niestety w tym momencie wszystkie problemy wracają. Niestety nie stać mnie na kontynuowanie poprzedniej terapii. Czuje się bezsilna, jestem załamana tym,że nie potrafię normalnie funkcjonować.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.