Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'stres'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 396 wyników

  1. Jestem młodą osobą, mam 21 lat. Jak miałam 3 lata zmarła moja babcia, z którą mieszkaliśmy. W wieku 4 lat stracił dziadka i wujka (tydzień po tygodniu), natomiast w wieku 7 lat straciłam tatę. Nigdy nie miał rozmowy z psychologiem, bo jak to moja mama ostatnio stwierdziła, byłam zbyt mała, żeby cokolwiek rozumieć, ale dokładnie wiedziałam, co się dzieje, najgorsza była szkoła podstawowa. Niestety, ale dzieci też potrafią być okrutne, przez całe 5 lat musiałam wysłuchiwać, że jestem gorsza, bo nie mam taty, a w dodatku moja siostra jest niepełnosprawna od urodzenia. 2 lata temu poznałam moją pierwszą miłość, która po pół roku zniknęła bez słowa pożegnania. Jak się okazało, moja mama rozmawiała z nim i powiedziała, że nie ma się do mnie zbliżać, żeby nie niszczyć mi życia. Od roku jestem, z którego chłopakiem znałam już bardzo długo. I czuję że to jest właśnie ten. Niestety on także nie podpasywał mojej mamie, bo jest zbyt niski. Bez względu jakby się starał, zawsze ocenia go negatywnie, przez co ciągle się z nią kłócę. Przez rok czasu, zanim zasypiam jestem zestresowana, bo nie wiem co będzie rano, natomiast rano przeciągam jak długo się da, żeby się z nią nie widzieć żeby tylko nie słuchać wyrzutów. Odkąd pamiętam ciągle jestem tzw. kozłem ofiarnym, jeżeli moje rodzeństwo coś źle zrobiło to ja musiałam wysłuchiwać co jest nie tak. Na nich rzadko podnosiła jak i nadal podnosi głos. Jeżeli mi się powinęła noga to muszę na to słuchać, ciągle padają różne wyzwiska. Ile można tego słuchać? Wczoraj już nie wytrzymałam i się wyprowadziłam (już wcześniej o tym myślałam, ale bałam się to zrobić). Dostałam wiadomości od mamy, że przeze mnie rozpadła się rodzina i ona nie ma po co już żyć. Napisała także że myślała, że zajmę się siostrą jak jej zabraknie, ale na mnie nie można liczyć. Starałam się z nią dogadać, ale to nic nie daje. Nie chce mnie słuchać tylko podnosi głos i mówi jak ma być, bo ona przeżyła już zbyt wiele, a ja nic nie wiem na temat życia. Najgorsze jest, że w tej sytuacji nie mam wsparcia wobec braci pisali, że powinnam przeprosić i wrócić do domu, bo tak wypada, bo to ja robię tylko problemy, że powinnam szanować mamę, bo wychowywała nas jak tylko potrafiła. Nie mam już siły i nie wiem co robić. Rano walczę ze sobą, żeby wstać do pracy, żeby udawać ze wszystko jest dobrze. Nie pamiętam, kiedy ostatnio zasnęłam normalnie, a nie ze zmęczenia od płaczu. Przez to, że płaczę przez pół nocy, budzę się niewyspana i nerwowa. Najbardziej cierpi na tym mój chłopak, bo to na nim wyładowuję moje emocje. Najlepszym rozwiązaniem dla wszystkich oprócz mnie, byłoby, gdybym zakończyła związek z obecnym chłopakiem. Ale czy mam uszczęśliwiać innych swoim kosztem? Nie wiem, co robić czy wrócić do domu, czy nie.
  2. Mam 22 lata. Od kilku miesięcy nieustannie myślę o tym co stało się kiedy miałam około 5 lat. Mój cioteczny brat, mający wtedy około 9 lat, zmuszał mnie do "seksu?". Nie wiem w sumie jak to nazwać. Mimo wszystko dziś się dogadujemy i traktujemy normalnie, jak rodzinę. Nigdy raczej nie miałam z tym problemów, raczej o tym nie myślałam a jeśli nawet, to po chwili wyrzucałam te myśli z głowy. Od kilku miesięcy nagle to się zmieniło. Zaczęłam myśleć o tym notorycznie, zagłębiać się w to i przeżywać bardzo mocno. Teraz wydaje mi się, że przez to co się stało można mnie uważać jako osobę zgwałconą, co doprowadza mnie do paniki. Ale czy 9-cio letnie dziecko może kogoś zgwałcić? Czy ono wie wgl co to znaczy? Dziś czuje się okropnie, wydaje mi się że jestem jakaś wybrakowana, inna, zepsuta i tak jakbym miała być już taka do końca życia. Do tego dochodzi mój chłopak z którym jestem od 6 lat. Nigdy mu o tym nie mówiłam, bo po prostu o tym nie myślałam i nie przywiązywałam do tego jakiejś wielkiej wagi. Dziś nie wiem co mam zrobić. Z jednej strony czuje jakbym miała obowiązek mu o tym powiedzieć, aby on miał świadomość, że jest w związku z taką WYBRAKOWANĄ osobą, ale z drugiej strony nie chce mu o tym mówić ze względu na siebie na to jak potem możliwe, że będzie na mnie patrzył i ze wzgledu na relacje jego z moim bratem, które teraz są dobre. Jak poradzić sobie z tym problemem? Czy faktycznie zostałam zgwałcona? Jak mam przestać myśleć o sobie jako o dziewczynie która została pozbawiona "czystości" i czuje się wybrakowana. I czy jest sens mówić o tym chłopakowi? Tak bardzo nie chce już o tym myśleć i się w to zagłębiać.
  3. Witam, Jestem mężczyzną mam 22 lata i od dłuższego czasu jestem w szczęśliwym związku z innym mężczyzną. Niestety, sytuacja związana z koronawirusem negatywnie wpływała na moją psychikę i w końcu coś we mnie pękło i powiedziałem rodzicom o swojej orientacji (pragnę zaznaczyć, że wciąż mieszkam z nimi). Niestety, nie przyjęli tego dobrze, a wręcz bardzo źle. Matka cały czas płacze. Ojciec skomentował to słowami "zastanów się i przemyśl to, że życie bez założenia rodziny nie będzie szczęsliwe, ze nigdy nie będę szczęśliwy w takim związku, że przecież jak się chce to można się zakochać w kimkolwiek, że mi przejdzie, że nigdy się wnuków nie doczekają" Jak powiedziałem matce, że to chyba nie zmienia faktu, że wciąż jestem jej synem, i nie zmienia tego jakim człowiekiem jestem, to wykrzyczała mi, że syna rodzi i chowa się po to, żeby założył normalną rodzinę, że poświęciła mi wszystko a ja jej mówię takie coś, że ona i ojciec wierzą, że jestem pogubiony i mi przejdzie. Z jednej strony nie chcę ich ranić, i boję się o ich zdrowie psychicznie, a z drugiej mam dość życia w kłamstwie i pod ich dyktando, pragnę mieć własne życie, a ciągle czułem się, jakbym wypełniał ich plan na idealnego syna, bałem się im postawić, i wciąż boje się jasno im powiedzieć, że jestem gejem kocham mojego chłopaka i nic tego nie zmieni. Jeżeli nie zmienią swojego podejścia, obawiam się, że niestety będę musiał urwać z nimi kontakt i się wyprowadzić, bo psychicznie przestaję sobie dawać z tym wszystkim radę, boję się, że popadnę w depresję albo będzie jeszcze gorzej. Bardzo proszę o jakąś poradę, bo nie wiem już co robić, boję się nawet z pokoju wyjść, boję się wszystkiego w chwili obecnej. Pragnę dodać, że o swojej orientacji powiedzialem im wczoraj.
  4. Nie umiem sobie poradzić. Jestem młoda osoba, mam dopiero 25 lat, od ponad 3 lat pracuje w zawodzie, ale chyba stawiam sobie duże wymagania. Mąż nie goni za kariera tak jak ja, zatrzymał się na etapie bez matury, więc pewnie nie rozumie moich problemow. Skończyłam studia, dostałam pracę w zawodzie, jeszcze na studiach (przez wgląd rodzica..., jak każdy inny w tej firmie praktycznie), jestem po ślubie (z małymi potyczkami przed, ale teraz to nie ważne), własne mieszkanie, kolejne studia żeby zdobyc upragnione uprawnienia zawodowe. I wszystko stanęło w miejscu. Głównie też przez obecna sytuacje z pandemia. Moja firma pracuje, połowa załogi uciekła na opiekę, czyzby rzetelny pracownik? Po prostu nie umiem zostawic kogoś na lodzie. Mysle, że jestem lojalna. Moja praca przestala mi dawać taka satysfakcję jaka bym chciała, słabe zarobki, przenieśli mnie do innego działu, bez kontaktu z pracownikiem, ale przejelam obowiazki po kimś, z kim się nie dogaduje. Głównie to mnie dotyka, działa na stres i dlatego chciałabym iść gdzie indziej, ponieważ ta osoba dodatkowo szykowana jest na stołek dyrektora (żeby przejac pracę po tacie). Pracy szukam od roku, czegoś co spełni moje oczekiwania, miałam ostatnio rozmowę i czekałam na odp zwrotną- nie udało się, i to był ten moment załamania- nie umiem nic znaleźć, nikt mnie nie chce, jestem beznadziejna, a oferta była super, w moim obszarze w którym mam obecne doświadczenie, dobry dojazd do pracy, już widziałam siebie 1 dzień w pracy. Problemy z zajściem w ciążę też były, jestem na antykoncepcji jak narazie, ze wskazań lekarza, po której nie mam ochoty na żadne zblizenia i czas żeby odstawic i spróbować się postarać - też nie sprzyja. Nauka do egzaminu na upragnione uprawnienia, po tej odmowie już mi wszystkie emocje opadły. Egzaminy są przekładane ze względu na sytuacje, nie wiadomo kiedy się odbędą. Uciekła ze mnie cała motywacja, zmiana pracy na lepszą stała się niemożliwa, w obecnej nie mam satysfakcjonujacych zarobków i złe poczucie psychiczne z osobą z którą muszę współpracować, moje pozytywne nastawienie do uprawnień i założenie własnej firmy, totalnie ze mnie wyparowalo, a dziecko, przystopowaloby karierę i na dzień dzisiejszy nie zalecają tez planowania rodziny. Po prostu nie wiem co robić. Owszem awans w pracy z pół roku temu (ale mało kto ma dobre zarobki tam), nie mogę znaleźć nic innego i jak się trafiła super oferta i po negatywnej odpowiedzi (wcześniej od innych też były negatywne odp, albo sama zrezygnowałam z ofert ze względu na oferowane warunki, które były gorsze od tych co mam) trafilam na dół młody wiek też pewnie nie sprzyja przy szukaniu lepszych warunków i moje duże ambicje też nie, i chęć nauczenia się czegoś nowego jeśli byłaby taka potrzebna w zamian za fajne warunki, chyba nikt tego nie dostrzega. już brak mi checi i motywacji, po prostu jestem do niczego, tyle nauki i staran, nie zostały docenione w obecnej firmie, znaleźć nic innego nie umiem, zły czas na dziecko, zmiana miejsca zamieszkania na większe miasto z większymi możliwościami też odpada plus brak kontaktów intymnych, przez tabletki, na nic nie mam ochoty. Nie mam pojęcia, co dalej robić?
  5. Witam, mam na imię Adam, mam 29 lat. Od dłuższego czasu mam problem natury intymnej. Mianowicie mam problem ze wzwodem i ogólnie z chęcią na seks. Nawet rano jest z tym problem. Moja partnerka jest zirytowana, ja już zrezygnowany. Jesteśmy ze sobą rok, a raptem kilka razy to robiliśmy. Z poprzednią parterką miałem ten sam kłopot. Na samą myśl o seksie, zbliżeniu mam złe nastawienie, bo traktuję to jako rzecz, którą trzeba zrobić a nie przyjemność Może mieć to związek z niską samooceną (mój ojciec jest alkoholikiem), nadużywaniem wcześniej filmów pornograficznych, nadużywaniem masturbacji. Jestem też bardzo aktywny fizycznie (codzienne bieganie, siłownia). Niestety, gdy rozmawiamy z partnerką na ten temat to bardziej przypomina monolog z jej strony, bo sam szybko się denerwuję i dołuje (myślę o tym jaki to jestem beznadziejny, że nie potrafię jej dać tego czego potrzebuje i że zaraz mnie zostawi). Byłem na wizycie u urologa, który zlecił mi szereg badań związanych z tym problemem i wyniki były w normie. Kompletnie nie wiem co mam w tej sytuacji robić, bo z każdym dniem czuję się coraz bardziej bezużyteczny, a co za tym idzie problem się powiększa Ta sfera mocno odbija się na moim życiu, dlatego proszę o pomoc... Pozdrawiam
  6. Dzień dobry, mam 23 lata i jestem studentką. Jestem osoba raczej zdrową, choruje raz może dwa razy do roku, chyba jak każdy. Przez ostatni miesiąc miewam niepokojące objawy. Zaczęło się od niestrawności, następnie były duszności. Czułam się jakby ktoś siedział na mojej klatce piersiowej. Szybkie bicie serca towarzyszyło mi głównie przez pierwsze 2 tygodnie. Obecnie jest ono raczej ok. W związku z obecna sytuacja epidemiologiczna jestem w ciągłym leku. Przyglądam się swojemu ciału i wynajduje coraz to nowsze dolegliwości. Począwszy od raka po stwardnienie rozsiane.okolo tydzień temu zaczęły bolec mnie kości w obu rękach, pierwsza myśl to oczywiście rak kości. Zaczęłam o tym czytać i weryfikować każdy najmniejszy symptom. Moje obawy potęguje uczucie drętwienia lewej strony ciała, które pojawiło się w następstwie bólu. Jest to głównie ręka, choć czasem miewam także takie uczucie w nodze. Moje sprawności motoryczne nie zmieniły się, jednak mam wrażenie jakby moja lewa ręka była wykonana z waty i nie należała do mnie. Pojawił się u mnie tez kaszel, który jest sporadyczny i nie towarzyszy mi podczas mówienia. Nie miewam zadyszki podczas wykonywania codziennych czynności, moja saturacja jest w granicy 98/99. W sytuacjach stresujących na uczelni odczuwam suchość w gardle i nadmierna potliwość. Dodatkowo nie miałam zbyt szczęśliwego dzieciństwa, ojciec był alkoholikiem i często wszczynał awantury. Zdaje sobie sprawę, ze powinnam udać się do lekarza, jednak sytuacja związana z koronawirusem nie przemawia na korzyść udania się do przychodni na badani krwi. Chciałabym się dowiedzieć, czy jest to możliwe, że to nerwica? Czytałam o tym w internecie i większość objawów pokrywa się z moimi. Sama nie umiem sobie wytłumaczyć, że to wszystko siedzi w mojej głowie i ze powinnam przestać się tak roztkliwiaj nad każda błahostka. Wciąż podświadomie sprawdzam czy lewa ręka działa sprawnie. Należę, do osób, które są spokojniejsze, jeżeli usłyszą opinie od osoby doświadczonej. Chciałabym także w miarę możliwości prosić o jakieś techniki relaksacyjne.
  7. Jestem uczennicą w wieku 18 lat. Problem pojawił się w zeszłym tygodniu. Nie mam siły zwlec się z łóżka, ani jeść. Cały czas placzę, nawet jesli nie ma powodu to chce mi sie plakac. Gdyby nie mama, która mnie trzyma przy zyciu, bo wiem jak rozpaczałaby po mojej smierci, juz dawno bym się zwinęła z tego świata. Nie chce mi się przechodzić tego wszystkiego, slyszec tych okropnych wiadomosci z mediow. Jest mi bardzo ciężko.
  8. Od zawsze bałam się klaunów .. ale z roku na rok coraz bardziej.. boję się ich do takiego stopnia że ja widzę któregoś w cyrku gdy ja przechodzę obok.. odrazu mnie paraliżuje i zaczynam niemiarowo głośno oddychać .. i w głowie mam jedno zdanie " nie podchodź , błagam nie podchodź " .. i odzyskuje sprawność ruchową i mówiącą w momęcie w którym znika mi z oczu.. na serio panicznie się ich boję .. co to może oznaczać i co mogę z tym zrobić ?
  9. Witam, Na wstępie krótko o mnie. Mam siedemnascie lat( wiem że forum jest od 18 lat lecz proszę nie usuwać mojego posta ani profilu, proszę to dla mnie bardzo ważne), od niecałego roku diagnozuję u siebie derealizację, nie wiem, nie jestem pewny, nie jestem lekarzem. Często mam stan odrealnienia, niepełnej świadomości. Jest to wrażenie jakbym oglądał film z mojego życia a nie jakbym żył. Wszystko wydaje się bez sensu, towarzyszy mi uczucie niepokoju, lęku i strachu. Stany nastały wraz z zakończeniem zeszłorocznych wakacji, stres związany z nową szkołą (liceum). W październiku straciliśmy razem z ukochaną dziewictwo, czym początkowo się stresowałem i miałem różne irracjonalne obawy, że się coś popsuje w naszym związku gdy zaczniemy uprawiać seks lecz wręcz przeciwnie. Od tamtego czasu również niesamowicie się stresowałem i bałem miesięcznego wyjazdu mojej dziewczyny, który odbył się w lutym. Cel wyjazdu jeszcze bardziej potęgował mój strach, moja dziewczyna (16 lat) wyjechała sama do Grecji do pracy. Jest modelką a ja mam złe nastawienie do modelingu, dowiedziałem się po wspólnej rozmowie ,że ona również uważa tak samo jak ja i wraz z zakończeniem kontraktu (sierpień- jej siedemnaste urodziny) rezygnuje z tej pracy. Byłem na jednej wizycie u psychiatry. Zleciła mi badanie EEG którego wyniki będę miał prawdopodobnie jutro. Na kolejne spotkanie miałem przyjść wraz z wynikami. Od paru tygodni mam problemy z oddechem, mianowicie nie jestem zdolny do wzięcia pełnego oddechu plus do tego dochodzą trudności z ziewaniem i częste ziewanie (problemy z ziewaniem mam odkąd pamiętam. Muszę się bardzo skupić ,a że jestem strasznym sensorykiem, przy ziewaniu muszę mieć pewność że nikt nie dotknie moich stóp. wiem że to głupie ale mam tak). Czytałem że może to być nerwica. Jak się stresuję często moje nogi "latają", drżą. Po tym miesięcznym wyjeździe mojej dziewczyny widzieliśmy się zaledwie 4 razy i nagle jak grom z jasnego nieba przyszła epidemia. A myślałem że luty to było piekło, nie wiedziałem co nas jeszcze czeka. Już luty zniosłem z trudem. Moja dziewczyna jest ze mną i mnie wspiera i wie o moich dolegliwościach. Przytłacza mnie też obecna sytuacja na świecie i to iż nauczyciele zadają irracjonalne zadania i nie dość że musimy sami opracowywać nieznane nam tematy to mamy zadawane zadania DO DOMU. To są właśnie moje problemy z którymi jest mi trudno się zmagać. Szukam pomocy na tym forum.
  10. Witam wszystkich. Bardzo długo zbierałam się do tego, żeby tutaj napisać i gdyby nie pomoc przyjaciółki pewnie nigdy bym się na to nie odważyła . Od 5 lat jestem w związku z mężem, a od 4 lat jesteśmy małżeństwem oraz mamy prawie 4 letniego synka. Z mężem poznałam się w pracy za granicą i od razu wpadliśmy sobie w oko i już po 2 miesiącach zaczęliśmy ,,być razem,, . Po około 5 miesiącach od znajomości okazało się że muszę zajść w ciążę, ponieważ za jakiś czas nie będę mogła mieć dzieci. To był dla mnie szok , ale ku mojemu zdziwieniu mój wtedy jeszcze chłopak oznajmił że chcę mieć ze mną to dziecko,że zawsze marzył o rodzinie itp ja nie chciałam się zgodzić na to ale on tak napierał , że pomyślałam sobie,,OK teraz albo nigdy,, . Zaczęliśmy starania i udało się od razu a po 3 miesiącach byliśmy już po ślubie. Od razu przenieśliśmy się w jego rodzinne strony z dala od mojej rodziny i zamieszkaliśmy z jego rodzicami. Wszystko układało się na prawdę bardzo dobrze. Niestety pod koniec ciąży okazało się ,że synek ma pewne wady układu moczowego i że urodzi się chory. To był szok. 3 tyg przed porodem przeleżałam w szpitalu...po urodzeniu synka spędziłam tydzień w domu a następnie miesiąc w szpitalu, później 2 tyg w domu i kolejne 3 tyg w szpitalu i tak praktycznie przez rok czasu ...W pewnym momencie zaczęłam zauważać że zaczynamy się z mężem od siebie oddalać, nie okazywał mi już takich czułości, nigdy tak na prawdę nie usłyszałam od niego żadnego komplementu ani miłego slowa.. wszystko tak na prawdę było,, na sucho,, . Mąż pracował/pracuje jako kierowca w rodzinnej firmie , od rana do wieczora nie było go w domu więc czasu ze sobą spedzaliśmy na prawde mało , ale gdy już wracał to zapytal ,,co tam?,, i to w sumie byl by koniec . Jak ja próbowałam z nim rozmawiać to był albo zmęczony, albo zajęty albo nie miał ochoty gadać.Gdy przychodziły weekendy to też mąż nie miał dla mnie czasu, bo coś robił na dworze u rodziców albo grzebał przy tirach, a gdy przychodziła upragniona niedziela gdzie zawsze myślałam że spedzimy chodziaz troche czasu razem, mąż spał do południa gdzie ja zajmowałam się dzieckiem od rana,gdy wstawał dał ,,cmoka,,zjadl śniadanie,pobawil sie chwile z synkiem i szykował się na mecz,a gdy już wracał z meczu był zmeczony lub poświęcił nam godzinke czasu i grał w gry na xboxie . I tak wyglądało nasze spedzanie czasu razem. Często z nim o tym rozmawiałam, płakałam że jest mi ciężko, brakuje mi czułości, miłego słowa i że czuję się przy nim jak przy bracie lub lokatorze. Obiecywał że się zmieni ale ta zmiana była na chwilę.. po 2 latach od narodzin synka, przeprowadziliśmy się na swoje mieszkanie do małego miasteczka i miałam nadzieję że coś się wreszcie ruszy że zaczniemy spędzać czas raz , ale zamiast lepiej było tylko gorzej ... brakowało nam wspólnych tematów do rozmowy, jedyny temat to dziecko,jego praca lub piłka nożna. Po miesiącu mieszkania w nowym miejscu pojechalam z synkiem w swoje rodzinne strony odwiedzić bliskich z rodziny i przyjaciół . Byłam bardzo szczęśliwa,ponieważ z mężem nie mamy tutaj wspólnych znajomych,nikogo nie odwiedzamy ani nikt nie odwiedza nas oprócz jego rodziców i moich raz na pół roku,ponieważ pracują za granicą...cieszyłam się jak małe dziecko.. w rodzinnych stronach spotkałam swoją pierwszą miłość, zaczęliśmy rozmawiać,wspominać dawne czasy, przez pare dni widywalismy się u wspólnych znajomych i w pewnym momencie doszło do romansu miedzy mną a nim .. strasznie ciężko mi teraz o tym pisać,ponieważ do tej pory przeżywam to jak mogłam się dać ponieść emocją i być taka głupia, ale gdy tylko wróciłam do męża przyznałam się do wszystkiego i chciałam odejść. Jednak on mi na to nie pozwolił .. powiedział że mi wybacza że inny by tego nie zrobil ale on nie jest jak wszyscy ... po tym czasie staraliśmy się to wszystko odbudować(przynajmniej na początku mi się tak wydawało) ..Ciągle czułam do siebie obrzydzenie i nadal zresztą czuję po tym co zrobiłam , obwiniałam się za wszystko i dusiłam te wszystkie emocje w sobie. Po półtorej roku od ,,tam tej sytuacji,, powiedziałam o wszystkim mojej mamie i przyjaciółce bo już nie dawałam rady dusić tego w sobie .. Mąż na każdym kroku przypominał mi romans bądź obwiniał mnie za wszystko co się dzieję, za to że dziecko chore , za to że nie ma ochoty mnie przytulić,pocałować okazać uczuć wszystko owijał o daną sytuację.. wytykał mi wszystko co robiłam źle.. czegoś nie zdarzyłam posprzątać, wytykał mi to palcem,potrafił mnie zawołać i powiedzieć,,zobacz co to jest , te 3 plamki na podłodze widzę już od 2 dni,, a ja że,,sok się dziecku musiał wylać i że nie zauważyłam a nie jestem wstanie wszystkiego na raz też porobić bo nie jestem robotem,,(przypomne że mamy chore dziecko,które wymaga podawania leków,pilnowania żeby nie dostało zakażenia,ponieważ z tego powodu leżałam już z nim 16 razy w szpitalu,miał 5 narkoz a rok temu podejrzenie sepsy,które całe szczęście się nie potwierdziło) a gdy do tego dodałam,,dlaczego nie posprzątasz tego sam skoro widzisz że są plamki tylko mnie wołasz i palcem pokazujesz,, to usłyszałam,,ja nie będę tego ruszał bo nie wiem co to jest,, ... takich oczywiście przykładów bym mogła tutaj wymieniać mase .. do tego ciągle słyszę że nie ma pieniędzy gdzie mąż w lutym na obstawianie meczy przewalił 1000 zł gdzie jak się tylko odezwałam to obrócił kota ogonem że chciał dorobić bo nie ma kasy a ja się tylko czepiam..Jest mi bardzo przykro ponieważ nie czuję się ani kochana ani szanowana w tym związku ale też wiem że głównie ze swojej winy ,po tym co zrobiłam. Mąż nawet się nie chce ze mną kochać,nie raz szykowałam siebie i cały pokój bo wiedziałam że wróci zaraz do domu a on gdy tylko otworzył drzwi od pokoju to powiedział,,daj mi spokój idę oglądać mecz,, a ja płakałam bo czułam się jak śmieć,a on nawer nic sobie z mojego płaczu nie robil tylko mi mówił,,dlaczego ty płaczesz, nie masz powodu,powiedziałem tylko prawdę a za prawdę nie będę przepraszał,,. Oczywiście mąż ma też przybłyski normalnego zachowania do mnie. Ostatnio na 4 rocznicę ślubu naszykowałam dla niego prezent ale on niestety nie miał nic, nawet uśmiechu w moją stronę, myślę sobie ok trudno , ale za chwilę był dzień kobiet i zrobił się taki kochany nie do poznania , kupil mi kwiaty,zamówił jedzenie do domu itd i takie właśnie przybłyski ma raz w miesiącu mniej więcej które trwają dzień lub dwa . Ale niestety wieczorem już się wszystko zepsuło ponieważ powiedziałam że za jakiś czas chce pojechać do rodziny z dzieckiem ponieważ nie byłam już tam 2 lata .. Mąż stwierdził że mi samochodu nie da mogę jechać pociagiem(350km). Zadzwoniłam do mamy i wtedy jej o wszystkim opowiedziałam bo już nie dawałam rady , mama powiedziała że przyjedzie po mnie pociągiem i razem pojedziemy , ale jak jemu o tym powiedziałam stwierdził że on nie chce żebym gdzie kolwiek jechała itp. I męczył mnie tak kilka dni aż nie zmieniłam zdania a jak je zmieniłam to od nowa był kochany na chwilę..a ostatnio stwierdził żebyśmy wzięli rozwód, a za 3 godziny dzwonił i się pytał czy nie chce jechać do jego rodziców na kawe . Moja mama i przyjaciółka uważają że tkwię w toksycznym zwiazku który mnie wyniszcza w każdy możliwy sposób,że zawsze biorę o wszystko wine na siebie bo wdałam się w romans, że tak nie powinno być zwłaszcza że mąż nie robi nic w tym kierunku żeby było miedzy nami dobrze. I teraz takie moje pytanie , czy uważacie że to faktycznie jest toksyczny związek? Próbuje się zebrać i złożyć pozew rozwodowy bo przez te nerwy już nie wiem co jest dobre a co złe , ciągle myślę że mogłam coś zrobić lepiej,bardziej się postarać. Nawet jak mąż nie ma ochoty spędzać czasu z synem to ja siebie za to obwiniam bo gdyby nie tam te wydarzenie sprzed 2 lat to nie doszło by do tego...proszę o jakieś szczere porady i spojrzenie na tą sytuację,,z boku,, . Dziękuję i pozdrawiam
  11. Cześć. Jestem mężczyzną w wieku 37 lat. Od kilku miesięcy borykam się ze stanami lękowymi. Niestety z tego co sam jestem w stanie zaobserwować to cały czas następuje progresja. Dobrnąłem do miejsca, z którego już sam nie potrafię się wydostać.Tyle wstępu, teraz do rzeczy. 2 lata temu zmarła moja mama. Nagle, w domu. Kilka miesięcy temu zaobserwowałem, że zaczynam się zbytnio stresowac swoim zdrowiem. Zaczęło się od zmian skórnych.Wizyty u dermatologa.Wszystko ok. We wrześniu zacząłem odczuwać różne dolegliwości w jamie brzusznej. Od września "bolały mnie wszystkie narządy". Miałem robione usg, morfologie, TK, gastroskopię, kolonoskopię.Wszystko w normie.Przez ten okres jednak im więcej myślałem o tym, że mnie boli tym bardziej bolało. Zamknięte koło. Byłem na kilku wizytach u psychologa (bez rezultatu). W połowie stycznia po kolonoskopii zeszło ze mnie ciśnienie.Wszystko ok.W ciagu kilku dni przestało wszystko boleć. Wróciło po miesiącu.Kilka stresujących dni w pracy, do tego problemy z kręgosłupem ( tu faktycznie potwierdzone mam wynikami MR dyskopatię lędźwiową i piersiową.). Wcześniej nigdy mnie to akurat nie "stresowalo" Od 2 tygodni boli mnie kręgosłup plus klatka piersiowa (lewy łuk żebrowy plus górna część klatki - czyli miejsca gdzie są problemy z dyskiem). Ciągły ucisk, ból przy wdechu.Niby wiem, że to problem z kręgosłupem i problem psychiczny ale notorycznie się zamartwiam czy aby tylko.Czy np czegoś nie ma w płucach itd.I tak od kilku miesięcy. Typowa cancerofobia. Wszechobecny lęk przed zachorowaniem, ciągłe myśli o tym że coś boli.Kiedyś pomagałem w różnych zbiórkachna leczenie chorych. Dziś usunąłem konto ja Facebooku.Przestalem obserwować osoby, które zmagały się z różnymi chorobi. Kiedy ktoś w moim otoczeniu zaczyna rozmawiać o zdrowiu, chorobach zaczynam się stresować, uciekam od tego tematu. I najgorsze: notoryczne wyszukiwanie objawów w internecie.Mam świadomość tego, że to największy problem. Na dziś ta nerwica nie daje mi normalnie żyć.Rzeczy, które sprawiały mi przyjemność, teraz są mi obojętne.Trudno mi skupić się na swoich obowoązkach. Dziś umówiłem się na wizytę u psychiatry.Termin za miesiąc. Proszę o pomoc.
  12. Cześć, jestem 21- letnia kobietą i mam ogromny problem z samą sobą. Jestem świadoma tego z czym mam problem i staram się go rozwiązać ale nie potrafię już sama się z tym uporać Głównie chodzi o mój wygląd i charakter. Nigdy nie miałam prblemu z otyłością choć zawsze uważałam że jestem za gruba. Cięzko jest mi to wytłumaczyć bo z jednej strony jestem świadoma tego że nie jestem gruba, kilka osób mówiło mi ze chciałoby wyglądać jak ja, mój chłopak mówi że jestem cudowna, świetnie wyglądam itp, mimo to ja nie potrafię jakoś tego przyjąc, oczywiście miło mi się robi jak slyszę coś takiego. Podbudowuje mnie no ale niestety nie na długo Po prosu mam w głowie pewnien ideał swojej osoby jak powinnam wyglądać i wgl i staram się dążyć do tego, ale szybko też się zniechęcam kiedy przychodzą mi te straszne myśli o sobie. Cięzko jest mi zaufac komukolwiek. Czuję się ciąglr oszukiwana, wykorzytsywana. Często też mam w głowie jaka to jestem głupia, naiwna, nikt n=mnie nie chce a co najgorsze pojawiały się też mysli zeby po prostu zniknąc z tego świata. Bo nie widzę juz innego rozwiązania w takich chwilch gdy sobie nie radzę . Walczę z tym ale przez to nie mogę normalnie funkcjonowac, ciągle mam też myśli ze nie podobam się swojemu chłopakowi, co wiąże się z tym ze wyobrażam sobie ze mnie zdradza bo nie jestem dośc dobra dla niego i to bardzo boli. KIlka tygodni temu uświaodmiłam sobie że po prostu się nanawidzę za to jaka jestem, jak sie zachowuję, w jaki sposób myśle. Nie umiem już zachować spokoju. Na wszystkie przyrości reaguje płaczem bo czuję się już tak bezsilna... nie wiem co mam zroić zeby w koncu zaakceptowac siebie i poczuć się w kncu lepiej, pizbyć się wsyztskich kompleksów i uwierzyć w to że mogę osiągnąc wiele. Nie mogę już sama z tym walczyć dlatego proszę o pomoc.
  13. Podcast na temat radzenia sobie w trakcie pandemii koronawirusa.
  14. Witam serdecznie, Jestem fizjoterapeutą zajmującym się szeroko pojętymi problemami związanymi z funkcjonowaniem mięśni krocza, potocznie nazywanymi mięśniami Kegla. Sporo osób zgłasza się do mnie z bólem rejonu kości ogonowej. W związku z tym że z powodu epidemii nie chodzę do pracy mam dużo czasu wolnego, chętnie porozmawiam z Wami – może uda się wspólnie odnaleźć właściwą drogę leczenia waszych objawów. Oprócz pracy w warunkach gabinetowych, jedną z części mojej pracy jest edukacja prozdrowotna pacjentów. Postaram się zatem w prosty sposób przybliżyć początkowo jedno z dolegliwości z jakimi spotykam się w swojej pracy: Coccygodynia (ból okolicy kości guzicznej) – jeśli nie jest wywołany urazem to w dużej mierze związany z napięciem mięśniowym – spazmem mięśni krocza. Kość guziczna jest jednym z głównych miejsc zawieszeń mięśni dna miednicy. Tak więc moich pacjentów bolą napięte mięśnie krocza ale odczucie jest jakby bolała kość. Jeśli nie weżnie się pod uwagę mięśni jako przyczyny bólu to można dojść do wniosku, że należałoby ta kość usunąć i to rozwiąże problemy Ból okolicy kości guzicznej ma ścisły związek z niezrównoważonymi napięciami mięśni w jej okolicy. Idąc tym tropem propozycja usunięcia kości guzicznej jako głównego sprawcy problemów jest drogą, która nie tylko nie zlikwiduje problemów, ale i sprowokuje powstanie kolejnych – często dużo poważniejszych. Bo bolesne napięte tkanki w okolicy których robi się zabieg operacyjny, na skutek podrażnień i uszkodzeń napną się jeszcze bardziej. Zapraszam Was do zadawania pytań postaram się pomóc ile jestem w stanie. Piotrek
  15. Cześć nazywam się Magda i mam 21 lat. Od pewnego czasu ciągle płacze bo boje się utarty ukochanego. Jak wiecie teraz nie będzie możliwość żebyśmy mogli się spotkać ze względu na ograniczenia w przemieszczaniu się a to właśnie dobiło mnie najbardziej. Nie ustanie płacze, do tego brak aptety i bezsenność. Nie umiem sobie z tym poradzić. Przywiązuje się do niego bo nikt nigdy nie okazywał mi tyle miłości co on. Moi rodzice nigdy nie powiedzieli mi że mnie kochają w dzieciństwie byłam głównie bita i wyzywana od najgorszych. Chce wiedzieć jak moge poradzić sobie w obecnej sytuacji żeby calkiem nie zwariować.
  16. Witam mam problem z bluznierczymi religijnymi myślami , jestem katolikiem praktykującym , od dłuższego czasu mam przy modlitwie bluźniercze myśli w głowie jak się modlę , jak patrzę na Święte symbole. Ostatnio zacząłem mieć na tyle kłopot ze dręczy mnie to przez cały dzień. Nie wiem jak sobie z tym poradzić .
  17. Witam serdecznie Jestem osobą transseksualną, jestem k/m mam 26 lat, wziąłem 7 września shoot testosteronu omnadren 250, analizowałem to z endokrynologiem, miałem ogólnie problemy hormonalne takie jak guzek na tarczycy nie groźny, przy czym brałem eutyrox i miałem wysoką prolaktynę. Mówili, że wszystko będzie ok, że omnadren nie będzie na to miał wpływu. Po wzięciu tego shoota, na 3 dzień pojawił się problem z tętnem, miałem je 130, ciśnienie było nie jakieś bardzo wysokie, 130, zawsze miałem coś koło 115 przy tętnie 65 do 70, przez tydzień panikowałem bo nie wiedziałem co się ze mną dzieje, jak leżałem, tętno wynosiło mi 90 do 100, ja wstałem 130, po tygodniu już było lepiej. Przez dobry miesiąc żyłem w głębokim stresie o swoje zdrowie. Lecz po 2 tyg pojawiły się odrealnienia, ten stan jak by się śniło że jest się tu i teraz, bałem się jeszcze bardziej, bo bałem się, że to wróci, starałem się o tym nie myśleć, było też ok, ale jak o tym pomyśałem to wracało. Po miesiącu jakoś, w październiku koło 15 wróciłem do treningów, zaczynało wracać do normy, w lutym już praktycznie tego nie było, ale przeziębiłem się i musiałem przerwać treningi, ogólnie endo zalecił mi wit d3 w dawce 7000, jak to wziąłem i już nie trenowałem nagle było perfekcyjnie, lecz 3 dni później wziąłem dostinex no i miałem te objawy po tyg typu, że obniżona koncentracja itd, chciałem wrócić do treningu, lecz znowu pojwiło się to uczucie odrealnienia z którym zmagam się do dzisiaj, są oczywiście momentu, że jest bardzo dobrze, po czym to wraca. Bardzo się boję, czasami bardzo żałuje, że wziąłem ten omnadren, ogólnie stwierdzono mi depresje nerwicową jakoś tak po wzięciu tego shoota, czy wszystko kiedyś znowu wróci do normy? ;c strasznie się boje. Co mogę z tym zrobić? Jak sobie z tym poradzić kiedy to wraca? ;c
  18. Mój problem polega na tym, że zawsze obwiniam się po rozstaniu. Byłem w trzech związakach z kobietami i każdy kończyła ona. Po dwóch pierwszych się pozbierałem ale po ostatnim, który skończył się kilka dni temu czuję ze nie dam rady. Byliśmy razem przez raptem 2 miesiące. Oboje mamy 21 lat, mieszkamy w jednym akademiku ale inne pokoje. Dogadywaliśmy się fajnie, ale czasami poprostu mało mówię. Potrzebuję bliskości, czułości ale zdarza mi się dość czesto mało odzywać. A moja była lubiła bardzo rozmowę. Mieliśmy takie same zainteresowania, ale poprostu nałożyło mi się troche problemów i przez to zamknąłem sie w sobie i nie wiedzialem jak to powiedzieć. Od miesiąca moja nazwijmy ją "W" czasami pisała mi że jest jej ciezko ze malo mowie, ze czeka az to sie zmieni. I pokłócilismy sie o to ostatecznie przez co stwierdziła że to za dlugo trwa ona mało o mnie wie powinna przez 2 miesiace wiedziec prawie wszystko. Powiedziała ze to co czuła zostało zdeptane do mnie. Prosiłem, błagałem zeby dala temu czas ale powiedziala ze ja tego nie zmienie i tylko naobiecuję i dalej bedzie to samo. Strasznie mi z tym źle, uwazam ze to tylko moja wina ze stracilem kobiete która byla dla mnie ideałem. Wiem ze 2 miesiace to malo ale szybko przywiązuję sie do ludzi i rozstania mnie bolą. Zrobiłęm wszystko żeby ją przekonać ale powiedziała ze nie chce ze mną kontaktu. Zaznaczam ze w klotni nie bylem niemiły, zachowałem kulturę. Mam depresję przez to bo uwazam ze gdybym tylko wiecej sie odzywał to teraz byłbym szczesliwy i jak na zlosc teraz potrzebuję rozmowy, zrozumienia i osoby która mnie przytuli i pocieszy a zostałem znowu sam. Studiuję 600 km od domu(tam gdzie ona). Boję sie ze to ze jestem z daleka tez odstrasza dziewczyny bo wiedzą ze np przez wakacje mnie nie bedzie i to nie ma sensu tak w połowie byc na odległosć w polowie nie. I wracając, uważam że to że ona podjeła taką decyję to wyłącznie moja wina a ona robila wszystko dobrze. Nie zdawalem sobie sprawy wczesniej z powagi sytuacji bo nie wziela mnie na twardą rozmowe w stylu " Sluchaj jesli tego nie zmienisz to bedzie tak i tak" tylko mi to PISAŁA czasem. Proszę o pomoc bo czuję sie strasznie i wiem ze mi nie przejdzie. Jak widże pary na ulicy to mam łzy w oczach że nie mogę znaleźć szczescia. Uciekam sie przez to w narkotyki. Paradoks wygląda tak ze jak wiem ze ktos jest dla mnie i ja dla niego to kompletnie nie ciągnie mnie do używek ale jesli wiem ze jestem sam jak palec to uciekam się w nie. Pochodzę z rozbitej rodziny i mam słaby kontakt z rodzicami bo mowia tylko "Nie ta to następna". Ale ja wlasnie boje sie ze nastepnej sie nie doczekam tak szybko a nawet jesli to nie bedzie tak dopasowana do mnie jakbym tego chciał i to dalej sie rozleci. ps. powiedzialem jej w koncu co bylo powodem ze malo mowilem i ze to minie bo sie w koncu otworzylem pod wplywem stresu ze zostanę sam, ale uslyszalem tylko ze juz za pozno mialem na to miesiac i moge miec pretensje do samego siebie. Moi znajomi mówią ze to ona jest dziecinna i tak sie nie robi. To nie powód do rozstania, ale ja wciąż myśle ze to tylko moja wina.
  19. Jestem uzależniona od Facebooka i newsów na temat epidemii. To ma zły wpływ na wszystkie dziedziny mojego życia. W pionie trzymają mnie tylko obowiązki zawodowe. Zaniedbuję potrzeby dziecka, często zostawiam je samemu sobie. Jego psoty wyprowadzają mnie z równowagi. Nie mogę się zebrać do sprzątania domu, idzie mi to z dużą trudnością. Nie mogę zasnąć, a potem mam problem ze wstawaniem, wysypiam się tylko w weekendy. Nie mogę nie korzystać z telefonu, bo kontaktuję się zawodowo przez Messengera ( pracuję zdalnie).
  20. Witam, jestem 22letnia mama, mam roczna córkę, narzeczonego, mieszkamy u moich rodziców obecnie. Nie wiem od czego zacząć, mój problem mam od wielu lat, przynajmniej pamietam od 13roku życia i on z czasem narasta. Tak jak w temacie, nie umiem funkcjonowac, żyje w permanentnym stresie, przyciągam wszystko co zle, nie umiem z niczego się cieszyć, nienawidzę siebie, jestem rozdrażniona, mam napady złości, napady lekowe, boje się spotykać z ludzmi, nawet pisac, jak z kimś rozmawiam to się jąkam, gadam cos bez sensu, boje się podjąć pracy, isc na jakis kurs, studia, mam problemy z koncentracja i pamięcią. Czuje się wiecznie zmeczona, wygaszona, zrezygnowana, mam wieczne problemy gastrologiczne od tych nerwów. Przez wiele lat bardzo bałam się isc to psychiatry z tymi problemami..aż do tego roku, obiecałam sobie, ze muszę cos z tym zrobić bo ja nie umiem żyć, za życia mam piekło dosłownie. Miałam wyznaczony termin psychiatry na 20 marca, niestety przez epidemie koronowirusa została mi odwołana i niewiadomo kiedy będę mogła się znowu zapisać. Nie wiem jak sobie na ta chwile pomoc. Mam zle relacje z rodzicami, ciagle im wszystko we mnie nie pasuje, kłócę się z narzeczonym w kwestii dziecka. Mam problematyczne dziecko. Nie mam nikogo z bliskich kto by mnie zrozumiał i wspierał. Z moja rodzina mam rzadki kontakt, mojego narzeczonego rodzina za mna nie przepada, jestem dla nich dziwna. Niestety bardzo dobrze widać mój stres, nie chce z nimi rozmawiać bo nie umiem i mam stany lekowe przy nich, kręci mi się w głowie, jąkam się i mylę słowa, czerwienie się, ręce mi latają, słabo mi i unikam ich. W głębi duszy bardzo chciałabym być normalna i mieć normalne życie, prace, znajomych..przede wszystkim być szczęśliwa. Nie wiem jakie mam pytanie tak naprawdę, po prostu pomocy
  21. Jestem studentką, mam 20 lat. W wieku 18 lat miałam okazję wynieść się od rodziców i zrobiłam to bez zastanowienia. Po pewnym czasie musiałam wrócić. Ale wcale nie jest lepiej. Tak strasznie dużo dzieje się w mojej głowie, od zawsze. Ale zacznę od dziś, ponieważ to ta sytuacja przekonała mnie do sięgnięcia po pomoc, ponieważ nie daję już rady. Moi rodzice "wiedzą lepiej". Gdy mówią coś i nie dociera do nich brak racji, po prostu wychodzę z pokoju. Dziś wychodząc mama rzuciła "i co, idziesz do siebie ryczeć i obrażać się?". Powiedziałam, że to niemiłe (pierwszy raz się odezwałam w takiej sytuacji), i usłyszałam "ty też mówisz dużo niemiłych rzeczy". Od kiedy pamiętam, gdy byłam zła to leciały mi łzy. Za każdym razem, gdy poleciała mi łza, słyszałam "czego ryczysz?" przez co mam wrażenie że nie mam prawa płakać. Nie mam prawa mieć "focha", kiedy ona jest obrażona przez 90% czasu. Wydaje mi się, że moja mama jest toksyczna. Gdy coś jej nie pasuje, to wszystko naokoło jest źle. Musimy chodzić jak na szpilkach. Każde negatywne zdanie odbiera jako atak i atakuje drugą stronę. Non stop się niecierpliwi. Dzisiaj po zamknięciu za sobą drzwi wpadłam w panikę. Chciałam wyć ale nie mogłam. Nie mogłam oddychać, myślałam że zemdleję, tak strasznie wpływają na mnie te słowa, nie wiem co się dzieje. W dzieciństwie byłam gnębiona, przez praktycznie 6 lat podstawówki. Byłam raz u psychologa w wieku 7 lat, właściwie nie wiem po co. Z mamą nigdy nie mogłam rozmawiać. Słyszałam tylko "mhm" "wymyślasz" "przesadzasz". Najgorsze jest to, że kiedyś postanowiłam porozmawiać od serca z mamą o tym i usłyszałam że "pieprzę głupoty" - to też słyszę często i te słowa wywołują u mnie wręcz furię, tak samo jak "przesadzasz". Czy naprawdę zawsze przesadzam, wymyślam i nie mam prawa być zła czy płakać? Tata jest kompletnie bierny, zawsze mówi to co chce się usłyszeć, wszystko obraca w żart (nawet jedną z najtrudniejszych sytuacji w moim życiu), więc nie da rady z nim rozmawiać. Czuję się piekielnie samotna, jestem w kropce, zamykam się często w pokoju i mam ochotę zniknąć. Przez całe życie dobrze szło mi w szkole. Przez to niestety nie byłam lubiana, takie są dzieci. W liceum nie miałam znajomych bo wszyscy tylko imprezowali. Na studiach pomagałam wszystkim jak mogłam, byłam starostą, tak bardzo chciałam być lubiana - uznali że na pewno mam w tym jakiś cel. Zostałam sama. Panicznie szukam kogokolwiek, tak strasznie boję się samotności. Nie mam dla kogo żyć. Miałam chłopaka przez prawie 3 lata. po około 2 "coś zaczęło się psuć", ale nie miał zamiaru mi o tym mówić, mimo że błagałam o szczerość. Potem, gdy mieliśmy zaplanowane zamieszkanie razem za około tydzień - przyszedł i powiedział że mnie nie kocha. Pogorszyło się. Nie wstawałam z łóżka, wyłam całymi nocami. Przez to wróciłam do domu. Ale tu nie jest lepiej - czuję się zdeptana, najgorsza, non stop się mną chwalą ale w ogóle mnie nie znają, bagatelizują kompletnie to że może być ze mną źle. Nie mam nikogo bliskiego. Nie wiem co mam robić. Tego jest tak dużo, a ja leżę i chcę zniknąć. Nie chcę kontynuować życia, jeśli ma wyglądać tak jak przez ostatnie 20 lat. Pewnie dużo pominęłam, ale tego jest tak wiele.
  22. Jestem 25- letnią studentką. Od kilku lat zmagam się z lękiem, strachem przed swoim tatą. W rodzinie nie pije się alkoholu a ni tym podobnym. Jednak u taty występuję wybuch złości, nerwy, które przenikają mnie na wylot. Jestem ogólnie osobą wesołą, pozytywną, żartobliwą ale też wrażliwą. Jednak przy jego obecności nie czuje się sobą. Jestem zdenerwowana, mam spięte mięśnie, czasem zaciśnięte gardło ze stresu, bo wiem, że jest nieprzewidywalny i nie wiem co zaraz mi powie- czy jestem głupia, taka siaka, może powiedzieć mi wszystko czasem bez zachamowań dodając przekleństwa. Chyba tu polega problem że wciąż wybucha złością i nerwami, które odbijają się na moim zdrowiu psychicznym. Rozmawiałam o tym z rodziną i nawet z nim o tym ale tylko się śmieje z tego, że on taki nie jest, a jednak cała rodzina wie, jak wybucha nerwami ,że aż mięśnie zastygają ale nikt nic nie powie, bo wiedzą, że się nie zmieni jego zachowanie, bo taki ma charakter i nie chce zmian. Mam problem, bo mam chłopaka, którego tata niezbyt lubi i to znowu przyczynia się na nerwy, mówi i przeklina nerwowo jaki on jest... nie jest to miłe słuchać o swoim partnerze takie słowa. Za każdym razem jak on ma przyjsc do mnie w odwiedziny do domu to się stresuje, bo nie wiadomo co teraz zrobi, raz myślałam ,że go z domu wyrzuci bo coś mu się nie spodobało. Wszystko musi być pod niego, on kontroluje wszystko w domu "głowa rodziny", wszystko musi wiedzieć o każdym i potem na niego gada źle, jest mi przykro, że tak jest, nie raz mówilam z nim o tym ale to nie ma sensu bo i tak to nic nie zmienia, najlepiej jakbym wcale nie miała chłopaka i robiła wszystko to co on sobie "wymyśli", a najlepsze jest to że najbardziej zna mnie moja mam niż tata, a mówi mi jaka jestem, a to nie prawda, bo jak nie rozmawiając ze sobą, albo tylko trochę mamy się dobrze znać, bo chyba nie da się bez dobrej rozmowy, kontaktu. Nie mówimy sobie czułych słówek jak z mamą np. te filmy, które są o miłych, spokojnych ojcach.. może dlatego wybrałam chłopaka , który jest dla mnie bardzo miły, nie wyzywa, nie przeklina, nie ocenia, że głupia itp. uważa wręcz odwrotnie. Pozdrawiam osoby, które mają podobne sytuacje, czuje się bezsilna i jakbym nie miała na nic wpływu, bo i tak postawi na swoim. Długo nie chciałam o tym nikomu mówić ale taki stres pojawia się niestety i czuję go, przez to biorę leki uspokajające. Pomyslałam, że to nie wstyd chyba mówić o swoich uczuciac, a długo taki wstyd był "jak to bać się, lękać swojego taty"... dla mnie to też nie pojęte i do tej pory nie wiem dlaczego tak jest a nie chce tego, walczyłam ile się da z tym uczuciem, starałam się żeby nie czuć tego, coś zagadać czy coś ale czasem kończyło się to tylko sprzeczką.
  23. Mam 25 lat, świeżo skończyłem studia. Mam problem w związku. Razem z moją dziewczyną mieliśmy około półtora roku temu ciężki epizod. Mianowicie miała ona wtedy chorobliwą zazdrość. Podejrzewała mnie o jakieś romanse, kontrolowała, bezpodstawnie oskarżała. Naprawdę nie miała żadnego powodu, żeby tak myśleć, nigdy do głowy by mi nie przyszła zdrada czy jakiś flirt. Ponadto zazdrość okazywała w sposób agresywny, wybuchowy. Jest po prostu też z charakteru raczej impulsywna i wybuchowa, łatwo ją rozzłościć i sprowokować kłótnię. Można powiedzieć, że wpadała w furię. W czasie takiej furii padało mnóstwo wulgaryzmów z jej ust, mówiła dużo rzeczy które mocno mnie raniły. Przez dłuższy czas próbowałem ją zapewnić, że nic takiego nie ma miejsca, próbowałem okazywać uczucia i uspokajać. Nic to nie dało. W końcu nie wytrzymałem i zerwałem. Po dwóch miesiącach od zerwania coś się we mnie ruszyło, chyba tęsknota i postanowiłem do niej wrócić. Przyjęła to entuzjastycznie. Ale od tego momentu, kiedy do siebie wróciliśmy coś było nie tak z mojej strony. Trzeba przyznać, że mocno opanowała swoje wyskoki, właściwie bardzo sporadycznie zdarzały się takie "furie" jak wcześniej. Widać, że zrobiła duży postęp w zachowaniu i doceniam to. Jednak ja jakoś nie mogę się przemóc, aby się do niej zbliżyć. Czuję, że ją kocham, ale nie mam jakoś bardzo ochoty ją całować, przytulać, nie mówiąc już o seksie, do którego szczerze mówiąc musiałem się zmuszać. Ona ciężko to przeżywa, uważa, że jej nie kocham, że już nie jest dla mnie atrakcyjna, że nie wie, jakie są moje odczucia, czy chce z nią być czy nie. A ja uważam, że ją kocham i chciałbym z nią być, bo jest to dziewczyna, która charakterem bardzo mi odpowiada, ma takie cechy, które uważam za istotne w związku. Szkoda mi by było stracić kogoś takiego. A jednak mam blokadę psychiczną. Jak się kłócimy, to wycofuję się, nie odzywam się. Jak się nie kłócimy, to niby wszystko jest okej, ale jednak nie mam ochoty zbliżyć się do niej fizycznie. Ja podejrzewam, że to ze względu na ten epizod związany z zazdrością, który bardzo mnie wypalił uczuciowo. Ona twierdzi, że po prostu jej nie kocham i mam wszystko gdzieś. Nie wiem jak mam temu zaradzić. Jesteśmy w momencie, w którym zarówno ja, jak i ona, jesteśmy gotowi się rozstać, bo ona nie wytrzymuje tej frustracji związanej z moją blokadą, a ja nie wiem jak mam się jej pozbyć. Z jednej strony chcę uciec z tego związku, bo już nie mam na niego siły i nie chcę żyć w takiej atmosferze, czuje że ten związek mnie krzywdzi, a z drugiej szkoda mi zostawiać tą osobę, bo myślę, że jeszcze ją kocham. Jestem na etapie, że już praktycznie nie potrafię z nią rozmawiać, czuję pustkę w głowie, nie potrafię ułożyć wypowiedzi, nie wyrażam swoich uczuć, czuję strach. Coraz bardziej jestem obojętny na to, co z nami będzie. Zastanawiam się, czy to ze mną jest coś nie tak, czy ja jej już jednak nie kocham po prostu, czy może boję się zerwać, bo boję się być sam, zawsze byłem wstydliwy w stosunku do dziewczyn i nie wiem czy kogoś sobie już znajdę. A może boję się ją zranić i czuję litość? Myślę, że wszystko po trochu.
  24. Kobieta, lat 25. Cztery lata temu, przysięgałam miłość wierność i uczciwość oraz życie do śmierci swojemu mężowi. Dziś, nie jestem pewna ani jednej z wymienionych deklaracji. Nasz związek przypomina pięćdziesięcioletni staż. Nic się nie dzieje. Czasami mam wrażenie, że ślub był pod presja rodziny. Wpadliśmy. Niestety ciąża w czwartym miesiącu okazała się obumarła, straciliśmy dziecko. Przeszłam zabieg,później pogrzeb. W miedzy czasie przygotowania do ślubu... nie chciałam kontynuować przymiarek, czy wyborów dań na wesele. Przechodziłam żałobę,a jednoczenie szykowałam się do ślubu. Brakowało mi czasu- teraz po czasie, wiem o tym. Do tej pory nie pogodziłam się ze strata dziecka. Były zapewnienia, ze strony męża i rodziny. Wszystko się ułoży, mówili. Wzielam ślub. Już po roku żałowałam. Wyjechaliśmy z mężem zarobić trochę grosza. Odlozyc. Było ciężko, przed ślubem znaliśmy się dwa lata. Nie mieszkaliśmy razem. To była nowość. Pierwszy rok, było cudownie. Staraliśmy się o swoje względy codziennie, on pomagał w domu, obydwoje pracowaliśmy mogliśmy sobie na więcej pozwolić. Wiedziałam w jakim celu jesteśmy poza Polską, której bardzo mi brakowało wiec zaciskałam zęby i dni mijały. Po roku, kiedy naprawdę sytuacja finansowa była dobra, my żyliśmy jak chcieliśmy, nie brakowało nam niczego. Zaczęłam wchodzic na temat powiększania rodziny. Mąż obiecywał i zarzekał ze jak tylko trochę odłożymy to postaramy się o dziecko. Czekałam. On ciagle mówił ze mamy za mało, ze musimy jeszcze uzbroić sie w cierpliwość. Zaczynało się pogarszać. On uciekł do gier komputerowych. Ja przestałam dbac o ognisko domowe. Zaczęliśmy powoli się oddalać. Jest tego dużo więcej ale skupiam się na najważniejszym. Któregoś dnia, po kłótni która zawsze powstawała kiedy pytałam koedy będzie gotowy na dziecko doszłam do wniosku ze nie mogę nalegać bo wtedy nie byłoby to prawdziwe. Zaczęłam odpuszczać. Doszlo do tego ze w obecnej chwili nie wyobrażam sobie założenia rodziny z tym człowiekiem. W ciągu czterech lat, było nas stać na nowy samochód, piękne mieszkanie z ogrodem i psa. Tylko nie na miłość. Tą prawdziwa. Nic się nie układa. Niestety on nie widzi problemu. W dalszym ciągu nie rozmawiamy o dziecku, ja odpuściłam on nie zachęca. Bylo mnóstwo sytuacji w których chciałam wyjsc i nie wrocic. Raz wyjechałam do rodziców, zostawiłam go bo podniósł rękę. To był na pewno impuls i on żałuje, usłyszałam.Nigdy więcej się to nie powtórzyło, ale nadal we mnie siedzi. Czasami się go boje. Kiedy kłócimy się i zaczyna mnie wyzywać. Kiedy zaszłam w ciaze, nie poszłam dalej się kształcić. Jego rodzina była wściekła ze on tak zmarnował sibie życie, przecież mil stydiowac. Do tej pory czasami moja teściowa potrafi to wypomnieć. Moj mąż, tak myśle, zmienił się również pod względem swojej mamy. Przed ślubem nie żył z nią w najlepszych relacjach, wręcz uciekał z domu żeby nie przebywać z nią. Teraz? Potrafia rozmawiać codziennie przez telefon. Ona uchyla mu nieba jak może, on zapomniał jak bardzo go krzywdziła. A ja w tym wszystkim tkwię jako najgłupsza. Bo przeciez zmarnowałam mu życie, zachodząc w ciaze. Wiecie. Dużo pominęłam. Za dużo było. Rozmowa? Przeżyliśmy ich tysiące. Zawsze było dobrze na miesiąc, góra dwa. Ten człowiek nie chce mieć ze mną rodziny. Liczą się tylko finanse. Owszem. Jest miły, zabawny, urokliwy. Moja rodzina go kocha. Lecz ja już chyba nie. Znam swoją wartość. Być może nie mam ukończonych studiów,dobrej pracy. Ale jestem tym typem kobiety która wierzy ze da sobie radę. Jedyne co powstrzymuje mnie przed ostatecznym odejściem jest to,jak bardzo przeżyją to moi rodzice, siostry, znajomi. Tak. Opinia publiczna. W tym związku czuje ze nie oddycham. Wielokrotnie usłyszałam ze nie będę dobra matka bo nie mam co zapewnić dziecku. Czy miłość nie wystraczy? Tak bardzo mnie boli fakt,ze miałam mieć dziecko. Jak on może twierdzić ze nigdy nie będę dobra matka. Ze jestem za głupia. Ze nic nie znaczę. Ze bez niego nie dam sobie rady. Prosze o podpowiedz. Potrzebuje „szturchnięcia o ramie” o krok do działania. Pozdrawiam.
  25. Dzień dobry wszystkim ! Zacznę od tego, że znalazłam w końcu partnera, który pasuje mi praktycznie w każdym aspekcie życia . Byłam w dwóch dłuższych związkach w tym w drugim po trzech latach byłam zaręczona - rozpadło się ( były partner nadużywał alkoholu i manipulował moja psychiką. Poza tym wdarły się przepychanki i wyzwiska. )Poznałam obecnego partnera- jest kochany, czuły, widzę ze bardzo mnie kocha, pokazuje mi to na każdym kroku . Nie tylko mówi ze jestem najcudowniejsza itp. Ale również dba o mnie pod każdym względem. Ostatnio jednak nawinął się temat byłych związków , a raczej partnerów . Wcześniej widzialam jego była dziewczynę z która był 2 lata No i rzeczywiście ładna ale jakoś przestawiłam to i mówię kurde mi przecież tez nic nie brakuje. Ale na maja głupia prośbę pokazał mi tez trzy inne z którymi się tez spotykał. No i dostałam szału :( Totalnie inne niż ja. Wszystko „idealne” rodem z instagrama. I załamałam się. Były to krótkie relacje, zapewne opierające się na jednym ale ja automatycznie straciłam poczucie wartości :( on mówi ze jestem najpiękniejsza, ze nikogo nie kochał tak jak mnie itp. ale jak zobaczyłam te dziewczyny to mi się słabo zrobiło :( wiem ze nie mam tak idealnej figury, włosów itp. wiem ze każdy jest inny i wyjątkowy ale nie mogę sobie z tym poradzić . Zaczynamy się kłócić i nie chce tego zepsuć przez moje obsesje ale nie daje już rady :(

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.