Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'stres'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 101 wyników

  1. Nie wiem już co robić, z o partnerem nie układa mi się już nie jesteśmy po ślubie ale żyjemy ze sobą już 6 lat. Mamy córkę która wychowujemy razem w jego mieszkaniu. Od dłuższego czasu kłucimy się, najczęściej to on podnosi głos i wypowiada jaką to jestem siaka i owaka i ze mnie nienawidzi. Nie mam już siły walczyć o nas jestem psychicznie wykończona, i nie wiem co robić żeby dla naszej córki było lepiej bo ona bardzo kocha tatusia swojego A on kocha bardzo ją. I czy lepiej będzie jak zawalcze o nią żeby została pod moja opieka, czy może lepiej zostawić ja z jej ojcem A sama się odsune. Bo nie mam w sumie gdzie z nią się udać, nie mam oszczędności, praca jest ale nie na tyle bym mogła teraz coś wynająć. Więc co mam robić. Pomóżcie bo już dłużej w tym domu nie wytrzymam. Nie chce tu być ale boję się też tu nie być.
  2. ala.zz

    Szkoła

    Hej. Jestem na ostatnim roku technikum i mam w szkole przedmiot zawodowy który prowadzi pani. Nie rozumiem ani troche tego przedmiotu wiec prosze panią aby wytlumaczyla ale ona mowi ze nie bedzie bo kazdy oprocz mnie rozumie. Koledzy nie chca mi wytlumaczyc a jedna jedynka u pani to jedynka na koniec roku. Nie moge poradzic sobie psychicznie juz. Czy jest mozliwosc zwolnienia sie z tej lekcji od psychiatry? Niewiaze przyszlosci z tym zawodem wiec egzaminy sa mi nie potrzebne.
  3. Jestem osiemnasto letnim uczniem trzeciej klasy technikum informatycznego. Mój problem polega na tym, że nie potrafię się wyspać, praktycznie cały dzień od kilku lat jestem zmęczony w ciągu dnia. Przez to, że nie mogę się wyspać mam ogromne problemy z koncentracją oraz pamięcią. Problemy z podejmowaniem decyzji, codziennie przeżywam duży stres. Dawne hobby przestały mnie interesować. Byłem z tym problemem u prywatnej Pani psycholog, która stwierdziła, że nie mam depresji - zadawała pytania o masturbację, czy miałem dziewczynę, uprawiałem seks(???) itp. Stwierdziła, że mogę mieć problemy z tarczycą - więc dobrze, wykonałem badania na tarczyce, również prywatnie, bo nie chce aby ktokolwiek się o tym dowiedział i tarczyca w jak najlepszym stanie(jedynie FT4 troszke wyższe ale lekarz prowadzący powiedział, że to przez stres). Wykonałem również wszystkie inne badania, morfologia, mocz, no ogólnie ogólne badania. Wszystkie wyniki są bardzo dobre. Miewam dość często myśli samobójcze, ale i tak bym nie był w stanie się zabić. Co to może być za problem? Opisałem to bardzo ogólnie i nie wiem czy na podstawie mojego opisu uda się coś wywnioskować.
  4. Witam nie wiem czy to ten dział, czy nie jak tak to bardzo przepraszam. Mam problem z pracą zmieniłem ją ostatnio. We wcześniejszej pracy miałem rutynę dzień jak co dzień, te same obowiązki, a w tej w której aktualnie pracuję jest inaczej. Obowiązków jest bardzo dużo i nie mogę tego ogarnąć, czuje się przez to bardzo źle i moje samopoczucie jest coraz gorsze nie wiem po co to piszę może liczę na jakąś radę ?? pomoc?? W domu nie wiem co mam ze sobą zrobić zawsze wracając z poprzedniej pracy wiedziałem co i jak a teraz jestem strasznie zamotany nie mogę się odnaleźć w tej sytuacjii.
  5. Robet123321

    Samotność

    Hej.Czy tam dobry wieczór w sumie nie ma to znaczenia. Mam na imie Robert 27 lat i sam właściwie nie wiem jak tu trafiłem. Mój problem polega na tym że po 5 latach wydawało by się szczęśliwego małżeństwa, nagle zostałem sam. Żona zdradzajac mnie zaszła w ciążę. Spakowała się bez słowa i wprowadziła wlasnie do niego... Nie rozumiem i nie potrafię sobie z tym poradzić udaje sam przed sobą znajomymi i rodziną że daje radę. Ale tak nie jest wracając do pustego domu nie radzę sobie z myślami... jedzenie nie ma smaku od 2 miesięcy moja waga spadła o 11kg, śpię po 2-4 godziny na dobę, przyjacciele na dodatek zabrali mi psa z powodu zaniedbania... zapomniałem że wg go mam. Tak więc zbierając wszystko w całość, Po powrocie pewnego dnia po 5 dniowym wyjeździe do pracy... Znalazlem na stole kartke "Zdradzilam Cie jestem z nim w ciąży odchodze" zostałem sam bez słowa wyjaśnienia chciałbym chociaż zapytać dlaczego... Staraliśmy się o dziecko 4 lata... chodziliśmy na badania wszystko było dobrze ale i tak nie wyszło... Teraz Słyszę teraz tylko stos epitetów na jej temat... A ja nadal Kocham i tęsknię, nie mam pojęcia gdzie wyjechała ani z kim czekam całymi dniami z nadzieją że wróci zadzwoni napiszę... Nie radzę sobie z obowiązkami w domu i pracy... jak mam sobie z tym poradzić? Czuje się coraz gorzej... Mógłbym jej nawet wybaczyć... I może jestem głupi ale myśl że ona wróci jakoś mnie trzyma przy życiu. I wybaczcie.
  6. Witam Mam problem... Jestem w cudownym związku z kobietą którą kocham jak nigdy dotąd nie kochałem żadnej kobiety. Będziemy mieli razem córeczkę. Prawda jest taka tak że ona i ja jesteśmy po przejściach, ja jestem po rozwodzie a ona też odeszła od partnera. Mój problem jest taki że po prostu nie potrafie przestać pisać z innymi kobietami, wiem że tym zachowaniem niszcze swój związek i zaufanie do mojej partnerki. Szczerze mówiąc nie wiem dlaczego tak robię dlaczego ciągle mam ochotę pisania z innymi kobietami. Boję się że tracę wszystko. Wszystko to co zbudowała na nowo moją nową rodzinę. Dlatego proszę o jaką kolwiek pomoc. Z góry dziękuję i pozdrawiam
  7. Przepraszam za brak Polskich znakow , nie posiadam Polskiego windowsa. Witam , mam na imie Patryk mam 22 lata . Wraz z moja dziewczyna wyjechalismy do angli w celach zarobkowych . Wszystko uklada sie niezle mamy prace , mamy gdzie mieszkac gdzie wcale duzo nie placimy , potrafimy miesiecznie odlozyc 1000 funtow i wysylac na Polskie konta . Kolejnym sukcesem jest zakup auta . Jak widac jakos to idzie aczkolwiek cos jest nie tak . Problem trwa od okolo 2 tygodni , kazdego wieczoru jestem zalany lzami poprostu od tak , nie ukrywam bardzo tesknie za ojczyzna ale czy jest to powod zeby co wieczor plakac? Nic mnie nie cieszy te sukcesy ktore odnosimy sa za jakas magiczna kotara i nie potrafie sie z nich cieszyc . W pracy potrafie isc do toalety i plakac Czasami jak jedzie sztaplarka w pracy obok mnie to sobie mysle a niech mnie zabije . Mowilem mojej dziewczynie o problemie ale wydaje mi sie ze go bagatelizuje co mam wrazenie zamyk mnie w klatce jeszcze bardziej . Nie mam tutaj znajomych zadnych . Jedyny kontakt ze znajomymi to ten przez Messenger lub skype , chodz wgl nie sprawia mi on przyjemnosc . Przez tydzien czasu po pracy co dzien pilem minimu 4 piwa od tego tygodnia tego nie robie tylko w sobote gdyz mi to pogarszalo stan . Pochodze z rodziny alkocholikow , gdy mialem 16 lat moj ojciec sie zapil , znalazlem go w domu i reanimowalem niestety bez rezultatu .Moja matka tez po smierci ojca zaczela pic az w konuc doszlo do tego ze pojechala na odwyk , pierwszy drugi i tak to nie pomoglo . Mozna powiedziec ze od 15 roku zycia jestem sierotom . Z ojcem mialem swietne relacje jak przyjaciele .Jego nalog byl ukryty w pokoju gdzie sie zamykal i pil zebym nie widzial .nie ukrywam nie poznaje siebie wogole . Staram sie myslec pozytywnie ale glowie caly czas te gorsze informacje maja 3 razy wieksza moc i przycmiewaja te dobre . Czy to jest depresja czy nerwica jak sobie z tym poradzic nie ukrywam jest mi mega ciezko
  8. Od początku 2018 roku do lipca zdarzały mi się bezsenne noce raz/ dwa razy w miesiącu . W lipcu rozstałam się z chłopakiem.To ja zerwałam a powodem tego było to ze zdarzyła się przypadkiem sytuacja która bardzo mnie zabolała i nie mogłam sobie z nią poradzić . Wróciliśmy do siebie ale ja również często wracam myślami do tamtego zdarzenia i sama siebie dręcze. Teraz jesienią moje zaburzenia snu się nasiliły . Potrafię nie spać dwie noce pod rząd i nawet nie odczuwam zmęczenia . Mam ochotę płakać i krzyczeć, jestem na siebie wściekła i czasami miewam myśli samobójcze . Nie wiem co mam robić , gdzie szukać pomocy. Jak wyleczyć się z bezsenności ? Co noc kładę się zmęczona , próbuje zasnąć i nagle zmęczenie przechodzi i leżę tak do rana co jakiś czas miewając ataki paniki i złości ...
  9. Jestem dziewczyną w wieku 18 lat. Aktualnie chodzę do klasy maturalnej. To co odczuwam zaczęło się już w gimnazjum. Mój główny problem polega na braku chęci do życia. Czuję w sobie ogromną pustkę, nie odczuwam prawie nic, jedyną radość sprawiają mi jeszcze koncerty, jedynie podczas tego czuję sie wolna, szczera, radosna i myślę, że dla tej chwili mogę żyć. Po skończonym koncercie znowu wraca stan przygnębienia. Często nie chce mi się wstawać z łóżka, spotykać się z ludzmi. Wolę być zamknięta w pokoju, a jeśli wychodzę to upijam się, bo w alkoholu i papierosach widzę pewną drogę ucieczi od tego stanu. Bywało też, że się okaleczałam, ponieważ bół fizyczny jest bardziej znośny dla mnie niż psychiczny. Myślę o śmierci jako o rowiązaniu tego problemu. W szkole mam bardzo dużo stresu, nie sypiam nocami. W prywatnym życiu wciąż czuję się zagubiona, nie umiem z nikim zbudować bliższej realcji, nie wiem jakie studia wybrać, co chcę robić w życiu. Czuje tylko smutek i chęć ciągłego leżenia - wtedy nawet nic nie robię ani o niczym nie myślę, tylko po prostu leżę gapiąc się w jeden punkt. Takie stany trwają parę tygodni po czym znowu muszę wyjść do ludzi aby całkowicie się nie odizolować od świata. Często wagrauję po to aby nie przebywać w tej szkole z ludzmi, bo czuję że jest ich tam za dużo i duszę się w tym otoczeniu. Czasami sama u siebie dostrzegam dwie inne postawy, gdyż czasami sobie mowię, że nie ma co się użalać, tylko trzeba działać i mieć to wszystko jak i wszystkich gdzieś, a czasami po prostu jedyne co robię to płaczę z bezsilności do samej siebie. Mam także problemy z akceptacją własnej osoby, dlatego staram się grać kogoś kim nie jestem. Nie umiem wyrażać swoich uczuć i emocji - "jestem twarda, oschła i bez uczuć". Z nikim o tym nie rozmawiałam, bo wątpieę, że ktokolwiek może to zrouzmieć. Moim pytaniem jest jak sobie z tym wszytskim poradzić, jak w końcu odnaleźć się w życiu?
  10. Smutne życie

    Moja psychika woła o pomoc

    Jestem jedynaczką. Mam 32 lata i mieszkam z chłopakiem u moich rodziców. Mój ojciec jest człowiekiem poważanym, ma własny biznes. Ja, on i mama poświęciliśmy wszystko dla JEGO firmy. Mama ma problemy z alkoholem, jest nieuleczalnie chora na raka, teraz ma kolejny nawrót choroby, mimo to zawsze stara się, pracuje u niego, ponad swoje siły, ja zresztą też. Poświęciłam znajomych, własną rodzinę (zawsze ważniejsza była praca, bo on dążył do swoich - teraz już wiem - chorych ambicji) a my nigdy mu się nie sprzeciwiałyśmy. Całe nasze życie jest obarczone poczuciem winy, bo ON zawsze uważał, że się do niczego nie nadajemy. Wszędzie i wszystkim opowiadał, że wszystko robi dla nas, że mamy wszystko a w domu wypominał każdy grosz, uważał, że go okradamy. Ojciec pije, dużo, często. Matka jest na skraju wyczerpania, ja też już nie daję rady, moje życie to depresja, anoreksja i bulimia na zmianę połączona z kilkuletnim upijaniem się na umór na imprezach (od 4 lat w ogóle nie piję). Własnymi siłami próbujemy z chłopakiem postawić dom i się wyprowadzić (oczywiście 300 metrów dalej,ale mój ojciec jest z tego powodu wściekły bo skoro on mieszka zaraz obok firmy to i ja powinnam a po za tym drugi dom to NIEPOTRZEBNY WYDATEK). Problem w tym, że mama ma nawrót choroby, my się mamy wyprowadzić do końca roku, boję się ją z nim zostawić samą...mama się nie wyprowadzi od niego, jest zła jak pn pije,albo krzyczy a jak przestanie to już biega nad nim, jest taką ofiarą, ja zresztą powtarzam ten sam schemat. Mam pierwszy wolny dzień od 3 tygodni i nie mam siły na nic konstruktywnego, ON znów popsuł nam weekend, siedzę i płaczę, chłopak jest w pracy (pracuje też u niego). Co ja mam robić. Jak pomóc sobie i mamie. Nie daję sobie rady psychicznie, ciągle żyję w stresie i nerwach
  11. ewka-marchewka

    Wtam

    Witam. Próbowałam sobie radzić ze swoimi problemami ale widzę że chyba już nie umiem. Mam 33 lata. Jestem sama, nie mam męża ani dzieci. Chyba nie potrafię zażyć rodziny. Wychowywałam się bez ojca, wiec nie wiem czy to jest przyczyną. Mam znajomych i kolegów ale to tylko na dystans. Tak naprawdę nigdy nie byłam w żadnym związku tak konkretnie. Spotykałam się z mężczyznami ale nigdy nie zaangażowałam się tak konkretnie. Całą swoją energię skupiam na pracy. Wcześniej pracowałam w punkcie z kwiatami i upominkami. Pracowałam tam przez 10 lat. W tygodniu miałam czasami 2 lub 3 dni wolne , ale tak wraz z weekendami po 14 godzin. Kiedy był nawał pracy tzw święta np kobiet, walentynki itp . brałam kwiaty do domu i często po nocach przygotowywałam bukiety. Nikt nie wytrzymywał tam nawet kilku miesięcy. Miałam coraz więcej obowiązków. Dodawało mi to skrzydeł i coraz bardziej się nakręcałam. Ucierpiało przez to moje życie osobiste bo tak naprawdę poza pracą nie miałam nic. W między czasie zrobiłam studia. Nawet w wolne dni brałam jakieś fuszki lub pracowałam w firmie ogrodniczej. Zostałam oszukana przez moją szefowa na umowy o prace o czym dowiedziałam się całkiem przypadkiem po pół roku. Odeszłam z firmy z dnia na dzień. Zatrudniłam się w firmie ogrodniczej. Pierwszy miesiąc był koszmarny. przeszłam ciężką batalię z szefostwem i pracownikami. Byłam jedyna co potrafiłam prawie wszystko a na pewno niczego się nie bałam. Piła motorowa, bruki nie sprawiały mi żadnego kłopotu. Mój szef raczej jest typem który kobiety ma za nic, głupie blondynki i nie liczy się z nimi. Po miesiącu chciałam się zwolnić ale dostałam propozycje brygadzistki. Dostałam busa i ekipę ludzi. Było dobrze. Pracuje już tam 3 lata. Od jakiegoś roku mam konflikt z jedną pracownicą która tez pracuje od ponad 2 lat. Stara się też o miejsce kierownicze. Nastawia na mnie szefostwo i podkłada mi tzw. "świnie". Chciałam się już zwolnić ale w tym czasie umarł ojciec szefa i uprosił mnie bym została i nie zostawiła go w takiej sytuacji. Zimą szef wysłał mnie na kurs koparko-ładowarki. Przez jakiś czas było dobrze ale od jakiegoś czasu od nowa mam problemy w pracy. Inni pracownicy nie maja żadnej odpowiedzialności, zdarza się że nawet jest alkohol w pracy. Ja mam co jakiś czas problem z szefostwem naprawdę o takie bzdury ze czasami to się w głowie nie mieści. Popołudniami pracuję u swoich klientów w ogrodach często do nocy. Jest mi bardzo źle z tym moim życiem. Często pomagam innym dobrym słowem czy wsparciem ale widzę że sama sobie już nie daję rade. Chcę przejść na własną działalność ale mam obawy czy choć jestem bardzo pracowita czy będę miała dość pracy. Nie tyle chodzi o pieniądze choć wszystko się w okół kręci ale dla mnie to chyba ważniejsze jest mieć pracę. W niej się czuje dobrze i spełniona. Próbowałam znaleźć sobie coś innego żeby mieć jakąś odskocznie, ale gdzie wyjść ? z kim? nie mam znajomych takich bym mogła gdzieś się z nimi wybrać. Nie mam już siły tak żyć. Nic już mnie nie cieszy. Na wielu rzeczach przestało mi zależeć. Potrzebuje pomocy !!! Co mogę zrobić by moje życie było inne?
  12. Inka357

    Co ze mną jest?

    Witam. Jestem kobietą 24 lata. Odkąd pamiętam nie byłam szczęśliwą osobą. Od jakiegoś czasu zaczęłam się zastanawiać czy moje zachowanie jest normalne. Odkąd pamiętam towarzyszy mi uczycie pustki i strachu. Są momenty, kiedy czuję się dobrze, jestem wesoła, pełna energii, jednak nastrój potrafi mi się zmienić całkowicie i momentalnie (np cieszę się na wyjście, nie mogę zdecydować co założyć i wpadam w histerię). Jednak przeważają dni kiedy czuję się bezwartościowa. Mam wrażenie, że nikt inny nie jest w stanie poczuć takiej pustki. Moje cierpienie sprawia mi w pewnym znaczeniu przyjemność. Mam również problemy z apetytem. Nie odczuwam głodu nawet po kilka dni. Do jedzenia zmuszają mnie bliscy. W chwilach gdy mam szczególnie zły nastrój samookaleczam się. To tak jakby ból psychiczny ustępował na rzecz fizycznego. Czuję wtedy ulgę i spokój. Panicznie boję się odrzucenia ze strony bliskiej osoby. Mam wrażenie, że każda osoba w moim otoczeniu negatywnie mnie ocenia. W przeszłości miałam myśli samobójcze. Niedawno pojawiły się ponownie. Powstrzymuje mnie myśl, że tym krokiem zrobię problem mojej rodzinie... Czy takie zachowania i odczucia są "normalne"? Czy powinnam zgłosić się na terapię? Bardzo proszę o odpowiedź. Z góry dziękuję Pozdrawiam.
  13. Jestem mężczną 25 lat. Od ponad ponad pół roku pojawił sie u mnie problem z rozmową w towarzystwie . Kiedy jestem gdzieś ze znajomymi prawie się nie odzywam jednie przytakuje badz zadam czasem jakieś krótkie panie .Szybko robie się zmęczony i śpiący Nie wiem czy jest o jakaś nerwica czy depresja . Po prosu mam pustkę w głowie nie wiem co powiedzieć .Nawet po wpiciu alkoholu problem jest taki sam. Już kilka osób zwróciło mi uwagę że nie jestem sobą . Dlaczego sie nie odzywam. ? Wśród znajomych jestem niezauważalny nudny nie mam nic ciekawego do powiedzenia Jestem osobą pozytywnie nastawioną do świata uprawiam wiele sporów podróżuje mam dobrą pracę i wielu znajomych Jak mógłbym próbować przeciwstawić się swoim problemom? Czasem jak jestem sam na sam z kimś o porozmawiam trochę dłużej ale też nie jest to ciekawa rozmowa zadawanie rutynowych pytan itp Proszę o pomoc
  14. Piszę tu bo nie stać mnie na psychoterapie, a wszędzie, w każdym serialu czy filmie mówią o tym, że trzeba się komuś lub czemuś wygadać. Jestem mężczyzną, mam 25 lat, chyba nie cierpię na żadne choroby, przynajmniej nic o nich nie wiem. Od dziecka miałem problemy z kompleksami i kłamstwami. Nie jestem dobry w kłamaniu, ale ciągle to robię, ostatnio staram się z tym walczyć, ale nie idzie mi za dobrze. Kłamałem na przeróżne tematy, jakbym czuł się winny, że czegoś nie wiem, ze nie mogę komuś pomóc, tak samo łatwo zobowiązywałem się komuś pomóc składając obietnice jakich nie potrafiłem pokryć, załatwienia czegoś, zrobienia projektu któego nie byłem w stanie wykonać za grosze bo czułem się winny chcąc pieniądze za pomoc komuś. Kłamałem na temat swoich umiejętności, na temat tego jak skończyła się jakaś gra tylko dlatego, że przyjaciel (mieliśmy wtedy koło 11 lat) chciał poznać zakończenie a nie było go w internecie, więc wymyśliłem własne...). Przez rok okłamywałem rodziców że zdałem prawo jazdy mimo tego, ze nie zdałem bo bardzo bałem się ich zawieźć, szczególnie ojca i kiedy w końcu zdałem, nie byłem szczęśliwy bo nie mogłem nikomu o tym powiedzieć, że mi się udało. Jestem raczej brzydki i gruby, mam słaby wzrok i noszę okulary, mam wadę wymowy i jestem za bardzo owłosiony na rękach i nogach przez co czasem w przypływie szału depiluje te części ciała, ale wtedy wyskakuje mi jakaś wysypka i wyglada przez kolejne tygodnie jeszcze gorzej. Mimo tych wszystkich wad byłem jak niedawno podsumowałem w 10 związkach, teraz jestem w tym 10 i trwa już ponad półtorej roku, ale jako, ze wszystkie poprzednie zniszczyłem swoimi kłamstwami to i ten pewnie w końcu zniszcze. Popadam w długi, w kłopoty finansowe, zawsze chciałem by stać mnie było na wszystko, kilka razy jako nastolatek okradłem brata i rodziców, kilka razy wpadłem... kilka razy mi wybaczyli, ale mimo, ze to było prawie 10 lat temu to i tak śni mi sie to po nocach i nawet nie potrafię słuchac jak ktoś inny tak robi bo od razu czuję wstyd i ból, taki psychiczny. Byłem w swoim życiu na kilku studiach, każde rzuciłem bo nie czułem się tam sobą, studiowałem prawo, ekonomie, filozofie, informatyke, wszystkie w końcu mi sie znudziły, nie potrafiłem czuć się na nich swobodnie. Prowadziłem kilka grupek i byłem szefem samorządu, ale nie jestem osobą która dobrze czuję się w tłumie, bardzo łatwo panikuje, stresuje się i popadam w paranoje. To kilka chyba najgorszych rzeczy których nie mogę sobie wybaczyć: Dziewczyna z którą się spotykałem, a później zdradziła mnie więc się rozstaliśmy po kilku latach koleżeństwa powiedziała mi, że kiedyś podczas kiedy byliśmy razem upiliśmy się i ją zgwałciłem... nie mogę tego sobie wyobrazić, ale opowiadała to tak szczegółowo, że to pewnie prawda, chciałem iść na policje z nią bym poniósł kare, ale ona nie chciała. Chciała tylko bym wiedział, minęły już ponad 2 lata od tego jak mi powiedziała i jakieś 4 lata od tej sytuacji, ale do tego pory o tym myśle jak mogłem to zrobić i że zasługuje na śmierć. Sytuacja opisana wyżej z prawem jazdy, nie wiem jak mogłem tak wszystkich oszukiwać, nienawidze siebie za to. Kiedyś gdy w liceum potrzebowałem kasy okłamałem kilka osób że potrzebuej pieniędzy bo dziewczyna z którą byłem była wciąży i Ci dobrzy ludzie dali mi te pieniędze, spłaciłem nimi inne długi, a następnie odałem im te pieniądze, ale dalej to obrzydliwe co zrobiłem i nienawidzę siebie do tej pory, wciąż potrafi mi sie to przyśnić. Kiedys na imprezie gdy byłem singlem dobrze bawiłem się z swoimi znajomymi z grupy dyskusyjnej jaką prowadziłem, omawialiśmy seriale, jeździliśmy na konwenty,a tego wieczora piliśmy. Koledze podobała się moja koleżanka, powiedzmy, że miała na imię Ania. Anna była naprawdę spoko, wielu facetów się w niej podkochiwało, ale mi się nie podobała, jakoś nie pociągała mnie fizycznie, moim zdaniem była trochę za gruba, ale to nieważne. Anna w pewnym momencie gdy mój kolega zasnął zaczęła mnie całować, a ja ją, zaczeliśmy się rozbierać, dotykać, a nagle zapytała mnie czy jeżeli chcę to z nią zrobić to czy chciałbym z nią być na serio. Powiedziałem, że nie wiem, a ona, że musi to wiedzieć za nim to zrobimy. Powiedziałem jej że tak bo chyba wtedy bardzo chciałem to zrobić, ale rano, już nie chciałem, szybko po kilku spotkaniach rozstaliśmy się tak naprawdę nigdy nie bedąc ze sobą, jednak to co się stało sprawiło, że mój kolega znienawidził mnie, ona z jakiegoś powodu nie i dalej po kilku latach wciąż do mnie pisze czasem choćby z życzeniami. Wiele razy o tym myślałem, skąd u mnie tyle zła, dlaczego w takich momentach nie postepuje dobrze, tak jak powinienem. Czasem myśle, ze jestem socjopata i ze nie powinienem zyc, ze powinienem byc zamkniety w jakims osrodku by nie krzywdzic innych. Chyba najgorsze we mnie jest to, ze brzydze sie takimi jak ja, patologia, zlodziejami itp. Nienawidze ich i gardze nimi, a tak naprawde jestem jak oni. Poltorej roku temu poznajac moja obecna partnerke postanowilem z tym wszystkim zerwac, zerwalem z wiekszoscia znajomych, z imprezami, z kupowaniem wszystkiego jak leci za pieniadze ktorych nie ma, ale do tej pory mecza mnie koszmary, do tej pory potrafie sklamac, do tej pory budze sie w nocy z dreszczem myslac o tym jak wiele zla zrobilem w swoim krotkim życiu. Dla lepszej kontroli unikam każdego mocniejszego alkoholu i staram sie myslec za nim cokolwiek powiem, bo klamstwo przychodzi mi jakby podswiadomie na prawie kazda odpowiedz. Teraz, kilka miesiecy temu wyszlo, ze moja matka zdradzala ojca, popadla w dlugi na ponad 100 000 zł, zniszczyla rodzine. A ja jestem taki sam, może to dziedziczne, jakas choroba czy toksyna. Boje sie, ze predzej czy pozniej zrobie cos jeszcze gorszego niz wczesniej, boje sie, ze zawiode wszystkich wokol, z tego powodu mimo, ze kocham swoja obecna partnerke caly czas mysle o tym by ja zostawic, bym zostal z tym sam, z tym calym gownem, moze bym wyjechal jak najdalej by nikogo nie krzywdzic. Myslalem tez i mysle wciaz o samobojstwie, mam juz kilak wybranych miejsc, ale zawsze boje sie zrobic ten ostatni krok, boje sie, ze nie wyjdzie, ze sie nie uda i co wtedy? Poraz kolejny wszystkich zranie i będę z tym żył, mimo, że gdyby karma była prawdziwa już dawno powinienem być martwy.
  15. Witam, mam 20 lat. Od czasu śmierci mojej mamy, czyli od 8 miesięcy mam problem. Nie pracuje, skończyłam szkole, mieszkam w domu rodziców, a tata pracuje za granicą. Jestem ciągle sama, nie mam z kim porozmawiać i przez to często czuję się samotna. Mam chłopaka, ale gdy zaczynam z nim rozmowę i mówię mu jak się czuje, nazywa mnie wariatką, mówi ze chcę zwrócić na siebie uwagę bo moja mama się zabiła, a nie mam za bardzo komu się wygadać. Z chłopakiem widuje się na weekendy, cale tygodnie jestem sama. Za każdym razem jak gdzieś idziemy do znajomych chłopaka, to po alkoholu robię się agresywna, zaczynam płakać i się kłócić o wszystko. Boli mnie bardzo smierć mamy, bo popełniła samobójstwo i nie mogę przestać sobie o tym przypominać, a szczególnie po alkoholu. Miałam stany lękowe, myślałam o samobojstwie, ale raczej nie jestem do tego odważna. Raz jest dzień ze się uśmiecham, a zaraz przychodzi kilka dni gdzie czuje się niepotrzebna, bezradna i bezwartościowa i mam poczucie ze lepiej gdyby mnie nie było, żebym nie musiała nic czuć. Nie wiem jak nazwać swój stan i co mam zrobić, piszę tutaj ponieważ już sobie z tym nie radzę. Najbardziej boli mnie to ze wszystkich do siebie zrażam, wiem ze gdybym nie pila alkoholu w towarzystwie to nic złego bym nie robiła, ale lubię wypić i czuć się swobodnie, przestać myśleć. Tylko później zaczynam przesadzać i zawsze zle się to dla mnie kończy. Chciałabym wiedzieć czy jest ze mną aż tak zle, dlaczego nie dogaduje się aż tak z ludźmi? Kiedyś tego nie miałam, miałam przyjaciół i w związku tez było lepiej. Czy to przez to ze jestem samotna i nie mam do kogo się odezwać?
  16. Dobry wieczór wszystkim. Mam na imię Zuzanna i mam 22 lata. Może to będzie istotne temu na wstępie napiszę najważniejsze informacje o sobie. Od wielu lat zmagam się z depresją oraz fobią społeczną. Od dwóch lat zaś walczę z atakami paniki. Jestem osobą o bardzo słabej wręcz nikłej odporności. Nie wiem co mam robić i co począć. Stres i panika zżera mnie od wewnątrz a ja nie mam do kogo uciec. Ale od początku. Jestem ze swoim chlopakiem trzy lata. Byl to zwiazek na odleglosc. Po prawie dwoch miesiącach bycia razem, podczas jego pobytu u mnie dostal informacje od matki o smierci ojca. Nie przeżył tego jakos mocno tak jak moglby sie tego spodziewać. Ale niestety od tego czasu jego matka jeszcze bardziej zaczela pic. Wczesniej wraz z ojcem tez pili i to w dużych ilosciach, a jak sama tłumaczy zaczela pic zeby on przestał. Jako ze nie układało nam sie na odleglosc a bardzo zalezalo mu na naszym zwiazku, po 5 miesiącach przeprowadził sie do mnie. I dla uściślenia bylo to z jednego krańca Polski na drugi. Kończyłam wtedy szkole, stad decyzja ze to on przeprowadzi sie do mnie (byla podjeta przez niego, nie przeze mnie i nawet go do tego nie namawiałam zważając na jego matke). Bardzo czesto dzwonila do niego matka, juz pod wpływem i płakała do telefonu, mowiac ze ona juz tak nie wytrzyma. Ze ja zostawil, ze czemu on nie przeżywa tak smierci ojca i cala masa innych pretensji jaki to nieodpowiedzialny jest. Zawsze kończyło sie tak samo - słuchał wyzwisk i placzu przez telefon. Wiedzialam ze wzbudza w nim to ogromne poczucie winy, ale jednoczesnie zlosc oraz to ze nie czul sie zle z faktem ze walczy o swoj zwiazek. Ktoregos dnia wyslal jej smsa z pieszczotliwym stwierdzeniem ze „Synowa pozdrawia”. I tu zaczyna sie dramat z moja osoba. Zadzwonila, zaczela plakac i krzyczeć: „Nie powiesz mi ze jestes z nia zaręczony?”. Powiedzial ze nie jest i wyjaśnił motyw użycia tego stwierdzenia. Ona zas jak zawsze użyła określenia „Ja Ciebie nie rozumiem”, zaczela swoja wiązankę na temat tego jak nieodpowiedzialny jest, ze takich rzeczy sie nie mowi, ze ona nie potrafi z nim rozmawiac, ze ja zostawil, ze ja wykończy i przeszła do tematu mojej osoby. Jestem bardzo chorowita osoba i czesto musze chodzic po roznych specjalistach. Slyszalam jedynie jak krzyczy do niego, ze ja tez jestem nieodpowiedzialna, ze kto to widzial by-wtedy 19-letnia dziewczyna byla tak chora, ze ja go wykorzystuje i poleciało wiele wyzwisk. Sęk w tym że prawdopodobnie w momencie, w którym byla prowadzona ta rozmowa, on już stracil pracę i żył na utrzymaniu mojej matki. (Moja mama kobieta o złotym sercu nie miala problemu z tym, co najwyżej wiedziałam jak ciężko jej jest finansowo, temu w wolnym czasie dorabiałam roznosząc ulotki i dając korepetycje aż on nie znajdzie nowej pracy) Potem chciala ze mna rozmawiac ale ja bylam zbyt roztrzesiona i zapłakana by chciec z nia rozmawiac i dalej byc pod ostrzałem. Nigdy od niej nie uslyszalam przepraszam. Miesiac po skończeniu szkoły zdecydowaliśmy ze przeprowadzimy sie do niego bo tam lepsze perspektywy na znalezienie prace. Niestety moj stan psychiczny nie pozwolił mi podejsc do matury, co planowałam zrobic za rok (bezskutecznie). Mialam sporo obaw po tym jak jego matka mnie wczesniej potraktowała, w dodatku to bylo nasze pierwsze w zyciu spotkanie. Tak, ta kobieta nigdy przedtem mnie nie widziala ani nie poznała. Od razu na wejściu po naszym przyjeździe zrobila awanture ze sie nie przywitałam (nie slyszalam jej wejscia do domu gdyż rozmawiałam przez telefon). Ciezko bylo mi sie przełamać i wyjsc z pokoju ze strachu. Posprzątać, pomoc cos, jakkolwiek odezwać sie do tej kobiety. To nic, bałam sie wyjsc z pokoju nawet by skorzystać z toalety taki strach budziła i dalej budzi we mnie ta kobieta. Zapowiadało sie dobrze, ale zawsze cos jej nie pasowało. A to kolor moich wlosow, a to ze nie mam matury, a to ze mieszkam u niej, moj styl ubierania sie, sposob w jaki sie wyslawiam bo dla niej za mądry. No doslownie wszystko. Jako ze moj chlopak nie byl zbyt towarzyski i woli czas spędzac w domu, kazdy dzien wygladal tak samo: budziliśmy sie, któreś z nas siadało do komputera, oglądaliśmy serial, jedliśmy obiad, on szedl do pracy a ja nie mając co robic dalej siedzialam przed komputerem albo czytalam ksiazke. Szukanie pracy nie przynosiło skutków, za co tez zostalam ochrzaniona i to niejednokrotnie. Ktoregos dnia wyszliśmy z domu na chwile do sklepu. Zostawilam pamiętnik na lozku, myśląc ze nikt w rzeczach grzebać nie bedzie. Zrobila potem awanture mojemu chłopakowi o to co tam przeczytała jak bardzo nieszczesliwa tu jestem. Podsłuchała tez jedna z naszych rozmow i tutaj rozpętała sie konkretna awantura. Zawsze miala wypite. Nie ma dnia by nie pila. Wrzeszczała na mnie ze specjalnie zostawilam ten pamiętnik chcac by ona go przeczytała, ze jestem nikim, ze mace w głowie jej synowi. Z czasem zaczela dopiekac mi w małych codziennych szczegółach. Pluła mi do obiadu, życzyła bym sie udławiła, znikały moje rzeczy. Mialam dosc tego piekła. Po 4-5 miesiącach zycia w męczarni, wzięliśmy sie w garsc, do tego miasta przyjechał moj przyjaciel i wynajęliśmy cos wspolnie. O co tez robila awanture i probowala nam utrudnić bysmy sie nie wynosili. Odetchnelam z ulga, naprawde poczulam jak odżyłam. Nie trzęsłam sie juz z nerwow i bylo lepiej. Pracy dalej nie moglam znalezc, czulam sie jeszcze bardziej przybita przez to. Jego matka co raz to pisala smsy wyzywając go albo mnie, dzwonila i psuła nam wszystkim nastroj. Non stop powtarzała jaki to raj mielismy u niej i błagała go zeby wrocil. Ale ja czulam sie jakbym uciekła z więzienia. Moglam w spokoju gotowac, sprzątać i wychodzic z pokoju kiedy tylko chcialam. Zaczelam pomimo strachu wychodzic powoli i stopniowo z domu chociazby do sklepu byleby nie siedziec ciagle w 4 ścianach. Raz nawet nas odwiedziła ale nie obyło sie bez skrytykowania tego ze pewnie głodze swojego partnera, ze beznadziejnie gotuje i co ja sobie mysle. Jako ze swiat u niego w domu raczej nie obchodzono, procz wspolnego siedzenia przed telewizorem, zaprosiłam go do siebie na wigilie. Moja rodzina bardzo go lubi wiec zgodził sie. Zreszta nawet gdyby spędzał je z matka kazde siedziałoby w swoim pokoju (jest przyzwyczajony do tego bo od dziecka on siedzial u siebie, rodzice u siebie; tak, jest jedynakiem). Podczas swiat matka zrobila mu awanture ze zostawil ja, ze ja wszystko niszczę i nagonka na mnie i moja rodzine. I życzy mu beznadziejnych swiat. Kolejny raz kiedy sie poplakalam i trzęsłam ze strachu. Tydzien-dwa pozniej dostalam swojego pierwszego w zyciu ataku paniki gdzie myslalam ze umrę bo zdrętwiała mi połowa mojego ciała a ze bylam pod wpływem podczas imprezy zaczelam jeszcze bardziej panikowac. Dwa miesiace probowalam sie dowiedziec co to zwalając przyczyny na serce i układ nerwowy az trafilam do psychiatry ktory w koncu to nazwał. Zanim potrafiłam w spokoju zasnac od stycznia minelo prawie pol roku nieregularnego snu. Ale czulam spokoj bo jego matka sie nie wtrącała. Co najwyzej od czasu do czasu pisala mu ze teskni albo narzekała ze on nie dzwoni, nie odwiedza. (On nigdy jakis rozmowny nie byl, zwłaszcza ze nie mial z matka jakis mocno zażyłych relacji, mial... ledwe o ile moge to tak określić. Z ojcem łączyła go zas wspólna pasja a ona w tym wszystkim byla troche jak takie piąte kolo u wozu). Moj chlopak w wakacje stracil prace, szukal nowej, ja czulam sie na tyle dobrze ze udalo mi sie podjąć prace fizyczna, co niestety zle sie skonczylo. W pracy znalezlismy nowego wspollokatora i tak upływał czas. We wrześniu byly jej urodziny. Znalazlam bardzo fajna motywująca i podnosząca na duchu ksiazke. Chcialam zakopać topór wojenny i wbrew sobie dac jej kolejna szanse a jednoczesnie pomoc jej jakos walczyc z bólem po stracie meza. I od czasu jej urodzin bylo juz coraz gorzej. No wlasnie... ja straciłam prace, on znalazl ale bardzo slabo płatna, ciezko bylo nam wiązać koniec z końcem. Jego matka dowiadując sie o tym znow zaczela swoje gnębienie, wymuszanie poczucia winy, denerwowanie nas. W koncu zabrała sie za czytanie prezentu i zaczela wmawiać nam ze zrobilam to specjalnie by uswiadomic jej ze ona jest wszystkiemu winna, ze jest nikim, ze w książce pojawia sie Bog a przeciez ona nie wierzy i ze od kiedy jej syn jest wierzący? Moze i brzmi to jak glupoty, ale dla mnie to byl ponowny początek codziennych atakow paniki. Mialam dosc wysłuchiwania od obcej kobiety jaka niedojda życiowa jestem bo sama juz wystarczajaco sie dobijam faktem ze nie mam matury, ze ciezko mi znalezc prace, ze moje zdrowie podupada a ja nawet nie wiem od czego zaczac. Swieta znow spędziliśmy u mnie i znow napisala do niego wiadomosc. Powiedziala mu ze ma nadzieje ze beznadziejnie spędza swieta i ze sie zle bawi oraz ze ona doskonale wie ze moja rodzina ja obgaduje przy świątecznym stole. Fakt, moja rodzina bardzo dobrze wie o jej zachowaniu w stosunku do mnie lub mojego partnera, ale nigdy nie pomyslelibysmy zeby w swieta rozmawiac wlasnie o jej osobie. Nowy rok i nowe problemy. Straciliśmy wspollokatora, nie chcial zaplacic za czynsz, wiec zadłużyliśmy sie u właścicielki, ja dalej bez pracy, zadna z rozmow kwalifikacyjnych nie kończyła sie dobrze, nikt nie szukal pokoju do wynajęcie wiec podjelismy ciezka decyzje ze musimy do niej wrocic. I probowalam znowu dac jej szanse, napisalam nawet dluga przeprosinowa wiadomosc. Tez odebrała jako atak ale powiedziala ze nas przyjmie. I tak od tego czasu mieszkamy u niej. Dalej boje sie wychodzic z pokoju, pracy nie znalazlam, probowalam sie wyniesc do swojej mamy, ale nie wyszlo to za dobrze zwłaszcza ze mam bardzo wielka traumę wobec swojej rodzinnej miejscowości i w miedzyczasie sklocilam sie z cala moja rodzina i jedynie z mama mam kontakt, nie mam tu nikogo, nie jestem tu zameldowana, a co za tym idzie nie mam ubezpieczenia. Tak, zyje na jego i swojej matki utrzymaniu i kazdego cholernego dnia z tego powodu mysle o skończeniu ze soba, ale ja nie o tym. Non stop ta kobieta wygarnia mi to, ale nie w oczy tylko za plecami, w stosunku do jej syna. Dopiero gdy wystarczajaco duzo wypije albo jego nie ma w poblizu, zbiera sie na odwagę by personalnie mnie zaatakować słowami. Kiedy probuje sie bronic slysze jedynie ataki, mówienie ze to ona ma najgorzej bo straciła meza przed 50. ONA, nikt wiecej. Problemy wszystkich innych a trywialne i obie wymyślają. Gdy jestem chora zawsze slysze ze ona nie rozumie jak moge byc chora siedzac ciagle w domu. Ze wykorzystuje jej syna, ze mu nie pomagam, ze nie sprzątam i nie gotuje. Ale kiedy juz probowalam to zmienic ciagle patrzyła mi na rece, pouczała mnie, krzyczała, wytykała bledy. Jakos pare miesiecy przed tym jak jej syn stracil prace, adoptowała sobie pieska. Nie dba o niego. Pies lgnie do ludzi - ona ją (suczkę) gani ze skacze z radości i lize innych albo chce sie bawic, pies załatwia sie kilkanascie razy w domu albo dusi sie bo ewidentnie ma problemy zdrowotne - krzyczy na psa i mowi ze na pewno za duzo zjadł i sie wyglupia. Pies w momencie gdy ona wychodzi do pracy jest zamykany na ciemnym przedpokoju i jedyne źródło światła jakie ma to slaba lampka z toalety z drugiego konca korytarza. Energiczny pies, nie typowy kanapowy, w dodatku bardzo duzy jak na roczne zwierze (przygarnęła ja jako szczeniaczka). Nawet jej syn ma pretensje o to w wziela sobie zabawkę na chwile i nawet nie dba o nia. Jej problem do nas byl ze taki ze uratowaliśmy 3 koty i do tej pory je mamy. Jako iz sytuacja finansowa byla dobra, wiedzieliśmy ze mozemy sobie na to pozwolic i w przeciwieństwie do niej naprawde dbamy o te zwierzęta i oboje ciagle edukujemy sie w ich kwestii. No i pieniądze... o to pretensje sa ciagle. Przy pierwszym odejściu ze wpólnym mieszkaniem oskarżała mnie w jestem tylko po to by ich okraść i wyłudzić pieniadze. Jako ze jej syn przez internet ma dostep do jej konta bankowego bo po smierci meza zażyczyła sobie takiej opcji w razie jakis ewentualności, pojawiło sie oskarżenie ze my ją okradamy. Wiec założyła nowe, „sekretne” konto. Ciągle narzeka na brak pieniędzy, ale co chwile kupuje nowe, niepotrzebne rzeczy: nowy bajerancki odkurzacz (ten „stary” jest calkiem nowy i sprawny) ktorego nawet nie używa, drzwi do pokoju tylko po to by pies tam nie wchodził, mimo ze gdy drzwi byly zasuwane tez nie wchodził, nowa szafka ktora ciagle stoi pusta, radyjko i wiele innych. Nic z tego od używa. Procz drzwi. Coraz bardziej przerasta mnie to wszystko. Mysl ze jestem ciężarem na barkach swojego faceta, jego matka gnębi nas oboje, on jest w sidłach toksycznej relacji z nia. Obawiam sie o swoje zdrowie psychiczne bo nie wiem jak dlugo jeszcze pociągnę zycie w takim stresie. Zaczynam miewać ogromne nerwobóle i boje sie jak to moze rozwinąć sie z czadem. A nie mamy gdzie uciec. Nie mamy znajomych z ktorymi moglibyśmy sie spotkac. Nie mam juz sił naiwnie liczyc na to, ze raptem znajde prace (bo telefon ciagle milczy), odłożymy troche pieniedzy i sie wyprowadzimy. Rozumiem podejscie moich znajomych i rodzicow bo niewiele moga zrobic, ale porady w stylu „nie sluchaj”, „zignoruj to”, „nie bierz do glowy” sprawiają ze jeszcze gorzej sie czuje bo to nie dziala. Ciezko ignorowac kobiete z ktora sie mieszka, ktora jest matka mojego partnera. Ciezko nie slyszec tych slow i wrzasków, tego jak wali w stol i inne meble pięściami lub wrzeszczy jakby ja zazynali, kiedy jej syn stanie w mojej obronie. Ciezko znosic to, kiedy dopieka nam nawet w takich sytuacjach gdy wie ze jestesmy chorzy, bo zawsze i tylko wtedy urządza sobie jednoosobowe pijackie imprezy z telewizorem pogloszonym na full. To ile razy probowala mnie wyrzucic z domu nawet nie zliczę. I to nie tak, ze moj chlopak mnie nie broni. Broni mnie, ale tez ze wzgledu ze to jego matka, boi sie powiedziec prawde, wygarnac jej cokolwiek zwłaszcza kiedy zyjemy pod jej dachem. Pomijajac juz ze ona nie slucha i zyje w swojej wyimaginowanej rzeczywistosci. Mam na mysli to ze np ja opowiadam jej o tym ze jej syn mial kiepskie relacje z nia - opierając to na jego slowach, a ona tłumaczy ze byli bardzo blisko ze soba bo przeciez wraz z ojcem i z nim chodziła na koncerty albo raz czy dwa pojechali nad morze. Myli pojecia i bardzo chętnie wypowiada sie na tematy na ktorych kompletnie sie nie zna. A mi ciezko tez zniesc to, ze widze jak nasz zwiazek na tym cierpi i coraz bardziej sie rozpada kiedy te wszystkie negatywne emocje odreagowujemy na sobie. Boli mnie ze ta kobieta jest calkowicie bezkarna w tym wszystkim co robi i uwaza ze ma prawo gnoić mnie do upadłego i robic ze mnie największe scierwo na tym swiecie. A przede wszystkim tak mocno ranić osobę, którą kocham. Manipulować nią i szantażować emocjonalnie. Tak powrócę na moment do fragmentu ze sprzątaniem. Cale mieszkanie jest brudne, bardzo brudne. Nic nie ma swojego miejsca, jest zagracone w szafkach w kuchni. Temu obrzydzenie mnie bierze kiedy musze skorzystać z lazienki w ktorej śmierdzi, toalety w ktorej ona nigdy nie spuszcza wody i smrod roznosi sie po calym mieszkaniu, kuchnia tez nie należy do przyjemnych miejsc. Jedyne czyste pomieszczenie to jej pokoj. Ciagle powtarza ze ona nie ma czasu na to wszystko i ze moglabym jej pomoc sprzątnąć, ale ja nigdy nie widzialam jej sprzątającej. Nigdy. Sek w tym ze ona caly dzien po powrocie z pracy spędza na oglądaniu tv i piciu wódki. Nie mialabym problemu ze sprzątaniem (zwłaszcza ze bardzo lubie to robic no i mialabym jakies zajęcie a nie bezczynnie bym leżała wysyłając kolejne cv) gdybym widziala, ze moja robota przyniesie jakis efekt i zostanie chociaz doceniona, ale zrazilam sie mocno po tym kiedy non stop slyszalam negatywne opinie bez wzgledu na to jak wypucowane na błysk mieszkanie by nie bylo. Zostalam rowniez zgnojenia za to ze mialam czelność zapytać czy ma jakies środki czystości w domu bym mogla chociaz zagrzybialy prysznic wyczyścić. Powiedziala mi ze musze sobie sama woda poradzić bo ona nie sprząta wiec nie potrzebuje takich wynalazków. Przepraszam za tyle prawdopodobnie nieistotnych szczegółów, ale chcialam jak najdokładniej opisać sytuację, wyjaśnić to w jakiej pozycji się obecnie znajduję i znajdowałam wcześniej oraz wiele irracjonalnych zachowan tej kobiety, ktorych nie potrafie zrozumiec. Czy faktycznie z tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia?
  17. Czesc nazywam sie Kamil Mam 19 lat singiel , uczen Problem od roku dokladnie nie wiem od czego nic sie nie zdarzylo takowego zeby to spowodowac nikt nie umarl ani nic Skutki: Nie mam siły zwlec się z łóżka ,Ciągle wpadam w gniew i kłócę się ze wszystkimi, Nic mnie nie cieszy.( udaje usmiech),Boję się, że zemdleję,bez przerwy chodzę zdołowany, strach przed poznawaniem ludzi, Jak radzilem: Muzyka, dziewczyna( ktora zostawila i coraz gorzej ze mna), bieganie ktore uszczesliwi mnie na godzine max dwie, codzienna walka sam ze soba zeby zyc dalej i wmawianie ze jednak dla kogos zyjesz, od 2 tyg mam nasilenie tego wszystkiego i sie konczy z tym ze nie daje nawet z lozka wstac ani nic jesc mi sie nie chce Porady : co moge zrobic z tym ? czy to choroba psychiczna? Jak ten dzial nie dotego sluzy to wybaczcie bo juz nie wiedzialem gdzie napisac
  18. Witam. Mam 26 lat. Po skończonych studiach wróciłem na stare śmieci, gdzie pracuję. Od około 3-4 lat zmagam się z ciągłymi nerwobólami w klatce piersiowej. Lekarze zwalają winę na przepuklinę rozworu przełykowego twierdząc, że to bóle promieniujące, wynikające z nieprawidłowego działania na danym odcinku układu pokarmowego plus samonapędzająca się psychika - boli - myślę czemu - boli bardziej - i tak w kółko. Jednak w tym roku doszły ciągłe napięciowe bóle głowy, zwiększona drażliwość na bodźce, napadowe uczucia duszności i zawrotów głowy. Czasami mam też chyba lekkie napady lękowe - wydaje mi się, że mogę w każdej chwili zemdleć i mam uczucie problemów z oddychaniem, mimo, że bez problemu mogę wziąć pełny wdech. Nerwobóle też stają się bardzo uciążliwe. Boli mnie skóra/mięśnie/kości (?) w okolicach żeber w obrębie zarówno i klatki piersiowej, jak i pleców. Dodatkowo bardzo często (kilkanaście razy w ciągu doby?) odczuwam mniej lub bardziej silny niepokój. Zaznaczę, że niedawno przechodziłem szereg badań i wszystkie wyniki są wręcz książkowe. Niedawno rozpocząłem nową pracę, która jest niesamowicie stresująca i wymagająca, objawy się jedynie nasilają, a ja już mam przygotowany gotowy wydruk wypowiedzenia umowy o pracę... radzę sobie na stanowisku, ale psychicznie wysiadam. Nie eksperymentuje z lekami, czasami stosuję positivum, jednak jedyne co odczuwam to znużenie po tego typu preparatach. Stres daje się we znaki już w domu, wieczorem. Natłok myśli, ból głowy, uczucie słabości, rezygnacji, uczucie zmęczenia wszystkim. Czasami pojawia się też silna niechęć/lęk przed rzeczami, które wcześniej sprawiały radość - typu imprezy ze znajomymi. Dosłownie zmuszam się do niektórych czynności, żeby nie denerwować i odsuwać od siebie innych. Ciągle czuję, że zużywam 200% swojej energii każdego dnia na radzenie sobie z samym sobą co rodzi niesamowitą frustrację, zmęczenie i ciągła chęć odchodzenia na bok i odpoczynku. Czy to jest nerwica lękowa? Do kogo udać się w pierwszej kolejności? Psycholog / psychiatra? Postanawiam powoli działać, bo to już się odbija na moim życiu i prywatnym i zawodowym. Przepraszam, że tak długo, miało być zwięźle, ale temat towarzyszy mi już parę lat i chciałem być precyzyjny.
  19. Madzi

    Pomocy!!!

    Dzień dobry Jestem młodą dziewczyna w wieku 20 lat. Boję się chodzić do pracy, wych9dzic do sklepu, jeździć autobusem czy tramwajem, nawet rozmowa przez telefon jest męcząca. Mieszkam z chłopakiem i muszę chodzić do pracy. On też krzyczy, że nie chodzę do pracy. W czwartek muszę iść do pracy, ale chyba nie dam rady, brzuch mnie z nerwów boli, o niczym innym nie myślę tylko o tym, że w czwartek będę musiała tam iść. Staram się myśleć, że dam radę i pójdę do tej pracy, ale niestety to nic nie daje. Co ja mam zrobić żeby to przezwyciężyć i żyć pełnią życia.??
  20. MAMAra

    Nie radzę sobie

    Witam, mam prawie 30 lat, jestem mama dwójki dzieci (4lata i rok). Odkąd wzięliśmy kredyt dla mojego taty, który przestał spłacać, wszystko się zmieniło. Od 1,5 roku razem z dziećmi mieszkam u rodziców na wsi, mój partner pracuje w większym mieści i jest z nami w weekendy, ja aktualnie nie pracuje. Moja babcia która z nami mieszka odwróciła się ode mnie kiedy byłam w pierwszej ciąży, nasz konflikt narasta, atmosfera miedzy nami jest wykańczająca. Dodatkowo codziennie wyrzucam sobie dlaczego głośniej i stanowczo nie sprzeciwiłam się aby mój partner pomógł mojemu tacie. Czuje że to moja wina, ta cała cieżka sytuacja którą wywołał mój ojciec. Mam wyrzuty sumienia że siedzę na głowie mojej mamie, nie pracuje aktualnie. Ogólnie nie lubię siebie, nie umiem patrzeć na siebie w pozytywny sposób, poddałam się parę lat temu i nie skończyłam studiów które wykańczały mnie psychicznie bo nie dawałam rady (zawsze byłam w szkole jedna z lepszych). Przede wszystkim jestem ciągle wściekła, pełna złej energii którą wylądowuje na rodzinie, dzieciach a przede wszystkim na partnerze. Czuje taki dług wdzięczności dla rodziców że tak mnie zawsze wspierali a ja nie umiem im się odwdzięczyć. I te ataki paniki- w momentach wielkiego napięcia wychodzę z domu i ide, ide ile się da przed siebie. Popłacze i wracam. I mam czasem problem z oddychaniem kiedy mam nadmiar emocji. Są dni kiedy walcze, jestem pozytywna, tryskam energią i wiem że damy rade ale te dni są tak rzadko, coraz rzadziej. Nie mam siły myśleć pozytywnie bo wydaje mi sie że to nie ma sensu bo i tak bedzie po staremu. Czuje sie sama, wszystkie znajomości zostały w starym miejscu. Przede wszystkim boje się że za rok, dwa mój ukochany odpuści sobie bo będzie mial dość moich humorów a dzieci- chce być dla nich wsparciem i radosną mama a nie wrzeszczącą, płaczącą i nie wierzącą w siebie. Nie wiem co robie źle. Dlaczego tych dobrych dni ejst tak malo, te złe mnie przytlaczają. Co zrobić żeby było lepiej, żebym ja czuła się lepiej ze soba i czuła ze warto się starać i walczyć przede wszystkim o siebie?
  21. Czytoborderline

    Co mi jest

    Mam 29 lat i z pozoru wszystko jest super. Z pozoru. Coś mi jest od zawsze, toksyczna matka, brak ojca. Przeszłam sama przez anoreksję, jadłam jedno jabłko na dwa dni. A może i z tego nie wyszłam do końca. Przeszłam przez swego rodzaju depresję, swego rodzaju, bo odczuwam chroniczny smutek. Może i z tego nie wyszlam. Odczuwam paranoję - że wszyscy widzą moje potknięcia, że wszystko robię źle i wyglądam też źle w oczach innych. Godzinami rozmyślamnad przeprowadzonymi dialogami, czy nie powiedziałam czegoś nie tak. Czuję się beznadziejna. Co więcej, raz wpadam w beznadziejny dół opisany przed chwilą, a raz aż pałam miłością i szczęściem. Ze skrajności w skrajność. Bzdura wyprowadza mnie z równowagi i rzucam co mi w rękę wpadnie. Nie myślę co mówię. Zależy mi tylko na wyladowaniu złości. A zaraz tryskam radością i najchętniej wszystkich bym wycalowala. Miewam myśli samobójcze. Czuję się rozchwiana, moje emocje mnie wykończą. Jestem jak tykającą bomba. Co mi jest? Czy to może być borderline?
  22. Witam, właściwie trafiłam tu przypadkiem i nie wiem czy napisanie tutaj czegokolwiek mi pomoże, choć może "wylanie" żali trochę mnie ukoi. Mam 22 lata. Od prawie roku jestem w związku z 24-letnim chłopakiem. Moje dotychczasowe związki były trudne, pełne kłótni,nieporozumień. Można by rzec, że relacje damsko-męskie zawsze były ciężkie, na pewno mam problem z rozmową. Ostatni związek zakończył się zdradą ze strony partnera co wywołało we mnie depresję, rezygnację, masa złych, dobijających myśli. Po ponad roku udalo mi się uporać ze spotkaną mnie krzywdą. W między czasie poznałam chłopaka w którym się zakochałam, spotykaliśmy się pół roku, były zbliżenia, relacja przyjacielska-myślałam, że będzie z tego jakaś głębsza relacja, związek. Jednak po wyjawieniu swoich uczuć nie spotkałam się z odwzajemnieniem i znajomość się zakończyła. Niedługo potem poznałam obecnego chłopaka. Od początku podchodziłam do niego z dystansem, nie chciałam robić mu nadziei, chciałam odpocząć od związków i angażowania się, bałam się wykorzystania-byłam zrażona po poprzednim "przyjacielu". Jednak obecny chłopak, nazwijmy go "X" był zupełnie inny. Do niczego mnie nie nakłaniał, spotykaliśmy się, spędzaliśmy milo czas, wszystko na luzie. Jednak po jakimś czasie X chciał jakiejś decyzji z mojej strony, czy to idzie w kierunku przyjaźni, czy chce czegoś więcej, miałam się określić-on chciał czegoś więcej, związku, wyznał mi że mnie kocha. Byłam sceptycznie nastawiona, nie chciałam "pakować" się w związek nie będąc pewna swych uczuć-na tamten moment go lubiłam. W przeciągu 3 miesięcy relacja się rozwinęła, byłam szczęśliwa, miałam wrażenie, ze "złapałam Pana Boga za nogi". Był moim ideałem. Każe z nas ma za sobą jakieś niemiłe rzeczy w związku z partnerami, oboje jesteśmy "podziurawieni" przez zadane kiedyś rany. A teraz ranimy siebie. Wcześniej kłótnie były "lżejsze" krótsze, szybko się godziliśmy. Teraz od prawie miesiąca kłócimy się codziennie, oboje jesteśmy uparci, stoimy przy swoim. Ja najczęściej albo wpadam w szał, albo milczę, takie moje sposoby...nie umiem inaczej. X prowokuje mnie swoją bujną wyobraźnią, ja powiem A a on resztę alfabetu... jedyną rzecz jaką wiem u siebie na 100% to to, że nienawidzę kiedy ktoś mi coś wmawia, mówi za mnie, prowokuje mnie spekulując, a X właśnie tak robi przy każdej kłótni. Ostatnio tak mnie wyprowadził z równowagi, że roztrzaskałam laptopa na podłodze, przestaje panować nad emocjami totalnie. Boję się, ze popadnę w jakąś nerwicę a on jak gdyby nigdy nic będzie dalej mnie prowokował i wmawiał mi coś-z reguły że coś miało miejsce jak nie miało-w nic mi już nie wierzy. U obojga nas występuje straszna zazdrość o siebie. Ta relacja staje się bardzo skomplikowana, z każdą kłótnią oddalamy się od siebie coraz bardziej, czuję to...Gdy jesteśmy pogodzeni jest cudownie, gdy się kłócimy z każdego wychodzi inne oblicze. Nie umiem sobie z tym wszystkim poradzić. Między nami jest teraz tylko mur, gniew, X chciał załagodzić sytuację ale mnie już męczy takie godzenie na chwilę i udawanie jakby się nic nie stało, aż do następnej kłótni przy której znów wracamy do wcześniejszych "brudów". Zastanawiam się nad rozstaniem, nie chodzi o wypalenie uczucia ale bezsilność i brak porozumienia. Były rozmowy o dzieciach, ślubie kiedyś ale ja nie wyobrażam sobie tak żyć. W takiej huśtawce niepewnej jutra. Proszę o jakąś pomoc..cokolwiek..
  23. Witam, jestem dwudziestoletnim studentem, można powiedzieć, że "dopiero" zaczynam studiować, bo kończę pierwszy rok. Przechodząc do problemu, w ostatni wtorek doznałem silnego zwątpienia. Miewałem takie stany ale to były błahe drobnostki; szybko przychodziły i równie prędko odchodziły. Jednak tamten stan sprzed kilku dni różnił się stanowczo. Trwał praktycznie przez kilka godzin, w tym czasie zacząłem rozmyślać o moim pobycie na tych studiach. Doszło do mnie, że w pierwszym semestrze pałałem chęcią do nauki, a w obecnym ta chęć się zmniejszyła (ten semestr jest znacznie cięższy od poprzedniego, mamy również przedmioty do których ciężko się przygotować). Ogarnęło mnie coś w rodzaju smutku, że po prostu już nie dam rady. Zastanawiałem się czy po prostu tego wszystkiego nie rzucić i może nauczyć się jakiegoś zawodu. Obawiam się że odpadnę ze studiów i w tedy będzie kiszka, ale chyba gorszy stres mam, że nie dam sobie rady teraz i że będę musiał wsiąść warunek (już na pierwszym roku...) albo ogólnie nie zdam i będę musiał powtarzać cały rok. Ewentualnie, kiedy ukończę te studia to będę zwykłym szaraczkiem na rynku pracy (i całe pięć lat nauki na marne). Od siebie mogę jeszcze dodać, że nie mam zbyt dużej pewności siebie. Oprócz tego miałem jeszcze coś w rodzaju retrospekcji z życia, kiedy popełniałem błędy/coś mi nie wychodziło. Głupio się przyznać ale w pewnym momencie popłakałem się. Nie było to lamentowanie, tylko parę łez (dopiero w tedy poczułem ulgę oraz te myśli stopniowo się wyciszały, aż odeszły) Chciałbym się dowiedzieć, czy to są jakieś objawy wypalenia, czy po prostu brak wiary w swoje możliwości ? Jak mogę sobie z tym poradzić ? Z wcześniejszymi stanami nie przejmowałem się bo to były tylko przelotne myśli, które pojawiały się w trudniejszych chwilach.
  24. Witam wszystkich , nie mam pojęcia co zrobić , może tutaj odezwie się ktoś kto miał podobne przeżycia ... Za znęcanie od początku na początku roku poznałem dziewczynę przez internet (fotka) bardzo dobrze nam się rozmawiało i postanowiliśmy się spotkać ja mieszkałem w Szwecji więc umówiłem się z nią w Polsce , akurat miałem robić prawo jazdy w Łomży więc umówiłem się z nią że przyjedzie tam na tydzień po tym tygodniu znajomości było nam bardzo dobrze więc postanowiłem że zaproszę ja do siebie do Szwecji . Zostaliśmy tam jeszcze tydzień , zdałem to prawo jazdy .. później pojechałem poznać jej matkę , wszystko było oki , złożyła wymówienie w pracy , wsiedliśmy w samochód i na prom po miesiącu wspólnego mieszkania okazało się że jest w ciąży , oboje się bardzo ucieszyliśmy u ciągle się świetnie dogadywaliśmy , dowiedziałem się że ma problemy z tężyczka itp i ma strach z tego powodu rodzić w Szwecji .. wiec postanowiliśmy że wracamy do Polski .. spakowałem swoje najważniejsze rzeczy ona też i wjechaliśmy na prom do Polski .. po drodze stwierdziła że chce odpocząć trzy dni i zostałem u swoich rodziców . Okazało się że nie dojechała do domu tylko wróciła do domu który parę lat temu kupiła z byłym i on tam mieszka .. praktycznie od tego czasu jak zjechaliśmy z promu nie chce że mną być .. i nie chce ze mną wychowywać dziecka .. czy ktoś może ma pomysł o co jej może chodzić? Jakie mam szanse by teraz walczyć o dziecko ? Bo o nią nie wiem czy już jest sens ... Dodam jeszcze że z byłym nie mogła zajść w ciążę ... mam bardzo duze nerwy paöe 3 paczki dziennie od tygodnia , codziennie sie z nia probuje dyskutowac przez wiadomosci ale ciezko to wychodzi i wiem ze do niczego dobrego nie prowadzi
  25. Dzień dobry, mam 23 lata, jestem studentką. Od dłuższego czasu zmagam się z permanentnym smutkiem. Bardzo często chce mi się płakać, robię to nawet w miejsach publicznych. Mam osobowość depresyjną, myślę źle o sobie, nie potrafię podjąć decyzji, nie umiem się zmotywować do działania. Cały czas czuję się zagubiona, niepasująca. Mam wrażenie, że zupełnie nie mam kontroli nad swoim życiem. Często nachodzą mnie natrętne myśli, odczuwam ciągły brak pewności siebie, wiary we własne możliwości. Bardzo często towarzyszy mi lęk, jestem też bardzo zestresowana. Postrzegam siebie w bardzo krytyczny sposób, mam też wielki problem z prokrastynacją, która objawia się w niemal ekstremalnym stopniu i niezmiernie źle oddziałuje na codzienne funkcjonowanie. Obecnie najbardziej dręczy mnie nieumiejętność podjęcia decyzji, usamodzielnienia się, zupełne zdezorientowanie. Skończyłam jeden kierunek studiów, obecnie jestem po pierwszym roku psychologii, ale rozważam urlop dziekański, gdyż nie jestem pewna tego wyboru, a studia są dużym obciążeniem finansowwym. Martwi mnie, że nie mam na siebie pomysłu, że jestem bierna. Często porównuję się do znajomych (choć doskonale zdaję sobie sprawę z bezcelowości obserwacja ich dróg życiowych i sukcesów napawa mnie dużym smutkiem i frustracją. Brak pewności siebie i przekonanie o braku jakichkolwiek kwalifikacji czy umiejętności sprawia, że nie mam satysfakcjonującej pracy. Z wielkim trudem przyszło mi nawet zatrudnienie się w kinie. Mam wrażenie, że najzwyklejsze czynności są dla mnie problematyczne. Czuję się jak dziecko, które woli nieśmiało obserwować świat, potrzebuje opieki i zupełnie nie jest gotowe do niezależnego funkcjonowania i podejmowania decyzji czy wyborów z jakimi wiąże się wchodzenie w dorosłość. Chciałabym ukierunkować swoje życie, dowiedzieć się czego tak naprawdę chcę, czasem zaryzykować, a przede wszystkim spróbować. W momentach krótkotrwałego przypływu optymizmu snuję jakieś nieśmiałe plany, pojawiają się pomysły, jednak już za chwilę wydają się być zupełnie abstrakcyjne, dla mnie niemożliwe do zrealizowania. Staram naprawić ten stan rzeczy, m.in. poprzez uczęszczanie na psychoterapię od ponad roku (jednak z ciągłymi, nawet ponadmiesiecznymi przerwami). Jednak nie zauważam jakiejkolwiek poprawy, czy zmiany w swoim myśleniu. Na terapii skupiamy się na bieżących problemach oraz na rozwodzie rodziców, który miał miejsce gdy byłam w liceum. Omawiamy poszczególne kwestie, ale mam wrażenie, że nie przekazuję dokładnie tego z czym mam problem, mimo iż cały czas o tym myślę. Myślałam o zmianie psychoterapeuty, jednak informację o tej osobie dostałam z polecenia, a z wielu innych opinii wynika, że jest to skuteczna terapeutka. Poza tym cenię sobie jej osobę i szkoda byłoby mi roku terapii. Zastanawiam się przede wszystkim nad przyczynami moich problemów, doszukuję się ich w kwestiach zdrowotnych, czasem czuję się jakbym była hipochondryczką. Męczy mnie funkcjonowanie w ciągłej niepewności, lęku, stresie i braku pewności siebie. Bardzo chciałabym w końcu osiągnąć jakiś swój mały cel, doprowadzić coś do końca i dowiedzieć się jak to jest być z siebie dumną i czuć satysfakcję, której tak strasznie mi brakuje.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.