Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'stres'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Refleksje mężczyzny

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Popadłem w marazm. W pewnym sensie rozleniwienie, brak inwencji, poczucie bezsensu, wypalenie, klapa itp. Może nie depresja - bo jestem w stanie wyjść z domu i wykonywać proste, debilne, odtwórcze prace. Ale to tyle. Natomiast nie chce mi się nic innego. Nie mam żadnych pomysłów. Czy to w biznesie, czy w twórczości; nie mam ochoty na żadne hobby, nie ćwiczę (co najwyżej czytam). Normalnie prowadzę kilka działalności, poza tzw. "pracą zawodową" (jestem w takim kraju, gdzie można i nie trzeba się przejmować urzędem skarbowym), piszę blogi, artykuły. I to mimo, że na codzień widzę bezsens egzystencji (praca, praca, g... z tego i "wyjazd") - poza tym, żeby dbać o dzieci. Ale zwykle działam, a efekty dają mi zadowolenie. Teraz - nic. Mam tak od powrotu z wakacji. Zwykle miewam trochę chandry w takich momentach, ale tym razem to już kolejny miesiąc. Napiłbym się, ale to niebezpieczne, bo to dałoby mi chwilowe zadowolenie i poczucie optymizmu i chciałbym to powtórzyć. Więc też nie piję. Za to jem. Na pewno poczucie bycia w kieracie ma tu jakieś znaczenie. Co ja tu k... robię? Po co? Żeby przewegetować? Do tego poczucie wieku (mam już tyle lat, na ile się wciąż nie czuję), upływu czasu - i co gorsza jego marnacji w debilnej, źle zorganizowanej i nudnej codzienności.
  2. Z góry tu przepraszam za wulgarny język - są jednak tutaj głównie przytoczone w cytatach. Nie za bardzo wiem, od czego tak właściwie zacząć... Ogólnie jestem dzieckiem z rozbitej rodziny - mój ojciec zostawił nas dla innej, gdy byłam małym dzieckiem. Teraz nie mam z nim kontaktu od około 11 lat (sama mam 22). Od kilkunastu lat mam ojczyma (którego normalnie traktuję jak ojca), z którym matka ma dwójkę dzieci. Ostatnimi czasy, a będzie to już kilka lat, nie mam w sobie za grosz chęci do życia, nic mi się nie chce, uważam, że moje działania, niezależnie od tego jakie - są po prostu bezsensowne. Kiedyś miałam w sobie tyle pasji... Kiedy dokładnie zaczęło się to psuć? Pewności nie mam, podejrzewam tylko, że zachowanie moich rodziców względem mnie mógł mieć na to spory wpływ, a także inne osoby, które spotkałam w swoim życiu. W domu praktycznie od zawsze były teksty typu "ucz się, bo skończysz na ulicy" - to raczej nic dziwnego, każdy rodzic chce dla swojego dziecka w końcu jak najlepiej, jednak... W moim domu, prócz tego, zawsze się groziło "jak nie zdasz/czegoś nie zrobisz, wypier**lę cię z domu". Do tej pory pamiętam, gdy w wieku może 11/12 lat faktycznie moja matka wyciągnęła torbę, wyrzuciła ubrania z szafy i kazała się pakować. Moimi sukcesami nie cieszyli się wcale, a gdy coś nie wychodziło, kończyło się na wyzwiskach - że jestem głupia, "poje***a", że w życiu nic nie osiągnę i że jestem nikim. Do tej pory siedzi mi w głowie jeden z jej tekstów, że "jestem jej wychowawczą porażką". Praktycznie od zawsze starałam się im zaimponować, do tego stopnia, że po jakimś czasie zgubiłam siebie i przestałam dbać o to, co JA bym chciała robić - ale nawet to im nie wystarcza. Widzę też jak traktują rodzeństwo, a mnie w ich wieku - gdy miałam problem, często wynikały awantury, gdy zaś któreś z nich ma - robią wszystko, nawet zapewniają wizyty do psychologa. Przykład z obecnej sytuacji: w tym roku miałam bronić licencjatu, a z racji, że w czerwcu zerwałam z narzeczonym po 5 latach związku, po prostu nie czułam się wystarczająco na siłach, by do tego podejść - uznałam więc, że przełożę sobie termin na koniec stycznia przyszłego roku (bo to ostatnia data według tego, co podaje moja uczelnia), chciałam też zacząć coś innego, w innym mieście, bo obecny kierunek mnie w ogóle nie zadowalał. Dużo razy mówiłam matce, że chcę tak zrobić, nie raz nawet siedząc ze mną przy stole, dopytywała, jakby miało to wyglądać, jakie papiery mam dać etc. i wydawało się, że nie widzi w tym problemu Nie wiem, co jej strzeliło, ale wymyśliła sobie, że całkiem chciałam rzucić te studia i zmarnować 3 lata. Zaczęły się krzyki i awantury z jej strony i groźby - jak się nie obronisz, wynosisz się z domu. Od tamtej pory się już do mnie nie odzywa. Nie dość, że w domu byłam dobijana, ucinano mi skrzydła, to w szkole też nie miałam wesoło. Na ogół byłam gnębiona, nie umiałam się dogadać z innymi. Jedynie miałam małą grupkę kumpli, którzy zaczęli mnie olewać, gdy spotkałam swoją pierwszą i w sumie najbliższą mi przyjaciółkę. Byłyśmy jak papużki nierozłączki i naprawdę była to osoba, której, a przynajmniej tak mi się wydawało, mogłam zaufać, byłam na każde jej skinienie. Po 3 latach przyjaźni skończyłyśmy w związku, nie trwał on jednak długo, bo się okazało, że mnie zdradziła - mimo to i tak starałam się ratować, chociażby naszą przyjaźń, jednak nic to nie dało. Bolało. Była to w końcu pierwsza osoba, której tak ufałam, która znała wszystkie moje sekrety, z którą spędzałam tyle czasu... Mój pierwszy, poważny związek z narzeczonym, o którym wspominałam wcześniej, zapowiadał się świetnie. Mimo iż cierpiał na depresję i nerwicę lękową, było między nami naprawdę dobrze. Pomogłam mu znaleźć pracę bliżej mnie, dałam dach nad głową - nie na długo, bo pracy nie umiał utrzymać. Wszystko zaczęło się zmieniać po 3 latach - zaczął wypisywać do innych dziewczyn, olewać mnie. Gdyby to były stricte przyjacielskie relacje, raczej nie miałabym nic przeciwko temu, więc dałam mu wtedy warunek, że albo przestanie filtrować z innymi, albo to koniec - obiecał, że przestanie. Jak można się domyślić, nie przestał. Przyłapałam go w sumie przez przypadek, ale nie odezwałam się nawet słowem. Tak naprawdę nie chciałam go stracić. Tak to trwało aż do czerwca br. Znalazłam w tym czasie dwójkę cudownych przyjaciół - którzy swoją drogą, obecnie bardzo mi pomagają. To właśnie wtedy zaczęły się kłótnie. Za poradą przyjaciół postanowiłam poważnie porozmawiać o zachowaniu partnera - jednak wynikła z tego awantura. Wtedy zerwanie stało jeszcze pod znakiem zapytania, ale czara goryczy przelała się, gdy mój ex zaczął mówić jak o (przepraszam za wyrażenie) szmacie. Powiedziało mi o tym dwoje wspólnych znajomych. Dlaczego tak mówił? Bo miałam swoich dwóch przyjaciół - tak, tych, którzy mi pomagali i im zależało, by było między nami dobrze. Wtedy uznałam, że to definitywny koniec. Jakby nie patrząc i tak opisała wszystko w naprawdę sporym skrócie. Gdybym miała opisywać wszystko w detalach, prędzej wyszłaby niewielka powieść autobiograficzna. Reasumując... ogólnie przez to wszystko czuję niechęć do życia, do siebie, do świata i innych ludzi. Czuję, że ja tu po prostu nie pasuję. Kolejne problemy tylko bardziej przybijają i przestaję sobie radzić nawet z najprostszymi czynnościami. Wszystko mnie po prostu zaczyna przerastać, z dnia na dzień coraz bardziej i bardziej....
  3. Witam nazywam się Weronika . W październiku tego roku skończę 22 lata a moja córeczka 2 latka . Lilianna bo tak nazywa się moja córka , 3 dni przed pierwszymi urodzinami została zdiagnozowana na ostrą białaczkę limfoblastyczną dodatkowo z mutacją genu . Przez który została zakwalifikowana do konieczności przejścia przeszczepu szpiku . Postanowiłam zasięgnąć pomocy bo czuje że z moim zdrowiem psychicznym zaczyna być coraz to gorzej . Sytuacja z narzeczonym jest toksyczna nie jest on w żaden sposób dla mnie oparciem na codzień a w ręcz przeciwnie . A to już zaraz rok minie ,jak spędzimy czas w szpitalnym zamknięciu z córką , a ja czuje się jak wrak człowieka i zaczyna brakować mi sił na pokazywanie wszystkim że jestem silna . Lila jest 7 dobę po przeszczepie szpiku , z poważnymi komplikacjami a ja coraz bardziej zaczynam popadać naprawdę bardzo zły stan psychiczny . I chodź wiem że to nic dziwnego i mam prawo do złego samopoczucia w tak trudnym czasie to wiem że potrzebuje wykwalifikowanej pomocy kogoś z zewnątrz aby pomogł mi uporać sobie w mojej głowie to wszytko bo sama po prostu sobie już nie radze . Z góry dziękuję za odpowiedz i poświęcony czas . Pozdrawiam .
  4. Dzien dobry, Zaczne od tego ze mam 19 lat i jestem w klasie maturalnej.Moje dzieciństwo nie było latwe ponewaz kiedy miałam 10 lat rodzice się rozstali,nie umiałam sobie z tym poradzić,mlodsza siostra zachorowala,mama znalazła partnera którego na początku nienawidziłam. Mieszkam z mama,ojczymem mlodsza siostra i od niedawana z rok młodszym przyrodnim bratem (synem ojczyma).Odkad pamiętam mama od zawsze dużo ode mnie wymagala,bylam objeta strasznym rygorem i niedocenieniem.Nic się nie zmienilo.Na 18-ste urodziny dostałam od mamy i ojczyma jej stary samochod ponieważ mama kupila nowy,ja się o niego nie prosiłam nie blagalam po prostu uznali ze mi go dadza bo zdałam prawo jazdy i „chcieli i ulatwic zycie”,niestety po kolejnym pol roku czyli jakos w marcu mama z ojczymem zaczeli mi mowic ze jeśli nie znajde pracy wezma mi samochod,wysylali mi pare ofert dziennie i naciskali abym w weekendy kiedy nie ide do szkoły chodzila do pracy,po prostu mnie szantażowali.Nie umieli tego uzasadnić bo nie brałam od nich zadnych pieniędzy,zresztą nigdy ich nie dostawałam ponieważ co miesiąc tata przelewa mi 500zl,mi pieniędzy nie brakowało ale zdaniem mojej mamy i mojego ojczyma musiałam isc do pracy.Prace weekendowa znalazłam,cieszyli się bardziej niż ja.W tygodniu kiedy mama z ojczymem sa w pracy i wracam ze szkoły codziennie sprzątam dom i gotuje obiady,w weekendy chodze do pracy wiec spotkania z chłopakiem i znajomymi w te dni odpadają,zostaje jedynie spotkanie w tygodniu,jednak kiedy chce wyjść z domu mojej mamie to nie odpowiada bo jestem w klasie maturalnej i mam się uczyc,moje wychodzenie z domu określa jako „szwędanie się” i nie raz mówi ze musi się z tego powodu mnie wstydzić bo „ciagle mnie nie ma”(zazwyczaj wychodzę z domu jeden dzień w tygodniu i widuje się w tedy z chłopakiem,dla mojej mamy najlepiej by było gdybym z pracy chodzila do szkoły i ze szkoły do pracy.Od kiedy wprowadzil się mój przyrodni brat zaczelam zauwazac zalezna roznice miedzy traktowaniem nas.moj brat nie musi chodzic do pracy,daja mu pieniądze na jego potrzeby,ja w jego wieku musialakm kupować sobie swoje szampony i srodki higieniczne z pieniędzy które przelewal mi tata,jednak on na nic nie ma nacisku,każdy skacze tak jak on chce.Wysiadam psychicznie,robie wszystko,sprztam gotuje ucze się bo przecież chodze do szkoły,chodze do pracy a i tak jestem niewystarczająco dobra corka,nie chce mi się wracac do domu,placze jak mam wracac bo wiem ze i tak uslysze narzekanie na moja osobe.Chcialam porozmawiać z mama jednak kiedy tylko poruszam temat zaczynam plakac i moja mama z ojczymem komentują ze rozmawiać nie umiem,ze sobie nie poradzę,ze z takich powodow się nie placze ze jeszcze dużo gorsze rzeczy mnie w zyciu spotkają wiec o rozmowie z nimi nie ma mowy.Od jakiegoś czasu kłuje mnie w klatce piersiowej co jakiś czas do takiego stopnia ze zginam się w pol bądź musze wstrzymać oddech,mam tez uderzenia duszności i ciepla,boje się odzywac w jakikolwiek sposób do rodzicow wole zrobić swoje „obowiązki „ i zamknąć się w pokoju.Dzisiaj powiedziałam mamie ze chce zapisac się do lekarza ale uslyszalam ze co znowu wymyślam,powiedziałam ze mam take a nie inne problemy i ze może to nerwica bądź po prostu jakies stadium innej choroby na co odpowiedziala ze musze zwolnic tempo zycia bo mam szkole prace i zamiast odpoczywać wole wyjść spotkać się ze znajomymi i to tego wina .Nie zdaje sobie sprawy ze to z powodow rodzinnych i domowych się tak czuje,jestem niezrozumiana,niedoceniona,ciagle czuje się zle i slabo psychicznie kiedy znajduje się w domu,wszystko po prostu robie zle,mam dość nie wiem co mam robic. co zrobić zeby poczuć ulgę?chciec wracać do domu i poczuć ze jestem potrzebna?
  5. Dzień dobry, postanowiłam opisać swój problem, choć często odnoszę wrażenie, że mój problem nie zostaje zrozumiany. Jednak uważam, że moje emocje dla mnie są prawdziwe. Chodzi o mojego tatę. Czuję ogromny wstyd opowiadając o tym. Dużą część mojego życia wyparłam, ale wróciło do mnie, że jak miałam kilka lat byłam z tatą bardzo blisko. Właściwie, to mama jest dla mnie neutralna. Nie przytulała mnie, czasem wręcz była wroga. A ja czuję się ohydnie z tym że moją matką jest mój ojciec. To dla mnie odpychające. Praktycznie każdemu ustępuję, czuję że nie zasługuję na nic. Tata często dawał mi do zrozumienia, że mną jednocześnie gardzi. Jak faceci to zawsze nadopiekuńczy, matkujący, nieszanujący mojego zdania umacniający mnie w kompleksach. Jednak czego by nie zrobił, nie umiem być zła. Czy da się to naprawić? W internecie znalazłam artykuł o tzw. "piersiujących ojcach" i opis pasuje. Czy jest szansa, że kiedyś będę umiała być z kimś blisko i czuć się z tym dobrze. I czuć jakąś wdzięczność kiedy dostaję?
  6. Witam! Potrzebuję Waszej pomocy w znalezieniu odpowiedzi na pytanie dlaczego jedni ludzie chętnie korzystają z pomocy specjalistów zdrowia psychicznego, a inni jej unikają. Taka wiedza pomogłaby psychologom tworzyć skuteczne kampanie informacyjne oraz dostosowywać usługi do potrzeb klientów. Proszę o wypełnienie krótkiego formularza (max 15min), który pozwoli mi zgłębić ten temat. Jest to starannie przygotowany element mojej pracy magisterskiej. Serdecznie zapraszam i zachęcam do refleksji! Wszystko jest oczywiście w 100% anonimowe, a na wszystkie pytania chętnie odpowiem w komentarzu! Oto link do narzędzia przygotowanego w pakiecie google: https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSdu7OZauVs64B9yKv0PWn36IhPiUQquMdRwiZ6NxFnP-IN4Sw/viewform?usp=sf_link Z góry dziękuję za pomoc!
  7. 2 tygodnie temu..ti się stało... Co dalej robić...
  8. Jestem Wojtek, 31 letni zrezygnowany, bez wiary w znalezienie miłości i założenie rodziny chłopak, który po raz kolejny znalazł się na życiowym zakręcie… Z wykształcenia jestem inżynierem informatykiem, natomiast w życiu pracuję jako kompletny samoich - programista i grafik. Chciałbym przedstawić Ci moją historię… Historię gościa, który z każdym dniem traci wiarę w to, że będzie jeszcze dobrze… Jestem jedynakiem, urodziłem się w Zamościu, lecz finalnie zamieszkałem w niewielkiej wsi na Podkarpaciu. Lecz nie zawsze tak było... Od kiedy pamiętam byliśmy dość biedną rodziną. Mama robiła wszystko bym miał co jeść, a ojciec nigdy nie zhańbiony pracą alkoholik. Moje dzieciństwo do dzisiaj wypieram z pamięci. Awantury alkoholowe często kończące się wyrzucaniem mamy z domu przez mojego ojca sprawiło, że musieliśmy uciekać. Po kilku takich ucieczkach mama postanowiła, że uciekamy i wyjechaliśmy. Przez kilka lat mieszkaliśmy “po znajomych”. W życiu mieliśmy nawet epizod mieszkania w piwnicy.. Po kilku latach ojciec zmienił się (chociaż jak się później okazało tylko dlatego, że złamał nogę i nie był w stanie przebywać “w terenie” z kolegami alkoholikami). Mama podjęła więc decyzję, że wracamy, że chce bym miał ojca. Wróciliśmy. Było “dobrze”. Finansowo pomagała nam ciocia (siostra mojego taty), niestety on nadal nie pałał chęcią pójścia do pracy, mama również nie mogła znaleźć pracy lecz robiła wszystko by “dorobić”. Niestety po kilku latach koszmar powrócił. Powodem do tego by ojciec poszedł pić i robić awantury potrafiło być wszystko. Od zawsze czułem się z tym źle, izolowałem się od rówieśników. Idąc do szkoły zastanawiałem się czy będzie w domu trzeźwy czy znów będziemy szukać noclegu… Jeszcze większe problemy pojawiły się gdy chodziłem do technikum. Szkołę miałem w innej miejscowości i zamiast spędzać czas z kolegami ze szkoły czy klasy ciągle wracałem jak najszybciej do domu, gdyż nie wiedziałem co tam zastanę. Raz odważyłem się pójść z koleżanką na studniówkę… Oczywiście zakończyło się to awanturą i kolejną ucieczką… Będąc w ostatniej klasie technikum mój ojciec zmarł nagle. Wiem, że nie powinienem ale dziękowałem Bogu za to, że uwolnił nas od tego tyrana. Miałem nadzieję, że moje życie się zmieni. Niestety, przytłoczyło mnie to, że musiałem stać się “Panem domu” i zająć się rzeczami, które nie powinny mnie jeszcze dotyczyć. W tym okresie właśnie poznałem w szkole pewną dziewczynę… Chociaż poznałem to zbyt duże słowo iż nie potrafiłem nawet do Niej podejść. Przez 4 lata nie potrafiłem do Niej podejść i pogadać… Nasza znajomość opierała się o SMSy i tą nieszczęsną studniówkę. Później nasze drogi się rozeszły. Będąc na studiach postanowiłem, że się do Niej odezwę - nie musiałem się już bać, że jeśli się z Nią spotkam to będzie awantura itp. Spotykaliśmy się jakieś hmm pół roku - może nawet rok. Do niczego między nami nie doszło poza spacerami za rękę i buziakiem w policzek. Gdy po tym czasie miałem wyrzuty o to, że nie chcę być tak traktowany ona uznała, że to koniec relacji. Bardzo mocno to przeżyłem. Wiadomo… pierwsza “prawdziwa” miłość. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że to co mnie spotka i zacznie się za kilka miesięcy sprawi, że nie będę chciał żyć... Wtedy po raz pierwszy wziąłem się za siebie. Katowałem się bardzo restrykcyjną dietą, studiowałem, zacząłem pierwszą (jak się później okazało wyzyskową) pracę. Efekty były. To był też czas upowszechnienia się Internetu… Po jakimś czasie wpadłem na aplikację Badoo - niestety “par” wcale, ale trafił się jeden rodzynek. Poznałem cichą, rozważną, skromną, wierzącą i biedną dziewczynę. Ja 25 lat, ona 20. Zakochałem się. Spotykaliśmy się ze sobą, bardzo często przeszliśmy “poziom wyżej”. Rozpoczęło się poznawanie naszych ciał, pierwszy seks (zarówno dla Niej jak i dla mnie). Bardzo mi na Niej zależało. Zacząłem bardzo mocno inwestować w tą znajomość. Sponsorowałem spotkania czy wyjazdy. Gdy wyjeżdżaliśmy - spaliśmy razem. Byłem w siódmym niebie. Wtedy po raz pierwszy chciałem zrobić wszystko, aby była ze mną. Nadszedł więc czasy gdy szła na studia. Miała mieszkać w akademiku. W mojej głowie rodziły się wszelkiego rodzaju czarne myśli, że jeśli tam zamieszka to na pewno znajdzie lepszego odemnie - w końcu każdy jest przystojniejszy, fajniejszy i wogóle… Wymyśliłem więc, że chciałbym aby zamieszkała u mnie w domu - mieliśmy wolny pokój - mama chciała pomóc więc się zgodziła. I tu (jak się po latach okazało) zaczął się najgorszy okres w moim życiu. Moja ukochana okazała się kompletną “księżniczką”. Na dzień dobry przeszła z moją mamą na “Ty” co wg mnie było brakiem szacunku ale ok - przetrawiłem. Następnie zrobiła sobie z mojej mamy służącą - nigdy nie pomogła w kuchni, nigdy nie sprzątnęła za sobą, nigdy nie dołożyła się do rachunków (pomimo pokaźnego stypenidium) gdy ja utrzymywałem cały dom. Ale ok, nie chciałem znów zostać sam. Na wszelkiego rodzaju imprezy czy do znajomych wstydziłem się Ją zabierać - zawsze musiałem się wstydzić za Jej zachowanie. O wizytach u rodziny nie wspomnę. Również, gdy to my organizowaliśmy np. Sylwestra to za każdym - dosłownie - za każdym razem byłem w nocy zwyzywany i słuchałem pretensji do całego świata. Raz nawet wyprowadziła się ode mnie - ja nie chcąc jej stracić byłem pewny że to moja wina, a w szczególności mojej rodziny. Bardzo się wtedy poróżniłem z rodziną… Wszystko z czasem jednak wróciło do “normy” Ale zaczęła się zmieniać… Dopiero po latach to zauważyłem - z cichej stała się roszczeniową, z rozważnej i skromnej stała się lekceważącą dla której jedyne co chciała robić to oglądanie seriali i malowanie się… Również z wierzącej stała się agnostyczką… To nie była już dziewczyna w której się zakochałem. Pomyślałem OK, kochamy się, damy radę. Byliśmy ze sobą 5 lat, na miesiąc przed tym jak chciałem prosić ją o rękę dowiedziałem się od niej, że jest ktoś inny… To był grom z jasnego nieba. Okazało się, że jeden z kolegów ze studiów (na spotkania z którym jak się później okazało nie raz ją zawoziłem - nigdy nie chciałem zakazywać jej spotkań ze znajomymi) wyznał jej miłość. Zostałem jednak zapewniony, że mnie kocha i nie zostawi mnie. Nadszedł dzień, w którym miała obronę na uczelni. Tego dnia zmieniło się wszystko. Kolejnego dnia usłyszałem, że odchodzi… Poczułem się kompletnie wykorzystany, że jak tylko przestałem być potrzebny to ucieka. Pomogłem się jej jeszcze pakować… ba, odwiozłem ją do domu jakieś 50 km odemnie… Nie wiem po co… może tak mam że pomimo tego chciałem dobrze… Po kilku dniach spotkaliśmy się i doszliśmy do wniosku, że chcemy to ratować. Jedyną rzeczą, której chciała to dwa tygodnie odpoczynku od siebie. Dostała ów czas. Niestety po tygodniu chciała się spotkać, ale decyzję już znałem. Pojechałem (jak idiota) żeby usłyszeć, że to koniec i że od kilku dni jest z tamtym. Usłyszałem też, że była ze mną tylko dlatego, że nikt inny jej nie chciał. Mój świat ponownie się zawalił. Chciałem skończyć ze swoim życiem i niewiele od tego brakowało. Odebrałem to jak zdradę, nie interesuje mnie czy spała z nim czy nie - nadal uważam, że zostałem zdradzony. Na szczęście pomyślałem o swojej rodzinie… Lecz to co stało się z moim życiem to koszmar… Poczucie własnej wartości? Jakie poczucie - stałem się wrakiem człowieka… Do dzisiaj moja wiara w Boga jest tak wątła, że nie potrafię jej odbudować… Moje błagania o to by wróciła nie zostały wysłuchane... Podnosiłem się z tego bardzo długo. Postanowiłem wziąć życie w swoje ręce, zacząłem lepiej się odżywiać, zacząłem chodzić na siłownię itd… Lecz nadal byłem i jestem jedną wielką pizdą, która nawet nie potrafi podejść do dziewczyny, która mi się podoba. Po około dwóch latach gdy w jakimś stopniu przepracowałem to wszystko założyłem Tindera. Standard jak to u mnie - zero par albo pary, które nie odpowiadają. Również i tutaj znalazł się rodzynek - była ode mnie starsza, “związek” zrodził się po dwóch randkach lecz był to związek na odległość. Trwało to może 3-4 miesiące. Niestety pojawił się COVID, a dziewczyna kompletnie oszalała (dosłownie) i postanowiła, że musimy się rozstać. Po kolejnym pół roku również na Tinderze poznałem kolejną. Już na pierwszej randce wylądowaliśmy u Niej w mieszkaniu i gdyby nie “te dni” to nie wiadomo co by było dalej. Niestety również i tutaj nagła zmiana decyzji w ciągu dosłownie kilku godzin. I tak do marca 2021 toczyło się moje życie - ani jednej “żywej” pary na Tinderze. Nadal brak umiejętności jakiegokolwiek zagadania do kobiety na ulicy… Gdy już miałem usuwać Tindera bo rodził on tylko moją frustrację pojawiła się dziewczyna, która nawet nie sądziłem, że odpowie. (Jak mi się wydawało) była tą, której szukałem. Od kilku dni w Polsce (wcześniej przez prawie 10 lat mieszkała za granicą) - zaradna, pracująca, piękna, bardzo wierząca, chętna się spotkać. I w ten sposób zaczęliśmy się spotykać. Niestety... całe życie żyła pod “kloszem” rodziców i sióstr - wręcz mogę powiedzieć, że co powiedziała Jej siostra to święte. Oczywiście stałem się tematem nr. 1 - zostałem dogłębnie zinfiltrowany kim jestem itp. Niestety okazała sie kobietą “niedotykalną”. Nie lubiła przytulania, nie lubiła dotyku (nawet trzymania za rękę) ani pocałunków - o seksie nie wspomnę gdyż była dziewicą (a także chciała czekać do ślubu chociaż wiedziała że pewnie będzie cieżko - miała moje zapewnienie, że zaczekam ile trzeba). Było miło, spotykaliśmy się kilka razy w tygodniu, dużo się całowaliśmy i przytulaliśmy (chociaż zawsze na pytanie czy mogę słyszałem “jeśli musisz”). Niestety to, że pisaliśmy ze sobą całe dnie i spotykaliśmy się tak często sprawiło, że nie mieliśmy o czym rozmawiać - wszystko odbywało się “na bierząco” na Messengerze... I znów zacząłem mocno inwestować w tą relację… Jednak po jakimś miesiącu zaczęła sie odsuwać - nawet racjonalnie to wytłumaczyła mówiąc że na razie nic nie czuje, a nie chciałaby żeby było między nami tylko cieleśnie. OK zaakceptowałem. Poza spacerami za rękę, niewielkimi przytulasami i “buziakami” nie było nic. Mieliśmy zaplanowane kilka wyjazdów - a i ona mówiła o nas przyszłościowo - do samego końca. Niestety zaniedbałem swoje treningi i inne aktywności - chciałem jak najwięcej czasu spędzać z Nią… a Ona chciała coraz więcej i więcej być zaskakiwaną - ponad moje siły. Wszystko było dobrze do momentu gdy zostałem zaproszony na wyjazd - ona, Jej siostra z facetem i rodzina tego faceta. Kompletnie nie pomyślała o tym, że będzie to dla mnie cholerny stres… I był… Nie potrafiłem się odnaleźć. Miałem wrażenie, że to co mówię nikogo nie obchodzi. To było jednak dla mnie zbyt wiele - to była dla mnie pierwsza taka sytuacja w życiu. Do tego doszło jeszcze pewnej kłótni między rodziną faceta jej siostry co rozwaliło mnie na cały wyjazd. Wydawało mi się jednak, że wszystko było ok - nie było oznak, że coś jest źle. Po kilku dniach spotkaliśmy się, aby porozmawiać o tym wyjeździe - i tak naprawdę wtedy okazało się, że wszystko, co robie to źle, wszystko, co mówię to źle. Poinformowała mnie też nadal nic nie czuje, ale nie chce jeszcze tego kończyć - żebyśmy sobie dali czas, ale na najbliższe wyjazdy nie jedziemy razem. Bardzo mi na niej zależało, przemyślałem kilka spraw, to co chciałbym zmienić, czyli m.in. nie chciałem się bać, wyrazić swojej opinii, nie chciałem już mówić i robić tylko tego co ona by chciała usłyszeć itp… Podobno zauważyła, że się zmieniłem. Znów wróciły nasze plany, ale nadal niczego do mnie nie czuła. Zaprosiłem ją na spacer, aby obgadać pomysł na wyjazd weekendowy. Wszystko było ok, rezerwacja zrobiona itd. Również z jej strony padły propozycje. Poznałem kolejną siostrę, jeszcze więcej rodziny itp. Ale nadal czułem, że jestem jej kompletnie obojętny… Padła też propozycja wspólnego wyjazdu do Krakowa… Znów z jej siostrą… Myślę OK, i tak mamy pracować zdalnie więc zobaczymy jak się nam dogaduje w codziennych sytuacjach. I ten wyjazd był gwoździem do trumny tej relacji… Znów wydawało mi się, że wszystko było ok, lecz po raz kolejny zostałem uświadomiony, że nic do mnie nie czuje. Po raz kolejny bardzo mnie to zabolało… Nie potrafiłem udawać, że jest wszystko OK… Bo nie było… Przepraszała mnie, że mogła pomyśleć, zamiast mi to mówić w połowie wyjazdu i w ogóle. Wytłumaczyliśmy sobie pewne sprawy, ale nikt z nas nie mówił o końcu. Następnego dnia wróciliśmy do domów. Nic nie wskazywało, że to będzie koniec… Nadal dzień wcześniej planowaliśmy wyjazd i inne rzeczy “na przyszłość”... Wróciliśmy w czwartek, mieliśmy zaplanowaną niedzielę. W piątek rano zapytałem, o której się widzimy w niedzielę i wtedy zaczęło się wykręcanie, że jednak nie da rady itp… I tutaj już wiedziałem, że coś jest nie tak. Po chwili otrzymałem wiadomość, że musimy się spotkać, pogadać… Już wiedziałem, co mi chce powiedzieć… Zadałem więc pytanie - czy mam jechać po “koniec” naszego związku? Zachowałem się jak szczeniak - jej odpowiedź, że musimy porozmawiać sprawiła, że będąc już pewnym końca nie chciałem tracić ani minuty czasu ani mililitra paliwa na to, by jechać, się rozstać. Dlatego też zadzwoniłem i powiedziałem o tym. Usłyszałem, że “nie chce tracić ani mojego, ani Twojego czasu i chcę to zakończyć”. Po raz kolejny poczułem się w 100% wykorzystany… Zawiozłem do Krakowa, pomagałem - nie jestem już potrzebny to mam spadać… I tak od tygodnia jestem kłębkiem nerwów, wszystko to, co dawało mi radość przestało ją dawać… Wszystkie hobby, wszystkie zajęcia, które lubiałem - kompletnie nic… To były tylko 3 miesiące w przekonaniu, że znalazłem tą jedyną… Nie wiem czemu mam wrażenie, że to wszystko stało się pod wpływem Jej siostry… Nie wiem… chyba już nie chcę wiedzieć… Straciłem wiarę w siebie… straciłem już nadzieję na rodzinę… na miłość… i na to, że kiedykolwiek będę szczęśliwy i będę umieć podejść do kobiety, która mi się podoba i powiedzieć - “Cześć, jestem Wojtek, chciałbym Cię poznać…”
  9. Jestem osobą, która ma zdiagnozowane zaburzenia lekowe. Leczę się oczywiście, ale to nie zawsze pomaga przejść mi trudne sytuacje. Obecnie mam problem z dziewczyna, z która mieszkam. Wiele osób z boku mówi, ze wpływa na mnie złe, manipuluje mną, jest toksyczna. Przez ostatnie pare dni byłam chora - nie wychodziłam z pokoju. Leżałam z gorączka. Gdy dzisiaj wyszłam wynosząc jakieś pudełka do śmieci naskoczyła na mnie. Zarzuca mi często opowiadanie czegoś jej rodzinie na jej temat (wspomniane w small talku bzdety, sprawy kalibru: wkurzylam się, bo wyprała coś mojego jasnego z ciemnymi rzeczami), jednocześnie samej dzieląc się z innymi moimi bardzo prywatnymi szczegółami życia, jak dzieciństwo, czy rozwód rodziców. Mieszkam u niej, wiec czuje się już przytłoczona, szukam mieszkania, na co tez się obraziła, bo najpierw dodałam post na fejsie, a potem jej napisałam o tym. Wspomnę tez, ze przez ostatnie pół roku byłam na każde zawołanie, bo ktoś w jej rodzinie przechodził bardzo poważny kryzys i ciagle w tym pomagałam. Serio, nie miałam życia prywatnego. Wmawia mi, ze pisze coś do jej rodziców - na screeny rozmowy, która sami zaczęli i były to dwa zdania, mówi, ze pewnie usunelam wiadomości. Bardzo ja boli, ze ja mogę coś mówić na jej temat, do tego stopnia, ze chyba już sobie to uroiła, jednocześnie nie myśląc, czy mówienie o moich prywatnych sprawach nie może mnie zranić lub wprawić w zakłopotanie. Nie wiem, jak bronić się przed takimi taktykami, nie jestem mistrzem erystyki, żeby wygrywać dyskusje, ja ze względu na mój stan lekowy nie umiem nawet za dobrze rozmawiać. Szukam psychologa na NFZ, bo po przeprowadzce będę mieć raczej ciężej finansowo Ale zastanawiam się, czy ktoś ma dla mnie jakaś radę na już, jak sobie z tym radzić. Jak bronić się zachowując przy tym klasę?
  10. Jestem dwudziestojednoletnią studentką. Od zawsze miałam tendencję do wymyślania w głowie różnych historii. Zwykle były to jednak takie opowieści, które wymyśla też wiele moich rówieśników, to znaczy marzenie o sytuacjach, które nie mają szans przydarzyć się w rzeczywistości, a w których ja brałabym udział, najczęściej miało to związek z tymi, w których byłam wtedy zakochana. Odkąd jednak pojechałam na studia i z powodu nieznalezienia zbyt wielu znajomych stałam się bardziej samotna, bo z przyjaciółkami miałam kontakt głównie przez telefon, w mojej głowie pojawiły się historie, w których mnie w ogóle nie było, główną bohaterką była osoba całkowicie zmyślona, większość bohaterów również, niektóre były osobami znanymi publicznie, którym wymyślałam różnego rodzaju koleje życia, trochę opierając się na tym, co jest o nich naprawdę wiadome, a czasem nie. Dodajmy, że od liceum pojawiło się we mnie dziwne zafascynowanie dojrzałymi kobietami, które w szkole objawiało się zakochaniem w nauczycielce, na studiach stało się zakochaniem w pewnej osobie publicznej, po kilku miesiącach ta osoba zmieniła się, ale nadal jest to dojrzała kobieta. Podejrzewam, że ma to związek z moją toksyczną matką, w której nie widzę wzoru, której to ja musiałam zawsze matkować, mediować w jej kłótniach z rodziną, wysłuchiwać, a kiedy dorosłam dawać jej rady, mówić co robi źle, tłumaczyć ją przed rodziną, a w podzięce jedyne co otrzymuję to naprzemienne obelgi, wyrzuty, z rzadka komplementy, kiedy ma wyrzuty sumienia, ale ja nie potrafię w nie wtedy uwierzyć, bo wiem, że za chwilę znowu może spowodować awanturę. Po pół roku studiów nastała pandemia, wróciłam do rodzinnego domu i tam spędziłam ponad rok. Wtedy tworzenie historii nasiliło się i to mocno, najbardziej w okresie zimowym i trwa aż do teraz. Potrafiłam spędzać czas bardzo długo chodząc po piętrze tam i z powrotem w głowie przeżywając historię obcych mi osób niczym serial. Chciałam odciąć się od nerwowej atmosfery panującej w domu, epidemii, mojego brania odpowiedzialności za matkę. Doszłam do takiego punktu, że gdy nie jestem skupiona na jakiejś czynności lub rozmowie z kimś włącza mi się od razu automatycznie tryb tego alternatywnego świata, tej alternatywnej historii. W pewnym momencie zaczęłam dostrzegać w tym pewien problem i zaczęłam tę historię spisywać, aby pozbyć jej się z mojej głowy. Tak powstała prawie trzystustronicowa książka, a po niej jeszcze jej przerobiona wersja, a na koniec kolejna, bo ta historia cały czas ewoluuje, nie zmienia się tylko główna bohaterka, która na początku wydawała mi się całkowicie obca - jest kobietą po czterdziestce, posiadającą rodzinę, wnuki, wygadaną, pewną siebie i niesamowicie piękną; ale teraz widzę, że tak naprawdę są w niej pewne cechy, które mam i ja tj. kompleks matki, wrażliwość, strach przed samotnością a jednocześnie te cechy, które ja chciałabym mieć. W dwóch pierwszych wersjach historia doszła do końca, a więc bohaterka zestarzała się i zmarła, ale nie zakończyło to epopei w mojej głowie. Cały czas rozbudowuję środek tej historii, a więc jej wiek średni i robię to nieświadomie. Ostatnią wersję historii spisałam w czerwcu, a już mogłaby być ona zaktualizowana. Przedwczoraj doznałam dziwnego epizodu odrealnienia. Stałam na przejściu dla pieszych, a wszystko co działo się wokół mnie wydawało się być poza mną. Ludzie, auta, budynki wydały mi się obce niczym w jakimś śnie i to, co ja robiłam też było jakby nie moje. Dokładnie tak, jak czułam się kiedy robiłam coś w prawdziwym śnie. Wczoraj to uczucie pojawiło się znowu, kiedy wracałam wieczorem do domu. Niby wiedziałam, że to poczucie odrealnienia jest fałszywe i ten świat jest prawdziwy, ale jednocześnie było to bardzo dziwne. Kolejnym niepokojącym objawem jest moje zafascynowanie dojrzałymi kobietami. Obecnie bardzo podoba mi się pewna kobieta ze świata publicznego. I to nie, że po prostu z wyglądu, ale wyczytałam chyba wszystko co da się na temat jej życia i wplotłam ją jako bohaterkę do mojej historyjki wyobrażając sobie różne wydarzenia z jej życia na podstawie tego, czego się o niej dowiedziałam. Do tego za każdym razem, kiedy jest mi smutno, źle i samotnie, włączam sobie filmiki z nią w internecie i słuchając jej głosu, widząc jej uśmiech, czuję takie dziwne ciepło, które mnie ogarnia. Jest to jakaś bańka, jak to nazwałam - kiedy inne rzeczy w świecie są takie paskudne i szare, to ona zawsze będzie tak samo piękna, tak samo elegancka, tak samo urocza. To chore, wiem. Od jakiegoś czasu podejrzewam u siebie nerwicę lękową. Od czasu jesiennej fali pandemii narastają we mnie lęki różnej maści. Dochodziło już do tego, że stresowałam się nie tylko jakąś sytuacją, ale też samym faktem, że mam w sobie lęki i to tak się zapętlało. Wielokrotnie miałam objawy somatyczne takie jak bóle mięśni, kończyn, uczucie słabości czy zawroty głowy. I właśnie zawsze uciekałam do tego w ten wymyślony alternatywny świat. Boję się, że niedługo odkleję się za bardzo. Chciałabym znaleźć inny sposób na odreagowanie, a nie taki wydający mi się psychiczny i po prostu chory. Mam wyrzuty sumienia, że taka jestem. Chciałabym naprawdę przeżywać coś pięknego w życiu, a nie tylko wyobrażać sobie jakieś okropne historie o kobietach. Nie jestem lesbijką, wiem o tym, bo bardzo pragnę założyć rodzinę, mieć dzieci, a do tego pocałunki czy przytulenia (bo do niczego więcej nigdy nie doszło) ze strony mężczyzn sprawiały mi przyjemność, więc nie wiem skąd u mnie ta narastająca fascynacja kobietami i tworzenie o nich historii - bo w tych moich alternatywnych światach relacje heteroseksualne są bardzo marginalne, głównymi wątkami są właśnie relacje safickie. Nie wiem, czy to wynika z moich problemów z matką i niedoświadczenia od niej wystarczającej bliskości a wręcz nerwów, wyzwisk i stresu? Bardzo proszę o odpowiedź jak się tego wyzbyć. Martwię się o swoją psychikę.
  11. Cześć mam 38lat, z partnerem jesteśmy już 12 lat, mamy 2 wspólnych dzieci i dom na kredyt. Nie wiem czy to rzeczywiście jest moja wina że w naszym zwiazku jest nie najlepiej jak on mi to mówi. Mowi że jestem "wampirem szczescia" wysysac radość z niego. Mój facet ma specyficzny charakter. Ma być tak jak on chce jak się pierwsza córka urodziła to wtracal się o to w co ja ubieram nie pozwalal mi jej zakladac spinek do włosów itd. Jak kupiliśmy dom to powiedział że kuchnia ma być czarno biała . Kiedy kupiłam ściereczki do kuchni bialo czarne ale tam był rysunek jabłka czy jakiegoś innego owocu to je zabral i zwrócił do sklepu. To samo zrobił z prezentem rodziców. Kupili słoiki w kolorze szarym. To je zwrocil. Kwiatkow nie mogłam do kuchni. Zero zaslon do salonu. Tylko żaluzje. I tak jest do tej pory. Zero obrazkow na ścianie czy dekoracji. Rosliny w doniczce zostaly ale doniczki wyrzucil i kupil szare bo tamte były białe z wrzosami rysunkiem. Posciel do sypialni to miesiąc wybieralismy bo chciał wzory geometryczne i ciemne kolory zero kwiatów itd. Ogrod jest zaprojektowany na jego styl. Mówi mi że ja też mam prawo wybierać że mnie on w niczym nie ogrwnicza że mówię bzdury. Np moge wybrwc z posrod 10 krzewów do ogrodu 3 takie ktore mi się podobaja ale o już wcześniej te 10 dla mnie wybral. A jakbym chciała zupełnie co innego sama poszukac i kupić to nie wiem. Problem jest taki że mi mówi że ja zawsze zabijam jego szczęście jak się cieszy z czegoś to zawsze znajdę negatyw. Głupie to że chce kupic rowery dla całej rodziny to że ja zamiast się cieszyć to negatyw że wolę kupić meble na ogrod bo nie mamy jeszcze nic. Ze on się cieszy tymi rowerami a ja go zgasilam i odebrałam ta radosc. Chce żeby było super między nami żebyśmy byli szczęśliwi ale jak to zrobić czy rzeczywiście jestem tum wampirem szczęścia?
  12. Witam ma 29 lat i borykam się z takim problemem jak amfetamina. Przychodzi piątek i wystarczy że zasieje ziarno w głowie i zaczyna się walka rozsądku z nawykiem. Świadomie nie chce wiem że nie powinienem ale. I tak to robię. Jak to jest że sam z siebie zerwałem całkowicie z alkoholem i marihuana a z tym nie potrafię. Są jakieś leki minimalizujące chęć sięgnięcia po stymulant ?
  13. Witam. Jestem Natalia i mam 18 lat. Pochodzę z małej miejscowości. W ostatnim czasie pojawiły się u mnie natrętne myśli na tle nerwicowym. Są one ukierunkowane na moją orientację. Zacznijmy od tego że odkąd pamiętam podobali mi się chłopcy. Czułam do nich chemię i zastanawiałam się jak mogę się do nich zbliżyć. Chciałam z nimi wchodzić w związki, nieco później wchodzić również w bliższe stosunki seksualne. Całowanie i inne tego typu rzeczy sprawiają mi dużą przyjemność. W dzieciństwie nie miałam zadnych problemów które mogłyby mieć wpływ na zmianę orientacji. Ubierałam się jak dziewczynka i spędzałam wolny czas na spotkaniach z koleżankami. Mam teraz chłopaka od prawie pół roku. Jest nam ze sobą bardzo dobrze. Nasze popędy seksualne są również zaspakajane i oboje czerpiemy z tego satysfakcję. Często jest tak że to ja nie potrafię się powstrzymać i zaczynam dotykać go w miejscach intymnych, bo czuję się tak podniecona samą jego obecnością. Sprawia mi to dużą przyjemność. Jesteśmy ze sobą bardzo zżyci. Kilka miesięcy temu moja mama miała wypadek w związku z czym było wysokie ryzyko że może umrzeć. Choroba w obrębie mózgu. Wywołało to we mnie traumę. Zawsze prosiłam tatę żeby na bieżąco informował mnie co się z nią dzieje a on tylko mówił że jest dobrze. Potem podczas rozmowy słyszałam że stan pogorszył się i będzie wykonywana operacja co wpędziło mnie w jeszcze większą rozpacz. Mama jest już w trakcie rehabilitacji. Ale nie o tym moje pytanie. Chłopak wyjechał na miesiąc. Z początku bardzo mi go brakowało. W związku z jedną natrętną myślą nie mogłam się skupić na tym żeby z nim porozmawiać. Wbiła mi się ona do głowy i nie odstępuje a brzmi "jestem homoseksualna?". Nie wiedziałam jak na to zareagować. Ta myśl pojawiła się z nikąd. Nigdy noe myślałam nad tym. Pierwszą reakcją była rozpacz że nie chcę tracić chłopaka bo jest dla mnie wspaniały i go bardzo kocham. Nigdy nie podobała mi się idea stanowienia związku, albo dojścia do zbliżenia z kobietą. Nawet dzisiaj koleżanka proponowała mi pocałunek ale odmówiłam bo nie czuję takiej potrzeby. Myślę że mogłabym zrobić to bardziej z samej ciekawości ale jak widzę to w codziennych sytuacjach to nie jestem tym zachwycona. Myśli, wbrew mojej woli, pojawiają się w głowie i zmuszają mnie do widzenia siebie z kobietą w stosunkach seksualnych co jest dla mnie męczące uciążliwe i lekko obrzydzające. Jeśli powiem sobie że wszystko już sobie w sprawie tych wątpliwości wyjaśniłam kładę się spać i budzę się z tą samą myślą w głowie. Nie daje mi ona normalnie funkcjonować i sprawia że nie mam ochoty na banalne czynności takie jak dla przykładu słuchanie muzyki co uwielbiałam. Dodam do tego że chłopak mnie wciąż w 100% pociąga i podnieca. Wyczekuje bardzo jego powrotu ale te myśli nie dają mi żyć. Myślę że natręctwa pojawiły się już w chwili kiedy bałam się o niechcianą ciążę i mimo że wszystko (2 miesiączki multum testów i wizyta u ginekologa) mówiło że w niej nie jestem ja musiałam zrobić conajmniej jeden test na dwa dni żeby nie czuć się nękana przez myśli. I tak przez 2 miesiące. Potem 2 tygodnie przerwy i teraz mam tą myśl o orientacji. Dodam że kobiety jako osoby mi się podobają i porównuję je do siebie. Uznaje je za piękne i często się im przyglądam. Ale to chyba normalne. Nigdy w kobiecie nie byłam zakochana. Czy sytuacje które opisałam mogą wskazywać na to że były (i są) to natręctwa nerwicowe? Czym objawiają się te odnośnie orientacji? Czy wizyta psychologiczna pomoże? I czy orientacja może się zmienić z dnia na dzień?
  14. Witam, nazywam się Piotr, mam 25 lat. Chcę opisać moje problemy życiowe, problem z samorozwojem, podejmowaniem działań. Kilka miesięcy temu związałem spółkę handlową z moim dobrym przyjacielem. Jakoś tak życie nas sprowadziło, że się razem jakoś dogadujemy. On ma rodzine, ja jestem jeszcze samotnikiem. Otworzyliśmy najpierw jeden biznes potem drugi i jakoś nam idzie dobrze. Aktualnie myślimy nad dalszym rozwojem w czym upatruje swoją szanse na na przyszłość. Niestety, ja spotykam się z znacznym oporem ze strony rodziny, że podejmuje ryzyko, że najlepiej jak pójdę do pracy gdzie odbębnię 8h i wrócę i będę leżeć brzuchem do góry, a ja tak nie chce! Dla matki i ojca liczy się spokój na starość, żebym nie przyniósł wstydu, grożą mi w różnoraki sposób: chęć wymeldowania mnie z domu rodzinnego, szantaż emocjonalny w postaci gróźb o charakterze ,,nie przyznam się do ciebie itd” Nie mam relacji damsko męskich, nie mam znajomych. Życie troszkę nauczyło mnie, że ,,nie daj się” ale ja wpadam w krąg gdzie łatwo mną manipulować, czego efektem jest brak własnego zdania, opinii etc Obwiniam za to krąg moich bliskich, którzy chcieli bym szedł ich ścieżką ale jeśli sam znalazłem ,,obwodnice” napotykam na atak agresji wściekłości. Ci, którym ufam radzą mi jedno: ,,odetnij pępowinę, odetnij, nie zastanawiaj się! Długie, życie przed tobą! To woje życie, rodzina jest ważna ale to momentu, gdy zaczyna ingerować w Twoje życie sens utrzymywania relacji sprowadzi się jedynie do jednego telefonu tygodniowo” Czy mają rację? Może tak/nie ale ja przez takie dylematy jestem na skraju wyczerpania psychicznego, emocjonalnego. Nie odczuwam takiej ludzkiej empatii bo mi nigdy nikt nie dał. Zdaje sobie, że mam problem. Wiem. Tylko co Wy mi poradzicie w takiej sytuacji? Jak to rozegrać? Czy ja nie mam prawa podejmować własnego ryzyka? -piotr
  15. Witam. Mam problem, który uniemożliwia mi normalne funkcjonowanie. Po dość długiej przerwie spowodowanej epidemią udało mi się znaleść pracę sezonową (jestem studentką więc pracuję tylko sezonowo) lecz przy każdym wyjściu do pracy odczuwam ogromny lęk i stres. Pracuje jaki sprzedawca w małym sklepie. Bardzo się boje każdego dnia tam. W dniu wolnym ciągle rozmyślam o tym, że jutro idę do pracy. Pojawia się u mnie ból głowy, brzucha, duszności, płacz, problemy ze snem. Nie wiem jak sobie z tym poradzić, jest mi bardzo źle. Praca tam jest w porządku natomiast nie wiem dlaczego towarzyszą mi takie uczucia. Czuje się samotna i nie potrafię o niczym innym myśleć. Został mi tylko miesiąc lecz nie wiem czy dam radę. Nie chce uciekać i poddawać się lecz czuje się źle. Unikam także wszelkich spotkań z ludźmi i rozmowy przez telefon. Proszę o pomoc
  16. Hej! Jestem studentką 3 roku. Od kiedy dowiedziałam się, że zostanę mamą miałam w sobie tyle emocji. Ale teraz jest coraz gorzej. Choruje też od dłuższego czasu na depresje i nerwice i myśle że to nie ułatwia tej sytuacji. Od zawsze wszystko musiałam mieć dobrze poukładane a tu takie coś. Najgorsze jest to że nie mamy ślubu a moja rodzina jest konserwatywna z tego względu, iż jeden z członków rodziny jest księdzem. Stratam się nie wyobrażać tego jak będzie wyglądała ta rozmowa, ale bardzo boję się odrzucenia i braku akceptacji ze strony mojej mamy. Jak przekazać tą ważną informacje i ewentualnie jak sobie poradzić po porażce.
  17. Cześć. To mój pierwszy post. Pracuję jako dojeżdżająca opiekunka do osób starszych, niepełnosprawnych. Pomagam im w życiu codziennym, robię zakupy, sprzątam, rozmawiam, spędzam z nimi czas. Jestem lubiana, empatyczna i moi podopieczni wyczekują mojego przyjścia. Problem w tym, że każdego dnia, od kilku osób, po kilka razy wysłuchuje jak bardzo życie jest straszne i chcieliby umrzeć. Mam 27 lat, jestem bardzo wrażliwa i mam wrażenie jakbym chłonęła ich emocje jak gąbka. Po przyjściu z pracy bardzo często odsypiam, przeżywam ich losy i bardzo dużo płaczę. Nie mam siły cieszyć się młodym życiem. Zawsze lubiłam towarzystwo osób starszych i czuć się im potrzebna, ale teraz chyba mnie to przerasta. Zarazem mam poczucie winy, że nie potrafię się zdystansować i przejść do porządku dziennego, że życie jest cierpieniem i starość jest naturalną koleją rzeczy. Dlaczego wybrałam tę pracę? Prawie rok temu przeprowadziłam się do innego miast. Było ciężko coś znaleźć w czasie pandemii. Oferta wydawała się atrakcyjna ze względu na różnorodność czynności i kontakt z ludźmi. Jestem po bardzo trudnym dla mnie rozstaniu. Usłyszałam rady, żeby pomagać innym, wolontariat. Pomyślałam, że opieka nad starszymi jest rodzajem pomocy. Jednak czuję się jeszcze gorzej. Staram się uśmiechać. Znajomi twierdzą, że świetnie się nadaję do roli pocieszycielki, słychacza i wsparcia. A ja Walczę każdy dzień by nadać temu całemu życiu sens. Wiem, że powinno się skłonić nad niedolą innych, ale ja jestem wyczerpana emocjonalnie. Sama nie wiem czy szukam dziury w całym?
  18. Witam wszystkich Zwracam się do Was o poradę, pomoc. Od 8 lat cierpię na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne oraz na zaburzenia depresyjne i lękowe mieszane. Od 1 lipca zacząłem nową pracę. Na początku wszystko było fajnie, cieszyłem się na tą pracę ponieważ prawie rok byłem bezrobotny. Praca ta jest podobna do tego co robiłem we wcześniejszej pracy. Niestety z każdym kolejnym dniem pracy mój stres narasta. Nabieram obaw, że sobie nie poradzę z obowiązkami, że czegoś niedopilnuję, że coś zawalę. W biurze siedzę sam. Brakuje mi kogoś do kogo mógłbym się odezwać, prosić o pomoc w razie problemów z realizacją obowiązków. Na domiar złego biuro ma tylko okna od góry a co za tym idzie można powiedzieć, że nie mam kontaktu ze światem zewnętrznym. Czuje się trochę jak w izolatce co także negatywnie wpływa na mój komfort psychiczny. Ten stres jest tak demotywujący, że ciężko mi się za coś zabrać. Mój stres bywa tak silny, że czasami wymiotuję. Czasami brakuje mi już sił. Mam ochotę rzucić tą pracę ale boję się komentarzy innych tj. pracodawcy, rodziny, znajomych. Nie wiem co mam robić. Chce mi się płakać. Nie potrafię znaleźć w sobie choć odrobiny spokoju. Wracam do domu i myślę tylko o pracy. Nie mam chwili wytchnienia. Proszę, doradźcie mi co mam zrobić?
  19. Cześć. Jako, że nie mogę sobie poradzić z moim problemem od 5 lat, to zaczynam szukać pomocy w każdym możliwym miejscu. Postaram się wszystko jak najbardziej skrócić bo historia jest niesamowicie długa i nie ma szans, że ktoś by to doczytał do końca. Do brzegu. Ponad pięć lat temu gdy zmieniałem partnerkę, a podczas pierwszego stosunku z nią pojawił się u mnie problem z erekcją. Pamiętam, że stresowałem się wtedy żeby za szybko nie dojść i żeby kobietę zadowolić. Nie był to jakiś potężny stres bo generalnie seks w tamtym czasie uprawiałem w ogromnych ilościach, partnerka nie narzekała, a problemu z przedwczesnym wytryskiem nigdy nie miałem. No ale stało się. Efekt tego był taki, że następnym razem stresowałem się już tym, żeby taka sytuacja się nie powtórzyła. No i niestety wpadłem w błędne koło w który jestem już 5 lat. Byłem u psychiatry i dostałem leki. Nie pomogły mi nic. Chodziłem również na terapię do psychologa/seksuologa - bezskutecznie. Byłem u psychiatry/seksuologa i tu również bez efektów. Jestem przebadany więc mam pewność, że pod względem zdrowotnym/fizycznym wszystko gra i ciężko, żebym miał jakiekolwiek lepsze wyniki. Mam aktywny tryb życia, jem zdrowo. Co ciekawe, po alkoholu problem w ogóle nie występuje. A w mojej opinii nie ma go, ponieważ najzwyczajniej gdy się napije to nie pamiętam o tym problemie i nie zwracam na niego uwagi. Sytuacja jest dla mnie dramatyczna. Nawet, gdy uda się uzyskać erekcje to nie jest ona w 100% pełna. Zatraciłem całkowitą spontaniczność związaną z seksem. Podczas stosunku zachowuje się jak "robot". Jestem nieobecny ponieważ skupiam się na tym, czy wszystko będzie tak jak trzeba zamiast na partnerce i naszych emocjach. Najpierw zniszczyło mi to stały związek. Ciężko żeby było inaczej, kiedy po takich sytuacjach czułem się ze sobą tak źle, że popadałem w jakąś depresje. Partnerka nie wiedziała co się dzieje, a ja byłem oschły i niezaangażowany. Gdy się rozstaliśmy trzy razy sprowadziłem na mieszkanie inne dziewczyny i za każdym razem było to samo. Już nie mam siły próbować dalej i się ośmieszać. Dodam, że żadne leki bazujące na sildenafilu i pokrewnych nie dają żadnego efektu. Testowałem ich sporo łącznie z cialis. Chyba, że istnieją takie, które faktycznie prowadzą wprost do uzyskania wzwodu bez konieczności nawet pobudzenia seksualnego. Może takie by zadziałały. Johimbina i pokrewne również bez skutku. Po alkoholu gdy zapomnę o problemach to mogę się bawić tak jak 5 lat temu. 3,4-5 dłuższych stosunków jednej nocy nie stanowi problemu. Są emocje, jest dobra zabawa i jest przyjemność. Wiem, że problem jest tylko w mojej głowie, ale nie mogę sobie z tym poradzić. Czuje się tak, że już nigdy nie będę facetem, który może normalnie funkcjonować w życiu codziennym. Miewałem po takich sytuacjach myśli samobójcze. Zawsze wszystko jawi się w najgorszych barwach. Jeżeli jest tu ktoś, kto miał podobną sytuację to bardzo proszę o pomoc. Może znajdzie się po prostu jakaś mądra głowa, która cokolwiek zasugeruje. Z góry wielkie dzięki za pomoc.
  20. Tak naprawdę nie wiem, od czego zacząć. Na wstępie napiszę, że mam 21 lat i nie mam właściwie nikogo, z kim mogłabym porozmawiać. Od dwóch lat moje życie wygląda tak samo - budzę się, jem śniadanie, obiad i idę dalej spać. Nie wychodzę z domu, kiedy nie muszę. Ta monotonia, to banalne życie dobija mnie, ale z jakiegoś dziwnego powodu czuję się w tym szczęśliwa. Chciałabym w końcu zrobić coś ze swoim życiem - pójść do pracy, szkoły. Sęk w tym, że bardzo się boję. Ogarnia mnie strach, kiedy myślę o podjęciu pracy, bądź nauki gdziekolwiek. Boję się, że sobie nie poradzę, boję się kontaktu z innymi ludźmi, a myśl o rozmowie kwalifikacyjnej paraliżuje mnie od środka. Nie bierze się to raczej znikąd - czuję lęk przed wyśmianiem, poniżeniem mnie, czy porażką. Funkcjonowanie w społeczeństwie jest dla mnie karą. Dlatego tkwkię w tej swojej "strefie komfortu". Od kilku miesięcy nachodzą mnie mśli samobójcze, bywają dni, kiedy nie dają mi spokoju. Tak naprawdę nie chcę umierać, ale nie potrafię żyć. W końcu po co żyć tak banalnym życiem? Nie widzę dla siebie przyszłości, nie umiem wyobrazić siebie nigdzie indziej, niż w moim własnym pokoju. Czuję się zmęczona, nic nie daje mi satysfakcji, ani nic mnie nie "wciąga". Czynności, które kiedyś uwielbiałam wykonywać, teraz już nie są dla mnie niczym zachwycającym. Rankiem nie potrafię zmusić się do wstania z łóżka, nie chce mi się kontynuować tej "wegetacji". Mam za sobą kilka rozmów z psychologiem, jednak po nich czułam się jeszcze gorzej. Problem był taki, że nie potrafiłam z nim rozmawiać. Bardzo ciężko jest mi się otworzyć przed kimś, z kim rozmawiam w cztery oczy, dlatego o wielu rzeczach nie mówiłam - bałam się ręakcji, wstydu. Dużo łatwiej jest wszystko napisać. Często między wizytami układałam sobie w głowie to, co chciałam powiedzieć, ale w gruncie rzeczy tak się nie działo. Nie potrafię obrać w słowa swoich uczuć. A może tak naprawdę nic mi nie jest? Co, jeśli przesadzam? Czuję zobojętnienie, okropne zobojętnienie wobec wszystkiego i wszystkich.
  21. Witam! Mężczyzna, 16 lat Od dłuższego już czasu (a dokładnie zaraz stukną 2 miesiące) nurtuje mnie pewien bardzo trudny temat, który nie sądziłem, że kiedykolwiek nadejdzie. Mam namyśli orientację seksualną, a bardziej jej nagłą zmianę o 180°. Na początku czerwca wyszedłem sobie na spacer z psem, a że w niedługim czasie rozpoczynało się Euro 2020 (2021) to stwierdziłem, że obejrzę „Hejt Park” prowadzony przez Krzysztofa Stanowskiego. Jego gościem był polityk-Sławomir Mentzen, który dał długi wywiad z wieloma wątkami. Był tam poruszony temat piłki nożnej, wyborów, gospodarki itp. Niestety (patrząc na to dzisiaj) w tym wywiadzie poruszyli również temat LGBT. Sławomir Mentzen powiedział, że w USA narzuca się dzieciom zajęcia na temat homoseksualizmu oraz daje im się zadanie by zastanowiły się czy może ich orientacja nie jest inna. Ja słysząc to zacząłem się zastanawiać czy moja orientacja, może, jest inna niż hetero. Trwało to kilkanaście minut i szczerze się tego przeraziłem, ale nagle zadzwoniła do mnie moja dziewczyna (z którą jestem już ponad 4 miesiące), by porozmawiać na jakiś losowy temat (nie ma związku z tematem). Po tej rozmowie stwierdziłem że to co myślałem było totalną głupotą, jakoś zapomniałem o tym na dobre parę dni. Przed rozpisaniem się na ten temat, warto wspomnieć moje poprzednie przeżycia z seksualnością itp. Od przedszkola pamiętam bardzo podobały mi się dziewczyny, miałem jedną, w której byłem zakochany całe przedszkole. W szkole podstawowej również miałem wiele zakochań, ale co ważne tylko w dziewczynach. Istotną kwestią jest to, że robiłem to z własnej chęci i fascynacji, podniecało mnie ciało kobiety. Pamiętam jeszcze, że w przedszkolu bawiliśmy się z kolegami w lekarza i dotykaliśmy jednego „pacjetna” bo strefię intymnej, nie przywiązuje teraz do tego żadnej wagi bo byłem wtedy 5-letnim dzieckiem i w tym wieku nie rozumie się pewnych spraw. Wracając do szkoły podstawowej to miałem wiele nie udanych miłości, ale nigdy nie podobał mi się chłopak i przechodziłem wobec nich obojętnie. Grałem bardzo długo w koszykówkę, chodziłem na siłownię. Nie tworzyło to we mnie żadnego podniecenia ani zainteresowania mimo że przebywałem z ich ciałami itp, jak to sportowiec. W liceum również wiele dziewczyn mi się bardzo podobało i mnie podniecało, w tym czasie również poznałem moją dziewczynę. Bardzo mi się podoba, czułem się jak normalny Heteroseksualista. Minął jakiś tydzień lub krócej i temat ten wrócił, był to jednak tydzień gdzie chodziliśmy do szkoły, a że chodzę z moją ukochaną dziewczyną do klasy to teoretycznie miałem wsparcie. Okazało się jednak że w tym tygodniu ona chciała mieć przerwę ode mnie mnie. Spędziłem 4 dni siedząc i płacząc po szkole godzinami, totalnie sobie z tym nie radziłem. Jednak cały czas podniecały mnie kobiety, kręciło mnie porno z kobietami. Nadzy mężczyźni itp. nie dawali mi żadnego podniecenia więc było to w sumie dla mnie oczywiste. Pod koniec tygodnia pogodziłem się z nią a ten problem jakby został rozwiązany, znów normalnie byłem hetero bez wątpliwości. Następny tydzień był normalny, do momentu gdy podajże w czwartek przechodziłem sobie przez mieszkanie i taką „falą” ten problem wrócił. Jakoś chodziło mi to po głowie, spotykałem się z moją lubą i nadal czułem do niej wielką miłość i podniecenie. Przyszedł koniec roku szkolnego (bo ten wywiad obejrzałem na początku czerwca) i czasami się z nim zmagałem czasami nie. Pojechałem w pierwszy dzień wakacji z moją dziewczyną do Warszawy na cały dzień, było zajebiście ale momentami sobie o tym przypominałem i trochę się źle czułem. Oczywiście całowaliśmy się, tuliliśmy i mieliśmy kontakt fizyczny więc w żaden sposób mnie to nie obrzydzało (a chyba geja powinno), a co więcej, chciałem tego i to bardzo. Potem wróciliśmy pociągiem do domu i następnego dnia ten temat znowu wrócił. Moja dziewczyna poszła na miesiąc do pracy więc nie mogliśmy się tak często widzieć. Był płacz i dosłownie histeria, nie było ze mną kontaktu, pojechałem do mojego psychologa, któremu wcześniej mówiłem o tym problemie, ale gdy o nim zapomniałem (myślałem że już się skończył) nie poruszaliśmy więcej tego tematu. Rozmawialiśmy o tym prawie dwie godziny i lekką ulgę poczułem ale nadal nie odpuściło. Pracowałem wtedy u taty w BarberShopie, więc jest tam dużo mężczyzn. Dużo płakałem bo naprawdę nie chce i nie chciałem być gejem. Codziennie rano budziłem się z tym i nie miałem na to siły. Ale skąd w ogóle ja o tym myślałem? Pojawiło się jakieś dziwne uczucie w penisie, nie jest to ani erekcja (bo zachowywał się po prostu normalnie) ani podniecenie bo ono jest pozytywnym uczuciem i wiąże się raczej z tym że ktoś Ci się podoba. Nigdy nie podobał mi się dotyk mężczyzny, nie chciałem się z nimi tulić, mieć bliskości itp. W marcu (dzisiaj jest koniec lipca) mój przyjaciel powiedział mi, że jest gejem. Poczułem dziwny dyskomfort, ale nie teraz jak z penisem tylko bałem się by nie czuł do mnie nic bo nie jestem w stanie czuć tego samego co on, do tego jeszcze byłem na początku związku z moją ukochaną dziewczyną. W sumie to proponował mi czułości itp ale kategorycznie tego nie chciałem. Pojechałem na wakacje dwa tygodnie temu, na początku było tragicznie bo dzień przed wyjazdem spotkałem się z moją lubą i podczas wracania był jakiś chłopak, przez którego nasiliły się te uczucia w penisie i duszności (nie dostałem erekcji). Potem przez wakacje dziewczyna powiedziała mi że w sumie to już nie jest ze mną szczęśliwa ale napisałem jej długą wiadomość i przetrwaliśmy. Teraz ten problem znów się ze mną ciągnie, raz wydaje mi się że jestem gejem na 99% i przez chwile czułem się z tym znośnie bo w końcu miałem chwilę spokoju od tego uczucia ale potem gdy pomyślałem z czym to się wiąże to nadal prowadziłem wojnę w mojej głowie. Czasami czuję się znów wolny od tego i jestem w normalnie np. przeglądać media społecznościowe. Moi rodzicie uważają, że stworzyłem sobie problem zastępczy by nie myśleć o problemach w związku na który oddałem 100% siebie, a lekarz twierdzi że to są lęki, które akurat przyczepiły się tego tematu. Ja mam szczerze tego dość i jedyne do czego chce wrócić to normalność taka jaka była wcześniej. Dodam jeszcze, że gdy się z nią widzę to znów czuje się jak normalny heteroseksualista. Jeszcze wydaje mi się jakbym może tracił pociąg do kobiet i zwracał uwagę na mężczyzn bardziej, ale z drugiej strony pornografia z kobietami mi się podoba. Mam straszny mętlik w głowie, jednak myśl bliskości z mężczyzna mnie odrzuca, chociaż jak się domyślasz to ta myśl guzik daje. Teraz nie wiem co czuje, wszyscy mi mówią że to lęki, ale teraz czuję jakby tak było całe życie i nie może być inaczej. Kiedy na początku problemu chciałem się upewnić czy napewno mnie gejowskie porno nie podnieca to po obejrzeniu mnie to obrzydziło. Teraz, to uczucie jakby podniecenia utrzymuje się 24/7 i już nie mam siły dalej z tym funkcjonować, wydaję mi się że zdjęcia nagich mężczyzn zaczęły mnie podniecać a kobiet: nie działać na mnie w żaden sposób chociaż wcześniej było na odwrót. Boję się tego że już z tego nie wyjdę i tego że mój mózg nie chce z tego wyjść, chociaż staram się bronić że stanie się gejem po filmiku na YT jest nie możliwe. Pozdrawiam i z góry dzięki
  22. Witam. Nazywam się Beata i mam 38 lat. Mój problem polega nad niekontrolowanymi napadami złości, agresji w stosunku do partnera. Pochodze z rodziny gdzie kłótnie,wyrzucanie z domu ,straszenie rozwodem bylo dość często. Bójki pomiędzy braćmi(mój tata i jego brat) miałam wrażenie że, były systemtycznie. Moje małżeństwo skończyło się rozwodem,były małżonek spacyfikował mnie ,zniszczył psychicznie. Obecnie jestem w związku i zauważyłam u siebie ataki złości,robienie awantury z byle powodu. Moj partner jest juz na granicy wytrzymałości. Dopiero teraz dotarło do mnie że, nie kontroluje tego. Dość często kłótnia kończy się wyrzuceniem partnera z domu . Ale kiedy złość mija i dociera do mnie mój błąd dzwonie i proszę zeby wrócił.
  23. Witam, mam taki problem i nie wiem co mam zrobić i myśleć, rozstałem się z dziewczyna i jesteśmy na etapie odbudowy już dłuższy czas, inicjatywa kontaktu wychodzi z mojej strony ciagle, często bywa tak ze pisze lub dzwonię ale ona nawet na drugi dzien nie odpisuje nie oddzwania, proponuje spotkania to albo na takiego SMS nie odpisuje albo ciagle mówi ze nie może, ale zaproponowałem jej czy pójdzie ze mną na dwa wesela od razu zgadza się, co mam myśleć o tym wszystkim?
  24. Witam. Mam 36 lat. Żona ma lat 30. Jesteśmy małżeństwem od 3 lat. Na razie nie mamy dzieci. Jesteśmy w trakcie budowy domu. Żona jest nauczycielem wspomagającym w klasie integracyjnej w podstawówce. Ja obecnie pracuję na maszynach CNC ale niebawem skończę studia zaoczne i przy odrobinie szczęścia mam zamiar zmienić pracę na lepszą. Żona wyrosła w rodzinie z pewną dysfunkcją. Najprościej to opisać tak, że ich ojciec (duży postawny facet) urządzał awantury i zachowywał się jak alkoholik ale jednak alkoholikiem nie jest. Matka (jego żona) trochę przymykała oko na jego zachowania na zasadzie takiej, nie denerwujcie go wiecie jaki on jest nerwowy. Dając mu nieme przyzwolenie na jego zachowania za co też moja żona i jej rodzeństwo mają do niej trochę pretensje. No nie chcę się za bardzo rozpisywać, generalnie moim zdaniem teściu powinien mieć niebieską kartę i dawno temu postawione zarzuty znęcania się psychicznego nad rodziną. Niestety takie dzieciństwo pozostawiło rysę na psychice mojej żony. Wystarczy jedno nieodpowiednie słowo żeby odpalić armagedon. Staram się pilnować ale nie zawsze mi się to udaje. Problem istnieje w naszym związku od samego początku. Udało mi się nawet na chwilę uzmysłowić żonie o jego istnieniu. Udała się na terapię do psychologa lecz niestety po chyba 4 spotkaniach przerwała, choć była zadowolona ale tak jakoś sama z siebie, trochę przez pandemię przerwała. Dzisiaj doszło do kolejnej kłótni z tego powodu. Obawiam się, że problem zaczyna się pogłębiać. Otóż niefortunnie sobie przyklnąłem, to był mój błąd i do tego się przyznaję. Jednak przyklnąłem sobie do siebie mówiąc sobie : Ja się nie będę wk.....iał. Wypowiedziałem te słowa nie krzycząc ale wyraźnie i z głośnością jak przy zwykłej rozmowie. Żona na pewno dokładnie usłyszała co powiedziałem. Natomiast kłótnia kręciła się wokół tego, że ona twierdzi, że ja jej powiedziałem : Ty mnie nie będziesz wk......iać. Wystarczyło przekląć. To był ten zapalnik. I jestem przekonany na 100% że ona święcie w to wierzy, że ja jej to tak do niej powiedziałem. Nie ma żadnej manipulacji z jej strony, ona tu nic nie próbuje żadnych sztuczek, po prostu zwyczajnie inne słowa padły a inne słowa zostały zdekodowane w jej głowie. Podobne sytuacje miały już miejsce wcześniej z różnymi zapalnikami (ja ogólnie nie używam przekleństw i w kłótniach też staram się tego unikać). No i wiecie, trochę się zaczynam martwić bo nie wiem jak się mam do czegoś takiego odnieść. Zastanawiam się czy to jest zjawisko, które zostało już jakoś zbadane, opisane, ma jakąś nazwę? I czy to jest tak, że jeszcze kilka lat i ja sam będę potrzebował terapii. Na domiar złego ona sama też przejawia czasami zachowania swojego ojca. Śniadań i kolacji razem już prawie nie jadamy. Posiłek jako czynność, która powinna się kojarzyć z bezpieczeństwem i czymś przyjemnym często kończy się sprzeczką, którą ona prowokuje i nie da się z nią o tym porozmawiać. Po prostu pada stwierdzenie, że jestem przewrażliwiony. Nie raz wolę powiedzieć, że nie jestem głodny i później sobie coś tam podjem w spokoju świętym.
  25. Witam nie wiem w sumie od czego zaczac. Mam 27 lat i od jakiegos czasu dzieje sie ze mna cos zlego. Zauwazaja to bliscy i ja tez. Moj partner wyciagnal mnie z najgroszych mozliwych rzeczy gdy zostalam sama. Ograniczono mi prawa rodzicielskie bo zazywalam narkotyki ale z tego juz wyszlam nie biore. Mam kontakt z dzieckiem. Obecnie mieszkam zagranica najpierw mialam motywacje ze chce cos osiagnac pozniej znowu przeskok przez pandemie stracilam prace nie potrafilam sie odnalzec nie znam jezyka. No trudno myslalam jakos to bedzie. Potem mialam inna prace bylo ok. Zawsze bylam nerwowa, o bzdury jakies. Nie kontroluje swoich emocji, mam straszne skoki nastroju, jeden dzien mam motywacje do wszystkiego i chce zdobywac swiat, mysle ze jestem ambitna i chce cos osiagnac, za miesiac znowu nie mam sily do niczego znowu mysle ze jestem nikimi ze do niczego sie nie nadaje. Bardzo zle sypiam, jestem agresywna czesto, krzycze nie panuje nad soba i placze. Kolejne dni znowu poprawa nastroju i znowu przepraszam bliskich ze sie tak zachowuje. Nie daje juz rady. Gdzie mam szukac pomocy? Czy ktos juz z Was mial takie problemy z psychika? Wiem ze to co napisalam jest chaotyczne ale ciezko mi o tym pisac.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.