Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'stres'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 258 wyników

  1. Witam jestem 26letnim singlem, w ostatnim czasie nałożyło się u mnie wiele spraw i problemów, mniej więcej od miesiąca/dwóch mam problemy ze snem, pamięcią i koncentracją, bóle głowy, stany lękowe, niską samoocenę, czuje jakbym miał zrestartowany mózg i musiał wszystkiego uczyć się od nowa. Ostatnie pare dni śnią mi się koszmary. Wszyscy znajomi mówią że nie jestem sobą a ja sie czuje złym czlowiekiem. Jak mam sobie pomóc? Czym to może być spowodowane
  2. Witam, jestem studentką w wieku 20 lat. Aktualnie szukam pracy i mieszkam z toksyczną matką, która wciąż mówi mi, co mam robić. Mam problemy z nawiązywaniem nowych znajomości,nie potrafię otworzyć się na ludzi. Przejmuję się opinią innnych osób.Znaczną część swojego czasu spędzam w domu przy książkach. Sądzę, że ma to związek z dzieciństwem. Po rozwodzie rodziców, tata wyprowadził się i nie angażował w życie córki. Matka ciągle krytykowała, oceniała ,nigdy nie była wsparciem. Jestem nieśmiała i małomówna. Nie angażuję się w związki. Często specjalnie zrywałam znajomości, gdy te stawały się poważne. Czuję się bezbronna i każdego dnia nękają mnie negatywne myśli. Trwa to odkąd pamiętam. Czytam dużo o technikach pozytywnego myślenia, radzenia sobie ze stresem oraz na temat rozwoju osobistego i próbuję stosować je w praktyce, lecz nie zawsze przynosi to odpowiedni efekt. Czy można to zmienić? Czy mogę pomóc sobie samej, czy konieczne jest skorzystanie z pomocy specjalisty?
  3. Jestem licealistką i mam 18 lat. Od roku zmagam się z bardzo złym samopoczuciem. Aczkolwiek ten "słaby czas" nie trwa ciągle. Zdarzają się dni, w których jestem bardzo optymistyczna i wesoła. Wydaje mi się, że zatraciłam siebie w ostatnich latach. Odkąd pamiętam byłam "większa niż inne". Byłam z tego powodu wyśmiewana w gimnazjum, porównywana do świni itp. Dodatkowo w szkole, do której chodziłam, pracował mój tata. Przez całe 3 lata gimnazjum musiałam znosić przykre docinki kierowane w jego stronę, przezywanie i wyśmiewanie. Jednak na brak przyjaciółek nie mogłam się skarżyć, bo miałam ich wiele. Zawsze mnie wspierały i wiedziałam, że mogę na nie liczyć. Te 3 lata bardzo dużo mnie kosztowały. To właśnie w czasie gimnazjum znienawidziłam swojego ojca. Osiągnęło to taki poziom, że nawet nie umiałam przebywać w jego towarzystwie. W ostatniej klasie gimnazjum zabrałam się za odchudzanie. Na początku było to ograniczenie słodyczy, cukru i zaczęłam ćwiczyć. Kilogramy leciały i podobało mi się to. Jednakże z biegiem czasu wpadłam w jakąś paranoję. Próbowałam wymiotować, głodzić się, a moja waga stała w miejscu. Miałam ogromny problem z samoakceptacją. Nie mogłam na siebie patrzeć w lustrze, bo w odbiciu widziałam otyłą, brzydką osobę. Płakałam całymi nocami, przypominając sobie czasy gimnazjum. Rzecz w tym, że słowa wypowiedziane w tamtym okresie dotarły do mnie dopiero, gdy skończyłam tę szkołę. Nie miałam nawet sił wychodzić do ludzi. Rok temu moja mama poroniła. Było to wielkim ciosem w serce dla mojej rodziny. Odbiło się to również na mnie. Czułam pustkę w sercu, ponieważ mimo tego, że mama nie urodziła dziecka, czułam się już do niego przywiązana i już zaczęłam je kochać. Pod koniec maja tego roku pojechałam do Lwowa z moją klasą. Moje załamanie osiągnęło apogeum. Płakałam przy wszystkich 3 razy, gdyż wszystko zaczęło mnie przerastać. Wyolbrzymiałam wiele rzeczy, wmawiałam sobie niektóre sprawy i nie umiałam wytrzymać sama ze sobą. Po wycieczce obudziłam się jakby nowo narodzona. Czułam, że cały smutek zostawiłam na Ukrainie i w końcu umiałam spojrzeć na siebie normalnie. Czułam ulgę i lekkość, w końcu mogłam się uśmiechać naturalnie, rozmawiać z ludźmi. Znalazłam chłopaka, odnowiłam relacje ze starymi znajomymi, zaczęły się imprezki. Nawiązując do chłopaka... wiem, że jestem kochana. Problem w tym, że nie umiem mu tej miłości odwzajemnić. I wiem, że jeśli by odszedł, pewnie by mnie to nie przejęło zbytnio. Od 3 tygodni znowu wróciła mi ta obojętność. Wydarzyło się coś, czego nigdy bym się nie spodziewała. Mianowicie poszłam na ognisko. Wiadomo, na ognisku alkohol, papierosy itp. Tym razem byłam jedną z najbardziej trzeźwych osób. Podszedł do mnie chłopak, którego nienawidziłam, przez którego to wszystko się zaczęło- on zaczął mnie poniżać. Tamtego wieczoru się pogodziliśmy i zaczął mi mówić, że się we mnie zakochał. Wiedziałam, że przemawia przez niego wódka, więc nie wierzyłam w te słowa. Siedzieliśmy 10 metrów od ogniska, rozmawialiśmy i zaczął mnie całować najpierw po policzku, później chciał w usta. Przypominam, że mam chłopaka. Surowo odmówiłam i zaczęłam inny temat. Dołączył do nas mój przyjaciel. Również był pijany. Była noc i gwiazdy były tak pięknie widoczne, że nie mogłam się oprzeć i musiałam się położyć. Nagle poczułam, że mój przyjaciel mnie pocałował w usta. Odepchnęłam go i odwróciłam się od niego. I... zaczął się do mnie dobierać. Obrócił mnie do siebie siłą i wszedł na mnie, zaczął dawać swoją rękę na moją kobiecość i rozpinać pasek do spodni. Byłam w szoku, nie umiałam nic zrobić. Po jakimś czasie w końcu odzyskałam zdrowy rozsądek i go odepchnęłam i odeszłam. Czułam, jak gdyby ktoś wydarł ze mnie życie. Byłam przerażona. Mało tego... dopuściłam się zdrady - całowałam się z tym chłopakiem, którego nienawidziłam. Przez to wszystko nie umiałam zdrowo myśleć. Żałowałam tego strasznie. Powiedziałam mamie o zajściu i co usłyszałam? Że sama jestem sobie winna tego, że się do mnie dobierał mój "przyjaciel". Bardzo przykro mi się zrobiło, nie miałam w nikim wsparcia. Nikt nie rozumiał tego, czego go nie odepchnęłam, czemu nie dałam mu z liścia. Może nie na miejscu jest tu porównywać z osobami zgwałconymi, ale one wiedzą, że ciężko jest się bronić przed czymś takim. Od tamtego wieczoru chodzę obojętna. Prawie zerwałam z chłopakiem - wybaczył zdradę. Przyjaciółki się ode mnie odwróciły. Czuję się jak zwykła szmata, mam jakieś obsesje, lęki. Boję się dosłownie wszystkiego, będąc równocześnie obojętnym. Nie radzę sobie z tym już. Proszę o wsparcie.
  4. Witam, z góry proszę o wyrozumiałość. (Składnia, interpunkcja itd.) Mam 18 lat, rodzice po rozwodzie kilka dobrych lat. Dobra to od początku. Nie pamiętam jak było w domu zanim się rozstali, jak przez mgłę pamiętam tylko parę ostatnich miesięcy - kłótnie, policja itd. Od momentu ich rozstania koczuje od domu do domu. Tutaj tydzień, tam weekend, potem na noc tu, obiad tu. No na łeb idzie dostać, zawsze chciałem traktować mamę i tatę równo, dlatego nie chciałem na stałe siedzieć w jednym miejscu. Mimo to po ostatecznej rozprawie sądowej musiałem wybrać. Wybrałem dom taty (dzieciństwo, całe życie - wiadomo), na weekend u mamy. Odkąd pamiętam zawsze byłem kontrolowany. I ogólnie na mało co mi pozwalali. Coś typu: Gdzie? Po co? Z kim? Dla czego? Jak? Kto to? Albo: Co to? Skąd to masz? Skąd miałeś pieniądze? Mam sprawdzić? A najlepsze były sytuacje jak musiałem się wytłumaczyć przez telefon, jednemu potem drugiemu, a weź tu jeszcze coś pomyl, albo zmień kolejność... Na noc do kolegi? Nie ma mowy, najpierw jego rodzice zadzwonią. (Po raz pierwszy na noc poszedłem jak miałem 17 lat - bez kontaktu z rodzicami znajomego.) "Podejrzany" przedmiot w spodniach? Wyciągamy wszystko. (1 gimnazjum) Nauczycielka twierdzi że zadaję się z kolegą który pali? No to trzepanko plecaka (1 gimnazjum - tata) Kurtka śmierdzi papierosami? Dmuchanie, wąchanie palców. (3 gimnazjum - mama) Wypiłeś piwo? No chyba kur*a przesadzasz ( 3 dni przed 18 urodzinami) Uciekłem z ostatniej lekcji, albo na pierwsza nie przyszedłem? P*ojebało ci się w głowie ty gówniarzu jeden (gimnazjum) Dodam że na pierwsze wagary poszedłem w 1 zawodówce (17 lat). Ale jeszcze wracając, gwoździem do trumny było to że nie zdałem w 2 gimnazjum. O Jezusie co się wtedy działo.... "Od września wy*ierdalasz do matki!!" Sprawdzanie co 3/4 dni zeszytów, telefony do nauczycielki, plan lekcji znali lepiej niż ja. Od 2 klasy (drugi raz) do teraz 2 zawodówka - kontrola Mimo wszytko to właśnie u taty mieszkało mi się lepiej, trochę luźniejsze relacje od mamy, za to z mamuśką zawsze pogadałem o wszystkim. Problem tylko tkwił w tym że ojciec nie ma cierpliwości do niczego. Komórkę, laptop, telewizor zniszczy bo złe oceny. Kazał znaleść coś co włożył do szuflady pół roku temu? Wróciłeś z pustymi rękami? Zwyzywał od debili, tępaków, idiotów itd. Bardzo lubił wiązanki z "diagnozą" zespołu Downa u mnie. Zazwyczaj wszystko po mnie spływało. Ale miesiąc temu, przesadził. Jak co niedzielę robiłem porządki w pokoju, dzielę szafę na pół z ojcem. Bo "kochana" partnerka ojca (w miarę da się pogadać, ale czasem sukowata) Zajęła wszystkie szafy u nich w pokoju (zasrany pantofel). Więc biorę się za wieszaki, zawsze było tam od cholery jego starych kurtek skórzanych, to mu mówię żeby zrobił selekcję, bo tak ze 2 potrzebuje na kurtki i bluzę. Co mu odwaliło to jest masakra. Wpadł w taki szal że wyrzucił wszystkie moje ubrania z półek drąc tego ryja że "Jest od ch*ja miejsca!!!". Wszystkie moje rzeczy z innych szafek, szuflad i biurka wyrzucił ma ziemię krzycząc że mam Downa, i jestem idiotą że tego nie ogarniam. Dodam że był to okres paru dni po mojej osiemnastce, wróciłem parę razy po 00:00. Więc przed wyjściem z pokoju powiedział ze jeszcze raz wrócę do domu o tej godzinie to mam wyprowadzać się do matki. I tak się stało. Jak trzasnął drzwiami odrazu się spakowałem do torby sportowej, na busa do mamy. Minął już miesiąc od tego wydarzenia, pierwsze 2/3 tygodnie u mamy minęły o dziwno bardzo dobrze (od tygodnia już z nim w miarę normalnie rozmawiam). Z mamą lubię pogadać o pierdołach, luźna babka się ostatnio zrobiła. Ale żeby nie było za kolorowo.... Nie wiem co się do cholery dzieje, czy oni się na mnie uwzięli czy co ja do cholery robię?! Mam przyrodnią siostrę, trochę łobuz ale fajny z niej dzieciak, czasami się nią zajmę. Wiadomo mam swoje życie, znajomych, jak tylko odmówię opieki bo już mam plany, zaczyna się... Wypominanie, szantaże, kary itd. Nie chcę mi się/nie mam czasu iść dla niej fajki? Zaczyna się do cholery. Nie odbieram telefonu na praktykach, albo się rozładuje? Zaczyna się zamiana ról.... Darcie ryja, awantura, kłótnie, wyzwiska - nie da się. Wychodzę z domu bez słowa na spacer, wracam po ok. 10 minutach a ta dalej swoje... Ale ostatnia, awantura przeszła wszystko... Dogadali się... Zaspałem do szkoły na 7:10, więc przyszedłem na 3 lekcje - W-F. U mnie w szkole wygląda to tak że nauczyciel z WF'u zapisuje sobie wszystkie oceny i obecności w notesie, niestety jestem mało lubiany w klasie. Więc nikt mu nie powiedział że jestem jak biegaliśmy truchtem. Wróciłem do domu, dochodzi 18. Telefon od nauczycielki, że nie byłem cały dzień w szkole.... O k*urwa... Co się nasłuchałem... I wtedy zrozumiałem że matka i ojciec to takie same osoby.... Żadne tłumaczenie - nic nie dało... I pół godziny później telefon od ojca. Wiadomo - debil, gówniarz itd... jeszcze na koniec pościł wiązankę, jak śmiałem sam z siebie (już mogę) się wypisać z religii bez ich konsultacji. Ojciec jutro do szkoły idzie i kazał mi to anulować. Matka mi dzwoniła o 19:30 o której będę. Odpowiedziałem że ok. 21:00. I znowu... że chyba ci się coś [...] w głowie, gówniarzu itd... że mam karę i o 20:00 mam być w domu, przyjechałem 20:50, łatwo się domyśleć co potem było. Od roku biorę amfetaminę, kiedyś paliłem marihuanę ale postanowiłem przestać bo za dużo pieniądzy wydawałem. Mimo to ciągle mnie do czegoś ciągnęło. Spróbowałem - polubiłem. Dalej sądzę że wolę polecieć na "futrze" weekend, niż palić po szkole czy na wieczór. Ale ostatnio jest coś nie tak... ciągle mi mało, w zeszłym roku sztuka (~1 gram) wystarczyła na 2 dni, teraz do szkoły na 6 lekcji to mało. Jeszcze rodzicie nie dają żyć. To nie jest smutek, czy tam jakieś przygnębienie. Jestem wściekły. Na prawdę mam ochotę wyjść i już do nich nie wrócić, tak po prostu zostawić stare życie w pizdu, zmienić nazwisko i uciec, nie musiał z nimi rozmawiać, wystarczy tylko "Cześć, cześć". Nie wiem czy czy jest to spowodowane tym że dalej chcą mieć 100% kontroli nad moim życiem? Czy jeszcze nie przywykli do tego że jestem pełnoletni? Albo może to jest jakich chory sposób okazania miłości? Może też być tak że to ja jestem walnięty? Ojciec niech się goni, niech zgniją razem z tą piczą - zawsze był walnięty. Ale o co chodzi z mamą? Walić to, za dużo
  5. Witam , mój kolejny temat jest o tym że boje się zdawać prawo jazdy i podchodzić do egzaminu na prawko .Mam już prawie 30 lat w tym roku i do tej pory nie podchodziłem nigdy na egzamin do prawa jazdy bo ciągle nie mam odwagi albo boje się że nie dam rady i się mnie nie powiedzie .Jak jeżdżę z mamą samochodem to ciągle boje się czegoś jak ktoś nam z naprzeciwka wyjeżdża autem albo ktoś nagle na pasy wychodzi to zaraz reaguje jakoś jak panika albo histeria sam nie wiem jak to ująć .Co dalej boje się że jakbym sam miał siąść za kierownicę to bym na pewno nie dał rady i coś się mnie nie uda .Nie będę umiał dobrze zaparkować samochodu albo będę jechał złym pasem odcinkiem jezdni ,albo będę jechał za szybko i mnie zatrzyma policja do kontroli .Mam różne takie jakieś swoje podejścia że nie umiem sam się odważyć bo wyjadę z podwórka a ktoś nagle nadjedzie albo mnie wyskoczy nagle za winkla i w niego uderzę , lub będę jechał autem i nagle nie zatrzymam się na pasach za późno zareaguje i nie zdążę wyhamować i w kogoś uderzę /potrącę .Jak mam zmienić moje podejście jak jazda samochodem to dla mnie jest jak jakieś istne piekło bo trzeba a to kogoś przepuścić na pasach , a to ktoś chce mnie wyminąć i muszę uważać żeby mu zjechać na bok albo żeby nie uderzył podczas wymijania mnie inny kierowca swym autem .Nie wiem czy nie za bardzo panikuje i nie przesadzam bo jestem chyba za bardzo przewrażliwiony taką sytuacją .Bo myślę że nie uda się mnie i nie zdam egzaminu na prawo jazdy albo że wsiądę i coś zaraz zrobię zły manewr i coś zaraz źle wyhamuje kierownicą albo skręcę w złym kierunku .Mam zawsze takie podejście nawet jak jadę z mamą to ciągle coś mnie denerwuje bo a to ktoś nagle z przeciwnej ulicy wyjedzie nagle a to ktoś nagle wymija a to nagle ktoś przechodzi w nieoznakowanym miejscu przez jezdnię .No albo jedziemy miastem i samochody jeden z jednej strony wyjeżdża drugi z drugiej strony jedzie i przejeżdża przed nami i zawsze mam trochę jak panikę chociaż to jest nic złego .No i nie umiałbym w ruchliwym mieście gdzie jest dużo samochodów jeździć autem żeby wyminąć nawet albo nawet jechać za kimś innym takim tempem żeby nie uderzyć w kogoś .Wiem że to jest odpowiedzialność kierowanie autem i trzeba też uważać żeby dobrze jechać prawidłowym środkiem jezdni bo ciągle mam takie podejście że jednak nie będę umiał kierować .Ale rowerem jechałem od małego i się nie bałem i gnałem po jezdni i po chodniku po całym mieście się jeździło a autem się boje i jakoś nie mogę sam siebie wyobrazić sobie za kierownicą .Ciągle myślę że jakoś nie będę umiał sam wyjechać z podwórka i jechać ulica bo albo zaraz ktoś mnie wyjedzie nagle i mogę uderzyć w niego albo ktoś nadjedzie z innego kierunku z innej ulicy i też boję się żeby mnie nagle nie wyskoczył za zakrętu .Jak mam z tym żyć jak mam taką moją jakąś obsesje na tym punkcie że to jest niebezpieczne że ciągle widzę jakieś problemy w jeździe autem ?
  6. Jestem 28-letnią mężatką. Od kiedy znajome partnera mnie poznały, zaczęły się problemy (nieco ponad dwa lata temu). Zostałam przedstawiona większości jego znajomym na jednym z warsztatów rozwoju osobistego. To, co mnie uderzyło, to że żadna z kobiet nie podejmowała ze mną rozmowy pierwsza. Od samego początku czułam się trzymana na uboczu, lecz próbowałam to tłumaczyć faktem, że były zajęte warsztatami i potrzebowały czasu. Z czasem zaczęłam jednak tracić nadzieję na jakiekolwiek porozumienie. Jedna z tych znajomych właściwie nie odezwała się do mnie ani słowem, chyba że sama podejmowałam kontakt (wtedy odpowiadała zdawkowo). Ta emocjonalna oschłość zaczęła mi coraz bardziej doskwierać. Tym bardziej że mąż przedstawiał ją w zupełnie innym świetle i sam nie rozumiał, dlaczego nagle zbudowała dookoła siebie mur i nawet do niego się nie odzywała. Można powiedzieć, że moja próba nawiązania nici porozumienia z tymi znajomymi skończyła się już na warsztatach. Nawiasem mówiąc, na samych warsztatach czułam się niekomfortowo, choć myślałam, że znajome partnera uprzyjemnią mi czas. Tymczasem jedna z nich podeszła do mnie w pewnym momencie i ni stąd, ni zowąd powiedziała, że mi zazdrości. Z jednej strony mnie to zdziwiło, z drugiej doceniłam jej szczerość. Jednak zaniepokoiłam się kilka dni później, kiedy na warsztatach po raz kolejny wprowadzono ćwiczenia w parach i gdy na głos ucieszyła się, że nie będę robić tego ćwiczenia z moim partnerem. Powiedziała to niby w żartobliwym tonie, ale co gorsza, nawet dla prowadzącej było to zabawne i jej zawtórowała. Warsztaty ogółem okazały się dla mnie niewypałem. Partner był w tym towarzystwie rodzynkiem, nie było żadnego innego mężczyzny i chcąc nie chcąc, skupiał na sobie uwagę. Ja niestety też, ale raczej w sensie negatywnym, gdyż kobiety dookoła wciąż oceniały mój wygląd bądź ubiór. Raz usłyszałam, że mam nos wiedźmy, ale oczywiście osoba mi to mówiąca podzieliła się tą „rewelacją” na boku, bez świadków. Innym razem inna z uczestniczek warsztatów przy prowadzącej zasugerowała, że powinnam być o nią zazdrosna. Kiedy poszłam z tym do prowadzącej, aby zasięgnąć porady i to skonsultować, ta mnie spławiła. Rozmowa z dziewczyną "od zazdrości" też niczego nie wniosła prócz dodatkowych nerwów. Czułam, że nie wytrzymam już dłużej takiej atmosfery. Ostatecznie prowadząca wypięła się na mnie i miała tylko pretensje, że robię z igły widły. Od tamtego czasu moje próby porozumienia się ze znajomymi partnera (a obecnie męża) są coraz bardziej nieudolne i coraz więcej mnie kosztują. Właściwie żadna z nich nigdy nie spytała się mnie, jak czuję się w związku, czy czegoś potrzebuję bądź po prostu, zwyczajnie pogadała ze mną o życiu. Większość rozmów, jeśli już zachodziły, opierały się na wymianie suchych uprzejmości. Bywało, że towarzyszyły im kąśliwe komentarze na temat tego, jak wyglądam. Próbowałam sobie to racjonalnie wytłumaczyć. Myślałam, że rozmowa coś zmieni, lecz jak można rozmawiać z kimś, kto się w ogóle nie odzywa? Kiedy podjęłam ostateczną próbę omówienia tego problemu z jedną z najbardziej, wydawałoby się, przystępnych osób z kręgu znajomych, ta potraktowała to jako atak na siebie i kazała mi się zamknąć. Nie ma znaczenia czy milczę, czy mówię. Nie przyszło do głowy żadnej z tej kobiet, że też mam jakieś uczucia i coś może mnie zranić. Zdają się też ignorować zdanie mojego męża, bo przestały rozmawiać z nim otwarcie. Mam już tego serdecznie dość. Na początku znajomości z tymi kobietami tworzyliśmy z partnerem świeży związek. Mieliśmy kilka życiowych zakrętów i kiedy wreszcie mogliśmy być razem, oczekiwaliśmy wsparcia. Tymczasem czuję się wciąż przez nie oceniana i nie daje mi się szansy na to, bym dała się poznać lepiej. Wszystkie moje potknięcia są surowo oceniane, czuję się, jakbym nie miała prawa do żadnego błędu i nie mogła liczyć na żadne zrozumienie. To, co mnie boli, jest zamiatane pod dywan. Znajome męża wiedzą o mnie trochę z jego wcześniejszych opowieści i zdają się uderzać w moje czułe punkty. Starałam się je zrozumieć, ale już nie mam siły. Co mogę zrobić, aby stosunek tych kobiet do mnie nie wpływał tak negatywnie na moje samopoczucie i nie pobudzał negatywnych wspomnień? Jak mam się zachować wobec nich? Czy istnieje jeszcze sens otwierania się przed nimi i szukania porozumienia? Mąż też jest tą sytuacją zmęczony i już mu nie zależy na tych znajomościach, co niestety – odnoszę wrażenie – potęguje niechęć znajomych do mnie.
  7. „Ponad 27% dorosłych Europejczyków doświadcza przynajmniej jednego z przejawów złego stanu zdrowia psychicznego w ciągu roku. Podobnie sytuacja wygląda na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, gdzie systematycznie rośnie liczba osób leczonych z powodu zaburzeń psychicznych.” To dosłowny cytat z Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 8 lutego 2017 r. w sprawie Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego na lata 2017–2022. Na dalszych stronach wspomnianego dokumentu odnajdujemy oszacowania rozpowszechnienia poszczególnych zaburzeń wśród dorosłych Polaków. Szacunkowa liczba Polaków, którzy kiedykolwiek w swoim życiu doświadczyli depresji, to 766 tysięcy osób. Dla fobii liczba ta wynosi 1 mln 559 tysięcy. Liczba osób, które doświadczyły jakiegokolwiek zaburzenia w czasie życia, to 6 mln i 53 tysiące. Największe rozpowszechnienie zaburzeń znajdujemy w woj. Łódzkim – przeszło 29% ludności. Najmniejsze w woj. Podkarpackim – niespełna 18%. Podkreślam, że oznacza to, że 29% ludności doświadczy zaburzenia kiedykolwiek w swoim życiu. Nie, że 29% przeżywa zaburzenie na dzień powstania raportu. Czy to dużo, czy to mało? Moim zdaniem to dużo i warto działać tak, aby te liczby były niższe. Warto się do tego przyczyniać. Jako ogół, zaniedbujemy swoje zdrowie i jego profilaktykę. Średnia długość życia spadła. Niektórzy nie troszczą się o zdrowie, dopóki się ono nie popsuje. Nie działają profilaktycznie w celu jak najdłuższego utrzymania zdrowia. Niektórzy nie troszczą się o swoje zdrowie psychiczne, dopóki się ono nie popsuje. Nie działają profilaktycznie w celu utrzymania dobrostanu psychicznego. Tymczasem możemy żyć w sposób, który sprzyja lub nie sprzyja zdrowiu psychicznemu. Pewne rzeczy służą naszemu dobrostanowi bardziej niż inne. Spośród wielu rzeczy, które możemy robić dla naszego dobrostanu psychicznego, szczególnie polecam następujących pięć zasad. Propaguje je między innymi Brytyjska Służba Zdrowia. Są proste i zdecydowanie polecam rozważyć wkomponowanie ich do swojego życia, jeśli jeszcze ich tam nie ma. Krok 1. Dbaj o relacje. Dbaj o relacje z ludźmi wokół siebie. Z rodziną, z przyjaciółmi, z kolegami i z sąsiadami. Poświęcaj czas na rozwijanie tych relacji. Krok 2. Bądź aktywny. Wybierz się na spacer, pojeździj na rowerze lub zagraj w piłkę nożną. Znajdź aktywność, która Ci się podoba i uczyń ją częścią swojego życia. Krok 3. Ucz się nowych rzeczy. Nauka nowych umiejętności może dawać poczucie osiągnięcia celu i dodawać pewności siebie. Możesz zapisać się na kurs tańca, rozpocząć naukę gry na instrumencie lub opanować nową dyscyplinę sportową. Krok 4. Pomagaj innym. Nawet najmniejszy czyn może się liczyć. Uśmiech, słowo podziękowania, czy miłe słowo. Większe działania, takie jak wolontariat, pomoc innym w remoncie, opiece, itp. może poprawić samopoczucie i pomóc nam w budowie nowych więzi. Krok 5. Zachowuj uważność. Świadomość chwili obecnej, w tym swoich myśli, swoich uczuć, swojego ciała i otaczającego świata. Uważność może pozytywnie zmienić sposób, w jaki postrzegasz życie i sposób, w jaki podchodzisz do wyzwań. Krok 1. Dbaj o relacje. Buduj relacje z innymi. Inni ludzie mają dla naszego samopoczucia duże znaczenie. Dowody pokazują, że dobre relacje - z rodziną, z przyjaciółmi i z szerszymi społecznościami - są ważne dla naszego dobrostanu psychicznego. Dobrostan psychiczny oznacza dobre samopoczucie wobec siebie i otaczającego nas świata, oraz dobre funkcjonowanie. Budowanie silniejszych, szerszych powiązań społecznych może pomóc nam czuć się szczęśliwszymi i bezpieczniejszymi oraz dać nam większe poczucie celu. Jak relacje z ludźmi pomagają naszemu dobrostanowi? Ludzie są stworzeniami społecznymi. Relacje budują poczucie przynależności i poczucie własnej wartości. Silne relacje z rodziną i przyjaciółmi pozwalają nam dzielić się naszymi uczuciami i wiedzieć, że jesteśmy rozumiani. Relacje dają możliwość dzielenia się pozytywnymi doświadczeniami i mogą dać nam wsparcie emocjonalne. Relacje dają nam szansę wspierania innych, co wspiera także nasze dobre samopoczucie psychiczne. Istnieją również dowody na to, że dobre samopoczucie może być przekazywane poprzez relacje. Przebywanie wśród ludzi w dobrym samopoczuciu psychicznym może poprawić nasze samopoczucie psychiczne. Buduj relacje dla dobrego samopoczucia. Budowanie relacji dla dobrego samopoczucia oznacza: Umacnianie relacji z osobami bliskimi, takimi jak rodzina i przyjaciele. Poszerzanie swoich relacji w swojej społeczności i w szerszym otoczeniu. Istnieje wiele sposobów budowania silniejszych i bliższych relacji: Jeśli to możliwe, każdego dnia poświęcaj czas, aby być z rodziną. Może to obejmować ustalony „czas rodzinny” każdego dnia. Zaaranżuj dzień z przyjaciółmi, których nie widziałeś od jakiegoś czasu. Wyłącz telewizor i zagraj z dziećmi w jakąś grę lub po prostu porozmawiaj. Staraj się czasami dzwonić do ludzi - zbyt łatwo jest przyzwyczaić się do wysyłania jedynie smsów, wysyłania e-maili lub wiadomości w komunikatorze. Porozmawiaj dzisiaj z kimś nowym. Zjedz obiad z kolegą lub koleżanką. Odwiedź przyjaciela lub członka rodziny, który potrzebuje wsparcia lub towarzystwa. Podejmij wolontariat w szkole, szpitalu lub w innym miejscu. Wykorzystaj w pełni technologię - aplikacje do rozmów wideo, takie jak Skype, są doskonałym sposobem na utrzymywanie kontaktu z przyjaciółmi i rodziną, zwłaszcza, jeśli mieszkacie daleko od siebie. Krok 2 Bądź aktywny. Aktywność jest doskonała dla zdrowia fizycznego i sprawności fizycznej, a dowody wskazują, że może również poprawić samopoczucie psychiczne. Czasem myślimy, że umysł i ciało są oddzielone. Ale to, co robisz ze swoim ciałem, może mieć silny wpływ na Twój dobrostan psychiczny Dobrostan psychiczny oznacza dobre samopoczucie - zarówno w stosunku do siebie, jak i do otaczającego świata, oraz umiejętność życia w taki sposób, w jaki chcesz. Dowody wskazują, że istnieje związek między byciem aktywnym fizycznie a dobrym samopoczuciem psychicznym. Aktywność nie oznacza, że musisz spędzać godziny na siłowni, jeśli ten sport nie przemawia do Ciebie. Znajdź zajęcia fizyczne, które lubisz i pomyśl, jak wprowadzić więcej z nich do swojego codziennego życia. W jaki sposób ćwiczenia fizyczne pomagają poprawić samopoczucie? Naukowcy uważają, że aktywność fizyczna pomaga utrzymać i poprawić samopoczucie na wiele sposobów. Aktywność fizyczna może pomóc osobom z łagodną depresją. Dowody wskazują, że może również pomóc chronić ludzi przed lękiem. Uważa się, że aktywność fizyczna powoduje zmiany chemiczne w mózgu, co może pozytywnie zmienić nasz nastrój. Niektórzy naukowcy uważają, że bycie aktywnym może poprawić samopoczucie, ponieważ powoduje poczucie większej samooceny, samokontroli i zdolności do stawienia czoła wyzwaniu. Jak możesz stać się bardziej aktywny? Jeśli chcesz być aktywny, pomyśl o aktywności fizycznej w jak najszerszym znaczeniu. Znajdź działania, które lubisz i uczyń z nich część swojego życia. Krok 3. Ucz się nowych rzeczy i poznawaj. Nauka nowych umiejętności może być przydatna, a badania pokazują, że może również poprawić nasze samopoczucie psychiczne. Nie musi to oznaczać zdobycia większej liczby kwalifikacji. Istnieje wiele różnych sposobów na wprowadzenie nauki do swojego życia. Wielu z nas kojarzy naukę z dzieciństwem lub z czasami szkolnymi. Gdy jesteśmy dorośli może się nam wydawać, że mamy mniej czasu lub mniejszą potrzebę by uczyć się nowych rzeczy. Ale dowody pokazują, że kontynuacja dalszego uczenia się przez całe życie może poprawić i utrzymać nasz dobrostan psychiczny Dobrostan psychiczny oznacza dobre samopoczucie w stosunku do siebie i otaczającego świata oraz umiejętność życia w sposób, w jaki chcesz. Uczenie się może zwiększyć pewność siebie i poczucie własnej wartości, pomóc w budowaniu poczucia celu i pomóc nam w budowaniu relacji z innymi. Jak uczenie się może pomóc w poprawie samopoczucia? Badania pokazują, że uczenie się przez całe życie wiąże się z większą satysfakcją i optymizmem oraz polepsza zdolność do czerpana więcej z życia. Ludzie, którzy kontynuują uczenie się po dzieciństwie, informują o lepszym samopoczuciu i większej zdolności radzenia sobie ze stresem. Zgłaszają również więcej uczuć poczucia własnej wartości, poczucia nadziei i poczucia celu. Wyznaczanie celów i osiąganie ich może stworzyć pozytywne uczucia osiągnięcia sukcesu. Uczenie się często wymaga interakcji z innymi ludźmi. To również może zwiększać nasze samopoczucie, pomagając nam budować i wzmacniać relacje społeczne. Jak możesz kontynuować uczenie się nowych rzeczy? Jeśli chcesz uczynić naukę większą częścią swojego życia, pomyśl o nauce w jak najszerszym znaczeniu. Zajęcia i kursy formalne są świetnymi sposobami na naukę nowych rzeczy, ale jest też wiele innych sposobów. Możesz: Nauczyć się gotować ulubione danie, którego nigdy nie jadłeś w domu. Odwiedzić galerię lub muzeum i dowiedzieć się nowych rzeczy o osobie lub okresie w historii, który Cię interesuje. Podjąć nową odpowiedzialność w pracy. Taką jak nauka korzystania z systemu informatycznego, zrozumienie raportów miesięcznych, podjęcie organizacji wyjazdu dla grupy osób. Naprawić uszkodzony rower lub bramę ogrodową. Istnieje wiele darmowych samouczków wideo online. Można zaproponować wykonanie pracy wspólnie z kimś, kto zna się bardziej na danym zagadnieniu. Zapisać się na kurs, który miałeś zamiar zrobić. Możesz nauczyć się nowego języka lub spróbować czegoś praktycznego, takiego jak hydraulika. Odkryć na nowo stare hobby, które stawia ci wyzwania, niezależnie od tego, czy chodzi o samoloty modelarskie, pisanie opowiadań, szycie czy dzianie. Krok 4. Pomagaj innym. Większość ludzi zgodzi się, że pomaganie innym to dobra rzecz. Może ono zrobić wiele dobrego również dla Twojego własnego samopoczucia psychicznego. Drobne akty dobroci wobec innych ludzi lub większe, takie jak wolontariat, mogą dać Ci poczucie celu. Pomaganie może sprawić, że poczujesz się szczęśliwszy i bardziej zadowolony z życia. Czasami myślimy o dobrostanie w kategoriach tego, co mamy: naszego dochodu, naszego domu lub samochodu, lub naszej pracy. Ale dowody sugerują, że to nasze działania i nasze myśli mają największy wpływ na dobrostan psychiczny. Dobrostan psychiczny oznacza dobre samopoczucie w stosunku do siebie i otaczającego świata oraz umiejętność radzenia sobie z życiem w taki sposób, w jaki chcesz. Pomaganie i wspieranie innych ludzi oraz praca z innymi w kierunku wspólnego celu jest dobra dla naszego samopoczucia psychicznego. Jak dawanie pomaga w dobrym samopoczuciu psychicznym? Badania sugerują, że akty dawania i dobroci, małe i duże, są związane z pozytywnym samopoczuciem psychicznym. Dawanie innym i współpraca z nimi może stymulować obszary nagrody w mózgu, tworząc pozytywne uczucia. Pomaganie i praca z innymi może również dać nam poczucie celu i poczucia własnej wartości. Dawanie swojego czasu innym w konstruktywny sposób pomaga nam wzmocnić nasze relacje i budować nowe. Relacje z innymi również pomagają w samopoczuciu psychicznym. Jak możesz dać więcej? Pomóc innym? Dawanie może przybierać wiele różnych form, od drobnych codziennych czynności po większe zobowiązania. Dzisiaj mógłbyś: Powiedzieć komuś dziękuję za coś, co dla ciebie zrobili. Zadzwonić do krewnego lub przyjaciela, który potrzebuje wsparcia lub towarzystwa. Zapytać kolegę, jak się ma i naprawdę wysłuchać odpowiedzi. Zaoferować pomoc, jeśli zobaczysz kogoś trudzącego się z zakupami lub z wózkiem inwalidzkim. Podzielić się wiedzą, którą uznasz za cenną i praktyczną. W tym tygodniu mógłbyś: Zaaranżować dzień dla siebie, przyjaciela lub krewnego. Zaoferować pomoc krewnemu w majsterkowaniu lub koledze w projekcie na uczelni lub w pracy. Wziąć udział w działaniu, w którym poświęcisz czas i wsparcie komuś, kto na tym skorzysta (np. pomóc komuś w nauce, w naprawie, w pracy, lub w rehabilitacji). Podjąć wolontariat. Krok 5. Zachowuj uważność. Łatwo jest pędzić przez życie, nie przystając by zauważać więcej. Zwrócenie większej uwagi na chwilę obecną - na własne myśli i uczucia oraz na otaczający świat - może poprawić samopoczucie psychiczne. Niektórzy ludzie nazywają tę świadomość „uważnością”. Uważność może pomóc nam bardziej cieszyć się życiem i lepiej zrozumieć siebie. Możesz podjąć kroki, aby rozwinąć ją we własnym życiu. Czym jest uważność? Profesor Mark Williams, były dyrektor Oxford Mindfulness Centre, mówi, że uważność oznacza bezpośrednią wiedzę o tym, co dzieje się wewnątrz i na zewnątrz nas samych, chwila po chwili. „Łatwo jest przestać dostrzegać otaczający nas świat. Łatwo też stracić kontakt ze sposobem, w jaki nasze ciała czują się i skończyć, żyjąc „w naszych głowach”- uwikłać się w nasze myśli, nie umiejąc przystanąć by zauważyć, jak te myśli kierują naszymi emocjami i zachowaniem”, mówi. „Ważną częścią uważności jest ponowne połączenie się z naszymi ciałami i doznaniami, których doświadczają. Oznacza to przebudzenie się do widoków, dźwięków, zapachów i smaków chwili obecnej. To może być coś tak prostego jak skupienie na dotyku poręczy podczas wchodzenia schodami na górę. "Inną ważną częścią uważności jest świadomość naszych myśli i uczuć, które zdarzają się z każdą chwilą. "Chodzi o to, by pozwolić sobie wyraźnie widzieć teraźniejszość. Moment tu i teraz. Gdy to robimy, może to pozytywnie zmienić sposób, w jaki postrzegamy siebie i nasze życie." Jak uważność pomaga w dobrym samopoczuciu psychicznym? Bycie świadomym obecnej chwili może pomóc nam bardziej cieszyć się światem wokół nas i lepiej rozumieć siebie. Gdy stajemy się bardziej świadomi chwili obecnej, zaczynamy doświadczać na nowo rzeczy, które przyjmujemy za pewnik. "Uważność pozwala nam również bardziej uświadomić sobie strumień myśli i uczuć, których doświadczamy - mówi profesor Williams - i zobaczyć, jak możemy uwikłać się w ten strumień w sposób, który nie jest pomocny. To pozwala nam oderwać się od naszych myśli i zacząć widzieć ich wzory. Stopniowo możemy trenować się, by dostrzegać, kiedy nasze myśli przejmują kontrolę i uświadamiać sobie, że myśli są po prostu „zdarzeniami umysłowymi”, które nie muszą nas kontrolować. Większość z nas ma problemy, które trudno nam odpuścić, a uważność może pomóc nam radzić sobie z nimi bardziej wydajnie. Możemy się zapytać: „Próbuję to rozwiązać rozmyślając się nad tym. Czy jest to pomocne, czy po prostu złapałem się w moje myśli? Świadomość tego rodzaju pomaga nam również zauważyć oznaki stresu lub lęku i pomaga nam lepiej sobie z nimi radzić." Uważność jest zalecana przez Narodowy Instytut Doskonałości Zdrowia i Opieki w Wielkiej Brytanii (NICE) jako sposób zapobiegania depresji u osób, które miały 3 lub więcej ataków depresji w przeszłości. Jak być bardziej uważnym? Przypominanie sobie, aby zwracać uwagę na swoje myśli, uczucia, wrażenia z ciała i otaczający świat jest pierwszym krokiem do uważności. Zwróć uwagę na codzienność. "Nawet w czasie naszego zwykłego codziennego życia, możemy zauważyć doznania rzeczy: jedzenie, które jemy, powietrze poruszające się po ciele podczas spaceru” - mówi profesor Williams. „Wszystko to może wydawać się bardzo małe, ale ma ogromną moc, aby przerwać tryb „autopilota”, w którym działamy dzień po dniu i dać nam nowe perspektywy na życie. Praktykuj to regularnie. Pomocne może być wybranie regularnego czasu - porannej podróży do pracy lub spaceru w porze obiadu - podczas którego zdecydujesz się być świadomym doznań stworzonych przez otaczający Cię świat. Spróbuj czegoś nowego. Wypróbowywanie nowych rzeczy, takich jak siedzenie na innym miejscu podczas spotkań lub wyjazd w nowe miejsce na obiad, może również pomóc w zauważeniu świata w nowy sposób. Obserwuj swoje myśli. "Niektórym osobom bardzo trudno praktykować uważność. Gdy tylko przestaną robić to, co robią, napływa mnóstwo myśli i zmartwień” - mówi profesor Williams. "Warto pamiętać, że uważność nie polega na odejściu od tych myśli, ale raczej na postrzeganiu ich jako zdarzeń mentalnych.” "Wyobraź sobie, że stoisz na dworcu autobusowym i widzisz „autobusy myśli”, które przyjeżdżają i odjeżdżają, a Ty nie musisz do nich wsiadać i być przez nie zabierany. Na początku może to być bardzo trudne, ale przy delikatnej wytrwałości jest to możliwe.” Niektórzy ludzie uważają, że łatwiej jest poradzić sobie z nadmiernie zajętym umysłem, jeśli wykonują delikatną jogę lub chodzenie." Nazywaj myśli i uczucia. Aby rozwinąć świadomość myśli i uczuć, niektórzy ludzie po cichu nazywają je: np. „O, to myśl, że mogę nie zdać tego egzaminu”. Lub: „To jest niepokój ". Uwolnij się od przeszłości i przyszłości. Możesz praktykować uważność w dowolnym miejscu, ale szczególnie pomocne dla uważności może być, jeśli zdasz sobie sprawę, że przez kilka minut byłeś „uwięziony” w ponownym przeżywaniu przeszłych problemów lub w „przeżywaniu” przyszłych zmartwień. Różne praktyki uważności. Oprócz praktykowania uważności w życiu codziennym, pomocne może być zarezerwowanie czasu na bardziej formalną praktykę uważności. Medytacja uważności polega na siedzeniu w ciszy i zwracaniu uwagi na myśli, dźwięki, odczucia oddechu lub części ciała, przywracając twoją uwagę z powrotem, gdy umysł zaczyna wędrować. Joga i tai-chi mogą również pomóc w rozwijaniu świadomości swojego oddechu. Formą uważności są także praktyki kontemplacyjne. Czy uważność jest pomocna dla wszystkich? "Uważność nie jest odpowiedzią na wszystko i ważne jest, aby nasz entuzjazm nie wyprzedzał dowodów - mówi profesor Williams. Istnieją zachęcające dowody do wykorzystywania uważności w służbie zdrowia, edukacji, więzieniach i miejscach pracy, ale ważne jest, aby uświadomić sobie, że badania nadal trwają we wszystkich tych dziedzinach. Po uzyskaniu wyników będziemy mogli zobaczyć wyraźniej, dla kogo uważność jest najbardziej pomocna." Opracowano głównie na podstawie treści udostępnianych przez National Health Service.
  8. Witam, Jestem 27letnia matka rocznego Dziecka i partnerka ojca dziecka od 3 lat. Od Października 2018 (po przeprowadzce do nowego domu oraz porodzie) przestało się nam układać. Rozstania i powroty, próby ratowania związku, brak ochoty na zbliżenia z mojej strony. Po powrocie z wakacji 2 tygodnie temu okazało się że ktoś włamał się nam do mieszkania. Ukradli pieniądze i kilka innych rzeczy. Wracając do domu partner był pijany(klocilismy się o jego picia gdyż naduzywa alkoholu i to było głównym powodem który spowodował że powiedziałam że ma się spakować i wyprowadzić ). W czasie pakowanie stwierdził że ukradłam mu piebiadze. W dniu powrotu do domu pytałam czy wszystkie pieniądze zniknęły, powiedział że tak. W dniu wyprowadzki stwierdził że nie wszystkie - bo dzień po powrocie wyciągal banknoty z miejsca gdzie była rzekomo schowana gotówka. Partner pił jeszcze 4 dni po powrocie do domu. Nie wiem czy przełożył gdzieś te pieniądze, czy ich tam nie było i coś sobie uroil. Dodam że po spożyciu alkoholu on zapomina co robi a ja nie śledzę każdego jego kroku. Jestem załamana, nikt nigdy nie oskarżył mnie o kradzież, nie pochodze z patologicznej rodziny a takie oskarżenia załamały mnie kompletnie. Czuję się zdradzona i ściska mnie w żołądku na myśl że tak bliska mi osoba zrobiła ze mnie Złodzieja. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Boli mnie fakt że on w to wierzy a zarazem nienawidzę go za to. Nie umiem udowodnić swojej niewinności, nie wiem też czy w ogóle powinnam ale bardzo się tym przejmuje. Czuję że rodzina mi się rozpadła.
  9. Dzień dobry. Jestem pracująca dziewczyna, lat 26. Obecnie pracuję za granicą w Holandii. Przyjechałam tu do pracy razem z moim byłym chłopakiem. Nasz związek na początku nie był wielka miłością z mojej strony, choć go bardzo kochałam, ale zamiast cieszyć się chwilami randkowania ja pomagałam mu wyjść z uzależnienia jakim jest alkohol i papierosy, chciałam go ratować wiedząc, że jego ojciec pije i że nie ma matki. Prosił o danie mu szansy, dałam mu ją 2 razy. Zanim przyjechaliśmy do Holandii byliśmy w Anglii gdzie też pił i nic ze sobą nie robił, mimo, że go namawialam na różne sporty i zajęcia, ale bez skutku. W Holandii była podobna sytuacja. Nic ze sobą nie chciał robic i pił, mimo, że czasami tylko 2 piwa to po nich robił dziwne rzeczy, nie chciał wyjść na rolki ani iść na basen mimo że to lubił kiedyś. Nie chciałam, żeby się marnowal i żebyśmy tu tylko żyli praca i domem. Moja wina może też było to, że czasami mi ciężko wyjść gdzieś że znajomymi, choć mieliśmy tylko jedna parę znajomych. Czasem ciężko mi zaufać nowym osobom, nie wiem jak mam się zachowywać o czym rozmawiać. Miałam już dosyć jak po kolejnych piwach przyszedł do domu w nocy i nie mógł trafić do łazienki, bo był jak w jakimś amoku. Nie wiedziałam co mam robić, postanowiłam zerwać i się wyprowadzić. Było mu bardzo przykro, ale nie robił nic, żeby mnie zatrzymać, żadnych deklaracji i postanowień na zmianę. On był sam, a ja po jakimś czasie kogoś poznałam, choć ten "związek" trwał 2 miesiące i to raczej była fascynacja tym, że ten chłopak ma pasję. Ale szybko zerwałam, wiedziałam że chce być z byłym chłopakiem, szukałam nam mieszkania by razem zamieszkać, ale długo się to nie udawało. Cały czas mieliśmy kontakt i się przyjaznilismy. Chciałam wiedzieć co u niego słychać, czy może sam się poprawił i zrozumiał. Od miesiąca jestem na nowym domu, i od 3 tyg chciałam z nim porozmawiać, żeby spróbować jeszcze raz, bo wiedziałam, że nadal mnie kocha. 3 razy źle się czuł albo musiał pracować, zrozumiałam to. Czekałam na jakąś walkę o nas z jego strony, jakąś poważna rozmowę, a nie tylko to, że ma nadzieję. 2 tyg byłam sama w domu, bez lokatorów, zrozumiałam, że nie chce być sama, chce kogoś kochać mimo jego wad. No i jak postanowiłam, że chce z nim spróbować, to miałam sen, że on jest z inną dziewczyna, a ja zostaje sama i takie uczucie jakby on umarł. Napisałam mu o tym śnie, i dowiedziałam się, że on się naprawdę z kimś spotyka. Prosiłam go o szansę, blagalam, pytał czemu tak późno, i że on czekał na mnie i miał nadzieję, że bd razem, że się doszlifujemy, a teraz nie chce ranić tej 2 osoby i mnie, chce przyjaźni, ale ja nie chcę, bo nie chce czytać czy słuchać że jest mu z nią dobrze lub doradzać kiedy bd miał problem. Widujemy się w pracy czasami 1 lub 2 razy w tyg. Co mam zrobić? Wiem jakie błędy popełniłam bo uczę się siebie ciągle od paru lat i wiem, że będąc teraz z nim w związku powinnam mu okazywać więcej miłości, a nie skupiać się tylko na ratowaniu go z uzależnienia. Nie chcę odpuścić tej relacji
  10. Nie sądziłam, że kiedykolwiek znajdę się w takiej sytuacji, żebym sama sobie nie poradziła z własnym życiem, żebym nie widziała wyjścia z sytuacji a co gorsza, chciała odebrać sobie życie, bo nie widzę dalszego sensu życia.Jestem w 5letnim związku. Już po 2 latach trwania tej relacji czułam, że to nie to.Że nie chcę tak żyć, że nie chcę się tak męczyć i dusić w tym. Od początku ( no może trochę przesadziłam ) po pół roku/roku nie było szacunku ze strony mojego partnera ani docenienia mnie . Wszystko zawsze było nietak, zawsze był niezadowolony.Zawsze był chamski, niemiły i oziębły dla mnie. Wszystko musiało być zawsze tak jak on chce. Wszystko musiało zależeć od niego. Straciłam przy nim poczucie własnej wartości.Czułam się nic niewarta i niepotrzebna.Zawsze było coś ważniejszego ode mnie. Czułam się ciągle jak piąte koło u wozu.(zawsze wychodziliśmy oddzielnie do znajomych, po 3 latach może do domu mnie przyprowadził, miałam zakaz kontaktu z jego rodzicami, jak się widzieliśmy to nigdy żadnego gestu typu przytulenie czy złapanie za ręke - zawsze mówił, że go to brzydzi i że miejsce na takie sceny są w domu) dodam, że jestem pierwszą jego dziewczyną , a on jest 3 lata młodszy ode mnie (o ile jakiekolwiek ma to znaczenie w tej sprawie).Próbowałam zawsze być jak najlepsza dla niego . Robić wszystko co chce, żeby w końcu był miły i kochany żeby chociaż usłyszeć dobre słowa...Ale na nic się to zdało Słyszałam tylko głupie tłumaczenia, że on nie musi tego mówić bo to jest oczywiste .Moją największa wadą chyba jest naiwność, poświęcanie się i wyłożone serce na dłoni....Ktoś czerpie najwięcej ile się tylko da, wyniszczając mnie przy tym i nie dając nic w zamian.Zawsze mnie krytykował, obrażał, krzyczał na mnie, wpędzał w poczucie winy, nie mając nigdy powodu. Zawsze robiłam wszystko dla niego i pod niego...W pewnym momencie jak ludzie próbowali mi oczy otworzyć i mówić, że nie pasujemy do siebie, że on jest zły dla mnie, że on nie może mnie tak traktować ja jeszcze bardziej się frustrowałam i nie wierzyłam w te słowa.Nie przyjmowałam do siebie tego , że on jest naprawdę az taki zły.Ciągle tylko słyszałam od bliskich, że chodze smutna, zła,rozpaczona, że się zmieniłam bo już nie jestem od ucha do ucha radosna kobieta.I kiedy to zrozumiałam po mniej więcej 2 latach związku, probowalam odejść każdego dnia....ale nie mogłam. Jestem tak silnie z nim związana, ze nie potrafie sobie wyobrazić zycia bez niego.I to mnie chyba przeraza najbardziej. BO z jednej strony tak bardzo czuje nienawiść za to co mi zrobil i za to jak mnie traktowal, a z drugiej tak szalenie go kocham, ze nie wyobrażam sobie dalszego zycia bez niego.I to jest paradoks...bo ja nie chce być z nim...marze żeby się uwolnić od tego...bo poki co od lat gryze się z myślami i z sama sobą....czuje się więźniem w tym wszystkim.Nigdy w zyciu nie czułam się tak okropnie.a po prostu nienawidzę siebie. Czuje się strasznie z tym. Dałam mu się uwierzyć w najgorsze słowa na mój temat. Ze jestem tępakiem, ze jestem glupia, ze jestem pojebana,ze jestem nikim.Kiedys na początku naszej znajomości utkwiły mi jego słowa w glowie, ale nigdy z nich sobie nie zdawalam sprawy" kiedyś Ci odbiore ta pewność siebie", i tak się stało.Już wiem co miał na myśli.Nigdy nic nie umial zrobić dla mnie. Jak go o cos prosiłam to musiałam się prosić tydzień i blagac na kolanach o cos. Zawsze mi dogryzał i miał chamskie żarty.Zawsze inicjatywa spotkania i spędzenia czasu ode mnie wychodzila.On zawsze był zmeczony i nie miał dla mnie czasu Jak wychodzil z kolegami to kazal mi isc do domu i nie mogłam nigdzie wychodzić a twierdzil zawsze ze ja wszystko mogę i niczego mi nie zabrania tylko ze ja nie chce.Musialam zawsze rezygnować ze wszystkich planow dla niego Czulam w pewnym momencie potworny strach przed nim ze zaraz będzie cos nietak, ze będzie kolejna awantura o nic...ze znowu będą te okropne słowa i będą krzyki bo on uważa ze tylko na to zasluguje.Twierdzil, ze on wszystko może a ja nie. Uwaza, ze ja jestem a raczej uwazal bo już tak nie jest, ze jestem za mila dla wszystkich, ze wszystkim chce pomagać, ze jestem za dobra, ze uśmiecham się do wszystkich a potem mowil , ze jestem mila i się uśmiecham do innych bo cos chce...( w sensie chodzi o seks czy o jakies inne niepojęte rzeczy które miał w glowie ) ze facet sobie na pewno myśli o mnie ze chce żeby się ze mna kochać skoro tak się uśmiecham albo jestem mila dla kogos.koszmar naprawdę koszmar. Znajomi jak do mnie pisali lub mnie zaczepiali na miescie zawsze mnie o to oskarzal, ze to moja wina, ze sama się o to prosiłam żeby ktoś do mnie napisał np. na facebooku , albo ze ktoś do mnie podszedł i o cos zapyta...ze do niego nikt nie pisze nie zagaduje a do mnie każdy i zawsze była o to klotnia. Oskarzal mnie dosłownie o wszystko... a ja łudziłam się ze cos się zmienil. Ze zrozumie ile dla niego robie i ile wytrzymuje zlego.Zawsze szydzil i szydzi ze wszystkiego i wszystkich.Podsmiewal się i dokuczal aby. Wszyscy sa zli i niedobzi a on jest jest najlepszy...Nigdy moje zdanie się nie liczylo/moje potrzeby i uczucia...nigdy nie poczul się do winy,nigdy nie widział tego jak zle się zachowuje...nigdy nie uslyszalam slowa prosze,dziekuje, przepraszam...( do mamy tez sie zle odzywa, mysle ze ona pozwalala mu na takie okropnie zachowania i wyniosl to z domu... ja nie wiem jak mozna byc takim chamem dla drugiego czlowieka a co mowa dla bliskiej osoby)Chyba stalam się ofiara i machina w całej tej grze....zrozumialam ze jest on jakims psychopata, bo naprawdę już 2 razy bylam o krok od popełnienia samobójstwa .wykonczyl mnie na maxa....Nie mogę zyc z tymi myślami, słowami, sytuacjami które się namnozyly przez lata... Mam jakies dziwne emocje w sobie których nigdy w zyciu nie miałam. Czuje się agresywna w klotniach z nim, mam rozne trzesiawki, bole glowy tak silne ze nie jestem w stanie nic zrobić.Czuje się jakbym miała tykajaca bombe w glowie...czuje nienawiść do ludzi i zycia, gdzie jeszcze niedawno kochałam wszystko i wszystkich. Czuje okropna pustke, niemoc i bezradność.W 1 sekundzie swiat mi się zawalil bo wszystko co robiłam przez 5 lat obrocilo się przeciwko mnie...Proszę pomóżcie co robić.
  11. Trauma w psychologii i psychiatrii jest terminem określającym uraz psychiczny spowodowany gwałtownym i przykrym przeżyciem, zwykle związanym z zagrożeniem zdrowia lub życia. Badacze rozróżniają traumę typu I – pojedyncze, ekstremalne wydarzenie, które wystąpiło w życiu dorosłym lub dzieciństwie (np. wypadek samochodowy, pobicie) oraz traumę typu II, określaną traumą relacyjną (interpersonalną) – powtarzające się wydarzenia, występujące zwykle w dzieciństwie. W związku z tym, do doświadczeń traumatycznych zaczęto zaliczać : zaburzone więzi z opiekunem, porzucenia w dzieciństwie, przemoc słowną i fizyczną, nadużycie seksualne, a także emocjonalne zaniedbanie. Powtarzalność doświadczeń ekstremalnie stresowych powoduje, że zdarzenie urazowe staje się „normalnym” doświadczeniem, wpisanym w życie osoby. Interpersonalne traumatyczne zdarzenia mogą wywołać złożone PTSD. Objawy złożonego PTSD obejmują: zmiany w regulacji emocji: • nieadekwatnie gwałtowne do sytuacji reakcje emocjonalne, • autodestrukcyjne zachowania, takie jak: zaburzenia jedzenia, samouszkodzenia, • myśli samobójcze, • kompulsywność lub skrajne zahamowanie w sferze seksualnej, • problemy w ekspresji i modulacji złości; zmiany w zakresie uwagi i świadomości: • dysocjacje, • amnezję lub hipermnezję w związku z traumatycznymi przeżyciami, • zmiany w percepcji siebie, • negatywny obraz siebie, • poczucie bezradności, bezsilności, • wstyd, poczucie winy i samoobwinianie, • poczucie skalania albo napiętnowania (stygmatyzacji); zmiany w relacjach z innymi, w tym: • trwały brak zaufania, • rewiktymizację, • wiktymizację innych; somatyzacje: • przewlekły ból, • objawy ze strony układów pokarmowego, krążenia, oddechowego, • objawy konwersyjne, • zaburzenia seksualne; zmiany w systemie wartości: • utratę dodającej otuchy wiary, • poczucie beznadziejności i rozpacz. Skutki przeżycia różnego rodzaju traum przynoszą odmienne skutki, a co za tym idzie wymagają innego podejścia do leczenia. Podczas gdy terapia PTSD koncentruje się bezpośrednio na traumatycznych wspomnieniach, to terapia złożonego stresu pourazowego oprócz analizowania wspomnień obejmuje leczenie takich problemów, jak: utrata zdolności do regulacji emocji, dysocjacje, problemy interpersonalne. Błaż-Kapusta B.„Złożony zespół stresu pourazowego – studium przypadku“ W: Psychoterapia 3 (142) 2007 strony: 43–51; Widera-Wysoczańska, A. (2011). Istota traumy prostej i złożonej. W: A. Widera-Wysoczańska i A. Kuczyńska (red.), Interpersonalna trauma. Mechanizmy i konsekwencje (22-63). Warszawa: Difin SA.
  12. Witam. Jestem młodą 21-letnią matką. Moja córeczka jest po ciężkiej zamartwicy pourodzeniowej z czym związane są powikłania. Padaczka, małogłowie, porażenie czterokonczynowe i wiele innych. Ma 2,5 roczku , nie siedzi, nie chodzi, mówi dosyć dużo pojedynczych słów dzięki czemu możemy się na swój sposób porozumiewać. Wymaga intensywnej rehabilitacji i przede wszystkim mojej opieki . Byłam miesiąc przed 18-tką kiedy dowiedziałam się że jestem w ciąży ale udało mi się skończyć szkołę dzięki przychylności nauczycieli. Jestem w związku z tatą Antosi , od zawsze się kłóciliśmy dosyć burzliwie ale od czasu kiedy zaszłam w ciążę problem zaczął się pogłębiać. Jeszcze będąc w ciąży on hamował się względem mnie ale po porodzie wcale . Żyjemy w fatalnej relacji, mieszkamy razem z moimi rodzicami którzy od samego początku byli przeciwni temu związkowi który trwa 6 lat. Moi przyjaciele, rodzina, znajomi a nawet nowo poznani ludzie uważają że powinnam już dawno zakończyć ten związek i nie brnąć w to dalej. W kółko tylko się kłócimy , normalna wymiana zdań między nami rzadko się zdarza. Czasami dochodzi do zbliżenia, przytulimy się lub pokochamy ale to kwestia kilku minut kiedy wieczorem leżymy razem . Nasze kłótnie to głośne i bolesne emocjonalnie ,, rzucanie talerzami '' . Czasami z płaczu dostaje takiego ataku że nie mogę złapać oddechu i wtedy biegnę do łazienki i kładę się klatką piersiową na kafelki i po jakimś czasie przechodzi. On potrafi powiedzieć mi w twarz że nie ma do mnie szacunku, Mimo że to ja 24h na dobę zajmuje się dzieckiem, on z doskoku bo non stop go nie ma . Wpada do domu co jakiś czas na 5 minut i jedzie dalej i wraca późnym wieczorem. Ja nie jestem święta, non stop czepiam się wszystkiego ale według mnie są to istotne rzeczy, wkurza mnie że nie poświęca nam czasu , że jego uczucia i potrzeby są najważniejsze a ja prawdę mówiąc jestem sama ze wszystkim. Próbowałam już kilka razy się rozstać, ale wciąż wracamy do siebie. Jestem pewna że nie chce z nim być bo jestem wyniszczona psychicznie, nie mogę się podnieść z łóżka,( mogłabym spać 3 dni bez przerwy, bywa tak że wstaje tylko żeby zrobić córce jeść lub zmienić pieluchę i inne tego typu czynności i dalej kładę się spać a dziecko leży obok mnie) Kocham go w jakiś sposób ale bardziej nienawidzę za to jak mnie traktuje . Rodzice pomagają mi jak mogą , uważają że mam nerwicę i początki depresji. Na wszystko reaguje krzykiem lub płaczem albo całkowicie to zlewam . Tylko moje dziecko mnie uspokaja, tylko do niej potrafię normalnie mówić , poświęcam jej swój cały czas i miłość . Co powinnam zrobić? Jak mam się zdobyć na zakończenie związku? Gdzie powinnam szukać wsparcia?
  13. Witam, jestem chlopakiem lat 25. Od roku jestem z dziewczyną. Na poczatku bylo bardzo cudownie. Ona inwestowala w znajomosc duzo, byl bardzo dobry seks. Od poczatku wiedzialem ze ona pali papierosy i mi to za bardzo nie przeszkadzalo (ja nie pale). Z czasem jednak zaczalem sobie cos w glowie ukladac ze ona jest lepsza bo pali, dla mnie stalo sie to takim zakazanym owocem. Chcialem by rzuciła, bo czulem sie bardzo zle jak ona palila, jakby gorszy, mniej doswiadczony, mniej dojrzaly. Zaczelismy sie o to klocic, ona ciagle sie upierala ze nie rzuci. Jakosc zwiazku znacznie spadla, seks byl coraz rzadziej, ona inwestowala coraz mniej. Zaczalem byc zazdrosny o inne rzeczy, dopatrywalem sie czesto czegos czego w rzeczywistosci nie bylo. Widac bylo jak traci zainteresowanie. Jednak jak mowila na poczatku - bardzo ja pociagam i obecnie niby wszystki jest ok, ale ja sie czuje z tym bardzo zle. Ciagle mam setki mysli o tym wszystkim. Wyobrazam sobie jak ona dalej pali i ma gdzies te wszystkie klotnie, a ja ciagle o tym mysle. Przez to slabo spie, ciagle mam zly nastroj, nie moge sie skupic. Mam tysiace mysli w glowie na ten temat. Co zrobic aby przywrocic moja wczesniejsza pewnosc siebie i poczucie wlasnej wartosci? Jak zmienic moje glupie przekonanie ze ona jest ode mnie lepsza bo pali?
  14. Witam, Jestem mężatką, studentką i mam obecnie skończone 25lat. Nie mieszkam z rodzicami od 18 roku życia, ze względu na niedogadywanie się niestety z ojcem. Ale postanowiłam napisać o tym, co mi się ostatnimi czasy dzieje. Od około 3 miesięcy męcze się z napadami lęku, a nawet paniki. W najmniej oczekiwanych momentach odczuwam szybsze bicie serca, robi się duszno i ogólnie szukam jak najszybciej ewakuacji na świeże powietrze. Wtedy ze stresu, że coś mi się dzieje, czuje się źle i niedobrze. Czasami te dolegliwości doprowadzają mnie do dreszczy i cała się trzęsę... nie wchodzę do większych sklepów, bo boje się, że zrobi mi się znowu źle i słabo i nie zdążę z niego wyjść.. to samo jest z innymi miejscami. Odczuwam głód, ale jem zdecydowanie mniej. Mam męża od roku czasu, jesteśmy ze sobą prawie 4 lata. Pracuje zagranicą wiec więcej nie ma go w domu niż jest.. dlatego kiedy tylko coś mnie takiego dopada to biorę psa i biegnę na zawnątrz - po pierwsze, żeby zaczerpnąć powietrza, po drugie, żeby starać się myśleć o czymś innym, a po trzecie, aby byli ludzie wokół, jeżeli miałoby mi się coś stać. Byłam u psychiatry i dostałam leki na zaburzenie lękowe uogólnione z atakami paniki i agorafobią. Biorę je 3ci dzień. Ale nie ukrywam, ze jak usłyszałam, ze pierwsze 2 tygodnie mogą mi nasilić moje ataki to się przestraszyłam i codziennie teraz mam dodatkowy przez to stres. Ogólnie jestem bardzo uczuciowa i wrażliwa. Przeżywam wszystko. Nawet to, czego nie muszę. Moje życie obecnie - mogę przyznać, że jest naprawdę dobrze. Mam pracę, która kocham, męża, mieszkanie. Nawet nie mam powodów do stresów tak naprawdę. Ale wiele stresów i nerwów przeżywałam przez cały okres 3 lat przed ślubem. Dodam jeszcze, że nigdy wcześniej nie miałam tak dobrych wyników badań z krwi. Bardzo proszę o wskazówkę.. czy to wszystko zostało dobrze zdiagnozowane? Czy te tabletki mi pomogą? Jak sobie z tym radzić? I czy potrzebna będzie mi terapia? Pozdrawiam
  15. Hej, piszę do Was z dość już upierdliwym dla mnie problemem:) Otóż od kilku lat mam nawracający problem jedzenia. Nie chcę mi się jeść, nie mam na to kompletnie ochoty. Jak już jem, potrafi mi się w pewnym momencie zrobić niedobrze, po prostu przestać jeść i dokończyć to jedzenie za godzinkę przykładowo. Przez to nie mam na nic energii, ciągle jestem zmęczona i nie do życia. Najchętniej bym leżała w łóżku i spała, nic w sumie dziwnego jak nie dostarczam sobie energii. Chciałabym wyjść na rower, czy spacer ale najzwyczajniej w świecie przez niejedzenie, nie mam na to ochoty. Dodatkowo przez to mam niedowagę, bardzo chciałabym przytyć, ale nie mam jak. Nie chcę mi się jeść, więc się nie ruszam i nie tyje. W związku przez to, również mi się psuję, bo nie mam sił na jakiekolwiek pieszczoty z chłopakiem czy na jakieś wyjścia na spacer Pracę mam siedzącą, przez to do niej nie potrzebuje sił. W tamtym roku miałam fizyczną pracę i jadłam więcej, ruszałam się i przytyłam. Gdy poszłam na studia to znowu wróciło, przestałam się ruszać i schudłam. To jest takie niekończące się koło, którego już mam naprawdę dość i nie wiem jak sobie z tym poradzić. Gdyby tego wszystkiego było mało mam problem z jedzeniem przy obcych mi ludziach, potrafi mi się nagle zrobić niedobrze, wszystko mi się cofa i przestaje jeść. Przez to nie jem w restauracjach czy innych tego typu lokalach.Myślałam, żeby zacząć od rodzinnego lekarza, ale nie wiem czy to dobry pomysł. Czy lepiej już iść gdzie indziej. Nie wiem co to, podejrzewam to na tle psychicznym. Sama sobie z tym nie poradzę, jedyną moją pomocą jest chłopak. Bo rodzice uważają, że wymyślam. Proszę o pomoc.
  16. Witam od kilku tygodni zaczęłam miewać zaburzenia snu. Zaczęło się od tego że moje serce dawało o sobie znać choć nigdy nie miewałam z nim problemu. Problem z sercem tkwił w tym, że moje serce mimo dobrego ciśnienia krwi bardzo szybko biło, samoistnie bez wysiłku w stanie spoczynku zaczynało bez wyraźnej przyczyny strasznie szybko bić i kołatać aż tak że wyraźnie to czułam i słyszałam i co za tym szło zaczęło mnie czasami kłuć w klatce. Pojechałam więc na pogotowie w sumie już dwa razy byłam miałam robione badania EKG i później echo. Z sercem jest okej. Poszłam do lekarza rodzinnego który dał leki jakieś na serce i jakieś na wyciszenie przed snem przepisał potas i kazała mi zrobić podstawowe badania krwi które również wyszły w porządku. Ale sprawa nadal jest problemem. Męczy mnie to strasznie i dodatkowo dochodzi do mnie stres z powodu braku pracy bo jestem młoda mam 21 lat i teorytycznie jak to mówią praca leży na ulicy ale jakoś od skończenia szkoły ponad rok temu nie mogę na dłużej nigdzie zagrzać miejsca. Pod naporem ze strony mamy chwytam się jakiekolwiek pracy ale zazwyczaj pracuje miesiąc lub dwa i szukam czegoś innego. Wracaj do moich objawów. Kiedy przychodzi wieczór i wiem że niedługo powinnam kłaść się spać w mojej głowie już mam że napewno nie będę mogla zasnąć. Mam taki wewnętrzny lęk przed zaśnięciem. Siedzę po nocach i patrzę na tv lub siedzę w telefonie. Boje się zasnąć bo myślę że coś mi jest i się nie obudzę. Wiem że dużo ludzi tak ma i to się leczy. Mój chłopak tego nie rozumie i mówi mi że sama sobie sobie problem wmawiając to sobie. Mama natomiast ma swoje problemy i jak próbuję z nią o tym porozmawiać zaczyna się denerwować się krzyczeć i mówi że szukam sobie choroby. W ciągu dnia funkcjonuje normalnie jak jestem czymś zajęta wogole nie mam jakiś dziwnych myśli ani nic lecz kiedy przychodzi wieczór już się boje. Wiem że tak nie może byc a z dnia na dzień jest coraz gorzej. Siedzę na łóżku w nocy i płacze. Płacze bo nikt mnie nie rozumie i mojego problemu. Nie wiem co robić jestem bezradna. Dodam jeszcze że prawie rok temu straciłam bardzo bliska mi osobe- mojego dziadka i do dnia dzisiejszego nie mogę pogodzić się z tym że go nie ma. Nie wiem czy to ma wpływ na mój stan teraz. Jednakże wiem że tak nie może być męczy mnie to i nie mogę prowadzić normalnego życia ani nic zaplanować. Usypiając dostaje jakby braku tchu boje się że przestaje oddychać i robię wszystko żeby nie zasnąć. Mam uczucie kłucia i nacisku na klatkę. Boli mnie wszystko mam bóle żołądka i to wszystko zawsze wieczorem jakby na tle nerwowym. Mam lęki. Czy to nerwica? Moja doktor rodzinna niejednoznacznie stwierdziła że to bardzo prawdopodobne. Proszę o jakieś odpowiedzi jestem zdesperowana nie wiem co mam robić?
  17. Witam. Od dłuższego czasu zmagam się z pewnym problemem. Mianowicie odczuwam ogromny lęk przed chorobami fizycznymi, szpitalem, osobami chorymi (fizycznie). Jest to bardzo duży lęk. Miewam ataki paniki, uczucie niepewności strachu i jak już wcześniej powiedziałam owego leku. Od niedawna jest gorzej czasem nie mogę spać po nocach bo rozmyslam o chorobach i że je mam. Wmawiam sobie różne choroby regularnie sprawdzam swoje ciało z obawą że dopadła mnie jakaś choroba. Pytam bliskie mnie osoby czy z moim zdrowiem jest na pewno wszystko dobrze. Oni zawsze odpowiadają że wszystko jest bardzo dobrze. Czasem mam tak że chodzę do lekarza żeby zbadał moje ciało np brzuch . Zawsze każda wizyta kończy się pozytywnie. Jednak to mnie nie uspokaja. Proszę o pomoc.
  18. Witam, jestem uczennicą maturalnej klasy liceum. Mój problem z zaburzenia lękowymi trwa już jakieś 5 lat, możliwe, że jego główną przyczyną były za duże wymagania w stosunku do samej siebie. Każdego dnia towarzyszy mi strach, który przeradza się w irytacje, bo przecież mam dobre życie i wiele kochających osób wokół. W liceum pojawiła się jeszcze bezsenność, najpierw nie mogłam po prostu zasnąć, z czasem doszło do tego, że nie zmrużyłam oka przez całą noc, chociaż następnego dnia nie miałam jakiś sprawdzianów czy rzeczy, którymi mogłabym się martwić. Mam problemy w relacjach z każdym chłopakiem, z którym się spotykam. Jestem wiecznie spięta, nie wierzę w siebie i nie potrafię nawet pozwolić złapać się za rękę. Jednak tym co mi zaczęło przeszkadzać najbardziej w ostatnim czasie są myśli samobójcze po alkoholu. Znajomi martwią się, że opowiadam im wtedy, że chciałabym się zabić, ale brak mi odwagi, chociaż na trzeźwo w życiu bym o tym nie pomyślała. Coraz częściej zdarza mi się ostatnio zapominać oczywistych słów jak imię mojego przyjaciela. Biorę leki ziołowe lub pije herbaty, ale i one nic nie dają na ten mój wieczny lęk. Za rok, gdy wyjadę na studia od razu udam się do psychologa, ale teraz proszę o wyjaśnienie, co może mi dolegać i jak z tym walczyć samemu? Czy to może być nerwica? Dziękuję i pozdrawiam.
  19. Witam! Zawsze myślałam, że jestem silna i dam sobie radę, ale od pewnego czasu zostało to wszystko zachwiane. Obecnie mam 25 lat. Pracuje i studiuje, ale zacznę od początku. Moja rodzina od początku była inna niż większość przeciętnych rodzin. Moi rodzice nigdy tak naprawdę się nie kochali, nie widziałam pomiędzy nimi miłości. Ciągle się kłócili. Mieszkaliśmy z Babcią, więc wielokrotnie wtrącała się w kłótnie między nimi, a także w kłótnie między mną a rodzicami. Jak byłam w okresie dojrzewania to konflikty pomiędzy moimi rodzicami, pomiędzy mną i rodzicami, a także pomiędzy rodzicami i Babcią tylko się pogłębiały. W szkole byłam lubiana, chociaż byłam zupełnie inna od wszystkich, w związku z tym miałam małą grupę znajomych. W wieku 14 lat mojej Mamie wypadł dysk, musiała iść do szpitala, a oprócz tego potrzebowała rehabilitacji. Mój wuja zachorował, a Babcia jako jego siostra pojechała do niego się nim opiekować (na 2/3 tygodnie, wracała, a po jakimś czasie znowu wyjeżdżała). Moje relacje z Tatą były bardzo specyficzne. Nie wiem nawet czy można to nazwać relacjami. Mój Tata mnie olewał, a ja będąc w gimnazjum jak większość osób zaczęłam ją olewać, doszło do sytuacji, gdzie miałam 6 zagrożeń i musiałam z tego wyjść. Był to moment, w którym wszystko się zmieniło. Zaczęłam się uczyć, zaczęłam przywiązywać do tego taką wagę, że na koniec gimnazjum miałam na świadectwie same 4. Ale sytuacja pomiędzy moimi rodzicami przyczyniła się do tego, że nauka oprócz hobby zaczęła być odskocznią i była ucieczką. Dla nie których komputer, dla mnie nauka. Potem poszłam do liceum. Tam zaczęłam mieć więcej znajomych, zaczęłam bardziej żyć, byłam pewniejsza siebie, ale również uciekałam w naukę. Konflikty w moim domu cały czas narastały, do tego stopnia, że zostawałam na wszelkie możliwe zajęcia pozalekcyjne, żeby tylko w nim nie przebywać. Moi rodzice się nienawidzili. Moja Mama zostawała dłużej w pracy, żeby tylko nie wracać, moja Babcia wyjeżdżała często. Ja miałam tę okazję, że poznałam chłopaka w moim wieku z innego miasta, więc w weekendy albo jeździła do niego albo on do mnie i było to jakiś odpoczynek. Z czasem okazało się, że mój Tata okradał mnie, moją Mamę i Babcię. Widziałam, że znikały mi pieniądze i mówiłam mojej Mamie i Babci, ale one mi nie wierzyły. Uważały, że kłamię albo, że mi się coś wydaję. Dopiero jak im zaczęło coś znikać (chociaż najpierw oskarżały mnie) to połączyły wątki. Po liceum, kiedy byłam już na studiach moi rodzice wzięli rozwód. Kontakt z moim Tatą był, jaki był, ale z czasem (po rozprawie o alimenty, którą wygrałam) całkowicie straciłam kontakt. Na ten moment wiem, że mój Tata ma nową rodzinę, ma dziecko i kobietę. Ja nie mam z nim kontaktu. Odzywa się tylko wtedy kiedy chodzi o pieniądze. (czyli kiedy przestanie mi płacić). Jemu zależy tylko na pieniądzach. Nigdy nie traktował mnie, jak swojego dziecka, córki. Jak byłam mała to też trochę mnie bił, ale w pewnym momencie przestał, jak widział, że będę w stanie się obronić. W tym okresie kiedy straciłam kontakt z moim Tatą, zerwał ze mną również mój chłopak. Miał problem z akceptacją tego, że studiuje, a on nie. Prawdą jest, że odległość też zrobiła swoje. Moja Mama poznała nowego mężczyznę, z którym była szczęśliwa i jest dalej, bo niedawno wzięli ślub. Ale wtedy kiedy potrzebowałam mojej Mamy to jej nie było. Jak ona przechodziła przez nowotwór, przechodziła przez operację na woreczek ja byłam na każde jej zawołanie. Obecnie skończyłam studia licencjacki i magisterskie, ale robię inżynierskie (zaocznie). Pracuję na pełen etat. Mam duży żal do moich rodziców. Mieszkam z moim Narzeczonym niedaleko Mamy i Babci (one mieszkają osobno, chociaż Mama mieszkała z Babcią ponad 40 lat, wyprowadziła się pół roku przede mną, ja przez pół roku mieszkałam jeszcze z moją Babcią). Jestem z nim szczęśliwa, planujemy ślub, ale boli mnie każde spotkanie z moja rodziną... Moja Mama nie może nawet zapamiętać jaki kierunek studiów skończyłam, co robię dalej. Moja Babcia ją popiera. Dlaczego? Ponieważ Babcia rozpieszczała bardzo Mamę i zawsze jest po jej stronie. Czuję się jak gorsza osoba, czuję się niedoceniona przez nie. Czuję się doceniona w pracy, na uczelni, przez Narzeczonego, ale nie przez moją rodzinę. Uważają, że w życiu miały trudniej. Zawsze to ja jestem ta gorsza. Ja jestem nieakceptowalna. One są wiecznie ofiarami. Dostrzega to wszystko nawet mój Narzeczony. Jak się z nim kłócę, albo coś jest nie tak między nami to zawsze chwalą jego i jego bronią. Ja jestem ta gorsza. On jest kochany i biedny, a ja jestem ta zła. Jak widzę rodzinę mojego Narzeczonego to mu zazdroszczę. Też pochodzi z rozbitej rodziny, ale innej. Na początku miałam wojnę z jego Mamą o wyprowadzkę, ale teraz jest ok. On jest doceniany i rozumiany. Ja jestem sama w mojej rodzinie... Czy mam za duże wymagania względem mojej rodziny? Chcę tylko szacunku i docenienia. Rozmowy na te tematy z moją Mamą i Babcią kończą się zwykle kłótnią..
  20. Dzień dobry mam pytanie odnośnie "bezpieczeństwa psychicznego"w moim domu rodzinnym. Podam przykład jasno przestawiający problem. Rozmowa toczyła się pomiędzy moją mamą a mną: Mama - Marek chcesz brzoskwinię? Marek - Nie mamo dzięki wolę nektarynki ; ale daj. Głos nie wiadomo z kąt - Pedał nielubi brzoskwini. Dodam że rozmowa nie toczyła się głośno a ktoś skomentował moją odpowiedż. Nie przejmował bym się gdyby to było na ulicy w sklepie ale w domu są dzieci i panikuję . Proszę o odpowedż jak mam się ustosunkować do takich komentarzy bo nie mogę się przyzwyczaić?
  21. Cześć. Mam 23 lata, jestem chłopakiem i zastanawiam się czy choruje na fobie społeczną czy po prostu jestem nieśmiały. Może udać by się z tym do psychiatry ? Od zawsze miałem problem z nawiązywaniem znajomości, z reguły zawsze byłem z boku, cichy, przy pierwszym spotkaniu zawsze bardzo się stresowałem, czy to przy bardziej WAŻNYCH okolicznościach. Jednak miałem wcześniej kilku znajomych. Ogólnie moja historia(nie wiem jak to nazwać) z „nieśmiałością” jest długa, ale może opiszę kilka sytuacji. Zaraz po skończeniu technikum miałem iść do pierwszej pracy, na wakacje. Znalazłem ogłoszenie napisałem CV i pojechałem autobusem na spotkanie. Już w samej komunikacji złapał mnie naprawdę ogromny ból brzucha i biegunka. Cały czas jechałem siedząc, trzymając się za brzuch. O niczym nie myślałem tylko o tym bólu. Ostatecznie zrezygnowałem i poszedłem do najbliższej galerii do toalety. Po tym jak zrezygnowałem ból minął. Często jak myślałem o przyszłej pracy obawiałem się, że będę musiał siedzieć i nie będę mógł w wyjść do toalety jak mnie rozboli brzuch. Gdy szedłem pierwszy raz na rozpoczęcie studiów to bolał mnie trochę brzuch. Minęła część oficjalna immatrykulacji, ale kazali nam zostać na godzinne przedstawienie. Budynek to była aula i nigdzie nie było toalet. Jak usłyszałem ze będzie to trwało jeszcze godzinę zaczął mnie równie mocno jak wtedy boleć brzuch i znowu te uczucie chęci pójścia do toalety. Nie słuchałem nawet to co mówił prowadzący tylko trzymałem się za brzuch i myślałem żeby jak najszybciej się to skończyło. Jak wyszedłem stamtąd, ból się skończył. Semestr studencki skończył się pod koniec czerwca 2019r, od tamtej pory siedziałem w domu. Ostatnio miałem iść do szkoły po papiery, bo coś tam rodzice potrzebowali. Gdy wsiadłem do tramwaju, zaczął mnie boleć brzuch, podjechałem 2 przystanki do centrum handlowego i wysiadłem w celu pójścia do toalety bo miałem uczucie, że się zaraz zdefekuję w spodnie. Wyszedłem z toalety i poszedłem 2km na pieszo nie chcąc mieć kontaktu z ludźmi w tramwaju, bojąc się o to, że jak znów zacznie mnie boleć brzuch to spotka mnie nieprzyjemna sytuacja w dodatku w obecności ludzi. Będąc w technikum czasami pisaliśmy rozprawki na polskim. Lubiłem rozprawki bo mogłem wyrazić swoje zdanie. Jednakże rozprawki pisaliśmy na 2 lekcjach + przerwa czyli łącznie 100-105minut. Wtedy też czasami łapał mnie ból brzucha i patrzenie na zegarek kiedy lekcja minie … Czasami nawet przestawałem pisać, bo nie mogłem tego znieść. Przepraszam z góry za szczegóły. Nie wiem czy to jest fobia społeczna czy co. Bóle zaczęły się jakoś od gimnazjum już przy odpowiedzi ustnej przy tablicy. Nie sądzę żeby to było z powodu złego odżywiania się. Jak siedzę w domu to nie boli mnie brzuch. (…) Gdy już kogoś bliżej poznam to brzuch nie boli. Po próbie pójścia do swojej pierwszej pracy poszedłem do psychologa. Pani powiedziała, że przesadzam i że powinienem się mniej stresować (To tak jakby powiedzieć osobie chorej na depresje żeby przestała być chora na depresje…) Pani psycholog ostatecznie przepisała mi tabletki Propranolol WZF na receptę i kazała mi wziąć jedną tabletkę jak będę szedł na rozmowę o prace. Oczywiście na rozmowę nie poszedłem, bo się bałem, że znów się zacznie… Później spytałem się kolegi siostry, która choruje na depresje czy zna te tabletki. Powiedziała, że kiedyś je miała te tabletki i że są bardzo słabe i nic nie pomagają. Nie wiem co mam z sobą zrobić. Czy iść znowu do psychologa czy do terapeuty czy psychiatry. Słyszałem, że to jest poważne i że leczy się to latami. Wcześniej zawsze mówiłem „ból minie”, ale takich sytuacji „stresujących” jest coraz więcej w dorosłym życiu… Mam dosyć niską samoocenę, „inną orientację” której rodzice nie akceptują, brak prawdziwych przyjaciół. Nie wiem czy to ma na to wpływ, ale wolałem napisać.
  22. Hej, od jakiegoś czasu czuje na plecach opinie calej rodziny bo nie chodzę do pracy, a jak już do jakiejś pojde to nudzi mnie po 2 miesiacach i czuje, ze marnuje moj potencjal za 2 tys. zl. na miesiac i sie zwalniam. Jestem pasjonatem zegarków i miesięcznie potrafię dorobić na nich ok. 1000 zł. więc nie czuje potrzeby uginania się przed polskim chamskim szefem, który uważa sie za pana i wladce. Ogólnie zawsze byłem dziwakiem. Jestem mistrzem świata w tańcu cwalk, wygrałem 1 turniej bo tanczylem inaczej niz reszta, ale przez 10 lat bylem hejtowany o moj styl, czesto slyszalem opinie ludzi na turniejach - co to jest? Jestem po studiach medycznych - dietetyka i ziołolecznictwo - rodzice zawsze mi mowili, ze nie zdam matury bo kiedys uwalilem technikum mechatroniczne, chodzilem na blały i tanczylem. Nie wiedzialem co dalej zrobic ze swoim zyciem, usiadlem z rodzicami do rozmow i skonczylem wybrany przez nich kierunek kucharz, potem poszedlem do liceum i zdalem ta mature i poszedlem na studia. Niedawno zrobilem kurs na kat C. na zawodowego kierowce. Rodzice mowia mi, ze mam sobie to odpuscic bo to niebezpieczna praca. Mozg mi wariuje, mam 27 lat, za 2 miesiace wyjezdzam z dziewczyna do Norwegii do pracy, bo ona tam dostala kontrakt na 2,5 roku, a ja? Nie wiem co ze mna tam bedzie. Zastanawiam sie czy nie zrobic sobie kursu na wizek widlowy by dodatkowo sie zabezpieczyc. To wszystko mnie zaczyna przerastac. Samemu nie potrafie tego juz ogarnąć, mam balagan w glowie i mimo prowadzenia kalendarza czesto nie robie wszystkich rzeczy co zniecheca mnie do robienia czegokolwiek...
  23. Witam. Jestem tu nowa. Mam 24 lata, pracuje w jednej firmie z moim partnerem. Jesteśmy razem od 8 miesięcy a ja jestem na wykończeniu. Otóż mój luby leczył się na depresję. Przez leki, seks był... Beznadziejny? Ale jest cudownym człowiekiem, więc postanowiłam poczekać az odstawi leki. Gdy to się stało poprawa była tylko na chwilę. Seks jest dla niego stresem. Chodzi do seksuologa, póki co za krótko by cokolwiek ruszyło do przodu. Teraz kolej na mnie. Póki myślałam ze to przez leki, cierpliwie czekałam. Teraz, czuje się strasznie. Nieatrakcyjna, tak jakbym go nie pociągała. Rośnie we mnie złość, żal że dobrze wiedział że ma problemy z seksem, wiedział co przeszłam (ex zdradził mnie z babą w wieku mojej matki!) a mimo to wszedł do mojego życia. Boje się powiedzieć ze mam ochote na seks bo to nakręca spiralę. On się stresuje ze musi, jak się stresuje to nie wychodzi itd. Nie mogę być sobą, żadnych sprośnych tekstów, cokolwiek nie zrobię, nie uda mi się go podniecić. To mnie tak dobija.. Każda próba rozmawiania z nim kończy się jego smutkiem a co za tym idzie pogorszeniem w sprawach lozkowych. Jestem w zamkniętym kole. Nie umiem już udawać ze jest ok i ze jestem wyrozumiała. Mam swoje potrzeby. Nie czuje się atrakcyjnie gdy w żaden sposób nie działam na faceta. Jesteśmy młodzi, 3 razy w miesiącu to jednak dla mnie zdecydowanie za mało. Moje poczucie własnej wartości leży...
  24. Witam, Jestem kobietą w wieku 27 lat. Aktualnie jestem bezrobotna. Od kilku miesięcy moje emocje wymykają mi się spod kontroli i popadam w skrajności m.in np. jak nie radze sobie z czymś to płaczę. Nie mogę nad tym zapanować, ani powstrzymać, potrafię płakać przy ludziach. Jak ktoś mnie atakuje, wyprowadza mnie z równowagi i próbuje poniżyć, mam ochotę go uderzyć, bo muszę się bronić, ale na razie kończy się na słowach, mam jeszcze jakiś hamulec. W kwestii poniżania, mam obsesje. W szkole często byłam ofiarą przemocy psychicznej dla zabawy i nie chce, żeby to zdarzyło mi się w dorosłym życiu i muszę się przed tym bronić. Mam też bzika na punkcie bezpieczeństwa pod każdym względem i opinii na mój temat, jestem pamiętliwa. Ciągle się martwię, że ktoś mnie skrzywdzi, czy moje wysiłki pójdą na marne, albo ze wyjde na kogoś nie poważnego, czy zrobie z siebie jakąś głupią. Ciągle czuje się zagrożona, wielokrotnie sprawdzam zamki, kłódki, alarmy, drzwi wejściowe, żeby nikt mi w nocy nie odrąbał mi głowy, porwał albo okradł. Mój numer telefonu ma tylko rodzina, żeby nikt obcy nie zadzwonił, w celu poniżenia mnie. Boje się, że ktoś inny może mi coś zrobić i ciągle muszę się chronić i uważać w każdy sposób. Mam obsesje, że każdy mnie obserwuje i ma za ciamajdę albo głupszą, jak sobie z czymś nie radzę. Jak coś zrobię nietypowego, odnoszę wrażenie, że inni chcą mi pokazać, że i tak jestem gorsza, podbudować swoje ego kosztem mojej osoby. Nie chce być wiecznie w życiu omijana, poniżana, niechciana, uznawana za gorszą, mam wrecz dosyć bycia tą ostatnią, tylko dlatego, że jestem dosyć spokojna, czy kobietą. Czasami mam okresy energii, a potem długi okres przemęczenia. Jak jestem wesoła, to czasem jedna sprawa sprawia, że moje samopoczucie zmienia się w odmienne, bo się czymś przejmę, albo coś pomyśle. Przez przeszłość nie ufam ludziom do każdego mam dystans, nie mam bliskich znajomych. Przyjaciele zawiedli moje zaufanie. Jestem, więc samotnicą od wielu lat, jedyne co mam to chłopaka, ale i tak nie ufam nawet mu w 100%. Od dawna unikam też rozmów telefonicznych. Jak muszę coś załatwić, czy umówić na wizytę do lekarza daje komuś dzwonić. Nie wystawiam nawet ogłoszen ze swoim numerem telefonu, bo ktoś zorientuje się, że to ja z mojej miejscowości, a ja boje się głupich telefonów i że znowu stanę się obiektem naśmiewania, boję się też przez telefon zrobić z siebie idiotkę. Kilka miesięcy temu rzuciłam pracę, bo nie radziłam sobie już ze stresem i wystawianiem moich nerwów na próbę. Marzyłam jedynie o tym, aby odpocząć. Jednak efekt odpoczynku był chwilowy. Dalej jestem przemęczona i przejmuje się wszystkim na maksa. W sytuacji stresowej zaczynam źle się czuć, mam m.in. dolegliwości trawienne, boje się w związku z tym kompromitacji towarzystwie, potrafię cała drzeć z nerwów, czy wpaść w panikę, kilka razy nie wiele brakowało do utraty przytomności. Jak sobie radzę, dotychczas pomagało "Ja nie dam rady! To ja wam pokaże" jak sobie nie radziłam, jak się stresowałam to na odstresowanie: grałam w strategie, jezdziłam po polnych drogach lub słucham głośno muzyki, teraz odnoszę wrażenie, że nic już nie działa, na nic też nie mam energii i pomysłów. Nie chce, żeby się pogorszyło z czasem. Co mi może być? Gdzie szukać pomocy najlepiej bezpłatnej? Na chwile obecną jestem w dość niekomfortowej sytuacji finansowej.
  25. Mam 18 lat, od kilku miesięcy przestałam uczęszczać na terapię ze względów finansowych, dlatego piszę tutaj. Od kilku lat przyjaźnię się z jedną dziewczyną, ale gdy ta znalazła sobie chłopaka, poczułam się zagrożona. Nie umiem tego wytłumaczyć... Czuję się przez nią porzucona, bo oprócz niej nie mam nikogo. Praktycznie się nie spotykamy, a gdy ze sobą piszemy, to tylko wtedy, kiedy się kłócimy. Dziś była wybuchła jedna z takich kłótni, obie nie wytrzymałyśmy i napisałyśmy wszystko co czułyśmy, nie wyszło to na dobre, bo prawdopodobnie nasza przyjaźń się skończyła. Zaczęłam się strasznie trząść, jakby z zimna i rzeczywiście - czułam zimno. Wszystko ustało kiedy wzięłam lek na uspokojenie. Przed tymi wydarzeniami był jeszcze czas kiedy dosłownie nie miałam siły wstać z łóżka i zaczęłam płakać przez to, że jem śniadanie, tak po prostu... Czuję się źle pisząc to tutaj mimo, że ta strona właśnie od tego jest, ale jednak uważam, że i tak nikogo nie będzie to obchodzić, albo ktoś powie, że wyolbrzymiam lub chcę aby mi coś "zdiagnozowano". Nie jest tak. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. Liczę na szybką odpowiedź. Pozdrawiam

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.