Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'stres'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 291 wyników

  1. Witam, Jestem studentka kierunku technicznego w Krakowie. Odkąd pamiętam borykam się z problemem stresu. Niesety nie pamietam dnia w którym czułam stan pełnego odprężenia. Staram się żyć aktywnie i próbować nowych rzeczy, jednak czesto podejmowanie nowych wyzwań kosztuje mnie bardzo dużo nerwów. W efekcie odkladam rzeczy na ostatnia chwilę, nie śpię w nocy i obwiniam sie za moje zachowanie. Zaczęłam się zastanawiać czy przypadkiem nie chcę robić rzeczy do których sie nie nadaję... Czy permanentny stres świadczy o nadmiernych oczekiwaniach wobec życia? Czy powinnam poprzestać na robieniu rzeczy znajdujacych sie w strefie komfortu?
  2. Jak w temacie. Staram znaleźć rozwiązania mojej sytuacji. Ale najpierw przedstawia siebie i sytuacja. Mam 28 lat jestem po ślubie rok żona młodsza i 3 lata. Mamy córkę 2 letnią. Nie układa się mam. Co kilka dni kłótnie i to takie ze az dziwne że sąsiedzi policji nie wzywają. Dochodzi do rekoczynow i to żona pierwsza zaczyna. Zazwyczaj zaczyna się niewinnie od rozmowy następnie wyrzuty groźby gryzienie bicie szarpanie itp. Ja nie rozumiem tego wszystkiego. Wiem że żona pisze z innymi. Nawet była taka sytuacja ze ja przylapalem na spotkaniu z innym i wtedy wyszło wszysto on nic o mnie nie wiedział nagadala mu że mnie nie ma i wiele innych nieprawdziwych zeczy. Tylko teraz też myślę że to może moja winna ze tak się dzieje. Może mało czasu jej poświęcam albo nie wiem. Nie jestem święty to fakt ale od 3 miesięcy siedzę w domu z dzieckiem by ona mogła pracować i się rozwijać. Staram się ale chyba nie wychodzi.fakt jest taki ze zostawiłem ja sama z dzieckiem zaraz po porodzie tzn chodziłem do pracy ale jak byłem w domu to robiłem wszysto przy dziecku A ona mi to wypomina że urlopu nie wziąłem. Wypomina mi to też że mało czasu jej poświęciłem itp. Ale moim zdanie to nie jest powód do takiego zachowania. Ja bym to wszysto zakończył Ale jak. Nie chcem zostawiać dziecka z nią boję się ze nie da se rady. A ja tym bardIej nie dam rady sam z dzieckiem. Ostatnio przylapalem się nad wybuchami złości o dyle co tzn dziecko coś chce a nie może i krzyczy płacze i mnie to denerwuje ostatnio do takiego stopnia ze k rzyknelem z byle powodu Ale zaraz się opanowałem. z żoną próbuje rozmawiać ale jak proszę o szczerą rozmowę to zawsze szlysze ze nie potrafi tak rozmawiać. A jak już rozmawiamy to muszę 2 razy myśleć jak coś powiem żeby nie wpadła w szał. W tym szale nawet nie pozwala mi wyjść z domu żeby ochłonąć zamyka dzwi gryzie bije ja do pewnego momentu to wytrzymuje ale w pewnej chwili też wybuchem i wtedy jest masakra stram się nie robić jej krzywdy ale nieraz wykręca jej rękę czy nabija siniaka ;/ źle mi z tym. Jak nic nie robię albo już chcem zakończyć kłótnie i się nie odzywać to nie ma takiej obcji dopiero jak ja przeprosze i przytule wtedy jest spokuj zawsze musi być po jej. Ostatnio już mi nawet sprzątać się nie chce zresztą nic mi się nie chce chodzę spać o 1 czy 2 w nocy a wstaje koło 6 i siedzę przez cały dzień jedyną co robię to jeść dziecku czy naprwde zmuse się do posprzatania i tyle. Dodam że toczy się sprawa w sądzie o to czy mamy kompetecje do opieki nad dzieckiem. Wiem też ze moją żoną ma jeszcze jedno dziecko Ale nie ma praw do niego zebrane przez sąd Ale niby przez to że była nieletnia. A na koniec moje pytanie starać się naprawić odejść czy co. Boję się żyć bez dziecka Ale też boję się ze z nią nie dam rady. a nnie chcem żeby dziecko to wszysto widziało.
  3. Witam. Mam 20 lat. Jestem kobietą.Mam problem z nawiązywaniem nowych znajomości wręcz nie lubię tego jestem wtedy cicha i małomowna. Strasznie się stresuje ostatnio szukając pracy . Dziś byłam na szkoleniu do pracy ale straszne się stresowalam i gdy wróciłam do domu wybuchlam płaczem. Nie wierzę w siebie , sądzę że nie nadaje się do niczego. Nie umiem sobie z tym poradzić:( Ja chcę pracować ale jak przychodzi co do czego to zamykam się w sobie, szybko się poddaję, ponieważ nie wierzę, że dam radę:(
  4. Witam. Piszę do Was, bo już sama nie wiem co się ze mną dzieje, co mi dolega. Otóż już w podstawówce miałam problemy z rówieśnikami, przez co również z akceptacją samej siebie i swojego wyglądu. Nie byłam lubiana, było to po prostu widać. Dodatkowo niektórzy śmiali się ze mnie i obrażali od grubasów itd. W gimnazjum też słyszałam parę przykrych komentarzy, nie było jednak ich tak dużo jak w podstawówce. Jednak zostało mi to wszystko do dziś. Powiem wprost- nienawidzę siebie, swojego charakteru ani swojego ciała. Jeżeli chodzi o twarz, to raz uważam że nie jest najgorsza a raz że jest brzydka. Okaleczam się. To jest moja kara za to jaka jestem. Ciągle myślę o głodzeniu się- marzę o byciu szczupłym. Co do społeczeństwa- boję się ludzi. co chwilę myślę że ktoś mnie obgaduje. śmieje sie ze mnie albo coś złego sobie myśli. Boję się robić przy nich cokolwiek, jednym słowem boję się być wśród ludzi. Mam gdzieś prawie wszystko. Nie uczę się, mam gdzieś oceny, mam gdzieś czy ktoś odwróci sie ode mnie czy nie, jestem samotna, jednak mam gdzieś relacje z innymi. Totalnie tego nie rozumiem. Czuję jakbym nie miała nawet emocji. Potrafię być oschła dla własnej młodszej siostry, nie wzruszam się, jednak potrafię się śmiać, są rzeczy które potrafią mnie rozbawić. Myślałam że to może być depresja, ale przecież ja nie chodzę smutna, nie płaczę, lecz szczęsliwa też nie jestem. Czuję jakbym była hmm.. obojętna? Nie wiem. Nawet nie współczuję innym. Bardzo lubię, znaczy lubiłam śpiewać. Mimo że czasem dalej śpiewam, nie sprawia mi to takiej radości jak kiedyś. Czuję, jakbym również nie miała żadnej pasji. Myślałam kiedyś o samobójstwie, ale nie w sensie że chciałam się zabić. Po prostu przeszło mi to przez myśl, ale wiem, że wcale nie chcę umrzeć. Jestem leniwa. Wiele rzeczy nie chce mi się robić. Najchętniej siedziałabym w domu. Proszę, powiedzcie mi, co się ze mną dzieje. Nic z tego nie rozumiem.
  5. Witam. Mam 29 lat. Jestem po ślubie 5 lat. W tym roku na wiosnę żona poroniła drugi raz. Miała do mnie żal że jej nie wsparłem. Powiedziała że w tym życiu w sensie ze mną nie chce już mieć ze mną dzieci. Od tamtej pory zaczęliśmy się od siebie oddalać. Żona w tej chwili myśli nad rozwodem. Zaś ja nie chce go. Od 3 tygodniu wybucham płaczem i myślę nie irracjonalnie. W tej chwili czuję się tak jakby moja żona stopniowo umierała.
  6. Witam wszystkich.. Piszę tutaj, ponieważ mam spory problem i nie mogę sobie sam poradzić, a może poprostu zbyt wiele sobie wyobrażam itp. Zacznę od początku. Mam 25lat, moim problemem jest lęk przed pracą i dużym stresem z tym związanym. Nie potrafię spędzić normalnie dnia, gdy wiem, że mam na noc do pracy lub jak mam iść następnego dnia zacząć pracę. Pracowałem w kilku zawodach, głównie praca produkcyjna i w każdej odczuwałem stres. W jednej pracy pracowałem 2lata i z ciężkim sercem odszedłem, pomimo, że się stresowałem co będzie na drugi dzień w pracy itp. Następnie pracowałem rok w innym zakładzie produkcyjnym, w którym mało płacili i odszedłem stamtąd, lecz tam nie kiedy też odczuwałem silny stres i nerwy. Do dziś żałuję odejścia. Teraz zaczynam pracę w innym zakladzie, ale nie czuję się tam komfortowo, odczuwam taki silny stres, który sprawia, że leżałbym tylko w łóżku i spał, nie chce mi się nigdzie wychodzić, czekam tylko by iść do pracy, zrobić swoje i wrócić bo wtedy czuję ulgę przez chwilę. Moim marzeniem jest bycie kierowca innych kategorii niż B. Boję się, że gdy spełnie marzenie, będzie ta sama sytuacja co do tej pory i poczuje brak sensu istnienia... Nie wiem co mam robić, czy ja tak wyolbrzymiam, a może mam jakieś zaburzenia.. Proszę o pomoc, czy są na to jakieś leki. Pisząc to, czekam właśnie na to by iść za niedługo do pracy bo serce bije mi niesamowicie szybko, czuje okropny lęk i to co wcześniej robiłem i lubiłem nie robię ponieważ straciłem chęci na cokolwiek. Teraz byn tylko leżał, zamknął oczy i spał.. Dodam, że w pracy osoby sa miłe, ale dużo lepiej dogadywałem się w poprzedniej pracy. Mam chęci się zwolnić i spełnić marzenia ale do tego są potrzebne pieniądze na rozwój.. I ciągle ten strach, że moje marzenie okaże się wielką klapą, bo będę odczuwać ten ciężki lęk. Dużo wypisałem, mam nadzieję, że ktoś pomoże i doradzi. Chętnie odpowiem na pytania. Pozdrawiam
  7. Witam, od kilku lat borykam się z problemami. Teraz zauważyłam, ze weszły na wyższa skale. Od liceum miałam problem z chodzeniem do szkoły, potrafiłam wstać wyszykować się, ale nie iść.. nie miałam ochoty chodzić. Nie było to spowodowane lenistwem, ponieważ do matury uczyłam się dzień w dzień w ostatnim roku licealnym. Później zaczelam zauważać, ze nie mogę liczyć na nikogo ze znajomych, zaczelam się odsuwać od wszystkich. Poznałam chłopaka, jestem z nim do dziś i jest to jedyna osoba, z która mam ochotę spędzać czas. Zerwałam kontakt ze wszystkimi przyjaciółmi i nie mam ochoty wychodzić z nimi gdziekolwiek. W tym roku rozpoczęłam studia- sytuacja się powtórzyła, nie potrafię wyjść z domu aby na nie dotrzeć. Przytłacza mnie to. Dodatkowo jestem ciagle zmęczona i mam dziwne lęki jakby miało się coś stać komuś z moich bliskich. Czy to może być depresja? Dodam tylko, ze miałam trudne dzieciństwo, również do teraz moje życie jest bardzo burzliwe.
  8. Witam, krótko postaram się wprowadzić w całą sytuację. Problem nie dotyczy mnie tylko mojej dziewczyny. Jest poważny Ale nie wiem co mogę w takiej sytuacji robić, mam potężne wyrzuty. Moja dziewczyna żyje z mama która przez całe życie nieokazywala jej miłości, ojciec niezbyt się nią interesuje. Matka od kilku lat straszy Ja wyrzuceniem z domu po ukończeniu 18 roku życia I za 500+ musi ona radzić sobie ze wszystkimi wydatkami łącznie szkolnymi, lekarzami itd. Co już ją obowiązuje od ok 3 lat. Dziewczynie dobrze idzie w szkole w planach ma pójść na medycyne przez co bardzo dużo się uczy I nie będzie miała takiej możliwości aby pracować I utrzymywać się samodzielnie podczas studiowania medycyny. Jest to dla niej jedyna wizja życia- wszystko inne jest dla niej czymś najgorszym co nie będzie jej dawało żadnej radości. Ok. Obiektywnie jej Matka jest osoba z którą dziewczyna dla swojego dobrego stanu psychicznego nie powinna mieszkać. Tydzień temu kazała jej wynieść się z domu lub płacić sobie połowę rachunków za mieszkanie czego ona obawiała się od wielu lat (słysząc to co jakiś czas od matki) popadla w bardzo zły stan, Nie ma Na nic siły jest z nią bardzo źle najpierw zaczęło się od braku wizji na przyszłość co ja bardzo zdolowalo I praktycznie zniszczeniem swojej samooceny ponieważ odkąd ja znam zawsze jej samoocena była bardzo niska, kupiła tabletki nasenne I alkohol chcąc je wypróbować. Namowilem ja na pojscie do prawnika I psychologa, zgodziła się. wszystko zapowiadalo się dobrze dopóki nie chciała się umówić u psychologa. Prawnik powiedział jej że wszystko z nią ok I nie ma takiej potrzeby. Wspomniała o tym mamie I mama zareagowała jak "1 rzeczy masz zrobić I już nie masz na nic siły wielką depresja. Ja Robię wszystko A Ty nie jesteś w stanie robić nawet tego" (dziewczyna bardzo dobrze wywiązuje się z obowiązków domowych I wszystkiego co prosi ja mama. Mama nie rusza w domu nawet palcem I prawie wszystkie obowiązki spadają na moja partnerkę). Dziewczyna zadzwoniła Do recepcji chcąc umówić się do psychologa i Pani w recepcji odpowiedziała jej że nie brzmi jakby miała jakiś problem I że są ludzie bardziej potrzebujący pomocy. (Ja o tym wszystkim dowiedziałem się dopiero dziś) dziewczyna jednak dzwoniła tam dzień przed A kilka dni przed wszystko wydawało się już iść w dobrym kierunku I sam pokazałem nadzieję w psychologa I prawnika. Że wtedy na nowo odzyska chęci do życia. Ogólnie od kilku dni jej stan waha się od spokojnego do momentami kryzysów. Czytałem trochę jak pomóc osobie chcącej odebrać sobie życie I staram się być bardzo uważny żeby tylko nie pogorszyć sprawy. Kilka dni temu chcialem sie z nia spotkac ale napisala ze jest jej to obojetne. Co zwykle z jej strony taka obojetnosc znaczyla niechec do spotkania sie. Ja również wolałem nie narzucać się bo balem się że będzie to skutkowało zdenerwowaniem z jej strony. Ostatnim czasem również chodziła spać dość wcześnie 18-20. Muszę też dodać że Bardzo często W sytuacjach w których mama wspominała jej O wyrzuceniu z domu dziewczyna popadala trochę to można nazwać w histerię I bała się że nie ma sensu żyć skoro nie da rasy pójść na medycynę I wtedy pozostaje jej tylko odebrać sobie życie. Wczoraj o 10 po tym co powiedział jej prawnik mama I recepcjonistka. Stwierdziła że ma dość I kończy z tym wszystkim. Starałem się ja jakoś uspokoić I wytłumaczyć że to nie jest dobrenrozwiązanie A wizyta u psychologa może jej tylko i wyłącznie pomoc dzwoniłem do niej jednak nie odbierala. Jednak dopiero dziś powiedziała mi o tym co jej powiedziano. Wracając, miałem wrażenie że sytuacja już się uspokoiła. Jednak dalej miałem wrażenie że nie chce mojej obecności przy sobie. Ok. Godz. 16 wracałem ze szkoły do domu pisząc w międzyczasie z dziewczyną I po jej zachowaniu można było stwierdzić że odeszły jej już te negatywne pomysły. Po 17 napisała mi że idzie spać I "dobranoc" myślałem że pewnie idzie spać wcześniej bo chce wstać ok. 4 I się pouczyc jak to w zwyczaju robiła. Myślałem że wszystko gra. Jednak dziś dowiedziałem się że zjadła 3 listki tabletek nasennych I popila alkoholem. Całe szczęście kompletnie nic się nie stało. Podsumowala to że czuje się rozczarowana I jest jej z tego powodu smutno. Rozmawiałem z nia dziś przez telefon bo pisząc jej na ten temat odpowiadała mi tylko, że nie chce ze mną rozmawiać w ten sposób albo zmieniała temat bądź ignorowala wiadomości. Powiedziała że ma plan B Ale nie będzie tego robić teraz. Pozniej mowila ze bedzie uxzyc sie biologii i zapytala czy w dlugi weekend pomogę jej w angielskim oczywiście się zgodziłem. Chce jeszcze powiedzieć że zazwyczaj jak tylko mogłem to starałem się z nia zobaczyć mimo ważnych obowiązków które często przeglądałem na 2gie miejsce. Zawsze jak miała problem z rodzicami starałem się jej doradzić. Myślę jednak że problem też może być I we mnie bo ostatni miesiąc nie do końca rozumiem swoje emocje I rzeczy które mnie drażnią. Na odpowiedź na jakieś bardziej skomplikowane pytanie lub doradzenie czegoś potrzebuje chwilę pomyśleć. Dziewczyna dziś napisała mi tak: "Po prostu jest mi przykro że mimo złego samopoczucia od dłuższego czasu nie do końca się interesowałes Ale rozumiem. Każdy ma własne życie. Tylko potem mówisz że jestem jedna z najważniejszych osób dla Ciebie. To daj mi to odczuć, bo chwilowo idzie ciezko" Kiedyś kilka razy usłyszałem od nie że gdyby nie ja to nie widziałaby żadnego sensu. Do tego wcześniej po napisaniu ze tabletki nie zadziałały. Napisała: "No nic. Masz swoje życie. Nie powinnam oczekiwać że jak książę na białym koniu mnie pracujesz. Zastanawiam się czy jakbym była z kims innym to siedzialabym w tamtym momencie sama " Bałem się pójść do niej bo myslalem że mnie tam nie chce i będzie zdenerwowana. Nie wiem Co mogę zrobić. Nie wiem Co dzieje się W mojej głowie. Jednocześnie staram się uciec od myśli o tym A z drugiej strony bardzo mnie to martwi I przeraża. A znowu momentami mam wrażenie ze mam problemy w odczuwaniuu empatii. Nigdy Nie chciałem Żeby coś złego jej się działo. Czuje ogromne wyrzuty sumienia. Jakby To przeze mnie wczoraj dokonala takiego wyboru. Proszę o szybka odpowiedź. Jest To pilne, proszę powiedzcie mi jak mogę jej pomóc. Chyba nigdy nie chcialem źle dla kogokolwiek, A Co dopiero dla kogoś kogo kocham. Proszę I pomoc w miarę szybko. Jak Na razie O wspominaniu o wizycie u psychologa mówi mi sarkastyczne "jasne" albo ignoruje. Nie mam pojęcia co mogę zrobić. Po tym jak mi to napisała zniknęła z messengera I boję się że znowu będzie chciała sobie zrobić krzywdę. Odpisałem jej I przeprosiłem. Oczywiście wytłumaczylem że to że mnie nie było w tej sytuacji nie znaczy że nie chce jej pomoc i że jej nie kocham, Bo Tak Nie jest. Napisałem jej również że sam nie wiedziałem czy ona chce mnie widzieć bo wszystko wyglądało na to że jest jej to obojętne lub nie chce. Proszę napiszcie co mogę dla niej zrobić. Czuje sie okropnie z tym ze mnie przy niej nie bylo mimo ze nie bardzo wiedzialem czy powinienem sie z nia zobaczyć. Mam 18 lat ona też, jest to dla mnie bardzo trudne.
  9. Witam. Mam 20 lat. Mam problem z nawiązywaniem nowych znajomości wręcz nie lubię tego jestem wtedy cicha i małomowna. Strasznie się stresuje ostatnio szukając pracy . Dziś byłam na szkoleniu do pracy ale straszne się stresowalam i gdy wróciłam do domu wybuchlam płaczem. Nie wierzę w siebie , sądzę że nie nadaje się do niczego. Nie umiem sobie z tym poradzić:( Ja chcę pracować ale jak przychodzi co do czego to zamykam się w sobie, szybko się poddaję, ponieważ nie wierzę, że dam radę:(
  10. Mam 22 lata. Jestem studentką 3 roku. Zaczynam przygotowania do pracy inżynierskiej. Nie mieszkam na stałe w domu rodzinnym od początku 1 roku studiów. Od razu zamieszkalam z chłopakiem. Jesteśmy teraz 4.5 roku razem a od niedawna zaręczeni. Jako nastolatka miałam dość ciężkie problemy. Zostałam prawie zgwałcona i nie mogłam sobie poradzić ze sobą. Około roku trwałam w ciężkiej sytuacji psychicznej jednak nikt nie zauważal tego. Poradzilam sobie jakoś sama, poznałam chłopaka i było w porządku. Jednak często wracały do mnie gorsze myśli. Momenty załamania nastroju bez powodu. Problemy żołądkowe, przestawalam jeść. W tym roku narzeczony zaczął pracować zawodowo. Nie jeździmy już do domu rodzinnego co tydzień. Ja tęsknię za domem i chciałabym chociaż co dwa tygodnie owiedziec rodziców jednak źle też się czuję zostawiajac go samego na weekend. Niestety chłopak też nie jest zadowolony z tego powodu i kłóci się ze mną że chce jechać choć na jedną noc. Boję się kłótni dlatego czasami nie mówię co czuję. Czuję się rozbita bo chce spełnić oczekiwania jego i rodziców a nie da się na raz. Bardzo stresuje mnie ta sytuacja i kłótnie, których chce uniknąć. Przez to nie jem znów, dużo schudłam i nie skupiam się na uczelni i sobie. Po przebudzeniu zaraz boli mnie brzuch. Ciągle czuję się senna, nie mam ochoty wychodzić z domu. Wiem że ani rodzice ani chłopak nie robią tego specjalnie. Kochają mnie ale ja nie potrafię sobie poradzić z emocjami. Najmniejszy problem jest dla mnie katastrofą.
  11. Ludzie często cierpią na chroniczne przebodźcowanie, które mąci umysł i bywa źródłem stresu, zwłaszcza, choć niewyłącznie, u osób wysokowrażliwych. Jesteśmy zalewani informacjami, wrażeniami, a nasze dni pękają w szwach od różnorodnych doświadczeń. Między innymi w wyniku tego bywamy przewlekle zmęczeni nawet bez wyraźnego wysiłku. Ratunkiem dla przeciążonego mózgu może być krótki domowy lub w miarę możliwości biurowy seans deprywacji sensorycznej (ograniczenia dopływu bodźców) połączony z użyciem techniki wyobrażeniowej. Ta praktyka nie wyklucza innych technik relaksacyjnych, medytacyjnych czy duchowych, które też osobno w innych momentach dnia można stosować. Raczej warto ją postrzegać jako część większego repertuaru metod radzenia sobie z napięciem gromadzącym się w ciągu dni spędzanych w wysoce obciążającym środowisku. Seans relaksacyjny z deprywacją sensoryczną i wizualizacją mentalnego schronienia Potrzebna jest opaska na oczy oraz słuchawki przeciwhałasowe (stopery do uszu nie są zbyt zdrowe, ale w ostateczności mogą być, jednak ich nie zalecam i używa się ich na własne ryzyko), 10 minut wolnego czasu i odrobina bezpiecznej przestrzeni, w której nikt nam nie będzie przeszkadzał i nic nam nie zagraża. Dodatkowo można nabyć inhalator donosowy (np. aspura clip). Jeśli będziecie używać tego typu aromaterpii należy z określonego zapachu korzystać tylko podczas seansu, by wytworzyć reakcję warunkową (w końcu następować będzie relaksacja ilekroć będziecie go czuć, co wzmocni efekt). W telefonie włączamy wibrację i ustawiamy urządzenie tak, by dało nam znać po 10 minutach. Najlepiej jest w miarę możliwość tak skalibrować alarm, by wibracja stopniowo narastała. Urządzenie może być gdzieś w pobliżu lub w kieszeni. Grunt, byśmy poczuli, kiedy czas minie. Alarm nie może być dramatyczny, szokujący, przykry. Ma to być tak delikatne, jak to możliwe. Jeśli ktoś, na przykład partner, oprócz nas będzie w pomieszczeniu lub w pobliżu, możemy tę osobę poprosić, by ona odmierzała czas. Kiedy seans ma się kończyć, wykonuje określony gest (subtelnie gładzi nas po ramieniu lub dłoni, delikatnie przytula – nie szarpie ani nie rzuca się na nas). Siadamy wygodnie, swobodnie (nie kładziemy się, bo NIE chodzi o to, by zasnąć). Po założeniu słuchawek, opaski, ewentualnie gadżetu do aromaterapii, przez kilka dłuższych chwil skupiamy się na swoim oddechu. Oddychamy torem przeponowym tzn. wciągamy powietrze „do brzucha” przez około 4 sekundy, trzymamy około 2 sekundy, wypuszczamy 4 sekundy. Charakterystyczne dla takiego oddychania jest to, że w pierwszej kolejności to brzuch się odkształca, a nie klatka piersiowa. Nie wdychamy za dużo powietrza ani za mało. Tyle, ile nam potrzeba na ten czas. Jeśli od oddychania torem przeponowym komuś zakręci się w głowie, należy przerwać i po dłuższej chwili zwyczajnego oddychania ponowić, tym razem starając się nie przedobrzyć z ilością wciąganego do płuc powietrza. Oddychając w powyższy sposób wykorzystujemy technikę wyobrażeniową: wyobrażamy sobie, że znajdujemy się w swoim mentalnym schronieniu. Może to być cudownie kojące, wyciszające wspomnienie, wymyślone miejsce lub jakaś przestrzeń, do której lubimy wracać, bo czujemy się w niej dobrze. Napawamy się tym miejscem. Nie może panować tam rozgardiasz, hałas. Przykładem może być spokojna egzotyczna plaża na bezludnej wyspie, przyjemna łąka w lesie, łódka na niezmąconej tafli mazurskiego jeziora, wnętrze piramidy, ognisko nocą w lesie, ciepły koc przy kominku w górskiej chacie, ale też coś tak fantastycznego jak wnętrze bańki mydlanej czy baśniowa kraina. Osoby religijne mogą posłużyć się wyobrażeniem skrawka raju. To miejsce jawi się nam jako kojące skołatane nerwy, relaksujące, dające wytchnienie, przyjemne, dobre dla nas – stanowi mentalne schronienie, w którym regenerujemy się. Początkowo należy z tym poeksperymentować. Może nie od razu udać się wytypować wyobrażenie, które okaże się mentalnym schronieniem. Może też ostatecznie istnieć więcej niż jedno, ale zalecam trening z ograniczoną pulą takich „miejsc”, by umysł przyzwyczajał się do tego, iż po przywołaniu tej wizji zaczyna się wyciszać. Przed użyciem techniki warto poddać głębokiej refleksji, jakie miałoby to być miejsce. Na bardziej zaawansowanym poziomie możemy dodać wyobrażenie, że wdychane powietrze wypełnia nasze wnętrze i absorbuje „negatywną energię”, zmartwienia, stres, troski, napięcia, depresyjne zapatrywania bądź myśli pełne lęku, a wydychane powietrze oczyszcza nasz organizm z tego wszystkiego. Innymi słowy przyjmujemy, że wraz z oddechem nasze ciało jest wentylowane z całego napięcia. W trakcie seansu siedzimy w bezruchu, ale można się podrapać czy poprawić położenie ciała. Jeśli jakaś myśl wybitnie rozprasza, odciąga od wyobrażeń staramy się tylko odnotować jej obecność, a potem wrócić umysłem do wyobrażenia i ponownie na nim skupić. Jeśli pojawia się zniecierpliwienie, odnotowujemy jego wystąpienie bez osądzania, po czym staramy się wrócić do wyobrażenia. Czasami w trakcie mogą pojawić się różne zaskakujące emocje. Mogą stanąć łzy w oczach. Mogą pojawić się dreszcze i inne doznania współwystępujące z błogością, podekscytowaniem się. Metoda alternatywna polega na użyciu specjalistycznych nausznych słuchawek wyciszających pasywnie i z technologią aktywnego wyciszania. Szczególnie może to przypaść do gustu osobom z szumem usznym. Na czas seansu uruchamia się podkład dźwiękowy, który maskuje szum uszny (istnieją specjalne aplikacje na telefon generujące różne rodzaje szumu). Resztę przeprowadza się analogicznie jak w wersji standardowej. Technika przynosi coraz lepsze efekty w perspektywie czasu. Pojedynczy seans może okazać się pomocny, ale dopiero po dłuższej praktyce rezultaty będą optymalne. Nie należy techniki stosować, jeśli są wyraźne przeciwwskazania medyczne, jeśli w trakcie dzieje się coś przykrego bądź wywołujący znaczny dyskomfort. Nic na siłę. Żadnego forsowania się. Jeśli komuś coś się w jego odczuciu pogarsza, przerywamy. W trakcie seansu nie należy przekraczać czasu 10 minut. Nie należy robić więcej takich seansów niż dwa dziennie. Kategorycznie nie należy też narażać się na deprywację sensoryczną całymi godzinami, gdyż może to wywołać poważne negatywne następstwa. Technika ta może nie przypaść do gustu niektórym osobom lub zadziałać sprzecznie z intencją (np. niektóre osoby wysoce neurotyczne mogą relaksować się raczej przy jednostajnym szumie ruchu ulicznego aniżeli w całkowitej ciszy). Technika nie jest panaceum na wszelkie utrapienia i stresy życia codziennego – może być pomocna, ale w razie potrzeby nie mniej ważna okaże się zmiana stylu życia, ograniczenie stresorów. Istotna jest też odpowiednia doza ruchu, dieta, higiena snu, troska o siebie w obszarach, które tego potrzebują. W pewnych wypadkach technika może okazać się dalece niewystarczająca i może być wskazana pomoc psychoterapeutyczna m.in. pod kątem tzw. zarządzania stresem. Warto też pamiętać, że istnieją również inne techniki relaksacyjne, takie jak trening autogenny Schultza czy trening relaksacji mięśni metodą Jacobsona, które także można wypróbować, jeśli nie ma przeciwwskazań.
  12. Witam, długo zastanawiałem się czy pytać na forum, ale powoli zaczynam mieć już dość tego utrzymującego się stanu. Jestem z moją żoną od ponad 6 lat w związku. Od dwóch miesięcy jesteśmy małżeństwem a od ponad roku mieszkamy ze sobą. Powiem tak do dnia ślubu było jak w bajce. Dogadywalismy się, śmiali, wszędzie razem jeździliśmy, każdy się wzajemnie wsluchiwal w drugą osobę i służył pomocą. Owszem czasem się poklocilismy, ale to o głupoty jak każdy. Pół roku przed ślubem żona dawała mi ogromne poczucie że już nie długo chciałaby malucha a najlepiej dwoje. I koniecznie pierwsze córeczkę. Zawsze jak byliśmy w sklepie to cieszyła się na widok ubranek dziecięcych, gdy od siostry swojej otrzymała ciuszki dla dziecka to była wniebowzięta. Byłem ogromnie szczęśliwy że będę miał tak kochaną, szczęśliwa żonę a do tego co dla mnie bardzo ważne czułem że jest gotowa na dziecko w niedługim czasie. Nagle.... Po ślubie może miesiąc po... Z dnia na dzień. DOSŁOWNIE z dnia na dzień żony swojej nie poznaje. Wyznała mi że ona jednak nie jest gotowa na dziecko, że to co myślała to było przelotne o dziecku, że niemam co liczyć żeby do 4, 5 lat pojawiło się dziecko,bo to nie dla niej. Mało tego, momentalnie zaczęły się wyrzuty pod moim adresem że to ja się zmieniłem po ślubie, że byłem inny. Przyczym jak zapytałem w czym ma problem to wszystko sprowadzalo się do kwestii że skarpetka leżała pod a nie na krześle, albo że sprzątając całe piętro, bo bardzo często to ja wyreczam moja żonę w sprzątaniu, odkurzaniu czy wieszaniu prania, żeby ją odciążyć. W sumie to niewiem czemu no ale tak mam,to pomimo tego że całkowicie ją wyreczylem to jeszcze dostałem uwagę że zlewu nie umylem... No poprostu jakieś czepianki jak w przedszkolu. Ja mam 29 lat żona 24. Od kad mieszkamy razem zawsze dzielilismy się obowiązkami i tak jest i teraz po ślubie. Nie pokoi mnie tak nagła zmiana żony do mnie. Z jednej strony mówi że mnie kocha, ale jakiejś czułości czy chęci bycia blisko z jej strony nie czuje. Gdy ją chce przytulić czy pocałować to wszystko jest bez odwzajemnienia. Moja teściowa też to widzi że z żoną jest coś nie tak. Ze jak sama teściowa mówi, zachowuje się jak rozkapryszone dziecko... Co może być przyczyną, czy to jakieś lęki, czy stany depresyjne, czy nerwica? Żyjemy tak jak zylismy od kad mieszkamy że sobą a tutaj z dnia na dzień taka potężna zmiana. Ja poprostu nie widzę w swojej żonie, tej której slubowalem... Wszystko co jej powiem, to spływa po niej.. Jakby jej obojętne było. Dodam że od przeszło miesiąca żona zmieniła pracę, ale mówi że jest bardzo usatysfakcjonowana nowa praca, dużo lepiej płatna i wgl. Dziękuję i pozdrawiam
  13. Jestem 21 letnią studentką. Od około dwóch lat nie potrafię sobie poradzić ze swoją sytuacją. Niby wszystko jest ok, mam co jeść, mam bardzo dobre wyniki w nauce,jak i także osiągnięcia na szczeblu krajowym. Jednak od dłuższego czasu dzieje się ze mną coś bardzo niedobrego. Zaczęło się w czasie trwania mojego związku 2 lata temu. Nie potrafiłam poradzić sobie emocjonalnie ( osoby z mojej klasy znęcały się nade mną psychicznie), wtedy zaczęłam się okaleczać. Nigdy nie chciałam się zabić, tylko jedynie poczuć ból, ukarać się jakoś. Po zerwaniu było jeszcze gorzej ponieważ zaczęłam wierzyć że jestem naprawdę do niczego. I tak jest od wtedy. Co parę miesięcy czasami tygodni jest na odwrót. Raz jestem szczęśliwa, może czasami aż za bardzo. Chce wtedy zmieniać świat, jestem w pewnej części taka jak byłam kiedyś, potem nadchodzi czas gdy nie mam zamiaru nawet wychodzić z pokoju. Ciągle siedzę tylko zamknięta w sobie. Wiem że powinnam iść do psychologa ale wstydzę się strasznie. W mojej rodzinie zdarzały się już przypadki chorób psychicznych. Co to może być? Jak sobie z tym poradzić?
  14. Witam, mam 28 lat, kochajacego męża, wspaniałego kota, mieszkanie, dobra pracę. Po 2 latach po ślubie zaczęliśmy starać się o dziecko- wyczekana ciaża w końcu się pojawiła. Pierwsza wizyta u ginekologa była dość rozczarowujaca gdyż było jeszcze za wcześnie i nie było widać pęcherzyka. W 6 tc wszystko było idealnie, serduszko biło, było idealnie. Na poczatku 11 tc pojawiło się plamienie, wizyta na izbie przyjęć i straszna diagnoza- poronienie samoistne niezupełne, zaczęły się wizyty u ginekologów, pobyt w szpitalu, łyżeczkowanie. Od momentu kiedy się dowiedziałam minęły 2 tygodnie, jestem na l4. Staram się już nie płakać jednak gdy ktoś pyta jak się czuję lub co z ciaża pierwsze co to czuję ściśnięte gardło i leca mi łzy. Próbuję w miarę niormalnie funkcjonować, czytam ksiażki, ogladam filmy, gotuję, zajmuję się ogrodem jednak w każdej sekundzie czuję wielki, rozdzierajacy smutek i złość, że coś takiego przytafiło się akurat mi, złość na siebie, że być może nie zrobiłam wszystkiego dobrze, że nie potrafię utrzymać ciaży. Wszyscy dookoła chcieliby żebym zapomniała o tym co się stało, o moim Aniołku i żebym zaczęła normalnie funkcjonować ale ja tak nie potrafię, nie umiem zapomnieć i przejść z tym wszystkim do porzadku dziennego. Czy to co czuję jest normalne? Czy to minie? Nie mam już na to siły, na te huśtawki nastrojów, wybuchy płaczu. Jak mogę przepracować ten temat tak by nikt nie ucierpiał, żeby nie rozgrzebywać ran męża?
  15. Witam. Mam 19 lat. Od kilku lat mam problem z nadmiernymi gazami, a jakoś od roku próbuje z tym walczyć. Robiłam wiele badań(USG jamy brzusznej, morfologia z rozmazem, badania na nietolerancje glutenu, badania na lamblie, kolonoskopia, gastroskopia, poziom wit B12, posiew kału, białko całkowite), byłam na dietach bez laktozy, glutenu, słodyczy, brałam antybiotyki, probiotyki, pantoprazol. Badania wykazały jedynie Helicobacter i chorobę wrzodową dwunastnicy ale leczenie 10 dniowe leczenie Pylerą z moim głównym problemem sobie nie poradziło. Nie mam nadwagi, nie palę papierosów, nie pije gazowanego, nie jem produktów wzdymających. Jak wstrzymuje to po jakimś czasie brzuch zaczyna wydawać dziwne dzwięki. Zrezygnowałam ze studiów po tygodniu. Co przerwę chodziłam do łazienki, do tego stres i myślenie o swoim brzuchu zamiast o zajęciach. Później powrót do akademika gdzie stres nie przechodził przez współlokatorkę. Mimo że wstawałam o 6:30 później miałam problem z zaśnięciem i budziłam sie pare razy w nocy. Teraz jeszcze okres spóźnia mi się trzeci tydzień. Nie mam pojęcia co robić. Czuje sie całkowicie wykluczona z życia poza siedzeniem w domu. Możliwe żeby gazy były powodowane stresem? Być może psychiatra by był w stanie pomóc.
  16. Witam, mam problem z objadaniem się, mam bardzo niską samoocenę przez moj wyglad, na codzień przepływa przeze mnie spora dawka stresu, prowadzę siedzący tryb życia, mam bardzo słaba kondycję, przejdźmy do głównego problemu, przy każdej okazji sięgam do lodówki i wynoszę 3/4 jej zawartości, nie umiem przestać, przy ludziach mogę się opanować, do tego dochodzi moja cukrzyca typu 5, choruje na nią od 5 lat, kiedy się obajdam cukier wzrasta i długo się utrzymuje co prowadzi do powikłań które postępują, szukam pomocy
  17. Witam. Jestem Paulina, mam 28 lat, jestem fizjoterapeutką. Sama pomagam ludziom, a jakos mi nie ma kto pomoc. Od jakis dwoch lat ciagle cos mi dolega. Problemy z zebami, gdzie zaden lekarz nie potrafi mi pomoc. Kamienie w nerkach. Ból i dretwienie rąk(po jakims czasie okazalo sie, ze to dyskopatia w odc C. Kregoslupa). Nawracajace zapalenie pecherza, to ból kolana, to barku, to kregoslupa, doslownie ciagle coś. Kazdy w domu ma mnie dość bo ciągle narzekam, bo niby wmawiam sobie choroby. A mi naprawdę ciagle cos dolega. Nie pomagaja mi juz zadne tabletki, ani antybiotyki na szereg moich dolegliwosci, ani nawet na ból zębów silne tabletki przeciwbólowe. W pracy coraz gorzej mi sie pracuje. Nie daje rady z tym ciaglym bólem, przez to chodze ciągle zła, smutna. Proszę o jakąś poradę jak mam sobie z tym poradzić.
  18. Czuję, jakbym wypożyczała innym swoje ciało. Mam chłopaka którego kocham, ale mamy mały kontakt bo mieszkamy w różnych miejscach. Mój przyjaciel był we mnie zakochany i gdy to powiedział odwzajemniłam uczucia którego wogóle nie czuje. Zrobiłam to, bo nie chciałam go zranić. Jestem przez to w dwóch związkach z czego w jednym z przyjacielem do którego nic nie czuje. Czuje jakbym wypożyczała mu siebie żeby był szczęśliwy i mnie to męczy. Może wzięło się to stąd, że byłam molestowania seksualnie, nie umiem odmawiać bo mnie to paraliżuje. Mój chłopak którego naprawdę kocham nic nie wie. Czy takie zaburzenia emocjonalne się leczy? Nie wiem co robić
  19. Witam. Mam na imię Emilia, mam 21lat i jestem studentką. Około 3 lata temu zmarła moja mama . Chyba nie do końca pogodzilam się z jej śmiercią. Nigdy w domu nie mówiło się o naszych uczuciach. Mam 4 starsze siostry, do których w razie czego mogłam się zwrócić o pomoc, jednak nie chciałam pokazywać swojej słabości. W szkole/teraz i uczelni, ale także w życiu osobistym mam problem z wypowiadaniem się, nie zawsze, ale często stresuje się, zaczynam się jąkac. Czuje się gorsza, niepewnie. Dwa tygodnie temu zakończyłam 5miesieczny związek na odległość (znaliśmy się ponad półtora roku). Związek na odległość, więc wielu rzeczy mi brakowało. Jedna pod koniec związku było lepiej. Jednak zerwałam, gdyż spotkałam się z innym chłopakiem, bardziej się z nim dogadywalam. Widuje się czasami z nim, jednak cały czas mam w głowie mojego byłego chłopaka. Wiem, że chciał mi wyznać miłość, co nie jest dla mnie byle czym. Wiem, że go skrzywdzialam i nie mogę przestać o tym myśleć. Ja też do niego wiele czułam , ale nie wiem, czy nie potrafiłam tego określić. Może dlatego nie mogę przestać o nim myśleć. Starałam się napisać to w skrócie (śmierć mamy, rozstanie z chłopakiem, życie), wydaje mi sie, że nie umiem właśnie określać swoich uczuć. Po rozstaniu bardzo mocno zaczekam.zastanawiac się nad moim życiem i nie mogę się jakoś ogarnąć. Nie wiem co mam robić. Wstydzę się p tym rozmawiać. Zle czuje się z tym jak potraktowalaam mojego btlego I cały czas myślę o powrocie, jednak jest jeszcze ten drugi, z którymi się widuje i dobrze nam się rozmawia. Nie wiem kogo miałabym wybrać. Nie wiem jak się otworzyć, jak przestać myśleć p tym, że przecież nie mogę się aż tak stresować przed np występowaniem. Im dłużej o tym myślę, tym coraz więcej zauważam u siebie coraz gorszych rzeczy.
  20. Jestem 25-letnią mężatką, pracuje jako rehabilitanka z osobami starszymi (jestem sama na tym stanowisku na ponad 40 pacjentów). W pracy jestem narażona na duży stres w związku z wieloma obowiązkami zawodowymi, praca jest bardzo wyczerpująca fizycznie, dużo dźwigam i podnoszę (pacjentów), nie mam pomocy ze strony innych pracowników, wręcz odwrotnie - jestem sprawdzana z tego co robię przez co pracuje na jeszcze większych obrotach, aby wyrehabilitować jak najwięcej osób. Nakładane są na mnie obowiązki i mimo, że nie mam na nie czasu bądź niemożliwe są dla mnie do wykonania, nie potrafię być asertywna i odmówić. Ze względu na ten stres i ciężką fizycznie pracę mam problemy zdrowotne (bezsenność, wysokie tętno tj. 130ud/min, silny ból w klatce piersiowej), a najboleśniejszym przeżyciem była utrata ciąży, na które na pewno przyczyniła się praca. Obecnie nie widzę sensu życia, nie chcę popełnić samobójstwa, ale odczuwam, że już nic dobrego mnie nie spotka, nie umiem z niczego się cieszyć, ograniczyłam kontakty z ludźmi, myśl o pracy mnie bardzo dołuje. Praca z pacjentami kosztuje mnie bardzo dużo wysiłku psychicznego, gdyż nie mam ochoty z nimi rozmawiać (a pracując na tym stanowisku kontakt słowny jest ważny), unikam innych pracowników, aby z nimi nie rozmawiać... Poważnie myślę o zmianie pracy, choć boję się, że nie znajdę innej. Nie wiem, co mam dalej robić???
  21. Witam, mam 27 lat jestem samotną matka od 4 lat bylam w związku z partnerem u którego pracowalam. Moje dziecko traktuje go jako tatę 3 miesiące temu zostawił mnie steasznie to przeżyłam wpadłam w depresje schudłam strasznie aż do 46 kg. Poszłam na l4 miesięczne bo nie bylam wstanie funkcjonować. Po miesiącu wróciłam do niego do pracy na początku nie rozmawiał ze mna potem zaczął sie zaczynac, rozmawiać, ostatnio na imprezie firmowej pod wpływem alkoholu zaczął łapać mnie za piersi i robić inne rzeczy. Kocham go bardzo i moja córka również. Po tym incydencie na imprezie firmowej zaczęliśmy sypiac ze sobą bez zobowiązań. Teraz nasze relacje są bardzo dobre, rozmawiamy, zartujemy itp. Nawet gdy pojechal na zakupy i poprosilam żeby mi cos kupił nie bylo problemy. Potrafi przeszyc mnie wzrokiem. Kocham go i cierpie każdego dnia. Gdy sie kochamy czuje sie swietnie bo choc przez chwilę mnie caluje i dotyka jest blisko a pochwili gdy wracam do domu to płaczę. Nie wiem co robić chce żeby bylo jak dawniej, miał mi sie oswiadczyc kupil pierscionek. Nie wiem czy mam kontynuować nasze niezobowiazujace spotkania i czekać czy przerwać i zerwać kontakt. Kazdego dnia muszę brac leki na depresję i na uspokojenie aby moc funkcjonować jakoś. Co mam robić? Proszę o pomoc
  22. Witam, Mam 34 lata i od ponad roku jestem żonaty z kobietą, którą jestem ponad 12 lat. Wszelkie nasze problemy pojawiły się, gdy zaczęliśmy remontować mieszkanie. Ja pracuję w domu, ona jest bezrobotna czasem mi pomaga przy obsłudze klientów - prowadzimy sklep internetowy. Nie mamy dziecka jeszcze. Otóż - gdy zaczął się remont, ona zaczęła interesować się nim nad wyraz mocno - rozumiałem, zawsze chciała po swojemu mieć wszystko urządzone - a z racji, że ma gust i na ogół jej wybory są zgodne z moimi - zostawiłem tą kwestię jej. Podczas remontu, "zaprzyjaźniliśmy" się z osobami remontującymi jednak zaczęły pojawiać się między mną a żoną problemy. Ona twierdziła że została sama z tym remontem, jednak gdy chciałem przy czymś pomóc, zawsze było Ty pracuj, żeby były pieniądze, Ty się nie wtrącaj bo się nie znasz itp. W między czasie mieliśmy kilka kłótni większych, po czym nastała chwila, gdy remont się skończył, a ja byłem z żoną już bardzo daleko od siebie. Zacząłem jednak podejrzewać, że jest coś więcej niżeli tylko foch i zawód. Przez miesiąc próbowałem się z nią porozumieć, jednak ona zawsze odwracała kota ogonem i dalsza rozmowa mogła prowadzić tylko do kłótni o nic - odpuszczałem. W pewnym momencie podsłuchałem jak rozmawia z jednym z naszych robotników przez telefon, mówiąc o mnie takie rzeczy, że aż ugięły mi się nogi - że mnie nie nawidzi, że ma mnie w dupie i było kilka słów, które mogły sugerować, że coś jest między nimi. Zareagowałem od razu - tym razem mimo, że cały latałem starałem się to delikatnie ugryźć - spytałem, czy mnie zdradza, zaprzeczyła stanowczo, jednak zaraz odwróciła kota ogonem i zaczeła mnie atakować, jak mogę ją podsłuchiwać. Bez większych kłótni czy wyzwisk stwierdziłem, że muszę odpocząć i wyszedłem z domu, zabierając najpotrzebniejsze rzeczy i udałem się do hotelu. Następnego dnia gdy się pojawiłem, ona stwierdziła, że mi nie ufa - i nie czuje się bezpiecznie przy mnie - i dalej brnie temat podsłuchu. Ja wytłumaczyłem jej że zacząłem podejrzewać, że coś się dzieje niedobrego i nie potrafiłem nie zareagować - musiałem się upewnić, że to tylko moja wyobraźnia budzi zazdrość. Powiedziała, że potrzebuje czasu - początkowo miało to być 3 dni, jednak już trwa 3 tygodnie - w teorii mamy jeszcze kilka dni do umówionego końca "przerwy". W międzyczasie rozmawialiśmy sporo czy to SMS'ami, czy to spotykając się okolicznościowo, i zarówno ja powiedziałem, że chcę ratować ten związek, tak i ona powiedziała, że chce mi dać szansę. Ale mimo tego, ciągle jest oziębła i zaczynam obawiać się, że nic z tego już nie będzie. Codziennie staram się pisać dzień dobry i dobranoc, wysłałem jej kilka razy kwiaty. Ciągle powtarzam, gdy rozmawiamy, że mi zależy i chce to odbudować i wydaje mi się, że musimy rozmawiać o tym najlepiej w 4 oczy bo inaczej nic to nie da, że taka "separacja" może nas bardziej od siebie oddalić, ale ... narazie nie widzę, by coś to zmieniało. Jestem załamany - bo kocham ją i nawet, jeżeli mnie zdradziła chcę jej wybaczyć (są ku temu przesłanki), staram się naprawić to co zepsułem - czyli przestać być pasywnym tylko delikatnie staram się o nią walczyć. Co mam robić ?
  23. Hej mam 23 lata. Jestem od 2 lat mezatką, ale nie mam dzieci. Dwa miesiące temu przeprowadziłam się z mężem do większego miasta bo on w nim studiuje. Ja pracuję w biurze od dwóch miesięcy i niedługo zaczynam studia zaoczne. Od wielu lat mam zaburzenia emocjonalne, w ciągu jednego dnia potrafię śmiać się płakać i złościć, ale z reguły tak było w okolicach okresu. Najgorsze jest że nad tym nie panuje. Mimo iż zdaje sobie z tego sprawę. jak kłóciłam się z mężem doprowadzał mnie do stanu że miałam myśli samobójcze. Od około miesiąca jest coraz gorzej. Wszystko mnie denerwuje, prawie nic mnie cieszy, kiedyś śmiałam się z głupot. Teraz jestem obojętna i często płacze. Stresuje mnie praca i boję się że sobie nie poradzę. Boję się też że mąż mnie zostawi, bo przecież sama ze sobą nie mogę wytrzymać a co dopiero ktoś inny. Nie lubię swojego życia. Nie wiem jak to zmienić, co zrobić żeby było jak kiedyś?
  24. Jestem (chyba jeszcze) kobieta przed 30, matka piątki dzieci, w separacji po 9 beznadziejnych latach z już dla mnie byłym mężem od 2 lat (ja mieszkam za granicą, on w Polsce). Mam nowego partnera od prawie dwóch lat, (obcokrajowca), generalnie jest nam razem naprawdę cudownie, najbardziej doceniam to że bardzo dużo o wszystkim rozmawiamy, jestem doceniana za wszystko, nawet za głupi obiad że zrobię słyszę dziękuję, czuję się kochana przez tego faceta i najważniejsza dla niego wraz z moimi dziećmi (jedno jest jego biologiczne). Były mąż, szkoda słów, zero rozmów, zero bliskości, trzymanie mnie pod kluczem, koleżanek mieć nie mogłam a jak już miałam to zrobił wszystko żeby to zepsuć, nawet się odbierał do jednej. Zawsze twierdził że mnie Kocha ale to były tylko słowa jego. Nie było między nami noc prócz mojej nienawiśći do niego za to że traktował mnie bardzo źle, ponizal, komentował w bardzo krzywdzacy mnie sposób moje cialo, części intymne i w tym właśnie tkwi mój cały problem ze sprawami lozkowymi z moim partnerem do czego własne przechodzę. Generalnie chodzi o to że wszystko tkwi w mojej głowie i mojej samo ocenie i nie wiem jak sobie mam z tym poradzić. Seks mam nieziemski, taki jakiego nigdy nie miałam,ale tylko wtedy gdy jestem naprawdę wyluzowana a dzieje się to tylko wtedy gdy wypije parę lampek wina. Mój ex wysmiewal mnie ze jak go zostawię nikt mnie nie zechce, że pewnie tylko na raz bo po porodach według niego byłam zniszczona, już nie jak kobieta. Dodam że jestem bardzo szczupła, nie mam kraglosci ani po ciazach rozstępów. Wszystko okay. Ale te myśli że jestem zniszczona tam w tym miejscu nie daje mi spokoju, patrzyłam sama do lustra owszem, nie jest tak jak kiedyś, tak naprawdę to to nie wiem jak ta normalność tam powinna wyglądać. Z zewnątrz wszystko niby okay. Mówiłam o tym mojemu partnerowi ale on mi ciągle mówi że wszystko jest tam pięknie , ale oczywiście nie wierzę. I mam blokady straszne, wtedy czuje się jak idiotka, zaraz płaczę, nie chce rozmawiać, zamykam się w sobie i czar o niesamowitym seksie znika. Mówię że niesamowity Seks ponieważ mam straszny pociąg do tego faceta czego nie czułam nigdy wcześniej, i z łatwością udaje się jemu a w szczególności mi samej zakończyć ten nasz miłosny taniec orgazmem. Problemem jest to że nie potrafię się tak otworzyć przed nim przed wypiciem tego cholernego winka. Wtedy albo wcale nie dochodzi do zbliżenia a jak już to tylko tak szybciutko żeby tylko nie zobaczyl mnie nagiej bo ten wstyd jest silniejszy ode mnie. Nie skutkuje jego magiczne mówienie do mnie ze nic złego czy brzydkiego tam nie mam. MÓJ EX za bardzo się postarał abym czuła się nie kobieco, bardzo mnie tym skrzywdzil psychicznie. Ale co ja mogę zrobic, ciągle walczę w głowie z tym.
  25. Witam mam 24 lata jestem kobieta .Od dziecka mniej wiecej od 5 roku zycia cierpie na lęki ,sters bardzo mocny nad którym nie moge zapanowac ,wszystko mnie przytłacza jestem cały czas przygnębiona ,chodze do pracy i chce ja zmienic poniewaz nie potrafie dogadywac sie z ludzmi , ,nie moge spać ,lekceważe zajecia domowe .Prosze o pomoc.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.