Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'stres'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Cześć mam 21 lat Od jakiegoś czasu zmagam się z takim problemem że ciągle o różne rzeczy czepiam się narzeczonego, krzyczę na niego, widzę że mu się przykro robi, on się stara A ja nie szanuje tego, widzę że robi wszystko na ile może, pomaga przy dziecku na ile daje rade bo w dzień pracuje i wraca z pracy to idzie do synka A mi ciągle coś nie pasuje i krzyczę. Nie umiem nad tym panować. Chce aby między nami było jak dawniej ale potrzebuje pomocy bo sama nie daje rady. Mówię ciągle że staram się nie krzyczeć A wychodzi inaczej. Boli mnie to bardzo widząc jak krzywdzę tym mojego faceta. Mam roczne dziecko I może też na to wpływa stres i zmęczenie . Ale szczerze już sama nie wiem. Czasami się nawet zastanawiam czy nie jestem chora psychicznie.
  2. Witam. Sprawa wygląda następująco. Znam pewną kobietę od 7 lat , ostatni rok był przełomowy dla mnie ponieważ zaczęliśmy się spotykać. Trwało to raptem 3/4 miesiące, po czym ona stwierdziła że nie wie czego chce , narazie tego nie chcę i nie jest na to gotowa ale wie że i tak będziemy razem. Ona ma 23 lata jest w trakcie rozwodu i 4 letnie dziecko ja 28 lat. Zaczęła stosować na mnie to że znikała i pojawiała się co jakiś czas (gdy się pojawiała to robiła za każdym razem nadzieję mówiąc że i tak będziemy razem czy że nadal nie jestem jej obojętny) i znikała bez słowa, ostatnio przestała się oddzywac. Nie odpowie na żadną zaczepkę, zablokowała mój nr telefonu (żebym nie mógł do niej dzwonić i nie jest to pierwszy raz) miałem moment w którym zapytałem jej wprost czy mam odejść czy zostać i też nie dostałem żadnej odpowiedzi. Jak się ze mną rozstała zaczęła coraz mocniej dbać o siebie( zabiegi kosmetyczne/powiększanie ust/spotkania z nowo poznanymi facetami w różnym wieku) Powiedziała mi kiedyś co jej we mnie przeszkadza i to naprawiłem żeby poprawić relacje ,lecz było dobrze tylko chwilę. (Ja wiem że to moja decyzja jak postąpię ale chcę znać zdanie innych osób) Moje pytanie jest takie: Czy widać w tym opisie to że jej totalnie na niczym nie zależy ? Czy robi to żeby mnie utrzymać obok wyrazie wu? Jak takie kolo zapasowe Próbowałem przejść to z psychoterapeutą ale za każdym razem jak miałem spotkanie to ona w tym czasie się pojawiała i wszystko znów się waliło. Dziękuję z góry za wasze wypowiedzi Pozdrawiam
  3. Morixx

    Hej

    Cześć, Mam 24 lata skończone w tym roku, 3 lata temu zaczęło mi się sypać życiem i nie mogę zacząć normalnie funkcjonować. Zerwała ze mną dziewczyna i odwaliło mi potem... nie zdałem studiów 3 lata w plecy teraz jestem, straciłem na 2 lata prawo jazdy i musiałem do pracy dojeżdżać autobusem dziennie 30 km w jedną stronę co mnie jeszcze bardziej wprowadzało w stan jakiejś depresji ( juz mam prawo jazdy). Aktualnie jestem w sytuacji, że studiów dalej nie załatwiłem... bo przez uczucie że jestem 3 lata w plecy ze wszystkim w życiu i nie cofnę czasu nie potrafię normalnie funkcjonować, w weekendy zamiast ogarnąc studia to siedze przed serialami, leżę w łóżku, komputer lub jak to bylo wcześniej piłem na mieście alkohol. Szukam jakiejś motywacji, żeby o tym zapomnieć zdać studia... które zdam dopiero za 2-3 lata dopiero... zawiodłem siebie, rodziców i przede wszystkim swoją kariere, która mogła być wysoko naprawdę wysoko... bo to jest jakaś cześć tylko, straciłem przez te 3 lata rozwój, pieniądze i inne rzeczy na których moglem sie wybić w życiu...
  4. Witam, ostatnio pewna osoba z tej strony mi pomogła może tym razem będę tak samo. A więc mój problem polega na za mocnym martwieniem się do tego stopnia że jakoś od 2 lat mam problemu że snem zasypiam ale budzę się w nocy, przerabiałam tabletki na receptę po których też się budziłam, a spowodowane jest to stresem Mam 26 lat rodzice nigdy nie okazywali mi miłości, więc jej nie umiem za bardzo ale do setną moja matka ma długi na 120 tys o których wiem, stresuje mnie to bardzo pomimo że mam swój dom to i tak myślę co Bd z rodzinnym, każda najmniejsza rzecz doprowadza mnie analizowania itp Czasem aż mam siebie dosyć staram się nad tym panować i pomaga jedynie sluchanie muzyki do psychologa nie chce isc nie trafiałam nigdy na dobrego, gdy miałam 16/17 lat zaczęłam chodzić bo nie potrafiłam wyjść do ludzi i się ciełam, Za dzieciaka wujek który mieszka do dnia dzisiejszego molestował mnie gdy zrozumiałam to że robił źle nikt z rodziny nie staną w mojej obronie moja matka stwierdziła że kłamie, jestem strasznie zniszczonym człowiekiem ale staram się siebie naprawić... Nie wiem jak martwienie się tym wszystkim strasznie męczy, na ogół jestem osobą uśmiechniętą rozmowna i to bardzo pomocną ale w środku czuje żal do rodziny a nie mogę się odciąć.... Chciałabym uwolnić głowę od tego wszystkiego ale nie potrafię, mam nadzieję że ktoś przeczyta to wszystko i mi coś doradzi
  5. Cześć, w zasadzie nie wiem czy dobrze robię, bo jestem tutaj nowy. Zacząłem ten temat przede wszystkim z myślą o sobie. Już na początku muszę jednak zaznaczyć, że moja historia nie jest atrakcyjna, choć wydaje mi się, iż z drugiej strony kłopoty są duże. Zacznijmy od tego, że odkąd pamiętam byłem bardzo skryty, w skrajnych przypadkach samotny. Mówimy tu o etapie szkolnym, podczas którego ktoś musiał się naprawdę postarać, by zdobyć moje zaufanie. Zwykle cześć z kolegami było maksem, nie mówiąc już o relacjach z kobietami. Zaznaczę też, że zgaduję, iż taki introwertyzm wytworzył brak ojca przez większość dzieciństwa - pracował za granicą, więc musiał mi wystarczyć mama. Paradoks jest taki, że ojciec to moje totalne przeciwieństwo - twardy, silny psychicznie, zawsze stawiający na swoim i szukający wyjścia z sytuacji. Mimo usilnych starań na ten moment myśleniem i zachowaniem nie zbliżyłem się do niego ani na milimetr. Teraz większość się zaśmieje, bo przez wiele lat chciałem zostać dziennikarzem sportowym. Słyszycie? Największy smutaś świata miałby latać z mikorofonem i przepytywać ludzi przed kamerą? Też się sobie dziwię, ale to wynikało tylko z tego, że chciałem być przy sporcie, do którego nigdy nie miałem talentu. Takie marzenia we mnie tkwiły długo, bo umarły w zasadzie rok temu, gdy ponownie nie dostałem się do dużej redakcji. Mówiąc zaś o studiach to wybrałem najgorzej jak mogłem. Udałem się na zarządzenie w sporcie, licząc że szansa na zostanie menedżerem sportowym jest jak najbardziej realne. Niestety, rozczarowanie do dzisiaj jest sporo, ponieważ 3 lata zmarnowałem i mimo skutecznej obrony nie ocieram się nawet znalezienie podobnej pracy. Sama praca zawodowa też nie jest okazała. Tuż po maturze postawiłem na pracę w małych firmach produkcyjnych, ale nie wytrzymałem tam dłużej niż pół roku. Tu także nie wszedłem w skórę ojca, bo mając dwie lewe ręce do pracy fizycznej nie mogłem szukać stabilizacji. Od 3 lat pracuje więc zdalnie, ale mimo sporej niechęci nie potrafię znaleźć innej pracy. Zdalna praca staje się dla mnie coraz bardziej nie do wytrzymania bo mimo zamknięcia w sobie potrzebuje kontaktu z ludźmi. I tutaj zmierzam do kontaktu z innymi. O kobietach nie mam co pisać, bo nie udało mi się nawet otrzeć o związek. Ba, mając obecnie 23 lata nie całowałem żadnej kobiety. Mimo dużych starań i randek byłem odrzucany z niewiadomych przyczyn. Z kolei kolegów, z którymi się widzę mam 2 - spotkania te opierają się głównie na wspólnym piciu alkoholu na miejskiej plaży, bo innych atrakcji w małym miasteczku nie mamy. Nie ukrywam, że te wyjścia mnie coraz mocniej dobijają. Z jednej strony nienawidzę tego, bo chce czegoś więcej od życia, ale z drugiej strony alkohol pomaga mi uciec od tego, że jestem życiowym zerem i cieszę się, że ktoś w ogóle chce mnie zobaczyć. Na sam koniec dodam, że myślę. Myślę o wyprowadzce z domu, gdzie mam tylko rodziców. Myślę o dużym mieście -Warszawa czy Poznań. Ostatnimi czasy ciągnie mnie do pójścia do wojska zawodowego. Problem w tym, że mimo zapału do zmian, koniec końców wszystkiego się boję. Boję się co będzie jak wykonam któryś z tych kroków, czy sobie poradzę i czy ułożę swoje życie. Mój strach jest ogromny. Od sześciu lat mam prawo jazdy, ale samochodem jeździłem tylko dwukrotnie - obawiam się, że i jazda autem sprawi mi problem, bo tego mimo zdanego egzaminu nie potrafię. Kontaktu z ludźmi unikam nawet gdy muszę wyprowadzić psa - liczę że nie spotkam nikogo. Moja izolacja jest ogromna, bo oprócz rzadkiego picia ze wspomnianą dwójką, po pracy zostaje w domu. I tak mija mi całe życie. Tym wpisem błagam o pomoc, bo jestem w kropce. Wołam niczym Marek Kondrat w filmie " Dzień świra". Czuję, że mimo młodego wieku nie udało mi się życie. I że już nic mnie nie czeka, zwłaszcza w tych czasach.
  6. Jestem ojcem, mam 52 lata. Mieszkam obecnie z synem.Jakiś czas temu moja żona wyprowadziła się z domu bo nasz związek przeżywał rutynę, brak zainteresowania i kryzys z tego powodu. Z tego co mówiła mi żona, to przestała czuć do mnie cokolwiek, ani złości ani miłości, po porostu obojętność i z tego powodu musiała się wyprowadzić. Przez pierwsze dni po rozstaniu nie wiedziałem co mam robić, więc z rozpaczy codziennie do niej jeździłem pod każdym pretekstem, zaniedbałem trochę dom itp.. Potem dowiedziałem się, że należy odpuścić sobie kontakt z żoną, czyli dać sobie trochę czasu na odpoczynek. I to poskutkowało, żona sama zaczęła się do mnie odzywać, zagadywać co słychać itp. To zerwanie kontaktu jednak nie trwało zbyt długo, gdyż mamy za dużo wspólnych spraw i musieliśmy się widywać klika razy w tygodniu. Ale czas zrobił swoje i teraz bez problemu żona daje się już zapraszać na kolację przy winie, do kina, weekendy praktycznie spędzamy razem, planujemy też razem urlop. Nie odmawia też seksu, wręcz ma na niego ochotę. Jest zupełnie inaczej niż przed rozstaniem, nasz związek nabrał nowych wartości.Problem jest jednak w tym, co wyszło po ostatniej rozmowie, mimo iż od wyprowadzki minęły już ponad 3 miesiące, nadal nic się w niej nie zmieniło w uczuciach do mnie. Mówi, że jest tym zażenowana, relacje między nami uległy znacznej poprawnie, ale jej uczucia nadal nie. Mówi, że płacze czasami wieczorami u siebie w domu z tego powodu, bo najgorsze są wieczory.Kiedy w naszym związku nie działo się najlepiej, ja niestety tego aż tak nie zauważałem i nie odczuwałem co było moim błędem, żona to mocno przeżywała wpadając w coraz to głębszą depresję. Trwało to mnie więcej pół roku. Wtedy dużo rozmawiała o swoich problemach ze swoimi znajomymi a nie ze mną, koleżanką i kolegą, którzy są od zawsze singlami. Czy obracanie się w środowisku singli może spowodować chęć odcięcia się od rodziny i życia tak jak oni? Nie wiem zatem co zrobić, aby odbudować znów uczucia żony do mnie. Czy to jest wogle możliwe, skoro przestała mnie kochać jakiś czas temu. Czy mieszkanie oddzielnie i widywanie się 2, 3 razy w tygodniu jest w stanie zmienić te uczucia? Czy może trzeba byłoby znów zamieszkać razem, wtedy codzienne kontakty, spowodowałyby zmianę sytuacji oczywiście pod warunkiem utrzymania dobrych relacji między nami i niedopuszczenia do rutyny?
  7. Witam, jestem 25 letnią nauczycielką. Od maja podjęłam nową pracę, nie wchodząc w szczegóły początki były dla mnie bardzo trudne, było wiele sytuacji stresowych co przyczyniło się do spadku mojej samooceny i braku wiary w siebie. Jestem osobą, która bardzo wszystko bierze do siebie, jednak od pewnego czasu moje zachowanie bardzo się zmieniło i nigdy nie było aż tak źle. czuję ciągle niepokój, ciągle płaczę, nic mnie nie cieszy, ciągle się stresuje, nie widzę w sobie nic pozytywnego. Ostatnio doszły również myśli, by '' karać się'' za to, że w pracy nie daje rady, chęć zrobienia sobie krzywdy a nawet skończenie ze sobą jednak brakuje mi odwagi, by się zabić. Od bliskich dostaje mnóstwo wsparcia jednak nie sprawia to, że czuję się lepiej. Zastanawiam się czy naprawdę przesadzam i powinnam wziąć się w garść czy należy szukać pomocy gdzie indziej np. u lekarza. Proszę o pomoc i poradę. Nigdy nie miałam problemów z psychiką i nigdy nie korzystałam z pomocy lekarzy, więc nie wiem jak powinnam postąpić.
  8. Poznałem 2 lata temu kobietę, w której się zakochałem ze wzajemnością. Ona mężatka, mieszkała z mężem i mieszka do tej pory, ja jeszcze żonaty choć papiery rozwodowe złożone i postanowiłem odejść. Od samego początku wiedziała, że choruję na depresję. Że są momenty, że nie potrafię dać sobie kopa do życia. Na początku znajomości potrafiła powiedzieć, że to koniec z byle jakiego powodu. Takie zastraszanie. Po pół roku znajomości znalazłem mieszkanie, ale po tych zastraszaniach miałem ten lęk że zostanę sam, że muszę zostawić dzieci, nie potrafiłem się wyprowadzić, a im bardziej na mnie naciskała było tylko gorzej bo włączył mi się ten lęk. Pierwsza próba wyprowadzki nie udana. Pozostawiłem ją jak to mówiła dla własnej wygody. Ale wciąż była z mężem. Dopiero wizyty u psychologa mi pomogły pewne rzeczy zrozumieć co do wyprowadzki. Ale nie mogłem się uporać co do dzieci i bycia samemu. Odzyskałem ją w jakimś stopniu. Po dwóch miesiącach kolejna próba wyprowadzki, udało mi się. Prosiłem by się wprowadziła, ale zawsze miała jakąś wymówkę, że nie teraz. Po dwóch miesiącach bycia samemu kolejny atak lęku i strachu, jeszcze gorszy jak za pierwszym razem. Powiedziałem jej otwarcie, że nie daję rady i chce wrócić do dzieci. To gdy już się rozsypałem chciała się wprowadzić choć nie potrafiłem jej już uwierzyć. Twierdziła, że rozumie. Wróciłem do dzieci, od żony odizolowany, spałem na sofie co miała 1,4m długości bo miałem zakaz rozkładania jej. Podleczyłem się, zrozumiałem swoje błędy, że nie warto było wracać. Jestem z nią nadal ale ona dalej siedzi z mężem I za 3 razem się już wyprowadziłem na stałe. Postawiony na nogi przez psychologa i psychiatrę. Mieszkam już sam 9 miesięcy. Czasami mam chwile słabości, że będę sam ale nie poddaję się i idę dalej naprzód. Miesiąc temu partnerka mi powiedziała, że to nie ma sensu dalej ciągnąć i mnie zostawiła twierdząc, że zostawiłem ją dla żony choć była i jest ciągle z mężem. Może jestem głupi ale nie rozumiem tego, jak mogłem ją zostawić jak ona cały czas siedzi z mężem. Rozumiem, gdybym mieszkał z nia i bym ją zostawił. To ma prawo tak myśleć. Ale nie zamieszkaliśmy razem ani na tydzień a już mnie skreśliła, uważając że zostawiłem ją dla żony. Kocham Ją i niechcę jej stracić, ale się już poddaję bo zaczyna mi znow. u się depresja nawracać. Nie wiem co robić by ją przekonać do siebie i jak to wszystko uratować. Proszę o pomoc.
  9. Witam mam 22 lata mój teraz już były partner ma 27 lat byliśmy razem prawie 6 lat ale od 2,5 roku ja dziwnie zaczęłam miewać wątpliwości a czasami pewność ze go nie kocham. To był dla mnie trudny czas … Jestem aktualnie z nim po rozstaniu prawie 2 tygodnie . 2 dni po rozstaniu czułam się mega szczęśliwa i od razu chciałam kogos innego , przeszło to , teraz jest to spokojniejsze , natomiast on czasami pisze czy dzwoni do mnie , nie mam serca żeby nie odpisać czy nie odebrać od niego . Gdy rozmawiamy jest spoko ale targają mną sprzeczne uczucia czy dobrze robię odbierając telefon od niego mimo ze nie mówię mu ze wrócimy do siebie . Jest mi ogólnie bardzo z tym złe , płakać mi się chce tęsknie trochę za nim za jego ciałem i jego osoba , za tym wszystkim co miałam , bo wszystko było dobrze u nas tylko te uczucie z mojej strony takie a nie inne. Ale boje się i w sumie nie chce powrotu bo wiem ze zaraz znów mogłabym się męczyć z tym ze go nie kocham . Co robić ? Słuszna podjęłam decyzje ? Już sama się w tym wszystkim gubię , czasami mam ochotę wrócić ale znów sobie przypominam ze znów bede się tak czuła ze nie kocham go . Czy to jest tylko przywiązanie , przyzwyczajenie ? Ze tak to wszystko czuje ? Czy może nie wiem co to miłość i dlatego ? Może z każdym po czasie tak bede czuć ? Jak nawet sobie pomyśle żeby z kims innym się spotkać to mi tak dziwnie z tym ze bym wróciła do domu i płakała ze z kims innym coś , takie wyrzuty sumienia ? Czy co ? Sama już nie ogarniam tego . Może nadal go kocham ? Ale chyba gdyby tak było to bym go nie zostawiła . Proszę wypowiedzcie się ! Błagam
  10. Jestem w związku, który powoli się kończy. Mój facet nie chce już w ogóle się ze mną spotykać, chociaż jeszcze kilka miesięcy temu wszystko było w porządku. Nawet jak rozmawiamy to tylko o jego sprawach, problemach i rzeczach które go intetesuja. Nie widziałam go już od 2 tygodni, chociaż przez telefon zwykle rozmawiamy te 20-40 min dziennie. Codziennie po pracy płaczę bo brakuje mi z nim kontaktu i że w końcu trzeba będzie ten niby związek zakończyć. Kompletnie nie mam pomysłu jak sobie z tym poradzić. Za każdym razem jak proponuję spotkanie to on wymyślą tysiąc wymówek żeby tylko do tego nie doszło. A ja kuz nie pamiętam, kiedy był jakiś dzień, w którym nie płakałam. Rozmowy na niewiele się zdają, bo on uważa że marudzę bez sensu i wymyślam problemy.
  11. Dzień dobry, Mam 30 lat, moja mama choruje na raka płuca. Nasze relacje były dobre, mieszkamy osobno, ona nie ma co liczyć na nikogo z rodziny oprócz mnie. Staram się ją odwiedzać, wspierać i pomagać, rozmawiać codziennie przez telefon. Ostatnio Mama zaczęła traktować mnie z dystansem i złością. Wmawia mi rzeczy, które według mnie nie istnieją. Według niej chcę żyć swoim życiem i swoimi problemami, nie bardzo się nią interesuję, jak przychodzę to chcę wyjść a jak dzwonię to chcę się już rozłączać. Nie powiem, czasem skończę rozmowę po 40-50 minutach, kiedy temat się powiela, tak, mam czasem swoje plany i nie składam wizyt kilkugodzinnych, tylko krótsze. Codzienne rozmowy kończą się moim płaczem. Mama mówi, że nie musimy się nią wcale interesować, ona sobie poradzi i nie będzie się nikim przejmować. Porównała mnie nawet do zmarłego 30 lat temu ojca, dzięki któremu wyszła "jak zabłocki na mydle". Powiem szczerze, mój stan psychiczny się pogarsza, śpię dzięki hydroksyzynie, mam zjazdy w pracy i płaczliwe momenty w rożnych częściach dnia. Nie wiem jak z mamą rozmawiać, aby nasze relacje znowu były dobre i aby doceniała moje wsparcie bo nie chcę dla niej źle. Kocham ją najbardziej na świecie i zależy mi na niej. Prosze o wsparcie...
  12. Mam 29 lat, jestem kobietą. Od kilku miesięcy spotykałam się z mężczyzną, znaliśmy się od kilku lat, jednak dopiero niedawno przypadkiem wpadliśmy na siebie, w wyniku czego spotkaliśmy się na kawę, drugi raz i trzeci. Spotkania robiły się coraz luźniejsze, a on nie krył zainteresowania fizycznego moją osobą, co na tamtą chwilę było mi niezwykle potrzebne (3 wcześniejsze związki zakończone ze względu na nagły zanik pociągu fizycznego u partnerów, totalnie straciłam poczucie atrakcyjności). Zaczęłam się angażować, a kiedy mu o tym mówiłam, podkreślał, że na chwile obecną nie chce się wiązać, ale że mnie bardzo lubi, że mu się bardzo podobam, "zobaczymy co będzie". Zaczęliśmy sypiać ze sobą regularnie. To był najcudowniejszy seks jaki do tej pory przeżyłam. Nauczyłam się o sobie bardzo dużo. Byłam szczęśliwa. Wciąż jednak ja chciałam czegoś więcej, a on się przed tym bronił, dystansując się w każdej sytuacji, kiedy robiło się choć trochę poważniej. Ja robiłam sobie nadzieję w tym, że powiedział o nas swojemu bratu i najlepszemu kumplowi, kupił prezent, zabrał na wycieczkę - co było wyjściem z domu - jego strefy komfortu. Zauważyłam jednak, że tak bardzo mi zależy, że totalnie nie jestem sobą. Bałam się powiedzieć cokolwiek, żeby go nie urazić i nie stracić, bo Ona bardzo łatwo odpuszczał. Kilka razy się z nim żegnałam, mówiąc, że nie radzę sobie z tym, że jemu na mnie nie zależy, on odpuszczał, po czym po kilku dniach sam pierwszy się odzywał, nawet mówiąc, że tęsknił. Prosiłam go tylko o jedno - aby powiedział mi wprost kiedy będzie pewien, że nic z tego więcej nie będzie. Nie oczekiwałam deklaracji, oczekiwałam tylko, że damy sobie spokój w momencie, w którym on uzna, że nie chce już sprawdzać co będzie, bo jest pewien, że między nami nie będzie nic. Kiedy po kolejnym "powrocie" kolejny raz usłyszałam, że jemu jest dobrze samemu, że on nie szuka związku, nie byłam w stanie tego udźwignąć. Poprosiłam o konkrety, zadałam kilka pytań. Powiedział, że przez te kilka miesięcy nic do mnie nie poczuł mimo tej intymności i namiętności, że jestem wspaniała i dlatego chce utrzymać kontakt, że coś go do mnie bardzo przyciąga,ale od początku mówił, że nie będzie z tego nic więcej - co jest ewidentnym kłamstwem. Dodał także, że nie będzie mi tłumaczył czego się boi, bo "gdyby chciał się otworzyć to by poszedł do psychologa", chamsko wykrzykując, że nie jestem jego terapeutką, że to ze mną jest coś nie tak, że mam dziwne "odpały" i że po tym spotkaniu mogę być pewna, że już się do mnie nie odezwie. Chcąc być twardą odpowiedziałam mu tylko, że nie muszę znosić takich zachowań, że powinien zauważyć też swoje błędy, że nie musi być dla mnie bezczelny bo nie zrobiłam nic złego okazując mu jak bardzo mi na nim zależy. W tak beznadziejnej atmosferze przebiegła nasza ostatnia rozmowa. Czas leczy rany - tak mówią. Problem polega na tym, że on często odwiedza moje miejsce pracy, niestety wtedy mijamy się. On jak gdyby nigdy nic mówi mi "cześć", ja odpowiadam półgłosem, po czym wracam do swojego biura i mnie rozbija na tysiące malutkich kawałków, trzęsę się, płaczę, mam ogromny wyrzut adrenaliny, który trwa około godziny przynajmniej, a po tym czasie czuję się jakbym przebiegła maraton. Jestem cholernie zmęczona. Po takich sytuacjach dopada mnie ogromny żal, smutek, myśli o tym jak beznadziejna jestem, że znów nie zasłużyłam na szczęście, że znów zostałam zraniona, ale przecież to pewnie jest moja wina, bo jestem za miękka, za głupia, za szara, zbyt wrażliwa. Obecny świat stawia przecież poprzeczkę bardzo wysoko. W najgorszych momentach tych stanów - co przeraża mnie najbardziej - miewam myśli o zabiciu się. Nie mam siły na życie, nie czerpię z niczego radości, jestem samotna, nikt za mną płakał nie będzie, a mi będzie już wszystko jedno. Myślę wtedy o tabletkach lub o zjechaniu na przeciwległy pas podczas prowadzenia samochodu. Nie robię tego, bo wiem, że to nie jest sposób na załatwienie problemu, ale te myśli są ode mnie silniejsze i wracają. Wiem, że inni mają ważniejsze problemy niż niespełniona miłość, dlatego nie poruszam tego tematu żaląc się przyjaciołom. Przyjaciołom, którzy z resztą uważają mnie za duszę towarzystwa i bardzo pozytywną, mądrą i piękną kobietę. Oczywiście nie wierzę w ani jedno ich słowo, bo przecież "mówią to bo mnie kochają". Jak sobie z tym poradzić? Jak przestać płakać i myśleć o nim i o tym jak nieszczęśliwa jestem? Jak nabrać na nowo chęci do życia czy chociażby do rozmawiania ludźmi? Proszę o pomoc.
  13. Mam 27 lat, jestem w związku od 7 lat z mężczyzna, 5 lat jesteśmy po ślubie. Na początku było wszystko dobrze jak należy. Mój mąż trafił do więzienia, wyszedł było wszystko dobrze, wyjechaliśmy za granicę, stres nerwy i od tamtego czasu zaczął w sytuacjach gdy zwracałam mu uwagę źle się do mnie odnosić itd. Potem było już tylko gorzej, gdy ja nie wytrzymałam i też wybuchłam wypominał mi to bardzo długo. Czuje się nie doceniana. Ciągle wszystko robie źle, a to ja zajmuje się dzieckiem domem, sprawami papierowymi, pracuje. On uważa że zarabia więcej i wstaje wcześniej więc już nic nie musi. Pewnego razu za dużo wypiłam i napisalam do mojego kolegi z którym się spotykalam w technikum że go kocham i tęsknię. Nie wiem czemu to zrobiłam nie pamiętam tego. Mój mąż to zobaczył i od tamtego momentu jest jeszcze gorzej ciągle ma do mnie pretensje i nie umie mi wybaczyć. Bardzo tego żałuję nie wiem dlaczego tak postąpiłam. Od pewnego momentu mam wszystkiego dość i sobie nie radzę z tym wszystkim. Zaczęłam wiecej pić alkoholu przez co wybucham. Nie wiem jak mam ratować swoje małżeństwo i siebie.
  14. Witam mam na imię Kasia i mam 22 lata Jestem z Partnerem od 2 lat.Nie mamy dzieci ani ślubu. Mieszkamy od paru miesięcy razem za granicą. Jestem w strasznej rozsypce emocjonalnej bo mój partner nie panuje nad swoimi emocjami , gdy dochodzi między nami do kłótni to mnie wyzywa od "dziwek" "szmat" itd.. nawet potrafi powiedzieć że mnie zabije albo złamie mi nogę czy rękę . Problem w tym,że jak złość mija to mnie przeprasza i mówi dalej ze mnie kocha i niepotrzebnie wybuchł , wtedy ja wszystko puszczam w zapomnienie . Dodam że mam nerwice i doprowadza mnie to do bardzo silnego stresu . Chciałam wielokrotnie wrócić do Polski ale cały czas mnie coś tu zatrzymuje i nie potrafię odejść ,jestem na huśtawce emocjonalnej bo raz jest dobry i cudowny, a jak przychodzi złość to zamienia się w innego człowieka. Bardzo proszę o jakąś poradę co dalej mam robić ?
  15. Nie potrafię rozmawiać gdy pojawia się problem, zamykam się w sobie i nie potrafię wydusić z siebie słowa najczęściej w sytuacji gdy dochodzi do sprzeczki z moim mężczyzna i trzeba porozmawiać, siedzę wtedy cicho i nie umiem się wysłowić, mam w głowie myśl która chce wypowiedzieć i nie potrafię , ale nie tylko w takich sytuacjach. Gdy jestem w towarzystwie mojego mężczyzny nie czuje się sobą i łapie mnie stres wtedy tez się rzadko odzywam, ponieważ jestem tez wstydliwa, ciężko mi cokolwiek załatwić chociażby w urzędzie. Rozmowy telefoniczne są tak samo dla mnie stresujące. W szkole wolałam dostać 1 z odpowiedzi uatnej bo się bałam. Są sytuacje w których jestem pyskata i szybko się denerwuje, psuje tym relacje z moim facetem i później mam żal do siebie, obwiniam się i znow siedzę cicho.
  16. Witam, jestem 24 letnią studentką. Często czuję smutek i przygnębienie, czuję się niewystarczająca w relacjach, boje się że ktoś ode mnie odejdzie,przez co nie mogę tworzyć relacji, jednocześnie sama zawsze chcę odejść od kogoś pierwsza. Mam wrażenie, że zaczęło się to w podstawówce gdy dzieci mnie nie akceptowały i byłam grubsza. Mam kompleksy, nie akceptuję siebie. Próbuje zyskać uznanie innych wyglądem lub zachowaniem. Czasem myślę, że zrobienie sobie czegoś byłoby rozwiązaniem, w przeszłości się okaleczałam. Potrzebuję uwagi i zapewnień, że ktoś mnie lubi i będzie przy mnie. A gdy to widzę traktuje to jak nagrodę. Czuję się jak problem dla innych.Obwiniam siebie o niepowodzenia, nie potrafię sobie radzić z takim poczuciem winy. Czasem gdy dzieje się coś złego wpadam w panikę, trzęsą mi się ręce i ciężko mi się uspokoić. Co to może być? Czy dam radę poradzić sobie z tym sama?
  17. Witam mam 22 lata mój chłopak ma 27 . Jesteśmy ze sobą prawie 6 lat . Wszystko układało się bardzo dobrze do trzech lat po trzech latach z mojej strony zaczęło pojawiać się wątpliwości czy go kocham czy chce z nim być. Jesteśmy cały czas w związku . Na dzień dzisiejszy mam takie coś w sobie ze czuje ze nie chce z nim być … bardzo mnie to boli wszystko te odczucia w środku i nie wiem co mam robić jak sobie poradzić z tym . Bardzo dziwne jest to ze tydzień temu przez Ok 2 tyg wgl nie miałam wątpliwości kochałam bardzo mocno, tak jakby ten problem odleciał … Niestety za każdym razem wraca , a pisze ze za każdym ponieważ taka sunosoida uczuć nie zdarzyła mi się po raz pierwszy tylko Non stop. Bardzo mnie to meczy wszytko … Zauważyłam ze jak przejdzie mnie jakas myśl emocja np . Ze nie chce z nim być jestem z nim tylko z przyzwyczajenia żeby go nie ranić to ta jedna myśl ciągnie się przez tydzień a później jest wszystko w porządku , oby teraz tez tak było bo może się myśle i tym razem to ja naprawdę nie chce być z moim chłopakiem ? Bo faktycznie tak mam . Nie wiem co myśleć , nie oceniajcie mnie z góry , mój chłopak o wszystkim wie i ciagle mnie wspiera i uważa ze mam jakiś problem ze sobą , byłam u specjalistów uprzedzając pytania , natomiast wnioski które wyciągnęłam dawały mi spokój dycha na 2,3 tyg później znów coś . Bardzo proszę o jakiś pogląd na to , podpowiedz itp . Wiem ze człowiek sam najlepiej wie co mu siedzi w głowie i co czuje ale ja może tak bardzo chce żeby było nam razem dobrze i żebyśmy byli razem ze nie dopuszczam prawdy ? Pomóżcie proszę
  18. Od kilku miesięcy spotykałam się z mężczyzną, znaliśmy się od kilku lat, jednak dopiero niedawno przypadkiem wpadliśmy na siebie, w wyniku czego spotkaliśmy się na kawę, drugi raz i trzeci. Spotkania robiły się coraz luźniejsze, a on nie krył zainteresowania fizycznego moją osobą, co na tamtą chwilę było mi niezwykle potrzebne (3 wcześniejsze związki zakończone ze względu na nagły zanik pociągu fizycznego u partnerów, totalnie straciłam poczucie atrakcyjności). Zaczęłam się angażować, a kiedy mu o tym mówiłam, podkreślał, że na chwile obecną nie chce się wiązać, ale że mnie bardzo lubi, że mu się bardzo podobam, "zobaczymy co będzie". Zaczęliśmy sypiać ze sobą regularnie. To był najcudowniejszy seks jaki do tej pory przeżyłam. Nauczyłam się o sobie bardzo dużo. Byłam szczęśliwa. Wciąż jednak ja chciałam czegoś więcej, a on się przed tym bronił, dystansując się w każdej sytuacji, kiedy robiło się choć trochę poważniej. Ja robiłam sobie nadzieję w tym, że powiedział o nas swojemu bratu i najlepszemu kumplowi, kupił prezent, zabrał na wycieczkę - co było wyjściem z domu - jego strefy komfortu. Zauważyłam jednak, że tak bardzo mi zależy, że totalnie nie jestem sobą. Bałam się powiedzieć cokolwiek, żeby go nie urazić i nie stracić, bo Ona bardzo łatwo odpuszczał. Kilka razy się z nim żegnałam, mówiąc, że nie radzę sobie z tym, że jemu na mnie nie zależy, on odpuszczał, po czym po kilku dniach sam pierwszy się odzywał, nawet mówiąc, że tęsknił. Prosiłam go tylko o jedno - aby powiedział mi wprost kiedy będzie pewien, że nic z tego więcej nie będzie. Nie oczekiwałam deklaracji, oczekiwałam tylko, że damy sobie spokój w momencie, w którym on uzna, że nie chce już sprawdzać co będzie, bo jest pewien, że między nami nie będzie nic. Kiedy po kolejnym "powrocie" kolejny raz usłyszałam, że jemu jest dobrze samemu, że on nie szuka związku, nie byłam w stanie tego udźwignąć. Poprosiłam o konkrety, zadałam kilka pytań. Powiedział, że przez te kilka miesięcy nic do mnie nie poczuł mimo tej intymności i namiętności, że jestem wspaniała i dlatego chce utrzymać kontakt, że coś go do mnie bardzo przyciąga,ale od początku mówił, że nie będzie z tego nic więcej - co jest ewidentnym kłamstwem. Dodał także, że nie będzie mi tłumaczył czego się boi, bo "gdyby chciał się otworzyć to by poszedł do psychologa", chamsko wykrzykując, że nie jestem jego terapeutką, że to ze mną jest coś nie tak, że mam dziwne "odpały" i że po tym spotkaniu mogę być pewna, że już się do mnie nie odezwie. Chcąc być twardą odpowiedziałam mu tylko, że nie muszę znosić takich zachowań, że powinien zauważyć też swoje błędy, że nie musi być dla mnie bezczelny bo nie zrobiłam nic złego okazując mu jak bardzo mi na nim zależy. W tak beznadziejnej atmosferze przebiegła nasza ostatnia rozmowa. Czas leczy rany - tak mówią. Problem polega na tym, że on często odwiedza moje miejsce pracy, niestety wtedy mijamy się. On jak gdyby nigdy nic mówi mi "cześć", ja odpowiadam półgłosem, po czym wracam do swojego biura i mnie rozbija na tysiące malutkich kawałków, trzęsę się, płaczę, mam ogromny wyrzut adrenaliny, który trwa około godziny przynajmniej, a po tym czasie czuję się jakbym przebiegła maraton. Jestem cholernie zmęczona. Po takich sytuacjach dopada mnie ogromny żal, smutek, myśli o tym jak beznadziejna jestem, że znów nie zasłużyłam na szczęście, że znów zostałam zraniona, ale przecież to pewnie jest moja wina, bo jestem za miękka, za głupia, za szara, zbyt wrażliwa. Obecny świat stawia przecież poprzeczkę bardzo wysoko. W najgorszych momentach tych stanów - co przeraża mnie najbardziej - miewam myśli o zabiciu się. Nie mam siły na życie, nie czerpię z niczego radości, jestem samotna, nikt za mną płakał nie będzie, a mi będzie już wszystko jedno. Myślę wtedy o tabletkach lub o zjechaniu na przeciwległy pas podczas prowadzenia samochodu. Nie robię tego, bo wiem, że to nie jest sposób na załatwienie problemu, ale te myśli są ode mnie silniejsze i wracają. Wiem, że inni mają ważniejsze problemy niż niespełniona miłość, dlatego nie poruszam tego tematu żaląc się przyjaciołom. Przyjaciołom, którzy z resztą uważają mnie za duszę towarzystwa i bardzo pozytywną, mądrą i piękną kobietę. Oczywiście nie wierzę w ani jedno ich słowo, bo przecież "mówią to bo mnie kochają". Jak sobie z tym poradzić? Jak przestać płakać i myśleć o nim i o tym jak nieszczęśliwa jestem? Jak nabrać na nowo chęci do życia czy chociażby do rozmawiania ludźmi? Proszę o pomoc.
  19. witam serdecznie mam mały problem i juz nie wiem jak sobie poradzić mój były maź mnie wykańcza nie jestesmy ze soba 1,5 roku , mamy wspólna corkę ktora ma 7 lat ze wzgledu na moja prace czesto jest u taty na poczatku bylo ok nagle po pol roku moj byly czepia sie o wszystko mala przyniosla ostatnio wszy z przedszkola a on do mnie zaczol skakac ze to moja wina jak ja jej myje glowe jak musze nie dbac o mieszkanie ze dziecko wszy zalapalo, ( ja wiem ze to po czesci jest gadanie tesciowej bo ona zawsze mnie nie lubiala bo nie gralam tak jak ona chciala) pani w przedszkolu tlumaczyla mu ze wszy zdarzaja sie czesto w przedszolu ale on dalej swoje.. nastepna akcja dzieci bawily sie w pokoju córka nie fortunnie upadla podczas biegania złamała reke oczywiscie moja wina jak ja jej pilowalam... wyzwiska ze pożaluje ze nie moze sie doczekac mojej mordy w sądzie że mi mops naśle ja juz nie daje rady psychika mi siada. złozylam wniosek o alimenty o smieszna sume po 300 zł .. ten dostal wezwanie na rozprawe przyszedł do mnie do pracy zrobil mi awanture jakie alimnety co ja sobie mysle ze jestem materialistką . co mam zrobic? bo jeszcze troche i nie wytrzymam nie mamy rozwodu...jeszcze..
  20. Nie wiem czy to właściwy dział czy powinnam to podpiąć do problemów w związku, ale to problem właśnie chyba z własną wartością. Jestem kobietą i mam 28 lat. Zacznę od tego że całe życie mam niską samoocene, po wielu próbach udało mi się znaleźć idealnego mężczyznę dla siebie. Gdy się poznaliśmy bardzo mi się utyło. On jest szczupły, wysoki bardzo mnie pociąga fizycznie, od tego czasu minęło pół roku ponad jak jesteśmy razem.Dla niego wyjechalam za granice, dużo schudłam, było dobrze do czasu aż nie odkrylam że on na filmach pornograficznych oglada tylko szczupłe dziewczyny/nastolatki, chude tak że nie mają piersi w większości A przez skórę przeswituja zebra. On uwaza ze nie lubi chudych tylko "szczupłe" po wielu rozmowach przyznał się że mu się podobają "szczupłe" że jego ex takie były. Jedna z jego byłych była chuda jak te z filmikow i wysoka. Ale to nie zmienia faktu że ja też mu się podobam i nieważne ile waże. Po tym koniec,zabronilam mu ogladac te wieszory na porno. I od tej pory chce pracować nad sobą aby być chude jak one aby to miał w domu A nie fantazjowal. Boję się że jak zajdę w ciążę i utyje znowu a on będzie się onanizował do filmikow z chudymi kobietami będzie mi przykro. On to robi jak idę do pracy bo pracujemy na zmiany, już mu tak zmeczylam psychikę że mówi że już tak nie robi ale i tak mu nie ufam i w pracy mam paranoiczne myśli, że jak zostaje sam w domu to się onanizuje do szczuplych dziewczyn. Boję się wtedy też że myśli o ex że przypomina sobie sytuacje erotyczne z nimi bo takie miały figury. Skoro podobają mu się moje kształty nie mogę zrozumieć dlaczego oglada te obrzydliwe chude laski. Myslalam ze faceci wolą krągłości. Nienawidzę tych chudszych od siebie i szlag mnie trafia jak w sklepie jest fajny ciuch w rozmiarze s/sx albo jak taka przechodzi po ulicy to od razu myślę że mój by się chętnie na taka pogapil albo z taka seks uprawiał. Że tylko dlatego że mnie kocha tak mówi że mu się podobam A w rzeczywistości marzy o takiej chudej jak jego ex albo te z porno. Na początku też mi robił wytyki co do mojej figury, mówil że nie robił tego w złej woli że to były żarty albo chcial mi dac motywację do ćwiczeń bo dużo mówiłam A mało robiłam i jadłam słodycze a potem mu narzekalam. To też bardzo zapamiętałam. Chciałabym się zaglodzic do kości. Trochę się boję o siebie bo zaczynam mieć leki przed jedzeniem. Nie umiem zaakceptować jego preferencji seksualnych tego że go pociągają chude dziewczyny. Zanim go poznałam i przyjechałam tutaj nie miałam aż takich problemów. On mnie w nie wpedzil,to jego wina czasem go nienawidzę za to masturbowanie się do chudych. Pewnie gdybym mu nie zabronila z przyjemnością by to robił. Twierdzi że nakręca się myśląc o nas o naszych zblizeniach A potem włącza porno aby poszło szybciej .i co ? Myśli o moich piersiach, tyłku A potem kończy gapiac się na jakąś chuda deske? I myśląc pewnie o swoich ex. Zabronilam mu ogladac porno, kontroluje go i sprawdzam. Ten problem się ciągnie miesiacami i już nie wyrabiam ze sobą, nie potrafię przestać o tym myśleć, niszcze nasza relacje i za zadne skarby nie umiem tego przyjac na spokojnie że on tak ma. Próbuje sobie mówić że to tylko taki fetysz , ja też mam A on mi nie robi jazd o to. Mam obsesję na punkcie jego ex i tego ze nie wygladam jak one i że wszystkie dziewczyny z ktorymi sie umawial byly drobnej budowy i szczuplej. Kiedy mnie denerwuje to mu wygarniam że nie bede taka chuda jak jego ex.(używam imienia). Mam 177 ok i waże 72kg ,nigdy nie byłam drobnej budowy, jego ex też była wysoka ale miała drobna budowe i byla chuda z natury. Ja musze sie niezle napracowac i pilnowac aby wygladac jak ona albo te chude nastolatki (18+).
  21. Dzień dobry. Mam 22lata i studiuję weekendami. Nie wychodzę z domu(studia przez pandemię są też zdalne), wręcz nie wstaję z łóżka. Nie pracuję. Całymi dniami próbuje zająć swoje myśli jakimiś filmami itp. Nie sprzątam, nie mam na nic siły. Mieszkam z mamą. Mam swoje drobne oszczędności, własny pokój więc praktycznie nikomu nie przeszkadzam. Czuję się z tym wszystkim okropnie pod każdym względem dlatego przychodzę tutaj z pytaniem: Jak znaleźć pomoc w sytuacji gdy boję się kontaktu z jakimkolwiek czlowiekiem, wyjścia z domu czy nawet zadzwonienia gdzieś przez telefon? Nikt z bliskich mi nie pomoże wyjść z tego bagna a ja sama nie mam siły i odwagi żeby cokolwiek zrobić.
  22. Cześć, jestem studentką, mam 23 lata. Zmagam się ciągle z obniżonym nastrojem, ze względu na to że ciągle się czymś stresuje. Od grudnia zmagam się z problemami zdrowotnymi, pojawiły się u mnie duszności i przez długi czas lekarze nie mogli mnie zdiagnozować. Obecnie już wiem, że to od problemów z kręgosłupem. W tym zakresie jestem pod opieką fizjoterapeuty i staram się wrócić do zdrowia, ale przez to że tak długo trwają te problemy z oddychaniem pojawiły się u mnie nie wiem jak to nazwać, chyba lęki i stres przed wychodzeniem z domu. Zawsze jak mam gdzieś iść szczególnie sama to boję się, właściwie to nie wiem czego, bo i w domu i na dworze duszności są takie same. Staram się z tym walczyć i mimo, że się boję to wychodzę z domu, bo nie chce się poddać, chciałabym żeby mój komfort życia wrócił. Najgorzej czuje się w sklepach, bo tam muszę skręcać i schylać szyję - a skręty powodują właśnie u mnie problemy z nabraniem oddechu, boje się, że w mojej głowie zapisze się a stałe strach przed wchodzeniem do sklepów, miejsc publicznych, itp. Nie chciałabym nabawić się nerwicy lękowej, o ile już jej nie mam. Ponadto nie umiem się zrelaksować, mam wrażenie, że od kilku lat żyję w ciągłym napięciu. Niedługo zaczynam nową pracę, a ponadto czeka mnie sesja na studiach, a problemy zdrowotne nie przechodzą, co potęguje u mnie ten stres. Staram się z tym walczyć, ćwiczę, wychodzę na spacery, zaczęłam nawet medytować, ale mam wrażenie, że to wszystko pomaga tylko na chwilę, a moje ciało ciągle jest napięte. Pojawia się dużo objawów psychosomatycznych związanych ze stresem: pocenie się, trzęsące mięśnie, biegunki itp. Czasami budzę się rano i mi niedobrze i chce mi się płakać, chciałabym się tak nie przejmować wszystkim, myślę, że to jest mój największy problem, bo przez to czuje się ciągle zmęczona. Wydaje mi się, że brakuje mi też pewności siebie, od zawsze miałam problem z akceptacją siebie. Ponadto ciężko mi się określić życiowo/zawodowo, ciągle się zastanawiam czego tak naprawdę chcę od życia, czym bym chciała się zająć i nie mogę znaleźć odpowiedzi. Mam wrażenie, że studia które wybrałam nie są dla mnie, ale już szkoda mi z nich rezygnować, bo został mi tylko jeden semestr. Męczy mnie to niezdecydowanie i brak działania. Chciałabym coś zmienić, coś robić ciekawego w życiu, ale nie wiem co. W styczniu odstawiłam też tabletki antykoncepcyjne i nie wiem, czy to też nie wpływa na moje zaburzenia nastrojów, niedługo mam wizytę u lekarza ginekologa i będę robiła badania hormonalne, czy wszystko jej w porządku. Zależy mi na tym, żeby się tak nie stresować wszystkim, wiem że stresu nie uniknę, ale żeby umieć z nim żyć, żeby objawy psychosomatyczne zredukować do minimum. Proszę o informację, jak powinnam poradzić sobie z tym problemem? Czy to mogą być objawy przewlekłego stresu czy depresji? Czy może zupełnie co innego? Dziękuję za przeczytanie!
  23. Dobry wieczór, Jestem uczniem trzeciego roku liceum. Na chwilę obecną jestem bezrobotny ze względu na to że skupiam się na maturze oraz nie jestem w żadnym związku. Unikam również bliższych relacji z ludźmi z mojego otoczenia. Od dłuższego czasu mam poważny problem z omamami. Otóż odnoszę wrażenie że robią się coraz bardziej bezczelne. Są pozornie małe i nic nie znaczące, lecz momentami stają się tak widoczne i uporczywe że zaczynam się martwić. Nie pierwszy raz jednak zdarzyło mi się w jednej minucie o nie bardzo się obawiać, tylko po to żeby w drugiej o nich całkowicie zapomnieć. To co sprowokowało mnie do opisania moich przeżyć na tym forum to sytuacja sprzed godziny. Przeglądałem internet i natknąłem się na pewien krótki filmik, który miał wyświetlane napisy otoczone czarnym tłem z ostrymi krawędziami. Jednak gdy po kilku minutach wróciłem do filmu napisy otoczone były białym tłem z zaokrąglonymi krawędziami. Odświeżyłem stronę kilka razy i otworzyłem filmik w innej karcie, ale spotkało mnie to samo białe tło. Mogę zapewnić że nie jest to w żaden sposób wina monitora oraz że podobne sytuacje miały już miejsce od dawien dawna. Czasami jest to dodawanie lub podmiana słów, które zmieniają całkowity kontekst zdania (np. z "fat" zrobiło się "fit"), innym razem jest to niepokojąco realistyczna halucynacja. Drugiego typu problemy zauważam częściej, zaczęły się one od widzenia kątem oka pełzających czarnych robaków, później już trochę większych kształtów, takich jak wąż czy ludzka sylwetka i momentami nawet przybrały kolor, gdy w biały dzień wyjrzałem przez okno i ujrzałem samochód moich rodziców wjeżdżających do garażu. Zorientowałem się że nie było tam owego samochodu dopiero jak moja babcia mi to uświadomiła. Powinienem też wspomnieć że nie jestem od niczego uzależniony. Nigdy nie paliłem papierosów, nigdy nie brałem narkotyków i nie nadużywam alkoholu, chodź przez krótki okres życia, gdy miałem 16/17 lat i gdy byłem bardziej społeczny sięgałem po niego żeby się lepiej poczuć. Przestałem jak pod jego wpływem krzyknąłem na babcię, po tym smak alkoholu przestał mi smakować. Większość omamów zawsze podpinałem do zmęczenia lub jakieś choroby (np. przeziębienia czy grypy), ale dzisiejszej sytuacji nie jestem w stanie tak usprawiedliwić. Czuję się wypoczęty i zdrowy, chodź w moim pokoju mogło być cieplej. Może to z tego powodu? Nie wiem, ale chyba powinienem zacząć notować tego typu przypadki w notesie, bo czuję się coraz mniej pewny tego co widzę. W ostatnim czasie sporo rzeczy sprawia że jestem zestresowany lub zwyczajnie niepewny mojego otoczenia. Przez długi czas nie byłem w stanie dokładnie określić co to może oznaczać ale podejrzewam że problemy mogą być ze sobą złączone. Podejrzewam że mogę doświadczać więcej omamów niż świadomie zauważam. Szczerze mówiąc nie wiem jak mam zareagować na te domysły, co mnie jeszcze bardziej martwi to fakt że mam te problemy od całkiem długiego czasu, boję się nawet że od dzieciństwa bo, mimo tego że praktycznie go nie pamiętam, to przypomina mi ono specyficzne uczucia niepewności. Ale to może również wynikać z postawy mojej matki, która miała tendencję do gaslightingu. Teraz bardzo rzadko kiedy próbuje mi wcisnąć "jej prawdę" bo zorientowała się że nie jestem już naiwnym dzieckiem, które łyka każde słowo dorosłych. Jednakże już wtedy miałem podobne problemy (np. gdy stałem na boisku szkolnym w wysokiej po kostki trawie zacząłem czuć jak chodzą po mnie robaki, lub innego razu jak wychodziłem gdzieś z rodzicami znikąd zacząłem czuć jakby gryzły mnie robaki w losowych miejscach ciała. Zaczęło mnie wszystko swędzieć do tego stopnia że nie mogłem przestać się drapać, nawet mimo tego że wiedziałem że w rzeczywistości żadne robaki po mnie nie chodzą) Jedną z ostatnich kwestii, którą czuję że muszę poruszyć to temat problemów ze snem. Teraz są gorsze niż kiedyś, gdyż czegokolwiek bym nie zrobił to nie potrafię zasnąć bez męczenia się w łóżku przez półtora lub dwie godziny oraz budzenia się zbyt wcześnie. Sporo osób mówi mi że przestawiłem sobie zegar biologiczny i nie twierdzę że w ich słowach nie ma racji, ale nawet jak ziewam, kończyny opadają mi ze zmęczenia, kręci mi się w głowie i mam trudności z utrzymaniem równowagi zwyczajnie nie potrafię zasnąć. To nie brzmi mi jak zwyczajne przestawienie sobie zegara biologicznego. Ostatnio zacząłem brać tabletki uspokajające i nasenne, i te w pewnej mierze mi pomogły ale wciąż mam trudności z zaśnięciem i utrzymaniem zamkniętych oczu. Ponadto jak byłem młodszy rodzice i brat czasami opowiadali mi o moich przygodach gdy lunatykowałem np. gdy pewnego razu nad ranem wziąłem ze sobą kołdrę i zszedłem z piętra do kuchni. Obudziłem się gdy poczułem gołymi stopami zimne kafelki i gdy usłyszałem jak moi rodzice się z czegoś śmiali. Było już widno za oknem ale znowu poszedłem spać, gdy się obudziłem moja matka stwierdziła że jestem głupi, tylko z tego powodu że lunatykowałem. Innym razem podobno zacząłem we śnie krzyczeć przekleństwa ale to wszystko czego się dowiedziałem od ojca. Nie wiem czy jest to ważne ale mam też problemy z nadmiernym bujaniem w chmurach. Spokojnie większość dnia spędzam na konstruowaniu kolejnych historii, światów i postaci. Może się to wydać normalne dla sporej części osób, dopóki nie zaznaczę, że tracę na tym ok 60-70% dnia oraz że przeszkadza mi to z życiem codziennym. Często nie robię rzeczy, których powinienem lub robię je na ostatnią chwilę albo z nie własnej woli "wyłączam się" i wchodzę w świat fantazji gdy np. powinienem słuchać na lekcji. Jeśli wciąż nie wydaje się to niczym niecodziennym to zakończę ten akapit małą ciekawostką z mojego życia. Przez 3 lata gimnazjum wymyśliłem ok. (o ile nie ponad) 80 odrębnych historii o tych samych postaciach w różnych światach i sytuacjach rodzinnych, majątkowych, psychicznych itp. i to nie licząc innych oryginalnych postaci i ich światów, które równolegle rozwijałem. W życiu kieruję się mottem "co z oczu to z serca" i niestety tak też obchodzę się z moimi problemami. Jeśli są znośne mogę je tolerować aż do momentu gdy dają o sobie znać, wtedy próbuję przez nie przebrnąć sam lub rzadziej szukam pomocy. Dawno przywykłem do codziennego zmęczenia, apatii i stresu że nie jestem tego dnia wystarczająco produktywny, ale ostatnio te odczucia znowu się zakradły na pierwszy plan i nie wydaje mi się żebym mógł od nich dłużej uciekać. Przepraszam za długi tekst ale czuję, że sporo rzeczy z mojego życia na siebie wpływa i niewspomnienie o nich może przeszkodzić w zrozumieniu stanu, w którym się znajduję. To też mówiąc sam nie jestem do końca pewny na jakim dokładnie gruncie stoję i co mi może dolegać, dlatego proszę o pomoc. Czy może to zwiastować coś poważnego? Co to może być? Czy mogę coś zrobić z omamami? Czy są to powody żeby pójść na terapię? (przypominam że jestem bezrobotnym uczniem liceum i wątpię żebym dostał pieniądze od rodziców na terapię, gdyż nawet jak chodziłem do psychologa mówili mi że to strata pieniędzy i że nic mi na nią nie dadzą)
  24. Dzień dobry, Chciałbym pokrótce opowiedzieć sytuację w moim młodym małżeństwie. Jestem mężczyzną wiek 26 lat. Ostatnimi czasy mam wrażenie, że nasze małżeństwo się sypie. Tak jak kiedyś często słyszałem od małżonki, że jestem dla niej wsparciem i ją buduje, że robi postępy w sobie tak ostatnio jestem praktycznie obwiniany za wszystko. Małżonka po porodzie. Przerwana terapia psychologiczna, leczenie na Hashimoto, autoagresja w przeszłości, prawdopodobnie gwałt w przeszłości. Wiele prób samobójczych. Rzadko płacze, zwykle bez wyrazu emocji albo bardzo agresywne wręcz krzyk i szarpanie. Również uszczeszczlalem na terapię, która została zakończona przez Panią psycholog ze względu na określenie całkiem sprawnego i umiejetnego radzenia sobie z problemami. Stwierdzona nadwrażliwości i syndrom nieodcietej pępowiny (od tego momentu cały czas trwa walka z odcięciem i widzę poprawy) zdaje sobie sprawę, że jest to proces czasochłonny, ale nie niemożliwy. Tak jak i zdaje sobie sprawę, że w przypadku przerastania i braku próby zrozumienia ze strony rodziców należy odciąć się od nich całkowicie. (Tak jak kiedyś nie byłem na to gotowy, tak teraz myślę, że byłbym to w skrajnej sytuacji dokonać). Sytuacja w związku, przeprowadziliśmy się bliżej miejsca mojej pracy. Zarówno moi jak i znajomi partnerki nie są przyjaciółmi do rany przyłóż więc prawdziwych i szczerych znajomości nie mamy. Są to typowe znajomości do poplotkowania, ale brak przyjaźni. Partnerka w domu z dzieckiem z rana popołudniu nie chce siedzieć w domu bo ma dość 4 ścian. Ja wracam po pracy zmeczony, ale godzę się staram się robić wszystko na co ma ochotę i jestem w stanie to robić. Moje propozycje nigdy praktycznie nie wchodzą w grę bo zawsze się coś nie podoba. Gdy nie przebywamy w domu to najczęściej albo jeździmy na wycieczki (lubię jeździć tak jak i żona) ale no w samochodzie ciężko być fizycznie bardzo blisko siebie. Do tego dochodzi opieka nad dzieckiem. Praktycznie prawie cały czas gdy wracam z pracy dzieckiem zajmuje się ją, aby żona mogła odpocząć. Mimo poświęcenia często słyszę, że nie wspieram jej wcale, że jej nie kocham, że myślę tylko o sobie i o tym żeby się dobrze czuć. Do tego dochodzi strach małżonki spowodowany sytuacją na Ukrainie. Co powoduje, że boi się, że mnie straci. W ostatnim czasie doszło leczenie Hashimoto i wahania hormonalne spowodowane dobieraniem dawki, nie wiem czy to może mieć wpływ. Ale odnoszę, wrażenie jej nerwowość i oskarżenia w ostatnim czasie wywodzą się właśnie z tego (wcześniej tego nie dostrzegałem) próbowałem rozmawiać na ten temat. Zostałem zbyty słowami, że nie akceptuje jej takiej jaka jest i kolejny raz, awantura, że myślę tylko o osobie i nie chce jej pomóc tylko robię wszystko żeby samemu czuć się dobrze. Ostatnio nie wytrzymałem i wyszedłem ze znajomymi (mimo, że kilka godzin wcześniej umówiliśmy sie, że idziemy razem nagle stwierdziła, że Ci moi znajomi to jej totalnie nie akceptują i zrobiła mi awanturę o to, że nie będzie jej akceptować. Nie wiem po czym to wywnioskowała. Poszedłem, gdy wróciłem było na mnie wielkie oburzenie, że jak mogłem ją zostawić (w sumie był to pierwszy raz w którym stwierdziłem naprawdę, że mam to wszystko gdzieś i pomyślałem tylko i wyłącznie o sobie) po czym gdy próbowałem spać zaczęła się do mnie przytulać i mówić, że mnie kocha i nie chce stracić. Mówi różne rzeczy od wychwalania mnie po równania z ziemią. Powiedziałem, że nie wiem w co mam wierzyć i jak reagować, że się gubię. " Zaakceptuj mnie i wspieraj". Zdaję sobie z chaosu, ale ciężko mi zebrać myśli w sensowną wypowiedź, jest to dla mnie bardzo emocjonalna sytuacja. W razie pytań chętnie odpowiem bardziej szczegółowo jak się da.
  25. Dzień dobry Nazywam się Paweł jestem z mam 37 lat wykształcenie wyższe pedagogiczne: wychowawca więzienny, kurator sądowy. Pracuję obecnie Urzędzie Państwowym. Od 12 lat jestem żonaty mamy 2 dzieci 8 letnią córkę oraz 16 letnią żony z 1 małżeństwa. Postanowiłem do Państwa napisać z uwagi na problemy osobiste /domowe/małżeńskie i już nie daje sobie rady sam poradzić. W naszym małżeństwie nie było może nigdy idealnie lecz od kilku lat jest coraz gorzej i jestem już naprawdę w desperacji. Nasze problemy małżeńskie nie wiem z czego się wywodzą może to wina tego ze faktycznie jestem trochę leniwy czasem zdarza mi się powiedzieć żonie, że w danej chwili czegoś nie zrobię albo przełożę coś na drugi dzień. Był czas, że straciłem stała pracę kierowniczą posadę i słabiej zarabiałem w tamtym czasie szczególnie żona upokarzała mnie przedstawiała jako nieroba ze jestem nikim bo zarabiam mniej niż ona ze jestem beznadziejny do niczego itp. Często wywyższała się, że to ona zarabia więcej nawet jeśli było to o 100zł nie pozwalała mi nic kupić np. gazety czy napoju mówiąc ze jak zacznę zarabiać jak dyrektor to sobie będę mógł kupować. Mamy kredyty więc nie mamy nadwyżki gotówki lecz raczej nigdy na nic nie brakuje dzieci maja różne zajęcia pozalekcyjne i co tylko potrzebują. Takie podejście żony mocno we mnie uderzyło i choć było to dość dawno to do tej pory we mnie siedzi. Poza kwestiami finansowymi chodzi przede wszystkim z resztą o jej podejście do mojej osoby. Fakt jest taki, że żona ma sporo na głowie zajmuje się finansami (ja raczej nie mam dostępu do naszego konta każda moja wydana złotówka musi być uzasadniona i uzgodniona) ogólnym zarządzaniem czy to organizacją zajęć dla dzieci korepetycjami, rachunkami, reklamacjami. Staram się udzielać jak tylko potrafię sprzątanie gotowanie pranie zawożenie wszędzie (tylko ja mam prawo jazdy) zakupy, jestem dość zamknięty w sobie i bojaźliwy dlatego jakiekolwiek sprawy zazwyczaj załatwia żona jest przebojowa i świetnie załatwienie każdej sprawy jej wychodzi. Nie ma dla niej rzeczy niemożliwej. Kwestia w tym, że od kilku lat miedzy nami jest coraz gorzej uważam że żona traktuje mnie co najmniej źle wręcz jak wroga. Ciężko opisać uczucie jakie mi towarzyszy. Zona mówi ze mnie nie kocha a wręcz nienawidzi ze ma mnie dość ze jestem nikim obibokiem leniem, że nie jestem prawdziwym facetem że ciągle się źle czuje itp. (mam dość poważne problemy zdrowotne astma, nadciśnienie, cukrzyca, migreny, wręcz codziennie mnie boli praktycznie głowa) cały czas mówi mi ze jestem nic nie wart , że każdy inny jest lepszy a jeden położył sam kostkę brukową, drugi sam położył trawnik, kolejny zbudował huśtawkę. (przyznaje nie mam pojęcia o takich technicznych rzeczach wiem moja wina i faktycznie nie zabieram się za takie rzeczy bo zawsze mi nie wychodziło poza tym wychodzę po części z założenia , że od tego są zawody różne że ludzie są wyszkoleni w pewnych kwestiach i mają o tym pojęcie. Jak by tak każdy wszystko robił sobie sam no to niepotrzebni są lekarze piekarze murarze wystarczył by youtube ale ci ludzie tez muszą z czegoś żyć). Codziennie czuje się przez takie traktowanie wręcz upodlony sprowadzony na margines. Nie wolno mi się w domu praktycznie odzywać zazwyczaj od razu żona mnie upomina i sprowadza na ziemię, nie wolno mi zwracać uwagi dzieciom czy ich w pewnym stopniu wychowywać. Żona nie okazuje w stosunku do mnie żadnych najmniejszych uczyć jest jak zimny głaz, nigdy nie zdarzyło się jej powiedzieć cos dobrego, pochwalić powiedzieć miłe słowo. Słowo Kocham Cię wypowiedziała chyba tylko raz na naszym ślubie od tamtej pory nie przechodzi jej przez gardło, nie umie powiedzieć przepraszam bo uważa ze nic nigdy nie jest jej winą zawsze i wszystkiemu jestem winny ja. Potrafi doskonale manipulować ludźmi i wszystko przekładać na swoją stronę nie potrafię zrozumieć jak można być tak nieuczciwym i tak manipulować wszystkimi sytuacjami i ludźmi. Wszystko co robię jest źle nie tak jak sobie życzy, nigdy nie była zadowolona z wykonanej przeze mnie pracy/zadania zawsze wytyka co jest źle. Np. posprzątałem salon tak jak to przed świętami kurze witryny podłoga odkurzona zmyta wypastowana, i specjalnie w rogu zostawiłem malutki paproszek. Wchodząc do domu stanęła w drzwiach w kurtce rozglądnęła się no i zrobiła awanturę ze nie posprzątane ze do niczego ze tak niedokładnie ze tak na odwal jak robię to sobie mogę wcale nie robić. Nie zauważyła tego że naprawdę włożyłem w to 9 godzin pracy tylko zauważyła to że był ten paproszek. Albo np. jak z rana chcę zrobić śniadanie dla rodziny czy dla dzieci i kuchnia jest nieposprzątana do końca z wieczora to jest wielka awantura , że najpierw się sprząta a później dopiero można coś robić. W ty momencie osobiście dla mnie ważniejsze jest nakarmienie głodnych dzieci. Ale może faktycznie źle robię. Po powrocie z pracy (wracamy o 16.30) tez jeśli cos jest w kuchni to jak żona się zabiera za porządki najpierw to obiad jemy dopiero po 18 i dzieci często czekają głodne. Osobiście uważam ze z takim sprzątanie nic się nie stanie jak by się poczekało do czasu po obiedzie. Z żoną tak naprawdę nic nas nie łączy strasznie boli jej traktowanie wyśmiewa mnie, że zgrywam ofiarę ale naprawdę jej zachowanie do mnie jest takie podłe to poniżanie ubliżanie od jakiegoś czasu bo takich kilku godzinach ataku na mnie niestety zdarza mi się nie wytrzymać nie powstrzymać emocji i powiedzieć żonie „zamknij się” itp. albo strasznie ją wyzwać od kur… ale to jest kompletnie niekontrolowane i strasznie tego żałuje . Ale nie potrafię znieść takiego traktowania Joseph Goebbels powiedział „kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą” i faktycznie to jest prawda bo czuje ze jestem zerem, śmieciem, nikim, nie jestem męski i to wszystko co mi mówi żona stało się moją prawdą. Z żoną nie łączy nas czułość , namiętność ani uczucie nigdy sama z siebie nie przytuliła nie pocałowała o czymś więcej to mogę tylko marzyć. Gdzieś tak od 6 lat praktycznie jakiekolwiek pożycie ustąpiło tzn. jest jakieś 3-4 razy w roku łącznie jakies kilkanaście minut. Żona mówi że musi się do tego zmuszać. Ubliża mi ze mam takiego małego ze każdy inny ją lepiej zaspokajał i takie rzeczy. Ehh. Kiedyś opowiedziała mi że po rozwodzie była z facetem i tez się zmuszała że robiła to z nim kiedy tylko sobie tego życzył . To bardzo we mnie siedzi. Wiem to głupie ale niestety. Ja niestety ale potrzebuje zbliżenia czułości miłości po prostu bliskości wiem że to nie męskie ze taki jestem rozlazły jak to ona mówi ale żona jest tak zimna i oschła. Często siedzę w nocy ze łzami w oczach i nie wiem co ja mam zrobić żeby było lepiej żeby zobaczyła we mnie człowieka nie wroga i śmiecia. Nie potrafi wyrażać uczuć ona nie ma uczuć. Na dzieci też ciągle krzyczy. Zawsze tylko krzyczy i ma pretensje o wszystko nie umie rozmawiać, nie wiem może nie chce. Żona potrafi być strasznie złośliwa kiedyś np. pytałem czy mogę na chwile laptopa leżał nie używany, nie pozwoliła mi ja niestety go wziąłem żona mi go wyrwała i rozbiła. Bardzo interesuję się piłką nożną w weekendy wieczorem lubię obejrzeć mecz bywało często że jak się zapytałem czy mogę włączyć mecz to żona nie pozwalała i złośliwie włączała na aplikacji jakąś powtórkę programu albo kolejny serial. Zdarzyło się że próbowałem zabrać pilota błagałem prosiłem ale wtedy biła i wyrywała kable. Kiedyś tak mi wybiła bark że od kilku lat zdarza się ze mi wypadnie ze stawu. Kilka razy już myślałem o odebraniu sobie życia. Nie raz szukałem w internecie odpowiedniej mieszanki i dawki leków ale bezskutecznie,albo może za słabo sie starałem. Kiedyś też trzymałem już nóż w ręku na szczęście w tej chwili przychodziły mi na myśl moje dzieci… i odkładałem nóż. Ale nie wiem jak ja długo tak jeszcze wytrzymam. Cóż żona jednak twierdzi że to ja jestem oprawcą nie powiem nie jestem idealny zostawiam ubrania na krześle czy np. przekładam cos do zrobienia na później ale chyba nie jestem, aż tak złym człowiekiem. Nie wiem jakie miałbym zadać konkretne pytanie co do mojej sytuacji. Co mam zrobić ? rozwieść się ? to by dzieci ucierpiały najbardziej .A tam to żona dopiero pokaże na co ją stać i jak zmanipuluje wszystkimi. Bardzo proszę o jakąś poradę choćby najmniejszą. Przepraszam że zawracam głowę. Pozdraiwam Paweł .

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.