Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'stres'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 170 wyników

  1. Witam, mam narzeczonego planujemy ślub, wszystko pięknie. Natomiast pojawia się jeden problem moja zazdrość. Powodem jej jest mój poprzedni związek w którym facet mnie zdradził i mimo że było to już bardzo bardzo dawno wciąż mam z tym problem. Mój obecny nie nadszarpnal mojego zaufania a mimo to z tym zaufaniem jest różnie.. Już było między nami burzliwe wiele razy o to że byłam zazdrosna o jakieś koleżanki itd. Rozmawialiśmy o tym. On wie o moim problemie. I zwykle jak się pojawialy takie sytuacje to mnie uspokoił itd a teraz jesteśmy zareczeni plenujemy ślub i chce tego ale z drugiej strony te myśli wciąż są. Nie ciągle ale zdarzają się tak jak dzisiaj jak zobaczyłam na Facebooku jego koleżankę z pracy o której tyle ostatnio mówi.. Wiem też że ma dobrą pracę i mam myśli że nie zasługuje na mnie skoro mógłby być z kimś innym lepszym.. Nie wiem co robić bo nie chce go znowu tym zadreczac. Boję się że to nie minie ale nie wiem jak go teraz mialabym zostawić przed ślubem. Co więcej on kompletnie nie wykazuje zazdrości wobec mnie. Ufa mi 100%. Co powinno mnie cieszyć ale czasem chciałabym aby trochę poczuł się zazdrosny o mnie. Proszę o pomoc. Jak to zwalczyć?
  2. Dzień dobry, piszę tutaj ponieważ nie wiem już co mam sama zrobić. Mam 34 lata, od ok 5 lat jestem bezrobotna. Niedawno dostałam świetną pracę w Pradze. Firma zapewnia mi przelot i hotel na pierwszy miesiąc. O tę pracę walczyłam przez kilka ostatnich lat. Niemal każdego dnia zadręczałam się, że jestem nieudacznikiem, że jestem do niczego. Teraz wyjeżdżam za tydzień. Tylko, że teraz mam w środku taką gulę, taki ciężar ze smutku i tęsknoty, mimo że jeszcze nawet nie wyjechałam. Jak patrzę na znajomą okolicę, na mój dom to aż mnie w środku coś rozdziera na myśl, że miałabym wyjechać. Tak jakby mnie tutaj do ziemi przygniatała niewidzialna do góra, nie pozwalająca mi się ruszyć. A wiem że muszę. Może już nigdy w życiu nie spotka mnie taka szansa. Wydaje mi się, że jestem na to za słaba. Nie wiem co mam zrobić. Śmiertelnie się boję przyszłości. Cały czas niemal płaczę. Nie wiem co mam zrobić. Z rodziny mam tylko mamę oraz młodszą siostrę z którą mam bardzo napięte stosunki. W zasadzie jestem sama.
  3. Jestem studentką, mam 19 lat. Od października praktycznie zaczęłam uczęszczać na studia. Od tego czasu miewam jakieś zaburzenia. Zaczęłam się samookaleczac, nic oprócz przebywania ze swoim narzeczonym mnie nie cieszy. Zawsze byłam wzorową uczennicą, sumienną i nigdy nie opuściłam zajęć szkolnych z lenistwa. Uwielbiałam kontakt z ludźmi, poznawanie nowych osób. Wszystko zmieniło się w okresie pójścia na studia. Potrafiłam nie pójść na cały dzień na zajęcia i leżeć w łóżku i płakać. Bałam się sama nie wiem czego. Po powrocie z zajęć, byłam jakby nieżywa. Zjadłam coś, położyłam się i potrafiłam leżeć ze swoimi złymi myślami. Nie mogłam tego znieść, byłam smutna, wszechogarniał mnie taki właśnie stan- szarość, beznadzieja, pustka. Miałam tego dosyć, rzuciłam swoje studia i przenosiłam się do innego, nowego miasta w innym województwie. Zaczęłam odczuwać że zacznę żyć, żyć w szczęściu. Gdy poszłam na pierwsze zajęcia, wszystko zaczęło się od nowa, boję się ludzi, boję się konfrontacji jakichkolwiek, czuję się beznadziejna, jakby wokół mnie siedział ktoś kto wpaja mi ciągle do glowy: JESTEŚ BEZNADZIEJNA, ZOBACZ JAKI ŚWIAT JEST SZARY I NIEFAJNY. NIE ZYJ W NIM. Staram się być twarda, nie chcę zawieść mojej mamy, która zawsze we mnie wierzyła. Nie mogłabym jej skrzywdzić. Lubię krzywdzić siebie. Niekoniecznie sama. Przyjemność sprawiają mi przekłucia ciała, tatuaże. Gdy ktoś do mnie mówi, uśmiecham się, co jest tylko pozorem. Nie wiem co mam robić. Co jest ze mną nie tak. Czuję jakbym straciła życie, praktycznie szczerze mówiąc nie czuję już nic. Proszę o jakiekolwiek porady.
  4. Opisze siebie i swoją historie. Mam 20 lat i mieszkam na wsi. Jestem dziewczyną która często stresuje się pierdołami i która za dużo myśli a kiedy potrzeba nie myśli wcale. W podstawówce i gimnazjum czułam się lepsza od innych pod względem inteligencji, umiejętności i talentów głównie manualnych, zdobywałam pierwsze miejsca w konkursach i miałam na świadectwie zawsze czerwony pasek. Ale za to byłam nieśmiała i byłam w cieniu mojej byłej przyjaciółki. W 3 gimnazjum zaczęłam spotykać się z moim kolegą, nie byłam pewna co do tego związku (teraz wiem ze od początku go kochałam) ale to dlatego ze to był moj pierwszy chłopak i nie byłam przygotowana do związku. Wtedy zaczęłam bardziej skupiać się na sobie, swoim wyglądzie i życiu towarzyskim, ale nie opuszczając się w nauce. Przed liceum udało mi się zmotywować i schudnąć jakieś 8 kilo. Ciężko pracowałam ale byłam szczęśliwa bo dobrze czułam się w swoim ciele, w liceum i podobałam się innym i chłopakom )nie ukrywam ze dawało mi to radość chociaż miałam dalej swojego chłopaka). Uczyłam się dobrze ale okazało się ze są osoby które uczą się lepiej ode mnie (co było dla mnie niepojęte). Jakoś to liceum przeleciało na narzekaniu i „egzystowaniu” (czego teraz żałuje bardzo). W klasie maturalnej przytyłam bo zaczęłam zajadać stres który towarzyszy mi nieustannie po dzień dzisiejszy (wtedy miałam problemy z chłopakiem i rodzice mieli wypadek, do tego matura). Od tego czasu nie jestem w stanie schudnąć na czym bardzo mi zależy bo mam objawy kompulsywnemu objadania się (od jutra dieta a dziś nawpierniczqm się ile wlezie i tak bardzo czesto) poza tym zdałam prawo jazdy ale mam pewien lęk przed jazda samochodem, nie wiem z czego on się wziął ale nie jestem zbyt dobrym kierowca chociaż zawsze to było moje marzenie miec fajne auto i bardzo dobrze jeździć (a nie jeżdżę wcale, jak trafi się okazja to się z tego „wymykam” , raz wzięłam od taty auto i miałam stłuczkę na parkingu). Nie wiem jak się do tego przekonać, planuje kupić swoje auto z automatem ale nie wiem czy to pomoże. Poza tym tak dobrze się uczyłam a nie poszłam na studia bo nie wiedziałam na jakie i nie wiem co robić w życiu a zawsze chciałam dokonać czegoś wielkiego albo być przynajmniej bardzo dobra w jakiejś dziedzinie. Byłam dwa razy za granica, pare razy zmieniałam prace, teraz jestem w trakcie studium kosmetycznego i dalej czuje ze to nie to . Nawet poszłam na staż i niby nie jest źle ale trafiłam na taki dziwny salon i dalej nie jestem pewna czy chce to robić ale to nie wina salonu tylko moja. Byłam pół roku w USA i zastanawiam się czy by tam nie wrócić, niby nie legalnie i praca ciężka ale zarobki bardzo dobre. W dodatku planujemy ślub z narzeczonym (tym z którym jestem od gimnazjum) i budowę domu wiec pieniądze będą bardzo potrzebne. Rodzice nie pomogą bo ani nie maja pieniędzy . Tylko to nie jest na dłużą metę jeśliby się zastanowić. „Po krótce”opisałam jak wyglada moje życie. Teraz mam poczucie ze się bardzo marnuje ale nie mam pojęcia co bym mogła ze sobą zrobić. Cały czas jestem zestresowana z błahych powodów i tym ze nie radzę sobie jako kierowca i jestem spięta za kołkiem wiec nie jeżdżę wcale. I tym ze nie poszłam na studia i tym ze nic nie osiągnęłam bo od liceum tylko „egzystuje”. Jedyne co sprawia mi przyjemność to zakupy (!) A i moja wiara jako katoliczka się bardzo pogorszyła.no i bardzo bym chciała schudnąć ale nie potrafię się opanować jak kiedyś i zmotywować do ćwiczeń i ruchu. Czuje się brzydka, gruba i głupia blondynka. Pomocy, nie chce tylko egzystować , chce zacząć „żyć”, czuć ze potrafię cokolwiek w życiu osiągnąć .
  5. Jestem 36 letnią mężatką,mamą dwóch córek(11 i 5)Od 12 lat zajmuje się domem. Myślę że mój problem jest wielowarstwowy i trudno mi powiedzieć jednoznacznie gdzie jest początek.Pierwszy to chyba molestowanie przez brata w dzieciństwie,późniejsze problemy z nadwagą które być może są skutkiem tamtej sytuacji.Do dziś w stresie sięgam po jedzenie. Brak wiary w siebie,izolowanie się od ludzi,nieumiejętność nawiązywania kontaktów to problemy które mam wrażenie nasilają się z roku na rok coraz bardziej.Mam okresy kiedy czuję się szczęśliwa i nawet akceptuję siebie i stan wokół mnie.Przeważnie jest to od wiosny do lata choć i wtedy zdarzaja sie gorsze dni.Zima jest koszmarem.Siedzenie w domu brak możliwości wyjścia z domu sprawia ze wszystko mnie przytłacza czuję sie gorsza od innych ,wykluczona.Wszystkie czynnosci wykonuję z poczucia obowiązku bez przyjemności.Mam wrazenie jakbym poniosła porażkę w każdej dziedzinie życia.Zrezygnowałam z pracy bo nie mieliśmy koło siebie nikogo ani żadnej instytucji która zapewniła by opiekę dzieciom na czas pracy. Ale też zawsze chciałam być z dziećmi.Teraz jak widzę że córki sie ciągle kłócą,nie słuchają mnie nie umiem wyegzekwować od nich porzadku,obowiazkowosci wzajemnego szacunku jest to dla mnie wielką porażką bo mialam nadzieję ze je dobrze wychowuje.To wszystko sprawia ze jestem coraz bardziej sfrustrowana nerwowa coraz częściej krzycze.Wiem że robie źle i nie umiem tego zmienić to jak zamknięte koło.Czy cierpie na depresję czy to jakiś głębszy problem?czy jest szansa żebym odzyskała równowagę psychiczną?gdzie szukac pomocy?
  6. Mam 18 lat, mam kochającą rodzinę, znajdujemy się w dobrej sytuacji finansowej i zawsze dostaje to czego potrzebuję, mamy wspaniały dom, dużo podróżujemy, chodzę do dobrej szkoły. A jednak zawsze w życiu czuję się gorsza od moich rówieśników. Wiem, że dopiero wchodzę w dorosłości, ale czasem czuję się jakbym miała 13 lat. Nigdy nie miałam chłopaka, nie całowałam się, nie mialam nawet najlepszej przyjaciółki. Mam wrażenie, że nikogo nie obchodzę. Weekendy spędzam głównie z mamą i lubię spędzać z nią czas, ale kiedy indziej myślę - nie jestem już za „stara”? Nie czerpię radości z życia jak moi rówieśnicy, którzy chodzą na imprezy, co chwila się z kimś spotykają. Dla mnie spotkania po szkole to katorga, boję się rozmów z ludźmi, boję się, że powiem coś nieodpowiedniego, nudnego, osoba mnie nie polubi. Każda relacja z rówieśnikiem jest dla mnie jak w filmach wygląda pierwsza randka z piękną dziewczyną, kiedy to chłopak cały się poci, stresuje, opowiada głupstwa. Nie należę do ludzi towarzyskich , ale też boję się, że mnóstwo tracę w życiu przez spędzanie każdego weekendu przed telewizorem. Czy to jest normalne w moim wieku?
  7. Witam, mam 28 lat, kochajacego męża, wspaniałego kota, mieszkanie, dobra pracę. Po 2 latach po ślubie zaczęliśmy starać się o dziecko- wyczekana ciaża w końcu się pojawiła. Pierwsza wizyta u ginekologa była dość rozczarowujaca gdyż było jeszcze za wcześnie i nie było widać pęcherzyka. W 6 tc wszystko było idealnie, serduszko biło, było idealnie. Na poczatku 11 tc pojawiło się plamienie, wizyta na izbie przyjęć i straszna diagnoza- poronienie samoistne niezupełne, zaczęły się wizyty u ginekologów, pobyt w szpitalu, łyżeczkowanie. Od momentu kiedy się dowiedziałam minęły 2 tygodnie, jestem na l4. Staram się już nie płakać jednak gdy ktoś pyta jak się czuję lub co z ciaża pierwsze co to czuję ściśnięte gardło i leca mi łzy. Próbuję w miarę niormalnie funkcjonować, czytam ksiażki, ogladam filmy, gotuję, zajmuję się ogrodem jednak w każdej sekundzie czuję wielki, rozdzierajacy smutek i złość, że coś takiego przytafiło się akurat mi, złość na siebie, że być może nie zrobiłam wszystkiego dobrze, że nie potrafię utrzymać ciaży. Wszyscy dookoła chcieliby żebym zapomniała o tym co się stało, o moim Aniołku i żebym zaczęła normalnie funkcjonować ale ja tak nie potrafię, nie umiem zapomnieć i przejść z tym wszystkim do porzadku dziennego. Czy to co czuję jest normalne? Czy to minie? Nie mam już na to siły, na te huśtawki nastrojów, wybuchy płaczu. Jak mogę przepracować ten temat tak by nikt nie ucierpiał, żeby nie rozgrzebywać ran męża?
  8. Witam, potrzebuję pomocy, bo sama nie daję sobie rady. Mam 27 lat i jestem w związku na odległość od ponad 2 lat. Mieszkamy w innych krajach, lecz niedługo to się zmieni, bo mamy plany na wspólny wyjazd i biznes. Zupełnie na początku naszego związku przejrzałam jego Facebook. Widziałam zdjęcia z jego była kobietą, a w tym jej dosc seksi zdjęcie w bikini w basenie. Wtedy mnie to w ogóle nie ruszyło, bo nie było uczuć między nami. Przed wczoraj weszłam na jego Facebook i zerknelam na zdjęcia. Oczywiście zdjęcia są nadal, ale tym razem poczułam ukłucie w klatce. Co prawda oni byli razem 7 lat temu, ale od poczatku zdarzalo mu sie cos o niej wspomniec. Powiedziałam mu, że ma jej zdjęcia na Facebooku, a on powiedział, że o tym zapomniał (oboje nie jesteśmy regularnymi użytkownikami Facebooka). On nie rozumie mojej zazdrości i się na mnie złości. Powiedział, że zablokuje te zdjęcia, ale nie usunie, bo to jego przeszłość. Tylko dlaczego trzyma zdjęcie swojej byłej w bikini? Ja również mam na dysku zdjęcia z moim byłym, ktorego bardzo kochałam i nie potrafię ich usunąć. Ale są to 3 zdjęcia, reszte wykasowalam. On oczywiście nie widział ani jednego zdjęcia z moimi bylymi... a ja wolałabym odwidziec teraz jej zdjęcia... Wyobrażam sobie już trzeci dzien niestworzone rzeczy. Zdjęcia, ktore sa umieszczone na Facebooku są z miejsca gdzie się poznaliśmy. W tych samych miejscach, do których wracamy co parę miesięcy i gdzie mamy zamieszkać. On nadal nie zablokował tych zdjęć, a ja nie zamierzam się upominać, lecz nie chce mi się z nim nawet teraz rozmawiać... Wydaje mi się, że przez tą moja chora zazdrość o ex wszystko zrujnuje... To nie jest pierwszy raz gdy tak się czuję. Nie wiem jak to opanować i zmienić myślenie zdaję sobie sprawę, że to może wynikać z niskiej samooceny i faktu, że cierpię na zaburzenia lękowe. Nie mogę opanować moich myśli, a naprawdę bym chciała Uważam, że związki na odległość są generalnie trudne i przechodziliśmy przez te trudności i to nie raz, ale uważam, ze nie jestem generalnie chorobliwie zazdrosna. Nie muszę znać jego rozkładu dnia, nie myślę nigdy, że może być tam z kimś innym. Nie kontroluje go. Nie mam pojęcia o co chodzi z byłymi partnerkami moich facetów. I tak jest w każdym moim związku...
  9. Witam, Jestem 23 letnim(w czerwcu skończę 24) mężczyzną, studentem stanu wolnego. Jak zacząłem pisać to mi wyszedł mega długi referat więc napisałem w punktach ale nadal wyszło bardzo długo, nie wiem jak to wszystko bardziej streścić, przepraszam. W sumie to i tak bardziej niż na radę liczę że wyrzucenie wszystkiego z siebie mi jakoś pomoże bo poza jedną osobą, której już w moim życiu nie ma - nie potrafię być z nikim do końca szczery i nigdy nawet w internecie nie pisałem nigdy o swoim życiu prywatnym, prawie zawsze wszystko w sobie zawsze trzymałem. - czuję się kompletnie żałosny - ojciec alkoholik i hazardzista od zawsze ale znaczący wpływ na życie od gimnazjum bo wtedy zaczął mocniej pić i grać, bywało że w liceum mama z siostrą jeździły do dziadków im pomagać bo schorowani a ja zostawałem z nim i go pilnowałem albo chodziłem po niego do lokalu z grami, kosztem życia towarzyskiego - oddaliłem się w gimnazjum od wszystkich i zamknąłem w sobie, od tamtego czasu zawsze czułem się krok z tyłu za wszystkimi pod wieloma względami i tak mam do dziś. - liceum trochę lepiej, sam po alkoholu nawet 2 najbliższym kumplom powiedziałem o nim ale na trzeźwo nie potrafiłem z nimi gadać(nie miałem problemu z alkoholem ani nic, dziś też nie mam ani z żadnymi używkami, strasznie się ich boję i bardzo rzadko piję ale też nie mam wielu okazji), na zewnątrz byłem takim pajacem trochę i nadal jestem, zawsze obracającym wszystko w żart, wygadanym i beztroskim, jakoś sobie towarzysko radziłem w samej szkole, miałem z kim rozmawiać, ale poza szkołą z mało kim gadałem. - poznałem w liceum dziewczynę, zakochałem się mocno, była jedyną osobą z którą rozmawiałem na trudne tematy(w tym o ojcu) na trzeźwo, nikt mnie tak nie rozumiał, sama miała podobne problemy. Dostałem jak jej wyznałem uczucia na początku studiów kosza i jej się nie dziwię bo wtedy byłem beznadziejny(nadal jestem ale się trochę ogarnąłem pod względem wyglądu, chociaż nadal jestem brzydki i zawsze będę(blizny po trądziku, brzydka twarz, rozstępy z okresu dojrzewania, garbaty nos, w gimnazjum mnie trochę przez to gnębili i do dziś to czuję swoją brzydotę jak niektórzy ludzie na mnie patrzą. Jakoś się tym nigdy bardzo nie przejmowałem ale na pewno jakieś kompleksy z tyłu głowy mam). Wtedy jeszcze nawet były jakieś dziewczyny(słownie 2), które się mną interesowały ale ja nimi w ogóle bo byłem sfiksowany na punkcie tej, której nie mogłem mieć i zepsułem tak sobie szanse. - do dziś nie przestałem o niej myśleć, codziennie jest moją pierwszą i ostatnią myślą chociaż wiem, że to żałosne a kontakt sam zerwałem lata temu, żadnych innych dziewczyn w moim życiu od tamtej pory nie było, nigdy się nawet nie całowałem bo mam ją ciągle w głowie i nawet jakby jakimś cudem jakaś była zainteresowana to by nie wyszło przeze mnie ale tym jakoś bardzo sobie głowy nie zaprzątałem nigdy, bardziej tym że nie mogą być z tą jedną konkretną osobą - pierwszy rok był najgorszy, uwaliłem pierwszy rok studiów i musiałem powtarzać, prawie nie wychodziłem z domu, stałem się potwornym leniem(zawsze trochę byłem leniem bo nigdy nie musiałem się uczyć i jakoś zdawałem a we wczesnych etapach nauki nawet miałem niezłe oceny), trochę myśli samobójczych ale nie jakichś poważnych(częściej typu „chciałbym już umrzeć” niż „chciałbym się zabić”) bo byłem niewierzący i zawsze myślałem że lepiej żyć nieważne jak źle by nie było bo potem nic nie ma(strasznie zazdroszczę wierzącym i chciałbym wierzyć ale nie potrafię). - kolejne lata też słabo, nigdzie nie pracowałem(najdłużej 2 tygodnie, ciągle sobie powtarzałem że skończę studia to się napracuję), codziennie o niej myślałem, na studiach ledwo zdawałem z roku na rok ale się w sumie prawie niczym nie przejmowałem, rodzice nie wywierali jakiejś presji większej, mam wspaniałą mamę która widziała co się ze mną dzieje i mi odpuszczała trochę, miałem swoje ucieczki od rzeczywistości(komputer, muzyka, seriale) - ostatni rok nawet się chyba pogodziłem, że nie będę już nigdy z dziewczyną w której jestem zakochany, nawet polubiłem życie, miałem rzeczy które lubiłem robić(muzyka i komputer głównie), byłem nawet wesoły ale trochę zaczęło mnie wszystko nudzić, przestałem grać w jakiekolwiek gry, tylko siedziałem jak zombie i słuchałem muzyki przed kompem ale nie byłem jakoś bardzo nieszczęśliwy, to był na pewno mój najlepszy rok odkąd dostałem tego kosza i od czasu podstawówki chyba - mimo, że ostatni rok był spoko to jednak przyszłą w lutym sesja na semestrze dyplomowym, miałem sporo zaległości i starałem się nadrabiać co mogłem ale tak próbując wszystkiego na raz prawie wszystko uwaliłem, jakoś bardzo się tym początkowo nie przejmowałem, od początku chciałem powtarzać sem. Dyplomowy. - dostałem odmowę powtarzania i zaczął się strach, najpierw że mnie wyrzucą i 4,5 roku inżynierskich na marne albo że przeniosą na zaoczne i będę musiał kolejne 1,5 studiować i płacić a ja nawet sobie nie wyobrażałem iść do pracy bo się tego strasznie bałem(wiem, że to żałosne i nienawidzę siebie za to jaki jestem leniwy). Jednak myślałem, że jak już będę wiedział na czym stoję to mi przejdzie, zacząłem się też mocno zastanawiać nad tym kim chcę zostać i co chcę robić w przyszłości – nic nie wymyśliłem, nie mam żadnego pomysłu ciągle a czas ucieka, nie będę miał już motywacji na kolejne studia na pewno, jestem za słaby. - potem pojechałem złożyć podanie o przeniesienie na zaoczne i się okazało, że dziekan zmienił decyzję i pozwolił mi powtarzać dyplomowe, na początku myślałem super – strach przejdzie itp. Ale zaczęło być jeszcze gorzej. - o tamtej pory ciągle myślę o swojej przyszłości, porównuję się do rówieśników, którzy już kończą drugi stopień studiów a ja dopiero pierwszy i nie wiadomo czy kiedykolwiek go skończę, którzy mają już auta, mieszkają sami, dziewczyny, boję się że nie pozaliczam zaległości bo zostały mi najtrudniejsze przedmioty z całych studiów, boję się że nigdy ich nie skończę, że nawet jak skończę to nie znajdę pracy bo tak długo robiłem inżyniera boję się co będę robił w przyszłości, że utknę w jakiejś pracy 8 godzin dziennie za marne pieniądze, której nienawidzę bo nic nie umiem i nie znajdę lepszej bez studiów, boję się że nie będzie mi się nic chciało już zawsze, jestem wyprany z ambicji i nie wiem co chcę robić w życiu, nic nie już tak naprawdę nie cieszy, kiedyś naprawdę lubiłem sobie pograć w gry, czekałem tylko aż wrócę do domu i to dawało mi jakąś chęć do życia chociaż. - Jeszcze 2 tygodnie temu miałem świadomość tego wszystkiego ale w ogóle się tym nie przejmowałem a teraz jakby coś we mnie pękło kompletnie. Myślę o odległej przyyszłości nawet emeryturze, boję się że nigdy nie pójdę do pracy i umrę z głodu, o tym, że nic nie ma sensu bo i tak wszyscy umrzemy, boję się że kiedyś będę musiał żyć na własną rękę, że będę sam całe życie, że umrę sam a najbardziej się boję, że te wszystkie myśli nigdy nie przejdą i całe życie całymi dniami będą mi już towarzyszyły - ciągle o tym myślę od piątku, chcę mi się prawie ciągle płakać, cały się trzęsę, myśli samobójcze się trochę pojawiają, nadal myślę że raczej tego nie zrobię ale jest coraz gorzej z dnia na dzień, ciągle się trzęsę cały, boli mnie brzuch i klatka piersiowa prawie cały dzień, tylko na kilka minut potrafię przytłumić myśli ale i tak do nich wracam po chwili. Powiedziałem już najlepszemu kumplowi i mamie, że coś jest nie tak, ale wszystkiego nie mówiłem. To trwa już 2 tygodnie i 2 tygodnie się zbieram do napisania tego, nigdy nie czułem się tak źle przez tak długo, nawet jak dostałem tego kosza to nie miałem tak, że całymi dniami bez przerwy o tym myślałem, wtedy potrafiłem włączyć grę na kompie i się od tego uwolnić a teraz nie mam nic już bo nic mnie nie interesuje prawie, nie chcę mi się nic. Zmuszam się co rano żeby wstać i coś jeszcze załatwić na uczelni z przepisaniem ocen, chodzę też na rehabilitacje barku co rano ale to tyle. W domu tylko siedzę i próbuję nie płakać, mama dała mi jakieś tabletki na uspokojenie ale nie pomagają. Nie wiem co mi jest, czy to jakiś chwilowy kryzys i samo przejdzie czy powinienem iść do lekarza, na terapeutę mnie nie stać bo jestem żałosnym leniem a z NFZ podobno czeka się pół roku i na czytałem się że różnie z nimi bywa, boję się brać leków na głowę ale najbardziej się boję że mi to nie przejdzie. Naprawdę mimo problemów zawsze byłem racjonalną osobą myślę i mimo że o tym wszystkim co teraz już zdarzało mi się myśleć, miałem tego świadomość ale zawsze po chwili przestawałem i sobie tym nie zaprzątałem głowy. Jak sobie radzę? Chodzę na tą rehabilitacje barku(miałem przez okres studiów przygodę z siłownią, bardzo mi pomagała na głowę, trochę ograniczała lenistwo, lubiłem ją, chodziłem 2 razy po pół roku ale za każdym razem kontuzja barku i musiałem przestać, teraz jakaś mocniejsza i już pół roku mnie ciągle boli) więc wstaję co rano (przez cały okres studiów nie było okresu w którym wstałbym tyle razy na 8 takim żałosnym leniem jestem) ale pozałatwiałem dużo rzeczy na tej uczelni, prawie wszystko co na razie mogłem, nawet napisałem maila żeby zobaczyć się z promotorem i coś zrobić do pracy dyplomowej, napisałem do innego prowadzącego czy nie ma może jakichś ofert praktyk żebym teraz zrobił w końcu praktyki bo nadal ich nie mam jako że nie pracowałem w ogóle. Chcę znaleźć pracę może ona mi ogarnie te myśli jak sobie nią zawalę głowę ale z drugiej strony boję się pracować. Szukam pomocy – powiedziałem że coś nie tak ze mną przyjacielowi i mamie, zacząłem czytać o chorobach psychicznych, o kryzysie wieku młodego, depresji, dystymii. Próbuję sobie wszystko racjonalnie tłumaczyć i mam już wszystkie odpowiedzi - wiem, że jestem młody, mam czas, muszę się zmotywować, nie powinienem się oglądać za rówieśnikami, wiem że jestem żałosnym leniem i ludzie, którzy mieli w życiu dużo gorzej potrafią radzić sobie dużo lepiej ode mnie(to też mnie mocno przybija) itp. ale i tak ciągle wracam do tych myśli Co mi jest, czy to depresja, dystymia czy tylko chwilowe załamanie nerwowe? Czy powinienem iść do lekarza czy poczekać?
  10. Witam. Jestem Natalia i mam 18 lat. Pochodzę z małej miejscowości. W ostatnim czasie pojawiły się u mnie natrętne myśli na tle nerwicowym. Są one ukierunkowane na moją orientację. Zacznijmy od tego że odkąd pamiętam podobali mi się chłopcy. Czułam do nich chemię i zastanawiałam się jak mogę się do nich zbliżyć. Chciałam z nimi wchodzić w związki, nieco później wchodzić również w bliższe stosunki seksualne. Całowanie i inne tego typu rzeczy sprawiają mi dużą przyjemność. W dzieciństwie nie miałam zadnych problemów które mogłyby mieć wpływ na zmianę orientacji. Ubierałam się jak dziewczynka i spędzałam wolny czas na spotkaniach z koleżankami. Mam teraz chłopaka od prawie pół roku. Jest nam ze sobą bardzo dobrze. Nasze popędy seksualne są również zaspakajane i oboje czerpiemy z tego satysfakcję. Często jest tak że to ja nie potrafię się powstrzymać i zaczynam dotykać go w miejscach intymnych, bo czuję się tak podniecona samą jego obecnością. Sprawia mi to dużą przyjemność. Jesteśmy ze sobą bardzo zżyci. Kilka miesięcy temu moja mama miała wypadek w związku z czym było wysokie ryzyko że może umrzeć. Choroba w obrębie mózgu. Wywołało to we mnie traumę. Zawsze prosiłam tatę żeby na bieżąco informował mnie co się z nią dzieje a on tylko mówił że jest dobrze. Potem podczas rozmowy słyszałam że stan pogorszył się i będzie wykonywana operacja co wpędziło mnie w jeszcze większą rozpacz. Mama jest już w trakcie rehabilitacji. Ale nie o tym moje pytanie. Chłopak wyjechał na miesiąc. Z początku bardzo mi go brakowało. W związku z jedną natrętną myślą nie mogłam się skupić na tym żeby z nim porozmawiać. Wbiła mi się ona do głowy i nie odstępuje a brzmi "jestem homoseksualna?". Nie wiedziałam jak na to zareagować. Ta myśl pojawiła się z nikąd. Nigdy noe myślałam nad tym. Pierwszą reakcją była rozpacz że nie chcę tracić chłopaka bo jest dla mnie wspaniały i go bardzo kocham. Nigdy nie podobała mi się idea stanowienia związku, albo dojścia do zbliżenia z kobietą. Nawet dzisiaj koleżanka proponowała mi pocałunek ale odmówiłam bo nie czuję takiej potrzeby. Myślę że mogłabym zrobić to bardziej z samej ciekawości ale jak widzę to w codziennych sytuacjach to nie jestem tym zachwycona. Myśli, wbrew mojej woli, pojawiają się w głowie i zmuszają mnie do widzenia siebie z kobietą w stosunkach seksualnych co jest dla mnie męczące uciążliwe i lekko obrzydzające. Jeśli powiem sobie że wszystko już sobie w sprawie tych wątpliwości wyjaśniłam kładę się spać i budzę się z tą samą myślą w głowie. Nie daje mi ona normalnie funkcjonować i sprawia że nie mam ochoty na banalne czynności takie jak dla przykładu słuchanie muzyki co uwielbiałam. Dodam do tego że chłopak mnie wciąż w 100% pociąga i podnieca. Wyczekuje bardzo jego powrotu ale te myśli nie dają mi żyć. Myślę że natręctwa pojawiły się już w chwili kiedy bałam się o niechcianą ciążę i mimo że wszystko (2 miesiączki multum testów i wizyta u ginekologa) mówiło że w niej nie jestem ja musiałam zrobić conajmniej jeden test na dwa dni żeby nie czuć się nękana przez myśli. I tak przez 2 miesiące. Potem 2 tygodnie przerwy i teraz mam tą myśl o orientacji. Dodam że kobiety jako osoby mi się podobają i porównuję je do siebie. Uznaje je za piękne i często się im przyglądam. Ale to chyba normalne. Nigdy w kobiecie nie byłam zakochana. Czy sytuacje które opisałam mogą wskazywać na to że były (i są) to natręctwa nerwicowe? Czym objawiają się te odnośnie orientacji? Czy wizyta psychologiczna pomoże? I czy orientacja może się zmienić z dnia na dzień?
  11. Jestem 24 letnia studentka, stan wolny, dodatkowo pracuje jako instruktor sportu z dziećmi. Problem dostrzegalam wczesniej ale teraz jest wyrazniejszy - koncze studia-pisze magisterke mam teraz duzo wolnego czasu Do tej pory laczylam bardzo duzo zajec wychodzilam z domu o 6 wracalam o 22. Ciagle podejmowalam sie jakis zajęcia. Teraz jak mam wolny czas to stresuje mnie to bardzo, wpadam w panike, jestem zaklopotana, smutna, nie ciesze sie "bo moglabym obejrzec film" tylko probuje zaplanowac czas ambitnie i juz czekam na jakies dni kiedy bedzie wiecej pracy Jak mozna sobie z tym poradzic probuje sie zrelaksowac szukam nowych zajec ale to troche bledne kolo Ten stres mnie meczy i blokuje, nie moge sie na niczym skupic czy cos zrobic. Konczy sie gdy uda mi sie jakos skupic na jakims nowym zadaniu. Z Gory dziekuje za odpowiedź
  12. Witajcie! Wczoraj pokrotce opisalem swoja sytuacje.2 tygodnie nie widzialem sie z zona,a od tygodnia nie mam z nia kontaktu telefonicznego. Jest mi bardzo ciezko z tego powodu i kilka razy dziennie biore telefon do reki zeby porozmawiac i zawsze rezygnuje.Powoli popadam w depresje Owszem,mielismy od siebie odpoczac ale ja coraz trudniej sobie z tym radze.MOZE KTOS MI DORADZI CZY POWINIENEM WYKONAC PIERWSZY KROK DO POJEDNANIA. Pracuje w szpitalu onkologicznym i musze byc usmiechniety i pomocny szczegolnie na oddzialach dzieciecych. PROSZE!!!!!! POMOCY!!!!!!! Zanim dojdzie do tragedii. NAPRAWDE NIE MAM Z KIM POROZMAWIAC, A TU NA OBCZYZNIE NIE MA SIE PRZYJACIOL
  13. Witam, Mam 31 lat, pracuję i żyję w dużym mieście. Mam chyba dość klasyczny syndrom, ale w niestandardowym już i przedłużającym się okresie. Walę z grubej rury - nigdy nie miałem dziewczyny, choć nie jestem wcale jakoś specjalnie nieurodziwy. Niewiele mam koleżanek, ale kontakt z kobietami nie jest dla mnie jakimś wielkim wyzwaniem. Generalnie nie mam problemu, aby umówić się z jakąś na kolację czy kawę. Rozmawia mi się wtedy zupełnie lekko. Jednak jest tak tylko wtedy, gdy nie zależy mi kompletnie na relacji z tą kobieta, nie jest dla mnie atrakcyjna. W sytuacji, w której jednak zaczyna mi zależeć, wpadam w tzw. zauroczenie to dosłownie, ale po 2-3 min wręcz paraliżuje mnie. Pracowałem w życiu z ludźmi, z klientami, teraz nieco mniej. Jestem kontaktowy, rozmowny, raczej gawędziarz i gaduła niż introwertyk. Wszystko super, dopóki nie czuję, że "to jest ta kobieta". Jak już to poczuję to po prostu wstyd mi za siebie samego, bo zwyczajnie nie wierzę sam jak się zachowuję, jak prostacko wygląda to co robię czy mówię, a mam wtedy kompletną pustkę w głowie. Lata mijają, a to się nie zmienia. Musiałbym chyba wykonać 200 powtórzeń takich spotkań, aby czuć się swobodnie w takich sytuacjach, a to nie jest możliwe, gdyż bardzo rzadko zdarza mi się poznać taką kobietę, do której coś czuję (mimo, że jestem heterykiem). Trudno mi się umawiać z kobietami, do których znowu nic nie czuję, bo to po prostu zmuszanie się na siłę do spotkań, po których druga strona coś sobie obiecuje, a potem są nieprzyjemności, gdy się okazuje, że jednak nic z tego. I tak mi lata mijają, a ja dalej mam stres jak w podstawówce przed klasówką, na którą nie nauczyłem się materiału. Pytanie zasadnicze brzmi: czy ja potrzebuję konsultacji z psychologiem lub kimś o podobnych charakterze pracy ? A jeśli tak to co ona może mi dać ? Pozdrawiam
  14. Witam! Mam 26 lat i jestem kobietą która jakieś 1,5 roku temu po raz pierwszy w zyciu wyprowadziłą sie z domu rodzinnego. Powodem był oczywiscie facet. Jestem osobą, która bardzo się zamartwia często głupotami. Dużo myśle później o tym a co inni sobie pomysleli pewnie ze jestem głupia itd. jak moj facet mowi - za dużo rozkminiam (dlatego zawsze zazdrościłam osobą które mają gdziieś zdanie innych). Dziś w pracy zrobiłam coś trochę pochopnie, nie przemyślałam tego nic takiego w sumie... ale tak bardzo mi głupio było przed kierowniczką że zbierało mi sie na placz. kierowniczka to zauważyła zaczeła mnie chwalic i mowic ze przeciez jest zadowolna ze mnie ze to nic... ale to wcale nie chodzi o to w tym zeby ktos sie nade mna litowal - bo jak ktos tak robi to efekt jest odwrotny i jeszcze bardziej chce mi sie ryczec (byłam zmeczona i nie wyspana wtedy duzo czesciej mam tekie głupie wahania nastrojów). No ale do sedna... ostatnio jestem bardzo rozleniwiona... moj facet jest ciagle w delecji siedze tu sama.. zawsze mialam problemy z placzem w podstawowce bardzo plakałam przez zle oceny.. albo jak mi cos nie wychodziło teraz od czasu do czasu trafi sie taki placz z bezsilnosci... czasem przytulam mojego faceta i placze chociaz nic sie nie stało, nikt nie umarł.... Boję się że to bedzie odebranie przez wszystkich jakos bardzo negatywnie ale nie panuje nad tym jak mam czasem taki nastroj to poprostu nie potrafie inaczej,,, Czy to depresja? jakas nerwica? czy zwyczajne uzalanie sie nad soba z w sumie nie wiem jakiego powodu bo nie jeden mogłby mi pozazdroscic... Boje sie czasem ze bede taka jak moj tata -ma nerwice natrectw czesto gada jakies glupoty... mam chodzila z nim do psychiatry ale on nie chce tam chodzic... nie jeszt szkodliwy ale zdarza mU sie mowic bez sensu. NIE CHCE JA TAKA BYC I TAK BYC ODBIERANA... POMOCY!
  15. Witam, jestem 33 letnią mężatka z pięcioletnim stażem. Mamy 4 letniego synka. Wchodząc w relację moim mężem i jego rodziną moim zdaniem zachowywałam się normalnie. Byłam uśmiechnięta, wesoła i miła dla każdego. Moje problemy zaczęły się 3 tygodnie po ślubie,kiedy to świeżo po podróży poślubnej będąc świadkiem kłótni szwagierki (siostra męża) z jej mężem dowiedziałam się od mojej teściowej, że to przeze mnie się kłócą. Że wszystko jest moją winą a z czasem zarzucali mi że mam romans ze szwagrem. A ja nic nie zrobiłam. Po trzech latach faktycznie kontaktowaliśmy się pisząc wiadomości , chyba przez te plotki zbliżyliśmy się do siebie w tajemnicy, ale na zasadzie wyzalania się sobie nawzajem z sytuacji w domu, a nie romansu.Z teściami mieszkaliśmy rok + jeszcze dwoje rodzeństwa męża z rodzinami. Szwagier taka dusza człowiek bardzo mnie wspieral "psychicznie", bo w między czasie okazało się, że mój mąż nie był szczery ze mną przed ślubem, znaliśmy się 4 lata przed ślubem. Okazało się że kradł brał narkotyki, dopalacze i zadawał się z szemranymi ludźmi, był też agresywny. Teściowa wiedziała o wszystkim i jedyne co od niej usłyszałam, to to że po ślubie przestał byc jej synem i to moje zmartwienie. Byłam sama z rocznym dzieckiem, z tym wszystkim bo mojej rodzinie wstydziłam się powiedzieć. Mąż wtedy nie pracował. Teraz już od dwóch lat nic nie bierze, ma stałą pracę i przestał być agresywny. Żyje nam się dobrze jeśli nie wychodzimy na temat jego rodziny. Teściowa ze szwagierką zatruwają mi życie albo mam fobię. Ale teraz cała rodzina męża odwróciła się od nas. Wszystkich przeciągnęły na swoją stronę. Szwagierka jest tego typu osobą, że jeśli nie robię coś po jej myśli to jestem skreślona. Słyszę głupie komentarze, ale tylko jak jestem sama. Przy mężu nigdy się tak nie zachowują. Od przychylnych mi ludzi słysze, że jestem obgadywana do sąsiadów, dalszej rodziny, że jestem antyrodzinna, trzymam " krótko" męża i syna. Kolejny zarzut to taki, że moja rodzina przeciągnęła mojego męża na swoją stronę. Przestałam też pisać wiadomości ze szwagrem dla świętego spokoju. Czuje że nie jestem akceptowana, jestem znerwicowana, cały czas jak jestem sama płacze, nawet w pracy. Zdecydowaliśmy się na drugie dziecko, ale dwa tygodnie temu poroniłam w drugim miesiącu chyba przez ten stres. To przelało czarę goryczy i już sobie nie radzę. Unikam jego rodziny. Po poronieniu nie chciałam nikogo widzieć, więc teściowa się obraziła. A powinna zrozumieć, że chcę być sama.Potrafię nie wychodzić z domu jeśli oni są na podwórku, ponieważ jest wspólne. Czasem stoję wręcz w oknie i obserwuję jak się wszyscy z rodziny spotykają na grillu itp. My nie jesteśmy zapraszani. Z jednej strony czuję się winna, choć nie wiem dlaczego z drugiej wkurzam się że nas tak traktują. Mąż to olewa , a ja żyję tym cały czas i już nie wiem co robić. Bardzo proszę o pomoc, albo jakieś rady.
  16. Witam, Jestem bezrobotną kobietą (w trakcie zakładania własnej działalności) w wieku 25 lat. Od jakiegoś czasu miewam różne problemy, które strasznie wpływają na moje samopoczucie. Trwa to blisko od 2 lat, zaczęło się od ataków paniki na tle stresowym, przez problem z pociągiem seksualnym aż do kluczowego momentu, który miał miejsce 2 miesiące temu. Zaczęło się gdy córka mojej partnerki przyniosła wszy ze szkoły, oczywiście leczenie przebiegało pomyślnie, jednak na moje nieszczęście zbiegło się to w czasie z atakiem robactwa na wynajmowane przez nas mieszkanie. Było go mnóstwo. Mieszkanie ze względu na brak współpracy ze strony właściciela zostało przez nas opuszczone. Jednak dla mnie problem nie zniknął. Ciągle, wszędzie widzę jakieś robactwo, nie wiem czy to już paranoja czy ono faktycznie się za nami ciągnie. Drapie się wszędzie po ciele, boje się pójść do fryzjera czy gdziekolwiek gdzie jest dużo ludzi. To przerodziło się w swojego rodzaju fobię, gdy tylko zaczynam się drapać moje samopoczucie od razu ulega zmianie - jestem nerwowa, dużo krzyczę, płaczę, czuje się bezsilna. To wszystko odbija się na moim związku, bo przez obecny problem wracają te stare - np. brak pociągu seksualnego oraz napady paniki. Potrafię nie spać całymi dniami i nocami szukając rozwiązania i finalnie nie znajduje, jak zawsze. By uciec od gonitwy myśli staram się zajmować sprawami związanymi z otwarciem firmy, pochłania to dużo czasu - przez co o ironio, kłócę się z partnerką bo jestem wtedy zaślepiona jednym tematem. Co mi jest? Nie radzę sobie. Szukam diagnozy, choć nie wiem czy taka istnieje. Podejrzewałam nerwice natręctw, ale sama już nie wiem. Najważniejsze dla mnie to przestać zadawać sobie ból przez drapanie (jak i wyciskanie, automatyczne, wągrów które nie istnieją na twarzy, szyi, dekoldzie) i naprawić relację z partnerką. Proszę o jakąkolwiek radę. uwaraT.
  17. Sądzę się z gminą już drugi rok. Jedną sprawę przed sądem administracyjnym wygrałem połowicznie, drugą w całości, jednak gmina złożyła odwołanie od tego wyroku. trzecia sprawa w toku, ale nie wiem czy ją wygram, ze względu na powagę rzeczy osądzonej pierwszego wyroku, a ponadto nie mam skutecznego środka odwoławczego i dlatego to tak się ciągnie ( art 13 europejskiej konwencji praw człowieka). Prawdopodobnie sprawa będzie się toczyć przed europejskim trybunałem sprawiedliwości. Jestem w tej chwili strzępkiem nerwów, umysł mam przeładowany wiedzą jaką musiałem wchłonąć przez te ostatnie dwa lata. Nie mogę normalnie w nocy zasnąć. Zasypiam dopiero gdy ciało i umysł jest wykończone. Raz zasnąłem po 30 godzinach.
  18. Witam, Uważam, że moja mam potrzebuje psychologa lub psychiatry. Potrafi urządzić awanturę z byle powodu a za chwilę udaje, że nic takiego nie miało miejsca. Ma silne napady agresji po których płacze, na zmianę wyzywa każdego wokół. Miała również partnera który nie był dla niej dobry, mimo że od rozstania minęło kilka lat ona wciąż mówi jak bardzo tęskni za nim i chce do niego wrócić. Bardzo dobrze wie jaki był, jest i będzie. Chwilami myślę, że cierpi na coś w rodzaju nerwicy, depresji i choroby dwubiegunowej. Jest agresywna, po czym miła aż do przesady następnie popada w rozpacz i tak w kółko. Każdego obwinia o swoje życie. Na propozycję rozmowy z psychologiem twierdzi, że jest normalna i wszyscy chcą z niej zrobić wariatkę z kolei następnego dnia stwierdza ze moze jednak pójdzie. Lekarz rodzinny przepisuje jej leki na uspokojenie po których robi się jeszcze bardziej agresywna. Kiedy ktoś próbuje jej pomóc ona stwierdza, że popełni samobójstwo. W domu przestała sprzątać, każdego wokół siebie odpycha. Nie widzi tego jakim człowiekiem się staje, wszystko co nie jest po jej myśli jest złe
  19. Kryminolodzy mawiają, że „rodzina bywa najniebezpieczniejszym miejscem na Ziemi po zmierzchu”. Nic w tym dziwnego, bo chociaż rodzina kojarzy się ze spokojem, szacunkiem, miłością, to jednak ze względu na swoją złożoność często bywa areną potwornych wydarzeń, które zapadają w pamięci na długie lata. Czemu o tym wspominam? Ponieważ chcę poruszyć temat przemocy w rodzinie, a ponieważ jednak często mowa o tym w kontekście przemocy wobec kobiet, dla równowagi zamierzam powiedzieć o przemocy kobiet wobec mężczyzn, bo panowie równie często są ofiarami. Czasami do gabinetu trafiają ludzie którzy są święcie przekonani, że to, co ich spotkało, fatalnie o nich świadczy. Uważają, że są wyjątkowo słabi, gorsi, noszą rzadkie, odrażające piętno. Kiedy powolutku odkrywam przed nimi prawdę mówiąc o skali zjawiska, z którym się zetknęli, zaczynają z powrotem oddychać pełną piersią. Rozumieją, że nie są kimś gorszym lecz należą do grona osób, które spotkało coś potwornego o czym współczesne społeczeństwo nie chce słuchać. Dla mężczyzn czymś takim bywa doznawanie przemocy ze strony kobiet. Często oznacza to także doświadczenie ogromnego wstydu za to że było się ofiarą. Panowie bywali też wyszydzani przez innych – znajomych, lekarzy, pielęgniarki, policjantów, którzy po prostu kpili, że ktoś pozwolił zranić się kobiecie. Mężczyźni doświadczali też ogromnego poczucia winy, za to co zaszło, chociaż to nie oni byli sprawcami. Dzieje się tak dlatego, że kobiety potrafią nieprawdopodobnie skutecznie udawać ofiarę – zmanipulować całą rodzinę, a nawet wymiar sprawiedliwości i uczynić w oczach innych agresora z mężczyzny, choć to on był krzywdzony psychicznie i fizycznie. Ta przewrotna strategia odwracania kota ogonem nierzadko sprawia, że sami mężczyźni przynajmniej przez pewien czas wierzą, że są wszystkiemu winni. Moi klienci bywają w ciężkim szoku, że wreszcie trafiają na kogoś, kto im wierzy w to, co mówią. Tylekroć ktoś kwestionował ich opinię i lekceważył ich stanowisko albo je wyśmiewał, że niektórzy mężczyźni tracili wiarę, że ktokolwiek ich zrozumie. Z ich barków spada wielki ciężar, kiedy uświadamiam im, że to temat tabu – o przemocy kobiet wobec mężczyzn wielu ludzi milczy, ale jest to zjawisko tak samo częste jak przemoc w odwrotnym kierunku. Mówić o czymś, co specjaliści określają terminem: symetria płci w przemocy partnerskiej. Chociaż różne instytucje nagłaśniają w mediach problem przemocy wobec kobiet całkowicie pomijając kwestię przemocy względem mężczyzn, ofiarami bywają osoby obu płci. Twierdzenie, że przemoc jest wyłącznie domeną mężczyzn to groźny mit, krzywdzący stereotyp powodujący szkodliwe uprzedzenia. Sprawia, że jedna płeć jest faworyzowana i uprzywilejowana, a cierpienie drugiej jest pomijane i umniejszane. Mówiłem o tym więcej w filmie pod tytułem „Przemoc NIE ma płci”, do którego obejrzenia zachęcam. Są tam przedstawione wyniki różnych badań oraz dodatkowe wyjaśnienia, które jednoznacznie kwestionują szkodliwy stereotyp jakoby tylko mężczyźni bywali oprawcami. W tym artykule chcę uwrażliwić mężczyzn na kilka zasadniczych kwestii, które warto wziąć pod uwagę, by się chronić. Na ten temat powstały liczące kilkaset stron publikacje, więc w tym miejscu siłą rzeczy wyłuskam tylko parę szczególnie istotnych zagadnień. Bardziej zainteresowane tematem osoby zachęcam do lektury publikacji na temat przemocy w rodzinie. WYBRANE PRZYCZYNY PRZEMOCY Wśród najczęstszych przyczyn przemocy kobiet wobec mężczyzn są: chęć dominacji, sprawowania kontroli w związku, walka o władzę, o to kto ma ostatnie słowo, kto zarządza budżetem domowym, kto ma być komu posłuszny; gniew, który pojawia się w odpowiedzi na zazdrość na tle prawdziwych lub rzekomych występków partnera; zemsta za niepożądane zachowania partnera lub jego domniemane występki, lub za to, że nie spełnia oczekiwań, wymogów, standardów, nie daje kobiecie tego, czego ona pragnie; makiawelizm seksualny (pojęcie to wprowadził Zbigniew Lew-Starowicz, wyjaśniając, że oznacza instrumentalne traktowanie partnera i związku z nim jako sposobu ustawienia się w życiu, zrobienia kariery, zdobycia znaczącego awansu zawodowego i społecznego); przejawy zaburzeń osobowości czyli nieprawidłowych i powtarzających się wzorców nieadekwatnego reagowania na pewne sytuacje skrajnymi, negatywnymi emocjami; można tu wyróżnić na przykład: a) osobowość niedojrzałą, która cechuje się brakiem planu na życie, nieodpowiedzialnością, brakiem stabilności emocjonalnej co przejawia się naburmuszeniem, nadąsaniem, wiecznym niezadowoleniem, pretensjami do świata, „tupaniem nóżkami” i wrogością za niespełnianie natychmiast pragnień, trudnością w zakresie odraczania przyjemności, niekontrolowanymi wyładowaniami emocji o natężeniu nieadekwatnym do sytuacji; b) osobowość chwiejna emocjonalnie, która charakteryzuje się przede wszystkim problemem w zakresie regulacji emocji, a w związkach doświadczaniem skrajnie różnych uczuć względem partnera (miłości, a chwilę potem nienawiści); c) osobowość narcystyczna, która charakteryzuje się ogromną roszczeniowością, egocentryzmem, brakiem empatii, przeświadczeniem o szczególnej roli i nieprawdopodobnie wielkiej wartości, pragnieniem bycia w centrum uwagi i „błyszczenia”, chęcią robienia na innych wrażenia, co może czasem prowadzić do zadłużania rodziny czy lekceważenia potrzeb domowników bądź oczekiwaniem, że partner będzie zabawiał, wykonywał brudną robotę, zadowalał pomimo braku symetrycznego zaangażowania i wysiłku ze strony osoby narcystycznej; efekty asymetrii związku i karykaturalnego wyolbrzymienia stereotypowych ról, co prowadzi do braku równoprawnego partnerstwa; wyróżnia się między innymi następujące problematyczne związki: a) wspierający – „ojczulkowie i laleczki” (dadies and dolls); dojrzalszy wiekiem i zamożny mężczyzna wiąże się z dużo młodszą, atrakcyjniejszą fizycznie partnerką, która tylko z pozoru jest delikatną i niegroźną „laleczką” – w istocie częstokroć bywa to kobieta, która w wyniku stosowania tzw. „kłusownictwa seksualnego” odbiła zasobnego mężczyznę innej kobiecie i teraz zuchwale wykorzystuje swoją uprzywilejowaną pozycję stopniowo wchodząc na głowę partnerowi, przekraczając wszelkie granice; ostatecznie historia kończy się tak, że dochodzi do rozwodu i zgodnie z polskim prawem ze względu na obniżenie poziomu życia młoda kobieta dostaje bardzo wysokie alimenty na siebie; b) opiekuńczy – „mamuśki i synalkowie” (mothers and sons); dojrzalsza wiekiem kobieta wiąże się z młodym, atrakcyjnym fizycznie mężczyzną, ale młodość ma swoje prawa, więc aby okiełznać ten żywioł kobieta decyduje się na stosowanie różnych form presji i nacisków, a czasem przemocy, by trzymać „młodego boga” w ryzach; c) wyzywający – „wiedźmy i układni faceci” (bitches and nice guys); jeden z najczęstszych schematów, gdy wychowany na rycerza, uprzejmy, pomocny, grzeczny i wspaniałomyślny mężczyzna trafia na kobietę, która eksploatuje go do granic możliwości i bezwzględnie sprowadza do roli jej lokaja, parobka czy „bankomatu” i traktuje go tak dopóki nie znajdzie kogoś, kto będzie nadawał się do tej roli lepiej; d) wychowawczy – „panowie i służące” (masters and servants); początkowo wydaje się to układ patriarchalny, gdzie mężczyzna gra stereotypowo męską rolę, a kobiet stereotypowo kobiecą, ale ten porządek rzeczy nie wytrzymuje próby czasu – kobiecie brzydnie role kucharki i opiekunki do dzieci, ma dość obsługi gospodarstwa domowego, pragnie czegoś więcej, więc buntuje się, a jak wiemy z lekcji historii od buntu do przemocy jest już bardzo krótka droga; e) konfrontacyjny – „para jastrzębi”(couple of hawks); wiążą się ze sobą dwie bardzo mocne osobowości, które początkowo zdają się być niezłym zespołem, ale z czasem pojawia się rywalizacja, konkurowanie ze sobą, wkrada się zazdrość a nawet zawiść, co prowadzi do „wojny domowej”; f) usłużny – „dwa gołębie” (couple of doves); początkowo dwoje ludzi wzajemnie się idealizuje, uszlachetnia więź, która ich łączy, myślą o sobie jak o pokrewnych duszach, dwóch połówkach pomarańczy, ale nieuchronnie prowadzi to do udawania, okłamywania, chowania urazy i w efekcie problemy zamiatane pod dywan w końcu gwałtownie wychodzą na światło dzienne albo ludzie wzajemnie częstują się toksyną, bierną agresją z powodu zawodów, rozczarowań, cichej rozpaczy, frustracji. JAKA JEST ISTOTA PRZEMOCY KOBIET WOBEC MĘŻCZYZN Panowie będący ofiarami przemocy psychicznej lub fizycznej częstokroć zaczynają coraz bardziej ulegać swoim partnerkom. Dzieje się tak m.in. dlatego, że kobieta miesza im w głowie – co by nie zrobił, i tak ona nie jest do końca zadowolona. Nagrodą bywa łagodniejsza dezaprobata, a karą nie tylko brak nagrody, lecz surowa reprymenda, nadąsanie, pretensje, odbieranie przywilejów, nastawianie dzieci i rodziny przeciwko partnerowi, ograniczenia w zakresie zaspokojenia uzasadnionych potrzeb. Często pojawiają się zarzuty takie jak na przykład „nie jesteś prawdziwym mężczyznom” albo bardziej zakamuflowane „prawdziwy mężczyzna zachowuje się...”. Żonglowanie karami i nagrodami, granie na męskich emocjach, wysyłanie mu sprzecznych sygnałów i manipulowanie nim przypomina pranie mózgu – podtrzymuje się w mężczyźnie nadzieję, że spotka go coś dobrego i bardzo restrykcyjne dozuje te doświadczenia, by niespełniony wciąż pozostawał pod przemożnym wpływem swojej oprawczyni. W rezultacie bierze on na siebie coraz więcej i oddaje coraz więcej. Spełnia życzenia partnerki, staje na głowie, by ją zadowolić, bierze ślub bez intercyzy, w skrajnych wypadkach przepisuje na kobietę cały majątek, co oczywiście prowadzi do jego tragedii. Krótko mówiąc mężczyzna pada ofiarą mechanizmu, który określany jest jako zespół wyuczonej bezradności („im bardziej jej ulegam, im więcej daję od siebie, tym jest gorzej”). Najpierw mężczyzna próbuje się buntować, ale potem stopniowo popada w apatię – wie bowiem, że wszystkie atuty ma kobieta, która może w każdej chwili pozbawić go rodziny, ograniczyć kontakty z dzieckiem i skazać na płacenie alimentów, sprowadzić do roli bankomatu, oskarżyć bezkarnie o najgorsze występki przeciwko jej czy dzieciom skazując na trwające całe lata rozprawy sądowe i stres. SKUTKI PRZEMOCY WOBEC MĘŻCZYZN Zrezygnowani mężczyźni czasem próbują koić swój fatalny stan emocjonalny sięgając po alkohol. Próbują złagodzić poczucie bezradności oraz frustrację używkami, co pogarsza ich stan lub nawet wpędza w nałogi. Czasami mężczyźni nie wytrzymują tego wszystkiego i decydują się na próby samobójcze. Innym razem doskwierają im złożone problemy psychologiczne. Więcej informacji można znaleźć w tej książce.
  20. Trudno mi wytłumaczyć na czym polega mój problem, otóż od jakiegoś czasu mam tak ,że w głowie pojawiają mi się natrętnie różne sytuacje stresowe np.że kłóce się z kimś etc. i dopiero jak znajdę rozwiązanie co bym wtedy zrobiła/powiedziała trochę mi przechodzi ale zaraz pojawia się w głowie nowa scenka, wchodzę w te emocje jakby to się działo naprawdę nie mogę się wtedy skupić na tym co jest tu i teraz ,niczym się zająć tylko walczę bez sensu w głowie.W sierpniu 2018 to miało taką ostrą formę ,że przez jakieś 3 dni w ogóle nie spałam , myślałam że jak to dłużej potrwa to albo wpadnę w obłęd albo umrę , zmusiłam się jakoś ,żeby nie myśleć zasnąć , jako że jestem wierząca poprosiłam Siły Wyższe by to odeszło i jakoś zasnęłam za dnia w końcu.Ale to wraca do czasem parę razy na dzień różnie, chciałabym mieć rozwiązanie na każdą możliwą negatywną ewentualność, szczególnie na tle rodzinnym , wyobrażam sobie co denerwującego mógłby powiedzieć mój ojciec/któryś z braci toczę z nimi kłótnie w głowie i już czuję ten szał.Co robić , jak kontrolować moje myśli? Być może jest to 1 z objawów mojej nerwicy natręctw, bo mam ją od dzieciństwa, jedynie rodzaj natręctwa mi się zmienia co jakiś czas, myślowy czy z czynności jakiś..
  21. Paula

    Zycie

    Jak moze czuc sie osoba ktora wiecznie tula sie po swiecie. Nie moze znalezc sobie miejsca na ziemi,porozumienia z innymi ludzmi...
  22. Jestem osobą, która bardzo kocha zwierzęta. Jednym z moich pupili był piękny, niebieskooki królik miniaturka, który był ze mną prawie 6 lat, którego kochałam całym sercem i był moim skarbem, nigdy nie chciałam, żeby stała mu się najmniejsza choćby krzywda. Łączyła nas wyjątkowa więź i tak pozostało do końca. Któregoś dnia wypuściłam go z klatki, żeby sobie pobiegał. Wszedł na łóżko, na którym siedziałam i patrzyłam w telefon. Zaczął spinać mi się po ręce od strony krawędzi łóżka. Chciałam go lekko zdjąć z ramienia, więc go lekko odepchnęłam i przez chwilę byłam w szoku co się stało bo usłyszałam, że spadł. Bardzo się przestraszył i odskoczył, miał coś z nogą. Zaczęłam go uspokajać, on mnie polizał po ręce jakby chciał powiedzieć, że wie, że nie chciałam. Zachowywał się raczej normalnie, ale i tak nalegałam na wizytę u weterynarza, mimo, że mama uważała, że nic mu nie jest. Tego samego dnia zjadł bardzo dużo karmy i prawdopodobnie doszło do zatoru w przewodzie pokarmowym, tak twierdzi moja mama i pani weterynarz, która na wizycie stwierdziła, że od upadku królik umarłby od razu w skutek np. Pęknięcia wątroby. Pani doktor stwierdziła, że jest bardzo wzdęty i podała leki. Następnego dnia miałyśmy przyjechać na kontrolę, ale rano okazało się, że moja kruszynka odeszła. Płakałam tydzień bez przerwy a poczucie winy nie dawało mi spokoju, byłam w chyba nadal jestem przekonana, że to moja wina. Mimo wsparcia rodziny i przyjaciół to ciągle mnie prześladuje. W nocy nie mogę spać na stronie łóżka, z której spadł bo mi się to przypomina. Błagam o pomoc bo poczucie winy i żal mnie zżerają.
  23. Dzień Dobry jestem 29 letnią kobietą. Wyszłam za mąż 3 lata temu z mężem jesteśmy ze sobą od 7 lat. Problemy pojawiały się już przed ślubem ale i tuż po dotyczyły głównie kradzieży finansowych. Mąż uczęszczał na terapie i od dłuższego już czasu nie dochodziło do takich przykrych sytuacji. Zgłaszam się tutaj jednak z innym problemem. Ja jestem osobą z wykształceniem wyższym mąż skończył jedynie zawodówkę podobno zawalał szkołę bo bardzo angażował się w poprzedni swój związek- ale to nie ważne chodzi o to że nigdy nie przypuszczałam że różnica w wykształceniu kiedykolwiek będzie mi przeszkadzać. Wiedziałam że mąż nigdy kokosów nie zarobi ale zgodziłam się na to i wzięłam z nim ślub. Właściwie mój mąż zmieniał się od śmierci swojego ojca- ja niestety nie zdążyłam dobrze poznać teścia widziałam go może dwa razy na oczy przed śmiercią. Wszystko zaczęło się od tego że kiedyś pomogłam mężowi znalesc prace pracował tam około 4 lat. Była to praca fizyczna na noce 6 dni w tygodniu wstępnie ustalaliśmy że popracuje tam ze względu na dobre zarobki do ślubu. Po ślubie wyjechaliśmy w podróż poślubna w między czasie mąż dostał telefon z pracy że ma wracać a ponieważ sie nie zgodził to usłyszał że już nie ma po co wracać do firmy i otrzymał wypowiedzenie dyscyplinarne. Od tego czasu mąż szukał pracy niestety z marnym skutkiem zahaczał się gdzieś na okres próbny i nie zawsze za to otrzymywał pieniądze. Po jakimś czasie mąż przekonywał mnie i całą rodzinę że ma prace (podobna branża do poprzedniej) firma w podobnej okolicy ale zarobki bardzo wysokie i lepszy czas pracy. Kiedy zaplanowałam nasze wakacje pytałam męża czy dostanie urlop on upierał się że tak że na pewno przy rodzinie często wyśmiewał kuzyna któremu załatwił prace w poprzedniej firmie że oni tam na pewno nie dostaną urlopu a on ma. Pomyślałam ok nic nie przeczuwałam po powrocie zaczął chodzić do pracy o dziwnych porach ciągle jakiś skrócony czas pracy godziny poranne zaczęłam coś podejrzewać. Po jakimś czasie przyszedł listonosz z listem poleconym to było wypowiedzenie. Nie chciał powiedzieć o co chodzi więc mieliśmy ciche dni. W dniu kiedy mnie przepraszał przygotował kolacje i wtedy powiedział mi prawdę to było wypowiedzenie ale jak się okazało z tej samej firmy w której pracował na początku!!!! Byłam wściekła tłumaczyłam i krzyczałam że nie ma honoru że dlaczego tam poszedł i okłamywał wszystkie osoby do okola!! On nie chciał słuchać najpierw zwalił wine na nas że my- rodzina nie pozwalamy mu pracować tam gdzie on chce że to jest praca która sprawia mu satysfakcje że jest w tym najlepszy a potem zaczął że jest beznadziejny przeprasza itp. Okej było ciężko przyznaje ale jakoś to przełknęłam dużo rozmawialiśmy i tłumaczyłam mu że to nie jest praca dla niego (jego kuzyn wygryzł go w międzyczasie ze stanowiska brygadzisty ale on i tak tam brnął). Po wielu rozmowach przyrzekł że już tam nie wróci. Szukał nowej pracy w jednej zahaczył się na miesiąc w międzyczasie kolega zaproponował mu prace po znajomości firma z branży podobnej ale dużo bliżej właściwie na miejscu i zarobki ok. Byłam zachwycona tamta prace porzucił rozumiałam że możliwe że po 2 tygodniach nie zostanie mu wypłacone wynagrodzenie ale cieszyłam się że tu będzie miał pracę w normalnych godzinach. Niestety historia znów się powtórzyła w firmie po okresie próbnym stwierdzili (podobno) że przykro im ale nie widzą go na tym stanowisku i pozwolili mu pracować do Świąt. Było mi strasznie przykro ale zaakceptowałam to. Szybko znalazł również nowa prace w firmie X. Niestety z poprzedniej pracy nie mogłam doczekać się wynagrodzenia ciągle wymyślał wymówki że nie ma że w następnym miesiącu że zapłacili 150 zamiast 1500 a ja pytałam wielokrotnie i wzięłam na życie pieniądze z naszych oszczędności- i tym sposobem narobiłam sobie długu na ponad 3000zł. W końcu pewnego dnia po kłótni kiedy wróciłam do domu i moja rodzina zaczęła naciskać co sie dzieje miedzy nami- on przyznał się że nie było firmy X że on znów wrócił do swojej pierwszej pracy- byłam tak sfrustrowana i zła i rozżalona że kazałam mu się wyprowadzić. Ani ja ani moja rodzina nie jest w stanie zrozumieć motywów jego postępowania. Dlaczego ciągle wraca do pracy z której dostaje co jakiś czas wypowiedzenie!. Tłumaczyłam mu i ja i inni że to nie jest praca dla kogoś kto ma rodzinę planuje dzieci itp. - praca na noce 6 razy w tygodniu tego czasu nie da sie nadrobić w jeden dzień. Mówiłam że przecież to oszustwo że pieniądze do ręki to inna kwota a na umowie najniższa krajowa ale do niego nic nie dociera. On ciągle tam wraca mówi że jest w tym najlepszy że tam go doceniają że lubi to co robi że ludzie go lubią- ale kilka razy widziałam że jeden z jego super kolegów go wykorzystał obiecując drobne kwoty w zamian za pomoc których nigdy mu nie wypłacił. Jestem załamana mąż nie ma żadnych ambicji nie ma poczucia że robi źle jest jak gdyby uzależniony od tej pracy nie widzi że praca ciągle na noce po 10-12 godzin to cos co wykańcza organizm. Nie wiem jak mam mu przemówić do rozumu? Ciągle mu tłumacze że w niego wierze (on jest bardzo zamknięty w sobie nie mówi prawie nic o uczuciach i o tym co mu w głowie siedzi). Że przecież może zrobic kurs prawo jazdy i znalesc coś lepszego. Bardzo proszę o pomoc w tym czy jest jakaś szansa na to by zrozumiał moje obawy i zmartwienia? Terapia indywidualna? Małżeńska? Po co te kłamstwa? Jak wspomniałam na początku o tacie on często mówi tez o tym że jego tata też taki był też miał różne tajemnice. Nie rozumiem dlaczego on wciska mi te wszystkie paskudne kłamstwa skoro ja przecież mam rozum i wiem że kręci. Czasem mówi że nie chciał mnie martwić , bał się mojej wybuchowej reakcji że nigdy tego nie zrozumiem albo że tak naciskałam że mamy problemy finansowe że był zmuszony tam wrócić bo tylko tam zarobi tyle by w miesiąc wszystko zwrócić. Bardzo proszę o pomoc!
  24. Witam serdecznie. Jestem 29letnia kobieta. Mam partnera oraz 2 dzieci. Wiek 1 i 5 lat. Streszczajac krótko mój problem.. Problem z adaptacja w nowych miejscach. Wszystko super pierwsze tygodnie lub miesiące, po czym naradza się nienawiść i chęć zmiany otoczenia.. Średnio co kilka miesięcy. Zmiana partnerów.. Na początku ubostwianie po czym nienawiść.. Jednak tu dłużej bo zmiana po średnio 2 latach. W związku bardzo zaborcza, zazdrosna. Z jednej strony nie chce za dużego nacisku a z drugiej potrzebuje uwagi 24h na dobe. Gdy nie dostaje tego co chce wpadam w panikę. Boję się odtracenia. Strach przed byciem sama a jednocześnie robię rzeczy które odpychaja ludzi ode mnie. Z jednej strony radzę sobie w ciężkich sytuacjach jednak z drugiej inne problemy czasem nawet mniejsze wywołują panikę strach i frustrację. Reakcja na stres bardzo silna. Impulsywne działania, czasem wręcz głupie. Próby okaleczania się tłumaczone bezsilnościa. Problem ze znalezieniem pomocy i otwarciem się z powodu wstydu. Pomocy..
  25. Witam wszyskich! mam 21 lat i jestem szczęśliwą mężatką od pół roku. Mój problem jest taki, że już prawie rok czasu mam ból pleców a dokładnie- ból łopatki prawej i odcinka lęźdźwiowego. Czasami tez boli mnie w okolicach klatki piersiowej- tak piecze. Wcześniej pracowałam fizycznie a teraz jestem na zwolnieniu lekarskim. Chodzę do różnych lekarzy, miałam też rezonans magnetyczny ale nikt nie pomaga. Zastanawiam się czy to nie przypadkiem bardziej psychika. Dodam, że mieszkam z mężem za granicą od dwóch lat i nie czuję się tu dobrze. Głównie przez pracę. Wyjechaliśmy żeby zarobić właśnie na wesele. W związku nam się układa i planujemy wrócić do Polski niedługo i wiem że będzie mi lepiej. Ale proszę o poradę czy to jednak główna rola to psychika..staram się myśleć pozytywnie. Mój ojciec jest bardzo nerwowy i gdy mieszkałam z rodzicami do 18. roku życia to gnębił mnie psychicznie ale mimo to potrafię nawiązywać z ludźmi relacje, mam kochającego męża i przyjaciół jednak boję się że to jakaś nerwica..sama nie wiem. Pozdrawiam

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.