Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'stres'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 497 wyników

  1. Jestem 24 letnią studentką z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi (nerwicą natręctw) i depresją połączoną z samookaleczaniem. Wiele lat temu poznałam osobę, która pomogła mi wyjść z jeszcze gorszego stanu psychicznego. Wsparła mnie i poprowadziła ku normalności. Wiele się działo przez te wszystkie lata, ale udało nam się nie kłócić ani razu (mówię o prawdziwej kłótni a nie sprzeczkach). Dzisiaj jednak przez moją nieuwagę to mogło się zmienić. Jak co rano moją przyjaciółką poszła do pracy. Nie wolno jej taM korzystać z telefonu. Ja z kolei wyjechałem do innego miasta załatwiać sprawy uczelniane, ale coś poszło nie tak i byĺam zmuszona napisać do Angel (mojej przyjaciółki) zZ prośbą o podanie mi numeru do kolegi. Podała mi to, ale na końcu napisaĺa, że bardzo w tej chwili ryzykuje. To byloplo ostatnie co do mnie napisała, chociaż próbowałam się skskontaktować. Boję się, że jest wściekła bo: a)straciĺa przeze mnie pracę lub b)zerwała przeze mnie z chłopakiem lub c)straciĺa innego przyjaciela przez podanie jego numeru osobie nie dozwolonej Nie mogę jej stracić bo to będzie mój psychiczny koniec. To ostatnia osoba która we mnie wierzyła i nie uznawała mnie za dziwadło. Boję się, że zrobię sobie zbyt wielką krzywdę gdy to okaże się prawdą. Nie wiem co zrobię bez niej. Proszę pomóżcie radą! Co mam zrobić? Czy da się próbować to ratować, bo boję sę, że ona nie będzie chciała mnie znać... W te chwili ypłakję sobie oczy pisząc to wyznanie. Co dalej? Co mogę zrobić aby ratować tę przyjaźń?
  2. Dzień dobry wszystkim Forumowiczom, Chciałbym przedstawić swój problem, który szczególnie mi się materializuje w miejscu pracy... W zasadzie w prawie każdym miejscu pracy, w którym pracowałem. Zacznę może od siebie. Jestem świeżo po 30-tce, mam żonę i od niedawna dziecko. Odkąd pamiętam, to zawsze byłem "inny" jeśli chodzi o kontakty towarzyskie. Od najmłodszych lat byłem uznawany za dziwnego czy wręcz głupiego, choć uczyłem się bardzo dobrze. Moje relacje z rówieśnikami były trudne, bo mój sposób bycia i to, co mówiłem, jakoś nie przystawały do ogółu (nie licząc głupich wpadek logicznych w rozmowach). Nawet przy totalnej zmianie środowiska z gimnazjum do liceum nie poprawiło to mojej sytuacji, bo ciągle gdzieś na wierzch wychodziła moja "inność"... i chyba to, że pewne rzeczy miałem nie po kolei w głowie (ale nigdy nie byłem "emo" czy kimś w tym stylu, wyglądałem zupełnie normalnie)... liceum gorzej wspominam jak gimnazjum. Pod koniec liceum postanowiłem pójść do psychiatry, który mi przepisał psychotropy, bo miałem objawy depresji i zaburzeń lękowych uogólnionych. Dopiero zmiana z liceum na studia dała mi odczuwalną zmianę i względną normalność... Skąd to się wzięło? Być może od starszego brata, który czepiał się mnie o wszystko i dobitnie krytykował moje porażki... wiadomo, młodszy przecież musi być tym głupszym, a starszy mądrzejszym! Do dzisiaj twierdzę, że nikt mnie tak nie odarł z pewności siebie, jak mój własny brat. Niby sobie tam pomagamy w potrzebie (on mi więcej niż ja jemu), ale i tak wolę mieć dziś ze swoim bratem jak najmniej wspólnego. Na marginesie - w sprawach damsko-męskich też mi nie wychodziło przez bycie innym, spiętym itp. Miałem szczęście poznać swoją obecną żonę, z którą mamy wiele podobieństw. Na studiach (wieczorowych i potem zaocznych) miałem dobre, nawet bardzo dobre wyniki w nauce. Nigdy nie miałem żadnego warunku, zawsze pamiętałem o wszystkich ważnych terminach, a praca w grupach nie przysparzała większych problemów. Postanowiłem, że studia II st podejmę w systemie zaocznym i zacznę szukać pierwszej pracy (no bo przecież doświadczenie trzeba mieć oprócz studiów itd...) Po wysłanych 50 CV pierwszą pracę załatwił mi brat mówiąc, że u niego w firmie zwolniło się stanowisko - nie była to jakaś wymagająca i rozwojowa praca, więc nie miałem większych problemów z jej wykonywaniem. Oczywiście moje ambicje skłoniły mnie do szukania pracy bliżej zawodu (tzn. tematyki studiów)… no i się zaczęło skakanie z jednej firmy do drugiej. W dwóch firmach po miesiąc, w kolejnej 3 lata ze stażem, potem 2 razy po pół roku, teraz może w obecnej pracy utrzymam się 2 lata, choć jest dla mnie bardzo frustrująca... Na początku wydawało mi się, że to przez nawał zadań, brak szkolenia, wsparcia ze strony współpracowników, trafianie na złe stanowiska w złych firmach. Doszedłem jednak do wniosku, że mam rozmaite problemy, które szczególnie mi rzutują na życie zawodowe. Ciągle czegoś zapominam, wykonuję zadania mało dokładnie, nie raportuję innym o swoich działaniach, za mało pytam a za dużo próbuję działać samodzielnie (albo wręcz mnie trzeba za rączkę prowadzić), ciągle się boję o wpadkę. Jakoś to wszystko przychodzi mi z dużym wysiłkiem i trudem... a przecież niedawno byłem na studiach, na których mi szło niemalże śpiewająco. Obecnie trafiłem do pracy, gdzie obowiązki nieco rozminęły się z tym, co było w ogłoszeniu (duży nacisk na działanie w pierwszym froncie do klienta, o czym nie było do końca mowy), a szef starej daty, z którym się ciężko rozmawia i ma manię kontroli, tzn chce o wszystkim wiedzieć i o wszystkim decydować, choć nie ma on na to czasu. Z jednej strony czekam na jego decyzję czy rozmowę z nim, aby coś zrobić, po czym mnie obarcza winą, kiedy już jest za późno na działanie... a z drugiej strony, kiedy wezmę sprawy we własne ręce, bo na szefa przecież nie ma co liczyć, to potem on ma pretensje, że robię coś bez jego wiedzy za jego plecami. Autentycznie mnie to wprawia w depresję... Może i powinienem znowu zmienić pracę, ale rynek pracy jest przecież bezlitosny i nie toleruje job-hopperów. Byłem u doradcy zawodowego. Zrobił mi 2 testy, po którym wyszło, że mam typ osobowości ISFJ (chociaż w testach internetowych wychodzi mi prawie zawsze INFJ - jestem może gdzieś zawieszony pomiędzy?). Podobno najlepiej do mnie pasuje praca, może bardziej własna działalność, w której mam małe grono klientów, z którymi jestem w stałej współpracy. Wizyta u doradcy natomiast nie pozwoliła mi rozwiązać obecnych problemów. Powoli już dochodzę do wniosku, że mam zmarnowane życie, bo chciałem iść na informatykę (bo miałem zawsze dryg do komputerów) , ale przestraszyłem się matematyki i poszedłem na inny kierunek, co prawda również interesujący, ale jak się okazało - bez większych perspektyw. Do tego moje relacje z ludźmi - że nie lubię ludzi, bo albo są głupi, albo są psycho/socjopatami, którzy dorabiają się na cudzej krzywdzie, czy po prostu brakuje im samokrytyki itd... Pewnie by wyszło, że mam zespół Aspergera czy inne zaburzenie, bo jak wytłumaczyć moje problemy z ludźmi, odkąd sięgam pamięcią? Co powinienem począć? Wiem, że mój przypadek kwalifikuje się na terapię, ale gdy zobaczyłem, ile jest nurtów terapeutycznych i specjalizacji, to zgłupiałem... Bardzo proszę o doradzenie w tej kwestii. Pozdrawiam, Blejd
  3. Postaram się sprawę przedstawić najjaśniej jak tylko potrafię. Jestem 23letnim mężczyzna bez stałego związku. Jakiś czas temu znajoma (koleżanka dziewczyny mojego kumpla od dziecka) poprosiła mnie żebym poszedl z nią na impreze rodzinna poniewaz nie miała z kim iść. Dziewczyna też była wolna. Ona jest skrajnie nieatrakcyjna. Naprawdę skrajnie. Zgodziłem się iść z nią na tą imprezę tylko dlatego że było mi jej szkoda. Dosłownie moment po tym jak się zgodziłem z nią pójść bardzo wyraźnie zaznaczyłem że chciałbym po imprezie wrócić do swojego domu, a ona się na to zgodziła. (Mam na to dowody).Sama impreza przebiegała spokojnie, wypiłem trochę alkoholu ale w żadnym przypadku nie na tyle żeby mieć problem myśleniem. Co ważne na tej imprezie był też jej 27 letni brat z dziewczyną. Odwieźć nas miał ich ojciec który jak się okazało po tym jak do niego zadzwoniliśmy był pijany. Wracaliśmy więc taksówka. Ja mieszkałem znacznie dalej więc Ona zaproponowała mi nocleg. Jej brat zaproponował mi marihuanę. Palę marihuanę z różną częstotliwością od 16 roku życia, doskonale znam działanie tego narkotyku. Po tym jak wyszedłem z jej bratem na balkon, zapaliliśmy jedna szklana lufkę, na 2 dorosłe osoby (lufke objętościowo dopasowana do filtra od papierosa, nie byłbym wstanie wsadzić do takiej lufki końcówki małego palca u reki) zaciągnąłem się tylko raz i ze 100% pewnością stwierdzam że to były dopalacze. Straciłem kontakt z rzeczywistością. Pamiętam że siedzieliśmy w pokoju we 4 a ja jedyne co mówiłem to o tym jak bardzo jestem naćpany. Wtedy jeszcze z entuzjazmem. Rozmawiałem przez wideo konferencje z kolegą( tym o którym wspomniałem wyzej, znamy się od dziecka) i jego dziewczyna i wiem że byli zdziwieni tym jak bardzo jestem naćpany ponieważ marihuana też nie jestem im obca. Jak kładliśmy się spac, poprosiłem dziewczynę z którą poszedłem na imprezę o to że skoro nie ma drugiego łóżka to chicalbym spać na ziemii. Wyperswadowała mi to że "co ja wygaduje". Od momentu jak się położyłem pamiętam tylko przebłyski. Namówiła mnie na sex, poszła do pokoju obok po prezerwatywy, miała 2, obie spadły chwilę po tym jak miałem je założone, pamiętam że próbowała pozniej wejść na mnie bez gumki. Do penetracji nie doszło, NIE byłem w stanie "w nią wejść". Nie wiem dlaczego, możliwe że mój penis był zbyt gruby chociaż nie byłem wtedy prawiczkiem i nie miałem wcześniej takich problemów. Od tego zdarzenia minely 4 dni, czuję do siebie niewiarygodne obrzydzenie za każdym razem jak tylko nawiedzi mnie obraz tej kobiety. Nigdy nie dałem jej do zrozumienia że cokolwiek mnie do niej ciągnie chociaż odbierałem sygnały że ją do mnie tak. Każdy z takich sygnałów olewalem ze względu na wspólny krąg znajomych. Uwazam ją za potwora który perfidnie wykorzystał fakt że byłem pod wpływem dopalaczy. Nie rozmawialem o tym jeszcze z nikim. Ten potwor wypisuje do mnie, proponuje wyjście na fajkę, na piwko itp. Bardzo ważne w tym wszystkim jest to że chociaż nie byla kompletnie trzeźwa to na 100% była świadoma tego co robi. Z imprezy wróciliśmy o 1 w nocy. O 10 rano odwiozła mnie do domu +/-40km siedząc za kierownicą. Nie paliła tego syfu. Zmyła makijaż. Co mam zrobić? Na dzień dzisiejszy mam zamiar bezdyskusyjnie odciąć ten kontakt, uniemożliwić jej jakiekolwiek kanały komunikacji ze mną i pogadać z tym samym kumplem o tym że nie chce jej więcej widzieć. Boje się traumy. Jestem bardzo wrażliwa i empatyczna osoba. Za wszelką cenę chciałbym unikać stania się toksycznym chamem. Policja nie wchodzi w grę chociaż to co ona mi zrobiła wpisuje się w 198 art. Kodeksu Karnego. Co mam zrobić? Jak uniknąć konsekwencji psychicznych tego zdarzenia? Chce o tym zapomnieć ale wiem że powinienem to w jakiś sposób przepracować. Nie chce nosić w duszy takiej kupy, ale nie stać mnie na długotrwałe leczenie psychiatryczne/psychologiczne. Absolutnym priorytetem jest dla mnie powrót do normalnosci. Jak to zrobić?
  4. Witam, mam na imię Patrycja mam 23 lata. Szukam pomocy bo jestem na etapie, że sama już nie dam rady. Nie umiem sprecyzować co mi dolega, bo codziennie jestem inna. Czasami zmieniam się co kilka dni. Popadam w skrajności bezużyteczności, wściekłości i smutku. Czasami nie czuje kompletnie nic. Ale zdarzają się momenty kiedy jestem super euforycznie zadowolona i mam ochotę robić wszystko przez co nakupiłam pełno rzeczy których nie używam.. czyli skrzypce, aparaty, sztalugi do obrazów, mikrofony, pełno książek z których żadnej nie przeczytałam ale mimo to kupuje następne, gitara i wiele innych. Bo na tamten moment to najlepszy pomysł dla mnie i jestem pewna że chce to robić ale jak przychodzi co do czego to nie mam ochoty nawet na to spojrzeć. W mojej głowie jest tyle myśli ze nie umiem na niczym się skupić i jak ktoś coś do mnie mówi to patrzę w jakiś punkt aż rozmazuje sie obraz i uświadamiam sobie ze wcale nie słuchałam. Boję się kontaktu wzrokowego, stresuje wyjściem z domu. Jak umawiam się z kimś na spotkanie w czasie euforii następnego dnia boli mnie brzuch ze strachu i najlepiej odwołałabym spotkanie bo nie chce się z nikim widzieć. Boje się zwracać na siebie uwagę i jak idę ulicą to mam wrażenie ze każdy na mnie patrzy i się ze mnie śmieje. A w technikum byłam osobą, która słynela z bycia w centrum uwagi, rozśmieszania innych i tak zwanej glupawki której nie dało się zahamować. Jak mam poznać nowe osoby to mój stres nie mija miesiącami. Chociaż nawet po tym czasie nie czuje się komfortowo w towarzystwie. Nie odzywam się prawie albo wcale nawet po alkoholu tylko sztucznie uśmiecham. Myśle przez 5 min nad każdym zdaniem które chce powiedzieć czy zabrzmi ono wystarczająco dobrze, czy będzie zabawne, czy ma sens, czy warto w ogóle to powiedzieć, czy ktoś dobrze o mnie pomyśli itp a są to błahe rzeczy typu ktoś coś opowiada i ja chce tylko nawiązać do tematu. Wiec przez myślenie nad tym nie starcza mi czasu na odpowiedz wiec ignoruje to, pojawia się następny temat i robię to samo i znów jest za późno na moja odpowiedz. Nie potrafię podejmować decyzji nawet jeśli chodzi o zakup podstawowych rzeczy jak kawa czy herbata. Stoję nas pułkami pół godziny i zastanawiam się jakby to miało decydować o moim życiu. Stresuje mnie przejście obok ludzi bo od razu czuje spojrzenie jakbym była naga i jakby oni wszystko o mnie wiedzieli i wyśmiewali. Mam wrażenie ze każdy współczuje mi wyglądu albo się z niego śmieje. Nie mam ochoty wstawać z łóżka i robić czegokolwiek bo czuje się zmęczona mimo ze nic nie robię. Ale są dni ze wstaję i mam ochotę latać po chmurach. Sprzątam mieszkanie, idę na zakupy, gotuje obiad i to wszystko robię chętnie i z pasją. Nie wiem już jaka jestem nie wiem co potrzebuje. Nie umiem sprecyzować problemu bo dzisiaj czuje się na całkowitym dnie, ale jutro powiem ze problemu nie ma i miałam po prostu gorszy dzień. Przejmuje się wszystkim bardzo. Jak ktoś powie, że mam kurz na meblach dla mnie to jest koniec świata i potwierdzenie o mojej beznadziejności. Analizuje to i zagłębiam się co powoduje popadanie w skrajność i załamanie ekstremalne. Boje się zrobić coś zle w pracy bo czuje ogromny strach przez zwróceniem mi uwagi albo uwagami, że coś jest nie tak. Boje się popełnić błędu mimo ze nic by się nie stało. Ale jak wiem, że wtedy ktoś mi to powie ( nawet delikatnie i nie mając do mnie problemu, tylko po prostu żebym wiedziała ) trzęsę się w środku. Jak dochodzi do tej konfrontacji z powiedzeniem mi o zrobieniu czegoś zle momentalnie kamienieję i nie wiem co ze sobą zrobić bo mam ochotę zniknąć. Już nawet nie płacze w takich momentach, tylko upadam mentalnie i nie mogę funkcjonować a mój mózg analizuje moje poczucie beznadziejności. To pewnie nie wszystko, ale tyle w formie poznawczej. Prosze o radę gdzie powinnam sie udać, co robić. Jaka może być diagnoza.
  5. Cześć. Jestem Marcin, mam 24 lata. Od dziecka mieszkam w "domu" pełnym konfliktów, notoryczne kłótnie rodziców, rodzeństwa, dochodziło również do rękoczynów, ale mimo wszystko niezbyt poważnych. Wyjątek to bicie mnie pasem przez ojca, który to robił pod nieobecność domowników w ramach kary za to, że nie poszedłem do kościoła. Przez to potem przestałem chodzić i zacząłem buntować. Bardzo rzadko bywają dni bez kłótni rodziców. Już w pierwszych latach szkoły podstawowej miałem problemy z relacjami międzyludzkimi. Poznałem wtedy jedynego kolegę z którym się zadawałem do czasu ukończenia gimnazjum, potem zerwałem z nim znajomość bo okazał się fałszywy. Bardzo mnie to zabolało swego czasu i postanowiłem zostać samotnikiem. Od czasu 4 klasy byłem dręczony przez "kolegów z klasy", byłem dosyć gruby przez chorobę więc wyzywali mnie, upokarzali na korytarzu, basenie, również przy dziewczynach. Dochodziło również do bójek, które z reguły przegrywałem, bo nie byłem zbyt silny. Odkąd skończyłem podstawówkę z wynikiem raczej 50/50, bo miałem z tego co pamiętam wynik 23/40 na koniec egzaminu (dosyć mocno nie umiałem matmy, miałem z niej 2 na koniec) wtedy zaczęło się robić coraz gorzej, mimo, że bardzo schudłem. - 1 klasa gimnazjum. Wszystkie klasy z mojej poprzedniej szkoły poszły również i do tego gimnazjum tyle, że większość tych klas zostało pomieszane, ja na nieszczęście trafiłem do niepomieszanej. Już wtedy byłem bardzo skryty i starałem się nie rzucać w oczy ale uzyskałem efekt zupełnie odwrotny. Powrócił koszmar z podstawówki. Zostawałem coraz bardziej obgadywany za plecami, większość szkoły się ze mnie śmiała jak i wyzywała a ja nie mogłem z tym nic zrobić. Do tego doszedł jeszcze szkolny psycholog oraz pedagog, na wielu lekcjach zostałem wzywany do gabinetu co potęgowało zainteresowanie mną "rówieśników" z klasy. Ledwo skończyłem pierwszą klasę gimnazjum. Drugiej nie zdałem aż DWA RAZY. Nie wspomniałem jeszcze, że nie miałem nawet GDZIE się uczyć. W domu się nie dało, a na dworze balem się, że spotkam kogoś znajomego ze szkoły. Zacząłem wagarować, zdarzało się, że nie byłem w szkole przez 2-3 miesiące i wychowawczyni wydzwaniała do mojej matki z pytaniem "co się dzieje?", pedagog wzywała policje, która również szukała mnie poza szkołą. Wtedy też doszły moje "ucieczki" przed ludźmi - za każdym razem, jak widziałem kogoś znajomego to skręcałem w inną stronę. Zacząłem się bać jakiegokolwiek kontaktu z jakimikolwiek znajomymi. Wracając - kiedy nie zdałem ten drugi raz, udało mi się przepisać do szkoły zaocznej i spokojnie skończyć gimnazjum, mimo, że w nowej klasie też miałem dużo stresu to było go zdecydowanie mniej niż w starej, oczywiście dlatego, że nikt się tam nie znał, przez co nie byłem postrzegany jako wyalienowany dziwak. Czas leciał i poszedłem do liceum, również zaocznego. Nie byłem jeszcze pewny co chce w życiu robić więc wybrałem LO, stwierdziłem, że jeszcze pomyślę, a średnie wykształcenie zawsze się przyda. Skończyłem tylko 1 klasę. Niedawno przepisałem się do innej szkoły ale że mamy pandemię, to nie wiadomo kiedy zaczną się zajęcia. I tak sobie żyję w moich czterech ścianach ze słuchawkami na głowię, w wirtualnym świecie. Trudno mi wyjść nawet do sklepu spożywczego, bo za każdym razem mam myśli - co jeśli się zbłaźnię, wyglądam dziwnie i dlatego się na mnie gapią, itp, a jeśli już mi się uda wyjść do tego sklepu to trzęsą mi się ręce i po chwili jestem zlany potem. Raz mi się tak w szkole zdarzyło i potem patrzyli na mnie spode łba. Zdążyłem już się lepiej poznać, wiem, że mam charakter introwertyka i że jestem samotny, ale to wszystko mnie niesamowicie przytłacza. Kiedy widzę, jak większość znajomych z mojej szkoły jest już kimś, do czegoś doszła, skończyła jakieś fajne uniwersytety albo wyjechała za granicę i żyje w luksusie, to mnie szlag trafia. Ile to już nocy nieprzespanych, ile łez wylanych w poduszkę i myśli proszących Boga (w którego nawet nie wiem czy wierzę) o pomoc. Trudno uwierzyć, że minęło już tyle lat a to poczucie lęku przez światem nadal nie zniknęło. Nie chce oczywiście wyjść na totalnego świra, nie słyszę żadnych głosów ani nie mam zwidów, po prostu nie wiem co mam robić. Często mam myśli samobójcze, ale bardzo boję się śmierci więc nie zrobię sobie żadnej krzywdy. Bardzo chciałbym zacząć pracować, nawet za jakieś marne 2000. Wysłałem już tyle CV i ani razu do mnie nikt nie oddzwonił, i znowu wpadam w depresję, i tak w koło Macieju... Komputer mi się psuję, nawet nie mam kasy na nowy, telefon woła o pomstę do nieba, nie mogę nawet odebrać kiedy ktoś dzwoni bo dotyk nie działa. Gdyby nie mieszkanie z tymi wariatami (haha, powiedział Marcin), to bym pod mostem z głodu umierał. Ehhh... Pytajcie o co chcecie, nie mam nic do ukrycia. Chyba pozostały mi jedynie marzenia.
  6. Witam. Dlaczego taki tytuł ? Otóż wyjaśniam. Jestem matką dwójki dzieci po rozwodzie. Sama pogoniłam chłopa. Parę miesięcy temu poznałam a w sumie sam się nawinął mój obecny partner. Dzieci go uwielbiają a on uwielbia je. Rodzina go zaakceptowała... no ale reasumując... jego była. Był z nią dosyć krótko... półtorej roku... była to kobieta chora, lecząca się... która z początku dawała mu multum wrażeń, jego życie wydawało się bajką i chciało mu się żyć. W dodatku była wokalistką( występowała nawet w TV) rozstali się gdyż przestała brac leki i zaczęła pokazywać swoje prawdziwe oblicze... i teraz punkt kulminacyjny... już od początku naszej znajomosci brał ją i jej otoczenie jako przykład. Ona to ona tamto... tłumaczył się, ze po prostu nie ma z skąd brac innych przykładów bo z nikim nie był tak zżyty... sam tłumaczył, że gdy brała leki była do serca przyłóż. Niby mówi, że to przeszłość, że nigdy nie mógłby z nią być z powrotem. Jednak ja się boje. Ona była sama on sam nic ich nie ograniczało... żyli i korzystali z życia... sam stwierdził, że to była jego pierwsza wieka miłość... taka prawdziwa i że od razu czuł to coś. Ze mną już jest bardziej ostrożny. Boje się, że Nie będę w stanie mu dać tych wrażeń i emocji co ona... jestem osobą, która nie skacze, nie szaleje, powiedziała bym ze osobą nudną... mam paranoje na jej punkcie. Przeglądam jej zdjęcia. Porównuje ją, oglądam jej kanał na yt.. zazdroszczę... wiem, że była dla niego światem może i pozornym ale jednak światem... a ja ? Ja mogę mu jedynie dać posiedzieć na placu zabaw i raz na jakiś czas gdzieś wyjść samemu... przestał o niej gadać bo widział, że mnie to wkurza. Powiedział, że blednie interpretuje jego słowa i że za nią nie tęskni. Mówi ze liczę się dla niego tylko ja i moje dzieci. ( ostatnio nawet nazwał nas rodziną) ale strasznie nie ufam i nie wierzę...
  7. Hej,nie wiem za bardzo jak zacząć ale może pierwsze kilka słów o mnie. Jestem mama prawie półtora rocznej córeczki, niedawno dwa miesiące temu poznałam chłopaka i też ma córeczkę która sam wychowuje, zmarła mu żona w tamtym roku. Od kilku dni zauważyłam że coś się dzieję coś go męczy i w końcu powiedzial mi o co chodzi, chodzi o to że kilka razy przyszła do niego żona i on już zaczął się bać i też nie wie czy robi dobrze że zaczął się spotykać że mną czy to nie jest za wcześnie ma mieszanie uczucia sam nie wie co robić a ja tym bardziej chciałabym nam pomóc żebyśmy razem jakoś przez to przeszli
  8. Mam 35lat z mężem od 17lat razem, dwoje dzieci 8 i 12lat. Dwa lata temu rozstaliśmy się (mieszkaliśmy osobno) lecz po 4 miesiącach pozwoliłam mu wrócić, mieliśmy umowę, on tą umowę niedawno zerwał, znowu jestem w tym samym punkcie. Dałam się nabrać, jestem objęta pomocą psychologiczną. Czy dzieci powinny znać powód naszego rozstania? Mój mąż mnie okłamuje, ma koleżanki, o których ja się dowiadywałam przypadkowo. Znalazłam kiedyś smsa świadczącego o zdradzie. Dwóm kolejnym powiedział że je kocha. To jest tak pogmatwane, że długo by opowiadać.... Nie powiedziałam do końca prawdy dzieciom dlaczego się wtedy rozstaliśmy. Obawiałam się że chłopcy go znienawidzą. Chyba to był błąd, bo teraz mąż opowiada dzieciom że ja go zdradzam.... co nie jest prawdą, gdy wychodzę biegać on mówi do starszego syna: no mama idzie się spotkać z kolegą, słyszałam też jak mówił synowi żeby poszedł któregoś dnia za mną to się przekona, że mama kogoś ma. Syn mu chyba nie wierzy. Dzieci mają ze mną dobry kontakt mimo słów które słyszą z jego ust. Mąż pokazuje dzieciom, że on jest ten dobry a ja zła. Na drugi dzień udaje jak by się nic nie stało. Ja stosuję metodę szarego kamienia jest on dla mnie obojętny. Jego zazdrość jest tym większa im częściej robię coś dla siebie. PS Może ktoś z państwa napisze artykuł dla rodziców, jak pomóc dzieciom przetrwać rozwód, kłótnie, słowa które ranią, ciężko jest nam samym to przechodzić a co dopiero dzieciom gdy chodzi o osoby, które kochają i są dla nich najważniejsze.
  9. Witam jestem dwodziestoletnim mezczyzną i potrzebuje pomocy a raczej opinii osób bardziej zaznajomionych i bardziej doświadczonych w sprawach emocji relacji miedzyludzkich ludzkiej psychiki itd. No wiec wszystko zaczęło się nawarstwiac 5 lat temu dokladniej mysle ze po śmierci mojego ojca czyli najważniejszej osoby w moim życiu. Przezylem szok co jest raczej normalne ale po tym wydarzeniu wszystko zaczęło przybierać gwałtowny i bardzo negatywny kierunek. Otóż chciałbym się dowiedzieć czy jest osoba którą na podstawie przedstawionych danych a raczej objawów czy zachowań będzie w stanie określić i ocenic do jakich zmian w mojej psychice doszło i może oszacować i polecić najlepsza formę walki bądź leczenia. Wiec zaobserwowalem pewne niepokojace objawy bądź stany m.in problemy ze snem od kilku lat bardzo późno chodze spać ciężko mi się wysypiac i często jestem zmeczony, kiepskie samopoczucie bardzo często oraz fakt ze do zmiany mojego humoru wystarzcu mała rzecz przez którą od razu staje się smutny wkurzony mimo ze wszystko było okej , obnizona samoocena oraz brak wiary we własne umiejętności brak bycia pewnym ze jestem w czymś dobrym badz ze cos potrafię, zamkniecie się w sobie co prawda z natury jestem intowertykiem ale przez śmierć ojca oraz pozniejsze odrzucenie wielu osób zacząłem zamykać sie na innych bardziej niz kiedykolwiek indziej zacząłem pałać wręcz nienawiscia i pogarda dla ludzi mimo ze ich nie znam to czasem mam myśli ze każdy jest kimś złym w tym świecie tylko udaje zakładając maskie bo tego wymaga społeczeństwo i przystosowano się do życia w nim następną rzecz to właśnie niesmialosc i pewnego rodzaju brak przystosowania do życia w społeczeństwie stresuja mnie najmniej poważne sytuacje społeczne gdy tylko trzeba wejść w interakcje z ludźmi przeżywał wewnętrzny niepokój i niechęć. Takich zaobserwowanych nietypowych i trochę niepokojących objawów o ile można tak to nazwać zaoobserwowalem trochę więcej ale żeby się nie rozpisywac aż tak zadań konkretne pytania zastanawiać się czy sa ludzie nie z dłoni do miłości do wchodzenia w relacje z ludźmi poprzez doswiadczenia z przeszłości czy mogę jakoś nad tym pracować następnie zastanawia mnie czy na każdy z tych objawow jest jakiś rodzaj terapii oraz formy leczenia bądź formy starania się pracowania nad tym zależy mi na odpowiedzi ponieważ znalazłem się w punkcie w którym samemu nie dam rady sobie poradzić z tym wszystkim dowiedzieć się tego jaki jestem co konkretnie mi jest do jakich zmian w moim myśleniu oraz psychice doszło i czym to wszystko jest spowodowane dlatego zwracam sie z prośbą takiej pomocy do osób bardziej wyspecjalizowanych oraz bardziej kompetentnych w tej dziedzinie Z gory dziekuje za każda odpowiedz w razie niewystarczających opisów mnie bądź mojego dziecinstwa badzcow które wpłynęły moim zdaniem na to wszystko na miejsce i sytuacje w którym jestem postaram się odpowiedzieć i uzupełnić mój opis jednoczesnie przepraszam za brak znaków interpunkcyjnych i chaotyczna formę mojej wypowiedzi mimo to licze na konkretne odpowiedzi.
  10. Witam. Mam 43 lata. Kiedyś chodziłem na psychoterapię, było to jakieś 20 lat temu. Powodem był paraliżujące lęk na temat nieuchronnej śmierci. Jakoś minęło. Przez te wszystkie lata żyłem bez większych problemów wewnętrznych. Mam żonę i córeczkę. Kocham je mocno. Kiedy zaczęła się ta cała epidemia przeżyłem kilka dni strachu, ale to minęło i do zeszłego tygodnia było ze mną wszystko ok. Jednak zwyczajnie przeglądając internet natrafiłem na materiały dotyczące pogarszania się klimatu, mówiące o tym, że niedługo będzie katastrofa. Lub materiały o tym, że zaraz wybuchnie wojna, albo takie które mówiły o zagładzie ludzkości. Przez całe życie stroniłem od tego typu tematyki. Jednak coś mnie pchnęło w tą stronę, żeby czytać o tym wszystkim. Nagle poczułem silny strach ze względu na to wszystko o czym przeczytałem. Niekiedy odpuszcza, czasem jest słabszy, a niekiedy nasila się tak, że ledwo daję radę funkcjonować. Boję się o przyszłość. O to, że może stać się mnie i mojej rodzinie krzywda. Prześladuje mnie taki stan cały czas. Zaczynam się obawiać, że nie poradzę już z tym sobie sam, że to ze mną zostanie. Poza tym często czuję potrzebę poszukiwania dowodów na zaprzeczenie tym teoriom po to by siebie uspokoić. Nie wiem co mam z tym dalej zrobić bo może dojść do momentu jaki przeżyłem kiedyś kiedy poszedłem na psychoterapię. Do momentu, że mnie to sparaliżuje. A to grozi tym, że utracę przez to też rodzinę. To jest jakaś masakra. Sam nie wierzę, że coś takiego mi się dzieje w głowie. Nie sądziłem, że niewinny początek epidemii i początkowy uspokojony strach przejdzie w coś takiego. Dodam, że za młodu i w dzieciństwie żyłem w domu gdzie ojczym wszczynał burdy pijacie. Nigdy nie zapomnę tego uczucia lęku kiedy wracałem do domu z obawą o to co tam zastanę. Pozdrawiam.
  11. Wybaczcie że tak dużo razy się pojawiło ale mailem problem z internetem i odświeżało mi kilka razy stronę i tak jakoś wyszło
  12. Zaczynajac od dziecinstwa, molestowal mnie ojciec. Probowalam popelnic samobojstwo. w szkole szlo mo strasznie. Wolalam tam nie chocic. Teraz mam 29lat i męża i 2dzieci. Od szkoly mialam problem z nawiazywaniem znajomosci. Ciagle bylam o cos zazdrosna o wszystko. Ciagle podejrzewalam meza o zdradę. Teoche sie ro zmienilo po urodzeniu dzieci. Mam bardzo niska samoocene. Mąż wyzywal mnie i ponizal. W pewnym momencie postawilam mu jasno granice i nie dalam soba tak pomiatac. Maz wyjerzdzac zaczol za granice. Nie interesowal sie mna i dziecmi. Zaczelo sie psuc jeszcze bardziej. Pojawil sie w moim zyciu mezczyzna. Flirt trwal 6 miesiecy. Nie zdradzilam go fizycznie. Ale poczulam cos do tego mezczyzny. Poczulam sie atrakcyjna kobietą znowu. Lecz przyznalam sie mezowi co zrobilam i zerwalam kontakt z tamtym mezczyzna. Meczy mnie to ze mam trudnosc realnie nawiazac znajomość. Jak z kims rozmawiam szczególnie z kobieta czuje sie gorsza i glupsza. Ciagle mysle co ktos mysli. Boje sie miec wlasne zdanie. Jak ide gdzies to ciagle mam wrazenie ze kazdy na mnie patrzy i nikt mnie nie lubi. Ze jestem jakas dziwna. Jak z kim gadam a sie stresuje to plote bzdury albo sama nie wiem co mowie. Mowie szybko i chaotycznie. Musze miec wszystko zgodnie z planem jak cos jest nie po mojej mysli to wpadam w panikę.Z zazdroscia nie moge sobie poradzić kzywdzi mnie i innuch. Gadam bzdury na innych temat. Nie wychodze juz z domu. Co mam zrobic?
  13. Dzień dobry. Mam 29 lat, od niecałych dziewięciu miesięcy jestem matką. O dziecko staraliśmy się bardzo długo, udało mi się zajść w ciążę dzięki in vitro. Za sobą mam dwa poronienia. Ciąża była trudna, zagrożona od samego początku. Mimo wszystko po bardzo ciężkim porodzie, przyszedł na świat mój syn. Mój problem polega na tym, że panicznie wręcz boję się o zdrowie i życie syna. Wystarczy jeden niezidentyfikowany płacz, żebym zaczęła szukać na co może być chory. Znajduję jakieś objawy, dopasowuje do tego chorobę i mam atak paniki. Bardzo mocno go pilnuję, spędzam z nim cały czas, mimo wszystko czasem się gdzieś uderzy, coś sobie zrobi (zaczyna raczkować) akurat w momencie, kiedy jestem w łazience, czy robię mu mleko. Najchętniej z każdym jego uderzeniem, płaczem itp biegłabym do lekarza. Nie radzę sobie z tym. Mam przez to lęki, cały czas wyobrażam sobie, że na pewno jest na coś chory, tylko ja tego nie widzę. Mam często ataki paniki, nie mogę oddychać. Mam natręctwa myśli. Myśli mnie przytłaczają. Kiedy syn coś sobie zrobi, nie mogę pozbierać się po tym bardzo długo, wyrzucam sobie, że jednak go nie dopilnowałem. Próbowałam rozmawiać o tym problemie z rodziną - nikt nie stara się mnie zrozumieć. Bardzo proszę o pomoc - jak pozbyć się tych dziwnych natręctw myśli? W jaki sposób przestać bać się o takie rzeczy?
  14. Nie wiem co robić. Ostatnimi czasy mój nastrój ulega coraz to większym wahaniom. A to za sprawą nagromadzenia się wielu problemów, niepowodzeń, czy stresów. Nie radzę sobie z tym co ostatnio przynosi mi życie, tracę motywację i wiarę, że to może ulec poprawie. Czeka mnie teraz masa wyzwań i decyzji, a ja czuję się bardzo mocno zagubiona. Co zauważają osoby w moim otoczeniu, niestety nikt z nich nawet nie próbuje nawet ze mną o tym porozmawiać. Czuję się pozostawiona sama sobie. Nie potrafię określić dokąd zmierzam i czego tak naprawdę pragnę. Poznałam ostatnio chłopaka, można nawet powiedzieć, że się zakochałam. To aktualnie jedyny pozytywny aspekt mojego życia, ale mimo to wywołuje on również sporo trudności. Zwłaszcza w kontaktach z moją mamą. I chociaż mam póki co powodzenie w miłości, to nie czuję się szczęśliwa. Wszystko inne to przyćmiewa. Ciągle się boje i drżę na samą myśl o przyszłości. Jestem ostatnio nadzwyczaj płaczliwa, a do mojej głowy nagminnie napływają myśli samobójcze. Czuję, że wszystkich zawodzę, nie spełniam oczekiwań innych, ale i swoich. Czuję potworną niemoc, nie potrafię teraz nic dobrze zrobić. Mam wrażenie, że przegrałam życie. Chyba już mnie nic dobrego nie czeka, wyłącznie kolejne rozczarowania. Mam ochotę to zakończyć albo jakoś uciec od mojego życia...
  15. Dzień dobry. mam 20 lat, mieszkam z rodzicami, od listopada jestem bezrobotna. Jakoś na początku grudnia poszłam do psychiatry, który zdiagnozował u mnie zaburzenia depresyjno-lękowe. Przez pół roku brałam tabletki, ale stwierdziłam, że dokończę ostatnie opakowanie i przestanę je brać. Pamiętam, że już w podstawówce miałam problem z wyjściem do ludzi, z niską samooceną. Mój problem polega na tym, że strasznie boję się pójść do nowej pracy, nie chodzi o zwykły stres, tylko to jest coś silniejszego, na samą myśl o tym, że mam zadzwonić o pracę/wysłać cv zaczynam panikować. Pod koniec poprzedniego roku wysłałam CV do kilku miejsc pracy, umówiłam się na spotkanie, ale nie przyszłam na żadne, w ostatniej chwili rezygnowałam, bo się za bardzo bałam. Boję się nowych ludzi, nowych rzeczy, że sobie nie poradzę, że zrobię coś źle, boję się też niezrozumienia, że jeśli się w czymś pomylę, to szef/inny pracownik mnie wyśmieje lub skrytykuje (z tym się często spotykałam w pracy). Nie radzę sobie z tym, chciałabym mieć stałą pracę, mieć pieniądze na własne wydatki, a nie tylko pożyczać i pożyczać od rodziców. Aktualnie mam na oku jedną pracę w kawiarni, lecz nigdy nie pracowałam w takim czy podobnym miejscu. Jak mogę sobie z tym poradzić? Nie potrafię się przełamać..Zastanawiałam się też czy nie wrócić do tabletek, może one pomogłyby mi na początku z tym.
  16. Dzień dobry, Mam 24 lata, jestem programistą, niedawno zacząłem nową pracę i przeprowadziłem się do mojego ulubionego miasta. Zawsze byłem mocno zamknięty w sobie, lubiłem siedzieć w domu, miałem niewielu znajomych. Tuż przed kwarantanną mocno otworzyłem się na ludzi, udało mi się nawiązać kilka silniejszych przyjaźni, zacząłem czuć się bardziej komfortowo wśród ludzi. Sama kwarantanna mocno mnie zmieniła, wydaje mi się, że głównie pozytywnie. Mam jednak problem, z którym nie potrafię się uporać. Od kilku tygodni nie jestem w stanie się na niczym skupić. Nie jestem w stanie wykonywać swojej pracy, czuję się dziwnie otępiały i nieszczęśliwy. Często boli mnie głowa i źle sypiam, choć często czuję senność. Czasem kręci mi się w głowie. Gdzie powinienem szukać pomocy? Nie jestem pewien, czy powinienem skontaktować się z psychologiem, czy może neurologiem (a może jeszcze innym specjalistą)?
  17. Witam. W końcu zdecydowałem się na to aby skorzystać z pomocy specjalistów. Jestem zarejestrowany do psychiatry ale nie daje rady sam czekać. Otóż problem (tak uważam), tkwi we mnie... Mam ogromny problem z zazdrością. Oczywiście moja partnerka nie daje mi żadnych powodów abym ją miał. Przecież kontakt z innymi ludźmi jest rzeczą normalną. Zwyczajna rozmowa z płcią przeciwną wzbudza we mnie podejrzenia. Jestem świadomy, że brakuje mi pewności siebie (mógłbym zaryzykować stwierdzeniem, że praktycznie jej nie mam..). Każdy inny mężczyzna, który zwróci uwagę mojej partnerki jest dla mnie potencjalnym zagrożeniem. Nie wyglądam źle. Moja partnerka uważa, że mam super kondycje fizyczną i pokazuje mi to, że naprawdę się jej podobam ale to mi praktycznie nic nie daje. Cały czas doszukuję się CZEGOŚ... Czegoś ponieważ niczego u aktualnej partnerki się nigdy nie doszukałem.. Żadnego nadmiernego zainteresowania innym facetem, żadnego kłamstwa. Jedyne co widzę to to, że odsuwa się ode mnie co powoduje u mnie jeszcze większy problem. Wcale się jej nie dziwię, że tak jest bo sam byłem kiedyś w jej sytuacji. Możliwe, że żyję przeszłością, ponieważ poprzednie związki po jakimś czasie ich trwania, zaczynały wyglądać podobnie z tą różnicą, że tam się czegoś doszukałem. Przytłacza mnie codzienne życie tj. całodniowa rozłąka (ona w pracy-ja w pracy). Brak kontaktu w ciągu dnia (tego kontaktu, który kiedyś był codzienną normą). Dobija mnie to do takiego stopnia, że potrafię siedzieć sam ze sobą i myśleć czy nie lepiej by było jakbym uciekł z tego związku i nie czuł tego uczucia. Aczkolwiek mam świadomość, że kolejne związki w zaawansowanych etapach wyglądałyby tak samo jak ten. Czytałem coś na internecie o zazdrości i natrafiłem na nazwę "Zespół Otella". Trochę się z tym zacząłem utożsamiać co spowodowało podjęcie decyzji o zapisaniu się do psychiatry. Za każdym razem, gdy ZNÓW poruszam "poważny" temat, to czuję się nie zrozumiany, słyszę - męczysz... Tak szczerze mówiąc, jest to pierwsza moja partnerka, która pokazała mi, że problem leży we mnie. Że to moje zachowanie jest "inne". Bardzo bym chciał z kimś o tym porozmawiać. Z moją partnerką rozmawiamy na spokojnie i tłumaczy mi setny raz tak samo wszystko i do mnie to dociera ale na chwilę. Za jakiś czas, te złe myśli wracają i znów trzeba mi tłumaczyć, żebym się "ogarnął". Żadna rozmowa nie przynosi skutków i jest to problem, którego nie potrafię sam rozwiązać.
  18. Witajcie, jestem Ola, mam 24 lata. Miałam agresywnego chłopaka, był bardzo dla mnie podły. Często kłamał, był leniwy, wykorzystywał mnie. Jeszcze muszę płacić cenę za ten związek i sprzątać po nim niestety. Teraz mieszkam z mamą, a z rodzicami moje relacje też były wyjątkowo niełatwe zawsze byli bardzo nerwowi. Znaczy - jestem tylko z mamą, bo ojciec po rozwodzie z matką totalnie mnie odrzucił. Ostatnie słowa jakie po nim pamiętam to: "zawsze byłaś dla nas ciężarem". Na codzień staram się być dobrą osoba dla innych, pracuję, ćwiczę, czytam, lubię dbać o siebie. Mam kilku, bardzo fajnych znajomych. Ale nie rozumiem dlaczego zawsze najbliżsi dla mnie ludzie są tacy podli wobec mnie. Mój były chłopak, którego zostawiłam, moja matka matka, która czuję agresję do świata (chociaż potem na jakiś moment jest dla mnie super i tak na przemian). Ja czuję się potwornie zagubiona w świecie, gdzie najbliżsi potrafią być katami wobec Ciebie. Jestem nerwowa i strachliwa, mimo że staram się zgrywać twardziela. Jak znaleźć promyk, gdy bliscy całe życie tak tyrają. Jeśli ktoś ma podobne doświadczenia, może niech się podzieli, bo... Ja naprawdę tracę nadzieję na życie. Wiele przeszłam, nie chcę dla innych źle, a mimo to, dobija mnie brak perspektyw na lepsze zycie, które walczę.
  19. Witam. Jestem 25 letnia kobieta. Mam 15 miesięczne dziecko i jestem w 5 miesiącu ciąży. Mieszkam w domu z mężem i tesciowa. Moj problem polega na nie dogadywaniu sie z tesciowa... ponieważ wszystko musi być tak jak ona chce i jeśli coś jest inaczej to się obraża. Rozmowa z nia absolutnie nie wchodzi w grę... bo na każdym kroku sie odwraca i wychodzi. I zawsze dzwoni po swoim rodzeństwie i sie żali ze ona chce dobrze. Robi obiady (i tyle) a ja ciągle jestem zła... a nie widzi całej otoczki dlaczego jestem zla( nie okazuje tego krzykiem - po prostu wole juz teraz nic nie mówić bo i tak to nic nie daje) A Zła na nią jestem dlatego ze na każdym możliwym kroku mówi mi co mam robić... ile mężowi sosu do obiadu nałożyć, jaka kawe mu zrobic (a jestesmy juz 3 lata po ślubie) kiedy mam iść do toalety ( bo ona widziała ze dawno bylam a ona chodzi co chwilke) co i jak mojemu dziecku mam dawac do picia i jedzenia bo ona (40 lat temu) dawala inaczej. Wszystko na kazdym kroku krytykuje i na wszystko narzeka... jak zrobię placka to jeszcze nie sprobuje a juz mówi że to "muł " i ze ona takich nie je. Jak jej wnuki przyjdą a planek jest gotowy a mnie nie ma w domu to mówi dzieciom ze nie może im go dac bo ja będę krzyczec ( a nigdy nie krzyczałam ani nie zabraniałam nikomu nic jesc itp.. zwłaszcza dzieciom . ) Jak obiad zrobie to ona zawsze przed samym podaniem obiadu je cos innego byle by mojego nie zjesc.. bo już jest bardzo glodna ze nie wytrzyma do obiadu. A obiad mamy zawsze o stałej porze jak maz wraca z pracy. Najgorsze w tym wszystkim ze przy moim mężu ona jest inna... idzie do pokoju położyć się i mało co się odzywa... a jeśli już dojdzie do rozmowy z moim mężem na ten temat to on wszystko zwala na mnie ze ja to sobie wymyślam albo robie problem z niczego... przez co ostatnio malo co rozmawiamy ze sobą... Nie wiem jak mam z nimi rozmawiać i jak się zachowywać... czuje się jak wróg w tym domu...
  20. Okres adolescencji to czas szybkich i trudnych zmian. Rzeczywistość stawia przed nastolatkami szereg wyzwań. Mat-fiz czy biol-chem? Dokąd pójdę na studia? A może nie studia, tylko praca? Czy wyprowadzać się z domu rodzinnego po szkole? Co ja robię ze swoim życiem? Co z nim zrobię? Kim ja w ogóle jestem? Jak chcę być postrzegana przez innych? Kim chcę być? Te i inne pytania pojawiają się w głowach większości nastolatków. Zauważalne jest to, że we współczesnym świecie młodzi ludzie mają przed sobą wiele różnych opcji. Z jednej strony można uznać to za coś pozytywnego – mogą przebierać w ofertach, które podsuwają rodzice, nauczyciele czy znajomi. Z drugiej strony – jak się w tym połapać? Skąd nastolatek ma wiedzieć, czy chce poświęcić wiele lat na studiowanie medycyny? Czy w ogóle chce być lekarzem? Czy chce poświęcać swoją młodość na naukę, czy może woli wykorzystać ten czas na podróżowanie czy pielęgnowanie znajomości? To, że odpowiedzi na te pytania nie zawsze są łatwe, jest normalne. Naturalne jest, że w wieku kilkunastu lat nie posiada się bogatego doświadczenia i pewności co do tego, jaka jest wymarzona przyszłość. Odpowiedzi na te pytania wymagają wiele wysiłku, pracy, czasu i zdobycia informacji o sobie. Wiele danych wskazuje, że w czasie dojrzewania i wczesnej dorosłości mają miejsce najbardziej intensywne procesy poszukiwania i kształtowania się tożsamości. Tożsamość to osobista wizja swojej własnej osoby. Niepewność, poszukiwanie swojej drogi i próbowanie różnych opcji to nieunikniona część kształtowania tożsamości, bez tego rozwój jest niemożliwy. E. Erikson (1997), jeden z prekursorów badań nad rozwojem tożsamości, podkreśla, że jest to droga od poczucia braku pewności na temat siebie, swojego wyglądu, mocnych cech, wartości czy niepowtarzalności do poczucia całkowitego zintegrowania. W czasie dojrzewania dochodzi do tzw. rozproszenia tożsamości. Charakterystyczne jest dla niej to, że nastolatkowie odczuwają potrzebę zmiany, nowości, pewności, jednak nie mają jeszcze wystarczająco dużego doświadczenia i narzędzi, aby wprowadzić pożądane zmiany. Na tym etapie czują niepewność, dezorientację, frustrację, a ich działania mogą wydawać się nieprzemyślane i chaotyczne. Na późniejszym etapie rozwoju nastolatkowie wchodzą w tzw. fazę moratorium. To czas, kiedy zaczynają eksplorować, próbują nowości i zdobywają coraz więcej informacji na temat świata. Pojawia się eksperymentowanie w różnych obszarach życia – czy to w relacjach z rodzicami, nauczycielami, rówieśnikami, czy w obszarze seksualności, wyrażaniu siebie. Dzięki temu, że młode osoby podejmują nowe aktywności i realizują nowe pomysły, zdobywają coraz więcej informacji potrzebnych do kształtowania się tożsamości. Ważne jest, aby w tym czasie zadbać to, żeby nastoletnie dzieci miały możliwość wyboru, decydowania zarówno o swoich zachowaniach, działaniach, jak i wyznawanych wartościach czy ideologiach. Tutaj ważną rolę pełni wsparcie ze strony rodziców, dalszej rodziny, nauczycieli czy psychologów szkolnych – ważne jest znalezienie dorosłej osoby, która będzie wspierać w tym niełatwym czasie. To wymagające zadanie dla dorosłych, jednak wzmacnianie samodzielności, autonomii i dawanie przestrzeni na własne wybory zdecydowanie sprzyja rozwojowi nastolatków. Kolejnym etapem rozwoju tożsamości jest tzw. tożsamość osiągnięta. Tutaj adolescenci mają poczucie, że sami aktywnie kształtują swoją własną tożsamość zgodnie z własnymi aspiracjami, sumieniem, marzeniami czy wartościami. Ostatnią fazą może być także tożsamość przejęta, czyli taka, którą nastolatek przyjął, bo została mu narzucona lub nie miał przestrzeni na inny wybór. Może to spotkać nastolatków, których rodzice upierają się przy wyborze konkretnej ścieżki kariery lub nie zadbali o stworzenie różnych opcji dla swojego dziecka. Jeśli chodzi o ramy wiekowe poszczególnych faz, to ciężko jest je wskazać, ponieważ każdy rozwija się w swoim tempie. Ważne jest, aby nastolatek odnalazł przestrzeń, w której jest miejsce na rozwój. „Swoje miejsce” można znaleźć w grupach osób o podobnych zainteresowaniach, w rodzinie, w szkole czy w grupie znajomych. W relacjach z dorosłymi ten czas może być trudny – często dorośli nie pamiętają o specyfice bycia adolescentem. Nierzadko używa się pojęcia „bunt młodzieńczy”, który potocznie definiuje nieposłuszeństwo czy krnąbrność. W rzeczywistości „bunt” jest negatywną odpowiedzią na oferty, która są składane przez świat dorosłych czy społeczeństwo. Negowanie niektórych propozycji jest normalne i służy rozwojowi. Nastolatek ma prawo nie przyjmować definicji siebie, która jest mu narzucana – nie musi być lekarzem, ministrantem, kosmetyczką czy geniuszką w dziedzinie gry na wiolonczeli. Wraz z rozwojem i dojrzewaniem nastolatkowie, jako uważni i dociekliwi obserwatorzy, coraz częściej spostrzegają, że rzeczywistość ich zawodzi. W tym momencie wyrażanie sprzeciwu jest naturalne i świadczy o tym, że procesy rozwojowe przebiegają prawidłowo. Rodzice okazują się nie tak idealni, jak byli za czasów dzieciństwa, nauczyciele nie zawsze mają rację, prawa człowieka nie są przestrzegane w wielu miejscach na świecie. To naturalne, że w tym czasie nastoletnie dzieci mogą czuć się rozczarowane i zagubione. L. Witkowski (2000) wymienia pozytywne skutki „buntu młodzieńczego” – między innymi możliwość zredukowania napięcia, zdobycie akceptacji w grupie osób o podobnych poglądach, nauka podejmowania samodzielnych wyborów, decydowania o sobie, dbania o własne granice. Jeżeli jako rodzic obserwujesz, że Twoje dziecko nie wie, co ze sobą zrobić, jaką drogę wybrać, jak się w tym odnaleźć, pamiętaj, że to naturalny etap jego rozwoju. Aktualnie przez zamknięcie szkół odnalezienie się może być większym wyzwaniem i powodować większe napięcie, niż zazwyczaj. Pamiętaj, że nauka podejmowania samodzielnych decyzji i niezależności to proces, w trakcie którego nastolatkom może być ciężko. Pozwól im poszukiwać, eksplorować, eksperymentować, jednocześnie upewniając się, że mają w Tobie wsparcie i akceptację. Zrozumienie perspektywy innej osoby wymaga uważności i chęci. Może być Ci ciężko, to niełatwe zadanie, aby pozwalać swojemu dziecku na coraz większą swobodę, a jednocześnie czuwać nad jego bezpieczeństwem. Od wielu rodziców słyszę, że mają już dosyć, brakuje im sił, czują bezradność wobec zmiennego zachowania dziecka, opadają im ręce, kończą się pomysły, a dotychczasowe metody wychowawcze się nie sprawdzają. W tym momencie pojawia się złość, niepewność, smutek, frustracja, napięcie, irytacja - trudno jest mimo takich emocji zadbać o efektywną, spokojną komunikację. Bycie rodzicem nastolatka to wyzwanie, w którym wielu rodziców potrzebuje wsparcia. Jeżeli czujesz, że jest Ci trudno z emocjami pojawiającymi się w relacji z nastoletnim dzieckiem, chciałbyś lepiej dbać i wspierać jego rozwój a jednocześnie zadbać o siebie, poszukaj wsparcia! Rodzice nastolatków - nie jesteście w tym sami 😉 Źródła: I. Obuchowska, Adolescencja [w:] B. Harwas-Napierała, J. Trempała (red.) Psychologia rozwoju człowieka, tom 2. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2004, s. 170. D. Musiał, Kształtowanie się tożsamości w adolescencji. „Studia z Psychologii w KUL”, 14, 2007, s. 73-92. I. Brzezińska, Tożsamość u progu dorosłości. Wizerunek uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Wydawnictwo Naukowe Wydziału Nauk Społecznych, Poznań 2017, s. 136-143. M. Jarymowicz, Psychologia tożsamości.[w:] J. Strelau (red.),Psychologia. Podręcznik akademicki, tom 3 – Jednostka w społeczeństwie i elementy psychologii stosowanej, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2002, s. 107-125.
  21. Dzień dobry, jestem 24 letnia kobietą, która jest za miła. Kiedy kłóce się z swoim chłopakiem, on potrafi sie długo gniewać, natomiast mnie wszystko szybko przechodzi. Nie umiem trzymac na swoim . Stawiam sobie zalozenia, że nie będę się poddawać mu, a jednak kiedy tylko jest okazja do rozmowy jestem mila i przyjaźnie nastawiona. Wtedy powstaje stres, z jedenj strony chciałabym mu odwzajemnić odpowiednie uczucie, np adekwatna niechęć, jednak nigdy mi nie wychodzi, staje się uległa. Co zrobic aby tak sie nie działo, że nie umiem utrzymac swojego zdania wzgledem drugiej osoby, choc wiem że na wszytsko potrzeba czasu, chciałabym to zalatwic odrazu- co jest nie możliwe, bo nie wpłyne na druga osobę, więc się mu poddaje, zamiast stawić asertywnie mu czoła. baardzo prosze o pomoc
  22. Dzień dobry, Jestem 29 letnią kobietą. Szukam pomocy. Od dwóch lat pracuję na stanowisku kierowniczym. Bardzo chciałam tę pracę podjąć i zależało mi aby wykazać się jako dobry pracownik. Pracowałam dużo i długo. Dopiero po pewnym czasie dotarło do mnie, że nie tylko jestem wykorzystywana do granic możliwości, ale również szef zaczyna mną manipulować. Grupa współpracowników była do mnie wrogo nastawiona, okazało się ostatnio, że to przez samego szefa i jego opowieści na mój temat. W grudniu 2019 roku miałam na sobie kilka zastępstw i zgłosiłam się na rozmowę do przełożonego, że już nie daję rady. Pracuję od 8 do 21, w domu bywam gościem, telefony dzwonią bez przerwy, również w weekendy. Podniósł na mnie głos, że nie potrafię organizować czasu pracy, mam bałagan, a poza tym to niektórzy ludzie mówią mu pewne rzeczy na mój temat i wcale nie przykładam się do obowiązków tak, jak powinnam. Wtedy coś pękło. Moja praca polega nie tylko na zarządzaniu ludźmi, ale i odwiedzaniu klientów w miejscu zamieszkania - często osoby z marginesu społecznego. Miałam pewien incydent, w którym było zagrożone moje zdrowie i życie - został on zlekceważony. W czasie pandemii musiałam wrócić do pracy wśród ludzi i w miejscu ich zamieszkania, byłam do tego zmuszana konsekwencjami, jakie zostaną wobec mnie wyciągnięte. To, czego się nabawiłam... - migrenowe bóle głowy praktycznie codziennie (wizyta u neurologa nie potwierdziła żadnych problemów zdrowotnych) - bóle brzucha i ściskanie w żołądku (wizyta u lekarza chorób wewnętrznych niczego nie wykazała) - kołatanie serca, bardzo wysokie ciśnienie (175/90) (wizyta u kardiologa niczego nie wykazała, EKG w normie) - wybudzanie w nocy i lęk przed obowiązkami, najchętniej zaczęłabym pracować od 3 w nocy aby ze wszystkim się uporać, - agresja w stosunku do siebie i bliskich, strącenie widelca ze stołu powoduje napad agresji, - przesadnie reaguję na słowa - wydaje mi się, że ktoś mnie ignoruje, bierze za kłamcę, żartuje sobie ze mnie, chce dla mnie źle - mam zaniki pamięci - jadąc samochodem potrafię nie pamiętać, co się działo przez ostatnie 10 minut na drodze, - na zmianę nie jem nic lub objadam się wszystkim co mam pod ręką, - czuję przygnębienie bez wyraźnego powodu, nie potrafię się zrelaksować. Najgorsze jest natomiast to, że panicznie boję się odebrać telefon od pewnego czasu. Sam jego dzwonek powoduje ścisk w żołądku i lęk, że ktoś będzie dla mnie prokuratorem, że zacznie mnie rozliczać, kontrolować, łapać za słowa. Obawiam się dzwonka w drzwiach czy pukania do drzwi, nie otwieram. Dostałam zwolnienie od psychiatry, natomiast lęki nie mijają, wyłączyłam wszystkie telefony, gdyz szef dzwonił bez przerwy! Pomimo, że prosiłam go, aby tego nie robił, wypytuje co mi dolega... kolega obgaduje mnie do innych współpracowników, ze musiał wziąc za mnie zastępstwo. sama myśl o powrocie do pracy powoduje bóle głowy i suchość w gardle. Mieszkam w małym mieście, o pracę, w szczególności w czasach pandemii, bardzo trudno. Ciężko mi również podjąć inicjatywę i wziąć na barki ciężar rozmowy rekrutacyjnej. Nie wiem co mam dalej robić...
  23. Hej, mam na imię Justyna, mam 25 lat. Wczoraj zakończyłam 9,5 letni związek. Przez wiele lat wyglądało to tak, że musiałam się o wszystko prosić, o poświęcony czas, o pomoc w czymkolwiek, z czasem po prostu przestałam prosić bo wiedziałam że będzie to zrobione z łaska. 3 lata temu zamieszkaliśmy razem, zaczął się problem z pieniędzmi, ja mając gotówkę,, studencka" staralam się zaoszczędzi ile tylko się dało, on zarabiając prawie 3 tysiące nie umiał zaoszczędzić nic. Z czasem zaczęliśmy się po prostu dzień w dzień kłócić, zaczęło się psuć, mimo to z akademika przenieśliśmy się do wspólnie wynajmowanego mieszkania, problem jednak nie znikał. W międzyczasie znalazłam bardzo wymagająca pracę w której mobbing był na porządku dziennym (jestem DDA i nie potrafię się niestety odezwać w swojej obronie w takich sytuacjach) i robiąc 210 godzin miesięcznie studiowałam dziennie, a w przerwach między zajęciami biegałam do psa. On z czasem kazdy dzień wolny zaczął wykorzystywać na to, żeby wracać do domu, pomimo że nigdy na mnie nie krzyknął to czułam się bardzo samotna w związku, że strony rodziny tez wsparcie prawie zerowe, byłam z tym wszystkim po prostu sama. Po czasie w pracy poznałam kolegę, z którym od początku złapałam bardzo dobry kontakt. Po czasie uświadomiłam sobie, że bardzo ucieka mi do niego serce, no i po roku znajomości wywiązał się z tego romans, zakochałam się Bez pamięci, co poskutkowało tym, że po 1,5 miesięcznej przerwie zakończyłam wczoraj 9letni związek z pierwszym partnerem (dodam że pół roku wcześniej wynajęliśmy sale na wesele, bo zylam z myślą, że jakoś to będzie). Usłyszałam że następnym razem spotkamy się na jego pogrzebie i że zmarnowałam mu 9 lat życia, teraz czuję ogromny żal, wyrzuty sumienia i pustkę, nie wiem czy dalej go po prostu kocham, czy to przez widok jego jak płacze pierwszy raz w życiu i usłyszane słowa. Pomocy, nie wiem co robić, przez całą sytuację znowu powróciły leki nocne przez ktore wybiegam z łóżka a później nie mogę się uspokoić
  24. Jutro czeka mnie wizyta u psychologa. Nigdy wcześniej nie byłam na takiej konsultacji. Dostałam skierowanie od lekarza rodzinnego (po skierowanie do lekarza POZ wysłał mnie laryngolog). Od dawna czuję, jakby mi coś zalegało w nosie, na początku nie utrudniało mi to funkcjonowania, ale od października ub.r. mój stan znacznie się pogorszył i mam od tego czasu poważne trudności z oddychaniam przez nos i usta. Laryngolog twierdzi, że nic w moim nosie nie widzi, ale chodziłam dotychczas do lekarzy na NFZ (do psychologa też się zapisałam na NFZ) i żadnych bardzo dokładnych badań mi nie robił. Na ostatniej wizycie wysłał mnie do psychologa (wspomniał też, że psycholog mnie pewnie wyśle do psychiatry) i kardiologa (bo czasem budzę się w nocy przez utrudnione oddychanie). I właśnie jutro mam termin. Strasznie się boję, bo poza tym podejrzeniem nerwicy wiem, że mam też inne problemy psychiczne. Jeszcze w podstawówce/gimnazjum uświadomiłam sobie, że mam niemal wszystkie objawy fobii społecznej, a niedawno doszłam do wniosku, że prawdopodobnie mam też urojenia i depresję (mam 20 lat). Boję się nawet wspomnieć o tych dwóch ostatnich, nie wyobrażam sobie, że z kimkolwiek mogłabym o tym rozmawiać. W sumie to nawet nie wiem, czy wspomnieć o czymkolwiek poza tym na co dostałam skierowanie... Bo niby o fobii jestem gotowa powiedzieć, ale i tak mnie przeraża dalsze rozmawianie o niej. Cały czas nie jestem pewna czy mam nerwicę, mam też teorię, że laryngolog po prostu nie zrobił/zlecił mi wystarczająco dokładnych badań laryngologicznych, żeby dociec co mi jest. Najchętniej bym to odwołała i siedziała w domu. Boję się, że się rozpłaczę w gabinecie, bo naprawdę nie mam pojęcia jak moje ciało zareaguje na mówienie obcej osobie o tak delikatnych i trudnych dla mnie tematach, pewnie będę się strasznie trzęsła... Nawet nie potrafię sobie tego wyobrazić, a to już jutro 😢 Od czasu kiedy mama mnie zapisała do psychologa, starałam się od siebie odsuwać wszelkie myśli o tym co mnie czeka, bo wiedziałam, że bym się ogromnie stresowała. Ale teraz już mi nic innego nie pozostaje, chciałabym się jakoś przygotować (chociaż nie mam pojęcia jak to zrobić i na miejscu pewnie wszystko i tak bym zapomniała z przerażenia), a jedyne co mi się chce to płakać, że muszę tam iść... Strasznie się boję i nie wiem co robić
  25. Dzień dobry Troszke lękam się, ze mój problem może być nie tak wielki jak innych, przez co mogę zapchać skrzynkę, chodź wiem ze każdy problem jest równie ważny. Mam 21 lat, studiuje. Gdy byłam mała czułam ciągły stres. Nie wiem z jakiej przyczyny. Skończyło się to koło lat 10. Jestem pewna siebie osoba. Bardzo ambitna. Mam problem z emocjami. Zawsze próbowałam się podpasowac pod innych dookoła. Ciagle kolegowałam się z kimś innym, bo wiem ze mogę. Czasami sama sobie wmawiam różne rzeczy. Mój problem polega na tym ze nic nie czuje, życie oglądam jak film, odczuwam (jesli są takie sytuacje gdzie mogłabym to odczuć) stres lub złość. Nie umiem się cieszyć. Śmieje sie, nie mam problemu ze wstaniem z lozka. Nie mam myśli samobójczych, lubie życie, jednak jest to pewien problem. Głównym moim problemem jest agresja. Nigdy nie miałam z tym problemu, jednak teraz bywam agresywna do każdego. Nie bez powodu, zawsze jakiś jest. Wiem ze jestem dominacyjna osoba. Mam tez problem z ocena. Ocena siebie także, oceniam siebie bardzo dobrze lub bardzo źle.(Źle znoszę krytykę) Oceniam wszystkich dookoła i wszystko. I jestem oceniana na bierząco. chce pokonać ciągła potrzebę oceniania i problem agresji. Kiedyś bywałam paranoiczna. Wiem ze dużo wyniosłam z różnych sytuacji domu itd, ale chodzi mi o to jak to pokonac jak nie być agresywnym jak przestać oceniać i jak zacząć czuć gdy próbuje coś zrobić z tymi problemami- nasilają się. mam tez zachowania kompulsywne jak obgryzanie polikow, skubanie paznokci czy skórek. pozdrawiam

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.