Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'stres'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 214 wyników

  1. Witam, mam 33 lata i jestem mamą 3-latka. Mam męża, z którym spotykałam się przed ślubem 6 lat, po ślubie jesteśmy 5 lat. Więc znamy się długo, ale niestety okazało się, że nic o sobie nie wiemy. Mąż mnie okłamuje, manipuluje. Pracuje ze swoimi rodzicami, jest niejako uzależniony od nich finansowo, a jego matka w dalszym ciągu uważa go za małego synka i kontroluje jego życie. Kupuje mu ubrania, mówi mu kiedy ma kupić sobie nowe buty, że ten czy tamten kolega jest dobrym towarzystwem. Wiem, że mężowi to przeszkadza, ale w związku z tym że ma kasę od mamy to nie może się od niej odciąć. Ja jestem na drugim planie bo ja go nie finansuje. Miałam swoją pracę, ale poświęciłam się dziecku i zostałam w domu. Dopiero teraz syn poszedł do przedszkola, więc ja będę wracać do pracy. Mieszkamy sami, ale w domu którzy wybudowali 20 lat temu teściowie i go remontujemy, ale teściowa też w tą sferę się wtrąca. Ja jestem osobą która chce być taktowna, i wprost nie umiem powiedzieć, żeby się nie wtrącała. Tłamszę te uczucia w sobie, ale ostatnio coś we mnie pękło. Od co najmniej 2 lat się źle czuję. Miałam robione tysiące badań, łącznie z rezonansem magnetycznym głowy, ekg serca itp. Wyniki wychodzą ok, a ja się źle czuję, mam przyśpieszone tętno które wynosi ok.100. Codziennie boli mnie głowa, Czuje się roztrzęsiona, ręce mi drżą, mam płytki oddech, uczucie gorąca na twarzy i od razu robię się czerwona. Strasznie się boję, że może mi się coś złego stać. Często badam sobie ciśnienie krwi. Gdy byłam mała, miałam ok. 3 lata byłam w szpitalu i później gdzies do ok. 10 roku życia miałam wiele badań i konsultacji. Później zmarł mój dziadek i bardzo przeżyłam jego odejście. Oprócz tego kiedyś będąc w szpitalu u dziadka zacięłam sie w windzie bo jechało nią za dużo osób i bardzo sie wystraszyłam i długo nie jeździłam winda. Rodzice jeździli a ja chodziłam po schodach. Przełamałam się dopiero mając 25-28 lat. Jeśli ktoś mówi o chorobach to ja nie mogę tego słuchać. Bardzo przeżywam jak usłyszę, że jakiś znajomy miał np. wylew czy zawał. Od razu mi się robi słabo. Codziennie źle się czuję, jest mi słabo... Jestem dodatkowo bardzo zmęczona, nie mam energii, na nic się nie leczę a czuje się jakbym miała tysiąc chorób. Chciałabym sobie jakoś pomóc, staram sie normalnie funkcjonować, robić zakupy, wypełniać swoje obowiązki w domu, ale nawet jak nie mam podstaw do stresu to podświadomie jestem bardzo zestresowana... Zastanawiam się czy to nie jest właśnie sfera emocjonalna. Nawet jak np idę po zakupy spożywcze to jestem taka cała spięta i szybko chce wracać do domu. Bardzo rzadko mam chwile luzu. Codziennie jak wstaje to od razu się źle czuję. Z mężem niestety nie mam zbyt dobrych relacji, wiem, że on nie jest ze mną szczery i nawet jak mu o tym mówię, to on to bagatelizuję. Dlatego nie mogę liczyć na szczerą rozmowę z nim i z tymi moimi problemami jestem sama. Proszę o podpowiedź co robić, gdzie szukać pomocy, albo co zrobić, żeby samej sobie pomóc.
  2. Witam, mam chyba bardzo nie typowy lub też typowy problem. Mianowicie nie potrafie normalnie rozmawiac z ludzmi. Gdy wchodzę do sklepu pełnego ludzi to zaczynam się w głębi trząść, stresować, nie potrafie normalnie rozmawiac z ludzmi, ktorych nie znam na luzie tak jak to robia inni. Często kiedy ktoś do mnie rozmawia to nie potrafie się normalnie wypowiedzieć czy uśmiechnąć. Czy to wina jakiś lęków? Nerwów? A może witamin czy braku obycia z ludzmi? Dodam , że zbyt wielu znajomych nie mam i bardzo często siedzę sam całymi dniami. Przez to często popadam w alkohol mimo, że tak na prawdę jakoś mnie nie ciągnie, że muszę wstać rano i napić się. Według mnie to jakieś objawy nerwicy, ale nie jestem fachowcem i nie potrafie pomóc samemu sobie dlatego też zadałem te pytanie tutaj...
  3. Podcast na tema tego czym jest mobbing, jakie są jego przyczyny, konsekwencje oraz jak się przed nim bronić, jaki mu przeciwdziałać.
  4. Dzień dobry, Ja: 35 lat, matka 15-letniego chłopca, po rozwodzie i kolejnej dłuższej relacji. Ostrożna przy zawieraniu nowych znajomości, zdystansowana. On: 35 lat, świeżo po rozwodzie, po 11 letnim związku. Córka, 2 latka. W wyniku trudnej sytuacji materialnej wyjechał do pracy do Niemiec, żeby kupić dom dla żony i córki, zapewnić im godne życie. W Polsce bywał raz na 2-3 tygodnie. Choruje na reumatoidalne zapalenie stawów, ale mimo bólu, zaniedbywał siebie, żeby tylko dać żonie wszystko. Przez chorobę stał się drażliwy, częściej się kłócili, w końcu żona go zdradziła i wyprowadziła z córką, on nawet nie wie gdzie mieszkają, nie widział córki od pół roku. Mają też nieuregulowane sprawy związane z kredytem. My: poznaliśmy się przez internet, od razu zaiskrzyło. Nasza relacja była krótka, ale bardzo intensywna, żeby wykorzystać czas przed jego powrotem do pracy do Niemiec. Widywaliśmy się po 8-11 godzin dziennie. Mamy podobne charaktery, priorytety w życiu, podobnie lubimy spędzać czas. Rozmawialiśmy na wszystkie tematy, zawsze było o czym rozmawiać. Zaproponował, że da mi klucze do swojego domu, że może bym się do niego wprowadziła, mieliśmy plany na najbliższe pół roku. Miałam wrażenie, że jest trochę zdesperowany, ale jednocześnie czułam, że jego intencje są szczere. Musiałam go nawet hamować, że o takich sprawach to możemy pogadać dopiero po jak się lepiej poznamy. Sprawiał wrażenie bardzo zakochanego, miał maślane oczy, wyznał mi to. Spełniał każdą moją zachciankę, żałował, ze nie poznaliśmy się wcześniej bo jest taki szczęśliwy. Oficjalnie zostaliśmy parą. Ja byłam bardziej zdystansowana, ale on wiedział, że to wynika z moich poprzednich przeżyć, powiedział, że mnie nigdy nie skrzywdzi. Podczas jego kolejnego pobytu w Polcse zabrał mnie nad morze, bo wspomniałam, że dawno nie byłam. Wyjazd był cudowny, najpiękniej spędzony czas od dawna. Gdy wracał do Niemiec obiecał, że zadzwoni po drodze i jak dojedzie, ale miałam jakiś problem i chciałam porozmawiać od razu. Dał znać że dojechał, a ja strzeliłam focha, że nie zadzwonił po drodze. Wiem, że w dniu wyjazdu jest bardzo zajęty i niepotrzebnie się na niego obraziłam, ale jego reakcja mnie kompletnie zaskoczyła. Była nieadekwatna do sytuacji. Zerwał ze mną, powiedział, że chce mieć spokój, ma wystarczająco dużo swoich problemów i nie potrzebuje, żeby wylewać na siebie swoją frustrację. Od tej pory nie odpisuje, nie odbiera telefonu. Nie jestem natarczywa, raz opisałam mu w wiadomości sytuację z mojego punktu widzenia, przyznałam się do błędu, przeprosiłam. On tylko, że nie chce moich przeprosin, że tak mu się odwdzięczyłam za wyjazd i że już nigdy nie zamierza się starać. I znowu cisza... Dorosły mężczyzna, a nie chce rozmawiać, rozwiązać problemu... Próbowałam o n iego walczyć, ale skoro nie widzę reakcji, ma to swoje granice. Na koniec podziękowałam mu za miło spędzony czas i życzyłam mu dużo szczęścia. Nadal mi na nim zależy, ale nie wiem jak do niego dotrzeć, najlepiej byłoby porozmawiać osobiście, ale jest w Niemczech. Wraca za tydzień. Ma moją walizkę, ja jestem mu winna pieniądze, więc liczę że się spotkamy. Nie wiem dlaczego tak gwałtownie zareagował, czy kochał czy udawał, jak może tak nagle przestać komuś zależeć? Co jeszcze mogę zrobić, żeby go odzyskać? Czy lepiej odpuścić, bo nie zasługuję na takie traktowanie. Na razie dałam mu spokój, czas na odpoczęcie, przemyślenie, zatęsknienie...
  5. Witam. Man 28 lat i kestem samotną mamą 6 letniej córeczki. Pracuję i studiuję jednocześnie. Staram sie zagwarantować mojej córce wszystko co potrzebne jej do zycia I prawidlowego rozwoju. Niesety od miesiąca bardzo podpadłam na duchu. Znajomy ojca mojej córki odwiedził mnie w pracy ( nawet mnie nie zauwazył) ten mały fakt spowodował,.że przypomnialam sobie caly nasz zwiazek. Oczywiscie od zlej strony. Byly partner znecal sie nademna psychicznie I fizycznie. Od czasu tego nieoczwkiwanego spotkania mam problemy że snem, a wszystko z naszego zwiazku wraca z Dwojoną siłą. Zawsze w takich sytuacjach zastataniam sie za jakie grzechy bog pozwolil bym tyle wycierpiala przez moje zycie? Bylam dobry dzieckiem, chodz od poczatku skazanym na porazke... w dzieciństwa byłam molestowana, udalo mi sie to powstrzymac dopiero w wieku 12 lat. Kiedy juz to przrpracowalam w wieku 18 lat zostalam ofiara seksualna. według kk inne czynnosci seksualne. Następnie ten toksyczny zwiazek. eh za co ? Mam duzy problem komus zaufac. Czesto krzycze bez powodu o nic ( zawsze tak było). Zdaza mi się byc agresywna w stososunku do innych. Nie panuje and soba. Odtracam najbliższych. Do jakiego specialisty najlepiej sie udać aby stwierdzil co mi dolega? Najlepsze jest to że choc w srodku jestem wrakiem czlowieka to w pracy czy w szkole zawsze jedna z najlepszych, a własnego zycia Prywatnego nie potrafie posklejac..Smutno to bardzo
  6. Dzień dobry wszystkim Postaram się streścić,chociaż to niełatwe. Jestem od niedawna w związku z Kobietą, nieco starszą ode mnie. Rozumieliśmy się świetnie,do momentu aż zamieszkaliśmy razem. Nic w tym dziwnego; inaczej wygląda spotykanie się, a inaczej wspólna codzienność. Wymaga to "dotarcia się", oswojenia z nowym stanem rzeczy. Nie jest to mój pierwszy związek, zależy mi bardzo na Partnerce, ale sytuacje mnie zaskakują i mam wrażenie że przyczyniam się nieświadomie do nich. Ze strony Partnerki też nie podejrzewam celowego działania, czy gry. Jest osobą mocno zahartowaną przez życie, taką, która jak coś Jej nie odpowiada daje od razu o tym znać. Do meritum: Przed wspólnym zamieszkaniem była w Niej wielka doza tęsknoty, czułości, pożądania. Chęć przedstawienia mnie całemu światu, dzielenia go ze mną. Po zamieszkaniu,w ciągu tygodnia wszystko zmieniło się dość mocno. Widzimy się niezbyt wiele w ciągu dnia, Ona dodatkowo jak tylko może wychodzi gdzieś, albo namawia mnie do wyjścia, np. na siłownię, do kolegi, gdziekolwiek. Wręcz walczy o czas, gdy może być sama. Rozmowa nie klei się, tematy stały się zdawkowe, powierzchowne. Unika nazywania mnie w jakiś czuły sposób. Unika wspólnego planowania. Potrafi napisać mi lodowato zimną wiadomość, czasem wręcz obrażającą, a za chwilę przytulić i pocalować. Seks nie jest w żaden sposób ograniczony, cieszy się nim. Ale wspólny sen już jest czymś problematycznym. Blokuje mi też wejście w taką swoją codzienność; gdy chodzi o banalne sprawy, wspólnych zakupów np. Czuję się jak by Stawiała taki dystans między Nami, dystans dotyczący sfery życia codziennego i takiej codziennej zwykłej czułości. Dziś mi Powiedziała, że od kiedy mieszkamy razem, śnią Jej się dziwne rzeczy i koszmary, generalnie Ma problemy ze snem. Na delikatną próbę rozmowy, zareagowała wręcz agresją i stwierdzeniem - nie chcę stawiać świata na głowie. Całość daje mi przeświadczenie, że gdy zabiegam o rozmowę, bliskość Ona się broni, oddala. Zarazem jeśli nie będę robił nic, Ona uzna że nie zależy mi na Niej ani Nas. Nie znam Jej całej historii, niewiele wiem o Jej przeszłości, dla Niej temat tabu; myślę że mógła być kiedyś w jakimś bardzo złym układzie, stąd te sny i blokady. I w tym momencie prosił bym o radę. Jak mam postepować, zachowywać się. Czy zabiegać o uwagę, czy wręcz się wycofać w cień, do momentu gdy sama uzna że chce mnie bliżej? Czy w momencie, gdy zwraca się do mnie wyłącznie po imieniu albo na "ty" zwracać się do Niej "Kochanie", czy przyjąć Jej narrację? Czy dawać Jej w wiadomościach do zrozumienia że tęsknię za Nią i Jest mi bliska, czy być jak Ona obojętnym i rzeczowym? (te sposoby wypowiedzi uległy zmianie właśnie na przestrzeni tego tygodnia). I co właściwie jeszcze mogę zrobić, albo czego nie powinienem? Z góry dziękuję i pozdrawiam Was serdecznie
  7. Jestem 20-letnią kobietą. Z moim partnerem jesteśmy razem już dwa lata. Od około roku mam problem z jego "przyjaciółką", a raczej ich relacją. Mój chłopak pracował za granicą i zawsze przejeżdżając przez jej miasto musiał się z nią spotkać. Do tego stopnia, że nadrabiał kilometrów i tracił godziny, aby tam dojechać. Zaczynał i kończył tam trasy. Więc zaczęłam obserwować ich relacje. Nie ufam mu w relacjach z nią. Twierdzi, że to jedynie przyjaźń, ale ja tak tego nie czuje. Umawia się z nią i ciągle pisze mimo 400km. Chowa przede mną wiadomości z nią i okłamuje mnie we wszystkim co jej dotyczy. Teoretycznie od pół roku jest już w domu, ale mimo, że się nie widują to ciągle dzwonią i piszą (to też ukrywa). Teraz wyjechał na tydzień do Włoszech na organizowany ogólnopolski wyjazd, "przypadkiem" też ją tam spotkał. Tak samo wyjeżdża na weekend i przypadkiem ona też tam będzie. Nie umiem poradzić sobie z ich relacją. Wiem, że mnie nie zdradza fizycznie, ale czuję się zdradzana psychicznie i nie wiem co mam robić. Strasznie mnie to męczy, ze stresu ciągle choruje i wymiotuję, gdy tylko zobaczę wiadomość do niej. Chciałam aby przystopował z relacją z nią, gdy przypadkiem zobaczyłam wiadomość do niej w sylwestra, że życzy jej więcej spotkań z nim itp. Myślałam o rozstaniu, ale daliśmy sobie szansę. Mówił, że zerwie kontakt lub ograniczy. Nic z tego nie uczynił. A ja teraz nie jestem w stanie spać spokojnie, bo myślę tylko o tym czy znów się z nią umawia, czy jak gdziekolwiek wyjeżdża to z nią wszystko planuje. Kocham go i nie chcę się z nim rozstawać, ale dochodzi już do tego, że to wszystko mnie niszczy. Próba rozmów o tym wprowadza go w szał. Zaczyna mówić, że to tylko przyjaciółka i że muszę to zrozumieć i to moja wina, że ja mam z nią problem. Więc nie poruszam tego tematu, a jedynie płaczę po nocach, nie jem lub jeśli jem to wymiotuję. Chciałabym zaufać, że nic się nie dzieje, ale nie potrafię. Kiedyś sprawdzałam jak często z nią piszę. Odkąd obiecał, że ograniczy z nią kontakt to usuwa wszystkie ślady kontaktu i robi ze mnie głupią, więc już dawno przestałam go sprawdzać, bo nie ma to sensu skoro i tak mnie okłamuje. Chcę coś zmienić, ale nie wiem jak. Poza nią jest wspaniałym kochającym i troskliwym chłopakiem, z którym chciałabym spędzić życie. Czy jest jakiś sposób na to aby bezwarunkowo zaufać i przestać wszystko przeżywać? Bo nie mam już więcej siły ciągnąć tego jak do tej pory. Mam dość wymiotowania przez 3 miesiące i ciągłego płakania i przeżywania. Opuściłam się przez to znacznie w nauce i pracy. Jak tylko mogę to biorę wolne i do niej nie idę. Tak samo z uczelnią chodzę na minimum zajęć. Aktualnie zaczęłam zaliczenia i mam wrażenie, że przez to wszystko zawalę rok. Nie chce kolejny raz z nim o tym rozmawiać, bo to nie ma sensu. Często mi powtarza, że kocha tylko mnie i mam nie przeżywać. Ale mam również wrażenie, że nigdy nie zrezygnowałby z niej dla mnie, że nawet by mnie przed nią nie postawił, że nie znaczę dla niego tak wiele jakbym chciała. Ta dziewczyna o tym wszystkim wie, próbowałam się z nią w jakiś sposób zapoznać, aby nie mieć obaw. Mi powiedziała coś innego, do mojego chłopaka zaś wymyśliła, że ja ją zwyzywałam itp. Nienawidzę ją tak bardzo, że żyję nadzieją, że coś jej się kiedyś stanie i już nigdy do niego nie napisze. Nie życzę jej źle. Ale chciałabym, żeby zniknęła z naszego życia raz na zawsze. Nie chce dłużej żyć z nią obok naszego związku, niszczy go i moim zdaniem o tym wie doskonale, nie znam gorszej osoby.
  8. Depresja utrzymuje się całe życie? #depresja #emocje #lęk #stres Obawy o nawrotach czegokolwiek są kwestią naturalną, ale jak wiedzieć, że jest po depresji, gdy wpada się w epizod maniakalny, zwykle jest on poprzedzony jakimś stresorem. Zapraszam do dyskusji. I życzcie mi powodzenia w dalszym wychodzeniu z bordeline na własną rękę. ;D
  9. Dzień dobry, mam pytanie związane z nadmiernym stresem. Jak sobie z nim radzić? Są okres w pracy kiedy mam zwiększony poziom stres. Mam dużo zadań. Do tego często dochodzą zadania osób, których akurat nie ma lub zadania, których nie ma komu wykonać ze względu na braku kadrowe albo rotacje pracowników /zwolnienia, odejścia, urlopy, chorobowe. Do tego tryb pracy bywa taki, że często zmienia się jej czas pomimo ustalonego wcześniej grafiku lub dochodzą nie planowane nadgodziny. Pracy zmienić nie chcę bo ją lubię i zarobki jak na region są na satysfakcjonującym poziomie i raczej nie realne jest znaleźć zajęcie w branży dające takie warunki plus wynagrodzenie. Stres często sprawia, że nie wiem co jak mam się pozbierać i zacząć działać przez co staje się bezproduktywny /10 - 20 - minut chyba, że ktoś powie mi krok po kroku co mam zrobić. A problemy tej mniej i bardziej złożone urastają do rangi niewykonalnych. Częstym problemem jest też presja czasu oraz dodatkowa obsługa klientów podczas wykonywania innych zadań, które dekoncentruje i "wybija z rytmu" normalnej pracy. / minimalnie skutki daje mi Ekstra Spasmina w dawkach od 4 tabletek w górę. W domu nie potrafię się od tego odciąć i ciągle myślę o problemach w pracy. Zdarza mi się czasem wypić 1-2 piwa i dopiero wtedy mogę przestać myśleć o problemach. Nie chce jednak, żeby alkohol był wyjściem. Choć na sport czy rozrywki (poza oglądaniem czegoś w tv lub internecie) po 8-12 godzinach pracy często nie mam ani siły ani ochoty. Do tego kolejnym problemem, który do tej pory lekceważyłem, a teraz zauważam coraz częściej są wahania nastroju. Od postawy: mogę wszystko do: do niczego się nie nadaję. Wcześniej myślałem, że jest to uzależnione od czynników zewnętrznych. Jednak teraz obserwując to dokładniej widzę, że jest to jakaś wewnętrzna sinusoida, która nie pozwala mi się ustabilizować emocjonalnie. Mężczyzna 31 lat
  10. Witam, mam 24 lata. Od zawsze mój ojciec był alkoholikiem. Jakieś 8 lat temu wraz z siostrą i mamą wyprowadziłyśmy się. Ojciec pół roku temu zachorował na raka. Od operacji nerki mieszka u mojego przyjaciela w mieszkaniu ponieważ nie ma swojego. Załatwiam mu wszystkie sprawy. Lekarzy, ubezpieczenie, załatwiam sprawy w urzędach, próbuje kupic mieszkanie. Ojciec nie docenia tego. Krzyczy na mnie, nie szanuje. Nie mogę go tak zostawić bo się boje. Że umrze, że narobi mojej mamie kłopotów bo nie maja rozwodu, że przyjdzie do mnie do pracy i zrobi mi awanturę. Chce żeby to sie wszytko jakoś ułożyło ponieważ nie umiem nikogo tak zostawić na pastwę losu. Nie mam w nikim wsparcia. Czy jest jakiekolwiek rozwiązanie żeby mogła normalnie żyć i przestać sie wstydzić swojej rodziny? nie chcę nikogo krzywdzić. pomocy
  11. Mam 21 lat jak byłam mała taty wiele razy nie było pracował zagranicą, miałam problemy ze zdrowiem przez co opuszczałam szkołę i miałam dużo zaległości. Bił mnie za słabe oceny za to, że zrobiłam coś źle. To wszystko przekłada się na moje życie teraz często kloce się z chłopakiem, zależy mi na nim ale on czasami ma ciężko zrozumieć moje zachowanie i mówi, że tylko uzalam się nad sobą. Rodzice nigdy mnie nie wspierali nawet gdy maialm bardzo duże problemy, całe życie pomagam rodzicom jak mogę robię wszystko w domu, prawie wychowałam sama 7 letniego brata a dla nich i tak coś źle robię, mój chłopak jest dwa lata młodszy co mojemu tacie nie podobało się i zawsze starał się mnie odwieźć od tego związku, robił aferę za wszystko. Dał mi samochód za zdanie matury jako prezent i za wszystko co dla nich robiłam żebym miała łatwiej jakiś czas temu pojechałam do chlopaka i za to zabrał mi samochód, ciągle mi robi jakieś afery ja Już nie mam siły to odbija się na moim związku. Ostatnio chłopak miał mi pomóc od rana biegałam i robiłam jedzenie dla niego jak przyjechał wieczorem mi pomóc to stwierdził, że ciasto niedobre, nie pozwoliłam mu wjechać do garażu mamy to wkurzył się o zrobił aferę, nazwał mnie jebana kurwa i pojechał do domu twierdząc że zmienil sobie plany. Następnego dnia prosił mnie o rozmowę bo dotarło do niego co się wydarzyło i jak źle się zachował, mój tata jak dowiedział że o tym zaczął mi robić afery że on mnie nie szanuje jest chujem ale nie widzi, że dzięki chłopakowi zaczęłam otwierać się na świat, mimo tego że czasami klocimy się to nam zależy na sobie, po kłótni oboje potrafimy z łzami w oczach powiedzieć że nie możemy kłócić się tylko wspierać. Wczoraj tata kazał mi wybierać między rodziną a chłopakiem jak wybiorę chłopaka mam miesiąc aby wynosić się z domu. Po wielu akcjach mam dość psychicznie tego wszystkiego jak mam wybrać między osobami które kocham, moje życie straciło sens, gdy to usłyszałam, mam ochotę rzucić pracę i studia. Nie mam już siły i nie wiem co zrobić
  12. Mam 21 lat. Trzy lata temu poznałam chłopaka, bardzo go pokochałam, pomimo ze często sprawiał mi bol, zawsze potrafiłam mu wybaczyc. Rok temu zmarł mi tata. Byłam zalamana, a do tego zerwał ze mna chłopak. Wrocilismy do siebie. Od momentu śmierci taty zerwał ze mna około 10 razy. Bardzo go kocham, a on mówi ze mnie tez ale dlaczego co chwile ze mna zrywa. Nie mam juz siły, nie mam na nic ochoty, najchętniej bym spala cały czas choc często tez nie moge zasnąć. Jestem wykonczona psychicznie.
  13. Cześć, na sam początek może się przedstawię - Mam na imię Paulina i mam 20 lat. Odkąd pamiętam miałam problem z wyrażaniem emocji i opisywaniem ich, mniejszy lub większy, ale zawsze był. Nigdy nie byłam introwertyczką, wręcz przeciwnie choć nie ukrywam, że czasem potrzebuję chwili samotności. Od kiedy mam chłopaka, a w moje życie wdało się kilka komplikacji coraz mniej z tym sobie z tym radzę i coraz bardziej zaczyna mnie denerwować mój problem. Na wstępie też zaznaczę, że w domu nigdy nie oszczędzano mi miłości i trosk, a przynajmniej mama z tatą bywało różnie, ale raczej nie mogę postawić mu wielkich zarzutów. Nie umiem mówić o tym co mnie boli, rani, co doprowadza mnie do płaczu, od zawsze miałam to za oznakę słabości. Znajomi zawsze mówili mi, że jest ze mnie taka "twarda babka", ale tak naprawdę bardzo często wracałam do domu i przeżywałam jak opętana. Czasami również faktycznie jestem w stanie długo trzymać w sobie emocje dopóki nie wybuchnę i dopóki nie będę już w stanie przetrzymać ich więcej. Chciałabym mówić o tym co czuje otwarcie, bez strachu, stresu bez myślenia o tym co ktoś pomyśli. Chcę to zmienić. Więc stąd moje pytanie - Jak? Jak poradzić sobie z tym problemem? Od czego zacząć? Byłabym bardzo wdzięczna za wszelkie rady. Pozdrawiam
  14. Witam, jestem kobietą, mam 22 lata i jestem w związku od prawie 3 lat. Po pierwszym roku bycia razem odkryłam, że mój ukochany miał konto na portalu randkowym, gdzie pisał z różnymi dziewczynami, mimo wszystko mówił, że mnie kocha i kiedy wiedząc o wszystkim płakałam, ten przytulał mnie i mówił, że przecież wszystko jest dobrze i żebym się nie bała. Po czasie przeprowadziliśmy poważną rozmowę, w której dowiedział się, że wiem o wszystkim. Po tym problem wydawał się zniknąć. Jednakże ja od dłuższego czasu nie ufam mu tak bardzo jakbym tego chciała, nie jestem pewna czy on w ogóle mnie kocha. Mówi, że tak, ale przecież wtedy też tak mówił... Ja kocham go bardzo i nie chciałabym go stracić. Zdarza się (ale baardzo rzadko), że sprawdzam jego telefon, albo historię przeglądania w komputerze, nachodzą mnie wtedy myśli, że na pewno coś tam znajdę, zaczynają trząść mi się ręce, ściska mnie w żołądku i serce wali jak oszalałe. Prawie codziennie martwię się, że on mnie zostawi, albo co gorsza, pozna kogoś lub będzie z kimś pisał i nic mi o tym nie powie, a ja będę żyła w nieświadomości podczas gdy on będzie coraz bardziej się ode mnie oddalał, a zbliżał się do tej drugiej... Byliśmy na terapii dla par, ale moje obawy niestety nie zniknęły... Naprawdę nie wiem co mam robić...
  15. Jestem teraz w takim stanie, że potrzebuję pomocy specjalisty. Bardzo się stresuję w pracy kiedy coś mi nie wyjdzie, zrobię coś źle przez przypadek. Czuję wtedy, że jestem oceniana przez współpracowników. Praca jest dla mnie bardzo stresująca, trzeba robić kilka rzeczy naraz co generuje błędy. To jest korporacja więc liczy się ilość nie jakość. Najlepiej robić dużo i dobrze. Zdarzają mi się błędy. Wtedy słyszę komentarze osób które "nigdy się nie mylą". Codziennie boję się , że mi "się nazbiera" i mnie wyrzucą. Widzę, że ludzie z pracy też niechętnie pomagają , bo mają swoje targety. Boję się opinii innych, że mnie z pracy wyrzucą. Boję się nawet zmienić pracę za mniejsze pieniądze. Co ja powiem na rozmowie, że wolę pracować za najniższą krajową. Każdą "porażkę" mocno przeżywam. Nie mogę spać, jeść, dużo palę. Odbiera to mi chęć do życia. Jestem świadoma tego, że życie nie jest łatwe. Ja po prostu nie potrafię nie brać wszystkiego do siebie. Przeze mnie mój związek się sypie. Chłopak ma dość mojego płaczu przez pracę.
  16. Skończyłam 25 lat. Przeprowadziłam się z małej miejscowości do większego miasta. Jestem uznawana za osobę pozytywnie nastawiona do życia, jednak mam męczące wachania nastroju. Kilka dni jestem pełna euforii i zmotywowana do działania, są procesy przez które gubię te motywację i chęć do robienia czegokolwiek. Zaczynam wpadać w dołki emocjonalne i zastanawiam się często czy walka o lepsze jutro ma jakikolwiek sens. Coraz częściej nie potrafię skupić się na pracy, ponieważ często myślę o kilku rzeczach w tym samym czasie. Kiedy opowiadam o swoich planach. Słyszę że czas mija że to ci chce robić należy zaczynać od liceum że muszę to zrobić jak najszybciej. Presja tego starsznie mnie przytłacza i nie wiem czy ma sens działać. Czeka mnie przeprowadzka do jeszcze Większego miasta niż Gdańsk , dla drugiej osoby, która postawiła mi warunek że bycie w związku musi wymagać kompromisu z mojej strony. Mimo że wolałabym zrobić kilka rzeczy tu w Gdańsku ale wiem że w innym mieście też czekają mnie podobne możliwości. Przywiązanie do rodziny i znajomych jest bardzo silne. Nie mam pojęcia czy warto rzucić wszystko i zaczynać od nowa by być przy osobie która raz mi mówi że jest mnie pewna a za chwilę że coś dziś czuła nie tak. Nie potrafię skupić się na tym czego chce i najlepszym dla mnie rozwiązaniem póki co jest stygnięcie w cichym spokojnym miejscu z brakiem myślenia o tym wszystkim. Raz się śmieje za chwilę lękam wszystkim, stresuje w środku takimi rzeczami że sama tego nie ogarniam. W czym tkwi problem ?
  17. Rozstania z moją partnerką nadszedł czas. Byłem z nią przez 6 miesięcy. Przez ten czas: Dzwoniliśmy do siebie do niej gdy nie mogliśmy porozmawiać bliżej,. Robiłem jej niespodzianki w postaci wizyt i prezentów. Chwaliłem ją często nawet za błahostki ponieważ chciałem aby jej poczucie wartości było wysokie. Bardzo doceniałem, Nigdy nie wyzwałem od k****. Robiłem nam romantyczne kolacje. Miałem pomysły na ciekawe randki aby nie wdarła się monotonia. Przytulałem ją gdy zasypiała. Zawsze wysłuchałem i brałem jej stronę gdy miała rację. Mieliśmy tematy do rozmów od codziennych po intymne. Bardzo często chodziliśmy razem za rękę. Gotowałem jej do pracy. Przedstawiałem ją jako „moja dziewczyna xyz” aby wiedziała, ile dla mnie znaczy. Miała we mnie przyjaciela i każdą jej tajemnicę czy troskę chowałem głęboko w swoim sercu ponieważ to były jej zwierzenia. Pewnie jeszcze bym wymienił co nie co ale nie przypominam sobie abym w jakiś sposób dał jej odczuć, że mi na niej nie zależy. Przez ten okres związku (wyłączając kwiecień) Dawałem jej przestrzeń ponieważ życie to nie tylko związek ale i praca, rodzina, studia, czas dla siebie a mimo to postanowiła zakończyć z nami relacje. Przeszkadzało jej (oficjalnie): 8 lat różnicy wieku - dla mnie bardziej liczy się dojrzałość emocjonalna. Na początku też miałem wątpliwości ale po bliższym poznaniu zniknęły. Nie może mi poświęcić czasu przez swoje studia i staż – moim zdaniem gdy ktoś ma okres napięty (np. sesję) to wystarczy ta 1h w tygodniu na spacerek i 30 minut w tygodniu na kawusię aby to przetrzymać. Ten okres nie trwa wiecznie. Spędzała dużo czasu ze swoim kolegą ze studiów, uczyli się razem (miała przez to wyrzuty sumienia) - do kolegi jeszcze wrócę później. (Nieoficjalnie) Jej rodzina mówiła, że nie pasujemy do siebie – cokolwiek to znaczy. Byłem bardzo ugodowy i nie przypominam sobie aby na coś się skarżyła. Nie studiowałem tego samego kierunku co ona więc mam inny pogląd na świat - dla mnie to zaleta, że ktoś może pokazać mi świat z innej perspektywy. Inne podejście do życia (ponieważ jestem po studiach) – też do dziś nie wiem co to znaczy. Rozstaliśmy się za jej inicjatywą a 4 dni potem ona już miała nowego adoratora – tego kolegę ze studiów choć jeszcze oficjalnie nie są razem ale tydzień, dwa i zapewne będą. Moim zdaniem nie da się wejść w ciągu 4 dni od zerwania w nową relację. Musiała zaczynać z nim zbliżenia emocjonalne (nie fizyczne) już gdy była ze mną w związku. To dla mnie niestety zdrada emocjonalna. A wiecie co…. nie raz czy dwa pytałem ją czy wszystko między nami OK. Czy dobrze się czuje? Czy czegoś jej brakuje? Najczęściej odpowiadała „wszystko dobrze”. W tej relacji najczęściej czułem się 60:40 lub 70:30. Moje spostrzeżenia nie okazały się paranoją i były podstawne a ja byłem bardzo zazdrosny o jej kolegę. W kwietniu bardzo dużo mi o nim mówiła, za dużo jak na zwykłego kolegę. Gdy pojechaliśmy razem na majówkę w drodze co 5-10 minut brała telefon do ręki i pisała choć jak wspomniałem wcześniej mi potrafiłą odpisać po dłuższym czasie. Gdy z nim się kiedyś spotkała to 3h nie siedziała na facebooku ponieważ była z nim. Zablokowała telefon hasłem choć nigdy tego nie robiła. Gdy poruszyłem temat mówiąc “Czuję się niekomfortowo, że tak często siedzisz w telefonie gdy ze mną jesteś, chciałbym abyśmy na spotkaniach poświęcali sobie 100% uwagi”. Temat zakończył się gdy powiedziała “Skończ! Bo mnie to irytuje” Na spotkania z nim szykowałą się jak na spotkania ze mną, czesałą i rozpuszczała włosy, perfumowała się, poprawiała makijaż. Gdy dzwonił lub coś pisał miała uśmiech na twarzy i była bardzo wesoła. Przekładała spotkania ze mną ponieważ musieli dokończyć projekt na studiach. Spędzała z nim dużo czasu przez ten projekt (projekt nie był wymyślony. Wiem, że musieli go razem zrobić) Gdy kiedyś powiedziałem, że nie podoba mi się to jak często z nim się widuje to powiedziała, że jest w szoku, że myślę w ten sposób i to bezpodstawnie wg niej” To były dla mnie bardzo silne oznaki. Teraz zastanawiam się czy może poprawnie, że byłem zazdrosny. Nie raz jej mówiłem, że facet nie pisze i nie poświęca się tak dla dziewczyny jeżeli czegoś od niej nie chce. Mówiłem “Ufam Tobie ale nie ufam jemu”. Na osobności dwa dni po rozstaniu powiedziałem jej z żalem “Czegoś musiałem Ci nie dać skoro postanowiłaś to zakończyć” odparła “Dawałeś mi wszystko” “Nieprawda, gdyby tak było to nie podjęłabyś takiej decyzji” Jeszcze niedawno miałem nadzieję, że po intensywnym maju będziemy mieć więcej czasu dla siebie i wrócimy. Ona tylko odpowiedziała, że nie wie jaką będziemy mieć relacje w czerwcu i nic mi nie może obiecać. A potem dowiedziałem się od koleżanki, że ona nie chce ze mną być. Nic do mnie nie czuje i nie czuła. Szkoda, że mi tak nie potrafiła powiedzieć i musiałem się tego dowiadywać w inny sposób. Jest to dla mnie takie niepojęte, że nie potrafiła mi czegoś powiedzieć wprost. Zamiast “NIE” stosowała “Może”, “Nie wiem”. Jakby to miałoby mnie mniej boleć. Rozstanie boli tak samo nie ważne czy ktoś mi powie “Nie chcę z tobą być” czy “Nie wiem czy chcę z tobą być”. Czułem, że się od siebie oddalamy i powiedziałem jej o tym. Powiedziałem że jeżeli chcemy to naprawić to musimy widywać się i spędzać ze sobą czas w emocjonujący sposób. Zgodziła się ze mną ale w praktyce nie miała na to czasu. Pomimo iż kiedyś jej się pytałem na początku związku jak sobie wyobraża sytuacje gdy para oddala się od siebie. Powiedziała, że wtedy chciałaby pracować nad relacją i rozmawiać o tym zamiast rozstać się bez prób podjęcia pracy nad związkiem. Co znowu zostaje dla mnie bez odpowiedzi czemu mówiła jedno a zrobiła drugie. Mam do niej żal, że nie była ze mną szczera i nie potrafiła mówić prawdy. Od 15 kwietnia bardzo źle i mało śpię. Budzę się z lękiem, nie mam apetytu i schudłem. W pracy nie potrafię się śmiać czy żartować. Pracujemy razem i póki co to się nie zmieni. Nie wiem jak to mam przetrwać i kiedy to minie. Ni ma sensu jej mówić, “Dobrze wiem, że nie byłaś ze mną szczera. Jest mi przykro, że nie chciałaś tego ze mną odbudować”. Ona jest już zauroczona w innym będzie miała olewkę na moje uczucia i to mnie boli. Nie czuję szacunku i empatii od niej po rozstaniu.
  18. Witam , mam 25 lat i jestem w 7 miesiącu ciąży , z mężem znam sie 10 lat od roku jesteśmy małżeństwem, teraz dopadł nas kryzys by ajmniej ja czuje się złe psychicznie . Z jednej strony ciąża i +kg rozstępy a z drugiej strony samotność. Mąż pracuje od 7-17 przychodzi do domu telefon , zero sexu. Czuje się jak sprzątaczka i kucharka w jednym. Zero czułości. DZis była nasza rocznica , zaprosiłam rodziców ma obiad i wkroczył alkohol po mimo tego ze ustaliliśmy ze idziemy na kolacje do restauracji , mąż już o 20 spał w łóżku a wieczór spędziłam sama. Nie chce być czepialska , wredna ale samotność mnie już dusi od środka i ten brak czułości zrozumienia pomocy. Tak jak byśmy byli znajomymi a nie małżeństwem. Proszę o poradę co mam zrobić
  19. Mam 21lat i jestem studentką. Od prawie półtora roku byłam w związku z chłopakiem którego wciąż kocham. Oboje mieszkamy w jednym akademiku. Z początku było jak w bajce on się starał, martwił się i dbał mówił o uczuciach, chłopak do serca przyłoż na inne nawet nie spojrzał. Robił mi problemy z każdego wyjścia do klubu, dziewczynami; odseparował mnie od każdego a jemu było można(ja mu nie zabranialam a że jestem spokojną dziewczyną to nie miałam z tym problemu), gotowałam, sprzatalam, prałam byłam na każde zawołanie i kiedy potrzebował pomocy. Z czasem zaczął dużo pić alkoholu wychodzić ze znajomymi którzy ze mnie sie podsmiewali i go nastawiali wobec mnie bo ja jestem nudna przecież i trzeba szaleć i za dużo się wtrącali, założył tindera badoo a jak ja to zrobiłam była afera. Nie odzywał sie do mnie czasami wcale bo on chce spokoju i nawet jeśli pytałam o co mu chodzi czy coś zrobiłam czy ma gorszy dzień to nic mi nie odpowiadał. Doszlo do tego ze mnie uderzył bo go sprowokowałam i zaczęło się sypać. Jednego dnia powiedział mi ze usunął konto na tych portalach ale przyuwazylam ze piszę z jakąś na snapie. Okazało sie że z nią sie spotkał, myślę że mogło dojść do pocałunku czy tez u niego nocowala i z nią wypisuje i sie uśmiecha jak z nią pisze nawet pokazał ją swojej mamie co o niej sądzi a co do czego sie wypieral jak pokazałam mu dobitne argumenty odpowiedzial "to co". Jak ja sie spotkałam ze kumplem to go zaczął szarpać bo nie ma on prawa ze mną przebywać a jak sie go zapytalam czemu tak zrobił powiedział ze dla zabawy. Niby teraz jesteśmy przyjaciółmi ale uprawiamy seks i ja widzę jak on z nią pisze to mnie aż sciska ze złości. Nie wiem jak do sytuacji podejść bym mu wybaczyla wszystko bo go kocham i robię dalej dla niego wszystko i wiem że tez naciskam na niego ale z drugiej strony martwie sie ze nie ma dla nas przyszłości i wybierze ją a ja zostane sama. Chciałabym poznać opinie czy jest warto coś budować zaczynajac od przyjaźni, mieć nadzieję, starać się być neutralna i mu przejdzie i jak sobie z tą złością poradzić co o tym sądzić.
  20. Jestem tegoroczną maturzystką i prawdopodobnie nie zdałam matury z angielskiego. Prawdopodobnie ponieważ nie pamiętam dokładnie jakie dałam odpowiedzi. Wiem że jest sierpień itd ale poprostu mnie to podłamało a nawet złamało. Ciągle myślę i analizuję arkusz w myślach, nie mam apetytu, prawie ciągle chce mi się płakać. Nie wiem jestem dość ambitna i może dlatego. Ale mam tego dość a na wyniki muszę czekać do 4 lipca. Co mam robić w tej sytuacji by opanować te emocje?
  21. Cześć, Mam 27 lat, jestem pracującą osobą, mamą, mam kochającego mężczyznę i staram się realizować w życiu. Mój problem bardziej się opiera o relacje z innymi ludźmi, rodziną, przeszłością, nie wiem jak to rozwiązać. Nie radzę sobie ze samą sobą, za dużo analizuje, myślę, a jak przychodzi co do czego, najpierw działam, a potem rozmyślam m.in.: Czy dobrze zrobiłam? Czy dobrze powiedziałam? Czemu ludzie tak ciągle są negatywni do mnie? Czemu ja nie mogę być szczęśliwa, tylko ciągle marudna lub smutna? Jestem do niczego, nie daje sobie już rady. Czemu to do mnie wraca? Czemu nie zadbasz o to żeby dobrze wyglądać? Fajnie by było kupić sobie karnet na siłownie, wyglądać wysportowana , taka ładna i ładnie ubrana. I wiele, o wiele za dużo pytań, przemyśleń, które doprowadzają mnie do szału, smutku, rozpaczy, bólu głowy i kilka dni niechcianych dni, przez które wzdycham, patrząc w niebo. Patrzę jak mija dzień, jak gram na facebook'u... Często wtedy się kłócę, mam wiele nieporozumień się z kimś albo z bliskimi. Kiedy to się dzieje, idę coś kupić, czasami to kosmetyk a czasami używki, czasami kawa, ciasteczka itp. itd. Ręce opadają. I mam dość samej siebie, po prostu dość i Końca nie widać... Czy koś mi podpowie, w którą stronę iść?
  22. Do każdego, kto to czyta: dzień dobry i dobry wieczór. Niedawno skończyłam 18 lat. Obiecałam sobie, że ten rok będzie moim rokiem, a w dorosłość wejdę odpowiedzialnie i będę się starać być lepszą. Teraz małe odniesienie do przeszłości. Nie wiem, czy to, czego doświadczyłam, mogę nazwać prześladowaniem. Nie wiem zwyczajnie, w który miejscu się ono zaczyna, a w którym kończy zwykłe nielubienie. Wyśmiewanie wyglądu w kilku przypadkach, specjalne obniżanie mojej wartości, stres przed pójściem do szkoły, próby wykorzystania intelektualnego. Brzmi okropnie, ale bardzo trudno jest mi stwierdzić, czy wyolbrzymiam czy też nie. Całe życie mi mówiono, że to robię, więc już w tej kwestii średnio sobie ufam. Wtedy pierwszy raz popatrzyłam na pilnik od paznokci i pomyślałam o tym, co by było, gdyby się wbił w moją rękę. Nigdy do niczego takiego nie doszło, nie byłabym w stanie tego zrobić, teraz z resztą wyśmiewam takie myśli, więc raczej się nie pojawiają. To było około 5 lat temu. Kilka razy w tym okresie miałam silniejsze stany "zrobię sobie wszystkie testy internetowe na depresję, poczytam o tym, ale nic z tym nie zrobię, za bardzo się boję". Nie potrafię przytoczyć konkretów, jednak wiem, że kilka razy miałam stany obniżonego nastroju, dodatkowe trwanie w relacji z osobami, które z perspektywy czasu zdecydowanie były toksyczne, uczucie odosobnienia i strachu nie były mi wtedy obce. Na pewno mogę przywołać sytuację z sylwestra 2016, kiedy inne koleżanki wyznawały, która kogo kocha, ja byłam bliska w akcie szczerości powiedzieć im o tym, że często czuję się źle. Nie zrobiłam tego, a po północy na naście minut musiałam zamknąć się w łazience, żeby ukryć płacz. Teraz kilka razy mój nastrój sięgał takiego dna, że byłam bliska wybrania się do szkolnego psychologa, mimo ogromnego strachu przed łatką społeczną, reakcją bliskich i znajomych. Czuję wtedy, teraz w sumie też, że nie pasuję do nich. Staram się pracą zamazać uczucie samotności i nie bycia potrzebnym. Często czuję frustrację z błachych powodów, gdyby nie hamowanie siebie pewnie byłabym pokłócona z całym światem i zatopiona w jeszcze większych wyrzutach sumienia. Czuję, że nie jestem warta swoich znajomych. Nie potrafię być z nikim szczera, kiedy dochodzi do tematów mojego samopoczucia. Wolę zmienić temat albo powiedzieć, że nie mam czasu. Na wszelkie takie pytania reaguję bardzo obronnie i defensywnie. Nie mam pojęcia, co zrobić z przyszłością i zdecydowanie nie widzę jej w kolorowych barwach, raczej jako uciążliwą pracę, męczące studia, brak znajomych ani drugiej połówki. Zawsze to ja muszę wychodzić z inicjatywą spotkania, więc brak mojego odzewu w wielu przypadkach powoduje brak kontaktu. Jestem tym zmęczona. Przez szkołę mam w życiu dużo stresu, a każda gorsza ocena (włącznie z 4, czasem nawet 5) oznacza dla mnie już małe załamanie. A zaraz potem irytuję się niesamowicie każdym "poprawisz to", co znowu wywołuje u mnie wyrzuty sumienia. A najgorsze jest to, że nie dość, że nie wiem, czy opisałam wszystko, ciągle myślę o tym, czy czasem nie wyolbrzymiam.
  23. Dzień dobry.😊 Mam 21 lat, uczę się i żyje samodzielnie z pomocą bliskich mi osób. Mój problem zaczął się rozwijać w technikum ok 5lat temu, z przerwami, lecz teraz jest najbardziej odczuwalny, gdy zaczęłam chodzić do nowej szkoły związanej z modą, która jest? A może była? moją pasją. Unikam zajec w szkole najpierw miałam wrazenie, że ludzie mnie tam nie lubią, uważają za kogoś gorszego, nie mogę z nikim złapać kontaktu, siedze samotnie i znikim nie rozmawiam, jestem bardzo nieśmiała, ale nigdy nie bylo to aż tak wielką przeszkodą. - Przez to odczówałam strach przed tym ze bede siedziec sama i bede czuć sie nieswojo przez to zdażyło mi sie opuścić kilka razy zajecia. Później przestałam całkowicie chodzić na zajęcia które są w galeriach, ponieważ ubieramy siebie wzajemnie A ja w ciągu ostatnich 2 lat Przytyłam +/- 18kg z rozmiaru XS mam L a czasem XL nie mogę znieść swojego widoku w lustrze na zajęciach, lub tego gdy rozmiar jest za mały. (W dzieciństwie i gdy byłam nastolatką ciągle mi mówiono że jestem gruba mimo normalnych rozmiarów, miałam trudne dzieciństwo ). Teraz unikam chodzenia do szkoły odczówam wtedy lęk i strach, nawet jeśli chce się zmusić pójść to dostaje dzień wcześniej gorączki, zawroty głowy, szumu w uszach. Nawet gdy nie mam zajęć mam zawroty głowy, szum w glowie i uczucie jakbym była pijana choc nie piłam - chociaż to mi się zdarzało kilka lat wcześniej najczęściej w okresie jesienno zimowym. Straciłam wszystkie zainteresowania, nie mam siły wyjść na siłownię, nie potrafię się niczym cieszyć, odsuwam sie od przyjaciół,czasem mam dni gdzie czuje się jak wrak emocjonalny trudno mi wyjść wtedy z domu. Oprócz tego gdy jadę w dalsze podróże autobusem panicznie boje się że będzie wypadek i zgine prawie za kazdym razem, lecą mi łzy. Nie radzę sobie z tym, nie wychodzę z domu, lub mój stan fizyczny nie pozwala mi wyjść. Co do autobusów staram się czymś zająć lub spać. Pytanie: Co to moze byc? Czy to tylko niska samoocena A może Nerwica lekowa lub depresja? Czy warto z tą sytuacją udać się do lekarza?
  24. Ilona, 25 l. Od ponad trzech lat jestem w związku z byłym alkoholikiem. Na początku myślałam, że jak jest byłym alkoholikiem, to sprawa prosta, nie pije i pewnie jest ok. Problemy zaczęły się już w pierwszych miesiącach, kiedy za moje dobre "sprawowanie" byłam "wynageadzana" jego rzadkim dobrym humorem, a za to, że coś mi nie pasowało karano mnie poniżaniem, tym że nie jestem wystarczająco dobra dla niego, a byłam jak niemało która. Wchodząc w ten związek czułam, że w końcu los się do mnie uśmiechnął. Po tych trzech latach stwierdzam, że mam większą depresję, niż kiedy byłam sama i marzyłam o chłopaku. Ugrzązłam w tym wszystkim. Chcę, żeby było dobrze. Ale nie rozumiem też siebie, dlaczego on okazał się takim chamem i samolubem, któremu nie wolno się sprzeciwać. Ja chcę być szczęśliwa, ale nie sama. Chcę mieć dzieci i dobrego męża. Ale też chcę być z nim, bo boję się, że nikogo sobie nie znajdę. Czasem mówi mi, że nie wie czy mnie odwiedzi, bo nie jest pewny, czy nie będę miała jakiś żali. Czytając to, pewnie myślicie, co za głupia dziewucha jeszcze się go trzyma. Liczę na ratunek dla tego związku. Nie należę do ladacznic, nie dla mnie szybkie zmiany partnerów. A propo, od ponad półtora roku nie uprawiamy seksu, to nie mój wymysł. Gdy tylko bardziej chcę go pocałować, on się po dłuższej chwili hamuje. Czasem chce mi się płakać. Odpuszczam. Wolności dałam mu dużo w tym związku. Ja po prostu nie wiem jak postępować z samopoczuciem 32 letniego byłego alkoholika. Pisząc to jestem wstawiona, bo już nie miałam żadnego logicznego wyjsvia z dzisiejszego dosłownie cichego spotkania, bo przypomniał sobie, że chyba strzeliłam focha trzy dni temu i nie wiadomo czemu. A tylko smutno mi było, że z zadrapania na plecach zażartował, że to jego była dziewczyna zrobiła mu w magazynie w wiadomych okolicznosciach. Ja potrzebuję pomocy.
  25. Witam, Nie umiem sobie poradzić sama z moim problemem. Otóż, wczoraj odkryłam, że mój mąż ma profil na portalu sex randek. Mial tam swoje zdjęcia bez koszulki. Cała noc przeplakalam, rana najpierw zapytałam co to za SMSy przychodzą na jego telefon z tego portalu a on mi prosto w oczy sklamal, że gdzieś coś nacisnąl i teraz dostaje takie SMSy. Zapytałam się, czy napewno i żeby mi powiedział z ręką na sercu. On oczywiście przytaknal. Za chwilę wysłałam mu screeny jego profilu to już nie wiedzial co powiedzieć. Oklamal mnie prosto w oczy, po czym przeprosił i stwierdzil, że to tak tylko, że nic nie robił. Dodam, że to nie pierwsza taka akcja. Ja zaplakana z dzieckiem na rękach-on mnie jeszcze raz przeprasza. Aja się teraz czuję jak jakiś śmiec, jak ktoś kim można pomiatac. Przez cały dzień udawał że nic się nie stało, zachowywał się tak, jak gdyby nigdy nic. Wieczorem chciałam z nim porozmawiać to grał na telefonie i się śmiał z tego co do niego mówię. Jesteśmy w związku ponad 10lat,malzenstwem 5lat. Ja mam 29 lat, mamy dwójkę dzieci- córka 4latka a synek 10miesiecy. Z jednej strony czuje, że powinniśmy się rozstać a z drugiej boję się, że sama nie poradzę sobie z dziećmi, mamy kredyt mieszkaniowy, boję się też tego, że będzie przekabacal dzieci na swoją stronę. Kocham go, ale czuję się strasznie zraniona. Bezsilna, nie wiem co robic

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.