Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'stres'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 234 wyników

  1. Mam dość,mam dość skurxxxxxx które mnie otacza, mam ochotę wziąć kija i xxxx wszystkich xxxx co staną mi na drodze. Dostałem Afobam, pomaga na kilka godzin.
  2. Cześć, jestem studentką, mam 23 lata. Sprawa jednak nie dotyczy bezpośrednio mnie - od dwóch lat jestem w szczęśliwym związku ze wspaniałym młodym mężczyzną (również student, lat 22), który jest naprawdę osobą do rany przyłóż. Jednak od kiedy zaczał swoją przygodę z pierwszą pracą, coś zaczeło w nim pękać. Każdego dnia z dużą niechęcią wychodził do pracy, po poworcie na każą czynność "było mu szkoda czasu", którego miał niewiele bo po poworocie musiał zrobić podstawowe rzeczy z wizją tego, że niedługo trzeba się już położyć bo jutro znowu trzeba iść do pracy.. Trwało to kilka miesięcy, próbowałam z nim rozmawiać, proponować żeby zaczał po pracy robić coś co lubi, coś co sprawia mu przyjemność i na co nie będzie mu szkoda czasu, jednak to nie zadziałało. Następną próbą była propozycja zrezygnowania z pracy (na co mógł sobie pozwolić bo jeszcze studiuje i mieszka z rodzicami) - zrezygnował, zaczał mieć więcej czasu ale kolejnym problemem stało się pisanie pracy dyplomowej - wtedy ona zaczeła zabierać mu mnóstwo czasu i trzeba sie było na niej skupić i to go stresowało. I tak cały czas coś się pojawiało a ja już miałam coraz mniej pomysłów jak mu pomóc. Teraz zaczał praktyki w firmie na której mu zależało- to dopiero sam początek, a on już ma dosyć. Jest zmęczony, nie chce tam chodzić, nie ma motywacji do niczego.. Jest świadomy sytuacji, wie jak to wygląda i że "normlany człowiek" nie powinien tak mieć, trochę go to przeraża ale nie wie jak sobie z tym poradzić, co z tym zrobic.. A ja tylko stoję z boku, wysłuchuje i staram się wpierać jak tylko mogę ale naprawdę nie mam pomysłu jak, a takie nastawienie do życia też wpływa na mnie i zaczyna mnie to martwić. Czy ktoś z was słyszał o podobnym przypadku? Wie może od czego zacząć, co robic, jak mu pomóc? Z góry bardzo dziękuję za wszelkie rady i pomysły, bardzo mi na nim zalezy, chce dla niego jak najlepiej ale też nie chce zaszkodzić złymi radami czy próbami ratowania sytuacji. Pozdrawiam serdecznie
  3. Hej mam 25 lat. Jestem mężczyzną. Razem z narzeczoną jesteśmy 8 lat. Mamy bardzo trudny okres. Od 7 miesięcy są same kłótnia A od 3 jest w ciąży i to jeszcze bardzie pogorszyło nasze relacje. Nie potrafię już znaleźć sensu dalszego istnienia. Próbuje naprawiać związek robić kompromisy, leczy co 2 dzień słyszę od niej że nie staram się dla niej. Cały czas jak krzyczy używa przeklens i wyzwisk. A za kilka godzin przychodzi i mówi że nic się nie stało bo ja tylko nerwy ponoszą. Zaczęła od dłuższego czasu mówić mi że nie zobaczę dziecka bo dla niej się nie nadaje jako ojciec. Przy wizycie na badanie przyszłego naszego dziecka mówi przed drzwiami że ja tam nie wiem że bo moja obecność ja denerwuje. Zaczyna opowiadać innym zmienione wersje naszych kłótni nie mówiąc o tym że zaczęła mnie w czasie kłótni bic. Nie wiem czy że mną już jest coś nie tak. Pytanie mam czy dalej można naprawić ten związek? Czy jest na to szansa i w jaki sposób bo do narzeczonej czuje uczucie ale to już nie miłość.
  4. Mam 18 lat, od kilku miesięcy przestałam uczęszczać na terapię ze względów finansowych, dlatego piszę tutaj. Od kilku lat przyjaźnię się z jedną dziewczyną, ale gdy ta znalazła sobie chłopaka, poczułam się zagrożona. Nie umiem tego wytłumaczyć... Czuję się przez nią porzucona, bo oprócz niej nie mam nikogo. Praktycznie się nie spotykamy, a gdy ze sobą piszemy, to tylko wtedy, kiedy się kłócimy. Dziś była wybuchła jedna z takich kłótni, obie nie wytrzymałyśmy i napisałyśmy wszystko co czułyśmy, nie wyszło to na dobre, bo prawdopodobnie nasza przyjaźń się skończyła. Zaczęłam się strasznie trząść, jakby z zimna i rzeczywiście - czułam zimno. Wszystko ustało kiedy wzięłam lek na uspokojenie. Przed tymi wydarzeniami był jeszcze czas kiedy dosłownie nie miałam siły wstać z łóżka i zaczęłam płakać przez to, że jem śniadanie, tak po prostu... Czuję się źle pisząc to tutaj mimo, że ta strona właśnie od tego jest, ale jednak uważam, że i tak nikogo nie będzie to obchodzić, albo ktoś powie, że wyolbrzymiam lub chcę aby mi coś "zdiagnozowano". Nie jest tak. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. Liczę na szybką odpowiedź. Pozdrawiam
  5. Witam wszystkich, od 3 tygodni nie jestem juz z moja byla dziewczyna. Ona zerwala ze mna (przyczyna zamieciona pod dywan), ale po 2 dniach zaczela wchodzic w nowy zwiazek z jakims kolega co nie ma jej nic do zaoferowania (przyszlosci ani nic). Bylismy razem 2 i pol roku w ten sam dzien co zerwala powiedziala mi ze jest jej "pusto". Ja bylem taki ze za duzo jej dawalem bo miala auto, dom i wszystko co chciala (moj problem w zwiazku). Bylem z nia z wzgledow psychicznych niz fizycznych (potrzebowala pomocy zyciowo i to mnie w niej pociagalo). Jej rodzina zaluje ze sie ze mna rozstala ale ona zyje w swoim swiecie, nie sluchajac nikogo, plynie jak woda z zyciem nie patrzac na konsekwencje. Wiec ja po 2 tygodniach zaczalem sie czuc najgorzej, poprostu brakowalo mi jej nawet po takim czym co zrobila wciaz chce zeby wrocila do mnie. Z mojej desperacji, napisalem do wrozki ktora powiedziala mi ze ona myli fascynacje z miloscia i ze jej zwiazek z tym kolega sie rozpadnie bo on jej nie kocha, ale mu sie podoba co jest odwrotnoscia mojej osoby. Przepowiedziala mi tez ze bedzie chciala powrocic do mnie po tym ciosie jaki on jej zada. Ja rozmyslam kazdy sie dziwi co jest ze mna nie tak ze czemu ja tak robie i wgl, ze chce byc dalej z nia... nie umiem sobie poradzic bez niej nawet skonczenie moich studiow w angli i mysl o pracy w policji nie daja mi radosci. Ja jestem przekonany ze ona bedzie chciala wrocic ale nie wiem co zrobic poprostu z moimi uczuciami i emocjami... budze sie rano po snie o niej i czuje smutek i rozpacz. Pomagalem jej we wszystkim w nauce (przezemnie zdala do nastepnej klasy w anglii), w zyciu... no bylem za dobry poprostu i ze tak powiem zaglaskalem kotka na smierc. Chcialbym zmienic to poprostu mniej "osaczac" ja jakbysmy mieli wrocic do siebie po tym jak sie jej zwiazek rozpadnie z tym nowym kolega. Jednego dnia mam tak ze mowie zeby byla szczesliwa, a drugiego zeby sie rozlecial i wrocila do mnie. Kompletnie nie radze sobie i nie wiem co mam myslec o tej sytuacji, bo wiem ze moze byc ktos inny ale narazie chce jej... Czy moglbym prosic o jakies porady, co zrobic najlepiej i czy jest sens wracac do niej jakby sie wydarzylo to co zostalo mi wywrozone. Dziekuje Pozdrawiam Przemek
  6. KateM

    Witam

    Dzień dobry Jestem mężatką od 27 lat. Jestem samotna i nieszczęśliwa. Mąż jest pijakiem. Nie pije tylko kiedy pracuje. Nie szanuje mnie. Założył sobie konto na Facebooku i super się bawi, na domiar złego po tylu latach oznajmił mi, że wybiera się z kolegami na 4 dni w góry. Zawsze wszędzie jeździliśmy razem, ale ok myślę nie będę zołzą. Najgorsze jest to że przez te 4 dni ani jeden SMS ani telefon do mnie co tam słychać. Czy jest to normalne? Nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać. 2 lata temu zmarła mi siostra, która zawsze wspierała mnie w trudnych chwilach i jakoś dawałam radę. Teraz czuję pustkę.
  7. Witam wszystkich, Czy ktoś z Was doznaje płytkiego odczuwania uczuć, bądź niemożności ich wyrażenia, martwieniu się na zapas, znużenia, problemów z odżywianiem? Czuję, że mnie to dotyczy i nie mam pojęcia jak sobie z tym poradzić. Mam wrażenie, że wszystko czego nie mogę wyrazić kotłuje się w środku i działa destruktywnie na moją osobę, mam tak strasznie rozpierającą głowę od tego uhh, jakby myśli się w niej nie mieściły. Każde emocje jakie mi towarzyszą są wytłumione, nie potrafię odczuwać w pełni szczęścia ani radości. Praktycznie codziennie martwię się tym stanem rzeczy co sprawia, że nie mogę skupić się na innych sprawach i sama siebie dołuję. Czytałam kiedyś artykuł o emocjonalnym zatruciu z którym mogę się poniekąd utożsamić. Działam w trybie samoobrony, niektorzy ludzie czasem mówią mi, że jestem opryskliwa, zbywająca, "będąca zawsze na nie", chciałabym wszystko kontrolować (w wyniku czego tracę kontrolę nad większością rzeczy dotyczących mnie), przez natłok myśli jestem powolna i "z głową w chmurach", czuję, że mogę tracić, bądź tłumić empatię którą kiedyś dobrze odczuwałam. Dodam też, że dawno temu potrafiłam odczuwać w pełni emocje (ostatnie uczucie szczerego szczęścia było gdzieś we wczesnym gimnazjum). Czasem spodziewam się ukarania, że zrobiłam coś źle, nie chcę nikomu wadzić, przeszkadzać, zdarza mi się być nerwową. Moje konwersacje z ludźmi są ograniczone (ostatnio zauważyłam, że moja wyobraźnia jest dosyć ograniczona, mam ciągły ścisk w głowie), rozproszone, bo nie umiem się skupić. Boję się, że moje relacje z ludźmi mogą się przez to pogarszać. Czuję, że bardzo wolno myślę, analizuję, chcę robić wszystko, a tak naprawdę nie robię nic (natłok myśli, nie wiem czym powinnam się zająć w pierwszej kolejności). Nie wiem czy ta informacja w czymś pomoże ale mam niskie ciśnienie (na przykład dzisiaj 95/60), trudno usypiam, czasem pobolewa mnie serce, drży (to chyba od tych kontemplacji), często czuję się zmęczona, mam czynną tarczycę w stronę niedoczynności. Ostatnio odkryłam też, że mogę cierpieć na zdarzające się niezbyt często, ale nadal występujące, kompulsywne objadanie się przez wprowadzanie restrykcji żywieniowych od długiego czasu (teraz sobie trochę odpuściłam, zaczyna mi być to hm obojętne?) co sprawia dodatkowy stres i myślenie o rzeczach niepotrzebnych (wkręcam sobie, że mam jeść idealnie według określonych zasad, jeśli będę mieć jakieś odstępstwo od reguły mogę jeść wszystkie śmieci świata). Mam poczucie, że nie umiem jeść to znaczy nie wiem co mam jeść by odżywić swoje ciało aby prawidłowo funkcjonowało. Patrzę w przyszłość optymistycznie ale wiem, że jeśli nie ogarnę swojej psychiki to może być mi trudno stworzyć ją taką jaką chcę by była. Wiem, napisałam tutaj dużo ale mam nadzieję, że znajdą się osoby które spotkały się z podobnymi problemami i są w stanie powiedzieć mi co im pomaga/pomogło w poprawie tego męczącego stanu psychicznego (we wszystkich kwestiach jakie przyjdą Wam do głowy to znaczy psychologia, zmiana myślenia, odżywianie, sposób życia, organizacji dnia i otoczenia, praktyki uspokajające), który przeszkadza w normalnym funkcjonowaniu i kreowaniu swojej przyszłości. Świadomie nie użyłam lupki by wyszukać podobny temat, ponieważ mam wrażenie, że uwagi zaadresowane konkretnie do mnie oddziałają na mnie lepiej niż ot takie czytanie informacji z boku. Z góry dziękuję za pomoc.
  8. Witam serdecznie. Jakis czas temu postanowiłam troch3 schudnąć wiec odstawiłam cukier. Zaczelam ćwiczenia na orbiterku i mniej jadłam. Po ok tygodniu po zjedzeniu na śniadanie jajecznicy zrobiło mi się bardzo słabo (z tego powodu wpadłam w panikę) zaczęłam się bać że umrę że to może salmonella (akurat było o tym głośno w Internecie). Okazało się że panuje wirus. Ja akurat przeszłam to bardzo łagodnie ale nie miałam wcale apetytu. Od tego momentu zaczęłam mieć stany lekowe ale jeszcze wtedy tego nie wiedziałam. Przestałam jeść palić i spożywać alkohol (poprostu się bałam) wiec postanowiłam rzucić palenie przy okazji. Bardzo bolała mnie głowa miałam zawroty głowy kolatanie serca bole w klatce piersiowej. bałam się wszystkiego. Jedzenia,picia wysiłku fizycznego. Nawet wpadłam w panikę jak dostałam okresu. Nawet doszli do tego że bałam się zostać sama. Wizyty u lekarzy (oczywiście wszystko ok) z czasem gdy zrozumialam że to poprostu stany lekowe było trochę lepiej. Już 3 miesiąc jak nie palę ale niestety znowu zaczynam mieć te okropne stany lekowe. Są teraz straszne upały wiec zaczęłam bać się nawet słońca. ( przegrzania organizmu. Udaru) znowu zaczynam się bać zostać sama. Co się że mną dzieje jak długo to wszystko będzie trwało co powinnam zrobić....
  9. Mam 23 lata i zastanawiam się czy kiedykolwiek byłam szczęśliwa. W ogóle moje życie mnie nie cieszy i jestem zła na siebie że nie robię nic by to zmienić. Przecież, np. dzisiaj mogłabym wyjść.. ładna pogoda, słońce świeci itp.. no ale po co?? Najchętniej to zwinęłabym się w rulon i przespała z rok. Owszem, są takie dni, że mam tyle energii w sobie, że brakuje mi godzin w dobie aby zrobić wszystko co sobie zaplanowałam. Ale taki dzień zdarza mi się może raz na miesiąc. Nie potrafię się na co dzień do niczego zmotywować. Czasem mam nawet tak, że zwykłe czynności sprawiają mi problem - zrobienie sobie jedzenia, czy głupi prysznic. Aktualnie moje życie wygląda tak: wstaję, idę do pracy, wracam coś zjem lub nie, wezmę prysznic(lub nie) i kładę się do łóżka. Chciała bym być pewna siebie i potrafić wytrwale dążyć do spełnienia celów, marzeń... ale nie potrafię.. i przez to często jestem zła na siebie. Co mam zrobić ale naprawić samą siebie??
  10. Mężczyzna, 24 lata. Problem odzwierciedlony już fizycznie - skurcze żołądka, wymioty... Nie trzyma mnie godziny czy dwóch, a conajmniej dzień, nawet dwa. Później wymiotów brak, ale schodzi ze mnie dopiero po kilku dniach. Akcja miała miejsce dwa razy. Za każdym razem po intymniejszym kontakcie. Za pierwszym, pare godzin wcześniej doszło do zbliżenia i namiętnych pocałunków, kontaktu fizycznego, ale nie seksu. Mieliśmy to odczekać do wieczora. Zaznaczam, że jestem prawiczkiem i miał być to mój pierwszy raz. Po drodze zjedliśmy coś, co jak później się okazało częściowo mogło być problemem - po prostu strucie. Przyszedł wieczór, a żołądek zaczął mnie skręcać. Kompletnie spanikowałem i nie wiedziałem czym to było spowodowane. Nie dość, że od początku był STRES, przed pierwszym razem, to jeszcze strucie… Ja spanikowałem, nie wiedziałem o co chodzi mojemu brzuchowi. Czemu się źle czuje? Czemu nie chce, żeby mnie dotykano? Czemu chce się schować i uciec? - O tym też później. Następnie moja partnerka BARDZO zmartwiła się całą sytuacją - myślała, że to przez nią. No i w dodatku też to mi dołożyło, bo jestem wrażliwcem i kiedy źle osobie którą kocham, mi też jest źle. Po prostu kumulacja stresu, emocji i nieświeżej sałatki. Ale to się powtórzyło… Za drugim razem stosunek był, tylko tak właściwie to nie do końca. Znowu długo czekaliśmy - i musze tutaj zaznaczyć, że bardzo często jestem przy niej… podniecony, ale to raczej normalne przy przytulaniu, czułościach itd. Idąc dalej - było mnóstwo pieszczot, później się to bardzo rozkręciło. Mieliśmy przejść dalej, ale… Ja tam na dole nie dałem rady, praktycznie przez cały czas miałem z tym problem, z nielicznymi momentami… Skończyło się tak „w miarę”, ale w inny sposób. Położyliśmy się, po czym partnerka bardzo się tym zmartwiła i zaczęła myśleć, że coś z nią jest nie tak. To mnie jeszcze bardziej zmartwiło i wtedy się zaczął problem z żołądkiem. Całe moje ciało mówiło mi wtedy: nie zbliżaj się i nie dotykaj, bo boli mnie brzuch i jest mi niedobrze. Zawsze uciekałem od problemów. Zawsze potrzebuję się schować. Mam tak od zawsze. Nasilało się to chyba stresem, i negatywnymi uczuciami. Partnerka za drugim razem chciała rozwiązać ten problem od razu i rozmawialiśmy. Bardzo dużo negatywnych emocji, wątpliwości, poczucia braku własnej wartości z obu stron. Mam wrażenie, że pogrążamy się złymi emocjami. Ona zaczyna wątpić, a ja zamiast pocieszyć martwię się razem z nią i przybywa tego coraz więcej. Na szczęście jest bardzo silna i przebija po jakimś czasie swoje granice dla mnie. Opiekuje się mną, szuka rozwiązań i przede wszystkim bezgranicznie kocha i akceptuje we mnie wszystko. Dużo o tym wszystkim rozmawialiśmy. Chce się pozbyć… wymiotów, tego stresu już bez powodu. Chce zostawić przeszłość za sobą. Pomiędzy tymi gorszymi razami, spotkaliśmy się na krócej, tylko pogadać i pospacerować - wtedy było okej. Chociaż, nie zabrakło wtedy pocałunków i bliższego kontaktu do pewnego stopnia, bo to tylko spacer. Muszę wspomnieć o swojej przeszłości bo myślę, że to ma największy wpływ. Najwidoczniej dalej się za mną ciągnie. Zostałem BARDZO dotkliwie zraniony przez moją pierwszą miłość. Tragiczny i toksyczny związek. Przeżywałem wszystkie jej problemy, byłem w nią wpatrzony i chciałem pomóc jak tylko mogę... ale tego nie robiłem. Nie potrafiłem. Tylko BYŁEM. Zostawiła mnie dla innego po jakoś 6-7 miesiącach. Z tym, że było to aż 7 lat temu. Od tamtego czasu ani jednej partnerki, chociaż szukałem (słyszałem, że bardzo wybrednie). Niestety wpłynęło to na mnie w ten sposób, iż oddalałem się od WSZYSTKICH ludzi i zamykałem się coraz bardziej. Jestem ogólnie wycofanym gościem. Nie przepadam za spotkaniami na piwie z kumplami z pracy itd. Wpływ zerwania, jak się chyba teraz okazuje jest taki, że wciąż chce uciekać. W sumie od zawsze uciekam albo się chowam od problemów. Wszelkiego typu, na każdej płaszczyźnie życia. Później (z dwa lata temu, od teraz) miałem ogromny problem z bratem, który wylądował w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym, za bardzo poważne - z czasem, bo kłótnie w domu z nim były od zawsze - bójki i właśnie kłótnie z moimi rodzicami. Teraz jest z nim dużo lepiej, odsiedział, chyba wyzdrowiał, ale za mną ciągnie się to dalej… Wycofanie, moja nadmierna wrażliwość, empatia, stres, dłuuugi okres samotności fizycznej i psychicznej. Nie wiem jak się tego pozbyć i teraz trochę boimy się intymności. Przejdzie z czasem? Lepiej, nie przekonywać się na własnej skórze, czy jeszcze gorzej skórze mojej ukochanej. Rozmawiamy o tym wszystkim. Ale może specjalista pomoże?
  11. Po paru miesiącach pracy zaczęłam się strasznie stresować przed pracą ale tylko jak miałam wstawać na rano i to sama bo chłopak miał nocki.. Dostaję wtedy bólu brzucha i nie mam sił iść.. Co mi może być? Czy to stres czy zwykła obawa że nikogo nie ma wtedy koło mnie?
  12. Od dziecka mam problem z poznawaniem nowych osób. W przedszkolu nie chciałam się z nikim bawić, w starszych klasach byłam wyśmiewana, zmieniłam szkołe na dwa lata, na początku czułam się okropnie, nie znałam tam nikogo i nie chciałam nikogo poznawać, bałam się do kogokolwiek podejść sama i czułam, że klasa mnie nie zauważa. W końcu zebrałam swoją paczkę i było nawet fajnie, mialam nawet przyjaciółkę na miejscu, nie przez internet. Ale w lutym znowu musiałam zmienić szkołę, na trzy miesiące. Pogorszyło się, nie mam tu nikogo, uwage zwrócily na mnie dwie dziewczyny, przedstawiły się i z jedną nawet trochę gadałam, ale zachowałam się nie naturalnie i teraz nie chce ze mną zbytnio rozmawiać, unika mnie. Zostałam sama, jak tylko podejdzie do mnie jakaś osoba (z innej klasy i zdarza się to rzadko) i zapyta o cokolwiek odwracam wzrok, zaczynam się stresować i nie wiem co powiedzieć albo gapie się na nią mając nadzieje, że ją to jakoś zaniepokoi i sama odpuści. Sama nie umiem do nikogo zagadać, znajomych mam tylko w internecie. Nie znam nikogo na żywo a zaraz koniec roku i po wakacjach znowu nowa szkoła. Poza tym, czuje się cały czas obserwowana. Wchodzę do szkoły i mam wrażenie, że wszyscy na mnie patrzą. Irytuje mnie to. Jest jakiś sposób na to? Byłam u psychologa ale nie dowiedziałam się niczego, jedynie kilka rad typu "znajdź wspólne zainteresowania i zagadaj", tylko, że jak była kiedyś osoba do której napisałam po kilku podrzuconych kartkach i moje znajome chciały mnie z nią zapoznać, ja odwracałam wzrok, pociłam się i nie chciałam z nią rozmawiać.
  13. Mam 35 lat i jestem singlem, kobietą. Wykształcenie wyższe. Od kilku lat mieszkam za granicą, w Europie Zachodniej. Byłam w tej pracy od 5 miesięcy - w kraju, w którym mieszkam okres próbny trwa 6. W tym czasie można człowieka zwolnić bez powodu.Na rozmowie o pracę mój obecny szef zachowywał się dosyć słabo. Ja jestem znacznie bardziej introwertyczką niż mój szef, co nie jest jakoś niespotykane w moim zawodzie (matematyka). On rzucał zdaniami: "Po tej odpowiedzi wiem, że mógłbym z tobą pracować, natomiast nie jesteś osobą, z którą chciałbym napić się kawy" albo "czy ty w ogóle masz emocje? Bo wydajesz się bardzo zimną osobą".Ofertę pracy przyjęłam, bo zawsze chciałam pracować w tym zawodzie. Poza tym, po raz pierwszy miałam swój team - tylko 3 osoby ale swój.Szef od początku dał mi bardzo ambitne cele. Miałam realizować projekty, które wcześniej długo nikomu nie udało się zrealizować. Oznaczało to, że w niektórych sytuacjach musiałam trochę wywierać presję na przykład na agencję, z którymi współpracujemy, a która miesiącami nas zbywała.Poza tym, raz zrobiłam głupotę, bo szef kazał mi uzgodnić spotkanie z szefem IT. Szef (mój) był poza biurem. Ja próbowałam uzgodnić to spotkanie ale szef IT zbywał mnie jak mógł. W końcu napisałam swojemu szefowi maila: "<Szef IT> powiedział, że nie ma aktualnie czasu na spotkanie i nasz projekt nie jest dla niego priorytetem" (on to naprawdę powiedział). Mój szef forwardował maila do szefa IT, żeby spytać, czy to prawda... A ja zyskałam wroga, osobę która mnie nienawidzi. I jeszcze: jeden kolega z mojego teamu, też nowy, dla którego jestem szefową okazał się bardzo słaby. Popełniał bardzo proste błędy, wielokrotnie, nawet jak go poprawiałam i tłumaczyłam. Więc na początku, żeby uniknąć katastrofy właściwie przejęłam jego obowiązki. Miałam w tym czasie jakby 2 prace: swoją i jego. Pracowałam po kilkanaście h dziennie, bo cele tak jak piszę mieliśmy niesamowicie ambitne. Sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie i wreszcie postanowiłam porozmawiać z szefem, bo nie mogłam tak dalej. Szef spotkał się z tym kolegą i potem krytykował mnie, że kolega twierdzi, że nie jestem wystarczająco miła i to dlatego popełnia błędy. To było dla mnie szokujące.I jeszcze: szefowi koszmarnie działa na nerwy moja mimika. Potrafi przerwać spotkanie z kilkoma ludźmi i powiedzieć: "Co się śmiejesz?", bo się uśmiechnęłam.Takich sytuacji było jeszcze kilka. W stylu: szef twierdził, że nie pozdrowiłam kogoś na korytarzu i on się przez to czuł źle. Ale ja tej osoby nawet nie widziałam.Potem podczas spotkania z szefem, on powiedział, że ludzie się na mnie skarżą, że nikt mnie nie lubi, że nie jestem ciepłą osobą. Że moje wyniki (realizacja projektów) są niesamowite, ale ludzie mają ze mną problem, że wydaję się arogancka. Moja reakcja: powiedzenie "ok, rozumiem, że od początku byłam zbyt ambitna. Teraz przestanę. Zacznę spędzać z ludźmi więcej czasu, pić kawę itp. I nie będę już tak mocno wywierała presji". Jego odpowiedź: "Absolutnie nie! Musisz wywierać presję i być ambitna, bo w przeciwnym wypadku nie zrealizujesz projektów". Mieliśmy na ten temat kilka rozmów, m.in. jedną z jego szefem i była już mowa o moim odejściu (jego szef śmiał się jak głupi jak mu opowiedziałam, że zostałam skrytykowana, bo kogoś nie pozdrowiłam, itd. ale powiedział, że współpraca szef-podwładny jest dla niego bardzo ważna i musi się zastanowić, czy powinnam zostać w firmie). Potem jakieś 6 tygodni zero informacji, sądziłam, że było już lepiej. Wiem, że reszta teamu mnie lubi i większość ludzi mnie już zaakceptowała.W międzyczasie ten słaby kolega został zwolniony. Zabawne było, że mi decyzja została tylko zakomunikowana, chociaż to ja jestem jego szefową. Teraz mnie zwolniono. Szef powiedział, że popełnił błąd zatrudniając mnie. W piątek po raz ostatni byłam w pracy. Ta cała sytuacja jest dla mnie potwornie trudna. Bardzo się boję. Ja naprawdę lubiłam tę pracę. Oczywiście nie było zupełnie super, zakres projektów nie bardzo pokrywał się z tym co mi obiecano i na początku okazało się, że będę zarabiała mniej niż mi obiecano (bo wszystkim pracownikom obiecuje się i mają w umowie zapisaną premię zależną od wyników firmy - mówi się im, że ta premia zawsze jest. Okazało się, że nasze wyniki są złe i premii nie będzie). Ale uczyłam się nowych rzeczy, byłam bardzo zaangażowana. Jak mam sobie z tą sytuacją poradzić na poziomie emocjonalnym? Na poziomie racjonalnym wiem, że powinnam wysyłam mnóstwo aplikacji, im szybciej tym lepiej, i się nie przejmować, ale na poziomie emocjonalnym jestem obecnie w stanie tylko płakać. Jest mi potwornie źle. Wczoraj ktoś z mojego zespołu, kogo nie było w pracy w piątek skontaktował się ze mną i powiedział, jak bardzo mu przykro, że odeszłam i podziękował za wszystko. Jest mi bardzo źle.
  14. Czy to ja jestem jakaś nienormalna? W moim małżeństwie od dłuższego czasu było źle. Kłótnie, brak rozmów, brak pomocy, zrozumienia, brak seksu, czułości, zaufania. Mój mąż wielokrotnie powiedzial mi, że dla niego konsola jest ważniejsza. Mówi, że on będzie grał i grał i grał, aż zdechnie przed tv. Nie chce dzieci. To, że gotuje, sprzątam i znoszę jego manię grania, to nie jest z mojej strony poświęcenie (tak usłyszałam). Ale jeszcze dwa dni temu słyszałam od niego, że mnie kocha. Jeszcze mnie przytulił. A dzisiaj? Po zrobieniu obiadu, wspólnych żartach i po jego słowach: "Myszko, ale pyszny obiad, dziękuję".... usłyszałam: "wyprowadzam sie", "Nie pasujemy do siebie", "Nie jestem szczęśliwy", "to jest koniec". Nie rozumiem tego, jak 9 lat związku, może tak po prostu zostać zakończone bez nawet jednej łzy z jego strony. Wręcz on się uśmiechał, grał jak gdyby nic się nie stało... powiedział mi tylko, że zostawi mi wszystko. On zabiera tylko samochód, bo ja nie mam prawka i jego konsolę, bo bez niej nie może żyć. Tak wylewam łzy od kilku godzin i myślę sobie, że wolała bym gdyby mnie zdradził. Bo wtedy miała bym podobną wartość... CZŁOWIECZĄ. Ale, żeby moja miłość, odrzuciła mnie dla kawałka plastiku... dla rzeczy wartej parę stów. Ogólnie być... nikim, przy jakimś durnym PS?? 9 lat związku, w tym 2 małżeństwa... zakończyć z dnia na dzień... Bo proszę go by spędził ze mną czas... On sam powiedział, że on się już z nikim nie zwiąże... Bo dla niego ważniejsze są gry. Jestem załamana. Czuje się gorsza od śmiecia. Moja największa miłość... cześć mojego życia... woli konsolę, ode mnie.. A może to ja jestem taka beznadziejna?
  15. Witam. Od dłuższego czasu zmagam się z pewnym problemem. Mianowicie odczuwam ogromny lęk przed chorobami fizycznymi, szpitalem, osobami chorymi (fizycznie). Jest to bardzo duży lęk. Miewam ataki paniki, uczucie niepewności strachu i jak już wcześniej powiedziałam owego leku. Od niedawna jest gorzej czasem nie mogę spać po nocach bo rozmyslam o chorobach i że je mam. Wmawiam sobie różne choroby regularnie sprawdzam swoje ciało z obawą że dopadła mnie jakaś choroba. Pytam bliskie mnie osoby czy z moim zdrowiem jest na pewno wszystko dobrze. Oni zawsze odpowiadają że wszystko jest bardzo dobrze. Czasem mam tak że chodzę do lekarza żeby zbadał moje ciało np brzuch . Zawsze każda wizyta kończy się pozytywnie. Jednak to mnie nie uspokaja. Proszę o pomoc.
  16. Dzień dobry, Mam 23 lata i jestem studentką. Studiuję coś czego nie lubię, ale nie miałam pomysłu na siebie wiec zdałam się na radę rodziców. To oni polecili mi wybrać te studia. Pomimo 23 lat wciąż jestem na pierwszym roku. Czuje, ze życie ucieka mi przez palce. Nie wiem co tak naprawdę lubię. Nie pamietam co lubiłam jak byłam dzieckiem. Przez całe życie miałam wrażenie, ze nie spełniam oczekiwań moich rodziców. Tym bardziej teraz kiedy nie mogę przejść przez te studia. Cały czas mam poczucie winy, że jestem złą córką z której oni nie mogą być dumni. Czuję, że nie mogę rzucić tych studiów, bo po pierwsze zawiodę swoich rodziców, a po drugie okaże się, że wiele osób, które mówiły, że się nie nadaję i jestem za głupia ma racje. Czuje, że zupełnie nie mam kontroli nad swoim życiem. Czuje się jakbym była stara i nic nie osiągnęła. Boję się o przyszłość. I chciałabym się dowiedzieć kim jestem. Bo już nie wiem.
  17. Witam! Na początku chciałbym opisać jak to się mniej więcej zaczęło.. Ostatnio przez moje zaniedbania miałem spory stres, wówczas wtedy miewałem mieszające się uczucia pesymizmu, przeplatane z lękiem i agresją. Zaczynało być coraz lepiej w momencie, gdy wychodziłem na prostą, a w ramach ciężkiej pracy zdecydowałem się na kupno zielonego suszu. Wszystko było dobrze, do pewnego momentu, gdy spaliłem tego o ciut za dużo. Po tym incydencie moja osoba przeżywała lęk na długo. Raz lub dwa razy dziennie moje ego momentami się rozsypuje i sam nie wiem co sądzić o tym świecie lub nad pewnymi sprawami. Widzę jakby wiele stron (argumentów, tez itp.), ale nie umiem do któregoś z tych się odnieść, czując przy tym smutek, apatię. Spekuluję też nad tym, że pogoda może mieć na to wpływ - im bardziej cieplej tym bardziej czuję senność, a co za tym idzie takowa "dysfunkcja". Objawy redukują się w okresie wieczornym. Nie wiem czy to w sumie jest od zmęczenia, lecz czuję, że przydałoby mi się trochę snu. Poprawę zauważam, gdy gram lub gadam z kimś, tak jakby zapominam o tym, a humor się podwyższa. Dodam również, że przestałem brać SSRI, a biorę je maluteńki kawałek tabletki (chcę je odrzucić) - w momencie gdy czuje syndromy zespołu odstawiennego. Jednym słowem: Senność, stany depresyjne, stany lękowe, brak konkretnego myślenia. Zapomniałbym, napisać że straciłem zdolność do odczuwania innych emocji niż neutralność i smutek. Chce po prostu wiedzieć co mi jest, nie oczekuję żadnych rad. Zapraszam do dyskusji i spekulacji. Pozdrawiam!
  18. Czy to pech, czy tak właśnie wygląda prawdziwe życie dorosłego człowieka? Witajcie. Pisze z takim pytaniem, a także z Waszymi odczuciami. Co o tym wszystkim mam myśleć? Czy to pech ? Mam 25 lat. Zacznę od tego, że od zawsze uważałem, że miałam w życiu delikatniej ciężej od pozostałych ludzi. Nie chodzi tu o biedę, ale samo życie. - Akurat mnie nauczycielka nie lubiła w klasie i nie chciała mnie dopuścić do kolejnej klasy, albo dawała mi uwagi za coś czego nie zrobiłam, -akurat mnie nie chcieli wywołać do konkursów, mimo że byłam świetnie przygotowana, -jestem dość dobrym, myślę fotografem, a jakoś dalej nic mi nie wychodzi, aby iść do przodu, -akurat mnie się coś psuje w dłoniach, rozpada. No i teraz praca. Dokoła mnie wszystkie znajome, znajomi mają dobrze prosperujące firmy ( miałam firmę dwa lata, zawiesiłam, bo sprzedaż drastycznie mi spadła), stałe dobrze płatne prace, też czasem narzekają, ale nie mają chyba takiej patologii jak ja. W wieku 18 lat wyprowadziłam się z rodzinnego domu (problemy z alkoholem, akceptacją, częste bardzo mocne kłótnie) ...za miłością mojego życia aż 600 km do stolicy Polski, Warszawa. Zaczęłam tam pracować jako pracownik budowlany - sprzątaczka. Na czarno dwa lata. Płaca jak na tamte lata była bardzo dobra. Niestety ma czarno. Chciałam coś zmienić w swoim życiu, zostać fotografem. Zaczęłam roznosić CV wraz z portfolio - nic. Pisałam do przeróżnych klubów nocnych z ofertą czy nie mogłabym być ich fotografem, chociaż na zlecenia. Zazwyczaj kończyło się to tak że nie chcieli zapłacić za zdjęcia, albo nie odzywali się po ich zrobieniu nawet ich nie widząc na oczy. Zaczęłam szukać bardziej legalnej pracy. Znalazłam pracę w popularnej sieciówce odzieżowej, ale niestety na 3 miesiące i pół etatu. Wróciłam do sprzątania. Trzy lata spędzone w stolicy postanowiłam sprowadzić swoją połówkę do rodzinnego miasta. Mieszkanie na szczęście jest rodziców (ojciec ma dobrze prosperują firmę. Sprzedaż internetowa - to co ja zawsze chciałam robić). Po przeprowadzeniu się do rodzinnego miasta trzeba było tam szukać pracy. Wysłałam łącznie ze 200 CV. Jedna firma się odezwała. Najniższa krajowa, ledwo koniec z końcem. Do tego praca nie była w żaden sposób interesującą. Oklejania alkotestów, praca przy chemii itp. mini produkcja. Postanowiłam wyjechać do Holandii za pracą wraz z ukochanym. Lęk, panika przed nieznanym. Dostałam pracę wraz z partnerem. Pracowaliśmy przy kwiatach. Wszystko pięknie, ładnie, ale po trzech dniach postanowili mnie oddelegować do Polski. Rzekomo nie pracowałam, obijałam się (co później okazało się że kobieta przełożona, po prostu za mną nie przepadała i postanowiła nakłamać mojej szefowej). Juz miałam wracać do Polski, ale zadzwoniła ta szefowa i poinformowała mnie że ma dla mnie pracę. Wszystkie dziewczyny były w jednej firmie do samego końca, a ja obleciałam praktycznie wszystkie jakie były dostępne w małej Holenderskiej miejscowość. Byłam skoczkiem. Raz tu raz tam. Normalne. To ja. Po powrocie do Polski postanowiłam otworzyć firmę. (jak wspominałam wcześniej, miałam firmę - robiłam co mój ojciec. To było zawsze moim marzeniem) Zastrzyk gotówki. Otworzyłam. Nie miałam praktycznie o niczym pojęcia. Poradziłam sobie na dwa lata. Bardzo dobrze mi szło przez rok. Już myślałam, że znalazłam swoje miejsce na ziemi. Myliłam się. Rozstałam się z partnerem - gnębił mnie psychicznie. Nabawiłam się większym napadów paniki, leków. Na koncie miałam praktycznie 0 zł. Rachunki, kredyt. Postanowiłam szukać pracy - znowu. Jakieś dorywcze prace, chwilowe. Nawet dawałam sobie radę. Przez okres pół roku miałam 4 prace w różnych firmach. Chciałam coś stałego. Jest! Nareszcie znalazłam. Zostałam pakowaczem na produkcji. Owszem. Pakowacz kobieta zalewie 158 wzrostu przy wadze 45 kilogramów. Pakowałam napędy silnikowe. Po 300 km na sównice do kartonu i zapier* niesamowity. Kasa super, ale schudłam z 6 kg. Dwie zmiany. Rano 4:30 pobudka. Ledwo żyłam po pracy. Zasypiałam na stojąco. Normę trzeba było robić 100 % to tak 90 napędów do spakowana. Szukałam pracy lżejszej. Znowu. Coś podobnego do tematyki mojej byłej firmy. Obsługa klienta itp. Wysłałam CV na montera mebli. Okazało się że potrzebują doradcy klienta do sprzedaży internetowej. No kamień z serca! Czy nareszcie znalazłam swoje miejsce!? W poprzedniej firmie jako pakowacz wytrzymałam pół roku (rekord). Jako doradca miałam zarabiać 2500 netto 300 zł mniej jak w poprzedniej pracy, ale bez sobót i koniecznej premii. Szef obiecał z ręką na sercu. Bynajmniej coś mi tam ciągle śmierdziało. Pominąwszy fakt, że znajduje się tam obok obora. Podpisanie umowy. Okazało się że nie dostanę pełnej umowy. Hahah. Fajnie. Zaczęłam pracę. Dziewczyna z biura której miałam pomagać nie przyszła do pracy ze względu na chorobie. Chorobą nie wybiera. Zostałam rzucona na głęboka wodę. Przyszła po 3 dniach. Ludzie wyzywali przez telefon, że jestem oszusta. Nie miałam pojęcia o co chodzi. Heh. Okazało się że mają miesięczne opóźnienia z realizacją zamówień. Kłamstwa na dzień dobry. Rozmowy z klientami, odpisywanie na e-maile, wprowadzenie zamówień telefonicznych, e-mailowych i popularnej przeglądarki sprzedażowej, a także wystawianie aukcji na innych platformach. Zbyt pięknie myślałam. Pracuje tam miesiąc. W sumie pracy jest tam na 2 godziny a reszta to obieranie pojedynczych telefonów i kłamanie że zamówienie jest gotowe albo jak nie są idealne ich produkty. Niby proste ale nie do końca. Mam żyłkę handlowca. Nie byłam tam zbyt dobrze przyjęta. Ciągle czuję ich dziwny wzrok na sobie. No tak. Po dwóch tygodniach pracy dowiedziałam się że jestem u nich na chwilę do pomocy żeby wyjść z opóźnień. Pomyślałam sobie, że jakby mogło być inaczej ☺️😊. Praca, praca. Ogólnie oni mają stosunek że wolą pisać do siebie jak mówić mimo że dzieli ich 2 metry po schodach. Koleżanka z biura zabawia mężczyzn. Lubi to widać. Ma męża i dziecko, jedyne co robi to gada przez telefon z kierowcą, a raczej z nim flirtuje. Zamawia kosmetyki podczas godzin pracy, wystawia swoje prywatne aukcje, ciachy kupuje. Temat rzeka z nią. Ciągle jest tak bardzo zapracowana, że nie ma czasu na nic. Przy szefie tylko. Jeżeli szefa nie ma to ucieka na produkcję, bądź lata do tego z góry i siedzi z nim zazwyczaj około 2 godzin nim przyjedzie szefostwo. Ja w tym czasie robię swoje obowiązki. Niestety. Ostatnio kolega oddalony ode mnie dwa metry postanowił napisać do mnie wiadomość. Coś w deseń GG. Wiadomość tyczyła się tego, że nic nie robię, że rozmawiam ciągle przez swój prywatny telefon, że wychodzę palić co 10 minut (wychodzę raz na godzinę na 5 minut), że ogólnie po prostu jestem niczym tamta zapracowana królowa. Po wiadomościach postanowiłam przejść się te dwa metry i zapytać wprost czemu nie przyszedł mi tego oznajmić prosto w oczy. No mało się chłopak nie rozpłakał i odparł że wolał napisać. Nie mam nic na swoją obronę. Nic Są tak ograniczeni do siebie że nie przyjmują nikogo nowego. Dają wypowiedzenie do kopert z pieniądz zamiast powiedzieć wprost. Koleżanka z biura wszystkie moje zasługi sobie przypisuje, zamówienia zmienia na swoje nazwisko. Po co ja im tam byłam potrzebna? Ogólnie rzecz biorąc załamuje się już tymi pracami, tym wszystkim i swoim życiem. Czy ze mną jest coś nie tak czy jak!?🤔
  19. Witam serdecznie. Od jakichś 5 lat borykam się z nerwicą i zaburzeniami lękowymi. Tak mi się przynajmniej wydaje. Od zawsze byłam osobą bardzo komunikatywną i otwartą.. ale jestem strasznym pechowcem. Wszyscy dookoła zwracają na to uwagę, osoby, które znają mnie nawet kilka dni. Cały czas walczę i próbuję, nie poddaję się. Jednak powoduje to we mnie coraz większy stres, strach i lęk. Do tego stopnia, ze od 5 lat miewam chyba ataki paniki i lęku. Takie momenty, w których mam wrażenie, ze zaczyna dziać się kompletne zło. Jakby włączała mi się automatycznie czerwona lampka w głowie. Zaczyna mi sie ciezko oddychac, zaczynam sie strasznie krępować, trzęsą mi się ręcę, zaczynam się wstydzic, bać i najchętniej bym płakała. Jest to strasznie niezręczne i krępujące w sytuacjach gdy rozmawiam na przykład z klientem w pracy, z rodziną, z kimkolwiek. Ja juz nie wspomnę o wystąpieniach publicznych badz przed grupa. Jesli mam normalne dni jestem dusza towarzystwa. A jesli dopadają mnie takie stany, czuje sie jak największy nieudacznik i chcę się schować. Niestety coraz częściej tak. Bardzo, bardzo proszę o pomoc...
  20. Witam, jestem 20letnią studentką (heh) psychologii. Odkąd zmarł mój ojciec, tzn odkąd miałam 9 lat ciągną się za mną problemy. Pomimo iż mam bardzo duże wyparcie przez 3 lata (jak tata chorował i kilka lat po tym jak umarł), moja mama mówiła mi, że chodziłam na terapie bo się samo okaleczałam. Od wtedy tak sobie radze z problemami. Miałam kilka lat przerwy od tego. W 2 klasie liceum miałam nieudaną próbę samobójczą, a właściwie miałam już to zrobić, a moja mama mnie powstrzymała tuż przed. Całe życie miałam wrażenie, że wszędzie jestem 5 kołem u wozu. Nie miałam bliskich przyjaciół, moi byli traktowali mnie jak przedmiot, mam wrażenie, ze nikt mnie nie szanuje poza moim obecnym chłopakiem. Nigdy nie nawiązałam bliskich relacji z rodziną. Dziś mam chłopaka, z którym mieszkam. Jestem non stop o niego zazdrosna, ciągle chodze zła. Jestem totalnie bez sił, nie mam żadneych zainteresowań oprócz spania, jestem na wymarzonych studiach a aktualnie mam gdzieś czy zdam pierwszy rok. Dodatkowo ostatnimi czasy nie chce wychodzić sama z domu. Wychodze tylko z psem na spacer albo jak pójdzie mój chłopak. Boje się wszelkich sytuacji społecznych. Ostatnio wszystko to sie skumulowało i miałam kolejną nieudaną próbę samobójczą (mój chłopak mnie uratował). Wszystko odreagowuje w alkoholu, płaczu i objadaniu się na zmianę z głodówkami. Nie stać mnie na psychologa, a już ani ja ani mój chłopak nie wiemy jak sobie z tym radzić. Terminy na nfz na nastepny rok a do tego czasu boje się, że znowu się będę próbowała zabić. Czy to depresja? Co mam robić?
  21. Witam. Mam na imie Dorota i mam 30 lat. Od około roku borykam się z problemami zwiazanymi z układem pokarmowym. Odwiedziłam wielu specjalistów gastrologów i nawet skonczyło się na operacji naprawczej układ pokarmowy (nie będę się rozpisywać o szczegółach narazie). Przed operacją jednak zdecydowałam się jednak na wizytę u psychiatry, gdyż nie do końca byłam przekonana do całego tego leczenia. Pani dr stwierdzając zaburzenia depresyjno somatyczne wdrozyła leczenie farmakologiczne (łagodne) i zaproponowała psychoterapię. Niestety leki ktore zaproponowała brane systematycznie jednak nie działają lub bardzo słabo. Nie bardzo wiem co robić. Nie bardzo wiem co mi jest. Operacja zbyt wiele nie pomogła. Czuje uczucie lęku, stresu... I czuje ciagły scisk w zoładku. Mam problemy z trawieniem i apetytem. Czy powinnam przy nastepnej wizycie poprosić o zmiane leków luz zwiekszenie dawki? Czy psychoterapia rzeczywiscie pomaga? Czy powinnam spróbować jakiejś techniki hipnozy?
  22. Witam, mam 33 lata i jestem mamą 3-latka. Mam męża, z którym spotykałam się przed ślubem 6 lat, po ślubie jesteśmy 5 lat. Więc znamy się długo, ale niestety okazało się, że nic o sobie nie wiemy. Mąż mnie okłamuje, manipuluje. Pracuje ze swoimi rodzicami, jest niejako uzależniony od nich finansowo, a jego matka w dalszym ciągu uważa go za małego synka i kontroluje jego życie. Kupuje mu ubrania, mówi mu kiedy ma kupić sobie nowe buty, że ten czy tamten kolega jest dobrym towarzystwem. Wiem, że mężowi to przeszkadza, ale w związku z tym że ma kasę od mamy to nie może się od niej odciąć. Ja jestem na drugim planie bo ja go nie finansuje. Miałam swoją pracę, ale poświęciłam się dziecku i zostałam w domu. Dopiero teraz syn poszedł do przedszkola, więc ja będę wracać do pracy. Mieszkamy sami, ale w domu którzy wybudowali 20 lat temu teściowie i go remontujemy, ale teściowa też w tą sferę się wtrąca. Ja jestem osobą która chce być taktowna, i wprost nie umiem powiedzieć, żeby się nie wtrącała. Tłamszę te uczucia w sobie, ale ostatnio coś we mnie pękło. Od co najmniej 2 lat się źle czuję. Miałam robione tysiące badań, łącznie z rezonansem magnetycznym głowy, ekg serca itp. Wyniki wychodzą ok, a ja się źle czuję, mam przyśpieszone tętno które wynosi ok.100. Codziennie boli mnie głowa, Czuje się roztrzęsiona, ręce mi drżą, mam płytki oddech, uczucie gorąca na twarzy i od razu robię się czerwona. Strasznie się boję, że może mi się coś złego stać. Często badam sobie ciśnienie krwi. Gdy byłam mała, miałam ok. 3 lata byłam w szpitalu i później gdzies do ok. 10 roku życia miałam wiele badań i konsultacji. Później zmarł mój dziadek i bardzo przeżyłam jego odejście. Oprócz tego kiedyś będąc w szpitalu u dziadka zacięłam sie w windzie bo jechało nią za dużo osób i bardzo sie wystraszyłam i długo nie jeździłam winda. Rodzice jeździli a ja chodziłam po schodach. Przełamałam się dopiero mając 25-28 lat. Jeśli ktoś mówi o chorobach to ja nie mogę tego słuchać. Bardzo przeżywam jak usłyszę, że jakiś znajomy miał np. wylew czy zawał. Od razu mi się robi słabo. Codziennie źle się czuję, jest mi słabo... Jestem dodatkowo bardzo zmęczona, nie mam energii, na nic się nie leczę a czuje się jakbym miała tysiąc chorób. Chciałabym sobie jakoś pomóc, staram sie normalnie funkcjonować, robić zakupy, wypełniać swoje obowiązki w domu, ale nawet jak nie mam podstaw do stresu to podświadomie jestem bardzo zestresowana... Zastanawiam się czy to nie jest właśnie sfera emocjonalna. Nawet jak np idę po zakupy spożywcze to jestem taka cała spięta i szybko chce wracać do domu. Bardzo rzadko mam chwile luzu. Codziennie jak wstaje to od razu się źle czuję. Z mężem niestety nie mam zbyt dobrych relacji, wiem, że on nie jest ze mną szczery i nawet jak mu o tym mówię, to on to bagatelizuję. Dlatego nie mogę liczyć na szczerą rozmowę z nim i z tymi moimi problemami jestem sama. Proszę o podpowiedź co robić, gdzie szukać pomocy, albo co zrobić, żeby samej sobie pomóc.
  23. Dzień dobry, Ja: 35 lat, matka 15-letniego chłopca, po rozwodzie i kolejnej dłuższej relacji. Ostrożna przy zawieraniu nowych znajomości, zdystansowana. On: 35 lat, świeżo po rozwodzie, po 11 letnim związku. Córka, 2 latka. W wyniku trudnej sytuacji materialnej wyjechał do pracy do Niemiec, żeby kupić dom dla żony i córki, zapewnić im godne życie. W Polsce bywał raz na 2-3 tygodnie. Choruje na reumatoidalne zapalenie stawów, ale mimo bólu, zaniedbywał siebie, żeby tylko dać żonie wszystko. Przez chorobę stał się drażliwy, częściej się kłócili, w końcu żona go zdradziła i wyprowadziła z córką, on nawet nie wie gdzie mieszkają, nie widział córki od pół roku. Mają też nieuregulowane sprawy związane z kredytem. My: poznaliśmy się przez internet, od razu zaiskrzyło. Nasza relacja była krótka, ale bardzo intensywna, żeby wykorzystać czas przed jego powrotem do pracy do Niemiec. Widywaliśmy się po 8-11 godzin dziennie. Mamy podobne charaktery, priorytety w życiu, podobnie lubimy spędzać czas. Rozmawialiśmy na wszystkie tematy, zawsze było o czym rozmawiać. Zaproponował, że da mi klucze do swojego domu, że może bym się do niego wprowadziła, mieliśmy plany na najbliższe pół roku. Miałam wrażenie, że jest trochę zdesperowany, ale jednocześnie czułam, że jego intencje są szczere. Musiałam go nawet hamować, że o takich sprawach to możemy pogadać dopiero po jak się lepiej poznamy. Sprawiał wrażenie bardzo zakochanego, miał maślane oczy, wyznał mi to. Spełniał każdą moją zachciankę, żałował, ze nie poznaliśmy się wcześniej bo jest taki szczęśliwy. Oficjalnie zostaliśmy parą. Ja byłam bardziej zdystansowana, ale on wiedział, że to wynika z moich poprzednich przeżyć, powiedział, że mnie nigdy nie skrzywdzi. Podczas jego kolejnego pobytu w Polcse zabrał mnie nad morze, bo wspomniałam, że dawno nie byłam. Wyjazd był cudowny, najpiękniej spędzony czas od dawna. Gdy wracał do Niemiec obiecał, że zadzwoni po drodze i jak dojedzie, ale miałam jakiś problem i chciałam porozmawiać od razu. Dał znać że dojechał, a ja strzeliłam focha, że nie zadzwonił po drodze. Wiem, że w dniu wyjazdu jest bardzo zajęty i niepotrzebnie się na niego obraziłam, ale jego reakcja mnie kompletnie zaskoczyła. Była nieadekwatna do sytuacji. Zerwał ze mną, powiedział, że chce mieć spokój, ma wystarczająco dużo swoich problemów i nie potrzebuje, żeby wylewać na siebie swoją frustrację. Od tej pory nie odpisuje, nie odbiera telefonu. Nie jestem natarczywa, raz opisałam mu w wiadomości sytuację z mojego punktu widzenia, przyznałam się do błędu, przeprosiłam. On tylko, że nie chce moich przeprosin, że tak mu się odwdzięczyłam za wyjazd i że już nigdy nie zamierza się starać. I znowu cisza... Dorosły mężczyzna, a nie chce rozmawiać, rozwiązać problemu... Próbowałam o n iego walczyć, ale skoro nie widzę reakcji, ma to swoje granice. Na koniec podziękowałam mu za miło spędzony czas i życzyłam mu dużo szczęścia. Nadal mi na nim zależy, ale nie wiem jak do niego dotrzeć, najlepiej byłoby porozmawiać osobiście, ale jest w Niemczech. Wraca za tydzień. Ma moją walizkę, ja jestem mu winna pieniądze, więc liczę że się spotkamy. Nie wiem dlaczego tak gwałtownie zareagował, czy kochał czy udawał, jak może tak nagle przestać komuś zależeć? Co jeszcze mogę zrobić, żeby go odzyskać? Czy lepiej odpuścić, bo nie zasługuję na takie traktowanie. Na razie dałam mu spokój, czas na odpoczęcie, przemyślenie, zatęsknienie...
  24. Witam, mam chyba bardzo nie typowy lub też typowy problem. Mianowicie nie potrafie normalnie rozmawiac z ludzmi. Gdy wchodzę do sklepu pełnego ludzi to zaczynam się w głębi trząść, stresować, nie potrafie normalnie rozmawiac z ludzmi, ktorych nie znam na luzie tak jak to robia inni. Często kiedy ktoś do mnie rozmawia to nie potrafie się normalnie wypowiedzieć czy uśmiechnąć. Czy to wina jakiś lęków? Nerwów? A może witamin czy braku obycia z ludzmi? Dodam , że zbyt wielu znajomych nie mam i bardzo często siedzę sam całymi dniami. Przez to często popadam w alkohol mimo, że tak na prawdę jakoś mnie nie ciągnie, że muszę wstać rano i napić się. Według mnie to jakieś objawy nerwicy, ale nie jestem fachowcem i nie potrafie pomóc samemu sobie dlatego też zadałem te pytanie tutaj...
  25. Cześć.Mam 23 lata choć wyglądam na 16 ,pracuje za granicą,nie mam dziewczyny. Od dwóch lat próbuje poradzić sobie z nerwami oraz stresem, boje się wyjść do ludzi,nawet wyjście do sklepu wiąże się u mnie z ogromnym stresem. są dni, w których czuje duży stres bez przyczyny. Nic mnie nie cieszy, czuję obojętność do przyjaciół i rodziny,potrafię obudzić się z uśmiechem na twarzy,godzin później nie mając energii do życia. Bardzo szybko się denerwuje. Późno zasypiam mimo tego że muszę wstać bardzo wcześnie Podejmowałem wiele prób aby coś zmienić w swoim życiu,chodziłem na spacery, próbowałem ćwiczyć, znajdowałem sobie hobby ale motywacja znikała do paru dniach. Chciałbym bez stresu i nerwów wyjść na rynek,do sklepu,do ludzi. Jak mogę poradzić sobie ze stresem? Czy to depresja? Konieczna będzie wizyta u specjalisty?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.