Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'kobieta'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 135 wyników

  1. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  2. Witam, Mam na imię Daniel, mam 27 lat i mieszkam jeszcze aktualnie z rodzicami. Ostatnio bardzo pogorszyły się moje relacje z rodziną i znajomymi, gdyż zacząłem dostrzegać, że spotkania z nimi mnie coraz bardziej irytują, nic z nich nie wynika, najbliżsi mi nie pomagają a bardziej hamują mój rozwój zawodowy i społeczny. Ale do rzeczy. Mieszkamy w 4 osoby, chociaż ja ani z moją siostrą ani z tatą nie wytworzyliśmy głębszej relacji i jesteśmy właściwie dla siebie prawie jak obcy ludzie. Praktycznie jedyna godna wzmianki relacja to relacja z mamą. Jestem bardzo z nią związany, gdyż to ona mnie utrzymywała, rozmawiała ze mną, zapisywała na zajęcia pozalekcyjne, pomagała na swój sposób znaleźć pracę. W ostatnich latach wydarzyło się jednak sporo niezbyt przyjemnych sytuacji w moim życiu osobistym i w jej co mogło się przyczynić do obecnej patologicznej sytuacji. Oto skrócony obraz obecnej sytuacji: - mama ma 53 lata, podejrzewam początek klimakterium - często niedosłyszy co się do niej mówi, ma problemy ze skupieniem uwagi - przejmuje się niesamowicie pyłkiem kurzu na dywanie, nakruszeniem w kuchni, natomiast nie bierze na poważnie rozmów o sytuacji finansowej, przyszłości, rodzinie - robi wybuch emocjonalny i ucieka, nie czekając na reakcję - bardzo często kłamie i potem idzie w zaparte lub zmienia temat jak jej się udowodni mówienie nieprawdy - kompletnie nie słucha próśb, porad, robi cały czas po swojemu - bardzo często zapomina że coś obiecała, że o czymś się ją poinformowało - nie panuje nad emocjami, ponieważ z ojcem ostatnio się tak kłócą, że sprowokowało to do wszczęcia postępowania o jego eksmisji, ona dalej go prowokuje i doprowadza do awantur - co innego mówi, a potem kompletnie co innego robi - mówi do mnie często jakbym miał 10-12 lat (nalej sobie zupki, usiądź sobie, weź sobie talerzyk, ubierz się ciepło) Mieszkanie z osobą czepiającą się o pierdoły, non stop zapominającą, niedosłyszącą, nie panującą nad emocjami, często kłamiącą jest naprawdę bardzo trudne. Moje nerwy też są już mocno nadszarpnięte a na razie nie zanosi się, żebym się wyprowadził do samotnego mieszkania, czego zresztą nie chcę (znajomi i dalsza rodzina się wypięli na ten problem). Moje pytanie jest następujące - czy da się jej jakoś pomóc? chciałem odłożyć trochę pieniędzy i opłacić jej wizytę u psychologa, ale obawiam się że rezultaty będą znikome a ja wydam kasę na próżno. czy to jakaś choroba, kwestia starzenia się czy apogeum stresujących wydarzeń ? co byście zrobili na moim miejscu? Dziękuję z góry bardzo za odpowiedź. P.S. Jestem wielkim fanem kanału Ocal Siebie pana Rafała Olszaka na youtube i entuzjastą psychologii. Wiem, że zna się na swojej robocie.
  3. Mam 28 lat i nie lubię siebie bo stałam się taką osobą, której zachowanie mi nie odpowiada. Łatwo popadam w uzależnienia. Za często piję i palę papierosy. Ale najgorsze jest chyba uzależnienie od drugiej osoby i zatracenie siebie. Za każdym razem kiedy kłócę się ze swoim partnerem świat przestaje dla mnie istnieć. Jeżeli kłótnia jest poważna i oznacza to, że on nie rozumie mojego sposobu myślenia, a ja kompletnie nie pojmuje jego to w pewnym momencie przestajemy się do siebie odzywać. Nie mieszkamy jeszcze razem, mamy zamiar od grudnia. Jesteśmy ze sobą od trzech lat. Zawsze było tak że każdy powiedział swoje, przechodziliśmy do normalności bez zrozumienia a potem problem wracał przy kolejnej sytuacji ze zdwojoną siłą. Zawsze miałam wielu kolegów ale musiałam z nich zrezygnować żeby on czuł się komfortowo. Oczywiście on ze swojej strony ograniczył kontakty z koleżankami. Dla niego to normalne. Dla mnie już teraz też, ale mam wrażenie że gdzieś we mnie w środku to w pewien sposób cały czas narasta. Chwile milczenia przeciągają się do tygodnia czasu. Ja przez to z reguły nie jestem w stanie myśleć o niczym innym. Ale też nie jestem w stanie wyciągnąć ręki jako pierwsza. Potrafię nie iść przez to do pracy, zrezygnować z wyznaczonych zadań, hobby i przeleżeć w łóżku kilka dni. Do tej pory z reguły oglądałam seriale. Ale ostatnio gdy miałam duże wyrzuty sumienia bo czułam że zawiniłam i próbowałam przeprosić a nie mogłam bo dla niego przepraszam nie rozwiązywało sytuacji to jedyne co robiłam to modliłam się o sen. Tylko wtedy nie czułam kulki stresu w klatce piersiowej i tylko wtedy nie myślałam. Objawiło się to wymiotami, biegunką i atakiem paniki. Nie spożywałam pokarmu, nie piłam wody, nawet ciężko mi było zmusić się do wstania do łazienki chyba że naprawdę musiałam. W takich sytuacjach wyłączam się z życia społecznego nie odpisuję nikomu na wiadomości dopóki sytuacja między nami trochę się nie rozjaśni. Często sięgam wtedy po alkohol. Kiedy coś mnie zdenerwuje lub zaboli to nie potrafię o tym powiedzieć normalnie. Często od razu się obrażam, jestem oschła, lub przechodzę do ataku. Bywa że się mszczę. Oboje zresztą reagujemy podobnie. To chyba już z przyzwyczajenia. Łatwo można wyprowadzić mnie z równowagi, a często jak brakuje mi słów to po prostu wychodzę z pokoju, rzucę czymś lub przeklinam. On uważa, że zachowuje się jak psychol. Często pokazuje mi że mi nie ufa. Po spożyciu alkoholu zaczęłam być agresywna. Mam urwany film. Robię rzeczy których się wstydzę i bardzo żałuję. A jak widzę z jaką pogardą potrafi mi o nich opowiedzieć to jeszcze mi z tym gorzej. Ale zamiast przestać piję jeszcze więcej. Co by utopić smutki i żal. Kiedy jest dobrze między nami to jest cudownie. Ale mimo to nawet jeżeli między nami jest dobrze to ja wewnętrznie i tak jestem nieszczęśliwa. Mam wrażenie, że nic nie przynosi mi radości. Wszystkie aktywności, których się podejmuję robię na siłę. Narzucam sobie coś po to żeby czuć że moje życie jest fajne i nie marnuje dni. A marnuje ich coraz więcej, Jak nie ustalę sobie listy co mam zrobić to jestem zagubiona. Godziny lecą a ja czuję że tylko wgapiam się w punkt i myślę o tym co powinnam a czego nie robię, Z listą idzie łatwiej. Aczkolwiek mam tyle punktów że żyje w ciągłym biegu a jestem dosyć powolną osobą. Jeśli nie zdążę wszystkiego z listy zrealizować to jestem zawiedziona zamiast cieszyć się z tego że cokolwiek udało mi się wykonać. Wstaje późno bo nie mogę się obudzić. A często jak się obudzę to nie chce mi się wstać. Zaczęłam się smucić kiedy innym coś wychodzi. Jestem zazdrosna że ktoś bawi się lepiej ode mnie. Poza tym potrafię zatajać fakty bo boję się negatywnej oceny. Wolę żeby do końca nikt nie wiedział czy coś zrobiłam a jeśli tak to dlaczego. Potem mam ogromne wyrzuty sumienia że jestem kłamliwa i brzydzę się tym. Nie wiem już jak mam się ogarnąć. Jak sobie coś obiecuję to za chwilę i tak łamię sama przed sobą te obietnice. Żyję w strachu przed opinią innych a głównie partnera. Chcę się dobrze bawić ale jak puszczają mi hamulce to zachowuje się nieodpowiednio. Nie potrafię się już spontanicznie cieszyć chwilą. A tak bardzo bym chciała
  4. Mam 30lat, od 4lat jesteśmy po ślubie i mamy dwoje dzieci. Po urodzeniu drugiego dziecka przechodziłam trudny czas, śmierć bliskiej osoby, zasiedzenie w domu z dziećmi. W marcu tego roku odkryłam, że mąż pisze z koleżanką z pracy. Ich rozmowy miały podtekst erotyczny, doszło nawet do wysylania sobie półnagich zdjęć. Zarzadalam rozwodu, ale ze względu na dzieci postanowiliśmy ratować małżeństwo. Mąż się starał, zerwał kontakt z tą kobietą, ale wciąż pracują razem. Mam obsesję na tym punkcie. Codziennie myślę o tym co może dziać się kiedy są w pracy. Nie ufam mu, kiedy musi zostać dłużej w pracy, wpadam w obsesyjne myślenie, że znów mnie zdradza. Nie umiem sobie z tym poradzić, tracę przez to radość życia. Jak sobie z tym poradzić? Jak przekierować myśli na inny tor? Czy jest dla nas jeszcze szansa?
  5. Witam, mamy problem z koleżanką w grupie w której pracujemy. Wykonujemy zawód artystyczny więc nie ma "Szefa" w grupie. Wszyscy są równi, jest nas 5tka. Jeden z mężczyzn w pracy podsycił taki klimat w grupie że "dziewczyny powinny sie usmiechac i nie wykazywać żadnych pomysłów aktywności, tylko robić to co mężczyzni wymyślą". Każdy nasz pomysł, przejaw jakiejkolwiek aktywności był atakowany, byłyśmy chwalone za ładne wyglądanie i bycie cicho, choć w pracy odwalamy kawał roboty - nawet więcej niz faceci i gramy ważniejszą rolę. Wkurzało nas to strasznie, kumpela zastosowała się do poleceń i tylko przytakuje, na wszystko zgadza a potem się wscieka jak już ich nie ma obok. Ja normalnie proponuje rózne rzeczy ale zawsze muszę nasłuchać sie jaki to głupi pomysł, odpierać ataki..zawsze tłumacze racjonalnie ale tylko jak mają dobry humor to przechodzi - to bardzo męczące. Gdy któryś z facetów coś wymyśli to inni faceci chwalą nawet najgłupszy pomysł, o jaki wspaniały. Jak męzczyzna w grupie coś wymyśli to jest to świetny pomysł a jak któraś z nas to jesteśmy optymistkami bujającymi głowami w obłokach (może to być dokładnie ten sam pomysł, najpierw predstawiony przez dziewczyne jest odrzucany i musimy "walczyć" zeby go przepchnąć, jak odpadnie ale po jakims czasie chłopak go zaproponuje to przechodzi od razu...) Ostatnio doszły głupie seksistowskie żarty do nas, przeklinanie przy nas pomimo że mówiłyśmy że sobie nie życzymy... Chciałybysmy poprawić naszą sytuacje w grupie. Wiele grup sie rozpada, ale wierzymy że działaniem możemy coś zrobić i uratować grupę, która tworzy naprawdę kawał dobrej sztuki... Nie chcemy cierpieć dla dobra sztuki ale też nie chcemy rozwalać grupy. PRoszę o radę co możemy zrobić? Jak mamy reagować na szowinizm, jak się przed nim bronić, jak go stopować?
  6. Jestem 21 letnią kobietą na ostatnim etapie ciąży, do terminu zostały mi 2 tygodnie, niestety od kilku tygodni mam już dość . Nie mogę znieść siebie, swojego stanu, ludzi do okoła, nawet mimowolnie zaczynam obwiniac o wszystko swoje wymarzone, nienarodzone jeszcze maleństwo. Przed ciążą wyszłam z depresji jednak boję się że i tak wróciła, i jeżeli pozostanę z brzuszkiem jeszcze te kilka tygodni, będę mogła zapomnieć o radości z macierzyństwa, obdarzenia dziecka takim uczuciem, jakim bym chciała, ciepłem. Nie wspomnę o karmieniu piersią, do którego już na chwilę obecną mam dużą awersje z nieznanego powodu. Czy psycholog jest w stanie wystawić zaświadczenie które zaleca rozwiązanie ciąży przed terminem porodu? Lub jakikolwiek inny sposób żeby sobie z tym poradzić.
  7. Witajcie, postanowiłam opisać na tym blogu moją historię, ponieważ nie wiem już jakie podejmować kroki, co czynić dalej. Mój narzeczony obsesyjnie twierdzi, że interesują mnie i inni mężczyźni, że zdradziłam go w przeszłości. Ostatnio "oberwałam" za to, że stałam pod toaletą czekając na swoją kolejkę, podobno czekałam tam na jakiegoś faceta, dodam, że jestem w 6 miesiącu ciąży, więc naprawdę nie ogarniam w jaki niby sposób miałabym go zdradzać. Na co dzień jest cudownym człowiekiem, do momentu kiedy właśnie mu tak nie "odwali". Największym problemem jest jednak to, że nałogowo twierdzi, iż go nie Kocham, w kółko to samo, nie słyszę nic innego. Nie sądzę bym postępowała źle, nie sądzę również bym przestała mu okazywać swoją miłość. Potrzebuję pomocy, może ktoś z was doradzi mi cokolwiek. Z góry dziękuję za każdą wskazówkę!
  8. Witajcie jestem dziewczyną mam 19 lat i stwierdziłam od jakiegoś czasu ze nie lubię być odbierna jak kobieta ( dobra jak kobieta mogę być ale nie lubię być odbierana jakoś bardzo kobieco) zauważyłam że nie lubię eksponowac swojej kobiecosc, zakładać jakieś bardzo kobiece stroje, sukienki itp jakoś źle mi z tym. Wole np być odbierana "bezplciowo" ale raczej czuje się kobieta i wiem ze nią jestem ale władnie to wszystko kaplikuje ten "sposób bycia". Nie jest to uwarunkowione raczej przez kulturę i traktowanie dziewczyn w społeczeństwie bo to mi nie przeszkadza, wydaje mi się ze to nie ma w sumie przyczyny tylko po prostu tak mam, jakceptacja szłam kiedyś z malutka Bratanica na spacer i gdy ludzie zatrzymywał się i pytali o nią myślą że ja jestem mamą było mi dziwnie. To też nie jest tak ze np nie lubię kobiecych rzeczy, sukienek itp bo osobiście chętnie bym sobie kupiła np wysokie szpilki albo zrobiła sobie piękne długie paznokcie ale wiem ze będę się w tym źle czuc.... wydaje mi się ze ja nie chce po prostu być odbierana przez środowisko kobieco.... gdyby była sytuacja podzielenia się rolami i ze np dziewczyny idą gotować obiad a chłopaki np nie wiem rabac drewno to wolalabym isc z chłopakami ( tak się czuje lepiej) ale czuje się dziewczyna. To mnie bardzo denerwuje bo chciałabym być kobieca polubić kobiecy tryb życia kobiecosc itp. Czy mogę coś zrobić żeby to zmienić i żeby lepiej poczuć się w tym " kobiecym świecie"
  9. Mam 18 lat i odkąd mam 4 lata choruje na cukrzyce i odkąd mam 7 lat choruje na celiakie. Nie pamietam życia przed cukrzyca i mam tego dość. Nie daje rady z tym wszystkim. Płacze prawie codziennie, od 3 tygodni siedzę cały czas w domu i nie pamietam kiedy byłam szczęśliwa. Co mam robić?
  10. Gość

    Problemy

    Co mam zrobić żeby nie skrzywdzić ( seksualnie ) dziewczyny w której się zakochałem. Ja mam 15 dziewczyna 13
  11. Część mężczyzn wciąż chce więcej i więcej kobiet. Ci najprzystojniejsi i najsławniejsi są wręcz jak karuzele – co chwila niosą na rękach nową damę, bo dziewczęta same wskakują im do łóżka. Zresztą, każdy głupi potrafi w końcu uwieść i zaciągnąć do alkowy jakąś kobietę, bo panie są dzisiaj głodne miłości bardziej niż kiedykolwiek. Inni mężczyźni wszystko stawiają na jedną kartę i angażują się bez reszty, licząc, że zagwarantuje im to silną stymulację. […] Są dwa wymiary intensywności – częstość i głębia. W obu wypadkach grozi zatracenie i przesyt. Obawiam się, że relacje zawsze prowadzą donikąd, jeśli ich nadrzędnym celem są mocne wrażenia. Można kochać mocno, wręcz drapieżnie, ale ostatecznie chodzi o coś niewysłowionego. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog o specjalności klinicznej, psycholog online, terapeuta przez Skype.
  12. Mam 26 lat i jestem od 6.5 lat w zwiazku z osoba, ktora ma narcystyczne cechy. Ja z kolei jestem osoba hiperempatyczna, stawiam swoje potrzeby duzo ponizej potrzeb wszystkich znanych mi osob. Mam problemy z samoakceptacja, mimo wyzszego doswiadczenia, dobrej pracy i tego, ze jestem lubiana przez moje otoczenie. Pozwalam mojemu mezowi na duzo zbyt wiele, ale pozniej wypieram z pamieci te wydarzenia. Dopiero niedawno postanowilam je napisac przyjaciolce i od tego czasu mam wrazenie, ze jestem bardziej swiadoma tego co sie dzieje. Zgubilam polaczenie z rzeczywistoscia, mam wrazenie, ze zylam/zyje w wyimaginowanym swiecie. Nie potrafie pogodzic swoich uczuc, mysli i tego co czuje w srodku - gdy maz mnie przytula czuje w srodku bol, moj ogranizm tego jakby nie akceptuje, ale glowa i serce nie chca zeby przestawal. Zyje w ciaglym leku, ze sie rozstaniemy, boje sie samotnosci, ale tez straty ukochanego, jest jedyna osoba, przed ktora sie bylam w stanie otworzyc i powiedziec o wszystkich swoich myslach i obawach - czuje sie jakbym sie przed nim obnazyla emocjonalnie. A on to wykorzystuje. Potrafi mi w klotni powiedziec, ze nie dziwi sie, ze mnie ojciec biologiczny zostawil (mialam 8 lat i mowilam mu, ze podswiadomie siebie obwinialam przez dlugi czas) albo ze jestem g*wniana, nie nadaje sie do niczego i nie umiem sobie radzic ze stresem, ze powinnam pracowac jako sprzataczka (bylo to jak sie na mnie obrazil, bo bylo mi przykro, jak prosilam zeby przyjechal do mnie na przerwie zebysmy razem poszli zjesc obiad - nie ugotowalam mu obiadu, a ja potrzebowalam przytulenia, o czym poinformowalam go, a on napisal, ze lezy w lozku i nie przyjedzie, mial dzien wolny). Nie chce robic z niego potwora, pracuje 6 dni w tygodniu (choc na wlasne zyczenie, ja mu czesto mowie, ze moze odpusicm, ale on jest bardzo skupiony na pieniadzach i dazy do bogactwa). Czuje sie jakbym chodzila na szpilkach, boje sie z nim rozmawiac o moich uczuciach - konczy sie awantura, obrazeniem (z jego strony zazwyczaj), staram sie robic wszystko zeby go nie sprowokowac do wybuchu. Ale wiem tez, ze sama jestem winna, bo przez jakis czas spotykalam sie z innym mezczyzna, nie dawalam rady psychicznie, zyjemy za granica, potrzebowalam wsparcia, ktorego od meza nie dostaje (np. zabraklo mi 1 euro w pizzerii (bylam po pizze dla niego) powiedzial ze nie przyjdzie i nie przyniesie mi, bo nie prosil mnie o pizze i sie kapie, to tylko jeden z przykladow, czulam sie upokorzona). Nie wiem co robic, nie wiem co jest wymyslem mojej wyobrazni, a co jest prawda, bo mam wrazenie, ze wmowilam wszystkim, ze jest idealnym mezem i mnie bardzo dobrze traktuje. Blagam o pomoc, bo ja nie jestem w stanie znalezc wyjscia z tej sytuacji. Seksu nie uprawiamy prawie wcale, a jak to robimy to kilka dni pod rzad, a pozniej znowu nic. Jak mialam ochote maz mowil ze nie zasluzylam i sie ode mnie odsuwal, wiec przestalam to inicjowac. Nie chce sie z nim rozstawac. Jestem w stanie sie zmienic, juz sie bardzo zmienilam i jestem lepsza zona, z nikim sie nie spotykam, zrezygnowalam ze swoich marzen i potrzeb by spelniac marzenia meza.
  13. Witam, Jestem 30- letną kobietą. Zrobiłam już wiele badań i wszystkie są dobre, od podstawowych badań krwi w ubiegłym tygodniu po rezonans magnetyczny głowy - ale to było w 2014 roku, z powodu tego, że bolała mnie głowa ale wynik wyszedł ok. Codziennie mam napady lęku, że jestem chora. Mam niskie ciśnienie 90/50 puls ok.100. Źle się czuję, jest mi słabo, bardzo często mierzę sobie puls...Jak coś mnie zakłuje w głowie to od razu się boję, że zaraz dostanę wylewu, albo jak mnie boli w klatce piersiowej to że mam zawał.... Czasem mam wrażenie że mi twarz paraliżuje...Czuje się tak od kilku lat, wyniki cały czas są ok, ale ostatnio czuje się coraz gorzej...Nawet jak rozmawiam przez telefon to mi się wydaje, że mi to szkodzi, Mam codziennie bóle głowy zwłaszcza w obrębie skroni, jakbym miała uciskową opaskę wokół głowy. Trudno mi zebrać myśli, a czasem nawet wypowiedzieć.... Jak słyszę, że ktoś choruje lub umarł robi mi się słabo albo od razu mam tą chorobę w sobie... Czy to typowe dla hipochondrii? Ja zdaje sobie sprawę, że to "tylko" dziwne sygnały z organizmu, ale jak poprawić komfort życia? Jak ewentualnie wyglądałaby psychoterapia? Czy lepiej udać się do psychiatry czy psychoterapeuty?
  14. Witam od kilku tygodni zaczęłam miewać zaburzenia snu. Zaczęło się od tego że moje serce dawało o sobie znać choć nigdy nie miewałam z nim problemu. Problem z sercem tkwił w tym, że moje serce mimo dobrego ciśnienia krwi bardzo szybko biło, samoistnie bez wysiłku w stanie spoczynku zaczynało bez wyraźnej przyczyny strasznie szybko bić i kołatać aż tak że wyraźnie to czułam i słyszałam i co za tym szło zaczęło mnie czasami kłuć w klatce. Pojechałam więc na pogotowie w sumie już dwa razy byłam miałam robione badania EKG i później echo. Z sercem jest okej. Poszłam do lekarza rodzinnego który dał leki jakieś na serce i jakieś na wyciszenie przed snem przepisał potas i kazała mi zrobić podstawowe badania krwi które również wyszły w porządku. Ale sprawa nadal jest problemem. Męczy mnie to strasznie i dodatkowo dochodzi do mnie stres z powodu braku pracy bo jestem młoda mam 21 lat i teorytycznie jak to mówią praca leży na ulicy ale jakoś od skończenia szkoły ponad rok temu nie mogę na dłużej nigdzie zagrzać miejsca. Pod naporem ze strony mamy chwytam się jakiekolwiek pracy ale zazwyczaj pracuje miesiąc lub dwa i szukam czegoś innego. Wracaj do moich objawów. Kiedy przychodzi wieczór i wiem że niedługo powinnam kłaść się spać w mojej głowie już mam że napewno nie będę mogla zasnąć. Mam taki wewnętrzny lęk przed zaśnięciem. Siedzę po nocach i patrzę na tv lub siedzę w telefonie. Boje się zasnąć bo myślę że coś mi jest i się nie obudzę. Wiem że dużo ludzi tak ma i to się leczy. Mój chłopak tego nie rozumie i mówi mi że sama sobie sobie problem wmawiając to sobie. Mama natomiast ma swoje problemy i jak próbuję z nią o tym porozmawiać zaczyna się denerwować się krzyczeć i mówi że szukam sobie choroby. W ciągu dnia funkcjonuje normalnie jak jestem czymś zajęta wogole nie mam jakiś dziwnych myśli ani nic lecz kiedy przychodzi wieczór już się boje. Wiem że tak nie może byc a z dnia na dzień jest coraz gorzej. Siedzę na łóżku w nocy i płacze. Płacze bo nikt mnie nie rozumie i mojego problemu. Nie wiem co robić jestem bezradna. Dodam jeszcze że prawie rok temu straciłam bardzo bliska mi osobe- mojego dziadka i do dnia dzisiejszego nie mogę pogodzić się z tym że go nie ma. Nie wiem czy to ma wpływ na mój stan teraz. Jednakże wiem że tak nie może być męczy mnie to i nie mogę prowadzić normalnego życia ani nic zaplanować. Usypiając dostaje jakby braku tchu boje się że przestaje oddychać i robię wszystko żeby nie zasnąć. Mam uczucie kłucia i nacisku na klatkę. Boli mnie wszystko mam bóle żołądka i to wszystko zawsze wieczorem jakby na tle nerwowym. Mam lęki. Czy to nerwica? Moja doktor rodzinna niejednoznacznie stwierdziła że to bardzo prawdopodobne. Proszę o jakieś odpowiedzi jestem zdesperowana nie wiem co mam robić?
  15. Witam, wraz z rodziną podejrzewam u siostry mojego męża hipochondrię. "Choruje" ona od kilku lat na różne choroby, zanim zakończy leczenie jednej to pojawia się kolejna. Zaczęło się od leczenia kręgosłupa, problemy z jelitami, sprawami kobiecymi, po raka i chorobę serca. Przez te kilka lat pojawiła się u wielu specjalistów i wykonała wiele badań - oczywiście wszystko prywatnie. Wydała na to już kilkadziesiąt tysięcy. Żaden lekarz jednak nie zdiagnozował konkretnej choroby. Wysyłali ją na kolejne drogie badania, ponieważ nie wiedzieli co jej jest. Po jakimś czasie ona kończyła leczenie choroby, by zająć się inną. Ostatnio twierdzi, że ma chore serce z powodu duszności, które ją męczą (mimo tego, że była u kilku kardiologów- wszyscy zapewniali, że duszności spowodowane są stresem, kilka razy miała robione badanie EKG, które nic nie wykazało). Ciągle każe wozić się na SOR, ponieważ twierdzi, że się dusi i zaraz może dostać zawału. Na SORze dostaje leki uspokajające i wraca do domu. Ponadto muszę wspomnieć, że jest to osoba po 30tce, a tak naprawdę przepracowała w swoim życiu łącznie może rok. Cały czas twierdzi, że nie ma czasu na pracę, bo ciągle ma wizyty u lekarzy. Za wszystko płaci jej mąż i rodzice. Nie ma również dziecka, choć mówi, że chce mieć dziecko, ale boi się, że w ciąży może na coś zachorować. Niedawno zdałam sobie sprawę, że te "choroby" zaczęły się chwilę po narodzinach naszego syna. Wtedy też wyprowadził się mój mąż, a jej brat z ich domu rodzinnego do mojego domu. Choć nie wiem czy ma to jakikolwiek związek. Szczerze mówiąc wszyscy już rozkładamy ręce. Nie wiemy co robić. To strasznie męczy wszystkich dookoła. Ona nie chce iść do psychologa, a my uważamy, że to co się z nią dzieje jest na tle psychicznym. Jak możemy pokazać jej, że problem jest gdzie indziej i jak nakłonić taką osobę do terapii psychologicznej? Czy te "choroby" mogą mieć związek np z niechęcią podjęcia pracy lub chęcią bycia w centrum uwagi? Bardzo proszę o poradę.
  16. Witam, jestem uczennicą maturalnej klasy liceum. Mój problem z zaburzenia lękowymi trwa już jakieś 5 lat, możliwe, że jego główną przyczyną były za duże wymagania w stosunku do samej siebie. Każdego dnia towarzyszy mi strach, który przeradza się w irytacje, bo przecież mam dobre życie i wiele kochających osób wokół. W liceum pojawiła się jeszcze bezsenność, najpierw nie mogłam po prostu zasnąć, z czasem doszło do tego, że nie zmrużyłam oka przez całą noc, chociaż następnego dnia nie miałam jakiś sprawdzianów czy rzeczy, którymi mogłabym się martwić. Mam problemy w relacjach z każdym chłopakiem, z którym się spotykam. Jestem wiecznie spięta, nie wierzę w siebie i nie potrafię nawet pozwolić złapać się za rękę. Jednak tym co mi zaczęło przeszkadzać najbardziej w ostatnim czasie są myśli samobójcze po alkoholu. Znajomi martwią się, że opowiadam im wtedy, że chciałabym się zabić, ale brak mi odwagi, chociaż na trzeźwo w życiu bym o tym nie pomyślała. Coraz częściej zdarza mi się ostatnio zapominać oczywistych słów jak imię mojego przyjaciela. Biorę leki ziołowe lub pije herbaty, ale i one nic nie dają na ten mój wieczny lęk. Za rok, gdy wyjadę na studia od razu udam się do psychologa, ale teraz proszę o wyjaśnienie, co może mi dolegać i jak z tym walczyć samemu? Czy to może być nerwica? Dziękuję i pozdrawiam.
  17. Nie wiem czy dobrze trafiłem z tematem, ale mam nadzieję, że uda mi się choć trochę uzyskać odpowiedź na moje pytanie, które dręczy mnie od bardzo dawna. Otóż spotykałem się z dziewczyną przez prawie 3 lata. Na początku wszystko było dobrze. Ja przyjeżdżałem do niej, ona do mnie i spotykaliśmy się przynajmniej raz w tygodniu. Kontakt ze sobą mieliśmy cały czas poprzez sms, rozmowy tel czy fejsa. Po prostu widziałem, że dziewczynie bardzo zależy. Nie tak bardzo jak mi, bo byłem po bardzo ciężkich przeżyciach i bardziej trzymałem się na dystans. Ale z upływem czasu coraz bardziej zaczęło mi zależeć i zacząłem się zmieniać. Ona wielokrotnie mnie pytała czy kiedyś zostanę jej mężem i czy założę z nią rodzinę. Mnie na początku takie rzeczy przerażały, ale po weselu siostry i narodzinach jej synka wszystko mi się odmieniło. Ale za nim to nastąpiło to po jakimś czasie zaczęliśmy się kłócić. Problemem był brak zaufania, gdyż po prostu dziewczyna wielokrotnie coś przede mną ukryła czy mnie okłamała chociaż prosiłem i mówiłem na początku związku, że jeśli nie będzie zaufania to się wszystko będzie sypać. Niestety tak jak pisałem byłem po wielu ciężkich przeżyciach z kobietami i moje zaufanie było mega kiepskie. Dlatego w wielu sytuacjach potem już jej nie wierzyłem i brałem pod wątpliwość to co ona robi i przez to dochodziło do kolejnej kłótni. Generalnie wszystko było w porządku bo się spotykaliśmy, ona chciała bardzo i spędzaliśmy ze sobą całe popołudnia, nawet przez rok chwilę mieszkaliśmy ze sobą i było naprawdę cudownie. Ona miała i ma bardzo ciężki charakter. Wychowywała się bez ojca bo porzucił rodzinę i jej relacje z matką, babką i siostrą nie były dobre. Co chwila dochodziło do awantur, nawet tam przyjeżdżała policja z tego co wiem. Wiem, że była tam przemoc. Zresztą to się potem na mnie przekładało. Swoją złość wyładowywała na mnie czy to słownie czy potem już nawet fizycznie (bicie, kopanie, gryzienie, szczypanie itp.). Po za tym też jest osobą złośliwą. Jak się z nią pokłóciłem to potrafiła np. dokumenty które mi wydrukowała a których potrzebowałem na drugi dzień przyjść i mi je zabrać po prostu. Taki typ człowieka. Ale gdzieś w głębi widziałem w niej dobro bo była dobra dla mnie i jej zależało bo dbała o mnie ale jak wpadała w szał to była przemoc fizyczna i psychiczna. Ona wielokrotnie robiła z siebie ofiarę, że to ona jest pokrzywdzona itp. chociaż nie wiem jak to naprawdę było w jej rodzinie bo nie miałem możliwości tego sprawdzić. Także generalnie tak to wyglądało. W ogóle na początku znajomości próbowała mnie mieć tylko dla siebie – chciała abym nigdzie nie wychodził itp. Ale jej wtedy powiedziałem, że albo się ogarnie albo ja odchodzę. No i problem też polegał na tym, że szantażowała mnie tym że się zabije – wysyłała zdjęcia z nożem przy ręce czy przy szyi albo zdjęcie, gdzie obwiązała się kablem i że będzie się dusić. Zresztą przy mnie akcje z kablem były wielokrotnie. Ja wiem, że to nie jest normalne bo nikt normalny się tak nie zachowuje. Jak chciałem wielokrotnie zakończyć związek to właśnie takie cyrki odstawiała – tu z tym kablem albo ze skoczy do stawu.. Ogólnie mówiąc pod wieloma względami pasowaliśmy do siebie – ja lubiłem się napić piwka, ona też, lubiła spacery i ogólnie dobrze się czuliśmy w swoim towarzystwie. Naprawdę przeżyliśmy piękny czas. No ale nadszedł pewien moment w życiu, gdzie bardziej zaczęło mi zależeć. Zapragnąłem ślubu i jej o tym powiedziałem. Zacząłem się bardziej starać i ona to widziała i wtedy się zaczęło. Przestała się ze mną spotykać, unikała jak mogła spotkań, zaczęła kłamać, że pracuje a była w domu..albo raz było tak, że chciała abym przyjechał, ale za 2 dni mi piszę że jej wujek zmarł co nie było w ogóle prawdą. Może mi ktoś to wytłumaczyć o co tu chodzi? Nie rozumiem kompletnie. Każde spotkanie tak teraz wyglądało, że robiła wszystko aby mnie zasmucić, bym cierpiał, płakał. Po prostu widziałem, że jej to satysfakcje sprawia. Jak kiedyś bardzo przy niej płakałam to ona sobie nic z tego nie robiła tylko siedziała i jakby nigdy nic. Zero reakcji. Wiem, że gdzieś tam upadałem i pokazałem słabość i powinienem ją za to wszystko dawno popieprzyć ale naprawdę mi szkoda było tych lat i wierzyłem, że ona się ogarnie ale było tylko gorzej. Coraz większe mi szpile wbijała. Kochać się już ze mną nie chciała, zresztą jej były chłopak brał ślub to mi mówiła ze jest jej smutno z tego powodu i w ogóle. Non stop podobne dogrywki. Ja jej nigdy takich rzeczy nie mówiłem. Fakt, że oskarżałem ją o zdradę bo miałem powody i jej pisałem i mówiłem rożne rzeczy ale miałem powody. Powody były takie, że raz się pokłóciliśmy a ona w ten czas założyła portal randkowy i pisała z jakimś typem i to takie rzeczy, że maskra.. później była sytuacja, gdzie chłopak jakiś do niej napisał a ona od razu w skowronkach i pisała z nim długi czas choć prosiłem aby zakończyła znajomość to nic to nie dało. Naprawdę nie wiem za co mnie tak nie nawidzi.. Zrobiłem wszystko aby ratować związek.. Starałem się być najlepszy jaki mogłem i nie wiem gdzie ja błąd popełniłem. Na każdym kroku próbowała ze mnie winnego zrobić i jak coś do niej mówiłem to nic nie docierało – odwracała się i uciekała albo mnie przekrzykiwała i tak nasze rozmowy wyglądały. W końcu zdecydowałem się, że przestane się odzywać i ona z 2 razy zadzwoniła w przeciągu kilku dni a ja nie odebrałem i tyle. Pokazała mi ile naprawdę dla niej znaczę. Według mnie to jest po prostu chora osoba. Zresztą byłą u psychologa to psycholog jej powiedział aby poszła na konsultacje do psychiatry i powinna tabletki brać to efekt był taki, że powiedziała iż to psycholog jest „pierdolnięty”. Po za tym ona ma założoną niebieską kartę w rodzinie. Nic z tego wszystkiego po prostu nie rozumiem. Jak próbowałem z nią porozmawiać spokojne o co tu chodzi, czego oczekuje i jak to ma wyglądać to kończyło się śmiechem, wrzaskiem itp. Dlatego już miałem dość i popierdoliłem wszystko w pizdu. Jest mi źle i smutno, ale chyba w głębi wiem, że jest dobra decyzja lecz bardzo bolesna bo z takim człowiekiem nie da się żyć. Ktoś może mi powiedzieć gdzie jest problem? p.s. Ostatnio przypadkowo się spotkaliśmy się na mieście po ponad miesięcznym braku kontaktu. Gadaliśmy ze sobą, a potem skończyło się seksem jakby nigdy nic (inicjatywa z jej strony, ja nawet tego pod uwagę nie brałem). Wiem, że nie powinienem, ale nie umiem jej odmówić.. Ona mi mówi, że chce by było jak dawniej, ale nie potrafi być taka jak kiedyś i że potrzebuje czasu.. O co w tym wszystkim chodzi? Pomoże mi ktoś uzyskać odpowiedź ?
  18. Dzień dobry. Mam 43 lata. Jestem w związku małżeńskim od 12 lat. Mamy dwoje dzieci w wieku 8 i 2 lat. Dzieci adoptowaliśmy. Od wielu lat zmagały się z kryzysem. Jestem artystą, osobą o dużej wrażliwości. Bardzo łatwo mnie zranić. Kłótnie w rodzinie to codzienność. Wysłuchuję często jakim jestem nieudacznikiem. Mam stałą pracę, poza tym staram się pomagać w domu. Wiem, że moja żona często czuję się zmęczona. Mamy trudnego syna z przeszłością w domu dziecka. Słyszałem kilkukrotnie o tym, że gdyby nie dzieci to nie bylibyśmy razem. Niedawno poznałem w pracy koleżankę. Jest to osoba, która (w końcu) wierzy w to co robię, w moje pasje. Byliśmy na wyjeździe integracyjnym. Okazało się, że mamy podobne zainteresowania, poczucie humoru itd. Potem zapytałem przez Facebook czy mogloby coś być między nami. Dostałem odpowiedź, że nie. Poradziłem się osoby znajomej i wykasowałem tę dziewczynę z grona znajomych z Facebooka. Kolejnego dnia w pracy ona była bardzo smutna. Unikała kontaktu wzrokowego. Ponownie przywróciłem i znowu zaczęła się uśmiechać, żartować. Rozmawialiśmy na tematy poboczne. Potem było spotkanie firmowe kiedy to czuliśmy się, jakbyśmy byli sami. Usłyszałem od niej, że życie jest cyniczne. Nasze dłonie spotykały się. Dodam jeszcze, że i psychicznie i fizycznie bardzo podoba mi się. Kilka dni później po spotkaniu już nie pracowała. Podobno z przyczyn finansowych. Wie, że mam rodzinę, ale wie też, że mam też kryzys w małżeństwie. Różnica wieku jest spora bo 17 lat. Trudno poradzić mi sobie z uczuciami. To już trwa 1.5 miesiąca. Mam problemy z koncentracją i ze snem. Trudno mi myśleć racjonalnie. Nie wiem, czy ze strony tamtej dziewczyny było to tylko chwilowe zauroczenie? Czasem piszemy coś do siebie, rzadko. Proszę o jakąś radę. Pozdrawiam.
  19. Witam, Normalnie mam bardzo dobrą pamięć do twarzy i głosów. Pamiętam je nawet po wielu latach. Jednak dwa razy w życiu zdarzyło się coś czego nie mogę zrozumieć. Oba przypadki są bardzo podobne. 1. Kilka lat temu poznałem dziewczynę która bardzo mi się podobała. Byłem w niej zauroczony. Jednak gdy tylko się od niej oddalałem zapominałem jak wygląda i jaki ma głos. Widziałem poszczególne elementy jej twarzy ale nie potrafiłem złożyć ich w całość. Czułem, że tęsknie za kimś kogo nie potrafię przywołać w pamięci. Oczywiście gdy znów ją widziałem poznawałem ją od razu. I tak w kółko. Po kilku latach mniej więcej potrafię przywołać jej obraz. 2. Tydzień temu poznałem inną kobietę, która również bardzo mi się podobała i sytuacja się powtórzyła. Po pierwszym spotkaniu miałem problemy by przypomnieć sobie jej twarz ale czasami mi się udawało. Jakieś chwilowe przebłyski. Podczas drugiego spotkania próbowałem zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Teraz pamiętam budowę jej ciała, oczy, włosy, zęby ale nie twarz. Nie umiem jej poskładać w całość. Oczywiście głosu też nie pamiętam. (Pamiętam twarze i głosy większości ludzi, których poznałem tego dnia w tym samym miejscu ale nie jej) Szukałem odpowiedzi w googlach. Nie jestem sam. Fraza "I forgot my crush's face" daje sporo podobnych wpisów ale nie znalazłem żadnej odpowiedzi. Zżera mnie ciekawość więc będę wdzięczny za jakieś sugestie.
  20. Witajcie jestem młodą osobą 19 lat mój problem polega na tym ze ogólnie jestem meska. Zauważyłam że ogólnie nie jestem kobieca nie lubię jak ludzie odbierają mnie za kobieca. Np nie chce mieć męża dzieci ponieważ wtedy będę odgrywac damska rolę a ja wolę być jakby neutralna, nie lubię też jak ludzie mówią do mnie dziewczynka itp. Ogólnie kobiece zwroty. Ogólnie jak włożę sobie sukienkę szpilki to niby ok ale czuje się w tym i tak mesko. Tak naprawdę od 3 lat mama problem ze swoją tozsamosci plciowa i nie potrafię stwierdzić kim jestem to wszystko zaczęło się od obejrzenia filmu o osobie transseksualnej wydaje mi się ze przed tymi myślami wszystko było okej. Z jednej strony jak myślę kim jestem to nasuwa mi się w głowie ze kobieta ale mam wątpliwości właśnie dlatego ze jestem meska no i przejawiam takie zachowania jak wyżej. Co o tym myślicie może ktoś z was miał podobnie, czy da się coś zrobić żeby być i czuć się bardziej kobieco ?
  21. Witam wszystkich. Jestem wielce szczęśliwa, że udało mi się natrafić na to forum. Na imię mi Sylwia mam 26 lat i pochodzę z .. no właśnie.. rodzona na północy Polski, chowana po środku z domieszką kaszubskiej krwi. Od 10 lat przebywam na terenie UK. Jestem zaręczona z byłym wojskowym, który mimo iż młodszy ode mnie jest już weteranem. Jako dziecko interesowałam się psychologią, muzyką, medycyną i sztuką, teraz nastąpiły lekkie zmiany i psychologia poszła w bok a na to miejsce wstąpiła pirografia. ( relaksuje mnie w ciężkich momentach ) Żal po utracie zainteresowania psychologią jest wielki.. Na co dzień uchodzę za osobę otwartą, pewną siebie i przebojową. Nie boje się mówić otwarcie o problemach gdy jestem o nie zapytana ( No, chyba, że to rodzina i bliscy. Jest pewien opór by przyznać im się co do problemów.) Mam dwoje fantastycznych rodziców, którzy zawsze, mimo wszystko byli przy mnie i przeszli ze mną (o zgrozo) koszmar gdy byłam nastolatką.(Mimo iż oboje potrafią dać w palnik i zdarzają się awantury nie wyobrażam sobie bardziej fantastycznych ludzi od nich ) Posiadam również kotkę dachowca w odcieniu tak czarnym jak moje poczucie humoru- o imieniu Nuutti. Obecnie wraz z partnerem mieszkamy na wsi w Szkocji. Mój partner posiada PTSD z którym codziennie walczymy, depresja i brak pewności siebie czasem staje na przeszkodzie życiu. A ja? A ja nie wiem co ze mną nie tak, ale jest wiele. Poza genetycznymi skłonnościami do alkoholu i awantur jest coś czego nie znam a nie daje mi siedzieć spokojnie. Tak więc palę faję, patrzę w monitor i widzę tak wiele osób (po dogłębnym sprawdzeniu forum) które w pewnym stopniu mogą zrozumieć mój wewnętrzny problem. Witam was. Was wszystkich. Jest mi naprawdę ciepło na duszy wiedząc, że jesteście. Jako część forum jestem i ja dla was . Jako, że piszę nocą post ten kończę życzeniem dobrej i spokojnej nocy. Pozdrawiam wszystkich. Sylwia
  22. Od kilku miesięcy jestem w związku z kobietą ktora ma dziecko. Ojciec dziecka ma wątpliwości czy dziecko jest jego. Moja kobieta twierdzi ze tak ale unika zrobienia badan na potwierdzenie ojcostwa. Ojciec dziecka nalega. Czyzby byla nie uczciwa w związku? Wciaz nurtuje mnie to pytanie Czy powinno mnie to interesować jako obecnego partnera?
  23. Jestem kobietą po 20, a od niedawna żoną. Znam swojego partnera prawie 8 lat, kilkukrotnie spotykaliśmy się i rozstawaliśmy. Problem leżał w jego jeszcze niedojrzałej postawie, mianowicie nie traktował dziewczyn poważnie, jednocześnie pisał i spotykał się z wieloma. Po naszym ostatecznym rozstaniu całkowicie oddał się używkom i przygodom z kobietami, tylko po to by zaspokoić swoje potrzeby. Niektóre z nich w sobie rozkochał, a później zwyczajnie zrywał kontakt. Był bez serca. Po dwóch latach nasze drogi znów się zeszły, spotkaliśmy się na weselu znajomych i rozmawialiśmy jakby nigdy nic. Zaczęliśmy się spotykać, a niedługo później były zaręczyny i ślub. Był ze mną szczery i już na samym początku przyznał jaki prowadził styl życia, jednak ja pochodzę z religijnej rodziny, dla której bardzo ważna jest moralność. Mąż wielokrotnie powtarzał, że żałuje tego co robił, mimo to co jakiś czas nachodzą mnie przytłaczające myśli o jego przeszłości. Nie potrafię przejść do porządku dziennego nad tym co mój partner dawniej robił. On nie chce o tym rozmawiać, a ja zastanawiam się czy znajomość szczegółów nie zepewniłaby mi spokoju wewnętrznego. Wiem też, że miał przyjaciółkę, której mówił wszystko, co również jest dla mnie przykre. Bardzo proszę o jakąś poradę jak uporać się z przeszłością partnera i własnymi myślami.
  24. Mam 24 lata, studiuję i pracuję. Od kilku tygodniu nie mam na nic siły i ochoty. Jedyne co chcę robić to spędzić całe dnie w łóżku z dala od świata. Zmuszam się, żeby wstać do toalety, nie mówiąc już o przyjmowaniu posiłków. Mam ochotę zniknąć. Ogromne wyrzuty sumienia odreagowuję na swoim ciele poprzez cięcia. Pojawiają się u mnie myśli samobójcze, ale nie jest to mój cel. Chcę aby ten stan się zakończył. Czy to zwykłe zmęczenie, czy coś poważniejszego? Proszę o odpowiedź.
  25. Jestem osobą pracującą, kobietą, mam 24 lata. Odkąd pamiętam w moim życiu były kłamstwa, najpierw w relacjach między moimi rodzicami, a później w moich prywatnych relacjach. Mam problem z tym, że krzywdzę ludzi, na których mi zależy. Nie jestem w stanie określić czy robię to świadomie czy też nie. Nie potrafię przyznawac się do błędów i ukrywam niewygodną prawdę przed bliskimi osobami. Dopiero w momencie gdy wychodzi na jaw, że nie byłam szczera zaczyna do mnie docierać co tak naprawdę zrobiłam i jakie niesie to za sobą konsekwencje. Pomimo, ze staram się wyciągać wnioski z takich sytuacji i nigdy więcej ich nie powtarzać, za każdym razem dzieję się tak samo. Nie potrafię być odpowiedzialna za swoje czyny w czasie ich dokonywania. Moje błędy trzeba mi pokazywać, sama nie chcę lub nie jestem w stanie ich zobaczyć. W sytuacji, gdy prawda wychodzi na jaw próbuję obrócić wszystko tak, żeby nie czuć się winna całkowicie, próbuje sama siebie usprawiedliwiać tłumacząc, że miałam na myśli co innego, nie chciałam tak zrobić, lub tez nie widziałam, ze jest to złe. Przez takie zachowanie straciłam najbliższą mi osobę, która wielokrotnie mi wybaczała, a ja nie umiałam tego docenić i wciąż zachowywałam się niedojrzale i nie mówiłam całej prawdy, pomimo iż ta osoba nigdy na to nie zasłużyła i dawała mi samo dobro, nigdy mnie nie skrzywdziła. Chciałabym w końcu zachowywać się tak jak należy, budować relacje na prawdzie, nie udawać kogoś kim nie jestem i nigdy więcej nikogo nie krzywdzić. Czy mój problem kwalifikuje się do psychologa, czy do psychiatry? Skąd mogło się wziąć u mnie takie zachowanie? Czy są to jakieś zaburzenia? Jak mogę sobie z tym poradzić, prócz wizyty u specjalisty? Jak pracować nad sobą aby nie zachowywac się w taki sposób? Będę wdzięczna za odpowiedź. Pozdrawiam.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.