Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'kobieta'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 125 wyników

  1. Witam od kilku tygodni zaczęłam miewać zaburzenia snu. Zaczęło się od tego że moje serce dawało o sobie znać choć nigdy nie miewałam z nim problemu. Problem z sercem tkwił w tym, że moje serce mimo dobrego ciśnienia krwi bardzo szybko biło, samoistnie bez wysiłku w stanie spoczynku zaczynało bez wyraźnej przyczyny strasznie szybko bić i kołatać aż tak że wyraźnie to czułam i słyszałam i co za tym szło zaczęło mnie czasami kłuć w klatce. Pojechałam więc na pogotowie w sumie już dwa razy byłam miałam robione badania EKG i później echo. Z sercem jest okej. Poszłam do lekarza rodzinnego który dał leki jakieś na serce i jakieś na wyciszenie przed snem przepisał potas i kazała mi zrobić podstawowe badania krwi które również wyszły w porządku. Ale sprawa nadal jest problemem. Męczy mnie to strasznie i dodatkowo dochodzi do mnie stres z powodu braku pracy bo jestem młoda mam 21 lat i teorytycznie jak to mówią praca leży na ulicy ale jakoś od skończenia szkoły ponad rok temu nie mogę na dłużej nigdzie zagrzać miejsca. Pod naporem ze strony mamy chwytam się jakiekolwiek pracy ale zazwyczaj pracuje miesiąc lub dwa i szukam czegoś innego. Wracaj do moich objawów. Kiedy przychodzi wieczór i wiem że niedługo powinnam kłaść się spać w mojej głowie już mam że napewno nie będę mogla zasnąć. Mam taki wewnętrzny lęk przed zaśnięciem. Siedzę po nocach i patrzę na tv lub siedzę w telefonie. Boje się zasnąć bo myślę że coś mi jest i się nie obudzę. Wiem że dużo ludzi tak ma i to się leczy. Mój chłopak tego nie rozumie i mówi mi że sama sobie sobie problem wmawiając to sobie. Mama natomiast ma swoje problemy i jak próbuję z nią o tym porozmawiać zaczyna się denerwować się krzyczeć i mówi że szukam sobie choroby. W ciągu dnia funkcjonuje normalnie jak jestem czymś zajęta wogole nie mam jakiś dziwnych myśli ani nic lecz kiedy przychodzi wieczór już się boje. Wiem że tak nie może byc a z dnia na dzień jest coraz gorzej. Siedzę na łóżku w nocy i płacze. Płacze bo nikt mnie nie rozumie i mojego problemu. Nie wiem co robić jestem bezradna. Dodam jeszcze że prawie rok temu straciłam bardzo bliska mi osobe- mojego dziadka i do dnia dzisiejszego nie mogę pogodzić się z tym że go nie ma. Nie wiem czy to ma wpływ na mój stan teraz. Jednakże wiem że tak nie może być męczy mnie to i nie mogę prowadzić normalnego życia ani nic zaplanować. Usypiając dostaje jakby braku tchu boje się że przestaje oddychać i robię wszystko żeby nie zasnąć. Mam uczucie kłucia i nacisku na klatkę. Boli mnie wszystko mam bóle żołądka i to wszystko zawsze wieczorem jakby na tle nerwowym. Mam lęki. Czy to nerwica? Moja doktor rodzinna niejednoznacznie stwierdziła że to bardzo prawdopodobne. Proszę o jakieś odpowiedzi jestem zdesperowana nie wiem co mam robić?
  2. Witam, wraz z rodziną podejrzewam u siostry mojego męża hipochondrię. "Choruje" ona od kilku lat na różne choroby, zanim zakończy leczenie jednej to pojawia się kolejna. Zaczęło się od leczenia kręgosłupa, problemy z jelitami, sprawami kobiecymi, po raka i chorobę serca. Przez te kilka lat pojawiła się u wielu specjalistów i wykonała wiele badań - oczywiście wszystko prywatnie. Wydała na to już kilkadziesiąt tysięcy. Żaden lekarz jednak nie zdiagnozował konkretnej choroby. Wysyłali ją na kolejne drogie badania, ponieważ nie wiedzieli co jej jest. Po jakimś czasie ona kończyła leczenie choroby, by zająć się inną. Ostatnio twierdzi, że ma chore serce z powodu duszności, które ją męczą (mimo tego, że była u kilku kardiologów- wszyscy zapewniali, że duszności spowodowane są stresem, kilka razy miała robione badanie EKG, które nic nie wykazało). Ciągle każe wozić się na SOR, ponieważ twierdzi, że się dusi i zaraz może dostać zawału. Na SORze dostaje leki uspokajające i wraca do domu. Ponadto muszę wspomnieć, że jest to osoba po 30tce, a tak naprawdę przepracowała w swoim życiu łącznie może rok. Cały czas twierdzi, że nie ma czasu na pracę, bo ciągle ma wizyty u lekarzy. Za wszystko płaci jej mąż i rodzice. Nie ma również dziecka, choć mówi, że chce mieć dziecko, ale boi się, że w ciąży może na coś zachorować. Niedawno zdałam sobie sprawę, że te "choroby" zaczęły się chwilę po narodzinach naszego syna. Wtedy też wyprowadził się mój mąż, a jej brat z ich domu rodzinnego do mojego domu. Choć nie wiem czy ma to jakikolwiek związek. Szczerze mówiąc wszyscy już rozkładamy ręce. Nie wiemy co robić. To strasznie męczy wszystkich dookoła. Ona nie chce iść do psychologa, a my uważamy, że to co się z nią dzieje jest na tle psychicznym. Jak możemy pokazać jej, że problem jest gdzie indziej i jak nakłonić taką osobę do terapii psychologicznej? Czy te "choroby" mogą mieć związek np z niechęcią podjęcia pracy lub chęcią bycia w centrum uwagi? Bardzo proszę o poradę.
  3. Witam, jestem uczennicą maturalnej klasy liceum. Mój problem z zaburzenia lękowymi trwa już jakieś 5 lat, możliwe, że jego główną przyczyną były za duże wymagania w stosunku do samej siebie. Każdego dnia towarzyszy mi strach, który przeradza się w irytacje, bo przecież mam dobre życie i wiele kochających osób wokół. W liceum pojawiła się jeszcze bezsenność, najpierw nie mogłam po prostu zasnąć, z czasem doszło do tego, że nie zmrużyłam oka przez całą noc, chociaż następnego dnia nie miałam jakiś sprawdzianów czy rzeczy, którymi mogłabym się martwić. Mam problemy w relacjach z każdym chłopakiem, z którym się spotykam. Jestem wiecznie spięta, nie wierzę w siebie i nie potrafię nawet pozwolić złapać się za rękę. Jednak tym co mi zaczęło przeszkadzać najbardziej w ostatnim czasie są myśli samobójcze po alkoholu. Znajomi martwią się, że opowiadam im wtedy, że chciałabym się zabić, ale brak mi odwagi, chociaż na trzeźwo w życiu bym o tym nie pomyślała. Coraz częściej zdarza mi się ostatnio zapominać oczywistych słów jak imię mojego przyjaciela. Biorę leki ziołowe lub pije herbaty, ale i one nic nie dają na ten mój wieczny lęk. Za rok, gdy wyjadę na studia od razu udam się do psychologa, ale teraz proszę o wyjaśnienie, co może mi dolegać i jak z tym walczyć samemu? Czy to może być nerwica? Dziękuję i pozdrawiam.
  4. Nie wiem czy dobrze trafiłem z tematem, ale mam nadzieję, że uda mi się choć trochę uzyskać odpowiedź na moje pytanie, które dręczy mnie od bardzo dawna. Otóż spotykałem się z dziewczyną przez prawie 3 lata. Na początku wszystko było dobrze. Ja przyjeżdżałem do niej, ona do mnie i spotykaliśmy się przynajmniej raz w tygodniu. Kontakt ze sobą mieliśmy cały czas poprzez sms, rozmowy tel czy fejsa. Po prostu widziałem, że dziewczynie bardzo zależy. Nie tak bardzo jak mi, bo byłem po bardzo ciężkich przeżyciach i bardziej trzymałem się na dystans. Ale z upływem czasu coraz bardziej zaczęło mi zależeć i zacząłem się zmieniać. Ona wielokrotnie mnie pytała czy kiedyś zostanę jej mężem i czy założę z nią rodzinę. Mnie na początku takie rzeczy przerażały, ale po weselu siostry i narodzinach jej synka wszystko mi się odmieniło. Ale za nim to nastąpiło to po jakimś czasie zaczęliśmy się kłócić. Problemem był brak zaufania, gdyż po prostu dziewczyna wielokrotnie coś przede mną ukryła czy mnie okłamała chociaż prosiłem i mówiłem na początku związku, że jeśli nie będzie zaufania to się wszystko będzie sypać. Niestety tak jak pisałem byłem po wielu ciężkich przeżyciach z kobietami i moje zaufanie było mega kiepskie. Dlatego w wielu sytuacjach potem już jej nie wierzyłem i brałem pod wątpliwość to co ona robi i przez to dochodziło do kolejnej kłótni. Generalnie wszystko było w porządku bo się spotykaliśmy, ona chciała bardzo i spędzaliśmy ze sobą całe popołudnia, nawet przez rok chwilę mieszkaliśmy ze sobą i było naprawdę cudownie. Ona miała i ma bardzo ciężki charakter. Wychowywała się bez ojca bo porzucił rodzinę i jej relacje z matką, babką i siostrą nie były dobre. Co chwila dochodziło do awantur, nawet tam przyjeżdżała policja z tego co wiem. Wiem, że była tam przemoc. Zresztą to się potem na mnie przekładało. Swoją złość wyładowywała na mnie czy to słownie czy potem już nawet fizycznie (bicie, kopanie, gryzienie, szczypanie itp.). Po za tym też jest osobą złośliwą. Jak się z nią pokłóciłem to potrafiła np. dokumenty które mi wydrukowała a których potrzebowałem na drugi dzień przyjść i mi je zabrać po prostu. Taki typ człowieka. Ale gdzieś w głębi widziałem w niej dobro bo była dobra dla mnie i jej zależało bo dbała o mnie ale jak wpadała w szał to była przemoc fizyczna i psychiczna. Ona wielokrotnie robiła z siebie ofiarę, że to ona jest pokrzywdzona itp. chociaż nie wiem jak to naprawdę było w jej rodzinie bo nie miałem możliwości tego sprawdzić. Także generalnie tak to wyglądało. W ogóle na początku znajomości próbowała mnie mieć tylko dla siebie – chciała abym nigdzie nie wychodził itp. Ale jej wtedy powiedziałem, że albo się ogarnie albo ja odchodzę. No i problem też polegał na tym, że szantażowała mnie tym że się zabije – wysyłała zdjęcia z nożem przy ręce czy przy szyi albo zdjęcie, gdzie obwiązała się kablem i że będzie się dusić. Zresztą przy mnie akcje z kablem były wielokrotnie. Ja wiem, że to nie jest normalne bo nikt normalny się tak nie zachowuje. Jak chciałem wielokrotnie zakończyć związek to właśnie takie cyrki odstawiała – tu z tym kablem albo ze skoczy do stawu.. Ogólnie mówiąc pod wieloma względami pasowaliśmy do siebie – ja lubiłem się napić piwka, ona też, lubiła spacery i ogólnie dobrze się czuliśmy w swoim towarzystwie. Naprawdę przeżyliśmy piękny czas. No ale nadszedł pewien moment w życiu, gdzie bardziej zaczęło mi zależeć. Zapragnąłem ślubu i jej o tym powiedziałem. Zacząłem się bardziej starać i ona to widziała i wtedy się zaczęło. Przestała się ze mną spotykać, unikała jak mogła spotkań, zaczęła kłamać, że pracuje a była w domu..albo raz było tak, że chciała abym przyjechał, ale za 2 dni mi piszę że jej wujek zmarł co nie było w ogóle prawdą. Może mi ktoś to wytłumaczyć o co tu chodzi? Nie rozumiem kompletnie. Każde spotkanie tak teraz wyglądało, że robiła wszystko aby mnie zasmucić, bym cierpiał, płakał. Po prostu widziałem, że jej to satysfakcje sprawia. Jak kiedyś bardzo przy niej płakałam to ona sobie nic z tego nie robiła tylko siedziała i jakby nigdy nic. Zero reakcji. Wiem, że gdzieś tam upadałem i pokazałem słabość i powinienem ją za to wszystko dawno popieprzyć ale naprawdę mi szkoda było tych lat i wierzyłem, że ona się ogarnie ale było tylko gorzej. Coraz większe mi szpile wbijała. Kochać się już ze mną nie chciała, zresztą jej były chłopak brał ślub to mi mówiła ze jest jej smutno z tego powodu i w ogóle. Non stop podobne dogrywki. Ja jej nigdy takich rzeczy nie mówiłem. Fakt, że oskarżałem ją o zdradę bo miałem powody i jej pisałem i mówiłem rożne rzeczy ale miałem powody. Powody były takie, że raz się pokłóciliśmy a ona w ten czas założyła portal randkowy i pisała z jakimś typem i to takie rzeczy, że maskra.. później była sytuacja, gdzie chłopak jakiś do niej napisał a ona od razu w skowronkach i pisała z nim długi czas choć prosiłem aby zakończyła znajomość to nic to nie dało. Naprawdę nie wiem za co mnie tak nie nawidzi.. Zrobiłem wszystko aby ratować związek.. Starałem się być najlepszy jaki mogłem i nie wiem gdzie ja błąd popełniłem. Na każdym kroku próbowała ze mnie winnego zrobić i jak coś do niej mówiłem to nic nie docierało – odwracała się i uciekała albo mnie przekrzykiwała i tak nasze rozmowy wyglądały. W końcu zdecydowałem się, że przestane się odzywać i ona z 2 razy zadzwoniła w przeciągu kilku dni a ja nie odebrałem i tyle. Pokazała mi ile naprawdę dla niej znaczę. Według mnie to jest po prostu chora osoba. Zresztą byłą u psychologa to psycholog jej powiedział aby poszła na konsultacje do psychiatry i powinna tabletki brać to efekt był taki, że powiedziała iż to psycholog jest „pierdolnięty”. Po za tym ona ma założoną niebieską kartę w rodzinie. Nic z tego wszystkiego po prostu nie rozumiem. Jak próbowałem z nią porozmawiać spokojne o co tu chodzi, czego oczekuje i jak to ma wyglądać to kończyło się śmiechem, wrzaskiem itp. Dlatego już miałem dość i popierdoliłem wszystko w pizdu. Jest mi źle i smutno, ale chyba w głębi wiem, że jest dobra decyzja lecz bardzo bolesna bo z takim człowiekiem nie da się żyć. Ktoś może mi powiedzieć gdzie jest problem? p.s. Ostatnio przypadkowo się spotkaliśmy się na mieście po ponad miesięcznym braku kontaktu. Gadaliśmy ze sobą, a potem skończyło się seksem jakby nigdy nic (inicjatywa z jej strony, ja nawet tego pod uwagę nie brałem). Wiem, że nie powinienem, ale nie umiem jej odmówić.. Ona mi mówi, że chce by było jak dawniej, ale nie potrafi być taka jak kiedyś i że potrzebuje czasu.. O co w tym wszystkim chodzi? Pomoże mi ktoś uzyskać odpowiedź ?
  5. Dzień dobry. Mam 43 lata. Jestem w związku małżeńskim od 12 lat. Mamy dwoje dzieci w wieku 8 i 2 lat. Dzieci adoptowaliśmy. Od wielu lat zmagały się z kryzysem. Jestem artystą, osobą o dużej wrażliwości. Bardzo łatwo mnie zranić. Kłótnie w rodzinie to codzienność. Wysłuchuję często jakim jestem nieudacznikiem. Mam stałą pracę, poza tym staram się pomagać w domu. Wiem, że moja żona często czuję się zmęczona. Mamy trudnego syna z przeszłością w domu dziecka. Słyszałem kilkukrotnie o tym, że gdyby nie dzieci to nie bylibyśmy razem. Niedawno poznałem w pracy koleżankę. Jest to osoba, która (w końcu) wierzy w to co robię, w moje pasje. Byliśmy na wyjeździe integracyjnym. Okazało się, że mamy podobne zainteresowania, poczucie humoru itd. Potem zapytałem przez Facebook czy mogloby coś być między nami. Dostałem odpowiedź, że nie. Poradziłem się osoby znajomej i wykasowałem tę dziewczynę z grona znajomych z Facebooka. Kolejnego dnia w pracy ona była bardzo smutna. Unikała kontaktu wzrokowego. Ponownie przywróciłem i znowu zaczęła się uśmiechać, żartować. Rozmawialiśmy na tematy poboczne. Potem było spotkanie firmowe kiedy to czuliśmy się, jakbyśmy byli sami. Usłyszałem od niej, że życie jest cyniczne. Nasze dłonie spotykały się. Dodam jeszcze, że i psychicznie i fizycznie bardzo podoba mi się. Kilka dni później po spotkaniu już nie pracowała. Podobno z przyczyn finansowych. Wie, że mam rodzinę, ale wie też, że mam też kryzys w małżeństwie. Różnica wieku jest spora bo 17 lat. Trudno poradzić mi sobie z uczuciami. To już trwa 1.5 miesiąca. Mam problemy z koncentracją i ze snem. Trudno mi myśleć racjonalnie. Nie wiem, czy ze strony tamtej dziewczyny było to tylko chwilowe zauroczenie? Czasem piszemy coś do siebie, rzadko. Proszę o jakąś radę. Pozdrawiam.
  6. Witajcie jestem dziewczyną mam 19 lat i stwierdziłam od jakiegoś czasu ze nie lubię być odbierna jak kobieta ( dobra jak kobieta mogę być ale nie lubię być odbierana jakoś bardzo kobieco) zauważyłam że nie lubię eksponowac swojej kobiecosc, zakładać jakieś bardzo kobiece stroje, sukienki itp jakoś źle mi z tym. Wole np być odbierana "bezplciowo" ale raczej czuje się kobieta i wiem ze nią jestem ale władnie to wszystko kaplikuje ten "sposób bycia". Nie jest to uwarunkowione raczej przez kulturę i traktowanie dziewczyn w społeczeństwie bo to mi nie przeszkadza, wydaje mi się ze to nie ma w sumie przyczyny tylko po prostu tak mam, jakceptacja szłam kiedyś z malutka Bratanica na spacer i gdy ludzie zatrzymywał się i pytali o nią myślą że ja jestem mamą było mi dziwnie. To też nie jest tak ze np nie lubię kobiecych rzeczy, sukienek itp bo osobiście chętnie bym sobie kupiła np wysokie szpilki albo zrobiła sobie piękne długie paznokcie ale wiem ze będę się w tym źle czuc.... wydaje mi się ze ja nie chce po prostu być odbierana przez środowisko kobieco.... gdyby była sytuacja podzielenia się rolami i ze np dziewczyny idą gotować obiad a chłopaki np nie wiem rabac drewno to wolalabym isc z chłopakami ( tak się czuje lepiej) ale czuje się dziewczyna. To mnie bardzo denerwuje bo chciałabym być kobieca polubić kobiecy tryb życia kobiecosc itp. Czy mogę coś zrobić żeby to zmienić i żeby lepiej poczuć się w tym " kobiecym świecie"
  7. Witam, Normalnie mam bardzo dobrą pamięć do twarzy i głosów. Pamiętam je nawet po wielu latach. Jednak dwa razy w życiu zdarzyło się coś czego nie mogę zrozumieć. Oba przypadki są bardzo podobne. 1. Kilka lat temu poznałem dziewczynę która bardzo mi się podobała. Byłem w niej zauroczony. Jednak gdy tylko się od niej oddalałem zapominałem jak wygląda i jaki ma głos. Widziałem poszczególne elementy jej twarzy ale nie potrafiłem złożyć ich w całość. Czułem, że tęsknie za kimś kogo nie potrafię przywołać w pamięci. Oczywiście gdy znów ją widziałem poznawałem ją od razu. I tak w kółko. Po kilku latach mniej więcej potrafię przywołać jej obraz. 2. Tydzień temu poznałem inną kobietę, która również bardzo mi się podobała i sytuacja się powtórzyła. Po pierwszym spotkaniu miałem problemy by przypomnieć sobie jej twarz ale czasami mi się udawało. Jakieś chwilowe przebłyski. Podczas drugiego spotkania próbowałem zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Teraz pamiętam budowę jej ciała, oczy, włosy, zęby ale nie twarz. Nie umiem jej poskładać w całość. Oczywiście głosu też nie pamiętam. (Pamiętam twarze i głosy większości ludzi, których poznałem tego dnia w tym samym miejscu ale nie jej) Szukałem odpowiedzi w googlach. Nie jestem sam. Fraza "I forgot my crush's face" daje sporo podobnych wpisów ale nie znalazłem żadnej odpowiedzi. Zżera mnie ciekawość więc będę wdzięczny za jakieś sugestie.
  8. Witajcie jestem młodą osobą 19 lat mój problem polega na tym ze ogólnie jestem meska. Zauważyłam że ogólnie nie jestem kobieca nie lubię jak ludzie odbierają mnie za kobieca. Np nie chce mieć męża dzieci ponieważ wtedy będę odgrywac damska rolę a ja wolę być jakby neutralna, nie lubię też jak ludzie mówią do mnie dziewczynka itp. Ogólnie kobiece zwroty. Ogólnie jak włożę sobie sukienkę szpilki to niby ok ale czuje się w tym i tak mesko. Tak naprawdę od 3 lat mama problem ze swoją tozsamosci plciowa i nie potrafię stwierdzić kim jestem to wszystko zaczęło się od obejrzenia filmu o osobie transseksualnej wydaje mi się ze przed tymi myślami wszystko było okej. Z jednej strony jak myślę kim jestem to nasuwa mi się w głowie ze kobieta ale mam wątpliwości właśnie dlatego ze jestem meska no i przejawiam takie zachowania jak wyżej. Co o tym myślicie może ktoś z was miał podobnie, czy da się coś zrobić żeby być i czuć się bardziej kobieco ?
  9. Witam wszystkich. Jestem wielce szczęśliwa, że udało mi się natrafić na to forum. Na imię mi Sylwia mam 26 lat i pochodzę z .. no właśnie.. rodzona na północy Polski, chowana po środku z domieszką kaszubskiej krwi. Od 10 lat przebywam na terenie UK. Jestem zaręczona z byłym wojskowym, który mimo iż młodszy ode mnie jest już weteranem. Jako dziecko interesowałam się psychologią, muzyką, medycyną i sztuką, teraz nastąpiły lekkie zmiany i psychologia poszła w bok a na to miejsce wstąpiła pirografia. ( relaksuje mnie w ciężkich momentach ) Żal po utracie zainteresowania psychologią jest wielki.. Na co dzień uchodzę za osobę otwartą, pewną siebie i przebojową. Nie boje się mówić otwarcie o problemach gdy jestem o nie zapytana ( No, chyba, że to rodzina i bliscy. Jest pewien opór by przyznać im się co do problemów.) Mam dwoje fantastycznych rodziców, którzy zawsze, mimo wszystko byli przy mnie i przeszli ze mną (o zgrozo) koszmar gdy byłam nastolatką.(Mimo iż oboje potrafią dać w palnik i zdarzają się awantury nie wyobrażam sobie bardziej fantastycznych ludzi od nich ) Posiadam również kotkę dachowca w odcieniu tak czarnym jak moje poczucie humoru- o imieniu Nuutti. Obecnie wraz z partnerem mieszkamy na wsi w Szkocji. Mój partner posiada PTSD z którym codziennie walczymy, depresja i brak pewności siebie czasem staje na przeszkodzie życiu. A ja? A ja nie wiem co ze mną nie tak, ale jest wiele. Poza genetycznymi skłonnościami do alkoholu i awantur jest coś czego nie znam a nie daje mi siedzieć spokojnie. Tak więc palę faję, patrzę w monitor i widzę tak wiele osób (po dogłębnym sprawdzeniu forum) które w pewnym stopniu mogą zrozumieć mój wewnętrzny problem. Witam was. Was wszystkich. Jest mi naprawdę ciepło na duszy wiedząc, że jesteście. Jako część forum jestem i ja dla was . Jako, że piszę nocą post ten kończę życzeniem dobrej i spokojnej nocy. Pozdrawiam wszystkich. Sylwia
  10. Od kilku miesięcy jestem w związku z kobietą ktora ma dziecko. Ojciec dziecka ma wątpliwości czy dziecko jest jego. Moja kobieta twierdzi ze tak ale unika zrobienia badan na potwierdzenie ojcostwa. Ojciec dziecka nalega. Czyzby byla nie uczciwa w związku? Wciaz nurtuje mnie to pytanie Czy powinno mnie to interesować jako obecnego partnera?
  11. Jestem kobietą po 20, a od niedawna żoną. Znam swojego partnera prawie 8 lat, kilkukrotnie spotykaliśmy się i rozstawaliśmy. Problem leżał w jego jeszcze niedojrzałej postawie, mianowicie nie traktował dziewczyn poważnie, jednocześnie pisał i spotykał się z wieloma. Po naszym ostatecznym rozstaniu całkowicie oddał się używkom i przygodom z kobietami, tylko po to by zaspokoić swoje potrzeby. Niektóre z nich w sobie rozkochał, a później zwyczajnie zrywał kontakt. Był bez serca. Po dwóch latach nasze drogi znów się zeszły, spotkaliśmy się na weselu znajomych i rozmawialiśmy jakby nigdy nic. Zaczęliśmy się spotykać, a niedługo później były zaręczyny i ślub. Był ze mną szczery i już na samym początku przyznał jaki prowadził styl życia, jednak ja pochodzę z religijnej rodziny, dla której bardzo ważna jest moralność. Mąż wielokrotnie powtarzał, że żałuje tego co robił, mimo to co jakiś czas nachodzą mnie przytłaczające myśli o jego przeszłości. Nie potrafię przejść do porządku dziennego nad tym co mój partner dawniej robił. On nie chce o tym rozmawiać, a ja zastanawiam się czy znajomość szczegółów nie zepewniłaby mi spokoju wewnętrznego. Wiem też, że miał przyjaciółkę, której mówił wszystko, co również jest dla mnie przykre. Bardzo proszę o jakąś poradę jak uporać się z przeszłością partnera i własnymi myślami.
  12. Witam, jestem 22 letnią kobietą, która desperacko szukała miłości w nieodpowiednich facetach, aż w końcu trafiłam na tego jedynego. Po ponad roku związku przyznał mi się, że kłamał o ilości kobiet które miał, bo wstydził się, że uznam go za fraj**a i tak naprawdę byłam jego pierwszą i jedyną partnerką seksualną. Myślałam cały czas, że oboje mieliśmy przed sobą trzy nieudane związki, a teraz czuję się obrzydliwie z faktem, że on też nie był moim pierwszym. Od kilku dni cały czas płaczę, bo brzydzę się sama siebie. Od dziecka marzyłam żeby mieć jednego faceta, a życie układało się nie po mojej myśli niestety i byłam jedynie wykorzystywana i traktowana jak przedmiot. Niczego tak w życiu nie żałuję jak tego, że nie trafiliśmy na siebie wcześniej, a teraz już niestety tego nie zmienię. Proszę, pomóżcie mi, bo moje myśli mnie zjedzą od środka.
  13. Mam 24 lata, studiuję i pracuję. Od kilku tygodniu nie mam na nic siły i ochoty. Jedyne co chcę robić to spędzić całe dnie w łóżku z dala od świata. Zmuszam się, żeby wstać do toalety, nie mówiąc już o przyjmowaniu posiłków. Mam ochotę zniknąć. Ogromne wyrzuty sumienia odreagowuję na swoim ciele poprzez cięcia. Pojawiają się u mnie myśli samobójcze, ale nie jest to mój cel. Chcę aby ten stan się zakończył. Czy to zwykłe zmęczenie, czy coś poważniejszego? Proszę o odpowiedź.
  14. Jestem osobą pracującą, kobietą, mam 24 lata. Odkąd pamiętam w moim życiu były kłamstwa, najpierw w relacjach między moimi rodzicami, a później w moich prywatnych relacjach. Mam problem z tym, że krzywdzę ludzi, na których mi zależy. Nie jestem w stanie określić czy robię to świadomie czy też nie. Nie potrafię przyznawac się do błędów i ukrywam niewygodną prawdę przed bliskimi osobami. Dopiero w momencie gdy wychodzi na jaw, że nie byłam szczera zaczyna do mnie docierać co tak naprawdę zrobiłam i jakie niesie to za sobą konsekwencje. Pomimo, ze staram się wyciągać wnioski z takich sytuacji i nigdy więcej ich nie powtarzać, za każdym razem dzieję się tak samo. Nie potrafię być odpowiedzialna za swoje czyny w czasie ich dokonywania. Moje błędy trzeba mi pokazywać, sama nie chcę lub nie jestem w stanie ich zobaczyć. W sytuacji, gdy prawda wychodzi na jaw próbuję obrócić wszystko tak, żeby nie czuć się winna całkowicie, próbuje sama siebie usprawiedliwiać tłumacząc, że miałam na myśli co innego, nie chciałam tak zrobić, lub tez nie widziałam, ze jest to złe. Przez takie zachowanie straciłam najbliższą mi osobę, która wielokrotnie mi wybaczała, a ja nie umiałam tego docenić i wciąż zachowywałam się niedojrzale i nie mówiłam całej prawdy, pomimo iż ta osoba nigdy na to nie zasłużyła i dawała mi samo dobro, nigdy mnie nie skrzywdziła. Chciałabym w końcu zachowywać się tak jak należy, budować relacje na prawdzie, nie udawać kogoś kim nie jestem i nigdy więcej nikogo nie krzywdzić. Czy mój problem kwalifikuje się do psychologa, czy do psychiatry? Skąd mogło się wziąć u mnie takie zachowanie? Czy są to jakieś zaburzenia? Jak mogę sobie z tym poradzić, prócz wizyty u specjalisty? Jak pracować nad sobą aby nie zachowywac się w taki sposób? Będę wdzięczna za odpowiedź. Pozdrawiam.
  15. Cześć, jestem tu nowa i mam dość szczególny problem. Jak tylko ktoś z kim rozmawiam na co dzień lub flirtuję przestanie poświęcać mi uwagę i o to zabiegać wpadam w ogromnego doła. Nieproporcjonalnie, śmiesznie wielkiego jak na nieistniejący problem. A najbardziej nieznośna jest dla mnie sytuacja w pracy. Pracuję z raczej maskulinistycznym zespołem, który w momentach wolnych od pracy głównie deliberuje nad urodą kobiet spoza pracy, bądź to młodszych stażystek, bądź pięknych słabo znajomych/nieznajomych kontrahentek. Temat pojawia się praktycznie codziennie, pracuję z nimi w jednym pomieszczeniu i nie mogę znieść tego, jak oni się na nie napalają. Wpadam w nerwowość, czuję zagrożenie, cała atmosfera pracy z fajnymi ludźmi psuje się przez ten jeden tylko temat, na który nigdy nie zabieram głosu. Patrzę później w lustro doszukując się wad i oczywiście je znajduję. Inwestuję w najdziwniejsze środki do poprawiania urody, wklepuję, masuję, szoruję, maluję, depiluję, bo czuję przymus. Jeśli zaniedbam wygląd na kilka dni, czuję się nic nie warta. Podobnie jak wtedy gdy w otoczeniu pojawi się młodsza i atrakcyjniejsza kobieta i widzę ich teatr nerwowej popisówy wokół niej, całowania rączek i nadskakiwania (!). Niepojęte i nie do zniesienia jest dla mnie zarówno ich zachowanie, jak i fakt, że w takim stopniu na mnie wpływa i zależy od niego moja samoocena. A pracę samą w sobie lubię bardzo, wiec jej zmiana nie jest dla mnie rozwiązaniem. Do tego mam 26 lat. Mimo że wciąż jestem młoda i jeszcze jakiś czas pewnie będę, czuję parcie i ogromny nacisk żeby zachować obecny stan jak najdłużej, a raczej polepszać go w nieskończoność. Boję się najmniejszych oznak starości. Moja zaburzona optyka może być spowodowana tym, że mężczyźni w mojej rodzinie nie do końca cenili w kobietach intelekt, do tego stopnia, że potrafili wejść w małżeństwo z zupełnie niedopasowaną osobą, byle móc pochwalić się atrakcyjną partnerką. Z tego też powodu nie ominęło mnie ciągłe porównywanie przez nich mojej urody do koleżanek, piętnowanie wad i komentowanie mojego wyglądu na każdym kroku. Dorastałam praktycznie bez otoczenia kobiet i to jedyny znany mi punkt widzenia. Więc ta męska perspektywa mnie atakuje. Sprawę pogarsza fakt, że będąc atrakcyjną osobą można ugrać w życiu naprawdę sporo, i staram się urok osobisty traktować w kategorii przydatnego narzędzia, niestety pałając zawiścią do każdego, kto ma go więcej i potrafi używać lepiej. Być może mam to z czasów kiedy pierwsza miłość z dnia na dzień mnie olała dla dziewczyny ładniejszej, delikatniejszej i lepiej zrobionej, która akurat pojawiła się w otoczeniu i ukradła mi show. 😒 Obecny partner też mówi mi, że ta kwestia jest dla niego bardzo istotna. Samoocena mi się sypie przez jakieś bajdurzenie w pracy nad anonimowymi laskami i napady zazdrości na zasadzie "czemu o mnie tak nie mówią?", (gdzie nawet nie wiem, czy mówią czy nie - przecież nie będą się mną zachwycać w mojej obecności). Ale nie mam odwagi im powiedzieć: "hej, wstrzymajcie ten testosteron, nie jestem tu z wami na piwie", albo że to ogólnie mało dżentelmeńskie zachowanie, bo boję się, że okażę się śmieszna. Na poziomie logicznym wiem że to żałosne i ukrywam te zachowania, ale emocjonalnie mnie to wykańcza. Problem tkwi we mnie bardzo mocno i wykracza daleko poza ramy bycia atrakcyjnym dla czucia się ze sobą dobrze. Chciałabym nad tym popracować samodzielnie. Szukam rady. Witam Was serdecznie. 🙂
  16. Witam. Mam 27 lat. Od dawna mam problemy z czerwienieniem się. Bardzo się tego wstydze. Ciągle o tym myślę. Wychodząc z domu boje się że spotkam kogoś znajomego i będę czerwona. Zaczerwienienie występuje gdy spotkam niespodziewanie kogoś znajomego, ktoś obcy mi się przygląda, muszę mówić w grupie. Staram się nie wychodzić w miejsca gdzie mogę spotkać kogos znajomego a jak kogoś spotkam to albo udaje że nie widze, albo mówię cześć i uciekam- przy tym odczuwam lęk, czerwienie się i jestem bardzo zdenerwowana. W pracy z obcymi ludźmi jakoś rozmowa mi idzie, gorzej z współpracownikami gdy jesteśmy w kilka osób, zazwyczaj stoje i się nie wypowiadam. W sytuacjach stresowych w pracy bardzo się denerwuje i chce mi się płakać, a później mam bóle w klatce piersiowej. Gdy się zdenerwuje to ciągle o tym myślę , odechciewa mi się wszystkiego, bardzo przeżywam stres z pracy. Co to może być? Czy powinnam udać się do jakiegoś lekarza? Jeżeli tak to do jakiego? A może wcale nie potrzebuje lekarza? Nie wiem jak się z tym uporać, a chciałabym sobie z tym poradzić.
  17. Witam, mam 32 lata i jestem singielka. Raczej należę do optymistow, którzy cieszą się małymi rzeczami, kocham ludzi, kocham zwierzęta, przyrodę. Mój problem zaczął się ok miesiąc temu. Nagle zaczął się taki mega natłok myśli o życiu o śmierci, wkrecalam sobie każda możliwa chorobę, zostawialam ogromne kwoty pieniędzy u lekarzy, ogólne badania ok, jedynie wyszło bardzo niskie tsh ( ft3, ft4,usg tarczycy w normie), dodam że dość mocno zaczęłam się odchudzać, i bardzo dużo ćwiczyć. Od października do w sumie lutego tego roku przeżywałam bardzo duży stres, moja ukochana ciocia ( siostra mojej mamy) miała zawal serca, walczyła o życie tydzień, niestety przegrała. W tym samym tygodniu do tego moja mama uległa wypadkowi, w sumie dzięki któremu wyszło że ma w głowie tętniaka, na tętniaka miała zabieg w styczniu.... Udany. Wszystko się ułożyło, w kwietniu można powiedzieć że cały ten stres ze mnie zszedł, nawet śmiałam się do mojego przyjaciela że jestem naprawdę szczęśliwa i nagle boom, armagedon w głowie, lęki, praktycznie zero koncentracji, przemyślenia nad sensem istnienia człowieka, czasem wydaje mi się wszystko takie nierealne, ale są to pojedyncze chwilę w ciągu dnia. Staram się zajmować sobie czas, staram się więcej spotykać z przyjaciółmi. Wole nie mieć dnia wolnego tylko iść do pracy. Dobija mnie też to że jestem sama, mama troche ciśnie, że kiedy mąż, kiedy wnuki, mam za sobą kilka nieudanych związków, czuję że niemam celu w życiu, że jest nudne. Pytanie brzmi.... Czy dopadła mnie depresja czy nerwica? Czy powinnam to wyregulowac lekami od psychiatry czy czekać aż samo jakoś się wszystko ułoży i przejdzie. Dodam że podobny stan miałam 10 lat temu po mamy zawale, ale wtedy dość szybko mi to minęło. I czy moje zdrowie psychiczne może działać na tsh czy niskie tsh właśnie działa tak na moje zdrowie psychiczne?
  18. Dzień dobry, Mam 23 lata i jestem studentką. Studiuję coś czego nie lubię, ale nie miałam pomysłu na siebie wiec zdałam się na radę rodziców. To oni polecili mi wybrać te studia. Pomimo 23 lat wciąż jestem na pierwszym roku. Czuje, ze życie ucieka mi przez palce. Nie wiem co tak naprawdę lubię. Nie pamietam co lubiłam jak byłam dzieckiem. Przez całe życie miałam wrażenie, ze nie spełniam oczekiwań moich rodziców. Tym bardziej teraz kiedy nie mogę przejść przez te studia. Cały czas mam poczucie winy, że jestem złą córką z której oni nie mogą być dumni. Czuję, że nie mogę rzucić tych studiów, bo po pierwsze zawiodę swoich rodziców, a po drugie okaże się, że wiele osób, które mówiły, że się nie nadaję i jestem za głupia ma racje. Czuje, że zupełnie nie mam kontroli nad swoim życiem. Czuje się jakbym była stara i nic nie osiągnęła. Boję się o przyszłość. I chciałabym się dowiedzieć kim jestem. Bo już nie wiem.
  19. Mam 19 lat i miałam jednego chłopaka. Był on moim pierwszym partnerem. Dobieranie sie do mnie zaczął dość szybko. Nie protestowałam. Na współżycie wolałam zaczekać. Początkowo działało asertywne nie. Później działał mój płacz (gdy próbował czegoś więcej). Doszliśmy do etapu gdzie byłam zmuszana, trzymał mi ręce, nogi, podduszał, ciągnął za włosy byleby osiągnąć cel. Nie reagował na to, że sprawia mi ból i nie chce współżyć. Sytuacja powtarzala się przy każdym spotkaniu przez około 4 miesiące. Na koniec zwiazku zrzucil mnie ze schodów. Dodam że mam ojca alkoholika który tez stosowal wobec mnie przemoc psychiczna i fizyczną. Teraz mam nowego partnera. Jestesmy razem 7 miesięcy. Na początku próbowaliśmy wspolzyc lecz nie udało się. Od dłuższego czasu nie mam ochoty na żadna bliskość nawet przytulanie. Domyslam sie ze problemem jest moja przeszłość, ktorej nie potrafie zaakceptować. Moj partner wie o wszystkim. Nie potrafi zrozumieć tego ze nie mam ochoty na nic przez tak dlugi czas. Nie wiem czy to ważne ale od roku zazywam tabletki antykoncepcyjne lecz nie uwazam ze maja ogromny wplyw na moje libido bo na poczatku zwiazku to ja inicjowalam kazda probe zblizenia. Czy mam szanse na rozwiazanie mojego problemu bez terapeuty? Czy da sie to jakos przełamać?
  20. Witajcie. Borykam się z pewnym problemem. Otóż... Z moja aktualną partnerką jestem w szczęśliwym związku od półtora roku. Jesteśmy szczęśliwe, dogadujemy się bardzo dobrze oraz żyje nam się doskonale, ale mam pewien z nią problem i nie mam pojęcia czym to może być spowodowane. Przy zbliżeniach w łóżku ona ode mnie ucieka, nie daje mi się albo nie chce. Seks jest natomiast zazwyczaj jednostronny. Niby nie miała żadnych przykrych wspomnień z seksem, ale nie rozumiem dlaczego aż tak? Jeżeli chcę ją dotknąć, popieścić zazwyczaj mówi że nie chce i nie ma ochoty, albo ma okres, albo jest przed okresem i po. Trochę mnie to męczy bo nie wiem co mam zrobić.
  21. Czy to pech, czy tak właśnie wygląda prawdziwe życie dorosłego człowieka? Witajcie. Pisze z takim pytaniem, a także z Waszymi odczuciami. Co o tym wszystkim mam myśleć? Czy to pech ? Mam 25 lat. Zacznę od tego, że od zawsze uważałem, że miałam w życiu delikatniej ciężej od pozostałych ludzi. Nie chodzi tu o biedę, ale samo życie. - Akurat mnie nauczycielka nie lubiła w klasie i nie chciała mnie dopuścić do kolejnej klasy, albo dawała mi uwagi za coś czego nie zrobiłam, -akurat mnie nie chcieli wywołać do konkursów, mimo że byłam świetnie przygotowana, -jestem dość dobrym, myślę fotografem, a jakoś dalej nic mi nie wychodzi, aby iść do przodu, -akurat mnie się coś psuje w dłoniach, rozpada. No i teraz praca. Dokoła mnie wszystkie znajome, znajomi mają dobrze prosperujące firmy ( miałam firmę dwa lata, zawiesiłam, bo sprzedaż drastycznie mi spadła), stałe dobrze płatne prace, też czasem narzekają, ale nie mają chyba takiej patologii jak ja. W wieku 18 lat wyprowadziłam się z rodzinnego domu (problemy z alkoholem, akceptacją, częste bardzo mocne kłótnie) ...za miłością mojego życia aż 600 km do stolicy Polski, Warszawa. Zaczęłam tam pracować jako pracownik budowlany - sprzątaczka. Na czarno dwa lata. Płaca jak na tamte lata była bardzo dobra. Niestety ma czarno. Chciałam coś zmienić w swoim życiu, zostać fotografem. Zaczęłam roznosić CV wraz z portfolio - nic. Pisałam do przeróżnych klubów nocnych z ofertą czy nie mogłabym być ich fotografem, chociaż na zlecenia. Zazwyczaj kończyło się to tak że nie chcieli zapłacić za zdjęcia, albo nie odzywali się po ich zrobieniu nawet ich nie widząc na oczy. Zaczęłam szukać bardziej legalnej pracy. Znalazłam pracę w popularnej sieciówce odzieżowej, ale niestety na 3 miesiące i pół etatu. Wróciłam do sprzątania. Trzy lata spędzone w stolicy postanowiłam sprowadzić swoją połówkę do rodzinnego miasta. Mieszkanie na szczęście jest rodziców (ojciec ma dobrze prosperują firmę. Sprzedaż internetowa - to co ja zawsze chciałam robić). Po przeprowadzeniu się do rodzinnego miasta trzeba było tam szukać pracy. Wysłałam łącznie ze 200 CV. Jedna firma się odezwała. Najniższa krajowa, ledwo koniec z końcem. Do tego praca nie była w żaden sposób interesującą. Oklejania alkotestów, praca przy chemii itp. mini produkcja. Postanowiłam wyjechać do Holandii za pracą wraz z ukochanym. Lęk, panika przed nieznanym. Dostałam pracę wraz z partnerem. Pracowaliśmy przy kwiatach. Wszystko pięknie, ładnie, ale po trzech dniach postanowili mnie oddelegować do Polski. Rzekomo nie pracowałam, obijałam się (co później okazało się że kobieta przełożona, po prostu za mną nie przepadała i postanowiła nakłamać mojej szefowej). Juz miałam wracać do Polski, ale zadzwoniła ta szefowa i poinformowała mnie że ma dla mnie pracę. Wszystkie dziewczyny były w jednej firmie do samego końca, a ja obleciałam praktycznie wszystkie jakie były dostępne w małej Holenderskiej miejscowość. Byłam skoczkiem. Raz tu raz tam. Normalne. To ja. Po powrocie do Polski postanowiłam otworzyć firmę. (jak wspominałam wcześniej, miałam firmę - robiłam co mój ojciec. To było zawsze moim marzeniem) Zastrzyk gotówki. Otworzyłam. Nie miałam praktycznie o niczym pojęcia. Poradziłam sobie na dwa lata. Bardzo dobrze mi szło przez rok. Już myślałam, że znalazłam swoje miejsce na ziemi. Myliłam się. Rozstałam się z partnerem - gnębił mnie psychicznie. Nabawiłam się większym napadów paniki, leków. Na koncie miałam praktycznie 0 zł. Rachunki, kredyt. Postanowiłam szukać pracy - znowu. Jakieś dorywcze prace, chwilowe. Nawet dawałam sobie radę. Przez okres pół roku miałam 4 prace w różnych firmach. Chciałam coś stałego. Jest! Nareszcie znalazłam. Zostałam pakowaczem na produkcji. Owszem. Pakowacz kobieta zalewie 158 wzrostu przy wadze 45 kilogramów. Pakowałam napędy silnikowe. Po 300 km na sównice do kartonu i zapier* niesamowity. Kasa super, ale schudłam z 6 kg. Dwie zmiany. Rano 4:30 pobudka. Ledwo żyłam po pracy. Zasypiałam na stojąco. Normę trzeba było robić 100 % to tak 90 napędów do spakowana. Szukałam pracy lżejszej. Znowu. Coś podobnego do tematyki mojej byłej firmy. Obsługa klienta itp. Wysłałam CV na montera mebli. Okazało się że potrzebują doradcy klienta do sprzedaży internetowej. No kamień z serca! Czy nareszcie znalazłam swoje miejsce!? W poprzedniej firmie jako pakowacz wytrzymałam pół roku (rekord). Jako doradca miałam zarabiać 2500 netto 300 zł mniej jak w poprzedniej pracy, ale bez sobót i koniecznej premii. Szef obiecał z ręką na sercu. Bynajmniej coś mi tam ciągle śmierdziało. Pominąwszy fakt, że znajduje się tam obok obora. Podpisanie umowy. Okazało się że nie dostanę pełnej umowy. Hahah. Fajnie. Zaczęłam pracę. Dziewczyna z biura której miałam pomagać nie przyszła do pracy ze względu na chorobie. Chorobą nie wybiera. Zostałam rzucona na głęboka wodę. Przyszła po 3 dniach. Ludzie wyzywali przez telefon, że jestem oszusta. Nie miałam pojęcia o co chodzi. Heh. Okazało się że mają miesięczne opóźnienia z realizacją zamówień. Kłamstwa na dzień dobry. Rozmowy z klientami, odpisywanie na e-maile, wprowadzenie zamówień telefonicznych, e-mailowych i popularnej przeglądarki sprzedażowej, a także wystawianie aukcji na innych platformach. Zbyt pięknie myślałam. Pracuje tam miesiąc. W sumie pracy jest tam na 2 godziny a reszta to obieranie pojedynczych telefonów i kłamanie że zamówienie jest gotowe albo jak nie są idealne ich produkty. Niby proste ale nie do końca. Mam żyłkę handlowca. Nie byłam tam zbyt dobrze przyjęta. Ciągle czuję ich dziwny wzrok na sobie. No tak. Po dwóch tygodniach pracy dowiedziałam się że jestem u nich na chwilę do pomocy żeby wyjść z opóźnień. Pomyślałam sobie, że jakby mogło być inaczej ☺️😊. Praca, praca. Ogólnie oni mają stosunek że wolą pisać do siebie jak mówić mimo że dzieli ich 2 metry po schodach. Koleżanka z biura zabawia mężczyzn. Lubi to widać. Ma męża i dziecko, jedyne co robi to gada przez telefon z kierowcą, a raczej z nim flirtuje. Zamawia kosmetyki podczas godzin pracy, wystawia swoje prywatne aukcje, ciachy kupuje. Temat rzeka z nią. Ciągle jest tak bardzo zapracowana, że nie ma czasu na nic. Przy szefie tylko. Jeżeli szefa nie ma to ucieka na produkcję, bądź lata do tego z góry i siedzi z nim zazwyczaj około 2 godzin nim przyjedzie szefostwo. Ja w tym czasie robię swoje obowiązki. Niestety. Ostatnio kolega oddalony ode mnie dwa metry postanowił napisać do mnie wiadomość. Coś w deseń GG. Wiadomość tyczyła się tego, że nic nie robię, że rozmawiam ciągle przez swój prywatny telefon, że wychodzę palić co 10 minut (wychodzę raz na godzinę na 5 minut), że ogólnie po prostu jestem niczym tamta zapracowana królowa. Po wiadomościach postanowiłam przejść się te dwa metry i zapytać wprost czemu nie przyszedł mi tego oznajmić prosto w oczy. No mało się chłopak nie rozpłakał i odparł że wolał napisać. Nie mam nic na swoją obronę. Nic Są tak ograniczeni do siebie że nie przyjmują nikogo nowego. Dają wypowiedzenie do kopert z pieniądz zamiast powiedzieć wprost. Koleżanka z biura wszystkie moje zasługi sobie przypisuje, zamówienia zmienia na swoje nazwisko. Po co ja im tam byłam potrzebna? Ogólnie rzecz biorąc załamuje się już tymi pracami, tym wszystkim i swoim życiem. Czy ze mną jest coś nie tak czy jak!?🤔
  22. Kobieta lat 18 bulimia problemy z akceptacja samowyparcie chęć poprawy a mimo wszytko wracam do tego nie potrafię przestać najdłuzszy odstep to 2 tygodnie a potem przychodzi potrzeba napchania sie do rozpuku i wszystko zaczyna sie od poczatku. Ostatnio zauwzyłam że sie boję nie wiem dlaczego jestem bardziej strachliwa i nieufna do tego myśli samobójcze prawdopodobnie miałam w gimnazjum depresje ale nikt tego nie stwierdził nie chce aby ktoś o tym wiedział bo wezmą mnie za słabą , chce pomocy ale nie chce aby to się odbiło na moim życiu . Rodzina z kolei nie rozumie gdy zadaje podchwitliwe pytania oni wyskakują że to głupie i co trzeba mieć w głowie przecież jest dobrze. Oni nie rozumieją nawet ja tego nie rozumiem staram się być pozytywna ale mam takie wachania nastroju że sobie nie radze to że to pisze jest dla mnie głupie chciałam przestac ale musze w koncu to wyznac . Byłam w swoim zyciu raz blisko popełnienia samobójstwa ale mam blokadę coś mi mówi żebym tego nie robiła ze względu na rodzinę a gdy ide się wyspowiadać ksiadz mówi że kazdy ma takie chwile . Ale ja już nie wiem co robić chce przestać zwracać jedzenie bo mam swiadomość że przez to mój wygląd się zmienia zęby i bóle brzucha ale gdy jestem już na dobrej drodze coś sie schrzania .
  23. Cześć, chciałam tu podzielić się moim pewnym problemem. Mianowicie od pewnego czasu,około 6 miesiecy jestem w związku na odległość z mężczyzną poznanym na pewnym portalu randkowym.On mieszka we Włoszech a ja w Polsce. Jest dość nietypowa relacja ponieważ spotykamy się mniej więcej co miesiąc,spędzając ze sobą kilka dni. Jednak mój ukochany ,nie chce poznać mojej rodziny,ja również nie znam nikogo z jego rodziny i przyjaciół.Wiem o nim w sumie nie za wiele.Ze jest Francuzem,mieszka i pracuje we Włoszech,ma 35 lat,czyli jest ode mnie sporo starszy,bo ja mam 22. Tu pojawia się problem,ponieważ moja rodzina całkowicie nie akceptuje tej relacji.Do tej pory spotykaliśmy się w Polsce,ale on już od dawna nalega żebym go odwiedziła w Mediolanie. Moi rodzice są temu przeciwni,ponieważ twierdzą że za mało o nim wiem i nie powinnam lecieć do niego sama.Twierdza,że może mnie skrzywdzić,że na pewno już nie wrócę do Polski,bo on jest handlarzem żywym towarem.Ja na prawdę go kocham i nie sądzę żeby mógł mnie skrzywdzić.Jednak ostatnio powiedział,że jeśli teraz ja nie przylecę to będzie koniec.Bo on był już w Polsce tyle razy,że teraz jest moja kolej.Rozumiem go trochę,ale on twierdzi że jestem dorosła i powinnam powiedzieć rodzicom że wyjeżdżam gdzieś z koleżanką A tak na prawdę przylecieć do niego... Nie wiem co robić...Z jednej strony mój ukochany,którego stracę jeśli tam nie polecę,a z drugiej rodzina,która miałabym tak oklamać... To takie trudne,nie wiem co powinnam zrobić...Czy problem tkwi w nadopiekuńczej jak twierdzi mój ukochany rodzinie,czy w nim który w sumie szantażem każe mi w tajemnicy przed wszystkimi do niego lecieć...Moze na prawdę za mało o nim wiem.Tak bardzo męczy mnie ta sprawa...To takie trudne.
  24. Cześć mam na imię Karolina, mam 24 lata i 2 miesiące temu zostawil mnie facet, który czuję, że jest tym jedynym. Po prawie 3 letnim związku i mieszkaniu razem 2 lata. Powiedział, że nie pasujemy do siebie i jesteśmy na innym etapie życia, że wydaje mu się, że zasługuje na kogoś lepszego. Fakt faktem, że uzależniłam moje życie od niego, wszystko robiłam tak, żeby jemu było jak najlepiej. Poznałam go kiedy miał spory problem natury psychologicznej i wtedy chciałam mu pomóc, zająć się nim i tak zostało. Po rozstaniu mieszkaliśmy jeszcze 2 tygodnie ze sobą zanim się wyprowadziłam i było lepiej niż kiedykolwiek - przytulał się, zabierał do restauracji, umieliśmy porozmawiać choć nie były to łatwe rozmowy. W dniu mojej wyprowadzki i dzień przed mój facet płakał razem ze mną (raczej nigdy nie okazywał emocji) nie był pewny decyzji ale powiedział, że konsekwencją nie pozwala mu jej zmienić. Po przeprowadzce codziennie rozmawialiśmy przez telefon dosyć długo około 1h. Dzwoniłam ja, dzwonił też on. Po jakimś czasie poszliśmy na spacer było miło, ale zapytałam o nas powiedział, że nie widzi tego na razie i mam dać spokój. Ustaliliśmy miesiąc ciszy... Od 17 lutego do 17 marca - odezwał się w dzień kobiet ja w dzień mężczyzn. I tego 17 marca się spotkaliśmy. Znów było super, czuć było chemię, ale znów zaczęłam temat decyzji o związku... Pewnie nie potrzebnie wiem... Powiedział, że on nie wie co będzie, nie wie czego chce... Po czym znów było super i najchętniej poszlibyśmy do łóżka - na tym samym spotkaniu. W między czasie miałam kontakt z jego rodziną, która mnie uwielbia. 23 lutego mieli imprezę i po niej dowiedziałam się, że mój T. jest bardzo, bardzo smutny i że powiedział, że nie wszytsko starcone ale musimy nad sobą pracować. Ale po spotkaniu 17 marca dokładnie 18 marca rozmawialiśmy przez telefon... powiedział mi, że nic z tego nie będzie ja mam znaleźć sobie kogoś i on też sobie znajdzie... (myślę, że warto wspomnieć, że miał też przeprowadzkę bo mieliśmy ogólnie problem z właścicielka mieszkania i... w tej przeprowadzce pomagała ku koleżanka... Z którą zna się z pracy), a na spotkaniu jak zapytałam go jak spędził sobotę (16 marca) to powiedział, że m. In był na pizzy z koleżanką ale inna niż tamta od przeprowadzki. Po jakimś czasie znów rozmawialiśmy powiedział mi wtedy, że nie wie co będzie..., że może za pół roku (o którym wspominał też na początku rozstania, ale wyszło jak. Wyszło) możemy porozmawiać ale do tego czasu bez kontaktu itd. ale kilka dni po tym widzieliśmy się, aby mógł odebrać ode mnie swój zegarek, który dostał. Od mamy a zawieruszyl się on w moich rzeczach i było cudownie rozmawialiśmy, nawet mnie dotykał... Wspomnę, że tydzień po mojej wyprwadzce widzieliśmy się i upeawialismy sex. Wczoraj napisałam do niego wiadomość o treści "Hej, właśnie się okazało, że mam jeden wolny bilet na dziś na pokaz odcinka Gry o tron o 19 w Heliosie, jeśli chcesz skorzystać daj znać" na to on odpisał, że "dziękuję, to bardzo miłe, ale nie wytrzymałem i obejrzałem ten odcinek już w nocy" Po czym jak napisałam, że okej, że życzę miłego dnia to on ciągnął rozmowę jeszcze,zuoelrnie na luzie o grze o tron, wysłałam mu zdjęcie jak się ubieram bo napisałam, że mam specjalna stylizacje (koszulkę) ale do zdjęcia nie założyłam pod nią stanika a on zwraca na to uwagę... Napisał, że bardzo ładne zdjęcie i jeszcze pisaliśmy.... Nie wiem czy istotny w tym będzie fakt, że on zawsze mówił, że ma klapki na oczach jak ma jakiś cel w życiu a miał już od roku kupno mieszkania, które ostatecznie kupił /podpisał umowę z deweloperem na początku marca. I wymianę samochodu, która trwała od wrzesnia '18 iostatecznie samochód został sprowadzony dla dniego ale na z nim sporo problemów - niezgodny z umową. Jest między nami 9 lat różnicy, on jest prawnikiem, a ja szukam obecnie pracy od 4 miesięcy. Główny powód czemu piszę to fakt iż jutro (17 kwietnia) przypadła by nam 3 rocznica związku - wpadłam na pomysł, że mogłabym zanieść mu pod drzwi mieszkania jego ulubione upieczone przeze mnie ciasteczka - co o tym myślisz? Robić to? Dać spokój? Czułam się już lepiej myślałam, że dopuściłam ale każdego miesiąca w koło y właśnie 17 dnia mam zjazdy emocjonalne i nie wiem co robić.. Byłam już u specjalisty, który nic nie wykazał, ale od połowy maja zaczynam psychoterapię. Nie. Umiem się pogodzić z tym co się stało, bo kilka miejscy przed tym wspominałam mu, że w końcu nam. Się lepiej układa itd oglądaliśmy wspólnie te mieszkania i inspiracje remontowe... Pewnie ta wiadomość jest strasznie chaotyczna ale mam nadzieję, że jakiś sens udało mi się przekazać. Będę bardzo wdzięczna za poradę. Pozdrawiam, Karolina
  25. Powiedzcie mi, czy to ja wymagam zbyt wiele od męża? Może zaczynam bez wstępu, ale nie wiem kiedy to się zaczęło i jak tutaj to opisać. Czy to takie złe, że nie chce słyszeć od ukochanego: "to mieszkanie było by lepsze, gdyby Cię tu nie było", albo w rozmowie z kolegą: "weź ją sobie, nawet ci dopłacę". To jedne z mniej wulgarnych i bolesnych słów w moją stronę. Mam dosyć codziennie wylewanych łez. Głupie, uszczypliwe komentarze... od prawie 2 lat.. ranią mnie z dnia, na dzień coraz bardziej. A to, że gdy idę na przerwę z kolegą to od razu jestem szmatą. Niestety pracujemy razem, boję się z rozmawiać z kolegami z działu... boję się, że on gdzieś będzie szedł i to zauważy... mimo, że kobiet jest 5 na 25 mężczyzn i w pracy trzeba się porozumieć, to i tak... Ja nie mogę, bo od razu słyszę tysiąc epitetów na swój temat. On nie robi nic... nie sprząta, nie gotuje, nie robi zakupów, nie pierze, nie wiesza prania, nie karmi zwierzaków... wszystko to robię ja... i pracuje... do tego jeszcze jestem świetną aktorką. Przed rodziną oczywiście. Bo jakie to szczęście zakochać się w kimś takim. On płaci mieszkanie... Ja płacę za całe nasze życie. Jedzenie, piwo, przyjemności, urodziny (prezenty), karma dla zwierzaków, środki czystości, majtki, skarpetki, etc. Kochani... Czy ja się czepiam ? Nie jestem idealna, też czasem się czepiam, denerwuje, nie sprzątam bo mi się nie chce...powiem za dużo...zdarza się. Jednak zaczynam myśleć, czy to ja jestem zbyt wymagająca?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.