Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'kobieta'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Mam 27lat. Od 5 lat jestem w związku z człowiekiem za którego oddałabym życie. Ponad pol roku temu okazalo się że wpadł w hazard. Popadliśmy w dlugi, ogromne. Oczywiście na początku obiecywał ze z tym skonczy, że nie potrzebuje lekarza. 3 miesiące myslalam ze jest naprawdę dobrze. Mieszkamy za granicą, więc z każdym dniem mierzymy się z obca kultura i obyczajami, co samo w sobie jest już dość ciężkie. Nie wiedziałam gdzie szukać pomocy. Sądzę że mój partner popadł w głęboka depresję. Czasami przez dwa dni nic nie je i nie wstaje z łóżka. Nie widzi potrzeby żeby opłacać rachunków, których ja nie mogę opłacić, ponieważ prawo tego kraju mówi że placi je tylko właściciel domu, tak on jest właścicielem. Kilka tygodni temu potajemnie kiedy spalam wziął mój telefon i przegrał wszystkie oszczędności z konta które zbierałam na jego leczenie. W tej chwili nie stać nas na leczenie hazardu, nie jest ono refundowane. Jedynie psycholog ogólny może przeprowadzić mu 10tyg terapie na którą on nie ma zamiaru iść. 18 listopada mamy sprawę w sądzie, ze względu na nieopłacanych czynsz, przez co grozi nam eksmisja. Nie mamy pieniędzy na adwokata, na specjalistyczna terapie dla niego, nawet na jedzenie... nie wspomnę o wydatkach takich jak ubezpieczenie czy inne opłaty. Jestem w rozsypce. Nie wiem co robić. On nie ma siły wstać z łóżka, nie chce ze mną rozmawiać, a ja nie wiem jak do niego dotrzeć.
  2. Witam. Jestem w związku trzy letnim, mam 33 lata ona 29. Poznaliśmy się na sympatii, mieszkaliśmy wtedy w miastach oddalonych od siebie o 60km. Postanowiliśmy że zamieszkam z nią u niej w mieście, a więc zmieniłem miejsce zamieszkania oraz pracę. I tak minęły dwa lata, po czym Ona oświadczyła iż dostała propozycję pracy w Opolu, a co z tym idzie wyprowadza się na jakieś dwa lata, byłem krótko mówiąc w szoku jak można zostawić swojego chłopaka, ale ok różne decyzje i jakoś to przełknąłem. Po pół roku gdy mieszkała w Opolu postanowiliśmy że chcemy mieć dziecko i dom, a więc sprzedałem swoje mieszkanie oraz tym samym zarezerwowaliśmy szeregowca. W trzecim miesiącu ciąży była już na L4 wróciła na nie cały tydzień do mieszkania ze mną i stwierdziła że wyprowadza się na okres ciąży do siostry na wieś, bo ja jestem długo w pracy, a ona nie będzie czekam w czterech ścianach, gdy już wrócę to i tak jestem zmęczony, oraz wyznaczyła mi iż możemy się spotykać na weekendy. Powiem że mam dosyć takiego związku w kółko mieszkam sam, czuję się jak singiel, czuję że jej przeszkadzam w jej życiu. Ona Ekstrawertyk a ja domator, szukający ciepła rodzinnego i spokoju. Pracuję ponad 200h w miesiącu, robię zakupy sprzątam gotuję gdy to wszystko ogarnę to nie mam już siły na nić, oczywiście ona też pomaga w codziennych obowiązkach. Oczywiście rozmawiałem z Nią na ten temat, powiedziałem jej że nie chce takiego związku polegający na spotykaniu się co weekend, a ona odparła że jestem egoistą i nie rozumiem jej potrzeb, że u siostry ma z kim porozmawiać wyjść na spacer na łono natury. Ciężko mi bo jest ze mną w ciąży i prawdopodobnie dziecko będzie musiało być wychowywane osobno, bo ja nie chce takiego życia, dodatkowo będę musiał kupić znów mieszkanie. Proszę o psychologa o pomoc lub poradę.
  3. Jestem z moim partnerem już 5 lat w związku, z 9-miesięczną przerwą. Z powodu naszej wiary nie mieszkaliśmy nigdy razem, ale zaręczyliśmy się i mieliśmy brać ślub. Teraz zarządziliśmy "separację", bo z tego ślubu nic nie wyszło, z mojej winy. Chodzi o to, że tuż po tym, jak zgodziłam się wyjść za niego, poszłam sama nocą nad rzekę i płakałam z rozpaczy i lęku zamiast się cieszyć. Potem też się nie cieszyłam. Lęk okazał się paraliżujący. No i o ten lęk chodzi. Czuję się oszustką, choć wszystko partnerowi powiedziałam: cieszę się, że jesteśmy razem, ale nie jestem w stanie zaangażować się bardziej. Jest parę problemów, które nie dają mi spokoju. Rozmawialiśmy o nich dziesiątki razy, ale nie doszliśmy do porozumienia. Nie chcę go stracić, jesteśmy dla siebie dużym wsparciem, rozumiemy się na wielu poziomach. Ale nie umiem wejść głębiej w tę relację. I teraz tak: wstępnie mój partner się zgodził na wspólną terapię, choć ma co do tego ogromne opory. I to ja teraz powinnam szukać tej terapii. I znowu. Jestem na siebie ogromnie wkurzona, ale nie umiem się za to zabrać. Boję się, że nawet jak rozwiążemy niektóre wielkie problemy, to ja tylko zmarnuję nasz czas i siły, bo po prostu nigdy nie zdobędę się na pełne zaangażowanie. Jestem w zawieszeniu i męczę się coraz bardziej. Boję się własnego bólu po rozstaniu, boję się o mojego partnera, czy da sobie radę, boję się też bólu podczas terapii. Ten lęk nie jest taki sobie, że jest i tyle, on jest potężny. I jeszcze coś - biorę lek ułatwiający zasypianie, a wcześniej brałam jeszcze jeden przeciwlękowy i przeciwdepresyjny. I to w czasie brania go zgodziłam się na ślub. A potem, za namową partnera, przestałam go brać. I rzeczywiście wtedy już nie chciałam za niego wyjść. A, no i w grudniu mam zacząć kolejną własną terapię.
  4. Nie wiem czy to o ta romantycznosc mu chodzi ale ja ze swojej strony bardzo chce naprawić tam związek. Od jakiegoś czasu chce wziąść ślub . Po prostu chce mieć to samo nazwisko skoro mamy 2 dzieci i jestesmy już trzem 12 lat ze sobą . Chciałabym zapiac to już na ostatni guzik. Kiedyś zanim pojawiły się dzieci prowadzilismy aktywne życie i było dużo spontaniczności. Po pierwszym dziecku zwiazek bardzo się zmienił. Wiadomo stresy, nowe życie itd. Były momenty że chcieliśmy się już rozstać. Po drugim dziecku rutyna. Na dzień dzisiejszy jest między nami bliskosc przytulnie po/z pracy całusy rozmowa i sprawy łóżkowe też sa ok. Jednak za każdym razem jak mu wspominam o ślubie to mówi że chce tylko że musi być ta romantycznosc ponieważ na dzień obecny nie były w stanie powiedzieć mi słowa kocham Cię przed ołtarzem ponieważ w życiu codziennym rzadko je sobie mówimy. No tak, ale się przecież kochamy. Jest inaczej bo są dzieci ale ja już sama nie wiem jak mam mu okazywać ta romantycznosc. Czuje że jestem na okresie probnym. Jak zdam test i dam mu wystarczająco powodow do ślubu to ten będzie jak nie to nie. Ale ja nie wiem czy jest na tyle romantycznoe jak on chce czy jeszcze nie jest??
  5. Witam, mam 22 lata, mój problem zaczął się jakiś rok temu i ciągnie się do dziś. Mianowicie mam napady paniki jeśli chodzi o pracę. Nie potrafię podjąć żadnej pracy, ponieważ po chwili do niej nie wracam. Chce pracować i zarabiać, jednak mój stan psychiczny mi na to nie pozwala. Nie potrafię wyjść do pracy bez płaczu, w pracy potajemnie płacze, po pracy to samo. Nie potrafię kontrolować swojego zachowania, zaczynam używać wobec siebie przemocy, bicie się, gryzienie, rwanie włosów. Często podczas drogi do pracy mam chęć spowodować wypadek czy wejść pod auto, żeby tylko nie dotrzeć do pracy. Próbowałam pracy w różnych firmach na różnych stanowiskach i wszędzie dzieje się to samo. Nie radzę sobie ze sobą, nienawidzę siebie przez to. Rodzina uważa że to z lenistwa, ze nie chce mi się po prostu iść do pracy, wato nie jest prawdą. Nie mam u nikogo pomocy ani wsparcia. Chce udac się do specjalisty jednak nie wiem kogo wybrać. PSYCHOLOG CZY PSYCHIATRA? Z góry dziękuję, pozdrawiam.
  6. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  7. Jestem 23 letnią kobietą.Od dłuższego czasu zaczęłam mieć ataki związane ze śmiercią, które objawiały się wewnętrznym poczuciem niepokoju. Na początku były delikatne ale zaczęły się nasilać. Nagle ustały po czym w stresujących sytuacjach zaczęłam mieć problem z oddechem i kołatanie serca. Gdy miałam ogromny atak zgłosiłam się do lekarza pierwszego kontaktu i dostałam leki, które ogólnie trochę pomogły, jednak dostałam poradę aby udać się do psychologa. Problem polega na tym, że ciężko mi się jest przełamać. Bardzo dużo kosztowało mnie to żeby przełamać barierę pójścia do lekarza pierwszego kontaktu. Teraz Mam lęk związany z wizytą u psychologa. Jak zacząć? jak się przełamać? czy on na pewno pomoże? Mam ciężką przeszłość za sobą co sprawia, że pojawiają się u mnie też problemy społeczne.
  8. Jestem kobietą, mam 18 lat. Uczęszczam do liceum. Od około 4 miesięcy, jestem apatyczna, nie mam ochoty na spotkania ze znajomymi,mam małe zapotrzebowanie na sen, nie mam ochoty na jedzenie lub wręcz przeciwnie ciągle jestem głodna.
  9. Czesc kochani, byc moze ktos bedzie w stanie mi cos doradzic. Otoz moja kuzynka poznala faceta, chlopak z niedalekich od niej stron. Z tego co wiem, dogaduja sie dobrze i im sie uklada. Jednak ma.jeden duzy problem. Chlopak - wyglada na to, ze jest uzalezniony od alkoholu. Niestety opinie o nim nie sa zbyt dobre, choc akurat tym sie nie kieruje. Juz.jej przyjaciolki mowily.mi ze jej odradzaly go, bo.sie o nia martwia. Ona prowadzi auto, bo on ma.odebrane prawko, mozna sie domyslic za co. Dziewczyna jest ogolnie wesola, towarzyska, moze troche imprezowa. ostatnio mielismy w rodzinie wesele i niestety choc poczatek.imprezy zawsze jest sztywny, to widzialam, ze nie czula sie tak jak zawsze. Dopiero.pozniej kiedy chlopak sie.opil i poszedl spac, ona czula sie dobrze w naszym towarzystwie, byla wesola.jak zawsze. Po alkoholu staje sie agresywny. Jej rodzice rowniez.go.nie.akceptuja. Pytanie, co.moge jej doradzic? Jak.przemowic do rozsadku? Zwlaszcza, ze sama jej kiedys powiedzialam, zeby szukala swojego szczescia i nie.patrzyla.na innych, bo inni zawsze beda gadac. Chcialam dla niej dobrze, bo wiem, ze chcialaby w koncu miec chlopaka, zakochac sie i byc szczesliwa, ale nie.pomyslala..ze bedzie nierozsadna. Jego brat teraz sie.rozwodzi z powodu alkoholu rowniez, a ja.nie chcialabym zeby kiedys ja to.spotkalo. Domyslam sie, ze ona tez walczy ze soba bo widzi co.sie dzieje, ale potrzeba milosci.jest silna i.nie kazdy potrafi.powiedziec sobie "dosc". Co myslicie o tym? Co.moge jej powiedziec?
  10. Dzień dobry, sprawa jest taka. W telegraficznym skrócie. Ja ją kocham. Ona mnie nie (tak mówi). Mamy po 42 lata na karku. Kiedyś byliśmy razem. Potem nie byliśmy. Ona była jakiś czas z kimś. Parę miesięcy temu zerwali (dodam, że on już ma inną partnerkę). Problem również w tym, że pracują w jednym miejscu, przez co jej trudniej zapomnieć. Obecnie się z nią spotykam od czasu do czasu (platonicznie, póki co...) i mamy prawie codzienny kontakt mailowy. Ogólnie dobrze nam się rozmawia i spędza czas, a przynajmniej takie odbieram wrażenie. I chyba jednak lubi moje towarzystwo, bo przybywa na spotkania nawet w srogą ulewę ;) Nie odmawia ogólnie spotkań. Jednak wciąż tęskni za tamtym. Ja ciągle chcę być przy niej, wspierać i w ogóle. Boli mnie, że ona tak ma, że cierpi. Boli też oczywiście, że za mną tak nie tęskni. Chciałbym ją odzyskać, albo raczej zbudować nową i lepszą relację. Ona nie chce dawać mi nadziei. Ja zabujany jestem od 6 lat jak młodzian... Jak żyć? Co robić? Czy czekać? Czy rzeczywiście cierpliwa woda wydrąży każdą skałę? Czy to ślepy trop? Gubię się w tym. I jak ją na nowo "zdobyć"? To również ważne pytanie... Jaki obrać kierunek? Za parę dni wyjeżdżam na tydzień i chcę jej napisać list o tych swoich emocjach i intencjach. Juz spać przez to nie mogę. Napisać, że chciałbym z nią wejść znów w bliższą relację. I nie wiem. Czy to dobrze, powiedzieć kobiecie wprost o swoich intencjach? Czy to jej nie zniechęci? Podobno kobiety gardzą słabością u mężczyzn, a taki list, że czuję, co czuję, ale nie wiem co z tym dalej robić może być odczytany jako słabość. Czy też grać "na czas" i czekać co życie przyniesie? Czekać aż będzie mniej rozpamiętywać byłego? Tyle lat na karku i takie rozkminy… Pierwszy raz zgłaszam swój prywatny problem w internecie. Ciekaw jestem, co z tego wyniknie Pozdrawiam wszystkich Forumowiczów!
  11. Jestem bardzo zazdrosna. O wszystko. Dosłownie o wszystkie kobiety, te realne, żywe, te w telewizji jeśli są ładne i atrakcyjne. Często jestem zazdrosna nawet o grube dziewczyny i wcale nie za atrakcyjne bo np mają duży biust i robię mojemu chłopakowi ciągle akcje zazdrości. On twierdzi, że nie kocham siebie, że muszę się zaakceptować bo uważam że każdy jest lepszy. Że mam niskie poczucie wartości. Pewnie to prawda, ale ja po prostu ciągle czuję potrzebę wypytywać kontrolować co robi z kim, jak wyglądał jego dzień. Potrzebuje być na bieżąco, ciągle pisze lub dzwonię. Potrzebuje np żeby mi coś dokładnie opisał żebym mogła sobie to dobrze zobrazować i być pewną że nie zrobił nic co by mnie zabolało Non stop pilnuje czy w jego otoczeniu nie ma nowych kobiet a jak ma jakąś nową koleżankę w pracy to jestem przerażona zestresowana i przejęta. Mam 26 lat. Pochodzę z domu gdzie był alkohol. Do tego byłam wykorzystywana seksualnie przez osobę z rodziny . Później gdy wyznałam to mojemu wiele lat starszemu chłopakowi gdy miałam 14 lat oskarżył mnie że to moja wina i że jestem zwykłą dz**. Chyba od tamtej pory nie potrafię ufać ani wierzyć w siebie noszę ciężar winy całe życie. Jak poradzić sobie z zazdrością bo już nie mam siły... Pomóżcie . Tak bardzo boję się opuszczenia:(
  12. Mam 19 lat. Od 7 miesięcy jestem z chłopakiem 5 lat starszym ode mnie, którego znam już 2 lata i z którym przyjaźniłam się jeszcze przed naszym związkiem. Mieszkamy razem od maja i mimo że na początku wszystko było dobrze, z czasem zaczęły się kłótnie. Jesteśmy teraz w momencie kryzysowym, w którym chłopak przyznal się, że mimo że nadal mnie kocha, to nie tak bardzo jak na początku, ma też problem z okazywaniem uczuć. Powiedział że w każdym związku po jakimś czasie nie potrafi już ich okazywać. Ja nadal kocham go tak samo mocno. Bardzo zależy nam, żeby nie stracić siebie nawzajem i próbowaliśmy wymyślić mnóstwo sposobów na naprawę relacji, choć dotychczas nic nie pomaga. Boję się, że go stracę i że całkiem przestanie mnie kochać. Czy są jakieś rzetelne sposoby na poprawę relacji, czy w jakiś sposób da się ją naprawić, żeby znowu było między nami dobrze I żeby powróciła dawna miłość? Z góry dziękuję za pomoc i poświęcony czas.
  13. Jestem kobietą, mam 20 lat od ponad roku jestem w szczęśliwym związku, mam pracę. Mój problem pojawił się ponad 5 lat temu zaczęłam tracić wszystkie znajomości, byłam bardzo zakompleksiona przechodziłam przez zaburzenia odżywiania, samookaleczałam się. Później rozstałam sie z chłopakiem równocześnie miałam też problem w domu, ponieważ mój tata chciał zostawić moja mamę. Od tamtej pory bardzo się zmieniłam ciężko mi zaufać ludziom, mam problemy z rozmową było mi z tym bardzo ciężko lezalam w domu całymi dniami bałam się wyjść do sklepu ponieważ musiałabym wtedy się do kogoś odezwać. W tamtym roku miałam bardzo dziwne stany nagle bez powodu robiło mi się strasznie smutno i zaczynałam płakać zdarzało mi się to kilka razy, w międzyczasie zaczęłam nowy związek, który bardzo dużo mi dał. Nie boję się już wyjścia do sklepu, pojechania autobusem, załatwienia pracy czy innych spraw przestałam się samookaleczać i nie mam w ogóle ochoty tego robić. Moim problemem są teraz nawracajace stany smutku w ostatnim czasie również płaczę codziennie bez powodu, nie mam ochoty na nic nie potrafię się zmobilizować żeby załatwić swoje sprawy, też nie odczuwam czasami żadnych emocji i czuję jakbym była oderwana od rzeczywistości ciężko to wytlumaczyc jakbym sobie żyła sama a wszyscy wokół prowadzili osobne życie jakbym nie była częścią tego świata jest to dla mnie uciążliwe i nie wiem co mi dolega i jak to zmienić kiedyś uważałam że poradzę sobie ze wszystkim sama ale chyba dojrzałam do tego żeby poprosić o pomoc. Mam też problem z przyjmowaniem krytyki odbieram ja często jako atak, mam wrażenie że ktoś mnie mnie lubi. Od dawna mam też problemy z koncentracją i pamięcią. Często też zdarza mi się odczuwać pustkę w głowie i samotność brakuje mi ludzi ale nie potrafię nawiązać nowych znajomości. Wiem, że bardzo chaotycznie to wszystko jest napisane ale potrzebuje pomocy teraz.
  14. Jesteśmy razem ponad pół roku on nigdy jeszcze nie powiedział mi, że mnie kocha. Ja mu też nie powiedziałam bo myślę że on tego nie czuje. Jestem i czuje się niepewna w związku. Gdy ja mu mówię czułości on mnie przytula i całuje w czoło np ale sam nigdy nie mówi mi jakichś pieszczotliwych słów. Raz w całej"karierze" związku powiedział mi że się stęsknił. Ja nigdy mu takich rzeczy nie mówię choć bym chciała, bo widzę, że on się wtedy wycofuje. Ostatnio jego kumpel powiedział nam że zerwał z dziewczyną bo jej nie kochał po czym gdy mój facet to usłyszał od razu pocałował mnie w czoło. Nie wiem czy miał poczucie winy czy co.. Kiepsko się czuje przez takie zaloty, tym bardziej że mam już swoje lata (27) i nie che być wykorzystywana. Ile czekać na te słowa...
  15. Witam Mam 39 lat, jestem zamężna od 23 lat (mąż ma 43 lata) i mamy dwie córki. Kochamy się bardzo. Mieliśmy problemy : Ja byłam zbyt zaborcza i ograniczałam mężowi kontakty, spotkania (tzn za długo, za często) i przestał gdziekolwiek wychodzić bo niby pytają: będziesz, żona cie puści? Więc woli w ogóle nie wychodzić. On nie chciał z nami nigdzie wychodzić ( ani z dziećmi na plac, na wycieczki). Mówił ze nie lubi wychodzić bo jest zmęczony a ja byłam zła o to że lubi wychodzić tylko nie z nami. Jedynie spotkania ze znajomymi wchodziły w grę. Ogólnie wybaczaliśmy sobie te rzeczy i wydawało mi się że byliśmy szczęśliwi. 7 lat temu mąż zaczął pracować z koleżanką i ogólnie wszystko było ok. Ona była zastępcą kierownika i siedziała w pokoju z kierownikiem a on z innymi w drugim pokoju. 3 lata temu nastąpiła reorganizacja, kierownika wyrzucili a ona zaczęła być kierownikiem. Wszyscy koledzy zaczęli zabiegać o jej względy (mój mąż także). Ona jest mężatką. Potem zaprzyjaźnili się. Mąż zabierał ją na imprezy, później zaczęła nas odwiedzać z mężem, wszyscy zaczęlismy się przyjaźnić. Tylko że spotkania wyglądały tak, że jej mąż i ja byliśmy zajęci naszymi dziećmi a oni byli nierozłączni.W pracy byli, po pracy dzwonili do siebie a jak słyszeli cos fajnego to do siebie wysyłali. Prosiłam żeby ostudził relacje a on zapewniał ze tylko fajnie sie bawią i lubią (ona jest mega imprezowa) a mnie kocha.Na jednym spotkaniu powiedziała mu ze jest najgorszy w pracy i się strasznie wsciekł wyzywał brzydko a ona za nim chodziła i go przepraszała (5 godz wieczorem i 5 godz następnego dnia). Ciągle mówił ze oni nic nie umią itp a jak sie spotykalismy to było cudownie. Na imprezach z innymi znajomymi nie odstepowała go na krok, on uciekał do innej grupki a ona za nim. Kłócilismy sie o nią co tydzień i ciągle to samo, ja że ma ostudzić ,on ze nic się nie dzieje a relacja sie zaciesniała. Jak była smutna i sie oddalała to on za nią szedł i siedział ile chciała. Ze mna na imprezach tak nie robił. Jak wracał z pracy to smutny, całował i przytulał na siłe (mówił ze przez to że ciosam mu kołki na głowie) a z nia rozpromieniony usmiechnięty. W pracy zaczęli o nich plotkować ze mają romans. Jej mąz mi mowił ze przesadzam. Rozmawiałam z nią, mówiła ze to tylko przyjaźń. Raz mąż miał dość, to chciał zmienic dział i zaczął ją bardzo obrażać chyba zeby sobie ją obrzydzić potem prosił żebym wszystko wyprostowała i ona mu najgorsze obelgi wybaczyła. Wyjechalismy w czwórkę na kilka dni. Na zdjęciach mąż patrzył na mnie z pogardą a na nią z uwielbieniem. Siedzielismy sobie na kocu zaczęłąm jej malowac z nudów na stopie bo tak sie bawie z moimi dziecmi. Mąż wypił wieczorem i patrzac na nia zapytał : czy mogę się przytulić do twojej stopy? Potem zaczął przekrecać bo zoorientowal sie ze siedze obok. Podobno nic nie pamieta. Ona na kolejnym spotkaniu jak wszyscy wychodzilismy a on został u nich w mieszkaniu to powiedziała:tylko nas nie okradnij(niby żart). On sie wkurzył wyzywał od najgorszych. Ona mu wybaczyła. Na ostatniej imprezie ona znowu go okupowała my sie pokłócilismy i wyszedł sie przejsc. Ona za nim poszła ale go nie znalazła. Na drugi dzien mąz poszedł do sklepu po papierosy, ona pobiegła za nim. Długo nie wracali i nie odbierali telefonu. Jak sie dodzwoniłam powiedziałam tylko ze chce rozwodu. Za jakis czas pojechałam ich szukać i ona go przytulała(niby pocieszała). Powiedziałam: idźcie się przespać w krzaki. Ona już do nas nie weszła. Powiedziała ze czeka na męża pod autem. Mąz nakrzyczał na mnie ze gościa wyrzuciłam itd. Poszłam po nią i ona nie chciała przyjsc. Jak pojechali to darł sie na mnie i wyzywał że jak ja mogłam ją tak potraktować. Wyszłam na spacer a jak wrociłam to zobaczyłam w jego telefonie wiadomosc do niej:przepraszam, kocham a ona:też. Tłumaczyli ze to tylko po przyjacielsku. Nie zdradzili nas fizycznie. Ona sie przyznała ze zakochała sie w nim. Jego przyjaciel, który ja zna i bywał u nas i jej mąż przyznali mi rację ze nie mam urojen i od początku miałam. On chce ze mna byc a ona z mężem. Ja nie chce zeby zmieniał pracy ani działu bo kocha tą pracę, bedzie miał do mnie żal ze znowu go czegoś pozbawiłam i nie ma już nic. On mówi ze chce tą pracę rzucić. Czy ja przesadzam? Czy to była przyjaźń a ja przesadzam? Co powinnam mu doradzić?
  16. Jestem w 8letnim związku. Mamy ogromny kryzys. Moj partner ma pewne oczekiwania wobec mnie których nie spełniałam przez tyle lat bo nie rozmawialiśmy o tym. W końcu się ulalo i wiem co go boli. Staram się to naprawić ale on boi się ze nie wyjdzie. Nie może patrzeć na to jak mnie rani, nie wie co robić. Kiedy rozmawiamy, obydwoje płaczemy. Ja nie mam do kogo się odezwać prócz rodziny. Nie radzę sobie. Jeżeli ludzie się kochają są w stanie zrobić wszystko. Zapytałam go czy możemy dać sobie chwilę oddechu od siebie i żeby jeszcze nie zabierał swoich rzeczy odpowiedział że nie mówi nie. On jest dla mnie wszystkim. Boję się bo powiedział mi że myślał o tym który most wybrać bo tak mu ciężko że mnie tak zranił. Ja jestem w stanie zrobić wszystko, żyje nadzieja ze ten oddech od siebie coś zmieni. Nie mieliśmy ostatnio tak długiej rozłąki. Stwierdziłam że może jak minie jakiś czas, zatęskni. Nie rozumiem tego jak się kogoś kocha to można wszystko zrobić. Boję się że go stracę. Nie mam pracy, planowałam z nim swoją przyszłość, oświadczył się mi. Jestem w rozsypce, tęsknię. Nie wiem ile czekać i czy to coś da.
  17. kobieta,36 lat Jestem od niedawna „macocha” dla dwóch córek mojego męża . Mają 5 i 12 lat ( mają dwie różne matki ) . Dopiero uczę się odnajdywać w tej sytuacji i czasami bywa ciężko … ale generalnie nurtuje mnie jedna sprawa. Czasem któraś z nich mówi do mnie „kocham Cię „ . Nie wiem jak mam wówczas zareagować. Nie chce odpowiadać Kocham Cię bo tak nie jest. Na te chwile ja te dziewczynki jedynie akceptuje, godzę się z tym, że są i będą w moim, naszym życiu, ale nie czuje do nich żadnych górnolotnych uczuć. Jak mogę odpowiedzieć, zareagować na takie słowa z ich ust … wiem, ze dzieci często nadużywają słowa Kocham Cię w zależności od sytuacji … ale mi jest głupio zwłaszcza jak mówią to przy kimś a ja nie wiem co odpowiedzieć .. pozdrawiam
  18. Moja mama od niedawna ma I stopień niepełnosprawności (pogłębiająca się wada wzroku), a teraz dodatkowo cierpi z powodu zwyrodnienia stawu biodrowego. Miała mieć operację w tym roku, ale lekarz przesunął ją ze względu na osłabienie po covidzie. Mama już praktycznie nie widzi i nie chodzi - głównie leży lub czasem siedzi na łóżku. Całymi dniami słucha tylko radia (kiedyś bardzo dużo czytała z racji zawodu). Jedyną osobą, która sprawuje opiekę nad mamą, jestem ja. Siostra mamy, która mieszka na drugim osiedlu, odmówiła wszelkiej pomocy (pokłóciła się ze mną, a to odbija się na mamie). Ta sytuacja trwa od ponad pół roku, a ja jestem już wykończona psychicznie. Ukończyłam dwa prestiżowe kierunki studiów. Pracowałam w zawodzie. Pandemia przerwała pracę i w zeszłym roku, w marcu wróciłam do domu rodzinnego. Miałam być tutaj tylko przez chwilę. Mama stale jęczy z bólu, płacze, jest zła albo totalnie zobojętniona. Od 1,5 roku nie mam kontaktu ze znajomymi (prócz przyjaciółki; druga odwróciła się ode mnie, bo chyba była zmęczona zmianą mojego życia na nudne i smutne). Skończyłam drugie studia, rozstałam się z chłopakiem (związek intensywny, a rozstanie burzliwe). Od kilkunastu miesięcy o niczym innym nie marzę , by tylko wyjechać choć na kilka dni gdziekolwiek. Odetchnąć i nabrać sił. Czasem wybucham (coraz częściej mi się to zdarza) i krzyczę do mamy, żeby sprzedała ten dom (jak sugerowała jej kuzynka), a pieniądze będzie miała na comiesięczne opłacenie Domu Opieki. Opiekunka odpada, bo musiałaby zamieszkać razem z mamą, a aktualnie nie stać nas na to. Z kolei opiekunka środowiskowa przychodziłaby zbyt rzadko w stosunku do tego, ile mama tego potrzebuje. Raz mama powiedziała coś w rodzaju: "Tak, jak rodzice zajmują się dziećmi, kiedy są małe, tak dzieci zajmują się rodzicami na stare lata, tylko jakoś ciężko im to przychodzi" czy jakoś tak. Kiedy buntuję się, mówię, że chciałabym żyć normalnie słyszę: "nie bój się, ja już długo nie pożyję". Jest też płacz i proszenie, bym nie mówiła jej kolejny raz o tym, jak mi ciężko, bo ona to wie, ale co ma zrobić - "Mam się zabić?" lub "Przepraszam, że żyję". Wtedy dopada mnie wściekłość, bezradność i mam wrażenie, że kompletnie mnie nie rozumie, tylko skupia się na sobie. Dodatkowo zauważyłam w ostatnim czasie, że kiedy na coś odpowiem ze złością, z pretensjami, kwituje: "Dobrze, będę żyła o chlebie i wodzie", "Poproszę ciotkę o pomoc, żeby przynosiła mi obiady" (odmówiła jej wszelakiej pomocy w maju przez tel. już czterokrotnie), "Przepraszam, że ośmieliłam się spytać". Wtedy też mama dodaje, że jej siostra nie pomaga, bo wie, że ja jestem i że mogę wyjechać "Przynajmniej nikt nie będzie miał do mnie o nic pretensji". Wówczas też odnoszę wrażenie, jakby mną manipulowała. Jest jej wygodnie ze mną i czuje się bezpiecznie, a o ciotce zaczyna mówić, by doprowadzić mnie do szału (nie mogę jej wybaczyć, że zostawiła nas w takiej sytuacji). A kiedy jest wszystko dobrze, słyszę: "Myślisz, że ciotka by tak chodziła ze mną po tych wszystkich lekarzach, załatwiała transport, podawała tak te leki, przestrzegając jeszcze godzin, jak ty to robisz?" Kiedy pojechałam na niespełna jeden dzień rowerem nad jezioro 15 km (wszystko poszykowałam) mama rozpłakała się, bo tak czuła się bezradna i niesamodzielna. Bała się, że nie poradzi sobie. Wróciłam po kilku godz. Przez całe lato jeździłyśmy po różnych lekarzach. W międzyczasie mama dodatkowo zachorowała na krwotoczne zapalenie żołądka, spowodowane ilością leków przeciwbólowych, które brała. Do szpitala nie chciała iść, choć lekarz sugerował, bo "nie widzi i nie poradzi sobie", więc leczyłam ją samodzielnie. Ile razy upadła na podłogę... Była tak słaba. Widzę, że wszystkie takie sytuacje sprawiają, że czuję się kompletnie bezradna i jest we mnie coraz więcej gniewu. Ja wegetuję. Razem z mamą. Jestem młoda, wykształcona, atrakcyjna. I siedzę w domu. Najbardziej jestem przerażona faktem, że to się nie zmieni. Nie wrócę do pracy w zawodzie, nikogo nie poznam, nigdzie nie pojadę na wakacje. Wcześniej byłam osobą bardzo aktywną, towarzyską... Tak żyję bez przyszłości. Każdy dzień jest taki sam. Moi byli partnerzy, znajomi zakładają rodziny. Ja stoję w miejscu. Boję się, że cała młodość mi minie i obudzę się w wieku 40 lat bez niczego. Chciałabym żyć po swojemu, samodzielnie. A zaraz kiedy tak pomyślę, mam wyrzuty sumienia, że przecież kocham mamę najbardziej na świecie i najważniejsze, że wyszła z covida, kiedy tak bardzo bałam się o nią i modliłam, by jak najszybciej wróciła do domu...
  19. Witam Pisze w sprawie dolegliwości, które odczuwam. Od dziecka byłam dość energiczna dziewczynka, miałem problemy z koncentracja. Z latami zaczęło to pogłębiać się. Dochodziły male wybryki, ciągle nudzenie się na lekcji, poczucie niskiej samooceny gdyż wiedziałam że robię źle wagarujac czy też inne rzeczy jednak robiłam to. Cały czas czułam się głupio, mimo nauki moje oceny nie były jakoś bardzo źle, ale mogły być lepsze. Można powiedzieć że zawsze słyszałam: skup się, bardziej się staraj. Ja sama od siebie czułam że zawsze pod górkę. Ale latka leciały i gdzieś było to chowane pod dywan gdyż nie sprawiałam takich kłopotów aby mogłoby to wzbudzić jakieś większe podejrzenia. Nie umiem mówić o swoich emocjach problemach, nie umiem poskładać je w całość by wyrazić co czuje. Dlatego też nigdy nie rozmawiałam o tym, że staram się ale mi naprawdę nie wychodzi. Do tego dochodzi pochopne decyzję, ciągle ruszanie się, dużo energii. Widzę to jako same plusy, ludzie przyzwyczaili się do mojego chaotycznego stylu życia, lecz nie ukrywam zaczyna być to niewygodne gdyż przeszkadza mi w utrzymaniu pracy i kontroli nad własnym życie. Szybko się nudzę, przechodzę z jednego hobby do drugiego a prace utrzymuje co najwyżej pół roku. Od lat w sposób zartobliwy mówiono na mnie niezdiagnozowane ADHD. Ale teraz w moim życiu zaczęłam głębiej się nad tym zastanawiać. Zdarzają się takie dni, że jest druga w nocy i dostaje napływ energii i muszę iść sprzatac. Dlatego piszę tutaj, gdyż nie wiem czy dobrze szukam pomocy czy mam wybrać się do specjalisty w kierunku ADHD? Chodzi o to, że kiedyś ten chaos który mam nie przeszkadzał mi, ale gdy zaczęły wynikać z tego konsekwencje zaczyna być to niewygodne. Dodam też, że to bardzo śmieszne ale gdy coś robię,, niepowaznego" nie widzę żadnych konsekwencji. Po prostu to robię.
  20. Czy psycholog byłaby w stanie jakoś wpłynąć na czas oczekiwania wizyty u psychiatry? Byłam rok temu u psychologa raz i poleciła mi iść do psychiatry, bo stwierdziła że potrzebne mi są leki bym mogła korzystać z terapii u niej (to prawda, nie potrafiłabym mówić jej o trudnych rzeczach w obecnym stanie i sama jej to wtedy oznajmiłam). Ale wizyta u psychiatry czeka mnie dopiero w lutym 2022, a nerwica, fobia społeczna i depresja sprawiają, że cierpię i dobija mnie to strasznie. Nie stać mnie na wizyty prywatne ani na wizyty w innym mieście. Ostatnio zastanawiałam się, czy ta psycholog nie miałaby możliwości czegoś zrobić, by termin wizyty stał się mniej odległy, ale nie mam pojęcia, czy dobrze myślę. Skierowania nie wypisze, bo do psychiatry go nie trzeba, więc tak właściwie nie wiem, bo by miała zrobić, ale na nic innego nie wpadłam. Co pan/pani o tym sądzi? Psycholog mi pomoże? Czy może jest jakieś inne wyjście?
  21. Mam 19 lat, jestem do 3,5 roku w związku z chłopakiem którego bardzo kocham. Problem polega na tym, że nigdy nie doznałam przyjemności z seksu, już nawet nie myślę o orgazmie, tylko o zwykłej przyjemności. Nawet sama sobie nie mogę zrobić dobrze, bo po paru minutach odpuszczam, bo widzę, że to mi nie sprawia przyjemności i do niczego nie prowadzi. Nie mam i nie miałam ochoty na seks, ani na masturbację, co jest dosyć dziwne dla mnie, bo powinnam w tym wieku tego potrzebować... miałam nawet myśli, czy nie jestem może aseksualna, lub ewentualnie czy może jest to przez jakieś hormony? Dodam, że od 4 miesięcy biorę tabletki hormonalne. Gdyby brak libido pojawił się po zaczęciu brania tabletek, to właśnie pomyślałabym że przez to, ale ja libido nie mam od zawsze, a chciałabym mieć...
  22. Cześć, Mam 22 lata i od jakiegoś czasu jestem w rozsypce. Ostatnio miała dwa ataki paniki jednej nocy. Wcześniej, z tego co analizowałam, takie atak miałam może raz i był on bardzo krótki. Wówczas nie znałam jeszcze definicji ataku paniki i dosyć szybko o nim zapomniałam. Wracając, od jakiegoś czasu czuję się bardzo źle psychicznie. Jestem przygnębiona i nie potrafię wyobrazić sobie siebie szczęśliwej lub siebie w przyszłości. Mam dziwne uczucie, że nie ma dla mnie miejsca na tym świecie. Wynajmuję pokój, ponad rok temu wyniosłam się z domu rodzinnego, odcinając się tym samym od toksycznych ludzi. Od 3 lat mam przyszywaną mamę, która, że tak powiem wzięła mnie pod swoje skrzydła i mnie wspiera. Rozmawiałam z nią o tych atakach. W zasadzie to mama powiedziała mi, że to były ataki. Poczytałam i zgadza się. Jak pisałam wyżej, nie potrafię znaleźć sobie miejsca i czuję ogromną samotność (mieszkam z właścicielami domu). Przeraża mnie ta samotność i to, że któregoś dnia będę musiała iść na swoje i wynająć jakieś mieszkanie. Jest to dla mnie nierealne, ponieważ nie umiem psychicznie odnaleźć się bez innych ludzi. Zdarza mi się miewać myśli samobójcze, ale szybko wyrzucam je z głowy. Miałam mały przedsmak tego, co będę czuła. Ponad tok temu wynajęłam bez namysłu mieszkanie na szybko, zaraz po tym jak spakowałam swoje rzeczy z domu rodzinnego. Będąc w tym mieszkaniu non stop płakałam i nie mogłam się uspokoić. Czułam jakiś dziwny lęk. Nie jadłam, nie miałam ochoty na nic, tylko leżałam. U mamy niestety nie mogę zamieszkać z różnych powodów prawnych. Chciałabym normalnie funkcjonować, umieć być sama ze sobą jak kiedyś; nie bać się samotności, ale na ten moment to wydaję się być zupełnie nierealne. Dodam jeszcze, że pracuję sprzedając pamiątki u mojej mamy właśnie, ale od pół roku przez sytuacje w kraju musieliśmy zawiesić działalność. Mama bardzo mnie wspiera, jednak obawiam się powiedzieć jej tego jak się czuję, ponieważ jest bardzo silną, odporną psychicznie osobą i boję się, że mnie nie zrozumie. Naprawdę staram się jak mogę, żeby utrzymać się w ryzach i należę do osób twardo stąpających po ziemi, a pisząc to mam łzy w oczach przez to co się ze mną dzieję. Przepraszam za chaotyczność.
  23. Mam 24 lata, z moim chłopakiem jesteśmy 2 lata razem. Mam duży problem z agresją, chociaż jest to chyba za duże słowo. Chodzi o to że często na niego krzyczę, ja przez to nie mam niczego złego na myśli po prostu taka jestem ale jemu bardzo to przeszkadza co mnie nie dziwi ale chciała bym to zmienić, prosiłam go nie jednokrotnie że jeśli krzyczę to żeby po prostu też mi pomógł i o tym mówił bo ja tego nie kontroluje, dla mnie to jakby normalne nie widzę kiedy to robię. Kolejna sprawa jest moją chora zazdrość. On ma dziecko z inną kobietą nigdy mi to nie przeszkadzało że chodzi do dziecka że spędza z nim czas, wręcz przeciwnie zawsze bardzo się cieszę że tam chodzi. Często czytałam jego wiadomości z tą dziewczyną z ciekawości po prostu ale zaczynam mieć głupie podejrzenia pewnego dnia przyszedł od dziecka i pachniał damskimi perfumami tłumaczył się że to były perfumy jego syna i w sumie faktycznie nie były one typowo damskie więc mogło mi się to wydawać. Wiem że mnie nie zdradza i nie robi nic złego tam ale w środku mnie po prostu aż kręci jak sobie pomyślę że jednak mogło by coś być. Dodam jeszcze że ona nadal coś do niego czuje kiedyś dostawał od niej dziwne smsy czy on ja jeszcze kocha. On jest osobą która mi o niczym nie mówi, nie powie że musi kupić coś synowi czy co kolwiek takiego, dlatego też często czytałam jego smsy bo gdybym nie czytała to by mi niestety nie powiedział. Po półtora roku bycia razem jego rodzeństwo wyglądało mi się że on ma prawdopodobnie drugie dziecko, rozwaliło mnie to od środka bo oczywiście mi o tym nie powiedział i mimo tego że wiedział że ja już to wiem to przez parę dni miał problem sam mi o tym powiedzieć, musiałam to jakby wydusić z niego. Jest to przykre i smutne że po takim czasie nie powiedział mi o tym, dodam jeszcze że mieszkaliśmy już razem więc jakby ten związek był już dość poważny więc raczej powinnam o tym wiedzieć od samego początku. Chociaż u nas bardzo szybko to wszystko się potoczyło między nami więc też trochę rozumiem to że było mu już z czasem coraz ciężej powiedzieć mi o tym. A jak zapytałam dlaczego mi o tym nie powiedział to odpowiedział że bał się że nie będę go chciała z taką przeszłością. Dowiedziałam się pół roku temu o tym on do tej pory nie złożył nic o zrobienie testów DNA czy faktycznie jest to jego dziecko, nie robi nic. Ja już po prostu nie daje rady psychicznie z tymi myślami. Kolejna sprawa jest to że przychodzi z pracy i odrazu siedzi w telefonie, pół dnia mi pisze że chce już do mnie że chce się przytulić i takie tam a jak przychodzi to mnie ma głęboko w dupie siedzi i gra, codziennie zwracam mu uwagę o telefon i codziennie mi robi awantury że on nie ma kiedy grać. A czas na mnie? Jest go już coraz mniej. Jak go poznał byłam w szoku że jest taka osoba która w ogóle nie siedzi w telefonie a teraz jest po prostu od niego uzależniony. Mam wrażenie że woli siedzieć w telefonie grać czy przeglądać ładne dziewczyny na Instagramie czy tiktoku niż siedzieć ze mną i myślę że to wszystko ma związek z tym że cały czas krzyczę i się unoszę. Co mam robić?
  24. Witam. Potrzebuje wsparcia ,pomocy ,rady czegokolwiek..byle bym mogła uporać się z własnymi myślami. Opisanie całej mojej sytuacji zajęło by długo , spróbuję napisać w skrócie co się dzieje. Samo mówienie o tym,pisanie doprowadza mnie do płaczu , i tracę siłę do życia . Mam 22 lata , trójkę dzieci w tym pierwsze dziecko (córka 4 lata ) jest z pierwszego związku i małżeństwa które trwało rok.. Od trzech lat mam chłopaka ,bardzo go kocham ,nie wyobrażam siebie życia bez niego , poznał mnie gdy byłam w totalnej rozsypce (rozwód ,mój tata w zakładzie karnym ,ciężkie dzieciństwo) , zaakceptował i pokochał moją córkę , po roku czasu pragnął ,bym z nim zamieszkała, z czasem pojawiły się dwie córeczki bliźniaczki. Jego rodzina była szczęśliwa z wyjątkiem jego matki ;( Jego mama wogóle nie akceptuje mojej córki , przez te trzy lata traktowała ją obojętnie ..lecz teraz jest jeszcze gorzej, przez jej zachowanie uciekałam z ich domu już cztery razy i wracałam bo obiecywała że wszystko się zmieni , przepraszała itd . Niedawno uciekłam znowu i wróciłam po tygodniu bo mój chłopak twierdzi że jestem jego miłością i jego całym życiem ,lecz ostatnio słucha swojej matki i wierzy we wszystkie kłamstwa jej . On pracuje w delegacji więc wraca na weekend a całe 5 dni jestem sama z nią i w tym czasie Ona zapowiedziała że nigdy nie będę szczęśliwa, że mam wy******lać z jej domu z tym ,,najduchem"( moją córką) , że jak ją zobaczyć w kuchni albo łazience to jej łeb ukręci , że ją udusi na spaniu , mówiłam to chłopakowi ,on stwierdził że ona tylko tak gada. Ja płaczę codziennie bo już nie daje rady, głupie myśli krążą po głowie,wiem że muszę być silna dla dzieci ale nie potrafię nie przejmować się,tak bardzo bym chciała być szczęśliwa z ukochanym i z naszymi dziećmi ale jego matka nie daje mi żyć ..wymysla i opowiada przy nim że jestem ku**a, że do niczego się nie nadaje ,że w chlewie ,w oborze mnie chowali ..nie mogę paznokci malować ,wogóle nie mogę makijażu mieć bo zaraz lecą teksty że kurwienie się umalowałam .. wszystko co robię jest źle .nie wiem co mam zrobić. On narazie nie chce się wyprowadzić że względu na brak pieniędzy ..i co począć? Proszę o pomoc !
  25. Dzień dobry, przychodzę z problemem, który sprawia, że nie mogę znieść sama siebie. Mam problem ze stosunkiem do własnego zdrowia. Krótko mówiąc są we mnie dwa wilki- oba niespełna rozumu. Ale od początku. Choruję na PCOS, co wiąże się z tym, że miesiączka pojawia się rzadko, a jak już się pojawi to trwa dwa tygodnie. Zwykle wystarczą tabletki, wszystko się normuje i wtedy wilk hipochondryk przegrywa z wilkiem mającym na wszystkie wywalone, a ja żyję sobie jak gdyby nigdy nic, aż znów pojawia się problem i dowodzenie przejmuje lęk przed chorobą. Tym razem panika spowodowała, że wybłagałam wizytę u ginekologa na jutro. I oczywiście nie mogę znaleźć sobie miejsca, bo oczyma wyobraźni widzę siebie w trumnie i panicznie boję się diagnozy, chociaż te moje resztki rozsądku próbują opanować chaos w głowie i racjonalizować to wszystko. Że już tak miałam, że wystarczą tabletki, że hormony sprawiają, że się zachowuję jak panikara, że naprawdę nie dzieje się nic strasznego. Ale to nie pomaga. Stresuję się do tego stopnia, że dziś nic nie jadłam, boli mnie głowa, chodzę i płaczę i zamiast cierpliwie poczekać na to, co powie lekarz, to ja już wmawiam sobie raka wszystkiego i zastanawiam się, kto się zaopiekuje moim dzieckiem. Czuję, że nerwowo nie wytrzymam do wizyty, mam ochotę tylko płakać. Wstydzę się sama przed sobą takiej postawy, ale nie umiem inaczej. Toczy się we mnie wewnętrzna walka. Nawet kiedy chcę myśleć pozytywnie, to karcę się za to w głowie w obawie, że przecież zawsze myślę negatywnie i wychodzi ok, więc jak teraz będę spokojna to na pewno spotka mnie jakaś przerażająca diagnoza. Jak nad tym zapanować?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.