Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'kobieta'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Cześć Wam forumowicze! Bardzo proszę Was o pomoc. Poznałem na początku lipca kobietę, odrobinę młodsza ode mnie, przez pewną aplikację randkową. Sporo pisaliśmy, przeszliśmy na jakiś inny komunikator, spotykamy się od końca lipca. Jestem człowiekiem szczerym i prawdomównym więc oczekuję tego od innych ale.... Kilka razy znikała, mówiła, że jedzie do rodziców do innego miasta, albo oni przyjeżdżają do niej, a to z koleżanką na piwo idzie albo ktoś z rodziny. Nie podejrzewałem niczego złego, jednak mam podstawy kute u, żeby sądzić, że nie jest szczera, np nie pojechała nigdzie, nikt z rodziny u niej nie był. Czasami potrafi być tak, że znika w piątek wieczorem, nie odpisuje na wiadomości a po powrocie nie odpowiada, niczego nie tłumaczy, ja również nie pytam bo to przecież banał, gdyby chciała to powiedziałaby, co się stało. Znika w piątek, pojawia się w sobotę wieczorem albo w niedzielę. Co ciekawe, kiedy się pojawi to gdzieś zaprasza albo mamy już wcześniej coś ustalonego. Spotykamy się niezbyt często. Kiedyś był to zwykły tydzień, teraz przeszliśmy na weekend. Ostatni piątek i sobotę spędziliśmy razem a w niedziele wieczorem zniknęła. Jeśli znika to jest w jednym miejscu, co potwierdzają pewne źródła. Pytałem, czy coś się zmieniło, i gdyby tak się stało to proszę, żeby mi powiedziała. Tak na prawdę, to luźna relacja ale z mojej strony są pozytywne emocje wobec niej, szanuję ją ale czuję oszustwo. Od pewnego czasu mniej piszemy, "ona nie potrzebuje ciągłej atencji...". Tydzień po tym, jak się poznaliśmy zniknęła pierwszy raz u rodziny, niczego złego nie przeczuwałem, po kolejnym tygodniu również bo była rewizyta ale to wszystko jest szyte grubymi nićmi i sorry ale nawet emocjonalny imbecyl, jakim bywam to rozpozna. Mam wrażenie, że ta relacja opiera się na podtrzymaniu status quo, ja nie pytam, relacja trwa. Czy nie uważacie, że ona spotykała się z kimś wcześniej niż się poznaliśmy i trafiłem do maszyny losującej? Dlaczego znika gdzieś, kłamie a po tej jakby nic umawia się ze mną, spotyka? Jak podejść do tego tematu? Jaka jest Waszą opinia? Bardzo proszę Was o pomoc. Dziękuję i pozdrawiam M
  2. Dzień dobry Szanowni, Mam na imię..... powiedzmy, że Mensiour. Jestem w pierwszej połowie czwartej dekady życia, czytaj 30+ ale 35-. Sprowadza mnie tutaj sytuacja, której nie jestem w stanie samodzielnie rozebrać do końca. Ufam, że doświadczenia i przeżycia forumowiczów pomogą rzucić odrobinę światła na ten "banalny" temat. Udanego dnia M
  3. Ostatnie kilka miesięcy to same kosze od kobiet i chciałbym zapomnieć, że one wogole istnieją. Nie mogę na nie patrzeć już mnie mdli jak one szukają kontaktu wzrokowego. Tak jak cały dzień zapominam, tak dzisiaj pojechałem nad wodę i było ich tam pełno, wiedziałem że będzie pełno. Szukałem ustronnych miejsc, ale one się pojawią wszędzie nawet za krzakami cię znajdą.
  4. Hej. Wybacz, że zawracam Ci głowę takimi pytaniami, ale nurtuje mnie to, że nie mam pojęcia co w takiej sytuacji zrobić. Zacznę może od tego, że chodzi o związek i wygląda to następująco, moja partnerka miała delikatne napady depresyjne, lecz nie dawała się namówić na leczenie, między nami wszystko układało się dobrze, aż nagle jednego dnia postanowiła mnie zostawić tłumacząc, że mnie kocha, a z nią jest coś nie tak i że bedac że mną ona mnie krzywdzi. Oglądając pewien film, zauważyłem, iż kiedy osoba z depresja próbuje mnie odrzucić nie powinienem brać tego do siebie. Widać w jej zachowaniu, że to co mowi jest prawdą i tutaj nasuwa się moje pytanie, co mogę zrobić, aby jej pomóc? Czy powinienem mimo wszystko naciskać i być przy niej czy poprostu zrobić to przy czym ona się uparła i odejść?
  5. Dzień Dobry, Jestem M., 31 letni mężczyzna z Warszawy. Pod koniec sierpnia podjąłem decyzje o rozstaniu z dziewczyną. Chciałem to zrobić po powrocie z urlopu, ale tak się sprawy potoczyły, że powiedziałem o tym na wyjeździe. Nie żałuje swoich decyzji i nie czuje żalu, ale kiedy powiedziałem, że chce zerwać, bo nie czuje tego uczucia i moja ex była mi obojętna (częściej niż czasami), to ona po jakimś czasie zaczęła mnie zmiękczać. Sam wyjazd wakacyjny super i dobrze się bawiłem, zawsze wyjazdy były super, ale od jakiegoś czasu bardziej traktowałem ją jako przyjaciółke niż partnerkę. Wiem, że piszę to nieskładnie, ale byliśmy kilka godzin na lotnisku i w samolocie - powiedziała, że to kryzys zdarza się, spróbujmy to przez terapie dla par od nowa poczuć. Wtedy na to pod wpływem emocji przystałem. Poszliśmy na dwa spotkania na terapie dla par i Pan terapeuta powiedział, że dobrze na zrobi spróbowanie być na stopie koleżeńskiej. Tylko im dłużej od zerwania, tym mi coraz mniej zależy, a jakoś nie potrafię definitywnie zerwać kontaktu. Czuję że mi to ciąży i mam mętlik w głowie - dwie myśli, spróbować odnaleźć to uczucie przez niezobowiązujące spotkania (szczerze, to ja do tego podchodzę bez oczekiwań i z poczuciem, ze nie jesteśmy razem) i drugie, żeby to całkowicie zerwać, zeby nie robić sobie wzajemnie nadziei. Widać, że jej bardzo, wciąż zależy i coś do mnie czuję. Ja tego nie czuję, ale mam taki charakter, że w większości sytuacji myślę o innych a nie o sobie. I dlatego czuję, że trochę pod jej wpływem godzę się na 'naprawę' ale to nie jest to czego chce, ale też nie potrafię, zrobić tego ostatniego kroku i zerwać kontakt. Czy macie jakieś wskazówki jak sobie poradzić z taką sytuacją? Jak dać sobie szansę na nowe życie? jak powiedzieć drugiej osobie, że to jest definitywny koniec i po mimo szczerych chęci do terapii i wskazówek od terapeuty dla par, dalej tego nie czuje? A nie potrafię budować relacji bez miłości, bez uczucia. A naprawa, po mimo duzego wysiłku, może tego nie odbudować. P.S byłem 6 lat temu w 5 letnim związku i to wtedy ze mną zerwała ex. Zrobiła to przez facebooka - cala historia to osobny post, ale podaję to tutaj, że wtedy ja, bo mi zależało, próbowałem wyciągnąć rękę z naprawą. Ale, wtedy kontakt się urwał i tak sie rozeszło po kościach. Dodatkowo czuję, ze cięży mi takie zawieszenie i wiem, że muszę coś wybrać i tego się trzymać. Ale jak wytrwać w swojej decyzji, bez wzgledu na emocje drugiej strony? Dziękuję za każdą wskazówkę i opinię
  6. Jestem już pełnoletnia, ale nadal mieszkam z czynnym alkoholikiem- ojcem. Matka pracuje za granicą, więc przez większą część roku nie ma jej w domu. Gdy byłam młodsza nalegałam żebyśmy się wyprowadziły, ale mimo, iż na początku się zgadzała ostatecznie zawsze rezygnowała, bo nie chciała mu zostawiać domu i innych rzeczy. Przez jakiś czas nie mieszkał z nami bo odsiadywał wyrok. Niedawno wrócił i nadal jako czynny alkoholik pije i awanturuje się. Teraz głównie stosuje przemoc psychiczną, choć wcześniej epizodycznie pojawiała się również przemoc fizyczna wobec wszystkich członków rodziny oraz molestowanie. Gdy matka jest w domu, z wyraźną intencją rozdrażnienia go dyskutuje z nim zawsze w opozycji do tego co on mówi, szczególnie wtedy gdy on jest pod wpływem alkoholu lub jest wyraźnie agresywny. Skutkiem tego codziennie, przez czas jej pobytu w Polsce, są awantury. Mam wrażenie, że ona robi to specjalnie, aby podkreślić, że powinna wyjechać do Niemiec, bo bez niej będzie wszystkim lepiej w domu ( oczywiście kiedy jej nie ma, on nadal jest agresywnym i pijącym alkohol człowiekiem, zmiana jest niewielka). Dodatkowo rozsiewa nastrój pesymizmu ( wierzy w spiski polityczne, końce świata itd), przesadnie dba o wygląd i chciała pozbyć się mojego psa podrzucając go do schroniska. Ale ma też dobre momenty, czasami potrafi być wspierająca i czułą osobą. Dodatkowo matka za każdym razem podkreśla, że musi wyjeżdżać za granicę ale nie chce przyznać, że jej główna motywacją jest to, że nie chce z nim mieszkać. Przez większość mojego dzieciństwa była raczej zimną i nieczułą matką. Często krzyczała, prowokowała sytuacje w których inni wybuchali gniewem, rozdrażniała ludzi nie wiedząc kiedy przestać, zawsze wynikiem tego ktoś wybuchał, po czym np. ja czułam, że powinnam ją przeprosić, ale ona nigdy tych przeprosin nie przyjmowała, twierdząc, że są niewiele warte. W związku z tym, że on jest osobą agresywną seksualnie ( molestował mnie i moja siostrę) często dochodziło do sytuacji, gdy ja z moją siostrą musiałyśmy bronić matki ( działo się to na przestrzeni kilku lat gdy obie byłyśmy w podstawówce i gimnazjum). Pomimo tego wszystkiego, matka broniła go w rozmowie z kuratorem sądowym i nigdy nie zgodziła się, aby policja zabrała go do izby wytrzeźwień. Ona również sabotuje wiele moich pomysłów podjęcia pracy, które zapewniłyby mi inne miejsce zamieszkania. Teraz, gdy ona jest za granicą, opisuje jak bardzo cierpi, że musiała mnie zostawić z alkoholikiem. I proponuje, że wróci do domu, chociaż wiem, że tego nie zrobi. Zrzuca podjęcie decyzji na mnie. A gdy ja nie chcę już z nią o tym rozmawiać ( ponieważ żadna z takich rozmów nic nigdy nie zmieniła), stwierdza, że jej nie pomagam. Twierdzi również, że gdybym się nie urodziła, ona zostawiłaby go. Pytanie : czy moja matka mną manipuluje? Podjęłam już kroki w celu przeprowadzki. Ale chcę się wyprowadzić sama, bez niej i bez niego. Jak psychologia tłumaczy jej zachowanie? Czy ona jest toksyczna? Chodzi o to, że ona wzbudza we mnie poczucie winy, sprawia, że czuję się złą osobą, mam wrażenie, że wymaga żebym się nią zajmowała. Czego ja już nie chcę robić, bo chciałabym mieć własne życie prywatne, mieć własną rodzinę, która mnie nie dołuje, nie sabotuje moich znajomych, decyzji, ani pomysłów. Czy ja jestem złą osobą? Czy muszę się nimi zajmować tylko dlatego że jestem ich dzieckiem? Te pytania mogą się wydawać głupie, ale czuję, że mam zachwiany obraz świata, potrzebuję kogoś, kto mi powie co jest normalne.
  7. Witam, Piszę, ponieważ sam nie wiem jak odbierać obecną sytuację. Jesteśmy z żoną 4 lata po ślubie. Teoretycznie nie jest źle. Jakoś się wszystko układa, tylko niestety często dochodzi do sytuacji, że kłócimy się. Żona jako dziecko przeszła dużo ponieważ straciła siostrę, dodatkowo matka miała i aktualnie również czasami zdarza się, że ma problemy z alkoholem. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że często kłótnie wychodzą z błahych tematów. Jestem osobą raczej skrytą w sobie i nie okazuje emocji i problemów jakie mam. Wolę to trzymać w sobie. Jednak co raz częściej mam myśli czy to wszystko ma sens (małżeństwo). Do zbliżeń dochodzi bardzo rzadko. Jeżeli mam ja na coś ochotę to często jest tak, że wystarczy, że zbliżę się to od razu tekst typu "dziś nic więcej nie chcę", (pomimo, że jestem facetem to takie sytuacje bolą) ale jak przychodzą dni kilka przed okresem to wtedy buzują u niej hormony i to ona naciska, ale szczerze mówiąc ja nie mam ochoty, ponieważ w innych sytuacjach czuję się odrzucony. Wspominałem kilka razy o dziecku to cały czas mówi że jeszcze nie, może za rok, może za dwa. Mam już 31 lat, żona 29. Dla mnie jest to odpowiedni czas. Tym bardziej że oboje mamy stabilne prace. Zapewne sporo jest w tym wszystkim mojej winy, ponieważ pomimo że jestem raczej skryty w okazywaniu uczuć to mam "wadę" że lubię żartować. Zdarza się, że załapie jakiś temat i sobie żartuję. Ona wie o tym, ale mimo wszytko z tego też wychodzą kłótnie. Próbuję z tym walczyć i nie żartować. Kolejny temat... Odnoszę cały czas wrażenie, że ciągłe się mnie czepia. Musi byc zawsze na jej. Nawet w głupich sprawach, gdzie pokazuje argumenty, że nie ma racji. To zawsze i tak szuka wymówek które są po prostu głupie na to, żeby zostało na jej. Praktycznie zawsze to ja ustępuje. Mocno denerwują mnie sytuację, gdzie nie może np. zrozumieć że mam specyficzny charakter pracy (jestem żołnierzem) i moja praca to nie praca a służba. Wiele razy czepia się mnie, że nie mogę zaplanować czegoś do przodu ponieważ różne sytuacje mogą się wydarzyć. Takich sytuacji i przykładów mogę wymieniac wiele jednak nie chodzi o to. Mam jednak co raz częściej myśli czy to wszystko ma sens? Jeżeli mam być szczery to jestem tym zmęczony. Wracając z pracy czekam tylko o co tym razem będzie kłótnia. Siedząc czasami dochodzę do wniosku że ja nie chcę takiego życia. Najzwyczajniej mnie to męczy. Macie jakieś pomysły jak to rozwiązać? Może jakaś terapia? Może w tym wszystkim to moja wina? Rozwód to raczej sprawa minimalna, ale ciągle niedogadywanie się w końcu kiedyś coś "złamie" i może być za późno na naprawienie konsekwencji. Napisałem trochę chaotycznie. Ciężko mi to jednak ubrać chronologicznie w słowa. Mógłbym zapewne napisać jeszcze 4x tyle. Jestem jednak tym wszystkim zmęczony. Przychodzą takie dni jak dziś, że dużo się myśli o tej sytuacji i kilkanaście scenariuszów jak to rozwiązać. Dziękuję za odpowiedź i pomoc. Pozdrawiam
  8. Przychodzę tu z problemem. Mam 27 lat, z narzeczonym jesteśmy od 5 lat razem, posiadam pracę na umowę na czas nieokreślony. Od ok pół roku staramy się o dziecko. Choruję na IBS i nerwicę. Dzieciństwo nie miałam zbyt kolorowe że wzgl na alkoholizm ojca. Narzeczonym chce bardzo dziecka ja mam obawy, strach, lek że się nie nadaje, z jednej strony gdy nadchodzi ten czas to można powiedzieć że się cieszę że w końcu dostałam okres i nic z tego, ale z drugiej strony jak widzę dzieci to sama do siebie się uśmiecham, taka radość przez łzy i zarazem chęć posiadania a z drugiej przerażenie. Blokuje mnie to rzekome niby spostrzeżenie bez ślubu i dziecko. Wiem że to każdego indywidualna sprawa, ale cały czas gdzie mi to z tyłu świta. Sama nie wiem jak do tego podejść co z tym zrobić mam okropny zamęt w głowie . Z góry dziękuję za odpowiedź
  9. Pytanie do kobiet, ostatnio miałem dwie podobne sytuacje. Byłem na imprezie i podszedłem do dwóch dziewczyn z pytaniem czy idą się ze mną czegoś napić, one mi odmówiły, ja odszedłem, później znowu je widziałem w tym samym miejscu i tak sobie powymienialismy spojrzenia w końcu stwierdziłem, że nie będę na nie patrzył i po dłuższej chwili znowu spojrzałem w ich strone a one wyszły z klubu. Podobna sytuacja miała miejsce ostatnio, widywałem kilka razy na imprezie te same dziewczyny i mi się później skojarzyły i się zapytalem czy są z Poznania, one odpowiedziały, że tak, a że nie widziałem zainteresowania to odszedłem, gdzieś tam tylem spoglądając na nie i one zrobiły w tyl zwrot i wyszły z imprezy. Może mi to wyjaśnić jakaś dziewczyna, skad się bierze takie zachowanie kobiet? Rozumiem, że ich nie zainteresowałem, ale żeby od razu wychodzić z imprezy?
  10. Jestem w związku z dziewczyną od ponad 10 lat, przez ten czas przymykałem oko na wszystko co mi nie pasowało, tłumacząc sobie, że jak się lepiej poznamy, to będzie inaczej, że to tylko kwestia czasu. Przyznam, że mam już tego wszystkiego serdecznie dość i nie rozumiem w czym tkwi problem. Problem zaczął się po 2-3 latach wspólnego życia ze sobą. Mam znajomych, małżeństwo z 2 dzieci (6 lat i roczek). Byliśmy kilka razy wspólnie na wakacjach, dość dobrze się znamy. Ze znajomym prowadzę wspólnie mały biznes. Odwiedzają nas u nas w mieszkaniu co jakieś 30-40 dni,wpadając na 2-3h, angażując spotkanie. Dzwonią pytają się czy mogą wpaść na kawę. Oczywiście odpowiadam, że zapytam się dziewczyny i dam im znać. Po rozmowie z dziewczyną okazuje się, że ona nie chce się spotykać i mam wymyślić jakąś wymówkę. Tak jest za każdym razem, a jak już skończą się wymówki, zaproszę znajomych to ona ucieka z mieszkania, robiąc wielkiego focha. Podobnie jest z innymi moimi znajomymi, zazwyczaj spotykam się z nimi sam. Moich rodziców trzyma na duży dystans, mieszkają 400km od nas i nie mogę do nich pojechać na dłużej jak 3-4 dni. Dodam, że rzadko widuje się ze znajomymi, zazwyczaj jest to 1 raz w miesiącu. Czy tak trudno jest poświęcić te kilka godzin na spotkanie i podtrzymanie relacji z innymi? Może to ze mną jest coś nie tak i takie zachowanie jest w 100% normalne, ale będąc z kimś w związku oczekuję relacji partnerskiej, wspierania się wzajemnie. Jeżeli ona by chciała spotkać się ze swoimi znajomymi, nie widzę przeszkód. Jeżeli ma ochotę jechać do swoich rodziców, biorę samochód i jedziemy razem. W drugą stronę niestety to tak nie działa.
  11. Jestem z chłopakiem 5 lat. Od roku jesteśmy w narzeczeństwie. Niestety, na każdym kroku jego zachowanie mnie irytuje, tak, jakbym miała wobec niego inne oczekiwania. Potrzebuję kogoś dojrzałego, a z jego strony nie mam poczucia, że jest dojrzały mimo 28 lat, ktore ma. Niestety, są dni kiedy mam serdecznie dosyć narzeczonego i życia z nim. A są dni kiedy nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nie mam do niego cierpliwości, bardzo łatwo wyprowadza mnie z równowagi. Nie radzę sobie z tym. Często po nocach płaczę bo jestem po prostu nieszczęśliwa. Jest to mój pierwszy związek i nie wiem, czy po prostu nie chcę dopuścić do siebie porażki, jaką jest rozstanie. Gdzieś w środku boję się co powie rodzina moja i narzeczonego. Poza tym w wieku nastoletnim poznałam przez internet 6 lat starszego chłopaka, który przez 4-5 lat wmawiał mi najgorsze rzeczy o mnie, krytykował mnie a ja się go bałam. Robiłam wszystko, by nie był zły. Gdy się wkurzał, przepraszałam go. Czy to może mieć wpływ na to jak teraz się zachowuję? Chciałabym z jednej strony naprawić się i dalej żyć w zgodzie z narzeczonym, bo kłótnie mnie wykańczają ale z drugiej strony może to znak, że trzeba skończyć związek? Najgorsze jest to, że nie czuję zrozumienia od jego strony. Jesteśmy zupełnym przeciwieństwem. Ja chciałabym już dziecko, on nie. Proszę o pomoc, bo zwariuję. Jesteśmy 5 lat razem i od samego początku mieszkamy ze sobą, czujemy sie ze sobą "jak stare dobre małżeństwo". Jest rutyna, nie rozmawiamy ze sobą, a nawet jak coś mówie to on nie słucha tego co do niego mówię. To też mnie irytuje, bo czasami potrzebuję wygadać się a nie mam jak. Nie czuję w nim wsparcia. Najgorsze w tym wszystkim są jego odzywki do mnie gdy się wkurzy. Potrafi powiedzieć że jestem "popierd..na", chora psychicznie, albo wprost mówi "spierd..j". Po godzinie lub kilku udaje że wszystko jest ok i dalej się przymila. Wczoraj wieczorem też wkurzył się i obraził mnie, po czym dzisiaj rano już nie pamiętał niczego i nie wiedział dlaczego mam focha i nie odzywam się
  12. Będę mieć 20 lat w bieżącym roku, jestem studentką. Moim problemem jest to, że bardzo chce iść na konsultacje psychologiczną, lecz mnie na nią po prostu nie stać. Poszukuję miejsca w Warszawie, gdzie mogłabym się udać i znaleźć tania pomoc. Odkąd mieszkam sama wiele złych rzeczy z dzieciństwa mi się przypomina. Mam także problem ze snem (nie wiem czy wyświetla się godzina dodanego posta, ale aktualnie jest 4:30). Miałam także niezdiagnozowany problem z jedzeniem typu anoreksja z bulimią plus objadanie się ze stresu. Nie radzę sobie z przeszłością, nie mam lub szybko tracę motywację do działania oraz wiem, że pilnie chcę wyjść z tego stanu. Pomocy.
  13. Mój chłopak na początku naszego związku (2.5 roku) pisał z dziewczyną na snapie, pisał, że jest ładna i twierdzi, że to tyle (dowiedziałam się o tym kilka dni temu), twierdzi, że nie kręcili ani nic, ale po tej akcji nie jestem w stanie mu w to uwierzyć, pamiętam tę dziewczyną i w jego przyjaciołach była wysoko. On chce, żebyśmy napisali do tej dziewczyny, aby spytać czy kręcili albo czy pomiędzy nimi coś było, tylko nie wiem jak to sformułować w tej wiadomości do niej. Jak do niej napisać? Nie toleruję kłamstwa i już przez tą sytuację chciałam zakończyć związek, bo dla mnnie w związku nie ma miejsca na żadne kłamstwa. Proszę was o pomoc, bo już nie daję rady psychicznie i cały czas sie zastanawiam co tak na prawdę mogło być Z góry dziękuję
  14. Miałem kochankę...zostawiła mnie dla swojego męża..z którym chce być tylko i wyłącznie dla dzieci...zakochałem się w niej, ona mówi że czuje to samo...od tygodnia nie jesteśmy razem...czuje się z tym okropnie nic mnie nie cieszy, cały czas myślę tylko o niej ;(😢 błagam proszę o pomoc nie daje sobie z tym rady 😢
  15. Cześć, Mam 32 lata i dwie siostry. Wszystkie jesteśmy dorosłe, pracujemy, mamy mężów/partnerów i nie mieszkamy z rodzicami. Moja młodsza siostra (30 lat) odkąd wyprowadziła się z domu 6 lat temu coraz rzadziej odwiedza naszych rodziców, w ogóle nie inicjuje z nami kontaktu, chyba że to my pierwsze się odezwiemy. Wygląda to tak jakby w ogóle nie zależało jej na jakichkolwiek relacjach z rodziną. Jest to dla mnie bardzo dziwne, ponieważ przez całe życie ja i ona miałyśmy ze sobą bardzo dobry kontakt. Moja młodsza siostra zawsze była moją najlepszą przyjaciółką, wygłupiałyśmy się, rozmawiałyśmy o facetach, mamy bardzo dużo wspomnień i tzw. inside joke'ów. Teraz siostra od kilku lat mieszka z partnerem, przebywa z nim 24/7, nie ma żadnych koleżanek, odwiedza rodziców tylko jeśli partner chce odwiedzić swoją rodzinę i znajomych (on pochodzi z tego samego miasta co my), a nawet jeśli siostra już odwiedzi rodziców to nie mówi im że przyjedzie tylko pojawia się znienacka, tyle tylko co przenocować u nich w mieszkaniu, po czym organizuje sobie czas na mieście z partnerem i jego znajomymi/jego rodziną. Nas totalnie unika, nie odzywa się za bardzo w trakcie posiłków, nie podejmuje tematów o swoim życiu ani planach. Mam wrażenie że ona zachowuje się tak samo od czasów licealnych, jak zbuntowana nastolatka i w ogóle nie wydoroślała. Jej partner z kolei jest długotrwale bezrobotny. Na początku miał jakąś pracę, ale z niej zrezygnował. Teraz nie pracuje już od kilku lat, siostra utrzymuje ich obu, wynajmują malutkie mieszkanie i żyją sobie bez żadnych oszczędności. Facet jest bardzo wygadany, ma dużo znajomych, potrafi łatwo nawiązywać znajomości, jest otwarty, ale nie szanuje czasu innych, nie odwdzięcza się za przysługi, śpi do późna, wszędzie się spóźnia i generalnie ma wywalone na obowiązki, a w dodatku dość zgrabnie kłamie, aby nie wydało się że nie pracuje itd. Moja rodzina go nie lubi, ale jesteśmy wobec niego tolerancyjni. Kiedy już się pojawią, moi rodzice zapraszają ich na obiad, obwożą wszędzie gdzie chcą, byle tylko siostra nie poczuła się, że nie są zadowoleni z jej decyzji i wyboru partnera. Z drugiej strony gdy jej proponują spędzenie czasu razem (jednego dnia dosłownie), ona obraża się, że organizują jej życie i nikt jej nie pyta o zdanie. Na początku próbowali podpytywać kiedy on znajdzie pracę i się ogarnie, ale to wywołuje u siostry agresję i powodowało że zamyka się jeszcze bardziej przed nami, trzaska drzwiami i wychodzi. Moi rodzice drżą, że stracą z nią jakikolwiek kontakt jeśli coś będą drążyć, ale ja już nie mogę wytrzymać. Wydaje mi się, że ten facet zniszczył moją siostrę i nią manipuluje, a ona tego nie widzi. Odkąd z nim jest zrezygnowała z siebie, nie rozwija się, tkwi w mało ambitnej pracy, twierdzi, że nie chce wyjść za mąż ani mieć dzieci, nie potrzebuje samochodu, ani nigdzie wyjeżdżać, oszczędza na wszystkim, bo przecież on nie pracuje. Czasem udaje mi się z nią spotkać face to face i bez niego zachowuje się normalnie, tak jak kiedyś, ale nie poruszam z nią żadnych poważnych tematów (od razu robi się agresywna i odbiera to jako atak na nią). Boję się, że ona może wpaść w jakąś depresję. Czy jest w ogóle jakakolwiek szansa, żeby to ruszyć? Czy powinnam uszanować jej wybór, bo w końcu jest dorosła i skoro takiego kolesia wybrała, to niech tak żyje? Czy może zaproponować jej psychologa?
  16. Witam, jestem w związku z kobietą. Od 6 lat jesteśmy razem mamy dziecko. Męczymy się wzajemnie. Nie umiemy się dogadać. Widzę dużo rzeczy, na które się godziłem całe wspólne życie. Wszystko było podporządkowane pod nią. Jak coś było nie po jej myśli to była awantura i tak się to ciągnie i jest coraz gorzej. Próbowałem wyciągać konsekwencje wyprowadzić się z domu dać jej nauczkę, ale po chwili wymiekalem. Wracałem, ona obiecywała że się zmieni, że będzie mnie inaczej traktować, a nic się nie zmienia. Ciagle to samo, nie umiem postawić na swoim, zawsze się podporządkowuje, bo kiedyś miałem takie myślenie, że jak zrobię cos wbrew sobie, ale dla niej dobrze, to będę miał spokoj psychiczny. Teraz zacząłem ske buntowac bo ile można. Mam tylko zakazy I nakazy. A że jest nie po jej myśli jest piekło w domu. Nie umiem się od niej uwolnić. Co mam zrobić jak nabrać w sobie siłę by coś zrobić?
  17. Witajcie! Jestem dziewczyną w wieku 22 lat, i od prawie 2 lat mam stałą pracę, skończyłam technikum, zdałam maturę itd. Najlepiej byłoby zacząć od mojej relacji z rodzicami. Rozwiedli się, mieszałam z mamą przez większość czasu. I ojciec i matka kochali i kochają mnie. Jedynym problemem był partner mojej matki który stosował wobec mnie przemoc, i znęcał się psychicznie i fizycznie. Odkąd pamiętam, byłam typem samotnika i nie otaczałam się wieloma przyjaciółmi. Nie czułam się źle z tego powodu, bo lubiłam samotność i niezależność. Nigdy nie było sytuacji w której nie miałabym się do kogo odezwać. Często wyprowadzałam się, jednak w każdej szkole czy pracy spotykało mnie to samo. Znęcanie się w ten czy inny sposób. Grupa ludzi który próbowali mi zepsuć dzień ze względu na mój styl bycia. Nie będę wdawać się w szczegóły, bo myślę , że każdy może sobie wyobrazić jak może wyglądać typowy bullying. Moja samoocena przez lata znacznie się zmniejszała. W wieku 14nastu lat, nie byłam w stanie spojrzeć na siebie w lustrze, mimo licznych komplementów. Nie dawałam, i nie daję wiary w żadną pozytywną rzecz jaką ktoś powie na mój temat. Zaniedbywałam i dalej zaniedbuję swój wygląd. W ostatnich dniach nie, biorę prysznica, nie myje zębów, nie rozczesuję włosów, i z tego względu zaczęły się kolejne problemy w pracy i ze zdrowiem. Towarzyszą mi okropne wachania nastroju, i najmniejsza rzecz może sprawić, że wybuchnę wściekłością czy krzyknę lub rozpłaczę się. Najbardziej martwi mnie to, że główną ofiarą moich wybuchów jest mój szczerze kochający mnie chłopak, który jest ze mną na codzień. Przez ostatnie dni, towarzyszą mi nieustanne myśli samobójcze. I przez nieustanne mam na myśli przy każdej możliwej okazji. Boję się, że mogę podjąć działania, ponieważ nigdy nie były one tak intensywne. Jestem w pełni świadoma, że tak zawiły wątek nie jest tematem na forum. Chciałam się dowiedzieć jaki byłby najlepszy psycholog/psychiatra który byłby w stanie mi pomóc? Panicznie boję się wyjść z domu i szukać na własną rękę. Miałam doświadczenie tylko z psychologiem szkolnym, i nie było to dobre doświadczenie.
  18. Chciała by się z Wami podzielić moją historią, historią jak mi się wydawało wielkiej miłości i bliskości. Poznaliśmy się dwa lata temu, on nigdy wcześniej nie był w poważnym związku, sam wyznał mi miłość i stwierdziliśmy że spróbujemy, były wloty i upadki tzw. docieranie się, 3 krotnie zrobiliśmy sobie przerwy które on inicjował ponieważ po raz pierwszy coś w nim się wypaliło i potrzebował czasu, po raz drugi bo nie poradził sobie sam ze sobą i z tym czy jest mnie pewien i po raz trzeci bo mnie okłamał poważnie a teraz od 2 miesięcy mieliśmy kryzys związany z jego brakiem czasu z powodu pracy co powodowało kłótnie i mój płacz czego nie zniósł bo jak stwierdził ,,nie umie dać mi szczęścia'' i podjął decyzję że dla mojego dobra się rozstajemy a ja to kiedyś zrozumiem - przyjęłam to dziwnie spokojnie, powiedziałam że jak chce i skoro nie chce dać nam czasu na naprawę to ja chce go zapomnieć i znienawidzić najlepiej i jest bez serca. Wcześniej nadmieniał że ,,nigdy się nie rozstaniemy'' i to już jest czas na podjęcie decyzji co dalej ale nie myślał o ślubie jeszcze jak ma być szczery. uważa ze nie potrafi widocznie dać mi szczęścia ale nadal mnie kocha i szanuje i zawsze będzie szanował. Odpowiedziałam ze nie potrzebuję szacunku od niego. Podziękowaliśmy sobie przez smsy jeszcze tego samego wieczoru a on cały czas ciągnie kontakt sms tylko tym razem w formie luźnej nie o nas tylko sprawach różnych, zdrowiu, samochodzie itp wyczuwam że sie interesuje ale może tylko chcę to widzieć a tak nie jest bo robi to tylko z wysokiej kultury. Gdy widzimy się w ciągu dnia to sie uśmiecha i jest pozytywny ale staramy sie nie rozmawiać (wspólna praca) jakoś ,,głębiej'' Zależy mi na nim i wiem jakie błędy popełniłam aczkolwiek nie wiem co mam myśleć o tym wszystkim i co zrobić by to naprawić i wzbudzić w nim chęć powrotu
  19. Jestem kobietą i jestem 10 miesiecy po porodzie. Mam 21 lat. Od jakiegoś czasu ciągle sobie wymyślam różne choroby. Coś mnie zaboli to już zerkam w internet i zaczynam czytać o chorobach i znajdować u siebie takich samych objawów. Nie mogę sobie z tym poradzić. Przez to nie potrafię normalnie funkcjonować. Są dni kiedy mam pełno energii i wtedy o tym nie myślę ale jak coś mnie zaboli to już się zaczyna myślenie o tym. A są takie dni że wolałabym nie wychodzić z łóżka i tylko czytać o chorobach i się nakręcać ze to mam i to mam i że jestem poważnie chora. Czasami nawet mam ataki paniki i się boję.
  20. Jestem kobietą mam 20 lat. Piszę tutaj głównie z problemem , którym trapi mnie od 4 lat . Problem jest następujący. Doświadczyłam przemocy sekuslanej z strony pewnej kobiety , groziła mi oraz mnie zastraszała, bałam się jej postawić jako 16 latka . Wykorzystywała mnie dotykała i kazała robić to samo. Po tych zdarzeniach mimo ,że się uwolniłam od tej toksycznej i złej osoby. Nie potrafię nawiązać relacji romantycznej z drugiem czlowiekiem. Uciekam od bliskości, gubię się w uczuciach , nie wiem czy to ma związek z tym zdarzeniem bo nie potrafię przerobić go sama że sobą w podświadomości. Panicznie boję się seksu i uciekam od tych tematów. Przez to wszystko mam problem z odnalezieniem swojej seksualnośco . Nie potrafię zaufać ani mężczyźnie, ani kobiecie . Często zastanawiam się czy nie jestem aseksulna . Bo potrzebuje przyjaciela a nie kogoś do kochania? Czuje się zmieszana z tym faktem.
  21. Witam, ostatnio pewna osoba z tej strony mi pomogła może tym razem będę tak samo. A więc mój problem polega na za mocnym martwieniem się do tego stopnia że jakoś od 2 lat mam problemu że snem zasypiam ale budzę się w nocy, przerabiałam tabletki na receptę po których też się budziłam, a spowodowane jest to stresem Mam 26 lat rodzice nigdy nie okazywali mi miłości, więc jej nie umiem za bardzo ale do setną moja matka ma długi na 120 tys o których wiem, stresuje mnie to bardzo pomimo że mam swój dom to i tak myślę co Bd z rodzinnym, każda najmniejsza rzecz doprowadza mnie analizowania itp Czasem aż mam siebie dosyć staram się nad tym panować i pomaga jedynie sluchanie muzyki do psychologa nie chce isc nie trafiałam nigdy na dobrego, gdy miałam 16/17 lat zaczęłam chodzić bo nie potrafiłam wyjść do ludzi i się ciełam, Za dzieciaka wujek który mieszka do dnia dzisiejszego molestował mnie gdy zrozumiałam to że robił źle nikt z rodziny nie staną w mojej obronie moja matka stwierdziła że kłamie, jestem strasznie zniszczonym człowiekiem ale staram się siebie naprawić... Nie wiem jak martwienie się tym wszystkim strasznie męczy, na ogół jestem osobą uśmiechniętą rozmowna i to bardzo pomocną ale w środku czuje żal do rodziny a nie mogę się odciąć.... Chciałabym uwolnić głowę od tego wszystkiego ale nie potrafię, mam nadzieję że ktoś przeczyta to wszystko i mi coś doradzi
  22. Witam wszystkich, przełamałem trochę się i dodaje post bez anonimowości, chociaż nie łatwo to pisać aż wstyd. Wiem był już ode mnie post tego typu podobny. 22 lat i wielki wstyd jak myślę o tym że nigdy nie uprawiałem seksu,nie czułem takiej potrzeby aby z pierwszą lepszą to zrobić. Przyjaciółka moja z którą znamy się jakiś czas, spotkanie pierwsze było, miło przyjemnie spacerek całowanie i tak dalej.Znajomość się rozwija obawiam się że za jakiś czas może dojść do zbliżenia i tego się obawiam czuję przerażenie, chociaż staram się na spokojnie podejść do sytuacji. Nie chciał bym stracić tej znajomości przez to że nie uprawiałem seksu a dziewczyna się rozczaruję, ja zostanę z niczym, kolejne nawiązywanie znajomości z dziewczynami może wyglądać podobnie przez to że jestem prawiczkiem (jak ja nienawidzę tego słowa, czuję się taki dziecinny niedojrzały, taki słaby, próbuję sobie mówić że dziewictwo nie oznacza kogoś gorszego czy słabszego, ale kiepsko mi to wychodzi. Teraz ciężko znaleźć dziewczynę o podobnym poziomie doświadczeń seksualnych, większość z otoczenia to już ma to za sobą tylko ja taki zostałem jeszcze w opakowaniu że tak to nazwę. Przyjaciółka pytała się czy jestem prawiczkiem, oczywiście skłamałem z czym się trochę źle czuję no ale nie łatwo było powiedzieć że jestem bo pewnie by zaraz urwała po części kontakt. Naprawdę 2 lata temu zacząłem zmiany swojej osoby. Wizualne sylwetkę poprawić i psychiczne nastawienie do świata być bardziej elastycznym do życia i wyciągać wnioski z błędów i tak dalej, ten temat na dłuższą rozmowę. Zostało mi jeszcze wytłumaczyć i poukładać w głowie właśnie te moje dziewictwo bym zrozumiał to i nie czuł się z tym tak źle. Proszę o pomoc poradę
  23. Mam 29lat. Mam syna 7 lat. Mój problem polega na tym, że jestem bardzo wybuchową. Dziennie krzyczę na niego milion razy. Potrafię się zezłościć ciągu sekundy o bzdury. Nie panuje nad tym. Widzę, że robię źle. Obiecywałam już sobie że nie będę wiecznie krzyczeć bez powodu, ale nie potrafię. Wystarczy, że za długo zakłada buty jak wychodzimy, albo nie może bluzy zasunąć to ja już muszę walnąć jakiś tekst w stylu " dłużej nie możesz? Rok tu będziemy stać! Szybciej zakładaj! Znowu się przez Ciebie spóźnimy! Tylko teraz to Ty sie bedziesz tłumaczył" Mówię to takim okropnym tonem z wyrzutami że on nie potrafi zapiąć bluzy. To jest tylko dziecko ja to wiem. Nie musi wszystkiego umieć, wiedzieć. Ma prawo do pomyłek. Ja to wszystko wiem, a nie potrafię zapanować nad swoimi emocjami. Potem Mam wyrzuty sumienia. Nie chcę żeby mój jedyny synek za którego bym życie oddała kiedyś wspominając dzieciństwo pamiętał tylko moje pretensje i wieczny krzyk. Zdaję sobie sprawę z problemu a nie potrafię nad nim zapanować. Jak zapanować nad tymi wybuchami złości. Zdarza mi się to kilkanaście razy dziennie. Potem tłumaczę synkowi żeby nie zwracał uwagi że ja już tak mam. Okłamuję i jego i siebie, że to nie krzyk i nie byłam zla, tylko po prostu mam taki ton głosu, ale przecież ja wiem że jest inaczej. Potem jestem zła na siebie próbuję wynagrodzić mu te moje napady złości i wychodzę na wariatkę albo jakaś psychopatke. Krzyczę a za chwilę go przytulam albo proponuję jakaś zabawę albo coś żeby mu wynagrodzić i przeprosić za swoje zachowanie. Nie chce taka być a nie wiem jak to zatrzymać. To idzie automatycznie a ja już czuje się bezradna. Czuję się fatalnie z myślą że jestem toksyczna i na tym cierpi moje dziecko.
  24. Witam, jestem 21 letnim chłopakiem, od około roku mamy razem z dziewczyną problem, ciągłe kłótnie i niezrozumienie, na początku jakoś to obchodziliśmy, ale ostatnio od 3-4 miesięcy już za dużo tego było i dzisiaj po 3 dniach separacji w której dziewczyna myślała o tym czy kontynuujemy relacje uznała że chce spróbować, ale bez żadnego przytulania nawet pocałunku, ani trzymania za rękę, bo jak mówi, chce zbudować relacje przyjacielska, ale to wygląda tak że musimy wręcz umawiać rozmowy, możemy rozmawiać tylko raz lub dwa razy dziennie, albo raz się widzimy, czuję się jakby to była jakaś firma i umawiał bym się z szefową na spotkanie a nie z dziewczyną żeby próbować odbudować związek, czy to zamiast naprawić, nie zabije związku? Co zrobić żeby powoli odzyskiwać dobra relacje?, iść na terapię osobno żeby ogarnąć samych siebie czy lepiej iść na terapię dla par? Proszę o poradę. Z góry dziękuję
  25. Witam wszystkich na forum. To mój pierwszy post także prosił bym o wyrozumiałość. Z góry dziękuję. Jestem Pablito( 38 lat), mąż z 12 letnim stażem i synem w wieku 10 lat. Postaram się teraz nakreślić mój problem. A mianowicie... Z moją żoną jestem w związku od 18 lat, później był ślub a po dwóch latach urodził się Nasz syn. W związku raczej nigdy nie dochodziło do większych sprzeczek, raczej byliśmy zgodni. Jeśli chodzi o czynności intymne powiem tak, szału nie było nigdy, choć bywały okresy bardzo wzmożonej aktywności. Jak urodził się Nasz syn to wiadomą sprawą jest, że dziecko czasami dla Naszej wygody (przynajmniej tajk mi sie kiedyś wydawało) braliśmy do łóżka.. karmienie nocna i ogólnie szybsza i sprawniejsza opieka nad noworodkiem. Dziecko rosło i rosło spało nawet przez jakiś czas w łóżeczku, choć czesto się zdarzało , że wchodziło do naszej sypialni. Za jakiś czas mniej więcej w wieku około 3 lat już zupełnie się przeniosło do Naszego łóżka.. osobiście mi zawsze to przeszkadzało, bo wiadomo każdy mężczyzna potrzebuje trochę bliskości z kobietą, jednek słowa żony zawsze były takie same.." a co ja mam zrobić? " . Ja dziecko odnosiłem do jego łóżka lecz po kilku godzinach jęczenia i grymaszenia finalnie i tak wracało do Naszego. W początkowym okresie dochodziło nawet do tego że potrafiłem kłaść się koło jego łóżka na ziemi i czekać aż zaśnie itd. Trwało to i trwało lecz finalnie i tak się budził i wracał do Naszego łóżka (nie wiem nawet kiedy i jak mogłem dopuścić do tego, ale niestety wyszło jak wyszło). Czas mijał, dziecko rosło i w trójkę było mi już niewygodnie. Pewnego dnia się zdenerwowałemi i poszedłem spać do pokoju na dół i tak już przeszło 5 lat... Moja małżonka oczywiście nic sobie za bardzo z tego nie robiła więc zacząłem się przyzwyczajać do tej sytuacji i sam odpuściłem starania. Jak się domyślacie zapewne Nasze pożycie małżeńskie jest zerowe, tak właśnie nie pamiętam już kiedy uprawiałem ostatni raz seks z moja żoną.. 5..może 6 lat temu hmm, sam nie wiem. Ale tu nie o sam seks chodzi. Mam wrażenie, że mój dorastający syn jest bardzo pokrzywdzony. Nie ma w nim tej ikry do życia.. Zrobił się taki "synuś mamusi". Syn ma swój pokój , swoje łóżku które z biegiem lat się zmieniało bo wiadomo dziecko rośnie, ale nigdy tak naprawdę z niego nie korzystał. Nie chcę mu sprawić krzywdy tym zaistniałym faktem spania z matką, ale szczerze nie wiem jak wybrnąć z tej sytuacji. Moja żona nic sobie z tego nie robi kompletnie. Śpi z nią w jednym łóżku i jest ok. Chciałbym wrócic do wspólnego łoża małżeńskiego, ale obawiam się że za bardzo się w tym zagmatwałem i sam sobie z tym nie poradzę. Wchodzę chyba powoli w okres takiej wegetacji.. Bardzo proszę o pomoc
×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.