Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'kobieta'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Witam, ostatnio pewna osoba z tej strony mi pomogła może tym razem będę tak samo. A więc mój problem polega na za mocnym martwieniem się do tego stopnia że jakoś od 2 lat mam problemu że snem zasypiam ale budzę się w nocy, przerabiałam tabletki na receptę po których też się budziłam, a spowodowane jest to stresem Mam 26 lat rodzice nigdy nie okazywali mi miłości, więc jej nie umiem za bardzo ale do setną moja matka ma długi na 120 tys o których wiem, stresuje mnie to bardzo pomimo że mam swój dom to i tak myślę co Bd z rodzinnym, każda najmniejsza rzecz doprowadza mnie analizowania itp Czasem aż mam siebie dosyć staram się nad tym panować i pomaga jedynie sluchanie muzyki do psychologa nie chce isc nie trafiałam nigdy na dobrego, gdy miałam 16/17 lat zaczęłam chodzić bo nie potrafiłam wyjść do ludzi i się ciełam, Za dzieciaka wujek który mieszka do dnia dzisiejszego molestował mnie gdy zrozumiałam to że robił źle nikt z rodziny nie staną w mojej obronie moja matka stwierdziła że kłamie, jestem strasznie zniszczonym człowiekiem ale staram się siebie naprawić... Nie wiem jak martwienie się tym wszystkim strasznie męczy, na ogół jestem osobą uśmiechniętą rozmowna i to bardzo pomocną ale w środku czuje żal do rodziny a nie mogę się odciąć.... Chciałabym uwolnić głowę od tego wszystkiego ale nie potrafię, mam nadzieję że ktoś przeczyta to wszystko i mi coś doradzi
  2. Witam wszystkich, przełamałem trochę się i dodaje post bez anonimowości, chociaż nie łatwo to pisać aż wstyd. Wiem był już ode mnie post tego typu podobny. 22 lat i wielki wstyd jak myślę o tym że nigdy nie uprawiałem seksu,nie czułem takiej potrzeby aby z pierwszą lepszą to zrobić. Przyjaciółka moja z którą znamy się jakiś czas, spotkanie pierwsze było, miło przyjemnie spacerek całowanie i tak dalej.Znajomość się rozwija obawiam się że za jakiś czas może dojść do zbliżenia i tego się obawiam czuję przerażenie, chociaż staram się na spokojnie podejść do sytuacji. Nie chciał bym stracić tej znajomości przez to że nie uprawiałem seksu a dziewczyna się rozczaruję, ja zostanę z niczym, kolejne nawiązywanie znajomości z dziewczynami może wyglądać podobnie przez to że jestem prawiczkiem (jak ja nienawidzę tego słowa, czuję się taki dziecinny niedojrzały, taki słaby, próbuję sobie mówić że dziewictwo nie oznacza kogoś gorszego czy słabszego, ale kiepsko mi to wychodzi. Teraz ciężko znaleźć dziewczynę o podobnym poziomie doświadczeń seksualnych, większość z otoczenia to już ma to za sobą tylko ja taki zostałem jeszcze w opakowaniu że tak to nazwę. Przyjaciółka pytała się czy jestem prawiczkiem, oczywiście skłamałem z czym się trochę źle czuję no ale nie łatwo było powiedzieć że jestem bo pewnie by zaraz urwała po części kontakt. Naprawdę 2 lata temu zacząłem zmiany swojej osoby. Wizualne sylwetkę poprawić i psychiczne nastawienie do świata być bardziej elastycznym do życia i wyciągać wnioski z błędów i tak dalej, ten temat na dłuższą rozmowę. Zostało mi jeszcze wytłumaczyć i poukładać w głowie właśnie te moje dziewictwo bym zrozumiał to i nie czuł się z tym tak źle. Proszę o pomoc poradę
  3. Ostatnie kilka miesięcy to same kosze od kobiet i chciałbym zapomnieć, że one wogole istnieją. Nie mogę na nie patrzeć już mnie mdli jak one szukają kontaktu wzrokowego. Tak jak cały dzień zapominam, tak dzisiaj pojechałem nad wodę i było ich tam pełno, wiedziałem że będzie pełno. Szukałem ustronnych miejsc, ale one się pojawią wszędzie nawet za krzakami cię znajdą.
  4. Jestem kobietą i jestem 10 miesiecy po porodzie. Mam 21 lat. Od jakiegoś czasu ciągle sobie wymyślam różne choroby. Coś mnie zaboli to już zerkam w internet i zaczynam czytać o chorobach i znajdować u siebie takich samych objawów. Nie mogę sobie z tym poradzić. Przez to nie potrafię normalnie funkcjonować. Są dni kiedy mam pełno energii i wtedy o tym nie myślę ale jak coś mnie zaboli to już się zaczyna myślenie o tym. A są takie dni że wolałabym nie wychodzić z łóżka i tylko czytać o chorobach i się nakręcać ze to mam i to mam i że jestem poważnie chora. Czasami nawet mam ataki paniki i się boję.
  5. Mam 29lat. Mam syna 7 lat. Mój problem polega na tym, że jestem bardzo wybuchową. Dziennie krzyczę na niego milion razy. Potrafię się zezłościć ciągu sekundy o bzdury. Nie panuje nad tym. Widzę, że robię źle. Obiecywałam już sobie że nie będę wiecznie krzyczeć bez powodu, ale nie potrafię. Wystarczy, że za długo zakłada buty jak wychodzimy, albo nie może bluzy zasunąć to ja już muszę walnąć jakiś tekst w stylu " dłużej nie możesz? Rok tu będziemy stać! Szybciej zakładaj! Znowu się przez Ciebie spóźnimy! Tylko teraz to Ty sie bedziesz tłumaczył" Mówię to takim okropnym tonem z wyrzutami że on nie potrafi zapiąć bluzy. To jest tylko dziecko ja to wiem. Nie musi wszystkiego umieć, wiedzieć. Ma prawo do pomyłek. Ja to wszystko wiem, a nie potrafię zapanować nad swoimi emocjami. Potem Mam wyrzuty sumienia. Nie chcę żeby mój jedyny synek za którego bym życie oddała kiedyś wspominając dzieciństwo pamiętał tylko moje pretensje i wieczny krzyk. Zdaję sobie sprawę z problemu a nie potrafię nad nim zapanować. Jak zapanować nad tymi wybuchami złości. Zdarza mi się to kilkanaście razy dziennie. Potem tłumaczę synkowi żeby nie zwracał uwagi że ja już tak mam. Okłamuję i jego i siebie, że to nie krzyk i nie byłam zla, tylko po prostu mam taki ton głosu, ale przecież ja wiem że jest inaczej. Potem jestem zła na siebie próbuję wynagrodzić mu te moje napady złości i wychodzę na wariatkę albo jakaś psychopatke. Krzyczę a za chwilę go przytulam albo proponuję jakaś zabawę albo coś żeby mu wynagrodzić i przeprosić za swoje zachowanie. Nie chce taka być a nie wiem jak to zatrzymać. To idzie automatycznie a ja już czuje się bezradna. Czuję się fatalnie z myślą że jestem toksyczna i na tym cierpi moje dziecko.
  6. Witam, jestem 21 letnim chłopakiem, od około roku mamy razem z dziewczyną problem, ciągłe kłótnie i niezrozumienie, na początku jakoś to obchodziliśmy, ale ostatnio od 3-4 miesięcy już za dużo tego było i dzisiaj po 3 dniach separacji w której dziewczyna myślała o tym czy kontynuujemy relacje uznała że chce spróbować, ale bez żadnego przytulania nawet pocałunku, ani trzymania za rękę, bo jak mówi, chce zbudować relacje przyjacielska, ale to wygląda tak że musimy wręcz umawiać rozmowy, możemy rozmawiać tylko raz lub dwa razy dziennie, albo raz się widzimy, czuję się jakby to była jakaś firma i umawiał bym się z szefową na spotkanie a nie z dziewczyną żeby próbować odbudować związek, czy to zamiast naprawić, nie zabije związku? Co zrobić żeby powoli odzyskiwać dobra relacje?, iść na terapię osobno żeby ogarnąć samych siebie czy lepiej iść na terapię dla par? Proszę o poradę. Z góry dziękuję
  7. Moja Żona jest zbyt skomplikowaną osobą z traumą tak drastyczną że nie ma co porównywać do mojej, napisanej w temacie o lękach. Wiele rzeczy nie rozumie i przez to moja psychika działa w sposób, że wpajam sobie że wszystko jest tylko bo się przyzwyczailiśmy do siebie i dopełniamy się nawzajem pomocą, lecz sam nie wiem czy to jeszcze miłość. Nie rozumiem jej, prosiłem żeby zrozumiała moje zachowanie po odstawce a mimo to nadal prowokuje kłótnie. Pierwsze kilka dni były masakrą nerwową, prosiłem 4 razy żeby mi odpowiedziała gdzie są papierosy i piątego już nie było, tylko dostałem furii i zacząłem kopać w worki z ubraniami w pokoju obok i wydzierać się jak opętany, już jest o wiele wiele lepiej. Dużo rozmawialiśmy, naprawdę wiele, ale ona zapomina lub kłamie, nie wiem. Jestem człowiekiem który potrzebuje uczuć, emocji, dowartościowania i okazania mi miłości i uwagi ze strony drugiej połówki. Nie pomaga mi psychicznie w ogóle przeboleć odstawienia, wręcz przeciwnie, ale jak pisze, nie mam pojęcia co ma w głowie. Nie miałem sił zajmować się dzieckiem po pracy, bolą mnie plecy kiedy ją nosze, kiedy sobie grzecznie siedzi to ja uwielbiam z nią spędzać czas, nie potrzeba so tego siły i na przykład, może się to wydać złe, ale ja już nie wiem, poddaje się powolI bo mimo że się bardziej staram to ona twierdzi że za mało. Chciałbym dać więcej ale nie mam na to sił i problem z bólem środka pleców już po minucie noszenia. Nie wiem co mam jeszcze zrobić, właśnie później przychodzi na myśl amfa, wtedy mam siły na wszystko ale Co z tego, jeśli dzień później bez humoru i z zerową motywacją na cokolwiek. Wiele razy słyszałem różne jej tłumaczenia np co do seksu, który jest co tydzień i ona sobie ustala dzień wcześniej że będziemy się kochać a np w środku tygodnia nie ma szans żebym ją zachęcił, zreszta nawet nie próbuje, ona musi mieć ochotę, w ogóle ma gdzieś że mi się chce, to ona decyduje, teraz twierdzi że to przez samoocenę, że czuje się okropnie w swoim ciele gdzie każdy mi jej zazdrości i mam problemy z zazdrością, miala wiele wymówek już, tłumaczeń ale nie pamietam już wszystkiego, a tu hormony może, a tu sama nie wie, przez tabletki anty, przez to jaka mama puszczalska była… gdzie jak wypije to jakoś wtedy nie myśli tylko żeby jej dobrze było, tylko przede wszystkim mi i wtedy ja wymiękam przy niej, przeciwieństwo całkowite i też nie wiem jak to rozumieć. Wychowywała się z dziadkami, tata zmarł jak miala 4 lata, mama o 8smego życia w więzieniu do lat 18 a kiedy wróciła i naobiecywała że nie będzie pić i ona będzie się liczyła tak przez alkohol w ciągu 3 lat po wyjściu, już jej nie ma na świecie, przeżyła to strasznie, jednak po jakimś czasie wszystko wróciło do normy albo trzyma wszystko w sobie. Wracając do tematu odstawki, to zamiast mnie wspierać, unikać kłótni, rozmawiać, okazywać uczucia, pocałować, Coś namiętnego, no cokolwiek czego oczekuje to ona siedzi całymi dniami na na telefonie, interesuje ją tylko temat dziecka i pisze z jakimiś innymi matkami gdzie ją dosłownie odkleja i nawet czasami zapomina patrzeć co dziecko robi. Dla niej wolna chwila to jest telefon i tv zamiast porozmawiać czy pocieszyć się sobą a jak już temat to tylko o dziecku, kiedy ja się staram rozmawiać czasami również o nas, ona nigdy nie zaczyna takiego tematu. Po każdej kłótni kiedy czuje że mogę odejść, obiecuje poprawę która zawsze trwa max tydzień, ostatnio po ostrej kłótni nawet doszło do pierwszego życiu seksu oralnego, naobiecywała mi że będzie tak raz na jakiś czas, 2tyg później było raz jeszcze, intensywnej o wiele i na te chwile nie wolno jej nawet zapytać i odpowiada „zrobię kiedy będę miała ochotę” no ok, ale po co mi robiła nadzieje na większa częstotliwość i ze jej to spodobało, ze w końcu coś innego. Szanuje to, nigdy jej nie zmuszam do niczego. Nie czuje żeby jakakolwiek cześć ciała jej się podobała. Utwierdzała mnie że lubi mojego …… i że widok ją podnieca, zacząłem ją w ten sposób zachęcając a tu bum nic. Czasami jak ją poproszę to się pobawi i w ogóle jej to nie podnieca a twierdziła inaczej. Ale mimo wszystko utwierdza ze zakochuje się raz, że jestem dla niej ideałem, że tylko we mnie widzi przystojnego faceta i z przekonaniem słownie okazuje mi miłość. No gdzie ona mi tę miłość pokazuje? Mieliśmy iść do lekarza żeby nam wyjaśnił wszystko i teraz dopóki nie dostanę opinii lekarskiej że jest to spowodowane jej psychiką tak będę żył utwierdzony że to przyzwyczajenie a nie miłość. Ja ją bardzo kocham, bardzo mnie pociąga, bardzo mnie męczy że tak bardzo mnie podnieca a jedyne co mogę z tym zrobić to iść do toalety i wiadomo w jaki sposób uspokoić pragnienie. Gra ciagle na czas, na decyzje pojęcia do lekarza czekam już dłuższy czas, ma dosłownie jakby wywalone w to czy jest mi dobrze. Wiele ale to wiele rozmów było od czasu napisania posta wyżej i niestety nie potrafię nabrać szczęścia z życia jeśli jestem tak niedowartościowany, czuje się brzydko, obleśnie. Ona sama z siebie nigdy nic nie zacznie, zawsze powie w który dzień się jej chce albo dzień przed. Kiedy coś mi jest ze zdrowiem, nie czuje żeby się przejmowała. Nie rozstane sie z nią bo nie widzę życia bez niej, na pewno spadnę na dno i córki przy mnie nie będzie. Cóż, chyba jestem skazany na wieczne nie szczęście z moją miłością. Czy ja nie rozumiem kobiet? Co ja mam jeszcze zrobić? Ja mam wrażenie że kobieta co kilka dni zachowuje sie jakby ją pozmieniali. Teraz zła samoocena, gdzie ja mam złą i nie robie sobie zdjęć a ona wysyła ciagle siebie i swoją sylwetkę, tylko twarz zasłania, a ostatnio nawet i z twarzą gdzie ja na żadnym zdjęciu nie chce uczestniczyć. Najlepsze momenty? Pierwsze 3 miesiące związku a później życie jak przyjaciele a ja głupi zakochany. Wydaje mi się że to jest związek z litosci i boi się że sie zabije czy coś a wiem że akurat w środku jest bardzo wrażliwa a może ona sama siebie nie rozumie? Nie wiem i rącze sie nie dowiem. Starałem sie jak mogłem, rozmawiałem i nic nie osiaglemC cóż, kolejny rok, dwa, trzy będę czekał że w końcu będzie lepiej, przywykłam do tego 😁 Ona doskonale wie że gsyby mnie zostawiła to ćpun, psychiatryk albo sznur, niestety, kocham jà na zabój i życia inaczej nie widzę. jeszcze jakby trwało nasze szczęście sobą przez choćby rok a nie 3 miesiące, to może bym inaczej na to patrzył i ona jeszcze chce drugie dziecko. Pierwsze stosunku trwały dzień w dzień przez 2tyg w wieku 16 lat, później kiedy wypiła a na trzeźwo raz na miesiąc, dwa a w ciąży nagle zaczęła chcieć a po urodzeniu raz na tydzień z uprzedzeniem i dziwne ze zawsze dochodzi jak nigdy nie dochodziła. Jak sie upomnę Ze juz 2tyg nic, to nagle na następny dzień podchodzi. Niech mnie ktoś uświadomi jaka jest prawda, błagam. Sam nie umiem iść do choćby psychiatry, ogarnąć lęki, wydaje mi się że najbadziej mnie niszczy psychicznie ta relacja. Przez 2 lata robiłem co chciała, słuchałem jej ale nigdy nie miałem na tylko odwagi żeby coś zacząć kiedy nagle jej się odechciało z dnia na dzień i zmieniła się wobec mnie jakby wszystko w niej zgasło. Sam nigdy nie byłem pewny siebie, ale jestem pewien że z mojej strony powinna widzieć jakim silnym uczuciem ją darze. Na szczęście matką jest rewelacyjną i daje z siebie wszystko. Nie potrafię naprawdę tego zrozumieć, miała bardzo bardzo ciężkie dzieciństwo i to mi daje światełko nadziei że może jednak to są jej problemy w głowie ale wątpię że kiedykolwiek pójdziemy do specjalisty na terapie, cokolwiek. Całe 3 lata trzymałem to w sobie, teraz ze mnie wszystko wychodzi i mówię co czuje, nic to nie daje, chwila poprawy i tyle. A może po prostu nie rozumiem kobiet, generalnie jest to jedyna kobieta z którą w życiu złapałem taki kontakt, normalnie miał problem z kontaktem z płcią przeciwna, lęki społeczne robią swoje i tak jest lepiej niż kiedyś. Jak jej mówię to co napisałem, mówi że nie patrzy w przeszłość ale nie rozumie że ta przeszłość właśnie takiego mnie zmieniła. Co mam robić? Ona tylko oczekuje żebym jej pomagał w obowiązkach, nic poza tym i również tym się tłumaczy. Rozmowy nic nie pomogły. Sam z siebie prowokowałem żeby to zakończyć, mimo to wpiera ze życie beze mnie dla niej również jie ma sensu. Chciałbym nabrać odwagi i iść do psychiatry, czuje ze muszę ale nie potrafię… Raz mówi że potrzebuje adrenaliny,nie lubi gry wstępnej, raz mówi ze jest delikatna a raz że chce brutal. Ciagle kręci, zmienia zdanie jeszcze mówiąc że nią mam racji i że wymyślam i źle pamiętam.
  8. Witam, Od pół roku mieszkam ze swoją partnerką razem ze swoim 10 letnim synem którego sam wychowuje. Partnerka ma także syna 9 letniego. Mój syn bardzo lubi moja partnerkę i dobrze się dogadują. Niestety relacja moja z synem partnerki nie jest już taka dobra. Zaczęło się od ogromnej zazdrości syna partnerki o mamę . Nie mogliśmy się przytulić czy broń boże pocałować. Robił się agresywny , wyzywał mnie a nawet podnosił na mnie rękę. Bywało, że wpadał w taki szał, że groził że wyskoczy przez okno. Ustaliliśmy, że słowo każdego z nas ma być respektowane przez każde dziecko i mój syn słucha się mojej partnerki. Jej syn zupełnie mnie nie słucha, mówi że nie jestem jego ojcem i ogólnie ignoruje wszystko co mówię i o co proszę. Wszystko o co poproszę jest przekręcane tak ,że ja się czepiam , że żartuje z niego i że on jest agresywny właśnie przeze mnie. Najgorsze jest to, że tak samo agresywny i wulgarny jest do swojej matki nie tylko w stosunku do mnie. Wyzywa ją od najgorszych potrafi uderzyć i nie słucha się jej wcale. Sytuacja jest trudna bo partnerce nie za bardzo pasuje jak stanowczo i ostro zwracam jej synowi uwagę, że się źle zachowuje i powinien odnosić się do nas z szacunkiem. Uważa że za ostro reaguje chociaż sama wydziera się na niego niemiłosiernie aż skóra cierpnie i też go wyzywa. Partnerka uważa, że to głównie moja wina , że syn się tak zachowuje i że za mało się staram żeby budować z nim relację. Ale ja nie mam pojęcia jak to w takiej sytuacji robić będąc ciągle wyzywanym , obrażanym. Ona uważa, że to ja potrzebuje psychologa żeby powiedział mi jak budować relacje z dzieckiem. Sam wychowuje mojego syna i uważam, że jest dobrze wychowany więc chyba potrafię budować relacje z dziećmi. Straciłem ostatnio cierpliwość usłyszałem jak syn partnerki moralizował mojemu synowi że on śmiał postawić się jego dziadkowi w jakiejś sytuacji w momencie kiedy on traktuje mnie jak śmiecia. Powiedział mu że jesteś zbyt gowniarzem żeby nie słuchać się mojego dziadka a sam nie słucha się nikogo. Mój syn jest spokojny i nie potrafi z nim polemizować na takim agresywnym poziomie . Czasem jest przez niego wyzywany od debili i mimo że ogólnie bardzo lubi partnerkę i niby czasem dzieci się dobrze dogadują to mam wrażenie i mój syn jest dręczony psychicznie przez syna partnerki. Mój syn boi się go przeraźliwie. Nie wiem co mam robić i jak postępować . Na związku mi bardzo zależy i kocham moją partnerkę. Z góry dziękuje za pomoc
  9. Potrzebuję pomocy 🙂 Tak w skrócie.Jesteśmy zgranym narzeczeństwem,razem już 2 lata. Ostatnio jednak była między nami bardzo ostra kłótnia. Coś takiego się nie zdarzyło nigdy. Zarówno z mojej strony jak i z jego padło bardzo wiele nieprzyjemnych słów. Mój facet raczej jest introwertykiem, ale pod wpływem złości napisał do swojej długoletniej przyjaciółki i dosłownie obsmarował mnie równo. Padło tam wiele obraźliwych na mnie słów i wiele wyolbrzymionych sytuacji. Jak emocje opadły to po kilku dniach sam dał mi telefon do ręki i pokazał ta rozmowę. Powiedział że był w tak silnych emocjach że musiał się komuś wygadać. O tą przyjaciółke to ja się nie martwię, bo jest mężatką w dodatku ma dzieci ale chodzi mi o fakt, że on jakby naszą prywatność sprzedał obcej osobie. Ja nigdy do nikogo nie mówiłam o nim źle. Co prawda przeprosił i kupił kwiaty, do tej przyjaciółki napisał ze to nieprawda i był na mnie zły. Niby się pogodziliśmy, ale coś jest dalej nie tak w tym związku, cos jakby pękło, z mojej strony i widzę trochę z jego. Powiedział że czegoś takiego nigdy nie zrobi, że kierowały nim bardzo silne emocje. Ja też się z tym źle czuję, bo nie wiem jak się zachowam jak przyjdzie mi poznać tą przyjaciółkę na żywo. Nie chcę aby ktoś patrzył na mnie krzywo. Cały czas mam w głowie myśli że to co tam pisał mogło być prawdą, nie umiem się na niczym skupić. Jak to rozwiązać? Wiem że oboje zawiniliśmy tutaj i nerwy wzięły górę. Jak sobie to poukładać w głowie?
  10. Hej. Piszę bo... muszę z siebie w końcu to z siebie wyrzucić. Mamy gorszy czas z moim chłopakiem. Nie piszemy ze sobą wcale, widujemy się raz na tydzień, on wiecznie niezadowolony, stroi miny. Nic go nie zadowala, mogłabym makarene nago zatańczyć a on i tak jest obrażony. Wszystko doszło do tego stopnia, że NAPISAŁ DO MOJEJ MAMY, że nie chce ze mną być i to koniec. Oczywiście mama odpowiedziała mu że ma mi to powiedzieć prosto w twarz a nie czasami dzwonić, bo to dziecinada. Jutro się widzimy. Jestem przed maturą, emocje buzują we mnie przez to, a teraz jeszcze te akcje.. Uprzedzałam go we wrześniu, że to będzie najgorsze 9 miesięcy, on niby zdawał sobie z tego sprawę. Dodam tylko tyle, że jeździł po imprezach, nie broniłam mu, bo ja miałam i mam od zarypania nauki, a co za tym idziecie brak sił i ciągłe zmęczenie. Ta cała sytuacja to pewnie też moja wina, ale uważam że to co teraz osiągnę zostanie i będzie ze mną na dobre i złe. Proszę o poradę jak mam się jutro zachować żeby nie wybuchnąć płaczem, a wyjść z twarzą, i przede wszystkim klasą oraz dojrzałością.
  11. Co byście doradzili osobie która nie ufa w sobie w 100%? Moim jedynym marzeniem jest bycie odważna. Co prawda osoby które mnie dobrze znają(mam na myśli przyjaciół) zazdrosza mi tego,że jestem odważna,chłopak mi mówi,że mam jakby dwie strony. Ja mam wrażenie,że się pogubiłam chciałabym byś aserwtywna,mówić głośno i wyraźnie swoje zdanie i się nie bać,że ktoś na mnie zaraz nakrzyczy. Mam wrażenie,że przez ojca taka jestem,jest mi bliski natomiast zawsze czułam,że mnie ciągnie w dół.Niby zawsze chce aby było dobrze,wysłuchuje mnie mówi,że okej dobrze,że masz swoje zdanie,pasje.Natomiast potem wychodzi,że to wszystko co powiedziałam obraca przeciwko mnie.Strasznie manipuluje,jest strasznie toksyczna osoba,nie mam z nim kontaktu. Boli mnie to,że przez niego w szczególności moja siostra przestała się uśmiechać,jest strasznie nieśmiała. Tak samo mama boi się od niego uwolnić,jest strasznie ciecha,niepewna siebie. Szczerze mam wrażenie,że aż ja za to trochę znienawidzialam.Nie wiem co mam już o tym wszystkim myśleć.....
  12. Witam. Nie będę się rozpisywać - mam bardzo nietypowy i nieco....niepokojący fetysz, który dotyczy ...pił mechanicznych. Nie chodzi to o "fetysz drwala", ale o same piły jako przedmiot: ich dźwięk, wygląd itp. Jestem w stanie oglądać zdjęcia filmiki na ich temat nawet kilka godzin dziennie. (Nieważne czy to ścinanie drzew ostrzenie łańcucha czy nawet...Teksańska maskara piłą mechaniczną..lub podobne filmy. Moja przyjaciółka nie rozumie mnie..myśli, że sobie żartuje, ale sprawa wygląda naprawdę poważnie. Fantazje na temat...pił coraz bardziej daj mi się we znaki. Nie wiem co o tym myśleć. Z czego może wynikać taki fetysz?
  13. Czy wierzycie w tą jedyną prawdziwą miłość ? Czy miłość wogóle istnieje, czy to tylko chwilowe zauroczenie? Ja wierzyłam gdzieś kiedyś, kiedy byłam nastolatką, ale teraz to ja już sama nie wiem w co wierzę. Byłam w kilku związkach , czułam te "motylki w brzuchu", ale z czasem to uczucie mijało i twierdziłam, że to nie to i szukałam dalej . Zacznę od początku... Mam 32 lat, jestem mężatką od kilku lat, mamy też 2 małych dzieci. Wychodząc za mąż byłam pewna, że to ta właściwą osoba. Bardziej podchodzilam do tego zwiazku mózgiem niz sercem. Wydawał mi się odpowiedzialny i troskliwy. On wtedy się bardzo starał, dbał o mnie jak tylko mógł. Ja bardzo lubiłam jego towarzystwo. Mieliśmy podobne zdanie i gusty. Ciągle mi powtarzał, że mnie bardzo kocha. Myślałam, że ja też się zakochałam, chociaż to nie było to coś co się widzi w filmach romantycznych. Byłam pewna,że chcę z nim spędzić życie, więc pobraliśmy się. Do czasu pojawienia się naszych dzieci było wszystko super, układało nam się. Po jakimś czasie zaczęliśmy się od siebie oddalać, pojawiła się masa problemów, choroby dzieci i zapomnieliśmy o sobie. Mąż przelał wszystkie swoje pozytywne uczucia na nasze dzieci. Nie było już nas, tylko dzieci i obowiązki. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio mąż mi powiedział ze mnie kocha. Nie pamiętam, kiedy mnie przytulił . Juz nawet osobno śpimy w innych pomieszczeniach( dlatego, że ja wstaje często do dziecka a on musi się wyspać ). A ja dla niego jestem tylko sprzątaczką, kucharką i nianią dla jego dzieci. Juz nawet nie mówi mi po imieniu, ani zdrobniale(jak dawniej) tylko używa słowa "matka". Nie obchodzimy rocznicy ślubu. Bardzo mało ze sobą rozmawiamy, a jak już to więcej jest kłótni. Mąż coraz częściej jest dla mnie chamski i nieprzyjemny. Przestał mnie wspierać, pocieszać i nawet nie stara się mnie zrozumieć. Wydaje mi się, że przestał mnie kochać. Czuję się zaniedbywana i niewartościowa. Ja sama nie czuje tej miłości do niego. Nawet zauważyłam, że nie lubię spedzać z nim czasu, nie lubię jak jest w domu, wole żeby gdzieś sobie poszedł. Czy to możliwe, że to uczucię przed ślubem to było tylko zauroczenie? A może miłość nie istnieje? Znajdujemy się w takiej beznadziejnej sytuacji bez wyjścia. Z jednej strony nie mogę odejść dla dobra dzieci, ale tez nie mam gdzie pójść. Nie mam nic , bo zaraz po ukończonych studiach urodziłam dzieci, wiec nie mam żadnego doświadczenia zawodowego, dlatego znalezienie pracy i wyprowadzka będzie bardzo ciężka, do tego córka ciągle chora i nie mam jak pracować. Jest jeszcze kwestia wiary. Ja jestem wierząca w Boga i przyrzekałam przed Bogiem miłość i wierność aż do śmierci. Czy Bóg chce abyśmy się razem tak męczyli? Jak ja już go nie kocham,to wg wiary to grzech, bo przyrzekalam itd. No ale jak się rozstaniemy to też będzie grzech( bo przyrzekałam, że nie odejdę)To jak żyć? Zdecydowałam, że jednak zostane w tym beznadziejnym związku. Mąż nie jest złym człowiekiem, jest nawet lubiany w społeczeństwie, ma wiele dobrych cech, ale czy da się żyć do śmierci z osoba ktorą się nie kocha? Ja jestem pewna,że między nami nie ma miłości, to tylko przyzwyczajenie i nic więcej. Czy to możliwe, że ja się nigdy naprawdę nie zakochałam? Bardzo będzie mi miło jak ktoś mi odpisze.
  14. Jestem już bezradna! Mam 33lata, w związku od11. Lubię i cenie sobie długie, szczere rozmowy ale mąż już chyba nie. Mamy 2 dzieci. Mąż od 1,5 miesiąca śpi sam na kanapie. Wiele prób rozmów i jedyne co wiem to nie chce wracać do sypialni i nie ma ochoty na bliskość ze mną. Raz mówi że nie umiemy rozmawiać innym razem cieszy się że potrafimy usiąść i pogadać, raz że się zmieniłam na lepsze a potem ze nie wierzy w przemiany, i ze mu tak dobrze. Poza tym w domu super się dogadujemy, wspólnie decydujemy o wszystkim w domu, dużo mi pomaga sam od siebie - pierze, sprząta, myje, prasuje, odkurza itp. Zajmuje się dziećmi, nie planuje wyprowadzki ale nie raz słyszałam teksty chcesz to się wyprowadze albo chcesz to sie rozstaniemy,nie robi nic w tym kierunku poza osobnym spaniem. Ostatnio wyjechaliśmy na weekend od dawna zarezerwowany. Sam zainicjował kilka razy zbliżenie, czasem gdy przyjdę się przytulić to mi pozwala na to, innym razem odchodzi spać, nie chce. Męczy mnie to. Jak ja chce rozmowy to odbiera to jako atak więc odpuszczam, wraca z pracy to dzwoni i inf. ze juz wyjechał, pyta czy coś kupic do domu, sam od siebie kupi mi czasem coś, wieczorem zrobi drinka, coś mi naprawi, w zasadzie nie muszę się o nic prosic. W grudniu powiedziałam ze chce lepszego męża - miałam na myśli takiego, który mi więcej pomaga i zaczął, jest super ale czuję się ukarana. Pomaga ale krótko po tym poszedł spać na kanapę. Wyjaśniłam mu kilka razy o co mi chodziło, ze zle to ujęłam w slowach, uważa ze to nie o to mu chodzi. Nie uzyl nigdy słów ze mnie nie kocha ale tez mi tego nie mówi, jedynie przez jego dobroć troskę i pomoc czuje, ze nie jestem mu tak obojętna. Przeczytał moj "pamiętnik" w którym napisałam co teraz czuję i ze wierzę ze jeszcze będzie dobrze jak dawniej, zapisalam tam tez kilka przykrych słów, których do mnie uzyl, zapytał mnie czemu to piszę. Nie wiem już co mam robić? Wiem ze rozmowa ale co jeśli On nie chce gadać?!
  15. Żeby spełnić formalności: Jestem mężczyzną w wieku 25 lat i nie potrafię sobie poradzić z silnymi emocjami i problemami, które są przede mną stawiane... Moja partnerka (a może bardziej osoba, z którą się kiedyś przyjaźniłem, a teraz spotykam) boryka się z problemem zaniżonej samooceny i korzysta w tym z pomocy drugiego już psychologa. Około 10 lat temu zdiagnozowano u niej zaburzenia więzi. Obecnie mamy po około 25 lat, ona studiuje medycynę i jest najmądrzejszą osobą jaką znam, regularnie ćwiczy na siłowni i ma świetną figurę, jest ładna i stylowo się ubiera - często słyszy komplementy od płci przeciwnej, jest też bardzo zaradna i ma dość dużo znajomych. Skąd więc problemy z niską samooceną? Ona twierdzi, że przeze mnie. Chociaż staram się zawsze podkreślać jej niezbywalne atuty, to czasem jednak mam potrzebę przekazania jakby nie patrzeć niemiłej informacji o jej zachowaniach... Powiedzmy sobie wprost, mowa tutaj o zachowaniach uznawanych przeze mnie za toksyczne i obrzydliwe i nazywam je po imieniu, bo sam muszę przez nie korzystać z pomocy psychologicznej i nie sądzę, żeby można było je tolerować. Usłyszałem też, że za bardzo próbuję ją zmienić i nie daję poczucia akceptacji. To oczywiście nie było moim celem, bo ona mi poczucie akceptacji dawała... Tzn. do momentu aż celowo postanowiła mi je zabrać, żeby mnie ukarać - co może posłużyć jako wprowadzający przykład toksycznego według mnie zachowania. Może podam takich przykładów więcej: 1. Czasami ze swoim kolegą, który podobnie jak ona, gardzi "katolami" wyśmiewali moją byłą dziewczynę tegoż właśnie wyznania, aż doszli do momentu obrażania moich uczuć religijnych. Akurat wtedy jeszcze przejmowała się tym co mam do powiedzenia i przeprosiła za to, ale później sytuacja z wyśmiewaniem mojej ex powtarzała się. Według mnie jest to zachowanie płytkie, jakaś marna próba dowartościowania się czyimś kosztem i nazwałem to po prostu małostkowym. 2. Przed jej przyjazdem do mnie przygotowałem swój komputer (instalując próbny pakiet Office), żeby mogła zrobić coś na uczelnie i nie tachać swojego. Pożyczyłem go jej, a ja przygotowywałem nam w tym czasie obiad. Kiedy skończyła poinformowała mnie, że przeglądała moje prywatne wiadomości z byłą dziewczyną. Nie spodobało mi się to, ale nie miałem tam nic do ukrycia, więc nie robiłem z tego wielkiego problemu. Niestety, w kolejnych dniach ciągle kierowane były w moją stronę pretensje o to, że np. wysyłam partnerce te same zdjęcia, co ex (i to chodzi o zdjęcia jedzenia...). Sprecyzujmy, moja poprzednia relacja została zamknięta, mieszkamy daleko od siebie i nie widzieliśmy się ani razu odkąd jestem w nowej relacji, a kontakt mamy sporadyczny, a poruszane tematy to jedzenie, filmy i seriale. Zaczęło mnie to bardzo drażnić, bo w ogóle nie miała prawa przeglądać tych wiadomości bez mojej wiedzy ani zgody, a jeszcze rościła sobie na tej bazie jakieś pretensje. Kiedy zażądałem, żeby pokazała mi swoje wiadomości z jej byłym chłopakiem to niby pozwoliła, ale nie dała mi telefonu do ręki, a kiedy chciałem wejść w multimedia to go zabrała. No ja oczekiwałem raczej takiej samej dowolności w przeglądaniu treści jakie ona sobie dała, co powiedziałem wprost, a ona odmówiła. Od tego momentu absolutnie nie miałem ochoty słychać o żadnych ex i reagowałem złością kiedy wpychała w nasze rozmowy takie wątki. 3. W trakcie świąt kiedy miałem więcej czasu odkryłem, że partnerka, korzystając z okazji z pkt 2, korzystając z mojego laptopa usunęła moje wszystkie e-maile do i od niej, które były dla mnie bardzo ważne (były tam wyznania miłosne, chęć zmiany szkodliwych zachowań, otwartość na dialog i kompromisowość). Bardzo mnie to zdenerwowało, ale temat poruszyłem dopiero po świętach (nie spędzaliśmy ich razem, bo miała mnie zaprosić czego nie zrobiła, ani nie skorzystała z mojego zaproszenia), żeby nam ich nie psuć. Partnerka nie dość, że miała mi za złe, że unikałem rozmowy to jeszcze jawnie odmówiła przeproszenia za usunięcie moich wiadomości, bo uznała, że miała takie prawo, bo to były wiadomości z nią, bo kiedyś poprosiłem, żeby nie czytała wiadomości, które są dla niej raniące (dołowała się tym nie wiadomo po co), czym dałem jej przyzwolenie usunięcie ich na zawsze. No przykry absurd po prostu... 4. Ostatnio spotkała się ze swoją koleżanką (która jest bi, ale po 10-letnim związku z facetem) z liceum i poszły sobie potańczyć. Trochę ze sobą pisaliśmy i ona zaczęła się pytać czy może pocałować swoją koleżankę, a ja zacząłem się pytać dlaczego chce tak zrobić itd, nie dając na to żadnej odpowiedzi. Było już późno, więc się położyłem, a kiedy zadzwoniła powiedziała, że ją pocałowała i było super i w ogóle dziewczyny całują lepiej od chłopców. Doskonale wiedziałem, że to jej sposób flirtu i raczej nie miałem nic przeciwko temu pocałunku, o ile faktycznie taki miał miejsce. Następnego dnia dopytałem o szczegóły i dowiedziałem się, że właśnie jedzie do tej koleżanki, żeby zjadły razem śniadanie i spędziły wspólnie poranek. Wydało mi się to już trochę dziwne, no ale okej. Niestety później sprawiała wrażenie zakochanej w niej, opowiadała jak przytulały się i patrzyły na siebie w milczeniu, mówiła, że podobała jej się już w liceum, że ona odwzajemniła jej pocałunek i później zaczęła ją sama całować z językiem i na drugi dzień, kiedy były już trzeźwe to również, przypomniała, że od dłuższego czasu zastanawiała się czy nie jest BI, bo podobają jej się dziewczyny, tylko nie wiedziała czy potrafiłaby z taką być. Czarę goryczy przelała rozmowa, która wywiązała się po informacji, że ów koleżanka zaprosiła ją do siebie na weekend (mieszka w innym mieście), a ona zaczęła ją zachwalać, że całowała ją przy wszystkich, nie wstydziła się jej itd, na co ja odpowiadałem, że przecież ja też ją chciałem tak całować i również się jej nie wstydziłem (tylko niektórych sytuacji) i po mojej wiadomości "Czujesz, że masz wartość, bo przelizałaś się z koleżanką na imprezie?", która miała wyrazić moje oburzenie i niezrozumienie zaistniałej sytuacji otrzymałem, cytuję "Ja pierdole", "I znów zaczynasz", "Chcesz mi zniszczyć samoocenę", "Znów mnie atakujesz". Takich i podobnych zachowań można tutaj wymieniać dziesiątkami - potrafi zatajać prawdę, aż do momentu kiedy może jej użyć, żebym wyszedł na tego złego; bardzo często doszukuje się u mnie złych intencji; projektuje swoje obawy i schematy zachowań na mnie... Staram się to wszystko tolerować, cierpliwie tłumaczyć, ale naprawdę czasami rzucę niemiłym komentarzem albo przytykiem na temat jej przywary, co do której nie chce się nawet przyznać. Biorę pod uwagę, że ma pewne zaburzenia i nalegałem na wspólną wizytę u specjalisty, żebym po prostu wiedział nad czym możemy pracować, a co pozostaje zaakceptować, ale pomimo jej wcześniejszych chęci zaczęła mnie zbywać wymówkami. Próbując sięgnąć pamięcią do początku tego wszystkiego, dochodzę do wniosku, że ja chyba po prostu przyjąłem jej sposób przekazywania informacji, tj. tak jak coś czuję tak z siebie wyrzucam, bez zbytniego filtrowania, bez patrzenia czy może to być krzywdzące dla drugiej osoby. Właściwie myślałem, że właśnie o to jej chodzi, bo według niej związek powinien być spontaniczny, pełny emocji, "vibrant", a nigdy nie chciała porozmawiać na temat jej sposobu komunikacji wprost. Przez jej częste pytania "jesteś na mnie zły?" zacząłem odnosić wrażenie, że ona chce sprawić, żebym taki był, co miało być swoistą "grą wstępną". Niestety okazało się, że ona nie radzi sobie z tak przekazywanymi informacjami, bardzo bierze to wszystko do siebie (ale wtedy dlaczego zasypywała tym od dłuższego czasu mnie?), no i dowiedziałem się, że "rujnuję jej samoocenę". Ja zauważam, że coś tutaj jest nie tak, że ona powinna mieć po prostu poczucie własnej wartości, które nie będzie zachwiane przez jakiś żart, komentarz czy nawet uzasadnioną krytykę, a ona jakoś tak próżnie oczekuje atencji, komplementów i łechtania ego przez otoczenie, a jak coś/ktoś nie spełnia takiej funkcji, to jest to atak. Nie wydaje mi się też, żeby osoba z zaniżoną samooceną mogła zachowywać się w tak zuchwały sposób i z automatu odrzucać zdanie drugiej osoby, może to po prostu jakieś zachwiania? Zupełnie nie wiem jak sobie z tym poradzić, proszę o pomoc
  16. Czy nadal wypada założyć że świadczy to o impulsywnych zachowanych lub innych problemach psychicznych? Po co ktoś może marzyć aby zrobić sobie "rękaw"? Czy jest to red flag?
  17. W ostatnich kilku latach skala problemów z zajściem w ciąże bardzo mocno się pogłębia. Stan taki nazywany jest społecznie i dosyć nieprzyjemnie bezpłodnością. Jednak jako terapeuta pracujący z parami z ponad jedenastoletnim doświadczeniem wiem, że nie we wszystkich przypadkach jedyny czynnik to medycznie stwierdzona niemożność zapłodnienia. W przypadku par u których lekarz nie potwierdzi rzetelnymi wielorakimi badaniami diagnostycznymi i obrazowymi u obydwu osób czyli i kobiety i mężczyzny, że ich ciała mają utrudniony proces zapłodnienia z powodów natury medycznej, zleci rozpoczęcie psychoterapii. Wielu osobom nawet samodzielnie nigdy by nie przyszła taka myśl, na szczęście coraz więcej lekarzy ma świadomość tego, iż przecież człowiek nie składa się tylko z ciała fizycznego, ale też i umysłu, który zawiaduje i zarządza całym organizmem ludzkim. A zatem w wielu problemach, kłopotach z zajściem w ciążę należy również podjąć kontakt z terapeutą, by dowiedzieć się, co może być psychologicznym aspektem tego typu problemu u obojga. Do tańca trzeba dwojga, a zatem nigdy nie należy kierować uwagi tylko na jedną osobę w związku, a dwie. I to jest podstawowa wiedza psychoterapeutyczna o której nie mówi się zbyt często i rzadko można przeczytać fachowe wypowiedzi, badania, opinie specjalistyczne. To co się dzieje w umyśle przyszłych rodziców, to jak żyją, jak wyglądają ich wzajemne relacje, ich relacje z rodziną pochodzenia, dieta, styl życia, rodzaj reakcji emocjonalnych, poziom stresu i napięcia, kondycja fizyczna, giętkość i witalność ciała, odpoczynek, relaks, czas wolny lub wiele godzin pracy zawodowej, niepewna sytuacja zawodowa, problemy finansowe, zdrowotne - to tylko nieliczne z następstw problemów z zajściem w ciąże. Co więcej spora grupa młodych osób, która jest bardzo ambitna, perfekcyjna, lubi kontrolować świat i otaczającą rzeczywistość, chce też zaplanować, a najlepiej dokładnie obliczyć czas poczęcia dziecka. Większość wiedzy, mądrości i doświadczenia pokazuje, że nie zawsze to co chcemy spełnia się w życiu. Człowiek naprawdę nie ma aż tak wielkiego wpływu na procesy, które dzieją się wokół niego. Oczywiście może planować, stawiać sobie cele, marzenia na przykład by dziecko urodziło się „przed 35 rokiem życia” - to już takie popularne archaiczne stereotypy, ale to wcale nie znaczy, że tak się stanie. Wtedy pojawiają się poważne stany zmian nastroju, zachwianie równowagi emocjonalnej, często objawy lęku i stany depresyjne. Wielu rodziców, mimo iż są młodzi to znaczy, nie przekroczyli na przykład 40 roku życia, funkcjonują pod presją czasu. A tak intymne kwestie jak zapłodnienie i poczęcie istoty ludzkiej wymaga raczej spokoju, braku pośpiechu, presji. Wiadomo, że pary które zachodzą w ciążę szybko to te spontaniczne i bez nadmiernej ambicji czy kontroli zewnętrznej, po prostu zdają się na czas i zaufanie do matki natury. Nie negują siebie i tego, że w wyznaczonym czasie nie rodzi się dziecko. Po prostu są zrównoważeni, cierpliwi, spokojni, otwarci na to jak będzie. Nie poganiają się nie pospieszają i ostatecznie nie mają na tym punkcie obsesji. Większość par podejmuje jednak konsultacje specjalistyczne, ponieważ ma świadomość, że nie tylko do przyjścia na świat dziecka trzeba będzie spełnić warunki biologicznego zdrowia, ale też psychologicznego. Zresztą już w aktualnych czasach wiedza ludzi jest coraz większa i wiadomo, że przed zajściem w ciąże warto pracować nad sobą i nie tylko wtedy gdy ta ciąża nie odbywa się w wybranym czasie. Świadomość, że rodzicielstwo to największe wyzwanie ludzkości jest najważniejsza. Należy zatem nabyć umiejętności na temat sposobów radzenia sobie z emocjami, uczuciami, frustracjami, smutkiem, żalem gdy poczęcie nie następuje oraz poszukiwać sposobów rozwiązania problemu, który znajduje się na podłożu psychosomatycznym oraz w relacji tejże pary. Osoby w pełni zdrowe zarówno na poziomie somatycznym i psychosomatycznym nie mają większych kłopotów z zajściem w ciąże. A zatem jeżeli obserwujesz w swojej relacji iż czas do zajścia w ciąże nie jest taki jak zaplanowaliście razem, może warto poza objawami natury biologicznej uwarunkowanymi w ciele zająć się też podłożem psychologicznych czynników uniemożliwiających samodzielne i naturalne urodzenie dziecka. Jak wiadomo jest przecież szerokie grono osób, które nie czuje jeszcze na dany moment pełnej gotowości na poziomie nieświadomym do bycia rodzicami, mają pewne obawy, nie są przekonane w pełni, że tego chcą, myślą o sobie, „że może nie będą dobrymi rodzicami, nie są pewni czy to już odpowiedni moment, chcą jeszcze spełnić inne plany i pragnienia” - to wszystko cytaty z sesji, ale presja społeczna i rodzinna jest tak silna, że jakby przymuszają się, by spełnić też oczekiwania osób z zewnątrz lub nie poczuć się „gorzej” od innych ponieważ na przykład cyt. „kuzynki, sąsiadki, mają już trójkę dzieci”. Trzeba zawsze pamiętać, że każdy jest całkowicie indywidualną istotą, ma inne potrzeby, pragnienia, wartości, plany i cele na życie. Nie należy w żadnych kwestiach, a szczególnie w tak ważnych jak pozostanie rodzicem kierować się chwilowym afektem lub oczekiwaniami innych osób. Lepiej wtedy zajrzeć w głąb siebie, rozpocząć wewnętrzną pracę nad sobą, by dotrzeć do momentu gdy wszystkie rozwiązania i odpowiedzi odnośnie kwestii rodzicielstwa pojawią się. Ale wszystko zawsze się dzieje w swoim tempie i swoim czasie, nic na siłę i w pośpiechu. Zwolnij zatem choć na chwilę, zatrzymaj się tym bardziej, jeżeli Twój plan i partnera na razie nie został jeszcze zrealizowany tak jak to zaplanowaliście. Do dobrego i zdrowego poczęcia potrzebna jest stabilna i właściwa sytuacja medyczna, psychologiczna i społeczna obojga przyszłych rodziców.
  18. Witam, troche dziwnie pisać o takich sprawach na forum, bo dotychczas sądziłem ze są one niepotrzebne lub jakimś dziwnym odrealnionym światem. Od ostatniego czasu nasiliły się w moim domu problemy na tle rodzinnym. "Żałuje, że Cie urodziłam" takie słowa usłyszałem ostatnio od mojej matki w trakcie rozmowy, teksty w stylu, że jestem nikim, zerem, zginę bez niej, że jestem totalnym dnem bez zainteresowań i jej porażką życiową stały się ostatnio codziennością. Nie ukrywam że często zdarza mi się zapomnieć lub wykonać polecone zadania poza czasem lub przeciągać je długi czas. Początkowo sądziłem ze problemy te są spowodowane toksycznością ojca z którym miałem słabe relacje przez naprawdę długi czas, bywał agresywny lub oschły ale przypuszczałem ze taki ma charakter. Teraz po jego odejściu i rozstaniu się z matką dostrzegam wyostrzanie się podobnych zachowań u mnie jak niegdyś jego, a jego nastawienie po odejściu zmieniło się o 180 stopni gdzie z oschłego dziada stał się przyjemną osobą z którą mogę spokojnie porozmawiać i doradzić się w pewnych sprawach, jakbym rozmawiał całkowicie z innym człowiekiem. Często jestem krytykowany przez matkę i nigdy chwalony a jeśli już to na zasadzie " no nie sądziłam ze cokolwiek takiego jesteś w stanie robić". Pozornie proste sprawy jak odkurzenie dywanu stał się problemematyczne gdyż mam je zrobić dosłownie wraz z poleceniem matki, a jakiekolwiek spóźnienie z tym zadaniem np o godzinę gdyż byłem zajęty, kończy się awanturą i jej samodzielnym wykonaniem danej rzeczy argumentując to że nie będzie się prosić. Jestem młodym człowiekiem bez większych nałogów, nie odwalam żadnym chorych akcji ani nic z podobnych rzeczy. Zarzucanie mi ciągle bycia człowiekiem bez ambicji i pasji stało się jej argumentem każdej nawet najmniejszej potyczki. Ciągle studiuje, rozwijam się na wielu frontach jak informatyka, cały czas próbuje tworzyć coś nowego ( uczę się malować, pisze, tworze amatorsko muzykę) lecz dalej zostaje beznadziejnym idiotą. moje poprzednie zainteresowania jak np terrarystyka, sport czy turnieje szachowe przynosiły taki sam efekt. W ostatnim czasie zostałem nawet posądzony że w czasie egzaminów za dużo się uczę i mogę zrobić sobie przerwę pracując na ogródku, pisanie pracy semestralnej trwało pod ciągłą presją - " długo to jeszcze będziesz pisał" " ile można do cholery pisać pracę semestralną"- praca okazałą się jedną z najlepszych na moim kierunku lecz to nie był żadny powód do dumy ze strony matki. Próba rozmowy kończy się tak samo awanturą lub milczeniem z jej strony gdy łamie jej argumenty lub poglądy bo nie będzie rozmawiała z kimś kto tylko prawi swoje filozofie. Nie ukrywam że mam swoje wady i negatywne cechy ale już nie wiem czy to ja jestem aż tak złym człowiekiem który nie zasługuje na życie. Swoje działania argumentuje moim dobrem i dbaniem o moją przyszłość bo przecież ona pracuje, gotuje, sprząta a ja tylko opierdalam się całe dni na komputerze ( na który wchodzę najczęściej po godzinie 22 w celu spędzenia czasu ze znajomymi grając lub rozmawiając). Nawet gdy pracowałem ( miałem pracę wyjazdową gdzie np nie było mnie 24h w domu), był problemy że nie ma nie w domu. Nie pracuje - znajdz pracę, nie ma dziewczyny - znalazłbyśsobie dziewczyne, pracuje- nie ma cię w domu lub skup się lepiej na studiach, mam dziewczynę- tylko byś do niej jeździł. Nie jest całkowicie zainteresowana tym co robię w życiu i co chciałbym robić, podsuwa mi tylko swoje propozycje na zagospodarowanie przyszłości w odpowiedni i dostatni wgl niej sposób. Wcześniej radziłem sobie z takimi rzeczami będąc uległym przez kilka dni ale po ostatnim teksie o żałowaniu mojego rodzenia całkowicie się załamałem i nie mam pojęcia co już ze sobą zrobić. Może ktoś miał podobną sytuacje i chciałby podzielić się jakimiś przeżyciami lub radami bo psychicznie powoli wysiadam
  19. Wiele badań dotyczących relacji partnerskich oraz doświadczenie w klinicznej psychologicznej pracy zawodowej pokazuje, iż to w jaki sposób myślimy o sobie odzwierciedla jakość naszych relacji z innymi, szczególnie w przypadku związków partnerskich. Jak to się dzieje? Wielokrotnie społecznie używa się stwierdzenia, że przeciwieństwa się przyciągają. Na ogół w gabinetach terapeutycznych obserwuje się, że ludzie raczej dobierają się na zasadzie znanego już słowa „odbicia lustrzanego” Co to znaczy? Jeżeli jesteś osobą o niskim poczuciu własnej wartości, jakby przyciągasz do siebie osobę o prawie identycznym zdaniu na swój temat. Tak podają rzetelne i fachowe statystyki oraz doświadczenie kliniczne. Jak to się ma do rzeczywistości. Obydwie osoby czują się ze sobą dobrze w zbliżonym poczuciu mniemania na swój temat, dlatego od początku zawierają związek, znajomość, relację. Rzadko bardzo się zdarza, by osoby o skrajnym poczuciu własnej wartości były w stanie wejść razem w związek. Czyli osoba, która uważa siebie za mało wartościową prawdopodobnie nigdy nie zwiąże się z tą która uważa siebie za bardzo wartościową osobę. Przecież żadna z tych osób nie chce być wzajemnym „ciężarem” dla siebie, ponieważ to co myślimy na swój temat przekłada się na jakość i długość danej relacji. Nie jest celem bycia w związku to, by osoba „dowartościowana” miała wspierać przez większość czasu tą, która jest „niedowartościowana”. Wtedy ten związek traci energię na jakby leczenie tej drugiej osoby, a to z zasady nie jest celem bycia w związku. A zatem jeżeli chcesz stworzyć zdrową, dłuższą relację z zaangażowaniem należy zacząć pracę wewnętrzną od siebie. To jak Ty widzisz siebie, tak widzą Ciebie inne osoby i adekwatnie do tego jakie jest Twoje poczucie wartości z podobnymi osobami zawierasz związki. W początkowej fazie znajomości kilkumiesięcznej może to nie być takie oczywiste i widoczne, a z dłuższą perspektywą czasu pojawia się to realne widzenie. Dlatego tak ważne jest by mieć zdrowe i zrównoważone poczucie własnej wartości, ponieważ wtedy osoba którą spotkamy lub z którą jesteśmy w związku będzie adekwatnie do tego również się zmieniać, czy oddziaływać na tą relację. Natomiast przykładowo, gdy spotkają się osoby, które myślą o sobie negatywnie jako indywidualne osoby, to w tej parze raczej będzie więcej negatywności niż pozytywności. A zatem, by czuć się dobrze ze sobą i innymi szczególnie w bliskich relacjach partnerskich zawsze trzeba zaczynać od siebie, od pracy nad swoją samooceną i postrzeganiem. To jak odnosimy się w stosunku do siebie, tak też będą odnosić się osoby z zewnątrz. To w jaki sposób traktujesz siebie, jesteś lub będziesz też traktowany przez bliską Ci osobę. Wiele problemów w relacjach wynika z niskiej samooceny. Zatem świadome podwyższanie jej i praca wewnętrzna psychologiczna nad wzmacnianiem poczucia siebie wydaje się być priorytetowa. To co czujesz w stosunku do siebie, jak o sobie mówisz, jak się zachowujesz to Twój partner to odbiera i adekwatnie odpowiada. Zatem należy koncentrować się na budowaniu zdrowego i dobrego myślenia o sobie jeżeli chcesz być usatysfakcjonowany/a z relacji z innymi. Pracę nad relacją z innymi zawsze zaczynamy od pracy nad sobą. Oczywiście artykuł pomija kwestie związane z formami nieprawidłowych relacji w których jest uzależnienie, przemoc, itd. tego typu relacje omawiane w tym miejscu nie są. Podsumowując, jeżeli czujesz, że chcesz poprawić jakość swojego związku z innymi, partnerem to zacznij uważniej obserwować siebie i jakość myśli na swój temat. Pamiętaj zawsze, że każdy jest całkowicie unikalny i nie ma drugiej takiej samej osoby na świecie, warto dobrze myśleć o sobie.
  20. Czasami człowieka blokuje coś przed przemianą. Może to wynikać z tego, że w jej następstwie oddalałby się od własnej tożsamości, bo zmiana niejako nadeszłaby z zewnątrz. Łatwiej o metamorfozę, kiedy w istocie jest ona pojednaniem ze sobą. Zwłaszcza mężczyźni nie tyle zmieniają się, co odkrywają siebie. Kobiety częściej raczej siebie odnajdują pośród rozproszenia serwowanego im przez wszechobecne dyrektywy na temat tego, kim mają być. Wspólnym mianownikiem kobiet i mężczyzn jest to, że w pędzie za aprobatą gubią bezcenne wewnętrzne korzyści. Paradoksalnie, wszechobecne maski przypominają, że najważniejsze jest to, co niewidoczne. Kanał na YouTube | Fanpejdż CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online.
  21. Dzień dobry, mam 24 lata, jestem początkującą inżynierką. Od prawie trzech lat jestem w związku z chłopakiem, którego poznałam na kole naukowym. Planujemy wspólną przyszłość i rodzinę. Chcę być dobrą matką, ale boję się macierzyństwa i wyzwań z tym związanych, a także, co przyznaję ze wstydem, załamania kariery. Wiem, że to nienormalne, ale nie czułabym się szczęśliwa jako kura domowa. Boję się, że z moim charakterem i ADHD nie będę w stanie dobrze wychować dziecka. Nie uznaję działania "na pół gwizdka" w żadnej sferze życia, więc podejście "urodzisz i jakoś to będzie" nie przekonuje mnie, wręcz uważam je za szkodliwe. Wiem, że nie powinnam uważać pracy za istotną część życia, ale taka jest lokalna kultura, w której się wychowałam (Górny Śląsk) i nie potrafię inaczej - dla mnie praca to część mnie, mój zawód to ważna część mojej tożsamości, uważam mój wysiłek włożony w to, co robię w firmie, za liczącą się cegiełkę w rozwoju społeczeństwa i czymś, co może uczynić świat odrobinę lepszym. Spełniam się zawodowo i bardzo lubię swoją pracę, w dodatku czuję, że się rozwijam i robię użytek z moich talentów. Tymczasem jeśli zostałabym matką, musiałabym z tego wszystkiego zrezygnować na przynajmniej cztery lata (ciąża + pierwsze trzy lata życia dziecka, w końcu żłobek czy opiekunka nie jest dobrym pomysłem zgodnie z teorią przywiązania), a w praktyce więcej, bo smutno jest być jedynakiem. Taka przerwa uniemożliwiłaby mi powrót do pracy w inżynierii. Może przełknęłabym to, gdyby nie moje cholerne ADHD i introwertyzm, przez który czasem potrzebuję samotności. Nie potrafiłabym godzinami pilnować dziecka, przytulać, po prostu być 24/7, ponieważ monotonne zadania wywołują u mnie psychiczny ból. Ostatnio zapomniałam wziąć do pracy słuchawki, przez co nie mogłam słuchać moich ulubionych podcastów i filmików. Wykonywałam bardzo proste, rutynowe rysunki techniczne i... chciało mi się płakać z psychicznego bólu! Tak wygląda życie z ADHD - za mało intensywne bodźce wywołują cierpienie. Chętniej bawiłabym się z dziećmi, opowiadała im o świecie, ganiała z nimi po podwórku itp., ale przecież z punku widzenia psychologii rozwojowej to zadanie ojca. Matka ma być dostępnym cały czas wsparciem emocjonalnym, od ciekawszych zadań jest tata. Tylko czy tak musi być, czy jest to tylko pewien trend związany z występujących w społeczeństwie preferencji? Czy możliwe jest, żeby ojciec był bezpieczną bazą, a matka - bezpiecznym towarzyszem eksploracji? Mój chłopak jest bardzo emocjonalny (chyba nawet bardziej, niż ja), mimo, że też jest inżynierem, a do tego bardzo cierpliwy. I nie przeszkadzałaby mu przerwa w karierze (uważa pracę za osiem godzin wyciętych z życiorysu, co dla mnie jest kompletnie niezrozumiałe), sam mi proponuje, że chętnie zajmie się dziećmi, żebym mogła się rozwijać. Tylko czy to byłoby dobre dla dzieci? A może jeśli oboje rodzice będą tak samo zajmować się dzieckiem, oboje będą zarówno bezpieczną bazą, jak i bezpiecznym towarzyszem eksploracji, w zależności od sytuacji? Wtedy oboje mogliby podzielić się przerwą w pracy, przez co kariera żadnego by się nie załamała, a tylko zwolniła. Szukałam prac naukowych na ten temat, ale nie znalazłam żadnej, gdzie porównywanoby rozwój dzieci wychowywanych "normalnie" i takich, w których ojciec starałby się być bezpieczną bazą, zamiast matki. Wiele z nich opisywało znaczenie roli ojca na podstawie... ankiet przeprowadzanych w społeczeństwie, w których pytano, jaki powinien być ojciec i co powinien robić. No super sposób ustalenia prawidłowych (z psychologicznego punktu widzenia) zachowań... Czasem, czytając różne opracowania, miałam wrażenie (może mylne), że badani ojcowie od razu zakładali, że ich rolą jest pomaganie partnerce przez zabawy z coraz starszym dzieckiem, a nie dbałość o rozwój emocjonalny dziecka od maleńkości i fizyczne zajmowanie się niemowlakiem. Jak to wygląda w rzeczywistości? Na ile rodzice instynktownie wybierają, co robią z dzieckiem, a na ile jest to kwestia stereotypów wpajanych od tysiącleci? A może zależy to jedynie od charakteru danych rodziców? Jeśli z moim charakterem nie mogłabym być bardzo dobrą matką, to nie zostanę nią wcale. Albo coś się robi dobrze, albo w ogóle, nienawidzę bylejakości. Znam kobiety sfrustrowane macierzyństwem, które uznały, że "jakoś to będzie" i zrobiły sobie dziecko. Cierpią na tym i one same, i dzieci. Nie chcę taka być. Więc jak to jest? Mam szansę wychować zdrowe, szczęśliwe dziecko, czy nie? Czy najczęstszy podział obowiązków między ojcem i matką wynika z czystej biologii? Czy dobrym pomysłem byłoby, gdyby np. po pół roku po porodzie matka wróciła zdalnie do pracy, a ojciec zajmował się wszystkim, oprócz karmienia? Bardzo proszę o namiary na opracowania naukowe, jeśli to możliwe. P.S. Jeśli odpowiedź na powyższe pytania brzmi odpowiednio "Tak", "Nie" i "Tak", jak można oduczyć się używania ironii, czarnego humoru i żartobliwego dogryzania sobie? To naturalny sposób komunikacji między inżynierami, ale nie należy używać go przy dzieciach
  22. Jesteśmy z mężem razem już 7 lat,od 2 lat mam problem z zaakceptowaniem siebie,przez co cierpi moje małzeństwk..Po drugiej ciąży czulam się jak hipopotam i postanowilam to zmienić. Cel osiągnęłam,oczywiście wciąż podobając się mężowi,choć on nie chciał we mnie nic zmieniać i to zawsze ja widziałam same minusy siebie. Kiedy zaszłam w 3 ciążę miałam taką figurę o której zawsze marzylam,a nagle po porodzie skóra obwisła na brzuchu j udach chociaż nie ma jej duzo,znowu zmagam się z boczkami,kilogramy powrócily i wtedy zawaliła się jakaś część mnie. Cieszylam się swim maluszkiem,szczęściem i tym,że mam wspaniałego męża,ale w głowie od tych dwoch lat ciągle siedzi jedno,mowiac szczerze,bylam w takim szoku jak znowu taką siebie zobaczylam i wtedy zaczęło sie wszystko psuć. Znowu byłam wycofana,bardzo zazdrosna o męża,tysiąc pytań dziennie czy mu się podobam,codzienne dolowanie sie przy ubieraniu się. Krótko mówiąc,samoocena znowu spadła,zaczelam kupowac bielizne maskującą,żeby wgl zakladać sukienki itd Zaczęły się kłótnie,moje głupie podejrzenia,zaczęłam sobie wmawiac,że mąż już nie okazuje tak uczuć,bo wyglądam źle itp.. Wiadomo,że zrzuciłabym pare kg i na pewno czułabym się lepiej,ale chciałabym wyrzucić to z głowy,nie myślec,że jesli znowu przytyje 2/3kg to będę sie nienawidzic..Nie chce rozwalic małzenstwa,a jest teraz naprawde źle,dochodzą do tego moje nerwy,bo wybucham z błachego powodu,bo nie jestem w stanie tego opanować i wszystko się ze mnie wylewa na zewnątrz,cała ta bezradnosc,wstyd,brak samozaparcia i wszystkie porazki związane ze schudnięciem..😟😞😭😭
  23. Mój lęk jest nietypowy i trudny do opisania. Podczas oglądania zdjęć satelitarnych Google Maps zauważyłam, że podczas przesuwania mapy nad morzami i oceanami zaczynam odczuwać dziwny i irracjonalny lęk. Zaczyna mi kołatać serce i czuję krótko mówiąc strach który jest tym większy, im plama na mapie staje się ciemniejsza. Nie jestem w stanie "wypełnić ekranu w całości wodą". Spróbowałam tego raz - zaczęło mi się kręcić w głowie i pojawił się jej ból. To samo działo się, gdy oddalałam mapę do momentu widoczności całej planety. Skakałam ze spadochronu - przeżyłam. Nie powtórzyłabym tego drugi raz, ale nie wydaję mi się, żebym miała lęk wysokości (nie jestem pewna na 100%) Nie umiem pływać, ale do wody wejdę bez problemu pod warunkiem, że stopami dotykam gruntu. Ale też strach nie pozwoliłby mi zanurkować. Trochę mnie ta woda przeraża, ale nie paraliżuje. Jestem pewna, że boję się ciemności. Podobny lęk towarzyszył mi, gdy spacerowałam nocą po plaży nad Bałtykiem. Byłam na tyle przerażona, że nie mogłam spojrzeć się na wodę. A raczej w czarną plamę, która ją zastępowała. Tak samo bałam się w muzeum dla niewidomych. Zupełny brak światła? Nie, to nie dla mnie. Gracze na pewno będą wiedzieli o czym mówię - na pewno zdarzyło Wam się kilkukrotnie "wypaść z mapy"? Wasza postać gliczuje się, czy wpada w dziwną przestrzeń i nagle znajdujecie się w pustce, albo po prostu spadacie - podczas takich sytuacji też pojawia się u mnie podobny lęk i muszę natychmiast wyłączyć grę, ten obraz musi zniknąć mi z przed oczu. Śnił mi się kiedyś otwarty ocean i ja na samym środku - oczywiście, wybudziłam się nieomal natychmiast przerażona. Jak tak o tym piszę czuję się nieswojo, ale jednocześnie wyobrażam sobie, że wiele osób może to bawić. Pewnie gdyby mnie te rzeczy mnie nie przerażały to sama uśmiechnęłabym się pod nosem czytając taki temat Czułam, że muszę się tym podzielić. A może znajdzie się ktoś, kto ma odczucia podobne do moich? Nigdy nie spotkałam się ze strachem spowodowanym takimi.. rzeczami. Co o tym sądzicie?
  24. Dzień dobry mam 20 lat i od kilku miesięcy mam problem z nałogowym jedzeniem. Zimą 2020/21 utyłam kilka kg, i źle się z tym czując, postanowiłam, że schudnę. Przez lato mi się to udało dzięki liczeniu kalorii. Od tej pory mimo, że miałam wagę, jaką chciałam, wciąż liczę kalorie. Są dni, że tego nie robię, ale na dłuższy dystans nie mogę przestać, bo czuję, że bez liczenia kalorii stracę zupełnie kontrolę nad ilością jedzenia i przytyję. Mimo tego liczenia, od paru miesięcy nie jestem w stanie zapanować nad ilością jedzenia w ciągu dnia. Praktycznie codziennie obiecuję sobie, że będę jadła mniej, ale już przy śniadaniu zawalam. Kilka dni w tygodniu jestem w domu cały dzień, i wtedy na samo śniadanie zdarza mi się zjeść 900-1000 kcal (a staram się trzymać limitu 1500 kcal na dzień). Potem ciągle aż do jem jakieś przekąski (prawie zawsze mamy coś słodkiego w domu).
  25. Witam, Mam 16 lat i jestem dziewczyną. Od dłuższego czasu mam problem, odczuwam jakby moje życie się sypało a ja nie potrafię go ogarnąć i tylko staczam się razem z nim. Nie mam nawet pojęcia kiedy to się zaczęło. Zawsze byłam wesoła ale nieśmiała, mimo to moje życie się toczyło i było wszystko dobrze. W pewnym momencie jakoś w 8 klasie zaczęło się coś dziać. Zaczęłam tracić wszystkie ważne dla mnie osoby. Łącznie do tego momentu straciłam już 7 osób, w dość (dla mnie) szybkim czasie. Jako pierwsza odeszła moja przyjaciółka, z którą znałam się bardzo długo, praktycznie od dzieciństwa. Było mi bardzo ciężko i przez to zamknęłam się w sobie, przestałam uczęszczać na zajęcia taneczne i w tym momencie straciłam kolejną przyjaciółkę z tańców. Następnie była moja kuzynka, z którą się zbliżyłam przez podobne problemy, ale ta również postanowiła mnie zostawić i poinformowała mnie o tym w moje urodziny, tym samym urodziny spędziłam totalnie samotnie gdzieś chodząc. Ostatnio straciłam przyjaciółkę, z którą chodziłam do szkoły, klasy. Powiedziała mi o tym w jej ostatni dzień. W klasie nie mam nawet znajomych, więc strasznie boję się powrotu - wiem, że będę sama. To są przyjaźnie, które coś zrobiły w moim życiu, po których do teraz się nie pozbierałam, opowiedziane w skrócie. Aktualnie nie mam ochoty na nic. Moje zainteresowanie jakim było taniec przestało sprawiać mi przyjemność, chodzę tam w złym humorze, po których zawsze czuję się okropnie. Moja samoocena spadła do zera, kompletnie siebie nie akceptuję, wręcz nienawidzę siebie. Moje oceny w szkole też się pogorszyły. Mimo, że staram się wszystko ogarnąć, swoje życie i siebie, to zwyczajnie nie daję rady, poddaje się. Robię chyba 50 próbę i dalej zero efektów. Nie potrafię się pogodzić z tym, że nic mi nie wychodzi a im bardziej się staram to jest jeszcze gorzej. Codziennie mam małe "załamanie nerwowe" jeśli można to tak nazwać. Codziennie płaczę, krytykuje siebie, widzę same minusy życia i siebie, uświadamiam sobie że wszystko jest okropne, że nie daję rady, że niczego nie osiągnę i sama jestem nikim. Do tego dochodzi jeszcze ogromny lęk społeczny, który nie pozwala mi na wiele czynności. Doszło to tego stopnia, że boję się iść do sklepu, a stojąc na przystanku mam wrażenie, że każdy mnie ocenia i zwraca uwagę jaka to ja nie jestem. Czuję, że nic mi się nie uda, moja przyszłość - nawet jej nie widzę. Kompletnie w siebie nie wierzę. Wsparcia od rodziców też nie mam. Uważają oni, że wszystko jest dobrze - nie wiedzą, że u mnie nie jest najlepiej. A powiedzieć im tego też nie potrafię bo wiem, że pomyślą, że to chwilowe albo stwierdzą "jak mamy niby ci pomóc". Na zajęciach taneczny jedna dziewczyna "zauważyła", że jest coś źle (ona sama ma problemy jednak u niej wszyscy to zauważyli i pomagali), ja jestem dalej sama. Jednak na tym się skończyło zapytała co u mnie i tyle. Próbowałam jakoś poskładać się do kupy ale kompletnie nie potrafię. Nie mam pojęcia co robić. Zawsze się dobrze uczyłam, świadectwo zawsze z paskiem, średnia powyżej 5.3, w tańcu byłam jedną z najlepszych osób, moja największa pasja i radość z życia, najlepsza przyjaciółka mieszkająca tuż obok mnie, czas na wszystko, pełno znajomych, zawsze byłam radosna i szczęśliwa. Teraz oceny się znacznie pogorszyły, taniec nie sprawia mi przyjemności, często po nim chce mi się płakać bo nie jestem wystarczająca, nie idzie mi już tak dobrze, wręcz się chowam zawsze staje z tyłu, na końcu, nie zgłaszam się do żadnych solówek, przyjaciół nie mam żadnych, znajomych też nie, wszystko mnie smuci a życia nie potrafię nawet ogarnąć. Czy jeszcze da się wrócić do tego co było wcześniej? Czy mogę przestać być taka nieśmiała? Czy można pozbyć się lęku społecznego? Czy jeszcze kiedyś ogarnę to życie, które teraz jest nieprzyjemne? Mam tyle pytań, marzeń a nie wiem już kompletnie nic.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.