Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'kobieta'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Dzień dobry, mam 20 lat, jestem mężczyzną. Mój problem polega na tym że nie umiem komunikować/rozmawiać z własną dziewczyną i nie tylko, bo też z innymi ludźmi. Nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego tak jest, ale wiem że zaczęło się to gdy po skończeniu gimnazjum poszedłem do technikum, totalnie byłem cicha myszka, a przed technikum byłem ekstrawertykiem.
  2. Witam, jestem 22letnia kobieta. Od dłuższego czasu bardzo się męczę mieszkam z partnerem który też nie ma najlepszego wpływu na moje zachowanie. Nie mam chęci do życia wszystko wydaje się bez sensu ciągle chodzę zdenerwowana zmienność nastrojów płacze krzyczę wyzywam później to boli że się tak zachowuje od środka ściska mnie w żołądku czasami czuję nienawiść do wszystkiego jest mi trudno się uspokoić jak mogę rozwiązać swój problem? niszczę relacje z ludźmi. Dość często mam zawroty głowy mdłości zimno mi trzęsą mi się ręce Ból w klatce piersiowej też czasami mi doskwiera takie mocne kłucie.
  3. Dzień dobry, w ramach pracy doktorskiej przeprowadzam badania związane z przenoszeniem życia seksualnego do internetu. W związku z tym serdecznie zapraszam do wypełnienia ankiety. Badaniem objęte są osoby, które pochodzą z rodzin, w których wystąpił problem alkoholizmu, ale także osoby, które z takich rodzin nie pochodzą. Proszę o wypełnienie tylko jednej ankiety. Bardzo dziękuję za pomoc. Ankieta dla osób, które pochodzą z rodzin z problemem alkoholowym: https://www.interankiety.pl/f/XE97189v Ankieta dla osób, które nie pochodzą z rodzin z problemem alkoholowym: https://www.interankiety.pl/f/878R1g84
  4. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  5. Witam Mam 19 lat i jestem studentką. Nie pamiętam dokładnie, od kiedy trwa mój problem, jednak w porównaniu z problemami innych jest to raczej błaha sprawa. Otóż mam wielki problem z proszeniem innych o pomoc. Nie dotyczy to sytuacji w której wiem, że jest to tej osoby obowiązek, czy praca, ale sytuacji w której sama coś dostaję jakąś przysługę, a ta osoba nic. Nie cierpię gdy ktoś ma za mnie np. płacić, czy gdzieś podwieść. Gdy rodzice chcą mi pomóc w utrzymaniu na studiach, to dosłownie zalewa mnie krew. Bagatelizowałam to moje zachowanie, ale dzisiaj zrozumiałam, że mam problem. Uciekł mi wieczorem autobus, nie zgodziłam się, aby chłopak mojej koleżanki mnie odwiózł, bo stwierdziłam, że sama sobie poradzę. Wzięłam inny autobus, którym dojechałam do miasteczka oddalonego o około 10 km od mojego domu. Stwierdziłam, że przejdę się piechotą do domu, w nocy przy mrozie. Zadzwoniła jednak moja mama i mimo mojego kombinowania domyśliła się, że próbuję ją oszukać i przyjechała po mnie. Zawsze w takich sytuacjach próbuję stawiać się na miejscu tych osób np. moich rodziców i wiem, że dla mnie taka pomoc byłaby czymś oczywistym, jednak sama nie potrafię o nią prosić.
  6. Mam problem, czuje się okropnie Mieszkam ze swoją dziewczyną od roku. Mamy kota od 2 miesięcy, początku były ciężkie, ale już jest okej. Chciałam dosiąść się do dziewczyny, bo miałyśmy włączyć nową piosenki i obok leżał kot, wiec usiadłam tak po cichu i moja dziewczyna zaczęła gadać że jak kot śpi to siadam jak piórko, a tak to ją budzę i w ogóle. Usłyszałam, że: 1. Kot 2. Telefon 3. Ona. Nie odpowiedziałam nic na to, bo było to dla mbie niepoważne, ze porównuje sie Np. Z kotem. Od tamtej pory jest dziwnie. Niby dokończylysmy film, ale w ogóle nie patrzyła na mnie i odpowiadała słowem. Nie odzywała się, w ogóle nie chciała ze mną gadać, umyła się i poszła spać ze słuchawkami. Bardzo źle się z tym czułam, bo nie wiem co zrobiłam zle. Dzisiaj to samo, nic za bardzo nie mówiła, przytuliłam ja to mnie przytuliła, było czuć, że coś jest nie tak. Jak płakałam to spytała czemu płacze i jej powiedziałam ze zle się czuje i odwołałam psychologa to ona tylko „No to właśnie powinnaś pójść” i wyszła z domu na zajęcia. Jest oschła, jednym zdaniem odpowiadała, a jak jej powiedziałam na wyjście, że kocham to ona „m, dziękuje” …. Ponadto chce wyjechac gdzieś ze mną i zamiast wyjść z inicjatywą czy propozycją to tylko narzeka ze czuje się jak w klatce, a ja czuje jakby to była moja wina… Nigdy nie może ze mną porozmawiac na poważnie tylko zawsze rzuca jakieś teksty.
  7. Mam 27 lat jestem kobieta która boryka się z problemem emocjonalnym, mój tato umarł w kwietniu tego roku na Covid .przez pandemie widziałam się z nik ostatnio w październiku 2020.Mama miała w tym czasie również Covid czekaliśmy ponad tydzień żeby się z nią zobaczyć, bardzo zle zniosłam pogrzeb i brak pożegnania z tatą bo miał Covid i takie przepisy . Nadal nie wierze ze to tato . Jest mi bardzo ciężko żyć z myślą że mój tato nie miał szansy się pożegnać z mamą bo nic nie wskazywało że umrze w szpitalu 200m od domu . Szpital widać z okna. Ja mieszkam ponad 2000km od Polski . Czesto płacze i mam wyrzuty sumienia że na święta 2020 nie mogłam być w domu a to były ostatnie święta bez taty. Dodatkowo tato mial urodziny w wigilie . Za nie całe 4 tyg święta nie wiadomo co będzie z lockdownem w kraju w którym żyje. Bardzo boje się jak zniosę święta . Chciałam z święta spotkać z mama i bratem ale okropnie się boje że utknę po raz drugi na święta poza Polska . Mam lęki o śmierci mojej i moich bliskich, gdy dzwoni telefon boje się że to wiadomość o śmierci kogoś z rodziny . W tym roku umarło dużo ludzi których znałam . Jest mi smutno jestem przybita nie mam ochoty nic robić ledwo chodzę do pracy . Często płacze tak aby nikt nie widział , zazwyczaj w aucie . Każda piosenka w radiu wywołuje u mnie płacz
  8. Hej, Po 3 letnim związku z kobietą nie potrafię się pogodzić z tym wszystkim nie umiem stanąć na nogi. Byłem toksycznym człowiekiem dojrzałem to ale za późno bo musiałem uszanować decyzje partnerki mówiącej ze juz mnie nie kocha że coś w niej rosło rosło i pękło. Mamy wspólny kredyt i mieszkanie z którego się wyprowadziłem żeby jej nie męczyć sobą oraz by jej dziecku z poprzedniego malrznstwa nie mieszać w głowie bo już mu powiedziała że się rozstajemy. Nie wiem jak stanąć na nogi i ogólnie jak każdy chciałbym walczyć o nią. Ale jak.... Nie odzywać się? Czy może przeciwnie okazywać jej uczucie pisać że tęsknie? Tracę siły jestem na tabletkach uspokajających.
  9. Witam. Jestem w związku trzy letnim, mam 33 lata ona 29. Poznaliśmy się na sympatii, mieszkaliśmy wtedy w miastach oddalonych od siebie o 60km. Postanowiliśmy że zamieszkam z nią u niej w mieście, a więc zmieniłem miejsce zamieszkania oraz pracę. I tak minęły dwa lata, po czym Ona oświadczyła iż dostała propozycję pracy w Opolu, a co z tym idzie wyprowadza się na jakieś dwa lata, byłem krótko mówiąc w szoku jak można zostawić swojego chłopaka, ale ok różne decyzje i jakoś to przełknąłem. Po pół roku gdy mieszkała w Opolu postanowiliśmy że chcemy mieć dziecko i dom, a więc sprzedałem swoje mieszkanie oraz tym samym zarezerwowaliśmy szeregowca. W trzecim miesiącu ciąży była już na L4 wróciła na nie cały tydzień do mieszkania ze mną i stwierdziła że wyprowadza się na okres ciąży do siostry na wieś, bo ja jestem długo w pracy, a ona nie będzie czekam w czterech ścianach, gdy już wrócę to i tak jestem zmęczony, oraz wyznaczyła mi iż możemy się spotykać na weekendy. Powiem że mam dosyć takiego związku w kółko mieszkam sam, czuję się jak singiel, czuję że jej przeszkadzam w jej życiu. Ona Ekstrawertyk a ja domator, szukający ciepła rodzinnego i spokoju. Pracuję ponad 200h w miesiącu, robię zakupy sprzątam gotuję gdy to wszystko ogarnę to nie mam już siły na nić, oczywiście ona też pomaga w codziennych obowiązkach. Oczywiście rozmawiałem z Nią na ten temat, powiedziałem jej że nie chce takiego związku polegający na spotykaniu się co weekend, a ona odparła że jestem egoistą i nie rozumiem jej potrzeb, że u siostry ma z kim porozmawiać wyjść na spacer na łono natury. Ciężko mi bo jest ze mną w ciąży i prawdopodobnie dziecko będzie musiało być wychowywane osobno, bo ja nie chce takiego życia, dodatkowo będę musiał kupić znów mieszkanie. Proszę o psychologa o pomoc lub poradę.
  10. Jestem 23 letnią kobietą.Od dłuższego czasu zaczęłam mieć ataki związane ze śmiercią, które objawiały się wewnętrznym poczuciem niepokoju. Na początku były delikatne ale zaczęły się nasilać. Nagle ustały po czym w stresujących sytuacjach zaczęłam mieć problem z oddechem i kołatanie serca. Gdy miałam ogromny atak zgłosiłam się do lekarza pierwszego kontaktu i dostałam leki, które ogólnie trochę pomogły, jednak dostałam poradę aby udać się do psychologa. Problem polega na tym, że ciężko mi się jest przełamać. Bardzo dużo kosztowało mnie to żeby przełamać barierę pójścia do lekarza pierwszego kontaktu. Teraz Mam lęk związany z wizytą u psychologa. Jak zacząć? jak się przełamać? czy on na pewno pomoże? Mam ciężką przeszłość za sobą co sprawia, że pojawiają się u mnie też problemy społeczne.
  11. Mam 27lat. Od 5 lat jestem w związku z człowiekiem za którego oddałabym życie. Ponad pol roku temu okazalo się że wpadł w hazard. Popadliśmy w dlugi, ogromne. Oczywiście na początku obiecywał ze z tym skonczy, że nie potrzebuje lekarza. 3 miesiące myslalam ze jest naprawdę dobrze. Mieszkamy za granicą, więc z każdym dniem mierzymy się z obca kultura i obyczajami, co samo w sobie jest już dość ciężkie. Nie wiedziałam gdzie szukać pomocy. Sądzę że mój partner popadł w głęboka depresję. Czasami przez dwa dni nic nie je i nie wstaje z łóżka. Nie widzi potrzeby żeby opłacać rachunków, których ja nie mogę opłacić, ponieważ prawo tego kraju mówi że placi je tylko właściciel domu, tak on jest właścicielem. Kilka tygodni temu potajemnie kiedy spalam wziął mój telefon i przegrał wszystkie oszczędności z konta które zbierałam na jego leczenie. W tej chwili nie stać nas na leczenie hazardu, nie jest ono refundowane. Jedynie psycholog ogólny może przeprowadzić mu 10tyg terapie na którą on nie ma zamiaru iść. 18 listopada mamy sprawę w sądzie, ze względu na nieopłacanych czynsz, przez co grozi nam eksmisja. Nie mamy pieniędzy na adwokata, na specjalistyczna terapie dla niego, nawet na jedzenie... nie wspomnę o wydatkach takich jak ubezpieczenie czy inne opłaty. Jestem w rozsypce. Nie wiem co robić. On nie ma siły wstać z łóżka, nie chce ze mną rozmawiać, a ja nie wiem jak do niego dotrzeć.
  12. Jestem z moim partnerem już 5 lat w związku, z 9-miesięczną przerwą. Z powodu naszej wiary nie mieszkaliśmy nigdy razem, ale zaręczyliśmy się i mieliśmy brać ślub. Teraz zarządziliśmy "separację", bo z tego ślubu nic nie wyszło, z mojej winy. Chodzi o to, że tuż po tym, jak zgodziłam się wyjść za niego, poszłam sama nocą nad rzekę i płakałam z rozpaczy i lęku zamiast się cieszyć. Potem też się nie cieszyłam. Lęk okazał się paraliżujący. No i o ten lęk chodzi. Czuję się oszustką, choć wszystko partnerowi powiedziałam: cieszę się, że jesteśmy razem, ale nie jestem w stanie zaangażować się bardziej. Jest parę problemów, które nie dają mi spokoju. Rozmawialiśmy o nich dziesiątki razy, ale nie doszliśmy do porozumienia. Nie chcę go stracić, jesteśmy dla siebie dużym wsparciem, rozumiemy się na wielu poziomach. Ale nie umiem wejść głębiej w tę relację. I teraz tak: wstępnie mój partner się zgodził na wspólną terapię, choć ma co do tego ogromne opory. I to ja teraz powinnam szukać tej terapii. I znowu. Jestem na siebie ogromnie wkurzona, ale nie umiem się za to zabrać. Boję się, że nawet jak rozwiążemy niektóre wielkie problemy, to ja tylko zmarnuję nasz czas i siły, bo po prostu nigdy nie zdobędę się na pełne zaangażowanie. Jestem w zawieszeniu i męczę się coraz bardziej. Boję się własnego bólu po rozstaniu, boję się o mojego partnera, czy da sobie radę, boję się też bólu podczas terapii. Ten lęk nie jest taki sobie, że jest i tyle, on jest potężny. I jeszcze coś - biorę lek ułatwiający zasypianie, a wcześniej brałam jeszcze jeden przeciwlękowy i przeciwdepresyjny. I to w czasie brania go zgodziłam się na ślub. A potem, za namową partnera, przestałam go brać. I rzeczywiście wtedy już nie chciałam za niego wyjść. A, no i w grudniu mam zacząć kolejną własną terapię.
  13. Nie wiem czy to o ta romantycznosc mu chodzi ale ja ze swojej strony bardzo chce naprawić tam związek. Od jakiegoś czasu chce wziąść ślub . Po prostu chce mieć to samo nazwisko skoro mamy 2 dzieci i jestesmy już trzem 12 lat ze sobą . Chciałabym zapiac to już na ostatni guzik. Kiedyś zanim pojawiły się dzieci prowadzilismy aktywne życie i było dużo spontaniczności. Po pierwszym dziecku zwiazek bardzo się zmienił. Wiadomo stresy, nowe życie itd. Były momenty że chcieliśmy się już rozstać. Po drugim dziecku rutyna. Na dzień dzisiejszy jest między nami bliskosc przytulnie po/z pracy całusy rozmowa i sprawy łóżkowe też sa ok. Jednak za każdym razem jak mu wspominam o ślubie to mówi że chce tylko że musi być ta romantycznosc ponieważ na dzień obecny nie były w stanie powiedzieć mi słowa kocham Cię przed ołtarzem ponieważ w życiu codziennym rzadko je sobie mówimy. No tak, ale się przecież kochamy. Jest inaczej bo są dzieci ale ja już sama nie wiem jak mam mu okazywać ta romantycznosc. Czuje że jestem na okresie probnym. Jak zdam test i dam mu wystarczająco powodow do ślubu to ten będzie jak nie to nie. Ale ja nie wiem czy jest na tyle romantycznoe jak on chce czy jeszcze nie jest??
  14. Witam, mam 22 lata, mój problem zaczął się jakiś rok temu i ciągnie się do dziś. Mianowicie mam napady paniki jeśli chodzi o pracę. Nie potrafię podjąć żadnej pracy, ponieważ po chwili do niej nie wracam. Chce pracować i zarabiać, jednak mój stan psychiczny mi na to nie pozwala. Nie potrafię wyjść do pracy bez płaczu, w pracy potajemnie płacze, po pracy to samo. Nie potrafię kontrolować swojego zachowania, zaczynam używać wobec siebie przemocy, bicie się, gryzienie, rwanie włosów. Często podczas drogi do pracy mam chęć spowodować wypadek czy wejść pod auto, żeby tylko nie dotrzeć do pracy. Próbowałam pracy w różnych firmach na różnych stanowiskach i wszędzie dzieje się to samo. Nie radzę sobie ze sobą, nienawidzę siebie przez to. Rodzina uważa że to z lenistwa, ze nie chce mi się po prostu iść do pracy, wato nie jest prawdą. Nie mam u nikogo pomocy ani wsparcia. Chce udac się do specjalisty jednak nie wiem kogo wybrać. PSYCHOLOG CZY PSYCHIATRA? Z góry dziękuję, pozdrawiam.
  15. Jestem kobietą, mam 18 lat. Uczęszczam do liceum. Od około 4 miesięcy, jestem apatyczna, nie mam ochoty na spotkania ze znajomymi,mam małe zapotrzebowanie na sen, nie mam ochoty na jedzenie lub wręcz przeciwnie ciągle jestem głodna.
  16. Czesc kochani, byc moze ktos bedzie w stanie mi cos doradzic. Otoz moja kuzynka poznala faceta, chlopak z niedalekich od niej stron. Z tego co wiem, dogaduja sie dobrze i im sie uklada. Jednak ma.jeden duzy problem. Chlopak - wyglada na to, ze jest uzalezniony od alkoholu. Niestety opinie o nim nie sa zbyt dobre, choc akurat tym sie nie kieruje. Juz.jej przyjaciolki mowily.mi ze jej odradzaly go, bo.sie o nia martwia. Ona prowadzi auto, bo on ma.odebrane prawko, mozna sie domyslic za co. Dziewczyna jest ogolnie wesola, towarzyska, moze troche imprezowa. ostatnio mielismy w rodzinie wesele i niestety choc poczatek.imprezy zawsze jest sztywny, to widzialam, ze nie czula sie tak jak zawsze. Dopiero.pozniej kiedy chlopak sie.opil i poszedl spac, ona czula sie dobrze w naszym towarzystwie, byla wesola.jak zawsze. Po alkoholu staje sie agresywny. Jej rodzice rowniez.go.nie.akceptuja. Pytanie, co.moge jej doradzic? Jak.przemowic do rozsadku? Zwlaszcza, ze sama jej kiedys powiedzialam, zeby szukala swojego szczescia i nie.patrzyla.na innych, bo inni zawsze beda gadac. Chcialam dla niej dobrze, bo wiem, ze chcialaby w koncu miec chlopaka, zakochac sie i byc szczesliwa, ale nie.pomyslala..ze bedzie nierozsadna. Jego brat teraz sie.rozwodzi z powodu alkoholu rowniez, a ja.nie chcialabym zeby kiedys ja to.spotkalo. Domyslam sie, ze ona tez walczy ze soba bo widzi co.sie dzieje, ale potrzeba milosci.jest silna i.nie kazdy potrafi.powiedziec sobie "dosc". Co myslicie o tym? Co.moge jej powiedziec?
  17. Dzień dobry, sprawa jest taka. W telegraficznym skrócie. Ja ją kocham. Ona mnie nie (tak mówi). Mamy po 42 lata na karku. Kiedyś byliśmy razem. Potem nie byliśmy. Ona była jakiś czas z kimś. Parę miesięcy temu zerwali (dodam, że on już ma inną partnerkę). Problem również w tym, że pracują w jednym miejscu, przez co jej trudniej zapomnieć. Obecnie się z nią spotykam od czasu do czasu (platonicznie, póki co...) i mamy prawie codzienny kontakt mailowy. Ogólnie dobrze nam się rozmawia i spędza czas, a przynajmniej takie odbieram wrażenie. I chyba jednak lubi moje towarzystwo, bo przybywa na spotkania nawet w srogą ulewę ;) Nie odmawia ogólnie spotkań. Jednak wciąż tęskni za tamtym. Ja ciągle chcę być przy niej, wspierać i w ogóle. Boli mnie, że ona tak ma, że cierpi. Boli też oczywiście, że za mną tak nie tęskni. Chciałbym ją odzyskać, albo raczej zbudować nową i lepszą relację. Ona nie chce dawać mi nadziei. Ja zabujany jestem od 6 lat jak młodzian... Jak żyć? Co robić? Czy czekać? Czy rzeczywiście cierpliwa woda wydrąży każdą skałę? Czy to ślepy trop? Gubię się w tym. I jak ją na nowo "zdobyć"? To również ważne pytanie... Jaki obrać kierunek? Za parę dni wyjeżdżam na tydzień i chcę jej napisać list o tych swoich emocjach i intencjach. Juz spać przez to nie mogę. Napisać, że chciałbym z nią wejść znów w bliższą relację. I nie wiem. Czy to dobrze, powiedzieć kobiecie wprost o swoich intencjach? Czy to jej nie zniechęci? Podobno kobiety gardzą słabością u mężczyzn, a taki list, że czuję, co czuję, ale nie wiem co z tym dalej robić może być odczytany jako słabość. Czy też grać "na czas" i czekać co życie przyniesie? Czekać aż będzie mniej rozpamiętywać byłego? Tyle lat na karku i takie rozkminy… Pierwszy raz zgłaszam swój prywatny problem w internecie. Ciekaw jestem, co z tego wyniknie Pozdrawiam wszystkich Forumowiczów!
  18. Jestem bardzo zazdrosna. O wszystko. Dosłownie o wszystkie kobiety, te realne, żywe, te w telewizji jeśli są ładne i atrakcyjne. Często jestem zazdrosna nawet o grube dziewczyny i wcale nie za atrakcyjne bo np mają duży biust i robię mojemu chłopakowi ciągle akcje zazdrości. On twierdzi, że nie kocham siebie, że muszę się zaakceptować bo uważam że każdy jest lepszy. Że mam niskie poczucie wartości. Pewnie to prawda, ale ja po prostu ciągle czuję potrzebę wypytywać kontrolować co robi z kim, jak wyglądał jego dzień. Potrzebuje być na bieżąco, ciągle pisze lub dzwonię. Potrzebuje np żeby mi coś dokładnie opisał żebym mogła sobie to dobrze zobrazować i być pewną że nie zrobił nic co by mnie zabolało Non stop pilnuje czy w jego otoczeniu nie ma nowych kobiet a jak ma jakąś nową koleżankę w pracy to jestem przerażona zestresowana i przejęta. Mam 26 lat. Pochodzę z domu gdzie był alkohol. Do tego byłam wykorzystywana seksualnie przez osobę z rodziny . Później gdy wyznałam to mojemu wiele lat starszemu chłopakowi gdy miałam 14 lat oskarżył mnie że to moja wina i że jestem zwykłą dz**. Chyba od tamtej pory nie potrafię ufać ani wierzyć w siebie noszę ciężar winy całe życie. Jak poradzić sobie z zazdrością bo już nie mam siły... Pomóżcie . Tak bardzo boję się opuszczenia:(
  19. Mam 19 lat. Od 7 miesięcy jestem z chłopakiem 5 lat starszym ode mnie, którego znam już 2 lata i z którym przyjaźniłam się jeszcze przed naszym związkiem. Mieszkamy razem od maja i mimo że na początku wszystko było dobrze, z czasem zaczęły się kłótnie. Jesteśmy teraz w momencie kryzysowym, w którym chłopak przyznal się, że mimo że nadal mnie kocha, to nie tak bardzo jak na początku, ma też problem z okazywaniem uczuć. Powiedział że w każdym związku po jakimś czasie nie potrafi już ich okazywać. Ja nadal kocham go tak samo mocno. Bardzo zależy nam, żeby nie stracić siebie nawzajem i próbowaliśmy wymyślić mnóstwo sposobów na naprawę relacji, choć dotychczas nic nie pomaga. Boję się, że go stracę i że całkiem przestanie mnie kochać. Czy są jakieś rzetelne sposoby na poprawę relacji, czy w jakiś sposób da się ją naprawić, żeby znowu było między nami dobrze I żeby powróciła dawna miłość? Z góry dziękuję za pomoc i poświęcony czas.
  20. Jestem kobietą, mam 20 lat od ponad roku jestem w szczęśliwym związku, mam pracę. Mój problem pojawił się ponad 5 lat temu zaczęłam tracić wszystkie znajomości, byłam bardzo zakompleksiona przechodziłam przez zaburzenia odżywiania, samookaleczałam się. Później rozstałam sie z chłopakiem równocześnie miałam też problem w domu, ponieważ mój tata chciał zostawić moja mamę. Od tamtej pory bardzo się zmieniłam ciężko mi zaufać ludziom, mam problemy z rozmową było mi z tym bardzo ciężko lezalam w domu całymi dniami bałam się wyjść do sklepu ponieważ musiałabym wtedy się do kogoś odezwać. W tamtym roku miałam bardzo dziwne stany nagle bez powodu robiło mi się strasznie smutno i zaczynałam płakać zdarzało mi się to kilka razy, w międzyczasie zaczęłam nowy związek, który bardzo dużo mi dał. Nie boję się już wyjścia do sklepu, pojechania autobusem, załatwienia pracy czy innych spraw przestałam się samookaleczać i nie mam w ogóle ochoty tego robić. Moim problemem są teraz nawracajace stany smutku w ostatnim czasie również płaczę codziennie bez powodu, nie mam ochoty na nic nie potrafię się zmobilizować żeby załatwić swoje sprawy, też nie odczuwam czasami żadnych emocji i czuję jakbym była oderwana od rzeczywistości ciężko to wytlumaczyc jakbym sobie żyła sama a wszyscy wokół prowadzili osobne życie jakbym nie była częścią tego świata jest to dla mnie uciążliwe i nie wiem co mi dolega i jak to zmienić kiedyś uważałam że poradzę sobie ze wszystkim sama ale chyba dojrzałam do tego żeby poprosić o pomoc. Mam też problem z przyjmowaniem krytyki odbieram ja często jako atak, mam wrażenie że ktoś mnie mnie lubi. Od dawna mam też problemy z koncentracją i pamięcią. Często też zdarza mi się odczuwać pustkę w głowie i samotność brakuje mi ludzi ale nie potrafię nawiązać nowych znajomości. Wiem, że bardzo chaotycznie to wszystko jest napisane ale potrzebuje pomocy teraz.
  21. Jesteśmy razem ponad pół roku on nigdy jeszcze nie powiedział mi, że mnie kocha. Ja mu też nie powiedziałam bo myślę że on tego nie czuje. Jestem i czuje się niepewna w związku. Gdy ja mu mówię czułości on mnie przytula i całuje w czoło np ale sam nigdy nie mówi mi jakichś pieszczotliwych słów. Raz w całej"karierze" związku powiedział mi że się stęsknił. Ja nigdy mu takich rzeczy nie mówię choć bym chciała, bo widzę, że on się wtedy wycofuje. Ostatnio jego kumpel powiedział nam że zerwał z dziewczyną bo jej nie kochał po czym gdy mój facet to usłyszał od razu pocałował mnie w czoło. Nie wiem czy miał poczucie winy czy co.. Kiepsko się czuje przez takie zaloty, tym bardziej że mam już swoje lata (27) i nie che być wykorzystywana. Ile czekać na te słowa...
  22. Witam Mam 39 lat, jestem zamężna od 23 lat (mąż ma 43 lata) i mamy dwie córki. Kochamy się bardzo. Mieliśmy problemy : Ja byłam zbyt zaborcza i ograniczałam mężowi kontakty, spotkania (tzn za długo, za często) i przestał gdziekolwiek wychodzić bo niby pytają: będziesz, żona cie puści? Więc woli w ogóle nie wychodzić. On nie chciał z nami nigdzie wychodzić ( ani z dziećmi na plac, na wycieczki). Mówił ze nie lubi wychodzić bo jest zmęczony a ja byłam zła o to że lubi wychodzić tylko nie z nami. Jedynie spotkania ze znajomymi wchodziły w grę. Ogólnie wybaczaliśmy sobie te rzeczy i wydawało mi się że byliśmy szczęśliwi. 7 lat temu mąż zaczął pracować z koleżanką i ogólnie wszystko było ok. Ona była zastępcą kierownika i siedziała w pokoju z kierownikiem a on z innymi w drugim pokoju. 3 lata temu nastąpiła reorganizacja, kierownika wyrzucili a ona zaczęła być kierownikiem. Wszyscy koledzy zaczęli zabiegać o jej względy (mój mąż także). Ona jest mężatką. Potem zaprzyjaźnili się. Mąż zabierał ją na imprezy, później zaczęła nas odwiedzać z mężem, wszyscy zaczęlismy się przyjaźnić. Tylko że spotkania wyglądały tak, że jej mąż i ja byliśmy zajęci naszymi dziećmi a oni byli nierozłączni.W pracy byli, po pracy dzwonili do siebie a jak słyszeli cos fajnego to do siebie wysyłali. Prosiłam żeby ostudził relacje a on zapewniał ze tylko fajnie sie bawią i lubią (ona jest mega imprezowa) a mnie kocha.Na jednym spotkaniu powiedziała mu ze jest najgorszy w pracy i się strasznie wsciekł wyzywał brzydko a ona za nim chodziła i go przepraszała (5 godz wieczorem i 5 godz następnego dnia). Ciągle mówił ze oni nic nie umią itp a jak sie spotykalismy to było cudownie. Na imprezach z innymi znajomymi nie odstepowała go na krok, on uciekał do innej grupki a ona za nim. Kłócilismy sie o nią co tydzień i ciągle to samo, ja że ma ostudzić ,on ze nic się nie dzieje a relacja sie zaciesniała. Jak była smutna i sie oddalała to on za nią szedł i siedział ile chciała. Ze mna na imprezach tak nie robił. Jak wracał z pracy to smutny, całował i przytulał na siłe (mówił ze przez to że ciosam mu kołki na głowie) a z nia rozpromieniony usmiechnięty. W pracy zaczęli o nich plotkować ze mają romans. Jej mąz mi mowił ze przesadzam. Rozmawiałam z nią, mówiła ze to tylko przyjaźń. Raz mąż miał dość, to chciał zmienic dział i zaczął ją bardzo obrażać chyba zeby sobie ją obrzydzić potem prosił żebym wszystko wyprostowała i ona mu najgorsze obelgi wybaczyła. Wyjechalismy w czwórkę na kilka dni. Na zdjęciach mąż patrzył na mnie z pogardą a na nią z uwielbieniem. Siedzielismy sobie na kocu zaczęłąm jej malowac z nudów na stopie bo tak sie bawie z moimi dziecmi. Mąż wypił wieczorem i patrzac na nia zapytał : czy mogę się przytulić do twojej stopy? Potem zaczął przekrecać bo zoorientowal sie ze siedze obok. Podobno nic nie pamieta. Ona na kolejnym spotkaniu jak wszyscy wychodzilismy a on został u nich w mieszkaniu to powiedziała:tylko nas nie okradnij(niby żart). On sie wkurzył wyzywał od najgorszych. Ona mu wybaczyła. Na ostatniej imprezie ona znowu go okupowała my sie pokłócilismy i wyszedł sie przejsc. Ona za nim poszła ale go nie znalazła. Na drugi dzien mąz poszedł do sklepu po papierosy, ona pobiegła za nim. Długo nie wracali i nie odbierali telefonu. Jak sie dodzwoniłam powiedziałam tylko ze chce rozwodu. Za jakis czas pojechałam ich szukać i ona go przytulała(niby pocieszała). Powiedziałam: idźcie się przespać w krzaki. Ona już do nas nie weszła. Powiedziała ze czeka na męża pod autem. Mąz nakrzyczał na mnie ze gościa wyrzuciłam itd. Poszłam po nią i ona nie chciała przyjsc. Jak pojechali to darł sie na mnie i wyzywał że jak ja mogłam ją tak potraktować. Wyszłam na spacer a jak wrociłam to zobaczyłam w jego telefonie wiadomosc do niej:przepraszam, kocham a ona:też. Tłumaczyli ze to tylko po przyjacielsku. Nie zdradzili nas fizycznie. Ona sie przyznała ze zakochała sie w nim. Jego przyjaciel, który ja zna i bywał u nas i jej mąż przyznali mi rację ze nie mam urojen i od początku miałam. On chce ze mna byc a ona z mężem. Ja nie chce zeby zmieniał pracy ani działu bo kocha tą pracę, bedzie miał do mnie żal ze znowu go czegoś pozbawiłam i nie ma już nic. On mówi ze chce tą pracę rzucić. Czy ja przesadzam? Czy to była przyjaźń a ja przesadzam? Co powinnam mu doradzić?
  23. Jestem w 8letnim związku. Mamy ogromny kryzys. Moj partner ma pewne oczekiwania wobec mnie których nie spełniałam przez tyle lat bo nie rozmawialiśmy o tym. W końcu się ulalo i wiem co go boli. Staram się to naprawić ale on boi się ze nie wyjdzie. Nie może patrzeć na to jak mnie rani, nie wie co robić. Kiedy rozmawiamy, obydwoje płaczemy. Ja nie mam do kogo się odezwać prócz rodziny. Nie radzę sobie. Jeżeli ludzie się kochają są w stanie zrobić wszystko. Zapytałam go czy możemy dać sobie chwilę oddechu od siebie i żeby jeszcze nie zabierał swoich rzeczy odpowiedział że nie mówi nie. On jest dla mnie wszystkim. Boję się bo powiedział mi że myślał o tym który most wybrać bo tak mu ciężko że mnie tak zranił. Ja jestem w stanie zrobić wszystko, żyje nadzieja ze ten oddech od siebie coś zmieni. Nie mieliśmy ostatnio tak długiej rozłąki. Stwierdziłam że może jak minie jakiś czas, zatęskni. Nie rozumiem tego jak się kogoś kocha to można wszystko zrobić. Boję się że go stracę. Nie mam pracy, planowałam z nim swoją przyszłość, oświadczył się mi. Jestem w rozsypce, tęsknię. Nie wiem ile czekać i czy to coś da.
  24. kobieta,36 lat Jestem od niedawna „macocha” dla dwóch córek mojego męża . Mają 5 i 12 lat ( mają dwie różne matki ) . Dopiero uczę się odnajdywać w tej sytuacji i czasami bywa ciężko … ale generalnie nurtuje mnie jedna sprawa. Czasem któraś z nich mówi do mnie „kocham Cię „ . Nie wiem jak mam wówczas zareagować. Nie chce odpowiadać Kocham Cię bo tak nie jest. Na te chwile ja te dziewczynki jedynie akceptuje, godzę się z tym, że są i będą w moim, naszym życiu, ale nie czuje do nich żadnych górnolotnych uczuć. Jak mogę odpowiedzieć, zareagować na takie słowa z ich ust … wiem, ze dzieci często nadużywają słowa Kocham Cię w zależności od sytuacji … ale mi jest głupio zwłaszcza jak mówią to przy kimś a ja nie wiem co odpowiedzieć .. pozdrawiam
  25. Moja mama od niedawna ma I stopień niepełnosprawności (pogłębiająca się wada wzroku), a teraz dodatkowo cierpi z powodu zwyrodnienia stawu biodrowego. Miała mieć operację w tym roku, ale lekarz przesunął ją ze względu na osłabienie po covidzie. Mama już praktycznie nie widzi i nie chodzi - głównie leży lub czasem siedzi na łóżku. Całymi dniami słucha tylko radia (kiedyś bardzo dużo czytała z racji zawodu). Jedyną osobą, która sprawuje opiekę nad mamą, jestem ja. Siostra mamy, która mieszka na drugim osiedlu, odmówiła wszelkiej pomocy (pokłóciła się ze mną, a to odbija się na mamie). Ta sytuacja trwa od ponad pół roku, a ja jestem już wykończona psychicznie. Ukończyłam dwa prestiżowe kierunki studiów. Pracowałam w zawodzie. Pandemia przerwała pracę i w zeszłym roku, w marcu wróciłam do domu rodzinnego. Miałam być tutaj tylko przez chwilę. Mama stale jęczy z bólu, płacze, jest zła albo totalnie zobojętniona. Od 1,5 roku nie mam kontaktu ze znajomymi (prócz przyjaciółki; druga odwróciła się ode mnie, bo chyba była zmęczona zmianą mojego życia na nudne i smutne). Skończyłam drugie studia, rozstałam się z chłopakiem (związek intensywny, a rozstanie burzliwe). Od kilkunastu miesięcy o niczym innym nie marzę , by tylko wyjechać choć na kilka dni gdziekolwiek. Odetchnąć i nabrać sił. Czasem wybucham (coraz częściej mi się to zdarza) i krzyczę do mamy, żeby sprzedała ten dom (jak sugerowała jej kuzynka), a pieniądze będzie miała na comiesięczne opłacenie Domu Opieki. Opiekunka odpada, bo musiałaby zamieszkać razem z mamą, a aktualnie nie stać nas na to. Z kolei opiekunka środowiskowa przychodziłaby zbyt rzadko w stosunku do tego, ile mama tego potrzebuje. Raz mama powiedziała coś w rodzaju: "Tak, jak rodzice zajmują się dziećmi, kiedy są małe, tak dzieci zajmują się rodzicami na stare lata, tylko jakoś ciężko im to przychodzi" czy jakoś tak. Kiedy buntuję się, mówię, że chciałabym żyć normalnie słyszę: "nie bój się, ja już długo nie pożyję". Jest też płacz i proszenie, bym nie mówiła jej kolejny raz o tym, jak mi ciężko, bo ona to wie, ale co ma zrobić - "Mam się zabić?" lub "Przepraszam, że żyję". Wtedy dopada mnie wściekłość, bezradność i mam wrażenie, że kompletnie mnie nie rozumie, tylko skupia się na sobie. Dodatkowo zauważyłam w ostatnim czasie, że kiedy na coś odpowiem ze złością, z pretensjami, kwituje: "Dobrze, będę żyła o chlebie i wodzie", "Poproszę ciotkę o pomoc, żeby przynosiła mi obiady" (odmówiła jej wszelakiej pomocy w maju przez tel. już czterokrotnie), "Przepraszam, że ośmieliłam się spytać". Wtedy też mama dodaje, że jej siostra nie pomaga, bo wie, że ja jestem i że mogę wyjechać "Przynajmniej nikt nie będzie miał do mnie o nic pretensji". Wówczas też odnoszę wrażenie, jakby mną manipulowała. Jest jej wygodnie ze mną i czuje się bezpiecznie, a o ciotce zaczyna mówić, by doprowadzić mnie do szału (nie mogę jej wybaczyć, że zostawiła nas w takiej sytuacji). A kiedy jest wszystko dobrze, słyszę: "Myślisz, że ciotka by tak chodziła ze mną po tych wszystkich lekarzach, załatwiała transport, podawała tak te leki, przestrzegając jeszcze godzin, jak ty to robisz?" Kiedy pojechałam na niespełna jeden dzień rowerem nad jezioro 15 km (wszystko poszykowałam) mama rozpłakała się, bo tak czuła się bezradna i niesamodzielna. Bała się, że nie poradzi sobie. Wróciłam po kilku godz. Przez całe lato jeździłyśmy po różnych lekarzach. W międzyczasie mama dodatkowo zachorowała na krwotoczne zapalenie żołądka, spowodowane ilością leków przeciwbólowych, które brała. Do szpitala nie chciała iść, choć lekarz sugerował, bo "nie widzi i nie poradzi sobie", więc leczyłam ją samodzielnie. Ile razy upadła na podłogę... Była tak słaba. Widzę, że wszystkie takie sytuacje sprawiają, że czuję się kompletnie bezradna i jest we mnie coraz więcej gniewu. Ja wegetuję. Razem z mamą. Jestem młoda, wykształcona, atrakcyjna. I siedzę w domu. Najbardziej jestem przerażona faktem, że to się nie zmieni. Nie wrócę do pracy w zawodzie, nikogo nie poznam, nigdzie nie pojadę na wakacje. Wcześniej byłam osobą bardzo aktywną, towarzyską... Tak żyję bez przyszłości. Każdy dzień jest taki sam. Moi byli partnerzy, znajomi zakładają rodziny. Ja stoję w miejscu. Boję się, że cała młodość mi minie i obudzę się w wieku 40 lat bez niczego. Chciałabym żyć po swojemu, samodzielnie. A zaraz kiedy tak pomyślę, mam wyrzuty sumienia, że przecież kocham mamę najbardziej na świecie i najważniejsze, że wyszła z covida, kiedy tak bardzo bałam się o nią i modliłam, by jak najszybciej wróciła do domu...

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.