Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'kobieta'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 171 wyników

  1. Witam, mam 25 lat, 10 miesięcy temu urodziłam dziecko. Mój partner lat 37, jesteśmy razem od 5 lat. Relacja między nami była bardzo dobra l, gdy urodził się syn siostra partnera nie została wybrana na chrzestną(mąż z siostra miał słabe kontakty) i obraziła się na niego, zrobiła mu awanturę, ja jeszcze kazałam dać jej zaproszenie na chrzest później ale i tak nie przyszła,zlekceważyła nas. Gdy leżałam w szpitalu ponad miesiąc przed porodem ani siostra ani jego matka mnie nie odwiedziły ,nie zadzwoniły nawet. Matka gdy przyjechała zobaczyć nasze dziecko kiedy wróciłam do domu ze szpitala powiedziała o nim „dziecko jak dziecko”. Ta kobieta często wypowiada rzeczy które mnie uraziły , ona mówi ze SWOICH dzieci trzeba bronić. Mój partner 2 miesiące po chrzcie zaczął nalegać żeby zaprosić znów do nas jego siostrę , ze ona i tak nie przyjdzie ale on chce to zrobić. Wiem ze tym w dużym stopniu manipuluje jego matka. Ona tylko się wymądrza , gdy przyjeżdżała do nas i próbowałam z nią o czymkolwiek porozmawiać to ignorowała mnie, wiecznie broniła swojego syna wręcz kompromitując się. Ja powiedziałam partnerowi ze on może sobie utrzymywać z nią kontakt jeździć do niej , nie mam nic przeciwko ale ja nie chce jej odwiedzać , ona może odwiedzać wnuka u nas w domu, skoro jest on”dziecko jak dziecko”. On kłoci się ze mną mówi ze mam zapomnieć ,postawić kreskę i zachowywać jak gdyby się nigdy nic nie stało bo on tak chce. Bo jak oni będą wyglądać przed rodzina, ze on nie rozmawia w ogóle z siostra. Od wielu miesięcy bardzo często je kłóciliśmy, ja teraz od kilku tygodni mieszkam u moich rodziców z dzieckiem. On mówi ze jeśli ja nie popuszczę tego tematu to nie ma mowy ze będzie między nami dobrze. On poza moimi plecami pojechał do siostry z kwiatkami na dzień kobiet , nie mówiąc mi o tym, dowiedziałam się przez przypadek po fakcie. Ona od wielu miesięcy się do nas nie odzywa. Poczułam się jakby mnie zdradził. Wiele razy mówił mi przykre rzeczy ze jestem hipokrytką, ze myśle tylko o sobie itp. Jest mi bardzo przykro bo zostałam teraz z dzieckiem sama i z wychowywaniem go. Ja uważam ze nie będę się poniżać przed kimś i robić tego co ktoś chce. Tymbardziej ze te osoby nigdy się mną nie interesowały , nie miałam z ich strony żadnej pomocy. Co robić jak to rozegrać i czy jeszcze jest jakaś szansa dla nas ? Ja mam wrażenie ze on chce rozwalić swoją rodzine żeby uszczęśliwić kogoś.
  2. Witam, mam 33 lata, jestem mężatką od 10 lat mamy 3 dzieci i czwarte w drodze. Rok temu mąż dowiedział się o tym, że miałam romans z kierownikiem w pracy, gdy się dowiedział postanowił, że zostanie, chciał znać wszystkie szczegóły tej mojej relacji twierdząc że tak poradzi sobie z tym żeby to zrozumieć i mi wybaczyć. Ja bardzo żałowałam tego co zrobiłam dlatego postanowiłam walczyć o męża ze wszystkich sił. Nie wiem co mną w tedy kierowało, teraz jak o tym myślę, to nigdy nie zrobiłabym tego jeszcze raz, chce być z mężem i tworzyć rodzinę. Rok mija odkąd mąż wie, jesteśmy razem, potrafimy żyć normalnie - tak myślę bo większość czasu spędzamy w zgodzie, wyjeżdżamy, pracujemy w ogrodzie, bawimy się z dziećmi (tak jest kolo 3tyg w miesiącu) a potem nagle mąż znowu zaczyna mi wyrzucać to co zrobiłam, mówić do mnie szmato i dziwko, twierdząc że zawsze taka będę, że to zawsze będzie w nim siedzieć, że nigdy nie zapomni a ja w jego oczach zawsze będę nikim. Ponadto twierdzi że ma prawo ciągle pytać o szczegóły tego co robiłam, choć zna je już. Teraz po roku czasu zaczęłam się buntować, wiem że go bardzo skrzywdziłam i że podłe się zachowałam, chciałabym to napraei, ale już nie chce o.tym mówić o wydaje mi się że jak mąż postanowił ze mną być pomimo to co zrobiłam to mam prawo walczyć o równość w godności z nim. On twierdzi że ma prawo ciągle do tego wracać i ciągle mnie oskarżać. Kto ma rację? Prosze o radę
  3. Cześć, jestem 21- letnia kobietą i mam ogromny problem z samą sobą. Jestem świadoma tego z czym mam problem i staram się go rozwiązać ale nie potrafię już sama się z tym uporać Głównie chodzi o mój wygląd i charakter. Nigdy nie miałam prblemu z otyłością choć zawsze uważałam że jestem za gruba. Cięzko jest mi to wytłumaczyć bo z jednej strony jestem świadoma tego że nie jestem gruba, kilka osób mówiło mi ze chciałoby wyglądać jak ja, mój chłopak mówi że jestem cudowna, świetnie wyglądam itp, mimo to ja nie potrafię jakoś tego przyjąc, oczywiście miło mi się robi jak slyszę coś takiego. Podbudowuje mnie no ale niestety nie na długo Po prosu mam w głowie pewnien ideał swojej osoby jak powinnam wyglądać i wgl i staram się dążyć do tego, ale szybko też się zniechęcam kiedy przychodzą mi te straszne myśli o sobie. Cięzko jest mi zaufac komukolwiek. Czuję się ciąglr oszukiwana, wykorzytsywana. Często też mam w głowie jaka to jestem głupia, naiwna, nikt n=mnie nie chce a co najgorsze pojawiały się też mysli zeby po prostu zniknąc z tego świata. Bo nie widzę juz innego rozwiązania w takich chwilch gdy sobie nie radzę . Walczę z tym ale przez to nie mogę normalnie funkcjonowac, ciągle mam też myśli ze nie podobam się swojemu chłopakowi, co wiąże się z tym ze wyobrażam sobie ze mnie zdradza bo nie jestem dośc dobra dla niego i to bardzo boli. KIlka tygodni temu uświaodmiłam sobie że po prostu się nanawidzę za to jaka jestem, jak sie zachowuję, w jaki sposób myśle. Nie umiem już zachować spokoju. Na wszystkie przyrości reaguje płaczem bo czuję się już tak bezsilna... nie wiem co mam zroić zeby w koncu zaakceptowac siebie i poczuć się w kncu lepiej, pizbyć się wsyztskich kompleksów i uwierzyć w to że mogę osiągnąc wiele. Nie mogę już sama z tym walczyć dlatego proszę o pomoc.
  4. W sumie nie wiem czy ten dział będzie dobry ale wydał mi się najbardziej poprawny. Przez pewien czas spotykałam się z facetem o 11 lat starszym ode mnie. Zaczęliśmy od kolegowania się, wspólne wyjścia na squasha, jakieś wypady. Bez romantyzmu. Przez jakiś czas on miał kogoś, później ja i tak się mijaliśmy z pół roku. Jakiś czas wcześniej umówiliśmy się na wspólny wyjazd weekendowy. Do tego czasu nasze związki się pokończyły. Na samym wyjeździe byliśmy blisko siebie, z boku mogliśmy wyglądać jak para. Dobrze się czuliśmy w swoim towarzystwie, mimo że nadal nie przekroczyliśmy granicy i nic między nami nie było. Jakiś czas później zaczęliśmy się spotykać już jako para. Tutaj zrobiłam pierwszy błąd, przyznałam że z jednym z moich kolegów miałam luźny związek i teraz się przyjaźnimy. Stwierdził że to nie jest dla niego problem. Jednak między innymi przez niego wynikła pierwsza poważniejsza kłótnia. Ponieważ był zły że powiedziałam mu dopiero po fakcie (tego samego dnia) że byłam z tym kolegą i jeszcze jedną osobą na obiedzie. Obiad był spontaniczny, w godzinach pracy, nie sądziłam że powinnam o tym od razu informować. Przyznaje mogłam nie wchodzić w dyskusje i po prostu powiedzieć że następnym razem powiem. Ale nie wiem czemu oprócz przyciągania, powodował że nie chciałam mu ustąpić i udowodnić że nie ma o co być zły. Po tym przez kilka dni nie rozmawialiśmy. O tej kłótni wszystko zaczęło się pogarszać. Przytyki, czasem opryskliwe zachowanie, powoli przestawałam czuć się szanowana. Jeśli nie zwracałam na niego 100% uwagi jak mówił, to twierdził że go 'olewam'. Wystarczyło że się w czymś z nim nie zgadzałam i mogła z tego wyniknąć kolejna kłótnia, nawet jak próbowałam łagodzić że np. się nie zrozumieliśmy, to dążył do tego że ma rację i go nie słucham. Nie chciał ustąpić. Do seksu też jakby stracił zapał... Coraz częściej myślałam że to nie ma sensu i trzeba to zakończyć. Tak chyba wytrzymaliśmy z 3 tygodnie, kolejna kłótnia bo nie umieliśmy ustąpić. Zaogniona do tego poziomu, że stwierdziłam że to koniec, następnego dnia chciałam mu to powiedzieć i zamiast to oznajmić, to go zapytałam czy chce to kontynuować, nie umiał/ nie chciał odpowiedzieć. Za to zaczął robić porządki, szykować się do wyjścia mówiąc że jest zmęczony tą rozmową. Przyznaje byłam zła, chciałam powiedzieć co mnie bolało, jak się czułam. Jednak nie chciał mnie wysłuchać, nie uważał by zrobił cokolwiek złego. Zakończyłam to w najbardziej dziecinny sposób w jaki się da - wyszłam i napisałam że nie widzę dalszego sensu w tej znajomości. Od tego czasu się nie odezwał. A mi... nie brakowało jego osoby, nie tęskniłam. Po jakimś tygodniu ochłonęłam i chciałam wyciągnąć rękę na zgodę, by na spokojnie sobie to wyjaśnić. Nie chciałam w złości tego kończyć. Napisałam mu przeprosiny za swoje zachowanie i że chce się spotkać. Kilka dni ignorował mnie, w końcu się zgodził. Starałam się go nie atakować w trakcie rozmowy, mówić spokojnym tonem. Jednak nie był w stanie wyjaśnić czemu, tak a nie inaczej się zachował bo ' nie pamięta ', nie czuł by miał za coś przeprosić. Zamknął się w sobie, wolał ucinać temat niż o nim rozmawiać. Twierdził że go to 'męczy'. Miałam wrażenie że rozmawiam z nastolatkiem w okresie buntu. Nic z tego nie wynikło, jedynie ze zdziwieniem stwierdziłam że w pewnym momencie rozmowy wszystko co się wydarzyło że mnie spłynęło i znikło jakby tego nie było. Zmieniłam temat na jakiś luźny, wtedy znów zaczął się zachowywać normalnie. I mimo że wiem że to bez sensu, zachciałam spróbować jeszcze raz. Czy to już zapędy masochistyczne ? Szczególnie że od tygodnia inna osoba namawia mnie na spotkanie....
  5. Jestem absolwentka szkoły medycznej a dokładniej opiekun medyczny. Muszę napisać Esej z psychologii. Nie mam pojęcia jak to zrobić. 😔 CZY JAKAŚ DOBRA DUSZA POMOGŁA BY MI? 🙏🙏🙏 Temat : Procesy poznawcze i ich rola w poznawaniu rzeczywistości
  6. Jest mi tak trudno. Czasem nie jestem wstanie wstać z łóżka. Jestem wymęczona. Jeszcze moja pani doktor powiedziała,że trafię do szpitala...
  7. Cześć Jak mogę się zmienić? Staram się nie denerwować szybko i być cierpliwa dla innych, ale po prostu za każdym razem ktoś musi doprowadzić mnie do nerwicy, ze aż puszczam wiązankę. Naprawdę chce się zmienić ale nie umiem, po prostu nie mogę, a ta myśl sprawia, że chce mi się płakać bo nikt nie chce się ze mną zaprzyjaźnić.
  8. Moja dziewczyna ma mnóstwo kolegów (więcej niż kolezanek) jednym z nich jest jej były chlopak, czasami się widują i dzwonią do siebie. Ostatnio np jej były chłopak dzwonił o 2 w nocy my jeszcze nie spaliśmy i powiedzialem żeby odebrała, a ona na to ze nie ma ochoty teraz z nim rozmawiać. Mam z tym problem i często się o to kłócimy. Ona twierdzi, że nie powinienem miec o to pretensji bo dla niej to normalne. Znamy się 1,5 roku ale jestesmy z różnych środowisk i nie znam większości jej znajomych. Dlatego stwierdziliśmy, że musimy poznać zdanie osób postronnych, żeby znaleźć jakieś rozwiązanie z tej sytuacji. Czekamy na wasze opinie.
  9. Żeby spełnić formalności: Jestem mężczyzną w wieku 25 lat i nie potrafię sobie poradzić z silnymi emocjami i problemami, które są przede mną stawiane... Moja partnerka (a może bardziej osoba, z którą się kiedyś przyjaźniłem, a teraz spotykam) boryka się z problemem zaniżonej samooceny i korzysta w tym z pomocy drugiego już psychologa. Około 10 lat temu zdiagnozowano u niej zaburzenia więzi. Obecnie mamy po około 25 lat, ona studiuje medycynę i jest najmądrzejszą osobą jaką znam, regularnie ćwiczy na siłowni i ma świetną figurę, jest ładna i stylowo się ubiera - często słyszy komplementy od płci przeciwnej, jest też bardzo zaradna i ma dość dużo znajomych. Skąd więc problemy z niską samooceną? Ona twierdzi, że przeze mnie. Chociaż staram się zawsze podkreślać jej niezbywalne atuty, to czasem jednak mam potrzebę przekazania jakby nie patrzeć niemiłej informacji o jej zachowaniach... Powiedzmy sobie wprost, mowa tutaj o zachowaniach uznawanych przeze mnie za toksyczne i obrzydliwe i nazywam je po imieniu, bo sam muszę przez nie korzystać z pomocy psychologicznej i nie sądzę, żeby można było je tolerować. Usłyszałem też, że za bardzo próbuję ją zmienić i nie daję poczucia akceptacji. To oczywiście nie było moim celem, bo ona mi poczucie akceptacji dawała... Tzn. do momentu aż celowo postanowiła mi je zabrać, żeby mnie ukarać - co może posłużyć jako wprowadzający przykład toksycznego według mnie zachowania. Może podam takich przykładów więcej: 1. Czasami ze swoim kolegą, który podobnie jak ona, gardzi "katolami" wyśmiewali moją byłą dziewczynę tegoż właśnie wyznania, aż doszli do momentu obrażania moich uczuć religijnych. Akurat wtedy jeszcze przejmowała się tym co mam do powiedzenia i przeprosiła za to, ale później sytuacja z wyśmiewaniem mojej ex powtarzała się. Według mnie jest to zachowanie płytkie, jakaś marna próba dowartościowania się czyimś kosztem i nazwałem to po prostu małostkowym. 2. Przed jej przyjazdem do mnie przygotowałem swój komputer (instalując próbny pakiet Office), żeby mogła zrobić coś na uczelnie i nie tachać swojego. Pożyczyłem go jej, a ja przygotowywałem nam w tym czasie obiad. Kiedy skończyła poinformowała mnie, że przeglądała moje prywatne wiadomości z byłą dziewczyną. Nie spodobało mi się to, ale nie miałem tam nic do ukrycia, więc nie robiłem z tego wielkiego problemu. Niestety, w kolejnych dniach ciągle kierowane były w moją stronę pretensje o to, że np. wysyłam partnerce te same zdjęcia, co ex (i to chodzi o zdjęcia jedzenia...). Sprecyzujmy, moja poprzednia relacja została zamknięta, mieszkamy daleko od siebie i nie widzieliśmy się ani razu odkąd jestem w nowej relacji, a kontakt mamy sporadyczny, a poruszane tematy to jedzenie, filmy i seriale. Zaczęło mnie to bardzo drażnić, bo w ogóle nie miała prawa przeglądać tych wiadomości bez mojej wiedzy ani zgody, a jeszcze rościła sobie na tej bazie jakieś pretensje. Kiedy zażądałem, żeby pokazała mi swoje wiadomości z jej byłym chłopakiem to niby pozwoliła, ale nie dała mi telefonu do ręki, a kiedy chciałem wejść w multimedia to go zabrała. No ja oczekiwałem raczej takiej samej dowolności w przeglądaniu treści jakie ona sobie dała, co powiedziałem wprost, a ona odmówiła. Od tego momentu absolutnie nie miałem ochoty słychać o żadnych ex i reagowałem złością kiedy wpychała w nasze rozmowy takie wątki. 3. W trakcie świąt kiedy miałem więcej czasu odkryłem, że partnerka, korzystając z okazji z pkt 2, korzystając z mojego laptopa usunęła moje wszystkie e-maile do i od niej, które były dla mnie bardzo ważne (były tam wyznania miłosne, chęć zmiany szkodliwych zachowań, otwartość na dialog i kompromisowość). Bardzo mnie to zdenerwowało, ale temat poruszyłem dopiero po świętach (nie spędzaliśmy ich razem, bo miała mnie zaprosić czego nie zrobiła, ani nie skorzystała z mojego zaproszenia), żeby nam ich nie psuć. Partnerka nie dość, że miała mi za złe, że unikałem rozmowy to jeszcze jawnie odmówiła przeproszenia za usunięcie moich wiadomości, bo uznała, że miała takie prawo, bo to były wiadomości z nią, bo kiedyś poprosiłem, żeby nie czytała wiadomości, które są dla niej raniące (dołowała się tym nie wiadomo po co), czym dałem jej przyzwolenie usunięcie ich na zawsze. No przykry absurd po prostu... 4. Ostatnio spotkała się ze swoją koleżanką (która jest bi, ale po 10-letnim związku z facetem) z liceum i poszły sobie potańczyć. Trochę ze sobą pisaliśmy i ona zaczęła się pytać czy może pocałować swoją koleżankę, a ja zacząłem się pytać dlaczego chce tak zrobić itd, nie dając na to żadnej odpowiedzi. Było już późno, więc się położyłem, a kiedy zadzwoniła powiedziała, że ją pocałowała i było super i w ogóle dziewczyny całują lepiej od chłopców. Doskonale wiedziałem, że to jej sposób flirtu i raczej nie miałem nic przeciwko temu pocałunku, o ile faktycznie taki miał miejsce. Następnego dnia dopytałem o szczegóły i dowiedziałem się, że właśnie jedzie do tej koleżanki, żeby zjadły razem śniadanie i spędziły wspólnie poranek. Wydało mi się to już trochę dziwne, no ale okej. Niestety później sprawiała wrażenie zakochanej w niej, opowiadała jak przytulały się i patrzyły na siebie w milczeniu, mówiła, że podobała jej się już w liceum, że ona odwzajemniła jej pocałunek i później zaczęła ją sama całować z językiem i na drugi dzień, kiedy były już trzeźwe to również, przypomniała, że od dłuższego czasu zastanawiała się czy nie jest BI, bo podobają jej się dziewczyny, tylko nie wiedziała czy potrafiłaby z taką być. Czarę goryczy przelała rozmowa, która wywiązała się po informacji, że ów koleżanka zaprosiła ją do siebie na weekend (mieszka w innym mieście), a ona zaczęła ją zachwalać, że całowała ją przy wszystkich, nie wstydziła się jej itd, na co ja odpowiadałem, że przecież ja też ją chciałem tak całować i również się jej nie wstydziłem (tylko niektórych sytuacji) i po mojej wiadomości "Czujesz, że masz wartość, bo przelizałaś się z koleżanką na imprezie?", która miała wyrazić moje oburzenie i niezrozumienie zaistniałej sytuacji otrzymałem, cytuję "Ja pierdole", "I znów zaczynasz", "Chcesz mi zniszczyć samoocenę", "Znów mnie atakujesz". Takich i podobnych zachowań można tutaj wymieniać dziesiątkami - potrafi zatajać prawdę, aż do momentu kiedy może jej użyć, żebym wyszedł na tego złego; bardzo często doszukuje się u mnie złych intencji; projektuje swoje obawy i schematy zachowań na mnie... Staram się to wszystko tolerować, cierpliwie tłumaczyć, ale naprawdę czasami rzucę niemiłym komentarzem albo przytykiem na temat jej przywary, co do której nie chce się nawet przyznać. Biorę pod uwagę, że ma pewne zaburzenia i nalegałem na wspólną wizytę u specjalisty, żebym po prostu wiedział nad czym możemy pracować, a co pozostaje zaakceptować, ale pomimo jej wcześniejszych chęci zaczęła mnie zbywać wymówkami. Próbując sięgnąć pamięcią do początku tego wszystkiego, dochodzę do wniosku, że ja chyba po prostu przyjąłem jej sposób przekazywania informacji, tj. tak jak coś czuję tak z siebie wyrzucam, bez zbytniego filtrowania, bez patrzenia czy może to być krzywdzące dla drugiej osoby. Właściwie myślałem, że właśnie o to jej chodzi, bo według niej związek powinien być spontaniczny, pełny emocji, "vibrant", a nigdy nie chciała porozmawiać na temat jej sposobu komunikacji wprost. Przez jej częste pytania "jesteś na mnie zły?" zacząłem odnosić wrażenie, że ona chce sprawić, żebym taki był, co miało być swoistą "grą wstępną". Niestety okazało się, że ona nie radzi sobie z tak przekazywanymi informacjami, bardzo bierze to wszystko do siebie (ale wtedy dlaczego zasypywała tym od dłuższego czasu mnie?), no i dowiedziałem się, że "rujnuję jej samoocenę". Ja zauważam, że coś tutaj jest nie tak, że ona powinna mieć po prostu poczucie własnej wartości, które nie będzie zachwiane przez jakiś żart, komentarz czy nawet uzasadnioną krytykę, a ona jakoś tak próżnie oczekuje atencji, komplementów i łechtania ego przez otoczenie, a jak coś/ktoś nie spełnia takiej funkcji, to jest to atak. Nie wydaje mi się też, żeby osoba z zaniżoną samooceną mogła zachowywać się w tak zuchwały sposób i z automatu odrzucać zdanie drugiej osoby, może to po prostu jakieś zachwiania? Zupełnie nie wiem jak sobie z tym poradzić, proszę o pomoc
  10. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  11. Dzień Dobry, Jestem 31-letnim już chłopakiem, niepełnosprawnym od urodzenia, który większość czasu spędza na wózku. Jeszcze nigdy nie byłem w związku. Dlaczego? Nie wiem. Nie raz zastanawiałem się, czemu tak jest i nie potrafię znaleźć na to odpowiedzi. Nie raz już poznałem dziewczynę/kobietę, która mi się spodobała, jednak za każdym razem, niestety, najwyraźniej błędnie odczytywałem ich intencje i tylko z mojej strony było coś więcej. Ze strony dziewczyn było to zawsze zwykłe koleżeństwo/przyjaźń i raz coś, co mógłbym nazwać zabawą moimi uczuciami. Z tego względu problem, którym chciałbym się podzielić, jest dla mnie trudny. Z góry przepraszam, jeśli mój wpis będzie długi, ale zależy mi na możliwie dokładnym przedstawieniu sytuacji i problemu, aby uzyskać jak najlepszą odpowiedź. Nie chciałbym niczego istotnego pominąć. Otóż... Dwa lata temu za pośrednictwem znanego wszystkim portalu społecznościowego, którego nazwy - myślę, nie muszę wymieniać, poznałem pewną dziewczynę. Co prawda z innego miasta, ale łączyło nas kilku wspólnych znajomych i przede wszystkim - wspólna pasja, więc postanowiłem przyjąć jej zaproszenie do znajomych. Od samego początku fajnie nam się pisało, choć tego kontaktu nie było za wiele. Pewnego dnia, podczas jednej z takich rozmów okazało się, że ma rodzinę w mieście, w którym mieszkam i niebawem przyjedzie ją odwiedzić. Przyjęła moją propozycję skorzystania z okazji, żeby poznać się osobiście. Udało nam się spotkać i porozmawiać jakieś pół godziny. Ku mojemu zdziwieniu na powitanie dała mi buziaka i przytuliła mnie. Nie spodziewałem się tego, ale nie ukrywam, że było to miłe. Na dodatek podczas rozmowy miałem wrażenie, jakbyśmy znali się od dawna. Po tym spotkaniu nasz kontakt był dość sporadyczny. Pisaliśmy od czasu do czasu o niezbyt istotnych tematach, choć kilka razy pomogłem jej w pewnej kwestii. W zeszłym roku sprawa przybrała dla mnie obrót, który do dziś nie daje mi spokoju. Odezwała się do mnie, gdy byłem na wczasach. Oznajmiła, że za kilka dni też przyjedzie do tej miejscowości ze względu na imprezę związaną z naszą pasją. Między innymi dlatego i ja tam wtedy byłem. Dodała, że przyjedzie też kilkoro naszych wspólnych znajomych i planują na dzień przed imprezą zorganizować wieczorne spotkanie w knajpce. Zapytała, czy nie chciałbym na to spotkanie przyjść i skoro jestem już na miejscu, to czy nie chciałbym jej pomóc poszukać jakiegoś fajnego pubu. Oczywiście zgodziłem się w obu przypadkach. Gdy tylko przyjechała, spotkaliśmy się, przywitała mnie w taki sam sposób, jak wtedy za pierwszym razem. Po wstępnej, dość długiej rozmowie, poszliśmy szukać miejsca na wieczór. Wybór padł na drugi z rzędu, odwiedzony lokal. Było jeszcze wczesne popołudnie, ale nie mieliśmy innego planu, czas nas nie gonił, więc postanowiliśmy zająć już sobie stolik, usiąść przy piwie i pogadać. Sam nie wiem, kiedy minęło te kilka godzin. Wczesnym wieczorem, poprosiliśmy pierwszych przybyłych znajomych, żeby popilnowali zarezerwowanych nam stolików, a my w tym czasie pójdziemy do hotelu ogarnąć się przed wieczorem. W drodze koleżanka powiedziała, że założy sukienkę. Zrobiło mi się trochę głupio, bo nie byłem przygotowany na takie okoliczności. Pół żartem, pół serio odpowiedziałem, że nie mam ze sobą garnituru, ani żadnej marynarki. Stwierdziła, że spokojnie - mam koszulę, więc jest OK. Poza tym najważniejsze, żebym się ubrał tak, jak będzie mi wygodnie. O samym przebiegu tamtego wieczoru długo by pisać, ale skończył się on całkiem późną nocą, jeszcze około godzinną rozmową sam na sam przed hotelem, w którym nocowała koleżanka. Mam wrażenie, że gdyby nie to, że następnego dnia musieliśmy rano wstać, to moglibyśmy tak gadać do rana. Wróciłem do hotelu i i tak nie mogłem zasnąć, bo myślałem o tym wieczorze. Zacząłem analizować i zdałem sobie sprawę, że całe to popołudnie i wieczór wyglądały tak, jakby ci nasi wspólni znajomi niejako ułatwili naszej dwójce spotkanie się i spędzenie tego czasu razem. Następnego dnia rozpoczęła się impreza związana z naszą pasją i wyszło tak, że akurat tego dnia się nie spotkaliśmy. Tak to czasem bywa na imprezach masowych. Kolejnego dnia imprezy (była ona dwudniowa) napisała do mnie rano z pytaniem, kiedy wyjeżdżam. Odpisałem, że jutro. Odpowiedziała, że świetnie, bo miała wracać dzisiaj, ale właśnie przedłużyła sobie zakwaterowanie o jedną dobę. Zaproponowałem więc pożegnalne piwo wieczorem. Zgodziła się. Kilka godzin później spotkaliśmy się na drugim dniu imprezy. W sumie widzieliśmy się wtedy kilka razy, ale dość w "biegu". Wrócił temat pożegnalnego "piwka" i koleżanka stwierdziła, że może zjedlibyśmy też jakąś kolację. Oczywiście się zgodziłem. Dosłownie w tym momencie zjawił się nasz wspólny znajomy. Wtedy, koleżanka powiedziała do niego, jakby pół żartem, pół serio, że ma randkę, po czym zerknęła na mnie z uśmiechem. Również uśmiechając się, odpowiedziałem bez namysłu, że szybko poszło. Jak zaplanowaliśmy, tak zrobiliśmy. Po powrocie z imprezy masowej, spotkaliśmy się około 19.00. Zjedliśmy kolację, wypiliśmy pożegnalne piwo, siedząc i rozmawiając do zamknięcia lokalu około północy, po czym wróciliśmy pod hotel, w którym nocowała koleżanka. Staliśmy tak rozmawiając jeszcze do około 2.00 w nocy. Do momentu, kiedy stwierdziliśmy, że niestety trzeba już jednak iść, a wracać do domu się nie chce. Przytuliła mnie wtedy na pożegnanie. Weszła na schodki przy wejściu, odwróciła się do mnie i spoglądając na mnie westchnęła mówiąc "Chodź tu..." raz jeszcze do mnie podeszła, aby mnie jeszcze mocniej i dłużej przytulić i dać buziaka. Co z resztą odwzajemniłem. Od tamtej pory, nasz kontakt nie był zbyt intensywny. W kolejnych miesiącach spotkaliśmy się na kilku kolejnych imprezach związanych z naszą pasją. Nie ukrywam, że pojechałem na nie już nie tylko ze względu na swoje zainteresowania, ale także, a może i głównie po to, żeby się z nią zobaczyć. W trakcie kilku z tych następnych spotkań zauważyłem jej kolejne zachowania wobec mnie, podobne do tych, jakie dostrzegłem podczas wakacji. Na przykład - siedząc obok mnie, oparła swoją dłoń na ramie mojego wózka. Tyle, że zrobiła to w taki sposób, że swoją dłoń trzymała w zasadzie na mojej. Wydaje mi się, że podobnie jak inne, podobne zachowania z jej strony, nie były zwykłym przypadkiem. Nasze ostatnie, jak na razie spotkanie, niestety nie przebiegło dla mnie zbyt pomyślnie. Była z grupą innych znajomych i w zasadzie udało nam się zamienić raptem kilka zdań. Poczułem się nawet w pewnym sensie zignorowany. Potem, przez kolejne miesiące nasz kontakt ponownie nie był zbyt intensywny. Od tamtej pory, parę razy była w mojej okolicy. Niestety, pomimo wstępnych ustaleń, że można by się przy okazji spotkać do ponownego spotkania nie doszło. Praktycznie za każdym razem o tym, że była w okolicy dowiadywałem się po fakcie, jak już wyjeżdżała. Nawet w sytuacjach, gdzie tydzień wcześniej pisała mi, że będzie w okolicy i moglibyśmy się spotkać, gdybym miał czas i ochotę, co zawsze potwierdzałem, że jasne, oczywiście i z chęcią. Następnie, nasze relacje zaczęły się ponownie zmieniać. Z czasem, powoli zaczęliśmy pisać coraz częściej. Obecnie, piszemy ze sobą praktycznie codziennie. Mniej lub bardziej intensywnie i na najróżniejsze tematy. Od pewnego czasu, rozmawiamy też przez telefon. W zasadzie można przyjąć, że regularnie raz w tygodniu. Wtedy za każdym razem rozmawiamy naprawdę długo, dobre kilka godzin. Potrafimy zacząć wieczorem, a nawet popołudniu i zwykle kończymy rozmawiać po północy. Często dzieli się też ze mną osobistymi sprawami, problemami, którymi dzielenie się z drugą osobą wymaga pewnego zaufania. Parę razy mówiła mi też, że spławiła kilku chłopaków, którzy próbowali ją podrywać. Kilka razy - co mnie zdziwiło, konsultowała nawet ze mną zakup ubrań, czy butów. Wydaje mi się, że to dość nietypowe zachowanie kobiety wobec zwykłego kolegi, czy nawet przyjaciela. Czasem zdarzy się też, że nazwie mnie w jakiś pieszczotliwy sposób. W sposób, w jaki nie nazywała mnie jeszcze nigdy żadna koleżanka, czy nawet przyjaciółka. Przez to wszystko, co wydarzyło się przez ostatni niecały rok i o czym wspomniałem powyżej uświadomiłem sobie, że mimo tego, że sporo nas dzieli, to jakoś tak, bardzo ją polubiłem (może nawet za bardzo), postrzegam ją raczej jako kogoś więcej, niż koleżankę, czy przyjaciółkę i mi na niej naprawdę zależy. Niestety nie wiem, jak powinienem interpretować jej zachowanie wobec mnie i jak odczytać jej intencje. Są momenty, że jestem praktycznie pewien, że z jej strony jest coś na rzeczy, ale zaraz potem przychodzi zwątpienie. Szczególnie w pewnych przypadkach. Oboje mamy taką pasję, która naprawdę łączy ludzi. W związku z tym oboje mamy dużo znajomych podzielających tę samą pasję. Czasem pisze mi, że idzie na piwo z jakimś kolegą. Przy czym raz zaznaczyła, że z jednym idzie dlatego, że ją od dłuższego czasu o to męczył. Z innym z kolei poszła dlatego, że sama mu to zaproponowała, potem nawet rozważała przez chwilę, żeby się z tego spotkania wycofać, ale ostatecznie stwierdziła, że nie wypada. Niestety, każda taka informacja z jej strony sprawia, że się od razu dołuję. Wiem, że to źle i być może nie powinienem się tym tak przejmować, ale naprawdę nie potrafię. Dawno nie miałem w głowie tak wielkiego mętliku związanego z dziewczyną. Kompletnie nie mam pojęcia, co o tym wszystkim myśleć. Boję się, że po raz kolejny źle interpretuję zachowanie i intencje dziewczyny wobec mnie. Boję się, że z jej strony nie ma na rzeczy nic więcej, niż zwykła znajomość. Z drugiej strony nachodzi mnie myśl, że może jest szansa na coś więcej, a jeśli tak, to bardzo boję się, że ją zepsuję, przegapię, stracę. A kiedy wiem, że idzie na spotkanie z jakimś kolegą, wtedy boję się tego szczególnie. Bo ci koledzy są bliżej, a ja dużo dalej (dzieli nas sporo ponad 100 km). Sam chciałbym do niej pojechać, żeby się z nią spotkać. W tym miejscu muszę jednak dodać, że w moim przypadku z uwagi na moją niepełnosprawność, mój wyjazd samemu gdzieś dalej i na dłużej jest praktycznie niemożliwy. Głównie ze względu na podejście do sprawy moich rodziców, którego od kilku lat w żaden sposób nie mogę zmienić. A to też mi nie pomaga... Bardzo chciałbym wiedzieć na czym stoję, jeśli chodzi o znajomość ze wspomnianą koleżanką, ale boję się z nią ten temat poruszyć. Boję się "wyłożyć kawę na ławę", bo do tej pory źle na tym wychodziłem i wiem, że mogę to zepsuć. Co więcej, mamy już ustalony, można powiedzieć, wspólny wyjazd na tę samą imprezę, co rok temu. Tylko, że tym razem chcemy sobie zrobić wakacje i planujemy wspólnie spędzić niemal tydzień. Chciałbym wiedzieć z jakim nastawieniem powinienem do niego podchodzić... Z góry dziękuję za ustosunkowanie się do mojego problemu i radę, co zrobić.
  12. Jestem 26-letnią pracownicą biurową. Odkąd pamiętam, miałam problemy z zazdrością w związku i ograniczonym zaufaniem do drugiej osoby. Miałam w życiu dwóch partnerów (pierwszy z nich mnie zdradził, prawdopodobnie kilkakrotnie, ale już przed tym miałam problemy z zazdrością). Aktualnie jestem z mężczyzną od 2 lat i znowu moja zazdrość oraz brak zaufania stały się kluczowym problemem. Praktycznie w każdej możliwej sytuacji widzę podstęp, kłamstwo, chęć oszukania mnie i zdradzenia (mimo, że nie mam podstaw, bo mężczyzna ten jest naprawdę wiernym i wspaniałym człowiekiem). Staram się myśleć pozytywnie, sama siebie przekonywać, że moje podejrzenia są bezpodstawne – czasami udaje mi się pokonać te bzdurne myśli, ale czasami nie panuje nad sobą i wybucham złością. Wiem, że problem jest i jestem tego świadoma, ale niszczy mnie przekonanie, że nie jestem w stanie tego przezwyciężyć. Co mogę zrobić, by pokonać tę zazdrość? Jak przekonać samą siebie, że moje wewnętrzne obawy naprawdę w niczym mi nie pomogą, a jedynie mogą zaszkodzić?
  13. Witam, mam 29 lat. Jestem mamą po raz pierwszy. Początek nie był łatwy gdyż po 3 dniach wyszłam ze szpitala a później musieliśmy wrócić do szpitala na badania dziecka. Podejrzewali żółtaczkę, spędziliśmy łącznie następne 3 dni w szpitalu praktycznie całe dnie. Nie mam nikogo do pomocy bo mieszkamy za granicą. Mąż miał wolne 2 tygodnie z tego 1 minął tak jak opisalam, a drugi też był bardzo intensywny żeby załatwić wszystko co trzeba. Moje dziecko budziło się non stop, było na piersi i chciało jeść non stop równo co 2 czasem 1,5h. Nie spałam w ogole, jedynie drzenki. Mąż musiał wrócić do pracy, pracował na rano więc musiał być wyspany i prawie w ogóle nie wstawał do dziecka. Było mi coraz ciężej, płacz dziecka plus zmęczenie i ciągle pobudki. W środku nocy, czasem nad ranem gdy męża już nie bylo lub gdy ignorował to że dziecko płacze i się zbierał do pracy. Zrobiłam coś złego, zaczęłam potrząsać dzieckiem. Czasem rzuciłam na łóżko. Przyjechali moi rodzice jak dziecko miało 2 miesiące i się zaczęło. Płacze bo ma kolki, płacze bo to, bo tamto. Sprzeciwilam się mamie i powiedziałam żeby nic nie wynajdowala bo to nic nie da. Nie znalazłam wsparcia wręcz odwrotnie i problem dalej nie minął. Skontaktowałam się z lekarzem, bo nie chce krzywdzić swojego dziecka. Lekarz polecił mnie do opieki socjalnej oraz do osób z pomocą psychologiczną. Jednak ci od pomocy psychologicznej powiedzieli że jest już ok bo przestałam to robić i że nie potrzebuje pomocy. Lekarz zapisał mi leki setraline ale nigdy ich nie wzięłam. Pomoc społeczna też nie dużo pomogła ale mnie wystraszyła i długo nic nie było. Co jakiś czas sytuacja się powtarzała. Powiedzmy raz na tydzień raz na dwa. Szczególnie gdy już nie dawalam rady uspokoić dziecka bądź uśpić lub odłożyć. Było to nie mocne bicie ale bardziej klepanie. Po pupce lub ściskanie nóżki. Zawsze po takiej akcji siadałam i płakałam że co ja robię jestem zła matką! Przytulam potem i całuje i myślę co ja wyprawiam! Kocham moje dziecko a tak je traktuje. I to tylko dlatego bo nie umiem sobie poradzić z moją niewyjasniona złością. Jest to taki atak, szał czy jak to można nazwać. Nie umiem nad tym zapanować. Kilka razy mi się udało zostawić dziecko w łóżeczku i wrócić po czasie ale to rzadkość. Mój związek z mężem był i jest burzliwy, dużo się kłócimy oraz podnosimy głosy. Zanim mieliśmy dziecko w którejś kłótni, powiedział że będę zła mamą. Jak wszystkie rzeczy co mówił w kłótni tak ja sobie to wzięłam do serca. Nie wiem jak sobie pomóc, nie stać mnie na paychologa, prywatne sesje. Tu gdzie mieszkam dostać się jest bardzo ciezko. Chwilę miałam wsparcie od siostry jednak teraz ma inne obowiązki i jest tego wsparcia mniej. Nie chcę krzywdzić mojego dziecka na które czekałam z niecierpliwością. Nie mam pojęcia czemu to moje zachowanie w stosunku do niego jest takie straszne.
  14. Chłopak zerwał ze mna twierdząc ze nie wie co do mnie czuje i chce byc sam ale cały czas pokazuje zainteresowanie, widzimy sie w pociagu codziennie, cały czas wypytuje sie co u mnie co robiłam te dni, a teraz zapytał sie czy go nienawidzę.. kocham go i chce odzyskać i nie wiem co mam odpisac
  15. Dzień dobry, piszę w sprawie dotyczącej swojej partnerki. Znamy się 8 lat, nie miała łatwego dzieciństwa, rozwód rodziców i problemy ze sferą mentalną u matki, ojciec nie kontaktuje się. Jakiś czas temu dłuższy zaczęły się u partnerki pojawiać pewne symptomy: liczyła parzyście np. owoce, plasterki sera itd., w odpowiedniej kolejności zapalała światło i drzwi, z czasem zaprzestała używać komunikatora (z dnia na dzień), nie wyszukuje przez wyszukiwarkę sama jakichś rzeczy, w sprawie alimentów nie kontaktuje się z ojcem bezpośrednio, tylko ja piszę wiadomości do niego, ma problemy z przełamaniem pewnych schematów, porządku - budzi to jej mocny niepokój i się stresuje. Partnerka 26 lat, nie pracująca, w czasie studiów ja pomagałem jej się utrzymać. Po ich skończeniu nie pracuje, nie robi nic w tym kierunku, boi się, że choroba jej, o ile ma, pójdzie w ślady matki. Sama nic nie załatwia, nie posiada też ubezpieczenia zdrowotnego. Z racji trudnej sytuacji domowej (ma jeszcze dziadków) zgodziłem się, żeby zamieszkała w moim mieszkaniu, które niedawno kupiłem, dopóki jeszcze ja go nie ogarnę do końca. Nie mieszkamy jeszcze razem. Miała epizody, że podczas studiów kontaktowała się z obcokrajowcami - mężczyznami, do jednego z tego, co wiem wysłała nawet list. We wtorek rano, odkryłem, że na balkonie przetrzymywała czarnoskórego mężczyznę (wiem, że spędził tam noc), który miał w piątek wypadek (w walentynki) i które spędziła z tym człowiekiem na SOR, próbując tłumaczyć jemu i lekarzom, co mu się stało (personel nie mówił w języku angielskim). Ten mężczyzna nie był jej znajomym, tylko przypadkiem koło niej ktoś go zepchnął ze schodów. W szpitalu ja też go widziałem, więc to miało miejsce faktycznie. W konsekwencji wyrzuciłem zarówno jego, jak i moją partnerkę z mieszkania. Dzisiaj mi opowiedziała o tych swoich lękach i fobiach, oraz problemach, czemu nie szukała pracy i że się boi, że skończy na ulicy. Generalnie przez ostatnie 3-4 lata to ja w 100% ją utrzymywałem, w mieszkaniu od roku miała wszystko zapewnione i opłacone, nie dokładała ani grosza do mieszkania (zakupu jak i wyposażenia na ten moment). W przeszłości bywała też w klubach i w ciągu ostatnich dwóch lat została pobita z potencjalnym podejrzeniem czegoś więcej. Gdy ja chciałem to zgłosić na policję, kategorycznie odmawiała, zakazywała mi. Zachowywała się nierzadko roszczeniowo, jedynie prosząc o pieniądze. Dziś mi także mówiła, że nie okazywałem jej uczuć (jest to prawda, mam problem z wyrażaniem emocji, więc nie robię tego). Stawiałem też wielokrotnie ultimatum, żeby jednak starała się szukać pracy, bo nie miałem możliwości odłożenia jakiejkolwiek sumy pieniędzy. Chciałbym zaznaczyć wyraźnie, ze nie jestem idealny i nie podejmowałem decyzji w wielu sytuacjach - ten związek był/jest także moim takim pierwszym poważnym. Nie wiem jednak jak się zachować w tej sytuacji. Pytałem innej osoby, która ma problemy z nerwicą natręctw i uzyskałem odpowiedź, że partnerka moja zachowuje się roszczeniowo i wciąga innych w swoje lęki i że sama powinna zacząć coś z tym robić oraz, że ta relacja jest toksyczna i powinienem ją zakończyć. Bardzo proszę o pomoc, radę, czy powinienem jej pomóc w leczeniu, czy odciąć się od tej relacji. Podejrzewam u niej zachowanie typu borderline.
  16. 4 kolory zachowań a problemy małżeńskie i w związkach - temat omawia psycholog online, psychoterapeuta przez Skype. Jak brak zrozumienia trybów funkcjonowania poszczególnych osób oraz niewłaściwa komunikacja mogą prowadzić do niepotrzebnych konfliktów.
  17. Mam 28 lat i nie lubię siebie bo stałam się taką osobą, której zachowanie mi nie odpowiada. Łatwo popadam w uzależnienia. Za często piję i palę papierosy. Ale najgorsze jest chyba uzależnienie od drugiej osoby i zatracenie siebie. Za każdym razem kiedy kłócę się ze swoim partnerem świat przestaje dla mnie istnieć. Jeżeli kłótnia jest poważna i oznacza to, że on nie rozumie mojego sposobu myślenia, a ja kompletnie nie pojmuje jego to w pewnym momencie przestajemy się do siebie odzywać. Nie mieszkamy jeszcze razem, mamy zamiar od grudnia. Jesteśmy ze sobą od trzech lat. Zawsze było tak że każdy powiedział swoje, przechodziliśmy do normalności bez zrozumienia a potem problem wracał przy kolejnej sytuacji ze zdwojoną siłą. Zawsze miałam wielu kolegów ale musiałam z nich zrezygnować żeby on czuł się komfortowo. Oczywiście on ze swojej strony ograniczył kontakty z koleżankami. Dla niego to normalne. Dla mnie już teraz też, ale mam wrażenie że gdzieś we mnie w środku to w pewien sposób cały czas narasta. Chwile milczenia przeciągają się do tygodnia czasu. Ja przez to z reguły nie jestem w stanie myśleć o niczym innym. Ale też nie jestem w stanie wyciągnąć ręki jako pierwsza. Potrafię nie iść przez to do pracy, zrezygnować z wyznaczonych zadań, hobby i przeleżeć w łóżku kilka dni. Do tej pory z reguły oglądałam seriale. Ale ostatnio gdy miałam duże wyrzuty sumienia bo czułam że zawiniłam i próbowałam przeprosić a nie mogłam bo dla niego przepraszam nie rozwiązywało sytuacji to jedyne co robiłam to modliłam się o sen. Tylko wtedy nie czułam kulki stresu w klatce piersiowej i tylko wtedy nie myślałam. Objawiło się to wymiotami, biegunką i atakiem paniki. Nie spożywałam pokarmu, nie piłam wody, nawet ciężko mi było zmusić się do wstania do łazienki chyba że naprawdę musiałam. W takich sytuacjach wyłączam się z życia społecznego nie odpisuję nikomu na wiadomości dopóki sytuacja między nami trochę się nie rozjaśni. Często sięgam wtedy po alkohol. Kiedy coś mnie zdenerwuje lub zaboli to nie potrafię o tym powiedzieć normalnie. Często od razu się obrażam, jestem oschła, lub przechodzę do ataku. Bywa że się mszczę. Oboje zresztą reagujemy podobnie. To chyba już z przyzwyczajenia. Łatwo można wyprowadzić mnie z równowagi, a często jak brakuje mi słów to po prostu wychodzę z pokoju, rzucę czymś lub przeklinam. On uważa, że zachowuje się jak psychol. Często pokazuje mi że mi nie ufa. Po spożyciu alkoholu zaczęłam być agresywna. Mam urwany film. Robię rzeczy których się wstydzę i bardzo żałuję. A jak widzę z jaką pogardą potrafi mi o nich opowiedzieć to jeszcze mi z tym gorzej. Ale zamiast przestać piję jeszcze więcej. Co by utopić smutki i żal. Kiedy jest dobrze między nami to jest cudownie. Ale mimo to nawet jeżeli między nami jest dobrze to ja wewnętrznie i tak jestem nieszczęśliwa. Mam wrażenie, że nic nie przynosi mi radości. Wszystkie aktywności, których się podejmuję robię na siłę. Narzucam sobie coś po to żeby czuć że moje życie jest fajne i nie marnuje dni. A marnuje ich coraz więcej, Jak nie ustalę sobie listy co mam zrobić to jestem zagubiona. Godziny lecą a ja czuję że tylko wgapiam się w punkt i myślę o tym co powinnam a czego nie robię, Z listą idzie łatwiej. Aczkolwiek mam tyle punktów że żyje w ciągłym biegu a jestem dosyć powolną osobą. Jeśli nie zdążę wszystkiego z listy zrealizować to jestem zawiedziona zamiast cieszyć się z tego że cokolwiek udało mi się wykonać. Wstaje późno bo nie mogę się obudzić. A często jak się obudzę to nie chce mi się wstać. Zaczęłam się smucić kiedy innym coś wychodzi. Jestem zazdrosna że ktoś bawi się lepiej ode mnie. Poza tym potrafię zatajać fakty bo boję się negatywnej oceny. Wolę żeby do końca nikt nie wiedział czy coś zrobiłam a jeśli tak to dlaczego. Potem mam ogromne wyrzuty sumienia że jestem kłamliwa i brzydzę się tym. Nie wiem już jak mam się ogarnąć. Jak sobie coś obiecuję to za chwilę i tak łamię sama przed sobą te obietnice. Żyję w strachu przed opinią innych a głównie partnera. Chcę się dobrze bawić ale jak puszczają mi hamulce to zachowuje się nieodpowiednio. Nie potrafię się już spontanicznie cieszyć chwilą. A tak bardzo bym chciała
  18. Witam. Jestem młodą, pracującą kobietą, mam 20 lat. Od 5-ciu miesięcy (od czasu gdy rozstałam się chłopakiem) mój stan psychiczny, oraz, co za tym idzie fizyczny, zaczął się w dość zauważalnym dla mnie stopniu pogarszać.. Nie mam ochoty wychodzić z przyjaciółmi, najchętniej siedziałabym całe dnie (po pracy) w domu, ciągle jestem nie wyspana, mimo, że chodzę spać wcześnie, jestem w stanie ciągle spać. Do tego mam dziwne stany, tzn. Jednego dnia wstaje i myślę 'jaki cudowny dzień, ale dziś świetnie wyglądam' a kolejnego dnia 'oby ten dzień się już skończył, jestem beznadziejna' czasami w ciągu dnia również miewam takie wahania. Dla jasności. Nie przeżywam rozstania z chłopakiem, pogodzilam się z tym i prawdę mówiąc o wiele lepiej czuje się sama niż tkwiąc w związku gdzie uczucia były jednostronne i wypalone... Jeżeli chodzi o ten fakt, to czuję się szczęśliwa Jeżeli chodzi o zmiany fizyczne, to wydaje mi się, że mam kolejny problem. Otóż ostatnio nie potrafię sobie poradzić z ciaglym podjadaniem, przez co moja waga widocznie wzrosła, a to tylko pogarsza mój stan psychiczny. I tak robi się błędne koło. Chciałabym wiedzieć czy jest jakiś sposób na poradzenie sobie z tym? Czy to może być depresja? A może mam podać jeszcze jakieś konkrety? Z góry dziękuję i pozdrawiam
  19. Mam 35 lat jestem mężatką i od 3ech lat zajmuję się dzieckiem i domem. Mam problem z tym, że czuję się nijaka. Sama siebie definiuję jako matkę. Nie ma mnie. To co interesowało mnie kilka lat temu teraz mnie nie kręci. Mąż nas utrzymuje, bo wspólnie uznaliśmy, że lepiej będzie gdy ja będę z dzieckiem zamiast harować na żłobek (wylęgarnię chorób) i leki. Jestem znudzona i przemęczona "pracą" opiekunki. Nie jest to moje powołanie, mam słaby instynkt macierzyński. Nigdy nie miałam do czynienia z dziećmi, nigdy ich nie lubiłam. Dzieci to kosmici. Próbuję być wyluzowana spontaniczna, ale jak dziecko gada lub robi coś nielogicznego, bez sensownego dla mnie, to czuję bezradność, pustkę w głowie, nie wiem jak odpowiedzieć, jak się zachować, jest mi wtedy słabo, mam ochotę zniknąć. Bywają fajne dni, ale przeważnie robię wszystkie rzeczy dot dziecka na automacie, bo muszę i od rana tylko myślę o tym, kiedy dziecko zaśnie bym mogła pobyć sama. Nie mam hobby. Kiedyś miałam teraz nie mam. Jedynie tv oglądam, a przed ciążą w ogóle mnie telewizja mało ciekawiła. Jak próbuję coś zrobić, co myślę że sprawi mi przyjemność to szybko się rozczarowuje, bo zamiast się relaksować to się męczę. Nie chce mi się nic robić. Zmuszam się do pójścia do sklepu, na spacer. Czy to rozciągnięta w czasie depresja poporodowa? Albo po prostu taki czas i trzeba przeczekać aż dziecko dorośnie i wtedy poprawi mi się nastrój i na nowo odnajdę siebie?
  20. Witam, jestem 21letnią studentką.Odkąd pamiętam, moje nastroje zmieniały się jak "za pstryknięciem palców". Już jako dziecko ze śmiechu mogłam w zaledwie kilka sekund przejść w atak płaczu, histerii, zdenerwowania. Łatwo jest mnie zdenetwować, czuję wtedy jakby mnie "paliło" od środka z nerwów. Przeszłam sporo w życiu, mama nie była zbytnio nigdy zainteresowana moją osobą, tata znalazł nową kobietę gdy miałam kilka lat. Nie myślę o tym, po części się z tym pogodziłam. Jestem zdania iż kiedyś założę swoją rodzinę, której dam ogrom miłości. Ale do rzeczy. Martwi mnie iż (bez większej zmiany w życiu osobistym) od około roku zmienność nastrojów pogłębiła się. Potrafię 2 dni być w "manii" nie wiem czy mogę tak to nazywać. Chciałabym robić wszystko, nie boje się niczego, "ryzykuję", potrafię wziąć kredyt i nawet nie wiem po co. Następnie kilka dni mam stany jakby depresyjne - czuję się pusta w środku, ogromne wyobcowanie, niezrozumienie...Boję się odrzucenia innych, czuję że nie pasuję do tego świata, nic nie ma sensu. I tak na zmianę, kilka dni najweselsza i najodważniejsza, następnie kilka dni chodzę "bez życia" po prostu egzystuję. Są też stany pośrednie, czyli z reguły normalny dzień z lekkimi napadami tryskającej energii albo nagłego smutku, ale chwilowe. CO MI DOLEGA? Męczy mnie i bliskich ta zmiana nastrojów, nigdy nie wiadomo na jaki dzień trafią oni i ja.
  21. Witam, od 10 lat jestem na lekach. Na początku był to depralin, a od czerwca 2019 biorę paroksetynę 20 mg. Chcielibyśmy mieć z mężem dziecko, chodzę na terapię, wykonuje ćwiczenia oddechowe wskazane w książce "Lęk i fobia" Edmunda J. Bourne, stosuję się do zaleceń tam zapisanych. Psycholog mówi że można zmniejszać dawkę, jeżeli chcemy mieć dziecko, ale boję się że odstawienie leków będzie miało fatalne skutki, bardzo się tego boję. Jednoczesnie bardzo chcę mieć dziecko. Nie wiem co mam robić . Czytałam artykuły, ze lek paroksetyna powoduje olbrzymie wady płodu.
  22. Witam, Zwracam się z problemem dotyczącym związku, ale zacznę od początku. Mój chłopak ma 27 lat, a Ja 23. Jesteśmy razem 3,5 roku , mieszkamy od 2. Ogólny stan związku oceniam na dobry, wiadomo kłótnię również się zdarzają. Główną sprawą z jaką się zwracam jest fakt, że mój chłopak od zawsze miał dobry kontakt z kobietami i lubi ich towarzystwo co akurat rozumiem, ale jakiś czas temu odkryłam, że pisze z różnymi innymi, nawet nie znajomymi. Zwróciłam mu uwagę w tej sprawie i sądziłam że jakoś to wytłumaczy, ale wyparł się że z nikim nie pisze i że nie potrzebnie jestem zazdrosna. Odpuściłam ale trzymałam rękę na pulsie i wiem, że kontynuuje te znajomości. Aczkolwiek za każdym razem wypiera się tego, gdy proszę o pokazanie skrzynki skoro nic w niej nie ma wzbrania się tłumacząc, że to jego własność i nic nie będzie pokazywał co jeszcze bardziej mnie irytuje. W związku nie zaszły żadne zmiany, wciąż jest kochany, czuły i poświęca mi swoją uwagę. Natomiast nie podoba mi się fakt, że cały czas te relacje trwają a mnie w jakiś sposób jednak okłamuje. Bardzo naciska na mój rozwój zawodowy z czym mam trochę problem i trochę go to irytuje. Ostatnio zapytałam co sprawia, że jest podniecony to odpowiedział, że ciemna skóra i ciemne włosy- tak się składa, że jest bladziochem z brązowymi włosami. Pewność siebie też bardzo go kręci, a tak jak moja pewność siebie i samoocena są bardzo niskie. Zadałam pytanie co Ja tu z Tobą robię skoro jestem przeciwieństwem tego co lubisz, odpowiedział: bo dobra z Ciebie dziewczyna, kochana… Trochę mnie to zasmuciło, zwłaszcza, że bardzo go kocham i powiedziałam mu również, że na samym „bo dobra z Ciebie dziewczyna” nie stworzy się związku na całe życie. Nie wiem co o tym wszystkim myśleć i czy to jest czas by sobie odpuścić i odejść czy jednak walczyć ?
  23. Jestem 36-letnim mężczyzną, nigdy nie byłem w prawdziwym związku z kobietą. W dzieciństwie byłem ofiarą przemocy w szkole, nikt mi nie pomagał. Marzyłem, by nauczycielka jakaś zareagowała. Byłem raczej samotnikiem, wycofanym chłopcem, wrażliwym, aktualnie też taki jestem. W wieku 14 lat zacząłem czytać czasopisma erotyczne, w których opisywane były stosunki seksualne i najbardziej podobały mi się te, w których były kobiety w rolach policjantek, nauczycielek itd. Na studiach oglądałem też filmy pornograficzne. Mam problem z masturbacją. Kiedyś może większy. Poznałem pewną kobietę, która mi imponuje, jest atrakcyjna, inteligentna i imponuje mi to, że chciałaby być z takim nieudacznikiem jak ja. Mam marzenia zawodowe, ale nie potrafię ich realizować. Mam problem z utrzymaniem pracy. I właśnie ta kobieta zwróciła mi uwagę, że jestem zniewieściały, zbyt usłużny, że brak mi silnej woli, żyję marzeniami, mam problem z seksualnością i namawia mnie, bym poszukał pomocy psychologa. Mam wyobrażenia erotyczne, które czasem kończą się erekcją. Ja uważam, że muszę to robić, bo inaczej będę impotentem, jak już założę rodzinę. Mam takie wyobrażenia, że moja partnerka jest przebrana za nauczycielkę lub policjantkę i odgrywa role, aresztuje mnie, daje mi klapsy za masturbację, wiąże mnie i uprawia ze mną seks. Kobiecie, która mi się podoba, nie podobają się te wyobrażenia. Ona uważa, że ja mam problem z sadomasochizmem, podporządkowaniem. Ale mnie nie sprawia przyjemności ból. Dla mnie związanie to wyraz zaufania. Podnieca mnie myśl, że musze być posłuszny kobiecie. Ta kobieta, którą poznałem twierdzi, że takie przebieranie może być po latach dla urozmaicenia związku, ale nie jako stały element. Ona by nie chciała być tez zawsze tą stroną dominującą. Czy ona ma rację? Czy ja mam problem?
  24. Witajcie. Mam na imię Michał i mam 24 lata. Mam ostatnio problem w związku, a raczej problem sam ze sobą. Jestem ze swoją dziewczyną od ponad 3 miesięcy. Nie umiem jej pocieszyć kiedy jest jej smutno. A ostatnio często jej się to zdarza z powodu jej problemów na studiach z zaliczeniami. Oczywiście powtarzam jej, że da sobie radę i żeby wierzyła, że się uda. Ale mam wrażenie, że to nie wystarcza. Kiedy ona jest smutna to i ja się załamuję i czasami doprowadzam się do płaczu choć mężczyznom nie wolno płakać. Ostatnio mi powiedziała, że nie mogę się szybko załamywać albo i nawet w ogóle. Że muszę być twardy i nie mogę płakać. Prosiła mnie, żebym jak najszybciej to zmienił. Boję się, że jak nie uda mi się szybko tego zmienić to mnie zostawi, a ja nie chcę się z nią rozstawać. Ona jest dla mnie najważniejszą osobą. Proszę, pomóżcie!
  25. Witam. Mam 26 lat i od jakiegoś roku jestem w związku z kolegą z pracy. Nasz związek bardzo szybko się zaczął i Odrazu razem zamieszkaliśmy. Problem z moim facetem wygląda tak iz pije alkohol. A ja się wtedy denerwuje. Owszem fakt jest taki że długo był sam i może nie potrafi odnaleźć się w związku. Bardzo często słyszę podczas kłótni zebym się wyprowadzila, ale słyszę też że mnie kocha że jeśli odejdę to będzie mój wybór że nie będzie mnie zatrzymywał. Wielokrotnie słyszałam że mu zależy że nie bez powodu chciał żebym z nim zamieszkała a gdy pytam dlaczego tak mnie traktuje jakby mnie nie kochał odpowiada że chce mnie poprostu przygotować do momentu jak kiedyś go zabraknie. Bardzo go kocham i mi zależy na Nim..☹️ kiedyś powiedział że gdybym go zostawiła to by się już konkretnie załamał a innym razem mówi że miałby wylane na to.. sama nie wiem co mam zrobić.. proszę pomóżcie mi..

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.