Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'kobieta'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Refleksje mężczyzny

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Witam. Potrzebuje wsparcia ,pomocy ,rady czegokolwiek..byle bym mogła uporać się z własnymi myślami. Opisanie całej mojej sytuacji zajęło by długo , spróbuję napisać w skrócie co się dzieje. Samo mówienie o tym,pisanie doprowadza mnie do płaczu , i tracę siłę do życia . Mam 22 lata , trójkę dzieci w tym pierwsze dziecko (córka 4 lata ) jest z pierwszego związku i małżeństwa które trwało rok.. Od trzech lat mam chłopaka ,bardzo go kocham ,nie wyobrażam siebie życia bez niego , poznał mnie gdy byłam w totalnej rozsypce (rozwód ,mój tata w zakładzie karnym ,ciężkie dzieciństwo) , zaakceptował i pokochał moją córkę , po roku czasu pragnął ,bym z nim zamieszkała, z czasem pojawiły się dwie córeczki bliźniaczki. Jego rodzina była szczęśliwa z wyjątkiem jego matki ;( Jego mama wogóle nie akceptuje mojej córki , przez te trzy lata traktowała ją obojętnie ..lecz teraz jest jeszcze gorzej, przez jej zachowanie uciekałam z ich domu już cztery razy i wracałam bo obiecywała że wszystko się zmieni , przepraszała itd . Niedawno uciekłam znowu i wróciłam po tygodniu bo mój chłopak twierdzi że jestem jego miłością i jego całym życiem ,lecz ostatnio słucha swojej matki i wierzy we wszystkie kłamstwa jej . On pracuje w delegacji więc wraca na weekend a całe 5 dni jestem sama z nią i w tym czasie Ona zapowiedziała że nigdy nie będę szczęśliwa, że mam wy******lać z jej domu z tym ,,najduchem"( moją córką) , że jak ją zobaczyć w kuchni albo łazience to jej łeb ukręci , że ją udusi na spaniu , mówiłam to chłopakowi ,on stwierdził że ona tylko tak gada. Ja płaczę codziennie bo już nie daje rady, głupie myśli krążą po głowie,wiem że muszę być silna dla dzieci ale nie potrafię nie przejmować się,tak bardzo bym chciała być szczęśliwa z ukochanym i z naszymi dziećmi ale jego matka nie daje mi żyć ..wymysla i opowiada przy nim że jestem ku**a, że do niczego się nie nadaje ,że w chlewie ,w oborze mnie chowali ..nie mogę paznokci malować ,wogóle nie mogę makijażu mieć bo zaraz lecą teksty że kurwienie się umalowałam .. wszystko co robię jest źle .nie wiem co mam zrobić. On narazie nie chce się wyprowadzić że względu na brak pieniędzy ..i co począć? Proszę o pomoc !
  2. Dzień dobry, przychodzę z problemem, który sprawia, że nie mogę znieść sama siebie. Mam problem ze stosunkiem do własnego zdrowia. Krótko mówiąc są we mnie dwa wilki- oba niespełna rozumu. Ale od początku. Choruję na PCOS, co wiąże się z tym, że miesiączka pojawia się rzadko, a jak już się pojawi to trwa dwa tygodnie. Zwykle wystarczą tabletki, wszystko się normuje i wtedy wilk hipochondryk przegrywa z wilkiem mającym na wszystkie wywalone, a ja żyję sobie jak gdyby nigdy nic, aż znów pojawia się problem i dowodzenie przejmuje lęk przed chorobą. Tym razem panika spowodowała, że wybłagałam wizytę u ginekologa na jutro. I oczywiście nie mogę znaleźć sobie miejsca, bo oczyma wyobraźni widzę siebie w trumnie i panicznie boję się diagnozy, chociaż te moje resztki rozsądku próbują opanować chaos w głowie i racjonalizować to wszystko. Że już tak miałam, że wystarczą tabletki, że hormony sprawiają, że się zachowuję jak panikara, że naprawdę nie dzieje się nic strasznego. Ale to nie pomaga. Stresuję się do tego stopnia, że dziś nic nie jadłam, boli mnie głowa, chodzę i płaczę i zamiast cierpliwie poczekać na to, co powie lekarz, to ja już wmawiam sobie raka wszystkiego i zastanawiam się, kto się zaopiekuje moim dzieckiem. Czuję, że nerwowo nie wytrzymam do wizyty, mam ochotę tylko płakać. Wstydzę się sama przed sobą takiej postawy, ale nie umiem inaczej. Toczy się we mnie wewnętrzna walka. Nawet kiedy chcę myśleć pozytywnie, to karcę się za to w głowie w obawie, że przecież zawsze myślę negatywnie i wychodzi ok, więc jak teraz będę spokojna to na pewno spotka mnie jakaś przerażająca diagnoza. Jak nad tym zapanować?
  3. Witam mam 18 lat i czasami mam wrażenie, że mam dwie strony mojej osobowości. Pierwszą stronę można nazwać jasna strona i uważam, że jest to strona, która zawsze była ze mną ,wydaje mi się że ta strona jest bardziej mną. Z kolei drugą stronę można nazwać ciemną stroną uważam, że powstała kilka lat temu i czasami pojawia się i dręczy mnie myślami, których nie chcę myśleć, kiedyś przez tą stronę robiłam rzeczy autodestrukcyjne choć nie jestem pewna czy tylko i wyłącznie przez tą stronę ale w większości przez nią.Ostatnimi czasy zastanawiam się czy to normalne czy też nie.
  4. Mam 24 lata, z moim chłopakiem jesteśmy 2 lata razem. Mam duży problem z agresją, chociaż jest to chyba za duże słowo. Chodzi o to że często na niego krzyczę, ja przez to nie mam niczego złego na myśli po prostu taka jestem ale jemu bardzo to przeszkadza co mnie nie dziwi ale chciała bym to zmienić, prosiłam go nie jednokrotnie że jeśli krzyczę to żeby po prostu też mi pomógł i o tym mówił bo ja tego nie kontroluje, dla mnie to jakby normalne nie widzę kiedy to robię. Kolejna sprawa jest moją chora zazdrość. On ma dziecko z inną kobietą nigdy mi to nie przeszkadzało że chodzi do dziecka że spędza z nim czas, wręcz przeciwnie zawsze bardzo się cieszę że tam chodzi. Często czytałam jego wiadomości z tą dziewczyną z ciekawości po prostu ale zaczynam mieć głupie podejrzenia pewnego dnia przyszedł od dziecka i pachniał damskimi perfumami tłumaczył się że to były perfumy jego syna i w sumie faktycznie nie były one typowo damskie więc mogło mi się to wydawać. Wiem że mnie nie zdradza i nie robi nic złego tam ale w środku mnie po prostu aż kręci jak sobie pomyślę że jednak mogło by coś być. Dodam jeszcze że ona nadal coś do niego czuje kiedyś dostawał od niej dziwne smsy czy on ja jeszcze kocha. On jest osobą która mi o niczym nie mówi, nie powie że musi kupić coś synowi czy co kolwiek takiego, dlatego też często czytałam jego smsy bo gdybym nie czytała to by mi niestety nie powiedział. Po półtora roku bycia razem jego rodzeństwo wyglądało mi się że on ma prawdopodobnie drugie dziecko, rozwaliło mnie to od środka bo oczywiście mi o tym nie powiedział i mimo tego że wiedział że ja już to wiem to przez parę dni miał problem sam mi o tym powiedzieć, musiałam to jakby wydusić z niego. Jest to przykre i smutne że po takim czasie nie powiedział mi o tym, dodam jeszcze że mieszkaliśmy już razem więc jakby ten związek był już dość poważny więc raczej powinnam o tym wiedzieć od samego początku. Chociaż u nas bardzo szybko to wszystko się potoczyło między nami więc też trochę rozumiem to że było mu już z czasem coraz ciężej powiedzieć mi o tym. A jak zapytałam dlaczego mi o tym nie powiedział to odpowiedział że bał się że nie będę go chciała z taką przeszłością. Dowiedziałam się pół roku temu o tym on do tej pory nie złożył nic o zrobienie testów DNA czy faktycznie jest to jego dziecko, nie robi nic. Ja już po prostu nie daje rady psychicznie z tymi myślami. Kolejna sprawa jest to że przychodzi z pracy i odrazu siedzi w telefonie, pół dnia mi pisze że chce już do mnie że chce się przytulić i takie tam a jak przychodzi to mnie ma głęboko w dupie siedzi i gra, codziennie zwracam mu uwagę o telefon i codziennie mi robi awantury że on nie ma kiedy grać. A czas na mnie? Jest go już coraz mniej. Jak go poznał byłam w szoku że jest taka osoba która w ogóle nie siedzi w telefonie a teraz jest po prostu od niego uzależniony. Mam wrażenie że woli siedzieć w telefonie grać czy przeglądać ładne dziewczyny na Instagramie czy tiktoku niż siedzieć ze mną i myślę że to wszystko ma związek z tym że cały czas krzyczę i się unoszę. Co mam robić?
  5. Mam 24 lata. Od zawsze brzydziłam się ludzkich stóp, jednak akceptowałam własne stopy, stopy rodziców i narzeczonego. Jednak stopy obcych ludzi mnie brzydzą. Jeśli przypadkiem dotknę takiej NAGIEJ stopy, od razu chce umyć tę część ciała, która miała kontakt ze stopą. Mogę dotkąć stopy w skarpetce, jednak bez nie potrafię. Chciałabym być masażystką, ale nie wiem w jaki sposób się przełamać do dotyku ludzkiej stopy... Proszę o radę
  6. Cześć, Mam 22 lata i od jakiegoś czasu jestem w rozsypce. Ostatnio miała dwa ataki paniki jednej nocy. Wcześniej, z tego co analizowałam, takie atak miałam może raz i był on bardzo krótki. Wówczas nie znałam jeszcze definicji ataku paniki i dosyć szybko o nim zapomniałam. Wracając, od jakiegoś czasu czuję się bardzo źle psychicznie. Jestem przygnębiona i nie potrafię wyobrazić sobie siebie szczęśliwej lub siebie w przyszłości. Mam dziwne uczucie, że nie ma dla mnie miejsca na tym świecie. Wynajmuję pokój, ponad rok temu wyniosłam się z domu rodzinnego, odcinając się tym samym od toksycznych ludzi. Od 3 lat mam przyszywaną mamę, która, że tak powiem wzięła mnie pod swoje skrzydła i mnie wspiera. Rozmawiałam z nią o tych atakach. W zasadzie to mama powiedziała mi, że to były ataki. Poczytałam i zgadza się. Jak pisałam wyżej, nie potrafię znaleźć sobie miejsca i czuję ogromną samotność (mieszkam z właścicielami domu). Przeraża mnie ta samotność i to, że któregoś dnia będę musiała iść na swoje i wynająć jakieś mieszkanie. Jest to dla mnie nierealne, ponieważ nie umiem psychicznie odnaleźć się bez innych ludzi. Zdarza mi się miewać myśli samobójcze, ale szybko wyrzucam je z głowy. Miałam mały przedsmak tego, co będę czuła. Ponad tok temu wynajęłam bez namysłu mieszkanie na szybko, zaraz po tym jak spakowałam swoje rzeczy z domu rodzinnego. Będąc w tym mieszkaniu non stop płakałam i nie mogłam się uspokoić. Czułam jakiś dziwny lęk. Nie jadłam, nie miałam ochoty na nic, tylko leżałam. U mamy niestety nie mogę zamieszkać z różnych powodów prawnych. Chciałabym normalnie funkcjonować, umieć być sama ze sobą jak kiedyś; nie bać się samotności, ale na ten moment to wydaję się być zupełnie nierealne. Dodam jeszcze, że pracuję sprzedając pamiątki u mojej mamy właśnie, ale od pół roku przez sytuacje w kraju musieliśmy zawiesić działalność. Mama bardzo mnie wspiera, jednak obawiam się powiedzieć jej tego jak się czuję, ponieważ jest bardzo silną, odporną psychicznie osobą i boję się, że mnie nie zrozumie. Naprawdę staram się jak mogę, żeby utrzymać się w ryzach i należę do osób twardo stąpających po ziemi, a pisząc to mam łzy w oczach przez to co się ze mną dzieję. Przepraszam za chaotyczność.
  7. Jestem dziewczyną w wieku 21 lat. Od ponad 6 lat zmagam się z depresją, która pojawiła się u mnie na wskutek cukrzycy, na którą zachorowałam w wieku 15 lat. Odkąd pamiętam byłam osobą bardzo zamkniętą w sobie, aspołeczną i z lękiem przed ludźmi, przez co ciężko mi zbudować jakieś relacje z ludźmi. Mama wychowuje mnie i brata samego. Tata zostawił nas jak miałam 4 latka. Od tamtej pory jest mi ciężko, ponieważ brat zaczął się na mnie wyżywać fizycznie i psychicznie. Jakiś czas temu odkryłam swoją orientację seksualną i uświadomiłam sobie, że podobają mi się kobiety, przez co zaczęły się kolejne problemy. Moja rodzina nie jest tolerancyjna przez co urwał mi się kontakt z bliskimi dla mnie osobami (babcią, ciociami, wujkami, kuzynką, bratem). W obecnej chwili akceptuję to tylko mama, która stara się mnie wspierać. Przed moimi 18-stymi urodzinami mieszkaliśmy z mamą i bratem w domu samotnej matki. Wtedy zaczęły się najgorsze problemy, ponieważ przestawałam chodzić do szkoły, nie chciało mi się żyć ani wstawać z łóżka. Trafiłam na tydzień do szpitala psychiatrycznego w celu leczenia. Przyjmowałam jakieś leki, które miały mi pomóc się pozbierać. Natomiast po zobaczeniu innych pacjentów poprosiłam o ich odstawienie i próbowałam sama poradzić sobie z otaczającą mnie rzeczywistością. Lekarze stwierdzili, że sobie świetnie poradziłam i wyszłam sama z tego dołka psychicznego więc mnie wypuścili. Wróciłam do ośrodka i była tam taka pani psycholog Kasia, która bardzo mnie nie lubiła i ze wzajemnością. Robiła wszystko na spotkaniach, żebym wyszła na najgorszego człowieka na świecie. Mimo, że miała mi pomóc i mnie wspierać robiła wszystko na opak. Przez nią jeszcze bardziej się załamałam psychicznie, ponieważ wystawiła opinię do sądu rodzinnego, który po kilku dniach zamknął mnie w pogotowiu opiekuńczym do ukończenia 18-tego roku życia. Wtedy całkowicie się załamałam. Próbowałam wykorzystać fakt o cukrzycy, żeby tylko wydostać się z tego miejsca. Dwa razy specjalnie nie wzięłam insuliny, aby trafić do szpitala na kilka dni obserwacji. Lekarz, który się mną opiekował dowiedział się ode mnie prawdy, dlaczego tu trafiłam i robił wszystko, żeby przedłużyć moje leczenie, niestety trwało to tylko kilka dni po czym wróciłam do pogotowia. W dniu 18-tych urodzin wyszłam na wolność. Mama wtedy dostała już mieszkanie więc miałam gdzie mieszkać. Jakiś czas później przeprowadziłam się do Krakowa do dziewczyny, z którą byłam w związku. Planowałam z nią życie, przyszłość itd. Wplątała mnie w pożyczki, które wzięłam aby móc z nią zostać. Zostawiła mnie po prawie 3 latach związku. Bardzo to przeżyłam, nie mogłam się długo pozbierać, okaleczyłam się. Później poznałam osobę transseksualną Natana, którego pokochałam całym serduszkiem. Obecnie jesteśmy ze sobą już 10 miesięcy. Mama bardzo go polubiła, pomógł mi, wspiera mnie jak tylko może. Pojechał nawet dla mnie do pracy nad morze, żeby zarobić na pożyczki. Przyjechałam do niego do pracy i tam się zaczęły kłótnie między nami, ponieważ mimo tego, że przyjechałam nie poświęcał mi tyle uwagi i czasu. W pracy rozmawiał i śmiał się z innymi dziewczynami, a mnie unikał tak przynajmniej to wyglądało. Przez cukrzycę niestety nie mogłam zostać dłużej i musiałam wracać do domu do lekarza, ponieważ mój stan się pogarszał. W ostatni dzień przed moim wyjazdem mieliśmy pójść sobie na spacer w nocy na plażę i spędzić ten czas razem. Niestety wziął ze sobą koleżankę i skończyło się na piciu alkoholu na plaży. Ja się popłakałam i poszłam się przejść. On poszedł za mną. Więc wykrzyczałam mu w twarz, że nie tak miał wyglądać ten wieczór, że mi przykro, że woli spędzać go z kimś innym na piciu i śpiewaniu. Mój obecny problem polega na tym, że jestem osobą bardzo zazdrosną taką, która jest bardzo wrażliwa i emocjonalna. Bolą mnie nawet najmniejsze rzeczy. Mam cudowny związek, wspaniałego chłopaka, który mnie kocha a ja ciągle robię mu problemy o to, że nie ma dla mnie czasu, że się nie odzywa do mnie lub o to, że rozmawia z jakimiś dziewczynami czy wypije alkohol. Ostatnio bardzo się oddaliliśmy od siebie bo on pracuje po 15 godzin dziennie przez co nie mamy czasu pisać i rozmawiać ze sobą. Była jeszcze taka sytuacja, że w tej pracy u Natana jest syn szefostwa, który ma 14 lat i napisał do mnie dlaczego tak się zachowuję, czemu ciągle robię afery i mam o wszystko pretensje. Napisałam jak ja to czuję i niestety nie wiem co mi strzeliło do głowy wyjechałam z tekstem, że kilka dni temu miałam duże załamanie i próbowałam się zabić. Dzwoniłam i pisałam wtedy do Natana ale niestety nie odpowiedział. Obiecałam mu, że nie potnę się już więc musiałam znaleźć inny sposób na poradzenie sobie z tym wszystkim, ponieważ w środku czułam ogromny ból. Przywaliłam ręką w ścianę i rozwaliłam sobie kostki do krwi. Powiedziałam synowi szefostwa, że chciałam się zabić. Niestety on przeczytał to na głos i po chwili już miałam wiadomość od Natana, gdzie nakrzyczał na mnie, że jestem pojebana mówiąc dziecku o takich rzeczach. Od tamtego czasu przez 3 dni nie mieliśmy żadnego kontaktu. Napisał do mnie przedwczoraj, że myślał o naszym związku. Powiedział, że mnie nie poznaje, że jestem inną zupełnie osobą niż wcześniej. Że nasz związek to tylko same kłótnie i że robi się to toksyczne. Napisał również, że musimy się spotkać i porozmawiać w oczy, bo już ma wszystkiego i mnie dosyć. Oddaliliśmy się od siebie bardzo a ja nie chcę go stracić. Niestety aktualnie nie mam pracy i nie stać mnie nawet na pójście do psychologa czy psychiatry a wiem, że potrzebuję pomocy, bo sama już nie mogę ze sobą wytrzymać. Każdego dnia teraz siedzę i nie ma takiego dnia, którego bym nie przepłakała. Czuję się źle sama ze sobą. Nie chcę go stracić i nie chcę zachowywać się jak skończona psychopatka. Po prostu nie wiem już co mam robić. I nie umiem sobie sama z tym wszystkim poradzić. Nie chcę być złym człowiekiem a tak się czułam od zawsze. Czułam, że na nikogo nie zasługuję, że nikt mnie nigdy szczerze nie pokocha bo jedyne co potrafię zrobić dobrze to wszystko rozwalić. Proszę o jakieś wsparcie, radę czy pomoc. Co zrobić? Jak to zmienić?
  8. Hej. Chciałabym się podzielić z Wami pewnym problemem, trochę wstydliwym. Czy jest tu jakaś kobieta która czuła obrzydzenie do krwi menstruacyjnej, do wydzieliny z pochwy? Miesiączka jest dla mnie strasznie męcząca, ale krew jeszcze nie wzbudza we mnie takiego wstrętu - nigdy nie byłam specjalnie wrażliwa na widok krwi. Większym dla mnie problemem jest wydzielina z pochwy, jest jej strasznie dużo (jest normalna, nie mam żadnej infekcji). Denerwuje mnie to że ciągle muszę zmieniać wkładki i że po prostu to jest proces którego nie kontroluję, czasami wkładki mi przeciekają, ciągle muszę tego pilnować. Nienawidzę tego. Dodam, że mam 25 lat i nigdy czegoś takiego nie odczuwałam, po prostu było to dla mnie normalne. Czy jest tu ktoś kto może ma/miał podobny problem? Albo czy jest to objaw jakiegoś zaburzenia? Mam tak mniej więcej od 3 miesięcy.
  9. Jestem dziewczyną w wieku 21 lat. Od ponad 6 lat zmagam się z depresją, która pojawiła się u mnie na wskutek cukrzycy, na którą zachorowałam w wieku 15 lat. Odkąd pamiętam byłam osobą bardzo zamkniętą w sobie, aspołeczną i z lękiem przed ludźmi, przez co ciężko mi zbudować jakieś relacje z ludźmi. Mama wychowuje mnie i brata samego. Tata zostawił nas jak miałam 4 latka. Od tamtej pory jest mi ciężko, ponieważ brat zaczął się na mnie wyżywać fizycznie i psychicznie. Jakiś czas temu odkryłam swoją orientację seksualną i uświadomiłam sobie, że podobają mi się kobiety, przez co zaczęły się kolejne problemy. Moja rodzina nie jest tolerancyjna przez co urwał mi się kontakt z bliskimi dla mnie osobami (babcią, ciociami, wujkami, kuzynką, bratem). W obecnej chwili akceptuję to tylko mama, która stara się mnie wspierać. Przed moimi 18-stymi urodzinami mieszkaliśmy z mamą i bratem w domu samotnej matki. Wtedy zaczęły się najgorsze problemy, ponieważ przestawałam chodzić do szkoły, nie chciało mi się żyć ani wstawać z łóżka. Trafiłam na tydzień do szpitala psychiatrycznego w celu leczenia. Przyjmowałam jakieś leki, które miały mi pomóc się pozbierać. Natomiast po zobaczeniu innych pacjentów poprosiłam o ich odstawienie i próbowałam sama poradzić sobie z otaczającą mnie rzeczywistością. Lekarze stwierdzili, że sobie świetnie poradziłam i wyszłam sama z tego dołka psychicznego więc mnie wypuścili. Wróciłam do ośrodka i była tam taka pani psycholog Kasia, która bardzo mnie nie lubiła i ze wzajemnością. Robiła wszystko na spotkaniach, żebym wyszła na najgorszego człowieka na świecie. Mimo, że miała mi pomóc i mnie wspierać robiła wszystko na opak. Przez nią jeszcze bardziej się załamałam psychicznie, ponieważ wystawiła opinię do sądu rodzinnego, który po kilku dniach zamknął mnie w pogotowiu opiekuńczym do ukończenia 18-tego roku życia. Wtedy całkowicie się załamałam. Próbowałam wykorzystać fakt o cukrzycy, żeby tylko wydostać się z tego miejsca. Dwa razy specjalnie nie wzięłam insuliny, aby trafić do szpitala na kilka dni obserwacji. Lekarz, który się mną opiekował dowiedział się ode mnie prawdy, dlaczego tu trafiłam i robił wszystko, żeby przedłużyć moje leczenie, niestety trwało to tylko kilka dni po czym wróciłam do pogotowia. W dniu 18-tych urodzin wyszłam na wolność. Mama wtedy dostała już mieszkanie więc miałam gdzie mieszkać. Jakiś czas później przeprowadziłam się do Krakowa do dziewczyny, z którą byłam w związku. Planowałam z nią życie, przyszłość itd. Wplątała mnie w pożyczki, które wzięłam aby móc z nią zostać. Zostawiła mnie po prawie 3 latach związku. Bardzo to przeżyłam, nie mogłam się długo pozbierać, okaleczyłam się. Później poznałam osobę transseksualną Natana, którego pokochałam całym serduszkiem. Obecnie jesteśmy ze sobą już 10 miesięcy. Mama bardzo go polubiła, pomógł mi, wspiera mnie jak tylko może. Pojechał nawet dla mnie do pracy nad morze, żeby zarobić na pożyczki. Przyjechałam do niego do pracy i tam się zaczęły kłótnie między nami, ponieważ mimo tego, że przyjechałam nie poświęcał mi tyle uwagi i czasu. W pracy rozmawiał i śmiał się z innymi dziewczynami, a mnie unikał tak przynajmniej to wyglądało. Przez cukrzycę niestety nie mogłam zostać dłużej i musiałam wracać do domu do lekarza, ponieważ mój stan się pogarszał. W ostatni dzień przed moim wyjazdem mieliśmy pójść sobie na spacer w nocy na plażę i spędzić ten czas razem. Niestety wziął ze sobą koleżankę i skończyło się na piciu alkoholu na plaży. Ja się popłakałam i poszłam się przejść. On poszedł za mną. Więc wykrzyczałam mu w twarz, że nie tak miał wyglądać ten wieczór, że mi przykro, że woli spędzać go z kimś innym na piciu i śpiewaniu. Mój obecny problem polega na tym, że jestem osobą bardzo zazdrosną taką, która jest bardzo wrażliwa i emocjonalna. Bolą mnie nawet najmniejsze rzeczy. Mam cudowny związek, wspaniałego chłopaka, który mnie kocha a ja ciągle robię mu problemy o to, że nie ma dla mnie czasu, że się nie odzywa do mnie lub o to, że rozmawia z jakimiś dziewczynami czy wypije alkohol. Ostatnio bardzo się oddaliliśmy od siebie bo on pracuje po 15 godzin dziennie przez co nie mamy czasu pisać i rozmawiać ze sobą. Była jeszcze taka sytuacja, że w tej pracy u Natana jest syn szefostwa, który ma 14 lat i napisał do mnie dlaczego tak się zachowuję, czemu ciągle robię afery i mam o wszystko pretensje. Napisałam jak ja to czuję i niestety nie wiem co mi strzeliło do głowy wyjechałam z tekstem, że kilka dni temu miałam duże załamanie i próbowałam się zabić. Dzwoniłam i pisałam wtedy do Natana ale niestety nie odpowiedział. Obiecałam mu, że nie potnę się już więc musiałam znaleźć inny sposób na poradzenie sobie z tym wszystkim, ponieważ w środku czułam ogromny ból. Przywaliłam ręką w ścianę i rozwaliłam sobie kostki do krwi. Powiedziałam synowi szefostwa, że chciałam się zabić. Niestety on przeczytał to na głos i po chwili już miałam wiadomość od Natana, gdzie nakrzyczał na mnie, że jestem pojebana mówiąc dziecku o takich rzeczach. Od tamtego czasu przez 3 dni nie mieliśmy żadnego kontaktu. Napisał do mnie przedwczoraj, że myślał o naszym związku. Powiedział, że mnie nie poznaje, że jestem inną zupełnie osobą niż wcześniej. Że nasz związek to tylko same kłótnie i że robi się to toksyczne. Napisał również, że musimy się spotkać i porozmawiać w oczy, bo już ma wszystkiego i mnie dosyć. Oddaliliśmy się od siebie bardzo a ja nie chcę go stracić. Niestety aktualnie nie mam pracy i nie stać mnie nawet na pójście do psychologa czy psychiatry a wiem, że potrzebuję pomocy, bo sama już nie mogę ze sobą wytrzymać. Każdego dnia teraz siedzę i nie ma takiego dnia, którego bym nie przepłakała. Czuję się źle sama ze sobą. Nie chcę go stracić i nie chcę zachowywać się jak skończona psychopatka. Po prostu nie wiem już co mam robić. I nie umiem sobie sama z tym wszystkim poradzić. Nie chcę być złym człowiekiem a tak się czułam od zawsze. Czułam, że na nikogo nie zasługuję, że nikt mnie nigdy szczerze nie pokocha bo jedyne co potrafię zrobić dobrze to wszystko rozwalić. Proszę o jakieś wsparcie, radę czy pomoc. Co zrobić? Jak to zmienić?
  10. Jestem dziewczyną w wieku 21 lat. Od ponad 6 lat zmagam się z depresją, która pojawiła się u mnie na wskutek cukrzycy, na którą zachorowałam w wieku 15 lat. Odkąd pamiętam byłam osobą bardzo zamkniętą w sobie, aspołeczną i z lękiem przed ludźmi, przez co ciężko mi zbudować jakieś relacje z ludźmi. Mama wychowuje mnie i brata samego. Tata zostawił nas jak miałam 4 latka. Od tamtej pory jest mi ciężko, ponieważ brat zaczął się na mnie wyżywać fizycznie i psychicznie. Jakiś czas temu odkryłam swoją orientację seksualną i uświadomiłam sobie, że podobają mi się kobiety, przez co zaczęły się kolejne problemy. Moja rodzina nie jest tolerancyjna przez co urwał mi się kontakt z bliskimi dla mnie osobami (babcią, ciociami, wujkami, kuzynką, bratem). W obecnej chwili akceptuję to tylko mama, która stara się mnie wspierać. Przed moimi 18-stymi urodzinami mieszkaliśmy z mamą i bratem w domu samotnej matki. Wtedy zaczęły się najgorsze problemy, ponieważ przestawałam chodzić do szkoły, nie chciało mi się żyć ani wstawać z łóżka. Trafiłam na tydzień do szpitala psychiatrycznego w celu leczenia. Przyjmowałam jakieś leki, które miały mi pomóc się pozbierać. Natomiast po zobaczeniu innych pacjentów poprosiłam o ich odstawienie i próbowałam sama poradzić sobie z otaczającą mnie rzeczywistością. Lekarze stwierdzili, że sobie świetnie poradziłam i wyszłam sama z tego dołka psychicznego więc mnie wypuścili. Wróciłam do ośrodka i była tam taka pani psycholog Kasia, która bardzo mnie nie lubiła i ze wzajemnością. Robiła wszystko na spotkaniach, żebym wyszła na najgorszego człowieka na świecie. Mimo, że miała mi pomóc i mnie wspierać robiła wszystko na opak. Przez nią jeszcze bardziej się załamałam psychicznie, ponieważ wystawiła opinię do sądu rodzinnego, który po kilku dniach zamknął mnie w pogotowiu opiekuńczym do ukończenia 18-tego roku życia. Wtedy całkowicie się załamałam. Próbowałam wykorzystać fakt o cukrzycy, żeby tylko wydostać się z tego miejsca. Dwa razy specjalnie nie wzięłam insuliny, aby trafić do szpitala na kilka dni obserwacji. Lekarz, który się mną opiekował dowiedział się ode mnie prawdy, dlaczego tu trafiłam i robił wszystko, żeby przedłużyć moje leczenie, niestety trwało to tylko kilka dni po czym wróciłam do pogotowia. W dniu 18-tych urodzin wyszłam na wolność. Mama wtedy dostała już mieszkanie więc miałam gdzie mieszkać. Jakiś czas później przeprowadziłam się do Krakowa do dziewczyny, z którą byłam w związku. Planowałam z nią życie, przyszłość itd. Wplątała mnie w pożyczki, które wzięłam aby móc z nią zostać. Zostawiła mnie po prawie 3 latach związku. Bardzo to przeżyłam, nie mogłam się długo pozbierać, okaleczyłam się. Później poznałam osobę transseksualną Natana, którego pokochałam całym serduszkiem. Obecnie jesteśmy ze sobą już 10 miesięcy. Mama bardzo go polubiła, pomógł mi, wspiera mnie jak tylko może. Pojechał nawet dla mnie do pracy nad morze, żeby zarobić na pożyczki. Przyjechałam do niego do pracy i tam się zaczęły kłótnie między nami, ponieważ mimo tego, że przyjechałam nie poświęcał mi tyle uwagi i czasu. W pracy rozmawiał i śmiał się z innymi dziewczynami, a mnie unikał tak przynajmniej to wyglądało. Przez cukrzycę niestety nie mogłam zostać dłużej i musiałam wracać do domu do lekarza, ponieważ mój stan się pogarszał. W ostatni dzień przed moim wyjazdem mieliśmy pójść sobie na spacer w nocy na plażę i spędzić ten czas razem. Niestety wziął ze sobą koleżankę i skończyło się na piciu alkoholu na plaży. Ja się popłakałam i poszłam się przejść. On poszedł za mną. Więc wykrzyczałam mu w twarz, że nie tak miał wyglądać ten wieczór, że mi przykro, że woli spędzać go z kimś innym na piciu i śpiewaniu. Mój obecny problem polega na tym, że jestem osobą bardzo zazdrosną taką, która jest bardzo wrażliwa i emocjonalna. Bolą mnie nawet najmniejsze rzeczy. Mam cudowny związek, wspaniałego chłopaka, który mnie kocha a ja ciągle robię mu problemy o to, że nie ma dla mnie czasu, że się nie odzywa do mnie lub o to, że rozmawia z jakimiś dziewczynami czy wypije alkohol. Ostatnio bardzo się oddaliliśmy od siebie bo on pracuje po 15 godzin dziennie przez co nie mamy czasu pisać i rozmawiać ze sobą. Była jeszcze taka sytuacja, że w tej pracy u Natana jest syn szefostwa, który ma 14 lat i napisał do mnie dlaczego tak się zachowuję, czemu ciągle robię afery i mam o wszystko pretensje. Napisałam jak ja to czuję i niestety nie wiem co mi strzeliło do głowy wyjechałam z tekstem, że kilka dni temu miałam duże załamanie i próbowałam się zabić. Dzwoniłam i pisałam wtedy do Natana ale niestety nie odpowiedział. Obiecałam mu, że nie potnę się już więc musiałam znaleźć inny sposób na poradzenie sobie z tym wszystkim, ponieważ w środku czułam ogromny ból. Przywaliłam ręką w ścianę i rozwaliłam sobie kostki do krwi. Powiedziałam synowi szefostwa, że chciałam się zabić. Niestety on przeczytał to na głos i po chwili już miałam wiadomość od Natana, gdzie nakrzyczał na mnie, że jestem pojebana mówiąc dziecku o takich rzeczach. Od tamtego czasu przez 3 dni nie mieliśmy żadnego kontaktu. Napisał do mnie przedwczoraj, że myślał o naszym związku. Powiedział, że mnie nie poznaje, że jestem inną zupełnie osobą niż wcześniej. Że nasz związek to tylko same kłótnie i że robi się to toksyczne. Napisał również, że musimy się spotkać i porozmawiać w oczy, bo już ma wszystkiego i mnie dosyć. Oddaliliśmy się od siebie bardzo a ja nie chcę go stracić. Niestety aktualnie nie mam pracy i nie stać mnie nawet na pójście do psychologa czy psychiatry a wiem, że potrzebuję pomocy, bo sama już nie mogę ze sobą wytrzymać. Każdego dnia teraz siedzę i nie ma takiego dnia, którego bym nie przepłakała. Czuję się źle sama ze sobą. Nie chcę go stracić i nie chcę zachowywać się jak skończona psychopatka. Po prostu nie wiem już co mam robić. I nie umiem sobie sama z tym wszystkim poradzić. Nie chcę być złym człowiekiem a tak się czułam od zawsze. Czułam, że na nikogo nie zasługuję, że nikt mnie nigdy szczerze nie pokocha bo jedyne co potrafię zrobić dobrze to wszystko rozwalić. Proszę o jakieś wsparcie, radę czy pomoc. Co zrobić? Jak to zmienić?
  11. Proszę o pomoc, o radę... W lutym nasz 9letni związek dopadł kryzys. Mój partner od 2 lat nie akceptował, tego, że utrzymuje sporadyczny kontakt z kolegą z pracy. Pracowaliśmy na innych zmianach. To była zwykła koleżeńska relacja, po prostu dobrze nam się rozmawiało. Kontakt ten był utrzymywany w tajemnicy. Przeważnie tylko maile, czasami telefon. Nie spotykaliśmy się. Jedynie dałam się namówić 3 razy na krótki spacer. Nie czułam się wtedy dobrze, bo miałam świadomość, że mojemu partnerowi się to nie podoba. 4 razy dochodziło między nami do kłótni z tego powodu, średnio co pół roku. Nie rozumiałam co robię złego rozmawiając, a właściwie pisząc raz na jakiś czas innej osoby. Maile to nie SMSy by non stop je pisać. Bardzo brakowało mi rozmów z partnerem, takich ważnych dla nas. To było głównym powodem do powstania tej "pisanej" relacji. Za każdym razem gdy odkrywal, że nadal utrzymuje kontakt, była kłótnia a ja na kilka tygodni zrywalam kontakt z kolegą i odzywałam się ponownie. Tak było do lutego. Gdy w końcu zrozumiałam swoje błędy, chciałam mu powiedzieć, że definitywnie zakończyłam tamtą znajomość, to mój partner stwierdził, że nie chciałam tego zrobić. Nawet nie dał mi szansy na szczerą rozmowę, o którą prosiłam. Po kilku dniach doszło między nami do rozmowy. Przyznałam się do wszystkiego, bo nie chciałam więcej żyć w kłamstwie. Rok temu po 8 latach oświadczył mi się. Byłam szczęśliwa. Jakiś czas wspólnie mieszkaliśmy bo razem pracowaliśmy. Bardzo często prosiłam o spotkanie, rozmowę. Nie przyjeżdżał, chociaż dawał mi nadzieję, że jednak będzie, pisał "postaram się" i nie był go. Kilka dni temu stwierdził, że będzie lepiej gdy się rozstaniemy, że bardzo go zranilam. Zapytałam czy żegnamy się na zawsze, to odpowiedzil, że możemy się spotykać i po miesiącu lub dwóch zobaczymy co będzie. Jak mam to rozumieć? Czekam już tyle dni tygodni, miesięcy... Jest mi bardzo ciężko, słabo śpię, często jestem zdenerwowana, rozkojarzona. Ciągle myślę o nim. Czy my mamy jeszcze jakąś szansę? Czy zaręczyny nic nie znaczą już? Proszę pomóżcie mi.
  12. Witam, Mam 16 lat i jestem dziewczyną. Od dłuższego czasu mam problem, odczuwam jakby moje życie się sypało a ja nie potrafię go ogarnąć i tylko staczam się razem z nim. Nie mam nawet pojęcia kiedy to się zaczęło. Zawsze byłam wesoła ale nieśmiała, mimo to moje życie się toczyło i było wszystko dobrze. W pewnym momencie jakoś w 8 klasie zaczęło się coś dziać. Zaczęłam tracić wszystkie ważne dla mnie osoby. Łącznie do tego momentu straciłam już 7 osób, w dość (dla mnie) szybkim czasie. Jako pierwsza odeszła moja przyjaciółka, z którą znałam się bardzo długo, praktycznie od dzieciństwa. Było mi bardzo ciężko i przez to zamknęłam się w sobie, przestałam uczęszczać na zajęcia taneczne i w tym momencie straciłam kolejną przyjaciółkę z tańców. Następnie była moja kuzynka, z którą się zbliżyłam przez podobne problemy, ale ta również postanowiła mnie zostawić i poinformowała mnie o tym w moje urodziny, tym samym urodziny spędziłam totalnie samotnie gdzieś chodząc. Ostatnio straciłam przyjaciółkę, z którą chodziłam do szkoły, klasy. Powiedziała mi o tym w jej ostatni dzień. W klasie nie mam nawet znajomych, więc strasznie boję się powrotu - wiem, że będę sama. To są przyjaźnie, które coś zrobiły w moim życiu, po których do teraz się nie pozbierałam, opowiedziane w skrócie. Aktualnie nie mam ochoty na nic. Moje zainteresowanie jakim było taniec przestało sprawiać mi przyjemność, chodzę tam w złym humorze, po których zawsze czuję się okropnie. Moja samoocena spadła do zera, kompletnie siebie nie akceptuję, wręcz nienawidzę siebie. Moje oceny w szkole też się pogorszyły. Mimo, że staram się wszystko ogarnąć, swoje życie i siebie, to zwyczajnie nie daję rady, poddaje się. Robię chyba 50 próbę i dalej zero efektów. Nie potrafię się pogodzić z tym, że nic mi nie wychodzi a im bardziej się staram to jest jeszcze gorzej. Codziennie mam małe "załamanie nerwowe" jeśli można to tak nazwać. Codziennie płaczę, krytykuje siebie, widzę same minusy życia i siebie, uświadamiam sobie że wszystko jest okropne, że nie daję rady, że niczego nie osiągnę i sama jestem nikim. Do tego dochodzi jeszcze ogromny lęk społeczny, który nie pozwala mi na wiele czynności. Doszło to tego stopnia, że boję się iść do sklepu, a stojąc na przystanku mam wrażenie, że każdy mnie ocenia i zwraca uwagę jaka to ja nie jestem. Czuję, że nic mi się nie uda, moja przyszłość - nawet jej nie widzę. Kompletnie w siebie nie wierzę. Wsparcia od rodziców też nie mam. Uważają oni, że wszystko jest dobrze - nie wiedzą, że u mnie nie jest najlepiej. A powiedzieć im tego też nie potrafię bo wiem, że pomyślą, że to chwilowe albo stwierdzą "jak mamy niby ci pomóc". Na zajęciach taneczny jedna dziewczyna "zauważyła", że jest coś źle (ona sama ma problemy jednak u niej wszyscy to zauważyli i pomagali), ja jestem dalej sama. Jednak na tym się skończyło zapytała co u mnie i tyle. Próbowałam jakoś poskładać się do kupy ale kompletnie nie potrafię. Nie mam pojęcia co robić. Zawsze się dobrze uczyłam, świadectwo zawsze z paskiem, średnia powyżej 5.3, w tańcu byłam jedną z najlepszych osób, moja największa pasja i radość z życia, najlepsza przyjaciółka mieszkająca tuż obok mnie, czas na wszystko, pełno znajomych, zawsze byłam radosna i szczęśliwa. Teraz oceny się znacznie pogorszyły, taniec nie sprawia mi przyjemności, często po nim chce mi się płakać bo nie jestem wystarczająca, nie idzie mi już tak dobrze, wręcz się chowam zawsze staje z tyłu, na końcu, nie zgłaszam się do żadnych solówek, przyjaciół nie mam żadnych, znajomych też nie, wszystko mnie smuci a życia nie potrafię nawet ogarnąć. Czy jeszcze da się wrócić do tego co było wcześniej? Czy mogę przestać być taka nieśmiała? Czy można pozbyć się lęku społecznego? Czy jeszcze kiedyś ogarnę to życie, które teraz jest nieprzyjemne? Mam tyle pytań, marzeń a nie wiem już kompletnie nic.
  13. Witam, mam 26 lat i jestem w ciąży. Od dwóch lat spotykam się z moim partnerem, od roku mieszkamy razem. Jestem w 5 miesiącu ciąży, niekoniecznie planowanej. Mam wrażenie, ze nie radzę sobie z emocjami. Poprzez zmiany które zachodzą w moim ciele, czuje ze nienawidzę za to tego dziecka. Partner kiedy zauważył ze dzieje się ze mną coś złego, zaproponował ze możemy wyjechać za grabice i usunac ta ciąże. Nie zgodziłam się, teraz bardzo tego żałuje. Wydaje mi się, ze nie będę dobra matka. Tylko on i reszta rodziny cieszy się z dziecka, ja nie potrafię. Są momenty, ze mam ochotę po prostu ze sobą skończyć....
  14. Cześć, zwracam się do was z prośbą o wypełnienie ankiety dotyczącej związków między inteligencją emocjonalną, temperamentem i stylami radzenia sobie ze stresem. Ankieta dotyczy zarówno osób w wieku 18-50 lat, które doświadczyły rozwodu rodziców, gdy były dziećmi (0-18 lat), jak i tych, które tego nie doświadczyły. Badanie zajmuje około 15 min. Wypełniając formularz przyczyniacie się do rozwoju nauki. Z góry dziękuję! Link: https://forms.gle/KSbHoRRgGdw4t17B7 Hasło dostepu zostanie udzielone w wiadomości prywatnej.
  15. Dzień dobry, siema, cześć. (czy jak tam się witacie). Jestem nowy nie wiem jak się witać z Wami. Mam pewien problem, odkąd się ożeniłem straciłem pewien wigor do pracy. Nie potrafię do końca postawić na swoim. W dużym skrócie samiec alfa gdzie światopogląd się posypał.
  16. Jeśli jesteśmy przekonani, że na końcu drogi czeka zranienie, sabotujemy wędrówkę. Jedni robią to od pierwszego kroku, drudzy dopiero wówczas, gdy uzmysłowią sobie, iż znaleźli się na ścieżce wiodącej do bliskości. Niektórzy w ogóle unikają romantycznych relacji, inni wchodzą w nie, ale trzymają dystans i traktują partnera z rezerwą, albo gdy tylko poczują większą bliskość, niszczą związek bądź przed nim uciekają. Inną strategią jest angażowanie się w relacje skazane na porażkę lub wchodzenie w związki obdarte z intymności – ograniczające się do seksu. Kolejną metodą może być ucieczka w pracę w celu zapobieżenia nawiązania jakichkolwiek bliższych relacji, ewentualnie ucieczka w perfekcjonizm i stawianie sobie oraz innym nieosiągalnych wprost wymagań bez spełnienia których w ogóle nie dopuszcza się opcji tworzenia związku... Unikanie bliskości (określane czasem jako „lęk przed bliskością”) stanowi zachowanie zapobiegawcze – ma uchronić przed wywołującym cierpienie odtrąceniem. Im większa domniemana lub faktyczna bliskość, intymność w danej relacji, tym silniejszy niepokój u osoby, która obawia się takiego stanu rzeczy z powodu przewidywania bolesnego zranienia. Przewidywanie to częstokroć bywa nieuświadomione, wiążę się z innymi przeświadczeniami na temat własnej osoby. Niektórzy ludzie w wyniku szczególnych doświadczeń w dzieciństwie mają głęboko zakorzenione poczucie pewnej nieadekwatności i braku kompetencji postrzeganych jako niezbędne do tego, by tworzyć udany związek. Nierzadkim zjawiskiem jest też wyjątkowo przykre przeświadczenie o tym, że nie zasługuje się na miłość, nie jest się jej godnym. Takie spostrzeganie swojej osoby stanowi grunt dla obaw przed bliskością. Człowiek czuje bowiem, że jeśli dopuści do siebie kogoś, to zostanie niejako zdemaskowany i wyjdą na jaw wszystkie jego „defekty” i niekompetencje, które w sobie widzi. To zaś, jak dana osoba mniema, nieuchronnie doprowadziłoby do odtrącenia. Z jednej strony człowiek pragnie więc bycia kochanym i stałego związku uczuciowego, z drugiej pozostaje pod silnym wpływem zgubnych odruchów obronnych, mających zapobiec zranieniu. Efekty trwania w takim położeniu bywają trudne. Niezbędna jest więc praca nad sobą – uzmysłowienie i podważenie okrutnych przekonań na swój temat. W pierwszej kolejności odbywa się to poprzez rozpoznanie tak zwanych myśli automatycznych, które napływają samoczynnie i podsuwają przykre treści oraz pesymistyczne, wywołujące lęk oraz niepokój interpretacje różnorakich sytuacji w kontaktach z ludźmi. Konieczne jest skonfrontowanie się z mroczną wizją samego siebie jako osoby niekompetentnej i niegodnej miłości. Chodzi o to, by podważyć takie zapatrywania i umożliwić wzrost zdrowego poczucia własnej wartości i bardziej ufnego podejścia do intymniejszych relacji z innymi ludźmi. Potrzebna jest troska i czułość w stosunku do samego siebie – miłość własna zastępująca okrutne przeświadczenia i bezwzględne etykiety. W relacji z partnerem potrzebna jest natomiast delikatna szczerość, umożliwiająca bezpieczne omówienie doświadczanych obaw i rozterek.
  17. X poznałam ponad 3 lata temu, na początku, pierwsze kilka miesięcy wszystko było w porządku - nasza relacja się umacniała, wszyscy się cieszyli moim szczęściem, a dokładniej po prostu nie mieli nic przeciwko, a ja się chwaliłam X to, X tamto... Problem zaczął się, gdy zaczęłam nocować u X. Miałam wtedy 20, prawie 21 lat, prace i studia zaoczne. Rodzice chcieli zakazać mi zostawać na noc u chłopaka, mówiąc że to "nieładnie" lub mówiąc wprost "sypiasz z nim". Nie odpowiadało im to, ponieważ jesteśmy, teraz już tylko oni wierzącymi katolikami. Ja przestaje, ponieważ widzę jak ludzie modlący się o dobro sprawiają mi tyle cierpień. X studiował dziennie, utrzymywał się z tego co wysyłali mu rodzice na konto, rzadko przyjeżdżał do mnie, bo studia dziennie a ja w jego mieście byłam w weekendy, gdy sama maiłam zajęcia więc i tam się spotykaliśmy. Mojej mamie nie przypadło do gustu że tylko ja jeżdżę, a on nie "to chłopak powinien przyjeżdżać do dziewczyny nie na odwrót". Znosiłam to bardzo długo, te docinki. Sprawiały mi one przykrość, ale nie mówiłam o tym X żeby nie burzyć relacji z rodziną, myśląc przyszłościowo o rodzinnych spotkaniach obiadkach itd. Dodam, że moja mama jest osobą prawdopodobnie uzależnioną od kupowania jedzenia, kupuje bardzo dużo tylko żeby nigdy nie brakowało, potem mówi że dużo wydała, a potem jeszcze po prostu dużo wyrzuca, bo jest stare. Nie radzi też sobie w sprzątaniu, zawsze na co dzień jest brudno, nieodkurzone, podłogi nie zmyte, łazienka aż traci się ochotę na mycie się. Nie pracuje etatowo, zajmuje się domem, ale prace poza zakupami robieniem obiadu i sprzątaniu po jedzeniu sprawiają, że mówi że ma ciężko, że tyle pracy i jest zmęczona. Mieszkam też z babcią, która jest w bardzo podeszłym wieku i jest osobą dość upartą i egoistyczną, co sprawia, że lubi być w centrum uwagi, 58 letnim wujkiem, który ma problemy genetyczne i mimo swojego wieku nigdy nie pracował, "czekał na gotowe" nigdy nie zrobił sobie jedzenia, nie zmienił pościeli, nie odkurzył, a mimo choroby normalnie mógłby to robić. Tata natomiast zawsze ciężko pracował, mieszkamy na wsi i pracuje na polu, ale w zamian zawsze oczekuje ciepłego obiadu na czas, trochę przyczynia się do tego, że mama tak dużo kupuje, ponieważ jest zdania że nie chce jeść "tylko jednego rodzaju szynki", więc mama kupuje 5-7 rodzajów raz w tygodniu, potem leży i się starzeje. 2 razy nie jedza tego samego, wylewają połowe garnka zupy, bo nie chcą jej jeść dwa dni. Mieszkamy 1km od wsi, w polu, nie mamy żadnych znajomych, z nikim nie rozmawiamy, chyba że na zakupach itd. Moja rodzina ma manie wyższości, uważają że mają dużo ziemi (tylko 32ha), wielki dom(tak wielki że ciężko go ogrzać i jest zawilgocony) i wiele innych przykrych spraw. Wracając do głównego tematu, poznając już sylwetkę mojej rodziny: rodzina X jest całkiem inna, zamożna, z miasta, pracująca na swoim biznesie. X nie zna takiego życia jak ja miałam, co sprawia, że ma też inne do niego podejście. Kilka miesięcy temu doszło do kumulacji całej negatywnej energii - X był u mnie na łącznie 10 dni (5 potem 4 w krótkim odstępie czasu) już też wyjaśniam, zostawał u mnie na noc mogliśmy spać razem, gdyż pół roku wcześniej się zaręczyliśmy i wynajęliśmy pokój na czas jego ostatniego roku studiów. Podczas jego wizyty, moja mama początkowo udawała że jest miła, rozmawiała, potem zaczęło ją irytować rzeczy jak zużycie papieru toaletowego, czy jedzenie u nas X a nawet to, że zanosiłam mu obiad czy ciasto do pokoju, kiedy ten się uczył pytań do obrony. Mama nie lubiła go już wcześniej, kiedy dowiedziała się, że krzyczał na mnie gdy byliśmy na wycieczce w innym mieście (my dwoje plus siostra z chłopakiem). Wiem, że krzyczeć nie powinien, ale znam go, wiem że jest człowiekiem który w sytuacjach stresowych nie wytrzymuje mimo że stara się nad tym panować, ale ja to akceptuje i staram się mu w tym pomagać. Kiedy był u mnie te 10 dni usłyszał, że moja mama obgaduje go że jest taki siaki, nic nie robi tylko siedzi i je (podczas obrony czynnie udzielał korepetycji żeby mieć dodatkowe pieniądze). Usłyszał, spakował się i wyszedł. Od tego czasu nie chce mnie odwiedzić wcale, nie dziwię się. Mama nie czuła skruchy sprawiając komuś przykrość. Nie rozmawiałam z nią bardzo długo, sprawialiśmy sobie wiecznie przykrość przez przynajmniej 3 miesiące. Wpadłam w coś podobnego do depresji, nie miałam ochoty na nic, czekałam od rana na noc żeby pójść spać, jadłam gdy nikt nie patrzył... Unikałam wszystkich. Teraz cała rodzina, krewni uważają że X krzycz na mnie jest leniem i nierobem, były też plotki, że mnie bije. X natomiast jest osobą, którą w przeszłości spotkało wiele przykrości, często ma bardzo niską samoocenę, a w połączeniu z aferą w mojej rodzinie przemyśliwa żeby mnie zostawić, żebym poznała kogoś, kogo zaakceptuje moja rodzina, abym była szczęśliwsza. Jest to osoba, która rzeczywiście nie lubi pracy etatowej, ale wydaje mi się, że to przez silny charakter i sposób pracy rodziców - własna działalność, gdzie się tylko dogląda raz na tydzień interesu. Marzy o dużych pieniądzach, ale ma zawód, gdzie takie pieniądze może mieć. Tylko musi wpierw znaleźć taką ofertę, żeby była satysfakcjonująca... W każdym razie ma opinie w mojej rodzinie osoby która jest mechanikiem, a nie potrafi koła w aucie zmienić... nieudacznikiem który się na mnie wyżywa i że "skończę z nim pod mostem" (mimo że jego własne mieszkanie jest w budowie i niedługo je odbieramy. Ostatnio jechałam pociągiem, może zabawne, z kołem a dokładniej tylko oponą, ponieważ przechowywane były u mnie w piwnicy letnie, a jego auto stoi z przebitą oponą i nie miał jak jej odebrać (nie mają komórki lokatorskiej). Zostałam wyśmiana w domu, że "jestem głupia, bo chodzę po mieście z oponą sama, a on NA PEWNO nawet mi nie pomógł z nią i sama musiałam nosić... Nie mam już sił, płakać mi się chciało jak to słyszałam wczoraj po powrocie do domu. Broni mnie tylko 3 lata młodsza siostra, która widzi jak dziwne są komentarze i uwagi naszej rodziny względem do mnie. Ostatnio zwróciła też uwagę mamie, że nie ma się wyżywać na mnie tylko dlatego, że tata jej powiedział że za długo śpi. (powiedziałam wtedy, że ja z siostrą zawsze rozwiązujemy wszystko krzykiem, bo nauczyliśmy się od mamy która na nas krzyczy całe życie) Zabawne jest też, gdy mama wypomina mi, że zabrałam przykładowo JEJ pudełko na żywność (warte 4-5zł), a tygodniowo wyrzuca jedzenie o wartości minimum 30zł. mama potrafi dać mi np pieniądze na autobus, dentystę, czy jedzenie, ale nie potrafi dać mi przedmiotów, które sama już wcześniej nabyła, lub wypomina mi że zgubiłam, zniszczyłam lub zapomniałam i nie ma gdy potrzebuje (właśnie o taki pojemnik chodzi). Wiem, że ona jest chora, niszczy mój związek, nie widzi że jestem/byłam szczęśliwa kiedy było jak było. Jest osobą, która wszystko wie najlepiej, osobą która zamiast mówić jak coś można zrobić np przy gotowaniu od razu zabiera np patelnię i robi po swojemu. Jej sposób zawsze jest najlepszy, ciasta smakują najbardziej, u moich innych cioć jest niesmaczne "a oni tak to wychwalają" - u cioci z którą podświadomie konkuruje która z nich jest lepszą panią domu.
  18. Mam 27 lat dwa miesiące temu zerwał ze mną mój narzyczony młodszy o 5 lat. Byliśmy razem 1,5 roku od samego początku walczyliśmy o siebie i mieliśmy świetny kontaku. Jego rodzina i znajomi bardzo mnie lubi. Mielismy powazne plany na przyszlosc nigdy mnie nie zawiodl chcial bysmy zamieszkali razem.Dwa miesiące temu polubił odważne zdjęcia dziewczyny która u nas pracuje A która zabierał po drodze z pracy ja zarzucilam mu zdrade.Od tego czasu zerwal ze mna przepraszałam go dzwoniłam prosiłam o szansę on mówił że szansa była ale zmarnowalam ja bo gdy on skłamał że zarzywa narkotyki i chce odejść z pracy ja intetwoniowalam u jego ojca i przełożonego. Poblokowal mój numer nie chce się spotkać żeby porozmawiać widzieliśmy się 2 razy czułam że to nie umarło ale gdy zapytałam go w pracy co czuje znowu nie chce mieć kontaktu powiedział że to co było się wypaliło o nie wrócimy do siebie Czy jest szansa gdy odpuszczę czy to koniec Zawsze przy nim byłam wspierałam go byliśmy najlepszymi przyjaciółmi ale on teraz tego nie docenia traktuje mnie jak wroga karze zostawić w spokoju Czy czas coś zmieni czy on tak szybko o tych wspaniałych chwilach zapomniał wiem że cierpiał też po rozstaniu
  19. Ciężko mi pisać tutaj. Szukam jakiegoś rozwiązania, co mogę zrobić, bo nie czuję się najlepiej. Jestem osobą młodą, właśnie przebywam na wymianie studeckiej poza Polską. Nie mogę już wytrzymać z tym jak się czuje. Co mam na myśli? Jestem tutaj od około 3 miesiący. Bardzo często mam tak, że nie mam ochoty, ani siły wstać z łóżka..bo wiem jak będzie wyglądał mój kolejny dzień, czyli zajęcia, a potem walczenie z czasem, żeby zrobić jak najwięcej żeby zdążyć na czas ze wszystkim (zadaniami i pracami). Boje się, że nie zdam sesji, która będzie w przyszłym miesiącu.. nie mam pomysłu nawet jak dokładnie się przygotować. Cały czas czuje niepokój.. a nawet ucisk w klatce w piersiowej, choć staram się mówić sobie to, że to tylko moja psychika podstawia mi to uczucie. Boje się, że ze wszystkiego nie zdąże nie ogarnę.. Dzisiaj czuje jakby mną trzęsło w środku. Nie mam ochoty już robić więcej. Czuje się niewdzięczna, że inni cieszą się z pięknych widoków, kultury.. a ja każdego dnia mam tzw doła. Jestem smutna, przygnębiona, czasem zrozpaczona. Biegam, pije herbaty na wyciszenie.. próbuje coś zrobić. Nie wiem co robić, żeby było lepiej. Mam dość takiej sytuacji. Nie chce już tak dłużej się czuć. Dziękuje tym, którzy to przeczytają.
  20. Witam wszystkich mam na imie Rafał 38lat [od 9 lat w związku] odczuwam strach przed samotnością ,co utrudnia w znacznym stopniu _zycie z żoną. Jestem w tej kwestii bardzo upierdliwym mężem,ciągle się czepiającym o byle rzeczy. Jestem również chorobliwie zazdrosnym partnerem co przyczyniło się do opuszczenia przez żonę naszego domu.Żona wróciła do domu rodzinnego w Polsce, przebywaliśmy od 6lat w Niemczech,wyjechaliśmy razem w 2014roku jak to się mówi za chlebem,problemy ze mną jak i z żoną zaczeły się po około roku przebywania za granicą,a wszystko zaczeło się od zakazywania przeze mnie żonie na nawiązywanie znajomości,wychodzeniu samej na miasto HAMBURG jak i również komunikowanie się z innymi ludźmi na różnego rodzaju komunikatorach. Przyznaję się do tego że obawiałem się i to znacznie iż żona na takich portalach szuka przygodnych znajomości,teraz wiem że było to durne myślenie. przyznaje się również do nagminnego kontrolowania telefonu żony i wyszukiwanie pretekstów do pokłócenia się. Teraz jestem jak to sie mówi w D.......e i żona od kilku dni tak jak napisałem wyżej przebywa w rodzinnym domie w PL. Zwracam się z prośbą o pomoc do życzliwych ludzi Chciałbym odbudować relacje z żoną. POMOCY
  21. Witam jestem bezrobotną matką 26 lat . W wieku 18 lat (8 lat temu ) zdiagnozowano u mnie depresję i stany lękowe (lekarz przypuszcza że mam je od dziecka) Od 3 lat mam problem by rozmawiać z ludźmi twarzą w twarz,próbuje uciskać przed ludźmi (nie wychodząc z domu) ,jak już wychodzę z domu to muszę słuchać muzyki by nie myśleć o tym że jestem w śród obcych ludzi. Jak nie mam słuchawek to mam wrażenie że ludzie się na mnie patrzą (czuje się obserwowana ) . Przez ten lęk mam problemy ze znalezieniem pracy . Nie radzę sobie z tym problemem .Bardzo rzadko wychodzę z domu (prawie wcale) . Co to może być ? Czy to jest uleczalne ? Jak poradzić sobie z tym problemem ?
  22. Mam 22 lata, od ponad roku jestem w związku ze swoim narzeczonym... Na razie mieszkamy osobno, widujemy się co 2-3 dni. Ostatnio narzeczony powiedział mi, że kiedy do mnie przyjeżdża bardziej czuje się jakby odwiedzał koleżankę albo przyjaciółkę, a nie narzeczoną... Tłumaczył mi, że chodzi o moje zachowanie, czuje że jestem oddalona, nie zbyt często się przytulam i nie inicjuję sama z siebie zbliżeń. Bardzo Go kocham i nie sądziłam, że czuje coś takiego. Sądzę że wynika to z mojej wysokiej wrażliwości i nieśmiałości względem ludzi. Boję się żeby nie czuł się osaczony moją osobą i nie chcę się nadmiernie narzucać. Boję się, że któregoś razu powie abym się odsunęła, dała mu przestrzeń, a wiem że dla mnie byłby to duży cios... Co mam zrobić w takiej sytuacji??
  23. Hej:) Zdecydowałam się napisać tutaj, ponieważ mam potrzebę anonimowego porozmawiania z innymi ludźmi o moim problemie. Wielokrotnie próbowałam psychoterapii, ale jakoś nie pomaga. Pomyślałam, że być może poczuję się lepiej wśród osób o podobnych doświadczeniach. W większym gronie, a nie tylko sam na sam z terapeutą. Że jakoś się nawzajem wesprzemy. Postaram się jak najbardziej streścić moją historię. Zacznę od tego, że jestem osobą nadwrażliwą i niestety patologicznie wręcz stałą w uczuciach... Jako nastolatka byłam bardzo atrakcyjną dziewczyną. W wieku 19-stu lat przeżyłam pierwszy wielki zawód miłosny i leczyłam się z niego kolejne 8, będąc w tym czasie kompletnie zablokowaną na jakiekolwiek relacje damsko-męskie. W tym czasie mocno się roztyłam. W końcu mój stan psychiczny się unormował, a ja sama pogodziłam się z wizją staropanieństwa i byłam na swój sposób zadowolona z życia. I wtedy pojawił się ON. Poznaliśmy się w pracy i zakochałam się może nie od „pierwszego wejrzenia”, ale z całą pewnością od pierwszej rozmowy. Starałam się walczyć z moim pociągiem, bo on był wówczas w związku, a ja wyglądałam jak wyglądałam i wiedziałam, że nie mam u niego najmniejszych szans. Zaprzyjaźniliśmy się. Wmawiałam sobie, że to mi wystarczy. Zachowywałam się przy nim swobodnie- bardziej jak facet niż kobieta. Przeklinaliśmy i żartowali o tzw. „kupie” itp. Minął rok. Z biegiem czasu dowiedziałam się, że jego związek wcale nie jest szczęśliwy. Ale nadal nie robiłam sobie nadziei, że nasza relacja kiedykolwiek mogłaby wskoczyć na inny poziom. Przełom we mnie nastąpił, kiedy któregoś dnia upiliśmy się i usłyszałam koleżeńską radę, która brzmiała mniej więcej: „Widziałem Twoje zdjęcia z liceum. Byłaś przepiękna. Weź się za siebie. Gdybyś tylko schudła- to ustawiałyby się do Ciebie kolejki, a ja pierwszy. Zwaliłem sobie konia do tych zdjęć”. Teraz nie jestem pewna czy w ogóle pamięta te słowa. Zawzięłam się. W ciągu 7-miu miesięcy roku zrzuciłam 40kg. W tym czasie związek mojego ukochanego ostatecznie wyzionął ducha. My wciąż się kumplowaliśmy. Starałam się zachowywać bardziej kobieco i uwodzicielsko i dawać subtelne znaki zainteresowania, ale panicznie bałam się wyznać wprost co czuję. Wciąż zwlekałam i zwlekałam i obiecywałam sobie, że przy następnej okazji się odważę... aż nadeszła cholerna epidemia. Przez dłuższy czas nie mieliśmy okazji się zobaczyć. Podczas kiedy ja rozmyślałam co zrobię kiedy wreszcie wypuszczą nas z domów- on z nudów założył konto na Tinderze i nawiązał kontakt z jakąś dziewczyną. Dowiedziałam się o tym za późno... Zostałam z zaskoczenia zaatakowana wiadomością, że chyba poznał kogoś w kim się wreszcie zakochał. Oczywiście udawałam, że cieszę się jego szczęściem. No i aktualnie przyglądam się kwitnącej miłości, która chyba wciąż jest na etapie pierwszego zauroczenia. Patrzę na papużki nierozłączki i czuję, że w środku umieram. Jednocześnie nie mogę się pozbyć nadziei, że ta świeża relacja jeszcze się rozpadnie. Nie chcę słyszeć rad żebym dała sobie spokój- znam siebie i wiem z całą pewnością, że nie jestem w stanie tego zrobić. Wiem również, że to najgorszy możliwy moment na szczerą rozmowę- na obecnym etapie zafiksowania na punkcie swojej wybranki, na 100% zostałabym ostatecznie odrzucona. Więc czekam. Czekam i cierpię. I wciąż zastanawiam się co poszło nie tak. Przecież od początku mnie lubił, a teraz dodatkowo wyglądam świetnie i inni mężczyźni się za mną oglądają. Czemu to nie wystarczyło i co zrobiłam nie tak? Zostałam kobietą poległą we friendzonie.
  24. Witam, mam 20lat, z moim partnerem jesteśmy już 6lat razem, dogadujemy się i nie mamy większych problemów w naszym związku, z wyjątkiem jednego. Od pół roku nie mam ochoty na większe zbliżenia, często robiłam to z przymusu, żeby nie był zły. Uważam, że jego złość i obrażanie się na mnie z tego powodu jest kompletnie nieuzasadnione. Jestem osobą wierzącą, i wolałabym aby seks był po ślubie, jednak wewnątrz siebie wiem, że ślub może nic nie zmienić w tej w kwestii. Nie wiem skąd ta blokada, zwyczajnie nie che, żeby mnie dotykał, i nie chce tego już robić na siłę, momentami bardzo się tego brzydzę. Czuję się winna ale wiem, że seks to nie jest mój obowiązek, nie chce go stracić ale nie rozumiem czemu On nie chce zrozumieć tego, że jest mi ciężko i że potrzebuję przerwy od tego.. ostatnio robiliśmy to jakieś 2tyg temu, nie sprawiło mi to radości wręcz odwrotnie. Widzę, że moja psychika bardzo na tym cierpi, co powinnam zrobić??

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.