Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'kobieta'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 209 wyników

  1. Mam 35lat z mężem od 17lat razem, dwoje dzieci 8 i 12lat. Dwa lata temu rozstaliśmy się (mieszkaliśmy osobno) lecz po 4 miesiącach pozwoliłam mu wrócić, mieliśmy umowę, on tą umowę niedawno zerwał, znowu jestem w tym samym punkcie. Dałam się nabrać, jestem objęta pomocą psychologiczną. Czy dzieci powinny znać powód naszego rozstania? Mój mąż mnie okłamuje, ma koleżanki, o których ja się dowiadywałam przypadkowo. Znalazłam kiedyś smsa świadczącego o zdradzie. Dwóm kolejnym powiedział że je kocha. To jest tak pogmatwane, że długo by opowiadać.... Nie powiedziałam do końca prawdy dzieciom dlaczego się wtedy rozstaliśmy. Obawiałam się że chłopcy go znienawidzą. Chyba to był błąd, bo teraz mąż opowiada dzieciom że ja go zdradzam.... co nie jest prawdą, gdy wychodzę biegać on mówi do starszego syna: no mama idzie się spotkać z kolegą, słyszałam też jak mówił synowi żeby poszedł któregoś dnia za mną to się przekona, że mama kogoś ma. Syn mu chyba nie wierzy. Dzieci mają ze mną dobry kontakt mimo słów które słyszą z jego ust. Mąż pokazuje dzieciom, że on jest ten dobry a ja zła. Na drugi dzień udaje jak by się nic nie stało. Ja stosuję metodę szarego kamienia jest on dla mnie obojętny. Jego zazdrość jest tym większa im częściej robię coś dla siebie. PS Może ktoś z państwa napisze artykuł dla rodziców, jak pomóc dzieciom przetrwać rozwód, kłótnie, słowa które ranią, ciężko jest nam samym to przechodzić a co dopiero dzieciom gdy chodzi o osoby, które kochają i są dla nich najważniejsze.
  2. Witam, odkryłem ostatnio romans mojej połówki - narzeczonej i niby tylko skończyło się na rozmowach i zdjęciach. Ciężko to zweryfikować i nawet chciałbym w to wierzyć ale po co się tym głowić jak już same te wiadomości są obrzydliwe. Najgorsze jest to że mamy dziecko i do miesiąca mieliśmy wziąć ślub. Wolałbym opisać całą sytuację w prywatnych wiadomościach z psychologiem niż wyrzucać to w tym miejscu. Sytuacja jest na tyle wyjątkowa, że obawiam się o możliwość połączenia tej sprawy bezpośrednio z nami. Zależy mi na rozmowie jak najszybciej muszę oczyścić sobie myśli z emocji i podjąć decyzję, a jest strasznie ciężko ze względu na dziecko. A muszę też pracować, a samo myślenie o tym przyprawia mnie dosłownie o mdłości i paraliżuje nie wspominając o huśtawkach nastroju i kotłującej się złości.
  3. Witam, troche dziwnie pisać o takich sprawach na forum, bo dotychczas sądziłem ze są one niepotrzebne lub jakimś dziwnym odrealnionym światem. Od ostatniego czasu nasiliły się w moim domu problemy na tle rodzinnym. "Żałuje, że Cie urodziłam" takie słowa usłyszałem ostatnio od mojej matki w trakcie rozmowy, teksty w stylu, że jestem nikim, zerem, zginę bez niej, że jestem totalnym dnem bez zainteresowań i jej porażką życiową stały się ostatnio codziennością. Nie ukrywam że często zdarza mi się zapomnieć lub wykonać polecone zadania poza czasem lub przeciągać je długi czas. Początkowo sądziłem ze problemy te są spowodowane toksycznością ojca z którym miałem słabe relacje przez naprawdę długi czas, bywał agresywny lub oschły ale przypuszczałem ze taki ma charakter. Teraz po jego odejściu i rozstaniu się z matką dostrzegam wyostrzanie się podobnych zachowań u mnie jak niegdyś jego, a jego nastawienie po odejściu zmieniło się o 180 stopni gdzie z oschłego dziada stał się przyjemną osobą z którą mogę spokojnie porozmawiać i doradzić się w pewnych sprawach, jakbym rozmawiał całkowicie z innym człowiekiem. Często jestem krytykowany przez matkę i nigdy chwalony a jeśli już to na zasadzie " no nie sądziłam ze cokolwiek takiego jesteś w stanie robić". Pozornie proste sprawy jak odkurzenie dywanu stał się problemematyczne gdyż mam je zrobić dosłownie wraz z poleceniem matki, a jakiekolwiek spóźnienie z tym zadaniem np o godzinę gdyż byłem zajęty, kończy się awanturą i jej samodzielnym wykonaniem danej rzeczy argumentując to że nie będzie się prosić. Jestem młodym człowiekiem bez większych nałogów, nie odwalam żadnym chorych akcji ani nic z podobnych rzeczy. Zarzucanie mi ciągle bycia człowiekiem bez ambicji i pasji stało się jej argumentem każdej nawet najmniejszej potyczki. Ciągle studiuje, rozwijam się na wielu frontach jak informatyka, cały czas próbuje tworzyć coś nowego ( uczę się malować, pisze, tworze amatorsko muzykę) lecz dalej zostaje beznadziejnym idiotą. moje poprzednie zainteresowania jak np terrarystyka, sport czy turnieje szachowe przynosiły taki sam efekt. W ostatnim czasie zostałem nawet posądzony że w czasie egzaminów za dużo się uczę i mogę zrobić sobie przerwę pracując na ogródku, pisanie pracy semestralnej trwało pod ciągłą presją - " długo to jeszcze będziesz pisał" " ile można do cholery pisać pracę semestralną"- praca okazałą się jedną z najlepszych na moim kierunku lecz to nie był żadny powód do dumy ze strony matki. Próba rozmowy kończy się tak samo awanturą lub milczeniem z jej strony gdy łamie jej argumenty lub poglądy bo nie będzie rozmawiała z kimś kto tylko prawi swoje filozofie. Nie ukrywam że mam swoje wady i negatywne cechy ale już nie wiem czy to ja jestem aż tak złym człowiekiem który nie zasługuje na życie. Swoje działania argumentuje moim dobrem i dbaniem o moją przyszłość bo przecież ona pracuje, gotuje, sprząta a ja tylko opierdalam się całe dni na komputerze ( na który wchodzę najczęściej po godzinie 22 w celu spędzenia czasu ze znajomymi grając lub rozmawiając). Nawet gdy pracowałem ( miałem pracę wyjazdową gdzie np nie było mnie 24h w domu), był problemy że nie ma nie w domu. Nie pracuje - znajdz pracę, nie ma dziewczyny - znalazłbyśsobie dziewczyne, pracuje- nie ma cię w domu lub skup się lepiej na studiach, mam dziewczynę- tylko byś do niej jeździł. Nie jest całkowicie zainteresowana tym co robię w życiu i co chciałbym robić, podsuwa mi tylko swoje propozycje na zagospodarowanie przyszłości w odpowiedni i dostatni wgl niej sposób. Wcześniej radziłem sobie z takimi rzeczami będąc uległym przez kilka dni ale po ostatnim teksie o żałowaniu mojego rodzenia całkowicie się załamałem i nie mam pojęcia co już ze sobą zrobić. Może ktoś miał podobną sytuacje i chciałby podzielić się jakimiś przeżyciami lub radami bo psychicznie powoli wysiadam
  4. Dzień dobry, jestem 24 letnia kobietą, która jest za miła. Kiedy kłóce się z swoim chłopakiem, on potrafi sie długo gniewać, natomiast mnie wszystko szybko przechodzi. Nie umiem trzymac na swoim . Stawiam sobie zalozenia, że nie będę się poddawać mu, a jednak kiedy tylko jest okazja do rozmowy jestem mila i przyjaźnie nastawiona. Wtedy powstaje stres, z jedenj strony chciałabym mu odwzajemnić odpowiednie uczucie, np adekwatna niechęć, jednak nigdy mi nie wychodzi, staje się uległa. Co zrobic aby tak sie nie działo, że nie umiem utrzymac swojego zdania wzgledem drugiej osoby, choc wiem że na wszytsko potrzeba czasu, chciałabym to zalatwic odrazu- co jest nie możliwe, bo nie wpłyne na druga osobę, więc się mu poddaje, zamiast stawić asertywnie mu czoła. baardzo prosze o pomoc
  5. Witam. Jestem w szczęśliwym związku z dziewczyną od 3 lat. Pierwszy raz trafiła do szpitala psychiatrycznego 4 lata temu przez swojego byłego chłopaka. Po wyjsciu ze szpitala po pół roku poznała mnie i się zakochalismy w sobie. Czasami wspominała o byłym ale podobno jej przeszło. Jakis czas temu trafiła do szpitala po raz drugi. Miała Nawrot choroby. Diagnoza: schizofrenia. Przez dwa tygodnie rozmawialiśmy ze sobą, mówiła że mnie kocha ale 2 czerwca napisala mi ze już nie mozemy być parą. Tylko chcę się przyjaznic. Później straciłem kontakt do wczoraj. Wczoraj rozmawialiśmy przez telefon i powiedziała mi ze ona nadal kocha bylego i ze nie może ze mną być tylko chcę się przyjaznic. Z tym ze jej chłopak w ogóle jej nie kochał i ma ja gdzieś. Przez tyle lat w ogóle się nie odezwał. Szukam pomocy co mam robić? Czy jest szansa na to że wróci do mnie? Ona ma nadzieję ze on do niej wróci a on nie wróci do niej. Bo ma juz ulozone życie. A ja pomoglem Jej wyjść z choroby i bardzo Ja kocham. Mieliśmy mieć dzieci razem i brać ślub w przyszłości. Proszę o pomoc
  6. Czasami człowieka blokuje coś przed przemianą. Może to wynikać z tego, że w jej następstwie oddalałby się od własnej tożsamości, bo zmiana niejako nadeszłaby z zewnątrz. Łatwiej o metamorfozę, kiedy w istocie jest ona pojednaniem ze sobą. Zwłaszcza mężczyźni nie tyle zmieniają się, co odkrywają siebie. Kobiety częściej raczej siebie odnajdują pośród rozproszenia serwowanego im przez wszechobecne dyrektywy na temat tego, kim mają być. Wspólnym mianownikiem kobiet i mężczyzn jest to, że w pędzie za aprobatą gubią bezcenne wewnętrzne korzyści. Paradoksalnie, wszechobecne maski przypominają, że najważniejsze jest to, co niewidoczne. Kanał na YouTube | Fanpejdż CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online.
  7. Witam, mam 25 lat w danej chwili jestem bezrobotna, ponieważ COVID pokrzyżował mi plany. Nie wiem od kiedy mam dokładnie problem ale podejrzewam, że dokładnie od rozwodu rodziców. Miałam może 7 lat gdy się wszystko zaczęło. Tata wybrał inną kobietę oszukując mamę, że wyjeżdża na delegację będąc z nią. Początkowo nikt mi o tym nie mówił. Później jakoś to do mnie dotarło. Zaczęły się złe stopnie w szkole i nie potrafienie radzenia z sobie z emocjami. Z tatą mam w miarę poprawny kontakt ( mimo, że jest bardzo ciężką osobą w kontaktach rodzinnych) ma jeszcze dwoje dzieci z poprzedniego małżeństwa z którymi w ogóle nie ma kontaktów.. Mam dodatkowo trójkę starszego rodzeństwa. Z mamą zostałam po rozwodzie. Mama gdy się rozwodziła z moim tatą podejrzewam, że miała depresję. Początkowo bardzo schudła, później przytyła, bardzo była drażliwa. Moje starsze rodzeństwo było bardziej pochłonięte swoim życiem. Brat wyjechał do szkoły z internatem, siostra chodziła jeszcze do liceum, najstarszy wyjechał na studia. Mam bardzo duży problem z moją mamą, za każdym razem gdy jej coś powiem obraca sprawę tak, żebym się poczuła winna. Nie ważne czy miałam jakieś większe osiągnięcie, zawsze miała dla mnie chłodniejszą odpowiedź: " Przecież się cieszę". Gdy przykładowo kupię sobie buty pyta: " Po co Ci nie masz już takich?". Natomiast do mojej siostry by odpowiedziała coś bardziej entuzjastycznego. Strasznie mnie boli jej podejście. Całe, życie tak było, że czułam się najgorsza. Podobno byłam zbyt " wymagającym" dzieckiem. Zawsze miałam pretensje. Według mojej mamy... Przez co czułam się coraz bardziej sfrustrowana i często wybuchałam krzykiem. Czuję się niedoceniona przez moją mamę, przez tatę też ale przede wszystkim przez mamę. Chciałam, żeby była dla mnie zawsze opoką, natomiast zawsze się czuję odtrącona. Czasami gdy się z nią pokłócę rozmawiając przez telefon bo np. mówię jej, że zawsze mnie gorzej traktuje. Czuję się wtedy źle obwiniam się o wszystko. Mam stany depresyjne. Coraz częściej myśli samobójcze. Nie chcę żeby to się przekładało na moje dorosłe życie. Czasami naprawdę mam już wszystkiego dosyć. Myślę, że moja mama robi to nieświadomie albo naprawdę jest coś ze mną nie tak ale wtedy czuję się taka zduszona. Ostatnia sytuacja to np. teraz gdy nie pracuje. Nie pracuję od marca, zwolniłam się na własne życzenie. Miałam wyjechać za granicę. Dwa razy przez wirusa odwołali mi wizytę w konsulacie. Następną mam w lipcu. Mama wie, że chce wyjechać, mówiła nawet, że jeśli wyjazd mi się nie spodoba to sama mi kupi bilet na powrót. Natomiast za każdym razem mówi, że powinnam szukać pracy, a nie tak siedzieć w domu. Na pewno mi się nudzi i dlatego jej mówię przez telefon, że jest zawsze w stosunku do mnie mało entuzjastyczna. Dodam, że nie mama mnie utrzymuje. Sama się utrzymuję z własnych oszczędności, mama mi nie daje ani złotówki, więc tym bardziej bolą mnie jej zarzuty. Tym bardziej, że ani razu nie prosiłam o pomoc finansową mamy w tej sytuacji. Nie wiem co mam robić coraz bardziej myślę, że tracę kontrolę i jestem nieszczęśliwa.
  8. Witam, jestem 33-letnią kobietą. Wszystko zaczeło się 3 lata temu kiedy poznałam swojego ówczesnego partnera. Na początku byłam nim zauroczona, zapatrzona jak w obrazek. Pierwsze problemy pojawiły się kilka miesiecy później gdy pierwszy raz wyjechaliśmy razem. Byłam dziewicą, przy próbie odbycia stosunku poczułam okropny ból. Próbowaliśmy kilkakrotnie, pamiętam tylko straszny ból. Ostatecznie udało się przebić błone. Po kilku kolejnych zbliżeniach gdy nic nie wychodziło z tego i tekstach partnera ze może warto mnie upić to bede łatwiejsza zauważyłam ze nie jestem juz tą samą osobą. Byłam często smutna, nie miałam ochoty na spotkania z Nim. Pół roku temu podjełam decyzje o rozstaniu. Partner nie dopuszczał tego że sie rozstajemy ale w końcu odpuścił. Poczułam ulge ale tylko chwilową. Moim największym marzeniem jest założenie w końcu rodziny i urodzenie dziecka.Od jakiegoś roku łapie doła gdy widze chocby reklamy w telewizji z dziećmi. Nie mogę patrzeć na szczęsliwe rodziny moich kuzynòw którzy mają maluchy. Płacze często. Zauważyłam też ze nie lubie gdy ktos mnie dotyka albo za blisko mnie podchodzi i bez znaczenia czy jest to ktos z rodziny czy znajomy czy kobieta czy mężczyzna . Bedac nawet u dentysty czułam bardzo silny niepokój gdy lekarz był bardzo blisko mnie mimo ze samej wizyty się nie bałam. O ginekologu nawet nie wspomne... gdzie powinnam szukac pomocy? Psycholog, psychiatra czy seksuolog? Co się ze mną dzieje? Pozdrawiam
  9. Dzień dobry, jestem studentka, 21 lat. Życie mam ogólnie udane - chodzę na imprezy, flirtuje z chłopakami, mam dorywcze prace. Moim problemem jest to w jaki sposób prowadzę swoje relacje romantyczne, bycmoze również te nieromantyczne. Przez ostatnie 2 lata (odkąd wyprowadziłam się od rodziców) powtarzam jeden schemat: poznaje chłopaka, któremu się podobam (on mi wcale nie musi, i tak jestem w stanie go wyidealizowac), spędzam z nim mnóstwo czasu, szybko się otwieram i ufam, rzucam się w wir zwierzeń, planów, wyznań... czasem związek staje się oficjalny, czasem nie. Po czasie ok 3-4 miesięcy moja aktualna miłość życia zazwyczaj odsuwa się ode mnie, nagle zrywa kontakt. Jeśli był to oficjalny związek, przy zerwaniu zazwyczaj padają słowa „nie ułatwiałaś mi bycia z tobą” „ciężko mi było z tobą”. Z czego to wynika? Otóż w momencie gdy czuje się komfortowo, robię się potwornie namolna, nachalna, przez co partner się odsuwa, wiec ja prowokuje kłótnie w celu zwrócenia na siebie uwagi. Podobna strategie stosowalam z rodzicami w okresie dojrzewania - zostawiałam na wierzchu papierosy, żeby chociaż przez chwile ze mną rozmawiali (jestem średnim dzieckiem). Próbuje zainicjować jakieś sceny zazdrości, dramatyzuje, zachowuje się okropnie po prostu do tego stopnia ze mi wstyd. Kazde rozstanie bardzo mocno przeżywam, bardzo się obwiniam, rozmyślam nad nim dniami i nocami. Przechodzi mi dopiero gdy pojawia się ktoś inny i jest ta sama historia. nie pomaga tez fakt, ze w gdy pojawia się nowy, zaczynam ignorować swoje koleżanki (przyjaciółek nie mam) i cała energię poświęcam jemu. nie pomaga również fakt, ze duża role w tych znajomościach gra alkohol i narkotyki (od 19 rż raz na rok lub półtora zdarza mi się miesięczny ciąg, tak to zażywane raz na msc lub rzadziej) oraz ze niektóre z tych znajomosci zaczynaja się od seksu. Nie mam strategii radzenia sobie z tym. Nie kontroluje się. Za każdym razem strasznie się boje, ze mnie zostawia wiec się trzymam kurczowo i chyba to ich odstrasza. Brzmi jak nie-bezpieczny styl przywiązania. W ostatnim związku bardzo mocno się starałam, myśle ze nawet niezle mi to szło, takie zachowania pojawiły się dopiero w kwarantannie, tylko ze bardziej nasilone niż zazwyczaj. Skończyło się oczywiście rozstaniem miesiac temu. Teraz mam wrócić znowu do miasta, mamy dużo wspólnych znajomych, wiec na pewno się spotkamy prędzej czy później. Panicznie się tego boje, do stopnia ze nie chce nigdzie wychodzić i skręca mnie w brzuchu. Czy powinnam udać się na terapie? Czy jest szansa, ze farmakoterapia mogłaby cis zmienić(jest to wygodniejsze dla mnie rozwiązanie)? Dziekuje z góry za odpowiedz i poświęcony czas. Podziwiam oddanie pracy.
  10. Mam 20 lat. Jestem kobietą. Ostatnio zakończył się mój prawie 2 letni związek i chciałam zapytać czy jest jeszcze szansa na to żeby znów się wszystko między nami ułożyło. Długo przed związkiem byliśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi i trzymaliśmy się wszyscy w niewielkiej paczce. Miedzy mną a A. w pewnym momencie zaiskrzyło. Nasz związek od początku był bardzo udany, oboje byliśmy szczęśliwi, otwarci na siebie, wspieraliśmy się, a między nami było głębokie uczucie. Po lekko ponad roku zaczęło się psuć, myślę, że z mojej winy. Zaczęłam się czepiać, zwracać uwagę A. czego NIE robi, gdy on robił dla mnie wiele innych rzeczy. Kilka razy się rozstawaliśmy na kilka dni, ale później wracaliśmy do siebie i walczyliśmy razem. Na początku tego roku zaczęło nam się znów układać, zmieniłam trochę podejście zaczęłam go bardziej doceniać, mówiłam ciągle, że go kocham, że jest wspaniały. Według mnie wychodziliśmy na prostą jednak nie wiedziałam, że zaczęłam go tłamsić ogromem swoich uczuć. W pewnym momencie poddał się stwierdził, że nie widzi tego, że między nami nie jest już dobrze i dopiero wtedy dowiedziałam się, że wszystko co robiłam z myślą żeby on czuł się przy mnie jak najlepiej tylko go odpychało. Stwierdził, że jeszcze jakieś uczucie do mnie jest, ale znika, a jemu będzie lepiej samemu. Gdy wszystko sobie przemyślałam dałam mu propozycję spróbowania znowu, ale tym razem żebyśmy mówili sobie wzajemnie co nam nie pasuje i razem to wszystko naprawiali. Obiecał przemyśleć, ale po tygodniu odezwał się mówiąc że nie widzi już sensu i odpowiadając na moje pytanie stwierdził, że już mnie nie kocha. Ja nie potrafię sobie tak łatwo odpuścić mimo, że nie był idealny, ale chciałabym nadal pracować nad tym związkiem. Na razie sobie odpuściłam, mamy normalny kontakt, bo nadal trzymamy się całą paczką znajomych i spotykamy, wtedy między nami jest okej. Zbliżają się wakacje, wspólne wypady, więcej spotkań. Czy to możliwe, że nie naciskając na niego on zakocha się we mnie tak jak 2 lata wcześniej czy już wszystko jest przekreślone? Dodam tylko, że on ma problemy z emocjami i uczuciami i jest tego świadomy (Możliwe problemy hormonalne, które będzie badał). Ciężko pogodzić mi się z tą myślą, ponieważ nadal darzę go ogromnym uczuciem. Chciałabym żeby dał nam jeszcze szansę, bo jestem w stanie nadal o nas walczyć.
  11. Witam, Na wstępie napiszę może, że jestem bardzo młodym chłopakiem bowiem w zeszłym roku ukończyłem dopiero 18 lat (myślę, że może mieć to jakiś wpływ na przedstawiony przeze mnie problem). A więc tak przechodząc do sedna: parę miesięcy temu poznałem dziewczynę, z która po około miesiącu samego pisania zacząłem się spotykać z czego potem rozwinął się związek. Tylko własnie tutaj pojawia się haczyk, dla mnie bycie z kimś w związku po prostu żeby być nie ma żadnego sensu, dlatego bardzo poważnie zacząłem zastanawiać nad moimi uczuciami. I ja jako młody chłopak miałem wizje zakochania jedynie dzięki internetowi albo filmom (a przede wszystkim było to coś w stylu nie mam motylków w brzuchu więc nie jestem zakochany). Można powiedzieć, że zacząłem się zadręczać tą sytuacją. Jak to jest, że jestem w stanie przepisać z dziewczyną kilkanaście godzin dziennie przez dwa miesiące a nie jestem zakochany. W związku z tym zadzwoniłem do bliskiej mi osoby z rodzinny, która jest z pewnością bardzo doświadczonym psychologiem. Ów osoba powiedziała mi, że na pewno jestem zakochany tylko nie daje sobie w to uwierzyć prawdopodobnie z jednego powodu: każda moja bliższa relacja z dziewczynami kończyła sie złamanym sercem, ponieważ dziewczyny były bardzo niezdecydowany i można powiedzieć, że bawiły się moimi uczuciami. Idąc dalej jestem naprawdę szczęśliwy kiedy się z nią spotykam, mam rozszerzone źrenice, bije mi szybciej serce. Dzięki temu ja wiem ze jestem zakochany ale nie jestem w stanie w to uwierzyć, tutaj pojawia się moje zasadnicze pytanie czyli w jaki sposób mogę pracować nad sobą żeby w końcu to do mnie dotarło i przestał martwić sie czy jestem zakochany czy nie.
  12. Dzień dobry Bardzo interesuje mnie rozpoczęcie terapii online. Nie mam aktualnie możliwości podjęcia innego rodzaju terapii, ponieważ mieszkam w UK oraz również z powodu aktualnej sytuacji na świecie (Lockdown). Niezbyt wiem gdzie powinnam zadać moje pytania, więc wybór padł na forum. Aktualnie interesuje mnie najbardziej postawienie diagnozy pod kątem Borderline, ponieważ po długim wywiadzie i obserwacji swoich własnych zachowań przez lata wydaje mi się to bardzo prawdopodobne. Czy przy ewentualnym potwierdzeniu diagnozy jest na tej stronie terapeuta mający kwalifikacje i doświadczenie w leczeniu tego zaburzenia?
  13. Jestem studentką, mam 22 lata. Od ok. 2-3 lat borykam się z paraliżującym stresem. Stresuje mnie to, że mogę dostać biegunki w miejscu publicznym, ciągle intensywnie o tym myślę, mam wrażenie, że mój umysł nie ma od tego spokoju (ciągłe analizy "ryzyka", dokładne planowanie każdego kroku). Dodam, że jeżeli o tym myślę to problem pojawia się nie tylko w mojej głowie i nie potrafię nad sobą zapanować, cała drżę, robi mi się słabo i oddech spłyca się i przyspiesza. Od 4 lat mam chłopaka, który o tym wie, ale i tak nasze relacje w każdym aspekcie związku są przez to osłabione, ponieważ on by chciał gdzieś wyjechać, zjeść coś na mieście, a mnie to za bardzo stresuje. Z resztą nie tylko z nim, ale ze wszystkimi znajomymi te relacje są ograniczone przeze mnie bardziej lub mniej świadomie. Moja pewność siebie już praktycznie nie istnieje, stresuje mnie każde wyjście z domu, często jestem przez to smutna, wściekła, mam ogromne kompleksy i zazdroszczę innym "normalnego" życia. Z domu wychodzić muszę z racji na studia, psa czy inne obowiązki, więc staram się zwalczać natrętne myśli i zmuszam się do każdego wyjścia żeby nie pogorszyć swojej sytuacji. Próbowałam to przepracować, stres łagodzić medytacją, stosuję pozytywną autosugestię, trochę pomaga, ale to nie jest to, czego oczekuję. Chciałabym bez nerwów jeździć na wycieczki, spontanicznie gdzieś wychodzić i przede wszystkim być spokojna. Czy jest jakaś technika/sposób na pracę sama ze sobą, aby wyeliminować mój problem czy jest on już zbyt daleko posunięty?
  14. Jakiś czas temu, miałam taki okres w życiu, gdzie byłam cały czas smutna, nie czułam szczęścia, ale czułam się z tym dobrze. Od niedawna znowu zaczęłam być szczęśliwa, znowu śmiech jest dla mnie normalką, ale tęsknie za tym okresem gdzie byłam smutna, tęsknie za łzami w oczach, samotnością. Teraz czuje się jakbym oszukiwała samą siebie. Proszę tylko nie pisać o szukaniu szczęścia. Po prostu nie wiem co robić, dlatego próbuje tutaj.
  15. Hej, trzy lata temu poznałem w pracy pewną kobietę. Jednak na początku naszej znajomości miała ona już kogoś. Mimo to dość mocno się polubiliśmy. Po roku zerwała ona ze swoim facetem. No i wiadomo o czym wtedy pomyślałem, ale nie chciałem tak chamsko od razu po tym jak zerwała do niej podbijać. Więc postanowiłem jej dać czas. Jednak to ona zaczęła ze mną flirtować, ale niestety jestem idiotą i początkowo tego nie odwzajemniłem, wiecie problemy z niską samą oceną i takie tam. Nie mogłem uwierzyć, że taka laska ze mną flirtuje, a bałem się, że sobie coś wmawiam i zepsuje naszą przyjaźń. No i w tym moim tchórzostwie przeczekałem za długo i poznała kogoś innego przez internet. Na początku o dziwo byłem nawet szczęśliwy. Widziałem, że ona jest szczęśliwa, a i ja nie wiadomo dlaczego straciłem całkowite zainteresowanie nią jako kobietą (myślę, że wiecie o co mi chodzi). Dodatkowo nasza przyjaźń się rozwinęła. Jednak po pół roku ja zacząłem się tak jakby gubić. Nagle zacząłem z powrotem czuć, że ją kocham. Może to przez to, że lepiej się poznaliśmy. Najgorsze to, że przez chwile słabości powiedziałem jej, że ją kocham, a to zaczęło lawinę. Zacząłem ją obwiniać, że zostawiła mnie dla gościa z internetu. To, że facet był 10 lat starszy miał swój dom i ładny samochód dodatkowo potęgowało we mnie tę złość, bo czułem się od niego tak bardzo gorszy. No i stałem się chamski dla niej, a co najgorsze ona nie powiedziała, że mam dać jej spokój tylko starała się to znosić. Gdy już sam się trochę pozbierałem w całość. To dowiedziałem się, że ona jest w ciąży i odchodzi z firmy. Przez co i ja odszedłem, pracowałem tam tylko, dlatego że ona tam była. Na początku trochę pisałem z nią, ale wszystko ucichło po miesiącu. Potem zacząłem się staczać. Straciłem kumpla i prawie wszystko, co miałem. Najgorsze, że sam rozdrapywałem te rany, bo wysyłałem jej prezenty to na narodziny dziecka czy na jej urodziny. Przez co znowu pisaliśmy przez chwile, aby znów nastała cisza. Dziś jestem na dnie. Mimo że staram się i minął już ponad rok. To co jakiś czas to wraca i marze o tym, aby ona była ze mną. Co gorsza, chciałem nawet próbować rozbić jej związek z tym mężczyzną. Nie wiem jak sobie z tym poradzić, mimo że moja wina, bo byłem dupkiem i tchórzem, ale ciągle o niej myślę. Najgorsze to, że nie mam nawet z kim pogadać. Trochę za bardzo się rozpisałem. Może ktoś przeczyta i coś doradzi lub napisze coś mądrego.
  16. Cześć wszystkim Jestem prawie 18 letnią dziewczyną, ale czułam się tak całe życie. Piszę teraz bo coraz więcej ludzi zwraca na to uwage i dlatego że nie wiem czy wybierać się do psychologa z tym. Ostatnio oglądałam na internecie filmik vlogerki z Ameryki, która w wieku 20 iluś lat dowiedziała się że ma autyzm. Zrobiła też filmik pt. objawy autyzmu u kobiet. Z tego się dowiedziałam że kobiety przechodzą to "łagodniej z zewnątrz" i często nie są nigdy diagnozowane. Następnie wymienia objawy - nietypowe, mocne zainteresowanie mam takie. uwielbiam patrzeć na podziały administracyjne krajów, pobieram bazy danych z podziałami administracyjnymi, szukam ich cały czas, myślę o tym, mogę o tym rozmawiać cały dzień, można byłoby powiedzieć że inni ludzie też to lubią ale ja nie mogę bez tego żyć a w swoim otoczeniu nie znam nikogo kto by się tym interesował, jedynie ludzie na internecie - dziwne nawyki typu obgryzanie paznokci, gryzienie się w usta itp. no szczerze to mam takie 3 typy - problem z nawiązaniem kontaktu, wolę przebywać sama, kwarantanna w sumie dobrze mi zrobiła - mówię coś niemiłego kiedy nie wiem że to nie miłe dużo takich sytuacji, straciłam dużo znajomości przez to - nienawidze zmian jak się zaczęła kwarantanna to chciałam wracać do szkoły, a teraz się przyzwyczaiłam i boję się na myśl że będzie trzeba wracać, normalnie przed kwarantanną podobne sytuacje występowały w związku z jechaniem na obóz (pierwsze 3 dni chce wracać, a potem w ogóle nie chcę wracać) - spędzam czas z psem zamiast z ludźmi - o tym co lubię i o czymś konkretnym mogę gadać cały dzień, ale jak mają być gadki o pogodzie to jest zawsze niezręczna cisza - jestem do bani w matematyce, co w sumie nie zgadza się ze stereotypem - nie mogę się skupić na rzeczach które mnie nie interesują i zawsze je odkładam na ostatni moment - układam rzeczy w kategorie np. kraje, sporty, - patrze jakoś inaczej na niektóre rzeczy (wiem że nieco inny bo ludzie mówią że to dziwne że oni tak nie mają) Np. oni mają 4 kwartały albo w ogóle na to nie patrzą (moje grono znajomych), a ja sobie nazwałam 4 sezony sezon zwykły: marzec, kwiecień, maj, * z racji że już się przyzwyczaiłam do tego że jest szkoła sezon letni: czerwiec, lipiec, sierpień, * wiadomo skąd nazwa sezon zimowy: grudzień, styczeń, luty, * tu też sezon smutny: październik, listopad, wrzesień, * z racji że tyle czasu mi zajmuje przyzwyczajenie się że już nie ma wakacji i wiem że można powiedzieć że może inni też tak robią, ale jak jestem w sezonie zwykłym i smutnym to jakoś gorzej się czuję niż w letnim czy zimowym, przez to że jakoś tak je poukładałam i przez to że w sezon zimowy i letni można planować wakacje albo robić konkretne rzeczy np. sezon letni - basen, sezon zimowy - snowboard. Jestem prawie pewna że te objawy coś znaczą, w sumie nawet się nasiliły, ale nie mogę powiedzieć rodzicom bo mamy złe stosunki, a muszę poczekać jeszcze 2 miesiące do 18 urodzin.
  17. Witam! Nazywam się Natalia i mam 22 lata. Mój problem trwa już kilka lat (ok6lat) trzęsie mi się głowa, (może to być nerwica?) wszystkie wyniki u lekarza mam dobre, głowa drży mi prawie cały czas, a jeszcze bardziej gdy z kimś rozmawiam. Jest to uciążliwe, nie chce wychodzić z domu, mam wrażenie że każdy to widzi, zamknęłam się w sobie zerwalam wszystkie kontakty, mam tylko rodzine i chłopaka. Od podstawówki jestem też uzależniona od słuchania muzyki na słuchawkach, wiele razy próbowałam przestac ale nie potrafię, ROBIE TO CALY CZAS:jak tylko chlopak wyjdzie z domu, po pracy zawsze się śpieszę aby posłuchać, jak chodziłam do szkoły nie zostawalam ze znajomymi tylko chciałam szybko byc w domu. Gdy słucham muzyki wyobrażam sobie sytuację i ludzi którzy nie istnieją. Nie mam na nic ochoty, ani siły, raz chce mi się wszystko robić ale po kilku dniach tracę zapał i jestem przybita. . Do tego wszystko bardzo przeżywam.. to mnie wykańcza. Nie akceptuje siebie Czy to kiedyś minie ? Myślałam nad pójściem do psychologa, ale odpada nie wydusilabym z siebie słowa znając mnie. Co mogę zrobić? Nie mam z kim o tym porozmawiać
  18. Mam 21 lat, jestem studentką. Poznałam chłopaka przez internet, pisałam z nim przez kilka dobrych miesięcy. Po tych kilku miesiącach doszło do spotkania i tak o to staliśmy się parą. Przez ok 2 miesiące było wspaniale, zaczęły się problemy jak zaczęłam myśleć o studiach, o pracy na wakacje. Przez naukę nie poświęcałam mu za dużo czasu, po maturze też. Doszła praca i ze mną zerwał. Przyjechał do mnie do pracy, a że nie mogłam wtedy wyjść do niego to zakończył to. Wróciliśmy do siebie, często były kłótnie przeze mnie, oszukiwałam go a takich codziennościach bo potrzebowałam chwili dla siebie a nie byłam wobec niego szczera, nie mówiłam mu co czuje. Jak wyjechałam na studia był ciężko, bo on chciał się widzieć co tydzień a ja nie byłam w stanie tak co tydzień wracać do domu. Jak rozmawialiśmy przez kamerek to płakał bo mnie potrzebowałam a jak go zlała, bo byłam zajęta studiami. Zerwałam z nim jak spał, napisałam wiadomość. Nie mogąc o nim zapomnieć, zaczęłam pisać, starać się i byliśmy znowu razem. Było źle, kłóciliśmy się, on potrzebował mnie a ja nie potrafiłam mu tego dać. Zerwał ze mną miesiąc temu. Po miesiącu przez kilka dni pisałam do niego że go kocham i tęsknie, okazało się że on mnie już nie. Boi się że znowu będzie cierpieć. Wczoraj nawet zapytał, jaką ma pewność czy będzie lepiej między nami. Jego przyjaciółka mi napisała, że chyba nie chce być z nim dlatego, że on się o mnie martwi. Ja go kocham bardzo mocno, najmocniej na świecie. Chce z nim być i chce z nim dzielić moją przyszłość. Chce się on przyjaźnić, utrzymywać kontakt. Zraniłam go tym, że nie byłam cały czas przy nim i z nim. I jego uczucia wygasły do mnie. Nie wiem co mam robić, chce walczyć o niego i jego miłość, ale nie wiem czy warto. Czy dać mu spokój, żeby żył szczęśliwe, ale be zemnie.
  19. Jestem dziewczyną w wieku 24 lat. Obecnie nie pracuje, zajmuje się domem i ogrodem. Od około 3 lat nie dogaduje się z partnerem. Mam wrażenie że nie jestem już dla niego atrakcyjna, seks uprawiany sporadycznie raz na dwa trzy miesiące. Od około roku mam problem również z jąkaniem bądź bliżej temu do mieszania różnych słów które w zestawieniu zdania nie mają sensu. Kiedyś miałam problemu z nerwami zdarzało się że uderzyłam mojego chłopaka po czym bardzo tego żałowałam. Na tą chwilę jest lepiej choć bardzo często się kłócimy i mam wrażenie że to moja wina bo często jestem zła z powodu błahostek. Nie wiem jak sobie poradzić z całą sytuacją.
  20. Dzień dobry, jestem 22-letnią studentką prawa. Od 3 lat mieszkam w mieście studenckim wraz ze swoją dziewczyną. Na wakacjach głównie pracuję, więc w domu jestem tylko od święta. Przez kwarantannę wróciłam do domu i jestem w nim od ponad miesiąca. W tym czasie coś we mnie pękło, uświadomiłam sobie, że jestem DDD, że za większość moich toksycznych zachowań w mojej osobie odpowiada moje dzieciństwo. Wcześniej bagatelizowałam problemy w moim domu, wydawało mi się, że wybuchy agresji, przemoc psychiczna i niekiedy fizyczna ze strony mojego ojca jest czymś uzasadniona, a skutki tego traktowałam jako cechy mojej osobowości. Im więcej czasu spędzam w domu, tym gorzej się czuję, ponieważ mam coraz więcej przykrych wspomnień, a jak widzę, jak mój tato traktuje siostrzeńca, to czuję się jakbym była obserwatorką własnego dzieciństwa. Coraz ciężej jest mi to znieść emocjonalnie, stałam się bardzo drażliwa, bardzo często zamykam się i płaczę z bezradności, bólu, gniewu. Te negatywne emocje przysłaniają mi rzeczywistość, odbieram dużo rzeczy negatywnie, mam obniżony nastrój, każdą uwagę biorę bardzo do siebie. Brakuje mi wsparcia, nie mam z kim o tym porozmawiać i nikt nie zna sytuacji naprawdę. Sam czas kwarantanny w tym nie pomaga, ponieważ nie mogę wyjść z domu, aby oderwać się od tego psychicznie. Ciężko mi też wrócić do mieszkania, ponieważ nie chcę zostawać tam sama, a dziewczynie nie spieszy się, ponieważ woli nacieszyć się rodziną i chce wspierać swoją mamę, szczególnie że pracuje ona jako lekarz i jest zagrożona zarażeniem wirusem. Moja dziewczyna nie wie o tym, wie tylko, że źle się czuję, że płaczę, ale sądzi, że to przez rozłąkę. Ma też swoje problemy i obiecałam jej, że choć ja w tym wszystkim będę dla niej ostoją i nie będę zawracała jej głowy swoimi problemami. Przez to odnoszę wrażenie, że stała się oschła, zdystansowana, jakby nie liczyła się z moimi uczuciami, choć tak naprawdę nie mogę od niej wymagać, by wiedziała, że potrzebuję wsparcia szczególnie teraz, gdy nie wie o całej sytuacji. Przez bycie DDD odnośnie związku mam m.in bardzo obniżone poczucie własnej wartości, problemy z zaufaniem, często nie radzę sobie ze złością i prowokuję kłótnie, nie mówię o swoich potrzebach, czuję się bardzo niepewnie, jestem zaborcza, potrzebuję ciągłego zapewniania, że ona mnie kocha itd. Z jednej strony czuję, że muszę jej o tym powiedzieć, ponieważ wyjaśniłoby to dużo nieporozumień między nami, wiedziałaby skąd pochodzą moje zachowania, które jej nie odpowiadają, mogłabym liczyć na większe wsparcie z jej strony oraz zrozumienie szczególnie, że sama ma problemy z tatą. Jednak obawiam się, że nie zrozumie, ponieważ jest to osoba bardzo rodzinna, często mało empatyczna i współczująca, mogłaby mnie nie zrozumieć, wystraszyć się tego lub mi nie uwierzyć, ponieważ zna mojego ojca z zupełnie innej strony. Dodatkowo czuję się tak, jakbym budowała ten związek na kłamstwie od samego początku, mimo iż nie byłam świadoma problemu. Jest to najbliższa mi osoba, z nikim innym nie mogłabym o tym porozmawiać, aczkolwiek obawiam się tego otwarcia, że mnie to zrani, szczególnie gdy nie przepracowałam tego i wciąż nie jestem w stanie zebrać myśli, gdy sama staram się ułożyć to wszystko w głowie. Prosiłabym o radę odnośnie tego, czy powinnam szczerze porozmawiać o tym z partnerką na tym etapie? Czy lepiej przepracować to najpierw ze specjalistą? Nie ukrywam, że psycholog czy psychoterapia są w tym momencie finansowo dla mnie nieosiągalne.
  21. Dzień dobry, Mam 24 lata, przez większość mojego życia byłem sam. Podejmowałem parę prób związkowych, jednak z mizernym skutkiem. Brakowało tego „czegoś”. W pewnym momencie sądziłem, że miłość i związki nie są dla mnie… Około pół roku temu poznałem kobietę-(S). To właśnie przy niej poczułem się swobodnie i pewnie. Po raz pierwszy naprawdę się zakochałem, poczułem coś czego nie jestem w stanie opisać. Nie pomoże nawet Rafaello, które wyraża więcej niż 1000 słów 😉. I tu pojawiły się schody, zaczął się stres, niepewność… Sam się dziwię jak to uczucie potrafi ogłupić człowieka… Podczas pewnej, ważnej uroczystości, na którą poszliśmy, chciałem jej wyznać co czuję (słowa i/lub pocałunek). Uznałem, że to będzie odpowiednia chwila, choć wcześniej zdarzały się okazje, których (głupi ja) nie wykorzystałem. W pewnym momencie imprezy poszliśmy pogadać i dostałem krótko mówiąc opierdziel, że nic nie działam, bo ona nie ma ochoty chodzić za rączkę przez pół roku jak dzieci. Powiedziałem jej, że nigdy mi tak nie zależało na drugiej osobie. Wszystko było ok i poszliśmy dalej się gibać na parkiecie. Podczas imprezy dostałem potajemną informację od przyjaciółki, że ona(S) chce ze mną być. Byłem szczęśliwy (pierwszy raz tak bardzo). Po uroczystości odprowadziłem lubą pod miejsce zamieszkania i tak jak planowałem wcześniej pocałowałem ją, po czym zaciągnęła mnie do siebie. Alkohol w połączeniu z zaistniałą sytuacją spowodowały, że się nie udało… (S) nie chciała o tym pogadać, miałem wracać do domu i dać sobie czas na przemyślenie tematu. Ja byłem i nadal jestem pewien czego chcę. Dałem jej trochę czasu po czym spotkaliśmy się i szczerze obgadaliśmy temat. Zgadzaliśmy się w wielu aspektach jednak (K) nie jest jeszcze pewna, co poniekąd kłuci się z potajemną informacją, którą otrzymałem podczas uroczystości. Jak sama mówiła nie chce marnować sobie czasu i nie szuka przyjaciół. Po pewnym pracowitym czasie spotkaliśmy się. Było jak zwykle świetnie, ale krótko ze względu na nasze napięte grafiki. Po odprowadzeniu (S) chciałem ją pocałować, jednak wtedy mnie odepchnęła i powiedziała, że nie chce ze mną być, a przynajmniej nie teraz (oboje mamy ciężkie sytuacje życiowe, jesteśmy po przejściach, które rzutują na całość). Spotkaliśmy się jeszcze parę razy, jednak nie było okazji, aby poważnie pogadać. Podczas pożegnania (S) nie ma zamiaru poruszać takich tematów. Jedyne co mogę zrobić to czekać do następnego, umówionego spotkania… A przynajmniej tak mi się wydaje. Zdaję sobie sprawę, że ciężko jest wyrazić opinię o kimś kogo się nie zna. Całość jest pełna sprzecznych sygnałów/informacji, które wprawiają mnie w zakłopotanie. Nie wiem jak sobie poradzić z całą sytuacją. Z góry dziękuję za pomoc.
  22. Mam 20 lat, a mój chłopak jest 5 lat starszy. Jesteśmy ze sobą półtora roku. WS od początku zaznaczył, że trudno jest mu zaufać i bywa bardzo zazdrosny. Nie wierzy także w przyjaźnie damsko-męskie. Często były sytuacje w których był zazdrosny, o mojego przyjaciela (z którym miałam przyjacielską relację jeszcze przed moim związkiem, na początku związku nadal spotykalam się z przyjacielem, jednak teraz, nie utrzymujemy za bardzo kontaktu z powodu zazdrości mojego WS, żałuję, że nie ograniczylam tej relacji wcześniej, ale czułam się ograniczana przez mojego WS, że nie moglam spotykac się z kim chcę i później balam sie mówić, że chcialabym sie spotkać z przyjacielem, bo zaraz były wyrzuty, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje, więc raz zdarzyło się, że spotkalam się z nim nie mówiąc o tym WS i od tego się zaczęło. Wiem, że to bylo głupie ale nie chcialam być znowu atakowana, bo łączyła nas tylko nić przyjacielska), pózniej okłamałam WS (jak dla mnie) w błahostkach, jednak WS inaczej widział te kłamstwa i bardzo go to boli. Pozniej już był brak zaufania, ciągłe sprawdzanie, podejrzenia o każdego chłopaka. Niestety złudne, ponieważ nigdy go nie zdradziłam ani fizycznie ani emocjonalnie. Niestety popełnialismy cały czas ten sam błąd- kiedy coś nas bolało, milczeliśmy. Wszystkie negatywne emocje tłumiliśmy w sobie, szczególnie WS który dopiero pod wpływem alkoholu wylewał swoje żale w zbyt emocjonalny sposób przez co bardzo mnie ranił, ale to mu wybaczylam po dłuższej rozmowie na ten temat i starałam się go zrozumieć, problem jest teraz w głowie WS ponieważ nie umie sobie poradzić z bólem i brakiem zaufania przez moje kłamstwa. Dla mnie to były dosyć błahe "klamstewka" ale dla niego jednak nie. Dopiero teraz zrozumiałam, że nie powinnam byla tak robić przez co nasz związek stoi pod znakiem zapytania. Aktualnie porozmawialismy szczerze o naszych uczuciach i boleściach, a także ja o tym, ze zaufanie można odbudować, że bardzo mi zależy na tej relacji, tak samo jak jemu ale nie umie sobie poradzić z moimi przeszłymi błędami które go zraniły i starcił do mnie zaufanie. WS poprosił o "przerwę", żeby wszystko przemyśleć i poukladać sobie w głowie pewne kwestie. Rozumiem go i po namyśle stwierdzilam, że to dobry pomysł..z drugiej strony strasznie mi na nim zależy i nie chcę go stracić przez głupie błędy. Boję się, że czas tylko zabije nasze uczucia do siebie.
  23. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  24. Jestem kobietą, mam 25 lat, skończyłam studia licencjackie, magisterskie przerwałam. Obecnie pracuję jako sprzedawca. Od około 2 miesięcy odczuwam prawie ciągły smutek. Nie jestem w stanie cieszyć się z niczego, nie mam na to siły, czuję się jakby 'pusta'. Nie odczuwam też pozytywnych emocji, te negatywne za to bardzo mocno. Prawie codziennie płaczę. Oczywiście bywają lepsze dni, kiedy mam nawet dobry humor, ale zdarza się to bardzo rzadko. Wstawanie z łóżka, pójście do pracy, to dla mnie spory wysiłek. Dom jest dla mnie oazą. Nie czuję też potrzeby, żeby rozmawiać z bliskimi osobami czy w ogóle z ludźmi, a moja praca jednak tego wymaga. Zresztą kiedyś bardzo ją lubiłam, a teraz w ogóle nie odczuwam satysfakcji z tego, co robię. Miewałam kiedyś podobne stany, ale utrzymywały się one sporo krócej i nie były one na tyle silne (?), żebym nie była w stanie sobie z nimi poradzić. Teraz czuję ogromną bezsilność. Moja samoocena drastycznie spadła, nie potrafię myśleć o sobie w pozytywny sposób, ciągle wydaje mi się, że jestem niewystarczająca i czuję się fatalnie. Wydaje mi się też, że duży wpływ na to mogło mieć rozstanie, które bardzo mocno we mnie uderzyło i bardzo mocno przeżyłam. Czy powinnam martwić się tym stanem, czy jest to po prostu przejściowy kryzys? Czy powinnam go z kimś skonsultować, podjąć jakieś kroki ku temu?
  25. Witam Jestem nowa na forum, i w sumie nie wiem czy trafiłabym tu gdyby nie ciąg sytuacji, o których sama nie wiem co mam myśleć, wiec szukam pomocy. Kilka miesięcy temu poznałam żonatego faceta. Jak tylko go zobaczyłam, czułam od niego dobroć, i że coś nas łączy. Najpierw najlepsi przyjaciele, potem zaiskrzyło. Pokochałam go z wzajemnością. Nasz kontakt urwał się przez to co robiła jego żona, która traktuje go jak rzecz, jak własność i zakazała kontaktu ze mną nie wiedząc o niczym. Jest bardzo zaborcza i jej zazdrość o samą rozmowę ze mną graniczy z paranoją. Kontroluje go na każdym kroku. On chciał rozwodu, do którego nie doszło z losowej przyczyny. Gdy zawiesił się kontakt, poznałam kolegę, również żonatego, na początku nie pałałam do niego sympatią, ale okazało się, że jest całkiem wporządku, do czasu. Zaczęliśmy się widywać niemalże codziennie, bardzo go polubilam, ale wciąż pytał się mnie czy jest w moim typie, i bym mu powiedziała wprost jeśli poczułabym coś więcej. Po dwóch tygodniach bliższych relacji powiedział, że się we mnie zakochał, i on swojej żonę kocha jak mnie. Była iskierka, przemknęło mi przez myśl, może warto zacząć coś nowego a tam dać spokój, choć nadal miałam maleńką nadzieję, że on wróci. Nie czułam tego co on. Nowy kolega zaczął mieć problemy ze sobą i próbę samobójczą ponieważ go nie kochałam. Zaczynał mną manipulować, a ja nieświadomie się dawałam. Pewnego dnia, od zwykłego przytulenia przeszedł do obmacywania mnie, co nie podobało mi się ale tłumaczył się zboczonym charakterem. Stwierdziłam, że trzeba wziąć poprawkę bo ludzie są różni. Za każdym razem gdy byłam go wesprzeć w trudnych chwilach, bawił się mną i podjudzał do zerwania relacji z ukochanym. Nadal tego nie widziałam. To były dni gdy jego problemy wykańczały mnie i nie potrafiłam już optymistycznie spoglądać na życie. Byłam na każde jego zawołanie a on ciągle mnie szantażował, że stracę przyjaciela, którego w tym momencie potrzebowałam. Pewnej nocy, jak zwykle się do mnie przystawiał, ale nie przeszkadzało mi to z początku. Później nie reagował na moje Nie, udawał, że nie słyszy i nie zważał na to, że nie jestem skłonna do seksu z nim. Zmusił mnie podświadomie a potem siłą. Nie wiedziałam jaki mam stawiać mu opór. Siedziałam po tym wszystkim na drugi dzień i płakałam, że to się stało, i obwiniałam się o zdradę osoby, którą kocham. Wyrzuty sumienia mnie zjadały. Kolega nie widział do czasu zerwania komtaktu swojej winy, i dla niego to nadal była sama przyjemność, nie zważając na mój uszczerbek.Po czasie, gdy przyjaciółka otworzyła mi oczy, zobaczyłam jak bardzo dałam się zmanipulować. Mój kochany do mnie wrócił i nigdy nie tracił wiary w nas. Obwiniam się bardzo o to, że choć niby nie jesteśmy w związku mam wrażenie, że doszło do zdrady, a z drugiej strony do wykorzystania mnie zarowno psychicznie i fizycznie. Co mam o tym myśleć...?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.