Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'kobieta'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 148 wyników

  1. Dzień Dobry, Mam 18 lat, jestem dość przeciętną dziewczyną z pasją do koncertów i pisania, a od jakoś pół roku zaczęły się u mnie problemy. Jestem w klasie maturalnej, staram się jak najlepiej zdać przedmioty, z których będę pisać egzamin, jednak z dnia na dzień idzie mi coraz gorzej. Jestem na etapie, w którym odkładam obowiązki tak bardzo, że nie daje rady ich zrobić i w ten sposób je bardzo zaniedbuję. Zdaje sobie z tego sprawę i chcę to zmienić. Myślę, że mam dużą motywację, ale nadal po prostu nie potrafię się za nic wziąć. Czuję totalną bezsilność, nie odczuwam wyrzutów sumienia, a jeśli takie mnie już łapią, tylko się zniechęcam. Często towarzyszy mi uczucie pustki, bezradności i złości. Agresja, którą duszę zaczęła się przejawiać na przestrzeni 2-3 miesięcy. Zawsze również byłam duszą towarzystwa, co przez ostatnie dwa lata uległo zmianie. Teraz unikam brania odpowiedzialności za grupę, nie wchodzę w żadne konflikty i mam silne poczuciem wyższości nad innymi. Mam również dość wysokie mniemanie o sobie, często kłamie i bardzo przystosowuje się do rozmówcy. Nie bronie swoich racji i sama o sobie mówię "transparentna", bo wiem jak rozmawiać z ludźmi, żeby im to odpowiadało. Przez to mam dużo znajomych, jednak w większości często się z nich po prostu naśmiewam (w duchu) i wyciągam różne ciekawe smaczki z ich życia. Zdaję sobie sprawę, że mam w sobie wiele negatywnych cech, łącznie z coraz niższą empatią. Stąd mój udział w tej dyskusji. Chciałabym się dowiedzieć, czy to etap przejściowy, moje cechy charakteru, które stale się zmieniają, czy coś czego zrozumieć nie potrafię. Moich uczuć starałam się nie koloryzować, jednak mogę zapomnieć, że mam do tego skłonności. Zawsze lubię podrasować moje opowieści, a dopóki kłamstwo nie wyjdzie na jaw, nie mam wyrzutów sumienia. Czekam na odpowiedź i serdecznie pozdrawiam, xx.
  2. Cześć,Jestem 22-letnią kobietą,niedługo już 23..Problem mam taki,w zasadzie nie wiem czy to problem ale tak sie z nim czuje,ze mam problem ze związkami.Zawsze myślałam ze mimo młodego wieku pragnę stabilności w związku,tego jedynego.Jednak zauważyłam u siebie ze gdy tak sie dzieje,szukam dziury w całym aby tylko go zakonczyc i zacząć cos nowego.sprawia mi przyjemność zdobywanie kogos kto jest poza moim zasiegiem i gdy juz go dostane i mam pewność ze tej osobie zalezy,to odtracam ją od siebie.Brzydko mówiąc,bawie sie ludzkimi uczuciami.Najgorsze jest to ze ja to robie i nawet o tym nie myślę.Dopiero po czasie gdy zaczynam wszystko analizować dociera do mnie co ja właściwie robie.Gdy jestem w związku,pociągają mnie inni faceci,gdy jestem sama,pociągaja mnie żonaci itd.Nie chcę taka być,chciałabym przestać ranic ludzi i przy okazji swoje sumienie.Za wszelkie błędy bardzo przepraszam ale nie do końca wiedzialam opisać to co siedzi mi w głowie ..Z góry dziękuję za jakąkolwiek pomoc.
  3. Dzień dobry, jestem Marcin mam 21 lat tak jak moja dziewczyna, oboje studiujemy. Mój problem z moją partnerką polega na braku kontaktów seksualnych między nami. Jesteśmy razem już ponad 3 lata. Początkowo był to związek na odległość, później razem wyjechaliśmy na studia i ze sobą zamieszkaliśmy. Uważam nasz związek za całkiem udany, wzajemnie się wspieramy, troszczymy, mamy podobne wartości, poglądy i plany na przyszłość. Jednak kwestia łóżkowa jest dla mnie problemem już od samego początku wspólnego mieszkania. Początkowo tłumaczyłem sobie te problemy tym że dziewczyna ma bardzo wymagające studia i dużo stresów z tym związanych, jednak w czasie wolnym, czy w wakacje sprawy wcale nie wyglądają inaczej. Były wielokrotne rozmowy, które nie przynosiły żadnych zmian. Seks uprawiamy raz na miesiąc, jest bardzo powtarzalny, nie daje mi już żadnej satysfakcji. Czuję jakby dziewczyna bardziej robiła to dla mnie niż dlatego że chce. Mimo to kocham ją, jest dla mnie najbliższą osobą, nie chciałbym kończyć tej relacji. Ostatnimi czasy czuję coraz większą frustrację naszym pożyciem, dziewczyna przestała mnie pociągać i zwracam coraz większą uwagę na inne kobiety. Czuję się zagubiony w tej sytuacji. Czy jest coś co mogę zrobić żeby to naprawić? Czy taki związek ma szansę przetrwać?
  4. Jestem 22 letnią kobietą. Studiuję bardzo wymagający kierunek i pracuję. Od 7 roku życia mam stwierdzoną nerwicę natręctw, na którą się lecze (Asentra 175 mg + Ketilept 25 mg ). Chodziłam także do psychologa, ale ten wmawiał mi że jestem złym dzieckiem bo robię problemy rodzicom. Zawsze byłam najlepszą uczennicą, pomagałam i starałam się być dobrą córką, więc takie słowa były niesprawiedliwe. Dlatego też zraziłam się do terapii. Na 3 roku studiów za dużo czasu i energii poświęciłam nauce. Chciałam mieć stypendium naukowe i coś osiągnąć. Niestety odbiło się to na stanie psychicznym. I tu pojawia się najgorszy problem i błagam o pomoc i rady . Jako jedynaczka jestem bardzo związana z moją mamą, którą kochałam całe życie najmocniej na świecie, jest moją najlepszą przyjaciółką i zawsze przy mnie jest, ale dzień przed egzaminem zawiodła moje zaufanie i oczywiście jej to wybaczyłam bo nie zrobiła tego specjalnie, ale zaczęły mi się pojawiać myśli że już jej nie kocham i że chcę ją zabić. Nie jest niestety okazem zdrowia i zawsze się strasznie o nią martwiłam a teraz boję się, i jest to wyniszczające, że przestało mi na niej zależeć. Dostałam stypendium, dobrą pracę i dobrze idzie mi na studiach, ale nie potrafię się z niczego cieszyć bo cały czas moją głowę zaprzątają to okrutne myśli. Bardzo dużo czytałam na forach o podobnych natręctwach, ale tym bardziej boję się, że to jednak ja się zmieniłam, że stałam się złym człowiekiem, który chce skrzywdzić własną matkę i jej nie kocha. Błagam o pomoc i rady. Może ktoś ma podobne natręctw. Już nie mam siły .
  5. Witam, mam 28 lat i chciałem podzielić się swoim problem i w miarę możliwości poprosić o darmową pomoc psychologiczną. Otóż w lipcu tego roku poznałem dziewczynę, zakochałem się od pierwszego wejrzenia. Po trzech miesiącach rzuciła mnie. Mieszkamy ponad 250 km od siebie, ale często się widywaliśmy w miarę możliwości ona przyjeżdżała do mnie ja jeździłem do niej, ale zawsze jak się widzieliśmy robiłem jej śniadania, gotowałem obiad, jeździłem po pieczywo z rana do sklepu, gdy wyjeżdżała dostawała ode mnie lunch-box z obiadem tak aby nie przejmowała się zakupami po powrocie. Gdy za pierwszym razem pojechałem do niej do Warszawy, na co musiałem wziąć specjalne wolne ponieważ pracowałem w muzeum również w weekendy na umowie zlecenie, powiedziała mi w Królikarni, drugiego dnia pobytu, że za bardzo ją absorbuje, zamknąłem się, pojechaliśmy do PKiN w tramwaju spotkaliśmy jej kuzyna to nawet mnie nie przedstawiła, na PKiNku popłakałem się, bo cieszyłem się na ten wyjazd a otrzymałem ogromny ból, powiedziała, że poczuła się jak sadystka, drugim razem jak przyjechałem to miałem wolne i ona była na 1,5 tygodniowym zwolnieniu lekarskim, pojechałem jej pomagać, zrobiłem jej rosół z kaczki, za którą latałem pod dwóch biedronkach mimo, że nie znam Warszawy i zawiozłem ciepły koc, tu się w miarę cieszyła, na początku października byłem z nią na weselu, nawet jej nie zaprosiłem tylko sama powiedziała, że chce ze mną iść jak dostałem informację o weselu, gdy przyjeżdżała o 21.30 jeszcze leciałem po kawę dla niej i wodę bo o to prosiła przez telefon. W pierwszy weekend listopada umówiła się ze mną w Lublinie aby oznajmić mi, że ona tego wszystkiego nie potrzebuje, że ja rzucam jej kwiaty pod nogi bo mam jakieś braki i tym je zagłuszam, robiłem to bo to jest największe bogactwo jakie mam, nie jestem zamożny poza tym uczono mnie, że to jest właśnie partnerstwo, podnosiłem argumenty co dla niej czyniłem, ale dowiedziałem się, że nie mam prawa tego robić, natomiast ona wytoczyła argumenty, że przez to wesele musiała ponieść koszty finansowe i poświęcić pierwszy zjazd na studiach, dowiedziałem się też, że w Lublinie czuła się sama mimo, że czekałem 2 godziny na dworcu PKP aby nie przegapić pociągu, kupiłem bilety MPK na autobus abyśmy dojechali pod jej hotel, gdzie wiele otrzymałem smutku, potem poszliśmy na spacer i na obiad, za który ja zapłaciłem do tego po drodze chciała zapalić znicz pod Grobem Nieznanego Żołnierza, ale miałem zepsutą zapalniczkę, jednak kupiłem inną aby po drodze powrotnej zapaliła ten znicz bo wiedziałem, że jej na tym zależało, po czym odprowadziłem ją pod hotel. Następnego dnia widziałem się jeszcze z nią w Lublinie, gdzie umówiliśmy się na dworcu PKP, na którym już jej nie było, bałem się, że pojechała, ale byłą w kawiarni, pojechałem tam taksówką i dowiedziałem się znów, że ona tego wszystkiego nie potrzebuje, zrobiłem jej obiad na wyjazd, którego nie przyjęła, wcześniejszego dnia wzięła ode mnie kanapki, specjalnie dla niej robiłem. Dowiedziałem się jeszcze, że na pewno chce ją jakoś wykorzystać, ona jest urzędniczką w jednej z izb parlamentu i myślałem, że o to chodzi, ale ona wmawiała mi, że chce ją wykorzystać do uzupełnienia swoich braków, czyli, że jej właśnie po to gotuje, prasuje, zmywam po nas naczynia, ale wydaje mi się, że to jej przyjaciółki wprowadziły w nią taki pogląd, uważam, że jednak chodziło o to, że chce na jej plecach zrobić karierę, chciałem dla niej przeprowadzić się do Warszawy, której zupełnie nie znam, ale ona tam pracuje, zaczęła studia i po prostu mi by było łatwiej. Parę dni temu już po rozstaniu dostałem od koleżanki, u której byliśmy na weselu zdjęcia, moje zdjęcia z tą dziewczyną na weselu, całą noc płakałem i bolało mnie serce. Czy uważacie, że ona jest normalna, bo ja na koniec związku poinformowałem ją, po tym co już mi zrobiła, że tak jest sadystką i zimną suką. Jeśli chodzi o łóżko, to ofiarowywałem jej po 5 - 7 orgazmów na dzień, więc chyba nie miała na co narzekać w tej materii. Ja mam 28 lat ona 34. Bardzo proszę o jakąś podpowiedź jak ja mam to wszystko ogarnąć, dowiedziałem się, że irytowały ją moje smsy o poranku z życzeniami spokojnego dnia w pracy, robiłem to aby naprawdę miała spokojny dzień, że irytowały ją moje listy.
  6. Witam jestem osobą młodą (19lat) i od dziecka wmawiam sobie różne choroby, stany, zaburzenia, problemy.... ogólnie jeżeli przeczytam o jakieś dziwnej przypadłości to bardzo często analizuje to i zastanawiam się czy np może mnie dotyczyc analizując jej objawy i przebieg. Zacznę od początku.. jako dziecko miałam typ chlopczycy¿? Chodziłam po drzewach, bawiłam się samochodami albo maskotkami ( ale wydaje mi się ze nie lubiłam wchodzić w meskie rolę np w zabarwach itp) bawiłam się też często z chlopcami. Pamiętam ze jak miałam 12-16lat to preferowana styl raczej dziewczęcy, chodziłam w długich kolczykach w spodniczkach, sukienkach. Mając 17 lat wyczytalam w internecie o osobach transseksualnych ( ze czyja się inna plcia, nie akceptują swojej plci biologicznej, dążą do jej zmiany itp) pamietam ze zastanowiłam się co to znaczy czuc sie chlopcem, nie wiedziałam co to znaczy ( wgl odczowancie plci było dla mnie czymś niezrozumiałym, ta wiedza bycia ta lub tamta plcia) zaczęłam myśleć o tym codziennie czy nie jestem taka osoba dużo czytałam o tym. Po jakimś roku gdy byłam bardziej obyta w tym temacie ( czytałam o tym codziennie i myślałam ) zauważyłam że czuje się męsko ¿? Ale nie mówiłam ze jestem chlopcem bo nie miałam co do tego pewności nw widziałam tak naprawdę cxy identyfikuje sie z chlopakami czy dziewczynami, udawałam ze jestem chlopcem i wydawało mi się ze jest mi ze tym lepiej niż z byciem dziewczyna. Ale nie wiedziałam czy identyfikuje sie z chlopcami czy może nie a może tak ale to wybieram, nie mogłam tego stwierdzić.... nigdy nie udawałam chłopca publicznie itp. Jakoś na początku tego roku cos zaczęło się zmieniać a w sumie zmieniło się w jednej chwili ¿? Ze wiem teraz na 1000000% ze jestem dziewczyną czuje sie umiecie nią i ciesze się z tego ale mam problem ( nie wiem jaka plcia sie czulam wcześniej ale nie lubię okazywać swojej kobiecości ) nie lubię jak ktoś traktuje mnie jak typowa dziewczynę nie lubię przybierać roli żony dziewczyny z tego względu ze ciągle mam w głowie to ze e wcześniej czulam sie chlopakiem ( a ja nie wiem nawet na 100% czy się nim czulam) moje relacje damski meskie tez wyglądają nieciekawie bo ja ciągle mam to w głowie ze kiedyś byłam chlopakiem, że ie powinnam zachowywać się jak kobieta ( chodzi mi tu o stereotypy czyli np kobieta do garów) i robić rzeczy które w kulturze są uznawane za kobiece ( nie mowie tutaj o tym ze jest to dla mnie np krzywdzące, ani też nie chodzi mi o feminimalnej itp ale po prostu ze ja nie powinnam tego robić bo nie powinnam być typowa dziewczyna bo kiedyś się czulam sie mesko, chlopcem itp ( co do tego nie mam pewności jak juz mówiłam ) i np jak spotykam się z chłopakiem to tez mam myśli ze przecież ja go oklamuje, że ja nie jestem dziewczyną bo kiedyś czulamki się chlopcem.... i własne takie myśli mam ciągle kiedy chce się kobieco ubrać, np sukienka, szpilki ( bo oklamuje innych bo kiedyś czulam sie inaczej ) nie lubię być postrzegana jak dziewczyna ( ze wxgledu na jakis wewnetrxny dyskomfort i mysli tego typu) a x drugiej strony ccialabym tego. Tak to u mnie wygląda, obecnie wiem ze czuje się dziewczyna w 100% i nie mam co do tego wątpliwości ale to wszystko mnie przytłacza, co mam robić w tej sytuacji gdy mam taki stan, myśli? Da się coś z tym zrobić żebym przestała myślec o tym co było i żyć tym co jest teraz. Wiem też ze transseksualizmy nie da się "wyleczyć" i jak ktoś jest trans to nie stanie się cis jeśli chodzi o psychikę. Bardzo dziwna sytuacja bardzo proszę o jakąś poradę co mogę zrobić żeby nie mieć tych myśli, nie myśleć tak. Niestety nie mam obecnie możliwości podjęcia terapi, osobistego kontaktu z psychologiem.
  7. Witam. Pisze tu bo mam bardzo duży problem z zazdrością o partnera. Zaczęło się tak dziać ok. Pół roku temu, kiedy to zaczęłam przybierać na wadze po szpitalu (ostre zapalenie trzustki)... Zaczęłam objadać się samymi najgorszymi rzeczami typu słodycze, fast foody. Mój chłopak( chce tylko dodać że studiujemy w innych miastach i widzimy się raz na tydzień a czasami raz na dwa tyg) wtedy zaczął łapać bardzo dobry kontakt z ludźmi w pracy, głównie dziewczyny. Pracuje on na wypieku pizzy włoskiej i pasjonuje się gotowaniem, a w pracy wszyscy również traktują gotowanie jak swoje hobby, pasje. Ja nie umiem gotować i nie lubie. Od tamtego czasu zaczęłam mieć stopniowo coraz bardziej nasilone lęki, obawy i myśli o tym, że on w końcu zdradzi mnie z jedną z koleżanek. Wiem, że moje poczucie własnej wartości leży na dnie i cały czas chciałabym żeby ktoś mnie za coś pochwalił, ale nawet nie ma za co mnie chwalić, bo ostatnimi czasy nie mam ochoty tańczyć, ćwiczyć, nigdzie wychodzić... I tylko myślę o wszystkim i doprowadzam się do szału. Moja mama nie lubi jak jestem trochę grubsza i zawsze mi to wypomina i to mnie dodatkowo dołuje. Najgorsze jest to, że myślę, że jak znowu będę szczupła to się wszystko ułoży, że rodzice będą ze mnie dumni, chłopak znowu będzie na mnie patrzył jak w obrazek, (bo kiedyś nie przestawał mnie chwalić i się mną zachwycać, a teraz bardzo dużo mówi tylko o ludziach z pracy, a o mnie jakby zapomniał), a nawet jeśli jego zachowanie by się nie zmieniło to myślę że jakbym schudła to mogłabym z nim zakończyć związek... Choć teraz ciężko mi się funkcjonuje jak go nie ma obok mnie. Bardzo proszę o jakąś poradę. Jak sobie poradzić z tą zazdrością, jak poprawić poczucie własnej wartości i pokochać siebie już teraz? Jestem już bardzo zmęczona tym wszystkim i nie wiem co robić, bo nie chcę go ranić i wykańczać jednocześnie siebie jakimiś głupimi myślami.
  8. Witam, mam 20 lat i jestem studentką. Nie do końca wiem co w tej chwili robię, czy dobrze to robię czy dobre forum wybieram, to pierwszy raz gdy korzystam z takiej formy, to z czym kieruję ten post jest naprawdę błahe, jest tyle osób z poważnymi problemami, nie powinnam narzekać i uważam że nie mam prawa, jednak jest coś co nie daje mi spokoju i nie mogę sobie z tym sama poradzić, a boję się że nikt mnie nie zrozumie. Otóż do niedawna miałam w sobie ogromne poczucie spełnienia i szczęścia z obecnego życia. Mogę z całą pewnością powiedzieć że był to najlepszy okres mojego życia. Doszło do mnie, że bardzo lubię swoje studia, mimo iż znalazłam się na nich zupełnie przypadkiem i nie są one w ogóle związane ze studiami mojego pierwszego wyboru. Znalazłam pracę, mimo że nie musiałam, byłam bardzo dumna, że udało mi się podjąć tę decyzje by się trochę usamodzielnić i otworzyć na ludzi. W pracy trafili się sami wspaniali ludzie. Nawiązałam kontakt z osobami roku (mimo iż to jest mój drugi rok na tych studiach wśród tych ludzi)co w poprzednim roku było dla mnie bardzo trudne, miałam wrażenie że nikt mnie nie lubi, byłam przerażona poznawaniem nowych ludzi. Okazali się oni wspaniałymi znajomymi, zaczęli mnie zapraszać na imprezy na wspólne wyjść itd. Dobrze mi szło na zajęciach nawet na najtrudniejszym przedmiocie który podobno jest postrachem na moim kierunku. Bardzo podbudowałam swoją pewność siebie, do tej pory miałam problemy z czynnościami gdzie po drugiej stronie stał człowiek, gdy np musiałam się o coś zapytać nie potrafiłam w obawie przed byciem wyśmianą. Każdego dnia miałam poczucie że jestem we właściwym miejscu i we właściwym czasie. Jednakże ostatnio miałam moment konfrontacji z pewnym zagadnieniem. Moja kuzynka miała możliwość zaprezentowania mowy na temat dyskryminacji dla światowej organizacji. Gdy wróciła do domu opowiadała mi o tym w towarzystwie naszej wspólnej znajomej, która przygotowuje się do bycia aktorką. Byłam bardzo szczęśliwa dla niej gdy opowiadała jak świetnie jej poszło. Mówiła że to jest coś co chce aby było obecne w jej życiu. Później nasza znajoma opowiadała o przygotowaniach do egzaminu do szkoły aktorskiej. I w pewnym momencie dotarło do mnie że ja nie mam nic do powiedzenia. Zaczęłam "analizować" moich znajomych. Współlokatorka, która jest fotografem, kuzynka realizuje się w zarządzaniu w sporcie, koleżanka, która chce zostać aktorką, kolejna zapisała ale na kurs salsy i świetnie się tam czuję, kolega, który założył własną firmę barmańską, a ja? No właśnie ja nic. Poczułam ogromną pustkę w moim życiu, brak celu, brak motywacji, nagle znowu czuję jak się zamykam i wszystkiego się boję. Nie czuję już tej dumy. Studia może i lubię ale to tylko studia narazie nic niesamowitego. Praca nie jest odkrywcza, nie jest związana z moim kierunkiem więc nie da mi doświadczenia, nie jest też rozwijająca , pracuje w piekarni. Gdy wracam do mieszkania z uczelni bądź pracy sprzątam gotuje uczę się i tyle. Gdy dzwonie do rodziców nie mam się czym pochwalić, nie mam niczego z czego mogliby być dumni. Czuję, że nagle życie jest puste. A z drugiej strony praca i uczelnia pochłaniają mi tyle czasu że nie jestem w stanie pomyśleć o czymkolwiek bardziej rozwijającym. Nie potrafię określić co dokładnie jest nie tak wiem tyle że jest mi źle i mam wrażenie jakbym się ciała do momentu w moim życiu gdy byłam sama, niezdolna do jakichkolwiek działań, bezużyteczna. Chciałabym móc spotkać się z bliskimi i móc pokazać że robię coś istotnego, że ja jestem istotna, bym mogła przynieść im dumę. Tylko nie wiem co jest nie tak i jak to zmienić.
  9. Jestem ciekaw co sądzicie o popularności pole dancu wśród kobiet.Czy to coś mówi o danej kobiecie i jej wnętrzu? Jakie macie do tego podejście w związku? Chcielibyście, żeby wasza kobieta trenowała taki sport? Gdyby ktoś nie wiedział pole dance to taniec i wykonywanie różnych figur oraz akrobacji na rurze w formie sportu podobno pozbawione erotyzmu, z którym mógbym nam się kojarzyć.Niemniej jednak często kobiety ćwiczą w kusych strojach, wysokich butach a figury przez nie wykonywane mogą wydawać się wulgarne.Ostatnim czasem ten sport zyskał ogromną popularność wsród kobiet.Niby mogą ćwiczyć także mężczyźni, ale nie da się ukryć, że głównym odbiorcą są kobiety.Zapraszam do dyskusji.
  10. Nie jestem pewna, czy to jest normalne. Jestem 30 letnia kobieta będąca w związku. Jest to dla mnie wstydliwe ale nigdy w życiu nie oglądałam filmów porno, mam tez ogromny problem gdy oglądając tv w danym momencie jest scena erotyczna. Bardzo mnie to zawstydza i nie wiem gdzie mam podziać oczy. Mój partner nie ma tego problemu ale moje zachowanie stało się problemem w naszym związku. Twierdzi ze ograniczam jego wolność jeśli chodzi o swobodne oglądanie tv. Twierdzi tez ze nie mam podstaw do tego żeby aż tak reagować. Ostatnim razem po prostu wyszłam z pokoju bo nie potrafiłam się powstrzymać od komentarzy i byłam tak bardzo zawstydzona. Zaczęłam się zastanawiać co jest ze mna złe? Dlaczego nie potrafię jak każda normalna kobieta w związku po prostu oglądać z pozory najwyklejsze filmy. Proszę o pomoc.
  11. Witam, długo zastanawiałem się czy pytać na forum, ale powoli zaczynam mieć już dość tego utrzymującego się stanu. Jestem z moją żoną od ponad 6 lat w związku. Od dwóch miesięcy jesteśmy małżeństwem a od ponad roku mieszkamy ze sobą. Powiem tak do dnia ślubu było jak w bajce. Dogadywalismy się, śmiali, wszędzie razem jeździliśmy, każdy się wzajemnie wsluchiwal w drugą osobę i służył pomocą. Owszem czasem się poklocilismy, ale to o głupoty jak każdy. Pół roku przed ślubem żona dawała mi ogromne poczucie że już nie długo chciałaby malucha a najlepiej dwoje. I koniecznie pierwsze córeczkę. Zawsze jak byliśmy w sklepie to cieszyła się na widok ubranek dziecięcych, gdy od siostry swojej otrzymała ciuszki dla dziecka to była wniebowzięta. Byłem ogromnie szczęśliwy że będę miał tak kochaną, szczęśliwa żonę a do tego co dla mnie bardzo ważne czułem że jest gotowa na dziecko w niedługim czasie. Nagle.... Po ślubie może miesiąc po... Z dnia na dzień. DOSŁOWNIE z dnia na dzień żony swojej nie poznaje. Wyznała mi że ona jednak nie jest gotowa na dziecko, że to co myślała to było przelotne o dziecku, że niemam co liczyć żeby do 4, 5 lat pojawiło się dziecko,bo to nie dla niej. Mało tego, momentalnie zaczęły się wyrzuty pod moim adresem że to ja się zmieniłem po ślubie, że byłem inny. Przyczym jak zapytałem w czym ma problem to wszystko sprowadzalo się do kwestii że skarpetka leżała pod a nie na krześle, albo że sprzątając całe piętro, bo bardzo często to ja wyreczam moja żonę w sprzątaniu, odkurzaniu czy wieszaniu prania, żeby ją odciążyć. W sumie to niewiem czemu no ale tak mam,to pomimo tego że całkowicie ją wyreczylem to jeszcze dostałem uwagę że zlewu nie umylem... No poprostu jakieś czepianki jak w przedszkolu. Ja mam 29 lat żona 24. Od kad mieszkamy razem zawsze dzielilismy się obowiązkami i tak jest i teraz po ślubie. Nie pokoi mnie tak nagła zmiana żony do mnie. Z jednej strony mówi że mnie kocha, ale jakiejś czułości czy chęci bycia blisko z jej strony nie czuje. Gdy ją chce przytulić czy pocałować to wszystko jest bez odwzajemnienia. Moja teściowa też to widzi że z żoną jest coś nie tak. Ze jak sama teściowa mówi, zachowuje się jak rozkapryszone dziecko... Co może być przyczyną, czy to jakieś lęki, czy stany depresyjne, czy nerwica? Żyjemy tak jak zylismy od kad mieszkamy że sobą a tutaj z dnia na dzień taka potężna zmiana. Ja poprostu nie widzę w swojej żonie, tej której slubowalem... Wszystko co jej powiem, to spływa po niej.. Jakby jej obojętne było. Dodam że od przeszło miesiąca żona zmieniła pracę, ale mówi że jest bardzo usatysfakcjonowana nowa praca, dużo lepiej płatna i wgl. Dziękuję i pozdrawiam
  12. Odnosze wrażenie, że kobiety unikają słowa "mężcyzna" i preferują słowo "facet'.Facet kojarzy mi się z takim do bólu normalnym gościem, który ma typowe hobby typu sport, samochody, laski, pornole i tak dalej, i który co prawda pociąga kobiety, ale jednocześnie jest niesamowicie podatny na ich wypływ, co one czują i podświadomie nim gardzą, bo wiedzą, że mają nad nim kontrole i przez ich styl bycia.Kobiety często narzekają na swoich "facetów" do swoich koleżanek, zmieniają ich co chwilę, rzucają, postują jakieś wyśmiewające memy o nich.Mężczyzna z kolei kojarzy mi się z kimś twardo stąpającym po ziemi, mającym żelazne zasady, których się trzyma, kontrolujący swoje emocje i popędy i przez to kobiety troche się go obawiają i wolą myśleć o płci przeciwnej jak o "facetach". Ciekaw jestem co wy sądzicie na ten temat.
  13. Chciałem jak każdy poznać dziewczyne itd Problem jest taki że nie wiem co powiedzieć do niej pustka w głowie , strach że mnie wyśmieje że nie dam rady jej zaspokoić i nie spełnie jej oczekiwań myslalem że to minie ale jest coraz gorzej pilnuje każdego słowa co do niej mówie i tak to z grubsza wygląda gdzie i z kim o tym porozmawiać bo do psychologa tak do gabinetu to raczej nie dam rady bo sie wstydze . Po za tym jestem jak inni pracuje itd. prosze o jakieś wskazówki co mogę z tym zrobić.
  14. Dzień dobry, Mam 22 lata. Studiuję dziennie, pracuję 8h dziennie 5 dni w tygodniu, chodzę na siłownie. Mieszkam z mamą. W zeszłym roku zmarł mój tata. Wszyscy próbują podpiąć moje problemy pod śmierć taty ale sięgają one znacznie dalej niż rok więc proszę nie pisać o traumie. Mam chłopaka. Jesteśmy razem od dwóch lat. Mam cudowną rodzinę. Mieszkam w dużym domu z pięknym ogródkiem. Mam od 16 lat cudownego pieska. Mam co jeść, gdzie spać, nie brakuje mi miłości a rodzice zapewnili mi szczęśliwe i spokojne dzieciństwo. Więc nie tu leży problem. Mam zaburzenia osobowości. Rozdwojenie jaźni? Sama nie wiem. Nerwicę natręctw. Częste ataki paniki. Ostatnio zdarzają się coraz częściej. Za pierwszym razem trafiłam do szpitala, potem chodziłam po lekarzach. Wykluczyli wszelkie przyczyny więc zwalili wszystko na otyłość. Otyła nie jestem i nigdy nie byłam. Co prawda po śmierci taty przytyłam - zajadałam smutek. Jak poradzili tak zrobiłam - póki co schudłam 8kg. Ataki nie ustępują. Kazali zobaczyć się z psychiatrą. Póki co się wstrzymałam. Nerwica natręctw. Przykładowo wpadam w szał jeżeli coś jest źle ułożone. Już jako dziecko potrafiłam wyrywać ze złości strony z gazet jak zobaczyłam złe ułożenie tekstu. Albo jak w książce tekst znajdował się koło obrazka. Nie wiem czy powinnam wypisywać wszystkie moje „dziwactwa”. Jest ich strasznie dużo. Nauczyłam sie z tym żyć chociaż najczęściej reaguję złością lub płaczem. Zaburzenia osobowości - czuję że są we mnie cztery osoby. Od zawsze to czuję. Wychodząc z domu myślę gdzie będę szła, z jakimi ludźmi się spotkam i wtedy „wybieram” osobowość pasującą do okoliczności. I to nie tylko w kwestii upodobań, sposobu mówienia, gestykulacji czy ubioru. Ja dosłownie myślę wtedy inaczej. Nie potrafię przez to normalnie funkcjonować. Pierwszy raz w tym temacie poszłam na terapię 8 lat temu. Wtedy usłyszałam, że to normalne w takim wieku. Na dwa lata dałam sobie spokój. Potem usłyszałam, że to normalne przy dorastaniu - minie mi, musze odnaleźć „siebie”. Po 3 latach postanowiłam spróbować ostatni raz - znowu zbagatelizowany problem. Dużo stresu, zmiany otoczenia, nowi ludzie - ze mną jest wszystko w porządku. I tak też myślałam. Myślałam, że każdy tak ma. Nawet teraz pisząc to nie wiem która ja to pisze. Wszystkie? A może żadna? Wybierając film - kieruję się każdą z osobowości. W zależności od tego która ma największy wpływ w tym momencie taki gatunek wybieram. Czuję że tracę siebie. Że ktoś inny przeżywa za mnie życie. Nawet jeśli chodzi o seks - jestem strasznie zablokowana. Tylko jedna osobowość naprawdę lubi to robić. Reszta nie. Zaczynają się konflikty w związku z tego powodu. Jak to zrobić, żeby chcieć kiedy myślę czy ta osobowość faktycznie chce tego, czy to nie w jej „stylu” i nie wybuchnę płaczem w trakcie? Nawet z jedzeniem mam problemy. Każda osobowość lubi jeść coś innego. Przy próbie odchudzania skutki są straszne. Nie wiem kiedy jestem JA. Nie wiem czy JA istnieję. Boję się, że w moim przypadku już nigdy tego JA nie będzie.. Ostatnio stałam sie strasznie niestabilna emocjonalnie. Cały czas widzę czarne scenariusze. Musze upewniać się, czy mama i chłopak mnie kochają. W pracy i wśród znajomych zastanawiam się czy mnie lubią - czy udają. Mijając ludzi na ulicy myślę sobie co o mnie myślą. Ja o innych mówię tylko źle. Narzekam. Nie umiem tego powstrzymać. Myśleć trzeźwo. Coś się dzieje - złość przemawia przeze mnie. Dosłownie czasami mam wrażenie jakby mówił to ktoś inny tylko słowa wychodza z moich ust. Proszę pomóżcie mi. Nie wiem co robić. Mam ochotę schować się pod kołdrą. Nie mogę oddychać. Mam za dużo emocji w głowie. Wszystkie myśli są złe. Nie umiem ich opanować. Zaraz dostanę szału. Kłócę się ze wszystkimi - odsuwam się od bliskich. Nie chcę tego. Ale nie umiem tego powstrzymać.. Jak radzę sobie z problemem? Nie radzę. Jest coraz gorzej i czuję jakbym miała wybuchnąć. Mam ochotę uciec. Co zrobić? Od czego zacząć? Gdzie szukać pomocy? Proszę pomóżcie.
  15. Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  16. Witam, Mam na imię Daniel, mam 27 lat i mieszkam jeszcze aktualnie z rodzicami. Ostatnio bardzo pogorszyły się moje relacje z rodziną i znajomymi, gdyż zacząłem dostrzegać, że spotkania z nimi mnie coraz bardziej irytują, nic z nich nie wynika, najbliżsi mi nie pomagają a bardziej hamują mój rozwój zawodowy i społeczny. Ale do rzeczy. Mieszkamy w 4 osoby, chociaż ja ani z moją siostrą ani z tatą nie wytworzyliśmy głębszej relacji i jesteśmy właściwie dla siebie prawie jak obcy ludzie. Praktycznie jedyna godna wzmianki relacja to relacja z mamą. Jestem bardzo z nią związany, gdyż to ona mnie utrzymywała, rozmawiała ze mną, zapisywała na zajęcia pozalekcyjne, pomagała na swój sposób znaleźć pracę. W ostatnich latach wydarzyło się jednak sporo niezbyt przyjemnych sytuacji w moim życiu osobistym i w jej co mogło się przyczynić do obecnej patologicznej sytuacji. Oto skrócony obraz obecnej sytuacji: - mama ma 53 lata, podejrzewam początek klimakterium - często niedosłyszy co się do niej mówi, ma problemy ze skupieniem uwagi - przejmuje się niesamowicie pyłkiem kurzu na dywanie, nakruszeniem w kuchni, natomiast nie bierze na poważnie rozmów o sytuacji finansowej, przyszłości, rodzinie - robi wybuch emocjonalny i ucieka, nie czekając na reakcję - bardzo często kłamie i potem idzie w zaparte lub zmienia temat jak jej się udowodni mówienie nieprawdy - kompletnie nie słucha próśb, porad, robi cały czas po swojemu - bardzo często zapomina że coś obiecała, że o czymś się ją poinformowało - nie panuje nad emocjami, ponieważ z ojcem ostatnio się tak kłócą, że sprowokowało to do wszczęcia postępowania o jego eksmisji, ona dalej go prowokuje i doprowadza do awantur - co innego mówi, a potem kompletnie co innego robi - mówi do mnie często jakbym miał 10-12 lat (nalej sobie zupki, usiądź sobie, weź sobie talerzyk, ubierz się ciepło) Mieszkanie z osobą czepiającą się o pierdoły, non stop zapominającą, niedosłyszącą, nie panującą nad emocjami, często kłamiącą jest naprawdę bardzo trudne. Moje nerwy też są już mocno nadszarpnięte a na razie nie zanosi się, żebym się wyprowadził do samotnego mieszkania, czego zresztą nie chcę (znajomi i dalsza rodzina się wypięli na ten problem). Moje pytanie jest następujące - czy da się jej jakoś pomóc? chciałem odłożyć trochę pieniędzy i opłacić jej wizytę u psychologa, ale obawiam się że rezultaty będą znikome a ja wydam kasę na próżno. czy to jakaś choroba, kwestia starzenia się czy apogeum stresujących wydarzeń ? co byście zrobili na moim miejscu? Dziękuję z góry bardzo za odpowiedź. P.S. Jestem wielkim fanem kanału Ocal Siebie pana Rafała Olszaka na youtube i entuzjastą psychologii. Wiem, że zna się na swojej robocie.
  17. Mam 28 lat i nie lubię siebie bo stałam się taką osobą, której zachowanie mi nie odpowiada. Łatwo popadam w uzależnienia. Za często piję i palę papierosy. Ale najgorsze jest chyba uzależnienie od drugiej osoby i zatracenie siebie. Za każdym razem kiedy kłócę się ze swoim partnerem świat przestaje dla mnie istnieć. Jeżeli kłótnia jest poważna i oznacza to, że on nie rozumie mojego sposobu myślenia, a ja kompletnie nie pojmuje jego to w pewnym momencie przestajemy się do siebie odzywać. Nie mieszkamy jeszcze razem, mamy zamiar od grudnia. Jesteśmy ze sobą od trzech lat. Zawsze było tak że każdy powiedział swoje, przechodziliśmy do normalności bez zrozumienia a potem problem wracał przy kolejnej sytuacji ze zdwojoną siłą. Zawsze miałam wielu kolegów ale musiałam z nich zrezygnować żeby on czuł się komfortowo. Oczywiście on ze swojej strony ograniczył kontakty z koleżankami. Dla niego to normalne. Dla mnie już teraz też, ale mam wrażenie że gdzieś we mnie w środku to w pewien sposób cały czas narasta. Chwile milczenia przeciągają się do tygodnia czasu. Ja przez to z reguły nie jestem w stanie myśleć o niczym innym. Ale też nie jestem w stanie wyciągnąć ręki jako pierwsza. Potrafię nie iść przez to do pracy, zrezygnować z wyznaczonych zadań, hobby i przeleżeć w łóżku kilka dni. Do tej pory z reguły oglądałam seriale. Ale ostatnio gdy miałam duże wyrzuty sumienia bo czułam że zawiniłam i próbowałam przeprosić a nie mogłam bo dla niego przepraszam nie rozwiązywało sytuacji to jedyne co robiłam to modliłam się o sen. Tylko wtedy nie czułam kulki stresu w klatce piersiowej i tylko wtedy nie myślałam. Objawiło się to wymiotami, biegunką i atakiem paniki. Nie spożywałam pokarmu, nie piłam wody, nawet ciężko mi było zmusić się do wstania do łazienki chyba że naprawdę musiałam. W takich sytuacjach wyłączam się z życia społecznego nie odpisuję nikomu na wiadomości dopóki sytuacja między nami trochę się nie rozjaśni. Często sięgam wtedy po alkohol. Kiedy coś mnie zdenerwuje lub zaboli to nie potrafię o tym powiedzieć normalnie. Często od razu się obrażam, jestem oschła, lub przechodzę do ataku. Bywa że się mszczę. Oboje zresztą reagujemy podobnie. To chyba już z przyzwyczajenia. Łatwo można wyprowadzić mnie z równowagi, a często jak brakuje mi słów to po prostu wychodzę z pokoju, rzucę czymś lub przeklinam. On uważa, że zachowuje się jak psychol. Często pokazuje mi że mi nie ufa. Po spożyciu alkoholu zaczęłam być agresywna. Mam urwany film. Robię rzeczy których się wstydzę i bardzo żałuję. A jak widzę z jaką pogardą potrafi mi o nich opowiedzieć to jeszcze mi z tym gorzej. Ale zamiast przestać piję jeszcze więcej. Co by utopić smutki i żal. Kiedy jest dobrze między nami to jest cudownie. Ale mimo to nawet jeżeli między nami jest dobrze to ja wewnętrznie i tak jestem nieszczęśliwa. Mam wrażenie, że nic nie przynosi mi radości. Wszystkie aktywności, których się podejmuję robię na siłę. Narzucam sobie coś po to żeby czuć że moje życie jest fajne i nie marnuje dni. A marnuje ich coraz więcej, Jak nie ustalę sobie listy co mam zrobić to jestem zagubiona. Godziny lecą a ja czuję że tylko wgapiam się w punkt i myślę o tym co powinnam a czego nie robię, Z listą idzie łatwiej. Aczkolwiek mam tyle punktów że żyje w ciągłym biegu a jestem dosyć powolną osobą. Jeśli nie zdążę wszystkiego z listy zrealizować to jestem zawiedziona zamiast cieszyć się z tego że cokolwiek udało mi się wykonać. Wstaje późno bo nie mogę się obudzić. A często jak się obudzę to nie chce mi się wstać. Zaczęłam się smucić kiedy innym coś wychodzi. Jestem zazdrosna że ktoś bawi się lepiej ode mnie. Poza tym potrafię zatajać fakty bo boję się negatywnej oceny. Wolę żeby do końca nikt nie wiedział czy coś zrobiłam a jeśli tak to dlaczego. Potem mam ogromne wyrzuty sumienia że jestem kłamliwa i brzydzę się tym. Nie wiem już jak mam się ogarnąć. Jak sobie coś obiecuję to za chwilę i tak łamię sama przed sobą te obietnice. Żyję w strachu przed opinią innych a głównie partnera. Chcę się dobrze bawić ale jak puszczają mi hamulce to zachowuje się nieodpowiednio. Nie potrafię się już spontanicznie cieszyć chwilą. A tak bardzo bym chciała
  18. Mam 30lat, od 4lat jesteśmy po ślubie i mamy dwoje dzieci. Po urodzeniu drugiego dziecka przechodziłam trudny czas, śmierć bliskiej osoby, zasiedzenie w domu z dziećmi. W marcu tego roku odkryłam, że mąż pisze z koleżanką z pracy. Ich rozmowy miały podtekst erotyczny, doszło nawet do wysylania sobie półnagich zdjęć. Zarzadalam rozwodu, ale ze względu na dzieci postanowiliśmy ratować małżeństwo. Mąż się starał, zerwał kontakt z tą kobietą, ale wciąż pracują razem. Mam obsesję na tym punkcie. Codziennie myślę o tym co może dziać się kiedy są w pracy. Nie ufam mu, kiedy musi zostać dłużej w pracy, wpadam w obsesyjne myślenie, że znów mnie zdradza. Nie umiem sobie z tym poradzić, tracę przez to radość życia. Jak sobie z tym poradzić? Jak przekierować myśli na inny tor? Czy jest dla nas jeszcze szansa?
  19. Witam, mamy problem z koleżanką w grupie w której pracujemy. Wykonujemy zawód artystyczny więc nie ma "Szefa" w grupie. Wszyscy są równi, jest nas 5tka. Jeden z mężczyzn w pracy podsycił taki klimat w grupie że "dziewczyny powinny sie usmiechac i nie wykazywać żadnych pomysłów aktywności, tylko robić to co mężczyzni wymyślą". Każdy nasz pomysł, przejaw jakiejkolwiek aktywności był atakowany, byłyśmy chwalone za ładne wyglądanie i bycie cicho, choć w pracy odwalamy kawał roboty - nawet więcej niz faceci i gramy ważniejszą rolę. Wkurzało nas to strasznie, kumpela zastosowała się do poleceń i tylko przytakuje, na wszystko zgadza a potem się wscieka jak już ich nie ma obok. Ja normalnie proponuje rózne rzeczy ale zawsze muszę nasłuchać sie jaki to głupi pomysł, odpierać ataki..zawsze tłumacze racjonalnie ale tylko jak mają dobry humor to przechodzi - to bardzo męczące. Gdy któryś z facetów coś wymyśli to inni faceci chwalą nawet najgłupszy pomysł, o jaki wspaniały. Jak męzczyzna w grupie coś wymyśli to jest to świetny pomysł a jak któraś z nas to jesteśmy optymistkami bujającymi głowami w obłokach (może to być dokładnie ten sam pomysł, najpierw predstawiony przez dziewczyne jest odrzucany i musimy "walczyć" zeby go przepchnąć, jak odpadnie ale po jakims czasie chłopak go zaproponuje to przechodzi od razu...) Ostatnio doszły głupie seksistowskie żarty do nas, przeklinanie przy nas pomimo że mówiłyśmy że sobie nie życzymy... Chciałybysmy poprawić naszą sytuacje w grupie. Wiele grup sie rozpada, ale wierzymy że działaniem możemy coś zrobić i uratować grupę, która tworzy naprawdę kawał dobrej sztuki... Nie chcemy cierpieć dla dobra sztuki ale też nie chcemy rozwalać grupy. PRoszę o radę co możemy zrobić? Jak mamy reagować na szowinizm, jak się przed nim bronić, jak go stopować?
  20. Jestem 21 letnią kobietą na ostatnim etapie ciąży, do terminu zostały mi 2 tygodnie, niestety od kilku tygodni mam już dość . Nie mogę znieść siebie, swojego stanu, ludzi do okoła, nawet mimowolnie zaczynam obwiniac o wszystko swoje wymarzone, nienarodzone jeszcze maleństwo. Przed ciążą wyszłam z depresji jednak boję się że i tak wróciła, i jeżeli pozostanę z brzuszkiem jeszcze te kilka tygodni, będę mogła zapomnieć o radości z macierzyństwa, obdarzenia dziecka takim uczuciem, jakim bym chciała, ciepłem. Nie wspomnę o karmieniu piersią, do którego już na chwilę obecną mam dużą awersje z nieznanego powodu. Czy psycholog jest w stanie wystawić zaświadczenie które zaleca rozwiązanie ciąży przed terminem porodu? Lub jakikolwiek inny sposób żeby sobie z tym poradzić.
  21. Witajcie, postanowiłam opisać na tym blogu moją historię, ponieważ nie wiem już jakie podejmować kroki, co czynić dalej. Mój narzeczony obsesyjnie twierdzi, że interesują mnie i inni mężczyźni, że zdradziłam go w przeszłości. Ostatnio "oberwałam" za to, że stałam pod toaletą czekając na swoją kolejkę, podobno czekałam tam na jakiegoś faceta, dodam, że jestem w 6 miesiącu ciąży, więc naprawdę nie ogarniam w jaki niby sposób miałabym go zdradzać. Na co dzień jest cudownym człowiekiem, do momentu kiedy właśnie mu tak nie "odwali". Największym problemem jest jednak to, że nałogowo twierdzi, iż go nie Kocham, w kółko to samo, nie słyszę nic innego. Nie sądzę bym postępowała źle, nie sądzę również bym przestała mu okazywać swoją miłość. Potrzebuję pomocy, może ktoś z was doradzi mi cokolwiek. Z góry dziękuję za każdą wskazówkę!
  22. Witajcie jestem dziewczyną mam 19 lat i stwierdziłam od jakiegoś czasu ze nie lubię być odbierna jak kobieta ( dobra jak kobieta mogę być ale nie lubię być odbierana jakoś bardzo kobieco) zauważyłam że nie lubię eksponowac swojej kobiecosc, zakładać jakieś bardzo kobiece stroje, sukienki itp jakoś źle mi z tym. Wole np być odbierana "bezplciowo" ale raczej czuje się kobieta i wiem ze nią jestem ale władnie to wszystko kaplikuje ten "sposób bycia". Nie jest to uwarunkowione raczej przez kulturę i traktowanie dziewczyn w społeczeństwie bo to mi nie przeszkadza, wydaje mi się ze to nie ma w sumie przyczyny tylko po prostu tak mam, jakceptacja szłam kiedyś z malutka Bratanica na spacer i gdy ludzie zatrzymywał się i pytali o nią myślą że ja jestem mamą było mi dziwnie. To też nie jest tak ze np nie lubię kobiecych rzeczy, sukienek itp bo osobiście chętnie bym sobie kupiła np wysokie szpilki albo zrobiła sobie piękne długie paznokcie ale wiem ze będę się w tym źle czuc.... wydaje mi się ze ja nie chce po prostu być odbierana przez środowisko kobieco.... gdyby była sytuacja podzielenia się rolami i ze np dziewczyny idą gotować obiad a chłopaki np nie wiem rabac drewno to wolalabym isc z chłopakami ( tak się czuje lepiej) ale czuje się dziewczyna. To mnie bardzo denerwuje bo chciałabym być kobieca polubić kobiecy tryb życia kobiecosc itp. Czy mogę coś zrobić żeby to zmienić i żeby lepiej poczuć się w tym " kobiecym świecie"
  23. Mam 18 lat i odkąd mam 4 lata choruje na cukrzyce i odkąd mam 7 lat choruje na celiakie. Nie pamietam życia przed cukrzyca i mam tego dość. Nie daje rady z tym wszystkim. Płacze prawie codziennie, od 3 tygodni siedzę cały czas w domu i nie pamietam kiedy byłam szczęśliwa. Co mam robić?
  24. Gość

    Problemy

    Co mam zrobić żeby nie skrzywdzić ( seksualnie ) dziewczyny w której się zakochałem. Ja mam 15 dziewczyna 13
  25. Część mężczyzn wciąż chce więcej i więcej kobiet. Ci najprzystojniejsi i najsławniejsi są wręcz jak karuzele – co chwila niosą na rękach nową damę, bo dziewczęta same wskakują im do łóżka. Zresztą, każdy głupi potrafi w końcu uwieść i zaciągnąć do alkowy jakąś kobietę, bo panie są dzisiaj głodne miłości bardziej niż kiedykolwiek. Inni mężczyźni wszystko stawiają na jedną kartę i angażują się bez reszty, licząc, że zagwarantuje im to silną stymulację. […] Są dwa wymiary intensywności – częstość i głębia. W obu wypadkach grozi zatracenie i przesyt. Obawiam się, że relacje zawsze prowadzą donikąd, jeśli ich nadrzędnym celem są mocne wrażenia. Można kochać mocno, wręcz drapieżnie, ale ostatecznie chodzi o coś niewysłowionego. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog o specjalności klinicznej, psycholog online, terapeuta przez Skype.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.