Jump to content
  • psycholog-online-kolo.jpg

Czy to ma sens? Chciałbym wiedzieć, na czym stoję...


Recommended Posts

Dzień Dobry,

Jestem 31-letnim już chłopakiem, niepełnosprawnym od urodzenia, który większość czasu spędza na wózku. Jeszcze nigdy nie byłem w związku. Dlaczego? Nie wiem. Nie raz zastanawiałem się, czemu tak jest i nie potrafię znaleźć na to odpowiedzi.  Nie raz już poznałem dziewczynę/kobietę, która mi się spodobała, jednak za każdym razem, niestety, najwyraźniej błędnie odczytywałem ich intencje i tylko z mojej strony było coś więcej. Ze strony dziewczyn było to zawsze zwykłe koleżeństwo/przyjaźń i raz coś, co mógłbym nazwać zabawą moimi uczuciami. Z tego względu problem, którym chciałbym się podzielić, jest dla mnie trudny. Z góry przepraszam, jeśli mój wpis będzie długi, ale zależy mi na możliwie dokładnym przedstawieniu sytuacji i problemu, aby uzyskać jak najlepszą odpowiedź. Nie chciałbym niczego istotnego pominąć. Otóż... Dwa lata temu za pośrednictwem znanego wszystkim portalu społecznościowego, którego nazwy - myślę, nie muszę wymieniać, poznałem pewną dziewczynę. Co prawda z innego miasta, ale łączyło nas kilku wspólnych znajomych i przede wszystkim - wspólna pasja, więc postanowiłem przyjąć jej zaproszenie do znajomych. Od samego początku fajnie nam się pisało, choć tego kontaktu nie było za wiele. Pewnego dnia, podczas jednej z takich rozmów okazało się, że ma rodzinę w mieście, w którym mieszkam i niebawem przyjedzie ją odwiedzić. Przyjęła moją propozycję skorzystania z okazji, żeby poznać się osobiście. Udało nam się spotkać i porozmawiać jakieś pół godziny. Ku mojemu zdziwieniu na powitanie dała mi buziaka i przytuliła mnie. Nie spodziewałem się tego, ale nie ukrywam, że było to miłe. Na dodatek podczas rozmowy miałem wrażenie, jakbyśmy znali się od dawna. Po tym spotkaniu nasz kontakt był dość sporadyczny. Pisaliśmy od czasu do czasu o niezbyt istotnych tematach, choć kilka razy pomogłem jej w pewnej kwestii. W zeszłym roku sprawa przybrała dla mnie obrót, który do dziś nie daje mi spokoju. Odezwała się do mnie, gdy byłem na wczasach. Oznajmiła, że za kilka dni też przyjedzie do tej miejscowości ze względu na imprezę związaną z naszą pasją. Między innymi dlatego i ja tam wtedy byłem. Dodała, że przyjedzie też kilkoro naszych wspólnych znajomych i planują na dzień przed imprezą zorganizować wieczorne spotkanie w knajpce. Zapytała, czy nie chciałbym na to spotkanie przyjść i skoro jestem już na miejscu, to czy nie chciałbym jej pomóc poszukać jakiegoś fajnego pubu. Oczywiście zgodziłem się w obu przypadkach. Gdy tylko przyjechała, spotkaliśmy się, przywitała mnie w taki sam sposób, jak wtedy za pierwszym razem. Po wstępnej, dość długiej rozmowie, poszliśmy szukać miejsca na wieczór. Wybór padł na drugi z rzędu, odwiedzony lokal. Było jeszcze wczesne popołudnie, ale nie mieliśmy innego planu, czas nas nie gonił, więc postanowiliśmy zająć już sobie stolik, usiąść przy piwie i pogadać. Sam nie wiem, kiedy minęło te kilka godzin. Wczesnym wieczorem, poprosiliśmy pierwszych przybyłych znajomych, żeby popilnowali zarezerwowanych nam stolików, a my w tym czasie pójdziemy do hotelu ogarnąć się przed wieczorem. W drodze koleżanka powiedziała, że założy sukienkę. Zrobiło mi się trochę głupio, bo nie byłem przygotowany na takie okoliczności. Pół żartem, pół serio odpowiedziałem, że nie mam ze sobą garnituru, ani żadnej marynarki. Stwierdziła, że spokojnie - mam koszulę, więc jest OK. Poza tym najważniejsze, żebym się ubrał tak, jak będzie mi wygodnie. O samym przebiegu tamtego wieczoru długo by pisać, ale skończył się on całkiem późną nocą, jeszcze około godzinną rozmową sam na sam przed hotelem, w którym nocowała koleżanka. Mam wrażenie, że gdyby nie to, że następnego dnia musieliśmy rano wstać, to moglibyśmy tak gadać do rana. Wróciłem do hotelu i i tak nie mogłem zasnąć, bo myślałem o tym wieczorze. Zacząłem analizować i zdałem sobie sprawę, że całe to popołudnie i wieczór wyglądały tak, jakby ci nasi wspólni znajomi niejako ułatwili naszej dwójce spotkanie się i spędzenie tego czasu razem. Następnego dnia rozpoczęła się impreza związana z naszą pasją i wyszło tak, że akurat tego dnia się nie spotkaliśmy. Tak to czasem bywa na imprezach masowych. Kolejnego dnia imprezy (była ona dwudniowa) napisała do mnie rano z pytaniem, kiedy wyjeżdżam. Odpisałem, że jutro. Odpowiedziała, że świetnie, bo miała wracać dzisiaj, ale właśnie przedłużyła sobie zakwaterowanie o jedną dobę. Zaproponowałem więc pożegnalne piwo wieczorem. Zgodziła się. Kilka godzin później spotkaliśmy się na drugim dniu imprezy. W sumie widzieliśmy się wtedy kilka razy, ale dość w "biegu". Wrócił temat pożegnalnego "piwka" i koleżanka stwierdziła, że może zjedlibyśmy też jakąś kolację. Oczywiście się zgodziłem. Dosłownie w tym momencie zjawił się nasz wspólny znajomy. Wtedy, koleżanka powiedziała do niego, jakby pół żartem, pół serio, że ma randkę, po czym zerknęła na mnie z uśmiechem. Również uśmiechając się, odpowiedziałem bez namysłu, że szybko poszło. Jak zaplanowaliśmy, tak zrobiliśmy. Po powrocie z imprezy masowej, spotkaliśmy się około 19.00. Zjedliśmy kolację, wypiliśmy pożegnalne piwo, siedząc i rozmawiając do zamknięcia lokalu około północy, po czym wróciliśmy pod hotel, w którym nocowała koleżanka. Staliśmy tak rozmawiając jeszcze do około 2.00 w nocy. Do momentu, kiedy stwierdziliśmy, że niestety trzeba już jednak iść, a wracać do domu się nie chce. Przytuliła mnie wtedy na pożegnanie. Weszła na schodki przy wejściu, odwróciła się do mnie i spoglądając na mnie westchnęła mówiąc "Chodź tu..." raz jeszcze do mnie podeszła, aby mnie jeszcze mocniej i dłużej przytulić i dać buziaka. Co z resztą odwzajemniłem. Od tamtej pory, nasz kontakt nie był zbyt intensywny. W kolejnych miesiącach spotkaliśmy się na kilku kolejnych imprezach związanych z naszą pasją. Nie ukrywam, że pojechałem na nie już nie tylko ze względu na swoje zainteresowania, ale także, a może i głównie po to, żeby się z nią zobaczyć. W trakcie kilku z tych następnych spotkań zauważyłem jej kolejne zachowania wobec mnie, podobne do tych, jakie dostrzegłem podczas wakacji. Na przykład - siedząc obok mnie, oparła swoją dłoń na ramie mojego wózka. Tyle, że zrobiła to w taki sposób, że swoją dłoń trzymała w zasadzie na mojej. Wydaje mi się, że podobnie jak inne, podobne zachowania z jej strony, nie były zwykłym przypadkiem. Nasze ostatnie, jak na razie spotkanie, niestety nie przebiegło dla mnie zbyt pomyślnie. Była z grupą innych znajomych i w zasadzie udało nam się zamienić raptem kilka zdań. Poczułem się nawet w pewnym sensie zignorowany. Potem, przez kolejne miesiące nasz kontakt ponownie nie był zbyt intensywny. Od tamtej pory, parę razy była w mojej okolicy. Niestety, pomimo wstępnych ustaleń, że można by się przy okazji spotkać do ponownego spotkania nie doszło. Praktycznie za każdym razem o tym, że była w okolicy dowiadywałem się po fakcie, jak już wyjeżdżała. Nawet w sytuacjach, gdzie tydzień wcześniej pisała mi, że będzie w okolicy i moglibyśmy się spotkać, gdybym miał czas i ochotę, co zawsze potwierdzałem, że jasne, oczywiście i z chęcią. Następnie, nasze relacje zaczęły się ponownie zmieniać. Z czasem, powoli zaczęliśmy pisać coraz częściej. Obecnie, piszemy ze sobą praktycznie codziennie. Mniej lub bardziej intensywnie i na najróżniejsze tematy. Od pewnego czasu, rozmawiamy też przez telefon. W zasadzie można przyjąć, że regularnie raz w tygodniu. Wtedy za każdym razem rozmawiamy naprawdę długo, dobre kilka godzin. Potrafimy zacząć wieczorem, a nawet popołudniu i zwykle kończymy rozmawiać po północy. Często dzieli się też ze mną osobistymi sprawami, problemami, którymi dzielenie się z drugą osobą wymaga pewnego zaufania. Parę razy mówiła mi też, że spławiła kilku chłopaków, którzy próbowali ją podrywać. Kilka razy - co mnie zdziwiło, konsultowała nawet ze mną zakup ubrań, czy butów. Wydaje mi się, że to dość nietypowe zachowanie kobiety wobec zwykłego kolegi, czy nawet przyjaciela. Czasem zdarzy się też, że nazwie mnie w jakiś pieszczotliwy sposób. W sposób, w jaki nie nazywała mnie jeszcze nigdy żadna koleżanka, czy nawet przyjaciółka. Przez to wszystko, co wydarzyło się przez ostatni niecały rok i o czym wspomniałem powyżej uświadomiłem sobie, że mimo tego, że sporo nas dzieli, to jakoś tak, bardzo ją polubiłem (może nawet za bardzo), postrzegam ją raczej jako kogoś więcej, niż koleżankę, czy przyjaciółkę i mi na niej naprawdę zależy. Niestety nie wiem, jak powinienem interpretować jej zachowanie wobec mnie i jak odczytać jej intencje. Są momenty, że jestem praktycznie pewien, że z jej strony jest coś na rzeczy, ale zaraz potem przychodzi zwątpienie. Szczególnie w pewnych przypadkach. Oboje mamy taką pasję, która naprawdę łączy ludzi. W związku z tym oboje mamy dużo znajomych podzielających tę samą pasję. Czasem pisze mi, że idzie na piwo z jakimś kolegą. Przy czym raz zaznaczyła, że z jednym idzie dlatego, że ją od dłuższego czasu o to męczył. Z innym z kolei poszła dlatego, że sama mu to zaproponowała, potem nawet rozważała przez chwilę, żeby się z tego spotkania wycofać, ale ostatecznie stwierdziła, że nie wypada. Niestety, każda taka informacja z jej strony sprawia, że się od razu dołuję. Wiem, że to źle i być może nie powinienem się tym tak przejmować, ale naprawdę nie potrafię. Dawno nie miałem w głowie tak wielkiego mętliku związanego z dziewczyną. Kompletnie nie mam pojęcia, co o tym wszystkim myśleć. Boję się, że po raz kolejny źle interpretuję zachowanie i intencje dziewczyny wobec mnie. Boję się, że z jej strony nie ma na rzeczy nic więcej, niż zwykła znajomość. Z drugiej strony nachodzi mnie myśl, że może jest szansa na coś więcej, a jeśli tak, to bardzo boję się, że ją zepsuję, przegapię, stracę. A kiedy wiem, że idzie na spotkanie z jakimś kolegą, wtedy boję się tego szczególnie. Bo ci koledzy są bliżej, a ja dużo dalej (dzieli nas sporo ponad 100 km). Sam chciałbym do niej pojechać, żeby się z nią spotkać. W tym miejscu muszę jednak dodać, że w moim przypadku z uwagi na moją niepełnosprawność, mój wyjazd samemu gdzieś dalej i na dłużej jest praktycznie niemożliwy. Głównie ze względu na podejście do sprawy moich rodziców, którego od kilku lat w żaden sposób nie mogę zmienić. A to też mi nie pomaga... Bardzo chciałbym wiedzieć na czym stoję, jeśli chodzi o znajomość ze wspomnianą koleżanką, ale boję się z nią ten temat poruszyć. Boję się "wyłożyć kawę na ławę", bo do tej pory źle na tym wychodziłem i wiem, że mogę to zepsuć. Co więcej, mamy już ustalony, można powiedzieć, wspólny wyjazd na tę samą imprezę, co rok temu. Tylko, że tym razem chcemy sobie zrobić wakacje i planujemy wspólnie spędzić niemal tydzień. Chciałbym wiedzieć z jakim nastawieniem powinienem do niego podchodzić... Z góry dziękuję za ustosunkowanie się do mojego problemu i radę, co zrobić.

Link to comment
Share on other sites

Może ona nie widzi z Twojej strony żadnych ewidentnych sygnałów, że jest kimś więcej niż koleżanką. W swojej wypowiedzi skupiasz się tylko na tym jak ona zachowuje się wobec Ciebie. Może powinieneś spróbować delikatnie z nią poflirtować i popchnąć znajomość na mniej koleżeńskie tory ;)

Link to comment
Share on other sites

Dziękuję za odpowiedź. Faktycznie, powyżej skupiłem się tylko na jej podejściu do mnie. Napiszę więc co nieco o swoim podejściu do niej. Na początek, jeśli chodzi o flirtowanie - mój problem polega na tym, że nie jestem typem podrywacza. Jestem chłopakiem, któremu brak pewności siebie i jestem strasznie nieśmiały wobec kobiet. Czasem myślę sobie nawet, że to niemożliwe, żebym w ogóle się jakiejś kobiecie podobał w jakikolwiek sposób. Krócej rzecz ujmując - nie umiem flirtować. A nawet gdy przyjdzie mi coś takiego do głowy, to nie wiem, jak to ująć, żeby nie wyjść na głupka, albo niechcący nie wywrzeć jakiejś presji. Nie wiedząc, jak to wygląda z jej strony, boję się narzucać. Co prawda w międzyczasie skorzystałem z niejednej okazji, aby sprawić jej komplement, choć ciężko mi ocenić, jak je odebrała, bo zwykle nic w tych momentach nie odpowiedziała, albo mimo wszystko stwierdzała - "No, ale wiesz...". W każdym razie - nie obraziła się za nie. Od pewnego czasu wspieram ją w istotnych dla niej kwestiach, pomagam, jak umiem, kiedy tego potrzebuje, czy staram się wesprzeć w trudnej chwili, okazać zrozumienie i choć trochę pocieszyć. Ostatnio przejąłem się też, kiedy się dość mocno pochorowała. Nie wiem, czy to dla niej dobry sygnał, że no... nie jest mi obojętna...

Edited by Kakadz
Pominięcie pewnej kwestii
Link to comment
Share on other sites

Hej. Myślę, że "nastawianie" się na wyjazd i z góry planowanie (co zrobić, jak się zachować, co powiedzieć) po prostu przyspoży Tobie stresu i sztucznego zachowania na wyjeździe tym bardziej, że pisałeś,  że jesteś troszkę jakby nieśmiały 😉 i nie wiesz jak masz zacząć flirtować ale wiedz że to nic złego. Po prostu jedź tam bądz sobą i może właśnie wtedy wydarzy się coś co rozwieje Twoje wątpliwości.  A propos dnia kobiet to np fajny pomysł (oczywiście w miarę Twoich możliwości) znajdź w necie kwiaciarnie blisko zamieszkania tej dziewczyny zadzwoń zapytaj o możliwość dostawy do domu (bardzo dużo kwiaciarni mają taką opcję) i nie musi to być mega bukiet wystarczy cokolwiek (koniecznie czerwona róża) 😃 . To będzie gest mowiący sam za siebie. 

Edited by Uległa
Link to comment
Share on other sites

Cześć. Dzięki za kolejną odpowiedź. Samym wyjazdem się nie martwię i tym, jak będzie. No dobra, momentami się martwię, ale bardziej tym, co będzie do tego czasu i jak to może wpłynąć na ten wyjazd. Niestety, nie są to pozytywne myśli. Na samym wyjeździe będzie, co będzie. Za wiele też nie planuję w związku z wyjazdem, bo wiem, że w takim przypadku nie ma co planować. Scenariusz napisze się sam. W ogóle, to z planowaniem tego wyjazdu wyszło dość dziwnie. Jeszcze w zeszłym roku, właściwie podczas tamtego wyjazdu powiedzieliśmy sobie oboje, że za rok trzeba tam wrócić. Później ten temat od czasu do czasu wracał, aż przyszedł czas dokładniejszego planowania. Początkowo zakładał on, że jedziemy grupą znajomych i rezerwujemy nocleg dla większej ilości osób. A jak przyszło co do czego, to koniec końców my dwoje (jak na razie) jedziemy w ustalonym wspólnie terminie. Reszta znajomych stwierdziła, że w sumie, to nie wiedzą, kiedy dokładnie będą mogli pojechać, więc oni sobie coś ogarną na własną rękę. Nie wiem, czy powinienem się w tym czegoś doszukiwać, bo wiem, jak to czasem bywa z takimi wyjazdami planowanymi większą grupą, ale jednak dało mi to do myślenia.

A no, wiem, że najważniejsze to być sobą. Na początku miałem w tym przypadku spory problem, bo się mocno stresowałem, przez co momentami zachowywałem się dość sztucznie, jak nie ja (przynajmniej ja sam miałem tego świadomość i mnie to dodatkowo stresowało), ale z czasem coraz bardziej podchodzę do naszej znajomości na luzie. A przynajmniej staram się tak podchodzić na tyle, na ile to możliwe biorąc pod uwagę, że mi zależy. I to mnie trochę cieszy, bo nie ukrywam, że jest mi sporo łatwiej, niż na początku.

Jednak najgorszy jest ten mętlik w głowie i pytania, na które nie potrafię, nie mogę, znaleźć odpowiedzi. Rozmawiałem o całej sprawie z kilkoma zaufanymi, znajomymi osobami. O tym, jak to wygląda, jakie zachowania zauważyłem na początku i dość regularnie nadal zauważam z jej strony do dziś. W pierwszym swoim wpisie wspomniałem o zaledwie kilku, a było ich więcej, mniej lub bardziej znaczących. Mógłbym je tu opisać, ale nie chciałbym nikogo zanudzać... W każdym razie, ile osób zapytałem, tyle uzyskałem opinii i w sumie nie ma w tym nic dziwnego. Kilka osób jednak stwierdziło, że z tego co mówię, to faktycznie, może być z jej strony coś na rzeczy.

Niestety, przez moje dotychczasowe doświadczenia związane z tym, jak do tej pory kończyły się dla mnie przypadki, kiedy zaczynałem czuć coś więcej do dziewczyny (o czym wspominałem wcześniej), naprawdę bardzo się obawiam, że jedynie coś sobie wmawiam, że tylko mi się wydaje. To, żeby faktycznie z jej strony było wobec mnie coś więcej, jest dla mnie wręcz nierealne. Ta myśl, że jedynie coś sobie wmawiam jest o wiele silniejsza i nie potrafię się jej pozbyć. Cały czas, gdzieś z tyłu głowy mam myśl, że to kolejny przypadek, który skończy się dla mnie cierpieniem przez moją głupotę. Z drugiej strony pomimo tego, że sporo nas różni, ba - nawet są pewne rzeczy, które mi w niej nie do końca pasują, to coś mnie do niej z dnia na dzień coraz bardziej ciągnie i sprawia, że coraz bardziej zaczyna mi na niej zależeć.

Niestety, ale wszystko to mocno odbija się na moim samopoczuciu. Naprawdę dawno już nie byłem tak przybity, jak w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Bywają dni, że przez tą całą sytuację nie chce mi się jeść, albo nie mogę zasnąć... Był moment, że udało mi się na pewien czas uspokoić myśli i podchodzić do sprawy na zasadzie - będzie, co będzie. Jeśli znów nie wyjdzie - cóż, mam w tym wieloletnie doświadczenie, dam sobie radę, heh... Jednak nie trwało to długo... Obawiam się, że zbyt mocno mi już zależy, żebym tak do tego podchodził. Niestety jestem osobą, która bardzo szybko robi sobie nadzieję i bardzo szybko się angażuje. Zbyt szybko... Co rzecz jasna ani trochę nie pomaga... Wracając do kwestii złego samopoczucia, to chyba najbardziej dobijają mnie momenty, kiedy wiem, że idzie z kolegą/znajomym na piwo, dajmy na to w weekendowy wieczór. W końcu spotkania ze znajomymi w weekend po tygodniu pracy, to w sumie normalna sprawa. Wierzę jej, że to po prostu znajomy/kolega, ale z drugiej strony nie znam intencji kolegi, ani tak naprawdę samego charakteru spotkania. Żeby nie było - nie mam jej oczywiście za złe, że spotyka się ze znajomymi, ale najzwyczajniej w świecie bardzo boję się tego, że po jednym z takich spotkań stracę tę (uznajmy, że istnieje) szansę, bo jakiś jej kolega, który jest zdecydowanie bliżej, może wykorzystać okazję. Wiem, że to pewnie głupota z mojej strony, ale tak to właśnie wygląda... Bardzo chciałbym do tego podchodzić inaczej, ale nie wiem, czy potrafię na chwilę obecną. W sytuacji, kiedy nie wiem, na czym stoję, że tak to ujmę. Chciałbym to podejście zmienić, ale nie wiem, jak to zrobić. Zastanawia mnie też, czemu od czasu do czasu zdarza się, że sama informuje mnie o takich spotkaniach. Czy świadomie z góry zaznacza, że idzie na takie spotkanie z kimś, kto jest po prostu kolegą, żebym nie myślał sobie nie wiadomo czego (co głupi ja - i tak robię, heh...), czy nieświadomie informuje mnie o swoich planach na resztę dnia, ale z jakiegoś powodu nie podkreślając kontekstu spotkania, bo o tym praktycznie nigdy nie mówi. No, ale przecież nie musi tego robić, wiadomo. Nie wiem... Wiem jedynie, że za każdym takim razem nie daje mi to spokoju i zdecydowanie źle na mnie wpływa...

Rany, ale się rozpisałem... Nie spodziewałem się, że tak się rozpiszę. Zupełnie tego nie planowałem. Aż mi trochę głupio... :/

Na koniec odniosę się jeszcze do kwestii 8 Marca i flirtowania, zaczynając od tego drugiego. Znając mnie, prędzej powiem coś głupkowatego i wyjdę na gamonia. :P Co do róży - szczerze mówiąc nie pomyślałem o tym. Dzięki za pomysł. Jednak pierwsza rzecz - 8 Marca wypada w niedzielę i nie wiem, czy znajdę taką kwiaciarnię, która dostarczyłaby taką przesyłkę tego dnia mimo, że to Dzień Kobiet. :/ Na chwilę obecną przejrzałem kilka i najszybsze terminy dostawy pokazało mi w poniedziałek, a nawet wtorek. Druga rzecz, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi - nie znam jej dokładnego adresu zamieszkania... Znam miasto i dzielnicę, w której mieszka. Mógłbym zapytać o adres, ale jak to pytanie usprawiedliwię, żeby nie zepsuć niespodzianki? Hyh... Trzecia sprawa - A co, jeśli... Eeehhh... No nie wiem, jak mogłaby taki prezent odebrać... Czy nie pomyśli, że się narzucam...

Edited by Kakadz
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share



  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się do pytania zadanego na forum, należy na wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć i spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

  • ksiazka.jpg

  • PODCASTY-OCALSIEBIEpl.jpg

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.