Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'lęk'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 343 wyników

  1. Jestem bezrobotnym mężczyzna stanu wolnego w wieku 26 lat tak mniej więcej od 5 lat zauważyłem że dzieje się coś złego, a ostatnimi czasy to się nasila obawiam się że to może być nerwica serca bąć lękowa, odczuwam bóle w lewej piersi gole w gardle to wszystko nasila się w stresie w którym jestem notorycznie, problem polega na tym aby stwierdzić i potwierdzić mój stan jestem zmuszony aby pójść do lekarza i się przebadac, a nie jestem w stanie się nawet zarejestrować w urzędzie pracy po to aby mieć ubezpieczenie. Przeraziłem się ostatnio bo zawsze jakoś dawałem radę a teraz po prostu nie byłem w stanie wysiedziec w urzędzie, ręce spocone serce bije jak oszalale gula w gardle.Nie wiem co robić bo wiem że siedząc w domu i nic nie robic pogarszam swój stan ale z drugiej strony psychicznie nie jestem w stanie nic zrobić. Czy jest jakieś wyjście z tej sytuacji
  2. Witam. Ciągły strach przed samotnością i utratą rodziców to ciągły stres, obniżenie nastroju, myśli o braku przyszłości. Nie umiem cieszyć się życiem. Przygnębienie jest tak silne, że odczuwam fizyczny ból. Moj nastrój zmienia się na radość z życia jak przestaje o tym myśleć, ale przechodzi po pewnym czasie i znowu jest dołek. Odechciewa się czegokolwiek ... Nie wyobrażam sobie dalszego życia, gdybym miał zostać sam. Teraz jestem w takim dołku, nawet nie chce mi się pisać, brak mi "słów". Nie widzę sensu życia dla samego siebie... Prawdopodobnie lekarstwem dla mnie, byłoby założenie własnej rodziny, ale nie chcę zepsuć komuś życia ... i koło się zamyka
  3. Witam,Mój problem rozpoczął się jakieś 6 miesiący temu nagle, niespodziewanie. Często sprawdzałem czy gaz w domu jest zakręcony, czy drzwi zamknięte. Wydawało mi się to normalne jako znak odpowiedzialności. Jednak lampka zapaliła mi się nieco później, kiedy to pojawiły się we mnie myśli, że ktoś może opublikować moje kompromitujące (tak bynajmniej mi się wydaje) zdjęcia z przeszłości. Zacząłem prosić osoby, które je posiadają o ich usunięcie. Myśli te męczyły mnie dalej, że może ktoś ich wcale nie usunął, że dalej istnieją. Następnie miałem wrażenie, że moja koleżanka z pracy pokryjomu zrobiła mi zdjęcie. W tej chwili borykam się z problemem i mam obawy, że ktoś mi zrobił zdjęcie w toalecie publicznej w pracy. Byłem z tym u psychiatry i mam Servenon i Pernazin. Czy mogą to być objawy choroby? Np. zaburzenia obsesyjno-kompulsyjne? Czy może po prostu mam taki charakter? A może to reakcja na faktyczne zdarzenia, które miały miejsce? Męczą mnie bardzo te myśli. Proszę o pomoc. Leki biorę od 3 tygodni i nie czuję zbyt poprawy. Mam 27 lat.
  4. Witam, u mnie niedawno zdiagnozowano zaburzenia lekowe i zacząłem leczyć się farmakologicznie. Do tej pory nikomu z bliskich o tym nie mówiłem, nawet żonie żeby się niepotrzebnie martwiła. Dowiedziałem się jednak ze wsparcie bliskich podczas leczenia jest potrzebne. Problem mam taki ze nie wiem jak o mojej chorobie powiedzieć żonie. Nie wiem jak zacząć taka rozmowę. Może już ktoś był w podobnej sytuacji i może podpowiedzieć.
  5. Jestem z moim mężem w związku od 6 lat. Wiedziałam od początku że ma różne upodobania a propo sexu ale to mnie przerasta . Ja oczekuje bliskości , intymności , partnerstwa i tylko nas. On za to traktuje to tylko jako sex dla niego nie ma znaczenia bo mówi ze kocha tylko mnie a sex to tylko sex. Od jakiegoś czasu coraz bardziej go to zjada od środka stracił chęci że tka powiem do życia mówi że nie zasługuje na mnie bo jestem cudowna a on ma jakieś dziwne upodobania. On chce próbować różnych rzeczy swingowanie, life camerki czy inne. Ja po prostu nie potrafię się dzielić dla mnie małżeństwo to świętość nie ma osób trzecich dla mnie. Nie wiem jak mam mu pomoc za bardzo go kocham żeby go stracić. Wiele razem przelaliśmy moja chorobę czy kłopoty finansowe myśle ze jesteśmy dobra para .. tylko ten jeden problem ... yhh .. jestem bezsilna .
  6. Mam 35 lat i jestem singlem, kobietą. Wykształcenie wyższe. Od kilku lat mieszkam za granicą, w Europie Zachodniej. Byłam w tej pracy od 5 miesięcy - w kraju, w którym mieszkam okres próbny trwa 6. W tym czasie można człowieka zwolnić bez powodu.Na rozmowie o pracę mój obecny szef zachowywał się dosyć słabo. Ja jestem znacznie bardziej introwertyczką niż mój szef, co nie jest jakoś niespotykane w moim zawodzie (matematyka). On rzucał zdaniami: "Po tej odpowiedzi wiem, że mógłbym z tobą pracować, natomiast nie jesteś osobą, z którą chciałbym napić się kawy" albo "czy ty w ogóle masz emocje? Bo wydajesz się bardzo zimną osobą".Ofertę pracy przyjęłam, bo zawsze chciałam pracować w tym zawodzie. Poza tym, po raz pierwszy miałam swój team - tylko 3 osoby ale swój.Szef od początku dał mi bardzo ambitne cele. Miałam realizować projekty, które wcześniej długo nikomu nie udało się zrealizować. Oznaczało to, że w niektórych sytuacjach musiałam trochę wywierać presję na przykład na agencję, z którymi współpracujemy, a która miesiącami nas zbywała.Poza tym, raz zrobiłam głupotę, bo szef kazał mi uzgodnić spotkanie z szefem IT. Szef (mój) był poza biurem. Ja próbowałam uzgodnić to spotkanie ale szef IT zbywał mnie jak mógł. W końcu napisałam swojemu szefowi maila: "<Szef IT> powiedział, że nie ma aktualnie czasu na spotkanie i nasz projekt nie jest dla niego priorytetem" (on to naprawdę powiedział). Mój szef forwardował maila do szefa IT, żeby spytać, czy to prawda... A ja zyskałam wroga, osobę która mnie nienawidzi. I jeszcze: jeden kolega z mojego teamu, też nowy, dla którego jestem szefową okazał się bardzo słaby. Popełniał bardzo proste błędy, wielokrotnie, nawet jak go poprawiałam i tłumaczyłam. Więc na początku, żeby uniknąć katastrofy właściwie przejęłam jego obowiązki. Miałam w tym czasie jakby 2 prace: swoją i jego. Pracowałam po kilkanaście h dziennie, bo cele tak jak piszę mieliśmy niesamowicie ambitne. Sytuacja powtórzyła się kilkukrotnie i wreszcie postanowiłam porozmawiać z szefem, bo nie mogłam tak dalej. Szef spotkał się z tym kolegą i potem krytykował mnie, że kolega twierdzi, że nie jestem wystarczająco miła i to dlatego popełnia błędy. To było dla mnie szokujące.I jeszcze: szefowi koszmarnie działa na nerwy moja mimika. Potrafi przerwać spotkanie z kilkoma ludźmi i powiedzieć: "Co się śmiejesz?", bo się uśmiechnęłam.Takich sytuacji było jeszcze kilka. W stylu: szef twierdził, że nie pozdrowiłam kogoś na korytarzu i on się przez to czuł źle. Ale ja tej osoby nawet nie widziałam.Potem podczas spotkania z szefem, on powiedział, że ludzie się na mnie skarżą, że nikt mnie nie lubi, że nie jestem ciepłą osobą. Że moje wyniki (realizacja projektów) są niesamowite, ale ludzie mają ze mną problem, że wydaję się arogancka. Moja reakcja: powiedzenie "ok, rozumiem, że od początku byłam zbyt ambitna. Teraz przestanę. Zacznę spędzać z ludźmi więcej czasu, pić kawę itp. I nie będę już tak mocno wywierała presji". Jego odpowiedź: "Absolutnie nie! Musisz wywierać presję i być ambitna, bo w przeciwnym wypadku nie zrealizujesz projektów". Mieliśmy na ten temat kilka rozmów, m.in. jedną z jego szefem i była już mowa o moim odejściu (jego szef śmiał się jak głupi jak mu opowiedziałam, że zostałam skrytykowana, bo kogoś nie pozdrowiłam, itd. ale powiedział, że współpraca szef-podwładny jest dla niego bardzo ważna i musi się zastanowić, czy powinnam zostać w firmie). Potem jakieś 6 tygodni zero informacji, sądziłam, że było już lepiej. Wiem, że reszta teamu mnie lubi i większość ludzi mnie już zaakceptowała.W międzyczasie ten słaby kolega został zwolniony. Zabawne było, że mi decyzja została tylko zakomunikowana, chociaż to ja jestem jego szefową. Teraz mnie zwolniono. Szef powiedział, że popełnił błąd zatrudniając mnie. W piątek po raz ostatni byłam w pracy. Ta cała sytuacja jest dla mnie potwornie trudna. Bardzo się boję. Ja naprawdę lubiłam tę pracę. Oczywiście nie było zupełnie super, zakres projektów nie bardzo pokrywał się z tym co mi obiecano i na początku okazało się, że będę zarabiała mniej niż mi obiecano (bo wszystkim pracownikom obiecuje się i mają w umowie zapisaną premię zależną od wyników firmy - mówi się im, że ta premia zawsze jest. Okazało się, że nasze wyniki są złe i premii nie będzie). Ale uczyłam się nowych rzeczy, byłam bardzo zaangażowana. Jak mam sobie z tą sytuacją poradzić na poziomie emocjonalnym? Na poziomie racjonalnym wiem, że powinnam wysyłam mnóstwo aplikacji, im szybciej tym lepiej, i się nie przejmować, ale na poziomie emocjonalnym jestem obecnie w stanie tylko płakać. Jest mi potwornie źle. Wczoraj ktoś z mojego zespołu, kogo nie było w pracy w piątek skontaktował się ze mną i powiedział, jak bardzo mu przykro, że odeszłam i podziękował za wszystko. Jest mi bardzo źle.
  7. Witam serdecznie Mam do Was pytanie.. Od kilku dni zacząłem kuracje z Trittico (75mg) na dobe, po 2 tygodniach zwiekszam do 150. Póki co "leczyłem" sie benzo, a dokładnie Lexotanem, ktory jak dla Mnie jest najprzyjemniejszym benzo i który na prawde mi pomagał... chociaz nie zawsze. No, ale z racji tego, ze nie mozna go brac dlugotrwale, bralem go przez 2-3 dni i 2 tygodnie przerwy, Niestety mam powracjące epizody mocnych stanów lękowych/depresji. LExotan wtedy nie bardzo sobie z tym wszystkim radzi. A nie chce tak żyć. Do tego dochodza chociaz juz bardzo rzadko ataki paniki, stany derealizacji, natrętne myśli.. Lecze sie na wlasna ręke poki co jak bedzie poprawa po Trittico dopiero wtedy pojde do psychiatry na konsultacje. A poki co mam do Was pytanie czy ja moge łączyć LExotan z Trittico? Mowie tutaj o 2 dniach brania Lexoanu w dawce 9 (mg) co 2-3 tygodnie? Z gory dziekuje za pomoc. Pozdrawiam
  8. Mam 30 lat, jestem kobietą, jestem samotna, nieśmiała, bezrobotna, wykształcenie - matura. Problem pojawił się od 13 roku życia, od momentu dojrzewania psychicznego. Właściwie od 6 roku życia pojawiły się pierwsze symptomy. Konkretnie chodzi o moment pierwszego pójścia do szkoły podstawowej i zetknięcia się z rówieśnikami oraz pierwszego pójścia do gimnazjum i zetknięcia się z prawie dorosłymi rówieśnikami. Mój problem polega na tym, że po pierwsze żyję w ciągłym strachu przed jakimkolwiek kontaktem z obcymi ludźmi, przed działaniem z ludźmi i współpracą oraz własną inicjatywą wśród ludzi, a po drugie żyję na koszt osób, które mnie kochają i uzależniłam się od pasożytowania. Z problemem sobie nie radziłam od 13 roku życia do dziś. Do psychologa się nie zgłosiłam, ponieważ nie chcę opowiadać o swojej rodzinie, którą kocham ani z nimi wspólnie ani samej nie chcę o nich opowiadać psychologowi. Boję się również, że psycholog zaleci wizytę u psychiatry, a ten zaleci mi branie leków bo się boję leków działających na psychikę. Problem spowodowała moja reakcja na rówieśników w szkole, którzy swoim zachowaniem wobec mnie uświadomili mi, że oni są bardziej rozwinięci ode mnie w każdej sferze życia, że są zaradni, przedsiębiorczy, inteligentni i przebojowi. Odczułam, że są lepsi ode mnie. Z natury jestem wrażliwa, grzeczna, lękliwa i naiwna, ale też uparta i oceniająca. Z wychowania jestem rozpieszczona. Moją reakcją był strach, wycofanie się, zablokowanie i użalanie nad sobą. Poczułam się dużo gorsza od większości ludzi na świecie. Mimo to miałam jeszcze optymistyczne nastawienie co do dalszej mojej przyszłości. W wieku 13 lat całkiem je straciłam i pogrążyłam się w załamaniu bo agresywne zachowanie moich rówieśników wobec mnie sprawiło, że poczułam, że nie potrzebnie się urodziłam. Od tamtej pory żyję z poczuciem przeszkadzania obcym ludziom, a jednocześnie jestem uciążliwa dla mojej rodziny, która tak bardzo się nade mną lituje, więc nigdy mnie do niczego nie zmuszała. Nie wyrażam siebie i swojego zdania w niczym. Aby poczuć się chwilowo lepiej bardzo często wspominam chwile kiedy byłam bardzo szczęśliwa, a było to do 6 roku życia. Wspominam chwile spędzone z rodziną i bawiąc się sama oraz z innymi dziećmi, niektóre były z rodziny, ale większość to były nowo poznane dzieci. Czułam się wtedy w pełni akceptowana przez wszystkich. W ogóle lubię wspominać czas spędzony z rodziną do okresu ukończenia 20 roku życia bo od tego czasu pasożytuję na nich i to sprawiło, że nawet czas, który razem z nimi spędzam jest dla mnie trochę drażniący bo czuję, że ich wykorzystuję, że z niczym sobie nie radzę, a nie mam odwagi i motywacji tego zmienić i wiary w powodzenie tej zmiany. Przez to oddaliłam się od nich i od wielu lat czuję się samotna. Ale w ten sposób się asekuruję przed czymś jeszcze gorszym co by mogło według mnie nastąpić. Podbudowuję swoje ego myśląc o tym jaką fajną, zdrową psychicznie i fizycznie normalną według mnie osobą byłam do 13 roku życia. Siłę daje mi też uczucie mojej rodziny do mnie, które jest niezmienne. Uzależniłam się od tego bo tylko i aż to mam, to jest stałe i mogę się na tym zawsze oprzeć, to jest przyjemne, ale nie daje mi to aż takiej mocy, aby z tego powodu uwierzyć w swoją własną moc sprawczą i w siebie. Nie wiem jak stopniowo lub jednym trafnym wielkim krokiem zmusić samą siebie na siłę do działania, którego się boję i jestem też zbyt leniwa. Nie wiem jak poczuć, że nie powinnam się bać i jak poczuć, że dam radę się obronić przed każdym zagrożeniem psychicznym. Jak przestać się bać, że nawet gdy poczuję się zraniona to mnie to nie dobije bo od 13 roku życia cokolwiek nieprzyjemnego mnie spotyka to powoduje coraz większe moje załamanie. Sama sobie nie radzę i tylko dlatego, że psychicznie pomaga mi cała moja rodzina to po czasie dochodzę do siebie. Podejrzewam, że zaleceniem będzie konieczna terapia, ale może dzięki tej darmowej poradzie od psychologa będę w stanie się do tego przekonać, spojrzeć na sytuację z innej perspektywy, a nie tylko na zasadzie, że jak nie pójdę to będzie jeszcze gorzej. Chciałabym się dowiedzieć jak poczuć, że sama sobie mogę zaufać i że mogę w pełni liczyć sama na siebie. Jak uwierzyć w to, że dam sama sobie radę z rzeczami, z którymi normalny dorosły zdrowy człowiek powinien sobie sam radzić. Jak uwierzyć, że mogę i mam prawo dążyć w życiu do celów, które wydaje mi się na tą chwilę, że dałyby mi szczęście, ale ludzie nie uważają tak samo np uczelnie na które się nie dostałam, oferty lub inicjatywy gdzie się zgłaszałam i zostałam odrzucona. Jak mimo porażek i niechęci ze strony innych dalej iść za głosem serca i dążyć do realizowania swoich celów, które mimo wszystko gdzieś nadal w środku odczuwam? Nie widzę w swoim życiu żadnej sytuacji, która dałaby mi podstawy do pewności, że bez przymusu z żadnej strony, bez konieczności, bez niczyjej pomocy, sama swobodnie mam możliwość żyć tak jak chcę, mam możliwość sama osiągnąć to czego chcę bo nie chcę żyć tak jak nie chcę i jeszcze być w tym zdana tylko na siebie. Wybieram już mniejsze zło i życie tak jak nie chce, ale z pomocą innych żeby zyskać przynajmniej ich uczucie do mnie. W przeciwnym wypadku nie miałabym nic tylko same obowiązki i bezcelowe bezsensowne życie. Więc i tak nie realizowałabym się wcale, tylko mierzyła się codziennie z nieciekawą rzeczywistością, aby za wszelką cenę przetrwać, jak zwierzę. Przez mój brak życiowego doświadczenia jestem dziecinna co także denerwuje innych ludzi, gdy maja ze mną styczność. Dlatego na razie nie widzę dużych perspektyw. Z góry dziękuję za poradę, pozdrawiam!
  9. Witam. Jestem młodą 20 letnią kobietą. Od małego miałam ciężko w dzieciństwie. Ojca nigdy nie było w domu, a jak był to zawsze się awanturował. Mamie zawsze się obrywało , mi i mojej o 2 lata młodszej siostrze czasem też się zdarzyło dostać. Nie lubiałam być w domu. A kiedy miałam 10 lat mama wreszcie znalazła odwagę w sobie żeby wziąć rozwód. Było nam ciężko , mama i jej pensja pielęgniarki i my dwie z siostrą w wynajmowanym mieszkaniu. Starała się robić co mogła żebyśmy mialy jak najlepiej. Przyszedł czas gimnazjum, kiedy zdecydowałam się , że wstąpie do wolontariatu i będę pomagać innym. To dało mi wiele radości i satysfakcji. Kiedy byłam w technikum , zakochałam się 1 raz ale po roku czasu związek się rozpadł. Przyszedł czas na związek, chłopak , z którym bylam , okazal sie tyranem i damskim bokserem . To z nim straciłam to co kobieta ma najcenniejszego. Bałam się go. Teraz wiem, że to było najgorsze co mogłam zrobić ale stało się.. Myślałam, że po tym wszystkim nic już złego się nie stanie.. a jednak.. po jakimś czasie poszłam na ognisko z kolezanka gdzie byli jej znajomi... tam.. bardzo mnie skrzywdzono. Odebrano mi siłą godność kobiety. Zostałam zgwałona. Załamałam się. Nie mogłam patrzeć w lustro, brzydziłam się sobą. Nie chciałam już nic.. ale po mału doszłam do siebie. Widziałam w sobie zabawkę , nic nie wartą. Zaczęłam się dowartościowywać i wysyłać kolegom zdjęcia w stroju kąpielowym i bieliźnie. Strasznie tego żaluję. W 3 klasie technikum poznałam chłopaka, na początku dbał o mnie i zabiegał . Wszystko było idealnie ale po pół roku zmarla moja babcia. Byla dla mnie jak 2 mama bardzo to przezylam. Nie jadlam, nie chcialam wychodzic z domu. Ciagle klocilam sie z wtedy z chlopakiem. Po mału popadałam w depresje. Dzięki przyjaciołom i rodzinie wyszłam z tego. A z chłopakiem pól roku pozniej sie rozstalam. Poznałam po czasie aktualnego ukochanego. I byliśmy naprawdę szczęśliwi, ale wszystko zepsułam. Okłamywałam go , powiedziałam mu prawdę dopiero po czasie. Jest tak wspaniałym i kochającym facetem a ja to zepsułam.. zniszczyłam wszystko . Zepsułam go. Strasznie tego żaluję. Mój ukochany nie może zniesc mysli ze byl ktos przed nim, bo on byl ,,czysty". Pokochał mnie taką ale ja tak bardzo bałam sie go stracic ze oklamalam go w wielu kwestiach. Do tej pory jakoś to ciągniemy.. ale jest między nami źle. Ciągle się kłocimy, padaja ostre i gorzkie slowa , ktorych potem sie zaluje. Ostatnie czasy myślałam, zeby odejsc stąd. Napisałam nawet list ale może jestem zbyt wielkim tchorzem.. potrzebuje pomocy..
  10. witam, mam 27 lat mieszkam w Londynie razem z chłopakiem. Moje życie jest fajne, uważam że wszystko idzie jak należy mam pracę, kochająca osobę przy sobie dużo przyjaciół , ale od pewnego czasu mam problem z którym nie mogę sobie poradzić . Chodzi o to że jak mam gdzieś wyjść z domu to od razu się stresuje i mam rozwolnienie, bardzo mi to dokucza ostatnio nie wychodzę bez wzięcia tabletki na rozwolnienie. nie wiem sama czego się boje , że metro się zatrzyma a ja nie będę mogła iść do toalety jak mi się nagle zachce.. cała się trzęsę , denerwuje, pocą mi się ręce nie wiem jak sobie z tym poradzić. jak jeżdżę z chłopakiem to on jakos próbuje odwrócić od tego uwagę, gramy w gry na telefonie czy coś, ale jest to straszne bo nie chce być jakaś dziwna, wydaje mi się że pojawiło mi się to w ostatniej pracy jakoś kilkanaście miesięcy temu ponieważ jak szłam do toalety to szef zawsze miał jakieś pretensje że co tak długo itp. ja potem bałam się tam chodzić i musiałam robić to na "raty ". raz jak jechaliśmy na lotnisko to w domu toaleta, potem czekaliśmy na autobus i mi się zachciało to musiałam iść w krzaki bo bym nie wyrobiła.. to jest straszne ! pomocy !
  11. Witam. Mam 27 lat. Od dawna mam problemy z czerwienieniem się. Bardzo się tego wstydze. Ciągle o tym myślę. Wychodząc z domu boje się że spotkam kogoś znajomego i będę czerwona. Zaczerwienienie występuje gdy spotkam niespodziewanie kogoś znajomego, ktoś obcy mi się przygląda, muszę mówić w grupie. Staram się nie wychodzić w miejsca gdzie mogę spotkać kogos znajomego a jak kogoś spotkam to albo udaje że nie widze, albo mówię cześć i uciekam- przy tym odczuwam lęk, czerwienie się i jestem bardzo zdenerwowana. W pracy z obcymi ludźmi jakoś rozmowa mi idzie, gorzej z współpracownikami gdy jesteśmy w kilka osób, zazwyczaj stoje i się nie wypowiadam. W sytuacjach stresowych w pracy bardzo się denerwuje i chce mi się płakać, a później mam bóle w klatce piersiowej. Gdy się zdenerwuje to ciągle o tym myślę , odechciewa mi się wszystkiego, bardzo przeżywam stres z pracy. Co to może być? Czy powinnam udać się do jakiegoś lekarza? Jeżeli tak to do jakiego? A może wcale nie potrzebuje lekarza? Nie wiem jak się z tym uporać, a chciałabym sobie z tym poradzić.
  12. Znacie przypadek gdy ktos bil w rodzinie i po terapii przestał ? W dzieciństwie bylam swiadkiem przemocy fizycznej i psychicznej. Typowy schemat miesiaca miodowego. Na moje nieszczescie krotko po slubie i w sumie rocznym znaniu sie zostalam 3 razy pobita przez meza. Klasyczne sprowokowalas mnie. Nie chce z nim byc. Jestem w ciazy. I wiem ze ciaza laczy nas na zawsze. Zastanawiam sie czy by jej nie przerwać. Bardzo mnie to boli. Od dluzszego czasu spie placze jestem agresywna. Mowi przebacz. Zmienie sie. Ja mu nie wierzę. Nod razu po slubie osaczal mnie odcial od znajomych. Czuje sie przy nim obca boje sie. Opadam juz z sił i nawet nie mam z kim l tym porozomawiac...
  13. Jestem studentką, mam 25 lat i w tym roku kończę studia. Pracuje na pół etatu. Jestem w związku od 7 lat. Mieliśmy raz 3 miesięczna przerwę ale wróciliśmy do siebie. W naszym związku nastał kryzys, po rozmowie dowiedziałam się, że to przez to że przestałam o siebie dbać (Nie uprawiam żadnego sportu, noszę czasami ubrania których nie lubi ) W związku z tym, że mi bardzo zależy "wzięłam się za siebie ", myślałam że się poprawi. Niestety Dalej jest oschły i nie chce mu się starać. Często nie odbiera ode mnie tefonow. Ostatniego wieczora napisał, że idzie pobiegać po czym miał zadzwonić, ale tego nie zrobił. Ja oczywiście napisałam z 5 sms i 10 razy dzwoniłam. Jak się rano dowiedziałam to widział że dzwoniłam ale nie chciał że mną rozmawiać. Przeprosił mnie potem za to i zapewnił, że chce się starać. Myślę że zrobił to jedynie dla tego, że wiedział że miałam egzamin i nie chciał abym o tym ciagle myślała. Widzę, że jest mną znudzony, dobrze wie że, zrobiłabym dla niego wszystko. Ale ja juz jego uczuc nie jestem pewna, mysle ze juz mu sie nie chce i mu nie zależy. Ja oczywiście czekam na szczęśliwe zakończenie i on dobrze wie, że to od niego zależy czy będziemy razem. Dalej jestem w nim zakochana ale ja już mu się znudziłam. Oczywiscie płaczę co jakis czas i nie potragie przestac o tym myslec. Nie wiem czy mogę coś jeszcze zrobić, staram sie jak moge ale efektow niestety nie ma. Boje sie, ze mnie zostawi. Czy to normalne po tylu latach związku? Jak rozwiązać taki kryzys? Czy to w ogole mozliwe aby przetrwac taki kryzys?
  14. Witam Mam poważny problem z nieodpowiedzialnością w codziennym życiu, przez nie potrafię własbego życia kontrolować. Mam 20 lat, od zawsze byłam postrzegana jako oderwana od rzeczywistości. Żyje w świecie pasji i dążenia do sukcesów, ale sprawy codzienne przerastają mnie, i mam problemy tam, gdzie ich się nie powinno mieć. Nie potrafię prowadzić kalendarzyka, np; z godzinami swojej pracy, przez co nie mogę potem zweryfikować czy dostałam wypłatę zgodnie z tym ile przepracowałam. Gdy muszę iść np podbić legitymacje, wypełnić wniosek w systemie czy dowolną inną, prostą ale ważną czynność, jakoś ciągle to odwlekam, zapominam i zawsze wynajduje sobie jakieś pochłaniające zajęcie byleby nie poświęcić 5 min na załatwienie tego, co powinno być załatwione. Z tych drobnych zaniedbań wychodzą duże problemy, a ja potem chodze, prosze i tłumacze że nie wiedziałam, że nie czytałam, nie sprawdzałam i wogóle nie miałam pojęcia. Czasami to przypomina lęk, sama nie rozumiem, jakaś taka blokada czy zaciemnienie. Czuje, jakby mi czegoś brakowało, albo jakbym w całej tej układance była puzlem z innego pudełka puzli. Czuje się głupsza od innych i jestem zmęczona ciągłym przegrywaniem na polu odpowiedzialności. Jak się przełamać, i zadbać o siebie? Prosze o pomoc.
  15. Witam. Od dłuższego czasu zmagam się z pewnym problemem. Mianowicie odczuwam ogromny lęk przed chorobami fizycznymi, szpitalem, osobami chorymi (fizycznie). Jest to bardzo duży lęk. Miewam ataki paniki, uczucie niepewności strachu i jak już wcześniej powiedziałam owego leku. Od niedawna jest gorzej czasem nie mogę spać po nocach bo rozmyslam o chorobach i że je mam. Wmawiam sobie różne choroby regularnie sprawdzam swoje ciało z obawą że dopadła mnie jakaś choroba. Pytam bliskie mnie osoby czy z moim zdrowiem jest na pewno wszystko dobrze. Oni zawsze odpowiadają że wszystko jest bardzo dobrze. Czasem mam tak że chodzę do lekarza żeby zbadał moje ciało np brzuch . Zawsze każda wizyta kończy się pozytywnie. Jednak to mnie nie uspokaja. Proszę o pomoc.
  16. Dzień dobry, mam 23 lata i jestem studentką. Nie jestem w stanie dokładnie określić, kiedy zaczęły się moje problemy. Może było to gimnazjum, gdy zamiast rozmawiać z koleżankami ja porównywałam rozmiar naszych ud (moje zawsze były największe). Może było to liceum, gdy nauczycielka z polskiego stwierdziła, że nadaję się idealnie na czarną owcę klasy. Może był to rok przerwy po nauce, gdy odkryłam, że mój ojciec zdradza moją mamą. A może były to obecne studia, gdzie wszystkie te problemy połączyły się łamiąc mnie kompletnie. Gdy jestem z bliskimi mi osobami czuję się w miarę szczęśliwa, gorzej jest gdy jestem sama. Zaczynają się myśli w głowie: że jestem bezwartościowa, że nikt by za mną nie płakał, że jestem brzydka i dlatego nigdy nie miałam chłopaka, że jestem beztalenciem. Najgorzej jest na uczelni, gdzie nie mam żadnych znajomych. Wychodząc z domu na studia zaczynam się pocić i głęboko oddychać. Czasami pocę się tak mocno, że nawet nie trafiam na zajęcia bo się wstydzę. Gdy wykładowca prosi o podzielenie się na grupy mam ochotę uciec, bo wiem, że będę musiała kogoś poprosić, aby łaskawie się nade mną zlitował. Gdy już jestem z kimś w grupie czuję się osądzana. Wyobrażam sobie co mogą o mnie myśleć, zawsze są to negatywne rzeczy. Nie mogę skupić się na nauce, przez co nie wiem nawet czy uda mi się dokończyć studia. Czy to depresja? Muszę też przyznać, że mam problem z jedzeniem. Odkąd dowiedziałam się o zdradzie taty zaczęłam jeść, wprost wpychać w siebie jedzenie na siłę, dzięki czemu mam teraz stwierdzoną otyłość. Nie wiem jak sobie poradzić z tym wszystkim. Nie chcę już bać się wychodzić do ludzi. Nie chcę już płakać myśląc o moim życiu.
  17. Witam, mam 32 lata i jestem singielka. Raczej należę do optymistow, którzy cieszą się małymi rzeczami, kocham ludzi, kocham zwierzęta, przyrodę. Mój problem zaczął się ok miesiąc temu. Nagle zaczął się taki mega natłok myśli o życiu o śmierci, wkrecalam sobie każda możliwa chorobę, zostawialam ogromne kwoty pieniędzy u lekarzy, ogólne badania ok, jedynie wyszło bardzo niskie tsh ( ft3, ft4,usg tarczycy w normie), dodam że dość mocno zaczęłam się odchudzać, i bardzo dużo ćwiczyć. Od października do w sumie lutego tego roku przeżywałam bardzo duży stres, moja ukochana ciocia ( siostra mojej mamy) miała zawal serca, walczyła o życie tydzień, niestety przegrała. W tym samym tygodniu do tego moja mama uległa wypadkowi, w sumie dzięki któremu wyszło że ma w głowie tętniaka, na tętniaka miała zabieg w styczniu.... Udany. Wszystko się ułożyło, w kwietniu można powiedzieć że cały ten stres ze mnie zszedł, nawet śmiałam się do mojego przyjaciela że jestem naprawdę szczęśliwa i nagle boom, armagedon w głowie, lęki, praktycznie zero koncentracji, przemyślenia nad sensem istnienia człowieka, czasem wydaje mi się wszystko takie nierealne, ale są to pojedyncze chwilę w ciągu dnia. Staram się zajmować sobie czas, staram się więcej spotykać z przyjaciółmi. Wole nie mieć dnia wolnego tylko iść do pracy. Dobija mnie też to że jestem sama, mama troche ciśnie, że kiedy mąż, kiedy wnuki, mam za sobą kilka nieudanych związków, czuję że niemam celu w życiu, że jest nudne. Pytanie brzmi.... Czy dopadła mnie depresja czy nerwica? Czy powinnam to wyregulowac lekami od psychiatry czy czekać aż samo jakoś się wszystko ułoży i przejdzie. Dodam że podobny stan miałam 10 lat temu po mamy zawale, ale wtedy dość szybko mi to minęło. I czy moje zdrowie psychiczne może działać na tsh czy niskie tsh właśnie działa tak na moje zdrowie psychiczne?
  18. Witam, jestem 21 letnim studentem, od kiedy pamiętam mam depresję (mój stan regularnie się pogarsza, do tego pojawiła się fobia społeczna) jeszcze do niedawna potrafiłem sobie z tym jakoś radzić, ale niestety - jest coraz gorzej. Rzadko kiedy coś mi sprawia radość, tracę pewność siebie, mam niską (bardzo) samoocenę, codzienne czynności sprawiają mi trudności do tego stopnia że potrafię się kilka godzin przygotowywać do prostych rzeczy. Czuję się tak, jakbym był całkiem sam. Myśli samobójczych obecnie nie mam, ale okresowo się u mnie pojawiają mimo, że wiem że nic sobie nie zrobię. Mam garstkę znajomych, chociaż powoli stają się dla mnie obojętni. Zawieranie nowych znajomości samemu jest dla mnie niemożliwe. Myślałem nad psychoterapeutą, psychiatrą oraz samodzielnym leczeniu się benzodiazepinami lub ssr, ale na nic się nie potrafię zdecydować, mimo że wiem że jeśli niczego nie zrobię to będzie tylko gorzej.
  19. Witam! Na początku chciałbym opisać jak to się mniej więcej zaczęło.. Ostatnio przez moje zaniedbania miałem spory stres, wówczas wtedy miewałem mieszające się uczucia pesymizmu, przeplatane z lękiem i agresją. Zaczynało być coraz lepiej w momencie, gdy wychodziłem na prostą, a w ramach ciężkiej pracy zdecydowałem się na kupno zielonego suszu. Wszystko było dobrze, do pewnego momentu, gdy spaliłem tego o ciut za dużo. Po tym incydencie moja osoba przeżywała lęk na długo. Raz lub dwa razy dziennie moje ego momentami się rozsypuje i sam nie wiem co sądzić o tym świecie lub nad pewnymi sprawami. Widzę jakby wiele stron (argumentów, tez itp.), ale nie umiem do któregoś z tych się odnieść, czując przy tym smutek, apatię. Spekuluję też nad tym, że pogoda może mieć na to wpływ - im bardziej cieplej tym bardziej czuję senność, a co za tym idzie takowa "dysfunkcja". Objawy redukują się w okresie wieczornym. Nie wiem czy to w sumie jest od zmęczenia, lecz czuję, że przydałoby mi się trochę snu. Poprawę zauważam, gdy gram lub gadam z kimś, tak jakby zapominam o tym, a humor się podwyższa. Dodam również, że przestałem brać SSRI, a biorę je maluteńki kawałek tabletki (chcę je odrzucić) - w momencie gdy czuje syndromy zespołu odstawiennego. Jednym słowem: Senność, stany depresyjne, stany lękowe, brak konkretnego myślenia. Zapomniałbym, napisać że straciłem zdolność do odczuwania innych emocji niż neutralność i smutek. Chce po prostu wiedzieć co mi jest, nie oczekuję żadnych rad. Zapraszam do dyskusji i spekulacji. Pozdrawiam!
  20. Mam 19 lat i miałam jednego chłopaka. Był on moim pierwszym partnerem. Dobieranie sie do mnie zaczął dość szybko. Nie protestowałam. Na współżycie wolałam zaczekać. Początkowo działało asertywne nie. Później działał mój płacz (gdy próbował czegoś więcej). Doszliśmy do etapu gdzie byłam zmuszana, trzymał mi ręce, nogi, podduszał, ciągnął za włosy byleby osiągnąć cel. Nie reagował na to, że sprawia mi ból i nie chce współżyć. Sytuacja powtarzala się przy każdym spotkaniu przez około 4 miesiące. Na koniec zwiazku zrzucil mnie ze schodów. Dodam że mam ojca alkoholika który tez stosowal wobec mnie przemoc psychiczna i fizyczną. Teraz mam nowego partnera. Jestesmy razem 7 miesięcy. Na początku próbowaliśmy wspolzyc lecz nie udało się. Od dłuższego czasu nie mam ochoty na żadna bliskość nawet przytulanie. Domyslam sie ze problemem jest moja przeszłość, ktorej nie potrafie zaakceptować. Moj partner wie o wszystkim. Nie potrafi zrozumieć tego ze nie mam ochoty na nic przez tak dlugi czas. Nie wiem czy to ważne ale od roku zazywam tabletki antykoncepcyjne lecz nie uwazam ze maja ogromny wplyw na moje libido bo na poczatku zwiazku to ja inicjowalam kazda probe zblizenia. Czy mam szanse na rozwiazanie mojego problemu bez terapeuty? Czy da sie to jakos przełamać?
  21. Wielu ludzi ucieka przed bólem emocjonalnym i przez to uzależnia się od tego, co na chwilę uśmierza to cierpienie lub je zagłusza. Uciekają w poszukiwanie aprobaty, kolekcjonowanie dowodów uznania, uwielbienia, uwagi. Uciekają w coraz to kolejne objęcia romantycznego lub seksualnego partnera, niejako uzależniając się od miłości, seksu albo zauroczeń. Uciekają w złudzenia, konstelacje iluzji, zaprzeczanie rzeczywistości i racjonalizacje żeby poczuć się lepszymi, niż są w istocie. Uciekają w używki, by choć na moment przestać być cierpiącą wersją siebie. Uciekają w jedzenie, by doznać namiastki fizycznego, ciepłego kontaktu jak wówczas, kiedy bezwarunkową miłość gwarantowało bycie w łonie mamy odżywiającej ciało swego dziecka. Czasem kobiety uciekają w przesadne głodówki, by pokarać swoją kobiecość za podobieństwo do zimnej, toksycznej matki lub odpokutować winę za rzekomo sprowokowane nadużycia ojca. Panowie uciekają w gonitwę za idealnymi kształtami kobiecych ciał, by nakarmić nienasycenie męstwa zdobywając najpiękniejsze z pań. Bez tego wszystkiego trudno niektórym poczuć, że warto żyć. Tymczasem sposobem na to, aby uporać się z bólem emocjonalnym, jest zmierzenie się z nim. Zaspokojenie potrzeb, które naprawdę się za nim kryją, ale również w pewnej mierze zaakceptowanie go jako przyrodzonej części człowieczeństwa. Dążenie do całkowitego stłumienia jego doświadczania to prosta droga do uzależnień i pogarszających sprawę przymusów. Fragment z nowej książki. Pewnie trochę za poważnej... Zobacz ten wpis na Facebook.
  22. Czy to pech, czy tak właśnie wygląda prawdziwe życie dorosłego człowieka? Witajcie. Pisze z takim pytaniem, a także z Waszymi odczuciami. Co o tym wszystkim mam myśleć? Czy to pech ? Mam 25 lat. Zacznę od tego, że od zawsze uważałem, że miałam w życiu delikatniej ciężej od pozostałych ludzi. Nie chodzi tu o biedę, ale samo życie. - Akurat mnie nauczycielka nie lubiła w klasie i nie chciała mnie dopuścić do kolejnej klasy, albo dawała mi uwagi za coś czego nie zrobiłam, -akurat mnie nie chcieli wywołać do konkursów, mimo że byłam świetnie przygotowana, -jestem dość dobrym, myślę fotografem, a jakoś dalej nic mi nie wychodzi, aby iść do przodu, -akurat mnie się coś psuje w dłoniach, rozpada. No i teraz praca. Dokoła mnie wszystkie znajome, znajomi mają dobrze prosperujące firmy ( miałam firmę dwa lata, zawiesiłam, bo sprzedaż drastycznie mi spadła), stałe dobrze płatne prace, też czasem narzekają, ale nie mają chyba takiej patologii jak ja. W wieku 18 lat wyprowadziłam się z rodzinnego domu (problemy z alkoholem, akceptacją, częste bardzo mocne kłótnie) ...za miłością mojego życia aż 600 km do stolicy Polski, Warszawa. Zaczęłam tam pracować jako pracownik budowlany - sprzątaczka. Na czarno dwa lata. Płaca jak na tamte lata była bardzo dobra. Niestety ma czarno. Chciałam coś zmienić w swoim życiu, zostać fotografem. Zaczęłam roznosić CV wraz z portfolio - nic. Pisałam do przeróżnych klubów nocnych z ofertą czy nie mogłabym być ich fotografem, chociaż na zlecenia. Zazwyczaj kończyło się to tak że nie chcieli zapłacić za zdjęcia, albo nie odzywali się po ich zrobieniu nawet ich nie widząc na oczy. Zaczęłam szukać bardziej legalnej pracy. Znalazłam pracę w popularnej sieciówce odzieżowej, ale niestety na 3 miesiące i pół etatu. Wróciłam do sprzątania. Trzy lata spędzone w stolicy postanowiłam sprowadzić swoją połówkę do rodzinnego miasta. Mieszkanie na szczęście jest rodziców (ojciec ma dobrze prosperują firmę. Sprzedaż internetowa - to co ja zawsze chciałam robić). Po przeprowadzeniu się do rodzinnego miasta trzeba było tam szukać pracy. Wysłałam łącznie ze 200 CV. Jedna firma się odezwała. Najniższa krajowa, ledwo koniec z końcem. Do tego praca nie była w żaden sposób interesującą. Oklejania alkotestów, praca przy chemii itp. mini produkcja. Postanowiłam wyjechać do Holandii za pracą wraz z ukochanym. Lęk, panika przed nieznanym. Dostałam pracę wraz z partnerem. Pracowaliśmy przy kwiatach. Wszystko pięknie, ładnie, ale po trzech dniach postanowili mnie oddelegować do Polski. Rzekomo nie pracowałam, obijałam się (co później okazało się że kobieta przełożona, po prostu za mną nie przepadała i postanowiła nakłamać mojej szefowej). Juz miałam wracać do Polski, ale zadzwoniła ta szefowa i poinformowała mnie że ma dla mnie pracę. Wszystkie dziewczyny były w jednej firmie do samego końca, a ja obleciałam praktycznie wszystkie jakie były dostępne w małej Holenderskiej miejscowość. Byłam skoczkiem. Raz tu raz tam. Normalne. To ja. Po powrocie do Polski postanowiłam otworzyć firmę. (jak wspominałam wcześniej, miałam firmę - robiłam co mój ojciec. To było zawsze moim marzeniem) Zastrzyk gotówki. Otworzyłam. Nie miałam praktycznie o niczym pojęcia. Poradziłam sobie na dwa lata. Bardzo dobrze mi szło przez rok. Już myślałam, że znalazłam swoje miejsce na ziemi. Myliłam się. Rozstałam się z partnerem - gnębił mnie psychicznie. Nabawiłam się większym napadów paniki, leków. Na koncie miałam praktycznie 0 zł. Rachunki, kredyt. Postanowiłam szukać pracy - znowu. Jakieś dorywcze prace, chwilowe. Nawet dawałam sobie radę. Przez okres pół roku miałam 4 prace w różnych firmach. Chciałam coś stałego. Jest! Nareszcie znalazłam. Zostałam pakowaczem na produkcji. Owszem. Pakowacz kobieta zalewie 158 wzrostu przy wadze 45 kilogramów. Pakowałam napędy silnikowe. Po 300 km na sównice do kartonu i zapier* niesamowity. Kasa super, ale schudłam z 6 kg. Dwie zmiany. Rano 4:30 pobudka. Ledwo żyłam po pracy. Zasypiałam na stojąco. Normę trzeba było robić 100 % to tak 90 napędów do spakowana. Szukałam pracy lżejszej. Znowu. Coś podobnego do tematyki mojej byłej firmy. Obsługa klienta itp. Wysłałam CV na montera mebli. Okazało się że potrzebują doradcy klienta do sprzedaży internetowej. No kamień z serca! Czy nareszcie znalazłam swoje miejsce!? W poprzedniej firmie jako pakowacz wytrzymałam pół roku (rekord). Jako doradca miałam zarabiać 2500 netto 300 zł mniej jak w poprzedniej pracy, ale bez sobót i koniecznej premii. Szef obiecał z ręką na sercu. Bynajmniej coś mi tam ciągle śmierdziało. Pominąwszy fakt, że znajduje się tam obok obora. Podpisanie umowy. Okazało się że nie dostanę pełnej umowy. Hahah. Fajnie. Zaczęłam pracę. Dziewczyna z biura której miałam pomagać nie przyszła do pracy ze względu na chorobie. Chorobą nie wybiera. Zostałam rzucona na głęboka wodę. Przyszła po 3 dniach. Ludzie wyzywali przez telefon, że jestem oszusta. Nie miałam pojęcia o co chodzi. Heh. Okazało się że mają miesięczne opóźnienia z realizacją zamówień. Kłamstwa na dzień dobry. Rozmowy z klientami, odpisywanie na e-maile, wprowadzenie zamówień telefonicznych, e-mailowych i popularnej przeglądarki sprzedażowej, a także wystawianie aukcji na innych platformach. Zbyt pięknie myślałam. Pracuje tam miesiąc. W sumie pracy jest tam na 2 godziny a reszta to obieranie pojedynczych telefonów i kłamanie że zamówienie jest gotowe albo jak nie są idealne ich produkty. Niby proste ale nie do końca. Mam żyłkę handlowca. Nie byłam tam zbyt dobrze przyjęta. Ciągle czuję ich dziwny wzrok na sobie. No tak. Po dwóch tygodniach pracy dowiedziałam się że jestem u nich na chwilę do pomocy żeby wyjść z opóźnień. Pomyślałam sobie, że jakby mogło być inaczej ☺️😊. Praca, praca. Ogólnie oni mają stosunek że wolą pisać do siebie jak mówić mimo że dzieli ich 2 metry po schodach. Koleżanka z biura zabawia mężczyzn. Lubi to widać. Ma męża i dziecko, jedyne co robi to gada przez telefon z kierowcą, a raczej z nim flirtuje. Zamawia kosmetyki podczas godzin pracy, wystawia swoje prywatne aukcje, ciachy kupuje. Temat rzeka z nią. Ciągle jest tak bardzo zapracowana, że nie ma czasu na nic. Przy szefie tylko. Jeżeli szefa nie ma to ucieka na produkcję, bądź lata do tego z góry i siedzi z nim zazwyczaj około 2 godzin nim przyjedzie szefostwo. Ja w tym czasie robię swoje obowiązki. Niestety. Ostatnio kolega oddalony ode mnie dwa metry postanowił napisać do mnie wiadomość. Coś w deseń GG. Wiadomość tyczyła się tego, że nic nie robię, że rozmawiam ciągle przez swój prywatny telefon, że wychodzę palić co 10 minut (wychodzę raz na godzinę na 5 minut), że ogólnie po prostu jestem niczym tamta zapracowana królowa. Po wiadomościach postanowiłam przejść się te dwa metry i zapytać wprost czemu nie przyszedł mi tego oznajmić prosto w oczy. No mało się chłopak nie rozpłakał i odparł że wolał napisać. Nie mam nic na swoją obronę. Nic Są tak ograniczeni do siebie że nie przyjmują nikogo nowego. Dają wypowiedzenie do kopert z pieniądz zamiast powiedzieć wprost. Koleżanka z biura wszystkie moje zasługi sobie przypisuje, zamówienia zmienia na swoje nazwisko. Po co ja im tam byłam potrzebna? Ogólnie rzecz biorąc załamuje się już tymi pracami, tym wszystkim i swoim życiem. Czy ze mną jest coś nie tak czy jak!?🤔
  23. Jestem 20letnią studentką. Oprócz wielu problemów, z którymi się zmagam mam pewnie "fobie". Panicznie boję się jeść publicznie, chociażby na podwórku. Mam tak od gimnazjum, czyli od jakiś 7 lat. Potrafię nie jeść 3 dni jak jestem na wyjeździe z uczelni, bo nie chce jeść przy ludziach. Nie mam absolutnie pojęcia jak się uporać. Próby jedzenia publicznie teoretycznie mi wychodzą, jedynie gdy jest przy mnie ktoś bardzo bliski (mama lub chłopak), co nie zmienia faktu, że ciągle się rozglądam i czuję okropny wstyd. Jak sobie z tym poradzić? Druga sprawa to od jakiegoś roku czuje okropny wstręt do wielu rzeczy przez brud i wyobrażenie ilości bakterii na tym. Zmieniam codziennie piżame, myje co chwilę ręce. Zaczęłam się brzydzi moim mieszkaniem, kurzem, pościelą, jak się kąpię to i tak mam wrażenie, że jestem brudna. Ostatnio mi się to nasililo i zaczęłam się brzydzić innych ludzi. Czy ktoś wie jak z tym walczyć? Sama sobie nie radzę.
  24. Witam, jestem 20letnią studentką (heh) psychologii. Odkąd zmarł mój ojciec, tzn odkąd miałam 9 lat ciągną się za mną problemy. Pomimo iż mam bardzo duże wyparcie przez 3 lata (jak tata chorował i kilka lat po tym jak umarł), moja mama mówiła mi, że chodziłam na terapie bo się samo okaleczałam. Od wtedy tak sobie radze z problemami. Miałam kilka lat przerwy od tego. W 2 klasie liceum miałam nieudaną próbę samobójczą, a właściwie miałam już to zrobić, a moja mama mnie powstrzymała tuż przed. Całe życie miałam wrażenie, że wszędzie jestem 5 kołem u wozu. Nie miałam bliskich przyjaciół, moi byli traktowali mnie jak przedmiot, mam wrażenie, ze nikt mnie nie szanuje poza moim obecnym chłopakiem. Nigdy nie nawiązałam bliskich relacji z rodziną. Dziś mam chłopaka, z którym mieszkam. Jestem non stop o niego zazdrosna, ciągle chodze zła. Jestem totalnie bez sił, nie mam żadneych zainteresowań oprócz spania, jestem na wymarzonych studiach a aktualnie mam gdzieś czy zdam pierwszy rok. Dodatkowo ostatnimi czasy nie chce wychodzić sama z domu. Wychodze tylko z psem na spacer albo jak pójdzie mój chłopak. Boje się wszelkich sytuacji społecznych. Ostatnio wszystko to sie skumulowało i miałam kolejną nieudaną próbę samobójczą (mój chłopak mnie uratował). Wszystko odreagowuje w alkoholu, płaczu i objadaniu się na zmianę z głodówkami. Nie stać mnie na psychologa, a już ani ja ani mój chłopak nie wiemy jak sobie z tym radzić. Terminy na nfz na nastepny rok a do tego czasu boje się, że znowu się będę próbowała zabić. Czy to depresja? Co mam robić?
  25. Jak w tytule ....nie wiem zupełnie jak radzić sobie z bliska mi osoba,która choruje na zaburzenia lękowe,ale od początku.... Mam 32 lata mój mąż również,choruje on na zaburzenia lękowe.Nasze życie to piekło ...staram się mu pomagać,ale mam wrażenie,że wszystko co robię denerwuje go . Mój mąż ma do mnie pretensje o wszystko...przede wszystkim,że pracuje,że sam zostaje w domu...ale kto ma utrzymywać dom jak on nie pracuje?... Staralismy się o dziecko,ale niestety parametry nasienia mojego męża wyszły bardzo źle i to go dobiło,od tamtej pory czyli od roku przestaliśmy się starać a mąż zrezygnował z posiadania dziecka.Mam wrażenie,że ja też stałam mu się obojętna,na moje prośby o rozmowę reaguje agresja,a pytania czy kiedykolwiek wrócimy do starań o dziecko skwitował raz "jeśli chcesz mieć dziecko wyjdź na ulicę i niech ktoś Ci je zrobi " powiedział to kompletnie bez emocji ,nie w nerwach mam wrażenie,że tak naprawdę myśli...Obecnie mąż przeprowadził się do swojej matki ponieważ boi się być sam w mieszkaniu ja niestety nie zapewnie mu całodobowej opieki bo pracuje po prostu. Pakując się powiedział,że bardzo mnie kocha i modli się żeby wrócić w dobrym stanie żeby być ze mną. Nie wiem już co mam myśleć raz mówi jedno raz drugie...ostatnio powiedział,że czuje że byłby złym ojcem bo nie radzi sobie sam że sobą nawet...poza tym mówił również,że on czuje,że nie jest w stanie żyć normalnie,że normalne życie nie jest dla niego. Jak pracował to codziennie przed wyjściem z domu czuł się źle ,robiło mi się stabo ,niedobrze...w końcu skończyło się tym,że zmieniał pracę w ciągu dwóch lat 4razy aż w końcu przestań pracować bo psychicznie nie dawał rady... Obecnie mieszka u matki , czeka na wizytę u neurologa(ponieważ cały czas wmawia sobie,że mu coś poważnego dolega i szuka przyczyny u kolejnego doktora) plus chcę zmienić psychiatrę bo nie dogaduje się z obecną . Na psychoterapię nie chcę iść ponieważ uważa,że mu to nic nie da. Całymi dniami gra na telefonie i tablecie w grę online.wydaje na nią pieniądze i nie widzi w tym nic złego a ja widzę,że on ucieka w wirtualny świat bo nie radzi sobie w rzeczywistym. Jestem kompletnie w kropce.Nie wiem co zrobić .Czy jest jakaś szansa ,że mój mąż z tego wyjdzie?Czy ta jego obojętność i taki stosunek do mnie może być spowodowany choroba czy raczej nie powinnam idę łudzić i mąż naprawdę mnie już nie kocha? Czym mam starać się rozmawiać z nim o dziecku czy narazie odpuścić temat do momentu aż zacznie leczenie u nowej psychiatry ? Nie wiem co mam robić ..jak się zachowywać ....proszę o pomoc ...

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.