Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'lęk'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 507 wyników

  1. Witajcie, Otóż trapi mnie ciągle jeden problem. Mam 25lat, a temat seksu jest dla mnie krępujący. Nie wiem czemu tak jest, ale może dlatego, że nigdy nie był poruszany. Nie wiem jak to ugryźć. Nie uważam się też za nieatrakcyjnego czy ogólnie wygląd miał by być problemem. Spotykam się z różnymi dziewczynami, ale nie umiem po prostu przejść do rzeczy. Być może też to trochę strach przed odrzuceniem, że pójdzie źle itp. ale problem w tym, że nawet w sytuacji sam na sam raczej czekam na ruch z drugiej strony niż przejąć inicjatywę. Co robić by nie mieć tak mocnych hamulców?
  2. Witam, Mam od dłuższego czasu problem z zaakceptowaniem przeszłości mojej obecnej kobiety. Jesteśmy ze sobą 2,5roku, obie jesteśmy bardzo szczęśliwe i nie mogę tak naprawdę powiedzieć niczego złego o swojej kobiecie, jest dla mnie wyjątkowa i czuje ze z nią chce być do końca swojego życia. Rok temu się zaręczylysmy, jestem jej pewna. Moja kobieta była od samego początku ze mną szczera i wiedziałam o tym ze miała kiedyś swój związek z chłopakiem z tego co wiem to trwał niecały rok. Zrezygnowała z niego bo czuła ze to nie jest to i spotykała się z dziewczynami. Nie mam problemu z tym ze była kiedyś w związku z dziewczyna nie wytykam jej tego, ale już większy problem jest z tym ze była z nim. Nie potrafię tego znieść, myśle ciagle o tym jak to wszystko wyglądało( zbliżenia intymne)... Katuje się tym już ok roku, myśli się nasilają i są co raz gorsze, co raz bardziej wybujale aż do skrajności, przez to nie mam pociagu seksualnego, nie ma miedzy nami żadnego dotyku ani nawet zwyklego przytulania. Nie chce jej ranić ani jej tego wypominać bo nie mam wpływu na jej przeszłość, ona o tym nie wspomina i nie chce tego pamiętać a ja mimo to ciagle do tego wracam. Czytałam już o tym i wiem ze tu chodzi o „zazdrośćwsteczna”, jesteśmy teraz obie za granica, nie mam tez możliwości żeby pójść o pomoc do jakiegoś psychologa. Wracamy za pol roku, stoję w miejscu bo nie wiem co z tym zrobić, ona to wszystko wytrzymuje i trwa cały czas przy mnie, nie chce z tego rezygnować chce dać mi szanse na przejście tego. Przez cała sytuacje mam wrażenie ze dostałam nerwicy lekowej, pojawiły się u mnie lęki już rok temu, były na tyle silne ze nie potrafiłam normalnie funkcjonować. Teraz czuje ze to wraca na nowo z podwojona siła, jestem niewydolna w pracy, nie przesypiam dobrze nocy, kiedy jestem już na dobrej drodze i odpycham od siebie jej przeszłość, to wystarczy ze usłyszę coś co mi się z tym kojarzy albo przypadkowo zobaczę scenę łóżkowa w telewizji i od razu dostaje lęku. Nie wiem jak mogę sama sobie z tym poradzić, bardzo chciałabym żeby to wszystko już było za mną i mi minęło. Z góry dziękuje za pomoc
  3. Chciałbym wam dzisiaj powiedzieć o tym, że istnieją zalecenia, dotyczące tego jaki, rodzaj i metoda terapii, najskuteczniej pomoże nam w dolegliwościach, które nas dotyczą. Z artykułu dowiecie się o tym, gdzie takie zalecenia znaleźć? A także o tym, kto je stworzył? Są różne rodzaje zaburzeń psychicznych. Dla przykładu, najczęstsze w Polsce to: Nadużywanie alkoholu – 3.065.400. Zaburzenia nerwicowe – 2.470.300 (w tym: Fobie specyficzne, Fobie społeczne, PTSD, uogólnione zaburzenia lękowe, Neurastenia, Agorafobia, Napady paniki). Zaburzenia nastroju (afektywne) – 904.300 (Depresja, Dystymia, Mania). (Na podstawie Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 8 lutego 2017 r. w sprawie Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego na lata 2017–2022) Mamy do dyspozycji różne leki, oraz różne rodzaje (modalności) psychoterapii. Do najbardziej znanych należą psychoterapia Poznawczo-Behawioralna (zwana też CBT), psychoterapia psychodynamiczna, integralna, systemowa, oraz Gestalt. Natomiast w obrębie tych poszczególnych modalności, mamy jeszcze różne metody i techniki pracy. Można sobie zadawać pytania. Czy wszystkie metody są jednakowo skuteczne? Czy są metody zalecane do pracy z tym zanurzeniem, które w danym momencie życia mnie dotyczy? Na szczęście istnieją już odpowiedzi na te pytania. Badano skuteczność różnych metod psychoterapeutycznych w odniesieniu do różnych zaburzeń. Doprowadziło to do powstania listy metod z wyboru. Czyli interwencji psychologicznych rekomendowanych dla poszczególnych zaburzeń. Taką listę opracował Brytyjski NICE. Czyli National Institute for Health and Care Excellence. NICE jest brytyjską instytucją, której rolą jest poprawianie wyników leczenia osób korzystających z brytyjskiej służby zdrowia i innych służb zdrowia. NICE robi to poprzez między innymi: opracowywanie opartych na dowodach wskazówek i porad dla pracowników służby zdrowia. Zalecenia kliniczne NICE zawierają wskazówki dotyczące leczenia zaburzeń. Wskazówki tworzone są w oparciu o dostępne dane dotyczące skuteczności. Każde z „zaleceń” to kilkudziesięciu lub kilkusetstronicowy dokument wydawany w pełnej wersji przez „British Psychological Society and The Royal College of Psychiatrists”. Tam znajdują się informacje na temat diagnozy, leczenia danego zaburzenia wraz z procedurą analizy danych dotyczących skuteczności i wytycznymi do dalszych badań. Także gdyby ktoś z Was chciał bardziej zgłębić dane na podstawie których NICE tworzy swoje zalecenia, to informacji należy szukać we wspomnianym właśnie „British Psychological Society and The Royal College of Psychiatrists”. Wracając do wytycznych NICE – dotyczą one zarówno leczenia farmakologicznego jak i psychoterapii oraz innych interwencji. W zależności od danych naukowych, wskazana jest także kolejność wyboru poszczególnych interwencji. Wytyczne znajdziecie w linku: https://www.nice.org.uk/guidance/conditions-and-diseases/mental-health-and-behavioural-conditions Można powiedzieć: Ok, wiem jak znaleźć metodę terapii zalecaną do mojego zaburzenia. Pozostaje pytanie, skąd mam wiedzieć na jakie zaburzenie cierpię? Skąd wiedzieć jakie mam rozpoznanie? Tutaj pomocna może okazać się konsultacja z lekarzem psychiatrą i poproszenie go o postawienie rozpoznania. Następnie posiadając rozpoznanie – mogę wyszukać psychoterapeutę, który umie pracować metodą rekomendowaną dla mojego zaburzenia. Mam nadzieję, że ten artykuł będzie dla Was pomocny i pomoże Wam zapewnić sobie i swoim bliskim psychoterapię najbardziej właściwą dla zaburzenia, które jest waszym lub ich udziałem.
  4. Witam Mam 21 lat. Jestem studentem studiów zaocznych a zarazem pracuje - jednoosobowa działalność dla innej firmy. Moim problem jest miłość do osoby, którą pokochałem a nie mogę z być z powodu rodziny partnerki. Poznaliśmy się 3 lata wcześniej. Nigdy wcześniej nie zwracała na mnie uwagi. Jednak kiedyś własną nieśmiałość przemogłem i napisałem do niej. Ona była już po kilku nieudanych związkach. Jedni traktowali ją jak zabawkę inni jak ,,przejściowa miłość". Natomiast ja byłem w jednym wcześniej związku i pragnąłem kogoś obdarzyć swoim uczuciem. Jednak była to ostania klasa liceum a my poznaliśmy się we wakacje. Do tego również byłem nie traktowany poważnie jako kandydat na chłopaka. Szybko minęły wakacje a po wakacjach przyszedł czas na studia. Ja nie mogłem wyjechać z powodu sytuacji finansowej w mojej rodzinie - jednak zacząłem pracę oraz studia zaoczne w mieście mojej ukochanej. Gdy wyjeżdżała na studia byliśmy już związkiem. W czasie kilku początkowych miesięcy nie spotykaliśmy się często gdyż jest to miasto oddalone daleko od naszego miejsca zamieszkania. Jednak dzwoniliśmy i pisaliśmy do siebie a gdy przyjeżdżała jeździliśmy gdzie się tylko da i miło spędzaliśmy czas. Jednak na weselu na które razem poszliśmy zaczęła się zazdrość o kogoś na kogo nawet nie zwracałem uwagi. Gdy wracaliśmy do domu już ze sobą nie rozmawialiśmy. W niedługim czasie odwiedziłem ją. Wynajmowała pokój w mieszkaniu gdzie wokół były same ,,rywalki" jak to określała. Szczególnie zazdrosna była o jedną z nich. W niedługim czasie jednak miałem według jej słów przeprowadzić się na stałe obok niej. Chociaż nie miałem środków do życia ani gdzie pracować- jednak uległem i pojechałem - przez co moja rodzina mnie znienawidziła. Przez dwa kolejne miesiące zazdrość urosła do tego stopnia że miałem wychodzić z wspólnej kuchni i nie patrzeć na daną osobę. Przez to zaczęły się bardzo duże kłótnie. Zapewniałem i próbowałem przekonać do siebie moją dziewczynę ze ją prawdziwie kocham. To jednak nie wystarczało i wielokrotnie musiałem coś ,,udowodnić". Przez wybuchowy temperament partnerki kłótnie były bardzo głośne a z czasem również przepychanki się zaczęły. Z biegiem czasu ja również zacząłem coraz bardziej być zazdrosny - gdyż dziewczyna często jak sama mi wyznała robiła to specjalnie abym poczuł się tak samo jak ona. Zacząłem się bać o miłość. Bez wsparcia mojej rodziny, z pensją ledwo wystarczającą na przeżycie gdzie często już nie miałem za co kupić pomogła mi zawsze. Nigdy się ode mnie nie odwróciła. Jednak ja sam zacząłem coraz bardziej się bać. Moja dziewczyna wykazywała zainstalowanie obiema płciami. Często to było specjalne abym nie czuł się za pewnie a czasem po porostu z ochoty. Przez to również zacząłem się bać nie tylko o konkurencję męską ale i żeńską. Moje strachy wychodziły z dzieciństwa kiedy musiałem przyjmować leki na astmę przez co też mój metabolizm zmienił się - mimo nie jedzenia i tak tyłem. Jednak zawsze próbowałem nie być otyły. Po 3 miesiącach mieszkania w tym samym mieście już przyszła choroba przewlekła - zapalenie pęcherza z którego jednak do tej pory mimo ponad 2 lat moja kobieta się nie wyleczyła. Próbowałem pomóc, wyręczałem chodząc to po leki czy zakupy czy inne zachcianki. Czułem się w obowiązku pomocy tej osobie. Z czasem jednak zaczęła inna rzecz wychodzić - brak jakiejkolwiek ochoty na całowanie mnie czy czułości. Na początku związku było to tak płomienne że nawet nie wiedziałem że tak może być. Ale po ponad pół roku dziewczyna zaczęła unikać moich pocałunków. Dodatkowo stres związany ze studiami bardzo dużo wniósł negatywnych skutków i emocji. Oboje zaczęliśmy przelewać problemy z pracy czy ze studiów czy życia czy choroby na siebie. U mnie dawna choroba związana z bólem kolan odnowiła się przez co wielokrotnie w czasie spaceru czy wyjścia do galerii mówiłem I wręcz stękałem z bólu. We wakacje pracowałem bardzo ciężko fizycznie na budowie a potem wyjechałem na prawie 3 miesiące do Niemiec aby mieć lepszy start. W tym czasie byłem tylko raz u mojej dziewczyny gdyż odległość nie pozwalała na dłuższy okres spędzenia czasu ze sobą. Kiedy nadszedł październik wynajelismy pokoje obok siebie w tym samym bloku w którym wcześniej była jednak na innym piętrze przez co nie spotykaliśmy osób o które była zazdrosna na pierwszym roku. Moje problemy czy jej związane z ciągłym bólem odsuwały nas w kwestii bliskości. Jej ochota po przyjeździe całkowicie zeszła do zera - powodem jak się okazało niedawno były prawdopodobnie policystyczne jajniki. Na 2 roku w lutym znaleźliśmy okazję do wynajęcia własnego mieszkania tylko dla nas dwoje. Dzięki pomocy jej rodziców - również w stosunku co do mnie mogliśmy razem zamieszkać. Pragnę wspomnieć że jej rodzice pomogli mi czy to w transporcie moich rzeczy na pierwszy rok czy w kwestii pożyczenia pieniędzy. Na drugim roku dzięki staraniom jej mamy jej szwagier załatwił mi pracę w dużej firmie. Zapożyczyłem się u jej taty na kupno samochodu który dług miałem spłacić kiedy będę już ustatkowany. Zacząłem pracę i zacząłem dostawać pensję o której mogłem pomarzyć wcześniej. Gdy się już przeprowadziliśmy do mieszkania zaczęły się kłopoty. Zacząłem coraz bardziej być zazdrosny (Szczególnie o kolegę z grupy o którego chciała wręcz bym był zazdrosny już w pierwszym roku), zacząłem przynosić problemy z pracy do domu, wielokrotnie miałem jej za coś złe jednak próbowałem nie wybuchnąć tak jak ona. Zacząłem jej taktykę, którą kiedyś stosowała. Po miesiącu takiego wzajemnego niezrozumienia w czasie kłótni kilka razy dała mi w twarz. Wreszcie nie wytrzymałem i również uderzyłem ją w twarz - jeden raz. Po tym zajściu rodzice kazali jej się wyprowadzić i wynająć inne mieszkanie co też zrobiła. Straciłem zaufanie jej rodziców. Jednak wiedziałem o zdradzie jakiej dopuścił się ojciec. Mimo tak wielu zalet i wychwalania go wiedziałem co zrobił gdyż to na samym początku zostało mi powiedziane. Przez to moja dziewczyna jak i przez to jak ją traktowali wcześniejsi partnerzy - nie ufała mi. Po wyprowadzce jednak po kilku dniach porozmawiałem z mamą i wyjaśniłem wiele rzeczy. Pragnę jeszcze dorzucić to że w rodzinie jej zawsze byłem oceniany na głos ze jestem niewystarczająco wysoki ( chociaż mam kilka centymetrów więcej) a dodatkowo jak mama rozmawiała z moją dziewczyną to powiedziała słowa zeby tak samo jak ona nie robiła i nie brała faceta z biednej rodziny bo sama wiązała przez to koniec z końcem ale dzięki wieloletniej pracy mają bardzo dobre warunki. Te słowa mi zostały przekazane przez dziewczynę nie bezpośrednio od mamy. Po ponad tygodni zaczęliśmy znowu wspólnie spędzać czas. Jednak obiecałem że nie oddam jej. Problem był w tym że nie było sposobu na kłótnie pomiędzy nami. Strzelanie drzwiami rzucanie rzeczy i przekleństwa. Nie mieliśmy nigdy sposobu ma to aby inaczej zacząć rozmawiać. Ja zawsze próbowałem rozwiązać jak najszybciej aby nie było cichych dni natomiast dziewczyna z domu wyniosła że można i tydzień do siebie się nie odzywać a wcześniej wykrzyczeć wszystko co najgorsze. Potem dostałem drugą szansę. Moja dziczyzna ponownie próbowała mnie pogodzić z jej rodziną. W tym samym czasie ja do swojej nie odzywałem się gdyż to miała być nauczka żeby traktowali mnie poważnie. Na początek nowego roku akademickiego ponownie zamieszkała u mnie. Ja wcześniej spłaciłem dług wobec ojca aby być fair. Jednak coraz bardziej zaczął nam doskwierać problem braku hormonów. Zaczęły się kłótnie o to. Jednego dnia mówiła że chce coś z tym zrobić bo sama źle się czuje ze sobą a kolejnego już że nie są one potrzebne. Przez pół roku jednak nie mogła dodzwonić się do własnego lekarza. A przez te miesiące o to kłóciliśmy się. Ja osądzałem ją że nie chce bliskości alb o nawet sama z siebie mnie całować a w drugą stronę byłem oskarżany że nie przytulam częściej i nie jestem bliski. Przez te prawie 3 lata nie poszliśmy na imprezę - raz że zdrowie nie pozwalało a dwa byliśmy tak o siebie zazdrośni. Jednak za to próbowaliśmy czy to na spacer czy na wspólne zakupy wyjść. Z czasem w naszym związku w połowie trwania wspólnie zaczęliśmy mówić sobie co powinniśmy ubrać czy jak wyglądać. Ja miałem wyglądać dokładnie tak jak chce i włosy w ten sposób prycięte jak ona chce gdyż inaczej był problem. Z czasem i ja zacząłem to robić w stosunku co do niej. Gdy zrobiła paznokcie takie jak mi przeszkadzały, ogolilem zarost taki jak się jej podobał. Jednak gdy bardzo skróciła włosy a ja na to źle zareagowałem i tak samo jak ona w stosunku co do mnie - bardzo ją obraziłem i doszło potem do tego że kilka razy znowu mnie uderzyła za to że jej było przykro. Dlatego złapałem ręce i mocno trzymałem za nadgarstki przez co nie mogła mnie uderzyć. Gdy w weekend pojechała do rodziców wszystko powiedziała i dostała nakaz że ma znaleźć mieszkanie i nie dać się gdyż jestem ,,psycholem" I tylko chce krzywdy ich córki. We własnej rodzinie ja razem z braćmi byliśmy surowo wychowani. Przewinienia były karane że któryś rodzic uderzył. Jednak nie chciałem skrzywdzić mojej dziewczyny lecz też zatrzymać jej agresję bo nie chciałem pozwolić aby mnie uderzała kolejne razy. Wielokrotnie gdy się kłóciliśmy gdy dalej była w nerwach potrafiła rzucić we mnie jakimś przedmiotem. Przez prawie miesiąc wielokrotnie rozmawialiśmy o tym co nas poróżniło i czemu tak czy inaczej się zachowywaliśmy. Jednak gdy przyszedł nowy rok przyjechała aby się przeprowadzić. Jej ojciec pojechał na policję aby ,,mieli na mnie oko bo jestem zwyrodnialcem,który pastwi się nad jego córką. Kilka dni po przeprowadzce napisałem e-mail wyjaśniający wiele rzeczy które nie zostały dopowiedziane. Przez ten e mail zostałem ponownie już formalnie zgłoszony że dręczę córkę. Wyrywało mi się aby powiedzieć ojcu skąd tak córka stała się nieufna wobec mężczyzn lecz nawet gdy na mnie krzyczał nie powiedziałem bo zawsze to byl temat tabu w rodzinie. Siostry dodatkowo potęgują wrogość w stosunku co do mnie bo to ja cały czas jestem toksycznym człowiekiem. Z jej wiadomości wiem że nie jest dalej w stanie wytworzyć niechęci do mnie. Jednak zgadza się z rodziną i blokuje wszystkie formy kontaktu. Ja sam przez te półtora miesiąca zacząłem zastanawiać się nad zachowaniem, własną samoocena, i tym co czuje a co być nie powinno. Pragnę dodać że mimo tylu problemów czy to pieniężnych czy chorobowych dalej próbowaliśmy iść razem choć było cholernie ciężko. Ale nie zrezygnowaliśmy nigdy. Aż do teraz. Dla drugiej osoby nic nie znaczy to że ja też widzę swoje minusy i działam. Byłem na kilku wizytach u psychologa i przyznaję były one pomocne. Jednak też doszedłem do wniosku że w związku zmienić mogą dwie osoby ale co do siebie samego to nikt inny nie zrobi tego jak ja sam. Proszę o rady, coś co pomoże uratować i przetrwać ten kryzys Tak jak mówiłem rodzina zabrania wręcz kontaktu natomiast moja rodzina po ponad 2 latach wreszcie zaczęła akceptować ją. Co robić? Jak zacząć? Nie wiem już co mam robić bo tę osobę tak mocno pokochałem. Przeszła ze mną a ja z nią tak wielkie problemy których młodzi w tym wieku nie mają. Wiem że zawsze mogłem na nią liczyć czy to w mniejszych codziennych problemach czy w wielkich. Nigdy mi pomocy nie odmówiła. Jednak teraz jestem bez jakiejkolwiek ruchu. Mam zakaz kontaktu do jej rodziny czy jej spotkania jej, czy to przy uczelni czy pod jej blokiem. Nikt z rodziny nie chce mnie wysłuchać gdyż twierdzą że to ja tylko uderzyłem a kobieta ma prawo też uderzyć. Jednak ja z tym się nie zgadzam bo sądzę że obie strony nie mogą siebie uderzyć czy cokolwiek. Proszę o pomoc. Z tego co wiem każdy jej podsuwa czy to filmiki czy to strony jak toksyczna osobą jestem, gdzie poznać nowego faceta... Moje serce pragnie dalej miłości jednak tyle rzeczy się stało że nawet nie mogę czy to porozmawiać i wyjaśnić czy cokolwiek. Proszę o rady, pomoc. Cokolwiek. Sam jestem jak bez cząstki siebie bez niej i próbuje zmienić siebie na lepsze ale pragnę to dla osoby którą kocham całym sercem. Jeszcze raz proszę o jakąkolwiek pomoc
  5. Piszę do państwa z prośbą o pomoc, ponieważ powoli tracę nadzieję, że kiedykolwiek uda mi się wyjść z życiowej porażki. W swoim krótkim w życiu od zawsze miałam niełatwo, dużo by opowiadać. Moja mama mnie zostawiła gdy byłam mała, nie mam z nią kontaktu, mieszkam tylko z tatą, wynajmujemy mieszkanie, które ja opłacam. Z nikim innym z rodziny nie mam kontaktu, bo tata ze wszystkimi jest pokłócony, a rodziny od strony mamy nie znam. W tym roku skończyłam szkołę i pracuję w hotelu na recepcji po 12h za około 2500 zł na miesiąc. Mój tata nie pracuje, bo uznał że to nie ma sensu, skoro dużą część zabierze mu komornik (tak, ma komornika na karku i sporo długów po tym jak jego firma upadła...) Zanim dostałam pracę to chodziłam do szkoły, a on pożyczał od znajomych i rodziny, abyśmy mieli gdzie mieszkać i co jeść. Ciężki z niego człowiek. Jedyne co to gotuje, a tak poza tym to siedzi całymi dniami w domu, podczas gdy ja siedzę od 7 do 19 w pracy. Przez natłok pracy kompletnie przestałam dbać o życie osobiste. Straciłam znajomych i stałam się kompletnie samotna, nie mam nikogo, z kim mogłabym szczerze porozmawiać o tym, co czuję. Po pół roku zaczęłam mieć dość takiego życia, a wiem co chciałabym robić w przyszłości oraz mam dużo z tym związanych marzeń i to na pewno nie jest to, co robię teraz. Pomyślałam, że mam ambicje na więcej, bo przecież mam maturę, mogłabym pójść na studia...tylko za co? Od taty nie mogę liczyć na żadną pomoc finansową, a mając pracę z tak niską pensją, nie mogłabym pozwolić sobie na studia oraz utrzymanie. Chciałabym uwolnić się od taty na zawsze, bo po prostu czasami nie mogę go znieść. Wiem, że ojciec to ojciec, ale nie mogę tak żyć. Mam do niego żal, że wszystko robię sama. O to, że tak mnie skrzywdził, zadłużając poprzednie mieszkanie, z którego nas eksmitowali, że jest tak bezmyślny. Po prostu chcę się od niego uwolnić. Mam pasję i pełno marzeń, które wiążą się życiem zawodowym, ale mnie po prostu na to nie stać, nieważne ile bym na to pracowała. Mam dopiero 20 lat, a już muszę utrzymywać samą siebie i tatę. Mówią, że z każdej sytuacji jest wyjście, ale ja powoli tracę nadzieję. Codziennie obawiam się o swoją przyszłość i boję się, że pewnego dnia nie dam rady i chyba pójdę powiesić się gdzieś w lesie. Ostatnio nasiliły się u mnie myśli samobójcze i szczegółowo planuję jak miałabym to zrobić, jeśli w tym roku nic się nie zmieni. Czuję, że nie wytrzymam tak dłużej, proszę o pomoc.
  6. Witam gorąco wszystkich. Zacznę od początku. Kilka miesięcy temu rozstałem się z dziewczyną po 6 letnim związku. Przez praktycznie cały związek mieszkaliśmy razem - byliśmy szczęśliwi, ale szwankowała jedna rzecz, która zadecydowała o tym, że mnie zdradziła, więc się rozstaliśmy. Mimo, że święty nie byłem, to bardzo to przeżyłem - bezsenne noce, huśtawki nastroju, ciągłe myśli krążące wokół niej, użalanie się nad sobą, generalnie jeden wielki kłębek smutku i żalu. Dochodziłem do siebie wiele czasu (mam wrażenie, że nadal to robię), ale starałem się żyć normalnie. Chodziłem do pracy, byłem otwarty na nowe znajomości. Po ok. 2 miesiącach po rozstaniu poznałem dziewczynę, z którą zacząłem się spotykać i tutaj zaczyna się mój problem. Aktualnie jesteśmy świeżo upieczoną parą, ale ja nie jestem w stanie normalnie funkcjonować w tym związku. Zresztą normalny nie byłem od początku znajomości. Mój problem polega na tym, że nagminnie chcę jej uwagi. Ciągle sprawdzam czy napisała, jeżeli nie mam z nią kontaktu parę godzin zaczynam się denerwować, ciągle o tym myślę (nieustannie) i znowu sprawdzam czy napisała i tak w kółko. Nie mogę się skupić w pracy, w domu, w ogóle wyluzować. Gdy się do mnie odezwie przechodzi, jak poświęci mi tyle uwagi ile wymagam (ciągłej?), to zaczynam znowu odżywać, po czym nie widzimy się 1-2 dni i znowu się zaczyna (uprzedzę, że nie myślę on tym, że mnie zdradza). Generalnie kontakt mamy codziennie, ale dla mnie jest to tak jakby za mało... Chcę, żeby mnie adorowała, żeby na każdym kroku pokazywała mi, że jej zależy, ale związki tak nie wyglądają i nie na tym polegają - doskonale o tym wiem, ale... Nie jestem w stanie tego sobie wbić do głowy, często z tej bezsilności po prostu płaczę, chodzę zdołowany, biorę leki na uspokojenie. Jak z tym walczyć? Chcę funkcjonować normalnie, chce żeby normą było to, że nie mamy kontaktu 24/dobę, a ona mnie non stop nie adoruje. Mam dość stresującą pracę, często jak mam w niej problem, to myśl o tym, że nie zaproponowała spotkania albo nie napisała boli jeszcze bardziej. W ogóle jak mam jakiś problem, to znowu myślami wjeżdżam na nią. Jej, jak ja to czytam to wydaje się takie idiotyczne, a ja przez ten idiotyzm nie mogę normalnie funkcjonować od wielu tygodni. Z moją byłą miałem świetny kontakt jak byliśmy razem. Często do siebie dzwoniliśmy, pisaliśmy praktycznie non stop. Po prostu jestem przyzwyczajony do czegoś takiego, ale co zrobić żeby się od tego odzwyczaić? Jak zająć myśli? Jak przestawić swoje myślenie, że ciągły brak kontaktu jest normalny? Myślałem, żeby iść do psychologa, ale boję się, że mnie w duchu wyśmieje...
  7. Witam. Moja historia długa dość... Mam 35 lat, jestem od 10 lat mężatką. Przed ślubem mieliśmy raz rozstanie, potem się znów zeszliśmy. Miał być taki dobry, nie skrzywdzić mnie, stać za mną murem. Były sygnały tzn.intuicyjnie czułam, że może to nie jest dobry kandydat...ale przecież on mnie kochał, a ja miałam dość huśtawek emocjonalnych i złamanego serca. Chciałam spróbować podejść do związku inaczej, rozsądniej. Nie był emocjonalny, był raczej skryty, spokojny, opanowany no i mnie kochał. Spotykałam się z nim długo zanim pokochałam, zanim mieliśmy swój "pierwszy raz". Niestety przyszły mąż nie był idealny, ale nie chciałam wyjść na wybredną babę tym bardziej, że przecież miłość jest tylko w filmach (a ja o takiej marzyłam). Bywałam też zaborcza i robiłam kłótnie gdy on mnie okłamał np z paleniem papierosów. Niby nic a dla mnie działało jakbym miała się rozsypać...bo obiecał, że nie będzie palić. To tylko przykład. Zawsze wybaczałam i wierzyłam, że się zmieni. Tak bardzo nie chciałam być sama, tym bardziej, że on w oczach wszystkich taki cudny, wierzyłam, ze mnie kocha. A ja jego. Był ślub...wprowadziłam się do domu jego rodziców. Bo duży, a u mnie miejsca brak. Bo mama cudowna i wtrącać sie nie będzie bo sie nimi nie interesuje. Szybko okazało się, że teściowa pije - dużo pije. Udawałam, że nie widzę, ale zaczęły się podsłuchiwania, kontrole, sprawdzanie garnków (niby wpadała zobaczyć co dobrego gotuję, a potem obmawiała mnie, a ja myślałam że w dobrej wierze przychodzi, pochwalić szczerze), wyzwiska, kłamstwa, nachodzenie podczas nieobecności męża. Mąż kilka razy próbował z nią i teściem rozmawiać, potem było tak, że sam po piwie z nimi wojny prowadził niby by mnie chronić. Z czasem nic nie pomagało...gdy mówiła, że mnie wyzywała, ze wydzwaniała do moich rodziców z oskarżeniami, że sypiam ze swym ojcem (tata był sparaliżowany) to nie słyszałam nic jak tylko, że ona taka jest i nic z tym nie zrobię. Kilka razy się pakowałam - zawsze mnie wyzywał od wariatek, że rozwalam ich dom. Jestem emocjonalna wiem, nawet bardzo...z czasem z bezsilności krzyczałam, wtedy dopiero wyzywana od wariatów byłam. Nie miałam wsparcia, bezpieczeństwa, zawsze trzeba było udawać... popadłam w depresję, wdałam się w romans...na chwile odżyłam. Wiem - źle zrobiłam, ale ja wpadłam jak w jakiś nałóg, który dawał mi sens, że jeszcze istnieję . Po tym mąż się zmienił - ale piwa nadal w domu były choć przestałam się o to kłócić. Nie siedział po piwnicy, był w domu, jeździliśmy wszędzie, ale tez było wino, piwo itp. Niby normalne ale nienormalne. Zaufałam mu. Zdecydowaliśmy się na 2 dziecko. Po tym jak mnie raz wyzwał jak kiedyś, chciałam zapomnieć o dziecku...okazało się, że było za późno. 2 ciażę zostałam sama. Bez wsparcia, spokoju, sama, zapłakana i zrezygnowana. Mąż co wieczór w piwnicy przy piwie/. Niby tylko 2...ale wiem, że było więcej. Do dziś tak jest...czasem do domu przyjdzie ma 1 piwo, a potem znika w piwnicy bo ma kolejne. Odbija mi się to na nerwach, na dzieciach. Uważa, że to ze mną jest źle a on jest w porządku. Na zewnątrz ideał...każdy go ma za fajnego męża i ojca. Zalety? pomoże w domu, czasem jest przy dzieciach, czasem zrobi zakupy...ale nie ma dnia żebym miała pewność, czy czasem nie pił już piwa. Bo faceci pija jego zdaniem. Owszem - ale w normalnej ilości i są w domu a nie w piwnicy. Po powrocie ze szpitala z córką, która się urodziła zrobił zupę i znikł...wrócił wypity. Ze szczęścia. Nie umiem...nie umiem mu wybaczyć. Ciągle zawodzi. Ja stałam się kimś kim nigdy nie chciałam być. Mamą na tabletkach uspakajających, płaczącą, zawiedzioną i nie kochającą siebie. A swoją wartość uzależniam od niego. Cały czas mi wbija, że to moja wina wszystko... wiem, że potrafię być okropna, ale staję się taka jak widzę, że znów kłamie. Że znów zawiódł. Popadam potem w depresję, moje myśli krążą tylko wokół niego z pytaniami dlaczego? nie umiem się skupić na dzieciach, pracy...na drodze. Być może jestem tą kobietą kochającą za bardzo... mam za sobą już bulimie 15 lat temu, terapię... co jeszcze? Czasem modlę się by to wszystko sie skończyło. Nie potrafię stworzyć domu. Chciałam, on też mi obiecywał dom pełen miłości ..że nie będzie pił jak mama, że nie będzie siedział w piwnicy jak tata... A teraz jestem dla niego wariatką, psychiczną głupią babą, popier...ą, idiotką itp. Ale z piwnic choćby dla dobra dzieci nie zrezygnuje. A ja naciskam i dalej próbuje tłumaczyć i mieć nadzieję. Moja starsza ccórka to widzi wszystko. Martwię sie o nią, że będzie kiedyś tak cierpieć jak ja. Nie ma spokojnego domu. A ja walczyć chciałam z wiatrakami czyli z alkoholizmem teściowej, z mężem...chyba z wszystkimi wokół. Próbowałam wszystkiego żeby udowodnić, że zasługuję na miłość, że jestem dobra. Uśmiechałam się choć serce krwawiło i dusiłam się. Co nie zrobię to zawsze moja wina. Ciągle słyszę, że wszyscy mnie przeciwstawiaja...
  8. Cześć, jestem 18 letnią dziewczyną i od roku męcze się psychicznie, lękam i stresuje do granic dla mnie okrutnych. Moja historia zaczęła się tak: Było to w 2018 roku, w grudniu 2 klasa technikum, na pewnej lekcji zaczęłam sie źle czuć, trząść, poszłam do pielęgniarki, która nie jest najmilsza. Potem z każdym dniem w szkole czułam sie źle, omijałam kilka dni w szkole, u pielęgniarki znowu wylądowałam, bo mnie serce kłuje, bo mnie coś pomiędzy płucami kłuje i byłam tym przerazona, moja kondycja była zła, męczyłam się wchodząc po schodach, aż miałam zawroty głowy, ciężki oddech. Poszłam do lekarza żeby zrobić badania, wyslał mnie na badania krwi, żdnej anemii nie miałam ani nic złego wszytsko dobrze, echo serca kilka razy. W styczniu znowu trafiłam tym razem do lekarki bo coś mi w uchu piszczało, przeczyściła mi ucho i przez tydzien miałam zawroty głowy nie mogłam chodzić za bardzo. Nastepne dni były cięźke, doszły BIEGUNKI. Na początku tylko raz na dzień. Z moimi jelitami było coraz gorzej. Wine zrzucalam na uwaga : koleżanke z klasy, bo taka cicha i moze na mnie rzuca czary, potem, ze może ktoś inny na mnie rzuca czary, potem sobie wmawiałam depresje, nie stresowałam sie kartkówkami ani sprawdzianami. Nadszedł chyba marzec. Tego dnia nie zapomne. Każdego ranka w domu próbowałam się załatwić, zebym w szkole nie musiała. Tego ranka sie nie udało. Pierwsza lekcja polski. Piszemy wypracowanie na 2 h lekcji. Po 5 minutach pytam czy moge wyjść, oczywiście mówi, ze nie. Mój odbyt zaczął wyrzucać powoli bąki. Potem jeszcze 2. Nikt sie nie smiał, na moje szczęście. Spytałam jeszcze raz czy moge, pozwoliła bo słyszała co sie dzieje, jednak gdy wróciłam znowu to samo i znowu do pielęgniarki. Nie raz już u niej byłam własnie w tej sprawie. Na angielskim pewnie lekcji, bardzo mi bulgotało w brzuchu i w jelitach nawet gazy same wydawały odgłosy nawet gdy kręciły sie gdzies w jelitach czy przy ujściu odbytu, przepraszam, ze tak to pisze ale nie umiem inaczej. Na przerwie nie szłam sie załatwić bo są tam osby i wiadomo jakie by były reakcje. Teraz 2019 rok, nowy semstr ten sam stres przed każda lekcją, na każdej lekcji bulgotanie, jakies ukryte wewnętrzne pierdzenia w jelitach nie daje rady znowu chodzić do szkoły, przez każdym dniem szkoły boli mnie brzuch nie załatwiam się w ogóle lub nie dokońca. Nie byłam wczoraj i dzisiaj w szkole przez to. Wczoraj poczytałam na necie i prawdopodobnie znalazłam co mi jest bo są wszytskie symptomy: Jelito wrazliwe z nerwica i stresem. Nie wiem co robić. Poróbuje wszytskiego, zeby tylko nie myśleć, ale wystarczy chwila ciszy w klasie a mój mózg automatycznie się włacza na tryb: teraz pierniesz wszyscy usłysza, i tak czuje bo mam od razu ochote iść do łazienki, jak tylko siadam na krzesełku moje ciało stresuje sie, trzęse. Na religi np: dochodza mi zwroty jakieś głowy, zmiana ciśnienia w uszach. Wmawiam sobie, ze jest wszytsko dobrze, nie stresuj sie, nic sie nie stanie ale nie potrafie. Męcze sie z tym od roku, jedyny spokój mam gdy są wakacje lub święta. Prosze pomóżcie mi nie wiem jak sobie z tym radzić, nie raz gadałam o tym z mamą, płakałam, chodziłam do lekarza, nie stac mnie na psychologa więc pisze tu. Odmawiam wielu rzeczy do jedzenia bo wiem, zę na drugi dzień w szkole będzie masakra. Bardzo mało jest dni, kiedy było w miarę okej, Nie stresuje sie kartkówkami czy sprawdzianami a CISZĄ jaka zapada i tym, zę znowu wszyscy będą słyszeć, nawet jak jest głośno to i tak wszytsko mnie boli, uwiera i generalnie przeszkadza, błagam pomóżcie bo ja nie wiem jak jutro do szkoły pójde zamęczam sie tym okropnie, w tamtym roku nie mogłam spać, budziłam się błagam was. W klasie normalnie ze mną rozmawiają jesli to ważne. Pragne mieć takie życie jakie miałam w 2017, bez stresu lęku, gazów, biegunki, pomóżcie.. przepraszam za blędy w pisowni ale samo pisanie o tym jest trudne ps: do 3 razy potrafie w szkole iśc do łazienki żeby sie załatwić
  9. Witam. 10 miesięcy temu rzuciłam palenie papierosów. Z dnia na dzień bez żadnego przygotowania. (W trakcie panującej grypy rzołądkowej. Praktycznie od razu zaczęły się dziać ze mną źle rzeczy. Potężny lęk nie znanych przyczyn. Kolatanie serca, zawroty głowy oslabienie, strach lęk. Bałam się zostać choćby na chwilę sama w domu. Na sama myśl o tym że zostaje sama zostawiłam silnych ataków paniki. Bałam się nawet jedzenia (że się nim zatruje) przez 5 dni nic nie jadłam przestałam pić kawę jest słodycze alkohol. Głowa bolała mnie kilka tygodni. Bałam się że umrę albo że jestem chora. Po kilku miesiącach było coraz lepiej (trochę mi zajęło zrozumienie tego co się ze mną dzieje że to jest przez rzucenie palenia). Przestalam oglądać filmy typu na dobre i na źle żeby nie wmawiać sobie kolejnych chorób. Ale delikatny lęk mi został-dalej obawiałam się jedzenia choć nie aż tak panicznie. Myślałam że najgorsze za mną ale koszmar powrócił. Od kilku dni mam ataki paniki kolatanie serca płytki oddech strach lęk. A najgorsze jest to że już się boję tego że się boję. Głównie wieczorami. Pomocy.........
  10. Witam wszystkich. Chciałam się zapytać czy borykaliście się z taką sytuacją: Kiedy byłyście/liście singlami pragneliscie i plakalyscie wrecz o prawdziwa, obustronna milosc, po czym gdy ona przyszla i sie rozwijala a zaangazowanie roslo w pewnym momencie spieprzaliscie jak najdalej i zrywaliscie znajomosc, po jakims czasie dochodzac do wniosku ze te zerwanie znajomosci to byl blad i znowu zaczynacie tesknic i pragnac i blagac o milosc. Po 1.5 roku plujecie sobie w brode za wlasne debilstwo jakie odstawiliscie. I umieracie z tesknoty a jakze. Bo ja wiem ze to musi byc nienormalne, chyba. Ale czy jest wogole taka przypadlosc w psychologii i ja sie skutecznie leczy? Z gory jak zawsze dzieki za odpowiedz i za wytlumaczenie "łopatalogicznie" o co kaman. Kot w butach.
  11. Hej! Piszę ten post będąc w wielkim stresie, niepewności tego co robię, trzesac się więc przepraszam jeżeli to co napisze na dole będzie eh ciężkie do przeczytania i pogmatwane. Przychodzę tutaj z nadzieją na jakąkolwiek pomoc ale zacznijmy od tego że się przywitam. Jestem 20 letnim chłopakiem który aktualnie pracuję jako barista i stara się utrzymywać w miare możliwości sam od 19 roku interesuje się nieco psychologia, światem kawy, nieco technologia i paroma mniej ważnymi rzeczami. Przechodząc do tematu dlaczego wgl tutaj jestem eh no więc tak moja psychika od 16 roku życia zaczęła podupadac a stało się tak w związku z moją wyprowadzka do Niemiec. Na początku było fajnie, nowy kraj, inni ludzie ale po czasie zacząłem zauważac jak przestaje się odnajdowac w nowym środowisku ale jakoś to bagatelizowalem i mówiłem sobie heeej po czasie będzie lepiej póki co to olej! Większość dni spędzałem grając z dziewczyną (związek na odległość gdy miałem 16 lat znaliśmy się już 3 lata a byliśmy razem 2) zacząłem się powoli odsuwać od każdego czy to rodziny czy znajomych w szkole ale nie od właśnie mojej dziewczyny która sprawiała mimo wielu kłótni że czułem się tylko lepiej ze sobą a może mi się tylko wydawało nie jestem pewien. Czas jakoś leciał, rodzice się klocili coraz częściej przy moim młodszym bracie i starałem się ich uspokajac, pogadzac, zabierać brata jak najdalej od ich kłótni bo doskonale wiedziałem jakie to niezdrowe gdy widzisz gdy dwie osoby które kochasz kłócą się, przeklinaja, krzyczą na siebie a wiedziałem to po tym bo gdy moja mama klocila się z biologiczym ojcem czułem wielki ból w środku wiedząc że nic nie mogę zrobić tylko patrzeć na to wszystko. Kłótnie moich rodziców się nasilaly z czasem aż do czasu wyprowadzki do większego mieszkania gdzie się zaczyna największą przepaść mojej osoby. Mimo że rodzice klocili się już rzadziej to ja zacząłem się stawać coraz bardziej "A społeczny." powoli zaczynałem unikać szkoły wagarujac i mając ochotę tylko gdzieś się położyć na polanie I zasnąć słuchając muzyki zapominajac o tym jaki ból sprawia mi przebywanie wokół ludzi i jak bardzo się ich boję z nie wiadomo jakiego powodu nagle. Często chodziłem na polany, gdzieś do lasu i kladlem się czekając aż będę mógł wrócić do domu by rodzice myśleli że byłem w szkole. Zbliżały się moje 18 urodziny i w tym momencie przestałem sobie dawać radę z zazdrością o moją dziewczynę. Związek stał się toksyczny bardziej przeze mnie i moją niekontrolowana zazdrość. Uważałem że jak gdzieś pójdzie to znajdzie kogoś lepszego, zostanę bez niej a stała się ona na tyle ważna osoba w moim życiu że nie potrafiłem sobie tego wyobrazić I tak oto doprowadziłem do tego że zacząłem ja straszyć że ja zostawię byle by tylko nie wychodziła i tak też robiła. Sama się bała już chyba wychodzić widząc jakie ogromne kłótnie robię za każdym razem jak gdzieś wychodzi.. Stwierdziłem że pójdę dla niej i dla samego siebie do psychologa szkolnego bo widzę że nie daje sobie powoli rady z tym wszystkim ale zanim to nastąpiło moja dziewczyna poszła do kolegi o którego byłem jak o nikogo innego strasznie zazdrosny eh wiecie przystojny bogaty śmieszny i taki ja który czuł się jak zwykły śmieć nie potrafiący jej dać czegokolwiek. Moment w którym powiedziała że do niego idzie to był moment w którym zwariowalem i słyszałem jak w mojej głowie mówią dwa głosy jeden mówiący bym się zabił bo nic sobą nie reprezentuje i tak na swoją dziewczynę nie zasługuje po tym co ona dla mnie robi a drugi głos powoli gdzieś ucichajacy mówił bym się uspokoił ale poczułem jak oddałem się głosowi który kazał mi to skończyć i straciłem panowanie nad tym co robię.. Umylem się, powiedziałem rodzicom że wychodzę idę się przejść i zacząłem zmierzać ku torom gdzie miałem zakończyć swój żywot. Zacząłem się zegnac z każdym na facebooku a gdy się zblizylem do torów marzyłem gdzieś w środku by dziewczyna pojawiła się obok i mnie przed tym powstrzymała ale tak się nie wydarzyło. Położyłem się na torach i leżąc chwilę,placzac wyczekujac na pociąg zadzwoniła do mnie Monika na Skype bym tego nie robił a po chwili rodzice od których odebrałem telefon i słyszałem w głosie mamy zrozumiałe pretensje co ja robię i bym wrócił do domu. Tak jak myślałem Monika nie dała sobie rady i do nich napisała do czego się potem przyznała bo po prostu przestała sobie dawać ze mną radę eh nie dziwie się jej. W domu czekał mnie opierdol, krzyki ale potem też przytulenie I w pewien sposób zrozumienie(?) przez chwilę poczułem że mogę coś z tym wszystkim zrobić I wziąć się za siebie ale niestety trwało to tylko chwilę. Następnego dnia kiedy udałem się do psychologa szkolnego wszystko zaczęło wracać do "normy" znowu zacząłem unikać kontaktu z ludźmi z klasy i przebywać jak najdalej od większych skupisk ludzi bo czułem się eh spokojniej w pewien sposób. Po jakimś czasie psycholog wysłał mnie do terapeuty która przypisala mi leki już nie pamiętam nawet nazwy w każdym razie nic mi zbytnio nie dawały (możliwe że placebo ale nie wiem) moja psychika I samoocena ciągle spadały w dół i gdzies po drodze miałem około jeszcze 3 prób samobójczych. Pomyślałem ej zaczęło się to od tego kraju może wrócę do Polski ciekawe co rodzice na to! Eh zostałem skrzyczany I zwyzywany od debili bo powiedziałem że w Polsce dokończę naukę i napisze maturę ale we mnie nie wierzyli i powiedzieli że ja nie dam rady napisać polskiej matury bo jestem ładnie mówiąc głupi. Była jedna osoba która mnie wspierała w tym co chciałem zrobić I to była właśnie moja dziewczyna z którą jako jedyna kontakty ludzkie mi jak na tamte standardy wychodziły DOBRZE. Powiedziala że kupi mi bilet i to ogarniemy eh (trochę już jestem zmęczony pisaniem tego haha) ogarnęła bilet a ja zacząłem udawać że wszystko jest okej przy rodzicach i się niby pogodzilem z ich decyzja ale tak na prawdę powoli się zbliżał mój wyjazd. W ostatni dzień pobytu w Niemczech wszystko spakowałem i powiedziałem rodzicom że wyjeżdżam. Dawno nie zostałem tak zwyzywany, powiedzieli bym nigdy więcej im się nie pokazywał na oczy a nawet dostałem groźbę śmierci a młodszy brat powiedział mi bym zdechł w tej Polsce (najprawdopodobniej był nastawiany przeciwko mnie od kiedy im powiedziałem że wgl coś takiego chce zrobić) wziąłem walizkę, plecak, bilet I ruszyłem w drogę jakieś 20km pieszo do pociągu hah to była podróż! Walizka 20kg a plecak około 5. Moje ręce były tak czerwone przez następny tydzień że ojoj. W Polsce dobity tym jak bardzo zostałem Wydziedziczony przez własną rodzinę nie dawałem sobie rady psychicznie ale parlem na siłę do przodu. Ogarnąłem z pomocą dziewczyny pokój do wynajęcia, prace jakąkolwiek i zacząłem się utrzymywać sam. Psychika się nie polepssala, płakałem szefowi z pracy a dziewczyna uważała że przesadzam już i bym wziął się w garść i zamiast by mi to pomogło to tylko dobiło mimo że chciała na pewno dobrze ale też była zmęczona tym wszystkim patrząc na to że u niej w rodzinie też nie było "ciekawie" przyjechała do Polski w marcu ( mieszkała w Irlandii) spędziliśmy cudowne chwilę razem ale po jej wyjeździe wszystko zaczęło się walić między nami znowu kłótnie, mój nieustanny dołek smutku który zaczynał ja wkurwiac i cóż w maju powiedziała że chce przerwy od związku ale możemy być przyjaciółmi póki co ale chce "odetchnąć' ja nwwet nie po roku od kiedy się wyprowadziłem zacząłem wyć w poduszkę starając się zaakceptować ten fakt wiedząc że ja tak nie potrafię. Utrzymalismy kontakt przez około 2 miesiące i po pewnej klotni odezwałrm się pisząc przepraszam na co nie odpowiedziała a tylko wstawila zdjęcie z chłopakiem który ja przytul a ona się usmiechala. Moje życie w tamtym momencie się zapadło. Napisałem jej ostatnia pożegnwlna wiadomość i zablokowałem. Następny miesiąc był walka ze sobą by nie oszalec z tym jednym głosem w mojej głowie. Chciałem się zabić i rozmyślalem skąd wziąć broń by zrobić to szybko. Eh jeżeli ktoś na doczyta do tego momentu niech odpisze błagam. Nie wiem czy jest sens kontynuować bo możliwe że piszę takie długie bzdety o swoim życiu w nikt nie doczyta. W razie pytań do tego co już napisałem proszę pytać bo wiem jakie to może być skomplikowane ale na prawdę nie pisze tego myślac w pełni sprawnie
  12. Mojego męża poznałam na portalu randkowym, od początku czułam, że coś z tego będzie. Zarówno ja, jak i on byliśmy po ciężkich związkach. Tu zaczyna się całe sedno sprawy. Mąż rozstał się z poprzednią partnerką prawie trzy lata temu. Była od niego o prawie dekadę starsza, chorowała na chorobę dwubiegunową. Biła męża, wyzywała, krytykowała, a na koniec zostawiła samego w wynajętym mieszkaniu i wpędziła w długi - koszmar. Po tej sytuacji mąż załamał się, nie uczęszczał na uczelnię ani do pracy. Kobieta ta ma bardzo mocną osobowość, zawodowo śpiewa. Kiedy poznaliśmy się z mężem dużo opowiadaliśmy sobie o poprzednich związkach, widziałam, że potrzebował komuś się zwierzyć z tego, co tam się działo, pokazał mi nagranie jednej z ich kłótni. Kiedy zamieszkaliśmy razem okazało się, że mąż miał jeszcze u siebie jakieś jej stare dokumenty, na komputerze pliki z nią związane. Na początku starałam się go zrozumieć - wyprowadził się z poprzedniego mieszkania szybko, nie przeglądał rzeczy, które ze sobą zabrał, ale z czasem zaczęło mnie to boleć. Przy kłótniach zdarzało mu się powiedzieć, że jestem podobna do niej, że to też zły związek... Bardzo się boję, przez to, że ta kobieta ciągle gdzieś się przewija mam takie poczucie, że może jestem gorsza od niej, skoro mimo takiego upływu czasu wciąż gdzieś tam w tle jest. Co więcej, pół roku przed tym, jak poznaliśmy się z mężem, a ponad dwa lata po tym, jak mąż rozstał się z tą kobietą, spotkali się i uprawiali seks. Nie umiem tego zrozumieć, obawiam się, że nie radzę sobie z tym. Boję się, że może mimo wszystko uczucia męża do tej kobiety nie zniknęły? A może to ja przesadzam i zamiast zastanawiać się nad czymś takim powinnam pomóc mężowi uporać się z traumą?
  13. Witam. Ostatnimi czasy zastanawiam się co jest ze mną nie tak. Mieszkam z mężem, jego babcią, mamą oraz bratem. Naokrąglo wydaje mi się ze jestem oceniana. Robię wszystko w wielkiej panice. Wydaje mi się ze wszyscy są przeciwko mnie i np. Dlatego nie chcą jeść mojego jedzenie. Wydaje mi się tez ze spędzając więcej czasu z moimi dziecmi chcą mi je zabrać na swoją stronę albo biorą mnie za złą matkę. Mam ciągle wrażenie ze szepczą za plecami i obgadują mnie ze wszystko robię nie tak. Przez co jest gorzej i gorzej. Czuje się jak najgorsza, czuje ze nie mam swojego miejsca. Wciąż chce mi się płakać. Gdyby nie dzieci zwinelabym się w kłębek gdzieś w kacie usiadła i płakała chociaż ostatnio miewam tez tak ze nawet jeśli rozrywa mnie tak nieograniczony smutek od środka ja nie mogę się rozpłakać a wydarzy się coś błachego to wybucham.. trzęsę się nad wszystkim i może z tego wszystkiego niepotrzebnie mówię wiele rzeczy w złym tonie. Co mam ze sobą zrobić żeby być chociażby na nich obojętna?
  14. Witam jestem studentem mam 20 lat. Problem zaczął się około 15 roku życia kiedy miałem problemy z samotnością i znalezieniem drugiej połówki. W tym czasie moja samoocena podupadła szczególnie na punkcie mojego wyglądu. Gdy w wieku 20 lat wszedlem w mój pierwszy poważny związek zacząłem miewać natrętne myśli jak np. ciagle wyobrażenia calujacej się mojej partnerki z jej byłym chłopakiem lub strach przed zdrada. Po każdej takiej myśli lub kłótni z moja partnerka reaguje strasznie nerwowo dostajac ataku duszności, mocniejsze bicie serca, uczucie pustki i klocia w klatce piersiowej czasami dretwienie rąk. Jestem świadomy tego że moje myśli są bezpodstawne lecz ciągle odczuwam lęk przed utrata najbliższej mi osoby. Ciagle potrzebuje jej uwagi i zapewnień że jestem dla niej tym jedynym. Ostatnio też często myślę o samobójstwie i co by było gdybym coś zrobił, nie zamierzam tego robić ale to sobie wyobrażam. Straciłem też radość z życia i motywację do robienia czego kolwiek. Chciałbym się dowiedzieć czy powinienem coś z tym zrobić i czy ma to jakiś związek z nerwica.
  15. Jestem 36-letnim mężczyzną, nigdy nie byłem w prawdziwym związku z kobietą. W dzieciństwie byłem ofiarą przemocy w szkole, nikt mi nie pomagał. Marzyłem, by nauczycielka jakaś zareagowała. Byłem raczej samotnikiem, wycofanym chłopcem, wrażliwym, aktualnie też taki jestem. W wieku 14 lat zacząłem czytać czasopisma erotyczne, w których opisywane były stosunki seksualne i najbardziej podobały mi się te, w których były kobiety w rolach policjantek, nauczycielek itd. Na studiach oglądałem też filmy pornograficzne. Mam problem z masturbacją. Kiedyś może większy. Poznałem pewną kobietę, która mi imponuje, jest atrakcyjna, inteligentna i imponuje mi to, że chciałaby być z takim nieudacznikiem jak ja. Mam marzenia zawodowe, ale nie potrafię ich realizować. Mam problem z utrzymaniem pracy. I właśnie ta kobieta zwróciła mi uwagę, że jestem zniewieściały, zbyt usłużny, że brak mi silnej woli, żyję marzeniami, mam problem z seksualnością i namawia mnie, bym poszukał pomocy psychologa. Mam wyobrażenia erotyczne, które czasem kończą się erekcją. Ja uważam, że muszę to robić, bo inaczej będę impotentem, jak już założę rodzinę. Mam takie wyobrażenia, że moja partnerka jest przebrana za nauczycielkę lub policjantkę i odgrywa role, aresztuje mnie, daje mi klapsy za masturbację, wiąże mnie i uprawia ze mną seks. Kobiecie, która mi się podoba, nie podobają się te wyobrażenia. Ona uważa, że ja mam problem z sadomasochizmem, podporządkowaniem. Ale mnie nie sprawia przyjemności ból. Dla mnie związanie to wyraz zaufania. Podnieca mnie myśl, że musze być posłuszny kobiecie. Ta kobieta, którą poznałem twierdzi, że takie przebieranie może być po latach dla urozmaicenia związku, ale nie jako stały element. Ona by nie chciała być tez zawsze tą stroną dominującą. Czy ona ma rację? Czy ja mam problem?
  16. Witam, post będzie długi więc uprzedzam Jestem krzysztof, mam 30 lat, poruszam się na wózku inwalidzkim - porażenie mózgowe, skończyłem studia, do niedawna wszystko było ok. zauważyłem problemy z emocjonalnymi lękowmi reakcjami na własne fantastyczne wyobrażenia,, mam wrażenie że jest to powiązane z nadmiarem masturbacji, czy to mo\liwe? W pewnym momencie swojego życia kiedy problem narastał doszedł do mnie strach, że sam doprowadzę się do autodestrukcji psychicznej, że jestem w stanie to zrobić, nie stwierdzano u mnie żadnych chorób itd, byłem u lekarza i stosowałem antydepresanty, ale one wzmacniały to, co powinny łagodzić, po przerwaniu terapii czuję się lepiej, niż w jej trakcie. Ale z powodu stresu wracałem często do masturbacji, która uspokajała na chwilę, ale pozbawiała mnie kontroli później O co chodzi? Co powinienem zrobić? Boję się utraty kontroli nad własnym stanem psychicznym, wmówienia sobie choroby, urojenia, czytałem wiele o tym, że to niemożliwe, ale wyrobiła się we mnie lękowa reakcja na same wyobrażenia abstrakcyjnych rzeczy związanych z szaleństwem, wiem, że boję się popaść w owo. To co się dzieje nie powinno mieć w ogóle miejsca, wcześniej miałem silną psychikę i właśnie dlatego, że ekstremalnie dobrze potrafiłem żyć w rzeczywistości, czułem że nic mi nie gro\i, byłem bardzo silnym i racjonalnym człowiekiem, Szukam potwierdzenia, że autosugestia do tego stopnia nie jest możliwa, i że musi istnieć czynnik fizyczny, bo gdyby człowiek mógł tak się zniszczyć wyobraźnią, gatunek ludzki wyginąłby na etapie jaskini. Podejrzewam u siebie mgłę mózgową
  17. Mam na imię Rafał i mam 19 lat Od małego nie byłem akceptowany w środowisku zawsze bo pochodzę z biedniej rodziny wyśmiewany byłem i nie raz ktoś potrafił uderzyć to wszystko we mnie zostało i dusiłem to w sobie zawsze chciałem nie raz pójść do psychologa ale nie potrafiłem zacząłem się okaleczać w wieku 14 lat chciałem by ktoś pomógł mama zauważyła spytała co się dzieje nie umiałem odpowiedzieć mama płakała mówiła ze pojedziemy jutro do psychologa a i tak mnie tam nie zabrała w szkole wyższej zaczęli mnie akceptować bynajmniej większość osób od razu po szkole poszedłem do pracy i traktowano mnie jako tania siła robocza i jako służący nie raz próbowałem popełnić samobójstwo dwa razy przy znajomych ale nikt nic z tym nie zrobił tylko powstrzymywali a ja zawsze wtedy taki zapłakany po prostu chyba chciałem by ktoś w końcu za warzył ze naprawdę potrzebuje pomocy i bliskości Nie mam na nic ochoty nie mam nikogo nawet już teraz znajomych tylko praca dom i spać nic mi się nie chce nie mam ochoty na nic nie uśmiecham się tylko przy ludziach nie umiem pokazywać emocji nie czuje się wartościowy a to ze jestem to jakby przez przypadek a co trzyma to rodzina nie potrafię nikogo skrzywdzić tylko siebie. Nie radze sobie , bym tylko spal całymi dniami a jak sobie radze mam pieska uwielbiam go śpię z nim czasem się przejdę by się trochę uspokoić Co to może być depresja i co mogę zrobić jak mogę sobie pomóc ?
  18. Witam mam wrodzinie osobe ktora podobno choruje na dpresje paranoidalna. Czy taka osoba podczas atakow jest niebezpieczna dla otoczenia, czy podobna jest ta choroba do schzofreni. Osoba ta ma napady leku, nie poznaje najblizszych ma jakies urojenia slyszy glosy.
  19. Jestem na drugim roku studiów. Od zawsze byłam raczej nieśmiała, ale nie aż tak jak teraz. Gdy tylko mam przemawiać publicznie robi mi się słabo i robię się czerwona co jeszcze pogarsza sytuacje. Bardzo łatwo mnie zawstydzić. Gdy mam podejść do tablicy i zrobić zadanie, które umiem zrobić to serce bije mi tak mocno, że za każdym razem boje się, że wypadnie. Mam chłopaka, jakoś od 1,5 roku i potrafię z nim rozmawiać chociaż bardzo długo zajęło mi otwarcie się przed nim. Nie potrafię rozmawiać szczerze z innymi ludźmi. Bardzo często płaczę i stresuje się wszystkim. Dosłownie wszystkim. Nie mogę z tego powodu spać, słyszę głośne bicie serca. Już nie wiem co robić. Chciałabym odzyskać pewność siebie. Chciałabym móc funkcjonować jak normalny człowiek.
  20. Dzień dobry. Proszę o pomoc!! Mam 20 lat.Jestem kobieta. Nie wiem co mam robić. Rodzice zabronili mi spotykac sie z chlopakiem. Po tym jak wypił kilka kieliszków na weselu i stwierdzili że był pijany chociaż tak nie do końca było. Nie umiem z nimi porozmawiać. Trzymam to w sobie. Brakuje mi odwagi. Codziennie płaczę i katuje się myślami że to koniec. Boję się z nimi rozmawiać ponieważ zawsze na mnie krzyczą nie dadzą mi dojść do słowa. Bardzo mi zależy na moim chłopaku jemu też na mnie. Jesteśmy razem już trzy lata. Na początku rodzice go lubili. Po pewnym czasie przestali go lubiec. Nwm co mam robić. Nie mam z kim o tym rozmawiać. Nie mam przyjaciół ani bliskich mi osób z którymi mogłabym porozmawiać. Mam lęk do rozmowy z rodzicami na ten temat. Proszę pomóżcie. Męczęmy się już tak z moim chłopakiem 5 miesięcy. Czasami się spotykamy potajemnie. Ale chcemy w końcu to naprawić ale nie wiemy jak. Proszę o pomoc i radę.
  21. Hej, kilka miesięcy temu poznałam fajnego faceta. Po kilku latach od rozwodu poczułam, że wreszcie znalazłam kogoś wartościowego. Jednak z każdą próbą większego zbliżenia się do niego od się oddala. Teraz nawet się nie widujemy tylko rozmawiamy przez internet. Mam wrażenie, że wracamy do początku. Oboje jesteśmy po rozwodach i z tego co się o nim dowiedziałam to strasznie przeżył rozstanie z byłą żoną. Nie będę ukrywać, że ja też długo zmagałam się z rozstaniem z byłym mężem. Uważam, że facet, którego poznałam jest fajnym i wartościowym człowiekiem, ale jest chyba jest przerażony naszą znajomością, choć od początku coś nas ciągle do siebie ciągnie. Chciałabym z nim porozmawiać o jego i mojej przeszłości, tylko nie bardzo wiem jak to zrobić, żeby jeszcze bardziej się nie oddalił, a spróbował choć trochę zaufać. Może ktoś przerabiał podobną historię i będzie w stanie pomóc. Nie chcę mówić mu "prosto z mostu", bo raczej to spowoduje efekt inny od oczekiwanego. Pozdrawiam, A.
  22. Cześć. Mam 21 lat, studiuję zaocznie i pracuję w zawodzie. Większość mojego życia miałem problem z wyrażaniem emocji, dusìłem wszystko w sobie. Byłem swiadkiem kilku rozwodów w rodzinie, wiecznych kłótni i byłem pomiędzy stronami. Z tego powodu nigdy nie zalezalo mi na związku, uwazalem, ze to tylko problem i o wiele bardziej chcialem miec paczkę przyjaciol, ktorym będę mogl zaufac. Strasznie szybko przywiązuję się do ludzi i boję się kazdej straty, nie wazne od stopnia znajomosci, ciągle ktos odchodził. Ostatnio zakochałem się w najlepszej przyjaciółce i z braku wzajemności bardzo szybko nasze relacje się ochlodzily. Nikt nigdy nie otoczyl mnie taką uwagą i nie dal tyle zaufania, co ona. Mimo problemow poswiecilem jej niemal 100% swojej uwagi, a teraz kiedy jej nie ma odczuwam ogromną pustkę. Problemy w mojej glowie narastają, a ja nie mam z kim porozmawiac, gdyz przyjaciele są pomiędzy nami. Nie wiem co jest ze mną nie tak, wiem, że muszę się odciąć, ale jednoczesnie stracę paczkę przyjaciol. Mam ogromny lęk przed samotnoscią. Nie panuję juz nad sobą. Jestem jakby otumaniony i czuję jakby wszystko dzialo się obok mnie, potrafię obudzic się w srodku nocy i miec ataki paniki. Boli mnie strata ukochanej mi osoby, ale przebywanie z nia niszczy jeszcze bardziej. Znow kiedy jej nie widzę, to tęsknie i wpadam w błędne kolo. Ostatnio nie potrafię juz się na niczym skoncentrowac, czuję jakbym byl zbędny i mam mysli samobojcze. Wszędzie, gdzie jestem muszę udawac ze jest w porządku, nie mam z kim porozmawiac, bo kazdy bagatelizuje temat. W kazdym miejscu miejscu slyszę tylko oczekiwania wobec mnie. Chcialbym miec poprostu kogos blisko, zeby moc porozmawiac i zeby ta osoba byla obecna. Chyba potrzebuję pomocy. Nie wiem, czy mam zaburzony obraz, czy brakuję mi milosci, czy bardziej to lęk przed samotnoscią. Mam wrazenie, ze oba. Przepraszam za chaotycznosc.
  23. Hej! To mój pierwszy post tutaj. Jestem kobietą w swoim pierwszym poważnym związku, lat 23. Odkąd jestem ze swoim chłopakiem ponad rok, nie potrafię zaakceptować jego przeszłości. Był on jakieś 8 miesięcy wcześniej z dziewczyną z zaburzeniami (border), zerwał z nią, zamknął ten rozdział. Dowiedziałam się od niego (bo wypytałam, ciekawość wzięła górę), że sypiali ze sobą. Wiem, że dla niektórych to normalna sprawa, ale ja mam takie poglądy, że seks to po ślubie (proszę to uszanować, takie są moje wartości i poglądy). Na początku przyjęłam to ze spokojem, ale z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej - doszło do tego, że pisałam do niej z dwóch fikcyjnych kont i wiem teraz dużo rzeczy o jej życiu prywatnym - ona stała się moją obsesją i trwa to nadal. Kiedy myślę o tym, że razem sypiali, ogarnia mnie smutek, ogromny żal w stosunku do tej dziewczyny (mimo, że wiem, że "do tanga trzeba dwojga"), ból emocjonalny, mam nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej, jestem płaczliwa, przygnębiona, smutna. Porównuję się do niej - jest drobniejsza i chudsza, podejmowałam próby nieprzekroczenia przyjmowania danej ilości kalorii dziennie. Znienawidziłam wszystko, co kojarzy mi się z nią. Najbardziej przygnębiająca jest jednak świadomość, że to ja zawsze będę tą drugą. I będę musiała być ponad nią w wielu kwestiach. Boję się porównywania. A ona w tym czasie jest zadowolona z tego, że "zaliczyła przyszłego lekarza" (mimo, że wcześniej kierowała się wartościami podobnymi do moich). Starałam się kilkukrotnie zerwać z nią kontakt z fikcyjnych kont, rozmawiałam z chłopakiem na ten temat z zaznaczeniem, że wiem, że nie powinnam wypominać przeszłości, ale to silniejsze ode mnie. Wprowadzałam restrykcyjne diety, dużo ćwiczyłam, zajmowałam się innymi sprawami, żeby o tym nie myśleć, próbowałam jej postawy obrócić w żart, a także próbowałam zaakceptować przeszłość chłopaka, racjonalnie sobie wszystko tłumacząc, rozmawiałam z przyjaciółmi. Po 11 miesiącach i wielu próbach walki z tym problemem wyczerpały mi się pomysły. Nie daję sobie rady. Czy ta sytuacja może wynikać z jakiegoś zaburzenia? Jak poradzić sobie z tym problemem? Zwłaszcza ten ucisk w klatce piersiowej i smutek robią się nie do zniesienia...
  24. Witajcie. Mam na imię Michał i mam 24 lata. Mam ostatnio problem w związku, a raczej problem sam ze sobą. Jestem ze swoją dziewczyną od ponad 3 miesięcy. Nie umiem jej pocieszyć kiedy jest jej smutno. A ostatnio często jej się to zdarza z powodu jej problemów na studiach z zaliczeniami. Oczywiście powtarzam jej, że da sobie radę i żeby wierzyła, że się uda. Ale mam wrażenie, że to nie wystarcza. Kiedy ona jest smutna to i ja się załamuję i czasami doprowadzam się do płaczu choć mężczyznom nie wolno płakać. Ostatnio mi powiedziała, że nie mogę się szybko załamywać albo i nawet w ogóle. Że muszę być twardy i nie mogę płakać. Prosiła mnie, żebym jak najszybciej to zmienił. Boję się, że jak nie uda mi się szybko tego zmienić to mnie zostawi, a ja nie chcę się z nią rozstawać. Ona jest dla mnie najważniejszą osobą. Proszę, pomóżcie!
  25. Witam. Co to jest?Generalnie czuję się nie męski itd..i ciężko mi się do kogokolwiek zbliżyć, ze względu na moje objawy lękowe. Uważam, że takowe objawy czynią mnie zupełnie nie męskim i w zasadzie dyskwalifikują w oczach płci przeciwnej...ale generalnie chodzi o katowanie się w myślach. Katuję się jakimiś woybrażanymi scenariuszami, w których jestem w związku i moja dziewczyna mnie nie szanuje, poniża i generalnie okazuję się słabym facetem..i w tych scenariuszach niby jestem z laską, ale ona mnie nazywa swoją cureczką, czy dzidziusiem przy swoich znajomych itd..i w tych scenariuszach jakiegoś jej kolegę biję, jej gadam tak że idzie jej w pięty itd...są różne wersje. Tylko po coja to robię?Czemu nie mogę się od tego odczepić? Generalnie to się zaczyna już po obudzeniu i trwa godzinami

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.