Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'lęk'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Witam,mam 31lat,2dzieci, męża.Rok temu dowiedziałam się o złej cytologii .CIN1 ,mała zmiana.Leczenie polega na obserwacji,kontroli cytologii co 3mce.Od tego czasu nie daje sobie psychicznie rady.Ciagle odczuwam strach,paniczny lęk.Mimo że lekarze mówią że to nie zmiany nowotworowe, to w mojej głowie siedza czarne scenariusze.Gdy wymyślam co mi jest,dostaje bólu głowy,ściska mnie w żołądku.Doszlo do tego , że każda chorobę ,nawet zwykły katar u dzieci traktuje jak chorobę zagrażającą życiu.Reaguje bardzo nerwowo, płacze, histeryzuję.Nie mogę spać . Łapie się na tym że nawet jak dzieci są zdrowe i siedzę przy nich w głowie mam myśli co będzie jak im się za chwilę coś stanie,jeśli rozboli je brzuch itp.Sciska mnie w żołądku,serce mocniej bije ,ciężko mi oddychać.Pomaga wyjście na papierosa ale zaczęłam już palic papieros za papierosem.Czesto nie mogę zasnąć,a jak zasnę budzę się wystraszona.Ciagle jestem zła, wyżywam się na mężu,dzieciach.Nie radzę sobie z myślami.Najchetniej położyła bym się i nie wychodziła z łóżka . Nie wiem co robić.Czy powinnam udać się do psychologa czy do psychiatry?Czy coś może mi pomóc?Proszę o porade
  2. Mam pytanie. Dwa tygodnie byłam na wakacjach i problem w tym że zapomniałam wziąć ze sobą escitalopramu(pralex 15mg), czy mogę go wziąć normalnie tak jak brałam(raz dziennie rano) , czy lepiej poczekać do wizyty u psychiatry (6.10)?
  3. FOMO to skrót od angielskiego słowa Fear of Missing out, czyli strachu przed pozbawieniem dostępu do informacji, odłączeniem, poczuciem, że coś nas ominie. W czasach serwisów społecznościowych problem ten stał się bardzo aktualny i stanowi przedmiot rozważań psychologów. Jak wynika z raportu (Jupowicz-Ginalska A. i in., FOMO – lęk przed odłączeniem – raport z badań), aktualnie około 27 mln osób w Polsce korzysta z internetu. Według wyników badań około 16 proc. z nich to osoby wysoko sfomizowane, zaś 65 proc. zalicza się do średnio sfomizowanych. Tylko 19 proc. użytkowników ma niski wskaźnik FOMO. Dane te wskazują na istnienie ogromnego problemu jakim jest konieczność bycia ciągle online. Do najczęstszych objawów FOMO należy obawa, automatyczna kompulsywna reakcja niepokoju i napięcia w sytuacji niemożności skorzystania z dostępu do portali społecznościowych. Osoby często korzystają z telefonu, już od wczesnych godzin porannych, zaraz po obudzeniu, podczas śniadania, spaceru z psem, podróży do pracy/szkoły i tak kolejno przez cały dzień stojąc w kolejce po zakupy, aż do samych godzin nocnych. Ciągle chcą być na bieżąco, przeglądając posty innych ludzi i sami dzielą się swoimi zdjęciami, komentarzami, wideo. Osoby posiadają również co najmniej kilka kont na różnych portalach. By mieć do nich dostęp codziennie potrzebują na to mnóstwo czasu. Niektórzy korzystają z powodu potrzeby własnej autoprezentacji, by przyglądać się innym, jeszcze inni z powodu poczucia samotności, pustki, braku umiejętności zorganizowania aktywnie dnia. Prawie 40 % badanych potwierdziło, że czuje się w wielkim niepokoju i lęku jeżeli nie może przejrzeć mediów społecznościowych, a co piąta osoba z tego powodu doświadcza nudności, zawrotów głowy, bólów brzucha, zwiększonej potliwości, ogólnej nerwowości i napięcia. Korzystanie z tak dużej ilości informacji dostępnych na portalach powoduje również poważny problem z samooceną i poczuciem własnej wartości. Zazdrość, porównywanie, konfrontowanie oczekiwań wobec własnego życia z życiem innych osób to bardzo bolesne doświadczenie dla wielu nadwrażliwych osób. Wiadomo bowiem, że większość danych, postów, zdjęć, filmów, rozmów, wywiadów etc. jest wykonana „na pokaz” czyli w celu zaprezentowania się w jak najlepszej sytuacji, miejscu, w otoczeniu ładnych osób. Życie na ogół wygląda zupełnie inaczej niż w mediach społecznościowych. To tak jakby wstawiać w internecie wszystko co idealne czyli nierealistyczne. A na co dzień przecież każdego dotyczą sprawy, obowiązki, złe nastroje i inne choroby, problemy. Wiara w to, że innym się ciągle powodzi, czy są nieustannie szczęśliwi, zawsze w pełni zdrowi nie jest z reguły prawdą, a my terapeuci gabinetów z całą pewnością to potwierdzamy. Zbyt często oglądanie, słuchanie ludzi, którzy są cały czas uśmiechnięci, umalowani, zjawiskowo ubrani, wpływa na zniekształcenie obrazu rzeczywistości. Potęguje to również proces rywalizacji i stawania do konkurencji na „najlepsze życie”. W konsekwencji powoduje to spadek nastroju i negację swojej osoby, ponieważ te cele są nierealne i niemożliwe do osiągnięcia. A życie z całą pewnością może być najlepsze, ale poza siecią, bez ciągłej koncentracji na portalach społecznościowych. Jeżeli przebywasz zbyt długo w internecie to omija Cię radość z tego jak naprawdę wygląda życie i co ma do zaoferowania. Nie sposób wydobyć realnego piękna przyrody i natury nawet za pomocą przepięknych zdjęć. Nie ma możliwości przekazać stanu emocji w danej chwili tylko w postaci nagrania wideo lub emotikonki. To wszystko co dzieję się wewnątrz Ciebie „jest na żywo” i szczęśliwie nigdy nie da się odzwierciedlić tych doznań poprzez internet - emocje się po prostu czuje i to generalna różnica w porównaniu z tym, gdy tylko się o nich pisze, je pokazuje czy o nich mówi. To człowiek sam w sobie jest wartością i to się nie zmieni. Zasadnicze pytanie jakie należy sobie zadać, to czy chcesz żyć w świecie realnym, czy wirtualnym? Czy chcesz wierzyć temu, co widzisz na portalach, czy wolisz doświadczać cudu życia w przestrzeni rzeczywistej? Najważniejsze jest to, by telefon czy komputer nie zdominował Twojej codzienności. Jeżeli wykonujesz pracę i musisz z niego korzystać lub potrzebujesz wykonać ważną czynność, to też jest w porządku. Chodzi bardziej o to, by być mniej FOMO, a bardziej JOMO. JOMO – czyli Joy of Missing Out (ang.), to radość z wyłączenia się, pomijania nieustannie napływających komunikatów, rezygnacji z ciągłego śledzenia znajomych. Jak sama nazwa wskazuje, polega na świadomej rezygnacji z bycia na bieżąco ze wszystkimi aktualnościami, jakie pojawiają się w serwisach społecznościowych i wykorzystaniu tego czasu na inne aktywności. Dzięki temu zamiast sprawdzać co u innych, możesz spędzić więcej czasu z bliskimi, rozwijać pasje, zainteresowania, przebywać na świeżym powietrzu, dbać o ciało fizyczne poprzez zdrowy ruch, pożywny spokojny posiłek, albo nauczyć się nowych umiejętności. Która wersja jest bliższa Twojemu sercu? Czego bardziej potrzebuje Twoje ciało? W jaki sposób i na jakiej zasadzie chcesz celebrować swoje życie? Wolisz wybrać Fomo czy Jomo?
  4. Cześć mam problem którego nie potrafię zrozumieć i rozwiązać. Zauważyłam że nie lubię innych kobiet gdy przebywam w towarzystwie mojego chłopaka. Jeśli mam się spotkać z kobietami bez niego to wszytsko jest dobrze. W momencie gdy jest ze mną chłopak każda pojawiająca się dziewczyna w naszym towarzystwie jest dla mnie zagrożeniem. Domyślam się że to wynika z niepewności siebie pod względem że chłopakowi spodoba się inna kobieta tylko jest to niedorzeczne i chłopak nigdy nie dawał mi powodów żebym miała tak się czuć. Wiem że problem jest we mnie dlatego szukam rady, jak sobie z tym poradzić. Jestem atrakcyjna i nie uważam żebym miała niskie poczucie własnej wartości, medytuje również i afirmuje. Niewiem w co uderzyć żeby oczyścić się z swoich głupich i męczących myśli. Dziękuję bardzo za odpowiedzi
  5. "Największy błąd w leczeniu ciała ludzkiego polega na tym, że lekarze nie znają całości. Żadna część nie będzie zdrowa, dopóki całość nie będzie zdrowa." Platon Duże grono osób w przeciągu kilku ostatnich lat doświadcza objawów psychosomatycznych nie mając często o tym świadomości. Objawy psychosomatyczne są to wszelkiego typu symptomy, dolegliwości, odczucia z ciała, które z reguły nie należą do najprzyjemniejszych. Mogą to być odczucia z przewodu pokarmowego lub jelitowe, ból żołądka, biegunki, wzdęcia, problemy skórne, bóle głowy, „kołatanie serca”, wysokie tętno i ciśnienie krwi, podwyższony poziom cukru, częste infekcje, nawet gorączka, bóle mięśni i stawów. Wszelkiego rodzaju problemy kardiologiczne, ginekologiczne i neurologiczne. Dlatego w pierwszej kolejności lekarz powinien wykluczyć wyłącznie czynnik medyczny, który powoduje daną dolegliwość, chorobę. Gdy badania diagnostyczne i obrazowe potwierdzą, że nie ma zagrożenia życia oraz że choroba nie jest przewlekła, a konieczność operacji nie zachodzi, należy wtedy wziąć pod uwagę poziom psychosomatyczny ciała. Większość osób doświadcza w następstwie objawów psychosomatycznych. Jak to się dzieje? Na ogół pierwsze sygnały osłabienie, omdlenie, zawroty głowy, drętwienie kończyn, bóle głowy, drażliwość na światło, ogólna niechęć, napięcie mięśnia serca, skurcze jelit bywają dla osoby zwykłym somatycznym stanem, uważają wtedy, „że samo przyszło, samo przejdzie”. A każdy objaw w ciele pojawia się jednak z ważnego powodu i jeżeli zaistniał to znaczy, że jest w tym głęboki sens i z psychoterapeutycznego punktu widzenia należy się nim zająć. „Nic samo nie przyszło i nie przejdzie”. Jeżeli symptomy powtarzają się co jakiś czas, czyli nie była to jedna sytuacja, a wręcz przeciwnie nasilają się i trwają nawet chronicznie (często) czy kilka lat, rozpoznajemy objawy psychosomatyczne. Czyli utrwalone, nie jednorazowe sygnały z ciała, powtarzalne, nieprzyjemne, często utrudniające codzienne funkcjonowanie, które w konsekwencji wymagają konsultacji i nawet leczenia specjalistycznego. Dlatego niezwykle ważne jest, by już przy pierwszych doznaniach być dla siebie lekarzem pierwszej pomocy i nie bagatelizować sytuacji bólowej, dyskomfortu, częstych infekcji, obniżenia odporności, wzrostu ciśnienia i przyspieszenia bicia serca, uczucia ogólnego niepokoju czy to w klatce piersiowej lub napięcia w całym ciele. Przy pierwszych sygnałach należy już rozpocząć konsultację z psychoterapeutą. Ale jak pokazuje praktyka kliniczna rzadko nadal się tak dzieje. Lekarze podczas kontrolnych konsultacji ciągle jeszcze rzadko informują, że podłożem problemów w ciele może być psychika ludzka. Nadal zbyt mało lekarzy specjalistów kieruje na leczenie właściwe czyli terapeutyczne. Choć w ostatnich kilku latach słyszy się czasami, że lekarz również uświadomi pacjenta, iż jego problem rozwiązany może być w gabinecie specjalisty psychosomatyki czyli psychologa lub psychoterapeuty z doświadczeniem w pracy z indywidualnymi objawami. Osoby, które mają skłonność do reagowania lękiem w różnych sytuacjach życiowych są szczególnie narażone w następstwie na wykształcenie się i pogłębienie psychosomatyki w ciele. Dzieje się tak dlatego, że przedłużający się stan niepokoju, lęku, ataków paniki, napięcia związanego z obawami różnego typu spowoduje niejako ostatecznie adekwatny objaw w ciele. Jeżeli na przykład bardzo długo borykasz się z silną obawą, powiedzmy na przykład finansową, martwisz się, że zabraknie Ci pieniędzy, że nie starczy na opłaty, że stracisz pracę. Jeśli nie podejmiesz kroków w tym celu, by wyjść jak najszybciej z tego procesu myślenia, to gdy nadal ten natłok myśli będzie się kumulował, zarażając Cię jakby jeszcze głębszym lękiem, ciało może sobie nie poradzić. Co to znaczy? Ciało tak jak i umysł ma swoje granice. Takie by służyć dobrze w codzienności, ale i chronić i bronić przed przekraczaniem ludzkich możliwości. Często osoby nie są świadome ile ich ciało i indywidualny umysł „może znieść”, gdy pojawiają się problemy natury życiowej. Przecież ciało i umysł nie są w stanie pomieścić wszystkich zdarzeń, doświadczeń czy nawet dramatów, które dzieją się w życiu. Pewne po prostu są ponad ludzkie siły. I wtedy należy skorzystać ze wsparcia terapeuty lub przerwać ciąg dziejących się zdarzeń jeżeli oczywiście jest to możliwe. Ponieważ po przekroczeniu „granicy wytrzymałości” następuje metaforycznie rzecz ujmując jakby taka blokada – jest to mechanizm obronny, który ma informować Ciebie o tym, że jeżeli dana sytuacja niekorzystna się przedłuży, to nie jest zdrowe i dobre dla Twojego organizmu. Zatem tak ważne jest by zacząć uczyć się słuchać swojego ciała, nasłuchiwać z uważnością, obserwować je, „co chce przekazać, co chce powiedzieć”, ponieważ często w nadmiarze obowiązków i zadań, zamartwianiu się i w obawach zapomina się, że człowiek jest istotą z ograniczeniami, nie jest ani perfekcyjny ani idealny i wobec tego jego ciało i umysł też. Ale jednak istota ludzka jest jakby doskonale stworzona w tym sensie, że dzięki mechanizmom obronnym w ciele, informuje o tym, że może to dobry czas na zatrzymanie, odpoczynek, zajęcie się sobą, zatroszczenie o swoje zdrowie i samopoczucie. Wyobraź sobie, gdyby nie pojawiały się informacje ze strony ciała w postaci bólu, niedogodności, dyskomfortu, choroby, nie byłbyś nawet świadom, że to co się dzieje w Twoim życiu wymaga pewnej poprawy. Bycie w nieświadomości co do tego jak prowadzisz swoje życie jest raczej niebezpieczne, ponieważ w konsekwencji jak wiadomo może powodować wiele nieuleczalnych, a nawet śmiertelnych chorób. Wobec tego, dopóki jesteś na etapie, że masz wpływ na swoje zdrowie i życie, to zgodnie z zasadą im szybciej tym lepiej, albo skontaktuj się z terapeutą jeżeli nie wiesz jak wprowadzić prozdrowotne zmiany w swoje życie, albo samodzielnie zacznij małymi krokami pracować nad tym co wymaga poprawy, by każdego dnia bez wyjątku czuć się dobrze, zdrowo i w pełni sił. Niech Twoje ciało stanie się dla Ciebie najlepszym przyjacielem i lekarzem pierwszego kontaktu. Słuchaj go uważnie jak najczęściej możesz, ciało zawsze wie lepiej i podpowie Ci w którym kierunku dobrze jest dla Ciebie podążać, a która droga będzie ze szkodą dla Twojej całości jako osoby. Wsłuchuj się uważnie w mądrość swojego ciała i podziękuj za cenne i często ratujące życie podpowiedzi, podszepty, wskazówki. Specjalista psychosomatyki i pracy z ciałem Agnieszka Janczewska
  6. Witam, jestem 21 letnim studentem Przychodzę z następującymi problemami: 1. Od niedawna zauważyłem, że dla osób które nie są mi bliskie - zachowuje się w sposób nienaturalny. Mam na myśli to, że się do nich mało otwieram. Szczególnie jeśli nie mamy wspólnych pasji, kręgów znajomych, podobnej sytuacji itd. Jestem w stanie wówczas sprawić dobre pierwsze wrażenie lecz później mam pewną blokadę, czuję pustkę. Ciężko jest mi później porozmawiać na jakikolwiek temat. Tak jakby każdy z nich wydawał się mało atrakcyjny lub po prostu mam brak pomysłów w głowie. Nie czuję przy tym zbytnio lęku, stresu itd a bardziej taki stan podobny do medytacji. Nie przychodzą mi wtedy nowe myśli, staje się mniej kreatywny oraz czuje się jakbym miał "włączony tryb" obserwatora. 2. Tutaj problem pojawia się już od kilku lat. Mianowicie mam coś rodzaju lęku przed bliskością w odniesieniu do płci przeciwnej. Były mniej lub bardziej intensywne epizody które mi dokuczały. Obecnie już jest w miarę ok, lecz uważam że to nadal nie wystarcza by podjąć się bliskiego związku z kobietą. Rzadziej podejmuję z nimi konwersację, mam do nich mały dystans oraz z perspektywy 3 osoby mogę wyglądać na chłodnego. Oczywiście zdarzają się pewne wyjątki z którymi utrzymuję dobry kontakt. Dodam jeszcze, że gdy się to zaczęło - odczuwałem strach oraz lęk gdy myślałem o związku a obecnie czuję bardziej taką obojętność lub niechęć. Połączoną z lekkim uprzedzeniem w kierunku kobiet. Tutaj pojawia się pytanie, dzięki jakim narzędziom mógłbym się uporać z podanymi przeze mnie problemami? Czy niezbędna jest pomoc specjalisty? Ja z reguły, jestem w stanie do wszystkiego dochodzić sam, stąd też zainteresowałem się również neurobiologią oraz psychologią. Zastanawia mnie właśnie, czy poprzez "zbieranie" pozytywnych doświadczeń związanych z bliskością, relacjami z innymi ludźmi oraz skupianiu się częściej na pozytywnych rzeczach - mogę się wyleczyć samemu poprzez neuroplastykę.
  7. Witam wszystkich bardzo serdecznie. Mam 28 lat i często zastanawiam się nad pewną kwestią dotyczącą zdrowia. Można powiedzieć, że jest to ciągłe zamartwianie się i wyrzuty sumienia, że około 10 lat swojego życia dużo imprezowałem. Nadużywałem alkoholu i narkotyków oraz paliłem papierosy. Imprezowy tryb życia- wręcz narkomańczy przeplatał się z chwilowymi przerwami na regenerację, próby podjęcia aktywności fizycznej i dbania o zdrowie. Jednak zawsze po ok 2 miesiącach takiej przerwy i tak wracałem do alkoholu i narkotyków na długie miesiące. Od roku jestem trzeźwy i "czysty", jedynie czasem zdarza mi się zapalić papierosa gdy ktoś mnie odwiedzi. Czuję się dobrze, zdrowo, nic mnie nie boli, wyglądam dobrze, zęby nie zgniły. Jednak wyrzuty, że tyle czasu niszczyłem organizm, nie pozwalają mi się cieszyć życiem. Zrobiłem dużo badań, żeby uspokoić głowę. Tomografię, EKG, Badania krwi wykazały tylko podwyższony cholesterol, na USG brzucha wykazało otłuszczoną wątrobę a lekarz powiedział, że narządy są trochę nie na mój wiek, ale nie widzi żadnych niepokojących zmian. Jestem też pod opieką psychiatry od 13 roku życia. Leczyłem różne załamania, depresję, derealizację, paranoje, oraz byłem 3 razy w psychiatryku przez narkotyki (przegiąłem i mnie "straszyło") oraz probę samobójczą. Od dwóch lat mam stwierdzoną schizofrenię ale nie mam jej objawów. Problem który tutaj opisuję nie dotyczy mojej psychiki (proszę źle nie zrozumieć, gdyż ciągle jestem odsyłany do psychiatry) a to jakby inna sfera, są to wyrzuty sumienia, jak ciężki łańcuch, który muszę nosić, żal do samego siebie, że zmarnowało się życie, jakiś moralniak który blokuje radość i chęć dawania z siebie 100% "bo i tak mało czasu mi zostało". Chciałbym po prostu dowiedzieć się czy człowiek, który 10 lat nie szanował zdrowia i niszczył go używkami + lekami ma szansę dożyć starości, sędziwego wieku ? Bardzo martwię się, że przez to wszystko nie dożyję nawet 40 lat. Wykończyć się można czekając tak na śmierć, która nie przychodzi... Proszę o odpowiedzi i pozdrawiam. P.S. Każda próba podjęcia tego tematu u lekarzy specjalistów kończy się odsyłaniem do psychiatry, który dopisuje kolejne tabletki otumaniacze.
  8. Dzisiaj jestem szczęśliwy, że obudziłem się, żyję, mam cenne ludzkie życie, nie zamierzam go zmarnować. Zamierzam użyć całej swojej energii, żeby się rozwijać, otworzyć swoje serce na innych. Zamierzam mieć życzliwe myśli wobec siebie i innych, nie zamierzam odczuwać gniewu, ani myśleć źle o sobie i innych. Dalajlama XIV Dziękuję, to magiczne słowo, które czasami może zdziałać cuda. Okazywanie sobie wdzięczności i innym osobom ma silny związek z łagodzeniem stanów lękowych. Jak to w ogóle możliwe ktoś zapyta? Choć dla osób, które interesują się swoim rozwojem wewnętrznym, pogłębiają wiedzę, są oczytane w aspektach zdrowia emocji oraz swoich objawów chorobowych czy dolegliwości wiedzą, że od kliku lat szczęśliwie jest moda na wdzięczność. Oby ta moda przetrwała jak najdłużej, ponieważ z psychologicznego punktu widzenia, to w jaki sposób funkcjonujesz w swojej codzienności ma duży wpływ na cechy lęku. Wdzięczność może nie tylko obniżać poziom lęku w danej chwili, ale przy dłuższej regularnej praktyce obserwuje się efekty zmian w zmniejszeniu się poczucia lęku. Jak to się dzieje? To w jaki sposób myślisz o sobie i okolicznościach zewnętrznych wpływa na podwyższenie lub obniżenie ataków paniki, fobii, zespołu lęku uogólnionego. Jeżeli w sposób negatywny reagujesz na sytuacje i doświadczenia, które pojawiają się w Twoim życiu, to objawy lękowe będą się nasilać. Jeśli jednak pomimo dyskomfortu związanego z Twoimi indywidualnymi dolegliwościami lękowymi spróbujesz zmienić nieco perspektywę i spojrzeć bardziej pozytywnie na to czego doświadczasz, będzie Ci lżej oraz łatwiej i szybciej przejdziesz przez epizody silnego lęku. Oczywiste jest, że nikt nie chce cierpieć i czuć się źle, przychodzą momenty kiedy nie wiesz jak sobie poradzić z tym co Ci dolega, co przeszkadza w codziennym funkcjonowaniu. Jasne jest to, że wtedy najtrudniej skoncentrować się, czy skupić swoją uwagę na dobrych i wspierających jakościach. Ale ostatecznie wiadomo, że to główna droga ratunku z opresji lęku, bowiem pogłębienie stanu prowadzi tylko do „zamkniętego koła kolejnych lęków”. Spróbuj zatem już teraz, zanim jeszcze nie doświadczasz przykrych dla Ciebie stanów, wykonaj ćwiczenie terapeutyczne pod tytułem WDZIĘCZNOPIS. Załóż wybrany przez siebie dziennik, zeszyt, notes i każdego dnia zapisz za co możesz być wdzięczna/y. Pomyśli ktoś, że to takie powierzchowne ćwiczenie. Nie, ponieważ udowodniono wielokrotnie w badaniach z zakresu psychologii społecznej, że to w jaki sposób widzimy swoją rzeczywistość i reagujemy na nią silnie oddziałuje na stany i cechy lęku. Zatem jeżeli nie lubisz pisać, możesz w myślach równie skutecznie wykonywać tą pracę mentalną. Pomyśl przez chwilę - czy jest coś za co możesz podziękować, ogólnie, niezależnie od rodzaju wiary, wyznania, przekonań, jest to neutralne zadanie. Od początku dnia spróbuj przywoływać w myślach poczucie wdzięczności zaczynając od najprostszych czynności, na przykład od tego, że wstałaś/eś dziś, żyjesz, możesz skorzystać z kolejnego dnia, nawet jeżeli nie zawsze dobrze się czujesz, skupiaj raczej uwagę na tym z czym Ci jest dobrze, za co możesz podziękować, poczuć wdzięczność. Może za osoby, które są w pobliżu, albo za posiłek, odzież Twoją ulubioną którą zakładasz, pracę którą wykonujesz, lub za pewne inne sprawy w ciągu dnia. Zrób jakby przegląd całego dnia, czy chcesz podziękować za możliwość doświadczania słońca, powiewu wiatru, świeżego powietrza podczas pobytu na spacerze. Powiedz sobie dziękuję Ci za...w myślach do siebie i tutaj wpisz lub zwróć uwagę za co chcesz sobie dziś podziękować. Za pyszny i zdrowy obiad który przyrządziłaś lub otrzymałaś od kogoś, za bliską Ci osobę, z pomoc i wsparcie, za to, że nic Ci nie brakuje, a że czasami nie masz wszystkiego, to podziękować możesz za to co jest możliwe dla Ciebie. Udowodniono, że sposób w jaki dziękujemy sobie i innym za drobne, niewielkie sprawy dnia powszedniego poprawia jakość stanu umysłu, nastroju oraz objawów z ciała, uspokaja, wycisza i daje nadzieję na lepsze dni. Rozejrzyj się wokół Ciebie na mieszkanie czy dom w którym przebywasz, czy lubisz te pomieszczenia i chcesz za nie podziękować. Za to jaka/jaki jesteś jako osoba, za Twoje indywidualne zdolności, umiejętności. Jest tyle aspektów za które można podziękować, że lista będzie bardzo długa. Wdzięcznopis najlepiej zacząć od pierwszych myśli które się pojawiają, a z każdym dniem na ogół przybędą kolejne i kolejne wdzięczności. W ten sposób pomagasz sobie zrównoważyć poziom lęku, a w ostateczności jeżeli systematycznie przeprowadzisz to zalecenie, to nawet możesz zmniejszyć nadmiarem wdzięczności lęk do minimum, w danej chwili. Siła słowa dziękuję jest wielka. Zobacz, czy działa też u Ciebie. Jest to darmowe, dostępne bez recepty, wspierające lekarstwo w najtrudniejszych momentach lękowych, złego samopoczucia, zaburzeń czy chorób. Poszerza Twoje horyzonty myślowe w kierunku pozytywnych reakcji i stanów psychicznych, a przede wszystkim wzmacnia Ciebie jako osobę. Przy dłuższej pracy wewnętrznej z wdzięcznością zauważysz jak Twoja siła jakby rośnie, ponieważ gdy realnie spojrzysz na to co posiadasz i jaką jesteś wartościową osobą, to negatywne stany mogą zacząć się minimalizować. Trzy razy dziennie spróbuj powiedzieć w myślach lub w słowach Dziękuję, Dziękuję, Dziękuję. Najtrudniej będzie pewnie tym osobom, które sądzą, że dziękowanie za trud życia i ból czy cierpienie związane z chorobą lub doświadczeniami przeszłości jest irracjonalne. Nic bardziej mylnego. Wiadomo bowiem z badań obrazowych mózgu, iż myśl pozytywna która przewodzi system nerwowy jest w stanie zmieniać anatomię mózgu i tworzyć adekwatne neurony. Myśl negatywna natomiast powoduje fizjologiczne zmiany w mózgu, które wywołują niekorzystne objawy. W tych czasach badania nad psychoneurologią mózgu są dostępne i coraz częściej upowszechniane. Więc jeżeli i tak już Twój stan nie jest najlepszy, to gdy dodatkowo wytwarzasz negatywną myśl, wtedy raczej pogłębiasz swój stan. Dlatego tak ważne jest, by koncentrować się na tym co dobre, za co warto być wdzięcznym. Sprawdź na własnym doświadczeniu. Zawsze lepiej spróbować nowych dodatkowych sposobów wspierających aktualny stan emocjonalny, niż pozostawać w trudnych symptomach i dotychczasowych schematach myślenia. Powodzenia.
  9. Strach przed okazywaniem emocji często towarzyszy osobom zmagającym się z objawami lękowymi, nerwicowymi, psychosomatycznymi i nie tylko. Jest głównym podłożem objawów, dolegliwości, ataków paniki, lęku uogólnionego. Większa część osób nie ma świadomości, że na ogół za tak silnymi symptomami lękowymi i panicznymi stoi właśnie na ogół po prostu naturalny strach i obawa przed okazywaniem emocji. Lęk jest już według terminologii psychologicznej utrwalonym stanem, czyli trwa dłuższy czas lub nawet chronicznie. Strach i obawa jest biologicznie uwarunkowanym ważnym i prozdrowotnym procesem. Chroni nas w wielu ważnych momentach i doświadczeniach w życiu, wtedy szczególnie gdy informuje nas o zagrożeniu, o nie szanowaniu naszych granic, o braku troski w stosunku do siebie. Wtedy poprzez różnego rodzaju sygnały zdrowotne - niepokój, zawroty głowy, nudności, przyspieszone bicie serca itp., jakby „przemawia”, że aktualna sytuacja nie jest dla nas prozdrowotna, komfortowa, korzystna i należy możliwie jak najszybciej dokonać zmiany w tym zakresie. Jeżeli z wielu różnych powodów nie jesteśmy w stanie dokonać natychmiastowych zmian, ponieważ np. jest to praca, związek, rodzina, w których przypadku z dnia na dzień nie możemy tak po prostu sprawić, by funkcjonowały z korzyścią dla naszego zdrowia i dobrego samopoczucia, to strach, obawa przerodzić się może w lęk. Wtedy to częściej i dłużej odczuwamy albo objawy, albo niepokój, które nie są przyjemne, ponieważ nadal ciało daje nam sygnały, że nie została rozwiązana sytuacja problemowa. Gdy taki stan będzie się utrzymywał, może się nasilać i dodatkowo pojawiają się z reguły objawy psychosomatyczne – choroby oraz ataki paniki. Za te wszystkie doznania odpowiadają głównie emocje. Czyli należy najpierw spojrzeć na lęk jako strach przed okazywaniem emocji. Co to znaczy? Na przykład, gdy w pracy szef nie traktuje nas z szacunkiem i godnością, to pojawiają się pierwsze emocje (tak wynika z naturalnej konstytucji psychiki człowieka i dotyczy wszystkich bez wyjątku), są to na ogół smutek, rozczarowanie, żal. Odczuwamy je w środku – „wewnątrz siebie” i wszystko jest w porządku dopóki po prostu je przeżywamy, czyli np. płaczemy, jesteśmy przygnębieni, zamyśleni, spowolniali do momentu aż te emocje po prostu miną. Według badań, emocja utrzymuje się 1,5 minuty w umyśle, jeżeli jej nie zatrzymujemy, czyli nie kontynuujemy koncentracji na niej, przepływa naturalnie dalej, zanika. Ale w sytuacji kiedy zaczynamy nad nią rozważać, np. o tym w jaki sposób nas potraktował szef, zadawać sobie pytania dlaczego, powoli też czuć niechęć do niego itp. to zmieniamy już stan na zupełnie inny. Wtedy nie podążamy w kierunku okazywania emocji, tylko oceny innej osoby lub poczucia bycia ofiarą. Prawdopodobieństwo, że emocja przejdzie i poczujemy się lepiej wydłuża się. Dlatego też tak ważne jest, by nie bać się okazywania emocji. Ktoś powie, ale jak to, mam się rozpłakać przed szefem? Psychologia podaje następująco – jeżeli w danym momencie tak właśnie się czujesz, to tak. Wtedy „nie blokujemy„ tych emocji, one mogą naturalnie wypływać, a w związku z tym uniemożliwiają rozwój silnego lęku później. Jak to się dzieje? Jeżeli wielokrotnie w różnych sytuacjach życiowych, gdy odczuwamy emocje np. jeszcze innego typu, straty, żałoby, niechęci, bezsilności, a nie okazujemy ich, to w dłuższej perspektywie pojawią się objawy lękowe. Dzieje się tak, dlatego, że silna kumulacja nie wyrażonych emocji powoduje po prostu utworzenie się mechanizmu funkcjonowania z wybranymi emocjami, które zaliczają się do kategorii lęku/nerwicy/chorób psychosomatycznych. Metaforycznie to ujmując ten lęk jakby tworzy się z tych wszystkich nie wyrażonych emocji. Oczywiście jak większość osób mówi i słyszy się często spowodowane jest to głównie strachem przed oceną ze strony właśnie szefa, współpracowników lub innych osób. To powstrzymywanie się przed okazywaniem emocji kierowane jest strachem, że ktoś uzna nas cytuję słowa usłyszane od wielu - za „wrażliwych, nie radzących sobie, słabych”. Pamiętam ze studiów psychologicznych jedną z ważniejszych teorii emocji, że z emocjami ludzkimi się nie dyskutuje – to znaczy są jakie są, po prostu, naturalne i spontaniczne. Nie można dyskutować, podważać, oceniać i analizować emocji innych ludzi, można je po prostu uszanować lub nie. Jeżeli ktoś coś czuje, to tak jest. Nasuwa to w takim razie pytanie, co jest ważniejsze? Czy zdrowie, dobre samopoczucie, życie, czy strach przed okazywaniem emocji. Jeżeli ten strach trwa zbyt długo jest przyczyną znanych nam zaburzeń, lęku uogólnionego, ataku paniki, nerwicy, objawów psychosomatycznych, natręctw. Na razie tutaj oczywiście rozważamy teoretyczne zagadnienie, by przejść do praktyki i nauczyć się bez obaw i z pewnością siebie, przekonaniem mówić i wyrażać emocje. Do tego potrzeba praktyki i nabytych we wcześniejszym życiu umiejętności. Jeżeli ktoś nie miał możliwości uczenia się poprzez obserwację od swoich bliskich, rodziny pochodzenia prawidłowych wzorców, to nie ma ich wiele niestety w swoich zasobach. Gdy osoba w przeszłości nie mogła swobodnie wyrażać emocji, to ten proces uwalniania emocji został „zablokowany” - dlatego powstała choroba. Wobec tego, na szczęście wszystkiego można się nauczyć, nawyki i wzorce zmienić, ale w tym przypadku potrzebny jest specjalista psychoterapii, który pomoże ukierunkować osobę i pomóc jej najpierw zacząć mówić o emocjach, następnie bezpiecznie bez oceny je przeżyć, zaakceptować, a kolejno nauczyć się i próbować zacząć je bardziej pewnie okazywać w różnych sytuacjach społecznych. Już poprzez samą relację z terapeutą mamy możliwość nauczyć się mówić i okazywać emocje, przecież czymże innym jest właśnie proces terapeutyczny. Zatem nie bez powodu uważa się od początków powstania nauki psychologii, że relacja z terapeutą jest sytuacją modelującą – to znaczy uczymy się najpierw w bezpiecznej przestrzeni z terapeutą wyrażać emocje, mówić o nich i mieć poczucie, że to jest w porządku, ponieważ terapeuta nigdy nie ocenia i nie neguje tego co czuje dana osoba (mówię o moim modelu pracy). Poprzez to doświadczenie terapeutyczne następnie wynosimy wnioski i naukę do tego, by później kontynuować to doświadczenie w relacji z innymi, czyli śmielej i odważniej reagować emocjami w sytuacjach życiowych. Podsumowując okazywanie emocji jest procesem zdrowia i świadczy o właściwym funkcjonowaniu jednostki.
  10. Jeżeli chcemy pozbyć się lęku, to na początku warto ustanowić cel do pracy z lękiem. Co to znaczy? Celem jest oczywiście to, by pozbyć się lęku, jak oczekuje większość osób, jak najbardziej, natomiast cel w terapii lęku sam w sobie jest jednak bardzo indywidualną kwestią. W pierwszej kolejności należy zastanowić się, co może być potencjalnym źródłem lęku. Pomyśl przez chwilę, kiedy najczęściej odczuwasz lęk lub atak paniki, złe samopoczucie itp. Po pierwsze skoncentruj się nad tym w jakim miejscu? Czy to może jest praca? Czy gdy jesteś w pracy pojawiają się nasilone objawy lęku, albo przed pójściem do pracy lub po powrocie. Czy masz wrażenie, że ten zawód, który wykonujesz, lub to miejsce w którym pracujesz nie służy Ci? Zastanów się, czy może jest tam coś, co wymaga zmiany, by Twoje samopoczucie i zdrowie tak bardzo na tym nie cierpiało i by objawy nerwicy, paniki nie nasilały się gdy tam przebywasz. Jeżeli czujesz, że Twoje objawy i problemy lękowe mogą być związane właśnie z tym miejscem, to już połowa sukcesu – ponieważ został ustalony cel do pracy nad obniżeniem lęku w sytuacjach zawodowych. Wiadomo, że „porzucenie” pracy z dnia na dzień nie jest terapeutycznym rozwiązaniem do radzenia sobie z uogólnionymi lękami, nerwicami, natomiast już wiesz od czego zacząć, a dalej z pomocą terapeuty znaleźć najlepsze rozwiązanie. Po drugie skoncentruj się nad tym czy lęk dotyczy konkretnej osoby lub osób? Czy to w rodzinie pochodzenia, relacji partnerskiej, sąsiedzkiej, koleżeńskiej, współpracowników itp. Często te właśnie relacje powodują najsilniejsze emocje, co prowadzić może do ataków paniki, odczuwania silnego lęku, dolegliwości somatycznych. Zastanów się, czy w ostatnim czasie, któraś z Twoich bliskich relacji nie wywołała pobudzenia, zaniepokojenia, podenerwowania, napięcia, smutku, żalu? A jeżeli nie odnajdujesz takich uczuć w aktualnych relacjach, czy może w przeszłości przypominasz sobie pewne doświadczenia, sytuacje, zdarzenia, które nadal wzbudzają lęk, niepokój, powodują silne emocje, złe samopoczucie? Na co dzień z reguły nie ma zbyt wiele czasu, by zagłębiać się w „swój świat wewnętrzny” w nadmiarze obowiązków i codziennych spraw, a lęk jest tylko sygnałem, że warto chwilę dłużej poprzyglądać się swojemu aktualnemu i przeszłemu życiu. Po trzecie spróbuj przywołać w pamięci, kiedy pierwszy raz pojawiła się reakcja lękowa, atak paniki, zawroty głowy, kołatanie serca itd. Postaraj się umiejscowić w czasie początek doznania tych objawów, od czego się zaczęło. Kiedy to było, w którym roku, jaki czas temu. Na ogół osoby, które poszukują pomocy zgłaszają się z nasilonymi już przez dłuższy czas problemami natury lękowej lub nerwicy, dlatego tak ważne jest, by uświadomić sobie, że nie jest to tylko aktualny problem zdrowotny, być może trwa on dłuższy czas. Dzięki temu może wykazanie życzliwości i wyrozumiałości co do swojego stanu pomoże już od razu osłabić choć na chwilę to poczucie strachu, dzięki świadomości, że wytrwało się w tym stanie dłuższy czas i szczęśliwie nic zagrażającego życiu do tej pory z powodu lęku nie nastąpiło. Po czwarte i chyba najważniejsze jest to, by pomyśleć nad tym, za jaki czas chcesz by ten objaw, dolegliwość, problem, sprawa rozwiązała się, za jaki czas chcesz, by lęk został uzdrowiony, a ataki paniki nie pojawiały się? Dla wielu osób już samo to pytanie wydaje się być abstrakcyjne, ponieważ często nie wierzą, że wyleczenie jest możliwe, a co dopiero jeszcze ustalenie jego terminu? Dlatego zakładając, że uzdrowienie nastąpi, jak sądzisz kiedy? Ile czasu może zająć w Twoim indywidualnym problemie? To pytanie jest kluczowe w przypadku chęci poprawy swojego zdrowia i samopoczucia, ponieważ na zasadzie samospełniającego się proroctwa może zdziałać cuda. Dobrze wiemy, że nasz mózg działa na poziomie świadomym i nieświadomym na zasadzie programowania, to znaczy, mamy wpływ na to jak się czujemy i jak możemy się czuć. Jeżeli stany niepokoju utrzymują się długo i powodują problemy ze zdrowiem z pewnością poprawa nie nastąpi natychmiast, ale należy realnie oszacować czas, kiedy zmiana stanu nastąpi, ma to przeważający wpływ na sam ostateczny efekt w uwolnieniu się od sytuacji problemowej. Jeżeli już odpowiemy sobie na te wszystkie pytania, a dodatkowo jesteśmy w procesie terapii, to zarówno terapeuta będzie miał bardzo dokładny obraz tego w jaki sposób dalej skutecznie prowadzić proces terapeutyczny . A Tobie odpowiedź na te pytania pomoże w dalszym rozwoju i świadomości tego, jak wygląda Twoje życie i co jest dla Ciebie ważne, jakie są Twoje potrzeby, co Ci służy, a co nie. Wtedy też znajdziesz odpowiedź na pytanie w jakim kierunku dalej podążać, by lęku nie nasilać, tylko pracować raczej nad jego minimalizacją i eliminacją. Zawsze kiedy robisz więcej tego co Ci służy, co lubisz, co Cię wzmacnia to dobry kierunek. Gdy przebywasz w towarzystwie osób, które ubogacają Twoje życie, wspierają i motywują to najlepsza droga do zdrowia. Gdy wierzysz w siebie i w to, że wyzdrowienie jest możliwe w określonym czasie to najlepszy rodzaj myślenia. Te cele są warunkiem do tego, by zacząć skuteczną pracę z lękiem.
  11. No właśnie, dlaczego? To chyba ulubione pytanie większości osób korzystających z terapii DLACZEGO? Gdy je zadajemy, to raczej utrudniamy sobie rozwiązanie problemu, znalezienie odpowiedzi. Lepiej zacząć od strony psychologicznej, czyli zamiast pytać psychoterapeutę dlaczego, możemy wspólnie zastanowić się jaki jest mechanizm psychologiczny funkcjonowania człowieka, który sprawia, że tak trudno jest mu mówić innym o swoich uczuciach. Od wieku niemowlęcego wiemy, że dzieci nie robią nic innego, tylko wyrażają uczucia w dzień, w nocy, praktycznie niewiele mają przerw w wyrażaniu uczuć, dlatego rodzice są zazwyczaj bardzo przemęczeni:) Dziecko nie obawia się wyrażania swoich uczuć, nie myśli o tym, to sprawa oczywista. Jego mózg szczęśliwie na tym etapie jeszcze nie jest na tyle rozwinięty, by zdawać sobie z tego świadomość. Także rodzice mniej lub bardziej starają się radzić sobie z uczuciami małych niemowląt. Z czasem gdy dziecko wchodzi w wiek dziecięcy, również śmiało i odważnie wyraża uczucia, krzyczy, płacze, tupie, rzuca, mówi nie lubię cię, oddawaj moje zabawki itd. Do momentu, aż rodzic nie zwróci mu uwagi - „że tak nie można”. Wiedza z zakresu psychologii i psychoterapii jasno wskazuje, że należy pozwalać dzieciom wyrażać wszystkie uczucia, to pozwoli, by w kolejnych etapach rozwojowych dzieci były zdrowe. Szereg licznych rzetelnych badań od lat potwierdza, że gdy nie mówimy o uczuciach, nie wyrażamy ich, to powoduje wiele chorób znajdujących się na listach WHO (Światowej Organizacji Zdrowia), ICD czy DSM (klasyfikacje chorób psychicznych w Polsce i na świecie). Wszystko jest w porządku do momentu, gdy ktoś, kto wychowuje dziecko nie zabroni mu mówić o uczuciach, wyrażać ich poprzez ekspresję, czyli też zachowanie. Z wiekiem niestety zazwyczaj następuje osłabienie i zmniejszenie się ilości mówionych uczuć, już tak śmiało jak we wcześniejszych etapach rozwojowych nie mówimy społecznie kocham cię, lubię cię, fajne jest życie, wszystko jest super i kolorowe, czy git. A już w dorosłym życiu, naprawdę rzadko można usłyszeć pozytywne formy uczuć skierowane w stosunku do innych osób. I to wydaje się być największą bolączką społeczną. Ponieważ jak wiadomo, idąc za słynnym psychologiem społecznym Aronsonem, człowiek, czy chce czy nie, jest istotą społeczną, a zatem, jeżeli nie będzie dzielić się uczuciami z innymi, to jego funkcjonowanie społeczne może nie być dla niego osobiście zbyt satysfakcjonujące. Oczywiście wiele osób może powiedzieć, czy pomyśleć, że mówienie o uczuciach, to naturalna sprawa, przecież wśród rodziny najbliższej czy w związku mówienie i okazywanie sobie uczuć jest naturalnym i częstym procesem. Psychoterapeuci pracujący w gabinetach mają trochę inną wiedzę na ten temat. Słyszymy wielokrotnie raczej, że osoby boją się powiedzieć właśnie najbliższym członkom rodziny o swoich uczuciach, a co dopiero w relacjach społecznych, w pracy, ze znajomymi, czy nawet obcymi osobami w różnych sytuacjach. Osoby uczestniczące w terapii często i wielokrotnie powtarzają, że tylko tutaj czyli w obecności terapeuty są w stanie „otworzyć się” i powiedzieć co czują, niejednokrotnie obawiają się wyznać swoje uczucia partnerowi, matce, ojcu, bratu, pracownikom itp. Na ogół obawa ta jest związana z poczuciem odrzucenia, braku akceptacji, nawet wyśmiania - to znaczy obawiają się braku odwzajemnienia uczuć, zakończenia relacji, uznania za niedojrzałe, zbyt sentymentalne, romantyczne, infantylne itd. A przecież jak inaczej budować trwałą, stabilną relację z zobowiązaniem inaczej niż na uczuciach i rozmowach o nich. W związku z tym, że to już chyba cywilizacyjna choroba w nie rozmawianiu o uczuciach, powoduje rozpad co trzeciego związku i lawinę rozwodów oraz w konsekwencji lęk przed zawieraniem w ogóle relacji partnerskich. W gabinetach terapeutycznych brakuje wolnych miejsc na terapię par, tak jest ich wiele, a tak bardzo trudno im rozmawiać o uczuciach nawet w tej chronionej przestrzeni ze specjalistą, że z reguły nie są w stanie wytrwać kilkunastu sesji w terapii, by rozważać uczuciowość obojga. Zatem przybliżmy się do pytania dlaczego? Dlaczego to takie trudne? By mówić kocham cię, jestem szczęśliwa, dobrze mi z tobą, dziękuję, przepraszam, popełniłem błąd. Jeżeli w rodzinie naszego pochodzenia nie mogliśmy obserwować pozytywnych wzorców reagowania wzajemnie na siebie rodziców, lub innych członków rodziny, dziadków, wujków, to powielamy ich schemat relacji interpersonalnych. Jeśli oni nie okazywali sobie bliskości w pozytywnym wymiarze i nie mówili do siebie z szacunkiem i życzliwie o wszystkich swoich uczuciach, to prawdopodobieństwo podobnego postępowania w aktualnych osobistych związkach będzie bardzo spójne z tym zaprzeszłym zapamiętanym wzorcem. Dodatkowo od wielu lat mass media, media społecznościowe raczej uczą społeczeństwo, że należy pisać (mówić) negatywne komentarze, nieprzyjemne zwroty, a miłe słowa i pozytywne wsparcie zdarza się nieco o wiele rzadziej. Konsekwencje jakie mogą być społecznie już coraz bardziej są widoczne, gdzie obecne czasy są nazywane „czasami nienawiści”. Dlatego należy zaczynać od siebie. Nie mamy wpływu na to, co postanowią i jak zachowają się inni. Spróbujmy w swoim środowisku pracować nad poprawą relacji i atmosfery poprzez mówienie innym o uczuciach. Podam klasyczny przykład z sesji terapeutycznej, ale dotyczy to wielu osób. Mąż (można wstawić żona) wraca z pracy, wściekły, odburkuje coś, podnosi głos, jest niezadowolony, wszystko go drażni. Gdy żona pyta co się stało, odpowiada a nic wielkiego, problemy w pracy. I na ogół nie kontynuuje dalej tematu, mimo iż żona dopytuje, a za kilka godzin lub dzień, dwa, wybucha kłótnia, awantura o jak to mówią niektórzy „ przesoloną zupę”. A zupa niczemu nie winna, tylko problemy w pracy męża. I teraz gdyby mąż miał zasoby i umiejętności i doświadczenie życiowe, by usiąść z żoną i opowiedzieć jej wszystko dokładnie co wydarzyło się w pracy, przeżyć to czyli okazać całą ekspresję emocji konstruktywnych oczywiście, czyli poczucie wstydu, skrzywdzenia, niesprawiedliwości itd., to kłótnia w tej relacji nie pojawiłaby się. Dlatego tak ważne jest mówienie innym o uczuciach, ponieważ nikt nie wie jak w danym momencie czuje się druga osoba, dopóki ta tego nie powie. Nie należy obawiać się oceny tego jak się czujemy, tylko pozwolić sobie na powiedzenie z czym jest trudno, by poczuć się lżej, zaznać ulgi, a następnie znaleźć rozwiązanie sytuacji problemowej. W takiej wersji rozmowy o uczuciach są tylko dobre zakończenia, pogłębi się wzajemna relacja, umocni związek, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa, osoba poczuje wsparcie i zrozumienie. Podsumowując mówienie o uczuciach nie tylko w relacjach partnerskich, ale rodzinnych, przyjacielskich, zawodowych, sąsiedzkich itp. jest niezwykle istotne w budowaniu właściwych i zdrowych relacji społecznych wokół siebie. Mówienie o uczuciach oznacza, że osoba jest dojrzała emocjonalnie, uczciwa, prawdziwa i radzi sobie z rzeczywistością. Mówienie o uczuciach daje siłę i poczucie sprawstwa w sytuacjach, które będą miały miejsce w przyszłości, ponieważ pozwala rozwiązać wiele spraw oraz dążyć do upragnionych celów. A zatem warto zapamiętać, że ta osoba, która nie obawia się i świadomie oraz adekwatnie do sytuacji mówi jak się czuje jest uznana za osobę zdrową psychicznie - według kanonów i wiedzy z zakresu psychologii i psychoterapii. Jeżeli ktoś czuje, że chce nauczyć się dobrze komunikować, to może skorzystać z procesu psychoterapii, który jest jedną z podstawowych i głównych metod nabywania wiedzy, doświadczenia na temat komunikacji z innymi i inteligencji emocjonalnej czyli dziedziny zajmującej się wyrażaniem emocji i uczuć. Zapraszam serdecznie.
  12. Witam, nie wiem od czego zacząć wiem tyko tyle że chcę w końcu o tym komuś powiedzieć- mam ogromna nadzieję że jeżeli to komuś powiem to się zmienię , otworzę, pomogę sobie od początku, panna lat 30 +, obecnie bez pracy- (tak wiem że bardzo długo zwlekałam ALE to mnie już przerasta) i jestem sama, chyba to jest związane z dwoma czynnikami które się spotkały tzn mnie spotkały, oraz na chwile obecną nie mam pracy- ( to juz chyba trzeci ) raz tu raz tam ale zawsze na krótko , zastępstwo- czasami sobie myślę żeby wyjechać nic i nikt mnie tu nie trzyma, czasami ( często) miałam wizje samobójstwa, wypadku wizji że tyle się dzieje zła w dzisiejszych czasach może lepiej by było gdyby to mnie spotkało a nie dzieci czy ludzi którzy mają życie ułożone i kogoś kto ich kocha,itp, wiem że to jest nie normalne dlatego do Was piszę. Miałam znajomych, ale odkąd Oni mają rodziny i swoje sprawy ja nie chce się z nimi spotykać sama zmartwiona i udawać że wszystko jest jak najlepiej. Od początku -tak mi się przynajmniej wydaje ; 1) mój ojciec był alkoholikiem- niestety nie dał sobie pomóc, zmarł w 2016 2) jako mała dziewczyna na pewno po komunii (przed chyba też- nie pamiętam dokładnie - byłam wykorzystywana przez starszego kuzyna - ja nie wiedziałam co się dzieje to byłą nasza tajemnica- tak mówił, żebym nikomu nie mówiła, wszyscy tak robią i mają swoje tajemnice, później jak już wiedziałam to się nie zgadzałam na wiele rzeczy i w końcu przestałam do niego chodzić (dodam że to syn mojej ciotki i dosc często tam chodziliśmy z rodziną- On potrafił to robić zawsze i wszędzie nawet jak szłąm do toalety- On chodził ze mną - nie chce tego pamiętać ale cały czas to siedzi w mojej głowie i nie może wyjść ) ale dokładnych okoliczności nie pamiętam wiem tylko tyle że to cały czas siedzi w mojej głowie i nie wiem jak sobie pomóc. On jest w najlepszym kontakcie moim z starszym bratem i dość często się odwiedzają- ja nie chce na niego patrzeć -on sie zachowuje normalnie jak by sie nigdy nic nie wydarzyło i te jego oczy - ale czasami nie mam wyjścia. to za każdym razem wraca- teraz sie tyle mówi o dzieciach wykorzystywanych a ja nie wiem jak sie mam zachować nie chce tego komentować bo sie boję ze sie wygadam a nie chce żeby rodzina wiedziała , ja mam dość - wszystkim sie wydaje że jest super i to ja zdziwam, że jak nie zmienie swojego nastawienia do facetów to zostanę starą panna- a mnie przeraża jakiś kontakt ze strony facetów. nie chce tak jest lepiej- tak mi sie wydaje . brakuje mi bliskości, przytulenia... mam ochotę czasami powiedzieć wszystkim że nie wiedzą przez co przeszłam i co mi siedzi w głowie, żeby mi dali świety spokój ale nie mam na tyle odwagi ostatnio poznałam fajnego faceta- spotykamy się i wydaje mi się że jest OK, no właśnie wydaje- cały czas mam w głowie ze mnie wykorzysta, skrzywdzi, nie zrozumie, zostawi, wyśmieje itp. w mojej głowie są cały czas durne myśli , które mi nie dają spokoju.1- Czy mam mu powiedzieć, co mnie spotkało w dzieciństwie_ mówię o wykorzystywaniu seksualnym2- czy nie jest ze mną z litości- bo widzi ile przeszłam (o ojcu mu powiedziałam)3- czy zasługuje na mnie i czy ja wogóle będe potrafiłą mu dac dziecko ( kontakty intymne nadal mnie przerażają) - On tak bardzo go pragnie na dodatek po pierwwszym spotkaniu wróciły wspomnienia z dzieciństwa gdyż jest wizualnie podobny do osobyktóra mnie wykorzystywała. Proszę o jakieś rady gdzie u kogo szukać pomocy i czy da sie przestac myśleć o mojej tajemnicy???? pogubiona Joanna
  13. Jestem mamą 2.5 letnich blizniat. Zapisaliśmy ich do przedszkola w którym nie ma adaptacji z rodzicem mieszkamy na wsi wyboru przedszkoli nie ma. W pierwszym dniu były 2 h. Podobno ciągle płakały nikt nie zadzwonił żebym jechała. Na drugi dzień już nie zostawiłam bo bardzo płakały nie schodziły z rąk. Odpuściłam na jakiś czas przedszkole. Jeden z synów bardz się zmienił nie chce zostać z nikim nawet na 5 min nawet z tatą. Tylko zniknę z pola widzenia paniczne szukanie mnie placz nawet w domu. Wcześniej zostawał beż problemu z babcia ciocia itp. Teraz nawet umyć nie mogę się iść. Do tego strasznie jest nerwowy robi awantury o wszystko musi mieć pierwszy nie chce dzielić się z bratem niczym. Mama musi do niego przyjść bo on chce i potrafi płakać do skutku Nie wiem jak mu pomóc? Kiedy znowu spróbować z przedszkolem?
  14. Od 10 lat jestem w związku małżeńskim. A od 2 lat mój mąż żyje w związku ze mną i z swoją kochanka. Wydało się tydzień temu jestem w totalnym dołku i nie potrafię poradzić sobie z tym co się stało 🥺 niby został ze mną i naszymi dziećmi ale wiem ze ciągle szuka kontaktu z tą dziewczyną jak żyć? Jak sobie poradzić?
  15. Dzień Dobry, Jestem M., 31 letni mężczyzna z Warszawy. Pod koniec sierpnia podjąłem decyzje o rozstaniu z dziewczyną. Chciałem to zrobić po powrocie z urlopu, ale tak się sprawy potoczyły, że powiedziałem o tym na wyjeździe. Nie żałuje swoich decyzji i nie czuje żalu, ale kiedy powiedziałem, że chce zerwać, bo nie czuje tego uczucia i moja ex była mi obojętna (częściej niż czasami), to ona po jakimś czasie zaczęła mnie zmiękczać. Sam wyjazd wakacyjny super i dobrze się bawiłem, zawsze wyjazdy były super, ale od jakiegoś czasu bardziej traktowałem ją jako przyjaciółke niż partnerkę. Wiem, że piszę to nieskładnie, ale byliśmy kilka godzin na lotnisku i w samolocie - powiedziała, że to kryzys zdarza się, spróbujmy to przez terapie dla par od nowa poczuć. Wtedy na to pod wpływem emocji przystałem. Poszliśmy na dwa spotkania na terapie dla par i Pan terapeuta powiedział, że dobrze na zrobi spróbowanie być na stopie koleżeńskiej. Tylko im dłużej od zerwania, tym mi coraz mniej zależy, a jakoś nie potrafię definitywnie zerwać kontaktu. Czuję że mi to ciąży i mam mętlik w głowie - dwie myśli, spróbować odnaleźć to uczucie przez niezobowiązujące spotkania (szczerze, to ja do tego podchodzę bez oczekiwań i z poczuciem, ze nie jesteśmy razem) i drugie, żeby to całkowicie zerwać, zeby nie robić sobie wzajemnie nadziei. Widać, że jej bardzo, wciąż zależy i coś do mnie czuję. Ja tego nie czuję, ale mam taki charakter, że w większości sytuacji myślę o innych a nie o sobie. I dlatego czuję, że trochę pod jej wpływem godzę się na 'naprawę' ale to nie jest to czego chce, ale też nie potrafię, zrobić tego ostatniego kroku i zerwać kontakt. Czy macie jakieś wskazówki jak sobie poradzić z taką sytuacją? Jak dać sobie szansę na nowe życie? jak powiedzieć drugiej osobie, że to jest definitywny koniec i po mimo szczerych chęci do terapii i wskazówek od terapeuty dla par, dalej tego nie czuje? A nie potrafię budować relacji bez miłości, bez uczucia. A naprawa, po mimo duzego wysiłku, może tego nie odbudować. P.S byłem 6 lat temu w 5 letnim związku i to wtedy ze mną zerwała ex. Zrobiła to przez facebooka - cala historia to osobny post, ale podaję to tutaj, że wtedy ja, bo mi zależało, próbowałem wyciągnąć rękę z naprawą. Ale, wtedy kontakt się urwał i tak sie rozeszło po kościach. Dodatkowo czuję, ze cięży mi takie zawieszenie i wiem, że muszę coś wybrać i tego się trzymać. Ale jak wytrwać w swojej decyzji, bez wzgledu na emocje drugiej strony? Dziękuję za każdą wskazówkę i opinię
  16. Miesiąc dokładnie temu zerwał ze mną. Mówił że z rozsądku. Ze łzami w oczach przepraszał mnie, ale stwierdza że do siebie nie pasujemy. Ja, z racji że byłam zmęczona bo tego dnia oboje byliśmy po całonocnej podróży, płakałam... Ale zareagowałam prawie wcale, czego później żałowałam... Z drugiej strony ciężki miesiąc za nami był, jakoś się tego spodziewałam, ale miałam nadzieję mimo wszystko że podejmiemy prace nad nami i związkiem żeby się nie rozchodzić... Ale padło... Nie miałam siły na poważniejsze reakcje, przeplakalam noc, ale trzeba było wrócić do żywych, do pracy... I rozpocząć pracę nad sobą.... 4 dni później napisałam z prośbą o spotkanie... Żeby mi odpowiedział na pytań kilka żebym sobie wsyzysko poukładała.... Zgodził się bez wahania. Spotkanie przebiegło jakby nic się nie wydarzyło, jakbyśmy dalej było razem... Zaproponował że pomoże mi w przeprowadzce w zamian za buty które obiecałam mu zrobić.... Zgodziłam się... Dwa dni później mi pomógł się przenieść, wsyzysko było 'po staremu'. Jednak zaproponował wspólne piwo u niego w mieszkaniu, skoro wsyzysko wydaje się jakby było okej, i jesteśmy teraz jak kumple.... No nie wyszło.... Poszliśmy do łóżka... Mogłabym to zwalić na nietrzeźwość... Ale przespałam u niego w łóżku noc... I nad ranem już trzeźwi zrobiliśmy to samo... I ja mogłabym myśleć że to tylko pociąg fizyczny... Przeszło mi przez myśl że tylko chce mnie wykorzystać.... Ja sama popłakałam się przy nim zaraz po seksie... Bo z jego ust już padły słowa: nie chcę wracać. A z drugiej strony trzymał mi rękę na policzku i szyi miziając kciukiem po twarzy... No komu by się mętlik w głowie nie zrobił... Odwiózł mnie do domu.... Nie odzywałam się tydzień.... To wydarzenie było dla mnie jak przebicie bąbla który bolał, ale jak pękł to wsyzysko zeszło.... Już od samego zerwania starałam się ruszać dalej, czytałam pomocne książki, zaczęłam wyjeżdżać częściej, robić rzeczy które zawsze chciałam zrobić, angażować się w wydarzenia, i niestety brać podwójne zmiany w pracy żeby nie myśleć... Jak się widzieliśmy opowiadałam mu się zrobiłam już do tej pory, co się zmieniło, że wkurza mnie fakt że faceci jakoś dziwnie wyczuwają że laska jest singlem, bo nagle ich się więcej znalazło wokół.... On nie ruszył tak dobrze dalej niestety.... Nawet mówił że nie myślał o tym co się wydarzyło.... Praca - dom - sen... Ostatnio stwierdziłam że w sumie jestem już na dobrej drodze psychicznie i emocjonalnie... I zaproponowałam mu friends with benefits.... Tak wiem z byłym... Prawdopodobnie największą głupota.... On się zgodził prawie od razu... 3min i odpisał że mógłby się zgodzić ale musi mi zadać kilka pytań... Postawiłam sprawę jasno, podałam zasady z mojej strony, że jeśli komuś coś nie będzie pasowało, to szanujemy się nawzajem i kończyny to na dobre, żadnego dotykania twarzy czy dłoni i jak najmniej całowania... Przystał na to... Zadał mi pytania od siebie: czy czuję coś jeszcze? Powiedziałam że tak, ale uważam że to się zmieni z czasem i po drugie nie chcę być ani próbować być z kimś komu na mnie nie zależy i nie jest mnie pewny 100%; co jeśli jedno z nas prześpi się z kimś innym? Powiedziałam że zobaczymy, trudno mi powiedzieć, ale to jest niezobowiązująca relacja. Jak ja się spytałam czy on coś czuje, to w końcu nie dowiedziałam się, bo uciekał z odpowiedzią... Powiedział że nie czuje nic kompletnie ostatnio.... Ale on to mówił wielokrotnie wczensiej nie w kontekście mnie tylko świata, to mnie często niepokoiło ale on to ignorował.... Więc kompletnie nie wiem jak to odebrać... Ja się czuję w porządku... Nie licząc faktu że myślałam że odbierzemy to oboje neutralnie dość... A ja dalej nie umiem go rozgryźć...... Nie wiem co robić.... Czy mogę to kontynuować waszym zdaniem? Tylko dla korzyści fizycznych? Czy powinnam z nim jeszcze raz porozmawiać? Czy zdecydowanie to przerwać? Wiem że mówią że może się źle skończyć... Ale nie jest to coś co możemy przewidzieć, a uwierzcie gorzej już nie będzie... Tylko ewentualnie dłużej...
  17. Jestem w związku małżeńskim mamy córkę 12 letnią. Jestem nieszczęśliwa, brak pożycia małżeńskiego, mój mąż przestał mi się podobać, nie fascynuje mnie, na każdym kroju mnie denerwuje. Chciałabym odejść ale boję się reakcji rodziny. Wiem , że będę tylko słyszała , że to moja wina , że wymyślam sobie problemy , że mam wszystko. Moja rodzina się ode mnie odwróci. Rozmawiam z mężem , że to się wypaliło, ze musimy się rozstać ale on nie przyjmuje tego do wiadomości. Czy to ze mną cos nie tak?
  18. Dzień dobry Jestem z moją dziewczyną od ponad roku. Ona ma 18 lat a ja 20. Jest nieśmiałą osobą z lękiem przed ludźmi? Naprawdę nie wiem jak to określić. PRAWDOPODOBNIE jest po jednej próbie samobójczej, w przeszłości często się okaleczała. Miała trudne dzieciństwo pełne kłótni, rodzice nie poświęcali jej za grosz uwagi skupiając się na karierach. Po wielu latach wspaniali rodzice przypomnieli sobie o istnieniu córki, nie rozumią jej problemów, uważają ją za nienormalną, stukniętą (delikatnie mówiąc, bo nie chcę cytować ich słów). Chcieliby żeby była ich odbiciem, czyli idealnego człowieka. Moja dziewczyna obwinia się i twierdzi, że mają rację a z nimi wszystko jest w porządku. Od kilku miesięcy radzi sobie co raz gorzej. To mała część wszystkiego,bo nie potrafię opisać co się tam dzieje. Bardzo chciałbym namówić ją na choć jedną wizytę u psychologa, ale ona twierdzi że jej nie da się pomóc bo jest aż tak bardzo "stuknięta". Właśnie dlatego postanowiłem napisać tutaj. Co mógłbym zrobić żeby namówić ją na psychologa? Za nic w świecie się nie zgadza a mówię o tym od kilku miesięcy. Najgorsze w tym wszystkim jest, że nie mogę powiadomić jej rodziców o problemie i muszę działać sam, nie ma innych bliskich którzy mogliby pomóc. Martwię się i błagam o rady.
  19. Witam, jestem 26 letnia matka, która ma problem. Narzeczony (ojciec mojego) postanowił się wyprowadzić za granica do pracy .Wydawałoby soe ze wszustko idzie na dobrej drodze lecz niestety okazało się ze narzeczony jest sknera odkąd zaczął bardzo dobrze zarabiać . Wszystkie finansowe obowiązki pozostawił mi samej .. kredyt czynsz jedzenie itd.. do tego straciłam prace (zamknięto biuro w moim miescie) jestem mi ciężko narzeczony nie chcr pomagać powtarza ze jestem materialistka porównuje mnie do mojego rodzeństwa który sobie lepiej radzi finansowo .. do tego dziecko .. jestem sama szukam pracy lecz coezko pogodzić prace dziecko nic mnie nie cieszy.. moje myśli są gdzies daleko mam wrażenie ze na tym SWOECIE zostało tylko moje ciało , nie mam do kogo się udać po pomoc .. każdy najmniejszy grosz od niego jest wypominamy lecz on na siebie nie oszczędza ale na mnie i dziecku tak Nie wiem co mam zrobić , zapomniał ze przez rok jak go utrzymywałam teraz kiedy on ma pieniądze robi zemnie gorsza osobę a ost nawet wspominał ze powinien zabrać nasze dziecko do siebie na stałe skoro jest mi coezko i nie radzę sobie finansowo
  20. Witam. 2 lata temu zdiagnozowano u mnie zaburzenie lękowe. Otrzymałam leki, które biorę do dziś. Od 2 lat nie miałam ataków paniki, pierwszy silny był kiedy nie wiedziałam jeszcze o swoich dolegliwościach. Kilka dni temu zaczęło mi kołatać serce, zaczęłam się martwić że szybko bije i zmierzyłam ciśnienie. Było dość wysokie i puls 150. Przestraszyłam się tego i pojechałam do lekarza żeby zrobić ekg. Wyszła tachykardia, dostałam lek na zwolnienie pracy serca jednak czułam że to może być atak paniki, bo dodatkowo wystąpiła suchość w gardle i sama się nakrecalam. Byłam na zwolnieniu przed pół roku, po zwolnieniu zakończyłam też pracę. Poszukuję nowej, ale jak mam gdzieś wyjść z domu, zawroty głowy u kołatanie serca wraca. Nie jestem w stanie wyjść z domu sama i nie wiem gdzie szukać pomocy. Mam kredyt który muszę spłacać i swoje rachunki biezace, a nie mam sił wyjść z domu, boję się wyjścia i odwołałam rozmowę kwalifikacyjną. Czy są osoby które były lub sa w takiej sytuacji? Czy jest jakaś forma pomocy finansowej?
  21. Jestem Roman lub Romek. Swój pierwszy post zacznę od tego, że jestem osobą niepełnosprawną. Wrodzina choroba neurologiczna - postępująca. Mam zdiagnozowane stany lękowe. Biorę na stałe leki. Niestety nie mam wsparcia. Singiel z wyboru, z wyboru kobiet. Coś o mnie: katolik praktykujący, lubię zwierzaki. Mam malą biblioteczkę literatury, ale nie mogę zabrać się za czytanie. Interesuję się wieloma rzeczami... Nic co ludzkie, nie jest mi obce. Czego tu szukam: pomocy. Chciałb poklikać z kimś. Za dużo żartuję, więc proszę uważać.
  22. Dzień dobry. Mam 21, uczęszczam na terapie DDA jednak chwilowo przez nieobecność terapeutki musiałam zrobić przymusowa przerwę. Moim problemem jest nieustanny lek, panika, wyobrażanie sobie strasznych rzeczy. Mam 21 lat a boje się zostawać sama. Paranoicznie boje się ze ktoś zrobi mi krzywdę, nawet jak jestem w mieszkaniu mam myśli ze ktoś się włamie, ktoś mnie skrzywdzi. Mój partner wyjeżdża na 3dni a to oznacza ze będę sama i bardzo się boje. Nie wiem czy to zespół stresu pourazowego, przegadam to z terapeutka jednak potrzebuje pomocy teraz. Nie wiem jak poradzić sobie z tymi myślami. To mi utrudnia życie, związek. Nie mogę spać, mam kłucia w sercu, ciagle napady ciepła i zimna, wystarczy jeden dźwięk a jestem w gotowości by wstać w nocy, nieustanne koszmary ze ktoś mnie krzywdzi, bije. Wiem ze to nienormalne jednak taki właśnie jest mój problem. Nie może być tak ze jako dorosła osoba boje się spać sama/zostawać sama w domu. 24/7 w związku może zniechęcić do mnie partnera bo przerwa jest potrzebna, jesteśmy osobnymi jednostkami jednak strach panika i wyimaginowane obrazy w głowie są silniejsze niż racjonalne myślenie. Czuje jakby coś przejęło kontrole nad moim życiem. Chodzę na terapie około rok. Proszę o rady i pomoc
  23. Dzień dobry, jestem 24 letnim mężczyzną, który miał w życiu trochę pecha do ludzi. Mój ojciec nigdy się mną specjalnie nie interesował, a od kilku ładnych lat w ogóle nie mamy kontaktu, Matka natomiast jest ciężka, niedojrzałą emocjonalnie kobietą, z którą nikt z rodziny nie utrzymuje kontaktu, w tym od jakiegoś czasu też ja. Padłem również ofiarą kilku pomówień i plotek wśród znajomych jakiś czas temu, kilka razy z rzędu. Od czasu tych zdarzeń, czyli ok. Rok-dwa kiedy w czasie nałożyło się zerwanie kontaktów z Matką oraz problemy oceny wśród grupy licznych znajomych, teraz kiedy nawet jest już po wszystkim czyli pomówienia się wyjaśniły, Matka już mnie nie atakuje, bo nie ma jak- we mnie zostało uczucie nerwowego lęku przed odrzuceniem przez ludzi. Objawia się to czasem nawet lekkimi paranojami, typu "Czy ktoś naprawdę cieszy się na mój widok, czy się że mnie śmieje?". Lub ciągle zastanawiam się czy aby nie powiedziałem czegoś za dużo, za mało, analizowanie. Nigdy nie miałem takich problemów, zawsze byłem osoba odporna na opinie otoczenia, a od jakiegoś czasu mam takie "ataki" lęków. Głównie weekendami, przy wyjściach. Dochodzi do tego że z osoby, która zawsze była wstanie porozmawiać o wszystkim, wdać się w dyskusję, jestem osobą która czasem boi się odezwać bo analizuje za dużo czy może powiedzieć to o czym myśli, aż w końcu nie wie i nie mówi nic, albo jak powie to się jąka lub trzęsie się głos, z tego powodu zacząłem też pić dużo alkoholu bo wtedy wraca moja pewność siebie. Nie reaguje w ten sposób siedem dni w tygodniu, ale są takie momenty, szczególnie podczas stresujących sytuacji że właśnie tak się zachowuje. Moja matka starannie pracowała nad tym żeby ten lęk we mnie zaszczepić, mówiąc mi że nikt przy mnie nie zostanie, że ojciec mnie nie kocha lub że po prostu jestem złym człowiekiem. I choć uważam się za osobę inteligentną i dobrą racjonalnie potrafię wyjaśnić sobie, że to co podpowiada mi umysł nie jest prawdą, to działa to na poziomie nie do końca przeze mnie kontrolowanym i stąd moje pytanie: czy czas uleczy rany? Zająć się swoimi sprawami i po czasie zacznie być lepiej? A może są na to jakieś metody? Wolałbym uniknąć spotkania z terapeutą, bo nie stać mnie na niego.
  24. Witam Jestem 29letnią mamą i żoną. Może zacznę od tego, że kiedyś byłam odważną, pełną życia osobą, która chciała spełniać marzenia i wierzyła, że może osiągnąć to czego chce. Niestety od kilku/kilkunastu lat to się zmieniło. Wszystko nadmiernie analizuje, zakładam najczarniejsze scenariusze. Przejmuje się rzeczami/sytuacjami które jeszcze nie miały miejsca i być może wcale się nie wydarzą. Potrafię przez kilka dni przeżywać coś co powiedziałam mimo że nie niosło to żadnych konsekwencji. Przestałam się czuć komfortowo wśród ludzi. Otaczam się tylko najbliższymi. Mam poczucie że we wszystkim co robię jestem nie wystarczająca... Że nic co zrobię nie będzie takie jak powinno być. I tu pojawia się najgorszy problem. Chciałabym pójść do pracy (obecnie zajmuje się dziećmi) ale kiedy przychodzi do aplikowania jestem przerażona. Od razu zakładam że zrobię coś nie tak i wszyscy będą mieli pretensje. Staram się to pokonać, przekonywać sama siebie, że przecież jestem zaradną, inteligentną osobą, że dam radę. Czasami nawet zaczynam wierzyć i pełna energii siadam do szukania pracy i wtedy BUM... znowu to samo. Czuję jakby mi miało wyrwać serce z piersi... Bo co jeśli zaaplikuje i ktoś się odezwie... Znajomi, rodzina pytają czy planuję wrócić do pracy... Póki co cały czas wymawiam się opieka nad dziećmi. Jest mi wstyd powiedzieć prawdę. Mąż mnie wspiera, nie naciska na nic, ale ja sama siebie mam już dosyć... Czy ktoś może mi coś podpowiedzieć?
  25. Witam, piszę ponieważ potrzebuje rady. Mój chłopak ma omamy nocne, lęki? Potrafi "obudzić się w nocy" i krzyczeć, że chodzą po nim pająki itd. Jest w tym momencie bardzo zestresowany I przerażony. Krzyczy, ma otwarte oczy. Nie wiem jak reagować w takiej sytuacji. Sama zaczynam panikować. Co robić?
×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.