Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'lęk'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 427 wyników

  1. Mam 20 lat i w tym roku zaczęłam studia w Anglii na kierunku Business with Tourism Management. Od zawsze chciałam studiować a możliwość kształcenia się za granicą to niesamowita okazja. Chciałabym czerpać z tego jak najwięcej ale nie potrafię. Od kilku tygodni nie mam na nic siły. Codziennie rano z trudem wstaje z łóżka, nie potrafię się skupić ani zmotywować. Czuję, że zostałam sama. Czuje, ze zawiodłam całą rodzinę. Pomimo tego, ze staram się myśleć pozytywnie nie potrafię. Nie mam osoby, z którą mogłabym o tym porozmawiać. Chodzę zestresowana i pomimo tego, że staram się z tym walczyć wiem, że w przyszłości nie czeka mnie nic dobrego. Jak sobie z tym poradzi? Nie potrafię już tak dłużej.
  2. Jestem 25-letnią mężatką, pracuje jako rehabilitanka z osobami starszymi (jestem sama na tym stanowisku na ponad 40 pacjentów). W pracy jestem narażona na duży stres w związku z wieloma obowiązkami zawodowymi, praca jest bardzo wyczerpująca fizycznie, dużo dźwigam i podnoszę (pacjentów), nie mam pomocy ze strony innych pracowników, wręcz odwrotnie - jestem sprawdzana z tego co robię przez co pracuje na jeszcze większych obrotach, aby wyrehabilitować jak najwięcej osób. Nakładane są na mnie obowiązki i mimo, że nie mam na nie czasu bądź niemożliwe są dla mnie do wykonania, nie potrafię być asertywna i odmówić. Ze względu na ten stres i ciężką fizycznie pracę mam problemy zdrowotne (bezsenność, wysokie tętno tj. 130ud/min, silny ból w klatce piersiowej), a najboleśniejszym przeżyciem była utrata ciąży, na które na pewno przyczyniła się praca. Obecnie nie widzę sensu życia, nie chcę popełnić samobójstwa, ale odczuwam, że już nic dobrego mnie nie spotka, nie umiem z niczego się cieszyć, ograniczyłam kontakty z ludźmi, myśl o pracy mnie bardzo dołuje. Praca z pacjentami kosztuje mnie bardzo dużo wysiłku psychicznego, gdyż nie mam ochoty z nimi rozmawiać (a pracując na tym stanowisku kontakt słowny jest ważny), unikam innych pracowników, aby z nimi nie rozmawiać... Poważnie myślę o zmianie pracy, choć boję się, że nie znajdę innej. Nie wiem, co mam dalej robić???
  3. Witam jestem studentką pierwszego roku w nowym mieście. Od paru lat chciałam wyjechać z rodzinnego miasta i zacząć swoje życie od zera. Z jednej strony ciężko mi było wyjechać i zdystansować się od dawnego życia. Byłam w paru toksycznych relacjach (ojciec, przyjaciółka, chłopak) ,miałam żal do tych osób i czułam ,że przy nich nigdy nie będę mogła się rozwinąć. Jestem nadmiernie wrażliwą osobą na swoim punkcie przez co często staram się udowodnić otoczeniu ,że jestem wystarczająco dobra. Kiedyś myślałam ,że tylko dążenie do perfekcji zapewni mi podziw ze strony innych i może ktoś obdarzy mnie uczuciem. Często zmienia mi się humor- jednego dnia jestem zabawna, otwarta i pełna entuzjazmu ,aby innego dnia płakać i przeżywać jakieś nieistotne rzeczy. Za mocno się wczuwam w dyskusje i kiedy pod wpływem emocji powiem coś nieodpowiedniego czuje się zawstydzona przez resztę dnia. Wiem ,że moje zachowanie staje się z roku na rok coraz bardziej niepokojące i częste ,co mnie przytłacza. Dawniej byłam zupełnie inną osobą.Chciałabym się zapytać co to może oznaczać? Czy może być to związane z tym ,że od paru lat wiele osób mnie zawiodło i zraniło moje uczucia? Czy to po prostu moja wrażliwa natura powoduje takie zachowanie? Albo to już jakaś choroba? Z góry dziękuje za odpowiedź.
  4. Witam ponownie przemyślałam swój wczorajszy wpis i doszłam do wniosku , że nie byłam szczera ani przed sobą ani przed Wami. Bo nie chodzi tylko o moje relacje z mężczyznami. Chodzi o całokształt. właśnie cofnięto mnie z kontraktu, który , jak się okazało , nie był sprawdzony, pracowałam bez ubezpieczenia i całkowicie nielegalnie. Wróciłam do domu na tarczy. Upadł mój krotki związek, nagle odebrano mi pracę. Czuję ,że tonę. Nie radzę sobie z rozstaniem, nie mam siły na podjecie walki z moją agencją. Wiem , że powinnam zapomnieć o porażce uczuciowej ( obwiniam siebie ). Zdaje sobie sprawę , że to się skończyło, nie wróci, ą coś we mnie krzyczy , że może jednak...Mam żal do agencji, czuję się wystawiona do wiatru, oszukana, pozbawiona możliwości pracy. Brak mi siły i wiary , że coś zdziałam . Nie robię nic. wyciszam się środkami uspokajającymi. Czasem błyśnie jakieś światełko, jakaś iskierka nadziei na to, że sobie poradzę, ale lek przestaje działać i chcę gdzieś uciec, zaszyć się gdzieś gdzie mnie nikt nie znajdzie, gdzie się wypłaczę, wykrzyczę... Kim ja właściwie jestem? Gdzie jest moje miejsce? Targają mną silne emocje. Czuję tylko pustkę. Boję się spać, nie mogę jeść. Nie jestem w stanie na niczym się skupić. Mam wrażenie, że nikt nie zrozumie o co mi właściwie chodzi, bo nawet to co piszę jest bez ładu i składu. Boję się życia. boję się siebie. Mam za sobą próby samobójcze. Tym razem nie zaszło to tak daleko, ale już raz wyobrazilam sobie, że po prostu skaczę z balkonu.
  5. Witam mam 24 lata jestem kobieta .Od dziecka mniej wiecej od 5 roku zycia cierpie na lęki ,sters bardzo mocny nad którym nie moge zapanowac ,wszystko mnie przytłacza jestem cały czas przygnębiona ,chodze do pracy i chce ja zmienic poniewaz nie potrafie dogadywac sie z ludzmi , ,nie moge spać ,lekceważe zajecia domowe .Prosze o pomoc.
  6. Mam problem z jedzeniem. Nienawidzę jeść. Mam niedowagę i już nie raz próbowałem przemóc się żeby jeść tak jak inni, ale nie potrafię. Jem mało i rzadko, a do tego tylko wybrane dania. Nie potrafię spróbować czegoś nowego, czegoś czego wcześniej nie jadłem. Dzisiaj mój dzień przebiegł w następujący sposób: wstałem, wykąpałem się, ubrałem i poszedłem na autobus (nie zjadłem żadnego śniadania w domu), dojechałem do szkoły, poszedłem na lekcje (między lekcjami także nic nie jadłem), skończyłem lekcje i musiałem godzinę przeczekać w mieście (miałem później dodatkowe lekcje). W tym czasie miałem coś zjeść, ale no właśnie nie zjadłem. Znowu. Jest aktualnie 19, nie zjadłem do tej pory nic i czuję lekki głód. Problemem jest to że nie potrafię się przemoc żeby iść coś zjeść. Nie wiem co mam zrobić. Moje problemy sprawiają że moja rodzina się rozpada. Gdy wróciłem niedawno do domu to rozpoczęła się kłótnia dlaczego znowu nic nie zjadłem i matka zaczęła obwiniać ojca że go jego wina (bo z nim wracałem po dodatkowych lekcjach). Rozpoczęła się ogromną kłótnia, która wywołała wiele krzyków i frustracji. Poniżej zamieszczam to co napisałem w trakcie kłótni. "Mam ze sobą problem Mam problemy i nie potrafię ich rozwiązać Czuje się jakby zaczynały mnie pochłaniać i pochłaniać aż w końcu zniknę Nie chce być takim. Chciałbym w końcu przestać wszystko niszczyć wokół siebie i zwyczajnie umrzeć. Nie chce już być na tym swiecie, po prostu chciałbym odejść i skończyć to wszystko. Chciałbym po prostu żeby ludzie wokół mnie mogli być wreszcie szczęśliwi. Czyli tacy jakimi nie mogą być kiedy jestem obok. Czuje że jeśli wkrótce nie pokonam problemów albo nie zakończę tego raz na zawsze to kogoś wyniszcze Zniszczę coś czego już nigdy nie będę w stanie naprawić Coś dla mnie ważnego Coś bez czego nie będę istniał, coś co znaczy dla mnie więcej niż całe szczęście które kiedykolwiek doświadczyłem Proszę niech ktoś mi pomoże Błagam kurwa Nie potrafię już funkcjonować"
  7. hej, jestem kobietą, mam 24 lata. ojciec alkoholik, matka znęcająca się psychicznie. po 7 roku życia żyłam z nią i jej kolejnymi facetami, w wieku lat 10 na skutek jej zaniedbań trafiłam do domu dziecka połączonego ze środkiem dla trudnej młodzieży na rok gdzie znęcano się nade mną psychicznie i fizycznie. od tamtej pory towarzyszą mi stale lęki przed zbyt dużą ilością ludzi w jednym pomieszczeniu, zamkniętymi miejscami z obcymi ludźmi, jedzeniem w jednym pokoju z ludźmi. jako nastolatka okaleczałam się regularnie przez kilka lat, podjęłam próbę samobójczą, miałam problemy w szkole, nie chciałam tam chodzić, z nikim nie rozmawiałam, pojawiły się problemy ze snem, dodawałam alkoholu do herbaty żeby móc zasnąć. zostałam pozbawiona miejsca do mieszkania po zdaniu matury, przez kilka lat pomieszkiwałam tu i tam, obecnie to jest ustabilizowane. od strony związkowej jestem szczęśliwa. mam problemy ze snem, stresujące sytuacje wywołują u mnie drganie kończyn. boję się nawiązywać relacje, jest to dla mnie trudne i bolesne, czuję głęboką niechęć do kłamstwa i tego, że ludzie nie są konsekwentni i nie ponoszą konsekwencji. panicznie boję się małych dzieci, porodu i macierzyństwa. mocno wierzę w równość i sprawiedliwość, moja lojalność kończy się tam gdzie ktoś nie ma racji lub prosi o zrobienie dla siebie wyjątku. mam bardzo silne poczucie niezależności, nie daję sobie wchodzić z butami w życie, bardzo często się wycofuję z rozmów, rzadko mówię o sobie coś głębszego, spotykam się z niezrozumieniem. czuję niechęć do bezsensownych czynności w pracy i w domu - wszystko nadmiernie analizuję. ciągle jestem przygnębiona, gdy coś idzie źle np. straciłam pracę i nie mogłam znaleźć nowej przygniata mnie niemoc, nie mogę wstać z łóżka, nie mogę spać, nie mogę się na niczym skupić. potrzebuję dużo czasu dla samej siebie, rzadko się umawiam z ludźmi nawet na których mi zależy. w następstwie stresujących sytuacji zdarza mi się upić. jestem pogodzona ze śmiercią, nie boje się jej, nie mam myśli samobójczych. jak mam sobie pomóc? co mogę zrobić? finansowo nie stać mnie na terapię.
  8. 2 miesiące temu zakończyłam ponad 3 letni związek. Związek który nie dawał mi szczęścia. Było to jedynie przyzwyczajenie. Chcialam skupić się tylko na sobie, na swoich marzeniach, planach itd. Czułam że marnuje z nim czas. Niedawno poznałam chłopaka który traktuje mnie zupełnie inaczej niż poprzedni. Jest bardzo zaangażowany, wie czego chce, potrafi mi okazać uczucia i o nich rozmawiać a na tym mi bardzo zależy w związku. Jest zupełnym przeciwieństwem mojego byłego. Wydaje się być idealny. Jest jednak problem. Mimo że czuje że jest dla mnie odpowiedni boję się wejść w ten związek. Wszystko zacznie się od początku. Chwilami myślę czy jednak nie wrócić do byłego mimo że go nie kocham i on zasługuje na coś lepszego. I to tylko dlatego że tam już wszystko mam za sobą. Jego dobrze znam jego rodzinie i znajomych też znam akceptowali mnie. Nowy związek znaczy że wszystko to zaczyna się od początku. Boje się bo w poprzednim związku dużo mnie to nerwów kosztowało. Zdaje sobie z tego sprawę że jest to normalne. Każdy związek zaczyna się od początku i tak już jest aczkolwiek strach też jest. Więc tak.. z jednej strony chce być z nim bo wiem że będzie dla mnie dobry i czuję do niego to coś, z drugiej strony wróciłam bym do byłego bo widzę w jakim album stanie spychixznym jest po zerwaniu no i przyywczajenie jest i wszyskto mam za soba ale byłoby to litowanie się i jest jeszcze trzecia strona czyli trzeci chłopak. Pracujemy razem. W chwili kiedy go zobaczyłam czułam że będziemy mieli super kontakt. I tak rzeczywiście jest. Jest niemalże taki sam jak ja. Nadajemy na tych samych falach. Kiedy on jest odrazu mam lepszy nastrój i tak samo działa to w drugą stronę. Każdy mówi że powinniśmy być razem i że czuć chemię między nami. I kolejny problem..czuję coś do jednego jak i do drugiego. Nie wiem czy coś ze mną jest nie tak? Czy to jest normalne? Jeden mnie super traktuje czuję się jak księżniczka z drugim mi się lepiej rozmawia i jesteśmy podobni bardzo do siebie i mamy dużo wspólnych tematów do rozmów. Czuję że chcę być z jednym i drugim. Ale tak nie mogę. Jestem nie stabilna emocjonalnie. Wiem że jak będę z jednym to go zdradzę z innym. Dlaczego tak jest..(w 3 letnim związku też ciągle ktoś inny mi zawracał w głowie i się z tymi chłopakami spotykałam mimo że nie powinnam) Już mnie to męczy.. Chcialabym zbudować normalny stabilny związek taki stały ale jest to zbyt trudne Nie wiem czy to kwestia tego że jestem zbyt młoda?(21) Kwestia tego że w dzieciństwie nikt na mnie uwagi nie zwracal. Zawsze pozostawiona sama sobie. W szkole też raczej z boku gdzieś. I teraz kiedy nagle ktoś na mnie zwróci uwagę to ja widzę w nim księcia z bajki? Czemu nie potrafię skupić się na jednym chlopaku? Nie chce się nimi bawić. Wiem że to jest złe nie chce ranić ale to silniejsze ode mnie. Może powinnam skupić się tylko i wyłącznie na sobie na jakiś czas. Spełnić swoje marzenia i odpocząć od chłopaków, trochę dorosnąć.. Nie wiem Pomóż ktoś
  9. Witam, mam 19 lat. Ostatnio ciagle doświadczam nieuzasadnionego lęku. Po prostu się boje, zaciska mi się żołądek, serce strasznie szybko bije, mam bardzo dużo myśli, które się powtarzają. Jestem tym przerażona, ogólnie zawsze byłam osoba wrażliwa, płaczliwa i nie radziłam sobie z emocjami, ale leki pojawiają się bez konkretnego powodu. Co robić?
  10. Witam serdecznie! Na samym początku chciałbym się przywitać. Otóż mam na imię Adrian, mam 25 lat i mieszkam w dość małej miejscowości nad morzem. Przechodząc do mojego problemu chciałabym zaznaczyć, że nigdy nie miałem problemów z psychiką, nie leczyłem się, a jedyną chorobą jaką teraz mam jest niedoczynność tarczycy i Hashimoto. Mój problem ciągnie się już od dzieciństwa. Zawsze odkąd pamiętam uwielbiałem grać w piłkę nożną. Moi rodzice oraz znajomi mówili, żebym szedł w tym kierunku i grał. Na początku grałem w szkole i pamiętam, że naszym trenerem był nauczyciel, który bardzo dużo krzyczał na zespół, nie mogę powiedzieć, że na mnie tylko ogólnie. Po prostu tak kierował drużyną. Od tamtego okresu bardzo boję się grać w piłkę nożną. Jestem bramkarzem i ciągle przed meczem przechodzi mnie ten strach, nachodzi stres, że ktoś będzie na mnie krzyczał, że coś robię źle, ludzie którzy oglądają spotkanie też będą mówić, że zrobiłem to źle czy tamto. Często przed meczem myślę, że co będzie jak podam źle, albo że zrobię źle wtedy czy wtedy i na pewno będzie coś źle. Staram się tłumaczyć sobie, że to tylko gra i że to tylko zabawa, nie żaden profesjonalny sport i nie zarabiam na tym pieniędzy. W dniu meczu zazwyczaj boli mnie brzuch i nie mogę zbytnio jeść. Potem gdy już gram to zazwyczaj to wszystko przechodzi i jest w miarę normalnie, po meczu jest już dobrze, nie stresuje się. Ten stres i strach dotyczy również innych aspektów życia np. egzamin jakiś lub wystąpienie przed ludźmi. Kiedyś gdy jeździłem do swojej narzeczonej to strasznie wstydziłem się rozmawiać z Jej rodzicami. Ciągle myślałem, że coś powiem źle i potem będę w kółko o tym myślał. Nie mówię, że jest tak cały czas, bo potrafię normalnie załatwić każdą sprawę i nie mam z tym żadnego problemu. Potrafię zadzwonić np. do banku czy do sklepu i się dogadać. Głównie chodzi mi o granie i ten stres, lęk który przeżywam przed tym, że ktoś będzie na mnie krzyczał. Nie wiem jak mam to rozgryźć. Czytam książki o pewności siebie, staram się, aby było dobrze, ale ten stres i strach wygrywa. Nie wiem czy jest to normalne czy też nie. Dodam na koniec, że jestem dość cichą osobą, która zbytnio dużo się nie odzywa, bardziej jestem introwertykiem. Myślałem też nad tym, aby udać się do psychoterapeuty. Chciałabym po prostu wiedzieć co jest ze mną nie tak. Dziękuję bardzo za pomoc i pozdrawiam.
  11. kobieta, 47 lat Moj byly partner pochodzi z rodziny, gdzie matka jest osoba bardzo samolubna i narcystyczna, a ojciec musi sie podporzadkowac i robic wszystko, co ona chce, albo ma awantury. Ona jest wiecznie chora i wymaga niestannej opieki. Moj byly odwiedza ich co tydzien tylko po to, zeby dac troche wytchnienia ojcu. Model zwiazku, ktory wyniosl z domu jest wiec zwiazany z cierpieniem w relacji. Oprocz tego, dziewczyna, ktora mial przede mna zdradzila go i wykorzystywala. Bylismy ze soba rok i ze mna zerwal za przyczyny podajac fakty, ze nie jemy tych samych rzeczy i nie ogladamy tych samych programow. Natomiast ja mam wrazenie, ze on sie po prostu boi bliskosci i uciekl, gdy tylko zaczelo robic sie powaznie. Czy jest jakis sposob, abym mogla mu pomoc, czy on raczej nie uwierzy, ze ma problem i powinnam sobie odpuscic?
  12. Jestem dorosłym dyslektykiem, dysleksja (bardzo silna) została u mnie zdiagnozowana w dzieciństwie niestety nikt mi nie pomógł, bo nikt nie wiedział jak pomóc, dostałem tylko papier o dysleksji i miałem łatwiej w szkole. Nie wiem gdzie mogę szukać teraz pomocy, mam ogromny problem z czytaniem i pisaniem odręcznie, robię dużo błędów i literówek, mylę litery, b z p, o z a, k z g, i z j, nie wiem jak dane słowo napisać, czytanie mnie męczy i nic z tego co czytam nie rozumiem, mam też problem z liczeniem. Mam podejrzenie, że ten problem doprowadził mnie do nerwicy i depresji. Proszę o pomoc.
  13. 1. Nazywam się Daniel. Mam 23 lata, Od 6 Lat mieszkam w Norwegii, oraz pracuje na pełny etat. 2. Ciężko stwierdzić kiedy pojawił się ten problem bo chyba go ignorowałem większość mojego życia i nie zdawałem sobie sprawy do momentu, gdy uświadomiłem go sobie w dorosłym życiu i jak bardzo te problemy/przekonania niszczą mnie i moje życie. (odkąd pamięć sięga bardziej zaczeło się gdy miałem okolice 12-13 lat, 1wsza gimnazjum). Problem a raczej problemy trwają do dziś, w teorii okolo 13 lat. 3. Moje problemy polegają na tym że nie potrafię nawiązaywać relacji z ludźmi, świadomie lub nie świadomie izoluję się od wszystkich, jestem małomówny, sabotuje wszelkie relacje z ludźmi gdy tylko jest okazja nawiązania nowych znajomości. Odczuwam lęki, gdy przebywam z innymi ludzmi że nawet nie potrafie utrzymać kontaktu wzrokowego z inną osobą. Męczy mnie przebywanie wśród ludzi, rozmowy o niczym mnie nie interesują, w pracy na przerwach wolę patrzeć się w telefon niż uczestniczyć w sztywnych "small-talk". Mam huśtawki nastroju, 1 dzien potrafi być super, kolejne potrafią być dołem bez dna że zastanawiam się po co ja w ogóle żyje skoro tak to ma wyglądać cały czas. ( Na szczęście nie mam myśli samobójczych, bo brak mi odwagi i nie zrobiłbym tego ze zwględu na konsekwencje dla rodziny itd.) Z dnia na dzień, miesiąca na miesiąc sytuacja się pogarsza. Nie wiem czy mam po prostu to zaakceptować że całe życie będę sam i że taki juz poprostu jestem? Zgonić na Introwertyzm ? to chyba za mało. Nie odczuwam w ogóle szczęścia, "jakaś wewnętrzna blokada" nie pozwala mi zrzucić tego ciężaru i cieszyc sie zyciem. Bardzo dobrze czuje się będąc sam, lecz czasem brak mi kogoś. Sięgałem po pomoc psychologa online (nie u was) odbylem 3 sesje i straciłem nadzieje że to cokolwiek pomaga(chyba psychoterapia by tu pomogła bo to już bardziej zaawansowane gdyż słowa ala "Myśl o pozytywach" nie działa kompletnie. Jak mam zły dzień dochodzą paranoje w stylu jeśli ktoś ze sobą rozmawia, myślę że to o mnie. I to że mieszkam w Norwegii nie pomaga, ponieważ ludzie w większości tu nie są mili, wręcz wrogo nastawieni do Polaków, jedynie zakładają maske kiedy trzeba. Moze przesadzam, ale coś w tym jest. Także ciężko się otworzyć przed kimś. 4. Z problemem sobię niestety już nie radzę, dlatego szukam pomocy chociażby tutaj, by ktoś kto się na tym zna, mógłby mi pomóc lub naprowadzić. Staram się bardziej zaakceptować ten stan bezsilności, że tak już po prostu ma być bo nic z tym nie zrobie , niż walczyć z tym i pogarszać sytuacje. Pisze tutaj z nadzieją poradzenia sobie z tym problemem. 5. Pisze ze względu tego: gdyż tego jest tak wiele że poprostu łatwiej mi jest to wszystko napisać niż mówić chociażby przez skype. W Rozmowie z innymi bardzo kuleje i nie potrafię wyrazić tego co chce. Moje pytanie brzmi: Czy da się to jakoś zdiagnozować ? Co jest przyczyną takiego stanu ? Chciałbym poznać problem dopiero potem z nim walczyć. Czy to depresja? Zaburzenia osobowości ( Osobowość lekliwa , unikająca. ), Paranoje z fobią społeczną ? Czy poprostu miks tego wszystkiego? Jako iż pisze w sprawie porady darmowej na forum, chciałbym się poprostu dowiedzieć co mi jest i w jaki sposób można mi w tym pomóc. Będę bardzo wdzięczny za pomoc, chętnie zamówię rozmowe /lub porade mail odpłatnie jeśli poznam problem/problemy którę niszczą mnie kawałek po kawałku. Z góry dziękuje za poświęcony czas Pozdrawiam Daniel
  14. Witam, jestem 17 letnia uczennica liceum. Może zacznę od początku - w 1 gimnazjum zaczęłam mieć problemy z Panią od matematyki. Myślałam, z początku ze tak musi być, ze ktoś w klasie musi być jej ofiara. Zaczęło się niewinnie, od docinek w stylu „Nic nie osiągniesz w tym życiu skoro liczyć nie potrafisz” lub bardziej personalnych np. „Nie powinnaś ubierać takich bluzek, widać ci faudki” niby nic a jednak na forum klasy to bolało. Później zaczęło się bardziej drastycznie - zakazy dołączania do mojej klasy na wycieczkach, kiedy nie było mnie w szkole z powodu choroby wyśmiewała to, znajomi odwrócili się ode mnie i sami zaczęli docinać. Z dnia na dzień psychicznie było mi gorzej. Unikałam matematyki, zaczęłam dostawać silnych nerwobóli przez które często faszerowałam się lekami. Pani potrafiła pytać mnie 2 godziny pod tablicą, nawet kiedy w pewnym momencie nie wytrzymałam i zaczęłam płakać nie przestała. Raz nakładając tusz do rzęs, co u moich koleżanek było codziennością, nawet inne bardziej rozbudowane makijaże, kazała zmyć mi oczy płynem do naczyń który wylała na moja twarz. Czułam się poniżona, najgorsza i zaczęły się inne problemy. I tak zgłaszałam to do dyrekcji, ale ta Pani była ostatni rok w szkole i poproszono mnie abym „nie wymyślała głupot”. Pedagog powiedział ze nie ma czasu i żebym przyszła w innym terminie - nie przyszłam. Wychodząc z gimnazjum miałam zniszczoną psychikę, samoocenę, nerwice szkolną. Stwierdziłam wraz z moja mamą, ze wezmę „przerwę” od szkoły w postaci edukacji domowej. Nie zdałam klasy z powodu matematyki. Na matematyce, kiedy tylko pomyśle o tym przedmiocie robi mi się niedobrze. Boje się każdej lekcji, zdarza mi się płakać w szkolnych toaletach godzinę przed. Mam również inne „objawy” które niszczą mi życie. Myśli samobójcze, nienawiść do samej siebie tak wielka, ze czasem nie mogę spojrzeć w lustro, samookaleczenie, ataki paniki. Wiem ze hormony w moim wieku buzują, dużo się dzieje, ale to mi nie daje żyć, nie wiem ile jeszcze czasu to udźwignę...
  15. Cześć, jestem kobieta, mam 18 lat i do około dwóch miesięcy stale cierpię na paraliż senny. Wszystko zaczęło się jeszcze w wakacje, pewnej nocy obudziłam się i nie mogłam się ruszyć, całemu temu odczuciu towarzyszył lęk oraz zmieszanie. Pamietam jednak sen który poprzedzał tę zdarzenie, mianowicie śnił mi się mój jeden z partnerów seksualnych nagle przemieniający się w postać szatana. Nigdy wcześniej nie przeżyłam tak intensywnego doświadczenia. Początkowo szukałam przyczyny wśród zjawisk nadprzyrodzonych pomimo tego iż nie jetem wierząca, później jednak wpadałam na pomysł, ze może jest to paraliż senny, aczkolwiek te zjawisko niekoniecznie pasowało do modelu stereotypowego paraliżu. To nie wyglądało tak jak opisują to ludzie na forach internetowych, oczywiście dostrzegłam pewne podobieństwa, ale dalej nie dowierzałam. Tej samej nocy doświadczyłam ponownie zjawiska samego paraliżu, między nimi była jedynie około 40 minutowa przerwa. Od tej pory zdarzało mi się jeszcze kilkukrotnie doznać paraliżu. Następnie doczekałam się około miesięcznej przerwy podczas, której trawią niemalże o nim zapomniałam. Jednak jak się okazało długo nie mogłam się nacieszyć tą przerwa bo wszystko wróciło ze zdwojona siła, nie no może przesadzam z ta zdwojona sila, natomiast prawda jest iż samego paraliżu zaczęłam doświadczać nieco bardziej intensywnie niż poprzednio. Zjawisko te towarzyszy mi stale, zdarza się, ze mam 2 paraliże w ciągu nocy, czasami 3. Jeśli wystąpi tylko jednej lub wcale to jest naprawdę wyjątkowa noc. Po dwóch miesiącach licznego doznawania paraliżu przysennego można powiedzieć, ze się nawet do niego przyzwyczaiłam oraz w pewien sposób zaakceptowałam. Tym bardziej, ze moje paraliże ,myśle nie są na tyle „straszne” jak niektórych ludzi. Z tego co czytałam na innych forach ludziom towarzysza naprawdę okropne przeżycia. Moje za to nie są aż tak inwazyjne, podczas jego przebiegu nie widzę zjaw i tym podobnych, oczy mam zamknięte i wszelkie wizje to zapewne dalej postępujący sen, z czego sprawę zaczęłam sobie zdawać stosunkowo szybko. Do tego dochodzą również irytujące, silne dźwięki. Co ciekawe z czasem udało mi się nauczyć okiełznać cały ten proces. Stosunkowo szybko potrafię zweryfikować, ze jest to właśnie paraliż oraz zatrzymać jego postęp. Problem w tym, ze nie zawsze chcę to robić, nie wiem tez czy dokonuje tej decyzji świadomie czy tez nie, aczkolwiek wydaje mi się, w raczej tak. Tutaj stawiam sobie pytanie :”dlaczego pragnę doświadczyć tak okropnego zjawiska?” Jeśli miałabym zobrazować jak wyglada podjęcie tejże decyzji to właśnie tak; budzę się oraz zaczynam zdawać sobie sprawę z tego co się dzieje podczas kiedy mój mózg dalej jest silnie zaangażowany w postęp snu, osiągam pełna świadomość i wiem iż mogę to opanować, znam nawet na to skuteczny sposób. Sen, którego projekcja trwa w moim mózgu jest jednak bardzo kluczowy, często śni mi się coś co nie sprzyja mi jako człowiekowi, zdarza się, że odnosi się to do mojego życia prywatnego, w tym seksualnego. Przywołany przeze mnie sen, w którym główna role ogrywa mój partner może posłużyć mi za doskonały przykład mojego świadomego wyboru. Sen prezentuje mój stosunek seksualny z danym partnerem podczas którego przemienia się on w postać samego szatana. Jesteśmy na etapie gdzie ja sama zdaje sobie już sprawę z tego, że jest to paraliż oraz czuje, ze jestem w stanie go powstrzymać, jednakże nie decyduje się jednak na ten krok, brnę w to, aż dotąd gdy mam dość. Następnie pojawia się ten bliżej nieokreślony, głośny dzwięk i gdy dostrzegam, że wszystko może sie posunąć za daleko decyduje iż nie jetem w stanie znieść kolejnego etapu i zaczynam się starać wybudzić w pełni. Zachowuje spokój oraz staram skupić się na oddechu, kiedy niemal udaje mi się wybudzić często znowu powracam do punktu wyjścia i jeszcze raz na chwile odczuwam charakterystyczne mrowienie w czaszce, właśnie omal bym zapomniała o tym mrowieniu które właściwie jest pierwszych z symptomów paraliżu. Wracając, już prawie odzyskuje wład w ciele ale uświadamiam sobie, że dopóki nie zdecyduję się w pełni wybudzić walka ta będzie trwała w nieskończoność. W końcu udaje mi się uzyskać swój cel, a po całkowitym wybudzeniu nie jestem już nawet zaskoczona tym o mnie dotknęło. Proszę o pomoc dlatego iż, całe te zjawisko nie pozwala mi się w pełni wysypiać. Jak już wcześniej wspominałam udało mi niemal do niego przyzwyczaić tym bardziej, że jest dosyć okresnone, schematyczne, ale co będzie gdy sie pogłębi?? Dziękuję za wysłuchanie i za pomoc z góry :———)
  16. Mam 22 lata, pisze tu ponieważ boje się ludzi. Chciałabym podjąć prace ale się boje ze będę wyśmiewana, krytykowana bądź jakkolwiek niemiło traktowana. Raz już pracowałam i za każdym razem gdy rozmawiałam z szefem to strasznie się pociłam, zapominałam co mówi ze strachu. Nie wiem dlaczego się tak dzieje, od dziecka mam problemy z kontaktami z ludzmi, nie potrafiłam z nimi rozmawiać, Wydawało mi się ze zawsze mówiłam jakąś głupotę co skutkowało ze byłam czasem wyśmiewana. Nie wiem może to moje problemy z dzieciństwa ponieważ byłam tez molestowana przez wujka a mama nic z tym nie zrobiła i przez to stałam się takim wyrzutkiem albo że mama czasem za dużo piła. Boje się nawet gdziekolwiek wyjść by nikt na mnie pogardliwie nie patrzył. Mam tez taki problem ze niektóre rzeczy musze sprawdzać kilka razy np. czy gaz jest zakręcony albo czy okulary położyłam na miejsce dotykam cos kilka razy bo wmawiam sobie ze cos strasznego się stanie a mam tego już dość a nie wiem jak z tym walczyć. Boje się iść normalnie do psychologa bo może zbagatelizuje moje problemy i powie ze jestem leniem czy cos i nawet nie wiem jak bym miała mu zacząć mówić. Możecie mi coś poradzić?
  17. Witam Od mniej więcej półtora roku borykam się z problemem, który powoli zaczyna rujnować mi życie. Ciągłe obniżenia nastroju, poczucie lęku, bóle żołądka i mdłości z rana. Nie są on ciągłe, występują co jakiś czas tak jakby cyklicznie. Mam wrażenie że już nic nie sprawia mi przyjemności coraz bardziej wycofuje się z relacji społecznych tak jakbym zamykał się w sobie. Stres pojawia się gdy muszę załatwić jakąś sprawę lub wyjść do ludzi. W tym roku skończyłem szkołę, miałem podjąć pierwszą pracę za granicą. Niestety w ostatniej chwili zrezygnowałem stres i lęk przed nowym miejscem i nowymi ludźmi był bardzo paraliżujący. Parę dni przed planowanym wyjazdem przestałem jeść, nie mogłem spać a jak już udało mi zasnąć to budziłem się z poczuciem lęku po 2/3 godzinach i nie mogłem zasnąć do tego doszły wymioty i silne odruchy wymiotne. Boje się, że jeżeli tak dalej pójdzie to stanę w miejscu i nigdy nie ruszę do przodu, nie dam rady poukładać sobie życia.
  18. Jestem 21 letnią studentką. Od około dwóch lat nie potrafię sobie poradzić ze swoją sytuacją. Niby wszystko jest ok, mam co jeść, mam bardzo dobre wyniki w nauce,jak i także osiągnięcia na szczeblu krajowym. Jednak od dłuższego czasu dzieje się ze mną coś bardzo niedobrego. Zaczęło się w czasie trwania mojego związku 2 lata temu. Nie potrafiłam poradzić sobie emocjonalnie ( osoby z mojej klasy znęcały się nade mną psychicznie), wtedy zaczęłam się okaleczać. Nigdy nie chciałam się zabić, tylko jedynie poczuć ból, ukarać się jakoś. Po zerwaniu było jeszcze gorzej ponieważ zaczęłam wierzyć że jestem naprawdę do niczego. I tak jest od wtedy. Co parę miesięcy czasami tygodni jest na odwrót. Raz jestem szczęśliwa, może czasami aż za bardzo. Chce wtedy zmieniać świat, jestem w pewnej części taka jak byłam kiedyś, potem nadchodzi czas gdy nie mam zamiaru nawet wychodzić z pokoju. Ciągle siedzę tylko zamknięta w sobie. Wiem że powinnam iść do psychologa ale wstydzę się strasznie. W mojej rodzinie zdarzały się już przypadki chorób psychicznych. Co to może być? Jak sobie z tym poradzić?
  19. Witajcie. Jestem tu nowa. Mam 26 lat, od 5 lat jestem w związku i owocem naszej miłości jest synek. Wszystko tak naprawdę zaczęło jakieś 4 lata temu tak dowiedziałam się zupełnie przypadkiem, że mój partner zdradził mnie ze swoją byłą żona. Postanowiłam mu wybaczyć i żyć dalej. Ale jego błędy popełnialy się znowu, już nie chodzi o zdradę, ale o wiadomości jakie do niej wysyłał. O takie tak do niej się zwracał, po czym wracal do domu i wszystko tak jakby nic nie robił.. Serce pękalo, ale musiał dać radę bo w drodze był nasz synek, istota dla której musiałam być silna. Sytuacje się powtarzały, ale już w mniejszej skali. Próbowaliśmy już tyle razy od nowa, kilka razy w kłótni podnosił na mnie rękę... Staram się myśleć pozytywnie, ale zazwyczaj trwa to krótka chwilę. Pewnie też to jest moja wina... Bo jednak nie potrafię o tym wszystkim zapomnieć.. Myślami wracam do tych chwil, kiedy jednak był z nią... A pozniej niewinnie wracał do domu i udawał kochającego partnera i tatę. Często mu to wypominam podczas kłótni... Jak naprawić ta relacje? Czy w ogóle jest to jeszcze możliwe? Pomóżcie. Przestaje wierzyć w siebie, w swoją kobiecość. Bo wydaje mi się, że inne są bardziej atrakcyjne...
  20. Witam, na wstępie powiem że to nie ja mam problem tylko dziewczyna którą nie dawno poznałem w internecie piszę tu bo chwytam się każdej opcji żeby jakoś rozwiązać ten problem i go zrozumieć i rozmowa z tą osobą nic nie daje. Dziewczyna ma 18 lat i ma siostrę bliźniaczkę co może być bardzo ważną informacją. To ona pierwsza do mnie napisała na aplikacji "slowly" od początku było widać że wkłada w naszą relacje dużo energii i emocji i tak samo z resztą jak i ja. Po tygodniu pisania dowiedzieliśmy się jak wyglądamy, wyznaliśmy sobie że przypadliśmy sobie do gustu i się sobie podobamy więc przeszliśmy do szybszego i bardziej bezpośredniego pisania. zaproponowałem spotkanie w weekend na co ona się zgodziła. Dni spokojnie mijały a relacja rozwijała się w bardzo dobrym kierunku aż pewnego dnia z naszej rozmowy dowiedziałem się że dziewczyna ma tak głębokie kompleksy że na samą myśl o spotkaniu jest przerażona, zszokowało mnie to bo przez cały czas nie dawała po sobie tego poznać. Ze szczerej rozmowy dowiedziałem się że całe życie się musi za siebie wstydzić i nie chce dodatkowo jeszcze przede mną się wstydzić i ze spotkania nic nie będzie chodź chciała by się spotkać ale jak to ona powiedziała kompleksy jej na to nie pozwalają i woli cierpieć w samotności niż się przełamać. Dowiedziałem się również że nie chodzi o kompleksy twarzy tylko o coś innego, określiła że jej problemy nie siedzą w jej głowie tylko są w pełni realne i można je dostrzec gołym okiem, w co nie wierze bo osoba z kompleksami zawsze twierdzi że problemy z kompleksami są namacalne i nie siedzą w głowie. Jest bardzo chuda bo ma 47kg na 171cm, nie je mięsa i chyba bywała na różnych dietach. W prost mi powiedziała że lepiej będzie jeśli zakończymy znajomość bo jak ją zobaczę na żywo to na pewno się nią rozczaruje i właśnie dla tego nie chce się spotkać bo "nie chce mnie rozczarować" i ona jest o tym święcie przekonana. Nie wiem co mam robić, mam kontakt z jej siostrą więc mogę coś podziałać, może dobrym pomysłem będzie terapia szokowa? ustalić z jej siostrą że pojadę do ich miasta, siostra ją wyciągnie pod pretekstem z domu a ja będę wtedy mógł z nią porozmawiać twarzą w twarz. Przyjmę każdą poradę. Pozdrawiam
  21. Witam, Jestem 26-letnią ziewxzyną i od bardzo dawna mam problem z nawiązywaniem stałych relacji z ludzmi. Zawsze byłam bardzo nieśmiałym dzieckiem ale problem zaczął się od przeprowadzki z rodzinnej miejscowości do większego miasta. Kompletnie nie potrafiłam sie odnaleźć w nowej rzeczywistości nawiązanie rozmowy kimkolwiek sprawiało mi trudność więc z czasem niektóre dzieci zaczęły mi dokuczać i szybko stałam się samotnikiem w szkole. Sytuacji nie ułatwiały mi różne problemy w domu.(Alkohol dość często pojawiał się w domu) Z czasem również stare kontakty powoli się urywały. Najpierw oszukiwałam się że to tylko chwilowe i kiedyś będę życ tak jak dawniej a przez kolejne lata wmawiałam sobie że wcale tego nie potrzebuje i że dobrze mi spędzać czas z telewizorem i książkami ale od jakiegoś czasu przestało mi to wystarczać. Chciałabym czasem w weekend gdzieś wyjść i troche oderwać od tygodniowych obowiązków i po prostu zrobić coś nowego. Niestety obecnie nie mam po za mamą nie mam przyjaciół. W międzyczasie oczywiście pojawio się parę koleżanek jednak to były dość powierzchowne relacje ograniczające sie do szkoły/pracy i z czasem zrozumiałam że własciwie trwały tylko wtedy kiedy byłam im potzrebna (z łatwością się do nich dostosowywałam bo i tak nie miałam nic innego w planach) i kiedy nie miałyśmy już okazji do spotkań urywały się. Być może gdybym kiedyś podjęła studia wyglądałoby to troche inaczej jednak obecnie pracuję w dość zamkniętym środowisku i średnio lubię tę pracę. Wciąż mieszkam z mamą i coraz częściej mam wrażenie że coś mi w życiu umyka i jeśli nie podejme jakiegoś działania to już tak zostanie.A jednocześnie boję się zrobić cokolwiek. Strseuje mnie to do tego stopnia że nie mogę spać i wciąż brakuje mi energii. Dlatego postanowiłam zapytać specjalistę czy to może być depresja czy na razie to zwykłe urojenia? Zastanawiam się tęż co może być przyczyną moich trudności w nawiązywaniu kontaktów międzyludkich i jak można rozwiązac ten problem?
  22. Chodzi o mój związek, który aktualnie tkwi w zawieszeniu. Żeby było szybciej przybliżę postać mojego faceta: 24 lat, ogólnie na zewntąrz bardzo radosny, uśmiechnięty, zabawny, rola animatora w towarzystwie. W środku wrażliwy, kompletnie nie wierzący w siebie, wiele razy pisał że jest beznadziejny, że każdego zawodzi, że nikt go nie szanuje i że do niczego się nie nadaje, że rani tylko wszystkich i wie że jest z nim gorzej i gorzej. Ma również odwieczny problem w podejmowaniu nawet najłatwiejszej decyzji, jego zdaniem bezpieczniej jest nie podejmować zadnej, i pozostac w swojej strefie komfortu. Proponowałam wiele razy wizytę u psychologa, ale oczywiście twierdzi że nic mu to nie pomoże, że zostanie na dnie. Zawsze starałam się z nim rozmawiać i być wsparciem. Przy mnie wesoły, uśmiechnięty, czuły, kochany, wiele razy mówił że przy mnie mu lepiej, że dobrze że jestem. Jednak było kilka momentów gdzie pisał że lepiej zakonczyc nasz związek, że nie chce mnie ranić i krzywdzić, że chce dla mnie jak najlepiej, chce zebym była szczesliwa bo wtedy on też jest, ale wie że jest z nim coraz gorzej i nie potrafi się zmienić, wie po prostu że czasami swoim zachowaniem tj. obojętność i ignorowanie drugiej osoby lub bycie oschłym, rani ją. Było kilka sytuacji że przy mnie zaczynał płakać, mocno się przytulał, i mówil że nie chce mnie stracic, ale boi się mnie skrzywdzic. Pomimo tego od kwietnia jestesmy razem, przeslismy przez te gorsze momenty, i za kazdym razem powtarzał ze lepiej mu jak jestem. Bardzo go kocham, i strasznie mi na nim zależy. Dodam że zyjemy na odleglosc, 180km od siebie, a on zaczał się starac o prace w moim miescie. Dwa tyg temu w czwartek wieczór zapraszał mnie do siebie na festiwal który jest za miesiąc. Na drugi dzień humor mu się zmienił, znowu był dla mnie oschły, nie chciało mu się rozmawiać. W poniedziałek rano dostałąm wiadomość że odezwie się do mnie jak sobie poradzi z zyciem. Od tamtej pory cisza. Odczytywał moje wiadomości ale nie odpisywał. Tak, wpadłam troche w momenty desperacji wtedy, i napisałam kilka wiadomosci pod rząd, i cisza. Dzwoniłam kilka razy, nie odbierał, więc sobie dałam spokoj. Nie odzywam się już tydzien do niego, zajelam się sobą, wyjechałam na kilka dni nad morze z przyjaciólką. Od kilku dni widze, że wysyła delikatne sygnały przez portale społecznosciowe w moim kierunku np. wstawianie zdjecia lub udostępnianie czegoś o czym czesto rozmawialismy, lub co wiem ze ma związek ze mną. Jednak do tej pory sie nie odezwał, co powinnam zrobic w takiej sytuacji?
  23. Mam 18 lat i odkąd mam 4 lata choruje na cukrzyce i odkąd mam 7 lat choruje na celiakie. Nie pamietam życia przed cukrzyca i mam tego dość. Nie daje rady z tym wszystkim. Płacze prawie codziennie, od 3 tygodni siedzę cały czas w domu i nie pamietam kiedy byłam szczęśliwa. Co mam robić?
  24. Witam Około dwa lata temu mój narzeczony, z którym obecnie jestem już 6 lat odnowił znajomość z przyjacielem z dawnych lat. W tamtym czasie owemu przyjacielowi zmarła mama, którą się opiekował w domu, nie pracował, nie wychodził na imprezy, nie miał praktycznie innego życia. Mój facet pomagał mu stanąć na nogi. Przez pierwsze miesiące było ok, ale później ten jego kumpel, chyba zaczął przeżywać swoją młodość, bo pochłonęły go imprezy, wobec kobiet ma podejście nastolatka, szuka wrażeń. Relacja jego i mojego faceta zaczęła się luzować, bo mój narzeczony prowadzi całkiem inny tryb życia. Jednak mimo wszystko jakieś kontakty utrzymują i od tego czasu zauważyłam, że mój facet ogląda profile innych kobiet w internecie. Skończyło się na tym, że zaczęłam go szpiegować. Ten kumpel w wiadomościach przesyłał zdjęcia jakichś modelek w skąpych strojach albo nagich. Mój facet oglądał jakieś profile na instagramie na których były podobne zdjęcia. Ogólnie było tego dużo. Zrobiłam mu o to aferę, chociaż wiem, że tylko oglądał. Ufałam mu wtedy bezgranicznie, nie brałam nawet pod uwagę faktu, że mógłby mnie zdradzić. Byłam wtedy w drugim, czy trzecim miesiącu ciąży, której bardzo oczekiwaliśmy, bo wcześniej poroniłam. Nasze życie seksualne zawsze było udane, chociaż wiadomo, że w trakcie ciąży trochę się musieliśmy o to postarać, bo obydwoje czuliśmy lęk przed kolejną stratą. W sierpniu urodziła się nasza córeczka, jestem jeszcze w trakcie połogu. Hormony buzują, jestem niewyspana, bardzo szczęśliwa, ale mimo wszystko jest chwilami ciężko. Całe ciało się zmieniło. Obydwoje potrzebujemy seksu, ale przez ten czas musieliśmy się powstrzymywać, chociaż mój partner wyznał mi ze bardzo potrzebuje zblizenia. Parę razy próbowaliśmy pieszczot oralnych, bo chciałam mu ulżyć. Parę dni temu jednak zauważyłam ze on znowu przegląda te dziewczyny i tym razem były to profile na facebooku. Niektóre były obce, inne to znajome albo byłe dziewczyny. Do tego mam wrażenie ze on zaczyna przede mną ukrywać wiele swoich działań... Często są to bzdury, ale po prostu boli mnie ze nie dzieli się ze mną swoimi sprawami. Wytoczyłam kolejną awanturę, bo zabolało mnie jak duzo jest tych kobiet i jak nachalne jest z jego strony to przeglądanie. Codziennie dziesiątki dziewczyn. W życiu realnym nigdy nie obejrzał się za żadna kobietą, ani nie dał mi do zrozumienia ze ktoś poza mną mu się podoba. Teraz również twierdzi ze to była jego męska ciekawość, że to nic nie znaczy, że on mnie wielbi i kocha, że to są bzdury. Moje zaufanie do niego jednak upadło. Wiele kobiet uważa, że to nic takiego, ale ja nie potrafię zrozumieć dlaczego on to robił. Co najgorsze zaczęłam wątpić w jego wierność. Chcę w niego znowu uwierzyć, bo to miłość mojego życia, nasz związek to dla mnie wszystko i boję się to stracić, zwłaszcza, że tak wiele razem przeszliśmy. Rozmawialiśmy o tym, on mnie przepraszał, chociaż sam nie wiedział jak to wytłumaczyć, mówił, że nie wie dlaczego tak postępuje. Co z tym zrobić? Jak do tego podejść? Czy jest co wybaczać, czy przesadzam?
  25. Mam 23 lata. W 2014 roku zacząłem studia, na które poszedłem bo nie wiedziałem co chce dalej robić. Pierwszy semestr poszedł mi dosyć gładko, chociaż miałem lekkie trudności w zaliczeniu matematyki. Niestety w 2 semestrze nie udało mi się zaliczyć matematyki, miałem dość studiów. Mieszkałem w akademiku w którym nie czułem się dobrze, ale nie chciałem się nad sobą użalać. Chciałem kontynuować studia, lecz na 4 semestrze nie zaliczyłem już paru przedmiotów przez co musiałem go poprawiać. Z obawy przed tym że dowiedzą się o tym rodzice na siłę załatwiłem sobie wyjazd do Anglii w celu zarobkowym, pomimo protestów rodziny. Po powrocie z Anglii kontynuowałem studia, ale nie poprawiłem paru przedmiotów, przez co na 5 semestr wszedłem z długiem kredytowym. Chodziłem na zajęcia, ale czułem się źle, czasami nie miałem ochoty wstać z łóżka, do nikogo się odzywać. Chciałem być po prostu sam. Skończyło się tym, że nie poszedłem na zaliczenie z żadnego przedmiotu, ponieważ nie widziałem sensu w dalszym studiowaniu, ale bałem się powiedzieć o tym rodzicom którzy zawsze mnie wspierali. Czułem się jak śmieć, który jest nic nie wart. W dziekanacie udało mi się załatwić przeniesienie z powrotem na 2 semestr, przez co ominęło by mnie opłacenie powtarzania semestru. Cały ten rok przesiedziałem w domu, wymyślając historyjki o tym, że muszę się jeszcze tylko obronić i studia mam z głowy. Przez ten czas pobierałem świadczenie socjalne, dzięki czemu opłacałem sobie warunki. Zapewniałem się, że kiedyś wezmę się do pracy. Niedawno jednak widząc jak moi rodzice wstają o 4:30 i ciężko pracują (tata jest rolnikiem, mama pracuje w pobliskiej szklarni), coś we mnie pękło. Zrozumiałem jak straciłem cały ten czas, jak bardzo spieprzyłem sobie życie. Niestety dalej nie wiem co robić. Boje się pójść do pracy np. call center bo nie widzę w tym swojej przyszłości, a wysokie koszty życia w Krakowie powodują u mnie brak motywacji do pracy. Z tyłu głowy mam jednak myśl że coś trzeba w życiu robić. Myślałem o zaczęciu studiów ekonomicznych, ale terminy już przemineły, a nie chce drugi rok siedzieć w domu i oszukiwać rodziców. Boję się im powiedzieć o moim położeniu, o tym jak bardzo słaby jestem. Jak nie ukończyłem studiów a na nowe nie składałem podania. Myślałem o rozpoczęciu nauki Angielskiego i programowania w domu, ale ogrom tej wiedzy powoduje u mnie myśli że temu nie podołam, a wtedy strace kolejny rok. Nie wiem co mam dalej robić. Bardzo się boję reakcji rodziców

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.