Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'lęk'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. XWitajcie, Pojawiłem się tu, bo jestem już bez siły, a może mi się tak tylko wydaje. Post ten może być trochę bez Ładu i składu, ale jeśli ktoś będzie miał jakieś pytania, to śmiało pisać a odpowiem. Proszę Was tylko o diagnozę, wskazanie drogi wyjścia. Zacznę od tego, że mam 30 lat Zone i Corke. Jakimś cudem udało mi się ożenić i założyć Rodzinę. Bardzo Ja kocham. Wśród kolegów i koleżanek z pracy jestem postrzegany, jako wesoly i lubiący pożartować facet. Skończyłem szkole średnia. Uważam, że jakiś głupi nie jestem . Interesuje się polityka, sportem i ekonomia. Pracuje za najniższa krajową, w miejscu gdzie może pracować osobq z wykształceniem podstawowym. Dosłownie każdy - handel. Jestem dobrym sprzedawca, odnoszę małe sukcesy ale nie mają one przełożenia na wynagrodzenie -jedynie koją satysfakcja. Wychowałem się w pełnej Rodzinie. Byłem kochany, doceniany , dobrze się mną opiekowano. I Mama i Tata stawali na głowie byk nigdy nie czuł się gorszy. A właśnie się czuje. Mam 30 lat. Około 50 tysięcy kredytów do spłaty, bez szans na kredyt na mieszkanie. Mieszkamy z Rodzicami. Jestem uzależniony od zadłużania się, albo może inaczej -, od wydawania pieniędzy. Jestem potwornie zakompleksiony. Uważam się za kogoś obrzydliwego. Bardzo brzydkiego. W dzieciństwie ( w szkole) koleżanka nazwała mnie raz czy dwa razy "gremlinem" co pamiętam do dziś. Koledzy z boiska mówili do mnie kosmitą. Mam krzywy nos, wyłupiaste oczy , Wielka głowę, jestem niski, bez włosów na głowie, mam dziurawe i potwornie krzywe zęby. Gdy rozmawiam z drugim człowiekiem unikam spojrzenia w oczy bo usłyszę, coś co słyszałem wcześniej wielokrotnie "Ty masz krzywy nos". Jestem płochy. Boja się konfrontacji z drugim człowiekiem. Nie umiem walczyć o swoje. Z góry się wycofuje. Jak słyszę gdzieś karetkę z od razu Bardzo boję się że to do kogoś z moich bliskich (Żony, Rodzicow). Wtedy dzwonie do Nich np co tam slychac żeby Ich usłyszeć i mieć pewność że wszystko dobrze. Nigdy nie byłem nawet blisko odebrania sobie życia ale wielokrotnie o tym myślałem. Żeby to zrobić. Albo co by było, jaką bylaby reakcja mojego otoczenia, gdybym to zrobił. Czuje ze przegrałem już swoje życie. Że nigdy nie spełnię marzenia Żony o własnym mieszkaniu . Pracy nie zmienię, bo naprawdę ciężko mi przychodzi zmiana otoczenia ale przede wszystkim dlatego że w okolicy (mieszkam na wsi) nie ma dobrze płatnej pracy z moim wykształceniem, a z kolei ja też jestem manualnym dnem i niewiele potrafię zrobić. Kim ja jestem i co mogę zrobić, aby być kim wartościowym, bo uważam się za egoistę i nienawidzę się za to.
  2. Witam Mam 22 lata z moją dziewczyną znamy się od gimnazjum i od 5 lat byliśmy szczęśliwą parą. W zeszłym roku musiałem wyjechać do pracy za granice(miałem parę problemów finansowych),wracałem jak tylko mogłem i niestety nie było to za często, wiem, że ona przez takie życie cierpiała bo tęskniła jednak zawsze jak wracałem to była uradowana. Wszystko zmieniło się w połowie grudnia stała się chłodna i obojętna, napisała mi wtedy jak się z tym wszystkim czuje. Jak wróciłem to nawet nie było żadnej bliskości między nami jakby było jej wszystko jedno. W styczniu oznajmiła mi, że to wszystko ją za bardzo przytłacza i przez to, że tęskni włączył jej się mechanizm obronny żeby już nie cierpieć przez to życie na odległość i od dłuższego czasu się wypalała aż się wypaliła nie mówiąc mi o tym. Jakbym o tym wiedział to bym przyjechał. Przechodząc do sedna po tym tekście założyłem tindera (nawet go nie używałem wiem, że to nie powinno mieć miejsca) wcześniej będąc z nią umówiony na rozmowę w cztery oczy przy kawie, napisała mi później wiadomość, że po co chcę się spotykać skoro mam tindera wyjaśniłem jej, że go nawet nie używałem i się spotkaliśmy. Okazało się, że dostała zdjęcie mojego konta od koleżanki i powiedziała, że wtedy coś poczuła ale nie chce dawać mi nadziei i potrzebuje przerwy bo sama nie czego chce i czego ode mnie oczekuje. Spotkanie odbyło się spokojnie normalnie rozmawialiśmy przeszliśmy się i zdecydowaliśmy się na przerwę bo kiedyś nam to pomogło bo spojrzeliśmy na problem z innej perspektywy. Podczas jak nie mieliśmy się odzywać zadzwoniłem do niej bo dostałem covida i chciałem się dowiedzieć jakie leki pokupować bo ona już go miała i rozmowa poszła nam generalnie jak kiedyś bez sprzeczek, później chwile pisaliśmy ale jakoś temat zszedł na związek i napisała mi że od teraz mam nie pisać bo ona chce spokoju bo musi sobie wszystko poukładać. Na razie nie odzywam się do niej przyjeżdżam do niej pod koniec lutego i mamy porozmawiać czego bardzo się obawiam bo ja ją po prostu kocham i nie chcę jej stracić. Dodam, że wracam do polski w październiku bo zaczynam studia. Pytanie mam się na coś łudzić czy już przygotować się na rozstanie bo ja już sam nie wiem co sądzić i jestem totalnie rozwalony mimo, że minęły 3 tygodnie,
  3. Ciągle staram się cos przypomnieć. Mam wrażenie że w pewnej chwili pomyslałem sobie coś ważnego, doszedłem do ważnych wniosków i to zapomniałem. Czy da się to zatrzymać? taka obsesja..
  4. Jestem studentką, w lutym tego roku skończę 22lata. Od jakiegoś czasu czuję się zmęczona psychicznie. Mam poczucie, że zmarnowałam swoje nastoletnie życie, bardzo boję się przyszłości i okropnie przejmuje się tym co mnie w czeka. Za kilka miesięcy kończę studia, bardzo się boję że nie podołam i zawiodę cała swoją rodzinę, która już liczy że zobaczy mnie za kilka miesięcy w pracy w szpitalu. Boję się bo bardzo nie chce tego spierdolic, a co jesli mi się nie uda? Jestem już na takim etapie swojego życia, gdzie pasuje się powoli ustatkować a ja nawet nie wiem czy kocham swojego chłopaka... Na początku się starał, widać było że mu zależy, ale teraz poprostu "jest". I nie wiem już sama, czy to ze mną jest problem, bo za dużo oczekuje? Przecież niczego w sumie mi nie brakuje, ale nie jestem go pewna... A jak to spierdolę a to był właśnie TEN? Juz tak dużo relacji z ludźmi popsułam, może to ze mną jest problem!? I to jest kolejna kwestia, boję się że gdy go zostawię rodzina uza że jest coś ze mną nie tak, bo to nie mój pierwszy chłopak... Boję się że jak spierdolę ten związek to nie znajdę nikogo innego, albo trafię na kogoś gorszego bo przecież karma istnieje... Boli mnie głowa na samą myśl ze znowu będę sama, znowu nie będę miała nikogo do kogo będę mogła się przytulić, z kim będę mogła porozmawiać. Chciaz tego ostatniego to nie lubię, mam tak ogromny problem z mówieniem o uczuciach że w sumie to o nich z nikim nie rozmawiam. Nie pokazuje przed nikim swoich prawdziwych uczuć, bo przecież nikogo i tak to nie obchodzi, już raz próbowałam coś pogadać z rodzinką, za każdym razem zmnieniaja temat, albo mówią że moja wina (jak zakończył się mój poprzedni związek, uslyszalam: za przystojny był). Dlatego wolę nic nie mowic a jakbym znów poniosła porażkę? Boję się. Mam duże problemy z akceptacją siebie, praktycznie siebie nienawidzę. Od małego miałam problem z nadwagą, teraz schudłam a i tak gdy patrze w lustro - czuję się okropnie. Przez to często jestem smutna, myślę że to też powinnam dodać w tym wywodzie, chociaż pewnie nic to nie zmieni. Proszę o jakąś poradę, chce poprostu pogadać o tym co czuje, ale w sumie nie mam z kim. Czuję że zatraciłam siebie... I nie jest tak, że cały czas jestem smutna, bo w sumie bardzo często jestem szczęśliwa i jest super, ale ostatnio czuję się taka... Zmęczona
  5. Cześć Jestem kobieta, mam 24 lata. Pisze to bo chyba najwyższy czas przed sobą przyznać się ze mam problem i potrzebuje rady, pomocy. Ostatnio mam wrażenie że cały czas mi coś dolega - mówiąc wprost wmawiam sobie choroby. Zaczęło się w listopadzie, kiedy teraz o tym myślę, miałam niczym nie spowodowany napad lęku - tachykardia, niepokój, uczucie strachu i ból w nadbrzuszu + kłucia w klatce piersiowej. Po opowiedzeniu wszystkiego lekarzowi oraz zrobieniu badań morfologia, hormony, rtg KPL, usg jamy brzusznej nie wyszło nic nieprawidłowego poza niedoborem wit. D3. I tak od tak od tamtej pory mam co jakiś czas dziwne objawy; lekkie drętwienie palców, bóle głowy, zawroty głowy, zwiększony puls. Fakt że wykonuje zawód medyczny i z chorobami stykam się codziennie w pracy, wcale mi nie pomaga - każdy dziwny objaw u siebie od razu diagnozuje jako stan nowotworowy/udarowy/zawałowy. Pieczenie języka - rak języka (dentysta nie widzi żadnego problemu), zawroty głowy/ból głowy - guz mózgu(wtedy miałam okres więc mogło być to spowodowane tym stanem), mrowienie obok prawej łopatki - SM, tachykardia - EKG pokazuje rytm prawidłowy jedynie przyśpieszony(czekam na wynik hotlera). Stwierdziłam że musze wyrzucić to z siebie kiedy przez te zawroty i bóle głowy coraz częściej myślę o tym aby zapisać się na tomografie komputerową głowy!!! Myślałam, że zdołam sobie sama poradzić z tym wszystkim, bo teraz czytając to z perspektywy osoby trzeciej wcale nie myślałabym o najgorszym - tak jak myślę w swoim przypadku. Jestem zmęczona ciągłym diagnozowaniem się, szukaniem powiązań objawów, szukaniem w Internecie ''co to znaczy jeśli boli mnie...'' to wszystko jest silniejsze ode mnie, przez strach przed udarem zaczęłam odsuwać się od dziedziny, która kiedyś była moją pasją-neurologii, podczas zajęć nie mogę ''boje się'' o tym słuchać bo każdy objaw potrafię znaleźć u siebie! a co gorsza mam wrażenie jakby objawy pojawiały się u mnie bo ja sobie to wmawiam, mam czasem myśli że jeśli mój facet napije się dziś piwa i coś się stanie nawet nie będzie mógł odwieźć mnie do szpitala.. proszę o radę co dalej, co mam zrobić?
  6. Dzień dobry, od czasu do czasu napady lęku i popadam w niemoc i rozpacz, prokrastynację. Dużo czasu spędzam w swojej głowie, gdzie snuje zupełnie fantastyczne wizje o sobie, które nie maja nic wspólnego z rzeczywistością. Zabiera mi to zdecydowanie za dużo czasu i trwa od wiele lat. Często odpływam w świat fantazji, świat zewnętrzny schodzi na dalszy plan. Z kolei w realu odczuwam duży niepokój. W szczególności w kontaktach z innymi ludźmi, kiedy nie wiem jak się zachować i co mówić. Mam poczucie niedopasowania, ze nie czuje się nigdzie swobodnie, a ludzie to widza bo zawsze mówią mi nie stresuj się. Szybko uciekam i zmieniam otoczenie, kiedy czuje ze brak mi powietrza i za chwile się załamie. Zawsze powtarzam sobie nie przesadzaj, nie jest tak źle, ale potem jest tak samo i znowu poczucie wstydu i zażenowanie. Nie ważne ile razy postanowię ze to się nie powtórzy to za każdym razem zmieniam otoczenie, a nie siebie. Kiedy znajduje się w dużej grupie ludzi mam wrażenie ze za chwile zorientują się ze jestem bardzo nie pewna i nie umiem funkcjonować wśród ludzi (szczególnie obcych). Czuje ze nie żyje pełnia życia i marnuje swój czas na zamartwianie się i przez to stoję w miejscu.
  7. Cześć wszystkim. Nazywam się Dominika i mam 23 lata. Przede mną moja pierwsza przeprowadzka, która i tak musiała kiedyś nadejść. Wszystko byłoby super gdyby nie uczucie, które mi towarzyszy. Odczuwam okropny lęk i strach. Na samą myśl napływają mi łzy do oczu. Odczuwam strach przed tym, że nie poradzę sobie ja i moja mama, która zostanie sama z moim 14-letnim bratem (mimo, że przeprowadzałam rozmowę z mamą, która zapewniała mnie że da sobie rady i nie jest na mnie zła) Jak poradzić sobie z tym uczuciem? Jak się cieszyć z własnego mieszkania i odrzucić całą tą niepewność?
  8. Czy powiedzieć chlopakowi, którego kocham prawdę przez która mnie ZNIENAWIDZI i zerwie, będzie mną gardził i stracę w jego oczach, czy samej zerwać bez mówienia najgorszej prawdy ale dając mu szanse poznania kogoś lepszego ode mnie z mniejszymi problemami? Nie chce żeby dowiedział się od kogoś z zewnątrz, będzie załamany i czuł wstręt, pogardę do mnie, czego bym nie zniosła…. Czy dać mu szanse poznania kogoś normalnego, akceptowalnego??
  9. Odnoszę wrażenie, że coraz mniej wiem co odczuwam, boję się każdego kolejnego dnia i tego co siedzi mi w głowie. Czuje się coraz mniej realna, nie do końca wiem co na to poradzić, czy ktoś z Was odczuwał kiedyś coś takiego?
  10. Witam wszystkich forumowiczów. Od jakiegoś czasu zauważam u siebie problem z zazdrością o partnerkę. Kilka słów o mnie. Mam 33 lata, w związku z obecną partnerka jestem od roku (od pół roku mieszkamy razem). Od kilkunastu lat piłem alkohol. Ilości raz były większe, czasem mniejsze, jednakże była w tym regularność (picie 3-4 razy w tygodniu, czasem dwa piwa, czasem pół litra whisky). Piłem w towarzystwie jak i w samotności. Nie stroniłem też od marihuany. Zdarzało mi się palić kilka razy w roku, jednakże były to okresy palenia kilku-kilkunastodniowe. Niestety od jakiegoś czasu zauważyłem, że palenie bardzo źle na mnie wpływa (pojawiły się problemy z oceną rzeczywistości, poczucie niepokoju, teorie spiskowe, straciłem zaufanie do ludzi, wszędzie zacząłem widzieć sytuację, w których ludzie spiskują przeciwko mnie). Jakiś czas temu odstawiłem narkotyki, po półrocznej przerwie zauważyłem u siebie pozytywna poprawę w funkcjonowaniu. Niestety nie zrezygnowałem z alkoholu. Przechodząc do meritum, od jakiegoś czasu zacząłem podejrzewać moja partnerkę o zdradę. (Ona raczej nie daje mi ku temu powodów, nie umawia się z innymi, jest ze mną szczera i zapewnia że mnie kocha). Jednak ciężko mi jest w to wszystko uwierzyć, ostatnio mniej piłem ale zauważyłem że alkohol potęguje poczucie zagrożenia. Sporo czytalem na temat zespołu Otella i część objawów się pokrywa. - momentami mam napady natrętnych myśli o domniemanej zdradzie- próbuje się uspokajać że to nie ma sensu ale ciężko mi od nich uciec. - kontroluje swoją partnerkę (sprawdzałem wielokrotnie jej telefon) - niepokoje się kiedy nie spędzamy czasu razem, myślę że pewnie właśnie zdradza mnie albo ze swoim ex albo z kolegami z pracy. - zacząłem robić jej wyrzuty i mówić o braku zaufania - wpadłem na pomysł żeby kupić podsłuch do mieszkania (tylko po to żeby "mieć pewność") - straciłem zapał do swoich pasji (sport, obniżona chęć do pracy), niewiele rzeczy mnie cieszy bo mój umysł zatruty jest wymyślaniem hipotetycznych scenariuszy zdrady. - mój najdłuższy związek był fatalny pod względem seksualnym tak że prawie stracilem wiarę w to że "jescze mogę". - niska samoocena (mimo dobrej pracy, znajomości języków obcych, dobrej sylwetki i brania udziału w zawodach sportowych) Jednakze z poprzednimi parnertkami nie odczuwałem takich obaw o zdradę. Owszem bywalem zazdrosnym ale w granicach rozsądku. Jednakże z żadną z poprzednich nie mieszkałem i nie dzieliłem życia. Kocham moją obecna kobietę, nie chce jej skrzywdzić i nie chce też skrzywdzić siebie. Niestety ostatnio bardzo się męczę, ciężko mi się skupić na czymkolwiek poza myśleniem o niej i o tym, że może mnie zdradzić. Ona na pewno widzi i czuję, że coś się dzieje. Próbuje z nią rozmawiać ale boje się wyjawić jej wszystkie swoje obawy. Mimo, że to naprawdę mądra kobieta, również swoje w życiu przeszła. Nasze życie seksualne jest dobre, ona ma spore potrzeby a ja po latach posuchy chętnie je spełniam. Jednak czasem po seksie, szczególnie nieco ostrzejszym, zaczynam odczuwać obawy że ona może tak to lubi bo wielokrotnie robiła to z innymi. I może nadal to robi bo ja jej nie wystarczam. Za mną 2 wizyty u psychologa ale mówiłem tylko o moich obawach, nazwa "zespół Otella" nie pojawiła się w naszych rozmowach. Mimo to czytając masę artykułów w internecie Od 3 tygodni nie pije, wiem że jest to warunek konieczny. Niestety , mimo trzeźwości w ostatnich dniach znacznie mój stan się pogorszył. Czarne myśli atakują na potęgę. Mam problemy ze snem, skupienie się w pracy, spadła mi efektywność. Treningi sportowe nie przynoszą mi żadnej frajdy mimo że jescze kilka miesięcy temu sprawiały wiele radości. Nasuwają mi się różne pytania.. Czy zmiana partnerki to rozwiązanie ? Nie chcę jej tracić bo na kocham ale nie chcę się też tak dłużej czuć. Czy z inną będzie tak samo ? W oczekiwaniu na wizytę u psychiatry proszę Was o opinie i pomoc. Pozdrawiam Was
  11. Witajcie. Mam na imię Michał i mam 26 lat. Miałem w życiu kilka związków, w jednym byłem 7 lat. Rozpadł się dlatego, że moja obecna wtedy dziewczyna zdradziła mnie z moim kolegą, ale to nie tutaj o tym mowa. Postanowiłem wtedy, że już mnie pokocham nigdy nikogo. Jednak jak to mówią miłość przychodzi niespodziewanie. Poznałem dziewczynę, była moim ideałem. Zakochałem się po uszy, spędzaliśmy razem super chwile, po jakimś czasie można powiedzieć, że zamieszkaliśmy razem. Niestety w każdym związku nadszedł czas próby. Ja byłem za bardzo zazdrosny, częste kłótnie zacząłem szukać lepiej co było największym błędem jaki mogłem popełnić, ale cóż faceci już tacy są, myślą po stracie. Rozstaliśmy się z wtedy moją obecną dziewczyną, miałem bardzo dużo wątpliwości bo cały czas ją kochałem, ale bałem się, że jak zostanę wrócą kłótnie, kłamstwa itp.. odszedłem.... Po jakimś czasie spotkaliśmy się, zapłakana błagała mnie żebym ją przytulił, pocałował i wrócił.. nie zrobiłem tego. Poznała innego chłopaka. Czy jest szczęścliwa? NIE to wiem napewno. Od naszego rozstania minął już ponad rok. Często się spotykamy, rozmawiamy, wspominamy dawne chwile, można powiedzieć, że coś czasem iskrzy lecz to już nie jest to co dawniej. Od czasu naszego rozstania nie miałem innej kobiety w żadnym kontekscie tego słowa. Cały czas walczę o tą jedyną, tą którą kocham ponad życie i nie potrafie bez niej dalej funkcjonować. Przepraszam, że piszę tak mało zwięźle, lecz nie jest to dla mnie łatwe, pierwszy raz próbuję się otworzyć i sobie lub Nam pomóc. Nie wiem czy Ona dalej mnie kocha, nie mam zielonego pojęcia. Od czasu naszego rozstania bardzo się zmieniła, wiem, że ją to wtedy bardzo zabolało i bardzo to przeżyła. Dzisiaj bym zrobił wszystko by cofnąć czas lecz nie da się. Co mam zrobić? Za każdym razem jak od niej wracam wyje jak głupi, nie mogę sobie znaleźć miejsca, nie jem i co najgorsze idę w stronę używek.. Proszę o jakąś radę, pomoc. Co kolwiek..
  12. Witam, zmagam się z problemem, który pewnie dla innych wydaje się błachy, ale mnie to okropnie męczy i moje psychika bardzo cierpi. Od października rozpoczęłam nowe studia, na których mi bardzo zależało (medyczne). Są to bardzo wymagające studia i trzeba się dużo uczyć, bo codziennie są zaliczenia. Mój problem polega na tym, że odkąd zaczęłam te studia nic poza nimi się nie liczy. Mam wrażenie, że nie mam życia poza nimi (nigdy nie miałam wielu znajomych, więc nie jestem nauczona, żeby spotykać się, wychodzić na miasto). Większość czasu poświęcam na naukę, a gdy się nie uczę mam wyrzuty sumienia. Każde kolejne zaliczenie wywołuje u mnie ogromny stres do tego stopnia, że pojawiły się problemy ze snem. Są dni, że czuję taki wewnętrzny niepokój, jakby miało się coś stać. (a to tylko zbliżające się zaliczenie). Przeokropnie mnie to męczy, taki ciągły stres, niepokój. Nie potrafię się zrelaksować, zrobić coś dla siebie bo zaraz mam w głowie że powinnam ten czas poświęcić na naukę. Nie chcę żeby moje oceny i wyniki w nauce się pogorszyły, ale też nie chce dłużej się tak męczyć. Czuję, że długo tak nie da się.
  13. Dzień dobry wszystkim! Mam problem, którego nie potrafię przeskoczyć. Sprawa wyglada tak, że mam duże długi między innymi przez obrcnefo partnera z którym musielismy sobie radzić w czasie kryzysu no i jak zawsze konsekwencje spadły na mnie i jestem zmuszona sprzedać mieszkanie w rodzinnej miejscowości aby to pokryć ale tam mieszka moja mama, ktora sama zaproponowała takie rozwiązanie. Chce ją zabrac do siebie do Warszawy i rozmawiałam o tym niejednokrotnie z partnerem i się bardzo cieszył. Zaprosilam mamę na święta i widze ze powstaje duży problem bo on się wycofał i zaczyna wyrzucać mi rozne rzeczy i wyraźnie zaczyna mu przeszkadzać moja mama, a bo wyjdzie na balkon zapalić to krzyczy żeby nie wychodzila bo się rozchoruje - a wychodzi ubrana jak na dwór - i zarazi Nas... Albo ze pozmywa po Nas bo chce sie czuc potrzebna. Chcialam dodać ze nie wtrąca się w nasze życie i "nie daje dobrych rad", zajmuje sie sama sobą i a to coś obejrzy a to poczyta czy robi na szydełku. Nie wiem co mam zrobic ale ciężko mi jest to wszytsko pojąć bo on w tym momencie nie pracuje i mamy jedną wypłatę i dodatkowo jest uzależniony od marihuany. Jego matka pomaga mu tylko w postaci przelewu na konto a żadnej rozmowy czy wsparcia nie ma a ja nie mogę brać za to wszytsko odpowiedzialności. Rozmawiałam z Nią o tym ale nic nie dociera, bo jak twierdzi nie wie co zrobić. Chciałabym żeby mamusia mieszkała ze mna bo chce jej pomoc i mimo, ze to już starsza osoba to dogaduje sie z Nią bez problemu i po prostu tęsknię. Nie jest idealna jak każdy z Nas ale wszytsko da się doszlifować i dojsc do jakiegoś konsensusu. Coraz częściej myślę o tym zeby sie odciac bo to zbyt wiele poświęceń dla obcej osoby z która prawdopodobnie nie ma przyszłości a ja się poświęcam jakbyśmy wiedzieli ze to na zawsze i do końca. Wiem ze mnie kocha i jestem dla Niego bardzo wazna ale chyba musze skonczyc z takimi poświęceniami. Prosze o jakieś obiektywne opinie bo czuje ze wariuje i nie wiem co jest dobre a co złe.
  14. Jestem mężatką od 25 lat. Wspólnie z mężem mamy trójkę dzieci. Z zawodu jestem pielęgniarką czynna zawodowo od 25 lat. Małżeństwo przebiegało różnie jak to w życiu. W ostatnich latach mąż zaczął nadużywać alkoholu w bardzo inteligentny sposób otóż taki że jak wychodziłam na nocki upijał się . Parę miesięcy temu wpadł w ciąg alkoholowy wrócił do domu w fatalnym stanie psychicznym jak i fizycznym . Miał delirki alkoholowe majaki i raz padaczkę w przeciągu tych paru dni po piciu. Jakoś sobie z tym poradziłam dzięki zawodowemu doświadczeniu . Postanowił podjąć leczenie . Był na terapii 1.5 miesiąca wrócił w jeszcze gorszym stanie psychicznym. Odciął się od dzieci i odemnie. Parę tygodni temu wyprowadził się z domu twierdząc że wszelką winę za jego stan ponoszę ja. Jestem na skraju wyczerpania próbowałam ratować jakoś małżeństwo ale jak widać z marnym skutkiem . Proszę pomóżcie co mogę jeszcze zrobić aby wszystko się ułożyło.?
  15. Z moja przyjaciolka znamy sie od dziecka, mialysmy wzloty i upadki ale nigdy sie o nic waznego nie klocilysmy. Po liceum ona wyjechala kontakt przepadl nam na rok ale odnowilysmy go, zawsze za dzieciaka planowalysmy razem zycie w wiekszym miescie, mieszkanie razem byla dla mnie jak siostra - dalej jest ale juz nie jestesmy dziecmi. Zrobilam sie zazdrosnym, zakompleksionym odludkiem. Zrobilam w okol siebie skrupe i nikogo nie dopuszczam zwlaszcza facetow i tu pojawia sie problem, poniewaz zrobilo sie przez to,ze moja przyjaciolka dostaje faceta kazdego ktory wpadnie mi w oko, daje mi “zielone swiatlo” po czym sie z nim caluje. Oni zawsze wybieraja ja, przez co kazda impreze koncze zaplakana w lazience. I juz o tym rozmawialysmy, wiem ze nie robi tego specjalnie ale ja przez to wpadam w jakas paranoje. Staja sie zakompleksiona siksa. Czuje sie przez to zle, ze jestem zla przyjaciolka. Nie umiem sluchac o jej sprawach sercowych, innych chlopakach, nie chce z nia imprezowac bo znowu zostane zostawiona dla niej. I swiat sie nie konczy na facetach ale po roku bycia singielka i tylko takich sytuacjach to juz mi siadlo na psychike. Zaczelam tak sie czuc przy wszystkich - gorsza. Patrze na ludzi,swoich znajomych i przyjaciol i czuje sie jak jakis smiec. Dostaje paranoi ze gorzej wygladam, zle sie ubieram,ze zle cos powiem w danej sytuacji albo czegos nie zrozumiem, ze nie jestem taka pewna siebie jak inne moje przyjaciolki. I moze ktos pomysli ze to glupie ale dostalam bzika i chcialam w koncu byz lepsza, kupowalam wszystkie modne ubrania, chodzilam do kosmetyczki, robilam wszystko zeby “lepiej wygladac” a czulam sie coraz gorzej . Przez cala ta pewnosc siebie zaczelam zachowywac sie dziwnie oczywiscie nie zawsze ale stresuja mnie sytuacje ktore nie powinny, czesto nie umiem sie wyslowic, zestresowana zaczelam sie wszystkiego bac, wystapien publicznych - nigdy nie mialam z tym problemu wiekszego zwyczajnie sie stresowalam , a teraz panikuje. Boje sie ze ludzie mnie obserwuja i oceniaja. Jestem juz na skraju swojej psychiki. Nie wiem czy powinnam poszukac pomocy czy poradze sobie sama. Mialam za soba burzliwy zwiazek, podejrzenia depresji ale myslalam ze to minelo jak wyleczylam swoje “zlamane serce” teraz ciezko mi odnalezc siebie i poczucie wlasnej wartosci. Na co dzień staram sie zyc normalnie i to ignorowac ale kiedy zdazaja sie takie sytuacje ze znowu jestem od kogos odtracona,to wszystko mnie niszczy od srodka. Nie chce taka byc, chce byc dobra przyjaciolka, nie chce zeby to mnie bolalo i nie chce sie czuc gorsza.
  16. Witam , mam 30 lat i mam problem ze sobą tzn nie czuje swojego ciała ani swojej głowy tak jakby ktoś odebrał mi myślenie bardzo źle się z tym czuję jakbym nie miała ciśnienia w ogranizmie , problem z oddychaniem ☹️ cierpię strasznie. Nigdy tak nie miałam . Nawet nie potrafię się uśmiechnąć
  17. Witam, na początku zacznę, że jestem osobą LBGT jestem w związku z kobietą od prawie roku wszystko dobrze się układało wszystko było dobrze nagle moja partnerka zrobiła się zimna chłodna, gdy jej mówię takie zachowanie z twojej strony mnie krzywdzi, gdy próbuje powiedzieć co mnie boli co jest źle słyszę z jej strony przestań przytłaczasz mnie tymi poważnymi tematami jestem przytłoczona za dużo miłości z twojej strony, ale przez rok jej to nie przeszkadzało jak zapytałam co się dzieje ona najwidoczniej czegoś brakuje jak zadam pytanie, czego ci brakuje nie jest w stanie odowoiedziec później zmienia zdanie, że może jednak nie pasujemy do siebie może człowiek wszedł w coś bez przekonania za chwilę jest dobrze, a za chwilę znów źle niestara się nie okazuje ciepła pytam się wprost, czy ratujemy to, czy staramy się dalej słyszę tylko słowa daj mi odetchnąć daj mi czas muszę to wszystko przemyśleć dzieli nas odległość, ale dosyć często się widujemy raz jest tak raz tak jeszcze cały czas mówi mi to nie twoja wina niczemu nie jesteś winna chwilę jest dobrze, że chwilę x jej strony obojętność daj mi czas muszę to przemyśleć, czy do siebie pasujemy itp. raz się mną wcale nie itwrwsuje w za chwilę wyptuje o wszystko, co np. robię z kim jestem itp. pytam wprost jesteśmy razem ona, że tak, ale jest obojętność, że przytłoczona jest, że potrzebuje czasu, że musi się ogarnąć próbuje z nią szczerze rozmawiać, ale to nic nie pomaga ja staram się walczę próbuje, ale x jej strony nie ma tej inicjatywy o co jej chodzi co ja mam robić dalej, bo już sobie nie radzę, będąc w takim zawieszeniu przepraszam, że jest to pisane tak chaotycznie, ale już sobie nie radzę z tą sytuacją.partnerka oznajmiła mi że nie potrafi być ciepła czuła na dzień dzisiejszy że trochę wycofała się z uczuć ,o co może tu chodzić co mam robić dalej boje się że jak dam jej ten czas ona z nas zrezygnuje do końca
  18. Nie za bardzo wiem od czego zacząć, bo mam wrażenie, że w każdym aspekcie mnie i mojego życia jest "coś nie tak". Ale zacznijmy: mam 23 lata, nie mam zbyt szczęśliwej i kochającej rodziny, co bardzo mnie boli (od dziecka słuchałam/słucham kłótni rodziców, awantur). Zawsze byłam nieśmiała, ciężko nawiązywało mi się kontakty z ludźmi, żadna ze mnie dusza towarzystwa. Tak jest do teraz chociaż w związku z pracą i studiami naprawdę staram się i przełamuję, by jakoś w społeczeństwie funkcjonować. Dużo rzeczy mnie stresuje i to takich mało ważnych jak pójście do sklepu, zadzwonienie gdzieś itp. Oczywiście mam też niskie poczucie własnej wartości. Uważam się za brzydką i nudną osobę. Mam problem z wyrażaniem własnego zdania. Jakimś cudem znalazłam chłopaka, ale od roku (związek trwa 3) mam coraz więcej wątpliwości, czy ja go naprawdę kocham, a może tylko lubię jako przyjaciela? Może jest mi po prostu z nim wygodnie? Ostatnio jest mi szczególnie ciężko. Nic nie ma sensu, więc mogłabym leżeć i patrzeć w sufit bez końca. Jest tyle smutku we mnie i tyle do naprawienia, a ja nie mam siły już walczyć, próbować się zmienić... Mam wrażenie, że to trwa od dzieciństwa... Jakbym już była skazana na takie życie. Czasem bywa lepiej przez np. dwa tygodnie, a potem jest zjazd totalny i potem znowu całkiem pozytywny czas. Teraz czuję, że to nie tylko zjazd, a coś więcej, boję się, że z tego nie wyjdę, że już tak zostanie. Proszę o jakąkolwiek pomoc, może poukładanie trochę moich myśli za mnie i wskazówki co robić, od czego zacząć.
  19. Witam Mam 19 lat i jestem studentką. Nie pamiętam dokładnie, od kiedy trwa mój problem, jednak w porównaniu z problemami innych jest to raczej błaha sprawa. Otóż mam wielki problem z proszeniem innych o pomoc. Nie dotyczy to sytuacji w której wiem, że jest to tej osoby obowiązek, czy praca, ale sytuacji w której sama coś dostaję jakąś przysługę, a ta osoba nic. Nie cierpię gdy ktoś ma za mnie np. płacić, czy gdzieś podwieść. Gdy rodzice chcą mi pomóc w utrzymaniu na studiach, to dosłownie zalewa mnie krew. Bagatelizowałam to moje zachowanie, ale dzisiaj zrozumiałam, że mam problem. Uciekł mi wieczorem autobus, nie zgodziłam się, aby chłopak mojej koleżanki mnie odwiózł, bo stwierdziłam, że sama sobie poradzę. Wzięłam inny autobus, którym dojechałam do miasteczka oddalonego o około 10 km od mojego domu. Stwierdziłam, że przejdę się piechotą do domu, w nocy przy mrozie. Zadzwoniła jednak moja mama i mimo mojego kombinowania domyśliła się, że próbuję ją oszukać i przyjechała po mnie. Zawsze w takich sytuacjach próbuję stawiać się na miejscu tych osób np. moich rodziców i wiem, że dla mnie taka pomoc byłaby czymś oczywistym, jednak sama nie potrafię o nią prosić.
  20. Miałem niedawno jakieś 2/3 miesiące temu, dla niektórych może być głupie lub śmieszne, byłem dłużny pieniądze jednemu znajomemu (teraz już go nie chcę znać) , akurat byłem już spłukany gdy do mnie przyszedł i wymyślił, że jak coś zrobię to da mi spokój i dał, ale musiałem iść do sąsiadki i powiedzieć jej, że mam problem wielki i się nie znam na tym za bardzo, że stoi mi od kilku godzin i nie wiek co mam zrobić i tylko tyle, spaliłem się ze wstydu, zaczęła się śmiać i powiedziała żebym zrobił ręką i tyle z temu było, teraz niedawno na wigilię do mnie skoczyła wysokim tonem, że mam się do niej wogóle nie odzywać. Moja żona o tym wie i powiedziała że jestem głupi ale nie jest zla. Ciągle dręczy mnie jakiś niepokój nie potrafię zebrać myśli tylko ciągle o tym myślę i nie wiem co zrobić sam ze sobą, jak słyszę że ktoś idzie po klatce to aż adrenalina mi skacze i nie wiem co poradzić.. Też nie chce żeby ktoś inny miał problemy przeze mnie, jedynie czego się nauczyłem to już nigdy więcej nie pożyczać pieniedzy.
  21. Mam zaburzenie lękowe . Jakoś żyłam z nim i funkcjonowałam . Dziś dopadł mnie atak paniki . Straciłam nadzieję że z tego wyjdę .
  22. Witam. Jestem kobietą, 22 lata. Przychodzę z poradą. Otóż od 11 miesięcy jestem w szczęśliwym związku- po 4 letnim toksycznym w którym to moje zdanie było na wszelki sposób negowane, a jeżeli było inne i wynikały z tego kłótnie to była zawsze moja wina i musiałam ,,pracować" na zaufanie - i pozostały mi straszne przyzwyczajenia. Mianowicie jeżeli z chłopakiem się posprzeczamy, mamy burzliwą wymianę zdań co zawsze kończy się porozumieniem i tym iż za każdym razem się godzimy ja mam potem różne przemyślenia... Że jestem złym człowiekiem, że on po takim czymś przestanie mnie kochać, przestanie mu zależeć.... itd Chciałam też zapytać, czy po okresie sielanki normalne jest to że osoby w związku się kłócą, maja jakieś nieporozumienia i sprzeczki ? Nie wiem jak uporać się z tego typu męczącymi myślami? Dziekuje za wszelką odpowiedź 😊
  23. Mam problem, czuje się okropnie Mieszkam ze swoją dziewczyną od roku. Mamy kota od 2 miesięcy, początku były ciężkie, ale już jest okej. Chciałam dosiąść się do dziewczyny, bo miałyśmy włączyć nową piosenki i obok leżał kot, wiec usiadłam tak po cichu i moja dziewczyna zaczęła gadać że jak kot śpi to siadam jak piórko, a tak to ją budzę i w ogóle. Usłyszałam, że: 1. Kot 2. Telefon 3. Ona. Nie odpowiedziałam nic na to, bo było to dla mbie niepoważne, ze porównuje sie Np. Z kotem. Od tamtej pory jest dziwnie. Niby dokończylysmy film, ale w ogóle nie patrzyła na mnie i odpowiadała słowem. Nie odzywała się, w ogóle nie chciała ze mną gadać, umyła się i poszła spać ze słuchawkami. Bardzo źle się z tym czułam, bo nie wiem co zrobiłam zle. Dzisiaj to samo, nic za bardzo nie mówiła, przytuliłam ja to mnie przytuliła, było czuć, że coś jest nie tak. Jak płakałam to spytała czemu płacze i jej powiedziałam ze zle się czuje i odwołałam psychologa to ona tylko „No to właśnie powinnaś pójść” i wyszła z domu na zajęcia. Jest oschła, jednym zdaniem odpowiadała, a jak jej powiedziałam na wyjście, że kocham to ona „m, dziękuje” …. Ponadto chce wyjechac gdzieś ze mną i zamiast wyjść z inicjatywą czy propozycją to tylko narzeka ze czuje się jak w klatce, a ja czuje jakby to była moja wina… Nigdy nie może ze mną porozmawiac na poważnie tylko zawsze rzuca jakieś teksty.
  24. Jestem studentem wychowania fizycznego. Od dłuższego czasu mam problem przy wystąpieniach publicznych, przy rozmowach w większym gronie. Odczuwam wtedy lęk, zaczynam się denerwować, czerwienie się, jąkam się przy rozmowie. Jest to duży problem w szczególności że na moim kierunku rozmowy i wystąpienia publiczne są tu codziennością. Nie jest to tak, że ja nie potrafię wcalę przedstawić czegoś na forum grupy ale jest to dla mnie dosyć ciężkie a co za tym idzie, nie wychodzi mi to tak jak sobie w domu przygotuje. Ze strachu zapominam o niektórych rzeczach, brakuje mi słów a najgorsze jest to, ze zaczynam się mocno pocić i sie czerwienię. Co moge z tym zrobic
  25. Witam, jestem kobieta, mam 23 lata, od Ok 2-3lat zmagam się z bardzo silnymi lękami a mianowicie martwię się o swoje życie, dzień w dzień wydaje mi się ze zasłabne lub się uduszę, boje sie chodzic na zakupy do sklepu bo robi mi się tam blado przed oczami ciagle wydaje mi się ze zemdleje lub ze coś mi się stanie. Każdy najmniejszy ból zamienia się u mnie w strach przed śmiercią. Chodzę przybita nic mi się nie chce jestem ciagle zmęczona. Bywają takie chwile gdy ledwo mogę złapać oddech i ciężko jest mi się uspokoić, to samo mam biorąc prysznic robi mi się czarno przed oczami, duszno. Nie chce mi się zyc

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.