Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'lęk'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 194 wyników

  1. Cześć jestem bezrobotnym mężczyzną mam 19 lat, mój problem polega na kiepskim nastroju od dłuższego czasu czuję się przygnębiony nie mogę się skupić, trudno jest mi zasnąć czasami nie mogę spać, byle jaka sytuacja wytrąca mnie z równowagi przez to mam ból w klatce piersiowej miałem też myśli samobójcze ale minęły, zaczęło się od kiedy miałem przez długi czas problem z kolanem nie mogłem chodzić w tedy ojciec znęcał się nade mną psychicznie czasem mnie też uderzył bo myślał że ja symuluje od tego czasu trochę minęło ale czuje się coraz gorzej nie jestem w stanie podjąć się żadnej pracy jak znajdę to po kilku dniach rezygnuje, jedynie co mnie uspokaja to muzyka czuje się wtedy zrelaksowany ale tylko na chwilę.Co to może być proszę o odpowiedź
  2. Witam, Chciałabym po krótce opisać swoje problem. Mam 22 lata, zaraz 23, były partner jest w moim wieku. Byłam z nim 6 lat w związku. Niestety partner nie myślał o wspólnej przyszłości, każdy temat związany z mieszkaniem, zaręczynami kończył się kłótnią. Nie chciał odkładać na naszą wspólną przyszłość, nie chciał znaleźć także lepiej płatnej pracy. Podczas 5 rocznicy związku powiedział, że nie jest gotowy na zaręczyny, że nie zapewni mi stabilizacji, twierdził że na wszystko jest jeszcze czas. Żył chwilą, nie myślał o przyszłości, rzadko gdziekolwiek wychodzilismy. Kazda klotnia w związku kończyła się moimi przeprosinami, mimo iż wina nie raz leżała po jego stronie. Miał problemy w domu, zawsze go wspierałam i pomagalam do granic możliwości. Niestety on, ani planów ani ambicji, braku rozmów na tematy ważne, postanowiłam, że się rozstaniemy. Po rozstaniu doszło do zbliżenia z moim znajomym, i na tym naszą znajomość się zakończyła (on chciał, ja nie ). Odezwał się były, postanowiłam że dam mu szansę i pogodzilismy się. Chciałam być z nim szczera, powiedziałam mu o wszystkim. Przez kilka miesięcy przy każdej okazji wypominal mi to, co zrobiłam, skreslil nasz związek, mimo iż uważam, i to nie tylko ja, że problemy z jego zachowaniem i podejściem do życia były o wiele poważniejsze niż coś, co wydarzyło się, gdy razem nie bylismy. Nie mamy kontaktu, nie rozmawiamy ze sobą. Chciałabym się dowiedzieć, co robić w tej sytuacji. Próbuje zrzucić na mnie poczucie winy, w sobie żadnej winy nie widzi. Jest mi bardzo ciężko, jestem załamana, przygnebiona.. Jak poradzić siebie z pustką i poczuciem winy ?
  3. Witam. Mam 23 lata. Po trudnych latach mojego dzieciństwa i wchodzenia w dorosłość. Poznałam na portalu randkowym obecnego mojego partnera. Byliśmy szczęśliwi aż do pierwszej zdrady wybaczylam mu ponieważ bardzo zależało mi na nim. Latem tego roku kolejna zdrada z jego strony kolejna wybaczylam, bo już wtedy wiedziałam że to miłość mojego życia. Choć nie powiem miałam poważne obawy co do tego jak będzie nam się układało. Pewnego dnia zobaczyłam w jego telefonie że jest zarejestrowany i systematycznie wchodzi na profile które założył na portalach randkowych. Wtedy też założyłam ja profil żeby sprawdzić czy spotyka się z innymi kobietami. Dla zabawy zaczęłam pisać z różnymi mężczyznami i pisałam z nimi o spotkaniach za pieniądze. Nigdy się z tymi mężczyznami nie spotkałam. Chciałam aby partner poczuł to samo co ja czułam gdy znalazłam te profile w jego telefonie. Niestety mój plan okazał się w pewnym stopniu skuteczny. Dlatego że partner nie wierzy mi że go nigdy nie zdradziłam ani nie spotkałam się z nikim innym. Strasznie mnie to boli, nie mam chęci do życia ani realnego ocenienia tej sytuacji. Proszę o pomoc
  4. Katherina

    Moja Matka rujnuje mi życie

    Witam Mam na imię Kasia, mam 28 lat pracuje i mieszkam za granica z chlopakiem. Mój problem trwa od dzieciństwa i chodzi o moją Matke, ktora jest alkoholiczką, ktora nie widzi tego absolutnie(ja nie pije, w kazdej chwili moge przestac, to nie problem). Otóz chodzi mi o chora relacje z nią. Odkąd pamiętam każda kolezanka z ktora sie przyjaznilam byla zla, kazdy chlopak tez. Ale chodzi mi o to jak wypowiada sie o moim chlopaku. Jestem z nim 5 lat. Moja Matka zadzwonila do niego po pijaku i zaczela go wyzywac a gdy on powiedzial jej ze mnie kocha to go wyzwala i jemu puscily wtedy nerwy i nie był jej dluzny. Jeszcze przed tym telefonem go nie nienawidzila(tlumaczenie, ze nie rozwijam sie przy nim), a po nim to juz wogole. Rozmowy i tlumaczenia sie na nic zdaja. Od pieciu lat jest ta sama spiewka, wypisywanie na mojego faceta okropnych rzeczy i zarzucanie mu okropnych rzeczy. Nie jest on świetym oszukał mnie w pewnej kwestii, ale mu wybaczylam, a jej sie z tego niestety zwierzylam i nie rozumie ze sie pogodzilismy. Kaze mi zjezdzac do Polski(nie mam do czego ona sama mieszka na 27m2)Poza tym byłam przez nia wyzywana jak nie bylo tak jak ona chciala(najczesciej wyzwyiska o kolezanki o relacje z innymi nawet z Babcia i kiedys Tata). Moj wujek, chlopak i jego Mama po opowiesciach co ona gada i wypisuje do mnie stwierdzili, ze jest prawdopodobnie chora psychicznie. Ja sobie z tym średnio radze cały czas myślami jestem w Polsce zadreczam sie, że moja Mama jest taka samotna(z Babcia poklocona bo jej nawkladala ze za duzo pije), koleżanek nie ma bo wydaje mi sie ze ona twierdzi ze wszyscy wokol sa zli i wszystkich jakby nienawidzi. Jest bardzo pamietliwa i cos sie ktos nie tak odezwie czy spojrzy na nia to potrafi zwyzywac, az mi strasznie nie raz wstyd bylo. Piszę ten post poniewaz wczoraj napisala mi list pozegnalny zacytuje: "a ja rachunek sumienia,nie chce mi się zyc ,bo poco dla kogo..czuje się odrzucona,skrzywdzona,cel u zadnego,po co to wszysko moje działanie nie maja skutku jaki bym sobie zyczyla'krece się w kolko i caly czas to samo ,kleska totalna,nie nawet sily żeby to zapjac bo tego się nie da,smierc fizyczna bylaby dla mnie wyzwoleniem od cierpienia nie do zniesienia,Bog karze zle czyny i temu się poddaje,na co i komu ja potrzebna,wybili mi z glowy zrowy egoim,czyli nie sprzeda się, i zachować ducha wolnego,alerany się nie goja,modlitwa pomaga,a później smutek i nicość,pragne śmierci,to mój jedyny ratunek,gdybym zaczela moeic prawde zaszkodzilabym tobie,lepiej milczeć niż słowami i rękoczynami NISCZYC,pomodl się za mnie ,może moja dusz dozna ukojenia,moze to lenistwo,albo depresja,moze lepszy terror ,aby się obudzić,jestem zmeczonz,,i znudzona tym swiatem,pragne śmierci,bo tutaj wszystko mnie przerasta,pragne umrzec,czuje się białym niewolnikiem tego systemu ,i nie udało mi się niknac jego pułapek,nie mam tyle inteligencji,przegralam zycie,,chce odejść z tad,,tu nie ma dla mnie miejsca,staraj się otaczać ludzmi pozytywnymi,omijaj zlo ,wszystko w sercu,chyba nie zasluguje na przebacznie wiec lepiej przejc na tamta strone,niz być automatem bez zycia ,udawac ze zyje,,sama nie wiem co będzie dalej,stosuj wizualizacje,od złych ludzi z daleka,bez strachu,bog cie prowadz,ja musze placic winy moje,zyje jak w letargu zktorego się nie mogę wybudzic" Po tej wiadomosci zaplakana zadzwonilam do wujka i on jechal 30 km zeby sprawdzic bo wylaczyla tel i on mi powiedzial ze zastal ja w normalnym stanie psychicznym. Ona cierpi rowniez na zakupoholizm moim zdaniem i jest bardzo samotna. Ja juz nie umiem z nia rozmawiac, nie mam ochoty, odrzuca mnie to, bo potrafi prowadzic godzinne monologi, a gdy ja cos powiem czy np wyjechalam gdzies to ona wykorzystuje to przeciwko mnie. Przyklad dzisiaj stwierdzila ze moje wyjazdy zagraniczne to moj chlopak wyludza na nie pieniadze ode mnie i zebym mu robila zdjecia. Albo jak mialam ok 11 lat to przyjechalam do niej za granice na wakacje. Upila sie w sztok tak ze chodzic prawie nie mogla, pobila sie z pania na plazy bo jej cos brzydko odpowiedziala. Nastepnie musialysmy wracac do domu bo juz bylo ciemno to musialam juz prowadzic pod reke a byla ciezka i mnie po drodze wyzywala po raz kolejny chodzilo jej o relacje z "kims"(tamtym razem chodzilo o Tate) bardzo sie wtedy balam bo ona kapletnie odleciala bylysmy daleko od domu i musialam jakos sobie poradzic z dojazdem i jakims podstawowym jezykiem sie dogadac. To tylko jeden przyklad z wielu. Moj chlopak mowi ze mam z nia zerwac kontakt bo ona robi mi z mozgu sieczke, ale ja nie umiem bo to jednak Matka i jest mi jej jednak żal. Moja pytanie to jak mam sie zachowywac w stosunku do jej prawie codziennych wiadomosci tego typu cytat " kasiu jedyna corka moja ,tyle lez wulas za a ja chociaż nie wylam za ciebie hektrolitry,prosze o jedno o wyzwolenie twoje i moje z sidel szatana,ten związek jest proba sil miedzy zlem a dobrem,jestes ze mna zwiazana w imie swietosci poczecia ducha swietego,tato i ja twoja rodzicielka jesteśmy twoimi opiekunami do końca tego swiata,nie posadzaj pochopnie,szatan jest przy tobie najblxej ,spi z toba w jednym w lozku i myśli ze posiadł dusze twoja,dlatego prosz mow caly cza ojcze nasz,ja mama pragne abys zalozyla rodxine według boga,biednie alebogato duchowo,wroc do polski ,mieszkanie do dyspozycji,ja będę wysylac ci pieniądze,ale porzuc tego judeo satanistę,ktory mowi słodkie słowa ,obiecuje zlote goryi nigdy ich nie speni ,bo pracuje dla zlej mocy,wspoga swoja diabelska rodzine,ty nie jeste s wplnie,masz tylko sluzyc do wydojenia,tak ja to zrobila rodzina gosi,kocham cie od pierwszego kopania mnie w brzuszek ,nie wiedziam co się dzeje a to moja coreczka takie silne pietki ,kochqam i nie przestane,i nie pozwole już nikomu aby cie krzywdzl,prosze abys porzucila szatana...….oszukanca bez mstury,nieroba,ktory karze4 się wozic po krajach robic swobie zdjecie i wrzucać na fej…….to jest agent ….tak go0sia.....kto0rzy inwigolowani mnie i mietka i za to mieli profity,prosze przebudz i bądź uwazna ,on i gosi rodzina to samo,nie dawaj mu wi0adomosci ,to prawdobnie jest konfident,przekonany ze jesteś tak zakochana w nim ze idzie na caloscx,czyli obiecuje zlote góry i donosi tam gdzie trzeba,t0o jest bardzo zla odetnij się o0d niego poki czas,jesli cie wplącze w afery i nne swistwa bediesz wspowinna,prosze córko moja naj0ukochan sza odetnij się od zla ,szatanq,polecam ci film wladcqa pierścieni,prosze " I drugie pytanie czy jej zachowanie moze sie kwalifikowac pod chorobe psychiczna czy jest to skutek dlugotrwalego picia (19lat)?
  5. Witam. Nie radze sobie z racjonalnym spozywaniem posilków. Przechodze przez glodowki, ataki glodu, ataki na slodycze. Moja waga jest odpowiednia, waze 55 kg 172 cm wzrostu. Boje sie ze kiedys zemdleje z glodu i wiem ze to bledne kolo. Prosze o porade. Chce jesc jak normalny czlowiek, znam zasady racjonalnej diety ale i tak wole zjesc slodycze a potem glodowac zeby tylko kalorie sie zgadzaly.
  6. Witam Jestem uczniem szkoły średniej, mam dziewczynę (16l)z którą z małymi przerwami jestem od prawie 5 miesięcy (fakt wiem, to nie długo ale z kolwiek bardzo ją kocham) Moim problemem jest to że boję się seksualności mojej partnerki. Zanim byliśmy że sobą, wiedziałem o tym że jest osobą biseksualną, wyznała mi to. W czasie gdy byliśmy już razem, po moim pytaniu o tą kwestię, dopiero po jakimś czasie przyznała że owszem miała dziewczynę i że było jej przyjemnie o ierać się o nią etc (powiedziała że robiła to tylko przez ubrania) że kręcą ją kobiece piersi i pośladki etc... Ogólnie akceptowałem to do czasu jak wyznała mi że chciałaby spróbować "zaszaleć z dziewczyną w łóżku". Niestety, mam związane z takim faktem bolesne wspomnienia... Jedna z poprzednich dziewczyn zostawiła mnie dla innej dziewczyny przez zafascynowanie inną dziewczyną... Gdy powiedziałem, mojej partnerce o moich przezyciach, bardzo się pokłóciliśmy i rozstaliśmy na chwilę... Około 2tg. Przez ten czas sama mówiła że nie wie czego chce że chce znaleźć siebie, że błądzi... Gdy spotkaliśmy się po tym czasie, powiedzieliśmy sobie że jednak chcemy tworzyć coś więcej niż przyjaźń, że się kochamy mimo wszystko. Sam niepotrzebnie dzisiaj spytałem czy chciała by spróbować z kobietą seksu, odparła, że owszem ale "wypadało by się najpierw ciebie zapytać". Niepotrzebnie drążąc temat spytałem "a nie patrząc na mnie?" Odparła "tak, chciałabym" Wystraszyłem się... Boję się zdrady kolejny raz... Mówiłem jej o swoich obawach, ufam jej ale po prostu się boję... Może się wydawać że to obawy zauroczonego nastolatka, i może tak jest, ale dzięki niej zacząłem się starać, nie odpuszczać kogoś na kim mi zależy, przestałem być pesymistą (w sensie zniwelowałem to dzięki niej, dla niej) przy niej czuję spokój, może go dziwnie zabrzmi, ale czuję się pewnie... Gdy nie myślę o jej seksualności... JAK sobie z tym radzę? Problem jest tu że nie radzę... Próbuję myśleć "chłopie jak by wolała dziewczyny to by z tobą nie była" , ale z drugiej strony boli mnie w jakiś sposób że jednak ja to kręci... Ja naprawdę, nie wiem jak mam się zachować... Myślę że problem jest w tym że ktoś odemnie odszedł dla kobiety i tego się obawiam...
  7. Witam! Proszę o poradę. Mam 19 lat i odkąd pamiętam jestem osobą nieśmiałą i zamkniętą w sobie. Trudno mi nawiązywać relacje z innymi ludźmi. Nie potrafię pierwsza zacząć rozmowy, zawsze czekam aż zrobi to ktoś inny. Od dłuższego czasu podoba mi się pewien chłopak, widzimy się prawie codziennie, jestem z nim w grupie na zajęciach, ale rozmawiamy tylko wtedy kiedy on pierwszy się odezwie. O ile do innych osób jestem w stanie się przełamać tak w stosunku do niego mam straszną blokadę, która jest silniejsza ode mnie. Zawsze sobie powtarzam, że teraz już zacznę sama rozmowę, ale nic z tego nie wychodzi, tak tracę wszystkie okazje. Boję się, że ten chłopak w końcu znajdzie sobie dziewczynę, a ja nie odważę się zrobić jakiegoś kroku, a naprawdę mi na nim zależy. Proszę o pomoc. W jaki sposób mogę przełamać nieśmiałość?
  8. Cześć mam na imię Natalia mam 22 lata od ostatnich kilku dni nie mogę jeść nie mogę spać... Czuję się okropnie nie wiem co się ze mną dzieje nie mam ochoty na nic... Nie wiem czy jestem sama sobie winna czy po prostu albo ktoś próbuje mną manipulować czy ja sama już sobie coś wmawiam i wymyślam... Z własnych wyrzutów sumienia... Rozstałam się z chłopakiem jakiś czas temu wyjechałam do Niemiec nasz związek był różny często się klocilismy często uciekalam od niego do mamy ponieważ w nasze życie wkracza alkohol i zawsze każdej sytuacji byłam ja winna nie umiem tego wszystkiego opisać w kilku słowach aby każdy mógł zrozumieć o co mi chodzi ale wiele osób postronnych mówiło mi bym zostawiła że on jest toksyczny, po rozstaniu, mówił mi również że był u psychologa i potwierdził to opinie... Nie potrafię opisać tych 5 lat naszego związku w kilku zdaniach i opowiedzieć... Ale rozstalismy, się ja zostawiłam u niego wszystko rzeczy dosłownie wszystko i po prostu się rozstałam z dnia na dzień przed wyjazdem odkryłam że on kiedy wcześniej się poklocilismy pisał z innymi kobietami, jak również umawial się z czego Zaznaczal że do spotkania nie doszło... Ale nie mogłam mi zaufać po wcześniejszych sytuacjach które mieliśmy, w życiu zbyt wiele razy, się zawiodłam i byłam oklamywana... Oczywiście nie mówię tu o żadnej zdradzie... Ale w wszelkich innych sytuacjach... Jak również często dochodziło do braku szacunku z jego strony tak jak mówię za każdą sytuację która istniala winil mnie... Ja będąc sama tutaj 2 Niemczech nawiązała kontakt z moim starym kolega oczywiście po rozstaniu zaczęliśmy się spotykać rozmawiać o wielu sprawach po czym okazało się że tak dobrze nam się rozmawia ze po prostu postanowiliśmy, spróbować... W tym czasie oczywiście dostawałam różnego rodzaju, SMS od tamtego partnera obraźliwe różne... Odpychal mnie od siebie coraz bardziej takimi zachowaniami i słowami... Teraz po kilku miesiącach od rozstania nagle się zaczął odzywac dzwonić pisać prosić o powrót że się zmienił że jest inny...ja zaczęłam sobie przypominać wszystkie dobre rzeczy te 5 lat że jak ja zapomnę o nim... Ze jednak czasami był dobry że pomagał że wspierał... Zapytał się mnie czy doszło do zbliżenia między mną a moim nowym partnerem... Kiedy ja po ciągłym naciskaniu odpowiedziałam że tak doszło zaczął, mnie wyzywać jak ja mogłam tam wcześnie tak szybko że jestem łatwa że on nic że spotyka się z dziewczyną ale cały czas myśli o mnie ja ja mogłam coś takiego zrobić tak szybko... Zablokowałam go nie mogłam znieść już jego obwiniania... Po tej rozmowie po prostu zaczęłam. Żałować nie wiem czy wmawiać że ma rację że nie powinnam poczułam się okropnie i nadal się tak czuję nie śpię budzę się ciągle w nocy nie mogę jeść... A z moim nowym partenem nie umiem podrozmawiac boję się mu powiedzieć prawdę.. Nie wiem już co robić pewnie usłyszę że jestem sama sobie winna... Za każdym razem było tak że wracałam do niego po kilku dniach tygodniach zapomniałam wszystko i czułam się winna przepraszalam... Teraz też bym to zrobiła gdyby nie to że jest nowy związek i ktoś.... Ale z drugiej strony wiem że całe życie bym żyła w wiecznych wyrzutach że codziennie bym słyszała jaka to nie jestem.... Nie wiem już co robić nie umiem wyzbyć się przestać myśleć nie wiem co robić.... Czy ja może mam zupełnie inny problem i to nie chodzi o żadna miłość tylko po prostu mam jakieś leki i sama sobie tworzę problemy... Teraz czuję takie leki wyrzuty nie wiem nie mogę o niczym innym myśleć... Nie wiem co robić.. Nie chcę sie wykończyć a nie mogę przestać z tego wyjść...
  9. Witam. Jestem Katarzyna i mam 32 lata. Jestem szczesliwa mezatka. Poznajc meza myslalam ze wszystko juz bedzie super idealnie. Niestety schody zaczely sie po slubie, poniewaz okazalo sie ze mam problem z zajsciem w ciaze. Staramy sie od 3 lat. Problem lezy po mojej stronie. Lecze sie ale co z tego skoro nadal nic. Psychicznie odpuscilam. Czesto przychodza mysli aby dac mezowi wolnosc aby sobie zycie ulozyl aby zostal tata. Niestety odwlekam ta decyzje bo go kocham. Nie wiem co robic.
  10. Mam 37 lat i nastepujace problemy/objawy: - bardzo mocno fizycznie odczuwam stres. Przykra uwaga otrzymana przez kogos lub nawet przeczytanie wiadomosci na internecie, ktore sa bardzo zle np o czyims cierpieniu, skutkuje kolataniem serca, speciem do takiego stopnia, ze odczuwac silny bol barkow, nog, plecow. smutkiem, duzymi problememi w zasnieciu przez min tydzien i silnymi problemami w koncentracji - wydaje mi sie, ze mam pewne objawy fobii spolecznej i 'anxiety' np. 'uciekam po czesci oficjalnej spotkania, kiedy uczestnicy maja sie poznac, porozmawiac, wymienic doswiadczeniami itp. Jakakolwiek sytuacja w ktorej nie mam jakby dokladnych instrukcji albo planu co mam robic i o czym rozmawiac wywoluje u mnie niepokoj i unikam takiej sytuacji ale np nie boje sie publicznych wystapien, prezentacji i przemowien przed spora grupa ludzi, i nie boje sie odpowiadac na pytania zadawane z tlumu ad hoc. Czesto po rozmowie z kims kogo dobrze nie znam wpadam jakby w obsesje analizowania tego co i jak powiedzialam bojac sie jak zostalam odebrana. Boje sie tez przyjmowac ludzi w swoim domu, nie jestem pewna co i jak przygotowac zeby wszystko dobrze wyszlo. Z drugiej strony zdaje sobie sprawe z tego i poniewac czasem czuje sie samotna to staram sie nawiazywac znajomosci (be cheerful) i zapraszac ludzi do domu. Jest to jednak okupione duzym stresem - jestem placzliwa ale w dziwnych sytuacjach. Sytuacje smutne czy stresowe nigdy nie wywoluja placzu. Jednak jak np tlumacze corce historie Polski i mowie np o bohaterach Powstania Warszawskiego, wtedy lzy mi sie strasznie cisna do oczu. Potrafie mowic o WTC bez placzu ale jak mam opowiedziec o bohaterskiej postawie zalogi ostatniego samolotu to wtedy placze. Placze tez czesto ze wzruszenia na wiesc o dobrych wiadomosciach, sukcesach, nawet obcych ludzi (bardzo dziwne moim zdaniem) - zdecydowanie gorzej czuje sie wieczorem anizeli rano, co nie pasuje do standardowego profilu depresji - nie mam mysli samobojczych, nie mam problemu ze wstawaniem rano ale np obrocz podstawowej higieny osobistej (codziennie myje wlosy, biore prysznic, nakladam make up i zakladam czyste, wyprasowane ubrania 'nie chce mi sie' dbac o siebie bardziej. Nie chce mi sie wyjsc pobiegac, choc wiem, ze zdecydowanie lepiej sie czuje po bieganiu. Nie chce mi sie isc do fryzjera czy do kosmetyczki. U kosmetyczki bylam 6 lat temu a u fryzjera bywam raz do roku...Chcialabym ladnie wygladac ale nie chce mi sie umawiac wizyt, pamietac o nich i sie wybrac do gabinetu. - potrafie odwolac spotkanie ze znajomymi, bo mi sie nie chce albo 'boje sie isc' - mam niska samoocene (w tzw gorsze dni mysle po prostu, ze jestem zerem) i nie potrafie robic rzeczy tylko dla siebie. Dla innych jestem zdolna do duzych poswiecen, zeby im np pomoc; mam tez tendencje do obwiniania sie i zalowania wielu rzeczy, tak jakbym nie potrafila sobie wybaczyc i isc delej. Mam glebokie poczucie, ze nikt mnie nie kocha. Mowilam o tym mezowi i chyba bylo to dla niego bardzo bolesne. On czesto zapewnia mnie, ze mnie kocha, kupuje kwiaty itp. - czasemi boje sie i odczuwam stres bez evidentnej przyczyny - bardzo lubie rutyne i strukture dnia ale tez wydaje mi sie, ze moje zycie jest troche nudne i chcialabym czesciej wychodzic, poznawac wiecej ludzi - zdarza mi sie oceniac ludzi zbyt ostro, pohopnie ich oceniac i byc za nadto krytyczna w stosunku do ludzi. Na poziomie intelektualnym wydaje mi sie to bezpodstawne i po prostu zle, ale jednak takie mysli czesto przychodza mi do glowy - przezylam kilka ciezkich, naglych i stresujacych wydazen w zyciu, mysle, ze przez ok 3 lata mialam objawy PSTD - mam pewne objawy APD i ADHD (np problem z dokonczeniem zadania, ktore spoczywa tylko na mnie, i tzw rozmienianie sie na drobne w pracy i problem z podejmowaniem decyzji oraz szybkie nudzenie sie danym typem pracy) I choc zdaje sobie z tego sprawe to trudno jest mi to zmienic . Z drugiej strony jestem nastawiona 'zadaniowo' i nie potrafie sie zrelaksowac kompletnie czy cieszyc zyciem. Ciagle jest cos do zrobienia czy cos do zamartwiania sie. - zdaje sobie sprawe, ze nie potrafie sie do konca cieszyc zyciem i to powoduje wyrzuty sumienia u mnie, poniewac mam dobra sytuacje finansowa, meza i superfajne dzieci. - stosunkowo czesto mam cos takiego jak backflash ze zlych wydarzen w moim zyciu, przykrych sytuacji, ktore przezywam na nowo Staram sie walczyc z negatywnymi myslami i nastrajac pozytywnie ale to jakos nie dziala i wydaje mi sie, ze z kazdym negatywnych nawet drobnym wydarzeniem/przykroscia raze sobie coraz gorzej (nie mam tzw thick skin). Maz jest wyrozumialy i nie ocenia mnie ale rownoczesnie zaprzecza, ze cos moze byc ze mna nie tak. Dwa razy w dyciu sama poszlam do lekarza rodzinnego i poprosilam o leki antydepresyjne (za pierwszym razem podzialaly fantastycznie, za drugim nie widzialam za bardzo poprawy). Nie chce wracac do lekow bo wydaje mi sie ze podswiadomie szukam czegos na czym moglabym sie oprzec a tak naprawde to mysle, ze mysze sie wreszcie z tym zmierzyc, zeby poprawic jakosc swojego zycia. Boje sie, ze moja nerwica, depresja czy cokolwiek to jest zle odbije sie na zdrowiu psychicznym moich dzieci . Ja tez nie czuje sie z tym komfortowo
  11. agas87

    Arachnofobia

    Witam mam na imię Agnieszka, mam 31 lat. Już raz napisałam na forum ale nie dostałam żadnej odpowiedzi więc może coś źle zrobiłam. Spróbuję jeszcze raz. Mieszkam w Anglii 12 lat ale od roku mam wielki problem. Urodziłam córeczkę i większość czasu spędzam w domu. Zawsze bałam się pająków ale od kiedy córka się urodziła strach ten się nasilil tak jakbym czuła że nie mogę jej przed nimi obronić. Tutaj w Anglii są naprawdę wielkie pająki i raz po raz znajdę takie w domu. Odrazu mam atak paniki serce bije jak szalone. Najgorsze jest to że każdy dzień wygląda tak że boję się być sama z córką w domu, boję się że znowu znajdę gdzieś pająka i każdy dzień, każda minuta wypełniona jest strachem. Nie pozwala mi to cieszyć się macierzynstwem. Rozważam nawet powrót do Polski.. Czuję że powoli mnie to wpedza w depresję.. Nie wiem gdzie szukać pomocy....
  12. dominika200496

    Lek przed strata partnera

    Dwa lata temu byłam w 2 miesiecznym zwiazku z chłopakiem który zniknał z dnia na dzień.Około pół roku później związałam sie z kims nowym.Byliśmy ze soba 3 miesiace,poznał moich rodziców którzy bardzo go polubili.Nagle przez 3 albo 5 dni sie nie odzywał a po tygodniu dowiedzialam sie ze mnie zdradził(oczywiscie nie od niego tylko przez przypadek).Po prawie roku poznałam mojego obecnego chłopaka z którym jestem juz 8 miesiecy.Dobrze sie przy Nim czuje,ufam mu ale czasami ogarnia mnie paniczny lek nad którym nie potrafie zapanowac.Pojawia sie płacz nie do opanowania i lek ze go strace,ze odejdzie.Trwa to od 3 albo 4 miesiecy.Mam wrażenie ze im lepiej sie miedzy Nami układa tym ten lek jest coraz wiekszy.Pojawia sie kiedy nie odzywa sie przez caly dzien albo po prostu znikad.Nie wiem jak sobie z tym poradzic.Co mam zrobic?
  13. Jestem studentką w wieku 18 lat. Mam problemy z wyrażaniem emocji i angażowaniem się w jakiekolwiek relacje. W dzieciństwie mieszkałam z ojcem, który znęcał się psychicznie nad moją mamą, a później także nade mną i moją siostrą. Odkąd pamiętam byłam świadkiem kłótni i wyzwisk rodziców. Zdarzały się nawet rękoczyny. Towarzyszyły mi wtedy ciągłe wyrzuty sumienia, że coś źle powiedziałam, że to przeze mnie krzyczy na mamę. Musiałam uważać na każde słowo, co jednak nic nie dawało, bo zawsze znalazł się jakiś powód do awantury. Pamiętam też jak mama chowała się w moim pokoju i płakała, a ja ją pocieszałam. Miałam może 12 lat, a już musiałam się martwić tyloma rzeczami. Raz nawet wyprowadziłyśmy się ukradkiem. Mimo młodego wieku zajmowałam się wynoszeniem rzeczy i dbaniem o to, aby ojciec nie zobaczył. Byłam przerażona, ale też szczęśliwa, że to już koniec. W nowym mieszkaniu wybierałam sobie meble i już nawet przemalowałyśmy mój pokój. Niestety skończyło się jak zawsze. On obiecał, że się zmieni, a moja mama uwierzyła i znów wróciłyśmy do starego piekła. Tak właśnie kończyło się wszystko na czym mi zależało. Od zawsze też pamiętam jak mama albo siostra mówiły mi żebym nikomu nie mówiła co się dzieje w naszym domu, więc wszyscy moi znajomi uważali, że mam idealne życie. Nie miałam nikogo z kim bym mogła o tym pogadać. Czuję jakby to wszystko skumulowało się we mnie głęboko i dusiło mnie od środka. Wszyscy oczekują ode mnie, żebym była silna, a ja już mam dość i nie potrafię udawać silnej. Już za długo to robiłam. Kiedy próbuję o tym mówić, albo nawet myśleć to coś we mnie pęka i chce mi się płakać. Nie wiem co mam z tym zrobić. Nie potrafię okazywać emocji i ciężko jest mi się angażować. Kiedy jestem bliżej z jakąś osobą to jakoś samoczynnie ją odpycham. Boję się przywiązywać, a z drugiej strony brakuje mi bliskości. Nie potrafię nikomu zaufać, nie chcę zostać odrzucona. Czuję jakby dzieciństwo odcisnęło na mnie piętno i już nigdy nie będę mogła być szczęśliwa. Czy da się mnie jakoś naprawić?
  14. Jestem studentką, mam 23 lata. Według artykułów jestem też osobą podatną na zranienie kochającą za mocno. Po zakończeniu 7 letniego związku 9 miesięcy temu weszłam w relacje seksu bez zobowiązań z kobieciarzem, byliśmy ze sobą na wyłączność, zaangażowalam się emocjonalnie pod jego naciskiem, ponieważ ja nie chciałam się wiązać. Na początku sielanka i związek marzenie. Po jakimś czasie zaczął okazywać toksyczne cechy które tuszowalam przed samą soba, zrobil się mnie pewny i przestał się starać. Zaszłam w ciążę którą poronilam, nie wspierał mnie. Niecały miesiąc po poronieniu znalazłam nagie zdjęcia od jego poprzedniej dziewczyny, flirt i umawianie się na spotkanie. To była taka 2 sytuacja, pierwszą wybaczyłam. Fizycznie mnie nie zdradził ale emocjonalnie tak bo warunki stawiałam jasne. Problemem jest to że jestem uzależniona od niego emocjonalnie. Nie potrafię sobie wyobrazić przyszłości bez niego, jestem w stanie skupić się na 30 sekund i zaraz znowu o nim myślę. Tłumacze wszystkie wybryki i wypieram z pamięci. Jak nauczyć się na nowo kochać, akceptować i marzyć
  15. monika1508

    Lęk przed bliskością

    Proszę o poradę. Jestem po 40-stce od 15 lat samotnie wychowuje córkę. W styczniu poznałam kogoś na kim bardzo mi zależało i nadal zależy. Spotykaliśmy się kilka miesięcy. Było fantastycznie .Choć Krzysiek zawsze miał problem z wyrażaniem własnych myśli i uczuć. Słowa kocham nigdy nie usłyszałam ale potrafił nosić mnie na rękach do sypialni i okazywać uczucie na milion innych sposobów..Zawsze powtarzał, że znaczę dla niego więcej niż inne kobiety, bo tylko ja gościłam w jego domu od momentu rozwodu, który wziął 3 lata temu. Podobno po rozwodzie bywały w jego życiu inne kobiety, lecz z żadną nie miał takich relacji jak ze mną. Dziś już wiem że popsuło się w chwili gdy wyznałam mojemu partnerowi iż jest dla mnie kimś ważnym. Wtedy nagle zaczął uciekać w pracę, nie miał dla mnie czasu. Wolał spędzać czas z kolegami. Nigdy nie nalegał by poznać moich znajomych i nigdy też nie poznał mnie ze swoimi znajomymi...Na wakacje także pojechał sam. Myślałam wówczas że zwyczajnie mu się znudziłam zrobiłam mu awanturę i zakończyłam znajomość. Minęły wakacje ale wciąż chyba nie mogliśmy o sobie zapomnieć , co jakiś czas wpadaliśmy na siebie. Po każdym takim spotkaniu dostawałam sms-y iż świetnie wyglądam i zapewnienia że nigdy nie byłam tylko jedną z opcji. Po kolejnym kwartale nawiązaliśmy ponowny kontakt Krzysiek zapewniał że nie może o mnie zapomnieć jednocześnie zranił mnie mówiąc, że po moim odejściu miał przygodny sex z dwoma kobietami. Strasznie mnie to zabolało więc zaproponowałam byśmy byli tylko kolegami gdyż wciąż czułam się urażona i zraniona jego zdradą oraz brakiem czasu. Pragnęłam z nim być ale oszukiwałam i jego i siebie. Dopiero po dobrych dwóch miesiącach kiedy był bardzo pijany wyznał mi że nie było żadnego przygodnego sexu. W ostatnim czasie spędziliśmy dość intymne chwile i tu zaczyna się problem. Po każdej z takich chwil Krzysiek znika na całe dnie lub nawet miesiąc zaszywa się w swojej skorupie.Tak jakby uciekał przede mną. Nie pisze wówczas, nie dzwoni, ja również staram się wtedy nie narzucać swoją osobą. W takich chwilach czekam aż ponownie zatęskni i sam się odezwie. Nie znoszę tej długiej ciszy, zastanawiam się wówczas co zrobiłam źle? Wczoraj przeczytałam o lęku przed bliskością. I nagle wszystkie puzzle zaczęły układać się w logiczną całość. Czy możliwe jest że mój parter na to cierpi? . Jeżeli tak jest to jak mogę mu pomóc? Chciałabym zawalczyć o ten związek.Czy powinnam uświadomić go o jego lęku? czy może powinnam dalej tkwić w milczeniu czekając aż znowu zatęskni? a może powinnam znaleźć sobie kogoś innego, może świadomość konkurencji pchnęłaby Krzyśka do działania.Proszę o pomoc bo ta huśtawka nastrojów jest wykańczająca. A Może to we mnie tkwi problem? z góry dziękuję za poradę.
  16. agas87

    Arachnofobia

    Witam od roku mam wielki problem. Mieszkam w Anglii urodziłam córeczkę i większość czasu spędzam w domu. Zawsze bałam się pająków ale od kiedy córka się urodziła strach ten się nasilil tak jakbym czuła że nie mogę jej przed nimi obronić. Tutaj w Anglii są naprawdę wielkie pająki i raz po raz znajdę takie w domu. Odrazu mam atak paniki serce bije jak szalone. Najgorsze jest to że każdy dzień wygląda tak że boję się być sama z córką w domu, boję się że znowu znajdę gdzieś pająka i każdy dzień, każda minuta wypełniona jest strachem. Nie pozwala mi to cieszyć się macierzynstwem. Rozważam nawet powrót do Polski.. Nie wiem gdzie szukać pomocy....
  17. Asiia99

    Nerwica lękowa

    Witam. Jestem kobietą w wieku 23 lat . Zawsze byłam niesmiala wstydliwa i nigdzie nie lubiłam wychodzić najlepiej to w domu . Wszystkim sie stresowalam co przez to jeszcze bardziej zamykalam się w sobie. Niecałe dwa miesiące temu doznalam ataku paniki tak mi się przynajmniej wydawało przyspieszone bicie serca problem z oddychaniem ciężkości na klatce jakbym nie mogła złapać mocnego oddechu mrowienie w dloniach i uczucie że zaraz zemdleje . PierwsZa myśl że jest to zawał i zaraz umrę . Na drugi dzień to się powtórzyło ale było słabsze . Przez następne dni bałam się tego ze to znów się powtórzy. Cały czas całe sie czułam bałam się czułam niepokój bardzo silny. W końcu poszlam na badania EKG i morfologie wyniki książkowe więc od czego tak się czuje ? Bałam sie zostać sama w domu wyjście doz pracy i być samemu to codzienny stres ciągle dzwonię do kogoś żeby nie myśleć o tym że coś może mi się stać i codziennie to sama strach przed tym że jednak coś mi się stanie . Serce mam w porządku ale jak mam te myśli bo nie wiem czy mogę to nazwać atakami paniki bo już mi się nie powtorzylo jak za pierwszym razem ten strach to od razu sobie myślę że jednak ekg się pomyliło i na pewno to co się że mną dzieje to zawał . Byłam dwa razy U psychologa . Pani psycholog powiedziała że to nerwica lekowa i nerwica serca . Że nic się nie może mi stać ze musze z tym walczyć . Drugi raz jak byłam to powiedziała że mam sie wziąć w garść bo nic mi nie jest ze to wszystko siedzi w mojej głowie . Nie wiele mi to pomogła myślałam że psycholog powie mi jak z tym walczyć jak sobie radzić w tych strasznych chwilach niepokoju sa takie silne że już mam tego dosyć . Przez cały dzień jak wracam do domu po pracy czekam aż się dzień skończy bo jestem tak zmęczona tym wszystkim .
  18. Na wstępie chciałbym przeprosić za długość tego postu, ale ciężko zmieścić tyle myśli w dwóch zdaniach. Myślę, że nareszcie wiem skąd moja depresja i moje zaburzenia lękowe się wzięły, a była to niezła zagadka dla mnie. Mam nadzieję, że ktoś to przeczyta chociaż w połowie, doradzi mi i poklepie po plecach bądź srogo opierniczy.Męczę się z tym już rok, klasyczny początek - wizyty w szpitalu, utrata kondycji i inne postrzeganie rzeczywistości, derealizacja/depersonalizacja i tak dalej i tak dalej...Jednak za cholerę nie miałem pojęcia skąd się to wzięło. Przecież nie przeżyłem żadnej traumy, nie zamordowano na moich oczach człowieka, nie byłem na żadnej wojnie, nie miałem poważnego wypadku samochodowego. Więc skąd to wszystko? A no korzenie sięgają aż dzieciństwa, które pozornie było udane. Miałem kolegów, bawiliśmy się razem całymi dniami. Jako dziecko nie masz żadnych zmartwień i nie rozmyślasz nad śmiercią, nad tym, że ktoś cie wykorzysta, oszuka. Niestety w prawie każdej bajce musi być ten czarny charakter a był to mój starszy brat. Obrażał mnie przed znajomymi, wmawiał mi od małego, że jestem brzydki, ohydny i odrażający. Mówił to do mnie tak jakby był o tym pewny. Ja jak to dziecko - popłakałem, popłakałem i zapomniałem. Rodzice niestety nie reagowali na to. Ba, nawet mówili mi żebym przestał się mazgaić. Niestety na przemocy psychicznej się skończyło. Potrafił wstać z łóżka w nocy (dzieliliśmy jeden pokój) i zacząć mnie kopać i bić. Wydawało mi się to normalne, że to musi tak być i koledzy pewnie też tak mają. Tak było do mniej więcej gimnazjum. Niestety do tego okresu ''przejąłem'' wszystkie złe zachowania jego i rodziców. Ale mimo tego miałem znajomych i byłem lubiany. Brat znalazł dziewczynę i nagle coś się w nim odmieniło. Zaprosił mnie wtedy na piłkę (pewnie jego dziewczyna go namówiła). Graliśmy i byłem szczęśliwy jak nigdy, wreszcie miałem prawdziwego brata. Stał się moim wzorem do naśladowania. Jednak z czasem znowu zaczął się znęcać psychicznie. Zapytałem dlaczego on mi to robi, a on na to, że musi mnie zahartować, że chce być moim mentorem. Od tamtego momentu tylko go tolerowałem i nic więcej. Doszło do tego, że przy rodzinnym stole w jego obecności bałem się odezwać. Bałem się, że mnie wyśmieje i zacznie wyzywać co często miało miejsce na uroczystościach. Rodzice oczywiście nie reagowali, poźniej się rozwiedli, ale to już inna historia. Ktoś sobie pomyśli, że sobie to wszystko wymyślam i wyolbrzymiam, ale rodzice traktowali go jak nadczłowieka(!!!), starsza siostra wolała spędzać z nim czas. Można powiedzieć, że był całkowitym przeciwieństwem mnie. On był wygadany, dobrze się uczył, miał mnóstwo dziewczyn, smykałkę do pieniędzy. Ja za to byłem taki stonowany, dziewczyny nie chiałem mieć, a w szkole mi średnio szło. Patrzyłem na to wszystko i chciałem być taki jak on. A to niestety kłóciło się z moim charakterem.----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Opiszę w punktach czynniki, które przyczyniły się do powstania zaburzeń i depresji. Muszę gdzieś to wylać z siebie bo nie mam do kogo.1. Przeprowadziłem się, straciłem większość znajomych bo powyjeżdżali na studia. Ja nie zaliczyłem matematyki (kto by się spodziewał), ale mam nadzieję, że się kiedyś za to wezmę. Ciągle wracam myślami do mojego wcześniejszego domu, za tymi wszystkimi chwilami tam spędzonymi. Taki już jestem, że się przywiązuje.2. Pierwsza praca. Był to dla mnie wielki szok po tych sielankach. Fakt, że trzeba rano wstać OBOWIĄZKOWO mnie przerażał. To własnie w pracy zaczęła się derealizacja. Kasa była tam dobra, ale ostatecznie odszedłem. Teraz pracuje gdzie indziej.3. Moja rodzina. To największy problem. Nie ukrywam, że to ona się głównie do tego przyczyniła. To brzmi jak zrzucanie winy na kogoś innego, ale zapewniam, że tak nie jest. Czuję, że wszyscy są do mnie uprzedzeni bo przecież byłem małą pi*deczką, która nie potrafi się postawić. Narzucali mi co mam robić w przyszłości, szczególnie siostra, która KAZAŁA MI być załóżmy strażakiem. Ja tylko przytakiwałem.4. Moja mama. Nie ukrywam, że jest to osoba dość niezrównoważona psychicznie i z nią mieszkam bo mam jeszcze 20 lat. Około rok temu jak rozmawiała z bratem i jej coś nagadał na mnie to wypaliła mi prosto w twarz, że jestem zerem, że niczego nie osiągnę, kobiety też nie będę miał. Doznałem wielkiego szoku bo to w końcu osoba, która mnie urodziła. Do tego wydziera się non stop o nic.5. Brak dziewczyny. Nie jestem brzydki, a ponoć przystojny. Mam dużo zainteresowań i trochę ćwiczę. Jednak nikt się jeszcze taki nie trafił. Czuję presję bo niektórzy znajomi się zaręczają, a u mnie pusto.Plan jest taki żeby zmienić w swoim życiu co nieco. Nie mówię, że pozbyłem się tego wszystkiego, może nawet jest gorzej. Nadal biorę jakieś leki. Jednak robie się bardziej pewny siebie, siostrze powiedziałem, że mam to w d*pie co ona chce i ja bede robil co bede chciał bo to jest moje życie i ja biore odpowiedzialność za nie.Chcę ograniczyć kontakt z ludźmi, którzy są toksyczni dla mnie. Mam na myśli kilka koleżanek, kolegów no i ehhh rodzinę. Ciężko mi o tym pisać. Myślę nad tym, żeby znaleźć 2 prace: jedną 8h, a drugą 4h i się wyprowadzić od matki i coś wynająć. Ojcu dam ultimatum, że jak nie przestanie skakać dookoła mojego brata, który wykorzystuje każdego i go tylko podjudza to będzie miał o jednego syna mniej. Może za ostro, ale już dłużej tego nie wytrzymam. Z bratem w ogóle nie chce mieć kontaktów. Zapiszę się znowu na psychoterapię. Napiszę maturę z matematyki i w przyszłości skończę jakieś studia. W skrócie - chciałbym żyć jak normalny człowiek, chciałbym mieć choć trochę radości z tego życia i mam nadzieję, że mi się uda. Mam nadzieje, że ktoś mi doradzi co robić.
  19. mala23

    Kryzys

    Jestem kobietą żoną i mamą mam 36 lat od dłuższego czasu czuje się nie potrzebna mąż wogule nie zwraca na mnie uwagi tylko wieczne kłótnie nawet o najmniejsze drobnostki czasami mam wrażenie ze to przez to ze mi się przytyło kiedyś było inaczej nie chce się rozstawac ale tez nie wiem czy jest szansa na ratunek naszej rodziny przez nasze problemy cierpią tylko dzieci niestety widzą ze cos jest nie tak mimo ze mają 6 i 4 lata małżeństwem jesteśmy od 15 lat pomozcie co robić
  20. Studentka

    Nawracająca depresja

    Mam 19 lat i jestem studentką psychologii. Psychologiem chciałam zostać od gimnazjum. Wszyscy mówią mi, że jestem dobrym słuchaczem, trafnie doradzam, pomagam im w radzeniu sobie z problemami. Wiele przyjaciół i znajomych przychodzi do mnie ze swoimi troskami, ale nigdy mi to nie przeszkadzało. Pomagając im, sama czuję się lepiej. Jednak od dłuższego czasu nie potrafię pomóc sama sobie. Ok. 4 lata temu pojawiły się u mnie pierwsze objawy depresji i nerwicy. 2 lata temu, kiedy byłam już w naprawdę tragicznym stanie lekarz mnie zdiagnozował i przepisał leki. Po jakimś czasie było lepiej, zelżały objawy somatyczne, trochę lepiej spałam, no i czułam się szczęśliwsza. Jakiś czas chodziłam do psychoterapeuty, ale na dłuższą metę było to dla mnie za drogie. Ogromną rolę odegrał tutaj też mój chłopak. Jesteśmy ze sobą od czerwca zeszłego roku, od początku wiedział o moich problemach i był dla mnie największym wsparciem. Do teraz mój związek jest bardzo udany. Po maturze jakbym rozkwitła. Dawno nie czułam się tak świetnie, zniknął stres, świetnie bawiłam się na weselu brata, pojechałam na wspaniałe wczasy. Wszyscy uwierzyli, że mi przeszło i ja również. Po konsultacji z lekarzem stopniowo odstawiłam leki. Od października rozpoczęłam studia i jest w porządku, radzę sobie. Może nie jest łatwo, ale póki co nie stresuje mnie to tak, jak liceum, matura. Dlatego zupełnie nie rozumiem co się ze mną dzieje. Od 2-3 tygodni zauważam niepokojące objawy. To wraca... Mam napady lęku, brakuje mi chęci do życia, siedząc sama w mieszkaniu coraz częściej płaczę, zaczynam unikać ludzi, częściej lunatykuję (ten objaw akurat nigdy całkowicie nie zaniknął), mam bóle głowy i mięśni, kłucie w sercu, trzęsą mi się ręce, mam problemy z koncentracją... To wszystko tak dobrze znam i tak bardzo się tego boję... Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wszyscy, którzy wiedzieli o problemie myślą, że już mi przeszło, a Ci, którzy nie wiedzą nigdy się nie domyślą... Sprawiam wrażenie osoby rozrywkowej, pewnej siebie, dowcipnej, otwartej na ludzi, łatwo nawiązuję kontakty i ludzie raczej mnie lubią. Właściwie po części ja taka jestem. Sytuacja jednak zmienia się o 180 stopni gdy zostaję sama. Wtedy zaczynam rozmyślać o moich kompleksach, lękach, stresach i nie radzę sobie. Uważam się za gorszą od mojej rodziny, przyjaciół, myślę, że nie zasługuję na mojego chłopaka. Czuję, że to wraca i jeszcze bardziej mnie to dołuje, bo tak bardzo się tego obawiałam. Podświadomie wiedziałam, że to kiedyś wróci, ale tak bardzo chciałam wierzyć, że to już koniec... Wcześniej bywały takie momenty lepszego samopoczucia, ale nigdy nie były tak długie jak ostatnie pół roku. W dodatku coraz częściej zastanawiam się czy moje marzenie o psychologii ma sens. Jeśli nie potrafię pomóc sobie, to czy jestem w stanie pomagać innym ludziom? Znów tracę kontrolę...
  21. Witam, mam 20 lat, na codzien studiuje i pracuje w kroporacji. Miałam bardzo cięzkie dziecinstwo, alkohol w domu, potem porzucenie przez rodzicow, ostatecznie wychowalam sie z babcią i z nią mieszkam do dziś, z rodzicami nie mam kompletnie kontaku, powiem wiecej kiedy widzimy sie na ulicy udajemy ze sie nie znamy. Nie wiem kiedy moje problemy sie zaczely ale mam wrazenie ze nigdy nie bylam normalnym dzieckiem, co prawda zawsze posiadalam wiele znajomych i w towarzystwie bylam bardzo pozytywna osobą, klasowym śmieszkiem. Jednak zawsze gdy byłam sama byłam nieszczesliwa i samotna, czulam ze jestem winna temu ze moja rodzina jest rozbita, czulam sie gorsza poniewaz nie mialam rodzicow. Przeszłam okres dojrzewania dosyc spokojnie, mialam wielu znajomych, nie buntowałam sie, miałam jednak kilka przypadków samookaleczania się. Jestem w dosyc powaznym zwiazku trwajacym juz ponad 4 lata. Moje bardziej poważne problemy zaczęły się około 2 lat temu, zaczelam odcinac sie od znajomych, nie chcialam juz z nimi spedzac czasu, nie chcialam z nikim rozmawiac. Zawsze bardzo lubilam poznawac nowych ludzi i bylo to dla mnie ekscytujace, teraz mnie to przeraża, jestem do kazdego negatywnie nastawiona od samego poczatku, meczy mnie to i wole odcinac sie od ludzi. Prawie cały czas jestem nieszczęśliwa, nie widze sensu w moim życiu, nie wiem czego chce. Zaczęły się też problemy w związku, jestem chorobliwie zazdrosna o mojego chłopaka i zdaje sobie z tego sprawe, kiedy nie chce sie ze mna umowic bo np ma spotkanie rodzinne nawet wtedy jestem zazdrosna, nie wiem nawet czy o niego czy o to ze on ma rodzine a ja nie. Zawsze kiedy mi odmawia czuje sie odrzucona, czuje ze mnie nie kocha, ze pewnie mnie zdradza albo zdradzi. Wciaz go o cos oskarżam, mam do niego o wszystko pretensje. Potrafie w jednym zdaniu powiedzieć ze kocham go nad życie i że go nienawidzę. Cały czas boje się że mnie zostawi dla kogoś lepszego, bardzo boje się samotności i odrzucenia, ale z drugiej strony czasami sama odcinam sie od niego i chce zostac sama, chce rozstania. Mam wiele kompleksów i mam wrażenie że każdy jest odemnie lepszy, ładniejszy, mądrzejszy. Wszystko pogorszyło się po śmierci mojego prawie 12 letniego psa, chodz moze glupio to brzmi, ten pies był jedyną istotą której mogłam w pełni ufać, od czasu jego smierci jest ze mną coraz gorzej. Mam problemy ze snem, napady histerii i lęku czasami na środku ulicy, albo w pracy, nigdy nie zdarzało mi się płakać w miejscach publicznych, teraz to prawie norma. Co do pracy, straciłam jakiekolwiek zainteresowanie nią, przebywanie w niej stresuje mnie. Nie wiem co chciałabym robić w przyszłości. Jedyne co wiem to to że marzę o rodzinie, o kochającym mężu i dzieciach, chce być dla nich taką matką jakiej sama nie miałam. Jednoczesnie boje sie ze nie bede potrafila okazac mojej rodzinie milosci bo sama jej nie doswiadczylam. Od 1.5 miesiaca czuje sie jakbym była ciągle chora, nie chce wychodzic z łóżka, jest mi nie dobrze na myśl o wyjściu do pracy, zazywam leki nasenne przepisane od neurologa, czasami dobrze działają, czasami nie. Zdarzają mi się myśli samobójcze. Nie mam już siły.. czym są spowodowane takie objawy? Co to może być? Bardzo proszę o pomoc.
  22. Witam.Mam 27 lat. Od pewnego czasu mam problem z zasypianiem denerwują mnie dźwięki takie jak chrapanie ,dźwięk samochodu,szum w kaloryferze. Do tego stopnia że zaczął mi przeszkadzac oddech u partnera A nawet jak poruszy noga lub reka. Potrafię zerwać się w nocy jak usłyszę jakiś glosniejszy hałas np kichanie. Objawami tego jest niepokój w klatce piersiowej ,takie wibracje,ściskanie czasem bije mi szybciej serce. Takie hałasy są nieuniknione bo to życie codzienne A ja boję się że w końcu dostanie zawału. W dzień proszę żeby inni mówili do mnie prawie szeptem. Mam wrażenie ciągłego napięcia w klatkę piersiowej. Zatyczki w uszach nie pomagają tabletki na sen i uspokojenie mają chwilowe działanie. Proszę o porade
  23. Jestem studentką w wieku 21 lat. Mam problem, od dłużssego czasu mam w sobie myśl że jak czegoś nie soełnie to nie ms po co dalej żyć, icoraz więcej się obawiam, że mogłabym coś sobie zrobić gdybym nie spełniła moich celów w tym schunięcia do określonej wagi do początku 2019 roku. Mam też trudność w układaniu myśli, wątków i działań żeby były z sobą zgodne. Mam mroczny obraz świata, ale chciałabym się dowiedzieć czy takie myśli mogą wpływać na ogólne moje zdrowie ?
  24. Witam, niecałe dwa lata temu dostałam psychotycznego załamania nerwowego, tak stwierdził mój lekarz, innej diagnozy narazie nie postawił. Przez kilka dni przed trafieniem na oddział w szpitalu psychiatrycznym miałam źle doświadczenia : słyszałam głosy, dostawałam paranoii miałam halucynacje. W końcu nie wytrzymała i chciałam zrobić sobie krzywdę. Wtedy trafiłam na oddział. Byłam tam dwa tygodnie. Pierwszego tygodnia nie pamiętam wcale. Drugi już tak. W szpitalu zachowywała się normalnie więc wypuścili mnie do domu. Teraz biorę aripiprazole Focus 15mg od ponad roku. Więcej sytuacja się nie powtórzyła. Chciałabym dodać że 4 lata temu straciłam dziecko w 8 miesiącu ciąży. Czy to możliwe by nie leczona depresja po stracie ciazy i odstawienie amfetaminy(odstawiamy ną tydzień przed szpitalem) spowodowały psychoze? Czy to może być coś innego niż psychotyczne załamanienerwowe?
  25. Martyna13118

    Ciagły smutek

    Mam 19 lat, jestem w końcowej klasie technikum. Od dłuższego czasu jestem wiecznie zasmucona, nie cieszy mnie nic, nawet wyjścia ze znajomymi, stałam się bardziej strachliwa, sama nakręcam się w mojej głowie przez wizje typu "ktoś mnie napada we własnym domu w środku nocy". Przed rodzina i znajomymi staje się bardziej energiczna i ekstrawertyczna niż kiedykolwiek byłam, chociaż w środku czuję się nadal smutna, za wszelką cenę nie chce dać tego po sobie poznać, pół roku temu miałam incydent z samookaleczaniem, właśnie przez przypływ smutku (nie powtórzyło się to na chwilę obecną). Staram się wychodzić z domu, szukać zajęcia by dać głowie odpocząć od malowania po ćwiczenia. Ciągle mam smutek z tylu głowy który jestem w stanie jedynie pokazać gdy jestem sama że sobą. Chwilami jest mi naprawdę ciężko, liczę na jakieś przydatne rady. Xoxo

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.