Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'lęk'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 773 wyników

  1. Witam. Spróbuję w miarę jasno przedstawić swoją sytuację, i z góry przepraszam jeśli będzie to opisane zbyt obszernie. Mam 18 lat. W wieku 10 lat zdiagnozowano u mnie Zespół Aspergera. Wcześniej było podejrzenie ADHD, ponieważ nie potrafiłam odpowiednio zachowywać się w szkole. Nie słuchałam na lekcjach, do dorosłych zwracałam się na Ty, nie nawiązywałam kontaktu z rówieśnikami. Rzecz w tym, że to nie tak, że sama nie potrafiłam rozmawiać z innymi dziećmi, bo już na początku szkoły niektóre dzieci bardzo źle nastawiły inne dzieci do mnie. Z tamtego okresu (1 klasa) mam praktycznie amnezje, nie pamiętam prawie nic. Za to zostało mi w pamięci jak byłam w szatni, a dziewczynki z klasy przyszły, zasłaniając sobą jedyne wyjście z boksu. Pamiętam, jak kazały mi zdjąć majtki, żeby się ze mnie naśmiewać, a ja się niestety zgodziłam. Niedawno kolega zasugerował mi, że właśnie mniej więcej w pierwszej klasie, robiłam TO z innym rówieśnikiem. Stąd obawa że byłam molestowana, wykorzystywana, bo na to wskazują moje różne dziwne zachowania z tamtego okresu (m.in. zaczęłam się natrętnie dotykać) i może w jakiś sposób wyparłam to ze swojej pamięci. To wszystko mocno wpłynęło na moje funkcjonowanie wśród rówieśników. W wieku 12 lat w klasie zaczęłam być wyzywana m.in. od ladacznic, nawet na ulicy. W szkole zawsze byłam obrażana, nie otrzymując żadnej pomocy z zewnątrz, własna matka kiedyś zasugerowała mi, że ja to po prostu sobie wymyślam. Mam traumę z dzieciństwa, związaną z matką upitą prawie do nieprzytomności, wiem, że krzyczałam wtedy "że ja nie chce takiej mamy". Moja matka od kiedy pamiętam nie kontrolowała picia alkoholu, niby nie codziennie, ale jednak. Wielokrotnie widziałam ją pijaną niemal do nieprzytomności. Matka oczywiście wypiera się tego i twierdzi, że niby ja mam "schizy" i wymyślam. Od dłuższego czasu gdy matka pije alkohol, nawet kiedy robi sonie drinki, wpadam w paranoję. W trakcie takiego "ataku" paranoi nie raz już próbowałam odebrać sobie życie, np.: wiązałam sobie koszulkę na szyi i próbowałam się udusić. Moja matka nie widzi nic złego w alkoholizmie, bo ja jej zdaniem jestem tylko głupią dziewczynką i nie powinnam jej nic mówić. Przez zachowania mojej matki wykształciła się u mnie nadmierna potrzeba kontroli, najchętniej nie opuszczałabym jej na krok, stała i pilnowała, bo boję się że się upije. Od kilku miesięcy mam objawy nawracającej depresji z remisjami. W trakcie jednego z nawrotów napisałam list pożegnalny, który wciąż czeka aż wreszcie to zrobię, a ja sama nie wiem kiedy. Mam obsesję, paranoję. Napady paniki. Czasami boję się odwrócić, bo myślę, że ktoś stoi za mną z nożem. W trakcie jednego z ataków lęku mam poczucie ciągłego obserwowania mnie przez coś, kogoś, raz czułam jak coś co ciągnęło mnie za włosy i dotykało mojej szyi żeby mnie udusić. Przestałam używać wody, nie myję się od wielu dni, nie wydaje pieniędzy nawet na jedzenie. wszystko przez to, że boję się że matka będzie miała do mnie pretensje. Kiedy rodzice są w domu nie korzystam nawet z toalety, boję się chodzić po domu. Mam poczucie, że wszyscy mnie nienawidzą i obgadują, w każdym zdaniu wyczuwam złe nastawienie do mnie. Każdy śmiech na ulicy automatycznie kojarzę ze sobą. Czuje, że wszyscy mają mnie za nienormalną. Nawet nie zostaję sama w domu z ojcem, bo boję się, że mnie skrzywdzi. Mam natrętne myśli. W relacji z jedyną przyjaciółką ciągle bałam się, że ona mnie "zdradza", obgaduje, manipuluję mną. Boję się rozmawiać z ludźmi, bo ktoś może mi coś zrobić, skrzywdzić mnie. Często nie odzywam się, bo myślę, że ktoś mnie skrzyczy, bo tak zawsze miałam w relacji z moją matką. Nawet jak to piszę to mam poczucie "odrealnienia", jakbym nie była do końca świadoma tego co piszę, co robię. Każdy szelest z kuchni automatycznie sprawia, że idę sprawdzić, czy matka nie odkręca alkoholu, sprawdzam co do centymetra ilość alkoholu w butelce, pozostawione szklanki przeszukuje w poszukiwaniu alkoholu. W dzieciństwie pamiętam, że bardzo chciałam być chwalona, przytulana, doceniana, usłyszeć od rodzica bez powodu "kocham cię" a nigdy tego nie słyszałam. Mam obsesję na punkcie wagi, gdyż matka w przeszłości wypominała mi, jestem tak gruba, że wyglądam jakby była w ciąży, chociaż zdaniem innych jestem aż za chuda. Gdy zjem coś mniej zdrowego zaraz dostaje "paranoi" i naprawdę czuję, że w środku się rozpadam, umieram, zatykają mi się żyły. Uważam, że absolutnie nie mam Aspergera, bo praktycznie nic nie stoi za tym żebym naprawdę go miała. Dużo osób z mojego otoczenia twierdzi, że ja go nie mam, nie jestem umysłem ścisłym, ja rozumiem żarty, ironię, nie biorę wszystkiego dosłownie. Od dwóch lat po problemach z agresją i samo-okaleczaniem jestem pod opieką psychologa, który jednak w ogóle nie pomaga, nie otwieram się przed nim, bo jak z każdym innym człowiekiem boję się, że będzie mnie krytykował, krzyczał. Mam coś w rodzaju silnego przewlekłego lęku, paranoi. Nie wiem co to może naprawdę być i proszę o pomoc, bo chyba wolę mieć wszystko inne iż Aspergera, którego wiem, że nie mam.
  2. Witam wszystkich serdecznie, Mam 25 lat. Od prawie ośmiu miesięcy spotykam się z chłopakiem. Wcześniej miałam dwa związki, pierwszy w wieku 17 lat, który skończył się moją zdradą i drugi w wieku 23 lat, który był bardzo toksyczny i wybuchowy. Jestem DDA, moja mama jest alkoholiczką. Zacznę od historii picia mojej mamy. Związek moich rodziców był nieudany, pobrali się bardzo wcześnie, bardzo do siebie nie pasując. Moja mama miała liczne romanse, w szczególności z żonatymi mężczyznami, o których już jako dziecko wiedziałam. W dalszym ciągu jednak miałam z mamą bardzo dobry kontakt, lepszy niż z ojcem. Ojciec był bardzo surowy i wymagający. Kiedy miałam mniej więcej 13-14 lat moja mama zaczęła pić. Przychodziła do mnie do pokoju, ukrywała często u mnie w szafie drinki i potrafiła godzinami mówić, jak to nie może na ojca patrzeć. Kilka lat później zdecydowała się go zostawić dla innego mężczyzny, który też był żonaty. Obiecał jej, że zostawi żonę i zamieszka razem z nią. W ostatnim momencie się wycofał i zdecydował się pozostać z żoną, co bardzo psychicznie dobiło moją matkę. Od tego momentu zaczęła jeszcze więcej pić i staczać się jak na równi pochyłej. Zawsze bałam się związków. Jestem raczej typem samotnika, dobrze mi samej ze sobą. Mój pierwszy związek był raczej typem eksperymentu, chciałam zobaczyć jak to jest być w związku. Kiedy okazało się, że to wcale nie jest takie kolorowe, zdradziłam go, żeby potem z nim zerwać. Przez pięć lat byłam sama, przerabiając różne przelotne związki. W między czasie cierpiałam na nerwicę, którą udało mi się pokonać za pomocą psychoterapii. Od tego czasu stałam się bardziej świadomym człowiekiem i jestem skoncentrowana na samorozwoju. Stwierdziłam, że jest to odpowiedni czas, żeby może kogoś poznać. Mam straszne problemy z otwieraniem się przed ludźmi, więc po prostu jak zwykle zaczęłam umawiać się na seks. Po jakichś dwóch tygodniach, on stwierdził, że chce czegoś więcej. Zgodziłam się, bo chciałam spróbować. Po około miesiącu powiedział, że mnie kocha i kocha nad życie i nigdy nie przestanie kochać. Było to dla mnie dziwne. Mam typ przywiązania unikający, więc jestem dość chłodna w związkach. Wkrótce rozpoczął się nasz taniec, który trwał przez rok. Ja potrzebowałam się odsuwać, on chciał być bliżej, zarzucał mi, że go nie kocham, po czym zrywał ze mną, ja wtedy czułam bardzo silne emocje w stosunku do niego i przepraszałam, wszystko było okej przez jakiś czas i tak w kółko. W końcu zerwał ze mną ten ostatni raz, tydzień po naszej rocznicy, na która zaprosił mnie na kolację i kupił prezent. Tym razem postanowiłam nie ponawiać kontaktu, czy próbować to naprawiać. Przez następny miesiąc dzwonił do mnie i pisał, że dalej mnie kocha, spróbujmy jeszcze raz, ale ja się nie dałam. Zablokowałam go wszędzie. Przez następne pół roku stalkował mnie na social mediach z dziesiątek kont, które zakładał. Przez pół roku byłam sama, poprzedni związek mnie zdewastował. Zaliczyłam dwa przelotne romanse z mężczyznami, którzy też byli unikający. Ostatni strasznie mi pasował i chciałam coś więcej, ale wiedziałam, że to nie wyjdzie. Zaczęłam spotykać się z moim obecnym chłopakiem, bo stwierdziłam, że chcę związku z kimś kto mnie szanuje. Dogadujemy się wspaniale, mamy dużo wspólnych rzeczy i mam wrażenie, że jest on bardziej uczuciowo stabilny niż ja. Jesteśmy razem prawie osiem miesięcy, a ja w dalszym ciagu boję się, że mnie zostawi. Najpierw boję się tego, tylko po to, żeby później sama mieć lęki przed tym związkiem i pragnąć ucieczki. Czasami odcinam się od niego, nie słucham, niby jesteśmy razem, ale mnie nie ma. On jest bardzo ciepłym człowiekiem, pokazuje swoje uczucia, nie bał się przy mnie płakać, ale jednocześnie pozwala mi dyktować tempo relacji. Akceptuje moją potrzebę odsuwania się. Na początku tego miesiąca przeprowadził się z powrotem do swojego rodzinnego miasta, co było już zaplanowane zanim się poznaliśmy. Jego matka strasznie ingeruje w jego związki, więc nie powiedział jej dokładnie co między nami jest, z czego powstała między nim a nią awantura. Powiedziała mu mnóstwo nieprzyjemnych rzeczy, także o mnie. Zabolało mnie to. Ale najbardziej w sumie dotknęło mnie to, dlaczego nie powiedział swojej mamie, co dokładnie między nami jest? Poczułam się jak brudny sekret, nieważna, ta druga. Wróciłam do tego, pomimo że już wcześniej mieliśmy rozmowę na ten temat i zapewnił mnie, że jego intencje w stosunku do mnie są szczere i poważne. Wykrzyczałam mu to znowu, ale przeprosiłam, bo nie powinnam tego po raz kolejny wywlekać w takiej sytuacji. Docenił to, że potrafiłam się do tego przyznać. Teraz mam wrażenie, że się odsunął, chociaż bardzo możliwe, że to ja się odsunęłam, bo często to odbijam na niego. Od kilku dni nie mogę o niczym innym myśleć. Boję się, że mnie zostawi jednak nie jestem w stanie sobie wytłumaczyć, że on taki nie jest. Chciałam przestać grać w gierki, a jednak nie potrafię sobie z tym poradzić. Chcę być blisko, ale nie potrafię. Często kiedy on próbuje to ja robię unik. Bardzo zależy mi na tym związku, nie chcę go stracić. Co zrobić, żeby pokonać swój lęk przed bliskością? Mam też wrażenie, że nie chcę przegrać, nie chcę być kobietą, której świat się zawalił przez mężczyznę, tak jak moja matka. Odczuwam silny lęk przed tym, co mam zrobić, żeby jej ten lęk "oddać"? Bo on nie jest mój. Z góry dziękuję wszystkim za odpowiedź!
  3. Czy mam anoreksje? Mam 18 lat, 167cm wzrostu i ważę 46kg. W ciągu roku schudłam około 13kg. W tym czasie miałam dużo stresu. Cały czas myślę o jedzeniu, planuje co będę jadła dzisiaj, jutro. Nie jem fast foodow a słodycze tylko "zaplanowane". Niby mam świadomość że jestem szczupla, ale nie wydaje mi się że aż tak żeby mieć anoreksje. Czasami myślę że chciałabym przytyć, ale nie potrafię przekonać się do jedzenia zawierającego więcej kalorii, tłuszczu lub cukru. Bardzo często zwracam też uwagę na to jak ktoś wygląda i oceniam jego figurę. Dodatkowo od dwóch lat nie mam miesiączki. Brałam miesiąc temu tabletki antykoncepcyjne na "wywołanie" i dostałam okres, ale po zrobieniu badań okazało się że poziom moich hormonów płciowych jest tak niski ze wręcz znikomy. Moje pytanie brzmi czy mam anoreksje? Czy muszę przytyć?
  4. Cześć. Jestem Marcin, mam 24 lata. Od dziecka mieszkam w "domu" pełnym konfliktów, notoryczne kłótnie rodziców, rodzeństwa, dochodziło również do rękoczynów, ale mimo wszystko niezbyt poważnych. Wyjątek to bicie mnie pasem przez ojca, który to robił pod nieobecność domowników w ramach kary za to, że nie poszedłem do kościoła. Przez to potem przestałem chodzić i zacząłem buntować. Bardzo rzadko bywają dni bez kłótni rodziców. Już w pierwszych latach szkoły podstawowej miałem problemy z relacjami międzyludzkimi. Poznałem wtedy jedynego kolegę z którym się zadawałem do czasu ukończenia gimnazjum, potem zerwałem z nim znajomość bo okazał się fałszywy. Bardzo mnie to zabolało swego czasu i postanowiłem zostać samotnikiem. Od czasu 4 klasy byłem dręczony przez "kolegów z klasy", byłem dosyć gruby przez chorobę więc wyzywali mnie, upokarzali na korytarzu, basenie, również przy dziewczynach. Dochodziło również do bójek, które z reguły przegrywałem, bo nie byłem zbyt silny. Odkąd skończyłem podstawówkę z wynikiem raczej 50/50, bo miałem z tego co pamiętam wynik 23/40 na koniec egzaminu (dosyć mocno nie umiałem matmy, miałem z niej 2 na koniec) wtedy zaczęło się robić coraz gorzej, mimo, że bardzo schudłem. - 1 klasa gimnazjum. Wszystkie klasy z mojej poprzedniej szkoły poszły również i do tego gimnazjum tyle, że większość tych klas zostało pomieszane, ja na nieszczęście trafiłem do niepomieszanej. Już wtedy byłem bardzo skryty i starałem się nie rzucać w oczy ale uzyskałem efekt zupełnie odwrotny. Powrócił koszmar z podstawówki. Zostawałem coraz bardziej obgadywany za plecami, większość szkoły się ze mnie śmiała jak i wyzywała a ja nie mogłem z tym nic zrobić. Do tego doszedł jeszcze szkolny psycholog oraz pedagog, na wielu lekcjach zostałem wzywany do gabinetu co potęgowało zainteresowanie mną "rówieśników" z klasy. Ledwo skończyłem pierwszą klasę gimnazjum. Drugiej nie zdałem aż DWA RAZY. Nie wspomniałem jeszcze, że nie miałem nawet GDZIE się uczyć. W domu się nie dało, a na dworze balem się, że spotkam kogoś znajomego ze szkoły. Zacząłem wagarować, zdarzało się, że nie byłem w szkole przez 2-3 miesiące i wychowawczyni wydzwaniała do mojej matki z pytaniem "co się dzieje?", pedagog wzywała policje, która również szukała mnie poza szkołą. Wtedy też doszły moje "ucieczki" przed ludźmi - za każdym razem, jak widziałem kogoś znajomego to skręcałem w inną stronę. Zacząłem się bać jakiegokolwiek kontaktu z jakimikolwiek znajomymi. Wracając - kiedy nie zdałem ten drugi raz, udało mi się przepisać do szkoły zaocznej i spokojnie skończyć gimnazjum, mimo, że w nowej klasie też miałem dużo stresu to było go zdecydowanie mniej niż w starej, oczywiście dlatego, że nikt się tam nie znał, przez co nie byłem postrzegany jako wyalienowany dziwak. Czas leciał i poszedłem do liceum, również zaocznego. Nie byłem jeszcze pewny co chce w życiu robić więc wybrałem LO, stwierdziłem, że jeszcze pomyślę, a średnie wykształcenie zawsze się przyda. Skończyłem tylko 1 klasę. Niedawno przepisałem się do innej szkoły ale że mamy pandemię, to nie wiadomo kiedy zaczną się zajęcia. I tak sobie żyję w moich czterech ścianach ze słuchawkami na głowię, w wirtualnym świecie. Trudno mi wyjść nawet do sklepu spożywczego, bo za każdym razem mam myśli - co jeśli się zbłaźnię, wyglądam dziwnie i dlatego się na mnie gapią, itp, a jeśli już mi się uda wyjść do tego sklepu to trzęsą mi się ręce i po chwili jestem zlany potem. Raz mi się tak w szkole zdarzyło i potem patrzyli na mnie spode łba. Zdążyłem już się lepiej poznać, wiem, że mam charakter introwertyka i że jestem samotny, ale to wszystko mnie niesamowicie przytłacza. Kiedy widzę, jak większość znajomych z mojej szkoły jest już kimś, do czegoś doszła, skończyła jakieś fajne uniwersytety albo wyjechała za granicę i żyje w luksusie, to mnie szlag trafia. Ile to już nocy nieprzespanych, ile łez wylanych w poduszkę i myśli proszących Boga (w którego nawet nie wiem czy wierzę) o pomoc. Trudno uwierzyć, że minęło już tyle lat a to poczucie lęku przez światem nadal nie zniknęło. Nie chce oczywiście wyjść na totalnego świra, nie słyszę żadnych głosów ani nie mam zwidów, po prostu nie wiem co mam robić. Często mam myśli samobójcze, ale bardzo boję się śmierci więc nie zrobię sobie żadnej krzywdy. Bardzo chciałbym zacząć pracować, nawet za jakieś marne 2000. Wysłałem już tyle CV i ani razu do mnie nikt nie oddzwonił, i znowu wpadam w depresję, i tak w koło Macieju... Komputer mi się psuję, nawet nie mam kasy na nowy, telefon woła o pomstę do nieba, nie mogę nawet odebrać kiedy ktoś dzwoni bo dotyk nie działa. Gdyby nie mieszkanie z tymi wariatami (haha, powiedział Marcin), to bym pod mostem z głodu umierał. Ehhh... Pytajcie o co chcecie, nie mam nic do ukrycia. Chyba pozostały mi jedynie marzenia.
  5. Mam 35lat z mężem od 17lat razem, dwoje dzieci 8 i 12lat. Dwa lata temu rozstaliśmy się (mieszkaliśmy osobno) lecz po 4 miesiącach pozwoliłam mu wrócić, mieliśmy umowę, on tą umowę niedawno zerwał, znowu jestem w tym samym punkcie. Dałam się nabrać, jestem objęta pomocą psychologiczną. Czy dzieci powinny znać powód naszego rozstania? Mój mąż mnie okłamuje, ma koleżanki, o których ja się dowiadywałam przypadkowo. Znalazłam kiedyś smsa świadczącego o zdradzie. Dwóm kolejnym powiedział że je kocha. To jest tak pogmatwane, że długo by opowiadać.... Nie powiedziałam do końca prawdy dzieciom dlaczego się wtedy rozstaliśmy. Obawiałam się że chłopcy go znienawidzą. Chyba to był błąd, bo teraz mąż opowiada dzieciom że ja go zdradzam.... co nie jest prawdą, gdy wychodzę biegać on mówi do starszego syna: no mama idzie się spotkać z kolegą, słyszałam też jak mówił synowi żeby poszedł któregoś dnia za mną to się przekona, że mama kogoś ma. Syn mu chyba nie wierzy. Dzieci mają ze mną dobry kontakt mimo słów które słyszą z jego ust. Mąż pokazuje dzieciom, że on jest ten dobry a ja zła. Na drugi dzień udaje jak by się nic nie stało. Ja stosuję metodę szarego kamienia jest on dla mnie obojętny. Jego zazdrość jest tym większa im częściej robię coś dla siebie. PS Może ktoś z państwa napisze artykuł dla rodziców, jak pomóc dzieciom przetrwać rozwód, kłótnie, słowa które ranią, ciężko jest nam samym to przechodzić a co dopiero dzieciom gdy chodzi o osoby, które kochają i są dla nich najważniejsze.
  6. Witam mam 23 lata i od 5 lat zmagam się sam ze sobą. Otóż mój problem głównie polega na strachu przed samym sobą. Nachodzą mnie leki mam fobie różne oraz myśli takie jak z horroru i samobójcze boję się że kiedyś coś mogę komuś zrobić ale najbardziej to tego że pewnego dnia stracę kontrolę nad sobą że nie będzie wiedział co robię co mówię itd że będę już jak warzywo. Przez 3 lata z tym żyłem i starałem się pokonywać te leki czasami uciekalem do auta i wracałem do domu czasem wygrywalem problemem było nawet zrobić zakupy bo napadal mnie panicznie strach i nie wiedziałem co się ze mną dzieje w pracy jest ciężko ale skupiam się na pracy i jakoś daje radę. Nie potrafię wysiedziec na miejscu w ciszy mam cały czas słuchawki i probuje muzyką z początku pomagało ale już nie. Byłem u psychologa i dał mi tabletki na depresję i przeciw lękowe. Te przeciw lekowe pomagały ale depresyjne źle na mnie wpływały i po pół roku zmieniłem na inne które pomogly z początku bo nie było leków i szukanie siebie w myślach ale później wróciło to znów. Nie wiem kim jestem sam patrzę na rzeczy i rozróżniam wszystko ale cały czas czuje ten lek że zaraz wszystko się stanie że stracę kontrolę cały czas ten lek nawet gdy jestem z dziewczyną to boję się tego samego i o nią ona o tym wszystkim wie. Proszę o jakąkolwiek pomoc
  7. Witam! Mam prawie 30 lat, jestem korpoludkiem. Od nastoletnich lat czuję się bezwartościowa, ponieważ nigdy nie mam wielu przyjaciół. Mam w głowie mocne przekonanie, że człowiek, do którego ludzie nie lgną to człowiek bezwartościowy. Wiem, że jeśli ktoś jest z tych popularnych z tabunem znajomych i przyjaciół wcale nie musi być dobrą, fajną i wartościową osobą. Ale nie umiem sobie wyobrazić kogoś, kto nie ma żadnych przyjaciół (ale nie dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że ludzie nie chcą jego) i jest jednocześnie fantastyczną osobą. Mogłabym być głupia, brzydka i biedna, te rzeczy umiałabym zaakceptować i one mnie nie unieszczęśliwiają. Ale bycie odludkiem jest straszne. Chciałabym, żeby mi ktoś wytłumaczył, dlaczego brak związków międzyludzkich nie oznacza bezwartościowości.
  8. Witam jestem 30letnim meszczyzna od dziecka wiem że kobieta ma władzę i rządy należą do niej a meszczyzna ma się dostosować. Mamunia moja i starsze siostrzyczki od małego pokazywały mi gdzie jest moje miejsce. Będąc przy nich całe życie wiem że nie poradzę sobie bez nich. Mamunia pokazała że kobiety kierują światem a facet to niepotrzebna istota którego miejsce jest u stóp kobiety. Będąc dzieckiem wiedziałem że mamunia kochana stawiając stópki na mojej twarzy wciskając ja w podłogę pokazuje swą władzę oraz dobroć i to jaką jest wspaniała pozwalając na masaz swych stópek, uśmiechając się do mnie czulem ogromną satysfakcję że jest jej miło, często nagradzala mnie tym że mogłem całować po ja stopach oraz będąc bardziej chojna kladla stópki na twarz pozwalając lizać. Siostrzyczki również pokazywały kobiecość naśladując mamunie. Pokazywały koleżanką co robią ze mna. Radość moja była wielka widząc je uśmiechnięte oraz to że chciały np podeptac mnie, siedząc mi na twarzy, być pod ich bucikiem patrząc z dołu na ich wielkość, władzę i piekny uśmiech. Pokazaly swoje zadowolenie podając mi coś do picia tracąc głos czucie w rękach i nogach, nie mogąc ruszać się. Mamunia z siostrzyczkami pokazaly że jestem kimś innym nie facetem ani kobieta lecz obojniakiem zakładając mi stringi ponczoszki szpilki oraz mini zadowolone powiedzialy ze moj ogonek i woreczek którego mam między nogami nie przyda się mi i trzeba wyciąć bo tylko przeszkadza. Czulem radość z ich troski i zadowolenia. Mamunia przyprowadzila koleżankę pielegniarke która sprawnym ruchem wyciela to co miałem zbędne mając przy tym mnóstwo radości. Siostrzyczki dumne i zadowolone że pokazaly kim jestem chwalily się każdemu jakie są wspaniałe. Mamunia z siostrzyczkami powiedziała obojniaku zobaczysz to tylko raz i będziesz wiedzieć że przez to nie będziesz mógł nazwać się kobieta. Mamunia zrzucila szlafrok swe krocze podstawila przed moje oczy. Zobaczyłem coś pięknego lecz nie wiedziałem co to. Piękne czarne kręcone włoski które lsnily A w nich powiedziała że to pipulka piękny zapach wygląd również i soczki wyciekajace mi na twarz kazała wylizac odwróciła się tyłem zbliżając pupę do mojej twarzy wciskając odbyt w usta. Siostrzyczki również pokazywały kobiecość. PO CZYM WCZORAJ POWIEDZIALY ZEBYM SIE ODWALIL. BOJE SIE SAMOTNOSCI I TEGO ZE JUZ NIE JESTEM IM POTRZEBNY. ZGINE BEZ NICH ZYCIE STRACILO SENS. POMÓŻCIE PROSZE
  9. Witam. Mam 43 lata. Kiedyś chodziłem na psychoterapię, było to jakieś 20 lat temu. Powodem był paraliżujące lęk na temat nieuchronnej śmierci. Jakoś minęło. Przez te wszystkie lata żyłem bez większych problemów wewnętrznych. Mam żonę i córeczkę. Kocham je mocno. Kiedy zaczęła się ta cała epidemia przeżyłem kilka dni strachu, ale to minęło i do zeszłego tygodnia było ze mną wszystko ok. Jednak zwyczajnie przeglądając internet natrafiłem na materiały dotyczące pogarszania się klimatu, mówiące o tym, że niedługo będzie katastrofa. Lub materiały o tym, że zaraz wybuchnie wojna, albo takie które mówiły o zagładzie ludzkości. Przez całe życie stroniłem od tego typu tematyki. Jednak coś mnie pchnęło w tą stronę, żeby czytać o tym wszystkim. Nagle poczułem silny strach ze względu na to wszystko o czym przeczytałem. Niekiedy odpuszcza, czasem jest słabszy, a niekiedy nasila się tak, że ledwo daję radę funkcjonować. Boję się o przyszłość. O to, że może stać się mnie i mojej rodzinie krzywda. Prześladuje mnie taki stan cały czas. Zaczynam się obawiać, że nie poradzę już z tym sobie sam, że to ze mną zostanie. Poza tym często czuję potrzebę poszukiwania dowodów na zaprzeczenie tym teoriom po to by siebie uspokoić. Nie wiem co mam z tym dalej zrobić bo może dojść do momentu jaki przeżyłem kiedyś kiedy poszedłem na psychoterapię. Do momentu, że mnie to sparaliżuje. A to grozi tym, że utracę przez to też rodzinę. To jest jakaś masakra. Sam nie wierzę, że coś takiego mi się dzieje w głowie. Nie sądziłem, że niewinny początek epidemii i początkowy uspokojony strach przejdzie w coś takiego. Dodam, że za młodu i w dzieciństwie żyłem w domu gdzie ojczym wszczynał burdy pijacie. Nigdy nie zapomnę tego uczucia lęku kiedy wracałem do domu z obawą o to co tam zastanę. Pozdrawiam.
  10. Witam. Jestem młodą kobietą, mam 24 lata. Chciałabym zmienić coś w moim życiu, ponieważ męczy mnie moje własne zachowanie. Zacznę może od natrętnych myśli. Nie potrafię wyłączyć myślenia. Mój mózg nie potrafi myśleć o normalnych rzeczach. Ciągle zamartwiam się. Myślę o problemach, mam wrażenie, że ciągle ich przybywa. Ciągle myślę jak je rozwiązać. Myślę jakie nowe problemy mogą mi się przytrafić, jeśli coś nie pójdzie po mojej myśli. Nawet myślę o problemach mojego partnera, mojej mamy a czasem nawet znajomych jeśli zadadzą mi pytanie. Jest to strasznie męczące, ciągle czuje stres i lęk czy wszystko się ułoży. Oprócz tego jestem w związku bardzo dominująca pod względem załatwiania spraw co odbija się na moim związku. Wszystko chce sama zalatwiac, żeby mieć pewność, że będzie to dobrze załatwione. Nie dopuszczam partnera do niczego, nawet do finansow- wszystko ja planuje. Niestety bardzo go to irytuje, ponieważ jak twierdzi robię z niego idiote. Nie mam tego na celu, chciałabym aby pomógł mi się ze wszystkim uporać, ale nie potrafię. Muszę sama trzymać rękę na pulsie. Jestem bardzo przewrażliwiona. Często myślę, że ludzie maja do mnie o coś pretensje, ze ciągle wszystko zawalam, przeszkadzam. Kolejny mój problem to nerwowość. Chociaż to miałam od zawsze. Prawdopodobnie przez matke, która na mnie krzyczała i mnie bila zawsze gdy zrobiłam coś źle lub nie po jej myśli. Nawet zdarzyło jej się to ostatnio. Jestem bardzo nerwowa. Próbuję nie wybuchać złością, ale zazwyczaj już tak mam. Jak bomba - cos mnie zdenerwuje i od razu krzyczę. Po chwili lecz już niestety po fakcie - dopiero próbuje rozmawiać i wziąć to na spokojnie. Lecz wtedy już nikt nie chce rozmawiać co skutkuje tym, że znowu mam natrętne myśli. Zamknęłam firmę, niestety nie wydolilam z urzędem skarbowym. Mam aktualnie długów na ok 100tys. Jestem za granicą z partnerem i spłacamy to. Myślę ciągle o finansach. Myślę ciągle co o mnie ludzie myślą. Mysle, czy partner na pewno mnie kocha mimo że zapewnia za tak. Myślę co z pracą, czy dostanę umowę na stałe czy mnie wyrzuca. A co zrobię jak wyrzuca? Nie mogę przerwać płynności finansowej. Tak właśnie moje życie wygląda. Mam już tego dość, nie mogę rozluźnić się. Tak jest przynajmniej od 3 lat. Postanowiłam coś z tym zrobić, ponieważ od kilku tygodni mam jakieś dziwne napady paniki, chyba? Myślę o problemach jak zwykle i nagle czuje takie uderzenie? Nie wiem jak to nazwać. Serce na chwilę przyspiesza. Często również mam duszności. Proszę o jakąś poradę.
  11. Jestem mam czwórki dzieci. 6 lat temu pochowałam 5 dziecko wczesniaka. Mam syna który ma problemy zdrowotne. Nie tak dawno miał mieć zabieg ale przez problemy z krwią bo ma problemy z krzepliwościa. Przez lęka do syna mam grupie wyobrażenia ze on mi umiera przychodzą mnie myśli że go stracę. Gdy zaczynam onim myśleć zaczynam płakać. Nie wiem dlaczego widzę mojego syna jak umiera przez ten strach zaczyna mnie w klatce piersiowej kuc. Boję się że przez moje manię mogę zapeszyć. Proszę o pomoc czemu się tak dzieje..
  12. Hej, mam 25 lat i przez prawie miesiąc miałam przerwę z moim chłopakiem. Po tym czasie usiedliśmy, przegadaliśmy i wszystko sobie powiedzieliśmy i teraz budujemy związek na nowo. Mój problem tutaj jest taki że czasami panikuję jak on traktuje mnie jakoś inaczej niż dotychczas, jak nie mówi o planach na przyszłość czy jak się posprzeczamy to dopytuję kilka razy czy na pewno między nami jest okey i wiem że męczę tym i niego i siebie. Wiem że on, tak jak ja, chce naprawić nasz związek i wiem że powinnam być spokojna, ale jednak czasami pojawia się strach i panika i chciałabym się tego pozbyć ale nie wiem jak
  13. Witam Jestem mężczyzną, mam 28 lat. W wieku 18 lat miałem już syna z kobietą z którą byłem 2 lata, kiedy syn miał rok, nasz związek nie wytrzymał. Dokładniej ja nie wytrzymałem. Obecnie jestem w związku małżeńskim z inna kobietą od 6 lat. Oświadczyłem się jej szybko bo po 6 miesiącach znajomości co teraz wiem było totalnym błędem i nie wiem właśnie co mną aż tak targnęło, żeby się na to zdecydować wtedy w wieku 21 lat. Wszystko było super od początku, bardzo wyrozumiała, pomocna, wspierająca, motywująca kobieta. Już jednak w okresie narzeczeństwa zacząłem zauważać, że jednak robi się coraz bardziej negatywna, nerwowa, wymagająca, pełna kompleksów i obaw z poprzedniego związku, zazdrosna. Decyzja już była podjęta, a ja sobie mówiłem, że takie epizody czy spadki nastroju czy nerwy to normalka, no każdy ma prawo do tego, żaden związek nie jest idealny, na początek to zawsze jest cud miód a później się to trochę normalizuje i tyle. Doszło do ślubu i tylko coraz gorzej, więcej wymagań, ciągłe obawy o wszystko, zrzucanie na mnie odpowiedzialności za cały związek. Zaczęły się teksty typu za mało seksu, za mało zaangażowania, za mało kochasz, jestem zawsze na drugim miejscu itp. a co więcej od siebie dawałem tym więcej potrzeba było, jak w końcu nie wytrzymywałem i mówiłem, że nie mam już na to siły to nagle łagodniała i wszystko ok. Później tak jak pola ustępowałem tak go znowu zabierała. Zaczęło przeszkadzać i być trudne to, że mam dziecko z poprzedniego związku, wiele na ten temat rozmów, wyjaśniania, zapewniania itp, Następnie problemy o pracę, wyjechaliśmy za granicę. Najpierw ja tylko pracowałem i wszystko zarabiałem to było dobrze. Jak zmieniliśmy miasto to tak się stało, że ona pracowała i zarabiała więcej a ja tymczasowo tylko 50% etatu i w tą stronę już to nie działało. Ciśnienie, że powinienem więcej zarabiać. Zacząłem robić treningi personalne jako, że mam do tego uprawnienia i doświadczenie, to zazdrość się włączyła, podejrzliwość, czemu tak długo, czemu tak dużo kobiet a mało mężczyzn. Zrezygnowałem z tego bo nie mogłem wytrzymać pretensji i jej podejrzliwości. Następna praca, to problem, że robię za dużo godzin, za bardzo się angażuje, teksty typu rodzina jest dla mnie nie ważna, wręcz się daje wykorzystywać. Ale jak standard życia się polepszał bo dostawałem awanse itp to super. Muszę przyznać, że po pierwszych 3 latach byłem już dojechany tymi nieskończonymi wymaganiami, problemami, negatywnym nastawieniem. Wtedy nie chciałem się rozwodzić bo myślałem, że to będzie masakra. Po pierwsze nie będzie łatwo bo ona twierdzi, że mnie bardzo kocha. Po drugie miałem myśli typu, co ja ze sobą zrobię, jak 25 latek z dzieckiem z młodego okresu plus rozwodnik sobie kogokolwiek znajdzie, poza tym złożyłem już przysięgi, jest ślub na niby dobre i złe i nie mogę się tak łatwo poddać, trzeba nad związkiem pracować. Miałem jednak wrażenie, że związek tylko przysparza mi kłopotów jak wisienka na torcie w już trudnej sytuacji. Moi rodzice to przykład bardzo dobrego i zgranego małżeństwa, więc dla mnie obecnie małżeństwo jest totalnym zawodem w porównaniu do tego jak chciałbym i widziałem, że może to być. Była w krytycznym momencie konsultacja kilkukrotna z psychologiem dla par, niby poprawić komunikacje itp, coś to pomogło, ja też musiałem popracować nad asertywnością, wyrażaniem siebie, nie uciekaniem od kłótni, ale ona zdecydowanie nad wymaganiami, podejściem i nastawieniem. Chwilowo się poprawiło, miałem już dobre nadzieje, niby czegoś się nauczyliśmy itp. Passa dobra przez parę miesięcy i zaczęły się rozmowy o dziecku, raz na tak raz na nie się wymienialiśmy opiniami. Spowodowało to w sumie z naszej strony takie poluzowanie i mniejszą uwagę do antykoncepcji no i stało się szybko, że moją żona zaszła w ciąże. Ciąża to był ogólnie dramat z jej strony mimo, że ciąża przebiegała wzorowo i praktycznie bezproblemowo. Poród sam w sobie nawet powiedziałbym, że nas przybliżył do siebie. Tylko teraz nasza córeczka ma 8 miesięcy i z żona jest totalna rzeźnia. Nie mogę z nią wytrzymać, wszystkie problemy się zintensyfikowały. Ciągłe nerwy, ciągłe wymagania nie do zaspokojenia, ciągle więcej mimo, że już nie tylko finansowo ale też w domu przejmuję większą część obowiązków. Ona jest ciągle przemęczona zajmowaniem się dzieckiem kiedy ja jestem w pracy. Zrezygnowałem już od dawna z jakichkolwiek nadgodzin, odmówiłem awansu, żeby być więcej w domu, ale ciągle za mało i jej tak ciężko. Na ten moment czuje do niej już nienawiść, ale nie wiem jak z tego wybrnąć. Nie chce odchodzić, ale przede wszystkim od córki, chce mieć normalną rodzinę i być ojcem dla córki. Wszyscy mówią, że o to taki ciężki okres bo dziecko, ale ona już znerwicowana, kłótliwa i wymagająca była długo przed tym. Czuję się jak w totalnym rogu do którego sam się zapędziłem. Będę wdzięczny za jakiekolwiek pomocne refleksje na ten temat
  14. Zaczynajac od dziecinstwa, molestowal mnie ojciec. Probowalam popelnic samobojstwo. w szkole szlo mo strasznie. Wolalam tam nie chocic. Teraz mam 29lat i męża i 2dzieci. Od szkoly mialam problem z nawiazywaniem znajomosci. Ciagle bylam o cos zazdrosna o wszystko. Ciagle podejrzewalam meza o zdradę. Teoche sie ro zmienilo po urodzeniu dzieci. Mam bardzo niska samoocene. Mąż wyzywal mnie i ponizal. W pewnym momencie postawilam mu jasno granice i nie dalam soba tak pomiatac. Maz wyjerzdzac zaczol za granice. Nie interesowal sie mna i dziecmi. Zaczelo sie psuc jeszcze bardziej. Pojawil sie w moim zyciu mezczyzna. Flirt trwal 6 miesiecy. Nie zdradzilam go fizycznie. Ale poczulam cos do tego mezczyzny. Poczulam sie atrakcyjna kobietą znowu. Lecz przyznalam sie mezowi co zrobilam i zerwalam kontakt z tamtym mezczyzna. Meczy mnie to ze mam trudnosc realnie nawiazac znajomość. Jak z kims rozmawiam szczególnie z kobieta czuje sie gorsza i glupsza. Ciagle mysle co ktos mysli. Boje sie miec wlasne zdanie. Jak ide gdzies to ciagle mam wrazenie ze kazdy na mnie patrzy i nikt mnie nie lubi. Ze jestem jakas dziwna. Jak z kim gadam a sie stresuje to plote bzdury albo sama nie wiem co mowie. Mowie szybko i chaotycznie. Musze miec wszystko zgodnie z planem jak cos jest nie po mojej mysli to wpadam w panikę.Z zazdroscia nie moge sobie poradzić kzywdzi mnie i innuch. Gadam bzdury na innych temat. Nie wychodze juz z domu. Co mam zrobic?
  15. Dzień dobry Nie wiem od czego zacząć więc zacznę od początku. Bardzo często miewam w huśtawki nastrojów i mam problem z decyzyjnością. Prawie codziennie trapią mnie myśli samobójcze a rzeczywistość nieustannie przechodzi z przekoloryzowane do przerażającej, nie potrafię zorganizować sobie życia uczuciowego Jestem jedynakiem, mój ojciec zmarł gdy miałem 6 lat popełniając samobójstwo. Całe dziecięce życie mówiono mi że zmarł na serce ale gdy miałem 17 lat znalazłem dokument z oględzin łazienki w której się powiesił. (był uzależniony od heroiny) Po śmierci ojca matka (ktora tez nie znała swojego ojca ) wyjechała na kilka lat, jej role przejęła babcia. Dzisiaj matka nie radzi sobie w życiu i przelewa na mnie swoje frustracje. Ojciec był z zagranicy, studiował i mieszkał w Polsce. Rodzina od strony ojca odwróciła się ode mnie ponieważ jestem z innego kręgu kulturowego. Bardzo proszę o pomoc bo boje się że to zaczyna być większe ode mnie i już nie wytrzymuje.
  16. Dzień dobry. Mam 29 lat, od niecałych dziewięciu miesięcy jestem matką. O dziecko staraliśmy się bardzo długo, udało mi się zajść w ciążę dzięki in vitro. Za sobą mam dwa poronienia. Ciąża była trudna, zagrożona od samego początku. Mimo wszystko po bardzo ciężkim porodzie, przyszedł na świat mój syn. Mój problem polega na tym, że panicznie wręcz boję się o zdrowie i życie syna. Wystarczy jeden niezidentyfikowany płacz, żebym zaczęła szukać na co może być chory. Znajduję jakieś objawy, dopasowuje do tego chorobę i mam atak paniki. Bardzo mocno go pilnuję, spędzam z nim cały czas, mimo wszystko czasem się gdzieś uderzy, coś sobie zrobi (zaczyna raczkować) akurat w momencie, kiedy jestem w łazience, czy robię mu mleko. Najchętniej z każdym jego uderzeniem, płaczem itp biegłabym do lekarza. Nie radzę sobie z tym. Mam przez to lęki, cały czas wyobrażam sobie, że na pewno jest na coś chory, tylko ja tego nie widzę. Mam często ataki paniki, nie mogę oddychać. Mam natręctwa myśli. Myśli mnie przytłaczają. Kiedy syn coś sobie zrobi, nie mogę pozbierać się po tym bardzo długo, wyrzucam sobie, że jednak go nie dopilnowałem. Próbowałam rozmawiać o tym problemie z rodziną - nikt nie stara się mnie zrozumieć. Bardzo proszę o pomoc - jak pozbyć się tych dziwnych natręctw myśli? W jaki sposób przestać bać się o takie rzeczy?
  17. Nie wiem co robić. Ostatnimi czasy mój nastrój ulega coraz to większym wahaniom. A to za sprawą nagromadzenia się wielu problemów, niepowodzeń, czy stresów. Nie radzę sobie z tym co ostatnio przynosi mi życie, tracę motywację i wiarę, że to może ulec poprawie. Czeka mnie teraz masa wyzwań i decyzji, a ja czuję się bardzo mocno zagubiona. Co zauważają osoby w moim otoczeniu, niestety nikt z nich nawet nie próbuje nawet ze mną o tym porozmawiać. Czuję się pozostawiona sama sobie. Nie potrafię określić dokąd zmierzam i czego tak naprawdę pragnę. Poznałam ostatnio chłopaka, można nawet powiedzieć, że się zakochałam. To aktualnie jedyny pozytywny aspekt mojego życia, ale mimo to wywołuje on również sporo trudności. Zwłaszcza w kontaktach z moją mamą. I chociaż mam póki co powodzenie w miłości, to nie czuję się szczęśliwa. Wszystko inne to przyćmiewa. Ciągle się boje i drżę na samą myśl o przyszłości. Jestem ostatnio nadzwyczaj płaczliwa, a do mojej głowy nagminnie napływają myśli samobójcze. Czuję, że wszystkich zawodzę, nie spełniam oczekiwań innych, ale i swoich. Czuję potworną niemoc, nie potrafię teraz nic dobrze zrobić. Mam wrażenie, że przegrałam życie. Chyba już mnie nic dobrego nie czeka, wyłącznie kolejne rozczarowania. Mam ochotę to zakończyć albo jakoś uciec od mojego życia...
  18. Dzień dobry. mam 20 lat, mieszkam z rodzicami, od listopada jestem bezrobotna. Jakoś na początku grudnia poszłam do psychiatry, który zdiagnozował u mnie zaburzenia depresyjno-lękowe. Przez pół roku brałam tabletki, ale stwierdziłam, że dokończę ostatnie opakowanie i przestanę je brać. Pamiętam, że już w podstawówce miałam problem z wyjściem do ludzi, z niską samooceną. Mój problem polega na tym, że strasznie boję się pójść do nowej pracy, nie chodzi o zwykły stres, tylko to jest coś silniejszego, na samą myśl o tym, że mam zadzwonić o pracę/wysłać cv zaczynam panikować. Pod koniec poprzedniego roku wysłałam CV do kilku miejsc pracy, umówiłam się na spotkanie, ale nie przyszłam na żadne, w ostatniej chwili rezygnowałam, bo się za bardzo bałam. Boję się nowych ludzi, nowych rzeczy, że sobie nie poradzę, że zrobię coś źle, boję się też niezrozumienia, że jeśli się w czymś pomylę, to szef/inny pracownik mnie wyśmieje lub skrytykuje (z tym się często spotykałam w pracy). Nie radzę sobie z tym, chciałabym mieć stałą pracę, mieć pieniądze na własne wydatki, a nie tylko pożyczać i pożyczać od rodziców. Aktualnie mam na oku jedną pracę w kawiarni, lecz nigdy nie pracowałam w takim czy podobnym miejscu. Jak mogę sobie z tym poradzić? Nie potrafię się przełamać..Zastanawiałam się też czy nie wrócić do tabletek, może one pomogłyby mi na początku z tym.
  19. Witam. W końcu zdecydowałem się na to aby skorzystać z pomocy specjalistów. Jestem zarejestrowany do psychiatry ale nie daje rady sam czekać. Otóż problem (tak uważam), tkwi we mnie... Mam ogromny problem z zazdrością. Oczywiście moja partnerka nie daje mi żadnych powodów abym ją miał. Przecież kontakt z innymi ludźmi jest rzeczą normalną. Zwyczajna rozmowa z płcią przeciwną wzbudza we mnie podejrzenia. Jestem świadomy, że brakuje mi pewności siebie (mógłbym zaryzykować stwierdzeniem, że praktycznie jej nie mam..). Każdy inny mężczyzna, który zwróci uwagę mojej partnerki jest dla mnie potencjalnym zagrożeniem. Nie wyglądam źle. Moja partnerka uważa, że mam super kondycje fizyczną i pokazuje mi to, że naprawdę się jej podobam ale to mi praktycznie nic nie daje. Cały czas doszukuję się CZEGOŚ... Czegoś ponieważ niczego u aktualnej partnerki się nigdy nie doszukałem.. Żadnego nadmiernego zainteresowania innym facetem, żadnego kłamstwa. Jedyne co widzę to to, że odsuwa się ode mnie co powoduje u mnie jeszcze większy problem. Wcale się jej nie dziwię, że tak jest bo sam byłem kiedyś w jej sytuacji. Możliwe, że żyję przeszłością, ponieważ poprzednie związki po jakimś czasie ich trwania, zaczynały wyglądać podobnie z tą różnicą, że tam się czegoś doszukałem. Przytłacza mnie codzienne życie tj. całodniowa rozłąka (ona w pracy-ja w pracy). Brak kontaktu w ciągu dnia (tego kontaktu, który kiedyś był codzienną normą). Dobija mnie to do takiego stopnia, że potrafię siedzieć sam ze sobą i myśleć czy nie lepiej by było jakbym uciekł z tego związku i nie czuł tego uczucia. Aczkolwiek mam świadomość, że kolejne związki w zaawansowanych etapach wyglądałyby tak samo jak ten. Czytałem coś na internecie o zazdrości i natrafiłem na nazwę "Zespół Otella". Trochę się z tym zacząłem utożsamiać co spowodowało podjęcie decyzji o zapisaniu się do psychiatry. Za każdym razem, gdy ZNÓW poruszam "poważny" temat, to czuję się nie zrozumiany, słyszę - męczysz... Tak szczerze mówiąc, jest to pierwsza moja partnerka, która pokazała mi, że problem leży we mnie. Że to moje zachowanie jest "inne". Bardzo bym chciał z kimś o tym porozmawiać. Z moją partnerką rozmawiamy na spokojnie i tłumaczy mi setny raz tak samo wszystko i do mnie to dociera ale na chwilę. Za jakiś czas, te złe myśli wracają i znów trzeba mi tłumaczyć, żebym się "ogarnął". Żadna rozmowa nie przynosi skutków i jest to problem, którego nie potrafię sam rozwiązać.
  20. Witajcie, jestem Ola, mam 24 lata. Miałam agresywnego chłopaka, był bardzo dla mnie podły. Często kłamał, był leniwy, wykorzystywał mnie. Jeszcze muszę płacić cenę za ten związek i sprzątać po nim niestety. Teraz mieszkam z mamą, a z rodzicami moje relacje też były wyjątkowo niełatwe zawsze byli bardzo nerwowi. Znaczy - jestem tylko z mamą, bo ojciec po rozwodzie z matką totalnie mnie odrzucił. Ostatnie słowa jakie po nim pamiętam to: "zawsze byłaś dla nas ciężarem". Na codzień staram się być dobrą osoba dla innych, pracuję, ćwiczę, czytam, lubię dbać o siebie. Mam kilku, bardzo fajnych znajomych. Ale nie rozumiem dlaczego zawsze najbliżsi dla mnie ludzie są tacy podli wobec mnie. Mój były chłopak, którego zostawiłam, moja matka matka, która czuję agresję do świata (chociaż potem na jakiś moment jest dla mnie super i tak na przemian). Ja czuję się potwornie zagubiona w świecie, gdzie najbliżsi potrafią być katami wobec Ciebie. Jestem nerwowa i strachliwa, mimo że staram się zgrywać twardziela. Jak znaleźć promyk, gdy bliscy całe życie tak tyrają. Jeśli ktoś ma podobne doświadczenia, może niech się podzieli, bo... Ja naprawdę tracę nadzieję na życie. Wiele przeszłam, nie chcę dla innych źle, a mimo to, dobija mnie brak perspektyw na lepsze zycie, które walczę.
  21. Dzień dobry. Mam 28 lat i jestem, można powiedzieć, spełnionym człowiekiem. Mam wszystko czego mi potrzeba do szczęścia na aktualnym etapie życia i dlatego nie rozumiem z czego może wynikac mój problem. Strasznie denerwują mnie znajomi. Ich wady denerwują mnie tak, że prędzej czy później każdemu z nich mówię cos nieprzyjemnego i pogarszają się nasze relacje. To zwykle dotyczy znajomych którzy są w jakiejś relacji zależnej ode mnie, są blisko lub czegoś potrzebują. czasem mówię o nich rzeczy tak agresywne, że później sama nie wierzę, że mogłabym tak o nich pomyśleć. Czasem robię awantury o nic, gdy np. partner się ociąga z wykonaniem prostych czynności. Nie panuję nad agresją nie mając żadnego poważniejszego problemu. W kilka sekund potrafię się tak wk****ć że o mało nie wylatuję w kosmos z tej złości. Agresja nigdy nie przejawia się fizycznie, ale werbalnie wychodzą ze mnie okropne rzeczy, których, choć przynoszą mi krótkotrwałą ulgę wstydzę się już po chwili i jest mi tak głupio ze nie jestem w stanie przeprosić. Jestem też potwornie marudna i narzekam na partnera. męczę się z tym, nie pomaga mi wyładowanie energii sportem, dzienniki wdzięczności, czytanie artykułów psychologicznych. nie zmniejsza to agresji, jaką odczuwam. Boję się że w końcu bliscy uznają mnie za niezrównoważoną i przestaną się odzywać. Do tego wkrótce jadę na kilkudniowe wesele z narzeczonym. Boję się, że wymsknie mi się coś co zepsuje mu ten wyjazd. Boję się też - bo będzie tam się przewijać dość sporo ludzi - że w bezpośrednim kontakcie pozna kogoś, kto mu się spodoba i będzie sympatyczny, albo chociaż mniej agresywny, niż ja. Nie mam pomysłu jak sobie z tym poradzić.
  22. Witam jestem dziewczyną i mam 25 lat, sprawa jest świeża,bo trwa od 3 dni, chodzi o rozstanie z narzeczonym, po kłótni powiedział mi że się wypalił i musimy się rozstać, dużo wymuszalam na nim podczas związku,bo zamykał się w komputerze, telefonie,a mi brakowało zbliżeń i spędzania razem czasu , tylko jak wyjeżdżaliśmy na wieś było dobrze, a w domu kłótnie i moje flustracje, teraz jak postanowił się rozstać nie zrezygnował z mieszkania razem , szokuje mnie to że kładzie się spać o tej porze co ja gdzie wcześniej tego nie robił nawet jak prosiłam, pierwszy raz po powrocie od znajomej nie przyszedł pijany jak zapytałam jak było powiedział że liczył że zapytam bez wyrzutów i celowo przyszedł nie pijany , momentami lepiej zamienia się nam zdania na jakiś temat i tylko pyta dlaczego tak nie może być , nie mogło być ,ale i tak jest chłodny, chociaż będąc w pracy zadzwonił do mnie zapytać co robie. Czy jest szansa że da się to odbudowac ?czy zmęczyłam go ciągle dając z siebie i zmuszając za częste zbliżenia ? Co robić?
  23. Dzień dobry, Jestem 29 letnią kobietą. Szukam pomocy. Od dwóch lat pracuję na stanowisku kierowniczym. Bardzo chciałam tę pracę podjąć i zależało mi aby wykazać się jako dobry pracownik. Pracowałam dużo i długo. Dopiero po pewnym czasie dotarło do mnie, że nie tylko jestem wykorzystywana do granic możliwości, ale również szef zaczyna mną manipulować. Grupa współpracowników była do mnie wrogo nastawiona, okazało się ostatnio, że to przez samego szefa i jego opowieści na mój temat. W grudniu 2019 roku miałam na sobie kilka zastępstw i zgłosiłam się na rozmowę do przełożonego, że już nie daję rady. Pracuję od 8 do 21, w domu bywam gościem, telefony dzwonią bez przerwy, również w weekendy. Podniósł na mnie głos, że nie potrafię organizować czasu pracy, mam bałagan, a poza tym to niektórzy ludzie mówią mu pewne rzeczy na mój temat i wcale nie przykładam się do obowiązków tak, jak powinnam. Wtedy coś pękło. Moja praca polega nie tylko na zarządzaniu ludźmi, ale i odwiedzaniu klientów w miejscu zamieszkania - często osoby z marginesu społecznego. Miałam pewien incydent, w którym było zagrożone moje zdrowie i życie - został on zlekceważony. W czasie pandemii musiałam wrócić do pracy wśród ludzi i w miejscu ich zamieszkania, byłam do tego zmuszana konsekwencjami, jakie zostaną wobec mnie wyciągnięte. To, czego się nabawiłam... - migrenowe bóle głowy praktycznie codziennie (wizyta u neurologa nie potwierdziła żadnych problemów zdrowotnych) - bóle brzucha i ściskanie w żołądku (wizyta u lekarza chorób wewnętrznych niczego nie wykazała) - kołatanie serca, bardzo wysokie ciśnienie (175/90) (wizyta u kardiologa niczego nie wykazała, EKG w normie) - wybudzanie w nocy i lęk przed obowiązkami, najchętniej zaczęłabym pracować od 3 w nocy aby ze wszystkim się uporać, - agresja w stosunku do siebie i bliskich, strącenie widelca ze stołu powoduje napad agresji, - przesadnie reaguję na słowa - wydaje mi się, że ktoś mnie ignoruje, bierze za kłamcę, żartuje sobie ze mnie, chce dla mnie źle - mam zaniki pamięci - jadąc samochodem potrafię nie pamiętać, co się działo przez ostatnie 10 minut na drodze, - na zmianę nie jem nic lub objadam się wszystkim co mam pod ręką, - czuję przygnębienie bez wyraźnego powodu, nie potrafię się zrelaksować. Najgorsze jest natomiast to, że panicznie boję się odebrać telefon od pewnego czasu. Sam jego dzwonek powoduje ścisk w żołądku i lęk, że ktoś będzie dla mnie prokuratorem, że zacznie mnie rozliczać, kontrolować, łapać za słowa. Obawiam się dzwonka w drzwiach czy pukania do drzwi, nie otwieram. Dostałam zwolnienie od psychiatry, natomiast lęki nie mijają, wyłączyłam wszystkie telefony, gdyz szef dzwonił bez przerwy! Pomimo, że prosiłam go, aby tego nie robił, wypytuje co mi dolega... kolega obgaduje mnie do innych współpracowników, ze musiał wziąc za mnie zastępstwo. sama myśl o powrocie do pracy powoduje bóle głowy i suchość w gardle. Mieszkam w małym mieście, o pracę, w szczególności w czasach pandemii, bardzo trudno. Ciężko mi również podjąć inicjatywę i wziąć na barki ciężar rozmowy rekrutacyjnej. Nie wiem co mam dalej robić...
  24. Witam. Jak to jest z przeżywaniem trudnych emocji? Terapeuci radzą aby dopuścić do siebie trudne emocje, łzy, smutek, strata, aby ich nie dusić. A ja zauważam, że kiedy przeżywam łzy, smutek, często odbija się to na moim zdrowiu fizycznym... A to nie jest dla mnie dobre. Taka sytuacja. Mam 33 lata. Jestem po psychoterapii. Obecnie przeżywam stratę, osamotnienie bo odłączam się od grupy znajomych. Po ponad 3 latach znajomości albo próby nawiązywania głębszych relacji, pandemia wiele zmieniła, obnażyła nasze różnice, zawiodłem się na ich milczeniu w czasie pandemii, odczuwam jeszcze głębiej, że niestety przebywanie z nimi mnie nie wzmacnia, co było też odczuwalne wcześniej. Dodam, że to jedyna grupa ludzi z którymi utrzymywałem relacje. Ponadto mam problemy ze zdrowiem oczu: zmniejsza mi się co jakiś czas pole widzenia, czasem w wyniku stresu miewałem zaburzenia widzenia i dlatego kiedy tracę zdrowie, to przeżywam stratę i smutek. Często zauważam, że nadmierny stres, przeżywanie bólu wpływa negatywnie na moje zdrowie oczu – mimo wszystko nie chcę, by trudne emocje przyczyniały się do pogorszenia mojego zdrowia fizycznego. Bo widzę tu sprzeczność między wyrażaniem emocji a dbaniem o zdrowie fizyczne. Jak to jest z przeżywaniem straty, smutku, boję się wyrazić przed sobą ten smutek i łzy aby nie odbiło się to na zdrowiu, czy można ten etap pominąć? Jak sobie z tymi emocjami poradzić ??
  25. Jestem kobietą i mam 22 lata. Od paru lat kiedy myślę o dziecku mam paniczny lęk przed zajściem w ciążę do tego stopnia, że gdy o tym myślę mam nieprzyjemne uczucie w żołądku, mrowienie w nogach i ogólnie czuje się fatalnie. Zawsze myślałam, że oznacza to, że po prostu nie chcę mieć dziecka. Na pewno nie chcę go w tym momencie mojego życia, ale nie wiem czy za dwa lata lub więcej nie zapragnę mieć dziecka, tylko będę się panicznie bała myśleć o ciąży, a co dopiero w niej być. Nawet takim lękiem nie napawa mnie urodzenie dziecka jak po prostu bycie w ciąży.Nie mam zielonego pojęcia jak powinnam sobie z tym poradzić. Bardzo proszę o pomoc.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.