Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'lęk'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 475 wyników

  1. Witam, poruszałem już kiedyś podobny temat, ale jest coraz gorzej. Szybko przedstawię sytuację. Żona 25 lat, ja 30. Od 7 lat w związku, od 3 miesięcy małżeństwo od 2 miesięcy dramat. Cały związek był piękny, parę głupich kłótni o nic, i tak 7 lat... równe dwa lata temu oświadczyny, szczęście, łzy radości itp...wiadomo... od 1,5 roku wspólne mieszkanie u mnie ( na początku żonie było ciężko z uwagi na to iż wyprowadziła się z rodzinnego domu ( co prawda tylko 500 metrów ) ode mnie więc parę kroków do rodziny żona miała, no ale było jej ciężko. Okres ciężki minął, plany ślubu, cudownie, pięknie codziennie wielkie uśmiechy,głupoty, zrozumienie, plany o remontach po ślubnych, o dzieciach po ślubie że ona by chciała rok, dwa po - mieć dziecko, ja tym bardziej. Ogólnie wspaniale. Po ślubie pierwszy miesiąc, cudnie...pełnia szczęścia jak to nowożeńcy. W sumie to cud jak sprzed ślubu. Nagle Żona zmieniła pracę...i po dwóch tygodniach od zmiany,,,przychodzi" i mówi, że ona dziecka nie chce a już na pewno nie za 4,5 lat...po kolejnych tygodniach powiedziała że 7 lat mam czekać, bo ona wcześniej nie zdecyduje się na dziecko, bo ma nową pracę...i czuje że może się rozwijać. A we wcześniejszej jej niezależało na pracy "więc dziecko by nic nie zmieniło, bo i tak praca bez rozwojowa"....i tak się trzymała tego stanowiska. Teściowa pojechała z nią do psychologa...po wizycie mądry psycholog...powiedział iż MUSIMY MIEĆ WSPÓLNE PLANY...I JA MUSZĘ ŻONĘ ZROZUMIEĆ. Ekhmm...muszę zrozumieć tak ?? Bo żona przed ślubem mówiła że dziecko jest kwestią czasu...a po slubie praca ?? ją zmieniła, to muszę teraz czekać 7 LAT ? TAK??? Pozdrawiam Panią psycholog...TO RAZ. Po kolejnych tygdniach, a właściwie 2 tygodnie temu, żona powiedziała że ona nie czuje wspólnoty, w sensie wspólnych inwestycji w dom ( który docelowo będzie mój, jako rodzinny dom. I ok. Rozumiem to,i szanuję, bo nie musi inwestować w dom, który będzie na mnie (intercyza itp.) , Kolejny strzał, z jej ust,to to że się zmieniłem po małżeństwie bo, np...nie jem zdrowo...(powód do rozwodu...pierwszoligowy)... Kolejno...usłyszałem, że ona chce wracać do swojego domu, bo to tam jest jej dom,i ona chce do mamy...mamie pomagać itp....(mama całkowicie zdrowa,pracująca) Jej mama, jej siostra, są całkowicie po mojej stronie, nie poznają co się dzieje z córką/ siostrą...Ich słowa świadczące o tym że ma idealnego męża,że powinna się cieszyć i dziękować Bogu że taki jestem...tylko mnie utwierdzają w przekonaniu, że napewno źle ze mna niema...Nigdy jej krzywdy nie zrobiłem, nie obraziłem, nic z tych rzeczy, wręcz przeciwnie posłuszny byłem jak wiadomo...kto... Zresztą sama żona mówi i mówiła że nigdy jej się krzywda nie stała w moim domu. Jeszcze przed ślubem mówiła do mojej mamy, że ma cudnie u mnie..... Proszę powiedzcie mi, czy nagłe tak diametralne zmienienie się to coś normalnego ? Czy upatrywać tu ciężkiej depresji...Mówi że mnie kocha,ale współżyć niema mowy,bo boi się o dziecko...nie ma chęci tulenia, zero miłych słów..ja na siłę ją wtulam, ale zachowuje się jak kłoda...nic ją nie cieszy co związane z nami..itp..itd...no i teraz jeszcze chce wracac do swojego domu...
  2. Witam. Od bardzo długiego czasu, możliwe, że od 5 lat, jak powiesił się mój tata (czego szczególnie nie przeżyłam z racji tego, że nie był dobry dla rodziny powiedzmy w skrócie...) dokuczają mi sny. Przeważnie uciekam skądś, przed kimś, z budynku lasu... czasem czasoprzestrzen - to dlaczego i gdzie jestem jest ciężka do opisania. Pomieszana, że nie mogłabym opowiedzieć snu, czy gdzie sie rozgrywał drugiej osobie. Czasem widzę cos jako osoba trzecia, lub na chwilę widzę wydarzenia jakby się rozgrywały przede mną na jakiejś planszy (chyba widzianej Wczensiej) nie dookoła mnie. Raz po prostu śniło mi się, że gdzieś byłam. Czułam przestrzeń, jakby kosmos, raczej nic nie widziałam. Często mam także sny kontrolowane, wiem, że jestem we śnie, próbuje się wydostać, przerwać go, gdy sni mi się koszmar... Często uciekam przed kimś, kto chce mi zrobić krzywdę, ale nawet przy "normalnych snach" budzę się zmęczona, ponieważ są okropnie dziwne i zawiłe. Ta... czasoprzestrzen. Nie miewam przyjemnych snów, nawet jeśli nikt nie chce mnie zabić. Sny od jakiś 5 lat zawsze pamiętam i pojawiają się zawsze. Jest to męczące. Czy zasnę na 20 min, czy obudzę się w nocy 2 razy - wtedy 3 sny w nocy. Gdy zasypiam szczęśliwa również mam sny... Przeżywam dużo stresu. Mam dziecko. Rozstalam się z jego ojcem. Uprzykrza mi życie. Ale sny były już dużo wcześniej. Koszmary miałam od zawsze. Kontrolowane sny często. Częściej w wieku nastu lat. Koszmary mogą być ziazane z ciężkim dzieciństwem. Budzilam się często i szłam spać zestresowana. Bardzo dokuczaja mi moje sny. Codziennie budzę się zmęczona i nie mam ochoty na cokolwiek. Często płacze gdy jestem sama w domu. Bez większego powodu. Nie pamiętam kiedy obudziłam się wyspana. Mam 26 lat. Jestem osobą bardzo nerwowa. Pierwszy dzień na studiach, czy pierwszy w pracy ogromnie przeżywam. Obawiam się nowych rzeczy. Z drugiej strony szybko przystosowuje się, zawsze byłam osobą która radzi sobie w szkole, pracy, najwięcej mówiłam w grupie... lecz przed każdym egzaminem nie mogłam spać w nocy. Budzilam się i nie mogłam zasnąć... jak radzić sobie z takimi stanami lękowymi? Co zrobić żeby nie śnić, nie pamiętać snów, cokolwiek? Dlatego tak bardzo się stresuje, że nie dam rady na studiach, w pracy... skoro mimo tego, że jestem typem introwertyka(wolę domowki, książki, starych przyjaciół, nie nawiązuje łatwo nowych znajomości), to potrafię zagadać do nieznajomego, potrafię rozmawiać z nową koleżanka osobą na temat seksu, potrafię iść w środku nocy sama do koleżanki gdy ma problem... Nie boję się. Ogromnie źle reaguje na stres. Unikam odpowiedzialności i stresu. Stres strasznie we mnie rośnie
  3. Hej! To mój pierwszy post tutaj. Jestem kobietą w swoim pierwszym poważnym związku, lat 23. Odkąd jestem ze swoim chłopakiem ponad rok, nie potrafię zaakceptować jego przeszłości. Był on jakieś 8 miesięcy wcześniej z dziewczyną z zaburzeniami (border), zerwał z nią, zamknął ten rozdział. Dowiedziałam się od niego (bo wypytałam, ciekawość wzięła górę), że sypiali ze sobą. Wiem, że dla niektórych to normalna sprawa, ale ja mam takie poglądy, że seks to po ślubie (proszę to uszanować, takie są moje wartości i poglądy). Na początku przyjęłam to ze spokojem, ale z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej - doszło do tego, że pisałam do niej z dwóch fikcyjnych kont i wiem teraz dużo rzeczy o jej życiu prywatnym - ona stała się moją obsesją i trwa to nadal. Kiedy myślę o tym, że razem sypiali, ogarnia mnie smutek, ogromny żal w stosunku do tej dziewczyny (mimo, że wiem, że "do tanga trzeba dwojga"), ból emocjonalny, mam nieprzyjemny ucisk w klatce piersiowej, jestem płaczliwa, przygnębiona, smutna. Porównuję się do niej - jest drobniejsza i chudsza, podejmowałam próby nieprzekroczenia przyjmowania danej ilości kalorii dziennie. Znienawidziłam wszystko, co kojarzy mi się z nią. Najbardziej przygnębiająca jest jednak świadomość, że to ja zawsze będę tą drugą. I będę musiała być ponad nią w wielu kwestiach. Boję się porównywania. A ona w tym czasie jest zadowolona z tego, że "zaliczyła przyszłego lekarza" (mimo, że wcześniej kierowała się wartościami podobnymi do moich). Starałam się kilkukrotnie zerwać z nią kontakt z fikcyjnych kont, rozmawiałam z chłopakiem na ten temat z zaznaczeniem, że wiem, że nie powinnam wypominać przeszłości, ale to silniejsze ode mnie. Wprowadzałam restrykcyjne diety, dużo ćwiczyłam, zajmowałam się innymi sprawami, żeby o tym nie myśleć, próbowałam jej postawy obrócić w żart, a także próbowałam zaakceptować przeszłość chłopaka, racjonalnie sobie wszystko tłumacząc, rozmawiałam z przyjaciółmi. Po 11 miesiącach i wielu próbach walki z tym problemem wyczerpały mi się pomysły. Nie daję sobie rady. Czy ta sytuacja może wynikać z jakiegoś zaburzenia? Jak poradzić sobie z tym problemem? Zwłaszcza ten ucisk w klatce piersiowej i smutek robią się nie do zniesienia...
  4. Dzień dobry, Mam na imię Wojtek, mam 22 lata i obecnie studiuje. Mieszkam z rodzicami. Od dawna zmagam się z problemami natury emocjonalnej. Jestem pod stałą opieką psychoterapeuty i psychiatry. Przyjmuje leki. Mój obecny problem problem polega na tym, że kompletnie nie radzę sobie na studiach ( 2 rok). Przyjmuje stabilizatory nastroju i antydepresanty przepisane mi przez mojego lekarza psychiatrę. Były one wielokrotnie zmieniane. Mówiłem o swoich problemach dla mojego lekarza i dla terapeutki. Nie jestem w stanie się uczyć. Mam problemy ze skupieniem. Chodzę na zajecia. I to tylko dlatego że mam duże wsparcie od rodziców którzy niemal siłą wypychają mnie na zajecia. Na uczelni nie czuje się zbyt dobrze. Czuje się obcy, mam wrażenie że ludzie na roku są zupełnie inni ode mnie. Do tego często odnoszę wrażenie że ludzie na studiach obgadują mnie za moimi plecami. Tak naprawdę nie chce studiować. Uważam że studia nie są dla mnie dobrym miejscem. Chciałbym iść do pracy która pozwoliła by mi na prace nad swoim zdrowiem. Nie zależy mi na ukończeniu studiów. Zdaniem mojej psychoterapeutki studia są jak najbardziej dla mnie, po prostu wmawiam sobie że się do tego nie nadaje. Tylko że ja z dnia na dzień czuje się coraz gorzej, a wizyty mam co tydzień. Leki miałem zmieniane kilkukrotnie w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Nie pisze już o takich rzeczach jak myśli samobójcze bo to moja codzienność. Tak naprawdę nie chce się zabic, po prostu te fantazje o śmierci dają mi jakis rodzaj chwilowego wytchnienia. Ja chcę tylko być szczęśliwy. Problem w tym że nie potrafię. Robię co mogę, ale coraz częściej mam wrażenie że mój przypadek jest po prostu beznadziejny.
  5. Hej, Niedawno zaczęłam studia, co wiązało się to z wyprowadzką z domu, której nie byłam do końca pewna. Cała ta decyzja o studiach była bardzo kompulsywna i podjęta w bardzo krótkim czasie, tak jak większość ważnych decyzji, przed którymi stoję. Kierunku studiów od początku nie byłam pewna, interesowały mnie inne, jednak były to kierunki, po których ciężko znaleźć pracę lub jest po prostu nieatrakcyjna. Ten na których jestem można uznać za "ekskluzywny" i raczej nie będzie ciężko mi znaleźć po ukończeniu studiów dobrej pracy, Gdy się wyprowadzałam starałam się robić dobrą minę do złej gry ale teraz dopiero widzę w jak beznadziejną sytuację się wkopałam. Studia mi się raczej nie podobają a wręcz nudzą i każda próba nauki wiąże się dla mnie z niechęcią i dodatkowym trudem. Mam problemy z koncentracją i ciężko mi się uczyć, robię tylko tyle ile muszę (kiedyś nauka sprawiała mi przyjemność) Ciężko mi rywalizować z innymi, kiedy sprawiało mi to kiedyś frajdę i motywowało do działania, gdy widzę osoby, które wiedzą dokładnie czemu tu są i co chcą robić. Czuje się wiecznie zmęczona, często nie wiem zupełnie co robić. Brakuje mi mojego poprzedniego życia, znajomych, rutyny. Tutaj znalazłam sporo znajomych, ale mam wrażenie, że różnią/ nie są tak dobrzy jak moi przyjaciele z domu. Nie ufam im na tyle, żeby im się zwierzyć, a zresztą mają inną mentalność i pewnie by nie zrozumieli. Nie wiem zupełnie jak wyjść z tej sytuacji, bo nie chce rezygnować ze studiów, bo się znienawidzę za to, że znów nie dałam sobie z czymś rady i nie jestem wystarczająco dobra. Też jak już mówiłam nie widzę dla siebie za bardzo innej alternatywy. Chciałabym żeby mi się wreszcie spodobało i żebym przestała tak pusto się czuć. Co mogę zrobić?
  6. Czy ktoś wie co to może być? Historia Wszystko zaczęło się kiedy poświęcałem dużo czasu na konsole grałem w ferie zimowe, przegrałem je prawie całe.Nagle gdy grałem poczułem się jakoś dziwnie i tak zostało do dzisiaj. Przedtem byłem z mamą u cioci była awantura u wujka bo wujek dużo pił ,przez tą awanturę oddałem się grze na konsoli. Objawy: 1.Pustka w głowie. (także porozrzucane myśli po głowie,ciężko mi cokolwiek odczytać z pamięci mam można powiedzieć zamglone informacje) 2.Światłowstręt (uczulenie oczu na światło uczucie jak by mnie tu nie było). 3.Problemy z pamięcią koncentracją (Przez co mam problemy w pracy bo co chwile coś zapominam,jak bym nie rozumiał co ktoś do mnie mówi). 4.Objawy nasilają się kiedy gram w gry na komputerze czy na telefonie (Czuję więcej lęku w sobie światło bardziej na mnie działa). 5.Dwa razy w ciągu około 11 lat miałem tak że trzęsły bardzo mi się ręce. 6.Czasami jestem bardzo nerwowy. 7.Czuję w sobie wewnętrzny lęk (Gdy wychodzę do ludzi lub na dwór czy też gdziekolwiek). 8.Boje się patrzeć ludziom prosto w oczy. 9.Mam częste stany depresyjne. 10.Nie czuję się komfortowo z ludźmi, najlepiej od razu bym wyszedł gdzie ich niema. 11.Mam problemy z wysławianiem się, wypowiadaniem się na różne tematy 12.Częste myśli samobójcze. Jakie badania robiłem lub mam do zrobienia: -W 2011 robiłem badanie głowy wszystko wyszło prawidłowo. -Jakoś też wtedy robiłem Niedawno byłem u psychiatry i neurologa zalecił mi takie badania: -badanie krwi na tarczyce -badanie witaminy b12
  7. Witam Jestem Piotr (lat 40) i mam lęki przed treningami Karate. Nie potrafię powiedzieć dlaczego choć interesują mnie wschodnie sztuki walki. Treningi są 2 razy w tyg. i w dniu treningu prawie nic nie potrafię zrobić tylko czekać do godz. 20, kiedy on zaczyna. Szczególnie mam lęk w czwartek kiedy treningi są w parach i obawiam się jakiego partnera dostanę. Często jestem bez pary jak jest ilość osób na treningu nieparzysta. Prawdopodobnie jestem jak zwykle najgorszy w całej grupie. Ponadto najgorszy jestem zawsze każdym środowisku w którym się znajdowałem czy to była praca czy szkoła.
  8. Witam. Pochodzę ze złej rodziny patologicznej, jestem DDA. Doświadczenie 7 lat terapii psychologicznej i grupowej żeby wyprostować swoje zycie. 15 lat po odcięciu się od rodziny patologicznej i ułożenie życia po swojemu na nowo. Mam problem dość duży w małżeństwie. Mam 44 lata. W związku jestem 12 lat a małżeństwie 7 lat. Mam jedno dziecko. Wszystko było dobrze i poukładane do czasu kiedy narodziło się dziecko. Początek był jeszcze znośny do 2 lat. Od tego czasu zaczęło się wszystko psuć, jestem kierowcą zawodowym, tylko przyjechałem do domu napięcia emocjonalne coraz bardziej narastały, żona chciała żebym był częściej w domu, byłem również za tym, była to luźna rozmowa i nie oczekująca ani wymuszająca. Zacząłem ustawiać system pracy tak żeby być więcej w domu i pracę wypośrodkować czyli 2 tygodnie w pracy i 2 tygodnie w domu (2/2 lub 2/1), czy 2 tygodnie pracy i jeden w domu, w zależności ile potrzeba było pieniędzy na utrzymanie rodzinne tak układałem prace. Żona nie pracuje bo zajmuje się dzieckiem. Wiadomo były różne problemy, choroby dziecka, krzyk nie zawsze ale to inna sprawa. Dziecko jest dzieckiem. Również były inne problemy ale je uznawałem za ważne i nie miałem do tego pretensji. Jeśli żona chciała żebym był w domu chciałem wykonywać dodatkową pracę w domu na komputerze bo miałem taką możliwość a do tego dorobić bo zarobek nie był wystarczający. Były myśli nawet żeby przejść całkowicie na pracę w domu bo był na to czas i w sumie się to udawało, nawet ta praca przynosiła dochody. Tu pojawił się dość duży problem, Żona traktowała tą pracę tak jakbym się bawił na komputerze i był do wszystkiego dyspozycyjny, bez przerwy mi wchodziła do pokoju, gadała i przeszkadzała, potrafiła przyjść i sobie gadać nie zważając na moją pracę uwagi i tu nerwy zaczęły puszczać. Mówiłem jej spokojnie na ten temat wiele razy że ja pracuje, żeby mi nie przeszkadzała ale nie poskutkowało więc zaczęło powstawać coraz większe napięcie i do tego kłótnie o moją pracę. Zamiast cieszyć się pracą w domu to coraz więcej zaczęliśmy się o to kłócić, pogorszyło to całkowicie relacje. Z pracą się wszystko popsuło, nie dało się w nerwach pracować. Przyszedł moment że zacząłem się dusić w małżeństwie, zacząłem źle się czuć, byłem zgaszony i przybity życiem rodzinnym, nie satysfakcjonuje mnie bo szczerze mówiąc chciałem być w domu i zejść z pracy kierowcy a przez tą sytuacje nic nie mogę zmienić. Poszedłbym do innej pracy ale mam problem z ludźmi (DDA) praca kierowcy mnie izoluje od tego i w domu również. Nie dość że ciche oczekiwania i wyrzuty bo nie ma pieniędzy to jeszcze ciche oczekiwania że mam zaspokoić rodzinę i być jeszcze w domu. Zamiast lepiej zaczęło się robić tylko gorzej, pojawiły się wyrzuty że ja tylko pracuje, dodam że tak organizowałem pracę żeby mieć popołudnia wolne dla rodziny i być z dzieckiem i żoną. Powiem o swoim problemie emocjonalnym bo jest poważny i być może to rzutuje również na całe moje małżeństwo. Jak mam zostać czy zajmować się dzieckiem to się boje ze względu na wstrętne myśli, nie będę ich tu opisywał co się w mojej głowie dzieje, nie wiem skąd one się biorą, są takie krzywdzące jakbym zaraz miał skrzywdzić dziecko, wykańcza mnie to, boje się że wyładuje emocje na dziecko czy nawet je skrzywdzę, cały się denerwuje, emocje od złości do silnej złości do tego emocjonalnie pojawia się silny lęk ucieczki żeby tylko się nie zajmować. Czuje się tak jak zostaje z dzieckiem jakby to był przymus i temu się buntuje i uciekam, mam duże nerwy i wkrętki z myślami i emocjami. Czuje się do tego zmuszany gdzie czegoś takiego nie ma, żona mnie jedynie czasem prosi żebym został i to wszystko jak ważne sprawy do załatwienia. Ja ma z tym duży problem. Mówiłem nieraz o tym ale tak jakby tego nie rozumiała. Co ciekawe jeśli jest wszystko u mnie poukładane emocjonalnie, relacja między nami jest w porządku to relacje z dzieckiem są poukładane i żadne wstrętne myśli się nie pojawiają. Jest zdrowa kochająca relacja. Do tego pojawiły się problemy z żony rodziną i problemy z jej toksycznymi znajomymi (nie wszystkimi) bo czuję się zmuszony iść w miejsca gdzie źle się czuje i po prostu tam nie idę. Jak chce żona iść to niech idzie sama, nie zabraniam jej bo u mnie przez to jest sporo nerwów i myśli agresywnych. Konflikt idzie o niekontrolowanie wydatków i nieliczenie się z pieniędzmi bo mieliśmy wspólne konto. Konta rozłączyłem i mamy osobne, opłaty wspólne procentowe zależne od wysokości wypłaty. Uważam że to najlepsze uczciwe rozwiązanie. Wrzucam co miesiąc określoną kwotę. Musiałem to zrobić ze względu na stan psychiczny i nerwy jakie miałem z tego powodu. Teraz żona ma swoje konto a ja mam swoje i jest dużo lepiej. Wiem przynajmniej że z mojego konta przynajmniej mi nic nie ubywa i mogę wszystko zaplanować. Jestem w tej chwili wykończony psychicznie, to już trwa około roku, nie jestem w stanie nic w domu robić, pojawia się stan depresyjny, od razu po negatywnych emocjach mam senność, śpię dużo, mogę nawet spać od 18 do 8 rano. Pojawiają się duszności i problemy z sercem, pojawiło się od niedawna. Ze względu na to że nie wiem co już dalej robić planuję wyprowadzkę bo nie chce być dalej w domu jeśli przybicie psychiczne się nie skończy. Przygotowałem sobie wszystko, alimenty itp. ile płacić. Mówię tu o uczciwych alimentach, dobru dziecka. Reszta później bo nie wiem jak się wszystko potoczy. Nie wiem jak to ująć ale kłótni u nas dużych nie ma, są sprzeczki i zaraz to wyjaśniamy ale od jakiegoś czasu to się bardzo nasiliło i dochodzi do mocniejszych kłótni, co ciekawsze znajomi i rodzina żony nas mają za super parę. W domu większość doświadczam dobicia psychicznego, nie dość że toksyczni znajomi (nie wszyscy) to jeszcze jej rodzina również mnie przybija ze względu na duże zadłużenia, które sami narobili i przychodzą bez przerwy do nas z problemami nawet próbując pożyczać pieniądze. Żeby ktoś mnie nie zrozumiał, pomóc trzeba w różnych sytuacjach jak jest to uzasadnione ale nie pożyczę osobom które nie pracują a do tego sami doprowadzili do wysokiego zadłużenia mieszkania, dochodzą jeszcze jakieś tajemnice rodzinne i nie wiem co tam się naprawdę dzieje, Nie dość że nie pracują to jeszcze zadłużyli mieszkanie i nie chcą zmienić sytuacji, oczywiście żona ze swoich zapracowanych pieniędzy może im dawać, da na opłaty to ok, nie wtrącam się w to. Ja nie dam, bo nie widzę zmiany. Jest jeszcze kilka problemów i to się nawarstwia. Doszło do tego że drażni i wyprowadza mnie z równowagi już wszystko. Chce się wyprowadzić i raz już to chciałem zrobić, byłem spakowany i chciałem wyjść ale to co zobaczyłem może dlatego się cofnąłem, stan psychiczny żony i jak wyglądała a do tego dziecko mnie prosiło żebym tego nie robił, wróciłem się. Sytuacja się jednak nie zmieniła, przymierzam się do kolejnej wyprowadzki, nie mam od nikogo pomocy, brałem pod uwagę dobrego psychologa, zresztą nie mówię nikomu ze znajomych bo nikt nie uwierzy że u nas są problemy a poza tym to nic dobrego nie da, taką mamy opinię. To co napisałem nie wiem czy to dobre rozwiązanie, chodzi o moją psychikę bo już nie wyrabiam i zdrowie dało o sobie znać. Jeśli pomoże terapia i jest wyjście będę szczęśliwy, jeśli nie to wyprowadzka a później resztę spraw do ustalenia. Nie winie o wszystko żony bo wina jest po środku. Na początku na pewno jej nie zostawię z niczym, dam okres przejściowy gdzie pomogę finansowo do ułożenia wszystkich spraw. W miejscu zamieszkania na pewno nie będę ze względu na moją psychikę i znajomi, skoro podejmuje się takich decyzji to pod względem psychologicznym chce zamknąć całkowicie ten rozdział w życiu. Proszę o szczerą odpowiedź. Prosiłbym wziąć pod uwagę 2 strony bo również ja mogę być tu winny gdzie problemu nie widzę.
  9. Dzień dobry Mam 32 lata i jestem w małżeństwie (10 lat). Mam 7 letnią córkę. Razem z żoną mamy przyjemne mieszkanie i poukładane życie. A raczej życie poukładane było... Od czasu narodzin córki niezbyt układało nam się w łóżku więc doszło do tego, że stworzyliśmy otwarte małżeństwo. Żona spotykała się z "kolegą" a ja w tym czasie poznałem kilka "koleżanek". W maju br. poznałem dziewczynę, która zawróciła mi w głowie. Spotykaliśmy się przez kilka miesięcy, jednak nie powiedziałem jej, że mam żonę. Wiedziała natomiast, że mam córkę. Skłamałem, że nigdy się nie związałem na stałe z "matką" naszego dziecka. Moja koleżanka też ma córkę, 5-latkę. Sama jest po rozwodzie z przyczyn finansowych (mąż miał długi). 17 października wyznałem jej prawdę o zonie i zapragnąłem związać się z nią na stałe. Oznajmiłem to żonie i złożyłem pozew rozwodowy. Żona załamana. Powiedziałem jej, że nie interesowała się mną, marudziła na wszystko, nie dbała o siebie i seks z nią też był słaby, a właściwie nie istniał od miesięcy. Mało czasu też spędzaliśmy razem z racji kochanków i kochanek oraz braku pieniędzy na wspólne wyjazdy zanim jeszcze poznałem wyjątkowa koleżankę. Koleżanka, a właściwie już dziewczyna, dnia 17 października przyjęła mnie pod swój dach. Miałem mieszane uczucia, wyrzuty sumienia. Zajmować się czyimś dzieckiem, kiedy moje będzie cierpieć rozstanie. Tak nagle bez walki zostawić żonę... jednak jakoś sobie z tym radziłem. Z nową dziewczyną czas spędzamy idealnie. Mimo trudnych chwil gdy się przyznałem do kłamstwa nigdy się nie pokłóciliśmy. Czas spędzamy bardzo zgodnie, przyjemnie. Lubimy te same aktywności. Od dwóch tygodni niesamowicie zaczęły mnie męczyć myśli o powrocie. Do domu, mieszkania, zony, dziecka, stabilizacji, wygody... Mimo, ze nowa kobieta jest zdecydowanie fajniejsza, to odległość od dziecka (80km), zmiana lokalizacji, wychowanie czyjegoś dziecka (radzę sobie, ale czuję do siebie odrazę, że niszczę swoje dziecko) strasznie mnie męczą. Doświadczam ekstremalnych stanów. Codziennie wieczorem gdy leżę wydaje mi się, że jest idealnie, że damy radę, córki nasze się polubią i będzie super! Jakoś stworzymy nowy świat!. Rano budzę się w lęku i do popołudnia nie potrafię się na niczym skupić. Aż nogi mi się uginają. Żona wciąż czeka na mój powrót. Daje mi czas do 2 stycznia, ale ma już coraz mniej siły. Ona chce zawalczyć. Ja jednak czuję się teraz podle. Nawet nie wiem jak zabrać się za wybór. To nie są przedmioty. Obie kobiety i dzieci mają uczucia. Kogoś zranię. Ale jak w tym natłoku myśli wybrać dobrze? Moje zdanie potrafi zmieniać się co kilka minut. Wczoraj myślałem, że pod nieobecność dziewczyny spakuję się i odejdę z powrotem do żony, jednak wieczorem byłem już cały w skowronkach jak wspaniale nam będzie razem. Dziś od rana znów męczą mnie myśli, na zmianę: będzie super!; nie nie będzie super, będę miał wyrzuty do końca życia!.\ Czuję się nie fer wobec wszystkich wokoło. Z perspektywy czasu wolałbym nigdy nie poznać tej dziewczyny, mimo, że czas z nią spędzony był najlepszy w moim życiu. Boje się, że czy wrócę czy nie, będę nieszczęśliwy. Nie mam pojęcia jak zrozumieć siebie, czego chcę, kogo kocham, kiedy będę szczęśliwy. Serdecznie pozdrawiam!
  10. Dzien dobry, Od pewnego czasu czuje ,ze mam jakis problem wewnatrz samej siebie. Nie potrafie go nazwac i nie wiem jaka droge przyjac do pomocy samej sobie. Nie potrafie zorganizowac sobie dnia. Godzina za godzina mija a ja w pracy nie widze celu jak szef wymaga na tu i teraz to zrobie swoje zadania w innym przypadku siedze na stronach www szukajac rozwiazania sama na siebie. Mieszkam za granica od 13 lat i caly czas bije sie z mysla czy wrocic do kraju czy nie. Mam 2 dzieci i ciagle mysle o ich przyszlosci rozwazajac jakiekolwiek zmiany. Obecnie sytuacja jest taka, ze ciagle czegos zapominam nie mam koncentracji i mam bardzo duzo mysli ktore nie pozwalaja mi rozwijac sie i myslec o tym co jest tu i teraz. Najgorsze jest to ze czuje sie jak Alicja w krainie czarow jakbym tracila kontakt z rzeczywistoscia. Moze ktos pomoc????
  11. Witam! Mam 20 lat i po krótce opiszę swój życiorys żeby łatwiej było mi przybliżyć moje obecne odczucia. Urodziłem się i wychowałem w małym miasteczku w tradycyjnej katolickiej rodzinie. Byłem wyjątkowo grzecznym dzieckiem, nigdy nie robiłem problemów i nie naciągałem rodziców na zabawki czy słodycze. W pewnym momencie życia zacząłem sobie uświadamiać że jest ze mną coś nie tak. Czułem że różnię się od reszty rówieśników, pod względem seksualności. Moja wiedza w tamtym okresie była znikoma i jedyne co wiedziałem o gejach to to że należy ich napierdalać i nienawidzić. Wydawało mi się że po prostu nie ma innej alternatywy. Bałem się sam sobie przyznać że jestem gejem i sam rzucałem na lewo i na prawo homofobiczne hasła. Pękłem na początku liceum. Strasznie się tego bałem ale powiedziałem przyjaciołom o tym. O dziwo przyjęli to normalnie. Wtedy postanowiłem ujawnić się rodzicom, bo w końcu wychowywali mnie tyle lat więc nie powinienem przed nimi ukrywać takich rzeczy. Wtedy wszystko się zjebało. Ojciec nie odzywał się do mnie przez tydzień, a matka chciała mnie wysłać na jakieś msze uzdrawiające i prosiła żebym odmawiał nowennę pompejańską. Po kilku tygodniach mama się "uspokoiła" a ojciec stwierdził że co by się nie działo i tak jestem jego synem (miłe prawda?). Mimo wszystkich tych słów cała ta sprawa stała się tabu. Pamiętam jak poszedłem na piwo z przyjacielem (hetero, który miał i ma nadal tą samą dziewczynę) a ojciec widział nas i stwierdził że "dziwnie się do niego uśmiechałeś" potem zaczął pierdolić o tym że jeśli ma mnie chronić to muszę się ogarnąć i inne pierdoły. Czułem się jakby każdy mój ruch był obserwowany przez pryzmat z mojego gejostwa. Czułem się jak dzikie zwierzę, które zadomowiło się w cywilizowanym świecie. I chyba przez to mam problem z otwarciem się na kogoś. Mam wrażenie że już nie potrafię kochać. Moje relacje rodzinne z dnia na dzień stawały się coraz gorsze. Miałem próbę samobójczą połączoną z ucieczką z domu (jakkolwiek mrocznie by to nie brzmiało, nie chciałem by znaleziono moje ciało). Skończyło się na wizycie u psychiatry, serii badań i psychotropach, które nie pomagały, a jedynie wywoływały potworny ból głowy. Zacząłem udawać że wszystko jest już dobrze i odstawiłem leki. Problemy zacząłem topić w alkoholu. W pewnym momencie zacząłem dostrzegać w tym problem. Ziarnkiem nadziei okazało się zioło. Gdy paliłem byłem pełnym energii nawet przez kilka dni od zapalenia. Jarałem okazjonalnie, towarzysko. Miałem w planach uciec za granicę (nie ważne gdzie, ważne żeby się odciąć i zacząć życie na nowo). Plany niestety lub stety nie wypaliły Tak czy siak postanowiłem że wyprowadzam się do Warszawy, między innymi po to by studiować. Na tą wiadomość relacje z rodzicami dziwnie się polepszyły i jest na prawdę spoko. Już przed wyjazdem zacząłem palić marihuanę czysto problematycznie. Po wyjeździe paliłem codziennie. Inaczej nie dawałem sobie rady z myślami, które dręczą mnie od kilku lat. W końcu doszedłem do wniosku że nie mogę tak robić w nieskończoność i że zioło to nie lekarstwo a zwykła używka jak każda inna. Wracając do studiów wybrałem informatykę, bo wydawała się najlogiczniejszym wyborem. Zwłaszcza finansowo. Ale w życiu nie chodzi tylko o pieniądze, prawda? Jedyne co tak na prawdę powstrzymuje mnie przed zabiciem się są przyjaciele. A w zasadzie przyjaciel, który został w moim miasteczku oraz przyjaciółka, która wyjechała na wyspy żeby zarobić jak najwięcej kasy. Czuję się jakby ktoś wyrwał część mnie. Czuję pustkę. Nie wiem czego chcę od życia i od samego siebie. Chcę porzucić studia, ale nie chcę ranić rodziców, którzy mają nadzieję że przyniosę im dumę. Od kilku lat zżera mnie ten przeklęty ból istnienia i miliony pytań i odpowiedzi w głowie. Mój system wartości ciągle wariuje i a to żyję ze świadomością że nie ważne jaki zastałem świat, ważne jakim go opuszczę, a to że świata nie da się zmienić i są pewne zależności, które sprawiają że chcąc nie chcąc nienawiść, wojny i wszelkie zło musi istnieć. Mam dość już tego. Pomocy
  12. Witam, mam 21 lat i od czasów gimnazjum walczę z problemami psychicznymi. Cyklicznie powtarzają mi się ,,okresy emocjonalne" . Kiedyś byłam bardzo zamknięta w sobie i nie miałam wielu znajomych. Przez ostatnie 3 lata wszystko się zmieniło i każdy dzień był dobrym dniem. Miałam motywację , pracę, dobry humor zawsze pozytywne nastawienie i byłam z siebie dumna ze wygrałam z dawnymi lekami, jednak one wróciły mocniejsze. Miewam uczucia lęku przed całym światem i nowymi rzeczami. Negatywne myśli ( jeden tydzień jest okey a potem jakaś błahostka sprawia że myślę że jestem beznadziejna do niczego się nie nadaje itp.) Wieczny stres, nie potrafię się od 2 tygodni wyluzować, ciągle odczuwam ogromny stres, boli mnie żołądek przez to i jest mi niedobrze. Czuję jagby ktoś mi zalał glowe od środka czarna masą która powoduje te negatywne rzeczy ( wiem że nie mogę tak myśleć o sobie mam tego świadomość i widzę swoje skrajne zachowanie ale nie potrafię z tym walczyć) czy mam jakieś zadanie do zrobienia czy mam tylko leżeć jest mi to jedno, nie potrafię wzbudzić u siebie uczucia radości z czegokolwiek (wcześniej cieszylam się wszystkim) Nigdy tak się nie czulam. Jagby całe ciało się buntowało przeciwko mnie a ja jestem spychana w jakaś otchłań. Chce z tym walczyć ale nie wiem jak. Dziękuję za każdą odpowiedź i wyrażone zdanie.
  13. Witam, jestem młodym chłopakiem mającym 25 lat. Od około dwóch lat mam problem wewnętrzny z sobą. Wszystko nasilało się powoli nie mając o tym świadomości dopóki nie poszedłem do pierwszego psychologa, ze względu na obecny związek z moją partnerką, która ma dziecko i które nie umiem w pełni zaakceptować. Na tym spotkaniu opowiadając swoją historię siebie Pani psycholog zaczęła się skupiać na mnie i zdiagnozowała, że mam syndrom DDA, brak pewności siebie. Po tym spotkaniu zacząłem się nad tym głębiej zastanawiać i rzeczywiście zacząłem dalej szukać pomocy ale bezpłatnej jakiegoś psychologa na NFZ. Wcześniej przed tym spotkaniem miałem zawsze problem ze znalezieniem sobie pracy i utrzymaniem się tam... Zwykle pracowałem dwa miesiące i rezygnowałem, (najdłużej pracowałem za granicą co roku wyjeżdżając na prace sezonową a później okres studiów) ponieważ bałem się ludzi i nie umiałem się nigdy z nimi dogadać otworzyć... Najgorsze jest to, że nic się od tamtej pory nie zmieniło a bardziej pogłębiło... Szukając w internecie jakiegoś ośrodka z bezpłatnym psychologiem albo terapeutą w końcu go znalazłem... Chodziłem przez dwa miesiące, rozmowy z terapeutą mi pomagały czułem się wolny od tych problemów, które mnie trapiły i męczyły na co dzień. Rezygnacja była powodem wyjazdu za granicę do pracy... Po przyjeździe mówienie sobie "wszystko będzie dobrze, jakoś to ogarnę", mijały kolejne miesiące i problem się nasilał i od nowa natłok myśli i to różnych, najlepiej, żeby z sobą skończyć ale czy naprawdę miałbym odwagę to zrobić to nie wiem... Kiedyś chłopak z celami i marzeniami, uprawiącym sport. Teraz nie uprawiam, żadnego sportu nie chce mi się nic bo uważam, że nie ma po co... Rok temu skończyłem studia, miałem plan, żeby iść po nich do Straży Granicznej ale patrząc na moją kondycję psychiczną nie mam po co składać papiery. Mam lęki przed ludźmi gdy wejdę do sklepu i ktoś coś mówi myślę, że to o mnie, ktoś mówi o mnie, śmieje się ze mnie. Mam bardzo nisko samoocenę o sobie, czuję się jak gówno, jak jakieś zero. Co dnia mam tylko myśli, żeby spać jak najdłużej i nie wstawać z łóżka... Każdy dzień to dramat jakiś, nie mogę sobie z tym poradzić, czekam na coś aż wreszcie samo się naprawi i będzie dobrze... Lecz to złudne myślenie bo samo się nic nie zrobi... Już nie wiem do kogo mam się zwrócić z tym kolejny psycholog i tylko wysłucha i powie, że będzie dobrze albo, że wziąć antydepresanty, które albo coś pomogą albo nie w zależności od organizmu danego człowieka, tak mi powiedział ostatni psycholog na wizycie... Myślę, żeby iść do zakładu psychiatrycznego i żeby mnie zamknęli w samotności, będąc samemu czuję się najlepiej... Chciałbym po prostu znaleźć jakiś złoty środek aby się z tego wyleczyć, aby być szczęśliwym i nie mieć tych pieprzonych myśli, że jestem nikim czuć się gorszym od przechodzącego żula na ulicy, nie ubliżając nikomu... Umieć nawiązywać relacje i nie mieć negatywnych myśli... Myślę, że jakby mnie nie było to wreszcie byłby spokój... Każdy miałby łatwiej i ja sobie bym ulżył... Nie chcę zrobić czegoś sobie ale czuję, że nie mam sił na to wszystko i jak nie znajdę tego złotego środka to ja go sam sobie wymyślę aby zniknąć.... Proszę o konkretną odpowiedź gdzie mogę się udać do kogoś, żeby sobie pomóc...
  14. 1. Jestem żonatym 27 latkiem, pracuję jako mechanik samochodowy, studiuję niestacjonarnie na kierunku "Mechanika i budowa maszyn". 2. Od jakichś 3 lat pojawił się u mnie stres i różne obawy, wydaje mi się, że stało się tak przez to, że chociaż się starałem i moje wyniki w ówczesnej pracy były najlepsze, to ciągle miałem jakieś uwagi na swój temat od szefa aż się zwolniłem, ale stres i obawy zostały do dziś. Problem jest taki, że ciągle myślę, że może dziś mnie coś rozjedzie albo ja komuś zrobię krzywdę, a może ktoś będzie ze mnie niezadowolony, żona mi zwróci uwagę, że krzesło krzywo odstawiłem. Jest to już nie do zniesienia, nie mam czasami w ogóle ochoty z nikim rozmawiać, nie mam ochoty na współżycie, do prac wstaję z obrzydzeniem, nie mogę się na niczym skupić, jak z kimś rozmawiam to wgl go nie słucha, obiecuję sobie coś i tego nie robię. Najchętniej to leżałbym w samotności. Moje siły witalne są jak u 90- latka i ten stan ciągłego napięcia w brzuchu i ciągle zaciskanie zębów jest już nie do zniesienia. 3. Zacząłem trochę biegać, trochę ćwiczyć ale nie pomaga mi to za wiele. Staranie się myśleć pozytywnie nie wychodzi. Czasem jak coś mi się uda zrobić po mojej myśli jest mi lepiej. 4. Co robić? Jak to zwalczyć? Boję się trochę iść do psychologa czy psychiatry bo co sobie kto o mnie pomyśli, żona jak coś wspomnę to tylko krzyczy, że jak pójdziesz to jesteś szurnięty.
  15. Jestem 22 letnią kobietą. Studiuję bardzo wymagający kierunek i pracuję. Od 7 roku życia mam stwierdzoną nerwicę natręctw, na którą się lecze (Asentra 175 mg + Ketilept 25 mg ). Chodziłam także do psychologa, ale ten wmawiał mi że jestem złym dzieckiem bo robię problemy rodzicom. Zawsze byłam najlepszą uczennicą, pomagałam i starałam się być dobrą córką, więc takie słowa były niesprawiedliwe. Dlatego też zraziłam się do terapii. Na 3 roku studiów za dużo czasu i energii poświęciłam nauce. Chciałam mieć stypendium naukowe i coś osiągnąć. Niestety odbiło się to na stanie psychicznym. I tu pojawia się najgorszy problem i błagam o pomoc i rady . Jako jedynaczka jestem bardzo związana z moją mamą, którą kochałam całe życie najmocniej na świecie, jest moją najlepszą przyjaciółką i zawsze przy mnie jest, ale dzień przed egzaminem zawiodła moje zaufanie i oczywiście jej to wybaczyłam bo nie zrobiła tego specjalnie, ale zaczęły mi się pojawiać myśli że już jej nie kocham i że chcę ją zabić. Nie jest niestety okazem zdrowia i zawsze się strasznie o nią martwiłam a teraz boję się, i jest to wyniszczające, że przestało mi na niej zależeć. Dostałam stypendium, dobrą pracę i dobrze idzie mi na studiach, ale nie potrafię się z niczego cieszyć bo cały czas moją głowę zaprzątają to okrutne myśli. Bardzo dużo czytałam na forach o podobnych natręctwach, ale tym bardziej boję się, że to jednak ja się zmieniłam, że stałam się złym człowiekiem, który chce skrzywdzić własną matkę i jej nie kocha. Błagam o pomoc i rady. Może ktoś ma podobne natręctw. Już nie mam siły .
  16. Witam serdecznie. Szczerze mówiąc to nie wiem od czego zacząć. MAM 35 iJestem mężatka od 12 lat mam 3 wspaniałych dzieci. Mój problem tkwi w tym że mój mąż szukał pocieszenia u innej kobiety którą poznał na jakimś czacie. Kiedy wrócił do domu z delegacji 4 dni było dobrze a potem zaczoł się dziwnie zachowywać. Praktycznie od środy do soboty wieczora nie rostawał się z telefonem. Jego dziwne zachowanie dawało mi do myślenia siedział pisał i nawet wychodził i dzwonił po nocach do niej. Gdy w sobotę się wszystko wydało gdy zobaczyłam wiadomości, fak szybko się zorientowałam że coś niegra, bo sobie co dziennie sączył drineczki. Jak zażądałam wyjaśnień to dostałam odpowiedzi ja tylko pisałem i rozmawiałem po pijaku, w zeczywistosci jak był Trzeźwy też z nią rozmawial. Napiszę wmam jeszcze ze ogólnie nie mam kolorowego życia z mężem. Ze to co zrobił jest z mojej winy że szukał pocieszenia u innej. Napiszę wam jeszcze tak nigdy nie miałam i niema wsparcia od męża, nawet czasmi nie za uważana. Nawet oskarzana o i podejrzana o zdradę. Nigdzie praktycznie nie chodzę bo zajmuje się dziećmi. A czami nawet potrafi powiedzie że jak mi się coś nie podoba to mam wypi...... Tak poprwdzie jestem żoną ale tylko żeby przynieś podać posprzątać i jeszcze wszystko za niego zrobić. Boli mnie to bardzo bo naprawdę kocham. Ale nie mogę sobie z tym poradzić bo on uważa że się nic nie stało co mam zrobić proszę o pomoc
  17. Cześć. Jestem dość młodą osobą, zdaje sobie sprawę, że nie powinno mnie tutaj być ale nie wiem gdzie szukać pomocy. Ojciec jest alkoholikiem, na szczęście nie bije mnie. Jest wredny, poniża mnie, mam tego dość. Nie wytrzymuje tego. Szukałem pomocy u nauczycieli ale nic. W końcu nie wytrzymałem i zacząłem kombinować z zadawaniem sobie krzywdy. Zacząłem dość ostro, robienie cięć źyletką i polewanie tego octem. Ojciec ma sprawę w sądzie za jazdę po pijaku, w grudniu jedzie na odwyk. Wczoraj mówił mi, że wie, że boli mnie jego picie. Dzisiaj wrócił kompletnie schlany. Mam tego wszystkiego dość, chciałem się zabić ale nie zrobiłem tego ze względu na mamę. Wczoraj mama była na wywiadówce, dowiedziała się wszystkiego od nauczycielki której się zwierzałem. Mamy pojechać do psychologa, już wydawało mi się, że to wszystko wyjdzie na prostą, że wyjdę z depresji. No ale nie. W drzwiach ujrzałem ten sam widok, ojciec trzymający się futryny aby się nie wywrócić. Co mam robić w tej sytuacji? Nienawiść do ojca jest już tak duża, że nie będę za nim tęsknić gdy wyjedzie na 2 miesiące na odwyk. Odnoszę wrażenie że bez niego miałby lepiej poukładane życie. Co robić? Chcę rzucić masochizm, chcę żyć normalnie ale ojciec i jego alkoholizm nie pozwala mi. Mam nadzieję, że nikt nie usunie tego posta ze względu na wiek. Uprzejmie proszę o pomoc
  18. Wtam, Jestem kobietą, mam 25 lat, od 8 miesięcy mieszkam w Niemczech i jestem tu zdana całkiem na siebie. 2 miesiące temu zaczęłam nową pracę w firmie informatycznej z językiem angielskim. Dodam że słabo posługuję się niemieckim i to sprawia że też czuję się mniej pewnie. Sytuacja na emigracji była bardzo ciężka, zawiodłam się na wielu znajomych i rodzinie, czuję się bardzo samotna. Przed przyjazdem do Niemiec, po ukończonych studiach, zostałam wyrzucona przez ojca z domu, matka w Niemczech odmówiła mi pomocy. 2 tygodnie temu trafiłam do szpitala gdyż miałam kolejny atak paniki. Doznałam tam nieludzkiego traktowania i to jeszcze bardziej pogłębiło brak zaufania do ludzi. W trakcie ataku paniki, mdlałam a lekarz rozkazał mi się uspokoić, strasząc mnie możliwymi konsekwencjami jeśli tego nie zrobię, w tym czasie używając prywatnego telefonu do smsowania. Było to dla mnie bardzo nieprofesjonalnym zachowaniem z jego strony i utwierdziło mnie w przekonaniu że nawetlekarz nie udzieli mi pomocy i wsparcia psychicznego w trakcie ataku paniki. Warto wspomnieć że jestem też DDA, oprócz tego stwierdzono u mnie depresję, fobię społeczną i zespół stresu pourazowego. Mam wiele traum z dzieciństwa i wczesnej dorosłości. Teraz biorę tabletki przepisane przez lekarza mirtazapinę, co prawda pomogła na nastrój ale lęk się tylko pogłębia, gdyż praktycznie nie wychodzę z domu. Przy każdym wyjściu do lekarza czy sklepu mam atak paniki, nie mówiąc już o jeżdzie autobusem. Doszło do tego że miewam te ataki codziennie po kilka razy, nawet w towarzystwie osób które już znam. Wiem że psyhoterapia byłaby najlepszą opcją, ale niestety terminy są bardzo odległe, ogranicza mnie również brak znajomości języka niem, szukałam angielsko i polsko języcznych terapeutów, jednak u nich terminy są dopiero na przyszły rok. Najbardziej doskwiera mi lęk przed innymi ludźmi, to że nikt mi nie pomoże w razie ataku czego już doświadczyłam wcześniej. Tutejsi ludzie nie reagują pomocą gdy widzą potrzebującego. Boję się, że wyjdę z domu, zemdleję i nikt się tym nie zainteresuje. Doswiadczyłam już wielu takich sytuacji tu w Niemczech. Mam także uczucie odrealnienia, jakbym cały czas śniła na jawie, co powoduje że unikam przebywania w miejscach publicznych, bo boję się że dziwnie się zachowam lub stracę przytomność. W domu, gdy czuję że ten poziom odrealnienia jest zbyt wielki, po prostu kładę się do łóżka, natomiast na zewnątrz gdy to uczucie odrealnienia mi towarzyszy, nie mam takiej możliwości. Wiem, że fizycznie jestem kompletnie zdrowa, bo przeszłam przez szereg badań. Staram sobie powtarzać że to wszystko jest w mojej głowie, ale moja podświadomość jest silniejsza niż świadomość. Staram się relaksować w miejsach publicznych, oddychać wolno i głęboko, ale to nie pomaga. Każda próba powrotu do normalności kończy się ucieczką do domu. Proszę o jakieś wskazówki, ćwiczenia, metody jak samodzielnie mogłabym poprawić tę relację z lękiem, dopóki nie dostanę profesjonalnej pomocy, w szczególności jak przestać tak bardzo bać się ludzi i jak opanować to uczucie odrealnienia. Pozdrawiam serdecznie, Dominika
  19. Witam. Pisze tu bo mam bardzo duży problem z zazdrością o partnera. Zaczęło się tak dziać ok. Pół roku temu, kiedy to zaczęłam przybierać na wadze po szpitalu (ostre zapalenie trzustki)... Zaczęłam objadać się samymi najgorszymi rzeczami typu słodycze, fast foody. Mój chłopak( chce tylko dodać że studiujemy w innych miastach i widzimy się raz na tydzień a czasami raz na dwa tyg) wtedy zaczął łapać bardzo dobry kontakt z ludźmi w pracy, głównie dziewczyny. Pracuje on na wypieku pizzy włoskiej i pasjonuje się gotowaniem, a w pracy wszyscy również traktują gotowanie jak swoje hobby, pasje. Ja nie umiem gotować i nie lubie. Od tamtego czasu zaczęłam mieć stopniowo coraz bardziej nasilone lęki, obawy i myśli o tym, że on w końcu zdradzi mnie z jedną z koleżanek. Wiem, że moje poczucie własnej wartości leży na dnie i cały czas chciałabym żeby ktoś mnie za coś pochwalił, ale nawet nie ma za co mnie chwalić, bo ostatnimi czasy nie mam ochoty tańczyć, ćwiczyć, nigdzie wychodzić... I tylko myślę o wszystkim i doprowadzam się do szału. Moja mama nie lubi jak jestem trochę grubsza i zawsze mi to wypomina i to mnie dodatkowo dołuje. Najgorsze jest to, że myślę, że jak znowu będę szczupła to się wszystko ułoży, że rodzice będą ze mnie dumni, chłopak znowu będzie na mnie patrzył jak w obrazek, (bo kiedyś nie przestawał mnie chwalić i się mną zachwycać, a teraz bardzo dużo mówi tylko o ludziach z pracy, a o mnie jakby zapomniał), a nawet jeśli jego zachowanie by się nie zmieniło to myślę że jakbym schudła to mogłabym z nim zakończyć związek... Choć teraz ciężko mi się funkcjonuje jak go nie ma obok mnie. Bardzo proszę o jakąś poradę. Jak sobie poradzić z tą zazdrością, jak poprawić poczucie własnej wartości i pokochać siebie już teraz? Jestem już bardzo zmęczona tym wszystkim i nie wiem co robić, bo nie chcę go ranić i wykańczać jednocześnie siebie jakimiś głupimi myślami.
  20. Cześć. Jestem tu nowa. Mam 26 lat i chyba zapędy masochistyczne. Nie będę opisywać całej historii, bo jeśli chodzi o moje życie emocjonalne to po prostu seria niefortunnych zdarzeń. 8 miesięcy temu rozstałam się z partnerem z osobowością borderline. Wiedziałam o tym od samego początku. Długo przed rozpoczęciem związku byliśmy można powiedzieć przyjaciółmi również takimi ,,od potrzeby". Ciągnie nas do siebie i dobrze się dogadujemy lecz on, gdy u niego zamieszkałam wyznał mi , że to związek z rozsądku, pozbawiony uczucia. Rozstalismy się w niezgodzie. Niedawno się odezwał, chce żebym do niego wróciła, mówi, że mnie kocha ale boję się, że po prostu chce tym osiągnąć cel ( jest mu ze mną dobrze ) .Najgorsze jest to , że gdy do mnie dzwoni mówi, że spotyka się z innymi ( Jestem teraz w innym mieście niż on) , ma wiele opcji i za chwilę przyjdzie do niego koleżanka, jednocześnie mówiąc mi, że nie może się doczekać mojego przyjazdu. Moje pytanie o co chodzi ? Co chce przez to osiągnąć ? Nie rozumiem jego metod , wcale nie zachęcających mnie do powrotu. I najważniejsze ,czy powinnam do niego wracać? Chce mieć życie stabilne emocjonalnie i boję się, że przy nim takie nie będzie, nie ufam mu do końca i nie wiem czy moje pobudki co do powrotu są kierowane miłością ale naprawdę ciągnie mnie do niego.
  21. Witam,zaledwie paręnaście dni temu skończyłem 18 lat i od razu po osiemnastce wyleciałem do Anglii do pracy co było planowane od dłuższego czasu moje życie stało w miejscu od dłuższego czasu i jako iż szkoła nie jest dla mnie bo skończyłem zaledwie OHP to uznałem iż to jest dobre wyjście by w końcu ruszyć z miejsca także czułem potrzebę wyrwania się z okolic w których dorastałem i odpocząć od mojej rodziny miałem złe relacje z siostrą moja matka jest nadopiekuńcza i sądziłem że wyjazd jest jedynym wyjściem by wydorośleć i się usamodzielnić znajomi mamy znajomej pomogli mi załatwić pracę dwójka starszych ludzi wynajęła mi pokój z czym szczerzę czuję się dosyć niekomfortowo ogólnie marzę by mieszkać samemu chociaż przez jakiś czas jestem niezmiernie leniwym człowiekiem i jestem nieprzyzwyczajony do pracy robię tam od 3 dni dopiero w angli jestem od 4 poza pracą nie mam tak naprawdę co ze sobą zrobić tylko wracam do domu i przesypiam cały dzień czuje się dosyć samotnie choć nigdy bym się nie spodziewał że to byłby problem gdyż całe życie byłem samotny i miałem tylko rodzinę i zwierzęta możliwe że tęsknie trochę za psem i ptakami za rodziną także choć sądziłem że chcę od nich odpocząć często spędzałem czas z siostrzenicą jeszcze rower zostawiłem i od wczoraj nie mogę przestać płakać i sam nie wiem co jest powodem tego płaczu i co mógłbym zrobić by poczuć się lepiej
  22. Dzień dobry. Obserwuje zachowanie osoby ze zdiagnozowanymi zaburzeniami lękowymi. Zgłosiła się do psychologa i psychiatry. 10 miesięcy trwa leczenie, wizyty co 2-3 tygodnie. Jest to osoba młoda (20 lat), kobieta. Mniej więcej 6-7 razy w miesiącu doświadczała napadów lęku bez wyraźnej przyczyny zewnętrznej (utrudnione oddychanie, przejmujące uczucie zimna, płaczliwość, drętwienie kończyn ciała). Przepisany został escitalopram (do października 1 tabletka, teraz 1,5). Częstotliwość napadów uległa zmniejszeniu (do 3-4), są one jednak silniejsze i bardziej dokuczliwe. Wzrasta uczucie strachu, lęku, zagubienia. Psychiatra przepisał w listopadzie xanax (0,25mg, do dwóch tabletek). Kobieta odmawia teraz podania informacji jaki lek przyjmuje (reaguje agresją słowną i wulgaryzmami), a zewnętrzne objawy są niepokojące. Pierwszy dzień: ospałość, spowolnione ruchy, rozproszenie uwagi, zastyga w nieruchomej pozycji, bardzo stężała twarz, dezorientacja. Objawy ustąpiły po 6-7 godzinach snu. Kolejne 3 dni to wzmożona aktywność ruchowa, wyraźne pobudzenie, gwałtowna zmiana nastroju od smutku do nadmiernej radości, ekspresja słowna. Zmiana zachowania zauważona zarówno przez pracodawcę jak też znajomych. Z cichej, nieśmiałej, spokojnej, lekko wycofanej stała się kobietą bardzo aktywną, bezpośrednią, dowcipną, towarzyską, tryskającą humorem. Czy to efekt przyjmowania xanaxu? Czy ten stan pobudzenia, wzmożonej aktywności ustąpi? Czy istnieje (nawet potencjalne) zagrożenie życia?
  23. Jestem studentką drugiego roku, mam obecnie 20 lat. Od 14 roku życia zmagam się z różnego rodzaju problemami emocjonalnymi. W wieku 14 lat przechodziłam stan depresyjny z towarzyszącymi mu myślami i skłonnościami autodestrukcyjnymi. Jakiś czas później przeżywałam 7 miesięczne wyczerpanie emocjonalne obajwiające się brakiem uczuć. Wyczerpanie ów przerodziło się następnie w stany lękowe. Dodam, że obecnie mam problemy z odczuwaniem silniejszych uczuć, a braki emocji przekształcają się nagle w napady lękowe. Nie rozumiem tych stanów emocjonalnych i chciałabym prosić o radę. Odkąd pamiętam pojawiają się u mnie również nagminne obrywanie skórek u paznokci, obgryzanie warg, czy też zdrapywanie strupów ze skóry głowy. Nad tymi czynnościami często nie panuje. Nierzadko są tez one wynikiem uczucia jakiegoś niepokoju, czy znudzenia. Chcialabym prosić o radę gdy nie radzę sobie do końca z tymi emocjami i często powodują one u mnie irracjonalne i autodestrukcyjne zachowania
  24. Proszę o radę, mam 29 lat i od 3 lat jestem mężatką. Zaznaczę, że mąż jest moim pierwszym partnerem, zaczęliśmy spotykać się już jako 13/14 latkowie. Zawsze układało nam się dobrze, nigdy nie mogłam powiedzieć, że w związku panuje nuda, że mimo długiego stażu wkradła się już rutyna. Nawet po urodzeniu syna (2,5 roku temu) wszystko było między nami dobrze. Ale od kilku miesięcy widzę, że mąż przestał się mną interesować. Nie tylko pod względem fizycznym ale i emocjonalnym. Ignoruje moje próby rozmowy, moje wiadomości, listy. Wysłuchuje co mam do powiedzenia i nie odpowiada, nie mówi nic. Wiem, że bardzo dużo pracuje, dodatkowo na codzien zajmuje się synem kiedy ja pracuję. Na pewno jest mi wierny, po prostu nie ma potrzeby ani fizycznego kontaktu ze mną ani potrzeby rozmowy czy wyjaśnienia pewnych spraw. Dodatkowo utrzymuje, że nie widzi problemu. Proszę o rady jak spróbować rozmawiać z osobą bardzo zamknięta w sobie, nieumiejąca się komunikować. Jak sprawić aby mąż zaczął zauważać moje istnienie jako kobiety i żony.
  25. Witam.Jestem tu nowa i nie bardzo jeszcze wiem jak sie tu odnaleźć.Chciała bym prosić o radę. Rok i 3 m-ce temu odeszłam od partnera.Mam 38 lat byłam w związku z partnerem 10 lat młodszym. Odeszłam mimo ze bardzo kochałam musiałam bo bylo to dla mnie toksyczne i wyniszczające.Oszukiwał mnie, zdradzał, nie szanował, lewe, konta i kontakty z paniami na tel.Odkąd odeszłam on co chwile pisał smsy w różnych odstępach czasu. Wszelkimi sposobami starał się mnie sprowokować bym sie odezwała ale tego nie zrobiłam. Usunęłam go z fb ale nie byłam w stanie zablokować smsow miałam nadzieje że zrozumie ze przyjedzie mimo ze dzieli nas ponad 700 km. Mam wrażenie jakbym uzależniła się od niego emocjonalnie, to bardzo toksyczny człowiek a nawet i śmiem twierdzić że psychopata.Kiedyś usłyszałam od niego słowa "wykorzystałem twoja dobroć". Od rozstania mimo ze minelo tyle czasu jestem sama nie umawiam sie i nie spotykam z nikim nie chce, zamknęłam się na wszystko.Staram sie żyć normalnie i w miare możliwości cieszyć się życiem.Mam w znajomych jego braci i dzieki nim on oglada moje dodawane zdjecia. Ostatnio dostałam od niego bardzo przykre smsy pisząc byl pod wplywem alkoholu zresztą czesto jest.Napisał ze cieszy sie ze nie jestesmy razem ze dobrze ze nie pokazałam gołej d.. na tych wakacjach w Grecji.Fajnie ze mam tego Maćka ( a przeciez nie mam nikogo) wiedzialem ze ci nie mozna ufac jestes nikim zwykłą...ze odesle mi wszystkie pamiątki jakie odemnie dostał i ze po tym co zobaczyl chodz nie wiem co nie chce miec wspomnien ze mna myslalem ze jestes wartosciowa kobietą ale jestes zwyklą...( a calkiem niedawno prosił o szansę i pisał ze jestem wartosciowa). Pisał ze zwiazalam sie z nim dla pieniedzy mimo że wie że to nie prawda.ze jestem falszywa. Zobaczyl na fb moje zdjecia i na podstawie lajkow od kolegow stwierdził ze jestem z którymś z nich. To absurdalne. Odczuwam zazdrość z jego str. I boli go to ze stsram sie cieszyc życiem.Boli mnie to bardzo.Prosze mi wytlumaczyc w racjonalny sposob dlaczego on to robi po takim czasie. Czy powinnam sie z tymi obelgami obrazaniem mojej osoby zniewazeniem udac do sadu.Nie wiem co powinnam zrobic.Prosze o radę.Bede bardzo wdzięczna. Pozdrawiam Marta.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.