Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'lęk'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 845 wyników

  1. Witam. To mój pierwszy post, więc proszę o wyrozumiałość. Mam 22 lata. Mój problem polega na tym, że nie potrafię czerpać radości z z życia, pomimo młodego wieku. Potrafię denerwować się o byle co i wyszukiwać problemy tam, gdzie zwykle inni ludzie ich nie znajdują. Mam dość odpowiedzialną pracę. Stresuje mnie nawet to jak wejdzie klient, że nie będę wiedziała jak mu pomóc lub doradzić chociaż tak naprawdę idzie mi nieźle. Klienci chyba widzą moje zestresowanie tak jak i szefostwo. Często mimowolnie drżą mi dłonie i nie potrafię tego powstrzymać. Kiedy jakiś 'problem' udaje mi się rozwiązać przychodzi chwila tak jakby ulgi, ale za chwilę niestety potrafię sama stworzyć sobie stresujące myśli, które nie dają mi normalnie funkcjonować. Zapisałam się ostatnio na prawo jazdy, co jeszcze bardziej daje mi powodów do stresu. Wybierałam się już od dłuższego czasu, dlatego że bardzo by mi się przydało, ale oczywiście strach przed tym, że zrobię komuś krzywdę lub stworzę zagrożenie na drodze wtedy wygrał. Teraz zapisałam się głównie przez namowy rodziny i znajomych. Przed jazdami strasznie się stresuje i nic mi nie wychodzi. Mój chłopak widzi to, że tak wszystko przeżywam i nie potrafi tego zrozumieć bo dla niego moje problemy nie są problemami. Często płaczę z bezsilności i mam problem z bezsennością. Pozdrawiam i proszę o poradę
  2. Witam jest nowa osoba na forum, chciałem sie wyżalić bo nie mam komu(w zasadzie mam ale nie lubię rozmów twarzą w twarz), czuje ze depresja wraca, cały czas odczuwam pustkę, ból i smutek. Moja koleżanka jest ze mną w ciąży, świat mi się wali do tego wszystkiego nie potrafię ogarnąć sam siebie, co mam na myśli ? Wiec tak miałem kiedyś depresje po tym jak odstawiłem używki, brałem często i dużo ( teraz zdarzy się raz na 2 msc) miałem jedna próbę samobójcza nieudana(po zerwaniu z moja ex dziewczyna) , jakoś wyszedłem z tego, Poznałem kobietę z która czuje ze mogę wszystko, niestety ona nie chce związku w dodatku jest w ciąży i chce ja usunąć, ja jestem załamany, straciłem prace, rodzina ma mnie już dosyć, nie potrafię pogadać z ludźmi, czuje ze jeszcze trochę i powrócę do wyjścia z przed kilku lat, co noc myśle o tym ze lepiej by mnie nie było, z każdym dniem coraz bardziej chce iść do lasu i zakończyć swój film na tym rozdziale.... pomóżcie proszę, może się powinienem zgłosić gdzieś, nie potrafię nic, wszystko mi wychodzi zle, nigdy nie miałem łatwo, Straciłem przyjaciół, straciłem wszystko, do tego codziennie gdy spoglądam w lustro widze ta obleśna twarz, mam mega kompleksy, w dodatku krzywy zgryz; nie stać mnie na zrobienie, nie stać mnie nawet na wynajęcie czegoś dla siebie, popracuje chwile w jednym miejscu i nie jestem w stanie wrócić do pracy bo w głowie milion negatywnych myśli... co powinienem zrobić, macie jakieś rady ? moze zakończyć swoj żywot, nie mam pojęcia .
  3. Dzień dobry, Mam 29 lat i postanowiłam napisać do Państwa, z prośba o zdiagnozowanie problemu, pomoc czy tez ukierunkowanie do jakiego specjalisty sie udać-psycholog/psychiatra/terapeuta? Nigdy nie korzystałam z powyższych uslug. W ostatnim czasie moje optymistyczne nastawienie, towarzyskość, wręcz zarażanie innych śmiechem (wszyscy mi to zawsze mówili) odeszlo na boczny tor, a zastąpiło je ciagle rozmyślanie, mniejsza chec spotkań-chyba obustronnie poprzez moj spadek nastroju-zrobiłam się mdła, pozbawiona pasji, charyzmy, zobojętniała na wiele rzeczy, które wcześniej przynosiły mi radość. Nie mam pewności, ale może to być za sprawa relacji z 'toksycznym narcyzem'. Jednak jestem taka osoba, która winy pierw szuka w sobie zanim komukolwiek ja wskaże. Mysle, ze ten związek mogl doprowadzić do przygaszenia mnie, zastanawiam nie czy problem jest ze mną czy z nim, bede niezmiernie wdzięczna jeśli uda nie to Pani/Panu określić. Może zacznę od początku, bo z tego co czytałam zaczyna nie od dzieciństwa, a to nie należało do łatwych pod względem emocjonalnym. Do 11 r.z mieszkaliśmy w czwórkę (dziadki, mama i ja) do tego czasu wszystko było normalne. Tata odszedł do innej kiedy miałam 5 lat, zawsze mi go gdzieś tam brakowało i ten brak dostrzegam teraz kiedy od partnera doszukuje sie usilnie poczucia bezpieczeństwa, uwagi może trochę tez mentora. Natomiast jako dziecko był to dla mnie temat bardzo wrażliwy kiedy ktoś go poruszył w 4 oczy pytając gdzie moj tato naplywalay mi lzy do oczu, natomiast w życiu codziennym zycie bez taty bylo dla mnie normalnością, w wieku 5 lat byłam zbyt mala by przejść jakieś zalamanie i je pamiętać. Nie miałam z nim kontaktu z woli mamy, w wieku nastoletnim spotkałam sie 2 razy, ale nie chciałam więcej kontaktu-z tego co mi wiadomo choruje chyba na depresje lub inna chorobę psychiczna ma zone do której wtedy odszedł i 2 dzieci. Kiedy dziadkowie sie wyprowadzili do domku w wieku kiedy miałam 11 lat i chyba wtedy zaczęło nie piekło. Zostałam sama z mama. Slyszlaam teksy "zaluje, ze Cie urodziłam niechciany bękarcie" itp. 5 min spóźnienia skutkowało przemocą fizyczna, byłam bita, kopana, awantury były ciagle, kilka razy w tygodniu, może miesiącu, raz nawet tak sie balam, ze dzwoniłam po policje. Nigdy nie podniosłam reki na mame, nawet jej nie odepchnelam. Uczylam sie normalnie czasami lepiej czasami gorzej, ale zawsze pilnowałam swoich ocen na poziomie 3/4 i nie wagarowałam. U mnie w rodzinie nigdy niczego nie brakowało, jedzenia czy pieniędzy jednak każdy na to cieżko pracował by do czegoś dojść. Każdy wymagal, nie było spotkań rodzinnych czy imprez. Z mama nie mam kontaktu, kontakt odswiezamy co święta i niestety po miesiącu lub 3 sie kończy, jest zbyt nerwowa i rządna władzy (ma nerwice). Z mojej strony nie chce takiego kontaktu, zbyt dużo sil emocjonalnych kosztuje mnie wybaczanie, ludzenie sie, ze będzie dobrze i szok/rozpacz. Wole spokojnie zyc. Dodam, ze kiedy byłam paroletnia dziewczynka mama miała z 2 partnerów i panicznie balam sie, ze zostane sama, ze zabiorą mi mame, która nie miała juz tyle czasu dla mnie, a miałam tylko ja. Rodzina nie brała udziału w moich problemach z mama. Zawsze słyszałam: wracaj do domu. Do tej pory nie potrafię prosić. Kiedy dostałam np.spodnie od mamy (nie dostawałam często) i coś jej nie pasowało, zabierala mi je i mówiła, ze odda, ze na nic nie zasługuje. Ciagle na nic nie zasługiwałam. Kiedy skończyłam liceum wyprowadziłam sie na wynajem wraz z partnerem 3 lata starszym, z którym byłam od 15 roku życia. Zaczelam studia dzienne, pracowałam-po kilku miesiącach dostałam awans jako jedyna i pracowałam na pełen etat ciagnąć studia dzienne. Zycie układało mi sie wspaniale, studia, fajna pierwsza praca, niezaleznosc, tylko ten moj partner stanal w miejscu, brak rozwoju, codziennie po pracy piwo do obiadu, brak argumentów merytorycznych, zero wkładu w urządzanie mieszkania-ja chciałam czegoś więcej, rodziny dzieci rok mu to tłumaczyłam. Zakończyliśmy ten związek po 8 latach z mojej inicjatywy co dziwne nie zaplakalam ani razu po nim, wręcz stałam sie taka lekka. Nieskromnie mówiąc zawsze cieszyłam sie dużym powodzeniem, po kilku miesiącach poznałam drugiego partnera, z którym spędziłam 2 lata. Zaczelam sie w nim zauraczac w 3 miesiącu za jego charakter, czułam sie przy nim bezpiecznie, byłam taka szczęśliwa, pomagał mi, dużo wyjezdzalismy, cały czas byliśmy ze sobą i nigdy nam sie nie nudziło, dbał o mnie, moj ideał pod względem charakteru, wtedy uświadomiłam sobie co znaczy... prawdziwie kochać. Dostawalam dużo uwagi czego nie mogę powiedzieć o obecnym związku. Skończyłam studia, ale jakby nie dla siebie, a by rodzina była dumna, ze jestem "kimś", a nie "bękartem". Zrobiłam kilka nietuzinkowych kursów jak na kobiete np. prawo jazdy na tiry-uwielbianam to i byłam z tego dumna. Niestety bajka z nim nie trwała za długo... Zaczęły mi na sam koniec znikać moje rzeczy: pieniądze, laptop itp. -byl starszy 5 lat... Wyszło jeszcze kilka różnych rzeczy. Podziękowałam, przeżyłam wewnętrzną tragedie, osoba, która tak kochałam okradła mnie pod moim dachem. Balam się nawet o to czy nie wziął na mnie kredytu skoro był zdolny do takich rzeczy. To było straszne. Mieszkałam sama, czułam sie niebezpiecznie w swoim domu, stal mi pod blokiem, wydzwaniał z różnych numerów natarczywie, do tego stopnia, ze musiałam zmienić numer- 3 miesiące nerwówki i wmawiania sobie nie możesz z nim być, pomimo, ze go kochasz, balam się samotności, moja mama jest sama, niechcianam zostać stara Panna... Poznałam obecnego partnera 8 lat starszy i tu sie trochę bardziej rozwinę (i teraz czuje, sie niezręcznie, bo odrazu mysle sobie, ze czyta Pan/Pani tak długa wiadomość, a ja jeszcze bede sie rozwijać... wręcz chciałabym przeprosić tylko dlaczego? przecież temu sluzy ten portal-skad moje odczucia, czy to normalne?)-czesto tak odczuwam szczególnie od kad chyba go poznałam-czy mi wypada, czy ja mogę i pełno myśli... Obecnego chłopaka poznałam przez portal randkowy, który miałam 1 dzien. Pisaliśmy prawie pol roku, spotkaliśmy się i zaczęliśmy ze sobą być. Wyglądał na maks 3 lata różnicy wiekowej, nie pali, nie pije, jest na wysokim stanowisku. Z początku uważnie mnie słuchał, sam bardzo dużo mówił, opowiadał, ale teraz wszystko przybrało trochę inna formę. Opowiem ciut o nim: był 15 lat w związku ma córkę. Klocil sie strasznie z była, wieczne sądy o dzieci (widzenia, alimenty), mówienie na glos, ze jej w piety pójdzie, ze go zdradziła s***, pełno wulgaryzmów przy dziecku w jej stronę. Straszna nienawisc, rozumiem, ze rozwaliła mu rodzine, ale przy dziecku takie słowa? Jego wiadomości, które podejrzałam z nia ciagle w treści miały "zakazuje Ci" "nakazuje Ci" "zapłacisz za to" "spotka Cie kara" "potrzebny Ci jest psychiatra" dziwiłam sie, robił jej na zlosc. (podchodził emocjonalnie jakby sie jeszcze nie pogodził?) Dla mnie był miły-zwracał nie do mnie kochanie skarbie nigdy po imieniu, kiedy ja zwróciłam nie po imieniu mówił dlaczego tak brzydko do mnie mówisz? Pierwsze Pol roku przebiegało dobrze, oby dwoje zauroczeni. Caly czas żyjemy 600km od siebie i jeździmy co tydzien naprzemiennie, bo po wcześniejszych przebojach z kradzieżą chciałam go sprawdzić pod katem charakteru, ale coś mi nie dawało tego poczucia by zrobić tam ten krok z przeprowadzka. Caly czas sam z siebie wypierał sie, ze on nie ma koleżanek, nie ma kolegów, ze normalni ludzie pracuja w tygodniu, a po pracy odpoczywają i nie maja czasu jak ja na znajomych-pracowal wtedy do pozna, chciał mnie odseparować od wszystkich. Zakochana coraz bardziej wierzyłam w jego słowa, ze ma racje, ze to taka porządną osoba za jaka nie uważa ciagle podkreślając jaki to on nie jest porządny i uczciwy obywatel. Kiedy miała przyjść do mnie przyjaciółka np. na 18, dzwonił o 18:20 i bardzo powoli opowiadał co u niego, wiedząc, ze miałam mieć gości i tu znowu to uczucie wypada mu przerwać i przeprosić czy najpierw wysłuchać, obawiałam sie reakcji jakbym robiła coś złego... Wysłuchałam i powiedziałam, ze mam gości na co zawsze słyszałam: znajomi ważniejsi tak?-ciagle ze wszystkim wpedzal mnie w poczucie winy. Zawsze byłam towarzyska, ale coraz mniej zaczęłam wychodzić domu, chcialam unikac klotni. Po roku robilo sie coraz gorzej. Kiedy przyszła do mnie koleżanką raz w miesiącu mówił, ze złodziejką kradnie mi moj prywatny czas. Kiedy chciałam isc na grzyby, po co Ci grzyby? Problemów szukasz, kupie Ci grzyby siedź w domu. Zakazuje Ci. Po roku było coraz gorzej. Moj znajomy ze szkolnej ławki w gimnazjum cieżko zachorował, ludzie wstawiali zdjęcia mapka gdzie mozna mu pomoc, tez wstawiłam i rozesłałam po znajomych. Reakcja mojego: Jakiegoś H*** wstawiasz jakby był Twoim chłopakiem i wywalił mnie ze znajomych. Nie mieliśmy sie na fb w znajomych. Po kilku miesiącach powiedział (cale wakacje nie mial mnie w znajomych): Zaprosiłem Cie do znajomych, zaproszenie jest ważne do godziny 20, 20:40 nie przyjęłam (zaczęłam stawiać na swoim, ale i tak on zawsze wygrywał) w każdym razie w tej sytuacji zadzwonił i mówi jest 20:40, a ja mowie wiem i co z tego? On jakby zdziwiony mówi, ze zaproszenie było do 20, na co ja: to juz sie przeterminowało i nie jest ważne. Odpowiedział 'AHA na Twoja odpowiedzialność' i usunął je. Byłam u niego miesiąc (urlop) przed tym chodzil zawzięcie na siłownię, przez to, ze ciagle siedzielismy w domu (typ domatora) zaproponowałam byśmy poszli razem, a on, ze nie ma takiej opcji, ze jak sie przeprowadzi bede z nim chodziła, teraz nie. Nie odpuszczałam mówiłam dlaczego? Denerwowal sie i powtarzał, ze to ma być dla mnie motywacja bym sie przeprowadziła? Do tej pory nie poznałam jego znajomych, bo zawsze mówił, ze jest domatorem i ich nie ma. On nie poznał moich, bo wiecznie był zmęczony, a mimo to nazywa ich 'patologia' gdzie to normalne, ułożone osoby z dobrych domów-aby mnie od nich zniechęcić. Kiedy opowiadałam o zamiłowaniu do motoryzacji krzywił sie i mówił, ze kobiecie nie wypada i wstyd sie tym chwalic, zabijał we mnie tak każda pasje. Kiedy on szedł na siłownię i basen było ok, natomiast kiedy ja odważyłam sie w końcu pójść (trenowałam pływanie) to slyszalam, ze idę świecić cycami na wierzchu i sponsora szukać. Tego było tak wiele, ze nawet nie wiem o czym pisać. Para przyjaciół powiedziała, ze depresji dostaje przez niego, ze kiedy z nim jestem nie jestem sobą. Zerwalam z nim, wszędzie zablokowałam, pisał maile naprzemiennie, ze mnie kocha, a za chwile, ze mam juz pewnie jakiegoś fagasa i niecenzuralne epitety. Schudlam 20 kg w 4 miesiące, powypadały mi wlosy, od pol roku mam duży problem ze snem, nie mogę zasnąć często do godzin rannych kiedy wstaje juz bez spania, wybudzam sie jakby w trakcie myślenia nad ranem lub budzą mnie myśli, wymiotowałam, miałam ścisk w zoladku, nie wychodziłam z domu miesiąc poza praca, zakupami spożywczymi, płakałam, dużo plakalam. Odrzucalam wszystkich. Nie chciałam wychodzić. Dalam sie sprowokować kilka razy i pisaliśmy. Zmienił prace, mówi ze na rower z kolega chodzi po pracy w tygodniu, a ja do niego, jego słowami 'kolega kradnie Ci Twój prywatny czas po pracy?' A on podważał moje zdrowie psychiczne, w sumie to od polowy związku i byłej zreszta tez... Jesteś nienormalna, jak można powiedzieć takie coś? Ja z uśmiechem mowie: stwierdziłeś u siebie chorobę to sa Twoje słowa wypowiadane w moim kierunku. Na co ja jego slowami "kazda normalna osoba po pracy siedzi w domu i odpoczywa" na co jeszcze bardziej stwierdzil, ze jestem nienormalna i zdziwiony, ze to nie jego slowa, on tak nie mówił, a powtórzyłam slowo w słowo by zobaczyć jak on zareaguje na tak absurdalne slowa, które wypowiadal w moim kierunku. Zrozumialam po jego reakcji, ze albo byl bardzo nieszczęśliwy, albo robil to specjalnie, albo sie tak zmienił(?). Kiedyś ze mną rozmawiał teraz milczy, tylko ja mowie. Jak zapytam o prace, kolegów, cokolwiek to podnosi ton głosu, ze az sie boje teraz pytać kogokolwiek o cokolwiek i milcze juz nawet wśród innych ludzi... To jego prywatność i ja w nic nie mam wnikać. Ignoruje moje wiadomości, odczytuje po godzinie lub lepiej, albo nie odpowiada. A po chwili mowi, ze chce bym była jego zona i urodzila mu dziecko. Nie rozumiem co sie dzieje, usilnie robi ze mnie głupia. Dlaczego pozwoliłam sobie na brak szacunku z jego strony? Przez dzieciństwo? Caly czas odczuwam strach i niepokój, straciłam zainteresowania, jestem płaczliwa. Dlaczego nie potrafię jak w poprzednich związkach ich prowadzić i tone? Skad u niego ta zmienność co do mnie, do wychodzenia z domu, milczenia i tajemnice. Nie potrafimy być razem, ale tez nie potrafimy sie rozstać oby dwoje-dlaczego?. On jest rządny władzy, musi byc na jego, jak nie to dostaje jakiś ataków złości, a później mówi, ze nikt go tak nie wyprowadzal z równowagi i nie panuje nad słowami, ale czym? Ja nawet glosu na niego nie unoszę. Raz w dyskusji ugryzl mnie w pierś z zaskoczenia ze złości, miałam krwiaka. Z tego co pisała jego była to była na obdukcji... Duzo nie wiem, wszystko jest u niego jedna wielka tajemnica. Ostatnio dużo mnie ignoruje, kończy rozmowy jakbym nie byla dla niego ważna, jednak gdy rozmawialam z nim przez telefon akurat miałam klienta wyglądało to tak: klient-Dzień dobry poproszę 2 szt. czegoś ja-Dzień dobry xx zł poproszę klient dal pieniadze ja-wydalam i powiedzialam: dziekuje milego dnia Usłyszałam podnosząc słuchawkę: lec mu jeszcze g*łe opierd*** w gratisie! Skad jego zachowanie? Niby ignoruje, a tu zazdrość? Wiem nie szanuje mnie, widzę. Traktuje mnie jak wroga, a za chwile zachowuje nie jakby nigdy nic. Gdzieś pobladzilam, a jeszcze 3 lata temu byłam taka fajna radosna kobieta z pasjami. Teraz czuje sie jak jakaś ofiara, ktora jak to sam mówi musze byc uległa, bo to on w związku chce nosić spodnie, on jest "Pan i władca" "albo sie dopasujesz albo wyjazd". Zauważyłam tez, ze wybieram partnerów w poczuciu, ze jestem im potrzebna-np. poprzedni był ubogi, ten z dziećmi. Bron Boze nie kategoryzuje ludzi, gdyby tak było, bym z nimi nie była, pytanie dlaczego tak jest. Teraz zaczęłam rozmawiac na stopie koleżeńskiej z kolega 5 lat starszym, ktory ma ciezka chorobę. Jasno postawiłam granice i nie napiera, rozmawiamy koleżensko, ale jak mi powiedział, ze jest chory to jakoś tak cieplej do niego podchodze, nie pod katem partnerskim, bo jestem w związku, ale pod katem ciepła np. martwię sie by z trasy zjechał itp. To on przypomniał mi, ze tak to powinno wyglądać, przypomniał mi jak to jest sie czuć kiedy ktos sie o Ciebie martwi. Poczulam sie jakby ważna, doceniona? Nie ma chemii, ale jest to dobro, w ktorym zauroczylam nie przy drugim partnerze, który mnie finalnie okradl. Wtrace jeszcze, ze bylo u mnie podejrzenie ciężkiej autoimunologicznej niewyleczanej choroby na co usłyszałam, jak sie wyleczysz to sie do mnie przeprowadź, nie obciazaj mnie choroba. Wtedy mial urlop, który przede mna zataił, bo mial do załatwienia niby wazne sprawy, ktorych nie mogl zalatwic w tygodniu, zaczęłam drazyc (czego bardzo nie lubi) wyszło, ze wymienił olej... Kolega, 5 lat starszy mnie pocieszał i mówił, ze moze ze mna jechac do lekarza... Skoro juz sie zdobyłam na odwagę by napisać poruszę krótko wątek dzieci. On ciagle na pierwszym miejscu uwzględnia córkę, nawet w planowaniu nam dnia. Córka wszystkie weekendy od 8-22 spędza na konsoli grając. Proszę o spacer mówi pójdziemy, czekam, cały dzień gra z córka, a finalnie o 20 delikatnie podpytuje mówi, ze mu sie nie chce i ide sama. Ja nie mogę sobie z tym poradzić. Czy to dlatego, ze jestem jedynaczka? Czy to zazdrość jak w dzieciństwie o mame? A może mam racje, ze dorośli ludzie powinni ustalać, a dziecko dopasować, a on probuje wmówić mi inaczej i sobie z tym nie radze? Objawy: -bezsennosc, bardzo płytki sen, wybudzanie się myśląc (człowiek jak sie budzi jest zaspany ja w pełnej gotowości) -wybuchy placzu przy nim, placzliwosc ogólnie -mowienie w negatywny sposób (skupianie większości uwagi na problemach), -w kłótniach z nim trzęsienie rąk, -ciagle myślenie o wszystkim i o niczym-nie potrafię nie myslec -jąkanie się -w polowie zdania zapominanie o czym mówiłam, bo mysle o jednym, mowie o drugim, albo coś mnie rozproszy, -niepokoj, niestabilny grunt -przekonanie, ze nie chce mieć juz nigdy mężczyzny, bo mnie znowu silnie skrzywdzi, -brak kreatywności, która zawsze przeze mnie przemawiala -niskie poczucie wartosci, -nie umiem sie cieszyć jak kiedys, -stawianie siebie na ostatnim miejscu, -zagubienie, brak koncentracji, -nie rozumienie dlaczego i co sie ze mną dzieje/stalo -ktos cos do mnie mówi i mimo, ze mówi wyraźnie, glosno w cichym pomieszczeniu czasami lapie sie na tym by powtórzył jakbym słyszała wyraźny glos, ale nie rozumiem treści i proszę o powtórzenie. Może wtedy jestem zamyślona, nie wiem, zdarza nie to bardzo rzadko, ale jest to dziwne. -zobojetnienie-ja sie wiecznie dopasowuje-nigdy tak nie miałam -czasami rozdrażnienie Mam oddanych bliskich przyjaciół, których traktuje jak rodzine, każde uważa, ze ze mną jest wszystko w porządku, ale jego zachowanie wywołuje u mnie takie stany, ze jak sie z nim nie kontaktowałam słyszałam "wróciłaś stara Ty", z tym, ze ja wtedy czułam jakaś dziwna pustkę... Jakby on był tym brakującym elementem. Kupiłam sobie tabletki ziołowe APTEO SPOKÓJ chmiel, rumianek i melisa, biorę od tygodnia, widzę maly, ale korzystny wpływ. Mianowicie pierwsze noce wybudzałam sie standardowo ok 2-4 w nocy i nie spalam do rana z tym, ze budziłam sie nie myśląc-nie wybudzały mnie myśli. Dziś pierwsza noc od dawna przespałam cala. Niedowierzalam, ze obudziłam się o świcie, a nie o nocy-piękne uczucie jestem taka stabilniejsza, potrafię go skontrować, zamiast płakać. Na sam koniec chciałabym serdecznie podziękować, domyślam się, ze czytanie przykrych wiadomości nie jest łatwe i bardzo to doceniam. Mam nadzieje, ze uda sie nas zdiagnozować lub chociaż wskazać mi jakaś drogę, bardzo tego potrzebuje. Raz jeszcze DZIĘKUJĘ ❤️
  4. Mam 19 lat, uczę się. Mój ojciec jest alkoholikiem, aktualnie nie mieszkam z nim. Matka zmarła 8 lat temu, miała nerwicę, oboje zawsze powtarzali ze jestem nikim, że zachowuje sie zle, to moja wina i po co sie odzywam, ciągla krytyka, brak pochwal. problem pojawił się 4 lata temu. po prostu nagle zaczął boleć mnie brzuch na myśl że muszę pójść do szkoły, byłam lubiana, towarzyska. przez cały miesiąc co poniedziałek zmuszałam sie do pójścia do szkoły, po paru godzinach wychodziłam bo nie dawałam rady. pot lał się ze mnie, cała się trzęsłam, nie potrafiłam nic powiedzieć, jakalam się, serce miało mi zaraz wyskoczyć, brzuch ściskał, byłam spięta siedziałam jak na szpilkach nie potrafiłam się uspokoić tak spanikowana byłam. W domu to się nasilało bo wiedziałam że trzeba jutro tam wrócić. byłam tak słaba ze nie potrafiłam wstać z kanapy, majaczylam i miałam kolki, płakałam z bólu brzucha. minęło po jakimś czasie. ale do dzis sie powtarza co jakiś czas. zajmuje się czymkolwiek żeby nie myśleć ale nie potrafię bo nawet pracując to nie mija. przestałam wychodzić do ludzi, przestałam się szczerze śmiać. miałam kiedyś próbę samobójczą później unormowało się myślałam że to kwestia dorastania ale teraz wróciło. Boję się nawet ludzi z którymi mieszkam i swojego chłopaka. Przez pół roku piłam codziennie czasem do nieprzytomności żeby tego nie czuć ale od marca nie tknęłam alkoholu bo uznałam że to rozwiązanie. Nie wiem co powinnam z tym zrobić i gdzie się zgłosić, nie wiem dlaczego tak się dzieje, nie rozumiem siebie, swojego ciała i myślenia. chciałabym żyć normalnie staram sie ale nie czerpie z niczego szczęścia, nie czuje go po prostu zamiast tego ciągły lek i stres
  5. Witam, mam 25 lat. Od 5 lat jestem w „szczęśliwym” związku, razem mieszkamy również od prawie 5 lat. Od jakiegoś czasu mam lek, iż mój partner mnie zdradzi/zostawi. Niestety mam ciężki charakter i robię problemy o wszystko - koledzy, koleżanki .. sama stwarzam sobie problem albo historie. Niestety robiłam to co najgorsze - grzebałam W jego telefonie, gdzie mimo wszystko każdy powinien posiadać swoje życie prywatne. Nie raz specjalnie dodał zdjęcie do galerii innych dziewczyn bo wiedział, że wtedy zrobię mu awanturę a on będzie wiedział czy telefon mu dotykałam. Próbuje trochę wyluzować .. odpuścić ale jest mi bardzo, bardzo trudno. Rozumiem to, iż jest mężczyzną i czasami zawiesi się oko na jakiejś ładnej damie ale niestety to działa na mnie jak płachta na byka. Jest mi strasznie przykro, ze nie potrafię się zmienić mimo prób, chęci. Nie wiem co już mam robić a zależy mi na nim jak na nikim innym, nie chce go stracić a bardziej do siebie przyciągnąć. Chciałabym żeby „nie potrafił odejść”.
  6. Dzień dobry! Na wstępie chciałbym napisać, że jeśli temat jest w niewłaściwym miejscu to z góry przepraszam i proszę o przeniesienie. Zdecydowałem się napisać na tym forum, gdyż nic już mi nie przychodzi do głowy. Skrócę swoją historię. Od lat byłem sportowcem, zajmuje się dietetyką, prowadzę nienaganny tryb życia, zdrowe odżywianie, dobry sen, czytanie książek etc. Nie szukam tutaj diagnozy, a przychodzę z myślą, że może ktoś też miał taki problem jak ja, bo nikt nie zna odpowiedzi. Od półtora roku mam dziwne drgania mięśni całego ciała, przy każdym małym spięciu oraz kołotania w sercu, nawet najdrobniejszych emocjach, śmiech, smutek, gniew, szybsza jazda samochodem, nawet oglądanie filmów. Byłem wszędzie, neurolodzy, kardiolodzy, fizjoterapeuci, pumolodzy, biolodzy, psycholodzy etc. Miałem robione rentgeny, tomografię, wszystkie możliwe badania na serce, wykluczona tężyczka, brak deficytu elektrolitów, parametry z krwi wszystkie dobre, nadnercza sprawdzona, hormony, jelita, wątroba, parametry sercowo naczyniowe, wykluczone pasożyty, takie jak borelioza, toksokaroza, toksoplazmoza, uciski itp. Od półtora roku to trwa, najbardziej dziwne są te drgania mięśni, bo nikt nie spotkał się z takim czymś. Stosowałem nawet leki z grupy SSRI (dwa rodzaje) niespecjalne pomagało, przerabiałem z psychologiem terapię behawioralno poznawczą (może kiepski psycholog) nie wiem. Do tego suplementacja odpowiednio ukierunkowana na odbudowę układu nerwowego. Borykam się z tym od x czasu, miałem okresy gdzie przechodziło, Teraz nie odpuszcza od półtora roku, musiałem zrezygnować z życia towarzyskiego, sportowego oraz zawodowego. Swoją drogą byłem osobą, która miała bardzo ciężkie okresy, dużo stresu, brałem wszystko do siebie, ale zawsze nie poddawałem się i trening był moją odskocznią, teraz nic nie można zrobić. Moje pytanie, czy ktoś miewał może drgania mięśni, przy każdym spięciu, np. wystarczy ścisnąć pięść i całe ciało drga. Jestem głodny wszystkiego, pragnę każdego dnia trenować, rozwijać się zawodowo etc. Nie płacze w rękaw, chciałbym wiele, ale nie mogę i moja pytanie czy psycha może doprowadzić do czegoś takiego i czy ktoś może w ogóle miał takie objawy?
  7. Mam na imię Gosia, mam 20 lat i nie wiem, co się ze mną dzieje. Od dzieciństwa zmagam się z problemami lękowymi. Pamiętam, że w szkole podstawowej bałam się zostawać sama w domu, cisza mnie przerażała, miałam wrażenie, że ktoś za mną stoi, albo wydarzy się coś bardzo złego. W liceum dołączyły do tego stany depresyjne. Wyglądało to w ten sposób, że byłam w jakimś miejscu, robiłam zwykłe rzeczy - uczyłam się, rozmawiałam, czytałam książkę i nagle ogarniała mnie fala smutku i beznadziei. Takie stany powracały z coraz większą częstotliwością, w końcu miałam dość, nie wiedziałam, co robić no i pocięłam się. Wiem, że to głupie zwracać na siebie uwagę w ten sposób... Mama zapisała mnie do prywatnego psychiatry, bo na prywatnego psychologa (ok. 100 zł w tygodniu) nie było nas stać. Dostałam leki. Początkowo trochę działało, trochę nie. Udało mi się dostać na terapię grupową, która była prowadzona na żenująco niskim poziomie, aż w końcu grupa się rozsypała. W chwili obecnej jestem na lekach o zwiększonej dawce. Są to leki antydepresyjne (Efevelon), do tego 2/3 tabletki trittico na noc, bo nie mogę spać. Mam jeszcze pigułki przeciwko nagłym atakom paniki. No i muszę przyznać, że może na jakiś czas objawy zostały stłumione, ale problem został. Stany lękowe i depresyjne wróciły, leki już niewiele dają. Jestem osobą nadwrażliwą. Byle co potrafi wprowadzić mnie w stan roztrzęsienia i przerażenia. Często miewam koszmary i wracają do mnie wizje, w których ginę w brutalny sposób, ktoś mnie gwałci, bije, albo w inny sposób dzieje mi się krzywda. Mam wrażenie, że podświadomie sama podsycam swoje lęki, które do mnie wracają i wracają. Dostanie się do dobrego psychologa na NFZ graniczy z cudem, szczególnie teraz, kiedy mamy epidemię. Jeśli ktokolwiek przyjmuje to raczej online, a w mieszkam w mieszkaniu z dwójką rodzeństwa. Nie mam własnego pokoju, ani prywatności, żeby odbywać terapię przez Skypa. Co robić?? Jest coraz gorzej. W dodatku Pani Ginekolog dopisała mi tabletki hormonalne ze względu na bardzo obfite okresy i ilość lekarstw, które muszę zażywać w wieku 20 lat mnie przeraża. Nie wiem, co robić, pomocy.
  8. Mam bardzo prosty i jednocześnie dziwnie skomplikowany problem. Mam 22 lata, jestem studentką 3 roku i od liceum ż roku na rok (nie umiem określić początku ani przyczyny) nasila się we mnie poczucie, że nie żyje. Nie na zasadzie fizycznego nie życia, ale braku własnego życia, własnej tożsamości, marzeń, celów. Nic związanego ze mną sama nie przynosi mi spełnienia, emocji, czegokolwiek. Świetnie się motywuje i sprawdzam w sytuacjach, kiedy jestem potrzebna bratu, mamie, bratankom, przyjaciołom. Rolę osoby odpowiedzialnej pełnię naprawdę dobrze. Jednak jeśli mam się zmotywować, żeby zrobić coś co nie jest dla innej osoby, nawet jeśli czegoś chcę to nie potrafię. Z jednej strony sama siebie potrzebuję i chciałabym być obecna w moim życiu i dbać też o swój rozwój, swoje pasje (już dawno zapomniałam jak to jest mieć pasje i hobby poza byciem potrzebnym komuś) itp, ale nie umiem. Nie potrafię sama siebie wesprzeć w niczym do tego stopnia, że swój czas wolny spędzam w łóżku robiąc....nic. Nie chce tego, ale nie potrafię wyjść z tej pułapki. Chce zrobić wiele rzeczy, ale nie mam siły żeby siebie sama przekonać w ostateczności do zrobienia czegokolwiek. Może ktoś mi powie jak załapać kontakt ze swoim zyciem bo probuje już długo i tęsknię za nim. Przepraszam jeśli to brzmi zbyt zawile i proszę zignorować jeśli tak jest. Kiedyś musi być lepiej i bez pomocy z Internetu
  9. Witam wszystkich! Jestem 21-letnią studentką. Od początku roku mam ciężki okres, który doprowadza mnie do coraz gorszego samopoczucia, niestety powoli przestaję sobie z tym radzić. Na początku roku zrezygnowałam z pracy w sklepie odzieżowym, w której była bardzo zła atmosfera, pracowałam tam przez 2 lata i ciężko było mi już wytrzymać złe traktowanie ze strony szefostwa i kierownictwa. Uważam, że była to psychiczna męczarnia. Zdarzały się krzyki na sklepie przy klientach, czy niezgodności związane z wynagrodzeniem. Niestety po odejściu przez około pół roku nie mogłam znaleźć pracy. Była to dla mnie kolejna stresująca sytuacja, chociażby ze względu na sytuację na rynku pracy spowodowaną epidemią. Po tym okresie udało mi się rozpocząć miesięczny staż w organizacji pozarządowej, niestety był on niepłatny, ale dzięki temu mogłam zaliczyć praktyki na uczelni. Teraz znów od ponad tygodnia siedzę w domu i nie mogę znaleźć żadnej pracy. Powoli popadam w lęki o moją przyszłość. Boję się, że nie będę miała jak opłacić uczelni (studiuję niestacjonarnie). Przestaje dostrzegać swoją wartość, codziennie wysyłam CV, ale z bezsilności nie mogę wyjść z domu aby poszukać pracy w inny sposób. Codziennie płaczę, mam wrażenie, że wszyscy radzą sobie w tym dorosłym życiu lepiej ode mnie. Zaczynam łapać się na myślach, że nic nie osiągnę i że do niczego się nie nadaje. Mimo, że ten czas "przestojowy" staram się wykorzystać (robię dodatkowy kurs związany z moim kierunkiem, dzięki temu że poświęciłam się nauce mogę walczyć o stypendium) to nie czuję, że są to rzeczy wartościowe. Mam wrażenie, że nigdy się z tego nie wyrwę i że nie poradzę sobie w życiu. Boję się, że moje dorosłe życie już zawsze będzie tak wyglądać.
  10. Witam wszystkich! Piszę tutaj
  11. Witajcie Kochani. Bardzo proszę przeczytajcie to, bo być może Wasze opinie (pewnie niektóre będą dość ostre) uratują moje życie. Moim problemem jest kwestia pracy, a opinia na jej temat mojego narzeczonego, aczkolwiek aby wyjaśnić Wam dokładnie na czym sprawa polega muszę trochę rozwinąć temat. Bardzo Was proszę o pomoc, ponieważ ostatnim czasem coraz częściej łapię się na tym, że opadam na dno. Do rzeczy: Mamy po 27 lat, narzeczeństwo od tego roku, po 8 latach związku. Początkowo pracowaliśmy i mieszkaliśmy razem, rozwijając swoją firmę jednakże potoczyło się w sprawach rodzinnych tak, że musiałam wracać do rodzinnego domu (wpływ toksycznej matki), aczkolwiek jak wydawałoby się wtedy On zgodnie ze mną stwierdził, że biznes upada, zamykamy, wracamy. Każdy z nas wtedy podjął inną pracę. On od tamtej pory (ok. 1,5 roku) pracuje ciągle w jednej firmie, transport. Ja natomiast początkowo pracowałam w delegacjach, praca dobrze płatna, aczkolwiek umowa zlecenie, z czasem zleceń było coraz mniej, aż dopadł nas koronawirus i ja straciłam pracę, a firma nie zapewniła mi tzw. postojowego. Przysłali wypowiedzenie i kontakt się urwał. Od marca do końca maja byłam bezrobotna, szukałam wszelkich prac, ale (i w tym momencie zobaczycie mój problem): - chciałam podjąć się pracy za granicą, wiecie, zbiórka owoców na 3 miesiące. Mój pomysł się nie spodobał, usłyszałam: "Jak pojedziesz, to nie będziesz miała tu do kogo wracać". Zrezygnowałam z pomysłu. - następnie moja przyszła teściowa przyszła z propozycją, że w markecie, w którym pracuje szukają osób. Usłyszałam: "Jesteś zbyt ambitna na taką pracę" (coś tam jeszcze było, ale wszystko opierało się na tym, że On by nie chciał abym tam pracowała). Zrezygnowałam. Pomieszkiwaliśmy wtedy w jego rodzinnym domu, aż pewnego kwietniowego dnia, Jego mama spakowała moje rzeczy w worki (nie było mnie przy tym), On zadzwonił i powiedział, że ona nie wyraża już chęci abym z nimi mieszkała. I tak musiałam wrócić do swojego rodzinnego domu. Miasto to samo. Głównie chodziło jej o to, że nie mam pracy, a reszta domowników miała to szczęście, że ich ta sytuacja nie dotknęła. W czerwcu znalazłam pracę w restauracji, oddaloną od mojego miejsca zamieszkania ok. 15 km. Jestem osobą nie cierpiącą kelnerstwa, gastronomii itp, ale zagryzłam zęby i pracowałam, ponieważ chciałam jak najszybciej zacząć zarabiać abyśmy mogli coś wynająć i zacząć razem mieszkać. I tutaj kolejne sprawy: - pamiętacie moją pierwszą pracę delegacyjną? Gdy tam pracowałam, narzekał, że mnie nie ma, Jego mama krytykowała tą pracę dość dla mnie zabawnym określeniem, a mianowicie: "Głupią masz tą pracę, ciągle cię nie ma". Wracając do jego opinii: "Tyrają cię tam, ja się chciałem oświadczyć w naszą 8 rocznicę, a musiałem wcześniej, bo nigdy nie wiadomo kiedy znów pojedziesz.." (Wracałam na każdy weekend, tak swoją drogą) - opinia z najbliższych tygodni? On: Fajną tą pracę miałaś. Pani teściowa: Dobra ta praca była, jeździłaś sobie itp. (PS. kocham jeździć, to w tej pracy sprawiało mi przyjemność ;)) - pamiętacie pomysł o pracy w markecie? Opinia z ostatnich tygodni - On: "Była praca w markecie, a ty nic nie robiłaś, a mogłaś tam iść". Pani teściowa: "No była tam praca, a ona sobie siedziała w domu". (- inni mi donoszą, wiecie o co chodzi ;)) Powróćmy do tematu pracy w gastro: Pracowałam od czerwca do sierpnia. Początkowo spoko, fajni współpracownicy, jednak szefostwo coraz częściej zwracało moją uwagę. Kilka kwiatków: widziałam szefa nago (słowa klucz: NAGO, RESTAURACJA - nie pytajcie), ciągle na mnie wrzeszczał za błędy które sam popełniał. Ogólnie nie ma sensu się rozpisywać, ponieważ możemy podsumować to słowami patologia + kabaret. Problemy: - nie widywaliśmy się w ogóle, ja nigdy nie wiedziałam kiedy skończę (kto pracował w gastro ten wie), on nie chciał spać u mnie, ja u niego wiecie nie bardzo (pani teściowa...) - pamiętacie, że podjęłam gastro, bo mieliśmy wynająć mieszkanie. I już, już wybrane ogłoszenia z neta, już o krok od oglądania i wybierania dogodnego lokum... On: "W sumie nie opłaca się wynajmować, lepiej jakbyśmy kupili, ja zarabiam, wezmę kredyt". Wiadomo ja bym dokładała swoją dolę. Wybraliśmy dwa interesujące nas mieszkania. Mi przypadło dzwonienie do agentów w celu umówienia się na spotkanie, omówienie spraw z doradcą kredytowym itp. Ale poimprezował i zapomniał o terminie, a ja w złości mu nie przypomniałam i temat zdechł. Wiem, mój okropny błąd, że się tak uniosłam... i na tym straciłam, aczkolwiek: - od jego kolegi dowiedziałam się, że powiedział iż ja postępuję zbyt pochopnie, napaliłam się na te domy a ciągle zmieniam pracę, nie jestem stała finansowo itp itd. Zapytałam Go o to, a On mi odpowiedział, że to nie On powiedział, a jego kolega. (Chciałabym wstawić tu emotkę, która wyrażałaby coś w stylu WTF?!?!?!) Nie drążyłam tematu. I doszliśmy do aktualnego miesiąca. Znalazłam pracę, blisko domu, 3 dni pracujące, mały sklep, jestem na razie na przyuczeniu. Mieszkam w uzdrowisku, więc planuję dorabiać na czarno w dni wolne. I robimy kółeczko moi drodzy - On: No nie wiem, jakbym ja był na Twoim miejscu to wolałbym za młodych lat zapieprzać, żeby jak najwięcej zarobić, a na starość mieć taką spokojną pracę. No i jesteśmy na końcu, a teraz to co ja czuję. JESTEM ROZDARTA. Ciągle płaczę, nie radzę sobie, chcę aby było już dobrze, marzę o tym by móc w nocy z nim zasypiać, zajmować się sprawami domowymi, gotować i oczywiście nadal pracować. Ale tego nie ma. Budzę się z poczuciem jaka jestem beznadziejna, że nie potrafię znaleźć sobie czegoś, dzięki czemu mogłabym zarabiać więcej niż niecałe dwa tysiące. Aaa jeszcze jedno: ofert pracy miałam trzy, to nie tak, że wybrałam sklep, bo łatwo. Dwaj poprzedni pracodawcy byli bardzo niekonkretni i ciągle mnie zwodzili, że zadzwonią, a gdy ja dzwoniłam to nie odbierali. Wracając do moich żali: czuję się nic niewarta, nadal wszyscy mi donoszą jak to pani teściowa określa mnie jako osobę niestabilną zawodowo, a ja w swoim mniemaniu uważam, że robię wszystko by było już dobrze. Z twardej dziewczyny stałam się wrakiem i owszem jestem aktualnie niestabilna, ale emocjonalnie. Gdy już czuję, że mi się uda, dostaję kolejny strzał o tym jakich to słabych stanowisk się podejmuję. Mam napady, że utwierdzam się w przekonaniu, że będę robić swoje i znów twardo stąpać po ziemi, po czym opadam. Nie jestem szczęśliwa, bo wiem, że nie zarabiam na tyle, na ile inni by oczekiwali. BŁAGAM WAS POWIEDZCIE MI CO O TYM SĄDZICIE. CHCĘ TO WSZYSTKO USTABILIZOWAĆ I URATOWAĆ, ALE JUŻ NIE WIEM JAK. (ps. kocham go i nie zostawię, gdyby komuś przyszła na myśl taka propozycja to z góry ją odrzucam)
  12. Mam 30 lat. Chciałbym napisać tu o codzienności. Często mimowolnie wypowiadam sam do siebie jakieś przekleństwa. Ciągle rozmyślam jak to z ojcem się nie dogadywałem, o nim lub kimś innym kto w przeszłości wyrządził mi krzywdę. W łóżku (na szczęście jestem samotny) zrywam się jakbym chciał kogoś uderzyć gdy tylko przypomnę sobie kto co złego mi zrobił lub powiedział w przeszłości lub sam w głowie ułożę taki scenariusz. Często muszę nabrać głębokiego powietrza i wzdechnąć na głos, może to stres? Wciąż chodzę zmęczony, pewnie jestem przeciążony kłótniami i wojnami z rodzeństwem, z ojcem lub patologią którą się spotykałem. Ostatnio chciałem grać terapeutę dla sympatii która wytykała mi niedoskonałości tak naprawdę wymyślane z d..y. Zawsze miałem problem z dziewczynami, wciąż się denerwowałem, musiałem nauczyć się panować nad tikiem nerwowym i miałem problemy z rozmawianiem z nimi. Do dzisiaj mam lęki że ktoś mnie wyśmieje że rozmawiam z dziewczyną co rozwijało się w dzieciństwie. Postanowiłem pewnego dnia że zacznę koleżanki traktować jak kolegów żeby się do nich przyzwyczaić ale odnoszę wrażenie że do tej pory wciąż za mało zrobiłem. Nie wiem jak sobie z tym wszystkim poradzić, jak nabrać spokoju i ułożyć życie.
  13. Dzien dobry, Nie mam ochoty wstać z łóżka, od dłuższego czasu, tj.: około trzy cztery miesiące nie mam ochoty nawet posprzątać domu, robię to kiedy juz jestem zmuszona, np: goście.Wczoraj zostawił mnie narzeczony, to mój pierwszy poważny związek, bylismy razem od 4lat. On starszy 6lat ode mnie. Starania o dziecko, które się nie udały przez dwa lata starań, przez to frustracja, nerwy, lęk i bardzo się tym przejęłam i zaczęłam wyżywać psychicznie na narzeczonym (mówiłam że nic nie umie, dołowałam), wyznaczona data ślubu, obietnice, wspólne mieszkanie z moimi rodzicami. Niestety czasem ma tak, że pije (ale ostatnio raz na tydzień lub dwa) i zostaje u swoich rodziców na noc, bo tam też pracuje. Za jego namową kilka dni temu odeszłam z pracy. Wczoraj kiedy wrócił do domu po południu i stwierdził że jednak nie mamy wspólnych pieniędzy (umawialiśmy się, że wszystko wspólne) puściły mi nerwy i go uderzyłam drewnianą częścią lustra delikatnie w plecy potem pomidor na bluzkę i krzyczałam, że jak śmie do mnie takie rzeczy mówić skoro były poważne rozmowy i ustalone wszystko. Obraził się i chcial wyjść, zamknęłam drzwi wyjęłam klucz, krzyczał, więc przyszła moja mama i otworzyła, przepychaliśmy się trochę ale wyszedł, ja za nim i nie pozwalałam wyjść z domu, bałam się, że znów zerwie ze mną, przepychaliśmy się gdy chciał wejsc do auta odjechać, tak bardzo go kocham, że bałam się że odejdzie, że nie uratuję tego jak pozwolę mu odjechać. Stwierdził, że to koniec, nie pierwsza taka sytuacja i się mnie boi. Proszę o pomoc, muszę go odzyskać, jest całym moim światem, wiem że to wymaga pracy nad sobą, ale zrobie wszystko by nad sobą panować, by nigdy nie podnieść ręki na ukochanego i zacząć go wspierać. Bo boję się, że tym razem mówił poważnie, muszę coś zrobić by odzyskał wiarę we mnie i naszą przyszłość, aby się nie bał, że mogę go uderzyć, upokorzyć, żeby nie odwoływał naszego ślubu, który jest za półtora roku, serce mi pęka.... Z góry bardzo dziękuję za pomoc
  14. Nie potrafie sie otworzyc do innych powiedziec co mnie boli dusze wszystko w sobie i niszcze tym wszystkoboje sie co kolwieg komu powiedziec bo mysle ze beda sie smiac
  15. Od prawie 2 lat jestem w związku z chłopakiem z innego kraju i innej religii. Problemy zaczęły się jakoś niedawno, były one wcześniej tez jednak nie tak często jak teraz. Czuje się potwornie źle ze sobą, coraz częściej myśle aby się nie zabić żeby ściągnąć ze wszyskich ciężar jakim jestem ja. Rok temu w kwietniu pierwszy raz mnie uderzył, starałam się jakoś to zrozumieć ze względu na to ze był na silnych lekach pooperacyjnych i nie był do końca świadomy swoich czynów. Sytuacja się powtórzyła już 7 miesięcy później, była spowodowana tym ze wróciłam do domu pijana po imprezie z koleżankami. Bił mnie wszędzie, a najczęściej po głowie. Następnego dnia nie dość ze miałam rozwalony telefon, który dostałam od niego w prezencie tydzień wcześniej ale równiej z myślą ze to jest ten dzień kiedy nie poradzę sobie więcej z tym wszystkim co mnie spotkało w życiu. Kiedy go o tym poinformowałam był po 5 minutach w domu z płaczem ze mnie kocha i żebym mu wybaczyła (był w pracy). Od tamtego momentu aż do czerwca tego roku było wszystko dobrze, naprawdę wręcz było idealnie. Od czerwca codziennie słyszę jaka to jestem zła, ze nie potrafię gotować, ze pewnie go zdradzam, ze jestem brzydka a moje ciało wyglada jakby dużo facetów z niego korzystało. W czerwcu znowu uderzył mnie w kilka razy pięścią w głowę ponieważ sprzeciwiłam mu się w kwestii mieszkania (wyraziłam zdanie ze skoro sprzątam to chciałabym sama zadecydować nad ustawieniem kanapy w salonie, bardzo blacha sprawa) z tego przerodziła się kłótnia dość duża ze mnie uderzył a na to wszystko po 3 godzinach miałam poznać jego rodzine. Serce mi się łamało jak mocno muszę grać szczęśliwa ze złamanym sercem w środku. Mimo wszystko dalej go kocham i nie mogę przestać. Codziennie mu coś nie pasuje, wszystko co spotkało mnie w życiu jest moja wina. 4 lata temu zostałam zgwałcona, dlatego tym bardziej słowa krytyki ruszają mnie strasznie. Powiedział mi ze ten gwałt był moja wina, ze on nie może poślubić kobiety która sypiała z facetami przed ślubem, ze jego dzieci nie mogą mieć mamy k*rwy. Mogłabym wymieniać godzinami jak jest źle, i teraz każdy mi powie „wyprowadź sie, zostaw go”. Żeby to było takie proste, jestem w innym kraju sama. Tylko jego mam i jakichś pojedynczych znajomych. Nie ma opcji zebym wróciła do kraju i do miasta, w którym mnie nienawidzą i obrażają. Chciałabym sama zrozumieć ze sobie bez niego tutaj poradze jednak nie wiem jak mam sobie pomoc sama. Chciałabym żeby on się dla mnie zmienił ale dobrze wiemy ze tego nie zrobi. Serce mnie boli bo go kocham ale wiem ze nic lepszego w tym związku mnie nie spotka. Bardzo się o siebie boje chwilami..
  16. Mam 24 lata, z moim narzeczonym jesteśmy 7.5 roku, za rok bierzemy ślub. Ja wychowałam się w rodzinie gdzie ojciec był alkoholikiem. Zawsze balysmy się z mamą co będzie, kiedy wróci. W domu rodzinnym nie mieszkam od 4 lat, chciałam się od tego oderwać, zamieszkałam razem z chłopakiem, jednak ten związek nie jest idealny. Poznaliśmy się, gdy mieliśmy po 16-17 lat. Mój narzeczony był wtedy chłopakiem w okresie buntu, priorytetem były dla niego wyjścia z kolegami. Zdarzyło się, że wiele razy mnie okłamał, ja wybaczyłam, ale nigdy nie mogłam tego zapomnieć, zaczęłam go kontrolować na każdym kroku. Wszystko miało się zmienić, kiedy zamieszkamy razem, ale ten problem został. On się ogarnął, ma dobrą pracę, myśli przyszłościowo, ciągle się uczy aby się dalej rozwijać zawodowo. Wszystko jest super, dopóki nie zechce wyjść gdzieś z kolegami. Kiedy ma zaplanowana jakąś imprezę potrafię gadać o tym cały tydzień codziennie, kłócić się, tłumaczyć mu żeby nie pił za duzo, żeby nie zrobił nic głupiego i niby wiem, że jedyne co to może się trochę podpic, to i tak doprowadzę do strasznej kłótni między nami, a jeśli on juz gdzieś wyjdzie ja cały wieczór jestem w stresie co będzie jak wróci, czy aby na pewno nie będzie za bardzo pijany, czy nie oklamal mnie z czyms będąc tam. zazwyczaj jest tak że on wróci praktycznie trzeźwy, a atmosfera między nami nadal jest napięta że zmarnowałam jego wyjście. Ja sama mało wychodzę z koleżankami, zwykle spotykamy się ze wspólnymi znajomymi. Zdarza sie też, że jestem zazdrosna, mam kompleksy co do siebie, boje się że przez moje zachowanie on znajdzie sobie inną. Kiedyś mogłam krzyczeć, wyrzucać to z siebie, a teraz wolę dusić wszystko w sobie, nie odzywać się, ale on i tak wie że mi już coś nie pasuje i sam rozpoczyna kłótnie, dlaczego nic nie mówię, że widział jaka miałam minę kiedy powiedział że wychodzi itp . Chcialabym mieć do niego pełne zaufanie, abyśmy mogli spokojnie mieć choć trochę osobnego życia i móc sobie wszystko powiedzieć bez strachu jak na to zareaguje. Nie wiem co zrobić, żeby nie stresować się tak i nie dręczyć myślami.
  17. Cześć. We wrześniu kończę 20 lat i niestety mam bardzo duży problem- żyje cały czas w stresie i sobie z tym kompletnie nie radzę. Pierwsze ataki paniki dostałam w 6 klasie podstawówki, ale w miarę potrafiłam sobie z tym radzić, aż do tego roku... Od rozpoczęcia zajęć zdalnych na studiach zaczęłam być ciagle w domu, miałam więcej czasu i zaczęłam więcej rozmyślać. Teraz budzę się i zasypiam cała zlękniona. Z nerwów mam mdłości, drży mi ciało, czasem aż czuje zawroty głowy, mam koszmary senne i problemy ze snem, często się wybudzam i krzyczę albo budzę się cała zdenerwowana, że aż się cała trzęsę i mam ogromne kołatania serca. Często przy większym stresie drętwieją mi mięśnie i czuje duszności oraz ucisk w głowie i klatce piersiowej. To jest nic, najgorsze są natrętne myśli, a szczególnie strach o własne życie. Wmawiam sobie każda najgorsza chorobę. Sprawdzam codziennie po kilkanaście razy czy aby na pewno mam równe źrenice, bo mam po prostu schizy, że pewnie mam glejaka, a glejak to wyrok, bo mediana przeżycia to 12 miesięcy i przez to stresuje się coraz bardziej i tak w kółko. Ostatnio miałam RTG płuc, badania krwi i gastroskopię i jak zawsze szlam na wizytę lekarska bez problemu tak teraz mam ochotę uciec spod gabinetu i mam najgorsze mysli,ze mam raka i umrę i tak jest dzień w dzień od wstania do pójścia spac, mam wrażenie, ze nawet spiąć myśle o tym cały czas. Nie umiem sobie z tym kompletnie radzić. Nie wiem czy to ma coś do tego, ale rok temu trochę przeżyłam. W lutym za 6 razem zdałam w koncu prawo jazdy, tydzień później dowiedziałam się, ze mama ma raka piersi, w maju zdawałam maturę, w czerwcu okazało się, ze z dnia na dzień stan mojego ukochanego dziadka się pogarsza i ze również ma raka, w lipcu na samym początku w drodze z mama na chemioterapię miałam wypadek samochodowy nie z mojej winy, trzy tygodnie później zmarł moj ukochany dziadek do tego w międzyczasie dowiedziałam się, ze w czerwcu zmarł moj ojciec, z którym nie miałam kontaktu prawie 18 lat i jego rodzina obwiniała nas za jego smierć, w październiku poszłam na studia, w grudniu mama miała operacje usunięcia guza i na chwile obecna wszystko jest z nią okej. Ja ciagle widząc jakieś zbiórki w internecie bo osoby w moim wieku maja guzy mózgów od razu daje mi myśli ze pewnie ja tez to mam. Z nerwow cała drze i czuje puls w całym ciele. Błagam proszę o pomoc.
  18. Cześć, mam 23 lata, jestem kobietą. Od 7 lat jestem w związku, w zwiazku, w którym od około roku czuje się samotna. Chłopak nie rozmawia ze mną, nie spędza czasu. W ciągu dnia widujemy się przez około 2 godziny (jedząc obiad i wychodząc na papierosa). Całe dnie spędzamy w domu, ja w jednym pokoju, chłopak w drugim. Co robimy? Chłopak gra na komputerze, a ja rozmyślam nad swoim życiem. W głębi duszy czuje, że mam dość tej relacji, moja inicjatywa zrobienia coś wspólnie jest od razu tłumiona przez chłopaka, zawsze znajdzie jakąś wymówkę. Nie jestem w stanie się z nim rozstać bo na chwile obecną bez niego nie byłabym w stanie jako tako funkcjonować. Mam fobie społeczną i agorafobię i tylko z chłopakiem jestem w stanie wyjść z domu, co dzieje się średnio raz w tygodniu.Czułości też brak, o seksie już dawno zapomniałam. Całymi dniami siedzę w pustym pokoju i patrzę się w sufit zastanawiając się co dalej. Jak zacząć żyć? Nie mam znajomych, rozmawiam z rodzicami, ale nie o swoich problemach. Nie jestem w stanie iść do pracy i się wyprowadzić przez moje lęki. Potrzebuje z kimś porozmawiać bo jeszcze nigdy w życiu nie byłam tak samotna jak teraz.
  19. Witam, jestem po rozstaniu już ponad pół roku. Z moim byłym byliśmy ponad 3 lata razem. Małe sprzeczki i niedomówienia doprowadizly do rozstania. Nadal coś do siebie czujemy, oboje uważamy że się kochamy, ale jednak jest ta bariera, że nie potrafimy wrócić do siebie. O wiele łatwiejsze byłoby to wszystko do przejścia, gdyby nie to, że mój były po rozstaniu powiedział mi, że planował oświadczyny. Cały czas o nim myślę i nie potrafię dopuścić do siebie, że on mógłby być z inną kobietą. Tylko on zawsze mnie rozumiał i czuł wszystko to co ja czuję. I teraz bardzo ciężko pogodzić się z tym, że już tego wszystkiego nie będzie. Chciałabym zacząć wszystko od nowa, bez niego, ale nie potrafię. Mamy stały kontakt ze sobą i już nie wiem, czy nie odpisywać mu już na wiadomości, żeby jakoś to przetrwać, czy dalej w to brnąć. Zaznaczę też, że nie mam przyjaciół, koleżanek.. Nie mam z kim nawet wyjść, żeby odreagować, zapomnieć chociaż na chwilę o tym wszystkim. Jedynie co, to poznałam jakiś czas faceta, z którym się spotykam, ale przy nim też czuję, że jest ta bariera. Nie umiem się przy nim na maxa otworzyć. Ciężko mi komukolwiek zaufać. Bardzo często płaczę, zazwyczaj wieczorem przez natłok myśli. Ktoś miał podobną sytuację i chociaż trochę pomoże?
  20. Mam 25 lat . Chwilowo nie pracuje poniewaz choroba mi nie pozwala . Czy po przebytej psychozie po narkotykowej mozna dojsc w pelni do normalnosci . Czy terapia cos daje ? Chwilowo leczenie sie farmakologicznie pomaga mi to . Mam spotkanie z psychologiem w tym tygodniu jakiego badania i czego moge sie spodziewac na takim badaniu? ma mnie przebadac i opisac dokladna diagnoze ...
  21. Nigdy się nie wyleczę, bo nigdy nie będę w stanie powiedzieć/wyrazić co mi dolega. Byłam kilka dni temu po raz pierwszy u psychologa i było tak jak się spodziewałam, czyli większości nie powiedziałam, a powiedzenia tego co powiedziałam żałuję, bo zrobiłam to jak jakiś nieudacznik. Miałam skierowanie od laryngologa, bo od dawna mam mocne problemy z oddechem i o tym trochę powiedziałam, i powiedziałam o fobii społecznej, ale nie wszystko. Na pewne pytania pojawiała się pustka w głowie i nie chcąc pozostawiać pytania bez odpowiedzi podawałam pierwsze co mi przyszło do głowy, nie bardzo zgodne z prawdą, ale też nie do końca kłamstwo. Ja po prostu nawet nie potrafię sama dojść do tego co tak naprawdę czuję, nie wiem już co mi dolega a co nie. A to co wiem to nigdy mi nie przejdzie przez usta. Nie wiem jak inni po prostu wiedzą co im jest i opowiadają to specjaliście, ja jestem pewna że wszystko przeinaczę, zapomnę przez pustkę w głowie albo w ogóle nie będę w stanie się z tego zwierzyć. Wiem że psycholog/psychiatra nie postawi mi diagnozy, jeśli ja nie wyrażę co odczuwam, a ja tego nie jestem w stanie wyrazić, bo niczego tak naprawdę nie jestem pewna, OGROMNIE wstydzę się o tym mówić albo nawet tego nie pamiętam z OGROMNEGO stresu i przerażenia. Nawet teraz nie potrafię tu wyrazić dosadnie mojego problemu, wiem, że to co tu napisałam nie oddaje tego co czuję. Nic nie jestem w stanie wyrazić, sama nie wiem co mi jest i nie mam już siły nawet próbować się na tym skupić. Dla mnie już chyba nie ma ratunku!
  22. Pisze bo jestem juz na takim zalamaniu ze juz sobie nie daje wiecej rady,wychowalam sie bez ojca olal nas dla innej baby jak mialam 5lat,mam 36lat jestem sama prawie zawsze mimo to ze jestem bardzo atrakcyjna,robie coraz wiecej poprawek estetycznych bo wydaje mi sie ze mozesz byc tylko zwiazku jak wygladasz perfekcyjnie,poprawki zle wyszly co wptowadzilo mnie jeszcze wieksza depresje,wstydze sie wlasnego ciala i unikam jakichkolowiek kontaktow sexualnych,dla mnie facet kojarzy sie tylko z kims kto chce cie wykorzytac,nienawidze pracy ktora wykonuje,moja matka ma zepol diogenesa i nie chce sie leczyc co mnie tez dobija,mam oktopna klaustrofobie i napady agresji jak mi sie cos nie podoba,jestem ektremalnie toksyczna osoba wszyscy mnie nienawidza,obwiniam wszystkich za wsystko,zawsze koncze zwiazki wyzywajac facetow ze sa do niczego,budze sie codziennie w stresie ze nigdy nie uloze sobie zycia i nigdy nie bede w zwiazku,czaami mam takie stany ze placze bo jestem bezsilna i nie mam sily juz walczyc sama ze soba,boje sie ze z tego stresu co mi sie stanie
  23. Pisałem już o moim związku jednak nikt nie odpisał A dalej jest źle. Jakiś czas temu nakryłem żonę na romansie przez telefon (były tam fotki z łóżka rozmowy o seksie, było też kilka spotkań). Niby w dzień mojego wykrycia tego żona obiecywała że będzie już inaczej, ja w to wierzyłem nawet zamiast ona to ja za nią chodziłem i próbowałem przytulać całować jednak nic to nie dawało ciągle nie i nie. I tak to trwa już 3 miesiące. Już dałem jej spokój nie odzywałem się do niej Wogóle ona zaczynała rozmowy wspomnieniem mi jakiś głupot z przed lat. Nie wiem czy to ważne ale swój telefon który ma nie wypada jej z ręki A jak już to ma wszystko zablokowane hasłami których nie znam. Ciągle przypomina mi o rozwodzie i o tym że się dusi i że jej zycie zniszczyłem. Sam nie wiem co o tym myśleć czy jednak ta znajomość dalej trwa ?
  24. Witam, mam problem z rodzina każdy się ode mnie odwrócił jestem na końcówce studiów, nie dawno zmarł mój dziadek,bardzo się załamałem, cala rodzina powariowali przed śmiercią dziadka moja matka wymyślała mi ze jestem egoista dbam o tylko o siebie, wyzywała mnie od najgorszych,złodziei, szantażowała pieniędzmi, mówiła ze mi dowalili na studiach teraz twierdzi ze ja obgadywałem, ponieważ jak raz mi zrobiła awanturę to powiedziałem żyjącemu dziadkowi ze się pokłóciłem i co poszło, poszło dokładnie zęby zaczęła się leczyć bo ma za niskie białe krwinki zbiegło się równo z tym ze ja chciałem złożyć na inny kierunek w przypadku jak wylecę z obecnych studiów, wcześniej jak ojciec miał wypadek przeżyłem i tez powiedzeniem dziadkowi ze ojciec ma coś z noga nie tak bo miał wypadek a ja nalegałem żeby nie jechał wtedy do pracy, wypomina pieniądze za wszytko i myśli że spiskowałem przeciwko niej jak gadałem z bratem nie miałem z nich kontakt 10 lat i chodziłem do niego i sobie normalnie gadlismy i trochę mi pomagał w studiach było okej. Dziadkowi sie stan pogarszał, chodzeniem interesowałem się dziadkiem byłem w szpitalach intresowałem się czekałem po operacji sprawdzałem leki a mi jest zarzucone ze ja spiskowałem nie wiem co mam z tym robić, nie mogę normalnie porozmawiać, jak bylem młodszy jak miałem inne zdanie zostałem wyzywany straszono mnie ze mnie przepisza do złego gimanzjum i mnie pobija żebym nie miał innego zdania, jak mam reagować jak jestem wyzywany w domu i mówiłem mostowo razy ze nie chce być wyzywany , rodzice mówią z jest ich dom mogą mnie wypierdolić w każdej chwili i obrażać mogą mnie ile chcą a ja mam dosłownie "zamknąć mordę", czy w ogole jest obgadywaniem można nazwać ze powiedziałem ze źle się czuje pokłóciłem się i co poszło, czemu muszę obrywać jak mowiłem do brata pisz sms do rodzicow rozmawiaj znimi , a rodzicom mówiłem ze jest okej z nim a przestalem rozmawiac bo nieżyjąca matka ojca zadzowila i nagadala glupot bo jak sie pozniej przyznala ze chciala zrobic nazlosc a zona brata sie poklocila z siostra , wyzwala matke od chorej siostra skonczyla rozmwaia potem zostałem obarczony ze obgadywałem i przez to nie spalem cala noc nie moglem się pogodzic ze wszytko spadło na mnie miałem sie wyprowadzac ale zrobiłem awanturę postawiłem na swoim , miałem pol roku spokoju nikt mnie się nie czepiał teraz specjalnie matka matki (słowa babcia mi nie przejdzie przez gardło) wymyśliła ze po śmierci dziadka chcialem z nią mieszkać a to nei prawda myślałem mowieeml dziadkowi(dziadek wiedział dużo rzeczy, zawsze mi doradza co robic) o tym pomysle ze sie wyporwadze ale to bylo w nerwach, przekrecila wszystko i matka wypalila z eich nie szanuje to nie prawda zawsze myślałem o ich zdrowi w ogóle się do mnie nie odzywają znowu robią ze mnie wariata, chyba nikt nie moze nikogo wyzywać bezpodstawnie robiąc z człowieka porwaną szmatę, nie wiem co robić w takiej sytuacji z rodzicami nie da się rozmawiać zamknęli się w sobie, boje się wychodzić z pokoju ledwo do łazienki się odważę pójść, proszę pomóżcie
  25. Nie radzę sobie z pracą wyjazdowa mojego partnera . Przez 6 lat związku przeżyłam z nim różne przeżycia związane z jego piciem alkoholu, straciłam przez to wynajmowane mieszkanie. Nie umiem poradzić sobie z tym ze pracuje w Katowicach, gdzie również śpi. Nie ufam mu że historia się nie powtórzy. On ma to gdzieś liczy się kasa. Ja ze stresu nie śpię i nie jem (moja reakcja na stres). Trwa to już tydzien. Boje sie że się wykończę przez to.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.