Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'lęk'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Refleksje mężczyzny

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Zacznę od początku. Otóż od jakiegos czasu mieszkam i pracuje za granica, mieszkam z dwoma dziewczynami - również Polkami. Mam z nimi taki problem : otóż bardzo często od nich słyszę, ze jestem idiotka, tepa, ku***. W pracy daja mnie czasem na stanowisko team leadera, a po tym one zawsze komentuja jak ja to bardzo zle pracowałam na tym stanowisku, ze taka głupia jestem, ze nic nie potrafię. Ze w pracy sie tylko lenię, kombinuje, nic nie umiem, nic nie robie. Ze jestem najgorsza, w czym od nich lepsza jestem. Ráno jednego dnia jak sie zbierałyśmy do pracy to ja będąc w łazience słyszałam komentarz skierowany w kierunku mojej osoby ze jak jeszcze raz pójdę na team leadera to mi resztę włosów wyrwie. Dodatkowo jeszcze ze kłamie. Ogólnie dużo rozmawiam ze swoja mama i komentarze ze ja swojej mamie nakłamałam na ich temat, a wszytko co mówiłam to mówiłam prawdę co mi zrobiły i mówiły. Ale przecież kłamie. Próbują mna manipulować, wmawiać pewne rzeczy. Jeszcze sie wszystkiego wypierają. I ze to ja z siebie robię ofiarę i ze jestem jak dziecko, nastolatka. Pewnego dnia jak pojechałam do galerii handlowej po pracy załatwić cos (jak byly początku koronawirusa) to po powrocie nie chciały mnie do mieszkania wpuścić, bo bakterie przywleke. Stałam sie przez to wszystko bardzo drazliwa,nerwowa, smutna, taka nie do życia. Czy to jest przemoc psychiczna? Potrzebuje pomocy, bo juz sama nie wiem jak to nazwać i jak sobie z tym radzić.
  2. Witam. Potrzebuje wsparcia ,pomocy ,rady czegokolwiek..byle bym mogła uporać się z własnymi myślami. Opisanie całej mojej sytuacji zajęło by długo , spróbuję napisać w skrócie co się dzieje. Samo mówienie o tym,pisanie doprowadza mnie do płaczu , i tracę siłę do życia . Mam 22 lata , trójkę dzieci w tym pierwsze dziecko (córka 4 lata ) jest z pierwszego związku i małżeństwa które trwało rok.. Od trzech lat mam chłopaka ,bardzo go kocham ,nie wyobrażam siebie życia bez niego , poznał mnie gdy byłam w totalnej rozsypce (rozwód ,mój tata w zakładzie karnym ,ciężkie dzieciństwo) , zaakceptował i pokochał moją córkę , po roku czasu pragnął ,bym z nim zamieszkała, z czasem pojawiły się dwie córeczki bliźniaczki. Jego rodzina była szczęśliwa z wyjątkiem jego matki ;( Jego mama wogóle nie akceptuje mojej córki , przez te trzy lata traktowała ją obojętnie ..lecz teraz jest jeszcze gorzej, przez jej zachowanie uciekałam z ich domu już cztery razy i wracałam bo obiecywała że wszystko się zmieni , przepraszała itd . Niedawno uciekłam znowu i wróciłam po tygodniu bo mój chłopak twierdzi że jestem jego miłością i jego całym życiem ,lecz ostatnio słucha swojej matki i wierzy we wszystkie kłamstwa jej . On pracuje w delegacji więc wraca na weekend a całe 5 dni jestem sama z nią i w tym czasie Ona zapowiedziała że nigdy nie będę szczęśliwa, że mam wy******lać z jej domu z tym ,,najduchem"( moją córką) , że jak ją zobaczyć w kuchni albo łazience to jej łeb ukręci , że ją udusi na spaniu , mówiłam to chłopakowi ,on stwierdził że ona tylko tak gada. Ja płaczę codziennie bo już nie daje rady, głupie myśli krążą po głowie,wiem że muszę być silna dla dzieci ale nie potrafię nie przejmować się,tak bardzo bym chciała być szczęśliwa z ukochanym i z naszymi dziećmi ale jego matka nie daje mi żyć ..wymysla i opowiada przy nim że jestem ku**a, że do niczego się nie nadaje ,że w chlewie ,w oborze mnie chowali ..nie mogę paznokci malować ,wogóle nie mogę makijażu mieć bo zaraz lecą teksty że kurwienie się umalowałam .. wszystko co robię jest źle .nie wiem co mam zrobić. On narazie nie chce się wyprowadzić że względu na brak pieniędzy ..i co począć? Proszę o pomoc !
  3. Dzień dobry, przychodzę z problemem, który sprawia, że nie mogę znieść sama siebie. Mam problem ze stosunkiem do własnego zdrowia. Krótko mówiąc są we mnie dwa wilki- oba niespełna rozumu. Ale od początku. Choruję na PCOS, co wiąże się z tym, że miesiączka pojawia się rzadko, a jak już się pojawi to trwa dwa tygodnie. Zwykle wystarczą tabletki, wszystko się normuje i wtedy wilk hipochondryk przegrywa z wilkiem mającym na wszystkie wywalone, a ja żyję sobie jak gdyby nigdy nic, aż znów pojawia się problem i dowodzenie przejmuje lęk przed chorobą. Tym razem panika spowodowała, że wybłagałam wizytę u ginekologa na jutro. I oczywiście nie mogę znaleźć sobie miejsca, bo oczyma wyobraźni widzę siebie w trumnie i panicznie boję się diagnozy, chociaż te moje resztki rozsądku próbują opanować chaos w głowie i racjonalizować to wszystko. Że już tak miałam, że wystarczą tabletki, że hormony sprawiają, że się zachowuję jak panikara, że naprawdę nie dzieje się nic strasznego. Ale to nie pomaga. Stresuję się do tego stopnia, że dziś nic nie jadłam, boli mnie głowa, chodzę i płaczę i zamiast cierpliwie poczekać na to, co powie lekarz, to ja już wmawiam sobie raka wszystkiego i zastanawiam się, kto się zaopiekuje moim dzieckiem. Czuję, że nerwowo nie wytrzymam do wizyty, mam ochotę tylko płakać. Wstydzę się sama przed sobą takiej postawy, ale nie umiem inaczej. Toczy się we mnie wewnętrzna walka. Nawet kiedy chcę myśleć pozytywnie, to karcę się za to w głowie w obawie, że przecież zawsze myślę negatywnie i wychodzi ok, więc jak teraz będę spokojna to na pewno spotka mnie jakaś przerażająca diagnoza. Jak nad tym zapanować?
  4. Tak naprawdę nie wiem, od czego zacząć. Na wstępie napiszę, że mam 21 lat i nie mam właściwie nikogo, z kim mogłabym porozmawiać. Od dwóch lat moje życie wygląda tak samo - budzę się, jem śniadanie, obiad i idę dalej spać. Nie wychodzę z domu, kiedy nie muszę. Ta monotonia, to banalne życie dobija mnie, ale z jakiegoś dziwnego powodu czuję się w tym szczęśliwa. Chciałabym w końcu zrobić coś ze swoim życiem - pójść do pracy, szkoły. Sęk w tym, że bardzo się boję. Ogarnia mnie strach, kiedy myślę o podjęciu pracy, bądź nauki gdziekolwiek. Boję się, że sobie nie poradzę, boję się kontaktu z innymi ludźmi, a myśl o rozmowie kwalifikacyjnej paraliżuje mnie od środka. Nie bierze się to raczej znikąd - czuję lęk przed wyśmianiem, poniżeniem mnie, czy porażką. Funkcjonowanie w społeczeństwie jest dla mnie karą. Dlatego tkwkię w tej swojej "strefie komfortu". Od kilku miesięcy nachodzą mnie mśli samobójcze, bywają dni, kiedy nie dają mi spokoju. Tak naprawdę nie chcę umierać, ale nie potrafię żyć. W końcu po co żyć tak banalnym życiem? Nie widzę dla siebie przyszłości, nie umiem wyobrazić siebie nigdzie indziej, niż w moim własnym pokoju. Czuję się zmęczona, nic nie daje mi satysfakcji, ani nic mnie nie "wciąga". Czynności, które kiedyś uwielbiałam wykonywać, teraz już nie są dla mnie niczym zachwycającym. Rankiem nie potrafię zmusić się do wstania z łóżka, nie chce mi się kontynuować tej "wegetacji". Mam za sobą kilka rozmów z psychologiem, jednak po nich czułam się jeszcze gorzej. Problem był taki, że nie potrafiłam z nim rozmawiać. Bardzo ciężko jest mi się otworzyć przed kimś, z kim rozmawiam w cztery oczy, dlatego o wielu rzeczach nie mówiłam - bałam się ręakcji, wstydu. Dużo łatwiej jest wszystko napisać. Często między wizytami układałam sobie w głowie to, co chciałam powiedzieć, ale w gruncie rzeczy tak się nie działo. Nie potrafię obrać w słowa swoich uczuć. A może tak naprawdę nic mi nie jest? Co, jeśli przesadzam? Czuję zobojętnienie, okropne zobojętnienie wobec wszystkiego i wszystkich.
  5. Witam wszystkich Zwracam się do Was o poradę, pomoc. Od 8 lat cierpię na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne oraz na zaburzenia depresyjne i lękowe mieszane. Od 1 lipca zacząłem nową pracę. Na początku wszystko było fajnie, cieszyłem się na tą pracę ponieważ prawie rok byłem bezrobotny. Praca ta jest podobna do tego co robiłem we wcześniejszej pracy. Niestety z każdym kolejnym dniem pracy mój stres narasta. Nabieram obaw, że sobie nie poradzę z obowiązkami, że czegoś niedopilnuję, że coś zawalę. W biurze siedzę sam. Brakuje mi kogoś do kogo mógłbym się odezwać, prosić o pomoc w razie problemów z realizacją obowiązków. Na domiar złego biuro ma tylko okna od góry a co za tym idzie można powiedzieć, że nie mam kontaktu ze światem zewnętrznym. Czuje się trochę jak w izolatce co także negatywnie wpływa na mój komfort psychiczny. Ten stres jest tak demotywujący, że ciężko mi się za coś zabrać. Mój stres bywa tak silny, że czasami wymiotuję. Czasami brakuje mi już sił. Mam ochotę rzucić tą pracę ale boję się komentarzy innych tj. pracodawcy, rodziny, znajomych. Nie wiem co mam robić. Chce mi się płakać. Nie potrafię znaleźć w sobie choć odrobiny spokoju. Wracam do domu i myślę tylko o pracy. Nie mam chwili wytchnienia. Proszę, doradźcie mi co mam zrobić?
  6. Mam 30 lat i od paru lat mam lęk przed lataniem. Z teorii jestem dobra, potrafię wszystko sobie zracjonalizować. Wiem czym jest turbulencja, wiem, że kontrole techniczne są przeprowadzane ze starannością, nie mam problemu z oddaniem kontroli innej osobie, ufam kwalifikacjom pilotów. Mój lęk dotyczy wyłącznie sytuacji losowych, przypadków, wystąpienia komplikacji właśnie w tym jednym przypadku, kiedy będę na pokładzie. To z resztą dotyczy nie tylko latania, ale przed nim czuję szczególny lęk. Terapia poznawczo-behawioralna w moim przypadku jest zupełnie nieskuteczna (gestalt też nie), tak samo jak standardowe metody radzenia sobie ze stresem (kontrola oddechu, etc.). Czy istnieją jeszcze inne sposoby, jak mogłabym sobie pomóc? Właśnie kupiłam bilety na wakacje (za miesiąc) i już teraz odczuwam lekką panikę, nie chcę nawet myśleć o tym, co będzie tuż przed lotem.
  7. Witam. Mam 20 lat, przez 4 lata byłem w cudownym związku. Jestem bardzo przywiązany do mojej kobiety z tego względu ze od 14 roku życia miałem depresje z której ona potem mnie wyciągnęła. Poznaliśmy się w szkole, chodziliśmy nawet do jednej klasy 😅 gdy zaczęliśmy być razem moja mama wyjechała i zostałem sam z nią i w wieku 17 lat zaczęliśmy razem mieszkać aż do dnia dzisiejszego. Patrząc na to przez przyzmat tego co teraz się dzieje widzę że nie było to takie super jak wtedy. Weszliśmy w dorosłe życie dość szybko jak na tak młody wiek. Ale wracając do tego o co mi chodzi. Od 30 maja mieszkamy w Niemczech u siostry mojej (byłej już) narzeczonej. Po 2 tygodniach od wyprowadzki powiedziała mi ze przestała do mnie czuć „to coś” i ze chce przerwy, ze chce odpocząć od tego wszystkiego. A ja jako ze jestem bardzo uczuciowy mogę powiedzieć teraz ze bardzo się upokorzyłem. Robiłem sceny, płakałem, błagałem żeby mnie nie zostawiała, próbowałem kontrolować co robi. Zawsze byliśmy zamknięci tylko na siebie i patrząc na to teraz widzę ze to był błąd ze odcięliśmy się od innych. Problem jest tez w tym ze pomimo tego ze mnie zostawiła mieszkamy nadal razem ona sama chce żebym został, nie mogę wynająć tu jeszcze mieszkania, do polski nie mam po co wracać. Wiem ze pomimo młodego wieku to tak naprawdę jeszcze nie koniec z nami. Szczerze mówiąc to czuje ze prędzej czy później do siebie wrócimy. Pozwoliliśmy żeby wtracily sie między nas osoby trzecie które tez namieszały. Z jedna z tych osób aktualnie moja była się spotyka. Bardzo ale to bardzo chciałbym do niej wrócić. Mam bardzo duży mętlik w głowie bo nie wiem co mam zrobić sam ze sobą.Chciałbym móc podejść do tego tak samo jak ona, czyli bez emocji. Wiem ze wtedy było by inaczej. Chciałbym pokazać ze chce się zmienić ze wszystko naprawić. Nie kryje tez tego ze w momencie gdy zostałem tak naprawdę sam, w obcym państwie, bez znajomych itd to zaczęły wracać dawne stany z czasów gdy miałem depresje. Wiem ze złe się zachowywałem i zaczęło to do mnie docierać jak ode mnie odeszła. Proszę o pomoc
  8. Mam 18 lat. Nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Czuję się tak, jakby uchodziło ze mnie życie. Rzeczy, które kiedyś lubiłam robić i sprawiały mi przyjemność, stały się dla mnie obojętne. Czasami płaczę po kilka godzin, z jakiegoś powodu lub tak po prostu, a innym razem nie mam siły nawet na łzy, po prostu tak, jakby wypełniała mnie pustka. Płaczę ciągle w środku samej siebie. Zaczynam coraz bardziej zamykać się w sobie i mieć większe problemy z mówieniem o swoich uczuciach i wyrażaniem ich. Mam wrażenie, jakby moje życie się już kończyło, a mam 18 lat. Czuję, że zawodzę każdego po kolei i wszystko robię źle. To ja jestem wszystkiemu winna. Ciągle zmienia mi się nastrój, ale nigdy nie czuję się dobrze chociaż w 60%. Do tego wracają zaburzenia odżywiania. Od lutego schudłam 10kg, chcę jeszcze więcej. Doszło samookaleczanie. Lubię to uczucie. Wszystko się kumuluje. W lutym wyprowadziłam się od mamy, która mnie wyzywała i nie zaakceptowała mojego związku z osobą transpłciową. Mówi, że się na tym przejadę i nie wyjdzie z tego nic dobrego, że jestem naiwna. Na każdym kroku zrzuca winę na mnie. Nie pamiętam, żeby spytała się mnie kiedykolwiek, jak się czuję. A jeśli ja się jej o to nie pytam, to krzyczy. Mówi, że robię z siebie ofiarę i to ona ma depresję, a nie ja. Miałam dwie wizyty u psychologa i mam podejrzenie depresji, stanów lękowych, zaburzeń odżywiania i mam stwierdzoną fobię społeczną. Ale dla niej to nic nie znaczy, bo wymyślam. Nie mam ojca, mam tylko mamę, a nawet w niej nie mogę mieć wsparcia. Mówi, że powinnam ja wspierać, bo ma depresję (której nie ma stwierdzonej), a ja sama potrzebuję pomocy. Mam wszystkiego dość.
  9. Witam nie wiem w sumie od czego zaczac. Mam 27 lat i od jakiegos czasu dzieje sie ze mna cos zlego. Zauwazaja to bliscy i ja tez. Moj partner wyciagnal mnie z najgroszych mozliwych rzeczy gdy zostalam sama. Ograniczono mi prawa rodzicielskie bo zazywalam narkotyki ale z tego juz wyszlam nie biore. Mam kontakt z dzieckiem. Obecnie mieszkam zagranica najpierw mialam motywacje ze chce cos osiagnac pozniej znowu przeskok przez pandemie stracilam prace nie potrafilam sie odnalzec nie znam jezyka. No trudno myslalam jakos to bedzie. Potem mialam inna prace bylo ok. Zawsze bylam nerwowa, o bzdury jakies. Nie kontroluje swoich emocji, mam straszne skoki nastroju, jeden dzien mam motywacje do wszystkiego i chce zdobywac swiat, mysle ze jestem ambitna i chce cos osiagnac, za miesiac znowu nie mam sily do niczego znowu mysle ze jestem nikimi ze do niczego sie nie nadaje. Bardzo zle sypiam, jestem agresywna czesto, krzycze nie panuje nad soba i placze. Kolejne dni znowu poprawa nastroju i znowu przepraszam bliskich ze sie tak zachowuje. Nie daje juz rady. Gdzie mam szukac pomocy? Czy ktos juz z Was mial takie problemy z psychika? Wiem ze to co napisalam jest chaotyczne ale ciezko mi o tym pisac.
  10. mam na imie adam dowiedziam sie ze a terapie moge kozystac przez onlin darmowe powiem w skrucie potrzebuje pomocy alkohol przemoc problemy koledzy pozyczki klamstwa wymyslone historie co skonczylo sie aresztem .mamrodzine i chce wszystko naprawic czy pomozecie mi
  11. Dzien dobry, Dziekuje za mozliwosc podzielenia sie moim problemem. Mam 30 lat, a w zyciu jestem niezalezna finansowo i spelniajaca sie zawodowo kobieta. Wydaje mi sie, ze przez ostatnie 5 lat bylam w toksycznym zwiazku, a moj partner byl narcyzem. Wiem to dopiero teraz, po rozstaniu. Dlugo cierpialam (i troche wciaz cierpie, a na pewno nie moge przestac myslec o tym, co sie wydarzylo). Bylismy razem ponad 5 lat, partner szybko mi sie oswiadczyl, a ja naiwnie wierzylam, ze to glebokie i ‚magiczne’ uczucie. W zwiazku na poczatku bylo fantastycznie, potem partner zaczal widziec jedynie swoje potrzeby (pewnie bylo tak od poczatku, ale wtedy umiejetnie gral). Byly zatem awantury z mojej strony, co ex-partner wykorzystywal jako argument, ze pewnie nie powinnismy byc razem, skoro ja ‘taka’ jestem (tzn. agresywna, bezczelna itd.), podczas gdy byla to zawsze prowokacja z jego strony. Mimo ze mieszkalismy razem, rozstanie z jego strony nastapilo przez wyslanie smsa, po jednej z awantur, ktora byla sprowokowana tym, ze znow postawil mnie przed jakims faktem dokonanym. I wtedy zaczela sie lawina zastraszen i przezwisk, roznych epitetow pod moim adresem. Dowiedzialam sie, ze bylam egoistka (uwazam, ze chodzilo o to, ze stawialam swoje granice w koncu w zwiazku), ze liczyly sie tylko moje potrzeby (pewnie byla to projekcja), ze jestem poj***na i ze zawsze bede nieszczesliwa itd. Ja sama od pewnego czasu czulam, ze zwiazek nie idzie w dobrym kierunku, ale ‚jakos to bylo’. Natomiast to, z czym nie jestem w stanie sobie poradzic, to to nagle zerwanie, z dnia na dzien prawie (na pewno nie ma innej kobiety), i to przez wyslanie smsa (gdyz nie bylo go w miescie w tamtym momencie). Bardzo prosze o pomoc w zrozumieniu - mieszkajac razem przez ponad 5 lat codziennie rozmawialismy na rozne tematy, skad mogla wziac sie taka nagla agresja i rozstanie przez smsa? Tak nie zachowuja sie dorosli ludzie (moj partner mial 44 lata), on nie chcial rozmawiac. Mecze sie i nie jestem w stanie przeprocesowac tego, co wg mnie nie sklada sie w jedna calosc... Z gory dziekuje za porade. M.
  12. Cześć! Mam na imię Martyna i mam 20 lat. Aktualnie jestem studentką. Od dłuższego czasu co jakiś czas powtarzaja sie sytuację, w których mam wrażenie, że czuję czyjąś obecność lub że ktoś za mną stoi mimo iż nikogo nie ma. Mam napady lęku, boję się, że stanie się coś złego mi lub komuś bliskiemu do tego dochodzi katastrofizacja. Zaczęłam uciekać od problemów, zawsze uwielbialam pomagać innym, teraz uciekam od rozmów z ludźmi, którzy mają jakis problem. Najgorsze jest to że część mnie zachowuje trzeźwość umysłu i próbuje wytłumaczyć, że np nikogo nie ma kto mógłby np za mną stać ale ta druga część usilnie w nocy zapala światło bo po prostu się boi. Kiedy przychodzą takie sytuacje mam ogromny problem ze snem, bezsenność lub koszmary. Nie wiem zbytnio co mam z tym zrobić. Czy udać się na wizytę do psychologa?
  13. Witam, jestem nowa potrzebuje pomocy, porady kogoś doświadczonego. Od roku leczę się farmakologicznie na nerwice i depresje. Niestety bez terapii ciężko. Nie potrafię otworzyć się przed terapeutą dlatego forum na którym mogę pisemnie podzielić się problemem jest ostatnią deską ratunku. W zeszłym roku skończyłam szkołę. Od stycznia tego roku pracuje w pobliskiej firmie pakuje gotowe wyroby nic specjalnego. Właśnie zaczelam urlop i zamiast cieszyć się tym czasem nasiliła się depresja i lęki. Boje się każdego wyjścia z domu boje się ze po prostu zwymiotuje, zemdleje lub dostanę zawału ( wymioty i omdlenia na tle nerwowym zdarzały się wcześniej) nie wyobrażam sobie za dwa tygodnie powrotu do pracy w której tak naprawdę nie mam powodów do stresu… jednak chodzi o kontakt z ludźmi. Wizyte u psychiatry mam dopiero za miesiąc (kiedy urlop już się skończy). Czuje ze moje życie jest bez sensu tak wiele razy chciałam odebrać sobie życie jednak jestem tchórzem i nie potrafię. Czy są jakieś sposoby aby odciąć się od tych natrętnych złych myśli i zrozumieć ze wszystko będzie dobrze?
  14. Cześć, jestem młodą mamą miesięcznego chłopca. Pisze ponieważ borykam się z problemem już rok. 5 lipca 2020 mój chłopak mnie zdradził. Przyznał się do tego. Pobawił się z ta dziewczyna tydzień i wrócił. Wybaczyłam. Lecz nie do końca. Do dnia dzisiejszego mam obsesje na punkcie tej dziewczyny, mam lek przed kolejna zdrada, boje się ze znowu mnie skrzywdzi. Śni mi się to wszystko po nocach. Pojawiają mi się obrazy ich rozmów przed oczami… Najgorsze są noce, często łapie dołki. Wypominam mu. Nie umiem sobie z tym poradzić. Czuje jak zjada mi to cała moja energię do życia.
  15. Jestem studentką, mam 20 lat. Od dłuższego czasu brakuje mi bliskości drugiej osoby, ale jednocześnie nie potrafię wejść w związek. Podejrzewam, że jest to spowodowane pewną, nieszczęśliwą relacją, która trwała dwa lata i zakończyła się we wrześniu 2020. Naprawdę nie potrafię czuć. Nie potrafię zbudować relacji. Mam w sobie jakieś blokady i choć na początku związku naprawdę odżyłam, potem wyszła ze mnie ta ciemna strona "nie zasługuję", "nie potrafię czuć", "to nie miłość", "nie umiem tęsknić", "znajdź sobie kogoś lepszego". Finalnie doprowadziło to do zerwania i obecnie jestem w kropce. Nienawidzę siebie jeszcze bardziej niż dotychczas. Nie jestem pewna absolutnie niczego i nie umiem nikomu tej pewności dać. Nie potrafię mówić o uczuciach, wątpię, że je posiadam. Nie radzę sobie z tym. Na początku roku się okaleczałam. Od tamtego czasu udaje mi się zwyciężać chęć cięcia się, ale znów to wraca ze zdwojoną siłą. Co mam zrobić, żeby się naprawić i nie krzywdzić innych oraz siebie? Co ze mną nie tak?
  16. Witam Każdy z nas ma jakieś problemy. Mój polega na tym, ze boje się połykać płyny (z pokarmami na razie jest ok). Za każdy razem gdy coś pij muszę brać bardzo małe łyki, które przed połknięciem trzymam jakiś czas w buzi zanim połknę. Najgorsze jest to, ze nie wiem dlaczego tak robię i czego się boję. Ten sam problem pojawił się u mnie 5 lat temu od dnia i zanikł po około 2 latach również od razu. Niestety pół roku temu powrócił w ten sam sposób. Problem nasila się przy ludziach i w miejscach publicznych. Czuję się z tym coraz gorzej. Często czuję pragnienie,, którego nie mogę zaspokoić. Czy ktoś ma podobny problem? Proszę o pomoc.
  17. Mam 24 lata. Od zawsze brzydziłam się ludzkich stóp, jednak akceptowałam własne stopy, stopy rodziców i narzeczonego. Jednak stopy obcych ludzi mnie brzydzą. Jeśli przypadkiem dotknę takiej NAGIEJ stopy, od razu chce umyć tę część ciała, która miała kontakt ze stopą. Mogę dotkąć stopy w skarpetce, jednak bez nie potrafię. Chciałabym być masażystką, ale nie wiem w jaki sposób się przełamać do dotyku ludzkiej stopy... Proszę o radę
  18. Witam Jestem Piotr 42 lata. Przez to, że Covid-19 i lockdowny zostaną z nami na zawsze mimo wyczekiwanych szczepionek; nie wyobrażam sobie dalej życia. Nic nie wychodziło z moich planów przed pandemią a nie mówiąc już w czasie pandemii. Czy widzi ktoś sens życia jeszcze?
  19. Witajcie, nie wiem czy tutaj powinienem napisać swój post, ale musze to komuś powiedzieć/napisać i wybrałem to forum. Do rzeczy. Jesteśmy już ponad 6 lat razem, prawie rok po zaręczynach. Narobiłem wiele głupot, które udawało nam się jakoś odkręcać i stawać po nich do pionu. Ostatnio, jednak jest coraz gorzej (ciągłe awantury i agresja, wychodzenie z mieszkania, trzaskanie drzwiami, zaszywanie się w samochodzie na kilka godzin). Sam nie wiem co napisać, bo mój słomiany zapał podpowiada, żebym odpuścił, bo i tak nikt nie pomoże. Mimo to spróbuję coś wyskrobać, a nóż ktoś się zainteresuje. Zło zaczęło się wkradać do naszego związku od strony pornografii, ja po nią sięgałem i masturbowałem się do obcych kobiet w Internecie, na domiar złego dwukrotnie zdradziłem moją dziewczynę z Paniami na kamerkach on-line. Diagnozuję to jako swoisty początek rujnowania naszego związku. W zasadzie zostałem złapany na gorącym uczynku, bo moja dziewczyna trafiła jakoś na moje konto, na którym oglądałem Panie na kamerkach i trzeba było jakoś się dogadać. Myślałem, że to koniec, ale jakoś udało nam się wypracować porozumienie i dalej trwać sobą. Mimo, że te kamerki miały miejsce 3 lata temu, a porno nie tchnąłem od jakiegoś roku, to i tak w kłótniach ten temat jest często wypominany. Dziś, podczas kłótni, moja dziewczyna znalazła zrzuty ekranu właśnie z tego konta do kamerek. Strasznie się tego wstydzę i jak je zobaczyłem to wyszedłem z mieszkania. Zmieniłem pracę (jakoś 1,5 roku od znalezienia tego nieszczęsnego konta) na lepiej płatną, ale musiałem być dwie noce w tygodniu poza domem, chyba rozumiecie jaki to był ciężar psychiczny dla mojej dziewczyny, która nie mogła się pogodzić, że nie ma mnie w domu (pewnie oglądam porno). Było coraz gorzej. Każdy powrót z tych dwóch dni był gorszy od poprzedniego. Powalczyłem. Udało mi się doprowadzić do sytuacji, w której jestem wszystkie noce na miejscu, żeby nie było podejrzeń. Chodzę z nią na siłownie (bardzo nie lubię tam chodzić), żeby też nie musiała mnie zostawiać samego na 2-3 godziny na mieszkaniu. Myślałem, że jakoś to poukładam. W międzyczasie, gdy zauważyłem, że sytuacja wymyka się spod kontroli ruszyłem na terapię do specjalisty. Po 8 spotkaniach stwierdziłem, że tylko dodatkowo stresują mnie te wizyty, a płacę za nie i nie czuję, żeby było mi lepiej wręcz gorzej. Ostatnio jest już fatalnie. Kłócimy się i rzucamy na siebie o byle błahostkę i ja nie umiem tego zahamować. Strasznie jestem nerwowy, a nie chciałbym, tylko czasem nie umiem reagować inaczej. Teraz, pisząc to ciągle płacze i zupełnie nie wiem co mam zrobić. Mam tylko szczęście, że jestem tchórzem i boję się śmierci, w inny wypadku leżałbym już w jakimś rynsztoku po złotym strzale. Niestety, nie umiemy się rozstać. Czy jest dla nas jakaś szansa? PS. Nasze rodziny są w sztosie planowania wesela, a ja sam nie wiem czy chcę. Nie radzę sobie.
  20. Cześć, Mam 22 lata i od jakiegoś czasu jestem w rozsypce. Ostatnio miała dwa ataki paniki jednej nocy. Wcześniej, z tego co analizowałam, takie atak miałam może raz i był on bardzo krótki. Wówczas nie znałam jeszcze definicji ataku paniki i dosyć szybko o nim zapomniałam. Wracając, od jakiegoś czasu czuję się bardzo źle psychicznie. Jestem przygnębiona i nie potrafię wyobrazić sobie siebie szczęśliwej lub siebie w przyszłości. Mam dziwne uczucie, że nie ma dla mnie miejsca na tym świecie. Wynajmuję pokój, ponad rok temu wyniosłam się z domu rodzinnego, odcinając się tym samym od toksycznych ludzi. Od 3 lat mam przyszywaną mamę, która, że tak powiem wzięła mnie pod swoje skrzydła i mnie wspiera. Rozmawiałam z nią o tych atakach. W zasadzie to mama powiedziała mi, że to były ataki. Poczytałam i zgadza się. Jak pisałam wyżej, nie potrafię znaleźć sobie miejsca i czuję ogromną samotność (mieszkam z właścicielami domu). Przeraża mnie ta samotność i to, że któregoś dnia będę musiała iść na swoje i wynająć jakieś mieszkanie. Jest to dla mnie nierealne, ponieważ nie umiem psychicznie odnaleźć się bez innych ludzi. Zdarza mi się miewać myśli samobójcze, ale szybko wyrzucam je z głowy. Miałam mały przedsmak tego, co będę czuła. Ponad tok temu wynajęłam bez namysłu mieszkanie na szybko, zaraz po tym jak spakowałam swoje rzeczy z domu rodzinnego. Będąc w tym mieszkaniu non stop płakałam i nie mogłam się uspokoić. Czułam jakiś dziwny lęk. Nie jadłam, nie miałam ochoty na nic, tylko leżałam. U mamy niestety nie mogę zamieszkać z różnych powodów prawnych. Chciałabym normalnie funkcjonować, umieć być sama ze sobą jak kiedyś; nie bać się samotności, ale na ten moment to wydaję się być zupełnie nierealne. Dodam jeszcze, że pracuję sprzedając pamiątki u mojej mamy właśnie, ale od pół roku przez sytuacje w kraju musieliśmy zawiesić działalność. Mama bardzo mnie wspiera, jednak obawiam się powiedzieć jej tego jak się czuję, ponieważ jest bardzo silną, odporną psychicznie osobą i boję się, że mnie nie zrozumie. Naprawdę staram się jak mogę, żeby utrzymać się w ryzach i należę do osób twardo stąpających po ziemi, a pisząc to mam łzy w oczach przez to co się ze mną dzieję. Przepraszam za chaotyczność.
  21. Witam boję o wszytko nawet o pracę z ludźmi ... Wszytko zaczęło się od uporczywego nękania i gróźb życia naruszania sieci prywatnej hakowanie bankowości elektronicznej hakowania telefonu komórkowego i seci network zastraszenia podzygania do samobójstwa nawet Police otrzymałam pocztą od samobójstwa .. znoszę to wszytko od 2013 roku na terenie Wielkiej Brytanii Irlandii Polski Holandii i Niemiec Policja zamiast mi pomóc tuszowala materiał dowodowy cybestalkingu prokuratura umarzala sprawy a ja za podejrzenia dostawałam karę grzywkę a obecnie chcą zastosowac środki zabezpieczające w postaci nie wiem jeszcze jakiej za podejrzenia prześladowania nawet sugerują jednostki chorobowe... Zabezpieczylam materiał dowodowy cybestalkingu na policji w Holandii Dave Witteveen Laan van Meerwijk 6 Utihoorn żeby mi pomogli ... Podejrzenia nawet były na mojego partnera i też umorzyli .... Najgorsze w tym wszystkim jest to że ochrona budynku prokuratury rejonowej w Tomaszowie lubelskim przy spotkaniu z prokuratury który mnie ukarał grzywna a policja tusswala materiał dowodowy (bo oddali mi puste płyty CD i wyczyszczony telefon ) powiedział mi jak czekałem że kiedyś mili taką sprawę prześladowania kobiety przez 6 miesięcy która później popełniła samobójstwo... Tuż po tym dostałam poczta polisę ubezpieczeniową od nieszczęśliwych wypadków i samobójstwa na terenie każdego kraju w EU a nawet poza i tylko za 45 zł miesięcznie ... nawet miałam sąd z policją i Prokuratura oczywiście umozyli bo składam skargi ... Obecnie mam prokurature krajowa prokurature okręgowa w Gliwicach Katowicach i Częstochowie przez Lublinie...o naszczescie policję w Wielkiej Brytanii i Holandii bo w nadużyciach danych osobowych byli jeszcze obywatele Wielkiej Brytanii .... Nie islam kontroli emocjonalnej z powodu braku kontroli emocjonalnej i zniesławiana na tle seksualnym i religijnym.... boję się wszystkiego jestem pielęgniarka obecnie pracuje jako opiekunka osób starszych w Niemczech... Straciłam przez to przestępstwo prześladowanie i nadużyc danych osobowych obywateli Wielkiej Brytanii prawa wykonywania zawodu w Wielkiej Brytanii brak kontroli emocjonalnej i oskarżenia ale miałam grozby życia berbae i mobbing od nich w czasie pracy popełniła mbadnmedyczny ale nikogo nie zabiłam podałam większą dawkę leku przeciwbólowego miałam 12 miesięcy restrykcji przez prześladowanie mam utratę prawa wykonywania zawodu w Wielkiej Brytanii i Irlandii... jestem obecnie załamana mam brak pomocy ze strony służb publicznych i boję się o wszytko ...nie mam męża ani dzieci boję się partnerstwa boję się wrócic do pracy zawodowej w Polsce ... Obecnie wchodzę w bliski relacje z mężczyzną o 18 lat starszym ... Bo czuję że będą z nim bezpieczna ale boje się tego związku ... Ma 52 a ja 34 ... Mam ciągle sądy prokurature policję obecnie jestem podejrzana o uporczywe nękanie i gróźby życia osoby które podejrzewałam i dzwoniłam do nich żeby przestali mnie zastraszać i prześladować okradać ... nie wiem co mam robić bo nie wiem kto mnie prześladuje .... Mam szkody utraty straty i długi które spłacam i ucieczkę w związk który nie wiem jak się skończy dla mnie ... Poprstu boję się o siebie o życie o pracę o pieniądze o wszytko najchętniej ucieklabym gdzieś i nie wróciła ... Straciłam nawet relacje z rodziną bliskimi znajomymi ... A przez ten związek to może nawet mnie wydziedzicza ... Co zrobić ... Mam wrażenie że się pogrążam ale teraz czuję że nie mam wyjścia ...
  22. Mam 19 lat i jestem uczennicą technikum. Odkąd pamiętam mam wrażenie, że każdą emocję (pozytywną, czy negatywną) przeżywam 3x mocnej niż rówieśnicy. W momentach gdy są to uczucia negatywne, narastają one do takiego stopnia, że czuję iż mają one nade mną kontrolę i mnie miażdżą. Dodam też, że na codzień ciężko okazuje mi się uczucia, w szczególności te związane z miłością. Czy jest to oznaka jakiegoś zaburzenia?
  23. Dobry wieczór.... założyłam konto na tym forum bo już na prawdę sobie nie radze i jestem blisko na skraju załamania nerwowego. Zacznę może od początku.... 2 lata temu poznałam przez internet mojego obecnego partnera, który wtedy aktualnie od 17 lat żył w Belgii. Przez te 2 lata jeździliśmy do siebie co miesiąc, spędzaliśmy każde możliwe wolne, urlopy, poznaliśmy nasze rodziny i zaczęliśmy myśleć o tym, żeby w końcu być razem. Mój zjechał w swoje rodzinne strony gdzie kończy budowę domu, ja przeprowadziłam się do niego na drugi koniec Polski zostawiając stabilne życie, swoje mieszkanie, dobrą pracę, rodzinę i znajomych. Wtedy myślałam, że wiem na co się pisze, zdawałam sobie sprawę że będzie na początku ciężko ale nie wiedziałam że aż tak.... o ile w pracy szybko i bezboleśnie się zaadoptowałam to życie w nowym miejscu, i wspólnie mieszkanie z moim partnerem mnie zweryfikowało. Pierwszy miesiąc zamieszkaliśmy z jego rodzicami, oni na dole a my na piętrze ale mieszkanie z nimi przebiegało bezboleśnie, bardziej zaczęłam się martwić o partnera który po powrocie do ojczyzny dzień w dzień zaczął pić. O ile na początku to potrafiłam zrozumieć ponieważ odwiedzali go znajomi, rodzina i tłumaczyłam to stresem, odreagowaniem na całą tą przeprowadzkę i całkowitą zmianą życia. Przymykałam na to piwkowanie oko. O ile po 1,5 miesiąca to picie nie mijało. Nie było dnia żeby nie wypił piwa a w łikend wódki. Zwróciłam mu o to uwagę, że zaczyna mnie martwić te codziennie piwkowanie i że to nie jest fajne spać z kimś od kogo śmierdzi alkoholem i papierosami na co odpowiedział "że tutaj tak się pije". Po kolejnej awanturze spakowałam się i powiedziałam, że się wyprowadzam bo dłużej tego nie zniose, to dopiero po tej akcji się ogarnął i ograniczył picie. Ponadto od samego przyjazdu mój partner nie miał ochoty na czułości, o stosunku mogłam pomarzyć.... miałam wrażenie że nawet całowanie jest wymuszone. Przytulał mnie, dawał buziaki, trzymał za ręke, przy rodzinie i znajomych okazywał mi czułość i mówił że jestem jego przyszłą żoną ale zostawaliśmy sami to ja inicjowałam zbliżenia niestety bezowocnie.... bo mu nie stawał..... i te nasze czułości tak jakby były wymuszone. Zaczęłam mieć do niego o to pretensje.... to mówił, że nie wie co się dzieje, że czuje się jak pizda bez testosteronu, że jest zestresowany budową domu, i tym czy będzie między nami dobrze, że przestał go interesować seks. Później zaczęliśmy się mijać, praca dom praca dom, coraz mniej porozumień a coraz więcej kłótni. I w końcu po 2 miesiącach jak tu jestem coś we mnie pękło....... codziennie płacze, nie potrafie się tu odnaleźć, nie mam tu nikogo oprócz jego, i jego rodziny, jestem totalnie zdana na siebie. Nie mam ochoty wstawać z łóżka, mam ochotę wrócić do mojego stabilnego bezproblemowego życia i nie prosić się o miłość. Parę razy już myślałam nad rozstaniem, żeby znaleźć sobie mieszkanie i zacząć żyć samej od nowa bo niestety nie mam możliwości rzucenia wszystkiego i wrócenia do swojego rodzinnego miasta. Nie wiem już co mam myśleć, czy to ja jestem taka popie////lona.... pogubiłam się w tym wszystkim. Bardzo mnie boli to, że z moim partnerem nie jestem szczęśliwa tak jak to sobie wyobrażaliśmy, boli mnie to że nie mam tu żadnych znajomych, nikogo bliskiego, jestem w totalnie obcym mieście zdana tylko na siebie. Nie mam już siły żeby żyć....
  24. Hej. Podupadłam na psychice. Mam 21 lat i od 3/4 miesięcy moje życie wyglada zupełnie inaczej, nie cieszą mnie rzeczy, które cieszyły kiedyś, stałam się leniwa, źle wypowiedziane zdanie do mnie sprawia, że dostaje ataku złości z którym próbuje walczyć, ale zdążyły się już sytuacje, że jakaś rzecz napotkana na drodze wyładowała na ziemi, potrafię spać po 12 godzin i dalej czuć zmęczenie, od dwóch miesięcy nie mam miesiączki, myśli samobójcze również w mojej głowie się pojawiają. Wiem, że jest ze mna źle, ale nie wyobrażam sobie zwierzać się obcej osobie o ciężkich i bolesnych dla mnie momentach mojego życia. Jakieś sposoby żeby się przełamać? Z góry dziękuje i pamiętajcie jeśli tez czujecie się przybici nie bierzcie przykładu ze mnie i udajcie się do specjalisty!
  25. Witam. Mam 31 lat, męża (od 5 ) i małego synka( niecałe 2 latka). Na chwilę obecną nie pracuję, podjęcie pracy, jest nie możliwe ze względu na konieczność opieki nad dzieckiem (nie mam "instytucji babci", która mogłaby się zająć dzieckiem, w czasie kiedy będę w pracy. Moja mama nie żyje, a teściowa ... no nie powierzę jej opieki nad dzieckiem!) Mój główny problem to ... STRACH o wszystko. Zapisałam syna do żłobka, chcę, żeby się dostał bo widzę jak lgnie do dzieci, jak chce się z nimi bawić itd, jednak BOJĘ SIĘ, że się dostanie i będę musiała się z nim "rozstać". Jak on się dostanie, to ja będę musiała iść do pracy, czego się BOJĘ! BOJĘ się, ludzi, których będę musiała poznać, BOJĘ SIĘ, że nie sprostam. Uprzedzając, to nie jest tak, że mi się nie chce pracować, ż jestem leniem itd. Pracowałam kilka lat w biurze, bardzo lubiłam swoją pracę, miałam kilku znajomych, mam wrażenie, że byłam też pomocą dla współpracowników, bo często przychodzili i prosili o pomoc. Praca była czymś "pewnym" dla mnie! Po śmierci mojej mamy, tylko tam potrafiłam normalnie funkcjonować. poza pracą ciągle płakałam, tęskniłam i siedziałam na cmentarzu. Jednak mój pracodawca "zamknął" interes, pracę straciłam i od tamtego czasu wszystko jest nie tak. Podjęłam pracę w innym biurze, przepracowałam dwa miesiące i mnie zwolnili, bo "redukcja etatów". Potem znowu popracowałam chwilę, bo okazało się, ze jestem w ciąży,l4, macierzyński i ... bezrobocie. Mój maż nic nie mówi o tym, że pieniądze on zarabia, a ja siedzę w domu, bardziej jest to mój problem. Kolejny STRACH to nawet "wizyta teściów" . Mimo, że przyjeżdżają głównie na max 2 godziny i to dość rzadko, bo widuję ich raz w miesiącu, a przez sytuację z pandemią, bywało, że i rzadziej. Jak tylko dowiaduję się, że mają przyjechać to przez dzień, dwa wcześniej już piję melisę a na pół godziny przed ich przyjściem borę leki uspokajające! Nie są ludźmi "toksycznymi" , zanim zmarła moja mama ( na miesiąc przed naszym ślubem) potrafiłam rozmawiać z teściową normalnie. po ślubie nie mogłam nawet na nią patrzeć, jej docinki, że nie mówię do niej "mamo", które było zarezerwowane tylko dla JEDNEJ osoby w moim życiu ( czego nie jest w stanie zrozumieć po tylu latach) spowodowały, że nie mam ochoty w ogóle na nią nawet patrzeć! Nie wiem skąd to wszystko się wzięło.. Od kiedy pojawił się syn na świecie, próbowała zrobić ( oczywiście w "białych rękawiczkach" i tak, że mój mąż nic nie słyszał) wszystko, żeby mi pokazać, że skoro ona swoje dzieci wychowała to wie lepiej ode mnie jak należy zająć się dzieckiem, a przecież to, ze to moje pierwsze dziecko nie znaczy, że nie potrafię się nim zająć. Jeszcze w szpitalu mówiła, że NIE DAM RADY!! że ona będzie przyjeżdżać i zajmować się dzieckiem. A jak jednak dałam radę ze wszystkim ( po powrocie do domu, mąż normalnie pracował, więc do powrotu męża byłam sama z synem) nie usłyszałam słowa przeprosin, ani nawet "o... jednak dałaś sobie JAKOŚ radę". Chciałabym dowiedzieć się jak sobie z tym wszystkim poradzić. Jak przestać się bać, żłobka, pracy i jak nauczyć się "normlanie" żyć z ludźmi, których po prostu przestałam lubić, a którzy nie znikną "ot tak" z mojego życia. Do tego wszystkiego moje kompleksy dotyczące wagi, urody "intelignecji" (mimo, że mam skończone dwa kierunki studiów). I chyba nadal nie uporałam się ze śmiercią mamy. Nadal wszystko mi ją przypomina, nadal za nią tęsknię, nadal brakuje mi jej wtedy kiedy jest najtrudniej.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.