Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'lęk'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 375 wyników

  1. We wtorek 23.07.2019], kot zaczął się zachowywać inaczej niż zwykle, jeden weterynarz na osiedlu [ja bezrobotny, brak oszczędności], tylko na to było mnie stać. Wizyta nic nie dała. W czwartek [25.07.2019] kolejna [matka dała pieniądze i dalej daje na utrzymanie kota] u innego poleconego, no i wyszło, że ma chłoniaka/białaczkę w stanie niezadowalającym. Jakieś zmiany w płucach, trochę płynu, potem wyszło też jak z sercem, nerki i wątroba w porządku, krew również. Na chwilę obecną stan stabilny i owszem cieszy mnie to, ale kot jest na lekach, jeżdżę do gabinetu, teraz raz na 1,5 tygodnia, wcześniej co kilka dni. Od 23.07 nie jestem sobą, 25.07 czyli w dniu kiedy dowiedziałem się co z kotem, ryczałem jak nigdy, albo inaczej mówiąc, nie przypominam sobie, żeby w ciągu ostatniego czasu coś takiego miało miejsce. Od razu po wyjściu z gabinetu zadzwoniłem do psychologa, Caritas ma placówki z darmową pomocą, dla takich jak ja. Poszedłem, znowu ryczałem i na kolejnych spotkaniach też, w domu tak samo. W ubiegłym roku chodziłem na spotkania do tego samego miejsca, ale przestałem, żałuję, dziś tej Pani nie ma już na miejscu i chodzę do innej. Nie wiem ile kot będzie żyć, nie chcę wiedzieć, bo to jeszcze bardziej mnie dobije, jeśli będzie to krótki okres, nawet jak by był długi, to i tak bym musiał odliczać i przygotowywać się do pożegnania. Co gorsze, będę musiał podjąć w końcu decyzję o uśpieniu go, kiedy jego stan na tyle się pogorszy i nie będzie się już nic dało zrobić. Wiem, że przy tym będę, następnie muszę jakoś załatwić kremację, transport i całą resztę, urnę... nie wiem czy dam to radę zrobić, już teraz płaczę. Jak nazwa tematu wskazuje, nie mam nic poza kotem. Żadnych znajomych, rodziny, co prawda matka jest i z nią mieszkam, ale to osoba której zawdzięczam swoje wszelkie problemy natury psychicznej. 31 lat i tkwię w tym samym miejscu, całe życie. Pani psycholog zasugerowała wizytę w szpitalu psychiatrycznym, dała namiary na psychiatrę [leki, jeśli nie chcę szpitala], ale olałem to, no i termin minął. Będę próbował w przyszłym tygodniu. Mam też namiar na jakiś numer 24/7. Kolejna rozmowa z psychologiem dopiero we wrześniu, cały miesiąc jestem pozostawiony sam sobie. Dziś wysyłałem CV, ale w Polsce niestety trudno znaleźć zatrudnienie dla osób takich jak ja, z cała gamą problemów natury psychicznej, więc jeśli będzie jakikolwiek odzew, to będzie cud, nie żebym informował kim jestem, ale dobrze wiemy, że presja, mobbing i cała masa tego typu podobnych jest normą w najgorszych pracach. Gdzie indziej nie mam po co aplikować. I tak to nędzne życie jakoś leci, brak wykształcenia, brak umiejętności, talentu i chęci. Zrobiłem to [wysyłanie CV, szukanie pracy] głównie z myślą o kocie, wszystko kosztuje, a tym bardziej w takich okolicznościach. Pijawki żerują na ludzkiej tragedii i płacić trzeba, sporo, dla mnie kwota rzędu 2 tysiące i więcej to kosmos. Nie mam pojęcia co robić ze sobą, samobójcze myśli oczywiście mam od wielu lat, czy się nasiliły trudno mi powiedzieć, bo priorytetem jest dla mnie kot i muszę o niego zadbać. Po babci, ani dziadku nie uroniłem łzy, na żadnym pogrzebie jakim byłem. Zdaję sobie sprawę z tego co tutaj piszę, może być trudno to pojąć, ale taka jest prawda. Kotek ma 8 lat+, więc swoje już przeżył, ale i tak mnie to boli, przez to jak jest. Zgon naturalny to jednak co innego. Fatalnie się czuję, w domu miałem Sulpiryd i łykam sobie codziennie po jednej sztuce, początkowo pomagało, w sensie otumaniało mnie, ale już przeszło. Dziś zacząłem drugi listek, jest tam 12 tabletek ogólnie. Lepiej jest rankiem, ale noc, ciemność mnie przeraża, nigdy tak nie było. Sam też nie wiem co dokładnie czuję, bo nigdy tak źle nie było, a wiem, mam tą pewność, będzie gorzej. W skrócie mogę to tylko opisać jako ciągły "stan zagrożenia", czy inny lęk, nie wiem, nie mam pojęcia.
  2. Witam od kilku tygodni zaczęłam miewać zaburzenia snu. Zaczęło się od tego że moje serce dawało o sobie znać choć nigdy nie miewałam z nim problemu. Problem z sercem tkwił w tym, że moje serce mimo dobrego ciśnienia krwi bardzo szybko biło, samoistnie bez wysiłku w stanie spoczynku zaczynało bez wyraźnej przyczyny strasznie szybko bić i kołatać aż tak że wyraźnie to czułam i słyszałam i co za tym szło zaczęło mnie czasami kłuć w klatce. Pojechałam więc na pogotowie w sumie już dwa razy byłam miałam robione badania EKG i później echo. Z sercem jest okej. Poszłam do lekarza rodzinnego który dał leki jakieś na serce i jakieś na wyciszenie przed snem przepisał potas i kazała mi zrobić podstawowe badania krwi które również wyszły w porządku. Ale sprawa nadal jest problemem. Męczy mnie to strasznie i dodatkowo dochodzi do mnie stres z powodu braku pracy bo jestem młoda mam 21 lat i teorytycznie jak to mówią praca leży na ulicy ale jakoś od skończenia szkoły ponad rok temu nie mogę na dłużej nigdzie zagrzać miejsca. Pod naporem ze strony mamy chwytam się jakiekolwiek pracy ale zazwyczaj pracuje miesiąc lub dwa i szukam czegoś innego. Wracaj do moich objawów. Kiedy przychodzi wieczór i wiem że niedługo powinnam kłaść się spać w mojej głowie już mam że napewno nie będę mogla zasnąć. Mam taki wewnętrzny lęk przed zaśnięciem. Siedzę po nocach i patrzę na tv lub siedzę w telefonie. Boje się zasnąć bo myślę że coś mi jest i się nie obudzę. Wiem że dużo ludzi tak ma i to się leczy. Mój chłopak tego nie rozumie i mówi mi że sama sobie sobie problem wmawiając to sobie. Mama natomiast ma swoje problemy i jak próbuję z nią o tym porozmawiać zaczyna się denerwować się krzyczeć i mówi że szukam sobie choroby. W ciągu dnia funkcjonuje normalnie jak jestem czymś zajęta wogole nie mam jakiś dziwnych myśli ani nic lecz kiedy przychodzi wieczór już się boje. Wiem że tak nie może byc a z dnia na dzień jest coraz gorzej. Siedzę na łóżku w nocy i płacze. Płacze bo nikt mnie nie rozumie i mojego problemu. Nie wiem co robić jestem bezradna. Dodam jeszcze że prawie rok temu straciłam bardzo bliska mi osobe- mojego dziadka i do dnia dzisiejszego nie mogę pogodzić się z tym że go nie ma. Nie wiem czy to ma wpływ na mój stan teraz. Jednakże wiem że tak nie może być męczy mnie to i nie mogę prowadzić normalnego życia ani nic zaplanować. Usypiając dostaje jakby braku tchu boje się że przestaje oddychać i robię wszystko żeby nie zasnąć. Mam uczucie kłucia i nacisku na klatkę. Boli mnie wszystko mam bóle żołądka i to wszystko zawsze wieczorem jakby na tle nerwowym. Mam lęki. Czy to nerwica? Moja doktor rodzinna niejednoznacznie stwierdziła że to bardzo prawdopodobne. Proszę o jakieś odpowiedzi jestem zdesperowana nie wiem co mam robić?
  3. Witam. Od dłuższego czasu zmagam się z pewnym problemem. Mianowicie odczuwam ogromny lęk przed chorobami fizycznymi, szpitalem, osobami chorymi (fizycznie). Jest to bardzo duży lęk. Miewam ataki paniki, uczucie niepewności strachu i jak już wcześniej powiedziałam owego leku. Od niedawna jest gorzej czasem nie mogę spać po nocach bo rozmyslam o chorobach i że je mam. Wmawiam sobie różne choroby regularnie sprawdzam swoje ciało z obawą że dopadła mnie jakaś choroba. Pytam bliskie mnie osoby czy z moim zdrowiem jest na pewno wszystko dobrze. Oni zawsze odpowiadają że wszystko jest bardzo dobrze. Czasem mam tak że chodzę do lekarza żeby zbadał moje ciało np brzuch . Zawsze każda wizyta kończy się pozytywnie. Jednak to mnie nie uspokaja. Proszę o pomoc.
  4. Witam, wraz z rodziną podejrzewam u siostry mojego męża hipochondrię. "Choruje" ona od kilku lat na różne choroby, zanim zakończy leczenie jednej to pojawia się kolejna. Zaczęło się od leczenia kręgosłupa, problemy z jelitami, sprawami kobiecymi, po raka i chorobę serca. Przez te kilka lat pojawiła się u wielu specjalistów i wykonała wiele badań - oczywiście wszystko prywatnie. Wydała na to już kilkadziesiąt tysięcy. Żaden lekarz jednak nie zdiagnozował konkretnej choroby. Wysyłali ją na kolejne drogie badania, ponieważ nie wiedzieli co jej jest. Po jakimś czasie ona kończyła leczenie choroby, by zająć się inną. Ostatnio twierdzi, że ma chore serce z powodu duszności, które ją męczą (mimo tego, że była u kilku kardiologów- wszyscy zapewniali, że duszności spowodowane są stresem, kilka razy miała robione badanie EKG, które nic nie wykazało). Ciągle każe wozić się na SOR, ponieważ twierdzi, że się dusi i zaraz może dostać zawału. Na SORze dostaje leki uspokajające i wraca do domu. Ponadto muszę wspomnieć, że jest to osoba po 30tce, a tak naprawdę przepracowała w swoim życiu łącznie może rok. Cały czas twierdzi, że nie ma czasu na pracę, bo ciągle ma wizyty u lekarzy. Za wszystko płaci jej mąż i rodzice. Nie ma również dziecka, choć mówi, że chce mieć dziecko, ale boi się, że w ciąży może na coś zachorować. Niedawno zdałam sobie sprawę, że te "choroby" zaczęły się chwilę po narodzinach naszego syna. Wtedy też wyprowadził się mój mąż, a jej brat z ich domu rodzinnego do mojego domu. Choć nie wiem czy ma to jakikolwiek związek. Szczerze mówiąc wszyscy już rozkładamy ręce. Nie wiemy co robić. To strasznie męczy wszystkich dookoła. Ona nie chce iść do psychologa, a my uważamy, że to co się z nią dzieje jest na tle psychicznym. Jak możemy pokazać jej, że problem jest gdzie indziej i jak nakłonić taką osobę do terapii psychologicznej? Czy te "choroby" mogą mieć związek np z niechęcią podjęcia pracy lub chęcią bycia w centrum uwagi? Bardzo proszę o poradę.
  5. Witam, jestem uczennicą maturalnej klasy liceum. Mój problem z zaburzenia lękowymi trwa już jakieś 5 lat, możliwe, że jego główną przyczyną były za duże wymagania w stosunku do samej siebie. Każdego dnia towarzyszy mi strach, który przeradza się w irytacje, bo przecież mam dobre życie i wiele kochających osób wokół. W liceum pojawiła się jeszcze bezsenność, najpierw nie mogłam po prostu zasnąć, z czasem doszło do tego, że nie zmrużyłam oka przez całą noc, chociaż następnego dnia nie miałam jakiś sprawdzianów czy rzeczy, którymi mogłabym się martwić. Mam problemy w relacjach z każdym chłopakiem, z którym się spotykam. Jestem wiecznie spięta, nie wierzę w siebie i nie potrafię nawet pozwolić złapać się za rękę. Jednak tym co mi zaczęło przeszkadzać najbardziej w ostatnim czasie są myśli samobójcze po alkoholu. Znajomi martwią się, że opowiadam im wtedy, że chciałabym się zabić, ale brak mi odwagi, chociaż na trzeźwo w życiu bym o tym nie pomyślała. Coraz częściej zdarza mi się ostatnio zapominać oczywistych słów jak imię mojego przyjaciela. Biorę leki ziołowe lub pije herbaty, ale i one nic nie dają na ten mój wieczny lęk. Za rok, gdy wyjadę na studia od razu udam się do psychologa, ale teraz proszę o wyjaśnienie, co może mi dolegać i jak z tym walczyć samemu? Czy to może być nerwica? Dziękuję i pozdrawiam.
  6. Mam 19 lat, odkad pamiętam moi rodzice się klocili. Niedawno doszło do sytuacji że tata znów zaczął sypiac na działce, jednak tym razem został tam 'na zawsze' czyli jakoś do końca sierpnia lub września, bo na działce znajduje się domek letniskowy. Nigdy nie przejmowałam się ich kłótniami. Mama zawsze była prowokatorem, tata ja kocha a ona go zawsze odrzuca. Boli mnie to że on siedzi tam sam ze sobą, ponieważ nie ma nikogo kto by mógł go odwiedzać. Dobija mnie to i nie wiem co robić. Nie mam możliwości żeby aż tak czesto go odwiedzać, a nie wiem co jeszcze mogłabym dla niego zrobić. Od zawsze byłam wrażliwa i po prostu jest mi go szkoda. Jak mu pomóc?
  7. Witam, jestem 32-letnią kobietą która czuje, że już nie daje rady. Nie chce zabrzmieć zbyt desperacko ale czuje się tak strasznie zmęczona. Całe życie byłam bardzo samodzielna i zawsze myślałam, że dam sobie rade ze wszystkim, jednak lata różnych sytuacji bardzo mnie zmieniły od środka i czuje, że nie mam już siły. Mam kochającą rodzinę która nie rozumie mnie i moich wyborów - jestem bezdzietną i nie zamężną 32 letnią kobietą z partnerem (od 7lat), który jest bezpłodny i już samym tym nie wpisujemy się w odpowiednie schematy rodziny, domu i szczęścia. Dodatkowo chłopak ma od 2 lat problem z utrzymaniem się w pracy na dłużej, więc przez ten czas utrzymywałam nas ja , było nam bardzo ciężko i on przeszedł silne załamanie nerwowe na początku tego roku. Ja znowu musiałam być silna za nas oboje mimo , że przy okazji zaczęłam chorować. Udało mi się go namówić cudem na psychoterapeute i troszeczkę pomogło. Podjęłam też decyzje o wyjeździe za granicę bo tutaj mam rodzinę i uznałam , że tak będzie najlepiej aby się trochę odkuć. Kocham swoją rodzinę ale nie ukrywam, że bardzo trudno wrócić do domu, do rodziców z poczuciem, że w życiu mi nie wyszło i bez pieniędzy. Chłopak ze smutkiem stwierdza, że świetnie nauczyłam się zakładać maski i udawać, że wszystko jest w porządku, no i niestety ma rację, ludzie postrzegają mnie jako bardzo pozytywną osobę, chociaż czasami rozdziera mnie tak strasznie od środka, że aż boli. Próbowałam się otworzyć kilka razy , nikt jednak nie chce słuchać o cudzych problemach, jedyne co usłyszałam to "jakie ty możesz mieć problemy, weź przestań". Nawet rodzicom nie potrafię powiedzieć co czuję wystarczy , że wiecznie muszą się martwić o mojego starszego brata, który co chwile pakuje się w kłopoty, nie mogę sprawić im więcej zawodu. Nie mam zbyt wielu chwil w ciągu dnia kiedy jestem sama, więc często popłakuje na przykład jadąc do pracy autobusem, pod prysznicem i czasem przy chłopaku bo on mnie jednak rozumie mimo , że sam jest jednym z powodów tych łez. Żyjemy teraz za granicą i on po 6 miesiącach pobytu znalazł w końcu pracę i nie wiadomo czy się w niej utrzyma jak sam twierdzi, niestety jak się nie uda będzie musiał wrócić do Polski, bo ja już nie dam rady nas utrzymywać. Nie dam rady i też nie chcę, mam po prostu dość. Na dodatek i mnie najprawdopodobniej nie przedłużą umowy i znowu zostanę z niczym, po raz pierwszy w życiu ktoś mnie nie zatrzyma w pracy nie mogę w to uwierzyć. Oprócz tych wymienionych rzeczy, jest jeszcze wiele innych czynników , które nie wpływają na mnie pozytywnie. Nie wiem też nadal czy i jakie konsekwencje będzie miała moja choroba. Od wielu lat marze o tym, żeby ktoś mnie odciążył i zaopiekował się mną, dał chwile wytchnienia żebym mogła nabrać nowych sił albo na spokojnie pomyśleć. Mam tak strasznie dość ogarniania tego całego bałaganu, gdzie w tym wszystkim jestem ja? Czy jeszcze tam w ogóle jestem? Kompletnie nie potrafię się odnaleźć. Niech mi ktoś podpowie jak zrobić krok ku czemuś lepszemu, bo jeżeli tak ma wyglądać życie to nie ma ono dla mnie sensu. Ostatnio uczucie które miewam najczęściej to takie, że chciałabym zniknąć ale tak, żeby nikt nie pamiętał mojego istnienia.
  8. Dzień dobry mam pytanie odnośnie "bezpieczeństwa psychicznego"w moim domu rodzinnym. Podam przykład jasno przestawiający problem. Rozmowa toczyła się pomiędzy moją mamą a mną: Mama - Marek chcesz brzoskwinię? Marek - Nie mamo dzięki wolę nektarynki ; ale daj. Głos nie wiadomo z kąt - Pedał nielubi brzoskwini. Dodam że rozmowa nie toczyła się głośno a ktoś skomentował moją odpowiedż. Nie przejmował bym się gdyby to było na ulicy w sklepie ale w domu są dzieci i panikuję . Proszę o odpowedż jak mam się ustosunkować do takich komentarzy bo nie mogę się przyzwyczaić?
  9. Cześć. Mam 23 lata, jestem chłopakiem i zastanawiam się czy choruje na fobie społeczną czy po prostu jestem nieśmiały. Może udać by się z tym do psychiatry ? Od zawsze miałem problem z nawiązywaniem znajomości, z reguły zawsze byłem z boku, cichy, przy pierwszym spotkaniu zawsze bardzo się stresowałem, czy to przy bardziej WAŻNYCH okolicznościach. Jednak miałem wcześniej kilku znajomych. Ogólnie moja historia(nie wiem jak to nazwać) z „nieśmiałością” jest długa, ale może opiszę kilka sytuacji. Zaraz po skończeniu technikum miałem iść do pierwszej pracy, na wakacje. Znalazłem ogłoszenie napisałem CV i pojechałem autobusem na spotkanie. Już w samej komunikacji złapał mnie naprawdę ogromny ból brzucha i biegunka. Cały czas jechałem siedząc, trzymając się za brzuch. O niczym nie myślałem tylko o tym bólu. Ostatecznie zrezygnowałem i poszedłem do najbliższej galerii do toalety. Po tym jak zrezygnowałem ból minął. Często jak myślałem o przyszłej pracy obawiałem się, że będę musiał siedzieć i nie będę mógł w wyjść do toalety jak mnie rozboli brzuch. Gdy szedłem pierwszy raz na rozpoczęcie studiów to bolał mnie trochę brzuch. Minęła część oficjalna immatrykulacji, ale kazali nam zostać na godzinne przedstawienie. Budynek to była aula i nigdzie nie było toalet. Jak usłyszałem ze będzie to trwało jeszcze godzinę zaczął mnie równie mocno jak wtedy boleć brzuch i znowu te uczucie chęci pójścia do toalety. Nie słuchałem nawet to co mówił prowadzący tylko trzymałem się za brzuch i myślałem żeby jak najszybciej się to skończyło. Jak wyszedłem stamtąd, ból się skończył. Semestr studencki skończył się pod koniec czerwca 2019r, od tamtej pory siedziałem w domu. Ostatnio miałem iść do szkoły po papiery, bo coś tam rodzice potrzebowali. Gdy wsiadłem do tramwaju, zaczął mnie boleć brzuch, podjechałem 2 przystanki do centrum handlowego i wysiadłem w celu pójścia do toalety bo miałem uczucie, że się zaraz zdefekuję w spodnie. Wyszedłem z toalety i poszedłem 2km na pieszo nie chcąc mieć kontaktu z ludźmi w tramwaju, bojąc się o to, że jak znów zacznie mnie boleć brzuch to spotka mnie nieprzyjemna sytuacja w dodatku w obecności ludzi. Będąc w technikum czasami pisaliśmy rozprawki na polskim. Lubiłem rozprawki bo mogłem wyrazić swoje zdanie. Jednakże rozprawki pisaliśmy na 2 lekcjach + przerwa czyli łącznie 100-105minut. Wtedy też czasami łapał mnie ból brzucha i patrzenie na zegarek kiedy lekcja minie … Czasami nawet przestawałem pisać, bo nie mogłem tego znieść. Przepraszam z góry za szczegóły. Nie wiem czy to jest fobia społeczna czy co. Bóle zaczęły się jakoś od gimnazjum już przy odpowiedzi ustnej przy tablicy. Nie sądzę żeby to było z powodu złego odżywiania się. Jak siedzę w domu to nie boli mnie brzuch. (…) Gdy już kogoś bliżej poznam to brzuch nie boli. Po próbie pójścia do swojej pierwszej pracy poszedłem do psychologa. Pani powiedziała, że przesadzam i że powinienem się mniej stresować (To tak jakby powiedzieć osobie chorej na depresje żeby przestała być chora na depresje…) Pani psycholog ostatecznie przepisała mi tabletki Propranolol WZF na receptę i kazała mi wziąć jedną tabletkę jak będę szedł na rozmowę o prace. Oczywiście na rozmowę nie poszedłem, bo się bałem, że znów się zacznie… Później spytałem się kolegi siostry, która choruje na depresje czy zna te tabletki. Powiedziała, że kiedyś je miała te tabletki i że są bardzo słabe i nic nie pomagają. Nie wiem co mam z sobą zrobić. Czy iść znowu do psychologa czy do terapeuty czy psychiatry. Słyszałem, że to jest poważne i że leczy się to latami. Wcześniej zawsze mówiłem „ból minie”, ale takich sytuacji „stresujących” jest coraz więcej w dorosłym życiu… Mam dosyć niską samoocenę, „inną orientację” której rodzice nie akceptują, brak prawdziwych przyjaciół. Nie wiem czy to ma na to wpływ, ale wolałem napisać.
  10. „Młody bóg z pętlą na szyi. Psychiatryk” to autentyczny dziennik ze szpitala psychiatrycznego. Rozpoczyna on cykl autobiograficznych książek o borderline Anki Mrówczyńskiej. To intymna i wstrząsająca opowieść o dwudziestosiedmiolatce z pogranicznym zaburzeniem osobowości. Przedstawia losy pogrążonej w depresji, nadużywającej alkoholu i okaleczającej się dziewczyny, mającej dość pracy na stanowisku robotnika. Nasilające się myśli samobójcze i kolejne dwie próby skłaniają ją do poszukania profesjonalnej pomocy. To, co udaje się jej dostać, nie wystarcza. Rozpoczyna terapię na Oddziale Dziennym Leczenia Nerwic. Stamtąd zostaje przeniesiona na oddział zamknięty szpitala psychiatrycznego. W szpitalu przez większość czasu zajmuje się spisywaniem swojego życia wewnętrznego. Swoją osobowość postrzega jako podzieloną na pięć części, gdzie każda z nich ciągnie na swoją stronę. W dziewczynie walczą ze sobą chęć życia oraz pragnienie śmierci. Czytając tę książkę przenosimy się do świata wewnętrznego narratorki. Poznajemy jej myśli, obawy, rozterki. Dzięki licznym analizom, spoglądamy na świat jej oczami. Ta lektura obudzi w czytelniku emocje, jakie kłębią się w osobie desperacko walczącej o swoje życie – ze sobą samym. Poznaj dylematy, z jakimi zmaga się ktoś, kto czuje silny przymus niszczenia siebie, choć tak bardzo kocha życie. Książka polecana, w szczególności studentom psychiatrii, psychologii i psychoterapii oraz początkującym klinicystom i lekarzom, przez magazyny "Charaktery", "Kwartalnik Psychiatra", "Psychiatria i Psychoterapia".
  11. dzień dobry. Mój 19-letni syn mieszkający ze mną zdradza w zachowaniu zespół cech odbiegający od przyjętych norm. Są to przede wszystkim kompulsywne zachowania, werbalne i niewerbalne, np częste mycie rąk, obsesyjne powtarzanie opowieści o przeżytych wydarzeń bądź obawach o nowe sytuacje które mają nadejść. Trzyma swoje przybory higieniczne w pokoju, i każdorazowo wynosi je do łazienki, zamyka drzwi od pokoju na klucz, nawet przy wyjściu do kuchni. Widać też strach przed nowymi rzeczami, każdą sprawę musi mi opowiedzieć bądź się poradzić. Dzwoni do mnie żeby poinformować o wykonaniu najprostszej czynności, np odkurzanie. Jest tych drobnych spraw sporo, nie wszystkie dam radę opisać. część z nich powtarza się już od etapu dzieciństwa. Poza tym syn nie sprawia kłopotów wychowawczych, nauka w technikum idzie mu dobrze, ma też grono znajomych którzy go akceptują. Jest jednak dziecinny, niedojrzały emocjonalnie. Próby konsultacji psychologicznych w przeszłości były, postawione zostały sprzeczne diagnozy. Obecnie od czasu dojrzewania konsultacja czy też leczenie są niemożliwe ze względu na kategoryczny sprzeciw syna. Syn zdaje sobie sprawę ze swoich dziwacznych zachowań, jednak przez lata pozwalałam mu na nie, bez kategorycznych posunięć. Proszę o informację, czy powinnam teraz na własną rękę podejmować próby zmiany zachowania syna, informować go na bieżąco że jego zachowania są dziwaczne i męczące dla otoczenia, czy pozostawić sprawy tak jak są obecnie.
  12. Witam, jestem 25 letnią kobietą i od pewnego czasu cierpię na zupełną bezsilność. Nie wiem nawet jak mam opisać mój stan. Wszystko zaczęło się od śmierci rodzica. Następnie gdy zaczęłam sobie z tym w jakikolwiek sposób radzić, próbować nie myśleć pojawił się inne problemy. Mam kochającego mężczyznę i zaczęłam szukać dziury w całym, opowiadać mu całą swoją, nie zawsze dobrą przeszłość. Nie chciałam tego robić ale czułam silną potrzebą wewnętrzną, czułam tzw uścisk w żołądku i roztrzęsienie gdy wiedziałam, że on czegoś może nie wiedzieć. Gdy jeden paskudny temat wyszedł mi z głowy, przychodził następny. Następnie zaczęły się problemy w pracy. Wszystkie problemy zaczęły mnie przygnębiać i wszystko przestało mnie cieszyć. Ostatnim czasem mieliśmy ochotę z Ukochanym trochę się wyluzować i poszliśmy do baru na kilka drinków. Niosło to za sobą takie konsekwencje, iż po prostu nie pamiętam co się działo i bałam się, że zdradziłam Ukochanego. Mój Ukochany zapewniał mnie, iż nic takiego absolutnie nie miało miejsca i cały czas kontrolował sytuację, że nie odstępował mnie na krok. Chwilowo uwierzyłam, ale następnie później przypominam sobie twarzy jego brata, który po prostu przechodził i przywitał się z nami. Wmówiłam sobie, że to na pewno z nim go zdradziłam, chociaż nawet nie miałam podstawy aby tak myśleć, żadnej i nie mogę się pozbyć tego typu myśli. CO mam w tej sytuacji zrobić? Nie potrafię się na chwilę obecną cieszyć niczym. Uprzejmie proszę o pomoc w tej sprawie i rady abym wiedziała co robić dalej.
  13. Witam. Mam 27 lat, pracuję i nie jestem w związku. Informacje, które mogą być przydatne: nie znam ojca, mam bardzo słabe relacje z matką i od zawsze miałem niską samoocenę. Problem o którym piszę mam od około dwóch miesięcy. W poprzednim roku zakończyłem swoje znajomości w życiu realnym. Stało się to z nieznanego mi powodu. Odwróciłem się od znajomych i przyjaciół prawie z dnia na dzień. Przez długi czas unikałem jakichkolwiek nowych znajomości. Około trzy miesiące temu w moim życiu pojawiły się dwie osoby poznane przez internet. Kobieta i mężczyzna w moim wieku. Zaprzyjazniliśmy się. I teraz sedno problemu. Często miewam lęki, że zostanę przez nich odrzucony. W głowie kłębią mi się myśli, że jestem przeciętną osobą i nie byłoby dla nich problemem odwrócić się ode mnie. Zawsze staram się być dla nich najlepszą wersją siebie. Pisałem z nimi o tym i mimo zapewnień, że tak nie będzie boję się nadal. Wszelkie lęki pojawiają się kiedy mam wolną głowę. Radzę sobie z tym w ten sposób, że cały czas zajmuję myśli czym innym. W pracy cały czas gra mi coś w słuchawkach, aby mózg skupił się na tym. W domu jak tylko mam czas wolny to staram się zająć głowę czymkolwiek. Sam nie wiem o co zapytać. Chciałbym zrozumieć dlaczego tak panicznie się boję utraty ich? I jak mógłbym z tym lękiem walczyć? Z góry dziękuje za odpowiedź i pozdrawiam serdecznie.
  14. Witam serdecznie. Jestem tutaj nowa. Chce się z kims podzielić swoim problemem i uzyskać szczera opinie. To będzie jeden z tych dłuższych postów i z góry przepraszam. Mam 29 lat i jestem niecały rok po ślubie (25.08.2018), ale w związku jesteśmy od przeszło 12lat. Można łatwo policzyć, ze byliśmy jeszcze dziećmi jak się poznaliśmy. Mój mąż jest osoba, która nigdy nie okazywała uczuć, nie komplementowała, nie była przy mnie jak byłam chora, czy jak broniłam prace inżynierska i nie pamietała nawet o urodzinach. Z biegiem czasu zaczęliśmy dojrzewać i pojawili się inni mężczyźni zainteresowani moja osoba. Nie byłam święta, bo potrafiłam umówić się na kawę, bez jego wiedzy, ale zawsze coś mnie do niego ciągnęło, ze wracałam a on dowiadywał się o tych potajemnych spotkaniach i dawał mi kolejne szanse. Przez to wszystko on tez postanowił mnie oszukać w tej kwestii i spotkać się z inna kobieta. Przez to wszystko podejrzewam, ze oboje popadlismy w początki depresji. Przestaliśmy wychodzić z domu, każde z nas uciekało do pracy czy znajomych. Odsunęliśmy się od rodziny. On zaczął mnie bardzo kontrolować ( z jednej strony to rozumiem) sprawdzać telefon, google maps gdzie byłam, grafiki w pracy itp. Bardzo mnie to raniło, lecz nie potrafiłam odejść. Cały związek czekałam na oświadczyny ale się nie doczekałam. Oświadczyny nastąpiły w przeddzień ślubu w samochodzie pod Auchan. Bardzo mnie to zabolało, gdyż obiecywał ze to zrobi cały czas, a ja na to bardzo liczyłam. Slub wzięliśmy, żeby umocnić związek. Niestety cały czas ma do mnie ograniczone zaufanie. Cały czas jestem pod kontrola... nie śpimy po nocach. 4miesiace temu poznałam wspaniałego faceta. Czuje się dobrze w jego towarzystwie. Tylko dlaczego ja nie potrafię odejść od męża??? Czy to jest miłość czy to przywiązanie? A może toksyczna relacja z szantażem, ze jak odejdę to się zabije. Zerwałam wszelki kontakt z tym mężczyzna. Nie doszło między nami do niczego, choć wiem ze on się zakochał bardzo a ja tez nie jestem obojętna. Rodzina mówi ze jestem zaślepiona. Ze mnie wykorzystuje i ze jest uzależniony. Bierze narkotyki i twierdzi ze to przeze mnie. Proszę oceńcie sytuacje czy to ze mną jest problem, czy z nim? Czy może z obojgiem z nas. Pogubiłam się w życiu. Nie mam ochoty wychodzić z łóżka. Nie widzę sensu życia. Czy taki związek ma jakakolwiek przyszłość bez nerwów, leku, podejrzeń czy stresu? Czy dziecko zmieni sytuacje? Pozdrawiam i czekam na Wasze opinie
  15. Witam. Jestem 30 letnią kobietą i mam ogromny problem w działce zaufania. Z moim mężem znamy się 3 lata, małżeństwem jesteśmy od 2 lat. W sumie nasz związek jest prawie taki, o jakim zawsze marzyłam. Ciepło rodzinne, wzajemne wsparcie, radość i wszystko, co powinno być w udanym związku. Mój mąż jest ode mnie 14 lat starszy. Powiem tak, różnica wieku nigdy nas nie dzieliła, wręcz przeciwnie. Świetnie się dogadujemy na wielu płaszczyznach, czego nie odczulam w poprzednich związkach z rówieśnikami. Problem jest w tym, że jestem gdzieś wewnętrznie zazdrosna o jego przeszłość. Dla mnie jednym z najważniejszych filarów w związku jest szczerość i zaufanie. Staram się wierzyć, że tak też u nas jest. Dotyczy to tego co tu i teraz, między nami. Chodzi o to, że jak pytam o jego życie z przeszłości, chodzi mi głównie o kobiety, mam wrażenie, że nie chce mi mowic o wielu rzeczach. Nie pytam o jakieś szczegóły, ale np. czy z tą dziewczyną łączyło go coś więcej. I tak sporo wiem o jego podbojach, ale ostatnio wiem, że mnie oklamal. Mówiąc o pewnej "koleżance" zarzekal się, że była tylko koleżanka. Jak zapytałam, czy się z nią całował albo uprawiał sex, to wyzwal mnie od najgorszych, że takie zboczone podejście jest tylko u mnie, że ich nic fizycznie nigdy nie łączyło, tylko koleżanka. Nie ukrywam, że zrobiło mi się głupio, bo go podświadomie o coś posadzilam. Problem w tym, że po jakimś czasie znalazłam dowody na ich jednak bliższe relacje, również cielesne. Nie potrafię sobie z tym poradzić... Niby mówi zawsze, że przeszłość to przeszłość i nie ma znaczenia, ale mimo wszystko mnie oklamal, nie pierwszy raz w kwestii przeszłości. Powiedział, że na ten temat nie będzie ze mną rozmawiał. I ok, jakoś próbuje to przetrawic, że to było, minęło. Ja też mam jakąś przeszłość. Ale czy to nie powinno być tak, że jest się szczerym wobec osoby, która się kocha? Przecież nie miałabym prawa mieć pretensji o kogoś, kto był kilka lat przede mną, po prostu chciałam wiedzieć czy coś ich łączyło. Swoją drogą trochę było tych "koleżanek", więc jestem pewna, że jak padało takie określenie, to nie wiem, mogł to być np. przygody na sex... Sama już nie wiem... A teraz kolejny aspekt, jeśli nawet poukładam to sobie jakoś z trudem w głowie, że nie mam prawa dopytywac o jego przeszłość, bo wiem, że i tak nie usłyszę prawdy, to jak mam mu ufać na co dzień...? Skoro tak łatwo mu przychodzi klamanie o przeszłości, to skąd mam wiedzieć, że nie kłamie wobec mnie w życiu codziennym...? Bardzo go kocham, wiem że on mnie też. Oboje jednak mamy bardzo wybuchowe charaktery. Wiem, że większość kłótni była właśnie z tego powodu, że ja o coś pytałam, a on się zaczynał denerwować i drzec, że następny będzie lepszy skoro mi nie pasuje i po co mi wiedzieć takie rzeczy. Czyli jeśli on nie chce mi mowic o swojej przeszłości seksualnej i kłamie, mam to po prostu przełknąć i wierzyć, że w tematach dotyczących nas tu i teraz faktycznie jest szczery...? Nie ukrywam, ze mój poziom własnej wartości od razu spada, kiedy wiem, że mnie oklamal. Dodam jednak, że nigdy nie dał mi powodu do zazdrości, nie kojarzę, żeby mnie oklamal na jakiś temat dotyczący nas, więc jakby nasz związek naprawdę jest w porządku. Problemem jest moja zazdrość o jego życie z innymi kobietami z przeszłości, w jakiś sposób jestem zazdrosna, bo co jakiś czas się kontaktuja. A on kłamie, ze to tylko koleżanka np. Na pytanie ile miał partnerek też usłyszałam krzyki, że po Ch... mi to wiedzieć. Ze liczymy się my i nasza przyszłość, a nie przeszłość. Po prostu chyba chciałabym wiedzieć o nim wszystko. Jak mnie o coś pyta, to odpowiadam, a nie wpadam w szał, że on znowu coś chce wiedzieć... Wiem, że jedni podchadza do tematu: 100 proc. szczerości-czyli ja.. albo wręcz przeciwnie, że pewne rzeczy lepiej zataic. Czego nie rozumiem, kłamać przed osoba, która się kocha...? Trwa to w mojej głowie już zbyt długo i postanowiłam zwrócić się do Was o pomoc.
  16. Witam serdecznie. Jestem tutaj nowa. Chce się z kims podzielić swoim problemem i uzyskać szczera opinie. To będzie jeden z tych dłuższych postów i z góry przepraszam. Mam 29 lat i jestem niecały rok po ślubie (25.08.2018), ale w związku jesteśmy od przeszło 12lat. Można łatwo policzyć, ze byliśmy jeszcze dziećmi jak się poznaliśmy. Mój mąż jest osoba, która nigdy nie okazywała uczuć, nie komplementowała, nie była przy mnie jak byłam chora, czy jak broniłam prace inżynierska i nie pamietała nawet o urodzinach. Z biegiem czasu zaczęliśmy dojrzewać i pojawili się inni mężczyźni zainteresowani moja osoba. Nie byłam święta, bo potrafiłam umówić się na kawę, bez jego wiedzy, ale zawsze coś mnie do niego ciągnęło, ze wracałam a on dowiadywał się o tych potajemnych spotkaniach i dawał mi kolejne szanse. Przez to wszystko on tez postanowił mnie oszukać w tej kwestii i spotkać się z inna kobieta. Przez to wszystko podejrzewam, ze oboje popadlismy w początki depresji. Przestaliśmy wychodzić z domu, każde z nas uciekało do pracy czy znajomych. Odsunęliśmy się od rodziny. On zaczął mnie bardzo kontrolować ( z jednej strony to rozumiem) sprawdzać telefon, google maps gdzie byłam, grafiki w pracy itp. Bardzo mnie to raniło, lecz nie potrafiłam odejść. Cały związek czekałam na oświadczyny ale się nie doczekałam. Oświadczyny nastąpiły w przeddzień ślubu w samochodzie pod Auchan. Bardzo mnie to zabolało, gdyż obiecywał ze to zrobi cały czas, a ja na to bardzo liczyłam. Slub wzięliśmy, żeby umocnić związek. Niestety cały czas ma do mnie ograniczone zaufanie. Cały czas jestem pod kontrola... nie śpimy po nocach. 4miesiace temu poznałam wspaniałego faceta. Czuje się dobrze w jego towarzystwie. Tylko dlaczego ja nie potrafię odejść od męża??? Czy to jest miłość czy to przywiązanie? A może toksyczna relacja z szantażem, ze jak odejdę to się zabije. Zerwałam wszelki kontakt z tym mężczyzna. Nie doszło między nami do niczego, choć wiem ze on się zakochał bardzo a ja tez nie jestem obojętna. Rodzina mówi ze jestem zaślepiona. Ze mnie wykorzystuje i ze jest uzależniony. Bierze narkotyki i twierdzi ze to przeze mnie. Proszę oceńcie sytuacje czy to ze mną jest problem, czy z nim? Czy może z obojgiem z nas. Pogubiłam się w życiu. Nie mam ochoty wychodzić z łóżka. Nie widzę sensu życia. Czy taki związek ma jakakolwiek przyszłość bez nerwów, leku, podejrzeń czy stresu? Czy dziecko zmieni sytuacje? Pozdrawiam i czekam na Wasze opinie
  17. Dzień Dobry, pisze z takim problemem, chciałam zapytać jak mogę sobie poradzić z czarnowidztwem. Sprawa wygląda tak: cały czas mam wrażenie, że spotka mnie najgorsze np.: a) jadę samochodem i przy większych prędkościach np.: na autostradzie boje się, że zaraz strzeli mi opona, b) poręczyłam koledze kredyt na firmę i wiem, że firma dobrze działa i nie będzie problemu ze spłatą kredytu, ale już się boję „a co będzie jak będę musiała płacić za niego”. Ufam mu i raczej wiem, że nawet jak mu się powinie noga nie pozwoli abym przejęła taki dług na siebie i zrobi wszystko, aby zdobyć pieniądze na raty, ale z tyłu głowy ciągle mam tę obawę, c) mam kolegę w sumie chyba zapowiada się na bliższą relację i ostatnio zaproponował, że pooglądamy wspólnie film a potem on u mnie przenocuje, ale on ma problemy z ciśnieniem i ja się boję, że jemu w nocy będzie się coś dziać i ja nie zareaguje na czas. W ciągu dnia inaczej bo mogę zareagować a w nocy gdy będę spała……. Wiem, że to głupie, ale nie mogę poradzić sobie z tymi myślami. Jak mogę sobie z tym poradzić? Jak walczyć?
  18. Mam 28 lat i obecnie jestem samotna matka. Moj problem jest wielowatkow, zaczne od tego ktory najbardziej mnie boli * Moj (były??) Narzeczony wyprowadzil sie 3 msc temu. Powodem bylo to ze noe gotuje obiadów i go zaniedbalam, ponieważ pojawiło sie dziecko. W zeszłym tygodniu zostalam zamieszana w bardzo ciezka sytuacje. Mianowicie podobno ex mnie zdradza z żoną najwiekszego wroga. Wiem ze ze sobą rozmawiają ponieważ to co powiedziałam jemu ona wypisuje mi w SMS.. nie jestem w stanie im zaufać. Jasno juz kilka razy bylo powiedziane ze to koniec, jednak on dalej przychodzi i dalej dyskutuje nt tego jak go zaniedbalam i ze nie było zadnej zdrady. Nie wiem w co mam wierzyć. Z jednej strony cierpie z drugiej nienawidzę...bo zostawil mnie sama.. czy da sie to jeszcze naprawić czy powinnam odpuścić i czekac na dalszy rozwój sytuacji? * Problem drugi dotyczy ojca akoholik i schizofrenik nachodzi i mnie wyzywa , zastrasza mnie i cala rodzine. I szczerze mówiąc pomocy od panstwa nie mamy caly czas dostajemy w łeb od sadu, mopsu prawnikow... Obstawiam ze mam syndrom dda czyli superbohater... jest jakas możliwość ochrony przed nim? Poza ubezwłasnowolnieniem bo to bez sensu lekarz i tak wypuści go po miesiącu... Zastanawiam sie od czego zacząć szukac pomocy? Zajac sie związkiem czy sobą? Czy możliwe ze moim ' system obrony' jest złośliwość. W ciągu ostatnich kilku dni robie awanture za awanturą.. jestem zagubiona w tym wszystkim i nie wiem jak i od czego zacząć szukac pomocy
  19. Witam, Jestem kobietą w wieku 27 lat. Aktualnie jestem bezrobotna. Od kilku miesięcy moje emocje wymykają mi się spod kontroli i popadam w skrajności m.in np. jak nie radze sobie z czymś to płaczę. Nie mogę nad tym zapanować, ani powstrzymać, potrafię płakać przy ludziach. Jak ktoś mnie atakuje, wyprowadza mnie z równowagi i próbuje poniżyć, mam ochotę go uderzyć, bo muszę się bronić, ale na razie kończy się na słowach, mam jeszcze jakiś hamulec. W kwestii poniżania, mam obsesje. W szkole często byłam ofiarą przemocy psychicznej dla zabawy i nie chce, żeby to zdarzyło mi się w dorosłym życiu i muszę się przed tym bronić. Mam też bzika na punkcie bezpieczeństwa pod każdym względem i opinii na mój temat, jestem pamiętliwa. Ciągle się martwię, że ktoś mnie skrzywdzi, czy moje wysiłki pójdą na marne, albo ze wyjde na kogoś nie poważnego, czy zrobie z siebie jakąś głupią. Ciągle czuje się zagrożona, wielokrotnie sprawdzam zamki, kłódki, alarmy, drzwi wejściowe, żeby nikt mi w nocy nie odrąbał mi głowy, porwał albo okradł. Mój numer telefonu ma tylko rodzina, żeby nikt obcy nie zadzwonił, w celu poniżenia mnie. Boje się, że ktoś inny może mi coś zrobić i ciągle muszę się chronić i uważać w każdy sposób. Mam obsesje, że każdy mnie obserwuje i ma za ciamajdę albo głupszą, jak sobie z czymś nie radzę. Jak coś zrobię nietypowego, odnoszę wrażenie, że inni chcą mi pokazać, że i tak jestem gorsza, podbudować swoje ego kosztem mojej osoby. Nie chce być wiecznie w życiu omijana, poniżana, niechciana, uznawana za gorszą, mam wrecz dosyć bycia tą ostatnią, tylko dlatego, że jestem dosyć spokojna, czy kobietą. Czasami mam okresy energii, a potem długi okres przemęczenia. Jak jestem wesoła, to czasem jedna sprawa sprawia, że moje samopoczucie zmienia się w odmienne, bo się czymś przejmę, albo coś pomyśle. Przez przeszłość nie ufam ludziom do każdego mam dystans, nie mam bliskich znajomych. Przyjaciele zawiedli moje zaufanie. Jestem, więc samotnicą od wielu lat, jedyne co mam to chłopaka, ale i tak nie ufam nawet mu w 100%. Od dawna unikam też rozmów telefonicznych. Jak muszę coś załatwić, czy umówić na wizytę do lekarza daje komuś dzwonić. Nie wystawiam nawet ogłoszen ze swoim numerem telefonu, bo ktoś zorientuje się, że to ja z mojej miejscowości, a ja boje się głupich telefonów i że znowu stanę się obiektem naśmiewania, boję się też przez telefon zrobić z siebie idiotkę. Kilka miesięcy temu rzuciłam pracę, bo nie radziłam sobie już ze stresem i wystawianiem moich nerwów na próbę. Marzyłam jedynie o tym, aby odpocząć. Jednak efekt odpoczynku był chwilowy. Dalej jestem przemęczona i przejmuje się wszystkim na maksa. W sytuacji stresowej zaczynam źle się czuć, mam m.in. dolegliwości trawienne, boje się w związku z tym kompromitacji towarzystwie, potrafię cała drzeć z nerwów, czy wpaść w panikę, kilka razy nie wiele brakowało do utraty przytomności. Jak sobie radzę, dotychczas pomagało "Ja nie dam rady! To ja wam pokaże" jak sobie nie radziłam, jak się stresowałam to na odstresowanie: grałam w strategie, jezdziłam po polnych drogach lub słucham głośno muzyki, teraz odnoszę wrażenie, że nic już nie działa, na nic też nie mam energii i pomysłów. Nie chce, żeby się pogorszyło z czasem. Co mi może być? Gdzie szukać pomocy najlepiej bezpłatnej? Na chwile obecną jestem w dość niekomfortowej sytuacji finansowej.
  20. Mam 18 lat, od kilku miesięcy przestałam uczęszczać na terapię ze względów finansowych, dlatego piszę tutaj. Od kilku lat przyjaźnię się z jedną dziewczyną, ale gdy ta znalazła sobie chłopaka, poczułam się zagrożona. Nie umiem tego wytłumaczyć... Czuję się przez nią porzucona, bo oprócz niej nie mam nikogo. Praktycznie się nie spotykamy, a gdy ze sobą piszemy, to tylko wtedy, kiedy się kłócimy. Dziś była wybuchła jedna z takich kłótni, obie nie wytrzymałyśmy i napisałyśmy wszystko co czułyśmy, nie wyszło to na dobre, bo prawdopodobnie nasza przyjaźń się skończyła. Zaczęłam się strasznie trząść, jakby z zimna i rzeczywiście - czułam zimno. Wszystko ustało kiedy wzięłam lek na uspokojenie. Przed tymi wydarzeniami był jeszcze czas kiedy dosłownie nie miałam siły wstać z łóżka i zaczęłam płakać przez to, że jem śniadanie, tak po prostu... Czuję się źle pisząc to tutaj mimo, że ta strona właśnie od tego jest, ale jednak uważam, że i tak nikogo nie będzie to obchodzić, albo ktoś powie, że wyolbrzymiam lub chcę aby mi coś "zdiagnozowano". Nie jest tak. Nie wiem jak mam sobie z tym poradzić. Liczę na szybką odpowiedź. Pozdrawiam
  21. Witam, mam 28 lat. Jestem mężatką od 8 lat. 10 lat znamy się z mężem. Wydaje mi się że mąż mną manipuluje. Źle zaczęło się 5 lat temu, mąż mnie zdradził z koleżanką z pracy, bo czegoś mu brakowało, nie dogadywaliśmy się tak jak powinniśmy. Po kilku miesiącach postanowiliśmy do siebie wrócić, naprawić wszystko. Dodam że mąż jest nerwowy, w dodatku narcystyczny, złośliwy, ma mało empatii przez co trudno mu mnie zrozumieć czasami w kłótniach. Nadużywa alkoholu. Często w kłótniach szantażował mnie rozwodem, że wszystko mi zabierze, że jestem nic nie warta, nic mi się nie należy. Ubliżał, był agresywny, czasami się szarpaliśmy. Doszło do tego, że musiałam raz dzwonić na Policje, żeby go uspokoili. Ale On potrafił udawać spokojnego i trzeźwego, zrobić ze mnie wariatkę. Teraz jest tak, że miał skończyć z piciem, bo to nas oddalało, mieliśmy starać się o dziecko. W listopadzie obiecywał, że od grudnia przestanie. W grudniu święta, musiał wypić, w styczniu jego urodziny, czyli bez sensu zacznie od lutego, no i do dziś pije. W trakcie każdej kłótni wykańczał mnie psychicznie, płakałam, a On ciągnął dalej. Na trzeżwo również się kłócił, ale mniej, wszystkie swoje żale kierował, gdy był pod wpływem wypominał różne głupie rzeczy sprzed kliku lat, gdy miałam 17 lat może nie byłam taka wszystko wiedząca, i mi dużo pomagał (jest ogarniętym mężczyzną i umiał zawsze wszystko załatwić) a gdy ja wypominałam uważał, że przesadzam i nie powinnam do tego wracać (Nawet na trzeźwo) gdy poszli ostatnio z kolegą na piwo, upił się, ja po niego przyjechałam i przyznał się, że całował się ze znajomą (żoną swojego znajomego-patologia) Na drugi dzień się od tego wymigiwał, mówił że nic się nie stało, a nawet jeśli to nie zdrada itd. Parę dni temu upił się i zaczęło się. Potrafi nieźle zamącić w głowie (techniki mieszane) Raz kłótnia, za chwile obraża, zaraz płacze, obraża, chwali, grozi, że nic nie będę miała po rozwodzie, grozi że mi coś zrobi itd... Jestem wykończona. Na drugi dzień powiedziałam mu o rozwodzie, że chyba to jest jedyne wyjście, bo nie mam sił psychicznie. Gdy przyszedł z pracy był miły i przybity zarazem, przepraszał mnie za swoje zachowanie. Powiedział, że przestanie pić, ale miał przestać już pół roku temu. Nie wiem co robić. Są dobre chwile, mamy takie samo poczucie humoru, śpimy razem, rozmawiamy, śmiejemy się, komentujemy programy w tv. Są dobre chwile, ale te złe mnie wykańczają. Nie chcę wciąż siedzieć przed telewizorem ( ile razy prosiłam, żebyśmy gdzieś wyszli, parę razy wyszliśmy do kina, to było święto. Chciałam coś innego robić, chociażby pograć w jakieś gry, czy karty) nie chcę się bać, że znów się napije, gdy podnosi rękę ja już chcę unikać dotyku. Nie wiem co mam robić, gdy teraz pomyślę że będę sama, robi mi się przyjemnie, jestem spokojna, nie wyobrażam sobie co będzie jak przyjdzie dziecko. Mówi zawsze, że w tedy przestanie w ogóle. Ale miałam ojca który pił i nic sobie nie robił, że ma dzieci i się boją. Nie wiem jaki będzie przy dziecku, a co jeśli nam się nie uda? Dziecko będzie cierpieć, lepiej się teraz rozstać w zgodzie, niż później żreć się w sądzie. Teraz nie pije, jest miły, próbuje przeprosić wozi mnie samochodem jak muszę coś załatwić. Ale sam jeszcze nie dawno mówił o rozwodzie, z byle czego się denerwuje, ja się boję jak mi coś upadnie na podłogę ,bo nieraz tak było że złośliwie mówił że jestem łamaga. Wytyka mi iże przytyłam, a jak ja mu to powiem to obraża się i lepiej do niego nie mówić. Ogólnie jak ja coś zrobię to jest źle, gdy wypomnę, gdy jestem złośliwa jak On zacznie. Ja nic nie mogę zrobić, chce żebym była pod jego butem, że mnie wychował. On wszystko może. Nie wiem co dalej. Czy dać mu ultimatum żeby poszedł do psychologa (kiedyś po zdradzie proponowałam, to mówił ok, ale potem nic z tym nie zrobił) Nie wiem czy chcę czekać na efekty. Nie wiem czy jest sens być z takim człowiekiem, którego generalnie się boję. Boję się co będzie jutro. Pozdrawiam.
  22. Dzień Dobry Jak uwolnić się od emocjonalnego uzależnia od partnera ? Nie mam pojęcia dlaczego to siedzi w głowie. Nie ma żadnych przesłanek że strony partnera o zdradzie itp. a ja mam w sobie emocje które niszczą mnie i nie pozwalają funkcjonować . Każde polubienie innej kobiety na portalach społecznościowych doprowadza mnie do szału , z tym że moich zdjęć nie lubi. Kiedyś podczas kłótni zdarzyła się sytuacja ze mną szarpał. Próbuje mnie ustawić pod swoje hierarchię ( teraz to zauważam ) i czy to może być jeden z powodów przez który nie mogę być sobą i próbując dopasować się do jego oczekiwań wzrasta u mnie frustracja ? Nie wiem dlaczego oczekuje od niego żeby bardziej się angażował. Czy na tyle straciłam szacunek do siebie żeby tego nie zakończyć ? I te emocje próbują mi w tym pomóc ? Dodam jeszcze że bardzo uzależniam swoje poczucie humoru od niego . Nie wiem dlaczego tak się dzieje , nie chce żeby tak było ale w głowie rozgrywa się totalne piekło w tej kwestii ...
  23. Jestem 26letnia dziewczyną, na codzień normalną... troskliwą, kochającą i uczynną. Problem zaczyna się w momencie gdy przestaję panować nad zazdrością. Ufam mojej Partnerce(bo jest Aniołem a nie kobietą..) ale już 3x (przez rok bycia w związku) zrobiłam Jej krzywde..zarówno emocjonalną jak i doszło do rękoczynów. Dostalam poprzednimi razy szanse.. lecz to się znów powtorzyło. Zostawiła mnie. Kocham Ją nad życie i muszę odzyskać ten związek. Problem chyba leży w tym, że nad sobą nie panuję... jestem obsesyjnie zazdrosna o wszystko. O przeszłość, o meżczyznę mijanego na ulicy, o znajomych. Wtedy dostaję ataku paniki(szczegolnie po alkoholu) krzyczę, płaczę, uderzam pięściami we wszystko co jest wokół, mam ochotę w kłótniach targnąć się na życie itp. Gdy emocje opadają zazwyczaj nie pamiętam co się wydarzyło, czuję wielki strach, że stracę Ją bezpowrotnie i mam ochotę tylko leżeć i płakać. Totalnie zero sił do podatawowych życiowych czynnosci. Obecnie jestem zdeterminowana.. nie poddam się. Chciałbym znaleźć fachową pomoc, która być może pozwoli mi zrozumieć samą siebie a przede wszystkim(!) odzyskać Miłość mojego życia. I nigdy wiecej nie popełnić tak strasznego błędu. Czy jest coś co mogłabym zrobić?
  24. Jestem doktorantką i mam 25 lat. Mam również niedoczynność tarczycy. Od ostatnich 3 lat żyję w ciągłym stresie. Najpierw działałam w kole naukowym, które prowadziłam, a teraz staram się prowadzić moje badania na doktorat. Dotyczą one ludzi i wymagają cierpliwości. No, ale od początku. Od ostatnich miesięcy mam wrażenie, że nasilił mi się stres. Jestem w sytuacji, kiedy nie wiem czy w przyszłym roku akademickim będę miała stypendium i tak będzie co roku, a wiem, że jeśli będę zmuszona pójść do pracy to nie będę miała czasu by skończyć doktorat. Dodam, że ostatnie zmiany prawne sprawiły, że mam maksymalnie 5 lat by to skończyć, nie mam już szansy przedłużać tego jak moi poprzednicy. Mam wrażenie, że żyję w zamkniętym kole i muszę być produktywna 24h/7, bo inaczej ktoś inny będzie miał wystarczająco osiągnięć by mieć stypendium. Badania przez to wydają mi się niepełne i że nie wychodzą mi. Każda porażka, każdy dzień kiedy nie mam czegokolwiek w czasie okresu badawczego daje mi wrażenie, że marnuje ten czas. Dodam, że jestem na samym początku doktoratu. Każdego dnia boję się, że to mi się nie uda, że nie dam rady zrobić wszystkiego i zostanę bez finansów. Ostatnio przeżyłam coś jakby atak paniki, ale nie wiem czy to było to. Czasami mam wrażenie, że popełniłam błąd podejmując taki wybór w życiu. Czasami chcę leżeć w łóżku i nie wstawać. Po prostu leżeć i czekać, aż wszystko minie. Najgorsze jest to, że badania przestały sprawiać mi radość. Radość poznawania i opisywania nowego zagadnienia. Mam wrażenie, że to jest bezsensu co robię. Wiem, że to wszystko musi brzmieć infantylnie, bo przecież sama sobie wybrałam to, ale ja się w tym odnajduje, a przynajmniej bardzo to lubiłam - zajmowanie się nauką, ale teraz mam wrażenie, że sama sobie przyszykowałam szubienice wchodząc w tak stresującą serię sytuacji. Nie wiem, co robić.
  25. Mam na imię Piotr, mam 24 lata . Mam problem ze swoja osobowością. Miałem nawet myśli samobójcze. Miałem ojca alkoholika, bił mnie w dzieciństwie. Gdy miałem 9 lat powiesił się. Gdy byłem nastolatkiem byłem molestowany przez przyjaciela rodziny . W średniej szkole byłem cichym chłopcem. Nie mam zbyt wielu znajomych , i ciężko mi poznać nowych. W towarzystwie nie gadam nic , chyba że wypije w tedy jestem śmielszy. Mam ataki lęku , pocą mi się ręce , drży mi głos, serce bije mocniej gdy mam rozmawiać z ludźmi. Chciałbym w końcu mieć więcej pewności siebie , rozmawiać z ludźmi bez przemyślenia tego co powiem. Poznać jakąś dziewczynę i być w końcu sobą . A nie całe życie siedzieć pod maską. proszę o poradę.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.