Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'lęk'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 545 wyników

  1. Witam! Moj problem polega na tym, ze boje sie podjac prace, ze nie bede umiala sie dogadac z innymi. Jestem osoba niesmiala, nie umiem rozmawiac w grupie zawsze siedze cicho.Gdy czasem zdarzy mi sie cos powiedziec to mam wrazenie, ze jest to bezdensu i nikt tego nie slucha. Z praca wiaze sie duzy stres, ktory bardzo mnie ogranicza, zaczynam sie jąkac serce bije jak szalone chetnie bym uciekła. Bardzo bym chciala pracowac ale czuje, ze do niczego sie nienadaje, stresuje sie zadzwonic zapytac o jakies oferty pracy. Dodam, ze utrzymuje sie z opieki nad dziecmi siostry, ktore bardzo kocham i tu pojawia sie drugi problem jestem z nimi bardzo zwiazana. Mieszkaja na drugim koncu Polski, jezdze do nich co drugi tydzien. Na sama mysl o pracy w swojej miejscowosci i brakiem mozliwosci spotkan z dziecmi chce mi sie plakac i placze za nimi jakbym miala ich wiecej nie zobaczyc. Czuje sie u nich bezpieczna ale to nie moze trwac wiecznie mam 27 la.
  2. Dzień dobry, piszę w sprawie dotyczącej swojej partnerki. Znamy się 8 lat, nie miała łatwego dzieciństwa, rozwód rodziców i problemy ze sferą mentalną u matki, ojciec nie kontaktuje się. Jakiś czas temu dłuższy zaczęły się u partnerki pojawiać pewne symptomy: liczyła parzyście np. owoce, plasterki sera itd., w odpowiedniej kolejności zapalała światło i drzwi, z czasem zaprzestała używać komunikatora (z dnia na dzień), nie wyszukuje przez wyszukiwarkę sama jakichś rzeczy, w sprawie alimentów nie kontaktuje się z ojcem bezpośrednio, tylko ja piszę wiadomości do niego, ma problemy z przełamaniem pewnych schematów, porządku - budzi to jej mocny niepokój i się stresuje. Partnerka 26 lat, nie pracująca, w czasie studiów ja pomagałem jej się utrzymać. Po ich skończeniu nie pracuje, nie robi nic w tym kierunku, boi się, że choroba jej, o ile ma, pójdzie w ślady matki. Sama nic nie załatwia, nie posiada też ubezpieczenia zdrowotnego. Z racji trudnej sytuacji domowej (ma jeszcze dziadków) zgodziłem się, żeby zamieszkała w moim mieszkaniu, które niedawno kupiłem, dopóki jeszcze ja go nie ogarnę do końca. Nie mieszkamy jeszcze razem. Miała epizody, że podczas studiów kontaktowała się z obcokrajowcami - mężczyznami, do jednego z tego, co wiem wysłała nawet list. We wtorek rano, odkryłem, że na balkonie przetrzymywała czarnoskórego mężczyznę (wiem, że spędził tam noc), który miał w piątek wypadek (w walentynki) i które spędziła z tym człowiekiem na SOR, próbując tłumaczyć jemu i lekarzom, co mu się stało (personel nie mówił w języku angielskim). Ten mężczyzna nie był jej znajomym, tylko przypadkiem koło niej ktoś go zepchnął ze schodów. W szpitalu ja też go widziałem, więc to miało miejsce faktycznie. W konsekwencji wyrzuciłem zarówno jego, jak i moją partnerkę z mieszkania. Dzisiaj mi opowiedziała o tych swoich lękach i fobiach, oraz problemach, czemu nie szukała pracy i że się boi, że skończy na ulicy. Generalnie przez ostatnie 3-4 lata to ja w 100% ją utrzymywałem, w mieszkaniu od roku miała wszystko zapewnione i opłacone, nie dokładała ani grosza do mieszkania (zakupu jak i wyposażenia na ten moment). W przeszłości bywała też w klubach i w ciągu ostatnich dwóch lat została pobita z potencjalnym podejrzeniem czegoś więcej. Gdy ja chciałem to zgłosić na policję, kategorycznie odmawiała, zakazywała mi. Zachowywała się nierzadko roszczeniowo, jedynie prosząc o pieniądze. Dziś mi także mówiła, że nie okazywałem jej uczuć (jest to prawda, mam problem z wyrażaniem emocji, więc nie robię tego). Stawiałem też wielokrotnie ultimatum, żeby jednak starała się szukać pracy, bo nie miałem możliwości odłożenia jakiejkolwiek sumy pieniędzy. Chciałbym zaznaczyć wyraźnie, ze nie jestem idealny i nie podejmowałem decyzji w wielu sytuacjach - ten związek był/jest także moim takim pierwszym poważnym. Nie wiem jednak jak się zachować w tej sytuacji. Pytałem innej osoby, która ma problemy z nerwicą natręctw i uzyskałem odpowiedź, że partnerka moja zachowuje się roszczeniowo i wciąga innych w swoje lęki i że sama powinna zacząć coś z tym robić oraz, że ta relacja jest toksyczna i powinienem ją zakończyć. Bardzo proszę o pomoc, radę, czy powinienem jej pomóc w leczeniu, czy odciąć się od tej relacji. Podejrzewam u niej zachowanie typu borderline.
  3. Witam, Chailabym zasiegnac waszych opini, poniewaz czuje ze mam strasznie zblazowany mozg. Moj facet, z ktorym jestem juz calkiem dlugo, bo leci nam juz prawie 9 rok razem.... zawsze tak potrafi poprowadzic rozmowe, ze wnioskuje jakoby on obciazal mnie cala wina za wszystkie jego nieszczescia. Poklocilismy sie w pracy, prosilam go, zebysmy poczekali z tym, zeby zalatwic to w domu, bo on wie, ze jak sie klocimy to od razu zaczynam trzasc sie i plakac i nie jestem w stanie nic robic, jezyk mi sie placze, a co dopiero pracowac. Ale nie, on ciagle napiera i napiera, a potem jak wychodzi tak jak zawsze to slysze od niego, ze wsyd mu przed wszystkimi ze taka szopke robie. Poklocilismy sie przed przyjazdem jego kolegi i poprosil mnie, zebym ja napisala do jego kolegi i odwowala caly jego przyjazd. Teraz slysze, ze on juz nie ma sily sie tlumaczyc, ze mu wstyd przed nim i ze znajomosc zakonczona ( czyli rozumime, ze przeze mnie...) Nawet jak klocimy sie w domu, i on na mnie krzyczy to wszystko jest ok, a jak ja zaczne sie wydzierac to od razu ze wstyd mu przed wszystkimi sasiadami. Niestety dopuscilam sie jednego skoku w bok, co bardzo odbilo sie na mojej psychice ....jego rowniez, ale przeszlismy wiele rozmow, i kiedy zaczyna byc dorze miedzy nami to on nagle dostaje atakow, ze on wcale mi nie wierzy co sie stalo tamtej nocy (mielismy nie raz rozmowe o wszystkich, wszystkich szczegolach, ktore pamietalam z tamtej nocy, takich jak przyrodzenie tamtego faceta, pozycje ....to bylo dla mnie straszne). I raz mi mowil, ze wierzy, potem ze nie wierzy. On chce zebym wszystko naprawila, odzyskala jego zaufanie.... Staralam sie, zrezygnowalam z portali spolecznosciowych, nie mam znajomych wiec i tak nie mam gdzie z kim wychodzic, oprocz niego. Cale dnie moje wygladaja praca-dom, nic wiecej. Zaczelam sie przed nim otwierac, mowic, co mysle, staram sie byc caly czas mila, zawsze ma buziaka ode mnie jak sie rozstajemy w drzwiach, czy budzimy rano... Nie jestem osoba wylewna, raczej skryta i nigdy tez nie mowilam czesto kocham, ale nad tym tez pracuje. Niejednokrotnie dawalam mu haslo do swojego telefonu, ma swobode kiedy chce go uzywac, bez problemow mu go daje. Dbam o dom, gotuje, prasuje, sprzatam., robie mu prezenty. On zaczal sie w ostatnim czasie przykladac bardziej do obowiazkow w domu, co mnie ucieszylo, ale ja juz nie wiem co mam dalej robic. Z pracy przez moja zdrade tez musial zrezygnowac, za co rowniez zostalam obciazona wina. To ze nie mogl znalezc pracy przez tak dlugi czas tez jest moja wina. I to ze teraz zaczal nowa prace i znow sie poklocilismy o to samo, to teraz slysze, ze rozpierdalam mu nowa prace. Czuje sie odpowiedzialna za kazde jego nieszczescie. Przynosze mu tylko wstyd przy innych. I wiem. Dopuscilam sie czegos obrzydliwego i okropnego. I sama siebie za to nienawidze. Bylo to raz, kiedy nie dzialo sie miedzy nami dobrze, ja mialam problemy zdrowotne, on w ogole mnie nie zauwazal, ciagle mialam tylko klotnie w domu, ze obiad nie zrobiony, pranie nie zrobione.... wszystko robie zle. On nawet nie zauwazyl, ze ktos z pracy sie kolo mnie kreci i stara sie zwrocic moja uwage...Nie bylo zadnego romansu miedzy nami, nie spotykalismy sie potajemnie, widywalismy sie tlyko w pracy, na fajce...pisalismy przez komunikator...dopiero sie poznawalismy i to na stiopie przyjacielskiej. I tak, przed impreza firmowa, mialam isc z facetem razem, ale mnie olal, bo nie zrobilam prania i nie mial sie w co ubrac i wyladowalam najebana u tamtego w lozku. Stracilam caly swoj filar, ceche (lojalnosc i wiernosc) za ktora lubilam siebie najbardziej a teraz....? czuje sie jakbym juz do konca zycia byla naznaczona i on wcale nawet nie musi mnie w tym uswiadamiac, ja czuje to sama w sobie i nie wiem jak przestac. On przy kazdej klotni mnie niejednokrotnie wyganial do tamtego, naprawde przy nerwach on potrafi powiedziec mi co tylko mu sie podoba, wyzywac mnie i nawet jak pytam, jak on moze mowic mi takie rzeczy to on od razu obraca sprawe tak, ze moje przewinienie jest o wiele wieksze i wyglada to tak, ze teraz to on moze wyladowyac sie na mnie jak chce. Jestem znerwicowana, drze na sam jego glos, kiedy slysze ze znow bedziemy to przerabiac i czasami on juz zarzuca mi klamstwo, kiedy ja wiem ze jestem czegos pewna i robi mi sie metlik w glowie, bo zaczynam przestawac juz widziec co jest prawda a co klamstwem. Czuje jakbym dostawala schizofrenii. Nieraz slyszalam, ze spierdolilam mu zycie. Ale zawsze jakos sie godzilismy. teraz czuje jakbym juz tracila przez to wszystko kontakt z rzeczywisctoscia i nie mam nawet z kim o tym wszystkim porozmawiac.
  4. A więc mam 21 lat, jako, że mój problem zaczął się w grudniu tamtego roku (po przeprowadzce do innego miasta(nie było innego wyboru), chciałbym zapytać jak sobię z tym poradzić. Przed przeprowadzką miałem pracę o której marzyłem, w sumie od zawsze.. Teraz? Przez trzy miesiące miałem trzy oferty pracy na stanowisku na którym mi zależało. Starałem się dać z siebie wszystko, żeby się na nie dostać, ale zawsze mnie wykluczano.. Mam doświadczenie w zawodzie, chcę się rozwijać ale zazwyczaj wyklucza mnie status ucznia/studenta. Z dnia na dzień brakuje mi motywacji, mimo, że znalazłem jakąkolwiek pracę, żeby mieć za co opłacić mieszkanie, to z dnia na dzień jest do cholery coraz gorzej(ta praca mnie po prostu przytłacza). Codziennie wysyłam CV do różnych firm, dzwonię, umawiam się na rozmowy o pracę ale ostatecznie do nich nie dochodzi.. Coraz bardziej boję się, że stanę w miejscu i nigdy z niego nie wyjdę i nigdy niczego nie osiągnę,a chcę, serio chcę! Przez to wszystko stresuje się najmniej istotnymi rzeczami, dobijaja mnie emocje (potrafię popłakać się przy randomowym impulsie), lękam się dosłownie wszystkiego, a starając się o tym nie myśleć, robi się tylko gorzej. Nie wiem co mam robić, żeby poczuć się chociaż trochę lepiej. Zrezygnować z aktualnej pracy? Może zostać w niej do póki nie znajdę tej, która mnie interesuje? Może po prostu znowu zamieszkać z mamą i żyć z przekonaniem, że niczego nie osiągnę bo się poddaje i wracam do punktu wyjścia. To wszystko mnie tak cholernie przytłacza, chcę tylko udowodnić, że potrafię, ale nikt mi nie daje szansy.. Nie chcę, żeby moje życie skończyło się na wynajmowaniu PRLowskiego mieszkania i codziennego bania się o to, czy będę w stanie opłacić rachunki. Jak mam sobie z tym wszystkim poradzić?
  5. Jestem licealistką w wieku 17 lat. Odkąd zdradziłam mojego byłego chłopaka, czyli od 7 miesięcy ciągle się kłóciliśmy, on nie umiał mi ponownie zaufać, tym bardziej że co jakiś czas zdrady się powtarzały. Dzisiaj ze mną zerwał, nie chce mi uwierzyć w to że się zmieniłam a tym razem naprawdę się zmieniłam. Nie radzę sobie z tą sytuacją, mam silne myśli samobójcze. Jak mogę naprawić tą relację i pomóc jemu ponownie mi zaufać?
  6. Dzień dobry, Mam 53 lata, jestem w związku z 4 lata starszym mężczyzną, nazwę go OLO. Ponad 10 lat temu rozpadło się moje małżenstwo, powodem była zdrada ze strony mojego byłego już męża Jestem tradycjonalistką, rodzina, zwiazek są dla mnie najważniejsze. Osobę z którą żyję traktuję bardzo poważnie . Ostatnio z moim OLO jakoś nie możemy się dogadać, jest nijak. Nie powinnam , wiem że intuicja kobieca to takie głupie tłumaczenie, ale otworzyłam wiadomości na fb. Mój OLO jest bardzo aktywny i otacza się sporą grupą " koleżanek " na tym portalu, wracając do tematu, przeczytałam tam wiadomość do jednej ze znajomych w której obsypywał ją komplementami i dwuznacznymi epitetami typu ; jesteś koncentratem seksu Małgoniu. Oczywiście odpowiedzi z drugiej strony są równie emocjonalne. Wiem że nie spotyka się z nikim i nie podejrzewam go o zdradę ale nie wiem co o tym myślęć. OLO uważa że to nic takiego, głupie żarty ale ja nie wiem co robić, boję się i nie ufam mu już chyba. Co o tym myślicie ?
  7. Witam. Mam na imie Natalia. Mam 29 lat. Szukam porady/pomocy psychologicznej. Przezywam swoj kryzys. Zastanawiam sie czy to co przezywam to depresja? Lubie swoje problemy rozwiazywac sama ale z tym ciezko mi idzie. Otoz 3 lata temu zaczelam byc bardziej drazliwa a po jakims czasie wystapily u mnie silne ataki paniki i to uczucie ( straszne) jakby strachu zamienialo moje cialo w jeden wielki ból I tak samo bylo z psychika ale wlaczylam z tym dziwnie. Wychodzilam z pulapki paniki dlugi czas. W tej chwili czuje ze nie umiem do konca sie zrelaksowac, ze wciaz jest we mnie stres ktorego czesto zajadam np slodyczami. Zadko mam problem ze snem za to budze sie juz bez humoru, rece mi sie trzesa w pracy mam zmienne humory, czesto jestem poirytowana mimo ze wszyscy uwazaj ze jestem pozytywna i sympatyczna. Ja ukrywam swoja nerwice. Zauwazylam ze ostatnio szybciej sie meczy, dluzej tez spie, czasem mimo ze uwielbiam przyrode wokol mnie to nie umiem tego zauwazyc/ docenic. Za duzo mysle, za duzo analizuje. Czesto negatywnie. Czesto jest mi ciezko. Mam tez problemy z hormonami. Chcialabym zeby ta nerwica mi tak nie zatruwala zycia, zebym poczula ulge zamiast napietych miesni. Chcialabym schudnac przy moich policystycznych jajnikach a bardzo sie martwie ze mi sie nie uda , chcialabym czuc sie szczesliwsza I byc pozytywniejsza. Czy walcze juz z depresja?? Duzo mi sie tego nazbieralo a bardzo chce zadbac o moje zdrowie psychiczne. Co powinnam zrobic?? Ciezko mi czasem tak zyc z tym bólem emocjonalnym, nerwicami, cofa mi to poczucie wlasnej wartosci niestety ... prosze mi cos poradzic .... nawet takie rzeczy jak ksiazki, diety, medytacje. Chce probowac wszystkiego ! Dziekuje serdecznie za wysluchanie❤
  8. Mam 19 lat i jeszcze jestem uczennicą. Mój problem polega na tym że nie potrafię opanować emocji oraz nawiązywać kontaktów z ludźmi. Nigdy nie byłam w związku mimo tego że nie uważam się za brzydką osobę, dbam o siebie, chodzę na siłownie. Moje koleżanki chodzą na imprezy etc. Ja w tym czasie jestem w domu. Trudno mi odezwać się do kogoś. Coś jest ze mną nie tak? Na proste wydarzenia reaguje stresem. Np.chrzest dziecka mojego brata, trzymałam świece do chrztu by dać ją chrzestnemu dziecka, będąc w kościele rodziców i chrzestnych jeszcze nie bylo, poszli załatwić sprawy formalne z księdzem, w tym czasie ludzie się na mnie bardzo patrzyli, miałam ochotę z tamtad wyjść lub zapytać się na co oni się tak gapią. Po zakończonej już mszy, zareagowałam na to płaczem. Lub nieznajomy chłopak ze szkoły zaprosił mnie na obiad, odmówiłam bo akurat wracałam do domu. Gdy to mówiłam “zrobiłam się czerwona na twarzy“ i nerwowa. Jak sobie radzić z pewnością siebie?
  9. Witam od pewnego czasu załatwiałem sprawy na wyjazd za granicę do pracy z przyjaciółmi i został mi tydzień do wyjazdu. Od około 2tygodni nie wiem co się że mną dzieje nie mam apetytu ani do jedzenia ani do picia. Boli mnie lekko głową czuje się fatalnie a byłem ostatnio u lekarza i jestem zdrowy więc z tego co myślę wychodzi na to że wszystko dzieje się w mojej głowie. Nie wiem jak sobie z tym poradzić żebym normalne mógł funkcjonować jeść pić i spać.Nie mam ochoty nawet na rzeczy które lubiłem robić np. Grać w piłkę czy oglądać filmy. Mam 20 lat i akurat skończyłem w tym roku szkole, jestem mężczyzna. Proszę o pomoc jak sobie z tym poradzić myślę że to przez ten wyjazd że się tak stresuję, że aż nie mogę normalnie funkcjonować.
  10. Witam. Mam 21 lat, w tym roku 22. Odkąd pamietam mam duże problemy z kontaktem z innymi ludźmi. Nie potrafię sama podejść i zacząć rozmowy ani przynajmniej utrzymać jej. W szkole od zawsze miałam problemy z innymi. Wstydziłam się i nie miałam przyjaciół, byłam wyśmiewana bez powodu. Nigdy nie miałam jasnego celu w życiu, żadnych większych zainteresowań i pasji oprócz zwierząt. Miałam problemy z nauką, w wieku dziecięcym już chciałam zniknąć i myślałam nawet o popełnieniu samobójstwa. Teraz nie raz myśle o tym ale nie chce tego zrobić. Znalazłam prace którą zawsze chciałam ale nie daje mi szczęścia. Od jakiegoś czasu coraz gorzej dogaduje się z jedną pracownicą która za mną nie przepada i to jest też powodem mojego złego nastroju i chęci odejścia z pracy. Ostatnio coraz gorzej pracuje i czuje że zawodzę ludzi w niej. Ostatnio ciagle myśle o odejściu z niej. Poza tym mam też coraz gorszy humor, depresyjne myśli. Całe życie byłam pesymistką ale ostatnio jest coraz gorzej, coraz częściej płacze, nic mi się nie chce, mam ochotę zostać w domu i płakać. Mam tylko jedną przyjaciółkę ale prawie 400km ode mnie, chłopaka nigdy nie miałam. Chciałabym się zaakceptować bo bardzo siebie nie lubie. Myśle że brak samoakceptacji jest spowodowany właśnie tym złym humorem ostatnio i coraz gorszym samopoczuciem. Cały czas myśle ze robię wszystko źle. Dodam tylko że poprawia humor mi jedynie słuchanie ulubionych artystów. Wiem że napisałam bardzo chaotycznie ale mam nadzieje ze zostanę zrozumiana.
  11. Witam Jestem Jacek, mam 31 lat. Opiszę moje życie w wielkim skrócie Do 7 roku życia wychowywałą mnie matka z ojcem, mama była położną w szpitalu, tata operatorem kamery w telewizji. Byłem bity przez wiecznie pijaną mamę, do dziś pamietam jak zrobiłem jej laurkę na dzień matki, ona robiła mi śniadanie, zwymiotowałem na talerz, wsadziła mi twarz w wymiociny a potem sprała mnie tak że powybijała mi zęby. Zawiozła mnie do sierocinca w Rabce prowadzonego przez siostry zakonne, powiedziała że idzie do dentysty i zaraz mnie odbierze, nie zrobiła tego, odebrała mnie babcia z dziadkiem i sąd przyznał im prawa opieki do mnie. Ojciec od dziecka mi powtarzał : mamusia nas zostawiła bo byłeś niegrzeczny Jako dziecko byłem typowym chłopcem, wojowałem, biegałem na przerwach, próbowałem grać w piłkę, gdy ktoś mi dokuczał to lałem go w mordę ale sam nigdy bez powodu nikogo nie uderzałem i nie atakowałem. Z czasem przez wychowywanie przez babcia zaczynałem stawać się typową pipką, w szkole śmiali się ze mnie że nie mam rodziców, ja wtedy nie broniłem się, płakałem po kątach, uciekałem ze szkoły, w pewnym momencie zaczęli się znęcać nademną, ojciec zgłosił to na policje, to pogorszyło wszystko, byłem konfident numer jeden. Zacząłęm się izolować, dostałem nauczanie indywidaulne, kolega (jeden z nielicznych) poczęstował mnie amfetaminą, zacząłem się czuć po niej normalnie, mój mózg działał na pełnych obrotach, zacząłem brać codziennie, miałem kilka zapaści przez amfetamine, zapisałem się do technikum, ale nie chodziłem do niej, szkoła nakazała mi pójście do psychologa, psycholog twierdził że mam depresje, ale ja go po prostu sprytnie okłamywałem, że siedziałem całymy dniami przed komputerem i naćpany czytałem różnego rodzaju fora elektroniczne (moja pasja) i konstruowałem zestawy głośnikowe. Zawsze mi się marzyły dobrej jakości komputery, elektronika, a pieniążków nie było, zacząłem oszukiwać ludzi na allegro, pieniądze przeznaczałem na zakup elektroniki i amfetaminy. Jednocześnie byłem cholernie zły dla mojej babci, wyzywałem ją, krzyczałem, gdy ona płakała i prosila bym nie ćpał i został w domu a nie szedł z kolegami to ja jej mówiłem : ty kurw...pierd.... itp Raz na zejściu próowałem wyskoczyć z okna, ojciec mówił : skacz pedale, skacz, Babcia mnie złapała, wezwała pogotowie, trafiłem na oddział psychiatrii dzieci i młodzieży, pamiętam jak stałem pod drzwiami i usłyszałem jak ojciec powiedział do lekarza czy można mnie np. ubezwłasnowolnić bym nie miał prawa do spadku po babci, proponował łapówkę, lekarz go wyrzucił z gabinetu. Ludzie z allegro zgłosili sprawę na policję, wyrok w sądzie, dostałem placówkę opiekuńczo wychowawczą od 16 do 18 roku życia za oszustwa i demoralizacje (nie kontynuowania obowiązku szkolnego) Trafiłem na jeden pawilon z bandytami którzy byli za ciężkie napady i rozboje, a ja za jakieś śmiesze oszustwa. Znęcali się nademną, w parenaście osób bili mnie, sikali na mnie, kopali, dusili, zgłosiłem to w końcu wychowawcy, wychowawca na policje. Zostałem wrogiem publicznym numer jeden. Po osiągnięciu 18 roku życia wyszedłem, wróciłem do Babci, niedługo potem zacząłem pracę, w ochronie, przestałem ćpać fetę sam z siebie bez niczyjej pomocy. nabrałęm dużo kredytów, ok 100 tyś, zapętliłem się, kupowałem rzezy o których zawsze marzyłem i wypełnić sobie nimi pustkę w sercu. Firma w której pracowałem zbankrutowała, przestałem spłacać kredyty, wpadłem w złe towarzystwo. W tym czasie ojciec namówił babcie na sprzedaż mieszkania które miało być dla mnie, sprzedała i za te pieniądze kupiła kamienice w w górach dla siebie, dla mnie, dla ojca i jego już chyba 5 żony. Gdy się tam wprowadziliśmy to znów wyczułem tą fałszywość w spojrzeniu ojca, nie chciałem być w tym mieszkaniu, raz przy świętach okazyjnie piliśmy alkohol całą ''rodziną'', nie dużo pół litra raptem na ponad 10 osób, symbolicznie po kieliszku albo po dwa. Ojciec nagle wstał i powiedział : znów się cwel...najeb... jak swoja matka ? Zrobiła się awantura, zacząłem płakać i krzyczeć : gdzie byłeś ch.u jak Cię potrzebowałem jako dziecko ? Uderzył mnie, ja mu oddałem, on się na mnie popatrzył, usłyszał że babcia wchodzi na piętro, a ten wtedy się położył na podłodze i zaczął krzyczeć : Ratunku, policja, napadł mnie gówniarz, po chwili wstał, zadzwonił na policje, gdy przyjechała to powiedział że go pobiłem, policjant powiedział że przecież nawet śladu nie ma i że jest śmieszny że na własnego syna dzwoni na policje. Zacząłem pracować w Krakowie z którego się wyprowadziłem, w serwisie, przez 4 lata codziennie dojeżdzłałem busem albo pociągiem 100 km w jedną stronę do pracy. Zakochałem się w dziewczynie, wkrótce zamieszkaliśmy razem w Krakowie w wynajmowanym mieszkaniu, zaszła w ciążę, wzięliśmy ślub, po urodzeniu dziecka zmieniła się o 180 stopni, nagle PiS, kościół, radio Maryja (taka rodzina, 3 braci ma, każdy jest księdzem) Po pół roku od ślubu rozstaliśmy się, ona z dzieckiem wróciła do matki, ja wylądowałem na ulicy, błąkałem się po ulicy, sprzedawałem wszystko co miałem żeby mieć na alkohol i papierosy. Nie płaciłem alimentów bo nie miałem z czego. Po roku poznałem pewnych poważnych ludzi z Krakowa, górna półka przestępców, zacząłem dla nich pracować w lombardzie, wyciągnęli do mnie rękę, pomogli mi, zrobili kursy. Przez 4 lata pracy u nich nauczyłem się oszukiwać, podrabiać, kombinować, pieniędzy mi nie brakowało, policja wielokrotnie mnie zatrzymywała, wiedziałem co mam mówić i jak się tłumaczyć, prokurator albo policja umarzali sprawę. Zacząłem inwestować w moje hobby, sprzęt audio, gramofony, CD, głośniki, akwarystyka. Poznałem w lombardzie kobietę, była z domu samotnej matki, miała 4 letniego syna, pokochałem ją, cały sprzęt sprzedałem żeby wynająć większe mieszkanie dla nas, chciałem dać temu dziecko i sobie rodzinę, uznałem w USC to dziecko jako swoje. Po paru miesiącach zaczeło się psuć, w awanturze zaczęła mnie okładać po ciele pięściami, pamiętam jak leżałem na podłodze i płakałem a ona mnie biła. Po kilku takich razach wróciła do matki Mi wtedy w magiczny sposób akurat na święta wpadło trochę kasy, ona wróciła wtedy do mnie, wyprawiłem święta, choinka, prezenty (ona nie kupia nic bo była bezrobotna, i jest do dzisiaj) Na sylwestra znikła z domu, zdradziła mnie i to ze swoim kuzynem, zaszla z nim w ciąże, dziecko urodziło się z niedorozwojem Podała mnie o alimenty, złożyłem do Sądu pozew o ustalenie bezskuteczności ojcostwa, wygrałem sprawę. Było ciężko ale się podniosłem, wyprowadziłem się, wpadło trochę kasy, odkułem się ze sprzętem który wcześniej sprzedałem Zacząłem ćpać kokainę, duże ilości, to był jedyny narkotyk po którym czułem się bogiem, brak zejścia, wygadanie, potrafiłem rozmawiać na inteligentne tematy na które myślałem że nawet nie mam pojęcia. Moje życie był wtedy na wysokim poziomie, kokaina, burdele, imprezy z poważnymi ludźmi z Krakowa, drogie zakupy. Postanowiłem coś zmienić, zwolniłem się z lombardu, zacząłem pracować w dużej firmie Audio, byłem odpowiedzialny za tworzenie aukcji, tłumaczenia opisów, sprzedaż sprzętu z najwyższej półki, były to sprzęty np. 120 tysięcy za gramofon. Poznałem kobietę, miała 11 letniego syna, szybko zamieszkaliśmy razem, okazało się że kobieta ta była chora psychicznie, prawdopodobnie przez jej przeszłość (amfetamina, aborcja, inne dziecko oddane do adopcji, była tak skrzywiona że mieszkając z rodzicami wmawiała rodzicom że to nie ciąża tylko wodobrzusze, po urodzeniu dziecko oddała do adopcji) Zaczęły się awantury, potrafiła mnie tak prowokować że potrafiła patrząc na mnie zrzucać płyty wynylowe ze stojaka i je rozbijać mówiąc wtedy : oooo, co to Ci sie dzieje Kubusiu ? Płytki Ci się rozbiają ? Do tego ciągłe kłamstwa, brała ode mnie pieniądze mówiąc że potrzebuje kasę na zastrzyki na anemie (1500 zł za serie zastrzyków), okłamywała tak i mnie i matke i ojca (obydwoje leczeni psychiatrycznie na schizofrenie), mieszkała z nimi w kawalerce z dzieckiem i całym zwierzyńcem. W pewnym momencie wylądowała w szpitalu psychiatrycznym, zaburzenia osobowości na tle narcystycznym i mitomania, odwiedzałem ją codziennie, starałem się pomóc. Rozstaliśmy się, mieliśmy wynająć wspólne mieszkanie, gdy miała wrócić do mnie to kłamała np. : wysyłała mi zdjęcia spakowanych walizek i mówiła że czeka aż będzie mieszkanie i się wprowadzi, straciłem w ten sposób kolejne mieszkanie, a na odchodnę jak przyszła po resztę swoich rzeczy to zabrała mi 5 tysięcy z szafki. Po jakimś czasie odezwała się do mnie że chce mi oddać pieniądze które mi ukradła, zaprosiłem ją na nowe mieszkanie, powiedziała : idź do ogródka zapal, ja przygotuje kase, wyczułem podstęp i włączyłem ukrytą kamerę, po powrocie do mieszkania nogi mi się ugięły, ona na podłodze w kałuży krwi z wbitym nożem w udo, ona wtedy wyciągnęła telefon i powiedziała : a teraz Cię kurw... zniszczę. Zadzwoniła na 112, zgłosiła gwałt i próbe zabójstwa. Gdy przyjechała policja to nim zdążyłem dobrywieczór powiedzieć to już byłem skuty, ale wytłumaczyłem że jest kamera za firanką, jak zobaczyli nagranie to od razu wezwali pogotowie z psychiatryka, zabrali ją na szycie nogi a potem do psychiatryka. Nasza znajomość się zakończyła wtedy. Dostalem tylko wezwanie na policje po odbiór noża zabezpieczonego wtedy podczas tego incydentu, sprawa umorzona. Firma w której pracowałem zamknęła oddział, wróciłem więc do lombardu ale innej firmy niż w tej w której pracowałem. Pracowalem tam rok, dostałem propozycje przeprowadzki do Nowego Sącza i objęcia wyższego stanowiska, wiedziałem żę nic mnie nie trzyma, zgodziłem się, dwa dni później mieszkałem w Sączu. Po paru miesiącach (wrzesień 2019) poznałem na FB kobietę, pisaliśmy i rozmawialiśmy całymi godzinami, pokochałem ją, wprowadziła się do mnie w listopadzie, znalazła pracę spędzaliśmy ze sobą każdą możliwą chwilę, byłem z nią szczęśliwy, 8 listopada oświadczyłem się jej, ona przyjęła zaręczyny. Były dziwne sytuacje między nami, nie chciała mnie przytulać, gdy płakałem to stała i się patrzyła, doszło do tego że zacząłem pić, ona spała a ja zamykałem się w łazience i piłem. Gdy w wigilje postawiłem pierwsze w swoim życiu żywe drzewko i kupiłem prezenty i przygotowałem kolacje wigilijną to chciałem się z nią podzielić opłatkiem, ona powiedziała : chyba żartujesz, to głupota....owszem jestem ateistą tak jak ona ...ale ten opłatek to dla mnie miłe wspomnienia po prostu ....i lubię tą tradycje. W drugi dzień bożego narodzenia znalazłem rozmowy w których flirtowała ze kolegą do którego wysyłałą gołe zdjęcia, kazałem jej wypierniczać z mieszkania. Wpłaciłem jej na konto 2000 zl, pojechała do Krakowa, ona zamiast iść do hotelu to poszła do knajpy i wylądowała u swojego byłego w łóżku. Jej były cały czas pisał z jej matką i jej matka wiedziała gdzie ona jest, ja nie wiedziałem, szukałem ją, jej matka kłamała że jest w knajpie cały czas, nawet nad ranem mi napisała że ją właśnie obudzili kelnerzy w knajpie ....matka i narzeczona nie wiedziały że ja cały czas pisze z jej byłym ....i on sam mi napisał : Człowieku szanuj się, i ona i jej matka cały czas kłamią, mnie też okłamywały, daj sobie z nią spokój, ona do mnie sama się wepchała bo mówiła że nie ma w ogóle pieniędzy ani gdzie spać ... Wróciła po jednej dobie, przysięgała że nic nie było między nimi, ja wtedy chciałem w to wierzyć i piłem jeszcze więcej. Kilka razy gdy ona była pijana po kłótniach to zaczynała mnie bić po twarzy pięściami, nie oddałem jej nigdy, raz ją tylko odepchnałem i przycisnąłem do podłogi żeby się uspokoiła, potem jak byłem w pracy to mi pisała na FB że mnie przeprasza za to itp itd. 31 grudzień ... Piliśmy dużo, poszliśmy na rynek w Nowym Sączu, nagle po pijaku przyznała mi się że mnie zdradziła, i nie powinienem być zły bo co to za różnica dla mnie skoro to i tak jej były i tak z nim spała i tak z nim spała wcześniej już Wybuchłem wtedy płaczem, zwyzywałem ją, ona zaczęła mnie kopać, uderzyłem ją z otwartej ręki w twarz, ona poszła na dworzec i pojechała do Krakowa, wróciła po parunastu godzinach. Gdy wróciła to ja leżałem w łóżku i płakałem, poszliśmy się razem kąpać do wanny, piliśmy razem alkohol, nagle zasnąłem, o 3 w nocy się obudziłem a jej i jej kota już nie było. Jej matka mi napisała że jest ciężko pobita i że zgłoszą to na obdukcje i policje. Że niby posiniaczona cała, a ja mówię że to nie realne skoro byliśmy w klubie, przecież tam jest monitoring to będzie widać że tylko raz w twarz ją uderzyłem, ale fakt faktem, o 12 w nocy podniosłem ją na ręce na środku parkietu bo chciałem ją podnieść do góry i się razem wywróciliśmy, może stąd siniaki na kolanach i rękach, nie wiem. 3 stycznia podczas mojej nie obecności (byłem w pracy) narzeczona z matką przyjechały do mieszkania które wynajmowane było tylko na mnie, zabrały wszystkie rzeczy, nawet te co kupiłem za moje pieniądze, mam na to faktury itp itd. Jej matka zaczęła mnie gnębić, że jestem potworem, dnem itp itd, piłem coraz więcej, zapisałem się więc na terapie AA by nie zdechąć z tego gówna. Przestałęm pić 7 stycznia, narzeczona napisała 10 stycznia : słuchaj, przez Ciebie straciłam pracę, mam depresje i powinieneś spłacać moje raty skoro tak bardzo mnie kochasz, ja pracować nie jestem w stanie przez to co mi zrobiłeś, powiedziałem że obecnie nie mam z czego, i całości nie dam rady spłacać. Jej matka zmieniła front, zaczęła pisać że widzi że terapia pomaga, że bardzo się cieszy, że uda się naprawić ten związek ale musimy dojść do siebie, a drugiego dnia : Ty potworze zniszczyłeś moją córkę gnoju ! Dzień później wiadomość od narzeczonej : Słuchaj, albo mi pomożesz albo będe musiała iść na obdukcje (10 dni po zdarzeniu obdukcja...) Nie odpisałem, zaczęła się wojna .... Jej matka zaczęła wysyłać zdjęcia siniaków na twarzy (nagle zrobiły się dwa siniaki) do moich znajomych na FB i pisać : zobacz jakiego masz kolegę, to bandyta A do mnie napisała wiadomość że albo im dam 20 tysięcy złotych albo zgłoszą do prokuratury i na policję sprawę o znęcacnie się psychiczne i fizyczne przez dwa miesiące, ja mówię, jakie znęcanie niby ? Przecież u nas nigdy nic się nie działo, właściciel mieszkania mieszka za ścianą i nic nie słyszał, policji nigdy u nas nie było, widywaliśmy się ze znajomymi, jaki do cholery znęcanie ? Skąd ? Jak ? Napisałem do narzeczonej wprost, czy zgłosiły sprawę gdzieś bo ja też się wtedy będę bronił, jej matka do mnie wtedy napisała że ona nigdy by tego nie zrobiła bo nie chce problemów. Co chwilę mówiła co innego... Moja psychika zaczęła pękać, poszedłem do prawnika, prawik powiedział że tu nie było żadnego znęcania, co najwyżej wzajemna agresja a za wtargnięcie do mieszkania i przewłaszczenie mienia mogą te kobiety odpowiedzieć karnie, widział rozmowy z tymi kobietami i te zdjęcia siniaków, powiedział że w jej ocenie to jest makijaż, a że jej matka jest ewidetnie zaburzona psychicznie i żebym w ogóle nie wdawał się z nia w dyskusje. Skontaktowałem się wtedy z byłymi partnerami narzeczonej, każdy napisał : ona i jej matka są spierd.....umysłowo, człowieku uciekaj ! Znajomi tej kobiety powiedziały że ona zawsze miała tendencje do zdradzania, że jadła psychotropy i popijała je wódką, że przespała się nawet z narzeczonym siostry swojego byłego faceta gdy ten byl w USA. Znajomy z policji mi sprawdził że ona na depresje leczy się od 6 lat i miałą dwie próby samobójcze nim jeszcze się nawet znaliśmy, a z kolei jej matka to pielęgniarka z zakazem wykonywania zawodu i wyrokiem w zawieszeniu, uzależniona lekomanka podrabiała recepty, leczona psychiatrycznie, od paru lat na rencie z tego powodu. Te wszystkie sytuacje spowodowały że siadła mi psychika, miałem próbe samobujczą, wylądowałem u psychiatry, przepisał mi lek, TRITTICO. trochę mnie to wyciszyło ale pojawił się kolejny problem. Pracodawca chce mi dać umowę o pracę na pełną kwotę, gdy tak się stanie to komornik zabierze mi prawie wszystko co zarobie, zostawi 670 zł, sam wynajem to 1200 zł, skąd wezmę na to pieniądze ? Miałem kolejną próbę, zwiększono mi dawkę, otrzymałem dodatkowy lek, Convival Chrono na bazie kwasu waproinowego, po to aby ustabilizować moje emocje, ale to wszystko mi nie pomaga, to nic nie daje . Prawdopodobnie mam osobowość Bordeline, DDA, Politoksylomanie ale to tylko podejrzenia póki co, na chwile obecną mam stwierdzoną silną depresje ze stanami lękowymi Chcę tylko jednego, chce by ta kobieta wróciła do mnie, kocham ją, żadnego rozstania nie przeżywałem tak jak tego, chce ją odzyskać, moje życie bez niej jest pozbawione sensu... Co mam zrobić ? Ostatnio szukałem w internecie Cyjanku, ja już nie chce żyć, jestem sam na tym świecie, nie mam nikogo, jestem sam w obcym mieście, chcę się obudzić z tego koszmaru, niech to się w końcu skończy.... Proszę pomóżcie mi bo ja już nie daję rady, i przepraszam że napisałem wszystko chaotycznie, ale chciałem szybko napisać jak najwięcej informacji.
  12. Witajcie. Nie wiem już co mam robić, gdzie szukać pomocy. Jest mi wstyd. Jest mi po prostu, po ludzku wstyd tego największego życiowego błędu. Jeszcze cztery lata temu mieszkałam w dużym mieście, miałam wspaniałą pracę i cieszyłam sie życiem. Poznałam jego. Żonaty. Chyba powtórzę coś, co nie jedną dziwną taka jak ja już słyszała. Jest z żoną nieszczęśliwy, nigdy jej nie kochał, wrobila go w dziecko, chce się z nią rozwiesc. Zakochałam się w nim. Obiecywał mi wtedy wszystko czego potrzebowałam, rozumiał mnie. Byłam jeszcze w żałobie po śmierci mojego taty. Zmarł kiedy ledwo skończyłam studia. Za wcześnie, że młodo, zbyt nagle, bez pożegnania. Długo nie umiałam się pozbierać. Zakończyłam związek, w którym gdy tylko pochowano mojego tatę, partner zaczął mnie ponizac. Tak jakby wiedział że już nikt mnie nie jest w stanie obronić. Tak się wtedy czułam. Jak bezbronna istota której można zrobić i powiedzieć wszystko. Zmuszał mnie do seksu, porownywal do przypadkowych lasek z Internetu. W końcu chyba się już tym znudził. Kazał mi się wynieść. Wyszłam z domu z ubraniami i rozpaczą której nie potrafiłam udźwignąć . Znalazłam mieszkanie, wierzcie lub nie po kilku tygodniach poczułam że chce się żyć. Zaczęłam brać dalekie trasy, poznawać nowych ludzi, bawić się. Cały czas w tym wszystkim jednak brakowało jakiejś stabilności. Jakiegoś jutra. Było tylko tu i tylko teraz. Wtedy pojawił się on. Biedny, zrozpaczony, zrobiony w dziecko, zmuszony do ślubu myślący o rozwodzie. Boże, jaka ja byłam głupia. Po miesiącu znajomości powinnam wiedzieć że karmi mnie kłamstwami. Za ten romans i miłość, za rozbicie rodziny ponosze teraz kare. Karę ktora zaczyna mnie już pchać do myśli samobójczych. Od początku. Karmiona kłamstwami o tym jak mu źle, powiedziałam w którymś momencie chłopie wóz albo przewóz. Jesteś z żoną albo że mną. Skoro się rozwodzisz to po co do niej wracasz każdej nocy. Zrób porządek. Nie zrobił. Ale mi też nie dał odejść. Pierwszy raz od dziwek zwyzywal mnie po dwóch miesiącach znajomości. Właśnie za to że chciałam zakończyć romans. Uwierzyłam w jego kolejne klamstwa i poczekalam pół roku aż uporzadkuja sytuacje. Zeby mu udowodnic ze czekam, rzucilam wspaniałą prace. Ona sie wprowadziła. Nie wiem czy go podejrzewała o romans, czy miala dosc tego co ja odkrylam pozniej. Ten mężczyzna jest strasznie narcystycznym, A co gorsza jest w swojej nieomylności i wspaniałości wspierany przez matkę. Moja pierwsza wizyta w jego domu, a jego matka jak najlepszej przyjaciółce opowiedziała o wszystkich problemach jego małżeństwa. Nie zostawiła na tej dziewczynie przy tym suchej nitki. Jakby wiedziała, to jeszcze by mi opowiedziała jakich tamponow używa i w jakiej pozycji zaszła w ciążę. Jak to ona święta teściowa się starała, a tamta wredna miała ich za nic. Tu była kolejna ostrzegawcza lampeczka. Nie zareagowałam. Odpowiedziałam więc jej o sobie, o swoim życiu, o pracy, w genialnych ostatnich wakacjach. Mówiąc o wakacjach nie dało się nie wspomnieć o byłym. Dostałam o to zjebe od synka idealnego. Bo jego mamusia może srac na była żonę tak że uszy więdną, ale ja mam o swojej przeszłości nie wspomnieć słowem. Po kolejnych kilku miesiącach on wyprowadził się od matki i zarządal mojej przeprowadzki z dużego miasta do małego zadupia. Nie mogłam tam znaleźć pracy, bo cały czas w perspektywie było to, że to miasteczko to tylko przystanek, bo docelowo będziemy gdzie indziej. Wtedy pierwszy raz mnie uderzyl. Wybaczylam. To tylko lisc. Potem było coraz częściej, a liście zmieniały w pięść. Docelowe miejsce stało się kolejnym zadupiem. Znowu problem z pracą, znowu jego laska i nielaska. Tu bicie stało się bardzo regularne. Średnio raz w miesiącu. Próbowałam nawet już się bronić, oddawać, atakować, błagać żeby przestał. Dostałam już z główki, zostałam już skopana, dostałam pięścią w brzuch. Ostatnio stomatolog spytała mnie czy byłam pobita, bo moje dziąsła to jedna Wielka pourazowa dziura. Zełgalam ze mialam wypadek samochodowy. Mam liczne krwiaki na potylicy. Pourazowe. Mialam już pękniętą błonę bębenkową ucha. Od jego uderzenia. Kłamałam że od wybuchu petardy. Kiedys, gdy nie bylam sie juz w stanie podniesc z podlogi to obsikał mnie. Tyle razy juz przysięgał ze wiecej nie uderzy. A prawda jest taka, że robi to niezależnie, czy ja zawinię czy nie. Juz nawet nie znajduje tlumaczen dlaczego, udaje że tego nie zrobił, nie wie co mi się stało, pewnie upadlam. Nagrywa nasze awantury, to jak wychodzę z siebie bo już dłużej nie mogę znieść jego kłamstw. Gdy już zbierze sobie materiał który pokazuje że to ja krzyczałam, wyłącza kamerę i zaczyna bić. Bronie się jak mogę, ale to nie działa. Wczoraj dostalam w brzuch z pięści, kilka razy w twarz, wybił mi niedawno zdobiony ząb. Ale to nie jego wina. On ma nagrane dowody ze to ja robie awanture. Skopał mnie po nerkach. Wymyslam sobie. Zalewam sie krwia, on szybko sprzata, zeby przypadkiem nikt nie zobaczyl. Nagram go jak mi grozi ze mnie zapierdoli, to szybko to skasuje. A jak uda mi sie go odepchnać i biedatwo sie zarysuje, albo nabije siniaka, to oczywistym jest ze to on jest ofiara. Nie moge juz na niego patrzec. Nie chce go znac. Chce odejść. Ale on nie pozwala. Grozi, szantażuje, wypomina rozbicie rodziny. Wszystko w tym domu, jego zdaniem jest jego. Dostane pieniadze od babci na urodziny - do domowego budżetu. Zrobię ekstra premie - do domowego budżetu. Uda mi się coś odłożyć? On zawsze znajdzie potrzebę wymagającą odebrania mi tych pieniędzy. Zarabiam ciut więcej od niego. On do tego płaci alimenty, wymyślił sobie niby to biznes, który przynosi te same dochody co bez posiadania własnego sprzętu, ale raty trzeba płacić. Więc zarabia niewiele więcej, a poza sezonem generuje kolejny zbędny wydatek w budżecie. Od roku zbieram na prawo jazdy którego brak tak bardzo mi wypomina. Nic tu nie jest moje. Telefon zabiera mi kiedy mu to pasuje, lozko jest jego, mam wypierdalac na podloge, wszystko tu kupil on. Moge sobie uzywac, ale na jego zasadach. Moja wyplate mam wplacac na kartę kredytową. Oczywiscie moge jej uzywac kiedy potrzebuję. Mam tylko pamietac ze wszystko jest jego. Za mojego dentyste w jego mniemaniu placi on. Co za tym idzie, ma prawo mi je wybić. Zapierdoli mnie jesli rzucę telefonem, zajebie jesli cokolwiek uszkodze. Kiedys zrobil mi awanture za to ze spadl mi pilot. Nienawidze go. Tej nienawisci jest juz tak duzo, ze na jedną osobę miało. Mimo iz kiedys chcialam byc blisko jego corki, to teraz życzę jej wszystkiego tego, co on zrobił mi. Pomocy. Jedyną droga wyjscia z tego zwiazku stala sie dla mnie śmierć. Karma to złośliwa suka. Moja właśnie wróciła do mnie.
  13. Dzien Dobry prosze pomózcie mi bo nie wiem co sie dzieje ze mną nie potrafie sie cieszyc z zycia jestem ciagla na nie ....budujemy dom a ja nie ciesze sie z niego bo ciagle wydaje mi sie ze cos sie stanie z naszym zdrowiem i po co sie tu cieszyc...staramy sie 7 rok o dziecko bez skutku to swoja droga bo przestałam o tym myslec jak problem zrobił sie tydzien temu zaczela bolec mnie głowa zrobiłam zimny okład mąż wrócił z trasy poszlismy spać na drugi dzien nerwy mną tarfały ze ta głowa ciagle mnie ćmi nie bolała tak bardzo ale ciagle ją czułam nie pozwalała na funkcjonowanie dodam ze były te okropne wiatry SABINA...poszłam do doktora zlecił mi badania z krwi jak poszłam po wyniki powiedział mi ze sa bardzo dobre ze ból głowy jest z tej naszej aury...usmiech pojawił sie tylko na chwile bo wróciłam do domu i zaczełam zmnów myslec ze skoro wyniki sa dobre a głowe nadal czuje to coś musi byc przez to przez tydzien prawie nic nie zjadłam nie chce mi sie jeśc pic nic poprostu sie nie chce Mąż mówi ze sobie to wkrecam wszystko zebym sie wzieła za zycie ale jak ;( prosze podpowiedzcie co moge zrobic zeby zaczac cieszyc sie z tego co mam:(
  14. Dzień dobry. Jestem Ewa mam 46 lat, mieszkam z mamą. Od 1 grudnia spotykam się z mężczyzną. Mam pytanie, czy dobrze zrobiłam zostawiając go dziś samego w domu, wiedząc , że moja mama się nie zgadza. Ja wrócę o 19.00.
  15. Mam podejrzenie zaburzenia Borderline. Pół roku temu zdradziłam mojego chłopaka, potem zdrady się powtarzały, on za każdym razem się o tym dowiadywał, bo sprawdzał ogłoszenia towarzyskie. Teraz już naprawdę z tym skończyłam ale tak skrajnie zniszczyła jego zaufanie, że dzisiaj na każdą próbę rozmowy on zaczął reagować agresją, chcę skończyć z moim życiem, bo bez sensu żyć skoro i tak nikt mnie nigdy nie pokocha i nigdy nie będę przez to szczęśliwa
  16. Z mężem jestem już 12 lat od początku był ciężkim człowiekiem. Mamy 9 letniego syna i 2 letnią córkę. Największe problemy zaczemy się przy drugiej ciąży. Przeczuwałam że coś jest nie tak ale gdy córka miała 4 miesiące dowiedziałam się że mąż bierze narkotyki. Byłam wtedy z córką w szpitalu i zabaczylam jego rozmowy z kumplem z pracy o tym jak biorą i załatwia sobie narkotyki. Traktował mnie okropnie, poniżał publicznie nawet przy koleżankach. Pokazałam mu wszystkie dowody jakie zebrałam obiecywał że z tym skończy i nawet zdecydowaliśmy się na terapię małżeńska.. Było ciężko ale mu wybaczyłam.. Niestey po pół roku wrocil do narkotyków (podobno kilkorazowo). Miałam składać wniosek o rozwód ale znowu mnie udobruchał. Po jakim czasie wpadł hazard i rozmowy z innymi kobietami. Miałam dość ale znowu jakość wsztsko przeszło. Po kilku miesiącach mąż dziwi ie się zachwywał.. Ukrywał, wychodził niby zapalić a nie było go godzinę. Często czułam od niego alkohol ale się wypierał. Podejrzewałam że znowu bierze narkotyki. Telefonu nie wypuszczał z rąk. W końcu odkryłam że ma "przyjaciółke".. Twierdził ze tyło ona rozumie jego problemy. W końcu kazalm mu się wyprowadzić i tak zostałam sama z dziećmi na całe święta. Wiedziałam że to już definitywny koniec i zaczęłam szuka pomocy na różnych forach itp. Przypadkiem poznałam faceta również z problemami i było mi dużo łatwiej przechodzic przez wszystko. Nagle mężowi wszystko się odmieniło i chciał wrócić lecz gdy odkrył ze tym razem ja mam przyjaciela od rozmów wściekł się i zrobił bardzo agresywny.. Zaczął demolować mieszkanie i się ciąć, wezwałam policje i siłą zabrali. To był bardzo ciężki i nerwowy czas. Mąż żeby ratować małżeństwo zdecydował się na terapię u psychiatry gdzie dostał leki, lecz ja już nie chce tego ciągnąć. Chcę zostać sama lecz niestey jeszcze nie pracuje (córka 2 latka dopworo zapisuję do żłobka). Pomimo wsparcia że rodzina męża bardzo mnie wspiera to boję się powiedzieć że chce to zakończyć. Boję się że może nam coś zrobić. Proszę jak czy jest jakiś "delikatny" sposób na powiedzenie że ja już nie chce żyć w tym małżeństwo. Dodam że on cały czas mówi że nie wyo rażą sobie życia beze nie i nie pozwoli na to bym była z kimś innym. Nie chcę tak dłużej żyć.
  17. Witam, Jestem studentka i mam 21 lat. Od zawsze jakoś bardziej niż inni się wszystkim przejmowałam, ale nigdy to nie było aż tak nasilone i mi nie przeszkadzało. Głównie dotyczyło to szkoły, sprawdzianów, egzaminów itd. Nic specjalnego. Od nie dawno zauważał nasilenie tego. Rok temu w lipcu mój narzeczony miał poważną operacje. Pęknięty krwiak w głowie i wylew. Na szczęście po ogromnych przeżyciach wszystko dobrze się skończyło. Funkcjonuje normlanie, po krwiaku nie ma śladu i na prawdę jest wszystko dobrze. Nie są odczuwalne żadne objawy tego zdarzenia. Gorzej ze mną . Mam wrażenie ze to wlansie od tego zdarzenia tak się dzieje. Przejmuje się dosłownie wszystkim, zdrowie swoim i najbliższych, tym czy kiedyś nie zachorują lub czy ja nie zachoruje. Stresuje się nawet jak najbliżsi jadą w dalsze trasy żeby tylko nie było wypadków. Prawo jazdy przeżywam strasznie, zwłaszcza że mi nie idzie, studia, egzminy i poprawki również. Nie mogę się uwalonic od tego uczucia, od tych myśli. Przez co nie mogę w ogóle odetchnąć. Nie wiem co robić i jak to można zatrzymać. Bardzo proszę o odpowiedz.
  18. No więc mój problem może wydawać się błahy, ale jednak jest to rzecz, która w pewien sposób mnie martwi, a nie mam z kim na ten temat porozmawiać. Mianowicie mam 20 lat i nie jestem w stanie powiedzieć nic na temat swojej osobowości. Testy psychologiczne w zupełności na mnie nie działają, jako że za każdym razem wybieram inne odpowiedzi w rezultacie otrzymując różne wyniki. Często też idę na łatwiznę pytając ludzi z mojego otoczenia "jaka ja jestem?", "czy dana odpowiedź do mnie pasuje?". Jeśli ktoś pyta mnie o opisanie swojego charakteru nie mam bladego pojęcia co powiedzieć. Osoby z mojego otoczenia też opisują mnie inaczej w wyniku czego mam jeszcze większy mętlik w głowie. Wiadomo, każdy nosi swego rodzaju "maski". Są one różne w zależności od sytuacji, ale ja już nie wiem co jest maską, a co moją prawdziwą twarzą. Przez to też mam trudności ze znalezieniem sobie partnera czy choćby kolegi/przyjaciela. Bliższe kontakty z ludźmi są dla mnie męczące. Nie umiem się otworzyć na kogoś jeśli sama nie wiem kim tak naprawdę jestem. Wcześniej żeby w miarę żyć normalnie grzecznie przytakiwałam i mówiłam to co inni chcieli usłyszeć. Teraz wyszło mi to bokiem. Odrzuciłam wszystkich dookoła mnie. Może dramatyzuje i jest to rzecz nienadzwyczajna. Nie wiem co mam z tym zrobić, a nie mam do kogo się zwrócić po radę.
  19. Witam, Mam 37 lat, od 15 lat w związku, od 10 lat w małżeństwie. Jedno dziecko, 7 letni syn. Mam problem z wyjazdem męża na delegacje ale również z jego wyjściami towarzyskimi. Ostatnio pierwszy raz pojechał na delegację. Nigdy wcześniej nie jeździł i nie rozstawaliśmy się na noce. Przez cały pobyt był dobry kontakt, pisał, dzwonił dawał znać gdzie jest, nawet wysyłał zdjęcia. Po powrocie jak pokazywał mi zdjęcia umieszczone na grupie pracowniczej, zauważyłam jego rozmowy na forum z koleżanką z pracy. Wszystko w tonie żartu ale moim zdaniem na granicy. Teksty typu:" jesli ty wejdziesz pod stół to ja za tobą", "nie pomachałaś mi dziś"... Zrobiło mi się bardzo przykro. Mąż nigdy nie korzystał z takich komunikatorów, a tu nagle stał się osobą najbardziej aktywną. Koleżanka ciągnęła temat z dziwnymi podtekstami a mąż dał się wciągnąć w tą dyskusję. Zauważyłam że bardzo kręci ją ta rozmowa. Powiedziałam mężowi, że bardzo mi przykro, że jego żarty są dwuznaczne. Odpowiedział, że to głupie żarty, które nic nie znaczą, że nic złego nie miał na myśli i że uświadomiłam mu, że faktycznie nie powinien tak pisać. Przeprosił, powiedział że nie będzie sie w ten sposób już udzielać na forum. Wiem, że mówił szczerze, że zrobił to nieświadomie ale nie potrafię sobie z tym poradzić. Chodzę i płaczę po kątach. Jesteśmy kochającym się małżeństwem, mam do niego zaufanie ale nie ufam innym kobietom. Ta sytuacja pokazała jak można nieświadomie dać się wciągnąć w sego rodzaju flirt. Nie wiem co robić. Jak zapomnieć o tej sytuacji. A może przesadzam? Dodatkowo, mam straszny lęk przed jego wyjazdami. Nie chcę żeby jeździł w delegacje, żeby gdzieś bawił się beze mnie... Stresują mnie również jego wyjścia towarzyskie z zespołem z pracy... Nie umiem sobie naprawdę z tym poradzić....
  20. Witam jestem mężczyzną w wieku 26 lat potrzebuję porady otóż zakochałem się w sporo młodszej dziewczynie która na domiar złego jest była dziewczyną mojego kolegi i problem polega na tym, że on nadal z nią mieszka chodzi ona nie chcę mieć z nim nic wspólnego to on robi wszystko by uniemożliwić nam bycie razem. Kiedy jesteśmy razem wszystko jest w porządku ale gdy ona wraca do domu ja zaczynam myśleć bo nie mam z nia kontaktu i do tego on wypisuje do mnie jako ona i to trwa juz 4 miesiące piszę tu o tym bo nie umiem sobie z tym poradzić sam każdy z moich znajomych i bliskich radzi mi żebym sobie odpuścił ją że gdyby mnie kochała to by zachowywała się inaczej ale ja znam dziewczę w której tak bardzo się zakochałem i nie potrafię zrezygnować z niej ale dłużej tak nie wytrzymam te ciągle rozczarowania, te myślenie to udawanie przed każdym że nic mi nie jest wiem że ona też to przezywa i ja to męczy w sumie to chyba oboje potrzebujemy pomocy jeśli ktoś ma jakąś radę jak mógł bym poradzić sobie to był bym wdzięczny za pomoc. Kocham tę dziewczę i myślę że ona też mnie kocha tylko cała ta sytuacja nas przerasta
  21. Jestem mamą 10 miesięcznej córeczki. Mam 23 lata. Od 2,5 roku jestem w związku z partnerem. Który cały czas mnie wyzywa, obraża, ubliza a nawet bije. Byłam tak ślepo zakochana w nim że pozwalalam sobie na to wszystko. Teraz widzę że wgl się nie interesuje ani mną ani córkę, ciągle tylko wyzwiska, obrażanie u pokazanie krzyki nerwy stresy... Chciałabym się uwolnić od niego bo nie chce by kiedyś uderzył też moja córkę... Ale jest to tak toksyczna osoba że sie jej boję... Bo wiem na co go stać... Boję się że córka może mieć kiedyś do mnie pretensje ze wychowała się bez ojca... Pomocy nie wiem co robić... Czuję się bez radna... Psychikę mi tak wyniszczył że nie wiem co robić...
  22. mam problem Od roku mam nerwice na punkcie związku, orientacji seksualnej . Ale ostatnio gdy zaczynam sie denerwować często "coś mnie napada ", krzyczę, piszczę, robię okropne, straszne miny, zdarzało mi sie uderzyć, popchnac chłopaka. Ostatmio leżelismy razem i było wszytsko dobrze, nagle poczulam ogromną potrzebę zrobienia mojemj chłopakowi krzywdy, lapalam delikatnie za szyję, podduszalam niby w wyglupach. Zdenerwowal mnie brat, poczulam ochotę żeby rozwalić mj głowę, ale tylko dalam kilka klapsos i szarnrlam. Boje sie, że to nie tylko brak kontroli nad sobą ale mize jakies skłonności psychopatycznd, mordercze. Często też jest spokok a ja nagle zaczynam krzyczeć, mówić zs go nienawkdzs.Moj chlopak mowi ze to normlane, że sam czasamj tak ma, że zlosliwie mnis szczypnie, ma ochotę mi zrobić krzywdę. Ale ja myślę zd to nie jest normlane, mozd jestem opetana...
  23. Dzień dobry. Mam 28 lat, od zawsze miałem słabą psychikę, jestem bardzo uczuciowy i sentymentalny. Spróbuję opisać swoje życie. Zacznę od tego, że nigdy nie miałem wsparcia ze strony ojca. Zawsze byłem dla niego "szmaciarzem", wiecznie mi powtarzał, że nigdy niczego w życiu nie osiągnę. Po latach dowiedziałem się od starszej siostry (mam siostrę o 15 lat starszą od siebie), że mając 3 lata ojciec rzucił mną o podłogę z powodu głośnego płaczu. W domu lał się alkohol, oboje rodziców piło. Przyglądaliśmy się temu z moją młodszą siostrą. Po libacjach ojciec często wyzywał moją mamę od najgorszych i machał przy tym dłońmi, tak jakby chciał ją uderzyć, groził jej. Nigdy nie czułem od niego miłości, wyłącznie nienawiść. W 2010 roku zmarł z powodu powikłań po wieloletniej chorobie, chorował na cukrzycę. Poczułem wtedy ulgę, nie uroniłem po nim ani jednej łzy, byłem wręcz zadowolony, że już go nie ma. Jeśli chodzi o mamę, nigdy jej nie było w domu, potrafiła pracować po 16 godzin na dobę, ale przynajmniej czułem to, że mnie kocha i wspiera, mimo tego, że potrafiła mnie oraz młodszą siostrę uderzyć. W latach mojego wczesnego dzieciństwa pojawił się szwagier, wyszedł za siostrę na początku XXI wieku, ale poznali się już kilka lat wcześniej. Starsza siostra także mnie biła, bo miała żal do rodziców, że musi się mną zajmować, więc odgrywała się na młodszym bracie. Dowiedziałem się tego od sąsiadki. Pamiętam tylko jedną taką sytuację - dostałem miotłą za wzięcie do buzi monety. . Siostra była bardzo buntownicza, pochwaliła się, że kiedyś pobiła kolegę ze szkoły. Imponowali jej chuligani i łajdacy. W połowie lat dziewięćdziesiątych poznała "mężczyznę swojego życia", za którego wyszła na początku XXI wieku. Koleżanka siostry, z którą dobrze się znałem mówiła mi, że bał się go cały powiat. Dlaczego w ogóle o nim wspominam? Dlatego, że nikt w życiu nie wyrządził mi większej szkody psychicznej niż on. Szwagier często wyładowywał na mnie swój gniew i frustrację. Powtarzał mi, że jestem głupszy niż but u lewej nogi. Mówił, że u niego chodziłbym "jak w zegarku", a matka mnie rozpuszcza jak dziadowski bicz. Krzyczał na mnie, że niczego nie potrafię zrobić dobrze, itd. Pewnego razu na moich oczach użył siły wobec mojej mamy i ojca, ale nie będę wchodził tutaj w szczegóły. Po prostu się go panicznie bałem, do tego stopnia, że przez lata nie powiedziałem o niczym mamie. Był moją najgorszą gehenną życia. Pewnego razu, gdy mama musiała wyjechać za granicę w celach zarobkowych, powierzyła mnie i moją młodszą siostrę pod opiekę siostry i szwagra. Już pierwszego dnia pobytu polały się łzy; zapewniał nas, że mama już nigdy do nas nie wróci, bo poleciała do Stanów Zjednoczonych i nie zamierza do wracać. Bardzo to przeżyłem. Przez wiele dziecięcych lat moczyłem się w łóżko i będąc u siostry prześcieradło często chowałem do szafy, bo bałem się gniewu szwagra. Każdej nocy szwagier, ku uciesze, pukał w okna pokoju, w którym mieszkałem i udawał, że dom jest nawiedzony. Bałem się i nie potrafiłem w nocy zmrużyć oka. Pewnego razu ,podczas tego pobytu, szwagier kazał coś przynieść z szopy, więc poszedłem. Szopa była zamykana na kłódkę do rowerów. Niestety, ale podczas jej otwierania ułamał mi się klucz i został on w środku zamka. Od razu zacząłem płakać, bo wiedziałem, co się stanie. Spanikowany uciekłem do swojego pokoju. Szwagier po czasie sam poszedł do szopy, by zobaczyć co się dzieje i zastał kłódkę ze złamanym kluczem. Dostał furii, zaczął szukać winnego - kazał mnie i siostrze klękać przed obrazem i przysięgać, że tego nie zrobiliśmy. Jednak ja się przyznałem, gdyż bałem się okłamać Boga i wtedy się zaczęło: zaczął mnie wyzywać od najgorszych debili, gdy uciekałem do swojego pokoju, pobiegł za mną i kontynuował swoje wywody. Gdy próbowałem uciec przed nim z pokoju, stanął przy futrynie i blokował ją, abym nie mógł się wydostać. Po czasie mi się udało. Później (tego samego dnia) siostra zawołała wszystkich na obiad - odpowiedziałem, że nie będę jadł i znów się zaczęło; szwagier kazał mi wpier... To był tylko jeden z wielu epizodów z jego udziałem. Dodam także, że w dzieciństwie zostałem pobity przez sąsiada. Przez większość swojego życia byłem otyły i z tego powodu także często obrywałem od rówieśników i szwagra, który nazywał mnie "sumasem". Nawet nauczycielka w gimnazjum się ze mnie wyśmiewała z tego powodu. W okresie szkoły podstawowej, poza szwagrem, było w porządku. Miałem kolegów z sąsiedztwa, który się ze mną bawili, ale od czasów gimnazjum wszystko się zmieniło. Rówieśnicy z klasy znęcali się nade mną psychicznie - nie potrafiłem się przed nimi obronić, więc oni to wykorzystywali. W tym czasie opuściłem bardzo dużo lekcji i z tego powodu został mi przyznany kurator szkolny. Pod koniec gimnazjum straciłem wiarę w ludzi i nie chciałem mieć z nimi nic do czynienia. Moja samoocena spadła poniżej zera, byłem dla siebie nikim, zamknąłem się w sobie i "nabawiłem się" depresji. Chodziłem równocześnie do psychologa i psychiatry, który wykrył u mnie fobię szkolną oraz fobię społeczną. Leki oraz rozmowy z psychologiem nie przyniosły żadnych skutków. Wraz z uzyskaniem pełnoletności zrezygnowałem z terapii, ale wracając do okresu nastoletniego - poszło z górki, mamie udało się załatwić dla mnie nauczanie indywidualne, gdyż nie potrafiłem wyjść ani na krok z domu. Nauka w liceum szła mi bardzo dobrze, gdyż nikt mnie nie gnębił i mogłem skupić się na niej skupić. Skończyłem ze średnią 4,6. I tak przez ponad 10 lat przesiadywałem w domu, nigdzie nie wychodząc. Gdy musiałem wyjść z domu (wyjazd do siostry) widząc, że sąsiedzi siedzą na ławce przed klatką, wychodziłem balkonem do samochodu, aby mnie nie widzieli. I tak mijały lata, a ja coraz bardziej się zamykałem w sobie, strach przed ludźmi był tak ogromny, że ktokolwiek przyszedł do domu, nawet ciotka, uciekałem od razu do swojego pokoju. Nawet teraz po latach ciężko mi odebrać telefon, czy otworzyć drzwi - przy otwieraniu często serce podchodzi do gardła. Do sklepu potrafię wyjść, ale z otwieraniem drzwi mam problem. Mijając ludzi na ulicy często mam wrażenie, że każdy chce mnie zabić, czyha na moje życie, najgorzej po zmroku, czuję się niekomfortowo w towarzystwie innych. Gdyby nie wsparcie matki, to na pewno by mnie już na tym świecie nie było - tylko ona utrzymała mnie przy życiu. W 2017 roku udało mi się chudnąć ponad 50 kilogramów, ale niewiele to pomogło, jeśli chodzi o moje samopoczucie, czy samoocenę. Na koniec dodam, jakby tego było mało, że cierpię na rzadką chorobę neurologiczną, która skutecznie utrudnia mi życie. Nie mogę prowadzić samochodu z tego powodu, chociaż od zawsze o tym marzyłem, męczy mnie, gdy tylko o niej pomyślę, mogę nią kontrolować podświadomie. Do tego cierpię na śnieg optyczny i szumy uszne. Pozdrawiam i dziękuję za poświęcony mi czas.
  24. Dzień dobry Mam 19 lat i zmagam się z pewnym problemem Od dwóch lat jestem ze swoją dziewczyną w szczęśliwym związku. Problem w tym, że nie potrafię jeść przy jej rodzicach. Nie wiem na czym polega ten problem, przy reszcie rodziny jem swobodnie, a kiedy zasiadam do stołu z nią i ich dwójką, to "zatyka" mi się przełyk i gdy próbuję coś jeść to bierze mnie na wymioty. Wiem że niektórym może to wydać się komiczne, ale niestety zmagam się z tym i rozwiązania wciąż nie znalazłem. Chciałbym tylko wiedzieć gdzie szukać problemu i w jaki sposób ewentualnie sobie z tym poradzić. Dodam, że rozmowa z nimi na ten temat odpada. Pozdrawiam
  25. Dzień dobry, jestem w 8 miesiącu ciąży. Od 2 tygodni wmówiłam sobie że zaszłam w ciążę przez gąbke do mycia ciała. Ponieważ 2 godziny przedemna kąpał się mój brat. Wiem że to nie jest realne. Przeszperałam cały Internet. Mam jakaś schize w głowie i nie mogę sobie poradzić. Nie mogę przez to spać ani jeść, cały czas o tym myślę. Proszę pomóżcie mi i wytlumaczcie jako specjaliści że nie mam się czego bać i dziecko jest męża a nie brata. Przecież plemniki nie żyją na gąbce prawda ? Dziękuję.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.