Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'lęk'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 237 wyników

  1. Witam. Mam 23 lata, jestem bezrobotną, bezdomną i samotną kobietą. Postanowiłam tutaj napisać, bo po raz kolejny straciłam sens życia i nie potrafie juz wierzyć, że kiedyś będzie lepiej, to jest dla mnie za trudne i nie daje sobie rady. Od 9 roku życia byłam wykorzystywana seksualnie przez pracownika rodziców i trwało to do momentu, aż nie opuściłam rodzinnego domu, wielokrotnie szukałam pomocy dla siebie i słyszałam tylko deklarację słowne po czym i tak byłam odrzucana. Gdy już tracilam nadzieję w 2017 r. poznałam swoją lekarz prowadząca, która bardzo pomogła mi wtedy stanąć na nogi, a później załatwiła mi mieszkanie w Ośrodku Interwencji Kryzysowej. Rodzice od dziecka stosowali wobec mnie przemoc fizyczną i psychiczną i też dzięki wsparciu Pani doktor i terapeutce, podczas interwencji policji postanowiłam założyć rodzica niebieska karte i wtedy w maju 2018 uwolnilam się z domu. W tym czasie chodziłam na terapie indywidualnie i oczekiwałam na termin terapii grupowej na oddziale, którą odbywałam od 19 lipca do 12 października. Po opuszczeniu oddzialu, dostałam zalecenie powrotu za 1,5 miesiąca na kolejną terapie, w czasie oczekiwania przyjęcia na oddział, wróciłam na terapie indywidualną, jednak w połowie listopada złamałam kontrakt, który zawarłam z terapeutką, że nie będę mieć zachowań autodestrukcyjnych i to wiązało się z zakończeniem terapii, było mi na tyle głupio, że nawet nie poinformowałam swojej terapeutki o tym fakcie. Mój stan psychiczny od tamtej pory się pogorszyl, zaczęłam mieć omamy wzrokowe i słuchowe, czuje dużo strachu przed samą sobą, mam myśli i zamiary samobójcze. 2 stycznia tego roku trafiłam na oddział, ale tym razem ta terapia była dla mnie męcząca. Każdego dnia starałam się uciec przed swoimi myślami i samą sobą, opuszczalam oddział i przebywałam na terenie szpitala do późnego wieczora z dala od innych. Czułam lęk i napięcie, gdy ktoś się mnie zapytał jak się czuję, wtedy od razu musiałam uciekać, zeby się pociąć albo poddusić, po to, by się ukarać za swoje istnienie. Przebywając na oddziale, dowiedziałam się, że odbyła się grupa robocza i komisja postanowiła wycofać rodzica niebieska kartę, tylko dlatego że jestem od nich odizolowana. Załamałam się, bo znów się zawiodłam na ludziach i jak zwykle wszystko idzie pomysli moich rodziców. Poinformowałam o tym swoją lekarz, ale ona się do mnie nie odezwała, co wywołało u mnie ogromne poczucie winy, że tak naprawdę to ja jestem wszystkiemu winna i nie zasługuje na żadną pomoc. W piątek 01.02 już nie wytrzymałam i wypisalam się na wlasne żądanie z oddzialu, uznałam że jestem dla każdego problemem i muszę zniknąć stąd raz na zawsze. O swoich zamiarach postanowiłam poinformować swoją lekarz, która odezwała się do mnie, ale nie do końca uwierzyła w to, że opuścilam oddział na własną prośbę, napisałam jej wtedy, że naprawdę podjęłam taką decyzje i juz mnie tam nie ma i od tamtej pory znow nie mam z nią kontaktu. Staram sie zrozumieć Panią doktor i jej milczenie, bo przeciez zawiodłam ją wypisując sie z oddziału i to było oczywiste że sobie nie poradzę nie mając żadnej pomocy i wsparcia. Na początku marca kończą mi sie swiadczenia rehabilitacyjne z ZUS i ja nie wiem jak sobie poradze. Nie jestem w ogóle stabilna, żeby pójść do jakiejkolwiek pracy. Nie potrafie normalnie funkcjonować, ani zadbać o siebie, ciągle czuje lęk przed ludźmi, przed wychodzeniem gdziekolwiek właśnie z obawy przed innymi. Nie jestem w stanie nic dla siebie zrobić, tylko cały czas sie za wszystko obwiniam, a potem musze sie ukarac okaleczając się i głodząc. Nie mam juz w swoim życiu nikogo, co tylko utwierdza mnie w tym, że sama sobie jestem winna i nie zasługuje na to by prosić o pomoc i żyć. Jestem nikim, bezwartosciowym nikomu niepotrzebnym balastem, jestem tylko problemem i tak nikogo nie obchodzi moje życie, a ja tak bardzo nienawidzę samej siebie, że nie podniosę się z tego sama. Ja przegrałam swoje zycie w momencie kiedy się urodzilam... Pozdrawiam serdecznie
  2. Piotruś Pan

    Proszę o pomoc

    Cześć.Jestem samotnym facetem w wieku 32 lat,pracuje.Odkąd pamiętam nigdy nie byłem duszą towarzystwa choć to się zmieniało.Lecz ostatnio(3-4 mies.)odkąd wróciłęm z zagranicy mój nastrój bardzo się obniżył i lęki,fobie,negatywne myśli wróciły z taką siłą,że oprócz pracy i sklepu nigdzie nie wychodzę,nie mam znajomych,nawet rodziny unikam.Sam już kiedyś zdiagnozowałem to jako fobie społeczną lek może to być jakaś nerwica czy depresja.Mój normalny stan teraz to uczucie napięcia,wyobcowania,czasami lekkie napady lęku,pustka w głowie.Z powodu powyższych nie nawiązuje i nie utrzymuje znajomości z ludżmi gdyż nie umiem się odprężyć.Coraz ciężej jest mi sobie z tym poradzić gdyż takie życie nie daje żadnej radości,a jedynie same flustracje i jest bez sensu.Dodam,że mama choruje na nerwice,a siostra ma schizofremie,reszta rodziny normalna:)Proszę o radę choć domyślam się,że powinienem zacząć jakąś terapie i/lub spróbować brać jakieś leki,choć nie chciałbym ich przyjmować. Proszę o wskazówkę gdyż jest mi naprawdę ciężko i zdarza mi się płakać z tej bezsilności.
  3. Witam. Mam 23 lata. Od jakiegoś czasu dziwnie się czuje, czuje taki dyskomfort w środku i niepokój, wcześniej sporadycznie tez mi się to zdarzało. Pierwszy raz przed matura poczulam ze cos jest nie tak bo na lekcji bylam jakas rozkojarzona, nadpobudliwa, zestresowana i mialam problemy ze skupieniem sie, co wcześniej mi się nie zdarzało. Do tego wróciły do mnie jakieś traumatyczne wspomnienia z dzieciństwa. Pojawił się we mnie taki lęk ze tez mogę być chora jak moja mama (moja mama po śmierci babci zwariowala...inaczej tego nie mogę nazwać bo modlila się w dzień, gadała nielogiczne rzeczy i wpatrywała w obrazy świętych w domu...). Kiedy coraz częściej zaczęłam się źle czuć od razu pierwsze co pomyślałam: o matko to może być to co mama i kiedy weszłam do pokoju gdzie był ten obraz na który kiedyś wpatrywała się moja mama ogarnial mnie niepokój żeby na niego czasami nie patrzeć bo bałam się ze zwariuje. W głowie cały czas miałam uspokoj się nic Ci nie jest to tylko Twój strach a już jak ktoś był w pokoju to ogarnial mnie lek ze ktoś z mojej rodziny może zauważyć że ze mna jest coś nie tak i ze czasem zerkam na ten obraz żeby zobaczyć czy czasami nic mi się nie dzieje a przecież oni i tak już mają dostatecznie dużo problemów i nie mogę im dokładać innych. Czułam się wtedy bezsilna ale po jakimś czasie to ucichlo. Wyprowadziłam się z domu ze swoim narzeczonym i było lepiej. Zajęłam się praca i obowiązkami wiec nie miałam czasu myśleć ale pewnego dnia znów pojawiła się jakaś czerwona lampka w mojej głowie a co jeśli u siebie w nowym mieszkaniu znów będę sprawdzać zerkajac od czasu do czasu na obrazek z komunii czy nic mi się nie dzieje i nie będę mogła się oderwać od myśli ze po co ja to robie przecież wiem ze to tylko obraz. Nie wiem jak to nazwać taki lęk przed lekiem jakby. Jak nie myślę jestem zajęta czuje ulgę to za chwile znowu no przecież coś mi jest. Parę razy zostałam sama w naszym mieszkaniu, moim i narzeczonego i znów ogarnął mnie niepokój tak jakbym miała zaraz mieć jakąś panikę, w głowie ciągle coś mi jest, coś mi jest, dlaczego sie tak zachowuje ze chodzę z kata w kat po mieszkaniu i ciągle zamartwiam się o swoje zdrowie psychiczne. I znów zaczęło się zerkanie tym razem na telewizor żeby upewnić się w myslach czy nie zwariowalam( no bo przecież mama wtedy tak się w niego wpatrywała i dziwnie zachowywała. ..) ale potrafiłam to ogarnąć, przecież widzisz i wiesz ze to tylko telewizor i tak nie mozna i był spokój przez jakiś czas aż do momenu świat Bożego Narodzenia kiedy znowu przed nimi czułam ten niepokój, kołatanie serca, nogi jak z waty, takie dziwne zawroty głowy i jakby zaburzenia rownowagi, brak skupienia sie - czytalam ze to właśnie mogą być objawy nerwicy. Przyjechałam do domu rodzinnego na święta dziwnie się czułam bo zdarzało mi się ze kręciło mi się w głowie i zamartwialam się ciągle co mi może byc ale oczywiście jak to ja staralam się to ukrywac. Raz zakręciLO mi się tak ze musiałam się w końcu przyznać rodzicom i przed łamaniem opłatkiem leżałam jak długa na łóżku. Mój tata stwierdził że to nerwica ze tak się ma kiedy się człowiek z denerwuje i żebym się nie przyjmowała. Ja rzeczywiście się wtedy stresowalam bo na wigilii był mój brat z którym się nie odzywalam od 2 lat ale i tak czułam ten dyskomfort ze coś jest nie tak ze to nie dlatego że się stresowalam tylko dlatego ze się ogólnie boje być chora psychicznie i teraz prawie codziennie nie daje mi to spokoju. Codziennie rano wstaje i czuje taki lęk o matko znowu cały dzień będę się czuła niekomfortowo no bo przecież coś mi może być i ciągle natretne myśli na ten temat których ciężko mi się wyzbyć szczególnie wtedy kiedy chce się skupić na czymś innym, na rozmowie z rodziną czy narzeczonym. Zaczelam czytac na internecie o schizofrenii i za każdym razem ogarnia mnie panika ze coś mi jest a jak to to i nie zdaje sobie nawet z tego sprawy... I w ogóle jak usłyszę gdzieś w tv coś o chorych psychicznie to mi się kolana uginają i serce zaczyna szybciej bić...ostatnio tez powiesil się mój brat cioteczny...kiedy się dowiedziałam moje leki się poglebily . Zaczelam myśleć Boże a co jeśli któregoś dnia tez mi wpadnie coś takiego do głowy i wyjdę nie mówiąc nic nikomu i to zrobię tak jak on...a później o matko co ja mysle przecież nigdy bym tak nie zrobiła ale skoro tak pomyślałam to pewnie jestem nienormalna. .. coraz czesciej mam takie cos ze wyobraze sobie jakas glupia sytuacje np: a co jesli zapomne ze moj brat cioteczny nie zyje i powiem cos przy kims o nim jakby on zyl i pozniej wszyscy beda myslec ze jestem nienormalna? I kiedy o tym pomysle to w glowie mam o matko a moze zyje tylko ja juz mam jakieś urojenia a pozniej o matko ja rzeczywiscie mam cos z glowa jak przeciez ja wiem ze on nie zyje to czemu tak glupio mysle? Pozniej jak o nim z rodzina rozmawialismy to czulam taki scisk w brzuchu i dyskomfort. Pozniej przeszło. Czuje ze trace nad tym kontrolę i coraz trudniej sobie z tym wszystkim radze, wstydzę się iść do psychiatry i boję się. Na ile daje rade walcze sama ze soba. Na razie poszłam do lekarza ogólnego zrobić sobie badania co do tych zwrotów głowy, wyszło podejrzenie nadczynnosci tarczycy ale jeszcze nie wiadomo bo będę miała dopiero robione usg. W tym roku wychodzę za mąż i chciałabym skończyć ostatecznie z takimi myślami, zacząć nowe życie ale boję się powiedzieć o wszystkich moich dziwnych myslach narzeczonemu żeby sobie nie pomyslal ze jestem nienormalna czy coś. ..proszę mi dać wskazówki jak sobie z tym poradzić i co to w ogóle może być czy to rzeczywiście może być nerwica tak jak mi się wydaje czy to jakaś trauma? A może rzeczywiście zaczyna się we mnie jakieś choróbsko psychiczne bo przecież moje myśli nie są normalne. ..na koniec dodam że mojej mamie juz jest lepiej, bierze leki od kilku dobrych lat. Dlaczego dopiero po ponad 10 latach doświadczam takich przykrych wspomnień i lęków? Pozdrawiam i proszę o pomoc
  4. malamiki89

    Podjęcie decyzji

    Witam Jestem Karolina i mam 30 lat. Postanowiłam skorzystać z pomocy właśnie tutaj że względu na neutralne podejście do całej sytuacji. Znalazłam się w bardzo dziwnej sytuacji, która tak naprawdę sama sobie stworzyłam. Byłam w związku z facetem starszym tylko 3 lata. Przystojny inteligentny prawnik. Myślałam że to sen że to nie dzieje się naprawdę. Niestety już po niecałym miesiącu przylapalam to że wypisuje z jakąś dziewczyną 19 letnia z Poznania. Przekonał mnie że to jest jego błąd i więcej razy tego nie powtórzy. Znowu wróciły czasy cudownej miłości. Weekendy przeważnie spędzaliśmy przy alkoholu co na początku nie robiłoto dla mnie różnicy pomimo że przy mocnym upojeniu on potrafił mnie zwyzywać. Ale tłumaczyłam sobie że to alkohol. Zorientowałam się że ma problem z alkoholem że nieraz mnie oszukiwał mówiąc że jest w domu a był w barze. Często w środku tygodnia był dość mocno pijany. Jeździliśmy po Europie bawiliśmy się bardzo dobrze. Któregoś dnia pokusilo mnie żeby zobaczyć jakie ma korespondencję na Facebooku i okazało się że wypisywał do swoich "kolezanek" różne dziwne podteksy wiążące się ze spotkaniem bądź sexem. Wiedząc to chciałam rozmawiać nie chciał nie potrafił. Pomimo mojej wiedzy dalej go kochałam wybaczylam ale nie mialam jak zaufać. Z czasem zauważyłam że nie chce spędzać że mną już nocy ( mieszkaliśmy oddzielnie ja z bratem on z rodzicami ) sexu też już nie było jak tylko miałam ochotę próbowałam to w jakiś sposób nakręcić przekonać do tego niestety bez skutków. Nadszedł czas wakacji pomyślałam że to będzie punkt kulminacyjny. Że jego zachowanie ułatwi mi Podjęcie decyzji i tak też się stało. Na wakacjach zaczął się interesować animatorka pomimo że wszędzie razem byliśmy i spędzaliśmy czas nadszedł taki moment że gdy ona miała urodziny on się upiłi zostawił mnie tylko po to żeby się bawić w towarzystwie gdzie była ona. Szybko wrócił do pokoju ale to mnie zabolało. Po powrocie chciałam porozmawiać udało się i obiecał że zaprzestanie wypisywac do innych kobiet i że zmieni swoje podejście do mnie. Nie minęło dwa dni jak umawial się z "kolezanka" do kina. Dla mnieto był już koniec. Zignorowalam go nie utrzymywała kontaktu Zablokowałam. Międzyczasie poznałam Mateusza. Facet o boskim wycwiczonym ciele. Nie jest mega przystojny ma wady... jąka się ale to nie jest ważne. Jest bardzo pomocny czasem mam wrażenie że aż za bardzo. Pod względem swojego wieku tj. 30 lat nie posiada nic nie ma prawa jazdy pracuje na produkcji mieszka z mamą i siostra. Moim zdaniem taka mała sierota losu. Ale bardzo pozytywnie spędzamy razem czas. Zaczęłam chodzić z nim na treningi gdzie poświęca dla mnie swój czas to mnie bardzo motywuje. Mateusz zamierza się wyprowadzić z domu ma ogromną nadzieję że wyprowadze się do niego bo mnie pokochał. Wszystko dla mnie było by łatwe gdyby nie odezwał się jego poprzednik prosi o czas żebym się przekonała mówi mi że mnie kocha ze nie chce stracić. Kupił mieszkanie chce że mną zamieszkać tworzyć rodzinę. Mam problem w podjęciu decyzji mama z bratem mówi że jestem głupia że zostawiłam takiego faceta i zamieniłam na gorszego. Ja sama nie wiem co bym chciała z Mateuszem jest dobrze ale czegoś brakuje jak dla mnie jest za wielką sierota bez perspektyw na przyszłość potrzebuje ręki ktorawędkarze mu drogę. Prawnik pod jednym względem poukladany ale czy mu zaufam czy pomogę z alkoholem. Proszę o radę bo się zgubiłam. Pozdrawiam
  5. Cześć Wam wszystkim. Mam na imię Monika i mam prawie 30 lat. Nie wiem w sumie nawet gdzie za zacząć... Jak miałam 15 lat, wraz z rodzicami sprowadziliśmy się do babci - mamy mamy, do dwupokojowego mieszkania, więc ja jako współlokatorkę dostałam oczywiście seniorkę. Pomijając już różne aspekty nastolatki bez odrobiny prywatności, był pewien problem - i to dość spory. Babcia była (jest, ale o tym później) alkoholiczką. Więc dzięki niej przez lata dzielenia pokoju i zerowej pomocy rodziców dostałam nerwicy i depresji. Ale kij z tym, z depresji wyszłam, z nerwicą sobie radzę. Wesoło zaczyna się robić dalej. W czasie jak studiowałam n-ty kierunek, najpierw wyprowadził się ojciec, niedługo do niego dołączyła matka. Mija tak już z 8 lat. W międzyczasie babcia została niepełnosprawną (więc pozostał alkoholizm psychiczny), którą ja się zajmuję. Ja zyskałam swój pokój (nareszcie!) oraz osobistego narzeczonego. I do meritum: postanowiliśmy się wyprowadzić. Po wszystkich latach z babcią nie mam już sił się nią zajmować. Nie umiem z nią normalnie rozmawiać, ciągle krzyczę, dla własnego zdrowia psychicznego muszę zmienić lokal, bo się uduszę. Związkowi też taka sytuacja dobrze nie robi, bo narzeczony obrywa rykoszetem. I w tym momencie największy problem stanowi rozmowa z "bliskimi". Jak wspomniałam matce chociażby o temacie wyprowadzki usłyszałam, że jestem niewdzięczna i że zostawiam wszystko na jej głowie (przypominam: babcią zajmowałam się ja). Boję się tej rozmowy i z nią, i z babcią. Boję się, jakbym dalej miała te -naście lat. Wyprowadzka się zbliża, a ja do odlekam do granic przyzwoitości, byle tylko awantury znosić przez dwa tygodnie a nie miesiąc... Czy ktoś był w podobnej sytuacji? Jakieś rady? Czy to ja jestem świnia, że w końcu uciekam?
  6. Iw.ona

    Zazdrość

    Witam mam 32 lata i potrzebuje pomocy wsparcia . Mój problem polega na leku przed utrata meza . Jesteśmy 14 lat po ślubie mamy dwóch wspaniały synów do tej pory siedliśmy wspaniałe życie . Jestem orzyzwyczajona do bycia 24 na 24 godziny razem . Wspólna praca wolne dni aż do czasu aż meza zwolnili . Teraz ma nowa prace na nocna zmianę a ja nie potrafię z tym żyć cały czas płacze , nie mogę pogodzić się ze go nie ma zemna w nocy. Do tego poznał kolegę z którym zacza planować własny biznes i przez to gdy wstanie wyjeżdża z domu by załatwiać różne sprawy ... z dnia na dzień czuje się pozocona . Wszystko się zmieniło z sekundy na sekundę a ja sobie z tym nie radzę . Brakuje mi jego obecności . Mówi mi ze mnie kocha ze robi to wszystko dla rodziny ale ja czuje lek i strach ze on już mnie nie kocha i nie chce już spędzać zemna czasu , ze woli wyjść z domu i czuć się wolny . Co ja mam robić jak myslec ostatnie dni przeplatana noce nie przespane a to odbija się na dzieciach . Liczę na wskazówki i pomoc Błagam
  7. Cześć! Jestem 21letnim chłopakiem Przez zle towarzystwo w które wpadłem około 2 lat temu i nie fortunną sytuację niejedno krotnie słyszałem od większej grupy ludzi groźby, to o tyle trudne dla mnie ze to są ludzie, którzy cpają, piją i są nieobliczalni. Rodzice proponowali mi iść na policję zgłosić ale krąg ludzi jest za duży Boję się wyjść do sklepu czy do pracy przez co musiałem wyjechać za granicę i tak żyć przez 2 niemal lata ale tam też miałem niekiedy lek przed wyjściem do sklepu czułem nieopisany stres i niepokój Zapytanie mam następujące jak można poradzić sobie z tym lekiem znajomi proboją mnie wyciągać na dwór czy gdzieś wyjść ale moje wyjścia ograniczają się do : wyjść, wsiąść w samochód i to tyle Za każdą poradę z góry dziękuję
  8. Witam, mam 21 lat. Przez całe życie byłam osobą raczej nieśmiałą i zamkniętą w sobie, obracałam się w niewielkim gronie ludzi. Bywały momenty, że miałam problemy z emocjami, stany lękowe, ale zawsze było zrzucane na karb dojrzewania i hormonów. Nigdy nie byłam u specjalisty. Jednak od trzech tygodni mam ogromne problemy ze snem; nie mogę spokojnie przespać całej nocy. Noc mija mi na kilku drzemkach trwających ok godziny i budzę się dręczona silnym poczuciem winy lub uczuciem, że zrobiłam coś źle. Nie mam apetytu, jem dziennie jeden niewielki posiłek, przez co ostatnio schudłam. Do tego po każdym posiłku czuję mdłości. W ostatnim czasie wróciły też stany lękowe - boję się iść do pracy albo zadzwonić do kogoś. Cały czas myślę, że może stać się coś złego. Co chwilę chce mi się płakać, mam ochotę w ogóle nie wychodzić z łóżka. Już kompletnie nie wiem co robić.
  9. cnrd

    Wiele problemów

    Witam, mam 27 lat. Od zawsze byłem nieśmiały w relacjach z innymi ludźmi, interakcja z innymi, zwracanie na siebie uwagi powodowały u mnie stres, spięcie mięśni, kołatanie serca, suchość w gardle, czasem trząsłem się ze stresu. Nie wiem jakie wydarzenie w życiu spowodowało takie moje zachowania, choć mam kilka przypuszczeń. Nigdy nie byłem wygadany, raczej skryty, lecz czasami, w "bezpiecznych warunkach" bywałem trochę bardziej "nadpobudliwy". Mam mnóstwo błędnych przekonań które przeszkadzają mi w życiu i nie pozwalają iść do przodu. Prawdopodobnie mam depresję, choć ja nie lubię w to wierzyć. Jestem pod opieką psychiatry od ponad 2 lat, lecz na psychoterapię jakoś nie mogę się zdecydować, miałem za sobą epizod bardzo zły, kiedy to nie mogłem znaleźć pracy, myślałem o samobójstwie, lecz on chyba minął, teraz mam pracę, mieszkam sam, lecz jestem w takie stagnacji. Wynajmuję mieszkanie, lecz nie wiem za bardzo jak pójść do przodu, aby coś osiągnąć w życiu, wybudować dom, stworzyć biznes. Zawsze gdy siadam do spraw które miałyby mnie przybliżyć do pójścia do przodu, odczuwam przypływ gorąca, duszność, nie mogę się skupić, staję się nerwowy gdy nawet najmniejsza rzecz mi się nie uda, bo powoduje to myśli że mi się nie uda (które zresztą są głosem mojego ojca). Zawsze muszę to przerwać i zazwyczaj idę w stronę rozrywki, marnując ogrom godzin w moim życiu. Wszystkie moje problemy, a jest ich sporo, sprawiają, że czuje się mega przytłoczony. Zawsze jak chcę się za coś zabrać, za jakiś problem, przypomina mi się, że lepiej zacząć od czegoś innego. Sprawi to że zanim zacznę już czuję się mega zmęczony i przytłoczony. Od dwóch dni prowadzę dziennik gdzie zapisuje sobie moje różne spostrzeżenia na różne tematy, co mi do głowy przyjdzie. Sprawia to że mogę się bardziej skupić i nie odpływam tak myślami. Mam ogromne poczucie zmarnowanego potencjału, gdy każdego dnia tak siedzę i nie posuwam się naprzód. Sporym problemem u mnie jest też porównywanie się do innych, "bo on w moim wieku osiągnął już tyle". Powyższy tekst dobrze oddaje to co się dzieje w mojej głowie, cały czas skaczę po różnych problemach nie umiejąc się skupić na jednej rzeczy i chociaż jej doprowadzić do końca.
  10. HonorataKlaudyna

    Relacje damsko-męskie a DDA

    Witam, Mam 25 lat i uważam się za całkiem fajną, chociaż daleeeeeeeeką od ideału (do którego dążę) osobę. Wszystko w życiu zdążyłam do tego czasu poukładać. Tylko jestem sama- nie samotna. Nie mam partnera. Moje dotychczasowe relacje nie były dłuższe niż kilka miesięcy i po każdej czułam się 'porzucona', czułam, że zostałam sama bo nie zasłużyłam na czyjąś miłość. Najdłuższa trwała prawie 2 lata i chyba tylko dlatego, że uparcie nazywałam to 'układem', w którym nie miało być oczekiwań, zobowiązań, ani emocjonalnego przywiązania. Po każdym 'odrzuceniu' miesiącami zbierałam się z załamania nerwowego. I tak mnie tknęło... czy tu się nie pojawia pewien pattern.... Czy ja sama się nie przyczyniam mocno do tego, że nie wychodzi Nie lubię okazywać czułości- aż mnie skręca w środku jak mam być czuła. Brzydzę się sobą ,gdy jestem taką "miękką bułą". Nie mówię o uczuciach osobie, której dotyczą. Blokada, paraliż, ucieczka z automatu. Gdy ta druga strona otwarcie i swobodnie okazuje mi uczucie, mam ochotę wiać, zniknąć na parę tygodni i wrócić jak mi przejdzie panika. Często wobec partnerów byłam ... słownie agresywna. Porównywałam ich jawnie do poprzednich partnerów, wyśmiewałam ich słabości, wady (tak jak mój tata robił wobec mnie). Jestem osobą nieustannie zajęta- jedynie sobotę mam wolną od jakichkolwiek zajęć dodatkowych. Gdy ostatni towarzysz zapytał, czy może nie chcę wrócić do 'układu', jak to nazywałam, jedyne co wyszło mi z ust to "Nie mam czasu"... Czy ja nie sabotuję każdej relacji??? Do tej pory z przykrością wspominam utratę niektórych, bardzo wartościowych osób, które szaleńczo kochałam, a mogłam się przyczynić do rozpadu znajomości. Mój tata jest alkoholikiem. Nie pije tak dużo jak kiedyś i jest rzadziej agresywny. Gdy nie pije jest super człowiekiem i moim kumplem. Ale gdy byłam dzieckiem to prócz picia w domu była agresja nie tylko słowna,ale także fizyczna, uciekanie z domu. Od 2 klasy gimnazjum do zeszłego roku zmagałam się z nawracającą depresją. Po ostatniej terapii trzymam się bardzo dobrze. Ale nikt na żadnym leczeniu nie rozmawiał ze mną o lęku przed bliskością. Czy to realny problem,czy kwestia mojej osobowości? Czy i kiedy mówić o tym lęku partnerowi? Nie chcę zawalić kolejnej relacji,ale nie mogę przecież obciążać nikogo sobą.
  11. Witajcie mam 25 lat, jestem żoną i mama dwóch córek, na codzien zajmuje się domem. Mój problem zaczął się nie dawno 2 lata temu podczas drugiej ciąży, nie wyjdę nigdzie sama z domu, obawiam się że zemdleje problem dotyczy też sklepów do których nie wejdę. Cała sie wtedy trzęsę i serce wali i muszę szybko wyjść, nawet na spacer z dzieckiem sama nie pojde. Co to może byc, czy to depresja? Czy jakieś leki ?
  12. Zaagubiona

    Nie daje rady 😭

    Witam. Mam 23 lata. W wieku 19lat zostałam zgwałcona. Po dwóch latach od zdarzenia zdecydowałam się na terapię. (depresja, ptsd, nerwica serca) miałam przepracowac traume. Odbyły się 3 sesje, terapeuta przerwała kontynuację ze względu na nowe problemy które miałam i mój stan psychiczny i fizyczny. Niestety mam wrażenie że to nie zostało przerobione, boję się powiedzieć terapeutce o tym bo może to podważyć jej kompetencje.. Może pomyśli że już powinnam mieć to za sobą a ja niestety do tego wracam. Mam teraz poważne problemy zdrowotne i nie umiem się z tym pogodzić. Zaczęłam pić alkohol często. Czasem zdarzy się wziąć narkotyki. Biorę silne leki na mój kręgosłup. I czasem popijam alkoholem żeby zasnąć. Najgorsze ze w snach odzywa się ta trauma. Często czuje leki jak idę sama. Jestem czujna za bardzo, dziwnie reaguje na pewne sytuacje ze względu na przezyty gwałt.. Czemu to ciągle wraca? Gdy tylko coś się przytrafi to moje myśli wracają do traumy która nadal mnie ciąży. Czemu tak jest? W przeszłości ojciec mnie bił, pil często więc obrywalam. 17lat i się wyprowadziła. Jakoś to już zaakceptowałam i to nie wraca. A trauma ciągle. Co powinnam zrobić? Boje się powiedzieć terapeutce bo nie wiem co o tym pomyśli. Ale ja czuję że ta trauma nadal odgrywa w moim życiu znaczna rolę. Nie umiem tego przeżyć. Czy to kiedyś się skończy? Wiem że wspomnień nie wymaze, ale chciałabym funkcjonować normalnie mimo gwałtu, chciałabym nie bać się seksu. A ciągle mam to w głowie i dziwne uczucie w sobie jak pomyślę o tamtym wydarzeniu. Wcześniejsze problemy na mnie nie ciąża, nawet jak o nich pomyślę to bez żadnych emocji jestem, a po gwalcie nie umiem się ogarnąć w życiu, proszę o poradę bo nie wiem co robić i jak sobie poradzić, do psychologa idę 21 lutego.. Chciałabym jeszcze dodać, że do pracy wstaje z trudem. Mam problemy z zoladkiem od dawna i od ponad pół roku z kręgosłupem. Na urodziny w prezencie dostałam chorobę. Nie mogę chodzić. Mam duży problem z poruszaniem się. Kuleje jak siedze lub stoję w miejscu i mam ruszyć do przodu. Nie umiem sobie poradzić z tą sytuacją i zaakaceptowac tego. Rehabilitacja nie pomaga, do operacji boją się mnie zakwalifikować, jestem ograniczona. Nie mogę tańczyć, biegac a kiedyś bieganie to była pasja. Ludzie na mnie patrzą jak na debila.. Od czerwca nie było dnia bym nie czuła bólu... Po prostu masakra. Izoluje się od ludzi. Zdarza mi się nie iść do pracy.. Bo mi wstyd. A przy tym i tak myślę częściej o traume która przeżyłam, o tym jaka jestem beznadziejna że nie zgłosiłam wtedy tego na policję itp, po prostu przeżywam to tak jakby było niedawno mimo że psycholog trochę mi tłumaczyła kiedyś o tym.. Ale jest wiele rzeczy o których nie umiałam opowiedzieć odnośnie gwałtu.. Jestem zablokowana jeśli chodzi o opowiadanie szczegółów tamtej sytuacji. Nie przechodzą mi pewne słowa przez gardło bo czuje wstyd i ponizenie...
  13. Marekwaws

    Nerwica lękowa

    Chciałbym skorzystać z darmowej porady. Po krótce opis problemu. Jestem żonatyo 3 lat mm dziecko 9 miesięczne.Moja żona ma nerwicę lekową. Była na wizycie prywatnej i lekarz orzekł nerwice nie ma na to zaświadczenia jedynie opinia lekarza. Wymagana jest terapia plus leczenie fsrmokologiczne. Moja żona nie chce się leczyć w domu dochodzi do awantur wyzwisk ataków agresji ze strony żony. Była używana już policja u pogotowie. Niestety moja żona czuje się bezkarnie bo i tak nie mogę nic zrobić. Nie chce się leczyć bo boi się że zostanie odebrane jej dziecko. Co mogę zrobić w takiej sytuacji? Nie da się normalnie funkcjonować w takiej atmosferze a poza tym cierpi na tym dziecko. Proszę o poradę Marek G. Warszawa
  14. Nalatia

    Rozstanie

    Dzień dobry, mam 21 lat, jestem jedynaczką i bardzo wrażliwą osobą. W życiu szukam bezustannie bartniej duszy z którą mogłabym dzielić się wszystim. Myslalam że poznałam taką osobę jednak niestety zakończyłam swój związek. Niestety nasze relacje nie wyglądały za dobrze ciągłe kłótnie i różne poglądy na przyszłość, bardzo się różnilislmy. Jednak nie zawsze tak było, nieraz sepdzalismy cudnowne dnie razem. Bardzo boje się że nie poradzę sobie z samotnością, że nie jestem wystarczająco silna. Potrzebuję wsparcia i rozmowy z kimkolwiek na ten temat.
  15. Jestem 37 letnią, niezamężna i bezdzietną kobietą. Jestem w związku. O kilku już lat mam problemy ze snem. Nie potrafię zatrzymać potoku myśli, które są bardzo negatywne, rozmyślania nad przyszłością, o błędnych decyzjach, życiu, które mi ucieka. Zamykam się coraz bardziej w sobie i boje się ze gdybym chciała przed kimś się otworzyć to i tak nie zostanę zrozumiana. Przeraża mnie samotność i przyszłość. Czuje się bardzo pusta w środku i życie nie ma sensu. Często ciężko mi wstać z łóżka. Gdy mam dzień wolny to mogłabym się nie ruszać z domu. Nawiazywanie nowych znajomosci sprawia mi sporo trudnsci. Czuje jakby mój umysł przestał funkcjonować jak kiedyś. Prawie w każdej sytuacji życiowej czuje się nieadekwatnie.
  16. anonim123

    Napady lęku

    Mam lat 18. Od października mam częste napady lęku objawiające się najczęściej w autobusie,klasie, kościele ... Automatycznie kręci mi się w glowie, nie potrafię złapać oddechu a co najgorsze robi się niedobrze i czuje jakbym miała zaraz zwymiotować. Przez to coraz częściej unikałam wychodzenia z domu bo to wiązało się z jazdą autobusem. Myślenie, że będzie dobrze, żebym się uspokoiła nie działa ... Napady te powodują, że nie jestem w stanie wyjść z domu. Bardzo prosze o pomoc.
  17. Witam ! Mój mąż zaczął od stycznia spotkania z psychologiem. Ma nerwice lękową i nerwice natręctw (natrętne myśli) od 10 lat. W końcu zdecydował się na terapie. Bedzie to jego pierwsza terapia. Pisze, że będzie ponieważ Pani psycholog jeszcze go formalnie nie zdiagnozowała i nie rozpoczęła terapii. Na razie na spotkaniach mąż ma opowiadać o sobie, o swoim życiu bo psycholog chce go lepiej poznać. Po około 5 spotkaniach psycholog zdecyduje czy podejmie się terapii. To terapia online, mieszkamy za granica. Psycholog na dzień dobry powiedziała, ze terapia u niej to spotkania 3 razy w tyg przez ok 2-3 lata w przypadku nerwicy (nie diagnozując jeszcze męża). Na razie stanęło na spotkaniach raz w tygodniu. Bardzo proszę o rade, na czym polega taka psychoterapia? Jak to powinno wyglądać? Beda przerabiać tematy z przeszłości, uwalniać jakieś zakleszczone emocje ? Psycholog bardzo mało udziela się podczas tych spotkań, mąż czuje się tym skrepowany, nie wie o czym ma mówić z obca osoba. Ona nie ciągnie go za język, mało nakierowuje, bardzo mało pyta, niewiele tłumaczy. Maz nie czuje się dobrze ani przed ani po tych spotkaniach. Po ostatnim, gdzie rozmawiał o rodzicach wręcz jego objawy się nasiliły. Nie chce żeby mąż się zraził i zrezygnował. Wiemy, że leki tylko zagłuszają objawy a nie lecza przyczyny. Chce mu pomóc przez to przebrnąć, niełatwo było go namówić na psychoterapię. Jednak zachowanie Pani psycholog nie pomaga. Pozdrawiam.
  18. Witam serdecznie, Jestem 21 letnia kobietą, z pozoru bardzo empatyczną, otwarta na ludzi. Natomiast problem zakopanym jest troszeczkę głębiej, postaram się jak najkrócej opisać. Odkąd pamiętam mam problem z byciem w związku. Wcześniej nie przywiazywalam do tego uwagi. Jeśli chodzi o związki to schemat zawsze jest taki sam: Kiedy kogoś poznaje, wszystko przebiega gładko, natomiast z czasem zaczynam się dusić, mam dość tej osoby, chociaż jest dla mnie dobra, uczciwa, kochająca. Nieważne jak bardzo jestem przywiązana, jak bardzo zależy mi na tej osobie- zawsze się wycofuję. Czuję, że tym ranię osoby które chcą dla mnie dobrze, którym pozwoliłam się do siebie zbliżyć i które mnie kochają. Z czasem przychodzą wyrzuty sumienia, tęsknota, chęć przeproszenia i wyjaśnienia tego, ale nie wiem skąd to się bierze, nie wiem jak to wyjaśnić. Nie chce już nikogo krzywdzić moim zachowaniem, ale też nie chcę być sama. Nie mam pomysłu jak rozwiązać to osobiście, dlatego tutaj jestem. Z góry bardzo dziękuję :)
  19. psycholog Rafał Olszak

    Na co komu otwarty umysł?

    Mawia się, że każdy ma to, na co się odważy, ale ludzie często dostają też to, czego się obawiają. Ktoś bojący się wykluczenia zakłada w mediach społecznościowych fikcyjne konto, które sprawia, że inni rzeczywiście traktują go z rezerwą lub z góry odrzucają, uznając, iż brakuje mu odwagi cywilnej, by podpisywać wypowiedzi własnym nazwiskiem. Niektórzy boją się rozstania i podejmują tak gorączkowe próby zatrzymania przy sobie partnera, że aż zaczyna mu brakować przestrzeni i nie może złapać tchu, więc w końcu faktycznie stłamszony, wyczerpany ratuje się ucieczką, odchodzi. Niektórzy obawiają się, iż mogą być w błędzie, więc tłumaczą swoje poglądy z taką zaciekłością i tak kurczowo, bezkrytycznie trzymają się własnego stanowiska, że nic i nikt nie jest w stanie wyprowadzić ich z błędu, gdy w nim są. Niektóre obawy są nieuzasadnione, więc mijają, gdy zmieni się sposób myślenia. Warto mieć otwarty umysł. Skomentuj, polub lub udostępnij ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny redagowany jest przez psychologa klinicznego, psychoterapeutę.
  20. Jestem bezrobotnym mężczyzną w wieku 21lat W jakiej sytuacji pojawił się problem oraz jak długo trwa? Problem pojawił się odkąd straciłem pracę czyli od sześciu miesięcy oraz doznałem urazu kolana przez co mam problemy ze znalezieniem pracy. Straciłem wiarę w siebie, nic mnie nie cieszy, czuję się zdołowany, widzę przyszłość w czarnych barwach, przestałem interesować się własnym zdrowiem i życiem, odczuwam czasami dusznośc oraz przyśpieszone bicie serca. Rodzina mnie nie rozumie i uznaje to za lenistwo co mnie strasznie boli. Obawiam się kontaktów z ludźmi. Straciłem zainteresowanie wszystkim co było moim hobby, nie mam apetytu oraz coraz częściej nasuwają mi się myśli samobójcze.Nie radzę sobie z moimi problemami. Z dnia na dzień odczuwam że jest coraz gorzej. Staram się zrobić coś aby to zmienić lecz nie czuję się na siłach aby to zrobić. Czy może to być depresja? Czy są jakieś leki które pomogą mi poprawić mój stan psychiczny i zacząć żyć 'normalnie'? Mam chęci do zmiany czegoś w swoim życiu lecz brak mi sił aby zrobić cokolwiek aby cokolwiek zmienić.
  21. Witam. Mam 21 lat I wychowuje samotnie 7 miesięcznego syna. Jego ojciec chce uczestniczyć w jego życiu oraz naprawić rodzinę. Niestety przez całą ciąże mnie kłamał, brał narkotyki i wywalal pieniądze w maszyny, później musiał wyjechać z kraju żeby zarobić pieniądze na długi i zostawił mnie sama jak dziecko miało miesiąc. Podczas jak go nie było, poznałam chłopaka który też ma dziecko 2letnie I widuje go 2 razy w tygodniu. Poniekąd wszystko jest dobrze ale czasem mam wątpliwości co do jego uczuć. Jest dość skomplikowany. Nie czuję się w tym związku tak swobodnie i pewnie. Nie wiem czy to wymaga czasu czy po prostu już tak będzie albo będzie gorzej bo przecież początki są najlepsze. Ojciec dziecka wrócił z Holandii i teraz jest co 10 dni w Polsce na 4 dni, poniekąd obiecuję mi że się zmieni, że teraz jak ma pracę to nie ma kiedy takich rzeczy robić. Z jednej strony myślę czy dać mu szansę któraś z kolei bo przecież to ojciec mojego dziecka, dziecko miałoby wszystko, i rodzine i pieniądze, ale nie wiem czy mu wierzyć.. A z drugiej strony mogę stracić chłopaka który może kiedys byłby dużo lepszym partnerem. Póki co nie przychodzi do mnie bo nie chce być u mnie jak są moi rodzice (nie wiem czy dla niego to za wcześnie czy co ale ja do niego przychodzę i tylko bez dziecka). Już sluzszy czas nie daje mi to spokoju i ciągle żyje w stresie i w jednym wielkim pytajniku. Czy ludzie się zmieniają? Główny problem w skrócie : dać kolejna szansę byłemu i ojcu dziecka i ryzykować że będę trwać w tym w nieskończoność? Czy zaryzykować stratę ojca dziecka i spróbować z nowym partnerem mając nadzieje ze będzie lepiej i że zacznie moje dziecko traktować kiedyś jak swoje I się otworzy?
  22. Damian27i

    Mam Problem

    Dzień dobry mam 28 lat, Jestem osobą która kiedyś popełniła wiele błędów i skończyła za to w zakładzie karnym,i mój problem polega na tym że jestem już ponad rok po opuszczeniu i nie potrafię się odnaleźć, boje się że co nie zrobię to wszystko będzie skutkowało katastrofą.byl bym bardzo wdzięczny jak ktoś by mógł podpowiedzieć jak z tym walczyć.
  23. Wydaje mi się, że mam poważny problem. Mianowicie boję się panicznie przebywać w dużych skupiskach ludzi, boję się, że ktoś mnie ośmieszy, że nie będę potrafiła się zachować. Kontroluję wszystko co robię, planuję każde zachowanie, uśmiech, słowo. Najlepiej się czuję sama w domu. Trwa to już od roku, może dwóch lat. Doświadczam skrętu żołądka, osłabienia, ciągle myślę o jakimś spotkaniu lub wizycie, która ma się wydarzyć. Denerwuję się wyjściem do sklepu, rodziny, wszystkim. Czasem tak panikuję, że uciekam lub robię wszystko żeby się wyswobodzić z danej sytuacji. Jest mi strasznie ciężko. Przy ludziach drży mi głowa, ręce. Wstydzę się tego i boję się, że to zauważą. Dodam, ze choruję na depresję. Nie wiem co mam robić, boję się spotkań z ludźmi, jest to przerażające.
  24. psycholog Rafał Olszak

    Anuptafobia - lęk przed samotnością

    Pewnie nikt z nas nie chce czuć się jak stary niechciany grat na złomowisku. Jednak niektórzy ludzie cierpią na taki lęk przed samotnością, przed życiem bez pary, że tracą głowę i wchodzą w związki bez autentycznej miłości, ze źle rokującymi partnerami, albo nie wychodzą z toksycznych relacji. Anuptafobia to lęk, który występuje zwłaszcza u kobiet – często pojawia się przed 30-tym rokiem życia, gdy uroda ulega zmianom, a zegar biologiczny głośniej tyka. Poza tym to właśnie paniom najczęściej wmawia się, że aby być szczęśliwym trzeba mieć partnera (lub przynajmniej dzieci). Tym niemniej obawy te występują też u mężczyzn. Obie płci pod wpływem tego lęku desperacko szukają „drugiej połówki”, co nierzadko kończy się wiązaniem z kimś niejako na siłę, a w efekcie – dramatami. Paradoks osób cierpiących na ten lęk polega na tym, że zwykle mają one niskie poczucie własnej wartości, więc nie inicjują kontaktu z ludźmi, którzy naprawdę są dobrą partią, lecz łączą się z kimś poniżej wymagań tylko dlatego, że jest chętny lub łatwo dostępny. Nie jest to zbyt dobra strategia jeśli chce się stworzyć zdrowy, satysfakcjonujący, stały związek. Skomentuj, polub lub udostępnij ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Niniejszy męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog kliniczny, psychoterapeuta oferujący usługi takie jak porady, konsultacje i terapia online.
  25. Lunatyk

    Plany samobócze

    36-latek (bezdzietny kawaler/single), mający problemy z pozytywny odbiorem rzeczywistości. Już w szkole podstawowej miałem chyba depresję + fobię szkolną. Źle znoszę niektóre elementy życia w społeczeństwie - szkoła, praca. Bojaźń odnośnie porównywania mnie z innymi. Stąd też mam spory lęk przed podjęciem jakiekolwiek pracy. Od 8 lat mam dostęp do lekarza psychiatry - zażywam paroksetynę. Miałem również sesje u psychoterapeuty. Niewiele pomogły. Utwierdziły mnie za to w przekonaniu, że trzeba sobie odpuścić ten świat. Myśli samobójcze pojawiły się około 20 roku życia. Obecnie to już konkretne plany. Wyszukałem odpowiedni sposób na zrealizowanie swojego celu. W okresach kiedy intensywnie myślę o możliwości zabicia się, mój nastrój poprawia się. Chyba nie muszę dodawać, że każdego dnia zmuszam się do życia, a w zasadzie przeżycia kolejnego dnia.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.