Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'szczęście'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Drodzy Czytelnicy, Fani, Klienci. Jestem nie tylko psychologiem, ale też pisarzem i twórcą słuchowiska. Otarłem się również o telewizję. 😄 Sława ma blaski i cienie. Niektórzy mi dokuczają. Nie obserwuję tego; zajmuje się tym ktoś inny. Ja tymczasem normalnie wykonuję swoje obowiązki – pracuję jako psycholog, nagrywam podcasty psychologiczne i jestem w trakcie pisania kolejnej książki. Korzystając z okazji, dziękuję wszystkim za wstawianie się za mną, za wsparcie i gesty wyrażające sympatię, szacunek. Pozwolę sobie wkleić tutaj krótką notkę na mój temat oraz małą część opinii ludzi, którzy w taki czy inny sposób skorzystali bądź korzystają z mojej pomocy psychologicznej. Rafał Olszak, kim jest i czym się zajmuje Dyplom magistra psychologii zdobyłem na Uniwersytecie Humanistycznospołecznym Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej w Warszawie na kierunku psychologia kliniczna, odbywając odpowiednie praktyki. W procesie edukacji opanowałem podstawowe techniki poznawczo-behawioralne. Wiedzę ustawicznie pogłębiam a umiejętności trenuję poprzez udział w szkoleniach. Zawód wykonuję w zgodzie z Ustawą o zawodzie psychologa z dnia 8 czerwca 2001 r., która w Art. 4.1. nakreśla główne obszary pracy psychologa: „Wykonywanie zawodu psychologa polega na świadczeniu usług psychologicznych, a w szczególności na: 1) diagnozie psychologicznej; 2) opiniowaniu; 3) orzekaniu, o ile przepisy odrębne tak stanowią; 4) psychoterapii; 5) udzielaniu pomocy psychologicznej.” Pracując jako psycholog pomagam osobom w Polsce i na świecie, publikuję podcasty na YouTube, jestem autorem książek i twórcą kursu online, Administratorem psychologicznego forum dyskusyjnego oraz podejmuję szereg innych aktywności na rzecz popularyzacji wiedzy psychologicznej, jestem właścicielem Gabinetu Ocal Siebie. Psycholog Rafał Olszak - opinie na temat działalności
  2. Miałem kochankę...zostawiła mnie dla swojego męża..z którym chce być tylko i wyłącznie dla dzieci...zakochałem się w niej, ona mówi że czuje to samo...od tygodnia nie jesteśmy razem...czuje się z tym okropnie nic mnie nie cieszy, cały czas myślę tylko o niej ;(😢 błagam proszę o pomoc nie daje sobie z tym rady 😢
  3. Witaj, społeczności ocalonych. Piszę do was, ponieważ mam pewien problem. O mnie: 28 lat, duże miasto, singiel, hetero. Zauroczyłem się w swojej przyjaciółce. Ona jest w podobnym wieku co ja i mógłbym ją uznać za swój, ideał kobiety, uwielbiam ją. Jak długo to trwa? Około roku, mniej więcej. Nie wiem, jak i dlaczego tak się porobiło. Nie możemy być razem, ponieważ Ona jest w szczęśliwym związku. Jej partner to dobry człowiek, nie czuje do niego żalu. Nawet go lubię. Nie chce i nie zamierzam rozbijać lub sabotować ich związku. Byłoby to nie fair. Nie chciałbym na tym coś budować swojego. Zrozumcie, mój świadomy, racjonalny umysł akceptuję ich związek. Nie mam do nikogo żalu czy pretensji. Ból jest, ale ten problem jest tylko w mojej głowie. Nie mówiłem jej o tym. Jaki by to miało sens? Co bym tym osiągnął? Nic. Wprowadził bym tylko niepotrzebnie zamieszanie, zakłopotanie i niezręczną atmosferę dla naszej trójki. Co mogę zrobić, by uwolnić swój umysł od stanu zauroczenia? Jak się odkochać? Dodam, że nie chce nikogo szukać, by przekierować swoje uczucie na inną kobietę. Absolutnie nie czuję potrzeby, by szukać kogoś do związku, romansu, seksu. Musiałbym się do tego zmuszać. Nigdy nie byłem kobieciarzem i nie chce nim być. Pozdrawiam, KojotNaWrotkach.
  4. Witam , z tej strony Dawid 32 lata, Chciałbym spytać o narzędzia do pracy nad złymi nawykami ? Nie mam cierpliwości do stawiania małych cegiełek , a jednak bez tego się nie obędzie … Jak pracować nad wypełnianiem postanowień żeby te małe cegiełki się pojawiały ?? Mam dużo czasu a za tym idzie wiadomo dużo postanowień.. lepsza forma (siłownia), nauka nowego języka , podróże , ale jak przychodzi moment odpoczynku po pracy to już ciężko wstać z kanapy. Chciałbym popracować nad cierpliwością , wypełnianiem postanowień ( konsekwencja w działaniu ) ale od czego zacząć ?
  5. Mieliście kiedyś tak że byliście nie zadowoleni ze swojego życia ale nie widzieliście co zmienić? Właśnie jestem na tym etapie, wiem ze chce zmiany ale nie mam pomysłu jak to zacząć Chciałabym poznać siebie, jaka tak naprawdę jestem. Co lubię co mnie cieszy itp mieć więcej motywacji do zmiana swojego ciała przez które mam kompleksy ale mam za mało motywacji Jak zdobyć chęć i motywację do zmiany jakieś pomysłu ?
  6. Mam 20lat mieszkam w domu rodzinnym z mamą bratem i konkubentem mamy od 14 roku życia jestem w związku z chłopakiem z którym planuje wspólnie przyszłość czy mam prawo aby mój chłopak mógł zamieszkać ze mną w domu rodzinnym jeśli moja mama nie bardzo chce się zgodzić co po części mam podejrzane ze jej partner jest przyczyną do negatywnego jej nastawienia na moją prośbę o zamieszkaniu partnera
  7. Jak przestać wpadać w rolę dziecka kiedy ktoś podświadomie podchodzi do nas z pozycji rodzica bądź sami podświadomie pokazujemy że należy nas traktować jak dziecko? Skąd w ogóle może się brać taki program w głowie i dlaczego wtedy staramy się być zbyt mili, nadskakiwać innym wbrew sobie? O związkach nie wspomnę, że z takim systemem wpadamy w relacje gdzie często osoby są zimne i nieobecne oraz nie potrafiące się zakochać co prowadzi do dramatów. Jak to pokonać i jak zmienić taką postawę na lepszą? Pozdrawiam.
  8. Wśród społeczeństwa panuje powszechne przekonanie, iż osoba, która płacze jest cytuję „słaba psychicznie, nie radzi sobie, potrzebuje pomocy, ma problemy emocjonalne, jest niestabilna i chwiejna, jest chora psychicznie, wrażliwa itd”. Myślenie tego typu jest błędne i niewłaściwe. Z psychologicznego i psychoterapeutycznego punktu widzenia jako specjaliści wiemy, że jest dokładnie odwrotnie, a płacz pełni najważniejszą funkcję regulującą równowagę zdrowia psychicznego. To społeczne i rozpowszechnione negowanie okazywania emocji i uczuć za pomocą płaczu powstało na potrzeby mass mediów i mediów społecznościowych. Od kilku już lat propaguje się ciągły uśmiech, pokazywanie siebie i swojej rodziny w sytuacjach radosnych, szczęśliwych, często fałszywych, „sfotoszopowanych”. A zazwyczaj rzeczywistość wygląda inaczej. Ludzie ulegają iluzji podprogowego i manipulacyjnego przekazu w mediach, by przedstawiać siebie tylko jako osoby idealne, nie mające problemów, radzące sobie doskonale, posiadające wiele i ogólnie wspaniale się czujące. Czyli jest to nakłanianie do wprowadzania w swoje życie mechanizmu zaprzeczenia. Życie jest zmienne, w wielu przypadkach nie zależy od człowieka, bywają momenty trudne, dramatyczne, smutne, pełne żalu i smutku. W życiu każdego człowieka zdarzają się straty, słabości, choroby, problemy. Jak można zaprzeczać tak oczywistemu faktowi, który po prostu wypływa z ewolucyjnej, biologicznej, fizjologicznej i psychologicznej struktury i konstytucji człowieka. Czy nie wydaje Ci się podejrzane, gdy ktoś mówi, że zawsze jest szczęśliwy, w pełni zdrowy i „że życie go nie dotyczy”. Jedno co jest pewne, to z całą pewnością to, że życie dotyczy nas wszystkich - bez wyjątku. Gdy w codziennym funkcjonowaniu indywidualnej jednostki pojawiają się niespodziewane lub bolesne, przykre, trudne doświadczenia naturalną, właściwą i adekwatną reakcją jest płacz. Jeżeli osoba płacze, to znak, że jest zdrowa. Kiedyś przeczytałam mądry cytat, który brzmiał mniej więcej tak „gdy ktoś płacze, to jest jeszcze szansa”. Szansa na zmianę, szansa na dobre życie, szansa na znalezienie rozwiązań, na spełnianie pragnień, na radzenie sobie z wyzwaniami życia. Gdy osoba płacze bardzo rzadko lub prawie wcale, należy to zauważyć i skonsultować się z psychologiem bądź psychoterapeutą, ponieważ jest to informacja, że emocje zostały wyparte do nieświadomości i mogą powodować poważne choroby i zmiany osobowości. A zatem jeżeli ktoś płacze, to dobry znak. Łzy pełnią jedną z najważniejszych funkcji w naturze ludzkiej. Powodują ulgę, uwolnienie napięć, spowolnienie akcji serca, obniżenie ciśnienia krwi, wyciszenie, uspokojenie, a przede wszystkim za najbliższy czas odnalezienie rozwiązań i zazwyczaj zakończenie sytuacji problemowej. Łzy są niedocenione przez człowieka i zbyt często negowane, osoby nawet przepraszają za to, że płaczą, bądź się wstydzą. A specjalista psychoterapeuta wie bardzo dobrze, że tylko płacz jest podstawową i właściwie jedyną drogą do uzdrowienia i uwolnienia z doświadczeń, przeżyć. Często w procesie rozwoju wewnętrznego czyli pracy nad sobą osoby używają stwierdzenia, że „trzeba coś przepracować” tak, dokładnie. A to przepracowanie nie oznacza nic innego jak konstruktywne i prozdrowotne okazywanie emocji i uczuć za pomocą płaczu. Łzy nie mają negatywnych skutków, ani konsekwencji, nie obciążają ciała, rozluźniają je, oczyszczają zatoki, układ oddechowy, odciążają serce i umysł. Powodują po czasie uczucie „katharsis” czyli właśnie zamknięcie danego tematu, relacji, sytuacji, zakończenie analiz i przeżywań w tym obszarze – przepracowanie tego z czym się zmagały do tej pory. Jeżeli zależy Ci na tym, byś mógł radzić sobie z losami zewnętrznego świata, które Ciebie dotyczą, to warto zadać sobie pytanie, jak często płaczesz? Czy jesteś w ogóle w stanie czuć smutek, czy masz dostęp do emocji żalu, pustki, rozczarowania, zawodu? Jeżeli zaobserwujesz, że nie możesz wyrazić tych emocji adekwatnie czyli poprzez płacz, to może trzeba skonsultować się z terapeutą, by dowiedzieć się, co zaburzyło proces naturalnej regulacji emocji za pomocą łez. Warto zapamiętać, że łzy pełnią najważniejszą funkcję oczyszczającą dla ciała i umysłu, są zdrowe, właściwe, kojące, powodują rozładowanie wewnętrznych skumulowanych nadmiarów wrażeń, doznań. Oczywiście jeżeli specjalista uzna, że płacz trwa zbyt długo i uniemożliwia codzienne funkcjonowanie zaleci adekwatną formę terapii. Natomiast jeżeli taka sytuacja nie dotyczy Ciebie, spróbuj otworzyć się na możliwość zaznania terapeutycznej funkcji łez - leku, który jest darmowy, bez recepty, dostępny zawsze kiedy potrzebujesz i niezwykle skuteczny w tym by prowadzić zdrowe, dobre i pełne życie.
  9. Czy czasami zastanawiasz się nad tym co myślisz na swój temat, jak mówisz do siebie w myślach lub werbalnie, „jak żyjesz ze sobą”. To w jaki sposób mówisz o sobie innym lub w wewnętrznym dialogu, to jak myślisz o sobie w osobistej introspekcji i to w jaki sposób żyjesz w codzienności może dać Ci ważną informację na temat tego, czy żyjesz w przyjaźni ze sobą. Ktoś może być zaskoczony tym zagadnieniem, ponieważ zazwyczaj ludzie przyjaźnią się z innymi, jednak z psychologicznego i psychoterapeutycznego punktu widzenia, to w jakiej relacji jesteś ze swoim wewnętrznym „ja” ma ogromne znaczenie w przebiegu chorób psychicznych, stanów emocjonalnych i innych problemów ze zdrowiem lub osobistych. Warto zatem zatrzymać się na chwilę i spróbować zaobserwować, zastanowić się w pierwszej kolejności nad tym co myślę na swój temat? Jakie mam zdanie o sobie? Czy lubię siebie? Czy spędzanie czasu tylko ze sobą jest przyjemne? Te pytania są bardzo istotne, ponieważ to co myślisz na swój temat ma ogromne znaczenie w funkcjonowaniu codziennym oraz w relacjach z innymi. Pomyśl zatem przez chwilę, czy jesteś dla siebie życzliwy/a, miła/y, czy doceniasz siebie, chwalisz, dodajesz samodzielnie otuchy. Gdy pojawiają się kłopoty lub trudności, zazwyczaj wolisz negować siebie, oceniać negatywnie, czuć winę? Dobrze jest sprawdzić, których cech tworzysz więcej w swoim obrazie osobowości. Może dominują raczej te, które umniejszają Twoją wartość, zalety, zasoby, umiejętności lub wręcz przeciwnie może jesteś zdecydowana/y, że to czego dokonujesz w życiu jest wartościowe i dobre? Z całą pewnością jeżeli chcesz nawiązać zdrową, dobrą i właściwą przyjaźń czyli relację ze sobą, pomocne będą zdecydowanie wszystkie myśli wspierające, budujące, dodające siły, podwyższające wiarę w siebie i swoje możliwości. Pozytywne myśli które tworzysz na swój temat są jakby taką skarbnicą siły i mocy, w przyszłości będzie można je wykorzystać w sytuacjach, które nie zawsze układają się w życiu tak jak zaplanujesz. Wtedy możesz sięgnąć to „kuferka” zebranych w myślach pozytywnie zbudowanych zasobów na swój temat i samodzielnie w bliskiej przyjaźni ze sobą wesprzeć się i znaleźć rozwiązania sytuacji problemowej. Natomiast jeżeli „kuferek” jest pusty lub wypełniony przeważnie negacją Twojej osoby, to gdy pojawią się problemy życiowe, Twój stan może się nawet pogłębić w kierunku negatywnym, ponieważ nie będzie dodatkowych możliwości by się wzmocnić poprzez dobre myślenie na swój temat czyli nadzieję i wiarę w to, że masz w sobie możliwości do poradzenia sobie z tym co Cię spotyka. Drugą bardzo ważna kwestią jest to w jaki sposób mówisz do siebie w myślach, jak mówisz o sobie innym, w ich towarzystwie. Jeżeli bywa, iż nie zawsze używasz kojących, miłych, przyjaznych słów w stosunku do siebie - nie jest to oznaką zawiązania przyjaźni ze sobą. Mówienie w myślach często zdarza się w sytuacji gdy jesteś sam/a ze sobą. Zastanawiasz się nad pewną sytuacją lub doświadczeniem. Sprawdź, zauważ jak wtedy słownie odnosisz się do siebie, co mówisz? Czy na przykład jest to dialog pod tytułem „zaneguj siebie”: źle, niewłaściwie, niewystarczająco, czyli wszystko na nie. Być może przeważa dialog „wesprzyj siebie” czyli jest właściwie, dobrze, wystarczająco, okej. To w jaki sposób mówisz do siebie w myślach kreuje Twój stosunek do siebie i będzie miało wpływ na to co wydarza się w życiu. Analogicznie tak jak w procesie tworzenia myśli, słowa mają wielką moc urzeczywistniania. To znaczy, że bardzo istotne jest, by mówić do siebie i o sobie w dobry, spokojny, przyjazny, troskliwy sposób. Forma wewnętrznego dialogu ze sobą dodaje w sytuacjach wyzwań i niespodziewanych zdarzeń adekwatnie siły do wytrwania w trudzie, bądź osłabia dodatkowo układ nerwowy, zaburza spokój i równowagę, gdy zwroty są nieprzyjemne, nieprzyjazne. Możesz zadać sobie dzisiaj pytanie w jaki sposób od tej pory wolisz odnosić się do siebie w myślach oraz słowach? Czy chcesz budować siłę i dobrą energię w sobie na przyszłość by móc pewnie stawić czoła zewnętrznemu biegowi życia? Czy chcesz zaprzyjaźnić się ze sobą, by w momencie zwątpienia, trudności i problemów bardziej wierzyć w siebie mieć nadzieję i siłę, determinację do sprostania wyzwaniom? Jeżeli tak, to warto rozpocząć wewnętrzną pracę nad sobą w budowaniu i zawieraniu przyjaźni z osobą, która zawsze będzie Ci najbliższą i jedyną, bez której Twoje życie jest niemożliwe. A tą osobą jesteś Ty. Zachęcam do przyjacielskiej relacji ze swoim „ja”. Taka przyjaźń jest trwała, uczciwa, stabilna i niezmienna, na zawsze.
  10. Czy wierzycie w tą jedyną prawdziwą miłość ? Czy miłość wogóle istnieje, czy to tylko chwilowe zauroczenie? Ja wierzyłam gdzieś kiedyś, kiedy byłam nastolatką, ale teraz to ja już sama nie wiem w co wierzę. Byłam w kilku związkach , czułam te "motylki w brzuchu", ale z czasem to uczucie mijało i twierdziłam, że to nie to i szukałam dalej . Zacznę od początku... Mam 32 lat, jestem mężatką od kilku lat, mamy też 2 małych dzieci. Wychodząc za mąż byłam pewna, że to ta właściwą osoba. Bardziej podchodzilam do tego zwiazku mózgiem niz sercem. Wydawał mi się odpowiedzialny i troskliwy. On wtedy się bardzo starał, dbał o mnie jak tylko mógł. Ja bardzo lubiłam jego towarzystwo. Mieliśmy podobne zdanie i gusty. Ciągle mi powtarzał, że mnie bardzo kocha. Myślałam, że ja też się zakochałam, chociaż to nie było to coś co się widzi w filmach romantycznych. Byłam pewna,że chcę z nim spędzić życie, więc pobraliśmy się. Do czasu pojawienia się naszych dzieci było wszystko super, układało nam się. Po jakimś czasie zaczęliśmy się od siebie oddalać, pojawiła się masa problemów, choroby dzieci i zapomnieliśmy o sobie. Mąż przelał wszystkie swoje pozytywne uczucia na nasze dzieci. Nie było już nas, tylko dzieci i obowiązki. Nie pamiętam już, kiedy ostatnio mąż mi powiedział ze mnie kocha. Nie pamiętam, kiedy mnie przytulił . Juz nawet osobno śpimy w innych pomieszczeniach( dlatego, że ja wstaje często do dziecka a on musi się wyspać ). A ja dla niego jestem tylko sprzątaczką, kucharką i nianią dla jego dzieci. Juz nawet nie mówi mi po imieniu, ani zdrobniale(jak dawniej) tylko używa słowa "matka". Nie obchodzimy rocznicy ślubu. Bardzo mało ze sobą rozmawiamy, a jak już to więcej jest kłótni. Mąż coraz częściej jest dla mnie chamski i nieprzyjemny. Przestał mnie wspierać, pocieszać i nawet nie stara się mnie zrozumieć. Wydaje mi się, że przestał mnie kochać. Czuję się zaniedbywana i niewartościowa. Ja sama nie czuje tej miłości do niego. Nawet zauważyłam, że nie lubię spedzać z nim czasu, nie lubię jak jest w domu, wole żeby gdzieś sobie poszedł. Czy to możliwe, że to uczucię przed ślubem to było tylko zauroczenie? A może miłość nie istnieje? Znajdujemy się w takiej beznadziejnej sytuacji bez wyjścia. Z jednej strony nie mogę odejść dla dobra dzieci, ale tez nie mam gdzie pójść. Nie mam nic , bo zaraz po ukończonych studiach urodziłam dzieci, wiec nie mam żadnego doświadczenia zawodowego, dlatego znalezienie pracy i wyprowadzka będzie bardzo ciężka, do tego córka ciągle chora i nie mam jak pracować. Jest jeszcze kwestia wiary. Ja jestem wierząca w Boga i przyrzekałam przed Bogiem miłość i wierność aż do śmierci. Czy Bóg chce abyśmy się razem tak męczyli? Jak ja już go nie kocham,to wg wiary to grzech, bo przyrzekalam itd. No ale jak się rozstaniemy to też będzie grzech( bo przyrzekałam, że nie odejdę)To jak żyć? Zdecydowałam, że jednak zostane w tym beznadziejnym związku. Mąż nie jest złym człowiekiem, jest nawet lubiany w społeczeństwie, ma wiele dobrych cech, ale czy da się żyć do śmierci z osoba ktorą się nie kocha? Ja jestem pewna,że między nami nie ma miłości, to tylko przyzwyczajenie i nic więcej. Czy to możliwe, że ja się nigdy naprawdę nie zakochałam? Bardzo będzie mi miło jak ktoś mi odpisze.
  11. Od wielu już lat szczęśliwie coraz głośniej i więcej mówi się społecznie i w mediach społecznościowych, mass mediach, że to w jaki sposób funkcjonuje ciało fizyczne ma niebagatelny wpływ na psychikę ludzką. Często z początkiem każdego roku osoby zatem postanawiają, że tym razem to już na pewno zaczną dbać o sferę fizycznego ciała, ustalają postanowienie by zapisać się na wybrane formy pracy z ciałem, do klubu fitness, studia jogi, na siłownię itd. Zazwyczaj jak wiemy, zapał do regularności i kontynuacji tychże postanowień w połowie marca często dobiega końca. Mimo iż właśnie tym bardziej w okresie wiosennym można rozpocząć praktyki na świeżym powietrzu i kontynuować je aż do późnej jesieni. Każda praktyka ciała fizycznego związana z uaktywnieniem mięśni, stawów jest prozdrowotna. Chodzi przede wszystkim o pracę z ciałem rozumianą w ten sposób, że podczas wykonywania dajmy na to ćwiczeń rozciągających nie nadwyrężamy się, nie wykonujemy ich wysiłkowo, w napięciu, nie powodujemy bólu, dyskomfortu. Przecież tak naprawdę osoby często rezygnują z technik wzmacniania ciała z powodu zakwasów, nieprzyjemnych odczuć i wycieńczenia związanego z nadmiernym wysiłkiem fizycznym. Chodzi zatem o to, by ćwiczyć/praktykować/trenować tak, by to stało się przyjemnością, a nie przykrym doznaniem, wtedy motywacja i chęć do dalszej kontynuacji automatycznie stanie się większa i bardziej długotrwała. Wybierz zatem dla siebie to, co z uwagi na Twoją indywidualną konstytucję ciała, historię ciała, jego możliwości będzie najlepsze – to znaczy taką praktykę pracy z ciałem, która nie obciąży zbyt mocno, nie powoduje kontuzji i raczej podwyższa witalność ciała, a nie obniża poprzez nadmiarowy wysiłek. W aktualnych czasach do wyboru jest bardzo dużo aktywności w różnych miejscach. Należy jednak przed decyzją co do odpowiedniego nauczyciela czy centrum z kwalifikacjami zastanowić się nad tym co dla mnie osobiście będzie najbardziej korzystne i czego potrzebuje moje indywidualne ciało. To znaczy, jeżeli Twój codzienny tryb pracy to głównie pozycja siedząca, to spokojnie możesz wybierać bardziej aktywne formy wzmacniania ciała, natomiast jeżeli pracujesz fizycznie lub masz dużo obowiązków w ciągu dnia, to zaleca się raczej mniej inwazyjne ingerencje w przeciążone już ciało poprzez styl życia. Do wyboru są najpopularniejsze w ostatnich latach dla osób chcących pobudzić swoje ciało z uwagi na monotonny i siedzący tryb życia: rower, hulajnoga, deskorolka, rolki, nordic walking, wycieczki górskie, taniec, joga, jazda konna, tenis, kajaki, windsurfing, narty, możesz tutaj wstawić inne swoje ulubione zajęcia. Są to podstawowe, bezpieczne, wspierające zarówno psychikę jak i ciało metody równoważące, nie przesilające organizmu ludzkiego, które z całą pewnością można stosować regularnie i chętnie, nie powodują efektów odwrotnych od zamierzonego, czyli nadwyrężeń i braku motywacji do ich kontynuacji. Można je praktykować nawet codziennie, ponieważ są optymalne dla ciała i umysłu i stymulują prawidłowo zdrowy rozwój. Dla osób, w których życiu panuje nadmiar bodźców, zadań, relacji, dominują silne emocje, problemy życiowe, zdrowotne, zalecane są metody i praktyki wyciszające i spowalniające tempo pracy ciała i umysłu. Należą do nich uwalniające napięcia spokojne i odprężające jogasany, medytacja, praca z oddechem, relaksacja, masaż, basen, sauna, spacery lub inne które znasz i wiesz, że najlepiej wtedy Tobie służą. To w jaki sposób funkcjonuje ciało człowieka ma ogromny wpływ na stany emocjonalne, nastroje oraz choroby psychiczne. Udowodniono bowiem iż osoby, które aktywnie pracują nad poprawą jakości swojego ciała rzadziej zapadają na cechy depresji, objawy lękowe czy psychosomatyczne. Mają wyższe poczucie własnej wartości, bardziej lubią swoje ciało, podobają się sobie, chętniej nawiązują relacje z innymi, ich poziom odporności jest o wiele wyższy, rzadziej zapadają na infekcje. Zatem ujmując całościowo istotę ludzką - bardzo ważne jest by równocześnie pracować nad poprawą kondycji psychicznej i fizycznej. Jest to podstawą zdrowia i dobrego samopoczucia. Pomyśl dziś choć przez chwilę o sobie, wypisz lub zaplanuj, o jakich aktywnościach myślałaś/eś od dłuższego czasu, może teraz to dobry moment, by rozpocząć chociaż jedną, najlepiej na świeżym powietrzu gdy pogoda na to pozwala. Zadbaj o swoje ciało i umysł, a odwdzięczą się zdrowiem i dobrym samopoczuciem.
  12. Przez większość życia wydawało mi się że Świat istnieje już na tyle długo, że ktoś już to wszystko przemyślał, przetestował i wystarczy być dobrym dla innych lub przynajmniej stosować zasadę wzajemności aby wszystko się układało. A w razie problemów otwierasz instrukcję na odpowiedniej stronie i masz gotowe rozwiązanie. Nadal uważam że należało by oczekiwać od cywilizacji istniejącej od wielu pokoleń że to dość krótkie, powtarzalne ludzkie życie jest gdzieś przeanalizowane i rozwiązane. Wygląda na to jednak że nie ma nic co by się zbliżało do tego co oczekuję. Wliczając wszystkie religie, wierzenia i filozofie. Natura stosuje inną strategię na zachowanie życia. Musi być utrzymana odpowiednia różnorodność, odpowiedni współczynnik mutacji, eksperymentowanie z innymi rozwiązywaniami, chaotyczne zgładzanie jednych rzeczy przez drugie zależnie od chwilowych przewag środowiskowych. Nawet nie potrafię powiedzieć czy chcę być szczęśliwy. Ciężko to osiągnąć bez rezygnacji z analizy błędów z przeszłości, tak aby rzeczywiście wyciągnąć z nich coś innego niż ból, jakąś pożyteczną lekcję. Czasami niektóre rzeczy się zdarzają. Czasami ktoś płaci bardzo surowo za jakieś małe błędy, czasami komuś wiele dużych błędów uchodzi na sucho. Ciężko się pogodzić z tym kiedy trafiasz do tej pierwszej grupy. Ale czy należy wtedy uważać się za przegrywa? Czy może dokładnie tak działa życie? Dlaczego więc pojawia się ból, smutek, żal? Jaką niby pełni rolę? Kobiety wybierają zwycięzców. Czasami też całkiem fajne kobiety wybierają kogoś całkiem przeciętnego, ale to raczej z chwilowej konieczności. Mi wystarczy kilka sekund żeby nie móc zapomnieć o kimś przez lata. Kobietą nie zdarzają się takie problemy, natura daje im więcej mechanizmów do decydowania o swoich zauroczeniach. Można pewnie z tym żyć. Ale spora wrażliwość i introwertyzm i już ciężko o to aby mieć możliwość utrzymania swojej psychiki w należytej równowadze. Są pewne mechanizmy obronne, jak bycie narcyzem, wyzbycie się ideałów. Ale chyba zgodziłbym się z Rafałem że było by to zbyt głębokie wydrenowanie samego siebie i mimo wszystko nie warto tego tracić. Nie czuje się takim pełnym przegrywam. Kiedy spadam na dno, zawsze jest ono nieco wyżej niż poprzednio. Kiedy coś sobie zaplanuję to do tego dochodzę, chyba że znajdzie się ktoś kto mi to uniemożliwi. Wszystko co robiłem miało dla mnie sens, nie robiłem rzeczy na pokaz, rzeczy w które nie wierzę. Nie zniszczyłem nikomu świadomie życia. Nie dawałem nikomu fałszywych sygnałów. Nie wykorzystywałem nikogo, jeżeli otrzymałem pomoc to byłem gotowy odwzajemnić przysługę. Nie jestem materialistą. Naprawdę wystarczy mi niewiele. Ale przydało by się jakieś miłe mieszkanie lub najlepiej dom. Zawsze chciałem na taki dom zarobić. Kwoty w Excelu jaki prowadzę kilka lat gdzieś tam prowadziły w przyszłości może do jakiegoś małego domku. Mam dobry zawód, nieźle płatny, taki o jakim właściwie marzyłem będąc dzieckiem. Ale to za mało. Wiele zdolnych kobiet może pójść na podobne studia, nie koniecznie na dobrej uczelni i dostać szybko podobnie płatne stanowisko. Więc możesz zapomnieć na zawsze że możesz być dumny z tego że jednak nie każdy z twojej klasy z podstawówki ma taką pracę i że jesteś naprawdę dobry i ceniony w swojej pracy. Poznałem dziewczynę która jest ideałem dla moich zmysłów. Prawdopodobnie i tak nie mam i nie miałem szans, bo wybiera tylko wysokich ale postanowiłem walczyć jak tylko się da. Doszło do tego że zacząłem interesować się inwestycjami. Bezpieczne inwestowanie w mieszkania to sporo pracy i tylko do 10% zwrotu rocznie. Otworzyłem konto maklerskie. Zacząłem od niedużych kwot, od bezpiecznych dużych spółek. Później nieco bardziej ryzykowne aktywa, aż do całkiem ryzykownych aktywów przy dużej dźwigni, sporymi kwotami. W Excelu ustawiłem sobie plan roczny. Nie do końca się udało go dotrzymać. Po tym przyszła pandemia. Z powodów których nie rozumiem gospodarka zaczęła się zamykać, oczywiście ja nie oceniam ryzyka tak dobrze jak duże firmy zajmujące się inwestycjami. Konta dla klientów detalicznych mają "ochronę przed ujemnym saldem", więc większość pozycji zamknęło się samo i nie udało się zbyt wiele oszczędności uratować. Jakieś 6 lat oszczędzania poszło w zapomnienie. Lekcja nie była jakoś super opłacalna. Od tego czasu raczej inwestowałem długoterminowo w akcję i powoli coś tam odrabiałem. Dokupiłem trochę akcji CD-Projekt bo w przypadku średniego sukcesu przychody i tak były by pokaźne. Okazało się że twórcy po prostu kłamali i wypuścili zepsuty produkt. Na szczęście plus inwestycji długoterminowej jest taki że dobre spółki odrabiają swoje straty. Jak nie w rok, to w 10 lat. Poszerzałem ilość akcji jakie miałem. Teraz ostatnie sytuacje. Czyli napięcia na linii Rosja - Ukraina. Ciężko było przewidzieć że ktokolwiek będzie chciał konfliktu zbrojnego, nie jestem w stanie sobie tego jakoś wytłumaczyć. Więc czekałem na to że Putin wynegocjuje swoje i będzie spokój na kilka lat. Ale tak się nie stało, rynki się trochę załamały. Strata na moim koncie była całkiem imponująca, ale nadal wiadomo że wojna się kiedyś skończy i raczej nie dotrze do Polski. No ale dodatkowo w dniu ataku i paniki na giełdzie ktoś włamał się na moje kont maklerskie, zamknął wszystkie pozycje i dodatkowo na jakiejś malutkiej spółce sprzedał prawdopodobnie sam sobie moje akcje które wcześniej kupił. Strata sięgnęła więc już prawie połowy wartości moich oszczędności. Nie tylko ja miałem w podobnym okresie taką sytuację, ale nie było żadnego ostrzeżenia przed atakami, ani blokady tego instrumentu. Złożyłem reklamację do maklera, ale według nich to wina tego że ktoś ukradł moje hasło, więc nie mają interesu w czymkolwiek mi pomagać. W międzyczasie też nie udało mi się zmienić pracy na lepiej płatną. Okazało się że mam pracować dla innego podmiotu niż wpisano w umowę i z podiów prawnych zrezygnowałem i wróciłem do starej pracy. Nawet nikt nie chciał mnie przeprosić że ukrywali przede mną moje prawdziwe obowiązki. Uznali że to ja łamałem prawo i z dużą łaską wypłacili mi po terminie część należnego mi wynagrodzenia. Pomysł na mały biznes nie wypalił, nie spodziewałem się dużych rezultatów, ale jednak jest to jakieś rozczarowanie tym jak rynek przyjął to co stworzyłem. Teraz rozważam opcję. 1) Żyć dalej, jak przegryw. Żyć bez ambicji, cieszyć się z tego co jest, nie przejmować się tym że jak tak dalej pójdzie to albo na emeryturze zbieram złom żeby przeżyć, lub całe życie żyje z rodzicami lub w jakiejś kawalerce, ewentualnie jako stary kawaler buduje sam sobie jakiś dom. Prawdę mówiąc nie ciężko wyobrazić mi bycie całe życie sam. Zbyt wiele kobiet nie spotykam, a nawet jak jakaś jest lub się zmatchuje to nie mam tyle woli aby powoli kogoś poznać, zobaczyć czy jest się kompatybilny, zaprosić na jakaś kawę, na spotkaniu być zabawnym, przystojnym itd itp. Poznałem piękną dziewczynę, ale nie jest to jakaś typowo instagramowa plastikowa piękność. Była dość miła, ale nie miałem przekonania że coś może z tego wyjść, nie widziałem jakichś wyraźnych sygnałów zainteresowania. Czekałem na okres gdzie zacznie się wszystko układać i będę mógł być sam pewien że rzeczywiście będzie jej się opłacać ze mną być. Usunęła już dawno konto z portalu. Mógłbym się z nią skontaktować przez media społecznościowe, ale nie wiem czy mi wolno kontaktować się po paru miesiącach. Słucha polskiego rapu : ) , więc nie wiem jakie ma tak naprawdę wartości. 2) Jeszcze raz trochę zaryzykować z większą kwotą, na bardziej ryzykownym instrumencie. Mam zawsze kilkadziesiąt procent szans na odrobienie dużej części tego co do tej pory straciłem. W przypadku porażki nie ma planu. Idealnie było by pozbawić się życia, tylko nie jest to miłe. Nie wiem czy da się oszukać swoje mechanizmy obronne tak aby rzeczywiście było to możliwe. Przed tym przydało by się jakoś przygotować, aby nie robić zbyt wielkich problemów pracodawcy i rodzinie. To bardzo niekomfortowa myśl. Prościej było by to zrobić w przepływie emocji. Pozostaje jednak wtedy opcja 3) 3) Nie mam dużego przeszkolenia militarnego. Chodzę czasami na strzelnice. Myślałem o zgłoszeniu się do wojsk terytorialnych Ukrainy. Wiem że są ludzie, nawet nie typowi wojskowi z polski którzy tam są. Wojna to dość abstrakcyjna dla mnie rzecz. Jednak ktoś tam jest i tam ginie. Możliwe że taka lub inna postawa każdego w Europie może mieć wpływ na to jak będą żyć następne pokolenia. Jeżeli coś pójdzie mocno nie tak to to będzie wina każdego, że nie zrobił wszystkiego co było możliwe. Na razie personel wojskowy nie wydaje się problemem, ale jeszcze może być czas że będzie to miało znaczenie. Problem jest że z punktu polskiego prawa będę przestępcą... Będę musiał wziąć urlop z pracy, nie będę nic zarabiał. Tak naprawdę nie będę miał za bardzo za co tam walczyć dla siebie, bo po powrocie nic lepszego mnie nie czeka. Oczywiście nadal jest po co walczyć. 4) ?
  13. To pytanie pewnie wyda się zaskakujące dla wielu osób, przecież większość porad psychologicznych raczej koncentruje się na radzeniu sobie z emocjami w bardziej praktyczny sposób. Każda metoda jest warta zastosowania, najważniejsze jest bowiem, by po prostu czuć się dobrze. Chciałam jednak w tym krótkim artykule zaznaczyć również bezpłatne i dostępne dla każdego formy pomocy w różnych sytuacjach problemowych, zdrowotnych, emocjonalnych etc. Czy pamiętasz kiedy ostatnio byłeś/łaś na spacerze? Ale takim w cichym i spokojnym miejscu, gdzie gwar codzienności zanika, hałas samochodów i tłum uliczny nie ma miejsca. Czy przebywasz w miejscach blisko natury, gdzie powietrze pozbawione jest smogu i innych szkodliwych składników. W lesie, nad wodą, w górach, na łące oddalonej od miasta, w miejscach uzdrowiskowych. Czy świadomie zauważasz, że jakość powietrza w tym miejscu ma zupełnie inne właściwości dla Twojego umysłu i ciała. W życiu jedno jest pewne zawsze, że rodzimy się z pierwszym oddechem i odchodzimy z ostatnim. Wdech i wydech to podstawa życia każdej istoty na ziemi. Oddech w codzienności odbywa się samodzielnie, spontanicznie. Na ogół automatycznie oddychasz, nie zastanawiasz się kiedy trzeba wziąć wdech, a kiedy wydech. Nie manipulujesz przy oddechu. Oddech oddycha się sam, bez Twojego udziału, „oddech sam wie, jak oddychać”. W swojej doskonałości zaopatruje wszystkie komórki i narządy ciała. Jeżeli praca oddechu odbywa się prawidłowo bez zaburzeń zachowana jest równowaga w ciele i umyśle. Tlen, powietrze, prana czyli energia życiowa w zależności jakiej nazwy wolisz używać ma znaczący wpływ nie tylko na Twoje ciało fizyczne, ale również i głównie na stany psychiczne, emocjonalne. Przecież na pewno wielokrotnie miałeś/łaś takie doświadczenie, że pod wpływem silnych stanów emocjonalnych, napięć, nieporozumień, problemów ze zdrowiem, po nawet pół godzinnym spacerze zmieniło się natężenie emocjonalne i zminimalizował natłok myśli, a i perspektywa rozwiązania sytuacji poszerzyła się i zyskała inne alternatywy. Przebywanie na zewnątrz budynków, domów, mieszkań, biur, miejsc pracy jest w aktualnych czasach niezwykle ważne. Przecież człowiek większość czasu spędza w zamkniętych pomieszczeniach, a otwarcie okna nie ma tej samej funkcji co pobyt na świeżym powietrzu. Gdy wdychamy tlen bezpośrednio dostarczany z przestrzeni na zewnątrz zaopatrujemy całe swoje ciało w niezbędne lekarstwo do uzdrowienia emocji, a i również innych dolegliwości. Sam pobyt w otoczeniu darów ziemi jakimi są drzewa, rośliny, zwierzęta, trawy, kwiaty wpływa niezwykle korzystnie na cały układ nerwowy oraz odporność organizmu, obniża stres, powoduje ogólną poprawę samopoczucia. Wykonano badania w których porównywano grupy osób przebywających często na łonie natury, z tymi, którzy spacery odbywają rzadko. Okazało się, że osoby dobrze zaopatrzone w zdrowy tlen bezpośrednio z powietrza rzadziej zapadają na choroby psychosomatyczne. Objawy depresyjne zmniejszają się, a stany lęku obniżają, następuje ogólne wzmocnienie ciała, odporności, podwyższenie kondycji ciała. Spacer, jazda na rowerze, wycieczka po górach, czy pobyt nad jeziorem, morzem koi stany napięcia i pobudzenia emocjonalnego, nastrój zmienia się. Najważniejsze jest chyba to, że jeżeli nie ma oczywiście przeciwwskazań, to spędzanie czasu na świeżym powietrzu nie ma żadnych efektów ubocznych i objawów niepożądanych i jest bezpłatnym, dostępnym dla każdego lekiem. Powietrze uzdrawia emocje w ten sposób, że gdy oddalamy się od źródła problemu, zmieniamy miejsce, odsuwamy się jakby emocjonalnie od samego środka sytuacji problemowej, to perspektywa zmienia się. Gdy z pozycji obserwatora już spoglądamy na daną sprawę nie jest ona tak angażująca emocjonalnie. Podczas zmiany miejsca pobytu z tego które wywołuje wzburzenie emocji na takie gdzie są odgłosy matki natury i widoki piękna tejże planety, automatycznie rozjaśnia się umysł i oddala od silnych i wzmożonych napięć, pobudzeń. A zatem by wspomóc swój proces uzdrawiania z różnych pojawiających się trudności życiowych, warto „wyjść na zewnątrz” tam, gdzie promienie słońca rozpuszczają niewielkie sprawy i kłopociki, gdzie wiatr zabiera wraz ze swoim podmuchem mało istotne nieporozumienia, a szum fal czy widok wody powoduje ukojenie i uspokojenie, śpiew ptaków natomiast przypomina o tym co ważne i piękne w życiu. Czyli o tym, że zdrowie somatyczne i psychosomatyczne jest najważniejsze. Zachęcam zatem do korzystania z darmowych form wsparcia psychofizycznego, które ofiarowane jest każdego dnia na tej planecie dla każdego człowieka. Sprawdź sam/a, spróbuj raz dziennie, ale regularnie wyjść chociaż na pół godzinny spacer, przejażdżkę rowerem, a poprawa jakości Twoich emocji zmieni się z pewnością.
  14. Coraz więcej osób od kilku lat jest bardziej świadomych, czyta, słucha, poszukuje odpowiedzi na tematy związane z jakością zdrowia psychicznego, emocjonalnego. To bardzo dobra wiadomość i raduje się moje serce jako psychoterapeuty, jak widzę, że ludzie pragną dążyć do poprawy jakości swojego życia i zdrowia. Aktualne czasy niepokoju i niestabilności skłaniają tych bardziej uważnych do zatrzymania się na chwilę i zastanowienia nad sensem swojego życia. Czy na pewno ma ono dalej tak wyglądać, chcą znaleźć rozwiązania sytuacji problemowych, lub po prostu sposobów na to by czuć się dobrze, a przede wszystkim żyć w zdrowiu. Tego typu „moda” na szczęście jest prozdrowotną ścieżką i jeżeli się nią będzie podążać wytrwale, to może przynieść tylko same korzyści. Należy zatem jak najbardziej kontynuować zdobywanie wiedzy i umiejętności psychologicznych do tego, „by stawać się jak najlepszą wersją siebie” i wieść upragnione życie. Trzeba jednak też podkreślić jeden bardzo ważny aspekt, który może jest często pomijany przy rozwoju osobistym. Praca wewnętrzną nad sobą, by czuć się dobrze, zdrowo i szczęśliwie koncentruje się głównie na emocjach, uczuciach – czyli umiejętności radzenia sobie w każdej sytuacji życiowej, uzyskaniu poczucia spełnienia i zdrowia. Zanim to jednak nastąpi nie wiele osób wie, że należy zacząć od „korzeni” by zbudować cokolwiek stabilnego. To znaczy nie tylko umysł jest istotny, ale i ciało. Razem ze sobą współdziałają i zawiadują wszystkimi czynnościami. Nic w organizmie, ciele ludzkim nie dzieje się bez udziału umysłu (mózgu). Ciało i umysł tylko razem jako całość w równowadze i harmonii mogą prawidłowo funkcjonować i zarządzać systemem ludzkich jakości. Nie wystarczy zatem skupiać się wyłącznie na pogłębianiu swojego procesu mentalnego (psychicznego), ale wziąć trzeba pod uwagę również procesy fizjologiczne. W literaturze występuje cała historia badań fizjologicznych w kontekście psychologicznym, psychiatrycznym. Co to znaczy? Tylko tyle, że to w jaki sposób przebiegają procesy fizjologiczne w naszym ciele ma ogromny wpływ na kondycję i zdrowie psychiczne oraz stan emocjonalny. Po pierwsze ilość i jakość snu oddziałuje na pobudzenie emocjonalne, ciśnienie tętnicze, poczucie spokoju i regeneracji, odporność organizmu oraz regulację hormonów, neurologiczny stan ośrodkowego układu nerwowego czyli mózgu. Zauważ zatem jaka jest jakość Twojego snu, czyli w jakich porach kładziesz się spać, ile godzin śpisz, czy sen jest przerywany, ciągły, głęboki, płytki, czy potrzebujesz spokojnej atmosfery, czy hałas Ci nie przeszkadza. To wszystko są jakości, które opisują Twój aktualny stan emocjonalny. Ponieważ jeżeli któraś z tych zmiennych nie do końca funkcjonuje prawidłowo, to w ciele zajdzie proces nierównowagi, który to również w następstwie wpłynie na Twój stan umysłu czyli emocjonalny, psychologiczny. Na przykład, gdy śpisz mało godzin, np. 4,5, kładziesz się spać o 12 w nocy to z wyników badań nad snem wiadomo, że organizm nie ma możliwości pełnej fazy odprężenia i uwolnienia z silnych emocji, odczuć. W konsekwencji może pojawiać się silne napięcie w ciągu dnia, często powierzchownie nie mające konkretnego podłoża, podwyższone ciśnienie krwi, ogólne zmęczenie, osłabienie, co wzmaga stany depresyjne, lękowe, psychosomatyczne. Zbadaj samodzielnie jakość swojego snu, być może wymaga zmian i dostosowania do potrzeb Twojego ciała i umysłu. Kolejna ważna kwestia, to sposób spędzania czasu. Ciało i umysł do prawidłowego funkcjonowania potrzebuje świeżego powietrza. Zadaj sobie pytanie ile razy dziennie, lub w tygodniu, miesiącu przebywasz tam, gdzie jest dostęp do podstawowej energii życiowej czyli tlenu. Jeżeli prowadzisz aktywny i pełny dzień pracy, postaraj się w miarę możliwości jak najczęściej przebywać na zewnątrz budynków. Oddychaj powietrzem lasu, wody, miejsc uzdrowiskowych. To w co zaopatrujemy poprzez codzienny oddech ciało ma duże znaczenie dla zdrowia emocji i uczuć. Umysł wyciszony i spokojny, zrelaksowany i wypoczęty po nawet pół godzinnym spacerze funkcjonuje o wiele wydajniej i zdrowiej, zwalnia się praca serca, napięcie z ciała zostaje uwolnione, następuje odczucie większej witalności. Istotnym aspektem w rozwoju wewnętrznym jest również sposób i jakość odżywiania się. Nie bez powodu mówi się, że jesteś tym co jesz. Dokładnie jest to pełnia prawdy. Są dostępne badania, które pokazują ilościowo i precyzyjnie, który produkt – pokarm oddziałuje na wybraną część ciała, mózgu. To jest nieprawdopodobne jak to co jemy ma wpływ na nasz stan psychofizyczny i samopoczucie, zdrowie psychosomatyczne. Zajrzyj na chwilę do swojej „emocjonalnej lodówki” i pomyśl jakie produkty spożywasz najczęściej i czy na pewno one pogłębiają Twój stan, czy pomagają obniżyć na przykład poziom stresu. Z całą pewnością cukier i przetworzone produkty, to te od których trzeba by było zacząć rozmyślania, czy na pewno są pożyteczne w stanach problemów i sytuacji życiowych. Jak wiadomo, nasilają stan niepokoju, smutku i podwyższają wszystkie parametry psychologiczne w ciele takie jak ciśnienie krwi, temperaturę ciała, tętno, przyspieszone bicie serca, poczucie zmęczenia, niepokój. Ważne zatem jest to, by do świadomego stylu życia wprowadzać oprócz koncentracji na aspektach uczuciowych, emocjonalnych, również te wskaźniki fizjologiczne, które mają wielki wpływ na poprawę stanu zdrowia psychofizycznego. Warto pamiętać, że jeśli chcesz się zająć swoim stanem emocjonalnym, rozwiązać problem należy także zadbać o fizjologię ciała. Jeżeli czujesz taką gotowość i chęć, to zadbaj o siebie i swoje zdrowie holistycznie, czyli całościowo, a na pewno odwdzięczy Ci się w pełni.
  15. Wiadomo z wiedzy psychologicznej i psychoterapeutycznej, że poczucie własnej wartości kształtuje się już we wczesnych fazach okresu dzieciństwa, aż do okresu dorastania, adolescencji. Jest potwierdzone w ogromnej liczbie badań i poprzez tysiące klientów gabinetów terapeutycznych, że to w jaki sposób przebiegał proces wychowawczy ma ogromny wpływ na poczucie siebie i tego co o sobie myślimy. Każdy człowiek pochodzi z zupełnie innego miejsca na ziemi, ma całkowicie odmienną swoją własną historię osobistą i doświadczenia z rodziny pochodzenia. Wobec tego poziom poczucia własnej wartości zależy indywidualnie od tych zmiennych. Warto zatem czasami zastanowić się nad tym, jak to było u Ciebie? To w jaki sposób wychowywałeś się ma wpływ na Twoją aktualną samoocenę. Jeżeli w domu rodzinnym zdarzyło się, że oboje rodzice wspierali Ciebie, motywowali, odnosili dobrze, życzliwie z troską, miłością i najlepszymi uczuciami, to Twoje zdanie na swój temat będzie prawidłowe i zdrowe. Będziesz czuł się w pełni wartościową osobą i realizował się w życiu na wybranych, wymarzonych obszarach zarówno zawodowych, osobistych jak i indywidualnych. Jeżeli jednak z różnych powodów nie w pełni w miejscu Twojego zamieszkania był wspierany rozwój pozytywnie, to Twoje poczucie o sobie będzie adekwatne do tego, czego doświadczyłeś. Jeżeli czujesz czasami, że może nie jesteś dość „jakiś”, to moment na zatrzymanie i zapytanie siebie co tak naprawdę sądzisz o sobie? Spróbuj najpierw wypisać wszystko co przychodzi Ci na myśl, gdy zadajesz sobie to pytanie – co sądzisz o sobie? Wypisz wszystko, lub przemyśl. To bardzo ważna praca wewnętrzna, ponieważ to jak spoglądasz na siebie każdego dnia będzie odzwierciedleniem wszystkich jakości w życiu. Teraz gdy już pomyślisz o sobie, spróbuj przywołać w pamięci to, w jaki sposób mówiono lub zwracano się do Ciebie we wcześniejszych fazach życia. Jaki wzorzec i przykład oceny na Twój temat został Ci przekazany? Może nie zawsze był przyjemny. Jeżeli tak się zdarzyło, to miej to na uwadze, ponieważ prawdopodobnie Ty też czasami nie myślisz przyjaźnie na swój temat. Nie chodzi tutaj teraz o to, by oceniać przeszłość i jej doświadczenia, nie. Raczej ważne jest, by uświadomić sobie w jaki sposób powstały aktualne wzorce i ukształtowały konkretną samoocenę. Jeżeli zatem czujesz, że nie zawsze myślisz o sobie w sposób wartościowy, może czasami zapominasz zadbać o siebie, poklepać się samodzielnie po ramieniu, powiedzieć sobie miłe słowo, zrobić sobie przyjemność, spędzić miło czas ze sobą, to moment, by zacząć wprowadzać nowe zasady by wzmocnić samoocenę. Przecież również Ty jeżeli nie słyszałeś lub nadal nie słyszysz zbyt często wspierających słów, których pragniesz, możesz je mówić sobie w myślach lub werbalnie za pomocą słów. Jeżeli aktualnie lub w przeszłości nie mogłeś skorzystać ze wsparcia danej osoby, spróbuj wesprzeć siebie, powiedz sobie miłe słowo, zaplanuj sobie jakąś indywidualną przyjemność. Na to w jaki sposób odnosili lub odnoszą się do Ciebie inni ludzie nie masz wpływu, natomiast to jak Ty traktujesz i zwracasz się do siebie to już Twoje zadanie. Spróbuj częściej myśleć dobrze o sobie i zobaczysz jak wielkie efekty w Twoim samopoczuciu i nastawieniu zmieni ten sposób myślenia, zadbaj o siebie, życzliwiej się do siebie odnoś. Jest udowodnione naukowo, iż to w jaki sposób myślimy o sobie wpływa na wszystkie komórki ciała człowieka i na jego organizm tworząc w ten sposób specyficzne jednostki chorobowe czyli tak zwane choroby psychosomatyczne. Dlatego tak ważne jest dla zdrowia i życia każdej istoty, by każdego dnia poświęcić jakąś część czasu na dobre, przyjazne i kojące myśli i zachowania w stosunku do siebie.
  16. Czy zastanawiałeś/łaś się kiedyś z jakiego powodu wybrałeś tą pracę, czy ten zawód który aktualnie wykonujesz, lub w przeszłości wykonywałeś? Przecież to wcale nie jest takie jasne, dlaczego jedne osoby pracują w danej branży, a inne są specjalistami w wybranych dziedzinach, niektórzy pracują samodzielnie, większość w grupach. Udowodniono, że na wybór pracy zawodowej ma wpływ indywidualne poczucie własnej wartości. Co to oznacza? Mianowicie, jeżeli uważasz siebie za osobę o niższej wartości niż na przykład inny kandydat na dane stanowisko które aplikujesz to prawdopodobieństwo, że ten kandydat przejdzie pozytywnie procedurę, a nie Ty jest o wiele większe. Dlatego warto na chwilę się zastanowić nad tym, co tak naprawdę sądzisz na swój temat i za jaką osobę się uważasz. Gdyby dokonać klasycznego ćwiczenia i miałbyś na skali od 0 do 10 umiejscowić swoje zdanie o sobie to jakie ono jest? Zakładając że 0 to bardzo niskie poczucie własnej wartości, a 10 to bardzo wysokie. Wiele osób nawet nie próbuje składać CV, czy listu motywacyjnego do wybranych, wymarzonych miejsc pracy, ponieważ już na wstępie zakładają w swoich myślach, że z pewnością się im nie powiedzie. I tutaj wtedy zaczynają się uzasadnienia swoich myśli typu : „na pewno jestem niewystarczający, niewłaściwy, przecież nie spełnię wymagań i tak się nie uda, mam za niskie kwalifikacje, nie jestem dobry w tym, czy w tamtym” często są to usłyszane słowa na sesjach terapeutycznych. Wobec tego upragniona i satysfakcjonująca praca dla osób myślących w ten sposób raczej się oddala niż przybliża w swej realizacji. Co więcej, jeżeli jednak już osoba jednak mimo niskiego poczucia własnej wartości złoży swoją aplikację, ponieważ ktoś z rodziny lub z bliskich ją namówi, to wtedy powstaje kolejny kłopot. Gdy następuje rozmowa kwalifikacyjna i przychodzi najważniejszy moment, by się zaprezentować, to poczucie własnej wartości odgrywa kluczową rolę. Podczas takich wstępnych rozmów przedstawiciel danej placówki przede wszystkim bierze pod uwagę pewność siebie i sposób myślenia o sobie danego kandydata. Wie bowiem, że osoby, które „wierzą w siebie” i mają zdrowe spojrzenie na swoją wartość jako osoby będą dobrymi pracownikami, szczególnie w liczniejszych zakładach. Z całą pewnością zatem i jest też to już zbadane przez doświadczenie ludzkie, iż kandydat z adekwatnym pozytywnym myśleniem na swój temat zdobędzie upragnione stanowisko. Wobec tego, jeżeli zależy Ci na zmianie pracy, zawodu, miejsca wykonywania itp. a czujesz, że może nie zawsze myślisz i mówisz o sobie dobrze, to może czas, by się tym zając w wewnętrznej pracy nad sobą. Spróbuj poświęcić chwilę czasu na wykonanie bardzo prostego zadania: wypisz swoje zasoby. Zasoby, czyli to co Ty jako indywidualna, całkowicie wyjątkowa i unikatowa jednostka posiadasz w sobie, co zostało wykształcone w toku edukacji, rozwoju, doświadczenia życiowego. To są na przykład Twoje umiejętności, zdolności, pasje, coś co tylko Ty potrafisz zrobić, za co cenią Ciebie inni ludzie. Są to dalej Twoje cechy osobowe, czyli to jaki/jaka jesteś. Zastanów się prze chwilę, które z cech temperamentu mogą być wartościowe w danym zawodzie, tylko takie które posiadasz Ty, a nikt inny. Kolejna kwestia istotna to to jaką jesteś osobą personalnie. Czyli jak wyglądasz, jaką odzież nosisz, jak się wypowiadasz, to wszystko jest zarezerwowane tylko dla jednej osoby i to stanowi punkt wyboru przez przyszłych pracodawców. Są też osoby, które wybierają samodzielne prowadzenie firm, działalności, jeżeli Ty też masz takie pragnienia, pomyśl o sobie, jakie konkretnie masz możliwości indywidualne i osobowe do tego by móc w ten sposób pracować. Czy jest to zaangażowanie, odpowiedzialność, pracowitość, punktualność, uczciwość, rzetelność, życzliwość, przyjazne nastawienie. W każdym miejscu pracy są istotne inne zmienne. Dzięki uważnemu przyjrzeniu się sobie, swojemu potencjałowi i temu co jest Twoją mocną stroną możesz spełniać swoje marzenia odnośnie wyboru ścieżki zawodowej. Osoby które mają niskie poczucie wartości z reguły prawie nigdy nie zmieniają miejsc pracy, mimo iż są niezadowolone, godzą się na dane warunki. A przecież wszystko jest możliwe jeżeli tylko się czegoś bardzo pragnie i wykaże wysiłek w zdobyciu tego. Wybór należy do każdego indywidualnie i decyzja, czy to już czas na zmianę nawyków zawodowych oraz szczególnie na to, by popracować nad podniesieniem poczucia własnej wartości z liczby 3 do liczby 8. I zawsze pamiętaj, że jesteś kimś wyjątkowym i wszystko o czym marzysz może się spełnić. Jeżeli nie zawsze wiesz jak samodzielnie tego dokonać, skorzystaj z ukierunkowania przez specjalistę psychologa, psychoterapeuty.
  17. Dzień dobry, chciałbym opisać Wam problem, który powraca do mnie zawsze, kiedy pojawia się w moim życiu szansa na poważną relację. Mam 22 lata. Jestem studentem dwóch kierunków i za 1.5 roku z obu będę się bronić (magisterskie i licencjackie). Następnie planuję rozpocząć studia doktoranckie. Jestem poważnie pochłonięty nauką, prowadzę Koło Naukowe. W ubiegłym semestrze czasu na życie poza nauką nie miałem prawie w ogóle. Przeszedłem już najcięższy etap studiów. Jednakże kiedy pojawia się możliwość zaczęcia poważnej relacji, boję się. Boję się tego, że mogę być na studiach niewystarczający. Boję się, że popadłem w jakąś formę pracoholizmu. Nie wiem czy potrafię odpuścić sobie uczenie się, aby zadbać o swoje życie osobiste. I nie mam pojęcia co zrobić. Chcę rozwinąć swoje życie osobiste i nie chcę popaść w faktyczny pracoholizm później. Pozdrawiam
  18. Cześć wszystkim. Nazywam się Dominika i mam 23 lata. Przede mną moja pierwsza przeprowadzka, która i tak musiała kiedyś nadejść. Wszystko byłoby super gdyby nie uczucie, które mi towarzyszy. Odczuwam okropny lęk i strach. Na samą myśl napływają mi łzy do oczu. Odczuwam strach przed tym, że nie poradzę sobie ja i moja mama, która zostanie sama z moim 14-letnim bratem (mimo, że przeprowadzałam rozmowę z mamą, która zapewniała mnie że da sobie rady i nie jest na mnie zła) Jak poradzić sobie z tym uczuciem? Jak się cieszyć z własnego mieszkania i odrzucić całą tą niepewność?
  19. Dzień dobry, mam 20 lat, jestem mężczyzną. Mój problem polega na tym że nie umiem komunikować/rozmawiać z własną dziewczyną i nie tylko, bo też z innymi ludźmi. Nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego tak jest, ale wiem że zaczęło się to gdy po skończeniu gimnazjum poszedłem do technikum, totalnie byłem cicha myszka, a przed technikum byłem ekstrawertykiem.
  20. Cześć mam 38lat, z partnerem jesteśmy już 12 lat, mamy 2 wspólnych dzieci i dom na kredyt. Nie wiem czy to rzeczywiście jest moja wina że w naszym zwiazku jest nie najlepiej jak on mi to mówi. Mowi że jestem "wampirem szczescia" wysysac radość z niego. Mój facet ma specyficzny charakter. Ma być tak jak on chce jak się pierwsza córka urodziła to wtracal się o to w co ja ubieram nie pozwalal mi jej zakladac spinek do włosów itd. Jak kupiliśmy dom to powiedział że kuchnia ma być czarno biała . Kiedy kupiłam ściereczki do kuchni bialo czarne ale tam był rysunek jabłka czy jakiegoś innego owocu to je zabral i zwrócił do sklepu. To samo zrobił z prezentem rodziców. Kupili słoiki w kolorze szarym. To je zwrocil. Kwiatkow nie mogłam do kuchni. Zero zaslon do salonu. Tylko żaluzje. I tak jest do tej pory. Zero obrazkow na ścianie czy dekoracji. Rosliny w doniczce zostaly ale doniczki wyrzucil i kupil szare bo tamte były białe z wrzosami rysunkiem. Posciel do sypialni to miesiąc wybieralismy bo chciał wzory geometryczne i ciemne kolory zero kwiatów itd. Ogrod jest zaprojektowany na jego styl. Mówi mi że ja też mam prawo wybierać że mnie on w niczym nie ogrwnicza że mówię bzdury. Np moge wybrwc z posrod 10 krzewów do ogrodu 3 takie ktore mi się podobaja ale o już wcześniej te 10 dla mnie wybral. A jakbym chciała zupełnie co innego sama poszukac i kupić to nie wiem. Problem jest taki że mi mówi że ja zawsze zabijam jego szczęście jak się cieszy z czegoś to zawsze znajdę negatyw. Głupie to że chce kupic rowery dla całej rodziny to że ja zamiast się cieszyć to negatyw że wolę kupić meble na ogrod bo nie mamy jeszcze nic. Ze on się cieszy tymi rowerami a ja go zgasilam i odebrałam ta radosc. Chce żeby było super między nami żebyśmy byli szczęśliwi ale jak to zrobić czy rzeczywiście jestem tum wampirem szczęścia?
  21. Mam 32 lata, Żonę, dwójkę dzieci dom, dobrą pracę, zdrowie - wszystko co potrzebne do szczęścia. Niestety od dłuższego czasu nie potrafię się tym cieszyć. Wydaje mi się, że czas zdalnej pracy ( od początku COVID pracuję z domu), nie pomógł w tym wszystkim i jeszcze bardziej nasilił to odczucie.... Ale zacznijmy od początku. Nigdy nie byłem osobą wylewną, i z trudnością przychodzą mi rozmowy z drugą osobą, a uczucia staram się okazywać w inny sposób niż słowami. Całe swoje życie zostawiłem i odciąłem się od znajomości sprzed małżeństwa (poniekąd w sposób naturalny znajomości się skończyły). Oddałem się w pełni rodzinie. Rozwijam się zawodowo, a po godzinach pracy, remontowałem pierw jedno mieszkanie, później drugie, i ostatecznie wymarzony dom. Kosztowało nas to wiele poświęcenia. Żona w tym czasie zajmowała się dziećmi. Wiem, że też jej było ciężko, dlatego jak tylko mogłem, pomogłem jej i dawałem jej wolne wieczory, żeby mogła wyjść i się zresetować na spotkaniach z koleżankami. Tak minęło kilka lat małżeństwa (dokłądnie 7 lat). Aktualnie od ponad roku mieszkamy już w domu, i role się odwróciły. Ja siedzę całymi dniami w domu, często równolegle opiekując się dziećmi i pracując zdalnie (dzieci odkąd poszły do przedszkola zaczęły się regularne katarki/kaszelki itp), a Żona wróciła do regularnej pracy. Wiosną tego roku, stwierdziłem że potrzebuję coś zrobić sam, coś co da mi odskocznię, możliwość restartu baterii, więc pomyślałem że kupię sobie rower, i połączę kilka rzeczy na raz - wprowadzę więcej ruchu w moją codzienność (odkąd skończyłem remonty/wykańczanie domu moja aktywność fizyczna mocno spadła), do tego myślałem o wspólnych wycieczkach rowerowych, więc dodatkowo kupiliśmy przyczepkę, i miałem nadzieję że to nas trochę zbliży do siebie - niestety wiele okazji nie było, żeby razem gdzieś pojechać. Głównie jeździłem sam, a i tak raptem było to kilka (max 10 razy) na cały sezon. Traktowałem to trochę jak ucieczkę, jak sposób na pobycie przez kilka godzin sam na sam ze swoimi myślami. Sezon się skończył i znowu zostałem "uziemiony". Nie mam żadnych swoich kolegów, z którymi mógłbym wyjść na przysłowiowe piwo i pogadać o byle czym. Bo większość osób z naszego otoczenia to są mężowie koleżanek od Żony, których bardzo lubię i chętnie się z nimi spotykam, ale nie pogadam z nimi na wszystkie tematy, problemy. Myślałem już kilkukrotnie, żeby dyskretnie spotkać się z psychologiem, i porozmawiać o tym. Ale nie mam kiedy, ponieważ żona wraca z pracy późno (ok godziny 17), a wcześniej albo pracuję, albo zajmuję się dziećmi ( zawożę do przedszkola, odbieram z przedszkola). Problemem nawet jest fakt, że mamy wspólne konto, i nie mam jak zapłacić za taką wizytę, bo Żona pewnie by zauważyła że zapłaciłem kartą lub wyciągnąłem 200 zł z bankomatu.. musiałbym dosłownie wyciągać po 50 zł i odkładać, żeby "uzbierać" na wizytę. Kojena rzecz, to papierosy. Żona wróciła do palenia, i mówiłem jej, że mi się to nie podobna, że ma tego nie robić bo się uzależni... i że śmierdzi papierosami. Ale też to trwa już od ponad roku, co dodatkowo odpycha mnie od Żony. A teraz najważniejsze i najgorsza rzecz, z którą kompletnie nie potrafię sobie poradzić. Od zawsze, często nachodziły mnie sny z moją wcześniejszą partnerką. Od jakiegoś czasu przeradza się to w obsesję. Nie mam na nic ochoty z Żoną, chociaż jest piękną kobietą, ale za to ciągle mam przed oczami moją byłą. widzę Ją na każdym kroku, każda myśl kieruje mnie do niej. Nie jestem w stanie tego opanować, ani zaprzestać. Dzieje się to samo z siebie. Rano budzę się, i mam kaca moralnego, ponieważ znowu miałem sen z byłą, leżąc obok Żony. Później chodzę zdołowany przez pół dnia. Ostatnio często myślę o rozwodzie.... jakby to było gdybyśmy się rozwiedli... wiem co oznacza to dla moich wspaniałych ukochanych dzieci, ale czy to nie lepsze wyjście? Mając dzieci zamiennie pod opieką ( tydzień u mnie / tydzień z mamą). Może staniemy się lepszymi dla dzieci, i lepszymi ludźmi ? bo teraz wydaje mi się, że stajemy się złymi ludźmi. Może jest to trochę chaotyczne co napisałem, ale proszę napiszcie cokolwiek...
  22. Witam! Jestem zwykłą 22 latką, która poznała chłopaka na którym jej cholernie zależy. Jesteśmy już z sobą ponad 10 miesięcy, moim problemem jest zazdrość. Mój chłopak przyjażni się ze swoją byłą dziewczyną. Wiem i ufam mu, że nigdy już między nimi do niczego nie dojdzie, ale nadal nie potrafię przestać być zazdrosna o ich relację, o ich wspólne pasje. Problemem może jest też to, że na początku naszego związku zdarzało się, że byliśmy razem w trójkącie z tą dziewczyną oraz to, że dopóki nie przełamałam się żeby robić mojemu chłopakowi dobrze ustami, zgadzałam się, żeby ona to robiła. Od czasu gdy się przełamałam, nasze życie łóżkowe jest tylko naszą sprawą. W tym momencie nie wiem, czy to przez moje traumy z dzieciństwa, czy może przez coś innego, ale bardzo negatywnie patrzę na świat, czasami nie potrafię się po prostu cieszyć z czegoś, co mam.Moją traumą z dzieciństwa jest fakt, że gdy miałam 6 lat, mój starszy o 9 lat brat mnie gwałcił. Długo nie powiedziałam tego mamie (bo mój tata nie żyje odkąd miałam 7 lat) o całej sytuacji. Dopiero po kilku latach, w czasie kłótni gdy miałam lat mniej więcej 18 wybuchnęłam i jej o tym powiedziałam. Z tą sprawą nigdy nie zostało nic zrobione, brat dalej jest na wolności i sobie żyje ze świadomością, że mógł i najprawdopodobniej zrujnował mi życie. Przez cały czas sądzę, że jestem niewystarczająco dobra dla mojego chłopaka. Od jutra on chce sobie zrobić przerwę, chociaż jest pewny że to na kilka dni tylko, ja się martwię, że może to już być nasz koniec. A tego nie chcę, zbyt mocno mi na nim zależy i zbyt mocno go kocham, żeby zaprzepaścić prawie rok wspólnego życia. Ja przerwy nie chcę, on się uparł. Co mam zrobić? Czy ktoś może mi pomóc zrozumieć to wszystko, czego nie rozumiem?
  23. witam właśnie zostałam mamą. Poraz pierwszy. Moje uczucie do synka jest... Sama nie wiem jest wcześniakiem nie spodziewałam się cc w 34tyg. Nie poukładałam sobie psychicznie tego wszystkiego czy jestem gotowa zostać w 💯 % mama itp. trochę się boję tej odpowiedzialności za wszystko mam lek że sobie nie poradzę z tym wszystkim . Marzyłam o dziecku starałam się rok o niego a teraz mam zawahania. Do tego mam wrażenie że wypaliły mi się uczucie do narzeczonego.Nie cieszy mnie już jego widok, nie cieszy mnie to że jest że się stara nie chce mi się go całować nawet omijam wszelką bliskość z nim .. czy to może być jakaś depresja po porodowa?
  24. Cześć. Czuję, że moje życie jest bezcelowe, nie odczuwam dużej przyjemności z niego i jakby się głębiej zastanowić to nie widzę sensu w życiu. Jednak skoro już żyję, poświęcono na mnie tyle energii, czasu i pieniędzy żebym była tym kim teraz jestem to warto byłoby to wykorzystać. Doszłam do momentu, w którym uważam że moje własne życie nie jest zbyt ważne, to tylko jedno z 7 mld żyć. Dla wielu ludzi na świecie sensem życia jest zostawienie czegoś po sobie, przekazanie wartości swojemu dziecku. Ja myślę, że istnieją już ludzie którzy potrzebują uwagi, oni już SĄ a stworzenie nowego człowieka to dodatkowa praca dlatego najpierw trzeba się zająć tymi co i tak już żyją. Wiadomo, mam tam jakieś swoje hobby, prace, studia i muszę żeby utrzymać dobry standard życia i zdrowie. Poza tymi aktywnościami mam sporo czasu który chciałabym wykorzystać. Byłam już w różnych wolontariatach ale teraz szukam czegoś online Czy macie jakieś pomysły jak mogę pomagać ludziom w formie online?
  25. Chciałbym przedstawić Państwu moją historię i związanymi z nią problemami. Moją żoną poznałem jakieś 12-13 lat temu. Wtedy była zajęta i pomimo prób zbliżenia się do niej nie było to możliwe. Ówczesny chłopak ostro o nią walczył i nie dopuszczał nikogo chociaż jak się później okazało i tak ją zdradzał. Generalnie syndrom psa ogrodnika. Pozostały wzdychania i rozmyślania przy poduszce. Cierpliwe czekałem i nareszcie udało się do niej zbliżyć, aż zaczęliśmy ze sobą być. Na początku związku, jak to na tym etapie wszystko było w porządku. Była miła, uśmiechnięta, zależało jej, nie krzyczała, nie było awantur ani pretensji. Potem jej cechy charakteru zaczęły rzutować na relację. Okazało się, że jest bardzo zaborcza, wszystko musi skomentować, o wszystkim wiedzieć i generalnie wszystko wie najlepiej. Zaczęła mocno sterować moim życiem, narzucać pewne sprawy. Teksty typu "widzę, że jesteś francuskim pieskiem, lepiej szukaj jakiejś roboty", a wtedy byłem studentem na dziennych. Smsy z rana, że mam dzwonić pod ten numer i umawiać spotkanie w sprawie wynajmu mieszkania. Wtedy jednak oprócz takich sytuacji potrafiła przyjść, przytulić się, pocałować, była między nami bliskość. Niestety nic się nie zmieniało, nadal była taka sama. Dalej zbierałem opierdziel za wszystko. Dalej w jej oczach byłem beznadziejny i tylko ją wkurwiałem. Jednak zdecydowałem się na ślub, bo po prostu mocno ją kochałem i cały czas plusy przysłaniały mi minusy. Z biegiem lat stwierdzam, że jestem po prostu narzędziem do spełniania jej marzeń. Trafiła na frajera, który za wszystko ja przeprasza, wyczuła, że może mną sterować i manipulować i to wykorzystuje. Chciała wziąć ślub i wzięła. Chciała własne mieszkanie, więc wzięliśmy kredyt i je kupiliśmy. Chciał mieć dziecko i ma. Chciała kupić działkę i mieć dom, to kupiliśmy działkę. Syn ma 5.5 roku i to najpiękniejszy prezent tego związku. Jest dla mnie całym światem. Żona przez rok zajmowała się nim naprawdę wzorowo. Odkąd przestała karmić go piersią wszystko się zmieniło. Nie widziałem problemu w tym, że teraz ja będę wstawał do młodego w nocy i karmił go butlą. Wydawało mi się to naturalne, że przez rok żona musiała go karmić, więc teraz ja mogę to robić. Tylko zauważyłem, że zaczęła się od niego oddalać. Ja go karmiłem, kąpałem, czytałem bajki na dobranoc, usypiałem, wstawałem w nocy. Zawoziłem autobusem o 6.05 do żłobka, a potem szedłem do pracy, odbierałem go, zacząłem chodzić z nim na angielski. Teraz śmigam z nim na treningi piłki nożnej. Żona kładzie go od święta, ja robię mu śniadanie, kolację. Jak jesteśmy pokłóceni to gdyby nie ja to dziecko chodziłoby głodne, bo jak jest obrażona to ma wszystko gdzieś. W jej oczach jestem najgorszy, bo na wszystko dziecku pozwalam, a ona tylko go każe. Tylko to nie moja wina, że ja chcę poświęcać mu czas i się z nim bawić. Na plac zabaw też z nim nie wychodzi tylko ja i potem pretensje, że nas w domu nie ma. Mam wrażenie, że tylko ja się o niego martwię, a żona na kanapie w telefonie siedzi naburmuszona. Jak jest chory to tyko ja z nim siedzę, bo żona zawsze pracuję, a ja chodzę na zwolnienia czy pracuje zdalnie. Ponad rok temu okazało się, że żona ma guza mózgu. Udało się to zwalczyć i na razie nie ma nawrotów choroby. Jednak ten okres spowodował, że żona zaczęła być bardzo bojaźliwa. Zaczęła chodzić do psychologa, bo uznała, że potrzebna jest jej pomoc i chcę zmienić swoje życie. Psycholog chyba nie do końca jej pomogła, bo żona uznała, że jej metody do niej nie trafiają. Przez to skłóciła się już z moimi rodzicami, których uważa za potworów, a psycholog kazała odcinać się od ludzi, którzy budzą w niej złe emocje. Mi jest przykro, bo żona albo nie chce z nimi w ogóle rozmawiać i traktuje ich jak powietrze stojąc obok nich albo nie odbiera telefonów jak dzwonią z życzeniami urodzinowymi albo nie chce przyjść na urodziny/imieniny. Obraziła się na nich, bo rodzice rozmawiali z innymi o jej chorobie, a rodzice myśleli, że ci ludzie wiedzą o chorobie żony, bo to daleka rodzina i pytali się moich rodziców "I jak tam imię żony i moje, jak się czują?". Ma do nich pretensje, że faworyzują mojego siostrę czy brata (tutaj akurat się zgadzam). Przez to są oczywiście najgorsi i przy każdej okazji po nich ciśnie. A ja przecież nie mam wpływu na to jacy są moi rodzice, więc czemu musi robić mi przykrość za każdym razem? Z siostrą też jest pokłócona. Generalnie wszyscy są źli i ją wkurwiają. Całe życie podporządkowałem żonie. Rzadko kiedy wychodzę z domu do kolegi czy sąsiada, bo wiem, że będzie awantura o wyjście albo wiadomości co chwilę czemu mnie jeszcze nie ma. W towarzystwie nie mogę się napić kolejnego piwa, bo już ci starczy, a narzeczona kolegi nawet okiem nie mrugnie, że proponuje kolejne piwko do wypicia. Jest sylwester i moje urodziny, zaproszone do nas towarzystwo. Siedzimy, jest wesoło, sączymy spokojnie drinki, nikt nie jest pijany, upierdliwy, a o 22 tekst, że ja już pić nie mogę. Natomiast żona wychodzi sobie kiedy chcę i jak chcę i wraca w nocy i wtedy wszystko jest w porządku. Ja zostawię kubek w zlewie to jest awantura, żona zostawi syf na blacie - nic się nie stało. Ostatnio podczas awantury uderzyła mnie kilkakrotnie w twarz przy dziecku. Syn oczywiście zaczął płakać. Teksty w stylu, żebym wypierdalał, pierdolił się czy walił się na ryj są na porządku dziennym. Pokazywanie drzwi i mówienie, że jak coś mi nie pasuje to mogę wypierdalać. Twierdzi, że psuje jej każdy dzień, że wszystko podważam i generalnie wszystko źle robię. Ostatni raz uprawialiśmy seks w lutym, co dwa, trzy miesiące trafiają się jakieś pieszczoty. Nie chce dać mi buziaka, nie mogę jej przytulić, dotknąć, gdzie kiedyś seks był naturalną rzeczą i był taki okres, że to mi się chciało mniej i żona naciskała. Ogólnie mam wrażenie, że trzeba jej trzymać palec prosto w .... to wtedy jest ok. Jak tylko się krzywo spojrzę, zrobię nie taką minę, mam inne zdanie czy ktoś ma inne zdanie to już jest koniec. Przekrój awantur w ostatnim tygodniu: Poniedziałek obraziła się, bo nie pojechaliśmy do sklepu po kamyczki do ogródka i butów do jazdy konnej dla syna, bo syn jest chory i siedzę z nim w domu, więc nie jest to chyba na tyle paląca sprawa, żeby go ciągać po sklepach jak to dopiero 2 dzień choroby. Wtorek bez awantur, bo nie było jej w domu do wieczora (impreza firmowa) Środa awantura, bo nie wyciągnąłem jej spodni do jazdy konnej z szafy, a późno wyszła z pracy. Przez telefon powiedziała, że może będzie taka potrzeba, ale już się potem nie odezwała. Jaka byłaby różnica w czasie czy wejdzie do domu i pójdzie do szafy czy wejdzie do domu i weźmie spodnie z krzesła w kuchni? 5-10 sekund? Czwartek awantura, bo żonie zachciało się Pepsi, więc poszedłem do sklepu i jeszcze musiałem przestawić auta. Po drodze spotkałem sąsiada, który ma poważne problemy zdrowotne i miał potrzebę, żeby chwilę ze mną porozmawiać. Wiedziałem, że żona już będzie wściekła, że czemu tak długo, więc jej napisałem info, że spotkałem sąsiada. Oczywiście już obrażona i pić już jej się nie chcę. Piątek awantura, bo na parkingu nie pojechałem tym pasem co trzeba i 20 sekund dłużej zajął nam dojazd do sklepu Sobota awantura, bo miałem problem z zamkiem przy domku narzędziowym i coś tam sobie pod nosem gadałem to już teksty, że "ona ma dosyć takiego życia". Potem opieprz, bo parkowałem w garażu nie tak jak ona uważa za stosowne Niedziela awantura, bo pojechałem z synem po pizzę i czekaliśmy na zrobienie, więc poprosiłem Panią, żeby Pepsi jeszcze z lodówki nie wyjmowała tylko później. Niestety zapomniałem jej w końcu zabrać, więc skojarzyłem fakty dopiero w domu. Oczywiście żona już pizzy nie zje, straciła ochotę, marnuje pieniądze. Pizzeria jest na naszym osiedlu, 500 metrów od domu, więc mówię, że zjedzmy spokojnie i zaraz po nią pojadę. Oczywiście zapominam codziennie wszystkiego, teraz będę paliwo tracił na dojazd (500 m :D), generalnie nie odzywam się już do ciebie. Codziennie jest coś. Ja zdaje sobie sprawę, że nie jestem kryształowy i popełniam błędy, jestem marudny i z natury taki niechętny i upierdliwy. Wiem, że nie jestem zaradnym i obrotnym facetem, który wyremontuje sam dom. Moje zdolności kończą się na skręceniu szafy, czy przywieszeniu półki albo wymianie zasilacza w oświetleniu czy postawieniu płotu na działce albo skręceniu placu zabaw. Jednak boli mnie to, że w sobotę wyczyszczę łazienkę, odkurzę, 3 razy zmyje naczynia, 4 razy będę w śmietniku, a wieczorem dostanę opieprz, bo kubek stoi w zlewie i wszystko na jej głowie. Obcy ludzie potrafią mnie docenić i pochwalić a żona nigdy. Mam wrażenie, że gdyby nie syn to by się ze mną rozwiodła. Ostatnio powiedziała mi, że mnie nie kocha i chyba nigdy nie kochała. Macie jakieś pomysły czy można to jakoś spróbować ratować czy egzystować dalej dla syna?
×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.