Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'szczęście'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 43 wyników

  1. Mam 21 lat, mój narzeczony 24 lata, a razem jesteśmy już prawie 5 lat. Zaręczyny były rok temu w wakacje, ślub zaplanowany na 2021rok. Od ponad roku nie czuje do niego tego co kiedyś, jestem z nim, bo jestem bałam się do tego przyznać sama sobie, bo wiem ze to jest człowiek niemalże idealny, każdy go uwielbia rodzina, znajomi, a on dla mnie? Jest naprawdę cudowny, i doskonale zdaje sobie z tego sprawę ze nigdy nie spotkam już takiej osoby.. około miesiąc temu byłam u koleżanki na wieczorze panieńskim, byłyśmy na dyskotece i poczułam to drugie życie które uwielbiałam zanim Go poznałam.. a jak go poznałam miałam zaledwie 16 lat, także naprawdę szczeniackie lata. Wracając do tematu panieńskiego, bo od tego się wszystko zaczęło bo czuje że chce się bawić, poznawać ludzi żyć bez zobowiązań, móc wyjsć gdzie chce i robić co chce naprawdę czuje ze chce się bawić, bo przez ponad 4 lata musiałam udawać „dorosłe” życie i naprawdę nie wiem co mam robić, On o wszystkim wie ze chce odetchnąć dać sobie trochę spokoju, bo mnie to męczy, strasznie go tym krzywdzę i mimo wszystko on jest w stanie dla mnie zrobić w tym momencie wszystko, żeby to uczucie do mnie wróciło, ale ja nie wiem czy go nadal kocham, wydaje mi się że nie.. że jest to tylko przyzwyczajenie, nie jestem szczęśliwa męcze się tym związkiem, ale jest mi go bardzo szkoda zostawić, on tyle dla mnie zrobił i to jest jedyne co mnie przy nim trzyma, dług wdzięczności.. i jestem już załamana tą całą sytuacją, i jeszcze ten ślub za dwa lata, pomysł i nacisk teściowej, a zaręczyny były od niego, jego decyzja o której nikt nic nie wiedział, sama nie wiem co robić, próbować walczyć o związek czy zostawić Go, nie przejmować się i korzystać z życia bo ma się je jedno? Pytań jest wiele ale odpowiedzi brak. Wydaje mi się że mnie to wszystko przerosło bo za szybko zaczęło się robić poważnie z tym ślubem, a ja tego nie chce bo jednak nie miałam tego czasu nastoletniego do wybawienia się i wyszumienia, dlatego mi tak teraz tego brakuje i do tego ciągnie, ale z drugiej strony jest On, a dwóch spraw nie da się połączyć, bo chciałabym być niezależna.. i chciałabym dodać jedną sprawę może i głupią ale tak jest, że jeśli jakikolwiek mężczyzna zwróci na mnie uwagę to w tym czasie On dla mnie przestaje istnieć, olewam go i jestem wtedy bardzo nie miła także czy tu jest miłość skoro jest takie zachowanie z mojej strony? Dodam jeszcze ze sprawy łóżkowe wyglądają tez kiepsko bo On mnie już w ogóle nie pociąga...
  2. Wielu ludzi ucieka przed bólem emocjonalnym i przez to uzależnia się od tego, co na chwilę uśmierza to cierpienie lub je zagłusza. Uciekają w poszukiwanie aprobaty, kolekcjonowanie dowodów uznania, uwielbienia, uwagi. Uciekają w coraz to kolejne objęcia romantycznego lub seksualnego partnera, niejako uzależniając się od miłości, seksu albo zauroczeń. Uciekają w złudzenia, konstelacje iluzji, zaprzeczanie rzeczywistości i racjonalizacje żeby poczuć się lepszymi, niż są w istocie. Uciekają w używki, by choć na moment przestać być cierpiącą wersją siebie. Uciekają w jedzenie, by doznać namiastki fizycznego, ciepłego kontaktu jak wówczas, kiedy bezwarunkową miłość gwarantowało bycie w łonie mamy odżywiającej ciało swego dziecka. Czasem kobiety uciekają w przesadne głodówki, by pokarać swoją kobiecość za podobieństwo do zimnej, toksycznej matki lub odpokutować winę za rzekomo sprowokowane nadużycia ojca. Panowie uciekają w gonitwę za idealnymi kształtami kobiecych ciał, by nakarmić nienasycenie męstwa zdobywając najpiękniejsze z pań. Bez tego wszystkiego trudno niektórym poczuć, że warto żyć. Tymczasem sposobem na to, aby uporać się z bólem emocjonalnym, jest zmierzenie się z nim. Zaspokojenie potrzeb, które naprawdę się za nim kryją, ale również w pewnej mierze zaakceptowanie go jako przyrodzonej części człowieczeństwa. Dążenie do całkowitego stłumienia jego doświadczania to prosta droga do uzależnień i pogarszających sprawę przymusów. Fragment z nowej książki. Pewnie trochę za poważnej... Zobacz ten wpis na Facebook.
  3. Dzisiaj zabrzmię pewnie jak guru jakiejś sekty, ale uspokajam, że nikomu nie przewodzę, a to, co powiem, bazuje na psychologii. Możemy przyjąć, że apatia to pasmo strapień i samoudręczenia. Analogicznie, szczęście jest natomiast pasmem radości. Wielkie powody do cieszenia się są jednak stosunkowo rzadkie, więc do bycia szczęśliwym potrzebna jest umiejętność radowania się drobiazgami. Właściwie nie tyle umiejętność, co wręcz nawyk. Nawykowe rozdmuchiwanie drobnych pociech, napawanie się wdzięcznością, wczuwanie się w nawet subtelne oznaki pokrzepienia. Nawykowe snucie takiej narracji osobistej, która jest wzmacniająca i przedstawia nas jako bohatera sensownej, wartościowej historii. Nawykowe współczucie sobie i stawanie we własnej obronie, kiedy krytyczny głos wewnętrzny próbuje nas pogrążać. Nawykowe przyglądanie się z uważnością własnym przeżyciom, emocjom i myślom z dystansu, zamiast uznawania, że jestem wszystkim, co trudnego czuję, ponurego myślę. Szczęście to nie stan posiadania. Nie brak cierpienia. Nie uroda. Nie inteligencja. Nie pieniądze. Krótko mówiąc szczęście to nawyk. Warto ćwiczyć, by go wyrabiać. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online oferujący usługi takie jak psychoterapia przez Skype.
  4. Ghost

    Witam

    Witam Mówią na mnie Ghost od małego zajmowałem się obserwacją zachowań ludzkich umysłów oraz sposobu toku myślenia , uwielbiam zagadki oraz pomagać innym , nie będę pisał tu o wieku czy imieniu czy nawet płci bo jest to nie obiektywne dla rozmówcy oraz dla słuchacza , przytoczę jednak jedną historię z mojego życia , Kiedyś chciałem posłuchac coś wiecej o psuchologi niż obserwacja i książki więc wybrałem się na otwarte zajęcia "profesora" nie ważne jakiego siedzę i słucham, po całym wykładzie podszedłem do Profesora i powiedziałem mu przemyślenia moje na temat wykładu ku mojemu zdziwieniu rozmawiał i z ciekawością posłuchał tego co miałem do powiedzenia i pod koniec rozmowy powiedział mi że mam głowę, ale jak na mnie patrzy to by nie powiedział i nie po moim wieku że mam taką wiedzę . Uznałem to za komplement i nie raz opowiadam tą historię znajomym bo wydaję mi się komiczna. Jak by ktoś miał do mnie sprawę lub pytanie oznaczcie w poście lub priv Pozdrawiam Ghost
  5. „Prawdziwy mężczyzna” to hasło używane przez kobiety, które chcą manipulować facetami. Koniec tych bzdur! Mężczyzna przychodzi na świat i jedyne co musi zrobić, to zgłębiać przyrodzoną męskość zamiast pytać się dziewczyn, czym jest męstwo. Książka „Twarde życie mężczyzny” jest dla facetów, którzy mają dość feministycznej propagandy oraz kobietocentrycznych wizji świata i po prostu chcą pozostawać w zgodzie ze sobą. To lektura, która nie wyważa otwartych drzwi, nie wymyśla kuriozów jak „płeć kulturowa”, lecz skupia się na tym, co oznacza bycie mężczyzną we współczesnym świecie. Nie jest to poradnik, lecz co najwyżej inspiracja, bo i tak każdy facet lubi robić wszystko po swojemu. Chociaż autor jest psychologiem klinicznym i psychoterapeutą, treść książki bynajmniej nie jest wiedzą oświeconą. To punkt widzenia, który można przyjąć, by spojrzeć na pewne sprawy pod użytecznym kątem. Książka ma poręczny format B5, 220 stron, jest ilustrowana obrazami w czerni i bieli. Książkę można kupić m.in. w tym miejscu w ramach sprzedaży wysyłkowej. Premiera: 1 marca 2019 r.
  6. Czytając problemy ludzi tu zgromadzonych stwierdzam, że mój problem nie jest taki ogromny jak myślałam, ale mimo młodego wieku nie uważam tego też za coś normalnego. Tak jak mówi tytuł... Śmiech, uśmiech, żarty z narzeczonym, mile rozmowy a nagle jakby wszystko wyparowało mi z głowy.. Uśmiech znika i pojawia się jakiś dziwny stan, którego chce się za wszelką cenę pozbyć ale nie umiem... Ukochany pyta się co się dzieje, czemu posmutniałam? A ja ze smutną miną mówię "nic wszystko jest okej", ale on wie, że nie jest... I jest jedyna rzecz która może mi wtedy pomóc... Przytulenie mnie przez mojego narzeczonego... Nic innego mi nie pomaga... Dlatego najgorzej jest jak jestem sama a go nie ma w pobliżu...
  7. Dzień dobry! Moim problemem jest to, że jestem rozdarta wewnętrznie. Z jednej strony czuję, że moje życie jest nudne, a ja się nie rozwijam. Z drugiej strony jestem leniwa i zmęczona, nie chce mi się zrobić czegoś ze sobą, mam słomiany zapał i brak motywacji. Co robić?
  8. Witam od trzech miesięcy mam partnera, który zauważył że nie potrafię się otworzyć. On jest bardzo szczerym i otwartą osobą za co bardzo go cenie ja natomiast mam z tym problem mam blokadę i w pewnym momencie sie zatrzymuję. Oboje chcemy być razem lecz gdzieś ta moja niepewność się ukazuje i to przeszkadza. Chcę wyjść z tej niepewności wiem że wystarczy krok i będzie lepiej lecz jak to zrobić???
  9. Witam, ja z takim oto problemem. Jestem uczniem klasy maturalnej. Od dłuższego czasu mam problem w relacji z pewną bliską mi osobą, lub nawet ta relacja jest sama w sobie problemem. Otóż w pewnym, już dość odległym, momencie swojego życia poznałem w szkole dziewczynę w której się na zabój zakochałem. Problem polega na tym że równocześnie byliśmy bardzo dobrymi przyjaciółmi. W pewnej chwili wyszło na jaw że ja chcę czegoś więcej a ona tylko przyjaźni. Niedługo okazało sie że powiązane jest to z tym że sama jest w podobnej relacji z innym facetem, ma bliźniaczy problem. Tylko że jej historia po dużych perturbacjach zakończyła sie jako takim happy endem. Minęło już dużo czasu, a ja zamiast zapominać to staje się coraz bardziej zazdrosny, coraz bardziej boli mnie to co widzę, chwilę gdy jej obecny chłopak jej nie szanuje a ona z uczucia do niego na to nie reaguje. Dodatkowym, jeśli nie największym problemem jest to że przez tą sytuacje nie umiem zawiązać relacji z innymi kobietami, to Ona absorbuje całą moją uwagę i spycha wszystkie inne na drugi plan. Miałem przez ten okres możliwość zawiazania innej pozytywnej relacji, lecz w pewnym momencie wracanie wspomnieniami i myślami do Niej wszystko pogrzebało, z perspektywy czasu bardzo tego żałuję ale czasu już na pewno nie cofnę. Jestem totalnie w tym wszystkim zagubiony, mam świadomość jak toksycznie wpływa na mnie ta sytuacja i że przez to wszystko wegetuje, lecz nie chce nagle zrywać przyjaźni z osobą na której naprawdę mi zależy i z którą brak kontaktu ot tak będzie bardzo trudny. Co robić w takiej sytuacji, jak pokonać tą toksyczną zazdrość i ruszyć w końcu do przodu? Z góry dzięki za pomoc i sorry jeśli problem jest zbyt błachy
  10. Mam na imie Maria i mam 28 lat. Od roku jestem żoną, ale problemy w związku trwają dłużej. Mój mąż jest lekarzem. 2 lata temu wybierał specjalizację. Nie był do niczego przekonany. Chciał zrobić rok przerwy, jednak ja go namawiałam, że to głupi pomysł i żeby coś wybrał. Ja chciałam zostać w naszym studenckim mieście, on chciał gdzieś wyjechać. No i padło na miasto N specjalizację X, trochę z przypadku, ale słyszał mnóstwo dobrych opinii o szpitalu. Niestety, nie przyjęto go do tego szpitala i musiał pójść do sąsiedniego miasta. Rok później wahał się, żeby zrezygnować, ten oddział nie do końca go satysfakcjonował, z resztą na jego specjalizację ostatnio przyjmują wiele osób i ciężko się dopchać do fajniejszych czynności. jednak ja mu doradzałam że jest taki szpital, gdzie na pewno będzie lepiej. Nie zrezygnował, pojechał, ale wszystko okazało się klapą. Rok później podobna sytuacja, znowu chce rzucać, ale znowu pojawia się szpital, gdzie powinno być lepiej. I namawiam go, żeby został. Pojechał, znowu to nie do końca to, o co chodziło. Teraz tkwimy w martwym punkcie, był w jeszcze jednym szpitalu i znowu to nie to. I teraz codziennie zadaje mi pytanie co mamy zrobić z życiem. Gdy mówię, żeby zadzwonił do kolejnego szpitala, który być może będzie tym idealnym, to on mówi, że to bez sensu, bo nie ma zapotrzebowania na tą specjalizację. Jak mówię, żeby rzucił wszystko i zmienił specjalizację, to mówi że już za późno, ma za sobą ponad 2 lata wiec jeszcze niecałe 4 a tak musiały 6 od nowa. Każda opcja jest na nie. Co mam mu powiedzieć...? A ja? czuję się strasznie. Tak bardzo chciałam go uszczęśliwić po swojemu, że doprowadziłam do dna i siebie i jego. Nienawidzę naszego aktualnego miasta, czuję się tu źle i obco, nie chcę tu mieszkać. Ale boję się cokolwiek już proponować, bo i tak wszystko jest złe. Jestem straszna. Zniszczyłam mu życie. Zmarnowałam mu tyle lat. I nie wiem, jak to naprawić. Przeze mnie oboje jesteśmy nieszczęśliwi. Najgorsze jest to, że jestem, a właściwie to byłam osobą wierzącą. Modliłam się codziennie, żeby w końcu było lepiej. Ale wychodziło na to, że im więcej się modliłam, tym było gorzej. I przestałam. Przestałam wierzyć, że to ma sens. Umarła moja nadzieja. I powoli nie chce mi się żyć. Bo nie widzę dla nas nadziei. Czy ktoś jest w stanie nam pomóc??? Proszę...
  11. Gdy komuś jest źle z jakiegoś powodu i nie potrafi tego zmienić, to zaczyna narzekać i biadolić, co za chwilę pewnie uczynię. Nie liczy się wiek, czy płeć. Nie narzekają tylko ludzie, którzy nie mają na co, bo nie chcą znaleźć powodu do narzekania. Nie ważne co się w życiu osiągnęło, jakim się jest, ani jakie dobra materialne się posiada, bo czasem w swoi myślach bardzo łatwo stać się nikim; zapomnianym, niewyrzuconym do kosza śmieciem. Mam 20 lat, jestem na pierwszym roku dziennych studiów inżynierskich, nie jestem samotna. W każdej chwili mogę zadzwonić do rodziny lub szczerze porozmawiać z przyjacielem, lecz oni albo nie chcą albo nie potrafią mnie zrozumieć i tak jest od 2 lat. Przyznaję, rozmowa ze mną czasem nie należy do najłatwiejszych, ale staram się prowadzić dialog szczerze i otwarcie, ale skoro według nich wypowiadane przeze mnie monolologi nie mają całośćiowo sensu, a statystycznie rzecz biorąc, bardziej prawdopodobne jest to, że jest coś nie tak z 1 małpą niż z pięciorgiem, to problem tkwi we mnie, ale zapewne nigdy nie poznam jego etiologii, ponieważ 100 czy 150 zł za godzinę próby naprawienia mnie, to zdecydowanie zbyt wiele, skoro nawet przed jednym z najważniejszych momentów w życiu - maturą nie miałam tyle, chociażby na 2 godziny korepetycji. Dlatego zapewne dusząc się od środka powoli będę czekać z utęsknieniem na mój koniec lub pewnego dnia wreszcie namówię siebię na odpuszczenie sobie codziennego teatrzyku szczęścia odgrywanego wobec ludzi dookoła mnie. Wiem, że jestem żałosnym nieudacznikiem, ale jak mogę czuć się nieszczęśliwa skoro są tacy, co mają gorzej niż ja?!
  12. Mawia się, że każdy ma to, na co się odważy, ale ludzie często dostają też to, czego się obawiają. Ktoś bojący się wykluczenia zakłada w mediach społecznościowych fikcyjne konto, które sprawia, że inni rzeczywiście traktują go z rezerwą lub z góry odrzucają, uznając, iż brakuje mu odwagi cywilnej, by podpisywać wypowiedzi własnym nazwiskiem. Niektórzy boją się rozstania i podejmują tak gorączkowe próby zatrzymania przy sobie partnera, że aż zaczyna mu brakować przestrzeni i nie może złapać tchu, więc w końcu faktycznie stłamszony, wyczerpany ratuje się ucieczką, odchodzi. Niektórzy obawiają się, iż mogą być w błędzie, więc tłumaczą swoje poglądy z taką zaciekłością i tak kurczowo, bezkrytycznie trzymają się własnego stanowiska, że nic i nikt nie jest w stanie wyprowadzić ich z błędu, gdy w nim są. Niektóre obawy są nieuzasadnione, więc mijają, gdy zmieni się sposób myślenia. Warto mieć otwarty umysł. Skomentuj, polub lub udostępnij ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny redagowany jest przez psychologa klinicznego, psychoterapeutę.
  13. Co wyróżnia osoby, u których widoczna jest duża odporność psychiczna? Na czym polega rozwój odporności psychicznej? Jak ją zwiększyć? Odporność psychiczna, inaczej wytrzymałość psychiczna to umiejętność skutecznego radzenia sobie z wyzwaniami, ze stresem i z presją bez popadania w depresję, zaburzenia lękowe czy inne dolegliwości tego typu.
  14. Czy walczyć z sobą samym? Czy walczyć ze swoimi słabościami? Czy walczyć o szczęście, lepszy byt, o zmiany wewnętrzne i w otoczeniu?
  15. Czym jest poczucie koherencji i jaki ma związek z sensem życia? Temat omawia psycholog online, psychoterapeuta.
  16. Jedną z najgorszych rzeczy, których można się nauczyć, jest bezradność. Mechanizm znany psychologii jako wyuczona bezradność sprawia, że człowiek nie podejmuje konstruktywnych działań i popada w apatię. Niektórzy naciskają klamkę do kilku drzwi z rzędu, a gdy wszystkie okazują się zamknięte, przestają próbować dalej, co skazuje ich na tkwienie w potrzasku. Jedna osoba źle się czuje z uwagi na smog w powietrzu w swoim mieście, więc przeprowadza się gdzie indziej – druga na sto sposobów mówi, że to za trudne. Jedna osoba widzi, że partner stał się toksyczny, więc odchodzi – druga zaciska zęby i trwa w destrukcyjnej relacji. Jedna osoba narzeka na szalejący feminizm i Europejki, więc z uporem maniaka szuka wyjątku od reguły albo przeprowadza się na Filipiny – tymczasem druga osoba zaczyna hejtować płeć przeciwną. No dobra, ten ostatni przykład trochę odjechany, ale prawdziwy. Myślę, że chwytacie o co chodzi. Reagowanie bezradnością często skazuje na nieszczęście. Nie tędy droga. Zawsze jest coś do zrobienia, co może poprawić sytuację. Skomentuj, polub lub udostępnij ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzony jest przez psychologa klinicznego.
  17. Pewna wybitna pani psycholog, nawiasem mówiąc moja promotorka z okresu studiów, w zwyczajowy dla ludzi z tytułem profesora sposób rzekła w jednym z wywiadów, iż „Badania pokazują, że ludzie, którzy priorytetyzują pozytywność, naprawdę są szczęśliwsi niż ci, którzy niczego w tym kierunku nie robią.” Tymczasem ja, jak przystało na szeregowego, który walczy z chorobami takimi jak depresja będąc na pierwszej linii frontu, to znaczy w gabinecie psychoterapeutycznym, ująłbym to przystępniej. Znacie to uczucie, kiedy planujecie urlop i w końcu po dłuższym czasie klamka zapada? U niektórych osób, w tym u mnie, pojawia się takie nastawienie, że co by się tam na miejscu nie stało i co by się nie okazało, nic nie popsuje mi urlopu i koniec, basta. Ileż łatwiej jest zachować dobry humor nawet jeśli dobre opinie w sieci okazały się zamówionym przez hotel marketingiem szeptanym a biuro podróży zapomniało wspomnieć o przykrych niespodziankach. Albo okazuje się, że masz zapalenie płuc i musisz spędzić połowę wakacji w szpitalu. Ten sam myk można stosować częściej aż wejdzie to w krew i stanie się nawykiem. Sprawi, że co by się nie działo człowiek będzie skłonny z uporem maniaka szukać pozytywów i kurczowo trzymać się jasnej strony życia. Nie po to, by zaprzeczać mrocznej stronie, bo ona i tak nie da o sobie całkiem zapomnieć, lecz po to, by się na niej nie koncentrować. By akceptując istnienie ciemności zmierzać w stronę światełka w tunelu zamiast załamywać ręce. By, jak to mawiają samozwańczy guru od rozwoju osobistego, umieć robić słodką lemoniadę z kwaśnych cytryn. By dostrzegać coś hartującego w wędrówce przez piekło, jeśli przyjdzie nam nim podróżować. Z blizn można być dumnym jak ci twardzi faceci w filmach akcji z lat 80-tych albo traktować je jak piętno, balast, kulę u nogi czy świadectwo słabości. „Podziurawiło mnie, pokiereszowało, ale przeżyłem, więc jestem mocny.” Podsumowując, profesor Ewa Trzebińska ma rację – sprzyja się poczuciu szczęścia podejmując świadomy wysiłek, czasem bardzo duży, by dostrzegać coś pozytywnego w tym, co nas spotyka. W przeciwnym wypadku narażamy się na wzmożone doświadczanie bólu istnienia, a to przecież raczej nie jest potrzebne. Sam z siebie daje on w kość wystarczająco. Wersja audio + bonus: CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online oferujący usługi takie jak terapia online, psychologiczne porady przez Internet, pomoc psychologiczna za pośrednictwem Skype.
  18. Są ludzie jak wulkany – pozostawiają po sobie zgliszcza i popiół. Bywają ludzie jak fale – z nikim się nie liczą, więc jeśli stawisz im opór, podtopią cię. Albo pociągną za sobą na dno. Są także ludzie bluszcze – pozbawieni samodzielności nie odstępują innych na krok. Niektórzy są jak kaktusy – ranią, jeśli nie umiesz do nich podejść. Zdarzają się również ludzie kwiaty – trzeba ich dobrze traktować w zamian za to, że cieszą oko. A moim ulubionym rodzajem człowieka jest osoba, która posiada wszystkie te cechy w przyjaznych dawkach. Ma gorące serce, potrafi ponieść jak fala, otula bez uwieszania się, umie wyznaczać granice i chroni to, co jest jej bliskie. Natomiast na widok motyla cieszy się jakby od jego przybycia zależało przetrwanie. Skomentuj, polub lub udostępnij ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog kliniczny, psychoterapeuta online.
  19. Dawno, dawno temu żył pewien człowiek, który był koneserem literatury, ale nigdy nie wychodził z domu. Jako że ludzie go szanowali, przychodzili czasem do niego z różnymi książkami. Nigdy nie był do końca usatysfakcjonowany lekturą. Nie opuszczając domu skazywał się na to, że miał do czynienia tylko z tym, co mu przynoszono. Stopniowo robił się coraz bardziej wybredny i coraz szybciej odrzucał kolejne pozycje. Było to dla niego bardzo wygodne. Miał o sobie coraz wyższe mniemanie i coraz częściej uznawał swój gust za wyjątkowy. Im większym stawał się koneserem tym bardziej był nieusatysfakcjonowany. Nie musiał też brać za to odpowiedzialności, bo zrzucał ją na innych – w końcu to oni przynosili mu książki, które go nie zadowalały i które odrzucał. Łechtał swoje ego wysokimi wymaganiami i w końcu zastąpiło mu to satysfakcję, na jaką niegdyś liczył. Zadziwiająco często ludzie robią to samo. Tkwią we własnej strefie komfortu zamiast wziąć odpowiedzialność za swoje położenie, przestać skazywać się na to, co się napatoczy, wyjść i szukać tego, co ich usatysfakcjonuje. Czekają aż szczęście przyjdzie do nich samo, książę / księżniczka (niepotrzebne skreślić) przybędzie do nich i wybawi od samotności. W efekcie coraz bardziej wybrzydzają i tak długo skazują się na nieusatysfakcjonowanie, aż całkowicie się do niego przyzwyczajają. Nawet jeśli „księgarnia” jest tuż za rogiem. Skomentuj, polub lub udostępnij na Facebook. CIEKAWOSTKA: Blog mężczyzny prowadzi facet-psycholog, terapeuta osób indywidualnych oraz par i małżeństw. Oferuje usługi takie jak terapia online i porady psychologiczne przez Internet.
  20. Ludzie czasem mówią, że mało zarabiają, bo są zbyt szlachetni, a tylko złodziej lub cwaniak czegoś się dorobi. Niektórzy panowie twierdzą, że są samotni, bo są za dobrzy, a tylko jakiś bad boy, ktoś bezwzględny zdobędzie atrakcyjną kobietę. Niektórzy narzekają, że są wykorzystywani, bo mają zbyt złote serce. NIE. Nie jest „dobrocią”, „szlachetnością”, „złotym sercem” to, co sprawia, że się przegrywa. Nie ma nic „dobrego” w przegrywaniu, cierpiętnictwie i znoszeniu niedoli. Nijak to nie uszlachetnia, nie umoralnia. Dobra jest siła do radzenia sobie, a nie przekonanie o wyższości moralnej z racji doświadczania cierpienia na własne życzenie. Skomentuj, polub lub udostępnij na Facebook. CIEKAWOSTKA: Terapia online to po prostu pomoc psychologiczna udzielana za pośrednictwem Internetu.
  21. Marcin, w tym roku 21 lat student, nie pracujący. Odkąd sięgam pamięcią nie jestem w stanie czerpać przyjemności z niczego, ani nie jestem w stanie się w nic poważnie zaangażować. Mam rodzinę ale nie czuje niczego takiego jak więzi, dla mnie kontakty z innymi ludźmi, czy to bliskimi czy też nie, są tylko po to, kiedy się nudzi, albo jest w potrzebie. Posiadam niesamowicie niską samoocenę, Z wyglądu jestem -5 w skali od 1-100. Z charakteru jeszcze gorzej. Moją jedyną zaletą jest szczerość, chociaż jestem zbyt szczery. Kłamać również potrafię świetnie, również odnajduje się w manipulacji zachowaniami ludzkimi. Posiadam zaledwie kilka wspomnień z dzieciństwa, moja pamięć jest tragiczna, pamiętam różne bzdety a nie jestem w stanie zapamiętać istotnych, i ważnych informacji. To nie tak że jestem smutny, ale też nie jestem szczęśliwy. Niczego nie czuje. Nie mam konkretnego hobby, Aby zająć myśli, jem, gram w gry, śpię, słucham Muzyki. Chodziłem kilka miesięcy do psychologa ale nic nie pomógł. Co zrobić by móc czerpać przyjemność z życia? Jedyne co mnie przy nim trzyma to poczucie obowiązku zwrotu należnego za wychowanie mnie.
  22. Wszystko jest nie tak… Kiedyś byłam inna. Obecnie mam 22 lata. Zawsze byłam osobą ambitną, pracowitą, energiczną i otwartą do ludzi. Im więcej robiłam tym więcej miałam na to energii. W czerwcu zeszłego roku zerwałam z chłopakiem. Była to świadoma decyzja, przy X czułam, że za mało się rozwijam i zbyt wiele tracę. Mimo że, tego chciałam rozstanie bolało i żeby uciszyć ten ból narzuciłam sobie jeszcze więcej obowiązków, to sprawiało że nie myślałam o X i byłam szczęśliwa. W międzyczasie poznałam Y i to On sprawił, że zupełnie zapomniałam o X. Miał podobny temperament, wszędzie było go pełno, podobało mu się, że tak dużo robię i zachęcał mnie, wspierał w moich przedsięwzięciach. Widywaliśmy się codziennie, spędzaliśmy ze sobą całe dnie, mimo że z boku wyglądało wszystko jednoznacznie (jego zachowanie wobec mnie szczególnie) zawsze mieliśmy relację czysto koleżeńską. Nie chodzi o to, że ja nie chciałam, po pewnym czasie zauważyłam, że zaczynam się powoli od niego uzależniać i chyba nawet coś do niego czuć, ale to było tak jakby on coś Ci dawał, a jak chciałam to wziąć to nagle odwracał się i odchodził. Wzięłam więc drugi kierunek na studiach (oba dziennie), jednocześnie pracowałam, aktywnie udzielałam się w kole naukowym. Nie myślałam wtedy za bardzo o Y i to było przyjemne. Jednak na przełomie grudnia pokłóciłam się z nim. Nagle zabrakło go kompletnie w moim życiu, a ja przytłoczona obowiązkami zaczęłam się wypalać. Zaczęłam zawalać studia. Jedne, drugie… Po nowym roku kiedy już byłam w naprawdę słabym stanie psychicznym to ja odezwałam się do niego. Znowu nawiązaliśmy kontakt. Wszystko było tak jak dawniej, byliśmy najlepszymi przyjaciółmi. Mogłam mówić mu wszystko i on mi. I nagle na wiosnę dowiedziałam się od niego, że ma dziewczynę… od 7 lat. To był dla mnie okropny cios. Żeby jednak tego nie okazać udawałam, że wszystko jest w porządku. Przyjaźniliśmy się, a ja skrycie chyba liczyłam na to, że jednak to nie jest na poważnie, skoro będąc z nią spotykał się ze mną (i nie tylko). Byłam zła i zrozpaczona, ale wiedziałam, że nie poradzę sobie bez niego i muszę go mieć nawet jeżeli tylko jako kumpla. Cały czas widywaliśmy się praktycznie codziennie, spędzaliśmy ze sobą całe dnie, a ja byłam w stanie poświęcić dla niego wszystko. Zawaliłam studia, zmieniłam pracę, która wydawało mi się, że sprawia że jestem nieszczęśliwa i od tej pory co chwila szukam jakiejś nowej, bo nie mogę sobie znaleźć miejsca. Straciłam przez to płynność finansową, narobiłam sobie długów. Nie mówiłam nikomu o tym, udawałam że wszystko jest ok. Popadłam w okropny nawyk prokrastynacji oraz pseudologii. Chciałam, aby inni widzieli mnie taką jaką byłam kiedyś, bo sama chciałam taką siebie widzieć. Z Y bardzo się zbliżyliśmy do siebie (teraz już obustronnie czysto przyjacielsko), ja traktuję go już jak brata i mimo że sama mam kłopoty (o których on nie wie) to jeszcze pomagam mu, wpakowując się tym w jeszcze większe kłopoty. Zamieszkaliśmy razem z Y. Początkowo było super, ale z czasem, zdałam sobie sprawę, że nie mogę tak dłużej żyć. Są oczywiście super chwile, kiedy spędzamy razem czas, ze znajomymi, ale kiedy nagle zostaję sama zdaję sobie sprawę, że tak naprawdę jestem w tym wszystkim samotna. Mimo że nadal bardzo mi zależy na Y – zamiast mnie motywować sprawia, że się wypalam, nic mi się nie chce i jestem smutna. Wysysamy z siebie wzajemnie energię. Chciałam się wyprowadzić, ale też ciężko mi to powiedzieć mu, ale i sobie (chyba gdzieś w głębi serca nie chcę go stracić). Nikt nie wie o mnie prawdy i nie wiem czy umiałabym komuś teraz ją powiedzieć, co więcej – czy chciałabym powiedzieć. Czuję się strasznie samotna. Mam tyle na głowie, ale ciągle odkładam to wszystko, nie wiem na co licząc – ale też nie wiedząc co mogę z tym zrobić. Z jednej strony myślałam uciec – wyjechać i zacząć wszystko od nowa, to naprawdę by mi pomogło, ale z drugiej – czy ucieczka jest dobrym wyjściem? To właśnie od uciekania (od decyzji, działań) jestem w takiej sytuacji w jakiej jestem. Nie wiem już czego chcę, którą drogą mam iść, nic mnie nie cieszy i nie widzę perspektyw. Aha, Y w tym roku chce się oświadczyć dziewczynie. Wiem, że to może wyglądać że za wszystko winię Y. Ale tak nie jest, winię siebie, że wcześniej nie zdecydowałam się przerwać tego wszystkiego, a teraz nie bardzo wiem jak ponownie odnaleźć siebie…
  23. Zadziwiająco często otrzymuję pytania od mężczyzn odnośnie tego, czy, w jakich momentach i jak zagadywać do kobiet. Nie mam już siły ciągle odpowiadać na tego typu wiadomości, więc napiszę raz a porządnie. Zastrzegam jednak, że jestem psychologiem klinicznym a nie jednym z tych internetowych profesorów od podrywania. Mogę się więc mylić, ale moim zdaniem tego typu rozterki są produktem całkowicie niewłaściwego podejścia. Jestem zdania, że ludzie są interesujący, mają ciekawą naturę i właśnie dlatego warto być wobec nich „zaczepnym”. Reszta dzieje się przy okazji w sposób naturalny. Nie wierzę w żadne „wytrychy”, które mają zapewnić gorący romans. Ze statystycznego punktu widzenia tak zwane podrywanie (co za nieadekwatny, wędkarski żargon) nie ma żadnego sensu i jest to straszna udręka i strata czasu. Nawet ci wszyscy samozwańczy mistrzowie, reklamujący swoje akademie podrywania, robią jakieś grube dziesiątki czy setki podejść, by gromadzić na potęgę numery telefonów niczym jakiś administrator danych osobowych. Nawiązywanie kontaktów z drugim człowiekiem z tak płaskim, jednowymiarowym podejście jest moim zdaniem diabelnie nudne. Tak, uważam, że tzw. podryw jest nudny, bo to w praktyce wymaga forsowania jakichś przeszkód czy barier, zdawania dziwnych testów, mierzenia się ze stadami roszczeniowych księżniczek, które chcą się cudzą uwagą dowartościować, gdy tylko mają szansę, więc to po prostu męczy i nuży. Moim zdaniem są lepsze metody na fajne życie towarzyskie aniżeli denne do granic możliwości i powtarzalne podrywanie. Jeśli kobieta czegoś chce, to w dzisiejszych czasach najczęściej sama się odzywa albo wysyła zachęcające do działania sygnały, więc warto dawać ku temu sposobność, stwarzać okazję, a nie nacierać z determinacją frustrata. Jeśli dama jest na nie, to żadna uwodzicielska taktyka nie zagwarantuje powodzenia. Dlatego sugeruję całkowicie zmienić nastawienie. Być generalnie otwartym na kontakt z ludźmi, rozmownym, żartobliwym i mieć gotowość do inicjowania rozmów dla czystej frajdy, jaka z tego płynie. Być szczerze ciekawym innych ludzi. Jeśli wystąpią w trakcie jakieś sygnały to super, a jeśli nie, to i tak nie byłby czas stracony. Niezobowiązujące pogawędki mają swój urok i mogą wywoływać pozytywne emocje. Warto najzwyczajniej w świecie polubić ludzi i „zaczepiać ich” pod wpływem dobrego humoru, a nie pod presją umówienia się na randkę, bo to psuje cały urok interakcji z drugim człowiekiem. Nie trzeba wtedy zaprzątać sobie głowy tymi wszystkimi bezsensownymi rozterkami, czy jest się z odpowiedniej ligi, dość wysokim, wystarczająco napakowanym, w czyimś typie i tak dalej, bo to w ogóle nie jest nasze zmartwienie – niech sobie druga strona to rozstrzyga, jeśli uzna za istotne. Jeżeli podchodzi się sztywno, w wielkim napięciu do nawiązywania kontaktów z płcią przeciwną to każdy przejaw braku zainteresowania traktuje się jako porażkę czy rodzaj odrzucenia, co strasznie psuje samoocenę. A wypowiedzenie paru słów urasta nagle do rangi wielkiego dylematu i hardkorowego wyzwania. Moim zdaniem niezbyt to zabawne, delikatnie mówiąc, ale kto co lubi. Gdy chcę podrywać to idę na ryby, bo do ludzi mam zupełnie inne podejście. Obserwuj mój fanpejdż. CIEKAWOSTKA: Podstawowe porady psychologa przez Internet można uzyskać bezpłatnie. Bardziej wnikliwe konsultacje oraz terapia online są możliwe po umówieniu się ze specjalistą od zdrowia psychicznego na spotkanie przez komunikator Skype.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.