Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'szczęście'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 64 wyników

  1. Witam, Jestem mężczyzną mam 22 lata i od dłuższego czasu jestem w szczęśliwym związku z innym mężczyzną. Niestety, sytuacja związana z koronawirusem negatywnie wpływała na moją psychikę i w końcu coś we mnie pękło i powiedziałem rodzicom o swojej orientacji (pragnę zaznaczyć, że wciąż mieszkam z nimi). Niestety, nie przyjęli tego dobrze, a wręcz bardzo źle. Matka cały czas płacze. Ojciec skomentował to słowami "zastanów się i przemyśl to, że życie bez założenia rodziny nie będzie szczęsliwe, ze nigdy nie będę szczęśliwy w takim związku, że przecież jak się chce to można się zakochać w kimkolwiek, że mi przejdzie, że nigdy się wnuków nie doczekają" Jak powiedziałem matce, że to chyba nie zmienia faktu, że wciąż jestem jej synem, i nie zmienia tego jakim człowiekiem jestem, to wykrzyczała mi, że syna rodzi i chowa się po to, żeby założył normalną rodzinę, że poświęciła mi wszystko a ja jej mówię takie coś, że ona i ojciec wierzą, że jestem pogubiony i mi przejdzie. Z jednej strony nie chcę ich ranić, i boję się o ich zdrowie psychicznie, a z drugiej mam dość życia w kłamstwie i pod ich dyktando, pragnę mieć własne życie, a ciągle czułem się, jakbym wypełniał ich plan na idealnego syna, bałem się im postawić, i wciąż boje się jasno im powiedzieć, że jestem gejem kocham mojego chłopaka i nic tego nie zmieni. Jeżeli nie zmienią swojego podejścia, obawiam się, że niestety będę musiał urwać z nimi kontakt i się wyprowadzić, bo psychicznie przestaję sobie dawać z tym wszystkim radę, boję się, że popadnę w depresję albo będzie jeszcze gorzej. Bardzo proszę o jakąś poradę, bo nie wiem już co robić, boję się nawet z pokoju wyjść, boję się wszystkiego w chwili obecnej. Pragnę dodać, że o swojej orientacji powiedzialem im wczoraj.
  2. Cześć. Jestem studentem na kierunku "Informatyka", na pierwszym roku, na mało renomowanej uczelni. Mam 23 lata. Moim celem i po części marzeniem jest zostać programistą. Od kilku lat zmagam się z depresją. Biorę antydepresanty. Są momenty lepsze i gorsze, ale się trzymam. W wieku 20 lat pisałem maturę i wtedy nie dostałem się na Informatykę, ze względu na słabe wyniki z egzaminu dojrzałości. Zdecydowałem się pójść na kierunek "Finanse i rachunkowość". Od początku nie byłem z tego kierunku zadowolony, bo nie był on moim kierunkiem pierwszego wyboru. Po połowie roku rzuciłem studia i postanowiłem, że poprawię maturę i dostanę się na Informatykę na jedną z lepszych uczelni. Postanowiłem poprawić matematykę oraz od nowa napisać fizykę, której nigdy nie miałem w szkole (pomijając podstawy). Codziennie wstawałem i poświęcałem do 10 godzin dziennie na naukę. Oczywiście bywały dni, kiedy odpuszczałem, ale śmiało mogę stwierdzić, że nie było ich dużo. Poprawiłem maturę na kolejno 100% z matematyki podstawowej (wcześniej 72%), rozszerzoną na 86% (wcześniej 30%) i fizykę na 54% (wcześniej nie pisałem). Niestety, wyniki nie były wystarczająco wysokie, by dostać się na Politechnikę Warszawską, ani na AGH. Jestem teraz na uczelni, na którą papiery składałem w wieku 20 lat. Mamy prawie kwiecień i od dwóch miesięcy, codziennie myślę o rzuceniu studiów. Na początku pogodziłem się z tym, że nie dostałem się tam gdzie chciałem i nawet uczelnia mi się podoba. Jednak z czasem myśl, że nie spełniłem swojego celu oraz ogólna postać studiów siadała na mojej głowie nie pozwalając wstać. Od stycznia, uczelnia wypompowuje ze mnie energię. Nie jestem zmęczony fizycznie, ani psychicznie. Po prostu uczelnia sprawia, że nie mam na nic ochoty. Mam ochotę jedynie się położyć i czekać na to, co przyniesie los, cokolwiek by to nie było. Jak kiedyś nauka sprawiała mi przyjemność, to teraz jej nienawidzę. Denerwują mnie ludzie na uczelni, którzy nie są źli. Nic mi nie zrobili. Po prostu z jakiegoś powodu mnie denerwują. Tak samo uczelnia.. nie uważam, że jest zła. Może nie jest najlepsza, ale nie uważam ją za beznadziejną. Byłem piątkowym uczniem, może nie przepadałem za chodzeniem do szkoły. Zawsze wolałem zostać w domu i do wszystkiego dochodzić samemu, to nigdy nie miałem żadnych problemów, ani z nauką, ani z zawieraniem znajomości. Byłem raczej lubianą osobą. Teraz wszystko się zmieniło. Ciężko jest mi zdać, nie potrafię się z nikim dogadać. Mam wrażenie, że uczę się wielu niepotrzebnych rzeczy, na które wcale nie mam ochoty. Dochodzi do tego fakt, że przez uczelnię nie mam na nic ochoty i to wszystko sprawia, że nie rozwijam się w technologiach i rzeczach, które sam bym chciał rozwinąć i ciągle mam ochotę rzucić studia. Z drugiej strony jednak powstrzymuje mnie od tego otoczenie i przekonanie, że zawiodę dziadków i rodziców, że bez studiów nie osiągnę sukcesu i celu, jaki chcę osiągnąć, że wszystko się posypie i skończę resztę życia za granicą, robiąc rzeczy, których robić nie chcę. Proszę mnie źle nie zrozumieć. Nie uważam, że praca w polu, czy jako sprzątaczka, to coś złego. Każda praca jest warta szacunku i szanuję każdą osobę, która pracuje na swoje życie. Po prostu sam nie chciałbym tego robić przez resztę życia. Wracając: wszystko to się zapętla i napędza jedno drugie. Z jednej strony chcę rzucić studia, zacząć jakąś pracę i uczenie się tego, czego chcę samemu, korzystając z książek i internetu, tak jak robiłem to w przypadku matury. Z drugiej strony, nie mogę tego zrobić, bo blokują mnie wyżej wymienione aspekty. Wszystko sprawia, że czuję się beznadziejny i bezużyteczny, co powoduje, że jeszcze bardziej nie mam na nic ochoty. Odzywa się, co raz bardziej depresja i tak w kółko. Nie mam pojęcia, co mam zrobić i jak sobie z tym poradzić. Proszę o jakąkolwiek radę. Będę wdzięczny. Z góry dziękuję.
  3. Dzień dobry, mam taki problem-Pojawiła się obsesja na temat linii prostej, która uznałem za formę kształtu idealnego, i której istnienie było rozwiązaniem większości problemów; traktowalem ja jako swoja ulubiona rzecz (mimo iz istaniala tylko w mojej glowie) i ciagle się zastanawiałem czy jest możliwe aby takowa istniała, nie mogłem się na niczym skupić. Bałem się ze jest niemożliwa i ciagle zadręczałam się myślami o tym. Czy są to jakieś zaburzenia związane z chorobą/zaburzeniem psychicznym? Czy często zdarzają się takie problemy u innych ludzi? Czy i Wy mieliscie takie obsesje o prostej/figurach geometrycznych? Najgorsze jest to, ze nie wiem, czy prosta jest wynikiem zaburzenia choroby, czy tez ze inni ludzie tez o niej w taki sposob mysla i to cos powszechnego
  4. Dzień Dobry, Jestem 31-letnim już chłopakiem, niepełnosprawnym od urodzenia, który większość czasu spędza na wózku. Jeszcze nigdy nie byłem w związku. Dlaczego? Nie wiem. Nie raz zastanawiałem się, czemu tak jest i nie potrafię znaleźć na to odpowiedzi. Nie raz już poznałem dziewczynę/kobietę, która mi się spodobała, jednak za każdym razem, niestety, najwyraźniej błędnie odczytywałem ich intencje i tylko z mojej strony było coś więcej. Ze strony dziewczyn było to zawsze zwykłe koleżeństwo/przyjaźń i raz coś, co mógłbym nazwać zabawą moimi uczuciami. Z tego względu problem, którym chciałbym się podzielić, jest dla mnie trudny. Z góry przepraszam, jeśli mój wpis będzie długi, ale zależy mi na możliwie dokładnym przedstawieniu sytuacji i problemu, aby uzyskać jak najlepszą odpowiedź. Nie chciałbym niczego istotnego pominąć. Otóż... Dwa lata temu za pośrednictwem znanego wszystkim portalu społecznościowego, którego nazwy - myślę, nie muszę wymieniać, poznałem pewną dziewczynę. Co prawda z innego miasta, ale łączyło nas kilku wspólnych znajomych i przede wszystkim - wspólna pasja, więc postanowiłem przyjąć jej zaproszenie do znajomych. Od samego początku fajnie nam się pisało, choć tego kontaktu nie było za wiele. Pewnego dnia, podczas jednej z takich rozmów okazało się, że ma rodzinę w mieście, w którym mieszkam i niebawem przyjedzie ją odwiedzić. Przyjęła moją propozycję skorzystania z okazji, żeby poznać się osobiście. Udało nam się spotkać i porozmawiać jakieś pół godziny. Ku mojemu zdziwieniu na powitanie dała mi buziaka i przytuliła mnie. Nie spodziewałem się tego, ale nie ukrywam, że było to miłe. Na dodatek podczas rozmowy miałem wrażenie, jakbyśmy znali się od dawna. Po tym spotkaniu nasz kontakt był dość sporadyczny. Pisaliśmy od czasu do czasu o niezbyt istotnych tematach, choć kilka razy pomogłem jej w pewnej kwestii. W zeszłym roku sprawa przybrała dla mnie obrót, który do dziś nie daje mi spokoju. Odezwała się do mnie, gdy byłem na wczasach. Oznajmiła, że za kilka dni też przyjedzie do tej miejscowości ze względu na imprezę związaną z naszą pasją. Między innymi dlatego i ja tam wtedy byłem. Dodała, że przyjedzie też kilkoro naszych wspólnych znajomych i planują na dzień przed imprezą zorganizować wieczorne spotkanie w knajpce. Zapytała, czy nie chciałbym na to spotkanie przyjść i skoro jestem już na miejscu, to czy nie chciałbym jej pomóc poszukać jakiegoś fajnego pubu. Oczywiście zgodziłem się w obu przypadkach. Gdy tylko przyjechała, spotkaliśmy się, przywitała mnie w taki sam sposób, jak wtedy za pierwszym razem. Po wstępnej, dość długiej rozmowie, poszliśmy szukać miejsca na wieczór. Wybór padł na drugi z rzędu, odwiedzony lokal. Było jeszcze wczesne popołudnie, ale nie mieliśmy innego planu, czas nas nie gonił, więc postanowiliśmy zająć już sobie stolik, usiąść przy piwie i pogadać. Sam nie wiem, kiedy minęło te kilka godzin. Wczesnym wieczorem, poprosiliśmy pierwszych przybyłych znajomych, żeby popilnowali zarezerwowanych nam stolików, a my w tym czasie pójdziemy do hotelu ogarnąć się przed wieczorem. W drodze koleżanka powiedziała, że założy sukienkę. Zrobiło mi się trochę głupio, bo nie byłem przygotowany na takie okoliczności. Pół żartem, pół serio odpowiedziałem, że nie mam ze sobą garnituru, ani żadnej marynarki. Stwierdziła, że spokojnie - mam koszulę, więc jest OK. Poza tym najważniejsze, żebym się ubrał tak, jak będzie mi wygodnie. O samym przebiegu tamtego wieczoru długo by pisać, ale skończył się on całkiem późną nocą, jeszcze około godzinną rozmową sam na sam przed hotelem, w którym nocowała koleżanka. Mam wrażenie, że gdyby nie to, że następnego dnia musieliśmy rano wstać, to moglibyśmy tak gadać do rana. Wróciłem do hotelu i i tak nie mogłem zasnąć, bo myślałem o tym wieczorze. Zacząłem analizować i zdałem sobie sprawę, że całe to popołudnie i wieczór wyglądały tak, jakby ci nasi wspólni znajomi niejako ułatwili naszej dwójce spotkanie się i spędzenie tego czasu razem. Następnego dnia rozpoczęła się impreza związana z naszą pasją i wyszło tak, że akurat tego dnia się nie spotkaliśmy. Tak to czasem bywa na imprezach masowych. Kolejnego dnia imprezy (była ona dwudniowa) napisała do mnie rano z pytaniem, kiedy wyjeżdżam. Odpisałem, że jutro. Odpowiedziała, że świetnie, bo miała wracać dzisiaj, ale właśnie przedłużyła sobie zakwaterowanie o jedną dobę. Zaproponowałem więc pożegnalne piwo wieczorem. Zgodziła się. Kilka godzin później spotkaliśmy się na drugim dniu imprezy. W sumie widzieliśmy się wtedy kilka razy, ale dość w "biegu". Wrócił temat pożegnalnego "piwka" i koleżanka stwierdziła, że może zjedlibyśmy też jakąś kolację. Oczywiście się zgodziłem. Dosłownie w tym momencie zjawił się nasz wspólny znajomy. Wtedy, koleżanka powiedziała do niego, jakby pół żartem, pół serio, że ma randkę, po czym zerknęła na mnie z uśmiechem. Również uśmiechając się, odpowiedziałem bez namysłu, że szybko poszło. Jak zaplanowaliśmy, tak zrobiliśmy. Po powrocie z imprezy masowej, spotkaliśmy się około 19.00. Zjedliśmy kolację, wypiliśmy pożegnalne piwo, siedząc i rozmawiając do zamknięcia lokalu około północy, po czym wróciliśmy pod hotel, w którym nocowała koleżanka. Staliśmy tak rozmawiając jeszcze do około 2.00 w nocy. Do momentu, kiedy stwierdziliśmy, że niestety trzeba już jednak iść, a wracać do domu się nie chce. Przytuliła mnie wtedy na pożegnanie. Weszła na schodki przy wejściu, odwróciła się do mnie i spoglądając na mnie westchnęła mówiąc "Chodź tu..." raz jeszcze do mnie podeszła, aby mnie jeszcze mocniej i dłużej przytulić i dać buziaka. Co z resztą odwzajemniłem. Od tamtej pory, nasz kontakt nie był zbyt intensywny. W kolejnych miesiącach spotkaliśmy się na kilku kolejnych imprezach związanych z naszą pasją. Nie ukrywam, że pojechałem na nie już nie tylko ze względu na swoje zainteresowania, ale także, a może i głównie po to, żeby się z nią zobaczyć. W trakcie kilku z tych następnych spotkań zauważyłem jej kolejne zachowania wobec mnie, podobne do tych, jakie dostrzegłem podczas wakacji. Na przykład - siedząc obok mnie, oparła swoją dłoń na ramie mojego wózka. Tyle, że zrobiła to w taki sposób, że swoją dłoń trzymała w zasadzie na mojej. Wydaje mi się, że podobnie jak inne, podobne zachowania z jej strony, nie były zwykłym przypadkiem. Nasze ostatnie, jak na razie spotkanie, niestety nie przebiegło dla mnie zbyt pomyślnie. Była z grupą innych znajomych i w zasadzie udało nam się zamienić raptem kilka zdań. Poczułem się nawet w pewnym sensie zignorowany. Potem, przez kolejne miesiące nasz kontakt ponownie nie był zbyt intensywny. Od tamtej pory, parę razy była w mojej okolicy. Niestety, pomimo wstępnych ustaleń, że można by się przy okazji spotkać do ponownego spotkania nie doszło. Praktycznie za każdym razem o tym, że była w okolicy dowiadywałem się po fakcie, jak już wyjeżdżała. Nawet w sytuacjach, gdzie tydzień wcześniej pisała mi, że będzie w okolicy i moglibyśmy się spotkać, gdybym miał czas i ochotę, co zawsze potwierdzałem, że jasne, oczywiście i z chęcią. Następnie, nasze relacje zaczęły się ponownie zmieniać. Z czasem, powoli zaczęliśmy pisać coraz częściej. Obecnie, piszemy ze sobą praktycznie codziennie. Mniej lub bardziej intensywnie i na najróżniejsze tematy. Od pewnego czasu, rozmawiamy też przez telefon. W zasadzie można przyjąć, że regularnie raz w tygodniu. Wtedy za każdym razem rozmawiamy naprawdę długo, dobre kilka godzin. Potrafimy zacząć wieczorem, a nawet popołudniu i zwykle kończymy rozmawiać po północy. Często dzieli się też ze mną osobistymi sprawami, problemami, którymi dzielenie się z drugą osobą wymaga pewnego zaufania. Parę razy mówiła mi też, że spławiła kilku chłopaków, którzy próbowali ją podrywać. Kilka razy - co mnie zdziwiło, konsultowała nawet ze mną zakup ubrań, czy butów. Wydaje mi się, że to dość nietypowe zachowanie kobiety wobec zwykłego kolegi, czy nawet przyjaciela. Czasem zdarzy się też, że nazwie mnie w jakiś pieszczotliwy sposób. W sposób, w jaki nie nazywała mnie jeszcze nigdy żadna koleżanka, czy nawet przyjaciółka. Przez to wszystko, co wydarzyło się przez ostatni niecały rok i o czym wspomniałem powyżej uświadomiłem sobie, że mimo tego, że sporo nas dzieli, to jakoś tak, bardzo ją polubiłem (może nawet za bardzo), postrzegam ją raczej jako kogoś więcej, niż koleżankę, czy przyjaciółkę i mi na niej naprawdę zależy. Niestety nie wiem, jak powinienem interpretować jej zachowanie wobec mnie i jak odczytać jej intencje. Są momenty, że jestem praktycznie pewien, że z jej strony jest coś na rzeczy, ale zaraz potem przychodzi zwątpienie. Szczególnie w pewnych przypadkach. Oboje mamy taką pasję, która naprawdę łączy ludzi. W związku z tym oboje mamy dużo znajomych podzielających tę samą pasję. Czasem pisze mi, że idzie na piwo z jakimś kolegą. Przy czym raz zaznaczyła, że z jednym idzie dlatego, że ją od dłuższego czasu o to męczył. Z innym z kolei poszła dlatego, że sama mu to zaproponowała, potem nawet rozważała przez chwilę, żeby się z tego spotkania wycofać, ale ostatecznie stwierdziła, że nie wypada. Niestety, każda taka informacja z jej strony sprawia, że się od razu dołuję. Wiem, że to źle i być może nie powinienem się tym tak przejmować, ale naprawdę nie potrafię. Dawno nie miałem w głowie tak wielkiego mętliku związanego z dziewczyną. Kompletnie nie mam pojęcia, co o tym wszystkim myśleć. Boję się, że po raz kolejny źle interpretuję zachowanie i intencje dziewczyny wobec mnie. Boję się, że z jej strony nie ma na rzeczy nic więcej, niż zwykła znajomość. Z drugiej strony nachodzi mnie myśl, że może jest szansa na coś więcej, a jeśli tak, to bardzo boję się, że ją zepsuję, przegapię, stracę. A kiedy wiem, że idzie na spotkanie z jakimś kolegą, wtedy boję się tego szczególnie. Bo ci koledzy są bliżej, a ja dużo dalej (dzieli nas sporo ponad 100 km). Sam chciałbym do niej pojechać, żeby się z nią spotkać. W tym miejscu muszę jednak dodać, że w moim przypadku z uwagi na moją niepełnosprawność, mój wyjazd samemu gdzieś dalej i na dłużej jest praktycznie niemożliwy. Głównie ze względu na podejście do sprawy moich rodziców, którego od kilku lat w żaden sposób nie mogę zmienić. A to też mi nie pomaga... Bardzo chciałbym wiedzieć na czym stoję, jeśli chodzi o znajomość ze wspomnianą koleżanką, ale boję się z nią ten temat poruszyć. Boję się "wyłożyć kawę na ławę", bo do tej pory źle na tym wychodziłem i wiem, że mogę to zepsuć. Co więcej, mamy już ustalony, można powiedzieć, wspólny wyjazd na tę samą imprezę, co rok temu. Tylko, że tym razem chcemy sobie zrobić wakacje i planujemy wspólnie spędzić niemal tydzień. Chciałbym wiedzieć z jakim nastawieniem powinienem do niego podchodzić... Z góry dziękuję za ustosunkowanie się do mojego problemu i radę, co zrobić.
  5. Wszyscy mówią, że aby walczyć z samotnością należy poznawać nowych ludzi, wychodzić z domu. Podobno to takie proste. Ja tak prosto tego nie widzę. Co zrobić w sytuacji, gdy ze względu na prace przeprowadziło się do nowego miasta, gdzie nikogo się nie zna. Nie ma o czym iść zagadać. Mam podejść do kogoś i zapytać o ciekawe miejsca do zwiedzenia, dobry klub żeby się pobawić. Tylko z kim miałabym tam iść skoro nikogo nie znam. Jak ktoś powie, żeby iść samemu bo zawsze się kogoś pozna, cóż tak kolorowo nie jest. Na samotną osobę z reguły patrzą jak na dziwaka, bo skoro nikogo z nim/nią nie ma to znaczy że coś jest z tą osobą nie tak, nie jest wart zainteresowania. A może tylko mnie się to tyczy? Byłabym wdzięczna za inne opinie na ten temat, bo taka wegetacja, gdy nie ma się dla kogo żyć chyba większość się ze mną zgodzi jest tylko marnowaniem powietrza na świecie
  6. Sposoby na wyjście z dołka emocjonalnego: - Wystarczy chcieć! - Sposoby, które podpowiadają tobie doświadczone osoby wydają ci się kompletnie bezwartościowe i bez sensu? Zmień swoje nastawienie. To podstawa, bez której nie ruszysz dalej. Pamiętaj, jak 10 osób podaje ci podobne rady, może warto ich posłuchać. Nie warto przyjmować postawy buntownika i za wszelką cenę bronić swoich racji. Wystarczy ulec i posłuchać tego, co mają do powiedzenia inni. - Przelej swoje myśli na papier. Da ci to bardziej obiektywny wgląd na całą sutuację i pozwoli wszystko dokładnie przeanalizować. - Opisz sytuację, ale z perspektywy biernego obserwatora całej sytuacji. Wczuj się w rolę ludzi, którzy ciebie widzą na codzień. Zadaj sobie następujące pytania. Jakie myśli przychodzą mi do głowy, jak patrzę na „siebie”? Czy zachowałbym/zachowałabym się podobnie, gdybym sama znalazła się w takiej sutuacji? Czy sytuacja jest rzeczywiście na tyle poważna na ile ją sobie wyobrażam? Czy robię coś w kierunku tego, aby rozwiązać swój problem? - Apteczka pierwszej pomocy - na karteczkach zapisuj nie tylko swoje sukcesy, ale również miłe wspomnienia, usłyszane komplementy. - Zacznij nową aktywność, coś na co zawsze miałeś/miałaś ochotę, ale nie było nigdy czasu, ochoty, możliwości. - Zrelaksuj się, wywietrz pokój, połóż się w wygodnej pozycji, zrób parę głębokich wdechów i wydechów, pokoloruj kolorowankę, rozwiąż krzyżówkę, napij się wody, poczytaj książkę. - Zaplanuj sobie dzień. Zawalcz z nudą. Wyjdź na zakupy z przyjaciółką, spotkaj się z chłopakiem, upiecz ciasto, ugotuj obiad dla całej rodziny. Zawsze jak na coś czekamy, co wcześniej planowaliśmy, czas szybciej płynie. - Zrób coś ekstrawandzkiego! Przerób stare dżinsy na szorty, nawlecz do ulubionych butów kolorowe sznurówki, ozdób szafkę nocną, pomaluj ściany w pokoju. Nie musisz mieć do tego wielkich pieniędzy. Wystarczy chęć, odrobina spontaniczności i kreatywność. - Zadbaj o siebie. Może długa kąpiel w wannie, która stoi nieużywana od wieków, peeling, masaż... - Porządki! Nigdy nie ma na nie czasu, a każdemu by się przydało uporządkowanie ubrań w szafie, książek, dokumentów. Dlaczego właśnie nie teraz? - Pozbądź się zbędnego balastu. Wyrzuć stare dokumenty, które tylko zbierają kurz na półkach, za małe ubrania oddaj potrzebującym bądź sprzedaj, niepiszące długopisy wyrzuć, podobnie jak zapisane karteczki z listami zakupów. Uwolnisz się dzieki temu od poczucia przeciążenia i przytłoczenia zbędnymi rzeczami.
  7. Jestem tu nowy i na wstępie zacznę, że nie miałem nigdy w zwyczaju wchodzić na tego typu fora, czy inne grupy dyskusyjne. Jednak jak to się mówi "tonący, brzytwy się chwyta" (nie żeby to forum, było tą brzytwą czy coś!). Postanowiłem jednak podzielić się ogólnie, jakoby szukając wsparcia czy też rady, a może i opadu szczęki. Od razu zaznaczam, że nie wiedziałem dokładnie w jakim dziale dać temat, ponieważ tyczy się wielu zagadnień jakby. Chodzę też do psychologa (ponad rok) i byłem nawet w szpitalu psychiatrycznym na obserwacji. Nie wiem co mi jest... i czy cokolwiek mi jest. Może po prostu niezbyt tu pasuję? A może wykoleiłem się z pociągu zwanego życiem? Zacznę jednak od początku. Postaram się krótko, bo opowieść ta niesłychanie długą jest. Mam 26 lat, kawaler. Nigdy nikogo nie miałem. Znajomych za bardzo też nie. Jakoś tak nigdy nie pasowałem do większości, którą spotykałem - chociaż bardzo chciałem. Jak to powiedział Einstein "Tylko życie poświęcone innym, warte jest przeżycia". Życie samotne jest trochę bez celu. Według mnie żyjemy dla innych, z innymi, wspieramy się, dbamy o siebie. Niestety całe swoje życie jedynie obserwowałem.... obserwowałem jak inni mają znajomych, chodzą razem, spacerują, chodzą na imprezy czy bawią się. Mnie to wszystko ominęło (czyt: imprezy, osiemnastki, większe spotkania towarzyskie). Czuję aż w kościach ten kryzys wieku średniego kiedy mnie dorwie przez te braki w doświadczeniach. Tak czy inaczej... rozpędziłem się trochę. Wróćmy nieco wcześniej do czasu kiedy miałem 19 lat. Rozpocząłem studia w większym mieście, gdyż sam pochodzę z małego miasteczka, gdzie nic nie ma. Niestety natłok nauki, ilość prac do pisania, stres związany z samotnością w tym miejscu (tak to chociaż siostrę miałem!) przyczyniły się do tego, że dostałem bardzo silnego załamania psychicznego. Potrafiłem leżeć w łóżku i krzyczeć do ściany. Zamykałem się też w szafie czy zamykałem i otwierałem drzwi. Nie kontrolowałem tego! To było straszne... po 2 tygodniach wziąłem się w sobie i postanowiłem wrócić na studia, nadrobiłem zaległości, ale ponownie wrócił natłok nauki i innych rzeczy, z którym nie dałem rady. Zrezygnowałem. Wróciłem do domu, gdzie przez ojca wyzwany zostałem od śmieci, debili... i lepiej by było żebym się nie urodził. I tak to trwało... płacz, ból serca i wieczne nękanie ze strony ojca, że jestem śmieciem. Zaczęły się stany lękowe, inne tego typu rzeczy. Po roku czasu postanowiłem zacząć inną szkołę, jednak drugiego dnia... cały stan ze studiów wrócił. Silny atak lęku i paniki. Mój umysł jakby nie działał. Miałem wrażenie, że zaraz jestem w stanie rzucić się pod samochód, byle tylko zakończyć to wszystko. Zrezygnowałem po raz kolejny... Dalej wyzywany, dalej niewiedzący co z sobą zrobić. I tak minął kolejny rok... potem udało się złapać na jeden kurs, było w miarę dobrze, staż... a po stażu znów pustka. Pojawiające się myśli o bezdomności, rozważania filozoficzne, główkowanie, burza mózgów. Mijały kolejne lata, a ja... siedziałem w miejscu. Widziałem jak ludzie w moim wieku prą naprzód. Osiągają sukcesy zawodowe, mają towarzysza życiowego, a ja siedziałem... i obserwowałem. Czułem się jakbym wykoleił się z pociągu życia. Mój pociąg uciekł... uciekli rówieśnicy... uciekali młodsi, a ja siedziałem na łące z boku i obserwowałem. Nie potrafiłem zebrać się w sobie, by móc coś zacząć... coś zrobić. Nie wiedziałem co. Mała miejscowość nie pomagała. Niewiele tu pracy, niewiele jest do robienia. Głównie fizyczne prace - a mimo, że jestem facetem to niestety niezbyt mi takie wychodziły. Nie było motywacji, pasji. Po czasie zaniknęły także marzenia. Wieczny strach przed zmianą. Wszystko to jest bardzo ogólne. Nie sposób wypisać wszystkich myśli, celów, idei jakimi się kieruję. Jedno wiem na pewno - chciałbym odmienić swoje życie. Niestety nie potrafię. Mała miejscowość jak wspomniałem - powoduje, że nie jestem w stanie robić tego co chciałbym robić, bądź do czego w jakimś stopniu się nadaje. Nawet mi się nie chce! Ilekroć mam przeglądać oferty pracy czuję jak dostaje palpitacji serca. Naturalnym wyjściem... zarówno od toksycznego ojca jak i ucieczki z tej wymarłej ziemi - byłaby ucieczka do większego miasta. Tak, to logiczne. Jednak nie potrafię tego zrobić samemu. Napada mnie irracjonalny strach. Mam go zarówno jak idę do sklepu, w relacjach z innymi, nie mówiąc już o rozpoczynaniu jakiejś pracy! Mam wrażenie, że gdybym mieszkał w większym mieście tak normalnie - to próbowałbym nowych studiów (już wcześniej) czy patrzyłbym na pracę (bo taka faktycznie jest i to cała masa różnych ofert w przeciwieństwie do mojego zadupia). No, ale podjęcie pracy wymaga wyprowadzki, a to zmiana życia o 180 stopni! Nie potrafię go zmienić nawet w 10 stopniach, a co dopiero obrót o 180. Równie dobrze mógłbym iść do zakonu, bo to też drastyczna zmiana (o czym też rozważałem, ale jednak zmiana to zmiana, mój strach mnie paraliżuje). Chciałbym być wśród ludzi... poczuć jak to jest z nimi przebywać, bawić się. Nie mam jednak z kim, a samotne poznawanie nowych ludzi jest jedynie przez internet i trafiam ludzi z niego tak jakbym był bombą atomową. Dookoła mnie - żadnych znajomości w promieniu 80km. Gdybym mieszkał w Krakowie czy nawet w Opolu miałbym już z 10 znajomych! Los mi chyba nie pomaga. Tak wiem, że to wszystko brzmi jak lament czy coś... ale czasem muszę się wygadać, a nie mam komu. A dzisiaj to już w ogóle tak się porobiło, że znowu mam te "gorsze dni". Muszę znaleźć jakieś rozwiązanie z tego marazmu. Zostanie tu gdzie jestem to dalsza katorga - Z drugiej strony nie ma tyle odwagi + lęki, by z niego samemu uciec - Potrzebna by była druga osoba - Takiej nie ma - Zostanie tu gdzie jestem to dalsza katorga... Następuje błędne koło, z którego nie potrafię uciec. Po tylu latach zatraciłem nawet większe marzenia, czy chęć tworzenia związku (bo uznaje, że się do tego nie nadaje już). Mimo wszystko staram się optymistycznie podchodzić do życia, no ale nie zawsze to wychodzi. A już zwłaszcza kiedy poznaje w internecie nowych znajomych... i niby jest fajnie... dopóki nie opowiem swojej historii. Wtedy nagle jest takie "Yyyyy..." No i niby dalej jest spoko, ale już to nie to samo. Potem ten temat powraca i z czasem wychodzi na to, że "jesteś żałosny", "jesteś debilem", "ogarnij się", "zmień coś". Jakby to było takie łatwe! Nie są w moim umyśle i nie wiedzą co przeżywam! A przeżywam wiele... rozterek, problemów filozoficznych. Ja wiem czego potrzebuję... potrzebuję mistrza! Kogoś kto nauczy mnie jak żyć. Pragnę siedzieć pod wodospadem i nosić wiadra na kiju, unosząc się na desce nad rzeką. Takie wiecie... szkoła życia. Nie potrafię już żyć... czuję, że nie potrafię. Chciałbym, wyobrażam to sobie, ale... pojawia się strach, lęk, pojawiają się myśli natury filozoficznej w stylu "A może lepiej być bezdomnym? Wtedy się uwolnisz! Nie będzie domu więc nie będziesz miał do czego wracać, a wtedy będziesz mógł w końcu ruszyć w świat! Kajdany zostaną zdjęte". - Takie właśnie myśli mi towarzyszą. Nie potrafię się uwolnić. Zapuściłem korzenie w swoim mieście, którego gdzieś tam głęboko w serduszku "nienawidzę", chociaż wiem że nie powinienem używać takich słów. No, ale tak to czuje! Stałem się więźniem własnego ciała! A dusza chce lecieć! Chce tworzyć! Zmieniać świat na lepsze! Jestem kreatywną osobą... tak myślę. I myślę też, że wyobraźnia to najlepsze co mam. Piszę opowiadania, napisałem nawet dwie książki (ale ich nie wydałem, kurzą się na dysku). Stworzyłem liczne gry komputerowe 2D (za darmo, nie zarabiam na tym, bo kolejne schizy i poczucie "nie są na tyle dobre by je sprzedawać"). Nie wiem co bym chciał. Znaczy wiem, mistrza, ucieczki, pisałem o tym. Niczym bohater filmu "Wszystko za życie" uciec w dzicz i zostawić wszystko! A właściwie nie tylko filmu, bo taka postać istniała faktycznie i ten film to jakby jego biografia. No, ale z drugiej strony chcę być wśród ludzi, cieszyć się z nimi, bawić się... dwie skrajności. No i zastój. Ciężko to wytłumaczyć. Ciężko mi to wytłumaczyć. Wiele osób może mieć mnie za życiowego przegrywa. Chociaż patrząc z perspektywy innego świata, któż to wie. Może wcale tak nie jest? Niemniej jednak będąc na tym świecie wciąż się tak czuję. Czuję się jak przegryw, płynąc przez życie jak samotny żagiel - jak to śpiewał pan Andrzej Siewierski. Nie wiem już co robić, bo plan, który (w moim mniemaniu by mi pomógł) jest niemożliwy, gdyż wymaga udziału drugiej osoby. No wiecie, co by nie być samemu, mieć jakieś wsparcie, oparcie, by jakoś się żyło. Samemu dostanę znów ataku w wielkim mieście i co? I jeszcze pozabijam wszystkich! Nie no tak drastycznie raczej nie. Żartuje sobie. Ja zabawny jestem... chyba. No i takim oto sposobem, trochę opowiadając o sobie, trochę o przemyśleniach napisałem tą historię i ten post. Nie wiem co mam robić. Po prostu nie wiem. Jestem zagubionym samotnym żaglem. Chciałbym zmieniać świat, zostać kimś ważnym. By mi budowali pomniki! No, ale... jest jak jest. Taaak... rozpisałem się. Musiałem się wygadać obcym ludziom na forum. Na koniec przypomnę, że chodzę do psychiatry, do psychologa (a nawet te rzeczy były zmieniane i przeszedłem już przez kilku specjalistów). Obecnie trzymam się jednej psycholog od ponad roku, ale niezbyt tak mi pomaga to wszystko. Mam nawet wrażenie, że zapomina ona o tym o czym ze mną rozmawiała, wiele razy pytając się o to samo, a potem się dziwiąc. Nie dziwię się. W końcu ma wielu pacjentów, a moje wizyty raz na miesiąc, ale zastanawiam się czy w takim razie jest w tym szansa. Może jestem skazany na samotność? Ktoś musi! Dzisiaj na wizycie na moje kolejne rozmyślenia powiedziała, że może mnie zapisać na kurs grania na harmonijce. Siedzę tak i mówię... "Harmonijka? Jeżeli o muzykę chodzi wolałbym jakiś fortepian czy skrzypce", na co ona, że nie mamy takich rzeczy tylko harmonijka. Tak... harmonijka... niech ta rozmowa będzie dowodem na jakiej wymarłej ziemi mieszkam. I jak tu spełniać marzenia? Jak dokonywać czegoś wielkiego? Jeżeli znikąd pomocy, a lęki i dziwny strach wyżera cię od środka? Nie wiem już co robić (powtarzam się wiem!). Po prostu nie wiem. Zostać bezdomnym... to jest to. No przecież to takie oczywiste... Piszę wiec ten post w nadziei, że tutaj otrzymam jakąś radę (która będzie zgodna z moimi ideałami i przemyśleniami oczywiście!). Chociaż bardziej chyba liczę na cud. Na tajemniczy zbieg okoliczności, który wyrwałby mnie z tego bagna. Dziękuję za uwagę.
  8. witam.Mieszkam za granica.Codziennnie mysle zeby wrocic do Polski i kupic bilet ale z jakiegos powodu tego nie robie.Za trzy tygodnie mam wazne wydarzenie za granica nna ktorym musze byc.Chetnie pojechalabym do Polski przed tym wydarzeniem i przyleciala tylko na to wydarzenie ale nie mam do siebie zu aufania czy nie bede histeryzowac i nie wsiade do samolotu.Ciagle zmieniam zdanie raz chce wracac do Polski raz nie .Mysle ze chcialabym mieszkac na stale w Polsce ale mieszkam z rodzicem ktory nie wiem czy sobie poradzi .Nie mam odwagii w sobie i wytrwalosci zeby wrocic do Polski.Kiedy mam podjac jakas decyzje bardzo sie waham i strasznie dlugo to trwa .Caly czas zmieniam zdanie ale jednoczesnie cierpie bo tesknie za Polska
  9. Dzień dobry. Zaczne może według wskazówek - mam 18 lat i nie potrafie sobie poradzić z samą sobą, dlatego trafiłam tutaj. W mojej głowie panuje śmietnik myśli, dlatego jestem pewna, że to wszystko co napisze będzie poplątane i niezrozumiałe, ale nawet jeśli nie uzyskam odpowiedzi, myślę, że po wyrzuceniu tego z siebie poczuje sie choć troche lżej. Zaczne może od domu, w nim nigdy nie było idealnie. Rodzice rozwiedli sie, gdy uczęszczałam do wczesnej podstawówki i od tamtego czasu taty nie ma w moim, ani w rodzeństwa życiu, nie interesuje sie nami. Z początku nie wadziło mi to jakoś bardzo, bo jak wiadomo, byłam dzieckiem, może niezupełnie rozumiałam tego co sie dzieje. Teraz jednak brakuje mi wszelkiej bliskości rodzicielskiej, przytulenia, zapewnienia, że jestem ważna czy zwykłej rozmowy. Z mamą nigdy nie miałam dobrych kontaktów. Mam wrażenie, że jestem dla niej problemem. Nie ma dnia kiedy nie miałaby do mnie o coś pretensji, nie moge zwyczajnie usiąść i z nią porozmawiać, a na zwykłe pytanie w odpowiedzi zwrotnej dostaje krzyk, którego nie moge już słuchać. Niejednokrotnie próbowałam przekazać, że czuje sie źle i potrzebuje pomocy specjalisty, kończyło sie na słowach, że za jakiś czas zapisze mnie na wizyte jednak to nigdy nie nastąpiło. Wiem, że moge zrobić to już sama, ale nie potrafie wykonać pierwszego kroku. Zawsze miałam potrzebe bycia idealną, dotarłam do takiego momentu gdzie krytykuje sie za wszystko i nie umiem znaleźć w sobie czegoś dobrego. Uważam sie za złego człowieka, bo sprawianie innym przykrości zaczęło przynosić mi chwilową radość. Kilka dni temu straciłam jedną z najważniejszych osób w moim życiu, która tak naprawde potrafiła zabrać ode mnie złe myśli, wstawanie i zasypianie było łatwiejsze, mogłam nazwać sie najszczęśliwszą osobą na świecie, mimo, że znam ją przez internet, a spotkałyśmy sie tylko raz. Doszłam do wniosku, że nie potrafie utrzymać zdrowej relacji, polegają one na ciaglym ranieniu sie, czego tak bardzo nie chce, ale jest to silniejsze ode mnie. W rzeczywistości nie potrafie sie odnaleźć, będąc zdaną sama na siebie, bo zawieranie znajomości sprawia mi trudność. Mam bardzo niską samoocene przez co od połowy 2018 roku zmagam sie z zaburzeniami odżywiania. Nie mam w sobie odwagi, by odjeść, ale coraz częściej o tym myśle. Nie mam już niczego i naprawdę sobie nie radze, z dnia na dzień coraz mniej wierze, że zaczne normalnie jeść, wychodzić ze znajomymi, nie patrzeć na siebie z nienawiścią czy to, że po prostu będę mogła szczerze przyznać, że jestem szczęśliwa.
  10. Wiele problemów, które Państwo zgłaszacie na platformie OcalSiebie dotyczy trudności ze zrozumieniem i przeżywaniem własnych emocji. Można powiedzieć, że jest to problem ze zrozumieniem siebie. W tym artykule przedstawię zwięźle kilka kluczowych informacji o uczuciach aby zachęcić Państwa do ich zrozumienia i polubienia. Czym zatem są emocje, stany emocjonalne, afekty i uczucia? Nie wdając się w naukowe podziały co do miejsca ich powstawania, natężenie i czasu trwania można stwierdzić, że te pojęcia z grubsza określają to samo (dalej w tekście będę stosować te pojęcia wymiennie): emocje/uczucia to przede wszystkim informacja dla mnie czy dana sytuacja, w której się znajduje jest dla mnie komfortowa i bezpieczna czy nie. Przyjrzenie się swoim emocjom i zrozumienie jaką niosą ze sobą informację to komunikacja z samym sobą. Uczucia pojawią się w każdej, nawet najbardziej błahej sytuacji. Lubicie Państwo czekoladę? Tak? A skąd o tym wiecie? Bo odczuwacie przyjemność z jej jedzenia. Pojawia się emocja. Potem np. u osób odchudzających się mogą pojawić się inne emocje jak złość, poczucie winy czy żal ale to już wynika z innej sytuacji - złamania diety. To pokazuje, że emocje i uczucia pojawiają się co chwila, w każdej sytuacji, pokazują nam kierunek, ubarwiają nasz świat i informują. Można je porównać do znaków drogowych - „kontynuuj to jest dla Ciebie dobre”, „stop - nie rób tego, to Ci zagraża”. W związku z tym nie ma złych emocji bo każda informacja jest ważna trzeba tylko umieć rozpoznać czego dotyczy. Każde uczucie jakie się pojawia niesie ze sobą bardzo konkretną informację, wymienię tylko kilka przykładów: złość - coś przeszkadza Ci realizować Twój plan lub podważane są Twoje przekonania, smutek - straciłeś kogoś/coś dla Ciebie ważnego, strach - uwaga, to zagraża Twojemu życiu bądź zdrowiu (fizycznemu lub psychicznemu), zazdrość - ta osoba/ta rzecz jest dla Ciebie ważna ale jej nie masz lub możesz stracić, radość - osiągnąłeś lub zrobiłeś coś dla Ciebie istotnego. Uczucia dotyczą nie tylko sytuacji bieżącej, ale przeszłości i przyszłości. Trzymając się przykładu czekolady: jecie Państwo czekoladę po raz pierwszy w życiu, jest przyjemnie, smakuje. Pojawiająca się emocja mówi, że ta sytuacja jest dla Państwa komfortowa. Uczycie się, że jedzenie czekolady jest fajne. Następnym razem gdy ktoś poczęstuje Was czekoladą chętnie ją weźmiecie bo będzie pamiętać, że jedząc ją czuliście się dobrze. A szpinak? U niektórych osób na samą myśl pojawia się wstręt. Nie tkniecie tego więcej a na pewno nie będzie on pierwszy na liście wyboru menu. Te przykłady to nie są jakieś znaczące wydarzenia w naszym życiu więc uczucia z nimi się wiążące nie mają dużego natężenia. Emocje pojawiające się w innych życiowych sytuacjach mogą mieć różne natężenie: „napięcie, irytacja, poddenerwowanie, złość, furia” czy „spokój, przyjemność, zadowolenie, radość, szczęście, euforia”. Nad uczuciami pozytywnymi dużo się nie zastanawiamy natomiast negatywne często rozpamiętujemy, zostajemy pod ich wpływem o wtedy one nieprzyjemnie narastają. Można niezauważalnie wpaść w pętle negatywnych uczuć i myśli i wtedy mówimy o obniżonym nastroju a krańcowo o depresji. Od strony fizjologicznej emocje to hormony np. : dopamina, serotonina (to te od dobrego samopoczucia), oraz noradrenalina, adrenalina, sterydy i wiele innych. Jak to działa? Upraszczając - znajdujemy się w jakiejś sytuacji np. po raz pierwszy w życiu widzimy czekoladę. Mózg nie zna tej substancji, przeszukuje naszą” bibliotekę wiedzy„ nie znajduje odpowiednika. Myślimy „co to?” i jednocześnie uwalniane są hormony powodujące ciekawość (endorfiny). Próbujemy - „... słodkie, dobre”. Znów uwalniają się endorfiny. Następnym razem sięgniemy po czekoladę z przyjemnością. Z czasem nawet myślenie o czekoladzie będzie przyjemne. To rola dopaminy - kieruje nas ku przyjemnościom. To niestety pułapka bo można się uzależnić od substancji lub czynności sprawiających przyjemność (to temat na inny artykuł). Niektórych emocji uczymy się w ciągu życia, a z innymi przychodzimy na świat. Oczywiście w procesie uczenia się kluczowy jest okres dzieciństwa i wpływ oraz obserwacja naszych bliskich lub opiekunów. Ta sama sytuacja może wywoływać różne emocje u dwóch osób. Np. jedno dziecko obserwuje, że na każdy dzwonek do drzwi rodzice reagują nerwowo i podejrzliwie. To dziecko nauczy się, że niezapowiedziany dzwonek do drzwi to groźna lub co najmniej irytująca sytuacja. Czyli gdy usłyszy dzwonek będzie odczuwać lęk lub rozdrażnienie. Rodzice drugiego dziecka reagują na dzwonek do drzwi z ciekawością i zadowoleniem - to dziecko będzie dorastało z pozytywnym nastawieniem do niezapowiedzianych odwiedzin. W dzieciństwie pobieramy ogromną dawkę wiedzy w obszarze uczuć, która ma wpływ na nasze dalsze życie. W tym okresie uczymy się poprzez obserwację i swoje doświadczenia i nie kwestionujemy zdobytych informacji – nabieramy różnych przekonań np. czekolada jest dobra a dzwonek do drzwi niebezpieczny. Przekonania mogą być prawdziwe lub nie, a przez to mogą nam pomagać w życiu lub nas ograniczać. Czyli odnosząc się do przykładu z dzwonkiem dorosły, który czuje strach na dźwięk dzwonka i to mu w życiu przeszkadza powinien sobie zadać pytanie: „Czego ja się boję?”, „Co jest niebezpiecznego w tym, że ktoś dzwoni do moich drzwi?” Analizując świadomie sytuację, swoje myśli i uczucia możemy zmienić swoje nastawienie i przez to pozbyć się obaw związanych z konkretną sytuacją. Myśli/przekonania, emocje i zachowanie wpływają na siebie nawzajem i my mamy na nie wpływ. Zrozumienie swoich emocji, świadome ich przeżywanie oraz aktualizacja własnych przekonań pomagają w rozwiązaniu wielu trudności z jakimi borykamy się w codziennym życiu. Dodatkowo pozwala to na budowanie oparcia w sobie i daje poczucie sprawczości co przekłada się na poczucie własnej wartości i komfort życia. Udział w terapii i otwartość na zrozumienie siebie pozwoli Państwu przekroczyć własne ograniczenia.
  11. Witam, mam 20 lat i jestem facetem. Bardzo mi się podoba mój przyjaciel i podnieca mnie seksualnie już od dłuższego czasu. Jest mi bardzo bliski i bardzo dobrze mi się z nim rozmawia i spędza czas. Ale ogólnie to praktykuję seks z płcią przeciwną i kobiety bardzo mi się podobają więc nie sądzę, że jestem homoseksualny tylko w jego przypadku jest inaczej i nie wiem dlaczego tak jest przez co czasem mam smutne i przygnębione dni bo boję się że go stracę kiedyś. Z czego wywodzi się takie moje zachowanie?
  12. Witam jestem z dziewczyna od 2 lat generalnie na początku związku mieliśmy trochę problemy że względu na jej byłego chłopaka który mnie zastraszal I tak dalej lecz udało mi się jej uświadomić że utrzymywanie z nim kontaktu raczej nie ma sensu ponieważ są z tego same nieprzyjemne sytuacje. Następnie wszystko wydawało się iść w dobrym kierunku Ale po pewnym czasie ona zaczęła się obrażać o to że przytulam ja tak jak ona nie lubi że nie mamy wystarczająco dużo czasu pomimo tego że oboje mamy dużo obowiązków to zawsze to było po mojej stronie dostosować mój grafik.Czasem potrafi mówić przy moich znajomych wstydliwe prywatne rzeczy tylko po to żeby mi dopiec I upokorzyć bądź podczas wizyty u moich rodziców zapytać się czy idę z nią na jakaś imprezę typu wesele A jak nie to ona se znajdzie kogoś innego z kim pójdzie. Wspomniała mi parę razy także że jak chce to może mi udowodnić że ma dużo adoratorow . Nie rozumiem do końca jej zachowania bo często bywa też kochana zachowywać się normalnie zrobić niespodziankę odezwać się. Rozmowy z nią na takie tematy zazwyczaj kończą się wielkim fochem A potem awantura podobnie jak wszystkie rozmowy na temat które się nie zgadzają z jej poglądami.Wypomina mi to że jestem dziecinny Ale według mnie tak nie jest po prostu mam swoje poczucie humoru i tyle a tak to mam stabilną pracę mieszkanie nie mam nałogów więc nie wiem o co chodzi. Nie potrafię do niej często dotrzeć I już za bardzo pomysłów jak mogę spróbować temu postanowiłem napisać na tym forum o poradę.
  13. Witajcie jestem dziewczyną mam 19 lat i stwierdziłam od jakiegoś czasu ze nie lubię być odbierna jak kobieta ( dobra jak kobieta mogę być ale nie lubię być odbierana jakoś bardzo kobieco) zauważyłam że nie lubię eksponowac swojej kobiecosc, zakładać jakieś bardzo kobiece stroje, sukienki itp jakoś źle mi z tym. Wole np być odbierana "bezplciowo" ale raczej czuje się kobieta i wiem ze nią jestem ale władnie to wszystko kaplikuje ten "sposób bycia". Nie jest to uwarunkowione raczej przez kulturę i traktowanie dziewczyn w społeczeństwie bo to mi nie przeszkadza, wydaje mi się ze to nie ma w sumie przyczyny tylko po prostu tak mam, jakceptacja szłam kiedyś z malutka Bratanica na spacer i gdy ludzie zatrzymywał się i pytali o nią myślą że ja jestem mamą było mi dziwnie. To też nie jest tak ze np nie lubię kobiecych rzeczy, sukienek itp bo osobiście chętnie bym sobie kupiła np wysokie szpilki albo zrobiła sobie piękne długie paznokcie ale wiem ze będę się w tym źle czuc.... wydaje mi się ze ja nie chce po prostu być odbierana przez środowisko kobieco.... gdyby była sytuacja podzielenia się rolami i ze np dziewczyny idą gotować obiad a chłopaki np nie wiem rabac drewno to wolalabym isc z chłopakami ( tak się czuje lepiej) ale czuje się dziewczyna. To mnie bardzo denerwuje bo chciałabym być kobieca polubić kobiecy tryb życia kobiecosc itp. Czy mogę coś zrobić żeby to zmienić i żeby lepiej poczuć się w tym " kobiecym świecie"
  14. Witam chyba pisze w nieodpowiednim miejscu ale nie wiedziałam gdzie indziej mogę to dodać. Mój problem polega na tym ze jestem dużo młodsza od mojego rodzeństwa które jest juz po ślubie mają duet dzieci itp. Ja w poprzednim roku zmienilam szkole i poznałam pewna dziewczynę, z początku myślałam że jest wredna i niemiła i nie wyobrażałam sobie nawet ze się z nią zaprzyjaźnie. Na początku tego roku zaczęliśmy ze sobą rozmawiać i jakoś tak się potoczyło ze zaczęliśmy również poza szkołą wychodzić razem, ona ma do mnie duze zaufanie ja do niej też. Problem w tym ze w pierwszych dniach jak zaczęliśmy razem wychodzić to oklamiałam ja powiedziałam ze moje rodzeństwo ma chłopaka/ dziewczyne ( a tak naprawdę są juz po ślubie i maja duże dzieci- o dzieciach nic nie wie ) nie wiem w sumie dlaczego to powiedziałam. Czasem w jakiś rozmowach utrzymywałam to ze np moja siostra i jej CHŁOPAK..... Jest mi z tym bardzo głupio i juz nawet nie chodzi o to ze ja oklamalam ale o to ze jestem nie fair wobec rodzenstwa, bardzo ich kocham i nie chce żeby było im smutno czy coś. Przyjaciolka tez sama od początku utrzymywała ze nienawidzi kłamstwa i sama stara się być szczera i nie lubi jak ktoś oklamuje ja. Z jednej strony chce jej powiedzieć a z drugiej boje się ze kiedyś na jakimś wspólnym spotkaniu czy coś to się wyda co powiedziałam i będę miała nieprzyjemności ze rodzeństwem. Wiem ze najlepsza jest szczerość ale boję się że ona będzie mieć mi żal o to i ze kiedys coś im o tym powie. Nie mam się kogo poradzić Czy państwa zdaniem- dojrzałych osob jest to aż taką " duza sprawa" czy po prostu głupota która nie powinnam się przejmować i powiedzieć śmiało. Nie wiem co robić z jednej strony jest mi bardzo głupio ze klame w sprawach mojej najbliższej rodziny a z drugiej boje się ze oni się o tym dowiedzia. Co mam robić i czy pańskim zdaniem jest to "poważne" czy raczej powinnam być spokojna. Jak najlpeiej z nią o tym porozmawiac i jak się zachować w tej sytyacji. Będę wdzięczna również jeśli państwo napiszą jak odbierają to co napisałam i co myślą o tym. Bardzo proszę o odpowiedź. Pozdrawiam
  15. „Ponad 27% dorosłych Europejczyków doświadcza przynajmniej jednego z przejawów złego stanu zdrowia psychicznego w ciągu roku. Podobnie sytuacja wygląda na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, gdzie systematycznie rośnie liczba osób leczonych z powodu zaburzeń psychicznych.” To dosłowny cytat z Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 8 lutego 2017 r. w sprawie Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego na lata 2017–2022. Na dalszych stronach wspomnianego dokumentu odnajdujemy oszacowania rozpowszechnienia poszczególnych zaburzeń wśród dorosłych Polaków. Szacunkowa liczba Polaków, którzy kiedykolwiek w swoim życiu doświadczyli depresji, to 766 tysięcy osób. Dla fobii liczba ta wynosi 1 mln 559 tysięcy. Liczba osób, które doświadczyły jakiegokolwiek zaburzenia w czasie życia, to 6 mln i 53 tysiące. Największe rozpowszechnienie zaburzeń znajdujemy w woj. Łódzkim – przeszło 29% ludności. Najmniejsze w woj. Podkarpackim – niespełna 18%. Podkreślam, że oznacza to, że 29% ludności doświadczy zaburzenia kiedykolwiek w swoim życiu. Nie, że 29% przeżywa zaburzenie na dzień powstania raportu. Czy to dużo, czy to mało? Moim zdaniem to dużo i warto działać tak, aby te liczby były niższe. Warto się do tego przyczyniać. Jako ogół, zaniedbujemy swoje zdrowie i jego profilaktykę. Średnia długość życia spadła. Niektórzy nie troszczą się o zdrowie, dopóki się ono nie popsuje. Nie działają profilaktycznie w celu jak najdłuższego utrzymania zdrowia. Niektórzy nie troszczą się o swoje zdrowie psychiczne, dopóki się ono nie popsuje. Nie działają profilaktycznie w celu utrzymania dobrostanu psychicznego. Tymczasem możemy żyć w sposób, który sprzyja lub nie sprzyja zdrowiu psychicznemu. Pewne rzeczy służą naszemu dobrostanowi bardziej niż inne. Spośród wielu rzeczy, które możemy robić dla naszego dobrostanu psychicznego, szczególnie polecam następujących pięć zasad. Propaguje je między innymi Brytyjska Służba Zdrowia. Są proste i zdecydowanie polecam rozważyć wkomponowanie ich do swojego życia, jeśli jeszcze ich tam nie ma. Krok 1. Dbaj o relacje. Dbaj o relacje z ludźmi wokół siebie. Z rodziną, z przyjaciółmi, z kolegami i z sąsiadami. Poświęcaj czas na rozwijanie tych relacji. Krok 2. Bądź aktywny. Wybierz się na spacer, pojeździj na rowerze lub zagraj w piłkę nożną. Znajdź aktywność, która Ci się podoba i uczyń ją częścią swojego życia. Krok 3. Ucz się nowych rzeczy. Nauka nowych umiejętności może dawać poczucie osiągnięcia celu i dodawać pewności siebie. Możesz zapisać się na kurs tańca, rozpocząć naukę gry na instrumencie lub opanować nową dyscyplinę sportową. Krok 4. Pomagaj innym. Nawet najmniejszy czyn może się liczyć. Uśmiech, słowo podziękowania, czy miłe słowo. Większe działania, takie jak wolontariat, pomoc innym w remoncie, opiece, itp. może poprawić samopoczucie i pomóc nam w budowie nowych więzi. Krok 5. Zachowuj uważność. Świadomość chwili obecnej, w tym swoich myśli, swoich uczuć, swojego ciała i otaczającego świata. Uważność może pozytywnie zmienić sposób, w jaki postrzegasz życie i sposób, w jaki podchodzisz do wyzwań. Krok 1. Dbaj o relacje. Buduj relacje z innymi. Inni ludzie mają dla naszego samopoczucia duże znaczenie. Dowody pokazują, że dobre relacje - z rodziną, z przyjaciółmi i z szerszymi społecznościami - są ważne dla naszego dobrostanu psychicznego. Dobrostan psychiczny oznacza dobre samopoczucie wobec siebie i otaczającego nas świata, oraz dobre funkcjonowanie. Budowanie silniejszych, szerszych powiązań społecznych może pomóc nam czuć się szczęśliwszymi i bezpieczniejszymi oraz dać nam większe poczucie celu. Jak relacje z ludźmi pomagają naszemu dobrostanowi? Ludzie są stworzeniami społecznymi. Relacje budują poczucie przynależności i poczucie własnej wartości. Silne relacje z rodziną i przyjaciółmi pozwalają nam dzielić się naszymi uczuciami i wiedzieć, że jesteśmy rozumiani. Relacje dają możliwość dzielenia się pozytywnymi doświadczeniami i mogą dać nam wsparcie emocjonalne. Relacje dają nam szansę wspierania innych, co wspiera także nasze dobre samopoczucie psychiczne. Istnieją również dowody na to, że dobre samopoczucie może być przekazywane poprzez relacje. Przebywanie wśród ludzi w dobrym samopoczuciu psychicznym może poprawić nasze samopoczucie psychiczne. Buduj relacje dla dobrego samopoczucia. Budowanie relacji dla dobrego samopoczucia oznacza: Umacnianie relacji z osobami bliskimi, takimi jak rodzina i przyjaciele. Poszerzanie swoich relacji w swojej społeczności i w szerszym otoczeniu. Istnieje wiele sposobów budowania silniejszych i bliższych relacji: Jeśli to możliwe, każdego dnia poświęcaj czas, aby być z rodziną. Może to obejmować ustalony „czas rodzinny” każdego dnia. Zaaranżuj dzień z przyjaciółmi, których nie widziałeś od jakiegoś czasu. Wyłącz telewizor i zagraj z dziećmi w jakąś grę lub po prostu porozmawiaj. Staraj się czasami dzwonić do ludzi - zbyt łatwo jest przyzwyczaić się do wysyłania jedynie smsów, wysyłania e-maili lub wiadomości w komunikatorze. Porozmawiaj dzisiaj z kimś nowym. Zjedz obiad z kolegą lub koleżanką. Odwiedź przyjaciela lub członka rodziny, który potrzebuje wsparcia lub towarzystwa. Podejmij wolontariat w szkole, szpitalu lub w innym miejscu. Wykorzystaj w pełni technologię - aplikacje do rozmów wideo, takie jak Skype, są doskonałym sposobem na utrzymywanie kontaktu z przyjaciółmi i rodziną, zwłaszcza, jeśli mieszkacie daleko od siebie. Krok 2 Bądź aktywny. Aktywność jest doskonała dla zdrowia fizycznego i sprawności fizycznej, a dowody wskazują, że może również poprawić samopoczucie psychiczne. Czasem myślimy, że umysł i ciało są oddzielone. Ale to, co robisz ze swoim ciałem, może mieć silny wpływ na Twój dobrostan psychiczny Dobrostan psychiczny oznacza dobre samopoczucie - zarówno w stosunku do siebie, jak i do otaczającego świata, oraz umiejętność życia w taki sposób, w jaki chcesz. Dowody wskazują, że istnieje związek między byciem aktywnym fizycznie a dobrym samopoczuciem psychicznym. Aktywność nie oznacza, że musisz spędzać godziny na siłowni, jeśli ten sport nie przemawia do Ciebie. Znajdź zajęcia fizyczne, które lubisz i pomyśl, jak wprowadzić więcej z nich do swojego codziennego życia. W jaki sposób ćwiczenia fizyczne pomagają poprawić samopoczucie? Naukowcy uważają, że aktywność fizyczna pomaga utrzymać i poprawić samopoczucie na wiele sposobów. Aktywność fizyczna może pomóc osobom z łagodną depresją. Dowody wskazują, że może również pomóc chronić ludzi przed lękiem. Uważa się, że aktywność fizyczna powoduje zmiany chemiczne w mózgu, co może pozytywnie zmienić nasz nastrój. Niektórzy naukowcy uważają, że bycie aktywnym może poprawić samopoczucie, ponieważ powoduje poczucie większej samooceny, samokontroli i zdolności do stawienia czoła wyzwaniu. Jak możesz stać się bardziej aktywny? Jeśli chcesz być aktywny, pomyśl o aktywności fizycznej w jak najszerszym znaczeniu. Znajdź działania, które lubisz i uczyń z nich część swojego życia. Krok 3. Ucz się nowych rzeczy i poznawaj. Nauka nowych umiejętności może być przydatna, a badania pokazują, że może również poprawić nasze samopoczucie psychiczne. Nie musi to oznaczać zdobycia większej liczby kwalifikacji. Istnieje wiele różnych sposobów na wprowadzenie nauki do swojego życia. Wielu z nas kojarzy naukę z dzieciństwem lub z czasami szkolnymi. Gdy jesteśmy dorośli może się nam wydawać, że mamy mniej czasu lub mniejszą potrzebę by uczyć się nowych rzeczy. Ale dowody pokazują, że kontynuacja dalszego uczenia się przez całe życie może poprawić i utrzymać nasz dobrostan psychiczny Dobrostan psychiczny oznacza dobre samopoczucie w stosunku do siebie i otaczającego świata oraz umiejętność życia w sposób, w jaki chcesz. Uczenie się może zwiększyć pewność siebie i poczucie własnej wartości, pomóc w budowaniu poczucia celu i pomóc nam w budowaniu relacji z innymi. Jak uczenie się może pomóc w poprawie samopoczucia? Badania pokazują, że uczenie się przez całe życie wiąże się z większą satysfakcją i optymizmem oraz polepsza zdolność do czerpana więcej z życia. Ludzie, którzy kontynuują uczenie się po dzieciństwie, informują o lepszym samopoczuciu i większej zdolności radzenia sobie ze stresem. Zgłaszają również więcej uczuć poczucia własnej wartości, poczucia nadziei i poczucia celu. Wyznaczanie celów i osiąganie ich może stworzyć pozytywne uczucia osiągnięcia sukcesu. Uczenie się często wymaga interakcji z innymi ludźmi. To również może zwiększać nasze samopoczucie, pomagając nam budować i wzmacniać relacje społeczne. Jak możesz kontynuować uczenie się nowych rzeczy? Jeśli chcesz uczynić naukę większą częścią swojego życia, pomyśl o nauce w jak najszerszym znaczeniu. Zajęcia i kursy formalne są świetnymi sposobami na naukę nowych rzeczy, ale jest też wiele innych sposobów. Możesz: Nauczyć się gotować ulubione danie, którego nigdy nie jadłeś w domu. Odwiedzić galerię lub muzeum i dowiedzieć się nowych rzeczy o osobie lub okresie w historii, który Cię interesuje. Podjąć nową odpowiedzialność w pracy. Taką jak nauka korzystania z systemu informatycznego, zrozumienie raportów miesięcznych, podjęcie organizacji wyjazdu dla grupy osób. Naprawić uszkodzony rower lub bramę ogrodową. Istnieje wiele darmowych samouczków wideo online. Można zaproponować wykonanie pracy wspólnie z kimś, kto zna się bardziej na danym zagadnieniu. Zapisać się na kurs, który miałeś zamiar zrobić. Możesz nauczyć się nowego języka lub spróbować czegoś praktycznego, takiego jak hydraulika. Odkryć na nowo stare hobby, które stawia ci wyzwania, niezależnie od tego, czy chodzi o samoloty modelarskie, pisanie opowiadań, szycie czy dzianie. Krok 4. Pomagaj innym. Większość ludzi zgodzi się, że pomaganie innym to dobra rzecz. Może ono zrobić wiele dobrego również dla Twojego własnego samopoczucia psychicznego. Drobne akty dobroci wobec innych ludzi lub większe, takie jak wolontariat, mogą dać Ci poczucie celu. Pomaganie może sprawić, że poczujesz się szczęśliwszy i bardziej zadowolony z życia. Czasami myślimy o dobrostanie w kategoriach tego, co mamy: naszego dochodu, naszego domu lub samochodu, lub naszej pracy. Ale dowody sugerują, że to nasze działania i nasze myśli mają największy wpływ na dobrostan psychiczny. Dobrostan psychiczny oznacza dobre samopoczucie w stosunku do siebie i otaczającego świata oraz umiejętność radzenia sobie z życiem w taki sposób, w jaki chcesz. Pomaganie i wspieranie innych ludzi oraz praca z innymi w kierunku wspólnego celu jest dobra dla naszego samopoczucia psychicznego. Jak dawanie pomaga w dobrym samopoczuciu psychicznym? Badania sugerują, że akty dawania i dobroci, małe i duże, są związane z pozytywnym samopoczuciem psychicznym. Dawanie innym i współpraca z nimi może stymulować obszary nagrody w mózgu, tworząc pozytywne uczucia. Pomaganie i praca z innymi może również dać nam poczucie celu i poczucia własnej wartości. Dawanie swojego czasu innym w konstruktywny sposób pomaga nam wzmocnić nasze relacje i budować nowe. Relacje z innymi również pomagają w samopoczuciu psychicznym. Jak możesz dać więcej? Pomóc innym? Dawanie może przybierać wiele różnych form, od drobnych codziennych czynności po większe zobowiązania. Dzisiaj mógłbyś: Powiedzieć komuś dziękuję za coś, co dla ciebie zrobili. Zadzwonić do krewnego lub przyjaciela, który potrzebuje wsparcia lub towarzystwa. Zapytać kolegę, jak się ma i naprawdę wysłuchać odpowiedzi. Zaoferować pomoc, jeśli zobaczysz kogoś trudzącego się z zakupami lub z wózkiem inwalidzkim. Podzielić się wiedzą, którą uznasz za cenną i praktyczną. W tym tygodniu mógłbyś: Zaaranżować dzień dla siebie, przyjaciela lub krewnego. Zaoferować pomoc krewnemu w majsterkowaniu lub koledze w projekcie na uczelni lub w pracy. Wziąć udział w działaniu, w którym poświęcisz czas i wsparcie komuś, kto na tym skorzysta (np. pomóc komuś w nauce, w naprawie, w pracy, lub w rehabilitacji). Podjąć wolontariat. Krok 5. Zachowuj uważność. Łatwo jest pędzić przez życie, nie przystając by zauważać więcej. Zwrócenie większej uwagi na chwilę obecną - na własne myśli i uczucia oraz na otaczający świat - może poprawić samopoczucie psychiczne. Niektórzy ludzie nazywają tę świadomość „uważnością”. Uważność może pomóc nam bardziej cieszyć się życiem i lepiej zrozumieć siebie. Możesz podjąć kroki, aby rozwinąć ją we własnym życiu. Czym jest uważność? Profesor Mark Williams, były dyrektor Oxford Mindfulness Centre, mówi, że uważność oznacza bezpośrednią wiedzę o tym, co dzieje się wewnątrz i na zewnątrz nas samych, chwila po chwili. „Łatwo jest przestać dostrzegać otaczający nas świat. Łatwo też stracić kontakt ze sposobem, w jaki nasze ciała czują się i skończyć, żyjąc „w naszych głowach”- uwikłać się w nasze myśli, nie umiejąc przystanąć by zauważyć, jak te myśli kierują naszymi emocjami i zachowaniem”, mówi. „Ważną częścią uważności jest ponowne połączenie się z naszymi ciałami i doznaniami, których doświadczają. Oznacza to przebudzenie się do widoków, dźwięków, zapachów i smaków chwili obecnej. To może być coś tak prostego jak skupienie na dotyku poręczy podczas wchodzenia schodami na górę. "Inną ważną częścią uważności jest świadomość naszych myśli i uczuć, które zdarzają się z każdą chwilą. "Chodzi o to, by pozwolić sobie wyraźnie widzieć teraźniejszość. Moment tu i teraz. Gdy to robimy, może to pozytywnie zmienić sposób, w jaki postrzegamy siebie i nasze życie." Jak uważność pomaga w dobrym samopoczuciu psychicznym? Bycie świadomym obecnej chwili może pomóc nam bardziej cieszyć się światem wokół nas i lepiej rozumieć siebie. Gdy stajemy się bardziej świadomi chwili obecnej, zaczynamy doświadczać na nowo rzeczy, które przyjmujemy za pewnik. "Uważność pozwala nam również bardziej uświadomić sobie strumień myśli i uczuć, których doświadczamy - mówi profesor Williams - i zobaczyć, jak możemy uwikłać się w ten strumień w sposób, który nie jest pomocny. To pozwala nam oderwać się od naszych myśli i zacząć widzieć ich wzory. Stopniowo możemy trenować się, by dostrzegać, kiedy nasze myśli przejmują kontrolę i uświadamiać sobie, że myśli są po prostu „zdarzeniami umysłowymi”, które nie muszą nas kontrolować. Większość z nas ma problemy, które trudno nam odpuścić, a uważność może pomóc nam radzić sobie z nimi bardziej wydajnie. Możemy się zapytać: „Próbuję to rozwiązać rozmyślając się nad tym. Czy jest to pomocne, czy po prostu złapałem się w moje myśli? Świadomość tego rodzaju pomaga nam również zauważyć oznaki stresu lub lęku i pomaga nam lepiej sobie z nimi radzić." Uważność jest zalecana przez Narodowy Instytut Doskonałości Zdrowia i Opieki w Wielkiej Brytanii (NICE) jako sposób zapobiegania depresji u osób, które miały 3 lub więcej ataków depresji w przeszłości. Jak być bardziej uważnym? Przypominanie sobie, aby zwracać uwagę na swoje myśli, uczucia, wrażenia z ciała i otaczający świat jest pierwszym krokiem do uważności. Zwróć uwagę na codzienność. "Nawet w czasie naszego zwykłego codziennego życia, możemy zauważyć doznania rzeczy: jedzenie, które jemy, powietrze poruszające się po ciele podczas spaceru” - mówi profesor Williams. „Wszystko to może wydawać się bardzo małe, ale ma ogromną moc, aby przerwać tryb „autopilota”, w którym działamy dzień po dniu i dać nam nowe perspektywy na życie. Praktykuj to regularnie. Pomocne może być wybranie regularnego czasu - porannej podróży do pracy lub spaceru w porze obiadu - podczas którego zdecydujesz się być świadomym doznań stworzonych przez otaczający Cię świat. Spróbuj czegoś nowego. Wypróbowywanie nowych rzeczy, takich jak siedzenie na innym miejscu podczas spotkań lub wyjazd w nowe miejsce na obiad, może również pomóc w zauważeniu świata w nowy sposób. Obserwuj swoje myśli. "Niektórym osobom bardzo trudno praktykować uważność. Gdy tylko przestaną robić to, co robią, napływa mnóstwo myśli i zmartwień” - mówi profesor Williams. "Warto pamiętać, że uważność nie polega na odejściu od tych myśli, ale raczej na postrzeganiu ich jako zdarzeń mentalnych.” "Wyobraź sobie, że stoisz na dworcu autobusowym i widzisz „autobusy myśli”, które przyjeżdżają i odjeżdżają, a Ty nie musisz do nich wsiadać i być przez nie zabierany. Na początku może to być bardzo trudne, ale przy delikatnej wytrwałości jest to możliwe.” Niektórzy ludzie uważają, że łatwiej jest poradzić sobie z nadmiernie zajętym umysłem, jeśli wykonują delikatną jogę lub chodzenie." Nazywaj myśli i uczucia. Aby rozwinąć świadomość myśli i uczuć, niektórzy ludzie po cichu nazywają je: np. „O, to myśl, że mogę nie zdać tego egzaminu”. Lub: „To jest niepokój ". Uwolnij się od przeszłości i przyszłości. Możesz praktykować uważność w dowolnym miejscu, ale szczególnie pomocne dla uważności może być, jeśli zdasz sobie sprawę, że przez kilka minut byłeś „uwięziony” w ponownym przeżywaniu przeszłych problemów lub w „przeżywaniu” przyszłych zmartwień. Różne praktyki uważności. Oprócz praktykowania uważności w życiu codziennym, pomocne może być zarezerwowanie czasu na bardziej formalną praktykę uważności. Medytacja uważności polega na siedzeniu w ciszy i zwracaniu uwagi na myśli, dźwięki, odczucia oddechu lub części ciała, przywracając twoją uwagę z powrotem, gdy umysł zaczyna wędrować. Joga i tai-chi mogą również pomóc w rozwijaniu świadomości swojego oddechu. Formą uważności są także praktyki kontemplacyjne. Czy uważność jest pomocna dla wszystkich? "Uważność nie jest odpowiedzią na wszystko i ważne jest, aby nasz entuzjazm nie wyprzedzał dowodów - mówi profesor Williams. Istnieją zachęcające dowody do wykorzystywania uważności w służbie zdrowia, edukacji, więzieniach i miejscach pracy, ale ważne jest, aby uświadomić sobie, że badania nadal trwają we wszystkich tych dziedzinach. Po uzyskaniu wyników będziemy mogli zobaczyć wyraźniej, dla kogo uważność jest najbardziej pomocna." Opracowano głównie na podstawie treści udostępnianych przez National Health Service.
  16. Dzień dobry, mój problem pojawił się niespodziewanie. Nie pamiętam, w którym momencie stałam się osobą pozbawioną emocji. Aktualnie żyje w świecie gdzie nic mnie nie cieszy. Pamiętam, że kiedyś jeździłam konno i naprawdę czułam radość. Teraz potrafię się uśmiechać, głośno śmiać i uchodzić za bardzo wesołą w towarzystwie, ale w środku nie czuje nic. Nie potrafie kochać, tęsknić tak jak kiedyś. Jedynie co odczuwam jeszcze trochę to strach (np. przed egzaminami). Ale wychodząc z takiego egzaminu, a nawet zdając go nadal nie czuje nic. Ani ulgi, ani przebłysku zadowolenia. Zaczynam powoli mieć dość tego kim się stałam. Czy jest jakaś szansa odwrócić moje samopoczucie ? Nauczyć się żyć i cieszyć się tym życiem ? Próbowałam powiedzieć o tym najbliższym, ale każdy sądzi że żartuje albo przesadzam. Sama nie wiem już co mam robić.
  17. Witam Jestem w 5 miesiącu ciąży i nie potrafię się tym cieszyć. Od jakiegoś czasu (już przed ciążą) nic mnie nie cieszę a wręcz odwrotnie. Ciągle mam wrażenie ze muszę być idealna. Ciągle dmucham na zimne i staram się aby wszystko było dobrze w moim życiu. Zaczęłam tego wymagać też od innych ludzi, którzy mnie otaczają. Bo skoro ja mogę robić coś idealnie to czemu oni nie? Jeśli ja potrafię się poświęcać dla ludzi/znajomych to dlaczego oni nie ? Im bardziej się staram i daje od Siebie tym bardziej się zawodzę bo ludzie wcale nie myślą tak jak ja. Staram się bardziej i jeszcze bardziej się zawodzę bo ja daje a ONi tylko biorą. Nie ma nic co daje mi szczęście. Prezenty, urlopy, miłość, ciąża ... nic nie daje mi szczęścia. Na dodatek ciężko mi się odnaleźć wśród ludzi. Udaje kogoś kim nie jestem . Nie mam ochoty wg poznawać nowe osoby, nie mam ochoty spędzać czasu z innymi. Każda mała wada czyjaś odrzuca mnie od tej znajomości. Czuje, że jestem złym człowiekiem. Jestem złą córką, bo nie potrafię wytrzymać z rodzicami dłużej niż 2 dni. Uważam, że oni nie zwracają uwagi na to co jest dla mnie ważne a wręcz odwrotnie mają to gdzieś. Nie potrafię wytrzymać z babcią, która jest już po prostu starą babcia i ma już jakieś tam swoje dziwactw, których ja nie potrafię zaakceptować. Od przyszłego męża ciagle wymagam więcej i więcej a postępu nie ma albo ja go po prostu nie widzę. Czuję, że nie mam wsparcia i ze nikt tego nie rozumie. Nikt nawet nie chce zrozumieć bo to nie jego problem. Mam wrażenie ze od paru lat nie robie nic dla siebie. A jak urodzę dziecko to będę oczywiście robiła wszystko już tylko dla niego oraz będę tą „ głową rodziny” bo mojemu facetowi do tego daleko (moim zdaniem) . Jest mi z tym ciężko i tego się boję. Nie wiem jak to zmienić a czas leci.
  18. Witam, jestem 32-letnią kobietą która czuje, że już nie daje rady. Nie chce zabrzmieć zbyt desperacko ale czuje się tak strasznie zmęczona. Całe życie byłam bardzo samodzielna i zawsze myślałam, że dam sobie rade ze wszystkim, jednak lata różnych sytuacji bardzo mnie zmieniły od środka i czuje, że nie mam już siły. Mam kochającą rodzinę która nie rozumie mnie i moich wyborów - jestem bezdzietną i nie zamężną 32 letnią kobietą z partnerem (od 7lat), który jest bezpłodny i już samym tym nie wpisujemy się w odpowiednie schematy rodziny, domu i szczęścia. Dodatkowo chłopak ma od 2 lat problem z utrzymaniem się w pracy na dłużej, więc przez ten czas utrzymywałam nas ja , było nam bardzo ciężko i on przeszedł silne załamanie nerwowe na początku tego roku. Ja znowu musiałam być silna za nas oboje mimo , że przy okazji zaczęłam chorować. Udało mi się go namówić cudem na psychoterapeute i troszeczkę pomogło. Podjęłam też decyzje o wyjeździe za granicę bo tutaj mam rodzinę i uznałam , że tak będzie najlepiej aby się trochę odkuć. Kocham swoją rodzinę ale nie ukrywam, że bardzo trudno wrócić do domu, do rodziców z poczuciem, że w życiu mi nie wyszło i bez pieniędzy. Chłopak ze smutkiem stwierdza, że świetnie nauczyłam się zakładać maski i udawać, że wszystko jest w porządku, no i niestety ma rację, ludzie postrzegają mnie jako bardzo pozytywną osobę, chociaż czasami rozdziera mnie tak strasznie od środka, że aż boli. Próbowałam się otworzyć kilka razy , nikt jednak nie chce słuchać o cudzych problemach, jedyne co usłyszałam to "jakie ty możesz mieć problemy, weź przestań". Nawet rodzicom nie potrafię powiedzieć co czuję wystarczy , że wiecznie muszą się martwić o mojego starszego brata, który co chwile pakuje się w kłopoty, nie mogę sprawić im więcej zawodu. Nie mam zbyt wielu chwil w ciągu dnia kiedy jestem sama, więc często popłakuje na przykład jadąc do pracy autobusem, pod prysznicem i czasem przy chłopaku bo on mnie jednak rozumie mimo , że sam jest jednym z powodów tych łez. Żyjemy teraz za granicą i on po 6 miesiącach pobytu znalazł w końcu pracę i nie wiadomo czy się w niej utrzyma jak sam twierdzi, niestety jak się nie uda będzie musiał wrócić do Polski, bo ja już nie dam rady nas utrzymywać. Nie dam rady i też nie chcę, mam po prostu dość. Na dodatek i mnie najprawdopodobniej nie przedłużą umowy i znowu zostanę z niczym, po raz pierwszy w życiu ktoś mnie nie zatrzyma w pracy nie mogę w to uwierzyć. Oprócz tych wymienionych rzeczy, jest jeszcze wiele innych czynników , które nie wpływają na mnie pozytywnie. Nie wiem też nadal czy i jakie konsekwencje będzie miała moja choroba. Od wielu lat marze o tym, żeby ktoś mnie odciążył i zaopiekował się mną, dał chwile wytchnienia żebym mogła nabrać nowych sił albo na spokojnie pomyśleć. Mam tak strasznie dość ogarniania tego całego bałaganu, gdzie w tym wszystkim jestem ja? Czy jeszcze tam w ogóle jestem? Kompletnie nie potrafię się odnaleźć. Niech mi ktoś podpowie jak zrobić krok ku czemuś lepszemu, bo jeżeli tak ma wyglądać życie to nie ma ono dla mnie sensu. Ostatnio uczucie które miewam najczęściej to takie, że chciałabym zniknąć ale tak, żeby nikt nie pamiętał mojego istnienia.
  19. Zrządzenie losu, przeznaczenie, koincydencja, zbieg okoliczności, synchroniczność, moc przyciągania, okazjonalność lub efekt motyla... Jak zwał tak zwał, faktem jest, że czasami drobiazg zapoczątkowuje coś, co go znacząco przerasta. Niektórzy są tak wyzuci z nadziei na miłe niespodzianki, że wcale nie zauważają potencjału lub z premedytacją marnują szanse ze strachu czy niedowierzania. Warto być wyczulonym na tzw. afordancje – uzasadnione wrażenia, że można wpłynąć na rozwój wydarzeń, rozdmuchać iskrę. Okazja niezauważana lub ignorowana właściwie dla człowieka przestaje być okazją. Nie sposób znaleźć wielką miłość, prawdziwą przyjaźń, wyjście z toksycznego labiryntu, albo robić zawrotną karierę, kiedy traci się wrażliwość na sposobności. Zaniechania w tym obszarze są dotkliwymi formami zaniedbywania samego siebie. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online, przez Skype.
  20. Męzczyzna 19 lat moje problemy zaczeły się rok temu jak zerwała ze mną dziewczyna , bardzo mocno to przeżyłem ,brałem leki na depresje -SSRI (asertin 50) które przestałem stosować bez wiedzy lekarza 2 msc temu . Od roku nie potrafie się odnalezc na tym świecie , wszystko wydaje się takie inne , przez ten rok stałem sie zupełnie innym człowiekiem niż byłem wczesniej przykładowo nie boje się brać narkotyków (których obecnie nie biore) a kiedyś nigdy w życiu bym nie spróbował , jest mi obojętne większość spraw (czy przeżyje , uzależnie się) dodam ze raz byłem przez narkotyki w szpitalu . Świat stał sie szary , nie mogę sie już zakochać , pasja nie sprawia mi przyjemności (sprawiała przed rozstaniem) , nie rozumiem ludzi , wkurza mnie to wszystko delikatnie mówiąc , cały ten 21 wiek (te łatwe dziewczyny, ludzie którzy cie oceniają a nie próbują zrozumieć i wiele wiele innych) . Podchodze z wielkim dystansem do ludzi , czuje że mogą mnie oszukać . wiem że to objawy depresji ale czuję ze ona(depresja) awansowała w zupełnie inny poziom , poziom nienawiści do świata . Nie wiem jak sobie pomóc i czy już taki będę na zawsze..
  21. Teoretycznie mam wszystko czego potrzeba do szczescia, meza, ktorego kocham, zdrowe dziecko, dobra prace, dom i pieniadze, ktore wystarczaja zarowno na zycie jak i przyjemnosci...ale ciagle czuje sie nieszczesliwa. Jestem osoba bardzo towarzyska, odczuwam silna potrzebe posiadania przyjaciol, spedzania wspolnie czasu, a ostatnio czuje jakby nikt z moich znajomych mnie nie potrzebowal. Jak mam ochote sie z kims spotkac to musze sama takue spotkanue zorganizowac, nikt sam z siebie sie do mnie nie odzywa. Wiekszosc wekeendow spedzamy we trojke z mezem i dzieckiem...a mnie to w ogole nie cieszy, szczesliwa czuje sie jedynie w gronie znajomych. Zdaje sobie sprawe, ze nie powinnam czuc sie nieszczesliwa i samotna, ze powinnam doceniac sdoje zycie, alenaprawde nie potrafie. Ciagle czuje sie przygnebiona, płaczę...tak bardzo chcialabym nie odczuwac tej silnej potrzeby ciaglego kontaktu z innymi ludzmi. Nie wiem co ze mna jest nie tak. Niby mamy z mezem sporo znajomych, ale ja mam poczucie ze te relacje sa na sile, ze nikomu z nich tak naprawde na znajomosci z nami nie zalezy i mnie to strasznie przygnebia. Czuje sie bardzo samotna, kazda niedziela czy sobota ktora spedzamy sami powoduje moja frustracje. Dzis znajomi wystawili nas bo woleli spotkac sie z kims innym, co sprawilo ze caly dzien placze. Czy ktos z Was tez ma takjak ja? Czy ja po prostu mam jakies problemyemocjonalne... Moim problemem sa tez relacje z mezem. Wiem ze mnie kocha...ale nie poswieca mi czasu, nie lubi ze mna rozmawiac, kazdy temat go nudzi, zadna inna forma spedzania czasu we dwojke tez nie jest zainteresowany. Nawet jak cos robimy to tylko z mojej inicjatywy. Jest dobrym ojcem wiec z dzieckiem i ze mna czas apedza, ale to tez ja musze nam cos zorganizowac. Moze z tego wynika moja potrzeba kontaktu z innymi ludzmi...
  22. Mam 21 lat, mój narzeczony 24 lata, a razem jesteśmy już prawie 5 lat. Zaręczyny były rok temu w wakacje, ślub zaplanowany na 2021rok. Od ponad roku nie czuje do niego tego co kiedyś, jestem z nim, bo jestem bałam się do tego przyznać sama sobie, bo wiem ze to jest człowiek niemalże idealny, każdy go uwielbia rodzina, znajomi, a on dla mnie? Jest naprawdę cudowny, i doskonale zdaje sobie z tego sprawę ze nigdy nie spotkam już takiej osoby.. około miesiąc temu byłam u koleżanki na wieczorze panieńskim, byłyśmy na dyskotece i poczułam to drugie życie które uwielbiałam zanim Go poznałam.. a jak go poznałam miałam zaledwie 16 lat, także naprawdę szczeniackie lata. Wracając do tematu panieńskiego, bo od tego się wszystko zaczęło bo czuje że chce się bawić, poznawać ludzi żyć bez zobowiązań, móc wyjsć gdzie chce i robić co chce naprawdę czuje ze chce się bawić, bo przez ponad 4 lata musiałam udawać „dorosłe” życie i naprawdę nie wiem co mam robić, On o wszystkim wie ze chce odetchnąć dać sobie trochę spokoju, bo mnie to męczy, strasznie go tym krzywdzę i mimo wszystko on jest w stanie dla mnie zrobić w tym momencie wszystko, żeby to uczucie do mnie wróciło, ale ja nie wiem czy go nadal kocham, wydaje mi się że nie.. że jest to tylko przyzwyczajenie, nie jestem szczęśliwa męcze się tym związkiem, ale jest mi go bardzo szkoda zostawić, on tyle dla mnie zrobił i to jest jedyne co mnie przy nim trzyma, dług wdzięczności.. i jestem już załamana tą całą sytuacją, i jeszcze ten ślub za dwa lata, pomysł i nacisk teściowej, a zaręczyny były od niego, jego decyzja o której nikt nic nie wiedział, sama nie wiem co robić, próbować walczyć o związek czy zostawić Go, nie przejmować się i korzystać z życia bo ma się je jedno? Pytań jest wiele ale odpowiedzi brak. Wydaje mi się że mnie to wszystko przerosło bo za szybko zaczęło się robić poważnie z tym ślubem, a ja tego nie chce bo jednak nie miałam tego czasu nastoletniego do wybawienia się i wyszumienia, dlatego mi tak teraz tego brakuje i do tego ciągnie, ale z drugiej strony jest On, a dwóch spraw nie da się połączyć, bo chciałabym być niezależna.. i chciałabym dodać jedną sprawę może i głupią ale tak jest, że jeśli jakikolwiek mężczyzna zwróci na mnie uwagę to w tym czasie On dla mnie przestaje istnieć, olewam go i jestem wtedy bardzo nie miła także czy tu jest miłość skoro jest takie zachowanie z mojej strony? Dodam jeszcze ze sprawy łóżkowe wyglądają tez kiepsko bo On mnie już w ogóle nie pociąga...
  23. Wielu ludzi ucieka przed bólem emocjonalnym i przez to uzależnia się od tego, co na chwilę uśmierza to cierpienie lub je zagłusza. Uciekają w poszukiwanie aprobaty, kolekcjonowanie dowodów uznania, uwielbienia, uwagi. Uciekają w coraz to kolejne objęcia romantycznego lub seksualnego partnera, niejako uzależniając się od miłości, seksu albo zauroczeń. Uciekają w złudzenia, konstelacje iluzji, zaprzeczanie rzeczywistości i racjonalizacje żeby poczuć się lepszymi, niż są w istocie. Uciekają w używki, by choć na moment przestać być cierpiącą wersją siebie. Uciekają w jedzenie, by doznać namiastki fizycznego, ciepłego kontaktu jak wówczas, kiedy bezwarunkową miłość gwarantowało bycie w łonie mamy odżywiającej ciało swego dziecka. Czasem kobiety uciekają w przesadne głodówki, by pokarać swoją kobiecość za podobieństwo do zimnej, toksycznej matki lub odpokutować winę za rzekomo sprowokowane nadużycia ojca. Panowie uciekają w gonitwę za idealnymi kształtami kobiecych ciał, by nakarmić nienasycenie męstwa zdobywając najpiękniejsze z pań. Bez tego wszystkiego trudno niektórym poczuć, że warto żyć. Tymczasem sposobem na to, aby uporać się z bólem emocjonalnym, jest zmierzenie się z nim. Zaspokojenie potrzeb, które naprawdę się za nim kryją, ale również w pewnej mierze zaakceptowanie go jako przyrodzonej części człowieczeństwa. Dążenie do całkowitego stłumienia jego doświadczania to prosta droga do uzależnień i pogarszających sprawę przymusów. Fragment z nowej książki. Pewnie trochę za poważnej... Zobacz ten wpis na Facebook.
  24. Dzisiaj zabrzmię pewnie jak guru jakiejś sekty, ale uspokajam, że nikomu nie przewodzę, a to, co powiem, bazuje na psychologii. Możemy przyjąć, że apatia to pasmo strapień i samoudręczenia. Analogicznie, szczęście jest natomiast pasmem radości. Wielkie powody do cieszenia się są jednak stosunkowo rzadkie, więc do bycia szczęśliwym potrzebna jest umiejętność radowania się drobiazgami. Właściwie nie tyle umiejętność, co wręcz nawyk. Nawykowe rozdmuchiwanie drobnych pociech, napawanie się wdzięcznością, wczuwanie się w nawet subtelne oznaki pokrzepienia. Nawykowe snucie takiej narracji osobistej, która jest wzmacniająca i przedstawia nas jako bohatera sensownej, wartościowej historii. Nawykowe współczucie sobie i stawanie we własnej obronie, kiedy krytyczny głos wewnętrzny próbuje nas pogrążać. Nawykowe przyglądanie się z uważnością własnym przeżyciom, emocjom i myślom z dystansu, zamiast uznawania, że jestem wszystkim, co trudnego czuję, ponurego myślę. Szczęście to nie stan posiadania. Nie brak cierpienia. Nie uroda. Nie inteligencja. Nie pieniądze. Krótko mówiąc szczęście to nawyk. Warto ćwiczyć, by go wyrabiać. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online oferujący usługi takie jak psychoterapia przez Skype.
  25. Ghost

    Witam

    Witam Mówią na mnie Ghost od małego zajmowałem się obserwacją zachowań ludzkich umysłów oraz sposobu toku myślenia , uwielbiam zagadki oraz pomagać innym , nie będę pisał tu o wieku czy imieniu czy nawet płci bo jest to nie obiektywne dla rozmówcy oraz dla słuchacza , przytoczę jednak jedną historię z mojego życia , Kiedyś chciałem posłuchac coś wiecej o psuchologi niż obserwacja i książki więc wybrałem się na otwarte zajęcia "profesora" nie ważne jakiego siedzę i słucham, po całym wykładzie podszedłem do Profesora i powiedziałem mu przemyślenia moje na temat wykładu ku mojemu zdziwieniu rozmawiał i z ciekawością posłuchał tego co miałem do powiedzenia i pod koniec rozmowy powiedział mi że mam głowę, ale jak na mnie patrzy to by nie powiedział i nie po moim wieku że mam taką wiedzę . Uznałem to za komplement i nie raz opowiadam tą historię znajomym bo wydaję mi się komiczna. Jak by ktoś miał do mnie sprawę lub pytanie oznaczcie w poście lub priv Pozdrawiam Ghost

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.