Jump to content

Związek z osobą chorą na nerwice/wysokowrażliwą


Recommended Posts

Witam, jestem tu nowa, wreszcie chyba odważyłam się poszukać pomocy dla siebie.

Od 12 lat jestem mężatką, a związek tworzymy od 16. Szmat czasu. Mój mąż od prawie 3lat jest emerytem- służył jako policjant przez prawie 20lat. Obecnie ma 46 lat i na brak zajęcia nie narzeka-to człowiek wielu pasji i super. Jako osoba pracująca w policji zmagał się z presją,nadmiarem obowiązków, do tego kierował zespołem ludzi. Jednym słowem- stres i wszelkie jego konsekwencje. Lekarz psychiatra to raczej bardziej do tego by zdobyć „kwity” do lepszej emerytury. Ale przyjmował też leki nasenne do czasu gdy występowały objawy uzależnienia. Antydepresanty przyjmował „okazjonalnie” twierdząc że jedna tabletka pomaga. Od ok 4lat problemy z nerwicą narastały. Objawia się to głównie reakcją na bodźce zewnętrzne. Przez jego obsesje zmienialiśmy już kilka miejsc zamieszkania. W pierwszym (wielka płyta gdzie mieszkaliśmy 15lat) nagle zaczęło przeszkadzać- rozmowy przy butelce sąsiada z dołu (nigdy nie było imprezy), chichoty do późnych godzin matki i córki z góry. Sprzedaliśmy, poszliśmy w nowe budownictwo. W tym już po niespełna 2mies zaczęło przeszkadzać-tupanie sąsiadów,bieganie dziecka, suwanie krzesłami,sporadyczne rozmowy na balkonie. Po roku sprzedaliśmy, wróciliśmy do starego budownictwa „no w starym to nic nie słychać”. Zaledwie po miesiącu zaczęło mu przeszkadzać- słyszalne rozmowy sąsiada z boku, głośna muzyka sąsiada z dołu, głośny telewizor i rozmowy przez tel starszej pani z góry, szczekające psy. Po roku sprzedaliśmy i stwierdziliśmy że czas na dom. Oczywiście wszystkie nieakceptowane zachowania sąsiadów kierowane były na policję jako zawiadomienie, anonimowe zgłoszenie. Nigdy nie szło się dogadać polubownie. Zawsze to inni musieli się dostosować do „warunków” mego męża który uważał że ich zachowania „nie są normalne”. Oficjalne pisma zawsze ja pisałam- w jego mniemaniu jako forma „wsparcia” go w problemie lub „bo koledzy będą się ze mnie śmiać”. Raz zdarzyła się sytuacja że musiałam „natychmiast” wrócić z pracy i zadzwonić na policję bo akurat inny sąsiad włączył głośno muzykę. Kupiliśmy, jak się wydawało, wymarzony dom. Mając wcześniejsze doświadczenia szukaliśmy domu na wsi, bez sąsiedztwa, że sporą działką. Taki się znalazł. Jak się okazuje po 2mies w opinii męża „najgorszy możliwy wybór” (a wyboru raczej nie było bo ograniczały nas kwestie finansowe). Na początku był „dramat” bo za dużo deszczu padało, który robił jedne wielkie bajoro-bagno na działce. Po ogarnięciu tego problemu pojawiły się nowe „dramaty” bo trawa nie rośnie, bo zielsko rośnie, bo deszcz nie pada, bo obok (ok 10m) jest droga-dość często użytkowana przez samochody, bo działka duża, bo dużo pracy na działce. Za kazdym nowym miejscem zamieszkania , gdy pojawiały się nowe problemy, nagle umniejszał problemy poprzednie (jakby zapominając o nich).
Nie wiem jak mam z nim rozmawiać, jak go wspierać skoro twierdzi że ani nie rozumiem jego choroby ani nie staram się go wspierać. Fakt, znając już jego obsesje na punkcie hałasu, ludzi w każdym innym wyborze (mieszkania, domu) który on wskazuje punktuje sytuacje której też będą go denerwować. On uważa że ja usprawiedliwiam te przeszkadzające rzeczy bo wg mnie to jest normalne. No wybaczcie uważam ze jest normalne np: dom przy domu gdzie mieszkają ludzie, spotykają się ze znajomymi, imprezują, grillują do późnych  godzin. On uważa natomiast że wszyscy inni powinni siedzieć cicho w domu, imprezować w klubach, nie mieć najlepiej rodzin i znajomych. To podchodzi już pod granicę absurdu. Jak rozmawiać by nie bagatelizować problemów, pokazać że go wspieram?? Usłyszałam niedawno od niego że jestem samolubna, nieempatyczna, że myślę tylko o sobie. Ale to co mam zrobić?? Usiąść obok niego, poklepać po plecach i mówić „biedny ty”?!! No nie wiem. I tak jestem na tyle samolubna że za każdym razem decyduje się na zmianę miejsca zamieszkania tylko dlatego że coś jemu nie odpowiada. 

Link to comment
Share on other sites

Cześć, jeżeli facet pół życia najpierw kogoś słuchał i potulnie wykonywał polecenia by następnie było odwrotnie (tj. służba) to on nie wie co to partnerstwo, kompromis czy symetria w relacji.  Albo wygrywa ale musi byc czujny albo przegrywa i spada na dół gdzie będzie pośmiewiskiem. Te natręctwa to wyłącznie preteksty na potrzeby dominacji nad rodziną. Wszyscy muszą go słuchać i robić mu dobrze na odpowiednim poziomie  wtedy jest ok. Tylko to sie nigdy nie kończy dobrze. Czas na zmianę...siebie.

Link to comment
Share on other sites

Witam! Cóż nie umiałabym być tak empatyczna jak Ty, to dla mnie niemalże rezygnacja z siebie na rzecz drugiej osoby. Powiedziałabym stop i zostałabym w ostatnim miejscu zamieszkania pod warunkiem, że mąż pójdzie na terapię, podczas której będzie pracował nad sobą tak aby widoczna była zmiana jego zachowania albo wyprowadziłabym się mówiąc, że jak znajdzie już swoje miejsce na ziemi, które spodoba mu się na tyle, aby na dłuższą metę nie miał wymienionych zachowań to niech mnie do niego zaprosi. 

  • Podoba mi się to 1
Link to comment
Share on other sites

Mąż na terapię nie pójdzie, rozmawialiśmy o tym. Leków psychotropowych brać też nie będzie „bo to nie jest rozwiązanie”. Dla niego idealne miejsce do życia to leśniczówka w środku lasu. To jego wersja. Ja wiem że i tam znalazłby powody do narzekania. 
I jest tak jak mówisz- całkowicie zrezygnowałam z siebie na rzecz jego „dobrego” samopoczucia. Uważam że obrałam rolę męczennicy gdyż i tak jak byłam młoda śmiałam się że wyjdę za mąż z rozsądku. I chyba tak też się stało. Myślałam nad rozstaniem tylko nie wiem dlaczego wolałabym aby to on mnie zostawił. Nie wiem z czego to wynika. Dwa lata temu gdy mieliśmy poważny kryzys związany z jego zachowaniem, już prawie złożyliśmy pozew rozwodowy. Za jego inicjatywą. I wiesz co? Nawet nie było mi żal. Przyjęłam to chyba z ulgą. No ale człowiek myśli o tych wszystkich latach, że ślubował w dobrych o złych chwilach i jakoś to przerobiliśmy. 

Link to comment
Share on other sites

11 hours ago, waga109 said:

Co masz na myśli? 

Jak tylko zaczniesz czytac/ sluchac psychologie to pierwsze na co wpadniesz to wlasnie zasada ze nie mozna zmienic nikogo (nie liczac przymusu sily i strachu) Zmiana musi wyjsc z wewnątrz samego czlowieka, dlatego zmień siebie. To trudne ale masz juz sprzymierzeńca to ból, ten wewnątrz. Doda Ci odwagi do zmian a wtedy dostrzeż najważniejsze...samą siebie i swoje życie.

Link to comment
Share on other sites

Myślę, że najgorzej podjąć decyzję o rozstaniu, bo niejako ta osoba bierze na siebie odpowiedzialność tej decyzji i tego konsekwencje. Drugiej osobie nie raz jest łatwiej, bo "tylko" musi zaakceptować nowy stan rzeczy. Wiem, bo sama podjęłam taką decyzję. Mnie pomogło to, że cofnęłam się wstecz i zobaczyłam, że ze szczęśliwej, pełnej życia kobiety stałam się przez tą drugą osobę wrakiem człowieka. 

Żaden stan nie jest idealny ani bycie w związku ani bycie samemu, ale trzeba rozważyć za i przeciw i wybrać mniejsze zło. 

A nie raz jest tak, że jak powiemy stanowcze DOŚĆ! I to pokażemy to ta druga osoba może się zmienić, jest to dla niej szansa, aby zobaczyła co może stracić lub jeśli pójdzie się dalej co straciła. I paradoksalnie wtedy może być lepiej (aczkolwiek trzeba wszystko obserwować, bo czasami zmiana jest tylko chwilowa). Człowiek tak ma, że często docenia coś dopiero jak to straci. 

Ale decyzję trzeba samemu na spokojnie  podjąć. 

Link to comment
Share on other sites

15 godzin temu, Joanna R napisał:

Myślę, że najgorzej podjąć decyzję o rozstaniu, bo niejako ta osoba bierze na siebie odpowiedzialność tej decyzji i tego konsekwencje. Drugiej osobie nie raz jest łatwiej, bo "tylko" musi zaakceptować nowy stan rzeczy.

 

Trafione w punkt. Tak jak wspomniałam wcześniej „łatwiej” było mi się pogodzić z decyzją o rozstaniu podjętą przez niego niż miałabym tą decyzje podjąć sama. 

Świadoma jestem tego, jak bardzo jestem uzależniona od niego, uwikłana, jak jego zachowanie wpływa na mnie. Tylko trudno podjąć mi decyzję o odejściu. Nie wiem dlaczego…może z wygody? Z obawy przed nieznanym?

Jak mogę z nim rozmawiać by w sytuacjach „kryzysowych” podnieść go na duchu, wesprzeć? Bo teksty typu „przesadzasz”, „nie pasuje droga wolna” jakoś nie przemawiają do mnie.

Link to comment
Share on other sites

A serio myślisz, że to coś da poza tym, że znów Twoja uwaga skierowana będzie na męża i wejdziesz w jego kiepską energię? 

Wiem, że każdy może mieć trudny okres, należy wtedy okazać empatię, ale u Ciebie to okres, który nie ma końca. Domyślam się, że jesteście po niejednej rozmowie skoro piszesz, że na psychoterapię i leki mąż nie wyraża zgody. Moim zdaniem to pokazuje, że tak nakierowana rozmowa nie działa,w takim razie może trzeba spróbować konkretnie i dosadnie powiedzieć : chłopie weź Ty się w garść, nie bądź miękkie jajo i żyj, bo życie ucieka, a skoro nie ma chorób to warto to wykorzystać i cieszyć się życiem. 

Ewentualnie skoro na razie nie chcesz rozważać decyzji o rozstaniu może wyjedź na dłuższy czas np.do rodziny, sanatorium itp.aby odpocząć od tej sytuacji, złapać oddech i być może ocenić czy samej nie jest Ci jednak choć ciut lepiej, daj sobie odpoczynek i czas ( najlepiej mazury lub małe miejscowosci gdzie nie ma zbyt zasięgu, abyś naprawdę poczuła swobodę, bez ewentualnych trudnych rozmów z mężem). Może wtedy decyzja sama przyjdzie do Ciebie. 

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.



  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się do pytania zadanego na forum, należy we wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć i spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

  • PODCASTY-OCALSIEBIEpl.jpg

  • Podcasty i filmy o psychologii

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.