Jump to content
  • psycholog-online-skype-20222.jpg

Wyplenie po 3 miesiącach


Recommended Posts

Mój problem polega na tym że cokolwiek robię wypalam się po jakichś 3 miesiącach. Na przykład kiedyś byłem zafascynowany rysowaniem i nawet dobrze mi szło ale z czasem było mi coraz ciężej zmusić się do wysiłku. Chciałem rysować ale zaczynało mi to sprawiać więcej trudu. Potrzebowałem włożyć coraz więcej siły woli i wysiłku. Po jakichś trzech miesiącach miałem objawy takie że gdy próbowałem rysować mój oddech znacząco przyspieszał, zaczynałem odczuwać ataki mdłości, czułem że wole leżeć na łóżku i nic nie robić niźli rysować. Niby czasem oddawałem się typowym bardziej leniwym rozrywkom jak oglądaniem filmików na yt lub oglądaniem telewizji ale cały czas tak naprawdę chciałem rysować tyle że nie byłem w stanie bo nie chciało mi się. Tak nie chciało mi się że aż brało mnie na mdłości, często miałem taki objaw że jak próbowałem to ręce szły mi do gardła i zaczynałem je ściskać tak jakbym walczył sam z sobą? Nie miałem intencji uduszenia się ani zrobienia sobie krzywdy ale czułem tak jakby coś we mnie chciało mnie za wszelką cenę powstrzymać,

Chciałem nauczyć się samokontroli i z racji tego często podejmowałem próby medytowania. Na początku zazwyczaj szło dobrze ale wraz z upływem miesięcy moje skupienie pogarszało się coraz bardziej i bardziej aż w końcu skupienie się na oddechu lub na tratace było dla mnie tak wycieńczające że nie byłem w stanie skupić się wcale. Zazwyczaj po pół roku od takiego rzucania medytacji wracałem do niej od nowa i proces przebiegał tak samo. Próbowałem medytacji na mantrach, na oddechu, liczenia oddechów, na wzorach i innych, próbowałem także utrzymywać świadomość i skupienie w życiu codziennym tak zwane friendliness ale przebieg był identyczny, wraz z upływem tygodni było coraz gorzej i gorzej tak że zanim się obejrzałem już nie praktykowałem. Słyszałem że na problemy z koncentracją i inne wynikające ze słabego płatu czołowego medytacja jest właściwie jedynym lekiem ale wychodzi na to że problem który chce wyleczyć medytacją uniemożliwia mi skuteczne medytowanie,

Nienawidziłem swojej pracy w sklepie a znajomy chciał żebyśmy się nauczyli wspólnie programowania tak żebyśmy znaleźli sobie lepsze prace ale po miesięcy wspólnej nauki rozchorowałem się, musiałem sikać co pół godziny a potem zaczęły się objawy gorączkowe. Jak dostałem jednak w pracy możliwość odejścia na tydzień to polepszyło mi się od razu, uznałem że problem mógł wyniknąć z przeciążenia wynikającego z tego że jednocześnie pracowałem nad programowaniem i chodziłem do pracy. Porwany ideą tego ze być może uda mi się zostać programistą rzuciłem prace bo miałem oszczędności i zająłem się głównie nauką programowania. Niestety ten sam problem co zawsze, ten sam co ze wszystkim powrócił. Tak samo jak z rysowaniem nie jestem w stanie pracować, czasem siedzę przed komputerem ze spuszczoną głową nie mając na nic siły albo idę leżeć godzinami do łóżka bo nie mogę się zmusić do pracy a czuje się zbyt winny żeby oddawać się przyjemnością. Ponoć znam się mniej więcej na tyle dobrze że mógłbym się ubiegać na junior developera, zacząłem robić projekt webowy do protfolia ale praca nad nim idzie mi coraz wolniej i wolniej. Chciałbym pracować chociaż godzinę dziennie ale nawet tego nie jestem w stanie z siebie wydobyć. Problemy prywatne to moja własna sprawa, koniec końców pewnie i tak będę sobie musiał znaleźć prace w innym sklepie ale te wypalanie niweczy wszystkie moje życiowe plany. Nienawidzę swojego życia i jak tylko zajmę się czymś w czym zdaje się dobry, czymś co jest dla mnie ważne to wszystko obraca się w ruinę. Co gorsza nigdzie nie byłem w stanie znaleźć informacji o niczym podobnym. Nie pasuje to do wypalenia zawodowego ani do znudzenia zawodowego. Nie wiem czy jest to problem z koncentracją skoro funkcjonuje w porządku przez pierwsze kilka miesięcy jak się za coś zabiorę. Nie rozumiem mojego problemu, nawet jeśli tak musi być i muszę sobie ułożyć wokół mojej dolegliwości życie to jak ona tak naprawdę działa i czy w ogóle ma nazwę?

Kiedyś psychiatra przepisała mi sertranorm i pamiętam że przez kilka miesięcy znowu mogłem rysować ale potem od tak po prostu wszystko wróciło do stanu poprzedniego i znowu nie byłem w stanie rysować, dawka została podwojona i dalej nic, lek został potem odstawiony i dalej nic. Prawdopodobnie był to efekt placebo, chyba, może.

Link to comment
Share on other sites

Nie słyszałem nigdy o takim konkretnie przypadku. Wstępnie można przyjąć, że jest to bliżej nieokreślone zaburzenie psychiczne, ale żeby móc postawić jakąś diagnozę, trzeba przynajmniej przeprowadzić wywiad diagnostyczny. Czasami zrozumienie "o co chodzi" przychodzi dopiero w trakcie psychoterapii. Szanowna Pani psychiatra na jakiej podstawie przepisała Sertranorm? Chyba pomyślała sobie "a nuż się uda". Niestety żadne psychotropy nie wyleczą problemów emocjonalnych, które są chorobą duszy a nie neuroprzekaźników. Z tym właśnie chyba masz do czynienia. Nienawidzisz swojego życia, masz poczucie winy na myśl o sprawieniu sobie przyjemności, nawet Twoje ręce Cię "atakują". Ciekawe ile jeszcze negatywnych emocji ukazałoby się, gdybyś opowiedział historię swojego życia. To, co się dzieje z Tobą teraz, ma swoje źródło w przeszłości, w relacjach z ważnymi osobami. Będziesz mógł się tego pozbyć albo nad tym zapanować wtedy, gdy zwiększysz swoją samoświadomość. Bez zrozumienia co się z Tobą dzieje, ciężko będzie się zmienić. Trzeba znaleźć błędy w kodzie źródłowym.

  • Jestem za to wdzięczny 1
Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)

Dostałem sertranorm po którejś wizycie dlatego że podejrzewałem zaburzenia depresyjne i znajomy który studiował psychologie również był zdania że powinienem wziąć leki. Sam poprosiłem psychiatrę że może byśmy spróbowali z lekami na depresje.

Najsampierw odesłała mnie do psychoterapeuty i ogólnie to ciężko było im zrozumieć z czym tak dokładnie mam problem i co tak dokładnie sprawia mi trudności. Na początku była miła i cierpliwa ale po kilkunastu wizytach uznała że nasze spotkania do niczego nie dążą i że niby sobie tak rozmawiamy ale w ogóle nie posuwamy się do przodu. Odesłała mnie do innej psychoterapeutki z którą było dokładnie tak samo a potem ona odesłała mnie do innej która dość szybko stwierdziła po trzeciej wizycie że skoro mój problem nie jest czymś co pojawiło się niedawno i miałem podobne przypadki w zasadzie od urodzenia to jest to problem z zaburzeniami osobowości i że choć leczyć się nie da to odesłała mnie do jakiegoś środka do terapii dla zaburzeń osobowości i by być szczerym to nie poszedłem dlatego że czułem że mam dość tych wszystkich psychoterapii i że i tak do niczego to nie prowadziło. Było to w zasadzie kilka lat temu i na tyle zraziłem się do psychoterapii że od tamtego czasu nie szukałem pomocy pod tym względem ale miałem nadzieje że być może na tym forum, po latach jak jest tu więcej ludzi to być może się czegoś przynajmniej dowiem. Generalnie psychiatra i psychoterapeutki było na początku bardzo chętne do wywiadu ale po kilkunastu spotkaniach uważały że w zasadzie to nie mam problemu.

Generalnie to z moich zwierzeń nie wynikało nic szczególnego ich zdaniem. Znajomy który studiował psychologie jest obecnie psychoterapeutą i wiem że to wbrew etyce itp ale jak się mam u kogoś radzić to zazwyczaj radzę się u niego. Czasem radzi mi że mam jak głową w mur walić by się jakoś przełamać i brać do tych zajęć do których nie jestem w stanie się zabrać ale nawet jak raz czy dwa dam rade się przemóc to z czasem jest dalej gorej aż za którymś razem tak jak pisałem nie jestem zdolny się przełamać by robić to nad czym chce pracować.

Często lubi zadawać pytania pomocnicze np czego potrzebuje żeby móc dalej rysować/programować/medytować i jedyną odpowiedź jaka przychodzi mi do głowy to to że muszę nie rysować, nie medytować albo nie programować przez pół roku to potem znowu będę mógł ale to nie rozwiązuje mojego problemu. Zapewnia mnie też że jeśli znajdę sobie prace to będzie mi łatwiej się zmusić bo to będzie moja praca i będę musiał się mieścić w terminach i odpowiadać przed szefem.

Edited by Aleksy
błędy
Link to comment
Share on other sites

Przychodzisz z problemem do psychoterapeutki i słyszysz, ze nie masz problemu. Ciężko po czymś takim utrzymać nadzieję na skuteczność psychoterapii. Niech zgadnę, każda z terapeutek, tak samo jak Twój kolega, są terapeutami poznawczo-behawioralnymi? Kolega raczej na pewno, bo zadaje te pytania pomocnicze, próbuje wpłynąć na zmianę myślenia, i zachęca do zmiany zachowania. Osobiście nie jestem zwolennikiem terapii poznawczo-behawioralnej; uważam ją za powierzchowną, nietrwałą w skutkach i przydatną jedynie w mało skomplikowanych przypadkach. No ale z pewnych względów wyszło tak, że jest obecnie najbardziej popularna. Masz jakieś doświadczenia z innymi nurtami psychoterapii? Mnie najbardziej "kręci" psychoterapia psychodynamiczna, ewentualnie psychoanalityczna, które koncentrują się na głębokich, nieświadomych uczuciach.

Jakie pamiętasz najwcześniejsze przypadki tego wypalenia, zniechęcenia i autosabotażu?

  • Jestem za to wdzięczny 1
Link to comment
Share on other sites

Zdaje się że psychoterapeutki tak, były chyba poznawczo-behawioralne. Ale kolega akurat siedzi w różnych nurtach i też sugerował że może to być problem z tym że rodzice często mnie wyręczali w różnych sprawach jako dziecko ale z tego co pamiętam to zazwyczaj byli zmuszeni mnie wyręczać bo nie dawałem sobie rady i pamiętam że często płakałem jak próbowali mnie czegoś nauczyć a nie dawałem sobie rady więc z konieczności zaczęli mnie wyręczać.

Rodzice musieli mnie mocno pilnować z odrabianiem prac domowych bo nie wiem czy sam bym sobie dał radę. Najwcześniej coś w deseń tego co mnie teraz trapi to chyba wystąpiło jak miałem problemy z nauką w liceum, w pierwszych klasach jakoś dawałem sobie rade ale pamiętam że w trzeciej klasie często zdarzało się że siedziałem nad książką i myślałem o czymś innym godzinami bo nie byłem się w stanie zmusić do nauki albo do odrabiani prac domowych. Potem poszedłem na studia z analityki medycznej i tam z nauką było podobnie, niby jakoś od zajęć do zajęć na wejściówki itp to jakoś bo jakoś (nie za dobrze) udawało mi się wyuczyć ale nie miałem czasu ani siły by uczyć się na egzaminy. Koniec końców odpadłem po pierwszym półroczu.

Czasem czuje że coś we mnie jest i walczy ze mną, i choć kolega często sugerował że mogę bać się sukcesu to bardziej czuje że to coś boi się wysiłku i pracy.

Sugerował też że się porównuje do innych i być może przez to czuje że idzie mi bardzo źle i moje działania nie mają sensu ale pamiętam że gdy rysowałem to nie myślałem jakoś o tym że nie jest idealnie, raczej cieszyłem się że narysowałem coś wyglądającego mniej więcej okej. Z medytacją zdawałem sobie sprawę że trzeba medytować latami żeby zobaczyć skutki i że to normalne że w zasadzie nikt nie odnosi sukcesów na początku (a jak odnosi to zazwyczaj tylko dlatego że uwidoczniły się jakieś zaburzenia w postaci odmiennych stanów świadomości i w zasadzie nie odnosi. Albo dlatego że przez całe życie ćwiczył koncentracje poprzez wykonywanie zajęć wymagających silnego i długotrwałego skupienia). Podobnie przy programowaniu uczyłem się z innym kolegą i widziałem że mi zawsze szło lepiej niż jemu. Więc to też odpada.

Sugerował też że mogę czuć że to co robię jest bez sensu i w zasadzie to nie wiem. Niby odruchowo wydaje mi się że zawsze wierzyłem że to nad czym pracowałem miało sens ale prawdą jest że najciężej jest się mi zmuszać do robienia projektu do portfolio jak mam wątpliwości czy rzeczy które dodaje są potrzebne czy nie albo czy nie będę musiał tego robić od nowa bo coś później wyjdzie czego nie przewidziałem.

Link to comment
Share on other sites

Gdybyś czuł, że to co robisz nie ma sensu, chyba byś tego nie robił, bo po co. Rysowaniem byłeś zafascynowany, to już jest wystarczający sens. Zmuszanie się do robienia projektu i połączone z tym wątpliwości wyglądają na niedostatek pewności i wiary w siebie. Nie porównujesz się z innymi, ale może porównujesz się z idealną wersją siebie? Może rodzice mieli wobec Ciebie wygórowane wymagania i to do ich wizji starałeś się dostosować? Najwięcej problemów dorosłych ludzi wynika z jakichś nieprawidłowości w wychowaniu przez rodziców, a nie jest łatwo je sobie uświadomić, bo mamy tylko jednych rodziców i nie mamy porównania z jakimś wzorcowym rodzicielstwem (które zresztą i tak nie istnieje). Nie pasuje mi coś w tym, że często płakałeś podczas nauki jakichś nowych rzeczy i rodzice "byli zmuszeni" Cię wyręczać. Normalnym jest, że dzieci popełniają wiele błędów i potrzebują czasu na naukę, ale jeśli odczuwają przy tym frustrację, czują się nieudolni czy coś podobnego, co wywołuje płacz, to to już nie jest w porządku. A jeśli po czymś takim rodzice wyręczają dziecko zamiast je dopingować, nie dają mu czasu na uporanie się z wyzwaniem na jego własny sposób, tym bardziej utwierdzają je w przekonaniu, że coś z nim jest nie tak i nie da sobie rady samo. Może w pewnym sensie teraz też czekasz, aż rodzice Cię wyręczą w Twoich przedsięwzięciach. Może nieświadomie mścisz się na nich, szkodząc sobie samemu, jakbyś chciał powiedzieć "zobaczcie co ze mnie zrobiliście". Może Twoje ręce zaciskające się na gardle są nieświadomym, wypartym impulsem skierowanym na gardło któregoś z rodziców? Takie pokrętne mechanizmy nie są niczym nadzwyczajnym w psychice człowieka, aczkolwiek teraz jedynie bawię się w zgadywanie, bo mam tylko strzępki informacji. Całkiem możliwe, że plotę bzdury. A nawet jeśli ta albo inna interpretacja okazałaby się prawidłowa, i tak nie miałaby na Ciebie większego wpływu leczniczego, bo żeby to "weszło", musiałoby odbywać się w angażującym procesie terapeutycznym a nie takim gawędzeniu na forum.

  • Jestem za to wdzięczny 1
Link to comment
Share on other sites

Posted (edited)

Pamiętam że moje protesty w nauce wiązania butów były tak silne że nieważne jacy rodzice to by nie byli musieliby mnie albo wyręczyć albo pozwolić żebym chodził w rozwiązanych (w zasadzie to choć jest to ciężkie było dla mnie o wiele lepszą alternatywą do wiązania ich).

Czasem oczywiście nachodzą mnie fantazje o tym że będę coś robił dobrze ale wydaje mi się że raczej nie traktuje tych wizji siebie poważnie. Zresztą pamiętam że moje marzenia związane z rysowaniem bardziej dotyczyły tego że narysowałbym coś tłocznego (a nie tylko dwie postaci i skromne tło) albo żeby zrobić serie rysunków na jakiś temat. Były to przedsięwzięcia wymagające bardziej pracy i trudu by je dokończyć niż kunsztu artystycznego. Nie marzyłem o tym żeby moje prace były jakoś nie wiadomo jak realistyczne, oczywiście dobrze byłoby żeby anatomia była porządniejsza ale tak długo jak się mniej więcej zgadzało to mi wystarczało.

Pamiętam że często gdy coś nabrudziłem starałem się to posprzątać zanim mama zauważy ale nawet jeśli miałem czas to bardzo rzadko zdarzało się że nie zauważyła że było nabrudzone a wtedy wiadomo sprzątała sama bo nikt tak dobrze nie sprzątnie jak ona i była bardzo niezadowolona. Mam poczucie że przez to nauczyłem się że ogólnie gdy popełniam błędy to raczej nie będę zdolny do ich naprawienia. Oczywiście przy programowaniu nie ma to znaczenia, zmiany można zawsze cofnąć ale to poczucie towarzyszy mi całe życie.

W zasadzie to pamiętam że od wczesnego dzieciństwa miałem przekonanie że nie radze sobie z robieniem rzeczy tak dobrze jak inne dzieci. Przy czym miałem poczucie że w zakresie nauki idzie mi w miarę dobrze, w sensie trochę powyżej przeciętnej. W zasadzie to patrząc z perspektywy czasu prawdopodobnie szło mi tak tylko dlatego że rodzice mi często pomagali ale jako dziecko nie myślałem o tym w ogóle. W zasadzie to po dziś dzień jestem w miarę mniej ogarnięty niż większość ludzi. Na przykład gole sobie włosy spod prawej pachy bo jak są dłuższe to zdaje się że nie mogę się tam dobrze umyć i mi się sklejają przez co domyć się mi jest jeszcze trudniej. Czasem w niektórych miejscach mam parch który regularnie zdrapuje jak zauważę ale jakoś inni ludzie nie mają takich problemów z higieną, a myje się regularnie raz na dwa dni.

Ciężej jest mi znaleźć rzeczy gdy szukam jakiegoś przedmiotu niż innym. Do prawa jazdy podchodziłem 13 razy i pomimo tego że mam lata praktyki myślę że idzie mi trochę gorzej niż innym kierowcom z podobnym stażem.

Nie mam problemów z jedzeniem prostych rzeczy które sobie ugotuje ale po mojej jajecznicy zawsze mnie mdli, nie wiem czemu. Jestem w stanie obrać sobie ziemniaki ale jak jestem w domu u rodziców to wole tego nie robić przy nich bo wiadomo że za grubo.

Wiem że jak się do czegoś przyłożę i włożę wysiłek w naukę to mogę się nauczyć jak każdy inny ale generalnie czuje że jestem raczej gorszy od przeciętnego przedstawiciela populacji w tysiącach drobnych codziennych czynności. A niespecjalnie jestem w stanie ćwiczyć się w tysiącu drobnych codziennych czynnościach bo to za dużo nauki. Po prostu jeżeli coś nie jest czymś czego ludzie się uczą lub doskonalą się w tym to ja jestem w zasadzie zawsze w tym gorszy. Niektórym by nie przyszło do głowy że można mieć problemy z zapamiętaniem jakie towary są do doniesienia na półkę z magazynu.

Rozumiem że pomimo twojego poświęcenia mi czasu i uwagi nie wyzdrowieje ale jestem wdzięczny za twoje rady i opinie.

Edited by Aleksy
o higenie
Link to comment
Share on other sites

Protesty podczas nauki wiązania butów brały się z Twojej nieporadności, poddawałeś się i złościłeś na siebie czy skąd to się brało? Ja tam bym Ci kupował buty na rzepy i nara. Będziesz chciał się nauczyć wiązać sznurówki - proszę bardzo, pomogę. Po co to się stresować.

Wizje o tym, że będziesz coś robił dobrze... Przecież wiele rzeczy robisz dobrze. Gdybyś wszystko robił źle, pewnie już byś nie żył albo przebywał w jakimś zakładzie opiekuńczym. Na przykład dobrze programujesz, dobrze się wysławiasz na forum i na pewno mnóstwo innych rzeczy robisz dobrze albo bardzo dobrze. Rozumiem, że rysując chciałeś tworzyć coś z rozmachem, żeby było widać włożony w to wysiłek i zaangażowanie.

Było tak, że Twoja mama zawsze lepiej posprząta, lepiej obierze ziemniaki, pewnie wszystko zrobi lepiej, a Ty wychodziłeś na taką ciamajdę, że jak coś spieprzysz to już koniec? Czy mama przypadkiem nie wygląda Ci na osobę znerwicowaną, nadmiernie wszystko kontrolującą, czyli z cechami osobowości obsesyjno-kompulsywnej? Wydajesz się przejmować niepotrzebnymi sprawami, co może w znacznym stopniu pochłaniać Twoją uwagę i zdolność koncentracji. Takie coś właśnie mogłeś "odziedziczyć" po mamie.

  • Jestem za to wdzięczny 1
Link to comment
Share on other sites

Starali się kupować raczej buty na rzepy jak się już poddali z tą nauką sznurowania przez moje protesty. Ale nawet potem zawsze to był problem że nie umiem, że powinienem.

Mama ma dużo problemów można by powiedzieć nerwico-podobnych bo ciągle sprząta mieszkanie i narzeka że jej nikt nie pomoże ale jak ja lub tata próbujemy to krzyczy że mamy się nie zabierać do tego bo jej jeszcze więcej roboty narobimy a ona nie ma siły. Zdaje sobie sprawę że dużo w życiu cierpi z tych powodów ale sama nigdy nie będzie szukać pomocy w tej sprawie więc widać tak już musi być.

Jakoś tak naszedł mnie taki okres że jakoś daje sobie rade z wkładaniem wysiłku, ale znając życie przejdzie i znowu będę leżał w łóżku bo nic mi się nie będzie chciało. Niemniej mam nadzieje że przynajmniej uda mi się w tym czasie skończyć projekt do portfolio.

Zastanawia mnie to że zaproponowałeś że chwytając się za gardło chce udusić jednego z moich rodziców. Niby nigdy nie myślę o rodzicach jak to się dzieje ale nie wiem, nie jestem jakoś szczególnie introspektywny a z psychoanalizą to ciężko powiedzieć co w tej podświadomości naprawdę siedzi. Wydaje mi się że jednak boje się wkładać wysiłku w coś z czego nie będzie pożytku. Rysunki może i sprawiały mi satysfakcje ale czy jest sens cokolwiek tworzyć w tym świecie w którym jest tylu artystów? Mogę próbować nauczyć się programowania ale koniec końców może się okazać to na marne bo mogę sobie nigdy nie znaleźć pracy. Mogę zrobić tego Bug Trackera do portfolio ale może fundamentalnie źle go robię i będzie widać że nie umiem dobrze? Kolega mówi mi że mam się zawsze skupiać tylko na tym co mam zrobić teraz, na małym kawałku byleby iść do przodu i nie przejmować się całością ale ten niepokój że nic z tego nie wyjdzie może być powodem tego że nie jestem w stanie się zmusić.

Z racji tego że mam teraz napad "możności" do pracy siedzę przy tym projekcie dość długo i często gdy znajduje rozwiązanie jakiegoś problemu jest to bardzo satysfakcjonujące i chciałbym w ten sposób pracować ale i tak mam różne wątpliwości z którym na razie daje sobie rade ale znając moje życie po jakimś czasie już sobie z tymi wątpliwościami nie będę dawał rady. Pomaga mi to że zacząłem codziennie pisać mojemu koledze ile czasu pracowałem i co zrobiłem. Pozostaje mi mieć nadzieje że to jakoś wystarczy.

  • Podoba mi się to 1
Link to comment
Share on other sites

  • 2 weeks later...

Nie, zdawanie raportów koledze nie wystarczy. Pomoże trochę w uporządkowaniu umysłu i skupieniu się na chwili obecnej. Super że czujesz się przez to lepiej. Jednak proces zdrowienia będzie wymagał głębokiego zrozumienia Twojego Ja.

Dnia 14.07.2022 o 16:47, Aleksy napisał:

Wydaje mi się że jednak boje się wkładać wysiłku w coś z czego nie będzie pożytku.

Boisz się. Nie jest to strach, bo nie dotyczy konkretnej rzeczy. Boisz się abstrakcyjnej przyszłości, więc jest to lęk. Lęk jest powiązany z nieakceptowalnym stanami emocjonalnymi, które są wypychane ze świadomości. Gdy czasami uda im się przebić mechanizmy obronne i wyjrzeć na powierzchnię, pojawia się lęk.

Jak wygląda Twoja relacja z ojcem. Jaki on jest?

  • Jestem za to wdzięczny 1
Link to comment
Share on other sites

Jako dziecko go nienawidziłem głównie dlatego że matka miała skłonności do obwiniania go o wszystko i czułem że jest tak jakby dla mnie rywalem w domu wobec którego byłem słabszy. Nic złego mi nie robił ale pomimo tego bałem się jego powrotów do domu. Wiem że to zapewne freudowski kompleks Edypa itp. ale w zasadzie to z biegiem czasu zacząłem bać się ojca mniej i mniej tak że jak byłem nastolatkiem to go nawet lubiłem. Jako młody dorosły miałem z nim całkiem poprawne relacje i teraz mnie wspiera w tym żebym się przebranżowił na programistę. Bardzo go interesuje to co robię i mnie trochę też pilnuje żebym pracował.

Link to comment
Share on other sites

O! To może być dobry punkt zaczepienia i chyba warto byłoby się pochylić nad lękiem wobec ojca w dzieciństwie, a szerzej nad wszystkimi relacjami w waszej trójce. Zajmowałeś się tymi tematami na psychoterapii? Problem z którym tutaj przyszedłeś wywodzi się z lat młodzieńczych, więc tam, w przeszłości znajdziesz elementy potrzebne do poskładania się dzisiaj do kupy. W końcu dzieci nie wyrastają na dorosłych w sterylnej próżni, ale głównie w środowisku rodzinnym, z którego czerpią wzorce myślenia, zachowania, odczuwania i relacji interpersonalnych (relacja z samym sobą naturalnie też tworzy się w tym "kociołku"). Z biegiem lat te czynniki mogą się zmieniać, ale w dojrzałej osobowości najbardziej aktywne są te, które oddziaływały na człowieka w newralgicznym okresie dorastania. Tak więc obecne relacje z ojcem raczej nie będą tak istotne w zrozumieniu problemu jak te dawne, bardziej burzliwe. 

Nienawidziłeś ojca głównie dlatego, że matka widziała w nim źródło wszystkich problemów. Można więc powiedzieć, że mama "nauczyła Cię" tej nienawiści do taty, że przejąłeś ją od niej, pomimo braku własnych powodów do jej odczuwania? Czy poza tym głównym powodem miałeś też inne swoje racjonalne powody? Jesteś w stanie powiedzieć czego się bałeś odnośnie powrotów ojca do domu?

Link to comment
Share on other sites

Zawsze czułem się źle w jego obecności. Zawsze byłem w stanie powiedzieć czy to on otwierał drzwi czy ktoś inny.  Mama miała bardziej podejście takie że mnie rozpieszczała mam jedno wspomnienie z bardzo wczesnego dzieciństwa że ojciec nie chciał mi kupić jakiejś zabawki a mama chciała. Często gdy chciał mnie czegoś nauczyć a się opierałem to mama pozwalała mi nie robić czegoś trudnego czego nie chciałem a tata bardziej nalegał. Ogólnie nie czułem się dobrze w jego pobliżu miałem poczucie że jest zagrożeniem pomimo tego że w zasadzie nic mi złego nie zrobił. Chciałem być z mamą a ona się wiecznie z ojcem kłóciła. Pamiętam że pytałem ją często dlaczego się z nim nie rozwiodła skoro tak bardzo jej i mi przeszkadza ale ona zawsze mówiła że nie ma pewności finansowej bez niego bo choć pracowała jako nauczycielka to wolała mieć go jako zabezpieczenie a przynajmniej tak mi to wyjaśniała. Czułem się niepewnie kiedy był w domu i dlatego nie chciałem żeby wracał.

Czasem dawał mi prezenty, pokazywał i dawał pożyczone gry komputerowe, o wiele bardziej się tym interesował od matki ale i tak pomimo tych momentów miałem wrażenie że był tym złym.

Link to comment
Share on other sites

Skomplikowana i zagadkowa sprawa z tym wypalaniem. Na pewno do rozwiązania, tyle że nie na forum internetowym. Masz jeszcze jakieś pomysły na rozwiązanie tego problemu? Rozważasz może podjęcie kolejnej psychoterapii albo sprawdzenie tego ośrodka, do którego skierowała Cię psychoterapeutka czy w tym temacie wypaliłeś się do cna?

Póki co teraz wszystko jest ok i ciągle masz chęci do pracy?

Link to comment
Share on other sites

Tak, kolega doradził mi żebym sobie ustanawiał 45 minut na pracę z budzikiem a między nimi 15 minut przerwy i dzięki temu byłem w stanie ruszyć dalej i na razie sprawy są wciąż w porządku, ale znając życie po miesiącu lub dwóch to może nie wystarczyć. Skończyłem projekt z bugtrackerem (https://simple-bugtracker-mp.herokuapp.com/welcome/) i teraz wysyłam CV i staram się nauczyć trochę innych rzeczy o SQL, Django i i bibliotekach statystycznych tak że jak nie będzie odzewu to będę się przygotował do drugiego, lepszego projektu.

Z moim kolegą też niby próbowaliśmy rozmawiać o dzieciństwie ale tak jak i tutaj nic z tego za bardzo nie wynika. Nawet jakbym wiedział co spowodowało problem to w jaki sposób miałoby to pomóc w rozwiązaniu problemu skoro wszystko i tak zostało ustalone w dzieciństwie?

  • Podoba mi się to 1
Link to comment
Share on other sites

Nic nie zostało ustalone raz na zawsze. Świadomość jak coś działa pozwala to kontrolować. Nie naprawisz programu, jeśli nie wiesz jak on funkcjonuje. Z tym że sama wiedza nie wystarczy, bo wiedza to są tylko informacje. Potrzebne jest rozumienie, czucie, czyli świadomość. Gdyby ktoś opisał Ci cały schemat powstawania Twojego problemu, że np. "wtedy zrobiłeś to czy tamto, co sprawiło, że mama zareagowała w ten sposób i pomyślała tamto, przez co poczułeś się tak i tak, ale użyłeś mechanizmu obronnego wyparcia tej emocji, bo to zagrażało relacji z tatą, co z kolei później przyczyniło się do tego i tamtego i wykształciłeś coś jeszcze innego i dlatego jesteś taki i taki..." nic by to nie dało. Nałogowi palacze albo alkoholicy, którzy chcą pozbyć się nałogu dobrze wiedzą, że ich uzależnienie jest szkodliwe, wiedzą jak się uzależnili i wiedzą jak przestać się truć, ale jednak mają problem z rzuceniem nałogu, bo brakuje im świadomości, a nie wiedzy.

Zobacz sobie tę scenę z Jasiem Fasolą. Tu jest w zabawny sposób pokazane jak by to było, gdyby sama informacja była wystarczająca. https://www.youtube.com/watch?v=FmbmNp1RDCE

Gratuluję wykonania projektu. Udało się z tym, uda się z następnymi. Chcę tylko zwrócić Twoją uwagę na to "znając życie po miesiącu lub dwóch to może nie wystarczyć". Czy przypadkiem sam na siebie nie kręcisz bata, spodziewając się nadejścia twórczego doła. Może tu zadziałać samospełniająca się przepowiednia. Lepiej jest nastawiać się optymistycznie, widzieć swoją przyszłość w nowy, zdrowy sposób, a nie ten dobrze znany, stary i problematyczny.

  • Jestem za to wdzięczny 1
Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share



  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się do pytania zadanego na forum, należy na wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć i spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

  • ksiazka.jpg

  • PODCASTY-OCALSIEBIEpl.jpg

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.