Jump to content
  • psycholog-online-terapia.jpg

5 lat razem i...


paxtin
 Share

Recommended Posts

Witam, Mam 34 lata i jestem mężczyzną który ma dość życia... będzie pewnie chaotycznie za co z góry przepraszam, ale to raczej normalne w tym stanie. 

To co opiszę może niektórym nie mieścić się w głowie, ale potrzebuje wyrzucić to z siebie, bo już nie wiem co mam robić i mam nadzieje, że samo opisanie sytuacji trochę mi pomoże...

 

Więc od początku. Poznałem Kaśke przez moich znajomych ponad pięć lat temu. Znałem ją wcześniej, ale na zasadzie, że wiedziałem kim jest aniżeli znajomości. Wśród moich znajomych miała opinię hmm.... "łatwej" mówiąc krótko. Nie przeszkadzało mi to, bo wiem jakie jest życie, ludzie są różni i różne rzeczy mówią i takie plotki rozsiewają ludzie którym nie udało się poderwać danej laski. Zaczęliśmy się spotykać i jakoś to poszło, było miło jak to zwykle na początkach bywa. Dość długo czekaliśmy z pierwszym razem, więc opinia moich znajomych poszła w las. Nadmienię tutaj, że ona miała 21, a ja 27 lat. Już po naszym pierwszym razie, zaczęliśmy bardziej intymne rozmowy, seks był coraz bardziej udany i wyuzdany. Kiedyś się odważyłem i spytałem się kim tak naprawdę 'spała' z naszych wspólnych znajomych. Odpowiedziała, ja to przyjąłem i dalej sobie żyliśmy w bajce. Bajka się posypała kiedy pokłóciła się ze swoją przyjaciółką i ta mi opowiedziała kilka historii i okazało się, że Kaśka mnie okłamała. Po tym jak się dowiedziałem wziąłem ją na rozmowę. Długo się nie przyznawała, ale w końcu pod naporem argumentów i mojej wiedzy na temat jak faktycznie było w końcu "pękła" i się przyznała. Mówiła, że jak bym wiedział to bym jej nie chciał itd. Nadszarpnęło to moje zaufanie, ale ok, lecimy dalej, umówmy się, każdy ma jakaś przeszłość. Żyliśmy razem, ale nie pod jednym dachem. Z czasem wychodziły jakieś kolejne kłamstwa, totalnie głupie i bezsensowne, drobne i w sprawach które nie mają znaczenia. Moje zaufanie już było coraz mniejsze. Kolejny nieco większy dramat zaczął się gdy zerwaliśmy ze sobą na dość krótko. Okazało się, że wspólnie ze współlokatorką imprezy, moi koledzy zapraszani na imprezy, alkohol itd. Myślę w porządku, bawi się. Dość szybko do siebie wróciliśmy. Ja w tym czasie akurat byłem święty. Nic z nikim. Ona powiedziała, ze też. Potem znowu przyjaciółka zdradziła mi, że był u nich jej były, ale zamiast z Kaśką skończył z właśnie z nią ten wieczór i potem byli parą. Ale był też ich znajomy z którym się tylko całowała. Oczywiście Kaśka znów szła w zaparte dopóki nie przedstawiłem jej "faktów", choć i wtedy ciężko było ją przekonać do przyznania się. Minął jakiś czas przez który bacznie ją obserwowałem. Większe mniejsze kłamstewka się wkradały. Żeby nie było, nie byłem przez ten okres najlepszym chłopakiem na świecie. Zazdrosny, zaborczy, nie ufny itd. W końcu przyszedł jakiś zimowy dzień gdzie zerwaliśmy ze sobą na dobre. Tak się wydawało. Nie byliśmy razem jakieś 2-3 miesiące. Nie wiem teraz nawet dlaczego, pewnie jak zwykle moja wina ;), a serio to faktycznie mogło tak być. Przez te kilka miesięcy spotykałem się z innymi, ale miałem jakaś taką pustkę w sercu. W końcu wyszło tak ,że któregoś dnia odebrałem telefon i okazało się że była to ona. Od słowa do słowa, pojechałem do niej i znów wsiedliśmy na tą chorą karuzelę. Mieszkała wtedy gdzie indziej już znowu z tą samą przyjaciółką (bo muszę nadmienić, że wcześniej się pożarły bo Kaska miała problemy z płaceniem czynszu i tamta musiała ciągle za nią zakładać i też wtedy się pożegnały). Okazało się, że była z kimś, ale nie mogła o mnie przestać myśleć i tylko mnie kocha itd. Ja prawdę mówiąc czułem to samo. Byliśmy razem i było całkiem fajnie choć miałem dość wiecznych kłótni jej i jej przyjaciółki. Znowu problemy z płaceniem za mieszkanie. Mieszkały we trzy z jeszcze jedną dziewczyną i w końcu tamte się dogadały i wystawiły Kaśke do wiatru i została sama w tym mieszkaniu bo miały jej dość. Przyszedł moment kiedy miałem problemy rodzinne i poprosiłem ją o zrezygnowanie z pracy i pomoc. Zgodziła się i mi pomogła. Sytuacja na tym etapie wygląda następująco. Jesteśmy razem, jest ok. Pomagała mi do pewnego czasu potem się znudziła i tylko ze mną siedziała, ale mimo wszystko byłem jej wdzięczny za pomo i sama jej obecność powodowała, że było mi łatwiej, bardzo mi pomogła. Teraz dochodzimy do momentu w którym ja dałem ciała po całości. Pomogła mi, zrezygnowała z pracy i nawet przestała zmyślać, a ja... Zacząłem pisać z dziewczyną z która byłem jak się rozstaliśmy na długi okres. Fakt faktem wzięło się to z obojętności i ciągłego wypominania mi, że ona nie ma pracy przeze mnie bo mi pomogła itd. Nie znoszę kiedy ktoś pomaga tylko po to by potem na tym jechać. Układ wtedy był jasny i czysty. Rezygnujesz z pracy, ale nie musisz się martwić finansami. Ogarnę wszystko co trzeba i nawet trochę więcej w granicach rozsądku. Sytuacja się skończyła, powiedziałem jej wprost, że bez niej nie dałbym sobie rady z tą sytuacją i jestem jej cholernie wdzięczny więc ma trochę czasu na znalezienie pracy i nie musi się martwić, ale niech szuka, bo na długi okres nie mogę sobie pozwolić. I tu przechodzimy do piekła na ziemi. Zaczęliśmy szukać dziewczyny do trójkąta, tak dobrze przeczytaliście. Już jeden mieliśmy za sobą, podobało nam się i chcieliśmy to powtórzyć. Szukaliśmy na własną rękę i ona poznała nową "przyjaciółkę", a ja zacząłem przeginać z pisaniem z tymi laskami które miały być dla nas. Ona zaczęła się wściekać, że przeginam (słusznie oczywiście) a ona zaprzyjaźniła się z tamtą. Zaczęła do niej jeździć pod przykrywką szukania pracy, a tak naprawdę siedziały i gadały o pierdołach przy piwku. i tak to sobie trwało. Ona wściekła na mnie o te laski  z którymi pisałem i wieczne wyrzuty, że przeze mnie nie ma pracy bo mi pomogła, a ja wściekły, że już któryś miesiąc ją utrzymuje. Skończyło się to tym, że coraz rzadziej spałem w domu i coraz częściej u w drugim mieszkaniu. W końcu znalazła pracę, ale dalej kłóciliśmy się o milion różnych rzeczy do tego stopnia, że dostawałem w pysk, a w zamian oddawałem jej dawkę swojego gazu pieprzowego żeby jej nie uderzyć, a prowokowała jak mogła. Krzyczała na cały dom tak żeby sąsiedzi usłyszeli że ją niby bije itd. W końcu znalazła pracę, ale nie zarabiała na tyle żeby płacić podstawowych rachunków za gaz czy cokolwiek. Zaczęły się kłótnie tym razem o to. W końcu nie wytrzymałem i się wyniosłem ze swojego domu i powiedziałem, że może zostać ale musi płacić rachunki. Zgodziła się, spisaliśmy nawet umowę i tak sobie tam mieszkała. Byliśmy w takim zawieszeniu, niby byliśmy razem niby nie. pomagałem jak mogłem choć nie zawsze. Ona czuła się samotnie, i na siłę pokazywała, że ona też może pisać z kimkolwiek, a ja to olewałem, bo byłem zmęczony całą tą sytuacja Znalazła... któregoś dnia zadzwoniła do mnie jak byłem znajomych pogadaliśmy normalnie i tyle. Wróciłem do domu,a tam pusto. Trochę się zdziwiłem i zadzwoniłem do niej. Nie odebrała, zadzwoniłem do tej jej nowej przyjaciółki żeby spytać czy może jest u niej czy coś i wtedy się dowiedziałem, że pojechała z jakimś typem którego poznała w necie i on obiecał jej, że ją przygarnie i będzie mogła u niego mieszkać. Kaśka wyłączyła telefon, a raczej mnie zablokowała, zostawiła z ogromnymi rachunkami za gaz (ogrzewanie 200mkw trochę kosztuje w zimie) i pojechała w pizdu bez słowa. Udało mi się w końcu ją namierzyć i odzyskać klucze od domu, przy okazji spotkania kłamała w żywe oczy, że nikogo nie ma i że śpi u koleżanki mamy, bo tamta wyjechała na ferie i zostawiłą jej mieszkanie pod opieką. Ta noc była długa dużo się działo więc to pominę bo nie ma to znaczenia. Następnego dnia zadzwoniłem do tej je przyjaciółki i pytam czy wie coś więcej, a ona, że tak. Że była w niebo wzięta, że gość ją ugościł, przespali się i poszli spać, rano dostała śniadanie do łóżka, kolejny niesamowity seks i gość... ją pognił... Oczywiście nie odpuściłem i chciałem od niej to usłyszeć, ale jak się zapewne domyślacie nic nie zrobiła i tylko przegadała z nim cała noc i tylko tyle. Pytana dlaczego powiedziała przyjaciółce taką wersje odpowiadała że nie wie co jej odbiło żeby tak ściemniać. Do niczego się nie przyznała. Wziąłem ją do domu i powiedziałem, że ma zapłacić rachunki itd. ona że ok. Została kilka dni w tym domu nabijając kolejne rachunki dopóki się nie wyprowadziła. W między czasie byłem w kontakcie z tamtą jej nową przyjaciółką i dowiedziałem się, że napożyczała się od niej pieniędzy i jej nie oddaje, że kleiła się do jej znajomych u niej w domu, a jak dzwoniłem to się ze mnie nabijała kiedy mówiłem jej jak mi ciężko w tej sytuacji itd. Ile w tym wszystkim prawdy nie wiem, bo wkurzona koleżanka jest gorsza niż najgorszy wróg... Ten okres był dziwny. Byliśmy w kontakcie, choć chyba nie byliśmy ze sobą, nie wiem. Raz mieszkała tu raz tam.. Pamiętam jak wynajmowała pokój u takiego dziadka, gdzie po jakimś czasie chłop jej zaczął kupować staniki i dziwnie się zachowywać. Szkoda mi jej było, bo choć tego nie opisałem dużo mi dawała z siebie i bardzo mi pomogła kiedy tego potrzebowałem, a ja też potrafiłem być ch.., dużo wtedy spędzaliśmy czasu razem siedząc gdzieś w aucie na parkingu i gadając do rana. z racji tego, że zapłaciła za chyba dwa miesiące z góry nie miała za bardzo wyboru i musiała tam mieszkać, a ja zwyczajnie nie byłem gotów jej pomóc tym bardziej po całym tym cyrku. W końcu musiała stamtąd uciekać i to w asyście policji, byłem przy tym i też starałem się pomóc, bo dziadowi coś odbiło (taka przestroga dla dziewczyn głównie, uważajcie gdzie wynajmujcie mieszkanie) nie chciał jej wypuścić z domu, potem nie chciał jej wpuścić i oddać rzeczy, umową miała się nie przejmować bo sobie ufamy powiedział na początku. Okazało się po całej akcji, że gość był znany policji właśnie z takich akcji i generalnie wyjechał z mieszkania w kajdankach, bo najpierw policjantce proponował seks, a potem poszedł z łapami do jej partnera i go spacyfikowali. Wyprowadziła się wtedy do innej koleżanki i mieszkała tam jakiś czas, ale też skończyło się to dziwnie... PODOBNO (nie było mnie tam nigdy więc ciężko mi powiedzieć ile w tym prawdy) tamta 'przyjmowała' kolegów i w nocy nie było spokoju, a na koniec z jakimś ziomkiem ją okradła i wywaliła z domu. Dość niewiarygodne, bo poznałem tamtą laskę i wydawała się ogarnięta, choć bujała się z dziwnymi typami. Jak pytałem ją o szczegóły to było to dość dziwne i jakoś nie umiała mi wszystkiego sensownie wytłumaczyć. Miałem jakieś podejrzenia i czasem miałem wrażenie, że to nie koleżanka a ona może próbowała ściągać kogoś do niej do domu, ale... no właśnie. Nie mam pojęcia i tyle. Wziąłem ją do siebie, do tego drugiego mieszkania, gdzie mieszkam z chorą matką. Ustaliliśmy zasady. No właśnie, ważne jest to,że po tym jak mi pomagała, często znikałem nie mówiąc gdzie i na ile wychodzę. Żyłem trochę swoim życiem, ona nie wiedziała kompletnie nic o mnie wtedy. Nie robiłem nic złego w sensie zdrady czy czegokolwiek takiego, ale skąd ona mogła to wiedzieć. W każdym razie kiedy mieszkaliśmy razem ustaliliśmy, żadnych tajemnic, żadnych wyjść z kolegami dla niej, dla mnie z koleżankami, żadnych kłamstw z jej strony, żadnych zachowań które mogłyby przeszkodzić w próbie odbudowania zaufania którego po tych cyrkach już w ogóle nie było. Ja przestałem wychodzić z domu bez słowa, ona też jak gdzieś szła to mówiła z kim i gdzie idzie, czasem nawet wysyłaliśmy sobie zdjęcia, że jesteśmy tu i tu. Może wydać wam się to chore, ale ja uważam, że to było fajne, bo jeżeli nie ma się nic do ukrycia to dlaczego druga osoba ma nie wiedzieć gdzie jesteś i co robisz? Ja nie miałem z tym problemu i wydaje mi, że ona też, weszło nam to w nawyk i było w moim odczuciu trochę takim przejawem troski o drugą osobę, żeby się nie martwiła i wiedziała co się dzieje. Jestem tu i tu możesz wpaść sprawdzić jak chcesz, nie mam nic do ukrycia bo nic nie robię. Ale nie było kolorowo, prawdę mówiąc nie pamiętam już o co się pokłóciliśmy, pamiętam tylko, że znowu doszło rękoczynów (nigdy jej nie uderzyłem tak dla jasności), ruszyła na mnie z rękami ja ją odpychałem, czasem odrzucałem od siebie. Kilka razy wyrzuciłem z domu. Raz spała na klatce schodowej (to jej wersja, ja wiem że spała u rodziców). Miała dość mojej nerwicy i tego, że wiecznie źle się czuje, nie dziwię się, życie z nerwicowcem musi być przesrane, tym bardziej, że wszyscy dokoła coś robią a ja nie mogę wyjść z domu bo się boję cholera wie czego. Problem w tym, że nie oczekiwałem wsparcia, ale prosiłem, żeby zwyczajnie mi nie dosrywała. Jakiś czas wytrzymała, ale potem po mnie jeździła, że jestem nieudacznikiem, nierobem, że zasłaniam się chorobą itd. Była wściekła, że nie uprawiamy seksu, że ją olewam, że nie dbam o nią nie mówię jej że ładnie wygląda itd. To wszystko prawda. Byłem najgorszym facetem jakiego może sobie wyobrazić kobieta i tak, nie robiłem/mówiłem tych wszystkich rzeczy, nigdzie nie wychodziliśmy, ale..... Na seks nie miałem ochoty z prostych powodów, miałem bardzo stresującą sytuacje w tamtym okresie o której wiedziała i... matkę za ścianą, z którą mieszkaliśmy przez to, że narobiła długów i nie zamierzała nic z tym zrobić. Nie robiłem nic poza siedzeniem w domu przez pogłębiającą się od dłuższego czasu nerwicę, a wieczne pretensje o to czy o tamto nie pomagały, prosiłem poczytaj o tym skoro moje tłumaczenie na nic się zdaja,bo za cholerę nie mogła tego pojąć. Każdy mój wysiłek, żeby gdzieś wyjść z nią dla niej był kwitowany czymś w rodzaju "pff... wlałbym co innego porobić". Aaa byłbym zapomniał o istotnej rzeczy. Znalazła jedną pracę, potem drugą i teraz ma pracę swoich marzeń i pewnie tylko swoich. Sprzedaje bardzo drogie auta w jednym z salonów. Jej życie zmieniło się o 180 stopni, pod względem pracy i zarobków jest w tej chwili wzorem do naśladowania i jestem z niej bardzo dumny. Jak to się odbiło na naszym związku? Ano odbiło się... O ile ja byłem do tej pory tym co miał fajne auto i trzymał domowy budżet w ryzach to u mnie dla odmiany sytuacja materialną bardzo się pogorszyła i role się zmieniły. Raz, że nerwica, dwa ,że dołek finansowy z mojej strony. Konkretnie było tak, że na początku była po prostu szczęśliwa, kupowała mi jakieś prezenty, drogie, tanie różne. Najeździłem się tymi samochodami w opór i w ogóle dzieliła się ze mną tym szczęściem to nagle ona zobaczyła świat który kiedyś był moim światem (świat z którego zrezygnowałem i który zrezygnował ze mnie), prestiż, pieniądze, samochody, interesy, ludzie którzy gonią za pieniądzem itd. Wydaje mi się, że praca ta pokazała jej, że można żyć inaczej i dobrze, ale chyba się tym zachłysnęła. Nie mam nic przeciwko pieniądzom żeby była jasność cytując klasykę "nie wierzę w tych co wolą tramwaj do beemki", ale trzeba znać umiar. Był to okres kiedy było znowu dobrze, ale jednocześnie zaczęła się ode mnie oddalać. Z mojej strony wróciła zazdrość podyktowana brakiem pewności siebie, bo był małolat i wziął auto za bańkę, a tamten ma śliczne oczy( do tego nerwica i problemy finansowe). Ona zyła pracą, a ja nerwicą. Do tego stopnia, że codziennie słuchałem o jej pracy, a co umnie nie istotne i to jest cytat "ty i tak siedzisz w domu i nic nie robisz to po co mam pytać co u ciebie". W końcu zdecydowałem się wrócić do tabletek (jakoś chwile przed świętami po 5-6 miesiącach męki). Powiedziałem jej, że to będzie okres ciężki dla nas, a ja mogę mieć głupie myśli, z racji tego, że była tym już zmęczona, poprosiłem ją nie o wsparcie, ale tylko o to by mnie nie cisnęła o nic. Uprzedziłem, że pierwszy miesiąc efekty mogą być wręcz odwrotne itd. Wytrzymała tydzień... coraz częściej wraca "z ryjem" do domu. Że burdel, że to czy tamto i o ile na początku miewała racje to w którymś momencie czepiała się o kolor powietrza... Doszło do tego, że jak zbliżała się godzina jej powrotu z pracy to nerwowo chciałem uciec, albo rozglądałem się co może ją wykurzyć i poprawiałem. żyłem w jakiejś cholernej paranoi. Zastraszała mnie baba... Baba która miała pretensje o rzeczy które były wynikiem jej błędów. Czy w takiej sytuacji można mieć do mnie pretensje, że nie miałem ochoty mówić jej, że ładnie wygląda? Niby faceci mają ochotę na seks zawsze, powiem wam, że to gówno prawda. W momencie w którym dzieją się takie rzeczy od seksu przyjemniejszy był widok śliwy pod jej okiem. Absolutnie nie popieram damskich bokserów, ale szczerze mówiąc jestem w stanie zrozumieć niektórych z nich, może nie tych co chleją i im łapki zaczynają latać, bo tym to bym je ucinał siekierą, ale w sytuacjach w których kobieta chce sprowokować szczególnie taka która cię zna lepiej niż ktokolwiek inny i wie który guzik wcisnąć, żeby zabolało to już jestem w stanie to zrozumieć i może nawet usprawiedliwić.. Wracając do tematu to sytuacja w skrócie wygląda tak, od dłuższego czasu dziewczyna która kocham ciśnie mnie o jakieś deklaracje (rozumiem to, poczucie bezpieczeństwa, stabilności) z drugiej strony robi mi piekło na ziemi z powodu frustracji sytuacją w jakiej jesteśmy z jej winy w dużej mierze (do czego się przyznała). W końcu mówi, że musi ode mnie odpocząć kolejny raz wbijając mi nóź w plecy i wyprowadzając się bez słowa. Niby pogadaliśmy, ale nic do niej dotarło. Wyprowadziła się nie mówiąc mi gdzie, po drodze okazało się, że skłóciła mnie ze swoją przyjaciółka i ta nie chce ze mną gadać, podejrzewam, ze znów bym się dowiedział czegoś ciekawego, bo skoro nie podaje adresu to chyba jest to podejrzane, a argument żebym siedział jej pod domem nie przemawia do mnie bo raz nie mam takiego zwyczaju o czym wie, a dwa zostawiła mnie jak się rozchorowałem więc nie był bym w w stanie nawet zwlec się do auta... Teraz siedzi na służbowym szkoleniu, niby ze mną rozmawia, ale bardzo próbuje mi udowodnić jak dobrze się bawi i pokazuje jak bardzo ma mnie w dupie. Niby nie chce mi się tłumaczyć z tego co robi, a po chwili mówi, że  nowy kolega wysyłał jej fajny filmik. Nie pyta jak się czuje itd. Aaa i był bym zapomniał. Ostania awantura była z mojej strony. Poszło o to, że umolismy się że nie będziemy sobie dodawać nowych znajomych na fb itd. Umowa może i głupia, ale nie o to chodzi. Dodała sobie od cholery kolegów z pracy. NIE powiedziała mi to tym tylko zauważyłem to przypadkiem. Zrobiłem awanturę, bo wydaje mi się jak ludzie się na coś umawiają to jakkolwiek by nie było to głupie to zanim zmienią reguły gry to chyba wypada przyjść i powiedzieć "słuchaj wiem, że się umawialiśmy, ale to jest głupie, zróbmy tak i tak'. Co usłyszałem? Że jestem nie poważny i gdybym pracował to bym wiedział jak to jest i że ona ma cudowną prace i leci na szkolenie w egzotyki i nie ma zamiaru się ograniczać. Wcześniej marudziła o ślubie, dzieciach, a teraz nagle chce się bawić? Próbowałem jej tłumaczyć, że jak się jest w związku to pewnych rzeczy po prostu już nie można robić, ale jakoś nie dotarło, bo to ograniczanie i koniec. Laska która wcześniej mi mówiła "jak chcesz to usuń mi wszystkich znajomych bo mi na tym nie zależy, która mogła to samo zrobić u mnie, bo prawdę mówiąc raz, że mi na tym jakoś specjalnie nie zależy, a dwa, że jeśli ma coś ją boleć to nie ma sensu. To nagle z kosmosu afera, że chce żebyś kogoś usunęła bo jak ona się potem wytłumaczy i nagle jest to super ważne... No i ta przyjaciółka... Dziewczynie chyba powinno zależeć na tym żeby jej facet jakoś tam się dogadywał z jej psiapsiuła, a nie na odwrót i celowo opowiadać jak to na  nią najeżdżam i w ogóle uważam ja za dziwkę.  Chyba, że przyjaciółka wie za dużo i mogłaby coś chlapnąć?
Podsumowując ten ostatni etap.
Mówiła mi co ją boli i odgrażała się, że się wyprowadzi, ale jednocześnie nie rozumiała, że robi to po pierwsze w złym momencie, w momencie w którym leże i ledwo się podnoszę a po drugie, że robi to w cholernie chamski, zły i bezczelny sposób. Nie wiem, może frustracja. Nie wiem co mam myśleć o jej odejściu, czy było to podyktowane brakiem deklaracji z mojej strony czy może zachłyśnięciem się światem który i tak ja i tak wypluje? Nie wiem co mam sądzić o jej teraźniejszym zachowaniu, niby ze mną rozmawia, ale po co? Chcę mi zrobić wodę z mózgu i odegrać się za upokorzenia i zniszczyć mnie psychicznie czy może dalej mnie kocha i nie chce odpuścić mimo wszystko? Mówi, że kocha, ale za cholerę nie tęskni i że jest szczęśliwa, ale z drugiej przyznała się, że nie śpi po nocach i wymiotuje z nerwów. Odbiera telefon, czasem sama napisze... Naprawdę, mam mętlik w głowie i mam powoli tego dość... Tak naprawdę nie opisałem wielu, wielu sytuacji poważnych i mniej poważnych... Czy to mojego braku wsparcia kiedy tego potrzebowała jak i jej niecnych zachowań i knowań. Było tego jeszcze więcej. Co ciekawe jak to czytam to ciśnie mi się na usta jedno, PATOLOGIA, ale to nie do końca tak wyglądało, to zlepek informacji który przyszedł mi na szybko do głowy, ale chyba wystarczający, żeby ktoś mądry mógł się wypowiedzieć i powiedzieć coś co może mi jakoś pomoże, bo mimo wszystko kocham ją i zastanawiam się czy jest szansa i sens próbować o to walczyć? Nawet jeśli będzie okazja by to naprawić czy jest w ogóle jakiś sens pytać czy kogoś miała na tym szkoleniu? Proszę o pomoc, bo chodzę po ścianach, nie jem, nie śpię.... nie żyje tak naprawdę i zaczynam mieć czarne myśli....

Link to comment
Share on other sites

@paxtin

Szanowny Panie,

nie bacząc na kulturę języka ani nie uwzględniając zasad darmowej porady opisuje Pan część swoich momentami bardzo przejmujących perypetii. Już sam fakt, że właśnie w taki sposób Pan je przedstawia daje do myślenia. Z jakichś powodów funkcjonuje Pan w warunkach bezplanowości lub wręcz chaosu oraz nieposzanowania pewnych reguł. 

Można tylko podejrzewać jakie są przyczyny tego, że właśnie w taki sposób rozwija Pan swoją historię, przeżywa własne życie. Na podstawie nawet tak rozległego opisu nie wolno psychologowi wyrokować. Sam Pan jednak chyba podejrzewa, że jest coś poważnego na rzeczy, co popycha Pana w coraz większy rozgardiasz lub co najmniej podtrzymuje ciągnący się z Panem nieład. 

Osoby, które funkcjonują w podobny do Pańskiego sposób niekiedy miewają trudności w tym, żeby pracować nad sobą z psychologiem. Czasami nawet zaczynają, ale potem przerywają, co pogarsza sprawę i jest kolejnym epizodem nieporządku.

Skoro napisał Pan na tym forum, to chyba czuje w kościach, że jeśli nic się nie zmieni, Pana rozregulowany sposób życia może na Pana sprowadzić jeszcze większe kłopoty. Lepiej byłoby temu zapobiec. Żeby przestać żyć w nieustającym dramacie radziłbym rozważyć kontakt ze specjalistą, który prawdopodobnie zaproponuje terapię. Proszę to jednak zrobić dopiero, gdy już Pan poczuje, że naprawdę jest na to gotów, a nie pod wpływem impulsu. Kolejny incydent obfitujący w chaos na pewno by Panu nie pomógł, a mógłby tylko zaszkodzić, podtrzymując problematyczne funkcjonowanie. 

Dolegliwości i problemy, które Pan opisuje pod koniec, mogą być objawami depresji, więc warto udać się do lekarza psychiatry. Proszę pamiętać, że w razie poważnego kryzysu i pojawienia się myśli samobójczych ma Pan prawo po prostu zadzwonić po pogotowie, by uzyskać niezbędną pomoc medyczną niezwłocznie. Doraźnie może Pan także rozważyć kontakt z jakimś telefonem wsparcia czy zaufania – niektóre numery są podane na stronie http://www.ocalsiebie.pl/szybka-pomoc/

Pozdrawiam i życzę powodzenia. Jednocześnie lojalnie sygnalizuję, że kolejne nieposzanowanie kultury języka na forum może niestety spowodować, że moderator zablokuje Panu dostęp zanim ja zdążę cokolwiek odpowiedzieć. Będę wdzięczny za uszanowanie zasad netykiety :)

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

 Share



  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się do pytania zadanego na forum, należy na wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć i spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

  • ksiazka.jpg

  • PODCASTY-OCALSIEBIEpl.jpg

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.