Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'zdrada'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Zbyt niska samoocena!Mój problem polega na zbyt niskiej samoocenie i braku zaufania do partnera, a raczej wiary w to, że może mu na mnie zależeć i może mnie pokochać.Mam 34 lata. Nie jestem już młoda a mam problemy nastolatki.Byłam w związku 7 lat, rozstałam się, ponieważ ówczesny partner miał inne priorytety niż ja. Chciałam dom i rodzinę, on bał się odpowiedzialności, być może nie byłam to ja dla niego, łatwiej mu było żyć i mieszkać na kocią łapę. Ja bardzo go kochałam, wręcz szaleńczo. Teraźniejszego partnera poznałam, jak byłam w związku, był moim kolegą, potem stał się przyjacielem, jednak jak zaczęliśmy być ze sobą (on jest po rozwodzie) moja samoocena się z miesiąca na miesiąc pogarsza. On pracuje często z atrakcyjnymi kobietami, ja czuje się dużo gorsza, jestem już stara, nie mam takiej figury. Czasami się zastanawiam, czemu on chce ze mną być? Sam mi wypomniał kiedyś moje mankamenty urody, co jeszcze bardziej mnie dobiło, ale sprawiło, że dużo schudłam, jednak w jego opinii twarz mi się pogorszyła. Wiem, że to głupie, ale mój nowy partner to esteta a ja chyba nie nie jestem wstanie, sprostać jego wymaganiom estetycznym, nie wiem nawet, czy chce. Chodzę ciągle zdołowana, brak mi wiary w moje możliwości, myślę, że kiedyś zostawi mnie dla dużo młodszej i atrakcyjniejszej dziewczyny, to tylko kwestia czasu. Czuje, że jest ze mną, bo nie jest na tyle śmiały, aby być z kimś, z kim naprawdę chce być. Wkurzam się, bo wcześniej uważałam się za atrakcyjną, utalentowaną oraz zaradną kobietę. Byłam odważna i śmiała, teraz to jakieś nieporozumienie, boje się rozmawiać z ludźmi, jestem wycofana. Mój partner nabrał przy mnie pewności siebie, a ja wprost przeciwnie. Rozstał się ze swoją żoną ze względu na różne charaktery, mówił mi, że była ciągle zazdrosna o niego, ja nie chce być taka. Proszę, doradźcie jak przywrócić wiarę w siebie, w swoje możliwości oraz zyskać pewność siebie.
  2. Mam 22 lata. Choruje na depresję, nikt z moich znajomych ani rodziny nic nie wie, chciałam przez to przejść sama także mój partner też o tym nie wiedział. Z moim chlopakiem jestem 4 lata. Gdy zaczęłam z nim być już prawdopodobnie miałam depresję z której on mnie wyciągnął na jakiś czas. Bardzo go kochałam i on mnie też, ale od około roku wszystko się zaczęło psuć, on nie miał dla mnie czasu, nie wspieral, mimo że nie widział o depresji to czułam się że nie obchodzi go nic bałam się mu powiedzieć mimo że czasem chciałam, rzadziej się widzieliśmy, rzadko kochaliśmy, nawet nie całowaliśmy się już jak dawniej. Moja depresja bardzo się pogłębiła przez ten rok mam straszne myśli, dręczą mnie, w głowie coś mi mówi żebym odeszła, żebym zakończyła swoje cierpienie. Czasem nie jestem w stanie wstać z łóżka, ciągle płaczę, a teraz już raczej nawet nie mam siły plakac, i wszystko kryje przed wszystkimi bo nie łatwo o tym mówić. Umówiłam się na wizytę do psychiatry bo miałam już myśli coraz częstsze, i wyobrażałam sobie swoją śmierć i to chyba byl już ostatni moment. Do wizyty jeszcze trochę czasu. Ale ja rozwaliłam sobie życie totalnie.. Mojego partnera naprawę kochałam, ale na koniec naszego związku nie widzieliśmy się około 10 dni i nie mieliśmy kontaktu, bo on twierdzi że pracował i nie miał czasu a ja specjalnie się nie odzywałam żeby zobaczyć kiedy on to zrobi, bo zawsze to ja się odzywałam. Przez te 10 dni nie mieliśmy kontaktu a ja dużo myślałam nad nami bo wtedy przez te dni bez kontaktu miałam bardzo ważna wizytę u lekarza i on nawet nie zapytał o to co mi lekarz powiedział, a na tej wizycie dowiedziałam się czegoś co sprawiło że załamałam się kompletnie. i zaczęłam pisać z kolegą ktorego mój partner nigdy nie lubił. On mi dał duże wsparcie zaczelam widywac się z nim, martwił się i był zupełnie inny niż w tamtym momencie ten mój. I stało się, zdradziłam mojego z tym kolega. Zerwałam z moim chlopakiem tłumacząc że to on rozwalił ten związek bo cierpiałam w tym związku. I nie spodziewalam się że on będzie o mnie walczyć ja myślałam że on uniesie się duma i mnie zostawi. I tu pojawił się problem bo przez tą depresję ja nie potrafię o niczym myśleć, nie umiem wyrażać uczuć, nie wiem co do kogo czuję i każda próba ogarniecia tego bałaganu kończy się na tym że tak mi źle z tym że się okaleczam. Ogólnie mój były bardzo się stara ale nie wie że go zdradziłam, a ten co się z nim przespałam też bardzo o mnie walczy, stara się, jest przy mnie i chce żebym dała mu szanse. A ja? A ja nie wiem. Nie wiem czy kocham któregoś. Czy coś chce. Po prostu przez to że mam myśli samobójcze ja uciekając od nich robię rzeczy których nie powinnam, ciągnie mnie do Niebezpiecznych rzeczy, i myślę nad tym czy depresja mogla się przyczynić do tej zdrady, bo ja nigdy nie byłam taka żeby zdradzić. A teraz ja mam taki bałagan w głowie.. Nie wiem co robić, muszę podjąć jakąś decyzję. Najlepiej chciałabym żeby wszyscy dali mi spokój.. Na ten moment nie wiem co czuje jestem w naprawdę okropnym stanie i boję się że minie dużo czasu zanim będę w stanie podjąć jakąś decyzję, że będę musiała poczekać na działanie leków itd. Bo ja strasznie boję się podejmować decyzji boję się że wybiore źle i do końca życia będę żałować. Wiem że jeśli wybiore tego kolegę to do byłego nie mam powrotu, a jeśli wybiore byłego to tamten też będzie cierpiał. Tak czy siak któryś będzie cierpiał przezemnie.zle mi z tym mam ochotę zrobić sobie krzywdę. Wiem jedno że z byłym wiem już jak było, wiem że mogę liczyć na przyszłość, że on chciał domu, rodziny, że zapewni mi dom, bezpieczeństwo i że zrobi wszystko żebyśmy mieli godne warunki, ale nie wiem czy go kocham czy nie, nie wiem czy to wina depresji czy nie i nie wiem czy on wybaczył by mi zdradę. A z tamtym sama nie wiem ciągnie mnie do niego, ale nie wiem czy to dlatego że to coś nowego że jeszcze nie wiem jak będzie i że nie ma między nami jeszcze przyzwyczajenia. Ale wiem że on zmieniał zawsze dziewczyny dość często mimo że widzę że na mnie mu zależy to i tak się boję, dużo osób mi go odradza że z nim przyszłości nie ma bo nie ma prawka, ma zakaz przez policję, prace zmienia jak rękawiczki, często robi bez umowy, i nie wiem czy taki facet to dobra pszyszlosc ale mimo to ciągnie mnie do niego i tłumaczę sobie ze może dla mnie byl by inny albo że nikt go nie zna z tej strony co ja bo nie wiedzą jak on się stara i jak na mnie patrzy. A z byłym rozmawiałam wczoraj i on myśli że to jego wina że ten związek się zakończył bardzo się stara i pierwszy raz widziałam łzy u mężczyzny i dopiero wczoraj zaczęły nachodzić mnie myśli że być może zrobiłam błąd.. Ale rano wstałam i znowu nic już nie wiem. Czy to wszystko może być przez depresję? To że nie wiem co czuje i że nie umiem podjąć decyzji i czy ona mogła się przyczynić do zdrady? To że ciągnęło mnie do niebezpiecznych sytuacji żeby wybić sobie chec odebrania sobie życia, może być powodem dlaczego zdradzilam? Czy depresja nie miała żadnego wpływu. Ja nie umiem ogarnąć swoich myśli, wiem jedno że jest mi tak źle że boję się czy dotrwam do wizyty. I walczę tak każdego dnia od ponad roku żeby jakoś żyć, żeby nic sobie nie zrobić, dopiero teraz zrozumiałam że to nie jest normalne i umówiłam się na wizytę, ale w tym czasie rozwaliłam sobie życie kompletnie i boję się że wyjdę na najgorsza, że oboje mnie zostawia i przestanę walczyć. Nie chcę tego zakryć choroba ale jeśli ona mogla się przyczynić to może choć trochę mnie zrozumia że ja nie jestem sobą. Bo tak się czuje jakbym nie była sobą. Kiedy robię coś niezgodnego z prawem też nie czuje się sobą dopiero po fakcie to widzę i się boje i mam wyrzuty sumienia które doprowadzają znowu do myśli samobójczych i wtedy żeby zagłuszyć te myśli znowu chce zrobić coś szalonego i tak koło się zatacza a ja jestem w coraz gorszym bagnie i chyba nikt mnie nie zrozumie. Potrzebuję pomocy
  3. Cześć jestem Klaudia mam 25 lat. Od dwóch miesięcy zmagam się z rozstaniem. Partner Zdradził mnie po ponad dwu letnim związku. Już wcześniej wykazywał się obojętnościa i notorycznym kłamstwem ale kiedy wrócił obiecał że to się zmieni będzie inaczej. Rzuciłam dla niego pracę i zostawiłam rodzinę wyjechałam za granicę. Przyjechaliśmy na wakacje a on poszedł do innej nie potrafi mi odpowiedzieć dlaczego i mam wrażenie że dla niego to nic. Było i już. Twierdzi że chce ze mną kontaktu a ja chce go zerwać lecz nie potrafię nie wiem jak to zrobić. Gdy on napisze od razu odpisuje nie chce tego robić. Nie śpię jedynie po tabletkach a myślę o nim każdego dnia. Jak sobie z tym poradzić
  4. Cześć jestem Tomek mam 36 lat. Jak poradzić sobie z lekiem przed zdradą i brakiem zaufania. Przez te dwie rzeczy zniszczyłem moje małżeństwo. Przez brak zaufania po zdradzie mojej partnerki a obecnej żony tak bardzo bałem sie kolejnej zdrady ze zacząłem sprawdzac jej telefon. Doszło do tego że pod wpływem strachu wysłałem jej maile żeby znienawidzila swojego bylego. Jak się dowiedziała ze to ja. Przestała mnie kochać i mi ufać. Chcę to naprawić ponieważ kocham ją nad życie i nasze dzieci również(mamy 2) pomóżcie jak mogę to naprawić i jak poradzić sobie z tym lekiem i zazdroscią
  5. Mężczyzna, lat 22. Witam, od razu ostrzegam, że wypowiedź będzie długa. Poznałem pannę X ponad 6 lat temu, gdy oboje mieliśmy raptem 15-naście lat. Pisaliśmy ze sobą przez pół roku, a następnie weszliśmy w związek. Początek nie był łatwy, mama partnerki się nie zgadzała na związek co dla 16-nasto letniego mnie stanowiło ogromny problem, wtedy podjąłem próbę samobójczą, do której nie doszło. Z racji na problemy w szkole zostałem objęty pomocą psychologa szkolnego, stąd też gdy nie było mnie w dniu sprawdzianu w szkole, moi rodzice zostali powiadomieni, że jestem nieobecny, zadzwonili, żeby wyjaśnić co się dzieje, więc zgodnie z prawdą im odpowiedziałem, że chcę się zabić, bo mama mojej dziewczyny nie wyraża zgody na związek. Ostatecznie po krótkiej rozmowie wróciłem do domu, na pewno też z powodu, że budynek z którego miałem skoczyć był pilnowany. Niestety, młody ja byłem głupi i nieodpowiedzialny, raniłem moją dziewczynę. Przed zawarciem z nią związku, chodziłem z inną dziewczyną, pisałem z nią już gdy byłem w związku z panną X, panna X o niej wiedziała, ale nie wiedziała, że utrzymujemy jakikolwiek kontakt. Pisałem z nią raz na kilka miesięcy, w styczniu kilka lat temu, gdy mój związek był świeży, była wysłała mi swoje nagie zdjęcia, a ja zamiast odrzucić je domagałem się o więcej. Nie dała więcej, nie odzywaliśmy się potem do kwietnia kilka lat temu, akurat w momencie gdy była u mnie panna X była napisała. Ja wiedząc co się znajduje wcześniej wyrwałem jej telefon, panna X stwierdziła, że ją zdradzam i ona odchodzi, więc ja zacząłem się ciąć na jej oczach, dlatego dała spokój z zerwaniem. Później był trochę luz od mojej głupoty, aż nagle przenosiłem się z technikum liceum. Panna X wiedziała o tym, że lubiłem zaczepiać inne dziewczyny i pisać z nimi, więc obawiała się tych przenosin, zagroziła zerwaniem jeśli to zrobię, więc ja ukrywałem to. Niestety podczas kontroli telefonu wyszedł screenshot podpisany "Kochanie". Z dziewczyną "Kochanie" nie łączyło mnie żadne uczucie, nie pamiętam genezy tej nazwy, niestety też usuwałem wszystkie wiadomości z nią i nic poza zrzutem ekranu nie było, panna X napisała do "Kochanie", ta potwierdziła moją wersję, ale pannie X było to mało, ale ostatecznie puściła to mimo uszu. Niestety, głupi i starszy już 19-nasto letni ja nie zauważyłem tego, że moja dziewczyna czyli panna X zamyka się na mnie emocjonalnie. Od mojego 19-nastego roku życia aż do teraz tj. 22 roku życia byłem inny, nie zajmowałem się innymi pannami, poświęcałem całe swoje życie mojej dziewczynie, zamieszkaliśmy razem na studiach w lockdown. Dzień w dzień się widzieliśmy, postanowiliśmy jednak na wakacje wrócić do domów. Najgorsza decyzja w życiu. Przypadkiem dowiedziałem się, że moja panna X była na imprezie, nie wiem z kim, nie wiem co się tam działo, ale zapewniała mnie, że mnie nie zdradziła. Potem zaczęła mówić, że nie wie czy chcę dalej ciągnąć ten związek, mimo, że jej przy mnie dobrze, bo jest zamknięta emocjonalnie. Spotkaliśmy się przypadkiem w piątek w mieszkaniu studyjnym, rozmawiałem z nią, mówiła, że się martwi o mnie, żebym się nie zabił, ja mówiłem, że ją kocham, popłakała się i poszła na imprezę. Miała być rano, była popołudniu, ale nie zastała mnie w domu, oburzony tym, że nie przyszła rano, żeby wyjaśnić wyszedłem. Nie wiem co robić z życiem i z sobą, kocham ją ponad wszystko, życie pod nią układałem i chcę się teraz zabić, ale nie umiem, boję się, że przeżyje i tylko będę cierpiał sparaliżowany. Panna X zawsze była porządną dziewczyną, po dziś dzień jest dziewicą z racji, że ją raniłem nie była gotowa mi zaufać na tyle, by uprawiać seks. Teraz sam nie wiem czy nadal jest dziewicą, czy nie bzykała się w tym klubie, czy ktoś jej nie macał, dla mnie to nie do wytrzymania, bo chciałem byśmy byli dla siebie tylko na wyłączność. Nie wiem czy ktoś jej nie całował, nie ufam jej słowom, po prostu chciałbym, aby do mnie wróciła, powiedziała co się działo na tych imprezach, a jeśli nie to chciałbym umrzeć. Tydzień lecę w ciągu alkoholowym, przestaje pić tylko przed pracą.
  6. Witam. Znam się z żoną od prawie 10 lat. Teraz jesteśmy w wieku żona 35, ja 38. Początek naszego związku jak u każdego głównie związany był z "chemią". Wtedy niestety a teraz już to nie ma znaczenia bo stworzyliśmy fajną rodzinę moja żona po miesiącu spotykania się zaszła w ciążę. Ja stanąłem przed wyborem być mężczyzną i spróbować założyć rodzinę lub małym chłopcem i uciec. Jak się domyślacie postanowiłem założyć rodzinę z nadzieją że wszystko się jakoś ułoży. Przez okres 4 lat tworzyliśmy związek partnerski. Mieszkaliśmy razem, wychowywaliśmy dziecko, ja pracowałem wybudowałem dom. Żona zawsze pragnęła ślubu ja byłem wiecznie nie zdecydowany. Po 4 latach postanowiłem że weźmiemy ślub cywilny. Żona jednak chciał także uregulowania Kościelnego więc 3 lata później wzięliśmy ślub Kościelny. Zaraz po ślubie bardzo chcieliśmy mieć drugie dziecko więc już po dwóch miesiącach byliśmy w ciąży. Aktualnie nasza druga pociecha ma ponad dwa latka. Nasz staż Kościelny wynosi ponad 3 lata. Dwa miesiące temu żona po babskiej sobotniej wizycie u sióstr w niedzielę oznajmiła mi że musi coś mi powiedzieć. Od wielu lat twierdziła że coś jej leży na sercu i w końcu mi powie. Jak pierwsze nasze dziecko miało około 8 miesięcy mieliśmy spięcie po którym pojechała do mamy na kilka dni (ogólnie to był okres kiedy różnie nam się układało). Jednej nocy pojechała się spotkać z byłym kolegą którym dawno temu pracowała (przed naszym związkiem) ale także sypiała. Jak się domyślacie całą noc uprawiali seks. Mówi że bardzo tego od razu żałowała i ten seks dla niej nie był taki jak sprzed laty pamiętała. Twierdzi że powiedziała mi bo od lat ją sumienie gryzło. Jednak po naszych rozmowach wiem że naszego dziecka pilnowała szwagierka, która za każdym razem jak się z żoną pokłóciła groziła że mi powie. A po ostatnim babskim spotkaniu i kolejnej sprzeczce żony i jej siostry, dowiedziała się druga siostra i jej mąż. Podejrzewam że czynnikiem motywującym były obie rzeczy - wyrzuty sumienia i strach że dowiem od kogoś innego. Nie mogłem w to uwierzyć - może początkowe lata były różne ale ostatnie kilka były naprawdę piękne. W pierwszej chwili załamałem się ale po 2-3 dniach poczułem większa chęć bliskości żony. Rozmawialiśmy wieczorami jak dzieci poszły spać i kochaliśmy się przez co najmniej dwa tygodnie codziennie. Teraz tak myślę że był to dla mnie rodzaj terapii. Żona bardzo żałuje tego, chciałaby to cofnąć, wtedy nie sądziła że stworzymy razem taką świetną rodzinę. Postanowiłem wybaczyć żonie i się z tym pogodzić zwłaszcza że zapewniała mnie że tylko wtedy i nigdy więcej mnie nie zdradziła. Zawsze wierzyłem że mogę w 100 procentach ufać żonie. Jednak postanowiłem w jakiś sposób coś sprawdzić by być pewnym. Po tylu latach małżeństwa korzystamy wzajemnie ze swoich telefonów i mojego laptopa. Tak jakbyśmy nie mieli tajemnic przed sobą. Moja żona jest zawodu kelnerką. Kiedyś sprawdziłem naszą oś czasu google (narzędzie google do lokalizacji naszych telefonów rzekomo działające z dokładnością do 20 metrów przez gps). Zaniepokoiła mnie jedna rzecz a raczej kilka, ale najbardziej mnie zastanawia ta: Gdy pracowała (a było to 2 miesiące przed naszym ślubem Kościelnym - na który się cieszyła i nie mogła się doczekać)w weekend powinna nocować w miejscu pracy a oś czasu pokazuje że z soboty na niedzielę od 2:30 do 5:50 była w domu oddalonym o 23 km od jej miejsca pracy. Kiedy jej to pokazałem stanowczo zaprzeczyła że ona nigdzie jeździła i poza tą zdradą co mi powiedziała nigdy nie zrobiła nic innego. Na drugi dzień gdy znowu poruszyłem temat by mi powiedziała bo skoro jedną zdradę jej wybaczyłem to jestem więcej w stanie znieść tylko chcę już nas związek opierać tylko na szczerości i prawdomówności. Znowu zaczęła mnie zapewniać że to jakaś nie prawda i nie będzie ponosić odpowiedzialności za coś co nie zrobiła, poza tym przyznała się do seksu z kimś już wcześniej, więc jakby naprawdę gdzieś była to czemu miałaby mi nie powiedzieć, bardzo się rozpłakała i wybiegła z imepetem z domu. Długo ją szukałem bo bałem się że sobie coś zrobi, ale jakoś przekonałem żeby wróciła do domu i głupot nie robiła bo mamy rodzinę i dla kogo żyć. Powiedziałem że jej wierzę (zrobiłem to chyba tylko dla jej dobra, ale to moje kłamstwo zdaję sobie z tego sprawę). Z doświadczenia wiem że oś czasu google pomimo podróży osoby z telefonem może nic nie pokazać, ale jeśli już coś pokazuje to prawie się to zgadza z rzeczywistością, czasami o te 50 metrów się myli. Poza tym oś czasu jakiś rok wcześniej też wskazuje kilka odwiedzin w dzień w jakimś domu w miejscowości oddalonej o 15m od nas - gdzie nie mamy rodziny ani żadnych znajomych - oczywiście żona też twierdzi że tam nigdy nie była. Nie wiem co mam o tym myśleć - między nami jest teraz super bo oboje się staramy. Ale nie ma dnia i godziny w której bym nie myślał o tym czy przez te lata nie oszukiwała mnie bardziej, a gryzące sumienie kazało jej w końcu powiedzieć to najstarsze bo jej głównym tłumaczeniem było że się kłóciliśmy mało się kochaliśmy. A do rzeczy które wynikły w małżeństwie cywilnym i tuż przed ślubem Kościelny już nie ma za bardzo jak się tłumaczyć - bo mógłbym już tego jej nie wybaczyć. Proszę o jakieś słowa wsparcia jest mi bardzo ciężko. "Ludzie boją się tego co nie znają" Ja się właśnie boję tego że ma więcej tajemnic dotyczących naszego związku, mam coś w rodzaju jakiegoś dowodu (oś czasu) ale nie wiem co się tam stało i czy naprawdę to się wydarzyło.
  7. Wygląda na to, że jestem chorobliwie zazdrosna i nie radzę sobie z tym. Niszczę cudowny związek z bardzo wartościowym człowiekiem, bo nie umiem ufać, wciąż go sprawdzam, kontroluję i jestem zazdrosna o jego bratanicę. Tak, być może to chore ale gdy zwraca się do niej czule i jeszcze czasami padnie że ją kocha (mi tego nie mówi wcale) to mnie rozrywa, pęka mi serce. Wiem, że nie mogę być o to zazdrosna ale tak bardzo mi przykro, czuję że ja jestem mniej ważna, gdy widzę jak czule o niej mówi, jak ją chwali. Przykro mi, że choć jest rozpieszczona i grubsza to jest taka cudowna i idealna,a ja zawsze byłam szczupła będąc dzieckiem i grzeczna podobna ale jakoś nikt tak się mną nie zachwycał. Chciałabym być numerem jeden i czuć to na każdym kroku, chciałabym żeby o mnie się wypowiadał czule, boli mnie że ona jest lepsza ,taka młoda mała niewinna a ja po prostu coraz starsza, mam zmarszczki, czuję się taka ,, zużyta" i coraz mniej potrzebna. Chciałabym bardzo dużo uwagi k miłości przez to się kłócimy,robię awantury o tę małą, Choć to nienormalne , chyba go ty. Ramię, ale ja ..... po prostu cierpię..... Jak jestem z nią sam na sam to jest super, lubię ją w ogóle kocham wszystkie dzieci z którymi przebywam, uważam je za cudy, ale gdy już on do niej zwraca się czule np. ,,niunia" albo ,,robaczku" czy jeszcze innymi słowami które myślałam że są zarezerwowane dla mnie i czułam się dzięki nim wyjątkowo to po prostu CZUJĘ SIĘ STRASZNIE, chcę mi się płakać, boli mnie tak jakby mnie miał za chwilę zdradzić. Nie daje już rady, myślałam żeby odejść i przestać się męczyć i bać, jakby ona miała mnie kiedyś zastąpić, bo jestem coraz starsza, brzydsza, zmarszczona i zużyta,a ona rośnie, ładnieje, jest słodka no i on ją uwielbia. Tak bardzo mi z tym źle, że ostatnio miewam myśli samobójcze, jakbym podświadomie była pewna że prędzej czy później ona mnie zastąpi??? Nie wiem jak to opisać. Do tego często mam zachowania kompulsywne typu objadanie się drapanie do ran gryzienie buzi i ciągły stres i napięcie nawet bez powodu. Ciągle czuję obawę i lęk. Pomóżcie proszę 🥺🥺🥺
  8. Witam, jestem ze swoją Żona od 7lat małżeństwem. Moja Żona kilkukrotnie mnie zdradziła i przyznała się do tego. Rozstaliśmy się jakiś czas temu ponieważ byla z innym partner. Teraz wróciliśmy do siebie, ale cały czas się klucimy ponieważ ja nie potrafię jej zaufać jestem chorobliwie zazdrosny i boje się że znowu mnie zdradzi. Nie potrafie sobie z tym poradzic a Żona nie bardzo chce mi w tym pomóc, nasze małżeństwo wisi na włosku ja mam w głowie caly czas chore myśli, że zdradza że utrzymuje kontakt z tym partnerem z którym była w trakcie naszego małżeństwa. Nie wiem jak z tym walczyć, chce jej zaufać ale niepotrafie. Psychicznie jestem j wykończony ciągle myśli, ciągły strach, ciągle klutnie sprawiają że zaczynam pogadać w depresję i relacje nasze są coraz gorsze. Jeśli jeszcze można nazwać to relacjami. Chce uratowac ro małżeństwo ale nie wiem jak sobie z tym radzić. Czy potrzebuje pomocy specjalisty?czy we dwoje powinniśmy pojsc na terapie?dodam że Żona broni się przed terapia rękoma i nogami, powtarza że nikt obcy nie będzie jej mowil jak ma zyc. Co robić w takiej sytuacji, gdzie się udać?jak rozmawiac?
  9. Witam. Nie bardzo wiem jak zacząć ajlepiej od początku... 27 lat byłem żonaty wydawało by się że szczęśliwy. Cały mój świat był zbudowany wokół niej praktycznie wszystko od A do Z. Kilka lat temu mój świat się rozpadł złapałem żonę na zdradzie.... Próbowałem ja odzyskać ale ona wiedziała że nigdy jej nie wybaczę. No i wszystko się posypało jak lawina 2 lata zajęło mi pozbieranie się do kupy. Zamknalem dom na 4spusty wyjechałem za granicę przez kolejny rok skupiłem się na karierze kupiłem dom za granicą z myślą że nie wrócę do polski... W końcu jak już czulem ze panuje nad moim życiem postanowiłem zaufać kobiecie i znaleźć sobie partnerkę. Jak się okazuje wcale nie jest to łatwe... No ale w końcu poznałem... Polubiłem Lecz nie pokochałem no właśnie nic kompletny brak uczuć lubię z nią spędzać czas spacery wloczenie się po sklepach przejażdżki rowerowe było naprawdę fajnie... Pomyślałem starzeje się więc w zasadzie uczucia są nie potrzebne a samemu na świecie ciężko. No i minął kolejny rok... Dobry rok, związek przyćmił moja rozpacz po rozwodzie, zaczęły się goić rany. Niestety moja partnerka chciała więcej niż mogłem jej dać zaczęła manipulować związkiem stwierdziła że musi zrobić sobie przerwę od nas żeby zrewidować swoje uczucia. No cóż może miłością ją nie darzyłem ale czym jest miłość nie wiem czy w ogóle istnieje ale mniejsza z tym... Minęło pół roku pojawiła się inna kobieta w moim życiu całkiem przypadkiem oczywiście jak to w życiu bywa polubiłem ją ale bez miłości nie wiem może to mojej lubienie jest jakaś forma miłości... Lubię spędzać z nią czas mamy wspólne tematy w łóżku też jest świetni ale.... No właśnie ale czegoś brakuje. Zaproponowałem jej żeby zamieszkała ze mną... Zgodziła się pojechałem po nią zamieszkała u mnie i wiecie co życie to prawdziwa dzi.... Zadzwoniła moja poprzednia że muszę do niej przyjechać... No i co.... Pojechałem ehhh zaczęła że nie może żyć beze mnie ze kocha mnie nad życie płacz te sprawy mówię jej dziewczyno pół roku minęło rozstaliśmy się a ona ze nie ze to tylko przerwa była. Postanowiłem to przemyśleć. Przespać się z tym i za nic nie zrozumiem siebie naprawdę nie wiem czemu to zrobiłem ale wróciłem do niej. Wróciłem do domu opowiedziałem cała historie pani nr 2 dosłownie wszystko i że postanowiłem wrócić do pani nr 1. To był początek związku trochę popłakaliśmy ale zrozumiała wszystko i cieszyła się że byłem szczery wobec niej... Jednak poprosiła mnie czy mogła by zostać u mnie powiedziała że będzie płaciła mi za pokój bo chce sobie ułożyć życie oczywiście zgodziłem się bo czemu nie. Opowiedziałem pani nr 1 że mam lokatorkę stwierdziła że nie ma nic przeciwko. No i super pomysłem wszystko zaczyna się układać... Ja ją się mylilem... Któregoś wieczoru pani nr 2 zaprosiła mnie na lampkę wina jaecie jak to się skończyło powiedziała że ze wszystkiego nie musimy rezygnować a że sex mamy epicki więc... No i czuje się jak bym robił to samo co moja ex no żonaty nie jestem ale mam teraz dziewczynę i kochankę w tygodni z jedną w weekendy z drugą i nie mam pojęcia jak się z tego wykaraskac wkobcu pani nr 2 powiedziałem że nie możemy tak postępować a ona ze nie zrezygnuje ze mnie bo kocha mnie nad życie... Następna kuźwa.... Ja to nawet nie wiem wiem jakie pomocy szukam może po prostu chce się komuś wygadać bo naprawdę nie mam komu o tym powiedzieć... Nie chcę zranić tych kobiet nie zasługują na to i wiem że ranie je postępując w ten sposób. Nie mam pojęcia co mam zrobić zastanawiam się czy nie zamknąć kolejnego domu na 4spusty i nie zacząć życia od nowa gdzieś w kolejnym kraju...
  10. Jestem 32 letnia kobietą. Od 6 lat jestem w związku małżeńskim. Męża poznałam na studiach. Zakochaliśmy się w sobie, wtedy też dowiedziałam się o jego problemie z płodnością. Przysięgłam mu, że zrobię wszystko zeby mu pomóc, zeby mógł zostać ojcem. Byłam wtedy osobą bardzo wierzącą i wizja in vitro mocno kłóciła się z moimi przekonaniami. Po 3 latach znajomości wzięliśmy ślub. Naturalne nie udawało mi się zajść w ciążę, więc mąż zaczął naciskać na in vitro. Bardzo go kochałam, zgodziłam sie i mamy cudowną córeczkę. Co jakiś czas męczyły mnie wyrzuty sumienia z tego powodu, że zaparłam się Boga, że Boga nie postawiłam na pierwszym miejscu. Tłumaczyłam to sobie ogromną miłością do męża i chęcią jego uszczęśliwienia. Po 2 latach małżeństwa udało mi się dostać na wymarzoną specjalizacje lekarska. Podjęcie jej wiązało się z przeprowadzka 300 km. Dziecko miało wtedy 1,5 roku. Mąż nie chciał zmian. Mówił, że miał nadzieje, ze nie uda mi się dostać. Twierdził, że nie damy sobie rady. Zwatpilam w siebie. Nie podjęłam specjalizacji. Mąż caly czas rozwijał swoją karierę. Dziś jest specjalistą. Miesiąc temu dowiedziałam się o jego zdradzie. Poznał w pracy kobietę. Całowali się, pisał do niej wiadomosci, że tęskni za jej uśmiechem, chcial się z nią ponownie spotkać. Mi przyrzekał, że więcej nic między nimi nie było. Że to ja jestem nienormalna, że robię aferę z niczego, że nic takiego się nie stało. Dziś dowiedziałam się, że miesiąc po naszych zaręczynach zrobil to samo z inną kobieta. I znowu tłumaczenia, że był pijany, że to nic takiego. Po tym wszystkim mój świat się załamał. Nie wiem kim jestem. Nie wiem z kim zylam przez ostatnie 10 lat. Mam napady agresji, rzucam się na niego z pięściami, wyzywam go. On nie pozostaje dłużny. Do tego obarcza mnie winą, że byłam niewystarczająca w relacjach damsko-męskich, że gdybym robila to czego on ode mnie oczekuje w lozku do niczego by nie doszło. Jestem wrakiem człowieka, mam mysli samobójcze. Nie wiem co mam dalej robić. Nie chce pozbawiać dziecka pełnej rodziny, bo sama wychowywałam sie bez ojca i wiem jakie to niesie ze sobą piętno. Te ostatnie lata sprawiły, że poczcie własnej wartości spadło do minimum, nie mam już poczucia bezpieczeństwa. Noe.chce dłużej takiego życia. Jestem 32 letnia kobietą. Od 6 lat jestem w związku małżeńskim. Męża poznałam na studiach. Zakochaliśmy się w sobie, wtedy też dowiedziałam się o jego problemie z płodnością. Przysięgłam mu, że zrobię wszystko zeby mu pomóc, zeby mógł zostać ojcem. Byłam wtedy osobą bardzo wierzącą i wizja in vitro mocno kłóciła się z moimi przekonaniami. Po 3 latach znajomości wzięliśmy ślub. Naturalne nie udawało mi się zajść w ciążę, więc mąż zaczął naciskać na in vitro. Bardzo go kochałam, zgodziłam sie i mamy cudowną córeczkę. Co jakiś czas męczyły mnie wyrzuty sumienia z tego powodu, że zaparłam się Boga, że Boga nie postawiłam na pierwszym miejscu. Tłumaczyłam to sobie ogromną miłością do męża i chęcią jego uszczęśliwienia. Po 2 latach małżeństwa udało mi się dostać na wymarzoną specjalizacje lekarska. Podjęcie jej wiązało się z przeprowadzka 300 km. Dziecko miało wtedy 1,5 roku. Mąż nie chciał zmian. Mówił, że miał nadzieje, ze nie uda mi się dostać. Twierdził, że nie damy sobie rady. Zwatpilam w siebie. Nie podjęłam specjalizacji. Mąż caly czas rozwijał swoją karierę. Dziś jest specjalistą. Miesiąc temu dowiedziałam się o jego zdradzie. Poznał w pracy kobietę. Całowali się, pisał do niej wiadomosci, że tęskni za jej uśmiechem, chcial się z nią ponownie spotkać. Mi przyrzekał, że więcej nic między nimi nie było. Że to ja jestem nienormalna, że robię aferę z niczego, że nic takiego się nie stało. Dziś dowiedziałam się, że miesiąc po naszych zaręczynach zrobil to samo z inną kobieta. I znowu tłumaczenia, że był pijany, że to nic takiego. Po tym wszystkim mój świat się załamał. Nie wiem kim jestem. Nie wiem z kim zylam przez ostatnie 10 lat. Mam napady agresji, rzucam się na niego z pięściami, wyzywam go. On nie pozostaje dłużny. Do tego obarcza mnie winą, że byłam niewystarczająca w relacjach damsko-męskich, że gdybym robila to czego on ode mnie oczekuje w lozku do niczego by nie doszło. Jestem wrakiem człowieka, mam mysli samobójcze. Nie wiem co mam dalej robić. Nie chce pozbawiać dziecka pełnej rodziny, bo sama wychowywałam sie bez ojca i wiem jakie to niesie ze sobą piętno. Ale tego czlowieka juz szczerze nienawidzę! Nie chcę z.nim być tylko dlatego, zeby nie być samą. To wszytsko spowodowało, że poczucie własnej wartości spadło do minimum, nie mam już poczucia bezpieczenstwa. Nie chce dłużej tak zyc, a nie potrafię odejść, bo się boję życia w pojedynkę.
  11. Witam czuję że straciłam kontrolę nad moim życiem i potrzebuję rady.. , jestem w związku 12 lat i mamy wspólne dziecko z partnerem. Roznie się między nami układało przeważnie było źle.. Ostatnio przed swietami mieliśmy kryzys a właściwie partner robił wszystko bym go znienawidziła, zostawiał mnie weekendami imprezował z kolegami, prosiłam i błagałam żeby poświęcił mi trochę uwagi.. Przynosiło to odwrotny skutek.. Miał mnie w dupie.. Oprócz tego pod wpływem narkotyków przegrywał swojee zarobione pieniądze w maszyny... Wariowałam w domu i z samotności... W styczniu Postanowiłam że wroce do poprzedniej pracy, do ludzi z nadzieją ze mój stan psychiczny się polepszy. Tam znów spotkałam kolegę który zawsze bardzo mi się podobał, mieliśmy wspóly język zawsze, dogadywaliśmy się bez słów.. kiedyś odszedł z pracy i bardzo to przeżyłam.. Czułam jakbym straciła kogoś ważnego.. Płakałam każdego dnia z tęsknoty za nim.. Później ja również zmieniłam pracę i nie widzieliśmy się w ogóle. Czasami zmieniliśmy kilka zdań przez messemger. Minęło półtora roku od kiedy się nie widzieliśmy i byłam bardzo zaskoczona gdy znowu go ujrzałam, wrócił miesiąc przede mną, czułam że serce mi z piersi gdy go zobaczyłam. Każde przerwy spędzaliśmy razem, I rozmawialiśmy. Któregoś razu spotkaliśmy się przypadkiem na imprezie u naszej wspólnej koleżanki, wypiliśmy trochę i zaczęliśmy całować się jak szaleni. W pracy widywaliśmy się i tylko marzyliśmy o sobie wzajemnie, w końcu niedawno spotkaliśmy się u niego. Kochaliśmy się caly dzień, bylo cudownie. Wyznaliśmy sobie miłość.. Lecz mój partner również zmienil swoje nastawienie do mnie. Zauważył ze jestem inna i już go nie potrzebuje.. ZACZAl się starać. Mogę powiedzieć że od jakiegoś miesiąca jest cudownymm partnerem i ojcem. Mam wyrzuty sumienia w stosunku do niego i do mojego kochanka, nie wiem co mam zrobić.. Kocham dwie osoby na raz.. Czuję że bez żadnego nich moje życie nie będzie miało sensu.. Obawiam się że jesli wybiorę Partnera że mój partner z biegiem czasu wróci do dawnych nawykow i znów będę żałować ze odtrąciłam mojego drugiego ukochanego. Jeśli wybiorę drugiego, mój partner nie wybaczy mi będzie się mścił i nie pozwoli nigdy być szczęśliwa, skrzywdzi albo mnie albo jego albo siebie... Gdy wpadnie w szal nie kontroluje emocji.. Niszczy przedmioty...Nie chce skrzywdzić żadnego z nich.. Bardzo mi zależy, na jednym i drugim. Nie potrafię myśleć racjonalnie.. Proszę mnie nie oceniać.. Czuję się że sobą paskudnie.. Nie potrafię patrzeć w lustro.. Czuję się jak okropna manipuatorka.. Jestem strasznie sllaba psychicznie.. Boję się że tego nie wytrzymam i że zrobię sobie krzywdę. Pomocy
  12. Witam. Przed ślubem jako panienka zdradziłam partnera. Raz pod wpływem alkoholu a drugi raz juz po zaręczynach. Byliśmy szczęśliwi rozłąka nas dużo kosztowała. Wyjechaliśmy tuz po zzarczynavh oboje za granicę w dwa rozne miejsca. Będąc tam rozpętało się piekło gdyż mój pierwszy partner ze zdrady napisał o tym i uświadomił mojego chlopaka o tym . Oczywiście byl telefon i długa rozmowa rozłąka która nie była zależna od nas dzieliły nas km oraz praca w której się znajdowaliśmy... byl tam o 3 lata starszy facet który potrafił mnie zrozumieć i pocieszyć z tego Rodziło się coś więcej może nie miłość ale jakas wiez sympatią. Stalo się najgorsze wylądowaliśmy w łóżku nie jeden raz tylko kilka ... milczałam przez 9 lat lecz nagle okazalo się ze mój partner zaczął pisać z moimi 2 przyjaciółkami jedna z mojego wieku druga o 10 lat młodsza z dzieciństwa i opowiadał ze jest nieszczeliwy w małżeństwie , że zmieniłam się , nie dogaujemy się tak banalne sprawy. Jednak z pierwszą pisał o wszystkim o sexie, pozycjach w łóżku, wysyłała mu nawet zdjęcia w bieliźnie ze niby dla partnera taka kupila. Z drugą zaś złapał wiez , zeszłym roku zaczęła pracować online przyjechała do domu rodzinnego i zaczęła dzien dnia przychodzić jak nie na kawę to na drinka zaczęli ze sobą rozmawiać, pisać, na początku nie było nic w tym złego cieszyłam się że złapali dobry kontakt jak z jedną i drugą. Nagle sytuacja zaczęła nabierać innego znaczenia zaczęli siadać bardzo blisko przy sobie dotykać się niby przez przypadek i oczywiście dIen dnia pisać. Aż w końcu oboje się zakochali w sobie chodz dziewczyną stwierdziła że nigdy by mi tego nie Robiła. Kilkukrotnie próbowali zerwać te wiez ale było silniejsze to od nich aż w końcu mój mąż napisał do niej ze ja bardziej kocha niż mnie i wie ze ona ma tak samo . Ona czuła się zazdrosna o moją rodzinę ze mówimy do siebie kotku/Kochanie. On również byl zazdrosny o nią... było to tak widoczne uczucie 3 nie tylko ja je zauważyłam mowila mu o ty zw czuje się zdradzona... w trakcie ostatniej kłótni zapytal mnie o zdradę i mu powiedziałam że była za granicą tez. Ignoruje mnie rozumiem musi to przetrawić. A co najlepsze jak wróciłam z zagranicy zaszłam w ciążę on myśli że pierwsz dziecko moze nie być jego. Nie potrafię wytłumaczyć mu ze kochałam go i kocham a dziecko jest jego.. pozdrawiam zagubiona15
  13. Cześć, jestem młodą mamą miesięcznego chłopca. Pisze ponieważ borykam się z problemem już rok. 5 lipca 2020 mój chłopak mnie zdradził. Przyznał się do tego. Pobawił się z ta dziewczyna tydzień i wrócił. Wybaczyłam. Lecz nie do końca. Do dnia dzisiejszego mam obsesje na punkcie tej dziewczyny, mam lek przed kolejna zdrada, boje się ze znowu mnie skrzywdzi. Śni mi się to wszystko po nocach. Pojawiają mi się obrazy ich rozmów przed oczami… Najgorsze są noce, często łapie dołki. Wypominam mu. Nie umiem sobie z tym poradzić. Czuje jak zjada mi to cała moja energię do życia.
  14. Mam 27 lat i nie mogę wytrzymać z moją partnerką. Jesteśmy razem 6 lat, mieszkamy razem od dwóch. Od momentu zamieszkania ze sobą wszystko zaczęło iść jeszcze gorzej niż wcześniej. Mieszkając z partnerką jestem świadkiem jej "żmijowych" zachowań, przykłady: - wyzywanie swojej matki od kretynek, idiotek - bo jest niezaradne życiowo. Przykłady - Krzyczenie na nią, że (matka) nie pomaga jej się utrzymać, że przez złe nawyki z dzieciństwa ona teraz przytyła (przytyła od kiedy się wyprowadziliśmy) bo je słodycze. Ciągle wracanie do przeszłości, dwa razy w tygodniu jest w domu awantura przez telefon - bo poprosiła. matkę o coś i matka tego nie zrobiła, bo hałasuje do słuchawki, bo nie słucha - każda z jej koleżanek jest chociaż raz na kwartał nazywana cipą, debilką itp. Generalnie każda relacja tak wygląda. O moich znajomych też ma takie zdanie, o mojej mamie również. - każda klotnia kończy się obwinianiem mnie za skutki fizyczne, tj. ze ona się spina i teraz boli ja głowa, dno miednicy, oko itp. Ogólnie nie wolno się nie zgadzać, bo podczas dyskusji ona również się napina - oczywiście wina w regularnych klotniach tez jest moja - a jeżeli fakty świadczą inaczej to tym gorzej dla faktów. Przykład - idąc na zakupy partnerka regularnie kupuje słodycze - warto tu nadmienić, że z racji wyższych zarobków to ja utrzymuje dom(partnerkę częściowo również, choć sama pracuje to nie starcza jej pieniędzy). Przed zakupami zawsze pytam co kupujemy żeby nie kupować rzeczy, które się mogą zepsuć. Partnerka powiedziała, że po powrocie zrobi sałatkę. Kupiła składników za 30-40zl i w domu się okazało, że awokado jest niedojrzałe. Usłyszałem, że to moja wina, bo ja zmuszam do robienia sałatki. - w życiu codziennym ona wg siebie nie popełnia błędów, a błędy innych są tragedią i za każdym razem potrzebuje żeby ją utwierdzić w tym, że ludzie są idiotami. - nie ma do mnie szacunku, w tym zwiazku szacunek się skończył dawno temu (wyzwiska itp) - każda błahostka jest sprowadzana do kłótni (patrz rozmowa o awokado) W ciągu tych sześciu lat wielokrotnie przy okazji kłótni mówiłem o rozstaniu, bo nie byłem w stanie znieść tych rzeczy. Potem się godziliśmy i było parę dni spokoju. Już byly bardzo długie epizody ze nie mówiłem jej nic na temat uczuć i miłości, co zresztą często mi wypominala. Na temat śślubu ja nie chce nawet słyszeć nic, ponieważ w tej dramatycznej sytuacji nie wyobrażam sobie czegoś ttakiego, natomiast partnerka bardzo na to naciska. Zacząłem chodzić do psychoterapeuty bo nie radzę sobie z tą sytuacją, ale to wczesny etap, a ja czuję, że z każdym dniem siwieję coraz bardziej.
  15. Witajcie, nie wiem czy tutaj powinienem napisać swój post, ale musze to komuś powiedzieć/napisać i wybrałem to forum. Do rzeczy. Jesteśmy już ponad 6 lat razem, prawie rok po zaręczynach. Narobiłem wiele głupot, które udawało nam się jakoś odkręcać i stawać po nich do pionu. Ostatnio, jednak jest coraz gorzej (ciągłe awantury i agresja, wychodzenie z mieszkania, trzaskanie drzwiami, zaszywanie się w samochodzie na kilka godzin). Sam nie wiem co napisać, bo mój słomiany zapał podpowiada, żebym odpuścił, bo i tak nikt nie pomoże. Mimo to spróbuję coś wyskrobać, a nóż ktoś się zainteresuje. Zło zaczęło się wkradać do naszego związku od strony pornografii, ja po nią sięgałem i masturbowałem się do obcych kobiet w Internecie, na domiar złego dwukrotnie zdradziłem moją dziewczynę z Paniami na kamerkach on-line. Diagnozuję to jako swoisty początek rujnowania naszego związku. W zasadzie zostałem złapany na gorącym uczynku, bo moja dziewczyna trafiła jakoś na moje konto, na którym oglądałem Panie na kamerkach i trzeba było jakoś się dogadać. Myślałem, że to koniec, ale jakoś udało nam się wypracować porozumienie i dalej trwać sobą. Mimo, że te kamerki miały miejsce 3 lata temu, a porno nie tchnąłem od jakiegoś roku, to i tak w kłótniach ten temat jest często wypominany. Dziś, podczas kłótni, moja dziewczyna znalazła zrzuty ekranu właśnie z tego konta do kamerek. Strasznie się tego wstydzę i jak je zobaczyłem to wyszedłem z mieszkania. Zmieniłem pracę (jakoś 1,5 roku od znalezienia tego nieszczęsnego konta) na lepiej płatną, ale musiałem być dwie noce w tygodniu poza domem, chyba rozumiecie jaki to był ciężar psychiczny dla mojej dziewczyny, która nie mogła się pogodzić, że nie ma mnie w domu (pewnie oglądam porno). Było coraz gorzej. Każdy powrót z tych dwóch dni był gorszy od poprzedniego. Powalczyłem. Udało mi się doprowadzić do sytuacji, w której jestem wszystkie noce na miejscu, żeby nie było podejrzeń. Chodzę z nią na siłownie (bardzo nie lubię tam chodzić), żeby też nie musiała mnie zostawiać samego na 2-3 godziny na mieszkaniu. Myślałem, że jakoś to poukładam. W międzyczasie, gdy zauważyłem, że sytuacja wymyka się spod kontroli ruszyłem na terapię do specjalisty. Po 8 spotkaniach stwierdziłem, że tylko dodatkowo stresują mnie te wizyty, a płacę za nie i nie czuję, żeby było mi lepiej wręcz gorzej. Ostatnio jest już fatalnie. Kłócimy się i rzucamy na siebie o byle błahostkę i ja nie umiem tego zahamować. Strasznie jestem nerwowy, a nie chciałbym, tylko czasem nie umiem reagować inaczej. Teraz, pisząc to ciągle płacze i zupełnie nie wiem co mam zrobić. Mam tylko szczęście, że jestem tchórzem i boję się śmierci, w inny wypadku leżałbym już w jakimś rynsztoku po złotym strzale. Niestety, nie umiemy się rozstać. Czy jest dla nas jakaś szansa? PS. Nasze rodziny są w sztosie planowania wesela, a ja sam nie wiem czy chcę. Nie radzę sobie.
  16. Jakie macie ulubione ubrania oraz buty w swojej garderobie? Co jest u Was must have?
  17. Ludzie proszę odpowiedzcie w moim temacie bo juz nie daje sobie rady😭🥶
  18. Witam. Nie wiem od czego zacząć więc od razu wale prosto z mostu.. Mam problem z opanowaniem emocji.. podczas kłótni z facetem a nawet czasem zwykłej rozmowy wybucham bez powodu.. prowadzę wtedy monolog w krzyku.. On stara się nie reagować ale ja chodzę za nim dotąd aż wyprowadzę go z równowagi padają wtedy złe słowa, których normalnie bym nie powiedziała. Zawsze po takiej kłótni żałuję tego co się wydarzyło ale czasu juz nie cofnę. Mój Partner moim zdaniem nadużywa alkoholu, myślę że to też często mnie prowokuje do takich sytuacji. On nie widzi w tym problemu co jeszcze bardziej mnie nakręca. Dodam, że przez pół roku byłam przez niego oszukiwqna i zostałam zdardzona. Jesteśmy nadal razem, wybaczyłam mu, ale nie potrafię o tym zapomnieć i często do tego wracam co też powoduje kłótnie. Nie wiem co mam robic? Czy to normalne? Może potrzebuje jakichś leków uspokajających. Proszę i pomoc 🙏
  19. Dzień dobry/ Dobry wieczór. Jestem 35 letnim mężczyzną, pracuje i studiuje. Problem pojawił się ok 4 lat temu, dwa lata temu nawiązałem romans, ze względów na dziecko przerwałem romans, jednocześnie nie potrafiąc się pogodzić ze stratą "kochanki" Jakiś czas temu podjąłem decyzje o rozstaniu kobietą z którą jestem ok 10 lat, mamy wspólnie 2 letnie dziecko , nie wiem jak będzie wyglądał kontakt z dzieckiem i czy matka będzie mogła zapewnić jej odpowiedni stan ekonomiczny. Problem rozstania zamiatam pod dywan, zajmując się pracą i innymi rzeczami nie związanymi. Jak sobie poradzić z rozstaniem , przeprowadzeniem rozstania z kobietą nie tracąc kontaktu z dzieckiem i jednocześnie nie czuć wyrzutów sumienia za rozbicie rodziny? Załączam Pozdrowienia
  20. Witam, jestem Mikołaj i mam 29lat. Od 4 lat jestem w związku z Jadwigą 24l. Na początku powiem że jestem trudnym charakterem i jestem alkoholikiem. Na początku tego związku układało się fajnie, ja popijałem ona nie bardzo mi pokazywała ze to jest dla niej problem ale jakieś znaki dawała. Bardzo ją pokochałem bo utrzymywała mnie i nie jest na kasę. Ja potrafiłem chodzić i pic do 2 w nocy a ona wydzwaniała non stop kiedy wrócę do domu. Zawsze szukałem kobiety ktora bedzie dla mnie i tylko dla mnie niezależnie co by sie działo i taki chciałem być dla niej. Wydawało mi sie ze tak mnie kocha ze mnie nigdy nie zdradzi - dałbym sobie wtedy ręke uciąć. Cicha, spokojna, nie krzyczała a rozmawiała. Moje picie było takie ze 2-3 dni popiłem 2-3 dni spokoju a czasem tydzien piłem albo tydzien czy dwa spokoju- rożnie.Zaszylem sie , nie piłem kilka miesiecy i potem znow piłem. W pewnym momencie zaszyłem sie drugi raz , po miesiącu miałem nerwy, wpłynęło na to kilka rożnych rzeczy- stres w pracy , niedogadanie i kłótnie ze wspólnikiem i ruszyłem . Piłem ostro i kumpel ktory mial kase stawiał bo był w ostrym cugu i szukał kompana ktory z nim wypije pogada i skoczy po butelke. Olewałem wszystko w domu. Zaczęły sie lamenty po wódce. Chciałem przestac a tu kos przyszedl, zadzwonił namówił i nie dawałem sobie z tym rady. pomocy nie szukałem jak trzezwiałem na kacu tylko po upojeniu. chciałem na odwyk na terapie to po pijaku wzywałem karetki, to raz policja przyjechała, to z szpitala tzw psychiatryka gdzie jest oddział leczenia abstynencyjnych zespołów alkoholowych po przywiezieniu mnie tam przez karetke ktora na siebie wezwalem ze cos sobie zrobie jak mnie na odwyk nie wezma zabrala mnie policja na dołek. ona juz mnie nie odebrala. Przyjechała po mnie sasiadka (ona byla w domu i mogla wsiasc i sie z nia zabrac po mnie- sasiadka nawet pytała czy jedzie z nia po mnie ) nie przyjechała , poszła spac jakby nigdy nic.Myslałe ze mnie olewa pijanego ale nadal kocha. W pewnym momencie ogarnąłem sie, mowie sobie ze ide do roboty i na Poradnie leczenia uzaleznien ale wpierw sie wykuruje zeby sie nie trzasc itd. Dzien przeleżałem , drugi sprzatałem "generalne porzadki " zrobiłem w domu trzeci tak samo. Jak jeszcze piłem widziałem ze pisała z kolegą- nawet mu posłałem pare lepszych w wiadomościach na facebooku i jej zarzuciłem ze mnie zdradza. Nie wierzyłem w to ale taką lekką szopke zrobiłem zeby pokazac swą zazdrosć? Zapobiegawczo powiedziec nawet nie pomysl o takim czyms nigdy? Myslalem ze jak mnie nie ma bo pije u kumpla to ona sie nudzi w domu i pisze czysto kolezensko bo mowila ze to stary znajomy. Czwartego dnia wieczorem zacząłem sprawdzac jej wiadomosci telefon i messenger ale jakbym wtedy zdał sobie pytanie "Wierzysz ze jest wierna jak mowi i ufasz? odpowiedziałbym Zdecydowanie TAK. A jakbym sie zapytał to po co ta kontrola? to odpowiedziałbym ze chce sobie poraz setny raz potwierdzic ze to ta jedyna i zobaczyc ze jest wierna - jak ktos kto mażył o nowym bmw i co chwila chodzi do garażu i je ogląda i jest dumny z tego. Czytam wiadomości z tym kolegą (nazwe go adam) i nagle doznałem szoku. Nie wierzyłem wlasnym oczom. Zobaczyłem ze mnie zdradziła i ostatnie ich pisanie byly to wiadomości ze on pytał czy jest lepszy odemnie. Napisała ze oczywiscie. I pisal co by chcial zeby razem zrobili przy nastepnym takim spotkaniu. Obudziłem ją zapytałem dlaczego mi to zrobiła- czy ja jestem najgorszy? Co dalej zamierza? powiedziała tak- Chiałeś zobaczyc to zobaczyłes- po co przegladasz mi messengera? Powiedziala ze to prawda ze jest lepszy w lozku. Ze z nim to było jednorazowo i te pisanie o nastepnym spotkaniu bylo tylko tak aby mu odpisac, dalej cos pisac poprostu. Powiedziala ze to zadna milosc i nie wyobraza sobie jego jako partnera i ze chce dalej ze mna byc. Ze miala dosc , ze piłem , nasz sex był slaby. (Ja jestem rozbrykany w lożku ale jak chciałem mocniej, ostrzej to sprobowalem z nia tak kiedys raz jak zareaguje i zapytalem czy ją to kreci. Powiedziala ze nie to że kręci ale jak mnie taki sex kreci to nie ma nic przeciw czyli nie na + dla niej ale nie przeszkadza jej to. Wiec ja dalej w ten temat nie brnąłem bo nie chciałem zeby robiła cos co nie chce tylko bo ja chce. Wolałem miec sam słabszy sex niż zeby ją do czegoś zmuszac czy cos.Mowie , może nie chce ale tylko mowi ze jej nie przeszkadza bo nie chce mi powiedziec nie.) Powiedziała ze nie wiedziała juz jak sobie poradzic zeby mnie ogarnać i ją to przerosło co odwalałem,co może sie jeszcze po mnie spodziewac. i ze to była odskocznia od codzienności tej szarej ze mna. i ze juz tak nie zrobi. Tu bym zaufał ale co było dalej to mnie zastanowiło i wzbudziło niepewność dużą. Chciałem żeby z nim zerwała kontakt w taki sposob ze napisze mu cos typu : Moj sie dowiedział, wiesz nie obraź sie ale zrozumiałam teraz ze to był błąd ze z toba poszłam do lozka i nie chce mniec juz kontaktu zeby mojego nie ranic i wgl" - powiedziała ze nie zerwie z nim kontaktu. powiedziałem ze ja kończe ten zwiazek w takim razie i powiedziała i prosiła ze nie ze mnie kocha i chce tylko mnie ale nie chce mu tak pisac ze moze go tylko usunąć ze znajomych i niedopisywać mu. Potem jej sie nagle odmieniło( Myśle że to sprawa jej koleżanki najlepszej ktora mnie nie lubi i nie jest za tym zeby ze mna była- wrecz przeciwnie. Albo ze tak jej podpowiada w sensie - "jak on chce skonczyc to powiedz ze ty juz masz go gdzies to okaze sie czy chce z Toba byc czy mowi tak tylko zebys z tamtym zerwala kontakt i to tylko szantaż" i tu zacząłe patrzec w wiadomości z koleżanką czy ta ją podposzcza/podpowiada. I widze ze w tym samym czasie co zdradziła pisała z Adamem i jeszcze z kolegą z pracy okolo 40l. co ma rodzine. Bo ją podrywal textami "Twoj to ma szczescie" itp i dal jej buzi a ona pochwaliła sie koleżance tej ze on z nienacka przy rozmowie dal jej buzi i ze jej sie to podobało i nie może sie doczekac nastepnego dnia w pracy.W historii rozmow widziałem ze chciała ze mna zerwac ale jak to powiedziala boi sie że sama zostanie. Jej koleżanka pisała o mnie odrazu tak- on nie jest Ciebie warty, to menel , dno i wogole. nie była bezstronna tylko przeciwko mnie ma 101%. Krotko po tym powiedziałem ze jade na działke, wyprowade sie tam i zamieszkam sobie w campingu i ze dam sobie rade. Chciała żebym wrocił - zebym nie jechał. Ze wiecej mnie nie zrani i ze jej zalerzy na mnie. Serce mi zmiekło bo ją kocham i nie wyobrażm sobie bez niej życ i zostałem. Podjąłem prace u kogoś nie piłem, pomagałem w domu. Powiedziałem ze nastepnym razem czy możemy umówic sie tak ze bedzie mi wszystko mowic co ją boli, co robie żle i nie bede o to zły tylko bede starał sie wtedy to zmienic zeby uniknąć takiej sytuacji.I ze ja jako alkoholik napewno za jakiś czas wypije i że jak chce dobrze to zeby mnie popchnęła do tego zebym wtedy poszedł na leczenie zeby mi pomogła a nie "wyszła z sytuacji bo tak łatwiej gdy jest problem" obiecała ze bedzie mi z tym nałogiem pomagać. Mowi ze z kolegą z pracy sie odzywa tylko słuzbowo. Mi sie zawalił swiat. Mialem miłośc ktorej zwasze szukałem i nie mogłem znaleść dokąd ją poznałem. Miałem to czego zawsze pragnąłem- miłość bezwarunkową, gwarancje wierności, bratnią dusze na ktorą zawsze moge liczyc i nagle zobaczyłem ze ten świat piekny ktory miałem okazał sie zupełnie inny, ze ja coś sobie uroiłem ze kazde słowo Kocham Cie i chce z Tobą być to kłamstwo było. Teraz wszedzie szukam tego drugiego dna, jak widze cos to sie zastanawiam czy to to co widze czy tak tylko mi sie wydaje znow. Jak widze ze nie pisze z zadnym kolegą to szukam na jej mailu jakis rejestracji na portalach , komunikatorach itp czy moze nie jest tak ze przestała pisac ma messengerze bo wie ze tam ja patrze a ma np konto na portalu typu fotka i tam pisze z kims. Zastanawiam sie czy naprawde żałuje tego ze mnie zdradziła czy bardziej tego że sie wydało. Czy nie mysli tak- ''Teraz jak go zdradze to zrobie wszystko zeby sie nie dowiedział" Zastanawiam sie dlaczego może chciec mnie znow zdradzic- czy jest coś co jej nie daje a inny moze dac. Czy moje obecne zachowanie jest ok czy może robie coś znow źle nie widzac tego a to moze doprowadzic do zdrady znow. Czy powie mi wszystko co zle robie wg niej? Tyle pytań, tyle myśli że czuje sie jak jeden wielki znak zapytania.Ponadto powiedziałem jej ze wg mnie ( i tak mysle ja serio) zdrada jest gdy ona idzie z kims na bok a ja nie wiem/za miomi plecami jak cos robi. Ze mi nie przeszkadza jak powie ze chce trojkąt z dwoma facetami np ja i ktos inny. Ze ja tez mam fantazje o trojkacie z dwoma kobietami i że wszystko jest kwestią dogadania. Bo ja wychodze z założenia ze jak ona chce trojkąt 2m1k a ja 2k1m to po co mamy sobie bronić coś czego kazde chce. Ze nawet w wiekszym gronie mi psuje zabawa tylko pod warunkiem że razem. Zebym wiedział i był przy tym i szczerze nawet cuckold mi nie jest jakiś zły ze mnie to by zabolało.Nie, jesli jest to w granicach które razem ustaliliśmy. Tylko teraz przychodzą kolejne pytania- Moze ona by chciała ale sam na sam z innym? a może takie "w h*ja robienie mnie" ze zdradza mnie i oszukuje dodaje jej tej pikanterii ktorej potrzebuje, ze jak razem to juz tak nie podnieca. Nie wiem co mam myslec, wco wierzyc. Najgorsze jest to że słucham takiego typu muzyki (Trap) gdzie jest dużo textów ktore gdy usłysze to mnie sie ten bol przypomina i sie denerwuje a zarazem czuje jak nic, jak "ostatni h*uj polski" ktory nie potrafi nic , nawet nie jest wart tego by jakakolwiek kobieta była mu wierna, jak totalne zero. Boje sie ze znow mnie moze zechciec zostawic. ze ktoraś z tych sytuacji sie powtórzy. Ze jest tego tak dużu na co powiniennem zwracac uwage i kontrolować co robie ze mnie to przerasta. Ze jak bede sie starał poswiecac jej czas i nie pic to np nie bede w tym momencie sie skupiał na czyms jeszcze np sex i wtedy ona znow pomysli "nasz sex jest du du8py i ja odpadam z tego zwiazku - nie zmienił nic w lozku -postarał sie po zdradzie a teraz wszystko wraca do punktu wyjścia. I nie bedzie dostrzegała ze ja wtedy sie staram poswiecac jej czas itd a ja wtedy bede myslał ze ide dobrą drogą a znow sie okaże ze jest zupełnie inaczej niż to wyglądało. Jak słysze w piosence np zacytuje jeden text "Szm8ato, jak idziesz z moim braciakiem na hotel to jak wraca do na , ku8wa , ma miec usmiech na japie" to mi sie to kojarzy z jednym. Jak słysze o samolotach lataniu pasażerach- wszystko skojarzone z lotnictewm to tez bo ten Adam to steward. Byli w hotelu- na samo slowo hotel , pokoje, walizki to rzygac mi sie chce. Czasem jest tak ze jak powracam myslami do zdrady i jeszcze przyjdzie mi na mysl ten pocałunek z kolega z pracy to przychodzi taka mysl "Wybaczyłeś to nie wspomnaj, trudno , stało sie i sie nie odstanie" a czasem "Czemu to mnie spotkało?, za co? czy ja jestem taki najgorszy zeby mnie tak potraktowac? i taki zawód ze czemu nie mam kobiety za ktorą dałbym sobie rece uciac ze jest mi wierna. Brak tej pewnoci, niepokój co bedzie, czy jak raz zdradziła to zdradzi drugi? czy może teraz sobie pluje w twarz i chciałby cofnąć sie wstecz i wtedy nie pojsc na tą zdrade? Ciagle o tym myśle- kilka/kilkanaście razy dziennie. Kiedy to sie skończy? czy bedzie normalnie kiedys ? Wszystko bym dał by to sie nie wydażyło wtedy ale ja nic na to nie moge juz poradzic. Jestem , czuje sie taki bezradny, ze znów może sie wydażyc cos na co ja nie bede miał wpływu. Zadnej szansy.Czuje sie ze jestem najgorsze scierwo tego swiata i nikto sie ze mna juz nie liczy. Ze nie zasługuje na nic. Ze może rzeczywiscie jest ze mna bo boi sie byc sama- czyli ja to tylko kolo zapasowe. Jestem bo jestem dopuki nie bedzie kogos lepszego. I co bedzie, a jak znajdzie kogos i zostawi mnie? - nie wyobrażam sobie życia bez niej. Jak o tym pomysle, widze w myslach ją szczesliwa z innym to nie widze wtedy innego wyjscia tylko koniec mojego życia. Nie chce dalej sam życ, innej też nie chce, wtedy nie mam po co życ i moje życie staje sie bez sensu. Pomóżcie mi prosze, jak mam to sobie poukładać w głowie i co jest prawdą i co lepiej zrobić. Jestem taki bezsilny,upadł moj cały swiat i ja upadłem i teraz tak mi wszystko jest cieżko. Olałem zainteresowania i hobby-troche znajomych. Jestem bez sił na cokolwiek. Jak mam zadzwonic po numerek do psychologa to tak mi cieżko. Rzeczy ktore kiedyś był jak na pstrykniecie palcem dzis wydają sie być niemożliwe. Przerwałem prace , pochlałem i teraz czuje sie jakby mi ktoś związał rece, odebrał siły, ograniczył mnie do minimum. Sa dwie osoby. Ja ktory ją przytulam i całuje i mowie ze wierze i wtedy wierze serio jej a za jakis czas jest Ja2 ktory nie ufa nie wierzy nie chce z nią byc i jest wku8wiony na cały swiat. Jakby we mnie były dwie zupełnie inne osoby. I jakbym pijany do nieprzytomności był na dole schodów i starał sie wczołgiwać jakoś ale nie moge bo mnie coś nie pozwala. Nie wiem gdzie szukac pomocy. Jak poszedłem do psychiatry w szpitalu gdzie moj rejon to dał mi hydroxyzyne i wpisał blizej nieokreslony wewnetrzny nipokoj spowodowany przez objawy odstawienne. (Ja wiem co to jest, nie raz to mialem ze były niepokoje i lęki straszne na kacu a dzien pozniej sie z tego smialem ze 4 razy patrzyłem jak przechodziłem przez pasy. I to nie jest to) Ja tam karetkami , sam ,z policją przyjeżdzałem jak chlałem i dlatego teraz jak z tym problemem trzezwy poszedlem to pani powiedziała " Pan ma isc na terapie dzienną a pan uparci tu do nas przychodzi" - mowie , o ku8wa po co ja tam wtedy te szopki robilem teraz myslą ze to kolejna szopka i nie mam juz gdzie isc po pomoc gdy jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. Straciłem w połowie sens zycia. Czesciej przychodzą mi na mysl mysli "S" i bardziej jestem w stanie sobie wyobrazic sytuacje ze koncze ze sobą w jakis sposob. Kiedys to było duzo bardziej odległe - teraz jeszcze nie jest to realne ale jest realniejsze niz wtedy. boje sie by nie szło to coraz dalej... nawet były mysli typu czy bedzie bolało? czy to jakbym zasnął czy bede czuł jeszcze bół długo po? czy lepiej petla z mostu czy jeden koniec liny do drzewa , drugi na szyje, w samochod i gaz na maxa? czy prad w wannie tak zeby skurcz zaciskajac miesnie dłoni przytrzymał zrodło pradu w wodzie, a czy nie lepiej wiekszy bezpiecznik dac zeby dłużej raziło? a co jak zamiast umrzec zostane kaleką? albo sparaliżowany jak warzywo? To mnie też jakoś trzyma ze tak może sie stac i boałbym sie sobie coś zrobić. Opisałem moje myśli jak mogłem, wypowiedzcie sie jakos. Moze to jakiś szok jeszcze? może juz choroba jakas? co mam zrobić zeby bylo dobrze i co bedzie oznaczało- Dobrze czyli jak? Dziekuje każdemu kto może mi pomóc. Bardziej szukam rady apropo moich mysli, zachowań , odczuć i reakcji na tą zdrade, zostawienie mnie a raczej próbe, mowienie mi ze kocha i ze zalerzy a do koleżanki ze ja jestem taki i taki zły. Z alkoholem wiem ze jedno wyjscie jest-terapia dzienna , zmiana otoczenia pijącego i praca nad sobą. Dodam jeszcze ze jestem osobą wykształconą, studia-inzynier i umiem pisać bezbłednie a ostatnio nie zwracam uwagi i robie błedy na poziomie 1 klasy podstawówki. Szczególnie jak wylewam ból mój na papier, pisze szybko , chaotycznie, aby jak najszybciej napisac bo moze zaraz zapomne co miałem pisac-by nic nie przeoczyć, żadnej myśli. Zmieniłem bardzo dotychczasowy tryb i styl życia. Wszystko sie poprzekręcało. Zdziadziałem - czemu tak jest? Jak był problem tylko z alkoholem tego nie było. I dotrzegam jakby we mnie były dwie przeciwstawne postacie. To sie dzieje a ja czuje sie jak widz za oknem niemogacy nic.
  21. Witam, mam 23 lata, jestem kobietą i mam taki problem. Niedawno się przeprowadziliśmy. Mamy kilkuletnia córkę. W nowym miejscu zamieszkania partner poznał "koleżanke". Potrafi spędzać z nią w każdym weekendzie jeden dzień. Od rana do wieczora. Jeździ z nią na różne atrakcje, w momencie, w którym ja siedzę w domu z dzieckiem. Napomknę, że mnie od urodzin dziecka nie zabrał nigdzie. Gdy oskarżyłam go o zdradę, wyśmiał mnie prosto w twarz. Uważa, że jestem chora psychicznie, bo on mnie nie zdradza a to koleżanka. Uważa, że chce trzymać go na smyczy. Stwierdził tak po tym jak powiedziałam, że nie życzę sobie aby miał z nią kontakt. Powiedział, że ja nie będę wybierała mu znajomych. A on ja lubi. Odezwałam się do tej kobiety, gdyż miałam z nią również kontakt. Stwierdziła, że nic ich nie łączy. Nie chcę mieć z nami nic do czynienia i kończy kontakt z nami. Jednak od tamtego momentu mój facet nadal non stop z nią esemesuje, zaczął jeszcze bardziej ukrywać telefon. Ustawił wszędzie hasła abym nie mogła nic zobaczyć. Facet jest typowym toksycznym facetem. Znęca się nade mną psychicznie i dość często stwarza sytuację abym pokazała, że nadal jestem o niego zazdrosna. Moje pytanie jest takie. Czy ja na prawdę przesadzam? Czy to jest normalne, że facet ma "kolezanke". Z którą woli spędzać czas niż z własną rodzina?
  22. Witam, dwa tygodnie temu dostałem anonim z pracy gdzie pracuje moja partnerka że możliwe że łącza ją jakieś relacje z jednym z kolegów i żebym się temu przyjrzał. Sprawdziłem jej telefon i rzeczywiście były rozmowy do późna w nocy i odrazu z samego rana z informacjami jak ci się spało i buziaczki. Podziękowania za mile spędzony dzień za mile spędzony czas po pracy ( tłumaczyła mi że to był papieros, 10 min spotkanie ) tylko po co spotykać się z osobą z którą właśnie się spędziło 8h i dotego mu się się pisze ze bardzo dziękuję za miłe spotkanie pooo.. dodając że coraz częściej myśli o spotkaniu w normalnych okolicznościach bo było by milej.. rozmawiałem z partnerką o tym powiedziała mi że to było nieświadome z jej strony że nie myślała o nim "romantycznie " rozmawialala z nim od około 7 miesięcy z czego ostatnie pięć juz do nocy i odrazu z samego rana z wysyłaniem buziaczków puszczenie oczek. Tłumaczyła mi że rozmawiała z nim tak bo uważała go za kolegę zawsze jej słuchał zawsze mial dla niej czas .. podobno do zdrady fizycznej nie doszło. Ja powiedziałem jej jak by każdy facet zrozumiał ta" relacje" czytając co ona pisze i odebral to jako zielone światło i powiedziałem żeby go spytała i on jej potwierdził że czuł się tak że ma to światło i może sobie pozwolić na więcej ale mial gdzieś z tyłu głowy ze ona ma partnera i nie zdecydował się na większy ruch. Ja też z nim rozmawiałem przez telefon powiedzial mi podobna wersję, bardzo bronił mojej partnerki że wszystko wyszło od niego i że poczuł że na dobry temat.. ale właśnie to że ma partnera go stopowalo dodając że sam nie wie co by było za 2 czy 3 miesiące czy by nie zrobił czegoś..mam w głowie rolercoster nie umiem sobie tego jakoś poukładać, chce jej wierzyć ale 5 miesięcy takich rozmów i tłumaczenie że to nieświadome i tylko kolega .. no nie ogarniam. Boli mnie to że ona tak że mną rozmawiała jak my budowaliśmy nasza relację.. mamy 2 letniego syna ja jestem szczęśliwy kocham ją, ona twierdzi że też jest szczęśliwa że niczego by nie chciała zmienić, mamy wspólne pasję jeździmy zwiedzamy, narty, snowboard, nie mamy nałogów jesteśmy zdrowi, żyje nam sie dobrze a tu taka petarda i tłumaczenie że wie że przekroczyła jakieś granice ale nieświadomie.. nie umiem tego sobie poukładać chce jej wierzyć ale tyle miesięcy rozmów nieświadomie..
  23. Jestem w ponad 3 letnim związku. Nasze życie intymne zawsze uważałam za cudowne, wręcz idealne. Czerpałam z niego radość, spełnienie i satysfakcję. Wszystko się zmieniło kiedy odkryłam, że dla mojego męża seks nie jest tym czym był dla mnie. Okazało się, że on potrafi zupełnie rozdzielić seksualność od emocji. Kochał się z innymi kobietami (za moją zgodą - to bardziej skomplikowane) i twierdził, że nic do nich nie czuł. Od tego czasu zaczęłam nieustannie myśleć o tym, że on potrafi w seksie udawać. W tym sensie, że robi gesty, które z założenia są czułe i pieszczotliwe, ale może równie dobrze wcale nie czuć przy tym miłości i oddania. Ta świadomość mnie sparaliżowała i sprawiła, że seks, który był dla mnie świętością, darem, aktem miłości stał się nagle tylko zwykłą fizyczną czynnością, którą równie dobrze można uprawiać z każdym dla czystej fizycznej przyjemności. Stracił dla mnie cały czar, całą swoją wspaniałość i przestał być czymś intymnym, co mamy tylko dla siebie nawzajem. Mąż twierdzi, że seks ze mną jest inny niż z kimkolwiek innym, bo mnie kocha, ale nie umie wytłumaczyć JAK jest inny. Jak o to pytam to powtarza tylko, że jest inny bo to ja a nie inna i to jego jedyne wytłumaczenie. Mnie to nie wystarcza. Nadal podczas seksu myślę o tym, że równie dobrze mógłby to samo zrobić innej i ogarnia mnie smutek i żal. Nie mam ochoty się kochać w ogóle. Jedyne o czym ciągle marzę to znów przeżywać miłość i bliskość tak jak kiedyś, ale już nie potrafię. Ja chodzę codziennie smutna i niespełniona, a on poddenerwowany moim brakiem inicjatywy i chęci na zbliżenia. Boję się mu powiedzieć, że nasz seks stracił dla mnie wszystko co było w nim najlepsze i że tylko cierpię. Boję się, bo on w takich sytuacjach zwykle prezentuje postawę, że skoro tak to już koniec. Nic się nie da zrobić. Ja sama nie wiem co zrobić... Proszę poradźcie mi coś, bo nie mam nikogo z kim mogłabym o tym porozmawiać.
  24. Zakochałam się w o 4 lata młodszym przyjacielu. Zacznijmy od tego, że na moim etapie to ogromnie duża różnica... On nadal w szkole średniej, ja już na studiach. Przyjaźnimy się długo i szczerze to nigdy nie spotkałam kogoś tak wyjątkowego jak on. Nigdy nie mam go dość, rozmawialiśmy godzinami, całymi nocami, nikt mnie tak nie bawił, nie rozśmieszał, nie rozumiał i nie pocieszał... jak on. Zaczęłam się zakochiwać, mimo że było to bardzo niewygodne. Różnica wieku, fakt że razem prowadzimy grupę wolontariacką i jestem w niej jego przełożoną... no wszystko było na nie. Wypierałam to jak mogłam, namawiałam go na jakieś randki z jego koleżankami. Ale w końcu już nie mogłam okłamywać siebie i jego. Powiedziałam prawdę... myślałam, że to wszystko zepsuje ale nie. W prawdzie nie odwzajemnił mojego uczucia ale nasza przyjaźń zdawała się być jeszcze silniejsza... ale minęło mało czasu... bardzo mało, moje uczucia wciąż były mocne, może mocniejsze niż na początku. Powiedział, że jest biseksualistą i zaczyna relacje z przyjacielem. Było mi ciężko to unieść, moje uczucia, fakt że trochę umiera nadzieja na zmianę sytuacji... ale było jeszcze gorzej, zaczął nie mieć dla mnie czasu, moje miejsce zastapił Miłosz, coraz mniej rozmawialiśmy, ja byłam coraz smutniejsza, cały czas czekałam, moja i tak niezbyt wysoka samoocena spadała... kłóciliśmy się coraz częściej. Cały czas wzloty i upadki, ale się trzymaliśmy. Ostatnio wyszło na jaw, że zdradził Miloszowi tajemnice, która mu powiedziałam i moje uczucia, uprzednio obiecał, że zachowa to dla siebie. Poczułam się... ogromnie zraniona i zdradzona, nadal nie dochodzę do siebie... wszystko powiedział Miłoszowi? Nikt nie wiedział o mnie tyle co on... nie wiem czy to już na zawsze koniec naszej przyjaźni? Czy mogę mu ufać? Co jeszcze wyszło dalej? Poważnie dla kogoś z kim jest od 3 miesięcy poświecił nasza trwająca 3 lata przyjaźń? I najważniejsze... jak poradzić sobie z tym, że beznadziejnie go kocham. To nie mija, nie jest łatwiejsze do zniesienia... czuję fizyczny ból, gdy o tym myślę... Jestem w klatce bez wyjścia. Nie potrafię się odciąć i odejść, nie potrafię zostać, nie chce się nim dzielić... chce go z powrotem tylko dla siebie. Dziecinne? Może... ale ja poważnie jestem w coraz gorszym stanie! Mam wrażenie, że myśle o nim w każdej miniucie!
  25. Witam, Spotykam się z mężem od ponad 11 lat, od ok. 4 jesteśmy po ślubie. W tak krótkim małżeństwie wiele jednak przeszliśmy. On miał wypadek przez który prawie stracił rękę. Pół roku zajął powrót do stanu, że mógł 'normalnie' funkcjonować. Gdy ledwo udało się to przezwyciężyć zaszłam w ciążę, którą straciłam. Od tego momentu przestał rozmawiać, słuchał mnie i moich opowieści o tym jak to boli, ale nigdy nie chciał powiedzieć jak on się czuje. Po ok. 9 miesiącach zaczął się oddalać, ja chciałam starać się o kolejne dziecko, a on ciągle zbywał wszelkie cięższe tematy. Zaczął mnie unikać i odpychać. Próbowałam proponować psychologa. Rozmawiać, Płakałam. W styczniu już nie byłam niczego pewna i zapytałam się czy ma kogoś innego. Zaprzeczył. Zaszłam w kolejną ciążę - myślałam, że wychodzimy na prostą, a tydzień temu dowiedziałam się, że on ma romans. dziewczyna z pracy. Cios w samo serce. Boję się o dziecko i o siebie. Jestem rozdarta. On zaczął przepraszać, prosić o wybaczenie, podobno zerwał z nią. Ale to trwa od 5 miesięcy. Nie wiem jak mu zaufać. Najgorsze jest to, że cały czas go kocham, jest miłością mojego życia i złamał mi serce. Chciałabym wybaczyć, dla siebie i dziecka. Nie wiem czy jeszcze czy warto walczyć o naprawę małżeństwa czy odejść na zawsze. Wyprowadziłam się. Niczego nie jestem pewna. Chcę dać sobie czas, ale tak bardzo cierpię. Gdyby nie dziecko to chyba poddałabym się i po tych wszystkich przejściach coś sobie zrobiła. Śniłam o tym. Jak sobie z tym poradzić?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.