Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'zdrada'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 227 wyników

  1. Dzień dobry Mam 28 lat. Ze swoją partnerką jesteśmy razem prawie od 11 lat. W tym czasie przechodziliśmy przez kilka kryzysów, ale wychodziliśmy z nich obronną ręką. Obecna sytuacja między nami nie napawa optymizmem. Miesiąc temu zakochała się w swoim szefie. Sytuacja między nimi rozwijała się w sposób otwarty przez 4 dni. Wcześniej przez pewien czas coś do niego czuła, sama nie potrafiąc tego nazwać ani zrozumieć. Kiedy doszło między nimi do rozmowy na ten temat od razu się pocałowali. W ciągu czterech dni wyznawali sobie miłość, planowali dziecko, wspólne mieszkanie po pewnym czasie oraz współżycie w momencie gdy zakończą swoje dotychczasowe związki. Zostawił dla niej kobietę z dwójką małych dzieci. Prawie wszystko do czego między nimi doszło działo się wyłącznie w pracy. Z racji tego, że znamy się tak długo i dobrze, mając wypracowaną komunikację nie tylko werbalną nie potrzebowałem wiele czasu, aby zorientować się że coś jest nie tak. Pytałem nie uzyskując odpowiedzi więc sprawdzałem lokalizację swojej partnerki i dwukrotnie udałem się w miejsce gdzie była z pewnym opóźnieniem. Bardzo dużo rozmawiała przez telefon, często wychodziła w tym celu z domu. Po tych czterech dniach powiedziała mi że się zakochała. Moją pierwszą reakcją było rzucenie w nią pierścionkiem zaręczynowym, który nabyłem zanim przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania, w którym chciałem abyśmy zaczęli nowy etap w życiu. Dużo rozmawialiśmy o tym w jaki sposób do tego między nimi doszło. Minęło dosłownie kilka dni i gotów byłem jej wybaczyć. Dzięki wspólnym rozmowom szczerym tak, jak nigdy wcześniej przeżyłem swego rodzaju katharsis pod wieloma względami. Zrozumiałem, że w pewnym sensie popchnąłem ją do tego. Gdy zaczęliśmy razem mieszkać 6 lat temu byłem strasznie niezaradny życiowo. Nie potrafiłem gotować, mieliśmy sporo kłótni o obowiązki domowe lecz w ostatnich dwóch latach mocno się to zmieniło. Jest bardzo zżyta z matką (wychowała się bez ojca) i ona bardzo nam pomagała. W momencie gdy miała ciężką sytuację finansową pomoc uzyskiwała od niej. Gdy patrzę na to z perspektywy czasu wydaje mi się, że zrobiłem się wygodny i tam gdzie potrzebne było wsparcie ode mnie dostawała je od matki. Bardzo długo zwlekałem z oświadczynami; każda kobieta tego pragnie, a zachowałem się jak stereotypowy facet twierdząc, że to niewiele zmieni, bo i tak żyjemy jak rodzina. Miała pretensję o mój brak ambicji na płaszczyźnie zawodowej i wykonywanie pracy fizycznej mimo predyspozycji do czegoś więcej. Odbierałem to jako ataki zamiast jako troskę i dobrą wolę. Wpędziło mnie to w pewnego rodzaju kompleksy, nie czułem się doceniany, ale nie wiem czy byłoby co doceniać. Oświadczyłem się jej w domu, w chorych okolicznościach lecz nie był to akt desperacji czy zatrzymania jej na siłę tylko coś co chciałem zrobić i nigdy bym sobie nie wybaczył nie robiąc tego. Wiele z tych kwestii, które jej we mnie przeszkadzały zmieniłem w sobie w ciągu ostatnich 2-3 lat. Gotowałem, obowiązki domowe nie były dla nas problemem, zajmowałem się "męskimi sprawami" w domu. Wiem jednak, że nie zmieniłem wszystkiego, co było problemem. Myślę, że to wystarczające powody aby deficyty w związku wypełniać gdzieś indziej. Wychowała się bez ojca i potrzebowała go, a w pewnym sensie zamiast tego miała we mnie synka Postanowiliśmy spróbować odbudować nasz związek, oznajmiła to temu drugiemu, powiedział jej całkiem dojrzale, że jeśli będzie chciała z nim być uczyni go najszczęśliwszym facetem na świecie, a jeśli ułoży jej się ze mną to ustrzegą się przed błędem oraz że będzie na nią czekał. Zrozumiałem też kim ona tak naprawdę dla mnie jest. To ta jedyna i wiem, że gotów jestem dla tej relacji do poświęceń oraz że jej dobro potrafię postawić ponad swoim. Nie olśniło mnie lecz zyskałem świadomość, że tak jest od bardzo dawna tylko sam tego do końca nie wiedziałem i nie uzewnętrzniałem tego. Wcześniej opisałem co zrobiłem źle w naszym związku lecz nie podjęlibyśmy próby gdyby wyglądał on wyłącznie tak. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Nasza relacja rozwijała się powoli, ale dzięki temu sprawdziliśmy się na wielu płaszczyznach i mamy tak solidne fundamenty pod założenie rodziny, że z pewnością żadne z nas już nigdy w swoim życiu nie będzie miało możliwości takich stworzyć osobno. Mamy takie cechy charakteru, że nasze dzieci otrzymałyby pełne i wyjątkowo dobre wychowanie ponieważ uzupełniamy się w tym. Potrafimy porozumiewać się bez słów, wiemy o sobie wszystko. Każde z nas miało własną przestrzeń na swoje pasje. Uwielbiamy spędzać ze sobą czas, nawet nie robiąc nic spektakularnego przez 11 lat żadne z nas nigdy nie powiedziało że się nudzi. Zawsze mieliśmy o czym ze sobą rozmawiać. Bardzo wiele nas różni lecz nie ma kwestii w której mielibyśmy odmienne zdanie i nie potrafili dojść do kompromisu. Szczerze się kochamy i żadne z nas nie wyobraża sobie przyszłości bez drugiego. Zrozumiałem swoje błędy, postanowiłem je naprawić oraz zadośćuczynić. To było kosztowne, ale w pełni jej zaufałem uprzedzając, że stoję przed nią zupełnie nagi i nie mam niczego co obroniłoby mnie przed kolejnym zranieniem. Usłyszałem zapewnienia, że do niczego nie dojdzie i uprzedzenia, że będzie potrzebowała czasu aby on wyszedł jej z głowy. Przystałem na to. Zostałem mocno zraniony patrząc na to na chłodno postąpiłem nieco irracjonalnie, ale lepiej i szlachetniej nie mogłem postąpić. Paradoksalnie ta sytuacja bardzo podniosła moje własne poczucie wartości. Dowiedziałem się o sobie, że potrafię kochać, wybaczać i stawiać cudze dobro nad własnym oraz że jestem dobrym człowiekiem. Zrównany ziemią został mój ogląd na to jak widzi mnie partnerka i kim dla niej jestem. Wziąłem sprawy w swoje ręce. Zacząłem ją adorować, dbać, kupować kwiaty, karmić. Starałem się jak nigdy dotąd. Nie było to sztuczne czy wymuszone, wynikało z potrzeby serca lecz z pewnością kosztowało mnie dużo więcej ze względu na niecodzienne okoliczności. Postanowiłem zrobić jej niespodziankę. Umówiliśmy się po jej pracy w centrum, spakowałem jej walizkę zabierając wszystkie niezbędne jej rzeczy, leki oraz książkę którą aktualnie czytała i zabrałem ją na weekend nad morze. Opiekowałem się nią, było miło lecz widziałem, że jest w jakiś sposób zblokowana. Było bardzo dużo chwil bliskości lecz głównie z mojej inicjatywy. Po pewnym czasie zacząłem się irytować, że nie ma oporów z braniem czegokolwiek ode mnie gdy sama niewiele inicjuje. Odparła, że nie będzie niczego robić na siłę i nieszczerze, że potrzebuje czasu. Uszanowałem to mając jednak ogromną potrzebę zaczepienia się o coś z jej strony, co pozwoli mi przeć do przodu. Gdy tam byliśmy uwierzyła, że może nam się udać, dostrzegła moją zmianę, jednak całkiem słusznie nie wiedział na ile będzie ona trwała. Ja wiem, że jest trwała i nie jestem masochistą. Mam świadomość co się wydarzyło, co do tego doprowadziło i nie zmieniając się sam zafundowałbym sobie prędzej czy później podobną sytuację. Zbyt na nią naciskałem mówiąc, że teraz jej ruch. Podsumowując ten wyjazd uważam go za bardzo udany dla nas jednak spodziewałem się czegoś więcej. Po powrocie do codziennego życia jakoś sobie radziliśmy choć nie wydarzyło się nic przełomowego poza tym, że przespaliśmy się ze sobą. Cztery dni później mieli w pracy imprezę z okazji czyichś urodzin i zostałem tam zdradzony. Wróciła pijana, poszła spać. Czułem, że coś jest nie tak i następnego ranka sprawdziłem jej historię wyszukiwania, w której od razu po wyjściu do pracy widniały hasła potwierdzające ten czyn. Gdy wróciła powiedziała mi o tym. Powiedziała że od razu to przerwała, zrozumiała że to był błąd i że to ze mną chce być. Przeprosili się za to uznając, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Zrozumiała, że źle postąpiła zostawiając mu uchyloną furtkę i oznajmiła że nie chce ze mną próbować tylko być nie zostawiając rzeczy samym sobie. Tej sytuacji nie jestem w stanie sobie jakkolwiek zracjonalizować, lecz wiem że nadal chcę z nią być i walczyć o to, co jest między nami. W całej tej sytuacji obydwoje przechodzimy przez różne skrajne i silne stany emocjonalne gdzie przez moment mówiłem jej, że łatwiej byłoby jej być z nim ze względu na to. że nie wnosiliby do tej relacji wzajemnego żalu. Prawie cały czas o tym wszystkim rozmawialiśmy, bardzo się tym zbliżyliśmy i wiele się sami o sobie dowiedzieliśmy jednak po tych rozmowach nie zaszły wielkie zmiany w naszej relacji, a po moich wypowiedziach aby z nim była wycofała się do takiego podejścia jak gdy byliśmy nad morzem. Wiem, że ten facet cały czas siedzi jej w głowie, ale to słabnie. Chciałbym, żeby zmieniła pracę, ale wiem jaką daje jej to satysfakcję i możliwość rozwoju oraz że nie znalazłaby czegoś podobnego. Zapewnia, że są w stanie utrzymywać relacje wyłącznie zawodowe, tak też między nimi było do momentu zdrady. Ma wątpliwości co do jego osoby i twierdzi, że na co dzień w stosunkach zawodowych się w nich umacnia. Nie do końca wierzy w jego intencje. Nie mogę tego na niej wymusić. Kiedy to będzie wyłącznie moje decyzja prędzej czy później spotka się z żalem i próbami idealizowania go choćby wyłącznie dlatego, że ten kontakt jest zakazany. Nie do końca rozumiem jak codzienny kontakt może nie mieć wpływu na ich zażyłość emocjonalną nawet gdy ograniczą się do spraw służbowych. Mam świadomość, że ta historia z boku może wyglądać z mojej strony desperacko i heroicznie. Jednak ważniejsze są odczucia subiektywne. Nikt z nami nie przeszedł tyle co my razem przez 11 lat i nikt przez to nie będzie w stanie pojąć jak bardzo cenimy sobie tę relację i miłość oraz co ona dla nas znaczy. To nie jest tak, że nie wyobrażam sobie bez niej życia. Liczę się z tym, bo nic nie jest nam dane raz na zawsze. Dowiedziałem się o sobie jak dobry potrafię być i wiem, że w takiej sytuacji przekierowałbym to na siebie a w dłuższej perspektywie czasu na kogoś innego z kim chciałbym się związać. Moje stanowisko racjonalnie i emocjonalnie jest spójne. Miałem mylną wizję takiej sytuacji. Myślałem, że rzucimy się sobie w ramiona, przeprosimy wzajemnie i stanie się to punktem wyjścia do dalszych starań. Być może źle do tego podchodzę chcąc z jej strony wszystko od razu. Może lepiej będzie jeśli w odpowiedni sposób sobie to przerobimy tak, aby nie musiało to wracać. Oznajmiłem, że nie będę czekał na zmiany w nieskończoność i kiedy się wypalę odejdę. Myślałem żeby wyjechać na jakiś czas, ale obawiam się że mogłoby to nam zaszkodzić. Problem nie tkwi w tym, że ona nic nie robi. Stara się, spędzamy razem dużo czasu, próbuje sprawiać mi przyjemność, fizycznie jesteśmy ze sobą blisko. Tylko znając się tak dobrze widzę też kontekst tych gestów i brak przekonania. Wiem, że są to doświadczenia, które w dłuższej perspektywie czasu można przekuć w coś dobrego i stworzyć niejako nowy związek. Udaliśmy się na terapię dla par. Póki co odbyło się jedno spotkanie, które nie przyniosło przełomu. Psychoterapeutka dużo z nas wyciągnęła, ale to było wszystko to o czym już rozmawialiśmy i obydwoje byliśmy później z siebie zadowoleni, że nie mamy żadnych problemów z komunikacją. Powtarzałem tam, że chciałbym z jej strony więcej jednak została mi zwrócona uwaga na to, że nie potrafię wymienić konkretnych czynów, które miałyby spowodować przełom. Zamiast tego operuję emocjami, które chciałbym przez nie czuć. Po kilku dniach uświadomiłem sobie, że tak naprawdę czuję przełom w momentach kiedy widzę, że ona jest ze mną szczęśliwa. Chcę starać się dążyć do tego by te momenty przerodziły się w coś ciągłego, ale wiem że może być już za późno. Zmieniłem się. Stałem się lepszym człowiekiem, miałem już cztery rozmowy o pracę, odnowiłem wiele towarzyskich kontaktów. Nie robię tego dla niej lecz dla siebie, robi mi to dobrze. Co powinienem począć w takiej sytuacji? Chciałbym wszystko zaraz, ale wiem że nie powinienem naciskać bo przynosi to odwrotny skutek i zraża ją do mnie. Jednak nie chcę zostawiać rzeczy samym sobie. Być może faktycznie spokojna i długofalowa odbudowa związku wyjdzie nam na dobre, bo wszystko sobie przepracujemy, ale nie wiem jak długo wytrzymam nie będąc niczego pewien.
  2. Mam 35lat z mężem od 17lat razem, dwoje dzieci 8 i 12lat. Dwa lata temu rozstaliśmy się (mieszkaliśmy osobno) lecz po 4 miesiącach pozwoliłam mu wrócić, mieliśmy umowę, on tą umowę niedawno zerwał, znowu jestem w tym samym punkcie. Dałam się nabrać, jestem objęta pomocą psychologiczną. Czy dzieci powinny znać powód naszego rozstania? Mój mąż mnie okłamuje, ma koleżanki, o których ja się dowiadywałam przypadkowo. Znalazłam kiedyś smsa świadczącego o zdradzie. Dwóm kolejnym powiedział że je kocha. To jest tak pogmatwane, że długo by opowiadać.... Nie powiedziałam do końca prawdy dzieciom dlaczego się wtedy rozstaliśmy. Obawiałam się że chłopcy go znienawidzą. Chyba to był błąd, bo teraz mąż opowiada dzieciom że ja go zdradzam.... co nie jest prawdą, gdy wychodzę biegać on mówi do starszego syna: no mama idzie się spotkać z kolegą, słyszałam też jak mówił synowi żeby poszedł któregoś dnia za mną to się przekona, że mama kogoś ma. Syn mu chyba nie wierzy. Dzieci mają ze mną dobry kontakt mimo słów które słyszą z jego ust. Mąż pokazuje dzieciom, że on jest ten dobry a ja zła. Na drugi dzień udaje jak by się nic nie stało. Ja stosuję metodę szarego kamienia jest on dla mnie obojętny. Jego zazdrość jest tym większa im częściej robię coś dla siebie. PS Może ktoś z państwa napisze artykuł dla rodziców, jak pomóc dzieciom przetrwać rozwód, kłótnie, słowa które ranią, ciężko jest nam samym to przechodzić a co dopiero dzieciom gdy chodzi o osoby, które kochają i są dla nich najważniejsze.
  3. Jak nauczyć się wybaczyć zdradę ?
  4. Hej jestem 25 letnia mama, synek 3 lata. Jestem w związku z partnerem od 4 lat na początku były motyle w brzuchu radość i wgl wszystko co najlepsze. Przed związkiem z obecnym partnerem spotykałem się z kobietą więc Jestem bi. zauważyłam ze w naszym związku coś sie psuje ciagleklotnie awantury do tego trzeba przyznać ze ma problemy alkoholowe nie ma dnia by nie pił jest lekkim nie udacznikiem niby pracuje A przez 4 lata wypłaty jego na oczy nie zobaczyłam. Ja praca i utrzymuje cały dom oraz tatę który jest schorowany. Poznałam jakieś c xzas temu dziewczynę od razu zauważyłam ze podoba my się sobie nawzajem nie miałyśmy odwagi aby do siebie lepiej zagadać na początku. Później zaczęły siespacery wspolne ona nie lubi mojego partnera ale i ja przestałam co dążyć jakimś mega uczuciem. Wraz z koleżanką pojechałysmy na imprezę do wspólnych znajomych wypilysmy więcej dodało to odwagi i wyszło przespałysmy się razem od tego c xzasu nie możemy o sobie zapomnieć codziennie się widzimy w pracy ona wydaje się cudowną minęło dwa tygodnie i znów się spotkaliśmy u tych znajomych tym razem bez alkoholu miałyśmy odwagę aby okazywać sobie te wspaniałe uczucia. Partner ma do mnie pretensje A ja jakoś nie umiem mu powiedzieć mu prawdy boję się samotności ze zostanę sama bez niego lub bez niej
  5. Witam, odkryłem ostatnio romans mojej połówki - narzeczonej i niby tylko skończyło się na rozmowach i zdjęciach. Ciężko to zweryfikować i nawet chciałbym w to wierzyć ale po co się tym głowić jak już same te wiadomości są obrzydliwe. Najgorsze jest to że mamy dziecko i do miesiąca mieliśmy wziąć ślub. Wolałbym opisać całą sytuację w prywatnych wiadomościach z psychologiem niż wyrzucać to w tym miejscu. Sytuacja jest na tyle wyjątkowa, że obawiam się o możliwość połączenia tej sprawy bezpośrednio z nami. Zależy mi na rozmowie jak najszybciej muszę oczyścić sobie myśli z emocji i podjąć decyzję, a jest strasznie ciężko ze względu na dziecko. A muszę też pracować, a samo myślenie o tym przyprawia mnie dosłownie o mdłości i paraliżuje nie wspominając o huśtawkach nastroju i kotłującej się złości.
  6. Witam wszystkich, nigdy nie sądziłem że będę musiał cokolwiek takiego pisać ale za dużo się ostatnio działo w moim życiu i muszę poznać waszą opinię, zasięgnąć porady co mam robić.Zacznę od tego że mam 24lata.W tamtym roku zakonczylem związek kilkuletni po którym się zbierałem z 6 miesiący(.Wiem, dla was to nic, ale dla mnie to byla tragedią) potem 2 mniejsze związki, w sumie nawet nieznaczące aż do teraz, do momentu gdy się pojawiła ta jedna z którą myślę że mógłbym spędzić resztę życia. Znamy się kilka miesięcy, regularnie co tydzień się widujemy, ona jest ogólnie "bardzo zdystansowana" do chłopaków, ponieważ kilka razy się zawiodła i teraz bardzo ostrożnie do wszystkiego podchodzi. Mimo to cały czas się o nią staram, mamy różne luźne rozmowy, między innymi właśnie o nas, czy może w przyszłości coś być itp. Ona twierdzi że myśli że coś będzie, ostatnio spędziliśmy cały dzień, baaa! Nawet dała się kilka razy pocałować większość przechodziliśmy za rękę, jak jakaś para ogólnie cały dzień, mimo że ze sobą nie jesteśmy i choć to wydaje się takie bardzo oczywiste i dla osoby trzeciej to może wyglądać jak długoletni związek, to dla mnie takie to nie jest, ogólnie bardzo rzadko można od niej usłyszeć jakieś miłe słowo, mimo że całkiem miło do niej mówię (jakieś zdrobnienia itp) ale to zawsze ja piszę pierwszy (tak wiem, chłopak to musi) ale byłoby miło gdyby i ona czasem się pierwsza odezwała, czasem pisze mi że nie może się zobaczyć bo musi pobyć sama, bo ma dużo nauki itp, ja to wszystko rozumiem, ale coś mi tu nie pasuje (spokojnie, nie spotyka się z innymi, znam ją doskonale pod tym względem i daje sobie rękę uciąć co do jej szczerości) tylko po prostu tak jakby mówi jedno że moglibyśmy być niedługo parą, ale wcale tak bardzo jakoś tego nie okazuje i mam takie mega mieszane uczucia, wydaje mi się że ją kocham (może i tak jest) ale w ciągu ułamka sekundy szukam rozwiązania jak o niej nie myśleć, że za dużo sobie wyobrażam, ona mi daje takie nadzieje, mówi otwarcie że coś będzie, ale tego nie udowadnia czynami, to ja zawsze wszystko proponuję i się wysilam, wiem że potrzebuje czasu ale ile można... Czy to może jakieś tylko złudne nadzieje? Nie mam pojęcia, czy walczyć do końca i może ostatecznie znowu się zbierać kilka miesięcy czy już zaczynać odpuszczać. Problem jest własnie w tym co powtarzam: daje mi nadzieję ale tego nie udowadnia czynami. Mówi że nie chce się codziennie widywać bo potrzebuje czasem pobyć sama itp. w sumie to logiczne, nikt by się nie chciał zrazić, ja nie chcę być nahalny czy coś, ale po prostu myślę o niej 24/7, pierwsza myśl po obudzeniu to jest oczywiście ona. Ale czuję że bez większej wzajemności. Dodam że od kilku dni coraz mniej się odzywa, niby przez naukę, ale wysyła Snapy jak jest z koleżankami (ja nie mam o to pretensji ani nic) tylko niedaje mi spokoju to, że mówi mi że musi się uczyć, a w rzeczywistości coś innego. Niby nic a boli, bo obiecywalismy sobie szczerość, że gdyby jednak coś było nie tak w naszej znajomi to sobie mowimy... Dodam że jest to jedyna osoba która w ciągu sekundy potrafi sprawić że będę albo zadowolony albo zdołowany. Jestem gotów poświęcić wszystko dla niej. Jeśli widzicie że jest coś nie tak, to jestem również w stanie zerwać ten kontakt dla siebie. Jeśli mam znów się zbierać pół roku po jakiejś znajomości to podziękuję, niestety... Co robić?
  7. Hej, mam na imię Justyna, mam 25 lat. Wczoraj zakończyłam 9,5 letni związek. Przez wiele lat wyglądało to tak, że musiałam się o wszystko prosić, o poświęcony czas, o pomoc w czymkolwiek, z czasem po prostu przestałam prosić bo wiedziałam że będzie to zrobione z łaska. 3 lata temu zamieszkaliśmy razem, zaczął się problem z pieniędzmi, ja mając gotówkę,, studencka" staralam się zaoszczędzi ile tylko się dało, on zarabiając prawie 3 tysiące nie umiał zaoszczędzić nic. Z czasem zaczęliśmy się po prostu dzień w dzień kłócić, zaczęło się psuć, mimo to z akademika przenieśliśmy się do wspólnie wynajmowanego mieszkania, problem jednak nie znikał. W międzyczasie znalazłam bardzo wymagająca pracę w której mobbing był na porządku dziennym (jestem DDA i nie potrafię się niestety odezwać w swojej obronie w takich sytuacjach) i robiąc 210 godzin miesięcznie studiowałam dziennie, a w przerwach między zajęciami biegałam do psa. On z czasem kazdy dzień wolny zaczął wykorzystywać na to, żeby wracać do domu, pomimo że nigdy na mnie nie krzyknął to czułam się bardzo samotna w związku, że strony rodziny tez wsparcie prawie zerowe, byłam z tym wszystkim po prostu sama. Po czasie w pracy poznałam kolegę, z którym od początku złapałam bardzo dobry kontakt. Po czasie uświadomiłam sobie, że bardzo ucieka mi do niego serce, no i po roku znajomości wywiązał się z tego romans, zakochałam się Bez pamięci, co poskutkowało tym, że po 1,5 miesięcznej przerwie zakończyłam wczoraj 9letni związek z pierwszym partnerem (dodam że pół roku wcześniej wynajęliśmy sale na wesele, bo zylam z myślą, że jakoś to będzie). Usłyszałam że następnym razem spotkamy się na jego pogrzebie i że zmarnowałam mu 9 lat życia, teraz czuję ogromny żal, wyrzuty sumienia i pustkę, nie wiem czy dalej go po prostu kocham, czy to przez widok jego jak płacze pierwszy raz w życiu i usłyszane słowa. Pomocy, nie wiem co robić, przez całą sytuację znowu powróciły leki nocne przez ktore wybiegam z łóżka a później nie mogę się uspokoić
  8. Cześć! Jestem 20 letnią studentką. Od 6 lat jestem w związku z chłopakiem. 3 lata temu wszystko zaczęło się psuć. Mój chłopak zaczął szukać sobie „koleżanek”, okłamywał mnie, pisał im, że ze mną zerwie, że nie wie dlaczego musi ze mną być itp. W październiku 2019, gdy szliśmy ma studia zostawił mnie i zaczął związek z inną dziewczyną, w mieście, w którym studiuje. Po pol roku prosił żebym dała mu szansę więc to zrobiłam. Tamta dziewczyna go zdradziła. I sytuacja zaczyna się powtarzać. Okazało się, że znow z nią pisze. Mam dość tego, wykańcza mnie to emocjonalnie, ale nie wiem jak się wyrwać. Aktualnie przebywam w domu, w małej miejscowości, gdzie oboje mieszkamy. Będę tu conajmniej do października, co oznacza, że będę blisko niego. Za każdym razem, gdy chce to zakończyć, myśle, że zostanę sama i znowu zaczynam z nim rozmawiać. (Mieszkam sama, rodzice pracują za granicą). Co mogę zrobić żeby przerwać tę chorą sytuację i się z tego uwolnić?
  9. Cześć, mam 22 lata, od 5 lat jestem w związku, niestety od 2 lat nie daje już sobie rady, ponieważ mój już narzeczony, od 2 lat wypisuje z różnymi dziewczynami. Ja nazywam to "zdrada" może nie fizyczna ale psychiczną. Od 3 miesięcy miałam tego dość, wiem o każdej jego dziewczynie z którą flirtowal będąc już ze mną od tych 2 lat. Przez to wszystko zaczęłam myśleć o samobójstwie i różnych dziwnych rzeczach. Nie wytrzymałam i od 2 miesięcy pisałam ze swoim starym znajomym, nie był to flirt tylko zwykła rozmowa, co słuchac, czy wszystko w porządku i na tym się kończyło pisaliśmy może raz na tydzień, nie codziennie. Dziś mój narzeczony też się o tym dowiedział, poklocilismy się o jego kolejna kochanice, on zauważył że akurat znajomy napisał do mnie. Poczułam się z tym jeszcze gorzej niż z myślą, że to on ciągle przyprawia mi rogi. Mam dość, ciągle płaczę, nie mogę się uspokoić, nie mogę przestać myśleć o całej tej sytuacji nie radzę sobie, wciąż myślę o samobójstwie..
  10. Witam zostałam dwa razy zdradzona partner ma dziecko z była partnerka ale mimo wszystkiego długo bez siebie nie wytrzymaliśmy zawsze wracamy tylko problem jest w tym że kontakt muszą mieć bo jest dziecko ale moje zaufanie i lek prze powtórka historia jest na wyczerpaniu rozmawialismy o tym ale twierdzi że skoro wrócił to chce być ze mną nie potrafię poraz kolejny zaufać ale też nie umiem zrezygnować
  11. Jestem studentką, mam 20 lat. Odkąd pamiętam czuję się niezadowolona ze swojego życia. (ojciec alkoholik, śmierć babci na moich oczach, gdy miałam 12 lat, słaba sytuacja materialna w domu, trudności w nawiązywaniu znajomości, itd.) Ale od ponad 2 lat miewam silne wahania nastrojów. Co jakiś czas, średnio co 2-3 miesiące dopada mnie smutek, niemoc, gniew, zobojętnienie… Często błahe powody doprowadzają mnie do silnych reakcji. W mojej głowie kłębi się masa myśli. Zdarza mi się mieć myśli o odebraniu sobie życia. Prawie wszystko mnie stresuje i doprowadza do histerii, podczas której odczuwam kłucie w klatce, drżenie całego ciała albo miewam napady silnego głodu. Tematem, który doprowadza mnie najczęściej do takiego stanu jest wszystko dotyczące prawa jazdy i prowadzenia samochodu. Czuję, że wszystkich zawodzę. Nienawidzę siebie za to, że nie potrafię okazywać uczuć w taki sposób jakbym tego chciała. Mam wrażenie, że już nie potrafię kochać po tym wszystkim co mnie do tej pory spotkało w relacjach (poniżanie, manipulacja, szantaż emocjonalny, zdrada, czy też po prostu gwałt). Czuję się bardzo bezsilna i samotna w tym wszystkim. Nie daję już rady tłumić tego wszystkiego w sobie, a nie mam też gdzie szukać pomocy Nawiązuję znajomości bez przyszłości, czasem są one skierowane w na otrzymywaniu przyjemności albo na pozornej bliskości, poczuciu bezpieczeństwa... Kiedy już spotykam kogoś, kto widzi we mnie coś więcej niż tylko obiekt seksualny, to zaczynam się wycofywać. Próbuję usilnie znaleźć w tej osobie jakieś wady albo doszukuję się ich w sobie.
  12. Witam Potrzebuje porady. Jestem prawie 2 lata po ślubie, w sumie 10 lat z partnerem. W zeszłym roku w naszym związku zaczęło coś się psuć. Mąż dużo pracowal nocami wśród ludzi i niestety poznał kogoś z kim jakiś czas miał stały kontakt. Jednak ta kobieta odcięła się od niego, może dlatego że dowiedziała się że ma żonę. Mąż bardzo się zmienił i miał mi za złe że odkryłam ta znajomość. Nie wiem czy mnie zdradził, nie porusza do tej pory tego tematu. Bardzo to przeżyłam i nie potrafiłam o tym zapomnieć. Oddaliliśmy się od siebie i nie potrafimy ze sobą rozmawiać wszystko jest zamiatane pod dywan. Czułam się niepotrzebna, czuję że maz już mnie nie kocha. Związek jest bo jest. Podczas moich problemów pojawił się kolega który początkowo mnie tylko pocieszał ale z czasem przerodziło się to w romans. Zaślepiona dałam się omotac, bo dawał mi to czego nie dostawałam od męża, czułość, zozumienie, rozmowy.myslalam że będzie mi lżej jak zdradzę męża. Jest wręcz odwrotnie. Od jakiegoś czasu jestem na lekach uspokajających, nie potrafię sobie z tym poradzić. Zerwałam kontakt z tym kolega a on teraz mnie straszy że mój mąż się o wszystkim dowie. Sama chce powiedzieć o wszystkim mężowi, ale nie wiem jak to zrobić i czy w ogóle powinnam mu mówić. Ale jeżeli ma się dowiedzieć od kogoś to chyba jeszcze gorzej. wiem że to będzie raczej koniec tego małżeństwa. Ja chciałabym zacząć wszystko od nowa ale nie wiem czy się da bo może dla męża rozstanie będzie na rękę skoro się odsunął ode mnie. Bardzo proszę o pomoc bo nie potrafię sobie z tym poradzić i bardzo się boję z każdym dniem żeby się nie dowiedział od kogoś. Pozdrawiam
  13. Witam, Jestem z partnerem od niespełna roku, spodziewamy się obecnie dziecka. Partner w sumie od samego początku robił awantury o wiadomości od kolegów z życzeniami, czy nawet jak zapytali o coś związanego z uczelnią. Dodam, że studiuję, zaczął grozić, że jak wyjdę z koleżankami na miasto to nie mam gdzie wracać. Kontroluje od samego początku telefon usuwa znajomych czy blokuje ich. Cały czas wmawia mi, że go okłamuję, że pewnie kogoś mam., grozi że jak bd z kimś rozmawiać na uczelni z kolegów to będzie awantura czy że ich pobije. Próbuje wywrzeć na mnie, abym się przyznała do tego, że miałam więcej partnerów przed nim. Próbuje zmienić przeżycia z mojej przeszlości i obrócić przeciwko mnie obrażając mnie przy tym. Od jakiegoś czasu nadużywa alkoholu i przemocy. Robi awantury o wiadomości z koleżankami czy wyjście na spacer. Robi awantury o to, że spędzam czas nad zajęciami i zadaniami na uczelnie, mówiąc, że go olewam i przeze mnie piję bo nie mam czasu dla niego. Tlumaczylam, że nie może tak robić, bo to jest złe. NIe może mi zabronić rozmawiać ze znajomymi, czy innymi ludźmi, Jak wychodziłam do pracy to rzucał słowa 'masz mi z nikim nie rozmawiać'. Każda wiadomość od znajomej jest komentowana, że już piszesz o innych chłopakach, gdzie ona opisuje swoje problemy. Ostatnio codziennie wmawia i zdradę i jest agresywny rozwala wszystko i używa przemocy wobec mnie, Uciekłam od niego do mamy po ostatnim jego ataku przemocy po pijaku, przy udziale policji i brata. Potrafi też się odgrażać że policzy się z moim bratem za to że wezwał policje. Czuję się bezsilna nie wiem jak mam sobie z tym poradzić, partner nalega abym wróciła i że on pójdzie na terapie ale mam iść z nim. Powiedziałam, że najpierw musi iść na terapię później mogę wrócić, bo się boje o swoje życie i dziecka, że pójdę z nim na terapię ale do póki nie odbędzie się pierwsza wizyta to nie wrócę. Powiedziałam również, że musi dać słowo mojej rodzinie, że już nigdy więcej mnie nie skrzywdzi, to twierdzi, że tego nie zrobi bo to tylko nasza sprawa a nie ich. Ale ja wciąż mam obawy, że może to wrócić, bo już kilka razy wracałam i za każdym razem było gorzej, pierwsze dni były idealne ale później piekło wracało, Nie chcę aby dziecko nie miało taty, ale nie wiem co mam robić. Walczyć o to czy odpuścić? Czy można to jeszcze uratować jeśli on nie widzi tego, że ma problem z zazdrością? To wszystko jest bardzo świeże, ale on twierdzi, ze jak minie tydzień to już zapomni całkowicie i nas nie będzie. Za każdym razem chce abym to ja wracała, ale po próbie upominania go, że nie chcę już słyszeć ty zakazów i nakazów, jest to samo.
  14. W czerwcu będąc w 8mc ciąży zostałam zdradzona. Rozstałam się z ojcem dziecka bo nie potrafiła bym mu wybaczyć. Przez cały okres depresyjny towarzyszył mi przyjaciel, przyjaciel z którego zrobił się cudowny partner. Wychowuje zemna dziecko gdyż ojciec zajął się nowa kobietą i nie widuje się z córką od lutego. Ale... Zaczela się zazdrość z mojej strony!!! O byle co!!! Boję się bo wiem jak było poprzednim razem, to była tylko koleżanka a co lepsze kobieta przyjaciela. Teraz się zastanawiam czy potrafię komu kolwiek zaufać, on jest dobrym człowiekiem i nie chce mu marnować życia na wieczne awantury z mojej strony mimo że jest w porządku wobec mnie.
  15. Jestem kobietą w wieku 21 lat. Mój problem polega na tym, że ciągle wpadam w gniew i kłócę się ze wszystkimi. Mam wrażenie, że mam dwa oblicza. W jednym jestem osobą towarzyską, pomocną i uważam że mam dobre serce. Z drugiej strony mam chwile że chce być całkiem sama, zaczyna denerwować mnie rozmowa z kimkolwiek, wkurza mnie gdy ktoś coś do mnie mówi. Postanowiłam napisać na tym portalu, ponieważ sama nie potrafię radzić sobie ze swoimi emocjami, bardzo łatwo wpadam w gniew i często szybko mija. Problem polega na tym że w niektórych momentach całkowicie się nie kontroluję mam ochotę zniszczyć wszystko i zrobić komuś krzywdę. Zauważyłam że w takich ''stanach'' nie jestem zła na siebie, nie widzę w sobie winy wtedy uważam że wszystko i wszyscy są przeciwko mnie jakbym się musiała pozbyć wszystkiego dookoła. Jest to już dosyć męczące, dlatego że niszczę rzeczy w domu i często mam napady płaczu. Nie wiem co dokładnie wpływa na moje zachowanie poczucie gniewu, odrzucenia, strach ale opiszę w skrócie swoje życie. Od najmłodszych lat wychowywała mnie babcia, bo mama mimo że bardzo się starała musiała pracować by utrzymać mnie i rodzeństwo. Ojciec całe życie pił i tak naprawdę nie wiem co to znaczy mieć ojca. Robił awantury, obrażał wszystkich w domu, potrafił uderzyć a nawet rzucać w mnie i moje rodzeństwo talerzami gdy byliśmy sami w domu. Co do ojca dodam, że wszyscy mieszkaliśmy w malutkim domku dwupokojowym więc każdy wchodził sobie w drogę. I przykrym wspomnieniem dla mnie tutaj jest to że gdy ojciec myślał że już jako dzieci śpimy dobierał się do mamy. Co do rodzeństwa nie mamy najlepszego kontaktu. Zawsze czułam się z tyłu za siostrą , mam wrazenie ze zawsze jest przeciwko mnie, od dziecinstwa dogadywała mi w kwestii wyglądu, czy przy wspólnych spotkaniach z innymi dziecmi. Nigdy nie miałam wielu przyjaciół i w szkole podstawowej raczej uchodziłam za zadziorne dziecko dlatego ze ciagle musialam stawiac na swoim. W liceum mimo ze sie staralam mialam problemy ze znalezieniem przyjaciol i zmienialam szkole. Nie uwazam sie za zla osobe i zawsze w stousnku do przyjaciol chcialam aby im bylo dobrze a mimo to zostawalam odrzucona. Prosze o jakies rady co poczynic w pierwszych krokach.
  16. Witam.Jestem od prawie trzech lat po rozwodzie z mojej winy poznałam kogos i rozstałam sie z mezem z którym byłam prawie 20 lat.Nasze małzenstwo nie nalezało do udanych od poczatku nie czułam sie tam w 100% szczesliwa osoba tak mi sie wtedy wydawało.z nowym partnerem na poczatku było pieknie niestety czar prysł i coraz czesciej zauwazam w nim mnóstwo wad porownuje czesto mój stary zwiazek i zdałam sobie sprawe ze mój rozwod nie miał sensu.Po rozwodzie rozluzniły sie moje kontakty z córką która bardzo kocham i bardzo nad tym boleje ze nie mam z nia blizszych relacji.Wiem że to moja wina i bardzo sie z tym gryze i nie moge sobie tego wszystkiego darowac mam wielkie wyrzuty sumienia mysle o tym co dzien i łzy same cisna sie do oczu.Mój obecny partner nie rozumie mnie nawet mu o tym nie mówie bo zaraz była by awantura i wyzwiska pod moim adresem.Dlaczego tak własnie postapołam jak dalej zyc.Chce zakonczyc ten zwiazek bo to dla mnie chore juz nie umiem zyc i cieszyc sie z kazdego dnia.Mój obecny partner chyba sie domysla ze nie chce juz z nim byc pyta mnie o to .Czesto dochodzi miedzy nami do spiec mam juz dosc takiego zycia .Co zrobic która droga isc zeby było wszystko w porzadku.Czesto mysle o byłym mezu nie dlatego ze go kocham ale on tez sie do mnie odzywa troszczy sie nawet po tym wszystkim co sie stło.Prosze o pomoc!
  17. Witaj.. Sytuacja wygląda tak. Mój partner z którym mam 3 letnia córkę (mam też córkę z poprzedniego związku 11 letnią) pracuje za granicą, do nie dawna mieszkał z kolegami, praca-dom-alkohol-sen. Od 2 miesięcy mieszka sam, pracuje o połowę mniej ale zaczął poznawać Polaków w okolicy. Poznał taka jedna starsza o 3 lata która jest po rozwodzie i mieszka tam 20lat. Poznał ja u nowo poznanego znajomego, raz ja widział i dał swój numer 😫Pisał z nią na mesengerze, ale jak się zorientowałam zaczął pisać smsy do których nie mam dostępu, zapytałam go o to wprost powiedział że smsuja 2 razy w Tyg od tak po prostu jako znajomi, mówił że ona go nie pociąga w żaden sposób jest zwykla znajoma. Otwarcie mówię mu ze mam obawy że się boję że mnie zdradzi itp. On wtedy się wkurza, mówi że mam chore myślenie, że normalni ludzie spotkają się czasem na piwo czy drinka, zapewnia że mnie kocha i że wie gdzie jest granica,przyznał się też że kasuje wiadomości żeby mnie nie drażnić bo zna mój stosunek... Powiedz mi co mam robić? Co myśleć? Jak na to patrzeć?
  18. Witam Nie wiem jak pomóc siostrze. Po 20 latach związku ( trójka wspólnych dzieci) mąż oświadczył mojej siostrze, że chce rozwodu. Zdradzał ją już wcześniej ale usilnie ratowali związek, a ona przymykała na to oko. Tym razem jest gorzej nie je, ma problemy ze snem, ma problemy z pracą przez brak skupienia, nie odstępuje męża na krok, nie chce rozmawiać. Twierdzi, że bez męża nie ma dla kogo żyć. Nie gotuje już nawet dla dzieci. Nie potrafię do niej dotrzeć, martwię się. Jak mogę jej pomóc, co robić ?
  19. Jestem w zwiazku od 7 lat, 6 lat temu moj partner mnie zdradzil twierdzi ze to bylo spowodowane uzywkami ktore wtedy zazywal rozstalismy sie na pare miesiecy lecz postanowilismy byc ze soba ale niestety rany zostaly i ostatnio wracaja te wszystkie przezycia. Kocham bardzo mojego partnera i nie wyobrazam sobie zycia bez niego tak samo jak on beze mnie... bardzo sie zmienil od tego czasu rzucil wszystkie swoje uzywki dla mnie ale sa dni kiedy te wspomnia wracaja i nie chca odejsc wtedy mimo milosci czuje do niego niechec bo te rany utkwily mi bardzo gleboko nie wiem co robic bo nie chce go stracic ale tez nie chce przezywac traumy co jakis czas i nie miec ochoty nawet wstac z lozka tak mi ciezko z tym mimo ze to juz sporo lat minelo. Mam manie przesladowcza moj partner musi mi sie spowiadac prawie z kazdej rzeczy Jak zostaje sam w domu to pierwsza moja mysla jest to ze mnie zdradza albo od razu przypominaja mi sie te straszne chwile nie umiem nad tym panowac mimo wielu prob nie chce mu tego robic ale nie umiem mu zaufac juz w tych sprawach prosze o pomoc
  20. Teraz chodzi o to ze odezwała się do mnie dziewczyna,z która moj facet dwa lata temu miał układ wiadomo chodzi o seks.Z moim facetem jestem półtora roku,od marca mieszkamy w nowym mieszkaniu-i zaczęły się robić problemy i spięcia między nami.Owa dziewczyna próbowała skontaktować się ze mną w celu pokazania mi ze moj facet mnke zdradza od początku naszego związku,spotkałam się z nią,miałam skriny wiadomości,jego zfjecia gdzie leżał u niej na łóżku,tylko dwa skriny były z obecna data.reszta to rozmowy wyjęte z kontekstu.Powiedzial ze jedyne co to tylko brał raz z nią ostatnio narkotyki i tylko to ich łączyło.A ze rozmawial z nią na moj temat,ze jest pewien miłości do mnie,a ona w dalszym ciągu się nie odkochała z niego i teraz probuje to zniszczyć.Zabralam swoje rzeczy z mieszkania i się wyprowadziłam.On cały czas szuka kontaktu,tłumaczy się ze wszystkiego-czyli ze ta dziewczyna chce zniszczyć mu życie.Ale z drugiej strony odkąd zdradzał mnie z nią od początku związku to czemu dopiero teraz się odezwała? Błaga mnie i zapewnia ze nie zdradziłby mnie,jestem strasznie rozbita psychicznie od niedzieli bo wtedy wszystko się wydarzyło.Nie radzę sobie psychicznie wszystko analizuje.Mam myśli samobójcze,był moja prawdziwa miłością,cała mu się oddałam,wszystko dla niego poświęciłam.Wydawalo mi się ze on dla mnie tez,zawsze się starał o mnie,nigdy nie dawał mi powodów do zazdrości.Ale fakt ze już wiedział ze z ta dziewczyna się spotkałam,a on dzwonił do niej kiedy stałam obok-a później wzięłam jego telefon i były spisy polaczen usunięte.Nie wiem już sama co mam myśleć.Chcialabym tez spytać się ile kosztuje u pani terapia bo wiem ze na pewno muszę ja zacząć.Niech mi Pani pomoże,powie co mam zrobić,jak to wyglada z Pani strony.Przysoega mi moj facet ze nie tknął innej,nie jestem już pewna w co mam wierzyć a w co nie. Dodam ze na zdjęciach nie było dat,i były stare bo nie miał tatuaży.A ze skrinkw rozmów były tylko dwa z data z tego roki-z której tak naprawdę nic nie wynikało-chodziło o wspólne cpanie o którym nie wiedziałam.Reszta wyjęta z kontekstu tylko. Twierdzi ze się pogubił i w życiu by mi krzywdy nie zrobił,naprawdę nie wiem co mam zrobić.Odcinam się od wszystkich,naprawdę potrzebuje pomocy psychologa bo wiem ze sama nie wstanę na nogi.Wierze jemu w 50% i jej również w 50%.Nie wiem co mam o tym sadzić,jestem rozwalona psychicznie,musli samobójcze coraz bardziej zaplatają mi głowę.Potrzebuje pomocy naprawde
  21. Mam 26 lat. Jestem kilka miesięcy po ślubie. Z moim mężem dużo przeżyliśmy. Oszukiwał mnie. Flirtowal przez Internet. Otrzymywał nagie zdjęcia innych kobiet. Ja nie miałam już siły. Chciałam być choć przez chwilę ważna. Wdalam się w romans. Powiedziakam mu o wszystkim. Wybaczylismy sobie. Niedługo potem wzięliśmy ślub. Od tamtej pory byłam naprawdę szczęśliwa. Wiedzialam, że wszystko jest dobrze. Miesiac temu znów zaczęło się psuć. Okazało sie, że mojemu mężowi znowu spodobała się jakąś kobieta. Mają kontakt przez Internet. Ona wie, że on ma żonę. On powiedział koledze ze ona mu sie podoba. Dziś podstępem wszystko od męża usłyszałam. On twierdzi że wcale mnie nie okłamał. Że nic go z nią nie łączy i ze może rozmawiać z innymi o innych kobietach. Nie rozumie że mój lęk wynika z dawnych kłamstw. W dodatku jesteśmy w trakcie starania się o kredyt na dom a okazało się ze mój mąż pożyczył pieniądze w tajemnicy przede mną. Dziś po awanturze powiedział mi że on marzył o domu ze mną ze nie chce żeby ktoś zniszczył nasze marzenia. Nie mam już siły. Kocham go i przysiegalam mu miłość i wierność. Od momentu ślubu byłam najbardziej fair na świecie. Nie wiem co mam ze sobą zrobić. Wiecznie czuje strach. Wszystko wzbudza we mnie zazdrość. Czuje się nic nie warta. Nie umiałam od niego odejść. Wybaczalam mu wszystko... Powoli tracę zmysły. Mąż nie chce słyszeć o terapii.
  22. Dzień dobry, To mój pierwszy post, więc witam serdecznie. Chciałbym Wam opisać mój problem. Jesteśmy razem 8lat, niecały rok temu wzięliśmy ślub, w maju (mamy mniej niż 30 lat). Byliśmy zgodni, czasami się kłóciliśmy. Niestety z mojej winy: byłem strasznie zazdrosny o moją Żonę. Nie lubiłem jak wychodzi z kimkolwiek poza mną i dobrze się bawi beze mnie, umierałem z zazdrości jak wracała zadowolona po północy z piwa. Martwiłem się o Nią, jest piękna, wspaniała. Zawsze miałem jakąś wizję, że po alkoholu ktoś mi Ją odbierze(z pierwszym chłopakiem była po tym jak w wieku 18 lat wypiła 3 piwa i mówi że gdyby nie alkohol nigdy nie byliby razem). To był jeden z naszych punktów zapalnych, mimo że od tego czasu minęło 9 lat. Nad innymi, jeśli coś się pojawiało, pracowałem nad sobą. A przynajmniej tak mi się wydawało. Od strony Żony: była zakochana we mnie, od pierwszego spotkania niemalże okazywałem Jej opiekę, byłem z Nią gdy mnie potrzebowała. Uczyłem się dla Niej wszystkiego, robiłem za Nią projekty na studiach, żeby tylko Jej zaimponować. Uwielbiałem Jej wdzięczność, kiedy kupiłem coś za Nią bo Ona zapomniała, że spakowałem coś, że mam samochód i mogę ją gdzieś podwieźć. Teraz wiem, że zbudowałem związek i moje poczucie wartości na Jej wdzięczności, podziękowaniach, spojrzeniach z podziwem, komplementach. Żona wyniosła problem z domu. Była najmłodszym dzieckiem z 5-rga. Jej Mama prowadziła w domu wojskową dyscyplinę a na pracę nad najmłodszą miała najwięcej czasu. Miała plan, wg którego Żona musiała być posłuszna, uległa, nigdy nie protestować, wykonywać obowiązki związane z prowadzeniem domu. Nadmiernie Ją też kontrolowała. Moja Żona w liceum nie mogła sama wybrać jaką chce fryzurę. Nigdy też nie sprzeciwiła się swojej Mamie, więc nie "przeżyła buntu", jak to określiła psycholożka. Tato też nie pomagał, nigdy nie powiedział Jej, że Ją kocha. Był dobrym człowiekiem, ale nie czuły jak "Tatuś". I ja tą moją opiekuńczością zastąpiłem Jej Rodziców. Było super. Tylko, że było przez parę lat. Bo moja opieka nad dzieckiem zaczęła Jej przeszkadzać. Gdy potrzebowała, to chciała, ale te wypady na piwa to już "jest dorosła i nie potrzebuje troski". Na początku związku była zachwycona, że założyłem jej pocztę, że archwizuję Jej wiadomości, że czyszczę dysk, że znam Jej wszystkie dane i na Jej jedno życzenie mogę załatwić to, czego Ona nie potrafi Teraz uważa to za wielką władzę i boi się że mam dostęp do wszystkiego co Jej. Oczywiście nigdy nie nie nadużywałem. W październiku poznała bliżej kolegę z pracy, którego z czasem nazwała najlepszym przyjacielem. W lutym dowiedziała się że Jej kolega jest w trakcie rozwodu i zakochała się w nim. W marcu zauważyłem, że jest coś nie tak, zaczęła ukrywać telefon, pisać z jedną osobą. Często dzwoniłem do Niej to miała zajęty telefon. Gorzej się zrobiło na kwarantannie, ciągle pisała, uśmiechała się jak dziewczynka, poprawiała twarz jak zakochana nastolatka. Którejś nocy nie wytrzymałem, obudziłem ją i wypytałem Ją - X to przyjaciel, po prostu też miał problemy w związku i polecił mi psychologa. Zaczęła spotkania z psychologiem, ale wciąż dużo czasu spędzała z X. Kiedyś znowu mnie oszukała - miała rozmawiać z koleżankami i kolegami, ale rozmawiła na Skype z nim. To tylko przyjaciel, a ja mam paranoję. I podjąłem terapię psychologiczną sam, oraz terapię dla par. Niedawno przeczytałem SMSy z Jej telefonu, dwa, przypadkiem, tego było za wiele. Przyparłem Ją do muru. Przyznała się, że jest w nim zakochana od lutego. Ale liczyła, że przejdzie samo. Niestety: na pytanie, czy spotkali się w marcu Jej odpowiedź była "mętna" i następnego dnia dopytałem więcej. Zdradziła mnie, w moje urodziny, kiedy miała być w pracy. Byłem w szoku, ale po wypłakaniu się, podjąłem decyzję, że chcę to odbudować, mimo Jej niechęci i mówienia, że "spieprzyła na całego, tego się nie da". Warunek: zrywa kontakt z X, idziemy na terapię wspólną. Na terapię poszliśmy wczoraj awaryjnie online, dzisiaj idziemy do gabinetu. Tylko, że moja Żona nie ukrywa przede mną, że kocha X. Zerwała kontakt pod naciskiem terapeuty dla par, ale boję sie że każdego dnia kiedy wyjdę z domu, że złamie sie i zadzwoni do X. Nawet raz tak zrobiła i obiecała że to koniec. Co więcej: twierdzi, że nie chce odbudowywać związku, bo jestem ofiarą zdrady i będę Nią manipulował, by odebrać Jej resztki wolności, bo totalnie nie będę Jej ufał i kontrolował mocniej niż wcześniej. Nie wiem co robić. Ogólnie jest ze mną, bo raz: boi się gniewu Bożego - ślubowaliśmy w kościele, a dwa: chce doprowadzić do tego, że ja się poddaję. Psycholog zdiagnozował u niej niedojrzałość emocjonalną i ona boi się konsekwencji, co powie rodzina oraz odpowiedzialności. Boję się, że wygra, a ja nie wytrzymam. Ale jak odejdzie i będę podejrzewał, że spędza ten czas z X, to nie wiem, czy nie będę potrafił Jej przyjąć już nigdy. Co ja mogę zrobić? Czy chcę z Nią być? Dlaczego walczę? Bo wierzę, że była ze mną szczęśliwa, tak jak ja z Nią. Że ja mogę się zmienić i że jeżeli przetrwamy to będziemy niesamowicie silnym związkiem. Chodzę do psychologa i będę walczyć o wszystko co Żona mi przez lata zarzucała: nadmierna zazdrość, nadmierna chęć kontrolowania, nadmierny lęk że mnie opuści, nadmierny lęk że któś może być lepszy ode mnie dla niej itd itp. Psycholog zapewnił mnie, że nad wszystkim da się wypracować a wtedy Żona uzna, że chce być ze mną. A dzisiaj mamy rocznicę ślubu.... Ale na razie umieram ze strachu każdego dnia że mnie opuści. Czy mogę coś zrobić żeby Jej pomóc? Jak mogę Ją wesprzeć w "dojrzeniu" aby stała się emocjonalnie dojrzałą osobą? Nie chcę się z nią rozstawać, mimo że ona w kółko prosi o pozwolenie na wyjazd do domu rodzinnego, który stoi teraz pusty. Czy jeśli jej pozwolę czy nie będzie to już koniec? Czy nie zaprosi tam X? Czy nie uzna że teraz dojrzała i mnie nie potrzebuje? Chciałbym pomóc jej najlepiej jak potrafię w tej sytuacji, ale czuję się strasznie bezradny. Proszę o wszelkie komentarze z pomocą!
  23. Szanowni Panstwo, Postanowilem napisac co czuje, bo nie moge sobie juz dac rady sam z tym wszystkim. Jestem w zwiazku z kobieta ktora jest w separacji. Co wiecej ta kobieta jeszcze zamieszkuje z mezem pod jednym dachem. uzylem tu slowa mezem, bo w mojej ocenie do momentu rozwodu chociazby z czysto prawnych wzgledow jest to jej maz. Poznalismy sie w pracy, nazwijmy to miloscia od pierwszego spojrzenia, bo gdybym tak wspomnial jak to wtedy bylo, to rzeczywiscie potrzasnelo mna od pierwszego razu gdy na mnie popatrzyla. Wiedzialem, ze nie bedzie mi latwo z niej zrezygnowac. Kobieta jest Azjatka. Nie chce pakowac wszystkich kobiet z Azji do jednego worka i oceniac, jakie to one sa wyrafinowane, itp. Na temat meza jak i o tym, ze ma z nim dwojke dzieci (chlopiec lat 7 i dziewczynka lat 10) wiedzialem niemalze od poczatku. Uwielbiam dzieci, ba co wiecej bardzo chce byc ojcem, wiec nie przeszkadza mnie to absolutnie wogole. Cale moje zycie mialem zasade: nie bede wiazal sie z osoba ktora, jeszcze nie pozamykala swoich spraw i mieszka ze swoim mezem pod jednym dachem. Coz moge powiedziec dzis? Nigdy nie mow nigdy. Problemy w tym zwiazku zaczely sie gdy oklamala mnie po raz pierwszy. Sklamala mnie dokladnie z tym, ze jej maz odebral ja z pracy samochodem, poniewaz gdzies chcial jechac z dziecmi na zakupy, a ona w tym przypadku oklamala mnie, ze jedzie do domu pociagiem. Oczywiscie telefon wylaczyla i sklamala, ze nie miala zasiegu. Moja nie omylna intuicja odrazu dala mi do zrozumienia, ze cos jest nie tak. Jesli o moja osobe chodzi, niemalze natychmiast wyczuwam takie zagrania i wiem, ze to nie prawda. Kolejnym klamstwem byl wspolny urlop z dziecmi i z mezem. Oklamala mnie, ze wyjezdza na narty z kolezanka z ktora wspolnie wynajela domek. Co wiecej, poszla na zwolnienie specjalnie aby tam jechac. Prawda byla inna: ona wyjechala tam ze swoim mezem i dziecmi. Wpadla, ze tak to kolokwialnie ujme, wysylajac mi fotke z samochodu, bo chciala mi pokazac wspanialem gorskie widoki. W odbiciu szyby kierwce bylo widac doskonale, nie byla to jednak jej przyjaciolka a jej maz. To, ze pojechala tam z nim tez przeczuwalem od poczatku. Nie chce sie tu nazywac wielkim specem od rozwiazywania przestepstw niczym agent FBI, poprostu po jednym klamstwie nie wierze w pozostale opowiesci. Powiedzialem jej kiedys, ze jak z nim pojedzie na urlop to z Nami koniec. W zapytaniu czemu mnie oklamala uzyla oczywistej odp: Nie chcialam Cie stracic. Jej maz jest bardzo dobrze zarabiajacym czlowiekiem. On placi generalnie za wszystko, dzieci chdza do prywatnej szkoly. Spotykamy sie od 7 miesiecy, ale chcialbym z nia spedzic przyszlosc. Nie mniej jednak jak mam planowac przyszlosc skoro na kazdym kroku boje sie o klamstwa, nie ukrywam tego, ze nie mam do niej zaufania. Ok, ona wysyla mi zdjecia, ze ona ma swoj pokoj, ze oni sa w separacji, itp. Stara sie mnie przekonywac do tego, ze z nim nie ma ona nic wspolnego. Z reszta, jest bardzo zadowolona z zycia seksualnego ze mna. Jestesmy w tym samym wieku (36) natomiast jej maz ma juz 50 i nie wyglada zachecajaco. Gdzies w srodku mnie mowie sobie: nie sadze, aby ona z nim sypiala, to musialby byc dla niej dramat. Z reszta po co mialaby to robic? Dla produktow spozywczych? Bo ten facet nic jej nie kupiuje. Nie pelni roli sponsora. Gdy staralem sie z nia wiele razy rozmawiac, ona ucieka od rozmowy. Robi sie szybko nerwowa, zamyka sie na mnie i na rozmowy o przyszlosci. Szczegolnie gdy pokazuje jej prawde. Jest to logiczne, bo o prawde kazdy sie w koncu obraza. Gdy sie nie widujemy, korzystamy z whatsapp. Tam natomiast gdy pojawia sie powazny temat, natychmiast moja partnerka wszystko zle interpretuje, czuje sie atakowana, dochodzi do tego, ze nawet mnie blokuje. Takim sposobem, mozna powiedziec, ze ta relacja sie konczy i zaczyna na nowo co weekend niemalze. Nie czuje tu stabilizacji z jej strony, skoro kobieta, ktora sie potrafi ze mna kochac, a dzien pozniej czy dwa dni pozniej potrafi mnie zablokowac....brak mi slow. Wiele razy sie czuje jak tanie mieso z bazaru. Zapytalem jej, czemu nie pojdzie do adwokata i nie zlozy pozwu o rozwod oraz alimenty. W kraju w ktorym zyjemy przy zalozeniu, ze jej maz duzo zarabia, kobieta zyskala by raz, ze wolnosc do niego to jeszcze takie pieniadze, ze nie musialaby wgl chodzic do pracy. Nie stracilaby ‘’poziomu zycia’’. Wrecz odwrotnie. Nie wiem jednak dlaczego nie chce tego zrobic. Czeka, niby to z jednego powodu: chce sprowadzic adoptowana niegdys corke z Azji do kraju w ktorym mieszkamy obecnie. Do tego potrzebne jest ukazanie dochodow, kto bedzie odpowiedzialny finansowo za nastolatke. Oczywiscie tutaj liczy sie jej maz ktory, jak wspomnialem wczesniej zarabia krocie. Porownajmy jego zarobki do mniej wiecej: 30.000PLN miesiecznie na reke. Zapytalem ja kiedys dlaczego ze mna jest? Odp: sprawiles, ze poczulam sie na nowo jak kobieta, opiekujesz sie mna, zawsze jestes dla mnie, w lozku czuje sie z Toba tak jak nie czulam sie nigdy z zadnym innym mezczyzna. I jestem z Toba bo Cie kocham i wiem doskonale, bo widze jak Ty bardzo kochasz mnie. Jestes dobrym czlowiekiem. Poczym padaly wiele razy zdania typu: nie jestem Ciebie warta, nie zasluguje na takiego faceta jak Ty, pozwol mi odejsc, dlaczego tak o mnie walczysz? Dlaczego zdecydowales sie na bycie ze mna? Ja jestem kobieta ze skomplikowanym zyciem. Po 7 miesiacach jestem na tyle rozbity na kawalki, ze nie wiem juz sam co ja mam myslec. Nie jestem w stanie opisac wszystkiego w jednym tekscie, dlatego moze byloby lepiej gdyby ktos z Szanownych Panstwa psychologow majac pytania zwyczajnie mi je tu zadal. NIe wiem jak mam postepowac ze soba samym, jak mam postepowac z nia. Czuje jak ten zwiazek zaczyna dzialac na mnie destrukcyjnie. Nie sypiam normalnie, ratuje sie tabletkami na sen czasami. Siegam po wino aby wieczorami sie zwyczajnie wyluzowac, przy czym wiem o cienkiej granicy. Nie upijam sie do bycia nie przytomnym, ale mimo wszystko. Placze w samotnosci jak male dziecko, bo nie jestem w stanie nic zrobic, czuje sie jakbym mial zwiazane rece. Kazda prawie rozmowa z nia to jest atak z jej strony, szczegolnie gdy pokazuje jej fakty. Chcialbym przeczytac cos od osoby kompetentnej. Cos co pomoze mi spojrzec na ten caly temat jakos inaczej... Serdecznie dziekuje i w razie pytan jestem do Panstwa dyspozycji. Pozdrawiam.
  24. Witam. Mam 27 lat, męża i dwoje dzieci. Mąż pracuje zagranicą... Niestety około dwóch tygodni temu dowiedziałam się że mąż mnie zdradza. Gdy próbowałam z nim o tym rozmawiać to powiedział że się czepiam i wymyślam i że on nikogo nie ma, że nas kocha i nigdy by tego nie zrobił ale ja wiem że jest inaczej.. mam dużo dowodów ale nie wiem jak mu to powiedzieć bo wiem że będzie twierdził że jest niewinny. Mimo wszystko go kocham i nie wiem co mam z tym wszystkim zrobić.. ciągle o tym myślę, nie mogę spać, chce mi się płakać. Mówi że mnie kocha a tam jest inna, za 1,5 miesiąca wraca a ja nie wiem jak mam z nim żyć, jak z nim spać w jednym łóżku. Jak to wszystko poukładać?
  25. i jednak to prawda mój mąż i moja matka w końcu nie wytrzymałam i powiedziałam że wiem o wszystkim przyznali się do bezpośredniego sexu nie doszło ale i tak spali w jednym łóżku ubierała dla niego bieliznę pończochy i się piescili calowali przytulali jak nie było mnie w domu to robili jestem mężatką od 13lat a to wszystko co robili trwa od około 10-9lat zawsze coś podejrzewalam ale myslalam ze mi tego nie zrobi własna matka jestem zalamana nie wiem co mam zrobić mało brakowało a bym wziela leki żeby się nie obudzić po co mnie rodziła i wychowywał skoro ma mnie gdzieś i tak mnie skrzywdzila w życiu bym nie pomyslala że jednak to zrobi i mąż ja im ufalam a oni zlamali mi serce

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.