Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'zdrada'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Hej, mam 30 lat, od roku jestem w naprawdę dojrzałym związku (zupełnie innym niż moje wcześniejsze). Dzięki temu związkowi rozwijam się i to widzę i czuję. Ale do sedna. Mój partner pracuje za granicą, więc podczas gdy go nie ma, a są to czasami 3, czasami 5 tygodni, naszą jedyną formą kontaktu jest telefon, Skype itp. Planujemy wspólnie przyszłość, wcześniej moje związki toczyły się bardziej na zasadzie "z dnia na dzień" i "co będzie to będzie", a w tym przypadku jest inaczej. Miesiąc temu byliśmy na chrzcinach u jego rodziny w górach i tam przez czysty przypadek okazało się, że mój partner pisze wiadomości z jakąś koleżanką z czasów technikum. Nie byłoby w tym jeszcze nic dziwnego, gdyby tak o sobie pisali, bo nie zabraniam mu mieć koleżanek itd, ale chodzi o sposób pisania. On pisał do niej "skarbie", "będę cały twój jak wrócę" itd. Dziewczyna ta ma męża i dwójkę dzieci. Z wiadomości widać było, że to ona częściej do niego pisała, co nie zmienia faktu ani sposobu w jaki toczyły się te rozmowy. Powiem Wam, że świat mi się zawalił jak to zobaczyłam. Najgorsze było to, że ja np szłam spać wcześniej a on pisał do niej... Twierdził, że z nudów. Od razu zażądałam wyjaśnień i on twierdzi, że to tylko takie głupie pisanie, które dla niego nic nie znaczyło, że nigdy się nie spotkali, że ona kompletnie go nie interesuje, że to mnie kocha. I o tyle o ile w to mu uwierzyłam, zerwał z nią kontakt. I na tyle na ile go znam nie podejrzewam, że jest typem człowieka który będzie knuł i kombinował byleby dalej z nią pisać, bo on po prostu taki nie jest. Nie twierdzę, że mnie zdradzał z nią, mam na myśli jakieś potajemne spotkania itp. Przepraszał mnie już niezliczoną ilość razy, pokazuje mi że mu zależy tylko na mnie. A ja, niby wszystko jest dobrze, ale ta wizja, te wiadomości, to mnie wyniszcza od środka. Ufam mu dalej, nie kontroluje go. Ale czasami kiedy sobie o tym przypomnę to po prostu nie mogę przestać się zamartwiać i tego rozdrapywać. Chciałabym po prostu o tym zapomnieć i dalej móc się cieszyć naszym związkiem, idealnym związkiem, takim którego zawsze oczekiwałam i chciałam. Rozstanie się w ogóle nie wchodzi dla mnie, w grę, bo chcę ten problem przetrawić i iść dalej, ale czasem mam wrażenie, że nie będę potrafiła. Wiem, że to przeszłość, że było, minęło, że czasu nie cofnę. Jak mogę sobie ulżyć i się z tym pogodzić?
  2. Potrzebuję rady. Mam 39 lat, męża i dwójkę dzieci. Jakiś czas temu zobaczyłam, że mój mąż skasował jakieś tam wiadomości od koleżanki z pracy, a kilka miesięcy temu wrócił do domu bardzo wzburzony, bo jakiś kolega brzydko i wulgarnie się do niej odezwał ( a co go to obchodzi?) Zaznaczę, że nigdy wcześniej o niej nie wpominał w domu, a o innych kolegach tak, bo często mówi o pracy. Wygląda to tak jakby tę relację jakoś dziwnie przede mną ukrywał. Od kilku miesięcy próbuję wyjaśnić tą sytuację, są awantury i kłótnie, głównie przez niego bo jak go wypytuję to on szaleje, twierdzi, że nic nie było i do niczego nie doszło ale czuję, że jakiś sentyment do niej ma. On zapewnia mnie, że nic nie było i kocha mnie ale kiedy proszę by pokazał mi smsy od koleżanki z telefonu, no bo ona pewnie je ma to on wpada w szał i krzyczy, ja się poddaję, nie mogę patrzeć jak on jest w takim stanie, gdy cierpi i chcę go tylko przytulić. Ostatnio wykrzyczał, że się zabije jak nie dam mu spokoju, raz już rzucił wszystkimi dokumentami i poszedł nad rzekę. Wrócił. Ja zawsze płaczę po takich akcjach, boję się o niego ale wątpliwości mam. Często, gdy ja dociekam co zaszło, bo mam sporo wątpliwości i pytam czemu to on rzuca się na mnie , ściska mnie, szarpie, mówi, że nie będzie się tłumaczył, że nic nie powie. Zaczynam się go bać, wystarczy, że ja dopytuję a on robi awanturę, dzieci słyszą jego krzyki a on sobie z tego nic nie robi. Boję się, że zrobi mi krzywdę w końcu. Czy on gra na moich emocjach, czy to taka manipulacja??
  3. Witam. Mam wielki problem. Ale może od początku. w 2013 roku kończyłam liceum. Zawsze byłam zdyscyplinowaną nastolatką, nie miałam chłopaka, rzadko chodziłam na imprezy. W tamtym czasie z powodu stresu dużo schudłam, zapuściłam włosy, zaczęłam się inaczej ubierać i lepiej malować. Matury nie zdałam z matematyki. Zaczęłam pracę w barze nad okolicznym "zalewem" i polu namiotowym. Wtedy zobaczyłam, że jestem atrakcyjna i podobam się innym. Bawiłam się, po pracy imprezowałam. Podrywał mnie pewien Adam, chłopak który pracował przy wjeździe. Chodziliśmy na imprezy, przytulaliśmy się itp. Pewnego wieczoru, gdy za dużo wypiłam i poszłam spać do namiotu Adam stwierdził, że pora iść o krok dalej (nie byliśmy parą) ogarneła mnie wtedy panika ( miałam 21 lat i byłam dziewicą) prosiłam, żeby tego nie robił, on nie słuchał. Nie nie krzyczałąm, nie walczyłam, po prostu w pewnym momencie zamarłam... Adam był tak pijany że dzieła nie dokończył i wrócił spać do swojego auta. Chwile po tym dla mnie traumatycznym zdarzeniu pojawił się Łukasz, którego znałam, wiedziałam że mu sie podobam jednak on wiedział że nie jest w moim typie. BYł dużo niższy ode mnie, ale lubiłam spędzać czas w jego towarzystwie bo był bardzo zabawny. Nie wiem czemu, ale zwierzyłam mu sie z tego co sie stało, Łukasz stwierdził że on mi pokaże, że seks jest spoko. Szczerze? szału nie było, ale jakoś wyszło żę kilka razy to zrobiliśmy. Czemu do niego wracałam? nie wiem.... Nad zalewem Poznałam Dawida. Pięknego wstydliwego faceta, ktory czół do mnie mięte. Wiem, wiem jak to brzmi.... ale poszliśmy do namiotu, poprzytulaliśmy się, całowaliśmy i tyle. poszedł spać, a ja rano odwiozłam go to pracy. Z Dawidem zaczęłam się spotykać. ale Łukasz był też. Nie każde spotkanie kończyło sie seksem. Zauważyłam, że mi sie nie podoba i raczej nie chciałam kontynuować. Dawid, był przystojny jednak bardzo wsydliwy i małomówny.... że tak powiem był, bo był. 27.08 pojechałam na poprawke z matury. Dawid wtedy chciał zdeklarować związek, a ja się zgodziłam. Czemu? nie wiem. Jakiś głos w mojej głowie mi podpowiadał, że to jest to. W pewnym momencie chciałam nawet zerwać. Ale dalej to ciągłam. Jakieś 2/3 tyg później, zaprosił mnie do znajomych gdzie zobaczyłam jego inne oblicze! Był zabawowy, dowcipny, figlarny i cudowny. Wtedy wiedziałam że to jest to!Po tym długim wstępie musimy przenieść się do teraźniejszości, bo w tym miejscu moje wszystkie wspomnienia nie wiem czemu są zatarte. Przyznałam się Dawidowi do tej sytuacji, uderzyła go, ale dał mi szanse. Co jakiś czas wracaliśmy do tematu ale zawsze kończyło się na jego zamknięciu. Jesteśmy małżeństwem. Mamy dwóje dzieci, wspólny dom. Od jakiś dwóch miesięcy, cyklicznie co dwa/trzy tygodnie mój mąż wyciąga temat. Chciał wiedzieć wszystko. Ustalał wersje, sprawdzał mi telefon, czytał wiadomości z mamą i siostrą cofając się aż do 2013 roku. Kilka razy przy tłumaczeniach skłamałam w datach, co wyłapał i robiło się gorzej. Kilka razy nie odpowiadałam na pytanie bo zwyczajnie nie pamiętam. A on twierdził że znów kłamie. Kazał mi się przyznać, że po 27.08 go zdradziłam, więc się przyznałam. I teraz mam piekło w domu. Mąż mnie nienawidzi, nie pozwala się dotykać. Chce zrezygnować z kariery, święta chce spędzić osobno. Jest źlePrzyznałam się, ale nie szczerze. Nie pamiętam tamtego okresu... nie wiem może moja głowa świadomie ukrywa coś strasznego, albo rzeczywiście wtedy do niczego między mną a Łukaszem nie doszło. Co mam zrobić? Jak przekonać męża, do wybaczenia? Jak to odbudować? I jak przypomnieć sobie zdarzenia z tamtego okresu?? Mąż twierdził że od wrześniowej imprezy tak naprawdę bylam mu wierna a, wcześniej skakałam z kwiatka na kwiatek. Ja jestem święcie przekonana że go nie zdradziłam, ale co jak się myle? A jak mam sprawdzić czy go nie zdradziłam? BŁAGAM O POMOC BO JUŻ NIE WYTRZYMUJE TGO NAPIĘCIA !dodam tylko, że te drzy miesiące w moim zyciu nie byłam tak naprawde sobą. traoche udawałam, żeby być lubianą, piłam alkohol iprezowałam. Przed tym okresem i po tym okresie parze w przeszłość tak jakibym widziała obcą osobe.
  4. Mam 22 lata. Choruje na depresję, nikt z moich znajomych ani rodziny nic nie wie, chciałam przez to przejść sama także mój partner też o tym nie wiedział. Z moim chlopakiem jestem 4 lata. Gdy zaczęłam z nim być już prawdopodobnie miałam depresję z której on mnie wyciągnął na jakiś czas. Bardzo go kochałam i on mnie też, ale od około roku wszystko się zaczęło psuć, on nie miał dla mnie czasu, nie wspieral, mimo że nie widział o depresji to czułam się że nie obchodzi go nic bałam się mu powiedzieć mimo że czasem chciałam, rzadziej się widzieliśmy, rzadko kochaliśmy, nawet nie całowaliśmy się już jak dawniej. Moja depresja bardzo się pogłębiła przez ten rok mam straszne myśli, dręczą mnie, w głowie coś mi mówi żebym odeszła, żebym zakończyła swoje cierpienie. Czasem nie jestem w stanie wstać z łóżka, ciągle płaczę, a teraz już raczej nawet nie mam siły plakac, i wszystko kryje przed wszystkimi bo nie łatwo o tym mówić. Umówiłam się na wizytę do psychiatry bo miałam już myśli coraz częstsze, i wyobrażałam sobie swoją śmierć i to chyba byl już ostatni moment. Do wizyty jeszcze trochę czasu. Ale ja rozwaliłam sobie życie totalnie.. Mojego partnera naprawę kochałam, ale na koniec naszego związku nie widzieliśmy się około 10 dni i nie mieliśmy kontaktu, bo on twierdzi że pracował i nie miał czasu a ja specjalnie się nie odzywałam żeby zobaczyć kiedy on to zrobi, bo zawsze to ja się odzywałam. Przez te 10 dni nie mieliśmy kontaktu a ja dużo myślałam nad nami bo wtedy przez te dni bez kontaktu miałam bardzo ważna wizytę u lekarza i on nawet nie zapytał o to co mi lekarz powiedział, a na tej wizycie dowiedziałam się czegoś co sprawiło że załamałam się kompletnie. i zaczęłam pisać z kolegą ktorego mój partner nigdy nie lubił. On mi dał duże wsparcie zaczelam widywac się z nim, martwił się i był zupełnie inny niż w tamtym momencie ten mój. I stało się, zdradziłam mojego z tym kolega. Zerwałam z moim chlopakiem tłumacząc że to on rozwalił ten związek bo cierpiałam w tym związku. I nie spodziewalam się że on będzie o mnie walczyć ja myślałam że on uniesie się duma i mnie zostawi. I tu pojawił się problem bo przez tą depresję ja nie potrafię o niczym myśleć, nie umiem wyrażać uczuć, nie wiem co do kogo czuję i każda próba ogarniecia tego bałaganu kończy się na tym że tak mi źle z tym że się okaleczam. Ogólnie mój były bardzo się stara ale nie wie że go zdradziłam, a ten co się z nim przespałam też bardzo o mnie walczy, stara się, jest przy mnie i chce żebym dała mu szanse. A ja? A ja nie wiem. Nie wiem czy kocham któregoś. Czy coś chce. Po prostu przez to że mam myśli samobójcze ja uciekając od nich robię rzeczy których nie powinnam, ciągnie mnie do Niebezpiecznych rzeczy, i myślę nad tym czy depresja mogla się przyczynić do tej zdrady, bo ja nigdy nie byłam taka żeby zdradzić. A teraz ja mam taki bałagan w głowie.. Nie wiem co robić, muszę podjąć jakąś decyzję. Najlepiej chciałabym żeby wszyscy dali mi spokój.. Na ten moment nie wiem co czuje jestem w naprawdę okropnym stanie i boję się że minie dużo czasu zanim będę w stanie podjąć jakąś decyzję, że będę musiała poczekać na działanie leków itd. Bo ja strasznie boję się podejmować decyzji boję się że wybiore źle i do końca życia będę żałować. Wiem że jeśli wybiore tego kolegę to do byłego nie mam powrotu, a jeśli wybiore byłego to tamten też będzie cierpiał. Tak czy siak któryś będzie cierpiał przezemnie.zle mi z tym mam ochotę zrobić sobie krzywdę. Wiem jedno że z byłym wiem już jak było, wiem że mogę liczyć na przyszłość, że on chciał domu, rodziny, że zapewni mi dom, bezpieczeństwo i że zrobi wszystko żebyśmy mieli godne warunki, ale nie wiem czy go kocham czy nie, nie wiem czy to wina depresji czy nie i nie wiem czy on wybaczył by mi zdradę. A z tamtym sama nie wiem ciągnie mnie do niego, ale nie wiem czy to dlatego że to coś nowego że jeszcze nie wiem jak będzie i że nie ma między nami jeszcze przyzwyczajenia. Ale wiem że on zmieniał zawsze dziewczyny dość często mimo że widzę że na mnie mu zależy to i tak się boję, dużo osób mi go odradza że z nim przyszłości nie ma bo nie ma prawka, ma zakaz przez policję, prace zmienia jak rękawiczki, często robi bez umowy, i nie wiem czy taki facet to dobra pszyszlosc ale mimo to ciągnie mnie do niego i tłumaczę sobie ze może dla mnie byl by inny albo że nikt go nie zna z tej strony co ja bo nie wiedzą jak on się stara i jak na mnie patrzy. A z byłym rozmawiałam wczoraj i on myśli że to jego wina że ten związek się zakończył bardzo się stara i pierwszy raz widziałam łzy u mężczyzny i dopiero wczoraj zaczęły nachodzić mnie myśli że być może zrobiłam błąd.. Ale rano wstałam i znowu nic już nie wiem. Czy to wszystko może być przez depresję? To że nie wiem co czuje i że nie umiem podjąć decyzji i czy ona mogła się przyczynić do zdrady? To że ciągnęło mnie do niebezpiecznych sytuacji żeby wybić sobie chec odebrania sobie życia, może być powodem dlaczego zdradzilam? Czy depresja nie miała żadnego wpływu. Ja nie umiem ogarnąć swoich myśli, wiem jedno że jest mi tak źle że boję się czy dotrwam do wizyty. I walczę tak każdego dnia od ponad roku żeby jakoś żyć, żeby nic sobie nie zrobić, dopiero teraz zrozumiałam że to nie jest normalne i umówiłam się na wizytę, ale w tym czasie rozwaliłam sobie życie kompletnie i boję się że wyjdę na najgorsza, że oboje mnie zostawia i przestanę walczyć. Nie chcę tego zakryć choroba ale jeśli ona mogla się przyczynić to może choć trochę mnie zrozumia że ja nie jestem sobą. Bo tak się czuje jakbym nie była sobą. Kiedy robię coś niezgodnego z prawem też nie czuje się sobą dopiero po fakcie to widzę i się boje i mam wyrzuty sumienia które doprowadzają znowu do myśli samobójczych i wtedy żeby zagłuszyć te myśli znowu chce zrobić coś szalonego i tak koło się zatacza a ja jestem w coraz gorszym bagnie i chyba nikt mnie nie zrozumie. Potrzebuję pomocy
  5. Witam wszystkich, Potrzebuję pomocy, jestem w bardzo złym stanie psychicznym. W październiku 2021 stwierdzono u mnie VPH (wirus papiloma humano/ brodawczak ludzki) i jestem zdruzgotana. Niczego nie rozumiem, nie potrafię sobie tego wytłumaczyć. Od 3,5 roku jestem w związku i nie zdradziłam chłopaka. Z tego co powiedzieli mi lekarze, od zarażenia do pojawienia się objawów mija od kilku tygodni do kilku miesięcy. Mam w głowie jedną wielką paranoje. Myślę o każdej imprezie, na której więcej wypiłam, gdzie mam jakieś luki w pamięci itp, ale takiej imprezy nie było od 2019 roku...chłopak mnie wspiera i mówi, że mi ufa i pewnie to jakaś stara infekcja, która się "obudziła" . Ja czuję się przez to jeszcze gorzej i myślę, że pewnie to wszystko moja wina a on jeszcze jest dla mnie taki pomocny i daje mi wsparcie. Nie biorę pod uwagę żeby on mógł mnie zaradzić, jakoś sobie tego nie wyobrażam. Boje się, że coś się wydarzyło na jakiejś imprezie bo wiem, że kiedyś (w 2018 roku miałam "ryzykowne" relacje. Wtedy jeszcze nie znałam mojego chłopaka, ale mam teraz wrażenie, że jak wtedy coś takiego zrobiłam to może się to powtórzyło i nawet o tym nie wiem. Z drugiej strony myślę, że to absurdalne, jak mogłabym nie pamiętać seksu z kimś jeśli nigdy u nikogo nie nocowałam, nie obudziłam się z nikim w łóżku ani nic w tym stylu. Myślę, że tego typu rzeczy się pamięta. Nie było sytuacji, w których mogłbym myśleć, że coś takiego się wydarzyło. Jedynie ten alkohol itp., który gdzieś tam był i sprawia, że myślę, że po prostu nie pamiętam. Moi znajomi twierdzą, że nigdy niczego głupiego nie zrobiłam. Nie wiem co myśleć, czuję się okropnie, mam wyrzuty sumienia,myślę, że jeśli coś złego zrobiłam to w takim razie nie umiem samej siebie kontrolować. Boje się też, że jestem w stanie zrobić coś złego w przyszłości. Nie wiem dlaczego mam ten lęk.
  6. Mam męża, bardzo go kocham mamy razem dziecko i w sumie wszystko było super do czasu kiedy nie zaczął się problem ze mną tak właśnie ze mną. Nagle poczułam chęć rozmowy z innym facetem co przerodziło sie w flirt. Nigdy się z nim nie spotkałam tylko pisaliśmy. Wtedy było tak inaczej czułam fascynację, ciągle powtarzał ze jestem piękną itp. Tak wiem że źle zrobiłam bo właściwie niczego mi w życiu nie brakuje. Mąż dowiedział się o wszystkim przeczytał wszystkie wiadomości więc wszystko wie. Nie jestem w stanie nawet sama sobie odpowiedzieć na pytania dlaczego to zrobiłam? Dlaczego skrzywdziłam tak dobrego człowieka? Czym on sobie na to wszystko zasłużył ? Będąc małą dziewczynką nie miałam lekko nie miałam akceptacji z strony ojca nie mówił mi że mnie kocha nie mówił że jest dumny nigdy nie powiedział że jestem jego oczkiem w głowie. Myślicie że to przez to szukam akceptacji w różnych facetach ?
  7. Witam, mam na imię Joanna, mam 30 lat. w lipcu 2021 poznałam chłopaka. Inicjatywa wyszła z jego strony. Najpierw było smsowanie, messenger. Po miesiącu doszło do spotkania.Oboje świetnie się dogadywaliśmy, mieliśmy te same poglądy na przyszłość, wyznawaliśmy te same wartości. Oboje pokochaliśmy się bezgranicznie już od pierwszego spotkania.Po dość krótkim czasie oświadczył mi się. Byliśmy bardzo szczęśliwi. Do czasu. W grudniu ubiegłego roku dowiedziałam się od jego najlepszego przyjaciela, że od samego początku mnie oklamywal i udawał kogoś kim nie jest. Chodziło o sprawy materialne, a na końcu flirtowal z inną kobieta, która do mnie napisała i wyslala zdjęcia ich rozmów. Świat mi się zawalił. Oddałam mu cała siebie, kochalam szczerze, zaufałam, wspieralam, pomagałam nie tylko dobrym słowem, ale także finansowo. A w zamian otrzymałam kłamstwa. Po dłuższym czasie przebaczyłam mu. Postanowilam dać mu szanse. Przeprowadziliśmy szczera rozmowę, ustaliliśmy pewne priorytety. Obiecywał mi, zarzekał się, że nigdy tego nie zrobi. Zaczęliśmy od nowa. Niestety miesiąc temu znowu dowiedziałam się, że cały czas mnie oklamywal i to w tych samych sprawach co ostatnio, można powiedzieć, że była to powtórka z rozrywki choć z inną nie pisał( przynajmniej nie mi o tym nie wiadomo).Świat zawalił mi się po raz kolejny, jestem bezradna. Już mu nie potrafię zaufać mimo, że cały czas go kocham. Na spotkaniu powiedziałam mu, że to koniec, ale on znowu obiecuje, mówi, że się nie podda, że to naprawi, jednak ja już nie potrafię mu po raz kolejny zaufać, ponieważ ciągle domysły czy na pewno znowu mnie nie oklamuje to dla mnie udręka, podejrzewam go juz o najgorsze rzeczy, ale nie chce tego, nie chcę kroczyc taka droga. Proszę o poradę i wsparcie, ponieważ ja nie wiem co robić.
  8. Witam . Mam problem jestem w związku od 2 lat. Mój partner jakiś czas temu zaprzyjaźnił się z naszą wspólną koleżanka która jest o 25 lat młodsza od niego. Mówi mi że to tylko przyjaciółka nic więcej,ona też mówiła że spotykają się tylko tak poprostu porozmawiać o mało ważnych rzeczach. Od tego momentu nie jeździmy nigdzie, ze mną spotyka się raz w tygodniu i tłumaczy się że ma dużo pracy, a z nią jak kończą prace ale i nawet w wolny dzień jeździ na macdrive. Spotykają się częst bo co tydzień albo nawet 2 do 3 razy w tygodniu napewno. Czuje że ukrywa coś i może łączyć ich coś więcej bo zrobił się tajemniczy i zmienił chaslo w tel. A już jak wiedziałam że się przyjazni z nią nie grzebalam.mu w tel. Jestem już wykończona ta cała sytuacja i nie mogę dogadać się w żaden możliwy sposób czuje że coś ukrywa
  9. Witam serdecznie. Jestem mama 3 letniej księżniczki. Mam 27 lat i mieszkam za granica. Mam duży problem z moim byłym/obecnym narzeczonym. To co się wydarzylo miedzy nami nie jest tylko jego wina. W maju minełoby 7 lat odkad jestesmy razem. To był mój pierwszy chłopak w sprawach łóżkowych a ja mialam chwilę zapomnienia (jesli moge to tak nazwac) czuje sie z tym bardzo źle. Niestety poszlam do lozka z kimś innym I bardzo tego żałuje. Niestety chwile pózniej po tym co ja zrobilłam wpadła do nas moja byla przyjaciolka I doszlo do trójkatu z ktorego sie wycofałam po paru minutach. Nie chcialam tego a oni dalej to robili na moich oczach przez pólł nocy. Nie zauwazali mnie wogle. Przechodzilam obok nich a oni byli Sobą tak zajeci ze nawet by trzesieni ziemi nie uslyszeli. Robili to wszedzie na podlodze na krzesle na kanapie. Czuje sie bardzo zle z tym. Nie radze Sobie emocjonalnie. Od tego czasu Minely ponad 3 miesiace. On sie czuje bardzo zraniony. Nie dziwie sie wcale bo go zranilam. Na dzien dzisiejszy czuje sie jak śmiec. Probuje go odzyskac bo bardzo mi zalezy ale on jest niedostepny. Mowi ze potrzebuje czasu. Miedzy nami jest seks. Czasem do tego dojdzie. Czasem mam wrażenie ze on robi tak ze to tylko jest moja wina. A on jest bezkarny. Moja psychika wysiada. Kocham go I chce z nim byc do konca. Zaluje bardzo to co sie stalo... On mowi do mnie ze chce byc ze mna ale nie wie jak bedzie,ze to bedzie wracalo,ze on Sobie nie radzi z emocjami. Krzyczy Sam do Siebie jak jedzie do pracy. Chce zeby bylo jak dawniej. Boli mnie to bardzo bo zrobil tak zebym czuła ze to jest tylko moja wina I ze to ja powinnam walczyc a on jest aniolem w tym wszystkim. Co ja mam zrobić...jestem klebkiem nerwow. Mam nadzieje ze nie bedziecie oceniac. Boli mnie ze mnie nie widzieli jak dobrze sie razem bawili w ten pechowy wieczor. Tyle razy przechodzilam obok nich, nad ich glowami. Wychodzilam z domu a oni jakby mnie tam nie bylo. Proszę napisac mi szczerze. Co byscie zrobili na moim miejscu.
  10. Witam, jestem prawie 32-letnim samotnym mężczyznom, pracującym, który około 4 lat temu poznał piękna kobietę w pracy, do której się przyjąłem po dlugim pobycie za granicy. Ta kobieta olśniła mnie swoją uroda, poczuciem humoru, charakterem oraz tym jak miło przyjęła mnie w zespole, od tamtej pory starałem się dobierać swoje godziny pracy do jej godzin aby spędzac z nią jak najwięcej czasu , z każdym problem zawodowym zwracałem się do niej aby pochwalić się, zaskoczyć ją, swoim poczuciem humoru (wydaje mi się że jest na wysokim poziomie) lub chociażby nawiązać jakąkolwiek rozmowę. W trakcie moich "staran" dowiedziałem się że jest niestety zajęta, przyjąłem to z bólem, jednak nie pozostało mi nic innego jak zaniechać swoich "starań", choć nie zaprzestałem bycia soba i rozsmieszania jej na kazdym mozliwym kroku.Po pewnym czasie dowiedziałem sie że nie jest już że swoim facetem, jednak doszedłem do wniosku że to chyba za wysoka liga dla mnie,więc pozostałem sobą jednak nie próbowałem żadnych "podchodow". Wszystko zmieniło się gdy pewnego razu,odebrała służbowy telefon naszej wspólnej koleżanki z pracy, nie rozpoznałem jej i zacząłem rozmowę żartem znanym tylko mnie i naszej wspólnej koleżanki, po chwili się ogarnąłem , z kim rozmawiam No i poprosiłem o przekazanie słuchawki, śmiechu z tego było bardzo dużo, chwilę później napisała do mnie na messenger z prośbą o wyjaśnienie tego żartu, krótka rozmowa i udało się umówić na spacer,bylem wniebowzięty. Spotykaliśmy się kilka miesięcy,zacząłem się zakochiwac, w miarę poznawania jej zauważyłem że podobnie jak mnie(dobrego kolege) traktuje jeszcze kogoś, jako że nie byliśmy para (choc bardzo tego chcialem w swoich myslach ) więc nie robiłem z tego problemu, nie narzekałem, nie wypytywalem. Pewnego razu po wspólnej nocy, było ich kilka, przestała się do mnie odzywać, czy to w pracy czy poza pracą, próbowałem to jakoś przełamać kupując jej ulubione słodycze,zostawiając je na jej biurku, nic to nie dało. Jako że jestem emocjonalny i wrażliwy stwierdziłem nie to nie , usunąłem ją że znajomych i przestałem z dnia na dzień szukać z nią kontaktu, poczułem sie urazony (jakolwiek to brzmi) , kilka tygodni zajęło jej napisanie do.mnie co się stało, po krotce wyjaśniłem, nie oczekując nic w zamian , zaczęła się tłumaczyć proponując spotkanie wyjaśniające nie zgodziłem się. Kilka miesięcy minęło i zwolniłem się z tego.miejsca, trochę bo czułem się przytłoczony "relacja" z nią oraz trochę z przyczyn zawodowych. Minęło kolejnych kilka miesięcy jak napisala do mnie na messenger po czym usunęła ta wiadomość, nie wiem co napisała, na moje pytanie o co chodzi odpisała "to byla pomyłka" dziwne ale okay. Nie ciągnąłem tematu, mimo iż każdego dnia o niej myślałem, tak jest do dziś, bylem/jestem tak zaślepiony nią że "stalkowalem" jej profil na Facebooku co jakiś czas, miesiąc temu z zaskoczeniem odkryłem że mnie zablokowała... nie potrafię sobie odpowiedzieć dlaczego , nie pisałem do niej w ogóle, nie szukałem kontaktu , nawet nie minąłem jej przypadkiem na ulicy czy podczas jazdy samochodem,nie mieliśmy żadnego kontaktu przez rok gdyż już tyle nie pracujemy razem. Nie wiem co napisax teraz , jestem w kropce , kiedy mogłem z nią porozmawiać unioslem się duma , kiedy nie mogę z nią porozmawiać czuje się strasznie źle. Nie jestem typem odważnego faceta w takich sprawach , jestem skryty dla większości, dla niej się odkryłem , wcześniej balem się napisać do niej , balem się odrzucenia nawet na tak niskim poziomie jak "hej co słychać? Chcesz pogadać " teraz nawet tego nie mogę zrobić. Jest to naprawdę bardzo bardzo skrócona treść naszej relacji , napisałem ją tutaj z nadzieją że ktoś pomoże mi i powie co mam zrobić bo ja sam nie wiem, jeśli dla kogoś mój problem wydaje się blachy i niegodny pisania tutaj to przepraszam , jestem trochę zagubiony.
  11. Witam, Mam 26 lat, byłam w 8 letnim związku. Byłam z policjantem, kiedys spotykał się z koleżanką z pracy i mnie zostawił, ponoć do niczego nie doszło..wrócił, chciałam żeby wrócił..ale to było 2 lata temu Ostatnio nie mieliśmy kontaktu przez miesiąc, widziałam że On tego nie chce więc nie napierałam, nie mieszkamy razem. Po miesiącu zrozumiałam, że to czas na wspólne zamieszkanie i jak bardzo tesknie. On stwierdził, że przez ten miesiąc nie tęsknił i mnie nie kocha..i że ma już kogoś..kolejna koleżanka z pracy, ze mną nawet nie zerwał..a miesiąc temu, mówił, że mnie kocha.. To był bardzo dobry człowiek, praca go tak zmieniła..nie mogę się pozbierać, ogólnie nie płacze ale nie mogę jeść, już trzeci dzień, bardzo mnie to martwi, mdli mnie..nie wiem co z tym zrobić, bo coraz bardziej opadam z sił..czuję taki ból wewnętrzny
  12. Witam.. Mam na imię Ania i mam 39 lat. Od czterech lat jestem w związku z partnerem z którym w sierpniu planujemy ślub. Mam czwórkę dzieci - trójkę z poprzedniego związku i córeczkę z obecnym psrtnerem.Nasza relacja jest bardzo dobra, czuje się przez niego kochana, jesteśmy szczęśliwi jest cudownym partnerem w sprawach łóżkowych również nam się układa, spełniamy swoje wszystkie pragnienia i często dochodzi do zbliżeń. W październiku 2020 odkryłam że mój partner ma konta na różnych portalach randkowych i erotycznych, czytałam również jego wiadomości na czatach z których pisał z kobietami tylko o seksie i różnych fantazjach seksualnych. Były też próby spotkania się "na sex". Rozmawialiśmy o tym wielokrotnie - twierdzi że nigdy mnie fizycznie nie zdradził, że tylko pisał z przyzwyczajenia - bo jak się okazało trwało to już zanim się poznaliśmy.. W październiku tego roku coś mnie naszło i znów wzięłam jego tel do ręki... I znów było to samo... Ja nie mogę sobie z tym poradzić... Nie mogę zrozumieć dlaczego...przecież tak się kochamy.. Ciągle mam w głowie to co widziałam, codziennie mam mnóstwo myśli nieraz myślę że zwariuję nie potrafię mu zaufać co mam zrobić?? - chce mu zaufać i być z nim w pełni szczęśliwa.. Czy mogę mu wierzyć być spokojna?? Jak to zrobić?? > załamana <
  13. Jesteśmy z mężem razem już 7 lat,od 2 lat mam problem z zaakceptowaniem siebie,przez co cierpi moje małzeństwk..Po drugiej ciąży czulam się jak hipopotam i postanowilam to zmienić. Cel osiągnęłam,oczywiście wciąż podobając się mężowi,choć on nie chciał we mnie nic zmieniać i to zawsze ja widziałam same minusy siebie. Kiedy zaszłam w 3 ciążę miałam taką figurę o której zawsze marzylam,a nagle po porodzie skóra obwisła na brzuchu j udach chociaż nie ma jej duzo,znowu zmagam się z boczkami,kilogramy powrócily i wtedy zawaliła się jakaś część mnie. Cieszylam się swim maluszkiem,szczęściem i tym,że mam wspaniałego męża,ale w głowie od tych dwoch lat ciągle siedzi jedno,mowiac szczerze,bylam w takim szoku jak znowu taką siebie zobaczylam i wtedy zaczęło sie wszystko psuć. Znowu byłam wycofana,bardzo zazdrosna o męża,tysiąc pytań dziennie czy mu się podobam,codzienne dolowanie sie przy ubieraniu się. Krótko mówiąc,samoocena znowu spadła,zaczelam kupowac bielizne maskującą,żeby wgl zakladać sukienki itd Zaczęły się kłótnie,moje głupie podejrzenia,zaczęłam sobie wmawiac,że mąż już nie okazuje tak uczuć,bo wyglądam źle itp.. Wiadomo,że zrzuciłabym pare kg i na pewno czułabym się lepiej,ale chciałabym wyrzucić to z głowy,nie myślec,że jesli znowu przytyje 2/3kg to będę sie nienawidzic..Nie chce rozwalic małzenstwa,a jest teraz naprawde źle,dochodzą do tego moje nerwy,bo wybucham z błachego powodu,bo nie jestem w stanie tego opanować i wszystko się ze mnie wylewa na zewnątrz,cała ta bezradnosc,wstyd,brak samozaparcia i wszystkie porazki związane ze schudnięciem..😟😞😭😭
  14. Byłem w związku 19lat. Różne było, ale wydaje mi się że zawsze potrafiliśmy się dogadać, pogodzić. Bardzo kocham swoją partnerkę. Mam dwójkę dzieci, wspaniałych chłopaków. Niestety wszystko zjeb... Cztery lata temu poznałem pewna dziewczynę. Bardzo długo nic nie było. Tylko gadaliśmy( chociaż to i tak za dużo, teraz już to wiem) po pewnym czasie zaproponowała spotkanie a jak taki debil nie odmówiłem. Wtedy wywarła na nie takie wrażenie osoby nieporadnej, samotnej nieradzącej sobie w życiu. A ja niestety jestem taki że lubię pomagać, pomagać bezinteresownie, i nie chodzi tylko o to że jej pomogłem ale pomagam innym, wszystkim którzy mnie o to poproszą. Tym też mnie urzekła i niestety uległem. Długo to trwało za długo. Po pewnym czasie oba się we mnie zakochała(tak mówiła) ja nie ukrywam też myślałem na początku że też się w niej zakochuje (ale to tylko było, przepraszam że tak pisze, zauroczenie, przejściowe, nigdy tak naprawdę jej nie kochałem) Tyle razy próbowałem to wszystko zakończyć, tyle razy że już nawet nie jestem wstanie policzyć ile. No i w końcu wzrok się wydało. Moja wtedy jeszcze narzeczona weszła na moją skrzynkę e-mail i zobaczyła że dużo piszę z jakąś dziewczyną na Messengerze no i zobaczyła co piszemy jak piszemy. Nawet nie wiecie jak mi ułożyło że się wszystko wydało. Poczułem się wtedy naprawdę dobrze, że w końcu nic już nie muszę ukrywać, że w końcu.... Nie liczyłem się z konsekwencjami, tego wszystkiego przez ten cały czas co się z nią spotykałem. I byłem w błędzie... To wszystko co napisałem to jest w dużym skrócie. Ostatecznie to ja to wszystko zakończyłem. Po prostu przestałem się z nią spotykać, ona często pisała a ja znowu jak taki debil odpisywałem. Ale nie spotykałem się z nią! Ostatnio raz widziałem ją w zeszłym roku w maju, byłem u niej ale bardziej po to żeby wszystko zakończyć bez kłótni. Przyznałem się że to wszystko moja wina. Bo tam naprawdę tak było. Nikogo za to nie obwiniam tylko siebie. Próbowaliśmy zacząć z partnerką zacząć wszystko od nowa. Niestety wiedziałem że bardzo ja skrzywdziłem i będzie bardzo ciężko. I też tak było, często a nawet bardzo często wracała do tego wszystkiego. Starałem się jak tylko umiałem żeby zrobić wszystko żeby chociaż na chwilę przestała o tym myśleć. Żeby te wszystkie złe chwile, wspomnienia zastąpić nowymi miłymi sytuacjami. Nie wspomniałem o tym że jedna i druga zaczęły że sobą pisać i wysyłać skriny wiadomości co pisałem do jednej i do drugiej. Po prostu też wiem żeby mnie jeszcze bardziej w tym wszystkim pogrążyć. Oczywiście wiem że mają takie prawo, to wszystko moja wina, czuję się jak śmieć, wiem co zrobiłem, skrzywdziłem dwie osoby, nie potrafię sobie z tym poradzić a one jeszcze bardziej mnie dobijały wysyłając do mnie skriny wiadomości co do jednej i drugiej pisałem. Najgorsza była końcówka roku. Moja partnerka "E" żeby się upewnić że nie spotykam się z "M"(dziewczyna z którą zdradziłem swoją partnerkę) napisała do niej. Niestety. Tego się nie spodziewałem się po "M" że tak postąpi, ale wysłała kilka wiadomości bez daty i z przerobioną datą że cały czas przyjeżdżam do niej. (Naprawdę nie byłem u niej od maja zeszłego roku). Oczywiście "E" nie uwierzyła w moje tłumaczenia, chociaż próbowałem udowodnić na różne sposoby. A najbardziej chyba wiarygodne było to że pracuje jako kierowca więc mam cały czas włączonego GPS i w tym okresie ani razu nie było śladu że byłem pod jej domem czy praca. Tylko że dla "E" i tak to nie było wiarygodne. Końcówka roku była ciężka ale ok, spędziliśmy z "E" święta, nowy rok razem. No i tydzień dwa tygodnie temu, znowu wszystko wróciło, musiałem kolejny raz się wyprowadzić. Żeby nie mieć kontakt z "M" usunąłem wszystkie komunikatory, Facebooka, zablokowałem numer, ale dla "E" to i tak było za mało. Starałem się jak tylko mogłem od tego czasu, zajmowałem się domem, dziecmi, kilka dni temu na walentynki też wydaje mi się że dużo zrobiłem. Dzień po walentynkach "E" znowu napisała mi smsa wracając do tego co było. Po długiej rozmowie w końcu E powiedziała że to koniec. Nie mam pojęcia co mam zrobić żeby było dobrze. Wiem że to wszystko moja wina, że wszystko zjeb... Jestem głupkiem jaki świat nie widział. Zrobił bym wszystko żeby cofnąć czas i niczego nie zaczynać z "M". Przez to wszystko, nie śpię, nie jem, gdyby nie praca, jedna druga trzecia to myślę że już.... Nawet nie mam z kim o tym pogadać, zostałem z tym wszystkim sam. Wiem że na własne życzenie i nie jest mi siebie żal. Zasłużyłem na to wszystko. Nawet nie wiem po co ja to wszystko pisze, piszę i ryczę jak dzieciak jak tak mogłem zniszczyć życie "E". Mam dość...
  15. Witam,mam 27 lat jestem facetem w związu z meżczyzna bi. Dzisiaj dotalem wiaomosc o niego cytuje: Mam takie libido że nie ogarniam,nie chce czegos robic za twoimi plecami,ale nie da sie tego u mnie wyciszyć" Chozi o seks z kobietą.Wiedziałem że pręzej czy pózniej to nastąpi.Większość znajomych mi mówi,że taki związek z Bi,to najgorsze co może byc ,nie będę w nim szczęśliwy. Póki co cały czas myślę,gdzie on jest,co robi,czy czasem mnie nie zradza właśnie z jakąś dziwką (chodził na dziwki zanim byliśmy w związku). Dziś mamy rozmowę. Myślę czy zakończyć związek,pozostać tylko w relacji Kolega/Kolega.
  16. Mam 41 lat, męża i 2 dzieci. 2 m-c temu mąż przyznał się że prowadzi znajomości przez internet z innymi kobietami (Messenger Facebook) piszę wiadomości i usuwa ponieważ boi się że mi się to nie spodoba oczywiście mówi mi że zna granice do jakich może się posunąć i że mam się niczego nie obawiać. Trwa to już rok kiedy to zauważyłam ,zaczął być bardziej czujny pilnuje telefonu jak oka w głowie, wycisza wychodzi na rozmowy, denerwuje się pytam o całą sytuację nawet uderzył mnie .do tego cały czas dochodzą nowe znajomości. Nasz związek trwa już 25 lat- szok- trud mi zaakceptować ten stan że mam przed sobą tajemnie nie ufamy sobie a może jest jeszcze coś więcej kto to wie, czuje się z tym źle, czuje się oszukiwana. Chciałabym się od niego oderwać i być znowu szczęśliwa nawet sama.
  17. Witam,chciałabym opowiedzieć o moim juz bylym związku.Poznaliśmy się przez Tindera,w 2018 roku ,on zaprosił mnie do Australii, a ja się zgodziłam i poleciałam w ciemno. Spędziliśmy piękny miesiąc (wiadomo zakochanie i wg). Po czym zdecydowaliśmy się na związek na odległość. Tylko w tym czasie dowiedziałam sie ze on, spotykał się z dziewczyną na spacery też poznana przez internet..Przez pół roku byłam nie świadoma tego.. Po czym straciłam zaufanie jednak 15 tys km i do tego noc z dniem inna ,zmiana czasowa tez dawała w kość (ja dzień a on noc). Poleciałam drugi raz za pół roku, na 3 tygodnie.. Pózniej za kolejne pół roku na 5 tygodni i dopadła nas pandemia.. Gdy ostatni raz się widzieliśmy był to 30 stycznia 2020 roku. Oczywiście było duzo rozmów ale on skupił sie na na pracy,bo był ambitny.. Ja nie miałam wtedy jeszcze matury co bardzo mu przeszkadzało, gdy poruszałam temat mieszkania razem to usłyszałam że gdy byłam ostani raz to on myślał żebym została ale ze bez matury będzie ciężko zyć.Po czym tego 30.stycznia rozstaliśmy się na lotnisku w Sydney.. On powiedział abym w tym czasie robiła mature i za rok razem (zdałam i mam juz teraz maturę )Dwa lata nie widzieliśmy się, a ja już nie wiedziałam czy chce być w takim związku.. Jednak pandemia a w Australii zamkneli granice i ciężko było powiedzieć czy otworzą.. Więc ja podjełam decyzje o końcu, ale on dalej pisał ja nie umiałam tego zakończyć, bo kochałam ale poznałam chłopaka i pokusa przytulenia i fizyczności i wg była śilniejsza.. W końcu aby zakończyć związek na odległość powiedziałam mu ze sie spotykam z kimś i sie zaczeło.. On wyciagnał wszystko od kiedy i jak to było.. Zaczał pisac po moich znajomych i po rodzinie że zdradziałam,a mnie wyzywać.. Mysłałam,że juz będzie okey że sie rozstaniemy... A on nagle ze za 2 tyg przyleci bo 1 listopada otwieraja granice dla obywateli Australijskich.. I przyleciał, ale od tej pory zaczeło się piekł.. Wypisywanie jaka to ja nie jestem.. Spotkaliśmy się w Warszawie niby okey a zaraz kłótnia i psychiczne dręczenie.. Mówił że, przylatuje do mnie i że chcę to naprawić ja mówiłam ze to juz nie ma sensu, bo Ty mi nigdy nie wybaczysz.. Ja głupia, chciałam to naprawić i robiłam wszystko, nawet kupiłam bilety na Teneryfe a on i tam mi ubliżał że jestem ku@2wo. Zaczął mi sprzadzać komputer,telefon(dodam że jest programistą). Ciągłe kłótnie i przepychanki niby kocham Cię i fajne chwile,a za chwilę, z jego strony że jestem "kur**o". Brak szacunku i ciągłe kłótnie z jego strony gdy ja mówiłam nie kłóć sie a on dalej i dalej.. Nagle on pojechał do rodziny w Polsce na święta i sylwestra a mnie zostawił i miał przyjechać po nowym roku .. No ale ja, już nie wytrzymywałam tego,napisałam co czuje, zaczęła sie juz chyba tysięczna kłótnia, po czym on mnie znowu zwyzywał "spier..Kurw..." wysłał definicje "kur@wy".I ja juz powiedziałam doś, a on zadzwoniła ja ie odebrała.. A on kolejny szntaż emocjonaly że jak ja nie chce to on napisze do mojego byłego chłopaka.. Odebrałam i rozmowa byla że on mi nagle wybacza że chcę.. Myśle, 5 minut temu wyzwiska a pózniej "czysta karta"..Głuoia zaslepiona miłoscią się zgodziałam, a on powiedział że aby pokazac mu ze moze mi ufac i zadania abym robiła wysyłała nagie zdjecia i rózne takie..Po czym jescze powiedział że jak sie zobaczymy on mnie wezmie zwiąże i tak jak chce seksualnie wezmie.. I ja sie nie zgodziałam bo mówie to wszystko nie normalne..Chodzi o to ze gdyby chciał to by mi wybaczył normalnie aby zakończył też w normalny sposób. A on zrobił to toksyczne i nadal do mnie pisze że nie może sobie poradzić z tym że mnie nie bedzie w jego życiu ale nie umie poradzić sobie z bólem zdrady.To sie stało tak bardzo toksyczne.. Dodam ze byliśmy w Warszawie na terapii dla par, ale to nic nie dało...Co mam robić? I jak to skończyć, pomimo tego,że kocham? Ale to jest zbyt toksyczne i on siebie niszczy i mnie..
  18. Witam wszystkich forumowiczów. Od jakiegoś czasu zauważam u siebie problem z zazdrością o partnerkę. Kilka słów o mnie. Mam 33 lata, w związku z obecną partnerka jestem od roku (od pół roku mieszkamy razem). Od kilkunastu lat piłem alkohol. Ilości raz były większe, czasem mniejsze, jednakże była w tym regularność (picie 3-4 razy w tygodniu, czasem dwa piwa, czasem pół litra whisky). Piłem w towarzystwie jak i w samotności. Nie stroniłem też od marihuany. Zdarzało mi się palić kilka razy w roku, jednakże były to okresy palenia kilku-kilkunastodniowe. Niestety od jakiegoś czasu zauważyłem, że palenie bardzo źle na mnie wpływa (pojawiły się problemy z oceną rzeczywistości, poczucie niepokoju, teorie spiskowe, straciłem zaufanie do ludzi, wszędzie zacząłem widzieć sytuację, w których ludzie spiskują przeciwko mnie). Jakiś czas temu odstawiłem narkotyki, po półrocznej przerwie zauważyłem u siebie pozytywna poprawę w funkcjonowaniu. Niestety nie zrezygnowałem z alkoholu. Przechodząc do meritum, od jakiegoś czasu zacząłem podejrzewać moja partnerkę o zdradę. (Ona raczej nie daje mi ku temu powodów, nie umawia się z innymi, jest ze mną szczera i zapewnia że mnie kocha). Jednak ciężko mi jest w to wszystko uwierzyć, ostatnio mniej piłem ale zauważyłem że alkohol potęguje poczucie zagrożenia. Sporo czytalem na temat zespołu Otella i część objawów się pokrywa. - momentami mam napady natrętnych myśli o domniemanej zdradzie- próbuje się uspokajać że to nie ma sensu ale ciężko mi od nich uciec. - kontroluje swoją partnerkę (sprawdzałem wielokrotnie jej telefon) - niepokoje się kiedy nie spędzamy czasu razem, myślę że pewnie właśnie zdradza mnie albo ze swoim ex albo z kolegami z pracy. - zacząłem robić jej wyrzuty i mówić o braku zaufania - wpadłem na pomysł żeby kupić podsłuch do mieszkania (tylko po to żeby "mieć pewność") - straciłem zapał do swoich pasji (sport, obniżona chęć do pracy), niewiele rzeczy mnie cieszy bo mój umysł zatruty jest wymyślaniem hipotetycznych scenariuszy zdrady. - mój najdłuższy związek był fatalny pod względem seksualnym tak że prawie stracilem wiarę w to że "jescze mogę". - niska samoocena (mimo dobrej pracy, znajomości języków obcych, dobrej sylwetki i brania udziału w zawodach sportowych) Jednakze z poprzednimi parnertkami nie odczuwałem takich obaw o zdradę. Owszem bywalem zazdrosnym ale w granicach rozsądku. Jednakże z żadną z poprzednich nie mieszkałem i nie dzieliłem życia. Kocham moją obecna kobietę, nie chce jej skrzywdzić i nie chce też skrzywdzić siebie. Niestety ostatnio bardzo się męczę, ciężko mi się skupić na czymkolwiek poza myśleniem o niej i o tym, że może mnie zdradzić. Ona na pewno widzi i czuję, że coś się dzieje. Próbuje z nią rozmawiać ale boje się wyjawić jej wszystkie swoje obawy. Mimo, że to naprawdę mądra kobieta, również swoje w życiu przeszła. Nasze życie seksualne jest dobre, ona ma spore potrzeby a ja po latach posuchy chętnie je spełniam. Jednak czasem po seksie, szczególnie nieco ostrzejszym, zaczynam odczuwać obawy że ona może tak to lubi bo wielokrotnie robiła to z innymi. I może nadal to robi bo ja jej nie wystarczam. Za mną 2 wizyty u psychologa ale mówiłem tylko o moich obawach, nazwa "zespół Otella" nie pojawiła się w naszych rozmowach. Mimo to czytając masę artykułów w internecie Od 3 tygodni nie pije, wiem że jest to warunek konieczny. Niestety , mimo trzeźwości w ostatnich dniach znacznie mój stan się pogorszył. Czarne myśli atakują na potęgę. Mam problemy ze snem, skupienie się w pracy, spadła mi efektywność. Treningi sportowe nie przynoszą mi żadnej frajdy mimo że jescze kilka miesięcy temu sprawiały wiele radości. Nasuwają mi się różne pytania.. Czy zmiana partnerki to rozwiązanie ? Nie chcę jej tracić bo na kocham ale nie chcę się też tak dłużej czuć. Czy z inną będzie tak samo ? W oczekiwaniu na wizytę u psychiatry proszę Was o opinie i pomoc. Pozdrawiam Was
  19. Witajcie. Mam na imię Michał i mam 26 lat. Miałem w życiu kilka związków, w jednym byłem 7 lat. Rozpadł się dlatego, że moja obecna wtedy dziewczyna zdradziła mnie z moim kolegą, ale to nie tutaj o tym mowa. Postanowiłem wtedy, że już mnie pokocham nigdy nikogo. Jednak jak to mówią miłość przychodzi niespodziewanie. Poznałem dziewczynę, była moim ideałem. Zakochałem się po uszy, spędzaliśmy razem super chwile, po jakimś czasie można powiedzieć, że zamieszkaliśmy razem. Niestety w każdym związku nadszedł czas próby. Ja byłem za bardzo zazdrosny, częste kłótnie zacząłem szukać lepiej co było największym błędem jaki mogłem popełnić, ale cóż faceci już tacy są, myślą po stracie. Rozstaliśmy się z wtedy moją obecną dziewczyną, miałem bardzo dużo wątpliwości bo cały czas ją kochałem, ale bałem się, że jak zostanę wrócą kłótnie, kłamstwa itp.. odszedłem.... Po jakimś czasie spotkaliśmy się, zapłakana błagała mnie żebym ją przytulił, pocałował i wrócił.. nie zrobiłem tego. Poznała innego chłopaka. Czy jest szczęścliwa? NIE to wiem napewno. Od naszego rozstania minął już ponad rok. Często się spotykamy, rozmawiamy, wspominamy dawne chwile, można powiedzieć, że coś czasem iskrzy lecz to już nie jest to co dawniej. Od czasu naszego rozstania nie miałem innej kobiety w żadnym kontekscie tego słowa. Cały czas walczę o tą jedyną, tą którą kocham ponad życie i nie potrafie bez niej dalej funkcjonować. Przepraszam, że piszę tak mało zwięźle, lecz nie jest to dla mnie łatwe, pierwszy raz próbuję się otworzyć i sobie lub Nam pomóc. Nie wiem czy Ona dalej mnie kocha, nie mam zielonego pojęcia. Od czasu naszego rozstania bardzo się zmieniła, wiem, że ją to wtedy bardzo zabolało i bardzo to przeżyła. Dzisiaj bym zrobił wszystko by cofnąć czas lecz nie da się. Co mam zrobić? Za każdym razem jak od niej wracam wyje jak głupi, nie mogę sobie znaleźć miejsca, nie jem i co najgorsze idę w stronę używek.. Proszę o jakąś radę, pomoc. Co kolwiek..
  20. Właściwie nie wiem, czemu tutaj piszę. Szukam rozgrzeszenia? Zrozumienia? Pewnie znajdę hejt. A tak naprawdę chyba chcę po prostu coś z siebie wyrzucić, bo jestem zmęczony ciągłym trzymaniem tego wszystkiego w sobie. Jestem ledwie po 40-tce, jest syn i żona. Małżeństwo od czternastu lat. Według mnie szczęśliwe. Jestem zakochany w żonie. Jasne, że nie ma żadnych motylków w brzuchu na sam widok, ale zdecydowanie to miłość, pociąganie, pożądanie, a nie tylko przywiązanie po latach małżeństwa. Naprawdę jest dobrze. W domu, w życiu, w łóżku również. Seks jest w porządku. Wiem, jak to głupio brzmi - "w porządku". Ale naprawdę. Uwielbiamy się wzajemnie w łóżku. Jest nam oboje dobrze. Być może nie tak często jak kiedyś przez codzienność życia, być może nie zawsze i za każdym razem każde z nas osiąga szczyt, ale wg. mojej subiektywnej oceny - jest naprawdę świetnie. Jeżeli czegokolwiek mi brakuje, to radzę sobie - mówiąc wprost - na "własną rękę" z filmami dla dorosłych. Ale myślę - jestem subiektywnie pewny - że akurat ten aspekt jest pod moją kontrolą. Nie chodzi mi o tą kwestię w tym wpisie. Rzecz w tym, że pięć lat temu zmieniłem pracę. Inne miejsce, inne środowisko, inne kontakty, inni ludzie. Była tam również "taka jedna" koleżanka. Niech będzie że Patrycja ;-). Gdzieś tam złapaliśmy lepszy kontakt. Trochę czasu spędzaliśmy gdzieś tam obok siebie, gadając. Wpadając gdzieś tam w biurze jednym czy drugim, na przerwie jednej czy drugiej. Wiem, jak to wygląda; koleżanka z pracy - początek romansu. Ale to nie tak. Nie całkiem tak. Nie typowo tak. Zaczęliśmy się kontaktować z Patrycją, pisać przez komunikatory poza pracą itp. Rozmowy były coraz bliższe, bardziej intensywne, prywatne. "Zrobiła mi się" z niej przyjaciółka - muszę przyznać, że nie mam takiej bliskiej osoby. Jest żona i... nikt inny. Przy czym dla żony nie jestem przyjacielem tylko staram się być kimś bliższym, idealnym, nie popełniającym błędów - co oczywiście mi się nie udaje i generalnie mam już za sobą okresy czystej nienawiści wobec siebie. W każdym razie - kiedyś tam moja żona zajrzała sobie do mojego telefonu, przeczytała moje rozmowy z Patrycją, pokłóciliśmy się. Poczuła się zdradzona stopniem zażyłości. Uważam że miała prawo do tego, by mnie sprawdzić, kiedyś już z inną dziewczyną miałem taki bliski kontakt - nie fizyczny, ale przez wiadomości itp. Też wtedy poczuła się zdradzona, chociaż dla mnie były to tylko rozmowy, wymiana poglądów, dyskusje. Nieważne, wracając do Patrycji. Żona zrobiła mi awanturę. Był kryzys. Odciąłem się nieco od Patrycji ale... po prostu nie umiem. Mam głębokie poczucie że potrzebuję jej. To nie jest seksualny kontakt. Bliski, ale nie fizyczny. Od jakiegoś czasu między mną i Patrycją pojawiło się coś więcej. Większe przywiązanie, zdaliśmy sobie sprawę że podobamy się sobie wzajemnie. Fizycznie, psychicznie. Gdy jesteśmy razem, coś dziwnego dzieje się z czasem - znika blyskawicznie. Zgodność charakterów i tak dalej. A jednocześnie jest tak inna od mojej żony. I przez obecność Patrycji nie zmienia mi się nic wobec mojej połówki. Zamiast ciągłych frustracji, które chowałem w głębi pojawił mi się względny psychiczny spokój. Ostatnio z Patrycją zaczęliśmy się zbliżać tak nie tylko psychicznie, ale również fizycznie. Nie mamy dużo możliwości - nie spotykam się z nią w innych miejscach niż praca, nie biorę udział w firmowych imprezach integracyjnych ani wyjazdach, jest tylko praca. Gdy mamy dla siebie gdzieś na przerwie w biurze, trochę czasu raz na miesiąc to jest dobrze. I nie robimy wtedy nie wiadomo czego - żadnych seksualnych zbliżeń. Po prostu przytulenie, chwyt dłoni, bliska rozmowa i tyle. Ostatnio mieliśmy niespodziewanie trochę więcej czasu i prywatności, więc mogliśmy dać sobie nieco więcej bliskości. Ale nie było między nami nawet pocałunków, nie mówiąc o seksie - przecież to miejsce pracy! Po prostu kilkanaście minut przytulania które dało nam trochę przyjemności. Z jednej strony źle się z tym czuję - wiem, że moja żona potraktowała by to jak jawną zdradę - czyż nie? Mówiąc ordynarnie wprost "obściskuję się" z inną kobietą. Z drugiej strony - traktuję to, oboje z Patrycją traktujemy to jako wentyl bezpieczeństwa. Oboje wiemy że pójście do łóżka i seks byłby ślepą uliczką i rozpieprzeniem wszystkiego, co mamy prywatnie poza tym. I wiemy oboje, na sto procent, że nigdy nie pójdziemy ze sobą do łóżka. Po prostu nie. To, na co sobie pozwalamy, to odrobina nieco innej bliskości niż ta, którą mamy w domach. Tyle, tylko tyle i aż tyle. Źle się z tym czuję. Ale nie żałuję. Całe życie chyba rezygnowałem niemal zawsze z moich potrzeb na rzecz innych. Odpuszczałem, ustępując, poddając się. Myślę że w dużej mierze mam postawę pantoflarza. Tym razem, z Patrycją, mam wrażenie że wreszcie dbam o to, co ja chcę i czego potrzebuję. Tej innej bliskości, w drobnych kawałkach. Jednocześnie wciąż staram się być blisko mojej żony. Oboje z żoną jesteśmy blisko siebie. Cieszymy się sobą, staram się okazywać emocjonalną bliskość - nie fałszywie! Naprawdę to czuję. Tą bliskość wobec żony. Ale potrzebuję też tego kontaktu z Patrycją. Zwłaszcza że nie oszukuję jej. Ona ma takie same odczucia. Myślimy dokładnie tak samo. Dla mnie to taki wentyl. Nie pójdę do łóżka. Nie rozpieprzę rodziny i małżeństwa. Po prostu łapię oddech od swoich frustracji. Zasługuję na hejt? Czy na zrozumienie?
  21. Witam problem strasznie żłożony jestem 7 lat z żoną mamy dwoje dzieci. Od drugiego dziecka żona miała problemy zdrowotne i przez rok swx nasz wyglądam maga źle choć czas mijał a sytuacja się nie poprawiała a lekarz twierdził że ten problem to problem w głowie. Ona dalej nic zero libida zero chęci na nic nowego w łóżku mardzudzenie ,z czasem no tak moj życiowy błąd zdradziłem ja. No wyszło to na jaw ale postanowiliśmy być razem minol rok starałem się jak mogę ale ona od kilku lat ciągle podczas kłótni mówi mi zemnie nie kocha że, jestem że nigdy nie byłem fajny mam się wyprowadzić ona mnie nie potrzebuje nie ma to związku z zdrada ogólnie ciągle mi to powtarza w maju mieliśmy się rozjesc ale mi zależało dalej się starłem choć znowu mi powiedziała że mnie nie kocha i nie znaczy to dla niej nic. Więc jak miałem się wyprowadzać Poznałem kobietę czas mijał żona zrozumiała że to na poważnie mamy się rozjesc , i za każdym razem potem przychodzi do mnie i mówi że to w złości tak mówi ,kocham ją ale z tamtą kobieta już mieliśmy plany zamieszkania. Nie wiem co mam robić czuje się rozdarty przygnębiony,nawet nie mam z kim pogadać
  22. Witam Od kilku miesięcy, nie mam ochoty na nic . Zacznę od początku. Bylam z mężem 7 lat . To nie była prawdziwa miłość. To było małżeństwo z rozsądku. Chociaż na początku bardzo go kochałam i chcialam zrobic dla niego wszystko . Niestety przez lata on odpychał mnie od siebie . Sprawy lozkowe stały sie coraz rzadsze . Straciłam pewność siebie . Rok temu rostalismy sie ale później wrocilismy do siebie , niestety juz z miesiaca na miesiąc bylo coraz gorzej . Pozniej on wyjechał do siebie do kraju (Niestety pochodzi z innego kraju ) i nie odzywał sie przez kilka miesięcy. Zaczęłam go nienawidzić. Po kilku miesiącach wrócił jakby nigdy noc sie nie stalo . Mijalismy sie , spalismy razem ale jednak osobno , prawoe nie rozmawialismy . Po jakimś czasie poznałam kogoś, kogoś kto prawil mi komplementy i sprawił ze moja samoocena zaczęła wracać. Zdradzilam męża . Powiedziałam mu o tym ze to było tylko cos przelotnego i ze chcialam znów poczuc sie kobietą. Mąż zrobił mi piekło przez kilka tygodni .Skończyłam tamtą znajomość. Mąż sie wyprowadzil , jednak po jakimś czasie zaczelismy ze sobą rozmawiać jak przyjaciele . Co weekend spotykamy sie ze sobą. Przez ro jaki jest teraz dobry zaczęłam znów coś powaznego do niego czuć, i ze zrobiłabym wszystko aby wrócił . Lecz on raczej nie wybaczy mi tego nigdy . I to mnie zabija powoli od środka . Codziennie płaczę. Stałam sie strasznie emocjonalna. Wszystko mnie albo denerwuje albo doprowadza do placzu . Jak mam soboe z tym poradzić? Tak naprawdę jestem z tym problemem sama .
  23. Witam,mam 25 lat i półtora roczna córeczkę. Własna firmę, miesiące temu z dnia na dzień zostawił mnie narzeczony po 9 latach Nic się na to nie zapowiadało dwa miesiąc przed rozstanie mieliśmy brać ślub (z jego inicjatywy ) miesiąc przed chciał drugie dziecko.. Zostawił mnie dla 16 letniej dziewczyny,której dałam dorobić na wakacjach i siebie w firmie.. Ale twierdzi ,że ona niczemu neo jest winna ona nic nie zrobiła. Do sedna sprawy jak urodziłam córeczkę oddaliłam się od niego lecz tego nie zauważyłam.. byłam zmęczona 24h/7 ciągle sama z mała. W nocy ka wstawałam,w dzień ja.. Chciałam walczyć,prosiłam o szansę dla niej. Ale nie..(On musi się wyszaleć,potrzebuje czasu) (i owszem teraz szalej wyjazdy,jazda po nocy ,imprezki,sex z nią kiedy tylko chce) teraz za każdym razem co przyjedzie do małej na chwilę dosłownie bo tamta napsize i juz musi jechać do szkoły po nią.. (mam wrażenie,ze robi wszystko,zeby się ze mną kłócił i nie mial czasu dla małej) zaczepia przytuli to daje sygnały. I czy z kis pisze, co robię. Ale jeżeli powstanie kłótnia, to zaraz wyzywa mnie,że niegdy nie był szczęśliwy, że on nie chce związku ze mną nie będzie udawała,ze z nikim nie ułoże soboe życia.. A po jakimś czasie znowu zaczepki jakby gdyby nigdy nic.. A ja nawina nadal go kocham I robię wszystko żeby wrócił i mam nadzieję ,brakuje mi go.. A małej taty jeszcze bardziej Czy jego zachowanie może być przyczyna,że za bardzo nalegam? Czy on się pogubił i sam nie wie co czuje ? Boi się przyznać że zje.. I nie wie jak wrócić? Pomocy już nie daje rady .. Co wieczór płacze.
  24. Zbyt niska samoocena!Mój problem polega na zbyt niskiej samoocenie i braku zaufania do partnera, a raczej wiary w to, że może mu na mnie zależeć i może mnie pokochać.Mam 34 lata. Nie jestem już młoda a mam problemy nastolatki.Byłam w związku 7 lat, rozstałam się, ponieważ ówczesny partner miał inne priorytety niż ja. Chciałam dom i rodzinę, on bał się odpowiedzialności, być może nie byłam to ja dla niego, łatwiej mu było żyć i mieszkać na kocią łapę. Ja bardzo go kochałam, wręcz szaleńczo. Teraźniejszego partnera poznałam, jak byłam w związku, był moim kolegą, potem stał się przyjacielem, jednak jak zaczęliśmy być ze sobą (on jest po rozwodzie) moja samoocena się z miesiąca na miesiąc pogarsza. On pracuje często z atrakcyjnymi kobietami, ja czuje się dużo gorsza, jestem już stara, nie mam takiej figury. Czasami się zastanawiam, czemu on chce ze mną być? Sam mi wypomniał kiedyś moje mankamenty urody, co jeszcze bardziej mnie dobiło, ale sprawiło, że dużo schudłam, jednak w jego opinii twarz mi się pogorszyła. Wiem, że to głupie, ale mój nowy partner to esteta a ja chyba nie nie jestem wstanie, sprostać jego wymaganiom estetycznym, nie wiem nawet, czy chce. Chodzę ciągle zdołowana, brak mi wiary w moje możliwości, myślę, że kiedyś zostawi mnie dla dużo młodszej i atrakcyjniejszej dziewczyny, to tylko kwestia czasu. Czuje, że jest ze mną, bo nie jest na tyle śmiały, aby być z kimś, z kim naprawdę chce być. Wkurzam się, bo wcześniej uważałam się za atrakcyjną, utalentowaną oraz zaradną kobietę. Byłam odważna i śmiała, teraz to jakieś nieporozumienie, boje się rozmawiać z ludźmi, jestem wycofana. Mój partner nabrał przy mnie pewności siebie, a ja wprost przeciwnie. Rozstał się ze swoją żoną ze względu na różne charaktery, mówił mi, że była ciągle zazdrosna o niego, ja nie chce być taka. Proszę, doradźcie jak przywrócić wiarę w siebie, w swoje możliwości oraz zyskać pewność siebie.
  25. Cześć jestem Klaudia mam 25 lat. Od dwóch miesięcy zmagam się z rozstaniem. Partner Zdradził mnie po ponad dwu letnim związku. Już wcześniej wykazywał się obojętnościa i notorycznym kłamstwem ale kiedy wrócił obiecał że to się zmieni będzie inaczej. Rzuciłam dla niego pracę i zostawiłam rodzinę wyjechałam za granicę. Przyjechaliśmy na wakacje a on poszedł do innej nie potrafi mi odpowiedzieć dlaczego i mam wrażenie że dla niego to nic. Było i już. Twierdzi że chce ze mną kontaktu a ja chce go zerwać lecz nie potrafię nie wiem jak to zrobić. Gdy on napisze od razu odpisuje nie chce tego robić. Nie śpię jedynie po tabletkach a myślę o nim każdego dnia. Jak sobie z tym poradzić

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.