Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'zdrada'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Refleksje mężczyzny

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Witam. Przed ślubem jako panienka zdradziłam partnera. Raz pod wpływem alkoholu a drugi raz juz po zaręczynach. Byliśmy szczęśliwi rozłąka nas dużo kosztowała. Wyjechaliśmy tuz po zzarczynavh oboje za granicę w dwa rozne miejsca. Będąc tam rozpętało się piekło gdyż mój pierwszy partner ze zdrady napisał o tym i uświadomił mojego chlopaka o tym . Oczywiście byl telefon i długa rozmowa rozłąka która nie była zależna od nas dzieliły nas km oraz praca w której się znajdowaliśmy... byl tam o 3 lata starszy facet który potrafił mnie zrozumieć i pocieszyć z tego Rodziło się coś więcej może nie miłość ale jakas wiez sympatią. Stalo się najgorsze wylądowaliśmy w łóżku nie jeden raz tylko kilka ... milczałam przez 9 lat lecz nagle okazalo się ze mój partner zaczął pisać z moimi 2 przyjaciółkami jedna z mojego wieku druga o 10 lat młodsza z dzieciństwa i opowiadał ze jest nieszczeliwy w małżeństwie , że zmieniłam się , nie dogaujemy się tak banalne sprawy. Jednak z pierwszą pisał o wszystkim o sexie, pozycjach w łóżku, wysyłała mu nawet zdjęcia w bieliźnie ze niby dla partnera taka kupila. Z drugą zaś złapał wiez , zeszłym roku zaczęła pracować online przyjechała do domu rodzinnego i zaczęła dzien dnia przychodzić jak nie na kawę to na drinka zaczęli ze sobą rozmawiać, pisać, na początku nie było nic w tym złego cieszyłam się że złapali dobry kontakt jak z jedną i drugą. Nagle sytuacja zaczęła nabierać innego znaczenia zaczęli siadać bardzo blisko przy sobie dotykać się niby przez przypadek i oczywiście dIen dnia pisać. Aż w końcu oboje się zakochali w sobie chodz dziewczyną stwierdziła że nigdy by mi tego nie Robiła. Kilkukrotnie próbowali zerwać te wiez ale było silniejsze to od nich aż w końcu mój mąż napisał do niej ze ja bardziej kocha niż mnie i wie ze ona ma tak samo . Ona czuła się zazdrosna o moją rodzinę ze mówimy do siebie kotku/Kochanie. On również byl zazdrosny o nią... było to tak widoczne uczucie 3 nie tylko ja je zauważyłam mowila mu o ty zw czuje się zdradzona... w trakcie ostatniej kłótni zapytal mnie o zdradę i mu powiedziałam że była za granicą tez. Ignoruje mnie rozumiem musi to przetrawić. A co najlepsze jak wróciłam z zagranicy zaszłam w ciążę on myśli że pierwsz dziecko moze nie być jego. Nie potrafię wytłumaczyć mu ze kochałam go i kocham a dziecko jest jego.. pozdrawiam zagubiona15
  2. Cześć, jestem młodą mamą miesięcznego chłopca. Pisze ponieważ borykam się z problemem już rok. 5 lipca 2020 mój chłopak mnie zdradził. Przyznał się do tego. Pobawił się z ta dziewczyna tydzień i wrócił. Wybaczyłam. Lecz nie do końca. Do dnia dzisiejszego mam obsesje na punkcie tej dziewczyny, mam lek przed kolejna zdrada, boje się ze znowu mnie skrzywdzi. Śni mi się to wszystko po nocach. Pojawiają mi się obrazy ich rozmów przed oczami… Najgorsze są noce, często łapie dołki. Wypominam mu. Nie umiem sobie z tym poradzić. Czuje jak zjada mi to cała moja energię do życia.
  3. Mam 27 lat i nie mogę wytrzymać z moją partnerką. Jesteśmy razem 6 lat, mieszkamy razem od dwóch. Od momentu zamieszkania ze sobą wszystko zaczęło iść jeszcze gorzej niż wcześniej. Mieszkając z partnerką jestem świadkiem jej "żmijowych" zachowań, przykłady: - wyzywanie swojej matki od kretynek, idiotek - bo jest niezaradne życiowo. Przykłady - Krzyczenie na nią, że (matka) nie pomaga jej się utrzymać, że przez złe nawyki z dzieciństwa ona teraz przytyła (przytyła od kiedy się wyprowadziliśmy) bo je słodycze. Ciągle wracanie do przeszłości, dwa razy w tygodniu jest w domu awantura przez telefon - bo poprosiła. matkę o coś i matka tego nie zrobiła, bo hałasuje do słuchawki, bo nie słucha - każda z jej koleżanek jest chociaż raz na kwartał nazywana cipą, debilką itp. Generalnie każda relacja tak wygląda. O moich znajomych też ma takie zdanie, o mojej mamie również. - każda klotnia kończy się obwinianiem mnie za skutki fizyczne, tj. ze ona się spina i teraz boli ja głowa, dno miednicy, oko itp. Ogólnie nie wolno się nie zgadzać, bo podczas dyskusji ona również się napina - oczywiście wina w regularnych klotniach tez jest moja - a jeżeli fakty świadczą inaczej to tym gorzej dla faktów. Przykład - idąc na zakupy partnerka regularnie kupuje słodycze - warto tu nadmienić, że z racji wyższych zarobków to ja utrzymuje dom(partnerkę częściowo również, choć sama pracuje to nie starcza jej pieniędzy). Przed zakupami zawsze pytam co kupujemy żeby nie kupować rzeczy, które się mogą zepsuć. Partnerka powiedziała, że po powrocie zrobi sałatkę. Kupiła składników za 30-40zl i w domu się okazało, że awokado jest niedojrzałe. Usłyszałem, że to moja wina, bo ja zmuszam do robienia sałatki. - w życiu codziennym ona wg siebie nie popełnia błędów, a błędy innych są tragedią i za każdym razem potrzebuje żeby ją utwierdzić w tym, że ludzie są idiotami. - nie ma do mnie szacunku, w tym zwiazku szacunek się skończył dawno temu (wyzwiska itp) - każda błahostka jest sprowadzana do kłótni (patrz rozmowa o awokado) W ciągu tych sześciu lat wielokrotnie przy okazji kłótni mówiłem o rozstaniu, bo nie byłem w stanie znieść tych rzeczy. Potem się godziliśmy i było parę dni spokoju. Już byly bardzo długie epizody ze nie mówiłem jej nic na temat uczuć i miłości, co zresztą często mi wypominala. Na temat śślubu ja nie chce nawet słyszeć nic, ponieważ w tej dramatycznej sytuacji nie wyobrażam sobie czegoś ttakiego, natomiast partnerka bardzo na to naciska. Zacząłem chodzić do psychoterapeuty bo nie radzę sobie z tą sytuacją, ale to wczesny etap, a ja czuję, że z każdym dniem siwieję coraz bardziej.
  4. Witajcie, nie wiem czy tutaj powinienem napisać swój post, ale musze to komuś powiedzieć/napisać i wybrałem to forum. Do rzeczy. Jesteśmy już ponad 6 lat razem, prawie rok po zaręczynach. Narobiłem wiele głupot, które udawało nam się jakoś odkręcać i stawać po nich do pionu. Ostatnio, jednak jest coraz gorzej (ciągłe awantury i agresja, wychodzenie z mieszkania, trzaskanie drzwiami, zaszywanie się w samochodzie na kilka godzin). Sam nie wiem co napisać, bo mój słomiany zapał podpowiada, żebym odpuścił, bo i tak nikt nie pomoże. Mimo to spróbuję coś wyskrobać, a nóż ktoś się zainteresuje. Zło zaczęło się wkradać do naszego związku od strony pornografii, ja po nią sięgałem i masturbowałem się do obcych kobiet w Internecie, na domiar złego dwukrotnie zdradziłem moją dziewczynę z Paniami na kamerkach on-line. Diagnozuję to jako swoisty początek rujnowania naszego związku. W zasadzie zostałem złapany na gorącym uczynku, bo moja dziewczyna trafiła jakoś na moje konto, na którym oglądałem Panie na kamerkach i trzeba było jakoś się dogadać. Myślałem, że to koniec, ale jakoś udało nam się wypracować porozumienie i dalej trwać sobą. Mimo, że te kamerki miały miejsce 3 lata temu, a porno nie tchnąłem od jakiegoś roku, to i tak w kłótniach ten temat jest często wypominany. Dziś, podczas kłótni, moja dziewczyna znalazła zrzuty ekranu właśnie z tego konta do kamerek. Strasznie się tego wstydzę i jak je zobaczyłem to wyszedłem z mieszkania. Zmieniłem pracę (jakoś 1,5 roku od znalezienia tego nieszczęsnego konta) na lepiej płatną, ale musiałem być dwie noce w tygodniu poza domem, chyba rozumiecie jaki to był ciężar psychiczny dla mojej dziewczyny, która nie mogła się pogodzić, że nie ma mnie w domu (pewnie oglądam porno). Było coraz gorzej. Każdy powrót z tych dwóch dni był gorszy od poprzedniego. Powalczyłem. Udało mi się doprowadzić do sytuacji, w której jestem wszystkie noce na miejscu, żeby nie było podejrzeń. Chodzę z nią na siłownie (bardzo nie lubię tam chodzić), żeby też nie musiała mnie zostawiać samego na 2-3 godziny na mieszkaniu. Myślałem, że jakoś to poukładam. W międzyczasie, gdy zauważyłem, że sytuacja wymyka się spod kontroli ruszyłem na terapię do specjalisty. Po 8 spotkaniach stwierdziłem, że tylko dodatkowo stresują mnie te wizyty, a płacę za nie i nie czuję, żeby było mi lepiej wręcz gorzej. Ostatnio jest już fatalnie. Kłócimy się i rzucamy na siebie o byle błahostkę i ja nie umiem tego zahamować. Strasznie jestem nerwowy, a nie chciałbym, tylko czasem nie umiem reagować inaczej. Teraz, pisząc to ciągle płacze i zupełnie nie wiem co mam zrobić. Mam tylko szczęście, że jestem tchórzem i boję się śmierci, w inny wypadku leżałbym już w jakimś rynsztoku po złotym strzale. Niestety, nie umiemy się rozstać. Czy jest dla nas jakaś szansa? PS. Nasze rodziny są w sztosie planowania wesela, a ja sam nie wiem czy chcę. Nie radzę sobie.
  5. Jakie macie ulubione ubrania oraz buty w swojej garderobie? Co jest u Was must have?
  6. Ludzie proszę odpowiedzcie w moim temacie bo juz nie daje sobie rady😭🥶
  7. Witam. Nie wiem od czego zacząć więc od razu wale prosto z mostu.. Mam problem z opanowaniem emocji.. podczas kłótni z facetem a nawet czasem zwykłej rozmowy wybucham bez powodu.. prowadzę wtedy monolog w krzyku.. On stara się nie reagować ale ja chodzę za nim dotąd aż wyprowadzę go z równowagi padają wtedy złe słowa, których normalnie bym nie powiedziała. Zawsze po takiej kłótni żałuję tego co się wydarzyło ale czasu juz nie cofnę. Mój Partner moim zdaniem nadużywa alkoholu, myślę że to też często mnie prowokuje do takich sytuacji. On nie widzi w tym problemu co jeszcze bardziej mnie nakręca. Dodam, że przez pół roku byłam przez niego oszukiwqna i zostałam zdardzona. Jesteśmy nadal razem, wybaczyłam mu, ale nie potrafię o tym zapomnieć i często do tego wracam co też powoduje kłótnie. Nie wiem co mam robic? Czy to normalne? Może potrzebuje jakichś leków uspokajających. Proszę i pomoc 🙏
  8. Dzień dobry/ Dobry wieczór. Jestem 35 letnim mężczyzną, pracuje i studiuje. Problem pojawił się ok 4 lat temu, dwa lata temu nawiązałem romans, ze względów na dziecko przerwałem romans, jednocześnie nie potrafiąc się pogodzić ze stratą "kochanki" Jakiś czas temu podjąłem decyzje o rozstaniu kobietą z którą jestem ok 10 lat, mamy wspólnie 2 letnie dziecko , nie wiem jak będzie wyglądał kontakt z dzieckiem i czy matka będzie mogła zapewnić jej odpowiedni stan ekonomiczny. Problem rozstania zamiatam pod dywan, zajmując się pracą i innymi rzeczami nie związanymi. Jak sobie poradzić z rozstaniem , przeprowadzeniem rozstania z kobietą nie tracąc kontaktu z dzieckiem i jednocześnie nie czuć wyrzutów sumienia za rozbicie rodziny? Załączam Pozdrowienia
  9. Witam, jestem Mikołaj i mam 29lat. Od 4 lat jestem w związku z Jadwigą 24l. Na początku powiem że jestem trudnym charakterem i jestem alkoholikiem. Na początku tego związku układało się fajnie, ja popijałem ona nie bardzo mi pokazywała ze to jest dla niej problem ale jakieś znaki dawała. Bardzo ją pokochałem bo utrzymywała mnie i nie jest na kasę. Ja potrafiłem chodzić i pic do 2 w nocy a ona wydzwaniała non stop kiedy wrócę do domu. Zawsze szukałem kobiety ktora bedzie dla mnie i tylko dla mnie niezależnie co by sie działo i taki chciałem być dla niej. Wydawało mi sie ze tak mnie kocha ze mnie nigdy nie zdradzi - dałbym sobie wtedy ręke uciąć. Cicha, spokojna, nie krzyczała a rozmawiała. Moje picie było takie ze 2-3 dni popiłem 2-3 dni spokoju a czasem tydzien piłem albo tydzien czy dwa spokoju- rożnie.Zaszylem sie , nie piłem kilka miesiecy i potem znow piłem. W pewnym momencie zaszyłem sie drugi raz , po miesiącu miałem nerwy, wpłynęło na to kilka rożnych rzeczy- stres w pracy , niedogadanie i kłótnie ze wspólnikiem i ruszyłem . Piłem ostro i kumpel ktory mial kase stawiał bo był w ostrym cugu i szukał kompana ktory z nim wypije pogada i skoczy po butelke. Olewałem wszystko w domu. Zaczęły sie lamenty po wódce. Chciałem przestac a tu kos przyszedl, zadzwonił namówił i nie dawałem sobie z tym rady. pomocy nie szukałem jak trzezwiałem na kacu tylko po upojeniu. chciałem na odwyk na terapie to po pijaku wzywałem karetki, to raz policja przyjechała, to z szpitala tzw psychiatryka gdzie jest oddział leczenia abstynencyjnych zespołów alkoholowych po przywiezieniu mnie tam przez karetke ktora na siebie wezwalem ze cos sobie zrobie jak mnie na odwyk nie wezma zabrala mnie policja na dołek. ona juz mnie nie odebrala. Przyjechała po mnie sasiadka (ona byla w domu i mogla wsiasc i sie z nia zabrac po mnie- sasiadka nawet pytała czy jedzie z nia po mnie ) nie przyjechała , poszła spac jakby nigdy nic.Myslałe ze mnie olewa pijanego ale nadal kocha. W pewnym momencie ogarnąłem sie, mowie sobie ze ide do roboty i na Poradnie leczenia uzaleznien ale wpierw sie wykuruje zeby sie nie trzasc itd. Dzien przeleżałem , drugi sprzatałem "generalne porzadki " zrobiłem w domu trzeci tak samo. Jak jeszcze piłem widziałem ze pisała z kolegą- nawet mu posłałem pare lepszych w wiadomościach na facebooku i jej zarzuciłem ze mnie zdradza. Nie wierzyłem w to ale taką lekką szopke zrobiłem zeby pokazac swą zazdrosć? Zapobiegawczo powiedziec nawet nie pomysl o takim czyms nigdy? Myslalem ze jak mnie nie ma bo pije u kumpla to ona sie nudzi w domu i pisze czysto kolezensko bo mowila ze to stary znajomy. Czwartego dnia wieczorem zacząłem sprawdzac jej wiadomosci telefon i messenger ale jakbym wtedy zdał sobie pytanie "Wierzysz ze jest wierna jak mowi i ufasz? odpowiedziałbym Zdecydowanie TAK. A jakbym sie zapytał to po co ta kontrola? to odpowiedziałbym ze chce sobie poraz setny raz potwierdzic ze to ta jedyna i zobaczyc ze jest wierna - jak ktos kto mażył o nowym bmw i co chwila chodzi do garażu i je ogląda i jest dumny z tego. Czytam wiadomości z tym kolegą (nazwe go adam) i nagle doznałem szoku. Nie wierzyłem wlasnym oczom. Zobaczyłem ze mnie zdradziła i ostatnie ich pisanie byly to wiadomości ze on pytał czy jest lepszy odemnie. Napisała ze oczywiscie. I pisal co by chcial zeby razem zrobili przy nastepnym takim spotkaniu. Obudziłem ją zapytałem dlaczego mi to zrobiła- czy ja jestem najgorszy? Co dalej zamierza? powiedziała tak- Chiałeś zobaczyc to zobaczyłes- po co przegladasz mi messengera? Powiedziala ze to prawda ze jest lepszy w lozku. Ze z nim to było jednorazowo i te pisanie o nastepnym spotkaniu bylo tylko tak aby mu odpisac, dalej cos pisac poprostu. Powiedziala ze to zadna milosc i nie wyobraza sobie jego jako partnera i ze chce dalej ze mna byc. Ze miala dosc , ze piłem , nasz sex był slaby. (Ja jestem rozbrykany w lożku ale jak chciałem mocniej, ostrzej to sprobowalem z nia tak kiedys raz jak zareaguje i zapytalem czy ją to kreci. Powiedziala ze nie to że kręci ale jak mnie taki sex kreci to nie ma nic przeciw czyli nie na + dla niej ale nie przeszkadza jej to. Wiec ja dalej w ten temat nie brnąłem bo nie chciałem zeby robiła cos co nie chce tylko bo ja chce. Wolałem miec sam słabszy sex niż zeby ją do czegoś zmuszac czy cos.Mowie , może nie chce ale tylko mowi ze jej nie przeszkadza bo nie chce mi powiedziec nie.) Powiedziała ze nie wiedziała juz jak sobie poradzic zeby mnie ogarnać i ją to przerosło co odwalałem,co może sie jeszcze po mnie spodziewac. i ze to była odskocznia od codzienności tej szarej ze mna. i ze juz tak nie zrobi. Tu bym zaufał ale co było dalej to mnie zastanowiło i wzbudziło niepewność dużą. Chciałem żeby z nim zerwała kontakt w taki sposob ze napisze mu cos typu : Moj sie dowiedział, wiesz nie obraź sie ale zrozumiałam teraz ze to był błąd ze z toba poszłam do lozka i nie chce mniec juz kontaktu zeby mojego nie ranic i wgl" - powiedziała ze nie zerwie z nim kontaktu. powiedziałem ze ja kończe ten zwiazek w takim razie i powiedziała i prosiła ze nie ze mnie kocha i chce tylko mnie ale nie chce mu tak pisac ze moze go tylko usunąć ze znajomych i niedopisywać mu. Potem jej sie nagle odmieniło( Myśle że to sprawa jej koleżanki najlepszej ktora mnie nie lubi i nie jest za tym zeby ze mna była- wrecz przeciwnie. Albo ze tak jej podpowiada w sensie - "jak on chce skonczyc to powiedz ze ty juz masz go gdzies to okaze sie czy chce z Toba byc czy mowi tak tylko zebys z tamtym zerwala kontakt i to tylko szantaż" i tu zacząłe patrzec w wiadomości z koleżanką czy ta ją podposzcza/podpowiada. I widze ze w tym samym czasie co zdradziła pisała z Adamem i jeszcze z kolegą z pracy okolo 40l. co ma rodzine. Bo ją podrywal textami "Twoj to ma szczescie" itp i dal jej buzi a ona pochwaliła sie koleżance tej ze on z nienacka przy rozmowie dal jej buzi i ze jej sie to podobało i nie może sie doczekac nastepnego dnia w pracy.W historii rozmow widziałem ze chciała ze mna zerwac ale jak to powiedziala boi sie że sama zostanie. Jej koleżanka pisała o mnie odrazu tak- on nie jest Ciebie warty, to menel , dno i wogole. nie była bezstronna tylko przeciwko mnie ma 101%. Krotko po tym powiedziałem ze jade na działke, wyprowade sie tam i zamieszkam sobie w campingu i ze dam sobie rade. Chciała żebym wrocił - zebym nie jechał. Ze wiecej mnie nie zrani i ze jej zalerzy na mnie. Serce mi zmiekło bo ją kocham i nie wyobrażm sobie bez niej życ i zostałem. Podjąłem prace u kogoś nie piłem, pomagałem w domu. Powiedziałem ze nastepnym razem czy możemy umówic sie tak ze bedzie mi wszystko mowic co ją boli, co robie żle i nie bede o to zły tylko bede starał sie wtedy to zmienic zeby uniknąć takiej sytuacji.I ze ja jako alkoholik napewno za jakiś czas wypije i że jak chce dobrze to zeby mnie popchnęła do tego zebym wtedy poszedł na leczenie zeby mi pomogła a nie "wyszła z sytuacji bo tak łatwiej gdy jest problem" obiecała ze bedzie mi z tym nałogiem pomagać. Mowi ze z kolegą z pracy sie odzywa tylko słuzbowo. Mi sie zawalił swiat. Mialem miłośc ktorej zwasze szukałem i nie mogłem znaleść dokąd ją poznałem. Miałem to czego zawsze pragnąłem- miłość bezwarunkową, gwarancje wierności, bratnią dusze na ktorą zawsze moge liczyc i nagle zobaczyłem ze ten świat piekny ktory miałem okazał sie zupełnie inny, ze ja coś sobie uroiłem ze kazde słowo Kocham Cie i chce z Tobą być to kłamstwo było. Teraz wszedzie szukam tego drugiego dna, jak widze cos to sie zastanawiam czy to to co widze czy tak tylko mi sie wydaje znow. Jak widze ze nie pisze z zadnym kolegą to szukam na jej mailu jakis rejestracji na portalach , komunikatorach itp czy moze nie jest tak ze przestała pisac ma messengerze bo wie ze tam ja patrze a ma np konto na portalu typu fotka i tam pisze z kims. Zastanawiam sie czy naprawde żałuje tego ze mnie zdradziła czy bardziej tego że sie wydało. Czy nie mysli tak- ''Teraz jak go zdradze to zrobie wszystko zeby sie nie dowiedział" Zastanawiam sie dlaczego może chciec mnie znow zdradzic- czy jest coś co jej nie daje a inny moze dac. Czy moje obecne zachowanie jest ok czy może robie coś znow źle nie widzac tego a to moze doprowadzic do zdrady znow. Czy powie mi wszystko co zle robie wg niej? Tyle pytań, tyle myśli że czuje sie jak jeden wielki znak zapytania.Ponadto powiedziałem jej ze wg mnie ( i tak mysle ja serio) zdrada jest gdy ona idzie z kims na bok a ja nie wiem/za miomi plecami jak cos robi. Ze mi nie przeszkadza jak powie ze chce trojkąt z dwoma facetami np ja i ktos inny. Ze ja tez mam fantazje o trojkacie z dwoma kobietami i że wszystko jest kwestią dogadania. Bo ja wychodze z założenia ze jak ona chce trojkąt 2m1k a ja 2k1m to po co mamy sobie bronić coś czego kazde chce. Ze nawet w wiekszym gronie mi psuje zabawa tylko pod warunkiem że razem. Zebym wiedział i był przy tym i szczerze nawet cuckold mi nie jest jakiś zły ze mnie to by zabolało.Nie, jesli jest to w granicach które razem ustaliliśmy. Tylko teraz przychodzą kolejne pytania- Moze ona by chciała ale sam na sam z innym? a może takie "w h*ja robienie mnie" ze zdradza mnie i oszukuje dodaje jej tej pikanterii ktorej potrzebuje, ze jak razem to juz tak nie podnieca. Nie wiem co mam myslec, wco wierzyc. Najgorsze jest to że słucham takiego typu muzyki (Trap) gdzie jest dużo textów ktore gdy usłysze to mnie sie ten bol przypomina i sie denerwuje a zarazem czuje jak nic, jak "ostatni h*uj polski" ktory nie potrafi nic , nawet nie jest wart tego by jakakolwiek kobieta była mu wierna, jak totalne zero. Boje sie ze znow mnie moze zechciec zostawic. ze ktoraś z tych sytuacji sie powtórzy. Ze jest tego tak dużu na co powiniennem zwracac uwage i kontrolować co robie ze mnie to przerasta. Ze jak bede sie starał poswiecac jej czas i nie pic to np nie bede w tym momencie sie skupiał na czyms jeszcze np sex i wtedy ona znow pomysli "nasz sex jest du du8py i ja odpadam z tego zwiazku - nie zmienił nic w lozku -postarał sie po zdradzie a teraz wszystko wraca do punktu wyjścia. I nie bedzie dostrzegała ze ja wtedy sie staram poswiecac jej czas itd a ja wtedy bede myslał ze ide dobrą drogą a znow sie okaże ze jest zupełnie inaczej niż to wyglądało. Jak słysze w piosence np zacytuje jeden text "Szm8ato, jak idziesz z moim braciakiem na hotel to jak wraca do na , ku8wa , ma miec usmiech na japie" to mi sie to kojarzy z jednym. Jak słysze o samolotach lataniu pasażerach- wszystko skojarzone z lotnictewm to tez bo ten Adam to steward. Byli w hotelu- na samo slowo hotel , pokoje, walizki to rzygac mi sie chce. Czasem jest tak ze jak powracam myslami do zdrady i jeszcze przyjdzie mi na mysl ten pocałunek z kolega z pracy to przychodzi taka mysl "Wybaczyłeś to nie wspomnaj, trudno , stało sie i sie nie odstanie" a czasem "Czemu to mnie spotkało?, za co? czy ja jestem taki najgorszy zeby mnie tak potraktowac? i taki zawód ze czemu nie mam kobiety za ktorą dałbym sobie rece uciac ze jest mi wierna. Brak tej pewnoci, niepokój co bedzie, czy jak raz zdradziła to zdradzi drugi? czy może teraz sobie pluje w twarz i chciałby cofnąć sie wstecz i wtedy nie pojsc na tą zdrade? Ciagle o tym myśle- kilka/kilkanaście razy dziennie. Kiedy to sie skończy? czy bedzie normalnie kiedys ? Wszystko bym dał by to sie nie wydażyło wtedy ale ja nic na to nie moge juz poradzic. Jestem , czuje sie taki bezradny, ze znów może sie wydażyc cos na co ja nie bede miał wpływu. Zadnej szansy.Czuje sie ze jestem najgorsze scierwo tego swiata i nikto sie ze mna juz nie liczy. Ze nie zasługuje na nic. Ze może rzeczywiscie jest ze mna bo boi sie byc sama- czyli ja to tylko kolo zapasowe. Jestem bo jestem dopuki nie bedzie kogos lepszego. I co bedzie, a jak znajdzie kogos i zostawi mnie? - nie wyobrażam sobie życia bez niej. Jak o tym pomysle, widze w myslach ją szczesliwa z innym to nie widze wtedy innego wyjscia tylko koniec mojego życia. Nie chce dalej sam życ, innej też nie chce, wtedy nie mam po co życ i moje życie staje sie bez sensu. Pomóżcie mi prosze, jak mam to sobie poukładać w głowie i co jest prawdą i co lepiej zrobić. Jestem taki bezsilny,upadł moj cały swiat i ja upadłem i teraz tak mi wszystko jest cieżko. Olałem zainteresowania i hobby-troche znajomych. Jestem bez sił na cokolwiek. Jak mam zadzwonic po numerek do psychologa to tak mi cieżko. Rzeczy ktore kiedyś był jak na pstrykniecie palcem dzis wydają sie być niemożliwe. Przerwałem prace , pochlałem i teraz czuje sie jakby mi ktoś związał rece, odebrał siły, ograniczył mnie do minimum. Sa dwie osoby. Ja ktory ją przytulam i całuje i mowie ze wierze i wtedy wierze serio jej a za jakis czas jest Ja2 ktory nie ufa nie wierzy nie chce z nią byc i jest wku8wiony na cały swiat. Jakby we mnie były dwie zupełnie inne osoby. I jakbym pijany do nieprzytomności był na dole schodów i starał sie wczołgiwać jakoś ale nie moge bo mnie coś nie pozwala. Nie wiem gdzie szukac pomocy. Jak poszedłem do psychiatry w szpitalu gdzie moj rejon to dał mi hydroxyzyne i wpisał blizej nieokreslony wewnetrzny nipokoj spowodowany przez objawy odstawienne. (Ja wiem co to jest, nie raz to mialem ze były niepokoje i lęki straszne na kacu a dzien pozniej sie z tego smialem ze 4 razy patrzyłem jak przechodziłem przez pasy. I to nie jest to) Ja tam karetkami , sam ,z policją przyjeżdzałem jak chlałem i dlatego teraz jak z tym problemem trzezwy poszedlem to pani powiedziała " Pan ma isc na terapie dzienną a pan uparci tu do nas przychodzi" - mowie , o ku8wa po co ja tam wtedy te szopki robilem teraz myslą ze to kolejna szopka i nie mam juz gdzie isc po pomoc gdy jest potrzebna bardziej niż kiedykolwiek. Straciłem w połowie sens zycia. Czesciej przychodzą mi na mysl mysli "S" i bardziej jestem w stanie sobie wyobrazic sytuacje ze koncze ze sobą w jakis sposob. Kiedys to było duzo bardziej odległe - teraz jeszcze nie jest to realne ale jest realniejsze niz wtedy. boje sie by nie szło to coraz dalej... nawet były mysli typu czy bedzie bolało? czy to jakbym zasnął czy bede czuł jeszcze bół długo po? czy lepiej petla z mostu czy jeden koniec liny do drzewa , drugi na szyje, w samochod i gaz na maxa? czy prad w wannie tak zeby skurcz zaciskajac miesnie dłoni przytrzymał zrodło pradu w wodzie, a czy nie lepiej wiekszy bezpiecznik dac zeby dłużej raziło? a co jak zamiast umrzec zostane kaleką? albo sparaliżowany jak warzywo? To mnie też jakoś trzyma ze tak może sie stac i boałbym sie sobie coś zrobić. Opisałem moje myśli jak mogłem, wypowiedzcie sie jakos. Moze to jakiś szok jeszcze? może juz choroba jakas? co mam zrobić zeby bylo dobrze i co bedzie oznaczało- Dobrze czyli jak? Dziekuje każdemu kto może mi pomóc. Bardziej szukam rady apropo moich mysli, zachowań , odczuć i reakcji na tą zdrade, zostawienie mnie a raczej próbe, mowienie mi ze kocha i ze zalerzy a do koleżanki ze ja jestem taki i taki zły. Z alkoholem wiem ze jedno wyjscie jest-terapia dzienna , zmiana otoczenia pijącego i praca nad sobą. Dodam jeszcze ze jestem osobą wykształconą, studia-inzynier i umiem pisać bezbłednie a ostatnio nie zwracam uwagi i robie błedy na poziomie 1 klasy podstawówki. Szczególnie jak wylewam ból mój na papier, pisze szybko , chaotycznie, aby jak najszybciej napisac bo moze zaraz zapomne co miałem pisac-by nic nie przeoczyć, żadnej myśli. Zmieniłem bardzo dotychczasowy tryb i styl życia. Wszystko sie poprzekręcało. Zdziadziałem - czemu tak jest? Jak był problem tylko z alkoholem tego nie było. I dotrzegam jakby we mnie były dwie przeciwstawne postacie. To sie dzieje a ja czuje sie jak widz za oknem niemogacy nic.
  10. Witam, mam 23 lata, jestem kobietą i mam taki problem. Niedawno się przeprowadziliśmy. Mamy kilkuletnia córkę. W nowym miejscu zamieszkania partner poznał "koleżanke". Potrafi spędzać z nią w każdym weekendzie jeden dzień. Od rana do wieczora. Jeździ z nią na różne atrakcje, w momencie, w którym ja siedzę w domu z dzieckiem. Napomknę, że mnie od urodzin dziecka nie zabrał nigdzie. Gdy oskarżyłam go o zdradę, wyśmiał mnie prosto w twarz. Uważa, że jestem chora psychicznie, bo on mnie nie zdradza a to koleżanka. Uważa, że chce trzymać go na smyczy. Stwierdził tak po tym jak powiedziałam, że nie życzę sobie aby miał z nią kontakt. Powiedział, że ja nie będę wybierała mu znajomych. A on ja lubi. Odezwałam się do tej kobiety, gdyż miałam z nią również kontakt. Stwierdziła, że nic ich nie łączy. Nie chcę mieć z nami nic do czynienia i kończy kontakt z nami. Jednak od tamtego momentu mój facet nadal non stop z nią esemesuje, zaczął jeszcze bardziej ukrywać telefon. Ustawił wszędzie hasła abym nie mogła nic zobaczyć. Facet jest typowym toksycznym facetem. Znęca się nade mną psychicznie i dość często stwarza sytuację abym pokazała, że nadal jestem o niego zazdrosna. Moje pytanie jest takie. Czy ja na prawdę przesadzam? Czy to jest normalne, że facet ma "kolezanke". Z którą woli spędzać czas niż z własną rodzina?
  11. Witam, dwa tygodnie temu dostałem anonim z pracy gdzie pracuje moja partnerka że możliwe że łącza ją jakieś relacje z jednym z kolegów i żebym się temu przyjrzał. Sprawdziłem jej telefon i rzeczywiście były rozmowy do późna w nocy i odrazu z samego rana z informacjami jak ci się spało i buziaczki. Podziękowania za mile spędzony dzień za mile spędzony czas po pracy ( tłumaczyła mi że to był papieros, 10 min spotkanie ) tylko po co spotykać się z osobą z którą właśnie się spędziło 8h i dotego mu się się pisze ze bardzo dziękuję za miłe spotkanie pooo.. dodając że coraz częściej myśli o spotkaniu w normalnych okolicznościach bo było by milej.. rozmawiałem z partnerką o tym powiedziała mi że to było nieświadome z jej strony że nie myślała o nim "romantycznie " rozmawialala z nim od około 7 miesięcy z czego ostatnie pięć juz do nocy i odrazu z samego rana z wysyłaniem buziaczków puszczenie oczek. Tłumaczyła mi że rozmawiała z nim tak bo uważała go za kolegę zawsze jej słuchał zawsze mial dla niej czas .. podobno do zdrady fizycznej nie doszło. Ja powiedziałem jej jak by każdy facet zrozumiał ta" relacje" czytając co ona pisze i odebral to jako zielone światło i powiedziałem żeby go spytała i on jej potwierdził że czuł się tak że ma to światło i może sobie pozwolić na więcej ale mial gdzieś z tyłu głowy ze ona ma partnera i nie zdecydował się na większy ruch. Ja też z nim rozmawiałem przez telefon powiedzial mi podobna wersję, bardzo bronił mojej partnerki że wszystko wyszło od niego i że poczuł że na dobry temat.. ale właśnie to że ma partnera go stopowalo dodając że sam nie wie co by było za 2 czy 3 miesiące czy by nie zrobił czegoś..mam w głowie rolercoster nie umiem sobie tego jakoś poukładać, chce jej wierzyć ale 5 miesięcy takich rozmów i tłumaczenie że to nieświadome i tylko kolega .. no nie ogarniam. Boli mnie to że ona tak że mną rozmawiała jak my budowaliśmy nasza relację.. mamy 2 letniego syna ja jestem szczęśliwy kocham ją, ona twierdzi że też jest szczęśliwa że niczego by nie chciała zmienić, mamy wspólne pasję jeździmy zwiedzamy, narty, snowboard, nie mamy nałogów jesteśmy zdrowi, żyje nam sie dobrze a tu taka petarda i tłumaczenie że wie że przekroczyła jakieś granice ale nieświadomie.. nie umiem tego sobie poukładać chce jej wierzyć ale tyle miesięcy rozmów nieświadomie..
  12. Jestem w ponad 3 letnim związku. Nasze życie intymne zawsze uważałam za cudowne, wręcz idealne. Czerpałam z niego radość, spełnienie i satysfakcję. Wszystko się zmieniło kiedy odkryłam, że dla mojego męża seks nie jest tym czym był dla mnie. Okazało się, że on potrafi zupełnie rozdzielić seksualność od emocji. Kochał się z innymi kobietami (za moją zgodą - to bardziej skomplikowane) i twierdził, że nic do nich nie czuł. Od tego czasu zaczęłam nieustannie myśleć o tym, że on potrafi w seksie udawać. W tym sensie, że robi gesty, które z założenia są czułe i pieszczotliwe, ale może równie dobrze wcale nie czuć przy tym miłości i oddania. Ta świadomość mnie sparaliżowała i sprawiła, że seks, który był dla mnie świętością, darem, aktem miłości stał się nagle tylko zwykłą fizyczną czynnością, którą równie dobrze można uprawiać z każdym dla czystej fizycznej przyjemności. Stracił dla mnie cały czar, całą swoją wspaniałość i przestał być czymś intymnym, co mamy tylko dla siebie nawzajem. Mąż twierdzi, że seks ze mną jest inny niż z kimkolwiek innym, bo mnie kocha, ale nie umie wytłumaczyć JAK jest inny. Jak o to pytam to powtarza tylko, że jest inny bo to ja a nie inna i to jego jedyne wytłumaczenie. Mnie to nie wystarcza. Nadal podczas seksu myślę o tym, że równie dobrze mógłby to samo zrobić innej i ogarnia mnie smutek i żal. Nie mam ochoty się kochać w ogóle. Jedyne o czym ciągle marzę to znów przeżywać miłość i bliskość tak jak kiedyś, ale już nie potrafię. Ja chodzę codziennie smutna i niespełniona, a on poddenerwowany moim brakiem inicjatywy i chęci na zbliżenia. Boję się mu powiedzieć, że nasz seks stracił dla mnie wszystko co było w nim najlepsze i że tylko cierpię. Boję się, bo on w takich sytuacjach zwykle prezentuje postawę, że skoro tak to już koniec. Nic się nie da zrobić. Ja sama nie wiem co zrobić... Proszę poradźcie mi coś, bo nie mam nikogo z kim mogłabym o tym porozmawiać.
  13. Zakochałam się w o 4 lata młodszym przyjacielu. Zacznijmy od tego, że na moim etapie to ogromnie duża różnica... On nadal w szkole średniej, ja już na studiach. Przyjaźnimy się długo i szczerze to nigdy nie spotkałam kogoś tak wyjątkowego jak on. Nigdy nie mam go dość, rozmawialiśmy godzinami, całymi nocami, nikt mnie tak nie bawił, nie rozśmieszał, nie rozumiał i nie pocieszał... jak on. Zaczęłam się zakochiwać, mimo że było to bardzo niewygodne. Różnica wieku, fakt że razem prowadzimy grupę wolontariacką i jestem w niej jego przełożoną... no wszystko było na nie. Wypierałam to jak mogłam, namawiałam go na jakieś randki z jego koleżankami. Ale w końcu już nie mogłam okłamywać siebie i jego. Powiedziałam prawdę... myślałam, że to wszystko zepsuje ale nie. W prawdzie nie odwzajemnił mojego uczucia ale nasza przyjaźń zdawała się być jeszcze silniejsza... ale minęło mało czasu... bardzo mało, moje uczucia wciąż były mocne, może mocniejsze niż na początku. Powiedział, że jest biseksualistą i zaczyna relacje z przyjacielem. Było mi ciężko to unieść, moje uczucia, fakt że trochę umiera nadzieja na zmianę sytuacji... ale było jeszcze gorzej, zaczął nie mieć dla mnie czasu, moje miejsce zastapił Miłosz, coraz mniej rozmawialiśmy, ja byłam coraz smutniejsza, cały czas czekałam, moja i tak niezbyt wysoka samoocena spadała... kłóciliśmy się coraz częściej. Cały czas wzloty i upadki, ale się trzymaliśmy. Ostatnio wyszło na jaw, że zdradził Miloszowi tajemnice, która mu powiedziałam i moje uczucia, uprzednio obiecał, że zachowa to dla siebie. Poczułam się... ogromnie zraniona i zdradzona, nadal nie dochodzę do siebie... wszystko powiedział Miłoszowi? Nikt nie wiedział o mnie tyle co on... nie wiem czy to już na zawsze koniec naszej przyjaźni? Czy mogę mu ufać? Co jeszcze wyszło dalej? Poważnie dla kogoś z kim jest od 3 miesięcy poświecił nasza trwająca 3 lata przyjaźń? I najważniejsze... jak poradzić sobie z tym, że beznadziejnie go kocham. To nie mija, nie jest łatwiejsze do zniesienia... czuję fizyczny ból, gdy o tym myślę... Jestem w klatce bez wyjścia. Nie potrafię się odciąć i odejść, nie potrafię zostać, nie chce się nim dzielić... chce go z powrotem tylko dla siebie. Dziecinne? Może... ale ja poważnie jestem w coraz gorszym stanie! Mam wrażenie, że myśle o nim w każdej miniucie!
  14. Witam, Spotykam się z mężem od ponad 11 lat, od ok. 4 jesteśmy po ślubie. W tak krótkim małżeństwie wiele jednak przeszliśmy. On miał wypadek przez który prawie stracił rękę. Pół roku zajął powrót do stanu, że mógł 'normalnie' funkcjonować. Gdy ledwo udało się to przezwyciężyć zaszłam w ciążę, którą straciłam. Od tego momentu przestał rozmawiać, słuchał mnie i moich opowieści o tym jak to boli, ale nigdy nie chciał powiedzieć jak on się czuje. Po ok. 9 miesiącach zaczął się oddalać, ja chciałam starać się o kolejne dziecko, a on ciągle zbywał wszelkie cięższe tematy. Zaczął mnie unikać i odpychać. Próbowałam proponować psychologa. Rozmawiać, Płakałam. W styczniu już nie byłam niczego pewna i zapytałam się czy ma kogoś innego. Zaprzeczył. Zaszłam w kolejną ciążę - myślałam, że wychodzimy na prostą, a tydzień temu dowiedziałam się, że on ma romans. dziewczyna z pracy. Cios w samo serce. Boję się o dziecko i o siebie. Jestem rozdarta. On zaczął przepraszać, prosić o wybaczenie, podobno zerwał z nią. Ale to trwa od 5 miesięcy. Nie wiem jak mu zaufać. Najgorsze jest to, że cały czas go kocham, jest miłością mojego życia i złamał mi serce. Chciałabym wybaczyć, dla siebie i dziecka. Nie wiem czy jeszcze czy warto walczyć o naprawę małżeństwa czy odejść na zawsze. Wyprowadziłam się. Niczego nie jestem pewna. Chcę dać sobie czas, ale tak bardzo cierpię. Gdyby nie dziecko to chyba poddałabym się i po tych wszystkich przejściach coś sobie zrobiła. Śniłam o tym. Jak sobie z tym poradzić?
  15. Moja teza w skrócie: partnerki zdradziły go, bo nie były jego priorytetem, zawsze za to ma czas na znajomych i zabawę...? - chcę mu to powiedzieć i może otworzyć oczy, ale czy powinnam być tak brutalnie szczera? Czy może jednak powinnam zasugerować mu terapeutę? Co prawda po tych partnerkach przepracował z nim te zdrady, ale chyba nie to powinni...? Trochę długaśne, ale niestety sama nie daję rady i w końcu chciałabym to z siebie gdzieś wyrzucić... bo znajomi tylko "rzuć to"... Szczegółowo: Z chłopakiem jestem ponad rok. Związek obecnie na odległość, bo taka praca, dlatego spotykamy się jakoś co 2/3/4 miesiące na tydzień albo dwa. Poznaliśmy się w Internecie, również na odległość. Na początku wszystko było świetnie, czułam się w jego centrum uwagi, ale niestety też dowiedziałam się, ze zdradziły go poprzednie partnerki. Poznaliśmy się dość wcześnie, świeżo po jego zerwaniu z poprzednią, ok. 2l partnerką. Niestety przed naszym pierwszym spotkaniem wrócili do siebie, bo z tą "akurat jakoś nie wychodziło, ale dadzą temu szansę"... No i nie dziwiłam się - wybrał coś znanego, pewniejszego, a ja gdzieś na krańcu Polski, wtedy miał też dużo swoich problemów, potrzebował czyjejś bliskości... Kwestia taka, że później po ok. 2 msc dowiedział się, że ona też go zdradziła/zdradzała - chciała chyba wyciągnąć trochę pieniędzy po powrocie do niego. Po jakimś czasie znowu napisał do mnie i tak się zaczęło. Na początku coś poczułam, czego nie mogłam zapomnieć, więc dałam mu szansę. Pierwsze miesiące to była męka... Potrafił nie odzywać się przez 2-3 dni, ale jednak gdzieś widziałam, że jest dostępny na fb i innych portalach; miał czas na przeglądanie instagrama, ale napisać do mnie dobranoc czy dzień dobry to już nie, czy w ogóle odpisanie mi - odczytywał i zapominał. To było dla mnie zupełnie dziwne, bo tak długi brak kontaktu to było nie w jego stylu. W końcu doszło do kłótni i jego tłumaczenie ''mam dużo obowiązków, czasem jestem tak zmęczony, że tylko oglądam memy i idę spać''. Okej, zajęty pracą, bo i pasja i praca, ale naprawdę, żeby nie spoglądać dniami na telefon? Kolejna kłótnia po paru tygodniach, bo okazuje się, że ma czas grać ze znajomymi/rozmawiać do 3ciej nad ranem w sobotę, a do mnie 0 wiadomości... Co lepsze każdego tygodnia umawiają się min 1/2 razy w tygodniu na jakieś długie granie. Jeden z jego przyjaciół mieszkał blisko, to parę razy w tygodniu potrafił wpaść do niego na obiad. No okej, po kilku kłótniach coś się polepszyło w końcu. Dotarło do niego, ze po prostu jak tak długo nie odzywa się, to martwię się, no i logicznie nie czuję się obecna w jego życiu... Zdał jeden egzamin zawodowy, obiecał, że zadzwoni po nim "nie mogłem, bo przyjaciele przyszli i czekali na mnie". Rozmawiał ze mną ostatnią o 23ej w nocy... Też powiedziałam, że to nie było fajne. Czasami zdarzają się "suche tygodnie" rozmów, bo ma, np. dużo nadgodzin, a w pracy nie może używać telefonu. Jednak raz czy dwa zdarzyło mu się wygadać, że mimo wszystko znalazł w takim tygodniu czas na rozmowę telefoniczną z przyjaciółmi... Wypomniałam mu to, bo uznałam to za bardzo słabe zachowanie i zauważyłam, że od tego momentu już tak często nie wspomina mi, kiedy spędza czas ze znajomymi... Zaczęliśmy też dzwonić do siebie więcej, raz w tygodniu na kilka godzin. Potrafimy naprawdę rozmawiać o wielu rzeczach. Teraz ustaliłam z nim randki i w każdym tygodniu dzwonimy do siebie o wyznaczonej porze, bo po prostu powiedziałam mu, że to mi pozwoli czuć bardziej jego obecność. Niestety ostatnio... godzinę przed rozmową napisał mi, czy będzie w porządku jeżeli ją przesuniemy, bo musi podwieźć kolegę na randkę, bo akurat taxówka wyjdzie bardzo drogo. Kolega mógł pozwolić sobie akurat na tę taxówkę, ale no "pomyślałem, że to będzie miłe i zrozumiesz to". Poczułam się znowu zepchnięta na dalszy plan, bo "ja mogę poczekać', nasza randka może poczekać''. Powiedziałam mu o tym, jak się poczułam, stwierdził, że myślał, że to w porządku i przecież chciał pomóc przyjacielowi. No dobra. Tylko potem zapytał, co jeżeli jego mama miałaby zawał i czy jakby spóźnił się tę godzinę, to byłabym zła? Zdenerwowałam się, poczułam jakby robił ze mnie idiotkę, dlatego powiedziałam, że to są różne sprawy, a kolega jednak mógł wziąć taxówkę, no, ale pewnie chciał z nim posiedzieć. Innym razem też musiałam czekać, aż kolega pójdzie, bo ten kolega też właśnie mieszka blisko. Znajomi mówią, że ewidentnie ma mnie gdzieś. Jednak stara się, poprawia się, nie zdradza mnie, bo czuję, że mogę mu w tej kwestii ufać. Po prostu jest jakiś taki nieogarnięty... zapisał moje urodziny w kalendarzu, a i tak zapomniał, ja w ogóle mu dawałam w wiadomościach jasne znaki, że też coś celebruję, bo okazało się, że jego kolega kupił samochód i opijają to, to i tak nie ogarnął tych znaków... Dopiero jak kolega poszedł i przeczytał raz jeszcze moje wiadomości, to było mu przykro i złożył mi życzenia pisemnie... byłam zdenerwowana, więc zadzwoniłam i wtedy jakby myślał, że powyznaje mi miłość, powie kilka czułych słów i wszystko będzie okej i może iść do znajomych i siedzieć z nimi do wieczora. No i tu się pojawia problem. Często mi mówi, że nigdy by mnie nie zdradził, że w ogóle jak mogę mu zwracać uwagę, że patrzy notorycznie na jakieś kobiety na ulicy, że przecież tylko patrzy i nie zdradziły mnie, bo przecież ON TYLE RAZY BYŁ ZDRADZONY. Później znowu zasłania się, że czuje, że musi każdego zaspokajać... że musi być dla znajomych, dla rodziny, dla mnie i chce być DLA KAŻDEGO MIŁY.... Ogólnie mam wrażenie, że jego znajomi, zabawa z nimi, nawet ich opinie... są ważniejsze, godniejsze uwagi bardziej niż ja. Ja czuję się jak dodatek, A NA PEWNO NIE JAK PRIORYTET, chociaż ciągle zapewnia mnie jak wiele dla niego znaczę, ale wiadomo - to tylko słowa. Dlatego chyba dotarło do mnie, że one wszystkie go zdradziły, bo to było łatwiejsze... Zdradziły go ze swoimi kolegami, a ostatnia po prostu uległa komuś. Po prostu zdradziły miłego faceta, bo chociaż jesteś w jego życiu, to jakbyś nie była i słyszysz "kocham Cię", a czujesz się zupełnie sama... Chciałabym mu powiedzieć o tym, co myślę, bo jestem już totalnie zrezygnowana... ale boję się, że go tą brutalną prawdą totalnie zranię, chociaż chyba gdzieś od początku miałam radar "zdradziły go wszystkie poprzednie partnerki? dziwne...'', no i chyba dotarło do mnie dlaczego, a sama byłam wcześniej zaskoczona, bo przecież taki pomocny, kulturalny, miły facet i zdradziła go każda? Chciałabym mu zaproponować też terapeutę, żeby zrozumiał, że mogę mieć takie potrzeby jak komunikacja, zainteresowanie itd., że to normalne i nie musi się na mnie denerwować, bo znowu o tym mówię "o co Ci chodzi? już gadaliśmy o tym...". Albo może traktuje kobiety przedmiotowo? Sama już nie wiem. Naprawdę mi na nim zależy, bo mimo wszystko czuję się z nim dobrze, ale ta walka o kontakt, o zainteresowanie, o bycie w centrum czasami... Dobija mnie to.
  16. Witajcie, mam 28 lat, córkę 6 lat... i jestem w rozsypce. Wychowałam się bez mamy, zmarła 3 miesiące po moich narodzinach. Tata poznał drugą kobietę wziął ślub, ma z nią 5 dzieci (mam jeszcze 2 starszego rodzeństwa). W domu nigdy się nie przelewało, ale nie było tak, że nie miałam co jeść lub w czym chodzić. Po prostu nie miałam najlepszych zabawek, nie wyjeżdżałam na wycieczki. Wiem, ze wiele osób tak ma. Jednak mój tata nigdy nie okazywał mi uczuć. Odkąd byłam mała dziewczynka byłam zamknięta w sobie - chociaż na zewnątrz jednak wesoła. Są rzeczy, które sprawiają mi radość. Ale sprawnie maskuje smutek. Do rzeczy... szybko wyprowadziłam się z domu (od razu po szkole) do chłopaka dla którego straciłam głowę, a ze imponowały mi wtedy dziwne rzeczy (o zgrozo dlaczego nie mogę cofnąć czasu!). Imprezowała, doszły używki, alkohol. Zostawiłam studia. Zaszłam w ciąże. Urodziłam córcię. Mój ojciec jako katolik pomimo braku kontaktu z nim na codzień zmusił mnie do ślubu. Wzięliśmy zatem ślub kościelny. Gdy Mała miała 7 miesięcy znalazłam prace w swoim zawodzie (hotel). Zaczęłam od marnej pensji ale zawsze to coś. Przyszedł moment, ze zostałam doceniona awansowałam na kierownika recepcji. Wtedy zmienił się szef. W moim mailzenstwie było coraz gorzej. Mąż nie wracał na 3 dni, szukałam go z dzieckiem na rękach po kolegach. Nie miałam żadnej bliskiej przyjaciółki. Szef zaczął się interesować tym, dlaczego chodzę smutna. Rozumiał mnie, pomagał w różnych rzeczach. Mogłam na niego liczyć. Zdradziłam męża. Od razu zaczął coś podejrzewać. Skończyłam relacje z szefem. Pracowałam dalej. W końcu odeszłam od męża... po tym poszłam na psychoterapię. Ale zaczęły się poważniejsze problemy z uzależnieniem od kokainy. Zaczęłam brać nie tylko na imprezach ale tez sama. W domu. Kiedy córka była... minęło kilka miesięcy i poznałam jego... starszy J. O 17 lat.. wparował w koje życie i nagle poczułam to COŚ. Był starszy, wydawał się taki dojrzały, poukładany. Bez żony, byłej żony, dzieci. Zaczarował mnie. Ale znajomość zaczęła się od imprezy z kokaina. I ta pojawaiala się za często. Pokazał mi, ze rano nie trzeba mieć kaca po imprezie bo wystarczy kreska koksu i jesteś jak nowy. Spodobało mi się to, wsiaknelam jeszcze bardziej. Zaczęłam zawalać prace, zaniedbywać córkę. Na zejściu byłam wściekła, złościła się, wtedy brałam już escipram, wieczorami afobam. Później symfaxin i afobam. I do tego kokaina, coraz więcej. W pracy zawaliłam wszystko. I przyszedł moment kiedy bardzo bardzo z J. Się kłóciliśmy. Córka widziała, płakała, broniła mnie. I nagle zjawił się chłopak w moim wieku, który pokazał mi zr można inaczej - szanować kobietę. Bez namysłu wynajęłam mieszkanie. Jednak on pracował Za granica. A ja nie potrafiłam być sama. Zaczęłam ćpać codziennie. W końcu chciałam to urwać, wrócić do byłego bo on przynajmniej był i kochał moja córkę - która de facto nie była jego ale bardzo się ze sobą związali. Ale wtedy on już nie chciał. Wieczorem nacpalam się, wzięłam za dużo agonalny będąc z córka ale nie po to żeby sobie coś zrobić. Zadzwoniłam i błagałam żeby przyjechał,.. dał mi jeden warunek. Będę pracować z nim, zostawię prace i odetną się od przeszłości. Tak tez zrobiłam. Spaliłam mosty za sobą. On mną zawładnął, moimi myślami, uczuciami. Cały czas powtarzał ze jestem zwykła szmata, ze go zdradziłam. Ze z szefem tez go pewnie zdradziłam. Codziennie słyszałam jaka jestem beznadziejna i jeszcze był moim szefem bo miałam chwile u niego pracować w sezonowym pensjonacie. Potem mieliśmy się wynieść i zacząć gdzieś indziej. Zaczęłam ćpać w ukryciu. Przećpalam wszystkie oszczędności. Ale on tez dawał mi kokainę. Dawał, bo wtedy seks był lepszy, bo na więcej pozwalałam... nie wiem. Jednak szale Goryczy przejęło to, kiedy J. Dostał smsa od kogoś - uprzejmie donoszę ze twoja dziewczyna ciagle chodzi naćpana za twoimi plecami. Wtedy zadzwonił po mija rodzine, miałam się spakować. Po 8 latach wróciłam do domu i nie wiedziałam jak mam sobie poradzić. Płakałam cały czas. Nie chciałam żeby moja córka na to patrzyła. Wyjechałam do siostry do Anglii na 2 tyg z córka odpocząć. Dobrze mi to zrobiło. Miałam nadzieje na powrót do J. Byłam sama, nie miałam pracy. Nic. Zero perspektyw na życie, przyjął mnie jednak każdego dnia uswiadamial kim dla niego jestem. Robi to do dziś. Mam dość. Ale kocham go. Nie zniosłabym myśli ze jest z kimś innym. I co ja pocznę? Teraz ciężko znaleźć prace. Mam dla kogo żyć. Napisałam wszystko jednym tchem.. wielki chaos... proszę o pomoc...
  17. witam man 38 lat nazywam sie Gosia jestem w toksyczny związku chce odejsc potrzebuje pomocy
  18. Witam czuję że straciłam kontrolę nad moim życiem i potrzebuję rady.. , jestem w związku 12 lat i mamy wspólne dziecko z partnerem. Roznie się między nami układało przeważnie było źle.. Ostatnio przed swietami mieliśmy kryzys a właściwie partner robił wszystko bym go znienawidziła, zostawiał mnie weekendami imprezował z kolegami, prosiłam i błagałam żeby poświęcił mi trochę uwagi.. Przynosiło to odwrotny skutek.. Miał mnie w dupie.. Oprócz tego pod wpływem narkotyków przegrywał swojee zarobione pieniądze w maszyny... Wariowałam w domu i z samotności... W styczniu Postanowiłam że wroce do poprzedniej pracy, do ludzi z nadzieją ze mój stan psychiczny się polepszy. Tam znów spotkałam kolegę który zawsze bardzo mi się podobał, mieliśmy wspóly język zawsze, dogadywaliśmy się bez słów.. kiedyś odszedł z pracy i bardzo to przeżyłam.. Czułam jakbym straciła kogoś ważnego.. Płakałam każdego dnia z tęsknoty za nim.. Później ja również zmieniłam pracę i nie widzieliśmy się w ogóle. Czasami zmieniliśmy kilka zdań przez messemger. Minęło półtora roku od kiedy się nie widzieliśmy i byłam bardzo zaskoczona gdy znowu go ujrzałam, wrócił miesiąc przede mną, czułam że serce mi z piersi gdy go zobaczyłam. Każde przerwy spędzaliśmy razem, I rozmawialiśmy. Któregoś razu spotkaliśmy się przypadkiem na imprezie u naszej wspólnej koleżanki, wypiliśmy trochę i zaczęliśmy całować się jak szaleni. W pracy widywaliśmy się i tylko marzyliśmy o sobie wzajemnie, w końcu niedawno spotkaliśmy się u niego. Kochaliśmy się caly dzień, bylo cudownie. Wyznaliśmy sobie miłość.. Lecz mój partner również zmienil swoje nastawienie do mnie. Zauważył ze jestem inna i już go nie potrzebuje.. ZACZAl się starać. Mogę powiedzieć że od jakiegoś miesiąca jest cudownymm partnerem i ojcem. Mam wyrzuty sumienia w stosunku do niego i do mojego kochanka, nie wiem co mam zrobić.. Kocham dwie osoby na raz.. Czuję że bez żadnego nich moje życie nie będzie miało sensu.. Obawiam się że jesli wybiorę Partnera że mój partner z biegiem czasu wróci do dawnych nawykow i znów będę żałować ze odtrąciłam mojego drugiego ukochanego. Jeśli wybiorę drugiego, mój partner nie wybaczy mi będzie się mścił i nie pozwoli nigdy być szczęśliwa, skrzywdzi albo mnie albo jego albo siebie... Gdy wpadnie w szal nie kontroluje emocji.. Niszczy przedmioty...Nie chce skrzywdzić żadnego z nich.. Bardzo mi zależy, na jednym i drugim. Nie potrafię myśleć racjonalnie.. Proszę mnie nie oceniać.. Czuję się że sobą paskudnie.. Nie potrafię patrzeć w lustro.. Czuję się jak okropna manipuatorka.. Jestem strasznie sllaba psychicznie.. Boję się że tego nie wytrzymam i że zrobię sobie krzywdę. Pomocy
  19. Mam 50 lat maz 54 i jestesmy 30 lat po ślubie, dorosle dzieci. Maz na poczatku malzenstwa gdy corka byla mala przejawial agresje slowne kiedy bylismy na spotkaniu w dyskotece i sobie wypił. Pptem tlumaczyl to moin zachowaniem jeszcze z przed malzenstwa bo ppszlam zatanczyc z kims kto mnie poprosil. Maz nie tańczy. Potem prowadzadz biznesy zostal slazany na 3 lata wiezienia za poszlaki. Niestey zostalam sama z dzieckiem i teściową ktora mnie we wszyskim wyreczala. Wiec wynajelam kaealerke zeby sie uniezaleznic. Maz nie byl zadowolony bo nie mial nademna kontroli. Przez pieresze tygodnie bylam zalamana ale rodzina wytlumaczula ze mam sie zachowywac jaby nic sie niestalo a ze wstyd to udawac ze maz pracuje za granica. Pracowalam odwiedzalam meza w miare czesto. Kiedy zepsul mi sie samochód na widzenia przywozil mnie kolezanki z pracy kuzyn. I to bylo pierwsze podejenie o zdrade.Nie bylam typem kury domowej wiec prowadzilam zycie towarzyskie jak na mloda malzonke przystalo. Kiedy byl na przepustce ktos zadzwonil domofonem nie pamietam kto ale powiedzialam ze nie moge bo maz jest. Ponoc moj kochanek . Poszlismy z moimi znajomymi na dyskoteke, medzy innymi byl ten kuzyn. Ponoć zachowywalam sie jak jego kochanka a nie zona. Ktos zucil tekst "bo ci watroba wypadnie" i to mialo znaczyc ze niby juz wszyscy wiedza ze ja jestem łatwa. Rodzice pomogli nam w zdobyci mieszkania spoldzielczego za nim maz wrocil bylismy juz na " swoim". Znajomi, glownie z pracy, glownie moi przychodzili w weekendy. Byl tez alkohol w normalnych ilosciach. Byly tez awantury gownie z blachych powodow typu za slona zupa. Albo jej brak. Zaszlam w ciaze urodzil sie syn. Maz pracowal firmie przewozowej miedzynarodowej . Czesto go nie bylo ale dobrze zarabiał Tesknilam , martwilam sie jak nie wracal dlugo wiec zmienil prace . Zaczol z kolega sprowadzac samochody. Czesto sptykal sie z klientami wiec wracal poźno i piany. Rano pytal jak wrocil i gdzie samochód. Ale przeciez pracował wiec co mialam powiedziec? Plakalam ze sobie chodzi gdzie chce i kiedy chce wiec wrocilam do pracy. Moaz zajmowal sie w wiekszosci synem a kiedy nie mógł przychodzila moja kolezanka ktorej placlismy. Wiekszosc klutni byla o wychowanie dzieci bo mielismy odmienne zdania. Czesc o jedzenie bo ja noe lubie gotowac i czasem bylo nie ma czas albo nie zapytalam meza czy jest glodny a sama cos zawsze jadłam robiac dzieciom. No i troche ze sex jest nie po jego mysli ze nie robie tego co on chce i nie mowie co ja chce. A jak widze faceta innego to mawet w jego obecnosci bym z nim uprawiala sex. Tak to widzial. Jak domagalam sie czulosci to twierdzil ze nie potrafi bo go zdradzilam a nie zrobilam tego(ale on wie lepiej bo fakty ktore widzial do tej pory tak mowia) i nie bedzie mi tego okazywal a jest ze mna dalej bo on nie mial pelnej rodziny wiec nie chce tego samego zrobic dzieciom. Zawsze plakalam przy tym i krzyczalam bo bylo mi przykro ze oskarza mnie za cos czego nie zrobilam i kara za cos czego nie bylo. Nawet podjelam decyzje o rozstaniu . On przeniósł sie do matki po czym wrocil zaczol robic podchody i uleglam . Przy czym nigdy nie obiecal ze bedzie lepiej. Pomyslalam ze jesli chce to coz latwiej bedzie te dzieci wychowywac w dwojke . Zagryzlam zeby i tak odbieralam wszystko na swoje zdrowie. Kiedy zaczely sie problemy finansowe, w pracy duze zmiany , dostalam depresji. Ale maz twierdzil ze to choroba ktora wszyscy maja i nie chodza do lekarza. Ze latwo bylo zalatwic zwolnienie lekarskie na to z pracy. Zaczelam znow palic papierosy. Maz tego nie nawidzil wiec palilam po za jego wiedza. I nie przyznawalam sie do tego jemu zeby nie palic wiecej. Wiem zle. Bo to powodowalo zachwianie jedo zaufania. Ale potem mu wytlumaczylam dlaczego tak robie. To stwierdzil ze to bylo robienie z niego durnia przed wszystkimi ktorzy o tym wiedzieli. I on teraz nie moze patrzec im w oczy bo wszyscy wiedza oprocz niego, tak jak to ze puszczam sie z kazdym kto chce. No przyznalam sie ze ma rację ale nie porownywalabym tego do puszcza nia sie bo tak nie jest. No i tu jego argument " a to ze palilas tez niby tak nie bylo". Zaczely sie wyzwiska, obrazanie, wysmiewanie. Wogole to cale zycie bylam za gruba, za brzydka, zle sie ubieralam i nie szanowalam meza. Wyjechalismy do Anglii zeby sobie poprawic byt Ja pierwsza do corki. Codzienne rozmowy przez skaypa hak to bardzo teskni i td. Przyjechal. Jakis czas bylo dobrze ale syn 16 letninie chcial tu byc i znow sie zaczely klutnie. Syn wrocil dp polski mama meza się nim zajmowala az nie poszedl ma studia. Potem utrzymywalismy jego. Mamy tu dom i juz wmiare ustatkowane zycie. Ja sie ucze jeszcze i z racji wieku nie daje rady dbac o wszystko tak jak kiedys. Czesto jadamy gotowce. Jak powiedzialam ze oczekuje od niego wiecej to znow zaczely sie kłótnie. Kazde moje zachowanie wskazuje na to ze go nie szanuje dlatego nie mamy Przyjaciół bo zemna nie mozna nigdzie pojsc bo mu wstyd przynosze. Wraca do tematu zdrady za kazdym razem a jak mowie ze to nie prawda to mowi ze jestem obłudna. Juz nie wiem co robic. Depresja wróciła. Nawet nie podoba mu sie to ze czasem spotkam sie z kolezanka czy z corka. Wiecznie mowi ze wszystkievnasze znajomosci koncza sie bo ja na niego gadam. Co nie do konca jest prawda. Czasem nie chce mi sie zyc.
  20. Potrzebuję rady. Mam 39 lat, męża i dwójkę dzieci. Jakiś czas temu zobaczyłam, że mój mąż skasował jakieś tam wiadomości od koleżanki z pracy, a kilka miesięcy temu wrócił do domu bardzo wzburzony, bo jakiś kolega brzydko i wulgarnie się do niej odezwał ( a co go to obchodzi?) Zaznaczę, że nigdy wcześniej o niej nie wpominał w domu, a o innych kolegach tak, bo często mówi o pracy. Wygląda to tak jakby tę relację jakoś dziwnie przede mną ukrywał. Od kilku miesięcy próbuję wyjaśnić tą sytuację, są awantury i kłótnie, głównie przez niego bo jak go wypytuję to on szaleje, twierdzi, że nic nie było i do niczego nie doszło ale czuję, że jakiś sentyment do niej ma. On zapewnia mnie, że nic nie było i kocha mnie ale kiedy proszę by pokazał mi smsy od koleżanki z telefonu, no bo ona pewnie je ma to on wpada w szał i krzyczy, ja się poddaję, nie mogę patrzeć jak on jest w takim stanie, gdy cierpi i chcę go tylko przytulić. Ostatnio wykrzyczał, że się zabije jak nie dam mu spokoju, raz już rzucił wszystkimi dokumentami i poszedł nad rzekę. Wrócił. Ja zawsze płaczę po takich akcjach, boję się o niego ale wątpliwości mam. Często, gdy ja dociekam co zaszło, bo mam sporo wątpliwości i pytam czemu to on rzuca się na mnie , ściska mnie, szarpie, mówi, że nie będzie się tłumaczył, że nic nie powie. Zaczynam się go bać, wystarczy, że ja dopytuję a on robi awanturę, dzieci słyszą jego krzyki a on sobie z tego nic nie robi. Boję się, że zrobi mi krzywdę w końcu. Czy on gra na moich emocjach, czy to taka manipulacja??
  21. Jestem DDA. Ojciec pił i bił mamę, czego często byliśmy świadkami z rodzeństwem. Mama nigdy od niego nie odeszła. Raz już kiedy byłam dorosła znów się upił i groził jej nożem, zabraliśmy wtedy mamę do siostry, ale mama po dwóch dniach wróciła do niego. Choć nigdy nie byłam na terapii, widzę wiele "powikłań" w swoim życiu po relacji z rodzicami i widząc ich relacje między sobą np. chęć kontroli nad mężem i ilości wypijanego przez niego alkoholu, czy problemy z nawiązywaniem nowych znajomości oraz utrzymaniem dotychczasowych. Ja i Kuba jesteśmy małżeństwem od roku. Zawsze lubił wypić, ale nie zaniedbywał przez to pracy. Kiedyś ubzdurał sobie, że zdradzam go z kolegą z pracy (nie było to prawdą), a kiedy próbowałam z nim rozmawiać o mojej relacji z tym kolegą wpadł w szał, kopnął mnie, podduszał przyciskając do ściany i wyrzucił mnie z domu bez kluczy, telefonu czy dokumentów. Kilka razy przyłapałam go na tym jak umawiał się z innymi kobietami oferując im ostry seks i niezapomniane wrażenia. Za każdym razem wypierał się tłumacząc, że to tylko żarty z koleżankami po pijaku, a później robił mi awanturę, że nie mam prawa przeglądać jego telefonu. Należy do klubu motocyklowego i przynajmniej raz w miesiącu mają spotkanie klubowe, z którego zawsze wraca pijany. I najczęściej to po tych spotkaniach dowiaduję się o kolejnej jego "zdobyczy". Po ostatniej sytuacji, około dwa miesiące temu, miałam już dość i tym razem naprawdę chciałam od niego odejść. Szukałam mieszkania do wynajęcia, ale to nie było łatwe, ponieważ mam dwa koty. Przepraszał mnie i błagalna kolanach żebym została obiecując, że już nigdy nie będzie sobie nawet tak żartował z koleżankami. Wybaczyłam mu, choć zauważyłam, że zaczął się robić bardziej tajemniczy, nie pozwalam mi dotknąć telefonu nawet żeby godz przełożyć w inne miejsce, zablokował możliwość wyświetlania wiadomości przed odblokowaniem i pozmieniał hasła. Wczoraj znów miał spotkanie i znów wrócił do domu w środku nocy, pijany, a na jego telefon przyszła wiadomość na Whatsapp (tu nie zablokował wyświetlania wiadomości przed odblokowaniem) od Anety "Napisz jak dojedziesz do domu 😘😘😘😘". Spytałam go o to. Powiedział, że to koleżanką z pracy i że właśnie odchodzi i o tym z nim pisała i że wiedziała że ma spotkanie dlatego napisała żeby napisał jak dojedzie. Zadzwonił do niej powiedział "Pani Aneta moja żona chce z panią porozmawiać"i dał mi telefon i spytałam jej czemu do niego pisze w środku nocy i powiedziała, że się pomyliła i że chciała napisać do kogoś innego. Dodam jeszcze, że jest to klub męski i jak twierdzi "kobiety nie mają wstępu na spotkania", chociaż już kilka razy widziałam zdjęcia gdzie były kobiety w samej bieliźnie. Kocham go i nie chcę od niego odejść. Nie wiem czy to tylko kwestia miłości czy tego, że uzależniłam się od niego finansowo. Wprowadziłam się do niego dwa lata przed ślubem, nic nie jest tu moje, nawet nie jestem tu zameldowana. Pracuję, zarabiam najniższą krajową. Nie jestem w stanie utrzymać się z takiej pensji wynajmując mieszkanie i utrzymać siebie i dwa koty. Nie mam nikogo u kogo mogłabym się zatrzymać. Nie wiem co robić.
  22. Witam. Mam 23 lata jestem mężatką od ponad roku. Jesteśmy że sobą ponad 6 lat. Aktualnie kończymy remont domu na który wzięliśmy kredyt. Lada moment można się wprowadzać. Zdradzilam go. Ta osoba pokazala mi co to na prawdę jest szczęście. Myślę że tak na prawdę nigdy nie byłam szczęśliwa w tym związku. Zawsze to ja się starałam a on nie i wiecznie byłam na drugim miejscu zaraz za jego pasja. Wiele było znaków żeby to zakończyć a ja szlam w to dalej. Teraz gdy ja przestałam się starać on to robi wypytuje się co się dzieje nawet była mowa o rozwodzie. Przy tym usłyszałam że przeze mnie popada w depresję i nawet miał myśli samobójcze alw szkoda mu mamy (po pijaku to usłyszałam) nie wiem co robić, nie czuję twgo co kiedyś, nie chce bliskości i czułości. Mój romans właśnie się kończy bo uważa że ja z tym nic nie zrobię. Jestem tym faktem załamana. Mam ostatnia szanse żeby coś z tym zrobić. Ale jak? Boję się jak on sobie poradzi, a do tego ten kredyt. Jeżeli on by chciał zabrać dom to ja nawet nie chciałabym żadnych pieniędzy bo on tam wszystko robi zresztą wiem że nie miałby skąd wziąć. Za to jak ja bym go wzięła to bym musiała jakoś go spłacić. Nie przeraża mnie to bo wiem że będę miała wsparcie. Każdy mi mówi że to moje życie, to ja mam być szczęśliwa alw ja tak nie potrafię cały czas myślę co z nim.
  23. Hej! Mam 29 lat, męża, na pokładzie dwójkę dzieci 2 i 3 latka i jednego aniołka oraz problem ze sobą. Na półtora miesiąca przed ślubem miałam terminację ciąży, jak się później okazało przez zaśniad groniasty. Stratę przeżywałam przez 4 kolejne lata, a w ciągu tych 4 lat urodziłam dwójkę zdrowych dzieci. Mąż na swoim kawalerskim zaszalał za bardzo, o czym poinformował mnie 2 miesiące po porodzie starszego synka. Zdrada zabolała tak bardzo, że do dnia dzisiejszego, jak ma gdzieś wyjść, mam przeświadczenie, że coś odwali. Nie ufam mu do końca. Goździe do trumny są 2: złapałam męża, totalnie przez przypadek na tym, że oglądał zdjęcia pornograficzne po to, żeby się podniecić i jak z rozmowy wynikło zredukować stres. Niby twierdził, że jestem dla niego cały czas atrakcyjna. Nie wiem czy opisywać co czułam, chyba za długo będzie. W każdym razie 2 gwóźdź to są problemy w pracy, przytłoczyło mnie to. Jestem niemiła dla rodziny. Krzyczę. Denerwuję się. Przeklinam. Dużo przeklinam. Nie mam siły sprzątać czy wyjść na spacer. Wiem, że nie jest dobrze. Odważyłam się, proszę o pomoc. Jak zacząć?
  24. witam. jestem aneta . obecnie z meczem przechodze kryzys malzenski. wszystko zaczęło sie od momentu urodzenia 5 lat synka. Alan był bardzo wymagającym dzieckiem. bardzo długo chciał być karmiony piersią itd.... ja sie odsunęłam od meza. ale zawsze mu mówiłam ze go kocham , ze jest dla mnie wszystkim. nigdy go nie zdradziłam. w lipcu 2020 Maz zaczął romans z nasza wspólną znajoma. ona mieszka w Polsce my w Niemczech. ich romans to romans poprzez pisanie wiadomości i dzwonienie do siebie . okazało sie ze sie w sobie zakochali. we wrześniu napisał do mnie jej Maz i mnie o tym poinformował. z początku mój Maz sie wykręcał ze to nie nieprawda , ale w końcu sie przyznał. ze zakochali sie w sobie. na drugi dzień niby to sie wszystko zakończyło. od września az do listopada robiłam wszystko aby to naprawić i w listopadzie było juz naprawdę dobre. w grudniu ona wysłała paczkę dla naszych dzieci o której mu nie powiedziałam. dowiedział sie od niej. i na nowo wszystko sie zaczęło. jemu tak naprawdę jeszcze z nia nie przeszło. utrzymują kontakt . on jej pisze mile słowa ona jemu tez. mówi ze potrzebuje czasu aby wróciła ta milosc do mnie. ale ja w to nie potrafię uwierzyć bo on nie chce zrezygnować z tej znajomosci. co mam robić? czekać ? i ufać mu ze w nim zaniknie to co czuje do niej ? i ze wróci do mnie?
  25. Hej jestem Aga Mam 37 lat. Od 3 lat w związku. Na początku tego związku dużo się zadziało... Emocje... Kłamstwa... W skrócie... Mój partner po rozstaniu z ex zona, postanowili mieć dobre relacje dla syna! To się chwali... Ale w momencie kiedy ona rozstała się że swoim partnerem... Znalazła sobie pocieszyciela w ex mężu.... Miała wielki wpływ na niego.... Zaczęły się kłamstwa... Pisanie rano... Noc... Obgadywanie mnie... Wspólne imprezy że znajomymi... Wiele rzeczy za moimi plecami... Padły różne slowa do niej.... Jak... Miłość życia... Kochalem kocham itd... Bolało.... Boli... Pamiętam kazde slowo... Każda sytuacje...doszło do tego, że pokazał również moje prywatne wyznanie jej....On tego żałuje...ale czasu nie cofnie... Jest również człowiekiem który mówi a później myśli... Mimo ze od długiego czasu ma z nia faktycznie kontaktu tylko o syna... Nic poza tym... Długo mu się zeszlo... Ale on się stara teraz... Chciałby iść do przodu ze mną nie z nia... Ale problem jest we mnie... Nie potrafię zapomniec tego.. Przy każdej sytuacji mu to wypominam.... Nie wiem jak to przeskoczyć... Poradzić sobie... Czuję się zdradzona mentalnie.... Nie wiem jak zaufać na nowo... Bo prócz tego że to się stało... Na swój sposób ma dobre serce... Ale te,, rzyganie,, męczy mnie....

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.