Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'zdrada'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 123 wyników

  1. Jestem osobą pracującą, kobietą, mam 24 lata. Odkąd pamiętam w moim życiu były kłamstwa, najpierw w relacjach między moimi rodzicami, a później w moich prywatnych relacjach. Mam problem z tym, że krzywdzę ludzi, na których mi zależy. Nie jestem w stanie określić czy robię to świadomie czy też nie. Nie potrafię przyznawac się do błędów i ukrywam niewygodną prawdę przed bliskimi osobami. Dopiero w momencie gdy wychodzi na jaw, że nie byłam szczera zaczyna do mnie docierać co tak naprawdę zrobiłam i jakie niesie to za sobą konsekwencje. Pomimo, ze staram się wyciągać wnioski z takich sytuacji i nigdy więcej ich nie powtarzać, za każdym razem dzieję się tak samo. Nie potrafię być odpowiedzialna za swoje czyny w czasie ich dokonywania. Moje błędy trzeba mi pokazywać, sama nie chcę lub nie jestem w stanie ich zobaczyć. W sytuacji, gdy prawda wychodzi na jaw próbuję obrócić wszystko tak, żeby nie czuć się winna całkowicie, próbuje sama siebie usprawiedliwiać tłumacząc, że miałam na myśli co innego, nie chciałam tak zrobić, lub tez nie widziałam, ze jest to złe. Przez takie zachowanie straciłam najbliższą mi osobę, która wielokrotnie mi wybaczała, a ja nie umiałam tego docenić i wciąż zachowywałam się niedojrzale i nie mówiłam całej prawdy, pomimo iż ta osoba nigdy na to nie zasłużyła i dawała mi samo dobro, nigdy mnie nie skrzywdziła. Chciałabym w końcu zachowywać się tak jak należy, budować relacje na prawdzie, nie udawać kogoś kim nie jestem i nigdy więcej nikogo nie krzywdzić. Czy mój problem kwalifikuje się do psychologa, czy do psychiatry? Skąd mogło się wziąć u mnie takie zachowanie? Czy są to jakieś zaburzenia? Jak mogę sobie z tym poradzić, prócz wizyty u specjalisty? Jak pracować nad sobą aby nie zachowywac się w taki sposób? Będę wdzięczna za odpowiedź. Pozdrawiam.
  2. Jestem mężatką od 9 lat a 11 znam męża jako młoda dziewczyna go poznalam i byłam bardzo szczęśliwa. Mamy dwoje dzieci i w naszym małżeństwie przeżyliśmy chyba wszystko... Mimo wszystko czuje że nie potrafimy żyć razem ale też nie umiemy być osobno... Mąż lata temu mnie zdradził i ciągnie to się za nami cały czas. Gdy się dowiedzialam wyjechałam z dziećmi do Niemiec do taty ponieważ moi rodzice się też rozstali tata jest Niemcem i zawsze tu mieszkał a my z mamą w polsce... Serce mi pękało że moje dzieci też tak będą wychowywane.. Ale on nas szybko znalazł płakał przyzekal i prosił o ostatnia szansę... Zgodziłam się ale nie umiałam z tym żyć i o tym mówić.. Sytuacja skomplikowala się kiedy dziewczyna z którą miał romans została żona mojego brata też tu przyjechali wtedy coś we mnie pękło ciągle zaderczalam się i kłótnie były codzień... Mieliśmy zacząć nowe lepsze życie a był koszmar. Dlatego rok mieszkaliśmy oddzielnie on codzien mnie blagal byśmy byli razem ma też silna więź emocjonalną z dziecmi jest dobrym ojcem napewno potrafi też mnie zaskoczyć. Nasze życie ertyczne też funkcjonowało super on był moim pierwszym mężczyzną ale szczerze mówiliśmy o swoich fantazjach dlatego ciężej było mi zrozumieć jego błąd. Teraz obecnie jest tak ze mieszkamy niby razem ale kiedy po pracy mogłoby być normalnie to u nas zawsze coś mamy już tak ze przy większych kłótniach zaczynamy się szarpać każda rozmowa kończy się kłótnia on potem idzie do kolegi albo jedzie na działkę tydzień go nie ma i wraca przeprasza płacze i tak w kółko . Kilka dni temu było to samo chilcialam z nim porozmawiać doradzić się on był zły na coś w pracy i naturalnie awantura że ja zawsze muszę go męczyć kiedy on chce chwilę być sam... A potem mi wypominac zaczol że raz zwierzalam się wirtualnie i obcym ludzia mówię o naszych problemach. Spakowal się wyprowadził i wczoraj wrócił przpraszal itd. On ma od jakiegoś czasu problemy emocjonalne popada ze skrajności w skrajnosć często mówi że mnie nienawidzi, obraża za moment płaczę i przeprasza na kolanach. Zaczyna być agresywny zapisałam go na terapię ale twierdzi że to nic nie daje on sam kiedyś mi powiedział ze jak ma nerwy to nie panuje nad nimi ale ta agresja. Chce mu pomodz ale nie wiem jak. Wiem że to też moja wina w jakimś stopniu bo wracam do przeszłości czy naciskam na rozmowy albo o wspólne spędzanie czasu ale czemu mam nie negocjować tego czego oczekuje...
  3. Mam 18 lat, wszyscy mówią mi że jak na swój młody wiek jestem bardzo dojrzała, nie wiem czy mogę się z tym zgodzić, ale nie o to chodzi mi w tym momencie. Przejdę do sedna od roku jestem w związku z wspaniałym chłopakiem 2 lata ode mnie starszym, znamy się odkąd skończyłam 16 lat, byliśmy już w związku, ale ja wszystko zepsułam, uległam mojej toksycznej przyjaciółce, która powtarzała mi że X nie jest dla mnie, mimo to on na mnie czekał, wybaczył mi że go zostawiłam i wspiera mnie w każdej trudnej chwili. Problem w tym że mieszka ponad 500km dalej, widzimy się tylko raz w miesiącu. W moim domu ciężko jest o spokój, tata pije, mama ma problemu sama ze sobą, młodszy brat nie widzi świata poza komputerem, a starszy nie ma za grosz do mnie szacunku. Ze wszystkimi problemami radziłam sobie zawsze sama, w gimnazjum przeżywałam mnóstwo stresów, byłam wyśmiewana i gnębiona psychicznie przez rówieśników, kiedy to się skończyło weszłam w okres buntu, długie blond włosy przefarbowałam na rudy kolor i ścięłam je do ramion, zaczęłam wyzywająco się ubierać i malować, samej sobie wmawiając, że mogę mieć każdego, bo faceci, nawet starsi o kilka lat lgneli do mnie jak ćmy do światła, wtedy pierwszy raz poznałam swojego chłopaka, który powoli uświadamiał mnie czy to aby na pewno ma sens, czy nie jestem w tym wszystkim pogubiona i dzięki niemu zmieniłam się na lepsze, zaczęłam spełniać swoje marzenia, odkryłam talenty, pasję i wiedziałam że mam w tym wszystkim kogoś kto mnie wspiera, ale jednak brakowało mi tej osoby fizycznie przez długi długi czas, po wakacjach poszłam do technikum na profil hotelarski, ale czułam się w szkole w centrum wielkiego miasta, fatalnie, pochodzę z biedniejszej rodziny, wszystkie dziewczyny w klasie (A na 36 osób dziewcząt było 30) nosiły się z tym jakie to one nie są bogate, kiedy ja wracałam do domu i patrzyłam na śpiącego tatę po secie, mamę krążącą po pokoju i brata z którym nie ma kontaktu poza Internetem powoli się w sobie zamykając, jedyną odskocznią były telefony do mojego chłopaka, który zawsze powtarzal mi ze jest przy mnie na odległość, ale zawsze obok i mam w nim wsparcie, za jego namowami zmieniłam szkołę. Przeszłam z technikum hotelarskiego do małego technikum logistycznego w mojej miejscowości co było super opcją, super ludzie, radzę sobie z przedmiotami no po prostu ekstra, ale wewnątrz czułam dalej tą pustkę, psychicznie miałam go obok siebie, ale fizycznie mogłam jedynie czekać kilka tygodni aby znowu wziął mnie w ramiona i powiedział jak bardzo mnie kocha i wspiera we wszystkim co robię. Znowu zaczęło dziać się w mojej głowie źle, uczucie samotności, brak kontaktu z rodzicami, mama zajęta swoimi sprawami, zrzucajaca dodatkowo na mnie swoje problemy, tata wraca z pracy przygnębiony życiem, pije piwo i idzie spać, a ja sama w tym wszystkim (prawdziwych przyjaciółek nigdy nie miałam, trudno mi jest zaufać ludziom). Kiedy jeżdżę do mojego chłopaka czuje że żyje, mam tam przyjaciółkę, jedyną na ziemi dziewczynę której bezgranicznie ufam i na której nigdy się nie zawiodłam, mam jego mamę, która zawsze powtarza mi że ja jestem jej 4 dzieckiem w tym 3 córka i zawsze nią będę, jego ojczym z którym zawsze nawzajem z siebie zartujemy, jego siostry i ich dzieci, które nazywają mnie swoją ciocią, życie jakiego zawsze chciałam. Dostałam propozycję, żeby przeprowadzić się do niego do domu, oboje jesteśmy co do siebie pewni, widać, że między nami jest może i młodzieńcza, ale prawdziwa miłość, kiedy wracam do siebie czuje się zagubiona, mam ochotę nie wychodzić z łóżka, zaszyć się w pokoju i nie mieć kontaktu ze światem po cichu czekając aż znowu do niego przyjadę. W jego miejscowości jest szkoła dla mnie, taka w której bym się odnalazła, oprócz tego jest praca dorywcza (ludzie tam mnie znają, ponieważ mój chłopak jest znany w tamtym mieście, sami proponują mi pracę kiedy do niego przyjeżdżam) no i jest on i jego rodzina, ludzie z którymi czuje że żyje, nie twierdzę, że nie kocham mojej rodziny, bo kocham najmocniej na świecie, ale chciałabym być tak naprawdę szczęśliwa... Nie czuć pustki w sercu i w duszy. Co mi poradzicie? Przeprowadzić się? Czy to będzie dla mnie dobra opcja? Czy może lepiej będzie poczekać? Boję się tylko że jeżeli to jeszcze trochę potrwa to nie wytrzymam. Miałam już wiele myśli samobójczych, o których wie tylko mój chłopak. Nikomu innemu nie chciałam o tym mówić.
  4. „Prawdziwy mężczyzna” to hasło używane przez kobiety, które chcą manipulować facetami. Koniec tych bzdur! Mężczyzna przychodzi na świat i jedyne co musi zrobić, to zgłębiać przyrodzoną męskość zamiast pytać się dziewczyn, czym jest męstwo. Książka „Twarde życie mężczyzny” jest dla facetów, którzy mają dość feministycznej propagandy oraz kobietocentrycznych wizji świata i po prostu chcą pozostawać w zgodzie ze sobą. To lektura, która nie wyważa otwartych drzwi, nie wymyśla kuriozów jak „płeć kulturowa”, lecz skupia się na tym, co oznacza bycie mężczyzną we współczesnym świecie. Nie jest to poradnik, lecz co najwyżej inspiracja, bo i tak każdy facet lubi robić wszystko po swojemu. Chociaż autor jest psychologiem klinicznym i psychoterapeutą, treść książki bynajmniej nie jest wiedzą oświeconą. To punkt widzenia, który można przyjąć, by spojrzeć na pewne sprawy pod użytecznym kątem. Książka ma poręczny format B5, 220 stron, jest ilustrowana obrazami w czerni i bieli. Książkę można kupić m.in. w tym miejscu w ramach sprzedaży wysyłkowej. Premiera: 1 marca 2019 r.
  5. Dzień dobry, Ja: 35 lat, matka 15-letniego chłopca, po rozwodzie i kolejnej dłuższej relacji. Ostrożna przy zawieraniu nowych znajomości, zdystansowana. On: 35 lat, świeżo po rozwodzie, po 11 letnim związku. Córka, 2 latka. W wyniku trudnej sytuacji materialnej wyjechał do pracy do Niemiec, żeby kupić dom dla żony i córki, zapewnić im godne życie. W Polsce bywał raz na 2-3 tygodnie. Choruje na reumatoidalne zapalenie stawów, ale mimo bólu, zaniedbywał siebie, żeby tylko dać żonie wszystko. Przez chorobę stał się drażliwy, częściej się kłócili, w końcu żona go zdradziła i wyprowadziła z córką, on nawet nie wie gdzie mieszkają, nie widział córki od pół roku. Mają też nieuregulowane sprawy związane z kredytem. My: poznaliśmy się przez internet, od razu zaiskrzyło. Nasza relacja była krótka, ale bardzo intensywna, żeby wykorzystać czas przed jego powrotem do pracy do Niemiec. Widywaliśmy się po 8-11 godzin dziennie. Mamy podobne charaktery, priorytety w życiu, podobnie lubimy spędzać czas. Rozmawialiśmy na wszystkie tematy, zawsze było o czym rozmawiać. Zaproponował, że da mi klucze do swojego domu, że może bym się do niego wprowadziła, mieliśmy plany na najbliższe pół roku. Miałam wrażenie, że jest trochę zdesperowany, ale jednocześnie czułam, że jego intencje są szczere. Musiałam go nawet hamować, że o takich sprawach to możemy pogadać dopiero po jak się lepiej poznamy. Sprawiał wrażenie bardzo zakochanego, miał maślane oczy, wyznał mi to. Spełniał każdą moją zachciankę, żałował, ze nie poznaliśmy się wcześniej bo jest taki szczęśliwy. Oficjalnie zostaliśmy parą. Ja byłam bardziej zdystansowana, ale on wiedział, że to wynika z moich poprzednich przeżyć, powiedział, że mnie nigdy nie skrzywdzi. Podczas jego kolejnego pobytu w Polcse zabrał mnie nad morze, bo wspomniałam, że dawno nie byłam. Wyjazd był cudowny, najpiękniej spędzony czas od dawna. Gdy wracał do Niemiec obiecał, że zadzwoni po drodze i jak dojedzie, ale miałam jakiś problem i chciałam porozmawiać od razu. Dał znać że dojechał, a ja strzeliłam focha, że nie zadzwonił po drodze. Wiem, że w dniu wyjazdu jest bardzo zajęty i niepotrzebnie się na niego obraziłam, ale jego reakcja mnie kompletnie zaskoczyła. Była nieadekwatna do sytuacji. Zerwał ze mną, powiedział, że chce mieć spokój, ma wystarczająco dużo swoich problemów i nie potrzebuje, żeby wylewać na siebie swoją frustrację. Od tej pory nie odpisuje, nie odbiera telefonu. Nie jestem natarczywa, raz opisałam mu w wiadomości sytuację z mojego punktu widzenia, przyznałam się do błędu, przeprosiłam. On tylko, że nie chce moich przeprosin, że tak mu się odwdzięczyłam za wyjazd i że już nigdy nie zamierza się starać. I znowu cisza... Dorosły mężczyzna, a nie chce rozmawiać, rozwiązać problemu... Próbowałam o n iego walczyć, ale skoro nie widzę reakcji, ma to swoje granice. Na koniec podziękowałam mu za miło spędzony czas i życzyłam mu dużo szczęścia. Nadal mi na nim zależy, ale nie wiem jak do niego dotrzeć, najlepiej byłoby porozmawiać osobiście, ale jest w Niemczech. Wraca za tydzień. Ma moją walizkę, ja jestem mu winna pieniądze, więc liczę że się spotkamy. Nie wiem dlaczego tak gwałtownie zareagował, czy kochał czy udawał, jak może tak nagle przestać komuś zależeć? Co jeszcze mogę zrobić, żeby go odzyskać? Czy lepiej odpuścić, bo nie zasługuję na takie traktowanie. Na razie dałam mu spokój, czas na odpoczęcie, przemyślenie, zatęsknienie...
  6. Czesc , jestem Daria i mam 22 lata . Rozstałam się z narzeczonym , mieszkałam u jego rodziców( długa historia) a on pojechał za granicę . W święta wielkanocne kiedy jeszcze był dowiedział się że z kimś pisałam ale kompletnie nie miał pojęcia co ( same pierdoły , jak się pokłóciliśmy chciałam zrobić na złość ale wyszło tak że usunęłam bo się bałam że zamiast będzie zazdrosny to mnie zwyzywać czy cos ) i się zaczęło .....kazał mi wyjechać od niego z domu bo sobie ubzdurał że na pewno go zdradziłam ( sam mnie zdradził i ja to zobaczyłam !!! , Szybko wybaczyłam ) i jechał grubo ale jakoś rodzina z nim porozmawiała i mieliśmy mieć " czystą kartę" zapomnieć o tym co było . Kiedy wyjechał znów się zaczęło , tym razem z nikim już nie pisałam ale on twierdził że tak ( mial hasło do wszystkiego ) , w tym czasie co mnie wyrzucał z domu dowiedziałam się że gada przez telefon z byłą kochanką a ja nie będąc gorsza postanowiłam założyć Tindera i poszukać kogoś do pogadania ( nie prawda że Tinder jest od jednego ,są też normalni ) , do wyżlenia się itd. ,Lepiej obcemu bo komu on powie ? ,no w każdym razie opisałam jaka jest sytuacja i liczyłam na jakąś radę , jeden chłopak zaproponował żebym do niego przyjechała na święta , napisałam coś ze ok , trochę podejrzane itd. , proponował wyjście ale rączkę nie dało się z nim rozmawiać a ja nie postradałam zmysłów żeby do zupełnie obcej osoby jechać więc to było takie hmmm...pisanie bo pisanie . W każdym razie żadnych podtekstów seksualnych , żadnej wymiany zdjęć . A ten się dowiedział i się piekło zaczęło ... Podobno zdrazdam go od dwóch lat ( bo on tak myśli a dowodów żadnych ) , wysyłałam nagie zdjęcia i ogólnie się kurwie . I jutro ( niedziela ) wracam do siebie do domu . Nie mam psychiki na to wszystko , nadal przeżywam śmierć mamy , jego różne wybryki też dały mi w kość .Nie mam pracy ani pieniędzy i jeszcze raty i wspólnie z nim coś też . Jak ja mam się pozbierać do kupy , tam gdzie mieszkam nie jest łatwo o pracę . Dodam jeszcze że gdyby on był w porządku to ja bym nigdy z nikim nawet nie pisała ,nawet głupie co tam ale zawsze jakos chciałam zrobić na złość ( bo chodzi o to że on pisał i ja chciałam się jakoś odpłacić , żeby zobaczył co ja czuję i jakoś nie zobaczył ) . I co teraz ? Co ja mam zrobić bo nie liczę na to że mu przejdzie . A i jeszcze coś ....nie mam żadnej osoby która by mogła mi pomóc , żadnego wsparcia .
  7. Witam mam 28 lat 3 lata temu zdradzilem swoja narzeczoną było to najgorsza rzecz jaka w życiu zrobilem zniszczyłem swoj wlasny mur .Zawsze powtarzalem ze nigdy nie zdradze i stało sie. Sterotyp kestem marynarzem bylem w porcie z kolegami jesli mozna ich tak nazawac bylem kompletnie pijany zrobili mi kawalerski postawili mi jak sie okazalo prostytutke. Przez jakis tydzien plakalem szlochalem 2 tyg sie meczylem pozniej zrobilem badania i stwierdzilem ze nic nie powiem.To ze sam cierpie nie chce zeby ona cierpiała tak wiec postanowilem ze nic nie powiem jestesmy 2 lata po slubie juz a wyrzuty sumienia dalej mnie dręczą tylko nie wiem czy tak wlasciwie jesli mialbym powiedziec teraz prawde dlatego ze chce byc z nia na 100 szczery czy nie moge wytrzymać z takim ciezarem nie wiem co robic co jakis czas to wraca najczesciej jak jestem na statku. Kocham moja żone ale nie chce jej krzywdzic a szczery nigdy juz nie bede mogl byc przez to jesli jej nie powiem.Bede mial zawsze skaze o ktorej zawsze bede sobie przypominal.
  8. Dzień dobry, jestem prawniczką w wieku 32 lat, w "związku" z Hiszpanem, który notorycznie kłamie. Mam problem z partnerem od momentu, gdy dowiedziałam się, że on w Hiszpanii jest z inną kobietą. Wcześniej był przysłowiowym księciem z bajki, a od momentu gdy dowiedziałam się o jego związku z inną (który trwa dłużej niż ten ze mną),on zupełnie zmienił swoje zachowanie. Zaczął mnie poniżać, deprecjonować, wyzywać. Nigdy nie przedstawił mnie znajomym, ani matce (nie zaprosił do domu, choć nasz związek trwa od 5 lat, twierdząc, że przedstawi mnie dopiero gdy przyjadę na stałe). Gdy odkryłam jego drugie życie obiecał, że zakończy z nią znajomość, jednak przez trzy lata nic się nie zmieniło. On ukrywa wyjścia z nią, a każdą próbę rozmowy traktuje jako atak i oskarżenia wg niego bezpodstawne. Wiele razy ustalaliśmy zasady, że skoro twierdzi, że to jego koleżanka, to chcę żeby mówił mi kiedy z nią wychodzi. Skutku brak, a gdy ja się dowiem i chcę z nim porozmawiać, zostawia mnie, wyzywa, blokuje kontakt, bo wie, że sprawia mi tym ból. Ja mimo wszystko go kocham. Od wczoraj on się do mnie nie odzywa i nie potrafię sobie z tym poradzić. Jestem od niego uzależniona i boli, że mnie tak kara. Wyrzucał z siebie, że mnie nienawidzi, że chce żebym zniknęła z jego życia, tylko dlatego, że zadzwoniłam do niego w niedzielę (przypuszczalnie był z nią). Nie potrafię bez niego żyć. Czy jest szansa, żeby odzyskać socjopatę? Czy jest szansa żeby on znowu mnie kochał lub czy socjopata w ogóle potrafi kochać?
  9. Zdrada jak sobie radzić... 😢 Mąż mnie zdradził, robił to z nią nawet w naszym domu. Jak sobie z tym poradzić?
  10. Witam. Jestem 23-letnią dziewczyną. Od niespełna roku mam kochanka, jest starszy o 12 lat. Łączy nas głównie seks, ale oczywiście też rozmawiamy ze sobą, troszczymy się o siebie, łączy nas pewna więź. Mniej więcej 4 miesiące temu nasza relacja się popsuła. Miał wypadek samochodowy, stał się trochę innym człowiekiem, z tego co się pozniej dowiedziałam kontakty mu się popsuły też ze znajomymi, z rodziną. Nie rozumiałam tego że jego zachowanie może być spowodowane stresem powypadkowym. Przez dłuższy czas się nie widzieliśmy, nie było między nami tak jak dawniej, czułam się samotnie. Umówiłam się przez portal randkowy na seks spotkanie z pewnym mężczyzną. Przyjechał po mnie, wysiadł z samochodu i wydawał się naprawdę w porządku. Okazał się jednak dosyć dziwnym człowiekiem, w pewnym sensie odpychającym. Niby wszystko w porządku, bardzo przystojny, ale coś mnie w nim odrzucało. Po prostu nie czułam że chcę z nim uprawiać seks. Mogłam po prostu się z nim pożegnać i nie robić czegoś na co nie mam ochoty. Tylko że okropnie się bałam że coś mi zrobi, nie znałam go, i nie wydawał się do końca zrównoważony psychicznie. Bałam się też że jeżeli go wystawię to żeby się na mnie zemścić udostępni moje nagie zdjęcia. A więc doszło do stosunku, trwało to ok 2 godzin, dosyć wcześnie wyszłam, tłumaczyłam się że jeszcze go dobrze nie znam i nie czuję się zupełnie komfortowo. Po tym wszystkim czułam do siebie ogromne obrzydzenie. Nie chodzi o sam seks, chodzi o to że uprawiałam seks z kimś kto mi zupełnie nie odpowiadał seksualnie. Teraz już rozumiem że umawianie się na takie spotkania jest okropnie głupie, nie wspominając już o zdjęciach... No ale stało się. Minęło trochę czasu, właściwie już o tym zaczęłam powoli zapominać. Męczyło mnie jedynie to że ukrywam coś przed moim partnerem. Przyznałam mu się. Nie sądziłam że zareaguje w ten sposób, oskarżył o zdradę i że bardzo go zraniłam. Przepraszałam i obiecywałam że to już nigdy się nie stanie. Nasze relacje już się poprawiły, wiele sobie wytłumaczyliśmy, tylko myślę że nadal mi nie wybaczył do końca i ma do mnie o to żal, od tego czasu minęły 2 miesiące. Teraz prawie codziennie się tym zadręczam i nie potrafię się od tego odciąć. Jak sobie wybaczyć i przestać się zadręczać?
  11. Rozstania z moją partnerką nadszedł czas. Byłem z nią przez 6 miesięcy. Przez ten czas: Dzwoniliśmy do siebie do niej gdy nie mogliśmy porozmawiać bliżej,. Robiłem jej niespodzianki w postaci wizyt i prezentów. Chwaliłem ją często nawet za błahostki ponieważ chciałem aby jej poczucie wartości było wysokie. Bardzo doceniałem, Nigdy nie wyzwałem od k****. Robiłem nam romantyczne kolacje. Miałem pomysły na ciekawe randki aby nie wdarła się monotonia. Przytulałem ją gdy zasypiała. Zawsze wysłuchałem i brałem jej stronę gdy miała rację. Mieliśmy tematy do rozmów od codziennych po intymne. Bardzo często chodziliśmy razem za rękę. Gotowałem jej do pracy. Przedstawiałem ją jako „moja dziewczyna xyz” aby wiedziała, ile dla mnie znaczy. Miała we mnie przyjaciela i każdą jej tajemnicę czy troskę chowałem głęboko w swoim sercu ponieważ to były jej zwierzenia. Pewnie jeszcze bym wymienił co nie co ale nie przypominam sobie abym w jakiś sposób dał jej odczuć, że mi na niej nie zależy. Przez ten okres związku (wyłączając kwiecień) Dawałem jej przestrzeń ponieważ życie to nie tylko związek ale i praca, rodzina, studia, czas dla siebie a mimo to postanowiła zakończyć z nami relacje. Przeszkadzało jej (oficjalnie): 8 lat różnicy wieku - dla mnie bardziej liczy się dojrzałość emocjonalna. Na początku też miałem wątpliwości ale po bliższym poznaniu zniknęły. Nie może mi poświęcić czasu przez swoje studia i staż – moim zdaniem gdy ktoś ma okres napięty (np. sesję) to wystarczy ta 1h w tygodniu na spacerek i 30 minut w tygodniu na kawusię aby to przetrzymać. Ten okres nie trwa wiecznie. Spędzała dużo czasu ze swoim kolegą ze studiów, uczyli się razem (miała przez to wyrzuty sumienia) - do kolegi jeszcze wrócę później. (Nieoficjalnie) Jej rodzina mówiła, że nie pasujemy do siebie – cokolwiek to znaczy. Byłem bardzo ugodowy i nie przypominam sobie aby na coś się skarżyła. Nie studiowałem tego samego kierunku co ona więc mam inny pogląd na świat - dla mnie to zaleta, że ktoś może pokazać mi świat z innej perspektywy. Inne podejście do życia (ponieważ jestem po studiach) – też do dziś nie wiem co to znaczy. Rozstaliśmy się za jej inicjatywą a 4 dni potem ona już miała nowego adoratora – tego kolegę ze studiów choć jeszcze oficjalnie nie są razem ale tydzień, dwa i zapewne będą. Moim zdaniem nie da się wejść w ciągu 4 dni od zerwania w nową relację. Musiała zaczynać z nim zbliżenia emocjonalne (nie fizyczne) już gdy była ze mną w związku. To dla mnie niestety zdrada emocjonalna. A wiecie co…. nie raz czy dwa pytałem ją czy wszystko między nami OK. Czy dobrze się czuje? Czy czegoś jej brakuje? Najczęściej odpowiadała „wszystko dobrze”. W tej relacji najczęściej czułem się 60:40 lub 70:30. Moje spostrzeżenia nie okazały się paranoją i były podstawne a ja byłem bardzo zazdrosny o jej kolegę. W kwietniu bardzo dużo mi o nim mówiła, za dużo jak na zwykłego kolegę. Gdy pojechaliśmy razem na majówkę w drodze co 5-10 minut brała telefon do ręki i pisała choć jak wspomniałem wcześniej mi potrafiłą odpisać po dłuższym czasie. Gdy z nim się kiedyś spotkała to 3h nie siedziała na facebooku ponieważ była z nim. Zablokowała telefon hasłem choć nigdy tego nie robiła. Gdy poruszyłem temat mówiąc “Czuję się niekomfortowo, że tak często siedzisz w telefonie gdy ze mną jesteś, chciałbym abyśmy na spotkaniach poświęcali sobie 100% uwagi”. Temat zakończył się gdy powiedziała “Skończ! Bo mnie to irytuje” Na spotkania z nim szykowałą się jak na spotkania ze mną, czesałą i rozpuszczała włosy, perfumowała się, poprawiała makijaż. Gdy dzwonił lub coś pisał miała uśmiech na twarzy i była bardzo wesoła. Przekładała spotkania ze mną ponieważ musieli dokończyć projekt na studiach. Spędzała z nim dużo czasu przez ten projekt (projekt nie był wymyślony. Wiem, że musieli go razem zrobić) Gdy kiedyś powiedziałem, że nie podoba mi się to jak często z nim się widuje to powiedziała, że jest w szoku, że myślę w ten sposób i to bezpodstawnie wg niej” To były dla mnie bardzo silne oznaki. Teraz zastanawiam się czy może poprawnie, że byłem zazdrosny. Nie raz jej mówiłem, że facet nie pisze i nie poświęca się tak dla dziewczyny jeżeli czegoś od niej nie chce. Mówiłem “Ufam Tobie ale nie ufam jemu”. Na osobności dwa dni po rozstaniu powiedziałem jej z żalem “Czegoś musiałem Ci nie dać skoro postanowiłaś to zakończyć” odparła “Dawałeś mi wszystko” “Nieprawda, gdyby tak było to nie podjęłabyś takiej decyzji” Jeszcze niedawno miałem nadzieję, że po intensywnym maju będziemy mieć więcej czasu dla siebie i wrócimy. Ona tylko odpowiedziała, że nie wie jaką będziemy mieć relacje w czerwcu i nic mi nie może obiecać. A potem dowiedziałem się od koleżanki, że ona nie chce ze mną być. Nic do mnie nie czuje i nie czuła. Szkoda, że mi tak nie potrafiła powiedzieć i musiałem się tego dowiadywać w inny sposób. Jest to dla mnie takie niepojęte, że nie potrafiła mi czegoś powiedzieć wprost. Zamiast “NIE” stosowała “Może”, “Nie wiem”. Jakby to miałoby mnie mniej boleć. Rozstanie boli tak samo nie ważne czy ktoś mi powie “Nie chcę z tobą być” czy “Nie wiem czy chcę z tobą być”. Czułem, że się od siebie oddalamy i powiedziałem jej o tym. Powiedziałem że jeżeli chcemy to naprawić to musimy widywać się i spędzać ze sobą czas w emocjonujący sposób. Zgodziła się ze mną ale w praktyce nie miała na to czasu. Pomimo iż kiedyś jej się pytałem na początku związku jak sobie wyobraża sytuacje gdy para oddala się od siebie. Powiedziała, że wtedy chciałaby pracować nad relacją i rozmawiać o tym zamiast rozstać się bez prób podjęcia pracy nad związkiem. Co znowu zostaje dla mnie bez odpowiedzi czemu mówiła jedno a zrobiła drugie. Mam do niej żal, że nie była ze mną szczera i nie potrafiła mówić prawdy. Od 15 kwietnia bardzo źle i mało śpię. Budzę się z lękiem, nie mam apetytu i schudłem. W pracy nie potrafię się śmiać czy żartować. Pracujemy razem i póki co to się nie zmieni. Nie wiem jak to mam przetrwać i kiedy to minie. Ni ma sensu jej mówić, “Dobrze wiem, że nie byłaś ze mną szczera. Jest mi przykro, że nie chciałaś tego ze mną odbudować”. Ona jest już zauroczona w innym będzie miała olewkę na moje uczucia i to mnie boli. Nie czuję szacunku i empatii od niej po rozstaniu.
  12. Witam.Mam 39 lat i jestem mezatka i mama 2 ki dzieci. Ostra nerwice przechodzilam ca 3 lata temu. Potem trafilam naterapie i bylo dobrze, czasami niepokoje ale ogolnie dalo sie zyc. Do momentu, w ktorym sie zakochalam. To sa poczatki i nie jestem pewna nawet do konca jego uczuc. Nieustannie analizuje w glowie co powiedzial i czy to znaczy ze mnie lubi czy jestem mu obojetna. Slucham muzyki i analizuje. Bo nie mam odwagi zapytac wprost. Ktos moglby powiedziec, ze no tak, tak jest jak sie ktos zakocha. Ale u mnie problem jest taki, ze od tego myslenia dostaje derealizacji, ktora mnie meczy. Nie mam z kim o tym porozmawiac bo jestem zona i mam dzieci. Zmagam sie tez z dylematem moralnym wobec meza. No bo sie zakochalam w innym. Dobija mnie ta sytuacja. Powiedzcie czy derealizacja moze sie brac wlasnie stad? Anna
  13. Mam 21lat i jestem studentką. Od prawie półtora roku byłam w związku z chłopakiem którego wciąż kocham. Oboje mieszkamy w jednym akademiku. Z początku było jak w bajce on się starał, martwił się i dbał mówił o uczuciach, chłopak do serca przyłoż na inne nawet nie spojrzał. Robił mi problemy z każdego wyjścia do klubu, dziewczynami; odseparował mnie od każdego a jemu było można(ja mu nie zabranialam a że jestem spokojną dziewczyną to nie miałam z tym problemu), gotowałam, sprzatalam, prałam byłam na każde zawołanie i kiedy potrzebował pomocy. Z czasem zaczął dużo pić alkoholu wychodzić ze znajomymi którzy ze mnie sie podsmiewali i go nastawiali wobec mnie bo ja jestem nudna przecież i trzeba szaleć i za dużo się wtrącali, założył tindera badoo a jak ja to zrobiłam była afera. Nie odzywał sie do mnie czasami wcale bo on chce spokoju i nawet jeśli pytałam o co mu chodzi czy coś zrobiłam czy ma gorszy dzień to nic mi nie odpowiadał. Doszlo do tego ze mnie uderzył bo go sprowokowałam i zaczęło się sypać. Jednego dnia powiedział mi ze usunął konto na tych portalach ale przyuwazylam ze piszę z jakąś na snapie. Okazało sie że z nią sie spotkał, myślę że mogło dojść do pocałunku czy tez u niego nocowala i z nią wypisuje i sie uśmiecha jak z nią pisze nawet pokazał ją swojej mamie co o niej sądzi a co do czego sie wypieral jak pokazałam mu dobitne argumenty odpowiedzial "to co". Jak ja sie spotkałam ze kumplem to go zaczął szarpać bo nie ma on prawa ze mną przebywać a jak sie go zapytalam czemu tak zrobił powiedział ze dla zabawy. Niby teraz jesteśmy przyjaciółmi ale uprawiamy seks i ja widzę jak on z nią pisze to mnie aż sciska ze złości. Nie wiem jak do sytuacji podejść bym mu wybaczyla wszystko bo go kocham i robię dalej dla niego wszystko i wiem że tez naciskam na niego ale z drugiej strony martwie sie ze nie ma dla nas przyszłości i wybierze ją a ja zostane sama. Chciałabym poznać opinie czy jest warto coś budować zaczynajac od przyjaźni, mieć nadzieję, starać się być neutralna i mu przejdzie i jak sobie z tą złością poradzić co o tym sądzić.
  14. Witam .Od 5 lat jestem w związku z chłopakiem oboje jesteśmy po rozwodzie 2 lata temu wpłata się w romans który podobno zakończył ale dalej ta kobieta wraca i są awantury mamy komunnie ja swojej córki i u tamtej kobiety też tydzień przed moja .tłumaczę ukochanej i że nie powinien jechać bo jadąc udowadnia mi że ciągle jest dla niego ważna i mu na niej zależy .trudno to przekonać że dla naszego dobra powinien zakończyć ta znajomosc co robic twierdzi że tylko ja tak myślę bo w każdym związku każdy by pozwolił na to by z kochanką się spotykać i uczestniczyć w uroczystościach rodzinnych
  15. Chciałam zapytać, co mam zrobić, gdy mój mąż po wielu latach małżeństwa postanowił odejść do kochanki. Gdyby to była takie normalne odejście to wiem, że muszę się pogodzić z losem, ale problem polega na tym, że on tak do końca nie potrafi się zdecydować. Jak jest ze mną to chce do niej, myślami odpływa i tylko czeka, kiedy będzie się mógł wyrwać, ale gdy jest u niej, to cały czas pisze do mnie maile, wymyka się, by do mnie dzwonić, zapewnia, że i mnie i nasze dzieci kocha bardzo mocno. Po prostu najlepiej by chciał żyć z nami obiema i być u niej i u mnie jednocześnie. Czy to tylko niezdecydowanie, huśtawka emocjonalna, czy może jakieś rozdwojenie jaźni? A może to jakaś odmiany choroby psychicznej, czy coś podobnego. On bardzo wierzy w reinkarnację i to, że tamta kobieta jest jego żoną z jakiegoś poprzedniego wcielenia i musi być z nią. No ale ja jestem żoną z obecnego wcielenia i ze mną też chce być. Może ktoś wie, czy faceci w wieku średnim tak po prostu mają, czy coś jest z nim nie do końca w porządku. Jak myślicie, czy powinnam walczyć, zaciągnąć go jakoś do lekarza, czy postawić krzyżyk i niech spada na drzewo, bo sama już głupieję od tej huśtawki nastrojów. Z jednej strony kocham go bardzo i zrobię wszystko, by ratować związek i mu pomóc, ale z drugiej, jeśli mam żyć w trójkącie, to dziękuję bardzo. Wypisuję się z tego układu. proszę pomóżcie i napiszcie, jakie jest wasze zdanie na ten temat, bo mną targają przeróżne emocje i nie wiem sama,, co jest dobre a co złe?
  16. Witam, Nie umiem sobie poradzić sama z moim problemem. Otóż, wczoraj odkryłam, że mój mąż ma profil na portalu sex randek. Mial tam swoje zdjęcia bez koszulki. Cała noc przeplakalam, rana najpierw zapytałam co to za SMSy przychodzą na jego telefon z tego portalu a on mi prosto w oczy sklamal, że gdzieś coś nacisnąl i teraz dostaje takie SMSy. Zapytałam się, czy napewno i żeby mi powiedział z ręką na sercu. On oczywiście przytaknal. Za chwilę wysłałam mu screeny jego profilu to już nie wiedzial co powiedzieć. Oklamal mnie prosto w oczy, po czym przeprosił i stwierdzil, że to tak tylko, że nic nie robił. Dodam, że to nie pierwsza taka akcja. Ja zaplakana z dzieckiem na rękach-on mnie jeszcze raz przeprasza. Aja się teraz czuję jak jakiś śmiec, jak ktoś kim można pomiatac. Przez cały dzień udawał że nic się nie stało, zachowywał się tak, jak gdyby nigdy nic. Wieczorem chciałam z nim porozmawiać to grał na telefonie i się śmiał z tego co do niego mówię. Jesteśmy w związku ponad 10lat,malzenstwem 5lat. Ja mam 29 lat, mamy dwójkę dzieci- córka 4latka a synek 10miesiecy. Z jednej strony czuje, że powinniśmy się rozstać a z drugiej boję się, że sama nie poradzę sobie z dziećmi, mamy kredyt mieszkaniowy, boję się też tego, że będzie przekabacal dzieci na swoją stronę. Kocham go, ale czuję się strasznie zraniona. Bezsilna, nie wiem co robic
  17. Witam mam 24 lata od jakiś 9 lat jestem uzależniony od pornografi a chciałbym z tym skończyć jestem z dziewczyną i już kilka razy ją zawiodłem mówiąć że z tym skończyłem a jednak przyłapała mnie że znów to robię. Teraz widzę jaki duży jest problem i zdaje sobie z niego sprawę i chciałbym to całkowicie zakończyć jak to zrobić
  18. Witam, Jestem 29 letnim mężczyzną, rozwodnikiem, ojcem dwójki dzieci, od 2,5 roku w związku z nową Partnerką. Od miesiąca zmagam się z kłótniami i brakiem zaufania do Narzeczonej , po tym jak nakryłem ją na flircie i umawianiu się na spotkanie z innym facetem do którego na szczęście nie doszło. Narzeczona chodzi wszędzie z telefonem w ręce, i w moim mniemaniu, nie wiem czy słusznym ma problem z nałogiem od Facebooka. Kompulsywnie sprawdza, odblokowuje, scrolluje, nawet jeżeli tel. nie daje sygnału. Warunkiem podjęcia kolejnej próby ratowania nas, było ograniczenie z jej strony korzystania z telefonu oraz czasowa rezygnacja z korzystania z FB, dlatego że czuję lęk kiedy widzę ja z telefonem, napadają mnie natrętne myśli i nie jestem w stanie odbudowywać zaufania. Proszę o opinie na mój temat bo zaczynam wariować, biorę leki na uspokojenie bo jestem w domu traktowany jako wróg, tyran, zaczęło się od umowy miedzy nami a za każdym razem kiedy ona ją łamie nasila się to we mnie i obsesyjnie się czepiam ze znów siedzi z telefonem, na co ona reaguję wybuchaniem, krzykami, rzucaniem czy trzaskaniem, czy atakami na mnie, zrywaniem. Oboje mamy dosyć. Szukam kompromisów, rozwiązania, zaoferowałem nawet, ze jeżeli się zgodzi żebyśmy razem ustalili warunki na nowo to mnie one również będą obowiązywać (np. nie zabieranie wszędzie tel. koszyk na półce jako miejsce na tel.) Ona twierdzi, że przesadzam, bo przecież niczego złego tam nie robi, że jedynym rozwiązaniem jest żebym odpuścił, że próbuje przejąc nad nią władzę. Czuję lęk przed ponowną zdradą, brak szacunku do siebie, wydaje mi się, że wodzi mnie za nos. Nie wiem czy moja prośba jest chora ? Zbyt wielka ? Sam już nie wiem Czy mam słuszność wymagając dotrzymania słowa od niej czy jednak próbuje kontrolować jak tyran. Proszę o chociaż krótką opinię, wyrażenie swojego zdania. Pozdrawiam
  19. Dzień dobry. Dwa lata temu zdradzilem swoją dziewczynę, która po części nas nakryla bo widziała jak wychodzimy razem z toalety. Nie brnalem w to i się przyznałem, ublagalem druga szansę. Minęło dwa lata i mimo tego, że ze wzlotami i upadkami to jesteśmy razem, radzimy sobie. Problem jest następujący. Kobieta z którą zdradzilem dziewczyne przyjaźni się z naszymi przyjaciółmi i do tego mieszka bardzo blisko. Mimo tego, że staram się jej unikać, często na nią wpadamy. Nie rozmawiamy że sobą - jesteśmy wspólnie z dziewczyna tak jakby obrażeni na nią. Jednak tak się nie da. Jesteśmy prawie sąsiadami więc musimy się unikać. Podobnie jest z wypadami że znajomymi. Czasem na siebie wpadamy mimo tego, że bardzo często rezygnuje wiedząc, że ona tam będzie. To wszystko przez to, że nawet nie jestem w stanie pomyśleć co wtedy czuje moja dziewczyna jak spotykamy tamta. Dłużej się tak nie da. Nie mam pomysłu. Czy jakaś wspólna rozmowa, spotkanie naszej trójki w ramach kolejnych przeprosin z mojej strony będzie zdrowym posunięciem w celu rozładowania napięcia? Czy raczej to zły pomysł? A może jakiś inny? Pomocy!
  20. Cześć, Nazywam się Patrycja mam 24 lata, pracuje zawodowo, jestem farmaceutą . Znalazłam się w dość chorej sytuacji. Byłam w 5 letnim związku, narzeczeństwo. Mój były narzeczony nie miał dla mnie czasu, ciągle prosiłam go aby znalazl dla mnie czas, a słyszałam że nie, bo musi jechać w pole (gospodarstwo rolne) . Zmieniając pracę musiałam sie przeprowadzić, poznałam kogoś, Rafała. Przyjezdzał tam do mnie, miał czas, był. Ale zaczął traktować mnie jak hmm najgorszą ? Zerwałam z narzeczonym, zaczęłam zwiazek z Rafałem. w marcu uznałam że chce byc znów z narzeczonym, ale Marcin nie zmienił się i wróciłam do Rafała, nie mogę nic. Nawet spotykac sie z koleżankami, o wszystko kłotnie, problemy. Uzalezniłam się od oprawcy ? Lubię spędzać z nim czas, ale ciągle mam w głowie narzeczonego.. Co jest najgorsze, że oni sie znają i jak odezwe sie do byłego to ten od razu wie..
  21. Witam. Mam 34 lata i mieszkam w Anglii. Jestem żonaty od prawie trzech lat, mamy z żoną 3,5 letniego syna. Ech od czego tu zacząć... Może chronologicznie jakoś to ułożę, może wtedy coś mi się rozjaśni. Kobieta mojego życia (nazwijmy ją literą M.), przyjechała do mnie na Wyspy mając niemal 19 lat, więc dość młoda była. Między nami jest 10lat różnicy. M. od dawna miała jakieś problemy zdrowotne, zarówno fizyczne jak i psychiczne, jeszcze zanim się poznaliśmy. Gdy zamieszkała na stałe w Anglii że mna, po jakimś czasie zaczęła mieć stany depresyjne, zdiagnozowano dwubiegunowosc. Generalnie ciągle coś ją boli albo się źle czuje fizycznie i psychicznie. Zdecydowaliśmy się na dziecko po roku znajomości, na ślub po jego narodzinach. Ale wszystko zaczęło się sypać jak M. była w ciąży. Przestaliśmy uprawiać w ogóle sex. Ani razu przez całą ciążę. Twierdziła że nie chce uszkodzić płodu (jakby było czym...). Generalnie jakieś kłótnie czy wrzutki sobie zaczęły nam się jeszcze przed ciążą i to myślę był początek tego co mamy teraz. Syn urodził się w grudniu 2015 i po narodzinach też sexu nie było. Tym razem z powodu boleści...Sporadycznie w 2016 się zdarzał ale można zliczyć na palcach jednej ręki. Zaczęła zrzucać to na libido które było niskie w związku z lekami jakie bierze. W 2017 roku ostatni raz kochalismy sie w lutym. Ciągle jakieś wymówki, że libido, źle się czuje, że zmęczona, że syn spi... To sprawiało że często się klocilismy, bo ile można czekać. W międzyczasie próbowałem wielu sposobów, zabrałem na wycieczkę do jej wymarzonej Hiszpanii, Norwegii, nad polskie morze. Dawałem jej wszystko czego chciała, ubrania, buty, kosmetyczki. Zaznaczam że ona nie pracowała od chwili zajścia w ciążę. Często za to latała do Polski bo tu się nudziła a tam rodzice jej, wnuka im dawała, znajomi itd... Poleciała nawet na sylwestra 2017/18 i nie pisała choćby życzeń do mnie (ogólnie to rzadko pisała, na pewno nie tak jak siedząc tutaj pisała że znajomymi).. I przechodzimy do konkretów. W lutym 2018 roku gdy była pijana po.imprezie na której byliśmy użyłem nie palca do odblokowania telefonu i dowiedziałem się że mnie zdradza. Zdradzala niby od października 2017, najpierw przez telefon niby się zakochała a potem się widywali u niej w miejscowości bo to jakiś kolega brata. Tłumaczyła mi że czuła się samotnie, rozmawiała z nim jak z kolegą i się zakochała czy zauroczyla... jeszcze w lutym, bo to było u jej rodziców, powiedziałem że albo to kończy i ja spróbuje jej wybaczyć albo wracam sam do Anglii. Niby skończyła. Ale we mnie zdrada jak zadra siedziała... Ciągle dopytywałem, walczyłem z tym. Ona jakby nie, jakby uznała to za coś zrozumialego bo między nami było źle to była podatna na innych. Zaznaczam że to już było rok gdy wcale ale to wcale się nie kochalismy a innemu, cóż wiadomo... Po powrocie do Anglii próbowaliśmy to poskładać ale średnio szło. Nie zbliżyła się do mnie nawet na krok aż pewnego razu pijana po imprezie jakiejś się kochalismy. Wykorzystałem ta sytuację zresztą ona była napalona. Jednak przed tym dzwoniła do Polski i widziałem że dzwoniła do tego gościa. Przepraszam itd. No potem ten sex, ale nie było w następnych dniach kolejnych. Zresztą samego zdarzenia nie bardzo pamiętała i miała ochoty rozmawiać... Zaczęła znów siedzieć dłużej na telefonie. Zdobyłem hasło do jej fb i przeżyłem szok. Pisała z nim non stop, nawet jak obok byłem. Mówiła że z koleżanką, że z mamą a ja widziałem na swoim telefonie że pisze do niego, że jej na nim zależy bardziej niż kiedykolwiek na mnie. Trzymałem tą wiedzę w tajemnicy do kwietnia bowiem lecialem do Polski z synem do swojej mamy i nie chciałem się rozstać przed tym. Nie udało mi się, któregoś razu w sobotę byłem po kilku głębszych i jej powiedziałem że wiem o wszystkim, o tym że mnie kłamie cały czas. Ja miałem lecieć do swojej mamy z synkiem a ona do siebie niby do lekarzy ale z wiadomości wiedziałem.ze leci się z nim spotkać. Wyszło tak że w kwietniu 2018 ona z nim face to face zerwała wszystkie kontakty, że wybrała mnie. I tak sobie żyliśmy. Faktycznie nie trzymała telefonu w reku, ale nie zblizylismy się do siebie. Wręcz może odwrotnie i jedynie nasz syn trzymał nas razem. Jednak szczerze wierzyłem że nie pisze już z nim i nie ma kontaktu. I nawet jak w Polsce była to wierzyłem że z nim się nie spotyka. W grudniu znów poleciała na sylwestra do Polski tym razem do przyjaciółki...Ja znów sam zostałem (znów twierdziła że się poklocimy w sylwestra jak 2 i 3 lata wcześniej i nie chciała tego). Ja dojechałem tydzień później i pojechaliśmy do mojej mamy. Wróciliśmy do Anglii i szara rzeczywistość, kłótnie itd. Namowilem ją na terapię online, taka dla par. Zgodziła się. Po pierwszej sesji byli super. Niebo a ziemia. Po drugiej dwa tygodnie później nawet się kochalismy (fakt pomogła sobie alko ale po roku czasu WOW wreszcie). Po trzeciej sesji było fajnie ogólnie. Blisko, ale bez sexu, i bez kłótni wcale. Żadnej przez miesiąc od pierwszej sesji... jakieś różnice zdań i tyle. Końcem marca poleciala do Polski, miała lekarzy i chciała trochę się wyrwać z domu. Na weekend nieco dłuższy... poprosiła mnie bym doładował jej Polski numer przez Internet. Zrobiłem to wchodząc w spis połączeń. I tam było sporo sms i połączeń z jednego numeru. Myślałem ze to jej przyjaciółka ale okazało się że nie. To był on... sama mi powiedziała. I teraz trzy kłamstwa, gotowi? Numer jeden: trzymała z nim ciągły kontakt przez cały ten rok. Jego numer podpisała jak kogoś innego ze bym przypadkiem jak zobaczę że pisze to że niby z kimś innym.. zaplakana do słuchawki mu mówiła że on ją szantażuje od tamtego kwietnia że się zabije że to przez nią itd... musiała się niby mu spowiadac co robi gdzie wychodzi itd... był zazdrosny ciągle itd. Potem gdy chciała odejść od niego definitywnie to szantażował ja że pokaże na necie jej nagie fotki, że wydrujuje i rozwiesi na wsi u niej, że powie jej rodzicom itd... empatia, nie wiem co, to że te sesje tak zmieniły nasze życie na lepsze, miłość ślepa, nie wiem, to wszystko sprawiło że powiedziałem jej że przejdziemy przez to. Ona go zablokowała wszędzie gdzie można było, pisał do jej przyjaciółki że jak go nie odblokuje to wrzuci te fotki itd... I fakt, na fb w nocy pojawiła się jej rozebrana fotka... Potem usunięta ale spełnił groźbę. Ona jednak dzień po.tym wracała do Anglii i nie zgłaszała tego nigdzie... Po przylocie mieliśmy długą rozmowę, płakała itd. Bala się jego i że ją zostawię. Powiedziała mi że, i tu kłamstwo numer dwa ze, uwaga uprawiala z nim sex w styczniu tego roku myśląc że jak mu da to on się odczepi. Jakoś to przyjąłem i nawet gdzieś sobie znalazłem na to jakieś wytłumaczenie że szantaż że emocje że może faktycznie to jej pomoże się go pozbyć ... Po 3 dniach w normalnej rozmowie padło coś po czym nie umiem się podnieść. Otóż trzecie kłamstwo, to nie był jeden sex a jeden stosunek i potem jeszcze dwa oralne stosunki. I tego nie umiem już sobie wytłumaczyć bo ewidentnie chyba chciała tam iść do niego czy się tak bała czy sam nie wiem czemu. Ona nie widzi różnicy między raz a więcej a ja widzę bo to z premedytacją jednak zrobiła... akurat zaraz mieliśmy sesje z naszą terapeutką, która ewidentnie nie pierwszy raz już stwierdziła że to ja jestem ofiarą w tym wszystkim i to M. musi się starać to naprawić nie ja i ona musi się starać odbudować zaufanie. Żona stwierdziła że mam jej dac znać co robię, albo jestem z nią albo nie bo ona psychicznie nie daje rady. Tamtego typka niby już nie ma, wyrzuciła go całkowicie z siebie, może i tak, ale czy można znów zaufać? Powiedziałem jej że możemy odbudować związek jak będziemy się kochać, uprawiać sex, jak będzie okazywać mu uczucie. Stwierdziła że obecnie nie jest w stanie mi tego dac, nie wie kiedy i czy w ogóle. Ja jej za to przykrecilem kurek z kasą i przyjemnościmi, zresztą już wcześniej to zrobiłem A teraz do zera. No i ona stwierdziła co to za małżeństwo, że mi zależy na sexie a jak tego nie będzie to ona nie będzie miała na słodycze czy kosmetyki... dodam że próbowała pracować, 3 dni i koniec. Stwierdziła że psychicznie nie może. Lekarz orzekl że ma nerwicę i dlatego tak. Był to jednak lekarz prywatny i nie ma na to papierów by cokolwiek starać się o jakąś niezdolność do pracy i kasę z tego tytułu. Koniec końców z mojej jednej pensji żyjemy jakoś nie odkładając nic i mając rosnące wciąż długi. Moje pytanie do kogoś mądrego kto jakoś to przeczytał: co ja mam zrobić? Sam jestem z rozbitej rodziny, nie chce tego samego fundowac synowi. On by został z nią bo ja nie mam możliwości by go tu trzymać obecnie a wiem że on za matka i tak i wiem że w Polsce mu będzie dobrze z dziadkami. Ale stracę go samo przez to że nie utule do snu czy coś... Po drugie ja ją chyba kocham wciąż, nie wiem sam. Bo czemu jej nie wrzuciłem jeszcze? Widzę ze ciągnie mnie na dno, psychicznie, finansowo czy fizycznie ale przynajmniej mam ją obok i dziecko. Tylko co jest ważniejsze w tym wszystkim? Ponoć dzieci widza to gdy między rodzicami nie jest dobrze i to źle na nie wpływa. Jednak czy rozwód jest dla dzieci i dla nas lepszy? Pomocy proszę...
  22. Mam na imię Martyna, 19 lat. Mój problem polega na tym, że nie umiem wytrwać w związku z jednym partnerem. Chciałabym się ustatkować, co pewnie śmiesznie brzmi biorąc pod uwagę mój wiek ale tak jest. Tyle, że gdy za każdym razem jak znajdę odpowiednią osobę, nie potrafię oprzeć się innym mężczyzną, którzy też mi się podobają, nie chodzi tutaj o wygląd zewnętrzny ale charakter. Jakiś czas temu byłam w związku z obojgiem facetów, co się wydało i nie skończyło się dobrze. A teraz znowu mam ten problem, jestem w związku z cudowną osobą ale poznałam również innego mężczyznę, który jest tak samo cudowny, nie wiem co mam ze sobą zrobić, czuję się bardzo źle sama ze sobą. Potrzebuję pomocy.
  23. Witam odwiedzających. Zastanawiam się jak mam opisać w tzw skrócie siebie hmm cieżko trochę, może się uda😏 40letnia samotna matka, pracująca. Z doświadczeń jaki składa się mój charakter, moje życie: wykorzystywana seksualnie w dzieciństwie przez członków rodziny, wychowywana przez 9lat przez matkę później "pojawia" się tata, człowiek despotyczny ,bez uczuć, alkoholik...po latach dostaje wyrok za znęcanie się psychiczne i fizyczne nad rodziną. Moje małżeństwo(ok10lat),liczne zdrady męża - rozwód. Kolejny partner,dziecko- alkohol, hazard ze strony partnera. Rozstanie. Trzeci partner...i tu się zaczyna historia. Po jednej stronie Pokrewna dusza, człowiek przy którym chcę się zestarzeć. Głębokie uczucie z mojej jak i jego strony po drugiej dzielące nas kilometry( mieszkamy i pracujemy w innych województwach ok300km) jego zamiłowanie do "piwa" ( pije bo lubi)i jak się okazuje zazdrość , brak zaufania ,szacunku(wnioskuje to że sposobu czasami pisania, mówienia z jego strony). No i każdego bagaż doświadczeń. On również po rozwodzie Odeszłam od niego a nadal go Kocham.Towarzyszy mi w myślach w każdej chwili. Tęsknie...ale wiem , że nie mogę kolejny raz dać się wykorzystać nie chodzi mi fizycznie ale uczuciowo,mentalnie... Zabrzmi to śmiesznie ale intuicyjnie mam wrażenie, że będę kolejny raz skrzywdzona przez osobę której ufam,kocham. Więc się odcinam, uciekam Wiem może napisałam chaotycznie ale jak zminimalizować stan w jakim się znajduję i co jest tego przyczyną i dlaczego taka jestem Nie wiem już co mam robić i myśleć na ten temat...
  24. Cześć, Mam 22 lata. Dołączyłamtutaj ponieważ pilnie potrzebuje porady. W czerwcu 2017 na grupie tematycznej poznałam chłopaka, który jest młodszy o 3 lata, w sumie napisałam dla zabicia myśli po śmierci koleżanki. Początkowo traktowałam go jak kolegę i uważałam za geja, a mimo wszystko bardzo szybko się w nim zakochałam. Dzieliło nas ponad 100km, a mimo to już po tygodniu nim doszło do spotkania zaczęliśmy związek. Oczywiście pojawiły się spotkania i byłoby pięknie, gdyby nie to, że dałam sobie wmówić wszystkim dookoła, że jestem przykrywką, a już w ogóle kiedy powiedział mi to jego przyjaciel,który zaproponował dowody- bałam się zobaczyć i pewnie na to liczył. Upiłam się i poszłam do łóżka z chłopakiem wcześniej opłakiwanej koleżanki. Przyznałam się chłopakowi i wybaczył, ale nadal bałam się spytać o to czy jestem przykrywką- wątpię że by się przyznał gdyby faktycznie tak było. Minął miesiąc, a ja zaczęłam kręcić z przyjacielem przez internet i w sumie to sama nie wiem dlaczego. Zostałam zmuszona do przeprowadzki do rodziców, a ze 100km zrobiło się mocno ponad 300. Chłopak wszedł na mojego fb i dowiedział się o flircie. Zerwał ze mną co oczywiście rozumiem, ale nie rozumiem za to siebie, bo wiem że go kocham i chce tylko jego, ale jakoś do tego mnie ciągło. Próbowałam go odzyskać na marne. Wszedł w kolejny związek, a ja za wszelką cenę chciałam być lepsza od niej zaczynając swoje głodówki. Pewnego dnia zdążył się dla mnie cud. Napisał w dodatku że kocha. Wszystko postawiłam na niego, ale u niego zaczęło się koszmarnie Zdjęcie z wystawionym językiem to zaproszenie do łóżka, Napisanie ,,też Cię kocham" po zrobieniu czegoś na złość np. to zdrada Rozmawianie z kimś przez telefon to zdrada Ma moje hasło na fb, usunął snapa i wszystko inne. Doszło do kłótni i rozstania, a moja przyjaciółka postanowiła do niego napisać żeby załagodzić sytuację. Wiesz co napisała ? Że go rozumiem i powinien mnie mocniej kontrolować, po czym dodała mu jeszcze moje zdjęcia, które jej kiedyś wysyłałam (softy) które uznali oboje za całkowity dowód zdrady (dodam że odkąd się przyjaźnimy wysyłamy sobie takie zdjęcia i nigdy nikt kto o tym wiedział nie widział w tym nic złego). Oczywiście on mocno się z nią zgadza i po 2 dniach wyzwisk mnie od ,,kurw, szmat i tego że się puszczam i zachowuje jak księżniczka i ich nie doceniam". Oboje uznali, że mam rzucić pracę, festiwal który organizuje i w ogóle wszystko i iść mieszkać do jego miejscowości. Oczywiście on będzie mieszkał z rodzicami (ma 19 lat), będzie pisał z moją byłą przyjaciółką oraz innymi znajomymi. Ja mam usunąć wszystkie portale typu Instagram i FB, urwać kontakt ze znajomymi, mieszkać sama a on będzie do mnie przychodził po mojej pracy i wracał na noc do mamy. Dodam jeszcze że to nie jest jego rodzina, bo poznał ich przypadkiem i wyciągnęli go z dawnej i zna ich 2 lata. Ze swoją rodziną widziałabym się 2 razy na rok bo nie mam prawa jazdy a podróż to 8-11h w jedną stronę i 140zł, ale on nie widzi w tym problemu, bo miałam ich całe życi.D Dodatkowo chłopak uważa, że skoro ja zawiniłam powinnam teraz odpokutować. Nie uważam to za słuszne, ale bardzo go kocham i nie wiem co powinnam.
  25. Mam 20 lat i jestem studentką drugiego roku. Swojego chłopaka poznałam niecałe 2 lata temu. Już na początku znajomości bardzo się w nim zakochałam i zaufałam. Po 5 miesiącach okazało się, że spotyka się również z inną dziewczyną i że uważa, że to z nią ma bliższe relacje i że chce z nią być. Był to dla mnie ogromny cios, bo mimo że nigdy nie pytałam go czy jesteśmy razem uważałam, że jest to dość oczywiste, gdyż nasza znajomość nie opierała się tylko na trzymaniu za ręcę. W wakacje wyjechałam na 3 miesiące do pracy za granicą, ale przed wyjazdem powiedział, że jeżeli wrócę i wciąż będę do niego coś czuła możemy być już na poważnie razem w związku. Owa dziewczyna go zostawiła i po moim powrocie dałam mu drugą szansę. Od września 2018 jesteśmy razem, ale co jakiś czas czuję do niego żal oraz niechęć po tym jak mnie wykorzystywał. Twierdzi, że nie byliśmy wtedy razem więc mógł robić co chce, choć ja traktuję to już jednak bardziej jako zdradę, gdyż mówił że mnie kocha itp. i nic nie wskazywało na to, że nie jesteśmy razem. Bardzo ciężko jest mi się z tym pogodzić. Cały czas myślę, że jestem dla niego tylko drugą opcją mimo, że zapewnia mnie, że wszystko zrozumiał i bardzo mnie kocha. Chciałabym przestać myśleć o tym co robił za moimi plecami kiedy ja "oddawałam mu swoje serce". Nie potrafię przestać żyć i nie myśleć o przeszłości, o tej dziewczynie z którą się spotykał oraz to jak dobrze kłamał mówiąc, że to tylko koleżanka. Wierzę mu i ufam, że nie popełni więcej takiego błędu i nie skrzywdzi mnie po raz drugi. Ja natomiast zaczynam się zastanawiać czy bycie w takim związku ma jakiś sens? Czy mimo tego, że go kocham powinnam zrezygnować? Jak przestać myśleć o przeszłości i sprawić by wszystko przestało mi się kojarzyć z owymi wydarzeniami?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.