Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'zdrada'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 156 wyników

  1. Z tej strony Alicja mam 23 lata i od 19 r. ż. do teraz byłam z facetem, który w pełni mnie akceptował, moją przeszłość i moje problemy. Jestem DDA. Związek ten dawał mi siłę i motywacje do życia, mimo, że nie było idealnie. Zawsze się dobrze dogadywaliśmy i czuliśmy w swoim towarzystwie. On miał prace w domu sam był sobie szefem i pracował zazwyczaj wieczorami. Ja na etacie i zaocznie studiowałam/ uczyłam się. Dużo mnie nie było i tak się od siebie odsuwaliśmy. W pracy było ciężko do tego nauka i obowiązki domowe, których on się nigdy nie podejmował. Do tego doszły na rok przed końcem związku pieski. Jednocześnie też chodziłam na terapie i ostatni rok miałam przerwe. Ciągle słyszałam, że go nie wspieram i kiedy ja potrzebowałam od niego wsparcie dostawałam ogrom zadań czy próśb od niego, a w efekcie kłótnie. Zaparałam się, że nie chce życia jak moi rodzice i chce teraz przycisnąć by wieść lepsze życie. On też miał problemy, ale nie chciał o nich mówić. Doszło do tego, że ja ciągle czegoś chciałam, oczekiwałam i się wkurzałam że nie dostaje. Gdy pojawiły się pieski narosło mi obowiązków, ale miłość wzrosła między nami. Tak się mijaliśmy i nie planowaliśmy za wiele. Wakacje nas omijały jedne po drugich i czasami na jakiś wypad udało się nam wyskoczyć. Dodam, że po około 9 miesiącach związku zamieszkaliśmy razem. Sytuacja losowa sprawiła, że musieliśmy wprowadzić się do jego mamy i tam wychodził z niego demon, którego nie widziałam do tej pory. Czepiał się o wszystko np. że to nie ja jemu drzwi otworzyłam tylko jego siostra. On w tym czasie brał testosteron i szykował się do walki MMA. Pewnego dnia poszliśmy na kawe i tam zaczął tą rozmowe o końcu związku czy bardziej o przerwie. Powodem było to, że mamy inne cele i siebie ranimy. On chciał kariery ja stabilnego życia rodzinnego. Bolało mnie, że wyjeżdża czy na jego teledyskach są laski, że pali marichuanę. Mimo, że mentalnie dawał mi ogrom miłości, wsparcia. Wtedy przyznał mi się, że ma mnie już dość, że miał pół roku temu zaplanowaną zdradę (ostatecznie tego nie zrobił). Przerosło mnie to wszystko, mówił, że to przeze mnie się rozstajemy, że go zaniedbywałam, że ma mnie dość. Wróciłam do mamy... nie chciałam tam nigdy w życiu wracać. Widzieliśmy się pare razy pogadać i na sex po rozstaniu, ale nie mogliśmy dojść do żadnych wniosków i się dogadać. On w tym czasie imprezował, mnie to wszystko tak bolało, że tylko leżałam i płakałam.. Mówił o naprawianiu relacji i ciągle stawiał jakieś warunki, jednocześnie podkreślając, że to tylko przyjaźń i on nie chce związku. Bolało mnie to strasznie i się odcięłam od niego. Śniło mi się, że spał z inna kobietą i zadzwoniłam zapytać o to. Potwierdził i parszywie odpowiedział "nie miałaś już wcześniej takiego przeczucia, ja już z wieloma..," i że ma kogoś, że ona go motywuje, wspiera i robi śniadania do łóżka. Wtedy widział się z nią jeden raz. Przerosło mnie to, że postawił taką znajomość wyżej niż prawie 4-letni związek ze mną.. Pożegnałam się i odcięłam znowu.. Ale zostały pieski, które chciał widywać i pewnego dnia widze na fb wiadomość z grośbą żebym pozwoliła mu się z nimi zobaczyć, bo zgłosi na policji, że je ukradłam. Nie mogłam w to uwierzyć .. ostatecznie dogadaliśmy się z opieką maluszków i pogadaliśmy. Przyjechałam do niego się wypłakać i przytulić .. bardzo mi tego brakowało.. Był sex, którego nie brałam pod uwagę. Te uczucia wszystkie wróciły, on się starał .. ale jest ta laska, ja nie czułam satysfakcji z bliskości bo wiem że on z innymi i to co mówi może być kolejnym kłamstwem.. Zaczął się starać.. ja już nie czuje się przy nim tak jak kiedyś ... nie ufam mu. Bardzo tęsknie za nim i chciałabym być z nim, ale nie umiem być nawet miła .. Mówi, że ze mną mu najlepiej jeśli chodzi o sex i uczucia, ale ja nie wiem co on robi gdy się nie widzimy.. Na samą myśl o tej lasce chce mi się płakać , boli mnie że darzy ją zainteresowaniem. On chce szaleć w życiu, nie chce związku i będzie się do innego miasta przeprowadzać po nowym roku, nie może zostać w naszym ma tu poważne problemy. Dzisiaj zaczęłam myśleć znowu o rzuceniu studiów, by mieć więcej czasu i pieniędzy. Zaczęły mnie one męczyć i wracam na terapie po nowym roku, a studia mi ją trochę zastępowały. Nie chce być w tym mieście bez niego, ani mieszkać z mamą. Wszystko wydaje mi się bez sensu. Nie potrafię przestać o tym myśleć. Przeraża mnie perspektywa życia bez niego a jednocześnie wiem, że nie ufam mu ... Czuje że znowu tak mówi o uczuciach do mnie bo chce mnie mieć w "zapasie". Mówił, że chce się wyszaleć i nie każe mi czekać na niego, ale chciałby się ze mną ożenić i zestarzeć, ale nie teraz... Rani mnie strasznie, a ja nie umiem żyć bez niego. Mamy się spotkać za 3 dni i mi powie "jak to widzi", nas ... Co robić ? nie chce czekać, aż znowu on coś powie, a ja tak zrobie, bo boje się być sama.. Nie wiem czy go kocham .. to już nie to samo .. zawiodłam się bardzo. Boje się, że znowu coś wymyśli.. boje się coś zaproponować, by go nie stracić, a jednocześnie nie wiem czego chce i czy warto .. Dzisiaj gra swój pierwszy koncert, napisałam, że już za nim tęsknie, ale nie odpisał na tą wiadomość, za to na inne tak. Jesteśmy w tym samym wieku i byłam jego pierwszą miłością, on moją największą .. Jak to widzicie ? Kocha ? Czemu tak rani ? Jest sens w to brnąć ? Na czym się powinnam skupić w życiu? PS. Widzę też wiele swoich wad i czuje się bardzo winna
  2. Witam . Od 4 lat jestem w toksycznym związku . Gdy poznałam mojego partnera , wiedziałam że ma on żonę. Pokochaliśmy się bezgranicznie. Jednakże przez cały czas byłam zapewniania że weźmie z nią rozwód. Cały czas w kółko powtarzał mi " że jest w trakcie" A ja głupia zaślepiona wierzyłam. Aż do teraz . Minęły przeszło 4 lata a ONA jak była jego żoną, tak jest nią do teraz. On tłumaczy się tym, że ona go szantażuje , że straszy go że zabije siebie i córki ( ma on 2 córki z małżeństwa) A ja do tej pory czekałam, i się nie doczekałam. Nie wiem na prawdę co mam już robić. Cały czas mówi mi że to mnie kocha, że łączą go z nią już tylko dzieci.. Że nie ma już między nimi żadnej więzi.. Od jakiegoś czasu zaczął mnie bardzo źle traktować, ciągle mnie krytykuje, krzyczy na mnie , o każde niepowodzenie, o każdy mały problem obwinia mnie. A sam nie widzi i tak na prawdę chyba nie potrafi pojąć, jakie trudne było dla mnie wytrwania 4 lat w takim "związku". Nie potrafi tego docenić. Rok temu gdy mieliśmy 2 miesięczna przerwę, okazało się że przespał się z żona. I ona zaszła w ciążę. A ja oczywiście mu to wybaczyłam, gdzie on na tą chwilę w ogóle nie patrzy na to że wybaczylam mu zdradę. Najbardziej boli mnie fakt że, gdy jesteśmy razem w domu, to On zamiast spędzić ze mną trochę czasu, to w każdej wolnej chwili ... Nawet ukrywając się, odczytuje od niej wiadomości, odsluchuje od niej wiadomości glosowe . Blokadę na telefon również założył A tłumaczy się tym , iż kiedyś sprawdziłam mu telefon, (przeczytałam jednoznaczną wiadomość) , i on teraz ma uraz do sprawdziania mu telefonu. Logiczne jest to że coś przede mną ukrywa . Nie wiem co mam robić na prawdę, w szczególności że mamy teraz 3 miesięcznego syna. Sama doskonale wiem jak to jest żyć/wychowywać się bez ojca, a jak każda matka nie chce źle dla mojego dziecka. Tylko mój skarb malutki musi patrzeć codziennie na zapłakaną mamę.
  3. Wyszłam za mąż 7 lat temu, ślub był dość szybki. Stała nam na drodze teściowa i była żona. W pewnym momencie obecny mąż zauważył, że wycofuję się z tej relacji (gdyby był na moim miejscu nie zniósł by tego ) i postanowił się oświadczyć. Pierwsze lata między nami były ok, okupione drogą przez jego sprawy sądowe z byłą żoną , ale jak kochankowie. W związku z tym ,że został zdradzony nie raz nie chciał mnie puszczać nigdzie, ale też nie chciał ze mną chodzić do znajomych. Sam nie ma ich wielu więc moi znajomi im bardziej mnie "adorowali " tym więcej złego słyszałam na ich temat. Był czas że odpuściłam. Teraz tego żałuję. Mąż przychodzi do domu, siedzi w internecie, nawet jak ze mną rozmawia patrzy w telefon. Mnie to irytuje bo rzuca na mój pół godzinny wywód jedno słowo i nie potrafi rozwinąć. Widzę, że mnie nie słucha. W kwietniu na jego urodziny zorganizowałam wyjście i to by było na tyle. Z jego strony nic. Wszytko jest bez sensu, albo w tygodniu albo w niedzielę. Nasze życie seksualne też nie istnieje. Mniej więcej w połowie stanu zamężnego usłyszałam, że mnie nie adoruje i nie zachęca do zbliżenia bo nie wie czy ja mam na to ochotę. I dał mi do zrozumienia ,że ewentualnie ja mam jemu sugerować taką chęć. Ja już nie chcę się prosić. Jeśli coś ogląda lub siedzi w telefonie zawsze wymyśli, mycie naczyń czy wyjście z psem byleby " przełożyć" akt. Ja staję się coraz bardziej czepliwa, a gdy rozmawiam o braku zainteresowania to wymyśla teorie ,że przecież się cmokamy i przytulamy w przelocie. Oczywiście zawsze jest teoria : Jak coś chcesz ode mnie to ja już śpię i jestem nieprzytomny. Niestety jednego nie potrafi mi wytłumaczyć. Mianowicie około rok temu na imprezie zaczepiła go koleżanka z pracy, która rzuciła mu się na szyje i była bardzo szczęśliwa, że go spotkała. Przecież mąż jest takim outsiderem i nie lubi ludzi...... poza tym brzydzi się zdrad ......i jak widać mnie.
  4. Jestem 29 letnią kobietą spełnioną zawodowo, dotychczas byłam spełniona również na płaszczyźnie prywatnej. Byłam w stałym związku od 7 lat, wydawało mi się, że byłam szczęśliwa, spełniona i kocham swojego partnera. Nigdy nie zwracałam uwagi na innych mężczyzn, jestem atrakcyjna i bardzo często byłam i jestem podrywana, jednak nigdy nie miało to dla mnie znaczenia bo liczył się tylko mój partner i nie uznawałam zdrady nawet w formie flirtu. Wszelkie próby poderwania mnie ignorowałam bądź wyraźnie dawałam do zrozumienia, że nie jestem zainteresowana. Dwa lata temu zmieniłam pracę i wtedy wszystko się zmieniło. Poznałam mojego współpracownika z którym miałam zajmować pokój, w ogóle nie był w moim typie jeżeli chodzi o fizjonomię, jednak już po pierwszej rozmowie poczułam, że niesamowicie mnie pociąga, że bardzo dobrze się rozumiemy. Codziennie w pracy dużo ze sobą rozmawialiśmy, śmialiśmy się, świetnie się rozumieliśmy, a przede wszystkim imponował mi swoją wiedzą, inteligencją i poczuciem humoru. Jednak był ode mnie 15 lat starszy, jak się później okazało miał partnerkę i córkę, ja byłam w związku, więc pomimo chemii między nami nie wykonywałam żadnego kroku, on również zachowywał dystans. Czasami odnosiłam wrażenie, że on też mi się przygląda, że czasem jego gesty i słowa wykraczają poza ramy koleżeństwa. Często słyszałam jego kłótnie, które prowadził z partnerką przez telefon, ja też zaczęłam oddalać się od partnera. Nie utrzymywaliśmy jednak żadnych relacji poza pracą. Po około półtora roku coś się zmieniło, zaczął do mnie pisać po pracy, początkowo były to zwykłe rozmowy znajomych, jednak z czasem przerodziło się we flirt. Angażowałam się coraz bardziej w tę relację, jednocześnie oddalając się coraz bardziej od partnera, ale wszystko pozostawało w sferze flirtu. Jednak on zaczął szukać okazji do spotykania mnie, zaczął chodzić na tą samą siłownię, odwoził mnie po pracy do domu, przynosił mi drobne prezenty do pracy, wynajdywał preteksty żeby mnie dotknąć, przytulić. W końcu zgodziłam się wyjść z nim na drinka i stało się, pocałowaliśmy się. Miałam straszne wyrzuty sumienia bo sama byłam w związku, poza tym wiedziałam, że on ma partnerkę i dziecko, obydwoje musieliśmy kłamać żeby się spotykać, więc podjęłam decyzję, że muszę to zakończyć zanim przerodzi się to w coś większego. Podczas rozmowy on powiedział, że od dawna mu się nie układa z partnerką, że już raz się rozstali, ale postanowili spróbować to naprawić ze względu na dziecko. Byłam nim tak zafascynowana, że nie potrafiłam zakończyć tej relacji, więc brnęliśmy w to coraz bardziej. Rozmawialiśmy ze sobą całymi dniami i nocami, szukaliśmy każdej możliwej okazji żeby się spotkać, czułam się jak zakochana nastolatka. Obydwoje wiedzieliśmy w jakiej jesteśmy sytuacji i ustaliliśmy, że nie będziemy od siebie niczego wymagać i szczerze niczego od niego nie oczekiwałam. Po pewnym czasie on zaczął się dziwnie zachowywać, prowokować sprzeczki, zdziwiona zapytałam co się dzieje i wtedy powiedział, że się we mnie zakochał. Byłam w szoku, nie odpowiedziałam mu tym samym, chociaż też czułam do niego coś więcej. Związek z partnerem przestał się liczyć, on był dla mnie na pierwszym miejscu. Jeszcze nikt nigdy tak o mnie nie zabiegał, nie był tak szarmancki, kulturalny, nie traktował mnie z takim szacunkiem i uwielbieniem. Patrzył się na mnie jak gdyby świat poza mną nie istniał i było między nami niesamowite pożądanie. W końcu zaczęliśmy ze sobą sypiać, było tak, jak gdybyśmy znali się od zawsze zarówno pod względem mentalnym jak i fizycznym, rozumieliśmy się i uzupełnialiśmy w każdym aspekcie, nie odczuwając w ogóle różnicy wieku. Nigdy w życiu nie czułam takiego pożądania w stosunku do żadnego mężczyzny. Taki stan rzeczy trwał około 6 miesięcy, ale nie potrafiłam tego dłużej w ten sposób ciągnąć. Chociaż czułam do niego coś więcej postanowiłam to zakończyć ze względu na jego dziecko i jednocześnie przyznać się swojemu partnerowi. Strasznie bolało mnie to rozstanie, jednak wiedziałam, że tak będzie lepiej, on też przyznał mi rację. Zrezygnowałam z pracy żeby więcej go nie widywać i powiedziałam prawdę partnerowi, mając świadomość, że to będzie koniec naszego związku i tak też się stało. Przez kolejne dni od rozstania on ciągle do mnie pisał, dzwonił, błagał o spotkanie, w końcu uległam. Powiedział, że mnie kocha i nie potrafi beze mnie żyć, nie chce oszukiwać siebie, partnerki, a dziecko odczuwa, że coś jest nie tak i wcale nie jest szczęśliwe. Prosił, żebym dała mu czas na rozwiązanie swoich spraw i wtedy będziemy mogli być razem. Zgodziłam się. Po kilku tygodniach do mnie przyszedł, powiedział, że już wszystko zakończył, musi się tylko wyprowadzić, ponieważ nie do końca w to wierzyłam, powiedziałam, że skoro już wszystko rozwiązał, niech zostanie u mnie na noc. Następnego dnia wrócił do domu, rzekomo zabrać rzeczy, ale przestał się odzywać, w końcu napisał, że nie może tak po prostu odejść i mnie przeprasza. Dotarło do mnie, że dałam się wplątać w klasyczną relację z facetem z kryzysem wieku średniego, zerwałam z nim kontakt, powiedziałam, że nie chce go znać. Od tamtej pory ciągle do mnie pisze, dzwoni, mówi, że nie potrafi beze mnie żyć, że mnie kocha i musi załatwić swoje sprawy, prosi żebym na niego zaczekała. Wiem, że to wszystko od początku było z jego strony kłamstwem, ale jednocześnie nie potrafię przestać o nim myśleć. Poza tym mój partner powiedział, że jest gotów wybaczyć mi zdradę i do mnie wrócić jeżeli obiecam, że zerwę kontakt z tamtym mężczyzną i nigdy więcej go nie zdradzę. Kontakt już zerwałam, nie odpowiadam na jego telefony i smsy, ale nadal o nim myślę. Mimo wszystko nadal czuję coś do byłego partnera, doceniam jego miłość i to, że jest mi w stanie wybaczyć, te wszystkie wspólne lata podczas których przecież byliśmy szczęśliwi dopóki nie pojawił się On. Nie jestem w stanie zrozumieć swoich własnych uczuć i podjąć decyzji co do powrotu do byłego partnera bo już wystarczająco go skrzywdziłam. Zastanawiam się czy go kocham czy to co czuje to jest przyzwyczajenie. Jednocześnie boję się, że jak zrezygnuje z walki o ten związek to będę żałować do końca życia, a z drugiej strony boje się, że jeżeli do siebie wrócimy to będę żałować, że coś mnie w życiu omija bo nasz związek co prawda był udany, ale nie był to ten poziom emocji i pożądania co podczas romansu. Przecież musiał być jakiś powód dla którego go zdradziłam, nie wiem czy to dlatego, że zafascynowałam się starszym mężczyzną, który mi imponował, czy dlatego, że czegoś brakuje mi w związku i mój dotychczasowy partner to po prostu nie jest to. Nie potrafię o niczym innym myśleć, Jak mogę sobie z tym poradzić? Jak odpowiedzieć sobie na pytanie czy kocham swojego partnera i była to chwila słabości czy jednak fakt, że dopuściłam się zdrady to znak, że go nie kocham?
  5. Witam serdecznie. Szczerze mówiąc to nie wiem od czego zacząć. MAM 35 iJestem mężatka od 12 lat mam 3 wspaniałych dzieci. Mój problem tkwi w tym że mój mąż szukał pocieszenia u innej kobiety którą poznał na jakimś czacie. Kiedy wrócił do domu z delegacji 4 dni było dobrze a potem zaczoł się dziwnie zachowywać. Praktycznie od środy do soboty wieczora nie rostawał się z telefonem. Jego dziwne zachowanie dawało mi do myślenia siedział pisał i nawet wychodził i dzwonił po nocach do niej. Gdy w sobotę się wszystko wydało gdy zobaczyłam wiadomości, fak szybko się zorientowałam że coś niegra, bo sobie co dziennie sączył drineczki. Jak zażądałam wyjaśnień to dostałam odpowiedzi ja tylko pisałem i rozmawiałem po pijaku, w zeczywistosci jak był Trzeźwy też z nią rozmawial. Napiszę wmam jeszcze ze ogólnie nie mam kolorowego życia z mężem. Ze to co zrobił jest z mojej winy że szukał pocieszenia u innej. Napiszę wam jeszcze tak nigdy nie miałam i niema wsparcia od męża, nawet czasmi nie za uważana. Nawet oskarzana o i podejrzana o zdradę. Nigdzie praktycznie nie chodzę bo zajmuje się dziećmi. A czami nawet potrafi powiedzie że jak mi się coś nie podoba to mam wypi...... Tak poprwdzie jestem żoną ale tylko żeby przynieś podać posprzątać i jeszcze wszystko za niego zrobić. Boli mnie to bardzo bo naprawdę kocham. Ale nie mogę sobie z tym poradzić bo on uważa że się nic nie stało co mam zrobić proszę o pomoc
  6. Hej Nie wiem od czego zacząć bo w sumie sporo tego i troche jest mi ciężko, a sądzę ze nie dostane pomocy ale spróbuje. Jestem młodą mamą i mężatką od 4 lat. Mam obecnie 23 lata. Tak wiem, wczesnie ale tak wyszło Zeby nie bylo, wszystko z milosci. Slowem wstępu : Ja sama z dzieckiem calymi dniami, on do późna w pracy i tak tworzyły sie klotnie. Dzieckiem na początku nie zajmował sie w ogóle, stąd moze ta mi oja wrogość do niego, przez co on uciekal w prace albo po prostu siedzial przed domem i pil piwo a ja nawet nie wiedziałam ze wrocil. Klocilismy sie co raz częściej, i mielismy hustawke w malzenstwie bo dwa dni bylo dobrze pozniek dwa dni klotni i tak dalej. Jednak wierzylam ze co by sie nie dzialo on mnie kocha i damy sobie rade. Jednak ten rok wszystko zmienił. Na początku roku odkrylam ze ma romans. Niby nic nie znaczące smsy ze ją kocha itp ale nic do jiej rzekomo nie czuł, seksu tez nie bylo, tylko jedno spotkanie i jeden pocałunek. Niby mial to zakończyć, bo sie przestraszył jak sie pocałowali ale tego dnia jeszcze z nią pisał. Niedobrze mi na samą mysl jak o tym pisze więc daruje sobie szczegóły... Oczywiście po tym swiat mi sie zawalił, przeciez planowalismy drugie dziecko, bylismy w trakcie szukania mieszkania a on to tak wszystko zaprzepascil.... Mieszkalismy osobno pol roku, w miedzy czasie rozpoczelismy terapie na którą chldzimy do dzisiaj, co prawda nie regularnie ale jednak. W między czasie wzielismy kredyt i kupilismy mieszkanie. To byla wielka niewiadoma z mojej strony tak naprawde, bo ja chcialam wybaczyć, chcialam zaufac ale bylo mi bardzo ciężko jednak wierzylam ze mi jakos w tym pomoże. Oczywiście pierwsze klotnie juz byly na początku, bo ja sie balam ze oklamuje a on tego nie wytrzymywał. Ogolnie w miedzy czasie były dwie takie awantury ze naprawde sie o siebie bałam. On oczywiscie obiecywał ze sie zmieni. Ma tez problemy z pracą, sam ustala sobie co danego dnia bedzie robil i potrafil pracowac po 18 godz, rekord to cala doba bo na dwie godziny juz mu sie nie chcialo wracac do domu przespac. Ogolnie zeby nie bylo, praca slabo platna jak na to ile i jak ciezko pracuje, nie warta oczywiście tez tego zeby zaniedbywac rodzine. Oczywiście obiecywał mi ze zacznie oracowac jak normalny czlowiek po 10h ale zawsze cos wypadnie ze i tak sie spozni. Tak więc z tym jest problem do tej pory i częste klotnie ze cale zycie poświęca pracy. W między czasie wyszlo ze jara trawe, myslalam ze dal sobie z tym spokoj tym bardziej ze jak pytalam, zarzekal sie ze tego nie robi, nawet jak nie mieszkalismy razem. Wyszlo ze przez te pol roku kopcil prawie caly czas na zmiane z piciem. Tak więc moje zaufanie ktore usilnie probowalam odbudowac znowu leglo w gruzach ( wiem ze chaotycznie, po prostu chce w miare naswietlic problem i ile tego jest). Finansowo tez jest kiepsko, ale bardziej chodzi o podejscie. Starcza nam na wszystko ale na glowie jest rata, rachunki i utrzymanie. Czasami wpadnie mu dodatkowa premia, co zaczal ukrywac i np ostatnio kupil sobie pistolet za 500 zl. Byla o to nieziemska awantura bo mnie oklamal ze w tym sklepie kupil gaz pieprzowy. Pozniej sprawdzilam ze to pistolet, jeszcze zamowiony na adres kolegi zebym nie wiedziala. Oczywiscie to ja mialam awanture ze zobaczylam w jego telefonie fakture za ten zakup, zresztą tak samo bylo jak znalazlam u niego trawe. Tez byla moja wina ze znalazlam. Zawsze mi sie dostaje za takie coś. Ale wracając do tematu, po tej akcji z pistoletem obiecal ze nie będzie wydawal bezmyslnie pieniedzy, tym bardziej ze ich bardzo potrzebujemy. Po miesiacu przyszedl z konsola do gier bo byla okazja a pomyslal ze ja sie moze nudze w domu i bede grala. Kilka dni temu za ostatnie pieniadze kupil oczywiście w okazyjnej cenie kilkanascie gier od kogos. ( konsola stoi nie uzywana odkad ją kuoil Nie oszukujmy sie, za te ponad 100 zl mialabym obiad na caly weekend dla calej rodziny. To takie ogolne podejscie do pieniedzy, oczywiście zakupy bez sensu są rytulalem co sobote. Przez te wszystkie zachowania co moje zaufanie podrosnie, tak znowu opada i tak w kółko. Ale glownym problemem jest to ze takie akcje kończą sie awanturami. Awantury to oczywiscie wszelkiego rodzaju wyzwiska, no i poniekad przemoc fizyczna w dwie strony. Padaly okropne słowa, i działy sie przykre rzeczy. Np rozbil mi telefon bo powiedzialam ze go nagrywam, na drugi dzien czekal na mnie telefon za prawie całą jego wyplate... No jest to chore. Oczywiście popychalismy sie, szarpalismy. Od jakiegoś czasu juz bałam sie go uderzyć bo wiedzialam ze dostane kilka razy mocniej. Po ostatniej awanturze powiedzielismy ze juz konczymy takie akcje bo to do niczego nie prowadzi. Tym bardziej ze wyglada to tak ze on znika na kilka dni nie odzywa sie do mnie a ja zostaje sama z dzieckiem. Przez to wszystko ledwo zyje, nie mam siły wstać z łóżka i czego kolwiek robic. W sumie doszlam do wniosku ze przy życiu trzyma mnie juz tylko dziecko. Na terapi malzenskiej Pani psycholog poradzila mi wizyte u psychiatry, chociazby po leki. W sumie nie potrzebnie mowila, bo on tylko to wykorzystuje ze powinnam sie leczyć. Mimo obietnic ze juz będzie inaczej, ten weekend był tragiczny. Tylko w sumie pierwszy raz było tak ze ja bylam ofiarą, zawsze sie bronilam i powiedzmy klocilismy sie we dwojke. Tym razem Bylam gnębiona cały dzień, rzekomo za to ze go obudziłam. Ale tak naprawde to nie powód zeby sie tak zachowywac. Bylam wyzywana jak zwykle od kurew, smieci, szmat, grubasow, nierobow itp ale dodatkowo nie moglam sie odezwać, tak bylo pol dnia. Prosilam go zeby dal mi spokoj ale gnebil mnie caly czas. Probowal mi wmowic ze to wszystko moja wina, ze jestem chora ze niszcze to malzenstwo. Naprawde przez chwile pomyslalm ze to moze cos ze mną jest nie tak. Tyle ze ja nic nie zrobilam, a on sie nigdy wcześniej az tak nie zachowywal. W moedzy czasie na mnie naplul, a to mnie poddusil jak cos odpowiedzialm nie tak, a to za wlosy mnie szarpał. W sumie skonczylo sie tym, ze sprowadzil mnie do podlogi, dostalam kilka razu w glowe. Pierwszy raz chyba z całej siły, bo az mnie zamroczyło. Grozil mi ze mnie zabije, darł sie ze to moja wina zs zniszczylam malzenstwo, ze jestem kurwą ( dla jasnosci nie ma podstaw zeby tak mbie nazywac, byl moim jedynym mezczyzna w zyciu) padly nawet slowa ze mógł byc z tamtą dziewczyna z ktora mial romans. Chciał mnie nawet nagrac i mialam powiedziec ze zniszczylam malzenstwo, ze wszystko to moja wina. Na koniec kazal mi wypierdalac, i zaczął uderzac głową w szafke. W rezultacie głową rozwalil drzwi, w pokoju obok piszczace dziecko ze strachu... Naprawde bylo to dla mnie straszne przezycie. Ogolnie wybieglam z domu, ale nie wzielam ze soba nic a dziecko bylo w pziamie, więc musialam wrocic po rzeczy. I przyznam szczerze ze pierwszy raz balam sie ze jak wejde do domu to on mnie moze zabić. Ale nie czepil sie mnie, tym razem zaczal lykac tabletki i mowic ze sie zabije przeze mnie. To wszystko oczywiscie na oczach kilkulatka. Ogolnie spakowalam sie i ucieklam. Dostalam kilka smsow ze mnie kocha i takie tam ale ja juz naprawde nie wiem co mam robic. Jestem juz tak pogubiona, psychicznie nie mam od dawna siły. W sumie od sytuacji koedy znalazlam te smsy z inną nie jestem juz taką samą osobą. I mam zal, ogromny żal. Ze po ttm wszystkim co przeszłam przez niego nie zrobil nic by bylo lepiej. Zrobil sie jeszcze gorszy, obietnic nie dotrzymywal. Nawet nie widzialam zeby za bardzo sie staral... A ja liczylam na cos więcej po tym co przeszłam. Ze chociaz teraz będziemy szczesliwą kochająca sie rodziną a jest patologia. Ja sie naprawde staram, staram sie zmienic, chodze na terapie, wyciągam wnioski a on nie robi nic. Do tego wszyatkiego doszła ta przemoc... Nie wiem co mam robic, czy mam wybaczyć kolejny raz i sprobowac po raz nie wiadomo ktory naprawic to, czy odpuscic. Moim zdaniem ja zrobilam wszystko co moglam, ale na więcej nie mam sily. Z drugiej strony jednak go kocham i nie wyobrazam sobie życia bez niego. I naprawde, nie jestem glupia i zaslepiona. Ja wiem co on robi, tym bardziej ze staralam sie napisac w skrócie a wymieniać moglabym jeszcze długą liste. Po prostu jakos żal mi tego wszystkiego. Choć zaczynam myśleć ze juz nie jest wazne co ja czuje, ale ze wzgledu na dziecko powinnam odejść. Nie wiem naprawde co mam robic. Tym bardziej ze zostaje bez niczego, mieszkanie jest na niego, i nie zdazylismy jeszcze mnie dopisac. Mimo ze utopilam tam duze pieniadze to nie bede miala nic. Zostały mi tylko nagrania z poprzedniej i z tej awantury jak wpada w szał ale z tym jedyne co moge zrobic to wyslac mu zeby posluchal na spokojnie jak on sie zachowuje. Jestem pewna ze bedzie w szoku Wiem ze chaotycznie napisalam, i duzo tego czytania. Ale prosze kogo kolwiek calym sercem, o jakąś porade, wskazówkę. Jest mi tak ciężko i nie mam pojęcia co robic, w jakim isc kierunku. Tym bardziej ze teraz naprawde czuje sie jak śmieć, to jego zachowanie mnie wpedzilo w depresyjny stan, a on mi tylko potrafi na to powiedziec zebym sie zabila.... To naprawde boli, a z drugiej strony jak jest wszystko ok miedzy nami to naprawde jest kochany. Nie wiem co robic, nie wiem nawet czy jestem juz ofiara przemocy domowej czy sama sie o to prosze. Ja tez święta nie jestem, jak to zona chodze i sie czepiam. Ale ostatnio naprawde sie staralam, poza tym oczekiwalam po tym wszystkim innego zachowania.... Bardzo prosze o pomoc, i jezeli kto kolwiek to przeczyta to dziekuje i przepraszam ze az tyle na raz.
  7. Witam.Jestem tu nowa i nie bardzo jeszcze wiem jak sie tu odnaleźć.Chciała bym prosić o radę. Rok i 3 m-ce temu odeszłam od partnera.Mam 38 lat byłam w związku z partnerem 10 lat młodszym. Odeszłam mimo ze bardzo kochałam musiałam bo bylo to dla mnie toksyczne i wyniszczające.Oszukiwał mnie, zdradzał, nie szanował, lewe, konta i kontakty z paniami na tel.Odkąd odeszłam on co chwile pisał smsy w różnych odstępach czasu. Wszelkimi sposobami starał się mnie sprowokować bym sie odezwała ale tego nie zrobiłam. Usunęłam go z fb ale nie byłam w stanie zablokować smsow miałam nadzieje że zrozumie ze przyjedzie mimo ze dzieli nas ponad 700 km. Mam wrażenie jakbym uzależniła się od niego emocjonalnie, to bardzo toksyczny człowiek a nawet i śmiem twierdzić że psychopata.Kiedyś usłyszałam od niego słowa "wykorzystałem twoja dobroć". Od rozstania mimo ze minelo tyle czasu jestem sama nie umawiam sie i nie spotykam z nikim nie chce, zamknęłam się na wszystko.Staram sie żyć normalnie i w miare możliwości cieszyć się życiem.Mam w znajomych jego braci i dzieki nim on oglada moje dodawane zdjecia. Ostatnio dostałam od niego bardzo przykre smsy pisząc byl pod wplywem alkoholu zresztą czesto jest.Napisał ze cieszy sie ze nie jestesmy razem ze dobrze ze nie pokazałam gołej d.. na tych wakacjach w Grecji.Fajnie ze mam tego Maćka ( a przeciez nie mam nikogo) wiedzialem ze ci nie mozna ufac jestes nikim zwykłą...ze odesle mi wszystkie pamiątki jakie odemnie dostał i ze po tym co zobaczyl chodz nie wiem co nie chce miec wspomnien ze mna myslalem ze jestes wartosciowa kobietą ale jestes zwyklą...( a calkiem niedawno prosił o szansę i pisał ze jestem wartosciowa). Pisał ze zwiazalam sie z nim dla pieniedzy mimo że wie że to nie prawda.ze jestem falszywa. Zobaczyl na fb moje zdjecia i na podstawie lajkow od kolegow stwierdził ze jestem z którymś z nich. To absurdalne. Odczuwam zazdrość z jego str. I boli go to ze stsram sie cieszyc życiem.Boli mnie to bardzo.Prosze mi wytlumaczyc w racjonalny sposob dlaczego on to robi po takim czasie. Czy powinnam sie z tymi obelgami obrazaniem mojej osoby zniewazeniem udac do sadu.Nie wiem co powinnam zrobic.Prosze o radę.Bede bardzo wdzięczna. Pozdrawiam Marta.
  8. Cześć mam 22 lata. Jestem dziewczyną, która boi się poznać ludzi. Nie potrafię im zaufać i z każdej rozmowy wycofuje się, Nie umiem z nimi rozmawiać. Kiedy przebywam w otoczeniu innych ludzi, strasznie mnie łapie stres, jak na mnie patrzą, I myślą sobie co to za dziewczyna stoi. Mam też myśli samobójcze, nie umiem sobie z nimi poradzić. Jedynie o czym myślę to się zabić, że każdy będzie miał spokój, nie mam przyjaciół, Każdy mnie zostawił. Staram się być osoba miła, Ale mam nawyki że się szybko denerwuje i chce coś rozwalić. Nie wiem kim jestem w życiu, Zagubilam się przez Związek z inną osobą. Zaczęłam prawie pić codziennie, że to jest ucieczka w inną stronę. Strasznie nie daje sobie rady.. Nie wiem jak mam pomoc sobie.. boje się że to już jest koniec że mną.
  9. Jestem 32 letnia kobietą jakiś czas temu dowiedziałam się, że mój mąż ma bliską koleżankę z którą codziennie pisze. Znajomość tą nie podobała mi się mówiłam mu wielokrotnie że to chyba nie jest tylko koleżanka ze ich relacje traktuje jak emocjonalna zdradę. Zawsze słyszałam że to tylko koleżanka że przesadzam że sama sobie coś wkrecam. Pewnego dnia mój mąż wychodził na spotkanie że znajomymi pocałować mnie powiedział że mnie kocha wyszedł i nie wrócił na noc następnego dnia powiedział mi że spędził noc z nią i ze mnie juz chyba nie kocha. Ustaliliśmy że idziemy na terapie napisał jej że chce skupić się na rodzinie ale ona nie dała za wygrana pisala chciala wspierac nawet pomagac mu ratować nasze małżeństwo ale pytała co oznacza to co się stało? mój mąż każdego dnia był inny na terapie mówił walczymy o małżeństwo nie mam z nią kontaktow wracał do domu i odpisywał na jej wiadomości. Po tygodniu powiedziałam mu żeby się wyprowadzil. Mielismy kontynuować terapię on już tego nie robi twierdzi że terapeuta gada bez sensu. miał nie mieć z nią kontaktow mówi że nie ma ale kłamie kolega widział jak z nią pisze. kiedy przychodzi do dziecka ona dzwoni. Dla niego to nic złego uważa że to nie wina tej kobiety. Mam wrażenie że mój mąż nie zdaje sobie sprawy z tego co się dzieje. że nie dopuszcza do siebie tego jakie to ma konsekwencje. kłamie ale nie pergidnie z premedytacją on na prawdę wierzy że to tylko koleżanka i że wszystko jest ok a on się stara no raz w tygodniu wyśle mi smsa. Nie wiem co robić w tej sytuacji wydaje mi się że on potrzebuje pomocy psychologa ale nie godzi się na to koleżanka doradza mu i izoloje to ode mnie. Ja jestem wykończona psychicznie i chyba już nie mam siły dalej walczy Mam dziecko o które muszę zadbać Co powinnam robić jak się zachowac
  10. Czuję, jakbym wypożyczała innym swoje ciało. Mam chłopaka którego kocham, ale mamy mały kontakt bo mieszkamy w różnych miejscach. Mój przyjaciel był we mnie zakochany i gdy to powiedział odwzajemniłam uczucia którego wogóle nie czuje. Zrobiłam to, bo nie chciałam go zranić. Jestem przez to w dwóch związkach z czego w jednym z przyjacielem do którego nic nie czuje. Czuje jakbym wypożyczała mu siebie żeby był szczęśliwy i mnie to męczy. Może wzięło się to stąd, że byłam molestowania seksualnie, nie umiem odmawiać bo mnie to paraliżuje. Mój chłopak którego naprawdę kocham nic nie wie. Czy takie zaburzenia emocjonalne się leczy? Nie wiem co robić
  11. Do całkiem niedawna wydawało mi się, że wiodę normalne, szczęśliwe życie. Miałem narzeczoną, pracę, wszystko układało się po naszej myśli. Byliśmy oboje szczęśliwi. Do Czasu.. Byliśmy ze sobą już 6 lat, od dwóch lat zaręczeni, planowaliśmy przyszłość. Aż w pewnym momencie zauważyłem, że narzeczona się ode mnie oddala, ciągle siedzi w telefonie, wychodzi do koleżanek, czasem do jednej na noc. Po kolejnej samotnej nocy nie wytrzymałem i musiałem dowiedzieć się o co chodzi. Bardzo ciężko było się czegoś dowiedzieć, ale jak już się udało, to było to jak grom z jasnego nieba. Powiedziała mi że chyba woli dziewczyny. To było koszmarne uczucie. No bo jak? 25 letnia kobieta, w szczęśliwym związku z mężczyzną - co sama przyznała, nagle woli kobiety? Ale to był dopiero początek. W tej samej rozmowie powiedziała mi jeszcze że koleżanka, z którą się tak często spotyka, tylko jej pomaga. Na drugi dzień już sam się dowiedziałem że to kolejne wielkie kłamstwo. To była jej kochanka. Od kilku miesięcy. Że się kochają i mnie "zdradzała". Byłem okłamywany na każdym kroku. Po tym zdjęła pierścionek. Ta sama dziewczyna parę tygodni wcześniej nocowała u nas w jednym łóżku z nią, a ja byłem obok kompletnie nieświadomy, uśmiechnięty. No bo jak?? W dodatku jest to 19 letnia dziewczyna, która kompletnie nie pasuje do jej świata. I jest według mnie ogromnie niedojrzała. Najgorsze jest to, że nie mogłem przyjąć do wiadomości że to koniec, bo jest ona dla mnie całym światem. Jestem w stanie to wszystko wybaczyć, ale ona dalej mnie okłamuje, wodzi za nos i daje złudne nadzieje. Mówi że teraz nie odczuwa nic do mężczyzn, ale ma wątpliwości. Wcześniej powiedziała że nie mówi nam nie.. A ja to wszystko staram się znieść, bo nie potrafię inaczej. Ciągle trwam w tej koszmarnej sytuacji, bo tli się we mnie iskierka nadziei. Przecież to niewyobrażalne że w pełni heteroseksualna kobieta, nagle poszła w drugą stronę? Brakuje mi sił do normalnego egzystowania, zostawienia tego wszystkiego za sobą. Czy to co dla niej i również dla siebie robię ma w ogóle sens?
  12. Witam, jestem w związku małżeńskim od 6 lat, wychowujemy syna lat 7. Mój mąż podczas imprezy w nocnym klubie zaproponował sex swojej koleżance i był wobec niej bardzo nachalny. Twierdzi że nic się nie stało ponieważ mu ostatecznie odmówiła mimo że szedł za nią aż do jej domu. Ja uważam że skoro próbował to można to podpiąć pod zdradę jednak wolała bym zasięgnąć opinii specjalisty w tej sprawie
  13. Witam, Mam 34 lata i od ponad roku jestem żonaty z kobietą, którą jestem ponad 12 lat. Wszelkie nasze problemy pojawiły się, gdy zaczęliśmy remontować mieszkanie. Ja pracuję w domu, ona jest bezrobotna czasem mi pomaga przy obsłudze klientów - prowadzimy sklep internetowy. Nie mamy dziecka jeszcze. Otóż - gdy zaczął się remont, ona zaczęła interesować się nim nad wyraz mocno - rozumiałem, zawsze chciała po swojemu mieć wszystko urządzone - a z racji, że ma gust i na ogół jej wybory są zgodne z moimi - zostawiłem tą kwestię jej. Podczas remontu, "zaprzyjaźniliśmy" się z osobami remontującymi jednak zaczęły pojawiać się między mną a żoną problemy. Ona twierdziła że została sama z tym remontem, jednak gdy chciałem przy czymś pomóc, zawsze było Ty pracuj, żeby były pieniądze, Ty się nie wtrącaj bo się nie znasz itp. W między czasie mieliśmy kilka kłótni większych, po czym nastała chwila, gdy remont się skończył, a ja byłem z żoną już bardzo daleko od siebie. Zacząłem jednak podejrzewać, że jest coś więcej niżeli tylko foch i zawód. Przez miesiąc próbowałem się z nią porozumieć, jednak ona zawsze odwracała kota ogonem i dalsza rozmowa mogła prowadzić tylko do kłótni o nic - odpuszczałem. W pewnym momencie podsłuchałem jak rozmawia z jednym z naszych robotników przez telefon, mówiąc o mnie takie rzeczy, że aż ugięły mi się nogi - że mnie nie nawidzi, że ma mnie w dupie i było kilka słów, które mogły sugerować, że coś jest między nimi. Zareagowałem od razu - tym razem mimo, że cały latałem starałem się to delikatnie ugryźć - spytałem, czy mnie zdradza, zaprzeczyła stanowczo, jednak zaraz odwróciła kota ogonem i zaczeła mnie atakować, jak mogę ją podsłuchiwać. Bez większych kłótni czy wyzwisk stwierdziłem, że muszę odpocząć i wyszedłem z domu, zabierając najpotrzebniejsze rzeczy i udałem się do hotelu. Następnego dnia gdy się pojawiłem, ona stwierdziła, że mi nie ufa - i nie czuje się bezpiecznie przy mnie - i dalej brnie temat podsłuchu. Ja wytłumaczyłem jej że zacząłem podejrzewać, że coś się dzieje niedobrego i nie potrafiłem nie zareagować - musiałem się upewnić, że to tylko moja wyobraźnia budzi zazdrość. Powiedziała, że potrzebuje czasu - początkowo miało to być 3 dni, jednak już trwa 3 tygodnie - w teorii mamy jeszcze kilka dni do umówionego końca "przerwy". W międzyczasie rozmawialiśmy sporo czy to SMS'ami, czy to spotykając się okolicznościowo, i zarówno ja powiedziałem, że chcę ratować ten związek, tak i ona powiedziała, że chce mi dać szansę. Ale mimo tego, ciągle jest oziębła i zaczynam obawiać się, że nic z tego już nie będzie. Codziennie staram się pisać dzień dobry i dobranoc, wysłałem jej kilka razy kwiaty. Ciągle powtarzam, gdy rozmawiamy, że mi zależy i chce to odbudować i wydaje mi się, że musimy rozmawiać o tym najlepiej w 4 oczy bo inaczej nic to nie da, że taka "separacja" może nas bardziej od siebie oddalić, ale ... narazie nie widzę, by coś to zmieniało. Jestem załamany - bo kocham ją i nawet, jeżeli mnie zdradziła chcę jej wybaczyć (są ku temu przesłanki), staram się naprawić to co zepsułem - czyli przestać być pasywnym tylko delikatnie staram się o nią walczyć. Co mam robić ?
  14. Witam. Mam partnera, którego wzięłam w pakiecie z jego 3letnia córką. Na początku sielanka. Potem zaczęło sie psuć- pewnego dnia oznajmił mi, że rodzicielstwo jest cudowne, ale nie czuje sie w roli drugiego dziecka i zdecydował sie na zabieg, by miec pewność, ze nie zaliczy wpadki. Dla mnie był to cios, bo jednak marzyłam o wspólnym dziecku, ale po kilku przepłakanych nocach zdecydowałam, ze akceptuje jego decyzje i nie bede próbowała jej zmienić. Chwile był spokoj. W międzyczasie miał coraz mniej czasu dla mnie, nie odczuwał potrzeby, zeby zapytac jak mi mija dzien, wymawiając sie na obowiązki dnia codziennego. Na początku znajomosci opowiedziałam o poprzednich związkach, o lękach związanych z zaangażowaniem w cos nowego, by był ostrożny i nie był kolejna osoba, ktora mnie zrani. Ustaliłam tez zasady, ze jesteśmy ze soba szczerzy, duzo rozmawiamy i nie spotykamy sie z kolezankami/ kolegami na kawe. Z jego strony nie było żadnych zasad, ale na moje przystał. W chwili kiedy poświęcał mi mniej czasu napisał do mnie znajomy. Wspominałam wczesniej swojemu parterowi o nim, tak sie złożyło, ze kojarzyli sie nawzajem. Pytał co u mnie, miał kryzys w zwiazku, wiec akurat chciał sie wyżalić przez wiadomosci. Przy okazji padło pytanie czy jestem szczesliwa i wyszło jaka moj ówczesny partner ma opinie na miescie - niezrownowazony psychicznie. Zapraszał mnie na spotkanie, ale konsekwentnie odmawiałam( zgodnie z ustaleniami na początku zwiazku). Popisaliśmy pare dni i znajomość ucichła. Pewnego dnia moj partner mnie „podpuścił” twierdząc, ze ktos mu doniósł, ze z kims flirtuje. Nie było mowi o flircie, wiec sie oburzyłam. I sie zaczęło... Zrobił mi awanturę o pare dni tych smsow. Stwierdził, ze za jego plecami urządziłam sobie sesje terapeutyczne z kolegami. Nie jest istotny dla niego fakt, ze nie spotkałam sie z nim, a wysyłanie wiadomosci to tylko niewinny rodzaj rozmowy. Teraz sie okazało, ze jego poprzednie partnerki go okłamywały, ale mi o tym nie powiedział. Mówił tylko o jednej, miał pewne podejrzenia, wiec założył posłuch (!) i wpadła. Wyzwał mnie od nielojalnych, naiwnych gówniar i przez smsy (!) wyznał ze nie chce miec ze mna nic wspólnego i wypisuje sie z tej relacji. Pytanie: czy jego zachowanie jest uzasadnione? Czy jest to powód do rozstania ? Czy starac sie sie ratować ten związek czy odpuścić? Mam wrażenie, ze to obsesyjne szukanie dziury w całym ...
  15. Mam 30lat, od 4lat jesteśmy po ślubie i mamy dwoje dzieci. Po urodzeniu drugiego dziecka przechodziłam trudny czas, śmierć bliskiej osoby, zasiedzenie w domu z dziećmi. W marcu tego roku odkryłam, że mąż pisze z koleżanką z pracy. Ich rozmowy miały podtekst erotyczny, doszło nawet do wysylania sobie półnagich zdjęć. Zarzadalam rozwodu, ale ze względu na dzieci postanowiliśmy ratować małżeństwo. Mąż się starał, zerwał kontakt z tą kobietą, ale wciąż pracują razem. Mam obsesję na tym punkcie. Codziennie myślę o tym co może dziać się kiedy są w pracy. Nie ufam mu, kiedy musi zostać dłużej w pracy, wpadam w obsesyjne myślenie, że znów mnie zdradza. Nie umiem sobie z tym poradzić, tracę przez to radość życia. Jak sobie z tym poradzić? Jak przekierować myśli na inny tor? Czy jest dla nas jeszcze szansa?
  16. Mam 19lat. Od długiego czasu wiem,ze jest źle. Rodzice, chłopak jak j najniższe otocznie ma dosyć moich humorów. Tak naprawdę nie mam w nikim wsparcia którego naprawdę potrzebuje. Chciałabym żeby ktoś mi pomógł bo sama mam siebie dosyć. Ale jeszcze bardziej chciałabym się rano nie obudzić i myśle o tym codziennie. Tak naprawdę wszystko i nic powoduje każdego wieczoru płacz. Od miesiąca jest tylko gorzej
  17. Dobry wieczór, jestem w cudownym związku z facetem od dwóch lat. Od roku mieszkamy razem i niestety odwiedziłam się, że równomiernie będąc ze mną spotykał się z kimś innym. Nie wiem czy dochodziło miedzy nimi do stosunku, ale sam fakt, że to urywał mnie przeraża. Teraz jest między nam naprawdę super, ale przeczytałam jego stare wiadomości i stąd mój ból i smutek. Czuję, że zniszczył w ten sposób moje wspomnienia. Bo wszędzie teraz widzę ją. Nadal utrzymują kontakt , co prawda sporadyczny, ale zawsze jakiś.Boli mnie to, choć on mówi, że dla niego to tylko koleżanka i ma m paranoje. Do tej pory u nas w domu jest jej karton z rzeczami, chciałam go wyrzuci, jednak nie potrafię bo wiem, że te rzeczy nie należą do mnie i on powinien to załatwić. On ciągle mówi że jej to odeśle, ale tego nie robi twierdząc ze zapomina o takich pierdołach. Wkurza mnie to Starznie , bo wydaje mi się ze on to trzyma żeby mieć z nią kontakt. Czuję jakbym miała naprawdę jakąś paronoję. Widzę ze on mnie kocha, robi dal mnie wszystko, jest cudowny, a mimo to ja ciągle czuje zazdrość. Wynajduję ciągle jakieś rzeczy żeby pokazać mu jak złe się zachował. Rujnuję tym każdą miłą atmosferę. Jak ma sobie z tym poradzić?
  18. Witam Około dwa lata temu mój narzeczony, z którym obecnie jestem już 6 lat odnowił znajomość z przyjacielem z dawnych lat. W tamtym czasie owemu przyjacielowi zmarła mama, którą się opiekował w domu, nie pracował, nie wychodził na imprezy, nie miał praktycznie innego życia. Mój facet pomagał mu stanąć na nogi. Przez pierwsze miesiące było ok, ale później ten jego kumpel, chyba zaczął przeżywać swoją młodość, bo pochłonęły go imprezy, wobec kobiet ma podejście nastolatka, szuka wrażeń. Relacja jego i mojego faceta zaczęła się luzować, bo mój narzeczony prowadzi całkiem inny tryb życia. Jednak mimo wszystko jakieś kontakty utrzymują i od tego czasu zauważyłam, że mój facet ogląda profile innych kobiet w internecie. Skończyło się na tym, że zaczęłam go szpiegować. Ten kumpel w wiadomościach przesyłał zdjęcia jakichś modelek w skąpych strojach albo nagich. Mój facet oglądał jakieś profile na instagramie na których były podobne zdjęcia. Ogólnie było tego dużo. Zrobiłam mu o to aferę, chociaż wiem, że tylko oglądał. Ufałam mu wtedy bezgranicznie, nie brałam nawet pod uwagę faktu, że mógłby mnie zdradzić. Byłam wtedy w drugim, czy trzecim miesiącu ciąży, której bardzo oczekiwaliśmy, bo wcześniej poroniłam. Nasze życie seksualne zawsze było udane, chociaż wiadomo, że w trakcie ciąży trochę się musieliśmy o to postarać, bo obydwoje czuliśmy lęk przed kolejną stratą. W sierpniu urodziła się nasza córeczka, jestem jeszcze w trakcie połogu. Hormony buzują, jestem niewyspana, bardzo szczęśliwa, ale mimo wszystko jest chwilami ciężko. Całe ciało się zmieniło. Obydwoje potrzebujemy seksu, ale przez ten czas musieliśmy się powstrzymywać, chociaż mój partner wyznał mi ze bardzo potrzebuje zblizenia. Parę razy próbowaliśmy pieszczot oralnych, bo chciałam mu ulżyć. Parę dni temu jednak zauważyłam ze on znowu przegląda te dziewczyny i tym razem były to profile na facebooku. Niektóre były obce, inne to znajome albo byłe dziewczyny. Do tego mam wrażenie ze on zaczyna przede mną ukrywać wiele swoich działań... Często są to bzdury, ale po prostu boli mnie ze nie dzieli się ze mną swoimi sprawami. Wytoczyłam kolejną awanturę, bo zabolało mnie jak duzo jest tych kobiet i jak nachalne jest z jego strony to przeglądanie. Codziennie dziesiątki dziewczyn. W życiu realnym nigdy nie obejrzał się za żadna kobietą, ani nie dał mi do zrozumienia ze ktoś poza mną mu się podoba. Teraz również twierdzi ze to była jego męska ciekawość, że to nic nie znaczy, że on mnie wielbi i kocha, że to są bzdury. Moje zaufanie do niego jednak upadło. Wiele kobiet uważa, że to nic takiego, ale ja nie potrafię zrozumieć dlaczego on to robił. Co najgorsze zaczęłam wątpić w jego wierność. Chcę w niego znowu uwierzyć, bo to miłość mojego życia, nasz związek to dla mnie wszystko i boję się to stracić, zwłaszcza, że tak wiele razem przeszliśmy. Rozmawialiśmy o tym, on mnie przepraszał, chociaż sam nie wiedział jak to wytłumaczyć, mówił, że nie wie dlaczego tak postępuje. Co z tym zrobić? Jak do tego podejść? Czy jest co wybaczać, czy przesadzam?
  19. Witam Jestem mężatką od 15 lat . Układało nam sie w małzeństwie bardzo dobrez w sprawach uczuciowych Mielismy do siebie zaufanie i okazywalismi sobie zawsze uczucia. Cięzko pracowalismy . Od roku zaczełam powaznie chorowac i do dnia dzisiejszego jestem na chorobowym . Mąż bardzo duzo mi pomagał . Zawze powtarzał ,że damy rade i zawsze bedziemy razem . Przytulał mnie i mówił ,ze kocha. Nigdy nie było w naszym zwiazku zdrady az przyszedł ten moment. Od dwóch lat mało mielismy zblizen intymnych . Nie było to spowodowane moja choroba ponieważ ja nie mam z tym problemu . Okazało sie ,ze to u męża nastapił spadek libido co spowodowało zmiany w narzadach jego męskosci . Prosiłam by idał się z tym do lekarza . Nie chciał tez chodzic do psychologa tłumacząc sie tym ,że nie ma na to czasu . Fakt praca w nocy jest bardzo wyczerpujaca. Z powodu braku pieniążków zaczoł w wolne dorabiac wożąc ludzi na dyskoteki . Na jednej z nich zaczepiła go kobieta . To było ich pierwsze spotkanie . Przez tydzien pisali do siebie i umawiali sie na seks w hotelu . Dwa dni przed spotkaniem z nia mąz ułozył sobie w głowie , że zakochał sie i odejdzie ale mi tego nie powiedział . Pojechał i wyłaczył telefon na 30 gdzin Bardzo się martwiłam i nie spałam w nocy . Jak wrócił oznajmił ,ze odchodzi . Nie wiedziałam co sie dzieje . Poszedł do pracy a ja zostałam w strasznej rozsypce. W nocy napisał do mnie , że jej juz nie ma i on zostaje ze mną . To jakis koszmar . Nie wytrzymałam i jak spał wziełam jego kómórke i zadzwoniłam do niej . Powiedziała ,ze ja okłamał , że nie jest zonaty . Po jakims czasie dowiedziałam ,sie ,ze jej na dyskotece mówili ,ze ma żonę . Najlepsze okazało sie ,że maz poczuł sie na drugi dzien zle . Miał zjazd jak po ekstazie . On twierdzi ,że nic nie brał . Ma problemy z potencja więc pomyslałam ,że sie skusił . Jeszcze niedawno ta kobieta do mnie zadzwoniła , była pod wpływem alkoholu . Twierdziła ,ze mąż do niej pisał ,ze nie moze o niej zapomniec , że mnie nie kocha a dla niej jest smieciem z ulicy a ja jestem głupia. Zablokowałam kontakt z ta kobietą . Znali sie tydzien , czy to naprawde wielka miłośc i jedna noc w hotelu ? Od miesiąca mąż stara sie , zabiera mnie wszedzie i twierdzi ,ze nadal mnie kocha. Twierdzi ,ze przerosło go wszystko i sam nie wiedziałam czemu uległ tym emocjom. Nie chce bym odchodziła . Nie mamy dzieci ale ja nadal bardzo go kocham . Moje pierwsze małzenstwo trwało 17 lat . Wtedy nie kochałam juz byłego męża. Wszystko między nami sie wypaliło . Decyzje o rozwodzie podjelismy wspólnie. Teraz jest inaczej , chce zaufac , przestac go sledzic na telefonie czy w internecie . Ciagle mam jakis strach ,ze moze kłamie , że to tylko kamuflaż . Z jednej strony mógłby odejśc bo nie ma dzieci . Nie chce i prosi bym mu zaufała . W dzień jest dobrze i czuje sie dobrze . Jak jedzie do pracy a ja zostaje w domu mam rózne mysli . Czytam rózne fora i ludzie nie daja szansy na przetrwanie związku po zdradzie. Gubie się a bardzo bym chciała wiedziec czy mozna ten strach co siedzi w srodku pokonac i dac mu szanse . Nadmienie ,że ona równiez napisała do jego brata na fb . oczerniając go , a jak poprosiłam , by wysłala mi to co do niej niby niedawno pisał to cisza . Mąż twierdzi ,ze nic takiego nie istnieje . Chciała sie tez ze mna spotkac ale odmówiłam . Uwazam ,że to głupota a ja sobie stresów nie będe sobie fundowac . Jedna noc , tydzien znajomości smsami a tyle się wydarzyło.
  20. Jestem rozwódką od 2 lat, mam 33 lata. Wychodząc za mąż miałam 22 lata, nikt mnie nie zmuszał do ślubu, chciałam. Po roku odezwała się do mnie moja pierwsza miłość. Pisaliśmy, gadaliśmy, i się zaczęło, spotkania, seks its. Romans trwał kilka lat. Potem poznałam ciekawego mężczyzny, Marcina, zainteresował mnie swoją osobą, tajemniczością, z czasem zaczynał mi się zwierzać z życia .Zaczęło się tak samo jak z tamtym. Tylko, że tego faceta pokochałam. I teraz najgorsze ☹️, spotykałam się z obydwoma facetami naraz, jak kur..a jakaś, wiedziałam, że robię źle,a jednak nie mogłam zaprzestać spotykać się z tym pierwszym choć ograniczyłam kontakt. Nie chodziło o seks. Nie wiem czemu, przecież to było łatwe do zrobienia,nic prostszego"nie będziemy się więcej spotykać"i tyle. Marcinowi wpajałam do głowy, oszukiwałam, że kiedy go poznałam zaprzestał znajomość z tamtym, ale on coś przeczuwał. Dla Marcina się rozwiodłam, zamieszkałam z nim, jak dla mnie nasze początki były jak bajka, idealnie, on pokochał pierwszy raz, zaufał. Tydzień temu wyznałam mu prawdę, że spotykałam się nie tylko z nim ☹️, zawalił mu się świat, że wszystko co było z początku tak ważne dla nas, nasze poznania, wyznania, obietnice były fałszywe i nieszczere. Ale tak nie było, ja naprawdę wszystko co z nim robiłam,co mówiłam było szczere, ja to wiem, ale go zdradzalam.... Nie wiem jak z nim teraz rozmawiać, nie chce się dać nawet dotknąć, nie odzywa się. Pomóżcie mi wytłumaczyć dlaczego tak robiłam, bo ja nie potrafię mu i sobie na to odpowiedzieć.
  21. - Jak Pan myśli czy on dla mnie odejdzie od swojej żony? - Odpowiedź musiałbym poprzedzić własnymi pytaniami. - Dobrze, proszę pytać. - Czy jest Pani jego jedyną kochanką? - Co za pytanie, oczywiście, że tak! - Skąd ta pewność? - Ufam mu. Zresztą nie miałby czasu. - Jedną ufającą mu kobietę już okłamuje, ale argument o braku czasu trochę bardziej do mnie przemawia. A po co miałby odchodzić od żony? - Jak to po co? Żeby związać się ze mną! - Ale przecież on ma już żonę. - Nie jest z nią szczęśliwy! - I dlatego ma kochankę, która poprawia mu nastrój, czy tak? - Jest Pan okropny! On będąc ze mną nie cierpiałby tyle, co w swoim małżeństwie. - Musiałby zrezygnować z posiadania dwóch kobiet i znowu mieć jedną. Dla mężczyzny, w dodatku zdrajcy to trochę kiepski interes. - Zarzeka się, że mnie kocha i że odejdzie od niej. Zresztą, gdybym ja zdradzała to logiczne, że z miłości do innego człowieka, z którym chciałabym być. - Proszę nie mierzyć ludzi własną miarą. Zdrada kobieca częściej prognozuje rozwód, bo pełni dla kobiet funkcję tranzytową – panie częściej przechodzą z relacji do relacji. Męska zdrada pełni częściej funkcję dodatkową, jest urozmaiceniem, osłodą. Zdarzają się jednak wyjątki. - Jakie? - Kiedy kochanka jest sporo młodsza, atrakcyjniejsza fizycznie bądź bieglejsza w sztuce ars amandi od małżonki. Jaka jest między Panią a jego żoną różnica wieku? - Trzy lata. - Czarno to widzę, ale na szczęście można z tego wybrnąć. - Zamieniam się w słuch. - Proszę przestać się z nim spotykać do czasu, aż się rozwiedzie. - Miałabym czekać rok albo dwa lata? To szalony pomysł! - Ma Pani rację, to szalony pomysł, ale bez porównania mniej niż totalnie zwariowana koncepcja wiązania się z żonatym mężczyzną, uczestniczenia w konspiracji, działania na szkodę innej kobiety, sypiania z kimś, kto może sypiać z inną, w dodatku bez pewności, iż coś z tego będzie. W domu wariatów zeszłaby Pani na niższe piętro. To już coś, prawda? - Wolałabym rozwiązać to inaczej. - Może Pani zmienić tylko swoje zachowanie, mężczyzny Pani nie zmieni. Jest zresztą jeszcze jeden problem. - Jaki? - Nawet gdyby odszedł, żyłaby Pani pod jednym dachem z perfidnym, przewrotnym, wyrachowanym zdrajcą zdolnym kłamać w żywe oczy. Jakby się Pani z tym czuła? - Pewnie bym się bała, że mnie zrobi to samo, co żonie. - Może pora zacząć uwzględniać swoje uczucia zamiast robić emocjonalne labirynty z prostych spraw? - Muszę to przemyśleć. - Z opinią psychologa ma Pani oczywiście prawo w części lub w całości nie zgadzać się. W każdym razie ma Pani wybór. Nielojalność, zmora naszych czasów, od zaplecza. Jeśli temat Was ciekawi, jeszcze do niego wrócę. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online oferujący usługi jak psychoterapia przez Skype i konsultacje psychologiczne przez Internet.
  22. Jestem po 50-tce. Jestem zazdrosny o swoją Żone od dawna zaczołem ją siledzić,sprawdzać i doszło do tego że nawet zinstalowałem program kontroli rodzicielskiej na komputerze .Wkonicu o wszystkim jej powiedziałem,teras stałem się jej wrogiem .CZy moge to jakoś naprawić i wyleczyć się z tej zazdrości ktura rujnuje nasz związek ito przezemnie.
  23. Cześć. Jestem żona i matką. Moje życie na pozór wydaje się piękne. Teoretycznie mam wszystko co powinno dawać mi szczęście, ale tak się jednak nie dzieje. Tkwie w tym, bo nie wierzę, że mogę sama coś osiągnąć. Chociaż codziennie wylewam litry łez nic z tym nie robię. Kilka miesięcy temu wszystko się odmieniło. Poznałam mężczyznę. Czarujący, uroczy zabiegal o mnie. Wiedział, ze mam męża i że nie jest to szczęśliwy zwiazek. Spotkaliśmy się raz, drugi, trzeci... Między nami coś się zrodziło. Zakochałam się bez pamięci. On twierdził, że również mnie kocha. Pewnego dnia postanowił odejść. Niby przez odległość która nas dzieli, jakieś 200km. Niby przez to że jeszcze byl mąż. Zostawił mnie z przekonaniem, że mnie kocha, ale tak nie może. I tu zaczyna się mój największy problem. Ja go wciąż kocham. Codziennie od kilku miesiący myślę co zle zrobiłam. Boję się przyznać że mogłam być tylko zabawka dla niego. Zwykła okazja. Jest mi z tym tak bardzo źle że zaniedbuje wszystkie obowiązki. Boję się że już nikomu nie zaufam dlatego zostałam z mężem którego nie kocham. Nie wiem co mam robić. Czuję się bezradna. Jakby słońce które świeciło gdy był on nagle zasnelo. Myślałam o terapii małżeńskiej ale wiem że to nic nie da. Mój mąż nie pozwoli mi odejść nigdy pomimo że mówiłam mu o zdradzie on nadal chce żebym została. Czuję się podle bo ja nadal wybrałbym kochanka który mnie porzucił. Świadomość że ktoś mógł mnie tak oszukać wiedząc ze życie mnie nie rozpieszcza jest okropna. Ze człowiek któremu ufalam teraz z taką łatwością milczy i ma gdzieś co u mnie mnie męczy. Płacze przez to od kilku msc codziennie i potrzebuje waszej pomocy. Dziękuję
  24. Potrzebuje porady profesionalisty, bo problem jest zbyt skomplikowany by znaleźć rozwiązanie problemu w google. W skrócie chodzi o prawdopodobieństwo mitomani, plus możliwość zdrady, plus możliwość posiadania kilku osobowości. A chciałbym się dowiedzieć, po przedstawieniu kilku faktów, czy moja partnerka jest chora czy po prostu jestem szczeblem w jej karierze... 🤔😔
  25. Mam na imię Kinga i mam 28lat. Mój partner ma 36lat jesteśmy razem 3lata od 2lat mieszkamy razem. On od roku pisze z różnymi kobietami podając swój numer telefonu i proboje umówić się z nimi na sex, woli spędzać wolny czas w kasynie lub na rybach lub u znajomego niż że mną. Ciągle kłamie o tym co robi i gdzie był. Gdy proboje z nim porozmawiać że swoim zachowaniem mnie rani i że chcem być ważna a nie dodatkiem do życia, odpowiada że marudzę i się czepiam że na smyczy go trzymam. Mówi że chce bym była jego żona mówi że kocha że jestem tą jedyną planuje nasza wspólne życie do grobowej deski. W łóżku nam się układa idealnie. Ale z drugiej strony mnie rani i wie o tym ale stwierdza że wymyśla. Nie stara się o nasz związek, żyje tak jak by był ciągle sam nie w związku, ignoruje moje potrzeby o swoich nie mówi o problemach również. Co powinnam zrobić rozmawiać z nim tylko jak by zmienił swoje zachowanie? Czy odejść bo on już dawno odemnie odszedł emocjonalnie?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.