Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'zdrada'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 132 wyników

  1. Mam na imię Kinga i mam 28lat. Mój partner ma 36lat jesteśmy razem 3lata od 2lat mieszkamy razem. On od roku pisze z różnymi kobietami podając swój numer telefonu i proboje umówić się z nimi na sex, woli spędzać wolny czas w kasynie lub na rybach lub u znajomego niż że mną. Ciągle kłamie o tym co robi i gdzie był. Gdy proboje z nim porozmawiać że swoim zachowaniem mnie rani i że chcem być ważna a nie dodatkiem do życia, odpowiada że marudzę i się czepiam że na smyczy go trzymam. Mówi że chce bym była jego żona mówi że kocha że jestem tą jedyną planuje nasza wspólne życie do grobowej deski. W łóżku nam się układa idealnie. Ale z drugiej strony mnie rani i wie o tym ale stwierdza że wymyśla. Nie stara się o nasz związek, żyje tak jak by był ciągle sam nie w związku, ignoruje moje potrzeby o swoich nie mówi o problemach również. Co powinnam zrobić rozmawiać z nim tylko jak by zmienił swoje zachowanie? Czy odejść bo on już dawno odemnie odszedł emocjonalnie?
  2. Moj chłopak na początku związku ukradkiem spotykał się z byłą dziewczyna powiedzial mi o tym strasznie mnie to bolalo ale tak go kochalam i wybaczylam. Problem jest taki, ze oni od tamtego czasu co jakis czas pisza ze soba i nawet rozmawiali na kamerce nie wiem co o tym myslec?
  3. Pracowalam z dziewczyną 7 lat. Przyjaźniliśmy się. Była na moim ślubie itd. Kiedy zostałam zwolniona w ogóle się do mnie nie odezwała, nie napisała, nie zadzwoniła. Teraz, po roku przez znajomych przesyła mi pozdrowienia a ja poza grzecznym dziękuje nie mam ochoty na więcej. Czy to oznacza, ze chowam do niej urazę a może to normalne zachowanie? Byłyśmy dość blisko nie wiem co myśleć o tym wszystkim, proszę o opinie
  4. Mam pewien problem jestem ze swoim partnerem Juz 5 Lat na codzien sie dogadujemy I jest dobry na mnie oprocz Tego ze od czasu do czasu podejrzewa ze Go zdradzam chociaz go nigdy nie zdradzilam I tlumacze mu to ale on Dalej Chyba mi nie wierzy bo Mysli ze wszyscy go chca zrobic w balona I ja tez I mi nie Ufa I czasami tez sie szybko denerwuje I szybko sie robi Zaraz zly Wiem ze moze powinnam odejsc od niego ale bedzie mi to zrobic bardzo ciezko bo sie bardzo Juz do niego przyzwyczailam I tez go kocham I bardzo sie boje co bedzie jak bym z nim niebyla bo nie mam przyjaciol I bym byla sama I czula sie Bardzo Samotna oprocz Tego bardzo juz bym chciala miec dzieci ze wzgledu na moj Wiek ale nie Wiem wlasnie co robiic czy miec je wlasnie z nim teraz czy moze troche zaczekac za nim Nasz zwiazek sie moze troche naprawi nie Wiem co zrobic w tej sytuacji? i potrzebuje pomocy
  5. Mam 28 lat i obecnie jestem samotna matka. Moj problem jest wielowatkow, zaczne od tego ktory najbardziej mnie boli * Moj (były??) Narzeczony wyprowadzil sie 3 msc temu. Powodem bylo to ze noe gotuje obiadów i go zaniedbalam, ponieważ pojawiło sie dziecko. W zeszłym tygodniu zostalam zamieszana w bardzo ciezka sytuacje. Mianowicie podobno ex mnie zdradza z żoną najwiekszego wroga. Wiem ze ze sobą rozmawiają ponieważ to co powiedziałam jemu ona wypisuje mi w SMS.. nie jestem w stanie im zaufać. Jasno juz kilka razy bylo powiedziane ze to koniec, jednak on dalej przychodzi i dalej dyskutuje nt tego jak go zaniedbalam i ze nie było zadnej zdrady. Nie wiem w co mam wierzyć. Z jednej strony cierpie z drugiej nienawidzę...bo zostawil mnie sama.. czy da sie to jeszcze naprawić czy powinnam odpuścić i czekac na dalszy rozwój sytuacji? * Problem drugi dotyczy ojca akoholik i schizofrenik nachodzi i mnie wyzywa , zastrasza mnie i cala rodzine. I szczerze mówiąc pomocy od panstwa nie mamy caly czas dostajemy w łeb od sadu, mopsu prawnikow... Obstawiam ze mam syndrom dda czyli superbohater... jest jakas możliwość ochrony przed nim? Poza ubezwłasnowolnieniem bo to bez sensu lekarz i tak wypuści go po miesiącu... Zastanawiam sie od czego zacząć szukac pomocy? Zajac sie związkiem czy sobą? Czy możliwe ze moim ' system obrony' jest złośliwość. W ciągu ostatnich kilku dni robie awanture za awanturą.. jestem zagubiona w tym wszystkim i nie wiem jak i od czego zacząć szukac pomocy
  6. Witam, mam 28 lat. Jestem mężatką od 8 lat. 10 lat znamy się z mężem. Wydaje mi się że mąż mną manipuluje. Źle zaczęło się 5 lat temu, mąż mnie zdradził z koleżanką z pracy, bo czegoś mu brakowało, nie dogadywaliśmy się tak jak powinniśmy. Po kilku miesiącach postanowiliśmy do siebie wrócić, naprawić wszystko. Dodam że mąż jest nerwowy, w dodatku narcystyczny, złośliwy, ma mało empatii przez co trudno mu mnie zrozumieć czasami w kłótniach. Nadużywa alkoholu. Często w kłótniach szantażował mnie rozwodem, że wszystko mi zabierze, że jestem nic nie warta, nic mi się nie należy. Ubliżał, był agresywny, czasami się szarpaliśmy. Doszło do tego, że musiałam raz dzwonić na Policje, żeby go uspokoili. Ale On potrafił udawać spokojnego i trzeźwego, zrobić ze mnie wariatkę. Teraz jest tak, że miał skończyć z piciem, bo to nas oddalało, mieliśmy starać się o dziecko. W listopadzie obiecywał, że od grudnia przestanie. W grudniu święta, musiał wypić, w styczniu jego urodziny, czyli bez sensu zacznie od lutego, no i do dziś pije. W trakcie każdej kłótni wykańczał mnie psychicznie, płakałam, a On ciągnął dalej. Na trzeżwo również się kłócił, ale mniej, wszystkie swoje żale kierował, gdy był pod wpływem wypominał różne głupie rzeczy sprzed kliku lat, gdy miałam 17 lat może nie byłam taka wszystko wiedząca, i mi dużo pomagał (jest ogarniętym mężczyzną i umiał zawsze wszystko załatwić) a gdy ja wypominałam uważał, że przesadzam i nie powinnam do tego wracać (Nawet na trzeźwo) gdy poszli ostatnio z kolegą na piwo, upił się, ja po niego przyjechałam i przyznał się, że całował się ze znajomą (żoną swojego znajomego-patologia) Na drugi dzień się od tego wymigiwał, mówił że nic się nie stało, a nawet jeśli to nie zdrada itd. Parę dni temu upił się i zaczęło się. Potrafi nieźle zamącić w głowie (techniki mieszane) Raz kłótnia, za chwile obraża, zaraz płacze, obraża, chwali, grozi, że nic nie będę miała po rozwodzie, grozi że mi coś zrobi itd... Jestem wykończona. Na drugi dzień powiedziałam mu o rozwodzie, że chyba to jest jedyne wyjście, bo nie mam sił psychicznie. Gdy przyszedł z pracy był miły i przybity zarazem, przepraszał mnie za swoje zachowanie. Powiedział, że przestanie pić, ale miał przestać już pół roku temu. Nie wiem co robić. Są dobre chwile, mamy takie samo poczucie humoru, śpimy razem, rozmawiamy, śmiejemy się, komentujemy programy w tv. Są dobre chwile, ale te złe mnie wykańczają. Nie chcę wciąż siedzieć przed telewizorem ( ile razy prosiłam, żebyśmy gdzieś wyszli, parę razy wyszliśmy do kina, to było święto. Chciałam coś innego robić, chociażby pograć w jakieś gry, czy karty) nie chcę się bać, że znów się napije, gdy podnosi rękę ja już chcę unikać dotyku. Nie wiem co mam robić, gdy teraz pomyślę że będę sama, robi mi się przyjemnie, jestem spokojna, nie wyobrażam sobie co będzie jak przyjdzie dziecko. Mówi zawsze, że w tedy przestanie w ogóle. Ale miałam ojca który pił i nic sobie nie robił, że ma dzieci i się boją. Nie wiem jaki będzie przy dziecku, a co jeśli nam się nie uda? Dziecko będzie cierpieć, lepiej się teraz rozstać w zgodzie, niż później żreć się w sądzie. Teraz nie pije, jest miły, próbuje przeprosić wozi mnie samochodem jak muszę coś załatwić. Ale sam jeszcze nie dawno mówił o rozwodzie, z byle czego się denerwuje, ja się boję jak mi coś upadnie na podłogę ,bo nieraz tak było że złośliwie mówił że jestem łamaga. Wytyka mi iże przytyłam, a jak ja mu to powiem to obraża się i lepiej do niego nie mówić. Ogólnie jak ja coś zrobię to jest źle, gdy wypomnę, gdy jestem złośliwa jak On zacznie. Ja nic nie mogę zrobić, chce żebym była pod jego butem, że mnie wychował. On wszystko może. Nie wiem co dalej. Czy dać mu ultimatum żeby poszedł do psychologa (kiedyś po zdradzie proponowałam, to mówił ok, ale potem nic z tym nie zrobił) Nie wiem czy chcę czekać na efekty. Nie wiem czy jest sens być z takim człowiekiem, którego generalnie się boję. Boję się co będzie jutro. Pozdrawiam.
  7. Witam. Mam 38 lat , 7 lat po slubie, pará jestesmy od 11, mam prawie 3 letnie dziecko. Máż jest Anglikiem. Ostatnio odkryłam, ze mnie zdradza. Problemy w małżenstwie mielismy od dluzszego czasu. Glowna przyczyná kłotni była córka męza z poprzedniego małzenstwa. Máż cały czas wmawiał mi , ze ja jej nie lubie i nie toleruje co nie jest prawdà. Znam já od kiedy miała 4 lata, wiec od małego zajmowałam sie niá jak swojá. Czesto mielismy kłotnie o niá, bo mâż nie lubiał jak zwracałam jej grzecznie uwage np po zostawieniu bałaganu czy byciu niemiłym do mnie. Na dzien dzisiejszy moje relacje z jego corka sa bardzo dobre. Sprzeczalismy sie , ale nasz zwiazek był silny i pełen miłosci. Mâż pokazywał mi uczucia i byl dobry dla mnie. Kupowal prezenty , jezdzilismy na weekendy i urlopy. Od kiedy zaszłam w ciâże zauwazylam, ze mâż uzaleznił sie od filmow porno. Nawiazał kontakty z kilkoma kobietami (starsze panie) i wiem, ze pisał do nich i tez sie spotykał. W zeszłym roku odświerzył znajomosc z kobieta “z przeszłości”. Szukał u niej ukojenia i wsparcia po “ciezkim” zyciu ze mná. Mowił jej to samo co mi gdy mnie poznał. Kupował prezenty. Planowali nawet wspolne zycie po grobowá deske. Z jakiegos powodu romans sie zakonczył, ale máż postanowił otworzyć z niá biznes za moimi plecami. Powiedział mi, ze nie dawał nam szans i chciał odejsc. Jednak został ze mná. Poki co , ta ich firma nie przynosiła zyskow, a on placi za wszystko z naszych pieniedzy. Od dluzszego czasu maz bardzo pozno wracał z pracy i kłamał znowu. Zauwazyłam , ze jezdzi po pracy do kobiety, z ktora pracuje. Kupował kwiaty, pomagał w domu. Jak go przylapalam, to sie wyparł wszystkiego. Nie wiem co mam robic. Jak jest w domu, to jest “miło i dobrze”. On od kiedy został ojcem w wieku 50 lat oszalał i lata jak niewyrzyty nastlatek. Probuje o tym zapomniec i mu wybaczyc. On mowi, ze chce byc ze mna i ze bedzie sie starał wszystko naprawic, ale w dalszym ciagu nie przyznaje sie do niczego. Ja nie wierze, ze przez 8 lat oszukiwał mnie, ze jest dobrym człowiekiem. On na prawde byl kochany. Od ciaży zmienił sie. Co robić? Jestem zraniona i nie wiem jak logicznie podejsc do tego. Mowiłam, zebysmy poszli do psychologa, ale on nie chce. Ja rozumie, ze wina jest po dwoch stronach, ze nie dawałam mu wszystkiego co on potrzebował po urodzeniu dziecka, ale mi tez było ciezko ale nigdzie na bok nie poszlam. Nadal go kocham dlatego sie mecze i nie potrafie odejsc. Wkoncu kazdy zasluguje na druga szanse... Co robic?
  8. Witam, Moje małżeństwo przechodzi ogromny kryzys, od długiego czasu, ok 2 lat, pogłębiają się nasze problemy z komunikacją, otwartością na potrzeby i relacje codzienne. W zeszłym tyg dowiedziałam się,ze mąż zdradził mnie z dziewczyna, która poznał na imprezie int w prac - klasyczna sytuacja. Tłumaczył ,że zrobił to świadomie, że nie widział już szansy na naprawę, jednak zrobił to za moimi plecami. Po upływie 2-3 dni, przepraszał, że mnie tak potraktował, skrzywdził, ale miałam wciąż wrażenie ,ze zbyt mocno do tej nowej relacji zaczyna się przywiązywać, dzielił się z ta kobietą naszymi rozmowami, mówił jej co czuję ja i on. Prosiłam go, żeby skończył tę relację i abyśmy poważnie wrócili do tematu. Z jego strony jest ogromny opór, mówi, że boi się wracać do tego co mieliśmy bo to było niewystarczające, frustrujące, wiele oskarżeń pod moim adresem, że nie zrobiłam nic, aby ratować nasz związek. Przykro mi było z po wodu takich odczuć męża, nie do końca zgadzałam się z tym, nie każdy zarzut był taki oczywisty, jedno zachowanie zawsze wynika z drugiego. Ale poprosiłam,zebysmy oboje zaczęli poważnie nad tym pracować. Po kilku dniach, wielu rozmowach, doszliśmy do tego, żeby uzdrowić relacje -jakiekolwiek, wyjść na prostą, nie kłócić się ( mamy 6 letniego syna) - trzeba pójść na terapię. Ustalenie są takie, że walczymy o komunikację i dobre relacje dla syna, aby dobrze się dogadać, przy rozstaniu ale prosiłam męża żeby nie zamykał się na to, że możemy odbudować nasz związek, aby skończył tą relacje - bo wtedy wg mnie terapia ma sens. Jaki będzie efekt, czas pokaże. Widzę i słyszę od niego, ze nie wierzy już w nas, być może jest to poczatkowa niechęć, ale czy na terapie nie powinniśmy iść z takim samym celem, może nie fiksować się na jedno rozwiązanie, ale nie zamykać na żadne. Chciałabym aby terapia przyniosła nam obojgu ulgę.Mam wątpliwość jednak czy on chce rezygnować z tego co nowe, świeże, pełne emocji na rzecz pracy nad problemami związku, czy ma na to chęć. Nie obiecał jednoznacznie, że te kontakty natychmiast ustaną, co sprawia, że nie mam pojęcia czy terapia będzie miała sens, czy osiągniemy jakiś efekt. To moje podstawowe pytanie? Powiedział mi ze walczył o nas, nie dawał rady, rozmawialiśmy wiele razy, ale za każdym kryzysem, kłótnią, ja miałam wrażenie ,ze jakoś idziemy na prostą. Wg męza te sprawy jednak nie były załatwione. Ja starałam się aby nasze życie wracało na normalny tor, nie chciałam wracać do kłótni, tylko iść do przodu, a on chciał dyskutować i roztrząsać problem, który był ciężki do rozwiązania, albo nie dochodziliśmy do porozumienia. Ewidentnie nastąpiło rozejście w naszych oczekiwaniach i zaspokajaniu potrzeb, zabrało uważności na siebie nawzajem. Mąż przyznaje ,ze był dla mnie niemiły,robił na złość, wynikało to z frustracji i nie potrafił radzić sobie ze swoimi emocjami oraz z zarządzaniem swoim gniewem. Jest wychowany w rodzinie przemocowej oraz alkoholowej, gdzie bardzo ucierpiały jego emocje i relacje z rodziacmi - praktycznie ich nie ma. Przez to jest osobą bardzo wrażliwą, każda uwaga czy żart dotyka go wręcz 10-ciokrotnie, nie bardzo wiem,jak mam z nim rozmawiać,żeby go nie urazić, nie dać się zwariować. Bardzo go kocham i jestem w stanie przejść tę terapię dla niego, dla siebie i dla syna, aby nie popełniać błędów, i reagować uważniej i lepiej w zwiazku - pytanie czy jesli podczas terpaii on będzie kontynuował relacje, będzie jakikolwiek sens. Prosze o poradę, Ania
  9. Witam, Jestem 29 letnim mężczyzną, rozwodnikiem, ojcem dwójki dzieci, od 2,5 roku w związku z nową Partnerką. Od miesiąca zmagam się z kłótniami i brakiem zaufania do Narzeczonej , po tym jak nakryłem ją na flircie i umawianiu się na spotkanie z innym facetem do którego na szczęście nie doszło. Narzeczona chodzi wszędzie z telefonem w ręce, i w moim mniemaniu, nie wiem czy słusznym ma problem z nałogiem od Facebooka. Kompulsywnie sprawdza, odblokowuje, scrolluje, nawet jeżeli tel. nie daje sygnału. Warunkiem podjęcia kolejnej próby ratowania nas, było ograniczenie z jej strony korzystania z telefonu oraz czasowa rezygnacja z korzystania z FB, dlatego że czuję lęk kiedy widzę ja z telefonem, napadają mnie natrętne myśli i nie jestem w stanie odbudowywać zaufania. Proszę o opinie na mój temat bo zaczynam wariować, biorę leki na uspokojenie bo jestem w domu traktowany jako wróg, tyran, zaczęło się od umowy miedzy nami a za każdym razem kiedy ona ją łamie nasila się to we mnie i obsesyjnie się czepiam ze znów siedzi z telefonem, na co ona reaguję wybuchaniem, krzykami, rzucaniem czy trzaskaniem, czy atakami na mnie, zrywaniem. Oboje mamy dosyć. Szukam kompromisów, rozwiązania, zaoferowałem nawet, ze jeżeli się zgodzi żebyśmy razem ustalili warunki na nowo to mnie one również będą obowiązywać (np. nie zabieranie wszędzie tel. koszyk na półce jako miejsce na tel.) Ona twierdzi, że przesadzam, bo przecież niczego złego tam nie robi, że jedynym rozwiązaniem jest żebym odpuścił, że próbuje przejąc nad nią władzę. Czuję lęk przed ponowną zdradą, brak szacunku do siebie, wydaje mi się, że wodzi mnie za nos. Nie wiem czy moja prośba jest chora ? Zbyt wielka ? Sam już nie wiem Czy mam słuszność wymagając dotrzymania słowa od niej czy jednak próbuje kontrolować jak tyran. Proszę o chociaż krótką opinię, wyrażenie swojego zdania. Pozdrawiam
  10. Mam 30 lat, jestem 3 lata pp ślubie, w związku 8 lat, z mężem znamy sie od dziecka. Do tej pory układało nam die bardzo dobrze, dopóki znalazłam na poczcie męża maile do koleżanki z pracy w których z nia flirtuje i proponujr seks w magazynie. Oboje twierdzą ze to głupie zarty, jestem na etapie w którym wierzr, że nie doszło do niczego więcej. Teraz potrzebuję omówić z mężem wszystkie moje wątpliwości i obawy, potrzebuję z jego strony ciepła, czułości, zapewnien, zachowania które świadczą o tym ze mu na mnie zależy ponieważ zaczęłam w to wątpić. Rozmawiamy o tym już 4 dzień a on twierdzi że robię "gównoburzę". Otwarcie komunikuję mu czego konkretnie potrzebuję ale on nie stara się zaspokoić moich potrzeb. Stwierdził ze juz nie jesteśmy młodym związkiem więc żebym nie oczekiwała fajerwerków. Zastanawiam sie czy już mu na mnie nie zależy, czy tak w przyszłości będą wyglądały nasze problemy? Ze będzie czekał aż samo mi przejdzie? Jak trwać w związku gdy druga osoba nie angażuje sie mimo że "przeskrobała" i to ona powinna bardziej zabiegać o powrót do szczęśliwości?
  11. Jestem osobą pracującą, kobietą, mam 24 lata. Odkąd pamiętam w moim życiu były kłamstwa, najpierw w relacjach między moimi rodzicami, a później w moich prywatnych relacjach. Mam problem z tym, że krzywdzę ludzi, na których mi zależy. Nie jestem w stanie określić czy robię to świadomie czy też nie. Nie potrafię przyznawac się do błędów i ukrywam niewygodną prawdę przed bliskimi osobami. Dopiero w momencie gdy wychodzi na jaw, że nie byłam szczera zaczyna do mnie docierać co tak naprawdę zrobiłam i jakie niesie to za sobą konsekwencje. Pomimo, ze staram się wyciągać wnioski z takich sytuacji i nigdy więcej ich nie powtarzać, za każdym razem dzieję się tak samo. Nie potrafię być odpowiedzialna za swoje czyny w czasie ich dokonywania. Moje błędy trzeba mi pokazywać, sama nie chcę lub nie jestem w stanie ich zobaczyć. W sytuacji, gdy prawda wychodzi na jaw próbuję obrócić wszystko tak, żeby nie czuć się winna całkowicie, próbuje sama siebie usprawiedliwiać tłumacząc, że miałam na myśli co innego, nie chciałam tak zrobić, lub tez nie widziałam, ze jest to złe. Przez takie zachowanie straciłam najbliższą mi osobę, która wielokrotnie mi wybaczała, a ja nie umiałam tego docenić i wciąż zachowywałam się niedojrzale i nie mówiłam całej prawdy, pomimo iż ta osoba nigdy na to nie zasłużyła i dawała mi samo dobro, nigdy mnie nie skrzywdziła. Chciałabym w końcu zachowywać się tak jak należy, budować relacje na prawdzie, nie udawać kogoś kim nie jestem i nigdy więcej nikogo nie krzywdzić. Czy mój problem kwalifikuje się do psychologa, czy do psychiatry? Skąd mogło się wziąć u mnie takie zachowanie? Czy są to jakieś zaburzenia? Jak mogę sobie z tym poradzić, prócz wizyty u specjalisty? Jak pracować nad sobą aby nie zachowywac się w taki sposób? Będę wdzięczna za odpowiedź. Pozdrawiam.
  12. Jestem mężatką od 9 lat a 11 znam męża jako młoda dziewczyna go poznalam i byłam bardzo szczęśliwa. Mamy dwoje dzieci i w naszym małżeństwie przeżyliśmy chyba wszystko... Mimo wszystko czuje że nie potrafimy żyć razem ale też nie umiemy być osobno... Mąż lata temu mnie zdradził i ciągnie to się za nami cały czas. Gdy się dowiedzialam wyjechałam z dziećmi do Niemiec do taty ponieważ moi rodzice się też rozstali tata jest Niemcem i zawsze tu mieszkał a my z mamą w polsce... Serce mi pękało że moje dzieci też tak będą wychowywane.. Ale on nas szybko znalazł płakał przyzekal i prosił o ostatnia szansę... Zgodziłam się ale nie umiałam z tym żyć i o tym mówić.. Sytuacja skomplikowala się kiedy dziewczyna z którą miał romans została żona mojego brata też tu przyjechali wtedy coś we mnie pękło ciągle zaderczalam się i kłótnie były codzień... Mieliśmy zacząć nowe lepsze życie a był koszmar. Dlatego rok mieszkaliśmy oddzielnie on codzien mnie blagal byśmy byli razem ma też silna więź emocjonalną z dziecmi jest dobrym ojcem napewno potrafi też mnie zaskoczyć. Nasze życie ertyczne też funkcjonowało super on był moim pierwszym mężczyzną ale szczerze mówiliśmy o swoich fantazjach dlatego ciężej było mi zrozumieć jego błąd. Teraz obecnie jest tak ze mieszkamy niby razem ale kiedy po pracy mogłoby być normalnie to u nas zawsze coś mamy już tak ze przy większych kłótniach zaczynamy się szarpać każda rozmowa kończy się kłótnia on potem idzie do kolegi albo jedzie na działkę tydzień go nie ma i wraca przeprasza płacze i tak w kółko . Kilka dni temu było to samo chilcialam z nim porozmawiać doradzić się on był zły na coś w pracy i naturalnie awantura że ja zawsze muszę go męczyć kiedy on chce chwilę być sam... A potem mi wypominac zaczol że raz zwierzalam się wirtualnie i obcym ludzia mówię o naszych problemach. Spakowal się wyprowadził i wczoraj wrócił przpraszal itd. On ma od jakiegoś czasu problemy emocjonalne popada ze skrajności w skrajnosć często mówi że mnie nienawidzi, obraża za moment płaczę i przeprasza na kolanach. Zaczyna być agresywny zapisałam go na terapię ale twierdzi że to nic nie daje on sam kiedyś mi powiedział ze jak ma nerwy to nie panuje nad nimi ale ta agresja. Chce mu pomodz ale nie wiem jak. Wiem że to też moja wina w jakimś stopniu bo wracam do przeszłości czy naciskam na rozmowy albo o wspólne spędzanie czasu ale czemu mam nie negocjować tego czego oczekuje...
  13. Mam 18 lat, wszyscy mówią mi że jak na swój młody wiek jestem bardzo dojrzała, nie wiem czy mogę się z tym zgodzić, ale nie o to chodzi mi w tym momencie. Przejdę do sedna od roku jestem w związku z wspaniałym chłopakiem 2 lata ode mnie starszym, znamy się odkąd skończyłam 16 lat, byliśmy już w związku, ale ja wszystko zepsułam, uległam mojej toksycznej przyjaciółce, która powtarzała mi że X nie jest dla mnie, mimo to on na mnie czekał, wybaczył mi że go zostawiłam i wspiera mnie w każdej trudnej chwili. Problem w tym że mieszka ponad 500km dalej, widzimy się tylko raz w miesiącu. W moim domu ciężko jest o spokój, tata pije, mama ma problemu sama ze sobą, młodszy brat nie widzi świata poza komputerem, a starszy nie ma za grosz do mnie szacunku. Ze wszystkimi problemami radziłam sobie zawsze sama, w gimnazjum przeżywałam mnóstwo stresów, byłam wyśmiewana i gnębiona psychicznie przez rówieśników, kiedy to się skończyło weszłam w okres buntu, długie blond włosy przefarbowałam na rudy kolor i ścięłam je do ramion, zaczęłam wyzywająco się ubierać i malować, samej sobie wmawiając, że mogę mieć każdego, bo faceci, nawet starsi o kilka lat lgneli do mnie jak ćmy do światła, wtedy pierwszy raz poznałam swojego chłopaka, który powoli uświadamiał mnie czy to aby na pewno ma sens, czy nie jestem w tym wszystkim pogubiona i dzięki niemu zmieniłam się na lepsze, zaczęłam spełniać swoje marzenia, odkryłam talenty, pasję i wiedziałam że mam w tym wszystkim kogoś kto mnie wspiera, ale jednak brakowało mi tej osoby fizycznie przez długi długi czas, po wakacjach poszłam do technikum na profil hotelarski, ale czułam się w szkole w centrum wielkiego miasta, fatalnie, pochodzę z biedniejszej rodziny, wszystkie dziewczyny w klasie (A na 36 osób dziewcząt było 30) nosiły się z tym jakie to one nie są bogate, kiedy ja wracałam do domu i patrzyłam na śpiącego tatę po secie, mamę krążącą po pokoju i brata z którym nie ma kontaktu poza Internetem powoli się w sobie zamykając, jedyną odskocznią były telefony do mojego chłopaka, który zawsze powtarzal mi ze jest przy mnie na odległość, ale zawsze obok i mam w nim wsparcie, za jego namowami zmieniłam szkołę. Przeszłam z technikum hotelarskiego do małego technikum logistycznego w mojej miejscowości co było super opcją, super ludzie, radzę sobie z przedmiotami no po prostu ekstra, ale wewnątrz czułam dalej tą pustkę, psychicznie miałam go obok siebie, ale fizycznie mogłam jedynie czekać kilka tygodni aby znowu wziął mnie w ramiona i powiedział jak bardzo mnie kocha i wspiera we wszystkim co robię. Znowu zaczęło dziać się w mojej głowie źle, uczucie samotności, brak kontaktu z rodzicami, mama zajęta swoimi sprawami, zrzucajaca dodatkowo na mnie swoje problemy, tata wraca z pracy przygnębiony życiem, pije piwo i idzie spać, a ja sama w tym wszystkim (prawdziwych przyjaciółek nigdy nie miałam, trudno mi jest zaufać ludziom). Kiedy jeżdżę do mojego chłopaka czuje że żyje, mam tam przyjaciółkę, jedyną na ziemi dziewczynę której bezgranicznie ufam i na której nigdy się nie zawiodłam, mam jego mamę, która zawsze powtarza mi że ja jestem jej 4 dzieckiem w tym 3 córka i zawsze nią będę, jego ojczym z którym zawsze nawzajem z siebie zartujemy, jego siostry i ich dzieci, które nazywają mnie swoją ciocią, życie jakiego zawsze chciałam. Dostałam propozycję, żeby przeprowadzić się do niego do domu, oboje jesteśmy co do siebie pewni, widać, że między nami jest może i młodzieńcza, ale prawdziwa miłość, kiedy wracam do siebie czuje się zagubiona, mam ochotę nie wychodzić z łóżka, zaszyć się w pokoju i nie mieć kontaktu ze światem po cichu czekając aż znowu do niego przyjadę. W jego miejscowości jest szkoła dla mnie, taka w której bym się odnalazła, oprócz tego jest praca dorywcza (ludzie tam mnie znają, ponieważ mój chłopak jest znany w tamtym mieście, sami proponują mi pracę kiedy do niego przyjeżdżam) no i jest on i jego rodzina, ludzie z którymi czuje że żyje, nie twierdzę, że nie kocham mojej rodziny, bo kocham najmocniej na świecie, ale chciałabym być tak naprawdę szczęśliwa... Nie czuć pustki w sercu i w duszy. Co mi poradzicie? Przeprowadzić się? Czy to będzie dla mnie dobra opcja? Czy może lepiej będzie poczekać? Boję się tylko że jeżeli to jeszcze trochę potrwa to nie wytrzymam. Miałam już wiele myśli samobójczych, o których wie tylko mój chłopak. Nikomu innemu nie chciałam o tym mówić.
  14. „Prawdziwy mężczyzna” to hasło używane przez kobiety, które chcą manipulować facetami. Koniec tych bzdur! Mężczyzna przychodzi na świat i jedyne co musi zrobić, to zgłębiać przyrodzoną męskość zamiast pytać się dziewczyn, czym jest męstwo. Książka „Twarde życie mężczyzny” jest dla facetów, którzy mają dość feministycznej propagandy oraz kobietocentrycznych wizji świata i po prostu chcą pozostawać w zgodzie ze sobą. To lektura, która nie wyważa otwartych drzwi, nie wymyśla kuriozów jak „płeć kulturowa”, lecz skupia się na tym, co oznacza bycie mężczyzną we współczesnym świecie. Nie jest to poradnik, lecz co najwyżej inspiracja, bo i tak każdy facet lubi robić wszystko po swojemu. Chociaż autor jest psychologiem klinicznym i psychoterapeutą, treść książki bynajmniej nie jest wiedzą oświeconą. To punkt widzenia, który można przyjąć, by spojrzeć na pewne sprawy pod użytecznym kątem. Książka ma poręczny format B5, 220 stron, jest ilustrowana obrazami w czerni i bieli. Książkę można kupić m.in. w tym miejscu w ramach sprzedaży wysyłkowej. Premiera: 1 marca 2019 r.
  15. Dzień dobry, Ja: 35 lat, matka 15-letniego chłopca, po rozwodzie i kolejnej dłuższej relacji. Ostrożna przy zawieraniu nowych znajomości, zdystansowana. On: 35 lat, świeżo po rozwodzie, po 11 letnim związku. Córka, 2 latka. W wyniku trudnej sytuacji materialnej wyjechał do pracy do Niemiec, żeby kupić dom dla żony i córki, zapewnić im godne życie. W Polsce bywał raz na 2-3 tygodnie. Choruje na reumatoidalne zapalenie stawów, ale mimo bólu, zaniedbywał siebie, żeby tylko dać żonie wszystko. Przez chorobę stał się drażliwy, częściej się kłócili, w końcu żona go zdradziła i wyprowadziła z córką, on nawet nie wie gdzie mieszkają, nie widział córki od pół roku. Mają też nieuregulowane sprawy związane z kredytem. My: poznaliśmy się przez internet, od razu zaiskrzyło. Nasza relacja była krótka, ale bardzo intensywna, żeby wykorzystać czas przed jego powrotem do pracy do Niemiec. Widywaliśmy się po 8-11 godzin dziennie. Mamy podobne charaktery, priorytety w życiu, podobnie lubimy spędzać czas. Rozmawialiśmy na wszystkie tematy, zawsze było o czym rozmawiać. Zaproponował, że da mi klucze do swojego domu, że może bym się do niego wprowadziła, mieliśmy plany na najbliższe pół roku. Miałam wrażenie, że jest trochę zdesperowany, ale jednocześnie czułam, że jego intencje są szczere. Musiałam go nawet hamować, że o takich sprawach to możemy pogadać dopiero po jak się lepiej poznamy. Sprawiał wrażenie bardzo zakochanego, miał maślane oczy, wyznał mi to. Spełniał każdą moją zachciankę, żałował, ze nie poznaliśmy się wcześniej bo jest taki szczęśliwy. Oficjalnie zostaliśmy parą. Ja byłam bardziej zdystansowana, ale on wiedział, że to wynika z moich poprzednich przeżyć, powiedział, że mnie nigdy nie skrzywdzi. Podczas jego kolejnego pobytu w Polcse zabrał mnie nad morze, bo wspomniałam, że dawno nie byłam. Wyjazd był cudowny, najpiękniej spędzony czas od dawna. Gdy wracał do Niemiec obiecał, że zadzwoni po drodze i jak dojedzie, ale miałam jakiś problem i chciałam porozmawiać od razu. Dał znać że dojechał, a ja strzeliłam focha, że nie zadzwonił po drodze. Wiem, że w dniu wyjazdu jest bardzo zajęty i niepotrzebnie się na niego obraziłam, ale jego reakcja mnie kompletnie zaskoczyła. Była nieadekwatna do sytuacji. Zerwał ze mną, powiedział, że chce mieć spokój, ma wystarczająco dużo swoich problemów i nie potrzebuje, żeby wylewać na siebie swoją frustrację. Od tej pory nie odpisuje, nie odbiera telefonu. Nie jestem natarczywa, raz opisałam mu w wiadomości sytuację z mojego punktu widzenia, przyznałam się do błędu, przeprosiłam. On tylko, że nie chce moich przeprosin, że tak mu się odwdzięczyłam za wyjazd i że już nigdy nie zamierza się starać. I znowu cisza... Dorosły mężczyzna, a nie chce rozmawiać, rozwiązać problemu... Próbowałam o n iego walczyć, ale skoro nie widzę reakcji, ma to swoje granice. Na koniec podziękowałam mu za miło spędzony czas i życzyłam mu dużo szczęścia. Nadal mi na nim zależy, ale nie wiem jak do niego dotrzeć, najlepiej byłoby porozmawiać osobiście, ale jest w Niemczech. Wraca za tydzień. Ma moją walizkę, ja jestem mu winna pieniądze, więc liczę że się spotkamy. Nie wiem dlaczego tak gwałtownie zareagował, czy kochał czy udawał, jak może tak nagle przestać komuś zależeć? Co jeszcze mogę zrobić, żeby go odzyskać? Czy lepiej odpuścić, bo nie zasługuję na takie traktowanie. Na razie dałam mu spokój, czas na odpoczęcie, przemyślenie, zatęsknienie...
  16. Czesc , jestem Daria i mam 22 lata . Rozstałam się z narzeczonym , mieszkałam u jego rodziców( długa historia) a on pojechał za granicę . W święta wielkanocne kiedy jeszcze był dowiedział się że z kimś pisałam ale kompletnie nie miał pojęcia co ( same pierdoły , jak się pokłóciliśmy chciałam zrobić na złość ale wyszło tak że usunęłam bo się bałam że zamiast będzie zazdrosny to mnie zwyzywać czy cos ) i się zaczęło .....kazał mi wyjechać od niego z domu bo sobie ubzdurał że na pewno go zdradziłam ( sam mnie zdradził i ja to zobaczyłam !!! , Szybko wybaczyłam ) i jechał grubo ale jakoś rodzina z nim porozmawiała i mieliśmy mieć " czystą kartę" zapomnieć o tym co było . Kiedy wyjechał znów się zaczęło , tym razem z nikim już nie pisałam ale on twierdził że tak ( mial hasło do wszystkiego ) , w tym czasie co mnie wyrzucał z domu dowiedziałam się że gada przez telefon z byłą kochanką a ja nie będąc gorsza postanowiłam założyć Tindera i poszukać kogoś do pogadania ( nie prawda że Tinder jest od jednego ,są też normalni ) , do wyżlenia się itd. ,Lepiej obcemu bo komu on powie ? ,no w każdym razie opisałam jaka jest sytuacja i liczyłam na jakąś radę , jeden chłopak zaproponował żebym do niego przyjechała na święta , napisałam coś ze ok , trochę podejrzane itd. , proponował wyjście ale rączkę nie dało się z nim rozmawiać a ja nie postradałam zmysłów żeby do zupełnie obcej osoby jechać więc to było takie hmmm...pisanie bo pisanie . W każdym razie żadnych podtekstów seksualnych , żadnej wymiany zdjęć . A ten się dowiedział i się piekło zaczęło ... Podobno zdrazdam go od dwóch lat ( bo on tak myśli a dowodów żadnych ) , wysyłałam nagie zdjęcia i ogólnie się kurwie . I jutro ( niedziela ) wracam do siebie do domu . Nie mam psychiki na to wszystko , nadal przeżywam śmierć mamy , jego różne wybryki też dały mi w kość .Nie mam pracy ani pieniędzy i jeszcze raty i wspólnie z nim coś też . Jak ja mam się pozbierać do kupy , tam gdzie mieszkam nie jest łatwo o pracę . Dodam jeszcze że gdyby on był w porządku to ja bym nigdy z nikim nawet nie pisała ,nawet głupie co tam ale zawsze jakos chciałam zrobić na złość ( bo chodzi o to że on pisał i ja chciałam się jakoś odpłacić , żeby zobaczył co ja czuję i jakoś nie zobaczył ) . I co teraz ? Co ja mam zrobić bo nie liczę na to że mu przejdzie . A i jeszcze coś ....nie mam żadnej osoby która by mogła mi pomóc , żadnego wsparcia .
  17. Witam mam 28 lat 3 lata temu zdradzilem swoja narzeczoną było to najgorsza rzecz jaka w życiu zrobilem zniszczyłem swoj wlasny mur .Zawsze powtarzalem ze nigdy nie zdradze i stało sie. Sterotyp kestem marynarzem bylem w porcie z kolegami jesli mozna ich tak nazawac bylem kompletnie pijany zrobili mi kawalerski postawili mi jak sie okazalo prostytutke. Przez jakis tydzien plakalem szlochalem 2 tyg sie meczylem pozniej zrobilem badania i stwierdzilem ze nic nie powiem.To ze sam cierpie nie chce zeby ona cierpiała tak wiec postanowilem ze nic nie powiem jestesmy 2 lata po slubie juz a wyrzuty sumienia dalej mnie dręczą tylko nie wiem czy tak wlasciwie jesli mialbym powiedziec teraz prawde dlatego ze chce byc z nia na 100 szczery czy nie moge wytrzymać z takim ciezarem nie wiem co robic co jakis czas to wraca najczesciej jak jestem na statku. Kocham moja żone ale nie chce jej krzywdzic a szczery nigdy juz nie bede mogl byc przez to jesli jej nie powiem.Bede mial zawsze skaze o ktorej zawsze bede sobie przypominal.
  18. Dzień dobry, jestem prawniczką w wieku 32 lat, w "związku" z Hiszpanem, który notorycznie kłamie. Mam problem z partnerem od momentu, gdy dowiedziałam się, że on w Hiszpanii jest z inną kobietą. Wcześniej był przysłowiowym księciem z bajki, a od momentu gdy dowiedziałam się o jego związku z inną (który trwa dłużej niż ten ze mną),on zupełnie zmienił swoje zachowanie. Zaczął mnie poniżać, deprecjonować, wyzywać. Nigdy nie przedstawił mnie znajomym, ani matce (nie zaprosił do domu, choć nasz związek trwa od 5 lat, twierdząc, że przedstawi mnie dopiero gdy przyjadę na stałe). Gdy odkryłam jego drugie życie obiecał, że zakończy z nią znajomość, jednak przez trzy lata nic się nie zmieniło. On ukrywa wyjścia z nią, a każdą próbę rozmowy traktuje jako atak i oskarżenia wg niego bezpodstawne. Wiele razy ustalaliśmy zasady, że skoro twierdzi, że to jego koleżanka, to chcę żeby mówił mi kiedy z nią wychodzi. Skutku brak, a gdy ja się dowiem i chcę z nim porozmawiać, zostawia mnie, wyzywa, blokuje kontakt, bo wie, że sprawia mi tym ból. Ja mimo wszystko go kocham. Od wczoraj on się do mnie nie odzywa i nie potrafię sobie z tym poradzić. Jestem od niego uzależniona i boli, że mnie tak kara. Wyrzucał z siebie, że mnie nienawidzi, że chce żebym zniknęła z jego życia, tylko dlatego, że zadzwoniłam do niego w niedzielę (przypuszczalnie był z nią). Nie potrafię bez niego żyć. Czy jest szansa, żeby odzyskać socjopatę? Czy jest szansa żeby on znowu mnie kochał lub czy socjopata w ogóle potrafi kochać?
  19. Zdrada jak sobie radzić... 😢 Mąż mnie zdradził, robił to z nią nawet w naszym domu. Jak sobie z tym poradzić?
  20. Witam. Jestem 23-letnią dziewczyną. Od niespełna roku mam kochanka, jest starszy o 12 lat. Łączy nas głównie seks, ale oczywiście też rozmawiamy ze sobą, troszczymy się o siebie, łączy nas pewna więź. Mniej więcej 4 miesiące temu nasza relacja się popsuła. Miał wypadek samochodowy, stał się trochę innym człowiekiem, z tego co się pozniej dowiedziałam kontakty mu się popsuły też ze znajomymi, z rodziną. Nie rozumiałam tego że jego zachowanie może być spowodowane stresem powypadkowym. Przez dłuższy czas się nie widzieliśmy, nie było między nami tak jak dawniej, czułam się samotnie. Umówiłam się przez portal randkowy na seks spotkanie z pewnym mężczyzną. Przyjechał po mnie, wysiadł z samochodu i wydawał się naprawdę w porządku. Okazał się jednak dosyć dziwnym człowiekiem, w pewnym sensie odpychającym. Niby wszystko w porządku, bardzo przystojny, ale coś mnie w nim odrzucało. Po prostu nie czułam że chcę z nim uprawiać seks. Mogłam po prostu się z nim pożegnać i nie robić czegoś na co nie mam ochoty. Tylko że okropnie się bałam że coś mi zrobi, nie znałam go, i nie wydawał się do końca zrównoważony psychicznie. Bałam się też że jeżeli go wystawię to żeby się na mnie zemścić udostępni moje nagie zdjęcia. A więc doszło do stosunku, trwało to ok 2 godzin, dosyć wcześnie wyszłam, tłumaczyłam się że jeszcze go dobrze nie znam i nie czuję się zupełnie komfortowo. Po tym wszystkim czułam do siebie ogromne obrzydzenie. Nie chodzi o sam seks, chodzi o to że uprawiałam seks z kimś kto mi zupełnie nie odpowiadał seksualnie. Teraz już rozumiem że umawianie się na takie spotkania jest okropnie głupie, nie wspominając już o zdjęciach... No ale stało się. Minęło trochę czasu, właściwie już o tym zaczęłam powoli zapominać. Męczyło mnie jedynie to że ukrywam coś przed moim partnerem. Przyznałam mu się. Nie sądziłam że zareaguje w ten sposób, oskarżył o zdradę i że bardzo go zraniłam. Przepraszałam i obiecywałam że to już nigdy się nie stanie. Nasze relacje już się poprawiły, wiele sobie wytłumaczyliśmy, tylko myślę że nadal mi nie wybaczył do końca i ma do mnie o to żal, od tego czasu minęły 2 miesiące. Teraz prawie codziennie się tym zadręczam i nie potrafię się od tego odciąć. Jak sobie wybaczyć i przestać się zadręczać?
  21. Rozstania z moją partnerką nadszedł czas. Byłem z nią przez 6 miesięcy. Przez ten czas: Dzwoniliśmy do siebie do niej gdy nie mogliśmy porozmawiać bliżej,. Robiłem jej niespodzianki w postaci wizyt i prezentów. Chwaliłem ją często nawet za błahostki ponieważ chciałem aby jej poczucie wartości było wysokie. Bardzo doceniałem, Nigdy nie wyzwałem od k****. Robiłem nam romantyczne kolacje. Miałem pomysły na ciekawe randki aby nie wdarła się monotonia. Przytulałem ją gdy zasypiała. Zawsze wysłuchałem i brałem jej stronę gdy miała rację. Mieliśmy tematy do rozmów od codziennych po intymne. Bardzo często chodziliśmy razem za rękę. Gotowałem jej do pracy. Przedstawiałem ją jako „moja dziewczyna xyz” aby wiedziała, ile dla mnie znaczy. Miała we mnie przyjaciela i każdą jej tajemnicę czy troskę chowałem głęboko w swoim sercu ponieważ to były jej zwierzenia. Pewnie jeszcze bym wymienił co nie co ale nie przypominam sobie abym w jakiś sposób dał jej odczuć, że mi na niej nie zależy. Przez ten okres związku (wyłączając kwiecień) Dawałem jej przestrzeń ponieważ życie to nie tylko związek ale i praca, rodzina, studia, czas dla siebie a mimo to postanowiła zakończyć z nami relacje. Przeszkadzało jej (oficjalnie): 8 lat różnicy wieku - dla mnie bardziej liczy się dojrzałość emocjonalna. Na początku też miałem wątpliwości ale po bliższym poznaniu zniknęły. Nie może mi poświęcić czasu przez swoje studia i staż – moim zdaniem gdy ktoś ma okres napięty (np. sesję) to wystarczy ta 1h w tygodniu na spacerek i 30 minut w tygodniu na kawusię aby to przetrzymać. Ten okres nie trwa wiecznie. Spędzała dużo czasu ze swoim kolegą ze studiów, uczyli się razem (miała przez to wyrzuty sumienia) - do kolegi jeszcze wrócę później. (Nieoficjalnie) Jej rodzina mówiła, że nie pasujemy do siebie – cokolwiek to znaczy. Byłem bardzo ugodowy i nie przypominam sobie aby na coś się skarżyła. Nie studiowałem tego samego kierunku co ona więc mam inny pogląd na świat - dla mnie to zaleta, że ktoś może pokazać mi świat z innej perspektywy. Inne podejście do życia (ponieważ jestem po studiach) – też do dziś nie wiem co to znaczy. Rozstaliśmy się za jej inicjatywą a 4 dni potem ona już miała nowego adoratora – tego kolegę ze studiów choć jeszcze oficjalnie nie są razem ale tydzień, dwa i zapewne będą. Moim zdaniem nie da się wejść w ciągu 4 dni od zerwania w nową relację. Musiała zaczynać z nim zbliżenia emocjonalne (nie fizyczne) już gdy była ze mną w związku. To dla mnie niestety zdrada emocjonalna. A wiecie co…. nie raz czy dwa pytałem ją czy wszystko między nami OK. Czy dobrze się czuje? Czy czegoś jej brakuje? Najczęściej odpowiadała „wszystko dobrze”. W tej relacji najczęściej czułem się 60:40 lub 70:30. Moje spostrzeżenia nie okazały się paranoją i były podstawne a ja byłem bardzo zazdrosny o jej kolegę. W kwietniu bardzo dużo mi o nim mówiła, za dużo jak na zwykłego kolegę. Gdy pojechaliśmy razem na majówkę w drodze co 5-10 minut brała telefon do ręki i pisała choć jak wspomniałem wcześniej mi potrafiłą odpisać po dłuższym czasie. Gdy z nim się kiedyś spotkała to 3h nie siedziała na facebooku ponieważ była z nim. Zablokowała telefon hasłem choć nigdy tego nie robiła. Gdy poruszyłem temat mówiąc “Czuję się niekomfortowo, że tak często siedzisz w telefonie gdy ze mną jesteś, chciałbym abyśmy na spotkaniach poświęcali sobie 100% uwagi”. Temat zakończył się gdy powiedziała “Skończ! Bo mnie to irytuje” Na spotkania z nim szykowałą się jak na spotkania ze mną, czesałą i rozpuszczała włosy, perfumowała się, poprawiała makijaż. Gdy dzwonił lub coś pisał miała uśmiech na twarzy i była bardzo wesoła. Przekładała spotkania ze mną ponieważ musieli dokończyć projekt na studiach. Spędzała z nim dużo czasu przez ten projekt (projekt nie był wymyślony. Wiem, że musieli go razem zrobić) Gdy kiedyś powiedziałem, że nie podoba mi się to jak często z nim się widuje to powiedziała, że jest w szoku, że myślę w ten sposób i to bezpodstawnie wg niej” To były dla mnie bardzo silne oznaki. Teraz zastanawiam się czy może poprawnie, że byłem zazdrosny. Nie raz jej mówiłem, że facet nie pisze i nie poświęca się tak dla dziewczyny jeżeli czegoś od niej nie chce. Mówiłem “Ufam Tobie ale nie ufam jemu”. Na osobności dwa dni po rozstaniu powiedziałem jej z żalem “Czegoś musiałem Ci nie dać skoro postanowiłaś to zakończyć” odparła “Dawałeś mi wszystko” “Nieprawda, gdyby tak było to nie podjęłabyś takiej decyzji” Jeszcze niedawno miałem nadzieję, że po intensywnym maju będziemy mieć więcej czasu dla siebie i wrócimy. Ona tylko odpowiedziała, że nie wie jaką będziemy mieć relacje w czerwcu i nic mi nie może obiecać. A potem dowiedziałem się od koleżanki, że ona nie chce ze mną być. Nic do mnie nie czuje i nie czuła. Szkoda, że mi tak nie potrafiła powiedzieć i musiałem się tego dowiadywać w inny sposób. Jest to dla mnie takie niepojęte, że nie potrafiła mi czegoś powiedzieć wprost. Zamiast “NIE” stosowała “Może”, “Nie wiem”. Jakby to miałoby mnie mniej boleć. Rozstanie boli tak samo nie ważne czy ktoś mi powie “Nie chcę z tobą być” czy “Nie wiem czy chcę z tobą być”. Czułem, że się od siebie oddalamy i powiedziałem jej o tym. Powiedziałem że jeżeli chcemy to naprawić to musimy widywać się i spędzać ze sobą czas w emocjonujący sposób. Zgodziła się ze mną ale w praktyce nie miała na to czasu. Pomimo iż kiedyś jej się pytałem na początku związku jak sobie wyobraża sytuacje gdy para oddala się od siebie. Powiedziała, że wtedy chciałaby pracować nad relacją i rozmawiać o tym zamiast rozstać się bez prób podjęcia pracy nad związkiem. Co znowu zostaje dla mnie bez odpowiedzi czemu mówiła jedno a zrobiła drugie. Mam do niej żal, że nie była ze mną szczera i nie potrafiła mówić prawdy. Od 15 kwietnia bardzo źle i mało śpię. Budzę się z lękiem, nie mam apetytu i schudłem. W pracy nie potrafię się śmiać czy żartować. Pracujemy razem i póki co to się nie zmieni. Nie wiem jak to mam przetrwać i kiedy to minie. Ni ma sensu jej mówić, “Dobrze wiem, że nie byłaś ze mną szczera. Jest mi przykro, że nie chciałaś tego ze mną odbudować”. Ona jest już zauroczona w innym będzie miała olewkę na moje uczucia i to mnie boli. Nie czuję szacunku i empatii od niej po rozstaniu.
  22. Witam.Mam 39 lat i jestem mezatka i mama 2 ki dzieci. Ostra nerwice przechodzilam ca 3 lata temu. Potem trafilam naterapie i bylo dobrze, czasami niepokoje ale ogolnie dalo sie zyc. Do momentu, w ktorym sie zakochalam. To sa poczatki i nie jestem pewna nawet do konca jego uczuc. Nieustannie analizuje w glowie co powiedzial i czy to znaczy ze mnie lubi czy jestem mu obojetna. Slucham muzyki i analizuje. Bo nie mam odwagi zapytac wprost. Ktos moglby powiedziec, ze no tak, tak jest jak sie ktos zakocha. Ale u mnie problem jest taki, ze od tego myslenia dostaje derealizacji, ktora mnie meczy. Nie mam z kim o tym porozmawiac bo jestem zona i mam dzieci. Zmagam sie tez z dylematem moralnym wobec meza. No bo sie zakochalam w innym. Dobija mnie ta sytuacja. Powiedzcie czy derealizacja moze sie brac wlasnie stad? Anna
  23. Mam 21lat i jestem studentką. Od prawie półtora roku byłam w związku z chłopakiem którego wciąż kocham. Oboje mieszkamy w jednym akademiku. Z początku było jak w bajce on się starał, martwił się i dbał mówił o uczuciach, chłopak do serca przyłoż na inne nawet nie spojrzał. Robił mi problemy z każdego wyjścia do klubu, dziewczynami; odseparował mnie od każdego a jemu było można(ja mu nie zabranialam a że jestem spokojną dziewczyną to nie miałam z tym problemu), gotowałam, sprzatalam, prałam byłam na każde zawołanie i kiedy potrzebował pomocy. Z czasem zaczął dużo pić alkoholu wychodzić ze znajomymi którzy ze mnie sie podsmiewali i go nastawiali wobec mnie bo ja jestem nudna przecież i trzeba szaleć i za dużo się wtrącali, założył tindera badoo a jak ja to zrobiłam była afera. Nie odzywał sie do mnie czasami wcale bo on chce spokoju i nawet jeśli pytałam o co mu chodzi czy coś zrobiłam czy ma gorszy dzień to nic mi nie odpowiadał. Doszlo do tego ze mnie uderzył bo go sprowokowałam i zaczęło się sypać. Jednego dnia powiedział mi ze usunął konto na tych portalach ale przyuwazylam ze piszę z jakąś na snapie. Okazało sie że z nią sie spotkał, myślę że mogło dojść do pocałunku czy tez u niego nocowala i z nią wypisuje i sie uśmiecha jak z nią pisze nawet pokazał ją swojej mamie co o niej sądzi a co do czego sie wypieral jak pokazałam mu dobitne argumenty odpowiedzial "to co". Jak ja sie spotkałam ze kumplem to go zaczął szarpać bo nie ma on prawa ze mną przebywać a jak sie go zapytalam czemu tak zrobił powiedział ze dla zabawy. Niby teraz jesteśmy przyjaciółmi ale uprawiamy seks i ja widzę jak on z nią pisze to mnie aż sciska ze złości. Nie wiem jak do sytuacji podejść bym mu wybaczyla wszystko bo go kocham i robię dalej dla niego wszystko i wiem że tez naciskam na niego ale z drugiej strony martwie sie ze nie ma dla nas przyszłości i wybierze ją a ja zostane sama. Chciałabym poznać opinie czy jest warto coś budować zaczynajac od przyjaźni, mieć nadzieję, starać się być neutralna i mu przejdzie i jak sobie z tą złością poradzić co o tym sądzić.
  24. Witam .Od 5 lat jestem w związku z chłopakiem oboje jesteśmy po rozwodzie 2 lata temu wpłata się w romans który podobno zakończył ale dalej ta kobieta wraca i są awantury mamy komunnie ja swojej córki i u tamtej kobiety też tydzień przed moja .tłumaczę ukochanej i że nie powinien jechać bo jadąc udowadnia mi że ciągle jest dla niego ważna i mu na niej zależy .trudno to przekonać że dla naszego dobra powinien zakończyć ta znajomosc co robic twierdzi że tylko ja tak myślę bo w każdym związku każdy by pozwolił na to by z kochanką się spotykać i uczestniczyć w uroczystościach rodzinnych
  25. Chciałam zapytać, co mam zrobić, gdy mój mąż po wielu latach małżeństwa postanowił odejść do kochanki. Gdyby to była takie normalne odejście to wiem, że muszę się pogodzić z losem, ale problem polega na tym, że on tak do końca nie potrafi się zdecydować. Jak jest ze mną to chce do niej, myślami odpływa i tylko czeka, kiedy będzie się mógł wyrwać, ale gdy jest u niej, to cały czas pisze do mnie maile, wymyka się, by do mnie dzwonić, zapewnia, że i mnie i nasze dzieci kocha bardzo mocno. Po prostu najlepiej by chciał żyć z nami obiema i być u niej i u mnie jednocześnie. Czy to tylko niezdecydowanie, huśtawka emocjonalna, czy może jakieś rozdwojenie jaźni? A może to jakaś odmiany choroby psychicznej, czy coś podobnego. On bardzo wierzy w reinkarnację i to, że tamta kobieta jest jego żoną z jakiegoś poprzedniego wcielenia i musi być z nią. No ale ja jestem żoną z obecnego wcielenia i ze mną też chce być. Może ktoś wie, czy faceci w wieku średnim tak po prostu mają, czy coś jest z nim nie do końca w porządku. Jak myślicie, czy powinnam walczyć, zaciągnąć go jakoś do lekarza, czy postawić krzyżyk i niech spada na drzewo, bo sama już głupieję od tej huśtawki nastrojów. Z jednej strony kocham go bardzo i zrobię wszystko, by ratować związek i mu pomóc, ale z drugiej, jeśli mam żyć w trójkącie, to dziękuję bardzo. Wypisuję się z tego układu. proszę pomóżcie i napiszcie, jakie jest wasze zdanie na ten temat, bo mną targają przeróżne emocje i nie wiem sama,, co jest dobre a co złe?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.