Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'zdrada'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 240 wyników

  1. Mam 32 lata. Półtora miesiąca temu dowiedziałam się, że mąż od 3 lat miał romans z 10 lat młodszą dziewczyną. Jesteśmy małżeństwem od 11 lat, mamy dwoje dzieci. Mąż, gdy się dowiedziałam błagał i przepraszał, prosił o szansę, zapewniał, że kocha tylko mnie a tamta nic nie znaczy. Zostałam, bo mimo wszystko go kocham, ale nie radzę sobie... Nie mam siły na nic, nie mam siły sprzątać, gotować, w pracy też mam zaległości.. Nie mogę przestać myśleć o tym że on przez tak długi czas mnie zdradzał... Jak mam nauczyć się z tym żyć?
  2. Witam mam 42 lata jestem po rozwodzie.. obecnie jestem w związku 16 miesięcy , wcześniej znaliśmy się chwilę jako tylko znajomi. Facet bardzo się zmienił albo porostu dopiero go tak dobrze poznaje . Problemem jest to że odkryłam że korzysta z portalu sex kamerki na żywo ..załamałam się ,on uważa że każdy zdrowy facet tam zajrzy a ja uważam że nie ,bo to nie jest film porno tylko coś dużo gorszego można z nimi czatować a nawet iść na prywatne kamerki. Pytanie co mogę z tym zrobić i czy jest to zdrada? Według mnie tak . Bardzo proszę o radę , psychicznie bardzo mnie to zniszczyło i nie potrafię pojąć dlaczego ponieważ nasze życie sexualne jest wspaniałe a raczej było nonpo czymś takim będzie mi ciężko. Co robić z góry dziękuję za pomoc.
  3. Witam jestem pieszy raz odwazylem się i przemoglem w wyjawieniu swoich problemów Może dlatego że jest tak ciężko i potrzebuje obiektywnej opini z zewnątrz Otóż Byłem do nie tak dawna w związku 10 lat mamy 9 letnia córkę i 4 letniego syna o ktorym tez napisze bo to odegralo wazna role w calej sytuacjii w 6 roku związku Otóż poznaliśmy się przypadkim szybko zaczęliśmy ze sobą mieszkać byliśmy bardzo szczęśliwi Ekserymentowalismy również z używkami Glów nie palilismy jointy Pojawiła się córka przeprowadziliśmy się do domu który partnerki mama zostawiła w spadku po śmierci Na którym ręce trzymała jej zaborcza i specyficzna babcia całą jej rodzina jest bardzo majetna i ubzdorali sobie ze niby jestem łowca majątku czy coś takiego Dodam że rodzina partnerki od poczatu miała coś do mnie gdyż jestem pół krwi arab em i to widać Moja rodzina natomiast przyjęła partnerke bardzo ciepło Odrazu kazali do siebie mówić mamo i babciu Urodziła się nam córka Ale rodzina partnerki nie za bardzo zaakceptowała stan rzeczy myśleli nawet o aborcji My zakochani w sobie chcieliśmy jak najlepiej Choć wiem ze nie wszystko zrobiliśmy jak należy Nie przestalismy popalic niestety Rodzina jej zaczęła się bardzo wtrącać w nasze życie i na każdym kroku robiąc nam pod górkę a tym samym nie do końca akceptująć córki Nikt nigdy nie zaprosił jej na spacer nie zgadzał się aby się nią trochę zająć i dać nam czas tylko dla siebie Wtracaja się w tak nieprzyjemny sposób ze postanowiliśmy się wyprowadzić z miasta Koszta wynajmu i samej wyprowadzi dały się we znaki Postanowiliśmy wyjechać do Anglii Prtnerka pojechała 2 tyg wcześniej ja zatrzymałem się z córką u mojej mamy i wtedy się zaczęło Otrzymałem tel ze ona nie wie czy chce abyśmy przyjeżdżali abym ja przyjechał i wogóle Domyślam się ze ktoś się pojawił i nie myliłem się po 2 tyg wyszło na jaw ze jest 55 letni anglik i ze nawet już zaczęli ze sobą mieszkać Mimo to postawiłem na swoim i pojechaliśmy tam z córką Ja wynajął pokój oni przeprowadzieli się do niego próbowałem chwile walczyć Nawet spotkałem się z nim ale to nic nie dawało doszło do tego ze że odcialleem się od niej i nasze kontakty ograniczały się do chwilowy spotkań podczas gdy odbieram córkę bądź przyprowadzalme ja spowrotem Nie palilismy w tym czasie jakieś 5 miesięcy łącznie Ale po 2 miesiącach od naszego przyjazdu mojego i córki Ona zaszła w ciążę Ja to zauważyłem nawet przed nią Choć nie dawała mi tego poznac przestałem w to wierzyć i żyłem swoim życiem Po około miesiącu tuż przed urodzinami córki które postanowiliśmy spędzić razem Wrocila i została przyjąłem ich z otwartymi ramionami Zapomniałem o ciąży która tak bardzo zaprzeczała Mimo że od początku pow ze wyhowam jak swoje Chwile potem sama postanowiła ze chce mieć kolejne dziecko Też tego hcialem tyle tylko że ona już była jednak w ciąży i kłamała ze niby się staramy o nasze Dowiedziałem się tego w szpitalu gdy zacząłem liczyć miesiące Urodził się syn którego bardzo kocham choć musiałem się przyznaje trochę tego nauczyć podejścia do sprawy Anglik nawet nie wie o jego istnieniu Syn ma moje drugie imię i moje nazwisko Bardzo wtedy potrzebowałem rozmowy gdyż pogubily mnie ta cała sytuacja przez całą ciążę zapewniała ze jest moje i ze urodzi się blisko daty moich urodzin Dużo kłamała Gdy kłamstwa zaczely wychodzić na światło dzienne zaczęły się coraz częstsze kłótnie wyglądające coraz gorzej Ucieklem może nawet razem ucieklismy w palenie Nie przepracowywujac tego dostatecznie zagluszajac to Przyznaje ze podniosłem na nią rękę czego bardzo żałuję podczas jednej kłótni gdzie wyrzuciła mi wszystko w twarz odnośnie anglika i poniekąd prawdy jaka skrywala Jakoś przez to przeszliśmy chciała wyjść do ludzi a nie tylko z dziecmi wiec poszła na chwile do pracy Tam pojawił się drugi anglik z którym ponoć nic nie było ale zakochała się w nim zauroczyla Miałem dość chciałem się wyprowadzić Nie pozwoliła twierdząc że zostaje przy mnie i nie wraca do pracy abym miał pewność że to nic nie znaczący kolega z pracy Bywały lepsze i gorsze dni choć ze mną działo się coraz gorzej uciekLem w Dragi stawał em się coraz mniej pomocny ospaly leniwy Żyłem w ciężkiej depresji teraz to wiem znikąd pomocy ani rozmowy o uczuciach Wpadliśmy w wir odurzoniu pojawiły się cięższe Dragi Pogubilismy się zupełnie ale nadal czuliśmy ze bardzo się kochamy i chcemy budować zmienić wszystko na lepsze stąd moja propozycja wrócę nią do kraju i zakaczenia złych nawyków i destabilizavji Tak myślałem niestety ale z dzeszu pod rynnę Po dwóch miesiącach życia w mieście gdzie nikogo nie znaliśmy bo to ona wybrała miasto w Polsce doszło do wypadku MiMo że wziąłem wszystko na siebie oboje trafiliśmy do aresztu zrobiłem wszystko co mogłem aby ona szybko wrocila do dzieci które trafiły do jej rodziny i tak się stało Spędziłem 7 miesiecy w areszcie ona kolo 3 pisaliśmy do siebie ostatniego dnia tuż przed jej opuszczeniem aresztu napisała ostatni list zapewniający o miłości pomocy i o tym abym był silny Wierzyłem jej mimo że odkąd wyszła wrocila do swojej rodziny nie napisała nie wysłała symbolicznej paczki Ponoć moje listy tez juz nie przyszły choć myślę że to jej rodzina o to zadbała Przez cały okres aresztu bar nad sobą pracowałem nadal to robie i wiem ze się pogubilismy ze byliśmy horzy DOWIEDZIAŁEM się również ze 3 tyg po jej wyjścia zaczęła już sypać z innym w którym ponoc się zakochała ale on ją po chwili totalnie olał Mam wrażenie ze teraz widuje się sporaduczniem tylko na seksualnej z jego strony choć może i ona chciała by więcej Ale wiem ze ten koleś nie poradzi sobie w domu ze dwójką dzieci zwłaszcza nie swoich Ona jadła jakieś pigułki 72h po i napoczatku utrudniał nawet kontakt z dziećmi Choc teraz po spotkaniu nas wszystkich twierdzi ze zależy jej na poprawnych relacjach ze kocha kocha i będzie kochać ale nie ccce powrotu Choć jej zachowanie mówiło coś troszkę innego była zamyślonai zdystansowana ale pozwoliła się troszkę przytulic pocałować i widziałem w jej oczach ze nadal o nas myśli choć tego nie przyzna Rodzina pewnie jej jest przeciwko nas Mimo TO ja wybaczyLem jej wszystko Pow wprost ze pokaże w sobie znany chce do działania i ciężkiej pracy Ze wkoncu jestem gotów wszystko naprawić i im to wkoncu Szyszko wynagradzac przez resztę życia Pow jej ze jesteśmy rodzina i razem doprowadzilismy do wielu złych rzeczy ale ze wspólną terapia ciąża praca pomoże nam zbudować szczęśliwy don i rodzinę o którą tak włącze Bardzo ja kocham tęsknię za dziećmi Ona twierdzi ze zależy jej na poprawny relacjach Pomagamy sobie ale na odległość widujemy się w weekendy Ten odpadł po synek hory ale ponoć w następnym jesteśmy umówieni Ona nadal dużo klamie i dokonuje jakichś dziwnych projekcji na temat przeszłości Które widzę zjadają ja od środka Zaproponowałem wspólną terapię i objęciem ze wzzystkim się zajmę abyśmy tylko żyli lepiej Nie qiem co mam robić gdyż daje ona sprzeczne sygnały i domyślam się ze ktoś tam jest Myślę że tylko do seksualnej co bardzo boli ale wzzystkimiem ze im nic z tego nie wujdzie jeśli chodzi o coś dłuższego wymagającego wspólnego domu Modlę się każdego dnia aby była szczęśliwa i abyśmy mieli szansę razem zbudować lepsze jutro Gdyż czuje i wiem co mogę dać i jak wygląda dom bez ojca sam taki miałem ona zresztą też Choć teraz tymczasowo mieszka u swojego taty Dodam że mam dobrą pracę cały czas pracuje nad sobą i chce ich powrotu Czy jest tutaj wogóle mowa o czymś takim Proszę nie hej towc tylko poradzić Wszyscy popełniamy błędy ja wyciągnąłem konsekwencje i wziąłem sobie naukę do serca Tkwią przy mnie gdy razem się gubilismy a olewa gdy stoimy u progu lepszego jutra Tak to wygląda i te kłamstwa które nic jej nie daj wybielające tylko jej dziwne zachowanie ale ja ją znam jak nikt inny I wiem ze w wielu rzeczach klamie złapałem ja na gorącym nie raz Cz oszlalem chcąc dać jej szansę I poczucie bezpieczeństwa jakiego jej brąk i którego wcześniej nie potrafiłem dać Wszystko się zmieniło i staram się jej to pokazać Bo wcześniejsze ze tez jest bardzo zagubiona choć nie daje mi tego odczuc swymi klamstwami Proszę o radę
  4. Witam. Jestem kobietą, 29 lat. Dotknęło mnie coś czego bym sobie w życiu nie wyobraziła. Mój narzeczony zdradził mnie z prostytutka. W naszym mieszkaniu. W naszej sypialni. Kiedyś także zdradził swoją ówczesna dziewczynę. Miał to być pierwszy i ostatni raz, nawet zrobił sobie na piersi tatuaż który przypominał jakie świństwo zrobił. Dowiedziałam się z smsow, bo historie przerzucił na mojego laptopa po tym jak zmieniał telefon na nowy. Za 10 miesięcy ślub i nie wiem co dalej. Mieszkam z nim nadal, próbuje wybaczyć lecz nie wiem czy dam radę tak dalej żyć.
  5. Jestem mama dwóch chłopców, od 8 lat żona ojca moich dzieci. Mieszkamy od 5 lat za granica, zdala od rodziny. Dlatego tez nie mamy jak spędzić sami czasu. W kółko tylko z dziecmi. Mój mąż bardzo dużo pracuje prawie go nie ma w domu, można powiedziec ze tylko śpi w domu. To ja zajmuje się domem i dziećmi. Dwa tygodnie temu znalazłam w telefonie meza jednoznaczne wiadomości i zdjęcia W bieliźnie od narzeczonej jego kumpla. Ona od początku mi się nie podobała kiedy tylko ja poznałam. Zaczęło się ze zaczęła każdego dnia wchodzić na profil meza na istagramie i polubywac jego zdjęcia. Napisałam do niej ze mi się to nie podoba żeby przestała ale niby to nic takiego. Po pewnym czasie została moja koleżanka bo spotykaliśmy się wszyscy razem może to dlatego uśpiło to moja czujność i nic nie zauważyłam co się swieci. Okazało się ze mąż i ona pisali ze sobą od początku tego roku z jakimiś przerwami. Niby tylko pisali, dowodów na zdradę niestety nie mam jedynie te screeny w telefonie które znazlam. Uparcie obydwoje twierdzą ze tylko pisali. Maz mowi ze mnie kocha i chce być ze mną, ze to przez problemy jakie mieliśmy. Ale ja odkąd to odkryłam nie mogę sobie z tym poradzić. Kontroluje meza na każdym kroku, gdy jest w pracy, gdy jest w domu dokładnie przeglądam jego telefon. Czy służbie wybaczyłam mężowi ? Czy może złe zrobiłam? Myśle każdego dnia o tym, a może coś ich jednak łączyło.. proszę o pomoc.
  6. Witam, Mam 32 lata i jestesm w 8 letnim zwiazku. 3 lata temu zdradzilam partnera. Nie chcialam tego. To byla jedna, glupia przygoda, ktora totalnie zburzylam swoj filar wartosci. Z chlopakiem mielismy gorszy okres, bezsensowne klotnie...o to, ze nie robie prania, o to, ze go glodze i nie daje mu jesc, bo nie robie obiadow codziennie i nie podaje mu pod nos (wielokrotnie mowil, mi ze to MOJ OBOWIAZEK, zebi go karmic, takze sniadanko pod nos, obiadek nod nos, kolacja pod nos...) Ktos sie mna zainteresowal i sprzedalam sie bardzo szybko za pare komplementow, ktorych bardzo potrzebowalam w czasie kiedy czulam sie jak sluzaca.... Prawde ukrywalam przez 2 lata, ale on wiedzial, ze cos jest nietak od poczatku. Nie jestem osoba ktora potrafi klamac i niestety widac po mnie, ze cos jest nietak. Z jednej strony wielokrotnie cisnely mi sie slowa prawdy na usta, bo czulam ogromy ciezar. Ale wiedzialam, ze mowiac prawde tez ciezar splynie na niego i juz nic nigdy nie bedzie takie samo. Chlopak wlamal mi sie na konto fb i zmusil mnie zebym wyznala prawde. W najdrobniejszych szczegolach. Rozmow, bo nie byla to jedna, byly bardzo dla mnie upokarzajace. I tak, od tamtego czasu, kiedy on sie zdenerwuje, ja za kazdym razem slysze,jak to sie puscilam, ze on caluje usa, ktore trzymaly innego "kuta**"...itp itd. Wiem, ze on cierpi. Sama tak cierpialam, kiedy sam dopuscil sie zdrady , ale emocjonalnej jeszcze pare lat przed tym wszystkim. (spotykal sie z kolezanka z pracy, w ktorej sie zakochal przez pare miesiecy i dowiedzialam sie o wszystkim przez przypadek). Ale moja wina jest wieksza. Mialm duze problemy , nadal mam, zeby znow w siebie uwierzyc, zeby chciec sexu, zeby czerpac z niego przyjemnosc. Czuje sie zbrukana a on mi przypomina o tym przy kazdej okazji, nawet najmniejszej. I jeszcze oskarzenia, ze obiecywalam mu, ze wszystko naprawie...a teraz dostaje pretensje, ze nic nie zrobilam absulotnie nic od tamtego czasu. Ze nie sprawiam, ze on czuje sie wazniejszy.... Od 3 lat siedze w domu. Jest tylko praca-dom. Nie mam przyjaciol, ani znajomych co bym nawet na piwo mogla wyjsc. Czemu? Mialam kolezanke, ale byla zamieszana w cala sprawe ze zdrada i on kazal mi wybierac "albo ona-albo ja". Wybralam jego i od tamtego czasu nie zawieram zadnych znajomosci , bo boje sie, ze bede po jakims czasie musiala znow wybierac..... On nigdy nie lubil moich znajomych, ale tak naprawde nigdy ich nie znal, bo olewal mnie kiedy chcalam zeby poznal moich znajomych. I tak znajomosci moje sie powykruszaly wszystkie. Zreszta, zawsze spotykalismy sie z jego znajomymi... Nie wychodze nigdzie, tylko praca, sklep. On zawsze wie gdzie jestem, zreszta wiekszosc czasu spedzamy razem. prawie wszystko robimy razem. Dbam o dom, kupuje rzeczy do domu, w domu gotuje tylko ja ( no bo to moj obowiazek), zakupy tez robie ja. Zgadzam sie na wszystko co on tylko chce. Urzadzam urodziny, prezenty, nawet jak mi cos nie pasuje w jego zachowaniu to po prostu odpuszczam, zeby nie wywolac kolejnej awantury... Staram sie wspierac (przez pol roku nie mial pracy i wszystko bylo niemalze na moim utrzymaniu), jestem kiedy tylko mnie potrzebuje, nie raz zawalalam prace przez niego, on ma dostep do mojego komputera, telefonu ... nie mam absolutnie swojego zycia, zyje pod niego i jego zycie. I dalej slysze pretensje, ze nie robie nic. Nawet palcem nie kiwnelam. i pretensje, ze jestem zimna i nie chce sie z nim kochac, kiedy on poprzedniego dnia znow mi wypomnial jak to sie puscilam....i jak mu zycie zniszczylam. Ale jego nie obchodzi to, ze mnie rani tym co mowi, bo tylko wspomne , ze mnie to rani, to on od razu mi mowi, ze ja mysle tylko o sobie a kompletnie nie mam szacunku do jego uczuc. ze nie caly swiat sie kreci w okol mnie tylko. I to trwa juz ponad rok. Jedna wielka klotnia i wypominanie raz w miesiacu conajmniej-gwarantowane. Co mam wiecej robic? jak mam sie wiecej starac? Nie mam juz sil. Czuje sie wrakiem psychicznym
  7. Mam 26lat. Od 5lat jestem w związku. od roku się oddaliliśmy od siebie. Niedawno dowiedziałam sie że od stycznia pisał sms z koleżanką z pracy. w marcu mnie zostawił bo nie był pewny uczuć do mnie. . Po 3 tygodniach wróciliśmy do siebie ale dalej flirtowali do tego stopnia ze ona sie w nim zakochała. Wiem ze się nie spotykali na randki. On postanowił to zakończyć a ona zaproponowała pocałunek na pożegnanie kilka tygodni temu na który on sie zgodził. Jednak ona nie odpuszczała i od czasu do czasu pisali dalej. Zrozumiał błąd zakończył to definitywnie i bardzo sie stara odzyskać moje zaufanie. Mam jaką obsesje cały czas mu to wypominam sprawdzam telefon, jeżdżę pod dom tej kobiety.nie moge mu wybaczyć. nie rozumiem dlaczego do mnie wrócił skoro wcześniej był znudzony. Nie wiem czy moge wierzyć w jego miłość do mnie. Jestem pewna ze zostawił mnie dla niej jednak może wystraszył sie bo ona jest innej narodowości. On zaprzecza a ja mimo ze jestem bardzo atrakcyjną osobą mam obsesje na jej punkcie. pytanie brzmi jak komuś wybaczyć i zaufać. Skoro wczesniej nie mowił ze nie wie czy mnie kocha to po co do mnie wracał a potem wiedząc ze bede cierpiec poszedł do tego biura po pożegnalny pocałunek. Moze on nie zasługuje na szanse
  8. Moja historia jest dość zawiła. Jestem przed 30. Mam męża od 5 lat i córkę. Zawsze byłam zakompleksionym dzieckiem z nadwagą i surowymi rodzicami których zakazy i twarda ręka ojca powodowały że nic nie mogłam i odstawałam od rówieśników. Zajadalam stresy. Często wyśmiewana i poniżana zaczęłam wierzyć w to że jestem beznadziejna. Byłam w okresie gimnazjalnym kiedy przez zupełny przypadek dostałam telefon. Gimnazjum wspominam bardzo źle. Zaczęły się namnażać problemy. Buntowałam się i zaczęłam szukać zrozumienia gdzieś indziej. Stworzyłam sobie Alter ego, dziewczynę, studentkę studiującą na AWFie, filigranowa 24 latke , śliczna, pełna życia i tak na jednym z czatów właśnie poznałam Z... Nie pamiętam już od czego się zaczęło wiem że były to wakacje, miałam 12 lat a on był o 29 lat starszy, mial żonę z którą łączył go tylko papier i mieszkanie. Trwało to 4 lata zanim prawda wyszła na jaw i dowiedział się ile tak właściwie mam lat. Przez cały ten czas kłamałam jak z nut uciekając zupełnie całą sobą w tą relacje. Nic innego nie było ważne. Ważny był tylko ON. Brnęłam w to wszystko coraz bardziej. Wiele się od niego nauczyłam, był człowiekiem po przejściach, na wiele tematów mogliśmy rozmawiać. ON wprowadzał mnie także w świat seksu, w końcu dorośli ludzie o tym rozmawiaja a Z myślał przecież że jestem dorosła. W pewnym momencie nie mogłam już bez niego żyć. Nie wiem czy było to uzależnienie czy miłość ale pewne jest ze wiązała nas bardzo silna więź. Moze pociągał mnie tak bardzo bo szukalam w kims ojca bo ze swoim łączyły mnie kiepskie relacje... W końcu wszystko się wysypało. Nie będę się wydawać w szczegóły bo nigdy nie skończę opowiadać ale Z dowiedział się że mam kilkanaście lat a rodzice skonfiskowali mi telefon i nawet nie mogłam wytłumaczyć. Później kiedy odzyskałam telefon wiele razy chciałam napisać wyjaśnić ale nie miałam odwagi. Ale bardzo mi go brakowało. I zdarzało się że płakałam z tęsknoty. Był jedyna osoba która mnie rozumiała, moim punktem zaczepienia. Pewnego wieczoru napisał. Zaczęliśmy rozmawiać, wszystko mu wyjawilam a on... Nie był zły, nie zostawił mnie, przyznal że się zakochał i nie potrafi tego zakończyć. Więc trwała ta nasza znajomość, rozwijała się, lecz wtedy się nie spotkaliśmy. Nie miałam odwagi, nigdy też nie wysłałam mu swojego zdjęcia, dopiero jakiś czas później. Nie wierzyłam że taki ktoś może chcieć kogoś takiego jak ja, z tyloma wadami. Trwalo to kolejne kilka lat, szkola średnia, wydoroslalam, planowałam przyszłość, studia, sytuacja z rodzicami sie uspokoila. Nie powiem ze żyliśmy w zgodzie ale nie wchodzilismy sobie w droge. Wazne ze sie uczyłam, chodzilam do kosciola i to wystarczyło. W szkole sredniej znow slabo dogadywałam sie z rówieśnikami. Znowu wyzwiska, kpiny kompleksy. Tesknilam za takim uczuciem jakie łączyło mnie i Z. Chciałam tego w realu a nie tylko przez telefon. Zaczelam dopuszczac mysl ze może być ktos inny, ze w sumie moja rodzina nigdy nie zaakceptuje Z i pora poszuakc kogos w swoim wieku. Poza tym jeszcze jeden element zniechęcał mnie do Z. Jego żona z ktora jakos nie po drodze bylo mu do rozwodu a ja potrzebowalam poczucia bezpieczestwa i pewności ze nie potraktuje mnie jako zabawki. Zaczelam czatowac na portalu randkowym i tak poznalam D. Byl kilka lat straszy, miał dobrą pracę, poukladane w glowie (co bylo rzadkością wśród chlopakow w tym wieku), byl troche nieokrzesany, i nie od razu trafila mnie strzała amora ale byl na miejscu, imponowalo mi że okazal mi zainteresowanie, bardzo szybko sie spotkalismy i tego samego dnia powiedzialam Z ze to koniec. Ze jest ktos z kim mam szanse zaczac normalne zycie. Mialam 18 lat. Chcialam byc wobec niego uczciwa. Czułam ze na niego nie zasluguje, ze nie ma to przyszłości. Z szybko odpuscil lecz musialam powiedziec mu kilka raniących słów by sie odczepil. Tak na prawdę wcale tak nie myslalam, kochalam go ale cały czas tlumaczylam sobie że to zle. Z D bardzo szybko zostalismy para. W koncu mialam kogos na miejscu, nie musiałam przejmować sie docinkami rówieśników czułam sie bardziej dowartościowana. Nasz związek rozwijal się dynamicznie, szybko poznalismy swoich rodziców, jezdzilismy na niedzielne obiadki, święta, urodziny a i w koncu nasi rodzice poznali sie i zaczeli odwiedzac. Po 2 latach znajomosci zareczylismy się, po 4 wzielismy slub. Przez ten okres 4 lat raz czy dwa napisalam do Z ale nie było to nic szczegolnego. Wymienilismy parę slow. Wiedzialam ze u niego nic się nie zmienilo. Myślałam o nim duzo. Najgorsze bylo to ze zawsze kiedy byłam w łóżku z D to non stop w glowie byl Z. Zamykalam oczy i (mimo ze twgo nie chcialam i z tym walczyłam) czułam podświadomie pocałunki i dotyk Z-faceta ktory wprowadzal mnie w swiat intymnosci i był dla mnie tym pierwszym mimo, ze fizycznie nigdy mnie nie dotknął.Wiedzialam ze zawsze bede go kochac. W lozku z D nie bylo mi zbyt dobrze. Moze dlatego ze zawsze wpajano mi ze sex jest zly. Przed slubem bardzo balam się ciazy i to mnie stresowało a po slubie bylo tylko gorzej. Minal pierwszy rok malzentwa. Mowia ze pierwszy rok jest najgorszy ale u nas bylo calkiem dobrze, tak ogolnie, bo sex nadal byl tylko stresem. Zaraz po ślubie zaczelismy starania o dziecko. Niestety nic z tego nie wychodzilo a ja coraz bardzij się obwinialam i zamykalam w sobie. Unikalam zblizen a sex stal sie bolesny. Kazdy stosunek konczyl się placzem, poczuciem pustki, zalu i ogromnej rozpaczy. Uczucia do męża mieszały sie z pragnieniem Z i tęsknota za dzieckiem. Ten temat stał się dla mnie obsesja. Z racji tego ze mamy znajomych w swoim wieku na około kolejne pary brały ślub a w nie krótkim czasie rodziły sie i dzieci. Każda wizyta w domu w ktorym bylo male dziecko kończyła sie dla mnie depresja. Czułam sie sama z tym problemem. Mąż powtarzał ze na pewno kiedys tez sie uda, ale nic nie robil w tym kierunku, nie chcial szukać pomocy u specjalisty. A ja przeżywałam nawet reklamy w których byly dzieci. W końcu zaczęliśmy się coraz bardziej oddalać od siebie. D wyniósł z domh rodzinnego zasade ze musi zarabiac na dom i ewentualnie cos CZASAMI pomoc a kobieta zajmuje sie cała reszta. No i skoro raz ja zdobył to nie musi się starac. Dochodziło do coraz większej ilosci spięć. Przestal dbac o siebie i o mnie. Czułam sie jux tylko jako żona i kura domowa a nie jako kobieta. Kochaliśmy sie rzadko, unikałam tego jak mogłam a jezeli już do czegoś doszlo to moje mysli były daleko. Moj mąż zajmowal sie praca i graniem na telefonie. Przestaliśmy rozmawiać na trudne tematy. Oddalilismy sie od siebie. Coraz czesciej myślałam o Z. Napisalam do niego po którejś klotni z mężem . Nie spodziewalam się zbyt wiele bo ostatnim razem mnie splawil. Moze napisalam do niego po to by sie przekonac ze nie chce mnie znać , przestac o nim myśleć i zacząć żyć normalnie... Na szczęście lub nie odpisal... Na początku tylko rozmawialiśmy, nadrabialiśmy zaległości i uzupełnialiśmy informacje o sobie, później byly tematy bardziej osobiste, żaliłam sie ze swoich problemów a Z okazywał wiele zrozumienia, słuchał, radził i coraz bardziej zbliżaliśmy sie do siebie. Długo sie bronilam przed uczuciem ktore wrocilo. Nie kontaktowaliśmy się w sumie 6 lat (poza tymi kilkoma smsami gdzies w trakcie). Teraz byłam juz dorosła kobieta, nie dzieckiem a mimo to uczucia zostały te same. Przez tyle lat kochałam. Na początku, zapytal czy kiedys sie z nim spotkam na kawę , wysmialam go... Mijały dni, tygodnie, miesiące a ja przestałam przejmować sie mężem, jego brakiem czasu, zaczelam traktować go tak samo. Tylko ze ja uciekałam w relacje z innym facetem. Spotkaliśmy sie ok półtora roku później. Spędziliśmy cudowny czas. Ale nie przekroczyłam pewnej granicy chociaż Z bardzo na mnie działa i od zawsze chciałam byc z nim blisko. Ale nie mogłam wtedy zdradzić męża. Zawsze brzydziłam sie zdrada i bylam pewna ze ja nigdy sie tego nie dopuszczę. Bo pocałunki to chyba jeszcze nie zdrada... Mimo wszystko czułam sie cudownie w jego towarzystwie. W koncu przyznałam przed nim i przed sobą ze nadal go kocham. W sumie spotkaliśmy sie do tej pory 4 razy. Dwa ostatnie spotkania były nietypowe bo... Zaszlam w ciążę. Z mężem. Mamy cudowne dziecko ale nadal myślę o Z i caly czas pozostajemy w kontakcie planując kolejne spotkanie. Byłam pewna ze ta ciaza, ktora po takim czasie byla zupełnym zaskoczeniem, zakończy to co jest miedzy mna i Z. Ale to uczucie przetrwało, chociaż oboje byliśmy w szoku ze udalo nam sie to przeskoczyć. Dla mnie to wszystko nie jest zabawa. Ale gubie sie w tych uczuciach. Dodam ze Z wiąże ze mna swoja przyszłość. Mimo ze nadal jest z żoną wiem, ze wystarczyło by jedno moje slowo i organizuje mieszkanie dla nas i mojego dziecka ktore zupełnie akceptuje. Postanowilam opisac to wszystko bo chciala by wiedziec jaki jest punkt widzenia innych osob, jak to wygląda z boku. Czy to miłość czy uzależnienie?
  9. Witam, Jestem mam 35 lat mam ogromny problem. Z żoną jesteśmy od 10 lat mamy dwoje cudownych dzieci. Wszystko do tej pory wydawało się być ok. Jednak od jakiegoś czasu cos zaczęło się psuć. Były kłótnie, głównie o pieniądze i dom. Generalnie to ja zawsze wszystko płaciłem i kupowałem, dom o którym mowa też zbudowałem własnymi rękami. Żona miała wypłatę swoją nie chciałem brać od niej pieniędzy na nic żeby miała na swoje potrzeby. Z czasem udało jej się zdobyć lepszą pracę nawet bardzo dobrą. Często prosiłem ją o dolozenie się do rachunków czy kredytu ciągle w odpowiedzi było nie bo nie mam. Denerwowalo mnie to, i o to były kłótnie ale jakoś nam przechodziło więc dawałem sobie spokój. Całe dnie poświęciłem na pracę i dom, również zakupy robiłem. Żona zmieniła znów pracę na jeszcze lepszą pamiętam jak mnie pytała czy iść i że lepsza kasa. Było lepiej coraz więcej kupowała do domu zakupy itd. Ale z czasem i to się zmieniło i znów przestań dbać o dom. Coś zacząłem podejrzewać. Parę razy zapytałem czy kogoś ma. Odpowiedź że nie. Coraz więcej przesiadywała na telefonie i częściej piła. Nie ukrywam że mi tam też się zdarzało wypić parę piw głównie na weekendzie ale tak robiłem od zawsze. Raz mi powiedziała żebym się zmienił więc widząc że coś jest nie tak przestałem i zacząłem zajmować się bardziej dziećmi. Po tygodniu pewnej nocy spiąć wstałem zapytałem żony co robi z kim pisze ona oczywiście skłamała, poprosiłem żeby pokazała odmowa. Więc wyrwalem jej telefon. Oczywiście kolega fotki w bieliźnie, słowa o seksie itd. Nie byłem zły byłem zawiedziony wyłączyłem ona przepraszała obiecywala że naprawi wszystko zajmie się domem że mnie kocha. Tydzień jest ok piszemy razem chodzimy jest super. Po tygodniu wraca to samo tylko gorzej. Ja spokojny bez awantur mówię do niej ona, że ja kocham żebyśmy pogadali. Ona tylko przekleństwa, darcie. Z początku pomyślałem że znów to samo ktoś jest telefon nie wypuszczony z ręki praktycznie non stop pisanie oczywiście zablokowany. No ale nic ja nadal spokojnie próbuje rozmawiać ciężko jest bo ciągle nie i darcie. Że jestem taki czy siaki ze jej zycie spiprzyłem itd. Pytanie moje jest takie czy to uzaleznienie od telefonu, alkoholu bo piła nawet w wannie, czy cos innego ?
  10. Hej Wyszystkim, mam 28 lat, z zawodu jestem grafikiem komputerowym, a prywatnie po prostu artystką. Rodzice, a zwłaszcza mama wychowali mnie na osobę miłą, delikatną, uczynną pełną sympatii i współczucia do innych. Nie umiem się kłócić toteż unikam takich sytuacji. Od 5 lat jestem w związku z partnerem, który jest inteligentny, na wszystko ma odpowiedź, jest ambitny i doskonale rozumie moje uczucia. Niestety jest też narcyzem. Nigdy nie było między nami idealnie, ja przez kilka lat zaślepiona jego osobowością, która pomimo przejawów chamstwa nie gasiła moich uczuć do niego, byłam gotowa wskoczyć za nim w ogień. Po 3 latach się zaręczyliśmy. Spędziliśmy razem masę wspaniałych chwil, nigdy się nie nudziliśmy, dobrze mnie rozumiał. Parę miesięcy po zaręczynach coś mnie podkusiło by przejrzeć jego rozmowy na fb, gdyż się nie wylogował, za co jest mi do tej pory głupio, jednak gdyby nie to przeczucie to pewnie dalej by mnie zdradzał. Odkryłam w rozmowach z 13 dziewczynami z naszych okolic masę nagich zdjęć, on również odsyłał swoje bez koszuli etc. Dostawałam dokładnie te same zdjęcia, które on wysyłał do nich. Kłamał, że jest wolny, ewentualnie mówił o mnie per "moja była", podczas gdy ani razu się nie rozstaliśmy. Więc wymieniali ze sobą zdjęcia, fantazje, umawiali na kawę, z jedną możliwe, że nawet się przespał. Jego usprawiedliwieniem na to były kompleksy, że tak często mu mówiłam jaki to jest przystojny i byłam zazdrosna, że musiał sprawdzić czy wciąż podoba się innym, podnieść swoją samoocenę... kosztem mojej. Gdy już z nim zrywałam starał się jak najłagodniej to wszystko poprowadzić, czego efektem było "zrobiłem źle, ale nigdy bym cię nie zdradził" a potem "chodźmy już spać". I ja oszołomiona poszłam. Tak mijały tygodnie, miesiące gdzie czułam się jak 0 na każdej płaszczyźnie. Moje zaufanie do niego wróciło dopiero po ponad roku, jak sam przyznał celowo staral się obniżyć moją samoocenę bym od niego nie uciekła, co mu się udało... dostał ochrzan za to wszystko od każdej możliwej bliskiej osoby, dręczyło go sumienie, dostał za swoje i zaczął się poprawiać, pomagać w domu etc. Dbać o mnie. Aż do teraz. Od pół roku jest bezrobotny, między nami zaczęło się mocno psuć. Długo dusiłam w sobie, że ciężko jest mi samej wszystko utrzymać, wierzyłam, że w końcu znajdzie jakąś pracę, miał wziąć cokolwiek, choćby fizyczną. Potem stwierdził, że taka praca nie jest dla niego i dalej szuka w zawodzie. Dopiero ostatnio pokazałam jak mnie to boli, on wciąż szuka, nie obija się, ale oboje jesteśmy sfrustrowani tą sytuacją, moje oszczędności szybko topnieją. Przestał być dla mnie atrakcyjny, mniej mnie szanuje. W ostatnich kłótniach potrafił odezwać się do mnie "jak do psa", tryb rozkazujący, szorstki i po moich uwagach, że to właśnie tak wygląda (już po raz 2) powiedział raz że nawet pies rozumie więcej, a potem, że pies to by się chociaż odszczeknął; że go ciągnę na dno mówiąc o byle jakiej pracy i że jest bezrobotny, podcas gdy powinnam go uważać i ciesyć się że jest tak mądrą i inteligentną osobą, wyjątkową, obdarzoną takim talentem myślenia. To myślenie niestety wykorzystuje często do manipulacji. Próbuję od tego uciekać, stawiać się kiedy tylko się da, pokazuję pazury, bo wszedł mi na głowę. Przeprosił mnie jedynie za słownictwo jak do psa i nazywanie ziemniakiem, bo często mi czasem coś przetłumaczyć; ma pretensje gdy płaczę jak powie mi coś chamskiego, ale ciężko czasem powstrzymać łzy. Jest osobą depresyjną, nie chę go wciągnąć w coś takiego jeśli męczył się z tym w przeszłości. Ale czasem już nie potrafię... Ja widzę tylko jego oschłość, chamskie odzywki, słyszę rozkazujący ton, natomiast on ma mnie za egoistkę emocjonalną, wie że jest mi ciężko, ale powinnam myśleć o tym jak to jemu jest ciężko, procesy sądowe rodzinne na głowie, brak pracy, popsute relacje z rodziną, nic nie idzie. A w tym wszystkim jeszcze ja go dołuję swoim płaczem i paplaniem o pracy gdzieś na magazynie. Pomija, że to ma być tylko praca tymczasowa. On idąc do takiej jest pewien, że straci czas na naukę i podwyższanie swoich umiejętności by zdobyć lepszą pracę. W efekcie tego może być bezrobotny kolejne pół roku prawdopodobnie! mam dosyć, staram się z nim rozmawiać, ale każdą kłótnię przegrywam. Potrafi użyć przykrych słów by mi zamknąć buzię, zawsze ma dobre argumenty, nie przegadam ich choć bardzo się staram. Potrafi mnie w tej kłótni tak zamotać, że już sama nie wiem o co mi chodziło i potem rzuca takim tekstem prosto w twarz. Natomiast wczoraj podczas rozmowy powiedział, że skoro nie umiem się z nim kłócić, nie mam argumentów to nie powinnam dalej z nim walczyć tylko wykazać się zrozumieniem i jakoś zakończyć kłótnię, stłumić. Że to jest osoba silna, a nie taka, która za wszelką cenę chce postawić na swoim. Ja oczekuję jedynie szacunku, więcej łagodności, a nie ciągłego gadania "ja jestem starszy, silniejszy, mądrzejszy i mam sam dość tego, że praktycznie ciągle mam rację". To jest jak walka z wiatrakami, jestem powoli bez sił. W jego słowach jest wiele racji, ale wtedy moje odczucia wydają się nieprawdziwe, że on wcale nie chce dla mnie źle, to ja to tak interpretuję. Wszyscy przyjaciele jednak twierdzą, że to z nim jest coś nie tak. Myślę, że dzieje się tak bo od początku byłam dla niego za dobra, dałam mu poznać swoje słabe strony, które on wykorzystuje, że powinnam z nim zerwać po nakryciu na internetowych zdradach (co on uważa że nie jest zdradą tylko flirtem, że to jest złe, ale to nic takiego). A ostatnio przede wszystkim bezrobocie. To że trafił do pracy gdzie szef miał skłonności do mobbingu, ale zamiast znaleźć kolejną odrazu z niej odszedł i chwilę potem zaczęła się pandemia. W dodatku jest narcyzem i żyje poglądami, że "kobieta należy do mężczyzny". Czy tą relację da się jeszcze naprawić? czy to co się ostatnio dzieje, ta agresja w słowach, brak szacunku jest przyczyną bezrobocia? Jak mogę "utrzeć mu nosa" i nie dać sobie w przysłowiową kaszę dmuchać? Chciałabym, żeby moje uczucia i zamiary były dla niego cięższe do przejrzenia, by nie miał nade mną kontroli jaką myśli, że ma...
  11. Dzień dobry, mam 23 lata, dwa tygodnie temu dowiedziałam się o zdradzie swojego chłopaka. Podczas wspólnych wakacji napisała do mnie jego była dziewczyna. Pokazała niedwuznaczne rozmowy, zdjęcia z mieszkania, dosłownie wszystko. On jednak na początku do niczego się nie przyznawał, twierdził nawet, że ta dziewczyna włamała się do mieszkania, w którym razem mieszkamy, groził jej policją. Po czasie jednak wszystko potwierdził oprócz jednego - zdrady fizycznej. Ja wpadłam w histerię, spakowałam rzeczy i wyjechałam z ośrodka. Wymienialiśmy później setki wiadomości, w których zapewniał mnie o swojej miłości, o tym że jestem tą jedyną i że zrobi wszystko by między nami było dobrze. Obiecywał, że podda się terapii u specjalisty. Ja zaczęłam w to wierzyć i zastanawiałam się nawet, że mogę mu wybaczyć, jednak kilka dni temu napisała kolejna była dziewczyna - ta sama sytuacja, rozmowy, zdjęcia, regularne spotkania. Tej dodatkowo obiecywał wspólny związek, podczas gdy był ze mną. Spotykali się nawet kilka razy w tygodniu, pod moją nieobecność. Obydwie sprowadzał do naszego mieszkania - mówił im, że mieszka z przyjaciółką. Ale i w tym przypadku wyparł się zdrady fizycznej. A ja posypałam się do cna. I kilka słów na temat naszego związku. Byliśmy ze sobą ponad rok, zamieszkaliśmy razem dość szybko. Pokochałam go miłością absolutną po kilku tygodniach, on zapewniał, że jestem dziewczyną jego marzeń, wiele razy poruszał temat oświadczyn, ślubu, dzieci, wspólnej przyszłości. Byliśmy ze sobą bardzo szczęśliwi, nie było między nami prawie żadnych kłótni. Jedyna poważna dotyczyła byłej dziewczyny, po tym jak znalazłam ich wspólne wiadomości. Chciałam wtedy odejść, ale on z płaczem rzucił się na drzwi i nie pozwolił wyjść z mieszkania. Znam całą jego rodzinę, która mnie bardzo lubi, znajomi w pracy uważali nas za idealną parę. Nieustannie powtarzał, że mnie kocha, ja starałam się jak tylko mogłam. Obiady do pracy, dbanie o jego szczęście, pomagałam mu finansowo. W kwestii seksualnej również zawsze zapewniał, że niczego mu nie brakuje i jest mu ze mną "cudownie". Nigdy nie miał pieniędzy, bywały miesiące, że go utrzymywałam. Bardzo często też je pożyczał. Zdarzało się, że ginęły pojedyncze kwoty... Tak bardzo go kochałam, że wierzyłam we wszystko. Kilka dni temu okazało się, że wszystkie pieniądze wydawał na bukmacherkę. Przy okazji wydało się, że od swoich byłych również pożyczał, od mamy także. Opowiadał im niestworzone historie, że prowadzi firmę, że zarabia kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. Skala jego kłamstw mnie przerasta. Piszę to wszystko, ponieważ przestałam sobie radzić z czymkolwiek. Nie jem, nie śpię, nie mogę funkcjonować. Miewam nagłe napady płaczu. Mam myśli samobójcze, coraz silniejsze. Nie mogę pogodzić się z tym, że zraniła mnie tak ważna dla mnie osoba, osoba, która z taką żarliwością zapewniała mnie o swojej miłości. A gdy tylko nadarzała się okazja spotykał się z jedną albo drugą... Możliwe, że nawet i jeszcze innymi. Najgorsze w tym wszystkim, że ja nadal go kocham, nie wyobrażam sobie bez niego życia. Mam mętlik w głowie, nie wiem co robić. Mój stan pogłębił się dodatkowo kilka dni temu, gdy zaobserwowałam jego wyraźną niechęć w stosunku do mojej osoby. Już nie dostaję wiadomości zapewniających o zmianie i obietnicy poprawy - teraz to oschłe komunikaty. Na spotkaniu również mu nie zależy. Nie wiem co robić, nie radzę sobie z emocjami. Z jednej strony nie chcę go znać, z drugiej kocham całym sercem i myślę jak mu wybaczyć. Ale nie wiem czy jest sens, bo ten człowiek najwyraźniej ma ze sobą problem, jego obsesyjne kłamstwa, kreowanie własnej osoby... Nie wiem, czy to problem, czy on jest po prostu tak wyrachowany. Naprawdę nie wiem, co o tym myśleć, czuje, że zatracam sie w tym wszystkim. Straciłam jego, a wraz z nim całe dotychczasowe życie i plany. Pozbawił mnie wszystkiego, wiary w ludzi, wiary w miłość, wiary w zaufanie. A ja nie umiem sobie z tym poradzić... Proszę, błagam o pomoc, czy jest sens w ogóle myśleć o wybaczeniu, czy dać sobie spokój? A jeśli postarać się zapomnieć, to jak to zrobić...
  12. Dzień dobry, mam 23 lata, dwa tygodnie temu dowiedziałam się o zdradzie swojego chłopaka. Podczas wspólnych wakacji napisała do mnie jego była dziewczyna. Pokazała niedwuznaczne rozmowy, zdjęcia z mieszkania, dosłownie wszystko. On jednak na początku do niczego się nie przyznawał, twierdził nawet, że ta dziewczyna włamała się do mieszkania, w którym razem mieszkamy, groził jej policją. Po czasie jednak wszystko potwierdził oprócz jednego - zdrady fizycznej. Ja wpadłam w histerię, spakowałam rzeczy i wyjechałam z ośrodka. Wymienialiśmy później setki wiadomości, w których zapewniał mnie o swojej miłości, o tym że jestem tą jedyną i że zrobi wszystko by między nami było dobrze. Obiecywał, że podda się terapii u specjalisty. Ja zaczęłam w to wierzyć i zastanawiałam się nawet, że mogę mu wybaczyć, jednak kilka dni temu napisała kolejna była dziewczyna - ta sama sytuacja, rozmowy, zdjęcia, regularne spotkania. Tej dodatkowo obiecywał wspólny związek, podczas gdy był ze mną. Spotykali się nawet kilka razy w tygodniu, pod moją nieobecność. Obydwie sprowadzał do naszego mieszkania - mówił im, że mieszka z przyjaciółką. Ale i w tym przypadku wyparł się zdrady fizycznej. A ja posypałam się do cna. I kilka słów na temat naszego związku. Byliśmy ze sobą ponad rok, zamieszkaliśmy razem dość szybko. Pokochałam go miłością absolutną po kilku tygodniach, on zapewniał, że jestem dziewczyną jego marzeń, wiele razy poruszał temat oświadczyn, ślubu, dzieci, wspólnej przyszłości. Byliśmy ze sobą bardzo szczęśliwi, nie było między nami prawie żadnych kłótni. Jedyna poważna dotyczyła byłej dziewczyny, po tym jak znalazłam ich wspólne wiadomości. Chciałam wtedy odejść, ale on z płaczem rzucił się na drzwi i nie pozwolił wyjść z mieszkania. Znam całą jego rodzinę, która mnie bardzo lubi, znajomi w pracy uważali nas za idealną parę. Nieustannie powtarzał, że mnie kocha, ja starałam się jak tylko mogłam. Obiady do pracy, dbanie o jego szczęście, pomagałam mu finansowo. W kwestii seksualnej również zawsze zapewniał, że niczego mu nie brakuje i jest mu ze mną "cudownie". Nigdy nie miał pieniędzy, bywały miesiące, że go utrzymywałam. Bardzo często też je pożyczał. Zdarzało się, że ginęły pojedyncze kwoty... Tak bardzo go kochałam, że wierzyłam we wszystko. Kilka dni temu okazało się, że wszystkie pieniądze wydawał na bukmacherkę. Przy okazji wydało się, że od swoich byłych również pożyczał, od mamy także. Opowiadał im niestworzone historie, że prowadzi firmę, że zarabia kilkadziesiąt tysięcy miesięcznie. Skala jego kłamstw mnie przerasta. Piszę to wszystko, ponieważ przestałam sobie radzić z czymkolwiek. Nie jem, nie śpię, nie mogę funkcjonować. Miewam nagłe napady płaczu. Mam myśli samobójcze, coraz silniejsze. Nie moge pogodzić się z tym, że zraniła mnie tak ważna dla mnie osoba, osoba, która z taką żarliwością zapewniała mnie o swojej miłości. A gdy tylko nadarzała się okazja spotykał się z jedną albo drugą... Możliwe, że nawet i jeszcze innymi. Najgorsze w tym wszystkim, że ja nadal go kocham, nie wyobrażam sobie bez niego życia. Mam mętlik w głowie, nie wiem co robić. Mój stan pogłębił się dodatkowo kilka dni temu, gdy zaobserwowałam jego wyraźną niechęć w stosunku do mojej osoby. Już nie dostaję wiadomości zapewniających o zmianie i obietnicy poprawy - teraz to oschłe komunikaty. Na spotkaniu również mu nie zależy. Nie wiem co robić, nie radzę sobie z emocjami. Z jednej strony nie chcę go znać, z drugiej kocham całym sercem i myślę jak mu wybaczyć. Ale nie wiem czy jest sens, bo ten człowiek najwyraźniej ma ze sobą problem, jego obsesyjne kłamstwa, kreowanie własnej osoby... Nie wiem, czy to problem, czy on jest po prostu tak wyrachowany. Naprawdę nie wiem, co o tym myśleć, czuje, że zatracam sie w tym wszystkim. Straciłam jego, a wraz z nim całe dotychczasowe życie i plany. Pozbawił mnie wszystkiego, wiary w ludzi, wiary w miłość, wiary w zaufanie. A ja nie umiem sobie z tym poradzić... Proszę, błagam o pomoc, czy jest sens w ogóle mysleć o wybaczeniu, czy dać sobie spokój? A jeśli postarać się zapomnieć, to jak to zrobić....
  13. Hmm, zacznę od tego, że mam 22 lata i nie wiem czy uda mi się to dobrze napisać bo ciężko jest mi ubrać emocje w słowa. Jestem z chłopakiem od ponad roku, było wszystko dobrze... (przynajmniej tak mi się wydaje ) do momentu kiedy wyszło, że pisał z inną dziewczyną. Nie było to pisanie w stylu "co słychać? ". Pisał z nią na różne tematy o których powinien rozmawiać ze mną. Napisał jej, że ma dziewczynę i nigdy się z nią nie spotkał. Ale sam fakt ukrywania jej przede mną i to, że chciała od niego czegoś więcej a on wiedząc o tym nie urwał z nią po prostu kontaktu. Wcześniej skłamał mówiąc, że z żadną nie pisze..A później Tłumaczył mi, że nie wie czemu z nią pisał - co dla mnie nie ma sensu. Czuje się okropnie z tym wszystkim, nie potrafię mu zaufać i nie wiem jak Sobie z tym poradzić. Stałam się trochę oschła względem niego, przewrażliwiona i ciągle mu docinam. Czepiam się o inne rzeczy, np. Boli mnie to, że obserwował profile dziewczyn, modelek które znane są tylko z tego, że wypinają tyłek w Internecie. Obserwował typowe gwiazdeczki instagrama. Oczywiście tłumacząc się, że każdy facet tak robi i każdemu się to w mniejszym czy większym stopniu podoba. Wytłumaczyłam mu, że to wszystko mnie bardzo dotknęło i zrozumiał, że robił źle. Teraz można by powiedzieć, że jest lepiej. Widzę jak mu zależy, że stara się naprawić swój błąd. Rozmawiamy dużo, chociaż ciężko mu wracać do tego tematu. Wiem, że mnie kocha ale tamto zdarzenie siedzi mi w głowie. Stara się ale nie umiem się z tego cieszyć. Męczę się bo nie potrafię o tym zapomnieć, nie potrafię wyrzucić tego z głowy. Chcę żeby nam się udało bo kocham go i nie chcę przekreślać naszego związku. Nie chcę zamykać drzwi bo coś zrobił źle. Proszę o pomoc. Nie wiem jak poradzić Sobie z myślami, nie umiem zaakceptować tego że to już minęło. Ps. Proszę nie piszcie mi, że mam go zostawić itp. Że jestem młoda i głupia i nic nie rozumiem. Potrzebuje tylko rady jak przestać żyć tym co było. Chcę móc mu zaufać.
  14. Dzień dobry Mam 28 lat. Ze swoją partnerką jesteśmy razem prawie od 11 lat. W tym czasie przechodziliśmy przez kilka kryzysów, ale wychodziliśmy z nich obronną ręką. Obecna sytuacja między nami nie napawa optymizmem. Miesiąc temu zakochała się w swoim szefie. Sytuacja między nimi rozwijała się w sposób otwarty przez 4 dni. Wcześniej przez pewien czas coś do niego czuła, sama nie potrafiąc tego nazwać ani zrozumieć. Kiedy doszło między nimi do rozmowy na ten temat od razu się pocałowali. W ciągu czterech dni wyznawali sobie miłość, planowali dziecko, wspólne mieszkanie po pewnym czasie oraz współżycie w momencie gdy zakończą swoje dotychczasowe związki. Zostawił dla niej kobietę z dwójką małych dzieci. Prawie wszystko do czego między nimi doszło działo się wyłącznie w pracy. Z racji tego, że znamy się tak długo i dobrze, mając wypracowaną komunikację nie tylko werbalną nie potrzebowałem wiele czasu, aby zorientować się że coś jest nie tak. Pytałem nie uzyskując odpowiedzi więc sprawdzałem lokalizację swojej partnerki i dwukrotnie udałem się w miejsce gdzie była z pewnym opóźnieniem. Bardzo dużo rozmawiała przez telefon, często wychodziła w tym celu z domu. Po tych czterech dniach powiedziała mi że się zakochała. Moją pierwszą reakcją było rzucenie w nią pierścionkiem zaręczynowym, który nabyłem zanim przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania, w którym chciałem abyśmy zaczęli nowy etap w życiu. Dużo rozmawialiśmy o tym w jaki sposób do tego między nimi doszło. Minęło dosłownie kilka dni i gotów byłem jej wybaczyć. Dzięki wspólnym rozmowom szczerym tak, jak nigdy wcześniej przeżyłem swego rodzaju katharsis pod wieloma względami. Zrozumiałem, że w pewnym sensie popchnąłem ją do tego. Gdy zaczęliśmy razem mieszkać 6 lat temu byłem strasznie niezaradny życiowo. Nie potrafiłem gotować, mieliśmy sporo kłótni o obowiązki domowe lecz w ostatnich dwóch latach mocno się to zmieniło. Jest bardzo zżyta z matką (wychowała się bez ojca) i ona bardzo nam pomagała. W momencie gdy miała ciężką sytuację finansową pomoc uzyskiwała od niej. Gdy patrzę na to z perspektywy czasu wydaje mi się, że zrobiłem się wygodny i tam gdzie potrzebne było wsparcie ode mnie dostawała je od matki. Bardzo długo zwlekałem z oświadczynami; każda kobieta tego pragnie, a zachowałem się jak stereotypowy facet twierdząc, że to niewiele zmieni, bo i tak żyjemy jak rodzina. Miała pretensję o mój brak ambicji na płaszczyźnie zawodowej i wykonywanie pracy fizycznej mimo predyspozycji do czegoś więcej. Odbierałem to jako ataki zamiast jako troskę i dobrą wolę. Wpędziło mnie to w pewnego rodzaju kompleksy, nie czułem się doceniany, ale nie wiem czy byłoby co doceniać. Oświadczyłem się jej w domu, w chorych okolicznościach lecz nie był to akt desperacji czy zatrzymania jej na siłę tylko coś co chciałem zrobić i nigdy bym sobie nie wybaczył nie robiąc tego. Wiele z tych kwestii, które jej we mnie przeszkadzały zmieniłem w sobie w ciągu ostatnich 2-3 lat. Gotowałem, obowiązki domowe nie były dla nas problemem, zajmowałem się "męskimi sprawami" w domu. Wiem jednak, że nie zmieniłem wszystkiego, co było problemem. Myślę, że to wystarczające powody aby deficyty w związku wypełniać gdzieś indziej. Wychowała się bez ojca i potrzebowała go, a w pewnym sensie zamiast tego miała we mnie synka Postanowiliśmy spróbować odbudować nasz związek, oznajmiła to temu drugiemu, powiedział jej całkiem dojrzale, że jeśli będzie chciała z nim być uczyni go najszczęśliwszym facetem na świecie, a jeśli ułoży jej się ze mną to ustrzegą się przed błędem oraz że będzie na nią czekał. Zrozumiałem też kim ona tak naprawdę dla mnie jest. To ta jedyna i wiem, że gotów jestem dla tej relacji do poświęceń oraz że jej dobro potrafię postawić ponad swoim. Nie olśniło mnie lecz zyskałem świadomość, że tak jest od bardzo dawna tylko sam tego do końca nie wiedziałem i nie uzewnętrzniałem tego. Wcześniej opisałem co zrobiłem źle w naszym związku lecz nie podjęlibyśmy próby gdyby wyglądał on wyłącznie tak. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Nasza relacja rozwijała się powoli, ale dzięki temu sprawdziliśmy się na wielu płaszczyznach i mamy tak solidne fundamenty pod założenie rodziny, że z pewnością żadne z nas już nigdy w swoim życiu nie będzie miało możliwości takich stworzyć osobno. Mamy takie cechy charakteru, że nasze dzieci otrzymałyby pełne i wyjątkowo dobre wychowanie ponieważ uzupełniamy się w tym. Potrafimy porozumiewać się bez słów, wiemy o sobie wszystko. Każde z nas miało własną przestrzeń na swoje pasje. Uwielbiamy spędzać ze sobą czas, nawet nie robiąc nic spektakularnego przez 11 lat żadne z nas nigdy nie powiedziało że się nudzi. Zawsze mieliśmy o czym ze sobą rozmawiać. Bardzo wiele nas różni lecz nie ma kwestii w której mielibyśmy odmienne zdanie i nie potrafili dojść do kompromisu. Szczerze się kochamy i żadne z nas nie wyobraża sobie przyszłości bez drugiego. Zrozumiałem swoje błędy, postanowiłem je naprawić oraz zadośćuczynić. To było kosztowne, ale w pełni jej zaufałem uprzedzając, że stoję przed nią zupełnie nagi i nie mam niczego co obroniłoby mnie przed kolejnym zranieniem. Usłyszałem zapewnienia, że do niczego nie dojdzie i uprzedzenia, że będzie potrzebowała czasu aby on wyszedł jej z głowy. Przystałem na to. Zostałem mocno zraniony patrząc na to na chłodno postąpiłem nieco irracjonalnie, ale lepiej i szlachetniej nie mogłem postąpić. Paradoksalnie ta sytuacja bardzo podniosła moje własne poczucie wartości. Dowiedziałem się o sobie, że potrafię kochać, wybaczać i stawiać cudze dobro nad własnym oraz że jestem dobrym człowiekiem. Zrównany ziemią został mój ogląd na to jak widzi mnie partnerka i kim dla niej jestem. Wziąłem sprawy w swoje ręce. Zacząłem ją adorować, dbać, kupować kwiaty, karmić. Starałem się jak nigdy dotąd. Nie było to sztuczne czy wymuszone, wynikało z potrzeby serca lecz z pewnością kosztowało mnie dużo więcej ze względu na niecodzienne okoliczności. Postanowiłem zrobić jej niespodziankę. Umówiliśmy się po jej pracy w centrum, spakowałem jej walizkę zabierając wszystkie niezbędne jej rzeczy, leki oraz książkę którą aktualnie czytała i zabrałem ją na weekend nad morze. Opiekowałem się nią, było miło lecz widziałem, że jest w jakiś sposób zblokowana. Było bardzo dużo chwil bliskości lecz głównie z mojej inicjatywy. Po pewnym czasie zacząłem się irytować, że nie ma oporów z braniem czegokolwiek ode mnie gdy sama niewiele inicjuje. Odparła, że nie będzie niczego robić na siłę i nieszczerze, że potrzebuje czasu. Uszanowałem to mając jednak ogromną potrzebę zaczepienia się o coś z jej strony, co pozwoli mi przeć do przodu. Gdy tam byliśmy uwierzyła, że może nam się udać, dostrzegła moją zmianę, jednak całkiem słusznie nie wiedział na ile będzie ona trwała. Ja wiem, że jest trwała i nie jestem masochistą. Mam świadomość co się wydarzyło, co do tego doprowadziło i nie zmieniając się sam zafundowałbym sobie prędzej czy później podobną sytuację. Zbyt na nią naciskałem mówiąc, że teraz jej ruch. Podsumowując ten wyjazd uważam go za bardzo udany dla nas jednak spodziewałem się czegoś więcej. Po powrocie do codziennego życia jakoś sobie radziliśmy choć nie wydarzyło się nic przełomowego poza tym, że przespaliśmy się ze sobą. Cztery dni później mieli w pracy imprezę z okazji czyichś urodzin i zostałem tam zdradzony. Wróciła pijana, poszła spać. Czułem, że coś jest nie tak i następnego ranka sprawdziłem jej historię wyszukiwania, w której od razu po wyjściu do pracy widniały hasła potwierdzające ten czyn. Gdy wróciła powiedziała mi o tym. Powiedziała że od razu to przerwała, zrozumiała że to był błąd i że to ze mną chce być. Przeprosili się za to uznając, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Zrozumiała, że źle postąpiła zostawiając mu uchyloną furtkę i oznajmiła że nie chce ze mną próbować tylko być nie zostawiając rzeczy samym sobie. Tej sytuacji nie jestem w stanie sobie jakkolwiek zracjonalizować, lecz wiem że nadal chcę z nią być i walczyć o to, co jest między nami. W całej tej sytuacji obydwoje przechodzimy przez różne skrajne i silne stany emocjonalne gdzie przez moment mówiłem jej, że łatwiej byłoby jej być z nim ze względu na to. że nie wnosiliby do tej relacji wzajemnego żalu. Prawie cały czas o tym wszystkim rozmawialiśmy, bardzo się tym zbliżyliśmy i wiele się sami o sobie dowiedzieliśmy jednak po tych rozmowach nie zaszły wielkie zmiany w naszej relacji, a po moich wypowiedziach aby z nim była wycofała się do takiego podejścia jak gdy byliśmy nad morzem. Wiem, że ten facet cały czas siedzi jej w głowie, ale to słabnie. Chciałbym, żeby zmieniła pracę, ale wiem jaką daje jej to satysfakcję i możliwość rozwoju oraz że nie znalazłaby czegoś podobnego. Zapewnia, że są w stanie utrzymywać relacje wyłącznie zawodowe, tak też między nimi było do momentu zdrady. Ma wątpliwości co do jego osoby i twierdzi, że na co dzień w stosunkach zawodowych się w nich umacnia. Nie do końca wierzy w jego intencje. Nie mogę tego na niej wymusić. Kiedy to będzie wyłącznie moje decyzja prędzej czy później spotka się z żalem i próbami idealizowania go choćby wyłącznie dlatego, że ten kontakt jest zakazany. Nie do końca rozumiem jak codzienny kontakt może nie mieć wpływu na ich zażyłość emocjonalną nawet gdy ograniczą się do spraw służbowych. Mam świadomość, że ta historia z boku może wyglądać z mojej strony desperacko i heroicznie. Jednak ważniejsze są odczucia subiektywne. Nikt z nami nie przeszedł tyle co my razem przez 11 lat i nikt przez to nie będzie w stanie pojąć jak bardzo cenimy sobie tę relację i miłość oraz co ona dla nas znaczy. To nie jest tak, że nie wyobrażam sobie bez niej życia. Liczę się z tym, bo nic nie jest nam dane raz na zawsze. Dowiedziałem się o sobie jak dobry potrafię być i wiem, że w takiej sytuacji przekierowałbym to na siebie a w dłuższej perspektywie czasu na kogoś innego z kim chciałbym się związać. Moje stanowisko racjonalnie i emocjonalnie jest spójne. Miałem mylną wizję takiej sytuacji. Myślałem, że rzucimy się sobie w ramiona, przeprosimy wzajemnie i stanie się to punktem wyjścia do dalszych starań. Być może źle do tego podchodzę chcąc z jej strony wszystko od razu. Może lepiej będzie jeśli w odpowiedni sposób sobie to przerobimy tak, aby nie musiało to wracać. Oznajmiłem, że nie będę czekał na zmiany w nieskończoność i kiedy się wypalę odejdę. Myślałem żeby wyjechać na jakiś czas, ale obawiam się że mogłoby to nam zaszkodzić. Problem nie tkwi w tym, że ona nic nie robi. Stara się, spędzamy razem dużo czasu, próbuje sprawiać mi przyjemność, fizycznie jesteśmy ze sobą blisko. Tylko znając się tak dobrze widzę też kontekst tych gestów i brak przekonania. Wiem, że są to doświadczenia, które w dłuższej perspektywie czasu można przekuć w coś dobrego i stworzyć niejako nowy związek. Udaliśmy się na terapię dla par. Póki co odbyło się jedno spotkanie, które nie przyniosło przełomu. Psychoterapeutka dużo z nas wyciągnęła, ale to było wszystko to o czym już rozmawialiśmy i obydwoje byliśmy później z siebie zadowoleni, że nie mamy żadnych problemów z komunikacją. Powtarzałem tam, że chciałbym z jej strony więcej jednak została mi zwrócona uwaga na to, że nie potrafię wymienić konkretnych czynów, które miałyby spowodować przełom. Zamiast tego operuję emocjami, które chciałbym przez nie czuć. Po kilku dniach uświadomiłem sobie, że tak naprawdę czuję przełom w momentach kiedy widzę, że ona jest ze mną szczęśliwa. Chcę starać się dążyć do tego by te momenty przerodziły się w coś ciągłego, ale wiem że może być już za późno. Zmieniłem się. Stałem się lepszym człowiekiem, miałem już cztery rozmowy o pracę, odnowiłem wiele towarzyskich kontaktów. Nie robię tego dla niej lecz dla siebie, robi mi to dobrze. Co powinienem począć w takiej sytuacji? Chciałbym wszystko zaraz, ale wiem że nie powinienem naciskać bo przynosi to odwrotny skutek i zraża ją do mnie. Jednak nie chcę zostawiać rzeczy samym sobie. Być może faktycznie spokojna i długofalowa odbudowa związku wyjdzie nam na dobre, bo wszystko sobie przepracujemy, ale nie wiem jak długo wytrzymam nie będąc niczego pewien.
  15. Mam 35lat z mężem od 17lat razem, dwoje dzieci 8 i 12lat. Dwa lata temu rozstaliśmy się (mieszkaliśmy osobno) lecz po 4 miesiącach pozwoliłam mu wrócić, mieliśmy umowę, on tą umowę niedawno zerwał, znowu jestem w tym samym punkcie. Dałam się nabrać, jestem objęta pomocą psychologiczną. Czy dzieci powinny znać powód naszego rozstania? Mój mąż mnie okłamuje, ma koleżanki, o których ja się dowiadywałam przypadkowo. Znalazłam kiedyś smsa świadczącego o zdradzie. Dwóm kolejnym powiedział że je kocha. To jest tak pogmatwane, że długo by opowiadać.... Nie powiedziałam do końca prawdy dzieciom dlaczego się wtedy rozstaliśmy. Obawiałam się że chłopcy go znienawidzą. Chyba to był błąd, bo teraz mąż opowiada dzieciom że ja go zdradzam.... co nie jest prawdą, gdy wychodzę biegać on mówi do starszego syna: no mama idzie się spotkać z kolegą, słyszałam też jak mówił synowi żeby poszedł któregoś dnia za mną to się przekona, że mama kogoś ma. Syn mu chyba nie wierzy. Dzieci mają ze mną dobry kontakt mimo słów które słyszą z jego ust. Mąż pokazuje dzieciom, że on jest ten dobry a ja zła. Na drugi dzień udaje jak by się nic nie stało. Ja stosuję metodę szarego kamienia jest on dla mnie obojętny. Jego zazdrość jest tym większa im częściej robię coś dla siebie. PS Może ktoś z państwa napisze artykuł dla rodziców, jak pomóc dzieciom przetrwać rozwód, kłótnie, słowa które ranią, ciężko jest nam samym to przechodzić a co dopiero dzieciom gdy chodzi o osoby, które kochają i są dla nich najważniejsze.
  16. Jak nauczyć się wybaczyć zdradę ?
  17. Hej jestem 25 letnia mama, synek 3 lata. Jestem w związku z partnerem od 4 lat na początku były motyle w brzuchu radość i wgl wszystko co najlepsze. Przed związkiem z obecnym partnerem spotykałem się z kobietą więc Jestem bi. zauważyłam ze w naszym związku coś sie psuje ciagleklotnie awantury do tego trzeba przyznać ze ma problemy alkoholowe nie ma dnia by nie pił jest lekkim nie udacznikiem niby pracuje A przez 4 lata wypłaty jego na oczy nie zobaczyłam. Ja praca i utrzymuje cały dom oraz tatę który jest schorowany. Poznałam jakieś c xzas temu dziewczynę od razu zauważyłam ze podoba my się sobie nawzajem nie miałyśmy odwagi aby do siebie lepiej zagadać na początku. Później zaczęły siespacery wspolne ona nie lubi mojego partnera ale i ja przestałam co dążyć jakimś mega uczuciem. Wraz z koleżanką pojechałysmy na imprezę do wspólnych znajomych wypilysmy więcej dodało to odwagi i wyszło przespałysmy się razem od tego c xzasu nie możemy o sobie zapomnieć codziennie się widzimy w pracy ona wydaje się cudowną minęło dwa tygodnie i znów się spotkaliśmy u tych znajomych tym razem bez alkoholu miałyśmy odwagę aby okazywać sobie te wspaniałe uczucia. Partner ma do mnie pretensje A ja jakoś nie umiem mu powiedzieć mu prawdy boję się samotności ze zostanę sama bez niego lub bez niej
  18. Witam, odkryłem ostatnio romans mojej połówki - narzeczonej i niby tylko skończyło się na rozmowach i zdjęciach. Ciężko to zweryfikować i nawet chciałbym w to wierzyć ale po co się tym głowić jak już same te wiadomości są obrzydliwe. Najgorsze jest to że mamy dziecko i do miesiąca mieliśmy wziąć ślub. Wolałbym opisać całą sytuację w prywatnych wiadomościach z psychologiem niż wyrzucać to w tym miejscu. Sytuacja jest na tyle wyjątkowa, że obawiam się o możliwość połączenia tej sprawy bezpośrednio z nami. Zależy mi na rozmowie jak najszybciej muszę oczyścić sobie myśli z emocji i podjąć decyzję, a jest strasznie ciężko ze względu na dziecko. A muszę też pracować, a samo myślenie o tym przyprawia mnie dosłownie o mdłości i paraliżuje nie wspominając o huśtawkach nastroju i kotłującej się złości.
  19. Witam wszystkich, nigdy nie sądziłem że będę musiał cokolwiek takiego pisać ale za dużo się ostatnio działo w moim życiu i muszę poznać waszą opinię, zasięgnąć porady co mam robić.Zacznę od tego że mam 24lata.W tamtym roku zakonczylem związek kilkuletni po którym się zbierałem z 6 miesiący(.Wiem, dla was to nic, ale dla mnie to byla tragedią) potem 2 mniejsze związki, w sumie nawet nieznaczące aż do teraz, do momentu gdy się pojawiła ta jedna z którą myślę że mógłbym spędzić resztę życia. Znamy się kilka miesięcy, regularnie co tydzień się widujemy, ona jest ogólnie "bardzo zdystansowana" do chłopaków, ponieważ kilka razy się zawiodła i teraz bardzo ostrożnie do wszystkiego podchodzi. Mimo to cały czas się o nią staram, mamy różne luźne rozmowy, między innymi właśnie o nas, czy może w przyszłości coś być itp. Ona twierdzi że myśli że coś będzie, ostatnio spędziliśmy cały dzień, baaa! Nawet dała się kilka razy pocałować większość przechodziliśmy za rękę, jak jakaś para ogólnie cały dzień, mimo że ze sobą nie jesteśmy i choć to wydaje się takie bardzo oczywiste i dla osoby trzeciej to może wyglądać jak długoletni związek, to dla mnie takie to nie jest, ogólnie bardzo rzadko można od niej usłyszeć jakieś miłe słowo, mimo że całkiem miło do niej mówię (jakieś zdrobnienia itp) ale to zawsze ja piszę pierwszy (tak wiem, chłopak to musi) ale byłoby miło gdyby i ona czasem się pierwsza odezwała, czasem pisze mi że nie może się zobaczyć bo musi pobyć sama, bo ma dużo nauki itp, ja to wszystko rozumiem, ale coś mi tu nie pasuje (spokojnie, nie spotyka się z innymi, znam ją doskonale pod tym względem i daje sobie rękę uciąć co do jej szczerości) tylko po prostu tak jakby mówi jedno że moglibyśmy być niedługo parą, ale wcale tak bardzo jakoś tego nie okazuje i mam takie mega mieszane uczucia, wydaje mi się że ją kocham (może i tak jest) ale w ciągu ułamka sekundy szukam rozwiązania jak o niej nie myśleć, że za dużo sobie wyobrażam, ona mi daje takie nadzieje, mówi otwarcie że coś będzie, ale tego nie udowadnia czynami, to ja zawsze wszystko proponuję i się wysilam, wiem że potrzebuje czasu ale ile można... Czy to może jakieś tylko złudne nadzieje? Nie mam pojęcia, czy walczyć do końca i może ostatecznie znowu się zbierać kilka miesięcy czy już zaczynać odpuszczać. Problem jest własnie w tym co powtarzam: daje mi nadzieję ale tego nie udowadnia czynami. Mówi że nie chce się codziennie widywać bo potrzebuje czasem pobyć sama itp. w sumie to logiczne, nikt by się nie chciał zrazić, ja nie chcę być nahalny czy coś, ale po prostu myślę o niej 24/7, pierwsza myśl po obudzeniu to jest oczywiście ona. Ale czuję że bez większej wzajemności. Dodam że od kilku dni coraz mniej się odzywa, niby przez naukę, ale wysyła Snapy jak jest z koleżankami (ja nie mam o to pretensji ani nic) tylko niedaje mi spokoju to, że mówi mi że musi się uczyć, a w rzeczywistości coś innego. Niby nic a boli, bo obiecywalismy sobie szczerość, że gdyby jednak coś było nie tak w naszej znajomi to sobie mowimy... Dodam że jest to jedyna osoba która w ciągu sekundy potrafi sprawić że będę albo zadowolony albo zdołowany. Jestem gotów poświęcić wszystko dla niej. Jeśli widzicie że jest coś nie tak, to jestem również w stanie zerwać ten kontakt dla siebie. Jeśli mam znów się zbierać pół roku po jakiejś znajomości to podziękuję, niestety... Co robić?
  20. Hej, mam na imię Justyna, mam 25 lat. Wczoraj zakończyłam 9,5 letni związek. Przez wiele lat wyglądało to tak, że musiałam się o wszystko prosić, o poświęcony czas, o pomoc w czymkolwiek, z czasem po prostu przestałam prosić bo wiedziałam że będzie to zrobione z łaska. 3 lata temu zamieszkaliśmy razem, zaczął się problem z pieniędzmi, ja mając gotówkę,, studencka" staralam się zaoszczędzi ile tylko się dało, on zarabiając prawie 3 tysiące nie umiał zaoszczędzić nic. Z czasem zaczęliśmy się po prostu dzień w dzień kłócić, zaczęło się psuć, mimo to z akademika przenieśliśmy się do wspólnie wynajmowanego mieszkania, problem jednak nie znikał. W międzyczasie znalazłam bardzo wymagająca pracę w której mobbing był na porządku dziennym (jestem DDA i nie potrafię się niestety odezwać w swojej obronie w takich sytuacjach) i robiąc 210 godzin miesięcznie studiowałam dziennie, a w przerwach między zajęciami biegałam do psa. On z czasem kazdy dzień wolny zaczął wykorzystywać na to, żeby wracać do domu, pomimo że nigdy na mnie nie krzyknął to czułam się bardzo samotna w związku, że strony rodziny tez wsparcie prawie zerowe, byłam z tym wszystkim po prostu sama. Po czasie w pracy poznałam kolegę, z którym od początku złapałam bardzo dobry kontakt. Po czasie uświadomiłam sobie, że bardzo ucieka mi do niego serce, no i po roku znajomości wywiązał się z tego romans, zakochałam się Bez pamięci, co poskutkowało tym, że po 1,5 miesięcznej przerwie zakończyłam wczoraj 9letni związek z pierwszym partnerem (dodam że pół roku wcześniej wynajęliśmy sale na wesele, bo zylam z myślą, że jakoś to będzie). Usłyszałam że następnym razem spotkamy się na jego pogrzebie i że zmarnowałam mu 9 lat życia, teraz czuję ogromny żal, wyrzuty sumienia i pustkę, nie wiem czy dalej go po prostu kocham, czy to przez widok jego jak płacze pierwszy raz w życiu i usłyszane słowa. Pomocy, nie wiem co robić, przez całą sytuację znowu powróciły leki nocne przez ktore wybiegam z łóżka a później nie mogę się uspokoić
  21. Cześć! Jestem 20 letnią studentką. Od 6 lat jestem w związku z chłopakiem. 3 lata temu wszystko zaczęło się psuć. Mój chłopak zaczął szukać sobie „koleżanek”, okłamywał mnie, pisał im, że ze mną zerwie, że nie wie dlaczego musi ze mną być itp. W październiku 2019, gdy szliśmy ma studia zostawił mnie i zaczął związek z inną dziewczyną, w mieście, w którym studiuje. Po pol roku prosił żebym dała mu szansę więc to zrobiłam. Tamta dziewczyna go zdradziła. I sytuacja zaczyna się powtarzać. Okazało się, że znow z nią pisze. Mam dość tego, wykańcza mnie to emocjonalnie, ale nie wiem jak się wyrwać. Aktualnie przebywam w domu, w małej miejscowości, gdzie oboje mieszkamy. Będę tu conajmniej do października, co oznacza, że będę blisko niego. Za każdym razem, gdy chce to zakończyć, myśle, że zostanę sama i znowu zaczynam z nim rozmawiać. (Mieszkam sama, rodzice pracują za granicą). Co mogę zrobić żeby przerwać tę chorą sytuację i się z tego uwolnić?
  22. Cześć, mam 22 lata, od 5 lat jestem w związku, niestety od 2 lat nie daje już sobie rady, ponieważ mój już narzeczony, od 2 lat wypisuje z różnymi dziewczynami. Ja nazywam to "zdrada" może nie fizyczna ale psychiczną. Od 3 miesięcy miałam tego dość, wiem o każdej jego dziewczynie z którą flirtowal będąc już ze mną od tych 2 lat. Przez to wszystko zaczęłam myśleć o samobójstwie i różnych dziwnych rzeczach. Nie wytrzymałam i od 2 miesięcy pisałam ze swoim starym znajomym, nie był to flirt tylko zwykła rozmowa, co słuchac, czy wszystko w porządku i na tym się kończyło pisaliśmy może raz na tydzień, nie codziennie. Dziś mój narzeczony też się o tym dowiedział, poklocilismy się o jego kolejna kochanice, on zauważył że akurat znajomy napisał do mnie. Poczułam się z tym jeszcze gorzej niż z myślą, że to on ciągle przyprawia mi rogi. Mam dość, ciągle płaczę, nie mogę się uspokoić, nie mogę przestać myśleć o całej tej sytuacji nie radzę sobie, wciąż myślę o samobójstwie..
  23. Witam zostałam dwa razy zdradzona partner ma dziecko z była partnerka ale mimo wszystkiego długo bez siebie nie wytrzymaliśmy zawsze wracamy tylko problem jest w tym że kontakt muszą mieć bo jest dziecko ale moje zaufanie i lek prze powtórka historia jest na wyczerpaniu rozmawialismy o tym ale twierdzi że skoro wrócił to chce być ze mną nie potrafię poraz kolejny zaufać ale też nie umiem zrezygnować
  24. Jestem studentką, mam 20 lat. Odkąd pamiętam czuję się niezadowolona ze swojego życia. (ojciec alkoholik, śmierć babci na moich oczach, gdy miałam 12 lat, słaba sytuacja materialna w domu, trudności w nawiązywaniu znajomości, itd.) Ale od ponad 2 lat miewam silne wahania nastrojów. Co jakiś czas, średnio co 2-3 miesiące dopada mnie smutek, niemoc, gniew, zobojętnienie… Często błahe powody doprowadzają mnie do silnych reakcji. W mojej głowie kłębi się masa myśli. Zdarza mi się mieć myśli o odebraniu sobie życia. Prawie wszystko mnie stresuje i doprowadza do histerii, podczas której odczuwam kłucie w klatce, drżenie całego ciała albo miewam napady silnego głodu. Tematem, który doprowadza mnie najczęściej do takiego stanu jest wszystko dotyczące prawa jazdy i prowadzenia samochodu. Czuję, że wszystkich zawodzę. Nienawidzę siebie za to, że nie potrafię okazywać uczuć w taki sposób jakbym tego chciała. Mam wrażenie, że już nie potrafię kochać po tym wszystkim co mnie do tej pory spotkało w relacjach (poniżanie, manipulacja, szantaż emocjonalny, zdrada, czy też po prostu gwałt). Czuję się bardzo bezsilna i samotna w tym wszystkim. Nie daję już rady tłumić tego wszystkiego w sobie, a nie mam też gdzie szukać pomocy Nawiązuję znajomości bez przyszłości, czasem są one skierowane w na otrzymywaniu przyjemności albo na pozornej bliskości, poczuciu bezpieczeństwa... Kiedy już spotykam kogoś, kto widzi we mnie coś więcej niż tylko obiekt seksualny, to zaczynam się wycofywać. Próbuję usilnie znaleźć w tej osobie jakieś wady albo doszukuję się ich w sobie.
  25. Witam Potrzebuje porady. Jestem prawie 2 lata po ślubie, w sumie 10 lat z partnerem. W zeszłym roku w naszym związku zaczęło coś się psuć. Mąż dużo pracowal nocami wśród ludzi i niestety poznał kogoś z kim jakiś czas miał stały kontakt. Jednak ta kobieta odcięła się od niego, może dlatego że dowiedziała się że ma żonę. Mąż bardzo się zmienił i miał mi za złe że odkryłam ta znajomość. Nie wiem czy mnie zdradził, nie porusza do tej pory tego tematu. Bardzo to przeżyłam i nie potrafiłam o tym zapomnieć. Oddaliliśmy się od siebie i nie potrafimy ze sobą rozmawiać wszystko jest zamiatane pod dywan. Czułam się niepotrzebna, czuję że maz już mnie nie kocha. Związek jest bo jest. Podczas moich problemów pojawił się kolega który początkowo mnie tylko pocieszał ale z czasem przerodziło się to w romans. Zaślepiona dałam się omotac, bo dawał mi to czego nie dostawałam od męża, czułość, zozumienie, rozmowy.myslalam że będzie mi lżej jak zdradzę męża. Jest wręcz odwrotnie. Od jakiegoś czasu jestem na lekach uspokajających, nie potrafię sobie z tym poradzić. Zerwałam kontakt z tym kolega a on teraz mnie straszy że mój mąż się o wszystkim dowie. Sama chce powiedzieć o wszystkim mężowi, ale nie wiem jak to zrobić i czy w ogóle powinnam mu mówić. Ale jeżeli ma się dowiedzieć od kogoś to chyba jeszcze gorzej. wiem że to będzie raczej koniec tego małżeństwa. Ja chciałabym zacząć wszystko od nowa ale nie wiem czy się da bo może dla męża rozstanie będzie na rękę skoro się odsunął ode mnie. Bardzo proszę o pomoc bo nie potrafię sobie z tym poradzić i bardzo się boję z każdym dniem żeby się nie dowiedział od kogoś. Pozdrawiam

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.