Jump to content

związek dwóch zaburzonych osób


nazwa

Recommended Posts

kobieta, 28lat

 

Witam,

 

Od ponad 3 miesięcy spotykam się z kimś, kto od początku twierdził, że szuka raczej poważnej relacji (to ja byłam niezdecydowana i się na początku nie określałam). To jest mój pierwszy związek, jesteśmy w podobnym wieku. Mam stwierdzone zaburzenie osobowości borderline, a mój chłopak aspergera. Od początku nasza relacja jest dziwna: przespaliśmy się ze sobą pierwszego dnia kiedy się poznaliśmy, po czym po jakimś czasie napisał mi, że nie ma nic przeciwko temu, żebym spotykała się z innymi. Zdenerwowało mnie to, bo zrozumiałam to tak, że mu na mnie nie zależy. Umawiałam się więc z innymi (z jedną osobą się nawet przespałam), i dalej z nim. Kiedy mu powiedziałam o tym, nie był zły, ale wręcz mnie pocieszał, przytulał (dosłownie na następny dzień, po tym jak widziałam się z tamtym mężczyzną). Okazało się, że on się z nikim nie umawiał i nie miał takiego zamiaru. Byłam zdezorientowana jego reakcją. Powiedział, że nie jest zły - "jak mogę być zły skoro sam na to pozwoliłem?". Zakomunikowałam mu jak odebrałam jego pozwolenie i że poczułam się odrzucona i jakby mnie zachęcał wręcz do spotykania się z innymi. Stwierdził, że odebrałam jego słowa w chory sposób i w takim razie mi zabrania widywać się z innymi. Jemu chodziło o to, żebym z nim była nie dlatego, że mi czegoś zabrania. Nie podobało mi się, że z kobietami również zabronił mi się spotykać (mówiłam mu, że chciałabym tylko zweryfikować orientację, ale on stwierdził, że to zdrada).

Zaczęliśmy chodzić ze sobą - to on bardzo szybko nazwał naszą relację związkiem (chociaż przez jakiś czas ciągle traktowałam go w swoim umyśle jako kogoś przejściowego). Zdarzało mu się mówić: teraz jest problem z myciem naczyń, a jak urządzę mieszkanie to będzie problem z wyciąganiem naczyń ze zmywarki (to urządzanie mieszkania, jak stwierdził, potrwa rok, 2) albo: ja też nie jestem zwolennikiem idei ślubu, ale jakbyśmy mieli wziąć kiedyś ślub cywilny... - Mnie te teksty trochę dezorientowały, trochę bawiły, bo nawet nie zdecydowałam wtedy czy chcę z nim być.

Bałam się przestać dystansować i do niego przywiązać. W końcu zdecydowałam, że to osoba, która na pewno mnie umyślnie nie skrzywdzi i że chcę doświadczać a nie ciągle się hamować. Po tym, podczas stosunku doznałam poczucia odrealnienia, byłam jakby odcięta od siebie i zdziwiona co robię, gdzie, z kim. On na to: Nie powinnaś tego czuć, bo to mechanizm obronny, ale nie jestem zły (nawet nie pomyślałam, że mógłby być o coś takiego zły). Próbowałam się do niego zbliżyć emocjonalnie, ale przerażało mnie czasem poczucie, że zachowuje się jak robot nie człowiek. Dopytywałam się czy doznaje silnych uczuć, że go roznosi od środka - powiedział, że tak, ale nie potrafi ich wyrazić i jeśli się spodziewam związku pełnego wielkich uczuć i fajerwerków, to nie z nim - i też, żebym słuchała co mówi, kierowała się tym, bo może nie być w stanie mi przekazać emocji niewerbalnie. Ciężko mi było, ale pogodziłam się z tym i nie wymagałam od niego "wielkich emocji". Mówił, że mu na mnie zależy i czynami pokazywał, że to prawda (potrafił przyjść do mnie z zakupami i ugotować obiad na kilka dni, nalegał żebyśmy razem coś robili, przyziemne rzeczy - nawet jeśli brakowało tylko makaronu, chciał żebyśmy razem poszli, a nie któreś z nas kupiło po drodze, szukaliśmy spodni dla niego - potem mówił, że mu się spodobało wspólne przymierzanie i wybieranie. Potrafił mi wyrwać paczkę czipsów, którą chciałam zjeść na śniadanie i wyperswadować, żebym zrobiła kanapki, bo nie mogę się tak niezdrowo odżywiać. Mówił: "Mówiłem ci już, że mi się podobasz? Bo dla mnie to oczywiste i mógłbym to przeoczyć, żeby ci powiedzieć", "Martwię się o ciebie, nie chcę, żebyś była smutna - i przypadkiem się nie tnij!”, „Tak, tęsknię”, „Tak, byłoby mi przykro, gdybyśmy nagle przestali się spotykać”.

Kiedyś było mi przykro, bo narzekał, że wyszedł ode mnie godzinę później niż planował i się nie wyśpi - a my przez ten czas uprawialiśmy seks. Następnym razem jak przyszedł zauważył, że coś jest nie tak i kiedy mu powiedziałam był totalnie zagubiony i zdezorientowany, jak mały chłopczyk. „Nie zdawałem sobie sprawy, że tak to wygląda z twojej perspektywy, w ogóle nie zdawałem sobie sprawy, że miałem o to pretensje. Nie, nie uważam, że to był stracony czas. Czas z tobą nie jest stracony. Przepraszam.” Musiałam czekać z 3 minuty aż się odezwie i robił minutowe przerwy pomiędzy zdaniami. A jak go zapytałam czy rozumie, za co mnie przeprasza, powiedział coś w rodzaju: „Nie… To znaczy nie do końca. Ja nie zdawałem sobie sprawy po prostu, że miałem o to pretensje.” Powiedział, że jego najdłuższy związek trwał 2 miesiące i ma problemy z tym, żeby się przystosować do tego, że kogoś ma. Zaczął często przyjeżdzać „Teraz moje życie wygląda tak, że idę do pracy, potem do ciebie i do domu spać - i tak w kółko. Gratuluję ci, wybiłaś mnie z mojej rutyny i stworzyłem nową wokół ciebie”. Zawsze pilnowałam, żebyśmy sobie wszystko na bieżąco wyjaśniali. Zdarzało mu się często powiedzieć coś niemiłego, za co nie zamierzał przepraszać, bo „przecież to prawda”. Takie sytuacje tłumaczyłam jego autyzmem i starałam się nie brać tych słów do siebie, bo były właściwie logiczne i coraz bardziej, wydaje mi się, zaczęłam pojmować jego słowa i zachowania, po prostu przyzwyczajać się. Ale czasem to były takie rzeczy, które bardzo mnie raniły. Na przykład (bez potrzeby, bo temat dotyczył czegoś innego, chyba źle mnie zrozumiał) „znowu wracamy do tego, że nie jesteś jedyna na świecie”, w taki sposób, że poczułam, że totalnie mu na mnie nie zależy, mógłby mnie bez problemu wymienić na kogoś innego. Przestałam się do niego odzywać na kilka dni, borderline przejął nade mną kontrolę, ściągnęłam aplikacje randkową dla lesbijek i miałam zamiar go zdradzić. Ale emocje opadły i tego nie zrobiłam (chociaż obawiam się, że tylko dlatego, że znalezienie kobiety dłużej trwa niż mężczyzny), kiedy się spotkaliśmy i mu o tym powiedziałam (było bardzo spokojnie, on zawsze jest spokojny), zapytałam, co myśli, co czuje „Boję się. Boję się, że to się rozpadnie”, ale wszystko wróciło do normy. Mówił, że traktuje te relację poważnie, więc ja też zaczęłam ją tak traktować. Nie widzieliśmy się od ponad miesiąca ze względu na koronawirusa. Stwierdził, że jesteśmy jedynymi osobami łączącymi nasze środowiska i nie będziemy ryzykować, że któreś z nas zarazi drugiego i ten zarazi swoich bliskich. Od miesięcy nie leczę się na depresję, bo tabletki po pobycie w szpitalu psychiatrycznym mi się skończyły i nie poszłam już po następne. To siedzenie w domu samej, strasznie przypomina mi okres ciężkiej depresji i odizolowania (z 8 lat, (od 19 r. ż.) spędziłam odseparowana od świata, część tego czasu całkowicie nie wychodząc z domu, a część studiując rok, pracując, ale byłam mentalnie odcięta od innych ludzi i codziennie myślałam o samobójstwie, byłam na krawędzi). Bardzo mi ciężko odkąd współlokatorka wyjechała przed świętami, miałam różne złe stany np. pociąg, żeby sobie zrobić krzywdę, ale nie mogę go namawiać, żeby przyjechał mnie odwiedzić, w takiej sytuacji (epidemia).

Czekam aż to będzie jego decyzja, żeby mnie odwiedzić. Ale ostatnio ciągle się sprzeczamy. Mówi coraz więcej krzywdzących rzeczy. Np.: „Zależy mi na tobie, ale jak się kłócimy, to jakby mniej”, „chciałbym się spotkać, ale nie cierpię z tego powodu, że nie możemy”. Nigdy nie zwraca się do mnie czule (skarbie, kotku), nigdy. Jak się widywaliśmy, nie rzucało się to tak w oczy. Kiedy napisałam, że tęsknię, wysłał mi smutnego emotikona… Tak jakby to było wielkie cierpienie, a nie coś pozytywnego, oznaka, że po prostu myślę o nim i chciałabym się spotkać. Teraz kiedy próbuję z nim porozmawiać o uczuciach, robi się z tego kłótnia. Kiedy zapytałam z ciekawości czy odczuwa coś takiego jak motylki w brzuchu powiedział: „Tak, kiedyś coś takiego odczuwałem, raz, ale nie nazwałbym tego motylkami. Z tobą nigdy. I całe szczęście” Ostatnio powiedział, że jakbyśmy zerwali, to by się tym bezpośrednio nie przejął, bardziej by się o mnie martwił. Jego życie toczyłoby się dalej. Oskarżył mnie, że chcę, żeby cierpiał, bo chciałabym, żeby mu było przykro po naszym zerwaniu - a ja się po prostu oburzałam, że jak może nie być przykro, jeśli się kończy związek z osobą, na której zależy? I pośród takich słów potrafił wstawić: „myślę o tobie, zależy mi na tobie”.

Totalnie tego nie rozumiem, nie mogę się w tym połapać… Mam wrażenie jakby oczekiwał ode mnie tłumienia emocji. Nie mogę się kłócić, bo będzie mu na mnie mniej zależało… Nie mogę robić scen, dramatyzować, „ostrzegam, że jeśli zrobisz coś głupiego mi na złość, to za pierwszym razem jeszcze nie, ale za drugim już z tobą zerwę”. Bardzo się hamuję. Dosłownie tłumię swoje emocje i staram się wyjaśniać (a nie kłócić). On zwykłą dyskusję, wymianę zdań - traktuje jako kłótnię.

Nie wiem co dla tego człowieka znaczy: zależy mi na tobie. Mam wrażenie, że gdybyśmy byli ze sobą i 4 lata, to nie usłyszałabym żadnego: kocham cię. Nie wiem czy on ma w ogóle zamiar kiedykolwiek się do mnie przywiązać i czy jest to kwestia decyzji czy możliwości (kiedy opowiadał o swojej byłej, załamał mu się głos, bardzo cierpiał po śmierci swojego kota i jest dosyć uczuciowy względem mojego (teraz chyba bardziej niż w stosunku do mnie…)). Chciałam z nim być dlatego, że myślałam, że jest szczery, fajny i będzie przywiązany. To mnie w nim pociągało, bo fizycznie mi się nie podoba. Po prostu te trzy rzeczy były dla mnie ważniejsze niż wygląd i wystarczające. Nie wiem na jakie mam zmienić podejście względem niego i tego związku. Nie wiem czy teraz mając w głowie, że nie jest i być może nigdy nie będzie do mnie przywiązany i w ogóle nie będzie mu przykro zbytnio po naszym zerwaniu - będę w stanie iść z nim do łóżka (i chodzi mi tu o aspekt fizyczny, bo kiedyś był dla mnie kimś kto jest mój i było ok, teraz będzie być może tylko jakimś facetem). Nie wiem czy mam te rozmowy potraktować jako znaczące i decydujące, czy usprawiedliwić to wszystko różnicami w postrzeganiu związku przez nas albo długim niewidzeniem się? Czy mam mu wierzyć, że mu na mnie zależy (wydaje mi się, że on nie potrafiłby skłamać nawet jakby chciał - przez ten autyzm, tak jakby czuł jakiś przymus wewnętrzny mówienia tylko prawdy), czy traktować tę relację poważnie, czy jako coś przejściowego? Wiem, że może za krótko się znamy po prostu, żeby ostatecznie decydować w tym momencie, ale chodzi mi o nastawienie, mówiąc potocznie: wkręcać się? Czy wycofywać?

Moje przyjaciółki są zszokowane i zdezorientowane tym, co do mnie mówi(ja już odruchowo myślę o autyzmie, one nie mają tego nawyku) i doradzają mi zakończenie związku albo conajmniej zdystansowanie się do niego, szukanie kogoś innego… Niepokoi mnie pojawiający się we mnie ciągle impuls do zdrady. Nigdy bym nie zdradziła kogoś, komu na mnie zależy, kto jest czuły, oddany… Męczy mnie ta sytuacja, stresuję się, od dwóch dni prawie nic nie jadłam.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

  • PODCASTY.jpg

  • Blog Entries

    • 0 comments
      Szanowni Państwo, zwrócono mi uwagę na używanie tzw. Testu Drzewa do diagnozy dzieci (test polega na tym, że dziecko rysuje drzewo, a specjalista analizując ilustrację wyciąga różne wnioski na temat psychiki dziecka).
      Zwracam Państwa uwagę, że NIE należy wyrażać zgody na przeprowadzanie tego testu.
      Wystarczy, że wejdzie się na stronę Wikipedii na temat Testu Kocha, a uzyska się informację „Ten artykuł opisuje teorie, metody lub czynności niezgodne ze współczesną wiedzą medyczną”. Można również sięgnąć do fachowych recenzji tego narzędzia powstałego jakieś 70 lat temu. Przytoczę fragment przykładowej: „Test Drzewa nie spełnia współczesnych kryteriów wiarygodnego narzędzia diagnostycznego. Brak jest naukowych podstaw teoretycznych, jak również danych empirycznych dowodzących trafności i rzetelności narzędzia, brak też badań normalizacyjnych. Nie ma standardowego i choćby częściowo zobiektywizowanego systemu interpretacji wyników. Diagnosta jest zachęcany do praktyk sprzecznych z naukową metodologią, które zwiększają ryzyko wystąpienia myślenia konfirmacyjnego i innych błędów we wnioskowaniu diagnostycznym. Kategorie interpretacyjne są anachroniczne, oceniające, niekiedy oparte na stereotypach, natomiast – z racji braku spójnych podstaw teoretycznych – nie obejmują wiedzy psychologicznej. W świetle powyższego trzeba stwierdzić, że współcześnie TD nie jest psychologicznym narzędziem diagnostycznym, a stosowany w tej funkcji może być szkodliwy.” Szczegółowe informacje:  https://kompsych.pan.pl/images/RecenzjaTestu_Drzewa_skrócona.pdf
    • 0 comments
      Czego możemy dowiedzieć się z książki, w której autorki posługują się zwrotem „osoba z macicą” zamiast używać słowa „kobieta”? Chyba mało kto będzie zaskoczony, gdy napiszę, że relacjonowanie (przez autorki, zdeklarowane feministki) losu głęboko nieszczęśliwych mężczyzn stało się pretekstem do promowania ideologii feministycznej. To na pewno zbieg okoliczności, że publikacja ukazała się przed nadciągającymi wyborami, a piszą o niej liczne tuby propagandowe feminizmu. Te mniej popularne, jak również te słynące w całym kraju z zarzucania partiom politycznym nienawiści do kobiet.

      W moim odczuciu, pochylanie się w tej publikacji nad losem mężczyzn nie jest ukłonem w ich stronę, lecz czołobitnym kłanianiem się feminizmowi i jego kuriozalnej demagogii. Wpisuje się w kluczowe elementy propagandy, która koncentruje się nierzadko na pokazywaniu mężczyzny w krańcowo złym świetle. Oczywiście wszystkiemu winien w pierwszej kolejności jest rzekomy, opresyjny patriarchat, a domniemanym wybawieniem jest jego obalenie i tym samym bezgraniczne oddanie feminizmowi, matriachat. Wykorzystywanie czyjegoś nieszczęścia do propagowania ideologii wzbudza we mnie negatywne odczucia. Podobnie jak fakt, że roztrząsanie historii skrajnie cierpiących mężczyzn, mówiących o najmroczniejszych myślach, opatrywane jest beznamiętnymi komentarzami.

      Ironiczny koniec publikacji ukazuje stosunek autorek do jej bohaterów. „(…) zamykamy książkę i wracamy do randek z chadami (...) Karuzela czeka, a ściana niedaleka.” Ani przez chwilę nie wyczułem jakiejkolwiek empatii w stosunku do opisywanych ludzi i grup. Mam wrażenie, że książka stanowi raczej rodzaj rewanżu, odwetu wobec licznych społeczności mężczyzn, którzy ośmielali się krytykować feminizm. Wywody autorek dotyczą między innymi Wykopu, forum Bracia Samcy, facebookowych męskich grup. Podczas lektury zastanawiałem się, czy bohaterowie tej książki nie czują się wykorzystani, aż natknąłem się na fragment, który stanowił odpowiedź. Autorka cytuje jednego z mężczyzn; pisał o niej, że „wmanipulowała go w książkę i wykorzystała dla własnej korzyści.”
      Publikacja wpisuje się w obecny trend w profeministycznych mediach, czyli „mężczyzna najgorszy”. Nie wystarczyły feministkom twierdzenia, że męskość jest toksyczna, przemoc ma płeć, siła jest kobietą, a opresyjny patriarchat odpowiada za całe zło tego świata. Musiały jeszcze wydobyć na światło dzienne najgłębsze pokłady problematycznych doświadczeń z życia najnieszczęśliwszych mężczyzn, by pokazać, jak źle się dzieje, gdy nie panuje matriarchat, władzy nie dzierżą femnistki. Jest to zarazem sprytne odwracanie uwagi od przewinień feministek, chociażby tego, na co idą pieniądze z publicznych budżetów płynące do licznych fundacji feministycznych. Takich na przykład jak posądzana o mobbing Fundacja Centrum Praw Kobiet, która choćby w sprawozdaniu merytorycznym z roku 2019, chwali się tym, że zorganizowała spotkanie warsztatowo-edukacyjne o nazwie „ChemSex – jak się bawić?” (dla niewtajemniczonych: chemseks to seks po narkotykach).
      Podsumowując, polecam książkę „Przegryw. Mężczyźni w pułapce gniewu i samotności”. Każdy powinien osobiście przekonać się o tym, do czego posunąć mogą się feministki, by postawić na swoim. Trzeba to przeczytać, aby poczuć specyficzny, bo metaliczny i bezlitosny, smak tego, jak feministki opisują zbolałych mężczyzn będących na granicy wyczerpania i u progu tragedii. Autorkom natomiast rekomenduję, by następnym razem przyjrzały się własnym szeregom. Napisały w podziękowaniach „Dziękujemy też rodzicom za wszelkie wsparcie, dzięki któremu możemy teraz pić sojowe latte i pisać o incelach.” To dopiero będzie latte-feminizm.* „Musisz być zmianą, którą chcesz zobaczyć na świecie” (Mohandas Karamchand Gandhi).


       
      * „Latte-feminizm to tzw. feminizm białych kobiet z klasy średniej, posiadających wolny zawód, mających czas i pieniądze na drogą, dobrą latte w kawiarni, od czego wzięła się nazwa.” (źrodło) 

       
    • 0 comments
      Masz dość toksycznych aplikacji randkowych i dziwacznych randek? Jesteś singielką lub singlem, a zarazem osobą dorosłą, gotową na relację? Masz odwagę aby wykonać testy psychologiczne, które pozwolą cię lepiej poznać? Spróbuj swoich sił w nieodpłatnym eksperymencie randkowym prowadzonym przeze mnie. Jestem psychologiem, który ustali Twój profil psychologiczny i postara się znaleźć dla Ciebie właściwego człowieka do pary. Więcej informacji można znaleźć w poniższym materiale na YouTube: 
       

      To nie jest biuro matrymonialne, ani portal randkowy. To niezależny eksperyment randkowy czyli projekt, który nie ma żadnego związku z jakimikolwiek aplikacjami randkowymi lub towarzyskimi. Udział jest nieodpłatny. O tym, jak odbywa się nabór do eksperymentu i jak uzyskać formularz zgłoszeniowy, dowiedzieć można się z powyższego materiału. 
      TAKE MY HEART - EKSPERYMENT RANDKOWY
      Jak to działa? Zgłaszasz się pisząc na e-mail podany w powyższym filmie i otrzymujesz dalsze instrukcje, między innymi testy i formularze do wypełnienia. Kiedy odeślesz pakiet potrzebnych materiałów, zostaną przeanalizowane pod kątem psychologicznym z nadzieją na możliwość znalezienia dla Ciebie potencjalnie odpowiedniej osoby. Z wybranymi uczestnikami psycholog przeprowadzi dodatkowo rozmowę telefoniczną. Zgłoszenia do pierwszej edycji można nadsyłać do końca sierpnia 2023 roku. Wszystkie informacje, przesyłane w ramach eksperymentu, objęte są tajemnicą zawodową psychologa a w ramach podsumowania przedstawione zostaną tylko ogólne statystyki (np. odnośnie liczby zgłoszeń czy najczęstszych oczekiwań).
      EKSPERYMENT ZOSTAŁ ZAKOŃCZONY
    • 0 comments
      Tak zwany syndrom DDA to zespół różnych problemów, które nierzadko współwystępują u osób, które wywodzą się z domu z problemem alkoholowym, z rodziny dysfunkcyjnej. Jest to pojemna kategoria wielu zróżnicowanych trudności i nie stanowi w ścisłym rozumieniu tego słowa zaburzenia psychicznego, nie jest jednostką chorobową.
      Tzw. syndrom DDA i czym się objawia
      Faktem jest jednak, że w stopniu częstym, Dorosłe Dzieci Alkoholików (DDA) doświadczają problemów utrudniających normalne funkcjonowanie. Jednym z nich bywa zaburzenie znane jako zespół stresu pourazowego (PTSD) związany z traumatycznymi przeżyciami z młodości i wczesnej dorosłości, zwłaszcza mającymi miejsce w domu rodzinnym. 
      Zespół stresu pourazowego PTSD - objawy, leczenie
      PTSD (zespół stresu pourazowego) to zaburzenie, które może wystąpić po przeżyciu traumatycznego wydarzenia lub serii wydarzeń, skrajnie trudnego doświadczenia rozciągniętego w czasie. Może to obejmować:
      sytuacje takie jak wojna, gwałt i molestowanie, katastrofy naturalne, przemoc domowa, chroniczne narażenie na złe traktowanie, długotrwała deprywacja najważniejszych potrzeb (poczucie bezpieczeństwa, miłość rodzicielska, zdrowie), inne doświadczenia traumatyczne. Objawy PTSD mogą obejmować nawracające koszmary (nawet wybudzające w nocy), natrętne wspomnienia traumatycznych wydarzeń, wybuchy gniewu z byle powodu, wycofanie społeczne oraz izolacja, zaburzenia snu (niemożność normalnego zaśnięcia, budzenie się przedwcześnie), nadmierną pobudliwość i impulsywność oraz inne kłopotliwe reakcje emocjonalne i fizyczne (roztrzęsienie, uderzenia zimna lub gorąc, łzy stające w oczach w sytuacjach kojarzących się z traumą), duże ryzyko szkodliwego łagodzenia przykrych emocji poprzez sięganie po alkohol i inne substancje, wysokie prawdopodobieństwo występowania niskiego poczucia własnej wartości, a także wchodzenia w toksyczne związki.
      DDA a PTSD
      W przeciwieństwie do DDA, PTSD jest uznawane za oficjalne zaburzenie psychiczne i jest klasyfikowane w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób (ICD) i Kryteriach Zaburzeń Psychicznych (DSM). Osoby cierpiące na PTSD zwykle potrzebują profesjonalnej pomocy psychologicznej bądź psychiatrycznej w celu zarządzania swoimi objawami i przystosowania się do życia po traumatycznym doświadczeniu.
      Podsumowując, warto by DDA doznając życiowych trudności skorzystały z konsultacji psychologicznej. Diagnoza pozwoliłaby ustalić, czy i w jakiej części wynikają one z takich bądź innych następstw wychowywania się w rodzinie z problemem alkoholowym. Elementem diagnostyki jest także przyjrzenie się temu, czy osoba zmaga się z PTSD. Jeśli tak, wskazana byłaby psychoterapia, a niekiedy kontakt z lekarzem psychiatrą. 
      - psycholog Rafał Marcin Olszak

       
    • 0 comments
      Generalnie są tacy ludzie (kobiety i mężczyźni) z którymi można podzielić się problemem, bo mają coś w rodzaju odruchu niesienia pomocy, taką tendencję do zaangażowania się w rozwiązywanie sprawy, są zorientowani na pracę zespołową i bycie fair w relacji, pomaganie odbierają jako rodzaj inwestycji we wspólny komfort. Można to wstępnie rozpoznać po tym, że te osoby niejako wyczuwają okazję do niesienia pomocy, wsparcia, udzielania się po to, by ktoś rozwijał się, tak jakby cudze dobro było dobrem wspólnym. Z takimi osobami raczej warto podzielić się tym, jakie mamy wyzwanie, oczywiście biorąc odpowiedzialność za rozwiązania zamiast oczekiwać, że ktoś wszystko załatwi za nas i nie zamierzamy niczego przy okazji chociażby nauczyć się. Dzielenie powinno przebiegać stopniowo, na raty, aby obserwować rozwój wydarzeń, więc miałbym z tyłu głowy takie powiedzonka jak nie wszystko i nie na raz, co za dużo to niezdrowo, gdzie się człowiek śpieszy tam się diabeł cieszy. Otwieramy się dając kredyt zaufania, a potem ewentualnie większy, a nie od razu zaporowo wysoki. Trzeba się jednak liczyć też z tym, że są ludzie postrzegający cudze problemy jako zbędny kłopot, ciężar, rodzaj bagażu, wielkiej fatygi, praca dodatkowa. Nawet samo słuchanie o czyichś problemach odbierają jako przykry obowiązek. Nie wyczuwają okazji do pomagania, nie widzą szans ani na własny ani na wspólny rozwój dzięki zespołowemu rozwiązywaniu problemów. Nie chcą wzrastać razem, raczej chcą być na wysokim poziomie nawet jeśli takie podejście nie jest fair. Niektórzy skłonni są używać cudzych problemów na niekorzyść innych, bo wszystko co usłyszą, potem lubią wykorzystać przeciwko komuś. Mając do czynienia z tak zorientowanymi osobami, lepiej zachowywać w jak największej części lub w całości swoje problemy dla siebie. Czasami zdecydowanie lepiej skorzystać z profesjonalnej pomocy niż ryzykować przykrości po wyjawieniu swoich kłopotliwych wyzwań osobom niewłaściwym.   
       
       


  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się do pytania zadanego na forum, należy we wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć i spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

  • PODCASTY-OCALSIEBIEpl.jpg

  • PODCASTY.jpg

     

     

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.