Skocz do zawartości

akddmcm

Użytkownik
  • Zawartość

    3
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutralna

O akddmcm

  • Ranga
    Debiutant
  1. Pomocne mogłoby być zaplanowanie przyszłości "po kocie" - brzmi to strasznie i w tym momencie pewnie niewykonalnie, ale warto poczynić jakieś plany, przygotować się na te ciężkie przeżycia. Parę lat temu sama musiałam uśpić chorego pieska, który spędził ze mną całe dzieciństwo, z którym spałam i spędzałam każdą chwilę w domu. Szukanie pracy to dobre rozwiązanie, jeżeli masz taką potrzebę, może warto myśleć dalej nad tym szpitalem. Życzę dużo siły i jak najwięcej wspólnego czasu dla Ciebie i kota, pozdrawiam
  2. Dzień dobry, bardzo dziękuję za odpowiedź. Te pozostałe trudności to przede wszystkim stres, strach przed odrzuceniem, akceptacją, wywoływane doświadczeniami z rodziną i bliskimi znajomymi od dzieciństwa do teraz. Poczułam, że jest to dla mnie wyjątkowa relacja chyba już w trakcie trwania związku, ale wówczas się tego przestraszyłam - myślę, że przeprowadzka w zeszłym roku pozwoliła mi lepiej określić to poczucie i je zrozumieć. Nie wykluczam, że te myśli zaczęły się pojawiać z powodu oddalenia od mojego obecnego chłopaka. Zastanawiam się, czy może podświadomie nie liczyłam na to, że jeśli rozwiążę moje problemy z poprzedniego związku, to będę w stanie bardziej skupić się na tym właśnie trwającym i poczułam zawód, ponieważ tak się nie stało. Chciałabym trochę lepiej to zrozumieć. Pozdrawiam
  3. Moja pierwsza poważna relacja z chłopakiem była równocześnie bardzo intymna i toksyczna. W pewnym momencie presja otoczenia stała się zbyt wielka (moi bliscy zachęcali mnie do zakończenia tego związku, mówili, że jest żałosny i infantylny, uważali, że chłopak mną manipuluje, a moje uczucia nie są szczere) i zdecydowałam się zakończyć związek, przybierając jednocześnie dosyć defensywną postawę - nie chciałam całkowicie odcinać się od niego, chciałam spróbować się zaprzyjaźnić, wiedząc, że on nie ma na to ochoty, ale ja nie dawałam za wygraną. Nie rozumiałam, czy jego niechęć utrzymywania ze mną kontaktu wynika z tego, że tak głęboko przeżywa rozstanie i chciałby się ode mnie odciąć, czy z tego, że nie był już zainteresowany tym, co mogłabym mu zaoferować jako przyjaciółka. Wydaje mi się, że nigdy nie rozumiałam i nadal nie rozumiem, co innego mogłoby wzbudzić w kimś zainteresowanie mną niż pociąg seksualny (nie uważam się przy tym za osobę atrakcyjną, raczej przeciętną). Niewiele ponad rok temu już niewiele kontaktowaliśmy się z tamtym chłopakiem, kiedy wybuchła pomiędzy nami bardzo żarliwa kłótnia, w wyniku której całkowicie straciliśmy ze sobą kontakt. Sama powiedziałam mu wówczas wiele przykrych rzeczy, licząc, że po takich wyznaniach nie będzie chciał już ze mną rozmawiać i może zdoła ruszyć do przodu. Byłam już w tym czasie w nowym związku i potraktowałam tamto wydarzenie poniekąd jako wskazanie do większego zaangażowania się w nową relację, odcięłam się też tak radykalnie od wcześniejszych wydarzeń, że praktycznie nic mi o nich nie przypominało. Problemy zaczęły się pojawiać, gdy przeprowadziłam się do innego miasta - oddaliliśmy się od siebie z moim obecnym partnerem, musiałam całkowicie zmienić otoczenie, znajdowałam pocieszenie we wspominaniu chwil spędzonych z moim pierwszym chłopakiem. Gdy przypadkowo odnowiłam kontakt z naszym wspólnym znajomym i stał się on dla mnie najbliższą osobą w nowym miejscu, zaczęłam się zastanawiać, czy nie jest to może znak, by spróbować znowu porozmawiać z tym pierwszym chłopakiem. Wiedziałam, że nie będzie to łatwe - wiele miesięcy zajęło mi zebranie się na odwagę, by do niego napisać; przeżyłam kolejne załamanie i spore rozczarowanie, gdy zachował się wobec mnie bardzo wrogo. W czasie tych miesięcy wytworzyła się we mnie pewna obsesja na jego punkcie - miałam takie skłonności już wcześniej, podczas moich poprzednich zauroczeń, ale nigdy nie było to tak silne, jak w tym przypadku. Napisałam do niego kilkadziesiąt stron listów, rozpaczliwie starałam się odtworzyć nasze wspólnie przeżyte chwile (od prób odzyskania naszych usuniętych smsów i zdjęć po kręcenie się wokół jego domu lub nagminne przebywanie w miejscach, gdzie lubiliśmy bywać z nadzieją, że się tam pojawi). Jakiś czas później nadeszła niespodzianka - dowiedziałam się od naszego wspólnego przyjaciela, że tamten jednak chce ze mną porozmawiać. Nic od bardzo dawna mnie tak nie uszczęśliwiło - nie chciałam znów próbować przyjaźnić się z moim byłym, przez cały ten czas, jaki spędziliśmy osobno zdałam sobie sprawę, że sama nie byłabym w stanie być jego dobrą przyjaciółką czy nawet koleżanką - pozwoliłam sobie jednak mieć nadzieję na odrodzenie jakiejś znajomości, którą moglibyśmy co jakiś czas odnawiać, nie chciałam go znów stracić i całkowicie o nim zapomnieć, chciałam być obecna w jego życiu, ale nie na pierwszym, nawet na drugim planie. Wraz z tą nadzieją częściowo minęły obsesyjne zachowania, zajęłam się nauką, własnymi sprawami, cierpliwie czekałam na spotkanie z nim. Spotkanie i rozmowa przebiegły - w moim odczuciu - naprawdę wspaniale, cudownie było znowu go zobaczyć, porozmawiać, czułam się znów zrozumiana, tak, jakbyśmy nigdy nie stracili ze sobą kontaktu. Umówiliśmy się nawet na kolejne spotkanie, do którego już nie doszło - wkrótce po tym pierwszym ten chłopak znów mnie odciął, przestał się do mnie odzywać, tak jakby nic się nie wydarzyło. Nie wiem, czy to jakaś zemsta z jego strony, ale bardzo ciężko mi się z tym pogodzić. Jestem zawiedziona, zła, rozdrażniona i przygnębiona, tak jakbyśmy znowu ze sobą zerwali. Czuję, że powinnam o nim zapomnieć, bo inaczej nigdy nie przestanę marzyć o tym, że jednak odzyskamy jakiś stały kontakt, ale wiem, że nie mogę tego od niego wymagać, a dla mnie najlepiej by było, gdybym ruszyła do przodu. Problemem jest to, że nie chcę zapomnieć, bo nie potrafię się pogodzić z tak wielkim dla mnie zawodem, nie potrafię przejść nad poczuciem, że nikt nie rozumie mnie lepiej od niego, że łączy nas coś szczególnego, coś niegodnego zmarnowania, i to poczucie nie zmienia się od ponad dwóch lat. Nie jest to jedyna rzecz, z jaką się zmagam (od 15 roku życia z przerwami korzystam z opieki psychiatry i terapeutów). Nie potrafię z nikim porozmawiać o tej trudnej dla mnie relacji. Nie jest mi łatwo nawet napisać to tutaj, boję się odrzucenia i wyśmiania zdecydowanie bardziej, niż braku jakiejkolwiek reakcji. Chciałabym wiedzieć, jak uwolnić się od tych toksycznych i powracających myśli i pogodzić się ze stratą. Dziękuję też wszystkim, którzy przeczytali do końca.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.