Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'dda'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Witam. Jestem mężczyzną mam 23 lata a pomimo tego nigdy nie byłem w żadnym związku że o bliższych kontaktach z płcią przeciwną nie mówiąc. Pochodzę z dysfunkcyjnej rodzinny. Ojciec alkoholik obecnie abstynent i nadopiekuńcza matka i ja sam jedynak ale to temat na inny wątek. Mój problem polega na tym że ilekroć próbuje wejść w jakiś związek to coś mnie przed tym powstrzymuje. Nachodzą mnie fatalistyczne wizję tego związku np. że i tak się rozstaniemy bo uzna mnie za nieudacznika, że jej rodzina i tak mnie nie zaakceptuje, że przecież i tak nie mam samochodu i nagle odpuszczam. Schemat jest zawsze ten sam po pierwsze zakochuje się i zaczynam z nią rozmawiać starając się przy tym żartować przy czym jest to raczej robienie z siebie debila i podryw w stylu pięciolatka który a to uszczypnie a to powie coś drażliwego by za jakiś czas normalnie rozmawiać. Ta sytuacja powtarza się po raz kolejny. Przyszła niedawno do pracy nowa dziewczyna. Krótka piłka pogadaliśmy pośmialiśmy się i nagle zajęła wszystkie moje myśli. A ja od nowa podryw w stylu pięciolatka, próby rozmawiania na siłę pytając kilka razy na dzień co tam ? Będąc przy tym trochę zbyt nachalnym. Świetnie zdaje sobię sprawę że to nie działa i że w pełni świadomie torpeduje kolejną szansę na związek swoim idiotycznym zachowaniem. Chciałbym inaczej, zmienić coś ale jestem szarym, nijakim człowiekiem bez zainteresowań, praca-dom od czasu do czasu studia. Mam w głowie sprzeczne myśli chce i nie chce związku, cenie sobie niezależność i przestrzeń osobista a jednocześnie chce by ktoś ją wypełnił. Czuje się jak w dniu świra, mam wrażenie że właśnie tak będzie wyglądało moje dalsze życie, że skończę jak Adaś Miałczyński nie wiedząc czego tak naprawdę od życia chce.
  2. Idąc z duchem czasu i wychodząc naprzeciw Państwa oczekiwaniom uruchomiłem nową usługę. Jest to porada psychologiczna przez e-mail: https://ocalsiebie.pl/porada-psychologiczna-email/ Masz kłopot w życiu osobistym, problem obyczajowy lub ściśle psychologiczny? Chcesz wiedzieć, co możesz zrobić żeby sobie pomóc i dowiedzieć się jakie są potencjalne rozwiązania? Zapytaj psychologa przez e-mail!
  3. Jak przestać wpadać w rolę dziecka kiedy ktoś podświadomie podchodzi do nas z pozycji rodzica bądź sami podświadomie pokazujemy że należy nas traktować jak dziecko? Skąd w ogóle może się brać taki program w głowie i dlaczego wtedy staramy się być zbyt mili, nadskakiwać innym wbrew sobie? O związkach nie wspomnę, że z takim systemem wpadamy w relacje gdzie często osoby są zimne i nieobecne oraz nie potrafiące się zakochać co prowadzi do dramatów. Jak to pokonać i jak zmienić taką postawę na lepszą? Pozdrawiam.
  4. Dzień dobry. Mam na imię Aneta i jestem na drugim roku studiów magisterskich. Szukam osób w przedziale wiekowym 18-35, które zechciałyby podzielić się ze mną swoją historią. Piszę pracę magisterską na temat wpływu wychowywania się w rodzinie alkoholowej na dorosłe życie. Chciałabym, aby przyjęło to postać rozmowy w dogodnym dla danej osoby terminie. Jeśli ktoś miałby wolną chwilę i chęć podzielenia się swoim doświadczeniem proszę o kontakt na forum bądź przez adres mailowy: aneta.chmielewska98@gmail.com Z góry dziękuję i pozdrawiam
  5. Mam 34 l., jestem DDA, mieszkam niestety właśnie z despotyczną, wywierającą na mnie nacisk matką. Od lat zdarza się jej próbować mną manipulować i mnie obrażać. Wykorzystuje do tego fakt że u niej mieszkam z braku pracy ( nie moge wynajac mieszkania bo się boje,jestem schizofreniczką, nie wierze że mi się uda, że będzie dobrze, nie mam pracy). Często mówi wywyzszajacym sie tonem, przekonuje mnie do swoich racji manipulacją, emocjonalną grą, poniżaniem mnie. Reaguje rezygnowaniem ze swoich praw i godności, godnego traktowania mnie. Reaguje też tłumieniem wszystkiego w sobie, przemilczeniem, a potem cierpieniem że tak mnie traktuje. Modlę się też żeby Bóg mi pomógł bo jest mi już zbyt ciężko. Boję się przeprowadzać bo wydaje mi sie ze trafie na oszusta( kilka razy trafiłam, nie słuchałam intuicji która mnie ostrzegała). Mam bardzo traumatyczne doświadczenia najmów. Co robić? Proszę o radę psychologa jak stawiać skutecznie granice nie musząc się przeprowadzać( przegrywać) i w ogóle co robić w takiej sytuacji.
  6. Szanowni Respondenci! Witam serdecznie. Jestem studentką Pedagogiki o specjalizacji Pedagogika opiekuńczo- wychowawcza z socjoterapią. Moje zainteresowania badawcze dotyczą DDA i ich postrzegania świata. Niniejsza ankieta skierowana jest do dorosłych dzieci alkoholików. Ankieta jest anonimowa i przeznaczona wyłącznie do celów badawczych. Kwestionariusz ankiety zawiera 25 pytań a wypełnienie go zajmie około 10 minut. Z góry dziękuję za pomoc! https://www.interankiety.pl/f/87K3qqn7
  7. Dzień dobry, w ramach pracy doktorskiej przeprowadzam badania związane z przenoszeniem życia seksualnego do internetu. W związku z tym serdecznie zapraszam do wypełnienia ankiety. Badaniem objęte są osoby, które pochodzą z rodzin, w których wystąpił problem alkoholizmu, ale także osoby, które z takich rodzin nie pochodzą. Proszę o wypełnienie tylko jednej ankiety. Bardzo dziękuję za pomoc. Ankieta dla osób, które pochodzą z rodzin z problemem alkoholowym: https://www.interankiety.pl/f/XE97189v Ankieta dla osób, które nie pochodzą z rodzin z problemem alkoholowym: https://www.interankiety.pl/f/878R1g84
  8. Kobieta, lat 39. Jestem DDA, pochodzę z rozbitej rodziny i byłam wykorzystywana seksualnie. Odkąd pamiętam toczę walkę z demonami przeszłości. Z maską na twarzy biegnę przez gęsty las, lecz ciągle obijam się o smutek, niechęć, myśli samobójcze, depresję, lęk, strach i łzy. Żyję dla innych by choć przez chwilę poczuć się potrzebną i tą "kochaną". Pojawił się oczywiście alkohol pod postacią przyjaciela który zawsze jest i rozumie. Czuję że, przegrałam tą walkę. W szponach depresji topię się we własnych łzach, jak zawsze gdy nikt nie patrzy. I nienawidzę siebie jeszcze bardziej za to że, jestem zbyt słaba by żyć i zbyt słaba by to życie zakończyć. Czy to już jest koniec? Droga bez powrotu? Mam dzieci...lecz coraz trudniej mi wstać.
  9. Witam, Mam 41 lat i jestem ponad rok po rozwodzie. Chodzę na terapię od ponad 2 lat. W obecnej sytuacji wiem że żyłem w toksycznym związku. Wiem też że mam syndrom DDA. Staram się jakoś żyć lecz czuję że mam depresję. Problem zaczął się jakieś 9 lat temu jak moja ex-żona dostała depresji poporodowej. Nie zdawałem sobie sprawę z problemów jakie dotknęły moją rodzinę ( mam dwie córki ). To tak w dużym skrócie. Tak jak pisałem chodzę na terapię ale nie za bardzo ona pomaga ( od 1,5 miesiąca psycholog choruje lub mi coś wypada ). Stan jaki mam obecnie to chciałbym wrócić do byłej żony lecz ona nie zmieniła się i byłoby dla mnie to zabójcze. Żyje z inną kobietą i wiem że ranię ją mocno bo wydaje mi się że ona czuje że chętnie bym wrócił do ex. Znalazłem nowego psychologa w Legnicy ( Panią psycholog ) i będę zaczynał jakąś nową terapię. Szukam jakiejś pomocy / porady gdzie można udać się na jakąś terapię lub coś innego w okolicy Legnicy. Myślę aby na weekend majowy gdzieś wyjechać daleko i pobyć sam ze sobą ( chociaż jest to dla mnie trudne ).
  10. jestem 45-latką, w wieku 15 lat opuscili mnie rodzice "za chlebem", ojciec był alkoholikiem, matka z domu dziecka z brakiem instynktu rodzicielskiego, w domu pamiętan przemoc, byłam uczennicą z czerwonym paskiem, a dostawałam lanie od pijanego ojca za 5-, wyjechali ! spokój! potem próbuje poukładac sobie zycie, dwa nieudane zwiazki, pierwszy z przemocą ( tolerowałam to bo mama też wybaczała) drugi z uzależnieniem partnera od uzywek! udało się! nie zostałam w tych relacjach, obecnie mam kochającego męża , jest cudowny, ale moim zdaniem juz nie kontroluje spozycia alkoholu, nie wiem jak mu pomóc( to po stracie rodziców) a moi rodzice po trzech dekadach za granicą( prawie bez kontaktu ze mna) wrócili na "emeryturę" i wciąz mają ciągi alkoholowe!! a mnie wciąż zmuszaja do opieki bo taka moja powinność! dziecka można się wyrzec z różnych przyczyn a "cudownych rodziców " nie!! NIE MOGĘ TEGO UDŹWIGNĄĆ
  11. Hej, Dziś mam 23 lata, jestem studentką 2 roku inz transportu i w niedawnym czasie awansowałam w pracy i mam wrażenie że ten awans mnie dobił. Miałam bardzo ciężkie dzieciństwo. Ojciec był alkoholikiem i znęcał się nad nami czyli rodzeństwem i mamą psychicznie i fizycznie. Jako dziecko nienawidziłam rodziców. Ojca bo był jaki był a mamy bo nas nie ratowała, nie pomagała, nie zajmowała się nami. Dziś jako dorosła już osoba wiem, że zachowywała się tak bo miała depresję - mąż alkoholik bił ją i dzieci. Ojciec zmarł jak miałam 15 lat w wyniku nagłej choroby do której nikomu się nie przyznał. Zabrzmi to może teraz bardzo źle ale po jego śmierci zaczęliśmy normalnie funkcjonować. Przez jego awantury miałam problemy ze snem, mało spałam - gdy robił awantury leciałam szybko do młodszego rodzeństwa aby przytulić, zabrać do siebie do pokoju, uciekaliśmy na pole gdy był wyjątkowo agresywny. Całe dzieciństwo to strach i nerwy. Po jego śmierci wyparlam się jakby tego co się działo w moim domu za dzieciaka. Dobrze się uczyłam, miałam mnóstwo koleżanek, wszystko układało się idealnie. Mama po jego śmierci także się zmieniła, zaczęła się nami interesować. Kiedyś w domu był brud, mama nam nie gotowała, tylko wracała z pracy i zamykała się w pokoju i jak czegoś potrzebowaliśmy krzyczała "Zostawcie mnie w świętym spokoju!" Zawsze byliśmy zostawieni sami sobie, i ojciec i mama traktowali nas jak zło najgorsze, jak przeszkodę. Nikt nie dał mi nigdy poczucia bezpieczeństwa. Po jego śmierci stała się ciepłą troskliwą osobą, nie do poznania! Skończyłam szkołę średnią poszłam na studia zaczęłam pracę na produkcji. Pół roku temu dostałam propozycję przejścia do biura. I zaczął się koszmar. Na produkcji pracowałam z samymi kobietami, czułam się tam dobrze i bezpiecznie. Szkołe średnia także wybrałam żeńska. Zawsze miałam problem w relacjach damsko męskich, podświadomie uciekałam od facetów. Gdy zmieniłam stanowisko zaczęłam pracować z samymi Panami - wszyscy starsi ode mnie , ja 23 letnia studentka nie mogłam się połapać w kontakcie z nimi. Gdy schodziłam na produkcję w celu załatwienia czegoś - pode mną były działy męskie - widzialam 3 dorosłych facetów do których musiałam podejść i dać im tematy do pilnego zrobienia - dosłownie ręce mi się trzęsły i kolana uginały.. Bałam się ich. Boje się facetów. Niby wiem że są to moi podwładni i nic mi nie zrobią ale mrozi mnie na samą myśl że muszę mieć z nimi kontakt To jaki horror zafundował mi ojciec strasznie przełożyło się na moje dorosłe życie. Do pół roku temu nawet nie wiedziałam że mam takie problemy. Po prostu unikałam płci męskiej i tyle. Teraz w biurze mam 4 kolegów i pod sobą 3 działy męskie (ok 30 osób) na zmianie. Ani jednej kobiety - zero oparcia! Mam dni kiedy aż tak się boje ze biorę leki na uspokojenie w tajemnicy przed wszystkimi.. Potrafię wracać z pracy i płakać całą noc.. Niby ze strasznego domu wyszłam "na ludzi" Mam i świetna pracę i kończę powoli studia, ale moje dzieciństwo wraca jak boomerang i nie pozwala mi normalnie funkcjonować. Mam wrażenie że nie zasłużyłam na to co mam bo jakie dziecko z takiego horroru może być na tak wysokim stanowisku i jeszcze dawać radę z tym wszystkim.. Jak mam wybaczyć ojcu to co nam robił? Jak przestać się bać każdego faceta non stop identyfikując go z ojcem? Jak radzić sobie ze strachem?
  12. Witam, mam 28 lat i od prawie 5 jestem w związku, niestety pojawia się problem pomiędzy mną a partnerem, ponieważ jestem dość mocno wyczulona/przewrażliwiona na punkcie alkoholu. Narzeczony przynajmniej 3-4 razy w tygodniu wypija co najmniej 4pak piwa. Dochodzi do tego, że mamy na tym tle spore kłótnie, w zasadzie zawsze były, bo o ile na początku próby rozmawiania kończyły się na zapewnieniu zmiany, tak teraz słyszę cały czas że to jest moja wina - jestem typem domatora i sporego introwertyka, więc twierdzi, że fakt spędzania czasu w ten sposób rekompensuje sobie piwem. Dodatkowo cały czas powtarza, że to ja szukam sobie dziury w całym i jestem przewrażliwiona bo przecież wypija piwo i idzie spać (faktycznie jestem DDA). Największy problem polega na tym, że ja nie potrafię się z tym pogodzić, i uważam, że jest to juz uzależnienie, natomiast jego rodzina nie widzi w tym najmniejszego problemu i często podczas zwyczajnych wizyt sama kupuje mu piwo i namawia do picia, więc tym bardziej moje zdanie jest przez niego bagatelizowane albo kontrowanie stwierdzeniem, że nie zapewniam mu wystarczającej ilości zbliżeń intymnych i codziennych rozrywek, a pomijając wypicie piwa nie zaniedbuje chodzenia do pracy. Dochodzi do tego, że jak sięga po piwo to czuje do niego wstręt i obrzydzenie, mam wrażenie że graniczące z nienawiścia- do człowieka którego kochałam. Wiem, że ciężko ocenić sytuację pod kątem wyłącznie krotkiego opisu, ale proszę o opinię czy jest to faktycznie możliwe, ze problem leży właśnie we mnie i traumach z dzieciństwa? Przez 3 lata wspólnego mieszkania nie zdarzył się ani 1 tydzień żeby nie sięgnął po piwo, a próby proszenia o wypicie 1/2 w ciągu wieczora kończą się stwierdzeniem jaka to różnica skoro i tak pije a jest spokojny.
  13. Mam 23 lata jestem mamą 3 miesięcznego chłopca. Mój problem polega na tym, że w domu był alkohol wieczne kłótnie jakieś szarpaniny do pewnego czasu sobie "jakoś" radziłam na zasadzie przetrwać, raczej złudzenia druga sprawa jestem z facetem, który ma 31 lat i miał w domu podobną sytuację...nasza relacją bardzo szybko się zaczęła, dobrze się nie poznaliśmy jednak sobie nie radzę mój partner jest w dodatku mamisynkiem (za bliskie relacje z matka i siostra) co mnie strasznie odstrasza i wybudza złe emocje..chcę się rozstać....chciałabym sobie jakoś pomóc, aby nas synek nie cierpiał...
  14. Cześć wszystkim Mam 23 lata, jestem facetem i mam za sobą juz naprawdę sporo związków, było ich z 7. Ogólnie rzecz biorąc mam pewien problem, który dość mocno komplikuje mi życie. Mój problem polega na jakimś braku zaufania do swojej drugiej połówki. Za kazdym razem gdy jestem w związku, czuje się jakbym nie zasługiwał na te szczęście, ze mogę spędzać wspólnie czas z drugą osobą. Czuje się zabawką, którą mozna odstawić w kąt, kiedy tylko partnerce się zachcę, że mozna mnie zdradzać i szydzić ze mnie. Iii... cholera, nie wiem, zawsze gdy jestem w związku widzę wszystko w czarnych barwach. W dodatku nie potrafię stworzyc stabilnej relacji. Cholerka, naprawdę się staram by było inaczej, bo wiem, ze to nie jest tak. Wiem, ze zasługuje jak kazdy człowiek na szczęście i miłość, jednak nie wiem jak mam to swojej pieprzonej podswiadomości zakomunikować. Jak mam do niej przebić fakt, ze nie wszyscy ludzie chcą działać na moją niekorzyść. Usłyszałem kiedyś od psychologów do których chodziłem, ze w relacjach z ludzmi, jesteśmy tacy jak nasze wzory w postaci rodziców. Jestem DDA, moja matka gdy jeszcze żyła, była alkoholiczką, jak szła w balet, nie było jej czesto po dwa tygodnie w domu, jednocześnie w wówczas zdradzała mojego ojca z byle kim. Ja się czuję tak, jakby zdradzała przy okazji po kolei kazdego z naszej rodziny. Z jednej strony rozumiem - alkoholizm to choroba. Bardzo chciałbym wybaczyć w pełni mojej mamie. Ona też nie miała lekko w zyciu, jednak nie potrafię. Podobno wybaczenie to duzy krok w zyciu dda i robie jakies mikrokroki codziennie by jej wybaczyć. Rozmawiam ze sobą w głowie, analizując te całą sytuacje, jednak nie jestem nieomylny, wiem ze mogę coś przeoczyć. Prawdopodobnie zaraz spieprzy mi się kolejny związek, a ja bym chciał wiedzieć, jak mogę uwolnić się od tego toksycznego wzorca mojej relacji syn-matka, zeby bardziej ufać kobietom ii jesli ten zwiazek nie wyjdzie, to zebym po prostu w następnym wiedział jak postępować. Albo po prostu zebym mógł zaufać kobietom i nie widział w nich potworów, które chcą na kazdym kroku mnie zdradzić.
  15. Jestem mężczyzną po rozstaniu z dziewczyną, 30l., trzy miesiące temu porzuciłem menadżerskie stanowisko w korporacji i od tego czasu prowadzę własną firmę z zadowalającymi wynikami. Zmieniłem miejsce zamieszkania na nieduże miasto. Mam problem ze znalezieniem partnerki do związku, pod kątem seksu i urody, a nawet na krótszą metę dogadywania się szło mi ok, ale ostatecznie nie na tym mi zależy. Myślę, że piętno mogło odcisnąć tu dzieciństwo i doświadczenia z pierwszego związku, który trwał kilka lat, ale na koniec bardzo się na nim zawiodłem. Pytanie do jakiego specjalisty udać się, aby na ten temat porozmawiać, może ktoś z Państwa? Jestem zdeterminowany działać w tym kierunku.
  16. Cześć! Jestem mężczyzną w wieku 26 lat, mam stałą pracę, jestem żonaty od 3 miesięcy (a w związku od 10 lat), niestety DDA. Zawsze czułem się słabszy, niedowartościowany i przez to starałem się pomagać każdemu w okół a sobie na końcu. Często wychodziłem na tym jak Zabłocki na mydle, to ja byłem tym złym. Tytuł przywitania nie jest przypadkowy, bo to forum jest dla mnie ostatnią deską ratunku pod kątem mojego dobrego samopoczucia, komfortu psychicznego, ratowania związku i ogólnoprzyjętego spokoju. W miarę możliwości opiszę Wam "moj kłopot" z którym sam nie zaczynam sobie radzić. Zacznijmy (chyba) od początku. Związałem się z G. (bo tak będę nazywał moją żonę) dokładnie 10 lat temu, szczeniacka miłość przeistoczyła się w prawdziwe uczucie. Jak to w każdym małolackim związku były wzloty i upadki, rozstania, powroty. Od 3 miesięcy jesteśmy małżeństwem. Lawinowo zaczęło się psuć od 8 miesięcy. Pracuję jako przedstawiciel handlowy, dość ciekawa praca i "prestiżowa" robota, G. z kolei zaczęła być "korposzczurem" właśnie od 8 miesięcy. Do tego czasu była spokojną i dobrą osobą. Po objęciu swojego stanowiska (które wymagało dużo wkładu nauki) zaczęła być nerwowa, opryskliwa, bezczelna, władcza - z początku tłumaczyłem to jako "stres wynikający nowym starem karierowym". Z miesiąca na miesiąc było coraz gorzej, nawarstwiło nam się oczywiście dodatkowo: remont mieszkania, szykowanie niepewnego wesela (dopóki Morawiecki nie pozwolił ich organizować; btw. udało się na 150 osób ), dużo nadgodzin. Wszystko tłumiłem, byłem spokojny i starałem się pomagać na tyle ile potrafię. Miesiąc przed weselem w naszej relacji odbywały się dantejskie sceny, krzyki, płacz, trzaskanie drzwiami - wszystko tłumaczyłem nerwami. Po ślubie przeprowadziliśmy się do teściów,, nie jesteśmy w stanie wyprowadzić się do naszego mieszkania w krótkim czasie. Tu zaczęło się j*bać po całości. Dodam, że G. ma charakter dumny, nie przyznaje się do winy, obraca kota ogonem. Teściowie bardzo wierzący, wszystko tłumaczą wiarą i tymże dom ich opiewa. Jestem ateistą i chyba tu ich boli, że wyrażając swoje zdanie i argumentując przeciwstawnie - tym bardziej mi dopiekają. Pierwszy przykład z brzegu: "Rozwalicie sobie małżeństwo dlatego że nie chodzisz do Kościoła"; "Czemu się nie modlisz?!"; . Zaczęło się wtrącanie do naszego życia, "cenne" porady, które nie mają przełożenia na nasze wspólne życie. Teść: "Gdybym ja robił remont tyle co Wy to w życiu byśmy go nie skończyli", "Jak można siedzieć tyle w pracy co Ty i nic za to nie mieć" (reakcja na nadgodziny). Nic w tym dziwnego - z dala od teściów, idźta na swoje - wiem, słyszałem to nie raz. Sęk w tym, że G. - (jak to sama ujęła) zgadza się z rodzicami, czuje się nietykalna i tym bardziej jej bezczelność wobec mnie, chamskie odzywki lub układanie życia pod siebie (nie uwzględniając w tym mojego zdania) staje się codziennością. Próbowałem z nią rozmawiać, zbierałem się na odwagę, mówiąc jej w oczy że mnie rani, nie może tak być że gra do jednej bramki z rodzicami a ja zostaję sam, w obcym domu. Nie mam wiecznej motywacji do pracy, kiedyś prosząc ją o pomoc i rozmowę usłyszałem - nie mam czasu, mam ważniejsze sprawy na głowie niż Twoje smutki związane z praćą - każdy je ma i jakoś nie jęczy.Szala goryczy przelała się kiedy podczas wyraźnej winy żony obróciła kota ogonem, że wyszedłem na winnego. Teściowie oczywiście stanęli po stronie żony używając bzdurnych argumentów. Wytykali moje błędy, ja uzewnętrzniając jej błędy bronili jej w zaparte. Trzasnąłem drzwiami, wróciłem nad ranem. Widząc brak wsparcia z jej strony, ciągłe docinanie i mędrkowanie, nieumiejętność odcięcia pępowiny sprawia, że sam staje się zobojętniały. Założyłem konto, bo potrzebuję się wygadać, potrzebuje aby ktoś spojrzał na problem z boku, rozbił go na cząstki a nie oceniał tylko efekty moich zachowań. Spróbował doradzić jak nakierować żonę / bliskich do nieoceniania Spróbował nakierować mnie, może faktycznie to ja jestem ten zły i to ja wymagam za dużo w porównaniu do niej. Uświadomcie mnie, że robie źle / ona robi źle. Proszę Was o pomoc i z góry przepraszam jeśli ten post jest dość pokrętnie napisany. Pozdrawiam, Quentin
  17. Dzień dobry. Jestem tutaj od dziś.. Szukałam miejsca, w którym mogłabym znaleźć wsparcie i pomoc na miarę "spotkania na forum". Skłoniła mnie do tego sytuacja z wczoraj. Jestem DDA. Nie chodzę na terapię, bo jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że miałabym dzielić się z kimś tym, co jest dla mnie tak bardzo wstydliwe. Połączenie mężczyzny i alkoholu sprawia, że automatycznie pojawia się we mnie ogromny lęk i obawa.. ponieważ mój tata każdą przygodę z alkoholem kończył i kończy awanturą albo upiciem się do nieprzytomności.. Wczoraj byliśmy z moim chłopakiem u znajomych na grillu. Jeden z gospodarzy postawił na stole wódkę dla panów. Wypili ją w 3. Mój chłopak nie zaczął zachowywać się tak jak mój tata po alkoholu, nie wyglądał nawet na osobę, która coś wypiła. Ale we mnie w momencie postawienia butelki na stole z tekstem "a to dla panów" pojawił się ogromny lęk i chęć jak najszybszego powrotu do domu. Nie mam żadnych realnych powodów do strachu - o to jak zachowa się lub co zrobi mój chłopak - a jednak od razu zapala mi się czerwona lampka. Niejednokrotnie w weekend wypiliśmy razem piwo lub nawet dwa i tej obawy nie było.. I zaczynam myśleć, że to ze mną jest jakiś problem..
  18. Cześć jestem Kaśka, mam 24 lata i jestem DDA. Sama nie wiem od czego zacząć. Z partnerem znamy się krótko bo 3 lata. On ma 30 lat Cały czas były rozstania i powroty. W tamtym roku wróciłam do niego, bo uświadamiał mnie, że wyrosl z zabaw, picia, ćpania, kolegów i chce zacząć nowe życie. No i przez parę miesięcy było dobrze, wprowadziłam się do niego. W listopadzie zaszłam w ciążę, jestem w 4 miesiącu. 4 tygodnie temu wyprowadziłam się od niego po tym jak wrócił z pracy zza granicy kompletnie pijany, pił cały tydzień. W międzyczasie wyrzucił mnie parę razy z domu, po czym potrafił się śmiać i mówic mi że i tak tego nie zrobię. Zaczął wypominać mi dosłownie wszystko co kupił, co dostałam jako prezent na święta itp, mówił że jestem pie*dolnieta, psychiczna, że powinnam się leczyć (wspomnę tu że 3 lata chodziłam na terapię i to też potrafił wyśmiać). Ja do świętych nie należę, bo przed ciążą też "lubiłam" dobrze się bawić, ale gdy tylko się dowiedziałam odstawiłam wszystko i myślenie mi się zmieniło. On dobre kilkanaście lat zażywał narkotyki, pił dużo alkoholu i po prostu tak wyglądało jego życie. Typ imprezowicza. Od paru dni rozmawiam z nim, twierdzi że nie pije, jedyne co to 2 piwa wieczorem, ale praktycznie codziennie widuje się z kolegami i siedzą u niego na mieszkaniu. Dzisiaj pije z kolegami wódkę i dzwonił i zaczął mi się pytać dlaczego nie mogę być jak żona jednego z jego kolegów, że go puszcza wszędzie, że w ciąży jest też i się go nie czepia. Czy ja popadam w paranoję? Zwyczajnie glupieje? Co wy zrobilibyscie na moim miejscu. Nie mam już siły, nie ma dnia żebym nie płakała z bezsilności. Czy tacy ludzi się zmieniają, czy dać mu jeszcze szansę? Boje się strasznie tego wszystkiego, boje się zostać samotna matką. Pomóżcie proszę.
  19. Hej! Jestem studentką psychologii i piszę pracę magisterską dotyczącą związków intymnych dorosłych kobiet z rodzin alkoholowych. Badanie kieruje do kobiet do 35rż, które mają dzieci i są w związku romantycznym od minimum dwóch lat oraz mieszkają z partnerem/partnerką. Inspiracją do tematu jest moje własne życie - też jestem DDA. Będę ogromnie wdzięczna za wypełnienie i chętnie podzielę się wnioskami, jak będę miała wyniki. Każda odpowiedź jest dla mnie na wagę złota. Ściskam was. https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSeCdrCLyuqvhhVxy8ZTM-wGPfuU953k-I2d1nzHaw19lKynFw/viewform?vc=0&c=0&w=1&flr=0&gxids=7628&fbclid=IwAR2ltN02ut6W6EpKF6oXIfZiDUXBT0msy5NHiXpp7NZTSEJYJba5_FnFAuU
  20. Jagoda30

    DDA

    Witam Mam 25 lat , moja matka jest anonimowa alkoholiczka , była w ośrodku zamknięty lecz terapia nie przyniosła pożądanego rezultatu... są dni ze jest do rany przyloz a pozniej wpada w ciag alkoholowy i potrafi pic od rana .. awanturując się..obrażając, nieszanujac, między innymi dlatego też się wyprowadziłam z domu i mieszkam z narzyczonym ale ze względu na jego delegacje przyjeżdżam do domu , nie umiem sobie poradzić jej choroba, ciezko mi przestac o tym myśleć.. proszę o pomoc i dorady .. czuje się bezsilna
  21. 😪witam, mam 30 lat,depresje i dda. wyemigrowałam na zachód z rodzicami w wieku 20 lat. Nie jestem tutaj szczęśliwa, chce wrócić do kraju. Trzyma mnie poczucie obowiązku opieki nad chorym tata, chora siostra. Boje się żyć swoim życiem, boje się żyć dla siebie. Cały czas jestem dla innych. Wiem, że spotka się to z dużą krytyka z ich strony. Już słyszę "a kto się teraz mną zajmie" "nie możesz mnie zostawić" "nie chcę żebyś jechała". Proszę o pomoc, jak mam znaleźć sama siebie, swoje miejsce na ziemi.
  22. Witajcie.. Mam 23 lata. 4 miesiące terapii. Niby tempo miałam niesamowicie szybko, niby była „gotowość”do zmian … Samookaleczanie przez kilka lat. Ojciec alkoholik, toksyczna matka, bracia - przemoc fizyczna psychiczna i seksualna, do tego w życiu dorosłym kłamstwa, pakowanie się w przemocowe relacje. Można takie przejścia przepracować w 4 miesiące? Parę dni temu terapeutka powiedziała, że czas już puścić rękę, że jestem gotowa na to życie. A ja? Czuję ogromny smutek. Czuję jakby mi ktoś wyrwał najważniejszą rzecz w życiu. 3 dzień nie umiem dojść do siebie… Ostatnie kilka spotkań już czułam, że nasza droga powoli dobiega końca.. Źle się z tym czułam. Potwornie mi przykro, że już nie porozmawiamy, nie pośmiejemy się. Nie byłam gotowa na tak „drastyczne” odcięcie.Zaczynając terapię myślałam, że mam wspaniałych przyjaciół i matkę, która wkurza, ale to jak każda matka. W trakcie terapii złe rzeczy się zaczęły odklejać – odcięłam się od matki i wszystkich przyjaciółek, w których szukałam tej matki… Zostałam sama, ale zawsze wiedziałam, że gdzieś jest ta terapeutka… Chyba brakuje mi teraz kobiety w życiu. Mam partnera, ale to nie jest to samo. On nie może być od wszystkiego… Dzwonić do niej? Wznawiać terapię? Powiedzieć jej, ze jestem wrakiem?!
  23. Witam. Mam na imię Justyna, mam 26 lat, mam za sobą ciężkie chwilę, alkohol taty, kłótnie, próby samobojcze. Teraz jestem twarda z tym sobie już daje rade, jedyny mój problem ze przestałam lubić jeść, zawsze uwielbiałam, teraz ważę max 40 kg przy 165cm wzrostu. Domyślam się że to nerwy, stres, chciała bym tylko wiedzieć jak znów patrzeć na jedzenie jak na coś przyjemnego, a nie prawie wymiotować jak myślę że muszę zjeść bo już głodna bardzo jestem. Nie chcę się leczyć, co może zmienić moje nastawienie bo wiem że stres i nerwy zostaną ze mną, rodziny się nie wybiera.. Dziękuję z góry za pomoc
  24. witam. mam 29 lat i mam na imię Paulina. znalazłam sie tutaj ponieważ nie mam nikogo kto mógłby mnie zrozumiec. czuje sie inna, gorsza od innych ludzi. molestowanie seksualne w dzieciństwie, alkocholizm Ojca, odejscie matki do kochanka i gwalt przez 40 letniego faceta. tylko to przezylam do momentu skonczenia 15 lat. wtedy tez spotkalam swojego terazniejszego partnera, ktory wzial mnie do siebie do domu. zerwalam kontakt z rodzina, nie dokonczylam szkoly, przez wiele lat bylo dobrze, uratowal mnie, dzielnie znosil moje leki, obawy, napady paniki i histerii.nie pracowalam, ani sie nie uczylam poniewaz urodzilam dziecko, ktorym sie opiekowalam. wszystko sie zmienilo kiedy przyznal sie po 9 latach sam do tego ze zdradzil mnie kiedy bylam w ciazy.wtedy cos peklo. zaczelam pic. poczulam ze Go trace. po roku meczarni z choroba alkocholiczki i skreconymi obiema nogami przez kolejny napad szalu postanowilam przestac pic. oczywiscie nikt we mnie nie uwierzyl, ale udalo sie. ale dla niego bylo juz za pozno. za malo. jego zdaniem wszystko tym przegralam. raz slysze ze mnie kocha a raz ze nic nie potrafie, ze nie chce sie zmienic, ze ciagne go w dol i nie pomagam nam. za kazdym razem kiedy probuje cos w sobie zmienic napotykam sie na mor z jego strony, tak jakby mnie juz nie chcial. wydaje mi sie ze przestal mnie kochac, a jest ze mna tylko z leku bo nie wie co bym zrobila gdyby odszedl. tak, taka jest prawda, nie wiem co bym zrobila. nie widze bez niego sensu zycia. nie moge se pogpodzic z przeszloscia i tym ze dla osoby dla ktorej postanowilam zyc jestem juz obojetna. czesto mi to mowi. ze juz go nie obchodze. nie wiem co zrobic by przestac go kochac, jestesmy ze soba juz 13 lat, mamy 12letnie dziecko. przez ostatnie lata ciagle sie zalamywalam. nie moglam znalezc pracy, nawiazac kontaktu z innymi ludzmi. boje sie ich. wstydze siebie. oprocz atakow paniki, histerii i szalu pojawila sie u mnie autoagresja. objawia sie biciem glowy o sciane, przypalaniem sie papierosow, drapaniem skory, rzucanie roznymi przedmiotami bez celu. jest to bolesne bardziej psychicznie niz fizycznie. ale najbardziej krzywdze tym Jego i dziecko. chcialabym sie zmienic, dla Niego ale nie wiem jak. moze jestem glupia, ze dalej chce z Nim byc, ale cos jeszcze mi mowi ze nie jest za pozno ze on nadal cos do mnie czuje. a moze to jest tylko i wylacznie moja wina. zycie seksualne bylo z nim zaskakujaco bogate, nie mamy z tym zadnego problemu. czsami wydaje mi sie ze tylko dlatego ze mna jest. prosze o porade. mam walczyc dalej o ta milosc czy dac sobie spokoj juz? jesli tak, to jak przestac o nim myslec, jak przestac o sobie myslec, ze hestem tak bardzo beznadziejna, nienawidze sie za to ze nie potrafie od niego odejsc, boje sie samotnosci, boje sie zyc bez niego. boje sie odrzucenia, boje sie kazdego kolejnego dnia.
  25. Witam Wszystkich. Mam na imię Michał. Jestem 34-letnim studentem muzyki na brytyjskiej uczelni, gitarzystą, producentem muzycznym ect. Odkąd pamiętam, mój ojciec zawsze pił. Po 34 latach życia niewiele mam wspomnień związanych z jego trzeźwością, natomiast odnośnie jego pijaństwa całe mnóstwo. Nigdy nie zdawałem sobie sprawy z tego, że coś takiego jak syndrom DDA w ogóle istnieje. Jako, że staje się coraz bardziej świadomym człowiekiem, zacząłem dostrzegać pewne problemy osobiste. Niesamowicie dużo czytam na temat rozwoju i szukam rozwiązań swoich problemów, niektóre z nich nawet udało mi się zwyciężyć. Szczęście w nieszczęściu, ponieważ mam 4 rodzeństwa i jeden z moich braci kilka lat temu był na tyle świadom, że potrzebuje terapii, że podjął się jej i dzisiaj można śmiało powiedzieć, że zwyciężył. Mój problem polega na tym, że mam pełną świadomość tego, że tkwi we mnie ogromny potencjał, jest we mnie tyle woli życia, że wiem, że mógłbym góry przenosić. Jednak coś z tyłu mojej głowy nie pozwala mi na stawianie kolejnych kroków, co jest niesamowicie frustrujące. Ponieważ jestem świadom, że MOGĘ, ale cały czas mam wrażenie, że mam kulę u nogi, która nie pozwala mi zacząć latać. Jestem niesamowicie ambitną osobą, która stara się kochać siebie oraz ludzi. Niestety, nie zawsze to wychodzi. Mam również problem z panowaniem nad emocjami. Nauczyłem się już, rozumiem, że wszystkie emocje są jak drogowskazy i zaczynam je coraz bardziej rozumieć, natomiast nie zawsze potrafię nad nimi panować, co sprawia, że czuję się jak więzień własnego umysłu. Z problemem powiedziałbym, że sobie po prostu nie radzę. Próbuję szukać coraz to nowych rozwiązań, ale po tylu latach prób zdaje sobie sprawę, że sam po prostu nie dam rady. Nienawidzę pić alkoholu. Nienawidzę stanu upojenia, bo z mądrej, inteligentnej, oczytanej osoby staje się jak zombie, które nie ma mózgu. Staram się unikać alkoholu, jednak mam taki nawyk, że jak przychodzi weekend, to czuję ogromną potrzebę, żeby się napić. A kiedy już to robię, to piję do "spodu". Przez to m.in nie mogę rozwinać skrzydeł, bo za każdym razem, kiedy w tygodniu robię krok do przodu (treningi, czytanie, studia, muzyka ect) tak w weekend robię 2 kroku do tyłu, co sprawia, że ciągle, każdego nowego tygodnia zaczynam od nowa i od nowa. Jestem świadom tego problemu, dlatego od 3 tygodni nie wypiłem ani kropli alkoholu, ponieważ postanowiłem zawalczyć o siebie. Jestem przekonany, że jeśli ogarnę problemy w swojej głowie, to rzucenie alkoholu nie będzie żadnym wyzwaniem dla mnie. Kiedyś udało mi się nie pić przez prawie rok czasu i czułem się doskonale. Niestety, cały czas mam świadomość, że w mojej głowie jest jakaś trucizna, której nie potrafię się pozbyć, do tego dochodzą emocje, których nie rozumiem, które mnie przerastają i właśnie dlatego póki co jest jak jest. Chciałbym ocalić siebie, zawalczyć, bo wiem, że jest we mnie absolutny bezmiar miłości, życzliwości, ambicji i wielu innych wspaniałych rzeczy, które chciałbym konsekwentnie realizować. Kocham ludzi i kocham siebie. Chciałbym w końcu zacząć żyć. Dlatego wydaje mi się, że właśnie terapia DDA będzie najlepszym rozwiązaniem na moje problemy. W sumie nawet nie wiem, dlaczego o tym piszę, ale pierwszy raz komukolwiek obnażam się ze swojego problemu - mam dosyć życia w poczuciu winy i wstydu. Chcę ocalić dziecko, które we mnie jest, a które wiele lat temu zostało zagonione do kąta, któremu nikt nie wytłumaczył emocji, które ciągle się bało.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.