Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'dda'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 65 wyników

  1. Jestem Milena, mam prawie 30 lat, a czuję jakbym była dzieckiem. Nie potrafię udźwignąć dorosłego życia. Przeraża mnie każde zobowiązanie, kupno auta, mieszkania. Przeraża mnie perspektywa ślubu i posiadania dzieci. Czuję się bardzo samotna w moim związku i całym życiu, nie mam przyjaciół, jedynie znajomych. Od zawsze towarzyszy mi poczucie wyobcowania. Nie wiem jaka jestem, czego chce, czego nie, czuje się nijaka. Zmieniam się, żeby zyskać w oczach innych ludzi a oni i stronią ode mnie, pewnie czują moją zerową samoocenę. Jestem z rodziny niepełnej, dysfunkcyjnej, zawsze byłam mała stara, musiałam żeby pomagać rodzicowi i rodzeństwu. Nie wiem czy mogę być dda bo w moim domu problem z alkoholem był tylko w weekendy i na imprezach, rodzic nie zaniedbywał swoich zawodowych obowiązków ale wiem, że zaniedbywał mnie, mam o to ogromny żal a przed oczami smutne wspomnienia gdy zostawiał mnie samą bo wychodził pić. Nie wiem jak sobie poradzić, jestem bardzo zamknięta w sobie. Byłam u psychologa ale nie potrafiłam powiedzieć tego co najważniejsze.
  2. Mam 19 lat, uczę się. Mój ojciec jest alkoholikiem, aktualnie nie mieszkam z nim. Matka zmarła 8 lat temu, miała nerwicę, oboje zawsze powtarzali ze jestem nikim, że zachowuje sie zle, to moja wina i po co sie odzywam, ciągla krytyka, brak pochwal. problem pojawił się 4 lata temu. po prostu nagle zaczął boleć mnie brzuch na myśl że muszę pójść do szkoły, byłam lubiana, towarzyska. przez cały miesiąc co poniedziałek zmuszałam sie do pójścia do szkoły, po paru godzinach wychodziłam bo nie dawałam rady. pot lał się ze mnie, cała się trzęsłam, nie potrafiłam nic powiedzieć, jakalam się, serce miało mi zaraz wyskoczyć, brzuch ściskał, byłam spięta siedziałam jak na szpilkach nie potrafiłam się uspokoić tak spanikowana byłam. W domu to się nasilało bo wiedziałam że trzeba jutro tam wrócić. byłam tak słaba ze nie potrafiłam wstać z kanapy, majaczylam i miałam kolki, płakałam z bólu brzucha. minęło po jakimś czasie. ale do dzis sie powtarza co jakiś czas. zajmuje się czymkolwiek żeby nie myśleć ale nie potrafię bo nawet pracując to nie mija. przestałam wychodzić do ludzi, przestałam się szczerze śmiać. miałam kiedyś próbę samobójczą później unormowało się myślałam że to kwestia dorastania ale teraz wróciło. Boję się nawet ludzi z którymi mieszkam i swojego chłopaka. Przez pół roku piłam codziennie czasem do nieprzytomności żeby tego nie czuć ale od marca nie tknęłam alkoholu bo uznałam że to rozwiązanie. Nie wiem co powinnam z tym zrobić i gdzie się zgłosić, nie wiem dlaczego tak się dzieje, nie rozumiem siebie, swojego ciała i myślenia. chciałabym żyć normalnie staram sie ale nie czerpie z niczego szczęścia, nie czuje go po prostu zamiast tego ciągły lek i stres
  3. Hej, Nie mam pojęcia od czego zacząć, więc powiem coś o sobie, zgodnie ze wskazówkami, mam 18 lat i jestem uczennicą liceum, a po szkole dorabiam jako korepetytorka. Od około 5 lat zmagam się z depresją, oczywiście na własną rękę, byłam u kilku specjalistów, ale każdy podchodził do moich problemów w sposób "ah jesteś nastolatką, każda nastolatka tak ma, przejdzie Ci" - nie przeszło. Od trzech lat zmagam się z epizodami (?) depresyjnymi, mam taki okres, zazwyczaj przypada na wakacje i okres świąteczny/noworoczny, w którym nie mam siły się ruszyć z łóżka, całe dnie spędzam w łóżku i nie czuję nic, totalną pustka, nie mogę spać albo przesypiam całe dnie, mam wtedy bardzo rozregulowany zegar biologiczny i jedyne myśli jakie mam to krytyka samej siebie, swojego ciała, wyglądu(jestem szczupłą, całkiem ładną dziewczyną), przez takie myśli wpadłam w zaburzenia odżywiania, schudłam ponad 20kg (ważyłam wtedy 43kg przy wzroście 170cm), aż pewnego dnia uznałam, oh zacznę jeść i zaburzenia zniknęły. Przez resztę czasu, jestem albo niesamowicie optymistyczna, aktywna i w aż nazbyt dobrym humorze, albo strasznie spięta i drażliwa. Mój nastrój to przeplatanka szczęścia, smutku i zwykłego wkurwienia - jedna rzecz potrafi wyprowadzić mnie z równowagi w tak ogromnym stopniu, że zaczynam szlochać i trząść się z nerwów, albo wychodzę na zewnątrz i taka nabuzowana emocjami biegnę 15km. Ze stresem, który towarzyszy mi 24/7 próbowałam radzić sobie na różne sposoby, zaczynając od jogi, przez bieganie, zajadanie go, głodzenie się, palenie zioła (najpierw cbd(olejki, potem susz), potem thc), kończąc na meliskach i proszkach uspokajających przypisanych przez znajomego internistę. Jeśli mam być szczera to nie mam pojęcia co się dzieje, od tygodnia płaczę jakieś 4 razy dziennie, raz przynajmniej robię awanturę i kilka razy mam super hiper humor. Pozdrawiam, i czekam na odpowiedź
  4. Witam, mam 25lat gdy byłem jeszcze dzieckiem ojciec wyjechał za granicę i miałem bardzo ograniczony z nim kontakt. Przyjeżdżał kilka razy w roku i jedynie co robił to pił i leżał i nic nie robił. Po iluś latach rodzice się rozstali bo i tak ojca nie było i miał na wszystko wywalone. Teraz dalej jest za granicą pracuję, ale cały czas pije i zachowuje się jak menel. Nie da się z nim rozmawiać bo nie ogarnia już życia. Ale chodzi o to, że nie miałem przez to żadnych wzorców męskich. Jestem zniewieściały. Pracuję, żyję z dnia na dzień. Nic nie chcę mi się robić najchętniej bym leżał i nic nie robił, ale to też jest męczące. Nie mam na nic chęci, boję się podejmować decyzję, zawszę się pytam o zgodę, sam nie podejmuję. Nie mam swojego zdania. Nie umiem rozmawiać jak jestem z ludźmi, przeważnie słucham co inni mówią. Nie układam zdań tylko zadaję pytania. Nie robię nic jeśli, ktoś czegoś nie chce, sam się nie domyślę, żeby coś zrobić. W sumie to nie mam żadnych znajomych, prócz 1 kolegi z dzieciństwa, który ma też swoje problemy. aktualnie nie mam żadnych pasji tylko leżę i marnuje czas w internecie na telefonie. Wcześniej lubiłem grać w gry, teraz nie mam na nie ochoty i nie gram, nie oglądam też telewizji i filmów, a jeśli coś to bardzo rzadko na nettflix. zawsze myślę, że już się nie opłaca czegoś zaczynać, nie chce mi się chodzić do sklepów, nie chce mi się robić jedzenia. I często nawet nudzi mnie rzucie tego jedzenia. Przeważnie zamawiam jedzenie z restauracji. Jestem osoba raczej szczupła co też mi przeszkadza. Wcześniej uprawiałem sport, ćwiczenia z własną masa ciała. Bardzo mi się to podobało ale przestałem to robić, a gdy próbuje do tego wrócić za chwile mam znów jakiegoś doła i nic nie robię, podoba mi się też gra na pianinie, ale też nie potrafię się oddać pasjom. Nie piję alkoholu, ani nie palę. Mam też problemy na tle relacji z byłą dziewczyną, z którą mam dziecko. Ale póki co to chciałbym pierw zacząć naprawiać się od siebie. Nie jestem w stanie udać się do psychologa, dlatego chciałbym aby ktoś mi pomógł tutaj, dlatego tutaj jestem. Pozdrawiam
  5. Witam wszystkich serdecznie, Mam 25 lat. Od prawie ośmiu miesięcy spotykam się z chłopakiem. Wcześniej miałam dwa związki, pierwszy w wieku 17 lat, który skończył się moją zdradą i drugi w wieku 23 lat, który był bardzo toksyczny i wybuchowy. Jestem DDA, moja mama jest alkoholiczką. Zacznę od historii picia mojej mamy. Związek moich rodziców był nieudany, pobrali się bardzo wcześnie, bardzo do siebie nie pasując. Moja mama miała liczne romanse, w szczególności z żonatymi mężczyznami, o których już jako dziecko wiedziałam. W dalszym ciągu jednak miałam z mamą bardzo dobry kontakt, lepszy niż z ojcem. Ojciec był bardzo surowy i wymagający. Kiedy miałam mniej więcej 13-14 lat moja mama zaczęła pić. Przychodziła do mnie do pokoju, ukrywała często u mnie w szafie drinki i potrafiła godzinami mówić, jak to nie może na ojca patrzeć. Kilka lat później zdecydowała się go zostawić dla innego mężczyzny, który też był żonaty. Obiecał jej, że zostawi żonę i zamieszka razem z nią. W ostatnim momencie się wycofał i zdecydował się pozostać z żoną, co bardzo psychicznie dobiło moją matkę. Od tego momentu zaczęła jeszcze więcej pić i staczać się jak na równi pochyłej. Zawsze bałam się związków. Jestem raczej typem samotnika, dobrze mi samej ze sobą. Mój pierwszy związek był raczej typem eksperymentu, chciałam zobaczyć jak to jest być w związku. Kiedy okazało się, że to wcale nie jest takie kolorowe, zdradziłam go, żeby potem z nim zerwać. Przez pięć lat byłam sama, przerabiając różne przelotne związki. W między czasie cierpiałam na nerwicę, którą udało mi się pokonać za pomocą psychoterapii. Od tego czasu stałam się bardziej świadomym człowiekiem i jestem skoncentrowana na samorozwoju. Stwierdziłam, że jest to odpowiedni czas, żeby może kogoś poznać. Mam straszne problemy z otwieraniem się przed ludźmi, więc po prostu jak zwykle zaczęłam umawiać się na seks. Po jakichś dwóch tygodniach, on stwierdził, że chce czegoś więcej. Zgodziłam się, bo chciałam spróbować. Po około miesiącu powiedział, że mnie kocha i kocha nad życie i nigdy nie przestanie kochać. Było to dla mnie dziwne. Mam typ przywiązania unikający, więc jestem dość chłodna w związkach. Wkrótce rozpoczął się nasz taniec, który trwał przez rok. Ja potrzebowałam się odsuwać, on chciał być bliżej, zarzucał mi, że go nie kocham, po czym zrywał ze mną, ja wtedy czułam bardzo silne emocje w stosunku do niego i przepraszałam, wszystko było okej przez jakiś czas i tak w kółko. W końcu zerwał ze mną ten ostatni raz, tydzień po naszej rocznicy, na która zaprosił mnie na kolację i kupił prezent. Tym razem postanowiłam nie ponawiać kontaktu, czy próbować to naprawiać. Przez następny miesiąc dzwonił do mnie i pisał, że dalej mnie kocha, spróbujmy jeszcze raz, ale ja się nie dałam. Zablokowałam go wszędzie. Przez następne pół roku stalkował mnie na social mediach z dziesiątek kont, które zakładał. Przez pół roku byłam sama, poprzedni związek mnie zdewastował. Zaliczyłam dwa przelotne romanse z mężczyznami, którzy też byli unikający. Ostatni strasznie mi pasował i chciałam coś więcej, ale wiedziałam, że to nie wyjdzie. Zaczęłam spotykać się z moim obecnym chłopakiem, bo stwierdziłam, że chcę związku z kimś kto mnie szanuje. Dogadujemy się wspaniale, mamy dużo wspólnych rzeczy i mam wrażenie, że jest on bardziej uczuciowo stabilny niż ja. Jesteśmy razem prawie osiem miesięcy, a ja w dalszym ciagu boję się, że mnie zostawi. Najpierw boję się tego, tylko po to, żeby później sama mieć lęki przed tym związkiem i pragnąć ucieczki. Czasami odcinam się od niego, nie słucham, niby jesteśmy razem, ale mnie nie ma. On jest bardzo ciepłym człowiekiem, pokazuje swoje uczucia, nie bał się przy mnie płakać, ale jednocześnie pozwala mi dyktować tempo relacji. Akceptuje moją potrzebę odsuwania się. Na początku tego miesiąca przeprowadził się z powrotem do swojego rodzinnego miasta, co było już zaplanowane zanim się poznaliśmy. Jego matka strasznie ingeruje w jego związki, więc nie powiedział jej dokładnie co między nami jest, z czego powstała między nim a nią awantura. Powiedziała mu mnóstwo nieprzyjemnych rzeczy, także o mnie. Zabolało mnie to. Ale najbardziej w sumie dotknęło mnie to, dlaczego nie powiedział swojej mamie, co dokładnie między nami jest? Poczułam się jak brudny sekret, nieważna, ta druga. Wróciłam do tego, pomimo że już wcześniej mieliśmy rozmowę na ten temat i zapewnił mnie, że jego intencje w stosunku do mnie są szczere i poważne. Wykrzyczałam mu to znowu, ale przeprosiłam, bo nie powinnam tego po raz kolejny wywlekać w takiej sytuacji. Docenił to, że potrafiłam się do tego przyznać. Teraz mam wrażenie, że się odsunął, chociaż bardzo możliwe, że to ja się odsunęłam, bo często to odbijam na niego. Od kilku dni nie mogę o niczym innym myśleć. Boję się, że mnie zostawi jednak nie jestem w stanie sobie wytłumaczyć, że on taki nie jest. Chciałam przestać grać w gierki, a jednak nie potrafię sobie z tym poradzić. Chcę być blisko, ale nie potrafię. Często kiedy on próbuje to ja robię unik. Bardzo zależy mi na tym związku, nie chcę go stracić. Co zrobić, żeby pokonać swój lęk przed bliskością? Mam też wrażenie, że nie chcę przegrać, nie chcę być kobietą, której świat się zawalił przez mężczyznę, tak jak moja matka. Odczuwam silny lęk przed tym, co mam zrobić, żeby jej ten lęk "oddać"? Bo on nie jest mój. Z góry dziękuję wszystkim za odpowiedź!
  6. Witam, Mam 20 lat, rok temu napisałam dobrze maturę, aktualnie jestem studentką i również jestem w związku. Zarejestrowałam się tutaj z nadzieją jakiejś pomocy, bo nie wiem co mi do końca jest i co powinnam zrobić. Mój problem jest taki, że od około 2 lat nie potrafię odczuwać szczerej długiej radości, mimo że w moim życiu może się wszystko układać. Nie potrafię czuć z siebie zadowolenia, potrafię szczerze mówić o sobie najgorsze rzeczy, mam obniżoną samoocenę, są dni kiedy nie mogę na siebie patrzeć i nie wierzę w żadne dobre słowo na mój temat, każdy inny człowiek jest ode mnie lepszy, nie potrafię znaleźć motywacji, wiele rzeczy nie ma dla mnie sensu i jest mi obojętnych. Zawsze byłam specyficzną osobą - czy to w dzieciństwie czy w wieku nastoletnim, a teraz dorosłym. Zawsze miałam problem z emocjami, mówieniem o nich, z zaufaniem, problem również z negatywnym nastawieniem do życia. Dorastałam w domu, w którym ojciec odkąd pamiętam pił, były tygodnie w których codziennie potrafił być pijany, ale były też dobre tygodnie, w których było lepiej. Mimo wszytko w dzieciństwie wstydziłam się zapraszać do domu znajomych w obawie, że zauważą mojego pijanego ojca, starałam się to ukrywać. Z jednej strony słyszałam w życiu sporo pozytywnych rzeczy, ale potrafiłam też nieraz słyszeć złe słowa o mnie nawet od mojego starszego brata czy taty, nie były to jakieś wyzwiska, ale potrafili sprawić, żebym czuła się głupsza, gorsza. Nigdy nie słyszałam od rodziców szczerego "kocham cię" czy "jestem z ciebie dumna/y". Teraz w życiu skupiam większą uwagę na negatywnych rzeczach, nie potrafię pozytywnie myśleć, a jeśli już myślę to jest to myślenie krótkotrwałe. Mam naprawdę dobre okresy, kiedy nie przejmuję się niczym, ale potem dopadają mnie okresy, kiedy mam natłok myśli i mętlik w głowie, czuję wtedy nawet obrzydzenie do jedzenia. Często boli mnie głowa. Mój chłopak chce mi pomóc, ale często jest tak że słyszę od niego słowa, że mnie nigdy nic nie zadowoli, że nie zwracam uwagi na jego starania, itp. mimo że bardzo chciałabym zmienić wiele rzeczy to wewnątrz czuję się bezsilna, jakby mnie coś hamowało, jakbym nie potrafiła podjąć żadnych działań mimo swoich chęci. Nie wiem już czy to jest coś normalnego czy powinnam udać się do specjalisty? Jestem bezsilna.
  7. Witam, Mam 34 lata i jestem DDA. Od długiego czasu zmagałam się z myślą o udaniu się na psychoterapię i wreszcie się zdecydowałam. To trwa już pół roku, a ja cały czas nie wiem czy mogę ufać mojemu terapeucie, ale boję się zmiany i zaczynania opowieści od nowa. Ja wiem, że tajemnica zawodowa obowiązuje i w ogóle (czytałam przepisy prawa na ten temat), ale ona ma też swoje granice. A ja jednak mówię o pewnych działaniach moich rodziców, które mają znaczenie dla mojego stanu psychicznego, a które nie do końca zgodne są z prawem. Od razu mówię, że nie chodzi o jakieś sprawy "wielkiego kalibru" - nikt mnie nie bił, moje życie nie było nigdy bezpośrednio zagrożone ani nic takiego. Ale jednak rozmaite przepisy były naginane i łamane (na przykład świadome posługiwanie się dokumentem, który stracił ważność korzystając z nieuważności osób go sprawdzających). Czy psychoterapeuta może to zgłosić na przykład na policję bez mojej wiedzy? Czy jeśli będzie musiał coś zgłosić najpierw mi o tym powie?
  8. Witam. Mam 30 lat i jestem dda. Widzę w sobie wiele zachowań związanych z tym problemem. Wpływ ojca-alkoholika ma większy wpływ na moje zachowanie, niż mogę to przyznać. Ostatnie dwa lata były dla mnie raczej ciężkim okresem, rozstanie po długoletnim związku, zmiana miejsca zamieszkania (wyjazd za granicę, do grona znajomych że szkoły, z którymi utrzymywałem lepszy lub gorszy kontakt przez te lata), zaczęcie nowej pracy, w której nie miałem żadnego doświadczenia. I ciągłe przygnębienie, większość czasu czuję pustkę w sobie. Trudno to wyjaśnić, ale w końcu poczułem zmęczenie sobą, ta całą pustka. Znajomi widzieli i ciągle widzą, że coś mnie gryzie, a mnie nie stać na żadne otwarcie się przed nimi. Jakbym był zamknięty za murem. Poczułem, że nie mogę już tak dłużej trwać. Zacząłem czytać dostępne mi materiały o dda, jak również szukać mitingów, w których mógłbym znaleść odniesienia do moich przeżyć. Jednak czuję, że to wszystko mało, szukam profesjonalnego wsparcia, jak i więcej rad, co mogę robić, żeby pomóc sobie, ponieważ wydaje mi się, że sam nie jestem w stanie przełamać tego negatywnego i krytycznego głosu. Trochę jestem zagubiony w mojej potrzebie, nie wiem od czego zacząć, żeby nie poczuć zniechęcenia i zaniechania. Mam nadzieję, że ktoś mi odpisze z konstruktywnymi radami. Pozdrawiam
  9. Jestem studentką, mam 20 lat. Odkąd pamiętam czuję się niezadowolona ze swojego życia. (ojciec alkoholik, śmierć babci na moich oczach, gdy miałam 12 lat, słaba sytuacja materialna w domu, trudności w nawiązywaniu znajomości, itd.) Ale od ponad 2 lat miewam silne wahania nastrojów. Co jakiś czas, średnio co 2-3 miesiące dopada mnie smutek, niemoc, gniew, zobojętnienie… Często błahe powody doprowadzają mnie do silnych reakcji. W mojej głowie kłębi się masa myśli. Zdarza mi się mieć myśli o odebraniu sobie życia. Prawie wszystko mnie stresuje i doprowadza do histerii, podczas której odczuwam kłucie w klatce, drżenie całego ciała albo miewam napady silnego głodu. Tematem, który doprowadza mnie najczęściej do takiego stanu jest wszystko dotyczące prawa jazdy i prowadzenia samochodu. Czuję, że wszystkich zawodzę. Nienawidzę siebie za to, że nie potrafię okazywać uczuć w taki sposób jakbym tego chciała. Mam wrażenie, że już nie potrafię kochać po tym wszystkim co mnie do tej pory spotkało w relacjach (poniżanie, manipulacja, szantaż emocjonalny, zdrada, czy też po prostu gwałt). Czuję się bardzo bezsilna i samotna w tym wszystkim. Nie daję już rady tłumić tego wszystkiego w sobie, a nie mam też gdzie szukać pomocy Nawiązuję znajomości bez przyszłości, czasem są one skierowane w na otrzymywaniu przyjemności albo na pozornej bliskości, poczuciu bezpieczeństwa... Kiedy już spotykam kogoś, kto widzi we mnie coś więcej niż tylko obiekt seksualny, to zaczynam się wycofywać. Próbuję usilnie znaleźć w tej osobie jakieś wady albo doszukuję się ich w sobie.
  10. Witam, mam 28 lat. Jestem dorosłym dzieckiem alkoholika. Jestem w sytuacji bez wyjścia. Pracuję zdalnie od 4 lat, od 3 lat mieszkam na stałe z rodzicami i niepełnosprawnym bratem (wcześniej kilkuletni zwiazek z alkoholikiem). Moja mama nie może podjąć pracy ze względu na stan brata, otrzymuje jedynie, zasiłek, ja mieszkając tutaj nie mam perspektyw podjąć lepiej płatnej pracy, chciałam wstąpić do służb mundurowych jednak to wiąże się z kilkumiesięczną nieobecnością w domu. Nie mogę sobie na to pozwolić ponieważ ojciec alkoholik wpada w ciągi alkoholowe i nie mogę zostawić mamy. On żąda spłaty za mieszkanie od mamy, gdy ta każe mu się wprowadzić wiedząc, że żadna z nas nie ma takiej możliwości. Doszło do takiego etapu, gdzie płaczę ponieważ nie mogę się zabić, bo mama zostanie sama albo myślę, że nie wytrzymam i zrobię coś ojcu. Nie wiem nawet w jakim celu to piszę chyba tylko dlatego, że od jakiegoś czasu boję się własnych myśli....
  11. Witam, jestem 18-letnią tegoroczną maturzystką, która w swoim życiu miała parę prób udania się do poradni psychologicznej, lecz lęk okazał się być silniejszy. Moje problemy zaczęły się w okolicach września 2018 gdy moi rodzice byli bardzo blisko rozwodu, choć wszystko się już ułożyło pomiędzy nimi. Mój ojciec był alkoholikiem odkąd pamiętam, mam z tym wiele ciężkich wspomnień, w tym wieczór w którym jako 12-letnie dziecko wzięłam garść losowych leków by już nic nie czuć, chciałam zniknąć, choć nikt nie wie o tym incydencie. Od wcześniej wspomnianego września mam wahania nastroju, nie jestem w stanie niczym się prawdziwie cieszyć, jedynie udaję. Przeraża mnie wszystko co się wokół dzieje i wiem, że sobie nie poradzę w życiu, przez co coraz bardziej myślę o jego zakończeniu. Od ponad roku już samookaleczam się regularnie, a blizny ukrywam każdego dnia. Zdarzały mi się epizody, gdy cięłam się jedynie z myślą, aby nie obudzić się już nigdy. Miewam ataki paniki, nie mogę się wtedy uspokoić, wpadam w płacz, nie mogę oddychać. Czuję się wszystkim przytłoczona. Fobia społeczna również utrudnia mi życia, nie jestem w stanie zadzwonić do kogoś przez telefon lub go odebrać, mam wrażenie że wszyscy mnie obserwują w miejscach publicznych przez co ich unikam, nie jestem w stanie rozmawiać z obcymi ludźmi. Odżywianie też jest dla mnie problemem, przechodzę z fali głodówki na falę objadania się, nie ma nic pomiędzy, przez co nienawidzę siebie jeszcze bardziej, gardzę sobą. Czy jest się czym martwić i szukać pomocy? Co się ze mną dzieje? Mam wrażenie, że nie są to prawdziwe problemy i tylko niepotrzebnie zawracałabym głowę specjalistom.
  12. WITAJCIE, mam na imię Barbara. 40+, prawie ćwierć wieku po ślubie, Dwóch synów (12 i 22). W związku z mężem alkoholikiem - nie pijącym od ponad 14 lat. Piszę, bo kolejny raz pojawiają sie problemy na lini ojciec-dorosły syn. Problemy były od okresu dojrzewania, po liceum było lepiej, niestety od trzech tygodni, po kolejnym wybuchu, nasza rodzina jest na skraju przepaści... Naszym głównym problemem są wspólne relacje i konflikty - pomiedzy mną a mężem - na temat synów, oraz pomiędzy starszym synem a mężem, i mojej roli w tym wszystkim.... Mimo, iż ostatnie miesiące pracowali razem, doszło do ostrej wymiany zdań, szapraniny i wyzwisk pomiędzy nimi. Zakończyło się tym, że mąż zabrał synowi co dał (samochód, pracę, dostęp do wygód) a sam wyprowadził się na działkę, gdzie mieszka od 3 tygodni. Teraz syn ma pretenscje i żal do ojca - głównie o to, że nie panuje nad gniewem i jest agresywny, że nic z tym nie robi... zarzucił mu pracoholizm .... a mąż ma pretenscje do nas obu - do syna, za brak szacunku i złe traktowanie ojca, i do mnie - za to że nie stawałam po jego stronie w konfliktach .... JSłabo sobie z tym radzę... pracujemy razem (ja i mąż) w naszej firmie, zawodowo próbujemy egzystować, prywatnie nie maszans.... mąż nie widzi winy w sobie i :dopóki my nie zrozumiemy i nie uznamy swojej winy, on nie zamierza nic robić ... Może ktoś ma podobne doświadczenia i mógłby się podzielić??? Nie mam pojęcia jak dotrzeć do nich obu... Maja bardzo podobne charaktety i bardzo zacietrzewili się w swoich przekonaniach.... nie mam już siły ani pomysłów jak do nich dotrzeć i spóbować pojednać rodzinę....
  13. Jestem kobietą w wieku 21 lat. Mój problem polega na tym, że ciągle wpadam w gniew i kłócę się ze wszystkimi. Mam wrażenie, że mam dwa oblicza. W jednym jestem osobą towarzyską, pomocną i uważam że mam dobre serce. Z drugiej strony mam chwile że chce być całkiem sama, zaczyna denerwować mnie rozmowa z kimkolwiek, wkurza mnie gdy ktoś coś do mnie mówi. Postanowiłam napisać na tym portalu, ponieważ sama nie potrafię radzić sobie ze swoimi emocjami, bardzo łatwo wpadam w gniew i często szybko mija. Problem polega na tym że w niektórych momentach całkowicie się nie kontroluję mam ochotę zniszczyć wszystko i zrobić komuś krzywdę. Zauważyłam że w takich ''stanach'' nie jestem zła na siebie, nie widzę w sobie winy wtedy uważam że wszystko i wszyscy są przeciwko mnie jakbym się musiała pozbyć wszystkiego dookoła. Jest to już dosyć męczące, dlatego że niszczę rzeczy w domu i często mam napady płaczu. Nie wiem co dokładnie wpływa na moje zachowanie poczucie gniewu, odrzucenia, strach ale opiszę w skrócie swoje życie. Od najmłodszych lat wychowywała mnie babcia, bo mama mimo że bardzo się starała musiała pracować by utrzymać mnie i rodzeństwo. Ojciec całe życie pił i tak naprawdę nie wiem co to znaczy mieć ojca. Robił awantury, obrażał wszystkich w domu, potrafił uderzyć a nawet rzucać w mnie i moje rodzeństwo talerzami gdy byliśmy sami w domu. Co do ojca dodam, że wszyscy mieszkaliśmy w malutkim domku dwupokojowym więc każdy wchodził sobie w drogę. I przykrym wspomnieniem dla mnie tutaj jest to że gdy ojciec myślał że już jako dzieci śpimy dobierał się do mamy. Co do rodzeństwa nie mamy najlepszego kontaktu. Zawsze czułam się z tyłu za siostrą , mam wrazenie ze zawsze jest przeciwko mnie, od dziecinstwa dogadywała mi w kwestii wyglądu, czy przy wspólnych spotkaniach z innymi dziecmi. Nigdy nie miałam wielu przyjaciół i w szkole podstawowej raczej uchodziłam za zadziorne dziecko dlatego ze ciagle musialam stawiac na swoim. W liceum mimo ze sie staralam mialam problemy ze znalezieniem przyjaciol i zmienialam szkole. Nie uwazam sie za zla osobe i zawsze w stousnku do przyjaciol chcialam aby im bylo dobrze a mimo to zostawalam odrzucona. Prosze o jakies rady co poczynic w pierwszych krokach.
  14. Mam 19 lat i jestem w 2 klasie LO. Odkąd pamiętam moja mama miała problem z alkoholem, po utracie męża i dobrej posady. Zawsze umiałam zająć się sama sobą. Zawsze jestem optymistką, staram się każdemu pomóc i nie mam problemu ze znalezieniem dobrej strony sytuacji. Dwa miesiące temu moja mama trafiła do szpitala z niewydolnością wątroby, zostałam wtedy sama w domu i pierwszy raz odczułam epizody ataków paniki podczas których całkowicie tracę kontrolę nad tym co myślę. Po dwóch tygodniach mama wróciła zarówno do domu jak i do picia. Radziłam sobie z tym wszystkim, wracałam do normy, aż do kwarantanny, teraz co jakiś czas łapie się na tym że bardzo rozmyślam nad tym dlaczego czuje jakies negatywne uczucie, skad się wziął mój smutek, strach czy dyskomfort, doprowadza to do ataków paniki, związanych z moim przekonaniem, że winę ponosi jakaś choroba, nie jestem w tym momencie w stanie myśleć trzeźwo i wytłumaczyć sobie że są to moje wymysły i nic złego się nie dzieje. Pojawiają się rownież momenty oderwania od rzeczywistości, mam poczucie, że sama sobie wmawiam, że to co aktualnie się dzieje to tylko sen lub wyobrażenie, co również doprowadza do paraliżującego strachu, że „coś ze mną nie tak”. Jaka może być tego wszystkiego przyczyna i jak się pozbyć tych męczących, utrudniających normalne funkcjonowanie zachowań?
  15. Dzień dobry Nie moge dojść do siebie po śmierci mamy na raka mózgu w hospicjum w wigilie, było to w 2017 roku, dodatkowym ciosem była utrata mieszkania w bloku i eksmisja do sutereny czy piwnicy której nie można zaadaptować do mieszkania z zawilgoconą przegrodą budowlaną, brakiem odpowiedniej cyrkulacji powietrza i zimną podłogą. Moja mama przez kilkadziesiąt lat chorowała, opiekowałem się nią od dziecka, nie miałem prawdziwego dzieciństwa, sam urodziłem się ciężko schorowany m. In. Z przepukliną, wadą neurologiczną mózgu, płaskostopiem i powiększonymi węzłami chłonnymi, które po leczeniu po dziś dzień częściowo zostały i boje się tego ruszać, od 13 lat lecze się psychiatrycznie i jestem osobą niepełnosprawną z naruszoną sprawnością organizmu, niezdolną do pracy, kilka razy byłem u psychologa i psychoterapeuty, niestety szukam tutaj pomocy gdyż nie stać mnie na psychologa prywatnie a na nfz trzeba czekać 3 miesiące ( mieszkam na prowincji ). Przytłaczają mnie też inne choroby współistniejące, brak perspektyw na przyszłość, pogarszający się stan zdrowia, gdyż nie moge się wyleczyć tak jak mama, samotność bardzo mi dokucza, nie mam do kogo się odezwać, nie mam znajomych do których mógłbym pójść porozmawiać tak jak kiedyś, do pracy bym chętnie poszedł ale nie nadaje się i nie ma pracy u mnie, kiedyś ciężko pracowałem, pomagałem ludziom przez około 5 lat i to był mój sposób na choroby, niestety nie jestem w stanie już pomagać bo forum nie istnieje i sam już nie daje rady z tym wszystkim, ojciec ma swoje życie i nie chce ze mną rozmawiać, tak samo siostra której pomogłem dużo w życiu a ta nie potrafi się odwdzięczyć, nie mam pomysłu na życie, dużo dawał mi ruch i jazda na rowerze po lesie, ale niestety przez to że stan zdrowia się pogorszył 15 lutego tego roku oraz później wybuchła epidemia koronawirusa, unikam nadmiernej aktywności fizycznej, sam spacer pieszo około 6 km mi niewiele daje. Proszę mi doradzić co mógłbym zrobić by poprawić swój stan psychiczny, gdyż oprócz samotności, brakiem jakiejkolwiek znajomości, chorób, złych warunków mieszkaniowych, tęsknotą do mamy ktorą bardzo kochałem i była dla mnie całym światem, i niemożnością pogodzenia się z jej śmiercią tym bardziej jako człowiek schorowany.
  16. Witam, Mam 33 lata, pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej. Moje życie jak do tej pory jest w miare uporządkowane - mam partnera, prace, dom. Mimo obciążeń psychicznych na które wpłyneła sytuacja w moim domu, jakoś staram się z tym walczyć i iść do przodu. Niestety mój starszy brat - 36 lat - wręcz przeciwnie. I tutaj pojawia się problem.. Od urodzenia miał problemy z rozwojem intelektualnym - problem z logicznym myśleniem, problemy z otoczeniem - brak znajomych, nieśmiałość,. Do tego mało wspracia ze strony rodziców i wręcz psychiczne znęcanie, poniżanie przez ojca - wyzywanie od idiotów, nieudaczników itp. . Brat mieszka z rodzicami i to poniżanie trwa do tej pory ze strony ojca, przy czym policja często interweniuję bo dochodzi do awantur. Głównym powodem awantur jest fakt, że brat ma problemy z pracą. Pracuję raczej dorywczo, często wyjeżdża za granicę. Ale nie potrafi w tych pracach się utrzymać - max pół roku. Nie ma kobiety, żyję sam. Z dobrych strony - ma pasję, lubi sport i jest aktywny, bierze udział w zawodach. Tak wygląda jego życie. Ale ja w tym życiu też uczestniczę...ponieważ kiedy on ponosi porażke pt" utrata pracy" prosi mnie o pomoc. Pomagałam mu finansowo, odawał pieniądze. Dwa razy zaoferowałam mu tymczasowe mieszkanie u mnie - niestety dwa razy mnie oszukał, bo dowiedziałam się że sam rezygnuje z pracy a mnie kłamał że go zwolnili, bo: on się nie nadaję, on ma ze sobą problemy, on jest inny, ja zawsze miałam lepiej w życiu..itp.itd . Takim postępowaniem powoduje powstawanie poczucia winy u mnie. Bo jestem jego siostrą i powinnam mu pomóc...No ale jak? mam za niego pracować, sponsorować mu życie? Poleciłam mu terapie, podobno chodził do psychologa. I historia znowu sie powtórzyła kilkukrotnie, że nie ma pracy i teraz od 2 lat stosuje metode kiedy odmawiam mu pomocy - (w jego rozumieniu pomoc to zaoferowanie mu dachu i jedzenia nad głową-) że idzie się zabić... Teraz bierze depresanty i mi piszę że chyba je przedawkuję, bo on jest sam, nikt mu nie chcę udzielić pomocy, pracy nie ma, bo prace mu oferują tylko w moim mieście, a tam nie ma gdzie mieszkać...Znalazłam mu nawet oferty pracy z zakaterowaniem, twierdzi że on do takiej pracy się nie nadaję, bo ma problemy ze sobą..I oto moje pytanie: jak mam reagować na takie zachowanie? Z jednej strony pomogam mu jak mogę, ale z drugiej nie mogę być wiecznie jego niańką i go trzymać za rączkę..Mam swoje życie i swoje problemy i nie mam już po prostu siły na takie obciążenie psychiczne....Bardzo proszę o poradę. Pozdrawiam.
  17. Witam serdecznie, jestem nowy na tym forum więc będę starał się przedstawić wam mój problem prezycyjnie, z którym borykam się od kilku lat. Jestem 23 letnim chłopakiem i mieszkam z rodzicami, od jakichś 3 miesięcy jestem bezrobotny, gdyż zostałem zwolniony z poprzedniej pracy, ot tak bez żadnego powodu, wraz z innymi współpracownikami, i od tego momentu szukam pracy, spędzam godziny przed komputerem wysyłając CV do różnych firm, lecz bez żadnego efektu. Mieszkam w dość małym mieście, które jest zadłużone i sądze, że z tego powodu nie ma pracy, a rozważam wyjazd za granicę czy też do innego województwa, jako ostatnią deskę ratunku. W życiu nie miałem lekko, miałem trudne dzieciństwo, gdy moi rodzice pracowali za granicą, byłem bity przez opiekunkę, która znęcała się nade mną psychicznie i fizycznie, co utrwaliło się do teraz w mojej psychice, jako nastolatek nie miałem w ogóle wakacji, gdzie mogłem je spędzić jak normalny nastolatek, zamiast tego musiałem pracować. Od kilku lat mam trudny kontakt z moimi rodzicami oraz z moją młodszą siostrą, dla której po prostu jestem śmieciem i podludziem, kilka lat temu zostałem pobity przez mojego własnego ojca, a zaczęło się to od tego, że mnie po prostu prowokował, dotykał mnie, co mi się nie podobało i mówiłem mu, żeby przestał, więc go odepchnąłem, a on z otwartej ręki zaczął bić mnie po twarzy. W wieku 18-19 lat usłyszałem od własnej matki, że jestem "zakałą rodziny", a w dzieciństwie byłem przez nią bity, raz kazała mi trzymać rękę nad rozpalonym palnikiem kuchenki, co też w jakimś stopniu wpłynęło na moją psychikę. Nie mieszkam w dość bogatej rodzinie, moja matka pracuje w zakładzie, a ojciec jest budowlańcem, szczególnie mój ojciec upodobał sobie ośmieszanie mnie przy obcych ludziach, wymyśla jakieś niestworzone historie, które nigdy nie miały miejsca, raz przy obcych ludziach powiedział, że "jestem pedałem, bo lubię chłopców", co jest nieprawdą, wyzywał mnie też od debili, pijaków, brudasów, specjalnie brał mnie do swojej pracy, żeby mnie ośmieszać, a mój ojciec nie należy do świętych, matka oczywiście tolerowała jego zachowanie i wierzyła mu, niż moim słowom, ale to nie jest pierwszy przypadek, bo to samo robił mojemu najstarszemu bratu. Moja młodsza siostra też nie należy do świętych, dla niej jestem po prostu zerem, nikim, dnem, buntuje matkę, żeby mnie wyrzuciła z domu, od zawsze była do mnie wrogo nastawiona, a nic jej nie zrobiłem, z nikim nie mam dobrego kontaktu, nie mam z kim porozmawiać, wyżalić się, czy poprosić o pomoc, a jestem w dosyć słabym stanie psychicznym, gdyż powoli mam dosyć tego terroru. Jedyne co, to mam najstarszego brata, który mieszka od kilkunastu lat w Wielkiej Brytanii, ale nie utrzymuję z nim kontaktu przez moich rodziców, którzy jak twierdzą, mój brat od nas się odwrócił, bo został omamiony przez rodzinę swojej żony. Na dzień dzisiejszy sytuacja się trochę pogorszyła, gdyż jestem zmuszany do pracy do której się nie nadaję, bo jak twierdzi moja matka "Nic nie robię i nie szukam pracy", co jest jednym wielkim kłamstwem, podejrzewam, że jak nie zrobię tego co mi każą, to wyrzucą mnie po prostu z domu, a nie mam się gdzie podziać, mam nie wiele pieniędzy przy sobie, a nie chcę ich wydawać lekko ręką. Z nimi nie da się dogadać, próbowałem wiele razy, najwidoczniej nie pasuję do nich, dla nich jestem po prostu najsłabszym ogniwem, mam już tego serdecznie dość, czuje się słabo psychicznie, marzę o tym, by się po prostu spakować i wyprowadzić od nich i zacząć życie od nowa. W moim krótkim życiu niczego się nie dorobiłem, nie mam znajomych, z którymi mógłbym porozmawiać, czy się pośmiać, nie mam nawet dziewczyny, której mógłbym zwierzyć się z moich problemów, a to wszystko dzięki mojej rodzinie, którzy kiedyś zmuszali mnie do nauki, a uczyłem się przeciętnie, jak każdy w mojej rodzinie, przez co nie miałem w ogóle przyjaciół, a w szkole byłem gnębiony przez swoich rówieśników, za to, że zachowywałem się normalnie i nauczyciele nie mieli ze mną problemów, a teraz, moi rodzice zmuszają mnie do pracy, do której kompletnie się nie nadaję, bo twierdzą, że nic nie robię i nie szukam pracy, co jest kłamstwem, najwidoczniej, jestem im tylko potrzebny do pieniędzy. 14 maja mam pierwszą rozmowę z doradcą zawodowym. W domu dzieje się gorzej, znowu zostałem zmuszony do pracy i za kilka dni będę musiał wbrew mojej woli jechać na drugi koniec miasta, żeby pracować, i znowu będę musiał znowić kpiny, obelgi i szyderstwa ze strony swojego ojca, który lubi się nade mną pastwić, jak będę mówił, że nigdzie z nimi nie pojadę do będą mi kazali się wyprowadzić, a nie mam dokąd iść. Co mam w tej sytuacji zrobić, zostało mi niewiele czasu. Co w takiej sytuacji mogę zrobić, czy najlepszym rozwiązaniem była by wyprowadzka? Napomnę, że mam niski budżet, więc ciężko będzie ze znalezieniem taniego mieszkania, czy też pokoiku. Proszę o wyrozumiałość, gdyż sprawa jest na prawdę poważna. Dziękuję za wysłuchanie.
  18. Witam,mam 31 lat.Moje zycie nigdy nie bylo uslane rozami.Mam ojca alkoholika,w dziecinstwie wiele razy napatrzylam sie jak bije mame,czasem mnie I siostre.Byly wieczne awantury po alkoholu.Moja mama nas wychowala sama.Ojciec,gdy mialam 5 lat wyprowadzil sie.Obecnie jest w wiezieniu.Dodatkowo od urodzenia mialam znamie na twarzy przez co kazdy w szkole I poza sie ze mnie smial(usuniete dopiero w gimnazjum).W wieku 18 lat poznalam chlopaka(mieszkam z nim do dzisiaj),ktory jest alkoholikiem,czesto przez to sie klocimy).W zyciu codziennym wszystkiego sie boje,jestem wrazliwa,zlekniona,unikam ludzi,bo po dluzszej rozmowie zaczynam sie czerwienic.Nie moge sobie z tym poradzic.Do tego doszly objawy somatyczne jak kolatanie serca,dodatkowe skurcze,pocenie dloni.Coraz bardziej wszystko sie nasila.Im wiecej o tym wszystkim mysle tym jest gorzej.Probuje troche sama radzic sobie ze stresem.Biore glebokie wdechy,slucham relaksacyjnej muzyki,jezdze na rowerze,cwicze,czasami misze wziac cos na uspokojenie.Pomaga,ale na troche..skupiam sie myslami na moich objawach I,ze mi sie cos stanie.Nie mam juz sily,partner mnie nie wspiera,bo dla niego wazniejsi sa koledzy I picie.Co moge jeszcze zrobic,zeby sie pozbyc tego wewnetrznego niepokoju,jak radzic sobie ze stresem I czerwienieniem sie przy ludziach?Dziekuje za kazda odpowiedz.
  19. Witam, mam na imię Adam, mam 29 lat. Od dłuższego czasu mam problem natury intymnej. Mianowicie mam problem ze wzwodem i ogólnie z chęcią na seks. Nawet rano jest z tym problem. Moja partnerka jest zirytowana, ja już zrezygnowany. Jesteśmy ze sobą rok, a raptem kilka razy to robiliśmy. Z poprzednią parterką miałem ten sam kłopot. Na samą myśl o seksie, zbliżeniu mam złe nastawienie, bo traktuję to jako rzecz, którą trzeba zrobić a nie przyjemność Może mieć to związek z niską samooceną (mój ojciec jest alkoholikiem), nadużywaniem wcześniej filmów pornograficznych, nadużywaniem masturbacji. Jestem też bardzo aktywny fizycznie (codzienne bieganie, siłownia). Niestety, gdy rozmawiamy z partnerką na ten temat to bardziej przypomina monolog z jej strony, bo sam szybko się denerwuję i dołuje (myślę o tym jaki to jestem beznadziejny, że nie potrafię jej dać tego czego potrzebuje i że zaraz mnie zostawi). Byłem na wizycie u urologa, który zlecił mi szereg badań związanych z tym problemem i wyniki były w normie. Kompletnie nie wiem co mam w tej sytuacji robić, bo z każdym dniem czuję się coraz bardziej bezużyteczny, a co za tym idzie problem się powiększa Ta sfera mocno odbija się na moim życiu, dlatego proszę o pomoc... Pozdrawiam
  20. Witam, mam 19 - blisko 20 lat i jestem córką prawdopodobnie obu alkoholików. Moje życie w domu rodzinnym od początku nie było zbyt łatwe. Mam dwie siostry starsze o dekadę, które załapały się jeszcze na w miarę dobry okres i zostały wychowane w duchu miłości i ciepła (mają obecnie własne szczęśliwe rodziny). Gdy miałam kilka lat mój ojciec miał wypadek. Po tym wszystkim firma ojca splajtowała i zaczął pić więcej. Przerodziło się to w uzależnienie. Taka 6-cio latka próbująca podnieść pijanego ojca chyba zawsze pozostanie mi w głowie. Jednak coś we mnie pękło. Gdy robił awantury zaczęłam wzywać policję, zaczął mnie nienawidzić mimo że chciałam pomóc. Wyzwiska, obelgi były codziennością jeszcze 2-3 lata temu. Matka go broniła i babcia (jego matka też) - coś jak syndrom sztokholmski (niewiele brakło byłby na przymusowym odwyku, ale mama zmieniła zeznania i odroczono). W międzyczasie chorował, ciągłe picie odbijało się na tym wszystkim. Częste ataki padaczki i namawianie by dał sobie pomóc nie pomogły. Minął miesiąc odkąd zmarł. Moja mama i babcia wpadły w rozpacz. Babcia wielokrotnie wspomina o tym że chciałaby popełnić samobójstwo, matka zaś zaczęła pić. Ja czuję się już wyżuta z emocji. Zamknęło się we mnie wszystko - na pogrzebie stałam jak pusta. Dziś próbowałam zareagować z mamą, powiedziałam ze pomogę jej z tego wyjść, ze na spokojnie może uzyskać pomoc, lecz ona nie widzi w tym problemu. Ja już nie wiem, czy jestem w stanie znów zaciekle walczyć o jej życie tak jak o ojca. Czuję, że to wszystko mnie zabija. Siostry mają swoje życia, są szczęśliwe. Moim marzeniem jest żyć jak one.
  21. Dzień dobry, jestem kobietą, mam 23 lata. Oboje rodzice żyją, ojciec jest alkoholikiem, matka bierna wobec problemu. Mam również starszą siostrę, nie mieszka z nami, ma swoją rodzinę. Ja na razie z powodów finansowych mieszkam z rodzicami. Jestem w udanym związku z chłopakiem w moim wieku, jesteśmy przede wszystkim przyjaciółmi. Mam kilka problemów, podejrzewam, że wszystkie wynikają z alkoholizmu ojca i tego, że nie umiem sobie z nim poradzić. Postaram się wszystko zwięźle opisać. 1. Nie umiem określić mojego stosunku do ojca. Mój ojciec gdy nie pije jest 100 razy lepszy od matki. Jest człowiekiem inteligentnym, spokojnym (matka wiecznie wrzeszczy i wprowadza nerwy), chodzi do dobrej pracy, nigdy jej nie "zawala" z powodu picia. Niestety gdy pije (ok. 3-4 dni w tygodniu, czasem kilka piw, czasem do granic możliwości) robi się złośliwy, a wygląda jak żywy trup, aż szkoda patrzeć. Matka udaje że tego nie widzi albo płacze albo kupuje sobie drogie rzeczy. Często też gani mnie, gdy z mojej strony padają przykre słowa pod adresem pijanego ojca. Czasem jednak wstawia się za mną. To jest szarpanina emocji. Nigdy nie wiem, który rodzic będzie moim sojusznikiem. Na trzeźwo nie potrafię rozmawiać z ojcem o jego problemie. Jest całkiem innym (lepszym) człowiekiem gdy jest trzeźwy. 2. Czuję się gorsza od innych i czuję niesprawiedliwość, że urodziłam się w mojej rodzinie, gdy widzę osoby, które mają normalne relacje z rodzicami i otrzymują od nich wsparcie emocjonalne i przede wszystkim finansowe. Nie mogę powiedzieć, żeby nam czegoś brakowało. Rodzice zarabiają całkiem dobrze, ale wszystko na bieżąco wydają. Nie mam od nich żadnych oszczędności na start. Nie mówię, że każdy rodzic ma dać dziecku pieniądze na mieszkanie w centrum Warszawy, ale fajnie by było mieć małe zabezpieczenie. Pracuję i zarabiam dobrze, ale mieszkam z rodzicami, bo dla mnie każde odłożone 500 czy 1000 zł to krok bliżej do własnego mieszkania albo domu. Rodzice dają mi niewielkie sumy, jeśli tego potrzebuję, jednak faworyzują moją siostrę, jej męża i dzieci. Kupują im wyposażenie kuchni, gdy ja proszę ich o pomoc w zbieraniu na studia zaoczne. Odkładają dzieciakom na przyszłość, gdy dla mnie i dla siostry mieli okrągłe 0 oszczędności. Matka daje mi na święta kosmetyk, którego sama używa, a dzieciakom zabawki za 300 zł. Zazdrość jest niefajna, ale robi się przykro człowiekowi w takich sytuacjach i tyle. 3. Urabiam się jak dziki wół, a nikt tego nie widzi i nie docenia. Chłopak widzi, ale nie rozumie i woli być na razie beztroskim studentem. Zawsze miałam świadectwo z czerwonym paskiem, dyplomy i listy gratulacyjne. Teraz studiuję dziennie na uczelni publicznej i pracuję na 3/4 etatu. Codziennie nie ma mnie w domu od godziny 7 do godziny 19. Mam dobrą pracę, którą może pochwalić się naprawdę mało osób w moim wieku, udało mi się. Tak jak napisałam wcześniej, zarabiam dobrze. Większość pieniędzy odkładam, bo wtedy czuję się bezpieczniej. Mam fajne wyniki na studiach, promotor chwali mnie na każdym kroku, w pracy mam świetnych znajomych, dostaję awanse, podwyżki, telefony służbowe i inne "bajery", którymi chciałabym się komuś pochwalić. Niestety nie mam komu. Wracam do domu i tak: albo ojciec pijany wygląda jak nieszczęście, albo rodzice oglądają razem głupie programy w TV i nawet na mnie nie spojrzą, albo nikt mnie nie zapyta czy praca jest fajna tylko ILE zarabiam. 4. Moja siostra osiągnęła sukces w życiu zawodowym i prywatnym. Rodzina szwagra jest normalna. Siostra odcięła się od naszej rodziny, nie dzwoni, nie przyjeżdża. Teraz trochę częściej wpada, bo ma dzieci i nie chce ich izolować od naszych rodziców. Ja z kolei zawsze myślę o wszystkich, organizuję urodziny, robię prezenty, doradzam, odwiedzam, zapraszam do restauracji, do kina, organizuję wycieczki, dzwonię. Uszczęśliwiam ludzi, czasem na siłę. I nadal jestem tą gorszą. Moja siostra może nie dzwonić miesiąc, a matka i tak nad nią skacze. Ja przychodzę do domu po 12 h poza domem i jestem małomówna ze zmęczenia i mrozu - awantura. Aha, i wszyscy traktują mnie jak dziecko ze względu na to, że jestem od siostry aż 9 lat młodsza. Nie mam nigdy prawa głosu i nikt mnie nie słucha ani moich rad. 5. Ciągle udaję. Nie ma w moim życiu miejsca na szczerość. Chłopak wie o ojcu, widział go pijanego. Sam ma ojca alkoholika, który z tego wyszedł parę lat temu. Inni nie wiedzą. Czasem aż mi siebie żal. Przez tyle lat ci nauczyciele którzy wystawiali mi 5 i 6, moi znajomi, przyjaciele, koledzy i koleżanki z pracy obcowali z kimś kogo nie znają. Nie wiedzą, że za tą maską sympatycznej i sumiennie wykonującej swoje obowiązki osoby kryje się taki ktoś. Ktoś kto przez tyle lat setki razy czuł się zawiedziony i oszukany, gdy po dniu wśród ludzi którzy go lubią i podziwiają, wracał do domu śmierdzącego alkoholem, do domu bez emocji, wsparcia. 6. Może to głupota, ale jest mi bardzo przykro z tego powodu: rodzice (szczególnie ojciec) nigdy nie pozwolili mi mieć psa, o którym marzyłam. Kocham zwierzęta, warunki jako takie mamy. Skrzywdzili mnie i nawet nie pozwolili mi nigdy mieć mojego psiego przyjaciela! Nie dbali również nigdy o mój rozwój, nie prowadzali na zajęcia (no, czasem, o ile były darmowe i w szkole). Gdy chciałam malować farbami na kartce, to był wielki problem, bo będzie brudno. Nie mogłam pomagać w kuchni, bo się skaleczę. Nie mogłam pomagać im sprzątać, bo za wolno. Dziś widzę jak kuzynki i siostra robią wszystko by dzieciom nieba przychylić, jak uczą je wielu rzeczy, pozwalają próbować, a ja byłam dzieckiem odtrąconym, zostawionym samemu sobie. Nie wiem w sumie czego oczekuję od psychologa, gdy już to przeczyta, ale dobrze było tak się wygadać. Wiem że alkoholizm ojca nie jest moją winą i nie mam czego się wstydzić. To zdążyłam przez te wszystkie lata zrozumieć, że nie miałam na to wpływu.
  22. Witam, jestem Ola, mam 28 lat i pracuję za granicą. Jestem bardzo nieśmiałą osobą i mam trudności z kontaktami z ludźmi. Najbardziej dityka mnie brak pewności siebie i czuję się mniej wartościowa od innych ludzi. W pracy łatwo ulegam, dlatego jestem wykorzystywana i traktowana gorzej od innych. Lepiej dogaduję się z mężczyznami, do kobiet mam dużą blokadę. Myślę że wynika to z dzieciństwa i moich relacji z matką. Dodam że cały czas odczuwam stres i mam go wymalowany na twarzy. Szczególnie kiedy jest kilka lub więcej osób. Stres jest paraliżujący, nie potrafię wtedy czuć się swobodnie i boję się kompromitacji. Nigdy nie potrafiłam być szczęśliwa, czasem mam poprostu lepszy czas. Czy jest na to rada? Pomóżcie🙏
  23. Jak poradzić sobie ze smutkiem, poczuciem winy , żalem, niezrozumieniem kiedy ktos jest nieuleczalnie chory i umiera powoli bo nie chciał lub nie mogl podjąć leczenia w pore a byc moze można było uniknąć najgorszego. Jak sobie poradzić z myślą o nieuniknionym. O tym ze na zawsze sie rozstana bliskie sobie osoby. Nawet jeśli ktoś jest lub byl toksycznym rodzicem lub stosujacym manipulację, ktorej nie da sie rozumieć, być może cena życia i śmierci w tym przypadku wchodzi w grę ponieważ niektóre osoby są gotowe umrzeć przedwczesnie tylko dlatego aby ktoś się nimi opiekował rzucił pracę związek, karierę i oddał połowę swojego dobrobytu. W kim jest problem ? We mnie ? W moim wewnętrznym dziecku ? Czy w tym chorym smiertelnie rodzicu ? Czy i za co ? dlaczego człowiek może zwlekać z leczeniem lub zignorować własną osobę ? za cenę lekkich pieniędzy ? żalu współczucia nad nim ? Brak szacunku do własnej osoby znowu pojawia się w słowach : będziecie mieć ze mną spokój... Dozgonne uwielbienie i oddanie i służba komuś może stać się męczące na pewnym etapie życia dziecka, które chce sobie ułożyć życie jednak rodzic lub rodzina ściąga w dół . Dlaczego rodzic nie potrafi podarować wolności swojemu dziecku tylko przytłacza swoimi problemami finansowymi ,chorobą z drugiej strony dlaczego jestem tak zła i niedobra ze chce od tego uciec porzucić to i wyzbyc sie poczucia winy , tu jakby nieumiejętność oderwania się rodzica od dziecka...żal dziecka do losu o problem, ktory wyrywa slad na psychice . Być może potrzeba tu diagnozy karmicznej ?
  24. jestem 45-latką, w wieku 15 lat opuscili mnie rodzice "za chlebem", ojciec był alkoholikiem, matka z domu dziecka z brakiem instynktu rodzicielskiego, w domu pamiętan przemoc, byłam uczennicą z czerwonym paskiem, a dostawałam lanie od pijanego ojca za 5-, wyjechali ! spokój! potem próbuje poukładac sobie zycie, dwa nieudane zwiazki, pierwszy z przemocą ( tolerowałam to bo mama też wybaczała) drugi z uzależnieniem partnera od uzywek! udało się! nie zostałam w tych relacjach, obecnie mam kochającego męża , jest cudowny, ale moim zdaniem juz nie kontroluje spozycia alkoholu, nie wiem jak mu pomóc( to po stracie rodziców) a moi rodzice po trzech dekadach za granicą( prawie bez kontaktu ze mna) wrócili na "emeryturę" i wciąz mają ciągi alkoholowe!! a mnie wciąż zmuszaja do opieki bo taka moja powinność! dziecka można się wyrzec z różnych przyczyn a "cudownych rodziców " nie!! NIE MOGĘ TEGO UDŹWIGNĄĆ
  25. Witam! Mojego męża poznałam 6 lat, od 5 lat jesteśmy małżeństwem. Jeszcze przed ślubem lubił sobie wypić, jednak nie zdawałam sobie sprawy że jest uzależniony. Po ślubie i urodzeniu się naszego dziecka pił coraz więcej, wiele razy mnie zawiódł, okłamywał, a ja dalej nie zdawałam sobie sprawy jak okropne jest to uzależnienie i jakie niesie konsekwencje. Gdy był pijany szantażował mnie emocjonalnie a nawet znęcał się psychicznie. 2 miesiące temu zawiadomiłam policję z tego powodu i rozpoczęta jest procedura niebieskiej karty. Mąż po tej interwencji zdecydował się pójść na detoks i od tamtej pory jest trzeźwy, chodzi na mitingi i do terapeuty. Ma poczucie winy i żałuje tych krzywd, ale bardzo chce żebyśmy dalej byli małżeństwem. Obiecuje, że teraz już osiągnął swoje dno i zmieni się dla siebie przede wszystkim i leczyć się będzie także dla siebie. Mam wielki mętlik, nie potrafię zadecydować. Nie czuję względem niego chyba już żadnych uczuć, a z drugiej strony życie z nim gdy jest trzeźwy mi odpowiada, bo jest dobrym ojcem, pomocny i dobry. Potrzebuję pomocy

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.