Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'dda'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 26 wyników

  1. Witam, Mam 41 lat i jestem ponad rok po rozwodzie. Chodzę na terapię od ponad 2 lat. W obecnej sytuacji wiem że żyłem w toksycznym związku. Wiem też że mam syndrom DDA. Staram się jakoś żyć lecz czuję że mam depresję. Problem zaczął się jakieś 9 lat temu jak moja ex-żona dostała depresji poporodowej. Nie zdawałem sobie sprawę z problemów jakie dotknęły moją rodzinę ( mam dwie córki ). To tak w dużym skrócie. Tak jak pisałem chodzę na terapię ale nie za bardzo ona pomaga ( od 1,5 miesiąca psycholog choruje lub mi coś wypada ). Stan jaki mam obecnie to chciałbym wrócić do byłej żony lecz ona nie zmieniła się i byłoby dla mnie to zabójcze. Żyje z inną kobietą i wiem że ranię ją mocno bo wydaje mi się że ona czuje że chętnie bym wrócił do ex. Znalazłem nowego psychologa w Legnicy ( Panią psycholog ) i będę zaczynał jakąś nową terapię. Szukam jakiejś pomocy / porady gdzie można udać się na jakąś terapię lub coś innego w okolicy Legnicy. Myślę aby na weekend majowy gdzieś wyjechać daleko i pobyć sam ze sobą ( chociaż jest to dla mnie trudne ).
  2. Witam, Jestem 23 letnim(w czerwcu skończę 24) mężczyzną, studentem stanu wolnego. Jak zacząłem pisać to mi wyszedł mega długi referat więc napisałem w punktach ale nadal wyszło bardzo długo, nie wiem jak to wszystko bardziej streścić, przepraszam. W sumie to i tak bardziej niż na radę liczę że wyrzucenie wszystkiego z siebie mi jakoś pomoże bo poza jedną osobą, której już w moim życiu nie ma - nie potrafię być z nikim do końca szczery i nigdy nawet w internecie nie pisałem nigdy o swoim życiu prywatnym, prawie zawsze wszystko w sobie zawsze trzymałem. - czuję się kompletnie żałosny - ojciec alkoholik i hazardzista od zawsze ale znaczący wpływ na życie od gimnazjum bo wtedy zaczął mocniej pić i grać, bywało że w liceum mama z siostrą jeździły do dziadków im pomagać bo schorowani a ja zostawałem z nim i go pilnowałem albo chodziłem po niego do lokalu z grami, kosztem życia towarzyskiego - oddaliłem się w gimnazjum od wszystkich i zamknąłem w sobie, od tamtego czasu zawsze czułem się krok z tyłu za wszystkimi pod wieloma względami i tak mam do dziś. - liceum trochę lepiej, sam po alkoholu nawet 2 najbliższym kumplom powiedziałem o nim ale na trzeźwo nie potrafiłem z nimi gadać(nie miałem problemu z alkoholem ani nic, dziś też nie mam ani z żadnymi używkami, strasznie się ich boję i bardzo rzadko piję ale też nie mam wielu okazji), na zewnątrz byłem takim pajacem trochę i nadal jestem, zawsze obracającym wszystko w żart, wygadanym i beztroskim, jakoś sobie towarzysko radziłem w samej szkole, miałem z kim rozmawiać, ale poza szkołą z mało kim gadałem. - poznałem w liceum dziewczynę, zakochałem się mocno, była jedyną osobą z którą rozmawiałem na trudne tematy(w tym o ojcu) na trzeźwo, nikt mnie tak nie rozumiał, sama miała podobne problemy. Dostałem jak jej wyznałem uczucia na początku studiów kosza i jej się nie dziwię bo wtedy byłem beznadziejny(nadal jestem ale się trochę ogarnąłem pod względem wyglądu, chociaż nadal jestem brzydki i zawsze będę(blizny po trądziku, brzydka twarz, rozstępy z okresu dojrzewania, garbaty nos, w gimnazjum mnie trochę przez to gnębili i do dziś to czuję swoją brzydotę jak niektórzy ludzie na mnie patrzą. Jakoś się tym nigdy bardzo nie przejmowałem ale na pewno jakieś kompleksy z tyłu głowy mam). Wtedy jeszcze nawet były jakieś dziewczyny(słownie 2), które się mną interesowały ale ja nimi w ogóle bo byłem sfiksowany na punkcie tej, której nie mogłem mieć i zepsułem tak sobie szanse. - do dziś nie przestałem o niej myśleć, codziennie jest moją pierwszą i ostatnią myślą chociaż wiem, że to żałosne a kontakt sam zerwałem lata temu, żadnych innych dziewczyn w moim życiu od tamtej pory nie było, nigdy się nawet nie całowałem bo mam ją ciągle w głowie i nawet jakby jakimś cudem jakaś była zainteresowana to by nie wyszło przeze mnie ale tym jakoś bardzo sobie głowy nie zaprzątałem nigdy, bardziej tym że nie mogą być z tą jedną konkretną osobą - pierwszy rok był najgorszy, uwaliłem pierwszy rok studiów i musiałem powtarzać, prawie nie wychodziłem z domu, stałem się potwornym leniem(zawsze trochę byłem leniem bo nigdy nie musiałem się uczyć i jakoś zdawałem a we wczesnych etapach nauki nawet miałem niezłe oceny), trochę myśli samobójczych ale nie jakichś poważnych(częściej typu „chciałbym już umrzeć” niż „chciałbym się zabić”) bo byłem niewierzący i zawsze myślałem że lepiej żyć nieważne jak źle by nie było bo potem nic nie ma(strasznie zazdroszczę wierzącym i chciałbym wierzyć ale nie potrafię). - kolejne lata też słabo, nigdzie nie pracowałem(najdłużej 2 tygodnie, ciągle sobie powtarzałem że skończę studia to się napracuję), codziennie o niej myślałem, na studiach ledwo zdawałem z roku na rok ale się w sumie prawie niczym nie przejmowałem, rodzice nie wywierali jakiejś presji większej, mam wspaniałą mamę która widziała co się ze mną dzieje i mi odpuszczała trochę, miałem swoje ucieczki od rzeczywistości(komputer, muzyka, seriale) - ostatni rok nawet się chyba pogodziłem, że nie będę już nigdy z dziewczyną w której jestem zakochany, nawet polubiłem życie, miałem rzeczy które lubiłem robić(muzyka i komputer głównie), byłem nawet wesoły ale trochę zaczęło mnie wszystko nudzić, przestałem grać w jakiekolwiek gry, tylko siedziałem jak zombie i słuchałem muzyki przed kompem ale nie byłem jakoś bardzo nieszczęśliwy, to był na pewno mój najlepszy rok odkąd dostałem tego kosza i od czasu podstawówki chyba - mimo, że ostatni rok był spoko to jednak przyszłą w lutym sesja na semestrze dyplomowym, miałem sporo zaległości i starałem się nadrabiać co mogłem ale tak próbując wszystkiego na raz prawie wszystko uwaliłem, jakoś bardzo się tym początkowo nie przejmowałem, od początku chciałem powtarzać sem. Dyplomowy. - dostałem odmowę powtarzania i zaczął się strach, najpierw że mnie wyrzucą i 4,5 roku inżynierskich na marne albo że przeniosą na zaoczne i będę musiał kolejne 1,5 studiować i płacić a ja nawet sobie nie wyobrażałem iść do pracy bo się tego strasznie bałem(wiem, że to żałosne i nienawidzę siebie za to jaki jestem leniwy). Jednak myślałem, że jak już będę wiedział na czym stoję to mi przejdzie, zacząłem się też mocno zastanawiać nad tym kim chcę zostać i co chcę robić w przyszłości – nic nie wymyśliłem, nie mam żadnego pomysłu ciągle a czas ucieka, nie będę miał już motywacji na kolejne studia na pewno, jestem za słaby. - potem pojechałem złożyć podanie o przeniesienie na zaoczne i się okazało, że dziekan zmienił decyzję i pozwolił mi powtarzać dyplomowe, na początku myślałem super – strach przejdzie itp. Ale zaczęło być jeszcze gorzej. - o tamtej pory ciągle myślę o swojej przyszłości, porównuję się do rówieśników, którzy już kończą drugi stopień studiów a ja dopiero pierwszy i nie wiadomo czy kiedykolwiek go skończę, którzy mają już auta, mieszkają sami, dziewczyny, boję się że nie pozaliczam zaległości bo zostały mi najtrudniejsze przedmioty z całych studiów, boję się że nigdy ich nie skończę, że nawet jak skończę to nie znajdę pracy bo tak długo robiłem inżyniera boję się co będę robił w przyszłości, że utknę w jakiejś pracy 8 godzin dziennie za marne pieniądze, której nienawidzę bo nic nie umiem i nie znajdę lepszej bez studiów, boję się że nie będzie mi się nic chciało już zawsze, jestem wyprany z ambicji i nie wiem co chcę robić w życiu, nic nie już tak naprawdę nie cieszy, kiedyś naprawdę lubiłem sobie pograć w gry, czekałem tylko aż wrócę do domu i to dawało mi jakąś chęć do życia chociaż. - Jeszcze 2 tygodnie temu miałem świadomość tego wszystkiego ale w ogóle się tym nie przejmowałem a teraz jakby coś we mnie pękło kompletnie. Myślę o odległej przyyszłości nawet emeryturze, boję się że nigdy nie pójdę do pracy i umrę z głodu, o tym, że nic nie ma sensu bo i tak wszyscy umrzemy, boję się że kiedyś będę musiał żyć na własną rękę, że będę sam całe życie, że umrę sam a najbardziej się boję, że te wszystkie myśli nigdy nie przejdą i całe życie całymi dniami będą mi już towarzyszyły - ciągle o tym myślę od piątku, chcę mi się prawie ciągle płakać, cały się trzęsę, myśli samobójcze się trochę pojawiają, nadal myślę że raczej tego nie zrobię ale jest coraz gorzej z dnia na dzień, ciągle się trzęsę cały, boli mnie brzuch i klatka piersiowa prawie cały dzień, tylko na kilka minut potrafię przytłumić myśli ale i tak do nich wracam po chwili. Powiedziałem już najlepszemu kumplowi i mamie, że coś jest nie tak, ale wszystkiego nie mówiłem. To trwa już 2 tygodnie i 2 tygodnie się zbieram do napisania tego, nigdy nie czułem się tak źle przez tak długo, nawet jak dostałem tego kosza to nie miałem tak, że całymi dniami bez przerwy o tym myślałem, wtedy potrafiłem włączyć grę na kompie i się od tego uwolnić a teraz nie mam nic już bo nic mnie nie interesuje prawie, nie chcę mi się nic. Zmuszam się co rano żeby wstać i coś jeszcze załatwić na uczelni z przepisaniem ocen, chodzę też na rehabilitacje barku co rano ale to tyle. W domu tylko siedzę i próbuję nie płakać, mama dała mi jakieś tabletki na uspokojenie ale nie pomagają. Nie wiem co mi jest, czy to jakiś chwilowy kryzys i samo przejdzie czy powinienem iść do lekarza, na terapeutę mnie nie stać bo jestem żałosnym leniem a z NFZ podobno czeka się pół roku i na czytałem się że różnie z nimi bywa, boję się brać leków na głowę ale najbardziej się boję że mi to nie przejdzie. Naprawdę mimo problemów zawsze byłem racjonalną osobą myślę i mimo że o tym wszystkim co teraz już zdarzało mi się myśleć, miałem tego świadomość ale zawsze po chwili przestawałem i sobie tym nie zaprzątałem głowy. Jak sobie radzę? Chodzę na tą rehabilitacje barku(miałem przez okres studiów przygodę z siłownią, bardzo mi pomagała na głowę, trochę ograniczała lenistwo, lubiłem ją, chodziłem 2 razy po pół roku ale za każdym razem kontuzja barku i musiałem przestać, teraz jakaś mocniejsza i już pół roku mnie ciągle boli) więc wstaję co rano (przez cały okres studiów nie było okresu w którym wstałbym tyle razy na 8 takim żałosnym leniem jestem) ale pozałatwiałem dużo rzeczy na tej uczelni, prawie wszystko co na razie mogłem, nawet napisałem maila żeby zobaczyć się z promotorem i coś zrobić do pracy dyplomowej, napisałem do innego prowadzącego czy nie ma może jakichś ofert praktyk żebym teraz zrobił w końcu praktyki bo nadal ich nie mam jako że nie pracowałem w ogóle. Chcę znaleźć pracę może ona mi ogarnie te myśli jak sobie nią zawalę głowę ale z drugiej strony boję się pracować. Szukam pomocy – powiedziałem że coś nie tak ze mną przyjacielowi i mamie, zacząłem czytać o chorobach psychicznych, o kryzysie wieku młodego, depresji, dystymii. Próbuję sobie wszystko racjonalnie tłumaczyć i mam już wszystkie odpowiedzi - wiem, że jestem młody, mam czas, muszę się zmotywować, nie powinienem się oglądać za rówieśnikami, wiem że jestem żałosnym leniem i ludzie, którzy mieli w życiu dużo gorzej potrafią radzić sobie dużo lepiej ode mnie(to też mnie mocno przybija) itp. ale i tak ciągle wracam do tych myśli Co mi jest, czy to depresja, dystymia czy tylko chwilowe załamanie nerwowe? Czy powinienem iść do lekarza czy poczekać?
  3. Desperat

    To i owo.

    Wpis długi, chociaż to i tak ogólnie skrót. Mam nadzieję, że Pan Rafał nie zamknie tematu i ktoś cokolwiek tutaj doda od siebie głębszego. Wystarczy już deja vu. Z jednej strony chciałoby się wypisać listę pytań, z drugiej dodać coś od siebie. Połączenie obu powinno być odpowiednie. 1. Zdajecie sobie Państwo tutaj zebrani, że nie jesteście w stanie każdego uratować i spotkania z wami, psychoterapie, leki i wszystko inne jest niczym "bajdurzenie kołczów od samorozwoju"? Dlaczego wasze środowisko nie zjednoczy się i nie rozpocznie jakiejś akcji/kampanii odnośnie eutanazji? Lepsze to niż samobójstwo, które w sporej mierze bywają dramatyczne. Spokojna śmierć, w dobrych warunkach to komfort. Mikstura do wypicia i spać, zgon, koniec. Ja obecnie jestem na etapie, kiedy. Nie, czy i jak, tylko kiedy. Odkładam ten dzień, odnalazłem dziś to forum i pomyślałem, że dobrze by było coś napisać, póki jestem jeszcze w stanie to zrobić. Otrzymać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania u źródła. Najbardziej prawdziwe odpowiedzi, a nie mydlenie oczu. Swoje doświadczenia mam, wiedzę, przemyślenia i doświadczenia z szarlatanami [psychiatrzy/psycholodzy] też. Moje negatywne podejście pewnie już zostało zauważone, ale każde spotkanie z następnym "specjalistą" sprawia, że moja ogólna opinia o tym towarzystwie jest coraz gorsza. Przez te wszystkiego lata doszedłem do wielu wniosków, zastanawiam się czy osoby po drugiej stronie działa to tak samo? Czy może stosujecie te same techniki ze studiów/szkoleń. 100 różnych osób, jednakże to samo podejście za każdym razem. Bardzo łatwo wyczuć czy jest się chcianym, czy też nie. Ja czuję się jak klient, tak niestety jest, haj$ się musi zgadzać. Co prawda w Caritasie mogłem pochodzić te 7/8 spotkań za darmo i pogadać, ale już taki psychiatra niestety liczy sobie 100zł za wizytę. Wcześniej spotkania były godzinne, ale to się skończyło. 30 minut, ponaglanie bo inni czekają. Kilka słów, recepta, 100zł, spieprzaj dziadu i następny, biznes się kręci. Ja tam nigdy nie przychodziłem po leki, bo to nie jest mi potrzebne i w żaden sposób nie zmieni mojego położenia, chodziłem tam jedynie przedstawić swoją historię. Mój błąd, usłyszałem również "ja wiem, że jest ciężko, wszystkim jest". U psychologa w Caritiasie pojawiłem się przypadkiem, ale już po jakiś czasie chęci minęły. Głupoty, bzdury i inne takie. Na co to komu? Równie dobrze można by iść do wróżki, niech powróży z kart, czy z popatrzy w kulę. Ja nie widzę różnicy, strata czasu. Co może pomóc, wiele rzeczy, ale żadnej z nich nie oferuje psychiatra/psycholog i to jest problem. W żarcie mi ktoś kiedyś powiedział, żebym do prostytutki poszedł pogadać i jakkolwiek abstrakcyjnie by to nie brzmiała, uważam, że taka 1 wizyta [nigdy wcześniej nie byłem] warta by była więcej niż wszystkie moje spotkania z szarlatanami. Czymże jest samobójstwo, jeśli nie ucieczką? Ja się naprawdę dziwie wam, ludziom, którzy niby mają pomagać nam/mi, a nie znają podstawowych zwrotów, mechanizmów. Czasem się tak zastanawiam, czy was nie powinno się naprowadzić na odpowiedni tok rozumowania, jakoś edukować. Kto jest bardziej oderwany od rzeczywistości i kto większe problemy, ja, czy może jednak wy? Bardzo dokładnie pamiętam kiedy pojawiły się u mnie myśli samobójcze, dlaczego, w jakich okolicznościach. Rodzice po rozwodzie, ojciec alkoholik [brak kontaktu]. Matka zaczęła znęcać się nade mną psycho-fizycznie w okolicach mojego 8 roku życia i ciągnęło się to dosyć długo. Spowodowało to również spustoszenie w moim umyśle, a kto wie, może i przez to rozwinęły się u mnie problemy zdrowotne. Teraz mam 31 lat. W szkole zgłaszane, ale wiadomo, wszystko zamiecione pod dywan i tak było prawdę powiedziawszy przez zdecydowaną ilość mojego życia. Problemy istniały, ale nie było rozwiązania. Żałuję jedynie tego, że nie zdecydowałem się na bardziej radykalny krok. Jestem dosłownie w tym samym miejscu, dosłownie i mój obecny wiek nie ma tu nic do rzeczy. Wiadomo, że lepiej by było z kimś porozmawiać, ale ja wiem, że was na nic nie stać i nie jesteście mi w stanie pomóc, więc po co. Będąc młodszym miałem jedno marzenie, wyjazd do USA i USMC, albo USArmy, wyjechać i zostawić to wszytko za mną, jednakże z racji moich schorzeń wątpię, aby to było możliwe, niemniej jednak miałem wtedy motywację. W szkole nauczali języka niemieckiego, a ja w wolnym czasie skupiałem się na angielskim. FCE B i TOEIC L&R Gold, te dwa certyfikaty udały mi się zrobić. Dyplom Technik Informatyk, Licencjat Ratownik Medyczne, prawo jazdy B, C niestety nie. To wszystko na przestrzeni tych 31 lat mojego życia, z tym, że coraz trudniej mi szło, gdyż niestety zdałem sobie sprawę, że moje marzenie nie jest możliwe do spełnienia, a nawet jeśli to będzie ogromny niesmak, bo będę w USA niczym Meksykanin. Świat mi nie runął, stało się to o wiele wcześniej, za co powinienem podziękować matce. Co taki ktoś jak ja ma teraz zrobić? Ja całe życie powtarzałem, że pomoc jest warta więcej niż wszystko, jeśli jest realna. A żadna osoba waszego pokroju, nie oferuje realnej pomocy, wy jedynie powtarzać potraficie wyuczone regułki. Pomoc, wyciągnięcie ręki, coś co istnieje, jakaś możliwość. To się liczy. Trafienie 6 w lotto. Ostatnio na spotkaniu nawet narysowałem wykres. Powtarzam, samobójstwo to ucieczka, to racjonalny wybór. Chcę się męczyć? Nie. Szukałem wyjścia? Tak. Udało mi się? Nie. Zgon. Tak to działa. Ja rozumiem, że waszym zadaniem jest zmuszanie ludzi do życia, niezależnie od wszystkiego, ale to nie na tym polega. Warto by było się czasem postawić po tej drugiej stronie. Na studiach miałem kolegę W, alkoholik, mieszkał w domu rodziców na piętrze. Pracował na skupie węglą, wiocha jakaś. Chodził na imprezy do remizy i ogólnie korzystał z życia. Ja taki nie jestem. Chcę czegoś innego, ale nie wiem jak to zdobyć, pominąwszy to, iż nie mam kompletnie motywacji do niczego. W tym miejscu warto dodać 1 punkt. Powiem tak, łatwiej by mi się żyło w buszu, ale pokroju innych ludzi, t.j. takich ludzi jak ja. Nie byłoby zazdrości, ani nic, tylko spokój, wszyscy bylibyśmy tacy sami. Internet niby jest dobre, ale czy faktycznie tak jest? Człowiek mogę cały świat zwiedzać, patrzeć na ten przepych, na bogactwo, widzieć ten dobrobyt, potem niezależnie od tego czy chce, czy też nie, będzie się porównywać. Ja jestem nędzarzem. Potem dochodzi kolejna kwestia, po co się starać i robić cokolwiek, skoro i tak nigdy nie dogonię kogoś kto urodził się w USA w bogatej rodzinie, rozwiniętym mieście, do tego jest w pięknym i zdrowym ciele. Psycholog cały czas starał się mi podciąć skrzydła i sprowadzał na ziemię. Ja tak, a ona wspak. Całe życie patrzyłem w niebo, a ona podawała najgorsze przykłady. Ja jestem tego świadomy, ale co w związku z tym, że "inni mają gorzej"? To ma być rozwiązanie wszystkich moich problemów? Teraz bardziej w skrócie: 1. Spełnienie fizyczne [seks]. 2. Spełnienie zawodowe. Szczerze powiedziawszy nie pamiętam jak to szło do końca. Ogólnie wiadomo, że trzeba mieć w życiu cel i tylko takie życie ma sens, jeśli człowiek się realizuje, do czegoś dąży i widzie owoce, ale najważniejsze są możliwości! Polska jest nie tylko burdelem Europy, ale także Meksykiem i nie bez powodu ma taką opinię na świecie. Nie ma innego wyjścia, no nie ma. Pozostaje się męczyć, albo co, grać w Lotto, a potem, zgon. Wy niestety nie widzicie tego, albo nie chcecie tego dostrzec. Problemy natury psychicznej, to nie tylko efekt tego, że coś tam się dzieje w głowie, tylko efekt otoczenia w jakim się żyje. Zajmujecie się skutkami, a nie przyczynami. Dlatego nie potraficie ludziom pomóc. Jeśli przy krwawieniu bym zmieniał jedynie opatrunek, to bym pewnie zdechł za jakiś czas. Tylko przyczyny są ważne, ale wiadomo, lepiej iść na łatwiznę, po co się wysilać. Ludzie mają nędzne życie, nie są w stanie zmienić swojej sytuacji i po prostu im odbija po jakimś czasie. Samobójstwo to racjonalny wybór i w waszym interesie powinno być walczenie o prawo do godnej śmierci.
  4. Witam. Mam 26 lat, od 4 lat mieszkam za granicami kraju , jestem tu samotny , od kilku miesięcy nie mam żadnych relacji z ludźmi , powierzchowne rozmowy typu co u Ciebie co u mnie no i oczywiście kłamstwa , że wszystko jest okey. Uśmiechnięty , pozytywny , przyjacielski lubiany przez innych ( to opinie ludzi otaczających mnie w pracy, na treningach , w sklepach ) A w środki totalnie złamany , zagubiony chłopak , który nie wie jak poskładać wszystko w całość. Jestem DDA , pochodzę z rodziny , w której wiecznie było dużo alkoholu , przemocy , nienawiści. Z bratem byliśmy bici przez ojca , nasza matka tez. Miał on problemy z alkoholem , mama również , nigdy o nas nie dbano . w tym chorym świecie musiałem zadbać o siebie i brata. Nie było łatwo , ojciec potrafił bić mnie przy kolegach za to ze zjadłem za dużo chleba. W szkole ze mnie szydzili , wyśmiewali mnie . Gdy poszedłem do gimnazjum chciałem to zmienić , zacząłem trenować , po to by się bronic. Oglądałem filmy na Youtube i trenowałem w domu sztuki walki , sam . Po czym rozpocząłem gimnazjum i zaczęły się bojki. Walczyłem ze wszystkimi , którzy byli przeciwko mnie ,którzy szydzili śmiali się, nigdy nie przegrałem. Po rozpoczęciu gimnazjum matka wyjechała za granice. Miałem 14 lat. Do tej pory byłem wzorowym uczniem, wzorowe zachowanie , średnie nie schodzące poniżej 4,75. Gdy wyjechała matka pogorszyłem się w szkole , zainteresowała się tym pani dyrektor , po zaciągnięciu przez nią informacji , była zmuszona poinformować kuratorów , sady o tym , ze wraz z bratem powinniśmy pójść do domu dziecka. Dziadkowie się nami zaopiekowali. Jednak mój charakter zaczął się kształcić w nieodpowiednim kierunku , dojrzewanie okres buntowniczy , bylem nie do zniesienia . Skończyłem 18 lat i dziadkowie wyrzucili mnie z domu , trafiłem na ulice. Ojciec nadal pil , matka nie wróciła , zostałem ze wszystkim sam . Zaczęły się problemy z alkoholem , zacząłem palić papieros w wieku 18 lat, palę do teraz, chociaż staram się je rzucić. Alkoholu już nie nadużywam , poradziłem z nim sobie. W wieku 19 lat poznałem dziewczynę , byliśmy ze sobą 4 lata , czułem , ze się wszystko układa , ze będzie okey miałem prace , wynająłem mieszkanie . po 4 latach przyszła nam na świat córka. kiedy córka miała pół roku , wyrzuciłem je z domu. Kłóciliśmy się nie potrafiliśmy się dogadać , miałem podejrzenia o zdrady nigdy jednak tematu nie poruszyłem ,wszystko trzymałem w sobie , aż pękłem i zakończyłem związek. Zaczęły się ponowne problemy z alkoholem , bojki , 40 papierosów wypalanych dziennie , litry kawy czułem się coraz gorzej . Znalazłem prace za granica , zostawiłem wszystko i wyjechałem ,tak od 4 lat jestem w Holandii. Kontaktów z córka nie mam od czasów wyjazdu . A z rodzina utrzymuje kontakty sporadycznie , jednak dużo im pomagam finansowo, z bratem staram się utrzymywać kontakt. Mój brat ma 23 lata jest alkoholikiem (kilka miesięcy temu miał pierwszy atak epilepsji ) moja mama również jest alkoholiczka , ojciec zmarł 3 lata temu. A ja mam mnóstwo długów , przez niespłacone kredyty żyję w ciągłym stresie i obwiniam się za wszystko co wydarzyło. Staram się uprawiać sport (od 3 lat trenuje Tajski boks- kilka ostatnich miesięcy mam przerwę) żeby sobie z tym wszystkim poradzić i staram się dawać sobie nowe cele o których zapominam, bo inne myśli biorą gore. Od kilku miesięcy nie wychodzę z domu , jedynie , praca zakupy , zmuszam się do wszystkiego , czuje się jakby wszystko ze mnie wyszło , brak siły, energii . Mam w sobie dużo determinacji , dlatego jakoś jeszcze funkcjonuje. Ostatnio jednak jest dużo gorzej , czuje ze mój stan się pogarsza. Prawdę mówiąc mógłbym pisać i pisać . Potrzebuje pomocy. czy to może być depresja ? czy powody mojego samopoczucia mogą mieć podłoże w dzieciństwie ? czy powinienem tam wrócić ( w przeszłość ) i spojrzeć na to jeszcze raz ? Marze o odniesieniu sukcesu i poczuciu spełnienia, ale moje myśli ciągnął mnie na dno . Pozdrawiam Serdecznie.
  5. Idąc z duchem czasu i wychodząc naprzeciw Państwa oczekiwaniom uruchomiłem nową usługę. Jest to porada psychologiczna przez e-mail: https://ocalsiebie.pl/porada-psychologiczna-email/ Masz kłopot w życiu osobistym, problem obyczajowy lub ściśle psychologiczny? Chcesz wiedzieć, co możesz zrobić żeby sobie pomóc i dowiedzieć się jakie są potencjalne rozwiązania? Zapytaj psychologa przez e-mail!
  6. Mam 20 lat i jestem DDA. Ostatnio zauważyłam że coraz częściej sięgam po alkohol. Rzadko kiedy zdarza mi się tydzień bez alkoholu nie potrafię powiedzieć nie. Codziennie pije energetyki i palę papierosy. Wychodzę często na imprezy na których moje zachowania są czysto patologiczne. Powodują wstyd i sama nie pamiętam często co robiłam. Nigdy nie byłam w zdrowej relacji z mężczyzną, głównie opierają się na kontakcie fizycznym. Moji znajomi zaczynają odczuwać wstyd że względu na moje zachowanie. Przez ostatnią imprezę zakończyła 9 letnią przyjaźń bo osoba powiedziała że nie ma ochoty być kojarzona z moją osobą
  7. Jestem 28 letnią mężatką. Nie wiem od kiedy trwa ten stan ale czuję, że regularnie się pogarsza od kilku lat. Dwa lata temu pilam i brałam narkotyki, prowadziłam często w takim stanie z nadzieją na śmierć. Cierpiałam na anoreksję bo chciałam się zaglodzic na śmierć. Boję się swoich myśli, boję się, że mogę zabić siebie i że mogłabym "zabrać ze sobą" swoje dziecko. Kocham je ale nie radzę sobie z emocjami, samotnością, odrzuceniem. Dziecko praktycznie wychowuje sama ale nie poradzę sobie jako samotna matka (kwestia finansowa). Nie mam znajomych, nie potrafię budować relacji, boję się odrzucenia więc kończę znajomości szybko. Mieszkam na wsi i nie ma tu dokąd pójść, nie ma parku, basenu, czegokolwiek. Od dwóch tygodni cierpię na bezsenność, nie wiem co czuje. Czasem wydaje mi sie, ze emocje mnie przepelniaja a czasem, mam wrażenie że jestem martwa i pusta w środku i nic mnie nie dotyczy, nic mnie nie dotknie. Nieustannie mam poczucie zażenowania, bezradności. Jestem bardzo wyczulona na krytykę, zwlaszcza niekonstruktywna. Nic mnie nie cieszy od lat, nie widzę dla siebie przyszłości. Czuję, że jestem niezaradna życiowo i jest mi źle, że sprowadziłam na ten swiat syna i ma taką matkę. Przeraża mnie to. Przeraża mnie praktycznie wszystko. Kiedyś byłam zupełnie inna. Na problemy reaguje agresją (nie adekwatnie dużą i zakupami). Na ogół nie kupuje sobie nic, ani wody ani batonika (bo szkoda) ale potrafię wydać ot tak 500 zł na głupstwo bez którego mogłabym żyć. Proszę o pomoc bo boję się, że długo już nie wytrzymam, że zrobię coś tak głupiego i nie odpowiedzialnego co skończy się tragedia. Potrzebuję pomocy...
  8. Jesteśmy 7 lat po ślubie i 14 w związku. Mieszkamy 12 lat w Londynie. Mąż jest DDA, a ja miałam fantastyczne dzieciństwo. Jednak mój ojciec 13 lat temu zbankrutował i od tamtej pory nie pracuje. Utrzymuje go mama i przez 10 lat pomagaliśmy im z bratem. Żyliśmy z mężem przez 10 lat na tykajacej bombie. Pomagaliśmy finansowo jego i moim rodzicom i braciom. Straciliśmy w ten sposób równowartość ok dwóch mieszkań. Mamy dwóch wspaniałych synków. Nasze problemy odbiły się na ich wychowaniu i relacji z mężem. Niejednokrotnie chcieliśmy się rozwieść lub pozabijać. Większość kłótni była przy dzieciach. Chcemy ratować związek i pomóc dzieciom odzyskać balans psychiczny. Starszy ma prawdopodobnie autyzm, który ujawnił się ok 3 roku życia. Młodszy 15-miesięczny stał się agresywny. Bije, ciągnie za włosy, łatwo się denerwuje. Starszy nie ma kolegów. Trudno mu nawiązywać kontakty. Bawi się sam, choć próbuje z innymi, ale barierą jest język angielski. Mimo iż go rozumie, nie odpowiada innym tylko powtarza co mówią. Podejrzewany jest zespół Aspergera. Od roku synek chodzi do angielskiego przedszkola. Chcę mu pomóc. Chcę mu znaleźć kolegę w jego wieku do zabaw. W Angli dzieci bawią się obok a nie razem. Jest trudniej tu wychować dzieci, szczególnie w Londynie. Od czego zacząć??
  9. Ze względu na rozwój technologii informatycznej coraz popularniejszą formą pomocy psychologicznej jest kontakt ze specjalistą za pośrednictwem Internetu. Po pomoc przez komunikator do rozmów wideo można w dzisiejszych czasach umówić się z internistą, lekarzem psychiatrą, a także z psychologiem i z psychoterapeutą. Stąd popularność usługi, którą określa się zamiennie jako terapia online czy psychoterapia internetowa. Psychoterapia przez Skype depresji Jednym ze skutecznych sposobów leczenia depresji jest psychoterapia poznawczo-behawioralna, o której bardzo dużo pisaliśmy tutaj oraz w tym miejscu. Istnieją twarde dowody, że ta metoda może nie tylko spowodować poprawę, ale także nauczyć klienta zapobiegać nawrotom choroby. Innymi słowy, badania naukowe potwierdzają efektywność psychoterapii poznawczo-behawioralnej w zakresie obu tych celów. Psychoterapia przez Skype nie jest zaledwie internetowym odpowiednikiem terapii prowadzonej w gabinecie. To byłoby marnowanie potencjału, który drzemie w możliwościach dostarczanych przez sieć i fakt, iż ma się styczność z komputerem. Osoby korzystające z usług takich jak terapia online w Gabinecie Ocal Siebie otrzymują materiały do samodzielnej pracy w formie elektronicznej – formularze, kwestionariusze psychologiczne, materiały video i audio. Otrzymują także dostęp do obszernej bazy artykułów i wskazówek – nie muszą zatem kupować sterty książek czy udawać się do biblioteki. Poza tym psycholog online dostarcza pisemny raport z przebiegu każdego spotkania, zawierający informacje o temacie sesji, analizę, praktyczne porady oraz zalecenia i inne istotne wskazówki. Zapobiega to zjawisku znanemu jako dryf terapeutyczny. Spotkania i cała współpraca mają konkretną strukturę sprzyjającą zdrowieniu i realizacji protokołu terapeutycznego, o którym wiadomo, iż jest pomocny, skuteczny. Klient otrzymuje też od swojego psychoterapeuty tzw. prace osobiste („prace domowe”), które wykonuje się między spotkaniami, by zwiększyć efektywność terapii. Tego typu prace do samodzielnego realizowania stanowią z reguły zapowiedź tego, o czym będzie dana sesja psychoterapeutyczna. Dzięki temu klient wie, czego się spodziewać, czuje się bezpieczniej, a poza tym wie, co konkretnie ma robić między spotkaniami, by terapia okazała się jak najbardziej wydajna. Objawy depresji Terapia online i leczenie depresji Osoba chorująca na depresję częstokroć potrzebuje kompleksowej pomocy. W trakcie psychoterapii przez Skype realizowany jest standardowy protokół terapeutyczny przeciwko depresji, o którym wiadomo z badań klinicznych, iż jest efektywny. Oprócz tego psychoterapia miewa okresowo charakter wspierający, a także dotyczy problemów współwystępujących, które mogą utrudniać zdrowienie lub zwiększać ryzyko nawrotu choroby w przyszłości. Na przykład na depresję bardziej podatne są osoby z bardzo niskim poczuciem własnej wartości, a także te, które doświadczyły poważnej krzywdy oraz Dorosłe Dzieci Alkoholików (DDA). Zrozumiałym jest zatem, że oprócz oddziaływań terapeutycznych wymierzonych bezpośrednio w depresję, zasadne jest też rozwiązanie innych problemów – realizacja programu typowego dla pomocy psychologicznej takiej jak terapia DDA. Nie chodzi też jedynie o złagodzenie objawu depresji polegającego na poczuciu bezwartościowości, ale na wzmocnieniu poczucia własnej wartości danej osoby, by była bardziej odporna na tego typu dolegliwości i umiała sobie z nimi samodzielnie radzić. Bywa, że depresja jest podtrzymywana przez inne poważne problemy psychologiczne, które wymagają rozwiązania, jeśli ma nastąpić rzeczywista i trwała poprawa – przykładem mogą być uzależnienia. Psychoterapia przez Skype – jak to wygląda „Terapia online? Na czym polega, jak przebiega, jak to się odbywa, jak wygląda taka psychoterapia?” – pytają osoby, które jeszcze z takich usług psychologa nie korzystały. Klient umawia się z psychologiem rezerwując termin przy pomocy formularza rezerwacji. O ustalonej porze specjalista nawiązuje kontakt z klientem poprzez program do rozmów wideo – najczęściej Skype, który zapewnia bezpieczne, szyfrowane połączenia. W tym momencie rozpoczyna się trwająca do około 50 minut konsultacja diagnostyczna lub sesja psychoterapii, gdy już trwa leczenie. W tym czasie omawiane jest samopoczucie klienta, bieżące sprawy i ewentualne trudności, poczynione postępy; rozlegle omawia się także realizację pracy osobistej, która z reguły przygotowuje do tego, o czym ma być sesja. Jeśli na przykład spotkanie miało dotyczyć pracy nad depresyjnym sposobem myślenia, terapeuta mógł prosić o lekturę artykułu na temat tzw. zniekształceń poznawczych i ustalenie, które z nich pacjent dostrzega często w swoim rozumowaniu. To ważne, gdyż charakterystycznym symptomem depresji są nasuwające się samoczynnie przygnębiające przemyślenia (tzw. myśli automatyczne), z którymi należy odpowiednio postępować, by nie pogarszały lub nie podtrzymywały negatywnego nastroju. Jeżeli natomiast spotkanie miało dotyczyć treningu rozpoznawania negatywnej, nadmiernie surowej mowy wewnętrznej i zastępowania jej życzliwym, wspierającym dialogiem wewnętrznym, terapeuta może prosić o uzupełnienie kilkunastu sentencji na temat sposobu myślenia obecnego w różnych sytuacjach. Przykładem ćwiczenia, które może być użyte, jest trening odpierania tzw. Okrutnego Krytyka Wewnętrznego. Nierzadko elementem psychoterapii jest tzw. biblioterapia (słowo to jest połączeniem wyrazów „biblioteka” oraz „terapia”) – klient musi przeczytać artykuł, fragment książki lub ulotkę bądź broszurę informacyjną, by mieć istotne dla przebiegu sesji informacje. Czasami lekturą jest ulotka samopomocowa, zawierająca listę praktycznych wskazówek lub konkretne zalecenia na temat tego, jak radzić sobie z określoną dolegliwością. Jak widać, choć zasadniczo sesje psychoterapii najczęściej trwają do około 50 minut, proces zdrowienia nie ogranicza się do samych spotkań z psychoterapeutą. Sesje są kluczowe, ale bardzo istotne jest też to wszystko, co dzieje się między konsultacjami – stosowanie świeżo poznanych technik w codziennym życiu, przygotowywanie się do spotkań, trening umiejętności nabytych w ich trakcie. Ponadto, terapeuta jest do dyspozycji klienta na co dzień, gdyż terapia online to również możliwość wspierającego kontaktu ze specjalistą za pośrednictwem prywatnego, dwuosobowego czata tekstowego (wiadomości tekstowe często wymieniane są także przez Skype). Psychoterapeuta zwykle przynajmniej raz na dobę w dni robocze jest w stanie odpowiedzieć na ewentualne pytania, refleksje czy rozterki klienta, którymi on się dzieli pisząc do swojego terapeuty. Pacjenci cenią sobie takie wsparcie i lubią możliwość kontaktu ze specjalistą, gdy poczują taką potrzebę. Sprzyja to dobrym relacjom, które we współpracy jaką jest psychoterapia, stanowią jeden z ważniejszych czynników, decydujących o pomyślności całego procesu. Psychoterapia przez Skype: umów się z psychologiem, terapeutą. Potrzebna jest wstępna darmowa porada psychologa? Sprawdź, jak ją uzyskać. Wybrane cechy psychoterapii poznawczo-behawioralnej
  10. Mój mąż jest DDA. Po 7 latach bycia razem wzięliśmy ślub. Po 3 od ślubu przyszedł na świat nasz ukochany i wyczekiwany syn. Od jego narodzin nasz związek się rozsypał. Tuż po narodzinach mąż zachowuje się jak furiat. Ciagle się kłociliśmy, wyzywaliśmy, groziliśmy sobie. Mamy zupełne inne podejście do wychowania. Mąż chce dyscypliną, krzykiem, groźbami, karami. A ja spokojem, opanowaniem, bez bezsensownego zabraniania wszystkiego. Chcę ratować ten związek. Ostatnio jest lepiej mąż się w końcu otworzył, złagodniał, nie krzyczy, nie wyzywa. Byliśmy w Polsce ( mieszkamy 12 lat w Londynie) i odwiedziliśmy jego ojca, który po 2 dniach wyrzucił nas z jego domu. Mąż zrozumiał, że musi się w końcu odciąć od patologicznej i toksycznej rodziny. Jednak to nie wystarczy. Potrzebujemy terapii, bo nasze problemy odbiły się na naszych synach i ich musimy ratować. Od czego zacząć i jak to zrobić? Czy jest szansa na taniego psychologa przez internet? Mąż późno wraca z pracy i jedyny dzień wolny ma w niedzielę, więc to chyba najlepsza opcja.. Obecnie mamy dwóch synków prawie 4 lata i 15 miesięcy.. Pozdrawiam!
  11. Czasami podejrzewam, że paradoksalnie najsilniej potrafią kochać ci, którzy w przeszłości byli miłości pozbawieni. To właśnie takie osoby mają ogromną potrzebę związku, w którym uczucie jest niezwykle żywe i silne. Jest to na swój sposób urzekające i szlachetne. Ktoś taki zdolny jest do akceptacji drugiego, nieidealnego przecież człowieka na niebywale głębokim poziomie. Niestety, jest pewien haczyk. W pakiecie z pragnieniem maksymalistycznej miłości jest często wyniesiona z chaotycznej przeszłości dezorientacja. W rezultacie takie osoby niekiedy powierzają swoje serce niewłaściwym ludziom, którzy na taki dar bynajmniej nie zasługują. Rezultat jest taki, że przeszłość odtwarza się w teraźniejszości – emocjonalne unieważnienie powtarza się, a czasami ponownie ma też miejsce jakiś dramat z powodu łączenia się w parę z toksycznym partnerem. Nic dziwnego, że metaforycznie o takim problemie mówi się, iż jest to „kochanie za bardzo” lub „podatność na zranienie”. Jeśli kogoś temat ten intryguje, polecam artykuł kobiety kochające za bardzo
  12. Witam, Jestem 25 letnią kobietą. Mam jednak syndrom DDA i byłam wychowywana w rodzinie, która borykała się z problemem alkoholizmu. Zarowno mój ojciec jak i moja matka pili. W domu były również inne problemy: bieda, przemoc, zdrady, agresja. Mimo, że jestem już dorosła, a problemy alkoholowe moich rodziców już nie wplywają na mnie tak bardzo jak kiedyś nadal czuje skutki ich picia. Całe życie byłam osobą skrytą i zamknietą. Całym życiem rządził strach, balam się ludzi, relacji, podejmowania ważnych decyzji. Unikałam konfrontacji w szkole, w kontaktach z rówieśnikami, w miejscach pracy. Pozwalałam się źle traktować innym. Jednak w domu, w stosunku do rodziny jestem zupełnie inna, jestem samolubna, kłótliwa i uparta (nie są to cechy z których jestem dumna). Jestem też zarówno w domu jak i poza nim nałogową kłamczuchą. Niemal zawsze, w każdej sytuacji jestem egoistką, martwie się o swój komfort, swoją reputacje itp. Chce aby każdy mnie lubił, dlatego dopasowuje się do środowiska, jestem dwulicowa itp. Z drugiej strony bardzo długo odrzucałam ludzi. Udawałam, że ich lubie, że chce im pomóc, jednak w rzeczywistości, w środku myślałam tylko o tym jak się wyplątać z nieszczerych obietnic. Bylam jednak bardzo samotna, marzyłam o grupce przyjaciół i chlopaku. Bardzo długo miałam depresje i chciałam umżeć, twierdząc że nie zasługuje na życie, gdyż je marnuje - nie korzystałam z życia, siedziałam w domu oglądając telewizor itp. Wyszłam jednak z tego i zaczęłam nad sobą pracować. Od kilku lat staram się, żeby moje relacje z ludzmi były szczere. Widzę jednak, ze wiele niezdrowych zwyczajów pozostało. Nadal w nowych środowiskach potrafie być dwulicowa, nie lubie siebie. Brak mi Jakiejkolwiek wiary we wsłasne umiejetności. Zaczynam jednak nową pracę i chcę najlepszą możliwą wersją samej siebie. Chce być pewna siebie. Chcę siebie polubić. Chce, żeby mężczyzna z którym jestem był ze mną szczęsliwy. Czasami zauważam, że jestem nadmiernie zazdrosna, choć często mówi i pokazuję że mnie kocha, potrafie być zazdrosna o każdą kobietę na którą spojrzy. Chce byc pewna siebie. Nie chce aby takie rzeczy mi przeszkadzały. Proszę o poradę, co zrobić, żeby zaakceptować samą siebie, jak uwierzyć we własne możliwości, jak uwierzyć, że jestem czegoś warta? Dziękuję za wszelkie odpowiedzi
  13. Jestem bezrobotną kobietą w wieku 27 lat. Problem istnieje od zawsze,ostatnio się nasilił. Jestem dda, nie mam siły do prostych czynności, boję się wychodzić z domu, mam problemy w relacjach z innymi, nie potrafię się skoncentrować i nie pamiętam co ktoś do mnie mówił. Odczuwam głęboki smutek i gniew. Nie mam celu w życiu. Boję się ludzi. Czuję się głupia i bezwartościowa. Mam napady lęku i paniki. Nie radzę sobie z tym stanem, zmuszam się do robienia niektórych rzeczy, resztę odpuszczam. Czy w ogóle mogę jeszcze normalnie żyć?
  14. Witam, Piszę tutaj, bo nie daję sobie rady z własnymi myślami. Ciężko mi to opisać tak, żeby było zrozumiałe, więc przejdę od razu do rzeczy. Jestem osobą DDA, wychowywałem się z ojcem alkoholikiem, którego stosunkowo niedawno udało mi się wraz z mamą eksmitować z domu. Od dziecka miałem problemy z logicznym myśleniem, podejmowaniem zaplanowanych działań, co skutkowało wieloma problemami związanymi z nauką, relacjami ze znajomymi, ogólnie zawsze odstawałem. Dzisiaj jako już w zasadzie dorosły człowiek ciężko mi jest odnaleźć się w rzeczywistości. Mieszkam z mamą, wszystkie rachunki płacę w zasadzie sam (mama ma dużo zobowiązań i wychodzi prawie na 0), praca jaką wykonuje jest pracą fizyczną, nie daje mi ona żadnej satysfakcji, zarobki są mocno przeciętne, szanse na rozwój prawie żadne a ludzie niby w porządku, ale bardzo przyziemni, czym bardzo mocno przesiąkłem przez 4 lata. Firma ta, dała mi dobitnie do zrozumienia, że nie ma żadnych szans na rozwój, podwyżkę w najbliższym czasie. Oprócz tego studiuje kierunek inżynieryjny, kierowałem się przy wyborze tylko perspektywami na przyszłość, w żaden sposób mnie nie kręci temat studiów. Przechodząc do meritum : Czuje się przytłoczony wydatkami jakie na mnie spadły co generuje strach przed utratą stabilizacji (zmianą pracy), w moim regionie to skakanie z jednego bagna w drugie, jedynie dojazd do większego miasta paredziesiąt km... jestem rozdarty pomiędzy wyborem a) zacisnąć zęby i trwać w tym co jest w tej chwili, skupiając uwagę tylko na ukończeniu studiów i rozwijaniu swoich umiejętności (kursy itd) lub b) zaryzykowac i spróbować czegoś innego. Wiem, że to z pozoru zero-jedynkowy problem, ale dla mnie, osoby która żyła wiele lat w stresie i niepewności, stabilność jaką mam w tej chwili daje ulgę, choć czuje stres i poczucie wstydu, że muszę pracować w takim charakterze, ponieważ wiem, że stać mnie na więcej. Boje się tego, że strace grunt pod nogami. ps. przepraszam jeżeli temat wydaje się chaotyczny. Proszę jedynie o rady.
  15. Nurtuje mnie taka jedna kwestia. Ludzie dziwią się kiedy mówię że nie chcę mieć dzieci a ja szczerze mówiąc sama nie wiem czemu tak mam. Właściwie trudno mi powiedzieć czy to jest tak że ich nie lubię bo raczej aż tak źle nie jest. Mimo to jakoś inaczej się przy nich czuje i wtedy utwierdzam się w przekonaniu że macierzyństwo nie jest dla mnie. Czy to jest część syndromu DDA?
  16. Witajcie, Widzę, że forum jeszcze nie jest zaludnione ale spodobały mi się tematy artykułów i treść jednego z nich, dlatego postanowiłam się tu uzewnętrznić. Nigdy w życiu nie byłam w tak wielkim psychicznym dole, jak teraz. Posypało się wszystko i pierwszy raz w życiu, nie mam sił, aby się odbić. Zawsze te siły miałam a w niejednym dole już byłam.. 3 miesiące temu odszedł mój mężczyzna, po 4 latach przerywanego związku (przerywanego rozstaniami). Tym razem oboje wiemy, że rozstanie jest ostateczne. Początkowo gorąco zabiegał o to, abyśmy przekształcili ten niezdrowy związek w zdrową przyjaźń, ale miesiąc po miesiącu ochota na to mu coraz bardziej przechodziła. Czuję, że jestem mu już coraz bardziej obojętna, kontaktuje się ze mną już chyba tylko z poczucia przyzwoitości. Nie ma co mu się dziwić, jako że jestem osobą cierpiącą na wybitne poczucie odrzucenia, często na mocno wydumanych podstawach. 2 tygodnie temu odszedł mój tata. Tata, który długo chorował na raka, a przed chorobą był alkocholikiem. Choroba nie wpłynęła na jego zmianę osobowości (jak to bywa w filmach), pozostał zasklepiony w swojej skorupie do samego końca... Mimo to, Tata zawsze dawał mi poczucie bezpieczeństwa finansowego, zawsze w tej jednej dziedzinie od początku do końca, w razie wypadku, mi pomagał. Moja biologiczna mama zmarła, gdy miałam 2 lata, macocha 1,5 roku temu powiedziała, abym przestała ją nazywać matką bo już nią nie jest. Mamy tragiczne stosunki, ona nie jest zbyt dobrą osobą, delikatnie rzecz ujmując. Do tego straciłam pracę, gdzie miałam całkiem fajne stanowisko i niezłe zarobki, jednocześnie zmieniając mieszkanie na droższe, na które teraz w zasadzie już mnie nie stać. Przez lata toksycznego związku, z dosyć otwartej osoby, zamieniłam się w jakąś mega introwertyczkę, nie udaje mi się odbudować zaniedbanych relacji. To moja wina, wiem. Pewnie pierwsze co Wam przyjdzie do głowy, to abym poszła na terapię. Otóż jestem na terapii już prawie dwa lata, mimo tego rozpieprzyłam swój związek i w zasadzie znalazłam się w tym miejscu, w którym jestem teraz.... Ponadto byłam już na innych terpiach na przestrzeni dorosłego zycia... Dwóch innych po ok. rok czasu. Mój terapeuta chyba nie do końca ogarnia tematy, jest bardzo młody. Ja mam 33 lata i w tym momencie, nie widzę światełka. Choć zawsze miałam w sobie świało, naiwność, wiarę w lepsze jutro. Czuję się jak śmieć, prawdę mówiąc, choć wiem, że nim nie jestem. Nie jestem też typem samobójcy, nie mam tej odwagi w sobie. Aktualnie mam parę dni wolnego przed podjęciem nowej pracy, miałam gdzieś pojechać bo wykańczam się siedząc tu sama, ale na myśl o wyjeździe zaczyna mnie ogarniać panika. więc pewnie zawalę i to.. choć sił mi brak i spać po nocach nie mogę. Czuję się nie do końca dobrze, tak się żaląc.. zawsze lubiłam o sobie myśleć w kategoriach silnej kobiety, mimo wszystko. Ale prawda jest taka, że zaczynam bać się własnego cienia i czuję paraliż przed podjęciem jakiegolwiek kroku. Wszędzie czai się zagrożenie, ryzyko spieprzenia, bycia zranioną, poczucie zmęczenia i bezsensu tej walki z samą sobą. Próbowałam już jogi, medytacji, ceremonii szmańskich, ustawień Hellingerowskich, mantr, afirmacji, tańca.... Terapii. i NIC. tak źle jeszcze nie było. Być może należę do tych nieodwracalnie złamanych ludzi? Co zrobić, aby wykrzesać, mimo braku sił, braku sensu i wiary, jakiś czynnik, który pomoże mi powstać?
  17. Dorosłe Dzieci Alkoholików i uporanie się z urazowym dzieciństwem Poradzenie sobie z poczuciem, które pojawia się w odpowiedzi na doświadczenie krzywdy, nie jest zadaniem łatwym, ale możliwym i godnym wysiłku. Artykuł wyjaśnia na czym polega ten proces i dlaczego warto się w niego zaangażować. Egzystencja z poczuciem krzywdy Ludzie niekiedy idą przez życie niejako po śladach wyznaczonych przez krzywdy doznane w przeszłości. Ludzki los płynie natenczas korytem psychicznych blizn. Teraźniejszość rozwija się w cieniu minionych zranień. I choć nie jest to podróż donikąd, bo żadna taką nie jest, to jednak nie towarzyszy jej głębokie poczucie sensu. Ciężar doświadczeń zdaje się przytłaczający, przemierzanie kolejnych tygodni, miesięcy i lat nie dystansuje od bólu, a na horyzoncie nie widać ukojenia. Człowiek jest w ruchu, ale tak naprawdę pozostaje zatrzaśnięty w swoim cierpieniu, które odpuszcza mu tylko na chwilę, by nawracając dokuczać ze wzmożoną siłą. Nieprzepracowane poczucie krzywdy pozostaje aktualnym problemem niezależnie od tego, ile czasu minęło od zranienia. Problemem, który domaga się podjęcia kroków zaradczych i działań naprawczych. Problem zaprzeczania doznanej krzywdzie Niekiedy poczucie krzywdy bywa niejako zamrożone nawet przez bardzo długi okres czasu. Nie znaczy to bynajmniej, że doświadczenia krzywdy nie było – poszkodowany po prostu nie dopuszcza do siebie takiej wizji. Przyjęcie jej do wiadomości i uznanie, że zostało się ofiarą nie jest z różnych względów sprawą łatwą. Dla jednych to problem, ponieważ w ich odczuciu oznacza przyznanie, iż nie byli wystarczająco silni. Innych przeraża perspektywa ponownego przeżycia cierpienia, które towarzyszy przyglądaniu się zranieniom i określaniu szkód. Potrzeba odwagi, by uznać, iż coś głęboko dotknęło oraz aby spojrzeć w oczy własnym demonom. Potrzeba determinacji, żeby chcieć zmierzyć się z trudnym procesem kojenia poczucia krzywdy. Potrzeba szczerości, by wskazać, kto był sprawcą, a nierzadko bywa to niesłychanie trudne. Ciężko jest powiedzieć „zraniła mnie matka”, „skrzywdził mnie ojciec”, „żona spowodowała moje cierpienie”, „mąż zadał mi ból”. Stwierdzenia takie podważają iluzję porządku osobistego danego człowieka. Rzecz w tym, że ta iluzja i tak musi zostać pokonana, bo krzywda burzy wewnętrzny ład i stawia przed koniecznością budowania go od nowa. Trzeba będzie poukładać pewne pojęcia od początku, skoro zranienie nadeszło ze strony tych, którzy powinni być wsparciem. Kiedy podpora przestaje pełnić swoją funkcję, zapada się wewnętrzny świat. Naprawa tego stanu rzeczy to wyzwanie i słusznie jawi się jako trudny proces. Jest on jednak konieczny, więc unikanie go odwleka to, co niezbędne, i wydłuża całą historię cierpienia. Sens uzmysłowienia sobie poczucia krzywdy Dopiero po świadomym uzmysłowieniu sobie poczucia krzywdy następuje głęboka refleksja nad doznanymi zranieniami i określanie poniesionych strat. Poczucie krzywdy pozwala je oszacować tak samo jak ból pozwala rozpoznać miejsce, w którym ciało choruje. Temu właśnie służy to poczucie – między innymi pozwala się zorientować, co w człowieku zostało naruszone podczas doświadczenia krzywdy. „Jeśli nie uleczysz rany, która cię boli, będziesz krwawić na tych, którzy cię nie zranili.” – Autor nieznany Oszukiwanie samego siebie, że krzywdy nie było, jest w istocie życiem w kłamstwie. Ponura maskarada może być na tyle przekonująca, że człowiek sam zaczyna w nią wierzyć. Wtedy problemy życiowe i kłopoty w relacjach, które są następstwem krzywdy, jawią się jako niezrozumiałe albo upatruje się ich przyczyn w niewłaściwych czynnikach. A skoro tak, trudniej jest tym trudnościom zapobiegać. Stają się nieodłączną częścią teraźniejszego bytu danej osoby, choć ich prawdziwe powody pozostają ukryte i mają korzenie sięgające do momentu, gdy zaistniało doświadczenie krzywdy. Żyje się we mgle stale wracając do tych samych miejsc, w których nieodmiennie czeka na człowieka cierpienie. Nie mając wiedzy o motywach i mechanizmach problematycznego postępowania trudniej jest schodzić ze śladów wiodących do emocjonalnego bólu. Z poczuciem krzywdy można także starać się po prostu egzystować. Da się z nim żyć. Wtedy jednak człowiek ma tendencje do tego, by się znieczulać, bo nawracający ból bywa bardzo dokuczliwy. Skłania to do nałogów oraz do silnych, dramatycznych przeżyć, którymi osoba stara się zagłuszyć echa zranień. Znieczulenie niekiedy oznacza w praktyce nieczułość, niewrażliwość, obojętność, a nawet sadyzm lub samoudręczenie. Człowiek otumaniony tak naprawdę nadal pragnie coś czuć – może wobec tego sięgać po drastyczne rozwiązania, które krzywdzą jego lub innych, tak czy inaczej skazując go na poczucie osamotnienia. Oszacowanie strat po doświadczeniu krzywdy Nie ma mowy o radykalnym akceptowaniu przeszłości lub odpuszczeniu win, jeśli właściwie nie wie się, co stara się uznać lub co i komu darować. Właśnie dlatego tak istotne jest rzetelne rozstrzygnięcie, jakie zostały spowodowane szkody. Można je pogrupować w trzy kategorie. Pierwsza kategoria to straty, czyli wszystko to, czego w wyniku doświadczenia krzywdy człowiek został pozbawiony. Druga kategoria to ciężar, czyli bagaż, który w następstwie doświadczenia krzywdy dana osoba ze sobą niesie. Trzecia kategoria to rozstrój, czyli pomieszanie pojęć, utrata punktów odniesienia, a zatem chaos, który powstał w wyniku zburzenia wewnętrznego ładu, porządku osobistego danego człowieka w rezultacie doświadczenia krzywdy. Konsekwencje doświadczenia krzywdy w dzieciństwie Dorosłych Dzieci Alkoholików Dzieci, które były świadkami przemocy małżeńskiej lub, co gorsza, same były ofiarami jakiejś formy przemocy (na przykład fizycznej lub psychicznej) częściej w przyszłości doświadczają problemów związanych ze zdrowiem psychicznym. Z większą dozą prawdopodobieństwa takie dzieci już jako dorosłe osoby będą sięgały po używki oraz same stosowały przemoc wobec własnych partnerów życiowych. Część osób, które były w dzieciństwie świadkami lub ofiarami jakiejś formy przemocy mogły także jako dzieci doświadczać wzmożonego niepokoju, złego samopoczucia, depresji, miewać koszmary senne, samemu wobec siebie stosować przemoc, a także doświadczać fizjologicznych dolegliwości, będących objawem silnego stresu. Następstwa długo trwającego okresu krzywdzenia U części osób, które żyły w środowisku pełnym przemocy przez dłuższy czas, mogą pojawić się bardzo poważne problemy psychologiczne takie jak: ostra reakcja na stres, zespół stresu pourazowego (PTSD), zaburzenia adaptacyjne, depresja i inne. Trudności te wystąpić mogą zwłaszcza u osób, które są na nie genetycznie podatne. Szczególnie dolegliwe bywają następstwa przewlekle niezaspokajanych potrzeb dziecka, które są dla niego krytycznie ważne. Brak wystarczającej dozy właściwie wyrażanej miłości rodzicielskiej skutkuje trwałym deficytem w tym kontekście. Osoba może czuć się niekochana, nie akceptować siebie, nie darzyć samej siebie miłością własną albo – gdy więź z rodzicami była niewłaściwa – wchodzić w krzywdzące relacje i nie wychodzić z nich pomimo złego traktowania i braku perspektyw poprawy. U niektórych kobiet dochodzi do wykształcenia mechanizmów charakterystycznych dla podatności na zranienie, które dodatkowo podsycane są opisanymi dalej trudnościami w zakresie samokontroli i uciekania w fantazje. Nie liczenie się z granicami, odrębnością bądź prywatnością dziecka oraz brak poszanowania dla jego autonomii może spowodować, że trudno mu w przyszłości będzie odkryć i zaakceptować własną indywidualność oraz podejmować suwerenne decyzje. Natomiast całkowite zlekceważenie wyznaczania dziecku pewnych granic, przyzwalanie by „wychowywało się samo” może z kolei sprawić, że stanie się nadmiernie niezależne w stopniu utrudniającym mu tworzenie zgodnych, partnerskich relacji z innymi osobami. Dorosłe Dziecko Alkoholika może żyć z głębokim przeświadczeniem o własnej niekompetencji i przez to przyjmować bierną postawę wobec problemów. Jeśli dziecko nie ma poczucia, że spełnia wymagania rodziców, bo są oni wiecznie zajęci własnymi sprawami lub narzucają mu nierealne standardy, by zrekompensować sobie własne porażki, ono w końcu przyjmuje, że zawiodło rodziców, nie jest wystarczająco dobre. Dziecko wychowujące się w nękanej przez problem alkoholowy rodzinie, która funkcjonuje odmiennie w zależności od tego, czy rodzic pił czy jest trzeźwy, może mieć trudność ze zdefiniowaniem własnej tożsamości. Skoro wszystkie zasady zmieniają się jak w kalejdoskopie, a środowisko permanentnie lub okresowo pogrążone jest w chaosie, dziecku trudno się w tym wszystkim połapać. Ciężko odnaleźć samego siebie dorastając w warunkach bezplanowości – w zamęcie, w którym nic nie jest pewne. Niektórym Dorosłym Dzieciom Alkoholików ten nieład tak wchodzi w krew, że stale egzystują w dramacie – idą przez życie mimowolnie siejąc w nim ferment. W rodzinie, w której występuje problem alkoholowy, potrzeby dziecka mogą być traktowane jako mniej ważne. Niepisaną i sztywną zarazem regułą jest, że dziecku nie wolno stwarzać problemów, by nie pogarszać już i tak ciężkiej sytuacji. Nie wolno zatem zakłócać spokoju wyrażając emocje ani zawracać głowy swoimi oczekiwaniami chociaż są to przecież w istocie prawa każdego małego człowieka. Nic więc dziwnego, że tak wielu Dorosłym Dzieciom Alkoholików niezwykle trudno jest mówić o swoich uczuciach i potrzebach, co ze zrozumiałych względów nie ułatwia im budowania satysfakcjonujących relacji. Znoszenie skrajnie trudnych sytuacji, które mogą występować w rodzinach dysfunkcyjnych, wywiera na dziecku ogromną presję, by udawało, że nic się nie dzieje. Rzeczy nie do zniesienia trzeba przecież jakoś wytrzymać, by przeżyć. Zablokowane przeżycia emocjonalne odbijają się jednak na funkcjonowaniu człowieka w jakiś sposób znajdując w końcu prędzej czy później ujście. Czasami wytrenowana w ten sposób zdolność blokowania przeżyć staje się nawykiem, przez co Dorosłe Dzieci Alkoholików mogą tolerować niebywałe obciążenia – przynajmniej do czasu, aż blokady w jakimś punkcie pękną. Emocje nigdy nie przechodzą bez echa. O ile dziecko ma pewien wpływ na siebie, wie co się z nim dzieje i może w jakiś sposób kierować sobą, w przyszłości raczej również będzie zdolne do normalnej dozy samokontroli. W rodzinie z problemem alkoholowym działania nie zawsze prowadzą do tych samych skutków i nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. To jak życie przy tykającej bombie, która w każdej chwili może wybuchnąć. Aby odnaleźć się w takich warunkach trzeba się niesłychanie (jak na możliwości dziecka) kontrolować. A kiedy już dochodzi do zapłonu, następuje totalny chaos, po którym pijący rodzic nierzadko znowu narzuca sobie i otoczeniu żelazną dyscyplinę na pewien, trudny do oszacowania czas. W rezultacie Dorosłe Dzieci Alkoholików miewają różne problemy z kontrolą – sztywnieją, gdy jest okazja do luzu, zwłaszcza w intymnych relacjach kontrolują nadmiernie i są przesadnie odpowiedzialne, by nie czuć niepokoju bądź uciekają w fantazje albo mają ogromną trudność z zachowaniem samokontroli. Ta ostatnia ewentualność czyni je szczególnie podatnymi na nałogi. Terapia DDA i warunki uporania się z poczuciem krzywdy Kojenie poczucia krzywdy często przypomina ciężką przeprawę. Można próbować radzić sobie z tym w pojedynkę, ale zdecydowanie lepiej mieć wsparcie. Zwłaszcza specjalisty wykwalifikowanego w niesieniu pomocy psychologicznej. Najpierw należy zadbać o to, by ustało doświadczenie krzywdy, i zatroszczyć się o bezpieczeństwo poszkodowanej osoby. Czasami ludzie są ranieni całymi latami. Uporanie się z poczuciem krzywdy, wynikającym z minionych doświadczeń, musi zostać poprzedzone rozwiązaniem bieżących bolesnych spraw. W następnej kolejności można przystąpić do nadrabiania zaległości w zakresie tego, czego człowiek został pozbawiony. Jeśli nie jest to możliwe, konieczne jest określenie sposobów radzenia sobie z własnymi deficytami. W zależności od rodzaju ubytków, potrzebne może okazać się również odżałowanie tego, co człowiek stracił przez doświadczenie krzywdy, ponieważ po niektórych zranieniach musi nastąpić żałoba. Zasadne może okazać się również skontaktowanie się z innymi, niż smutek i żal, emocjami takimi jak poczucie bezradności, lęk czy gniew, oraz rozplątanie nie dających spokoju węzłów poczucia winy i wstydu. Proces ten ma służyć wentylacji tych emocji, ale i opanowaniu umiejętności radzenia sobie z nimi w konstruktywny, bezpieczny sposób, oraz asertywnego wyrażania ich. Poza tym pomaga w odzyskaniu łączności z samym sobą, z własnymi potrzebami. Bardzo istotna jest też nauka umiejętności, których nie opanowało się w następstwie krzywdy polegającej na zaniechaniu lub zaniedbaniu, gdy rodzic nie przekazał ich swojemu dziecku. Nie mniej ważna jest nauka radykalnego akceptowania, co jest praktyką, lekcją do stałego przerabiania, a nie jednorazowym aktem, i pozwala dostrzegać oraz uznawać stan faktyczny zamiast spostrzegać go przez pryzmat poczucia zranienia lub z pozycji ofiary. Kolejną sprawą jest rozpoznanie ciężaru krzywdy i odpowiednie z nim postępowanie. Zależnie od formy takiego bagażu konieczne są różne strategie radzenia sobie z nim. Czasami są nim destrukcyjne przekonania, które trzeba przepracować. Ewentualnie problematyczne schematy funkcjonowania wymagające korekty lub zastąpienia innymi. Mogą to być dolegliwości, z którymi trzeba nauczyć się żyć lub problemy psychiczne bądź zaburzenia, które należy leczyć. Może to być balast negatywnych myśli o sobie i własnym życiu, którego trzeba się pozbyć, żeby zrobić miejsce dla nowych zapatrywań na swój temat w celu odzyskania poczucia własnej wartości. Często nieodzowne jest poszukiwanie nowych interpretacji na temat przeszłości, w tym całego kontekstu doświadczenia krzywdy, a nawet jej samej. Radzenie sobie z ciężarem w określonych przypadkach może polegać na praktyce uważności w celu na przykład ograniczenia „emocjonalnych wstrząsów wtórnych”, pojawiających się w odpowiedzi na nawracanie wspomnień krzywdy. I wreszcie koniecznym jest zwieńczenie poprzednich kroków czyli odzyskanie wewnętrznego ładu. Regulacja wywróconych do góry nogami lub poustawianych w poprzek znaczeń. Przyjęcie systemu wartości, który pozwala nadać życiu sens. Odnalezienie siebie poprzez: ograniczenie chaosu, wyznaczanie granic, oddzielenie przeszłości od teraźniejszości, pragnień od potrzeb, kaprysów od celów, życzeń od możliwości, planów od marzeń, ograniczeń od wad. Zależnie od obranego systemu wartości człowiek dokonuje też ostatecznej decyzji o tym, w jaki sposób będzie odpuszczał winy sprawcom swojego cierpienia. Określi również nową, spójną narrację osobistą, która nada egzystencji konkretny kierunek i głębokie znaczenie, a dzięki temu ułatwi satysfakcjonujące spożytkowanie reszty czasu, jaki został mu dany. Obserwuj mój fanpejdż. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  18. Szanowny Panie, zapoznałem się z Pana listem z dużym przejęciem. Współczuję i jednocześnie jestem pełen podziwu dla Pana siły i wytrzymałości biorąc pod uwagę to, z jakimi sytuacjami musiał Pan się zmagać w dzieciństwie. W trakcie lektury nasuwały mi się różne myśli, z którymi postaram się teraz z Panem podzielić. W jakiejś mierze Pana zachowanie jest podobne do przemocowego postępowania matki. To przypomina trochę kliszę fotograficzną – po obu stronach jest obraz ilustrujący przemoc, ale po jednej jest Pan ofiarą, a po drugiej sprawcą. Całkiem często tak to niestety wygląda, że osoba doświadczająca przemocy w dzieciństwie w dorosłym życiu kontynuuje scenariusz, ale zmieniając rolę... Z przemocą jest zasadniczy problem, który już Pan najwyraźniej zna – przemoc zawsze uderza także w tego, kto ją stosuje. Uderza w jego relacje z innymi ludźmi, uderza w jego sytuację życiową, uderza w jego historię życia wcale nierzadko narażająca na konflikt z prawem i związane z tym poważne konsekwencje. Raniąc niszczymy też siebie. Przede wszystkim proszę więc uzmysłowić sobie, że agresja (słowna, fizyczna, jakakolwiek inna) czyni także z Pana ofiarę. Nie przejęzyczyłem się. Nawet jeśli to Pan stosuje przemoc, pada Pan jej ofiarą w sposób, który Pan widzi po tym, jak obecnie wyglądają Pana relacje z rodziną. Wyrządza Pan sobie ogromną krzywdę niejako kontynuując dzieło swojej mamy, poniekąd ją naśladując. Nie tego Pan przecież chce dla siebie (i dla swoich bliskich), prawda? Z pewnością należałoby zatem rozbroić tą tykającą bombę, którą Pan nosi w sobie, by agresja (wobec siebie i wobec innych) przestała dominować w Pana historii. W przeciwnym wypadku jej finał może być tragiczny. Piszę Pan również o problemach z samooceną. Chociaż nieuniknione jest ponoszenie konsekwencji swoich uczynków, pozostajemy na szczęście zawsze wartościowi jako istoty ludzkie. Nikt tego Panu nie odbierze, o ile sam Pan tego sobie nie zrobi. Teoretycznie zdolność wspierania siebie, kibicowania sobie oraz poczucie, że jesteśmy godni, wartościowi nabywamy w dzieciństwie, w kontakcie z bliskimi osobami. Nic jednak nie stoi na przeszkodzie, by zamiast roztrząsać, iż tak się nie stało, opanować to wszystko teraz i zbudować wiarę w siebie samodzielnie. Przebaczyć tym, którzy byli niepomocni, choć powinni, i zatroszczyć się o siebie teraz. W temacie wiadomości postawił Pan bardzo ważne pytanie: „kim jestem”. To fundamentalna kwestia dla każdego człowieka, ale jeszcze ważniejsze jest to „kim będę”, tzn. kim pragnę być, jakim chcę siebie widywać codziennie w lustrze patrząc sobie w oczy, kim pragnę dla siebie być. Relacja z samym sobą jest bardzo ważna. Dobrze być dla siebie przyjacielem, doradcą, kimś dodającym otuchy, ale i hamującym siebie w porę, chroniącym przed złymi impulsami, dlatego też pomimo tych przytłaczających odczuć, że „przegrał Pan swoje życie”, warto dać sobie jeszcze jedną szansę, a w razie potrzeby kolejną i próbować być lepszym, bo innego rozstrzygnięcia nie ma. Pańskie życie toczy się dalej, niejedno Pan już przeszedł, proszę jednak przestać walczyć, a zacząć przepracowywać swoje trudności i rozpracowywać problemy. Proszę zejść z dróg wiodący donikąd i zacząć wydeptywać własną drogę, a wówczas każdy dzień stanie się jakąś cząstką odpowiedzi na pytanie „kim jestem”.
  19. Witam. Od niedawna wiem, że jestem dorosłym dzieckiem z rodziny dysfunkcyjnej. Nie potrafię sobie z tym poradzić.. Wszystko zawdzięczam swoim rodzicom i ojcu mojej matki. Oboje pracowali wiec oddawali mnie pod opieke dziadka i babci. Od kad pamiętam molestowal mnie dziadek, nie wiem kiedy to się zaczęło ale podejrzewam ze w wieku około 4lat. Z tego okresu dorastania aż do pójścia do "zerowki" nie pamietam nic oprócz dziadka który kazał mi się dotykać i sam dotykał mnie. Trwalo to do jego śmierci wiec około 2lata. Jako szesciolatka ucieszylam się ze nie ma go juz z nami. Cala moja gechenna minęła. Tak wtedy myslalam.. Kolejna porażka za która obwinialam siebie to rozwód rodziców, ojciec został za granica a my z mamą w Polsce. Potem nałóg alkoholowy matki wiec musialam szybko dorosnąć żeby jej pomoc. Pomoc nam. Do dzis pamietam jak pomagalam jej zebrac sie z podlogi w lazience. Udało mi się wyciągnąć ją z nałogu, ale kosztowalo mnie to ogrom wyrzeczeń jako nastolatke. Nie miałam znajomych, nikomu nie mowilam o swoich problemach. Bylam sama. Aż spotkalam swojego pierwszego chłopaka. Pierwszy okres to bajka, jak wszędzie, z kolei potem było totalne piekło. Bil mnie, wyzywał, okaleczal, ponizal na każdym kroku. W końcu zgwałcił mnie i zaszlam w ciążę. Zagroził ze jeśli cos komuś powiem to zabije mnie i dziecko. Więc milczalam. Urodzilam zdrowego synka, było miedzy nami spokojnie. Kolejny gwałt, załamanie nerwowe, depresja, terapia i szok..kolejna ciąża. Gdy zaczęła być widoczna stwierdził ze go zdradzilam i mnie pobił. Złamał mi wtedy dwa żebra, reke i szczękę. Urodziłam córkę w 21tyg, żyła dwie godziny. W tym momencie pierwszy raz powiedzialam sobie ze czas uciekać. Miałam dla kogo żyć. Ucieklam do rodziny zabierając ze sobą dziecko. Nie chciałam się w nic angażować, chciałam być do końca życia sama bo myslalam ze nikt mnie juz nie pokocha z taka skalana dusza. Lecz stało się, spotkalam kogoś kto pokochał mnie i moje dziecko i ja tez się zakochalam. Oddalam się temu w całości. Przyszła chęć posiadania kolejnego dziecka żeby wypełnić bol po stracie córki. Udało się. Szanowalam swojego partnera, układało nam się bardzo dobrze, do czasu..wkradla się miedzy nas rutyna. On przestał traktować mnie jak kobietę, zaczęły się kłopoty finansowe i jego problemy w pracy. Całą frustracje przelewal na mnie a ja nie mogłam zacząć pracować mając male dzieci i nikogo kto mógłby się nimi zająć. Wiec tez wyladowywalam się na nim. Stalam się agresywna. Popadlam w depresje, pojawił się ktoś na mojej drodze kto pokazywal mi ze jestem kobieta, kto pomagał mi w trudnych chwilach. Miałam w nim wsparcie. Stalismy się sobie bliscy, aż za bardzo. Było za późno Na ratowanie malzenstwa, tak mi sie wtedy wydawalo. Odeszlam mimo ze maz chcial dac nam szanse. Stwierdzilismy ze bierzemy rozwód. Po kilku dniach mieszkając u "kochanka" stwierdzilam ze brakuje mi męża! Zaczęłam z nim więcej rozmawiać, bardzo stalismy się sobie bliscy na nowo. Ja zakonczylam tą chora relacje. Dziś wiem kim jestem. Żałuje ze wczesniej tego nie wiedziałam może inaczej by się to potoczylo. Wiem ze popelnilam błąd nie szukając pomocy. Ale teraz chce naprawić cale życie. Swoje, męża i dzieci. Maz stara się mnie wspierać. Ale ja nadal nie wierze w siebie, czuje się źle, nie potrafię patrzeć na siebie jak na kobietę. Czuje się brudna juz od dziecinstwa. Ale jest mi lżej ze mogę podzielić się tym wszystkim z innymi. Nie wiem czy mam tyle siły żeby iść na terapie ale wydaje mi się ze nie mam innego wyjścia. Nie chce być dłużej z tym sama..
  20. Cześć, mam na imię Piotrek i mam 21 lat.. Dość długo zbierałem w sobie odwagę i chęć aby napisać komuś o swoich problemach, ponieważ coraz słabiej sobie radzę i może tutaj otrzymam jakieś rady i wsparcie. Zacznę może od początku, czyli od dzieciństwa. Pochodzę z rodziny w której nigdy normalnie nie było, głównym problemem jest ojciec i jego problem czyli alkohol. Alkohol, to od zawsze rzecz święta jeżeli chodzi o ojca, awantury, bijatyki, wyzwiska, rzucanie we wszystkich różnymi rzeczami i wizyty policji to był standard... Spokój mieliśmy (ja, siostra oraz mama) tylko w tygodniu z racji na zawód ojca (kierowca zawodowy), w tygodniu jakoś się wszystko toczyło, gdy zbliżał się piątek wieczór każdy zamykał się w swoim pokoju, bo wiedzieliśmy że przyjdzie do domu pijany i będzie kolejna awantura, czekaliśmy tylko na poniedziałkowy poranek i jego kolejny wyjazd. Z racji takiej że duża część pieniędzy szła na różnego rodzaju alkohol mama była zmuszona dość dużo pracować aby starczało nam na opłaty, przez to wszystko można powiedzieć że wychowała mnie siostra ale tym też różnie bywało... Siostra jest 6 lat starsza, wiadomo, miała do ogarnięcia swoją szkołę, miała swoich znajomych i kolegów przez co ja często byłem odtrącany i siedziałem sam, zaczęły się problemy w szkole już od 3 klasy szkoły podstawowej, wagary, ucieczki z lekcji i tego typu akcje. Kiedy miałem 12 lat ojciec stwierdził że "czas się wziąć za wychowanie dzieci" i zmienił pracę na taką z której wraca codziennie do domu i standardem jest 5 piw zaraz po pracy i jeszcze kolejnych w domu. Wiadomo, że jak dzieci mają 12 i 18 lat to już za późno na wychowanie ale do dziś traktuje mnie i siostrę jak małe dzieci oraz próbuje swoich "sił" najczęściej właśnie po alkoholu, nie zauważa tego że jesteśmy już pełnoletni, siostra ma swoje dziecko i dawno z nami nie mieszka a ja mu się stawiam, bo nie pozwolę sobie już na różnego rodzaju wybryki, bo i tak już wystarczająco nam życie zepsuł. W gimnazjum spędziłem 4 lata, nie zdałem w pierwszej klasie, bo nie miałem ochoty wracać do domu a o pójściu do szkoły nie wspomnę, przemęczyłem to gimnazjum, poszedłem do zawodówki na kierunek który mnie interesował (mechanik samochodowy) wytrzymałem 4 miesiące i z dnia na dzień przestałem chodzić, dobijały mnie ciągłe komentarze tylu "po ch*j ci ta szkoła, i tak nic nie potrafisz" "i czego się nauczyłeś tuku? zamiatania parkingu?" i po rezygnacji poszedłem do pracy na budowę (nie miałem jeszcze 18lat) i jakoś nie zwracałem uwagi na to co się działo w domu, bo przychodziłem późno a rano wcześnie wstawałem.Trzy lata temu mu się postawiłem podczas jednej awantury, skończyłem w szpitalu z połamaną dłonią i później drutami w niej, a ojciec dostał trzy miesiące zakazu zbliżania się do nas i 5 lat w zawieszeniu, po powrocie do domu po tym czasie przez pewien czas był spokój, później zaczęło się na nowo. Ze znajomymi też nieciekawie było, bo bardzo duża część z nich się odwróciła, urwała kontakt i została niewielka garstka ludzi z którymi mogłem wyjść, porozmawiać, pośmiać się i zapomnieć o problemach... W tej grupce znajomych była Maja, dziewczyna młodsza ode mnie o 4 lata (15 lat), młodziutka, drobniutka dziewczyna uśmiechnięta, radosna o brązowych oczach, po kilku tygodniach zaczęliśmy się spotykać, był to mój jak i jej pierwszy związek, na początku starałem się robić co w mojej mocy aby uśmiech z jej twarzy nie znikał, była dla mnie oczkiem w głowie do momentu mojej załamki, problemami zdrowotnymi i problemami w domu (które powróciły po trzy miesięcznej przerwie) zacząłem się coraz bardziej zamykać w sobie, coraz mniej rozmawialiśmy, często wybuchałem i się kłóciliśmy przez moje jakieś dziwne wybuchy.. Po ponad roku i okresie trzech miesięcy ciągłych kłótni się rozeszliśmy, załamałem się jeszcze bardziej, zrezygnowałem z pracy, nie wychodziłem z domu i tak trwało to prawie dwa miesiące, po tym okresie kolega zaprosił mnie na urodziny, była tam Kamila, dziewczyna kumpla, ogólnie nie przeszła mi przez głowę myśl że kiedykolwiek będziemy razem, traktowałem ją jak zwykłą koleżankę, sprawy potoczyły się szybciej niż myślałem, bo tydzień później kumpel z Kamilą się rozeszli, kolejny tydzień później z Kamilą zacząłem spotykać się ja, gdy ta informacja doszła do tej garstki znajomych wszyscy urwali kontakt, bo stwierdzili że odbiłem ją specjalnie... teraz wiem że to było zwykłe chwilowe zauroczenie, na początku było pięknie, dogadywaliśmy się i było dobrze, lecz nadal brakowało mi Mai, po pół roku zaczęło się psuć wszystko, Kamila stała się strasznie negatywną osobą, była takim wampirem który wysysa całą energię, dobry humor i całą resztę, wieczny foch, obraza na cały świat, nie dało się jej dogodzić w żaden sposób ale po tych wszystkich wcześniejszych przejściach stwierdziłem że skoro tak jest to tak musi być, brnąłem w to dalej i dalej aż do września kiedy powiedziałem dość, bo już naprawdę nie dawałem rady... Jest grudzień, minęło prawie 3 miesiące a jest tylko gorzej, nie mogę patrzyć na zdjęcia Mai na których jest taka szczęśliwa z nowym chłopakiem, po nocach mi się śni, śni mi się że morduję jej chłopaka, że ginę ja i naprawdę całe mnóstwo morderstw, zabójstw etc, do tego Kamila wypisuje non stop że się zmieniła, że chce spróbować jeszcze raz, że jej zachowanie się nie powtórzy a ja w to nie wierzę do tego wszystkiego dochodzi to że mama jest po poważnej operacji po której nie może się denerwować, ojciec coraz więcej pije a ja ze wszystkim zostałem sam, ze świadomością że wszystko zniszczyłem ja, bez znajomych, bez dziewczyny, bez wsparcia i znów zaczynam się zamykać w sobie, nieśmiałość powraca, ponieważ nawet wstydzę się porozmawiać z ekspedientką w sklepie i coraz gorzej to wszystko widzę, jestem jednym wielkim kłębkiem nerwów i potrafię wybuchnąć przez najmniejszą pierdołę... Więc zaczęło się od ojca alkoholika a skończyło się na samotności w wieku 21 lat...Co ja mogę zrobić w takiej sytuacji?? Da się w jakiś sposób to załagodzić? Napisane chaotycznie ale myślę że da się rozumieć, bo to i tak wielki skrót. Za dużo tego we mnie, tego co tutaj napisałem nikomu nigdy nie mówiłem, jesteście pierwsi i myślę że będzie odzew choć jednej osoby. Dziękuje.
  21. Mam 36 lat i jestem kobietą DDA po terapii grupowej. Czuję że mam już jakieś rozeznanie w tym temacie i z paroma rzeczami udało mi się uporać. Nie mogę się tylko niestety pozbyć takiego wrażenia że ta cała przeszłość w rodzinie alkoholowej ciągnie mnie w dół i „steruje mną” jakby sekretnie (chociaż już nie aż tak bo trochę lepiej znam te mechanizmy). Jak Waszym zdaniem uwolnić się od tej strasznej przeszłości i żyć dalej bez takiej kuli u nogi. Kuli która najbardziej utrudnia mi życie w związku - ale nie tylko.. Czy można się jakoś raz na zawsze pozbyć tego balastu chorej przeszłości? Jak przestać w końcu być DDA?!
  22. Strona internetowa Gabinetu Ocal Siebie niedawno przeszła metamorfozę. W tej chwili dostępne jest na niej także monitorowane przez psychologów forum dyskusyjne, na którym można rozmawiać o sprawach obyczajowych, psychologicznych. Można na nim także uzyskać nieodpłatne porady, których członkowie naszego zespołu terapeutycznego w miarę możliwości czasowych. Mottem serwisu jest hasło „psychologia blisko ludzi”. Misją platformy jest niesienie pomocy psychologicznej online: wsparcie przez forum internetowe, porady psychologa przez Internet, psychoterapia przez Skype. OcalSiebie.pl jest bezpiecznym azylem, na którym w życzliwej atmosferze, anonimowo można porozmawiać zarówno o trudnych sprawach jak i o tym, co cieszy, wzrusza. Psychologiczne forum dyskusyjne na łamach naszej platformy posiada sekcje poświęcone relacjom, dolegliwościom lękowym oraz związanym z nastrojem, a także o tematyce DDA (Dorosłe Dziecko Alkoholika) i o innych zagadnieniach. Rejestracja na łamach serwisu jest bezpłatna. Oto lista kluczowych sekcji na forum wraz z ich krótkim omówieniem: Poznajmy się! Forum, na którym nowi Użytkownicy mogą przywitać się i powiedzieć parę słów o sobie. Rozwój osobisty Forum przeznaczone do rozmów o pogłębianiu różnego rodzaju miękkich kompetencji, a także o pracy nad poczuciem własnej wartości czy asertywnością. Niełatwe przejścia Forum poświęcone różnorakim problemom osobistym – takim jak na przykład samotność, stres w pracy. Problemy w związkach Forum poświęcone różnorakim trudnościom występującym w relacjach – na przykład małżeńskich, partnerskich. Rozstania, rozwody, żałoba Forum przeznaczone dla osób, które przeżywają ból emocjonalny po zakończeniu lub utracie bliskiej relacji. DDA / DDD Forum, na którym o swoich specyficznych trudnościach mogą rozmawiać tzw. Dorosłe Dzieci Alkoholików oraz tzw. Dorosłe Dzieci z rodzin Dysfunkcyjnych. Zaburzenia lękowe Forum przeznaczone dla osób doświadczających dolegliwości lękowych takich jak na przykład zaburzenie lękowe z napadami paniki czy fobia społeczna. Zaburzenia nastroju Forum poświęcone takim dolegliwościom jak między innymi depresja i choroba afektywna dwubiegunowa. Inne wyzwania i problemy psychologiczne Forum o zagadnieniach, które nie klasyfikują się do żadnej z pozostałych sekcji strony. Hyde Park Forum do swobodnych rozmów na różnorakie tematy.
  23. Witam, jestem 26-letnią kobietą. Połtora roku temu skończyłam studia farmaceutyczne. Następnie pracowałam rok w zawodzie. Moim problemem jest nieumiejętność podejmowania jakichkolwiek decyzji. Mam z tym problem, odkąd pamiętam. Na studiach byłam w związku z chłopakiem ( starszym o 4 lata ). Po roku naszej znajomości zamieszkaliśmy razem. Poznałam go na imprezie sylwestrowej. Od razu dobrze nam się rozmawiało. Długo się zastanawiałam czy dać mu szansę, bo jest ode mnie około 4 cm niższy. Jednak w końcu się przełamałam. Niestety nasz związek nie należał do udanych. Ja jednak ciągle miałam blokadę związaną z różnicą wzrostu i przez to nie zabierałam go do moich znajomych na studiach i nie chciałam też chodzić z nim do jego znajomych.. Stało się to pewnie też dlatego, że któregoś razu gdy byłam wśród jego znajomych, jeden z jego dalszych kolegów, który mnie nie znał, skomentował, że co za dużą laskę sobie znalazł. Mam 171.5 cm wzrostu, to chyba nie jest aż tak dużo. I od tamtej pory praktycznie nie wychodziłam z nim już nigdzie. Nasze życie seksualne nigdy nie należało do super udanych, był moim pierwszym facetem i wydawało mi się, że być może się nie dobraliśmy. W końcu postanowiłam, że nie mogę ciągnąć tego dłużej i się rozstaliśmy. Minęło 5 lat a ja nie znalazłam żadnego innego chłopaka. Miewałam znajomości, ale tylko takie które kończyły się po miesiącu bądź trzech. Nie udało mi się z nikim zbudować trwałej relacji. Z żadnym innym mężczyzną nie miałam też kontaktów seksualnych. W przeciągu tych 5 lat rozłąki z moim pierwszym i jedynym chłopakiem mieliśmy ze sobą kontakt. Około 1.5 roku temu byliśmy bliscy zejścia się, jednak tak się nie stało. Ponownie zerwałam kontakt. W tamtym też czasie zmarł mój dziadek, który zastępował mi ojca (ojciec odszedł od mojej mamy gdy miałam 7 lat ). Z dziadkiem łączyła mnie silna więź emocjonalna. Bardzo przeżyłam jego odejście. I nagle w tym roku w kwietniu mój były chłopak i w tej chwili obecny odezwał się ponownie. Chciał odebrać klucze od swojego mieszkania. Spotkaliśmy się i rozmawialiśmy... okazało się, że przyjechał na wesele swojego przyjaciela i że idzie z jakąś inną dziewczyną, że chce zacząć w końcu się z kimś spotykać na serio i ruszyć na przód. On także nie zbudował z nikim trwałej relacji w czasie tych 5 lat. I w tym momencie poczułam tak silne zagrożenie, że go stracę, że nie mogłam ani jeść ani pić. Ze spaniem też miałam problemy. Jakoś przeżyłam czas tego wesela, gdzie on bawił się ze swoją nową koleżanką. Jednak moje myśli kręciły się tylko wokół tego czy między nimi do czegoś doszło. I jak się okazało do czegoś doszło. Postanowiłam jednak o niego zawalczyć. Rozmawiałam z nim codziennie przez internet i próbowałam go do siebie znowu przyciągnąć. Muszę dodać, że on po naszym rozstaniu na studiach wyjechał za granicę do Niemiec. Mi jednak zawsze marzyło się nauczyć niemieckiego i pracować w swoim zawodzie, a mieszkać w Polsce. No i w końcu stało się, że znowu jesteśmy razem. Ja rzuciłam pracę w Polsce i przyjechałam do niego. Zaczęłam kurs językowy i wszystko niby idzie tak jak powinno tylko, że mam znowu jakiś problem ze sobą. Nie potrafię powiedzieć, że jestem szczęśliwa. Mój facet, choć przystojny i kochany dla mnie praktycznie mnie w ogóle nie pociąga. Nie wiem czy przez to silne zagrożenie, że go stracę nie chciałam dopuścić do siebie tej myśli, że w łóżku nie jest nam za dobrze. Przed wyjazdem do niego doszło parę razy do zbliżenia jednak wtedy wydawało mi się, że nie jest aż tak źle, że tego właśnie chcę, że seks to nie wszystko. Jemu nigdy mój wzrost nie przeszkadzał i w łóżku ze mną zawsze był szczęśliwy. I teraz jestem w rozterce, z jednej strony boję się go znowu stracić. Nie wiem czy sobie poradzę bez niego , a z drugiej nie wiem ile tak wytrzymam udając, że mnie kręci nasz seks i że wszystko jest w porządku. Będąc tutaj w Niemczech mam też wrażenie, jakbym była w klatce. Jakby życie było gdzieś obok. Bardzo tęsknie za rodziną. Przeraża mnie mój stan, że znowu jestem jakby w oczekiwaniu na lepsze czasy. To bardzo przypomina mi schemat studiów, kiedy to mówiłam sobie, że jeszcze trochę, a w końcu zaczniesz sama na siebie zarabiać i będziesz robić co tylko zechcesz...Ostatnio zaczęłam się zastanawiać, czy jestem tu tylko dlatego, bo uczę się języka, czyli poniekąd spełniam swoje marzenie? a jak już osiągnę cel, który oczywiście okupię dużym wysiłkiem nie stwierdzę, że już nic mnie przy nim nie trzyma ? Czy związek w którym nie ma chemii ma szansę przetrwać? co zrobić... wrócić do Polski i zacząć kolejny raz od nowa. Nie wiem czy nie odbiorę tego również za osobistą porażkę... Tak duży mam teraz mętlik w głowie.
  24. Wartościowe źródła wiedzy na temat osób dotkniętych tzw. „Syndromem DDA” to już dość leciwe publikacje. Tymczasem młodsze pokolenia Dorosłych Dzieci Alkoholików i Dorosłych Dzieci z rodzin Dysfunkcyjnych różnią się nieco pod względem wiodących tendencji. „Ekranizacja życia” czyli ucieczka w nierealistyczne wizje Nie jest to oczywiście specjalistyczny termin, a tylko pewna metafora. Ponieważ w rodzinach z problemem alkoholowym często jest tak, że dziecko nie mogąc zaradzić sytuacji ani podołać emocjonalnemu ciężarowi, jaki z niej wynika, wykształca sposoby pozwalające odwrócić od tego uwagę, niejako uciec przed tym – „uciec w coś”. Praktykując ten osobliwy eskapizm nierzadko ucieka w media – telewizję, gry komputerowe, internet, telefon komórkowy. To z tych mediów raczej aniżeli z domu czerpie wzorce i informacje o tym, jak rzekomo wygląda zwyczajne życie. Oczywiście obraz ten jest niekompletny i nierealistyczny. Przede wszystkim jednak akcja zwykle rozgrywa się tam niemal bez udziału widza, bo nawet w grach komputerowych scenariusz na ogół bywa z góry przesądzony. Dziecko alkoholika tak długo wpatruje się w ekran i robi to tak intensywnie, by uciec przed przytłaczającą, ponurą rzeczywistością dorastania w dysfunkcyjnym środowisku, że w końcu zostaje przez ten nieszczęsny prostokąt oczarowane. Urok trwa nawet lata po tym wszystkim, kiedy dana osoba już dorosła, a otoczenie diametralnie się zmieniło. W dorosłości niemożność ułożenia sobie życia w sposób podpatrzony w odgrywających tak ważną rolę mediach może wywoływać frustrację, a nawet stany depresyjne. Czynione porównania własnej prozaicznej egzystencji z tym, co widziało się na ekranie, bywa źródłem silnych negatywnych emocji. Uczucia te są tak silne, że tylko dodatkowo skłaniają do ponownej ucieczki w świat fikcji, by zaznać ulgi, zająć czas, odwrócić uwagę od szarości dnia codziennego (czyli powtórzyć schemat z przeszłości). W rezultacie dzisiejsi dwudziestolatkowie i trzydziestolatkowie DDA miewają tendencje nadmiernego korzystania z komputera (konsoli), telewizora czy internetu, co pochłania zbyt wiele czasu i uwagi. Część DDA odczuwa dziwny przypływ rodzinnej atmosfery oglądając filmy czy obcując z grami, ponieważ to one zastępowały im kontakt z rodzicami i autentyczne relacje z bliskimi. Pewne osoby, wśród których większość stanowią kobiety, pogrążają się natomiast w fantazjach o idealnym związku, życiu towarzyskim, macierzyństwie i podejmują gorączkowe starania, by sprostać tym standardom częstokroć kosztem własnych potrzeb. Osoby te często miewają trudność z konstruktywną organizacją sobie wolnego czasu, z motywacją do podejmowania czynności innych niż pasywna rozrywka jak oglądanie filmów czy seriali. Niektórzy przedstawiciele młodego pokolenia DDA mówią wręcz o takim odczuciu, że życie rozgrywa się jakby bez ich udziału – obserwowane niejako przez szybę. Inne mówią o tym, że czują się jakby zjeżdżały ze stoku narciarskiego bez możliwości zatrzymania się i wszystko, co dobre, je omija. Skarżą się na poczucie bezradności i brak wiedzy o tym, w jaki sposób wpływać na swój los. Jednocześnie bardzo pragną zmian i frustruje lub dołuje je, że nie wiedzą jak je wprowadzić lub podtrzymać bez wracania do starych schematów. Osoby, u których tendencja do „ekranizacji życia” jest nasilona, często bujają w obłokach, wierzą, że ich los samoczynnie i nagle odmieni się jak podczas nieoczekiwanego zwrotu akcji w filmie, w głębi duszy mają poczucie, że czeka je coś niezwykłego i muszą uzbroić się w cierpliwość, przetrwać, aż to się w ich egzystencji pojawi. Łudzą się, że partner się zmieni, towarzystwo w pracy przestanie być toksyczne, rodzice zaczną wreszcie dawać troskę, której się od nich oczekuje... Tymczasem jak na złość oczekiwane zmiany nie nadchodzą, lata lecą. Ludzie grzęzną w swoich schematach przez co coraz trudniej im się z nich wyrwać. DDA kierują się raczej nieuzasadnioną wiarą w samoczynną zmianę niż realistycznym podejściem polegającym na systematycznej pracy na rzecz modyfikacji życia w pożądany sposób. Okres oczekiwania bywa wyczekiwaniem na gotowość – gotowość do małżeństwa, gotowość do rodzicielstwa, do zmiany pracy, zmiany partnera, zmiany złych nawyków lub niesatysfakcjonujących realiów życia. A przecież żadna z tych kwestii nie wymaga biegłości w sztuce przetrwania, lecz zakasania rękawów i konkretnego przepracowania wedle mądrego planu. Z organizacją nie jest łatwo, skoro dorastało się w atmosferze dramatu i chaosu, na który miało się zerowy lub dalece ograniczony wpływ. DDA często bardzo mocno doświadczają tak zwanej wyuczonej bezradności. Niektóre osoby nie tylko jakby obserwują własne życie przez szybę, ale niejako dryfują bez konkretnego celu jakby czas stał w miejscu. Niestety, pewne sprawy mają określony termin ważności. Kiedy jest już za późno, rozgoryczenie narasta. Niekiedy gromadzi się całymi latami, choć przecież nie musi. Wszak obraz zmieni się najbardziej nie po przełączeniu kanału pilotem telewizora, lecz po wstaniu z fotela, by zacząć działać... Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  25. Dorosłe Dzieci Alkoholików Jak to jest wychowywać się w rodzinie z problemem alkoholowym? Wiedzą o tym dorosłe dzieci alkoholików (DDA). Podobne doświadczenia mają DDD, czyli dorosłe dzieci z rodzin dysfunkcyjnych, w których występowały inne uzależnienia lub problemy. W wyniku specyficznych doświadczeń u osób mających je w życiorysie kształtują się szczególne cechy i postawy. Oczywiście każda osoba jest niepowtarzalna, więc indywidualnie reaguje na określone sytuacje, ale mimo to możliwe jest wyróżnienie pewnych cech wspólnych ujawniających się u znacznej liczby osób z rodzin z problemem alkoholowym. Te cechy skłądają się na tzw. „Syndrom DDA” (o którym pisaliśmy szerzej już wcześniej). NA MARGINESIE: Jeśli chcesz rozmawiać o tematyce DDA / DDD możesz to zrobić na forum dyskusyjnym tutaj. Niemal zawsze osoba ma trudność z pełnym uzmysłowieniem sobie powstałych w wyniku życia w rodzinie z problemem alkoholowym mechanizmów, które sterują jej zachowaniem. Po prostu bardzo trudno przyjąć do wiadomości, że w pewnym sensie pozostaje się pod wpływem tego wszystkiego, co wówczas się działo. Łatwiej jest udawać przed sobą, że przeszłość minęła bezpowrotnie i życie zwyczajnie toczy się dalej. Niestety czasami pojawiające się trudności zdradzają jednoznacznie, że przeszłość nie została przepracowana, a człowiek wciąż przejawia postawy i stosuje strategie wyuczone na wczesnym etapie egzystencji. Niejako pozostaje „zamknięty w pokoju dziecięcym” i wciąż uwzględnia „nauki” uzależnionego lub współuzależnionego rodzica. Szkoła życia w rodzinie dysfunkcyjnej pozostawia bardzo trwałe ślady – zamiast udawać, że ich nie ma, należy uważnie i troskliwie przyjrzeć się sobie, by je znaleźć i w miarę możliwości naprawić, co odbywa się między innymi w ramach terapii grupowej lub psychoterapii indywidualnej. Chowanie głowy w piasek i udawanie że problemu nie ma jest w języku psychologicznym nazywane zaprzeczeniem. Zaprzeczenie w przeszłości mogło być przez daną osobę „trenowane” na różne sposoby. Dziecko mogło np. bronić rodziców, usprawiedliwiać ich, minimalizować szkody powodowane przez ich nałóg lub pomagać im kryć swoje uzależnienie („pije tylko piwo, to nie alkohol”, „piją tylko w weekendy”, „lubi dobrze się bawić, to wszystko”, „każdy zasługuje na chwilę odprężenia”, „to jego hobby”, „po prostu jest smakoszem wina”, „nie przyszedł do pracy bo jest obłożnie chory”). Innym wymiarem zaprzeczenia jest marginalizowanie wpływu rodziców na życie osoby. Udaje się, że to nie ma lub nie miało znaczenia, obwinia siebie za nałóg rodziców („przysparzałem im dużo trudności”, „mama wychowywała mnie samotnie”, „jako najstarszy syn powinienem był bardziej dbać o mamę”), neguje się, że odczuwa lub odczuwało cokolwiek wobec picia rodziców, jakby bycie świadkiem ich picia nie wzbudzało żadnych emocji. Trzeci poziom zaprzeczenia jest związany ze szczególnym stosunkiem do siły woli. Część osób ma poczucie, że skoro udało im się przetrwać swoje dzieciństwo to zniosą już nieomal wszystko. Krańcowo się eksploatują, egzystują prawie jak maszyny, które muszą ze wszystkim sobie poradzić bez okazywania uczuć, doskonale się kontrolują i bez przerwy monitorują swój stan oraz reakcje otoczenia, by być na wszystko przygotowanym. Jasnym jest, że tego typu postawy wiążą się ze specyficznymi doświadczeniami z domu rodzinnego choć osoba może przeczyć jakoby jej postępowanie miało cokolwiek wspólnego z dzieciństwem. Następny wymiar zaprzeczenia dotyczy stosunku do picia i alkoholu w ogólności. Niektórzy zestawiają siebie z rodzicami i stwierdzają, że nie mają problemu z piciem, bo nie piją tak jak oni. Inni zdecydowanie reagują obronnie, opryskliwie, gdy ktoś porusza temat ich picia. Krótko mówiąc osoba zaprzecza jakoby doświadczenia z domu rodzinnego miały wpływ na jej stosunek do alkoholu i picia chociaż dla postronnych obserwatorów ten związek wydaje się wyraźny. Ze zrozumiałych względów warunkiem uzmysłowienia sobie istoty swoich problemów jest zaprzestanie zaprzeczania i spojrzenie prawdzie w oczy. Dopiero wówczas możliwe jest „wzięcie na warsztat” problematycznych postaw oraz strategii postępowania i przepracowanie ich. Aby lektura niniejszego tekstu nie była tylko powierzchownym przyjrzeniem się potencjalnym cechom osoby z rodziny z problemem alkoholowym, dobrze mieć na względzie, czy podczas lektury nie stosuje się jakiegoś sposobu zaprzeczania. Warto przełamać się i szczerze, z otwartym umysłem, refleksyjnie podejść do tego zagadnienia. Można też wziąć kartę oraz długopis i czytając o różnych cechach DDA odnieść ich charakterystyki do własnej osoby oraz swojego doświadczenia i własnej historii. Tego typu wgląd może okazać się bardzo konstruktywny i pouczający. Cechy DDA czyli przejawy syndromu Dorosłych Dzieci Alkoholików) Przyjrzyjmy się liście cech często spotykanych u DDA. [1] Ponieważ jako dziecko stale trzeba było mieć się na baczności, efektem tego jest doświadczanie lęku przed utratą kontroli. W dorosłym życiu może to przejawiać się na przykład poprzez: - dbałość o to, by nie okazywać uczuć (bo w dzieciństwie źle się to kończyło, było karane lub krytykowane albo uznawane za niegodne uwagi i chłodno lekceważone), - dbałość o porządek i regulaminowość, sztywność zasad (chaos utożsamia się z tym, co było najgorsze w trakcie dramatycznych sytuacji w domu, więc w dorosłym życiu odpowiedzią na takie doświadczenie jest unikanie nieładu, który jawi się jako nie do zniesienia lub coś, co wywołuje przykre emocje, a więc coś czego należy koniecznie unikać), - odczuwanie niepokoju gdy nad czymś się nie panuje, gdy coś jest poza wpływem danej osoby bądź coś nie daje się od razu zweryfikować, sprawdzić, - poczucie, że czułoby się lepiej, gdyby miało się więcej władzy, kontroli. [2] Lęk przed uczuciami może być powodowany tym, że gdy w domu rodzinnym emocje były uzewnętrzniane to głównie w dramatycznych okolicznościach, w ramach furiackich wybuchów, awantur, przemocy. Młody człowiek może zacząć przyjmować za pewnik, że emocje oznaczają kłopoty. W dorosłym życiu może się to przejawiać na przykład poprzez: - trudność w wyrażaniu uczuć, - brak rozeznania w uczuciach (niewiedza co się czuje lub co czują inni), w efekcie częstokroć zgadywanie jak powinno się czuć lub postąpić, - odbieranie emocji jako ciężar, coś niepożądanego, czego lepiej unikać, - doznawanie obawy, że mogłoby się stać coś złego gdyby pozwoliło się sobie na swobodne przeżywanie różnych uczuć, - przekonanie, że pewne emocje są zakazane, niewłaściwe, wadliwe lub świadczą źle o tym, kto je przeżywa, na przykład oznaczają słabość, niemoc lub wadę charakteru, - skłonność do unikania pewnych emocji (co tylko je wzmaga lub prowokuje do ujawnienia się w inny, niż naturalny, sposób), - tendencja do prób zastępowania emocji czymś bardziej kontrolowalnym, na przykład utożsamianie seksu z miłością lub przemocy z bliskością, - tendencja do reagowania zwykle ograniczoną liczbą emocji (jak gniew, smutek czy poczucie winy) i skłonność reagowania nimi w wielu różnych sytuacjach, nawet gdy nie wydaje się to w gruncie rzeczy w pełni adekwatne do okoliczności. [3] Ponieważ w dzieciństwie niejednokrotnie było się świadkiem lub wręcz uwikłanym w konflikt i wiązało się to niemal zawsze z bolesnymi przeżyciami, bo dorośli nie zachowywali się jak dorośli, a czasem nawet nie jak ludzie, lecz skaczące sobie do gardeł bestie, DDA odczuwa lęk wobec konfliktów. W efekcie: - za wszelką cenę stara się załągodzić sprawę (co czasem prowadzi do tego, że nie chroni swoich granic, toleruje zbyt wiele, nie staje we własnej obronie, nie reaguje asertywnie, tylko poświęca lub wchodzi w rolę ofiary) ALBO przeciwnie, zamiast dążyć do rozwiązania problemu od razu próbuje zakrzyczeć stronę przeciwną, bo czuje, iż tylko tak da się załatwić daną sprawę, - reaguje się dużym niepokojem na myśl o konflikcie tak jakby każdorazowo miał prowadzić do przemocy, - mimowolnie reaguje się złością i gniewem na konflikt uznając jednocześnie, że fatalnie on rokuje lub wręcz oznacza koniec relacji, - stara się unikać konfliktów (co utrudnia funkcjonowanie, ponieważ w istocie są one przecież naturalną częścią kontaktów z ludźmi i mogą prowadzić do konstruktywnych rozstrzygnięć), - automatycznie uznaje się, że konflikt oznacza odtrącenie, ponieważ w dzieciństwie zwykle doznawało się opuszczenia, gdy usiłowało się bronić własnego zdania bądź swoich granic. [4] U niektórych osób może dojść do nadmiernego rozwinięcia poczucia odpowiedzialności. Jeśli ktoś musiał stawać w obronie rodziców, wyciągać ich z tarapatów, brać na siebie ich obowiązki (np. opiekując się rodzeństwem lub jako małe dziecko samemu dbając o siebie bez odpowiedniej opieki) to w dorosłym życiu może: - mieć skłonność do brania na siebie odpowiedzialności za wszystko (czuć się winnym, gdy w związku się nie układa, gdy projekt w pracy nie jest realizowany we właściwym tempie mimo, że odpowiada za niego cały zespół), - odczuwać niechęć do delegowania zadań i do współpracy z innymi ponieważ i tak ma poczucie, że odpowiedzialność spoczywa na nim albo że prosząc o pomoc ujawnia osobiste niedostatki bądź niekompetencję, - nie umieć asertywnie odmawiać, nie być w stanie powiedzieć „nie” gdy ktoś prosi o pomoc. [5] Dla niektórych dorosłych dzieci alkoholików zmorą jest ciągle odczuwane poczucie winy. Kiedy jako dziecko prosi się rodzica o posiłek lub sygnalizuję potrzebę snu, a ten zarzuca mu, że zachowuję się jak mięczak lub psuje dobrą zabawę, mały człowiek reaguje poczuciem winy. Doświadczanie takich sytuacji po wielokroć może w końcu doprowadzić do wykształcenia się specyficznego mechanizmu: - odczuwa się poczucie winy z powodu swoich potrzeb (i na przykład nie umie się o ich spełnienie upomnieć w kontakcie z innymi), - często ma się poczucie winy ponieważ czuje się ciężarem dla innych. [6] Jako że w dzieciństwie funkcjonowało się tak jakby w sąsiedztwie czynnego wulkanu, niepokój odczuwało się praktycznie bez przerwy. Nigdy nie było wiadomo, kiedyś ktoś w rodzinie wybuchnie, kiedy będzie miała miejsce awantura, nic nie było pewne, czy rodzice się rozstają naprawdę czy znowu tylko tymczasowo, czy rodzic obiecujący poprawę mówi serio, czy znowu zawiedzie, czy można być pewnym słów ojca bądź matki, czy kolejny raz pojawi się dotkliwe rozczarowanie… Poza tym w domu awantury wisiały w powietrzu, napięcie było obecne bez przerwy, ewentualnie trzeba było chodzi na paluszkach, żeby rodzic wpadający w furię z błahych powodów nie zrobił piekła ponownie. W rezultacie: - danej osobie trudno się zrelaksować, rozluźnić, ciągle jest spięta i niełatwo jej się zwyczajnie, po ludzku pobawić (bo rozluźniając się czuje, iż coś wisi w powietrzu, że to swego rodzaju cisza przed burzą, zwiastun koszmaru), - ponieważ zabawy danej osobie kojarzą się z nieodpowiedzialnością, a odprężenie z nieuchronną awanturą, w chwilach przeznaczonych na zabawę może reagować napięciem, obawami, odrętwieniem, spodziewając się czegoś złego, - głośny śmiech mógł oznaczać, że sprawy zaczynają wymykać się spod kontroli, więc osoba może się poczuć zlękniona i „zesztywnieć”, gdy ktoś w jej towarzystwie tak się śmieje, co praktycznie uniemożliwia swobodny relaks i zabawę, - jeśli w rodzinie zabawa oznaczała picie, osoba sama może zacząć mieć problem z alkoholem ze względu na sięganie po niego, by dobrze się bawić lub zrelaksować, - ponieważ zabawy (nakrapiane alkoholem) częstokroć poprzedzały awantury i przemoc, osoba może w ogóle czuć się nieswojo na myśl o rozrywce oraz unikać zabaw. [7] Wychowując się w domu pełnym przemocy i stale będąc narażonym na bezpardonowe ataki młody człowiek musiał nauczyć się być wobec siebie krytycznym, by uniknąć ostrej reprymendy ze strony rodzica. Rodzica, który, dodajmy, nierzadko kompensował sobie brak panowania nad sobą kontrolując innych. W następstwie tego: - osoba jest wobec siebie nadmiernie krytyczna, wciąż się pilnuje, bezwzględnie (jak niegdyś rodzic) wypomina sobie błędy, okrutnie osądza siebie, etykietuje, - kontynuuje bezlitosne dzieło swojego okrutnego rodzica znęcając się nad sobą fizycznie (ranienie siebie, zaniedbywanie potrzeb organizmu, nadużywanie szkodliwych substancji i niezdrowego jedzenia, kompulsywne treningi fizyczne lub lekceważnie sportu) lub emocjonalnie (narażając się na trudne uczucia poprzez wchodzenie w przykre sytuacje lub poprzez pogrążający sposób myślenia), - „jest dla siebie najgorszym wrogiem”. [8] Z uwagi na to, że w rodzinie z problemem alkoholowym rzeczywistość jest stale zakłamywana przez rodziców, dziecko też stopniowo przyjmuje taką postawę wobec świata. W dorosłym życiu może wciąż stosować różnorakie sposoby zaprzeczenia, mieć skłonność do myślenia życzeniowego i magicznego. Ponadto osoba może: - mieć skłonność do kłamania nawet wtedy, gdy mogłaby powiedzieć prawdę, - mieć skłonność do manipulowania ludźmi (analogicznie jak rodzic postępował z nią i innymi), - częściej niż inni automatycznie reagować postawą obronną, gdy odbiera coś jako zagrożenie, - mieć skłonność do unikania rozmów na temat problemów i do chowania głowy w piasek, udawania, że nic się nie dzieje. [9] Ze względu to, iż „bycie blisko” oznaczało „bycie krzywdzonym” oraz z uwagi na brak dobrych wzorców, a nawet gorzej, czerpanie negatywnych wzorców z zaburzonej relacji rodziców, DDA może mieć trudności w intymnych związkach takie jak: - odczuwanie obaw, niepokoju, im bliżej z kimś jest, - unikanie bliskości lub zaangażowania z powodu głębokiego przeświadczenia o nietrwałości relacji, - spostrzeganie związku raczej jako pułapki, potrzasku, sytuacji, w której jest się eksploatowanym i narażonym na zranienie, - osoba może w żadnej relacji nie czuć się naprawdę bezpiecznie, - może mieć poczucie bezbronności i stale czuć się niepewnie, - może mieć tendencję do wchodzenia w związki w zasadzie skazane na niepowodzenie, by nie być „zbyt blisko”, „nie musieć się angażować” lub z uwagi na to, iż spełnienie dają tylko bolesne relacje obfitujące w trudności i cierpienie (zgodnie z przekonaniem „nie jestem godzien niczego lepszego”). [10] DDA mają skłonność do życia w pozycji ofiary ponieważ w ich domach przemoc fizyczna, słowna, a niekiedy także seksualna były codziennością, a poza tym: - czują się bezradne, - mają poczucie, że bez względu na to, co zrobią, spotka je przykry los, - mają poczucie, że nigdy nie będą dość dobre (rodzic nigdy nie chwalił, co najwyżej stwierdzał, że najlepsze możliwe oceny to oczekiwanyc standard, na który dziecko stać i koniec), - mają przeświadczenie, że cokolwiek uczynią nie zdobędą tego, czego pragną, - mogą mieć przekonanie, że tylko jako ofiary poświęcające się dla kogoś mogą tego kogoś przy sobie utrzymać, - mają skłonność do nie stawiania czoła problemom, reagowania niepokojem na myśl o wyzwaniach, jakie ich czekają, oraz mają tendencję do wycofywania się, reagowania różnorakimi dolegliwościami, byle tylko ustrzec się wzięcia odpowiedzialności za wynik zadania. [11] Część DDA przyznaje się do kompulsywnych (odczuwanych jako przymusowe) zachowań, takich jak: - punktualność, - praca, - czynności seksualne, - jedzenie, - stosowanie używek (alkohol, narkotyki, hazard), - czytania książek samopomocowych. [12] Pewna grupa DDA ma tendencję do mylenia miłości z litością. W rezultacie szczególnie atrakcyjne wydają im się relacje z ludźmi, którym mogą pomagać, których mogą ratować. Ponadto: - mają skłonność do pozostawania w związkach z osobami jakoś zranionymi lub nieosiągalnymi, - mogą nie wychodzić w porę z relacji, które są dla nich niszczące, - mogą trwać w relacjach z toksycznymi osobami oraz ludźmi uzależnionymi. [13] Wiele dorosłych dzieci alkoholików doznaje lęku przed odrzuceniem. Czasem wynika to z wielokrotnie przeżywanych incydentów o takim charakterze, a czasem z poczucia bycia porzuconym (epizod wyrzucenia lub ucieczki z domu). W rezultacie: - nie znoszą pożegnań, - źle reagują na rozstania z osobami im bliskimi, - nie potrafią pogodzić się z czyimś odejściem, nie pozwalają komuś odejść albo same nie odchodzą w porę, woląc tkwić w niesatysfakcjonującym lub toksycznym związku byle tylko nie byś samotne, - reagują dotkliwym poczuciem bycia odtrąconym w sytuacjach kiedy partner wcale nie kieruje się tego typu motywacją, - przywiązują nadmierną wagę do posiadania (statusu, dóbr, partnera, określonych cech), a pozbawione ważnych dla nich wartości bardzo łatwo reagują depresją (która w pewnym stopniu staje się wentylem dla odroczonego żalu, o którym więcej informacji znajduje się w dalszej części tekstu). [14] Sprawę pogarsza dodatkowo fakt, że częstokroć DDA: - mają skłonność do myślenia w kategoriach „albo-albo”, nie potrafią dostrzec odcieni szarości lecz cechuje je myślenie czarno-białe, zerojedynkowe, - mają tendencję do popadania w skrajności, do szczególnego maksymalizmu (nadużywanie powinności i imperatywów, „nigdy”, „zawsze”, „absolutnie”, „koniecznie”, „bezwzględnie”). Dorosłe dzieci alkoholików często cechuje także odroczony żal [15] (doznawanie smutku, który nie był wyrażany w trakcie trudnych doświadczeń, lecz ujawnia się po czasie) oraz specyficzna zdolność do przetrwania [16] (zdolność do wytrzymywania więcej niż inni np. trwając w toksycznych związkach, znosząc mobbing w pracy, eksploatując się na rzecz czyjejś wygody). "Syndrom DDA" - leczenie Osoby, które przeanalizowały powyższe typowe cechy „Syndromu DDA” i dostrzegają część z nich u siebie oraz chciałyby nad nimi pracować, mogą skorzystać z psychoterapii. Pomocny bywa także udział w grupach samopomocowych, które również ułatwiają przełamanie schematu „nie mów, nie czuj, nie ufaj” wpajanego im w dysfunkcyjnym domu rodzinnym. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.