Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'dda'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Refleksje mężczyzny

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Kobieta, lat 39. Jestem DDA, pochodzę z rozbitej rodziny i byłam wykorzystywana seksualnie. Odkąd pamiętam toczę walkę z demonami przeszłości. Z maską na twarzy biegnę przez gęsty las, lecz ciągle obijam się o smutek, niechęć, myśli samobójcze, depresję, lęk, strach i łzy. Żyję dla innych by choć przez chwilę poczuć się potrzebną i tą "kochaną". Pojawił się oczywiście alkohol pod postacią przyjaciela który zawsze jest i rozumie. Czuję że, przegrałam tą walkę. W szponach depresji topię się we własnych łzach, jak zawsze gdy nikt nie patrzy. I nienawidzę siebie jeszcze bardziej za to że, jestem zbyt słaba by żyć i zbyt słaba by to życie zakończyć. Czy to już jest koniec? Droga bez powrotu? Mam dzieci...lecz coraz trudniej mi wstać.
  2. Witam, Mam 41 lat i jestem ponad rok po rozwodzie. Chodzę na terapię od ponad 2 lat. W obecnej sytuacji wiem że żyłem w toksycznym związku. Wiem też że mam syndrom DDA. Staram się jakoś żyć lecz czuję że mam depresję. Problem zaczął się jakieś 9 lat temu jak moja ex-żona dostała depresji poporodowej. Nie zdawałem sobie sprawę z problemów jakie dotknęły moją rodzinę ( mam dwie córki ). To tak w dużym skrócie. Tak jak pisałem chodzę na terapię ale nie za bardzo ona pomaga ( od 1,5 miesiąca psycholog choruje lub mi coś wypada ). Stan jaki mam obecnie to chciałbym wrócić do byłej żony lecz ona nie zmieniła się i byłoby dla mnie to zabójcze. Żyje z inną kobietą i wiem że ranię ją mocno bo wydaje mi się że ona czuje że chętnie bym wrócił do ex. Znalazłem nowego psychologa w Legnicy ( Panią psycholog ) i będę zaczynał jakąś nową terapię. Szukam jakiejś pomocy / porady gdzie można udać się na jakąś terapię lub coś innego w okolicy Legnicy. Myślę aby na weekend majowy gdzieś wyjechać daleko i pobyć sam ze sobą ( chociaż jest to dla mnie trudne ).
  3. jestem 45-latką, w wieku 15 lat opuscili mnie rodzice "za chlebem", ojciec był alkoholikiem, matka z domu dziecka z brakiem instynktu rodzicielskiego, w domu pamiętan przemoc, byłam uczennicą z czerwonym paskiem, a dostawałam lanie od pijanego ojca za 5-, wyjechali ! spokój! potem próbuje poukładac sobie zycie, dwa nieudane zwiazki, pierwszy z przemocą ( tolerowałam to bo mama też wybaczała) drugi z uzależnieniem partnera od uzywek! udało się! nie zostałam w tych relacjach, obecnie mam kochającego męża , jest cudowny, ale moim zdaniem juz nie kontroluje spozycia alkoholu, nie wiem jak mu pomóc( to po stracie rodziców) a moi rodzice po trzech dekadach za granicą( prawie bez kontaktu ze mna) wrócili na "emeryturę" i wciąz mają ciągi alkoholowe!! a mnie wciąż zmuszaja do opieki bo taka moja powinność! dziecka można się wyrzec z różnych przyczyn a "cudownych rodziców " nie!! NIE MOGĘ TEGO UDŹWIGNĄĆ
  4. Hej, Dziś mam 23 lata, jestem studentką 2 roku inz transportu i w niedawnym czasie awansowałam w pracy i mam wrażenie że ten awans mnie dobił. Miałam bardzo ciężkie dzieciństwo. Ojciec był alkoholikiem i znęcał się nad nami czyli rodzeństwem i mamą psychicznie i fizycznie. Jako dziecko nienawidziłam rodziców. Ojca bo był jaki był a mamy bo nas nie ratowała, nie pomagała, nie zajmowała się nami. Dziś jako dorosła już osoba wiem, że zachowywała się tak bo miała depresję - mąż alkoholik bił ją i dzieci. Ojciec zmarł jak miałam 15 lat w wyniku nagłej choroby do której nikomu się nie przyznał. Zabrzmi to może teraz bardzo źle ale po jego śmierci zaczęliśmy normalnie funkcjonować. Przez jego awantury miałam problemy ze snem, mało spałam - gdy robił awantury leciałam szybko do młodszego rodzeństwa aby przytulić, zabrać do siebie do pokoju, uciekaliśmy na pole gdy był wyjątkowo agresywny. Całe dzieciństwo to strach i nerwy. Po jego śmierci wyparlam się jakby tego co się działo w moim domu za dzieciaka. Dobrze się uczyłam, miałam mnóstwo koleżanek, wszystko układało się idealnie. Mama po jego śmierci także się zmieniła, zaczęła się nami interesować. Kiedyś w domu był brud, mama nam nie gotowała, tylko wracała z pracy i zamykała się w pokoju i jak czegoś potrzebowaliśmy krzyczała "Zostawcie mnie w świętym spokoju!" Zawsze byliśmy zostawieni sami sobie, i ojciec i mama traktowali nas jak zło najgorsze, jak przeszkodę. Nikt nie dał mi nigdy poczucia bezpieczeństwa. Po jego śmierci stała się ciepłą troskliwą osobą, nie do poznania! Skończyłam szkołę średnią poszłam na studia zaczęłam pracę na produkcji. Pół roku temu dostałam propozycję przejścia do biura. I zaczął się koszmar. Na produkcji pracowałam z samymi kobietami, czułam się tam dobrze i bezpiecznie. Szkołe średnia także wybrałam żeńska. Zawsze miałam problem w relacjach damsko męskich, podświadomie uciekałam od facetów. Gdy zmieniłam stanowisko zaczęłam pracować z samymi Panami - wszyscy starsi ode mnie , ja 23 letnia studentka nie mogłam się połapać w kontakcie z nimi. Gdy schodziłam na produkcję w celu załatwienia czegoś - pode mną były działy męskie - widzialam 3 dorosłych facetów do których musiałam podejść i dać im tematy do pilnego zrobienia - dosłownie ręce mi się trzęsły i kolana uginały.. Bałam się ich. Boje się facetów. Niby wiem że są to moi podwładni i nic mi nie zrobią ale mrozi mnie na samą myśl że muszę mieć z nimi kontakt To jaki horror zafundował mi ojciec strasznie przełożyło się na moje dorosłe życie. Do pół roku temu nawet nie wiedziałam że mam takie problemy. Po prostu unikałam płci męskiej i tyle. Teraz w biurze mam 4 kolegów i pod sobą 3 działy męskie (ok 30 osób) na zmianie. Ani jednej kobiety - zero oparcia! Mam dni kiedy aż tak się boje ze biorę leki na uspokojenie w tajemnicy przed wszystkimi.. Potrafię wracać z pracy i płakać całą noc.. Niby ze strasznego domu wyszłam "na ludzi" Mam i świetna pracę i kończę powoli studia, ale moje dzieciństwo wraca jak boomerang i nie pozwala mi normalnie funkcjonować. Mam wrażenie że nie zasłużyłam na to co mam bo jakie dziecko z takiego horroru może być na tak wysokim stanowisku i jeszcze dawać radę z tym wszystkim.. Jak mam wybaczyć ojcu to co nam robił? Jak przestać się bać każdego faceta non stop identyfikując go z ojcem? Jak radzić sobie ze strachem?
  5. Witam, mam 28 lat i od prawie 5 jestem w związku, niestety pojawia się problem pomiędzy mną a partnerem, ponieważ jestem dość mocno wyczulona/przewrażliwiona na punkcie alkoholu. Narzeczony przynajmniej 3-4 razy w tygodniu wypija co najmniej 4pak piwa. Dochodzi do tego, że mamy na tym tle spore kłótnie, w zasadzie zawsze były, bo o ile na początku próby rozmawiania kończyły się na zapewnieniu zmiany, tak teraz słyszę cały czas że to jest moja wina - jestem typem domatora i sporego introwertyka, więc twierdzi, że fakt spędzania czasu w ten sposób rekompensuje sobie piwem. Dodatkowo cały czas powtarza, że to ja szukam sobie dziury w całym i jestem przewrażliwiona bo przecież wypija piwo i idzie spać (faktycznie jestem DDA). Największy problem polega na tym, że ja nie potrafię się z tym pogodzić, i uważam, że jest to juz uzależnienie, natomiast jego rodzina nie widzi w tym najmniejszego problemu i często podczas zwyczajnych wizyt sama kupuje mu piwo i namawia do picia, więc tym bardziej moje zdanie jest przez niego bagatelizowane albo kontrowanie stwierdzeniem, że nie zapewniam mu wystarczającej ilości zbliżeń intymnych i codziennych rozrywek, a pomijając wypicie piwa nie zaniedbuje chodzenia do pracy. Dochodzi do tego, że jak sięga po piwo to czuje do niego wstręt i obrzydzenie, mam wrażenie że graniczące z nienawiścia- do człowieka którego kochałam. Wiem, że ciężko ocenić sytuację pod kątem wyłącznie krotkiego opisu, ale proszę o opinię czy jest to faktycznie możliwe, ze problem leży właśnie we mnie i traumach z dzieciństwa? Przez 3 lata wspólnego mieszkania nie zdarzył się ani 1 tydzień żeby nie sięgnął po piwo, a próby proszenia o wypicie 1/2 w ciągu wieczora kończą się stwierdzeniem jaka to różnica skoro i tak pije a jest spokojny.
  6. Mam 23 lata jestem mamą 3 miesięcznego chłopca. Mój problem polega na tym, że w domu był alkohol wieczne kłótnie jakieś szarpaniny do pewnego czasu sobie "jakoś" radziłam na zasadzie przetrwać, raczej złudzenia druga sprawa jestem z facetem, który ma 31 lat i miał w domu podobną sytuację...nasza relacją bardzo szybko się zaczęła, dobrze się nie poznaliśmy jednak sobie nie radzę mój partner jest w dodatku mamisynkiem (za bliskie relacje z matka i siostra) co mnie strasznie odstrasza i wybudza złe emocje..chcę się rozstać....chciałabym sobie jakoś pomóc, aby nas synek nie cierpiał...
  7. Cześć wszystkim Mam 23 lata, jestem facetem i mam za sobą juz naprawdę sporo związków, było ich z 7. Ogólnie rzecz biorąc mam pewien problem, który dość mocno komplikuje mi życie. Mój problem polega na jakimś braku zaufania do swojej drugiej połówki. Za kazdym razem gdy jestem w związku, czuje się jakbym nie zasługiwał na te szczęście, ze mogę spędzać wspólnie czas z drugą osobą. Czuje się zabawką, którą mozna odstawić w kąt, kiedy tylko partnerce się zachcę, że mozna mnie zdradzać i szydzić ze mnie. Iii... cholera, nie wiem, zawsze gdy jestem w związku widzę wszystko w czarnych barwach. W dodatku nie potrafię stworzyc stabilnej relacji. Cholerka, naprawdę się staram by było inaczej, bo wiem, ze to nie jest tak. Wiem, ze zasługuje jak kazdy człowiek na szczęście i miłość, jednak nie wiem jak mam to swojej pieprzonej podswiadomości zakomunikować. Jak mam do niej przebić fakt, ze nie wszyscy ludzie chcą działać na moją niekorzyść. Usłyszałem kiedyś od psychologów do których chodziłem, ze w relacjach z ludzmi, jesteśmy tacy jak nasze wzory w postaci rodziców. Jestem DDA, moja matka gdy jeszcze żyła, była alkoholiczką, jak szła w balet, nie było jej czesto po dwa tygodnie w domu, jednocześnie w wówczas zdradzała mojego ojca z byle kim. Ja się czuję tak, jakby zdradzała przy okazji po kolei kazdego z naszej rodziny. Z jednej strony rozumiem - alkoholizm to choroba. Bardzo chciałbym wybaczyć w pełni mojej mamie. Ona też nie miała lekko w zyciu, jednak nie potrafię. Podobno wybaczenie to duzy krok w zyciu dda i robie jakies mikrokroki codziennie by jej wybaczyć. Rozmawiam ze sobą w głowie, analizując te całą sytuacje, jednak nie jestem nieomylny, wiem ze mogę coś przeoczyć. Prawdopodobnie zaraz spieprzy mi się kolejny związek, a ja bym chciał wiedzieć, jak mogę uwolnić się od tego toksycznego wzorca mojej relacji syn-matka, zeby bardziej ufać kobietom ii jesli ten zwiazek nie wyjdzie, to zebym po prostu w następnym wiedział jak postępować. Albo po prostu zebym mógł zaufać kobietom i nie widział w nich potworów, które chcą na kazdym kroku mnie zdradzić.
  8. Jestem mężczyzną po rozstaniu z dziewczyną, 30l., trzy miesiące temu porzuciłem menadżerskie stanowisko w korporacji i od tego czasu prowadzę własną firmę z zadowalającymi wynikami. Zmieniłem miejsce zamieszkania na nieduże miasto. Mam problem ze znalezieniem partnerki do związku, pod kątem seksu i urody, a nawet na krótszą metę dogadywania się szło mi ok, ale ostatecznie nie na tym mi zależy. Myślę, że piętno mogło odcisnąć tu dzieciństwo i doświadczenia z pierwszego związku, który trwał kilka lat, ale na koniec bardzo się na nim zawiodłem. Pytanie do jakiego specjalisty udać się, aby na ten temat porozmawiać, może ktoś z Państwa? Jestem zdeterminowany działać w tym kierunku.
  9. Cześć! Jestem mężczyzną w wieku 26 lat, mam stałą pracę, jestem żonaty od 3 miesięcy (a w związku od 10 lat), niestety DDA. Zawsze czułem się słabszy, niedowartościowany i przez to starałem się pomagać każdemu w okół a sobie na końcu. Często wychodziłem na tym jak Zabłocki na mydle, to ja byłem tym złym. Tytuł przywitania nie jest przypadkowy, bo to forum jest dla mnie ostatnią deską ratunku pod kątem mojego dobrego samopoczucia, komfortu psychicznego, ratowania związku i ogólnoprzyjętego spokoju. W miarę możliwości opiszę Wam "moj kłopot" z którym sam nie zaczynam sobie radzić. Zacznijmy (chyba) od początku. Związałem się z G. (bo tak będę nazywał moją żonę) dokładnie 10 lat temu, szczeniacka miłość przeistoczyła się w prawdziwe uczucie. Jak to w każdym małolackim związku były wzloty i upadki, rozstania, powroty. Od 3 miesięcy jesteśmy małżeństwem. Lawinowo zaczęło się psuć od 8 miesięcy. Pracuję jako przedstawiciel handlowy, dość ciekawa praca i "prestiżowa" robota, G. z kolei zaczęła być "korposzczurem" właśnie od 8 miesięcy. Do tego czasu była spokojną i dobrą osobą. Po objęciu swojego stanowiska (które wymagało dużo wkładu nauki) zaczęła być nerwowa, opryskliwa, bezczelna, władcza - z początku tłumaczyłem to jako "stres wynikający nowym starem karierowym". Z miesiąca na miesiąc było coraz gorzej, nawarstwiło nam się oczywiście dodatkowo: remont mieszkania, szykowanie niepewnego wesela (dopóki Morawiecki nie pozwolił ich organizować; btw. udało się na 150 osób ), dużo nadgodzin. Wszystko tłumiłem, byłem spokojny i starałem się pomagać na tyle ile potrafię. Miesiąc przed weselem w naszej relacji odbywały się dantejskie sceny, krzyki, płacz, trzaskanie drzwiami - wszystko tłumaczyłem nerwami. Po ślubie przeprowadziliśmy się do teściów,, nie jesteśmy w stanie wyprowadzić się do naszego mieszkania w krótkim czasie. Tu zaczęło się j*bać po całości. Dodam, że G. ma charakter dumny, nie przyznaje się do winy, obraca kota ogonem. Teściowie bardzo wierzący, wszystko tłumaczą wiarą i tymże dom ich opiewa. Jestem ateistą i chyba tu ich boli, że wyrażając swoje zdanie i argumentując przeciwstawnie - tym bardziej mi dopiekają. Pierwszy przykład z brzegu: "Rozwalicie sobie małżeństwo dlatego że nie chodzisz do Kościoła"; "Czemu się nie modlisz?!"; . Zaczęło się wtrącanie do naszego życia, "cenne" porady, które nie mają przełożenia na nasze wspólne życie. Teść: "Gdybym ja robił remont tyle co Wy to w życiu byśmy go nie skończyli", "Jak można siedzieć tyle w pracy co Ty i nic za to nie mieć" (reakcja na nadgodziny). Nic w tym dziwnego - z dala od teściów, idźta na swoje - wiem, słyszałem to nie raz. Sęk w tym, że G. - (jak to sama ujęła) zgadza się z rodzicami, czuje się nietykalna i tym bardziej jej bezczelność wobec mnie, chamskie odzywki lub układanie życia pod siebie (nie uwzględniając w tym mojego zdania) staje się codziennością. Próbowałem z nią rozmawiać, zbierałem się na odwagę, mówiąc jej w oczy że mnie rani, nie może tak być że gra do jednej bramki z rodzicami a ja zostaję sam, w obcym domu. Nie mam wiecznej motywacji do pracy, kiedyś prosząc ją o pomoc i rozmowę usłyszałem - nie mam czasu, mam ważniejsze sprawy na głowie niż Twoje smutki związane z praćą - każdy je ma i jakoś nie jęczy.Szala goryczy przelała się kiedy podczas wyraźnej winy żony obróciła kota ogonem, że wyszedłem na winnego. Teściowie oczywiście stanęli po stronie żony używając bzdurnych argumentów. Wytykali moje błędy, ja uzewnętrzniając jej błędy bronili jej w zaparte. Trzasnąłem drzwiami, wróciłem nad ranem. Widząc brak wsparcia z jej strony, ciągłe docinanie i mędrkowanie, nieumiejętność odcięcia pępowiny sprawia, że sam staje się zobojętniały. Założyłem konto, bo potrzebuję się wygadać, potrzebuje aby ktoś spojrzał na problem z boku, rozbił go na cząstki a nie oceniał tylko efekty moich zachowań. Spróbował doradzić jak nakierować żonę / bliskich do nieoceniania Spróbował nakierować mnie, może faktycznie to ja jestem ten zły i to ja wymagam za dużo w porównaniu do niej. Uświadomcie mnie, że robie źle / ona robi źle. Proszę Was o pomoc i z góry przepraszam jeśli ten post jest dość pokrętnie napisany. Pozdrawiam, Quentin
  10. Czy ktoś moze zdecydował sie na kupno mieszkania w budownictwie starszym? Jak Wam sie mieszka w takich starszych blokach? I jakie dzielnice Gdańska polecicie do zamieszkania?
  11. Dzień dobry. Jestem tutaj od dziś.. Szukałam miejsca, w którym mogłabym znaleźć wsparcie i pomoc na miarę "spotkania na forum". Skłoniła mnie do tego sytuacja z wczoraj. Jestem DDA. Nie chodzę na terapię, bo jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że miałabym dzielić się z kimś tym, co jest dla mnie tak bardzo wstydliwe. Połączenie mężczyzny i alkoholu sprawia, że automatycznie pojawia się we mnie ogromny lęk i obawa.. ponieważ mój tata każdą przygodę z alkoholem kończył i kończy awanturą albo upiciem się do nieprzytomności.. Wczoraj byliśmy z moim chłopakiem u znajomych na grillu. Jeden z gospodarzy postawił na stole wódkę dla panów. Wypili ją w 3. Mój chłopak nie zaczął zachowywać się tak jak mój tata po alkoholu, nie wyglądał nawet na osobę, która coś wypiła. Ale we mnie w momencie postawienia butelki na stole z tekstem "a to dla panów" pojawił się ogromny lęk i chęć jak najszybszego powrotu do domu. Nie mam żadnych realnych powodów do strachu - o to jak zachowa się lub co zrobi mój chłopak - a jednak od razu zapala mi się czerwona lampka. Niejednokrotnie w weekend wypiliśmy razem piwo lub nawet dwa i tej obawy nie było.. I zaczynam myśleć, że to ze mną jest jakiś problem..
  12. Cześć jestem Kaśka, mam 24 lata i jestem DDA. Sama nie wiem od czego zacząć. Z partnerem znamy się krótko bo 3 lata. On ma 30 lat Cały czas były rozstania i powroty. W tamtym roku wróciłam do niego, bo uświadamiał mnie, że wyrosl z zabaw, picia, ćpania, kolegów i chce zacząć nowe życie. No i przez parę miesięcy było dobrze, wprowadziłam się do niego. W listopadzie zaszłam w ciążę, jestem w 4 miesiącu. 4 tygodnie temu wyprowadziłam się od niego po tym jak wrócił z pracy zza granicy kompletnie pijany, pił cały tydzień. W międzyczasie wyrzucił mnie parę razy z domu, po czym potrafił się śmiać i mówic mi że i tak tego nie zrobię. Zaczął wypominać mi dosłownie wszystko co kupił, co dostałam jako prezent na święta itp, mówił że jestem pie*dolnieta, psychiczna, że powinnam się leczyć (wspomnę tu że 3 lata chodziłam na terapię i to też potrafił wyśmiać). Ja do świętych nie należę, bo przed ciążą też "lubiłam" dobrze się bawić, ale gdy tylko się dowiedziałam odstawiłam wszystko i myślenie mi się zmieniło. On dobre kilkanaście lat zażywał narkotyki, pił dużo alkoholu i po prostu tak wyglądało jego życie. Typ imprezowicza. Od paru dni rozmawiam z nim, twierdzi że nie pije, jedyne co to 2 piwa wieczorem, ale praktycznie codziennie widuje się z kolegami i siedzą u niego na mieszkaniu. Dzisiaj pije z kolegami wódkę i dzwonił i zaczął mi się pytać dlaczego nie mogę być jak żona jednego z jego kolegów, że go puszcza wszędzie, że w ciąży jest też i się go nie czepia. Czy ja popadam w paranoję? Zwyczajnie glupieje? Co wy zrobilibyscie na moim miejscu. Nie mam już siły, nie ma dnia żebym nie płakała z bezsilności. Czy tacy ludzi się zmieniają, czy dać mu jeszcze szansę? Boje się strasznie tego wszystkiego, boje się zostać samotna matką. Pomóżcie proszę.
  13. Hej! Jestem studentką psychologii i piszę pracę magisterską dotyczącą związków intymnych dorosłych kobiet z rodzin alkoholowych. Badanie kieruje do kobiet do 35rż, które mają dzieci i są w związku romantycznym od minimum dwóch lat oraz mieszkają z partnerem/partnerką. Inspiracją do tematu jest moje własne życie - też jestem DDA. Będę ogromnie wdzięczna za wypełnienie i chętnie podzielę się wnioskami, jak będę miała wyniki. Każda odpowiedź jest dla mnie na wagę złota. Ściskam was. https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSeCdrCLyuqvhhVxy8ZTM-wGPfuU953k-I2d1nzHaw19lKynFw/viewform?vc=0&c=0&w=1&flr=0&gxids=7628&fbclid=IwAR2ltN02ut6W6EpKF6oXIfZiDUXBT0msy5NHiXpp7NZTSEJYJba5_FnFAuU
  14. Jagoda30

    DDA

    Witam Mam 25 lat , moja matka jest anonimowa alkoholiczka , była w ośrodku zamknięty lecz terapia nie przyniosła pożądanego rezultatu... są dni ze jest do rany przyloz a pozniej wpada w ciag alkoholowy i potrafi pic od rana .. awanturując się..obrażając, nieszanujac, między innymi dlatego też się wyprowadziłam z domu i mieszkam z narzyczonym ale ze względu na jego delegacje przyjeżdżam do domu , nie umiem sobie poradzić jej choroba, ciezko mi przestac o tym myśleć.. proszę o pomoc i dorady .. czuje się bezsilna
  15. Dorosłe Dzieci Alkoholików i uporanie się z urazowym dzieciństwem Poradzenie sobie z poczuciem, które pojawia się w odpowiedzi na doświadczenie krzywdy, nie jest zadaniem łatwym, ale możliwym i godnym wysiłku. Artykuł wyjaśnia na czym polega ten proces i dlaczego warto się w niego zaangażować. Egzystencja z poczuciem krzywdy Ludzie niekiedy idą przez życie niejako po śladach wyznaczonych przez krzywdy doznane w przeszłości. Ludzki los płynie natenczas korytem psychicznych blizn. Teraźniejszość rozwija się w cieniu minionych zranień. I choć nie jest to podróż donikąd, bo żadna taką nie jest, to jednak nie towarzyszy jej głębokie poczucie sensu. Ciężar doświadczeń zdaje się przytłaczający, przemierzanie kolejnych tygodni, miesięcy i lat nie dystansuje od bólu, a na horyzoncie nie widać ukojenia. Człowiek jest w ruchu, ale tak naprawdę pozostaje zatrzaśnięty w swoim cierpieniu, które odpuszcza mu tylko na chwilę, by nawracając dokuczać ze wzmożoną siłą. Nieprzepracowane poczucie krzywdy pozostaje aktualnym problemem niezależnie od tego, ile czasu minęło od zranienia. Problemem, który domaga się podjęcia kroków zaradczych i działań naprawczych. Problem zaprzeczania doznanej krzywdzie Niekiedy poczucie krzywdy bywa niejako zamrożone nawet przez bardzo długi okres czasu. Nie znaczy to bynajmniej, że doświadczenia krzywdy nie było – poszkodowany po prostu nie dopuszcza do siebie takiej wizji. Przyjęcie jej do wiadomości i uznanie, że zostało się ofiarą nie jest z różnych względów sprawą łatwą. Dla jednych to problem, ponieważ w ich odczuciu oznacza przyznanie, iż nie byli wystarczająco silni. Innych przeraża perspektywa ponownego przeżycia cierpienia, które towarzyszy przyglądaniu się zranieniom i określaniu szkód. Potrzeba odwagi, by uznać, iż coś głęboko dotknęło oraz aby spojrzeć w oczy własnym demonom. Potrzeba determinacji, żeby chcieć zmierzyć się z trudnym procesem kojenia poczucia krzywdy. Potrzeba szczerości, by wskazać, kto był sprawcą, a nierzadko bywa to niesłychanie trudne. Ciężko jest powiedzieć „zraniła mnie matka”, „skrzywdził mnie ojciec”, „żona spowodowała moje cierpienie”, „mąż zadał mi ból”. Stwierdzenia takie podważają iluzję porządku osobistego danego człowieka. Rzecz w tym, że ta iluzja i tak musi zostać pokonana, bo krzywda burzy wewnętrzny ład i stawia przed koniecznością budowania go od nowa. Trzeba będzie poukładać pewne pojęcia od początku, skoro zranienie nadeszło ze strony tych, którzy powinni być wsparciem. Kiedy podpora przestaje pełnić swoją funkcję, zapada się wewnętrzny świat. Naprawa tego stanu rzeczy to wyzwanie i słusznie jawi się jako trudny proces. Jest on jednak konieczny, więc unikanie go odwleka to, co niezbędne, i wydłuża całą historię cierpienia. Sens uzmysłowienia sobie poczucia krzywdy Dopiero po świadomym uzmysłowieniu sobie poczucia krzywdy następuje głęboka refleksja nad doznanymi zranieniami i określanie poniesionych strat. Poczucie krzywdy pozwala je oszacować tak samo jak ból pozwala rozpoznać miejsce, w którym ciało choruje. Temu właśnie służy to poczucie – między innymi pozwala się zorientować, co w człowieku zostało naruszone podczas doświadczenia krzywdy. „Jeśli nie uleczysz rany, która cię boli, będziesz krwawić na tych, którzy cię nie zranili.” – Autor nieznany Oszukiwanie samego siebie, że krzywdy nie było, jest w istocie życiem w kłamstwie. Ponura maskarada może być na tyle przekonująca, że człowiek sam zaczyna w nią wierzyć. Wtedy problemy życiowe i kłopoty w relacjach, które są następstwem krzywdy, jawią się jako niezrozumiałe albo upatruje się ich przyczyn w niewłaściwych czynnikach. A skoro tak, trudniej jest tym trudnościom zapobiegać. Stają się nieodłączną częścią teraźniejszego bytu danej osoby, choć ich prawdziwe powody pozostają ukryte i mają korzenie sięgające do momentu, gdy zaistniało doświadczenie krzywdy. Żyje się we mgle stale wracając do tych samych miejsc, w których nieodmiennie czeka na człowieka cierpienie. Nie mając wiedzy o motywach i mechanizmach problematycznego postępowania trudniej jest schodzić ze śladów wiodących do emocjonalnego bólu. Z poczuciem krzywdy można także starać się po prostu egzystować. Da się z nim żyć. Wtedy jednak człowiek ma tendencje do tego, by się znieczulać, bo nawracający ból bywa bardzo dokuczliwy. Skłania to do nałogów oraz do silnych, dramatycznych przeżyć, którymi osoba stara się zagłuszyć echa zranień. Znieczulenie niekiedy oznacza w praktyce nieczułość, niewrażliwość, obojętność, a nawet sadyzm lub samoudręczenie. Człowiek otumaniony tak naprawdę nadal pragnie coś czuć – może wobec tego sięgać po drastyczne rozwiązania, które krzywdzą jego lub innych, tak czy inaczej skazując go na poczucie osamotnienia. Oszacowanie strat po doświadczeniu krzywdy Nie ma mowy o radykalnym akceptowaniu przeszłości lub odpuszczeniu win, jeśli właściwie nie wie się, co stara się uznać lub co i komu darować. Właśnie dlatego tak istotne jest rzetelne rozstrzygnięcie, jakie zostały spowodowane szkody. Można je pogrupować w trzy kategorie. Pierwsza kategoria to straty, czyli wszystko to, czego w wyniku doświadczenia krzywdy człowiek został pozbawiony. Druga kategoria to ciężar, czyli bagaż, który w następstwie doświadczenia krzywdy dana osoba ze sobą niesie. Trzecia kategoria to rozstrój, czyli pomieszanie pojęć, utrata punktów odniesienia, a zatem chaos, który powstał w wyniku zburzenia wewnętrznego ładu, porządku osobistego danego człowieka w rezultacie doświadczenia krzywdy. Konsekwencje doświadczenia krzywdy w dzieciństwie Dorosłych Dzieci Alkoholików Dzieci, które były świadkami przemocy małżeńskiej lub, co gorsza, same były ofiarami jakiejś formy przemocy (na przykład fizycznej lub psychicznej) częściej w przyszłości doświadczają problemów związanych ze zdrowiem psychicznym. Z większą dozą prawdopodobieństwa takie dzieci już jako dorosłe osoby będą sięgały po używki oraz same stosowały przemoc wobec własnych partnerów życiowych. Część osób, które były w dzieciństwie świadkami lub ofiarami jakiejś formy przemocy mogły także jako dzieci doświadczać wzmożonego niepokoju, złego samopoczucia, depresji, miewać koszmary senne, samemu wobec siebie stosować przemoc, a także doświadczać fizjologicznych dolegliwości, będących objawem silnego stresu. Następstwa długo trwającego okresu krzywdzenia U części osób, które żyły w środowisku pełnym przemocy przez dłuższy czas, mogą pojawić się bardzo poważne problemy psychologiczne takie jak: ostra reakcja na stres, zespół stresu pourazowego (PTSD), zaburzenia adaptacyjne, depresja i inne. Trudności te wystąpić mogą zwłaszcza u osób, które są na nie genetycznie podatne. Szczególnie dolegliwe bywają następstwa przewlekle niezaspokajanych potrzeb dziecka, które są dla niego krytycznie ważne. Brak wystarczającej dozy właściwie wyrażanej miłości rodzicielskiej skutkuje trwałym deficytem w tym kontekście. Osoba może czuć się niekochana, nie akceptować siebie, nie darzyć samej siebie miłością własną albo – gdy więź z rodzicami była niewłaściwa – wchodzić w krzywdzące relacje i nie wychodzić z nich pomimo złego traktowania i braku perspektyw poprawy. U niektórych kobiet dochodzi do wykształcenia mechanizmów charakterystycznych dla podatności na zranienie, które dodatkowo podsycane są opisanymi dalej trudnościami w zakresie samokontroli i uciekania w fantazje. Nie liczenie się z granicami, odrębnością bądź prywatnością dziecka oraz brak poszanowania dla jego autonomii może spowodować, że trudno mu w przyszłości będzie odkryć i zaakceptować własną indywidualność oraz podejmować suwerenne decyzje. Natomiast całkowite zlekceważenie wyznaczania dziecku pewnych granic, przyzwalanie by „wychowywało się samo” może z kolei sprawić, że stanie się nadmiernie niezależne w stopniu utrudniającym mu tworzenie zgodnych, partnerskich relacji z innymi osobami. Dorosłe Dziecko Alkoholika może żyć z głębokim przeświadczeniem o własnej niekompetencji i przez to przyjmować bierną postawę wobec problemów. Jeśli dziecko nie ma poczucia, że spełnia wymagania rodziców, bo są oni wiecznie zajęci własnymi sprawami lub narzucają mu nierealne standardy, by zrekompensować sobie własne porażki, ono w końcu przyjmuje, że zawiodło rodziców, nie jest wystarczająco dobre. Dziecko wychowujące się w nękanej przez problem alkoholowy rodzinie, która funkcjonuje odmiennie w zależności od tego, czy rodzic pił czy jest trzeźwy, może mieć trudność ze zdefiniowaniem własnej tożsamości. Skoro wszystkie zasady zmieniają się jak w kalejdoskopie, a środowisko permanentnie lub okresowo pogrążone jest w chaosie, dziecku trudno się w tym wszystkim połapać. Ciężko odnaleźć samego siebie dorastając w warunkach bezplanowości – w zamęcie, w którym nic nie jest pewne. Niektórym Dorosłym Dzieciom Alkoholików ten nieład tak wchodzi w krew, że stale egzystują w dramacie – idą przez życie mimowolnie siejąc w nim ferment. W rodzinie, w której występuje problem alkoholowy, potrzeby dziecka mogą być traktowane jako mniej ważne. Niepisaną i sztywną zarazem regułą jest, że dziecku nie wolno stwarzać problemów, by nie pogarszać już i tak ciężkiej sytuacji. Nie wolno zatem zakłócać spokoju wyrażając emocje ani zawracać głowy swoimi oczekiwaniami chociaż są to przecież w istocie prawa każdego małego człowieka. Nic więc dziwnego, że tak wielu Dorosłym Dzieciom Alkoholików niezwykle trudno jest mówić o swoich uczuciach i potrzebach, co ze zrozumiałych względów nie ułatwia im budowania satysfakcjonujących relacji. Znoszenie skrajnie trudnych sytuacji, które mogą występować w rodzinach dysfunkcyjnych, wywiera na dziecku ogromną presję, by udawało, że nic się nie dzieje. Rzeczy nie do zniesienia trzeba przecież jakoś wytrzymać, by przeżyć. Zablokowane przeżycia emocjonalne odbijają się jednak na funkcjonowaniu człowieka w jakiś sposób znajdując w końcu prędzej czy później ujście. Czasami wytrenowana w ten sposób zdolność blokowania przeżyć staje się nawykiem, przez co Dorosłe Dzieci Alkoholików mogą tolerować niebywałe obciążenia – przynajmniej do czasu, aż blokady w jakimś punkcie pękną. Emocje nigdy nie przechodzą bez echa. O ile dziecko ma pewien wpływ na siebie, wie co się z nim dzieje i może w jakiś sposób kierować sobą, w przyszłości raczej również będzie zdolne do normalnej dozy samokontroli. W rodzinie z problemem alkoholowym działania nie zawsze prowadzą do tych samych skutków i nigdy nie wiadomo, co się wydarzy. To jak życie przy tykającej bombie, która w każdej chwili może wybuchnąć. Aby odnaleźć się w takich warunkach trzeba się niesłychanie (jak na możliwości dziecka) kontrolować. A kiedy już dochodzi do zapłonu, następuje totalny chaos, po którym pijący rodzic nierzadko znowu narzuca sobie i otoczeniu żelazną dyscyplinę na pewien, trudny do oszacowania czas. W rezultacie Dorosłe Dzieci Alkoholików miewają różne problemy z kontrolą – sztywnieją, gdy jest okazja do luzu, zwłaszcza w intymnych relacjach kontrolują nadmiernie i są przesadnie odpowiedzialne, by nie czuć niepokoju bądź uciekają w fantazje albo mają ogromną trudność z zachowaniem samokontroli. Ta ostatnia ewentualność czyni je szczególnie podatnymi na nałogi. Terapia DDA i warunki uporania się z poczuciem krzywdy Kojenie poczucia krzywdy często przypomina ciężką przeprawę. Można próbować radzić sobie z tym w pojedynkę, ale zdecydowanie lepiej mieć wsparcie. Zwłaszcza specjalisty wykwalifikowanego w niesieniu pomocy psychologicznej. Najpierw należy zadbać o to, by ustało doświadczenie krzywdy, i zatroszczyć się o bezpieczeństwo poszkodowanej osoby. Czasami ludzie są ranieni całymi latami. Uporanie się z poczuciem krzywdy, wynikającym z minionych doświadczeń, musi zostać poprzedzone rozwiązaniem bieżących bolesnych spraw. W następnej kolejności można przystąpić do nadrabiania zaległości w zakresie tego, czego człowiek został pozbawiony. Jeśli nie jest to możliwe, konieczne jest określenie sposobów radzenia sobie z własnymi deficytami. W zależności od rodzaju ubytków, potrzebne może okazać się również odżałowanie tego, co człowiek stracił przez doświadczenie krzywdy, ponieważ po niektórych zranieniach musi nastąpić żałoba. Zasadne może okazać się również skontaktowanie się z innymi, niż smutek i żal, emocjami takimi jak poczucie bezradności, lęk czy gniew, oraz rozplątanie nie dających spokoju węzłów poczucia winy i wstydu. Proces ten ma służyć wentylacji tych emocji, ale i opanowaniu umiejętności radzenia sobie z nimi w konstruktywny, bezpieczny sposób, oraz asertywnego wyrażania ich. Poza tym pomaga w odzyskaniu łączności z samym sobą, z własnymi potrzebami. Bardzo istotna jest też nauka umiejętności, których nie opanowało się w następstwie krzywdy polegającej na zaniechaniu lub zaniedbaniu, gdy rodzic nie przekazał ich swojemu dziecku. Nie mniej ważna jest nauka radykalnego akceptowania, co jest praktyką, lekcją do stałego przerabiania, a nie jednorazowym aktem, i pozwala dostrzegać oraz uznawać stan faktyczny zamiast spostrzegać go przez pryzmat poczucia zranienia lub z pozycji ofiary. Kolejną sprawą jest rozpoznanie ciężaru krzywdy i odpowiednie z nim postępowanie. Zależnie od formy takiego bagażu konieczne są różne strategie radzenia sobie z nim. Czasami są nim destrukcyjne przekonania, które trzeba przepracować. Ewentualnie problematyczne schematy funkcjonowania wymagające korekty lub zastąpienia innymi. Mogą to być dolegliwości, z którymi trzeba nauczyć się żyć lub problemy psychiczne bądź zaburzenia, które należy leczyć. Może to być balast negatywnych myśli o sobie i własnym życiu, którego trzeba się pozbyć, żeby zrobić miejsce dla nowych zapatrywań na swój temat w celu odzyskania poczucia własnej wartości. Często nieodzowne jest poszukiwanie nowych interpretacji na temat przeszłości, w tym całego kontekstu doświadczenia krzywdy, a nawet jej samej. Radzenie sobie z ciężarem w określonych przypadkach może polegać na praktyce uważności w celu na przykład ograniczenia „emocjonalnych wstrząsów wtórnych”, pojawiających się w odpowiedzi na nawracanie wspomnień krzywdy. I wreszcie koniecznym jest zwieńczenie poprzednich kroków czyli odzyskanie wewnętrznego ładu. Regulacja wywróconych do góry nogami lub poustawianych w poprzek znaczeń. Przyjęcie systemu wartości, który pozwala nadać życiu sens. Odnalezienie siebie poprzez: ograniczenie chaosu, wyznaczanie granic, oddzielenie przeszłości od teraźniejszości, pragnień od potrzeb, kaprysów od celów, życzeń od możliwości, planów od marzeń, ograniczeń od wad. Zależnie od obranego systemu wartości człowiek dokonuje też ostatecznej decyzji o tym, w jaki sposób będzie odpuszczał winy sprawcom swojego cierpienia. Określi również nową, spójną narrację osobistą, która nada egzystencji konkretny kierunek i głębokie znaczenie, a dzięki temu ułatwi satysfakcjonujące spożytkowanie reszty czasu, jaki został mu dany. Udane związki pomimo bycia DDA? Tak! Informacje na tema tego jak nie tworzyć relacji wysokiego ryzyka, związków toksyczny, a zamiast tego budować znajomości dające spełnienie i satysfakcję, można znaleźć w książce "Toksyczny związek? Ocal siebie!", która jest dostępna w naszym sklepie online w formie drukowanej i w PDF.
  16. 😪witam, mam 30 lat,depresje i dda. wyemigrowałam na zachód z rodzicami w wieku 20 lat. Nie jestem tutaj szczęśliwa, chce wrócić do kraju. Trzyma mnie poczucie obowiązku opieki nad chorym tata, chora siostra. Boje się żyć swoim życiem, boje się żyć dla siebie. Cały czas jestem dla innych. Wiem, że spotka się to z dużą krytyka z ich strony. Już słyszę "a kto się teraz mną zajmie" "nie możesz mnie zostawić" "nie chcę żebyś jechała". Proszę o pomoc, jak mam znaleźć sama siebie, swoje miejsce na ziemi.
  17. Witajcie.. Mam 23 lata. 4 miesiące terapii. Niby tempo miałam niesamowicie szybko, niby była „gotowość”do zmian … Samookaleczanie przez kilka lat. Ojciec alkoholik, toksyczna matka, bracia - przemoc fizyczna psychiczna i seksualna, do tego w życiu dorosłym kłamstwa, pakowanie się w przemocowe relacje. Można takie przejścia przepracować w 4 miesiące? Parę dni temu terapeutka powiedziała, że czas już puścić rękę, że jestem gotowa na to życie. A ja? Czuję ogromny smutek. Czuję jakby mi ktoś wyrwał najważniejszą rzecz w życiu. 3 dzień nie umiem dojść do siebie… Ostatnie kilka spotkań już czułam, że nasza droga powoli dobiega końca.. Źle się z tym czułam. Potwornie mi przykro, że już nie porozmawiamy, nie pośmiejemy się. Nie byłam gotowa na tak „drastyczne” odcięcie.Zaczynając terapię myślałam, że mam wspaniałych przyjaciół i matkę, która wkurza, ale to jak każda matka. W trakcie terapii złe rzeczy się zaczęły odklejać – odcięłam się od matki i wszystkich przyjaciółek, w których szukałam tej matki… Zostałam sama, ale zawsze wiedziałam, że gdzieś jest ta terapeutka… Chyba brakuje mi teraz kobiety w życiu. Mam partnera, ale to nie jest to samo. On nie może być od wszystkiego… Dzwonić do niej? Wznawiać terapię? Powiedzieć jej, ze jestem wrakiem?!
  18. Witam. Mam na imię Justyna, mam 26 lat, mam za sobą ciężkie chwilę, alkohol taty, kłótnie, próby samobojcze. Teraz jestem twarda z tym sobie już daje rade, jedyny mój problem ze przestałam lubić jeść, zawsze uwielbiałam, teraz ważę max 40 kg przy 165cm wzrostu. Domyślam się że to nerwy, stres, chciała bym tylko wiedzieć jak znów patrzeć na jedzenie jak na coś przyjemnego, a nie prawie wymiotować jak myślę że muszę zjeść bo już głodna bardzo jestem. Nie chcę się leczyć, co może zmienić moje nastawienie bo wiem że stres i nerwy zostaną ze mną, rodziny się nie wybiera.. Dziękuję z góry za pomoc
  19. witam. mam 29 lat i mam na imię Paulina. znalazłam sie tutaj ponieważ nie mam nikogo kto mógłby mnie zrozumiec. czuje sie inna, gorsza od innych ludzi. molestowanie seksualne w dzieciństwie, alkocholizm Ojca, odejscie matki do kochanka i gwalt przez 40 letniego faceta. tylko to przezylam do momentu skonczenia 15 lat. wtedy tez spotkalam swojego terazniejszego partnera, ktory wzial mnie do siebie do domu. zerwalam kontakt z rodzina, nie dokonczylam szkoly, przez wiele lat bylo dobrze, uratowal mnie, dzielnie znosil moje leki, obawy, napady paniki i histerii.nie pracowalam, ani sie nie uczylam poniewaz urodzilam dziecko, ktorym sie opiekowalam. wszystko sie zmienilo kiedy przyznal sie po 9 latach sam do tego ze zdradzil mnie kiedy bylam w ciazy.wtedy cos peklo. zaczelam pic. poczulam ze Go trace. po roku meczarni z choroba alkocholiczki i skreconymi obiema nogami przez kolejny napad szalu postanowilam przestac pic. oczywiscie nikt we mnie nie uwierzyl, ale udalo sie. ale dla niego bylo juz za pozno. za malo. jego zdaniem wszystko tym przegralam. raz slysze ze mnie kocha a raz ze nic nie potrafie, ze nie chce sie zmienic, ze ciagne go w dol i nie pomagam nam. za kazdym razem kiedy probuje cos w sobie zmienic napotykam sie na mor z jego strony, tak jakby mnie juz nie chcial. wydaje mi sie ze przestal mnie kochac, a jest ze mna tylko z leku bo nie wie co bym zrobila gdyby odszedl. tak, taka jest prawda, nie wiem co bym zrobila. nie widze bez niego sensu zycia. nie moge se pogpodzic z przeszloscia i tym ze dla osoby dla ktorej postanowilam zyc jestem juz obojetna. czesto mi to mowi. ze juz go nie obchodze. nie wiem co zrobic by przestac go kochac, jestesmy ze soba juz 13 lat, mamy 12letnie dziecko. przez ostatnie lata ciagle sie zalamywalam. nie moglam znalezc pracy, nawiazac kontaktu z innymi ludzmi. boje sie ich. wstydze siebie. oprocz atakow paniki, histerii i szalu pojawila sie u mnie autoagresja. objawia sie biciem glowy o sciane, przypalaniem sie papierosow, drapaniem skory, rzucanie roznymi przedmiotami bez celu. jest to bolesne bardziej psychicznie niz fizycznie. ale najbardziej krzywdze tym Jego i dziecko. chcialabym sie zmienic, dla Niego ale nie wiem jak. moze jestem glupia, ze dalej chce z Nim byc, ale cos jeszcze mi mowi ze nie jest za pozno ze on nadal cos do mnie czuje. a moze to jest tylko i wylacznie moja wina. zycie seksualne bylo z nim zaskakujaco bogate, nie mamy z tym zadnego problemu. czsami wydaje mi sie ze tylko dlatego ze mna jest. prosze o porade. mam walczyc dalej o ta milosc czy dac sobie spokoj juz? jesli tak, to jak przestac o nim myslec, jak przestac o sobie myslec, ze hestem tak bardzo beznadziejna, nienawidze sie za to ze nie potrafie od niego odejsc, boje sie samotnosci, boje sie zyc bez niego. boje sie odrzucenia, boje sie kazdego kolejnego dnia.
  20. Witam Wszystkich. Mam na imię Michał. Jestem 34-letnim studentem muzyki na brytyjskiej uczelni, gitarzystą, producentem muzycznym ect. Odkąd pamiętam, mój ojciec zawsze pił. Po 34 latach życia niewiele mam wspomnień związanych z jego trzeźwością, natomiast odnośnie jego pijaństwa całe mnóstwo. Nigdy nie zdawałem sobie sprawy z tego, że coś takiego jak syndrom DDA w ogóle istnieje. Jako, że staje się coraz bardziej świadomym człowiekiem, zacząłem dostrzegać pewne problemy osobiste. Niesamowicie dużo czytam na temat rozwoju i szukam rozwiązań swoich problemów, niektóre z nich nawet udało mi się zwyciężyć. Szczęście w nieszczęściu, ponieważ mam 4 rodzeństwa i jeden z moich braci kilka lat temu był na tyle świadom, że potrzebuje terapii, że podjął się jej i dzisiaj można śmiało powiedzieć, że zwyciężył. Mój problem polega na tym, że mam pełną świadomość tego, że tkwi we mnie ogromny potencjał, jest we mnie tyle woli życia, że wiem, że mógłbym góry przenosić. Jednak coś z tyłu mojej głowy nie pozwala mi na stawianie kolejnych kroków, co jest niesamowicie frustrujące. Ponieważ jestem świadom, że MOGĘ, ale cały czas mam wrażenie, że mam kulę u nogi, która nie pozwala mi zacząć latać. Jestem niesamowicie ambitną osobą, która stara się kochać siebie oraz ludzi. Niestety, nie zawsze to wychodzi. Mam również problem z panowaniem nad emocjami. Nauczyłem się już, rozumiem, że wszystkie emocje są jak drogowskazy i zaczynam je coraz bardziej rozumieć, natomiast nie zawsze potrafię nad nimi panować, co sprawia, że czuję się jak więzień własnego umysłu. Z problemem powiedziałbym, że sobie po prostu nie radzę. Próbuję szukać coraz to nowych rozwiązań, ale po tylu latach prób zdaje sobie sprawę, że sam po prostu nie dam rady. Nienawidzę pić alkoholu. Nienawidzę stanu upojenia, bo z mądrej, inteligentnej, oczytanej osoby staje się jak zombie, które nie ma mózgu. Staram się unikać alkoholu, jednak mam taki nawyk, że jak przychodzi weekend, to czuję ogromną potrzebę, żeby się napić. A kiedy już to robię, to piję do "spodu". Przez to m.in nie mogę rozwinać skrzydeł, bo za każdym razem, kiedy w tygodniu robię krok do przodu (treningi, czytanie, studia, muzyka ect) tak w weekend robię 2 kroku do tyłu, co sprawia, że ciągle, każdego nowego tygodnia zaczynam od nowa i od nowa. Jestem świadom tego problemu, dlatego od 3 tygodni nie wypiłem ani kropli alkoholu, ponieważ postanowiłem zawalczyć o siebie. Jestem przekonany, że jeśli ogarnę problemy w swojej głowie, to rzucenie alkoholu nie będzie żadnym wyzwaniem dla mnie. Kiedyś udało mi się nie pić przez prawie rok czasu i czułem się doskonale. Niestety, cały czas mam świadomość, że w mojej głowie jest jakaś trucizna, której nie potrafię się pozbyć, do tego dochodzą emocje, których nie rozumiem, które mnie przerastają i właśnie dlatego póki co jest jak jest. Chciałbym ocalić siebie, zawalczyć, bo wiem, że jest we mnie absolutny bezmiar miłości, życzliwości, ambicji i wielu innych wspaniałych rzeczy, które chciałbym konsekwentnie realizować. Kocham ludzi i kocham siebie. Chciałbym w końcu zacząć żyć. Dlatego wydaje mi się, że właśnie terapia DDA będzie najlepszym rozwiązaniem na moje problemy. W sumie nawet nie wiem, dlaczego o tym piszę, ale pierwszy raz komukolwiek obnażam się ze swojego problemu - mam dosyć życia w poczuciu winy i wstydu. Chcę ocalić dziecko, które we mnie jest, a które wiele lat temu zostało zagonione do kąta, któremu nikt nie wytłumaczył emocji, które ciągle się bało.
  21. Problem nadużywania i uzależnienia od alkoholu zyskał w Polsce rangę choroby społecznej. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny liczba uzależnionych osób w Polsce to około 600 tysięcy i mówimy tu o osobach zdiagnozowanych czyli takich, które były badane pod tym kątem przez specjalistów. Osób uznawanych za pijące szkodliwie szacuje się w naszym kraju na 2 miliony. Uzależnienie od alkoholu jest chorobą, przewlekłą, nieuleczalną i śmiertelną o ile pacjent nie zaprzestanie picia. Jak każda choroba uzależnienie od alkoholu wpływa destrukcyjnie na życie chorego ale także na funkcjonowanie jego bliskich. Jeśli chodzi o osobę uzależnioną i czynnie pijącą doświadcza ona negatywnych skutków picia alkoholu w wielu obszarach. Pierwszy z nich to zdrowie somatyczne i psychiczne. Trzeba pamiętać, że alkohol jest substancją chemiczną, toksyczną i psychoaktywną czyli wpływa negatywnie na pamięć, percepcję, zaburza zdolność logicznego myślenia, a co za tym idzie wypowiedzi. Osoby nieuzależnione mogą tego doświadczać przy wypiciu większej dawki alkoholu. Tak zwany „rausz” to też wynik toksycznego działania alkoholu na nasz mózg. Przy długotrwałym spożyciu alkohol prowadzi do organicznych uszkodzeń mózgu, co oznacza, że zmiany w nim zachodzące są nieodwracalne. Nagłe zaprzestanie picia alkoholu wywołuje objawy odstawienne, które u osób pijących sporadycznie kończą się na tak zwanym „kacu”, ale u osób uzależnionych mogą pojawić się groźne nawet dla życia powikłania. Należą do nich np. drgawkowe napady abstynencyjne zwane potocznie padaczką poalkoholową. Pacjenci wymagają wówczas bezwzględnej hospitalizacji podobnie jak w przypadkach paranoi, majaczeń czy halucynozy wywołanej spożyciem alkoholu. Picie alkoholu może prowadzić do depresji, stanów lękowych czy prób samobójczych. Jak pokazują raporty policyjne od wielu lat, rok po roku w Polsce ponad 3 i pół tysiąca osób dokonuje samobójstwa będąc pod wpływem alkoholu. Alkoholizm może być także przyczyną wielu innych groźnych chorób takich jak: nowotwory układu pokarmowego, cukrzyca, marskość wątroby, encefalopatia wątrobowa, polineuropatia, szkorbut, nadciśnienie tętnicze, migotanie przedsionków, choroba wieńcowa i być przyczyną zawału. Kolejne obszary problemów wywołanych piciem alkoholu dotykają wszystkich obszarów funkcjonowania społecznego chorego. Alkoholicy nierzadko mają problemy z prawem. Do najczęstszych przyczyn należy prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu ale także agresja i przemoc. Jak podają statystyki policyjne około 30% sprawców przestępstw, w tym ciężkich było pod wpływem alkoholu. Picie alkoholu wpływa negatywnie na relacje rodzinne oraz prowadzi do izolacji społecznej osoby uzależnionej. Bardzo częste są przypadki utraty pracy, statusu społecznego i zainteresowań. Alkoholizm to niestety prosta droga do bezdomności. Degradacja życia osoby uzależnionej jest powolna i długotrwała więc przez wiele lat może pozostać niezauważona lub bagatelizowana. To powoduje, że do poradni terapii uzależnień zgłaszają się osoby w bardzo rozwiniętej fazie uzależnienia i z wieloma trudnymi konsekwencjami. Alkoholicy nie żyją w próżni więc ich zachowanie wywiera ogromne, negatywne skutki na życie całej rodziny. Bliscy osoby uzależnionej odczuwają pogorszenie relacji w rodzinie w związku z czym rodzina nie spełnia swoich funkcji rozwojowych, opiekuńczych i wychowawczych. Bardzo często za tym idzie pogorszenie sytuacji materialnej rodziny i wykluczenie społeczne. U partnerów i partnerek alkoholików może dojść do rozwoju współuzależnienia, a przez to trudności w zerwaniu destrukcyjnego związku. Prowadzi to do pojawienia się depresji, nerwic i innych zaburzeń psychosomatycznych u osób współuzależnionych. Picie alkoholu i częsta przy tym przemoc domowa nie pozostaje bez wpływu na dzieci. Wytwarzają one różne schematy zachowania obronnego, które niekorzystnie odbija się potem na ich dalszym życiu. Zjawisko znane jest jako syndrom DDA (Dzieci Dorosłych Alkoholików). Dzieci z rodzin z problemem alkoholowym cierpią na problemy rozwojowe, emocjonalne i związane z funkcjonowaniem społecznym. Nie można zapomnieć o wpływie toksyny jaką jest alkohol na rozwijający się płód. Dzieci matek, które piły alkohol będąc w ciąży, cierpią na alkoholowy zespół płodowy, który prowadzi do upośledzenia umysłowego i problemów rozwojowych. W najbardziej zaawansowanych przypadkach te osoby nie są w stanie same funkcjonować. Jak widać uzależnienie od alkoholu to wielowarstwowy problem. Uzależnienia nie sposób wyleczyć, można natomiast z osobistym zaangażowaniem osoby uzależnionej pomóc jej tę chorobę powstrzymać. Niezbędnym warunkiem jest motywacja własna, aktywny udział i zaangażowanie pacjenta w proces trzeźwienia. Na terapię uzależnienia składa się wiele etapów. Począwszy od detoksykacji, przez terapię w ośrodku stacjonarnym lub w poradni leczenia uzależnień oraz uczestnictwo w grupach samopomocowych. Leczenie w ramach ośrodków i poradni trwa minimum 2 lata i podzielone jest na dwa etapy: podstawowy i pogłębiony. Głównym elementem terapii podstawowej uzależnienia jest wyuczenie nowych, zdrowych modeli zachowania potrzebnych do utrzymywania abstynencji. Terapia pogłębiona osób uzależnionych polega zaś na rozwoju umiejętności radzenia sobie bez alkoholu, ze stresem, poczuciem odrzucenia, krzywdą, nieśmiałością, nudą czy innymi emocjami. Pacjent może zatrzymać chorobę jeśli będzie wprowadzał i stosował codziennie zmiany zachowania w praktyce, bezwzględnie utrzymując przy tym trzeźwość. W Polsce osoby uzależnione mogą korzystać z blisko 800 ośrodków leczenia i terapia dla nich oraz ich rodzin jest darmowa. W placówkach pracują lekarze oraz terapeuci specjalizujący się w leczeniu uzależnień i pomocy osobom współuzależnionym i syndromem DDA. Pomoc można uzyskać również on-line np. na platformie OcalSiebie.
  22. Dzień dobry, jestem 25 letnią kobietą, mieszkam sama, pracuje jako copywriter. Mam kilka problemów z przeszłości, które chyba do dziś odbijają się na mojej psychice. Myślałam, że poradziłam sobie z nimi, ale ostatnio chyba wszystko wróciło. Co do przeszłości - moi rodzice się rozwiedli, bo ojciec pił i był agresywny. Uciął ze mną kontakt, nie rozmawiamy ze sobą od 3 lat. Mój ojczym również nadużywał alkoholu, jednak mam z nim dość dobre relacje. Mój sposób bycia jest następujący: jestem trochę ,błaznem' w towarzystwie, lubię gdy ludzie się śmieją. Ukrywam za tym poczucie samotności i niską samoocenę. W tym roku zostałam bardzo skrzywdzona przez mężczyznę. Obecnie próbuje wrócić do randek, ale boję się zaufać, często odsuwam się od mężczyzny po kilku spotkaniach. Nie potrafię zakochać się, myślę, że każdy chce mnie skrzywdzić. To co czuję: zepsucie, poczucie pustki, brak zainteresowania czymkolwiek, silną samotność, otępienie. Mam wrażenie, że nie jestem sobą, że rok temu byłam zupełnie innym człowiekiem. Proszę o podpowiedź, co mogę zrobić, by poczuć się lepiej i odzyskać wiarę w swoje życie.
  23. WHO AM I

    Witam

    Witam. Mam 29lat. Chciałem napisać w konkretnym dziale na forum ale moje problemy dotyczą praktycznie wszystkich działów i musiałbym w każdym po trochu coś napisać. Pracuję za granicą w branży budowlanej lecz moje życie nie ma jakiekolwiek wartości. Z natury jestem introwertykiem. Mam niskie mniemanie o sobie, jestem niedowartościowany. Zupełnie nie jestem towarzyski ani inteligenty a wszelkie wypowiedzi przybierają formę filozofowania na temat życia. Uważam się za mało interesowną osobę, mało radosną bez poczucia humoru. Ogólnie jestem zestresowany i za bardzo wszystko analizuje, czesto zbytnio wszystkim się przejmuję, nie potrafię wyluzować. Często emocje są silniejsze ode mnie i mam wrażenie że zupełnie nie kontroluję własnego życia a to życie i ludzie kontrolują mnie. Nie wiem co lubię robić, co sprawia mi przyjemność. Jestem dzieckiem DDA. W początkach szklonictwa napotkałem się z dręczeniem mnie przez pewną osobę, wyśmiewaniem. Jestem nieśmiałą osobą do dziś, ciężko nawiązuje mi się nowe relacje. Nie mam przyjaciół ani znajomych. Od marca dopadła mnie cukrzyca typu1 i pomimo tego poznałem dziewczynę która o dziwo jest mną zainteresowana i postanowiła ze mną być, co jest dla mnie zupełnie niezrozumiałe bo która dziewczyna chciałby być z taką osobą jak ja tym bardziej że miałem problemy z narkotykami przez około 7 lat a mianowicie marihuana o czym jej powiedziałem ale to ją nie zraziło i nie zerwała ze mną. Ani ona ani ja nie jesteśmy najbrzydsi i nie wiem co ją skłania do bycia ze mną. Może chodzi o pieniądze bo dość dobrze zarabiam za granicą lecz ona chce mojego powrotu do Polski bo twierdzi że lepiej żyć razem lecz skromnie.
  24. Hej, na początku się przedstawię. Mam na imię xyz. Mam 17 lat mieszkam w małej miejscowości. Mój tato jest alkoholikiem odkąd pamietam, za młodu jak pił radziłem go straszna nienawiścią sprawiało mi to ogromny smutek jak musiałem patrzyć na czyny mojego ojca przez co miałem dużo koszmarów i złych snow aż czasem do teraz. W klasie trzeciej gimnazjum strasznie dziwnie się czułem, przestałem rozmawiać ze swoimi znajomymi, życie straciło dla mnie sens i wtedy pojawiły się używki i tym sobie radziłem uśmierzając ból psychiczny, nie będę podawał szczegółów na szczęście się ogarnalem w szybkim czasie. Aktualnie znalazłem bardzo kochająca mnie dziewczynę która zrobiłaby dla mnie wszystko ale ja nie potrafię tego nawet docenić. Mam straszne wahania nastrojów nawet kilka razy dziennie potrafię zmienić zdanie, nie potrafię wyrazić tego co czuje do niej. Bardzo często mam tak ze wzrasta mi energia i szczęście tak bardzo ze potrafię popełnić dużo błędów nie myśląc o tym a potem tego żałuje. Bardzo ciężko mi jest zaufać drugiej osobie dlatego ufam w stu procentach jej (nie mam problemów z życiem towarzyskim a nawet bardzo dobrze mi to wychodzi) Często jak wpadam w złość mam wrażenie ze krzywdzę wszystkich w okol tak samo jak wpadnę w za duża radość, spotykając się z nią potrafię być wesoły jak nigdy wcześniej a w połowie spotkania nagle ogarnia mnie duży smutek. Aktualnie mam wręcz idealne relacje z rodzicami a mój starszy brat zawsze mi pomaga, w życiu tez idzie mi bardzo dobrze. Dlaczego z relacja z nią jest nam obojgu tak strasznie trudno? Dziewczyna jest we mnie strasznie zakochana tez ja kocham bardzo wiem ze nie spotkam już innej takiej dziewczyny i nie wyobrażam sovie kogoś innego to dlaczego robię źle w stosunku do niej a potem przez to cierpię? Prosze pomóżcie. Jeśli znajdzie się pomoc eksperta to opisze więcej. Z góry dziekuje.
  25. Witam. Otóż problem wygląda tak. Poznaliśmy się na portalu. Nie była to jeszcze miłość ale bardzo ceniłem sobie tą znajomość bo jest inna niż dziewczyny z którymi się dotychczas spotykałem: było sporo namiętności, a ona sama była wyjątkowo miła i wyrozumiała, byliśmy jak bratnie dusze, przy niej czułem swobodę i dobroć, która od niej emanowała, można powiedzieć, że byłby to dla mnie związek wymarzony i wtedy nie zamieniłbym jej na nikogo innego. Jest po studiach, ma talent artystyczny, więc jest niegłupia i raczej ułożona. Sama też inicjowała kolejne kroki w znajomości, znacznie częściej to ona mnie gdzieś zapraszała zanim ja zdążyłem to zrobić, nigdy nie białorycerzyłem, ograniczałem kontakt żeby to właśnie ona się starała, przy czym starałem się być uprzejmy i empatyczny, ale... Ma dwa urazy: po pierwsze, kiedy była dzieckiem ojciec zostawił jej mamę (nie ma nikogo innego) i płacił jej alimenty - nie wymyśliła tego bo pod jej nieobecność zerknąłem do folderu na jej pulpicie "sprawa ojca", gdzie były jakieś pliki pdf i skan jego dowodu, po drugie bierze leki na schizofrenię i antydepresanty - brała też przy mnie. Mówiła wcześniej, że już w liceum zerwała z chłopakiem bo się bała, przez co po nim czasem płakała jeszcze kilka lat po fakcie. Inny kłopot jest taki, że jest zależna od opinii niepełnosprawnej matki: powiedziała mi, że mama się z nią pokłóciła i ją "wygoniła" na piętro kiedy usłyszała od niej, że mam zamiar wyjechać za granicę po studiach. Po tej sytuacji stwierdziła, że nie zostawi mamy i moglibyśmy być co najwyżej przyjaciółmi, więc finalnie uznałem, że wyjazd nie jest konieczny. Sama powiedziała, że według terapeutki powinna nad tym popracować. Na jednym z pierwszych spotkań była wycofana i w grobowym nastroju więc zapytałem, jakie ma wobec mnie oczekiwania. Odpowiedziała, żebyśmy zostali znajomymi bo nie umie nawiązywać relacji i mnie zanudzi. Uprzejmie jej to wyperswadowałem i było OK przez kilka miesięcy: wychodziliśmy razem do restauracji, na długie spacery, byliśmy na jednym weselu, oglądaliśmy filmy u niej w domu, graliśmy w siatkę, otwarcie rozmawialiśmy o różnych rzeczach, również osobistych, jak trzeba było wspierałem ją emocjonalnie na co reagowała wzruszeniem. Spotykaliśmy się początkowo raz w tygodniu, potem na jej życzenie nieco częściej. Mówiła, że fajnie że mnie poznała i że dodałem jej pewności siebie. Zdziwiło mnie, że raz określiła mnie "mężem". Aż tu nagle stało się coś dziwnego - z dnia na dzień niespodziewanie wyskakuje z sms-em, że chce skończyć znajomość bo nie spodobało jej się, jak na ostatnim spotkaniu u niej skomentowałem, że, uwaga, ma dużo butów na korytarzu, na piętrze nie ma ciepłej wody i wygłupiam się trzymając klamkę od wewnątrz żeby nie weszła do pokoju (sama się z tego śmiała). Odpisałem jej, że to przecież głupie żarty a ona na to, że ojciec też był żartownisiem i skończyło się to w sądzie. Z przyczyn wyżej wskazanych wykluczam, że kogoś spotkała, zdradziła i to wymówka bo nigdy ich nie miała, zawsze swoje plany dopasowywała pod nasze spotkania. Wcześniej jeszcze dało radę to odkręcić, ale teraz mówi, że nie i przestała odpisywać. Na szczęście jeszcze mamy się spotkać, bo ma do niej przyjść moje zamówienie więc to okazja, żeby zamienić słowo. Piszę to, bo nie ukrywam, że źle się z tym czuję. Liczę na jakieś porady i sugestie.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.