Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'depresja'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 261 wyników

  1. Nie wiem gdzie się udać. A udać się postanowiłem i muszę. Mam 38 lat, od mniej więcej 16 roku życia doświadczam czegoś co mógłbym określić jako depresja, ale nie wiem czy tak jest. To uczucie ciągłego niepokoju, zdenerwowania i przygnębienia, towarzyszą temu odruchy nerwowe - niespokojne nogi, chodzenie po mieszkaniu z miejsca w miejsce, natłok myśli, denerwujący i absorbujący wewnętrzny dialog. Bardzo często czuję bardzo wielkie przygnębienie, wręcz chęć płaczu. Pod presją impulsu potrafię zmienić bardzo dużo, najczęściej na gorsze - np. zrujnować i zniszczyć związek. Nie potrafię też przejść żałoby, obecną po rozstaniu po 10 latach związku przechodzę od 3 lat i wciąż w niej tkwie, wcześniej w innych związkach także miałem z tym problem. Kilka lat temu chodziłem do psychologa, spotkałem się też z dwoma innymi, ale mam problem ponieważ z zewnątrz jestem jakby kimś innym, mój sposób bycia "oszukuje" otoczenie. Mógłbym jeszcze dużo opowiedzieć, ale to nie na forum. Tak czy siak wykonałem testy depresji na stronie, w obydwu testach wyszło, że mam ciężką depresję. Nie mam myśli samobójczych - wręcz przeciwnie mam bardzo dużo chęci do życia, ale myśl o śmierci wywołuje krótką, rozlewającą się falę spokoju. Gdy byłem młodszy, bardzo miotał (dosłownie) mną smutek i rozpacz, mam wrażenie jakby to nie minęło, tylko jakbym nauczył się z tym żyć. Z drugiej strony jestem "człowiekiem sukcesu", którego wszyscy mają za zaradnego, dobrze zarabiającego, inteligentego i statecznego (i trochę ekscentrycznego). Mógłbym tak pisać godzinami, ale postanowiłem coś z tym zrobić tylko nie wiem gdzie się udać. Do psychiatry, psychoterapeuty czy psychologa? Mam niedaleko ośrodek do walki z nerwicami, może tam szukać porady?
  2. Związałam się z takim mężczyzną który jest totalnym dominatorem traktuje mnie jak służąca a nie kobietę cały czas jestem tą złą i wszystko jest moją winą nie daje już rady i popadają już w alkoholizm z którego się wyrwałam, całkowicie mnie od siebie uzaleznił i niszczy mnie dzień po dniu, nie wiem co robić czuje się bez silna.
  3. Witam wszystkich zgromadzonych, nie wiadomo od czego zacząć...hmm Mam 20 lat, jestem kobietą, jestem w trakcie kończenia technikum ekonomicznego, ten cały strajk nauczycieli dodatkowo przyswaja mi wielu stresów i obaw. Jakbym miała ich mało. Mając nieco ponad 3 latka zmarł mój ojciec, żyję z mamą, dwójką starszych braci i jednym młodszym. Wszystko niby super, przed wszystkimi udaję, że nic złego się ze mną nie dzieje, depresja to coś, czego nie zobaczy się gołym okiem. Nie umiem sobie sama z nią poradzić. Ostatnimi czasy czuję się gorzej, wstyd mi pójść do lekarza. Zaczęłam bać się ludzi, odsuwam ich od siebie, odsuwam wszystkich, zamykam się w sobie, zawsze byłam otwarta i starałam się myśleć pozytywnie, teraz jest inaczej. Teraz boję się zaufać, trafiłam w życiu na wielu ludzi, którzy bardzo mnie zranili, a mimo to nadal byłam ufna, nadal jestem, mimo że tego nie chcę. Ale gdy trafiałam na ludzi dobrych, którzy nie chcieli mnie zranić, odsuwałam ich od siebie, może nie wierzyłam w ich dobre intencje. Ostatnio bardzo szybko można mnie wytrącić z równowagi, jeszcze niedawno byłam bardzo cierpliwa, teraz denerwuje mnie prawie wszystko, jakbym popadała w paranoje. Głos przełykania napoju, jedzenia, kiedy ktoś za głośno oddycha, chrupanie, to i wiele innych rzeczy po prostu mnie irytują, nawet jak są prawie nie słyszalne. Dodatkowo niestety nie mam wsparcia u mojej mamy, to mnie bardzo boli. Zawsze mówiła, że jestem gruba i przez to nigdy nie mogłam poczuć się kimś wartościowym, nie lubiłam siebie, ostatnio zaczęłam lubić swoje ciało, ale dostałam na twarzy bardzo obfitego trądziku, przez co moja samoocena automatycznie spadła i nie chcę pokazywać się ludziom. Biorę tabletki, które pomagają, ale jednym ze skutków ubocznych jest pogłębienie depresji i rozdrażnienie. Zapewne przez to tak ostatnio się zachowuję. Nikt z mojego otoczenia tego nie zrozumie, bo żadne pocieszenie usłyszeć, że mam się nie przejmować, że ludzie mają gorzej. Mają, ale ja mam taki problem i jeśli nikt mi nie pomoże, to moja dusza umrze. Już umiera, przestałam widzieć sens życia, nie wiem kim jestem, jestem zagubiona i samotna. Potrzebuję pomocy, boję się tylu rzeczy, dorosłości, czy sobie poradzę, co powiedzą inni. Niby nie powinno patrzeć się na to, co powiedzą inni, ale ciągle o tym myślę, czasami nie mam swojego zdania, bo boję się wychylić. Nie wiem co robić, jak przestać bać się świata? Jak znaleźć sens życia?
  4. Mam 32 lata problem trwa od wielu lat. Dwa razy chodziłam na terapię . Pierwszy raz gdy miałam 18 lat , terapia trwała kilka miesięcy. Drugi raz gdy miałam 27 lat terapia trwała ponad rok. Nigdy nie dowiedziałam się jaka jest przyczyna moich dolegliwości. Moim problemem jest brak chęci do życia. W moim życiu wszystko teoretycznie jest ok. Nie jest kolorowo ale mam kochająca rodzinę, fajnych przyjaciół, stałą pracę , mieszkanie , hobby a mimo wszystko nie chce żyć. Gdybym mogła zniknąć z tego świata nie raniąc rodziców to bym tak zrobiła. Wiem że moi rodzice nie przeżyli by mojego samobójstwa. Tylko to trzyma mnie przy życiu. Nie umiemy żyć, każdy dzień to dla mnie wewnętrzny bój.
  5. Witam mam na imię Natalia od dłuższego czasu nie mogę spać ciężko mi usnąć i ciężko sie obudzić jeśli już usypiam ciągle się budzę. W dzień miewam dziwne zachowania boje się o samą siebie . Miewam zawroty głowy . Podnosi mi się ciśnienie . Mam wrażenie że cos mi się dzieje ale wiem że tak nie jest . Wkręcam sobie dziwne sytuacje . Nie wiem chwilami jak nad tym panować ciągle chciałabym uciekać przed tym ... Co mam zrobić pomóżcie
  6. Witam serdecznie, Jestem KuK, mam 24 lata. Od dokładnie roku leczę się psychiatrycznie (zgłosiłam się do psychiatry co najmniej kilka lat za późno). Niestety nie ma nadal oficjalnej diagnozy, zaczęło się od zaburzeń lękowych a teraz idę w stronę CHAD.. Od pięciu lat byłam z mężczyzną. Kupiliśmy mieszkanie, mieliśmy się pobrać za półtora miesiąca. Przez moje zaniedbanie siebie i mnóstwo kłamstw nakręcanych okresami manii, przez alkohol i swoje huśtawki emocjonalne zostawił mnie miesiąc temu. Wyprowadził się, czasami się widujemy, jest nikła szansa na naprawę Nas, nadal w domu są jego rzeczy. Straciłam w ciągu tego roku zaraz po pierwszej wizycie u lekarza wszystko. Studia, pracę, przyszłego męża, przyjaciół, marzenia i cele. Czuję, że nie mam się już czego złapać. Narzeczony Zniknął. Ja też chcę zniknąć, zamknąć się w ciemnym pokoju, założyć słuchawki i się nie obudzić. Zawsze wstydzę się tego co piszę na drugi dzień. Nie mam poczucia, że chcę wstawać. Codziennie jestem rozdarta między udawany uśmiech i to co się dzieje we mnie. To mnie zabija. Potrzebuję pomocy dużo większej niż myślałam. Co się stało z moim życiem? Nie mam nic, mimo, że wiem, że jest rodzina i są ludzie którym zależy na tym żebym się podniosła, ale ja już w sobie nie mam nic, czuję się pusta, bez znaczenia, nie widzę jakiejkolwiek przyszłości poza ciągłym wypatrywaniem kiedy minie kolejny dzień, chcę już mieć go z głowy, to jest wegetacja. Tylko ból. To jest jedyna rzecz, która mnie wypełnia. Poczucie winy, że nie rozwaliłam tylko swojego życia ale i życie narzeczonego. Chcę mu to wszystko powiedzieć, ale on jest tak samo martwy. Wyjaśniliśmy poniekąd sobie pewne rzeczy, które doprowadziły do rozpadu naszego związku, jednak ja zapadam się w jakąś emocjonalną czarną dziurę. Chcę wymiotować tą czarną masą. Nie wiem czy to jest normalne. Dużo czytam i słucham. Czas. Co to znaczy, że musi minąć jakiś czas? Na czym ma minąć? Ja nie rozumiem, gubię się w myślach do tego stopnia, że mam wrażenie ze z dnia na dzień tracę umiejętność mówienia. Nie chcę otwierać ust. Nie chcę jeść. Nie chcę wstawać. Nie chcę się kłaść. Nie chcę być nigdzie. Trudno mi wszystko Milion niechęci. Co chcę? Chcę tatuaż. Jakie to jest niesamowicie samolubne. Ciągle przewija się słowo „chcieć”. To samolubne prawda? Że ja czegoś chcę. Chcę Narzeczonego. To był jedyny człowiek, z którym mogłam ułożyć sobie życie. Czuję się jakbym była takim małym gadżetem do tego życia, który właśnie usunął. Zaczęłam mu przeszkadzać, moje zachowanie. A teraz nie mam motywacji do czegokolwiek, bo nie mogę mu tego pokazać, nie mogę dzielić z nim niczego. Szukam słów, które są w stanie określić mój stan poza tym stworem, którego próbuję się pozbyć lekami. Nasilają mi się myśli samobójcze. Pamiętam jak mnie pytał psychiatra czy te myśli wynikają z zaburzeń obsesyjnych (mam takie wizje żeby np włożyć sobie nóż w brzuch. Nie jakiś, tylko jeden konkretny nóż, który mam w swojej kuchni w konkretne miejsce, zaraz poniżej splotu słonecznego. Albo żeby się pociąć, albo powiesić - ta jest nowa wizja). Do tej pory to były wizje, których ja nie chciałam, nie chciałam tego zrobić, ale to się powoli zmienia. Destrukcja. Trzęsę się, nie mam ochoty trzeźwieć więc kiedy tylko mogę palę marihuanę, bo xanax źle znosiłam. W tej chwili przyjmuję leki przeciwpsychotyczne i SSRA. Nie wiem o co chcę zapytać. Zastanawiam się jak daleko mi do końca urwiska i kiedy w końcu spadnę. Nie panuję nad sobą.
  7. Witam. Jestem 23 letnim mechanikiem od lat najmłodszych raczej byłem traktowany jako słabszy gorszy przez kolegów rodziców jak i rodzeństwo urodziłem się z tak zwana kurza klatka piersiowa a do tego od dziecka jestem dość szczupły przez to też od lat najmłodszych miałem kompleksy. Doszło uzależnienie od masturbacji ktore spowodowało że mam problem potencja. Dziś jestem wysokim przystojnym mężczyzna lecz nie zachowuje się jak mężczyzna raczej jak chłopiec brak mi pewności siebie przez co mam problemy w związkach. Dość szybko się angażuje lecz ostatni związek rozpadł się dziewczyna zostawiła mnie byłem zazdrosny nie ufalem jej doprowadził em ja kilka razy do płaczu a potem przepraszalem lecz ona to wykorzystywała. Ona jest bardzo atrakcyjna lecz zrywala że mną kilka razy w złości była też między nami przerwa gdy że mną zerwała definitywnie. Bardzo to przeżyłem lecz gdy po miesiącu się spotkaliśmy ona chciała wrócić i tak się stało gdy nie byliśmy razem ona pisała na czacie z moim znajomym który jest kobieciarzem. Bardzo mnie to zabolało ale wybaczylem jej to choć cały czas o tym pamiętałem byłem o nią bardzo zazdrosny a ona nwm jak to nazwać zwodzila mnie. Zawsze gdy chciałem się spotkać chwilę przed spotkaniem były wymówki choć czasem się obchodziło bez aż akoncu doszło do tego że się nie spotkaliśmy ponieważ zachorowała a gdy powiedziałem że jak niechcesz się spotkać to ok zrobiła mi awanture ja się obrazilem na drugi dzień napisała że jedzie na imprezę z koleżankami puściły mi nerwy i zerwałam oczywiście po dwuch dniach napisała że nie była na imprezie i nie pisze żeby błagać ja zacząłem przepraszać. Spotkaliśmy się ona powiedział że koleżankom powiedziała że jej to na rękę ale powiedziała że n czy chce zrywać ale w końcu wyszła po jakimś czasie napisała czy dam jej czas do zastanowienia a ja oczywiście dałem po kilku dniach napisał że to koniec ja teraz cierpię ostatnio się dowiedziałem że spotykala się z tym właśnie znajomym przez to czuję się ponizony i bez wartości rok wcześniej dziewczyna zostawiła mnie z dnia na dzień dla innego również to przeżyłem lecz od jakiegoś czasu mam problem. Ze snem nie wysypiam się jestem bez siły i Energi do życia ciągle czuje się źle sam ze sobą jestem. Słaby psychicznie i przejmuje się blachy i problemami również tym na co nie mam wpływu nwm jak sobie z tym wszystkim poradzić w pracy sobie utrudniam jedynie gdy prowadzę samochód jest mi w jakimś stopniu lepiej czuje się pewniej jak mężczyzna a nie jak płacząc chłopczyk często wytyka sobie wady i czasem miewam myśli samobujcze
  8. Witam. Jestem Karolina. Mam 22 lata i potrzebuje pomocy.. Przez ostatnie 4 lata w moim życiu bardzo dużo się wydarzyło i chyba już sobie nie radzę z nadmiarem tego wszystkiego. W skrócie. Mam dziecko prawie 3 letniego synka. I narzeczonego, który jeździ w trasy na 26/28 dni.. Ale zawiodłam się na nim bo rok temu mnie okłamal i gdy byłam w ciąży to jego mama uderzyła go w twarz do krwi i mnie zasrapala w ramię.. Kocham moją rodzinę. Ale bardzo często jestem nerwowa. Nie mogę w nocy zasnąć. Pomimo tego że mam narzeczonego to czuję się samotna. Nie mam na nic siły. I gdy dowiedziałam się rok temu że on mnie tak okłamal to pocielam się w udo.. Psychicznie miałam już dosyć. Myślałam że to jest tylko chwilowe ale to ciągle wraca i nie potrafię sobie z tym sama poradzić.. Proszę o pomoc
  9. Cześć mam na imię Agata , mam 20 lat . Zacznijmy od początku ... ponad rok temu zakończył się mój dwuletni związek . Zostałam zdradzona kilkukrotnie , czuje się oszukana zdradzona wykorzystana ... mam ogromny problem jestem zbyt naiwna , zawsze tak było . To jest głupie ale nawet w czasach szkoły byłam wykorzystywana przez moich pseudo przyjaciół , oszukiwana , wyśmiewana z podwodu nadwagi zawsze im ufałam starałam się zyskać kogoś kto przy mnie będzie ... tak jest do teraz bardziej z płcią przeciwną . Staram się znaleźć kogoś kto będzie przy mnie , gdy poznaje kogoś to zazwyczaj ulegam a później płacze bo znowu ktoś się mną zabawił . Dodam ze moja sytuacja rodzinna również może sie z tym wiązać . Szczerze mówiąc nie wiem co mam robić popadam w depresje wyje dniami i nocami boje sie już kogokolwiek poznać , ale czuje się samotna . Może plotę bez sensu ale czuje się zagubiona
  10. Witam, Mam 41 lat i jestem ponad rok po rozwodzie. Chodzę na terapię od ponad 2 lat. W obecnej sytuacji wiem że żyłem w toksycznym związku. Wiem też że mam syndrom DDA. Staram się jakoś żyć lecz czuję że mam depresję. Problem zaczął się jakieś 9 lat temu jak moja ex-żona dostała depresji poporodowej. Nie zdawałem sobie sprawę z problemów jakie dotknęły moją rodzinę ( mam dwie córki ). To tak w dużym skrócie. Tak jak pisałem chodzę na terapię ale nie za bardzo ona pomaga ( od 1,5 miesiąca psycholog choruje lub mi coś wypada ). Stan jaki mam obecnie to chciałbym wrócić do byłej żony lecz ona nie zmieniła się i byłoby dla mnie to zabójcze. Żyje z inną kobietą i wiem że ranię ją mocno bo wydaje mi się że ona czuje że chętnie bym wrócił do ex. Znalazłem nowego psychologa w Legnicy ( Panią psycholog ) i będę zaczynał jakąś nową terapię. Szukam jakiejś pomocy / porady gdzie można udać się na jakąś terapię lub coś innego w okolicy Legnicy. Myślę aby na weekend majowy gdzieś wyjechać daleko i pobyć sam ze sobą ( chociaż jest to dla mnie trudne ).
  11. Hej.. Mam 33 lata jeten mężatką od czterech lat mam synka cudownego.. Od dwóch lat.. I tak w sumie nie wiem co dalej napisać nawet nie wiem dlaczego tu pisze.. Liczę że ktoś mi pomoże. Bo juz sama nie daje rady.. Zacznę trochę Wyszłam z mąż za miłość mojego życia zaczęliśmy się spotykać jak miałan 16 lat.. Później nasze drogi się rozeszły.. Może byliśmy za mało dojzali na związek zeszliny sie ponownie... Po jakiś 6latach..i tak zostaliśmy już razem.. Ale.. Nie wiem gdzie się podział mój cudowny mąż.. Chłopak narzyczony.. Po ślubie zaszłam w ciążę ale nie był to jakiś szczęśliwy czas.. Poronilam w trzecim miesiącu.. I wtedy zaczęło się może już wcześniej ale pamiętam że od tego dnia wszystko było źle.. Mój mąż często wychodził z kolegami pił palił marihuanę ale zawsze siebie myślam wszystko jest dla ludzi zmieni się po ślubie po dziecku. W ten noc jak leżałam w szpitalu mój mąż dzwonił pytając czy dobrze się bawię na imprezie... Jak się okazało był nacpany i pijany.. Płakałam i płakałam przecież nic złego nie zrobiłam.. Ale wybaczylam.. Przeorosil.. No i tak do dziś tylko już rzadko przeprasza.. Przez kolejna ciąże już donoszona była średni codziennie piwko nawet kilka.. Czasem nie wracacie na noc.. Wszystko sama robiłam.. Z brzuchem.. No ale rola kobiety.. Urodził się Syn..moja miłość i chyba tylko on trzyma mnie przy życiu.. Klocimy się prawie codziennie nie odzywamy tygodniami i tylko dlatego że proszę go o pomoc.. Siedzę z synem całymi dniami to nie jest uzalanie tylko proszę zrob to czy tamto idź z koszem albo nie wiem wróci z pracy wcześniej niż późnym wieczorem Do tego wszystkiego doszło że jak syn miał pięć miesięcy to mój mąż wciągnął amfetamine.. I ja to widizlama zrobił to w pokoju obok jak nasz syn spał.. I później było przepraszam ostani raz.. I tak jest do dzis..chodzę czasem na weekend do pracy wtedy zamiast zająć się syenm to zabiera go do teściów.. A tam już ma się nim kto zająć.. Rzadko się zdarza żeby zostali w domu a jeśli zostaje to nawet nie pytajcie jaki Sajgon jest ale zawsze powie że opiekował się dzieckiem.. Ale ja musz sprzątać gotować i zająć się dzieckiem.. Do tego wszystkiego doszło to że mój mąż zalil się siostrze swojej.. Ze ciagek się go czepiam że wrócił z pracy za późno że pije i wogole a ona jako kobieta nie pomogła mi tylko poszla z nim i obgadala mnie z całą rodziną.. Ja pozslilam się swoje siostrze to mój mąż zrobił jej awanture i ładnie pisząc zakazal się wtrącać w nasze życie... I teraz została sam nie mam komu się wyzalic.. A jak już to każdy mówi zostaw go ale ja go kocham... I chciałbym żeby było normalnie Ale on ciągle się się czepiam czułam problemu.. Może ze mną jest coś nei tak...
  12. Witam wszystkich. Mam 23 lata. Od dzieciństwa odczuwam w sobie lekką pustkę... Mój tata zginął , kiedy miałam 2,5 roku. Większość ludzi uważa, że nic nie pamiętam, więc nic nie czuję, ale przez to zdarzenie posypała się lawina kolejnych, wykańczających mnie zdarzeń. Odkąd pamiętam zawsze byłam strasznie nieśmiała, lekko wycofana, ale dawałam sobie radę. Dopóki moja mama nie poznała swojego partnera. Z początku wydawał się super. Wszystko było pięknie, dopóki nie przyszło na świat moje rodzeństwo. Wtedy automatycznie stałam się dla niego nikim. Dosłownie nikim, bo gnębił mnie różnymi tekstami, które kierował w moją stronę. Były to poniżenia, obrażanie i wyśmiewanie. Nie radziłam sobie z tym, często zamykałam się w pokoju i płakałam, tęskniąc za tatą, dzięki któremu moje życie byłoby zupełnie inne... Czuję, że przez niego strasznie zaburzyła się moja samoocena i spojrzenie na świat. Jetsem straszną pesymistką. Po wielu awanturach domowych i powstającym jego problemie z alkoholem, mama wyrzuciła go z domu. Niestety po pewnym czasie poznała kogoś nowego. Nie przeszkadzało mi to, bo baaardzo zależy mi na jej zczęściu. Po tylu przeżyciach, zasługuje na nie w pełni. Z tymże i ten facet, stał się po dość krótkim czasie kimś znacznie innym niż wydawał się na początku. Od roku w domu jest bardzo źle. Z początku był tylko bardzo wybuchowy, teraz jest nie do wytrzymania. Boję się życia we własnym domu. Nie radzę sobie, dodatkowo martwię się o swoich młodszych braci. Nie ma tygodnia żeby nie było awantury, która przeraża mnie coraz bardziej. Nieustannie leci potok przekleństw, wieczne obrażanie każdego po kolei, wieczny krzyk. W dodatku mam wrażenie, że strasznie manipuluje mamą, co spowodowało, że zatracił się nasz dobry kontakt. Zaczynam się zastanawiać, co jest ze mną nie tak? Bo każdy jego atak na moją osobę wywołuje u mnie strach, stres, nerwy, płacz... Nie radzę sobie z tym wszystkim. Nie mam już siły i nie jestem w stanie dłużej tego znosić. Kompletnie nie wiem co robić. Rzeczy które kiedyś bardzo mnie cieszyły, nie cieszą już tak bardzo. Będąc w domu, nie wychodzę z włąsnego pokoju, bo boje się jego spojrzenia, słów, któe zechce wypowiedzieć lub wykrzeczeć w moją stronę, żeby mi "dokopać". Od pół roku jestem z chłopakiem, któy jest aniołem i zuję, że tlyko dzieki niemu widzę sens swojego życia. Ale najgorsze jest to, że pomimo tak ogromnej troski, jaką mi daje, ja nadal czuję się fatalnie i coraz gorzej... Nie mam już sił na nic... Potrafię się rozpłakać nawet bez powodu. Czasem wystarczy lekko uniesiony ton, a ja płaczę jak dziecko... Czy jest ze mną coś nie tak? Czy robię coś źle? Dlaczego tak bardzo to wszystko na mnie działa? Nie potrafię tak po prosu olać tego, co on mówi (krzyczy) na mój temat. Naprawdę nie wiem co się ze mną dzieje. Proszę o pomoc
  13. Witam mam 22 lata. Jestem młodą mamą w trakcie rozwodu. Inicjatywa rozwodu wyszła z mojej strony zważywszy na to jak mój mąż mnie traktować z początku nic nie wskazywało na to co miało nastąpić owszem nie zawsze było cudownie ale znośnie...Czara się przelała kiedy mój mąż, osoba która powinna dawać mi poczucie bezpieczeństwa zraniła mnie niewyobrażalnie zmuszając mnie do stosunku płciowego w ciągu dnia przeważnie w ogóle się mógł do mnie nie odzywać ale wieczorem niezważajac na moje słowa sprzeciwu brał co chciał wiele razy mówiłam mu że nie chcę nie mam ochoty liczyłam że uszanuje moje zdanie i da mi po prostu spokój nic bardziej mylnego... nie wiem co było ze mną nie tak że nie zareagowałam surowiej na jego lekceważące zachowanie w stosunku do mnie i moich potrzeb wciąż nie potrafię sobie na to odpowiedzieć? Może wtedy nie doszło by do wieczora kiedy siła zmusił mnie do stosunku oralnego, wieczora w którym zrozumiałam że gdzie nie pójdę zawsze będę sama zdana na niego...wieczoru kiedy to się stało zadzwoniłam z płaczem do rodziców nie powiedziałam co się stało wstydziłam się tego, po długim oczekiwaniu aż ktoś odbierze odebrał mój ojciec jak mu ze łzami w oczach powiedziałam że nie chcę już z nim być że już nie wytrzymuje usłyszałam jedno krótkie dosadne "tam jest teraz twój dom" wtedy zawalił się cały mój świat zrozumiałam że nie mam już nikogo i jestem zdana na osobę która miała czelność nazywać się moim mężem. W ten sposób do momentu decyzji o rozstaniu wpadłam w pułapkę samookaleczenia się bałam się że spędzę z nim resztę życia bez uczuć traktowana jak śmieć, bałam się że nie będę miała gdzie iść z dzieckiem że sama sobie nie poradzę i tak rok trwała moja męczarnia a blizn przybywało i chęci do życia brakło. W końcu kiedy od niego odeszłam spadł mi ogromny ciężar ale został wielki ból w sercu i brak zrozumienia do tego co mi zrobił uraz psychiczny jest ogromny a myśl że przez wzgląd na nasze dziecko będę musiała go oglądać jest jeszcze gorsza. Mam pytanie jak można zrobić coś takiego kobiecie która powinno się chronić ?przynajmniej ja tak rozumiem małżeństwo. I co ze mną jest nie tak że zamiast stanowczo go odepchnąć znosiłam to wszystko przez łzy? Moderacja: formatowanie tekstu zmieniono; w przyszłości proszę nie pisać całych wypowiedzi pogrubioną czcionką.
  14. Cześć. Mam wątpliwości, czy w ogóle tutaj pisać.. ale póki co mnie nie stać na wizyty u psychologa czy psychiatry.. a jest mi naprawdę źle. Mam miliardy myśli w głowie i już sama sobie nie radzę, a bliscy już mają dość słuchania o "moich problemach", które się ciągną już dobre pół roku.. więc zaryzykuję i napiszę, może poczuję się lepiej.. Jakiś czas temu rozstałam się z chłopakiem, ale nie mogę się z tym nadal pogodzić. Raz - to był mój pierwszy chłopak, dwa wszystko z nim przeżyłam pierwsze.. ale do rzeczy. W miarę nam się układało, były wyznania z jego strony typu: chciałbym z tobą zamieszkać, chciałbym z tobą założyć rodzinę.. trwało to dopóki z jego najlepszym przyjacielem nie zerwała dziewczyna. Wtenczas ten zaczął za nami łazić.. już nie będę pisać, że byłam wyrozumiała, że współczułam temu kumplowi i rozumiałam, że teraz rzadziej się widzę ze swoim chłopakiem, bo ten "musi wesprzeć brata w trudnej sytuacji". Jednak wszystko ma swoje granice. Mianowicie oni zaczęli razem pić. I to tak konkretnie... Jednak najbardziej mnie boli to, co ja słyszałam od tego pseudo kumpla: do dziś mi się to odbija echem po głowie: - twój chłopak cię nie kocha, on jest stworzony do samotności - jemu bez ciebie jest lepiej, bez ciebie jest przeszczęśliwy - twój chłopak zastanawia się jakby mu było z inną A po rozstaniu - nie dostałam żadnego wyjaśnienia od mojego już byłego, za to od jego pseduo kumpla owszem: usłyszałam, że przecież i tak nam się nie układało, że mojemu byłemu wiele rzeczy we mnie przeszkadzało i po prostu nie byliśmy zgodni co do charakterów i do siebie nie pasowaliśmy. Wszystko to w "obiektywnej opinii kumpla". Ale nigdy, przenigdy nie usłyszałam tego z ust mojego byłego. Raz prosiłam o rozmowę w smsie, to otrzymałam w odpowiedzi tylko: "ale ja jestem na nie". Minęły 3 miesięce i serce jest złamane do dziś.. Nadmienię, iż mojemu byłemu ten pseudo kumpel też mieszał w głowie. Słyszałam na swój temat od wspólnych znajomych, że ja jestem puszczalska, że wcale nie jestem wierna. Następnie słyszałam, że ten pseudo kumpel rozpowiadał także, że jestem bezpłodna i że mój chłopak ma ze mną przerąbane. A ja - zostałam z tym wszystkim sama bez konkretnych wyjaśnień...;( Znajomi i rodzina mówią: gdyby mu na mnie naprawdę zależało to by ten kumpel nie był w stanie nas rozdzielić.. i może mają rację, ale wydawalo mi się, że należą mi się jakieś wyjaśnienia. A my po prostu zaczęliśmy widywać się co raz rzadziej, aż przestaliśmy się widywać w ogóle.. na początku naciskałam, starałam się, ale było to jednostronne. On wolał spędzać czas z tym pseduo kumplem i pić, niż spotkać się ze mną.. ;( I już naprawdę nie wiem, czemu mnie to spotkało i czemu boli do dziś. Co źle zrobiłam? Podobno dzisiaj mój ex się trochę ogarnął, już nie pije. Jest nadal sam. Ale nie wiem, czy się widuje z tamtym. Do mnie też nie napisze. Usunął profil na fb i messengera. Nie mam z nim żadnego kontaktu. A boje się napisać, bo strach, że mnie znowu oleje albo nawet nie odpisze jest zbyt silny. Po prostu łatwiej by mi było jakbym dostała wyjaśnienie od mojego ex, że się odkochał, albo że w ogóle nie kochał. Że był ze mną tylko dla przyjemności, albo dla zabicia czasu. Cokolwiek.. a ja nie dostałam nic. Mogę sobie tylko dopowiadać. I staram się zająć swoim życiem: pracuję, kupiłam sobie samochód, spotykam się ze znajomymi, ale mnie to nie cieszy. Nic mnie już nie cieszy..
  15. Witam. Mam na imię Oliwia i mam 22 lata. Jestem studentką oraz równocześnie pracuję w dni wolne od studiow. Zmagam się z OGROMNĄ, CHOROBLIWĄ zazdrością o partnera...Jestem z chłopakiem od ponad roku, kocham go nad życie, nie wyobrażam sobie życia bez niego. Największym problemem jest obecnie duża odległość jaka nas dzieli (ponad 300km) co niedługo mam nadzieje, że się zmieni i zamieszkamy razem, jeśli do tego czasu nie doprowadzę go do szaleństwa z powodu mojej zazdrości...(ale mimo to widujemy się stosunkowo często i długo). Wracając do tematu, jestem zazdrosna dosłownie o każda dziewczynę, która jest w jego otoczeniu (doszło nawet do tego, że byłam zazdrosna o swoją przyjaciółkę, która spędzała z nami czas, bo twierdze, ze jest ode mnie sto razy ładniejsza i że potencjalnie mogłaby spodobać się mojemu chłopakowi). Jestem zazdrosna o każdą jego koleżankę (choć z żadna nie pisze i nie utrzymuje większego kontaktu, oprócz widzenia się w szkole i na moja prośbę również usunął wszystkie dziewczyny na instagramie, które obserwował). Jak zobaczę, że widzi jakąś dziewczynę (no jej zdjęcie) to się we mnie gotuje bo wyobrażam sobie, że myśli o niej, ze jest piękna i zastanawia się czemu ja tak nie wyglądam. Wiem, że to brzmi strasznie, jakbym była jakąś psychopatką i najgorsze jest to, że ja jestem świadoma tego, że to jest złe, posądzanie go o rzeczy, które nie miały miejsca i posądzanie go mimo, ze co chwile wyznaje mi miłość i ją pokazuje. Nigdy tak naprawdę nie dał mi REALNYCH powodów do zazdrości czy poczucia, że mnie zdradza, nie mam żadnych dowodów, ani potencjalnych przesłanek, że mógłby mnie zdradzać, a mimo to zachowuje się jak wariatka, szaleńczo go kocham i boję się, że go stracę... Najgorsze w obecnych czasach jest to, ze w internecie pełno jest teraz IDEALNYCH kobiet, które wdzięczą się przed aparatem, a ja nie mam czasu na nic, bo pracuje albo się uczę. I potem taki facet myśli, ze każda kobieta tak powinna wyglądać (jak one po przeróbkach w photoshopie)... Swoją drogą, powodem jest też na pewno moja bardzo niska samoocena, sięgająca dna, ale nad tym już próbowałam pracować i nie wychodzi mi najlepiej... Jak mogę zapanować nad tą zazdrością? Ona doprowadza mnie do obłędu, jak jestem o niego zazdrosna to cała się trzęsę, płacze, nie mogę zapanować nad emocjami i na wszystko mam swoje wytłumaczenie i wymyślone przez siebie historyjki... Proszę o pomoc!
  16. Witam wszystkich. Słuchajcie postaram się napisać krótko ale treściwie o mojej specyficznej sytuacji który utkwiła mnie mocno w pamięci i dziś ciężko mi się po tym pozbierać. Dokładnie 13 lat temu ( miałem wtedy 17 lat) zakochałem się w pewnej dziewczynie i nie potrafiąc wyznać jej miłości ponieważ byłem wtedy jeszcze za młody na takie rzeczy bardzo mocno się z nią pokłóciłem, obrażałem ją oraz wymyślałem na jej temat fałszywe informacje. Te wyzwiska trwały ponad 2 lata ... na początku to ja byłem tym który wyzywał potem ona po prostu zaczęła się bronić i wyzywała mnie.. ogólnie patrząc dzisiaj z perspektywy czasu to była zwykła patologia po której nie mogę się pozbierać, że coś takiego zrobiłem. Patologia którą ja zacząłem i z mojej winy. Po tych 2 latach kiedy straciłem z nią kontakt, unikała mnie na każdym kroku dalej pod wpływem alkoholu zacząłem się z nią kłócić i ją wyzywać. Pisałem jej wtedy smsy lub na fb albo gg wyzywałem od najgorszych, że jest złą kobietą, oczywiście szły wyzwiska typu kur.. szmata itd.. ona natychmiast mnie blokowała i ignorowała zwyczajnie nie chciała tego słuchac i oczywiście miała rację bo to było chore co robiłem...Na pewnej dyskotece jej koleżanka podeszła do mnie i mnie uderzyła za to co zrobiłem,a ja .... oddałem jej;/ uderzyłem ją 2 krotnie ona odeszła i rozpłakała się. Po tej sytuacji nie miałem z nią żadnego kontaktu jej koleżankę przeprosiłem, dałem kwiaty ale powiedziała, że mi nie wybaczy co zrobiłem, bo ja to wszystko zacząłem i zachowałem się tragicznie, ja również tak uważam. Tak w skrócie to wyglądało, w między czasie było jeszcze szereg innych rzeczy, wyzwiska itd ogólnie patologia. I problem polega na tym, że dziś kiedy jestem już dorosłym człowiekiem który zrozumiał co zrobiłem tym dziewczynom chciałbym się z nimi pogodzić. Nie utrzymywać kontaktu bo wiem, że tego nie zechcą ale po prostu przeprosić za to co im zrobiłem ponieważ nigdy nie powinny tego usłyszeć. Mam ogromne wyrzuty sumienia w stosunku do nich, męczy mnie to tragicznie od środka... Nie mogę zrozumieć jak mogłem być tak głupi, żeby w taki sposób potraktować kobiety, dodam, że bardzo porządne kobiety które nie zasłużyły na takie traktowanie. Miały problemy w rodzinie, obydwie nie mają ojca, mamy są daleko za granicą, a ja przez swoją chorą miłość wyrządziłem im taką krzywdę ...Wiem, że bardzo je to bolało i chyba teraz czuję to co one czuły wtedy kiedy były ignorowane przeze mnie i to jest straszny ból, że coś takiego zrobiłem. Chciałbym żeby wiedziały, że bardzo żałuję tego co zrobiłem i że już nigdy taka sytuacja się nie powtórzy. Czy jest sens po tylu latach zaczynać z powrotem to wszystko? Dodam, że mamy bardzo dużo wspólnych znajomych i na szczęście Ci ludzie stawali w jej obronie, nie raz mi mówili abym się uspokoił itd ale do mnie to nie docierało.. byłem w niej ślepo zakochany, po prostu chora miłość i dziś czuję się jak śmieć po tym co zrobiłem. Radzę sobie w życiu w miarę ok one również mają fajną pracę, mieszkają w Polsce w innych miastach niż z tych których pochodzimy, rodziny nie mają, obie mają chłopaków już od kilku lat i nie wiem czy jest sens w ogóle zaczynać temat?? Chodzi mi o to, że różnie w życiu bywa są różne sytuacje, czasami może będzie tak, że będą miały jakiś problem w którym np. ja mógłbym im pomóc, a będą bały się odezwać do mnie bo będą myślały,że ich nie lubie itd.. a tak nie jest bardzo je szanuje i chciałbym zakończyć tą patologię. Widuję je czasami na ulicy jak przyjeżdzją na święta do miasta w którym mieszkamy, nie podchodza do mnie ale patrzą się na mnie przez chwilę po czym się obracają być może chciałby porozmawiać ale się boją.... a ja już sie zmieniłem, zrozumiał ogromny błąd, jaką krzywdę im wyrządziłem jak myślicie co zrobić w tej sytuacji?
  17. Witam Mam 25lat. Czuje sie masakrycznie coraz bardziej nie radze sobie ze soba i z myslami. Nic mnie nie cieszy. Czasami mam ataki paniki wtedy czuje jakbym zaraz miała zemdlec slysze jak bym byla pod woda. Nic do mnie wtedy nie dociera czuje jak mi sie kreci w glowie.Czesto czuje sie jakbym nie byla soba. Czuje sie jakbym byla w obcej skorze. Czesto mam lęki spowodowane niczym czuje jakby sie mialo cos wydarzyc. Coraz czesciej mysle po co ja istnieje jaki jest sens. Ranie i zawodze wszystkich. Jestem beznadziejna we wszystkim co robie. Najlepiej lezalabym tylko w lozku i spala. Musze chodzic do pracy wiec tylko do niej biore sie w garsc i ide. Ale tam jak zostake sama czesto placze bo znowu zaczynam rozmyslac po co ja jestem. Jestem taka beznadziejna. Nie radze juz sobie ze soba. Nie chce tak zyc albo cos sie zmieni albo nie bede zyc. Jedynie przy zyciu trzymaja mnie najblizsi. Nie moglabym im tego zrobic. Prosze o pomoc jakas rade.
  18. Witam. Mam 24 lata i jestem studentką. Pracuję i studiuję. Przyznam, że zastanawiam się czy kwalifikuję się do wizyty u psychologa. No właśnie, chyba główną moją obawą się przyznanie się, że mam problem i powiedzenie to na głoś. Do tej pory obserwowałam to co się dzieje ze mną, jak pustka i ciężar przytłacza mnie. Dziś zdałam sobie sprawę czy nie chce i nie już nie dam rady żyć tak dalej. Co mi jest.. bardzo dużo złych i przygnębiających emocji naraz, zero satysfakcji. obwijanie się, nienawiść i obrzydzenie do samej siebie, bezsilność i bezużyteczność, apatia. Czuje, że nie ejstem wystarczająco dobra, zawiodłam wszytskich. Nie umiem poradzić sobie ze sobą, Jestem zmęczona, nie mam energi i motywacji a przede wsyztskim siły by żyć. Od pół roku coś mi się stało. Czuję że w środku umarłam ale na co dzień, w pracy czy na studiach nie pokazuje tego. POtrafie sie smiac, zartowac, rozmawiać i udawac zainteresowanie. Jednak w glebi serca, w moim srodku nic nie czuje - ani radosc ani smutku. Wydaje mi się, że moja obecnośc lub jej brak nic nie zmienia. Każdy wolny dzien spedzam w łóżku, ledwo wstanę i chcę wrócić do łózką bo nie mam siły wewnętrznej żeby walczyć. Ogromna pustka i przygnębienie. Chciałabym spać bo wtedy odczuwam ulgę i szczęście, ale nie mogę. Budzę się, śnią mi się koszmary i znowu budzik muszę wstać odliczając godziny aż wrócę do łóżka. Nie odbieram telefonów od rodziny, znajomych, przestałam dbać o siebie, z jednej strony cieszę się że wracam z pracy i zamykam się w pokoju i siedze sama ale z drugiej strony czuję się uwięziona we własnym ciele. Każda próba podniesienia tematu, powiedzenia na głoś co się ze mną dzieje powoduje u mnie wstyd i taka ogromną barierę przed otworzeniem się, że zawsze rezygnuje. Czasami czuję taki bół w środku, że coś we mnie pęka ale nie umiem płakać. Od roku nie płakałam, jak byłam mała potrafiłam rozmawiać o moich emocjach cieszyć się i płakać, co dawało mi uczucie uwolnienia i oczyszczenia ale teraz nie umiem. Odczuwam straszną pustkę. Nie mam siły wstawać z łóżka, nic mnie nie cieszy. Czuję ogromny ciężar, który nie mija. O tym co przeżywam w śroku nie jestem w stanie powiedziec rodzinie, znajomym. Myśłałam, że tu mi będzie łatwiej ale nie jest, nie wiem jak to opisać. Nic nie czuje, nic mnie nie cieszy. Popadłam w straszną monotonię i rutynę, działam jak automat, męczy mnie to. Czuję, że życie toczy się obok mnie a ja jestem jak pusta kukła. Dodatkowo od pół roku objadam się raz na tydzien. Kupuję ogromnę ilości słodyczy, przekąsek i jem to w ciągu godziny/dwóch. Potem mam ogromne wyrzyty sumienia. Na codzień pilnuje diety ale czasami tak mnei to przytłacza że muszę się najeść jak świnia. Nie umiem przestać, nie umiem z tym walczyć. Nie mam depresji bo mam wręcz wzmożony apetyt i mimo apatii i braku energi nie potrafię spać. Prosze o pomoc..
  19. Witam Nawet nie wiem od czego zacząć, 2 lata temu miałem dość poważny problem zdrowotny, od leżenia ponad miesiąc bez żadnego kontaktu ze światem trochę się zdołowałem, jednak dałem radę. Po tym czasie poznałem wspaniałą dziewczynę niestety dzieli mnie z nią około 5 godzin jazdy, widzimy się około raz na miesiąc czasami rzadziej... dołuje mnie, gdy siedzę sam bez niej. Ale to nie wszystko, nie udało mi się na studiach teraz szkoła, ale wydaje mi się że też ją zawalę. nikomu nie mówię co na prawdę myślę i czuję. mam problemy wstać z łóżka, Nie jem, mało śpię, i czuję się bezużyteczny, nie mogę sobie znaleźć nigdzie miejsca.... Brakuje mi bliskości, coraz częściej zdarza mi się myśleć o śmierci. zacząłem się również ciąć, Nie wiem dlaczego czuję się tak a nie inaczej, nie potrafię sobie już powoli radzić ze swoim życiem, ale boję się iść z tym gdziekolwiek. chciałbym być blisko mojej miłości, ale boję się, że to nie wyjdzie, nie wiem co mam dalej robić.
  20. Cześć. Mam na imię Jowita i mam 35 lat. Jestem mama 2 cudownych dzieci, niezależna finansowo, z dobra praca itp. Jesyem z dziećmi sama. Poznałam mężczyznę i się zakochałam. Znamy sie 2,5 roku. On tez ma dzieci i jest w separacji z żona. Mówił mi, ze jeszczr chwile mieszkają razem dla dzieci. Pokochałam go i tak naprawdę byłam gdy tylko on mnie porzebowal. Gdy ja porzebowlaalm - go nie było. W zeszłym roku zaszłam w ciaze z nim i poroniłam. Zostawił mnir wtedy sama i nazwał chora psychicznie bo sobir nie radziłam po poronieniu i wprost prosiłam by mi pomógł. Odszedł ale po 3 miesiącach wrócił i prosił bym zapomniała i byśmy zaczęli od nowa, ze mnie kocha. Było cudnie na początku. Potem znowu praca, jego była żona, znajomi byli na 1 miejscu. Umawiał się i każde spotkanie tuż przed odwołał albo się nie odzywał tydzień. Małe sytuacje jak święta, urodziny itp - mówił mi, ze nie ma czasu na takiego głupoty i potrafił mi nie złożyć życzeń. Ale opowiadał mi po wspólnej nocy gdy się w niego wtulalam co kupił byłej Żonie w prezencie. Pracował ale dla znajomych potrafił wrócić szybciej z zagranicy by zrobić im niespodziankę np w urodziny. Mi nie bo miał ważniejsze rzeczy na głowie. Tu nie chodzi o prezenty ale o czas, trosKe. Wracałam od niego późnymi wieczorami 300 km sama a on przez 2 dni po nawet nir napisał czy dojechałam. Jak zwróciłam mu uwage, ze czuje się zle w tej sytacji to ja byłam chora, głupia, pusta i „walnięta” psychicznie bo mówię, ze mi zle w tej sytacji. Twraz tez zr mną zerwał bo uważa ze jak mówię ze mi przykro i zr ma czas dla wsuzyskoch a ja czuje się odepchnięta, nieporzebna to ja jesyem pusta.... nawet powodzial zr to ze poroniłam to moja wina. A jak po poronieniu zostałam sama i poszłam na terapie i wtedy mówiłam sobie, ze prwnie tak musiało soe stać - to on uważa, ze jesyem zła osoba bo cieszę się, ze straciłam dziecko. Ja psychicznie jestem na dnie... nie potafie o nim zapomnieć choć wiem, ze nie znaczę dla niego nic.... jak mam sobie pomoc by przestać cierpiec i przetac się z nim kontaktować .... mimo tego zachowania ja go wciąż kovham.... ale szanuje sama siebie .... pomóżcie czy ja rzeczywiście jestem zła osoba? Chora?
  21. Witam. Mam na imię Asia i mam 20 lat. Jestem strasznie wrażliwą dziewczyną. Aktualnie nie pracuje. Chodzę do LO zaocznie. Chociaz teraz unikam szkoły z powodu lęków i dziwnych spojrzeń, głosów które słysze? Mam wrazenie ze wszyscy mnie obserwuja i widze jakies dziwne rzeczy. W styczniu rozstalam sie z chłopakiem który był uzalezniony od palenia zioła. Mielismy z tego powodu bardzo duzo klotni. Byl on nerwowym czlowiekiem i bardzo dużo na mnie czasami krzyczał.. Mieszkalam jakis czas z nim i z jego rodzicami u niego na wiosce. Czesto namawial mnie do palenia.. Zapalilam z nim 2 razy w zyciu.. Na pare dni przed rozstaniem zapalilam z nim pare dni po tym rozstalismy sie. Od czasu rozstania nic nie pamietam.. Mineło 2 miesiace a ja nie potrafie wziac sie za siebie i chyba wpadlam w jakas depresje. Pobiliśmy się i wyrzuciłam go w środku nocy z domu. Zniszczyl mnie bardzo. Juz nie jestem taka sama jak kiedyś. Przestalam sie uśmiechac, cieszyć, rozmawiać z rodziną, przestałam z nimi przebywać i objeżdżać, zamknelam sie w sobie. Stałam się słaba mam w sobie teraz jakiś strach. Byłam wcześniej straszną gadułą i radosną osobą pozytywnie nastawioną do życia. A teraz jestem cały czas smutna i obojętna. Nie potrafie z siebie słowa wydobyć jak ktoś mnie o coś pyta. Od czasu rozstania pojawiły sie u mnie lęki..i mam wrazenie że wszyscy są przeciwko mnie, słysze jakieś głosy. Jak idę ulicą to mam wrazenie ze ludzie ktorzy przechodzą obok coś mowia w moim kierunku. Przestalam juz wychodzic z domu nawet bo mam jakieś lęki i mam jakies dziwne mysli, nie potrafie sie skupic czy juz nawet pojsc do szkoly. W telewizorze mowia jakies dziwne rzeczy a rodzice uwazaja mnie za nienormalna i nie rozumieja ze mam lęki i z tego powodu nie wychodzę już z domu. Robie jakieś dziwne gesty, a wtedy zmienia się obraz w telewizorze a nawet słowa w nim. Rodzina reaguje w taki sposob ze mowia jakies dziwne slowa i robia dziwne gesty. Wkurza mnie wszystko dookoła. A do tego nie potrafie juz normalnie zyc. Wstaje tylko po to aby zjesc cos, wykapac się i wrocic spowrotem do lozka. Bardzo często mam nierowny oddech, czuje się źle. Co sie dzieje? Co mi sie stalo? Czuje sie jak wrak człowieka. Chcialabym juz normalnie funkcjonowac.
  22. Czesc Mam obecnie 44 wiosny i...nigdy nie pracowałam..Zmagam się z osobowoscią lękowo-nerwicową i dystymią..Oprocz tego mam cukrzyce 2 i chyba problemy homronalne (niezbadane) Wydaje mi się,ze cierpie na fobie społeczną- mam 3 znajomych i to wszystko..Studiuje zaocznie...już mgr w czerwcu się bronie-boje się jak cholera ze sobie nie poradzę..na lcencjacie dostałam z obrony zaledwie 3.... Nie wiem JAK RUSZYC Z MIEJSCA! bylam na terapii w szpitalu 10 tyg. Chodzilam na rozne terapie i do lekarzy psychiatrów... I nic. Nadal w miejscu.Bo czy studia można nazwac jakims osiagnieciem?..... Nie mam partnera- jestem otyła..kto by taka chciał? Widzicie sama BEURZYTECZNOSC I CZARNOWIDZTWO.
  23. Jestem studentką, mam 19 lat. Od października praktycznie zaczęłam uczęszczać na studia. Od tego czasu miewam jakieś zaburzenia. Zaczęłam się samookaleczac, nic oprócz przebywania ze swoim narzeczonym mnie nie cieszy. Zawsze byłam wzorową uczennicą, sumienną i nigdy nie opuściłam zajęć szkolnych z lenistwa. Uwielbiałam kontakt z ludźmi, poznawanie nowych osób. Wszystko zmieniło się w okresie pójścia na studia. Potrafiłam nie pójść na cały dzień na zajęcia i leżeć w łóżku i płakać. Bałam się sama nie wiem czego. Po powrocie z zajęć, byłam jakby nieżywa. Zjadłam coś, położyłam się i potrafiłam leżeć ze swoimi złymi myślami. Nie mogłam tego znieść, byłam smutna, wszechogarniał mnie taki właśnie stan- szarość, beznadzieja, pustka. Miałam tego dosyć, rzuciłam swoje studia i przenosiłam się do innego, nowego miasta w innym województwie. Zaczęłam odczuwać że zacznę żyć, żyć w szczęściu. Gdy poszłam na pierwsze zajęcia, wszystko zaczęło się od nowa, boję się ludzi, boję się konfrontacji jakichkolwiek, czuję się beznadziejna, jakby wokół mnie siedział ktoś kto wpaja mi ciągle do glowy: JESTEŚ BEZNADZIEJNA, ZOBACZ JAKI ŚWIAT JEST SZARY I NIEFAJNY. NIE ZYJ W NIM. Staram się być twarda, nie chcę zawieść mojej mamy, która zawsze we mnie wierzyła. Nie mogłabym jej skrzywdzić. Lubię krzywdzić siebie. Niekoniecznie sama. Przyjemność sprawiają mi przekłucia ciała, tatuaże. Gdy ktoś do mnie mówi, uśmiecham się, co jest tylko pozorem. Nie wiem co mam robić. Co jest ze mną nie tak. Czuję jakbym straciła życie, praktycznie szczerze mówiąc nie czuję już nic. Proszę o jakiekolwiek porady.
  24. Opisze siebie i swoją historie. Mam 20 lat i mieszkam na wsi. Jestem dziewczyną która często stresuje się pierdołami i która za dużo myśli a kiedy potrzeba nie myśli wcale. W podstawówce i gimnazjum czułam się lepsza od innych pod względem inteligencji, umiejętności i talentów głównie manualnych, zdobywałam pierwsze miejsca w konkursach i miałam na świadectwie zawsze czerwony pasek. Ale za to byłam nieśmiała i byłam w cieniu mojej byłej przyjaciółki. W 3 gimnazjum zaczęłam spotykać się z moim kolegą, nie byłam pewna co do tego związku (teraz wiem ze od początku go kochałam) ale to dlatego ze to był moj pierwszy chłopak i nie byłam przygotowana do związku. Wtedy zaczęłam bardziej skupiać się na sobie, swoim wyglądzie i życiu towarzyskim, ale nie opuszczając się w nauce. Przed liceum udało mi się zmotywować i schudnąć jakieś 8 kilo. Ciężko pracowałam ale byłam szczęśliwa bo dobrze czułam się w swoim ciele, w liceum i podobałam się innym i chłopakom )nie ukrywam ze dawało mi to radość chociaż miałam dalej swojego chłopaka). Uczyłam się dobrze ale okazało się ze są osoby które uczą się lepiej ode mnie (co było dla mnie niepojęte). Jakoś to liceum przeleciało na narzekaniu i „egzystowaniu” (czego teraz żałuje bardzo). W klasie maturalnej przytyłam bo zaczęłam zajadać stres który towarzyszy mi nieustannie po dzień dzisiejszy (wtedy miałam problemy z chłopakiem i rodzice mieli wypadek, do tego matura). Od tego czasu nie jestem w stanie schudnąć na czym bardzo mi zależy bo mam objawy kompulsywnemu objadania się (od jutra dieta a dziś nawpierniczqm się ile wlezie i tak bardzo czesto) poza tym zdałam prawo jazdy ale mam pewien lęk przed jazda samochodem, nie wiem z czego on się wziął ale nie jestem zbyt dobrym kierowca chociaż zawsze to było moje marzenie miec fajne auto i bardzo dobrze jeździć (a nie jeżdżę wcale, jak trafi się okazja to się z tego „wymykam” , raz wzięłam od taty auto i miałam stłuczkę na parkingu). Nie wiem jak się do tego przekonać, planuje kupić swoje auto z automatem ale nie wiem czy to pomoże. Poza tym tak dobrze się uczyłam a nie poszłam na studia bo nie wiedziałam na jakie i nie wiem co robić w życiu a zawsze chciałam dokonać czegoś wielkiego albo być przynajmniej bardzo dobra w jakiejś dziedzinie. Byłam dwa razy za granica, pare razy zmieniałam prace, teraz jestem w trakcie studium kosmetycznego i dalej czuje ze to nie to . Nawet poszłam na staż i niby nie jest źle ale trafiłam na taki dziwny salon i dalej nie jestem pewna czy chce to robić ale to nie wina salonu tylko moja. Byłam pół roku w USA i zastanawiam się czy by tam nie wrócić, niby nie legalnie i praca ciężka ale zarobki bardzo dobre. W dodatku planujemy ślub z narzeczonym (tym z którym jestem od gimnazjum) i budowę domu wiec pieniądze będą bardzo potrzebne. Rodzice nie pomogą bo ani nie maja pieniędzy . Tylko to nie jest na dłużą metę jeśliby się zastanowić. „Po krótce”opisałam jak wyglada moje życie. Teraz mam poczucie ze się bardzo marnuje ale nie mam pojęcia co bym mogła ze sobą zrobić. Cały czas jestem zestresowana z błahych powodów i tym ze nie radzę sobie jako kierowca i jestem spięta za kołkiem wiec nie jeżdżę wcale. I tym ze nie poszłam na studia i tym ze nic nie osiągnęłam bo od liceum tylko „egzystuje”. Jedyne co sprawia mi przyjemność to zakupy (!) A i moja wiara jako katoliczka się bardzo pogorszyła.no i bardzo bym chciała schudnąć ale nie potrafię się opanować jak kiedyś i zmotywować do ćwiczeń i ruchu. Czuje się brzydka, gruba i głupia blondynka. Pomocy, nie chce tylko egzystować , chce zacząć „żyć”, czuć ze potrafię cokolwiek w życiu osiągnąć .
  25. Jestem 36 letnią mężatką,mamą dwóch córek(11 i 5)Od 12 lat zajmuje się domem. Myślę że mój problem jest wielowarstwowy i trudno mi powiedzieć jednoznacznie gdzie jest początek.Pierwszy to chyba molestowanie przez brata w dzieciństwie,późniejsze problemy z nadwagą które być może są skutkiem tamtej sytuacji.Do dziś w stresie sięgam po jedzenie. Brak wiary w siebie,izolowanie się od ludzi,nieumiejętność nawiązywania kontaktów to problemy które mam wrażenie nasilają się z roku na rok coraz bardziej.Mam okresy kiedy czuję się szczęśliwa i nawet akceptuję siebie i stan wokół mnie.Przeważnie jest to od wiosny do lata choć i wtedy zdarzaja sie gorsze dni.Zima jest koszmarem.Siedzenie w domu brak możliwości wyjścia z domu sprawia ze wszystko mnie przytłacza czuję sie gorsza od innych ,wykluczona.Wszystkie czynnosci wykonuję z poczucia obowiązku bez przyjemności.Mam wrazenie jakbym poniosła porażkę w każdej dziedzinie życia.Zrezygnowałam z pracy bo nie mieliśmy koło siebie nikogo ani żadnej instytucji która zapewniła by opiekę dzieciom na czas pracy. Ale też zawsze chciałam być z dziećmi.Teraz jak widzę że córki sie ciągle kłócą,nie słuchają mnie nie umiem wyegzekwować od nich porzadku,obowiazkowosci wzajemnego szacunku jest to dla mnie wielką porażką bo mialam nadzieję ze je dobrze wychowuje.To wszystko sprawia ze jestem coraz bardziej sfrustrowana nerwowa coraz częściej krzycze.Wiem że robie źle i nie umiem tego zmienić to jak zamknięte koło.Czy cierpie na depresję czy to jakiś głębszy problem?czy jest szansa żebym odzyskała równowagę psychiczną?gdzie szukac pomocy?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.