Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'depresja'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 661 wyników

  1. Mam 22 lata i cierpię na fobie społeczną z którą nie umiem już radzić sobie sama, strasznie się z tym męczę. Doszło to do takiego stopnia że nie wyjdę sama z domu nawet wyrzucić śmieci na myśl o spacerze samemu z dzieckiem bez męża paraliżuje mnie strach, także jeśli chodzi o pójście do sklepu nie potrafię się przełamać w głowie mam setki scenariuszy co złego się może stać gdy wyjdę sama z domu i nie będę umiała sobie poradzić w danej sytuacji. Nie mam nikogo znajomego z kim mogłabym wyjść prócz męża. Czuje się strasznie z dnia na dzień jest coraz gorzej. Miałam tak od dziecka zawsze byłam wycofana ale nie aż tak jak teraz. Zawsze myślałam, że z wiekiem mi to przejdzie, że gdy urodzę dziecko wszystko się zmieni a tymczasem obwiniam siebie za to że przez chorobę psychiczną jestem złą matką i żoną za którą wszystko musi robić mąż. Czuje się jak ostatnie dno, wiem że tracę swoje życie nie żyje tak jak każdy normalny człowiek i gorzej mnie to dobija psychicznie. Nie wiem gdzie mam szukać pomocy nie stać mnie na leczenie w poradniach.
  2. Witaj jestem po pierwszej wizycie ale mam dość mieszane uczucia i nie wiem czy to moja bledną interpretacja.Paweł 29 lat. wizyta trwała koło 15 minut po czym stwierdziła ze mam depresje i zapisała mi leki na problemy ze snem ketrel po czym spie po 9 godzin twardym snem a drugi na nexpram po czym czuje się źle ale nie mam skupionych myśli dawkowanie mogę podać posłem za rada Pani doktor która odpisała mi w innym poście i chciałem powiedzieć wszytko ale to tak wyglądało ze po 4 pytaniach była juz diagnoza powiedziała mi Pani doktor ze leczenie lekami będzie trwało koło 8-9 miesięcy mam brać po 1 tabletcie ale nie wiem czy mam się przyzwyczaić do nich bo na razie jest zle fatalnie sie po nich czuje jestem bardziej przygnieciony i przemoczony niż ich nie brałem wizyte mam dopiero w czerwcu 2 pytanie czy nadal mam je brać czy może spróbować może znaleść innego specjalistę.. proszę o rade
  3. Jestem kobietą, mam 27 lat. Moje zaburzenia depresyjne zaczęły się na studiach 8 lat temu, z powodu nadmiernego stresu. Życie jest trudne, a ja jestem bardzo wrażliwą osobą - na tym polega problem. Nie ma co liczyć, że życie się zmieni. Ja muszę się zmienić. Ale jak? Jak sobie pomóc? Jedyne, co robię w tym celu, to zagłuszanie złych myśli głupotami (elementami kultury popularnej, głównie filmami, vlogami), co wcale nie jest dobre - nie leczy choroby, a jedynie daje tymczasową ulgę. Gdy jest gorzej, biorę ziołowe leki uspokajające. Mam już doświadczenie w depresji - towarzyszy mi bez przerwy od lat. Szkoda, że w tym czasie muszę podejmować ważne życiowe decyzje. Muszę dźwigać swoje i cudze ciężary, ponieważ mam problemy rodzinne. Nie próbuję odebrać sobie życia, bo mam bliskich, o których muszę dbać. Czekam na śmierć. Tylko czekam. Cieszy mnie upływ czasu. Mam już 27 lat. Może już niewiele zostało.
  4. Witam, od 1roku sama przestałam brać leki na afekrtwność 2 biegunową - bo miałam myśli S, -z ostrą manią i teraz dobrze się czuję- czy potrzebuje leczenia? bo miałam skierowanie do szpitala ale nie poszłam
  5. Za kilka miesięcy kończę 18 lat. Niedawno trafiłam do szpitala z powodu problemów z żołądkiem. Przed wypisem ze szpitala skonsultował się ze mną lekarz i wypytał mnie o moje życie prywatne(ponieważ problemy z żoładkiem zazwyczaj występują przez stres), stwierdził, że przydałaby mi się wizyta u szpitalnego psychologa, na którą się zgodziłam. Psycholog po rozmowie ze mną i moją mamą bez wahania stwierdził, że potrzebuję dłuższej terapii psychologicznej. Myślałam, że mamę przekonało to i w końcu zadzwoni mnie umówić(mówiłam jej już dawno że potrzebuję pomocy jednak tylko przytakiwała i nic z tym nie robiła). Po moich naciskach w końcu zadzwoniła i okazało się, że psycholodzy są nieczynni z powodu kwarantanny, na dodatek jeśli kwarantanna się skończy i dojdzie do wizyty to na rozmowę muszą również przyjechać moi rodzice gdzie jest to dla mnie problem (nie mam dobrych relacji z ojcem, daje mi tylko pieniądze, nie wie o moich problemach, nie zna koleżanek), no a mama sie zawsze wszystkim za bardzo przejmuje, mysli ze spię tak duzo bo biore narkotyki (co jest nieprawdą), uważa, że tu nie ma żadnych problemów psychicznych tylko za mało dyscypliny, za mało pracy, że gdybym się wzięła w końcu za naukę to miałabym zajęte myśli (zawsze miałam wzorowe oceny, ale od dwóchlat mam problem z koncentracją, nie dam rady się uczyć, dużo opuszczonych godzin w szkole przez to, że spałam cały czas, spanie praktycznie na każdej lekcji). Słyszałam, że nie ma darmowych porad psychologicznych dla osób po 18 roku życia, więc nawet jakbym zaczekała te kilka miesięcy do 18, to i tak nie byłoby mnie stać na taką wizytę. Co mam robić skoro z dnia na dzień czuję się coraz gorzej i boję się, że w końcu dopadną mnie okropne myśli i zrobię sobie krzywdę?
  6. Witam jestem młodą mama którą samotnie wychowuje swoją córeczkę.Mam 26 lat.Jestem obecnie przed rozwodem.Z mężem byłam w związku małżeńskim przez 8 miesięcy.Krotko mówiąc mąż po ślubie znęcał się psychicznie i fizycznie nade mną.Codziennie nadużywać alkoholu był agresywny.Z jego ust padały słowa że mam na Niego patrzeć i nie odwracać wzroku.Popychal mnie szarpal mną chciał uniemożliwić kontakt z moimi rodzicami.Tak było kilkakrotnie.Dla dobra swojego i dziecka dostałam się w styczniu.Czeka mnie rozwód złożyłam zeznania na policję za znęcanie się i sprawę bada prokuratura.Najgorsza dla mnie jest teraz pustka w sercu Brak drugiej osoby obok.Nagle poczucie bezsensu.Odbiera mi sile i nie mam na nic ochoty.Wtedy staram się to przespać.Jestem pod stala opieka psychiatry.Lecze sie na depresje.Dziekuje z góry za odpowiedzi
  7. Witam, W zasadzie to szukam informacji czy gdzieś w tych odmętach współczesnego internetu istnieją jeszcze fora anonimowe gdzie można się wyżalić i pogadać. Facebook odpada. Nie mam żadnych znajomych (Dokładnie sytuację ujmując, nie w przenośni) I żywcem nie mam do kogo sformułować jakiekolwiek zdanie.
  8. Witam mam 25 lat jestem z chłopakiem 3 lata , mieszkamy w dużym wielorodzinnym domu na wiosce z jego mamą jego mama jest wdową ożeniła się po raz kolejny z mężczyzną z którym nie żyje nie mieszka z nami i jest alkoholikiem ale do sedna sprawy , nie wytrzymuję już psychicznie z jego matką ! mojego chłopaka kocham i to bardzo i nie rozstanę się z nim za żadne skarby , problem tkwi w jego matce , a zatem jego matka ciągle wtrąca się do naszego związku ciężko mi to jest wytłumaczyć więc podam przykłady jak gdzieś jedziemy to cały czas Piotruś czemu nie założyłeś tamtej kurtki za gorąco ci będzie , Piotruś trzymaj dwie ręce na kierownicy a Piotruś jak ty jedziesz ! nie tak a Piotruś ... Piotrek oczywiście wrócił z nocki zmęczony musi zawieść mamusie do fryzjera , kolejny przykład jego matka uwielbia grać w gry hazardowe oczywiście Piotruś zainstalował swojej mamusi na swoim telefonie gry tak mu zwiesiła ten telefon że ja sama ogarnąć go nie mogłam 😮 zrobiłam ustawienia fabryczne noi skasowałam wszystko i te jej gierki hazardowe to tak się wściekła i od razu zaczyna się manipulowanie Piotrkiem i podkręcanie go aby był zły na mnie zabronił mi dotykać jego telefonu chodzi zły jak osa wszystko musi robić to co ona chce ! doprowadza mnie to do szału , zostawię na chwilę kubek to już leci do Piotrka na skargę i tak głośno mówi żebym słyszała to nie powie mi tego prosto w twarz tylko do niego leci na skargę ciągle zwraca mi o wszystko uwagę robi ze mnie jakiegoś nieudacznika życiowego ! wypytuję się Piotrka co będę dziś robić albo gada mu że mam z nim nigdzie nie jeździć bo będą się z niego wszyscy śmiać , ciągle mówi do mnie że jestem jak dziecko że nic tylko ciągle wymagam że za pracę mam się wziąć chcę pojechać głupi puder sobie kupić to od razu wywraca oczami , ciągle wrzeszczy ona nie potrafi mówić tylko wrzeszczy rozkazuje. Boję się wychodzić z pokoju unikam jej czuję się w jej towarzystwie źle czuję jakbym popadała w depresję , Piotrek nie chcę się od niej wyprowadzić a ja nie mam dokąd eh
  9. Witam, moja mama od lat zmaga się z depresją i nerwica. Od 2 lat boi się zostawać sama w pracy( jeśli inny pracownik jest na zwolnieniu). Jest to na tle nerwicowym. Nie wie gdzie się udać aby otrzymać leki, które pomagą jej zlikwidować stres albo złagodzić emocje. Boi się, ze gdy będzie zarejestrowana u lekarza psychiatry i że przyjmuje leki, nie przyjmą jej do przyszlej/innej pracy. Nie wiem jak jej pomoc.
  10. Witam, jestem kobietą, mam 24 lata, studiuję zaocznie, na ten moment nie pracuję. Problem pojawił się około 3 lata temu, kiedy pierwszy raz w związku dotarło do mnie, że już nie chcę po prostu z kimś być na chwilę, tylko chcę być z kimś na poważnie i na lata. Miałam wtedy chłopaka, który w mojej głowie był ideałem, niestety miałam klapki na oczach i nie docierało do mnie, jak bardzo jest zazdrosny. W momencie, kiedy uświadomiłam sobie, że myślę o nim poważniej niż tylko "jest moim chłopakiem" nagle zaczęłam stawać się coraz większą łajzą życiową (nie umiem inaczej tego opisać). Przed związkiem byłam pewna siebie, robiłam co chciałam, rozwijałam się, czułam po prostu, że mogę wszystko. Im poważniejszy robił się związek, tym gorzej czułam się sama w swoim ciele, jego zazdrość w tym nie pomagała. Przestałam chodzić na kursy, zaczęłam się ubiorem zakrywać, wcześniej lubiłam pokazać chociażby swoje nogi, ramiona, dekolt, później im bardziej zakryta tym lepiej, po prostu stałam się taka nijaka. Kiedy w końcu związek się zakończył, odzyskałam siebie. Znowu zaczęłam żyć pełnią życia i się tym cieszyć, znowu zaczęłam chodzić na kursy, stworzyłam sklep internetowy, znów czułam, że mogę wszystko. Aż do czasu... Poznałam mojego obecnego faceta, który pokochał mnie właśnie w tym momencie, kiedy czułam, że jestem super. Po kilku miesiącach związku przeprowadziłam się do niego, zostawiając karierę w innym mieście za sobą. Tak znowu zaczęłam stawać się życiową łajzą. Było czasem lepiej, czasem gorzej. Po 1,5 roku mieszkania razem jest ze mną bardzo źle. Nie umiem się odnaleźć, mam wrażenie, że nic mnie nie cieszy, ciągle obwiniam siebie i płaczę jak tylko zwróci uwagę, że mogłam coś zrobić inaczej, w grudniu rzuciłam pracę, bo chciałam się zająć czymś innym i tego też jakoś nie mogę ruszyć, po prostu wszystko jest nie tak. Nie czuję się kobieco, nie czuję się seksownie, chodzę ciągle smutna. Nie wiem co mam zrobić, przez to sypie mi się związek, bo nie takiej kobiety oczekiwał. Myślał, że z moim podejściem zwojujemy świat, a tymczasem ja się rozsypałam. Potrzebuję pomocy, nie wiem co mam zrobić. Z góry dziękuję za rady! Pozdrawiam, Życiowa Łajza
  11. Witam, mam 21 lat. Od ponad 4 lat zmagam się z "napadami depresji", tak to nazywam. Objawia się to obniżeniem nastroju, zmęczeniem zarówno psychicznym jak i fizycznym, otępieniem, chęcią płaczu, bezsennością lub nadmierną sennością oraz pesymistycznymi myślami. Najgorsze są dla mnie myśli, są samokrytyczne, zaczynam wyrzucać sobie wszystkie błędy, kompleksy, obwiniam się o najmniej istotne rzeczy. Wystarczy wtedy że ktoś spojrzy na mnie krzywo albo powie coś nieistotnego co normalnie by mnie nie dotknęło a sprawia to, że przez następne kilka godzin mam ochotę tylko leżeć zwinięta w kłębek. Miałam epizody okaleczania. Nacinalam swoją skórę za każdym razem gdy czułam "pustkę" lub natłok myśli. Byłam przekonana że tylko to może to przerwać. Od około roku doszły lęki i napady paniki. Stałam się czuła na wszelkie dźwięki, potrafię przed snem nasłuchiwać czy nic się nie dzieje, a każdy nieznany mi dźwięk sprawia że zaczynam panikować i sprawdzać cały dom żeby dowiedzieć się czy wszystko okej. Boję się o swoich najbliższych. Staram się kontrolować czy nic im nie jest, czy nic im nie grozi. Często w nocy miewam napady paniki, moje serce szybko bije, pocę się, nie mogę zebrać i uspokoić myśli, nie mogę złapać oddechu. Wielu z moich bliskich twierdzi że nic mi nie jest, że każdy ma złe dni i kiepsko śpi. Stąd moje pytanie. Czy mam się czym martwić, czy powinnam udać się do specjalisty? A jeżeli tak, nak mam uświadomić swoich bliskich ? Z góry dziękuję za przeczytanie i odpowiedź.
  12. Witam. Mam 27 lat i od 3 miesięcy jestem matka. Czuję, jednak że ta rola mnie totalnie przerasta i przytłacza. Jeszcze przed zajściem w ciążę nie do konca byłam poukładana emocjonalnie. Moja rodzina należy do dysfunkcujnych, ojciec zmarł gdy miałam 4 lata, mama lubiła sobie wypić, jestem najmłodsza z rodzeństwa, gdy ja chciałam bawić się lalkami z siostrami one uganiały się za chłopakami, jeden z braci sprawiał duże problemu wychowawcze (gdy mialam 15lat zmarł, wtedy też zostałam wykorzystana przez swojego ówczesnego chłopaka). Dodatkowo choruje na AZS, w dzieciństwie mocno zaostrzone co pochlanialo mnóstwo pieniędzy. Na każdym kroku byłam olewana, z wszystkiego byłam wykluczana bo najmłodsza nic nie rozumie. A ja rozumiałam. Więcej niż chciałam. W chory sposób zaczęłam szukać uwagi innych, robiąc dla nich zbyt wiele i pozwalając im na zbyt wiele względem mnie. Próbowałam terapii grupowej. Gdy powiedziałam o tym rodzinie usłyszałam "po co ci to" tak jakby nasza rodzina była normalna a oni wszyscy byli zaślepieni. Gdy osiągnęłam już swoje dno poznałam swojego męża. Było idealnie. Dostałam ogrom miłości, szacunku. Po 5 latach zdecydowaliśmy się na dziecko. Pierwszy raz byłam w takim centrum uwagi swojej rodziny. Było to miłe. Gdy córka się urodziła... stałam się tylko dodatkiem, opiekunka. Nie mogłam urodzić jej naturalnie, czułam się koszmarnie po cc. Była to wręcz walka o przetrwanie. Obiecywalam sobie że będę lepsza matka niż moja. Jednak nie byłam w stanie poczuć tej euforii, tej bezgranicznej miłości. I zaczęło się sypać. Doszło potworne zmęczenie. Nie mogłam jej karmić piersią. W tym samym czasie urodziło też kilka moich znajomych. Zaczęły mnie bombardowac pięknymi zdjęciami ze swoimi dziećmi, w pełnym makijażu, pięknych ubraniach, szczęśliwe. A ja byłam w stanie tylko patrzeć na swoją córkę i nie czuć nic albo jej po prostu nie lubić ubrana w piżame po trzech kawach o 10 rano, nie mając siły nawet na prysznic. Zaczęły się kłótnie z mężem. Wczoraj był mój pierwszy dzień matki. Ale ja się matka nie czuje. Bo jaka matka nie lubi swojego dziecka. Jaka matka potrafi krzyknąć na swoje dziecko. Jaka matka obwinia swoje dziecko za utratę czegoś co już dawno straciła. Co z tego że mam wyrzuty sumienia, nie mam prawa jej tak traktować. A mimo wszystko ona później się do mnie uśmiecha a ja czuje się jak gówno, którym kiedyś mnie nazwano...
  13. Cześć, mam 22 lata, od 5 lat jestem w związku, niestety od 2 lat nie daje już sobie rady, ponieważ mój już narzeczony, od 2 lat wypisuje z różnymi dziewczynami. Ja nazywam to "zdrada" może nie fizyczna ale psychiczną. Od 3 miesięcy miałam tego dość, wiem o każdej jego dziewczynie z którą flirtowal będąc już ze mną od tych 2 lat. Przez to wszystko zaczęłam myśleć o samobójstwie i różnych dziwnych rzeczach. Nie wytrzymałam i od 2 miesięcy pisałam ze swoim starym znajomym, nie był to flirt tylko zwykła rozmowa, co słuchac, czy wszystko w porządku i na tym się kończyło pisaliśmy może raz na tydzień, nie codziennie. Dziś mój narzeczony też się o tym dowiedział, poklocilismy się o jego kolejna kochanice, on zauważył że akurat znajomy napisał do mnie. Poczułam się z tym jeszcze gorzej niż z myślą, że to on ciągle przyprawia mi rogi. Mam dość, ciągle płaczę, nie mogę się uspokoić, nie mogę przestać myśleć o całej tej sytuacji nie radzę sobie, wciąż myślę o samobójstwie..
  14. Witam Pawel 29 wolny mieszkam z rodzina której mocno pomagem finansowo. objawy mam już bardzo długo ale od ponad dwóch miesięcy nie umiem już robić dobrej miny do złej gry.. miałem już epizody w moim życiu z cieciem się ale wróciło teraz mam myśli samobójcze które są zawsze jak nie pracuje złe spie sypiam po 3 godziny a jak mam wolne to działy dzień potrafię przespać a nigdy tak nie miałem zasypiam później wstaje i nadal jestem mocno zmęczony praktycznie bez sił... wiem ze z każdym dniem jest ze mnie coraz gorzej.. zmieniam prace z jednej .. ale nadal jest ze mną złe dzwoniłem już na infolinie dla osób w kryzysie ... polecono mi wizyte pilną u psychiatry . Ale wiem ze mogę pójsc do tylko jednego bo na wiecie j już mi nie wystarczy sił. z problemem radził sobie ciecie się lub spora ilością pracy na rodzinę nie mogę liczyć a znajomych nie mogę. wiem tylk tyle ze pilnie potrzebuje pomocy bo inaczej skończę z moim beznadziejnym życiem. a znam opinie i wiem ze na każdy pomoże mi w tym czy ktoś z wasz może mi kogoś polecić lub jakieś z poznania patrzyłem na nfz ale terminy za 30 dni ... wiec proszę o pomoc lub rade.. bo już nie mam sił na nic
  15. Witam mam 26 lat od pół roku jestem mamą. Jako mama jestem bardzo szczęśliwa. Od ok miesiąca mam problem z lękiem przed przemijaniem, że mój czas dobiegnie końca czuję z tego powodu smutek, wszystko wydaje się być bez sensu. Chyba przestaję cieszyć się z życia. Mam tak zazwyczaj , gdy mam czas na chwile przemyślenia. Mieszkam w innym kraju, życie tutaj nie podoba mi się , nie widziałam się dawno z rodziną. Żyję tu z narzyczonym, który nie jest najlepszą osoba do pocieszania raczej czuje się przy nim źle ponieważ szybko się denerwuje i czasami powie parę nie miłych słów . Czy to początek depresji ? Co robić?
  16. Witam, zacznę od opisania mojej sytuacji. Mam 27 lat, mieszkam w małym mieście na południu. Moim problemem są relacje z matką, z którą aktualnie mieszkam (wyprowadziłam się już dwukrotnie - pierwszy raz w wieku 20 lat i drugi raz w wieku 25 lat. Kazała mi się spakować i wyp....). Niestety musiałam wrócić ok miesiąc temu z przyczyn koronawirusa - brak pracy itp. Myślałam, że się zmieniła, ale to była jedynie jej zagrywka. Przechodząc do tego, dlaczego uważam ją za toksyczną: nie szanuje mojej prywatności, przeszukuje moje rzeczy gdy tylko wyjdę z domu, stara się za wszelką cenę skłócić mnie i moje rodzeństwo. Sama zaproponowała mi powrót do domu (dom posiadamy naprawdę ogromny - mieszka tu jeszcze mój brat z rodziną, aktualnie ja i matka z moim tatą), zaproponowała również, że mogłabym zająć jedno piętro i stworzyć tam swoje mieszkanie, jednak teraz już się jej raczej odwidziało - np. zadzwoniła do mojej siostry, która raz na jakiś czas wpada tutaj na kilka tygodni i powiedziała jej, że ja zajmuję jedno piętro przez co nie zezwolę siostrze na korzystanie z tej kondygnacji. - Kolejna sytuacja nastąpiła w ostatni weekend gdzie zabrała się za gotowanie obiadu o który jej nie prosiłam, jestem tak rozwalona psychicznie, że mój żołądek odmawia jakiegokolwiek posiłku. Poprosiła brata o pomoc przy tym obiedzie przy czym poinformowała go, że nie dałam jej na to pieniędzy i ma teraz strasznie mało jedzenia. Jest w tym wszystkim mój tata, który na to zarabia (matka rzadko ma jakąś pracę, po za tym zabiera mu wszystkie pieniądze). Zadeklarował, że mogę być przez jakiś czas na jego utrzymaniu, chociaż staram się to wynagrodzić pomocą domową, ale ona twierdzi, że to jej pieniądze. - Mi w twarz nic nie powie, udaje cierpiętnice. BA! - co miesiąc twierdzi, że ma nową chorobę (zazwyczaj wybiera takie dość poważne) i wmawia nam, że to przez nas. - Tych wszystkich sytuacji jest mnóstwo - w zeszły weekend sterroryzowała sąsiada, na osiedlu nikt już się do niej nie odzywa. - Ma problem do moich bratanków o to jakich mają znajomych (to dzieci, mają 10 i 11 lat). Nie wpuszcza wybranych przez siebie do domu, albo stoi w oknie i się wygraża. - Pokłóciła się dosłownie ze wszystkimi. Mojemu bratu wraz z rodziną kazała się pakować już jakieś 5 razy. Ciągle mówi, że nic od niej nie dostanie, gdzie tak naprawdę nic nie jest jej. - Będąc u mojej siostry dzwoniła do nas i wymyślała niestworzone historie o niej, nie przejmując się tym, że siostra te rozmowy słyszała. - Wychodzi przed dom (działki mamy małe) i przez telefon wrzeszczy z groźbami na sąsiadów. - Przez ok 5 lat nie utrzymywaliśmy z rodzeństwem kontaktów, bo tak nas na siebie napuściła, że każdy z nas stwierdził, że coś jest nie tak z tym drugim. - W tamtym tygodniu kupiłam sobie piwo, to dorwała mojego narzeczonego mówiąc mu, że wypijam codziennie 8 piw, ojcu również wmawia alkoholizm, siostrze też. - Gdy miałam 19 lat ześlizgnęłam się ze schodów, nic poważnego, ale była wtedy pokłócona z tata i kazała mi zadzwonić do niego, że się cała poobijałam, rozwaliłam głowę i jadę ze wstrząśnieniem mózgu do szpitala. Nie zadzwoniłam oczywiście, ale ona to zrobiła i mu nagadała głupot. Tata raczej nic nie robi w tym, żeby coś zmienić. Przytakuje jej dla świętego spokoju. Siostra jest odporna. Brat raczej milczy i nie wdaje się w dyskusje, bo boi się, że znów go wyrzuci. Mogłabym tak pisać i pisać, ale ogólny zarys jest taki, że całe miasto trzyma się od niej z daleka. Ludzie wypisują do mnie, żebym z nią pogadała, bo zatruwa im życie, ale nikt nie wie, że najbardziej zatrute życie mamy my. Ja powoli staję się zaszczuta i zastraszona. Powoli wraca do mnie choroba wrzodowa. Żyje w ciągłym stresie, nie mam ochoty na nią patrzeć. Ona nic nie rozumie! Gdy kogokolwiek poinformowałam o tym, że wróciłam do domu to każdy był w szoku czy jestem pewna tego co robię. Wszyscy mamy jej dość, ale ja gdzieś mam taki charakter, że nie potrafię tego przeboleć. Doprowadziła do tego, że moja siostra uciekła z domu w wieku 19 lat i nie wróciła przez 2 lata, przez nią - ale ona później wmawiała mojemu tacie, że to jego wina. Wiek: matka i tata ok 60 lat, brat 36, siostra 33, ja 27. Rozmowy nie podziałają, mogłabym się nawet wieszać na jej oczach, a to na nią nie wpłynie. Nie wiem jak żyć, jak się uodpornić i nabrać znów pewności siebie. Czy może wy wiecie co powinnam zrobić, aby w mojej głowie zapanował spokój?
  17. Witam, Mam 23 lata, jestem mamą(nie Samotną), studiuję psychologię w trybie zaocznym, jestem aktywna zawodowo. Nigdy oficjalnie nie miałam stwierdzonej anoreksji, jednak od 11 roku życia odchudzam się, stosuję głodówki, zdarzały mi się epizody bulimiczne. U psychologa stwierdzono, że jedynie mam zaburzenia obrazu własnego ciała, u psychiatry, że mam depresję. Było to kilka lat temu, ale zrezygnowałam z terapii. Nigdy nie odchudziłam się do wagi poniżej 18.5, zaczęłam "normalnie" jeść, ale co jakiś czas to wszystko wraca, ostatnio mam wrażenie, że wróciło na dobre. Nie mogę sobie pozwolić na tą chorobę ze względu na córkę, jednak nie wiem czy poradzę sobie z tym sama, bo to ciągnie się już strasznie długo. Boję się, że jeżeli teraz pójdę do psychiatry lub psychologa to nie będę mogła kontynuować studiów. Proszę o poradę, bo już naprawdę nie daję sobie z tym rady. Również z góry bardzo dziękuję.
  18. Witam wszystkich. Przepraszam, jeśli umieszczam temat w nieodpowiednim dziale. Mam 30 lat. Jestem anonimowym hazardzistą, mężem i ojcem od kilku lat. Wydaje mi się, że mam naprawdę spore problemy w codziennym funkcjonowaniu. Cały czas chodzi za mną chęć posiadania ogromnych pieniędzy. Ta chęć przesłania mi prawie każdy aspekt życia. Ciągle zapominam coś zrobić, nie potrafię zapamiętać rzeczy/zadań, które ktoś do mnie mówi/mi powierza. Nie wiem, czy dobrze opisałem swój problem, czy ktoś go zrozumie I będzie potrafił mi pomóc. Pozdrawiam.
  19. Dzień dobry, mam na imię Zuzia i mam 18 lat. Od paru lat mam wrażenie, że coś jest ze mną nie tak. Dość często potrafię płakać bez powodu, Nawet zwykłe uwagi w moją stronę sprawiają,że płacze. Po spotkaniach ze znajomymi czuje nagłe przygnębienie. Często też robi mi się słabo, jakbym miała zaraz zemdleć. Od paru lat, chociaż teraz trochę ustąpiło, miewam myśli samobójcze, często czuje się bezużyteczna. Miałam też problem z cięciem się. Czy to może być coś poważnego?
  20. Od jakiś pół roku choruję na zaburzenia odżywiania. Wszytsko zaczęło się od środków przeczyszczajacych. Doszło do tego stopnia, że nie potrafiłam bez nich funkcjonować. Powiedziałam o tym mamie. Widziała już wcześniej, że nir jem jak powinnam i zaprowadziła mnie do dietetyka. Okazało się, ze mam niedowage i muszę przytyc. Oczywiście nie stosowałm się do zaleceń lekarza, tylko jeszcze bardziej schudłam. Ok. 2Miesiące później trafiłam do szpitala. Powodem wizyty było to, że zemdlałam. Okazało się, że przez nie jedzenie wystąpiły u mnie różne problemy zdrowotne. Gdy wróciłam do domu zaczęłam walczyc o życie. Każdego dnia starałam się przezwyciężyć lęk. Moja walka trwa miesiąc. Wyciągu tego okresu przytylam kilogram. Bardzo się z tego cieszę. Dążę do tego, aby byc w pełni zdrowa, ale juz nie daje sobie sama z tym rady. Przed wirusem zaczęłam chodzic do psychologa. Bylam tam raz. I teraz muszę radzić sobie z tym sama. W nikim nie mam oparcia. Od rodziny słyszę tylko, że wyglądam jak meżczyzna bo nie mam biustu, że zbrzydłam. Negatywnych komentarzy jest bardzo dużo i to codziennie. Tata w ogole ma to gdzieś co się ze mną dzieje nigdy się nie zapyta jak się czuje, jedynie to ostatnio gdy przygotowywałam sobie śniadanie powiedzial "żebyś się tylko nie przejadła" i odszedł. Dzisiaj babcia powiedziała do ze nie widziała mnie tydzień a juz gorzej wygladam. Jest to nie prawda bo przytylam i jem normalnie. Wiem, ze jeden kiogram to nic, ale dla osoby która ma problemy z odżywianiem to naprawdę duży krok na przód. Nikt z rodziny mi nie powiedział, że jest dumny, cieszy się, że się staram. Pewnego razu, gdy był u mnie chłopak rodzice nasłali młodszego brata aby przyniósł opakowanie po lekarstwie. Zrobił to wszedl do pokoju gdzie byłam z chłopakiem i powiedział "czy nie chce tego bo lubie to brac i po tym jest straczka" . Bylo mi strasznie wstyd. Poszlam do rodziców, a oni tylko się śmiali. Nie mam pojęcia, co robić. Nir mam juz na to wszytsko sily. Nie mam tez znajomych, ktorym bym mogla się wyżalić. Dlatego proszę o radę co mam zrobić.
  21. Witam, mam 20 lat. Od razu zaznaczam,ze zapisałem się na wizytę u psychologa,lecz muszę odczekać a nie wiem co robić. Sytuacja wygląda następująco. Od zawsze miałem problem z zapoznawaniem ludzi, podejrzewam u siebie depresje - do kontaktów z ludźmi przybierałem jakby maskę?. Od bardzo długiego okresu nie odczuwam żadnych przyjemności z życia, uważam się za gorszego itp. Rozpocząłem grę na której spotkałem dziewczynę, piszemy od pewnego czasu, mi osobiście piszę się bardzo przyjemnie,ona twierdzi,ze jest tak samo.Jesteśmy wręcz identyczni.I tu się rodzi problem, używamy do komunikacji jednej z popularnych aplikacji, nie nalezę do rozmownych, piszemy ze sobą . Lecz to głownie ja pisze jako pierwszy, bardzo sporadycznie ona. Rozmawia z innymi, robi mi się po prostu przykro. Mamy się spotkać po całym wirusie, mieszka kawałek ode mnie.Po prostu najprawdopodobniej zakochałem się przez internet w osobie,której nigdy nie widziałem😨. Nie wiem co robić i jak to dalej prowadzić. Ciągle zaglądam na aplikacje z myślą,ze to jednak ona napisze do mnie pierwsza, lecz tak się nie dzieje i widzę jak siedzi z innymi. Rozmyślam cały czas nad tym co nie jest normalne. Pomimo bardzo silnej chęci napisania do niej nie mam pomysłu jak zacząć,aby rozmowa nie skończyła się po chwili.
  22. Lecze się psychiatrycznie od 5 lat i jestem pod stała kontrolą psychiatry. Chodziłam na psychoterapie i do rożnych psychologów. Aktualnie jestem tylko pod stała opieką psychiatry. Od jakiegoś czasu mam w sobie bardzo dużo negatywnych emocji. Czuje pustkę w sobie,smutek,żal, rozpacz,brak energii, brak zrozumienia, wstyd. Czuje jakby każdy kolejny dzień był ostatnim. Kiedy się denerwuje wszystko zaczyna mnie swedziec Tak jak teraz. Przyjmuje wtedy 100mg hydroxyzyny lub wiecej.. Czuje napady paniki i lęku. Przychodzi to wszystko nagle. Czuje się nie zrozumiana przez męża i bardzo zaniedbana. Jestem po ślubie zaledwie miesiąc,całą sytuacja mnie przytlacza. Mam wrażenie że mąż ma dość opiekowańia się mną i zwracania na wszystko uwagi abym się nie denerwowala. Denerwują mnie bardzo małe rzeczy jak np, nie wyniesione śmieci czy nie poukladane rzeczy w zmywarce.w takich momentach dostaje furii która staram się dusic w sobie lub reaguje wtedy odburknieciem w stronę męża . Czasem mam myśli w których zastanawiam się w jaki sposób zrobić sobie krzywdę i jak bardzo dużo bólu powinnam sobie zadać aby wszystko minęło i byłabym zdrowa kobieta.
  23. Jestem tu nowy mam 41 lat jestem w związku od 7 lat są długi problemy jak pewnie u każdego dużo pracuje a i tak brakuje i z tąd stres nerwy z małżonką ciągle kłótnie o kasę i jej brak i Tekst żony JAK CI NIE PASUJE NOE STAC CIE NA UTRZYMANIE DZIECKA TO SIE WYPROWADZ ...MAM JUZ DOŚĆ
  24. Hej, zarejestrowałam się na tym forum z impulsu, po wpisaniu w wyszukiwarkę słów "jak polubić siebie". To duże wyzwanie, żeby podzielić się swoimi uczuciami publicznie, ale spróbuję. Choć wątpię, aby ktoś to przeczytał albo zareagował. Jest to moja ostatnia deska ratunku, bo nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze poczuję się dobrze. Mam 29 lat i teoretycznie żadnych powodów do tego, żeby czuć się źle. Mam dobrą pracę (pracuje na stanowisku kierowniczym), w miarę ok zarabiam, jestem zdrowa, w miarę ładna, choć żadna ze mnie piękność. Czuję się za to strasznie samotna, nie potrafię nawiązać bliskich relacji z nikim. Miałam kilka długich związków w swoim życiu ale wszystkie się skończyły, z różnych powodów. Moi partnerzy stosowali wobec mnie przemoc psychiczną. Mam sporo znajomych ale są to znajomości powierzchowne. Kiedy mam problem, nie mam do kogo się odezwać. A może miałabym, ale nie potrafię poprosić o pomoc. Myślę, że nikogo nie obchodzę. Kiedy mówię mojej rodzinie, że mi źle, oni mówią: "głowa do góry", "a jakie ty możesz mieć problemy?" Szczególny problem mam w relacjach z dziewczynami - mam wrażenie, że mnie nie lubią. A ja podchodzę do nich jak pies do jeża. Nie mam przyjaciółki. Chyba każdą dziewczynę traktuję jako zagrożenie. Dzieciństwo miałam średnie, raczej brak uwagi ze strony rodziców, którzy byli zajęci swoimi sprawami (zdrady ojca, mama szukająca u mnie i u mojej siostry pocieszenia, brak zainteresowania mną i siostrą). Od dziecka byłam raczej skrytą osobą, więc czas wolny spędzałam sama/z muzyką/czasem z wirtualnymi znajomymi. Chodziłam na terapię ponad rok, jednak została ona przerwana przez koronawirusa. Rozważam powrót ale szczerze mówiąc trochę szkoda mi pieniędzy(chciałabym odłożyć trochę oszczędności), choć pewnie popełniam błąd. No ale chodzę na nią tak długo a teraz czuję, jakbym nie zrobiła żadnych postępów. Najgorsze jest to, że wiem, że życie jest piękne i głupstwem byłoby odebranie go sobie, ale czasem czuję, że już nie mam siły. Mam ochotę krzyczeć: ludzie, halo, zauważcie mnie, ja tu cierpię, a wy macie to w dupie. Nikogo to nie obchodzi. ludzie uważają mnie za zaradną, twardą osobę, a ja tak naprawdę jestem małą słabą dziewczynką, która potrzebuje miłości. Wiem, że nikt mnie nie pokocha, jeśli ja nie pokocham siebie, ale brakuje mi już pomysłów na to, jak to zrobić, jak zacząć.
  25. Ma dołka, czuje sie sfrustrowany, nie radze sobie. Stracilem prace, moja branza leży, nie znosze pracy z domu, nie znosze też pracy poniżej kwalifikacji. Obecnie nie mam żadnej pracy, żadnego zajęcie i zle sie z tym czuje, potrzebuje wsparcia, kontaktu z osobą bliską. Jedyną osobą bliską mi jest moja żona. Moi rodzice odeszli. Gdy chcialbym z nia pogadać, to zaslania się tym, że ma pracę z domu, że teraz nie może. Niestety ja nie mam do kogo inngeo się zwrócic. Zona pracuje w domu, przeasiadujemy razem 24 godziny na dobę razem. Jednak ja nie rozumiem pracy z domu, zwłaszcza gdy na okolo trąbią w mediach, że jest zle, że jest kryzys. Zona całymi dniami pracuje, a ja potrzebuję kontaktu, aby się z tego podnieść, niestety nie możemy pogadać, bo ona zajeta. Nie mogę za bardzo uciec w inne hobby, tv, inernet, bo na domiar zlego mieszkamy w malym mieszkaniu, czułbym, że jej przeszkadzam, Nie mozemy za bardzo wyjsc na zewnątrz, bo ograniczenia w wwychodzeniu, a ja zle znosze maseczki. Podczas któreś wizyty rodzina zony stwierdzila, ze nasze mieszkanie to jak więzienie. Gdy już się jakoś zacząłęm godzić, ze jest chwilowy kryzys. To nastał kolejny problem, Zona troche wiecej zarabiała, ale jakoś to szło opanować. Miałem super pracę, wiec mogłem to czyms innym rekompensować te niegodogności finanansowe.. Dawałem znać, że zle znosze roznice finansowe w zarabianiu, to w momencie, gdy ja stracilem mozliwośc rozwoju,pracy, jakiegokolwiek zarobkowania, to żona awansowala i dostala premie oraz podwyżkę. teraz ja czuje sie bezwartościowy. Nie mówię, że sam awans żony jest zły. Problemem jest to, że równolegle życie pokazuje mi, że jestem coraz niżej a ona coraz wyżej. Mieszkamy w po ślubie w nowym mieście, nie mam znajomych, nie mam za bardzo do kogo sie odezwać, za to żona ma przez cały dzień możliwośc rozmow z ludżmi, wiem, że to konkaty służbowe, ale wygląda to tak, że ja potrzebuję rozmowy i wsparcia, a żona nie poświeca mi czasu, jedynie możemy chwilę pogadać wieczorem. Nie czuje się z tym dobrze, bo cały czas żona idzie w górę, a ja w dół, bez szans na perspektywę. z góry dziekuje za podpowiedzi

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.