Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'depresja'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 389 wyników

  1. Mam 20 lat i w tym roku zaczęłam studia w Anglii na kierunku Business with Tourism Management. Od zawsze chciałam studiować a możliwość kształcenia się za granicą to niesamowita okazja. Chciałabym czerpać z tego jak najwięcej ale nie potrafię. Od kilku tygodni nie mam na nic siły. Codziennie rano z trudem wstaje z łóżka, nie potrafię się skupić ani zmotywować. Czuję, że zostałam sama. Czuje, ze zawiodłam całą rodzinę. Pomimo tego, ze staram się myśleć pozytywnie nie potrafię. Nie mam osoby, z którą mogłabym o tym porozmawiać. Chodzę zestresowana i pomimo tego, że staram się z tym walczyć wiem, że w przyszłości nie czeka mnie nic dobrego. Jak sobie z tym poradzi? Nie potrafię już tak dłużej.
  2. Witam, mam 27 lat jestem samotną matka od 4 lat bylam w związku z partnerem u którego pracowalam. Moje dziecko traktuje go jako tatę 3 miesiące temu zostawił mnie steasznie to przeżyłam wpadłam w depresje schudłam strasznie aż do 46 kg. Poszłam na l4 miesięczne bo nie bylam wstanie funkcjonować. Po miesiącu wróciłam do niego do pracy na początku nie rozmawiał ze mna potem zaczął sie zaczynac, rozmawiać, ostatnio na imprezie firmowej pod wpływem alkoholu zaczął łapać mnie za piersi i robić inne rzeczy. Kocham go bardzo i moja córka również. Po tym incydencie na imprezie firmowej zaczęliśmy sypiac ze sobą bez zobowiązań. Teraz nasze relacje są bardzo dobre, rozmawiamy, zartujemy itp. Nawet gdy pojechal na zakupy i poprosilam żeby mi cos kupił nie bylo problemy. Potrafi przeszyc mnie wzrokiem. Kocham go i cierpie każdego dnia. Gdy sie kochamy czuje sie swietnie bo choc przez chwilę mnie caluje i dotyka jest blisko a pochwili gdy wracam do domu to płaczę. Nie wiem co robić chce żeby bylo jak dawniej, miał mi sie oswiadczyc kupil pierscionek. Nie wiem czy mam kontynuować nasze niezobowiazujace spotkania i czekać czy przerwać i zerwać kontakt. Kazdego dnia muszę brac leki na depresję i na uspokojenie aby moc funkcjonować jakoś. Co mam robić? Proszę o pomoc
  3. Witam, za równy tydzień będę mieć 18 lat. Nie wiem co chcę robić w przyszłości , co teraz robię ; nienawidzę siebie, wszystkich tracę, najpewniej z mojej winy, nie umiem chodzić do szkoły przez lęki. Ale zacznę od początku (cała historia może zabrzmieć jak dziwna książka, jednak jest to prawdą, a to w jakim jestem stanie to potwierdza): Moj ojciec zostawił mnie i mamę, gdy byłam mała (między 4 a 6 r.ż, ale chyba wyjechał jak mialam 2 latka), moja matka zawsze szukała dla siebie faceta, najczęściej na internecie, po tym jak tata odszedł związała się z pewnym mężczyzną, który był jej przyjacielem od dłuższego czasu i został on moim chrzestnym, poznał ją ze swoim religijnym kolegą, ktory malował ikony(tak, jest to ważna informacja) nazwijmy go X, poznałyśmy go w tym samym czasie: jak miałam 5 lat na spotkaniu w kawiarni. (Pragnę zaznaczyć, że jak dziecko byłam zawsze energiczna, ludzie do mnie lgnęli, byłam jak popularna, przywódczyni stada, w sumie to bylam jak Orszulka od Kochanowskiego, cóż, tylko że ja jeszcze żyję) później nie pamiętam dokładnie, ale wiem, że od pewnego momentu ten mężczyzna zaczął się do mnie przystawiać: wąchać włosy, mocnej przytulać, rzucać coraz więcej aluzji seksualnych, pewnego dnia, jak miałam ok 10-11 lat spałam na łóżku z nogami w rozkroku, przyszedł X i zaczął mi gmerać w majtkach, obudziłam się, gdy próbował włożyć we mnie drugi palec, uciekłam do łazienki i się w niej zamknęłam, gdy wróciłam to mówił, że przecież mi się podobało i że udawałam, że śpię ... Nikomu nie powiedziałam, po tym wydarzeniu zaczął sie coraz częściej do mnie dobierać, zaczął stawać za mną i przyciągać do siebie, żebym czuła jego erekcję najpierw na plecach a jak podroslam- na pośladkach. Z czasem zaczęłam się nienawidzić, stalam sie cicha, odosobniona oprócz najbliższych przyjaciół, ze skrajnej ekstrawertyczki zostałam pchnięta w introwertyzm. Zaczęłam się samookaleczać, przynosiło to ulgę. Polska edukacja niestety o tym nigdy nie mówi (do czasów gimnazjum), na początku nie wiedziałam, że to molestowanie, że to jest złe, co powinnam zrobic; i tak trwało to do pewnego wydarzenia. Było to pod koniec gimnazjum, został on u nas na noc, a że matka miała faceta, który okropnie chrapie to X spał z nami w łóżku w kolejności on-ja-mama. W pewnej chwili się budzę bo coś nie gra: okazało się że obudziła mnie jego próba włożenia we mnie palców, wstałam pod pretekstem napicia sie wody. W łazience ubrałam dresy ciasno związane w pasie. Położyłam się ponownie, w chwile po moim zaśnięciu obudziło mnie dziwne uczucie, jakby coś się próbowało we mnie wedrzeć, okazało się że włożył we mnie czubek penisa uciekłam do łazienki, odkrecilam kran, płakałam nad nim po cichu i ponownie chwyciłam za żyletkę. Po pewnym czasie wróciłam do łóżka i poprosiłam mamę żeby się zamieniła miejscem ze mną, bo mi za cieplo, mnie-ktora zmieniła krótkie spodenki na długie. I tak dotrwalam do poranka, obudził mnie X i z pretensjami pytał czemu to przerwałam przecież było tak przyjemnie... Znowu, nikomu nie powiedzialam. Z czasem zaczęłam czuć pustke, od płata czołowego w przód, nieskończenie. Na poczatku 1 liceum powiedziałam w białym wierszu moim dziadkom i mamie o tym co robił X, odcielismy się od niego, nie, nie zglosilismy tego na policję. Czułam że nikt mnie nie chce więc na GG wysyłałam nagie zdjęcia 2-3 lata temu. Poprawiało mi to samoocenę, tymczasowo. W pewnym momencie przeglądając intagrama zauważyłam, że na profilu tego X jest moje nagie zdjęcie, bez twarzy, w formie obrazu, dostałam tak wielkiego ataku paniki, że myślałam że się udusze i mi serce wybuchnie. Powiedziałam matce, nie wierzyła mi ale dla mojego spokoju napisała do niego żeby to usunął i nie wrzucał takich rzeczy, ani rzeczy które mnie przypominają. Zaczęłam mieć wyraźne lęki przed wychodzeniem z domu, przed chodzeniem do szkoly, liczylam że nie dożyję do liceum i właśnie tu jest meritum:nie wiem czym jestem, kim chce byc, właśnie jedyna osoba dzieki której żyję (moja przyjaciółka) zakończyła przyjaźń. Próbuję chodzić do szkoły ale nie umiem, mam taki lęk że po wyjściu z domu idę na miasto zamiast do szkoły najczęściej przesiaduję w bibliotece miejskiej. Nienawidzę siebie, pragnę umrzeć. Do psychologa chodzę ok. 2,5 lata, brałam od psychiatry juz 4 różne leki (pierwszy psychiatra powiedzial że to wyglada na zaburzenia lękowo-deprwsyjnie): Seronil, jakieś jedne, Apo-serta i teraz bralam Trittico, pierwszy w. w mial tylko negatywne skutki. Teraz jestem w dole tak głębokim, że zdaje się jakbym była w piekle, choć zdarzają się góry, chwile ulotnego szczęścia . Nie wiem co robić... Jak się naprawić, już mam dość tych leków, strachu, pustki, lekarzy. Matka mówi że jestem leniwa i nie chce mi się chodzić do szkoły, ale w mojej głowie codziennie toczy się wojna i konczy się przegraną. Mam coraz mniej siły. Najchetniej to już bym się załatwiła, coraz mniej mnie obchodzi czyhające piekło dla samobójców. Boję się, że do tego dojdzie. Prosze o pomoc. Nie umiem sie wytrzymać.
  4. Mam 24 lata. Tytuł mgr inż, po wielu staraniach dostałam pracę. Jednak mam do niej daleko, więc wstaje o 4, by wyjechać o 5, wracam do domu po 18. Dojazd czasami zajmuje mi 6h dziennie. Mieszkam z partnerem, z ktorym mam mieć slub za kilka miesięcy. Zarabiam 2000 zl na ręke, przy czym koszty mieszkania w tym mieście to 2300 zł. Nie stać mnie na nic, nie ma na nic czasu. Nie widzę żadnej przyszłości, żadnych perspektyw. W dodatku jestem samotna, nie mam żadnych przyjaciół, a mój związek jest toksyczny. Partner zdominował mnie na całego, nie umiem z tego wyjść, bo po prostu nie mam się gdzie podziac i za co żyć. Za daleko też zaszły przygotowania do ślubu, nie jestem gotowa by to przerwać i zaczynać od zera calkiem sama. Z drugiej strony, partner patrzy tylko na siebie, ciągle narzeka jaki jest zmęczony, chociaż jest tylko 8 godzin poza domem, nie pomaga, nie wspiera, tylko dobija. Gdy o cos zapytam, krzyczy na mnie lub odpowiada lekceważąco. Potrafi do mnie powiedzieć, żebym zamknęła ryj, gdy w końcu i mi się skończy cierpliwość i ja podniosą na niego głos. Nie jest w stanie zrozumieć, że jest mi ciężko i ciągle ma pretensje. Nigdy nawet nie czeka na mnie z obiadem, chociaz on zawsze mógł na to ode mnie liczyć. Nie mam już siły na to wszystko i widzę tylko jeden sposób ucieczki...
  5. Rok temu spotkało mnie coś bardzo przykrego. Poroniłam dziecko w pierwszych 2 tygodniach o którym nawet nie wiedziałam. Bardzo przeżyłam to ponieważ od bardzo dawna pragnę zostać matką. W dniu dzisiejszym nie mogę sobie poradzić. Obwiniam się o to. Nie chce mi się schodzić z łóżka rano. Cały czas chodzę przygnębiona, kłócę się z obecnym partnerem (nic nie wie o poronieniu). Proszę o pomoc lub chociaż doradzanie jak mogę sobie zacząć z tym radzić. Nadal pragnę dziecka bardziej niż czego kolwiek 😢
  6. Hej mam 23 lata. Jestem od 2 lat mezatką, ale nie mam dzieci. Dwa miesiące temu przeprowadziłam się z mężem do większego miasta bo on w nim studiuje. Ja pracuję w biurze od dwóch miesięcy i niedługo zaczynam studia zaoczne. Od wielu lat mam zaburzenia emocjonalne, w ciągu jednego dnia potrafię śmiać się płakać i złościć, ale z reguły tak było w okolicach okresu. Najgorsze jest że nad tym nie panuje. Mimo iż zdaje sobie z tego sprawę. jak kłóciłam się z mężem doprowadzał mnie do stanu że miałam myśli samobójcze. Od około miesiąca jest coraz gorzej. Wszystko mnie denerwuje, prawie nic mnie cieszy, kiedyś śmiałam się z głupot. Teraz jestem obojętna i często płacze. Stresuje mnie praca i boję się że sobie nie poradzę. Boję się też że mąż mnie zostawi, bo przecież sama ze sobą nie mogę wytrzymać a co dopiero ktoś inny. Nie lubię swojego życia. Nie wiem jak to zmienić, co zrobić żeby było jak kiedyś?
  7. Jestem (chyba jeszcze) kobieta przed 30, matka piątki dzieci, w separacji po 9 beznadziejnych latach z już dla mnie byłym mężem od 2 lat (ja mieszkam za granicą, on w Polsce). Mam nowego partnera od prawie dwóch lat, (obcokrajowca), generalnie jest nam razem naprawdę cudownie, najbardziej doceniam to że bardzo dużo o wszystkim rozmawiamy, jestem doceniana za wszystko, nawet za głupi obiad że zrobię słyszę dziękuję, czuję się kochana przez tego faceta i najważniejsza dla niego wraz z moimi dziećmi (jedno jest jego biologiczne). Były mąż, szkoda słów, zero rozmów, zero bliskości, trzymanie mnie pod kluczem, koleżanek mieć nie mogłam a jak już miałam to zrobił wszystko żeby to zepsuć, nawet się odbierał do jednej. Zawsze twierdził że mnie Kocha ale to były tylko słowa jego. Nie było między nami noc prócz mojej nienawiśći do niego za to że traktował mnie bardzo źle, ponizal, komentował w bardzo krzywdzacy mnie sposób moje cialo, części intymne i w tym właśnie tkwi mój cały problem ze sprawami lozkowymi z moim partnerem do czego własne przechodzę. Generalnie chodzi o to że wszystko tkwi w mojej głowie i mojej samo ocenie i nie wiem jak sobie mam z tym poradzić. Seks mam nieziemski, taki jakiego nigdy nie miałam,ale tylko wtedy gdy jestem naprawdę wyluzowana a dzieje się to tylko wtedy gdy wypije parę lampek wina. Mój ex wysmiewal mnie ze jak go zostawię nikt mnie nie zechce, że pewnie tylko na raz bo po porodach według niego byłam zniszczona, już nie jak kobieta. Dodam że jestem bardzo szczupła, nie mam kraglosci ani po ciazach rozstępów. Wszystko okay. Ale te myśli że jestem zniszczona tam w tym miejscu nie daje mi spokoju, patrzyłam sama do lustra owszem, nie jest tak jak kiedyś, tak naprawdę to to nie wiem jak ta normalność tam powinna wyglądać. Z zewnątrz wszystko niby okay. Mówiłam o tym mojemu partnerowi ale on mi ciągle mówi że wszystko jest tam pięknie , ale oczywiście nie wierzę. I mam blokady straszne, wtedy czuje się jak idiotka, zaraz płaczę, nie chce rozmawiać, zamykam się w sobie i czar o niesamowitym seksie znika. Mówię że niesamowity Seks ponieważ mam straszny pociąg do tego faceta czego nie czułam nigdy wcześniej, i z łatwością udaje się jemu a w szczególności mi samej zakończyć ten nasz miłosny taniec orgazmem. Problemem jest to że nie potrafię się tak otworzyć przed nim przed wypiciem tego cholernego winka. Wtedy albo wcale nie dochodzi do zbliżenia a jak już to tylko tak szybciutko żeby tylko nie zobaczyl mnie nagiej bo ten wstyd jest silniejszy ode mnie. Nie skutkuje jego magiczne mówienie do mnie ze nic złego czy brzydkiego tam nie mam. MÓJ EX za bardzo się postarał abym czuła się nie kobieco, bardzo mnie tym skrzywdzil psychicznie. Ale co ja mogę zrobic, ciągle walczę w głowie z tym.
  8. Jestem dwudziestoletnią studentką za granicą i nienawidzę tutaj być. Właśnie zaczęłam drugi rok studiów w ogromnym mieście, nie mogę nikogo za to obwiniać, bo była to moja własna decyzja, a rodzicom, którzy w pełni wspierają mnie finansowo jestem bardzo wdzięczna, że dają z siebie wszystko by zapewnić mi dobrobyt za granicą, nawet dla mojej lepszej psychiki opłacają mi nowoczesny akademik w centrum miasta. W skrócie opowiem o pierwszym roku. Było ciężko, przeprowadziłam się kompletnie sama do innego kraju, mieszkałam w bardzo ponurym miejscu, nie pracowałam, w między czasie zmarł mój bliski kolega, jedyni znajomych, których tu miałam w dziwny sposób się odwrocili, był moment że zostałam kompletnie sama. Mialam niesamowite wsparcie w przyjaciółce, rodzicach i chłopaku. No właśnie... chłopaku. To głównie będzie o nim. Myślę, że on jest główną przyczyną mojego nieustającego płaczu i stresu będąc tutaj... X jest ode mnie rok młodszy, poznaliśmy się za granicą w szkole językowej, on jest Polakiem choć nigdy nie mieszkał w ojczyźnie, ale świetnie mówi po polsku. Zauroczyłam sie juz w trakcie wyjazdu, a im więcej czasu minęło po kursie tym bardziej chciałam go lepiej poznać. W końcu się udało, po pół roku! Myślę, że obydwoje się nie spodziewaliśmy, że tak sobie przypadniemy do gustu. Nasi rodzice byli w stanie zapewnić nam comiesięczne spotkania, raz ja za granice do niego, raz on do mnie. I tak już będzie w styczniu od dwóch lat. Brzmi idealnie, prawda? Studiuję za granicą, mam super chłopaka za granicą, rodzinę, która mi pomaga, tak jakby.. niczego nie brakuje... a jednak... X był u mnie w zeszły weekend. Nie wspomniałam o tym jaką jest osobą... jest bardzo troskliwy, uczuciowy, zabawny, wspiera mnie każdego dnia, w naszej relacji uwielbiam to, że poniekąd jesteśmy tacy sami, bo obydwoje jesteśmy ambitni, mamy duże marzenia i podobne obawy i właśnie wtedy, gdy nadchodzi moment niepewności i stresu obydwoje jesteśmy w stanie sobie pomóc i wesprzeć. NIgdy nie wstydzę się go zapoznać z moimi znajomymi, bo wiem, że odnajdzie się w każdym towarzystwie i nie muszę się o niego stresować. Ale X jest też bardzo skryty, pokazał mi prawdziwe emocje 3 razy w życiu i powiedział, co go trapi. Nie wymagam od niego, żeby zwierzał mi sie ze wszystkiego, bo wiem, ze to chłopak, oni nie są tacy jak większość nas- bab. Mimo wszystko wspieram go jak mogę i uświadamiam go jak wartosciowy jest, ponieważ w jego domu nikt mu nie przekazał takiej wartości jak wiara w siebie. X podobnie jak ja jest po rodzinnych przejściach między rodzicami, jednak u niego skończyło się rozbitą rodziną, mimo to wciąż ma dobry kontakt z rodzicami i oni między sobą. W czym więc tkwi mój problem i co składnia mnie do pisania na tym forum? Samotność. Jestem tutaj sama, nie tęsknie za rodziną tak jak tęsknię za nim, oglądam zdjęcia i filmiki z nim całymi dniami, płaczę gdy patrzę w lustro. Nie mogę znieść tego, że on jest tak daleko i mimo, że mam jego psychiczne wsparcie to wciąż brak mi tego fizycznego uścisku... Wiem, że jesteśmy młodzi, że całe życie przed nami, że wszystko się może zmienić, ale na tę chwilę nie dopuszczam tego do mojego mózgu. Uczucie spokoju, szczęścia, miłości, beztroski jaka mnie ogarnia gdy jestem z nim sprawia, ze potrafię docenić i zachwycić się najzwyklejszą rzeczą. Z nim wiem, że nieważne jak cieżko jest za granicą to dam radę. Ale gdy X tylko odwraca się na lotnisku moje serce rozpada się na milion kawałków, czuję się znów samotna. Zawsze 3 dni po spotkaniu jestem bardzo depresyjna. W życiu usłyszałam już wiele rad i ciepłych słów wsparcia, przypomnień jakie mamy szczęście, ze wciąż widujemy się co miesiąc. Jego mama raz powiedziała, że ja musze przebić ten kokon, w którym się zamykam, że muszę cieszyć się na następne spotkanie, a nie rozpaczać i nieustannie myśleć, że super weekend razem właśnie dobiegł końca... Jestem jej za to wdzięczna ale cóż z tego, jak wciaż rozpaczam. Tęsknie za nim. Niesamowicie mocno. Możliwa opcja zamieszkania przynajmniej w tym samym kraju będzie dopiero za dwa lata... Mam wrażenie, że mój powód szczęścia sprawia, że jestem nieustannie smutna. Czasami wymyślam wymówki, że przez niego nie mogę korzystać z życia niezależnej, młodej studentki, a jak on pójdzie na studia to mnie rzuci i będzie miał w du*ie moje uczucia, że będzie kierował się myślą "jesteś młody więc korzystaj". W sumie, to prawdą jest to, że ja nie chce wcale "korzystać z życia" w ten sposób, czyli doświadczania nowych erotycznych przygód. Nie mam najmniejszej potrzeby "wyrywania" chłopaków. Muszę też przyznać, że mam więcej znajomych tutaj niż to wygląda.. zawsze jest z kim wyjść chociażby na moment. Jednak gdy przychodzi wieczór, gdy wracam do swojego pokoju momentalnie łapię depresyjny mood i znów tęsknię. Jestem tu nieszczesliwa, ale dopoki nie ukończę studiów nic się nie zmieni, bo rodzice zainwestowali zbyt dużo pieniędzy, żebym ja to po prostu wszystko rzuciła. Szukam pracy, umawiam się ze znajomymi i imprezuję w miarę możliwości, mimo to wciąż jestem nieszczęśliwa, bo jestem sama i nie mam mojego X w pobliżu. Spędziłam całe lato w domu - byłam nieszcześliwa, będąc tutaj też jestem. Z jednej strony doceniam szansę jaką mam żeby siebie rozwinać tutaj, a z drugiej chciałabym to pie*rzyć na rzecz bycia blisko ukochanej osoby. Nie wiem czy moje myślenie się zmieni po jakiejkolwiek radzie, ale jest mi troszkę lżej gdy wszystko przelałam na ekran komputera. Xx
  9. hej, jestem kobietą, mam 24 lata. ojciec alkoholik, matka znęcająca się psychicznie. po 7 roku życia żyłam z nią i jej kolejnymi facetami, w wieku lat 10 na skutek jej zaniedbań trafiłam do domu dziecka połączonego ze środkiem dla trudnej młodzieży na rok gdzie znęcano się nade mną psychicznie i fizycznie. od tamtej pory towarzyszą mi stale lęki przed zbyt dużą ilością ludzi w jednym pomieszczeniu, zamkniętymi miejscami z obcymi ludźmi, jedzeniem w jednym pokoju z ludźmi. jako nastolatka okaleczałam się regularnie przez kilka lat, podjęłam próbę samobójczą, miałam problemy w szkole, nie chciałam tam chodzić, z nikim nie rozmawiałam, pojawiły się problemy ze snem, dodawałam alkoholu do herbaty żeby móc zasnąć. zostałam pozbawiona miejsca do mieszkania po zdaniu matury, przez kilka lat pomieszkiwałam tu i tam, obecnie to jest ustabilizowane. od strony związkowej jestem szczęśliwa. mam problemy ze snem, stresujące sytuacje wywołują u mnie drganie kończyn. boję się nawiązywać relacje, jest to dla mnie trudne i bolesne, czuję głęboką niechęć do kłamstwa i tego, że ludzie nie są konsekwentni i nie ponoszą konsekwencji. panicznie boję się małych dzieci, porodu i macierzyństwa. mocno wierzę w równość i sprawiedliwość, moja lojalność kończy się tam gdzie ktoś nie ma racji lub prosi o zrobienie dla siebie wyjątku. mam bardzo silne poczucie niezależności, nie daję sobie wchodzić z butami w życie, bardzo często się wycofuję z rozmów, rzadko mówię o sobie coś głębszego, spotykam się z niezrozumieniem. czuję niechęć do bezsensownych czynności w pracy i w domu - wszystko nadmiernie analizuję. ciągle jestem przygnębiona, gdy coś idzie źle np. straciłam pracę i nie mogłam znaleźć nowej przygniata mnie niemoc, nie mogę wstać z łóżka, nie mogę spać, nie mogę się na niczym skupić. potrzebuję dużo czasu dla samej siebie, rzadko się umawiam z ludźmi nawet na których mi zależy. w następstwie stresujących sytuacji zdarza mi się upić. jestem pogodzona ze śmiercią, nie boje się jej, nie mam myśli samobójczych. jak mam sobie pomóc? co mogę zrobić? finansowo nie stać mnie na terapię.
  10. Witam jestem kobietą w wieku 29 lat, byłam w domu dziecka, ten etap nie był najgorszy pare lat po wyjsciu tez nie, radziłam sobie, aż w końcu przyszedł czas, że zaczynam sobie nie radzić nie wiem co mam robić z zawodu jestem sprzedawca pracowałam przez pare lat w tym zawodzie teraz chciałam zostać pracownikiem biurowym jestem 2 raz na stażu, nie chcą mnie przyjąć do pracy mam odczucia, że nie nadaję się do pracy nic mi sie nie układa. Byłam w związku 2 lata zakochałam się bardzo próbowałam się zabic 2 razy ale nie udało się nikomu o tym nie mówiłam ale bardzo bym chciała umrzeć, bo nic w życiu mi sie nie układa kazdy kolejny mezczyzna ktory chciał byc ze mna wydawał sie byc nikim przez co nie związałam się z zadnym innym, oglądałam serial niania rozsmieszał mnie co pozwalało na zapomnienie choć na chwilę. wynajmuje pokój z współlokatorem przespałam sie z nim ale to tyko sex nic wiecej a jednak czuje sie strasznie, ze to zrobiłam. gteraz wysyłam CV ale nikt sie nie odzywa nie dzwonią tylko z zagranicy ale tak naprawde nie chce jechac za granice i do tego SAMA boje sie nie mam przyjaciol znajomych z ktorymi sie mogła bym spotykać czuję się samotna bardzo, i do tego beznadziejna. nie wiem co robic modle sie o smierc bo szczerze nie chce zyc ale nie chce sie sama zabijac chciałabym zeby to byl wylew zawał wypadek bezbolesny jesli taki istnieje, a z drugiej strony chce zyc i miec dom rodzine męza wszystko czego kazdy potrzebuje, Przy ludziach udaje BYĆ usmiechnietą wesołą miłą osobą ale w środku jestem załamana, bo wiem ze innych bedzie cieszyc jak mnie zobacza załamana, starałam sie robic wszystko dobrze radzić sobie ale teraz juz nie moge depresja mnie łapie. co mam zrobić?
  11. Jestem mężczyzną i mam 27 lat, Przez jakiś czas pracowałem u pewnego pracodawcy, Niestety się skonfliktowałem bo zamiast dać umowę kombinował jak mógł i był pieniaczem, Ale do sedna miałem początki objawy nerwicy,czyli drętwienie palców, Ostatnio jestem nadal bezrobotny i utrzymuje się z prac dorywczych, Popadłem w marazm i lenistwo, Bo nie chce znów przechodzić kolejnego pracodawcy pieniacza, Jeszcze dodatkowo pokłóciłem się z członkiem rodziny, Potrzebuje pomocy, rozkleiłem się i zastanawiam się nad szukaniem pomocy u psychologa ale jako osoba bezrobotna nie mam ubezpieczenia, Więc wie ktoś gdzie mogę uzyskać darmową pomoc psychologiczną. Miałem też kilkakrotnie myśli samobójcze w gorszych momentach po nieudanych rozmowach o pracę.
  12. Ada94

    CZEŚĆ

    Witam chciałam zapytać jak tutaj działają rozmowy z psychologiem ? czy są darmo czy płatne ?. Mam podejrzenie nerwicy oraz depresji .. i chciałabym z kimś o tym porozmawiać na czacie.. doradzić się i wygadać.
  13. 8 kwietnia miałam wypadek jest taka wersja dla każdego. Niestety to nieprawda każdego dnia muszę się z tym zmagać. Brat był pijany i złamał mi piszczel. Lekarze nie zrobili nic wsadzili w gips. Minęło pół roku A ja dalej nie ruszam stopa poszły nerwy czekam na operację chociaż mam 50/50 że będę chodzić jak kiedyś czyli normalnie. Badanie EMG za każdym razem pokazuje brak odpowiedzi. Jednak to nie jest problem bo już przywyklam do tego ale mój znajomy miał takie samo złamanie co ja matka jego ze względu że ma pieniądze dała lekarzom i jemu zrobili operację na miejscu. To jest wszystko w skrócie. Wstydzę się chodzić mam wrażenie że każdy na mnie patrzy zawsze byłam atrakcyjną kobieta miałam przed sobą całe życie ponieważ mam dopiero 30 lat i jestem skazana w tym momencie na mieszkanie z rodzicami musiałam przez chorobę oddać psa który był całym moim życiem bo rodzice go nie akceptowali. Pomimo tego chciałam znowu wyjechać do Holandii bo tam pracowałam 4 lata więc jak to się stało miałam jeszcze jakieś ubezpieczenie ze starej pracy ale nie dostaje nawet żadnych pieniędzy nie mogę iść do pracy ponieważ ciągle czekam na termin operacji i muszę być w zusie ubezpieczona w każdej chwili mogą zadzwonić. Poza tym kloce się z rodziną mam ich dość nie mam nawet pokoju śpię w salonie od pół roku. Moja mama jest ogarnięta osoba dla każdego ale nie jak się z nią mieszka uwielbia mojego brata i mnie obwinia za to co mi zrobił. Dała mu 8tys na leczenie alkoholowe po tym zdarzeniu. Mój brat tego dnia poprosił mnie miał zły dzień żebyśmy się spotkali wypił za dużo przeprosił mnie i nie mam już do niego takiego żalu który miałam wcześniej. Problem tkwi w rodzicach z którymi nawet nie mogę porozmawiać bo ciągle to samo po co tam poszłam heh to jest śmieszne to są do mnie jeszcze pretensje bo to moja wina. Nikt nie ma pojęcia jak się czuje mam już dość. Nie mam możliwości nawet żeby sama zamieszkac.
  14. Witam, mam 32 lata, jestem mama chlopca, oraz zona 23 lata starszego mezczyzny. Jestesmy razem juz ponad 13 lat, 10 lat po slubie. W naszym zwiazku dzieje sie coraz gorzej, a na poczatku bylo wspaniale, maz byl ( i jeszcze jest) moim najwiekszym spelnionym marzeniem. Uganialam sie za nim- tak- i w koncu zwrocil na mnie uwage. Zakonczyl wtedy zwiazek na odleglosc, ktory nie mial racji bytu. Ale ja mam wrazenie, ze on bardzo kochal tamta kobiete, ja bylam dobrym wyjsciem z tamtej trudnej sytuacji. Tak mi sie dzis wydaje. Maz jest tez rozwodnikiem, juz 16 lat po rozwodzie. Mial przeboje z byla zona, ktora probowala go otruc. Akurat znam ta historie, bo pochodzimy z jednego miasta, maz pochodzi z dobrej rodziny. Maz leczyl sie przez to psychiatrycznie, w przeszlosci probowal popelnic samobojstwo, wlasnie z powodu zdrad i zachowan bylej zony. Dzis jest bardzo spokojny, a przynajmniej stwarza takie wrazenie. Nie stosowal nigdy przemocy fizycznej. Ja natomiast mialam trudne dziecinstwo, moj ojciec byl alkoholikiem, bylam swiadkiem klotni, bijatyk, w domu brakowalo pieniedzy, aczkolwiek mama bardzo o nas dbala. Jednak mama do tej pory nie radzi sobie z tym, co przeszla, i cala gorycz wylewa na mnie. Jest juz dawno po rozwodzie, mimo wszystko wciaz slysze jakiego miala "skur""""" za meza, jakiego idiote, jakiego gnoja. Mowi to z taka gorycza, a mi jest zle tego sluchac, patrzylam przeciez na to od dziecka i wciaz probuje zapomniec. Gdy mowie o tym mamie, ona sie obraza, mowi, ze nawet corce nie moze sie wyzalic, ze nikogo nie ma.... a ja dusze sie w srodku. 4 lata temu tragicznych okolicznosciach stracilam brata. On byl moim najlepszym przyjacielem, kims, przy kim czulam sie tak dobrze, bezpiecznie. Strasznie za nim tesknie. Mieszkam za granica, brat zmarl akurat w wakacje. Maz nie dal mi pieniedzy na lot na pogrzeb. Mimo, ze mial na koncie kilkadziesiat tysiecy zlotych. On ustalil taka zasade- ja wszystko oplacam, on odklada. Ja pracuje na pol etatu ( musze odbierac dziecko ze szkoly), wiec po pooplacaniu wszystkiego i zakupach mam pusty portfel. Powiedzial wtedy, ze oplacil juz polkolonie synka i ze gdybym z nim leciala, to stracilibysmy te oplacone kilka dni. Sama leciec nie moge, bo on nie zdazy odebrac synka z polkolonii, a nie bedzie sie wczesniej zwalnial z pracy, bo straci pieniadze.... Poza tym powiedzial, ze jeszcze beda wazniejsze pogrzeby w rodzinie- doslownie.... chodzilo mu o rodzicow. Wiec nie polecialam, a rodzinie do dzis klamie, ze nie bylo juz biletow.... do dzis mam wyrzuty, ze nie pozegnalam sie z bratem. Codziennie placze, nawet teraz. Mi nie wolno nic. Maz nie bierze kluczy bo uwaza, ze powinnam na niego czekac. Nie raz byla awantura, gdy wyszlam z psem na spacer, a on musial stac pod drzwiami 3 minuty. Opowiada kolegom o moich zlych doswiadczeniach w byciu kierowca. Zdarzylo sie, ze wjachalam w niski slupek na parkingu, oraz ze wymusilam pierszenstwo i spowodowalam stluczke. Cala jego firma o tym wie, chociaz prosilam meza, zeby nie mowil o tym nikomu.... Teraz zaczynam sie czepiac wszystkiego. Nie moge zniesc, ze jestem traktowana z pogarda. Mam jakies przekonanie- chore, wiem- ze jak bede ublizac jego znajomym, i ich zonom, to go to zaboli. I klocimy sie. Ci koledzy, ktorzy z nim nasmiewali sie z mojej stluczki- to dziwkarze, a ich zony- wiadomo.... wcale tak nie mysle. Ale chce dokuczyc mezowi. Jakos odplacic mu sie za ten moj bol. A z drugiej strony bardzo kocham meza. Nie wyobrazam sobie zycia bez niego. Mimo tych sytuacji opisanych wyzej, on jest czuly, a przez wiekszosc czasu jestesmy szczesliwi. Ja jednak dusze sie. Nie potrafie sama ze soba byc szczesliwa. Wszystko mnie denerwuje. Denerwuje mnie sasiad, ktory na 5 minut zastawil mi wjazd. Denerwuje mnie pies, ktory chce isc na spacer. Denerwuje mnie wylewajaca swoje zale mama. moj synek, ktory chce pokazac, co robil w szkole. Nie mam na nic sily. Nie chce mi sie sprzatac, nie chce mi sie isc wykapac. Sterty ciuchow czekaja na prasowanie. Jest nieodkurzone. Po pracy nie mam sily na nic. Gdy mam wolne, tez nie mam sily. Nie widze wiekszego sensu zycia. Nic mnie nie cieszy. Bylam u lekarza, bralam psychotropy. Zle sie czulam po nich. To wlasnie wtedy mialam ta stluczke.... Prosze o pomoc....
  15. Cześć, nie wiem od czego zacząć... chyba od początku swojego życia mam problemy z psychiką. Cierpię na depresję przewlekłą (ciężką), nikt mnie nie kocha, a moja rodzina nie wspiera mnie ani nawet nie akceptuje przez tą chorobę. Nigdy nie byłam dla nikogo ważna, zawsze ktoś był ważniejszy, a ja "ta gorsza". Na początku dla matki najważniejszy był ojciec, później (dla całej rodziny) brat (zawsze to "lepsze dziecko", bo młodszy, bo chłopak, a teraz jeszcze on spełnia oczekiwania rodziny a ja jestem chora). W szkole zawsze mi dokuczali, w gimnazjum wręcz gnębili. Długo nie miałam przyjaciół, kiedy zaczęli się pojawiać w już dorosłym życiu byłam tylko przeznaczona do zapychania nadmiaru wolnego czasu, taka "zapchaj dziura", bo ktoś a to nie lubi "siedzieć sam", a to chcę wyjść gdzieś. "Przyjaciolka" znalazła sobie chłopaka, a odkąd zaczęła go szukać liczą się tylko jej problemy bo ona biedna "już nikogo sobie nie znajdzie 😢😢😢". Co z tego, że ma mamę która ją akceptuje, kocha wspiera i utrzymuje... . Wolę być całkiem sama niż "na doczepkę", bo i tak nikt mnie nie kocha, ja naprawdę nie potrzebuje spotkań towarzyskich i zapychania wolnego czasu. To nic mi nie daje, zero radości, wręcz przeciwnie czuje się beznadziejna, bezwartosciowa i wiem ze juz zawsze tak będzie. Jeden kolega zawracał mi przez pół roku głowę wychodzeniem na pizzę, na miasto, po czym stwierdził że to tylko tak po przyjacielsku... Czy ja na prawdę jestem tylko tyle warta? Żeby dostarczać innym rozrywki, a w zamian nic, zero wsparcia czy uczuć? Dziękuję za przeczytanie i przepraszam że psuje Wam nastrój.
  16. Cześć Mam 20 lat i postanowiłem w końcu się podzielić tym co odczuwam. No ale może najpierw od początku, do 13 roku życia byłem naprawdę szczęśliwym dzieciakiem, wszystko się zmieniło kiedy zachorowałem na OCD, męczyłem się z tym przez 4 lata, 4 lata nieustannej walki z własnymi myślami. Polegało to na tym że miałem natrętne, głupie myśli o bogu a jako że jeszcze wtedy byłem osobą wierząca to bałem się że przez to spadnie na mnie jakaś kara lub na moich bliskich więc aby odreagować klękałem i prosiłem o przebaczenie po kilka razy dziennie, do tego doszła hipochondria i sprawdzanie po kilka razy czy np. kran czy gaz jest zakręcony lub czy drzwi są zamknięte. W tym czasie moja samoocena i pewność siebie spadły do zera, miałem jakąś obsesje (no może obsesja to za dużo powiedziane) na punkcie mojego wizerunku np. jak ktoś mnie przezwał w szkole tak dla żartu to miałem wrażenie że wszyscy to słyszeli i wzięli to na poważnie. Rozwinęło się to do tego stopnia że jak teraz jestem w miejscu publicznym czy na uczelni mam wrażenie że ktoś na mnie patrzy i mnie ocenia przez co jestem strasznie zestresowany. Na szczęście OCD, hipochondria i to sprawdzanie po kilka razy gazu itp. zniknęło pod koniec 1 klasy liceum kiedy przestałem wierzyć w boga i ignorować te myśli. Niestety ta "obsesja" i brak koncentracji zostały i doszły do tego stany depresyjne, apatia i kompletne wypalenie. Trudno mi się w coś zaangażować, wyjść ze strefy komfortu, podjąć jakieś wyzwanie czy nawet pozmywać głupie naczynia, wszystko robię na "odwal się". Mam dni w których po prostu leżę w łóżku i nic konkretnego nie robię. W tamtą zimę rzuciłem studia bo już nic nie miało dla mnie znaczenia, teraz nie wiem czy skończę te. Kompletnie nie wiem co robić, bardzo proszę o pomoc.
  17. Jestem 18 letnim chłopakiem i jestem w 3 klasie bardzo dobrego liceum. Gram w teatrze i na pianinie, bardzo mi się powodzi i z ocenami, i z pasjami. Jednakże wiecznie mnie coś przytłacza i mam wrażenie, że czegoś mi brakuje. Często wmawiam sobie, że chodzi tu o jakąś relacje, aczkolwiek zawsze kiedy byłem w związku nadal czułem pewną pustkę. Jest ona we mnie od około 3 lat. Nie mam pojęcia co to może być, często przez to nie śpię w nocy i rozmyślam a siedząc samemu zły zaczynają mi płynąć bez powodu. Zarejestrowałem się na tej stronie z nadzieją, że może uzyskam od kogoś radę i, że ktoś mógłby mi pomóc.
  18. Chciał bym opisać moja sytuację wczorajszą zacznę od tego że jechaliśmy z partnerką do lekarza rozmawialiśmy ona mówiła a ja powiedziałem coś do tego tematu co ona mówi i nagle dostałem w twarz i że mam się zamknąć jak ona mówi i nie wtrącać i poszły z jej strony jeszcze różne przekleństwa na mój temat.Pozniej pojechaliśmy na kawę i przejść się do parku ona nie domknela kubka z kawą i wylalo się na torebkę i już że to jest moja wina bo ja chciałem iść do parku i że jestem hu... I dużo innych przekleństw nie będę ich pisał i mówi żebym jej oddał pieniądze za torebkę i ja to gowno obchodzi i poszła do auta i mówi że chce do domu to ok pojechaliśmy do domu i w domu że mam spier... z jej życia i nie chce mnie widzieć że mnie już nie kocha że się brzydzi m na że jestem cipa nie facet i mi wypominala to z tego co się jej zwierzylem kiedyś z dzieciństwa za każdym razem przy czymś takim mi wypomina że mało zarabiam że nic nie robię a ja naprawdę dużo robię co dziennie ja odbieram z pracy robię zakupy obiady kolację masuje ja bo codziennie ja coś boli jej córkę zawiozę na korepetycje na basen z nia chodzę ja jak usiądę to już jest że jestem śmierdzący len nie mogę być zmęczony:( nie wiem co mam robić już potrzebuje rady. Dodam że partnerka ma depresję bierze leki od roku i mówiła mi że kiedyś już też brała kilka lat temu.
  19. Jestem dorosłym dyslektykiem, dysleksja (bardzo silna) została u mnie zdiagnozowana w dzieciństwie niestety nikt mi nie pomógł, bo nikt nie wiedział jak pomóc, dostałem tylko papier o dysleksji i miałem łatwiej w szkole. Nie wiem gdzie mogę szukać teraz pomocy, mam ogromny problem z czytaniem i pisaniem odręcznie, robię dużo błędów i literówek, mylę litery, b z p, o z a, k z g, i z j, nie wiem jak dane słowo napisać, czytanie mnie męczy i nic z tego co czytam nie rozumiem, mam też problem z liczeniem. Mam podejrzenie, że ten problem doprowadził mnie do nerwicy i depresji. Proszę o pomoc.
  20. Dzień dobry wszystkim, którzy jakimś cudem trafią na ten wpis i zechcą go przeczytać. Nie bardzo wiem, gdzie szukać pomocy, bo jestem w patowej sytuacji. Nie umiem sobie poradzić z wieloma przejściami (pobiciami w związku, kłótniami, wyzwiskami, które wtedy leciały i tym, jaki potwór ze mnie wychodził, trudną relacją z matką). Od czasu do czasu umiem wyprostować swoją psychikę na tyle, że nie mam problemu ze swoim nastrojem czy nie targają mną skrajne emocje. Mam problem, że gdy ktoś ponownie na mnie krzyczy lub powie coś złego na mój temat, wyzwie (tyczy się szczególnie osób mi bliższych, z dalszymi radzę sobie nie najgorzej), mam wrażenie, że te wszystkie dni, gdy przeżywałam emocjonalny koszmar, próbowałam się powiesić, byłam wyzywana od ohyd i grubych świń (nawet sytuacje z dzieciństwa, gdy miałam nadwagę), zbierają się we mnie i uderzają jak jeden mąż przez dłuższy czas, emocjonalnie przeżywam to znowu, czuję się, jakbym znowu nie mogła wstać przygnieciona do ziemi, gdy byłam opluwana. Bardzo chciałabym ponownie spróbować odebrać swoje życie w takich dniach, bo to nie trwa najkrócej (jednak piszę tutaj, bo jednak jakieś resztki instynktu samozachowawczego i wiary w życie pośmiertne zostały). I choć chciałabym radzić sobie z tym, że stałam się przez ostatnie trzy lata bardziej wrażliwa, nie za bardzo wiem jak. Sytuacja jest dla mnie o tyle trudna, że jestem na Syberii przez najbliższe miesiące i prędko nie wrócę do Polski. Nie czuję się na tyle rozwinięta językowo, by szukać czegokolwiek tutaj, a na terapię, jako studentkę, mnie nie stać (zresztą, sprowadzenie zwłok do Polski i pogrzeb wyszłyby taniej niż terapia, która może nie przynieść efektu). Głupio mi też iść i korzystać z ew. darmowej pomocy, bo chciałabym umieć zapłacić za wykonaną pracę drugiemu człowiekowi, bo on ten czas mógłby spożytkować lepiej niż ze mną. Czy są jakieś metody autoterapii czy inne środki, które mogą jakoś pomóc?
  21. 1. Nazywam się Daniel. Mam 23 lata, Od 6 Lat mieszkam w Norwegii, oraz pracuje na pełny etat. 2. Ciężko stwierdzić kiedy pojawił się ten problem bo chyba go ignorowałem większość mojego życia i nie zdawałem sobie sprawy do momentu, gdy uświadomiłem go sobie w dorosłym życiu i jak bardzo te problemy/przekonania niszczą mnie i moje życie. (odkąd pamięć sięga bardziej zaczeło się gdy miałem okolice 12-13 lat, 1wsza gimnazjum). Problem a raczej problemy trwają do dziś, w teorii okolo 13 lat. 3. Moje problemy polegają na tym że nie potrafię nawiązaywać relacji z ludźmi, świadomie lub nie świadomie izoluję się od wszystkich, jestem małomówny, sabotuje wszelkie relacje z ludźmi gdy tylko jest okazja nawiązania nowych znajomości. Odczuwam lęki, gdy przebywam z innymi ludzmi że nawet nie potrafie utrzymać kontaktu wzrokowego z inną osobą. Męczy mnie przebywanie wśród ludzi, rozmowy o niczym mnie nie interesują, w pracy na przerwach wolę patrzeć się w telefon niż uczestniczyć w sztywnych "small-talk". Mam huśtawki nastroju, 1 dzien potrafi być super, kolejne potrafią być dołem bez dna że zastanawiam się po co ja w ogóle żyje skoro tak to ma wyglądać cały czas. ( Na szczęście nie mam myśli samobójczych, bo brak mi odwagi i nie zrobiłbym tego ze zwględu na konsekwencje dla rodziny itd.) Z dnia na dzień, miesiąca na miesiąc sytuacja się pogarsza. Nie wiem czy mam po prostu to zaakceptować że całe życie będę sam i że taki juz poprostu jestem? Zgonić na Introwertyzm ? to chyba za mało. Nie odczuwam w ogóle szczęścia, "jakaś wewnętrzna blokada" nie pozwala mi zrzucić tego ciężaru i cieszyc sie zyciem. Bardzo dobrze czuje się będąc sam, lecz czasem brak mi kogoś. Sięgałem po pomoc psychologa online (nie u was) odbylem 3 sesje i straciłem nadzieje że to cokolwiek pomaga(chyba psychoterapia by tu pomogła bo to już bardziej zaawansowane gdyż słowa ala "Myśl o pozytywach" nie działa kompletnie. Jak mam zły dzień dochodzą paranoje w stylu jeśli ktoś ze sobą rozmawia, myślę że to o mnie. I to że mieszkam w Norwegii nie pomaga, ponieważ ludzie w większości tu nie są mili, wręcz wrogo nastawieni do Polaków, jedynie zakładają maske kiedy trzeba. Moze przesadzam, ale coś w tym jest. Także ciężko się otworzyć przed kimś. 4. Z problemem sobię niestety już nie radzę, dlatego szukam pomocy chociażby tutaj, by ktoś kto się na tym zna, mógłby mi pomóc lub naprowadzić. Staram się bardziej zaakceptować ten stan bezsilności, że tak już po prostu ma być bo nic z tym nie zrobie , niż walczyć z tym i pogarszać sytuacje. Pisze tutaj z nadzieją poradzenia sobie z tym problemem. 5. Pisze ze względu tego: gdyż tego jest tak wiele że poprostu łatwiej mi jest to wszystko napisać niż mówić chociażby przez skype. W Rozmowie z innymi bardzo kuleje i nie potrafię wyrazić tego co chce. Moje pytanie brzmi: Czy da się to jakoś zdiagnozować ? Co jest przyczyną takiego stanu ? Chciałbym poznać problem dopiero potem z nim walczyć. Czy to depresja? Zaburzenia osobowości ( Osobowość lekliwa , unikająca. ), Paranoje z fobią społeczną ? Czy poprostu miks tego wszystkiego? Jako iż pisze w sprawie porady darmowej na forum, chciałbym się poprostu dowiedzieć co mi jest i w jaki sposób można mi w tym pomóc. Będę bardzo wdzięczny za pomoc, chętnie zamówię rozmowe /lub porade mail odpłatnie jeśli poznam problem/problemy którę niszczą mnie kawałek po kawałku. Z góry dziękuje za poświęcony czas Pozdrawiam Daniel
  22. Witam, jestem 17 letnia uczennica liceum. Może zacznę od początku - w 1 gimnazjum zaczęłam mieć problemy z Panią od matematyki. Myślałam, z początku ze tak musi być, ze ktoś w klasie musi być jej ofiara. Zaczęło się niewinnie, od docinek w stylu „Nic nie osiągniesz w tym życiu skoro liczyć nie potrafisz” lub bardziej personalnych np. „Nie powinnaś ubierać takich bluzek, widać ci faudki” niby nic a jednak na forum klasy to bolało. Później zaczęło się bardziej drastycznie - zakazy dołączania do mojej klasy na wycieczkach, kiedy nie było mnie w szkole z powodu choroby wyśmiewała to, znajomi odwrócili się ode mnie i sami zaczęli docinać. Z dnia na dzień psychicznie było mi gorzej. Unikałam matematyki, zaczęłam dostawać silnych nerwobóli przez które często faszerowałam się lekami. Pani potrafiła pytać mnie 2 godziny pod tablicą, nawet kiedy w pewnym momencie nie wytrzymałam i zaczęłam płakać nie przestała. Raz nakładając tusz do rzęs, co u moich koleżanek było codziennością, nawet inne bardziej rozbudowane makijaże, kazała zmyć mi oczy płynem do naczyń który wylała na moja twarz. Czułam się poniżona, najgorsza i zaczęły się inne problemy. I tak zgłaszałam to do dyrekcji, ale ta Pani była ostatni rok w szkole i poproszono mnie abym „nie wymyślała głupot”. Pedagog powiedział ze nie ma czasu i żebym przyszła w innym terminie - nie przyszłam. Wychodząc z gimnazjum miałam zniszczoną psychikę, samoocenę, nerwice szkolną. Stwierdziłam wraz z moja mamą, ze wezmę „przerwę” od szkoły w postaci edukacji domowej. Nie zdałam klasy z powodu matematyki. Na matematyce, kiedy tylko pomyśle o tym przedmiocie robi mi się niedobrze. Boje się każdej lekcji, zdarza mi się płakać w szkolnych toaletach godzinę przed. Mam również inne „objawy” które niszczą mi życie. Myśli samobójcze, nienawiść do samej siebie tak wielka, ze czasem nie mogę spojrzeć w lustro, samookaleczenie, ataki paniki. Wiem ze hormony w moim wieku buzują, dużo się dzieje, ale to mi nie daje żyć, nie wiem ile jeszcze czasu to udźwignę...
  23. Mam 19lat. Od długiego czasu wiem,ze jest źle. Rodzice, chłopak jak j najniższe otocznie ma dosyć moich humorów. Tak naprawdę nie mam w nikim wsparcia którego naprawdę potrzebuje. Chciałabym żeby ktoś mi pomógł bo sama mam siebie dosyć. Ale jeszcze bardziej chciałabym się rano nie obudzić i myśle o tym codziennie. Tak naprawdę wszystko i nic powoduje każdego wieczoru płacz. Od miesiąca jest tylko gorzej
  24. Kim jesteś (podaj przynajmniej płeć oraz wiek)? Jestem pracującą kobietą w wieku 25lat. W jakiej sytuacji pojawił się problem oraz jak długo trwa? Odkąd pamiętam, jestem chorobliwie uzalezniona od opinii ludzi z mojego otoczenia. Wychowalam sie w patologicznej rodzinie, ktora dodatkowo jest czlonkiem pewnej grupy wyznaniowej. Przez alkohol i inne dysfunkcje,moja rodzina przysparzala wylacznie wstydu. Nikt nie mial zdrowego poczucia w.w,dlatego zawsze wpajano ze Nowakowie czy Kowalscy ( czlonkowie tej grupy ) sa lepsi, bo wplywowi, a my jestesmy nikim. W takim mysleniu zostalam wychowana. Na czym Twoim zdaniem polega problem? Cale zycie chodze zdolowana,podporzadkowanatym ludziom. Uwazam,ze to oni wyznaczaja moja wartosc. Skoro wiedza tyle o mojej rodzinie to tyn bardziej maja na mnie haka. Nie potrafie w ich towarzystwie byc soba i czuc swojej wartosci. Jak sobie ewentualnie radzisz z problemem albo jak go znosisz? Uciekam. Poddaje sie tym ludziom,nie wyrazam swojego zdania, uwazam ze sa ode mnie lepsi i pozwalam im chodzic mi po glowie. Bo przeciez oni znaja tajemnice mojej rodziny, alkohol itp. Wiedza skad pochodze. Jakie ewentualnie masz pytania odnośnie problemu? Jak pomimo takich przezyc zbudowac w sobie zdrowe poczucie w.w bez strachu, ze ci ludzie wiedza co bylo w mojej rodzinie, bez wstydu za to skad pochodze? Jak zbudowac siebie pelna wartosci?
  25. Witam.Od pewnego czasu spotykam się z chłopakiem. On cierpi na depresję. Zażywa leków. Od początku naszej znajomości mi to powiedział. Kiedy tabletki się kończą jest inny. Przygnebiony, brak humoru, brak jakichkolwiek chęci na cokolwiek. Na początku tego roku rozstał się z dziewczyną po kilku letnim związku. Ona zamierza pewna sprawę dać do sądu. W takich dniach depresyjnych gdy ja zobaczy przypadkiem rozbija go to. Mi jest trudno bo nie wiem jak docierać do niego w dniach jak brakuje mu tabletek. Wiele forów poczytałam co mówić a co nie. Może jeszcze jakieś inne porady otrzymam?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.