Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'depresja'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 472 wyników

  1. Chciałbym wam dzisiaj powiedzieć o tym, że istnieją zalecenia, dotyczące tego jaki, rodzaj i metoda terapii, najskuteczniej pomoże nam w dolegliwościach, które nas dotyczą. Z artykułu dowiecie się o tym, gdzie takie zalecenia znaleźć? A także o tym, kto je stworzył? Są różne rodzaje zaburzeń psychicznych. Dla przykładu, najczęstsze w Polsce to: Nadużywanie alkoholu – 3.065.400. Zaburzenia nerwicowe – 2.470.300 (w tym: Fobie specyficzne, Fobie społeczne, PTSD, uogólnione zaburzenia lękowe, Neurastenia, Agorafobia, Napady paniki). Zaburzenia nastroju (afektywne) – 904.300 (Depresja, Dystymia, Mania). (Na podstawie Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 8 lutego 2017 r. w sprawie Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego na lata 2017–2022) Mamy do dyspozycji różne leki, oraz różne rodzaje (modalności) psychoterapii. Do najbardziej znanych należą psychoterapia Poznawczo-Behawioralna (zwana też CBT), psychoterapia psychodynamiczna, integralna, systemowa, oraz Gestalt. Natomiast w obrębie tych poszczególnych modalności, mamy jeszcze różne metody i techniki pracy. Można sobie zadawać pytania. Czy wszystkie metody są jednakowo skuteczne? Czy są metody zalecane do pracy z tym zanurzeniem, które w danym momencie życia mnie dotyczy? Na szczęście istnieją już odpowiedzi na te pytania. Badano skuteczność różnych metod psychoterapeutycznych w odniesieniu do różnych zaburzeń. Doprowadziło to do powstania listy metod z wyboru. Czyli interwencji psychologicznych rekomendowanych dla poszczególnych zaburzeń. Taką listę opracował Brytyjski NICE. Czyli National Institute for Health and Care Excellence. NICE jest brytyjską instytucją, której rolą jest poprawianie wyników leczenia osób korzystających z brytyjskiej służby zdrowia i innych służb zdrowia. NICE robi to poprzez między innymi: opracowywanie opartych na dowodach wskazówek i porad dla pracowników służby zdrowia. Zalecenia kliniczne NICE zawierają wskazówki dotyczące leczenia zaburzeń. Wskazówki tworzone są w oparciu o dostępne dane dotyczące skuteczności. Każde z „zaleceń” to kilkudziesięciu lub kilkusetstronicowy dokument wydawany w pełnej wersji przez „British Psychological Society and The Royal College of Psychiatrists”. Tam znajdują się informacje na temat diagnozy, leczenia danego zaburzenia wraz z procedurą analizy danych dotyczących skuteczności i wytycznymi do dalszych badań. Także gdyby ktoś z Was chciał bardziej zgłębić dane na podstawie których NICE tworzy swoje zalecenia, to informacji należy szukać we wspomnianym właśnie „British Psychological Society and The Royal College of Psychiatrists”. Wracając do wytycznych NICE – dotyczą one zarówno leczenia farmakologicznego jak i psychoterapii oraz innych interwencji. W zależności od danych naukowych, wskazana jest także kolejność wyboru poszczególnych interwencji. Wytyczne znajdziecie w linku: https://www.nice.org.uk/guidance/conditions-and-diseases/mental-health-and-behavioural-conditions Można powiedzieć: Ok, wiem jak znaleźć metodę terapii zalecaną do mojego zaburzenia. Pozostaje pytanie, skąd mam wiedzieć na jakie zaburzenie cierpię? Skąd wiedzieć jakie mam rozpoznanie? Tutaj pomocna może okazać się konsultacja z lekarzem psychiatrą i poproszenie go o postawienie rozpoznania. Następnie posiadając rozpoznanie – mogę wyszukać psychoterapeutę, który umie pracować metodą rekomendowaną dla mojego zaburzenia. Mam nadzieję, że ten artykuł będzie dla Was pomocny i pomoże Wam zapewnić sobie i swoim bliskim psychoterapię najbardziej właściwą dla zaburzenia, które jest waszym lub ich udziałem.
  2. Witam wszystkich. Bardzo proszę o udzielenie wsparcia porady bo już sam nie wiem co mam robić w obecnej sytuacji. Zacznę od początku od 2018 roku zachorowałem bardzo miałem akcje zatrzymania krążenia wszczepiono mi kardiowerter defibrylator do tego nowotwór nerki złośliwy usunięto mi nerkę przeżuty na płuca nowotwór zlosliwy. Na zewnątrz starałem się być twardy nie okazywać nikomu że bardzo się boje co było tylko powieszchowne. Bardzo się boje następnego dnia czy się obudzę czy nowotwór mnie zniszczy całkiem kupiłem motocykl i często jeżdżąc na nim miałem myśli żeby rozpędzić się do maxymalnej prędkości i co ma się stać to będzie kilka razy tak zrobiłem nie chce mi się już żyć nic mnie nie cieszy wszystko to odbija się na mojej rodzinie i ich życiu nie potrafię sobie z tym poradzić wogole proszę może ktoś mi pomoże. Bliscy się ode mnie oddalają jestem sam. Proszę
  3. Dobry wieczór, Postanowiłam poszukać porady na forum ponieważ korzystałam z wizyty u psychologa ale niestety mam wrażenie, że nikt nie potrafi znaleźć przyczyny problemu a ostatnia psycholog już w ogóle jedynie mnie dobiła, w ogóle nie czułam, że chce mnie wysłuchać jak czas zbliżał się do końca zbyła mnie jednym zdaniem, które niestety nie było zbyt trafione. Mam dość nietypowy i wstydliwy dla mnie problem. Mam bardzo niewłaściwe i toksyczne relacje partnerem. Głównie chodzi o to że czepiam się go praktycznie wszystkiego bez żadnej konkretnej przyczyny, robię awantury. Potrafię uciec ze sklepu czy jego domu kiedy wydaje mi się, że coś powiedział źle. Wiem, że brzmi to okropnie ale nie panuję nad sobą wtedy zupełnie, chce po prostu dać upust swoim emocjom kiedy czuję się zraniona chociaż często wyolbrzymiam problemy. Nie czuję się dziecinna, chociaż wiele osób pewnie tak by mnie nazwało czuję, że mam ze sobą problem, nawet bardzo duży. Potrafię też nawet zrywać z partnerem (kilka razy się zdarzyło) a później tego żałować. Zastanawiam się czy to nie przez niewłaściwe budowanie relacji z rodziną w dzieciństwie, nie miałam łatwego dzieciństwa, czułam się niejednokrotnie odrzucana i myślę, że to jest kwestią tego, że chcę żeby ktoś był ze mną mimo wszystko.. Pozdrawiam.
  4. Witam. Moja historia długa dość... Mam 35 lat, jestem od 10 lat mężatką. Przed ślubem mieliśmy raz rozstanie, potem się znów zeszliśmy. Miał być taki dobry, nie skrzywdzić mnie, stać za mną murem. Były sygnały tzn.intuicyjnie czułam, że może to nie jest dobry kandydat...ale przecież on mnie kochał, a ja miałam dość huśtawek emocjonalnych i złamanego serca. Chciałam spróbować podejść do związku inaczej, rozsądniej. Nie był emocjonalny, był raczej skryty, spokojny, opanowany no i mnie kochał. Spotykałam się z nim długo zanim pokochałam, zanim mieliśmy swój "pierwszy raz". Niestety przyszły mąż nie był idealny, ale nie chciałam wyjść na wybredną babę tym bardziej, że przecież miłość jest tylko w filmach (a ja o takiej marzyłam). Bywałam też zaborcza i robiłam kłótnie gdy on mnie okłamał np z paleniem papierosów. Niby nic a dla mnie działało jakbym miała się rozsypać...bo obiecał, że nie będzie palić. To tylko przykład. Zawsze wybaczałam i wierzyłam, że się zmieni. Tak bardzo nie chciałam być sama, tym bardziej, że on w oczach wszystkich taki cudny, wierzyłam, ze mnie kocha. A ja jego. Był ślub...wprowadziłam się do domu jego rodziców. Bo duży, a u mnie miejsca brak. Bo mama cudowna i wtrącać sie nie będzie bo sie nimi nie interesuje. Szybko okazało się, że teściowa pije - dużo pije. Udawałam, że nie widzę, ale zaczęły się podsłuchiwania, kontrole, sprawdzanie garnków (niby wpadała zobaczyć co dobrego gotuję, a potem obmawiała mnie, a ja myślałam że w dobrej wierze przychodzi, pochwalić szczerze), wyzwiska, kłamstwa, nachodzenie podczas nieobecności męża. Mąż kilka razy próbował z nią i teściem rozmawiać, potem było tak, że sam po piwie z nimi wojny prowadził niby by mnie chronić. Z czasem nic nie pomagało...gdy mówiła, że mnie wyzywała, ze wydzwaniała do moich rodziców z oskarżeniami, że sypiam ze swym ojcem (tata był sparaliżowany) to nie słyszałam nic jak tylko, że ona taka jest i nic z tym nie zrobię. Kilka razy się pakowałam - zawsze mnie wyzywał od wariatek, że rozwalam ich dom. Jestem emocjonalna wiem, nawet bardzo...z czasem z bezsilności krzyczałam, wtedy dopiero wyzywana od wariatów byłam. Nie miałam wsparcia, bezpieczeństwa, zawsze trzeba było udawać... popadłam w depresję, wdałam się w romans...na chwile odżyłam. Wiem - źle zrobiłam, ale ja wpadłam jak w jakiś nałóg, który dawał mi sens, że jeszcze istnieję . Po tym mąż się zmienił - ale piwa nadal w domu były choć przestałam się o to kłócić. Nie siedział po piwnicy, był w domu, jeździliśmy wszędzie, ale tez było wino, piwo itp. Niby normalne ale nienormalne. Zaufałam mu. Zdecydowaliśmy się na 2 dziecko. Po tym jak mnie raz wyzwał jak kiedyś, chciałam zapomnieć o dziecku...okazało się, że było za późno. 2 ciażę zostałam sama. Bez wsparcia, spokoju, sama, zapłakana i zrezygnowana. Mąż co wieczór w piwnicy przy piwie/. Niby tylko 2...ale wiem, że było więcej. Do dziś tak jest...czasem do domu przyjdzie ma 1 piwo, a potem znika w piwnicy bo ma kolejne. Odbija mi się to na nerwach, na dzieciach. Uważa, że to ze mną jest źle a on jest w porządku. Na zewnątrz ideał...każdy go ma za fajnego męża i ojca. Zalety? pomoże w domu, czasem jest przy dzieciach, czasem zrobi zakupy...ale nie ma dnia żebym miała pewność, czy czasem nie pił już piwa. Bo faceci pija jego zdaniem. Owszem - ale w normalnej ilości i są w domu a nie w piwnicy. Po powrocie ze szpitala z córką, która się urodziła zrobił zupę i znikł...wrócił wypity. Ze szczęścia. Nie umiem...nie umiem mu wybaczyć. Ciągle zawodzi. Ja stałam się kimś kim nigdy nie chciałam być. Mamą na tabletkach uspakajających, płaczącą, zawiedzioną i nie kochającą siebie. A swoją wartość uzależniam od niego. Cały czas mi wbija, że to moja wina wszystko... wiem, że potrafię być okropna, ale staję się taka jak widzę, że znów kłamie. Że znów zawiódł. Popadam potem w depresję, moje myśli krążą tylko wokół niego z pytaniami dlaczego? nie umiem się skupić na dzieciach, pracy...na drodze. Być może jestem tą kobietą kochającą za bardzo... mam za sobą już bulimie 15 lat temu, terapię... co jeszcze? Czasem modlę się by to wszystko sie skończyło. Nie potrafię stworzyć domu. Chciałam, on też mi obiecywał dom pełen miłości ..że nie będzie pił jak mama, że nie będzie siedział w piwnicy jak tata... A teraz jestem dla niego wariatką, psychiczną głupią babą, popier...ą, idiotką itp. Ale z piwnic choćby dla dobra dzieci nie zrezygnuje. A ja naciskam i dalej próbuje tłumaczyć i mieć nadzieję. Moja starsza ccórka to widzi wszystko. Martwię sie o nią, że będzie kiedyś tak cierpieć jak ja. Nie ma spokojnego domu. A ja walczyć chciałam z wiatrakami czyli z alkoholizmem teściowej, z mężem...chyba z wszystkimi wokół. Próbowałam wszystkiego żeby udowodnić, że zasługuję na miłość, że jestem dobra. Uśmiechałam się choć serce krwawiło i dusiłam się. Co nie zrobię to zawsze moja wina. Ciągle słyszę, że wszyscy mnie przeciwstawiaja...
  5. Witam. 10 miesięcy temu rzuciłam palenie papierosów. Z dnia na dzień bez żadnego przygotowania. (W trakcie panującej grypy rzołądkowej. Praktycznie od razu zaczęły się dziać ze mną źle rzeczy. Potężny lęk nie znanych przyczyn. Kolatanie serca, zawroty głowy oslabienie, strach lęk. Bałam się zostać choćby na chwilę sama w domu. Na sama myśl o tym że zostaje sama zostawiłam silnych ataków paniki. Bałam się nawet jedzenia (że się nim zatruje) przez 5 dni nic nie jadłam przestałam pić kawę jest słodycze alkohol. Głowa bolała mnie kilka tygodni. Bałam się że umrę albo że jestem chora. Po kilku miesiącach było coraz lepiej (trochę mi zajęło zrozumienie tego co się ze mną dzieje że to jest przez rzucenie palenia). Przestalam oglądać filmy typu na dobre i na źle żeby nie wmawiać sobie kolejnych chorób. Ale delikatny lęk mi został-dalej obawiałam się jedzenia choć nie aż tak panicznie. Myślałam że najgorsze za mną ale koszmar powrócił. Od kilku dni mam ataki paniki kolatanie serca płytki oddech strach lęk. A najgorsze jest to że już się boję tego że się boję. Głównie wieczorami. Pomocy.........
  6. Witam serdecznie, Postaram się krótko opisać mój problem, chociaż w głowie mam milion myśli... Jestem kobietą, mam 33 lata, mężatką i matką. Mój problem zaczął się wraz z romansem w pracy, który trwał 8 miesięcy. Dlaczego romans? Jestem w trudnym związku, tkwie w nim tylko i wyłącznie ze względu na dziecko. Rok temu wzięliśmy ślub po 8 latach związku i od tego momentu wszystko się posypało... Szukałam miłości i wsparcia poza małżeństwem, na siłę chciałam się poczuć kochana... I znalazłam (przynajmniej tak mi się wtedy wydawało). Miałam romans z chłopakiem o 9 lat młodszym ode mnie. Planowaliśmy wspólną przyszłość, wspólne mieszkanie. To były najpiękniejsze chwile w moim życiu, bo czułam, że jest on moją bratnią duszą. Zwolniliśmy się z pracy, żeby nie wzbudzać już podejrzeń wszystkich dookoła. Mieliśmy rozpocząć nowy etap w życiu. Wszystko było ok aż do momentu, kiedy stwierdził, że z dnia na dzień przestał mnie kochać. Dla mnie był to cios prosto w plecy, bo nie spodziewałam się tego. Rozmawialiśmy o tym i postanowił, że spróbujemy jeszcze raz. Po czym po tygodniu zrobił dokładnie to samo i urwał kontakt. Zawalił mi się cały świat, poczułam się jak śmieć, który trzeba wyrzucić, wpadłam w depresję. Błagałam go, żeby nie odchodził, on był głuchy na moje prośby. Za jakiś czas okazało się, że mogę być w ciąży, więc napisałam do niego i spotkaliśmy się parę razy. Chciałam, żeby został w moim życiu jako przyjaciel, pomimo, że nie chciał wziąć odpowiedzialności za to dziecko. Kiedy okazało się, że to fałszywy alarm, odciął się ode mnie po raz drugi. I teraz już sobie z tym kompletnie nie radzę. Kocham go nadal, chociaż wiem, że jest narcyzem i był dla mnie dobry tak długo, jak długo byłam mu potrzebna. Straciłam sens życia, mam depresję, nie śpię, nie jem, nic mnie nie cieszy. Coraz częściej myślę, żeby ze sobą skończyć. Żyję z czlowiekiem, którego nie kocham, a ten, którego kocham, nie chce mnie znać. Mam podkopane poczucie własnej wartości, jestem nikim. Wierzę, że kiedyś do mnie wróci i tylko to trzyma mnie przy życiu, chociaż nie wiem, jak długo... Nie mam z kim o tym porozmawiać, bo nikt o tym nie wie i chcę, żeby tak zostało. Jak odnaleźć sens życia i przepracować to wszystko? Mam już swoje lata, dużo w życiu przeszłam, a nigdy niczego tak nie przeżywałam, jak teraz...
  7. Hej! Piszę ten post będąc w wielkim stresie, niepewności tego co robię, trzesac się więc przepraszam jeżeli to co napisze na dole będzie eh ciężkie do przeczytania i pogmatwane. Przychodzę tutaj z nadzieją na jakąkolwiek pomoc ale zacznijmy od tego że się przywitam. Jestem 20 letnim chłopakiem który aktualnie pracuję jako barista i stara się utrzymywać w miare możliwości sam od 19 roku interesuje się nieco psychologia, światem kawy, nieco technologia i paroma mniej ważnymi rzeczami. Przechodząc do tematu dlaczego wgl tutaj jestem eh no więc tak moja psychika od 16 roku życia zaczęła podupadac a stało się tak w związku z moją wyprowadzka do Niemiec. Na początku było fajnie, nowy kraj, inni ludzie ale po czasie zacząłem zauważac jak przestaje się odnajdowac w nowym środowisku ale jakoś to bagatelizowalem i mówiłem sobie heeej po czasie będzie lepiej póki co to olej! Większość dni spędzałem grając z dziewczyną (związek na odległość gdy miałem 16 lat znaliśmy się już 3 lata a byliśmy razem 2) zacząłem się powoli odsuwać od każdego czy to rodziny czy znajomych w szkole ale nie od właśnie mojej dziewczyny która sprawiała mimo wielu kłótni że czułem się tylko lepiej ze sobą a może mi się tylko wydawało nie jestem pewien. Czas jakoś leciał, rodzice się klocili coraz częściej przy moim młodszym bracie i starałem się ich uspokajac, pogadzac, zabierać brata jak najdalej od ich kłótni bo doskonale wiedziałem jakie to niezdrowe gdy widzisz gdy dwie osoby które kochasz kłócą się, przeklinaja, krzyczą na siebie a wiedziałem to po tym bo gdy moja mama klocila się z biologiczym ojcem czułem wielki ból w środku wiedząc że nic nie mogę zrobić tylko patrzeć na to wszystko. Kłótnie moich rodziców się nasilaly z czasem aż do czasu wyprowadzki do większego mieszkania gdzie się zaczyna największą przepaść mojej osoby. Mimo że rodzice klocili się już rzadziej to ja zacząłem się stawać coraz bardziej "A społeczny." powoli zaczynałem unikać szkoły wagarujac i mając ochotę tylko gdzieś się położyć na polanie I zasnąć słuchając muzyki zapominajac o tym jaki ból sprawia mi przebywanie wokół ludzi i jak bardzo się ich boję z nie wiadomo jakiego powodu nagle. Często chodziłem na polany, gdzieś do lasu i kladlem się czekając aż będę mógł wrócić do domu by rodzice myśleli że byłem w szkole. Zbliżały się moje 18 urodziny i w tym momencie przestałem sobie dawać radę z zazdrością o moją dziewczynę. Związek stał się toksyczny bardziej przeze mnie i moją niekontrolowana zazdrość. Uważałem że jak gdzieś pójdzie to znajdzie kogoś lepszego, zostanę bez niej a stała się ona na tyle ważna osoba w moim życiu że nie potrafiłem sobie tego wyobrazić I tak oto doprowadziłem do tego że zacząłem ja straszyć że ja zostawię byle by tylko nie wychodziła i tak też robiła. Sama się bała już chyba wychodzić widząc jakie ogromne kłótnie robię za każdym razem jak gdzieś wychodzi.. Stwierdziłem że pójdę dla niej i dla samego siebie do psychologa szkolnego bo widzę że nie daje sobie powoli rady z tym wszystkim ale zanim to nastąpiło moja dziewczyna poszła do kolegi o którego byłem jak o nikogo innego strasznie zazdrosny eh wiecie przystojny bogaty śmieszny i taki ja który czuł się jak zwykły śmieć nie potrafiący jej dać czegokolwiek. Moment w którym powiedziała że do niego idzie to był moment w którym zwariowalem i słyszałem jak w mojej głowie mówią dwa głosy jeden mówiący bym się zabił bo nic sobą nie reprezentuje i tak na swoją dziewczynę nie zasługuje po tym co ona dla mnie robi a drugi głos powoli gdzieś ucichajacy mówił bym się uspokoił ale poczułem jak oddałem się głosowi który kazał mi to skończyć i straciłem panowanie nad tym co robię.. Umylem się, powiedziałem rodzicom że wychodzę idę się przejść i zacząłem zmierzać ku torom gdzie miałem zakończyć swój żywot. Zacząłem się zegnac z każdym na facebooku a gdy się zblizylem do torów marzyłem gdzieś w środku by dziewczyna pojawiła się obok i mnie przed tym powstrzymała ale tak się nie wydarzyło. Położyłem się na torach i leżąc chwilę,placzac wyczekujac na pociąg zadzwoniła do mnie Monika na Skype bym tego nie robił a po chwili rodzice od których odebrałem telefon i słyszałem w głosie mamy zrozumiałe pretensje co ja robię i bym wrócił do domu. Tak jak myślałem Monika nie dała sobie rady i do nich napisała do czego się potem przyznała bo po prostu przestała sobie dawać ze mną radę eh nie dziwie się jej. W domu czekał mnie opierdol, krzyki ale potem też przytulenie I w pewien sposób zrozumienie(?) przez chwilę poczułem że mogę coś z tym wszystkim zrobić I wziąć się za siebie ale niestety trwało to tylko chwilę. Następnego dnia kiedy udałem się do psychologa szkolnego wszystko zaczęło wracać do "normy" znowu zacząłem unikać kontaktu z ludźmi z klasy i przebywać jak najdalej od większych skupisk ludzi bo czułem się eh spokojniej w pewien sposób. Po jakimś czasie psycholog wysłał mnie do terapeuty która przypisala mi leki już nie pamiętam nawet nazwy w każdym razie nic mi zbytnio nie dawały (możliwe że placebo ale nie wiem) moja psychika I samoocena ciągle spadały w dół i gdzies po drodze miałem około jeszcze 3 prób samobójczych. Pomyślałem ej zaczęło się to od tego kraju może wrócę do Polski ciekawe co rodzice na to! Eh zostałem skrzyczany I zwyzywany od debili bo powiedziałem że w Polsce dokończę naukę i napisze maturę ale we mnie nie wierzyli i powiedzieli że ja nie dam rady napisać polskiej matury bo jestem ładnie mówiąc głupi. Była jedna osoba która mnie wspierała w tym co chciałem zrobić I to była właśnie moja dziewczyna z którą jako jedyna kontakty ludzkie mi jak na tamte standardy wychodziły DOBRZE. Powiedziala że kupi mi bilet i to ogarniemy eh (trochę już jestem zmęczony pisaniem tego haha) ogarnęła bilet a ja zacząłem udawać że wszystko jest okej przy rodzicach i się niby pogodzilem z ich decyzja ale tak na prawdę powoli się zbliżał mój wyjazd. W ostatni dzień pobytu w Niemczech wszystko spakowałem i powiedziałem rodzicom że wyjeżdżam. Dawno nie zostałem tak zwyzywany, powiedzieli bym nigdy więcej im się nie pokazywał na oczy a nawet dostałem groźbę śmierci a młodszy brat powiedział mi bym zdechł w tej Polsce (najprawdopodobniej był nastawiany przeciwko mnie od kiedy im powiedziałem że wgl coś takiego chce zrobić) wziąłem walizkę, plecak, bilet I ruszyłem w drogę jakieś 20km pieszo do pociągu hah to była podróż! Walizka 20kg a plecak około 5. Moje ręce były tak czerwone przez następny tydzień że ojoj. W Polsce dobity tym jak bardzo zostałem Wydziedziczony przez własną rodzinę nie dawałem sobie rady psychicznie ale parlem na siłę do przodu. Ogarnąłem z pomocą dziewczyny pokój do wynajęcia, prace jakąkolwiek i zacząłem się utrzymywać sam. Psychika się nie polepssala, płakałem szefowi z pracy a dziewczyna uważała że przesadzam już i bym wziął się w garść i zamiast by mi to pomogło to tylko dobiło mimo że chciała na pewno dobrze ale też była zmęczona tym wszystkim patrząc na to że u niej w rodzinie też nie było "ciekawie" przyjechała do Polski w marcu ( mieszkała w Irlandii) spędziliśmy cudowne chwilę razem ale po jej wyjeździe wszystko zaczęło się walić między nami znowu kłótnie, mój nieustanny dołek smutku który zaczynał ja wkurwiac i cóż w maju powiedziała że chce przerwy od związku ale możemy być przyjaciółmi póki co ale chce "odetchnąć' ja nwwet nie po roku od kiedy się wyprowadziłem zacząłem wyć w poduszkę starając się zaakceptować ten fakt wiedząc że ja tak nie potrafię. Utrzymalismy kontakt przez około 2 miesiące i po pewnej klotni odezwałrm się pisząc przepraszam na co nie odpowiedziała a tylko wstawila zdjęcie z chłopakiem który ja przytul a ona się usmiechala. Moje życie w tamtym momencie się zapadło. Napisałem jej ostatnia pożegnwlna wiadomość i zablokowałem. Następny miesiąc był walka ze sobą by nie oszalec z tym jednym głosem w mojej głowie. Chciałem się zabić i rozmyślalem skąd wziąć broń by zrobić to szybko. Eh jeżeli ktoś na doczyta do tego momentu niech odpisze błagam. Nie wiem czy jest sens kontynuować bo możliwe że piszę takie długie bzdety o swoim życiu w nikt nie doczyta. W razie pytań do tego co już napisałem proszę pytać bo wiem jakie to może być skomplikowane ale na prawdę nie pisze tego myślac w pełni sprawnie
  8. Witam, Mam 34 l. jestem kobietą singielką. Od ponad 5 lat chodzę na terapię psychodynamiczna jakao DDA. W trkcie terapii miałam coś jak anoreksję a teraz coś jak bulimię - nie akceptuję swjego wyglądu i siebie. Problemy z odżywianiem trwają gdzieć już 3-4 lata . Jestem zmęczona. Czuję dużo złości. Czuję się samotna , brzydka i głupia.Wydaje mi się że nic nie umiem i nie lubię mojej pracy - choć zarabiam w niej tyle że udało mi się wziąść kredyt i kupić mieszkanie. Dzięki niej też mogę go spłacać . Mimo wszytko, mam wrażenie że stoję w miejscu. Mój terapeuta - wydaje mi się że się stara. Ja też się staram przecież ale to już ponad 5 lat. Nie wiem co mam zrobić szukać gdzieś indziej pomocy ? w innym nurcie ? życie to czyściec. Bardzo prosze o pomoc - czuję że wylewam żółć teraz z siebie . Ale niestety takie się kłębią we mnie emocje. Tak naprawdę chciłabym się przyjaźnić z innymi , lubić siebie i kochać życie. Czy szukać jakiejś innej drogi . Maria
  9. W jednym wielkim telegraficznym skrócie: moja rodzina to jedno wielkie bagno. w przeszlosci mojej rodziny jest jeden wielki mrok, sa wykorzystania seksualne, znecanie sie fizyczne, emocjonalne, rozbite malzenstwa, depresje, bieda, agresja i nienawisc. To wszystko robili sobie nawzajem czlonkowie rodziny. Z nikim z rodziny nie mam zadnych relacji. Swiadomosc ze pochodze z takiej rodziny sprawia, ze czuje sie nic nie warta. Gardze soba i siebie nienawidze. Czuje ogromna pustke przez to ze nie mam do kogo geby otworzyc. Mam znajomosci i przyjaznie, ale chodzi o moja wlasna rodzine!!!! Blizsza i dalsza, przeszlosc kazdego to smutek, mrok i bagno. Wykorzystane dzieci, dorosli w depresji, brak zdrowych relacji miedzy krewnymi, proby samobojcze. Strach i mrok. Moja rodzina i jej haniebna przeszlosc jest dla mnie zrodlem ogromnego bolu emocjonalnego i depresji. Nienawidze siebie i swojego zycia. Ta przeszlosc jest dla mnie tak ogromnym ciezarem, ze kazdego dnia przybija mnie do ziemi. Mowi mi, ze nikt mnie nie pokocha, ze jestem obrzydliwa i ze smierdze na kilometr. Ze zaden mezczyzna nie bedzie chcial stworzyc zycia z takim gownem. Chce odnalezc sens zycia, szczescie i zbudowac milosc do samej siebie. Pokonac przeszlosc mojej rodziny i zbudowac w sobie milosc do siebie, ale nie wiem jak. Jak pokonac przeszlosc mojej rodziny i wypelnic ta pustke ktora mam w sercu??? Jak zbudowac sobie szczesliwe zycie???
  10. Czy to jest depresja? Nie wiem nie jestem lekarzem. Nie wiem za bardzo co napisać. Już tyle razy opowiadałam o moim życiu o rzeczach które są dla mnie trudne i właściwie za każdym razem ktoś słucha później ewentualnie dostaje "dobrą" radę typu musisz o tym zapomnieć i później zostaje z tym sama. Dlatego nie będę przynajmniej na razie pisać o tym co było jestem już zmęczona, nie chce po raz kolejny opowiadać o tym na darmo. Zatem powiem jak jest teraz. Bardzo często marze o tym żeby zasnąć i już się nie budzić. Jak coś czuję to najczęściej jest to strach albo zmęczenie ale nie fizyczne. Zastanawiam ciągle czemu coś robię chodzę staram się żyć jakoś w miarę normalnie dlaczego w ogóle żyje skoro tak bardzo nie chce? Czuję się tak jakbym przegrała wszystko swoje życie , nie wiem czego chce nic nie chce. Nie mam siły i już nie wierzę że ktoś może albo chociaż chce mi pomóc. Tracę nadzieję że znajdę człowieka który zrozumie że nie wystarczy powiedzieć zapomnij, żyj, myśl pozytywnie i się nagle tak stanie.
  11. Witajcie wszyscy. Nie wiem do końca jak wyglada to wszystko tutaj ale myśle ze dobrze trafiłam. Postaram się udzielać i pomagać innym jak tylko mogę. Tymczasem sama ostatnimi czasy czuje się okropnie. Jestem okropnie roztrzęsiona, denerwuje się tak mocno ze naprawdopodobniej przez to ostatnio straciłam przytomność. Nie radzę sobie z rzeczywistością, z własnymi emocjami i momentami nienawiścią do samej siebie. Czuje się bezsilna, beznadziejna i niepotrzebna. Mam 20 lat kupę dziwnych zdarzeń za sobą i dwójkę kochanych dzieci oraz cudownego męża. Czego chcieć więcej..
  12. Dzien dobry, mam dziadka w wieku 90 lat. Mieszka razem z babcia. Ostatnio nie rozmawiaja ze soba i dziadek jest przygnebiony, smutny, podejrzewam depresje. Moje pytanie brzmi: jak rozmawiac z osoba ktorej nie zostalo zbyt duzo zycia tzn, jak pocieszyc podniesc na duchu, dziadek choruje, jest po operacji nogi, wiecej lezy niz chodzi. pocieszac go ? wspominac fajne chwile w jego zyciu? co mowic, jak go przygotowac do odejscia. Ogolnie to cale zycie byl zdrowy i aktywny dopiero od 2 lat jest gorzej.
  13. Jestem uczennicą technikum, mam 19 lat, ale chcę skupić się na moim chłopaku lat 21. Ma on depresję od 5. roku życia, odkąd bił go ojciec przez wiele lat, w międzyczasie pojawił się ojczym, któremu bardzo wiele zawdzięczał, niestety zmarł prawie dwa lata temu. Mój partner chodził kiedyś przez jakiś czas do psychologa, ale przez pewną osobę zrezygnował z leczenia i powiedział, że już nigdy nie będzie się leczyć. Problem polega na tym, że na co dzień, tzn kiedy jestem przy nim, głównie jest spokojny i kochający, ale czasem ma "chwile" słabości, wszędzie widzi zło, jest w stanie ze mną zerwać a po kilku dniach mnie przeprasza za to co się z nim dzieje. Kilkukrotnie pytałam go czy nie chce iść do psychologa i zostałam wyśmiana. Rozmawiam z nim ciągle, że jestem tu i mu pomogę. Na początku związku opowiadał mi wiele rzeczy jakie dzieją się w jego głowie, które są naprawdę przerażające, teraz nie rozmawia o tym w ogóle. Bardzo chcę mu pomóc, pytanie tylko jak..?
  14. Mam 34 lata i 3 mc temu zostałam mama .W 3 mc ciąży powiedziałam o niej partnerowi i wywołałam tym reakcje której się nie spodziewałam aż w takim stopniu.Od 4 lat jestem w dość chorym związku z żonatym mężczyzna który ma 3 letnia córkę .Od dawna mówił ze jego małżeństwo się rozpada ale jest totalnym tchórzem i nie potrafi z tego wybrnąć .Kiedy dowiedział się o ciąży ,podupadł na zdrowiu fizycznym i psychicznym.Pojawily się objawy depresji,myśli i próby samobójcze i totalnie niedowartościowanie i strach.Od tego czasu minęło 9mc przez które się nie widzielismy bo on twierdzi ze nie jest na to gotowy.Nie wiem co mam już robić .Zostawic go uważając ze to jedno wielkie oszustwo tchórzliwego faceta czy brnąc dalej i pomoc mu się pozbierać .Mimo tego ze praktycznie mnie,nas zostawił to cały czas się odzywa a ja nie potrafię przestać go kochać mimo ze może i to brzmi absurdalnie .Jestem już tym zmęczona bo jestem sama z dzieckiem i głowa pełną niewiadomych z sercem pełnym smutku
  15. Nie mam sił już żyć.... Pisalam pisalam i usunęłam. Przepraszam 😢
  16. Witam mam wrodzinie osobe ktora podobno choruje na dpresje paranoidalna. Czy taka osoba podczas atakow jest niebezpieczna dla otoczenia, czy podobna jest ta choroba do schzofreni. Osoba ta ma napady leku, nie poznaje najblizszych ma jakies urojenia slyszy glosy.
  17. Witam, szukalem wiele odpowiedzi na odpowiedź na moje pytanie, lecz żadna z tych odpowiedzi nie potrafiła mnie satysfakcjonować, więc pisze tutaj. Jestem Mateusz, mam 19 lat i jestem studentem. Niedawno zdarzyły mi się wakacje mojego życia, w końcu od 3 lat (od liceum sie przyjaznilismy i udalismy sie razem na te same studia) udało mi się zaproponować wspólne wyjscie mojej najbliższej przyjaciółce, do ktorej jakby nie patrzeć cos czułem. Na jednym wyjsciu się nie skończyło, z dnia na dzień bylo z nami coraz lepiej. Jednak z czasem wakacje minęły, mile wspomnienia także, wiec myślałem ze mimo tego będzie dalej z nami dobrze tak jak wtedy, ale dosyć srogo sie pomylilem. Ona tak jakby o mnie zapomniała. Gdy zaczął się kolejny rok więcej czasu spędzała na rozmowie jednym z moich kolegów niż ze mną, wyznawalem jej miłość nie raz, i ani razu nie została odwzajemniona. Poczułem się jak śmieć trochę, myślałem ze jakoś się nam ułoży. Ostatnio poznałem tez całkiem miłą i spokojna dziewczyne, ale nie umiem się do niej odezwac, gdyż za każdym razem gdy próbuje, to mam wspomnienia i moje obietnice wobec przyjaciółki, ze nie znajde nigdy innej i zawsze będę obok jak bedzie mnie potrzebowała, i mam takiego jakby bloka. Nic nie potrafię się odezwac i na wieczór, gdy zawsze nic sie nie dzieje, mam jakby depresje, gdzie zbiera mi się na wspomnienia oraz poniekąd płacz, gdyż takich chwil w życiu nie przezylem, i brakuje mi takich chwil jak wtedy. Wiem ze to może się wydawac dziecinne dla wielu, ale ja po prostu nie umiem sie pozbyć mojej przyjaciolki z głowy, i zastąpienia jej kimś innym, licze na wasza pomoc
  18. Witam prosze o pomoc bo juz nie wiem co mam robic jestem 2 lata po rozwodzie moj maz byl alkoholikiem teraz jestem w nowym związku którego nie akceptuje moja rodzina i dzieci ponieważ uwazaja ze on mnie niszczy psychicznie. czy posłuchać rodziny i odejść?
  19. Hej, mam 20lat i obecnie jestem w 2 trymestrze ciąży. Przechodzę w tym momencie okropne wahania nastroju ale relacje z moja mamą bywały różne. Mieszkam jeszcze z nią do matury i pozniej przeprowadzam sie z chlopakiem na własne mieszkanie. Problem polega na tym, że wszystkich dookoła poucza, że nie wolno mnie denerwować a sama wszystko prowokuje. Staje się coraz bardziej toksyczna, wyzywa mnie od najgorszych, sadzi że najlepiej to jakbym sie juz wyprowadziła to bedzie spokoju( a gdy przychodzą momenty ze jest potulna użala sie nad soba ze co ona zrobi jak ja sie wyprowadze, ze zostanie sama ... a ma partnera ) , przeklina do mnie, jeżeli nie zrobię czegoś w tej chwili co ona chce a sama odpoczywa a mi na ten odpoczynek nie pozwala słysze tylko ze najlepiej to jak zamknę mordę i wali głupie teksty pod nosem i że ona zachowuje sie tak samo ja a nie ma podstaw żeby tak mowić. Dużo by tu pisać ale jestem w szoku że z najlepszej przyjaciółki stała się najgorszym wrogiem a nic takiego nie robię by prowokować jej okropne zachowanie w stosunku do mojej osoby. Boje się że stanie się coś dziecku poprzez moje nerwy i ciągły płacz. Odrzucam myśl o wizycie u psychologa ale czuje że jej zachowanie powoduje u mnie pogorszenie mojego stanu psychicznego i samopoczucia. Nie wiem co robić ... jestem kompletnie bezsilna
  20. Witam, zanim zacznę chciałbym powiedzieć jak tu trafiłem Ostatnimi czasy lubię oglądać różne filmy na YT o psychologii, emocjach, związkach, samodoskonaleniu. Można powiedzieć że dużo szukałem materiałów na temat mojego problemu ale okazuje się że psycholodzy bardzo często nie są zgodni co do tego czym jest homoseksualizm i jak sobie poradzić z uczuciami mu towarzyszącymi. Myślałem nad osobistą terapią bo jestem już na tyle świadomy i pewny siebie że byłbym gotowy pójść do kogoś. Jednak z uwagi na fakt wymieniony powyżej nie chce wydawać pieniędzy na prywatną terapię skoro ktoś będzie mi wmawiać coś czego nigdy nie zaakceptuje (przykładowo - nie jest to pewne) Kiedy zobaczyłem że można napisać online i poprosić o pomoc seksuologa lub psychologa pomyślałem czemu nie. Na stronie głównej pisało że mam się nie rozpisywać więc postaram się jak najlepiej streścić problem. Boli mnie fakt że to jest forum i każdy może to przeczytać ale ok. Bardzo polubiłem filmy Pana Rafała i film "Jak (nie) zostać frustratem seksualnym i kim są incele" skłonił mnie do wejścia tutaj. Jeszcze jedna prośba... kimkolwiek jesteś... zanim napiszesz cokolwiek - proszę przeczytaj wszystko od początku do końca. Przedstawię to zatem wedle schematu Kim jesteś? Mam obecnie 27 lat. Jestem mężczyzną. Mam za sobą nieudany związek z dziewczyną toksyczną. Ogólnie rzecz biorąc pod uwagę wedle opinii innych jestem podobno postrzegany jako osoba życzliwa, gotowa do pomocy, pracowita, pełna empatii, gotowa słuchać innych, panująca nad językiem, inteligentna, miła ale zarazem stanowcza. Wiele dziewczyn się mną też interesowało. Nie palę papierosów ani nie nadużywam alkoholu. Mam własne mieszkanie i całkiem nieźle sobie sam radzę. Jestem po 5 letnim zażywaniu antydepresantów. Odstawiłem za porozumieniem z psychiatrą bo czułem się coraz lepiej. Na ta chwilę popadam czasem tylko w "niże" depresyjne z których wychodzę sam lub z pomocą rozmowy z najbliższymi. W jakiej sytuacji pojawił się problem oraz jak długo trwa? Odkąd pamiętam problem był od dzieciństwa i właściwie tam szukałem odpowiedzi na to jak go rozwiązać. W istocie o własnych siłach bardzo wiele zdziałałem i zmieniłem dzięki czemu czuję się znacznie lepiej. Jeszcze parę lat temu nie potrafiłem jednoznacznie określić z czym mam do czynienia, będąc w tak głębokiej depresji nie myślałem racjonalnie. Zatem mówiąc krótko problem trwa od zawsze, teoretycznie aż do teraz. Na czym Twoim zdaniem polega problem? W moim dzieciństwie dostrzegłem brak więzi emocjonalnej z ojcem. Mój tato nie był złym człowiekiem, był bardzo pracowity a swoim zachowaniem pokazywał że nas kocha. Niestety nigdy otwarcie tego nie mówił ani nie okazywał. Być może dlatego że sam miał nieciekawe dzieciństwo. Już jako dziecko oglądając animowaną bajkę w telewizji widziałem jak w niej tata bierze na kolana swojego syna, mówi mu że go kocha i przytula go. Już wtedy - może jako 5 letni chłopczyk - chciałem czegoś takiego... żeby mój tata mnie uczył jeździć na rowerze, grać w piłkę, żeby to on był ze mną w radosnych i trudnych chwilach mojego dzieciństwa. Ale nigdy nie potrafiłem wyobrazić sobie w tej roli akurat mojego ojca. W gruncie rzeczy bałem się go. Mniej więcej w tym czasie kiedy interesowałem się dziewczynkami seksualnie (mając 5 lat) zostałem za to zbesztany. Nikt nie usiadł ze mną i nie wytłumaczył mi grzecznie co można a czego nie i dlaczego. Tak samo jak nikt nigdy mnie nie uświadomił co do seksualności. Jako dziecko również bardzo szybko zacząłem odczuwać podniecenie seksualne. Wtedy nie podniecała mnie chłopięcość czy dziewczęcość. Podniecał mnie po prostu tyłek innych dzieciaków. Ponadto podniecał mnie też wstyd u innych chłopców, być może dlatego że sam się całe życie wstydzę? Krótko po tym okresie bo już w podstawówce (miałem może 7-9 lat) zaczął mi się podobać kolega z klasy. Po prostu go lubiłem, lubiłem patrzeć na niego, lubiłem też patrzeć jak coś go zawstydza. Wtedy nie wiedziałem lub nie byłem w pełni świadomy co to jest. Jednak podświadomie zawsze uważałem swoje zainteresowania za złe i nigdy nikomu o nich nie mówiłem. Kolejną rzeczami która wg. mnie miały wpływ na problem były masturbacja od wczesnego dzieciństwa i bajki pokazujące chłopięcą bezradność i wstydliwość lub pokazujące nagość. W późniejszym wieku doszła też pornografia z której ciężko było się uwolnić. Dodatkowo siała ona spustoszenie w moim umyśle. Zawsze byłem zdecydowany jej nie oglądać ale "kolega" sprzedał mi ją w bardzo wyrafinowany sposób. "Kolega" Pokazując animowane filmy pornograficzne (hentai) w których to chłopców uprawiających stosunek (nawet hetero) często przedstawia się jako wstydliwych, wykorzystanych i nieporadnych tylko spotęgował we mnie niewłaściwą dewiację. Oglądałem też - wtedy - powszechnie dostępne filmy na YT gdzie gołe dzieciaki np. łowiły ryby. Podświadomie zaakceptowałem też to jak wygląda seks homoseksualny mimo iż na początku budził we mnie odrazę. Po kilku latach kiedy mój problem "kwitł" jak cierń w moim umyśle będąc już dorosłym nastolatkiem zawsze obdarzałem sympatią chłopców. Popadłem w depresję kiedy cholernie zauroczyłem się w chłopaku z którym pracowałem i nie mogłem się od niego odseparować. On oczywiście nic nie wiedział a ja się ukrywałem bojąc się zdemaskowania. W taki oto sposób chcąc jednoznacznie odpowiedzieć na zadane pytanie mogę powiedzieć że za błędy w moim dzieciństwie i nastoletnim życiu zebrałem "owoc" w postaci pragnień pederastycznych. Podobają mi się często młodzi chłopcy, "przed" i "w" okresie dojrzewania. Podobają mi się pełnoletni ludzie wyglądający dalej jak nastolatki lub mający ciało nastolatków. Podobają mi się dorosłe chłopaki wyglądające młodo lub tacy którzy mają wstyd i niedojrzałość wypisaną na twarzy. Dlaczego mówię że są to pragnienia pederastyczne a nie że jestem pederastą? Z prostego powodu - absolutnie nigdy nie pozwoliłem sobie na to żeby molestować lub uprawiać seks z jakimkolwiek chłopakiem młodszym lub dorosłym. Zawsze z tym walczyłem wiedząc w głębi serca że to nie jest normalne. Na to ma też wpływ fakt że jestem osobą bardzo religijną. Tu po mału przechodzimy do kolejnego pytania. Jak sobie ewentualnie radzisz z problemem albo jak go znosisz? Przez pewien czas na co wskazuje depresja nie radziłem sobie w ogóle i pewne rzeczy wymknęły się z pod kontroli. Straciłem poczucie własnej wartości. Mając świadomość że po części to ja pielęgnowałem te pragnienia nabrałem do siebie wstrętu i obrzydzenia. Znienawidziłem uczucia zauroczenia, chęć bliskości, tęsknoty które w wypadku pragnień heteroseksualnych byłyby zupełnie normalne i nie sprawiały takiego bólu. Znienawidziłem również siebie. Czułem że ktoś taki jak ja nie zasługuje na to żeby żyć. Wiedząc że w zasadzie borykam się z pociągiem do dzieci traktowałem samego siebie z największą samokrytyką i surowością. Dlatego też unikałem kontaktu z dziećmi. Momentami czułem takie katusze psychiczne że wolałbym się nigdy nie urodzić. A kiedy już nachodziła mnie jakaś refleksja to i tak czułem bezradność - z góry skazany na niepowodzenie. Tak jakby fundament jakiejkolwiek mojej seksualności był źle położony... więc po co budować? W dość dojrzałym wieku, mniej więcej wtedy kiedy leki zaczęły działać a ja "miałem czas" aby trzeźwo spojrzeć na swój problem postanowiłem podjąć walkę. Mając już w zasadzie momentami pętle na szyi stwierdziłem że odebranie sobie życia wymaga odwagi... tak samo jak zwierzenie się komuś i poproszenie o pomoc. Postanowiłem zatem zwierzyć się zaufanemu przyjacielowi. Zacząłem pracować nad sobą co trwało kilka lat. Jednoznacznie i definitywnie zerwałem z pornografią z czego bardzo się cieszę. Postanowiłem również odrzucać każdą niemoralną myśl związaną z homoseksualnymi pragnieniami i skupiać umysł na czymś pozytywnym. Po wyjściu z tamtego zauroczenia wpadłem w następne. Ale kiedy z tego ostatniego udało mi się wyjść postanowiłem sobie że już nigdy nie pozwolę na to aby się zauroczyć w mężczyźnie lub nastolatku. Urywam kontakt z każdym kto potencjalnie mi się podoba. Nawet kiedy wiedzę kogoś nowego atrakcyjnego dla moich oczu celowo odwracam wzrok. Robię wszystko aby nie rozbudzać z powrotem tych pragnień. Również w myślach już nigdy nie pozwalam aby fantazjować o jakimkolwiek chłopaku. Zacząłem również pracować nad samodzielnością i poradnością życiową po to aby sam w sobie poczuć się pewnie. Znalazłem sobie hobby. Nauczyłem się rozgraniczać pragnienia stosowne i niestosowne i okazywać te które są zdrowe i potrzebne. Przy pewnej okazji przytuliłem mojego tatę, powiedziałem że bardzo go kocham i dziękuje mu że mnie wychował - jemu było głupio i nawet tego nie odwzajemnił - trudno nigdy mu nie mówiłem jaki mam problem bo nie chce żeby się obwiniał. O problemie wie tylko mama. Zacząłem też pokonywać wstyd i lęk związany z relacjami z kobietami. Jasno określiłem czym jest prawdziwa miłość i że tak na prawdę nie opiera się ona tylko na zaspokajaniu pragnień seksualnych. Zrozumiałem też że nie stworze realnego związku z żadnym mężczyzną bo nigdy nie da mi on tego co może dać kobieta. To wszystko dało ogromnie rezultaty. Czuję się znacznie lepiej i szybciej wychodzę ze stanów depresyjnych. Łatwiej mi przychodzi rozmowa z zaufaną osobą kiedy tego potrzebuję. Nie jestem już "frustratem seksualnym" i mam większą kontrolę nad swoim problemem. Postanowiłem sprecyzować i nienawidzić tego co rzeczywiście powinno budzić moje obrzydzenie. Zacząłem również interesować się kobietami - nie po to żeby zaraz jakiś związek ustanowić - po prostu po to żeby zobaczyć czy coś się odmieni w moim myśleniu. Stwierdziłem że są rzeczy które podniecają mnie w kobietach a ja będąc przez jakiś czas w związku z dziewczyną toksyczną odczuwałem ogromne podniecenie nawet podczas zwykłego całowania. Zatem zauważyłem w sobie mnóstwo pozytywnych zmian, takie które mnie cieszą. Dostrzegam też pewną zależność... często kiedy mam dół psychiczny - to właśnie wtedy wracają do mnie pragnienia aby chociaż przytulić się do jakiegoś chłopaka który mi się podobał... brzmi to tak, jakby skrzywienie które jest we mnie wracało wraz z moim gorszym samopoczuciem. Natomiast kiedy jestem stabilny emocjonalnie to myślę trzeźwo, rzadko miewam takie pragnienia. To wygląda tak jakbym momentami zamieniał się w to nieporadne dziecko chcące dalej przytulić się do swojego taty aby poczuć się bezpiecznie. Obecnie często mój stan wynika z tego że czuję się samotny - cholernie samotny. Chciałbym mieć kogoś z kim mogę chociaż pogadać. Jednak pozostając sam w domu ciężko mi czasem wytrzymać. Po toksycznym związku - po tym jak ktoś w arogancki sposób podeptał moje uczucia, ukarał mnie milczeniem i okazał skrajną niewdzięczność - ponownie począłem niechęć do kobiet co dodatkowo dało mi kopa. Ona do tej pory nie wie jaki mam problem bo nigdy jej tego nie powiedziałem. Zresztą kiedy już dostrzegałem syndromy toksyczności wiedziałem że nic jej nie powiem. Ale naprawdę ją kochałem, byłem w stanie zrobić dla niej wiele (i może tu był błąd), naprawdę mnie podniecała mimo iż nigdy nie byłem w niej zauroczony. Przy takim stanie rzeczy ciężko mi zainteresować się jakąś nową kobietą... bo po prostu nie ma podstawowego bodźca który by mnie do tego skłaniał - pociągu fizycznego. A jeśli on jest chociaż w drobnym stopniu to nadal czuje wstyd żeby podejść i zabiegać o nową relację. Mógłbym jeszcze wiele napisać ale wydaje mi się że to niepotrzebne. Jakie ewentualnie masz pytania odnośnie problemu? Jak wspomniałem od długiego czasu poszukuje pomocy w radzeniu sobie z pragnieniami pederastycznymi ale psycholodzy nie są zgodni co do tego jak pomóc takim osobom. Niektórzy wręcz wmawiają że powinienem znaleźć dorosłego mężczyznę który mnie pociąga i wtedy wszystko byłoby ok. Ale ja wiem że nigdy tym tropem nie pójdę. Moje pytania brzmią: Czy mogę sobie jeszcze jakoś pomóc? Czy mogę jakoś jeszcze bardziej rozwinąć upodobanie do kobiet? Czy powinienem definitywnie zerwać z masturbacją (co i tak już rzadko się zdarza)? Jak się zachować kiedy czuję się samotny w czterech ścianach i popadam w niż depresyjny? Czy mając taką historię mojego życia nie będę "okłamywać" (nie wiem czy to właściwe słowo) kobiety o której względy będę zabiegał? Czy to jest etyczne? Nad czym mogę jeszcze pracować żeby poprawić cały obraz swojej sytuacji? Czy jeśli mam niże depresyjne powonieniem dalej zażywać leki? Dziękuję za wysłuchanie... nawet pisząc to wszystko wiele razy poleciały mi łzy z oczu... Pozdrawiam.
  21. Dzień dobry. Proszę o pomoc!! Mam 20 lat.Jestem kobieta. Nie wiem co mam robić. Rodzice zabronili mi spotykac sie z chlopakiem. Po tym jak wypił kilka kieliszków na weselu i stwierdzili że był pijany chociaż tak nie do końca było. Nie umiem z nimi porozmawiać. Trzymam to w sobie. Brakuje mi odwagi. Codziennie płaczę i katuje się myślami że to koniec. Boję się z nimi rozmawiać ponieważ zawsze na mnie krzyczą nie dadzą mi dojść do słowa. Bardzo mi zależy na moim chłopaku jemu też na mnie. Jesteśmy razem już trzy lata. Na początku rodzice go lubili. Po pewnym czasie przestali go lubiec. Nwm co mam robić. Nie mam z kim o tym rozmawiać. Nie mam przyjaciół ani bliskich mi osób z którymi mogłabym porozmawiać. Mam lęk do rozmowy z rodzicami na ten temat. Proszę pomóżcie. Męczęmy się już tak z moim chłopakiem 5 miesięcy. Czasami się spotykamy potajemnie. Ale chcemy w końcu to naprawić ale nie wiemy jak. Proszę o pomoc i radę.
  22. Cześć, jestem 19-letnią studentką. I od dawna mam problem z emocjami. W takim sensie, że już od podstawówki miewam okresy, gdy mój humor jest tragiczny i nie znajduje siły na jakiekolwiek działania. Zauważyłam, że od miesiąca znów utrzymuje mi się podobny stan przez co omijam zajęcia i tracę czas. Bywa, że potrafię spędzić cały dzień wypruta z emocji, apatyczna, z bólem głowy i brakiem chęci do działania,ale mam też takie dni, gdy jestem raz wesoła, a raz smutna, apatyczna i zła na wszystko dookoła. Boję się odrzucenia i czasami odnoszę wrażenie po fakcie, że nieświadomie mogę kogoś szantazowac emocjonalnie. Odnoszę wrażenie, że moje relacje bywają niestabilne pod tym względem, że często są kłótnie. W jednej chwili kogoś kogo uwielbiam potrafię zmieszać z błotem i znienawidzic by później znowu uwielbiac. Nie mam pojęcia, co to może być i jak sobie z tym radzić, żeby mieć stabilniejsze i może trochę weselsze życie.
  23. Witam. Od pewnego czasu mam problem. Nie umiem sobie radzić z codziennymi obowiązkami sprawia mi to wiele trudność. Jakiś czas temu mąż znalaz u mnie wiadomoaci z przyjaciele. Byly one dwu znaczne ponieważ nie mówiłam przyjacielowi że wróciłam do męża. Jestem świadoma swojego błędu. Lecz w przyjacielu miałam wsparcie zawsze był wysłuchał a mąż nie interesował się moim życiem miałam dzwonić tylko z ważnymi rzeczami zawsze miał pretensje gdy tylko zaczynałam mówić o czymś innym. Dwoznaczne z tego powodu że przyjaciel chciał być zemna a ja nie. Nie przywiazywalam wagi do jego słów typu "misiek". Mąż wrócił do rodziców ja zostałam w wynajmowanym mieszkaniu piłam obcielam włosy pocielam się nie wychodzę z domu czuje się jak zwykły śmieć nic nie warty.... 4 dobę mam problemy ze snem w dzień mam straszne huśtawki nastroju nie poznaje siebie wg.... Nie mam pojęcia co mogę zrobić aby móc się podnieść... Nie mogę nawet jeść. Kontakt z przyjacielem zerwałam. Ale jak dalej żyć??
  24. Witam, Moj ojciec na nadwage, jest diabetykiem z zaburzeniami neurlogicznymi. Przebywa obecnie w szpitalu, na odziale neurologicznym, przez czeste upadki. W poniedzialek ma byc zwolniony do domu. Problem jest w tym ze on odmawia wszelkiej formy ruchu: wtania do ubikacji, chodzenia a nawet przewrocenia sie samemu z jedengo boku na drugi. Lekarze twierdza ze nie jest to spowodowane zaburzeniami neurologicznymi tylko kwestia checi pacjeta. Ojciec twierdzi ze nie ma sily na nic. Jak matka przychodzi w odwiedziny to ojciec zaczyna bredzic bez sensu jakby byl niepoczytalny ale z lekarzami rozmawia bez najmniejszgo problemu. Ojciec brzmi jakby poddal sie na zyciu, co jest wyraznie problemem psychologicznym. Matka jest zalamana, pracuje na zmiany jako pielegniarka i nie jest w stanie zajmowac sie ojcem 24/7. Ja jestm za granica i nie mam fizycznej mozliwosci opieki nad ojcem. Myslimy o umieszczeniu ojca w domu opieki spolecznej albo w osrodku psychatrycznym. Jak zmusic ojca do badan psychologicznych bez wychodzenia z domu. Czy jest szansa na przymusowe leczemie albo na orzeczenie ubezwladnienia? Prosze poradzic gdzie zaczac i jaka jest procedura?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.