Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'depresja'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Witam,mam 31lat,2dzieci, męża.Rok temu dowiedziałam się o złej cytologii .CIN1 ,mała zmiana.Leczenie polega na obserwacji,kontroli cytologii co 3mce.Od tego czasu nie daje sobie psychicznie rady.Ciagle odczuwam strach,paniczny lęk.Mimo że lekarze mówią że to nie zmiany nowotworowe, to w mojej głowie siedza czarne scenariusze.Gdy wymyślam co mi jest,dostaje bólu głowy,ściska mnie w żołądku.Doszlo do tego , że każda chorobę ,nawet zwykły katar u dzieci traktuje jak chorobę zagrażającą życiu.Reaguje bardzo nerwowo, płacze, histeryzuję.Nie mogę spać . Łapie się na tym że nawet jak dzieci są zdrowe i siedzę przy nich w głowie mam myśli co będzie jak im się za chwilę coś stanie,jeśli rozboli je brzuch itp.Sciska mnie w żołądku,serce mocniej bije ,ciężko mi oddychać.Pomaga wyjście na papierosa ale zaczęłam już palic papieros za papierosem.Czesto nie mogę zasnąć,a jak zasnę budzę się wystraszona.Ciagle jestem zła, wyżywam się na mężu,dzieciach.Nie radzę sobie z myślami.Najchetniej położyła bym się i nie wychodziła z łóżka . Nie wiem co robić.Czy powinnam udać się do psychologa czy do psychiatry?Czy coś może mi pomóc?Proszę o porade
  2. Witam Od paru lat zmieniam prace jak rękawiczki.Nie mam celu,ani marzeń.Nie wiem do kond zmierzam i po co.Od siedmiu lat mam cukrzyce i od tamtego momentu wychamowałam.Poddałam się,albo mam depresje bo odszedł ojciec tzn.zmarł,odszedł chłopak bo szukał babkomatu a nie dobrego materiału na żonę,odeszła przyjaciółka i jeszcze miałam konflikty z ludźmi,którzy mi zarzucali,że nie zwracam na nich uwagi tzn.nie mówie dzień dobry,nie uśmiecham się.Do tego jeszcze ogrom pracy by utrzymać Studia.Dużo tego było.Potem kolizja na drodze i po SORZE informacja,ze mam trzy gòzy w głowie.Nie groźne ,ale też nie ooeracyjne.Co o tym myśleć i jak sobie poradzić z tym?
  3. "Największy błąd w leczeniu ciała ludzkiego polega na tym, że lekarze nie znają całości. Żadna część nie będzie zdrowa, dopóki całość nie będzie zdrowa." Platon Duże grono osób w przeciągu kilku ostatnich lat doświadcza objawów psychosomatycznych nie mając często o tym świadomości. Objawy psychosomatyczne są to wszelkiego typu symptomy, dolegliwości, odczucia z ciała, które z reguły nie należą do najprzyjemniejszych. Mogą to być odczucia z przewodu pokarmowego lub jelitowe, ból żołądka, biegunki, wzdęcia, problemy skórne, bóle głowy, „kołatanie serca”, wysokie tętno i ciśnienie krwi, podwyższony poziom cukru, częste infekcje, nawet gorączka, bóle mięśni i stawów. Wszelkiego rodzaju problemy kardiologiczne, ginekologiczne i neurologiczne. Dlatego w pierwszej kolejności lekarz powinien wykluczyć wyłącznie czynnik medyczny, który powoduje daną dolegliwość, chorobę. Gdy badania diagnostyczne i obrazowe potwierdzą, że nie ma zagrożenia życia oraz że choroba nie jest przewlekła, a konieczność operacji nie zachodzi, należy wtedy wziąć pod uwagę poziom psychosomatyczny ciała. Większość osób doświadcza w następstwie objawów psychosomatycznych. Jak to się dzieje? Na ogół pierwsze sygnały osłabienie, omdlenie, zawroty głowy, drętwienie kończyn, bóle głowy, drażliwość na światło, ogólna niechęć, napięcie mięśnia serca, skurcze jelit bywają dla osoby zwykłym somatycznym stanem, uważają wtedy, „że samo przyszło, samo przejdzie”. A każdy objaw w ciele pojawia się jednak z ważnego powodu i jeżeli zaistniał to znaczy, że jest w tym głęboki sens i z psychoterapeutycznego punktu widzenia należy się nim zająć. „Nic samo nie przyszło i nie przejdzie”. Jeżeli symptomy powtarzają się co jakiś czas, czyli nie była to jedna sytuacja, a wręcz przeciwnie nasilają się i trwają nawet chronicznie (często) czy kilka lat, rozpoznajemy objawy psychosomatyczne. Czyli utrwalone, nie jednorazowe sygnały z ciała, powtarzalne, nieprzyjemne, często utrudniające codzienne funkcjonowanie, które w konsekwencji wymagają konsultacji i nawet leczenia specjalistycznego. Dlatego niezwykle ważne jest, by już przy pierwszych doznaniach być dla siebie lekarzem pierwszej pomocy i nie bagatelizować sytuacji bólowej, dyskomfortu, częstych infekcji, obniżenia odporności, wzrostu ciśnienia i przyspieszenia bicia serca, uczucia ogólnego niepokoju czy to w klatce piersiowej lub napięcia w całym ciele. Przy pierwszych sygnałach należy już rozpocząć konsultację z psychoterapeutą. Ale jak pokazuje praktyka kliniczna rzadko nadal się tak dzieje. Lekarze podczas kontrolnych konsultacji ciągle jeszcze rzadko informują, że podłożem problemów w ciele może być psychika ludzka. Nadal zbyt mało lekarzy specjalistów kieruje na leczenie właściwe czyli terapeutyczne. Choć w ostatnich kilku latach słyszy się czasami, że lekarz również uświadomi pacjenta, iż jego problem rozwiązany może być w gabinecie specjalisty psychosomatyki czyli psychologa lub psychoterapeuty z doświadczeniem w pracy z indywidualnymi objawami. Osoby, które mają skłonność do reagowania lękiem w różnych sytuacjach życiowych są szczególnie narażone w następstwie na wykształcenie się i pogłębienie psychosomatyki w ciele. Dzieje się tak dlatego, że przedłużający się stan niepokoju, lęku, ataków paniki, napięcia związanego z obawami różnego typu spowoduje niejako ostatecznie adekwatny objaw w ciele. Jeżeli na przykład bardzo długo borykasz się z silną obawą, powiedzmy na przykład finansową, martwisz się, że zabraknie Ci pieniędzy, że nie starczy na opłaty, że stracisz pracę. Jeśli nie podejmiesz kroków w tym celu, by wyjść jak najszybciej z tego procesu myślenia, to gdy nadal ten natłok myśli będzie się kumulował, zarażając Cię jakby jeszcze głębszym lękiem, ciało może sobie nie poradzić. Co to znaczy? Ciało tak jak i umysł ma swoje granice. Takie by służyć dobrze w codzienności, ale i chronić i bronić przed przekraczaniem ludzkich możliwości. Często osoby nie są świadome ile ich ciało i indywidualny umysł „może znieść”, gdy pojawiają się problemy natury życiowej. Przecież ciało i umysł nie są w stanie pomieścić wszystkich zdarzeń, doświadczeń czy nawet dramatów, które dzieją się w życiu. Pewne po prostu są ponad ludzkie siły. I wtedy należy skorzystać ze wsparcia terapeuty lub przerwać ciąg dziejących się zdarzeń jeżeli oczywiście jest to możliwe. Ponieważ po przekroczeniu „granicy wytrzymałości” następuje metaforycznie rzecz ujmując jakby taka blokada – jest to mechanizm obronny, który ma informować Ciebie o tym, że jeżeli dana sytuacja niekorzystna się przedłuży, to nie jest zdrowe i dobre dla Twojego organizmu. Zatem tak ważne jest by zacząć uczyć się słuchać swojego ciała, nasłuchiwać z uważnością, obserwować je, „co chce przekazać, co chce powiedzieć”, ponieważ często w nadmiarze obowiązków i zadań, zamartwianiu się i w obawach zapomina się, że człowiek jest istotą z ograniczeniami, nie jest ani perfekcyjny ani idealny i wobec tego jego ciało i umysł też. Ale jednak istota ludzka jest jakby doskonale stworzona w tym sensie, że dzięki mechanizmom obronnym w ciele, informuje o tym, że może to dobry czas na zatrzymanie, odpoczynek, zajęcie się sobą, zatroszczenie o swoje zdrowie i samopoczucie. Wyobraź sobie, gdyby nie pojawiały się informacje ze strony ciała w postaci bólu, niedogodności, dyskomfortu, choroby, nie byłbyś nawet świadom, że to co się dzieje w Twoim życiu wymaga pewnej poprawy. Bycie w nieświadomości co do tego jak prowadzisz swoje życie jest raczej niebezpieczne, ponieważ w konsekwencji jak wiadomo może powodować wiele nieuleczalnych, a nawet śmiertelnych chorób. Wobec tego, dopóki jesteś na etapie, że masz wpływ na swoje zdrowie i życie, to zgodnie z zasadą im szybciej tym lepiej, albo skontaktuj się z terapeutą jeżeli nie wiesz jak wprowadzić prozdrowotne zmiany w swoje życie, albo samodzielnie zacznij małymi krokami pracować nad tym co wymaga poprawy, by każdego dnia bez wyjątku czuć się dobrze, zdrowo i w pełni sił. Niech Twoje ciało stanie się dla Ciebie najlepszym przyjacielem i lekarzem pierwszego kontaktu. Słuchaj go uważnie jak najczęściej możesz, ciało zawsze wie lepiej i podpowie Ci w którym kierunku dobrze jest dla Ciebie podążać, a która droga będzie ze szkodą dla Twojej całości jako osoby. Wsłuchuj się uważnie w mądrość swojego ciała i podziękuj za cenne i często ratujące życie podpowiedzi, podszepty, wskazówki. Specjalista psychosomatyki i pracy z ciałem Agnieszka Janczewska
  4. Mam 25 lat i mieszkam z rodzicami w domu jednorodzinnym, ja na piętrze, rodzice na parterze. Nie piszę tutaj w swojej sprawie, tylko moich rodziców. Mama zajmuje się domem i ma 54 lata, a tata pracuje na kolei i ma 55 lat. Podejrzewam, że oboje (pewności mieć nie mogę, bo lekarzem w końcu nie jestem) mają depresję. Wcześniej mieszkała z nami jeszcze babcia (matka ojca), która 4 lata temu przestała chodzić i trzeba było wszystko przy niej robić. Psychicznie rodzice nie dawali sobie rady, a nie było nikogo kto by nam pomógł. Świat kręcił się wokół babci, bo nie można było jej samej nigdy zostawiać, więc nie mieli nawet możliwości, żeby gdziekolwiek wyjechać chociażby na parę dni i odpocząć. Co prawda byłam ja, ale sama nie dałabym przy niej rady. Już wtedy, czyli 4 lata temu, rodzice przestawali odczuwać radość i uważali, że życie nie ma sensu. W tym roku babcia zmarła w maju, mój ojciec się załamał, ale już teraz pogodził się ze stratą. Mój ojciec zawsze bywał nerwowy, ale zazwyczaj szybko mu złość przechodziła. Niestety około 2 miesiące temu, to się zmieniło. Cały czas chodzi naburmuszony, każdy najmniejszy szczegół go denerwuje. Trzeba nawet uważać na to, co się mówi, bo jeśli powie się coś, co mu się nie spodoba, to zaraz wybucha złością, przez co codziennie kłóci się z mamą nawet o drobne sprawy. Moja mama przez niego płacze i jeszcze bardziej pogrąża się w smutku. Gdy moja mama próbuje z nim rozmawiać i mówi mu jak jest, to on się wypiera i złości. Widocznie swoich błędów i zachowania nie widzi. Czasami zachowuje się wnet jak wariat. Ja sama choruję na depresję, której nabawiłam się w poprzedniej pracy, ale ją leczę. Pamiętam, że wówczas również miałam problemy z opanowaniem emocji. Myślałam, że może jeśli tata zgodziłby się i umówił na wizytę do psychiatry, żeby ten przepisał mu antydepresanty, to by mu to pomogło. Może zmieniłby swoje nastawienie? Chciałabym z nim porozmawiać, ale znając jego, to uniesie się i będzie mi wytykał, że wtrącam się w nie swoje sprawy. Czy może mieć depresję? Jeśli tak, to jak można by skłonić go do pójścia do specjalisty, żeby chciał zacząć nad sobą pracować i się zmienić?
  5. Cześć. Mam 30 lat i od 16 roku życia praktycznie codziennie nadużywam marihuany i minimum raz dziennie dokonuję masturbacji. Od jakiegoś czasu nadużywam amfetminy, a to powoduję nie wyobrażalne libido. Potrafię się masturbować przy porno po 48h. Bez przerwy. Nie wiem jak mam z tym zerwać. Blokuje sobie strony itp, ale to nic nie daje, bo wystarczy, że zobaczę choćby swoją byłą w internecie, na mieście i już jest ciśnienie i trzeba ulżyć. Zdarza mi się to zrobić w pracy. Najdłużej udało mi się wytrzymać 4 czy 5 dni i czułem się świetnie, ale niestety poddałem się. Mam straszne skłonności do uzależnień tłumacząc sobie to nudą. Proszę o pomoc i pozdrawiam.
  6. Witam, jestem 43-letnią kobietą,.. Zawsze wydawało mi się, że jestem silną kobietą, ale od dłuższego czasu, mam problem ze sobą.. Ciągle jestem nerwowa i wywołuję kłótnie z mężem..Od mniej więcej 2 lat często płaczę kiedy nikt nie widzi, albo wybucham płaczem podczas sprzeczki z mężem, którą oczywiście sama prowokuję..We wszystkim wynajduję problemy, zrobiłam się za bardzo zachowawcza..Panicznie boję się, że coś mogłoby stać się członkom mojej rodziny i nieustannie rozmyślam co by było gdyby..W niczym nie widzę pozytywów, nic mnie nie cieszy, już nawet zapomniałam jak to jest się uśmiechać.. Czasem próbuję myślami cofnąć się do czasu, kiedy byłam szczęśliwa i nagle uświadamiam sobie, że nie ma takiego momentu w moim życiu, ale to przecież nie jest prawdą..Dawniej było we mnie mnóstwo radości, tylko dlaczego teraz żadno fajne wspomnienie nie sprawia, że się uśmiechnę choć na chwilę? Nie snuję już planów, wydaje mi się, że już nic dobrego mnie nie spotka.. Przestałam lubić siebie samą, trudno patrzeć mi w lustro na tą wiecznie skwaszoną minę.. Bardzo spadło mi libido. Nie mam myśli samobójczych, ale chciałabymbw magiczny sposób zniknąć z tego świata, żeby przestać odczuwać te wszystkie złe emocje.. Chciałabym też przestać krzywdzić najbliższych.. Widzę, że mąż ma już dosyć, stara się jak może, ale od roku przy każdej kłótni wspomina o rozstaniu albo pyta czy chcę rozwodu.. Oczywiście, że nie chcę, bo nie wyobrażam sobie życia bez niego, jest dla mnie całym światem,dlatego kiedy emocje opadają, to go przepraszam, ale widzę, że jest już tym zmęczony i ja sama wiem, że te przeprosiny są nic nie warte, bo za 2 lub 3 dni zrobię to samo... Próbuję wziąć się w garść, ale nie potrafię..Już nawet nie potrafię udawać, że jest ok, bo mój wyraz twarzy, nad którym nie panuje, wszystko zdradza.. Czy to możliwe, że choruję na depresję? Jak mam sobie pomóc?
  7. Witam wszystkich bardzo serdecznie. Mam 28 lat i często zastanawiam się nad pewną kwestią dotyczącą zdrowia. Można powiedzieć, że jest to ciągłe zamartwianie się i wyrzuty sumienia, że około 10 lat swojego życia dużo imprezowałem. Nadużywałem alkoholu i narkotyków oraz paliłem papierosy. Imprezowy tryb życia- wręcz narkomańczy przeplatał się z chwilowymi przerwami na regenerację, próby podjęcia aktywności fizycznej i dbania o zdrowie. Jednak zawsze po ok 2 miesiącach takiej przerwy i tak wracałem do alkoholu i narkotyków na długie miesiące. Od roku jestem trzeźwy i "czysty", jedynie czasem zdarza mi się zapalić papierosa gdy ktoś mnie odwiedzi. Czuję się dobrze, zdrowo, nic mnie nie boli, wyglądam dobrze, zęby nie zgniły. Jednak wyrzuty, że tyle czasu niszczyłem organizm, nie pozwalają mi się cieszyć życiem. Zrobiłem dużo badań, żeby uspokoić głowę. Tomografię, EKG, Badania krwi wykazały tylko podwyższony cholesterol, na USG brzucha wykazało otłuszczoną wątrobę a lekarz powiedział, że narządy są trochę nie na mój wiek, ale nie widzi żadnych niepokojących zmian. Jestem też pod opieką psychiatry od 13 roku życia. Leczyłem różne załamania, depresję, derealizację, paranoje, oraz byłem 3 razy w psychiatryku przez narkotyki (przegiąłem i mnie "straszyło") oraz probę samobójczą. Od dwóch lat mam stwierdzoną schizofrenię ale nie mam jej objawów. Problem który tutaj opisuję nie dotyczy mojej psychiki (proszę źle nie zrozumieć, gdyż ciągle jestem odsyłany do psychiatry) a to jakby inna sfera, są to wyrzuty sumienia, jak ciężki łańcuch, który muszę nosić, żal do samego siebie, że zmarnowało się życie, jakiś moralniak który blokuje radość i chęć dawania z siebie 100% "bo i tak mało czasu mi zostało". Chciałbym po prostu dowiedzieć się czy człowiek, który 10 lat nie szanował zdrowia i niszczył go używkami + lekami ma szansę dożyć starości, sędziwego wieku ? Bardzo martwię się, że przez to wszystko nie dożyję nawet 40 lat. Wykończyć się można czekając tak na śmierć, która nie przychodzi... Proszę o odpowiedzi i pozdrawiam. P.S. Każda próba podjęcia tego tematu u lekarzy specjalistów kończy się odsyłaniem do psychiatry, który dopisuje kolejne tabletki otumaniacze.
  8. Witam, jesteśmy małżeństwem od 5 lat, mamy dwóch synów 1,5 i 4 latka. Ja 39, Ona 36latek. Żona jest spokojną osobą, ja również ale nieraz są takie momenty że jak jest w domu bałagan czy to w kuchni czy w salonie to nie wiem czemu ale od razu robię się zły, żona to odbiera jako atak na nią. wiem że przy dzieciach bałagan to normalka ale jakoś wolę jak jest w miarę ogarnięte w domu a nie Sajgon jak na rynku, ktoś przychodzi z wizyta niezapowiedzianą i tylko wstyd albo się sprząta na szybko na odwal się. Staram się opanowywać te emocje ale nie zawsze wychodzi, dodam że od długiego czasu zajmuje się rozwojem duchowym i medytuję, dzięki temu moje nerwy są dużo mniejsze niż kiedyś. Chciałbym żeby wcale ich nie było, zwłaszcza jak synek raz powiedział że mnie troszkę kocha bo tata krzyczy. Akurat tego nie robię ale po prostu mówię głośniej jak mnie coś denerwuje zwłaszcza bałagan. Doceniam żonę za to co robi i podziwiam ją że daje radę z dziećmi jak ja jestem w domu i zdaje sobie sprawę że nie zawsze jest czas na ogarnięcie wszystkiego. Na dole mieszkają moi rodzice, na górze my z dziećmi, mamy z 55m2 ale jest o 2 pokoje za mało, ta ciasnota też mnie dobija. Dodam że mieszkamy w domku, bo w bloku bym osiwiał nieraz babcia przychodzi do nas na górę do dzieci i ostatnio tak mnie zdenerwowała że musiałem wyjść i pojeździć autem (to moja mama). Mama żony nie żyje od wielu lat, tata ją wychowywał. Nieraz pod wpływem złości umiem wygarnąć żonie że nie miał jej kto nauczyć sprzątać itd. Zdaje sobie sprawę że nie jestem święty. Często nawet drobna uwaga do żony że np coś jest rozlane na podłodze nie wytarte itd to ona odbiera jako atak na siebie i już jest wymiana zdań i cichy dzień. Zawsze jakoś się godzimy ale chcę w ogóle się nie denerwować na temat bałaganu. Jak jestem w pracy to tęskni za rodzinką i sobie obiecuję że nie będę się złościć itd, jest duża poprawa ale nieraz nerwy jakoś muszę uwolnić i coś powiedzieć. siłownia w tym pomaga a jak jestem w domu to chcę nieraz do pracy. Też wpadam w złość jak np wieczorem dzieci się kąpią a później jedzą bardzo długooo no naprawdę długo godzina to minimum, nieraz jest głośno im się coś mówi oni swoje itd Chyba za bardzo bym chciał żeby było jak w wojsku mimo że w nim nie byłem Jakie macie sposoby na to aby olać w/w tematu tj bałagan w chacie itd?
  9. Witam. Mam 36 lat od 3 lat dziwnie się czuje. Zaczęło się gdy zaszłam w ciąże i przeszłam ją dosyć ciężko. Przeważnie rano gdy jestem zmęczona i nie wyspana i do tego czym zdenerwowana. Dostaje na parę sekund paraliżu i keci mi się w głowie i słyszę jak by ktoś mi w głowie coś gadał. Jestem silna i pracowita osobą nie wywyszam się.
  10. Hej. Wybacz, że zawracam Ci głowę takimi pytaniami, ale nurtuje mnie to, że nie mam pojęcia co w takiej sytuacji zrobić. Zacznę może od tego, że chodzi o związek i wygląda to następująco, moja partnerka miała delikatne napady depresyjne, lecz nie dawała się namówić na leczenie, między nami wszystko układało się dobrze, aż nagle jednego dnia postanowiła mnie zostawić tłumacząc, że mnie kocha, a z nią jest coś nie tak i że bedac że mną ona mnie krzywdzi. Oglądając pewien film, zauważyłem, iż kiedy osoba z depresja próbuje mnie odrzucić nie powinienem brać tego do siebie. Widać w jej zachowaniu, że to co mowi jest prawdą i tutaj nasuwa się moje pytanie, co mogę zrobić, aby jej pomóc? Czy powinienem mimo wszystko naciskać i być przy niej czy poprostu zrobić to przy czym ona się uparła i odejść?
  11. Od 10 lat jestem w związku małżeńskim. A od 2 lat mój mąż żyje w związku ze mną i z swoją kochanka. Wydało się tydzień temu jestem w totalnym dołku i nie potrafię poradzić sobie z tym co się stało 🥺 niby został ze mną i naszymi dziećmi ale wiem ze ciągle szuka kontaktu z tą dziewczyną jak żyć? Jak sobie poradzić?
  12. Mam problem z dorastająca córka (13 lat). Jest bardzo słaba psychicznie, do tego stopnia że zaczęła się samookaleczac . Mam pocięte nadgarstki i uda. Cały czas twierdzi że chce się zabić. Ze nie chce jej się żyć. Pomóżcie mi, ona ma całe życie przed sobą
  13. Jestem Roman lub Romek. Swój pierwszy post zacznę od tego, że jestem osobą niepełnosprawną. Wrodzina choroba neurologiczna - postępująca. Mam zdiagnozowane stany lękowe. Biorę na stałe leki. Niestety nie mam wsparcia. Singiel z wyboru, z wyboru kobiet. Coś o mnie: katolik praktykujący, lubię zwierzaki. Mam malą biblioteczkę literatury, ale nie mogę zabrać się za czytanie. Interesuję się wieloma rzeczami... Nic co ludzkie, nie jest mi obce. Czego tu szukam: pomocy. Chciałb poklikać z kimś. Za dużo żartuję, więc proszę uważać.
  14. Dzień dobry, postaram się najkrócej jak potrafię opisać swoją sytuację. Mieszkam z rodzicami alkoholikami oraz dziadkami, którzy nie piją. Jednak każdy z mojej rodziny bardzo mnie krzywdzi. Mam w nawyku mówienie każdemu o swoich planach, porażkach i dosłownie wszystko mówię swojej rodzinie. Nie umiem się powstrzymać, aby iść do nich z każdą moją informacją. Prawdopodobnie oczekuję, że w końcu usłyszę słowa wsparcia lub pocieszenia. Tak się jednak nie dzieję. Za każdym razem mówią, że ja im mój partner nie osiągniemy udanego życia, że do tej pory nic nam nie wyszło. Rok temu skończyliśmy szkołę, a każdy pyta się kiedy wyprowadzka, ile zarabiamy, kiedy prawko itp. Wiem, że to moja wina bo ja zaczęłam opowiadam im o swoich planach i wszystkim. Nie potrafię teraz postawić nowej bariery między nami. Nie wiem co zrobić. Dostaję ataków paniki, cała się trzęsę, w nocy śnią mi się ich słowa, że nic nie osiągnę ja ani mój chłopak. Każdy nas skreślił, a i tak czekam na słowa otuchy z ich strony. Pomału się godzę z tym, że nigdy nie będą ze mnie dumni. Chciałabym wyznaczyć nowe granice, nauczyć się nie mieć potrzeby poparcia z ich strony. Dodatkowo borykam się z piciem rodziców, co jeszcze bardziej potęguję moje ataki pani i stany depresyjne. Po tych wszystkich słowach bardzo często nie mogę wstać z łóżka.
  15. Dzień dobry, od kilku miesięcy przeżywamy kryzys z moim mężem - jesteśmy razem 12 lat. Ten twierdzi, że nie jest to kryzys tylko koniec miłości z jego strony. Uargumentował to moim zachowaniem, brakiem szacunku do niego, ciągłymi wyzwiskami i moją rzekomą zaborczością(co jest oczywiste, gdy pojawia się na horyzoncie inna relacja). Na początku poczułam frustrację i złość, gdyż mąż nie dawał mi żadnych sygnałów bym się zmieniła, tylko uciekał do drugiego pokoju. Sądziłam wówczas, że ma swoje gorsze dni (jest trzeźwym alkoholikiem i często podczas głodów wiedziałam, że musi pobyć sam ze sobą), dałam temu czas. Niestety, gdy dwa miesiące temu mąż stwierdził, że przez pół roku robiłam wszystko by przestał mnie kochać i nic do mnie nie czuje poczułam rozpacz. Doszło do awantur, wzajemnych oszczerstw, a potem dodatkowo odkryłam, że mąż utrzymywał kontakt ze straszą o 15 lat kobietą ze szkoły naszego syna. Kontakt ten był krótki (pisali niecałe 2 tygodnie) po czym mąż stwierdził, że ona jest dla niego ważniejsza niż ja, że ciągle o niej myśli. Przeraziło mnie to - wiem, że do zdrady nie doszło, do spotkań również nie. Skonfrontowałam tę sprawę z tą kobietą - ona nic nie czuła do mojego męża, twierdziła, że była tylko miła i odsunęła się na moją prośbę, kibicuje byśmy uratowali małżeństwo. Mąż wściekł się, że interweniowałam w tej sprawie, obrzucił mnie błotem. Każdy kolejny dzień był coraz gorszy, nie mógł na mnie patrzeć, unikał ze mną kontaktu, wychodził na długie spacery, byleby mnie tylko nie widzieć. Stwierdziłam, że tak nie może być - błagałam go o powrót. Drwił i stwierdził, że prędzej się zabije niż wróci. Stwierdził, że chce się rozstać. Postanowiłam po miesiącu ciągłych zwad wyprowadzić się z domu, dać jemu i nam czas. Po 1,5 tyg. rozłąki telefonicznie udało mi się poprosić męża o kolejną szansę (który powiedział, że i tak do mnie nic nie czuje, ale szczerze daje mi szansę, ale nie wierzy, że się zmienię), ukorzyłam się i poszłam na terapię (okazało się, że ciepię na chorobę afektywną dwubiegunową). Wzięłam całą winę na siebie (choć wiem, że mąż jako alkoholik do rozpadu też się przyczynił) i walczę. Podczas naszej telefonicznej rozmowy zapytałam męża czy myśli jeszcze o tej kobiecie, na co stwierdził, że tak, ale oczywiście dużo mniej - to dla mnie niedorzeczne, że zaangażował się uczuciowo do osoby, której nawet nie zna, jednak jak sam przyznał, ona zwróciła jego uwagę, gdyż była miła, ciepła i go słuchała, a on nie miał przyjaciół i we mnie też nie czuł przyjaciela (co oczywiście jest nieprawdą, po prostu go nie głaskałam, jak on chciał). Powiedział, że ani razu o mnie nie myślał przez ten czas, gdy mnie nie ma. Wiem, że na to potrzeba czasu, jednak strasznie się boję i ciągle płaczę. Moja terapeutka chce zorganizować spotkanie, na które zaprosi męża, by opowiedzieć mu o mojej chorobie, by zrozumiał, że moje napady agresji i depresji da się złagodzić lekami, jednak wiem, że by coś naprawić trzeba zasięgnąć terapii dla par. Wiem, że czas może zdziałać cuda, zmiana jednej osoby może mieć wpływ na drugą, jednak jak pomóc mojemu mężowi, by również poszedł indywidualnie na terapię lub wspólnie ze mną, jeśli nie wykazuje takiej chęci i nie widzi również w sobie problemu? Ta sytuacja pokazała, że mąż się pogubił, szukał pocieszenia u kogoś starszego, doświadczonego, kto zastąpi mu matkę, z którą relację ma bardzo znikomą. Dodatkowo ta kobieta go nie pociąga - twierdzi, że to ja go podniecam i jestem "ładniejsza", ale w jego oczach bardziej podoba mu się bardziej właśnie ona, że jest atrakcyjniejsza. To boli, ale jestem w stanie wytrwać to ogromne cierpienie, bo wiem ile razem przeżyliśmy, ile mieliśmy wspaniałych chwil, mamy dom, dziecko i wspomnienia oraz domyślam się, że swoim zachowaniem sama sprawiłam, że do tego doszło. Wiem, że nie takie problemy ludzie pokonywali i chciałabym, by odsunął uczucia niechęci i nienawiści do mnie i na nowo odkrył miłość, jednak to dla mnie zbyt karkołomne zadanie. Wiem również, że skoro myśli mniej o tej kobiecie (to jednak normalne pod wpływem czasu), zdecydował się dać mi szansę (mimo jego uprzednim ogromnym niechęciom), da się również odbudować tę relację i miłość. Pytanie jednak, jak go namówić na terapię, co zrobić, by przypomniał sobie miłość do mnie? Prócz pracy nad sobą, chcę też zadbać o męża. Bardzo go kocham i potrzebuję każdego dnia, zawsze był dla mnie najlepszym przyjacielem i nawet najcięższe problemy nie są w stanie zabić tej mojej miłości...Obawiam się, że jego upór wiąże się również z nawrotem jego choroby (mąż jednak się nie napije, gdyż jest dumnym facetem, udaje, że to nie jest ten problem). Proszę o pomoc, o rady, o wsparcie, cokolwiek. Streściłam jak się da, być może wyszło chaotycznie, jednak by opisać głębiej problem, musiałabym na to poświęcić kilka godzin.
  16. Mam urlop i chciałbym odpocząć, zrelaksować się, niestety... Dla mojej żony wypicie jednego piwa co drugi dzień, to zbyt wiele. Nie można obejrzeć meczu przy piwie, bo wyzywa mnie od alkoholików. Nie mogę nigdzie wyjść, ani się spotkać z jakimś kolegą. Mogę tylko wyjść do sklepu lub zajmować się dziećmi (4,7 lat), albo ciągle coś naprawić. Raz miałem 3 godz. czasu dla siebie, gdzie mogłem pojechać na plażę. I tyle... Wysiada mi już psychika, do tego stopnia, że jestem ciągle nerwowy i krzyczę na wszystkich dookoła. Wystarczy drobiazg, a wyprowadza mnie z równowagi. Co robić?
  17. Witam mam na imię Ewa mam 26 lat. Jestem mamą dwójki dzieci i żoną. Po śmierci chrzestnego zauważyłam u siebie lęki i wachania nastroju. Z biegiem lat zaczęło się nasilać. Zaczęłam się wycofywać z spotkań nie chciało mi się nic i tak przez 7 lat do teraz. Dodatkowo od dłuższego czasu brak motywacji do wszystkiego podchodzę pesymistyczne dzięki dzieciom wstaje ogarniam dom jedzenie ale wieczorem jestem do niczego. Płacz brak zrozumienia robiłam testy z bydgoskiej poradni psychologicznej wyszła ciężka depresja od 9 MSC problemy z odżywianiem. Pociesza mnie fakt że dzięki dzieciom nie mam myśli samobójczych. Wiem że na to co się dzieje składa się też moje dzieciństwo. Zakazy , opieka nad siostra , śmierć taty, roczny terror z ojczymem. Mąż choruje na hemofilię i martwię się o niego. Często jak dopada moje dzieci jakieś choróbsko zaczynam się trząść sztywność i jest mi zimno tak nadopiekuńczość też mnie dotyczy wiem że robię źle ale to silniejsze. Chce we wrześniu iść do psychologa ale ciągle brak mi motywacji jestem z tym sama mąż stara się zrozumieć ale nie jest łatwo. Zero koleżanek bo się odseparowałam. Potrzebuje pomocy potrzebuję być wysłuchana. Co dzień patrzę w lustro i nie jestem tą Ewą co kiedyś która wybiegała w deszcz i szalała. Chce dać synom mamę jaka powinni mieć. Ale samej mi ciężko. Dziękuję pozdrawiam.
  18. Witam. Mam 32 lata i od paru lat jestem w toksycznej relacji z narcyzem i Piotrusiem Panem. Pomimo wielu prób, i wielu rozczarowań i przykrych sytuacji nie potrafię tego zakończyć. Ostatnio powoli dojrzewam do zmiany tej sytuacji, ponieważ tak się zdarzyło że pożyczyłam mojemu toksykowi pieniądze i gdy tylko mówię mu że potrzebuje żeby mi je zwrócił to albo zmienia temat albo każe mnie milczenien. Nie wiem już co robić ponieważ chciałbym odzyskać te pieniądze i nie wiem już jak na niego mogę jakoś wpłynąć i jak z nim rozmawiać. Prosiłabym o pomoc.
  19. Witam Mam 23 lata, w styczniu tego roku trafiłem do szpitala bo zaczęło mnie kłóć w klatce piersiowej bo byłem zdenerwowany, a że pierwszy raz mi się to przydarzyło, to spanikowałem bardzo. Od tamtej pory zacząłem bardzo się o siebie bać, jak jakaś trauma po byciu w szpitalu. Po pewnym czasie zaczęły się ataki paniki, zacząłem unikać miejsc i ludzi... Jakiś miesiąc temu postanowiłem wyjść na dwór, ale w środku miasta zaczął się atak. Nie byłem w stanie wyprostować palców, nie czułem całego ciała, ledwo chodziłem, wszystko mi mrowiło. Dostałem kroplówkę i wróciłem taxi do domu. Teraz mam również traumę i jak tylko słyszę o tym że muszę gdzieś wyjść to od razu panikuję. Nie ruszam się z domu. U psychiatry się spotykam raz w miesiącu, to za mało ale częściej nie mogę. Dostałem jakieś leki ale nic nie pomagają, nawet hydroksyzyna nie pomaga w żaden sposób. Przez ataki paniki nie mogę pracować, przez co nie stać mnie na psychoterapię. Całymi dniami leżę i boję się cokolwiek robić, nawet nie umiem zostać sam bo od razu panika... Przez to wszystko jestem całkowicie sparaliżowany, niezdolny do normalnego życia. Myślałem o uprawianiu sportu, jednak gdy serce mi przyspiesza to od razu czuję że zaraz będzie atak paniki Gdy leżę to cały czas sprawdzam czy mi serce bije itd Proszę o jakąś radę, ja nie mogę tego dłużej wytrzymać
  20. Ok nie urodziłam z ciężką chorobą, czy niepełnosprawnością. A jako dziecko czy nastolatka byłam nawet uważana za dość urodziwą istotę. Wychowywałam się też w bezpiecznym kraju (bo mimo wszystko na skalę światową w Polsce żyje się naprawdę dobrze) i powiedzmy że w pełnej rodzinie. Takiej która nie biła i nie wykorzystała w żaden sposób, choć do perfekcyjności nadal jej bardzo daleko. Powinna więc być więc wdzięczna losowi za to co mam. I owszem jestem. Ale nie mam nic poza tym tym... Nie miałam życia nastolatki, bo będąc w tamtym wieku nie rozumiałam co to znaczy bawić się na imprezach, jak ośmiela alkohol i nie próbowałam też w żaden sposób 'wylatywać z gniazda'. Które mimo wszystko wydawało mi się bezpieczniejsze od świata zewnętrznego. Jako młoda dorosła, studentka, zaczęłam próbować wchodzić w ten świat, ale bez żadnych rezultatów. Z kilku powodów zrezygnowałam ze studiów marzeń. I tak zresztą miałam na nie za niskie stopnie. Bo nauka też nigdy mi łatwo nie przychodziła. No i koniec końców poszłam na kierunek który średnio mi podpasował, ale na bycie studentką jako osoba w ogóle nie byłam jeszcze gotowa. Nie nie umiałam pić alkoholu, bawić się na imprezach, ani w ogóle dogadywać się z ludźmi. Więc nadal byłam sama. Kiedy w końcu zaczęłam mentalnie choć trochę do tego dojrzewać wylądowałam w Anglii w smutnej fabrycznej robocie, wśród ludzi którzy mają już swoje rodziny, dzieci i świata poza nimi nie widzą. A generalne problemy komunikacyjne nie zniknęły, przez co ani przyjaciółki, ani chłopaka. Żebym chociaż mogła oddać się pracy, albo jakiejś pasji. Zamknąć się w sobie i zapomnieć o tym smutnym zewnętrznym świecie. Bo tam spotykają mnie tylko zawody i złamane serce, które wpędziło mnie w depresje i zupełnie zabrało sens i radość życia. A najgorsze w tym to to, że jest to miłość platoniczna i nawet wyrzucić tego z sobie nie mogę bo to jakby powiedzieć że rozmawiałam z kosmitą w lesie o północy. Ale niestety jestem osobowością deficytową. Trochę autystyczną, introwertyczną, z opóźnionym zapłonem. Wszystko zawsze załapywałam wolniej, nigdy nie umiejąc być taka jak reszta i chyba boje się związków i mężczyzn generalnie. Dziś mam 30 lat i mieszkam z chorującym tatem, o którego codziennie się martwię. Tak jak i o mamę zresztą która przez swoje nałogi też najzdrowsza nie jest. To mnie bardzo obciąża. Mam też bardzo niską samoocenę. Źle się czuje wśród ludzi obcych, ale też i członków własnej rodziny, którzy bardzo często mnie krytykują. Nie posiadam za to stałej pracy, tylko staż który za kilka miesięcy się skończy i nie wiem co wtedy. Bardzo ciężko mi znaleźć zajęcie w którym nie będę zbyt wolna i nieudolna. Moich znajomych mogę policzyć na palcach jednej ręki, a i tak żaden nie jest takim prawdziwym przyjacielem, ani nawet kimś na kogo zawsze mogę liczyć. To raczej ludzi na przysłowiowe piwo raz na jakiś czas. Nigdy się nie nie całowałam, i z nikim nie byłam w ogóle. Za to kochałam ale to uczucie kojarzy już mi się tylko z bólem, który choć nieco mniejszy niż kiedyś ciągle we mnie tkwii - jak kolec. Na wakacjach też nie byłam od 13 lat (nie licząc tripów 3 dni max) a drzemie we mnie dusza podróżnika. Tak samo ja dusza artysty któremu brakuje, zarówno odwagi, zdolności technicznych jak i cierpliwości w rozwoju. Więc wiele marzeń niespełnionych bo albo strach przed samotną walką, albo brak kasy, albo czasu. Starzeję się, uroda mija, czasy są coraz trudniejsze a ja wciąż mam w sobie pełno lęków i tak naprawdę nikogo do przytulenia i nic innego dobrego w zamian. I niestety nie umiem tego zmienić. W żaden sensowny sposób. Witam i z góry dziękuję za uwagę 😘
  21. Jestem Iza, 26 lat. Mieszkam za granicą. Byłam w związku przez ponad pół roku z chłopakiem 31 lat. Poznaliśmy się w Niemczech. On przyjechał do pracy na zlecenie. Trochę ja bywałam później też u niego w Polsce. Poznałam rodzinę i jego znajomych. Na początku był to luźny związek, nic sobie nie obiecywaliśmy. Po jakimś miesiącu intensywnej znajomości zakochaliśmy się i oficjalnie zostaliśmy parą. Nasz związek miewał wzloty i upadki. Były dni, że się kochaliśmy na zabój, ale też takie, że się kłóciliśmy i zrywaliśmy o głupoty, a później i tak do siebie wracaliśmy. Był to burzliwy związek. Niecały tydzień temu zerwałam z nim, bo napisał do mojej koleżanki bez mojej wiedzy. Kazał jej mi nic nie mówić. Okłamał ją, że się pokłóciliśmy. Próbował umówić się z nią ("Może kiedyś jakieś piwo?"), pytał czy by mu dała lekcje prawa jazdy, ewidentnie ją podrywając. Ona odpisała mu, że nie umawia się z chłopakami swoich koleżanek. On natomiast napisał jej, że ma się ze mną ku końcowi. Było to dla mnie ogromnym szokiem, bo z tych słów wynikało, że nie planował ze mną przyszłości. Koleżanka wysłała mi zdjęcia rozmów dopiero po miesiącu czasu, jak sama do niej napisałam. Przy okazji ostrzegała mnie przed nim, że jest dupkiem i zniszczy mi życie i żebym trzymała się z daleka. Jest mi z tym źle. Bardzo mnie zranił. Obawiam się, że mam depresję. Miewam myśli samobójcze. Od razu zerwałam kontakt blokując go w mediach społecznościowych i komunikatorach internetowych, ale nadal czuję wielki smutek i żal. Bardzo za nim tęsknię.Teraz pozostała jedynie pustka. Czy dobrze zrobiłam, że z nim zerwałam? Może to była zbyt pochopna decyzja? Każdy w sumie zasługuje na drugą szansę. Mimo że nie doszło do zdrady fizycznej, czuję się zdradzona. Nie mam już do niego zaufania. Myślę, że gdybym dalej z nim była, popadłabym w obłęd kontrolowania jego telefonu. On się do mnie również nie odezwał od czasu zerwania, czyli od około tygodnia milczy. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego o mnie nie walczy? Ma przecież mój numer telefonu. Dlaczego nie zadzwoni? Tak łatwo ze mnie zrezygnował... Co mam robić abym odzyskała dawne zdrowie psychiczne i jak najszybciej wyleczyła rany? Proszę o pomoc, bo już nie daję rady.
  22. Sylwia1309

    Hej

    Hej, mam problem
  23. Mam 58 lat jestem kobieta 7 lat temu straciłam ukochaną córeczkę miała 18 lat przedawkowała narkotyki nie mogę się do tej pory z tym uporać myślałam że dam radę jednak od dłuższego czasu stałam się płaczliwa często myślę aby skończyć że sobą nic mnie nie cieszy pomimo iż mam dorosłe dzieci wnuki na co dzień do ludzi jestem uśmiechnięta ale w środku się po prostu sypie ciągle chce mi się płakać lub też czuje na przemian płacz złość martwię się bo często mi się zdarza myśleć żeby połknąć wszystkie tabletki męża bo myślę sobie tak będzie lepiej już nie potrafię dawać sobie rady wszystko powierzchownie niby jest ok dom zadbany w pracy ok ale mam uczucie znaczy się czuje po sobie że jak bomba tykająca która ma zaraz wybuchnąć nie radzę sobie co robić
  24. Będę mieć 20 lat w bieżącym roku, jestem studentką. Moim problemem jest to, że bardzo chce iść na konsultacje psychologiczną, lecz mnie na nią po prostu nie stać. Poszukuję miejsca w Warszawie, gdzie mogłabym się udać i znaleźć tania pomoc. Odkąd mieszkam sama wiele złych rzeczy z dzieciństwa mi się przypomina. Mam także problem ze snem (nie wiem czy wyświetla się godzina dodanego posta, ale aktualnie jest 4:30). Miałam także niezdiagnozowany problem z jedzeniem typu anoreksja z bulimią plus objadanie się ze stresu. Nie radzę sobie z przeszłością, nie mam lub szybko tracę motywację do działania oraz wiem, że pilnie chcę wyjść z tego stanu. Pomocy.
×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.