Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'depresja'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Witam wszystkich.Jestem 31 letnim facetem od 6 lat w związku z dziewczyną która jest dla mnie całym światem. Od wielu lat dosyć często zdarza mi sie oglądać filmiki porno, zdjecia kobiet oraz przeglądać anonse erotyczne (ale nigdy z żadnego nie skorzystałem i nie mam takiego zamiaru). Ostatnio dziewczyna (leczy sie na depresje, bo to może być ważne dla sytuacji) przejrzała historię mojej przegladarki. Będąc w pracy zapytała mnie czy ją kocham, po twierdzącej odpowiedzi przyznała mi że widziała historię przegladarki i zrobiła mi awanturę unosząc ją na poziom zdrady. Osobiście nie uważam tego za coś tak strzasznego, wiem że to odkrycie nie było dla niej czymś miłym. W chwili obecnej nie mam możliwości się jakkolwiek wytłumaczyć, jak i moje zapewnienia które są najszczerszą prawdą nie potrafią do niej dotrzeć. Czy ja czegoś nie rozumiem i jestem takim delikatnie się określając durniem? Nie mam pomysłów jak to załagodzić i uratować nasze wspólne życie. Pomóżcie proszę
  2. Jestem ojcem, mam 52 lata. Mieszkam obecnie z synem.Jakiś czas temu moja żona wyprowadziła się z domu bo nasz związek przeżywał rutynę, brak zainteresowania i kryzys z tego powodu. Z tego co mówiła mi żona, to przestała czuć do mnie cokolwiek, ani złości ani miłości, po porostu obojętność i z tego powodu musiała się wyprowadzić. Przez pierwsze dni po rozstaniu nie wiedziałem co mam robić, więc z rozpaczy codziennie do niej jeździłem pod każdym pretekstem, zaniedbałem trochę dom itp.. Potem dowiedziałem się, że należy odpuścić sobie kontakt z żoną, czyli dać sobie trochę czasu na odpoczynek. I to poskutkowało, żona sama zaczęła się do mnie odzywać, zagadywać co słychać itp. To zerwanie kontaktu jednak nie trwało zbyt długo, gdyż mamy za dużo wspólnych spraw i musieliśmy się widywać klika razy w tygodniu. Ale czas zrobił swoje i teraz bez problemu żona daje się już zapraszać na kolację przy winie, do kina, weekendy praktycznie spędzamy razem, planujemy też razem urlop. Nie odmawia też seksu, wręcz ma na niego ochotę. Jest zupełnie inaczej niż przed rozstaniem, nasz związek nabrał nowych wartości.Problem jest jednak w tym, co wyszło po ostatniej rozmowie, mimo iż od wyprowadzki minęły już ponad 3 miesiące, nadal nic się w niej nie zmieniło w uczuciach do mnie. Mówi, że jest tym zażenowana, relacje między nami uległy znacznej poprawnie, ale jej uczucia nadal nie. Mówi, że płacze czasami wieczorami u siebie w domu z tego powodu, bo najgorsze są wieczory.Kiedy w naszym związku nie działo się najlepiej, ja niestety tego aż tak nie zauważałem i nie odczuwałem co było moim błędem, żona to mocno przeżywała wpadając w coraz to głębszą depresję. Trwało to mnie więcej pół roku. Wtedy dużo rozmawiała o swoich problemach ze swoimi znajomymi a nie ze mną, koleżanką i kolegą, którzy są od zawsze singlami. Czy obracanie się w środowisku singli może spowodować chęć odcięcia się od rodziny i życia tak jak oni? Nie wiem zatem co zrobić, aby odbudować znów uczucia żony do mnie. Czy to jest wogle możliwe, skoro przestała mnie kochać jakiś czas temu. Czy mieszkanie oddzielnie i widywanie się 2, 3 razy w tygodniu jest w stanie zmienić te uczucia? Czy może trzeba byłoby znów zamieszkać razem, wtedy codzienne kontakty, spowodowałyby zmianę sytuacji oczywiście pod warunkiem utrzymania dobrych relacji między nami i niedopuszczenia do rutyny?
  3. Morixx

    Hej

    Cześć, Mam 24 lata skończone w tym roku, 3 lata temu zaczęło mi się sypać życiem i nie mogę zacząć normalnie funkcjonować. Zerwała ze mną dziewczyna i odwaliło mi potem... nie zdałem studiów 3 lata w plecy teraz jestem, straciłem na 2 lata prawo jazdy i musiałem do pracy dojeżdżać autobusem dziennie 30 km w jedną stronę co mnie jeszcze bardziej wprowadzało w stan jakiejś depresji ( juz mam prawo jazdy). Aktualnie jestem w sytuacji, że studiów dalej nie załatwiłem... bo przez uczucie że jestem 3 lata w plecy ze wszystkim w życiu i nie cofnę czasu nie potrafię normalnie funkcjonować, w weekendy zamiast ogarnąc studia to siedze przed serialami, leżę w łóżku, komputer lub jak to bylo wcześniej piłem na mieście alkohol. Szukam jakiejś motywacji, żeby o tym zapomnieć zdać studia... które zdam dopiero za 2-3 lata dopiero... zawiodłem siebie, rodziców i przede wszystkim swoją kariere, która mogła być wysoko naprawdę wysoko... bo to jest jakaś cześć tylko, straciłem przez te 3 lata rozwój, pieniądze i inne rzeczy na których moglem sie wybić w życiu...
  4. Witam mam 34 lata i mam syna 13 lat i malucha 3 letniego Ojciec starszego bił mnie i musiałam uciekać poznałam ojca tego młodszego Wszystko z początku było idealnie ale później zaczęło się wszystko psuć zdradził mnie wybaczyłam to ale to nie tu jest problem ja jestem na urlopie wychowawczym jeszcze bo nie ma kto mi się zająć synkiem a mój partner mnie poniza wyzywa ze ja nie pracuje wylicza pieniądze nieraz całkiem chowa ze nie mam za co kupić jedzenia manipuluje synkiem gdy ja wymagam żeby synek posprzątał to on specjalnie robi to za niego i tak samo z jedzeniem karmi go gdy ja chce go uczyć aby sam jadł potrafi przy synku mnie wypchać szarpiąc z pokoju co skutkuje tym że synek go naśladuje starszego syna wyzywa od debili i pustakow mówi też że nie będzie go utrzymywał że ma się zgłosić do swojego ojca ze ma nie jesc Oczywiscie owi to Wszystko w sposób bardzo wulgarny Opwiada swojej rodzinie na mnie ze to ja psychiczna ja już nie daje rady a nie mam gdzie pójść codziennie jestem poniżana a oczywiście wmawia mi że to moja wina Nie chce zgłaszać do opieki bo zaraz zaczną się wizyty a boję się tego Nie wiem co mam robić żyć mi się chce aż już
  5. Poznałem 2 lata temu kobietę, w której się zakochałem ze wzajemnością. Ona mężatka, mieszkała z mężem i mieszka do tej pory, ja jeszcze żonaty choć papiery rozwodowe złożone i postanowiłem odejść. Od samego początku wiedziała, że choruję na depresję. Że są momenty, że nie potrafię dać sobie kopa do życia. Na początku znajomości potrafiła powiedzieć, że to koniec z byle jakiego powodu. Takie zastraszanie. Po pół roku znajomości znalazłem mieszkanie, ale po tych zastraszaniach miałem ten lęk że zostanę sam, że muszę zostawić dzieci, nie potrafiłem się wyprowadzić, a im bardziej na mnie naciskała było tylko gorzej bo włączył mi się ten lęk. Pierwsza próba wyprowadzki nie udana. Pozostawiłem ją jak to mówiła dla własnej wygody. Ale wciąż była z mężem. Dopiero wizyty u psychologa mi pomogły pewne rzeczy zrozumieć co do wyprowadzki. Ale nie mogłem się uporać co do dzieci i bycia samemu. Odzyskałem ją w jakimś stopniu. Po dwóch miesiącach kolejna próba wyprowadzki, udało mi się. Prosiłem by się wprowadziła, ale zawsze miała jakąś wymówkę, że nie teraz. Po dwóch miesiącach bycia samemu kolejny atak lęku i strachu, jeszcze gorszy jak za pierwszym razem. Powiedziałem jej otwarcie, że nie daję rady i chce wrócić do dzieci. To gdy już się rozsypałem chciała się wprowadzić choć nie potrafiłem jej już uwierzyć. Twierdziła, że rozumie. Wróciłem do dzieci, od żony odizolowany, spałem na sofie co miała 1,4m długości bo miałem zakaz rozkładania jej. Podleczyłem się, zrozumiałem swoje błędy, że nie warto było wracać. Jestem z nią nadal ale ona dalej siedzi z mężem I za 3 razem się już wyprowadziłem na stałe. Postawiony na nogi przez psychologa i psychiatrę. Mieszkam już sam 9 miesięcy. Czasami mam chwile słabości, że będę sam ale nie poddaję się i idę dalej naprzód. Miesiąc temu partnerka mi powiedziała, że to nie ma sensu dalej ciągnąć i mnie zostawiła twierdząc, że zostawiłem ją dla żony choć była i jest ciągle z mężem. Może jestem głupi ale nie rozumiem tego, jak mogłem ją zostawić jak ona cały czas siedzi z mężem. Rozumiem, gdybym mieszkał z nia i bym ją zostawił. To ma prawo tak myśleć. Ale nie zamieszkaliśmy razem ani na tydzień a już mnie skreśliła, uważając że zostawiłem ją dla żony. Kocham Ją i niechcę jej stracić, ale się już poddaję bo zaczyna mi znow. u się depresja nawracać. Nie wiem co robić by ją przekonać do siebie i jak to wszystko uratować. Proszę o pomoc.
  6. Witam, chciałam prosić o radę i pomoc jak sobie poradzić po bardzo trudnym rozstaniu.. w którym był alko , przemoc psychiczna i fizyczna.. byłam z tym człowiekiem prawie 6 lat. Minął prawie rok od kiedy nie jesteśmy razem a mam nadal przez niego masę problemów , jestem już w innym związku i w drodze jest dziecko co teraz jest jeszcze trudniejsze bo nie mogę się denerwować. Zaznaczę iż mam depresje i stany lękowe.. nie radzę sobie kompletnie. Mój obecny Partner zna całą sytuacje od początku do końca bo wyciągnął mnie z tego piekła bardzo mi pomógł jestem mu za to bardzo wdzięczna.. ale niestety przez to że jestem nerwowa nie dogadujemy się .. mieszkaliśmy w Stolicy ale musieliśmy się przeprowadzić na wieś ponieważ robimy górę mieszkania dla Nas i dziecka które jest w drodze za 5 miesięcy urodzę dziecko i nie wiem co tak naprawdę będzie dalej.. zostało 5 miesięcy do porodu a dalej wszystko stoi w miejscu.. jestem tym strasznie zdenerwowana , mieszkamy u niego w jego rodzinnym domu na chwile obecną w jednym pokoju.. jego Matka mnie nie akceptuje bo jak twierdzi zabrałam jej ukochanego synka … dla mnie to jest strasznie dziwne bo mój Partner ma prawie 30 lat !! To normalne że ma prawo sobie ułożyć życie ! Nie jestem szczęśliwa .. co mam robić ?.. proszę o poradę.
  7. Hej, mam dziwne samopoczucie. Leżę patrząc się w sufit przez godziny i jestem tego świadoma. Ale zawsze po jakimś czasie przestaje i idę coś robić. Cokolwiek. Bo wiem, że ludzie będą pytać, a o wiele bardziej męczące niż robienie czegoś jest odpowiadanie na pytania. Wiem, że potrzebuję pomocy, ale napisanie na forum to szczyt moich możliwości by ją zdobyć. Bo ludzie będą pytać dlaczego chodzisz do psychologa itd. Też nie chcę dzwonić, w sumie nie chcę rozmawiać. Mam wrażenie, że pomoże tylko ciągle przytulanie mnie, ale nikt nie będzie marnował swojego życia by mnie przytulać. Wracając, nie chcę robić rzeczy, nie mam na to siły, ale wiem, że muszę i jestem w stanie się zmusić. Może dlatego, że mam ciężką sytuację mieszkaniową, która niedługo się skończy i na to czekam, ponieważ utożsamiam tę sytuację z moim samopoczuciem. Czasem jak zostaję sama to mam ochotę coś sobie zrobić. Fantazjuję o tym i te wymysły pomagają, ale też krzywdzą. Sprawiają, że odczuwam ulgę, ale też muszę się bardziej wysilić by się skontrolować. Ciężko jest kiedy np jestem sama i wiem, że wystarczyłoby otworzyć okno i skoczyć. Przecież nikt by mnie nie powstrzymał, to zajęłoby parę sekund, wszystko by się skończyło. Lub wziąć nóż i wbić sobie w szyję. W takich momentach pragnę by ktoś mnie przytulał i w ten sposób powstrzymał, ale zawsze ciągle jestem wtedy sama i mam szczęście, że mam silną wolę. Bo zostało mi niewiele do wytrzymania tu gdzie jestem, ale z każdym dniem jest coraz gorzej. Czy mogę skoczyć?
  8. Dzień dobry, Mam 30 lat, moja mama choruje na raka płuca. Nasze relacje były dobre, mieszkamy osobno, ona nie ma co liczyć na nikogo z rodziny oprócz mnie. Staram się ją odwiedzać, wspierać i pomagać, rozmawiać codziennie przez telefon. Ostatnio Mama zaczęła traktować mnie z dystansem i złością. Wmawia mi rzeczy, które według mnie nie istnieją. Według niej chcę żyć swoim życiem i swoimi problemami, nie bardzo się nią interesuję, jak przychodzę to chcę wyjść a jak dzwonię to chcę się już rozłączać. Nie powiem, czasem skończę rozmowę po 40-50 minutach, kiedy temat się powiela, tak, mam czasem swoje plany i nie składam wizyt kilkugodzinnych, tylko krótsze. Codzienne rozmowy kończą się moim płaczem. Mama mówi, że nie musimy się nią wcale interesować, ona sobie poradzi i nie będzie się nikim przejmować. Porównała mnie nawet do zmarłego 30 lat temu ojca, dzięki któremu wyszła "jak zabłocki na mydle". Powiem szczerze, mój stan psychiczny się pogarsza, śpię dzięki hydroksyzynie, mam zjazdy w pracy i płaczliwe momenty w rożnych częściach dnia. Nie wiem jak z mamą rozmawiać, aby nasze relacje znowu były dobre i aby doceniała moje wsparcie bo nie chcę dla niej źle. Kocham ją najbardziej na świecie i zależy mi na niej. Prosze o wsparcie...
  9. Mam 26 lat i jestem synem samotnej matki. Jestem WWO, najprawdopodobniej mam też zespół Aspergera. Od 8 lat biorę leki Rispolept na schizofrenię, którą mi wpisali w diagnozę 8 lat temu. Mam niską samoocenę, cały czas ulegam emocjom zamiast rozwiązywać problemy jak facet. Mimo że biorę leki, to moja samoocena jest na poziomie 0, mam zaniki pamięci krótkotrwałej przez co jestem znerwicowany (sprawdzam kilka razy czy wszystko wziąłem jak gdzieś jadę a i tak czegoś zawsze zapomnę). Wąskie zainteresowania oraz życie w swoim zamkniętym świecie to mój chleb powszedni mimo brania psychotropów. Nie pracuję, żyję za 1200 złotych renty miesięcznie i nie mam ochoty na cokolwiek (często potrafię cały dzień przeleżeć w łóżku i dopiero wieczorem wyjść na miasto). Szukam pomocy ale z racji niskiego dochodu nie mogę sobie pozwolić na dobrego fachowca... Chciałbym ocalić siebie ale nie umiem i psychiatrzy mi nie ułatwiają zadania (zaprzeczając diagnozie funkcyjnej ze stowarzyszenia zajmującego się autyzmem). Błagam - pomocy!!!
  10. Witam mam na imię Justyna w tym roku kończę 26 lat mam bardzo duży problem od 5 lat jestem w szczęśliwym związku bo mam super kochającego chłopaka który dla mnie wszystko robi normalnie by w ogień skoczył pomocny opiekuńczy zaradny idelany można wymieniać same jego zalet chodzi o to ze dwa lata temu obudziłam się przerażona w nocy bo przypomniała mi się kolega z czasów technikum i takie pytanie mi do głowy wleciała czy ja naprawdę kestemszczęśliwa nie wiadomo skąd przez dwa lata ciagle miałam w musli tego mojego znajomego z technikum choc nie chciałam tego bo gdy jestem z moim chłopakiem to świat się nie liczy ale ciagle w głowie mam taki strach czemu te myśli siedza mi w głowie przez te dwa lata sobie z tym radziłam ale teraz non stop siedzi mi w głowie co najlepsze ze nie byliśmy para tylko znajomymi i ja wiem ze on się we mnie zakochał ale ja mu w 2017 roku dałam do zrozumienia ze nic do niego nie czuje po szkole mieliśmy kontakt ale czysto koleżeński nigdy nas nic nie łączyło i najgorsze jest to ze przypominają mi się sytuacje gdyż np się widzieliśmy przez to ja popadam w obłęd bo naprawdę chce spędzić moje życie z moim obecnym chłopakiem ale mnie to wszystko teraz przeraża dlaczego tak mysle nawet głupia zaczęłam robić jakieś wróżby numerogiczne przez co zdaje mi się ze bardziej się nakręciłam naprawdę tak się nie przez to wszystko ze nie mogę jeść spać jedynie czego to spokojnego życia u boku mojego chłopaka
  11. Dzień dobry Mam taki problem że nic mi nie wychodzi , nie mam kompletnie pewności siebie, nie mam chumoru , nastroju , nie ciesze się z normalnych rzeczy , odczuwam ciąle smutek i strach , myśle że moje życie nie ma sensu , nie radze sobie z prostymi czynnościami , mam ciąle myśli że nic mi się nie uda np. gdy chciałbym coś zrobić , mam problem w nawiązywaniu znajomości , ciąle się o wszystko martwie i mam natłok myśli , mam problemy ze snem ( niemoge zasnąć ) , odczuwam lęk i ogromny stres w kontaktach między ludzkich , Czy to może być depresja ?
  12. Witam. Jestem 23 letnią kobietą która od dziecka zmaga się z depresją i stanami lękowymi. Jest jeszcze jeden problem, który jak się okazało ma własną nazwę - Mukofagia. Towarzyszy mi to od około 10 lat i z dnia na dzień mam tego coraz bardziej dość. Wstydzę się powiedzieć o tym lekarzowi w twarz, uważam to za coś okropnego. Czy jest jakiś sposób by walczyć z tym samemu?
  13. Witam. Jestem kobietą lat około 40. Od wielu lat szczęśliwą żoną i matką. Jednak w przeciągu wielu lat małżeństwa zdarzyła mi się fascynacja kimś innym. Nie myślałam o zostawieniu męża, cały czas go kochałam I kocham. Jednak w nasz związek wdarło się to, że w jakiś sposób zafascynowali mnie inni. Taki powiew nowości. Co zabawne, raz miałam sen, że zdradziłam męża, w śnie nie było szczegółów, po prostu obudziło mnie silne poczucie winy i przekonanie, że zrobiłam coś złego. Jestem osobą o niskiej samoocenie (choc nie zawsze) I jeśli ktoś okaże mi zainteresowanie łechcze to moją próżność. Jeśli zdarzy się to w parę dni przed spodziewaną miesiączką to już wogole dziwnie. Był czas, że długo byłam w domu z dziećmi i potem wyszlam do ludzi. Zainteresowali mnie inni, chciałam ich poznać, schlebiał mi niewinny flirt, dobrze czułam się w towarzystwie. Jednak w głowie było, że nie mogę i nie chce pozwolić sobie na nic więcej bo, kocham męża i zaspokajanie ciekawości innymi to po prostu zabicie tego co jest między nami. Jednak ze 2-3 takie dziwne fascynacje się trafiły. Jedna jak poczułam, że podobam się koledze, w jakiś sposób podkręcałam to, lubiłam spędzać z nim czas. Druga kiedy ktoś okazał mi nadmiar zainteresowania i też było przed miesiączką, chciałam poznać tego kogoś być kolo niego, ale nadal kochałam męża i kiedy to wszystko do mnie dotarło fascynacja minęła jak ręką odjął. Każda tak mijała, kiedy uświadomiłam.sobie,że wchodzę w nie te grę, a w domu mam to czego naprawdę pragnę. Całe życie musiałam.walczyc o.atencje i kiedy ktoś okaże ją to bywa , że wpadam w pułapkę próżności. Czytałam,że w długich związkach to bywa normalne, że się pokusa zdarzy, a liczy się to czy wybierzemy prawdziwą wartość. Nie wiem czy mojemu mężowi tez się to zdarza bo, on wydaje mi się krystalicznie czysty, choć był czas,że czułam się odrzucona. W tym czasie kolega zastawił pułapkę, to narcyz który lubi zwodzić, nie dałam się złapać, choć odpowiedziałam swoim narcyzmem.bo, pomyślałam to "to sobie pomarzyć mozesz" on źle odczytał sygnały, zresztą często faceci odczytują mnie źle. Pomocy bo, sumienie mnie zabija, że kocham męża nad życie, a przez próżność jestem złą żoną. To wszystko o czym pisze, działo się jakby na równoległej płaszczyźnie bo, nigdy nie przestałam kochać, a jednak wpadałam w sidła fascynacji, raz tak silnej, że chciałam poznać kogoś i wogole lepiej wyglądać. To właśnie uświadomienie, że to chore sprawiło, że fascynacja odeszła i nigdy nie wróciła, a zdarzyła się przed okresem. Uświadomiło mi to tez po raz kolejny jak.bardzo.kocham męża i dzieci. Proszę o pomoc. Czy ze mną coś nie tak?
  14. Witam Zastanawiam się tak czy w ogóle warto jeszcze żyć w czasach wojny, inflacji, drożyzny jak się jest już w wieku średnim (43lat). Następnie będzie stagflacja, bezrobocie, brak paliw i dalej pewnie III wojna światowa! Miałem marzenia których nie zrealizowałem do teraz. Chciałem wyjechać za granicę do pracy swoim w zawodzie. Do teraz mi się to nie udało. Przerwało mi to pandemia i co za tym idzie pogorszenie stanu psychicznego i przerwy w nauce języków. Teraz jeszcze dobiła mnie psychicznie wojna w Ukrainie. Nie mogę też znaleźć też pracy w kraju by dorobić to renty. Myślałem nawet uciec do Kanady i starać o status uchodźcy bo boję się polskich szpitali psychiatrycznych i wybuchu wojny u nas. Ale stwierdziłem, że chyba nie mam po co żyć dalej! Może jak byłbym młodszy to by jakoś te kryzysy przeczekał, ale już 50-tka puka do mnie!
  15. Cześć Jestem tu nowa... Potrzebuję wsparcia, chciałabym pogadać, wyżalić się. Niedawno (1,5 miesiąca temu) rozstałam się z toksycznym mężem. Może ktoś był/jest w podobnej sytuacji i chciałby porozmawiać. Szukam przyjaciół Jeśli potrzebujesz wsparcia - postaram się pomóc Ania
  16. Zauważyłem po sobie, że mam lekką depresję, tzn. rozwiązałem test i mi tak wyszło, czuję też częsty smutek itd. Problem wynika, z tego, że kiedyś miałem mnóstwo kontaktów z bardzo atrakcyjnymi kobietami, teraz potrafię iść na imprezę i stać przez 5 godzin nic nie robiąc. Moje zaczepki w internecie praktycznie zawsze są zlewane. W pracy też nie idzie najlepiej, obiecana po roku podwyżka nie pojawiła się nawet po 3 latach, poza tym delikatny mobbing ze strony nowego przełożonego. Nie odczuwam potrzeby kontaktu z kolegami i wykonywania z nimi jakichkolwiek aktywności, na wielu osobach się zawiodłem. Interesują mnie tylko kobiety. Uważam, że mój wygląd też mocno stracił, utrata włosów itd. Mam 31 lat i czuję, że problem narasta. Środki farmakologiczne kiedyś brałem, ale to nie jest rozwiązanie, myślę, że staczanie się w karierze jest tutaj głównym powodem. Brak skromności przy pisaniu cv itd. Czy dobrze coś jest w tym kierunku robić poza szukaniem nowej pracy? Fakt, że znalezienie nowej pracy ze względu chyba na brak skromności mi po prostu nie wychodzi.
  17. Dzień dobry, Poszukuję pomocy dla mojej siostry. Chciałabym dowiedzieć się jak mogę jej pomóc. Siostra 8 miesięcy temu urodziła syna. Po jakichś 2 / 3 miesiącach wpadła w baby blusa. Niestety teraz jest coraz gorzej. Otwarcie przyznała, że cierpi na depresję. Przez rosnące obecnie stopy procentowe, bardzo wzrosła im rata kredytu hipotecznego. Do tego siostrze w lutym nie przedłużyli umowy o pracę. Jak sama powiedziała, ma już dość małżeństwa, macierzyństwa, kredytu, dosłownie wszystkiego. Sama nie chce zgłosić się do psychologa, czy psychoterapeuty. Dlatego ja zwracam się z prośbą o pomoc. Jak z nią rozmawiać? Jak jej pomóc? Co zrobić, żeby z tego wyszła i żeby jej się nie pogorszyło. Będę Państwu bardzo wdzięczna za wszelką odpowiedź. Pozdrawiam
  18. witam serdecznie mam mały problem i juz nie wiem jak sobie poradzić mój były maź mnie wykańcza nie jestesmy ze soba 1,5 roku , mamy wspólna corkę ktora ma 7 lat ze wzgledu na moja prace czesto jest u taty na poczatku bylo ok nagle po pol roku moj byly czepia sie o wszystko mala przyniosla ostatnio wszy z przedszkola a on do mnie zaczol skakac ze to moja wina jak ja jej myje glowe jak musze nie dbac o mieszkanie ze dziecko wszy zalapalo, ( ja wiem ze to po czesci jest gadanie tesciowej bo ona zawsze mnie nie lubiala bo nie gralam tak jak ona chciala) pani w przedszkolu tlumaczyla mu ze wszy zdarzaja sie czesto w przedszolu ale on dalej swoje.. nastepna akcja dzieci bawily sie w pokoju córka nie fortunnie upadla podczas biegania złamała reke oczywiscie moja wina jak ja jej pilowalam... wyzwiska ze pożaluje ze nie moze sie doczekac mojej mordy w sądzie że mi mops naśle ja juz nie daje rady psychika mi siada. złozylam wniosek o alimenty o smieszna sume po 300 zł .. ten dostal wezwanie na rozprawe przyszedł do mnie do pracy zrobil mi awanture jakie alimnety co ja sobie mysle ze jestem materialistką . co mam zrobic? bo jeszcze troche i nie wytrzymam nie mamy rozwodu...jeszcze..
  19. Witajcie! Nie wiem czy to forum jest odpowiednim miejscem,do zamieszczenia takiego ogłoszenia,ale kiedyś już dodawałam tutaj swoje ogłoszenie i udało mi się nawiązać kontakt z naprawdę fajnymi osobami,także postanowiłam,że spróbuję ponownie (Proszę o przeczytanie całego ogłoszenia, jeżeli macie ochotę do mnie napisać, by każdy wiedział jakiego rodzaju kontaktu szukam i sam mógł zdecydować, czy jest zainteresowany, czy też nie - email jest na samym dole) Zanim zaczniecie czytać mój opis,chcę żebyście potraktowali wszystko o czym napisałam,poważnie i żeby pisały do mnie tylko i wyłącznie osoby które poszukują dokładnie tego samego co ja,ponieważ mają takie samo zdanie dotyczące relacji z innymi ludźmi,niż ktoś kto z góry wie,że ani nie lubi obszernych wiadomości,ani też nie ma czasu i nie odczuwa potrzeby,nawiązania trwałego kontaktu,opartego na codziennych rozmowach.Zależy mi również i na tym,żeby nikt nie pisał do mnie z nudów czy litości.Nie chciałabym doświadczyć tego,żeby ktoś z was zmuszał się do kontaktu ze mną,jeżeli sam nie odczuwa chęci napisania do mnie wiadomości po przeczytaniu tego wszystkiego,bądź jeżeli kompletnie nie zgadza się z treścią,mojego ogłoszenia.Uważam,że nie ma nic gorszego,niż zmuszanie się do relacji z jakimkolwiek człowiekiem.Sama też jestem osobą bardzo szczerą,która od razu woli „wyłożyć karty na stół” niż udawać kogoś kim nie jest,co wiele razy doprowadza do późniejszych nieporozumień. Zacznę od tego, że swoje poszukiwania „bratniej duszy” zaczęłam już jakiś czas temu. Nigdy nie narzekałam na brak kontaktu z innymi ludźmi, ale od zawsze brakowało mi takiej „głębi” w rozmowach i osób, z którymi miałabym naprawdę dobry kontakt.Takich, z którymi mogłabym porozmawiać na dowolne tematy i to niekoniecznie tylko na takie, które mają za zadanie kogoś rozbawić. Poznać nowe osoby można dosłownie wszędzie, ale bardzo ciężko jest trafić na takie osoby, które potrafią okazać zaangażowanie daną relacją z innym człowiekiem. Nie mam takiej relacji i chciałabym to zmienić,chciałabym wreszcie zobaczyć czyjeś zaangażowanie i zbudować silną przyjaźń opartą na zrozumieniu, szacunku i organizowaniu czasu. Czas jaki spędzamy z innymi osobami jest bardzo ważny w budowaniu relacji z innymi i o ile rozumiem,że każdy może mieć czasami bardziej zajęty dzień,tak nie zgadzam się z tym,że ktoś komu naprawdę zależy na przyjaźni i poznaniu kogoś nowego,zawsze stawia coś,lub kogos innego,przed nami.W życiu każdego z nas są rzeczy ważne i ważniejsze i czasami musimy postawić coś lub kogoś na pierwszym miejscu,ale każda osoba której zależy na trwałej relacji,zawsze znajdzie dla nas czas - chociażby te przysłowiowe 5 minut w ciągu dnia. • Chciałabym znaleźć osoby zainteresowane codziennym kontaktem. Dlaczego chciałabym rozmawiać codziennie? Nie brakuje mi osób do pogaduszek od czasu do czasu na tematy błahe i gdybym szukała tego rodzaju relacji, mój post z pewnością nie byłby aż tak treściwy. Jak wspomniałam też powyżej bardzo łatwo znaleźć jest osoby, które odzywają się raz na miesiąc, tydzień, czy raz na kilka dni (dlatego też tym razem, szukam innej relacji) Wolałabym żeby pisały do mnie osoby które mają czas oraz ochotę (same z siebie, nie ze względu na mnie) na codzienny kontakt. • Jeżeli komuś zależy na jak najszybszym spotkaniu, zamiast internetowych rozmów (co w zupełności rozumiem) odpadam. Nie mam nic przeciwko spotkaniom z nowo poznanymi osobami, ale zanim zdecydowałabym się na taki krok, wolałabym lepiej kogoś poznać (powymieniać się wiadomościami przez jakiś dłuższy okres czasu, żeby przekonać się, czy w ogóle dobrze się ze sobą, dogadujemy) dlatego też, nie ma to dla mnie żadnego znaczenia gdzie mieszkacie. • Nie odpisuję na żadne wiadomości, które zawierają w treści tylko jedno zdanie (oraz ogólnie mówiąc – na takie,które nie wzbudzają mojego zainteresowania.Nie mam zamiaru nikogo zwodzić,tym samym zmuszając się do czegoś) Mam też przesyt wiecznych pytań typu „Hej, co tam?” czy „Jak ci minął dzień?” Nie chcę żeby ktokolwiek zrozumiał mnie źle,w tego typu wiadomościach/pytaniach nie ma absolutnie nic złego, ale jednak wolę rozmowy z osobami, które potrafią okazać więcej zainteresowania rozmową (w szczególności na samym początku) Wolę dłuższe wiadomości. Uważam, że dzięki tego typu wiadomościom,lepiej jest odnieść się do czegoś w rozmowie i ją kontynuować. Pytania „Powiesz coś o sobie?” też nie są moimi ulubionymi. Jeśli masz jakieś pytanie, chcesz się czegoś dowiedzieć – spytaj. Sama siebie uważam za osobę otwartą i chętnie odpowiadam na pytania. • Nie wykluczam przeniesienia się na jakiś komunikator, ale dopiero wtedy, kiedy okazałoby się, że dobrze się z kimś dogaduję. Najpierw wolałabym rozmowy przez e-mail. • Proszę by pisały osoby od 18 - 35 lat - sama mam 26 Nie czuję się komfortowo pisząc z osobami które nie mają ukończonych 18 lat ani też z kimś,kto mógłby być moim rodzicem. Jeżeli o mnie chodzi,albo odpisuję od razu (po przeczytaniu wiadomości) albo też i wcale.Nie zwlekam z odpowiedzią na wiadomości którymi jestem zainteresowana,wmawiając ludziom że "jestem zajęta" gdyby tak było - nie byłoby mnie tu.Sama też nie mam pretensji do ludzi,którzy nie odpisują na moje wiadomości,jeżeli dotyczy to początku relacji I mojej pierwszej odpowiedzi,wysłanej do kogoś.Każdy ma w końcu prawo wyboru i nie każdy "jest dla każdego " Czasami ktoś robi na nas dobre wrażenie i od razu chcemy nawiązać z tą osobą relację z kolei są i takie sytuacje,że jest zupełnie odwrotnie i to jest całkowicie,normalne.Wolałabym jednak,żeby osoby które mają zamiar ze mną pogadać,odpisywały na moje wiadomości dość szybko - bym wiedziała na czym stoję & czy ktoś taki w ogóle chce zacząć,rozmowę.Jeżeli ktoś z was miałby zamiar odpisać na moją wiadomość,ale po kilku dniach od otrzymania jej,nie róbcie tego - w takich sytuacjach zazwyczaj nie odpisuję,ponieważ to co napisałam tutaj,nie jest tu - bez powodu.Dlatego też wielokrotnie w tym ogłoszeniu podkreśliłam to,żeby pisały tylko osoby,które same mają czas i ochotę,by korespondować często. Gdyby ktoś pisząc ze mną, nie czuł się dobrze można mi od razu o tym powiedzieć i zakończyć kontakt w normalny sposób, bez „znikania” ani obwiniania się za to, że coś nie wyszło. Często w swoim życiu spotykam się z tym, że mimo iż czyjeś oczekiwania względem przyjaźni są podobne, brakuje tej chemii w rozmowach w wyniku czego, ludzie zrywają kontakt i to nawet i wtedy,kiedy wydaje się,że wszystko jest „OK” Wiem też, że nie każdy dobrze radzi sobie z „odrzuceniem” ale nie należę do takich osób.Zerwanie kontaktu po kilku wiadomościach, bądź nawet kilku dniach rozmowy, nie jest czymś, co w jakikolwiek sposób doprowadziłoby mnie, do rozczarowania z prostego powodu – to zbyt krótki okres czasu, żeby się do kogoś przyzwyczaić czy polubić.Jeżeli ktoś ma udawać kogoś kim nie jest i rozmawiać z kimś tylko i wyłącznie z nudów albo łaski, lepiej jest się rozstać.Wolę jeżeli takie sytuacje mają miejsce na początku,niż wtedy,kiedy zdążę się już zaangażować.Chcę jednakże zaznaczyć,że NIGDY nie zignorowałabym osoby,z którą bardzo dobrze by mi się rozmawiało bądź z taką,z którą złapałabym już bliższy kontakt.Mając na myśli to,że nie odpowiadam na wiadomości,którymi nie jestem zainteresowana,sugeruję jedynie to,że pierwsze 3 wiadomości są decydujące.Nigdy nie popierałam zmuszania się do czegokolwiek,czego nie mieliśmy ochoty zrobić & kontakt zbudowany na dyskomforcie - nigdy nie będzie udany. Dlaczego nie wypisałam swoich zainteresowań? Nie widzicie tutaj listy moich zainteresowań, ponieważ dla mnie o wiele bardziej niż to, co lubicie –liczy się wasza osobowość! W relacjach międzyludzkich największą uwagę przywiązuję do cech osobowości. Zdecydowanie bardziej liczy się dla mnie to, czy ktoś jest szczery, rozmowny, wyrozumiały i miły – niż to, jakiego rodzaju ktoś lubi filmy bądź muzykę.(Dla mnie rozmowy o filmach czy muzyce i szybkie pytania,to tylko dodatek do rozmowy o czymś innym) Wiem,że to dość nietypowe,ale o wiele bardziej wolę wiadomości,w których ktoś pisze mi o tym,dlaczego do mnie napisał i jakiego rodzaju przyjaźni szuka,niż ktoś kto zaczyna wiadomość wypisując mi tylko swoje zainteresowania.Żadna z moich bliższych znajomości nie była zbudowana tylko dzięki podobnym zainteresowaniom,ale w dużej mierze,dzięki podobnym poglądom na wiele spraw - w tym,przyjaźń.Zdaję sobie sprawę z tego,że będzie mi ciężko znaleźć taką osobę,ale dodając to ogłoszenie,nic na tym nie tracę + najważniejsze jest to,żebyśmy mi sami,byli zadowoleni z decyzji,jakie podejmujemy w życiu. Mam na myśli jedynie to, że zdecydowanie bardziej dogaduję się z osobami z którymi łączy mnie podobne podejście do życia, takie samo bądź bardzo podobne zdanie na wiele tematów, niż wspólne bądź odmienne,zainteresowania. Przyjaźniłam się z wieloma osobami o zupełnie innych zainteresowaniach niż moje co absolutnie nie wpływało na jakość naszych rozmów, czego nie mogę powiedzieć o osobach, z zupełnie innymi poglądami dotyczącymi wielu tematów, bądź oczekiwaniami względem przyjaźni. Zdaję sobie sprawę z tego, że po przeczytaniu jednego ogłoszenia nie można stwierdzić czy udałoby nam się „znaleźć wspólny język” Chodzi mi o to, że ludzie czytając to ogłoszenie, sami wiedzą najlepiej czy szukają tego co ja, czy czegoś zupełnie innego. Każdy w końcu ma swoją własną definicję przyjaźni. Jeżeli chodzi o podobne podejście do życia, czy zachowania – mogę dla przykładu napisać tutaj, że strasznie nie lubię chamstwa oraz osób które są bardzo sarkastyczne i wiem, że z takimi osobami raczej bym się nie dogadała. Strasznie nie podoba mi się wieczne używanie wulgaryzmów w rozmowie,oraz wiecznie używany sarkazm i obracanie dosłownie wszystkiego w żart. Liczę się z uczuciami innych ludzi i wiem, że czasami coś takiego zamiast kogoś rozbawić, może urazić. Zanim ktoś zacznie mnie oceniać czytając to,co napisałam powyżej,chcę zaznaczyć, że doskonale ROZUMIEM to, że nie każdy ma czas na codzienne rozmowy oraz i to, że nie każdy ma taką potrzebę.Zrozumiałe jest również i to,że niektórzy ludzie (nawet ci którym bardzo zależy na przyjaźni ) mają inne potrzeby i szanuję to.Nie chcę jednak nikogo oszukiwać lub dawać ludziom złudnych nadzieji,wiedząc czego sama oczekuję.Dlatego też Jeżeli wiecie, że nie tego szukacie – po prostu do mnie nie piszcie.Nie piszę tego wcale z żadnej złośliwości tylko po to, żeby nikt z nas nie czuł się źle. Zawsze stawiam na komfort.Tak samo jak ktoś może nie chcieć rozmawiać codziennie, ja nie chcę rozmawiać z kimś sporadycznie.Zawsze staram się unikać konfliktów oraz innych nieprzyjemnych sytuacji. Nie chciałabym nikogo ignorować, stąd też wszystko jest szczegółowo opisane. Jestem osobą niesamowicie rozmowną i potrafię rozwinąć dowolny temat oraz bardzo zaangażować się w daną relację,ale nie ukrywam tego, że jeżeli nie widzę żadnego zaintresowania rozmową „po drugiej stronie” sama też niczego na nikim nie wymuszam i zazwyczaj w takich sytuacjach, kontakt się urywa. Mimo, że zależy mi na tym żeby się z kimś zaprzyjaźnić, nie jestem nachalna i mam szacunek do siebie. Nie mam zamiaru ciągnąć nikogo za język.Przyznam się szczerze że osobiście wolałabym porozmawiać z osobami które też przeszły coś w życiu i chciałyby czasem podyskutować o swoich problemach niż z osobami które unikają „negatywnych tematów” bo wolą rozmawiać o czymś wesołym. Oczywiście, zawsze dobrze jest się pośmiać i oderwać od smutnej rzeczywistości ale jednak uważam,że takich osób jest bardzo dużo. Natomiast osób które zamiast zmieniać niewygodny temat i mówić innym „Przestań narzekać”? Sądzę,że niezbyt wiele.Nie przeszkadza mi słuchanie o czyichś problemach dlatego,że sama przeszłam w życiu to i owo i uważam że jeżeli pomiędzy dwiema osobami jest jakiś wspólny mianownik – zawsze łatwiej jest się zaprzyjaźnić i czuć komfortowo z osobą z którą się rozmawia. Nikt nie powinien być pozostawiony sam sobie i walczyć ze swoimi trudnościami sam. Czasami najzwyklejsza rozmowa, wygadanie się, narzekanie, w towarzystwie kogoś kto to rozumie i zamiast wiecznego wysyłania na terapię (nie mam nic przeciwko terapiom) wesprze taką osobę, jest bardzo pomocne. Ludzie często uciekają od rozmów o problemach, nie zdając sobie nawet sprawy, że najzwyklejsza rozmowa potrafi przynieść ukojenie. Czasami jedyne czego chcemy, to wsparcie bez żadnego oceniania nas czy tylko pustych słów typu „wszystko będzie super”. Wiele osób zamiast tego woli usłyszeć „w razie czego zawsze możesz na mnie liczyć” i wiedzieć, że w razie potrzeby ktoś zawsze ich wysłucha. Na sam koniec dodam jeszcze jedno. Strasznie nie podoba mi się dawanie komuś rad, nie będąc o nie pytanym oraz krytykowanie kogoś za to, że ktoś się z kimś nie zgadza. Każdy człowiek ma prawo żyć tak jak chce, o ile nie krzywdzi nikogo innego. Sama też nie znalazłam się tutaj po to, by ktoś mnie pouczał (więc proszę,jeżeli nie chcecie do mnie napisać i nie zgadzacie się z moim ogłoszeniem - zignorujcie je) Na świecie jest już i tak wystarczająco nieprzyjemnych sytuacji. Ludzie nie powinni być krytykowani tylko i wyłącznie za to, że nie są tacy, jak inni od nich oczekują.Niech każdy znajdzie własne szczęście Prosiłabym,żeby osoby zainteresowane rozmową ze mną,pisały bezpośrednio na adres e-mail Pozdrawiam julita.warer@wp.pl
  20. Nie wiem czy to właściwy dział czy powinnam to podpiąć do problemów w związku, ale to problem właśnie chyba z własną wartością. Jestem kobietą i mam 28 lat. Zacznę od tego że całe życie mam niską samoocene, po wielu próbach udało mi się znaleźć idealnego mężczyznę dla siebie. Gdy się poznaliśmy bardzo mi się utyło. On jest szczupły, wysoki bardzo mnie pociąga fizycznie, od tego czasu minęło pół roku ponad jak jesteśmy razem.Dla niego wyjechalam za granice, dużo schudłam, było dobrze do czasu aż nie odkrylam że on na filmach pornograficznych oglada tylko szczupłe dziewczyny/nastolatki, chude tak że nie mają piersi w większości A przez skórę przeswituja zebra. On uwaza ze nie lubi chudych tylko "szczupłe" po wielu rozmowach przyznał się że mu się podobają "szczupłe" że jego ex takie były. Jedna z jego byłych była chuda jak te z filmikow i wysoka. Ale to nie zmienia faktu że ja też mu się podobam i nieważne ile waże. Po tym koniec,zabronilam mu ogladac te wieszory na porno. I od tej pory chce pracować nad sobą aby być chude jak one aby to miał w domu A nie fantazjowal. Boję się że jak zajdę w ciążę i utyje znowu a on będzie się onanizował do filmikow z chudymi kobietami będzie mi przykro. On to robi jak idę do pracy bo pracujemy na zmiany, już mu tak zmeczylam psychikę że mówi że już tak nie robi ale i tak mu nie ufam i w pracy mam paranoiczne myśli, że jak zostaje sam w domu to się onanizuje do szczuplych dziewczyn. Boję się wtedy też że myśli o ex że przypomina sobie sytuacje erotyczne z nimi bo takie miały figury. Skoro podobają mu się moje kształty nie mogę zrozumieć dlaczego oglada te obrzydliwe chude laski. Myslalam ze faceci wolą krągłości. Nienawidzę tych chudszych od siebie i szlag mnie trafia jak w sklepie jest fajny ciuch w rozmiarze s/sx albo jak taka przechodzi po ulicy to od razu myślę że mój by się chętnie na taka pogapil albo z taka seks uprawiał. Że tylko dlatego że mnie kocha tak mówi że mu się podobam A w rzeczywistości marzy o takiej chudej jak jego ex albo te z porno. Na początku też mi robił wytyki co do mojej figury, mówil że nie robił tego w złej woli że to były żarty albo chcial mi dac motywację do ćwiczeń bo dużo mówiłam A mało robiłam i jadłam słodycze a potem mu narzekalam. To też bardzo zapamiętałam. Chciałabym się zaglodzic do kości. Trochę się boję o siebie bo zaczynam mieć leki przed jedzeniem. Nie umiem zaakceptować jego preferencji seksualnych tego że go pociągają chude dziewczyny. Zanim go poznałam i przyjechałam tutaj nie miałam aż takich problemów. On mnie w nie wpedzil,to jego wina czasem go nienawidzę za to masturbowanie się do chudych. Pewnie gdybym mu nie zabronila z przyjemnością by to robił. Twierdzi że nakręca się myśląc o nas o naszych zblizeniach A potem włącza porno aby poszło szybciej .i co ? Myśli o moich piersiach, tyłku A potem kończy gapiac się na jakąś chuda deske? I myśląc pewnie o swoich ex. Zabronilam mu ogladac porno, kontroluje go i sprawdzam. Ten problem się ciągnie miesiacami i już nie wyrabiam ze sobą, nie potrafię przestać o tym myśleć, niszcze nasza relacje i za zadne skarby nie umiem tego przyjac na spokojnie że on tak ma. Próbuje sobie mówić że to tylko taki fetysz , ja też mam A on mi nie robi jazd o to. Mam obsesję na punkcie jego ex i tego ze nie wygladam jak one i że wszystkie dziewczyny z ktorymi sie umawial byly drobnej budowy i szczuplej. Kiedy mnie denerwuje to mu wygarniam że nie bede taka chuda jak jego ex.(używam imienia). Mam 177 ok i waże 72kg ,nigdy nie byłam drobnej budowy, jego ex też była wysoka ale miała drobna budowe i byla chuda z natury. Ja musze sie niezle napracowac i pilnowac aby wygladac jak ona albo te chude nastolatki (18+).
  21. Dzień dobry Nazywam się Paweł jestem z mam 37 lat wykształcenie wyższe pedagogiczne: wychowawca więzienny, kurator sądowy. Pracuję obecnie Urzędzie Państwowym. Od 12 lat jestem żonaty mamy 2 dzieci 8 letnią córkę oraz 16 letnią żony z 1 małżeństwa. Postanowiłem do Państwa napisać z uwagi na problemy osobiste /domowe/małżeńskie i już nie daje sobie rady sam poradzić. W naszym małżeństwie nie było może nigdy idealnie lecz od kilku lat jest coraz gorzej i jestem już naprawdę w desperacji. Nasze problemy małżeńskie nie wiem z czego się wywodzą może to wina tego ze faktycznie jestem trochę leniwy czasem zdarza mi się powiedzieć żonie, że w danej chwili czegoś nie zrobię albo przełożę coś na drugi dzień. Był czas, że straciłem stała pracę kierowniczą posadę i słabiej zarabiałem w tamtym czasie szczególnie żona upokarzała mnie przedstawiała jako nieroba ze jestem nikim bo zarabiam mniej niż ona ze jestem beznadziejny do niczego itp. Często wywyższała się, że to ona zarabia więcej nawet jeśli było to o 100zł nie pozwalała mi nic kupić np. gazety czy napoju mówiąc ze jak zacznę zarabiać jak dyrektor to sobie będę mógł kupować. Mamy kredyty więc nie mamy nadwyżki gotówki lecz raczej nigdy na nic nie brakuje dzieci maja różne zajęcia pozalekcyjne i co tylko potrzebują. Takie podejście żony mocno we mnie uderzyło i choć było to dość dawno to do tej pory we mnie siedzi. Poza kwestiami finansowymi chodzi przede wszystkim z resztą o jej podejście do mojej osoby. Fakt jest taki, że żona ma sporo na głowie zajmuje się finansami (ja raczej nie mam dostępu do naszego konta każda moja wydana złotówka musi być uzasadniona i uzgodniona) ogólnym zarządzaniem czy to organizacją zajęć dla dzieci korepetycjami, rachunkami, reklamacjami. Staram się udzielać jak tylko potrafię sprzątanie gotowanie pranie zawożenie wszędzie (tylko ja mam prawo jazdy) zakupy, jestem dość zamknięty w sobie i bojaźliwy dlatego jakiekolwiek sprawy zazwyczaj załatwia żona jest przebojowa i świetnie załatwienie każdej sprawy jej wychodzi. Nie ma dla niej rzeczy niemożliwej. Kwestia w tym, że od kilku lat miedzy nami jest coraz gorzej uważam że żona traktuje mnie co najmniej źle wręcz jak wroga. Ciężko opisać uczucie jakie mi towarzyszy. Zona mówi ze mnie nie kocha a wręcz nienawidzi ze ma mnie dość ze jestem nikim obibokiem leniem, że nie jestem prawdziwym facetem że ciągle się źle czuje itp. (mam dość poważne problemy zdrowotne astma, nadciśnienie, cukrzyca, migreny, wręcz codziennie mnie boli praktycznie głowa) cały czas mówi mi ze jestem nic nie wart , że każdy inny jest lepszy a jeden położył sam kostkę brukową, drugi sam położył trawnik, kolejny zbudował huśtawkę. (przyznaje nie mam pojęcia o takich technicznych rzeczach wiem moja wina i faktycznie nie zabieram się za takie rzeczy bo zawsze mi nie wychodziło poza tym wychodzę po części z założenia , że od tego są zawody różne że ludzie są wyszkoleni w pewnych kwestiach i mają o tym pojęcie. Jak by tak każdy wszystko robił sobie sam no to niepotrzebni są lekarze piekarze murarze wystarczył by youtube ale ci ludzie tez muszą z czegoś żyć). Codziennie czuje się przez takie traktowanie wręcz upodlony sprowadzony na margines. Nie wolno mi się w domu praktycznie odzywać zazwyczaj od razu żona mnie upomina i sprowadza na ziemię, nie wolno mi zwracać uwagi dzieciom czy ich w pewnym stopniu wychowywać. Żona nie okazuje w stosunku do mnie żadnych najmniejszych uczyć jest jak zimny głaz, nigdy nie zdarzyło się jej powiedzieć cos dobrego, pochwalić powiedzieć miłe słowo. Słowo Kocham Cię wypowiedziała chyba tylko raz na naszym ślubie od tamtej pory nie przechodzi jej przez gardło, nie umie powiedzieć przepraszam bo uważa ze nic nigdy nie jest jej winą zawsze i wszystkiemu jestem winny ja. Potrafi doskonale manipulować ludźmi i wszystko przekładać na swoją stronę nie potrafię zrozumieć jak można być tak nieuczciwym i tak manipulować wszystkimi sytuacjami i ludźmi. Wszystko co robię jest źle nie tak jak sobie życzy, nigdy nie była zadowolona z wykonanej przeze mnie pracy/zadania zawsze wytyka co jest źle. Np. posprzątałem salon tak jak to przed świętami kurze witryny podłoga odkurzona zmyta wypastowana, i specjalnie w rogu zostawiłem malutki paproszek. Wchodząc do domu stanęła w drzwiach w kurtce rozglądnęła się no i zrobiła awanturę ze nie posprzątane ze do niczego ze tak niedokładnie ze tak na odwal jak robię to sobie mogę wcale nie robić. Nie zauważyła tego że naprawdę włożyłem w to 9 godzin pracy tylko zauważyła to że był ten paproszek. Albo np. jak z rana chcę zrobić śniadanie dla rodziny czy dla dzieci i kuchnia jest nieposprzątana do końca z wieczora to jest wielka awantura , że najpierw się sprząta a później dopiero można coś robić. W ty momencie osobiście dla mnie ważniejsze jest nakarmienie głodnych dzieci. Ale może faktycznie źle robię. Po powrocie z pracy (wracamy o 16.30) tez jeśli cos jest w kuchni to jak żona się zabiera za porządki najpierw to obiad jemy dopiero po 18 i dzieci często czekają głodne. Osobiście uważam ze z takim sprzątanie nic się nie stanie jak by się poczekało do czasu po obiedzie. Z żoną tak naprawdę nic nas nie łączy strasznie boli jej traktowanie wyśmiewa mnie, że zgrywam ofiarę ale naprawdę jej zachowanie do mnie jest takie podłe to poniżanie ubliżanie od jakiegoś czasu bo takich kilku godzinach ataku na mnie niestety zdarza mi się nie wytrzymać nie powstrzymać emocji i powiedzieć żonie „zamknij się” itp. albo strasznie ją wyzwać od kur… ale to jest kompletnie niekontrolowane i strasznie tego żałuje . Ale nie potrafię znieść takiego traktowania Joseph Goebbels powiedział „kłamstwo powtórzone tysiąc razy staje się prawdą” i faktycznie to jest prawda bo czuje ze jestem zerem, śmieciem, nikim, nie jestem męski i to wszystko co mi mówi żona stało się moją prawdą. Z żoną nie łączy nas czułość , namiętność ani uczucie nigdy sama z siebie nie przytuliła nie pocałowała o czymś więcej to mogę tylko marzyć. Gdzieś tak od 6 lat praktycznie jakiekolwiek pożycie ustąpiło tzn. jest jakieś 3-4 razy w roku łącznie jakies kilkanaście minut. Żona mówi że musi się do tego zmuszać. Ubliża mi ze mam takiego małego ze każdy inny ją lepiej zaspokajał i takie rzeczy. Ehh. Kiedyś opowiedziała mi że po rozwodzie była z facetem i tez się zmuszała że robiła to z nim kiedy tylko sobie tego życzył . To bardzo we mnie siedzi. Wiem to głupie ale niestety. Ja niestety ale potrzebuje zbliżenia czułości miłości po prostu bliskości wiem że to nie męskie ze taki jestem rozlazły jak to ona mówi ale żona jest tak zimna i oschła. Często siedzę w nocy ze łzami w oczach i nie wiem co ja mam zrobić żeby było lepiej żeby zobaczyła we mnie człowieka nie wroga i śmiecia. Nie potrafi wyrażać uczuć ona nie ma uczuć. Na dzieci też ciągle krzyczy. Zawsze tylko krzyczy i ma pretensje o wszystko nie umie rozmawiać, nie wiem może nie chce. Żona potrafi być strasznie złośliwa kiedyś np. pytałem czy mogę na chwile laptopa leżał nie używany, nie pozwoliła mi ja niestety go wziąłem żona mi go wyrwała i rozbiła. Bardzo interesuję się piłką nożną w weekendy wieczorem lubię obejrzeć mecz bywało często że jak się zapytałem czy mogę włączyć mecz to żona nie pozwalała i złośliwie włączała na aplikacji jakąś powtórkę programu albo kolejny serial. Zdarzyło się że próbowałem zabrać pilota błagałem prosiłem ale wtedy biła i wyrywała kable. Kiedyś tak mi wybiła bark że od kilku lat zdarza się ze mi wypadnie ze stawu. Kilka razy już myślałem o odebraniu sobie życia. Nie raz szukałem w internecie odpowiedniej mieszanki i dawki leków ale bezskutecznie,albo może za słabo sie starałem. Kiedyś też trzymałem już nóż w ręku na szczęście w tej chwili przychodziły mi na myśl moje dzieci… i odkładałem nóż. Ale nie wiem jak ja długo tak jeszcze wytrzymam. Cóż żona jednak twierdzi że to ja jestem oprawcą nie powiem nie jestem idealny zostawiam ubrania na krześle czy np. przekładam cos do zrobienia na później ale chyba nie jestem, aż tak złym człowiekiem. Nie wiem jakie miałbym zadać konkretne pytanie co do mojej sytuacji. Co mam zrobić ? rozwieść się ? to by dzieci ucierpiały najbardziej .A tam to żona dopiero pokaże na co ją stać i jak zmanipuluje wszystkimi. Bardzo proszę o jakąś poradę choćby najmniejszą. Przepraszam że zawracam głowę. Pozdraiwam Paweł .
  22. Dzień dobry, jestem na skraju wytrzymałości… szukam pomocy/wsparcia dla rodziców dzieci z Zespołem Aspergera. Mój 10-letni syn jest niesamowity, zdolny i inteligentny. Nie ma żadnych problemow z nauką. W szkole jednak jest postrzegany jako cham, bachor, źle wychowany, niegrzeczny. Każdy dzień jest walką. Jego - z kolegami i nauczycielami, ponieważ nie potrafi właściwie się komunikować, nie rozumie, odpowiada zbyt szczerze lub upiera się przy swoich postanowieniach, i moja- z otoczeniem, z systemem, z rodzicami innych dzieci, z nauczycielami :((( Brak mi sił… Syn zaczyna mieć poczucie winy i zaniżone poczucie własnej wartości. A ja- myśli… bardzo negatywne, destrukcyjne :(((
  23. Witam. Mój problem polega na tym że mam problem ze zmotywowaniem się do pracy. Pracowałam na różnych magazynach i po prostu mam dość pracy w której się nie rozwijam i nie wyobrażam sobie spędzić tam reszty życia. Jestem kobietą i mam 29 lat czuję że mogła bym robić coś lepszego ale nie mam niestety szkoły ukoncoznej tzn zawodu i za wiele nie mogę. Mieszkam w UK i zrobiłam sobie 2 kursy związane z włosami i czasem dorabiam tak z domu ale wiadomo nie mam klientek codziennie bo fryzjerką nie jestem choć myślałam o tym to nie mogę że najpierw zmotywować do jakiejś kowliek pracy chociażby na magazynie żeby zarobić na kurs. Dołuje mnie to strasznie nie mam motywacji rano wyjść z łóżka i jak nie pracuje to tak spędzam cały dzień. Mój chlopak z którym jestem rok, pracuję na nas jak narazie i też mi z tym źle bo zawsze byłam zaradna i zawsze sobie sama radziłam a ostatnio cos się że man dzieję nie tak że żadna praca mi nie pasuje non stop je zmieniam I aktualnie jestem bez pracy. Potrafię ciężko pracować ale ostatnio brakuje mi mega motywacji do czego kolwiek.
  24. Witam, jestem mężczyzną mam 25lat. Czuję lęk przed poznawaniem nowych osób, a zwłaszcza dziewczyn, boję się podejść do dziewczyny i zagadać na ulicy czy gdziekolwiek. Mam strasznie niską samoocenę a wręcz nienawidzę siebie, swojego ciała przez mój krzywy nos 👃, nos jest przekrzywiony w bok, przez co wytworzył mój mózg dwa obrazy siebie, iż ta różnica między stroną lewa a prawą jest kolosalna i moją prawą stronę odrzucam i nie potrafię zaakceptować tego jak wyglądam. Bo twierdzę, że nikt tak nie wygląda jak ja, że ma tak krzywy nos, i że osoba która mnie widzi nie potrafi mnie określić, tak jak ja nie potrafię siebie określić jak wyglądam, do jakiego typu facetów się zaliczam wizualnie, ponieważ mam jakby "dwie twarze". Myślę że nie zasługuje na żadną dziewczynę i żadna mnie nie zechce. Miałem dziewczynę, którą poznałem przez internet było to jakieś 5-6l at temu, ale mnie zostawiła i to mnie dobiło, nabawiłem się nerwicy i lęków. Aktualnie posiadam dziewczynę też poznaną przez internet, ale dalej mam lęk przed poznaniem dziewczyny na żywo. Boje się oceny, wyśmiania mnie i dalej nie akceptuje swojego nosa, tego jak wyglądam. Co robić, byłem u kilku psychologów to powiedzieli mi że wyglądam normalnie i wymyślam z tym nosem.
  25. Idąc z duchem czasu i wychodząc naprzeciw Państwa oczekiwaniom uruchomiłem nową usługę. Jest to porada psychologiczna przez e-mail: https://ocalsiebie.pl/porada-psychologiczna-email/ Masz kłopot w życiu osobistym, problem obyczajowy lub ściśle psychologiczny? Chcesz wiedzieć, co możesz zrobić żeby sobie pomóc i dowiedzieć się jakie są potencjalne rozwiązania? Zapytaj psychologa przez e-mail!

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.