Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'depresja'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 516 wyników

  1. Mam 22 lata , jestem studentką, mieszkam ze swoim chłopakiem, rok wstecz byłam jeszcze w toksycznym związku w którym miałam styczność z przemocą psychiczną i fizyczną, ciężko mi się było z tego wyrwać, można powiedzieć że żyłam w związku w którym był obecny syndrom sztokholmski, w końcu mi się udało ale to było trudne , postanowiłam zmienić pracę i miejsce zamieszkania, poznałam obecnego chłopaka który może i nie używa wobec mnie przemocy ale jest dla mnie wsparciem na poziomie 0 , czuje że jestem odpowiedzialna za wszytko, jestem z tym sama , straciłam nie dawno pracę ponieważ nie miałam nawet ochoty do niej wstawać, każda możliwość wykorzystuje do wyspania się, potrafię nie pójść na egzamin na studiach który jest bardzo ważny bo wolę się wyspać, przez to mam pod górkę na uczelni bo jestem do tyłu i boję się że nie będę mogła się obronić w terminie, chłopak cały czas powtarza ze po prostu brakuje mi samodyscypliny, że jestem zimna i oschła że mam skrzywioną głowę po poprzednim partnerze z którym żyłam 3 lata, nie mogę liczyć na ciepłe słowa bo jestem cały czas przybijana gwoździem do podłogi kiedy wspominam że z moja psychika może być coś nie tak , chodzę tylko pomagam mu w jego sprawach jestem wsparciem na 300%, ale swoje problemy muszę już rozwiązywać sama , wiecznie czegoś ode mnie oczekuje, wiecznie muszę być na zawołanie, mam wrażenie że przyciągam samych takich ludzi. Jestem od prania , sprzątania, gotowania , wsparcia , bycia i ciepłych słów. Codziennie chce mi się wyć ale się powstrzymuje bo już nie mam siły tłumaczyć czemu płacze, " czemu nie wywiesiłaś prania ? przecież zrobiłaś je rano ? " " byłaś rano w sklepie przecież pies jest głodny? " . A w międzyczasie u mnie wszystko ok . Wspaniale że pytasz .
  2. Leczę się psychiatrycznie już kilka lat. Trzy tygodnie temu się zaręczyłam a za chwilę okazało się,że jestem w ciąży. Nie było to dziecko planowane na ten moment . Tak naprawdę w ogóle się nad tym nie zastanawialiśmy nie wiem jak . Pierwszy dzień cieszyłam się . Kolejnego przyszedł kryzys i trwa do dziś . . Nie śpię (do tej pory spałam już długi czas na lekach bo były problemy ze snem ), nie chce mi się jeść ,nie chce mi się wychodzić ,rozmawiać z ludźmi, myśleć pozytywnie ,jestem odrętwiała. Odstawiłam wszystkie leki z mety jak dowiedziałam się o ciąży. Konsultowałam się z moim psychiatra ,ustalone że odstawiam leki . Ale nie wiem jak dam radę . Do tego oczywiście myśli wciąż i wciąż ...że nie pokocham dziecka , że go nie chcę, (tak ciężko mi to pisać i czuje się winna za te wszystkie myśli )że nic mu nie dam ,że będę złą matką,że się nie nadaję,że nie kocham partnera ,że wszystko szybko się dzieje ,że jestem zagubiona . Pewnie myślicie o mnie teraz niezbyt ciekawie ,rozumiem. Powinnam się cieszyć ,kochać już dziecko ,a martwię się tylko swoim tyłkiem ,że jestem w takiej sytuacji . Myślę czy lubię dzieci (mam siostrzeńców ,chyba ich kocham ,choć teraz jest mi strasznie trudno emocjonalnie ). Nie mogę mówić o tym w sumie nikomu z bliskich bo nie zrozumieją i będą się martwić. Chodzę na terapię ale nie wiem czy wizyta u terapeutki teraz mi pomoże . Staram się nie płakać bo i tak martwię się że moje emocje już tak źle wpływają na dziecko ,jak się rozpłacze przy kimś to się nie uspokoję chyba nigdy . Partner mnie wspiera ...tyle że on się cieszy ,a ja jestem zrozpaczona . Podejrzewam że powinnam brać leki jednak ale boje się skutków . Tak źle ,tak niedobrze . Ja mogę w takim stanie przebiedować pierwszy trymestr jeśli o mnie chodzi ,mogę się męczyć ,a boje się że decyzja o lekach sobie pomogę a dziecku zaszkodzę więc wolę się już męczyć . Boje się już nawet ,że leki nici nie dadzą . Jeszcze zanim zrobiłam test odechciało mi się spać i jeść ,więc jestem zwyczajnie bardzo wrażliwa na zmiany hormonów i część tego wszystkiego wynika z hormonów pewnie ,tylko jak będzie dalej ,lepiej ,a może nie . Nie wiem czego od Was oczekuje ,chyba wygadania się.Wierzcie mi, że chciałabym się cieszyć ,chciałabym wierzyć że i dla mnie jest fajne życie ,ale tak się boje i trudno mi w to uwierzyć . Mam też tendencję do myślenia , wałkowania ,mielenia ,zamartwiania się ,a nawet nie próbuję się od tego odciąć ,bo nie wiem czy coś to da .
  3. Witam serdecznie! Przybliże Państwu mój problem, nie potrafie sobie z tym poradzić. P - ona K - Ja R - randomowa osoba Zaczne od tego, że z Panią P poznaliśmy się około 2 lat temu. Było bardzo ciężko Ją poderwać, zajęło mi to około 2 miesiące, sprawy łóżkowe około po 3. Nie należała do łatwych, dlatego moje uczucia do niej są na takim poziomie na jakim są. Sypać zaczęło się jakoś rok temu, gdy byliśmy pijani na działce wraz z jej znajomymi oraz rodziną. Ot tak grill, nie było to pierwszy raz, powiedziałem coś głupiego w strone jej mamy, nie mylić z obraźliwym. Ich znajomym to się nie spodobało, uznali że Ją obraziłem, obeszło się na rozmowie oraz przeprosinach całego towarzystwa, jej mamy ora z samej wybranki serca. Zapomnieliśmy o tym. Dokładnie w Listopadzie, pojechaliśmy w odwiedziny do znajomych z tego grilla, dokładnie do tej osoby która nagabywała towarzystwo i samą Pania P do tego iż, to było obraźliwe. Nie będe wnikać w szczegóły tego co powiedziałem. Dajcie mi grosz zaufania i uwierzcie ze nie było. Wracając do tematu odwiedziń, Panu Randome przypomniała się sytuacja z przed roku gdy już nasze ukochane spały ( są przyjaciółkami), a my siedzielismy w stołowym i piliśmy męskie piwko. Nie powiem zdenerwowałem się bo, temat był wyjaśniony oraz zamknìęty. Myliłem się? Po powrocie do naszego mieszkania, przemyslałem sprawe i postanowiłem powiedziec Pani P o tym co się wydarzyło u znajomych jak spały. Uznałem że gdy pojedzie do Polski na Święta, porozmawia ze znajomymi na ten temat jeszcze raz i uświadomi ze, to jest zamknięta sprawa. Niestety tak się nie stało. Pan Random nawymyślal na mnie wiele świństw przez co Pani P ze mną zerwała. Zaczeliśmy się bardzo kłocić, doszło do tego że w od świąt aż do 11 stycznia, dzień w dzień się kłóciliśmy. Byłem przekonany ze po prostu ja im znajomymi nie podpadłem i udało się im mnie pozbyć. W międzyczasie zrobiłem Pani P najgorsza głupotę w gniewie, której żałuje po dzis dzien. Zachowałem się jak gnojek i zniszczyłem po alkoholu pare jej ważnych rzeczy. Dodam że stało się tak wylącznie dlatego iż Pani P, przyjechała 30 grudnia do nas do mieszkania z Panem Randomem oraz jego kobietą i wyrzucili mnie na bruk, po czym udali się do nich na noc sylwestrową zostawiając moje rzeczy wraz z mną na dworzu. Zdenerwowałem się i rozkręciłem zamek, dostałem się do mieszkania i zdewastowałem jej rzeczy, dosłownie. Sylwestra spędzilem sam, w nowy rok przemyslalem co zrobiłem i wszystko naprawiłem. Wiem, okazałem mega brak szacunku. Przez to wszystko zaniedbałem oraz straciłem prace na której mi zależało. Byłem na dnie, a najgorsze się działo. Pani P w końcu wróciła do mieszkania i w jakiś sposób dogadaliśmy się. Podkreslam ze nie bylismy razem. Mowila mi jak jej ciezko, ze cały czas płakała, było jej źle. Mi rowniez, jestem mega czułym facetem. Zaczęło się najgorsze, Pani P postanowila pozbyc się mnie z mieszkanka drugi raz. Wzięła dwóch wspolokatorów, ja pojechałem do Polski. Udałem się na kilka rozmow do P. Psychologa, niestety nic mi to nie dało. Pozwoliła mi wrócić, było okej, wspolokatorzy mieszkali nadal. Ja wraz z była kobietą w jednym pokoju. Zącząłem się starac znów o jej wzgledy, niestety Pani P powiedziała mi że jest w związku z najlepszym swoim przyjacielem. Z początku nie wierzylem, ona w Niemczech on w Polsce. Nie da się tak, na dodatek mamy wspólny pokój. Zmieniłem podejscie i zaczeły się znów kłotnie kiedy zaczela sypiac poza domem, mowila ze sypia u kolezanki gdyz uczy sie do egzaminow (studentka). Uwierzylem. Wiara upadła gdy zaczeła wracac z kwiatami, bezbronnie patrzyłem na to, nie mogłem reagowac bo nie jestesmy razem.. Byłem bezrobotny, więc zajmowałem się gotowaniem, sprzataniem, praniem, zakupami ot tak kura domowa. Ręce mi opadły gdy pojechała do Polski wróciła, rozpakowała się, zostawiła torbe i pojechała znów spać do "koleżanki". Na jej nieszczescie z torby wypadł list adresowamy od jej "przyjaciela" do niej, a tudzież terazniejszego chłopaka. W nim było jednoznacznie napisane iż ma do niej uczucia oraz ze z nim byla, ale przez jego zazdrosc to wszystko się skończyło. Kazała mu zapewne odejść, co tez podkreslił w tym liscie. Ona nie wie ze ten list widziałem, twierdziła ostatnim razem iż mówiła ze ma chłopaka bym dał jej święty spokój. Wmawia mi ze nie mam do niej szacunku oraz ze nią manipuluje. Mowi mi ze jestem najgorszy, nic nie potrafie oraz ze jej przeszkadzam i mam przez to problemy. Nie potrafie bez niej zyc, kocham ją najmocniej jak się da. Moja gehenna trwa od grudnia po dziś dzień, pisząc to widze jak słodko śpi. Nie wiem co mam robic, nie moge sie wyprowadzic bo mieszkanie jest nasze wspolne. Dodam iż zdaza nam sie spać razem, czasem da mi buziaka, czasem sie przytuli lub złapie za tyłek. Nie mam zielonego pojęcia co mam zrobić z tym wszystkim. Proszr was o pomoc!
  4. Witam .Niedawno rzuciłem pracę gdyż była dla mnie zbyt dużym obciążeniem fizycznym i emocjonalnym. Mimo upływu czasu,i rozpoczęcia nowego zajęcia cały czas się pojawia w głowie była praca. W snach widzę tych ludzi,przychodzą dni że zastanawiam się czy dadzą sobie radę. Zaznaczam że nie lubiłem tej pracy ze względu na ludzi i alkohol spożywany w pracy na który mój przełożony nie reagował a ja byłem za nich odpowiedzialny. Jak pozbyć się byłej pracy z głowy? nie mogą się skupić na tym co będę dalej robił,uwiera jak mały kamień w bucie.
  5. Dzień dobry. W pierwszych słowach chciałem ukłonić się i przywitać. Pozdrowić wszystkich jak najserdeczniej... Chciałem też zapytać... Od kilkudziesięciu lat żyję pod stromą górę. Prawdopodobnie mam m.in. chorobę dwubiegunową (amatorska opinia). Leczyłem się tylko przez moment, ok.30 lat temu (dziś mam 47lat). Już nie mam siły... Nie pracuję od lat, utrzymuję się z oszczędności (nie potrzebuję wiele do przeżycia, nie mam nałogów). Wcześniej pracowałem na umowę o dzieło, nie posiadam więc ubezpieczenia. Oszczędności jednak wkrótce skończą się. Może zanim ja się skończę. Czy w takiej sytuacji mam jakiekolwiek szanse, aby powalczyć o rentę? Czy ktoś z Państwa może cokolwiek podpowiedzieć ? Pozdrawiam raz jeszcze. K.
  6. Kobieta. Mam 39 lat i brak jakiej kolwiek motywacji do czegokolwiek. Dwa lata temu odeszłam z pracy leczą kręgosłup prawie rok. Od tamtej pory jakoś ciężko mi zmotywować się do pracy choć bardzo lubiłam pracować. Trzy krotnie podejmowałam pracę ale zawsze było coś nie tak. Szybko mi się nudziła, niechęć wstawania z łóżka, wychodzenia wogóle z domu nie tylko do pracy ale i do sklepu, lekarza, spacer itp. Praca albo była nudna albo ludzie którzy myślą że mogą krzyczeć na mnie lub głos podnosić zamiast spokojnie powiedzieć przy tym pilnowanie swojego wybuchowego charakteru przede wszystkim do kobiet. Trzymanie tych nerwów w sobie by nie ubliżyć wyzwać lub uderzyć. Brak motywacji do pracy i radości choćby z tego że pieniądze będą jakoś obojętnie było ile zarobię choć pracę wykonuje dobrze. Zastanowiłam się nad tym czy to może depresja lub kryzys wieku średniego, wypalenie się. Mogę spać całymi dniami lub oglądać tv choć nic tam nie ma. Przestałam czytać książki a najgorsze że zaniedbuje swojego psa i wiem o tym ale nie mam sił tego z mnienić nawet dla niego gdzie był moim marzeniem od dziecka i jako husky syberian powinien dobrze się wybiegać wymęczyć to biedak przezemnie siedzi w domu bo nawet żeby wyjść z nim by się załatwił to jakaś kara. Chciałaby to zmienić ale nie potrafię nie umie. Zaczęłam czytać o tabletkach na wzmocnienie o ziołach itp. Aż doszłam do chorób. Zrobiłam testy depresyjne i niby powinnam się zgłosić do lekarza ale miałam taki przypadek że jako trzeźwa alkoholiczka poszłam do psychologa ale wtedy chodziło o leczenie agresji to wysłali mnie do lekarza od uzależnień który stwierdził że jak nie pije to nie jest w stanie pomóc. I wiem że teraz byłoby to samo. Zresztą też mam już dość tego lenistwa i bezczynności. Zresztą codzień tylko słyszę od bliskich weź się za siebie leniu. Nic nie robisz, wszytko masz gdzieś, do roboty byś poszła a nie pokuj cały dzień potrafisz sprzątać a godz. Roboty. Itp. Zresztą sama się złoszczę na siebie że tak mi ciężko cokolwiek zrobić. A jak mam coś do roboty to myślę jak to zrobić od czego zacząć i tak mija czas. Potrafię wyzywać sama siebie od leni i nieróbow że tak przytulam dużo przez to nic nie robienie próbuję się jakoś sama zmotywować mówiąc że dla zdrowia idź na spacer z psem schudniesz postrztaj bszybko szybciej usiądziesz. Ale nic nie pomaga. Fakt mam nisko samoocenę choć wiem że dużo ludzi podziwia mnie za to z jakiego alkoholizmu dałam radę wyjść i poradzić sobie sama będąc wśród osób pijących nadal. Na głód alkoholowy nie mogę zwalić bo trwa on parę dni i są inne objawy. Może myśli samobójczych nie mam choć chwilami przejdzie mnie myśl typu. Po co żyje przecież to bez sensu zero radości z życia i jakoś jest mi wszytko jedno czy żyje czy nie. Ale to sporadycznie. Zresztą dużo by pisać a chciałabym się dowiedzieć czy to może być depresja? Jak nie to co to może być i jak to zmienić? Będę bardzo wdzięczny za odpowiedzi i rady bo sama jestem bezsilna. Dziękuję i pozdrawiam.
  7. Witam, mam 20 lat, nie dawno odeszła ode mnie dziewczyna, byłem strasznie zaangażowany w ten związek. Po 2 latach związku, nagle odeszła, tak z dnia na dzień bez powodu. Mam teraz straszny mętlik w głowie, nie mogę sobie z tym poradzić, próbuje zająć się czymś ale nawet jedzenie mi o niej przypomina. Jestem w totalnej rozsypce, w dniu rozstania nawet próbowałem się truć tabletkami...
  8. Witam jestem 40 letnim operatorem dźwiga mieszkam w Wielkiej Brytanii. Od półtora roku jestem w związku z kobietą która mnie nie szanuje nie kocha poniża zdradza oszukuje traktuje mnie jak nic. ale ja wciąż czuję do niej miłość ciągle do niej wracam i nie mogę się od niej uwolnić mimo że ona wręcz ze mnie szydzi. nigdy bezpośrednio nie złapałem ani nie udowodniłem jej zdrady ale mam bardzo dużo sytuacji w które wprost na to wskazują, a gdy próbuję z nią rozmawiać ona zbywa mnie szydzi ze mnie lekceważy ignoruje a gdy za mocno nacisnę to zaczyna ze mną walczyć po czym potrafi ze mną nie rozmawiać nawet przez 3 dni 4 dni. próbowałem wiele razy od niej odejść zerwać z nią zablokować ją lecz nie mogę jestem bezsilny. zanim ją poznałem nie piłem alkoholu nie paliłem papierosów teraz piję palę staczam się po prostu zżerają mnie nerwy nie śpię po nocach tracę na wadze opuszczam się w pracy. wszyscy mi mówią żebym to urwał skończył odszedł od niej żebym nie był głupi ja doskonale zdaję sobie z tego sprawę, cierpi na tym moja córka cierpie na tym ja. Lecz nie mogę jestem kompletnie bezsilny wystarczy że ona raz będzie dla mnie miła uśmiechnie się a ja jak głupi upokarzam się i łasze się do niej jak pies. zacząłem mieć problemy z sercem mam nadciśnienie przestałam o siebie dbać chodzić na siłownię. przekonałem się o tym wielokrotnie i wiem że ona się nie zmieni ona po prostu o mnie nie dba jestem dla niej zabawką. Dała mi odczuć powiedziała mi kilkukrotnie że nie jestem wystarczająco męski i wyśmiała. Jestem zdesperowany błagam pomóżcie mi
  9. Witam na począku powiem kilkasłów o moim aktualnym stanie życiowym. Mam 18 lat z partnerem jestem od 4 lat. Mamy rocznego syna. Jestem szczęśliwą mamą ale nie szczęśliwa kobietą . Czuję że tkwię w takim życiu bo nie mam inneg wyboru. Chciałabym odejść od partnera ponieważ męczy mnie psychicznie nasz związek. Nie szanuje mnie ja też pewnie daję pwody do braku zaufania lecz nie do braku szacunku , Nie mówię mu pewnych rzeczy w obawie o kłótnię, Niestety nie mam osoby która może mi pomoc. Czuję się z tym wszystkim sama przez co mam wrażenie że kazda czynność wykonana przeze mnie jest bez sensu skoro i tak zawsze będzie źle. Dbam o syna lecz nie radzę sobie z resztą obwiązków sama. nie jestem w stanie się aktualnie usamodzielnić bo nie stać mnie na pierwszą ratę w żłobku i czuję się uwięziona w tym życiu. Cały czas jestem zmęczona jak mam jak t spię po kilkanaście godzin budząc się gorzej zmęczona niż wcześniej. Nie mam na nic ochoty wystarczy coś małęgo bym się rozkleiła.
  10. Potrzebuję z kimś porozmawiać ale mam za silne lęki żeby odebrać telefon,niemam sił wstać z łóżka,chciałabym umrzeć,niemam sił ani sensu życia,niemam nikogo już kto by mnie wsparł.Łatwiej mi to napisać ale niewiem ile dam radę.Niechcę iść na oddział zamknięty.Mam nowotwór,zostawił mnie chłopak i nieodzywa się do mnie już a ja niepotrafię bez niego żyć.kocham go i to była ostatnia szansa na miłość jaką sobie dałam, byliśmy jak dwie połówki które się odnalazły tak wiele nas łączyło w sobie.potrzebuję porozmawiać z kimś na czacie,mówię o psychologu,potrzebuję też silniejszych lekow,termin do psychiatry mam dopiero na kwiecień.Niedaje sobie rady już nieumiem wstać.Jeśli mógłby ktoś mi odpisać o możliwościach pomocy...Błagam.. Mieszkam w Łodzi.
  11. Wszyscy mówią, że aby walczyć z samotnością należy poznawać nowych ludzi, wychodzić z domu. Podobno to takie proste. Ja tak prosto tego nie widzę. Co zrobić w sytuacji, gdy ze względu na prace przeprowadziło się do nowego miasta, gdzie nikogo się nie zna. Nie ma o czym iść zagadać. Mam podejść do kogoś i zapytać o ciekawe miejsca do zwiedzenia, dobry klub żeby się pobawić. Tylko z kim miałabym tam iść skoro nikogo nie znam. Jak ktoś powie, żeby iść samemu bo zawsze się kogoś pozna, cóż tak kolorowo nie jest. Na samotną osobę z reguły patrzą jak na dziwaka, bo skoro nikogo z nim/nią nie ma to znaczy że coś jest z tą osobą nie tak, nie jest wart zainteresowania. A może tylko mnie się to tyczy? Byłabym wdzięczna za inne opinie na ten temat, bo taka wegetacja, gdy nie ma się dla kogo żyć chyba większość się ze mną zgodzi jest tylko marnowaniem powietrza na świecie
  12. Witam, mój problem nie dotyczy mnie tylko mojego brata. Ma on 20 lat. Mianowicie szybko się denerwuje, nie panuje nad emocjami, od dłuższego czasu siedzi tylko w domu tylko w łóżku. Kłócimy się a czasem to są mocne awantury. Wiem że on ma problem i myślę że to może być depresja, sam mówił że trudno mu odnaleźć się w społeczeństwie, i czuję się nie konfortowo z nieznanymi ludzi i mówił że czuje pustke w sobie na codzień. Kiedyś taki nie był. Zaczęło się wszystko gdy jego (pseduo kolega) dał mu kreskę pierwsza która dużo zmieniła w moim i jego otoczeniu (dokładnie to był mefedron czyli dopalacz). Nagle wszyscy zaczęli ćpać i pokazali że są fauszywi. Nie mówię że jestem lepszy, jestem tak samo głupi bo też spróbowałem ale w porę zorientowałem się co to robi z życiem. I bratu mówiłem żeby przestał itp. On mówił że rozumie że wie ale miesiąc i znów nie jest asertywny. Ostatnim razem wybrałem się do jego kolegi i zrobiłem mu awanturę i myślę że zrozumiał. Ale jak mam pomóc bratu żeby zaczął normalnie funkcjonowac. Nie mam z nim za dobrych relacji. A po każdej awanturze czuje się tak jakby to była moja wina. Nie mieszkamy sami więc babcia z matką też się martwią. Nie pisze tutaj nic żeby się pochwalić tylko szukam pomocy bo jestem w kropce.
  13. Poznałem dziewczyne w internecie, gadalismy pisalismy non stop... teraz nie mamy kontaktu nie wiem czy mam sie do niej odezwac pierwszy. Poniewaz mowila zostanmy przyjaciolmi, a sie odzywala raz na pare dni.... Ja rady sobie nie daje bez niej, bo zawsze byla telefonicznie, jak cos potrzebowalem, albo bylo mi zle. (pare razy mnie oszukala ze swoimi zdjeciami i z tym gdzie mieszka) Tęsknie za naszymi rozmowami Jeśli macie jakies dodatkowe pytania to pisac, bo napisalem to w skrócie, aby sie nie rozpisywac. PS: Raczej mam depresje, zasypiajac mysle o niej, i mam czasem mysli samobojcze, nic mi sie nie chce robic w ogole.
  14. Witam, jestem 20- letnią studentką na I roku studiów medycznych, uczę się na położną. Mieszkam również z moim chłopakiem od lipca 2019. Na ogół jestem osobą bardzo wygadaną i nie wstydzę się rozmawiać z innymi ludźmi. Odkąd wyprowadziłam się z rodzinnego domu i zaczęłam studia we wrześniu 2019 i takie już "dorosłe życie" mam bardzo często wahania nastrojów z którymi nie umiem sobie poradzić i stany depresyjne..Jestem osobą która przejmuje się praktycznie wszystkim...Od zawsze bardzo mało w siebie wierzyłam, na ogół wsparcie w rodzicach miałam takie średnie, w domu też nie jest dobrze jeśli chodzi o pieniądze, rodzice dają mi co mogą i jakoś sobie radze. Za to dużo wsparcia daje mi mój chłopak ale mam wrażenie że to już chyba nie wystarcza.. Studia są bardzo ciężkie i wymagają dużo poświęcenia, bardzo często gdy przychodzę do domu płacze, nie mam ochoty z nikim rozmawiać i mam napady histerii, które często dusze w sobie. Również zdrowie mi nie dopisuje choruje na cukrzycę typu I i niedoczynność tarczycy, moje wyniki cukru są bardzo nie uregulowane przez nadmierny stres i ciągłą presje. Mam tydzień kiedy jest wszystko dobrze a przychodzi taki okres (co najmniej 2-3 razy w miesiącu) kiedy nie mam ochoty nawet wyjść z domu, patrzeć na ludzi i ciągle bym leżała w łóżku.. Zazwyczaj staram się udawać, że wszystko jest dobrze, a kiedy nikt nie widzi dołuje się jeszcze bardziej.. Mój chłopak też się martwi gdyż ja nie lubię rozmawiać o swoich uczuciach i ciężko mi opisać co mi naprawdę jest bo sama nie umiem poradzić sobie z tymi emocjami.. Co to może być? Powinnam podjąć jakieś kroki w tym kierunku czy jednak to mój chwilowy "kryzys"? Mam tak od około pół roku. Bardzo proszę o radę..
  15. Witam, Chailabym zasiegnac waszych opini, poniewaz czuje ze mam strasznie zblazowany mozg. Moj facet, z ktorym jestem juz calkiem dlugo, bo leci nam juz prawie 9 rok razem.... zawsze tak potrafi poprowadzic rozmowe, ze wnioskuje jakoby on obciazal mnie cala wina za wszystkie jego nieszczescia. Poklocilismy sie w pracy, prosilam go, zebysmy poczekali z tym, zeby zalatwic to w domu, bo on wie, ze jak sie klocimy to od razu zaczynam trzasc sie i plakac i nie jestem w stanie nic robic, jezyk mi sie placze, a co dopiero pracowac. Ale nie, on ciagle napiera i napiera, a potem jak wychodzi tak jak zawsze to slysze od niego, ze wsyd mu przed wszystkimi ze taka szopke robie. Poklocilismy sie przed przyjazdem jego kolegi i poprosil mnie, zebym ja napisala do jego kolegi i odwowala caly jego przyjazd. Teraz slysze, ze on juz nie ma sily sie tlumaczyc, ze mu wstyd przed nim i ze znajomosc zakonczona ( czyli rozumime, ze przeze mnie...) Nawet jak klocimy sie w domu, i on na mnie krzyczy to wszystko jest ok, a jak ja zaczne sie wydzierac to od razu ze wstyd mu przed wszystkimi sasiadami. Niestety dopuscilam sie jednego skoku w bok, co bardzo odbilo sie na mojej psychice ....jego rowniez, ale przeszlismy wiele rozmow, i kiedy zaczyna byc dorze miedzy nami to on nagle dostaje atakow, ze on wcale mi nie wierzy co sie stalo tamtej nocy (mielismy nie raz rozmowe o wszystkich, wszystkich szczegolach, ktore pamietalam z tamtej nocy, takich jak przyrodzenie tamtego faceta, pozycje ....to bylo dla mnie straszne). I raz mi mowil, ze wierzy, potem ze nie wierzy. On chce zebym wszystko naprawila, odzyskala jego zaufanie.... Staralam sie, zrezygnowalam z portali spolecznosciowych, nie mam znajomych wiec i tak nie mam gdzie z kim wychodzic, oprocz niego. Cale dnie moje wygladaja praca-dom, nic wiecej. Zaczelam sie przed nim otwierac, mowic, co mysle, staram sie byc caly czas mila, zawsze ma buziaka ode mnie jak sie rozstajemy w drzwiach, czy budzimy rano... Nie jestem osoba wylewna, raczej skryta i nigdy tez nie mowilam czesto kocham, ale nad tym tez pracuje. Niejednokrotnie dawalam mu haslo do swojego telefonu, ma swobode kiedy chce go uzywac, bez problemow mu go daje. Dbam o dom, gotuje, prasuje, sprzatam., robie mu prezenty. On zaczal sie w ostatnim czasie przykladac bardziej do obowiazkow w domu, co mnie ucieszylo, ale ja juz nie wiem co mam dalej robic. Z pracy przez moja zdrade tez musial zrezygnowac, za co rowniez zostalam obciazona wina. To ze nie mogl znalezc pracy przez tak dlugi czas tez jest moja wina. I to ze teraz zaczal nowa prace i znow sie poklocilismy o to samo, to teraz slysze, ze rozpierdalam mu nowa prace. Czuje sie odpowiedzialna za kazde jego nieszczescie. Przynosze mu tylko wstyd przy innych. I wiem. Dopuscilam sie czegos obrzydliwego i okropnego. I sama siebie za to nienawidze. Bylo to raz, kiedy nie dzialo sie miedzy nami dobrze, ja mialam problemy zdrowotne, on w ogole mnie nie zauwazal, ciagle mialam tylko klotnie w domu, ze obiad nie zrobiony, pranie nie zrobione.... wszystko robie zle. On nawet nie zauwazyl, ze ktos z pracy sie kolo mnie kreci i stara sie zwrocic moja uwage...Nie bylo zadnego romansu miedzy nami, nie spotykalismy sie potajemnie, widywalismy sie tlyko w pracy, na fajce...pisalismy przez komunikator...dopiero sie poznawalismy i to na stiopie przyjacielskiej. I tak, przed impreza firmowa, mialam isc z facetem razem, ale mnie olal, bo nie zrobilam prania i nie mial sie w co ubrac i wyladowalam najebana u tamtego w lozku. Stracilam caly swoj filar, ceche (lojalnosc i wiernosc) za ktora lubilam siebie najbardziej a teraz....? czuje sie jakbym juz do konca zycia byla naznaczona i on wcale nawet nie musi mnie w tym uswiadamiac, ja czuje to sama w sobie i nie wiem jak przestac. On przy kazdej klotni mnie niejednokrotnie wyganial do tamtego, naprawde przy nerwach on potrafi powiedziec mi co tylko mu sie podoba, wyzywac mnie i nawet jak pytam, jak on moze mowic mi takie rzeczy to on od razu obraca sprawe tak, ze moje przewinienie jest o wiele wieksze i wyglada to tak, ze teraz to on moze wyladowyac sie na mnie jak chce. Jestem znerwicowana, drze na sam jego glos, kiedy slysze ze znow bedziemy to przerabiac i czasami on juz zarzuca mi klamstwo, kiedy ja wiem ze jestem czegos pewna i robi mi sie metlik w glowie, bo zaczynam przestawac juz widziec co jest prawda a co klamstwem. Czuje jakbym dostawala schizofrenii. Nieraz slyszalam, ze spierdolilam mu zycie. Ale zawsze jakos sie godzilismy. teraz czuje jakbym juz tracila przez to wszystko kontakt z rzeczywisctoscia i nie mam nawet z kim o tym wszystkim porozmawiac.
  16. Jestem 31 letnią kobieta w związku i właściwie to jak do tej pory jedyna ( a może aż jedyna) rzecz, która mi wyszła w życiu. Wiadomo bywa raz lepiej raz gorzej z partnerem jak to w życiu. Ostatnio czuje, że wspiera mnie nieco mniej co na pewno też przekłada się na moj stan. Jestem od 3 miesięcy bezrobotna, co jakiś czas mam taka sytuacje, a jestem wykształcona i pracowita osoba. Nie mam szczęścia do pracy i pięniędzy to na pewno. Od jakiegoś czasu czego się nie dotknę to zepsuje, nie układa mi sie życie zawodowe, zdrowie szwankuje, mam wrażenie, że już nikt mnie nie rozumiem i nikt we mnie nie wierzy...że nic nie jestem warta wiec sama przestałam wierzyć w siebie i nie mam ochoty podnosić się z łóżka żeby przeżyć kolejny dzień. Nie wiem czy powinnam szukać pomocy..udawać, że jest na siłe dobrze.. nie wiem miewam juz różne myśli. Może ktoś coś doradzi, bo czuje, że sięgam dna.
  17. Witam, jestem Ola, mam 28 lat i pracuję za granicą. Jestem bardzo nieśmiałą osobą i mam trudności z kontaktami z ludźmi. Najbardziej dityka mnie brak pewności siebie i czuję się mniej wartościowa od innych ludzi. W pracy łatwo ulegam, dlatego jestem wykorzystywana i traktowana gorzej od innych. Lepiej dogaduję się z mężczyznami, do kobiet mam dużą blokadę. Myślę że wynika to z dzieciństwa i moich relacji z matką. Dodam że cały czas odczuwam stres i mam go wymalowany na twarzy. Szczególnie kiedy jest kilka lub więcej osób. Stres jest paraliżujący, nie potrafię wtedy czuć się swobodnie i boję się kompromitacji. Nigdy nie potrafiłam być szczęśliwa, czasem mam poprostu lepszy czas. Czy jest na to rada? Pomóżcie🙏
  18. Cześć, Mam 34 lata, jestem mamą i mieszkam od ponad dziesięciu lat za granicą. Mam za sobą trudną przeszłość - dysfunkcyjna rodzina, matka która nie kocha - patologia rodziny, która ma pieniądze. Tak czy inaczej, po wielu trudach, różnorakich uzależnieniach jestem tu - wolna od alkoholu, narkotyków, jedyny nałóg to kawa i ... fluoksetyna. Dałam się w to wpakować przypadkowej lekarce - brytyjska GP (lekarz pierwszego kontaktu). Przepisała mi prozak, ze to niby tylko na 3 miesiące, ze to delikatny lek, ze się uspokoją huśtawki nastroju, przestane myśleć o przeszłości, uspokoją się wybuchy emocji. I tak minął ponad rok. Ostatnio byłam na najwyższej możliwej dawcę. Od kilku tygodni sama zaczęłam to zmniejszać, bo wyczytałam ze należy być z tym ostrożnym. Teraz pytanie - Jak z tego wyjść? Tydzień nie biorę tabletek i mam wrażenie, ze nienawidzę ludzi, wszystko jest bez sensu, pojawiła się agresja, emocje sięgają zenitu. Kurwa niech mi ktoś pomoże do cholery. Lekarka (oczywiście inna, gdyż ta która przepisała tabletki, już od dawna tam nie pracuje) chce mi zmienić leki, ja chce mieć kolejne dziecko a nie żyć na psychotropach.
  19. Witam, Jestem 29 letnia kobietą. Od dwóch lat matką. Jestem w udanym związku z ojcem dziecka, ale nie kocham swojego dziecka. Od pierwszego dnia życia mojej córki, mam wrażenie, że nie jest moja. Sytuację pogarsza jej temperament. Jest nadpobudliwa od urodzenia. Teraz krzyczy, bije,wymusza. Co się oczywiście nasila poprzez moja nerwowość. Dodam, że od dawna cierpię na stany mocno obniżonego nastroju, bezsenność i niejednokrotnie leczyłam to alkoholem. Sytuacja z nastrojem i bezsennością bardzo pogorszyła się po porodzie i trwa nadal. Wiem, że krzywdzę swoje dziecko. Relacje z matką mają wpływ na rozwój mózgu dziecka i jego emocji na całe życie....nie wiem co mam robić. Staram się wmawiać sobie że ja kocham,ale tego nie czuje. Działa mi na nerwy strasznie i czasami w gorszej formie mam ochotę się poddać i oddać ojcu pełnię praw rodzicielskich.
  20. Witam. Jestem mamą i żoną, w tym roku skończę 30 lat. Chciałabym z kimś porozmawiać. Ale nie wiem z kim. Jakoś czuje że lepiej będzie rozmawiać mi się z Panią, ale jest ich tu kilka. Czy mogłabym dostać wskazowke do której umówić się na pierwszą wizytę? Pokrótce powiem, co mnie dręczy. Myślę, że zmagam się z pewnego rodzaju depresją, może to depresja poporodowa. Po pierwszym dziecku (3lata temu) wydawało mi się że się pozbierałam ale kiedy urodziło się drugie całe moje szczęście uleciało (młodszy synek ma 10 m-cy). Mam nieprzyjemne myśli, brak motywacji do działania, ciągle czuję się zmęczona i bez życia. Nie pamiętam kiedy się ostatni raz śmiałam. Często wybucham złością. Nie panuje wtedy nad sobą choć w głowie słyszę "nie rób tak, to nie jest w porządku!" - to jednak jest silniejsze ode mnie. Krzywdzę najbliższych, szczególnie zależy mi na dzieciach. Źle się czuje ze sobą, uważam że jestem beznadziejna matka i często mam myśli że nie ja powinnam ich wychowywać bo im tylko krzywdę zrobie (w psychice), nie mówiąc o mężu zero jakichkolwiek relacji intymnych czy miłosnych, czuje się nieatrakcyjna, mijamy sie (nie ma zdrad, po prostu nas oboje przytłoczyła rzeczywistość). Zamiast cieszyć się macierzyństwem, mam poczucie straty czasu. Boje się że za kilka lat minie ten czas, kiedy oni są mali i nie nasyce się tym i będę żałować. Już żałuje wielu rzeczy. Chcę być lepszym człowiekiem, dla nich ale też dla siebie, by dawać dzieciom dobry przykład. By miały poczucie oparcia we mnie i zaufanie. Myślę, że jest we mnie wiele przekonań z przeszłości, które nie pozwalają mi dziś swobodnie żyć. Chowam też w sobie wiele urazy i żalu do rodziny. Chciałabym zrzucić z siebie ciężar, który ciągle mnie wgniata w ziemię. Jeszcze nie potrafię nazwać tego ciężaru, ale chyba jestem na granicy wytrzymałości. Jeszcze chwila i padnę. I już się nie podniosę.
  21. Witam. Poznałem faceta na portalu randkowym. Szybko stamtąd rozmowa przeniosła się na Whatsup potem rozmowa telefoniczna. Fajnie się rozmawiało no i się w nim zabujałem ale niestety odległość. Od 7-8 lat szukam faceta niestety ciężko w tym środowisku kogoś ludzkiego więdzacego czego chce takie który się nie boi związku. Sam pisał że szuka na związek ale potem się widocznie przestraszył. Jego sytuacja rodzinna nie pomaga w tym. W dodatku ma kilku znajomych z którymi spotyka się na spotkania erotyczne. Prowadzi układy seksualne. Jest mi przykro że niestety nie mogę nic zrobić by zwrócił na mnie uwagę. Nie może się ujawnić. Wieke razy mu mówiłem że takie prowadzenie się nie jest sposobem na życie że powinien kogoś spotkać dla siebie tego jedynego. Nie ukrywam że chvjskbhm być to osoba ale nie chce się spotkać bo ok 350 km w jedną i drugą stronę. Prosił mnie żebym do niego napisał za 2 tyg. A ja strudem muszę się powstrzymać a tak bardzo chce żeby przestał być dla mnie oschly. Groził że mnie publukuje więc z trudem cierpię. Chce spełnić jego prośbę. Tylko czy przez ten czas jak ja widzę jest prawe 24 h / dobę jest online na portalu randkowym nie pozna kogoś innego. A pisał że ma możesz 5 znajomych. Była umowa taka też że to do mnie zagada jak przemysli ale on ciągle ma chcice bo niby czemu siedzi tyle fellow? W dodatku o 1-3 W nocy. Wiem że rada pewnie jest taka że bym dał sobie spokój ale nie mogę bo ciągle o nim myślę. Co teraz robi. W dodatku jest mundurowym zwykłym normalnym typem hetero. Co robić? Dać spokój z myślą że o mnie zapomni? Że kogoś innego znajdzie skoro sam ostatnio mi pisał że nie szuka związków że jest mu dobrze tak jak jest. Woli sobie zaspokajać potrzeby natury seksualnej. Spróbuję wytrzymać te 2 tyg. A może i dłużej. A może sam zagada. Chciał bym żeby zmienił do mnie nastawienie. Chciał bym żeby było inaczej.
  22. Witam.Jestem Magda,32 lata.Od 14 r ż chodziłam do psychologa.W wieku 16 lat zaczęli podawać mi leki psychotropowe. W rodzinie występuje CHAD (matka) i uzalenienie mieszane.Bylam 8 razy hospitalizowana.Podczas ostatniego pobytu opuściłam ośrodek z diagnozą CHAD stan mieszany.Diagnozy dokonało całe grono terapeytyczne z Profesorem na czele.Zaznacze ,że 8 hospitalizacji odbyło się na tym samym oddziale,a wyszłam w fazie mieszanym tylko ze względów finansowych szpitala jak mniemam.Nieważne.Wyjechałam za granicę.Odstawiłam wszystkie leki.Zakochałam się w kobiecie.Po pierwszym miesiącu planowałam skok pod pociąg w związku z czym wstrzymałam cały ruch pociągów z Londynu.Trafiłam do izolatki na dobę...Chyba chcieli mnie zamknąć w szpitalu.Powiedziałam,że to był błąd i nie chciałam się zabić...Tak wyszło.Nieważne.Przeżyłam kolejne 9 lat w UK .Partnerka otoczyła mnie miłością.Znalazłam pracę na kierowniczym stanowisku.Nie mogę narzekać.Wszystko jakoś płynnie minęło przez te 9 lat...ale od jakiegoś czasu czuję jakby powracający stan,problemy ze snem,brak apetytu,rozdrażnienie,chaos w głowie..Czy to możliwe,że CHAD tyle lat był nieaktywny? Czy to zwyczajny błąd w diagnozie..mam na myśli,np.zaburzenie osobowości borderline? Udaje,że jest ok,uśmiecham się-tak się robi tutaj/nie inaczej,bo nie wypada(jeb***etykieta)ale czuję,że mam ochotę iść i skoczyć z mostu.Boję się ,że tym razem nie będę potrafiła dłużej utrzymać kontroli nad samą sobą.I tak trudne jest samo pisanie tutaj.Kiedyś obiecałam sobie,że odetnę się od jakiejkolwiek psychologii.
  23. Witam serdecznie Mam problem z tym że nie potrafię rozwiązywać spraw związane w domu i je rozwiązuje na zewnątrz. Próbuję to kontrolować ale nie wychodzi mi to... Bardzo wcześnie straciłam matkę a ojciec nie pokazywał mi uczuć.. Mam chłopaka ale chyba za bardzo mu pokazuje że mi zależy na tym związku.. Jestem szara myszka średnio potrawie się otworzyć przed znajomymi i lubię siedzieć w domu. Mam nadzieję że psycholog mi pomoże bo już nie którzy nie mają do mnie cierpliwości.. Mam niska samaocene
  24. Mam na imię Piotr, mam 40 lat. W każdej dziedzinie, grupie ludzi jestem najgorszy. Czuję się jestem po prostu głupi i du*a, nienadający się do niczego. Całkowicie przestaje wierzyć w siebie. Nigdzie nie podobam się ludziom zwłaszcza młodym rocznikom. Czuję, że muszę oddać dyplom i świadectwa aż do III klasy szkoły podstawowej a za chwilę 50-tka.
  25. Witaj, nie wiem od czego powinnam zacząć. Więc najprościej zacznę od początku. Moje życie nie jest usłane różami, a nawet czuję że gwoździami, lecz teraz czuję że gwoździe coraz mocniej są wbijane w moje nogi mimo iż uzbrajam się w grube podeszwy. Skończyłam 20 lat, i zdaję sobie sprawę iż nie jestem dorosła. Wiem że całe życie przede mną ale szczerze? Nie jestem pewna czy chcę żyć. Jestem na własnym utrzymaniu, chodzę do pracy, mam przyjaciół (choć myślę że gdybym ich miała nie szukałabym zrozumienia) na pozór wszystkie jest świetnie lecz ja nie radzę sobie z niczym a zwłaszcza z emocjami, podejmuję złe decyzję w życiu i popełniam powielane przez siebie błedy. Mam stany lękowe, i czuje że nie jestem wartościowym człowiekiem. Czuję się jak nikt, i czuję że nikt też nie rozumie mnie. Codziennie dostaję napadu płaczu, całkowicie wyautowałam się z życia towarzyskiego. Popadłam e alkoholizm. Piję wiedząc że to nie jest rozwiązanie ale nie wiem jak skoczyć z wieczną imprezą, czuję że alkohol zabiera mi życie. Do tego dochodzą uczucia. Tkwię w toksycznej relacji kilka lat. Oddałabym za tę osobę życie- zdaję sobie sprawę że to poważne słowo ale jestem ich pewna. Kocham go, i pierwszy raz kocham kogoś z tak mocną siłą. Tylko nasza realcja jest mocno skomplikowana. On nie pracuję w moim miejscu zamieszkania, zjeżdża tylko na weekendy. Powiedzial mi że nie wie czego chce, a ja czekam na niego i na to aż będzie wiedział. Przyzwyczaiłam go do tego żeby widywać się tylko w weekendy, czuję że nie umiemy ze sobą rozmawiać. Ja nie umiem, może nie chcę z niego zrezygnować? W pracy ponoszą mnie emocje a mam ich zbyt wiele. Potrzebuję pomocy. Chyba muszę zmienić cokolwiek w swoim życiu. Chcę żyć i przestaćbać się jutra. Chcę przestać się bać.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.