Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'depresja'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 444 wyników

  1. Witam, poruszałem już kiedyś podobny temat, ale jest coraz gorzej. Szybko przedstawię sytuację. Żona 25 lat, ja 30. Od 7 lat w związku, od 3 miesięcy małżeństwo od 2 miesięcy dramat. Cały związek był piękny, parę głupich kłótni o nic, i tak 7 lat... równe dwa lata temu oświadczyny, szczęście, łzy radości itp...wiadomo... od 1,5 roku wspólne mieszkanie u mnie ( na początku żonie było ciężko z uwagi na to iż wyprowadziła się z rodzinnego domu ( co prawda tylko 500 metrów ) ode mnie więc parę kroków do rodziny żona miała, no ale było jej ciężko. Okres ciężki minął, plany ślubu, cudownie, pięknie codziennie wielkie uśmiechy,głupoty, zrozumienie, plany o remontach po ślubnych, o dzieciach po ślubie że ona by chciała rok, dwa po - mieć dziecko, ja tym bardziej. Ogólnie wspaniale. Po ślubie pierwszy miesiąc, cudnie...pełnia szczęścia jak to nowożeńcy. W sumie to cud jak sprzed ślubu. Nagle Żona zmieniła pracę...i po dwóch tygodniach od zmiany,,,przychodzi" i mówi, że ona dziecka nie chce a już na pewno nie za 4,5 lat...po kolejnych tygodniach powiedziała że 7 lat mam czekać, bo ona wcześniej nie zdecyduje się na dziecko, bo ma nową pracę...i czuje że może się rozwijać. A we wcześniejszej jej niezależało na pracy "więc dziecko by nic nie zmieniło, bo i tak praca bez rozwojowa"....i tak się trzymała tego stanowiska. Teściowa pojechała z nią do psychologa...po wizycie mądry psycholog...powiedział iż MUSIMY MIEĆ WSPÓLNE PLANY...I JA MUSZĘ ŻONĘ ZROZUMIEĆ. Ekhmm...muszę zrozumieć tak ?? Bo żona przed ślubem mówiła że dziecko jest kwestią czasu...a po slubie praca ?? ją zmieniła, to muszę teraz czekać 7 LAT ? TAK??? Pozdrawiam Panią psycholog...TO RAZ. Po kolejnych tygdniach, a właściwie 2 tygodnie temu, żona powiedziała że ona nie czuje wspólnoty, w sensie wspólnych inwestycji w dom ( który docelowo będzie mój, jako rodzinny dom. I ok. Rozumiem to,i szanuję, bo nie musi inwestować w dom, który będzie na mnie (intercyza itp.) , Kolejny strzał, z jej ust,to to że się zmieniłem po małżeństwie bo, np...nie jem zdrowo...(powód do rozwodu...pierwszoligowy)... Kolejno...usłyszałem, że ona chce wracać do swojego domu, bo to tam jest jej dom,i ona chce do mamy...mamie pomagać itp....(mama całkowicie zdrowa,pracująca) Jej mama, jej siostra, są całkowicie po mojej stronie, nie poznają co się dzieje z córką/ siostrą...Ich słowa świadczące o tym że ma idealnego męża,że powinna się cieszyć i dziękować Bogu że taki jestem...tylko mnie utwierdzają w przekonaniu, że napewno źle ze mna niema...Nigdy jej krzywdy nie zrobiłem, nie obraziłem, nic z tych rzeczy, wręcz przeciwnie posłuszny byłem jak wiadomo...kto... Zresztą sama żona mówi i mówiła że nigdy jej się krzywda nie stała w moim domu. Jeszcze przed ślubem mówiła do mojej mamy, że ma cudnie u mnie..... Proszę powiedzcie mi, czy nagłe tak diametralne zmienienie się to coś normalnego ? Czy upatrywać tu ciężkiej depresji...Mówi że mnie kocha,ale współżyć niema mowy,bo boi się o dziecko...nie ma chęci tulenia, zero miłych słów..ja na siłę ją wtulam, ale zachowuje się jak kłoda...nic ją nie cieszy co związane z nami..itp..itd...no i teraz jeszcze chce wracac do swojego domu...
  2. Witam. Od bardzo długiego czasu, możliwe, że od 5 lat, jak powiesił się mój tata (czego szczególnie nie przeżyłam z racji tego, że nie był dobry dla rodziny powiedzmy w skrócie...) dokuczają mi sny. Przeważnie uciekam skądś, przed kimś, z budynku lasu... czasem czasoprzestrzen - to dlaczego i gdzie jestem jest ciężka do opisania. Pomieszana, że nie mogłabym opowiedzieć snu, czy gdzie sie rozgrywał drugiej osobie. Czasem widzę cos jako osoba trzecia, lub na chwilę widzę wydarzenia jakby się rozgrywały przede mną na jakiejś planszy (chyba widzianej Wczensiej) nie dookoła mnie. Raz po prostu śniło mi się, że gdzieś byłam. Czułam przestrzeń, jakby kosmos, raczej nic nie widziałam. Często mam także sny kontrolowane, wiem, że jestem we śnie, próbuje się wydostać, przerwać go, gdy sni mi się koszmar... Często uciekam przed kimś, kto chce mi zrobić krzywdę, ale nawet przy "normalnych snach" budzę się zmęczona, ponieważ są okropnie dziwne i zawiłe. Ta... czasoprzestrzen. Nie miewam przyjemnych snów, nawet jeśli nikt nie chce mnie zabić. Sny od jakiś 5 lat zawsze pamiętam i pojawiają się zawsze. Jest to męczące. Czy zasnę na 20 min, czy obudzę się w nocy 2 razy - wtedy 3 sny w nocy. Gdy zasypiam szczęśliwa również mam sny... Przeżywam dużo stresu. Mam dziecko. Rozstalam się z jego ojcem. Uprzykrza mi życie. Ale sny były już dużo wcześniej. Koszmary miałam od zawsze. Kontrolowane sny często. Częściej w wieku nastu lat. Koszmary mogą być ziazane z ciężkim dzieciństwem. Budzilam się często i szłam spać zestresowana. Bardzo dokuczaja mi moje sny. Codziennie budzę się zmęczona i nie mam ochoty na cokolwiek. Często płacze gdy jestem sama w domu. Bez większego powodu. Nie pamiętam kiedy obudziłam się wyspana. Mam 26 lat. Jestem osobą bardzo nerwowa. Pierwszy dzień na studiach, czy pierwszy w pracy ogromnie przeżywam. Obawiam się nowych rzeczy. Z drugiej strony szybko przystosowuje się, zawsze byłam osobą która radzi sobie w szkole, pracy, najwięcej mówiłam w grupie... lecz przed każdym egzaminem nie mogłam spać w nocy. Budzilam się i nie mogłam zasnąć... jak radzić sobie z takimi stanami lękowymi? Co zrobić żeby nie śnić, nie pamiętać snów, cokolwiek? Dlatego tak bardzo się stresuje, że nie dam rady na studiach, w pracy... skoro mimo tego, że jestem typem introwertyka(wolę domowki, książki, starych przyjaciół, nie nawiązuje łatwo nowych znajomości), to potrafię zagadać do nieznajomego, potrafię rozmawiać z nową koleżanka osobą na temat seksu, potrafię iść w środku nocy sama do koleżanki gdy ma problem... Nie boję się. Ogromnie źle reaguje na stres. Unikam odpowiedzialności i stresu. Stres strasznie we mnie rośnie
  3. Dzień dobry, Mam na imię Wojtek, mam 22 lata i obecnie studiuje. Mieszkam z rodzicami. Od dawna zmagam się z problemami natury emocjonalnej. Jestem pod stałą opieką psychoterapeuty i psychiatry. Przyjmuje leki. Mój obecny problem problem polega na tym, że kompletnie nie radzę sobie na studiach ( 2 rok). Przyjmuje stabilizatory nastroju i antydepresanty przepisane mi przez mojego lekarza psychiatrę. Były one wielokrotnie zmieniane. Mówiłem o swoich problemach dla mojego lekarza i dla terapeutki. Nie jestem w stanie się uczyć. Mam problemy ze skupieniem. Chodzę na zajecia. I to tylko dlatego że mam duże wsparcie od rodziców którzy niemal siłą wypychają mnie na zajecia. Na uczelni nie czuje się zbyt dobrze. Czuje się obcy, mam wrażenie że ludzie na roku są zupełnie inni ode mnie. Do tego często odnoszę wrażenie że ludzie na studiach obgadują mnie za moimi plecami. Tak naprawdę nie chce studiować. Uważam że studia nie są dla mnie dobrym miejscem. Chciałbym iść do pracy która pozwoliła by mi na prace nad swoim zdrowiem. Nie zależy mi na ukończeniu studiów. Zdaniem mojej psychoterapeutki studia są jak najbardziej dla mnie, po prostu wmawiam sobie że się do tego nie nadaje. Tylko że ja z dnia na dzień czuje się coraz gorzej, a wizyty mam co tydzień. Leki miałem zmieniane kilkukrotnie w ciągu ostatnich kilku miesięcy. Nie pisze już o takich rzeczach jak myśli samobójcze bo to moja codzienność. Tak naprawdę nie chce się zabic, po prostu te fantazje o śmierci dają mi jakis rodzaj chwilowego wytchnienia. Ja chcę tylko być szczęśliwy. Problem w tym że nie potrafię. Robię co mogę, ale coraz częściej mam wrażenie że mój przypadek jest po prostu beznadziejny.
  4. Hej, Niedawno zaczęłam studia, co wiązało się to z wyprowadzką z domu, której nie byłam do końca pewna. Cała ta decyzja o studiach była bardzo kompulsywna i podjęta w bardzo krótkim czasie, tak jak większość ważnych decyzji, przed którymi stoję. Kierunku studiów od początku nie byłam pewna, interesowały mnie inne, jednak były to kierunki, po których ciężko znaleźć pracę lub jest po prostu nieatrakcyjna. Ten na których jestem można uznać za "ekskluzywny" i raczej nie będzie ciężko mi znaleźć po ukończeniu studiów dobrej pracy, Gdy się wyprowadzałam starałam się robić dobrą minę do złej gry ale teraz dopiero widzę w jak beznadziejną sytuację się wkopałam. Studia mi się raczej nie podobają a wręcz nudzą i każda próba nauki wiąże się dla mnie z niechęcią i dodatkowym trudem. Mam problemy z koncentracją i ciężko mi się uczyć, robię tylko tyle ile muszę (kiedyś nauka sprawiała mi przyjemność) Ciężko mi rywalizować z innymi, kiedy sprawiało mi to kiedyś frajdę i motywowało do działania, gdy widzę osoby, które wiedzą dokładnie czemu tu są i co chcą robić. Czuje się wiecznie zmęczona, często nie wiem zupełnie co robić. Brakuje mi mojego poprzedniego życia, znajomych, rutyny. Tutaj znalazłam sporo znajomych, ale mam wrażenie, że różnią/ nie są tak dobrzy jak moi przyjaciele z domu. Nie ufam im na tyle, żeby im się zwierzyć, a zresztą mają inną mentalność i pewnie by nie zrozumieli. Nie wiem zupełnie jak wyjść z tej sytuacji, bo nie chce rezygnować ze studiów, bo się znienawidzę za to, że znów nie dałam sobie z czymś rady i nie jestem wystarczająco dobra. Też jak już mówiłam nie widzę dla siebie za bardzo innej alternatywy. Chciałabym żeby mi się wreszcie spodobało i żebym przestała tak pusto się czuć. Co mogę zrobić?
  5. Czy ktoś wie co to może być? Historia Wszystko zaczęło się kiedy poświęcałem dużo czasu na konsole grałem w ferie zimowe, przegrałem je prawie całe.Nagle gdy grałem poczułem się jakoś dziwnie i tak zostało do dzisiaj. Przedtem byłem z mamą u cioci była awantura u wujka bo wujek dużo pił ,przez tą awanturę oddałem się grze na konsoli. Objawy: 1.Pustka w głowie. (także porozrzucane myśli po głowie,ciężko mi cokolwiek odczytać z pamięci mam można powiedzieć zamglone informacje) 2.Światłowstręt (uczulenie oczu na światło uczucie jak by mnie tu nie było). 3.Problemy z pamięcią koncentracją (Przez co mam problemy w pracy bo co chwile coś zapominam,jak bym nie rozumiał co ktoś do mnie mówi). 4.Objawy nasilają się kiedy gram w gry na komputerze czy na telefonie (Czuję więcej lęku w sobie światło bardziej na mnie działa). 5.Dwa razy w ciągu około 11 lat miałem tak że trzęsły bardzo mi się ręce. 6.Czasami jestem bardzo nerwowy. 7.Czuję w sobie wewnętrzny lęk (Gdy wychodzę do ludzi lub na dwór czy też gdziekolwiek). 8.Boje się patrzeć ludziom prosto w oczy. 9.Mam częste stany depresyjne. 10.Nie czuję się komfortowo z ludźmi, najlepiej od razu bym wyszedł gdzie ich niema. 11.Mam problemy z wysławianiem się, wypowiadaniem się na różne tematy 12.Częste myśli samobójcze. Jakie badania robiłem lub mam do zrobienia: -W 2011 robiłem badanie głowy wszystko wyszło prawidłowo. -Jakoś też wtedy robiłem Niedawno byłem u psychiatry i neurologa zalecił mi takie badania: -badanie krwi na tarczyce -badanie witaminy b12
  6. Jestem 21 letnią kobietą. Odkąd pamiętam w moim życiu nie było lekko. Zaczęło się od 7 roku życia, moi rodzice się rozwiedli a ja nie mogłam się z tym pogodzić. Później związek. Nie raz byłam bita przez partnera. Później gdy wyprowadziłam się do innego miasta, jak się później okazało wcale nie było prościej. W marcu wydarzyło się to co nigdy nie powinno się wydarzyć. Zgwałcił mnie. Po wszystkim rzucił mi 100 zł i powiedział że możemy się częściej tak spotykać. Ze mogę zostać jego dziwką. Nie wytrzymałam tego już. Moje życie nie miało sensu. Brzydziłam się sobą. Chciałam popełnić samobójstwo. Ale wychodząc z domu zadzwoniłam do przyjaciela. Ze to zrobię. Chciałam się pożegnać. Jednak on w ostatniej chwili przyjechał i był przy mnie gdy go potrzebowałam. Później operacja kolana. Długie zwolnienie lekarskie aż wkoncu zwolnienie z pracy. Przerasta mnie to. W nocy nie mogę spac. A w dzien nie mam ochoty wstać z łóżka. Nie mam już takiego apetytu jak kiedyś. Jestem wrakiem człowieka. A takie życie nie ma sensu.
  7. Witam! Mam 25 lat. 4 lata temu poznałam mojego obecnego narzeczonego. Po bardzo krótkim czasie zaszłam w ciążę i urodziłam mojego cudownego synka. Mój problem zaczął się już na początku ciąży, ciągłe wyzwiska, obrażanie i zero zaangażowania ze strony mojego partnera.Robił wszystko abym była zazdrosna i śmiał mi się w twarz. Odkąd pamiętam komentował mój wygląd i rzucał przykrym tekstami w moją stronę. Zapominał o moich urodzinach, i ważnych dla mnie świętach. Zaręczyny niestety również były zrobione byle jak.. Później i tak mi wypomnial że do wszystkiego ja go zmusiłam. Mój narzeczony jest bardzo dziecinny interesują go tylko gry komputerowe.. W domu nie robi nic. Nie pomaga mi przy dziecku i nie sprząta po sobie. Jest bardzo wybuchowy. Po każdym zwrócenie mu uwagi zaraz krzyczy na mnie i mnie obraża. Wiele razy mi groził że mnie uderzy. Ja aktualnie siedzę w domu i oczekuje na przyjęcie synka do przedszkola ale on tego nie rozumie i przy pierwszej lepszej kłótni mówi że mam wyrywać do pracy. Wiem jestem głupia że pozwoliłam sobie na to od samego początku ale ja nie chcę aby synek nie miał ojca tak samo jak w dziecinstwie ja nie miałam. Boję się być samotna matka. Wiele razy odchodzilam od niego bo myślałam że się zmieni ale jego zmiala trwała Góra 2 tygodnie. Czuję się strasznie.. Mam wrażenie że zaraz zwariuje. Nie mam nikogo z kim mogłabym otwarcie porozmawiać. Siedzę tylko i wyłącznie z dzieckiem w domu, nie mam znajomych.. Pieniędzy.. Czuję się zaniedbana. Po ciąży dużo utyłam co powoduje że mam strasznie niska samoocenę. Nie wiem czy jeszcze kocham mojego partnera, jak pomyślę o tych wszystkich przykrych słowach i o tym że nie mam z nim żadnych wspólnych miłych chwil..prawie wgl. Nie uprawiamy seksu bo nie mam z nim ochoty. bardzo brakuje mi kogoś kto będzie o mnie dbał i okazywał nam czułość. Myślicie że mam szansę? Co mogę zrobić aby poczuć się lepiej?
  8. Witam Jestem Piotr (lat 40) i mam lęki przed treningami Karate. Nie potrafię powiedzieć dlaczego choć interesują mnie wschodnie sztuki walki. Treningi są 2 razy w tyg. i w dniu treningu prawie nic nie potrafię zrobić tylko czekać do godz. 20, kiedy on zaczyna. Szczególnie mam lęk w czwartek kiedy treningi są w parach i obawiam się jakiego partnera dostanę. Często jestem bez pary jak jest ilość osób na treningu nieparzysta. Prawdopodobnie jestem jak zwykle najgorszy w całej grupie. Ponadto najgorszy jestem zawsze każdym środowisku w którym się znajdowałem czy to była praca czy szkoła.
  9. Jestem 18 letnią kobietą. Od kilku lat mam problemy z swoim zmiennym nastrojem. Mój problem zaczął już się ok. 4 lata temu. Byłam wesoła i pełna energii przez cały dzień a wieczorami dopadały mnie myśli samobójcze i umiałam obwiniać się o całe zło wyrządzone na świecie. Często miałam wrażenie że ktoś próbuje czytać moje myśli przez co starałam się jak najmniej myśleć o niekomfortowych dla mnie sprawach. Po okresie 3 lat to minęło ale ostatnio zaczęło do mnie powracać. Często mam również wrażenie że coś mnie obserwuje. Chociaż myślę że to paranoja z dzieciństwa ponieważ gdy miałam ok 6 lat często miałam takie wrażenie. Jednak głównym powodem jest to że bardzo często słyszę głosy. Nie słyszę ich z otoczenia ale znajdują się w mojej głowie. Szczerze nie wiem co o tym myśleć. Nie wiem czy to ważne ale w wieku 13 lat miałam bulimię.
  10. Witam. Pochodzę ze złej rodziny patologicznej, jestem DDA. Doświadczenie 7 lat terapii psychologicznej i grupowej żeby wyprostować swoje zycie. 15 lat po odcięciu się od rodziny patologicznej i ułożenie życia po swojemu na nowo. Mam problem dość duży w małżeństwie. Mam 44 lata. W związku jestem 12 lat a małżeństwie 7 lat. Mam jedno dziecko. Wszystko było dobrze i poukładane do czasu kiedy narodziło się dziecko. Początek był jeszcze znośny do 2 lat. Od tego czasu zaczęło się wszystko psuć, jestem kierowcą zawodowym, tylko przyjechałem do domu napięcia emocjonalne coraz bardziej narastały, żona chciała żebym był częściej w domu, byłem również za tym, była to luźna rozmowa i nie oczekująca ani wymuszająca. Zacząłem ustawiać system pracy tak żeby być więcej w domu i pracę wypośrodkować czyli 2 tygodnie w pracy i 2 tygodnie w domu (2/2 lub 2/1), czy 2 tygodnie pracy i jeden w domu, w zależności ile potrzeba było pieniędzy na utrzymanie rodzinne tak układałem prace. Żona nie pracuje bo zajmuje się dzieckiem. Wiadomo były różne problemy, choroby dziecka, krzyk nie zawsze ale to inna sprawa. Dziecko jest dzieckiem. Również były inne problemy ale je uznawałem za ważne i nie miałem do tego pretensji. Jeśli żona chciała żebym był w domu chciałem wykonywać dodatkową pracę w domu na komputerze bo miałem taką możliwość a do tego dorobić bo zarobek nie był wystarczający. Były myśli nawet żeby przejść całkowicie na pracę w domu bo był na to czas i w sumie się to udawało, nawet ta praca przynosiła dochody. Tu pojawił się dość duży problem, Żona traktowała tą pracę tak jakbym się bawił na komputerze i był do wszystkiego dyspozycyjny, bez przerwy mi wchodziła do pokoju, gadała i przeszkadzała, potrafiła przyjść i sobie gadać nie zważając na moją pracę uwagi i tu nerwy zaczęły puszczać. Mówiłem jej spokojnie na ten temat wiele razy że ja pracuje, żeby mi nie przeszkadzała ale nie poskutkowało więc zaczęło powstawać coraz większe napięcie i do tego kłótnie o moją pracę. Zamiast cieszyć się pracą w domu to coraz więcej zaczęliśmy się o to kłócić, pogorszyło to całkowicie relacje. Z pracą się wszystko popsuło, nie dało się w nerwach pracować. Przyszedł moment że zacząłem się dusić w małżeństwie, zacząłem źle się czuć, byłem zgaszony i przybity życiem rodzinnym, nie satysfakcjonuje mnie bo szczerze mówiąc chciałem być w domu i zejść z pracy kierowcy a przez tą sytuacje nic nie mogę zmienić. Poszedłbym do innej pracy ale mam problem z ludźmi (DDA) praca kierowcy mnie izoluje od tego i w domu również. Nie dość że ciche oczekiwania i wyrzuty bo nie ma pieniędzy to jeszcze ciche oczekiwania że mam zaspokoić rodzinę i być jeszcze w domu. Zamiast lepiej zaczęło się robić tylko gorzej, pojawiły się wyrzuty że ja tylko pracuje, dodam że tak organizowałem pracę żeby mieć popołudnia wolne dla rodziny i być z dzieckiem i żoną. Powiem o swoim problemie emocjonalnym bo jest poważny i być może to rzutuje również na całe moje małżeństwo. Jak mam zostać czy zajmować się dzieckiem to się boje ze względu na wstrętne myśli, nie będę ich tu opisywał co się w mojej głowie dzieje, nie wiem skąd one się biorą, są takie krzywdzące jakbym zaraz miał skrzywdzić dziecko, wykańcza mnie to, boje się że wyładuje emocje na dziecko czy nawet je skrzywdzę, cały się denerwuje, emocje od złości do silnej złości do tego emocjonalnie pojawia się silny lęk ucieczki żeby tylko się nie zajmować. Czuje się tak jak zostaje z dzieckiem jakby to był przymus i temu się buntuje i uciekam, mam duże nerwy i wkrętki z myślami i emocjami. Czuje się do tego zmuszany gdzie czegoś takiego nie ma, żona mnie jedynie czasem prosi żebym został i to wszystko jak ważne sprawy do załatwienia. Ja ma z tym duży problem. Mówiłem nieraz o tym ale tak jakby tego nie rozumiała. Co ciekawe jeśli jest wszystko u mnie poukładane emocjonalnie, relacja między nami jest w porządku to relacje z dzieckiem są poukładane i żadne wstrętne myśli się nie pojawiają. Jest zdrowa kochająca relacja. Do tego pojawiły się problemy z żony rodziną i problemy z jej toksycznymi znajomymi (nie wszystkimi) bo czuję się zmuszony iść w miejsca gdzie źle się czuje i po prostu tam nie idę. Jak chce żona iść to niech idzie sama, nie zabraniam jej bo u mnie przez to jest sporo nerwów i myśli agresywnych. Konflikt idzie o niekontrolowanie wydatków i nieliczenie się z pieniędzmi bo mieliśmy wspólne konto. Konta rozłączyłem i mamy osobne, opłaty wspólne procentowe zależne od wysokości wypłaty. Uważam że to najlepsze uczciwe rozwiązanie. Wrzucam co miesiąc określoną kwotę. Musiałem to zrobić ze względu na stan psychiczny i nerwy jakie miałem z tego powodu. Teraz żona ma swoje konto a ja mam swoje i jest dużo lepiej. Wiem przynajmniej że z mojego konta przynajmniej mi nic nie ubywa i mogę wszystko zaplanować. Jestem w tej chwili wykończony psychicznie, to już trwa około roku, nie jestem w stanie nic w domu robić, pojawia się stan depresyjny, od razu po negatywnych emocjach mam senność, śpię dużo, mogę nawet spać od 18 do 8 rano. Pojawiają się duszności i problemy z sercem, pojawiło się od niedawna. Ze względu na to że nie wiem co już dalej robić planuję wyprowadzkę bo nie chce być dalej w domu jeśli przybicie psychiczne się nie skończy. Przygotowałem sobie wszystko, alimenty itp. ile płacić. Mówię tu o uczciwych alimentach, dobru dziecka. Reszta później bo nie wiem jak się wszystko potoczy. Nie wiem jak to ująć ale kłótni u nas dużych nie ma, są sprzeczki i zaraz to wyjaśniamy ale od jakiegoś czasu to się bardzo nasiliło i dochodzi do mocniejszych kłótni, co ciekawsze znajomi i rodzina żony nas mają za super parę. W domu większość doświadczam dobicia psychicznego, nie dość że toksyczni znajomi (nie wszyscy) to jeszcze jej rodzina również mnie przybija ze względu na duże zadłużenia, które sami narobili i przychodzą bez przerwy do nas z problemami nawet próbując pożyczać pieniądze. Żeby ktoś mnie nie zrozumiał, pomóc trzeba w różnych sytuacjach jak jest to uzasadnione ale nie pożyczę osobom które nie pracują a do tego sami doprowadzili do wysokiego zadłużenia mieszkania, dochodzą jeszcze jakieś tajemnice rodzinne i nie wiem co tam się naprawdę dzieje, Nie dość że nie pracują to jeszcze zadłużyli mieszkanie i nie chcą zmienić sytuacji, oczywiście żona ze swoich zapracowanych pieniędzy może im dawać, da na opłaty to ok, nie wtrącam się w to. Ja nie dam, bo nie widzę zmiany. Jest jeszcze kilka problemów i to się nawarstwia. Doszło do tego że drażni i wyprowadza mnie z równowagi już wszystko. Chce się wyprowadzić i raz już to chciałem zrobić, byłem spakowany i chciałem wyjść ale to co zobaczyłem może dlatego się cofnąłem, stan psychiczny żony i jak wyglądała a do tego dziecko mnie prosiło żebym tego nie robił, wróciłem się. Sytuacja się jednak nie zmieniła, przymierzam się do kolejnej wyprowadzki, nie mam od nikogo pomocy, brałem pod uwagę dobrego psychologa, zresztą nie mówię nikomu ze znajomych bo nikt nie uwierzy że u nas są problemy a poza tym to nic dobrego nie da, taką mamy opinię. To co napisałem nie wiem czy to dobre rozwiązanie, chodzi o moją psychikę bo już nie wyrabiam i zdrowie dało o sobie znać. Jeśli pomoże terapia i jest wyjście będę szczęśliwy, jeśli nie to wyprowadzka a później resztę spraw do ustalenia. Nie winie o wszystko żony bo wina jest po środku. Na początku na pewno jej nie zostawię z niczym, dam okres przejściowy gdzie pomogę finansowo do ułożenia wszystkich spraw. W miejscu zamieszkania na pewno nie będę ze względu na moją psychikę i znajomi, skoro podejmuje się takich decyzji to pod względem psychologicznym chce zamknąć całkowicie ten rozdział w życiu. Proszę o szczerą odpowiedź. Prosiłbym wziąć pod uwagę 2 strony bo również ja mogę być tu winny gdzie problemu nie widzę.
  11. Witajcie jestem chłopakiem w klasie maturalnej, moja matka jest nałogowym alkoholikiem, a ojciec agresywnym sadystą, który znęca się nad nią psychicznie oraz fizycznie. Matka jest bezrobotna, nigdy nie pracowała zajmowała się domem, zapewne przez despotyzm ojca i brak zajęcia w domu popadła w alkoholizm. Skąd wiem, że jest alkoholikiem? Otóż wstaje o 5 rano codziennie i biegnie do sklepu po alkohol kiedy ja i ojciec najczęściej śpimy, piwo trzyma schowane po szafach, ubraniach, wszędzie gdzie się da i pije na okrągło, przez cały dzień. Wielokrotnie próbowałem jej pomóc, prosiłem, błagałem chciałem zapisać ją na terapię ale ona nie chce i koniec ZAWSZE znajduję wymówkę typową dla osoby uzależnionej. "A co ja mam z tego życia? A inni nie mają się tak źle jak ja. Ja sprzątam i gotuje więc mogę się napić" czytaj upić do nieprzytomności i dusić się z powodu nałogowego palenia papierosów. Pije odkąd pamiętam, całe moje życie, nic nie mogę zrobić zabranie jej alkoholu kończy się szarpaniem drapaniem mnie po rękach, a nawet gryzieniem... Nic jej nie powstrzyma, na dodatek ja nie palę, ba nienawidzę papierosów jak mało czego w akcie zemsty będzie palić gdzie się da, żeby zrobić mi na złość a ja nie chcę tracić swojego zdrowia jej kosztem... Mój ojciec również nadużywa alkoholu, jest górnikiem "taka kultura, chłop musi wypić". Jest niesamowicie władczy i podły traktuje mnie jak śmiecia, wyzywa mnie od "skur***** , idiotów, eunuchów, nieudaczników życiowych" itd. Jestem nieudacznikiem bo uwaga rok w rok przynoszę do domu świadectwo z czerwonym paskiem, bo mam pasje, bo uczę się, bo chcę uciec z tego domu kiedy miał możliwość... Męczę się niesamowicie, nikt nigdy nie chciał mi pomóc, jako dziecko za bardzo się wstydziłem, żeby zgłosić sprawę różnym instytucjom + nie chciałem trafić do domu dziecka, chciałem żyć chociaż odrobinę "normalnie" jak moi koledzy... Ojciec już od jakiegoś czasu mówi mi, że to jego dom i nie mam tutaj nic do powiedzenia, powiedział, że daje mi czas do czerwca a potem mam wypie***** , bo nie przynoszę żadnego pożytku i tylko wydaje pieniądze na moje utrzymanie . Ojciec bije matkę bardzo często, dzisiaj miała krwotok z nosa, liczne krwiaki i siniaki to codzienność, ona godzi się na to, gdyż on pracuje a ona jest uzależniona i dzięki temu ma pieniądze na papierosy i piwo, które "musi" zażywać. Zawsze się bałem, trząsłem, mam niesamowitą traumę, ciągle słyszę w głowie krzyki mojej matki, która jest przez niego katowana, jego wyzwiska w moim kierunku, obarcza mnie winą za to, że pozwalam matce pić, a jak już mówiłem ja nic nie mogę zrobić... Jestem bezradny, wpadam w ataki histerii i agresji, czasami z nerwów biję się po głowie, niszczę różne rzeczy, płaczę, nie mam sił podnieść się z łóżka... Za każdym razem muszę tam wracać i przeżywać to od nowa... Ten człowiek nie ma żadnego wstydu ani honoru... Wszyscy wiedzą jak on ją traktuje, mimo to nikt nie próbował nigdy nawet zadzwonić na policję, ja nie dzwoniłem nigdy bo się bałem zemsty ojca... Prawo w tym kraju to absurd, zanim go skażą za znęcanie się i bicie, on zdąży mnie zmasakrować, bo założą mu niebieską kartę i wypuszczą do domu jak gdyby nigdy nic... A on jest tak bardzo nieobliczalny i agresywny, ma przekrwione oczy, robi miny jak umysłowo chory, ślina toczy mu się z ust i szarpie kogo tylko może... Bo wie, że bez niego umrzemy z głodu Jestem już tym niesamowicie zmęczony, nie mam żadnej miłości, jestem nieszczęśliwie zakochany od ponad roku, kobieta, którą kocham po prostu mnie odtrąciła co również pogłębia mój dotkliwy stan emocjonalny... Nie piszę tego po, to żeby się nad sobą poużalać... Szukam pomocy, fachowej pomocy, nie mam pieniędzy na lekarzy, państwowo nie ma u mnie dobrych specjalistów a nie mam możliwości chodzenia po lekarzach, mam szkołę itd. Nie stać mnie też na ewentualne leki, gdyż rodzice mi ich nie kupią . Codziennie miewam myśli samobójcze, jestem osobą niezwykle wrażliwą, piszę wiersze znam języki i fascynuję się sztuką... W Boga nie wierzę, nienawidzę Go, nie chce mieć z nim nic wspólnego, nie życzę nikomu takiego cierpienia, ogarnia mnie nieprzenikniona ciemność, brak nadziei, marzę, żeby móc się do kogoś przytulić, kogoś dotknąć, żeby ktoś spojrzał w moje oczy i powiedział, że mnie kocha niezależnie jaki jestem... Chciałbym ze sobą skończyć ale nie umiem, po prostu. Smutek którego nie mogę pokonać, cierpienie które się nie kończy wywołuje u mnie gniew... Rozpacz, nie da się tego opisać co przeżywam... Jestem wrakiem
  12. 1. Od dziecinstwa bylam izolowana. Moi rodzice oboje byli w depresji, przez co trzymali sie na uboczu i z nikim nie mieli relacji. Nie dopuszczali nawet mysli, ze ja potrzebuje towarzystwa i ze bardzo cierpie 2. pochodze z biednej rodziny.czesto obserwowalam swiat z perspektywy za szyba.widzialam jak lepsze sfery dobrze sie bawia, spotykaja, a ja moglam tylko marzyc zeby mnie zauwazyli. zeby zechcieli na mnie spojrzec musialam udawac kogos kim nie jestem. nigdy nie bylam na rowni z nimi. 3. moja rodzina byla patologiczna i dysfunkcyjna.rodzice duzo wycierpieli przez dziadkow-stad ta depresja i nauczyli mnie wstydzic sie za to skad pochodze, dlatego soba gardze. cale zycie trzymam sie na uboczu, czuje sie jakbym urodzila sie w gorszym sorcie i pewne rzeczy czy przywileje nie byly dla mnie.mowie o przywileju milosci i dobrych relacji z innymi jak wyjsc z tego schematu izolacji spolecznej?
  13. Dzien dobry, Od pewnego czasu czuje ,ze mam jakis problem wewnatrz samej siebie. Nie potrafie go nazwac i nie wiem jaka droge przyjac do pomocy samej sobie. Nie potrafie zorganizowac sobie dnia. Godzina za godzina mija a ja w pracy nie widze celu jak szef wymaga na tu i teraz to zrobie swoje zadania w innym przypadku siedze na stronach www szukajac rozwiazania sama na siebie. Mieszkam za granica od 13 lat i caly czas bije sie z mysla czy wrocic do kraju czy nie. Mam 2 dzieci i ciagle mysle o ich przyszlosci rozwazajac jakiekolwiek zmiany. Obecnie sytuacja jest taka, ze ciagle czegos zapominam nie mam koncentracji i mam bardzo duzo mysli ktore nie pozwalaja mi rozwijac sie i myslec o tym co jest tu i teraz. Najgorsze jest to ze czuje sie jak Alicja w krainie czarow jakbym tracila kontakt z rzeczywistoscia. Moze ktos pomoc????
  14. Witam! Mam 20 lat i po krótce opiszę swój życiorys żeby łatwiej było mi przybliżyć moje obecne odczucia. Urodziłem się i wychowałem w małym miasteczku w tradycyjnej katolickiej rodzinie. Byłem wyjątkowo grzecznym dzieckiem, nigdy nie robiłem problemów i nie naciągałem rodziców na zabawki czy słodycze. W pewnym momencie życia zacząłem sobie uświadamiać że jest ze mną coś nie tak. Czułem że różnię się od reszty rówieśników, pod względem seksualności. Moja wiedza w tamtym okresie była znikoma i jedyne co wiedziałem o gejach to to że należy ich napierdalać i nienawidzić. Wydawało mi się że po prostu nie ma innej alternatywy. Bałem się sam sobie przyznać że jestem gejem i sam rzucałem na lewo i na prawo homofobiczne hasła. Pękłem na początku liceum. Strasznie się tego bałem ale powiedziałem przyjaciołom o tym. O dziwo przyjęli to normalnie. Wtedy postanowiłem ujawnić się rodzicom, bo w końcu wychowywali mnie tyle lat więc nie powinienem przed nimi ukrywać takich rzeczy. Wtedy wszystko się zjebało. Ojciec nie odzywał się do mnie przez tydzień, a matka chciała mnie wysłać na jakieś msze uzdrawiające i prosiła żebym odmawiał nowennę pompejańską. Po kilku tygodniach mama się "uspokoiła" a ojciec stwierdził że co by się nie działo i tak jestem jego synem (miłe prawda?). Mimo wszystkich tych słów cała ta sprawa stała się tabu. Pamiętam jak poszedłem na piwo z przyjacielem (hetero, który miał i ma nadal tą samą dziewczynę) a ojciec widział nas i stwierdził że "dziwnie się do niego uśmiechałeś" potem zaczął pierdolić o tym że jeśli ma mnie chronić to muszę się ogarnąć i inne pierdoły. Czułem się jakby każdy mój ruch był obserwowany przez pryzmat z mojego gejostwa. Czułem się jak dzikie zwierzę, które zadomowiło się w cywilizowanym świecie. I chyba przez to mam problem z otwarciem się na kogoś. Mam wrażenie że już nie potrafię kochać. Moje relacje rodzinne z dnia na dzień stawały się coraz gorsze. Miałem próbę samobójczą połączoną z ucieczką z domu (jakkolwiek mrocznie by to nie brzmiało, nie chciałem by znaleziono moje ciało). Skończyło się na wizycie u psychiatry, serii badań i psychotropach, które nie pomagały, a jedynie wywoływały potworny ból głowy. Zacząłem udawać że wszystko jest już dobrze i odstawiłem leki. Problemy zacząłem topić w alkoholu. W pewnym momencie zacząłem dostrzegać w tym problem. Ziarnkiem nadziei okazało się zioło. Gdy paliłem byłem pełnym energii nawet przez kilka dni od zapalenia. Jarałem okazjonalnie, towarzysko. Miałem w planach uciec za granicę (nie ważne gdzie, ważne żeby się odciąć i zacząć życie na nowo). Plany niestety lub stety nie wypaliły Tak czy siak postanowiłem że wyprowadzam się do Warszawy, między innymi po to by studiować. Na tą wiadomość relacje z rodzicami dziwnie się polepszyły i jest na prawdę spoko. Już przed wyjazdem zacząłem palić marihuanę czysto problematycznie. Po wyjeździe paliłem codziennie. Inaczej nie dawałem sobie rady z myślami, które dręczą mnie od kilku lat. W końcu doszedłem do wniosku że nie mogę tak robić w nieskończoność i że zioło to nie lekarstwo a zwykła używka jak każda inna. Wracając do studiów wybrałem informatykę, bo wydawała się najlogiczniejszym wyborem. Zwłaszcza finansowo. Ale w życiu nie chodzi tylko o pieniądze, prawda? Jedyne co tak na prawdę powstrzymuje mnie przed zabiciem się są przyjaciele. A w zasadzie przyjaciel, który został w moim miasteczku oraz przyjaciółka, która wyjechała na wyspy żeby zarobić jak najwięcej kasy. Czuję się jakby ktoś wyrwał część mnie. Czuję pustkę. Nie wiem czego chcę od życia i od samego siebie. Chcę porzucić studia, ale nie chcę ranić rodziców, którzy mają nadzieję że przyniosę im dumę. Od kilku lat zżera mnie ten przeklęty ból istnienia i miliony pytań i odpowiedzi w głowie. Mój system wartości ciągle wariuje i a to żyję ze świadomością że nie ważne jaki zastałem świat, ważne jakim go opuszczę, a to że świata nie da się zmienić i są pewne zależności, które sprawiają że chcąc nie chcąc nienawiść, wojny i wszelkie zło musi istnieć. Mam dość już tego. Pomocy
  15. Wyszłam za mąż 7 lat temu, ślub był dość szybki. Stała nam na drodze teściowa i była żona. W pewnym momencie obecny mąż zauważył, że wycofuję się z tej relacji (gdyby był na moim miejscu nie zniósł by tego ) i postanowił się oświadczyć. Pierwsze lata między nami były ok, okupione drogą przez jego sprawy sądowe z byłą żoną , ale jak kochankowie. W związku z tym ,że został zdradzony nie raz nie chciał mnie puszczać nigdzie, ale też nie chciał ze mną chodzić do znajomych. Sam nie ma ich wielu więc moi znajomi im bardziej mnie "adorowali " tym więcej złego słyszałam na ich temat. Był czas że odpuściłam. Teraz tego żałuję. Mąż przychodzi do domu, siedzi w internecie, nawet jak ze mną rozmawia patrzy w telefon. Mnie to irytuje bo rzuca na mój pół godzinny wywód jedno słowo i nie potrafi rozwinąć. Widzę, że mnie nie słucha. W kwietniu na jego urodziny zorganizowałam wyjście i to by było na tyle. Z jego strony nic. Wszytko jest bez sensu, albo w tygodniu albo w niedzielę. Nasze życie seksualne też nie istnieje. Mniej więcej w połowie stanu zamężnego usłyszałam, że mnie nie adoruje i nie zachęca do zbliżenia bo nie wie czy ja mam na to ochotę. I dał mi do zrozumienia ,że ewentualnie ja mam jemu sugerować taką chęć. Ja już nie chcę się prosić. Jeśli coś ogląda lub siedzi w telefonie zawsze wymyśli, mycie naczyń czy wyjście z psem byleby " przełożyć" akt. Ja staję się coraz bardziej czepliwa, a gdy rozmawiam o braku zainteresowania to wymyśla teorie ,że przecież się cmokamy i przytulamy w przelocie. Oczywiście zawsze jest teoria : Jak coś chcesz ode mnie to ja już śpię i jestem nieprzytomny. Niestety jednego nie potrafi mi wytłumaczyć. Mianowicie około rok temu na imprezie zaczepiła go koleżanka z pracy, która rzuciła mu się na szyje i była bardzo szczęśliwa, że go spotkała. Przecież mąż jest takim outsiderem i nie lubi ludzi...... poza tym brzydzi się zdrad ......i jak widać mnie.
  16. Witam, mam 21 lat i od czasów gimnazjum walczę z problemami psychicznymi. Cyklicznie powtarzają mi się ,,okresy emocjonalne" . Kiedyś byłam bardzo zamknięta w sobie i nie miałam wielu znajomych. Przez ostatnie 3 lata wszystko się zmieniło i każdy dzień był dobrym dniem. Miałam motywację , pracę, dobry humor zawsze pozytywne nastawienie i byłam z siebie dumna ze wygrałam z dawnymi lekami, jednak one wróciły mocniejsze. Miewam uczucia lęku przed całym światem i nowymi rzeczami. Negatywne myśli ( jeden tydzień jest okey a potem jakaś błahostka sprawia że myślę że jestem beznadziejna do niczego się nie nadaje itp.) Wieczny stres, nie potrafię się od 2 tygodni wyluzować, ciągle odczuwam ogromny stres, boli mnie żołądek przez to i jest mi niedobrze. Czuję jagby ktoś mi zalał glowe od środka czarna masą która powoduje te negatywne rzeczy ( wiem że nie mogę tak myśleć o sobie mam tego świadomość i widzę swoje skrajne zachowanie ale nie potrafię z tym walczyć) czy mam jakieś zadanie do zrobienia czy mam tylko leżeć jest mi to jedno, nie potrafię wzbudzić u siebie uczucia radości z czegokolwiek (wcześniej cieszylam się wszystkim) Nigdy tak się nie czulam. Jagby całe ciało się buntowało przeciwko mnie a ja jestem spychana w jakaś otchłań. Chce z tym walczyć ale nie wiem jak. Dziękuję za każdą odpowiedź i wyrażone zdanie.
  17. Mam na imię Kasia, ale powinnam mieć Prokrastynacja bo to słowo w 100 % mnie określa ( niestety ). Odkładam wszystko na poźniej w każdej dziedzinie życia co rodzi przykre konsekwencje, które wywołują ogromne, paraliżujace mnie wyrzuty sumienia. Czy fakt, że jako dziecko i nastolatka byłam wykorzystywana seksualnie mogło mieć wpływ na to,że tak własnie się zachowuję? Nie robię czegoś co powinnam by na każdym kroku udowodnić sobie i innym, że jestem nic nie warta?
  18. 1. Jestem żonatym 27 latkiem, pracuję jako mechanik samochodowy, studiuję niestacjonarnie na kierunku "Mechanika i budowa maszyn". 2. Od jakichś 3 lat pojawił się u mnie stres i różne obawy, wydaje mi się, że stało się tak przez to, że chociaż się starałem i moje wyniki w ówczesnej pracy były najlepsze, to ciągle miałem jakieś uwagi na swój temat od szefa aż się zwolniłem, ale stres i obawy zostały do dziś. Problem jest taki, że ciągle myślę, że może dziś mnie coś rozjedzie albo ja komuś zrobię krzywdę, a może ktoś będzie ze mnie niezadowolony, żona mi zwróci uwagę, że krzesło krzywo odstawiłem. Jest to już nie do zniesienia, nie mam czasami w ogóle ochoty z nikim rozmawiać, nie mam ochoty na współżycie, do prac wstaję z obrzydzeniem, nie mogę się na niczym skupić, jak z kimś rozmawiam to wgl go nie słucha, obiecuję sobie coś i tego nie robię. Najchętniej to leżałbym w samotności. Moje siły witalne są jak u 90- latka i ten stan ciągłego napięcia w brzuchu i ciągle zaciskanie zębów jest już nie do zniesienia. 3. Zacząłem trochę biegać, trochę ćwiczyć ale nie pomaga mi to za wiele. Staranie się myśleć pozytywnie nie wychodzi. Czasem jak coś mi się uda zrobić po mojej myśli jest mi lepiej. 4. Co robić? Jak to zwalczyć? Boję się trochę iść do psychologa czy psychiatry bo co sobie kto o mnie pomyśli, żona jak coś wspomnę to tylko krzyczy, że jak pójdziesz to jesteś szurnięty.
  19. Witam serdecznie. Szczerze mówiąc to nie wiem od czego zacząć. MAM 35 iJestem mężatka od 12 lat mam 3 wspaniałych dzieci. Mój problem tkwi w tym że mój mąż szukał pocieszenia u innej kobiety którą poznał na jakimś czacie. Kiedy wrócił do domu z delegacji 4 dni było dobrze a potem zaczoł się dziwnie zachowywać. Praktycznie od środy do soboty wieczora nie rostawał się z telefonem. Jego dziwne zachowanie dawało mi do myślenia siedział pisał i nawet wychodził i dzwonił po nocach do niej. Gdy w sobotę się wszystko wydało gdy zobaczyłam wiadomości, fak szybko się zorientowałam że coś niegra, bo sobie co dziennie sączył drineczki. Jak zażądałam wyjaśnień to dostałam odpowiedzi ja tylko pisałem i rozmawiałem po pijaku, w zeczywistosci jak był Trzeźwy też z nią rozmawial. Napiszę wmam jeszcze ze ogólnie nie mam kolorowego życia z mężem. Ze to co zrobił jest z mojej winy że szukał pocieszenia u innej. Napiszę wam jeszcze tak nigdy nie miałam i niema wsparcia od męża, nawet czasmi nie za uważana. Nawet oskarzana o i podejrzana o zdradę. Nigdzie praktycznie nie chodzę bo zajmuje się dziećmi. A czami nawet potrafi powiedzie że jak mi się coś nie podoba to mam wypi...... Tak poprwdzie jestem żoną ale tylko żeby przynieś podać posprzątać i jeszcze wszystko za niego zrobić. Boli mnie to bardzo bo naprawdę kocham. Ale nie mogę sobie z tym poradzić bo on uważa że się nic nie stało co mam zrobić proszę o pomoc
  20. - Jeśli dobrze zrozumiałem, szuka pan żony? - Skąd! Wolę mieć kilka kochanek. - Czy to nie jest zbyt kosztowna impreza? - Od razu widać, że nie był pan żonaty. - Ale przecież mówi pan, że czuje się samotny. - Wolę czuć się samotny i dobrze bawić niż czuć się samotnie będąc niewolnikiem. - W czym zatem mogę pomóc? - Chcę się czuć samotny m-n-i-e-j. - Nie myliłbym samotności z cynizmem. - Sugeruje pan, że jestem zgorzkniały? - Skądże. Ja tego nie sugeruję. Przez zgorzknienie nie chce się niczego poza mniejszą ilością emocjonalnego bólu. W zgorzkniałym człowieku nie ma nic, co czułoby radość. - Faktycznie, czasem mam wrażenie, że jestem atrapą człowieka. - To specyficznie ludzkie odczucie, więc o pana człowieczeństwo bym się nie martwił. Natomiast atrapą mogły być lub są te relacje, które pan tworzy. Z żoną czy będąc nieżonatym człowiek potrzebuje w więzi czuć się też potrzebnym, za coś odpowiedzialnym, a nie tylko hedonistycznie rozbawionym. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online; w jego ofercie: psychoterapia przez Skype.
  21. Mój partner zdradzał ze mną swoją żonę. Teraz mamy dziecko od 3 msc. Mieszkamy razem od marca 2019. Spotykaliśmy się ok dwa lata. Jego żona nie wie o dziecku, on się boi jej powiedzieć, ponieważ ona ma depresję i strasznie to do tej pory przeżywa (to że ją zostawił). Nie potrafi bez niego nic zrobić, pisze codziennie smsy, prosi go żeby jej pomógł (on jej nie odmawia bo ma wyrzuty sumienia). Jest całkiem sama, nie ma przyjaciół. Nawet nie chce mieć bo polega na nim. O nic go nie pyta bo nie chce wiedzieć, jest zagubiona i nie może sobie poradzić. Mnie to bardzo boli. Jest mi jej żal ale nie potrafię się cieszyć z niczego. Mam myśli samobójcze. Nie wiem co robić. On mnie nie zostawi i nie wróci do niej ale mimo to oni są wciąż małżeństwem i nie ma mowy o rozwodzie. Co mam robić? Niech mi ktoś pomoże, mam wrażenie że nikt mnie nie rozumie. Kocham swojego partnera nad życie i swoją córeczkę również ale to mnie tak dobija że nie chce mi się żyć
  22. Witam, Mam 23 lata, mam problem ze znalezieniem partnerki, nigdy jej niemiałem w życiu. Od wielu lat z tego powodu mam stany depresyjne, ściska mnie w gardle, płakać mi się chcę. Prób znalezienia/poderwania przez te wszystkie lata było setki. Jestem pewien że to z powodu mojego wyglądu. Równierz posiadam konta założone na wielu portalach randkowych, brak odpowiedzi na moje wiadomości. Proszę mi odpisać, Jak mam sobie poradzić/pogodzić się z życiem bez miłości partnerki oraz bez seksu? Bo staje się to już nie do wytrzymania. Pozdrawiam.
  23. Dzień dobry, pisanie o tym nie jest łatwe , ale chciałbym się otworzyć i może wyrzucić z siebie to co teraz siedzi we mnie . Mam 21 lat od ponad 3 lat jestem w związku z chłopakiem . Bardzo szybko zamieszkaliśmy ze sobą ( po zaledwie 7 miesiącach ). Wszystko od samego początku było na bardzo wysokich obrotach. Nie mogliśmy " żyć " bez siebie bynajmniej mi się tak wydawało. Oddałam się całkowicie tej relacji. Był moim pierwszym mężczyzna w łóżku. Z początku uprawialiśmy sex jak króliki , gdzie się tylko dało. Padały słowa kocham cię . Zawsze byliśmy " MY " w naszych wypowiedziach . Wyjechałam za nim za granicę i to chyba był nasz najlepszy czas . Wróciliśmy jakieś 1,5 roku temu przeprowadziłam się do niego , gdzie nikogo nie znam i nie mam żadnej rodziny , ale z początki mi to nie przeszkadzało.Jednak od jakiegoś roku wszystko wygląda inaczej. Wychodzi wieczorami o 22 i wraca w nad ranem . Złapałam go już na wielu kłamstwach jeżeli chodzi o te wyjścia . Sex uprawiamy raz może na 2 miesiące , nie dotyka mnie nie padają słowa kocham cię , nie przytulamy się w łóżku . Cały czas awantury o najmniejsze rzeczy. Nie dopuszcza do takiej sytuacji żebym miała jego Telefon w rękach. Nie robimy wspólnych zdjęć. Nie trzymamy się za ręce jak gdzieś wychodzimy ( co i tak zdarza się bardzo rzadko ) . Nie spędzamy razem czasu bo po dłużej chwili kończy się to kłótnia. Nie bierze pod uwagę mojego zdania etc. Najbardziej brakuje mi tego kontaktu cielesnego. Wiem że wszyscy pewnie jak jeden mąż napiszą żebym odeszła że to nie ma sensu itp. Ale ja go nadal kocham. Kocham to jak się uśmiecha . Jak śpi bo wtedy jest taki spokojny . To że czuje się bezpieczna przy nim . Jego oczy . Jak opiekuję się zwierzątkami. Nie potrafię odejść , ale w środku jestem nieszczęśliwa. I wiem że on też już nie czuje do mnie tego co na początku. Nie wiem co mam robić. Często mam myśli samobójcze . Ostatnio nawet mój partner mi powiedział że ja mam naprawdę smutne życie .... (No z powodu że nie mam dokąd wrócić bo w moim rodzinnym domu mój pokój został zburzony i siostra ma jeden duży ) Nie mam motywacji by wstać z łóżka. Leżę całymi dniami w 4 ścianach sama. Ostatnio nawet zauważyłam że źle się czuje w towarzystwie innych osób. Myślę że popadam w depresje , i potrzebowałam mega dużo czasu żeby się do tego przyznać , ale nie mam już nic do stracenia . Boje się że niedługo naprawdę dojdę do takiego stanu że coś sobie zrobię.... Ale piszę głównie z zapytaniem czy można kogoś kochać tak bardzo że jednocześnie się nienawidzi tej osoby ?? Pozdrawiam serdecznie N.
  24. Witam jestem kobietą, która ma lat 20 oraz jestem w krótko trwającym związku bo lada 9 miesięcy. Obecnie pracuje zagranicą gdzie też praca jest dość stresująca. Gdy miałam 11-13 lat moi rodzice strasznie się kłócili,i w wieku 14 lat wzięli rozwód gdzie musiałam szybko dojrzeć, niestety rodzice w tym czasie byli bardzo zajęci głównie kłótniami i robieniu sobie różnych złośliwych sytuacji, ponieważ co się okazało mama ma nowego partnera gdzie on również zaczął się przyczniać do różnych przykrych awantur min. szarpal tate i wiele innych. Ja w tamtym czasie przy okresie dojrzewania potrzebowałam rodziców a oni walczyli o mnie o jak o jakieś trofeum a to z tego względu, żeby rzadna ze stron nie płaciła alimentów. Zaczęłam się okaleczać, bardzo zamknęłam się w sobie, nie miałam na nic ochoty, zaczęłam chodzić do psychologa i było po jakimś czasie wszystko dobrze. Gdy osiągnęłam wiek 17lat poznałam chłopaka, z którym byłam 2 lata, lecz okazało się że jest bardzo agresywny po alkoholu, zaczął mnie bic a ja długi czas wybaczałam. Zaczął chodzić do psychologa, były momenty ze było juz ok ale pożniej zaczęło się to nasilać aż wkoncu zakoczyłam toksyczny związek. Zawsze sobie mówiłam on potrzebuje pomocy, musze mu pomoc, ale nie takim kosztem w tym okresie również zaczęłam się krzywdzić lecz już było jakieś słowo STOP. Po jakimś czasie poznałam chłopaka który był tylko ze mną bo miał jakieś korzyści. Po tych przykrych incydentach postanowiłam odpocząć od związku, być sama i tak też zrobiłam. Teraz mając już prawie 21lat poznałam chłopaka który od razu zawrócił mi w głowie, na samym początku jak to w związku jest kolorowo rozmawialiśmy o wszystkim i o niczym znalazłam kogos kto mnie potrafił zrozumieć byłam bardzo szczęśliwa, lecz wszystko się zmienieło poprzyjedzie do pracy zagranica. Zaczęłam mu nie ufać bo te zaufanie stracił przez kłamstwa i już nie potrafię zaufać ponownie, bardzo często wypominam mu jego przeszłość, ponieważ prowadził okropny tryb życia. i tez nie miał go łatwego. Wiem że tego nie cofnie ale jak się kłócimy chce mu jak najwięcej wyrządzić przykrości nie wiem z jakiego konkretnego powodu. Czasem mam wrażenie ,że chcę komuś sprawić ból i ja również ten ból lubie odczuwać., ponieważ zaczęłam się znowu okaleczać, człowiek który prawie ma 21lat się okalecza? Ja jestem tego świadoma że daje chwilowe odetchnnienie, wstydzę się tego co robię ale nie mogę się opanować, gdy pojawia się konkretna kłótnia ja nie panuje nad tym, sięgam po coś ostrego. Gdy się już kłócimy zaczynamy się bić szarpać gdzie później oboje tego żałujemy. Zauważyłam,że nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Ostatnimi czasy bardzo jestem rodrażniona, budzę się w nocy, robię kłótnie o nic i zawsze to ja muszę mieć rację. Byłam kiedyś chora na padaczkę lecz lekarze stwierdzili że jestem zdrowa ponieważ ataki się nie pojawiają 4-5lat czy może być to również związek z neurologią? Jak panować nad agresją oraz jak ponownie zaufać?
  25. Cześć. Jestem dość młodą osobą, zdaje sobie sprawę, że nie powinno mnie tutaj być ale nie wiem gdzie szukać pomocy. Ojciec jest alkoholikiem, na szczęście nie bije mnie. Jest wredny, poniża mnie, mam tego dość. Nie wytrzymuje tego. Szukałem pomocy u nauczycieli ale nic. W końcu nie wytrzymałem i zacząłem kombinować z zadawaniem sobie krzywdy. Zacząłem dość ostro, robienie cięć źyletką i polewanie tego octem. Ojciec ma sprawę w sądzie za jazdę po pijaku, w grudniu jedzie na odwyk. Wczoraj mówił mi, że wie, że boli mnie jego picie. Dzisiaj wrócił kompletnie schlany. Mam tego wszystkiego dość, chciałem się zabić ale nie zrobiłem tego ze względu na mamę. Wczoraj mama była na wywiadówce, dowiedziała się wszystkiego od nauczycielki której się zwierzałem. Mamy pojechać do psychologa, już wydawało mi się, że to wszystko wyjdzie na prostą, że wyjdę z depresji. No ale nie. W drzwiach ujrzałem ten sam widok, ojciec trzymający się futryny aby się nie wywrócić. Co mam robić w tej sytuacji? Nienawiść do ojca jest już tak duża, że nie będę za nim tęsknić gdy wyjedzie na 2 miesiące na odwyk. Odnoszę wrażenie że bez niego miałby lepiej poukładane życie. Co robić? Chcę rzucić masochizm, chcę żyć normalnie ale ojciec i jego alkoholizm nie pozwala mi. Mam nadzieję, że nikt nie usunie tego posta ze względu na wiek. Uprzejmie proszę o pomoc

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.