Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'depresja'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Witam mam na imie Weronika mam 18 lat za 5 miesiecy 19 . pracuje za granica na eskord . praca jak każda dla mnie , ale tu nie o tym . Moja sytuacja trwa od jakies 2 może 3 tygodni . odkad pomogłam i sprowadziłam tu koleżanke. Mam problem emocjonalny z zazdroscią i zmianami humorów. Tak dokładniej chodzi o to ze no ona jest ,,lepsza; . Odkad przyjechała mam wrażenie , że ciagle ona jest zachwalana , Znam ją dosc długo i już nie raz przyłapałam ją na kłamstwie i to mnie mam wrażenie tak wkurza , że na każdym kroku cos wymysla . a moze nie to , Ja sama nie wiem co mi jest . Ale odkad przyjechała to ciagle mam zmiany nastroju raz jest git wszystko a raz mam ochote jej łeb urwac . Moze jestem po prostu atencjuszką i denerwuje mnie że ona jest wywyższana nie wiem . Dzis nawet dowody na to co wczoraj sciemniała mam . no ale co jak pokaże czy powiem o tym to bedzie że nie potrzebne kłótnie wywołuje . moze to mnie tak denerwuje ze mimo wszystko ona dalej była by ta dobra i fajniutka , eh juz sama nie wiem . ale to duzy farmazon ma bujną wyobraznie i duzo zmysla, Ale dobra to nie o niej bo sie rozpisałam wkurzona a tu nie o to chodzi, Co ja mam zrobic z soba z moimi nastrojami .. wrednoscią ; . boje sie że moga mnie zwolnic przez to . Musze byc bardziej rozmowna z nimi wiecej nie wiem gotowac sprzatac byc milsza nie wiem sama, Potrzebuje rady . teraz pewnie pomyslicie a błachostka , ale to tylko z 1/20 co sie dzieje tutaj . ale nie bede sie az tak rozpisywac , Jak wiecie co mi pomoze moze tabletki na uspokojenie jakies spacery czy cos piszcie , bo ostatnio wogóle sie nie odzywam siedze cicho w swoim swiecie ze tak powiem odciełam sie mozna tak to powiedziec , Z góry przepraszam że tyle błedów . ale mam nowy niemiecki laptop i nie umiem jeszcze wszystkich znaków rozszyfrowac , z góry dziekuje za pomoc i wiem ze to sie pomieszało wszystko
  2. Cześć. Mam problem. Ostatnio jest ze mną źle. Już nie mogę zliczyć jak często dzwonię na jakiś numer pogadania albo zaufania. Jestem samotna. Od bardzo długiego czasu nie mam z kim pogadać. Mieszkam w wynajętym pokoju ze współlokatorami. Ale oni omijają mnie szerokim łukiem. Mam obrzydliwe sny. Związane z jakimiś ohydnymi przekształceniami mojego ciała. Już 6 razy przystępowałam do terapii. Niestety będąc w terapii okazuje się że nie mam wobec terapeutki i ludzi absolutnie żadnych granic. Można mi wmówić co czuję i co myślę. Szczególnie w stosunku do kobiet. Czuję się słaba, nie wiem kim jestem ani czego chcę. Nie umiem odpowiedzieć na najprostsze pytania. Nie umiem komunikować się tak, żeby zasygnalizować ile wiem, ani powiedzieć co mam na myśli konkretnie albo co czuję. Mam wrażenie że żyję dla kogoś innego, nie dla siebie. Nie pamiętam co robiłam wczoraj, co się działo miesiąc temu. Niestety, relacje z moją rodziną pozostawiają wiele do życzenia. Nie czuję, żebym mogła na kogoś liczyć nie mam z kim porozmawiać. W mojej głowie już nic się nie układa. Bardzo źle o sobie myślę. Wstanie z łóżka to wyzwanie. Moje emocje to ciągła histeria. O ile już nie jest mi wszystko jedno. Mam do napisania pracę magisterską i dyplom ale im większą presję wywierają a mnie np promotor, tym bardziej (mimowolnie) oddaje wodze jemu. zupełnie inaczej by było jakbym ją pisała z wewnętrznej motywacji, wtedy sama rozkładam sobie wszystko w czasie i zależy mi, ale kiedy ktoś mi zaczyna podpowiadać i pomagać, im bardziej się stara tym bardziej ja się blokuje. Właśnie do mnie dotarło że nie napisałam nic kolejny tydzień. Przecież nie jestem niemotą. Mam wrażenie że robię te rzeczy dla siły z zewnątrz. Czuję się taka niezauważona i stłamszona. To chore ile czasu potrafię siedzieć tak w utajeniu i jaką katorgą są wtedy dla mnie te wszystkie zadania, jak nieporadna się wtedy staję i jak bardzo nie jestem w stanie nic powiedzieć kiedy ktoś mi doradza i pomaga. tak samo jest z terapią, aż mnie skręca od słów, że coś trzeba albo że coś muszę. a od każdego słyszę rady Aż brak mi słów jak bardzo mam dosyć jak na mnie ktoś patrzy z politowaniem i lekceważeniem bardzo trudno mi jest i to zwykle długo trwa zanim uda mi się zaufać na tyle, żeby opowiedzieć na czym polega problem, żeby ująć to z odpowiednią wagą sytuacji Przecież jeszcze niedawno byłam innym człowiekiem, zadbanym i zawsze wiedziałam co powiedzieć. Nie umiem sobie poradzić z tym, ze teraz traktują mnie jak zupełnie inną osobę. Najgorsze jest to że to, że sobie na coś zapracuje wcale nie znaczy, że to zostanie tak poukładane w głowie. Były momenty kiedy było ze mną dużo lepiej i teraz nie ma po tym śladu. Zapominam rzeczy które się wydarzyły i co już umiałam.
  3. Witam. Jeżeli poszukujesz sprawdzonego psychologa, psychoterapeuty to zapraszam na stronę www.polscypsycholodzy.eu
  4. XWitajcie, Pojawiłem się tu, bo jestem już bez siły, a może mi się tak tylko wydaje. Post ten może być trochę bez Ładu i składu, ale jeśli ktoś będzie miał jakieś pytania, to śmiało pisać a odpowiem. Proszę Was tylko o diagnozę, wskazanie drogi wyjścia. Zacznę od tego, że mam 30 lat Zone i Corke. Jakimś cudem udało mi się ożenić i założyć Rodzinę. Bardzo Ja kocham. Wśród kolegów i koleżanek z pracy jestem postrzegany, jako wesoly i lubiący pożartować facet. Skończyłem szkole średnia. Uważam, że jakiś głupi nie jestem . Interesuje się polityka, sportem i ekonomia. Pracuje za najniższa krajową, w miejscu gdzie może pracować osobq z wykształceniem podstawowym. Dosłownie każdy - handel. Jestem dobrym sprzedawca, odnoszę małe sukcesy ale nie mają one przełożenia na wynagrodzenie -jedynie koją satysfakcja. Wychowałem się w pełnej Rodzinie. Byłem kochany, doceniany , dobrze się mną opiekowano. I Mama i Tata stawali na głowie byk nigdy nie czuł się gorszy. A właśnie się czuje. Mam 30 lat. Około 50 tysięcy kredytów do spłaty, bez szans na kredyt na mieszkanie. Mieszkamy z Rodzicami. Jestem uzależniony od zadłużania się, albo może inaczej -, od wydawania pieniędzy. Jestem potwornie zakompleksiony. Uważam się za kogoś obrzydliwego. Bardzo brzydkiego. W dzieciństwie ( w szkole) koleżanka nazwała mnie raz czy dwa razy "gremlinem" co pamiętam do dziś. Koledzy z boiska mówili do mnie kosmitą. Mam krzywy nos, wyłupiaste oczy , Wielka głowę, jestem niski, bez włosów na głowie, mam dziurawe i potwornie krzywe zęby. Gdy rozmawiam z drugim człowiekiem unikam spojrzenia w oczy bo usłyszę, coś co słyszałem wcześniej wielokrotnie "Ty masz krzywy nos". Jestem płochy. Boja się konfrontacji z drugim człowiekiem. Nie umiem walczyć o swoje. Z góry się wycofuje. Jak słyszę gdzieś karetkę z od razu Bardzo boję się że to do kogoś z moich bliskich (Żony, Rodzicow). Wtedy dzwonie do Nich np co tam slychac żeby Ich usłyszeć i mieć pewność że wszystko dobrze. Nigdy nie byłem nawet blisko odebrania sobie życia ale wielokrotnie o tym myślałem. Żeby to zrobić. Albo co by było, jaką bylaby reakcja mojego otoczenia, gdybym to zrobił. Czuje ze przegrałem już swoje życie. Że nigdy nie spełnię marzenia Żony o własnym mieszkaniu . Pracy nie zmienię, bo naprawdę ciężko mi przychodzi zmiana otoczenia ale przede wszystkim dlatego że w okolicy (mieszkam na wsi) nie ma dobrze płatnej pracy z moim wykształceniem, a z kolei ja też jestem manualnym dnem i niewiele potrafię zrobić. Kim ja jestem i co mogę zrobić, aby być kim wartościowym, bo uważam się za egoistę i nienawidzę się za to.
  5. Witam, jestem 22letnia kobieta. Od dłuższego czasu bardzo się męczę mieszkam z partnerem który też nie ma najlepszego wpływu na moje zachowanie. Nie mam chęci do życia wszystko wydaje się bez sensu ciągle chodzę zdenerwowana zmienność nastrojów płacze krzyczę wyzywam później to boli że się tak zachowuje od środka ściska mnie w żołądku czasami czuję nienawiść do wszystkiego jest mi trudno się uspokoić jak mogę rozwiązać swój problem? niszczę relacje z ludźmi. Dość często mam zawroty głowy mdłości zimno mi trzęsą mi się ręce Ból w klatce piersiowej też czasami mi doskwiera takie mocne kłucie.
  6. Witajcie. Mam na imię Michał i mam 26 lat. Miałem w życiu kilka związków, w jednym byłem 7 lat. Rozpadł się dlatego, że moja obecna wtedy dziewczyna zdradziła mnie z moim kolegą, ale to nie tutaj o tym mowa. Postanowiłem wtedy, że już mnie pokocham nigdy nikogo. Jednak jak to mówią miłość przychodzi niespodziewanie. Poznałem dziewczynę, była moim ideałem. Zakochałem się po uszy, spędzaliśmy razem super chwile, po jakimś czasie można powiedzieć, że zamieszkaliśmy razem. Niestety w każdym związku nadszedł czas próby. Ja byłem za bardzo zazdrosny, częste kłótnie zacząłem szukać lepiej co było największym błędem jaki mogłem popełnić, ale cóż faceci już tacy są, myślą po stracie. Rozstaliśmy się z wtedy moją obecną dziewczyną, miałem bardzo dużo wątpliwości bo cały czas ją kochałem, ale bałem się, że jak zostanę wrócą kłótnie, kłamstwa itp.. odszedłem.... Po jakimś czasie spotkaliśmy się, zapłakana błagała mnie żebym ją przytulił, pocałował i wrócił.. nie zrobiłem tego. Poznała innego chłopaka. Czy jest szczęścliwa? NIE to wiem napewno. Od naszego rozstania minął już ponad rok. Często się spotykamy, rozmawiamy, wspominamy dawne chwile, można powiedzieć, że coś czasem iskrzy lecz to już nie jest to co dawniej. Od czasu naszego rozstania nie miałem innej kobiety w żadnym kontekscie tego słowa. Cały czas walczę o tą jedyną, tą którą kocham ponad życie i nie potrafie bez niej dalej funkcjonować. Przepraszam, że piszę tak mało zwięźle, lecz nie jest to dla mnie łatwe, pierwszy raz próbuję się otworzyć i sobie lub Nam pomóc. Nie wiem czy Ona dalej mnie kocha, nie mam zielonego pojęcia. Od czasu naszego rozstania bardzo się zmieniła, wiem, że ją to wtedy bardzo zabolało i bardzo to przeżyła. Dzisiaj bym zrobił wszystko by cofnąć czas lecz nie da się. Co mam zrobić? Za każdym razem jak od niej wracam wyje jak głupi, nie mogę sobie znaleźć miejsca, nie jem i co najgorsze idę w stronę używek.. Proszę o jakąś radę, pomoc. Co kolwiek..
  7. Z moja przyjaciolka znamy sie od dziecka, mialysmy wzloty i upadki ale nigdy sie o nic waznego nie klocilysmy. Po liceum ona wyjechala kontakt przepadl nam na rok ale odnowilysmy go, zawsze za dzieciaka planowalysmy razem zycie w wiekszym miescie, mieszkanie razem byla dla mnie jak siostra - dalej jest ale juz nie jestesmy dziecmi. Zrobilam sie zazdrosnym, zakompleksionym odludkiem. Zrobilam w okol siebie skrupe i nikogo nie dopuszczam zwlaszcza facetow i tu pojawia sie problem, poniewaz zrobilo sie przez to,ze moja przyjaciolka dostaje faceta kazdego ktory wpadnie mi w oko, daje mi “zielone swiatlo” po czym sie z nim caluje. Oni zawsze wybieraja ja, przez co kazda impreze koncze zaplakana w lazience. I juz o tym rozmawialysmy, wiem ze nie robi tego specjalnie ale ja przez to wpadam w jakas paranoje. Staja sie zakompleksiona siksa. Czuje sie przez to zle, ze jestem zla przyjaciolka. Nie umiem sluchac o jej sprawach sercowych, innych chlopakach, nie chce z nia imprezowac bo znowu zostane zostawiona dla niej. I swiat sie nie konczy na facetach ale po roku bycia singielka i tylko takich sytuacjach to juz mi siadlo na psychike. Zaczelam tak sie czuc przy wszystkich - gorsza. Patrze na ludzi,swoich znajomych i przyjaciol i czuje sie jak jakis smiec. Dostaje paranoi ze gorzej wygladam, zle sie ubieram,ze zle cos powiem w danej sytuacji albo czegos nie zrozumiem, ze nie jestem taka pewna siebie jak inne moje przyjaciolki. I moze ktos pomysli ze to glupie ale dostalam bzika i chcialam w koncu byz lepsza, kupowalam wszystkie modne ubrania, chodzilam do kosmetyczki, robilam wszystko zeby “lepiej wygladac” a czulam sie coraz gorzej . Przez cala ta pewnosc siebie zaczelam zachowywac sie dziwnie oczywiscie nie zawsze ale stresuja mnie sytuacje ktore nie powinny, czesto nie umiem sie wyslowic, zestresowana zaczelam sie wszystkiego bac, wystapien publicznych - nigdy nie mialam z tym problemu wiekszego zwyczajnie sie stresowalam , a teraz panikuje. Boje sie ze ludzie mnie obserwuja i oceniaja. Jestem juz na skraju swojej psychiki. Nie wiem czy powinnam poszukac pomocy czy poradze sobie sama. Mialam za soba burzliwy zwiazek, podejrzenia depresji ale myslalam ze to minelo jak wyleczylam swoje “zlamane serce” teraz ciezko mi odnalezc siebie i poczucie wlasnej wartosci. Na co dzień staram sie zyc normalnie i to ignorowac ale kiedy zdazaja sie takie sytuacje ze znowu jestem od kogos odtracona,to wszystko mnie niszczy od srodka. Nie chce taka byc, chce byc dobra przyjaciolka, nie chce zeby to mnie bolalo i nie chce sie czuc gorsza.
  8. Nie za bardzo wiem od czego zacząć, bo mam wrażenie, że w każdym aspekcie mnie i mojego życia jest "coś nie tak". Ale zacznijmy: mam 23 lata, nie mam zbyt szczęśliwej i kochającej rodziny, co bardzo mnie boli (od dziecka słuchałam/słucham kłótni rodziców, awantur). Zawsze byłam nieśmiała, ciężko nawiązywało mi się kontakty z ludźmi, żadna ze mnie dusza towarzystwa. Tak jest do teraz chociaż w związku z pracą i studiami naprawdę staram się i przełamuję, by jakoś w społeczeństwie funkcjonować. Dużo rzeczy mnie stresuje i to takich mało ważnych jak pójście do sklepu, zadzwonienie gdzieś itp. Oczywiście mam też niskie poczucie własnej wartości. Uważam się za brzydką i nudną osobę. Mam problem z wyrażaniem własnego zdania. Jakimś cudem znalazłam chłopaka, ale od roku (związek trwa 3) mam coraz więcej wątpliwości, czy ja go naprawdę kocham, a może tylko lubię jako przyjaciela? Może jest mi po prostu z nim wygodnie? Ostatnio jest mi szczególnie ciężko. Nic nie ma sensu, więc mogłabym leżeć i patrzeć w sufit bez końca. Jest tyle smutku we mnie i tyle do naprawienia, a ja nie mam siły już walczyć, próbować się zmienić... Mam wrażenie, że to trwa od dzieciństwa... Jakbym już była skazana na takie życie. Czasem bywa lepiej przez np. dwa tygodnie, a potem jest zjazd totalny i potem znowu całkiem pozytywny czas. Teraz czuję, że to nie tylko zjazd, a coś więcej, boję się, że z tego nie wyjdę, że już tak zostanie. Proszę o jakąkolwiek pomoc, może poukładanie trochę moich myśli za mnie i wskazówki co robić, od czego zacząć.
  9. Witam nie wiem od czego zacząć ale wiem jedno... Jest już mi zbyt ciężko samemu to ogarnąć... Jestem w małżeństwie świeżym że człowiekiem, którego chyba nienawidzę, nie chce nawet na nią patrzeć, z nią rozmawiać, bo tak mi obrzydzila życie. Ciągle kłótnie o wszystko... Mamy ponad roczne dziecko i tylko ono trzyma mnie w związku tym toksycznym. Nie wiem co robić, żyć mi się odechciewa momentami, czasami mam myśli samobujcze... Ale póki co tylko myśli. Jesteśmy z 8 lat razem, od dawna mnie w. Iej dużo mierziło ale ja kochałem i wzięliśmy ślub, mamy planowane dziecko, myślałem, ze to nas zbliży i pomoże... Ale łudziłem sie i teraz wiem, ze w dalszej perspektywie ciągłych kłótni, w których tracę już panowanie nad tym co mówię mogę jej coś zrobić, bo dłużej tego nie zniosę...
  10. Mam 32 lata, Żonę, dwójkę dzieci dom, dobrą pracę, zdrowie - wszystko co potrzebne do szczęścia. Niestety od dłuższego czasu nie potrafię się tym cieszyć. Wydaje mi się, że czas zdalnej pracy ( od początku COVID pracuję z domu), nie pomógł w tym wszystkim i jeszcze bardziej nasilił to odczucie.... Ale zacznijmy od początku. Nigdy nie byłem osobą wylewną, i z trudnością przychodzą mi rozmowy z drugą osobą, a uczucia staram się okazywać w inny sposób niż słowami. Całe swoje życie zostawiłem i odciąłem się od znajomości sprzed małżeństwa (poniekąd w sposób naturalny znajomości się skończyły). Oddałem się w pełni rodzinie. Rozwijam się zawodowo, a po godzinach pracy, remontowałem pierw jedno mieszkanie, później drugie, i ostatecznie wymarzony dom. Kosztowało nas to wiele poświęcenia. Żona w tym czasie zajmowała się dziećmi. Wiem, że też jej było ciężko, dlatego jak tylko mogłem, pomogłem jej i dawałem jej wolne wieczory, żeby mogła wyjść i się zresetować na spotkaniach z koleżankami. Tak minęło kilka lat małżeństwa (dokłądnie 7 lat). Aktualnie od ponad roku mieszkamy już w domu, i role się odwróciły. Ja siedzę całymi dniami w domu, często równolegle opiekując się dziećmi i pracując zdalnie (dzieci odkąd poszły do przedszkola zaczęły się regularne katarki/kaszelki itp), a Żona wróciła do regularnej pracy. Wiosną tego roku, stwierdziłem że potrzebuję coś zrobić sam, coś co da mi odskocznię, możliwość restartu baterii, więc pomyślałem że kupię sobie rower, i połączę kilka rzeczy na raz - wprowadzę więcej ruchu w moją codzienność (odkąd skończyłem remonty/wykańczanie domu moja aktywność fizyczna mocno spadła), do tego myślałem o wspólnych wycieczkach rowerowych, więc dodatkowo kupiliśmy przyczepkę, i miałem nadzieję że to nas trochę zbliży do siebie - niestety wiele okazji nie było, żeby razem gdzieś pojechać. Głównie jeździłem sam, a i tak raptem było to kilka (max 10 razy) na cały sezon. Traktowałem to trochę jak ucieczkę, jak sposób na pobycie przez kilka godzin sam na sam ze swoimi myślami. Sezon się skończył i znowu zostałem "uziemiony". Nie mam żadnych swoich kolegów, z którymi mógłbym wyjść na przysłowiowe piwo i pogadać o byle czym. Bo większość osób z naszego otoczenia to są mężowie koleżanek od Żony, których bardzo lubię i chętnie się z nimi spotykam, ale nie pogadam z nimi na wszystkie tematy, problemy. Myślałem już kilkukrotnie, żeby dyskretnie spotkać się z psychologiem, i porozmawiać o tym. Ale nie mam kiedy, ponieważ żona wraca z pracy późno (ok godziny 17), a wcześniej albo pracuję, albo zajmuję się dziećmi ( zawożę do przedszkola, odbieram z przedszkola). Problemem nawet jest fakt, że mamy wspólne konto, i nie mam jak zapłacić za taką wizytę, bo Żona pewnie by zauważyła że zapłaciłem kartą lub wyciągnąłem 200 zł z bankomatu.. musiałbym dosłownie wyciągać po 50 zł i odkładać, żeby "uzbierać" na wizytę. Kojena rzecz, to papierosy. Żona wróciła do palenia, i mówiłem jej, że mi się to nie podobna, że ma tego nie robić bo się uzależni... i że śmierdzi papierosami. Ale też to trwa już od ponad roku, co dodatkowo odpycha mnie od Żony. A teraz najważniejsze i najgorsza rzecz, z którą kompletnie nie potrafię sobie poradzić. Od zawsze, często nachodziły mnie sny z moją wcześniejszą partnerką. Od jakiegoś czasu przeradza się to w obsesję. Nie mam na nic ochoty z Żoną, chociaż jest piękną kobietą, ale za to ciągle mam przed oczami moją byłą. widzę Ją na każdym kroku, każda myśl kieruje mnie do niej. Nie jestem w stanie tego opanować, ani zaprzestać. Dzieje się to samo z siebie. Rano budzę się, i mam kaca moralnego, ponieważ znowu miałem sen z byłą, leżąc obok Żony. Później chodzę zdołowany przez pół dnia. Ostatnio często myślę o rozwodzie.... jakby to było gdybyśmy się rozwiedli... wiem co oznacza to dla moich wspaniałych ukochanych dzieci, ale czy to nie lepsze wyjście? Mając dzieci zamiennie pod opieką ( tydzień u mnie / tydzień z mamą). Może staniemy się lepszymi dla dzieci, i lepszymi ludźmi ? bo teraz wydaje mi się, że stajemy się złymi ludźmi. Może jest to trochę chaotyczne co napisałem, ale proszę napiszcie cokolwiek...
  11. Dzień dobry. OD jakiegoś czasu zauważyłam u siebie bardzo obniżone samopoczucie. Nie mam na nic siły. Nie tylko psychicznej, ale i fizycznej. Potrafię wrócić po pracy do domu i przesiedzieć w jednym miejscu. Nie mogę zmusić się do aktywności (jedynie w pracy, pracuję w przedszkolu, więc siłą rzeczy jestem w ruchu). zauważyłam u siebie drżenie rąk, podwyższony puls (około +/-90), bezdechy senne, ból głowy oraz całego ciała (to był dla mnie pierwszy niepokojący objaw, resztę jakoś próbowałam przetrwać, usprawiedliwić). Ostatnio miałam wizytę u kardiologa, który stwierdził, że wszystko w porządku, wiec objawy muszą być na tle emocjonalnym. Jak myślę o pracy to jest mi niedobrze, najgorzej mam po weekendzie. Bywały również dni, kiedy potrafiłam praktycznie nic nie jeść, a gdy próbowałam zjeść chociaż trochę, miałam później odruch wymiotny. Do tego staram się o dziecko, to też mnie trochę rozstraja. ale dzięki temu nie piję alkoholu ( w innym wypadku mam wrażenie, że mogłabym go zacząć nadużywać. Nadmienię, że jestem DDA). W pracy również czuję się przytłoczona i przez nadmiar pracy, obowiązków, pretensje dyrektora i złośliwe dokładanie rzeczy, jak i traktowanie z wyższością albo jak powietrze. Wizytę u psychiatry mam umówioną w styczniu, psychologa dopiero w połowie lutego. Mam dylemat, czy prosić psychiatrę o zwolnienie, z jednej strony czuję ogromne przytłoczenie, które zapewne też źle wpływa na moje starania o dziecko, a z drugiej myślę, że może wytrwam jeszcze kilka miesięcy i boję się opinii w pracy na temat mojego l4. Zdaję sobie również sprawę, że ja i moje zdrowie powinno być najważniejsze, znowu z tyłu głowy mam "co ludzie powiedzą" " i nie mogę zawieść w pracy" (chociaż czuję się kiepskim pracownikiem ). Może jest ktoś, kto podjął ciężką decyzję o zwolnieniu lekarski i pomogło mu to? Dziękuję za odpowiedzi.
  12. Jestem 18-letnim uczniem liceum, wciąż na utrzymaniu rodziców. Piszę z prośbą o poradę, co powinienem zrobić w mojej sytuacji, jaką jest depresja (z tego co wiem stwierdzona przez specjalistę) i myśli samobójcze mojego przyjaciela, nazwijmy go Michał. Cały problem zaczął się około miesiąc temu (początek listopada/koniec października), chociaż już wcześniej miewał „smutniejsze fazy”. Zadowolony i szczęśliwy oznajmił mi, że nawiązał bardziej romantyczny kontakt z naszą koleżanką, która równocześnie jest siostrą mojego drugiego przyjaciela, na potrzeby historii nazwijmy go Adam. Cieszyłem się jego szczęściem i faktem znalezienia przez niego drugiej połówki. Od tego czasu całe samopoczucie Michała zależało od stanu ich relacji. Kiedy zatracali kontakt albo powiedział coś głupiego – był ekstremalnie smutny. Kiedy ona wykazywała zainteresowanie nim – był szczęśliwy do granic. Niestety z biegiem czasu, Michał tracił jej zainteresowanie, przez co postępował jego smutek. Do tego wszystkiego o fakcie dowiedział się Adam, który z miejsca znienawidził Michała, w wyniku czego Michał stracił przyjaciela. W bardziej przyziemnych sprawach Michałowi los również nie sprzyjał, zgubił swoje słuchawki za 400zł, przegrywa wszystkie turnieje (uprawia szermierkę) i psują mu się rzeczy, co dobija go jeszcze bardziej. Na tą chwilę dwa razy już dostałem od niego wiadomość o treści „Żegnam was, dłużej już nie wytrzymam”, przy czym za drugim razem (nie wiem na ile na serio się to odbyło i na ile był świadomy co mogłoby się stać) owinął sobie cienki sznurek wokół szyi, który pękł. Jestem jego najbliższym przyjacielem, mimo że od dłuższego czasu nie opuszcza domu to mam z nim kontakt przez internet i codziennie go pocieszam. Oczywiście zawiadomiliśmy rodziców, którzy na ile mogą – pilnują Michała. Z tego co się dowiedziałem ma zdiagnozowaną depresję, dostaje leki na bazie serotoniny. Jak to jednak bywa w depresji, kiedy już raz na dwa tygodnie wyjdzie z domu zachowuje się normalnie. Moim pytaniem jest – co jako najbliższy przyjaciel powinienem zrobić? Powinienem pocieszać go, że jeszcze będzie ze wspominaną koleżanką i przyjdzie na to czas? Może powinienem próbować oswajać go z wizją, że trzeba o niej zapomnieć? Jak mogę zapobiegać przyszłym niebezpiecznym sytuacjom? Z góry dziękuję za odpowiedź, Pozdrawiam
  13. Witam Was, Ostatnio przeżywam ciężkie chwilkę. Zakończyłam bardzo toksyczną relacje z facetem, zmarł mój ojciec. Nie miałam siły pracować, więc zrezygnowałam z pracy. Nie mam wsparcia od rodziny, bo np moja matka "pomaga milcząc." Często popłakuje, nie mam pojęcia co mam ze sobą zrobić. Naprawdę nie mam sily dalej by funkcjonować. Proszę o jakakolwiek pomoc. Pozdrawiam Wam.
  14. Mam 15 lat i mam problem w szkole że kolega który siedzi przedemną albo mi dogaduje albo marzę spodnie kredą staram się bronić ale to daję zerowe skutki próbuje też mu mówić że to co robi jest złe ale on nie słucha najgorsze jest to że jak mówię to nauczycielowi to nauczyciel denerwuje się że mu zawracam głowę nie wiem co mam zrobić. Nie chce pójść z tą sprawą do dyrektora bo już był taki kolega i teraz wszyscy w szkole go nie lubią i może ktoś mógłby doradzić co mam zrobić bo stresuje się całymi dniami że jak pójdę do tej szkoły to będę musiał przebywać z tą osobą dodatkowo stara się on poniżać przy klasie np mówiąc pani co ja robiłem na jakiejś lekcji czyli czegoś nie umiałem byłbym wdzięczny za jakąkolwiek odpowiedź
  15. Boje się sama siebie, swoich myśli, swoich zachowań... Ogólnie jestem osobą która jest stanowcza, rozumna, zadaniowa i twarda... mam męża którego kocham nad życie. Jesteśmy razem już ponad 11 lat. Teraz jesteśmy szczęśliwi, ale nie zawsze tak było. Mąż pochodzi z rodziny alkoholikow. Sam dużo pił, miał odebrane za to prawo jazdy, dużo mnie oszukiwał, chodził po różnych ludziach, mam nadzieję że mnie nie zdradził. Ja zawsze przy nim byłam, bardziej lub mniej wściekła, rozżalona, nie raz z chęcią odejścia ale na szczęście nigdy do tego nie doszło. Zawsze go wspierałam, w KAŻDEJ sytuacji jestem obok niego. Teraz ma już 35 lat więc mam nadzieję że najgorsze za nami, że "dorósł" w końcu. Mamy dwóch synów. Starszy lat 10, ma zdiagnozowane ADHD, wychowywanie go to jest jakaś kolejka górska. O ile nadpobudliwość ruchowa się uspokoiła, to nauka, koncentracją to jest jakaś masakra. Nie umie wiele rzeczy, nie pilnuje się i swoich obowiązków. Ciągle go trzeba pilnować, upominać, przypominać. Uczy się bardzo źle. Młodszy syn, w prawdzie całkiem inny od starszego ale na nieszczęście przykład bierze od niego właśnie. Bardzo często muszę go prosić żeby się tak nie zachowywał. Rodziny praktycznie nie mam. Jestem owocem zdrady małżeńskiej, mama po odejściu od swojego męża wychowywała mnie sama. ojciec biologiczny nigdy się mną nie interesował. Mam wprawdzie rodzeństwo ale tylko przyrodnie i dużo starsze wiec kontakt w zasadzie bardzo nikły. Oczywiście mam ciocie wujów kuzynostwo i innych ale nigdy nie byłam uwzględniana w czymkolwiek. Żadnych wesel, chrzcin, komunii. Nie byłam zapraszana. Znajomych też nie mam.Miałam koleżankę taką nawet dobra ale podejście do życia ma bardzo swobodne a ja nie mam czasu przy obowiązkach na wariacje. Nie pracuje nigdzie. moje problemy ze sobą zaczęły się już prawie 20 lat temu gdy w wieku 9 lat zostałam zgwałcona przez znajomego mamy. Komukolwiek powiedziałam o tym dopiero w wieku 15 lat. Dusiłam to w sobie aż odbiło mi się na zdrowiu fizycznym. Niejednokrotnie też byłam w różny sposób krzywdzona przez innych mężczyzn. Dotykana, całowana, traktowana jak worek. Zawsze sparaliżowana strachem po pierwszym razie także podejrzewam że to cud że nic mi się więcej nie stało. Dopiero gdy poznałam swojego obecnego męża poznałam co to zdrowy dotyk. Z nim nie mam problemu z niczym, jednak do tej pory przy obcych mężczyznach mnie paraliżuje. w tym momencie to wszystko chyba zaczyna się gotować pomału. Wymieszały się wszystkie nerwy, myśli, o mężu, o dzieciach i o tym co się kiedyś stało. Nie mam nikogo żeby się wygadać. Dzieci uznają mnie za złą matkę, bo od nich wymagam minimum obowiązku i grzeczności, matka potrafi śmiać się że mnie gdy jej opowiem o swoich problemach więc już wiele lat jak jej nic nie mówię. Z mężem też nie o wszystkim moge pogadać, wiadomo. czasem się samookaleczam. To trochę pomaga jak już jest naprawdę źle. Na co dzień staram się sobie radzić ze względu na wszystkich. Ale nie zawsze jest dobrze. Tak jak dziś. Znów jest dzień kiedy mnie łaskocze całe ciało od środka, nie chce mi się nic, a myśli mam milion ...
  16. Witajcie. Mam 27 lat. Jestem żoną i mamą.
  17. Odczuwasz lęk, smutek, frustrację, a może doświadczasz innych, trudnych emocji? Gabinet psychoterapia Olsztyn prowadzi konsultacje z psychoterapeutami którzy mogą Tobie pomóc zrozumieć swoje myśli, emocje i tego, co się dzieje wokół Ciebie.
  18. Witam, jestem 23 letnią dziewczyną. Obecnie jestem na stażu. Od dłuższego czasu borykam się z pewnymi problemami. Nie jestem w stanie stwierdzić kiedy wszystko się zaczęło ale myślę, że w wieku 16 lat kiedy bardzo stresowałam lekcjami matematyki oraz mój ówczesny chłopak w którym byłam bardzo zakochana po prostu mnie wykorzystywał i nie szanował. Często czuję nieuzasadniony smutek, nie zawsze dzieje się to okresowo. Czasem jest ok przez dłuższy czas ale potem z dnia na dzień czuję się źle, czuje się samotna. Mam wrażenie, że jest brzydka i nijaka. Z jednej strony chciałabym wyjść do ludzi ale z drugiej czuje lęk, że jeśli wyjdę to będę się źle czuła i wtedy faktycznie tak się dzieje. Robi mi się niedobrze lub mam ciemno przed oczami. Zazwyczaj wykręcam się ze wszelkich spotkać towarzyskich. Ponadto zrywam skórę z ust do krwi - przy stresie ale czasem bez powodu. Jest to silniejsze ode mnie. To samo robię z manicure na dłoniach. Mam wrażenie, że nie radzę sobie z życiem. Dodam jeszcze, że czuje się źle z faktem, że zawsze każdy wymaga ode mnie abym była przy nim ale nikt nigdy nie pyta co u mnie, jak się czuje. Czy to może być depresja? Co mi dolega?
  19. Mam 27 lat jestem kobieta która boryka się z problemem emocjonalnym, mój tato umarł w kwietniu tego roku na Covid .przez pandemie widziałam się z nik ostatnio w październiku 2020.Mama miała w tym czasie również Covid czekaliśmy ponad tydzień żeby się z nią zobaczyć, bardzo zle zniosłam pogrzeb i brak pożegnania z tatą bo miał Covid i takie przepisy . Nadal nie wierze ze to tato . Jest mi bardzo ciężko żyć z myślą że mój tato nie miał szansy się pożegnać z mamą bo nic nie wskazywało że umrze w szpitalu 200m od domu . Szpital widać z okna. Ja mieszkam ponad 2000km od Polski . Czesto płacze i mam wyrzuty sumienia że na święta 2020 nie mogłam być w domu a to były ostatnie święta bez taty. Dodatkowo tato mial urodziny w wigilie . Za nie całe 4 tyg święta nie wiadomo co będzie z lockdownem w kraju w którym żyje. Bardzo boje się jak zniosę święta . Chciałam z święta spotkać z mama i bratem ale okropnie się boje że utknę po raz drugi na święta poza Polska . Mam lęki o śmierci mojej i moich bliskich, gdy dzwoni telefon boje się że to wiadomość o śmierci kogoś z rodziny . W tym roku umarło dużo ludzi których znałam . Jest mi smutno jestem przybita nie mam ochoty nic robić ledwo chodzę do pracy . Często płacze tak aby nikt nie widział , zazwyczaj w aucie . Każda piosenka w radiu wywołuje u mnie płacz
  20. Jestem osobą,która chyba od zawsze zmaga się z depresją i stanami lękowymi. Dziecko nieleczonego DDA. Po śmierci mojego ojca w styczniu tego roku moje objawy nasiliły się. Napady płaczu przeplatają się z nieuzasadnionymi napadami złości. Miałam również myśli samobójcze oraz problemy ze snem. Nadmierne analizowanie każdej sytuacji nie pozwala mi normalnie funkcjonować. Nie umiem rozpoznawać intencji i emocji innych. Korzystałam już z usług psychologa, psychoterapeuty i psychiatry. Bralam również efektin. Przez krótki czas czułam się lepiej, niestety w tym momencie wszystkie problemy wracają. Niestety nie stać mnie na kontynuowanie poprzedniej terapii. Czuje się bezsilna, jestem załamana tym,że nie potrafię normalnie funkcjonować.
  21. Witam Od kilku miesięcy, nie mam ochoty na nic . Zacznę od początku. Bylam z mężem 7 lat . To nie była prawdziwa miłość. To było małżeństwo z rozsądku. Chociaż na początku bardzo go kochałam i chcialam zrobic dla niego wszystko . Niestety przez lata on odpychał mnie od siebie . Sprawy lozkowe stały sie coraz rzadsze . Straciłam pewność siebie . Rok temu rostalismy sie ale później wrocilismy do siebie , niestety juz z miesiaca na miesiąc bylo coraz gorzej . Pozniej on wyjechał do siebie do kraju (Niestety pochodzi z innego kraju ) i nie odzywał sie przez kilka miesięcy. Zaczęłam go nienawidzić. Po kilku miesiącach wrócił jakby nigdy noc sie nie stalo . Mijalismy sie , spalismy razem ale jednak osobno , prawoe nie rozmawialismy . Po jakimś czasie poznałam kogoś, kogoś kto prawil mi komplementy i sprawił ze moja samoocena zaczęła wracać. Zdradzilam męża . Powiedziałam mu o tym ze to było tylko cos przelotnego i ze chcialam znów poczuc sie kobietą. Mąż zrobił mi piekło przez kilka tygodni .Skończyłam tamtą znajomość. Mąż sie wyprowadzil , jednak po jakimś czasie zaczelismy ze sobą rozmawiać jak przyjaciele . Co weekend spotykamy sie ze sobą. Przez ro jaki jest teraz dobry zaczęłam znów coś powaznego do niego czuć, i ze zrobiłabym wszystko aby wrócił . Lecz on raczej nie wybaczy mi tego nigdy . I to mnie zabija powoli od środka . Codziennie płaczę. Stałam sie strasznie emocjonalna. Wszystko mnie albo denerwuje albo doprowadza do placzu . Jak mam soboe z tym poradzić? Tak naprawdę jestem z tym problemem sama .
  22. Cześć wszystkim ! Zacznę od razu tak jak jest. Coś o sobie. Mam 28 lat i mam problem z alkoholem... Jestem nietowarzyski i nieśmiały ;/ Nie mieszkam z rodzicami gdyż źle dogaduje się z ojcem, wynajmuje pokój. Ostatnio straciłem prace przez właśnie alkohol... czemu pije? Mieszkam sam mam złe doświadczenia z dzieciństwa , nie mogę się z nikim dogadać... rozmawiając z kimś innym, głośniej słyszę własne (głupie) myśli niż osobę z którą rozmawiam przez co bardzo często muszę pytać o co ta osoba pytała gdyż jej nie rozumie (a słuch mam dobry). Przez alkohol zostałem wywalony dyscyplinarnie z pracy przez co za miesiąc nie będę w stanie opłacić pokoju i zostanę bezdomny... lipa bo jest listopad ;/ Wiem co robić gdyż powinienem poszukać nowej pracy i dalej jakoś żyć, tyle że czuje że będzie to samo, samotność , brak kontaktu z ludźmi z powodu mojego braku zainteresowania kimkolwiek.... W dzieciństwie zażywałem różnego rodzaju odżywki np. (klej, marihuane, amfetamine) ... bardzo tego żałuję ! Przez to stałem się po prostu antyspołecznym lamusem... Od kilku lat nic nie biorę tylko piję , gdyż czuję się po alkoholu tak jakby moja przeszłość nie istniała . Mam wtedy wszystko gdzieś... (To też pisze po kilku piwach ale obejrzę po trzeźwemu i mam nadzieje dowiedzieć się co robić bo sam nie dam rady ) Nie mam silnej woli żeby powiedzieć sobie żeby nie pić i nie pić bo robiłem tak co miesiąc... odje**łem coś w pracy i nie przyszedłem i obiecałem sobie że nie pije więcej... a po wypłaci było to samo ! ;/ Cała moja wiadomość będzie bardzo rozwalona gdyż słabo składam opowiadania w całość. Nie mam nawet prawa jazdy ponieważ mam dziwne "zwiechy", gdy zacznę się nad czymś się zastanawiać to zaczynam nie ogarniać reszty świata ;/ Ale lipa .... i najgorzej że jak ktoś zapyta czy mam jakiś problem to mówię normalnie że nie bo boję się wstydu tego jaki jestem ;/ Nie wiem po co to piszę bo to w sumie moja sprawa ale dalej się napiłem i taki mój opis dałem ;/ Nie wiem jak sobie pomóc... bo rodzina che to zrobić ale ja nie daje im możliwości i nie mam chęci... mam gdzieś czy żyje czy nie
  23. Witam, mam 25 lat. Od jakiegoś czasu doskwierają mi okropne samopoczucie. Mam wrażenie że serce bije szybciej. Mroczki przed oczami, zawroty głowy itp. Robiłam wszystkie wyniki badan i wszystko jest w normie. Zostałam skierowana do psychologa. Po 1 wizycie mój stan się poprawił i odpuściłam co było błędem. Teraz szukam odpowiedzi na moje samopoczucie na własną rękę. Mam 2 małych dzieci, miałam chwilowy kryzys w małżeństwie ale już wszystko jest wporzadku. Chciałabym spróbować jakichś domowych sposobów na porpawienie jakości życia oraz pozbyć się tych dolegliwości. Doraźnie biorę pramolan ale raczej nie pomaga
  24. Witam, nie jestem pewna czy dobrze trafiłam i co dokładnie mam napisać. jako dziecko byłam bita, moje rodzeństwo także. Wręcz dochodziło do katowania. wszystko do mnie wraca, nie potrafię sobie z tym poradzić. Mam koszmary. Byłam tez molestowana. co zrobić żeby to znikło ? Żebym mogła normalnie żyć.
  25. Dzień dobry. Jestem 21 letnią kobietą, która pracuje i studiuje. Dwa tygodnie temu mój przyjaciel postanowił zerwać ze mną kontakt po 5 latach przyjaźni, kiedy rozmawialiśmy praktycznie codziennie. Bardzo źle się to odbiło na mojej psychice i sobie z tym nie radzę. 2 lata wcześniej już była próba zerwania kontaktu z takim samym skutkiem. Zarówno wtedy jak i teraz pojawiły się silne myśli samobójcze a do tego dochodzą stany depresyjne przez które mam problem wykonywać normalne zadania. Boję się, że będę musiała zrezygnować z nauki, bo już widzę, że przerastają mnie proste zadania. Nie wiem gdzie szukać pomocy i się tego bardzo boję. Rozmawiając z znajomymi doszliśmy do wniosku, że ta relacja była oparta na przemocy psychicznej. Wyzywanie i poniżanie mnie stało się czymś całkowicie normalnym. Zatraciłam swoją prawdziwą osobowość i zainteresowania tylko po to, by nie utracić tej osoby. Dostosowywałam się pod niego. Wypracowało to we mnie system obronny polegający na tym, że muszę robić wszystko idealnie by tylko nie zgarnąć batów, bojąc się jednocześnie ludzi i ich ocen. Kiedy przyjaciel mnie opuścił wszystko straciło dla mnie sens. Zabijam swój ból chodząc po znajomych i na siłę szukając kontaktu. Przeraża mnie to bycie takim wampirem społecznym. Oprócz tego w wolnym czasie przesiaduję w internecie, oglądając nic nie wnoszące filmy do mojego życia lub też więcej śpię. W poprzednim tygodniu nie chciałam nic jeść. Boję się do czego to wszystko zmierza. Wiem, że życie idzie dalej, a ja nie mogę się zatrzymać. Tylko w tym właśnie problem. Bo ja już się zatrzymałam i nie widzę sensu iść dalej. Staram się brać leki uspakajające by móc przynajmniej w pracy wypełniać swoje obowiązki. Pomimo tego wszystkiego bardzo tęsknie za przyjacielem. Dosłownie wszystko mi o nim przypomina, a do tego śni mi się po nocach. Gdzie powinnam szukać pomocy? Czy jest w stanie mi cokolwiek pomóc? Co powinnam zrobić?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.