Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'depresja'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 709 wyników

  1. Dzień Dobry. Jestem tu nowy i przybyłem tu z jednym bardzo ważnym dla mnie pytaniem . Wiem , że potrzebna jest mi pomoc specjalisty , ponieważ nie wytrzymuję już i nie radzę sobie z problemami i życiem... Więc niby banalne pytanie , Jak zapytać rodziców o to aby zabrali mnie do psychologa ? Boję się z nimi rozmawiać i unikam tego jak najbardziej ...
  2. Mam 41 lat. Przez tą pandemię COVID-19 nie chce mi się żyć. Miałem plany na przyszłość a teraz czuję jakbym był sparaliżowany po wypadku. Nie boję się może samego zarażenia, lecz przerażają mnie konsekwencje pandemii w tym przeczuwam koniec ludzkości. Nie wiem co zrobić z sobą!
  3. Właściwie nie wiem od czego zacząć mam bardzo dużo problemów z którymi sobie nie radzę pisze tutaj w nadziej że ktoś mi w końcu pomoże albo coś doradzi więc tak wiem że mam depresję stwierdził to w gimnazjum psycholog brałem leki z czasem przestałem je barć i chodzić do psychologa i zaczęło być coraz gorzej czuje ze depresja się bardzo pogłębiła kiedyś się samookaleczlem ciąłem się i miałem myśli samobójcze i teraz to wróciło nie ma dnia żebym się myślał jak i kiedy się zabić zrobił bym to już dawno tylko brak mi odwagi do tego znowu zacząłem się ciąć nie wiemy jak sobie z tym poradzić to jeden problem kolejny to taki że od bardzo bardzo bardzo dawno mam problemy ze snem nie mogę normalnie spać potrafię leżeć całą noc w łóżku i patrzeć w ciszy w sufit i zasypiam dopiero nad ranem 6-7-8-9 co powoduje że nie mogę normalnie żyć i funkcjonować ponieważ nie śpię całą noc a potem śpię cały dzień odsypiam i nie mogę iść przez to do pracy czy skończyć szkoły mam wrażenie że próbowałem wszystkiego leków z apteki na sen różne sposoby z Internetu i nic nie pomaga najgorsze jest to że znalazłem zajęcie alternatywę zacząłem grać w gry na komputerze bardzo długo i dużo nie mogłem spać to grałem potrafię siedzieć po 30 godzin i grać bez przerwy pomaga mi to nie myślę o problemach i niczym właściwie ale się uzależniłem wiem to i teraz chce przestać grać ale nie potrafię nie gram kilka dni wraca moja rzeczywistość problemy smutek złości wszystko i idę dalej grać żeby zapomnieć i nie potrafię sobie poradzić z tym kolejny problem to taki że mam bardzo duży problem z koncentracją i myśleniem tzn hmm jak to nazwać bardzo dużo i ciągle myślę o wszystkim i o niczym aż za bardzo nie potrafię przestać np jestem gdzieś że znajomymi rozmawiamy między sobą i wszystko co mówią tak jakby do mnie nie trafiało przelatuje obok nie potrafię się skupić na zwykłej rozmowie chciałem zrobić prawo jazdy poszedłem do szkoły nauki i wyuczyłem się wszystkiego na blachę wiem co gdzie jak robić i wgl a jazdy i tak mi nie wychodzą i to nie dlatego że nie umiem tylko właśnie dlatego że wgl nie myślę tzn myślę ale o wszystkim tylko nie o jeździe nie potrafię się skoncentrować i skupić błąkam myślami wszędzie kolejny problem to taki że jestem bardzo wstydliwy i nieśmiały tak bardzo że jak spotykam się z kimś kogo dopiero poznaje albo jestem w jakieś stresującej sytuacji to cały się pocę robię czerwony trzęsę się i nie potrafię tego ogarnąć kolejny problem to taki że chyba mam lęk przed ludźmi wstydzę się ich boję ciągle jak jestem między ludźmi to mam wrażenie że wszyscy się na mnie patrzą uciekam wzrokiem i wgl doszło teraz do takiego stopnia że jak mam jechać na drugi koniec miasta to wolę wyjść kilka godzin wcześniej i iść piechotą uliczkami podwórkami zamiast jechać autobusem i to wszystko żeby unikać jak najbardziej ludzi do sklepów przestałem wgl chodzić w dzień jak już chodzę to przed samym zamknięciem żeby było jak najmniej ludzi przez to wszystko nie mam od dłuższego czasu znajomych przez co czuje się jeszcze bardziej samotny siedzę cały dzień i gram brakuje mi wyjścia gdzieś zrobienia czego kolwiek ale nie mam z kim nie wiem gdzie szukać pomocy nie mam pieniędzy na to żeby iść do psychologa czy psychiatry bo nie pracuje i nie jestem ubezpieczony a nie pójdę do pracy bo boję się ludzi i ich towarzystwa i to takie kółko już nie wiem co robić wydaje mi się coraz częściej że moja śmierć to jedyne wyjście ponieważ miałbym spokój ze wszystkim proszę o jakieś rady co mogę zrobić gdzie iść po pomoc czy jest możliwość za darmo jak tak to gdzie naprawdę potrzebuje pomocy jestem z Wrocławia mam 22 lata
  4. Cześć. Mam 24lata i od 16 roku życia byłam w związku przez 7lat. Na początku było świetnie, dogadywaliśmy się i lubiliśmy spędzać razem czas. Później on wyjechał na studia do innego miasta i widywaliśmy się tylko w weekendy ale mniejsza o to.. Nasze problemy pojawiły się rok temu gdzie cały rok byliśmy w związku na odległość. Pojawiły się niemiłe komentarze, czasami potrafił parę dni się nie odzywać. Rozstaliśmy się, aż na jeden dzień i do siebie wróciliśmy. Później mnie nie było w wakacje i znowu kłótnia i znowu nie wiadoma. Rozstaliśmy się oficjalnie w listopadzie, ale ciągle się spotykaliśmy, wyznawalismy uczucia. Zauważyłam, że moja koleżanka próbuje go związać ze swoją koleżanką i tak też się stało.. dwa tygodnie temu zadzownił do mnie i powiedział, że tęskni oraz kocha a dzisiaj dowiedziałam się, że jest w związku z tą właśnie dziewczyna. Wiem, że nie powinnam być zła i czuć tego co czuje ale w pewnym sensie czuję się oszukana(?) Mam wrażenie, że bawił się moimi uczuciami albo bawi się jej uczuciami i traktuję ją jak odskocznię albo coś nowego. Natomiast ja jestem sierotą i bardzo przeżywam rozstanie. Mam wrażenie, że na tym ucierpiała moja samoocena i wydaje mi się, że nigdy sobie nikogo nie znajdę.. jak poradzić sobie po rozstaniu? Udawać, że nie boli, że tak szybko znalazł sobie nową dziewczynę? Mam wrażenie, że on nie ma do mnie szacunku skoro po tak krótkim czasie znalazł sobie inną.. Mam trochę wrażenie, że napisałam chaotycznie ale nie mogę jeść ani spać. Czuję się wykończona psychicznie i odechciewa mi się żyć..
  5. Jestem kobietą, mam 24 lata. Od zawsze jestem nieszczęśliwa, ciągle niezadowolona i wymagam od siebie bardzo dużo. Ludzie mówią, że jestem ambitna i mądra, ale ja im nie wierzę. Zawsze gdy coś robię muszę robić to świetnie, lepiej niż inni. Mam wrażenie że ciągle wybieram rzeczy które sprawiają mi trudność lub których nie lubię, by później je zdobyć i narzekać w trakcie, np. całe życie byłam kiepska z matematyki, za to bardzo dobra z artystycznych, językowych i polskiego, a poszłam na ekonomię i męczyłam się 3 lata, obroniłam się oczywiście ale bardzo dużo to ode mnie wymagało. Aktualnie biegam, przygotowuje się do maratonu więc wiąże się to z codziennymi długimi treningami A mam zespół jelita drazliwego i codziennie boli mnie brzuch a mimo to zmuszam się do biegania, tak jest ze wszystkim. Mam obsesję też na punkcie jedzenia i chudnięcia. Nie chce przytyć. Czuję żal do siebie jak coś jem, a już w ogóle jak jem coś "niezdrowego". Straciłam okres, pewnie przez duża ilość treningów i odchudzanie, a bardzo chciałam starać się o dziecko, chociaż bardzo rzadko się kocham z mężem, bo cały dzień się kłócimy z mężem i ogólnie on jakoś nie chce, bo on też biega i ma jeszcze więcej treningów. Nie umiem sobie odpuścić. Czuję że każdy dzień muszę wykorzystać na maksa, i muszę wszystko planować na przyszłość, by nie tracić czasu i by ciągle być lepszą i mieć więcej. Często już nie mam siły i czuje że o wszystkim muszę sama decydować i o wszystkim myśleć bo mąż niczego się nie domyśli i nie potrafi sam decydować, a ja już nie mam siły. Czasem mam już dość i myślę by skończyć to życie, mam tysiąc myśli na minutę o tylu sprawach. Nie mam normalnego życia jak inni ludzie w moim wieku, jestem za granicą by zarobić i codziennie tylko praca, treningi, zarabianie i oszczędzanie. Nawet w Polsce nie mogę iść na imprezę bo mąż jest bardzo zazdrosny. Nie wiem co mam robić już z tym wszystkim. Czuję się taka zmęczona planowaniem jak by było najlepiej dla mnie i wszystkich innych.
  6. Witam! Mam prawie 30 lat, jestem korpoludkiem. Od nastoletnich lat czuję się bezwartościowa, ponieważ nigdy nie mam wielu przyjaciół. Mam w głowie mocne przekonanie, że człowiek, do którego ludzie nie lgną to człowiek bezwartościowy. Wiem, że jeśli ktoś jest z tych popularnych z tabunem znajomych i przyjaciół wcale nie musi być dobrą, fajną i wartościową osobą. Ale nie umiem sobie wyobrazić kogoś, kto nie ma żadnych przyjaciół (ale nie dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że ludzie nie chcą jego) i jest jednocześnie fantastyczną osobą. Mogłabym być głupia, brzydka i biedna, te rzeczy umiałabym zaakceptować i one mnie nie unieszczęśliwiają. Ale bycie odludkiem jest straszne. Chciałabym, żeby mi ktoś wytłumaczył, dlaczego brak związków międzyludzkich nie oznacza bezwartościowości.
  7. Dobry wieczór. Chciałabym na forum poruszyć mój problem. Mam 20 lat, jestem tegoroczną maturzystką i idę na studia niebawem. Mój chłopak ma również 20 lat. Byliśmy ze sobą 3 lata ( w tym tygodniu rocznicę 3 byśmy mieli) . Rozstanie przebiegło w smutnej atmosferze, nie wiadomo o co się nawet mój były chłopak obraził bo kłócimy się o pierdoły! Wykrzyczał że mam do niego więcej nie przyjeżdżać i nie chce mnie znać ( wcześniej też tak ze mną się żegnał ). Nasza relacja to ciągle powroty i rozstania - dzieje się tak od paru miesięcy, powiem wam że pierwsze dwa lata były cudowne. Od czasu rozstania mój były się stoczył (8 dni). Jeździ z kolegami na imprezy, jest na nich do 4 rana z czego na 8 rano idzie do pracy. I tak dzień w dzień od tygodnia! Byłam u niego wczoraj, oczywiście jego nie było ale porozmawiałam z jego mamą która mnie bardzo lubi i kibicowała nam, mówiła ona że nie wie jak do niego dotrzeć bo stal się opryskliwy i arogancki. Ustaliliśmy że dziś przyjadę do niego i pogadajmy, lecz jak mnie zobaczył to odrazu chciał jechać i w ogóle nie chciał rozmawiać ze mną, szarpał się ze mną i strasznie krzyczał.Zapytany o przyczynę rozstania nic nie powiedział i dodał też że już mnie nie kocha! Lecz ja mu nie wierzę, jeszcze dzień przed kłótnią mieliśmy namiętny wieczór i wyznał mi miłość . Na koniec postraszył mnie policją że go nachodze no absurd! Jego mama nie umie na niego wpłynąć , on ma przewagę nad nią. Dodam również że wdał się w szemrane towarzystwo- kolega niedawno też rozstał się z dziewczyną na dodatek wyrwali jakieś młode laseczki (nastolatki 16 lat) i jeżdżą z nimi nad jezioro i wszędzie codziennie. Co mam w tej sytuacji zrobić? Kocham mojego chłopaka strasznie, nie potrafię wybić sobie go z głowy. Chciałabym zawalczyć jeszcze o nasz związek. Dodam też że godziliśmy się nawzajem , raz on raz ja - chociaż szczerze mówiąc to więcej razy ja bo on ma męską dumę.
  8. Witam, jestem młodą kobietą, 19 lat. Jakiś problem w mojej psychice siedział od zawsze, 4 lata temu byłam w szpitalu psychiatrycznym, lecz ostatecznie nie przypisano mi żadnej diagnozy, ponieważ siłą manipulacji zmusilam rodziców, by wypisali mnie na rządanie. Jeszcze przed pobytem w szpitalu jednak psychiatra wypisywał mi leki na schizofrenie i depresje, ktore u mnie podejrzewal. Do rzeczy - kazdego dnia wstaje z takim dziwnym uczuciem w srodku, jakby ktos zabral mi kawalek siebie, niekonczaca sie pustka. Nastroj zmienia mi sie bardzo szybko i bardzo czesto. Strasznie silnie na wszystko reaguje, czesto zalewam sie placzem i histeryzuje z błahych powodów - np partner poszedł do sklepu i zapomniał, że miał kupić mi picie - przez cos takiego potrafie płakać godzine, bo wmawiam sobie, ze gdyby mnie kochal to by nie zapomnial. Tkwie w toksycznej relacji - toksycznej obustronnie - momentami nienawidze partnera z calego serca, jestem gotowa go zostawic, za chwile jednak jestem w stanie go blagac o przebaczenie i prosic, zeby mnie nie opuszczal. Strasznie boje sie porzucenia, caly czas mam z tylu glowy mysl, ze non stop cos robie nie tak i partner mnie zostawi. Czuje sie beznadziejna i bezuzyteczna. Potrzebuje go miec na wylacznosc, non stop lecz czesto gdy jestesmy razem chce zeby zniknal mi z oczu. Jestem strasznie chwiejna i bardzo szybko sie denerwuje. Przypalam sie papierosami, bije po twarzy, uderzam piescia w sciane. Raz w obecnoaci partnera pochlastalam sobie reke. Moje zaburzenie, czymkolwiek jest, mysle, ze zagraza zyciu rownie mojemu, jak innych ludzi. Miesiac temu po klotni o jakas blahostke wsiadlam do samochodu majac 2,5 promila we krwi i rozbilam sie o drzewo, doznajac powaznego zlamania trojkostkowego kostek bocznych i zlamania ramienia. W obecny weekend - rowniez po malej klotni - wyszlam z domu i polozylam sie na srodku ulicy z nadzieja, ze moze ktos mnie przejedzie. Kompletnie nie panuje nad swoimi zachowaniami, miewam wybuchy zlosci i placzu niemalze codziennie, a wtedy wpadam w szal i nie moge sie opanowac i tak jak wspominalam wczesniej bije sie po twarzy, mowie do siebie, rozmyslam o samobojstwie,bo uwazam, ze tylko na to zasluguje. Warto jeszcze wspomniec,ze nie mysle racjonalnie i podejmuje zle decyzje, ktore rzutuja na moje zycie jak rzucenie szkoly od razu po osiagnieciu pelnoletnosci czy naduzywanie twardych narkotykow. Na chwile obecna nie mam mozliwosci udania sie do lekarza, poniewaz nie mam na to srodkow, po wypadku jestem czasowo niezdolna do pracy. Wykonczy mnie to, przez wiekszosc czasu myslalam, ze mam depresje, jednak moze to borderline?
  9. Historia mojego związku, a następnie małżeństwa jest bardzo skomplikowana... postaram się wytłumaczyć w skrócie. Początek naszego związku był wspaniały, mojego męża poznałam kiedy byłam jeszcze nastolatką, wydawało mi się że znam go doskonale. Nasze kontakty przez te lata były różne, ponieważ nie od razu zaczeliśmy być parą. 5 lat temu postanowiliśmy spróbować, po 6 miesiącach dostałam pierścionek zaręczynowy, a póltora roku poźniej wzieliśmy ślub. Mieszkaliśmy za granicą. (Idealne miesjce dla niego do trzymania mnie w klatce, z natury jestem introwertykiem, nie jestem wylewna, nie mam wielu przyjaciół) Przez te wszystkie lata. I zdarzało mi się kilka raz nawet przed ślubem, uciekać do kraju, do rodziców, ponieważ on potrafił być bardzo wybuchowy i agresywny. Co w zamian dostawałam? Tone listów, kwiatów z przeprosinami. Błagania, łzy... co robiłam? ZAWSZE wracałam. Bo przecież go kochałam, bo przecież wiedziałam że on mnie też kochał... bo przecież jest szansa że sie zmieni. Bo miłość przezwycięży wszystko, i wymaga poświęcenia, czasami nawet i bólu tak myślałam... Dlatego do ślubu doszło, a co stało sie po nim, było istnym piekłem. Nawet z podróży poślubnej wracaliśmy osobno. Tata już wtedy błagał mnie żebym złożyła wniosek o unieważnienia małżeństwa. Heh... mądry Polak po szkodzie. Niestety to był tylko przedsmak tego co miało sie stać dalej... wyzwiska, poniżanie, przemoc fizyczna, psychiczna, seksualna, szantaże.... Kiedy wyjechał w delegacje, byłam sama (wciąż mieszkając za granicą) miałam miesiąc dla siebie, pracowałam, chodziłam na siłownie, spacery, a kiedy wracałam do domu po pracy pewnego dni to mnie uderzyło. Uderzyło na wskroś. Wróciłam do domu, po ciężkim dniu w pracy, usiadłam na kanapie i pomyślałam sobie 'Boże! jaka jestem szczęśliwa że nie ma go w pobliżu'. Przez chwile pomyślałam, jak coś takiego mogło mi nawet przyjść do głowy. Ale potem myślałam o tym więcej i więcej... dni mijały. Jego nie było, a ja byłam coraz to bardziej szczęśliwa. Nadszedł dzień kiedy miał wrócić, 4dni przed jego powrótem ze stresu nie potrafiłam chodzić, mój kręgosłup dosłownie wygiął się w litere 'S' byłam przerażona. Tak bardzo się bałam... Zadzwoniłam do mamy z płaczem. Uciekłam. To była moja ostatnia ucieczka. Jesteśmy w trakcie rozwodu. Batalia wciąż się toczy. Póki co ukrywam się za granicą, choć znalazł mnie nawet tutaj... na nieszczęście innych ale moje tak, nie ma możliwości przylecenia tutaj. Zaniedługo minie rok odkąd nie jesteśmy razem, a ja wciąż czuje i słysze każde słowo, dotyk i uderzenie. Myśli samobójcze miewam tylko czasami. Wcześniej miewałam je codziennie. Jest z pewnością dużo le;piej niż było... ale wciąż zdarzają się dni gdzie mam dość. I wszystkie słowa które do mnie wypowiedział na temat mnie, mojego ciała sprawiają że wierze mu na nowo. A przecież ktoś tak beznadziejny jak ja nie powinnien żyć... bo przecież nic w życiu mnie nie czeka... bo jestem nikim... stąd decyzja o powrocie do mojego miejsca, za granice by udowodnić coś sobie. I odnzaleźć siebie na nowo. Walcze, bo kocham życie. Tylko czasami sie boje że niektóre złe dni mogą mi je odebrać.
  10. Witam, mój chłopak ma 20 lat, trzy lata temu przeprowadził się ze swojego ojczystego kraju i zamieszkał z wujkiem. Niestety wujek przez rok, codziennie stosował wobec niego przemoc psychiczną. Mój chłopak wyprowadził się od niego do innego miasta ale po tym wydarzeniu uległ zmianie; nie jest wstanie odczuwać emocji (miłość), przyjemności, łatwo ulega złości, unika miejsc związanych z jego wujkiem, nienawidzi rzeczy związanych z krajem, w którym przebywa, bardzo szybko zmienia zdanie, przeinacza fakty; mówi że nie powiedział czegoś co miało miejsce, ma koszmary nocne, częste spadki nastroju, występują u niego myśli samobójcze, chce pozostać całkowicie sam oraz mówi o zabijaniu ludzi dla przyjemności. Obawiam się, że może mieć PTSD oraz depresję. Problemem jest, że on nie chce nic słyszeć o żadnej terapii oraz lekarzu, uważa to za słabość a on nie chce i nie może być słaby. Czy istnieje jakiś sposób aby przekonać go do pójścia do lekarza oraz terapii? Bardzo, proszę o pomoc.
  11. Witam. Jestem 30 letnia kobieta, od 2 lat Żoną, od roku Mama. Odkad zaszłam w ciążę, czyli od prawie 2 lat Maz kochał się że mną tylko raz i to jeszcze mam wrażenie że z łaski bo po wielu rozmowach. Rozmowy zaczely się w kwietniu, kiedy już miałam taka ochotę a on nie chciał bo jak twierdził "za dużo zjadł a po jedzeniu nie chce".. Za każdym razem była jakaś wymówka. Aż w końcu się udało, w maju, raz. Po tym seksie stwierdziłam że coś jest nie tak skoro Maz nie chce się że mną kochać..przed ciąża regularnie się kochaliśmy. Zajrzałam więc do telefonu, może mnie zdradza? Znalazłam sex kamerki... Poczułam się zdradzona, brzydka, w jednej chwili przestałam się czuć kobieta.. Woli oglądać jakieś "kobiety" zabawiające się na żywo niż seks że mną. Oczywiście wytłumaczyl się, że każdy facet to robi i czepiam się ale ze nie musi tego oglądać i nie będzie. Ostatnio znowu znalazłam, prosto w oczy mówi mi że nie ogląda, gdy Pokazałam mu historie, mówi do mnie "udowodnij ze to oglądałem". Zgłupiałam...a co przed chwilą zrobiłam? W końcu mi wykrzyczał że to moja wina bo powinnam się bawić przed nim. Czuje się niestety wykańczana psychicznie, wszystko jak coś jest nie tak to Zrzuca winę na mnie,powiedział że seksu mi się zachciało jakbym nastolatka była, że może na dyskotekę powinnam iść zeby mnie "wyru...." to będę inna... (po tym tekście mnie zatkało), dla niego ważniejsza jest rodzina i dom który remontuje. Ważna rodzina? A ogląda babki rozbierajacd się przed nim? Z pieniędzmi też jest nie ciekawie bo mimo że wydaje tylko na dziecko, sobie nic nie kupuje nowego, to się czepia ciągle na co tyle kasy idzie (a wcale dużo nie idzie bo najważniejsze potrzeby. Mieszkamy z moimi rodzicami) do rodziców również nie ma szacunku, ciągle mu coś w nich nie pasuje. Nie potrafi docenić ze nie musimy się dokładać do niczego,uważa że my wielcy Państwo jesteśmy, najlepsi we wszystkim itp.. Nie wiem skąd mu się wzięło to. Podkreślę ze mamy wspólne pieniądze i do tego on ma swoje, ja nie mam swoich, jak coś chce to biorę z naszych. Wiem, tu jest problem który będę rozwiązywała. Przepraszam że tak długo ale chciałam opisać problem. Jak usłyszałam że mnie oklamal, powiedziałam że wie gdzie są drzwi i ma wyjść bo ja z kłamca nie będę żyła. Zaczął szukać torby, po czym powiedział mi że bez dziecka nie wyjdzie i zaczął straszyć że mi go zabierze. Moje pytanie jest takie co robić? Czuje się znęcana psychicznie.. Już nie wiem co mam robić, szkoda mi dziecka ale ja już nie potrafię mu zaufać ani słuchać ciągle że wszystko źle robię. Zaczynam bać się odezwać przy nim bo zawsze mnie poprawia i mówi żebym tak nie mówiła tylko inaczej. Z góry serdecznie dziękuję za pomoc. Pozdrawiam
  12. Witam Mam 20 lat i 10 miesięcy teamu zmarła moja dziewczyna, która była ze mną ponad trzy lata. To był mój pierwszy związek w życiu. Od tego zaczęły się moje problemy. Początkowo nie miałem świadomości mojego stresu pourazowego, lecz kolejne miesiące były okaleczone bólem, goryczą i uciskiem w sercu. Szukałem kontaktu, relacji z kobietą. Jedna relacja nie udana, która pokazała mi, że muszę uważać na relacje, ponieważ mam złe przywiązania. Gdy utrzymuję relacje z kobietą, chciałbym wszystko wiedzieć i chciałbym osiągnąć poziom związku jak najszybciej. Tonący brzytwy się chwyta. Nie chcę zastąpić jej, chcę stworzyć coś nowego. Pięć miesięcy temu poznałem kobietę na studniówce. Uległa mi w pamięci i do niej napisałem. Bardzo intensywna relacja, wiele cech wspólnych i wartości. Po trzech miesiącach mam wrażenie, że się delikatnie wycofała, co sprawia, że mam wiele głupich myśli. Ostatnio się spotkaliśmy i powiedziała mi, że jest jej dobrze samej bo ma na głowie studia itp. Sama miała dość burzliwe dwa związki, więc jest trochę zrażona co mi wyznała. Także powiedziała, że chce utrzymać ze mną nietoksyczną relacje i że jej zależy. Zgłupiałem po tym spotkaniu, jest mi strasznie źle! Wróciły stare bóle i żale. Wszystko przez moje przyzwyczajenia ze starego związku. Nie mogę przestać o niej myśleć i analizuje wszytko. Jak mam pozbyć się swojej nadgorliwości, ochoty wiedzy wszystkiego na jej temat? Czuję się na tyle źle, że nie mogę usnąć. Przywiązałem się do niej tak bardzo, że wszystko mnie rusza... Mimo tego, że jesteśmy tylko przyjaciółmi, to chciałbym od niej wiele. Staram się dawać jej wszystko, uczucia, czas, miłe słowa. Mam wrażenie, że depresja mnie wcale nie opuściła. Zaczynam na nowo często płakać. Huśtawki nastrojów mi doskwierają. Wszystko opiera się na tej osobie. Jak nie mam z nią kontaktu, jest mi źle. Nie potrafię się skupić na sobie. Liczę na jakąś poradę, ponieważ co raz bardziej odczuwam, że moja psychika nie daje rady... pozdrawiam
  13. Witam. Sprawa dotyczy mojego męża. Zacznę od początku : mój mąż wychował się bez ojca, zostawił jego mamę , gdy miała 17 lat, jeszcze przed jego narodzinami, przez całe życie utrzymywał bardzo sporadyczny kontakt, a od kilku lat nie odzywa się wcale. Mojego męża wychowała mama ze swoim mężem, u nich tez nie było wesoło.... była agresja, mojego męża traktowali zawsze „obojętnie” . Jego mama była bardzo młoda , rozpoczynała swoje życie , wiec mój M był zawsze najmniej ważny , ale radził sobie świetnie . Jednak teraz , gdy ma 26 lat, coś się z nim dzieje.... obecnie mieszkamy u moich rodziców , ponieważ czekamy na przekształcenie działki na budowlaną , abyśmy mogli postawić dom , mamy dwuletnią córkę, wydawać by się mogło , ze jest idealnie, ale niestety nie jest tak.... on jest bardzo nerwowy na codzień ... najmniejszcze szczegóły go denerwują, ale to to nic .... są dni takie jak dziś ... moja mama coś nie tak powiedziała i się zaczęło... on siedzi , patrzy w ścianę lub telewizor i mówi, ze on nic nie osiągnie nigdy , ze on nic nie ma w życiu, ze nigdy nic nie będzie miał, Ze to moja wina , bo nie pracuje ( mamy niespełna 2 letnia córkę i tak ustaliliśmy, ze do momentu jej pojscia do przedszkola zostane Z nią w domu , ponieważ nie u nas żłobka , a obie babcie pracują) a on nienawidzi swojej pracy i nie może nic zrobić ..... Mówi , ze nic mu w życiu nie wyszło, ze on chce być sam i musi się wyprowadzić , ze tak go wychowano i on zawsze będzie taki nerwowy .. ze ja nie jestem królową świata i nie mogę mu mówić , ze „ma mnie” bo to nic takiego , a jak mi się nie podoba to mam iść do mamusi ( moje relacje z mamą są normalne , po prostu gadamy , ale on uważa , ze ja bym za mamą poszła w ogień i nie patrzyła na niego. Ja się odcielam od rodziców , mimo, ze mieszkamy razem to są sprawy nasze i nawet o tym z nimi nie gadam , a on ciagle mi wmawia, ze mama jest dla mnie ważniejsza niż on..) czasem wspomina nawet , ze kiedyś wsiądzie w samochód i celowo uderzy w kogoś czołowo, aby ze sobą skończyć. No ciężko jest mi to w ogóle opisać... Są dni, ze jest wszystko pięknie, on jest wspaniałym ojcem , a jakiś drobny szczegół i on popada w takie stany i nie pomagają żadne moje prośby i tłumaczenia. Traktuje mnie jak wroga i nawet nie mogę go dotknąć ... wiem jak to brzmi i nie jedna osoba się zastanowi co ja w ogóle jeszcze z nim robię , ale ja wiem, ze on taki nie jest. Coś się z nim dzieje , ale nie mam pojęcia jak mu pomoc. On nie chce pójść nigdzie po pomoc , bo uważa , ze jemu nikt nie pomoże , a ja już nie daje rady... chce go uratować ... jego i nasze małżeństwo i uchronić córkę przed rozpadem rodziny... pomocy !!!! ;(
  14. Mam 19 lat, jestem młodą, przepełnioną nadrealnymi marzeniami dziewczyną, która pragnie realizować wysokie cele i zbliżać się ku doskonałości. Niestety od jakiegoś czasu borykam się z bolesnymi refleksjami, które sprowadzają mnie ku śmierci i przemijalności ludzkiego życia. Często zastanawiam się, co będzie z nami po śmierci, czy wszystkie ziemskie poczynania mają jakiś głębszy sens. Niekiedy uwazam, że to wszystko co robimy, do czego dążymy, marzenia i plany nie mają sensu, bo smierć jest nieodwołalnym i koniecznym elementem każdej egzystencji. Codziennie zastanawiam się nad swoim losem, nie umiem się cieszyć z prostoty życia, uważam, ze to wszystko i tak robione jest na marne. Pragnę być szczęśliwa, niestety czarne myśli coraz częściej zaprzątają mi głowę. Co robić?
  15. Witam, jestem studentka 2 roku chemii medycznej. Mam 21 lat. Zawsze byłam krytykowana przez rodzinę. Mieszkam z mamą i siostra u dziadków. Że jestem beznadziejna, nic nie osiągnę, że zostanę kura domowa jak wszystkie kobiety. Ojciec zostawił nas jak miałam 6 lat. Pamiętam do dziś lejącą się krew z ręki mamy bo mama z babcia chciały go zatrzymać. Od tamtej pory odwiedza nas tylko na 5 min jak jest w Polsce. Ostatnio zobaczyłam że po chemii w Polsce praca jest słaba. Załamałam się. Dobiło mnie to.. Nie wiem co dalej, nie wiem czego chce, kim jestem, co lubię. Nie jestem w stanie tak naprawdę wgłębić się w dany temat, nie mam zainteresowań konkretnych. Nic nie jest w stanie mnie zadowolić. Bardzo mało się uśmiecham. Ciężko mi się wstaje z łóżka. Czuję że jestem w kropce. Nie wiem jak wyjść z tego. Zawsze w domu było '' dzieci i ryby głosu nie mają '', '' nie mów nikomu co się dzieje w domu ''.. Zawsze byłam krytykowana, nawet jak starałam się być najlepsza. Zawsze miałam stypendium, najlepsze oceny. W czasie kwarantanny zobaczyłam że chyba naprawdę jestem nikim, nie interesuje mnie nic konkretnie i nie mam pomysłu na siebie. Ciężko mi się wstaje z łóżka i prawie nie jem. Bardzo schudłam i mam niedowage.
  16. Jestem 24 letnią studentką z zaburzeniami obsesyjno-kompulsywnymi (nerwicą natręctw) i depresją połączoną z samookaleczaniem. Wiele lat temu poznałam osobę, która pomogła mi wyjść z jeszcze gorszego stanu psychicznego. Wsparła mnie i poprowadziła ku normalności. Wiele się działo przez te wszystkie lata, ale udało nam się nie kłócić ani razu (mówię o prawdziwej kłótni a nie sprzeczkach). Dzisiaj jednak przez moją nieuwagę to mogło się zmienić. Jak co rano moją przyjaciółką poszła do pracy. Nie wolno jej taM korzystać z telefonu. Ja z kolei wyjechałem do innego miasta załatwiać sprawy uczelniane, ale coś poszło nie tak i byĺam zmuszona napisać do Angel (mojej przyjaciółki) zZ prośbą o podanie mi numeru do kolegi. Podała mi to, ale na końcu napisaĺa, że bardzo w tej chwili ryzykuje. To byloplo ostatnie co do mnie napisała, chociaż próbowałam się skskontaktować. Boję się, że jest wściekła bo: a)straciĺa przeze mnie pracę lub b)zerwała przeze mnie z chłopakiem lub c)straciĺa innego przyjaciela przez podanie jego numeru osobie nie dozwolonej Nie mogę jej stracić bo to będzie mój psychiczny koniec. To ostatnia osoba która we mnie wierzyła i nie uznawała mnie za dziwadło. Boję się, że zrobię sobie zbyt wielką krzywdę gdy to okaże się prawdą. Nie wiem co zrobię bez niej. Proszę pomóżcie radą! Co mam zrobić? Czy da się próbować to ratować, bo boję sę, że ona nie będzie chciała mnie znać... W te chwili ypłakję sobie oczy pisząc to wyznanie. Co dalej? Co mogę zrobić aby ratować tę przyjaźń?
  17. Jestem 27-letnia kobieta, mieszkam w dużym mieście. Jestem w związku z fantastycznym chłopakiem od 2,5 lat, od roku mieszkamy razem. Jesteśmy bardzo zakochani, pokrewne dusze, wiemy o sobie wszystko, możemy być przy sobie sobą, o czym często sobie mówimy. Mój chłopak to typ samotnika - lubi być sam, być skryty, „zamulać”, i ja to szanuje. Cierpi na depresje - przyjmuje leki, ale nie chodzi na terapie. Ma osobowość taka, że raczej widzi wszystko skazane na porażkę i bez nadziei, wiec nie warto się prawie o nic starać. Dobrze nam razem, mamy kotka. Pare dni temu spadła na mnie bomba... nagle mój chłopak oświadczył mi, ze jest już znudzony naszym związkiem, ze to męczące kiedy cały czas ktoś jest w domu, ze ma ochotę spotykać się ze znajomymi bo ich rzadko widuje, a ze mną nie, bo ja jestem caly czas. Ze nie kocha mnie tak, jak kiedyś. Zapytałam go, jak długo to trwa, odpowiedział, ze już od ok pół roku, tylko nie chciał mi mówić, bo kończyłam szkole i miałam dużo na głowie. Te rozmowę przeprowadziliśmy dzień po mojej obronie. Byłam w szoku. Wiele razy poruszałam temat, czy jest mu dobrze, czy mnie kocha, i zawsze odpowiadał, ze kocha mnie najbardziej na świecie. Przeprowadziliśmy długa rozmowę po tej rewelacji. Spytałam go, czy chce się rozstać - odpowiedział „obojętnie, ty zdecyduj”. Spytałam go wiec, czy dalej uważa, ze nasz związek jest wyjątkowy, odpowiedział ze tak. Czy jesteśmy pokrewnymi duszami - tak. Czy uważa, ze warto spróbować popracować nad naszym związkiem - tak. Ustaliliśmy wiec, ze na razie nie będziemy podejmować żadnych decyzji, tylko damy sobie czas, zeby jakoś to naprawić, zobaczyc, czy cos się zmienia na lepsze. Problem taki w tym, ze ja wiem, ze związek zmienia się z biegiem czasu, nie ma już tak intensywnych uczuć, ze to wszystko trochę powszednieje, ale obawiam się, ze on tego do końca nie rozumie - ze jeżeli cos nie działa tak dobrze, a on lubi być sam, to po co w tym tkwić. Potrzebuje porady, jak teraz postępować - co powinnismy zrobić? Co ja powinnam zrobić, co mogę zrobić, zeby jednak nasza relacje naprawić. Czy dać mu trochę czasu, pomieszkać przez jakiś czas z przyjaciółka? Czy jednak nie, zostać w domu i pracować z nim na miejscu? Bardzo proszę o wskazówki.
  18. Witam. Spróbuję w miarę jasno przedstawić swoją sytuację, i z góry przepraszam jeśli będzie to opisane zbyt obszernie. Mam 18 lat. W wieku 10 lat zdiagnozowano u mnie Zespół Aspergera. Wcześniej było podejrzenie ADHD, ponieważ nie potrafiłam odpowiednio zachowywać się w szkole. Nie słuchałam na lekcjach, do dorosłych zwracałam się na Ty, nie nawiązywałam kontaktu z rówieśnikami. Rzecz w tym, że to nie tak, że sama nie potrafiłam rozmawiać z innymi dziećmi, bo już na początku szkoły niektóre dzieci bardzo źle nastawiły inne dzieci do mnie. Z tamtego okresu (1 klasa) mam praktycznie amnezje, nie pamiętam prawie nic. Za to zostało mi w pamięci jak byłam w szatni, a dziewczynki z klasy przyszły, zasłaniając sobą jedyne wyjście z boksu. Pamiętam, jak kazały mi zdjąć majtki, żeby się ze mnie naśmiewać, a ja się niestety zgodziłam. Niedawno kolega zasugerował mi, że właśnie mniej więcej w pierwszej klasie, robiłam TO z innym rówieśnikiem. Stąd obawa że byłam molestowana, wykorzystywana, bo na to wskazują moje różne dziwne zachowania z tamtego okresu (m.in. zaczęłam się natrętnie dotykać) i może w jakiś sposób wyparłam to ze swojej pamięci. To wszystko mocno wpłynęło na moje funkcjonowanie wśród rówieśników. W wieku 12 lat w klasie zaczęłam być wyzywana m.in. od ladacznic, nawet na ulicy. W szkole zawsze byłam obrażana, nie otrzymując żadnej pomocy z zewnątrz, własna matka kiedyś zasugerowała mi, że ja to po prostu sobie wymyślam. Mam traumę z dzieciństwa, związaną z matką upitą prawie do nieprzytomności, wiem, że krzyczałam wtedy "że ja nie chce takiej mamy". Moja matka od kiedy pamiętam nie kontrolowała picia alkoholu, niby nie codziennie, ale jednak. Wielokrotnie widziałam ją pijaną niemal do nieprzytomności. Matka oczywiście wypiera się tego i twierdzi, że niby ja mam "schizy" i wymyślam. Od dłuższego czasu gdy matka pije alkohol, nawet kiedy robi sonie drinki, wpadam w paranoję. W trakcie takiego "ataku" paranoi nie raz już próbowałam odebrać sobie życie, np.: wiązałam sobie koszulkę na szyi i próbowałam się udusić. Moja matka nie widzi nic złego w alkoholizmie, bo ja jej zdaniem jestem tylko głupią dziewczynką i nie powinnam jej nic mówić. Przez zachowania mojej matki wykształciła się u mnie nadmierna potrzeba kontroli, najchętniej nie opuszczałabym jej na krok, stała i pilnowała, bo boję się że się upije. Od kilku miesięcy mam objawy nawracającej depresji z remisjami. W trakcie jednego z nawrotów napisałam list pożegnalny, który wciąż czeka aż wreszcie to zrobię, a ja sama nie wiem kiedy. Mam obsesję, paranoję. Napady paniki. Czasami boję się odwrócić, bo myślę, że ktoś stoi za mną z nożem. W trakcie jednego z ataków lęku mam poczucie ciągłego obserwowania mnie przez coś, kogoś, raz czułam jak coś co ciągnęło mnie za włosy i dotykało mojej szyi żeby mnie udusić. Przestałam używać wody, nie myję się od wielu dni, nie wydaje pieniędzy nawet na jedzenie. wszystko przez to, że boję się że matka będzie miała do mnie pretensje. Kiedy rodzice są w domu nie korzystam nawet z toalety, boję się chodzić po domu. Mam poczucie, że wszyscy mnie nienawidzą i obgadują, w każdym zdaniu wyczuwam złe nastawienie do mnie. Każdy śmiech na ulicy automatycznie kojarzę ze sobą. Czuje, że wszyscy mają mnie za nienormalną. Nawet nie zostaję sama w domu z ojcem, bo boję się, że mnie skrzywdzi. Mam natrętne myśli. W relacji z jedyną przyjaciółką ciągle bałam się, że ona mnie "zdradza", obgaduje, manipuluję mną. Boję się rozmawiać z ludźmi, bo ktoś może mi coś zrobić, skrzywdzić mnie. Często nie odzywam się, bo myślę, że ktoś mnie skrzyczy, bo tak zawsze miałam w relacji z moją matką. Nawet jak to piszę to mam poczucie "odrealnienia", jakbym nie była do końca świadoma tego co piszę, co robię. Każdy szelest z kuchni automatycznie sprawia, że idę sprawdzić, czy matka nie odkręca alkoholu, sprawdzam co do centymetra ilość alkoholu w butelce, pozostawione szklanki przeszukuje w poszukiwaniu alkoholu. W dzieciństwie pamiętam, że bardzo chciałam być chwalona, przytulana, doceniana, usłyszeć od rodzica bez powodu "kocham cię" a nigdy tego nie słyszałam. Mam obsesję na punkcie wagi, gdyż matka w przeszłości wypominała mi, jestem tak gruba, że wyglądam jakby była w ciąży, chociaż zdaniem innych jestem aż za chuda. Gdy zjem coś mniej zdrowego zaraz dostaje "paranoi" i naprawdę czuję, że w środku się rozpadam, umieram, zatykają mi się żyły. Uważam, że absolutnie nie mam Aspergera, bo praktycznie nic nie stoi za tym żebym naprawdę go miała. Dużo osób z mojego otoczenia twierdzi, że ja go nie mam, nie jestem umysłem ścisłym, ja rozumiem żarty, ironię, nie biorę wszystkiego dosłownie. Od dwóch lat po problemach z agresją i samo-okaleczaniem jestem pod opieką psychologa, który jednak w ogóle nie pomaga, nie otwieram się przed nim, bo jak z każdym innym człowiekiem boję się, że będzie mnie krytykował, krzyczał. Mam coś w rodzaju silnego przewlekłego lęku, paranoi. Nie wiem co to może naprawdę być i proszę o pomoc, bo chyba wolę mieć wszystko inne iż Aspergera, którego wiem, że nie mam.
  19. Witam. Mam na imię Julia, mam 16 lat, chodzę do szkoły średniej na kierunku technik żywienia i usług gastronomicznych. Od jakiegoś czasu mam okropne wahania nastroju, co staje się nie do zniesienia. W dzień jest wszystko dobrze, przed rodzicami udaję, że nic mi nie jest, ponieważ nie chce im dokładać dodatkowych problemów, wiedząc, że są zmęczeni pracą i mają własne problemy. W nocy natomiast cały czas płaczę, nie umiem zaakceptować mojego ciała, jestem okropna, wszędzie widzę to co najgorsze we mnie. Podejrzewam, że są to skutki po podstawówce. W 3 klasie podstawówki mialam wypadek w skutek, którego jestem przewlekle chora, do tego doszły jeszcze inne choroby m.in.: cukrzyca, ponieważ ucierpiała trzustka, tarczyca, problemy z miesiączkowaniem, ciągły stres i obawa przed ponownym powrotem do szpitala. Po tym całym wypadku, okazało się, że miałam fałszywych przyjaciół i gdy tylko wróciłam ze szpitala do szkoły, nacieszyli się mną 2 miesiące i wtedy zaczęło się prawdziwe piekło. Wyzywali mnie od grubych świń, każdy bał się mnie dotknąć, bo twierdził, że przenoszę zarazę. Będąc młodsza, nie do końca rozumiałam co oni mówią i o co im chodzi. W klasie 7 zaczęło się to robić nie do zniesienia, po powrocie ze szkoły pierwsze co robiłam, to szłam do pokoju i płakałam w poduszkę. W końcu moja kochana mama postanowiła, że zabierze mnie do psychiatry, który mi kompletnie nie pomógł, wypisał mi jedynie antydepresanty, których moja mama nie wykupiła bo zdawała sobie sprawę z tego, że nie będę wtedy już nic kompletnie czuć, jedynie pustke. Jakoś dawałam sobie radę, gdy nagle w 8 klasie zaczęło się to samo, wyzywanie przez rówieśników, płakanie w poduszkę, do momentu, aż inicjatywę przejął mój tata, pojechał do moich "znajomych" i wyjaśnił z nimi kilka rzeczy, później już było wszystko dobrze. Teraz gdy skończyłam 1 klasę technikum, mam podejrzenia choroby afektywnej dwubiegunowej u siebie. Mam te same objawy i piszę do państwa z porada co mam zrobić w tej sytuacji. Czy udać się do psychologa? I co psycholog zrobi w tej sytuacji? Co będę czuła jeśli wypisze mi antydepresanty?
  20. Witam, mam na imię Patrycja mam 23 lata. Szukam pomocy bo jestem na etapie, że sama już nie dam rady. Nie umiem sprecyzować co mi dolega, bo codziennie jestem inna. Czasami zmieniam się co kilka dni. Popadam w skrajności bezużyteczności, wściekłości i smutku. Czasami nie czuje kompletnie nic. Ale zdarzają się momenty kiedy jestem super euforycznie zadowolona i mam ochotę robić wszystko przez co nakupiłam pełno rzeczy których nie używam.. czyli skrzypce, aparaty, sztalugi do obrazów, mikrofony, pełno książek z których żadnej nie przeczytałam ale mimo to kupuje następne, gitara i wiele innych. Bo na tamten moment to najlepszy pomysł dla mnie i jestem pewna że chce to robić ale jak przychodzi co do czego to nie mam ochoty nawet na to spojrzeć. W mojej głowie jest tyle myśli ze nie umiem na niczym się skupić i jak ktoś coś do mnie mówi to patrzę w jakiś punkt aż rozmazuje sie obraz i uświadamiam sobie ze wcale nie słuchałam. Boję się kontaktu wzrokowego, stresuje wyjściem z domu. Jak umawiam się z kimś na spotkanie w czasie euforii następnego dnia boli mnie brzuch ze strachu i najlepiej odwołałabym spotkanie bo nie chce się z nikim widzieć. Boje się zwracać na siebie uwagę i jak idę ulicą to mam wrażenie ze każdy na mnie patrzy i się ze mnie śmieje. A w technikum byłam osobą, która słynela z bycia w centrum uwagi, rozśmieszania innych i tak zwanej glupawki której nie dało się zahamować. Jak mam poznać nowe osoby to mój stres nie mija miesiącami. Chociaż nawet po tym czasie nie czuje się komfortowo w towarzystwie. Nie odzywam się prawie albo wcale nawet po alkoholu tylko sztucznie uśmiecham. Myśle przez 5 min nad każdym zdaniem które chce powiedzieć czy zabrzmi ono wystarczająco dobrze, czy będzie zabawne, czy ma sens, czy warto w ogóle to powiedzieć, czy ktoś dobrze o mnie pomyśli itp a są to błahe rzeczy typu ktoś coś opowiada i ja chce tylko nawiązać do tematu. Wiec przez myślenie nad tym nie starcza mi czasu na odpowiedz wiec ignoruje to, pojawia się następny temat i robię to samo i znów jest za późno na moja odpowiedz. Nie potrafię podejmować decyzji nawet jeśli chodzi o zakup podstawowych rzeczy jak kawa czy herbata. Stoję nas pułkami pół godziny i zastanawiam się jakby to miało decydować o moim życiu. Stresuje mnie przejście obok ludzi bo od razu czuje spojrzenie jakbym była naga i jakby oni wszystko o mnie wiedzieli i wyśmiewali. Mam wrażenie ze każdy współczuje mi wyglądu albo się z niego śmieje. Nie mam ochoty wstawać z łóżka i robić czegokolwiek bo czuje się zmęczona mimo ze nic nie robię. Ale są dni ze wstaję i mam ochotę latać po chmurach. Sprzątam mieszkanie, idę na zakupy, gotuje obiad i to wszystko robię chętnie i z pasją. Nie wiem już jaka jestem nie wiem co potrzebuje. Nie umiem sprecyzować problemu bo dzisiaj czuje się na całkowitym dnie, ale jutro powiem ze problemu nie ma i miałam po prostu gorszy dzień. Przejmuje się wszystkim bardzo. Jak ktoś powie, że mam kurz na meblach dla mnie to jest koniec świata i potwierdzenie o mojej beznadziejności. Analizuje to i zagłębiam się co powoduje popadanie w skrajność i załamanie ekstremalne. Boje się zrobić coś zle w pracy bo czuje ogromny strach przez zwróceniem mi uwagi albo uwagami, że coś jest nie tak. Boje się popełnić błędu mimo ze nic by się nie stało. Ale jak wiem, że wtedy ktoś mi to powie ( nawet delikatnie i nie mając do mnie problemu, tylko po prostu żebym wiedziała ) trzęsę się w środku. Jak dochodzi do tej konfrontacji z powiedzeniem mi o zrobieniu czegoś zle momentalnie kamienieję i nie wiem co ze sobą zrobić bo mam ochotę zniknąć. Już nawet nie płacze w takich momentach, tylko upadam mentalnie i nie mogę funkcjonować a mój mózg analizuje moje poczucie beznadziejności. To pewnie nie wszystko, ale tyle w formie poznawczej. Prosze o radę gdzie powinnam sie udać, co robić. Jaka może być diagnoza.
  21. Mam 22 lata a moje imię to Sabina, kiedyś byłam pełna energii i życia, jednym słowem dusza towarzystwa. Wychowała mnie mama która praktycznie nigdy nie miała dla mnie czasu i nie angażowała się w moje życie. Odkąd pamietam ze wszystkim musiałam sobie radzić sama. Ale dawałam radę. W tym momencie kiedy dopadło mnie życie dorosłe, zaczęłam tracić siłę. Ciagle towarzyszy mi niepowodzenie w pracy, w nauce i w relacjach międzyludzkich. Mam wrażenie ze daje z siebie 100% ale na marne, dopadają mnie myśli ze te wszytskie moje starania nie maja sensu. Chce się poddać bo życie zaczyna mnie przerastać, nie chce mi się walczyć o siebie chce już odpuścić. Stoję ciagle w miejscu, nie mam żadnych perspektyw ani do czego dążyć. Nie mam osoby której mogłabym się wygadać, dopadła mnie samotność której nigdy bym się nie spodziewała. Nie mam w nikim oparcia. Tłumie w sobie wszystkie myśli bo nie mam z kim o tym porozmawiać i strasznie mnie to przytłacza. Coraz częściej zastanawiam się jak najlepiej byłoby odejść z tego świata. A jest to spowodowane wszystkimi złymi wydarzeniami z mojego życia. Czuje ze życie wystawia mnie ciagle na próby, czego bym nie zrobiła i jak dobrym człowiekiem bym nie była to i tak dostaje w kość. Nie chce tak myśleć, chciałabym żeby wróciło moje pozytywne myślenie, chciałabym uwierzyć w siebie i ruszyć do przodu. Pragę wyrzucić to wszystko z siebie, porozmawiać z kimś kto pomoże mi się podnieść. Chciałabym powiedzieć wszystko co mi leży na sercu bo ten ciężar jest już dla mnie za wielki. Jak zacząć myśleć pozytywnie? Jak nie czuć załamania i zawodu własnej osoby? Dlaczego życie stawia mi takie przeszkody z którymi nie potrafię sobie poradzić? Nawet nie mogę skorzystać z terapii psychologicznej czy wizyty u psychologa mimo ze bardzo chce ponieważ nie pozwala mi na to moja sytuacja finansowa. Dobija mnie ten fakt bo chciałabym sobie pomoc a w pełni nie mogę.
  22. Cześć. Jestem Marcin, mam 24 lata. Od dziecka mieszkam w "domu" pełnym konfliktów, notoryczne kłótnie rodziców, rodzeństwa, dochodziło również do rękoczynów, ale mimo wszystko niezbyt poważnych. Wyjątek to bicie mnie pasem przez ojca, który to robił pod nieobecność domowników w ramach kary za to, że nie poszedłem do kościoła. Przez to potem przestałem chodzić i zacząłem buntować. Bardzo rzadko bywają dni bez kłótni rodziców. Już w pierwszych latach szkoły podstawowej miałem problemy z relacjami międzyludzkimi. Poznałem wtedy jedynego kolegę z którym się zadawałem do czasu ukończenia gimnazjum, potem zerwałem z nim znajomość bo okazał się fałszywy. Bardzo mnie to zabolało swego czasu i postanowiłem zostać samotnikiem. Od czasu 4 klasy byłem dręczony przez "kolegów z klasy", byłem dosyć gruby przez chorobę więc wyzywali mnie, upokarzali na korytarzu, basenie, również przy dziewczynach. Dochodziło również do bójek, które z reguły przegrywałem, bo nie byłem zbyt silny. Odkąd skończyłem podstawówkę z wynikiem raczej 50/50, bo miałem z tego co pamiętam wynik 23/40 na koniec egzaminu (dosyć mocno nie umiałem matmy, miałem z niej 2 na koniec) wtedy zaczęło się robić coraz gorzej, mimo, że bardzo schudłem. - 1 klasa gimnazjum. Wszystkie klasy z mojej poprzedniej szkoły poszły również i do tego gimnazjum tyle, że większość tych klas zostało pomieszane, ja na nieszczęście trafiłem do niepomieszanej. Już wtedy byłem bardzo skryty i starałem się nie rzucać w oczy ale uzyskałem efekt zupełnie odwrotny. Powrócił koszmar z podstawówki. Zostawałem coraz bardziej obgadywany za plecami, większość szkoły się ze mnie śmiała jak i wyzywała a ja nie mogłem z tym nic zrobić. Do tego doszedł jeszcze szkolny psycholog oraz pedagog, na wielu lekcjach zostałem wzywany do gabinetu co potęgowało zainteresowanie mną "rówieśników" z klasy. Ledwo skończyłem pierwszą klasę gimnazjum. Drugiej nie zdałem aż DWA RAZY. Nie wspomniałem jeszcze, że nie miałem nawet GDZIE się uczyć. W domu się nie dało, a na dworze balem się, że spotkam kogoś znajomego ze szkoły. Zacząłem wagarować, zdarzało się, że nie byłem w szkole przez 2-3 miesiące i wychowawczyni wydzwaniała do mojej matki z pytaniem "co się dzieje?", pedagog wzywała policje, która również szukała mnie poza szkołą. Wtedy też doszły moje "ucieczki" przed ludźmi - za każdym razem, jak widziałem kogoś znajomego to skręcałem w inną stronę. Zacząłem się bać jakiegokolwiek kontaktu z jakimikolwiek znajomymi. Wracając - kiedy nie zdałem ten drugi raz, udało mi się przepisać do szkoły zaocznej i spokojnie skończyć gimnazjum, mimo, że w nowej klasie też miałem dużo stresu to było go zdecydowanie mniej niż w starej, oczywiście dlatego, że nikt się tam nie znał, przez co nie byłem postrzegany jako wyalienowany dziwak. Czas leciał i poszedłem do liceum, również zaocznego. Nie byłem jeszcze pewny co chce w życiu robić więc wybrałem LO, stwierdziłem, że jeszcze pomyślę, a średnie wykształcenie zawsze się przyda. Skończyłem tylko 1 klasę. Niedawno przepisałem się do innej szkoły ale że mamy pandemię, to nie wiadomo kiedy zaczną się zajęcia. I tak sobie żyję w moich czterech ścianach ze słuchawkami na głowię, w wirtualnym świecie. Trudno mi wyjść nawet do sklepu spożywczego, bo za każdym razem mam myśli - co jeśli się zbłaźnię, wyglądam dziwnie i dlatego się na mnie gapią, itp, a jeśli już mi się uda wyjść do tego sklepu to trzęsą mi się ręce i po chwili jestem zlany potem. Raz mi się tak w szkole zdarzyło i potem patrzyli na mnie spode łba. Zdążyłem już się lepiej poznać, wiem, że mam charakter introwertyka i że jestem samotny, ale to wszystko mnie niesamowicie przytłacza. Kiedy widzę, jak większość znajomych z mojej szkoły jest już kimś, do czegoś doszła, skończyła jakieś fajne uniwersytety albo wyjechała za granicę i żyje w luksusie, to mnie szlag trafia. Ile to już nocy nieprzespanych, ile łez wylanych w poduszkę i myśli proszących Boga (w którego nawet nie wiem czy wierzę) o pomoc. Trudno uwierzyć, że minęło już tyle lat a to poczucie lęku przez światem nadal nie zniknęło. Nie chce oczywiście wyjść na totalnego świra, nie słyszę żadnych głosów ani nie mam zwidów, po prostu nie wiem co mam robić. Często mam myśli samobójcze, ale bardzo boję się śmierci więc nie zrobię sobie żadnej krzywdy. Bardzo chciałbym zacząć pracować, nawet za jakieś marne 2000. Wysłałem już tyle CV i ani razu do mnie nikt nie oddzwonił, i znowu wpadam w depresję, i tak w koło Macieju... Komputer mi się psuję, nawet nie mam kasy na nowy, telefon woła o pomstę do nieba, nie mogę nawet odebrać kiedy ktoś dzwoni bo dotyk nie działa. Gdyby nie mieszkanie z tymi wariatami (haha, powiedział Marcin), to bym pod mostem z głodu umierał. Ehhh... Pytajcie o co chcecie, nie mam nic do ukrycia. Chyba pozostały mi jedynie marzenia.
  23. Dzień dobry, Od jakiegoś czasu 24 godziny to dla mnie za mało, czas mi leci bardzo szybko. Nie potrafię cieszyć się chwilą. Nawet nie wiem kiedy a mamy już lato,a ja czuję się jakby była dopiero wiosna. Mam wrażenie jak bym była w innej rzeczywistości. Czy to depresja? Ciezko tak żyć. Pozdrawiam
  24. Dzień dobry Nie wiem od czego zacząć więc zacznę od początku. Bardzo często miewam w huśtawki nastrojów i mam problem z decyzyjnością. Prawie codziennie trapią mnie myśli samobójcze a rzeczywistość nieustannie przechodzi z przekoloryzowane do przerażającej, nie potrafię zorganizować sobie życia uczuciowego Jestem jedynakiem, mój ojciec zmarł gdy miałem 6 lat popełniając samobójstwo. Całe dziecięce życie mówiono mi że zmarł na serce ale gdy miałem 17 lat znalazłem dokument z oględzin łazienki w której się powiesił. (był uzależniony od heroiny) Po śmierci ojca matka (ktora tez nie znała swojego ojca ) wyjechała na kilka lat, jej role przejęła babcia. Dzisiaj matka nie radzi sobie w życiu i przelewa na mnie swoje frustracje. Ojciec był z zagranicy, studiował i mieszkał w Polsce. Rodzina od strony ojca odwróciła się ode mnie ponieważ jestem z innego kręgu kulturowego. Bardzo proszę o pomoc bo boje się że to zaczyna być większe ode mnie i już nie wytrzymuje.
  25. Mam 19 lat. W wieku 15 lat miałam depresję z powodu przeniesienia sie do rodziny zastępczej. Od tamtego czasu uspokojenie znajdowałam w filmach. Teraz ciagle co obejrzę jakiś film lub serial, który mi sie bardzo spodoba to ciagle chodze struta ze nie żyje w tamtym świecie, ciagle o nim śnie, ciagle o nim myślę i trace kontakt z bliskimi, często mam stany depresyjne i jestem zniechecona przez to do życia. Jezeli mam cos zrobic to mowie sobie zrob to dla... (postac z filmu lib serialu)

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.