Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'depresja'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Refleksje mężczyzny

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Mam 18 lat. Nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Czuję się tak, jakby uchodziło ze mnie życie. Rzeczy, które kiedyś lubiłam robić i sprawiały mi przyjemność, stały się dla mnie obojętne. Czasami płaczę po kilka godzin, z jakiegoś powodu lub tak po prostu, a innym razem nie mam siły nawet na łzy, po prostu tak, jakby wypełniała mnie pustka. Płaczę ciągle w środku samej siebie. Zaczynam coraz bardziej zamykać się w sobie i mieć większe problemy z mówieniem o swoich uczuciach i wyrażaniem ich. Mam wrażenie, jakby moje życie się już kończyło, a mam 18 lat. Czuję, że zawodzę każdego po kolei i wszystko robię źle. To ja jestem wszystkiemu winna. Ciągle zmienia mi się nastrój, ale nigdy nie czuję się dobrze chociaż w 60%. Do tego wracają zaburzenia odżywiania. Od lutego schudłam 10kg, chcę jeszcze więcej. Doszło samookaleczanie. Lubię to uczucie. Wszystko się kumuluje. W lutym wyprowadziłam się od mamy, która mnie wyzywała i nie zaakceptowała mojego związku z osobą transpłciową. Mówi, że się na tym przejadę i nie wyjdzie z tego nic dobrego, że jestem naiwna. Na każdym kroku zrzuca winę na mnie. Nie pamiętam, żeby spytała się mnie kiedykolwiek, jak się czuję. A jeśli ja się jej o to nie pytam, to krzyczy. Mówi, że robię z siebie ofiarę i to ona ma depresję, a nie ja. Miałam dwie wizyty u psychologa i mam podejrzenie depresji, stanów lękowych, zaburzeń odżywiania i mam stwierdzoną fobię społeczną. Ale dla niej to nic nie znaczy, bo wymyślam. Nie mam ojca, mam tylko mamę, a nawet w niej nie mogę mieć wsparcia. Mówi, że powinnam ja wspierać, bo ma depresję (której nie ma stwierdzonej), a ja sama potrzebuję pomocy. Mam wszystkiego dość.
  2. Witam nie wiem w sumie od czego zaczac. Mam 27 lat i od jakiegos czasu dzieje sie ze mna cos zlego. Zauwazaja to bliscy i ja tez. Moj partner wyciagnal mnie z najgroszych mozliwych rzeczy gdy zostalam sama. Ograniczono mi prawa rodzicielskie bo zazywalam narkotyki ale z tego juz wyszlam nie biore. Mam kontakt z dzieckiem. Obecnie mieszkam zagranica najpierw mialam motywacje ze chce cos osiagnac pozniej znowu przeskok przez pandemie stracilam prace nie potrafilam sie odnalzec nie znam jezyka. No trudno myslalam jakos to bedzie. Potem mialam inna prace bylo ok. Zawsze bylam nerwowa, o bzdury jakies. Nie kontroluje swoich emocji, mam straszne skoki nastroju, jeden dzien mam motywacje do wszystkiego i chce zdobywac swiat, mysle ze jestem ambitna i chce cos osiagnac, za miesiac znowu nie mam sily do niczego znowu mysle ze jestem nikimi ze do niczego sie nie nadaje. Bardzo zle sypiam, jestem agresywna czesto, krzycze nie panuje nad soba i placze. Kolejne dni znowu poprawa nastroju i znowu przepraszam bliskich ze sie tak zachowuje. Nie daje juz rady. Gdzie mam szukac pomocy? Czy ktos juz z Was mial takie problemy z psychika? Wiem ze to co napisalam jest chaotyczne ale ciezko mi o tym pisac.
  3. Witam. Potrzebuje wsparcia ,pomocy ,rady czegokolwiek..byle bym mogła uporać się z własnymi myślami. Opisanie całej mojej sytuacji zajęło by długo , spróbuję napisać w skrócie co się dzieje. Samo mówienie o tym,pisanie doprowadza mnie do płaczu , i tracę siłę do życia . Mam 22 lata , trójkę dzieci w tym pierwsze dziecko (córka 4 lata ) jest z pierwszego związku i małżeństwa które trwało rok.. Od trzech lat mam chłopaka ,bardzo go kocham ,nie wyobrażam siebie życia bez niego , poznał mnie gdy byłam w totalnej rozsypce (rozwód ,mój tata w zakładzie karnym ,ciężkie dzieciństwo) , zaakceptował i pokochał moją córkę , po roku czasu pragnął ,bym z nim zamieszkała, z czasem pojawiły się dwie córeczki bliźniaczki. Jego rodzina była szczęśliwa z wyjątkiem jego matki ;( Jego mama wogóle nie akceptuje mojej córki , przez te trzy lata traktowała ją obojętnie ..lecz teraz jest jeszcze gorzej, przez jej zachowanie uciekałam z ich domu już cztery razy i wracałam bo obiecywała że wszystko się zmieni , przepraszała itd . Niedawno uciekłam znowu i wróciłam po tygodniu bo mój chłopak twierdzi że jestem jego miłością i jego całym życiem ,lecz ostatnio słucha swojej matki i wierzy we wszystkie kłamstwa jej . On pracuje w delegacji więc wraca na weekend a całe 5 dni jestem sama z nią i w tym czasie Ona zapowiedziała że nigdy nie będę szczęśliwa, że mam wy******lać z jej domu z tym ,,najduchem"( moją córką) , że jak ją zobaczyć w kuchni albo łazience to jej łeb ukręci , że ją udusi na spaniu , mówiłam to chłopakowi ,on stwierdził że ona tylko tak gada. Ja płaczę codziennie bo już nie daje rady, głupie myśli krążą po głowie,wiem że muszę być silna dla dzieci ale nie potrafię nie przejmować się,tak bardzo bym chciała być szczęśliwa z ukochanym i z naszymi dziećmi ale jego matka nie daje mi żyć ..wymysla i opowiada przy nim że jestem ku**a, że do niczego się nie nadaje ,że w chlewie ,w oborze mnie chowali ..nie mogę paznokci malować ,wogóle nie mogę makijażu mieć bo zaraz lecą teksty że kurwienie się umalowałam .. wszystko co robię jest źle .nie wiem co mam zrobić. On narazie nie chce się wyprowadzić że względu na brak pieniędzy ..i co począć? Proszę o pomoc !
  4. Witam serdecznie mam pytanie odnośnie psychoterapeuta chodzę na psychoterapie psychodynamiczna ale nie czuje aby mi pomagała ta terapia nie czuje wsparcia od pani psychoterapeuta nie wiem czy mam zmienić psychoterapeuta jeśli mam emocje że płace z terapia ale nie dostaje nic za to chociaż aby pojawił się mały promyk nadziej ze co pomogło chodzenie na terapię ja czytając książę o sporcie po wrucilem do treningów ponieważ mialem wcześniej motywacje a był spadek teraz jest kontuzja i nie mogę ćwiczyć ale jest brak motywacji do życia i sesnu życia nie mogę się pogodzić z tym że jestem facetem a nie kobieta. Więc nie wiem co mam zrobić z tą psyhoterapeta chciałbym się dowiedzieć?
  5. Witajcie ,nie wiem czy to odpowiedni dział ale Jeżeli czytacie już to ogłoszenie i chcecie do mnie napisać,proszę,przeczytajcie je do samego końca. (dla osób zainteresowanych e-mail jest na samym dole) Już na samym początku zaznaczę że nie jestem tutaj by prosić o radę ani żeby być pouczaną/krytykowaną.Za dużo jest już nieprzyjemnych zachowań ze strony niektórych osób na tym świecie. Rozumiem że każdy człowiek ma inne podejście do przyjaźni i że są osoby które nie szukają tego typu kontaktu co ja,tak samo i ja proszę o zrozumienie względem tego ogłoszenia.Uważam że nie warto się poddawać i zawsze przede wszystkim powinno się być szczerym z samym sobą i nie robić niczego na siłę.Nawet jeżeli nie znajdę poszukiwanej przeze mnie osoby,nic przecież na tym nie stracę.Nie chcę tym ogłoszeniem wywołać żadnej zbędnej i nieprzyjemnej dyskusji.Jeżeli ktoś uzna że nie zależy mu na takiej formie kontaktu - OK ale może jednak są tu osoby zainteresowane takim typem przyjaźni,jakiej szukam ja Poniższe ogłoszenie dodawałam już na wielu forach ale odzew był i nadal jest mały,są również osoby które w ogóle nie odpisują na wiadomości oraz takie które po kilku wymianach wiadomości,bez słowa znikają.Piszą do mnie również i mężczyźni,którzy szukają związku bądź flirtu,czym kompletnie nie jestem zainteresowana.Piszą również osoby które są zainteresowane wymianą bardzo krótkich wiadomości,które opierają się głównie na zaledwie kilku słowach,bądź jedynie krótkim zdaniu oraz takie,na których wiadomości bardzo długo czekam - Stąd takie poszukiwania. Mimo to nie poddaję się i mam nadzieję że tutaj kogoś znajdę..Jestem tutaj żeby pomóc wam z samotnością,tak samo żeby wreszcie spełniło sie moje marzenie i żebym znalazła swoją bratnią duszę.Od bardzo dawna brakuje mi takich szczerych i głębokich rozmów z kimś kto zawsze będzie miał dla mnie czas i będzie potrafił mnie zrozumieć.Jak się angażuję to już bardzo.We wszystkich swoich znajomościach nigdy nie zdarzyło mi się żebym nie miała dla kogoś czasu,jeżeli zależało mi na jakiejś relacji.Jeżeli na kimś mi zależy i dobrze z kimś się dogaduję,zawsze znajduję czas. W internecie pełno jest ogłoszeń osób szukających związku lub seksu,ale jest bardzo mało stron dzięki którym można poznać nowe osoby,które nie są zainteresowane żadnymi rozmowami z podtekstami co jest smutne bo o ile każdy człowiek ma swoje potrzeby (nie potępiam poszukiwań związku w sieci czy nawet "zabaw" - jeżeli komuś to pasuje) ale są też osoby które czasami chcą szczerze z kimś pogadać a nie mają z kim..osoby które też chciałyby móc chociaż mieć znajomych w internecie,z którymi potem takie znajomości przeszłyby na realne.Sama jestem w dość ciężkiej sytuacji pod tym względem..wszystkie znajomości ze szkoły skończyły się wraz z jej ukończeniem..kontakt z moimi rówieśnikami był coraz to słabszy ponieważ mimo młodego wieku większość osób zaraz po zakończeniu szkoły zdecydowała się na założenie rodziny a potem próby jakiegokolwiek nawiązania kontaktu kończyły się na tym że ktoś coś mi obiecywał a potem tego słowa nie dotrzymywał.Z jednej strony dzięki takim właśnie sytuacjom przekonujemy się czy komuś tak naprawdę na nas zależy czy nie (to że ktoś ma rodzinę czy poznaje nowe osoby w swoim otoczeniu nie oznacza przecież żeby odciąć się od "starych" znajomych) aczkolwiek każdy człowiek potrzebuje chociażby jednej osoby której mógłby się wygadać i poczuć przez nią zrozumiany. Nawet w internecie bardzo ciężko o utrzymanie relacji mimo że wiele osób żali się na samotność.Oczywiście,nie każdy dogaduje się z każdym co jest zupełnie zrozumiałe ale zauważyłam że o wiele prościej jest znaleźć osoby,które zamiast kogoś wysłuchać czy zaangażować się jakoś w rozmowę wolą zdawkowe odpowiedzi i rozmowy dotyczące tylko "wesołych" tematów.Nie raz i nie dwa za każdym razem kiedy ktoś zapytał się mnie o coś związanego z moim życiem a ja postanowiłam otworzyć się przed tą osobą usłyszałam "zmieńmy temat na inny" albo "nie narzekaj" Owszem,nie każdemu człowiekowi muszą odpowiadać pewnego rodzaju tematy ale jednak dla wielu osób rozmowa jest swego rodzaju ulgą.Ja mimo tego że jestem otwartą osobą i nie boję się rozmów dotyczących trudniejszych tematów,też nie każdej osobie którą znam opowiadam o tym i owym właśnie z tego powodu - że kiedy mam potrzebę się komuś wyżalić,ktoś nawet nie chce tego słuchać.Osobiście nie wyobrażam sobie żebym mogła potraktować w taki sposób osobę,która akurat chciałaby powiedzieć mi coś,co od jakiegoś czasu ją męczy i to nie ważne ile razy.Poczucie zrozumienia jest bardzo ważne w naszym życiu. Jeżeli chodzi o mnie mam 25 lat.Zależy mi na tym żeby nawiązać kontakt z kimś szukającym kogoś z podobnym spojrzeniem na "te sprawy".Kogoś kto też chciałby codziennie rozmawiać (o ile oczywiście ktoś ma na to wystarczająco dużo czasu a przede wszystkim ochoty.Nie chciałabym żeby ktoś się zmuszał albo pisał z litości) Sama na ten moment nie pracuję ani nie studiuję ponieważ tak ułożyło się moje życie,więc mam bardzo dużo wolnego czasu który chętnie spędziłabym z kimś,kto też szuka przyjaźni bo jest samotny i brakuje mu częstych rozmów z kimś w podobnym położeniu. Jeżeli udałoby mi się znaleźć osobę z którą nawiązałabym dobry kontakt,bez problemu poświęcałabym tej osobie tyle czasu,ile bym tylko mogła.Nie zależy mi na jednorazowym wygadaniu się ale na nawiązaniu częstego kontaktu z inną osobą.Dlaczego chciałabym rozmawiać codziennie? Ponieważ tak jak napisałam wcześniej,zawsze znajdzie się kogoś do jednorazowej rozmowy czy kontaktu raz na tydzień bądź raz na kilka dni ale zobaczyć zaangażowanie ze strony innych osób,nie tylko w moim przypadku,to już rzadkość.Nigdy nie wiadomo czy dogadamy się z drugą osobą bo każdy człowiek ma swoje własne oczekiwania i to normalne że czasami coś nie wychodzi w wyniku czego,ludzie zrywają kontakt ale zależy mi na relacji z osobą,która sama ma ochotę żeby codziennie rozmawiać.Osoby,która sama szuka tego typu kontaktu. Chciałabym również zaznaczyć że nie przepadam za krótkimi odpowiedziami i pytaniami typu "Jak tam minął dzień?" czy "Co u ciebie?" wolę rozmowy na bardziej rozbudowane tematy,które wymagają nieco zastanowienia się nad odpowiedzią.Na jakie tematy? To zależy już od osoby i od danego tematu.Pytanie "Powiesz coś o sobie?" też nie jest na liście moich ulubionych ponieważ uważam że lepiej stopniowo kogoś poznawać i samemu zadawać mu jakieś pytania dotyczące jego osoby,aniżeli od razu poniekąd kazać komuś opisać siebie.Jak sami widzicie jestem osobą rozmowną która NAPRAWDĘ jest rozmowna - dla mnie rozmowność to właśnie bardzo obszerne wiadomości a nie tylko natłok pytań albo odpowiedzi polegające na jednym zdaniu. Uważam że dzięki takim wiadomościom,lepiej jest odnieść się do czegoś w rozmowie i ją kontynować.Kiedyś poznawałam ludzi lubiących korespondencje listowne,teraz już prawie listów się nie wysyła więc byłoby super gdybym znalazła taką drugą gadułę,która nie zostawi mnie gdy tylko pozna kogoś nowego.Zazwyczaj bardzo szybko odpisuję na e-maile. To czy komuś odpiszę zależy od treści wiadomości.Odpisuję zazwyczaj tylko na bardzo długie wiadomości.Zależy mi na czymś w formie wirtualnych listów.Mam z kim pogadać "tak o" ale właśnie brakuje mi tej głębi w rozmowach i chcę to zmienić. W tego typu postach ludzie często na samym początku już pytają innych o spotkanie.Powiem wam tak - nie wykluczam opcji spotkania się z kimś,z kim udałoby mi się nawiązać dobry kontakt ale dopiero w dalekiej przyszłości.Nie wyobrażam sobie spontaniczego spotkania z kimś z kim wymieniłabym zaledwie dwie czy trzy wiadomości.Wolę najpierw dowiedzieć się czegoś więcej o o osobie z którą jestem w kontakcie i zobaczyć czy w ogóle dobrze się dogadujemy,zanim zdecydowałabym się na taki krok dlatego to gdzie mieszkacie nie ma dla mnie znaczenia. Na samym początku nigdy nie proszę nikogo o zdjęcie ani sama nie wysyłam swojego.Zależy mi jedynie na przyjacielskim kontakcie a w przyjaźni liczy się osobowość,nie to jak ktoś wygląda.Nie ma to dla mnie kompletnie znaczenia,czy po drugiej stronie jest ktoś atrakcyjny,czy też nie. Nie wypisałam również swoich zainteresowań ponieważ interesuję się wszystkim po trochu i nie ma jakiejś jednej rzeczy którą interesowałabym się o wiele bardziej niż innymi,zresztą większość z moich znajomości była nawiązana z osobami których zainteresowania różniły się od moich i zupełnie szczerze mówiąc dla mnie o wiele większe znaczenie niż to jaka jest czyjaś ulubiona piosenka czy ulubiony film,mają czyjeś poglądy na pewne tematy,to jaka dana osoba jest. Zdecydowanie lepiej dogaduję się z osobami z którymi jednak łączy mnie wspólne zdanie w wielu kwestiach i podobne podejście do życia niż czyjeś zainteresowania czy zawód jaki dana osoba wykonuje . To że ktoś słucha innego rodzaju muzyki niż ja,absolutnie nie wpływa na jakość rozmowy,natomiast jeżeli ktoś jest moim przeciwieństwem ..rozmowy nie są już tak przyjemne i raczej oddalamy się od siebie z daną osobą Przyznam się szczerze że osobiście wolałabym porozmawiać z osobami które też przeszły coś w życiu i chciałyby czasem podyskutować o swoich problemach niż z osobami które unikają "negatywnych tematów" bo wolą rozmawiać o czymś wesołym.Oczywiście,zawsze dobrze jest się pośmiać i oderwać od smutnej rzeczywistości ale jednak uważam że takich osób jest bardzo dużo.Natomiast osób które zamiast zmieniać niewygodny temat i mówić innym "Przestań narzekać"? wydaje mi się że niezbyt wiele.Nie przeszkadza mi słuchanie o czyichś problemach dlatego że sama przeszłam w życiu to i owo i uważam że jeżeli pomiędzy dwiema osobami jest jakiś wspólny mianownik - zawsze łatwiej jest się zaprzyjaźnić i czuć komfortowo z osobą z którą się rozmawia. Bardzo nie podoba mi się również kiedy ktoś ignoruje wszystko to co zostało przeze mnie napisane w wiadomości i skupia się tylko na odpowiedzi na jakieś zadane pytanie. Wołabym również żeby nie pisały do mnie osoby które są bardzo sarkastyczne.O ile odpowiadają mi osoby z poczuciem humoru,tak nie podoba mi się obracanie dosłownie wszystkiego w żart.Są pewne granice. Szczerze mówiąc wolałabym żeby pisały osoby które odpisują chociażby co 5/6 godzin niż ktoś kto odpisze na jedną wiadomość po 12 godzinach albo jeszcze rzadziej - uważam naprawdę że jeżeli się chce kogoś poznać to zawsze znajdzie się dla niego czas. Okazanie zaangażowania jest dla mnie bardzo ważne w relacjach międzyludzkich i jeżeli ktoś już na samym początku nie wykazuje żadnego zaangażowania oraz "nie ma czasu" wysłać chociażby jednej lub dwóch wiadomości w ciągu doby,jest to dla mnie równoznaczne z tym że albo nie przypadłam mu do gustu albo na serio ma zbyt dużo obowiązków żeby zacząć znajomość,i wolałabym żeby w takim wypadku,ktoś do mnie nie pisał.Nie piszę tego wcale ze złośliwości tylko po to,żebyśmy nie marnowali sobie nawzajem czasu.Tak samo jak ktoś może nie być zainteresowany częstymi rozmowami (co w zupełności rozumiem bo nie każdy ma na to czas oraz ochotę) ja nie jestem zainteresowana jedną wiadomością wysłaną na całą dobę czy jeszcze rzadziej.Szanujmy się nawzajem. Gdyby chodziło mi o kolejną tego rodzaju znajomość,ten post wyglądałby zupełnie inaczej. Nie chcę żeby ktoś zrozumiał mnie źle,nie chodzi mi o to żeby ktoś non stop do mnie wypisywał bo każdy ma jakieś własne życie i dlatego też zamiast 20 czy 30 krótkich wiadomości na jakimś komunikatorze i trzymaniu telefonu cały dzień w ręku,wolałabym dostać 2 lub 3 wiadomości na dobę ale rozbudowane i mające sens niż tylko wiadomości błyskawiczne.Pierwsze wrażenie jest dla mnie bardzo ważne.Przyjaźń jest czymś wyjątkowym i każda osoba zainteresowana znajomością z kimś powinna okazać drugiej stronie zainteresowanie.I tutaj powiem już od razu - albo odpisuję komuś praktycznie od razu albo też wcale.jeżeli nie odpiszę komuś do 12 godzin oznacza to,że nie jestem zainteresowana rozmową.Stawiam przede wszystkim na szczerość zamiast złudnych nadzieji i udawania kogoś kim się nie jest albo jakichś wymówek,żeby tylko uniknąć rozmowy.Również nie podoba mi się ocenianie innych ludzi i chamstwo.Szacunek jest bardzo ważny Na sam koniec dodam jeszcze tylko że potrafię dać z siebie bardzo dużo i zaangażować się w rozmowę (Staram się traktować ludzi tak jak sama chciałabym być traktowana przez nich) natomiast jeżeli ktoś liczy tylko na mnie i nie zadaje żadnych pytań,żeby podtrzymać rozmowę oraz pisze krótkie wiadomości,sama też nie staram się ciągnąć czegoś na siłę i zazwyczaj w takim momencie kontakt się ucina..daję ludziom tyle,ile oni dają mi.Potrafię bardzo się rozpisać i podciągnąć rozmowę,przychodzi mi to z łatwością ale zaangażowanie powinno być widoczne z obu stron.Jeżeli ktoś się nie stara,nie mam zamiaru nikogo zmuszać,nic na siłę. To działa w obie strony.Jeżeli widzę czyjeś zaangażowanie i chęć rozmowy,tym bardziej mnie to motywuje,jeżeli natomiast nie,nie wymuszam na nikim niczego. Napisałam o tym wszystkim dlatego,że chcę uniknąć nieporozumień i chcę żeby czytając ten post,ludzie sami zdecydowali czy byliby zainteresowani rozmową ze mną czy nie. Bardzo brakuje mi takiej przyjaźni,przyjaźni z kimś kto nie jest nachalny ale i też okazuje zainteresowanie moją osobą i stara się znaleźć dla mnie czas.Te przysłowiowe 5 minut w ciągu dnia.Ja odpisuję naprawdę bardzo szybko.Najdłużej na odpowiedź ode mnie,czeka się 5 godzin.Więc proszę,potraktujcie poważnie to co teraz czytacie i odezwijcie się,tylko wtedy,jeśli i wam zależy na takim kontakcie i jeśli wiecie,że macie na to czas.Czas,na codzienną wymianę wiadomości.Nie chcę po raz kolejny dostać wiadomości od kogoś,kto już na samym początku tłumaczy się brakiem czasu.Jeżeli naprawdę nie masz czasu na tak częste rozmowy,po prostu nie pisz.Każdy człowiek ma w końcu inne oczekiwania,ale najważniejsze jest to,żeby obu stronom odpowiadała dana forma kontaktu.Chciałabym wreszcie zobaczyć w kimś,zaangażowanie.Sama też byłam kiedyś bardzo zajętą osobą ale wiem,że jeżeli na czymś lub na kimś nam zależy,zawsze znajduje się choćby parę minut w ciągu dnia. Niezależnie od tego kiedy ktoś zdecyduje się odezwać,zawsze zaglądam na e-mail,także nawet jeżeli znajdziecie mój post po wielu miesiącach od dodania go,możecie śmiało do mnie pisać nigdy nie ignoruję ciekawych wiadomości. Pozdrawiam wszystkich bardzo serdecznie julita.warer@wp.pl Proszę by pisały osoby od 18-32 lat
  6. Witam, jestem nowa potrzebuje pomocy, porady kogoś doświadczonego. Od roku leczę się farmakologicznie na nerwice i depresje. Niestety bez terapii ciężko. Nie potrafię otworzyć się przed terapeutą dlatego forum na którym mogę pisemnie podzielić się problemem jest ostatnią deską ratunku. W zeszłym roku skończyłam szkołę. Od stycznia tego roku pracuje w pobliskiej firmie pakuje gotowe wyroby nic specjalnego. Właśnie zaczelam urlop i zamiast cieszyć się tym czasem nasiliła się depresja i lęki. Boje się każdego wyjścia z domu boje się ze po prostu zwymiotuje, zemdleje lub dostanę zawału ( wymioty i omdlenia na tle nerwowym zdarzały się wcześniej) nie wyobrażam sobie za dwa tygodnie powrotu do pracy w której tak naprawdę nie mam powodów do stresu… jednak chodzi o kontakt z ludźmi. Wizyte u psychiatry mam dopiero za miesiąc (kiedy urlop już się skończy). Czuje ze moje życie jest bez sensu tak wiele razy chciałam odebrać sobie życie jednak jestem tchórzem i nie potrafię. Czy są jakieś sposoby aby odciąć się od tych natrętnych złych myśli i zrozumieć ze wszystko będzie dobrze?
  7. Cześć, jestem młodą mamą miesięcznego chłopca. Pisze ponieważ borykam się z problemem już rok. 5 lipca 2020 mój chłopak mnie zdradził. Przyznał się do tego. Pobawił się z ta dziewczyna tydzień i wrócił. Wybaczyłam. Lecz nie do końca. Do dnia dzisiejszego mam obsesje na punkcie tej dziewczyny, mam lek przed kolejna zdrada, boje się ze znowu mnie skrzywdzi. Śni mi się to wszystko po nocach. Pojawiają mi się obrazy ich rozmów przed oczami… Najgorsze są noce, często łapie dołki. Wypominam mu. Nie umiem sobie z tym poradzić. Czuje jak zjada mi to cała moja energię do życia.
  8. Mój chłopak planuje intensywnie samobójstwo. Nie chce pomocy. Miał już próbę i boję się, że teraz to zrobi. Chce udawać, że jest lepiej, żebym o tym zapomniała. Co robić? Czuję się bezradna
  9. Witam Jestem Piotr 42 lata. Przez to, że Covid-19 i lockdowny zostaną z nami na zawsze mimo wyczekiwanych szczepionek; nie wyobrażam sobie dalej życia. Nic nie wychodziło z moich planów przed pandemią a nie mówiąc już w czasie pandemii. Czy widzi ktoś sens życia jeszcze?
  10. Cześć, Mam 22 lata i od jakiegoś czasu jestem w rozsypce. Ostatnio miała dwa ataki paniki jednej nocy. Wcześniej, z tego co analizowałam, takie atak miałam może raz i był on bardzo krótki. Wówczas nie znałam jeszcze definicji ataku paniki i dosyć szybko o nim zapomniałam. Wracając, od jakiegoś czasu czuję się bardzo źle psychicznie. Jestem przygnębiona i nie potrafię wyobrazić sobie siebie szczęśliwej lub siebie w przyszłości. Mam dziwne uczucie, że nie ma dla mnie miejsca na tym świecie. Wynajmuję pokój, ponad rok temu wyniosłam się z domu rodzinnego, odcinając się tym samym od toksycznych ludzi. Od 3 lat mam przyszywaną mamę, która, że tak powiem wzięła mnie pod swoje skrzydła i mnie wspiera. Rozmawiałam z nią o tych atakach. W zasadzie to mama powiedziała mi, że to były ataki. Poczytałam i zgadza się. Jak pisałam wyżej, nie potrafię znaleźć sobie miejsca i czuję ogromną samotność (mieszkam z właścicielami domu). Przeraża mnie ta samotność i to, że któregoś dnia będę musiała iść na swoje i wynająć jakieś mieszkanie. Jest to dla mnie nierealne, ponieważ nie umiem psychicznie odnaleźć się bez innych ludzi. Zdarza mi się miewać myśli samobójcze, ale szybko wyrzucam je z głowy. Miałam mały przedsmak tego, co będę czuła. Ponad tok temu wynajęłam bez namysłu mieszkanie na szybko, zaraz po tym jak spakowałam swoje rzeczy z domu rodzinnego. Będąc w tym mieszkaniu non stop płakałam i nie mogłam się uspokoić. Czułam jakiś dziwny lęk. Nie jadłam, nie miałam ochoty na nic, tylko leżałam. U mamy niestety nie mogę zamieszkać z różnych powodów prawnych. Chciałabym normalnie funkcjonować, umieć być sama ze sobą jak kiedyś; nie bać się samotności, ale na ten moment to wydaję się być zupełnie nierealne. Dodam jeszcze, że pracuję sprzedając pamiątki u mojej mamy właśnie, ale od pół roku przez sytuacje w kraju musieliśmy zawiesić działalność. Mama bardzo mnie wspiera, jednak obawiam się powiedzieć jej tego jak się czuję, ponieważ jest bardzo silną, odporną psychicznie osobą i boję się, że mnie nie zrozumie. Naprawdę staram się jak mogę, żeby utrzymać się w ryzach i należę do osób twardo stąpających po ziemi, a pisząc to mam łzy w oczach przez to co się ze mną dzieję. Przepraszam za chaotyczność.
  11. Jestem dziewczyną w wieku 21 lat. Od ponad 6 lat zmagam się z depresją, która pojawiła się u mnie na wskutek cukrzycy, na którą zachorowałam w wieku 15 lat. Odkąd pamiętam byłam osobą bardzo zamkniętą w sobie, aspołeczną i z lękiem przed ludźmi, przez co ciężko mi zbudować jakieś relacje z ludźmi. Mama wychowuje mnie i brata samego. Tata zostawił nas jak miałam 4 latka. Od tamtej pory jest mi ciężko, ponieważ brat zaczął się na mnie wyżywać fizycznie i psychicznie. Jakiś czas temu odkryłam swoją orientację seksualną i uświadomiłam sobie, że podobają mi się kobiety, przez co zaczęły się kolejne problemy. Moja rodzina nie jest tolerancyjna przez co urwał mi się kontakt z bliskimi dla mnie osobami (babcią, ciociami, wujkami, kuzynką, bratem). W obecnej chwili akceptuję to tylko mama, która stara się mnie wspierać. Przed moimi 18-stymi urodzinami mieszkaliśmy z mamą i bratem w domu samotnej matki. Wtedy zaczęły się najgorsze problemy, ponieważ przestawałam chodzić do szkoły, nie chciało mi się żyć ani wstawać z łóżka. Trafiłam na tydzień do szpitala psychiatrycznego w celu leczenia. Przyjmowałam jakieś leki, które miały mi pomóc się pozbierać. Natomiast po zobaczeniu innych pacjentów poprosiłam o ich odstawienie i próbowałam sama poradzić sobie z otaczającą mnie rzeczywistością. Lekarze stwierdzili, że sobie świetnie poradziłam i wyszłam sama z tego dołka psychicznego więc mnie wypuścili. Wróciłam do ośrodka i była tam taka pani psycholog Kasia, która bardzo mnie nie lubiła i ze wzajemnością. Robiła wszystko na spotkaniach, żebym wyszła na najgorszego człowieka na świecie. Mimo, że miała mi pomóc i mnie wspierać robiła wszystko na opak. Przez nią jeszcze bardziej się załamałam psychicznie, ponieważ wystawiła opinię do sądu rodzinnego, który po kilku dniach zamknął mnie w pogotowiu opiekuńczym do ukończenia 18-tego roku życia. Wtedy całkowicie się załamałam. Próbowałam wykorzystać fakt o cukrzycy, żeby tylko wydostać się z tego miejsca. Dwa razy specjalnie nie wzięłam insuliny, aby trafić do szpitala na kilka dni obserwacji. Lekarz, który się mną opiekował dowiedział się ode mnie prawdy, dlaczego tu trafiłam i robił wszystko, żeby przedłużyć moje leczenie, niestety trwało to tylko kilka dni po czym wróciłam do pogotowia. W dniu 18-tych urodzin wyszłam na wolność. Mama wtedy dostała już mieszkanie więc miałam gdzie mieszkać. Jakiś czas później przeprowadziłam się do Krakowa do dziewczyny, z którą byłam w związku. Planowałam z nią życie, przyszłość itd. Wplątała mnie w pożyczki, które wzięłam aby móc z nią zostać. Zostawiła mnie po prawie 3 latach związku. Bardzo to przeżyłam, nie mogłam się długo pozbierać, okaleczyłam się. Później poznałam osobę transseksualną Natana, którego pokochałam całym serduszkiem. Obecnie jesteśmy ze sobą już 10 miesięcy. Mama bardzo go polubiła, pomógł mi, wspiera mnie jak tylko może. Pojechał nawet dla mnie do pracy nad morze, żeby zarobić na pożyczki. Przyjechałam do niego do pracy i tam się zaczęły kłótnie między nami, ponieważ mimo tego, że przyjechałam nie poświęcał mi tyle uwagi i czasu. W pracy rozmawiał i śmiał się z innymi dziewczynami, a mnie unikał tak przynajmniej to wyglądało. Przez cukrzycę niestety nie mogłam zostać dłużej i musiałam wracać do domu do lekarza, ponieważ mój stan się pogarszał. W ostatni dzień przed moim wyjazdem mieliśmy pójść sobie na spacer w nocy na plażę i spędzić ten czas razem. Niestety wziął ze sobą koleżankę i skończyło się na piciu alkoholu na plaży. Ja się popłakałam i poszłam się przejść. On poszedł za mną. Więc wykrzyczałam mu w twarz, że nie tak miał wyglądać ten wieczór, że mi przykro, że woli spędzać go z kimś innym na piciu i śpiewaniu. Mój obecny problem polega na tym, że jestem osobą bardzo zazdrosną taką, która jest bardzo wrażliwa i emocjonalna. Bolą mnie nawet najmniejsze rzeczy. Mam cudowny związek, wspaniałego chłopaka, który mnie kocha a ja ciągle robię mu problemy o to, że nie ma dla mnie czasu, że się nie odzywa do mnie lub o to, że rozmawia z jakimiś dziewczynami czy wypije alkohol. Ostatnio bardzo się oddaliliśmy od siebie bo on pracuje po 15 godzin dziennie przez co nie mamy czasu pisać i rozmawiać ze sobą. Była jeszcze taka sytuacja, że w tej pracy u Natana jest syn szefostwa, który ma 14 lat i napisał do mnie dlaczego tak się zachowuję, czemu ciągle robię afery i mam o wszystko pretensje. Napisałam jak ja to czuję i niestety nie wiem co mi strzeliło do głowy wyjechałam z tekstem, że kilka dni temu miałam duże załamanie i próbowałam się zabić. Dzwoniłam i pisałam wtedy do Natana ale niestety nie odpowiedział. Obiecałam mu, że nie potnę się już więc musiałam znaleźć inny sposób na poradzenie sobie z tym wszystkim, ponieważ w środku czułam ogromny ból. Przywaliłam ręką w ścianę i rozwaliłam sobie kostki do krwi. Powiedziałam synowi szefostwa, że chciałam się zabić. Niestety on przeczytał to na głos i po chwili już miałam wiadomość od Natana, gdzie nakrzyczał na mnie, że jestem pojebana mówiąc dziecku o takich rzeczach. Od tamtego czasu przez 3 dni nie mieliśmy żadnego kontaktu. Napisał do mnie przedwczoraj, że myślał o naszym związku. Powiedział, że mnie nie poznaje, że jestem inną zupełnie osobą niż wcześniej. Że nasz związek to tylko same kłótnie i że robi się to toksyczne. Napisał również, że musimy się spotkać i porozmawiać w oczy, bo już ma wszystkiego i mnie dosyć. Oddaliliśmy się od siebie bardzo a ja nie chcę go stracić. Niestety aktualnie nie mam pracy i nie stać mnie nawet na pójście do psychologa czy psychiatry a wiem, że potrzebuję pomocy, bo sama już nie mogę ze sobą wytrzymać. Każdego dnia teraz siedzę i nie ma takiego dnia, którego bym nie przepłakała. Czuję się źle sama ze sobą. Nie chcę go stracić i nie chcę zachowywać się jak skończona psychopatka. Po prostu nie wiem już co mam robić. I nie umiem sobie sama z tym wszystkim poradzić. Nie chcę być złym człowiekiem a tak się czułam od zawsze. Czułam, że na nikogo nie zasługuję, że nikt mnie nigdy szczerze nie pokocha bo jedyne co potrafię zrobić dobrze to wszystko rozwalić. Proszę o jakieś wsparcie, radę czy pomoc. Co zrobić? Jak to zmienić?
  12. Dobry wieczór.... założyłam konto na tym forum bo już na prawdę sobie nie radze i jestem blisko na skraju załamania nerwowego. Zacznę może od początku.... 2 lata temu poznałam przez internet mojego obecnego partnera, który wtedy aktualnie od 17 lat żył w Belgii. Przez te 2 lata jeździliśmy do siebie co miesiąc, spędzaliśmy każde możliwe wolne, urlopy, poznaliśmy nasze rodziny i zaczęliśmy myśleć o tym, żeby w końcu być razem. Mój zjechał w swoje rodzinne strony gdzie kończy budowę domu, ja przeprowadziłam się do niego na drugi koniec Polski zostawiając stabilne życie, swoje mieszkanie, dobrą pracę, rodzinę i znajomych. Wtedy myślałam, że wiem na co się pisze, zdawałam sobie sprawę że będzie na początku ciężko ale nie wiedziałam że aż tak.... o ile w pracy szybko i bezboleśnie się zaadoptowałam to życie w nowym miejscu, i wspólnie mieszkanie z moim partnerem mnie zweryfikowało. Pierwszy miesiąc zamieszkaliśmy z jego rodzicami, oni na dole a my na piętrze ale mieszkanie z nimi przebiegało bezboleśnie, bardziej zaczęłam się martwić o partnera który po powrocie do ojczyzny dzień w dzień zaczął pić. O ile na początku to potrafiłam zrozumieć ponieważ odwiedzali go znajomi, rodzina i tłumaczyłam to stresem, odreagowaniem na całą tą przeprowadzkę i całkowitą zmianą życia. Przymykałam na to piwkowanie oko. O ile po 1,5 miesiąca to picie nie mijało. Nie było dnia żeby nie wypił piwa a w łikend wódki. Zwróciłam mu o to uwagę, że zaczyna mnie martwić te codziennie piwkowanie i że to nie jest fajne spać z kimś od kogo śmierdzi alkoholem i papierosami na co odpowiedział "że tutaj tak się pije". Po kolejnej awanturze spakowałam się i powiedziałam, że się wyprowadzam bo dłużej tego nie zniose, to dopiero po tej akcji się ogarnął i ograniczył picie. Ponadto od samego przyjazdu mój partner nie miał ochoty na czułości, o stosunku mogłam pomarzyć.... miałam wrażenie że nawet całowanie jest wymuszone. Przytulał mnie, dawał buziaki, trzymał za ręke, przy rodzinie i znajomych okazywał mi czułość i mówił że jestem jego przyszłą żoną ale zostawaliśmy sami to ja inicjowałam zbliżenia niestety bezowocnie.... bo mu nie stawał..... i te nasze czułości tak jakby były wymuszone. Zaczęłam mieć do niego o to pretensje.... to mówił, że nie wie co się dzieje, że czuje się jak pizda bez testosteronu, że jest zestresowany budową domu, i tym czy będzie między nami dobrze, że przestał go interesować seks. Później zaczęliśmy się mijać, praca dom praca dom, coraz mniej porozumień a coraz więcej kłótni. I w końcu po 2 miesiącach jak tu jestem coś we mnie pękło....... codziennie płacze, nie potrafie się tu odnaleźć, nie mam tu nikogo oprócz jego, i jego rodziny, jestem totalnie zdana na siebie. Nie mam ochoty wstawać z łóżka, mam ochotę wrócić do mojego stabilnego bezproblemowego życia i nie prosić się o miłość. Parę razy już myślałam nad rozstaniem, żeby znaleźć sobie mieszkanie i zacząć żyć samej od nowa bo niestety nie mam możliwości rzucenia wszystkiego i wrócenia do swojego rodzinnego miasta. Nie wiem już co mam myśleć, czy to ja jestem taka popie////lona.... pogubiłam się w tym wszystkim. Bardzo mnie boli to, że z moim partnerem nie jestem szczęśliwa tak jak to sobie wyobrażaliśmy, boli mnie to że nie mam tu żadnych znajomych, nikogo bliskiego, jestem w totalnie obcym mieście zdana tylko na siebie. Nie mam już siły żeby żyć....
  13. Śniło mi się ostatnio że mój pies umarł mi na rękach. Obudziłem się wtedy i uświadomiłem sobie ze moje życie nie ma sensu, więc wsiadłem do auta ponieważ kierowanie mnie uspokaja i jest swojego rodzaju ucieczka od rzeczywiści,poprawiała mi humor czułem się wolny od otaczającego mnie świata. Nagle z playlisty ze Spotify poleciał utwór str boyz ufa remix. Poczułem jedność z moim autem. Była 6 rano pusta droga przez las, samochód krzyczał nie rób tego ale umysł zrób to. Chciałem popełnić samobójstwo na najbliższym zakręcie. Wrzuciłem 5 i tylko patrzyłem jak na desce pojawiają się liczby 120 130 aż pojawiło się 160. Już miałem puszczać kierownice by znaleźć się na tamtym świecie gdy nagle w oddali na ulicę wybiegł pies, bardzo podobny do mojego. Przed oczami zaczął pokazywać się sen z poranka. Nacisnąłem z całej siły hamulec zwierzę uciekło ja stanąłem w bocznej uliczce, zgasiłem silnik otworzyłem maskę by auto się schłodziło i siedząc przy nim zacząłem płakać. Siedziałem przy aucie z pół godziny. Otarłem oczy zobaczyłem w oddali auto lesniczego zamknąłem maskę wsiadłem do auta i uciekłem. Od tego momentu nie wysypiam się noc w noc mam koszmary które są zlepkiem wspomnień z całego mojego życia. Sa zlepkiem seriali, negatywnych wspomnień, negatywnych wydarzeń zobaczonych w tv. Wstaje budzony przeważne krzykiem przez ojca. W najgorszych momentach snu. Przed następne ok 3 h jedem w szoku nie mogę dojść do siebie itp. Od kilku miesięcy. Nie wysypiam się, nie mam humoru mam bardzo silne myśli samobójcze. Czuję że wewnątrz jestem coraz większą wydmuszką bez uczuć, jak Kukla która została na włączona na automat by przeżyć do nocy i usnąć. I tak w kółko. Z każdą godziną umiera coraz większą część mnie. Mam wrażenie że osoba z ambicjami która rzucała pomysłami została dawno pogrzebana w grach oraz łzach. Podobne problemy z beznadziejnym nastrojem /snem itp występowały ale nie były notoryczne Pomocy
  14. Hej. Podupadłam na psychice. Mam 21 lat i od 3/4 miesięcy moje życie wyglada zupełnie inaczej, nie cieszą mnie rzeczy, które cieszyły kiedyś, stałam się leniwa, źle wypowiedziane zdanie do mnie sprawia, że dostaje ataku złości z którym próbuje walczyć, ale zdążyły się już sytuacje, że jakaś rzecz napotkana na drodze wyładowała na ziemi, potrafię spać po 12 godzin i dalej czuć zmęczenie, od dwóch miesięcy nie mam miesiączki, myśli samobójcze również w mojej głowie się pojawiają. Wiem, że jest ze mna źle, ale nie wyobrażam sobie zwierzać się obcej osobie o ciężkich i bolesnych dla mnie momentach mojego życia. Jakieś sposoby żeby się przełamać? Z góry dziękuje i pamiętajcie jeśli tez czujecie się przybici nie bierzcie przykładu ze mnie i udajcie się do specjalisty!
  15. Witam! Jestem 22-letnim mężczyzną z ASD. Studiuję informatykę na drugim roku, aczkolwiek nie zdałem roku, bo skupiłem się na warunku. Zdalne nauczanie sprawiło, że stan psychiczny się pogorszył i możliwe, że przez to nie zdałem semestru. Aktualnie mam przerwę w zajęciach i planuję wrócić na 3 semestr. Rozważałem też pójście na prywatną uczelnię na ten sam kierunek. W obecnej chwili nie mam żadnych kontaktów międzyludzkich oprócz relacji z rodziną. Nie mówiąc już o sferze miłosnej i seksualnej, której nigdy nie było. Ostatni raz miałem dołka 3 lata temu, kiedy zdawałem maturę i nie wiedziałem na jakie iść studia i co dalej robić. Uprawiam sport(pływanie), robię prawo jazdy nawet. Co do prawka to nawet zdałem teorię 3 lata temu(jakieś kilka miesięcy przed pogorszeniem się stanu), ale skupiałem się później na szkole i studiach, że nie podszedłem do praktyki. Wróciłem do jazd i póki co nawet dobrze mi idzie.
  16. Witam. Nie wiem czy dobrze wybrałem forum ale niestety moja sytuacja "pasuje" do kilku miejsc. Nie wiem czy mam się rozpisywać czy też streścić tylko ostatnie problemy. Generalnie mam żonę, dzieci i stresującą pracę (w zasadzie regularny mobbing ale w naszej "instytucji" to norma). Niby standard ale ostatnio skumulowało się kilka rzeczy. Jako osoba zawsze wyalienowana i skłonna do depresji odżyłem i nabrałem ochoty do życia jak urodziły się dzieci. Tak mnie wychowano żyjesz dla innych. A relacje z dziećmi są bardzo szczere. Jak widzisz, że z uśmiechem biegną do Ciebie to wiesz, że nie udają a ich uczucia są szczere. Novum w moim życiu i pozytywnie mnie to napędzało. Gdzie zatem problem? Tak jak mówiłem. Kilkanaście godzin na "pracę", permanentne niewyspanie (ząbkowanie oto dzieci), mobbing (wyzwiska, podważanie mojego poczucia wartości, opr za nic). Potem zmarła bardzo bliska mi babcia i zaraz po niej moja Mama (covid bardzo się męczyła nie była to spokojna śmierć). Do tego momentu jakoś sobie radziłem pomimo specyficznych relacji w małżeństwie. Żona jest emocjonalnie zamknięta okazuje głównie negatywne emocje. Często miałem wrażenie, że mną manipuluje i traktuje mnie przedmiotowo. Przypałętał się też kolego. Szybko się zorientowałem skończyło się na pisaniu. Głupie tłumaczenia, że to dla zwrócenia uwagi (jestem bardzo skupiony na rodzinie nie chodzę po kumplach i imprezkach). Dla mnie zdrada emocjonalna ale są dzieci trzeba iść dalej. W dniu pogrzebu Mamy dowiedziałem się, że żona ma zrujnowane święta przez pogrzeb... To mnie już trochę dobiło. Strasznie okrutne było i nawet pomimo charakteru żony i jej braku empatii ścięło mnie. Po drodze co chwila teksty ile planuję być w żałobie i czy ona ma mi nadskakiwać z tego powodu (chodziło o to żeby podarowała kłótnie i żale i pretensje o pierdoły chociaż). Zaczęła się depresja. Żona miała też specyficzną relację z facetem ciotki. Kiedyś się do niej dobrał. Nie wiem jak bardzo bo żona i on zmieniali wersję. To był poważny problem bo nie chciałem jeździć do jej rodziny jak on tam był. Żona miała o to pretensje. Długo walczyłem o zrozumienie i o to żeby powiedziała rodzi IE żebym to ja na dupka i wariata nie wychodził. Rodzina uznała, że jak raz to generalnie nic takiego zdarza się... W tym momencie już nie wiedziałem czy może to ja nie mam dziwnych problemów. No ale to facet ciotki. Żona była wtedy jeszcze dzieckiem de facto. Dla mnie kryminał. Ostatnio zostaliśmy zaproszeni na ślub oni też tam będą. Zgodziłem się iść ale wbrew sobie. Generuje to kłótnie. Żona wogóle tego nie docenia a trochę na to liczyłem. Ostatnio od niej usłyszałem, że do niczego nie doszło (w sensie, że jeden taki wyskok to nic takiego). Czy ja mam jakieś dziwne problemy? Czy mam rację? Dobija mnie to. Nie chcę tam iść. A na pewno strach wywołuje podejście żony i jej rodziny. Nie radzę sobie z tym. Powinienem? Ma prawo żądać żebym szedł? Mam iść? Czy terapia małżeńska coś pomoże czy żona jest tak wychowana i ma taki charakter i nie będzie nigdy empatyczna i nie będzie potrafiła wczuć się w moją sytuację emocjonalną?
  17. Witam, jestem 29 letnią kobietą, slub planowo koncem tego roku. Od kilku la borykam sie z stanami glebokiego smutku, braku energii, bardzo latwo mnie zranic. Wielokrotnie zmieniajalam miejsce pracy, jestem bardzo czula na osoby toksyczne wiec uciekam przed nimi. Aktualnie rozkrecam wlasny biznes niestety mimo wielu godzin pracy nie idzie on najlepiej. Mam duzy dlug i wrazenie ze wszystko za co sie biore trafia szlag. Miotam sie. Moj partner jest dla mnie ogromnym oparciem, ale widze ze in jemu brakuje juz do mnie sil. Chcialabym nie wychodzic z łożka lub zając sie rzeczami ktore totalnie odrywaja mnie od rzeczywistosci jak np ksiazka lub gra ale potem dopadaja mnie jeszcze wieksze wyzuty sumienia. Chce mi sie plakac z bezsilnosci. Partner kaze mi myslec o czyms przyjemnym, na chwile sie oderwac, pospacerowac czy cos, ale ja gdy pozwalam myslom bladzic natychmiast przypominam sobie najgorsze rzeczy jakie mnie w zyciu spotkaly, wszystko zle mi sie kojazy. Stresuje się praca, slubem, domem, tesciową. Zawsze mialam cos co mnie stresuje. Staram sie z tym walczyć, na sile podnosic sie, potanczyc do zywiolowej muzyki, rozruszac sie. wczesniej sporadycznie bralam rozne witaminy, teraz od miesiaca mam tabletki z kurkuminą. Nie odczuwam narazie zadnej zmieny. Nie biore zadnych lekow oprocz antykoncepcyjnych i tych witamin. Czasami jadac samochodem zastanawiam sie czy gwaltownie nie skrecic, co by bylo potem, czy innym bylo by lepiej beze mnie? Nie wiem czy to depresja, czy cos innego ale chce sie tego pozbyc, tylko jak? Pozdrawiam, Zdołowana
  18. Witam serdecznie. Spróbuje po krótce przedstawić swoją przeszłość, aby nakreślić jakiś obraz. Mam 21 lat, za sobą uzależnienie od kodeiny, marihuany, nadużywanie i przygody również z innymi narkotykami, terapię grupową, terapię indywidualną, szpital psychiatryczny, nerwobóle. Wszystko to mniej więcej zaczęło się od 15 roku mojego życia. Duże problemy rodzinne (najbliższa rodzina), między innymi alkoholizm, niepełnosprawność umysłowa. W wieku 18 lat wyprowadziłam się od rodziców. Od tego momentu dwa razy próbowałam wrócić na terapię indywidualną z psychoterapeutą, jednakże kwestia mieszkania za granicą i braku środków finansowych, na chwilę obecną uniemożliwia mi powrót na regularną terapię. Mniej więcej pół roku temu kiedy ostatni raz miałam do czynienia z terapeutą usłyszałam możliwość depresji, choroby dwubiegunowej lub nieprzepracowanych problemów z przeszłości. W mojej opinii z przeszłością w miarę się już „pożegnałam”, chociaż na pewno są jeszcze rzeczy do przepracowania. Wydaje mi się, że nie ma to jednak aż takiego wpływu na to co się dzieje ze mną. Bardzo długo po ukończeniu szkoły, poza pracą, imprezowaniem i spaniem, nie robiłam w swoim życiu nic (wtedy usłyszałam od terapeuty - stany depresyjne). Ostatnie pół roku bardzo się zmieniło, odzyskałam chęci do starych pasji, odkryłam nowe, staram się być aktywna, mam partnera. Jednakże w mojej głowie jest tak samo źle jak było wcześniej (ludzie mi mówili, zmuś się, znajdź zajęcie, będziesz się czuła lepiej - tak nie jest). O zrobienie czegoś muszę ze sobą dosyć dużo walczyć, mimo tego, że potem i owszem odczuwam jakąś satysfakcję i radość. Niestety często jak „nie muszę walczyć” - robienie czegoś wywołuje natrętne myśli, natrętne zachowania, tak że ja już nie chcę robić tych rzeczy ale muszę je robić bo nie mogę przestać. Natrętnie układam w swojej głowie przez kilka godzin swój plan dnia, cały czas go powtarzając, mimo, ze oprócz pracy, jedzenia i spania, nie zawiera on niczego. W trakcie weekendu to samo - niezliczoną ilość razu muszę powtórzyć plan dnia, żeby w ogóle do czegokolwiek się zabrać. Mam problemu w ustępowaniu w relacji z partnerem, wszystko musi być po mojemu, porządek w domu tak jak ja chcę (niekoniecznie super pedantycznie, rzeczy po prostu muszą być, tam, gdzie ja chcę), kiedy coś idzie nie według mojego planu czuje się fatalnie. Nastrój waha mi się z super pozytywnego, na bardzo depresyjny, czasem w ciągu dnia kilka razy, czasem jeden z nich trwa kilka dni. Poczucie takiego odrealnienia, czasem czuje się jakbym patrzyła gdzieś z boku na siebie, albo nie mam pojęcia jak to się stało, że jestem tu gdzie jestem (np czemu jestem w innym kraju), muszę przywoływać do siebie wspomnienia, żeby zrozumieć co się dzieje. Mam wrażenie, że niczego nie potrafię zrobić normalnie, wszystko zamienia się w obsesję. Czasem mam wrażenie, że moja głowa eksploduje od tego ciągłego myślenia. Pojawiły się też zaburzenia odżywiania, mianowicie podejrzewam uzależnienie od cukru nad którym pracuje - doszło do intencjonalnym wymiotowaniu po zjadaniu dużych ilości słodyczy. Dodatkowo nerwobóle serca, samookaleczenie się. Prawdopobnie nie ma to większego ładu i składu ale coś wewnątrz mnie nie ma już siły. Chciałam już wielokrotnie po prostu zapisać się do psychiatry i poprosić o tabletki. Ale wiem, że to tez nie jest rozwiązanie. Moje pytanie, czy z tego co napisałam, można wysunąć jakąkolwiek teorię? Często też mam poczucie, że to sama przed sobą zmyślam, że tylko użalam się nad sobą… Nie mam pojęcia co ze sobą robić, czy powinnam spróbować udać się na psychoterapię? Czy to może być jakaś choroba do leczenia farmakologicznego? Będę wdzięczna za każdą wskazówkę. Pozdrawiam serdecznie.
  19. Nie wiem czy to właściwy dział czy powinnam to podpiąć do problemów w związku, ale to problem właśnie chyba z własną wartością. Jestem kobietą i mam 28 lat. Zacznę od tego że całe życie mam niską samoocene, po wielu próbach udało mi się znaleźć idealnego mężczyznę dla siebie. Gdy się poznaliśmy bardzo mi się utyło. On jest szczupły, wysoki bardzo mnie pociąga fizycznie, od tego czasu minęło pół roku ponad jak jesteśmy razem.Dla niego wyjechalam za granice, dużo schudłam, było dobrze do czasu aż nie odkrylam że on na filmach pornograficznych oglada tylko szczupłe dziewczyny/nastolatki, chude tak że nie mają piersi w większości A przez skórę przeswituja zebra. On uwaza ze nie lubi chudych tylko "szczupłe" po wielu rozmowach przyznał się że mu się podobają "szczupłe" że jego ex takie były. Jedna z jego byłych była chuda jak te z filmikow i wysoka. Ale to nie zmienia faktu że ja też mu się podobam i nieważne ile waże. Po tym koniec,zabronilam mu ogladac te wieszory na porno. I od tej pory chce pracować nad sobą aby być chude jak one aby to miał w domu A nie fantazjowal. Boję się że jak zajdę w ciążę i utyje znowu a on będzie się onanizował do filmikow z chudymi kobietami będzie mi przykro. On to robi jak idę do pracy bo pracujemy na zmiany, już mu tak zmeczylam psychikę że mówi że już tak nie robi ale i tak mu nie ufam i w pracy mam paranoiczne myśli, że jak zostaje sam w domu to się onanizuje do szczuplych dziewczyn. Boję się wtedy też że myśli o ex że przypomina sobie sytuacje erotyczne z nimi bo takie miały figury. Skoro podobają mu się moje kształty nie mogę zrozumieć dlaczego oglada te obrzydliwe chude laski. Myslalam ze faceci wolą krągłości. Nienawidzę tych chudszych od siebie i szlag mnie trafia jak w sklepie jest fajny ciuch w rozmiarze s/sx albo jak taka przechodzi po ulicy to od razu myślę że mój by się chętnie na taka pogapil albo z taka seks uprawiał. Że tylko dlatego że mnie kocha tak mówi że mu się podobam A w rzeczywistości marzy o takiej chudej jak jego ex albo te z porno. Na początku też mi robił wytyki co do mojej figury, mówil że nie robił tego w złej woli że to były żarty albo chcial mi dac motywację do ćwiczeń bo dużo mówiłam A mało robiłam i jadłam słodycze a potem mu narzekalam. To też bardzo zapamiętałam. Chciałabym się zaglodzic do kości. Trochę się boję o siebie bo zaczynam mieć leki przed jedzeniem. Nie umiem zaakceptować jego preferencji seksualnych tego że go pociągają chude dziewczyny. Zanim go poznałam i przyjechałam tutaj nie miałam aż takich problemów. On mnie w nie wpedzil,to jego wina czasem go nienawidzę za to masturbowanie się do chudych. Pewnie gdybym mu nie zabronila z przyjemnością by to robił. Twierdzi że nakręca się myśląc o nas o naszych zblizeniach A potem włącza porno aby poszło szybciej .i co ? Myśli o moich piersiach, tyłku A potem kończy gapiac się na jakąś chuda deske? I myśląc pewnie o swoich ex. Zabronilam mu ogladac porno, kontroluje go i sprawdzam. Ten problem się ciągnie miesiacami i już nie wyrabiam ze sobą, nie potrafię przestać o tym myśleć, niszcze nasza relacje i za zadne skarby nie umiem tego przyjac na spokojnie że on tak ma. Próbuje sobie mówić że to tylko taki fetysz , ja też mam A on mi nie robi jazd o to. Mam obsesję na punkcie jego ex i tego ze nie wygladam jak one i że wszystkie dziewczyny z ktorymi sie umawial byly drobnej budowy i szczuplej. Kiedy mnie denerwuje to mu wygarniam że nie bede taka chuda jak jego ex.(używam imienia). Mam 177 ok i waże 72kg ,nigdy nie byłam drobnej budowy, jego ex też była wysoka ale miała drobna budowe i byla chuda z natury. Ja musze sie niezle napracowac i pilnowac aby wygladac jak ona albo te chude nastolatki (18+).
  20. Witam Wszystkich Forumowiczów Słuchajcie, ja mam problem natury takiej, że od dwóch lat mam nasilone stany lękowe. Walczę również z zadłużeniem na około 40 000. Od samego początku mojej historii z długami, współpracuję z profesjonalną kancelarią oddłużeniową i nie mam żadnych zarzutów względem pracy kancelarii, wręcz przeciwnie, jestem bardzo zadowolona ze współpracy, zawsze otrzymuje stosowne informacje i spotykam się z ogromną życzliwością i zrozumieniem, po prostu oddłużeniowy solidnie pracują nad tym, bym mogła przynajmniej żyć normalnie. Problem jest taki, że ja się po prostu BOJĘ, mam stwierdzoną nerwicę lękową, otrzymuje Asertin 100 mg oraz Trittico 150 mg na sen, ale sama ze sobą nie mogę sobie poradzić, ciągle budzę się spięta, bez leków nasennych zapisanych przez psychiatrę kompletnie nie mogę zasnąć, nie umiem się rozluźnić, zrelaksować, biorę na siebie coraz więcej zleceń redaktorskich, bo oczami wyobraźni widzę, same nakazy spłat zobowiązań i że czas na nie zarobić, moja oszczędność ze 100% wzrosła chyba do 1000%. Czuję się winna, przytłoczona i nie mam kompletnie jakiejkolwiek radości z życia. Po prostu nie daję rady...Od dwóch lat biegam od lekarza do lekarza, zaczęły mi się robić siniaki "bez powodu", mam zachwianą gospodarkę żelazową, krótko mówiąc, lęki o to, że nie podołam w spłacie zobowiązań, przejęły kontrolę nad moim życiem. Mam cudownego (teraz) Narzeczonego, on wie o wszystkim, odkąd zaczęliśmy się spotykać i mimo to nie wystraszył się ani mnie ani moich długów. Zawsze mnie wspiera. Chodzi o to, że ja nie mogę wyzbyć się poczucia winy, jestem na siebie zła za bezmyślność i głupotę. Jestem córką nauczycielki, zawsze miałam podwyższane poprzeczki, zawsze na 200% zaangażowania, bardzo dużo od siebie wymagam. Długi to jest moja życiowa potwarz, boje się wszystkiego, boje się, oczami wyobraźni widzę komornika itp. Po prostu nie wiem jak wyjść z matni stanów lękowych i jak odnaleźć radość życia, bo widzę że biorę coraz większe dawki Asertinu i Trittico i dalej chodzę ledwo żywa. Dziękuje że jesteście!
  21. Witam Jestem uczennica klasy maturalnej mam 19lat ... Uczeszczam na terapie do psychologa już trzeci rok , po tym jak trzy lata temu podjęłam się próby samobójczej. Rok temu miałam rok rezerwy w terapi gdyż psycholożka zaszła w ciąże . Mimo ze chodzę na terapie już długi okres nie widzę znacznej poprawy w swoim samopoczuciu . Ostatnio pojawiła się u mnie bezsenność potrafię nie zmrużyć oka nawet przez tydzień , ostatnio ze zmęczenie zasłabłam w szkole . Często mam tal ze nie mam siły wstać rano i dużo opuszczam lekcji. Jestem niepełnosprawna mam wadę ręki od urodzenia, najbardziej boli mnie to ze choć ja nie uważam siebie za osoby niepełnosprawna to inni tak mnie postrzegają i nie raz spotkałam się z drwi ani i kpinami. Nie wodze dla sb wogole przyszłości nie wiem co chce robić w życiu . Nie mam motywacji żeby walczyć o siebie . Mimo ze mam przyjaciół i chłopaka . Od 5klsy podstawówki się okaleczać i nadal to robię czasami ... poprostu nie wodze potrzeby przestać , bardzo bym chciała sb pomoc ale nie wiem jak, pani psycholog dużo mi podpowiedziała j cześć rzeczy zmieniłam ale nie jestem w stanie ske cieszyć nadal i normalnie funkcjonować , jednosczesnie nie chce zmienić terapeuty bo nie będę umiała już nikomu zaufać . Za namowa pani psycholog za miesiąc mam wizytę u psychiatry której się totalnie boje . Noe wielcy mnie czeka . Czy to może być depresja ? Co mogę więcej zrobić żeby wkoncu zacząć czerpać radość z zycia
  22. Ludzie proszę odpowiedzcie w moim temacie bo juz nie daje sobie rady😭🥶
  23. Mam 26 . Zacznę od tego że poznałam chłopaka 7 lat temu na imprezie od razu się sobie spodobaliśmy strasznie i zaczęliśmy uwielbiać że sobą przebywać po ok roku doszło do takie złożenia że mógł być to nasz pierwszy raz ale wyszło to nagle myślimy tacy szczęśliwi ale on stwierdził że jescze nie. Być może dlatego że nie spodziewaliśmy się tego tak szybko oboje. Potem on zaczął zadawać się z nieciekawym towarzystwem kolegami którzy go uwiebaili za humor i inteligencję ale odrzucił mnie od siebie swoimi zapanowaniem wsrod kolegów i się rozstaliśmy . Spotakis.y się na imprezie u wspólnych znajomych i chciałam z nim porozmawiać może znowu być ale on mnie olał bawił się z kzankamk. Potem ja poznałam chłopaka który był totalna pomyłkai z nim straciłam dziewictwo . Potem znowu nawiązaliśmy kontakt z tym wcześniejszym zaczęło nam się układać i wtedy ondowidzial się że nie jestem dziewicą przeżył szok zaczął nazywać mnie dziwka kurwa itd a siebie przegrywem . Rozpalaczal był wtltalnej depresji a ja z nim w końcu zacAl robić takie rzeczy że się rozstaliśmy potznkwu zeszliśmy i tak jesteśmy tedo teraz mamy wspolne plany ale on znowu nie może pogodzić się z tym i madeprsje co w tej sytuacji da się zrobić ???proszę o pomoc To w skrócie jego myślenie No mówię ci że nie daje rady, dlatego poprosiłem ciebie o pomoc. Nie to nie chodzi o ciebie tylko o moją psychikę.mowilemcii o tym już od jakiegoś czasu, próbowałem jak najbardziej zrozumiale powiedzieć o co chodzi.w skrócie za: 1.niewykorzystana sytuację życiową straciłem: miłość taka która zdarza się raz na całe Życie, 2.Radość życia, i tylko swoją flustracja niszcze ciebie. I męską psychikę, ciągle mam przed oczami te obrazy i dostaje ataków paniki przez to .Jak postawisz się na moim miejscu i zrozumiesz mój problem to powiedz mi.
  24. Hej, jestem dziewczyną w wieku prawie 25 lat. Praktycznie całe życie mam depresję, zawsze czułam się źle ze sobą i moim życiem. Dorastałam z mamą, która wychowywała mnie samotnie po rozstaniu z tatą. Tata był ciężko chory, chorował na SM przez połowę swojego życia i niestety 3 lata temu zmarł. Z mamą moje relacje były bardzo ciężkie... Ona nie próbowała poświęcać mi uwagi, liczył się dla niej przede wszystkim jej facet i opinia publiczna - demonizowała mnie na każdym kroku odkąd pamiętam, żeby pokazać jak ma ciężko i jaką jest dobrą i cierpliwą matką. Lubiła wypić, nie powiem do końca, że jest alkoholiczką, bo nie pijała flaszek wódki dniami i nocami, ale dochodziło czasem do 7 piw w ciągu jednego wieczora. Wiele krzywdy zrobiła mi pod wpływem alkoholu, o czym teraz nie pamięta. Dwa razy próbowała popełnić samobójstwo, z czego ja byłam obecna przy jednej próbie - jako dziecko wyszłam z pokoju i znalazłam ją nieprzytomną na kanapie, nie wiedziałam co się dzieje, na szczęście pojawił się jej dotychczasowy partner i zadzwonił na pogotowie - ja bym na pewno tego nie zrobiła, bo byłam zbyt młoda żeby rozumieć co się stało, ale do dziś pamiętam jak ratownicy wrzeszczeli po mnie, że mam się odsunąć i kładąc ją na podłogę wylali sok porzeczkowy na dywan... Nie mówię, że ja jestem idealna, nie próbuję się wybielać, też mam swoje problemy, między innymi przez to, że mama lubiła podnieść na mnie rękę. Nie panuję nad sobą, przede wszystkim nad słowami które rzucam w nerwach. Mam zdiagnozowaną nerwicę od 15 roku życia. Nie radzę sobie z emocjami i kiedyś na prawdę myślałam, że gorzej już być nie może, aż do śmierci mojego taty. Miałam z nim bardzo dobrą relację, pomimo, że rodzina mojej mamy i ona sama próbowali mnie zmuszać do zaprzestania kontaktu z nim i jego rodziną. Jak odszedł, to razem z nim zniknęła jakaś połowa mnie... Mój chłopak stwierdził, że to był moment w którym dla niego stałam się kompletnie inną osobą, zmieniłam się nie do poznania. Dostawałam ataków paniki i paranoi, po tym jak straciłam tatę bałam się, że mojego chłopaka też stracę. Ciągle walczyłam z myślami, że nie wiem, ktoś go potrąci, będzie miał wypadek, coś się mu po prostu stanie i jego też stracę. Myśli samobójcze miałam od gimnazjum, ale wtedy wszystko się nasiliło. Do tego dochodzi fakt, że żyłam na utrzymaniu mojego chłopaka i w domu jego rodziców - nie miałam pracy, bo moje zdrowie po prostu było wtedy zerowe. Mam problemy zdrowotne od dziecka, a stres i depresja nie pomagały. Jutro jest 3 rocznica śmierci mojego taty. Byłam odwiedzić jego i dziadków, których też straciłam rok po jego śmierci, na ich grobie. Dalej sobie nie radzę. Próbuję być silna, szczęśliwa, chcę wszystkich uszczęśliwić i każdemu pomóc jak mogę. Ale wysiadam psychicznie... Mam nową pracę i przeraża mnie tam wszystko, relacje w pracy też są tragiczne, więc ciągle chodzę wściekła i zestresowana. Odbija się to na moich bliskich. Kurcze, szczerze powiedziawszy siedzi we mnie tyle wszystkiego, że nawet nie wiem do czego zmierzam w tym tekście... Może powiem tak... Czuję się gorsza, słaba, czuję, że wszystko wymyka mi się spod kontroli. Zwyczajnie nie mam już siły udawać, że jest dobrze. Przez zrobienie prawa jazdy i znalezienie pracy musiałam odstawić psychotropy (byłam na trzech, bo cierpiałam też na bezsenność + do tego xanax na ataki paniki, ale jego brałam na prawdę mega rzadko, bo wydaje mi się, że to właśnie przez niego nie przeszłam jeszcze poprawnie żałoby). Szczerze? Ciągle myślę, że muszę wrócić do tych leków, ale wiem, że to nie jest rozwiązanie. Nie wiem CO jest potencjalnym rozwiązaniem. Wiem, że ten wpis to zlepek nic nie znaczących bełkotów, ale... mam nadzieję, że ktoś to przeczyta i poradzi mi co mam robić...
  25. Cześć, na imię mi Tomek, mam 24 lata. Mam za sobą jak każdy zapewne sporo doświadczeń, które w mojej ocenie wykończyły mnie przez ostatnie lata psychicznie, z wieloma poradziłem sobie sam, jednak już dawno temu upadłem i po prostu nie potrafię wstać o własnych siłach. Nie jestem głupi, wiem jak powinienem działać i co robić w celu rozwiązania swoich problemów, jednak zdecydowanie brakuje mi samodyscypliny, a słomiany zapał za każdym razem mnie ciśnie w dół z powrotem. Nigdy nie nauczyłem się żyć sam i nie wiem jak się za to zabrać od czego zacząć. Mam świadomość, że wyłącznie sam mogę sobie poradzić jak, a także iż tylko na sobie powinienem polegać - ale to nie jest łatwe zadanie. Zacznę od początku. Zawsze miałem problemy z akceptacją tego jaki jestem, bywałem aspołeczny, ciężko było mi budować relacje z rówieśnikami. Mniej więcej w wieku 19 lat, w technikum odbywałem comming out przed samym sobą, związany z orientacją. Po niedługim czasie poznałem swojego pierwszego partnera. Związek trwał prawie cztery lata. Poświęciłem dla tego bardzo wiele. Zawaliłem maturę, której nie poprawiłem. Marzyłem o studiach, z których zrezygnowałem, postanowiłem pracować, aby utrzymać moją nową dwuosobową rodzinę. Relacja ta okazała się niezwykle toksyczna w skutkach. Co prawda nauczyłem się wiele o życiu i 'obyciu w dorosłości'. Jestem typem człowieka, który mając przy sobie kochającą osobę potrafi 'przenosić góry'. Gdy na polu emocjonalnym mam poukładane sprawy i czuję, że żyję nie tylko dla siebie, ale i dla drugiej ważnej dla mnie osoby potrafię być pozytywnym i bardzo zaradnym facetem. Rozpad pierwszego w moim życiu poważnego związku uważam za kamień milowy swojej degradacji - nie rozumieliśmy się, czas zweryfikował, że nie pasujemy do siebie z partnerem. Zaabsorbowany pracą i 'poświęcaniem się' coraz bardziej zauważałem, że ten związek to wynik schematu "bo razem jest łatwiej i wygodniej". Wielokrotnie chciałem się rozstać i zainwestować w siebie samego, jednak za każdym razem bałem się skrzywdzić tą drugą osobę - dlatego było to toksyczne. Rzekoma miłość zamieniła się w więzienie. Ostatecznie w wakacje, po 3,5 latach związku definitywnie to zakończyłem. W pracy czekał mnie awans, musiałem skupić się na sobie w końcu. Partner dwukrotnie targnął się na swoje życie. Trochę traumatyczne było wyrywanie mu z rąk noży, chowanie leków po szafkach jak i wszelkich kabli, pasów. Wiem, że on nie chciał się zabić, a zwrócić na siebie uwagę, ale ja nie miałem już wtedy dość sił psychicznych, aby udźwignąć taki ciężar. Ostatecznie pożegnaliśmy się po sezonie letnim 1,5 roku temu, ale jakieś rany pozostały. Wróciłem na portale randkowe, zachłysnąłem się faktem, że nie jestem taki beznadziejny. Duże zainteresowanie moją osobą diametralnie wzniosło moje ego - wtedy nie wiedziałem jeszcze, czym jest mania. Spotykałem się z wieloma osobami, nie zależało mi na stosunkach seksualnych, a na znalezieniu kogoś, w kim z wzajemnością mógłbym się zakochać. Tutaj warto wspomnieć jak wcześniej napisałem - nie nauczyłem się do tej pory być sam. Gdy nie mam nikogo komu na mnie zależy na co dzień przy sobie, po prostu pogrążam się w depresji. W każdym razie zacząłem też szaleć, imprezowałem, wydawałem pieniądze i zapożyczałem się coraz bardziej w banku. Z powodu mocnych w tamtym okresie (to było 1,5 roku temu po rozstaniu) byłem jak i dziś, mocno zmarnowany. Nie potrafiąc skupić się na pracy i nie znosząc stresu musiałem zrezygnować ze szkolenia i awansu. Wybuchałem agresją i ciężko było mi radzić sobie z krytyką. Czułem się winny wszystkiemu, ale tłamsiłem to w sobie. Od tamtej pory wyrobił mi się paskudny nawyk "brania wszystkiego do siebie ZA BARDZO", który skutecznie utrudnia mi dziś codzienne funkcjonowanie. Kolejno potrzebując odpoczynku i przechodząc załamanie jakieś, poszedłem na zwolnienie i uczęszczałem chwilę do psychiatry, jednak koszty mnie przerosły, a dostanie się na fundusz zdrowia było nieefektywne, kolejki były za długie. Wtedy po raptem dwóch spotkaniach usłyszałem, że mogę mieć ChAD (afektywna dwubiegunowa). To by się zgadzało, myślałem, jednak leczenie nie było dla mnie skuteczne z uwagi na pracę. Jestem zadłużony, więc muszę pracować, muszę mieć każdego miesiąca wpływy na konto i muszę spłacać kilkaset złotych miesięcznie. Ów zadłużenie wacha się dziś w okolicach 30 tysięcy. Marzy mi się, aby zrezygnować z pracy na rok-dwa i zatroszczyć się o psychikę, leczyć się, ale nie mogę sobie na to pozwolić. Kredyty i pożyczki jak teraz o tym myślę były wynikiem niepoczytalności fundowanej przez manię. Na początku 2020 roku zmieniłem pracę, nadal szukałem szczęścia w potencjalnych partnerach, a dolegliwości psychiczne pogłębiały się. Gdybym nie bał się bólu odbierania sobie życia, pewnie już bym nie żył, ale z drugiej strony, nie chcę tego absolutnie. Dziś znam swoją wartość i chcę wstać na nogi, bo wiem, że jestem dobrym gościem i nie dla mnie są smutki i żale. Myślałem nawet, aby dołączyć do jakiejś wspólnoty, która za mnie pomogłaby mi z moimi problemami, ale ostatecznie to dziwna myśl. Gdyby dało się wstrzymać chociaż opłaty długów na kilka lat, aby mógł w tym czasie się pozbierać... Sam nie wiem co o tym myśleć. Kończąc powoli - byłem w wielu relacjach, które za każdym razem kończyły się przez mój negatywny charakter. Zbyt duży ciężar zrzucałem na barki tych biednych ludzi, którzy się we mnie zakochali i potrafili mnie wspierać. Straciłem tam wiele osób. Praca fizyczna, sporo stresu, te całe zaburzenia psychiczne i emocjonalne, brak środków na terapie i podnoszenie standardu życia. Nie umiałem znaleźć czasu i pozytywnej energii, by dać od siebie coś dobrego. Niedawno straciłem ostatniego z partnerów, po raptem dwóch miesiącach relacji. Akurat też się rozchorowałem i otrzymałem pozytywny wynik testu covidowego. Obecnie siedzę na izolacji domowej i wiem, że mam przewalone, bo stracę spory procent wypłat za kwiecień i maj. Cóż, podsumowując.... ja uważam, że wiem co powinienem robić, że trzeba krok po kroku małymi etapami się podnosić, jednak przegrywam za każdym razem. Nie chcę, aby ktoś mi współczuł, bo wiem, że problemy ma każdy z nas i nie można ich szufladkować względem wielkości. Ja chyba potrzebuję po prostu porozmawiać, zaplanować wszystko należycie i zacząć realizować plan naprawczy swojego życia - tego nie potrafię ugryźć.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.