Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'depresja'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 187 wyników

  1. Witam.Otóż chcialbym opisac swoj problem przez ktory odechciewa mi sie zyc albowiem jestem osoba aspoleczna/ mam nerwice itd. Chcialbym napisac jak to sie stalo zawsze bylem osoba rozmowna usmiechnieta w klasie czesto zartowalem,za to jesli chodzi o oceny i ogolne zachowanie bylem jednym z najgorszych uczniow.Koledzy z ktorymi kolegowalem sie na codzien mialem w podstawowce potem gimnazjum.Ledwo co zdalem w gimnazjum a po gimnazjum trzeba bylo wybrac jakas szkole byle sie tylko dostac i padlo na budowlanke(kontakty z kolegami sie urwaly powyjezdzali inni ludzie).Nowi ludzie itd. i poprostu zobaczylem ze mialem bardzo trudno nawiazac kontakt z nowym otoczeniem.Praktycznie do nikogo sie nie odzywalem stalem sie samotnikiem.Praktyczne zawsze przed przyjsciem do szkoly bolal mnie brzuch.Jak wiadomo w zawodowkach nie zawsze sa kulturalne osobniki.Za jakis czas przyszla wigilia i od tamtej pory sie nie pojawilem w klasie i nie zdalem rok.Potem od nowa klasa nowi ludzie itd. ta sama historia tutaj wytrzymalem 3 lata i skonczylem jakos na farcie te szkole.Po ukonczeniu szkoly siedzialem 2 lata praktycznie caly czas w domu przed komputerem i praktycznie zdziczalem ze sie tak wyraze stalem sie aspolecznym nabawilem sie nerwicy.Balem sie wychodzic do miejsc typu sklepy w ktorych przebywa duzo ludzi.Potem w miedzy czasie znalazlem jakas dorywcza prace.Teraz od 1.5 roku pracuje w przemysle budowlanym z starszymi ludzmi od siebie z ktorymi nie mam zadnych tematow do rozmow i jest to samo w ogole nie rozmawiam tylko w telefonie.Siedze za kratami w pokoju sam i ta aspolecnzosc sie pograza ale pracy nie zmienie bo juz bym nie znalazl innej.Gdy patrze na starych znajomych na facebooka itp jak im sie uklada to odechciewa mi sie zyc obok tak samo pracuja sami mlodzi ludzie w moim wieku.Ale wiem ze to przeze mnie ze sie nie uczylem.Teraz zostalem sam.Chcialem chociaz znalesc dziewczyne nigdy nie mialem.Wiem ze sie moge podobac innym dziewczyna ale gdy widze jakas jak sie patrzy to poprostu mnie muruje lzy w oczach czerwony itd.Zaczalem myslec ze moje zycie nie ma sensu z dziewcyzna tez bym nie mial o czym rozmawiac wiec zostal mi tylko komputer i gry po pracy . Nigdy nie chodzilem na imprezy z rodzina tak samo nie rozmawiam w ogole przy stole. Tylko z mama mam dobry kontakt. Probowalem walczyc z aspolecznoscia zaczalem wychodzic do ludzi i jest lepiej ale to mi wiedzy nie da w glowie [Frown] Zeby miec co powiedziec sensownego.Interesuje sie tylko sportem/muzyka i grami komputerowymi a z ludzmi w mojej branzy o tym nie porozmawiam prosze o pomoc [Frown] Przepraszam o napisanie chaotycznie ale jak napisalem nie jestem za mądrym clzowiekiem [Frown] Jeszcze na dodatek problemy finansowe tata alkoholik myslalem nad znalezieniem dziewczyny ale mam niska samoocene kompleks w postaci zoltych zebow ktorych nie da rady wybielic i przez ktore tez nie chce otwierac buzi.Boje sie nawet wstawic zdjecie na facebooka...Az tak zdziczalem przez co odechciewa mi sie zyc w samotnosci Sylwester w domu sam itd... Nie widze jakos siebie w pracy budowlanej gdzie jako przecinek sa uzywane niecenzuralne slowa.A innej nie znajde z moim wyksztalceniem:(Dlugo tak nie wytrzymam chcialbym popracowac z ludzmi w moim wieku moze bym sie jakos otworzyl a tak to porazka.
  2. Cześć jestem bezrobotnym mężczyzną mam 19 lat, mój problem polega na kiepskim nastroju od dłuższego czasu czuję się przygnębiony nie mogę się skupić, trudno jest mi zasnąć czasami nie mogę spać, byle jaka sytuacja wytrąca mnie z równowagi przez to mam ból w klatce piersiowej miałem też myśli samobójcze ale minęły, zaczęło się od kiedy miałem przez długi czas problem z kolanem nie mogłem chodzić w tedy ojciec znęcał się nade mną psychicznie czasem mnie też uderzył bo myślał że ja symuluje od tego czasu trochę minęło ale czuje się coraz gorzej nie jestem w stanie podjąć się żadnej pracy jak znajdę to po kilku dniach rezygnuje, jedynie co mnie uspokaja to muzyka czuje się wtedy zrelaksowany ale tylko na chwilę.Co to może być proszę o odpowiedź
  3. Witam, Chciałabym po krótce opisać swoje problem. Mam 22 lata, zaraz 23, były partner jest w moim wieku. Byłam z nim 6 lat w związku. Niestety partner nie myślał o wspólnej przyszłości, każdy temat związany z mieszkaniem, zaręczynami kończył się kłótnią. Nie chciał odkładać na naszą wspólną przyszłość, nie chciał znaleźć także lepiej płatnej pracy. Podczas 5 rocznicy związku powiedział, że nie jest gotowy na zaręczyny, że nie zapewni mi stabilizacji, twierdził że na wszystko jest jeszcze czas. Żył chwilą, nie myślał o przyszłości, rzadko gdziekolwiek wychodzilismy. Kazda klotnia w związku kończyła się moimi przeprosinami, mimo iż wina nie raz leżała po jego stronie. Miał problemy w domu, zawsze go wspierałam i pomagalam do granic możliwości. Niestety on, ani planów ani ambicji, braku rozmów na tematy ważne, postanowiłam, że się rozstaniemy. Po rozstaniu doszło do zbliżenia z moim znajomym, i na tym naszą znajomość się zakończyła (on chciał, ja nie ). Odezwał się były, postanowiłam że dam mu szansę i pogodzilismy się. Chciałam być z nim szczera, powiedziałam mu o wszystkim. Przez kilka miesięcy przy każdej okazji wypominal mi to, co zrobiłam, skreslil nasz związek, mimo iż uważam, i to nie tylko ja, że problemy z jego zachowaniem i podejściem do życia były o wiele poważniejsze niż coś, co wydarzyło się, gdy razem nie bylismy. Nie mamy kontaktu, nie rozmawiamy ze sobą. Chciałabym się dowiedzieć, co robić w tej sytuacji. Próbuje zrzucić na mnie poczucie winy, w sobie żadnej winy nie widzi. Jest mi bardzo ciężko, jestem załamana, przygnebiona.. Jak poradzić siebie z pustką i poczuciem winy ?
  4. Darka90

    Depresja

    Mam 28 lat.Cztery lata temu, zmarł mój synek. Miał wady genetyczne. Lekarze mówili żebym przygotowała się na najgorsze, nawet proponowali usunięcie ciąży lecz ja nie wyraziłam na to zgody. Ciąże donosilam do 35 tygodnia,urodziłam siłami natury. Synek zmarł 3 minuty po porodzie. Myślałam że, pogodzilam się już z tą sytuacją, minęły jednak 4 lata, ale jednak nie. Od tamtej pory mam jakieś problemy emocjonalne. Aktualnie jestem matką trójki dzieci. Najstarsza córka ma 11 lat i jest z mojego poprzedniego związku, mieszka z ojcem. Ja wraz z mężem wychowujemy dwójkę naszych wspólnych dzieci,córkę 3 latka i synka 8 miesięcy. Problem w tym że ja ciągle jestem nerwowa, ciągle krzyczę, wyzywam, wszystko mnie denerwuje. Czasami nie mam siły na nic.Przez to wszystko klocimy się ciągle z mężem. Wiem, że przez moje zachowanie cierpi moja rodzina.Chcialabym to zmienić ale nie wiem jak. Próbowałam ale nie potrafię. Chodzę ciągle przygnebiona i zdenerwowana. Czasem nie mam siły się nawet ogarnąć. Jem jeden posiłek dziennie. Przerastają mnie obowiązki domowe. Czy to może być nerwica lub depresja?Czy też to zachowanie wynika ze straty syna?
  5. psycholog Rafał Olszak

    Porada psychologiczna przez e-mail

    Idąc z duchem czasu i wychodząc naprzeciw Państwa oczekiwaniom uruchomiłem nową usługę. Jest to porada psychologiczna przez e-mail: https://ocalsiebie.pl/porada-psychologiczna-email/ Masz kłopot w życiu osobistym, problem obyczajowy lub ściśle psychologiczny? Chcesz wiedzieć, co możesz zrobić żeby sobie pomóc i dowiedzieć się jakie są potencjalne rozwiązania? Zapytaj psychologa przez e-mail!
  6. Witam, mam na imię Ewelina i mam problem...zresztą już sama nie wiem. Praktycznie trafiam na chłopaków tak zwanych zboczeńców bądź szukających sponsoringu. Kiedy miałam 18 lat przeżyłam 3 sexy na siłę, w wieku 19 lat przeżyłam lód na siłę, w zeszłym roku byłam w związku opartym na sexie poprostu tak zwany zimny związek bez uczuć. Teraz od miesiąca zakochałam się w chłopaku i mu to napisałam na fb, a on tak poprostu mnie zablokował. Owszem, jestem osobą specyficzna ponieważ uwielbiam słuchawki mieć na uszach i nie zabardzo ciągnie mnie do poznawania ludzi. Brak znajomych, bo wszyscy się ode mnie odwrócili. Kiedy patrzę na dziewczyny w moim wieku które już wzięły ślub i zakładają rodzinę to aż płakać mi się chce. Mam już 25 lat, a ja ciągle bez pracy, bo to normy nie wyrabiam, kasa fiskalna też nie bo problem z wydawaniem pieniędzy, a pomysłów brak na swoją działalność bo interesuje się tylko kotkami. Co ja robię zle? Czemu mnie nikt nie chce? Czemu faceci rozkochują mnie w sobie a puzniej mają gdzies? Pisałam powyzej że jestem specyficzna. Chodziło mi o to, że jak mam słuchawki w uszach to zaczynam wczuwać się w muzyke i tańczę na siedząco, wczuwam się w rytm muzyki, a inni patrzą na mnie jak na idiotkę. Jestem sama, no nie sama nie, bo mam kotka i rodziców, ale trudno mi z nimi o tym rozmawiać, bo mimo że się martwią że sama niedam sobie rady to czuję także presję naciskania, a ja wiem że mam dość już samotności (płacz). Pragnę miłości i tego męskiego ramienia. Może nie jestem inteligentna, zgrabna, i dobra w łóżku bo dużo rzeczy nie lubię, np. robić loda, lizania, minetki, klapsów w sexie, marania pośladków. Czy to mnie skreśla żeby być kochana przez faceta? Co ja mam zrobić żebym mogła znaleźć ta jedna jedyna osobę tylko dla siebie i gdzie jeśli ja nie chodzę na dyskoteki, bo nie lubię techna, rmx. Czy jeśli uwielbiam i jestem wielką fanką Michała Szpaka to mnie skreśla od tego żeby faceci mnie skreslali? Dlaczego ja nie mogę nikogo znaleźć? Dlaczego ja przyciągam facetów tylko na jeden raz? Jestem normalną dziewczyną, która nie opiera zwiazku na sexie, która uprawia sex z miłości, a nie na początkujących spotkaniach, mam zasade: pierw poządnie zdobądź moje serce, a później ciało; pokaż, że ci na mnie zależy na wyglądzie, harakterze, ubiorze, wadach i zaletach, a później ciało. Czy te zasady też mogą odstraszać facetów. Mam dosyc być samotna. Chcę być szczęśliwa jak inne dziewczyny w moim wieku.
  7. Witam. Jestem kobietą, lat 27. Mężatka od roku. Mam depresje, nerwicę? W wieku gimnazjalnym zaczęły się problemy, byłam raz u psychiatry od którego dostałam leki, brałam je przez kilka dobrych lat z przerwami. Po nich byłam szczęśliwsza. Teraz nic nie biorę. Od kiedy wróciłam za granicy powraca depresja. Mąż wyjechał, a ja sama muszę tutaj się odnaleźć. Zupełnie sobie nie radzę, nie wierzę w siebie. Nie mam za bardzo wsparcia w rodzinie. Proszę o poradę jak mogę sobie pomóc, gdzie się udać? Pozdrawiam Ilona
  8. shadowoftheday

    Brak sukcesu w czymkolwiek

    Mam 25 lat. Jestem świeżo po studiach, mam licencjat i 2 magisterki, ukończone dobre studia w języku angielskim, w Polsce i za granicą. Mówię w 6 językach, mam doświadczenie w pracy w kilku branżach, w kilku krajach świata a przy tym podróże odbyte po 5 kontynentach. Jestem osobą towarzyską, popularną i postrzeganą jako atrakcyjną. Z powodu wszystko jest super, jednak nie jest do końca tak fajnie jak to wygląda. Przez całe gimnazjum dokuczano mi i prześladowano mnie. W domu nigdy nie nauczono pewności siebie, byłem zawsze porównywany do innych, z naciskiem na "gorszy". Moich rodziców było ciężko zadowolić. Kilka lat później poszedłem na studia do innego miasta, gdzie mogłem rozwinąć skrzydła. Z miejsca stałem się jedną z najbardziej popularnych osób na uczelni, "królem imprez" wraz z moim współlokatorem, najlepszym wówczas przyjacielem. Jednak na 3 roku pokłóciliśmy się o pierdołę, po czym on zachował się wyjątkowo podle, nie odzywając się do mnie słowem od tamtej pory i nastawiając ludzi przeciwko mnie. Przeżyłem wyjątkowo bolesny semestr po którym zdecydowałem się zrobić rok przerwy od studiów i wyjechać za granicę. Było to 4 lata temu i o ile do tamtego momentu wszystko mi się powodziło, to od tamtej chwili jak na ironię losu nic mi nie wychodzi. W wieku 17-21 lat byłem w 3 związkach. Wszystkie skończyły się jednak boleśnie, byłem zdradzany (co najlepsze z "kumplem") i oszukiwany. Odcisnęło to na mnie piętno i przestałem ufać kobietom. Zacząłem postrzegać je przedmiotowo, mimo że zawsze miałem dużo koleżanek i wychowałem się wśród kobiet (tato pracował przez 10 lat za granicą kiedy miałem 9-19 lat). Gdzieś tam jednak głęboko we mnie był pociąg do mężczyzn. Zrobiłem licencjat, wyjechałem na rok na inny kontynent. Tam pierwszy raz spróbowałem z facetem. Miałem nadzieję, że z mężczyznami będzie mi lepiej niż z kobietami, że będzie łatwiej. Nic bardziej mylnego. Od tamtej pory (3 lata) spotkałem się z ogromnym odrzuceniem i dużo większą krzywdą, niż mi wyrządziły kobiety. Chciałbym zaznaczyć, że do kobiet czułem pociąg emocjonalny, do mężczyzn tylko fizyczny. Jednak odkąd zacząłem sypiać z mężczyznami nie potrafię już sypiać z kobietami, mimo że pociąg emocjonalny i zainteresowanie pozostało. Na dzień dzisiejszy mam natomiast wstręt do mężczyzn i niechęć do kobiet, spowodowaną nieskończoną ilością "koszy", jaką od nich dostałem - najczęściej nieuzasadnionych. Przestałem czegokolwiek oczekiwać od kogokolwiek. Przestałem wierzyć w siebie, chociaż nigdy za specjalnie nie wierzyłem. Nie mam szacunku do siebie ani wiary na polepszenie losu. Marzyłem o założeniu rodziny, teraz wiem że do tego nie dojdzie. Z mojej winy. Za wszystko obwiniam siebie. Mało tego, poza niepowodzeniem w życiu prywatnym odczuwam również brak sukcesu w życiu zawodowym. Przez 3 lata podczas studiów starałem się dostać na któryś z upragnionych staży - nigdy nie wyszło. Teraz, już po studiach, nie mogę znaleźć pracy. Spadłem już z planu A (czyli najbardziej wymarzonego stanowiska) do planu D (czyli najmniej), po którym już nie mam innych pomysłów. Nie spodziewałem się tego, ponieważ od 19 roku życia pracowałem, na różnych stanowiskach w różnych krajach (mieszkałem w 5), mam ukończone dobre studia i znajomość języków - jak widać, nie wystarcza. Znajomi obok zgarniają roboty, o których marzyłem. Pracodawcy mnie nie chcą, potencjalni partnerzy tym bardziej. Za dużo zaprzepaszczonych szans, przepuszczonych okazji, niewłaściwych wyborów. Często sięgam po alkohol, który piję od 12 roku życia (dla sprostowania, nie pochodzę z patologicznej rodziny, zaczęło się od piwka z kolegami ;)). Coraz częściej sam. Po narkotyki rzadziej, ale tylko z powodu ograniczonego dostępu (kiedy nadarzy się okazja, biorę). Nie mam wiary w lepsze jutro. Mam bardzo pesymistyczną wizję przyszłości. Zacząłem odwracać się od ludzi, przestałem się uśmiechać czy słuchać muzyki. Miewam myśli samobójcze. Nie jestem już tym chłopakiem, co radośnie podróżował po świecie, błyszczał na imprezach i cieszył się każdym dniem. Moją radość życia zdeptali wszyscy ci, którzy mnie odrzucili, nie dając mi szansy. Proszę o pomoc. Nie potrafię sobie już z tym radzić.
  9. agas87

    Arachnofobia

    Witam mam na imię Agnieszka, mam 31 lat. Już raz napisałam na forum ale nie dostałam żadnej odpowiedzi więc może coś źle zrobiłam. Spróbuję jeszcze raz. Mieszkam w Anglii 12 lat ale od roku mam wielki problem. Urodziłam córeczkę i większość czasu spędzam w domu. Zawsze bałam się pająków ale od kiedy córka się urodziła strach ten się nasilil tak jakbym czuła że nie mogę jej przed nimi obronić. Tutaj w Anglii są naprawdę wielkie pająki i raz po raz znajdę takie w domu. Odrazu mam atak paniki serce bije jak szalone. Najgorsze jest to że każdy dzień wygląda tak że boję się być sama z córką w domu, boję się że znowu znajdę gdzieś pająka i każdy dzień, każda minuta wypełniona jest strachem. Nie pozwala mi to cieszyć się macierzynstwem. Rozważam nawet powrót do Polski.. Czuję że powoli mnie to wpedza w depresję.. Nie wiem gdzie szukać pomocy....
  10. Jestem 29- letnią kobietą, która miała względnie poukładane życie do czasu gdy poznałam faceta. Krótko po tym jak się poznaliśmy zaszłam w ciążę. Wiadomość ta bardzo mnie przybiła, ponieważ nie była do tego przygotowana. Po napadach strachu i paniki, oswoiłam się z tą myślą - partner był na początku bardziej szczęśliwy od mnie, a ja stwierdziałam, ze mam dobrą pracę, wsparcie mamy więc sobie poradzę. Jednak im bardziej jest zaawansowana ciąża tym coraz więcej jest problemów z partnerem, które wyszły dopiero niedawno. Okazało się, że mój partner - lat 31 ma problem z alkoholem, o którym zapomniał mi powiedzieć. Przestałam już mu wierzyć w cokolwiek, począszwy od tego że wmawia mi od 4 miesięcy że kupił mieszkanie za które nie chce przestawić dokumentów twierdząć, że ciągnie się cały czas sprawa z komornikiem.... dodatkow nie wiem czy na prawde jest w pracy. Od niedawna mieszkamy razem, przestałam mu ufać i czuje że nie mam w nim wsparcia ani nie czuje się bezpieczna i spokojna. Musze myśleć o sobie i dziecku a tak naprawdę nie mam pewnej sytuacji. Jego rodzice chcą pomóc, ale alkoholizm jest chorobą i chora osoba sama musi podjąć leczenie. Za 2 miesiące konczy nam się umowa na mieszaknie, a nie mamy nic zaplanowanego - żadnego planu też nie mogę z nim od jakiegoś czasu ustalić. Wiem, ze nie ma sytuacji bez wyjśca ale z tym wszytskim czuje się bezradna i bezsilna. Z jednej strony partnera rodzice chcą żebyśmy sie do nich na jakiś czas przeprowadzili (tylko że nie wyobrażam sobie, że miałbym zostawić dziecko z osobą, do której straciłam zaufanie i na której obecnie nie mogę polegać), a drugiej strony moja mama chce żebym wróciła na jakiś czas do rodzinnego domu i się odcieła od tego. Jestem w 31 tygodniu ciąży i totalny mętlik w głowie. Będę wdzięczna na pomysły/ wsparcie w temacie. Pozdrawiam, Emma
  11. Suszyn

    Czy to depresja

    Witam, od dłuższego czasu zauważyłam że dzieje sie u mnie coś niepokojącego. Mianowicie straciłam dobry humor, porzuciłam zainteresowania, stałam sie bardziej nerwowa, mam problemy z snem i z odżywianiem, co jakiś czas mam myśli samobójcze ponieważ uważam ze życie jest pasmem problemów. Najgorzej jest kiedy zostaje sama i mam mętlik w głowie, o wszystko sie obwiniam i czuje smutek któremu towarzyszy płacz. Przez jakis czas uważałam że mi przejdzie, potem pomyślałam o wizycie u psychologa jednak caly czas nie jestem pewna tego rozwiązania ponieważ wiem ze nie potrafiłabym opisac swojego problemu patrząc komuś obcemu w oczy. Chciałabym podkreślić że rok temu byłam uzależniona od narkotyków, na szczęście wyszłam z tego. Wydaje mi sie ze od tego czasu zaczełam miec problemy z sama sobą.
  12. Wiktoria1207

    Czy to depresja ?

    Przez pomyłke poprzednia wiadomosc wylalam niedokonczona, wiec tutaj napisze ja jeszcze raz. Jestem uczennicą liceum I mam 18 lat. Zawsze byłam zamknięta w sobie I introwertyczna, jednak po śmierci mojego dziadka w 2011 roku, kompletnie się załamałam. Płakałam praktycznie codziennie, choć nikt o tym nie wiedział. Od tego czasu często towarzyszy mi przygnębienie, samotność I niska samoocena. Raz jest lepiej, raz gorzej. Od kilku miesiecy ten stan się nasilił I jestem smutna codziennie, nie mogę się tego wyzbyć. Jestem strasznie wrazliwa, wszystko biorę do siebie, czuje się niezrozumiała I bezwartościowa.Czesto pragne sie odezwac, jednak obawiam sie, ze powiem cos nie tak I sie upokorze, wiec wole milczec. Bez przerwy chce mi sie spac, najlepiej bym tylko ogladala telewizje, jadla I nic poza tym. Z jednej strony chciałabym kontaktu z drugim człowiekiem, ale jednak nieustannie sie izoluje. Wiem, że nigdy raczej nie posunelabym sie do samobojstwa, choc miewam rozne mysli. Nie wiem juz co robic, bo powoli mam juz dosyc takiego stanu rzeczy.
  13. Na wstępie chciałbym przeprosić za długość tego postu, ale ciężko zmieścić tyle myśli w dwóch zdaniach. Myślę, że nareszcie wiem skąd moja depresja i moje zaburzenia lękowe się wzięły, a była to niezła zagadka dla mnie. Mam nadzieję, że ktoś to przeczyta chociaż w połowie, doradzi mi i poklepie po plecach bądź srogo opierniczy.Męczę się z tym już rok, klasyczny początek - wizyty w szpitalu, utrata kondycji i inne postrzeganie rzeczywistości, derealizacja/depersonalizacja i tak dalej i tak dalej...Jednak za cholerę nie miałem pojęcia skąd się to wzięło. Przecież nie przeżyłem żadnej traumy, nie zamordowano na moich oczach człowieka, nie byłem na żadnej wojnie, nie miałem poważnego wypadku samochodowego. Więc skąd to wszystko? A no korzenie sięgają aż dzieciństwa, które pozornie było udane. Miałem kolegów, bawiliśmy się razem całymi dniami. Jako dziecko nie masz żadnych zmartwień i nie rozmyślasz nad śmiercią, nad tym, że ktoś cie wykorzysta, oszuka. Niestety w prawie każdej bajce musi być ten czarny charakter a był to mój starszy brat. Obrażał mnie przed znajomymi, wmawiał mi od małego, że jestem brzydki, ohydny i odrażający. Mówił to do mnie tak jakby był o tym pewny. Ja jak to dziecko - popłakałem, popłakałem i zapomniałem. Rodzice niestety nie reagowali na to. Ba, nawet mówili mi żebym przestał się mazgaić. Niestety na przemocy psychicznej się skończyło. Potrafił wstać z łóżka w nocy (dzieliliśmy jeden pokój) i zacząć mnie kopać i bić. Wydawało mi się to normalne, że to musi tak być i koledzy pewnie też tak mają. Tak było do mniej więcej gimnazjum. Niestety do tego okresu ''przejąłem'' wszystkie złe zachowania jego i rodziców. Ale mimo tego miałem znajomych i byłem lubiany. Brat znalazł dziewczynę i nagle coś się w nim odmieniło. Zaprosił mnie wtedy na piłkę (pewnie jego dziewczyna go namówiła). Graliśmy i byłem szczęśliwy jak nigdy, wreszcie miałem prawdziwego brata. Stał się moim wzorem do naśladowania. Jednak z czasem znowu zaczął się znęcać psychicznie. Zapytałem dlaczego on mi to robi, a on na to, że musi mnie zahartować, że chce być moim mentorem. Od tamtego momentu tylko go tolerowałem i nic więcej. Doszło do tego, że przy rodzinnym stole w jego obecności bałem się odezwać. Bałem się, że mnie wyśmieje i zacznie wyzywać co często miało miejsce na uroczystościach. Rodzice oczywiście nie reagowali, poźniej się rozwiedli, ale to już inna historia. Ktoś sobie pomyśli, że sobie to wszystko wymyślam i wyolbrzymiam, ale rodzice traktowali go jak nadczłowieka(!!!), starsza siostra wolała spędzać z nim czas. Można powiedzieć, że był całkowitym przeciwieństwem mnie. On był wygadany, dobrze się uczył, miał mnóstwo dziewczyn, smykałkę do pieniędzy. Ja za to byłem taki stonowany, dziewczyny nie chiałem mieć, a w szkole mi średnio szło. Patrzyłem na to wszystko i chciałem być taki jak on. A to niestety kłóciło się z moim charakterem.----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------Opiszę w punktach czynniki, które przyczyniły się do powstania zaburzeń i depresji. Muszę gdzieś to wylać z siebie bo nie mam do kogo.1. Przeprowadziłem się, straciłem większość znajomych bo powyjeżdżali na studia. Ja nie zaliczyłem matematyki (kto by się spodziewał), ale mam nadzieję, że się kiedyś za to wezmę. Ciągle wracam myślami do mojego wcześniejszego domu, za tymi wszystkimi chwilami tam spędzonymi. Taki już jestem, że się przywiązuje.2. Pierwsza praca. Był to dla mnie wielki szok po tych sielankach. Fakt, że trzeba rano wstać OBOWIĄZKOWO mnie przerażał. To własnie w pracy zaczęła się derealizacja. Kasa była tam dobra, ale ostatecznie odszedłem. Teraz pracuje gdzie indziej.3. Moja rodzina. To największy problem. Nie ukrywam, że to ona się głównie do tego przyczyniła. To brzmi jak zrzucanie winy na kogoś innego, ale zapewniam, że tak nie jest. Czuję, że wszyscy są do mnie uprzedzeni bo przecież byłem małą pi*deczką, która nie potrafi się postawić. Narzucali mi co mam robić w przyszłości, szczególnie siostra, która KAZAŁA MI być załóżmy strażakiem. Ja tylko przytakiwałem.4. Moja mama. Nie ukrywam, że jest to osoba dość niezrównoważona psychicznie i z nią mieszkam bo mam jeszcze 20 lat. Około rok temu jak rozmawiała z bratem i jej coś nagadał na mnie to wypaliła mi prosto w twarz, że jestem zerem, że niczego nie osiągnę, kobiety też nie będę miał. Doznałem wielkiego szoku bo to w końcu osoba, która mnie urodziła. Do tego wydziera się non stop o nic.5. Brak dziewczyny. Nie jestem brzydki, a ponoć przystojny. Mam dużo zainteresowań i trochę ćwiczę. Jednak nikt się jeszcze taki nie trafił. Czuję presję bo niektórzy znajomi się zaręczają, a u mnie pusto.Plan jest taki żeby zmienić w swoim życiu co nieco. Nie mówię, że pozbyłem się tego wszystkiego, może nawet jest gorzej. Nadal biorę jakieś leki. Jednak robie się bardziej pewny siebie, siostrze powiedziałem, że mam to w d*pie co ona chce i ja bede robil co bede chciał bo to jest moje życie i ja biore odpowiedzialność za nie.Chcę ograniczyć kontakt z ludźmi, którzy są toksyczni dla mnie. Mam na myśli kilka koleżanek, kolegów no i ehhh rodzinę. Ciężko mi o tym pisać. Myślę nad tym, żeby znaleźć 2 prace: jedną 8h, a drugą 4h i się wyprowadzić od matki i coś wynająć. Ojcu dam ultimatum, że jak nie przestanie skakać dookoła mojego brata, który wykorzystuje każdego i go tylko podjudza to będzie miał o jednego syna mniej. Może za ostro, ale już dłużej tego nie wytrzymam. Z bratem w ogóle nie chce mieć kontaktów. Zapiszę się znowu na psychoterapię. Napiszę maturę z matematyki i w przyszłości skończę jakieś studia. W skrócie - chciałbym żyć jak normalny człowiek, chciałbym mieć choć trochę radości z tego życia i mam nadzieję, że mi się uda. Mam nadzieje, że ktoś mi doradzi co robić.
  14. Studentka

    Nawracająca depresja

    Mam 19 lat i jestem studentką psychologii. Psychologiem chciałam zostać od gimnazjum. Wszyscy mówią mi, że jestem dobrym słuchaczem, trafnie doradzam, pomagam im w radzeniu sobie z problemami. Wiele przyjaciół i znajomych przychodzi do mnie ze swoimi troskami, ale nigdy mi to nie przeszkadzało. Pomagając im, sama czuję się lepiej. Jednak od dłuższego czasu nie potrafię pomóc sama sobie. Ok. 4 lata temu pojawiły się u mnie pierwsze objawy depresji i nerwicy. 2 lata temu, kiedy byłam już w naprawdę tragicznym stanie lekarz mnie zdiagnozował i przepisał leki. Po jakimś czasie było lepiej, zelżały objawy somatyczne, trochę lepiej spałam, no i czułam się szczęśliwsza. Jakiś czas chodziłam do psychoterapeuty, ale na dłuższą metę było to dla mnie za drogie. Ogromną rolę odegrał tutaj też mój chłopak. Jesteśmy ze sobą od czerwca zeszłego roku, od początku wiedział o moich problemach i był dla mnie największym wsparciem. Do teraz mój związek jest bardzo udany. Po maturze jakbym rozkwitła. Dawno nie czułam się tak świetnie, zniknął stres, świetnie bawiłam się na weselu brata, pojechałam na wspaniałe wczasy. Wszyscy uwierzyli, że mi przeszło i ja również. Po konsultacji z lekarzem stopniowo odstawiłam leki. Od października rozpoczęłam studia i jest w porządku, radzę sobie. Może nie jest łatwo, ale póki co nie stresuje mnie to tak, jak liceum, matura. Dlatego zupełnie nie rozumiem co się ze mną dzieje. Od 2-3 tygodni zauważam niepokojące objawy. To wraca... Mam napady lęku, brakuje mi chęci do życia, siedząc sama w mieszkaniu coraz częściej płaczę, zaczynam unikać ludzi, częściej lunatykuję (ten objaw akurat nigdy całkowicie nie zaniknął), mam bóle głowy i mięśni, kłucie w sercu, trzęsą mi się ręce, mam problemy z koncentracją... To wszystko tak dobrze znam i tak bardzo się tego boję... Najgorsze w tym wszystkim jest to, że wszyscy, którzy wiedzieli o problemie myślą, że już mi przeszło, a Ci, którzy nie wiedzą nigdy się nie domyślą... Sprawiam wrażenie osoby rozrywkowej, pewnej siebie, dowcipnej, otwartej na ludzi, łatwo nawiązuję kontakty i ludzie raczej mnie lubią. Właściwie po części ja taka jestem. Sytuacja jednak zmienia się o 180 stopni gdy zostaję sama. Wtedy zaczynam rozmyślać o moich kompleksach, lękach, stresach i nie radzę sobie. Uważam się za gorszą od mojej rodziny, przyjaciół, myślę, że nie zasługuję na mojego chłopaka. Czuję, że to wraca i jeszcze bardziej mnie to dołuje, bo tak bardzo się tego obawiałam. Podświadomie wiedziałam, że to kiedyś wróci, ale tak bardzo chciałam wierzyć, że to już koniec... Wcześniej bywały takie momenty lepszego samopoczucia, ale nigdy nie były tak długie jak ostatnie pół roku. W dodatku coraz częściej zastanawiam się czy moje marzenie o psychologii ma sens. Jeśli nie potrafię pomóc sobie, to czy jestem w stanie pomagać innym ludziom? Znów tracę kontrolę...
  15. Witam, mam 20 lat, na codzien studiuje i pracuje w kroporacji. Miałam bardzo cięzkie dziecinstwo, alkohol w domu, potem porzucenie przez rodzicow, ostatecznie wychowalam sie z babcią i z nią mieszkam do dziś, z rodzicami nie mam kompletnie kontaku, powiem wiecej kiedy widzimy sie na ulicy udajemy ze sie nie znamy. Nie wiem kiedy moje problemy sie zaczely ale mam wrazenie ze nigdy nie bylam normalnym dzieckiem, co prawda zawsze posiadalam wiele znajomych i w towarzystwie bylam bardzo pozytywna osobą, klasowym śmieszkiem. Jednak zawsze gdy byłam sama byłam nieszczesliwa i samotna, czulam ze jestem winna temu ze moja rodzina jest rozbita, czulam sie gorsza poniewaz nie mialam rodzicow. Przeszłam okres dojrzewania dosyc spokojnie, mialam wielu znajomych, nie buntowałam sie, miałam jednak kilka przypadków samookaleczania się. Jestem w dosyc powaznym zwiazku trwajacym juz ponad 4 lata. Moje bardziej poważne problemy zaczęły się około 2 lat temu, zaczelam odcinac sie od znajomych, nie chcialam juz z nimi spedzac czasu, nie chcialam z nikim rozmawiac. Zawsze bardzo lubilam poznawac nowych ludzi i bylo to dla mnie ekscytujace, teraz mnie to przeraża, jestem do kazdego negatywnie nastawiona od samego poczatku, meczy mnie to i wole odcinac sie od ludzi. Prawie cały czas jestem nieszczęśliwa, nie widze sensu w moim życiu, nie wiem czego chce. Zaczęły się też problemy w związku, jestem chorobliwie zazdrosna o mojego chłopaka i zdaje sobie z tego sprawe, kiedy nie chce sie ze mna umowic bo np ma spotkanie rodzinne nawet wtedy jestem zazdrosna, nie wiem nawet czy o niego czy o to ze on ma rodzine a ja nie. Zawsze kiedy mi odmawia czuje sie odrzucona, czuje ze mnie nie kocha, ze pewnie mnie zdradza albo zdradzi. Wciaz go o cos oskarżam, mam do niego o wszystko pretensje. Potrafie w jednym zdaniu powiedzieć ze kocham go nad życie i że go nienawidzę. Cały czas boje się że mnie zostawi dla kogoś lepszego, bardzo boje się samotności i odrzucenia, ale z drugiej strony czasami sama odcinam sie od niego i chce zostac sama, chce rozstania. Mam wiele kompleksów i mam wrażenie że każdy jest odemnie lepszy, ładniejszy, mądrzejszy. Wszystko pogorszyło się po śmierci mojego prawie 12 letniego psa, chodz moze glupio to brzmi, ten pies był jedyną istotą której mogłam w pełni ufać, od czasu jego smierci jest ze mną coraz gorzej. Mam problemy ze snem, napady histerii i lęku czasami na środku ulicy, albo w pracy, nigdy nie zdarzało mi się płakać w miejscach publicznych, teraz to prawie norma. Co do pracy, straciłam jakiekolwiek zainteresowanie nią, przebywanie w niej stresuje mnie. Nie wiem co chciałabym robić w przyszłości. Jedyne co wiem to to że marzę o rodzinie, o kochającym mężu i dzieciach, chce być dla nich taką matką jakiej sama nie miałam. Jednoczesnie boje sie ze nie bede potrafila okazac mojej rodzinie milosci bo sama jej nie doswiadczylam. Od 1.5 miesiaca czuje sie jakbym była ciągle chora, nie chce wychodzic z łóżka, jest mi nie dobrze na myśl o wyjściu do pracy, zazywam leki nasenne przepisane od neurologa, czasami dobrze działają, czasami nie. Zdarzają mi się myśli samobójcze. Nie mam już siły.. czym są spowodowane takie objawy? Co to może być? Bardzo proszę o pomoc.
  16. Witam jestem Ania mam 22 lata. W skrócie, żeby się nie rozpisywać bylam zmuszona wyjechac za granice zeby oderwać sie od biedy i zlego towarzystwa. Nie udalo sie. Tu jest jeszcze gorsze. Jestem bez wykrztalcenia, pracy, mieszkania i praktycznie pieniędzy. Do Polski nie wrócę, bo nie mam warunków mieszkalnych i bez szkoly trudno o dobra prace. Zbyt dużo w zyciu przeszłam złego. Nie mam nikogo na kim moge polegac i porozmawiać dlatego tutaj szukam jakiegos dobrego słowa pocieszenia. Mam bardzo slaby kontakt z rodziną z roznych przykrych powodów. Mój problem polega na tym, ze czuje okropny ścisk w klatce piersiowej gdy myślę o swoim przegranym zyciu. Czuje sie nieobecna wśród ludzi. Nie zabije sie, bo jeszcze brakuje mi odwagi. Duzo leze, śpię i mam pustke w glowie. Jem normalnie. Dbam o higienę. Nie mam typowych objawów depresji tylko czuje pustke,smutek, ogromny ścisk w klatce i zadnych myśli w głowie czuje sie martwa w środku i nie martwie sie przyszłością..wiec co mi dolega?
  17. Mam 25 lat i jestem mama 2 letniej dziewczynki.Od około 15 roku życia mam "stany depresyjne".Cięłam się dużo i niestety jak pojawi się duży smutek mam ochotę to powtórzyć. Nie robię tego bo przecież jestem żoną i matką,ale przeraża mnie to że reaguje na wszystko co nie jest po mojej myśli niekontrolowaną złością,płaczem lub nawet chęcią samookaleczania.Jestem szczęśliwa w związku ale czasem czuje się niezrozumiana,pomijana .Na co dzień moje emocje są na krawędziach już nie wiem jak sobie z tym poradzić.
  18. Cześć jestem świeża 25-letnią mężatką, świeżą bo dopiero poł roku minęło, ale mam już serdecznie dosyć, to była moja najgorsza decyzja w zyciu. Mój mąż jest walnięty o wszystko się czepia, wypomina mi każdą złotówkę nawet na jedzenie, w ogóle się mną nie interesuje, ciągle na mnie krzyczy w ogóle nie wspiera tylko obraża. A żeby tego było mało co raz częściej pije i rzuca się do bicia, ja już nie mam siły, codziennie płacze, nie mam siły żyć ;( Miałam ojca pijaka, który mnie lał nie chce takiego męża, czy da się go zmienić? Czy da się coś naprawić? I jak wyjść z tego załamania nerwowego.....nienawidze każdego dnia czasem mam ochotę wyjść i nie wrócić:( Nawet nie mam nikogo do wsparcia...jestem z tym sama ...
  19. Witam, Mam 20 lat, jestem studentką. Od 15 roku życia co jakiś czas wracają do mnie myśli samobójcze. Od 2 lat coraz częściej je mam. Nie potrafię kontrolować swoich emocji i cokolwiek się stanie wybucham płaczem i zaraz myślę o tym jak się zabić. Czuję brak sensu życia. Cokolwiek robiąc, zastanawiam się jaki to ma sens. Po co mam się starać... Czuję, że nic w życiu mi nie wyjdzie, że sobie w nim nie poradzę, nie jestem w niczym wystarczająco dobra...nie wiem kim jestem do końca. Natomiast ludzie odbierają mnie, jako wesołą dziewczynę,bo taka staram się być - zawsze uśmiechnięta. Dodam, że od 7 lat leczę się na niedoczynność tarczycy,ale wyniki mam już w normie. Czy to ma jakiś związek? Czy mam udać się do psychiatry? Co ze mną jest...?
  20. Witam serdecznie. Jesteśmy z mężem razem od 10 lat. Miesiąc po ślubie. W seksie pokusiliśmy i zaczęliśmy uprawiać miłość analna. Nie powiem, bylo wszystko ok. Po jakimś czasie stosunki analne były coraz rzadsze tak po prostu. Niestety mój mąż doszukal się przez to domniemanej zdrady z mojej strony tłumacząc to tym że skoro jemu nie "daje" to na pewno daje komuś innemu! Od tej pory zaczął się mój horror, zaczął w każdym szczególe, gescie, zachowaniu doszukiwać się dowodów mojej zdrady, założył mi podsłuch na telefon, który codziennie praktycznie odsluchuje i nawet pyta ile razy w nocy wstawalam, po co wstawałam, sprawdza nawet "rozwartosc " mojego odbytu bo jak twierdzi powinien się obkurczać. Ale raz jest bardziej ciasny raz nie i wtedy znowu jest awantura. Myślałam że to że zrezygnowałam niedawno z pracy, właśnie myśląc że jak będę w domu( w spotkaniach towarzyskich też nie uczestniczę) to będzie dobrze. Ale niestety, nie umiem już sobie sama z tym poradzić, czuje ogromu ból, przykrość, stresuje się każdym męża ruchem, słowem że znowu będzie awantura. Nie mogę jeść, jest mi niedobrze, i wiem że to na tle nerwowym. Powiedział żebyśmy dalej uprawiali seks analny, ale dla mnie to jest źródłem wszystkich problemów i po prostu nie chce już tego robić! On mówi że jak zaczniemy znowu to będzie ok, Nie rozumie jak mówię że Nie chce! I twierdzi że przecież było nam dobrze, ale nie rozumie zo to właśnie to jest moja trauma przez którą zaczął mnie oskażać! Ja zaczęłam się go zwyczajnie bać! A byliśmy dosłownie bratnimi duszami, był dla mnie przyjacielem, kochankiem, wszystkim! Teraz tego nie ma:( Co ja mam zrobić? Boję się coraz bardziej bo widzę że w dobrym kierunku to nie idzie a wręcz przeciwnie, z przyjaciela staje się wrogiem, starałam się tłumaczyć, zapewniać ale nie za wiele to dało. Boję się że to koniec.
  21. am.beznazwy

    Czy to depresja?

    Jestem kobietą, mam 25 lat. Czuję się jakbym się cofnęła kilka lat wstecz do czasów drugiej klasy liceum. Tak jak wtedy życie wydaje mi się kompletnie bez sensu. Nie wierzę, że kiedyś spotka mnie jeszcze coś dobrego. Jedyną różnicą jest to, że teraz nie marzę o śmierci, jak w liceum, teraz właściwie już o niczym nie marzę. Najchętniej w ogóle nie wstawałabym z łóżka i niw wychodziła z domu, nic nie sprawia mi przyjemności. Wszystko zaczęło się pół roku temu, kiedy rozpoczęłam, nową wymarzoną pracę. Wtedy wydawała mi się spełnieniem marzeń. Dobre stanowisko, znana firma, brak nadgodzin. Małe, kameralne biuro w ładnej dzielnicy, blisko metra. Jedynym minusem były kiepskie zarobki, ale myślałam, że będę zdobywać doświadczenie i z czasem dostanę podwyżkę, a w najgorszym wypadku za jakiś czas zmienię pracę. Na rozmowie rekrutacyjnej mój przyszły szef wydawał się bardzo sympatycznym, inteligentnym mężczyzną. Z grubsza opowiedział mi o moich przyszłych obowiązkach i wypytał o doświadczenie zawodowe. Powiedział, że zdaje sobie sprawę, że nie mam doświadczenia w tym, co miałabym robić i pierwsze trzy miesiące będą dla mnie okresem nauki, kiedy mi wszystko wytłumaczy i pokaże. Rozmowa przebiegała w bardzo przyjaznej atmosferze. Byłam zachwycona i modliłam się w duchu żeby dostać tę pracę. Miałam wtedy inną propozycję lepiej płatnej pracy, ale wiedziałam, ze tam czeka mnie dużo nadgodzin. Byłam przeszczęśliwa, kiedy zadzwonił i powiedział, że dostałam tę pracę. Mój pierwszy dzień był raczej udany, zostałam oprowadzona i przedstawiona, zaprzyjaźniłam się z kilkoma dziewczynami w moim wieku. Nic nie robiłam i wyszłam do domu. Kolejnego dnia dostałam kilkanaście procedur do przeczytania i dokumenty do podpisywania, więc zajęłam się tym. Kilka kolejnych dni minęło mi na czytaniu procedur i regulaminów. Czekałam z niecierpliwością, kiedy zacznie się nauka i właściwa praca. Mój szef dużo czasu spędzał na rozmowach z innymi pracownikami, przeglądaniu Internetu i załatwianiu spraw osobistych. Ja starałam się z uwagą studiować dokumenty, z którymi kazali mi się zapoznać. Później mój szef był bardzo zajęty, bo przyszło pismo w sprawie kontroli. Okazało się, że system, na którym miałabym pracować jest tylko częściowo wdrożony, ale nic w nim nie działa, nie ma nawet prawidłowych danych. Miałam się zająć sprawdzeniem i dopilnowaniem żeby dane znalazły się w systemie. Nigdy wcześniej nie robiłam czegoś takiego, bałam się, że nie dam rady. Myślałam, że szef cos mi wytłumaczy, ale on nie wytłumaczył mi absolutnie nic, bo był zajęty pisaniem odpowiedzi na pismo. Starałam się jak mogłam żeby ten system zaczął działać, ale nie szło mi najlepiej. Wtedy trochę się zniechęciłam do tej pracy, ale tłumaczyłam sobie, że ciężki okres dla mojego szefa minie i zacznie mi coś wyjaśniać. Tak się jednak nie stało, zlecał mi później kilka innych zadań, nic nie tłumacząc. Zlecając zadanie mówił, że w razie jakichkolwiek pytań jest do mojej dyspozycji. Kiedy zadawałam jakieś konkretne pytanie mówił, że akurat nie ma czasu i później pomyśli, albo żebym zrobiła jak uważam, a on potem to sprawdzi. Oczywiście później też nie miał czasu albo zapominał, że w ogóle było jakieś pytanie. Jakiś czas później zlecił mi wykonanie trudnego, dużego raportu przy pomocy firmy informatycznej, nie przekazał mi wszystkich posiadanych danych. Wszystkiego musiałam się dowiedzieć sama. Bardzo się wtedy stresowałam i nie miałam pojęcia jak się do tego w ogóle zabrać. Z wielkim trudem i po terminie udało mi się jakoś zrobić ten raport. Niestety ta praca bardzo mnie stresowała i zaczęłam jej nienawidzić. Okazało się też, że szef oskarża mnie przed innymi departamentami o jakieś błędne czynności, których ja nie wykonywałam. Stałam się kozłem ofiarnym. Nie chciałam na razie szukać nowej pracy, bo przygotowywałam się do ważnego egzaminu i nie chciałam się dodatkowo stresować. Ta praca, chociaż czułam się w niej fatalnie miała jedną zaletę, nie było nadgodzin i czasem mogłam się po prostu uczyć w pracy. Byłam zdołowana, ale starałam się myśleć pozytywnie, ze przemęczę się jeszcze kilka miesięcy, a potem będzie lepiej, bo jak zdam egzamin to na pewno znajdę lepszą pracę. Jakieś trzy miesiące po rozpoczęciu tej pracy musiałam się przeprowadzić, bo w wynajmowanym mieszkaniu pojawiły się insekty. Przeprowadzka była dla mnie bardzo stresująca i czasochłonna. Straciłam cenny czas, który mogłabym przeznaczyć na naukę. Zaczęłam się jeszcze bardziej stresować, że jednak nie zdam egzaminu, do którego bardzo długo się przygotowywałam. Po przeprowadzce praca jeszcze bardziej mnie dołowała i postanowiłam jednak poświęcić trochę czasu na szukanie nowej. Wysyłałam jak szalona CV, łącznie kilkadziesiąt. Zaproszono mnie na kilka rozmów. Miesiąc po przeprowadzce mój tata trafił do szpitala, na początku myśleliśmy, że to nic poważnego, przebadają go, wyleczą i wypuszczą. W międzyczasie cały czas szukałam pracy i byłam na kilku rozmowach rekrutacyjnych. Po kilku tygodniach mój tata dostał skierowanie do szpitala do Warszawy, wtedy zaczęłam się stresować, że to jednak coś poważnego. Przez całe życie palił. Tydzień przed egzaminem dowiedziałam się, że tata ma najprawdopodobniej raka, ale trzeba jeszcze potwierdzić diagnozę. Poszłam zrezygnowana na egzamin, czułam, że nie jestem zbyt dobrze przygotowana, za bardzo się przejmowałam tatą i nie mogłam się skupić na nauce przez ostatnich kilka tygodni. Nowej pracy też nie udało mi się znaleźć. Jestem załamana. Codziennie budzę się wcześnie rano niewyspana i nie mogę już zasnąć. Gdy dzwoni budzik nie chce mi się wstać i iść do pracy. W końcu jakoś udaje mi się zwlec z łóżka. Idąc do pracy modlę się w duchu żeby ten dzień się jak najszybciej skończył. W pracy nie mogę się na niczym skupić, mam problem z wykonywaniem prostych czynności, często się mylę. Od samego wejścia odliczam minuty i godziny do wyjścia. Po prostu nie chce tam być. Po powrocie do domu staram się czymś zająć myśli, więc czytam książki. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać ani nigdzie wychodzić. Chodzę tylko na zakupy i do taty do szpitala. W pracy też prawie do nikogo się nie odzywam. Rozmawiam jedynie z mamą przez telefon żeby się nie martwiła. Kiedy robi się późno zaczynam się stresować, że dzień zaraz się skończy, pójdę spać, a po przebudzeniu będę musiała znowu iść do pracy. Martwię się o tatę i o to jak mama sobie poradzi bez niego, też jest chora. Rodzice są w bardzo trudnej sytuacji finansowej, a ja zarabiam też nie wiele, więc mogę im tylko trochę pomóc. Przed snem bardzo często zaczynam płakać. I tak codziennie marze tylko o tym żeby to wszystko się już skończyło i zastanawiam się, co jeszcze złego mnie spotka w najbliższym czasie i ile zdołam znieść.
  22. Jestem.... mam 28 lat. Od kilku lat wracają do mnie myśli o braku sensu życia i chęci odebrania sobie go. Nikogo nie interesuje tak naprawde co czuje i mysle, a jedyna odpowiedz ktora bedzie proba pomocy to "idz Pan do lekarza". Niestety ja jako osoba zyjaca w tkz. Depresji nie mam sily na wykonac podstawowych czynnosci w zyciu tj. Umyc sie zrobic herbate czy sniadanie, mam ochote tylko lezec. Nie lubie rozmawiac z ludzmi, mam psa leze z nim cale wolne dnie i wychodze na spacer rano i wieczorem. Chcialbym miec kochajaca zone czy dziewczyne ale nigdy nie bylem w zwiazku. Mam wrazenie ze staje sie niezdolny do nawiazywania stosunkow miedzyludzkich, czuje sie niepotrzebny i bezradny. Nie potrafie zainteresowac kobiety swoja osoba niepotrafie prowadzic rozmowy, nie wiem co powiedziec. Czuje ze zawiodlem, mam dosc zycia i chcialbym zeby to wszystko sie juz skonczylo. Nie mam dobrego kontaktu z rodzina nie mam komu o tym powiedziec, nie wiem na co licze.. chce zeby to wszystko sie skonczylo
  23. Dzień dobry! Mam 40lat,jestem kobieta.Od 2 lat mam zdiagnozowana depresję,zaburzenia osobowosci mieszane oraz anoreksję. A tak po ludzku to "jestem nieszczęśliwa".i tak na prawdę nie wiem dlaczego.Nie dowiedziałam się tego na 3 miesięcznej terapii.Jestem od ponad 6 lat w związku z dziewczyną,skończyłam studia, miałam dobra prace...ale potem mnie zwolnili.Wyjechalam za granicę, jakoś nie potrafię znaleźć sensu w niczym.Mam "gówniana"pracę fizyczna. Są dni kiedy mam dużo pomysłów... nawet pozytywnych np.zeby zrobić kurs,czy zmienić pracę,a za 10 min uznaje to bez sensu.Wszystko dla mnie jest bez sensu.Zeby nie kredyt na mieszkanie to pewnie bym nie wyjechała nigdzie. Szwankuje też może zdrowie fizyczne,choruje na reumatoidalne zapalenie stawów,więc codziennie coś mnie boli.Staram się spacerować,jeżdżę na rowerze do pracy,słucham muzyki relaksacyjne,różnych wykładów ale nie jest lepiej.Nie stać mnie na psychoterapię,szczególnie za granicą.obawiam się też,że mogłabym się zakochać w prowadzącym/ej psychoterapię(raz mi się zdążyło).Kilka tyg.odstawilam leki które brałam,ale nie sądzę żeby to było przyczyną mego stanu.Moim największym problemem jest to że nie wiem co chce robić życiu,w którą stronę iść.Wszystkie drogi są takie same,prowadzą donikad.Kazda praca jest taka sama,nie daje mi żadnej satysfakcji a tylko cierpienie,że zle wydalam ciężko zarobione pieniądze.Tworzy się jakieś błędne koło,którego nie rozumiem,nic już nie rozumiem.Nawet nie potrafię opisać co mi jest...może ktoś mógłby,zechciałby mi pomóc...hmm ciężko tak przez internet
  24. Nie wiem kogo wybrać do terapii, muszę ja rozpocząć jak najszybciej bo się sama wykończę. Miałam ciężkie dzieciństwo (alkoholizm ojca), proby samobójcze za sobą, zaburzenia odżywiania - kompulsywne jedzenie, zdiagnozowany borderline i depresje. Nie wiem na kogo się zdecydować.... j
  25. Zraniona98

    Niechciana

    Nie wiem co zrobić. Właśnie podejęłam decyzje żeby zerwać z partnerem on ani trochę nie protestował. Czuje się okropnie bo go kocham ale boje się że to nie miłość tylko przyzwyczajenie. Nigdy nie potrafiłam tego zrobić bo boje się zostać sama że nikt już mnie nie zechce. Cały czas od swojego słyszałam jaka to ja jestem głupia że wszystkie awantury są z mojej winny że ja wszystkiemu byłam winna że jestem najgorsza że go kontroluje a ja poprostu oczekiwałam że spotkamy się więcej niż raz w tygodniu i przynajmniej 5min rozmowy dziennie. Czy to aż tak dużo!? Zawsze myslałam że moge na niego liczyć ale on nie miał nigdy na to czasu. Dla niego wiecznie liczy sie praca pieniądze czas dla niego i jego kolegów. A ja !? Ja jestem w sam raz na raz... czuje się strasznie I wiem że o wiele lepiej by było gdyby mnie nie było na tym świecie. Tak bardzo chciałabym zniknąć ale boje się bólu i dlatego nie wiem jak to zrobić albo co ze sobą zrobić ???

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.