Jump to content
  • psycholog-online-2-ocalsiebie.jpg

psycholog Rafał Olszak

Trzymała mnie w niepewności a teraz odtrąciła

Recommended Posts

Cytat

Właściwie to ciężko zacząć gdyż pierwszy raz jestem w takiej sytuacji. Z moją dziewczyną rozstałem się jakieś 1,5 roku temu. Przez ten cały czas mieliśmy jednak ze sobą kontakt. Ani ja ani ona nie mogliśmy ani nie potrafiliśmy go zerwać. Dało się jednak odczuć, że to mi bardzej zależało na jego utrzymywaniu, na jakimś chociazby jednym smsie. Ona często pisała wieczorami gdy z mojej strony była cisza lub wtedy gdy było jej z jakiś powodów źle, smutno. Wtedy najczęściej rozmawialiśmy o tym, że ona nie wie co ma zrobić, że bije się z myślami czy wrócić itd. Obojgu nam zależało wciąż na sobie. Dochodziło także do spotkań, spacerów, wspólnego jedzenia posiłków. To trwało i trwało nieprzerwanie. W tym czasie byłem na kilku weselach z koleżankami gdyż ona za każdym razem mi odmawiała - czasami od razu, a raz w ostatniej chwili. Często mówiła bym nie szedł na jedno dla niej to pójdzie ze mną na następne. Odpuśc. iłem wieczór kawalerski, ale i tak stwierdziła, że jednak nie pójdzie. Więc miałem już pewność, że gdy odpuszczę wesele to i tak na następne by nie poszła. Była to nie wiem może celowa zagrywka, ciężko mi stwierdzić. Wiem, że w czasie wesel pisała do mnie non stop często tłumacząc, że nie może przeżyć, że z kimś poszedłem. Mi z kolei było jej na tyle szkoda, że ani się nie bawiłem tak jak zawsze ani nie zajmowałem się zaproszoną towarzyszką. Po prostu czułem się przez to źle. Wciąż ją kochałem (nie wiem w sumie czy ona mnie też bo nigdy tego otwarcie nie mówiła). Jedyne co padało z jej ust to słowa typu "skoro z nikim wciąż nie jestem i nie potrafię być to musi o czymś świadczyć". Ja wprawdzie nawet nie próbowałem z nikim spotykać gdyż wciąż czułęm do niej coś silnego. Ona zapewniała także, że nikogo nie ma w jej życiu, że najlepiej jest jej samej. Żyłem więc nadzieją, że jednak do siebie jeszcze wrócimy. Po pewnym czasie (kwiecień 2015) zaczęła częściej być na "nie". Nie chciała już pisać, zaczęła mówić częściej, że musimy to zakończyć, że ona już ze mną być nie może. Nie ukrywam, że nie dopuszczałem do siebie tych słów. Na początku kwietnia (pech a może celowe działanie kogoś z góry) spotkaliśmy się przypadkowo w klubie. Cały dzień pisaliśmy, ona, że ją głowa boli, że źle się czuje... Że chciałaby uciec gdzieś jak najdalej stąd. Więc gdy przestała pisać ok 20:00 pomyślałem, że poszła spać. Mnie na siłę wyciągnęli koledzy dopierpo po 23 choć nie chciałem jechać. Tam ją spotkałem. Podeszła do mnie z pytaniem czy ją jeszcze pamiętam (ironia), bawiła się z trzema kolegami. Jeden z nich kiedyś usilnie się wtrącał w nasz związek więc wywołało to u mnie negatywne emocje. Pokłóciliśmy się, powiedziałem, że jej nie znam. Wbrew sobie i temu co czułem, ale jednak. Na drugi dzień przeprosiłem ją i prosiłem o wybaczenie. Tłumaczyłem czemu tak zaregowałem. Nie miała obowiązku mi się tłumaczyć dokąd i z kim jeździ bo w końcu nie byliśmy razem, ale mimo to poczułem się oszukany. 12 kwietnia mieliśmy się spotkać na niby ostatnie spotkanie. Zabrałem ją na zakupy gdyż potrzebowała butów na wesele do siostry (chciała mnie zabrać na nie, tak twierdziła początkowo, ale, że woli sama iść). Spędziliśmy razem blisko 10 godzin. Momentami obejmując się, długo całując, trzymając za ręce. Napisał wtedy do niej chłopak jakiś "Łukasz". Od razu powiedziała, że nie wie czemu napisał i, że kiedyś go poznała przez koleżankę, ale nie ma z nim konktaktu. Oczywiście uwierzyłem w to bo w co bym ja jej nie uwierzył? Później spotkaliśmy się raz jeszcze. Zwykła emocjonalna rozmowa. Podkreślała, że nie porafi ze mną być (kiedyś wielokrtonie mówiła, że serce za mną zdecydowanie, ale rozum gasi nieco zapał). Cały czas podtrzymywała, że z nikim się nie spotyka i, że idzie na wesele sama bo nie będzie sie tam kimś opiekowała i pilnowała. Zaśmiała się, że jedynie mnie by nie musiała pilnować, ale już powiedziała, że sama idzie. Dosłownie 2 dni później okazało się, że jest w związku i to z tym Łukaszem, który wtedy do niej napisał. Miłosne wyznania na FB doprowadziły mnie do wenętrznego rozbicia. Poczułem, że to prawda i, że już nie wróci. Żąłądek mi się zacisnął, serce waliło jak młot, bezsenność. W nocy złe sny, poty a rano niepokój i lęk. Razem też poszli na wesele przez co totalnie poczułem się oszukany. Niby niczego sobie nie deklarowaliśmy, ale te ciągłe pisanie i mówienie, że zastanawia się co zrobić, czy wrócić, że to nie jest takie proste dawało mi nadzieję. Wtedy ona zgasła. Napisała, że to wyszło nagle (dla mnie kompletnie niezrozumiałe) i, że jest jej dobrze. Po kilku dniach od całowania ze mną pojawiły się wyznania do innego o miłości, a nawet o tym, że ta jest w swej wyjątkowości pierwsza i bardzo ważna. Zabolało po raz kolejny. Nie mogę przestać o niej myśleć, wypisywałem do niej jak szalony choć odpisywała już oschle, niechętnie. Ja nie myślałem w tym czasie o sobie tylko non stop o niej. Gdy była smutna było mi jej żal aż serce mi ściskało. Wszystko bym jej oddał. Dosłownie wszystko. Nie dopuszczałem jednak do siebie myśli, że ona może z kimś w tym czasie się spotykać a mi zaprzeczając. Wierzyłem w nią i w każde jej słowo. Mimo, że 1,5 roku razem nie jesteśmy to nie mogę się pozbierać po tej informacji. Szok niesamowity. Jakbym dostał czymś tępym prosto w głowę. Najchętniej bym był sam, leżał w łóżku i po prostu wył. Łapię za telefon ale bez odzewu. Ciągłe myśli nie dają mi spokoju. Tęsknota nie pozwala mi normalnie funkcjonować. Dziś gdy wszyscy wyszli wziąłem urlop na żądanie bo po prostu nie nadawałem sie. W nocy nie spałem mimo wzięcia tabletki na uspokojenie. Jeść też nie mogę a o porankach to już w ogóle lepiej nie mówić. Pustka, chłód w klatce i ten lęk, niepokój. Jakby wszystko straciło sesns. Nic dla mnie nie ma sensu. Nie mam myśli samobójczych bo nie zrobiłbym tego jej nigdy w życiu. Ale mam lęki przed wstaniem, przed kolejnym dniem. Strach, że zobaczę ich razem na żywo bądź gdzieś na FB na zdjeciu. To mnie dobija, sprawia, że nie mogę normalnie funkcjonować. Nie wiem jak sobie z tym samemu poradzić...

O ile dobrze zrozumiałem poszczególne elementy tej układanki, przeżywa Pan załamanie w wyniku zawodu miłosnego. Jest ono tym gorsze, że żywił Pan nadzieję na związek z kobietą, która z jakichś powodów trzymała Pana w niepewności, a może nawet okrutnie wodziła Pana za nos. W każdym razie przynajmniej kilkukrotnie zachowała się nie w porządku, co powinno być sygnałem, że lepiej byłoby się z takiej relacji wycofać. Znamienne, że mimo postępowania tej dziewczyny Pan zamiast chronić się przed jej negatywnym wpływem i tak zakładał, że w końcu wszystko sobie wyjaśnicie i będziecie razem. Wygląda na to, że nie dbał Pan o własne granice, które ta dziewczyna wyraźnie przekraczała. Nie próbował także w sposób asertywny jednoznacznie zdefiniować charakteru Państwa znajomości. W rezultacie cały czas żył Pan w niepewności, niejako na ruchomych piaskach, nie wiedząc na czym konkretnie stoi i czego można się spodziewać. Trwanie w takim stanie przez długi czas musiało wreszcie poskutkować kryzysem. Kryzysem, który jest trudny i bolesny, ale przynajmniej zwiastuje wreszcie diametralną zmianę – w końcu uwolni się Pan od toksycznej, eksploatującej Pana relacji, która zamiast satysfakcjonować, wzmacniać Pana i rozwijać, raczej hamowała, raniła i pogrążała.

W dochodzeniu do siebie zapewne pomocna będzie bardziej chłodna analiza pewnych aspektów swojego postępowania. Proszę zastanowić się nad następującymi pytaniami.

Czy rzeczywiście rozpacz po kimś, kto postępował w ten sposób i tak źle Pana traktował wydaje się Panu całkowicie zasadna?

Dlaczego nie zareagował Pan gniewem na takie traktowanie i nie obronił się przed nim poprzez zerwanie kontaktu, zdystansowanie się czy powiedzenie samemu sobie „dość tego, zapominam o tej dziewczynie”?

Co Pana motywowało do nie wycofywania swojego zaangażowania z tej przecież formalnie zakończonej relacji?

Czy nie lepiej spróbować wyciągnąć konstruktywne wnioski z tego doświadczenia z femme fatale?

Na co będzie Pan zwracał uwagę podczas kolejnych kontaktów z potencjalnymi partnerkami mając na względzie, by nie powtórzył się tego typu scenariusz?

W przypadku gdyby Pański stan drastycznie utrudniał funkcjonowanie lub wręcz je ograniczał wyłączając Pana z normalnego życia przez czas dłuższy niż kilka tygodni, zalecałbym kontakt z psychologiem lub psychoterapeutą.

Link to comment
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.





  • Ważna informacja

    Chcąc, by psycholog ustosunkował się do pytania zadanego na forum, należy na wstępie podać swój wiek oraz swoją płeć i spełnić warunki podane w instrukcji darmowej porady. Psycholodzy udzielają odpowiedzi w miarę możliwości czasowych. W razie doświadczania nasilonych myśli samobójczych należy skontaktować się z numerem 112 by uzyskać ratunek. Doświadczając złego samopoczucia lub innych problemów można rozważyć też kontakt z telefonami zaufania i pomocowymi - niektóre numery podane są tutaj.

  • ksiazka.jpg

  • PODCASTY-OCALSIEBIEpl.jpg

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.