Skocz do zawartości

użytkowniczka

Użytkownik
  • Zawartość

    6
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutralna

O użytkowniczka

  • Ranga
    Debiutant

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Pani Katarzyno, dziękuję bardzo za pomoc i wskazówki. Z tymże obrażalstwo, nie obżarstwo, ja to jestem wręcz niejadkiem
  2. Dzień dobry, Dziękuję za odpowiedź. Terapia w nurcie Gestalt albo psychodynamicznym, wg terapeutki terapia polega na tym, że pacjent sam odkrywa problem, a terapeuta towarzyszy jemu, będąc o krok za nim, że każde spotkanie to czysta kartka, która zapisuje pacjent. Na moje pytanie, co mam mówić (bo problemy swoje wymieniłam na początku), odpowiedziała, że ona nie wie. Mój problem to samotność od zawsze, nieśmiałość, obrażalstwo, zaniżone poczucie własnej wartości, nieumiejętność wchodzenia w normalne relacje, kopiowanie złych schematów relacji. Pozdrawiam,
  3. Rozpoczęłam psychoterapię. Pierwsza sesja: wchodzę, siadam, mówię dzień dobry, psychoterapeutka siedząc na przeciwko odpowiada. Po czym cisza. Cisza. Cisza. W końcu mówię: czy ja mam coś powiedzieć? Ona na to, że skoro przyszłam, to pewnie mam coś do powiedzenia. Na drugiej sesji zdziwiła się, jak mogę mieć problem z jedzeniem, że śmieszne jest to, co mówię (a mówiłam, że ciężko mi zjeść cały talerz, że dziobię i nic mi nie smakuje) skoro jest teraz internet, a w nim 1000 przepisów. Na trzeciej sesji powiedziała mi, że całe życie pracowałam na to, żeby być samotna jak palec, bez znajomych, przyjaciół, bez dzieci, bez rodziny, bez nadziei, na moje stwierdzenie, że przecież to wiem, bo z tego powodu u niej się pojawiłam, ale co zrobić, żeby to zmienić, powiedziała, że ona mi nie powie. Sama mam to przemyśleć. I że ona nie będzie mi mówiła, co mam robić, a tego od niej oczekuję (nic takiego jej nie powiedziałam, bo zdaje sobie sprawę że psychoterapeuta powinien nakierowywać). Że tylko ja mogę sobie pomóc zastanowić się nad przyczynami, tym co robię nie tak. Odpowiedziałam tylko, że sęk w tym, że nie wiem, co robię nie tak, bo gdybym wiedziała, to bym nie musiała do niej przychodzić. Czy takie zachowanie psychoterapeutki jest właściwe, normalne, na porządku dziennym? Czy mieliście podobnie? I na terapii powinno się odpierać z pokorą ataki/czy najdelikatniej mówiąc takie komentarze psychoterapeuty? Po jej pytaniach sformułowanych w taki sposób, w jaki napisałam wyżej, czuję, że coś jest nie tak. Dziwne, jest też to, że w sumie nawet nie wiem, czy powinnam się pojawić na następnej sesji, skoro sama powiedziała, że nie może mi pomóc, że to ja mam mówić o różnych sytuacjach. A mnie zablokowało po jej komentarzach.
  4. Dzięki, ale wolałabym, żeby doradzil psycholog. Myślałam od zawsze pozytywnie i tym przyciągałam właśnie wykorzystywaczy. Gdy byli ze mną dłużej bliżej zwierzalam się z moich nieszczęść. Ale przyciągałam ich uśmiechem, pogoda ducha. Teraz mam to uświadomione, ale nadal zachowuje się jak ofiara. Robię to co, chcą inni. Odczytuje ich pragnienia. Jak to przerwać?
  5. Masz linki do tych materiałów? Przesłałbyś?
  6. Dołączam się do prośby do Pana Rafała o film o nice guyach i nice owieczkach. Ja jestem kobietą i mam taki sam syndrom grzecznej owieczki, która daje się każdemu wycyckać. Skąd w nas ten lęk, żeby w realnym czasie powiedzieć swoje zdanie. Do mnie to zawsze przychodzi po czasie, że znowu zrobiłam jak ktoś chciał, wbrew moim interesom.
  7. Jakie kroki poczynić, żeby przestać być ofiarą - mowa o samotnej 40letniej kobiecie z syndromem kobiety podatnej na zranienie połączonym z syndromem ofiary, który jeszcze został spotęgowany przez utratę pracy i unieruchomienie fizyczne po wypadku. Jak mogę się odbić od dna, skoro od zawsze zachowywałam się jak ofiara (dopiero teraz jestem w stanie to stwierdzić), użalającą się nad niesprawiedliwością świata. Ukazując się jako znerwicowana ofiara, która się boi własnego cienia i niczego nie jest pewna - proszę uwierzyć, że długo mi zajęło dojście do tego wniosku. Wcześnie myślałam, jacy ci ludzie są niewdzięczni i niesprawiedliwi, że mnie nie wspierają. Miliony telefonów do wszystkich znajomych z wyżalaniem się. Od paru lat widzę, że w trakcie wydarzeń, nawet ci nieliczni, którzy do mnie dzwonią prywatnie, a znają mnie szereg lat dyplomatycznie oddalają się z mojego otoczenia. Dodatkowo z paroma z członków tej społeczności poszłam do łóżka. Jednorazowo. Dokładnie jakbym miała na twarzy wypisane „wykorzystaj mnie”. Ja za każdym razem robiłam sobie nadzieję na związek (!). Podsumowując pytanie: 1. jak można się pozbyć tego syndromu ofiary? 2. i jeśli tak, to po jakim czasie 3. i czy w takich okolicznościach da się realnie osiągnąć szacunek innych w tym samym środowisku? czy lepiej zrezygnować z zawodu i zmienić zupełnie otoczenie.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.