Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'psychoterapia'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Mam na imię Patrycja . Mam 26 lat. Pracuje, realizuje się zawodowo i studiuje podyplomowo. Mieszkam sama w Warszawie. Generalnie mój problem polega na tym że mimo iż od rozstania z narzeczonym minęło już 3 lata i nie mamy kontaktu - ja ciągle jeszcze wracam myslami w pamięci do tej sytuacji, rozmyślam na ten temat, myślę że mimo upływu czasu wciąż jeszcze żywię do niego uczucia i przeżywam to. Zdarza mi się nawet zapłakać. Przez to mam problem ze znalezieniem nowego obiektu zainteresowan i zaangażowaniem się w nowa relacje. Moje rozważania skłaniają się ku temu że wciąż go kocham. Muszę tu dodać że byłam też w ciąży z nim ale szybko doszło do poronienia. Mielismy zostać małżeństwem, jednak w czasie organizacji ślubu, kłóciliśmy się. Jego rodzice, rodzina wtrącali się między nas , traktowali mnie źle i z wyższością, chcieli sobie podporządkować. Nie mialam w nim oparcia nie wstawiał się za mną. Tylko bronił i usprawiedliwiał swoich rodziców. Był mamjnsynkiem i wtedy otworzyły mi się oczy że chciałabym być dla mojego męża najwaz iejsza a nie na 2 lub 3 miejscu. Rozstaliśmy się choć się kochaliśmy. Ja zdecydowałam o odłożeniu organizacji ślubu w czasie, on niestety nie chciał. Nie znaleźliśmy wspólnego mianownika i doszło do skutecznego rozstania. Jak pozegnac te mysli i więcej tego nie roztrząsać?
  2. 16 lat temu powiesił się mój tata. Ja go znalazłam. Do tej pory nie mogę sobie z tym poradzić cały czas o tym myślę dlaczego to zrobił. Nie mam z kim o tym porozmawiać wyżalić się, mama nie chce na ten temat rozmawiać. Cały czas przypominam sobie ten straszny dzień. Nie zostawił żadnego listu I boli mnie to. Pomóżcie
  3. Witam! Potrzebuję Waszej pomocy w znalezieniu odpowiedzi na pytanie dlaczego jedni ludzie chętnie korzystają z pomocy specjalistów zdrowia psychicznego, a inni jej unikają. Taka wiedza pomogłaby psychologom tworzyć skuteczne kampanie informacyjne oraz dostosowywać usługi do potrzeb klientów. Proszę o wypełnienie krótkiego formularza (max 15min), który pozwoli mi zgłębić ten temat. Jest to starannie przygotowany element mojej pracy magisterskiej. Serdecznie zapraszam i zachęcam do refleksji! Wszystko jest oczywiście w 100% anonimowe, a na wszystkie pytania chętnie odpowiem w komentarzu! Oto link do narzędzia przygotowanego w pakiecie google: https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSdu7OZauVs64B9yKv0PWn36IhPiUQquMdRwiZ6NxFnP-IN4Sw/viewform?usp=sf_link Z góry dziękuję za pomoc!
  4. 2 tygodnie temu..ti się stało... Co dalej robić...
  5. Czy byłbyś/byłabyś uśmiechnięty/ta widząc nazwę firmy Marchewka?  Co czujesz słysząc nazwę firmy pt. Marchewka? Czy ze względu budzących emocji nazwy odwiedziłbyś/odwiedziłabyś taka stronę, która dotyczy wynajmu ubrań?
  6. Witam. Jestem Natalia i mam 18 lat. Pochodzę z małej miejscowości. W ostatnim czasie pojawiły się u mnie natrętne myśli na tle nerwicowym. Są one ukierunkowane na moją orientację. Zacznijmy od tego że odkąd pamiętam podobali mi się chłopcy. Czułam do nich chemię i zastanawiałam się jak mogę się do nich zbliżyć. Chciałam z nimi wchodzić w związki, nieco później wchodzić również w bliższe stosunki seksualne. Całowanie i inne tego typu rzeczy sprawiają mi dużą przyjemność. W dzieciństwie nie miałam zadnych problemów które mogłyby mieć wpływ na zmianę orientacji. Ubierałam się jak dziewczynka i spędzałam wolny czas na spotkaniach z koleżankami. Mam teraz chłopaka od prawie pół roku. Jest nam ze sobą bardzo dobrze. Nasze popędy seksualne są również zaspakajane i oboje czerpiemy z tego satysfakcję. Często jest tak że to ja nie potrafię się powstrzymać i zaczynam dotykać go w miejscach intymnych, bo czuję się tak podniecona samą jego obecnością. Sprawia mi to dużą przyjemność. Jesteśmy ze sobą bardzo zżyci. Kilka miesięcy temu moja mama miała wypadek w związku z czym było wysokie ryzyko że może umrzeć. Choroba w obrębie mózgu. Wywołało to we mnie traumę. Zawsze prosiłam tatę żeby na bieżąco informował mnie co się z nią dzieje a on tylko mówił że jest dobrze. Potem podczas rozmowy słyszałam że stan pogorszył się i będzie wykonywana operacja co wpędziło mnie w jeszcze większą rozpacz. Mama jest już w trakcie rehabilitacji. Ale nie o tym moje pytanie. Chłopak wyjechał na miesiąc. Z początku bardzo mi go brakowało. W związku z jedną natrętną myślą nie mogłam się skupić na tym żeby z nim porozmawiać. Wbiła mi się ona do głowy i nie odstępuje a brzmi "jestem homoseksualna?". Nie wiedziałam jak na to zareagować. Ta myśl pojawiła się z nikąd. Nigdy noe myślałam nad tym. Pierwszą reakcją była rozpacz że nie chcę tracić chłopaka bo jest dla mnie wspaniały i go bardzo kocham. Nigdy nie podobała mi się idea stanowienia związku, albo dojścia do zbliżenia z kobietą. Nawet dzisiaj koleżanka proponowała mi pocałunek ale odmówiłam bo nie czuję takiej potrzeby. Myślę że mogłabym zrobić to bardziej z samej ciekawości ale jak widzę to w codziennych sytuacjach to nie jestem tym zachwycona. Myśli, wbrew mojej woli, pojawiają się w głowie i zmuszają mnie do widzenia siebie z kobietą w stosunkach seksualnych co jest dla mnie męczące uciążliwe i lekko obrzydzające. Jeśli powiem sobie że wszystko już sobie w sprawie tych wątpliwości wyjaśniłam kładę się spać i budzę się z tą samą myślą w głowie. Nie daje mi ona normalnie funkcjonować i sprawia że nie mam ochoty na banalne czynności takie jak dla przykładu słuchanie muzyki co uwielbiałam. Dodam do tego że chłopak mnie wciąż w 100% pociąga i podnieca. Wyczekuje bardzo jego powrotu ale te myśli nie dają mi żyć. Myślę że natręctwa pojawiły się już w chwili kiedy bałam się o niechcianą ciążę i mimo że wszystko (2 miesiączki multum testów i wizyta u ginekologa) mówiło że w niej nie jestem ja musiałam zrobić conajmniej jeden test na dwa dni żeby nie czuć się nękana przez myśli. I tak przez 2 miesiące. Potem 2 tygodnie przerwy i teraz mam tą myśl o orientacji. Dodam że kobiety jako osoby mi się podobają i porównuję je do siebie. Uznaje je za piękne i często się im przyglądam. Ale to chyba normalne. Nigdy w kobiecie nie byłam zakochana. Czy sytuacje które opisałam mogą wskazywać na to że były (i są) to natręctwa nerwicowe? Czym objawiają się te odnośnie orientacji? Czy wizyta psychologiczna pomoże? I czy orientacja może się zmienić z dnia na dzień?
  7. Czy psycholog byłaby w stanie jakoś wpłynąć na czas oczekiwania wizyty u psychiatry? Byłam rok temu u psychologa raz i poleciła mi iść do psychiatry, bo stwierdziła że potrzebne mi są leki bym mogła korzystać z terapii u niej (to prawda, nie potrafiłabym mówić jej o trudnych rzeczach w obecnym stanie i sama jej to wtedy oznajmiłam). Ale wizyta u psychiatry czeka mnie dopiero w lutym 2022, a nerwica, fobia społeczna i depresja sprawiają, że cierpię i dobija mnie to strasznie. Nie stać mnie na wizyty prywatne ani na wizyty w innym mieście. Ostatnio zastanawiałam się, czy ta psycholog nie miałaby możliwości czegoś zrobić, by termin wizyty stał się mniej odległy, ale nie mam pojęcia, czy dobrze myślę. Skierowania nie wypisze, bo do psychiatry go nie trzeba, więc tak właściwie nie wiem, bo by miała zrobić, ale na nic innego nie wpadłam. Co pan/pani o tym sądzi? Psycholog mi pomoże? Czy może jest jakieś inne wyjście?
  8. Mam 19 lat, jestem do 3,5 roku w związku z chłopakiem którego bardzo kocham. Problem polega na tym, że nigdy nie doznałam przyjemności z seksu, już nawet nie myślę o orgazmie, tylko o zwykłej przyjemności. Nawet sama sobie nie mogę zrobić dobrze, bo po paru minutach odpuszczam, bo widzę, że to mi nie sprawia przyjemności i do niczego nie prowadzi. Nie mam i nie miałam ochoty na seks, ani na masturbację, co jest dosyć dziwne dla mnie, bo powinnam w tym wieku tego potrzebować... miałam nawet myśli, czy nie jestem może aseksualna, lub ewentualnie czy może jest to przez jakieś hormony? Dodam, że od 4 miesięcy biorę tabletki hormonalne. Gdyby brak libido pojawił się po zaczęciu brania tabletek, to właśnie pomyślałabym że przez to, ale ja libido nie mam od zawsze, a chciałabym mieć...
  9. Cześć, mam 18 lat. Moje problemy zaczęły się już w podstawówce i ciągle rosły w siłę, spowodowane głównie przez rodziców i otoczenie. Dopiero w 2019 roku trafiłam w ręce psychologa oraz psychiatry i około po roku zostałam zdiagnozowana na zaburzenia afektywne dwubiegunowe i osobowość borderline. Mój problem polega na tym, że w momencie kiedy jestem w epizodzie depresyjnym faktycznie brałam leki i uczęszczałam na terapie, jednak podczas manii nie brałam leków, czułam że mnie przygaszały i mimo że wiedziałam że powinnam to miałam wrażenie ze już w tym momencie wszystko się ułoży. Podczas jednej manii zupełnie zrezygnowałam z terapii ze względu na to że zaczął się lockdown a mój dojazd do miasta jest bardzo ciężki, drugą kwestią było poczucie winy, że moi rodzice muszą przeznaczyć na to pieniądze. W tym roku również zrezygnowałam z pomocy psychiatry i odłożyłam leki, które jak uznałam i tak nic nie dawały bo nie brałam ich regularnie. Nigdy nie byłam w stanie powiedzieć prawdy ani psychiatrze, ani terapeutce, że ich nie biorę, nie potrafię wytłumaczyć dlaczego ale po prostu musiałam kłamać, zatajałam przed nimi tez samookaleczenie, próby samobójcze czy zaburzenia odżywiania, mimo że zdawałam sobie doskonale sprawę że są po to żeby mi pomóc. Teraz moje życie jest trochę łatwiejsze, ponieważ wyprowadziłam się od kłopotliwych rodziców, układam sobie powoli wszystko z chłopakiem i idę niedługo na studia, jego rodzice też przyjęli mnie z całym sercem, po prostu jest wszystko dobrze, a ja i tak czuję się beznadziejnie, jestem znowu w epizodzie depresji i czuję że swoim nastrojem rujnuję wszystko, zaburzenia odżywiania znowu wróciły i jestem tym strasznie zmęczona, chciałabym wrócić do leczenia się ale boję się, że znowu będzie tak jak wcześniej, boję się tego że będę musiała mówić prawdę, znaleźć nowego psychiatrę (bo do starego nawet nie mam dojazdu już) znowu powiedzieć wszystko o sobie i swoich przeżyciach a także o moim poprzednim podejściu do leczenia. Czuję się tak zagubiona i nie wiem co robić, nie wiem czy podejmować się tego jeśli istnieje prawdopodobieństwo że skończy się jak poprzednio.
  10. Jestem kobietą w wieku 21 lat. Od tygodnia mam problem z jedzeniem. Chcę jeść ale nie mogę nic przełknąć, ponieważ odczuwam gulę w gardle. Nic nie pomaga każdy kęs muszę popijać sporą ilością wody. Od dzieciństwa nawraca to do mnie i nie wiem jak sobie z tym radzić. Mam lekką niedowagę wiec martwię się, że może bardzo pogorszyć się mój stan. Próbuję wmusić w siebie jedzenie ale kończy się to odruchem wymiotnym. Nie mogę przestać myśleć o tym, czy dam radę zjeść kolejny posiłek
  11. mam na imie adam dowiedziam sie ze a terapie moge kozystac przez onlin darmowe powiem w skrucie potrzebuje pomocy alkohol przemoc problemy koledzy pozyczki klamstwa wymyslone historie co skonczylo sie aresztem .mamrodzine i chce wszystko naprawic czy pomozecie mi
  12. Czesc, Martwie sie o mojego 30letniego brata. Wydaje mi sie ze od okolo 2-3 lat ma poglebiajacs sie chorobe psychiczna, ale nie jestem do konca pewien co to za choroba i co moge w tej sytuacji zrobic. Od okolo roku moj brat jest na zasilku i mowi ze juz nigdy do pracy nie pojdzie, bo nie bedzie niewolnikiem pracy i systemu. Calymi dniami czyta i oglada na YouTube filmiki o teoriach spiskowych, alternatywnych metodach leczenia, o rozowju osobistym, wznoszeniu pozytywnej energii itp. Od paru miesiecy zaczal mowic ze jedynym prawidziwym bogiem jest RA bog slonca i ze Polski narod jest narodem wybranym przez RA. Zaczal czytac slowa od konca, zamieniac literki i nadawac im nowe znaczenia mowiac, ze zli ludzie poplatali kiedys jezyki na swiecie i slowa ktorych uzywamy sa zmanipulowane i maja inne znaczenie. Do tego mowi ze teraz nadchodzi nowa era, era wodnika (chyba) i ze juz wkrotce wszyscy ludzie z niska enegia umra, a Ci z wysoka przezyja i beda mogli czarowac. Do tego bedziemy widziec istoty z innych wymiarow typu elfy, krasnoludki, gnomy, itp. Moj brat zapisuje sobie w pliku tekstowym wszystkie wazne dla niego filmiki na youtube i inne dziwne rzeczy. Do tego ciagle mowi "ogien" (od Ra) i wszedzie wpisuje emotikonke ognia. Podglad pliku mozna zobaczyc tu ->https://files.fm/smerfiko/f/tdsdpb8a7 Czesto mowi tez ze juz niedlugo wydarzy sie cos wielkiego np. ze ostatniego dnia Grudnia 2020 beda sie dziac wielkie rzeczy, oczywiscie nic sie nie wydarzylo. Potem mowil ze do Lutego 2021 znowu sie ma cos wydarzy, teraz mowi ze do konca tego roku. Za kazdm razem gdy zwracamy uwage na to ze przeciez nic sie nie wdarzylo, to nakreca sie zaczyna bardzo szybko mowic podniesionym glosem i tlumaczyc nam ("nierozumiejacym, spiacym ludziom"), ze to sa powolne zmiany i ze juz niedlugo wszyscy poznamy prawde.. Czasami mowi o sobie jakby byl jakims prorokiem - "ja zwykly chlopak z Polski, a juz niedlugo bede znany na calym swiecie, bede pomagac przebudzac sie ludziom, pewnie miliony beda mi oferowac za moja wiedze, ale ja nie robie tego dla pieniedzy. Moze niedlugo tez przyjda po mnie zli ludzie, beda chcieli mnie zabic zebym nie wyjawil tych wszystkich prawd o swiecie, ale ja sie ich nie boje. Ra ma dla mnie plan." Kiedy mowimy mu ze to choroba psychiczna i ze musi isc do psychologa to twierdzi ze jest zdrowy i ze to my "spimy" i wierzymy w telewizje i to co mowia nam rzady na swiecie, a to wszystko nieprawda. Podaje tez przyklady z historii ludzkosci, historii Polski i twierdzi ze to nie jest prawdziwa historia, tylko historia zaklamana i ludzie juz nie pamietaja jak naprawde bylo. Podaje tez przyklady z fizyki, chemii, technologii, itp. aby udowodnic swoja racje. Mowi ze jezyk Polski najblizszy jest pierwotnemu jezykowi bogow (RA) i ze Polanie to rod RA. Oczywiscie wiedza ta pochodzi glownie z filmikow na youtube ktore mozna powiedziec ze sa o tematyce teorii spiskowych. Pare dni temu pojechal do lasu rozpalil tam ognisko i odbyl "rytual" sciagania chrzsztu, bierzmowania i komunii swietej aby znowu stac sie poganskim polanem.. Mamy w rodzinie 2 osoby ze schizofrenie - kuzyn naszej matki oraz dalsza kuzynka naszej matki. Czy bylby mi ktos w stanie powiedziec czy sa to objawy schizofrenii czy moze jakiejs innej choroby? Czy mozemy cos zrobic w tej sytuacji? Moj brat nie uda sie sam na leczenie, a poki co nie zagraza sam sobie ani innym wiec chyba przymusowo tez nie da sie go nigdzie wyslac. Do tego wszystkiego ma problem z hazardem. Cale zycie jest na minusie. Mial prace w ktorych zarabial po 6 tysiecy zlotych i miesiac w miesiac wszystko przegrywal na obstawaniu meczy online, rozgrywek w gry komputerwe online, lotto i wiele innych. Cale zycie pozycza pieniadze od znajomych i mowi ze on problemu nie ma, ze w kazdej chwilii moze przestac i ze ogolnie pieniadze i tak nie sa mu potrzebne bo liczy sie tylko swiadomosc i energia i ze pieniadze psuja ludzi. Pare razy udalo mu sie w tym obstawianiu wygrac wieksza sume pieniedz - 40tys zlotcyh i 70tys zlotych i wszystko pozniej przegral na kolejne obstawianie...
  13. Jakie polecicie leki przy reumatoidalnym zapaleniu stawów? Bardzo cierpię i nic nie pomaga.
  14. Witam serdecznie. Spróbuje po krótce przedstawić swoją przeszłość, aby nakreślić jakiś obraz. Mam 21 lat, za sobą uzależnienie od kodeiny, marihuany, nadużywanie i przygody również z innymi narkotykami, terapię grupową, terapię indywidualną, szpital psychiatryczny, nerwobóle. Wszystko to mniej więcej zaczęło się od 15 roku mojego życia. Duże problemy rodzinne (najbliższa rodzina), między innymi alkoholizm, niepełnosprawność umysłowa. W wieku 18 lat wyprowadziłam się od rodziców. Od tego momentu dwa razy próbowałam wrócić na terapię indywidualną z psychoterapeutą, jednakże kwestia mieszkania za granicą i braku środków finansowych, na chwilę obecną uniemożliwia mi powrót na regularną terapię. Mniej więcej pół roku temu kiedy ostatni raz miałam do czynienia z terapeutą usłyszałam możliwość depresji, choroby dwubiegunowej lub nieprzepracowanych problemów z przeszłości. W mojej opinii z przeszłością w miarę się już „pożegnałam”, chociaż na pewno są jeszcze rzeczy do przepracowania. Wydaje mi się, że nie ma to jednak aż takiego wpływu na to co się dzieje ze mną. Bardzo długo po ukończeniu szkoły, poza pracą, imprezowaniem i spaniem, nie robiłam w swoim życiu nic (wtedy usłyszałam od terapeuty - stany depresyjne). Ostatnie pół roku bardzo się zmieniło, odzyskałam chęci do starych pasji, odkryłam nowe, staram się być aktywna, mam partnera. Jednakże w mojej głowie jest tak samo źle jak było wcześniej (ludzie mi mówili, zmuś się, znajdź zajęcie, będziesz się czuła lepiej - tak nie jest). O zrobienie czegoś muszę ze sobą dosyć dużo walczyć, mimo tego, że potem i owszem odczuwam jakąś satysfakcję i radość. Niestety często jak „nie muszę walczyć” - robienie czegoś wywołuje natrętne myśli, natrętne zachowania, tak że ja już nie chcę robić tych rzeczy ale muszę je robić bo nie mogę przestać. Natrętnie układam w swojej głowie przez kilka godzin swój plan dnia, cały czas go powtarzając, mimo, ze oprócz pracy, jedzenia i spania, nie zawiera on niczego. W trakcie weekendu to samo - niezliczoną ilość razu muszę powtórzyć plan dnia, żeby w ogóle do czegokolwiek się zabrać. Mam problemu w ustępowaniu w relacji z partnerem, wszystko musi być po mojemu, porządek w domu tak jak ja chcę (niekoniecznie super pedantycznie, rzeczy po prostu muszą być, tam, gdzie ja chcę), kiedy coś idzie nie według mojego planu czuje się fatalnie. Nastrój waha mi się z super pozytywnego, na bardzo depresyjny, czasem w ciągu dnia kilka razy, czasem jeden z nich trwa kilka dni. Poczucie takiego odrealnienia, czasem czuje się jakbym patrzyła gdzieś z boku na siebie, albo nie mam pojęcia jak to się stało, że jestem tu gdzie jestem (np czemu jestem w innym kraju), muszę przywoływać do siebie wspomnienia, żeby zrozumieć co się dzieje. Mam wrażenie, że niczego nie potrafię zrobić normalnie, wszystko zamienia się w obsesję. Czasem mam wrażenie, że moja głowa eksploduje od tego ciągłego myślenia. Pojawiły się też zaburzenia odżywiania, mianowicie podejrzewam uzależnienie od cukru nad którym pracuje - doszło do intencjonalnym wymiotowaniu po zjadaniu dużych ilości słodyczy. Dodatkowo nerwobóle serca, samookaleczenie się. Prawdopobnie nie ma to większego ładu i składu ale coś wewnątrz mnie nie ma już siły. Chciałam już wielokrotnie po prostu zapisać się do psychiatry i poprosić o tabletki. Ale wiem, że to tez nie jest rozwiązanie. Moje pytanie, czy z tego co napisałam, można wysunąć jakąkolwiek teorię? Często też mam poczucie, że to sama przed sobą zmyślam, że tylko użalam się nad sobą… Nie mam pojęcia co ze sobą robić, czy powinnam spróbować udać się na psychoterapię? Czy to może być jakaś choroba do leczenia farmakologicznego? Będę wdzięczna za każdą wskazówkę. Pozdrawiam serdecznie.
  15. Witam, niedawno skończyłam liceum, w planach miałam wyjechać z bliską mi osobą z domu rodzinnego jak najszybciej- zacząć wakacyjną pracę, aby odłożyć trochę pieniędzy na studia, a po wakacjach zacząć życie studenta 300km od miasta, w którym dorastałam. Niestety koronawirus, stres maturą, problemy w domu spowodowały, że moja psychika padła ofiarą destrukcji. Mianowicie tracę chęci do czegokolwiek, a także nie potrafię sobie wyobrazić siebie w przyszłości. Obecnie nie ma przy mnie osoby (dodatkowe pokrzywdzenie mojej głowy, powiedziała o mnie wiele złych słów), z którą miałam zrealizować w/w plany i wszystko mi się posypało. Nie wiem, czy poradzę sobie w chwili obecnej, bo czuje straszne ogłupienie. Rodzice mnie w ogóle nie wspierają, znalazłam pracę w pobliżu domu, ale śmieją się ze mnie i mówią, że sobie w niej nie poradzę. To także mnie wyniszcza. Moje starania są wykpiwane. Całymi dniami siedziałabym w pokoju i płakała, ale na to też nie mam już siły. Czuję ogromną pustkę w sobie, strach, brak mobilizacji, chęci. Czuję też wszechogarniający smutek. Jestem w takim stanie, że jestem zmuszona skorzystać z tej strony, ponieważ na płatną poradę psychologiczną dopiero będę zbierać środki... Mam ogromną nadzieję, że ktoś z Państwa będzie w stanie jakkolwiek mnie naprostować, choć chwilowo... Z góry dziękuję.
  16. Witam Jestem uczennica klasy maturalnej mam 19lat ... Uczeszczam na terapie do psychologa już trzeci rok , po tym jak trzy lata temu podjęłam się próby samobójczej. Rok temu miałam rok rezerwy w terapi gdyż psycholożka zaszła w ciąże . Mimo ze chodzę na terapie już długi okres nie widzę znacznej poprawy w swoim samopoczuciu . Ostatnio pojawiła się u mnie bezsenność potrafię nie zmrużyć oka nawet przez tydzień , ostatnio ze zmęczenie zasłabłam w szkole . Często mam tal ze nie mam siły wstać rano i dużo opuszczam lekcji. Jestem niepełnosprawna mam wadę ręki od urodzenia, najbardziej boli mnie to ze choć ja nie uważam siebie za osoby niepełnosprawna to inni tak mnie postrzegają i nie raz spotkałam się z drwi ani i kpinami. Nie wodze dla sb wogole przyszłości nie wiem co chce robić w życiu . Nie mam motywacji żeby walczyć o siebie . Mimo ze mam przyjaciół i chłopaka . Od 5klsy podstawówki się okaleczać i nadal to robię czasami ... poprostu nie wodze potrzeby przestać , bardzo bym chciała sb pomoc ale nie wiem jak, pani psycholog dużo mi podpowiedziała j cześć rzeczy zmieniłam ale nie jestem w stanie ske cieszyć nadal i normalnie funkcjonować , jednosczesnie nie chce zmienić terapeuty bo nie będę umiała już nikomu zaufać . Za namowa pani psycholog za miesiąc mam wizytę u psychiatry której się totalnie boje . Noe wielcy mnie czeka . Czy to może być depresja ? Co mogę więcej zrobić żeby wkoncu zacząć czerpać radość z zycia
  17. Witam, Mam na imię Monika i mam 30 lat. Pisze tutaj bo już brakuje mi sił. Jestem w ponad dwu letnim związku i czuje się wykończona psychicznie. Partner zawsze dominował w związku, na początku nie przeszkadzalo mi to ale z czasem chciałam też mieć swoje zdanie na jakiś temat albo żeby coś było tak jakby ją chciałam. I wtedy właśnie się zaczęlo...wkurza się na mnie o wszystko. Mam zły dzień i nie przywitam go z uśmiechem jak wraca z pracy o potrafi już być o to zły, najwcześniej się wtedy obraża i już się do mnie nie odzywa, próby porozmawiania z nim kończą się tak że nie odzywa się do mnie. Czasem wszystko jest go w stanie wyprowadzić z równowagi. Np. ostatnio poprosiłam go tylko żeby skończył 30minut wcześniej prace bo nie zdążymy na ważne umówione spotkanie to powiedział że nie, więc po chwili ponowilam swoją prośbę i wtedy zaczęła się awantura zaczął mnie wyzywać od pierdolonych pizd, kazał sobie szukać nowego mieszkania, pakował moje rzeczy, obrażał, wyzywał po czym wszystko było moja wina bo ja tylko mam o wszystko pretensje i wszystkiego się czepiam. Najgorsze jest to że on nie widzi w sobie w ogóle winy uważa że robi tak bo ja go prowokuje do tego. Obwinia mnie za wszystko i uważa że powinnam się leczyć u psychologa. Niestety mnie bardzo łatwo zmanipulować i takie ciągle gadanie jego sprawia że ja już tak myślę że chyba jestem taka beznadziejna i prowokuje go do tego. Dodam że mam stwierdzono u mnie autyzm, dopiero rok temu, nie leczyłam się ani nie chodziłam na żadne terapię, widzę teraz w dorosłym życiu że mam ogromne problemy z kontaktami z ludźmi, nie rozumie ironi, żartów, po całym dniu jestem tak przebodzcowana że nie mam siły że uśmiechać. Mówiłam to mojemu narzeczonemu ale on uważa że to tylko wymówka. Kiedy tak mnie wyrzuca, mówi przykre słowa i wyzywa zamykam się w sobie i nie umie się już otworzyć na niego. Co powoduje u niego jeszcze większa złość. Brakuje mi stabilizacji, poczucia bezpieczeństwa. Tego żeby on też przeprosił, porozmawiał, przyznał się do winy. Każda próba rozmowy na ten temat kończy się tym że to moja wina a on jest bez winy. Czuje się już wykończona psychicznie, nie chce tego związka kończyć ale nie wiem co już mam robić. Kiedy ma dobry czas między nami jest na prawdę cudownie. Ale już brakuje mi pomysłów jak do niego mam dotrzeć i co mam robić żeby było dobrze. Prosiłam żeby poszedł do psychologa, po roku poszedł ale psycholog nie przyznał się do tego, powiedział jej to tak jakby to ja przez to że się czepiam ciągle o coś on już nie wytrzymuje nerwowo i dlatego tak robi. Chciałam zapisać nas na wspólną terapię żeby on zrozumiał mnie o co mi chodzi i może ja wreszcie się dowiedziałam o co tak na prawdę chodzi mu. Proszę o pomoc, rady jak mam z nim postępować i co robić.
  18. Czy znacie jakieś sposoby na radzenie sobie ze stresem w pracy? Jak sobie radzicie z trudnym wyczerpujacym zawodem?
  19. Kobieta 22 lata. Zastanawiałam się już od dłuższego czasu czy pójść do psychologa. Ale trochę się zaraziłam, bo byłam parę razy. Ale w ogóle mi nie pomógł. Mam miliony myśli na raz. Ale gdy mam co kolwiek powiedzieć na głos to nagle zapominam co chciałam powiedzieć, nagle wmawiam sobie, że może to jest chwilowe. Ale zaczęłam czytać jakiś tekst o depresji. I uświadomiłam sobie, że faktycznie mogę ją mieć. Moje obawy/uczucia/myśli nie są chwile. Myślę o tym wszystkim dniami i nocami, miesiącami. Pomimo tego że moje życie „z zewnątrz” może się wydawać super to dla mnie takie nie jest. Bo przecież mam narzeczonego który mnie kocha i jest bardzo dobrą osobą, mam wspaniałych rodziców i przyjaciół. Ale jednak cały czas czuję taką pustkę. Hmm nie wiem jak do końca to wszystko nazwać. Ale cały czas wszystko widzę w szarych barwach. Wstaje rano i zastanawiam się po co wstaje. Skoro to całe życie nie ma sensu. Ostatnio stwierdziłam, że człowiek żyje po to żeby umrzeć. Żyje dla pojedynczych szczęśliwych momentów. Tylko to są chwilę, a życie nie składa się tylko z chwil. A mam wrażenie że u mnie tych „chwil szczęścia” jest bardzo mało. Teraz mamy wyjechać za granicę bo nowa praca, większe zarobki, nowe otoczenie i jest ładniej. Ale co z tego. Przez pół roku będzie lepiej. Ale później jest nadal szara rzeczywistość. Brak tolerancji u ludzi, codzienna monotonia. Bo tak przecież wygląda życie. Wstajesz idziesz do pracy, idziesz spać i tak w kółko. To nie ma żadnego większego sensu. Jestem w dobrym związku, ale czy szczęśliwym ? Cały czas czuję że może to nie jest to. Ale czemu by miało nie być. Skoro Szymon mnie wspiera, zawsze mogę na niego liczyć, chcę cały rozwijać nasz związek, stara się, spędzamy miło czas. I nie ma powodu żeby to nie było „to”. A jednak. Nie chcę tak łatwo odpuścic. Bo jesteśmy razem już 4 lata, jesteśmy narzeczeństwem, mieszkamy razem. I wiem, że powodem tego że według mnie nie układa się w związku może być to że może mam depresję. A nie chcę kończyć, a później tego żałować. Bo myślę że mogło by tak być. Problem jest w tym że nie wiem czego chcę. Nie wiem co sprawiłoby żebym była szczęśliwa. Zaczęłam medytować, „bo wtedy jest lepiej/lżej”, ale tego nie czuje. Nie jestem wstanie nawet przez minutę nie myśleć o problemach. Moja siostra mi powiedziała że wie że ciężko się skupić „bo myślisz o tym, że coś bzyczy, że muszę nastawić pranie itd” tylko ja o tym nie myślę przy medytacji. Myślę o tym po co to wszystko ? Po co wstawać rano ? Czemu jestem nie szczęśliwa skoro nie mam do tego powodu ? Czemu inni są szczęśliwi a ja nie, skoro nasze/moje życie jest takie podobne ? Wiem że to strasznie brzmi. Ale hmm nie wiem jak to nazwać „lubię” jak moi przyjaciele mają jakiś problem. Nie dla tego że lubię jak jest im źle tylko lubię to że nie myślę wtedy o swoich problemach tylko o innych. Moim jedynym „sposobem” na to żeby nie myśleć jest spanie. Każdy się śmieje „Jezu Zosia ile ty śpisz. Mógłbyś przespać życie”. Ale to jest jedyne co mi pomaga. To jest jedyny sposób żebym miała spokój. Jestem poprostu zmęczona. Ale nie fizycznie tylko psychiczne. Kiedyś nie rozumiałam co to znaczy. Ale od dłuższego czasu już wiem. Brakuje mi tego kiedy jeszcze jakieś dwa lata temu miałam tak że myślałam o tym „jakie życie jest fajne”. A nie tak jak teraz myślę w kółko „jakie życie jest straszne/jakie życie jest bez sensu”. Mam 22lata. Osoby w moim wieku myślą o pierdolach i „śpią spokojnie”, a ja tak nie potrafię. Wiem że nie można się porównywać do innych, ale w tym przypadku chciałbym mieć jak inni. Chciałbym przez chwilę „nie myśleć”. Kiedy ktoś mnie pyta czy wszystko jest u mnie ok ? Odpowiadam że tak, bo nie chcę słuchać „Zosia życie jest piękne i składa się z szczęśliwych chwil i trzeba je doceniać”. A ja w to nie wierzę. Nie którzy poprostu są naiwni, bo myślą że życie jest takie piękne, albo może poprostu są szczęśliwi. Cały czas nurtuje mnie to że „Czemu ja miałam bym mieć depresję?” Skoro mam takie lekkie i przyjemne życie. Tylko dla mnie ono takie nie jest. Nie widzę jego sensu. Dni/miesiące/lata są dla mnie kolejnymi numerami, które nie mają sensu. Które poprostu mijają i tyle. Nie widzę tego powodu żeby cieszyć się z życia. Myślę, że nie warto mówić o swoich problemach, bo nikt mnie nie rozumie. I tylko usłyszę poraz setny te same bezsensowne pocieszenia lub nudne frazesy z internetu. Moim marzeniem jest być szczęśliwym i poprostu już tyle nie myśleć.
  20. Cześć, Mam 18 lat i pewne problemy z którymi borykam się od kiedy pamiętam, a które mam wrażenie, że pogarszają się wraz z wiekiem. Może to po prostu mój charakter, a może coś więcej, nie jestem pewna stąd też ten temat. Nigdy nie byłam wesołkiem, a przynajmniej nie w środku, mam przez to na myśli, że dobrze nauczyłam się już "nastrajać" emocjonalnie i wiele osób z otoczenia powiedziałoby, że jestem zabawna, bardzo przyjazna i nawiązywanie nowych kontaktów przychodzi mi łatwo. Nic bardziej mylnego. Sytuacje z innymi ludźmi, a przynajmniej z większością, są dla mnie niesamowicie stresujące i męczące. Dosłownie po powrotach do domu ze szkoły czułam się wyssana z życia. Nie jest to jedyny problem. Jestem wiecznie przygnębiona oraz zmęczona, moja samoocena jest bardzo niska, a czasami pojawiają się myśli samobójcze. Nie mam siły na nic, mimo tego, że nic nie robię. Pogorszyło się to w obecnej sytuacji, kiedy o wiele więcej czasu spędzam w domu, nie muszę codziennie się ubierać, malować i udawać wesołka. Nie czuję się źle cały czas, są lepsze i gorsze dni. Po prostu w ostatnim czasie mam wrażenie, że tych gorszych jest o wiele więcej. Jednak od kilku miesięcy coś się zmieniło. Nie mam ochoty już płakać po nocach, ani się nad sobą użalać. Nigdy nie byłam zbyt emocjonalna, ale teraz mam wrażenie, że czasami nie odczuwam żadnych emocji. Czuję pewnego rodzaju pustkę. Żyję, bo żyję. Mam wrażenie, że wszystko robię z automatu. Moja osoba jest mi czasami obca, a słowa, które wymawiam mam wrażenie, że wychodzą ze mnie same, bez mojej kontroli. Patrzę w lustro i muszę sobie uzmysławiać, że ja to ja, że to się dzieje naprawdę tu i teraz. Szukając informacji na ten temat, natrafiłam na depersonalizację i derealizację. Czytając objawy, pomyślałam, że brzmi znajomo, ale jest to stan tak dziwny, że ciężko mi to opisać słowami. Może przesadzam, może tylko mi się wydaje, że tak się czuję. Powinnam się cieszyć z tego stanu "lekkiego odrealnienia"? A może to znak, że pora udać się na terapię?
  21. Dzień dobry, Czy mogą Państwo polecić ciekawą i inspirującą literaturę na temat rozwoju potencjału zawodowego ? Znalazłam się w trudnym momencie życiowym, bardzo potrzebuję wsparcia w odnalezieniu sensu pracy i życia na nowo, na sesje terapeutyczne z psychologiem lub couchem na chwilę obecną mnie nie stać, dlatego chcialabym wesprzeć się literaturą w tym zakresie. Najbardziej interesują mnie pozycje na temat: Odnalezienie właściwej ścieżki kariery Odnalezienie naturalnych talenów i ich rozwój Radzenie sobie z błędnymi wyborami Identyfikacja mocnych stron i ich rozwój Walka ze stresem w pracy Niska samoocena i lek przed pracą Odnalezienie sensu życia w pracy i życiu Wiem że temat jest bardzo rozległy i przeczytanie paru książkę nie zastąpi psychoterapii jednak na chwilę obecną jest to jedyna opcja. Inetersują mnie również książki o tematyce: Jak radzić sobie z błędnymi wyborami (nie tylko zawodowymi) Rozwoj kompetencji społecznych u dorosłych (lek przed ludźmi, nieumiejętność nawiązywania trwałych i pozytywnych relacji w pracy i życiu osobistym) Niska samoocena Problemy z koncentracją na tle lękowym, jak walczyć że stresem Będę bardzo wdzięczna za podesłanie tytułów które według Państwa mogą być pomocne. Książek na rynku jest mnóstwo a skromne fundusze ktore posiadam chciałabym mądrze zainwestować. Dziękuję i pozdrawiam Dora
  22. Jestem kobieta, mam 18 i problem ze sobą i nie wiem co jest tego przyczyna. Zaczelo sie pare miesięcy temu od tego jak zaczęłam sie bardziej przejmować problemami rodzinnymi problemy finansowe ojczymem za granica itp. I to jakoś strasznie na mnie wpłynęło. Dodam jeszcze ze od 2 lat jestem z chłopakiem którego znam praktycznie całe swoje życie ale nie mieliśmy wcześniej bliskiego kontaktu. Na początku naszego związku było wszystko super układało nam sie, dogadywaliśmy sie ale ostatnie pare miesięcy stało sie strasznie trudne. Zaczęłam być mniej uczuciowa dla niego przestaliśmy tak często uprawiać sex praktycznie wcale tego nie ma przez to on czuje sie odrzucony i niedoceniany bo gdy tylko próbuje mnie dotknąć to go odtrącam (wcześniej byłam w związku z innym chłopakiem który robił to ze mną bez mojej zgody nie wiem czy to może mieć jakies wpływ na to ponieważ na początku było okey) a ja sie zmieniam tylko na gorsze krzyczę na niego jak tylko zrobi cos co mi nie pasuje wszystko musi być tak jak ja chce, mam ciagle wachania nastroju jest mi smutno bez powodu albo jestem zła bez powodu. Chciałabym to zmienić tylko ze nie potrafię nie umiem sie zmienić tyle razy o tym rozmawialiśmy a ja nie potrafię i nie wiem co jest tego przyczyna tak samo jak nie wiem co jest tego przyczyna ze tak strasznie spadła mi ochota na sex. Jeszcze ostatnie straciłam ochote na wszystko co mi sprawia przyjemność jak wychodzenia na spacery spotykanie sie ze znajomymi najchętniej bym tylko leżała w łóżku i oglądała filmy, przytyłam 4kg co nigdy mi sie nie zdarzyło, zepsułam sie i psuje wszystko do okoła i nie wiem jak to naprawić. Jakieś wskazówki co mogę zrobić żeby naprawić siebie i swój związek?
  23. Witam wszystkich, pierwszy raz w życiu korzystam z takiej formy komunikacji jaką jest forum, aby cokolwiek napisać i zobaczyć odpowiedzi innych ludzi. Tak więc proszę o wyrozumiałość i sensowne odpowiedzi. Obecnie jestem 7 miesiąc w terapii indywidualnej. Na którą zdecydowałem się po przejściu okropnej i tragicznej sytuacji, której w tym miejscu opisywał nie będę. Jedynie to że miała miejsce w ubiegłym roku i była przyczyną do tego aby w końcu szukać pomocy. Terapia na której jestem, ma dla mnie bardzo dziwny przebieg ponieważ nie dostałem informacji ile może potrwać, w jakim jest nurcie prowadzona ani co mam być jej celem. Pytałem Panią psycholog o te informacje jednak nie chce mi ich udzielić. Moje życie rozleciało się zupełnie. Zwolniłem się z pracy, skończyłem związek, odizolowałem się od rodziny - zostałem sam. Sporo informacji o osobie podczas terapii już zdobyłem ale sedno problemu nie zostało jeszcze ujawnione. Bardzo chciałbym się dowiedzieć co takiego we mnie jest, co mnie blokuje, co nie pozwala mi na normalne życie i ciągle powoduje że popełniam te same błędy i sam siebie katuje myśleniem i postępowaniem. Czytałem o metodzie wolnych skojarzeń jednak samodzielnie nie jestem wstanie tych skojarzeń zinterpretować, samemu nie potrafię wyjść z tego błędnego koła. Moja Pani psycholog chyba stawia na moją samodzielną pracę i to jest ok. Ale jak można od ślepego oczekiwać że rozpozna kolory? Proszę o opinię psychologa i forumowiczów, którzy podobny temat przerabiali. Wolne skojarzeni o które mi chodzi pojawiło się u mnie przypadkiem podczas zupełnie przypadkowej rozmowy ale zauważyłem je i wyglądało następująco: Wyobraziłem sobie drogę przez las, bardzo krętą aż po horyzont, jasną ale kamienistą, szeroką tak na jeden samochód, pomiędzy drzewami, w atmosferze ładnej słonecznej pogody. Na tej drodze poruszam się, bardzo powili, prowadząc coś jakby zaprzęg konny, wóz który ciągnie koń. Za mną tak po prawej stronie ten wóz ma miejsce w którym leży trup, mężczyzny. Podczas tego wyobrażenia nie czułem ani strachu ani niepokoju, ale z trudem wraca do tej myśli, która nie daje mi spokoju kim jest ta osoba albo co symbolizuje. Proszę o komentarze.
  24. Moja teza w skrócie: partnerki zdradziły go, bo nie były jego priorytetem, zawsze za to ma czas na znajomych i zabawę...? - chcę mu to powiedzieć i może otworzyć oczy, ale czy powinnam być tak brutalnie szczera? Czy może jednak powinnam zasugerować mu terapeutę? Co prawda po tych partnerkach przepracował z nim te zdrady, ale chyba nie to powinni...? Trochę długaśne, ale niestety sama nie daję rady i w końcu chciałabym to z siebie gdzieś wyrzucić... bo znajomi tylko "rzuć to"... Szczegółowo: Z chłopakiem jestem ponad rok. Związek obecnie na odległość, bo taka praca, dlatego spotykamy się jakoś co 2/3/4 miesiące na tydzień albo dwa. Poznaliśmy się w Internecie, również na odległość. Na początku wszystko było świetnie, czułam się w jego centrum uwagi, ale niestety też dowiedziałam się, ze zdradziły go poprzednie partnerki. Poznaliśmy się dość wcześnie, świeżo po jego zerwaniu z poprzednią, ok. 2l partnerką. Niestety przed naszym pierwszym spotkaniem wrócili do siebie, bo z tą "akurat jakoś nie wychodziło, ale dadzą temu szansę"... No i nie dziwiłam się - wybrał coś znanego, pewniejszego, a ja gdzieś na krańcu Polski, wtedy miał też dużo swoich problemów, potrzebował czyjejś bliskości... Kwestia taka, że później po ok. 2 msc dowiedział się, że ona też go zdradziła/zdradzała - chciała chyba wyciągnąć trochę pieniędzy po powrocie do niego. Po jakimś czasie znowu napisał do mnie i tak się zaczęło. Na początku coś poczułam, czego nie mogłam zapomnieć, więc dałam mu szansę. Pierwsze miesiące to była męka... Potrafił nie odzywać się przez 2-3 dni, ale jednak gdzieś widziałam, że jest dostępny na fb i innych portalach; miał czas na przeglądanie instagrama, ale napisać do mnie dobranoc czy dzień dobry to już nie, czy w ogóle odpisanie mi - odczytywał i zapominał. To było dla mnie zupełnie dziwne, bo tak długi brak kontaktu to było nie w jego stylu. W końcu doszło do kłótni i jego tłumaczenie ''mam dużo obowiązków, czasem jestem tak zmęczony, że tylko oglądam memy i idę spać''. Okej, zajęty pracą, bo i pasja i praca, ale naprawdę, żeby nie spoglądać dniami na telefon? Kolejna kłótnia po paru tygodniach, bo okazuje się, że ma czas grać ze znajomymi/rozmawiać do 3ciej nad ranem w sobotę, a do mnie 0 wiadomości... Co lepsze każdego tygodnia umawiają się min 1/2 razy w tygodniu na jakieś długie granie. Jeden z jego przyjaciół mieszkał blisko, to parę razy w tygodniu potrafił wpaść do niego na obiad. No okej, po kilku kłótniach coś się polepszyło w końcu. Dotarło do niego, ze po prostu jak tak długo nie odzywa się, to martwię się, no i logicznie nie czuję się obecna w jego życiu... Zdał jeden egzamin zawodowy, obiecał, że zadzwoni po nim "nie mogłem, bo przyjaciele przyszli i czekali na mnie". Rozmawiał ze mną ostatnią o 23ej w nocy... Też powiedziałam, że to nie było fajne. Czasami zdarzają się "suche tygodnie" rozmów, bo ma, np. dużo nadgodzin, a w pracy nie może używać telefonu. Jednak raz czy dwa zdarzyło mu się wygadać, że mimo wszystko znalazł w takim tygodniu czas na rozmowę telefoniczną z przyjaciółmi... Wypomniałam mu to, bo uznałam to za bardzo słabe zachowanie i zauważyłam, że od tego momentu już tak często nie wspomina mi, kiedy spędza czas ze znajomymi... Zaczęliśmy też dzwonić do siebie więcej, raz w tygodniu na kilka godzin. Potrafimy naprawdę rozmawiać o wielu rzeczach. Teraz ustaliłam z nim randki i w każdym tygodniu dzwonimy do siebie o wyznaczonej porze, bo po prostu powiedziałam mu, że to mi pozwoli czuć bardziej jego obecność. Niestety ostatnio... godzinę przed rozmową napisał mi, czy będzie w porządku jeżeli ją przesuniemy, bo musi podwieźć kolegę na randkę, bo akurat taxówka wyjdzie bardzo drogo. Kolega mógł pozwolić sobie akurat na tę taxówkę, ale no "pomyślałem, że to będzie miłe i zrozumiesz to". Poczułam się znowu zepchnięta na dalszy plan, bo "ja mogę poczekać', nasza randka może poczekać''. Powiedziałam mu o tym, jak się poczułam, stwierdził, że myślał, że to w porządku i przecież chciał pomóc przyjacielowi. No dobra. Tylko potem zapytał, co jeżeli jego mama miałaby zawał i czy jakby spóźnił się tę godzinę, to byłabym zła? Zdenerwowałam się, poczułam jakby robił ze mnie idiotkę, dlatego powiedziałam, że to są różne sprawy, a kolega jednak mógł wziąć taxówkę, no, ale pewnie chciał z nim posiedzieć. Innym razem też musiałam czekać, aż kolega pójdzie, bo ten kolega też właśnie mieszka blisko. Znajomi mówią, że ewidentnie ma mnie gdzieś. Jednak stara się, poprawia się, nie zdradza mnie, bo czuję, że mogę mu w tej kwestii ufać. Po prostu jest jakiś taki nieogarnięty... zapisał moje urodziny w kalendarzu, a i tak zapomniał, ja w ogóle mu dawałam w wiadomościach jasne znaki, że też coś celebruję, bo okazało się, że jego kolega kupił samochód i opijają to, to i tak nie ogarnął tych znaków... Dopiero jak kolega poszedł i przeczytał raz jeszcze moje wiadomości, to było mu przykro i złożył mi życzenia pisemnie... byłam zdenerwowana, więc zadzwoniłam i wtedy jakby myślał, że powyznaje mi miłość, powie kilka czułych słów i wszystko będzie okej i może iść do znajomych i siedzieć z nimi do wieczora. No i tu się pojawia problem. Często mi mówi, że nigdy by mnie nie zdradził, że w ogóle jak mogę mu zwracać uwagę, że patrzy notorycznie na jakieś kobiety na ulicy, że przecież tylko patrzy i nie zdradziły mnie, bo przecież ON TYLE RAZY BYŁ ZDRADZONY. Później znowu zasłania się, że czuje, że musi każdego zaspokajać... że musi być dla znajomych, dla rodziny, dla mnie i chce być DLA KAŻDEGO MIŁY.... Ogólnie mam wrażenie, że jego znajomi, zabawa z nimi, nawet ich opinie... są ważniejsze, godniejsze uwagi bardziej niż ja. Ja czuję się jak dodatek, A NA PEWNO NIE JAK PRIORYTET, chociaż ciągle zapewnia mnie jak wiele dla niego znaczę, ale wiadomo - to tylko słowa. Dlatego chyba dotarło do mnie, że one wszystkie go zdradziły, bo to było łatwiejsze... Zdradziły go ze swoimi kolegami, a ostatnia po prostu uległa komuś. Po prostu zdradziły miłego faceta, bo chociaż jesteś w jego życiu, to jakbyś nie była i słyszysz "kocham Cię", a czujesz się zupełnie sama... Chciałabym mu powiedzieć o tym, co myślę, bo jestem już totalnie zrezygnowana... ale boję się, że go tą brutalną prawdą totalnie zranię, chociaż chyba gdzieś od początku miałam radar "zdradziły go wszystkie poprzednie partnerki? dziwne...'', no i chyba dotarło do mnie dlaczego, a sama byłam wcześniej zaskoczona, bo przecież taki pomocny, kulturalny, miły facet i zdradziła go każda? Chciałabym mu zaproponować też terapeutę, żeby zrozumiał, że mogę mieć takie potrzeby jak komunikacja, zainteresowanie itd., że to normalne i nie musi się na mnie denerwować, bo znowu o tym mówię "o co Ci chodzi? już gadaliśmy o tym...". Albo może traktuje kobiety przedmiotowo? Sama już nie wiem. Naprawdę mi na nim zależy, bo mimo wszystko czuję się z nim dobrze, ale ta walka o kontakt, o zainteresowanie, o bycie w centrum czasami... Dobija mnie to.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.