Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'psychoterapia'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 92 wyników

  1. Witam. Byly partner bardzo gra na mojej psychice opowiada różne nie fajne historie związane ze mna swoim rowiesnikom po czym wychodze na miasto z znajomymi i widze ich wzroki usmieszki i jak rozmawiaja zapewne o mnie. Pod koniec zwiazku stalam się jakby inna osoba, uzależniona, kontakt juz mielismy slaby, a ja w panice ze stracę ukochana osobę upokarzalam się, wypisywalam pi setki wiadomosci, ale dostalam zero odezwu. Pewnie z tego tez sie smieja. Teraz juz jest lepiej. Jak sobie poradzic z rozstaniem?
  2. Witam. Od dłuższego czasu zmagam się z pewnym problemem. Mianowicie odczuwam ogromny lęk przed chorobami fizycznymi, szpitalem, osobami chorymi (fizycznie). Jest to bardzo duży lęk. Miewam ataki paniki, uczucie niepewności strachu i jak już wcześniej powiedziałam owego leku. Od niedawna jest gorzej czasem nie mogę spać po nocach bo rozmyslam o chorobach i że je mam. Wmawiam sobie różne choroby regularnie sprawdzam swoje ciało z obawą że dopadła mnie jakaś choroba. Pytam bliskie mnie osoby czy z moim zdrowiem jest na pewno wszystko dobrze. Oni zawsze odpowiadają że wszystko jest bardzo dobrze. Czasem mam tak że chodzę do lekarza żeby zbadał moje ciało np brzuch . Zawsze każda wizyta kończy się pozytywnie. Jednak to mnie nie uspokaja. Proszę o pomoc.
  3. „Młody bóg z pętlą na szyi. Psychiatryk” to autentyczny dziennik ze szpitala psychiatrycznego. Rozpoczyna on cykl autobiograficznych książek o borderline Anki Mrówczyńskiej. To intymna i wstrząsająca opowieść o dwudziestosiedmiolatce z pogranicznym zaburzeniem osobowości. Przedstawia losy pogrążonej w depresji, nadużywającej alkoholu i okaleczającej się dziewczyny, mającej dość pracy na stanowisku robotnika. Nasilające się myśli samobójcze i kolejne dwie próby skłaniają ją do poszukania profesjonalnej pomocy. To, co udaje się jej dostać, nie wystarcza. Rozpoczyna terapię na Oddziale Dziennym Leczenia Nerwic. Stamtąd zostaje przeniesiona na oddział zamknięty szpitala psychiatrycznego. W szpitalu przez większość czasu zajmuje się spisywaniem swojego życia wewnętrznego. Swoją osobowość postrzega jako podzieloną na pięć części, gdzie każda z nich ciągnie na swoją stronę. W dziewczynie walczą ze sobą chęć życia oraz pragnienie śmierci. Czytając tę książkę przenosimy się do świata wewnętrznego narratorki. Poznajemy jej myśli, obawy, rozterki. Dzięki licznym analizom, spoglądamy na świat jej oczami. Ta lektura obudzi w czytelniku emocje, jakie kłębią się w osobie desperacko walczącej o swoje życie – ze sobą samym. Poznaj dylematy, z jakimi zmaga się ktoś, kto czuje silny przymus niszczenia siebie, choć tak bardzo kocha życie. Książka polecana, w szczególności studentom psychiatrii, psychologii i psychoterapii oraz początkującym klinicystom i lekarzom, przez magazyny "Charaktery", "Kwartalnik Psychiatra", "Psychiatria i Psychoterapia".
  4. Jestem Gosia , mam 20 lat od kilku miesięcy mam dziwne dolegliwości . Strasznie przeraża mnie tłum ludzi , wdy w klatce piersiowej odczuwam jakby zawał . Mimo , że łatwo nawiązuje kontakt z innymi ludźmi bardzo się ich boję . Kolejnym objawem są ciągle bóle głowy codzienne , mdłości , zaburzenia snu , zmęczenie ciągle . Nie umiem nad sobą panować jestem bardzo rozdrażniona i niecierpliwa . Towarzyszy mi ciągła niechęć do życia , pesymistycznie nastawienie , przygnębienie . Pewnego razu zemdlałam i zaczęło mnie telepac oraz dostałam paraliżu od pasa w górę , długo nie mogłam dość do siebie , towarzyszyly mi drżenie rąk i nóg . Ciągle uczucie duszności , bardzo się szybko mecze . Mam problem z zapamietywaniem . Co to może być ?
  5. Wiele problemów, które Państwo zgłaszacie na platformie OcalSiebie dotyczy trudności ze zrozumieniem i przeżywaniem własnych emocji. Można powiedzieć, że jest to problem ze zrozumieniem siebie. W tym artykule przedstawię zwięźle kilka kluczowych informacji o uczuciach aby zachęcić Państwa do ich zrozumienia i polubienia. Czym zatem są emocje, stany emocjonalne, afekty i uczucia? Nie wdając się w naukowe podziały co do miejsca ich powstawania, natężenie i czasu trwania można stwierdzić, że te pojęcia z grubsza określają to samo (dalej w tekście będę stosować te pojęcia wymiennie): emocje/uczucia to przede wszystkim informacja dla mnie czy dana sytuacja, w której się znajduje jest dla mnie komfortowa i bezpieczna czy nie. Przyjrzenie się swoim emocjom i zrozumienie jaką niosą ze sobą informację to komunikacja z samym sobą. Uczucia pojawią się w każdej, nawet najbardziej błahej sytuacji. Lubicie Państwo czekoladę? Tak? A skąd o tym wiecie? Bo odczuwacie przyjemność z jej jedzenia. Pojawia się emocja. Potem np. u osób odchudzających się mogą pojawić się inne emocje jak złość, poczucie winy czy żal ale to już wynika z innej sytuacji - złamania diety. To pokazuje, że emocje i uczucia pojawiają się co chwila, w każdej sytuacji, pokazują nam kierunek, ubarwiają nasz świat i informują. Można je porównać do znaków drogowych - „kontynuuj to jest dla Ciebie dobre”, „stop - nie rób tego, to Ci zagraża”. W związku z tym nie ma złych emocji bo każda informacja jest ważna trzeba tylko umieć rozpoznać czego dotyczy. Każde uczucie jakie się pojawia niesie ze sobą bardzo konkretną informację, wymienię tylko kilka przykładów: złość - coś przeszkadza Ci realizować Twój plan lub podważane są Twoje przekonania, smutek - straciłeś kogoś/coś dla Ciebie ważnego, strach - uwaga, to zagraża Twojemu życiu bądź zdrowiu (fizycznemu lub psychicznemu), zazdrość - ta osoba/ta rzecz jest dla Ciebie ważna ale jej nie masz lub możesz stracić, radość - osiągnąłeś lub zrobiłeś coś dla Ciebie istotnego. Uczucia dotyczą nie tylko sytuacji bieżącej, ale przeszłości i przyszłości. Trzymając się przykładu czekolady: jecie Państwo czekoladę po raz pierwszy w życiu, jest przyjemnie, smakuje. Pojawiająca się emocja mówi, że ta sytuacja jest dla Państwa komfortowa. Uczycie się, że jedzenie czekolady jest fajne. Następnym razem gdy ktoś poczęstuje Was czekoladą chętnie ją weźmiecie bo będzie pamiętać, że jedząc ją czuliście się dobrze. A szpinak? U niektórych osób na samą myśl pojawia się wstręt. Nie tkniecie tego więcej a na pewno nie będzie on pierwszy na liście wyboru menu. Te przykłady to nie są jakieś znaczące wydarzenia w naszym życiu więc uczucia z nimi się wiążące nie mają dużego natężenia. Emocje pojawiające się w innych życiowych sytuacjach mogą mieć różne natężenie: „napięcie, irytacja, poddenerwowanie, złość, furia” czy „spokój, przyjemność, zadowolenie, radość, szczęście, euforia”. Nad uczuciami pozytywnymi dużo się nie zastanawiamy natomiast negatywne często rozpamiętujemy, zostajemy pod ich wpływem o wtedy one nieprzyjemnie narastają. Można niezauważalnie wpaść w pętle negatywnych uczuć i myśli i wtedy mówimy o obniżonym nastroju a krańcowo o depresji. Od strony fizjologicznej emocje to hormony np. : dopamina, serotonina (to te od dobrego samopoczucia), oraz noradrenalina, adrenalina, sterydy i wiele innych. Jak to działa? Upraszczając - znajdujemy się w jakiejś sytuacji np. po raz pierwszy w życiu widzimy czekoladę. Mózg nie zna tej substancji, przeszukuje naszą” bibliotekę wiedzy„ nie znajduje odpowiednika. Myślimy „co to?” i jednocześnie uwalniane są hormony powodujące ciekawość (endorfiny). Próbujemy - „... słodkie, dobre”. Znów uwalniają się endorfiny. Następnym razem sięgniemy po czekoladę z przyjemnością. Z czasem nawet myślenie o czekoladzie będzie przyjemne. To rola dopaminy - kieruje nas ku przyjemnościom. To niestety pułapka bo można się uzależnić od substancji lub czynności sprawiających przyjemność (to temat na inny artykuł). Niektórych emocji uczymy się w ciągu życia, a z innymi przychodzimy na świat. Oczywiście w procesie uczenia się kluczowy jest okres dzieciństwa i wpływ oraz obserwacja naszych bliskich lub opiekunów. Ta sama sytuacja może wywoływać różne emocje u dwóch osób. Np. jedno dziecko obserwuje, że na każdy dzwonek do drzwi rodzice reagują nerwowo i podejrzliwie. To dziecko nauczy się, że niezapowiedziany dzwonek do drzwi to groźna lub co najmniej irytująca sytuacja. Czyli gdy usłyszy dzwonek będzie odczuwać lęk lub rozdrażnienie. Rodzice drugiego dziecka reagują na dzwonek do drzwi z ciekawością i zadowoleniem - to dziecko będzie dorastało z pozytywnym nastawieniem do niezapowiedzianych odwiedzin. W dzieciństwie pobieramy ogromną dawkę wiedzy w obszarze uczuć, która ma wpływ na nasze dalsze życie. W tym okresie uczymy się poprzez obserwację i swoje doświadczenia i nie kwestionujemy zdobytych informacji – nabieramy różnych przekonań np. czekolada jest dobra a dzwonek do drzwi niebezpieczny. Przekonania mogą być prawdziwe lub nie, a przez to mogą nam pomagać w życiu lub nas ograniczać. Czyli odnosząc się do przykładu z dzwonkiem dorosły, który czuje strach na dźwięk dzwonka i to mu w życiu przeszkadza powinien sobie zadać pytanie: „Czego ja się boję?”, „Co jest niebezpiecznego w tym, że ktoś dzwoni do moich drzwi?” Analizując świadomie sytuację, swoje myśli i uczucia możemy zmienić swoje nastawienie i przez to pozbyć się obaw związanych z konkretną sytuacją. Myśli/przekonania, emocje i zachowanie wpływają na siebie nawzajem i my mamy na nie wpływ. Zrozumienie swoich emocji, świadome ich przeżywanie oraz aktualizacja własnych przekonań pomagają w rozwiązaniu wielu trudności z jakimi borykamy się w codziennym życiu. Dodatkowo pozwala to na budowanie oparcia w sobie i daje poczucie sprawczości co przekłada się na poczucie własnej wartości i komfort życia. Udział w terapii i otwartość na zrozumienie siebie pozwoli Państwu przekroczyć własne ograniczenia.
  6. Męzczyzna 19 lat moje problemy zaczeły się rok temu jak zerwała ze mną dziewczyna , bardzo mocno to przeżyłem ,brałem leki na depresje -SSRI (asertin 50) które przestałem stosować bez wiedzy lekarza 2 msc temu . Od roku nie potrafie się odnalezc na tym świecie , wszystko wydaje się takie inne , przez ten rok stałem sie zupełnie innym człowiekiem niż byłem wczesniej przykładowo nie boje się brać narkotyków (których obecnie nie biore) a kiedyś nigdy w życiu bym nie spróbował , jest mi obojętne większość spraw (czy przeżyje , uzależnie się) dodam ze raz byłem przez narkotyki w szpitalu . Świat stał sie szary , nie mogę sie już zakochać , pasja nie sprawia mi przyjemności (sprawiała przed rozstaniem) , nie rozumiem ludzi , wkurza mnie to wszystko delikatnie mówiąc , cały ten 21 wiek (te łatwe dziewczyny, ludzie którzy cie oceniają a nie próbują zrozumieć i wiele wiele innych) . Podchodze z wielkim dystansem do ludzi , czuje że mogą mnie oszukać . wiem że to objawy depresji ale czuję ze ona(depresja) awansowała w zupełnie inny poziom , poziom nienawiści do świata . Nie wiem jak sobie pomóc i czy już taki będę na zawsze..
  7. Spotkała mnie "dziwna" sytuacja na wizytach u psychologa. Zasugerowano mi coś, co jest podobno nieetyczne i może prowadzić do uzależnienia. Mnie takie rozwiązanie nie interesuje. Powiedziałam o tym, ale ten psycholog w ogóle na to nie reaguje, dalej sugeruje to samo, jakby to było jakieś oczywiste dobro. Reszta planu na drogę do zmiany wydaje się być sensowna. Nie wiem, czy mnie testuje w ten sposób, czy chodzi o coś innego. Czy w tej sytuacji powinnam zrezygnować ze współpracy ? Tylko, że wtedy na pewno nie poszukam kogoś innego ( nie chcę kolejnych złych doświadczeń). Czy po prostu zostać i docenić fakt, że ten psycholog jednak chce pomóc i ma plan ( a nie zawsze tak jest)? Mnie ta sugestia zaskoczyła ( szok!! ), zaniepokoiła, co najgorsze odebrała nadzieję. Bardzo to przeżywam i nie mam pomysłu na rozsądne rozwiązanie. Bardzo proszę o radę.
  8. Dzień dobry Problem dotyczy mojej siostry. Lekarz rodzinny podejrzewa depresję. Moja siostra ma bardzo niskie poczucie wartości. Dodatkowo wahania nastrojów. Raz idzie z nią normalnie porozmawiać, a innym razem wybucha złością. Zdarza się w takich napadach rzucanie przedmiotami i grożenie domownikom. Mówi wtedy rzeczy w ogóle nie logiczne ponieważ coś sobie sama "ubzudarała". W takich momentach nie idzie w ogóle logicznie porozmawiać. Siostra nie chce iść na terapię. Generalnie cała sytuacja odbija się psychiczne na pozostałych członkach rodziny i naprawdę już nie można normalnie funkcjonować. Ma pretensje o los do wszystkich, nie widzi kompletnie w sobie winy. Naprawdę ta cała sytuacja wykańcza nas wszystkich. Czy jest jakaś możliwość aby zmusić taką osobą do leczenia? Sytuacja staje się coraz gorsza... Dodam, że siostra jest pełnoletnia.
  9. Czy ktoś z Was, drodzy forumowicze, może polecić któryś szpital psychiatryczny dla dorosłych w Warszawie lub okolicach? Ktoś z Was może był i mu pomogło? Podejrzewam, że mam depresję, dzwoniłam na telefon zaufania, rozmawiałam z panem psychiatrą, który po usłyszeniu objawów powiedział, że silnie zaleca zgłosić się do szpitala. Chciałam to zrobić, ale z kolei ktoś ze znajomych mówi, że lepiej omijać szpitale szerokim łukiem, bo zna ludzi, którzy byli i wyszli w jeszcze gorszym stanie. Jadę na oparach sił, chciałabym żeby ktoś mnie wreszcie jakoś ogarnął, bo sama nie potrafię. Chciałabym pójść do tego szpitala, bo czuję, że kończy mi się czas - zaraz mogę już w ogóle nie mieć sił chodzić nigdzie, załatwiać spraw, zastanawiać się nad tym co zrobić. Tylko że chciałabym trafić do miejsca, gdzie mi rzeczywiście pomogą, a nie zaszkodzą. Pewnie macie ciekawsze rzeczy do roboty, ale gdyby ktoś zechciał podzielić się opinią co do szpitali, to będę wdzięczna. Pozdrawiam.
  10. Rozpoczęłam psychoterapię. Pierwsza sesja: wchodzę, siadam, mówię dzień dobry, psychoterapeutka siedząc na przeciwko odpowiada. Po czym cisza. Cisza. Cisza. W końcu mówię: czy ja mam coś powiedzieć? Ona na to, że skoro przyszłam, to pewnie mam coś do powiedzenia. Na drugiej sesji zdziwiła się, jak mogę mieć problem z jedzeniem, że śmieszne jest to, co mówię (a mówiłam, że ciężko mi zjeść cały talerz, że dziobię i nic mi nie smakuje) skoro jest teraz internet, a w nim 1000 przepisów. Na trzeciej sesji powiedziała mi, że całe życie pracowałam na to, żeby być samotna jak palec, bez znajomych, przyjaciół, bez dzieci, bez rodziny, bez nadziei, na moje stwierdzenie, że przecież to wiem, bo z tego powodu u niej się pojawiłam, ale co zrobić, żeby to zmienić, powiedziała, że ona mi nie powie. Sama mam to przemyśleć. I że ona nie będzie mi mówiła, co mam robić, a tego od niej oczekuję (nic takiego jej nie powiedziałam, bo zdaje sobie sprawę że psychoterapeuta powinien nakierowywać). Że tylko ja mogę sobie pomóc zastanowić się nad przyczynami, tym co robię nie tak. Odpowiedziałam tylko, że sęk w tym, że nie wiem, co robię nie tak, bo gdybym wiedziała, to bym nie musiała do niej przychodzić. Czy takie zachowanie psychoterapeutki jest właściwe, normalne, na porządku dziennym? Czy mieliście podobnie? I na terapii powinno się odpierać z pokorą ataki/czy najdelikatniej mówiąc takie komentarze psychoterapeuty? Po jej pytaniach sformułowanych w taki sposób, w jaki napisałam wyżej, czuję, że coś jest nie tak. Dziwne, jest też to, że w sumie nawet nie wiem, czy powinnam się pojawić na następnej sesji, skoro sama powiedziała, że nie może mi pomóc, że to ja mam mówić o różnych sytuacjach. A mnie zablokowało po jej komentarzach.
  11. Jestem kobietą, mam 32 lata, nie mam pracy, nie mam ubezpieczenia. Podejrzewam, że mam depresję, tak przynajmniej od 3 lat, może dłużej, ciężko stwierdzić. Mam prawie wszystkie objawy depresji (myśli samobójcze też - był taki czas, że całymi dniami nie myślałam o niczym innym). Jakieś pół roku temu zaczęłam brać wyciąg z dziurawca (bez konsultacji z lekarzem - wiem, że nie powinnam, ale nie byłam w stanie nikomu opowiedzieć, co się ze mną dzieje, po prostu czułam niemalże fizyczną blokadę). Biorę go do tej pory, pomaga, ale nie na tyle żebym dała radę ogarnąć swoje życie i zacząć robić to, co bym chciała. Potrzebuję wybrać się do psychiatry i na psychoterapię, bez tego się pewnie nigdy nie ogarnę. Tylko że jak wspomniałam - nie mam ubezpieczenia. Podobno chorzy psychicznie mogą się leczyć za darmo, ale nie wiem, czy to obejmuje również chorych na depresję. Poza tym psychiatra pewnie tak od razu depresji nie zdiagnozuje, tylko wyśle mnie najpierw na badania, żeby sprawdzić, czy jakiś fizyczny problem nie daje takich objawów, prawda? Czy w tej sytuacji mam jakąś możliwość otrzymać darmową pomoc, czy będę musiała zapłacić za wszystkie badania i wizyty u lekarzy? I czy mogłabym się dowiedzieć, jakie badania powinnam zrobić (żebym mogła przedstawić już jakieś wyniki u psychiatry, zamiast iść na wizytę tylko po to, żeby się dowiedzieć, na co się zbadać)?
  12. Witam, ciezko zaczac bo nawet nie wiem odczego. Prosze z gory wybaczy za niesklad. Moje zycie od kilku lat caly czas toczy sie w dol, nie wiem jak mam z tym walczyc, a moje wrazenie ze jestem na samiutkim dnie albo nizej. Jakis czas temu moj tata powiedzial mi ze bog daje nam tyle ile potrafimy zniesc ale moze mi daje juz tyle bo w ten sposob proboje przekazac ze moj czas juz dobiega konca? Nie zawiele mam powodow do radosci oprocz tego ze chodze o wlasnych nogach i mam dach nad glowa i prace czego wiele osob moze mi zazdrosci. Moje samopoczucie uderzylo mnie tak mocno na poczatku marca kiedy nasze problemy zaczynaly sie robic coraz gorsze niz lepsze, niemoge otworzyc sie przed najblizszymi poniewaz chodzi i opowiadam jak w idealnym zwiazku zyje i jakie mam dobre zycie, nie chcialabym zeby moi rodzice zawiedli sie na mnie ze nie daje sobie rady w zyciu albo zeby sie mnie wstydzili. Kiedys cieszylam sie z wszystkiego, teraz jak swieci slonce nie mam ochoty wyjsc z lozka czy z domu a moj tryb dnia zatrzymal sie na pracy dom pracy dom, zakupy zaczelam zamawiac internetowo a psy z przykroscia to pisze bo nie powinnamich tak traktowac wychodza na dwor tylko przed blok i do domu.
  13. Witam, Pisze do Państwa, z nadzieją rozwiązania mojego problemu. Mam coraz wiekszy problem z okazaniem swoich uczuć. Nie mam ochoty wyrażać swojej miłości (do chłopaka), mimo że myślę, żebym chciała, ja zwyczajnie nie chce . Wiem, to dziwne i nie ma sensu. Ale właśnie dlatego pisze, bo sama nie wiem co to może być. Czytałam o aleksytymi i podejrzewam, że to może to, ale szczerze nie mam pojęcia. Problem nie jest wyłącznie w relacjach z chłopakiem, ale i z rodziną i przyjaciółmi. Proszę o pomoc, o choćby małą radę, jak nad tym pracować. Pozdrawiam
  14. Mam 18 lat. Od 9 miesięcy jestem w związku z chłopakiem, który mieszka ponad 100 km ode mnie. Jeżdżę do niego powiedzmy, że raz w miesiącu, na weekend albo kilka dni. Jego mama i siostra mnie lubią. Moim problemem jest to, że nie potrafię się przy nich odezwać. Zawsze jak siedzimy przy jednym stole to potrafię się nie odzywać nawet przed 2 godziny. Nawet jeśli już ktoś do mnie zagada to jedyna odpowiedź to uśmiech. Mam dużo znajomych, potrafię z nimi rozmawiać godzinami. Nie wiem dlaczego nie potrafię się odzywać w obecności osób, z którymi zależy mi żeby mieć dobrą relacje. Ostatnio mieliśmy grilla i zamiast wyglupiac się z chłopakiem I jego siostrą (jest 5 lat starsza ode mnie) to siedziałam w samochodzie. Nawet gdy on podszedł do mnie to miałam pustkę w głowie co mogę mu powiedzieć. Później on był cały dzień zły na mnie, że nie chce przebywać w towarzystwie jego mamy i siostry, że mam zacząć z nimi rozmawiac, bo jest mu przykro z tego jak wygląda wspólne siedzenie. Ostatnio jechałam pociągiem z jego siostrą i ona opowiadała mi o czymś, mimo, że chciałam uczestniczyć w rozmowie, też jej coś powiedzieć to tylko siedziałam i się uśmiechałam. Kolejnym problemem jest to, że nie potrafię rozmawiać o swoich problemach. Nie zwierzam się przyjaciołom ze swoich problemów. Gdy mam sprzeczke z chłopakiem i zaczynają mi lecieć łzy to przestaje się odzywać. On ciągle mówi coś do mnie, zadaje pytania a ja tylko siedzę i patrzę w jeden punkt. W głowie mam tysiąc odpowiedzi, wiem, że rozmowy o problemach w związku są potrzebne, ale ja po prostu nie potrafię. Jestem strasznie płaczliwą osobą I czasami ktoś wejdzie do mnie do pokoju, gdy płacze, oczywiście jest mnóstwo pytań, a ja zamiast dać sobie pomóc, reaguje ciszą albo agresją żeby zostać sama.
  15. Chciałabym zapytać Pana Piotra jak można wyjść ze schematu aby juz nigdy do niego nie powrócić. Los tak się układa, a dokładnie moje zycie, że nie radze sobie z ułożeniem życia. Z każdej strony albo jestem upakrzana albo okrada w sposb finansowz. Mam ojca przemoc psychiczna i mam też to się przekładało na życie i pracodawców. Jestem po 1,5 roku terapii DDA ale nie wyszłam ze schematu przemocy chodź bardzo chciałam to przerobić i odeszłam od psychologa. Jestem dość upartą i analityczną osobą i zgłebiałam książkową wiedzę z zakresu DDA< współuzależnienia, DDD, przemoc ale nie wiem jak wyjść i żeby Ci ludzie nie pojawiali się w moim życiu nigdy więcej. Także chciałabym popracować na motywacją bo nieco upadła , nie mam jej bo czuje się mocno zgaszona. Nie umiem sama z tego wyjść a chce i to bardzo tylko co się złapie to upadam jak dziecko. Przemoc pojawia się także wsrod pracodawców na których trafiam a nie mam zamiaru żyć z takimi ludźmi. Dziwił mnie fakt że przerobiłam dużo na DDA ale wiem że potrzebuje poprostu prawidłowego kierunku w zakresie wyprowadzenia mnie z tych schematów. Pokazania mi ich. Być mozże jest coś z czego nie zdaje sobie sprawy a chce to wyeliminować i to jak najszybciej. Chce także popracować nad swoją wartością , motywacją , jak budować i nie bać się wchodzić w relacje z męzczyznami bo też się to ujawnia w moim życiu. Będzie mi miło jak Pan mi odpisze w tym zakresie.
  16. Nie wiem gdzie się udać. A udać się postanowiłem i muszę. Mam 38 lat, od mniej więcej 16 roku życia doświadczam czegoś co mógłbym określić jako depresja, ale nie wiem czy tak jest. To uczucie ciągłego niepokoju, zdenerwowania i przygnębienia, towarzyszą temu odruchy nerwowe - niespokojne nogi, chodzenie po mieszkaniu z miejsca w miejsce, natłok myśli, denerwujący i absorbujący wewnętrzny dialog. Bardzo często czuję bardzo wielkie przygnębienie, wręcz chęć płaczu. Pod presją impulsu potrafię zmienić bardzo dużo, najczęściej na gorsze - np. zrujnować i zniszczyć związek. Nie potrafię też przejść żałoby, obecną po rozstaniu po 10 latach związku przechodzę od 3 lat i wciąż w niej tkwie, wcześniej w innych związkach także miałem z tym problem. Kilka lat temu chodziłem do psychologa, spotkałem się też z dwoma innymi, ale mam problem ponieważ z zewnątrz jestem jakby kimś innym, mój sposób bycia "oszukuje" otoczenie. Mógłbym jeszcze dużo opowiedzieć, ale to nie na forum. Tak czy siak wykonałem testy depresji na stronie, w obydwu testach wyszło, że mam ciężką depresję. Nie mam myśli samobójczych - wręcz przeciwnie mam bardzo dużo chęci do życia, ale myśl o śmierci wywołuje krótką, rozlewającą się falę spokoju. Gdy byłem młodszy, bardzo miotał (dosłownie) mną smutek i rozpacz, mam wrażenie jakby to nie minęło, tylko jakbym nauczył się z tym żyć. Z drugiej strony jestem "człowiekiem sukcesu", którego wszyscy mają za zaradnego, dobrze zarabiającego, inteligentego i statecznego (i trochę ekscentrycznego). Mógłbym tak pisać godzinami, ale postanowiłem coś z tym zrobić tylko nie wiem gdzie się udać. Do psychiatry, psychoterapeuty czy psychologa? Mam niedaleko ośrodek do walki z nerwicami, może tam szukać porady?
  17. Witam. Jestem pod dość burzliwym, półtorarocznym związku z kobietą. Całej historii tutaj oszczędzę, bo nie o to chodzi. Jakiś miesiąc temu definitywnie uznałem że najwyższa pora się rozstać po kilku lub nawet kilkunastu próbach powrotów do siebie, obiecanek że już teraz będzie super i że nie będzie manipulacji, emocjonalnych jazd, zazdrości i innych tego przygód. Były zdrady, niesłowność, oszustwa, wymuszanie czegoś na kimś i to po obu stronach. Nie chcę się wybielać. Pewnie największą winą było to że w porę nie zareagowałem i nie wyszedłem z relacji. (problemy z asertywnością, nieznajomość technik manipulacji stosowanych przez kobiety). Do rzeczy, zdradziłem ją z kobietą która okazała się być "inne niż wszystkie" ,pamiętam że kiedy ją poznałem byłem po prostu zdziwiony że takie istnieją. Na papierze wszystko by przemiawiało za nią. Atrakcyjność fizyczna, wyrozumiałość, inteligencja, itd. Było to już jakieś pół roku temu. Mamy kontakt do dziś, spotykamy się. Pytanie brzmi czy jeśli będę brnął w tą znajomość to czy nie skrzywdzę jej i znowu siebie jeśli nie poczuje takich emocji i haju hormonalnego jak do ex? Za ex przemawiało to że ma dużo werwy w sobie co za tym idzie znacznie lepszy seks w moim mniemaniu.Nawet kiedy zachowywała się turbo-toksycznie, tak bardzo brakowało mi tych "wrażeń" że nie potrafiłem już jej pół roku temu powiedzieć że się rozchodzimy i trwać w postanowieniu. Nie chce zrobić sobie i kobiecie z która się aktualnie spotykam większego bajzlu w życiu. Oglądam i przerabiam wszystkie materiały Pana Olszaka. Mimo że moja świadomość jest już dość duża, o neurotyzmie , o tym że potrzeba tych "emocji" to złe wzorce z domu. W obu przypadkach,jak i u mnie ,tak i u ex mielismy niezłe "przeboje" za czasów dorastania. Ojciec alkoholik, wieczne awantury. "Matrix"i inne tego typu historie są mi znane. Jeśli Państwo uznają że powinienem skonsultować się z psychoterapeutą, to zrobię to. Najchętniej z Panem Olszakiem bo "znam" go z audycji i cenie sobie jego autorytet i wiedze. Pozdrawiam Sebastian, lat 26
  18. Witam, Trafiłam na to forum dzięki materiałom na youtube, bardzo interesującym z resztą. Nie jestem pewna, czy mój problem podpada pod Waszą domenę, niemniej byłabym wdzięczna za opinię w mojej sprawie. Zdiagnozowano mi w dzieciństwie F84.5, obecnie określane jako "zaburzenia ze spektrum autyzmu", choć nieszczególnie lubię takie wrzucanie do jednego worka. O diagnozie dowiedziałam się dopiero po osiągnięciu pełnoletności, gdy mogłam wydobyć swoją papierologię z poradni, do której mnie prowadzano tak długo, jak długo byli mnie w stanie do tego przymusić. Cała rodzina wiedziała, tylko ja nie. Przez całe dzieciństwo i okres nastoletni musiałam się nasłuchać o tym, jak bardzo powinno się mnie zamknąć w pokoju bez klamek, z resztą zdarza mi się słyszeć to dalej. Ludzie, często znający mnie całe życie, po dowiedzeniu się że mam numerek i teczkę, podejrzewali mnie często o najgorsze (posuwając się nawet do tego, że dalsza rodzina u której pomieszkiwałam na czas szukania mieszkania, już po osiągnięciu osiemnastki oczywiście, wystawiła mnie z walizką za drzwi pewnego zimowego poranka, bo odkryli, że posiadam nóż i dośpiewali sobie resztę historii o tym, jak podrzynam im gardła we śnie). Miałam się za potwora, bo i jak potwora mnie traktowali. Poznanie diagnozy ułatwiło wszystko. Nie bez znaczenia był fakt, że w czasach szkolnych byłam w wyjątkowo jak na mnie bliskich stosunkach z osobą, która miała taką samą diagnozę, a którą do dziś bardzo podziwiam choć nie utrzymujemy już kontaktu. Przepracowałam więc to w miarę szybko, pogodziłam się ze swoim numerkiem, wiedząc z obserwacji, że nie jest to jakaś skrajna patologia. Jestem, jaka jestem i mi osobiście to nie przeszkadza. Ale coraz częściej zauważam, że przeszkadza otoczeniu. Od rodziny słyszę, że powinno się mnie zamknąć w pokoju bez klamek. Od współlokatorki, załamującej ręce nad moją kolejną dziwną interpretacją rzeczywistości, płyną nieco subtelniejsze komunikaty, że "normalna to ja nie jestem". Znajomemu (nie wiedzącemu o moim odchyleniu od normy) przeszkadza moje postrzeganie świata, rozbijanie go na zera i jedynki, względnie procenty lub algorytmy, ilekroć chcę dowieść swojej racji w jakiejś dziedzinie. Poza tymi osobami w moim otoczeniu jest tylko pies i kot, one nie zgłaszają zastrzeżeń. Więc tak sobie siedzę i myślę (niebezpieczne zajęcie, wiem), że ich jest parę osób, ja jestem jedna. Więc teoretycznie mogą mieć rację. Nigdy nikomu gardła nie poderżnęłam, może nie zawsze mi wychodzi, ale w gruncie rzeczy staram się być dobrym człowiekiem, śmieci wynoszę, podatki płacę, drzwiami nie trzaskam. Tak, przyznaję się bez bicia, kupiłam jednego ziemniaka na wagę, kiedy właśnie jednego zabrakło do obiadu. Owszem, pochowałam kosmetyczne masła współlokatorki do lodówki. I okazałam szczere zdziwienie na wieść, że płyn do kąpieli stosuje się również biorąc prysznic. Ale czy to od razu kwalifikuje mnie do zamknięcia? Powiem szczerze, nie napawa mnie optymizmem myśl o powrocie do psychiatry. Przerobiłam sesje z całą masą psychoterapeutów i psychiatrów za dzieciaka. Próbowano wmówić mi depresję, agorafobię, zaburzenia lękowe, w śladach po kocich pazurach szukano sznytów od żyletki, a ubrania w odcieniach czerni i szarości oznaczały dla nich zamiary samobójcze, nie oszczędność na praniu. Miarka się przebrała, gdy zapisano mi leki, po których mało nie zeszłam. Czułam smak dźwięków, co może byłoby ciekawym doświadczeniem, gdyby nie drgawki, niezdolność do skupienia myśli, objawy silnego zatrucia organizmu i wstręt do wody i jedzenia tak silny, że póki miałam co zwracać, nudności wywoływała nawet myśl o napiciu się czegoś. Nie jest to jakaś strasznie pilna sprawa. Nie biją, nie gwałcą, a i wieszać się nie zamierzam. Niemniej, byłabym wdzięczna za wydanie opinii - leczyć, nie leczyć? Bo przyznam szczerze, trochę to przykre, że osoby dla mnie ważne źle się czują z tym, jaka jestem.
  19. Cześć Mam 27 lat, pracuję, chodzę na psychoterapię od paru tygodni. Chciałam się zapytać o sposób zadawania pytań przez psychoterapeutę. Czy psycholog może narzucać swoje zdanie pacjentowi? Miałam sytuacje, w której psycholog usilnie pytała mnie czemu mi brakuje/czemu tęsknie do bycia poniżaną, mimo moich ciągłych zaprzeczeń, że tak nie jest. Czy to nie jest narzucanie? Wiem, że na terapii będą padać niekomfortowe pytania, ale w moim odczuciu jest to wmawianie mi czegoś z czym się nie zgadzam. Czy to jest normalny sposób postępowania psychologów? Psycholog ta również na podstawie moich opowieści stwierdziła, że mój były chłopak prawdopodobnie na podstawie tego co mówię mścił się na mnie za swoją matkę. Czy psycholog może wysnuwać takie coś na podstawie moich słów? Proszę o pomoc, zastanawiam się nad zmianą na innego psychoterapeutę i nie wiem czy nie przesadzam.
  20. Hej, postanowiłam napisać tu coś od siebie, bo potrzebuję drobnej porady psychologicznej i nie wiedziałam gdzie się z tym zwrócić. Znalazłam tę stronę i pomyślałam, że spróbuję, bo może tu komuś uda się mi pomóc. Otóż od kilku miesięcy jestem w związku z chłopakiem, który ma stwierdzony borderline i chorobę dwubiegunową, a dodatkowo cierpi na schizofrenię (bierze odpowiednie leki przepisane przez lekarzy, których nazw nie wymienię, bo nie znam). Wszystko układa się nam świetnie, jest naprawdę cudownie i wiem, że jest między nami głębokie uczucie, bo czujemy to obustronnie. Każdy dzień spędzony razem jest idealny i wierzę, że da się żyć z kimś, kto jest chory w ten sposób, ale mam pewne obawy, a właściwie nie obawy, tylko czuję chwilową dezorientację... Chodzi o to, że kilka razy mówił mi, że jest gorzej pod względem psychicznym i że ten stan pojawia się nagle, zupełnie znikąd. Wiem wtedy, że potrzebuje chwili dla siebie, dlatego ją mu daję i staram się nie napierać na rozmowę, ani nic, bo zwyczajnie nie ma na to ochoty. Szanuję to i nie chcę go złościć swoją osobą w tych momentach, bo mogłabym powiedzieć coś nie tak, albo źle go zrozumieć. Nie chce pogłębiać wtedy jego stanu. Czasami jednak jest tak, że pojawia się wtedy drobna rozmowa i mówi mi mniej więcej co czuje w tym momencie. Doceniam to bardzo, bo widzę, że jest ciężko i może potrzebuje się wygadać. Problem pojawia się tutaj taki, że nie bardzo wiem co powinnam albo czego nie powinnam wtedy mówić... Nie wiem jak go wspierać, jak odciągać negatywne myśli i przekierowywać je na dobry tor, żeby zajął głowę pozytywami. Chciałabym Was prosić o poradę - jak zachowywać się w takich momentach? Co mogę wtedy mówić? O czym rozmawiać? Jak pomóc? Przykład rozmowy: mój chłopak rozmawia ze mną i wszystko jest dobrze, następuje kilka minut przerwy w rozmowie, po czym dostaję sms o treści "płaczę, mam atak paniki, cały się trzęsę, nie wiem co robić, łzy same lecą". Jestem zdezorientowana i zmartwiona, więc mówię mu, że wszystko będzie dobrze, że go kocham i damy sobie radę z tym, poradzimy sobie ze wszystkim. Próbuję też przekierować rozmowę na tematy przyjemne, np. jakieś zaplanowane wyjazdy, albo rzeczy, które jutro wspólnie będziemy robić. No i właśnie, czy dobrze robię? Czy taką rozmową sprawiam, że poczuje się lepiej, czy tylko gorzej? Czy w ogóle powinnam cokolwiek mówić, a jeśli tak, to co? Sama nie umiem sobie odpowiedzieć na te pytania, bo tak naprawdę nie mam pojęcia co ten człowiek ma właśnie w głowie, nie mam pojęcia co przeżywa jego umysł w tym krytycznym momencie. Chciałabym umieć jakoś załagodzić ten stan, spróbować chociażby to zrobić, albo jakoś mu ulżyć, ale nie wiem w jaki sposób zrobić to prawidłowo. Jest szansa na jakąś pomoc z Waszej strony? Prośba skierowana do psychologów, którzy są tu obecni oraz ludzi, którzy przeżywają coś podobnego u siebie w związkach. Naprawdę proszę o pomoc... I z góry dziękuję.
  21. Witam. Jestem Natalia i mam 18 lat. Pochodzę z małej miejscowości. W ostatnim czasie pojawiły się u mnie natrętne myśli na tle nerwicowym. Są one ukierunkowane na moją orientację. Zacznijmy od tego że odkąd pamiętam podobali mi się chłopcy. Czułam do nich chemię i zastanawiałam się jak mogę się do nich zbliżyć. Chciałam z nimi wchodzić w związki, nieco później wchodzić również w bliższe stosunki seksualne. Całowanie i inne tego typu rzeczy sprawiają mi dużą przyjemność. W dzieciństwie nie miałam zadnych problemów które mogłyby mieć wpływ na zmianę orientacji. Ubierałam się jak dziewczynka i spędzałam wolny czas na spotkaniach z koleżankami. Mam teraz chłopaka od prawie pół roku. Jest nam ze sobą bardzo dobrze. Nasze popędy seksualne są również zaspakajane i oboje czerpiemy z tego satysfakcję. Często jest tak że to ja nie potrafię się powstrzymać i zaczynam dotykać go w miejscach intymnych, bo czuję się tak podniecona samą jego obecnością. Sprawia mi to dużą przyjemność. Jesteśmy ze sobą bardzo zżyci. Kilka miesięcy temu moja mama miała wypadek w związku z czym było wysokie ryzyko że może umrzeć. Choroba w obrębie mózgu. Wywołało to we mnie traumę. Zawsze prosiłam tatę żeby na bieżąco informował mnie co się z nią dzieje a on tylko mówił że jest dobrze. Potem podczas rozmowy słyszałam że stan pogorszył się i będzie wykonywana operacja co wpędziło mnie w jeszcze większą rozpacz. Mama jest już w trakcie rehabilitacji. Ale nie o tym moje pytanie. Chłopak wyjechał na miesiąc. Z początku bardzo mi go brakowało. W związku z jedną natrętną myślą nie mogłam się skupić na tym żeby z nim porozmawiać. Wbiła mi się ona do głowy i nie odstępuje a brzmi "jestem homoseksualna?". Nie wiedziałam jak na to zareagować. Ta myśl pojawiła się z nikąd. Nigdy noe myślałam nad tym. Pierwszą reakcją była rozpacz że nie chcę tracić chłopaka bo jest dla mnie wspaniały i go bardzo kocham. Nigdy nie podobała mi się idea stanowienia związku, albo dojścia do zbliżenia z kobietą. Nawet dzisiaj koleżanka proponowała mi pocałunek ale odmówiłam bo nie czuję takiej potrzeby. Myślę że mogłabym zrobić to bardziej z samej ciekawości ale jak widzę to w codziennych sytuacjach to nie jestem tym zachwycona. Myśli, wbrew mojej woli, pojawiają się w głowie i zmuszają mnie do widzenia siebie z kobietą w stosunkach seksualnych co jest dla mnie męczące uciążliwe i lekko obrzydzające. Jeśli powiem sobie że wszystko już sobie w sprawie tych wątpliwości wyjaśniłam kładę się spać i budzę się z tą samą myślą w głowie. Nie daje mi ona normalnie funkcjonować i sprawia że nie mam ochoty na banalne czynności takie jak dla przykładu słuchanie muzyki co uwielbiałam. Dodam do tego że chłopak mnie wciąż w 100% pociąga i podnieca. Wyczekuje bardzo jego powrotu ale te myśli nie dają mi żyć. Myślę że natręctwa pojawiły się już w chwili kiedy bałam się o niechcianą ciążę i mimo że wszystko (2 miesiączki multum testów i wizyta u ginekologa) mówiło że w niej nie jestem ja musiałam zrobić conajmniej jeden test na dwa dni żeby nie czuć się nękana przez myśli. I tak przez 2 miesiące. Potem 2 tygodnie przerwy i teraz mam tą myśl o orientacji. Dodam że kobiety jako osoby mi się podobają i porównuję je do siebie. Uznaje je za piękne i często się im przyglądam. Ale to chyba normalne. Nigdy w kobiecie nie byłam zakochana. Czy sytuacje które opisałam mogą wskazywać na to że były (i są) to natręctwa nerwicowe? Czym objawiają się te odnośnie orientacji? Czy wizyta psychologiczna pomoże? I czy orientacja może się zmienić z dnia na dzień?
  22. Witam, Jestem bezrobotną kobietą (w trakcie zakładania własnej działalności) w wieku 25 lat. Od jakiegoś czasu miewam różne problemy, które strasznie wpływają na moje samopoczucie. Trwa to blisko od 2 lat, zaczęło się od ataków paniki na tle stresowym, przez problem z pociągiem seksualnym aż do kluczowego momentu, który miał miejsce 2 miesiące temu. Zaczęło się gdy córka mojej partnerki przyniosła wszy ze szkoły, oczywiście leczenie przebiegało pomyślnie, jednak na moje nieszczęście zbiegło się to w czasie z atakiem robactwa na wynajmowane przez nas mieszkanie. Było go mnóstwo. Mieszkanie ze względu na brak współpracy ze strony właściciela zostało przez nas opuszczone. Jednak dla mnie problem nie zniknął. Ciągle, wszędzie widzę jakieś robactwo, nie wiem czy to już paranoja czy ono faktycznie się za nami ciągnie. Drapie się wszędzie po ciele, boje się pójść do fryzjera czy gdziekolwiek gdzie jest dużo ludzi. To przerodziło się w swojego rodzaju fobię, gdy tylko zaczynam się drapać moje samopoczucie od razu ulega zmianie - jestem nerwowa, dużo krzyczę, płaczę, czuje się bezsilna. To wszystko odbija się na moim związku, bo przez obecny problem wracają te stare - np. brak pociągu seksualnego oraz napady paniki. Potrafię nie spać całymi dniami i nocami szukając rozwiązania i finalnie nie znajduje, jak zawsze. By uciec od gonitwy myśli staram się zajmować sprawami związanymi z otwarciem firmy, pochłania to dużo czasu - przez co o ironio, kłócę się z partnerką bo jestem wtedy zaślepiona jednym tematem. Co mi jest? Nie radzę sobie. Szukam diagnozy, choć nie wiem czy taka istnieje. Podejrzewałam nerwice natręctw, ale sama już nie wiem. Najważniejsze dla mnie to przestać zadawać sobie ból przez drapanie (jak i wyciskanie, automatyczne, wągrów które nie istnieją na twarzy, szyi, dekoldzie) i naprawić relację z partnerką. Proszę o jakąkolwiek radę. uwaraT.
  23. Jestem kobietą, mam 24 lata. Ja i mój narzeczony jesteśmy ze sobą w związku od 7 lat. Około 4-5 lat temu zdradziłam go, dowiedzial sie o tym. Później wciąż utrzymywalam kontakt z tamtym mężczyzną. Narzeczony o tym wiedzial, powiedziałam mu że zastanawiałam się nad rozstaniem. Niestety zdradzilam go drugi raz. Wszystko to trwalo około 6ciu miesięcy Żałuje tego bardzo, jest mi wstyd, byłam zupełnie inną osobą i naprawdę nie poznaję siebie z tamtego okresu. On to wszystko rozumie, ale niestety niedawno dowiedziałam się ze przeżywa w związku z tym poważną traumę. Raz było z nim lepiej, raz gorzej, ale przez ostatni rok jest naprawdę źle, codziennie przeżywa flashbacki, ma jakieś niekontrolowane myśli, jest rozdrażniony i przez to cierpi. Zrobiła bym wszystko żeby mu pomóc. Niestety o niczym mi nie mowił, stwierdził że to samo przejdzie. Czy można to nazwac traumą interpersonalną złożoną? Czy w takim wypadku, po tak długim okresie czasu jest szansa na poprawę jeśli zdecyduje się na terapie? Rozważamy terapię emdr, na początek. Później chyba spróbujemy wszystkiego.
  24. Nie moge sobie poradzic z wlasnym zyciem. Mam 26 lat a nie osiagnelam nic. Przezylam zalamanie w mlodych latach kiedy moi rodzice burzliwie sie rozstali. Od tamtej pory mam kontakt tylko z matka, mieszkam z ojcem ale jego nawet nie obchodzi czy zyje. Ptaktycznie w domu jestem sama, bo ojciec ma inna rodzine. Nie mam przyjaciol, bo cale mlode lata ciagle ktos wykorzystywal moja dobroc i odchodzil. Przestawalam byc potrzebna. Bylam w zwiazku, ale nie moglam juz zniesc jak moj facet patrzy na moj bol i odeszlam sama. Mialam probe samobojcza. Mialam wiele przyjaciol i wszyscy mnie zostawili. Ilekroc probowalam stworzyc zwiazek to bylam olewana. Najlepsze co mnie odciaga od problemow to praca, ktorej tez nie nawidze. Moja najlepsza przyjaciolka potraktowala mnie jak smiecia do podbudowania wlasnej psychiki, z dnia dzien zostawila faceta i uklada sobie zycie z kim innym. Jej byly facet okazal mi cieplo, myslalam ze jest wart uwagi. Chcialam sie odciac od wszystkiego. Jednak okazalo sie ze i on ze mnie zadrwil. Dla wszystkich jestem matka Teresa i dobra rada a sama od wielu lat zmagam sie z myslami samobojczymi. Calymi dniami gapie sie w telewizor albo jestem w pracy. Ilekroc wyszlam z domu poznalam to zawsze dostawalam cios od zycia. Czym sobie na to zasluzylam? Prosilam o pomoc znajomych lecz nie moge na nikogo juz liczyc. Moja mama sama przezyla silna depresje wiec nie moge jej dokladac. Nie mam sily juz zyc mam blokady psychiczne nie ufam ludziom. Nigdy nikomu krzywdy nie zrobilam a uslyszalam ze nie jestem warta uwagi. Mam dosc. Pomozcie
  25. Witajcie mam 25 lat, jestem żoną i mama dwóch córek, na codzien zajmuje się domem. Mój problem zaczął się nie dawno 2 lata temu podczas drugiej ciąży, nie wyjdę nigdzie sama z domu, obawiam się że zemdleje problem dotyczy też sklepów do których nie wejdę. Cała sie wtedy trzęsę i serce wali i muszę szybko wyjść, nawet na spacer z dzieckiem sama nie pojde. Co to może byc, czy to depresja? Czy jakieś leki ?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.