Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'psychoterapia'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Refleksje mężczyzny

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Jestem kobietą w wieku 21 lat. Od tygodnia mam problem z jedzeniem. Chcę jeść ale nie mogę nic przełknąć, ponieważ odczuwam gulę w gardle. Nic nie pomaga każdy kęs muszę popijać sporą ilością wody. Od dzieciństwa nawraca to do mnie i nie wiem jak sobie z tym radzić. Mam lekką niedowagę wiec martwię się, że może bardzo pogorszyć się mój stan. Próbuję wmusić w siebie jedzenie ale kończy się to odruchem wymiotnym. Nie mogę przestać myśleć o tym, czy dam radę zjeść kolejny posiłek
  2. mam na imie adam dowiedziam sie ze a terapie moge kozystac przez onlin darmowe powiem w skrucie potrzebuje pomocy alkohol przemoc problemy koledzy pozyczki klamstwa wymyslone historie co skonczylo sie aresztem .mamrodzine i chce wszystko naprawic czy pomozecie mi
  3. Czesc, Martwie sie o mojego 30letniego brata. Wydaje mi sie ze od okolo 2-3 lat ma poglebiajacs sie chorobe psychiczna, ale nie jestem do konca pewien co to za choroba i co moge w tej sytuacji zrobic. Od okolo roku moj brat jest na zasilku i mowi ze juz nigdy do pracy nie pojdzie, bo nie bedzie niewolnikiem pracy i systemu. Calymi dniami czyta i oglada na YouTube filmiki o teoriach spiskowych, alternatywnych metodach leczenia, o rozowju osobistym, wznoszeniu pozytywnej energii itp. Od paru miesiecy zaczal mowic ze jedynym prawidziwym bogiem jest RA bog slonca i ze Polski narod jest narodem wybranym przez RA. Zaczal czytac slowa od konca, zamieniac literki i nadawac im nowe znaczenia mowiac, ze zli ludzie poplatali kiedys jezyki na swiecie i slowa ktorych uzywamy sa zmanipulowane i maja inne znaczenie. Do tego mowi ze teraz nadchodzi nowa era, era wodnika (chyba) i ze juz wkrotce wszyscy ludzie z niska enegia umra, a Ci z wysoka przezyja i beda mogli czarowac. Do tego bedziemy widziec istoty z innych wymiarow typu elfy, krasnoludki, gnomy, itp. Moj brat zapisuje sobie w pliku tekstowym wszystkie wazne dla niego filmiki na youtube i inne dziwne rzeczy. Do tego ciagle mowi "ogien" (od Ra) i wszedzie wpisuje emotikonke ognia. Podglad pliku mozna zobaczyc tu ->https://files.fm/smerfiko/f/tdsdpb8a7 Czesto mowi tez ze juz niedlugo wydarzy sie cos wielkiego np. ze ostatniego dnia Grudnia 2020 beda sie dziac wielkie rzeczy, oczywiscie nic sie nie wydarzylo. Potem mowil ze do Lutego 2021 znowu sie ma cos wydarzy, teraz mowi ze do konca tego roku. Za kazdm razem gdy zwracamy uwage na to ze przeciez nic sie nie wdarzylo, to nakreca sie zaczyna bardzo szybko mowic podniesionym glosem i tlumaczyc nam ("nierozumiejacym, spiacym ludziom"), ze to sa powolne zmiany i ze juz niedlugo wszyscy poznamy prawde.. Czasami mowi o sobie jakby byl jakims prorokiem - "ja zwykly chlopak z Polski, a juz niedlugo bede znany na calym swiecie, bede pomagac przebudzac sie ludziom, pewnie miliony beda mi oferowac za moja wiedze, ale ja nie robie tego dla pieniedzy. Moze niedlugo tez przyjda po mnie zli ludzie, beda chcieli mnie zabic zebym nie wyjawil tych wszystkich prawd o swiecie, ale ja sie ich nie boje. Ra ma dla mnie plan." Kiedy mowimy mu ze to choroba psychiczna i ze musi isc do psychologa to twierdzi ze jest zdrowy i ze to my "spimy" i wierzymy w telewizje i to co mowia nam rzady na swiecie, a to wszystko nieprawda. Podaje tez przyklady z historii ludzkosci, historii Polski i twierdzi ze to nie jest prawdziwa historia, tylko historia zaklamana i ludzie juz nie pamietaja jak naprawde bylo. Podaje tez przyklady z fizyki, chemii, technologii, itp. aby udowodnic swoja racje. Mowi ze jezyk Polski najblizszy jest pierwotnemu jezykowi bogow (RA) i ze Polanie to rod RA. Oczywiscie wiedza ta pochodzi glownie z filmikow na youtube ktore mozna powiedziec ze sa o tematyce teorii spiskowych. Pare dni temu pojechal do lasu rozpalil tam ognisko i odbyl "rytual" sciagania chrzsztu, bierzmowania i komunii swietej aby znowu stac sie poganskim polanem.. Mamy w rodzinie 2 osoby ze schizofrenie - kuzyn naszej matki oraz dalsza kuzynka naszej matki. Czy bylby mi ktos w stanie powiedziec czy sa to objawy schizofrenii czy moze jakiejs innej choroby? Czy mozemy cos zrobic w tej sytuacji? Moj brat nie uda sie sam na leczenie, a poki co nie zagraza sam sobie ani innym wiec chyba przymusowo tez nie da sie go nigdzie wyslac. Do tego wszystkiego ma problem z hazardem. Cale zycie jest na minusie. Mial prace w ktorych zarabial po 6 tysiecy zlotych i miesiac w miesiac wszystko przegrywal na obstawaniu meczy online, rozgrywek w gry komputerwe online, lotto i wiele innych. Cale zycie pozycza pieniadze od znajomych i mowi ze on problemu nie ma, ze w kazdej chwilii moze przestac i ze ogolnie pieniadze i tak nie sa mu potrzebne bo liczy sie tylko swiadomosc i energia i ze pieniadze psuja ludzi. Pare razy udalo mu sie w tym obstawianiu wygrac wieksza sume pieniedz - 40tys zlotcyh i 70tys zlotych i wszystko pozniej przegral na kolejne obstawianie...
  4. Jakie polecicie leki przy reumatoidalnym zapaleniu stawów? Bardzo cierpię i nic nie pomaga.
  5. Witam serdecznie. Spróbuje po krótce przedstawić swoją przeszłość, aby nakreślić jakiś obraz. Mam 21 lat, za sobą uzależnienie od kodeiny, marihuany, nadużywanie i przygody również z innymi narkotykami, terapię grupową, terapię indywidualną, szpital psychiatryczny, nerwobóle. Wszystko to mniej więcej zaczęło się od 15 roku mojego życia. Duże problemy rodzinne (najbliższa rodzina), między innymi alkoholizm, niepełnosprawność umysłowa. W wieku 18 lat wyprowadziłam się od rodziców. Od tego momentu dwa razy próbowałam wrócić na terapię indywidualną z psychoterapeutą, jednakże kwestia mieszkania za granicą i braku środków finansowych, na chwilę obecną uniemożliwia mi powrót na regularną terapię. Mniej więcej pół roku temu kiedy ostatni raz miałam do czynienia z terapeutą usłyszałam możliwość depresji, choroby dwubiegunowej lub nieprzepracowanych problemów z przeszłości. W mojej opinii z przeszłością w miarę się już „pożegnałam”, chociaż na pewno są jeszcze rzeczy do przepracowania. Wydaje mi się, że nie ma to jednak aż takiego wpływu na to co się dzieje ze mną. Bardzo długo po ukończeniu szkoły, poza pracą, imprezowaniem i spaniem, nie robiłam w swoim życiu nic (wtedy usłyszałam od terapeuty - stany depresyjne). Ostatnie pół roku bardzo się zmieniło, odzyskałam chęci do starych pasji, odkryłam nowe, staram się być aktywna, mam partnera. Jednakże w mojej głowie jest tak samo źle jak było wcześniej (ludzie mi mówili, zmuś się, znajdź zajęcie, będziesz się czuła lepiej - tak nie jest). O zrobienie czegoś muszę ze sobą dosyć dużo walczyć, mimo tego, że potem i owszem odczuwam jakąś satysfakcję i radość. Niestety często jak „nie muszę walczyć” - robienie czegoś wywołuje natrętne myśli, natrętne zachowania, tak że ja już nie chcę robić tych rzeczy ale muszę je robić bo nie mogę przestać. Natrętnie układam w swojej głowie przez kilka godzin swój plan dnia, cały czas go powtarzając, mimo, ze oprócz pracy, jedzenia i spania, nie zawiera on niczego. W trakcie weekendu to samo - niezliczoną ilość razu muszę powtórzyć plan dnia, żeby w ogóle do czegokolwiek się zabrać. Mam problemu w ustępowaniu w relacji z partnerem, wszystko musi być po mojemu, porządek w domu tak jak ja chcę (niekoniecznie super pedantycznie, rzeczy po prostu muszą być, tam, gdzie ja chcę), kiedy coś idzie nie według mojego planu czuje się fatalnie. Nastrój waha mi się z super pozytywnego, na bardzo depresyjny, czasem w ciągu dnia kilka razy, czasem jeden z nich trwa kilka dni. Poczucie takiego odrealnienia, czasem czuje się jakbym patrzyła gdzieś z boku na siebie, albo nie mam pojęcia jak to się stało, że jestem tu gdzie jestem (np czemu jestem w innym kraju), muszę przywoływać do siebie wspomnienia, żeby zrozumieć co się dzieje. Mam wrażenie, że niczego nie potrafię zrobić normalnie, wszystko zamienia się w obsesję. Czasem mam wrażenie, że moja głowa eksploduje od tego ciągłego myślenia. Pojawiły się też zaburzenia odżywiania, mianowicie podejrzewam uzależnienie od cukru nad którym pracuje - doszło do intencjonalnym wymiotowaniu po zjadaniu dużych ilości słodyczy. Dodatkowo nerwobóle serca, samookaleczenie się. Prawdopobnie nie ma to większego ładu i składu ale coś wewnątrz mnie nie ma już siły. Chciałam już wielokrotnie po prostu zapisać się do psychiatry i poprosić o tabletki. Ale wiem, że to tez nie jest rozwiązanie. Moje pytanie, czy z tego co napisałam, można wysunąć jakąkolwiek teorię? Często też mam poczucie, że to sama przed sobą zmyślam, że tylko użalam się nad sobą… Nie mam pojęcia co ze sobą robić, czy powinnam spróbować udać się na psychoterapię? Czy to może być jakaś choroba do leczenia farmakologicznego? Będę wdzięczna za każdą wskazówkę. Pozdrawiam serdecznie.
  6. Witam, niedawno skończyłam liceum, w planach miałam wyjechać z bliską mi osobą z domu rodzinnego jak najszybciej- zacząć wakacyjną pracę, aby odłożyć trochę pieniędzy na studia, a po wakacjach zacząć życie studenta 300km od miasta, w którym dorastałam. Niestety koronawirus, stres maturą, problemy w domu spowodowały, że moja psychika padła ofiarą destrukcji. Mianowicie tracę chęci do czegokolwiek, a także nie potrafię sobie wyobrazić siebie w przyszłości. Obecnie nie ma przy mnie osoby (dodatkowe pokrzywdzenie mojej głowy, powiedziała o mnie wiele złych słów), z którą miałam zrealizować w/w plany i wszystko mi się posypało. Nie wiem, czy poradzę sobie w chwili obecnej, bo czuje straszne ogłupienie. Rodzice mnie w ogóle nie wspierają, znalazłam pracę w pobliżu domu, ale śmieją się ze mnie i mówią, że sobie w niej nie poradzę. To także mnie wyniszcza. Moje starania są wykpiwane. Całymi dniami siedziałabym w pokoju i płakała, ale na to też nie mam już siły. Czuję ogromną pustkę w sobie, strach, brak mobilizacji, chęci. Czuję też wszechogarniający smutek. Jestem w takim stanie, że jestem zmuszona skorzystać z tej strony, ponieważ na płatną poradę psychologiczną dopiero będę zbierać środki... Mam ogromną nadzieję, że ktoś z Państwa będzie w stanie jakkolwiek mnie naprostować, choć chwilowo... Z góry dziękuję.
  7. Witam Jestem uczennica klasy maturalnej mam 19lat ... Uczeszczam na terapie do psychologa już trzeci rok , po tym jak trzy lata temu podjęłam się próby samobójczej. Rok temu miałam rok rezerwy w terapi gdyż psycholożka zaszła w ciąże . Mimo ze chodzę na terapie już długi okres nie widzę znacznej poprawy w swoim samopoczuciu . Ostatnio pojawiła się u mnie bezsenność potrafię nie zmrużyć oka nawet przez tydzień , ostatnio ze zmęczenie zasłabłam w szkole . Często mam tal ze nie mam siły wstać rano i dużo opuszczam lekcji. Jestem niepełnosprawna mam wadę ręki od urodzenia, najbardziej boli mnie to ze choć ja nie uważam siebie za osoby niepełnosprawna to inni tak mnie postrzegają i nie raz spotkałam się z drwi ani i kpinami. Nie wodze dla sb wogole przyszłości nie wiem co chce robić w życiu . Nie mam motywacji żeby walczyć o siebie . Mimo ze mam przyjaciół i chłopaka . Od 5klsy podstawówki się okaleczać i nadal to robię czasami ... poprostu nie wodze potrzeby przestać , bardzo bym chciała sb pomoc ale nie wiem jak, pani psycholog dużo mi podpowiedziała j cześć rzeczy zmieniłam ale nie jestem w stanie ske cieszyć nadal i normalnie funkcjonować , jednosczesnie nie chce zmienić terapeuty bo nie będę umiała już nikomu zaufać . Za namowa pani psycholog za miesiąc mam wizytę u psychiatry której się totalnie boje . Noe wielcy mnie czeka . Czy to może być depresja ? Co mogę więcej zrobić żeby wkoncu zacząć czerpać radość z zycia
  8. Witam, Mam na imię Monika i mam 30 lat. Pisze tutaj bo już brakuje mi sił. Jestem w ponad dwu letnim związku i czuje się wykończona psychicznie. Partner zawsze dominował w związku, na początku nie przeszkadzalo mi to ale z czasem chciałam też mieć swoje zdanie na jakiś temat albo żeby coś było tak jakby ją chciałam. I wtedy właśnie się zaczęlo...wkurza się na mnie o wszystko. Mam zły dzień i nie przywitam go z uśmiechem jak wraca z pracy o potrafi już być o to zły, najwcześniej się wtedy obraża i już się do mnie nie odzywa, próby porozmawiania z nim kończą się tak że nie odzywa się do mnie. Czasem wszystko jest go w stanie wyprowadzić z równowagi. Np. ostatnio poprosiłam go tylko żeby skończył 30minut wcześniej prace bo nie zdążymy na ważne umówione spotkanie to powiedział że nie, więc po chwili ponowilam swoją prośbę i wtedy zaczęła się awantura zaczął mnie wyzywać od pierdolonych pizd, kazał sobie szukać nowego mieszkania, pakował moje rzeczy, obrażał, wyzywał po czym wszystko było moja wina bo ja tylko mam o wszystko pretensje i wszystkiego się czepiam. Najgorsze jest to że on nie widzi w sobie w ogóle winy uważa że robi tak bo ja go prowokuje do tego. Obwinia mnie za wszystko i uważa że powinnam się leczyć u psychologa. Niestety mnie bardzo łatwo zmanipulować i takie ciągle gadanie jego sprawia że ja już tak myślę że chyba jestem taka beznadziejna i prowokuje go do tego. Dodam że mam stwierdzono u mnie autyzm, dopiero rok temu, nie leczyłam się ani nie chodziłam na żadne terapię, widzę teraz w dorosłym życiu że mam ogromne problemy z kontaktami z ludźmi, nie rozumie ironi, żartów, po całym dniu jestem tak przebodzcowana że nie mam siły że uśmiechać. Mówiłam to mojemu narzeczonemu ale on uważa że to tylko wymówka. Kiedy tak mnie wyrzuca, mówi przykre słowa i wyzywa zamykam się w sobie i nie umie się już otworzyć na niego. Co powoduje u niego jeszcze większa złość. Brakuje mi stabilizacji, poczucia bezpieczeństwa. Tego żeby on też przeprosił, porozmawiał, przyznał się do winy. Każda próba rozmowy na ten temat kończy się tym że to moja wina a on jest bez winy. Czuje się już wykończona psychicznie, nie chce tego związka kończyć ale nie wiem co już mam robić. Kiedy ma dobry czas między nami jest na prawdę cudownie. Ale już brakuje mi pomysłów jak do niego mam dotrzeć i co mam robić żeby było dobrze. Prosiłam żeby poszedł do psychologa, po roku poszedł ale psycholog nie przyznał się do tego, powiedział jej to tak jakby to ja przez to że się czepiam ciągle o coś on już nie wytrzymuje nerwowo i dlatego tak robi. Chciałam zapisać nas na wspólną terapię żeby on zrozumiał mnie o co mi chodzi i może ja wreszcie się dowiedziałam o co tak na prawdę chodzi mu. Proszę o pomoc, rady jak mam z nim postępować i co robić.
  9. Czy znacie jakieś sposoby na radzenie sobie ze stresem w pracy? Jak sobie radzicie z trudnym wyczerpujacym zawodem?
  10. Kobieta 22 lata. Zastanawiałam się już od dłuższego czasu czy pójść do psychologa. Ale trochę się zaraziłam, bo byłam parę razy. Ale w ogóle mi nie pomógł. Mam miliony myśli na raz. Ale gdy mam co kolwiek powiedzieć na głos to nagle zapominam co chciałam powiedzieć, nagle wmawiam sobie, że może to jest chwilowe. Ale zaczęłam czytać jakiś tekst o depresji. I uświadomiłam sobie, że faktycznie mogę ją mieć. Moje obawy/uczucia/myśli nie są chwile. Myślę o tym wszystkim dniami i nocami, miesiącami. Pomimo tego że moje życie „z zewnątrz” może się wydawać super to dla mnie takie nie jest. Bo przecież mam narzeczonego który mnie kocha i jest bardzo dobrą osobą, mam wspaniałych rodziców i przyjaciół. Ale jednak cały czas czuję taką pustkę. Hmm nie wiem jak do końca to wszystko nazwać. Ale cały czas wszystko widzę w szarych barwach. Wstaje rano i zastanawiam się po co wstaje. Skoro to całe życie nie ma sensu. Ostatnio stwierdziłam, że człowiek żyje po to żeby umrzeć. Żyje dla pojedynczych szczęśliwych momentów. Tylko to są chwilę, a życie nie składa się tylko z chwil. A mam wrażenie że u mnie tych „chwil szczęścia” jest bardzo mało. Teraz mamy wyjechać za granicę bo nowa praca, większe zarobki, nowe otoczenie i jest ładniej. Ale co z tego. Przez pół roku będzie lepiej. Ale później jest nadal szara rzeczywistość. Brak tolerancji u ludzi, codzienna monotonia. Bo tak przecież wygląda życie. Wstajesz idziesz do pracy, idziesz spać i tak w kółko. To nie ma żadnego większego sensu. Jestem w dobrym związku, ale czy szczęśliwym ? Cały czas czuję że może to nie jest to. Ale czemu by miało nie być. Skoro Szymon mnie wspiera, zawsze mogę na niego liczyć, chcę cały rozwijać nasz związek, stara się, spędzamy miło czas. I nie ma powodu żeby to nie było „to”. A jednak. Nie chcę tak łatwo odpuścic. Bo jesteśmy razem już 4 lata, jesteśmy narzeczeństwem, mieszkamy razem. I wiem, że powodem tego że według mnie nie układa się w związku może być to że może mam depresję. A nie chcę kończyć, a później tego żałować. Bo myślę że mogło by tak być. Problem jest w tym że nie wiem czego chcę. Nie wiem co sprawiłoby żebym była szczęśliwa. Zaczęłam medytować, „bo wtedy jest lepiej/lżej”, ale tego nie czuje. Nie jestem wstanie nawet przez minutę nie myśleć o problemach. Moja siostra mi powiedziała że wie że ciężko się skupić „bo myślisz o tym, że coś bzyczy, że muszę nastawić pranie itd” tylko ja o tym nie myślę przy medytacji. Myślę o tym po co to wszystko ? Po co wstawać rano ? Czemu jestem nie szczęśliwa skoro nie mam do tego powodu ? Czemu inni są szczęśliwi a ja nie, skoro nasze/moje życie jest takie podobne ? Wiem że to strasznie brzmi. Ale hmm nie wiem jak to nazwać „lubię” jak moi przyjaciele mają jakiś problem. Nie dla tego że lubię jak jest im źle tylko lubię to że nie myślę wtedy o swoich problemach tylko o innych. Moim jedynym „sposobem” na to żeby nie myśleć jest spanie. Każdy się śmieje „Jezu Zosia ile ty śpisz. Mógłbyś przespać życie”. Ale to jest jedyne co mi pomaga. To jest jedyny sposób żebym miała spokój. Jestem poprostu zmęczona. Ale nie fizycznie tylko psychiczne. Kiedyś nie rozumiałam co to znaczy. Ale od dłuższego czasu już wiem. Brakuje mi tego kiedy jeszcze jakieś dwa lata temu miałam tak że myślałam o tym „jakie życie jest fajne”. A nie tak jak teraz myślę w kółko „jakie życie jest straszne/jakie życie jest bez sensu”. Mam 22lata. Osoby w moim wieku myślą o pierdolach i „śpią spokojnie”, a ja tak nie potrafię. Wiem że nie można się porównywać do innych, ale w tym przypadku chciałbym mieć jak inni. Chciałbym przez chwilę „nie myśleć”. Kiedy ktoś mnie pyta czy wszystko jest u mnie ok ? Odpowiadam że tak, bo nie chcę słuchać „Zosia życie jest piękne i składa się z szczęśliwych chwil i trzeba je doceniać”. A ja w to nie wierzę. Nie którzy poprostu są naiwni, bo myślą że życie jest takie piękne, albo może poprostu są szczęśliwi. Cały czas nurtuje mnie to że „Czemu ja miałam bym mieć depresję?” Skoro mam takie lekkie i przyjemne życie. Tylko dla mnie ono takie nie jest. Nie widzę jego sensu. Dni/miesiące/lata są dla mnie kolejnymi numerami, które nie mają sensu. Które poprostu mijają i tyle. Nie widzę tego powodu żeby cieszyć się z życia. Myślę, że nie warto mówić o swoich problemach, bo nikt mnie nie rozumie. I tylko usłyszę poraz setny te same bezsensowne pocieszenia lub nudne frazesy z internetu. Moim marzeniem jest być szczęśliwym i poprostu już tyle nie myśleć.
  11. Cześć, Mam 18 lat i pewne problemy z którymi borykam się od kiedy pamiętam, a które mam wrażenie, że pogarszają się wraz z wiekiem. Może to po prostu mój charakter, a może coś więcej, nie jestem pewna stąd też ten temat. Nigdy nie byłam wesołkiem, a przynajmniej nie w środku, mam przez to na myśli, że dobrze nauczyłam się już "nastrajać" emocjonalnie i wiele osób z otoczenia powiedziałoby, że jestem zabawna, bardzo przyjazna i nawiązywanie nowych kontaktów przychodzi mi łatwo. Nic bardziej mylnego. Sytuacje z innymi ludźmi, a przynajmniej z większością, są dla mnie niesamowicie stresujące i męczące. Dosłownie po powrotach do domu ze szkoły czułam się wyssana z życia. Nie jest to jedyny problem. Jestem wiecznie przygnębiona oraz zmęczona, moja samoocena jest bardzo niska, a czasami pojawiają się myśli samobójcze. Nie mam siły na nic, mimo tego, że nic nie robię. Pogorszyło się to w obecnej sytuacji, kiedy o wiele więcej czasu spędzam w domu, nie muszę codziennie się ubierać, malować i udawać wesołka. Nie czuję się źle cały czas, są lepsze i gorsze dni. Po prostu w ostatnim czasie mam wrażenie, że tych gorszych jest o wiele więcej. Jednak od kilku miesięcy coś się zmieniło. Nie mam ochoty już płakać po nocach, ani się nad sobą użalać. Nigdy nie byłam zbyt emocjonalna, ale teraz mam wrażenie, że czasami nie odczuwam żadnych emocji. Czuję pewnego rodzaju pustkę. Żyję, bo żyję. Mam wrażenie, że wszystko robię z automatu. Moja osoba jest mi czasami obca, a słowa, które wymawiam mam wrażenie, że wychodzą ze mnie same, bez mojej kontroli. Patrzę w lustro i muszę sobie uzmysławiać, że ja to ja, że to się dzieje naprawdę tu i teraz. Szukając informacji na ten temat, natrafiłam na depersonalizację i derealizację. Czytając objawy, pomyślałam, że brzmi znajomo, ale jest to stan tak dziwny, że ciężko mi to opisać słowami. Może przesadzam, może tylko mi się wydaje, że tak się czuję. Powinnam się cieszyć z tego stanu "lekkiego odrealnienia"? A może to znak, że pora udać się na terapię?
  12. Dzień dobry, Czy mogą Państwo polecić ciekawą i inspirującą literaturę na temat rozwoju potencjału zawodowego ? Znalazłam się w trudnym momencie życiowym, bardzo potrzebuję wsparcia w odnalezieniu sensu pracy i życia na nowo, na sesje terapeutyczne z psychologiem lub couchem na chwilę obecną mnie nie stać, dlatego chcialabym wesprzeć się literaturą w tym zakresie. Najbardziej interesują mnie pozycje na temat: Odnalezienie właściwej ścieżki kariery Odnalezienie naturalnych talenów i ich rozwój Radzenie sobie z błędnymi wyborami Identyfikacja mocnych stron i ich rozwój Walka ze stresem w pracy Niska samoocena i lek przed pracą Odnalezienie sensu życia w pracy i życiu Wiem że temat jest bardzo rozległy i przeczytanie paru książkę nie zastąpi psychoterapii jednak na chwilę obecną jest to jedyna opcja. Inetersują mnie również książki o tematyce: Jak radzić sobie z błędnymi wyborami (nie tylko zawodowymi) Rozwoj kompetencji społecznych u dorosłych (lek przed ludźmi, nieumiejętność nawiązywania trwałych i pozytywnych relacji w pracy i życiu osobistym) Niska samoocena Problemy z koncentracją na tle lękowym, jak walczyć że stresem Będę bardzo wdzięczna za podesłanie tytułów które według Państwa mogą być pomocne. Książek na rynku jest mnóstwo a skromne fundusze ktore posiadam chciałabym mądrze zainwestować. Dziękuję i pozdrawiam Dora
  13. Jestem kobieta, mam 18 i problem ze sobą i nie wiem co jest tego przyczyna. Zaczelo sie pare miesięcy temu od tego jak zaczęłam sie bardziej przejmować problemami rodzinnymi problemy finansowe ojczymem za granica itp. I to jakoś strasznie na mnie wpłynęło. Dodam jeszcze ze od 2 lat jestem z chłopakiem którego znam praktycznie całe swoje życie ale nie mieliśmy wcześniej bliskiego kontaktu. Na początku naszego związku było wszystko super układało nam sie, dogadywaliśmy sie ale ostatnie pare miesięcy stało sie strasznie trudne. Zaczęłam być mniej uczuciowa dla niego przestaliśmy tak często uprawiać sex praktycznie wcale tego nie ma przez to on czuje sie odrzucony i niedoceniany bo gdy tylko próbuje mnie dotknąć to go odtrącam (wcześniej byłam w związku z innym chłopakiem który robił to ze mną bez mojej zgody nie wiem czy to może mieć jakies wpływ na to ponieważ na początku było okey) a ja sie zmieniam tylko na gorsze krzyczę na niego jak tylko zrobi cos co mi nie pasuje wszystko musi być tak jak ja chce, mam ciagle wachania nastroju jest mi smutno bez powodu albo jestem zła bez powodu. Chciałabym to zmienić tylko ze nie potrafię nie umiem sie zmienić tyle razy o tym rozmawialiśmy a ja nie potrafię i nie wiem co jest tego przyczyna tak samo jak nie wiem co jest tego przyczyna ze tak strasznie spadła mi ochota na sex. Jeszcze ostatnie straciłam ochote na wszystko co mi sprawia przyjemność jak wychodzenia na spacery spotykanie sie ze znajomymi najchętniej bym tylko leżała w łóżku i oglądała filmy, przytyłam 4kg co nigdy mi sie nie zdarzyło, zepsułam sie i psuje wszystko do okoła i nie wiem jak to naprawić. Jakieś wskazówki co mogę zrobić żeby naprawić siebie i swój związek?
  14. Witam wszystkich, pierwszy raz w życiu korzystam z takiej formy komunikacji jaką jest forum, aby cokolwiek napisać i zobaczyć odpowiedzi innych ludzi. Tak więc proszę o wyrozumiałość i sensowne odpowiedzi. Obecnie jestem 7 miesiąc w terapii indywidualnej. Na którą zdecydowałem się po przejściu okropnej i tragicznej sytuacji, której w tym miejscu opisywał nie będę. Jedynie to że miała miejsce w ubiegłym roku i była przyczyną do tego aby w końcu szukać pomocy. Terapia na której jestem, ma dla mnie bardzo dziwny przebieg ponieważ nie dostałem informacji ile może potrwać, w jakim jest nurcie prowadzona ani co mam być jej celem. Pytałem Panią psycholog o te informacje jednak nie chce mi ich udzielić. Moje życie rozleciało się zupełnie. Zwolniłem się z pracy, skończyłem związek, odizolowałem się od rodziny - zostałem sam. Sporo informacji o osobie podczas terapii już zdobyłem ale sedno problemu nie zostało jeszcze ujawnione. Bardzo chciałbym się dowiedzieć co takiego we mnie jest, co mnie blokuje, co nie pozwala mi na normalne życie i ciągle powoduje że popełniam te same błędy i sam siebie katuje myśleniem i postępowaniem. Czytałem o metodzie wolnych skojarzeń jednak samodzielnie nie jestem wstanie tych skojarzeń zinterpretować, samemu nie potrafię wyjść z tego błędnego koła. Moja Pani psycholog chyba stawia na moją samodzielną pracę i to jest ok. Ale jak można od ślepego oczekiwać że rozpozna kolory? Proszę o opinię psychologa i forumowiczów, którzy podobny temat przerabiali. Wolne skojarzeni o które mi chodzi pojawiło się u mnie przypadkiem podczas zupełnie przypadkowej rozmowy ale zauważyłem je i wyglądało następująco: Wyobraziłem sobie drogę przez las, bardzo krętą aż po horyzont, jasną ale kamienistą, szeroką tak na jeden samochód, pomiędzy drzewami, w atmosferze ładnej słonecznej pogody. Na tej drodze poruszam się, bardzo powili, prowadząc coś jakby zaprzęg konny, wóz który ciągnie koń. Za mną tak po prawej stronie ten wóz ma miejsce w którym leży trup, mężczyzny. Podczas tego wyobrażenia nie czułem ani strachu ani niepokoju, ale z trudem wraca do tej myśli, która nie daje mi spokoju kim jest ta osoba albo co symbolizuje. Proszę o komentarze.
  15. Moja teza w skrócie: partnerki zdradziły go, bo nie były jego priorytetem, zawsze za to ma czas na znajomych i zabawę...? - chcę mu to powiedzieć i może otworzyć oczy, ale czy powinnam być tak brutalnie szczera? Czy może jednak powinnam zasugerować mu terapeutę? Co prawda po tych partnerkach przepracował z nim te zdrady, ale chyba nie to powinni...? Trochę długaśne, ale niestety sama nie daję rady i w końcu chciałabym to z siebie gdzieś wyrzucić... bo znajomi tylko "rzuć to"... Szczegółowo: Z chłopakiem jestem ponad rok. Związek obecnie na odległość, bo taka praca, dlatego spotykamy się jakoś co 2/3/4 miesiące na tydzień albo dwa. Poznaliśmy się w Internecie, również na odległość. Na początku wszystko było świetnie, czułam się w jego centrum uwagi, ale niestety też dowiedziałam się, ze zdradziły go poprzednie partnerki. Poznaliśmy się dość wcześnie, świeżo po jego zerwaniu z poprzednią, ok. 2l partnerką. Niestety przed naszym pierwszym spotkaniem wrócili do siebie, bo z tą "akurat jakoś nie wychodziło, ale dadzą temu szansę"... No i nie dziwiłam się - wybrał coś znanego, pewniejszego, a ja gdzieś na krańcu Polski, wtedy miał też dużo swoich problemów, potrzebował czyjejś bliskości... Kwestia taka, że później po ok. 2 msc dowiedział się, że ona też go zdradziła/zdradzała - chciała chyba wyciągnąć trochę pieniędzy po powrocie do niego. Po jakimś czasie znowu napisał do mnie i tak się zaczęło. Na początku coś poczułam, czego nie mogłam zapomnieć, więc dałam mu szansę. Pierwsze miesiące to była męka... Potrafił nie odzywać się przez 2-3 dni, ale jednak gdzieś widziałam, że jest dostępny na fb i innych portalach; miał czas na przeglądanie instagrama, ale napisać do mnie dobranoc czy dzień dobry to już nie, czy w ogóle odpisanie mi - odczytywał i zapominał. To było dla mnie zupełnie dziwne, bo tak długi brak kontaktu to było nie w jego stylu. W końcu doszło do kłótni i jego tłumaczenie ''mam dużo obowiązków, czasem jestem tak zmęczony, że tylko oglądam memy i idę spać''. Okej, zajęty pracą, bo i pasja i praca, ale naprawdę, żeby nie spoglądać dniami na telefon? Kolejna kłótnia po paru tygodniach, bo okazuje się, że ma czas grać ze znajomymi/rozmawiać do 3ciej nad ranem w sobotę, a do mnie 0 wiadomości... Co lepsze każdego tygodnia umawiają się min 1/2 razy w tygodniu na jakieś długie granie. Jeden z jego przyjaciół mieszkał blisko, to parę razy w tygodniu potrafił wpaść do niego na obiad. No okej, po kilku kłótniach coś się polepszyło w końcu. Dotarło do niego, ze po prostu jak tak długo nie odzywa się, to martwię się, no i logicznie nie czuję się obecna w jego życiu... Zdał jeden egzamin zawodowy, obiecał, że zadzwoni po nim "nie mogłem, bo przyjaciele przyszli i czekali na mnie". Rozmawiał ze mną ostatnią o 23ej w nocy... Też powiedziałam, że to nie było fajne. Czasami zdarzają się "suche tygodnie" rozmów, bo ma, np. dużo nadgodzin, a w pracy nie może używać telefonu. Jednak raz czy dwa zdarzyło mu się wygadać, że mimo wszystko znalazł w takim tygodniu czas na rozmowę telefoniczną z przyjaciółmi... Wypomniałam mu to, bo uznałam to za bardzo słabe zachowanie i zauważyłam, że od tego momentu już tak często nie wspomina mi, kiedy spędza czas ze znajomymi... Zaczęliśmy też dzwonić do siebie więcej, raz w tygodniu na kilka godzin. Potrafimy naprawdę rozmawiać o wielu rzeczach. Teraz ustaliłam z nim randki i w każdym tygodniu dzwonimy do siebie o wyznaczonej porze, bo po prostu powiedziałam mu, że to mi pozwoli czuć bardziej jego obecność. Niestety ostatnio... godzinę przed rozmową napisał mi, czy będzie w porządku jeżeli ją przesuniemy, bo musi podwieźć kolegę na randkę, bo akurat taxówka wyjdzie bardzo drogo. Kolega mógł pozwolić sobie akurat na tę taxówkę, ale no "pomyślałem, że to będzie miłe i zrozumiesz to". Poczułam się znowu zepchnięta na dalszy plan, bo "ja mogę poczekać', nasza randka może poczekać''. Powiedziałam mu o tym, jak się poczułam, stwierdził, że myślał, że to w porządku i przecież chciał pomóc przyjacielowi. No dobra. Tylko potem zapytał, co jeżeli jego mama miałaby zawał i czy jakby spóźnił się tę godzinę, to byłabym zła? Zdenerwowałam się, poczułam jakby robił ze mnie idiotkę, dlatego powiedziałam, że to są różne sprawy, a kolega jednak mógł wziąć taxówkę, no, ale pewnie chciał z nim posiedzieć. Innym razem też musiałam czekać, aż kolega pójdzie, bo ten kolega też właśnie mieszka blisko. Znajomi mówią, że ewidentnie ma mnie gdzieś. Jednak stara się, poprawia się, nie zdradza mnie, bo czuję, że mogę mu w tej kwestii ufać. Po prostu jest jakiś taki nieogarnięty... zapisał moje urodziny w kalendarzu, a i tak zapomniał, ja w ogóle mu dawałam w wiadomościach jasne znaki, że też coś celebruję, bo okazało się, że jego kolega kupił samochód i opijają to, to i tak nie ogarnął tych znaków... Dopiero jak kolega poszedł i przeczytał raz jeszcze moje wiadomości, to było mu przykro i złożył mi życzenia pisemnie... byłam zdenerwowana, więc zadzwoniłam i wtedy jakby myślał, że powyznaje mi miłość, powie kilka czułych słów i wszystko będzie okej i może iść do znajomych i siedzieć z nimi do wieczora. No i tu się pojawia problem. Często mi mówi, że nigdy by mnie nie zdradził, że w ogóle jak mogę mu zwracać uwagę, że patrzy notorycznie na jakieś kobiety na ulicy, że przecież tylko patrzy i nie zdradziły mnie, bo przecież ON TYLE RAZY BYŁ ZDRADZONY. Później znowu zasłania się, że czuje, że musi każdego zaspokajać... że musi być dla znajomych, dla rodziny, dla mnie i chce być DLA KAŻDEGO MIŁY.... Ogólnie mam wrażenie, że jego znajomi, zabawa z nimi, nawet ich opinie... są ważniejsze, godniejsze uwagi bardziej niż ja. Ja czuję się jak dodatek, A NA PEWNO NIE JAK PRIORYTET, chociaż ciągle zapewnia mnie jak wiele dla niego znaczę, ale wiadomo - to tylko słowa. Dlatego chyba dotarło do mnie, że one wszystkie go zdradziły, bo to było łatwiejsze... Zdradziły go ze swoimi kolegami, a ostatnia po prostu uległa komuś. Po prostu zdradziły miłego faceta, bo chociaż jesteś w jego życiu, to jakbyś nie była i słyszysz "kocham Cię", a czujesz się zupełnie sama... Chciałabym mu powiedzieć o tym, co myślę, bo jestem już totalnie zrezygnowana... ale boję się, że go tą brutalną prawdą totalnie zranię, chociaż chyba gdzieś od początku miałam radar "zdradziły go wszystkie poprzednie partnerki? dziwne...'', no i chyba dotarło do mnie dlaczego, a sama byłam wcześniej zaskoczona, bo przecież taki pomocny, kulturalny, miły facet i zdradziła go każda? Chciałabym mu zaproponować też terapeutę, żeby zrozumiał, że mogę mieć takie potrzeby jak komunikacja, zainteresowanie itd., że to normalne i nie musi się na mnie denerwować, bo znowu o tym mówię "o co Ci chodzi? już gadaliśmy o tym...". Albo może traktuje kobiety przedmiotowo? Sama już nie wiem. Naprawdę mi na nim zależy, bo mimo wszystko czuję się z nim dobrze, ale ta walka o kontakt, o zainteresowanie, o bycie w centrum czasami... Dobija mnie to.
  16. Hej! Jestem studentem, mam ok 20 lat. Moja mama od kiedy pamietam miala problem pieniedzmi. Kupowala wiecej na ile mogla sobie pozwolic, czesto pakujac sie w chwilowki. Tak naprawde, utrzymywali mnie jej rodzice, a moja mama takze polega na ich ''pomocy'' finansowej. Tak jest do dzisiaj i gdy mamy rodzice odmawiaja pozyczki, mama szantazuje ich emocjonalnie i wychodzi z ich domu. Dziadkowie 'miekna' i nastepnym razem daja znow pieniadze. Kolo sie zamyka. Nie zyje w nedzy, ale uwazam, ze gdyby nie dziadkowie, mialbym niemaly problem. Dziadkowie nie beda zyli na zawsze, a mama juz od parunastu lat nie zmienia zachowania: kupuje nowe rzeczy, ktore za chwile sprzeda za wiele mniejsza cene (jak np. samochod) lub wyrzuci. Kiedy pytam sie co zrobila z pieneidzmi ktore dostaje z rzadu, obraza sie i mowi, ze jestem gowniarzem, ktory nie moze pyskowac. Potem juz nie chce rozmawiac, przerywa rozmowe. Mama przeszla przez maleznstwo z alkoholikiem i rozwod. Dziadkowie mowili, ze w mlodosci byla bardziej promienna. Teraz moja babcia zachowuje sie 'mlodziej' niz moja mama ktora sie latwo obraza, przejmuje czyms i ma problemy ze snem. Kiedy tlumacze mamiem, zeby poszla do psychologa, ona nie widzi problemu z tym pseudo-zakupoholizmem, a jedynie rozwaza tabletki na depresje, gdyz jest czesto zestresowana. Neurolog powiedzial, ze nie jest tabletki nie sa wymogiem dla niej i nie przepisal jej nic. Probowalem ja przekonac do jakiejs terapii albo przynajmniej diagnozy, ale ona sie chce chodzic na zadne terapie 'bo nie jest nienormalna'. Znow sie obraza i przestaja ze mna rozmawiac. Jak moge przekonac taka osobe do diagnozy i ewentualnej terapii? Uwazam, ze musi jej pomoc profesjonalista ktory wytlumaczy jej co robi zle albo sprawi ze sama to zrozumie. Z gory dzieki za kazda profesjonalna porade!
  17. Witam.Wiem,że mój problem rozwiąże tylko wizyta u psychiatry ale trochę chciałam nabyć wiedzy.Otóż mam pytanie w takim skrócie czy jeśli moja mama przeszła ciążę patologiczna była prześladowana a nawet pobita przez swoją teściowa a ja w dzieciństwie byłam trudna wycofana społecznie, uciekałam z lekcji i przedszkola miałam masę problemów byłam uzdolniona w konkretnym kierunku jestem wyczulona bardzo na dźwięki mam depresję i nerwice z lekiem społecznym do tej pory nie funkcjonuje w tym świecie i jestem nie akceptowana przez społeczeństwo czy to może świadczyć o Aspergerze?
  18. Dzień dobry. Mam proboem dotyczacy zachowania mojego dziecka. Od jakis 2 tygodni moje dziecko dziwnie sie zachowuje. Nie odrabialo zadań domowych, bylo nadpobudliwe zaczelo sie złościć, płakać. Nie chętnie angażuje sie w porządek, zaniedbuje zwierzatka domowe oraz kłamie. Oczywiscie usunęłam glowne źródło jakim byl internet i gry, jednak na niewiele sie to zdało. Dziecko jest nie przygotowane do szkolnych zajec, mowi ze odrobil lekcje/ spakowal sie po czym sie okazuje ze tego nie zrobil. Jest bardzo rozkojarzony. Syn ma prawie 11 lat i niczego mu nie brakuje. Rozmowy nie skutkuja, kazdemu czlonkowi rodziny przedstawia inny problem i przyczyne swojego zachowania. Prosze o porade co moge zrobic w tej kwesti, aby pomóc dziecku by wszystko wrocilo do normy.
  19. Witajcie.. Mam 23 lata. 4 miesiące terapii. Niby tempo miałam niesamowicie szybko, niby była „gotowość”do zmian … Samookaleczanie przez kilka lat. Ojciec alkoholik, toksyczna matka, bracia - przemoc fizyczna psychiczna i seksualna, do tego w życiu dorosłym kłamstwa, pakowanie się w przemocowe relacje. Można takie przejścia przepracować w 4 miesiące? Parę dni temu terapeutka powiedziała, że czas już puścić rękę, że jestem gotowa na to życie. A ja? Czuję ogromny smutek. Czuję jakby mi ktoś wyrwał najważniejszą rzecz w życiu. 3 dzień nie umiem dojść do siebie… Ostatnie kilka spotkań już czułam, że nasza droga powoli dobiega końca.. Źle się z tym czułam. Potwornie mi przykro, że już nie porozmawiamy, nie pośmiejemy się. Nie byłam gotowa na tak „drastyczne” odcięcie.Zaczynając terapię myślałam, że mam wspaniałych przyjaciół i matkę, która wkurza, ale to jak każda matka. W trakcie terapii złe rzeczy się zaczęły odklejać – odcięłam się od matki i wszystkich przyjaciółek, w których szukałam tej matki… Zostałam sama, ale zawsze wiedziałam, że gdzieś jest ta terapeutka… Chyba brakuje mi teraz kobiety w życiu. Mam partnera, ale to nie jest to samo. On nie może być od wszystkiego… Dzwonić do niej? Wznawiać terapię? Powiedzieć jej, ze jestem wrakiem?!
  20. Mam bardzo duże wahania nastroju, od smutek, pustka, a za chwilę radość, nadzieja, potem złość, a następnie lęk i strach. Zazwyczaj trwają przez krótki czas. Moja samoocena ciągle się zmienia. Potrafię wstydzić się swoich wcześniejszych poglądów itd. często są one dyktowane nie moimi własnymi wyborami, ale nieświadomym naśladowaniem innych ludzi. Bardzo łatwo mną manipulować. W jednej chwili potrafię uważać jakąś osobę za ideał, a za kilka tygodni widzę w tej osobie same wady, moja ocena ludzi, bardzo skrajnie się zmienia. Jestem idealistką do przesady. Dodatkowo mam wciąż poczucie pewnego braku, mimo iż mój umysł jest przepełniony myślami, naprawdę jestem bardzo introspektywna, a wciąż czuję jakby mój umysł, moje wnętrze było zbyt puste. Czytałam o zaburzeniu osobowości borderline, ale nie pasuje to, że ja mam dosyć silne poczucie tego kim jestem, mam poczucie osobowości, oczywiście do czasu kiedy nie zmieni się to poprzez nieświadome naśladowanie innych. Czy mimo tego nadal może być to borderline. Oczywiście wiem, że diagnoza przez internet nie jest możliwa, ale proszę o naprowadzanie mnie. Z góry dziękuję za odpowiedź.
  21. Mam 31lat, Choruję na padaczkę, Mam zdiagnozowaną padaczkę, organiczne zaburzenia osobowości i depresję. Obecnie zmieniam leki i występuje u mnie pogorszenie nastroju/nerwowość i impulsywność. Zostałam zgwałcona w rodzinnej miejscowości i nie mam odwagi związać się z tego powodu jak również przez moją chorobę. Kilka dni temu zostałam zwolniona(wykonywałam błędnie raporty-zwolnienie po 3 tygodniach). Gdzie czegoś nie zacznę to cięgle jest jakaś przeszkoda. Byłam już na kilku stażach i po żadnym nie zostałam zatrudniona. Ciągle muszę kombinować. 3 lata temu zmarł mi ojciec-na raka, po 6 miesiącach od śmierci ojca- brat z powodu tętniaka w mózgu i babcia ze względu na wiek. Byłam świadkiem śmierci ojca i brata. Jestem już zmęczona, że moje życie układa się ciągle pod górkę. Wpadłam w depresję i strasznie się zadłużyłam. Spłacam firmą windykacyjnym spore kwoty. Ciągle staram się pracować na 2 etaty. Czego nie zacznę ciągle się rozsypuje. Ludzie nie chcą utrzymywać ze mną kontaktów, ponieważ ciągle się żale i opowiadam o swoich problemach. Rodzinę okłamuję, że u mnie wszystko jest super i mam kasy jak lodu. Wstyd mi się przyznać, że tak nisko spadłam. Mieszkam w dużym mieście-Wrocław i to mnie motywuję tylko, że uda mi się pospłacać to wszystko, bo tu jest możliwość jakaś na pracę. Dotarło do mnie, że nie mam co liczyć że uda mi sie dorobić jakiegoś mieszkania w życiu bo są strasznie drogie a nie chce wracać do domu rodzinnego. Jedyna perspektywa jaka mi została to wynajem pokoju na resztę życia. Już nie wiem jak się podnieść. Chodzę na pojedyncze spotkania do psychoterapeuty ale w ramach nfz takie wizyty są możliwe raz na 3-4 tygodnie. Na psychoterapie czekam już kilka lat ale nie ma miejsc i nie wiadomo kiedy coś będzie. Nie wiem co mam już robić. Mam jeszcze 2 kolegów do których mogę zadzwonić tylko, że moje życie jest tak przeciążone że ja praktycznie co kilka godzin do nich dzwonie na zmianę aby się wygadać bo pozwala mi to odreagować. Boli mnie to, że moja mama woli abym nie przyjeżdżała bo ja tylko narobię zamieszania i jadę do siebie. Odczuwam, że nikomu nie jestem potrzebna.
  22. Witam, jestem 21 letnią studentką. Od pół roku mam ataki paniki z silnym poczuciem derealizacji i depersonalizacji, ciągle towarzyszy mi lęk, że to się powtórzy. Na codzień nawet gdy nie mam ataku paniki to często odczuwam derealizację i depersonalizację. Przestałam wychodzić z domu, ponieważ za każdym razem kończy się to kolejnym atakiem paniki. W jaki sposób mogę zmienić swoje myślenie, zapomnieć? Jak zacząć wychodzić z domu tak, by nie kończyło się jak zawsze atakiem paniki. Nie mam możliwości obecnie pójść do psychoterapeuty, ponieważ odczuwam lęk przed wyjściem z domu, natomiast porady online są płatne, więc to również w moim przypadku jest niemożliwe. Proszę o odpowiedź i z góry dziękuję.
  23. Witam od kilku miesięcy zmagam się z odejściem kobiety z Synem, moja tęsknota i nie pogodzenie się z tym rujnuje mi życie. Co za tym idzie brak pracy, uciekanie w używki. Brak chęci do działania tylko czekanie co tydzień na wizyte by się spotkać z dzieckiem i spędzić z nim trochę czasu
  24. Dzień dobry, od długiego czasu zastanawiałem się nad tym czym to jest, skąd się wzięło - jako dziecko MUSIAŁEM mieć jakiś ulubiony przedmiot w danej kolekcji, figurek. Nieraz czułem potrzebą zakupu całych zestawów jakichś zabawek po to, by mieć jedną rzecz, a z czasem przemieniło się to w poszukiwanie czegoś najważniejszego w życiu, czegoś przy czym wszystkie materialne rzeczy byłyby nieważne. I znalazłem to w formach geometrycznych - najpierw badałem prostokąty, kwadraty i sześciany, w pewnym momencie byłem zaciekawiony kołem bo można na nim opisać kwadrat. Ale w koncu odkryłem ze to co jest najpiękniejsze to ściana kwadratu. Sama ściana, linia. Prosta. Firma idealna, nic nie jest wspanialsze od niej. Potem zaczęły się u mnie obsesje pod tytułem czy istnienie linii prostej jest możliwe, czy umiem ją sobie wyobrazić itd. wzbudzało to we mnie ogromny strach. Nawet dzisiaj jak się zastanawiam nad jakimiś sprawami to lubię pomyśleć o linii prostej. I tu pojawia się pytanie - odkrycie tego ską się wzięła prosta pomoże mi zrozumieć samego siebie- czy wymyślenie czegoś takiego jest związane z jakimś zaburzeniem psychicznym?
  25. Hej :) Mam na imię Radek i mam 23 lata. Mam kilka problemów. Każdy z pokolenia XY został wychowany w pewnym wzorcu kulturowym wykreowanym przez popkulturę karzącym myśleć, że młody i przystojny facet nigdzie nie zazna takiego szczęścia jak przy "zaliczaniu" kolejnych partnerek. Śpieszę z wyjaśnieniem, jest to bujda z chrzanem. Miałem okazję się przekonać, ale zacznijmy od początku. Niecałe 3 lata temu zakończyłem swój pierwszy poważny i długi bo trwający 5 lat związek. Wypaliły się uczucia, fascynacja drugą osobą i gdy weszliśmy w dorosłość okazało się, że mamy inne priorytety. Ona chciała formalizacji związku, pierścionka, ślubu. Ja też, ale najpierw kariera. Rozstaliśmy się w pełnej zgodzie. Przez ostatnie lata związku miałem wrażenie, że dużo mnie omija. Np. Kobiety poznane na imprezach, romanse i genrelanie życie singla. Cieszyłem się na samą myśl o tym i faktycznie przez jakiś czas po rozstaniu sprawiało mi to przyjemność. Kilka miesięcy później poznałem pewną kobietę. Chyba od razu się zakochałem bo od 1 spotkania była we mnie jakaś dzika fascynacja. Wygląd jak z marzeń, piękna barwa głosu i ciekawa osobowość choć cholernie specyficzna. Jestem ekstrawertykiem ona była ultraimtrowertyczką i cóż... To nie mogło się dobrze skończyć. Na początku i jej udzieliła się fascynacja. Zapytała mnie w końcu czy może powodzieć swoim bliskim, że jesteśmy parą. Nawet nie wiecie jaki byłem wtedy szczęśliwy, ale w zasadzie od tego momentu było tylko gorzej. Mieliśmy 1 poważną sprzeczkę, a ja traciłem dzień w dzień próbowałem rozgryźć co jest nie tak, skąd ten permanentny dystans między nami. 1,5 miesiąca po jej deklaracji nt związku ze mną zerwała. Pierwszy raz w życiu miałem złamane serce. Powodziała, że nic do mnie nie czuje i nie przewiduje by to się mogło zmienić w przyszłości. Rewelacje te przyjąłem z pokorą i dumą choć w środku czulem rozpacz. Chciałem już po tym ostatnim spotkaniu napisać do niej wielokrotnie, zapytać co u niej itd. Ale zawsze się powstrzymywałem. W końcu byłem do rany przyłóż, starałem się o nią jak o nikogo nigdy, znosiłem dystans który budowała i z pokorą przyjmowałem jej humorki. Robiłem to wszystko, a ona mną wzgardziła, więc nie mogłem dalej się upokarzać i wchodzić tam gdzie mnie ewidentnie nie chcą. Jestem niesamowicie dumnym człowiekiem z każdą wadą i zaletą tej cechy. Odcierpialem swoje, najgorsze były pierwsze 3 dni, ale czas przytłumił emocje. Znów zacząłem się śmiać, przestałem o niej myśleć, skupiłem się na studiach, pracy i karierze. Wróciłem do życia singla, ale po każdym przygodnym seksie czulem ogromne wyrzuty sumienia i kaca moralnego. Po stosunku marzyłem tylko by ta kobieta wyszła z mojego mieszkania. Kilka miesięcy dałem sobie na odpoczynek psychiczny od wszelkich relacji. Rozejrzałem się dookoła. Moja ex z 5 letniego związku była już szczęśliwa z innym facetem, cieszę się bo uważam ją za moją przyjaciółkę. Inni znajomi też byli zakochani i zacząłem im tego zazdrościć, doszedłem do wniosku, że to chyba już czas, że już chyba jestem gotowy na późniejszą relację... Nie byłem... Kilka razy próbowałem się z kimś spotykać, zdarzało mi się patrzeć na perspektywę związku z entuzjazmem. Poznałem kilka kobiet, które miały wszystko. Piękne, inteligentne, arcyciekawe. Niestety im dalej w las, a nasza relacja się rozwijała, tym bardziej czulem, że udaje. Przekonywałem siebie, że muszę dać sobie czas, że się zakocham.... Niestety nic się nie zmieniało. Czuję się wypalony z głębszych uczuć. W jednej z relacji kobieta się we mnie bardzo zakochała i bardzo ciążyła mi myśl, że mogę ją skrzywdzić, dlatego zerwałem znajomość i uwierzcie mi... Wolałbym wtedy być rzucanym niż rzucać... Poczucie winy mnie dobijało, ale serce nie sługa... Musiałem zerwać by nie marnować jej więcej czasu, skoro już wiedziałem, że ja się nie zakocham y... A wiecie co jest najgorsze? Przestraszyłem się cholernie tego, że przeze mnie ta dziewczyna też może stać się taka wypalona z uczuć... Była młodsza i codziennie proszę opatrzność by ją to ominęło.. Cóż... Odczuwam w sercu ogromną pustkę i nie potrafię jej wypełnić... Zawsze kończy się tak samo, zawsze mam wrażenie że najwyżej udaje zauroczenie i miłość. Boję się, że już nigdy się nie zakocham, a uwierzcie kilka razy próbowałem i cholernie bym tego chciał. Wiecie jak sobie z tym poradzić? Czy miałem po prostu pecha i zawsze trafiałem na kobiety bez tego magicznego pierwiastka, który sprawia że się zakochujemy? Czy problem siedzi gdzieś we mnie i on sprawia, że na owy pierwiastek jestem ślepy? Czuję się ostatnio jak Ted Mosby z sitcomu "how i mey your mother"... Męczy mnie ta pustka, męczy mnie brak miłości, męczy mnie brak wiary w tą miłość.... Pomóżcie :/ P. S Jestem prawie pewny, że wyleczyłem się z miłości do tej, która mnie rzuciła. Nie widziaem jej od roku, ani z nią nie gadałem i nie brakuje mi tego. Nie myślę o niej za często (tylko gdy zobaczę jakąś jej relacje na instagramie). Nie marzę i nie roztrząsam.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.