Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'psychoterapia'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 131 wyników

  1. Witam, Mam 34 lata i jestem DDA. Od długiego czasu zmagałam się z myślą o udaniu się na psychoterapię i wreszcie się zdecydowałam. To trwa już pół roku, a ja cały czas nie wiem czy mogę ufać mojemu terapeucie, ale boję się zmiany i zaczynania opowieści od nowa. Ja wiem, że tajemnica zawodowa obowiązuje i w ogóle (czytałam przepisy prawa na ten temat), ale ona ma też swoje granice. A ja jednak mówię o pewnych działaniach moich rodziców, które mają znaczenie dla mojego stanu psychicznego, a które nie do końca zgodne są z prawem. Od razu mówię, że nie chodzi o jakieś sprawy "wielkiego kalibru" - nikt mnie nie bił, moje życie nie było nigdy bezpośrednio zagrożone ani nic takiego. Ale jednak rozmaite przepisy były naginane i łamane (na przykład świadome posługiwanie się dokumentem, który stracił ważność korzystając z nieuważności osób go sprawdzających). Czy psychoterapeuta może to zgłosić na przykład na policję bez mojej wiedzy? Czy jeśli będzie musiał coś zgłosić najpierw mi o tym powie?
  2. Dzień dobry Bardzo interesuje mnie rozpoczęcie terapii online. Nie mam aktualnie możliwości podjęcia innego rodzaju terapii, ponieważ mieszkam w UK oraz również z powodu aktualnej sytuacji na świecie (Lockdown). Niezbyt wiem gdzie powinnam zadać moje pytania, więc wybór padł na forum. Aktualnie interesuje mnie najbardziej postawienie diagnozy pod kątem Borderline, ponieważ po długim wywiadzie i obserwacji swoich własnych zachowań przez lata wydaje mi się to bardzo prawdopodobne. Czy przy ewentualnym potwierdzeniu diagnozy jest na tej stronie terapeuta mający kwalifikacje i doświadczenie w leczeniu tego zaburzenia?
  3. Mam 60 lat, mąż był o trzy lata starszy . Cztery tygodnie temu , cztery dni po moim wyjeździe do pracy, nagle , w domu , zmarł mój mąż. NZK- taka była przyczyna nagłej śmierci. Tragedia, szok, ja i moje dorosłe córki przeżyłyśmy i nadal przeżywamy , razem z całą rodziną tę straszną tragedię. To był dla nas cios. Drugi cios, w samo serce, otrzymałam ja i córki, kiedy po natychmiastowym przyjeździe do domu, kiedy nas powiadomiono co się wydarzyło, odkryłyśmy że mój ukochany i jedyny mąż, przez czas mojej nieobecności, sprowadził sobie jakąś kobietę i uprawiał z nią dość intensywnie sex. Dowiedziałam się od sąsiadów że widzieli go z kobietą na leżakach , na naszym tarasie . Znalazłam erotyczne akcesoria, które nie należały do mnie ( damski wibrator, prezerwatywy, i 2 płyty dvd z ostrym porno, oraz puste opakowanie po zużytych tbl na erekcję , do kupienia bez recepty, polski odpowiednik ( Viagry) Coś potwornego przeżyliśmy. Ja nie mogę się z tego otrząsnąć. Nagła , ogromna strata-jego śmierć i świadomość że zdradzał mnie, w tak potworny sposób, w naszym nowo wybudowanym domu, który miał być dla naszej rodziny azylem, miejscem do którego każdy z ochotą przyjeżdżał, w domu gdzie mnóstwo zdjęć naszych wnuków , naszych córek. Świadomość że po prostu prawdopodobnie nie wytrzymał takiego maratonu sexu. Po prostu poużywał sobie i jestem pewna że w następstwie tego zmarł. Nie spodziewał się takiego zakończenia. Jak mam żyć dalej, jak sobie poradzić po takich ciosach. Już sama śmierć ukochanej osoby jest potworna , do tego wiadomość że było się zdradzaną, to jest za dużo, Pomóżcie mi przejść przez tą traumę . Nie potrafię tego zrozumieć, tego bezsensu, tej bezsensownej śmierci i tego co nam wszystkim zrobił.
  4. Jestem studentem w wieku 22 lat. Od siedmiu borykam się z wieloma problemami spowodowanymi różnymi, życiowymi scenariuszami, już najwyższy czas podjąć jakieś samodzielne działania. Cierpię na zaburzenia lękowe, w pewnym stopniu też obsesyjno-kompulsywne oraz afektywne, osobowość paranoiczną i unikającą, do tego politoksykomanię i zaburzenia rytmu snu oraz wstawania, podejrzewam natomiast jeszcze u siebie chorobę afektywną dwubiegunową z hipomanią. Chciałbym myśleć pozytywnie, ale nie radzę sobie chyba już z tym chaosem jednakowe. Nie wiem, jaki pierwszy krok wykonać. Swego czasu uczęszczałem na indywidualne terapie: behawioralną oraz humanistyczną, byłem też leczony psychiatrycznie na lekooporną depresję. Terapie były prywatne, jednakże teraz muszę zaufać publicznej służbie zdrowia, czy powinienem więc zgłosić się do Poradni Zdrowia Psychicznego? Do psychiatry? A może najlepiej by było, gdybym najpierw poszedł do Poradni Leczenia Uzależnień? Nie mam pojęcia, co w obliczu takiej sytuacji byłoby najbardziej optymalnym rozwiązaniem. Czy warto próbować też terapii grupowej? Każdy dzień przeraża, zależy mi, żeby jak najszybciej podjąć jakieś kroki. Pozdrawiam
  5. Jestem 20 letnia kobieta, ledwo co skończyłam szkołę. Na przyszły rok wspólnie z narzeczonym zaplanowaliśmy ślub. Jesteśmy razem 3 lata od pół roku jestesmy zaręczeni. Od pewnego czasu (2-3 miesiące ) kłócimy sie o głupoty, o spędzanie czasu przed komputerem. Brakuje mi rozmów i okazywana uczuć jak było wcześniej. Brakuje miłych słów, milych gestów, czas spędzamy siedząc razem z telefonami ( prośba o odłożenie telefonu zwykle okazuje sie problemem). Ostatnio partner zadał pytanie „ dlaczego to sie tak zepsuło” Jak ratować zwiazek ? Staram sie rozmawiać jednak zazwyczaj konczy sie kłótnia. Kochamy sie.
  6. Witam, To pierwszy raz od wielu, wielu lat kiedy zwracam się z poważnym zyciowym problemem na forum, ale uznałem ze nigdy nie jest za późno i przychodzi moment kiedy jednak trzeba coś zrobić. Problem mojej rodziny polega na wspólnym zyciu z ojcem/mężem (rocznik 60) chorym na parkinsona. Ojciec dowiedział się o chorobie 20 lat temu i z tego co mama opowiada, niestety fatalnie zniósł te wiadomość, co w zasadzie jest normalne. Ojciec byl podobno normalny, okazywal uczucie w minimalnym zakresie, byl opiekunczy i ambitny. Mial cele i ambicje ktore udalo mu sie w pewnym zakresie reallizowac. Mial jednak tez wady w postaci bycia wladczym, agresywnym, narcystycznym co choroba parkinsona i potezne dawki lekow zlatami uwidoczniły te cechy przekraczając jakiekolwiek limity akceptowalności. Ojciec stracil prace (dobra prace - stanowisko kierownicze i dalsze mozliwosci awansu) przez niedowład prawej częsci ciała (było to jakos 7-8 lat temu) niestety od tamtej pory zycie z nim pod jednym dachem to koszmar. Relacje na lini mąż-żona nigdy nie były dobre z tego co mama opowiada, niestety ojciec nigdy nie mogl sie dobrze odnaleźć w związku, a z biegiem lat relacja rodzicow zamienila sie w ultra toksyczna relacje polegajaca na ciaglych wyzwiskach, przekleństwach, poniżaniach - w kierunku mojej matki. Tutaj chcialbym nadmienic ze matka od naszych nardzin (mam siostra która juz nie mieszka w domu rodzinnym) dziecinstwa az do tej pory zajmowala sie nami i domem. Dawki lekow ktore przyjmuje ojciec sa gigantyczne a to w polaczeniu z niedowladem czesci ciala - powoduje ze ojciec jest agresywny, niepoczytalny, popelnia katastrofalne decyzje finansowe, powoduje liczne kolizje samochodowe, obraza ludzi, oszukuje ich, stracił relacje z doslownie cala rodzina ze swojej strony (a w poczatkowych fazach choroby z rodzina mojej matki) Absurdalnych sytuacji do ktorych na codzien doprowadza ojciec jest tysiace, sytuacje te mocno stresuja matke i jak mnie. Chcialbym wyprowadzic sie z domu i miec to wszystko gdzies i moc zyc swoim zyciem ze swoja dziewczyna, ale zalezy mi jednak na tym zeby to zycie ojca i matki jakoś wyglądało. Sam pracuje w zawodzie od 5 lat, jestem inzynierem z wykształcenia, jestem osoba raczej introwertyczna wiec nie okazuje emocji i nie wchodze w zatargi z ojcem. Niestety wiaze sie to z tym ze jestem przez ojca, pomimo jego ciezkiej i dlugoletniej choroby - nazywany baranem, ch*ujem, nieudacznikiem. Od wielu lat slysze ze z domu musze "wypier*alać". moja matka tez slyszy te slowa od wielu wielu lat. Agresja ojca jest tak silna ze gdybym tylko wszedl z nim w jakąkolwiek bojke to moglo by sie to skonczyc tragedia, dlatego moje nerwy sa ze stali po tylu latach i nigdy do tego nie doszlo pomimo ogromnej ilosci zaczepek. Temat jest jak rzeka, problemów jest multum jednak nie wiem co robic. Prosze o wsparcie osob/fachowców o jakiekolwiek wskazówki - co robic zeby w takich warunkach przetrwac, nie stracic zdrowia psychicznego, nie doprowdzic do calkowitego szalenstwa ojca, uchronic matkę które niestety jest zniszczona psychicznie przez ojca despote który ciężko choruje. Przepraszam za pisownie, jednak edytor tekstu na tym forum widcznie szwankuje
  7. Witam wszystkich forumowiczów, tak jak napisałem w temacie pochodzę z rodziny dysfunkcyjnej. Obecnie mam 22 lata. Od małego dziecka byłem odtrącany przez matkę (na rzecz mojego młodszego brata, kilka miesięcy temu dowiedziałem się, że ojciec zgwałcił moją mamę, i w ten sposób się urodziłem, znienawidziłem go jeszcze bardziej), była obecna przemoc wobec mojej mamy i dwóch starszych sióstr. Gdy miałem 9 lat mój ojciec wyjechał na kilka lat za granicę, jednak problemy trwały dalej. Jedna z moich starszych sióstr wpadała w złe towarzystwo, cięła się, brała narkotyki, awantury, przemoc i problemy ciągnęły się dalej, w domu często bywała policja, a mój ojciec ma założoną niebieską kartę. Przemoc dopadła mnie również w szkole, ze strony rówieśników, miałem trudności z nauką (przez te wszystkie czynniki w wieku 13 lat wpadłem w nałóg (masturbacja i pornografia), mimo to zdałem maturę i, z przymusu ojca tyrana, rozpocząłem studia, na kierunku historia (interesowałem się nią niemal przez cały okres szkolny), jednak nie dawałem sobie tam rady, nie miałem zapału do nauki, i po semestrze rzuciłem studia. Byłem zdruzgotany, bo był to również czas gdy odrzuciła mnie dziewczyna, i czułem się bardzo samotny. Siostra nakrzyczała na mnie, że jestem nieporadny i wygoniła mnie z mieszkania, a ojciec robił w domu awantury z powodu moich studiów. Poszedłem do pracy, w której również mnie gnębiono, mimo to wytrwałem 3 miesiące. Pogodziłem się z rodzicami, i wróciłem do domu, by rozpocząć nowe studia. W okresie między studiami, rozpocząłem walkę z nałogiem, i niestety nie dawałem sobie rady. Za pieniądze zarobione w hotelu rozpocząłem psychoterapię, miałem stwierdzoną nerwicę, objawy somatyczne, oraz refluks, wywołany nerwami. W sierpniu miałem wypadek samochodowy, miesiąc później, po imprezie na której nadużyłem alkoholu, dostałem IBSU, i do dzisiaj mam problemy gastryczne. Jestem obecnie na drugim roku studiów administracja, trudności z nauką trwają dalej, wyszedłem z nałogów, lecz od tej chwili, stałem się bardzo wrażliwy, i to jak ludzie mnie traktują boli mnie dużo bardziej. Od kilku miesięcy mój ojciec wrócił do domu, i mam bardzo duże trudności w przyzwyczajeniu się do jego obecności. Gdy policja zatrzymała mnie do kontroli, i mu o tym powiedziałem, zaczął wyzywać mnie od debili, tumanów, dałnów, i powiedział że lepiej abym się nie urodził, słyszę to bardzo często. Ciągle próbuje mnie kontrolować, gdzie jestem, z kim wychodzę, wyżywa się na wszystkich, w dodatku często wywala wszystko z szafek. Dwa miesiące temu rzuciła mnie dziewczyna (związek trwał 1.5 miesiąca, rozpoczęliśmy go po 3 tygodniach znajomości, ale bardzo się zaangażowałem, i przełamałem swój mechanizm odrzucania. Dziewczyna również miała problem, jest bardzo podobna do mnie, również niezwykle wrażliwa, ambitna, inteligentna, zamknięta w sobie, oraz nękana przez rówieśników), w dodatku jej przyjaciółka nie akceptowała naszego związku, i podczas imprezy, gdy tylko usiadła obok mnie, i ona to zobaczyła zabierała ją ode mnie, gdy wyszedłem na chwilę ze znajomymi, i wróciłem, ta pokazała mi palcem gdzie mam usiąść, wściekłem się i powiedziałem jej " że nie mam nic do ich przyjaźni, ale żeby się nie wtrącała między nas"), zabrała moją dziewczynę i inną koleżankę. Następnie w dniu Walentynek, jej przyjaciółka chciała zoorganizować imprezę, na którą mogli przyjść wszyscy ze swoimi partnerami, a moja dziewczyna nie mogła zabrać mnie ze sobą. Na trzy tygodnie przed Walentynkami, wyjechałem do Warszawy odpocząć, lecz sytuacja z Walentynkami nie dawała mi spokoju, i przeżywałem bardzo silne napięcie ( nie masturbowałem się, już od kilku tygodni, przy dziewczynie zerwałem z nałogiem), i nie mogłem spać. Po powrocie z Warszawy, i kilkudniowej wizycie mojej dziewczyny, u tejże przyjaciółki, spotkałem się z nią, i widziałem że coś jest nie tak. Powiedziała mi że ogarniają ją jakieś lęki, że to wszystko za szybko się dzieje, i coś się w niej zamyka. Było coraz gorzej, a w Walentynki, często zaglądała w telefon, i pisała ze swoją przyjaciółką. Powiedziała mi wtedy, " że widzi jak głębokim uczuciem ją darzę, ale nie potrafi tego odwzajemnić, i chciała zerwać ze mną po Walentynkach, abym nie spędzał ich sam".) Po rozstaniu mimo że minęły dwa miesiące jestem bardzo zdruzgotany, w dodatku sytuacja w domu, mam bardzo duży opór, aby podporządkować się ojcu, i skończyć te studia. W dodatku sytuacja z koronawirusem, też nie ułatwia tego. Chciałbym prosić was o opinię, ponieważ rozważam ponowne rzucenie studiów, i przeprowadzkę do innego miasta, tyle lat znosiłem ten dom, ale mam dość, aby uciec z tego domu, i zacząć swoje życie na nowo, (już tego próbowałem i wiem że nie jest łatwo, mimo to jestem osobą odpowiedzialną, systematyczną, i wytrwałą)
  8. Dzień dobry! Jakiś czas temu pojawiła mi się w głowie luźna idea o stworzeniu portalu dla psychologów, psychoterapeutów oraz coachów. W związku z tym prosiłbym was o wypełnienie tej krótkiej ankiety. Nic was to nie kosztuje, a mi zdecydowanie wszystko ułatwi (; https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSfXk0AQH-Hzxy12NYCeQWXSVznh3iOUrxsD52T4OhWqk4AYjw/viewform?usp=pp_url Pozdrawiam
  9. Cześć, jestem studentką drugiego roku, mam prawie 21 lat, staram się powoli budować własną markę. Odkąd pamiętam boję się chorób, a sama myśl o pójściu do szpitala napawa mnie przerażeniem. Gdy byłam młodsza i ktoś w domu chorował, nawet był przeziębiony, omijałam te osoby szerokim łukiem. Gdy u mnie samej pojawiają się objawy nawet głupiego przeziębienia, strasznie panikuję i obsesyjnie sprawdzam u siebie wszystkie objawy. Mam skłonności do szukania objawów w internecie, a później szukam ich u siebie. Jeszcze do niedawna nie przeszkadzało mi to tak bardzo, nawet coraz lepiej mi szło panowanie nad tym wszystkim, odwiedziłam w szpitalu chorego członka rodziny. Odkąd zaczęła się epidemia to moje postępy zniknęły. Nie jestem w stanie pójść na spacer bez ogromnej guli w gardle, każdy krok dalej od domu sprawia, że brakuje mi oddechu. Jestem świadoma tego, że strach jest irracjonalny, ale nie potrafię się go pozbyć. Ciągle coś mnie boli, brzuch, ręka, noga, coś jest nie tak, w przeciągu ostatniego tygodnia miałam u siebie podejrzenia najróżniejszych chorób, w tym średnio co dwa dni nieszczęsnego koronawirusa. Jest mi bardzo ciężko, bo kocham podróżowanie i działanie, ale nie mogę po prostu przebić się przez barierę własnej głowy i obawiam się, że przez dłuższy czas tej bariery nie przełamię. Coraz częściej mam ataki lęku, występujące w najróżniejszych sytuacjach, choćby podczas rodzinnego obiadu. Czy można z tym jakoś walczyć?
  10. Na wstępie chciałbym prosić was wszystkich o dystans, tolerancje i wyrozumiałość. Zmagam się z czymś z czym tak naprawdę... nie wiem. Nie wiem co to jest, nie wiem w jaki sposób to wyleczyć ani kogo poradzić się w tych czasach jeśli chodzi o takie schorzenia. Mam nadzieję że zainteresuję tym wiele osób jak i pokażę że jednak nie warto robić niektórych rzeczy. Wyleję tutaj też wiele prywatnych informacji dlatego proszę o zrozumienie. Więc może przejdę do rzeczy.. Nie każdy ma w życiu kolorowo jak doskonale wiecie. Ja niestety zaliczałem się do tego grona. Ojciec alkoholik, bez pracy.. bezradna matka która ledwo wiąże koniec z końcem, a po samym środku tego wszystkiego - Ja. Któregoś dnia mama postanowiła odrzucić dotychczasowe życie, zabrała mnie ze Sobą, jak najdalej od ojca który wiecznie nas bił, wyzywał, ośmieszał i oczerniał na wszelkie możliwe sposoby. Zamieszkaliśmy u dziadków. Ojciec przestał się nami interesować i odzywać się do nas, mama znalazła pracę, a Ja mogłem w spokoju kontynuować szkołę. Nastał czas że zamieszkaliśmy sami, we dwoje w wynajętym mieszkaniu. Układało się całkiem dobrze. Niestety ciężko było finansowo. Starałem się pomóc mamie na wszelkie sposoby aby jakoś żyć, nie czuć głodu i mieć w co się ubrać. Obracałem się w dość chaotycznym choć ciekawym gronie który zawsze w jakiś sposób pomagał mi w trudnych chwilach. Niestety przy nich popadłem też w różnego rodzaju nałogi typu papierosy, alkohol, marihuana czy amfetamina. Zasmakowało mi to. Zasmakowało mi takie życie. Czułem się w tych momentach wolny od wszelkiego stresu, wolny od jakichkolwiek rozterek, problemów.. Byłem Bogiem we własnym świecie. Trwało to dość długo. W końcu uświadomiłem Sobie, że w tej całej, trwającej długi czas euforii, zapomniałem o najważniejszej osobie jaką wtedy miałem, o mojej Mamie. Nie mogłem patrzeć na to jak zaharowuje się i płacze wieczorami przez to co się z nami dzieje. Że nie może pogodzić się z tym że cały system Ją zawiódł. Że nie może Sobie poradzić z tym, że nie daje rady sama na nas zarobić, nas nakarmić i opłacić mieszkania. Postanowiłem że rzucę szkołę.. Mój bardzo dobry przyjaciel, któremu wiodło się o wiele lepiej, znalazł pracę za granicą, w Holandii. Bardzo Sobie chwalił tamtejsze państwo, jedzenie, pracę i rozrywkę. Postanowiłem że do niego dołączę. Pracę zdobyłem przez biuro pracy które oferowało właśnie takie prace, jak i zakwaterowania po same ubezpieczenia zdrowotne. Bardzo chciałem pomóc mamie dlatego postanowiłem że porwę się z motyką na słońce. Nigdy nie byłem za granicami naszego Państwa. Była to moja pierwsza taka podróż. W planach miałem dojazd do wyżej wymienionego kolegi, zamieszkania z nim i pracy w tej samej firmie. Zabrał mnie bus i wyruszyliśmy. Jechaliśmy dobre 12h. Gdy dotarłem do biura które znajdowało się w samym centrum Holandii, okazało się że wcale nie zostanę przewieziony do mojego przyjaciela i nie będe mógł z nim pracować. Powodu nie otrzymałem.. Dostałem inną pracę, inne lokum. Byłem w otoczeniu ludzi których nie znam. Byłem zdany tylko i wyłącznie na Siebie z 50 Euro w kieszeni. Dostałem pracę w pobliskim magazynie. Była to miła praca i poznałem dużo super ludzi, lecz tak naprawdę w głowie miałem tylko to by być z moim przyjacielem. Walczyłem z biurem około miesiąca by mogli mnie przydzielić do jego pracy i kwatery. Wolny czas spędzałem paląc świeżą marihuanę, próbując holenderskich smaków jakie posiada tamtejsza kuchnia i zwiedzając okolicę. W końcu biuro pozytywnie rozpatrzyło moją sprawę. Nadszedł czas kiedy spotkam się z moim przyjacielem. W między czasie opowiadał mi o różnego rodzaju atrakcjach które mają u Siebie. O grach, ciągłych libacjach, bez stresowym życiu i super pracy. Byłem bardzo podekscytowany. I w końcu dotarłem.. Byliśmy naprawdę szczęśliwi widząc Siebie nawzajem. Oczywiście mój przyjazd uczciliśmy solidną dawką marihuany i super towarzystwa. Praca w firmie w której oby dwoje byliśmy zatrudnieni była bardzo przyjemna. Wydawało mi się że mam wszystko czego potrzebuję. Jednak był w tym wszystkim jeden dzień który musiał to wszystko zniszczyć. Popalając marihuanę, papierosy czy pijąc alkohol, zawsze mówiłem Sobie że nigdy w życiu nie wezmę do ust żadnego rodzaju tabletek, pigułek itp. Podobał mi się stan po marihuanie, chciałem trwać tylko w tym i poprzysiągłem Sobie że nigdy nie wezmę niczego innego. Pewnego dnia, leżąc w łóżku i odpoczywając, budzi mnie jakiś cały obśliniony i zmasakrowany koleś który namawia mnie na wzięcie tzw '' pigsy '' . Stanowczo odmówiłem, usuwając szkodnika z pomieszczenia w którym się znajdowałem. Po chwili przyszedł drugi koleś który proponował mi dokładnie to samo lecz był bardziej nahalny i bardziej przekonujący od swojego poprzednika. Nie wiem co we mnie we mnie wstąpiło w tym momencie, nie wiem czym się kierowałem ale.. przekonał mnie. Złamał totalnie moje ego i moją barierę. Wziąłem 1 tabletkę, była różowa i z tego co pamiętam, mówili na nią '' Rolex '' . Nie zapiłem nawet jej niczym, poprostu wziąłem do ust, i połknąłem. Zszedłem na dół.. zacząłem grać z kolegą na konsoli. Nie było mi dosłownie nic. Czułem się tak jakbym w ogóle nic nie wziął. Spytałem kolegi obok czy też brał po czym odpowiedział że tak tylko troszkę więcej ode mnie. Spytałem ile, odpowiedział mi że 6 tabletek. Byłem w szoku. Ten człowiek wyglądał jak by nie zażył kompletnie nic. Mijały kolejne minuty a Ja nadal czułem się doskonale. Poczułem suchość w ustach i postanowiłem napić się wody ( wyżej napisałem że nie zapijałem tabletki zadnym płynem) . Był to największy błąd jaki zrobiłem. W ciągu kilku sekund po wypiciu wody dostałem potężnych halucynacji, zachwiania równowagi i tzw '' burzy w głowie '' . Nie wiedziałem co się dzieje. Miałem duszności, słyszałem głosy. Chciałem żeby ta męka się już skończyła. A to się dopiero zaczęło.. Resztkami sił wyszedłem na podwórze gdzie ukląkłem na kolana i złapałem się za głowę. Spędziłem w tej pozycji jakies 4-5 godzin bez ruchu. Nie mogłem zwymiotować, choć próbowałem nie raz. Nie mogłem zrobić dosłownie nic, zostało mi tylko czekać aż stracę przytomność albo zginę. Mój przyjaciel był w tym momencie po za domem jak i reszta domowników. 2 jełopów którzy dali mi te tabletki wyglądali jeszcze gorzej niż Ja. W pewnej chwili zrobiło mi się lepiej. Starałem się wstać lecz miałem bezwładne nogi od tak długiego okresu klęczenia na bruku. Po 20-30 minutach krew doszła do moich kończyń i mogłem wstać. Natychmiast wszedłem na górę i bez zastanowienia położyłem się do łóżka. Zasnąłem z dużymi trudnościami, ale jednak się udało. Od tego dnia nic już nie było takie jak było wcześniej. Moje samopoczucie znacznie się pogorszyło. Nie czułem się już nigdy tak dobrze jak kiedyś. Po kilku dniach od tego incydentu miałem uraz kolana ( chociaż nie wiem czy ma to jakikolwiek związek z całą sprawą ). Rzepka w kolanie przemieściła się dosłownie pod moje kolano.. Ból straszny a jeszcze gorsze nastawienie jej z powrotem. Zabieg, usztywnienie całej nogi i dobre 3-4 tygodnie spędzone w łóżku. W między czasie kiedy tak leżałem bardzo dziwnie się poczułem, bardzo słabo, było mi duszno. Czułem że zaraz zemdleje. Po chwili jednak puściło. Niestety nawracało z powrotem, i znów puszczało. Nie jestem w stanie opisać dokładnie jak się wtedy czułem. Było mi poprostu bardzo słabo, czułem że poprostu, padnę, zemdleję.. lecz jednak nie dochodziło do takich sytuacji. Brzmi to dziwnie.. dość fikcyjnie. Lecz wszystko to jedna wielka prawda. Napady omdleń miałem przez dobre 2 tygodnie po kilka godzin dziennie. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Przyszedł jednak taki dzień że poczułem się troszkę lepiej. Omdlenia ustały. Byłem bardzo zadowolony że moje cierpienia się skończyły. Postanowiłem wrócić do pracy. Po okresie około 3 miesięcy postanowiłem wrócić do Polski. Pomóc mamie w codziennych obowiązkach, podzielić się tym co zarobiłem. Dać mamie troszkę swobody od codziennej rutyny. W między czasie dalej popalałem marihuanę i papierosy, zdarzało się wypić jakieś piwo ale nic więcej. Czułem się dobrze i nie miałem już żadnych omdleń itp. Po powrocie do domu wszystko było w porządku. Moja mama była ze mnie zadowolona, jak i z pieniążków które otrzymała na życie. Ja postanowiłem że nie wrócę już na razie za granicę i będę się dalej uczyć. Tak postanowiłem, tak zrobiłem. W między czasie wróciłem do starych znajomych i dalej popalałem samą trawkę. Jeśli chodzi o zdrowie, czułem się bardzo dobrze. Po powrocie z Holandii i incydencie z '' pigsą '' minął rok. Poznałem piękną kobietę, byliśmy w związku i bardzo się kochaliśmy. ( kochamy do tej pory, została moją narzeczoną ) . Jest abstynentką, nie pije, nie pali i nie używa żadnego rodzaju środków odurzających. Pewnego dnia postanowiliśmy odpocząć od miastowego zgiełku i udać się na piękną, dużą, słoneczną polanę za miastem. Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. W międzyczasie wjechaliśmy do sklepu. Kupiłem Sobie napój energetyczny. Gdy byliśmy na miejscu, doszliśmy na polanę i cieszyliśmy się razem wspólnie spędzanym czasem, wypiłem puszkę energetyka, po czym odpaliłem połowę jointa który schowałem na później. Wypiłem, spaliłem.. czułem się świetnie. Tak samo jak moja narzeczona. Po jakiś 30 minutach jednak nie poczułem się za dobrze. W myślach miałem tylko jedno.. TO ZNOWU WRÓCIŁO. Upadłem.. zacząłem mdleć i słabnąć. Narzeczona zabrała mnie do samochodu, dała wody, opiekowała się jak mogła. Uczucie które mi towarzyszyło w tym czasie było dosłownie takie samo jak w Holandii. Byłem bardzo słaby i przestraszony całą sytuacją. Poczułem się troszeczkę lepiej, powiedziałem narzeczonej by zabrała mnie do domu. Tak zrobiła. Odstawiła mnie do domu gdzie czekała na mnie moja mama. Gdy spostrzegła mnie w drzwiach była przerażona. Byłem cały blady, bez sił do życia. Moja kobieta pojechała do Siebie, a mną zajęła się mama. Od tej pory było już tylko gorzej. Znów miałem powroty zasłabnięć i omdleń. Bywało że nie ustawały, i dręczyły mnie po 12 godzin. Cały czas w kółko, omdlenie i zaprzestanie, ponowne omdlenie i zasłabnięcie i zaprzestanie omdlenia.. Objawy utrzymywały się przez dobry miesiąc. To było piekło. Jedno wielkie piekło.. W szpitalach doktorzy rozkładali ręce, nikt nie mógł nic ze mną zrobić. Podawali mi kroplówki, magnezy, różnego rodzaju leki ale to nic nie dawało. Jedynie gasiło omdlenia na jakiś czas. Miałem robiony szereg badań które nic nie wykazały. U kardiologa wszystko w porządku, u neurologa tak samo, krew i mocz w normie. Nikt nie mógł nic zrobić. W końcu pojawił się doktor który podszedł do mnie i mojej mamy i chciał dowiedzieć się więcej o mnie i tym co mi dolega. Opowiedziałem mu całą historię ze szczegółami. Kazał mojej mamie wyjść i zostaliśmy sami. Do tej pory nie wiem w jakiej dziedzinie specjalizował się ten doktor ale polecił mi jedną ze swoich lekarstw, czyli pracę.. Kazał pracować. Pójść do pracy, przebywać z ludźmi, rozmawiać i skupiać się na pracy. Poczułem się troszkę jakby Sobie ze mnie zażartował, ale mówił zupełnie poważnie. W tamtej sytuacji ciężko było znaleźć pracę, tym bardziej że cały czas miałem napady omdleń. Ale w końcu się przełamałem i się udało. Poszedłem do pracy i tak jak powiedział pan doktor, rozmawiałem i przebywałem z ludźmi. Rzuciłem wszystkie używki. Poczułem się naprawdę doskonale. Od tamtego momentu było już tylko lepiej. Zacząłem zarabiać, szkoły niestety nie ukończyłem ale aktualnie to nadrabiam ucząc się w szkole średniej, zamieszkałem z moją narzeczoną, kupiłem pierwszy samochód, pierwsze zwierzątko. Moje życie w końcu nabrało sensu. Wróciłem jedynie do papierosów. Nie powodują że mdleje. Jest jednak w tym wszystkim pewien niesmak. Poświęciłem się pracy i szkole.. mojej Kobiecie. Zapomniałem w tym wszystkim o Sobie. Mija tak już 4 rok mojej abstynencji. Czasami próbuję chociaż posmakować piwa czy jakiegoś drinka w towarzystwie. Ale nie mogę, od razu zaczynam się źle czuć. Nie mogę dotknąć dosłownie nic oprócz papierosów. Jaki jest morał i puenta tego wszystkiego.. Życie to nie zabawka, narkotyki to nie zabawki a zdrowie to nie klocki lego które jak się rozleci to można od tak odbudować. Żałuję w swoim życiu wiele rzeczy i bardzo chciałbym cofnąć czas żeby to wszystko naprawić by czuć się teraz inaczej, ale już nie mogę. Chciałbym chociaz w towarzystwie kiedykolwiek napić się czegoś mocniejszego w niedużych ilościach. Z tąd moje pytanie do was wszystkich. Czy jest coś lub ktoś kto może mi pomóc ? Bym jeszcze kiedykolwiek mógł wypić chociaż drinka we własne urodziny czy sylwestra? Czy można zrobić coś żeby naprawić mój błąd z przed 4 lat bym znowu poczuł się normalnie ? Za razem dziękuję wszystkim tym którzy to przeczytali i zrozumieli. Mam nadzieję na dojrzałe komentarze i poważne wypowiedzi. Pozdrawiam wszystkich.
  11. Dzień dobry. Jestem 35 letnią żoną i matką 2 dzieci. Odkąd urodziłam pierwszego syna borykam się z depresją, nerwicą lękową i nerwicą natręctw (w 2016r uczestniczyłam w terapii grupowej oraz brałam leki citabax20). Brak pomocy ze strony najbliższych, "zerwanie" z dotychczasowym życiem i zamknięcie w domu z małym dzieckiem wywołały depresję. Denerwowałam się na syna...Gdy miał 3 lata zaczęłam diagnozować Go w kierunku autyzmu , sama bez pomocy męża. To mnie złamało zupełnie. Zaczęłam miewać napady paniki w domu i w miejscach publicznych. Obwiniałam się że to moja wina, że byłam i jestem złą matką. Że za dużo krzyczałam a za mało kochałam. Byłam z tym wszystkim sama. W 2016r zaszłam w kolejną ciążę. W ciąży nawrót depresji, chciałam poronić ze strachu o dziecko, o to czy dam radę. Po porodzie nerwica natręctw - obsesyjne mycie rąk, ciała mojego i synka. Strach przed chorobami bakteriami itd...zdołałam w miarę sama z tym się uporać. Niestety nie do końca. Nie mam wsparcia w mężu. Chodzę przemęczona i niestety cała opieka nad synami i dom należy do moich obowiązków. Synków kocham nad życie a mimo to krzywdzę ich krzykiem, brakiem cierpliwości i czasu dla nich. Potrzebuję terapii ale nie potrafię znaleźć w ramach NFZ lub darmowej. Na prywatną mnie nie stać. Chciałabym także zacząć ponownie brać leki i poczuć spokój i chęć życia. Teraz czuję niechęć do siebie jako do matki, jako kobieta poprostu nie istnieję.
  12. Witam jestem 20 letnia studentką dietetyki, która prosi o pomoc bo czuję, że dłużej sobie psychicznie nie poradzę... 7 lat temu zmarła moja mama na zawał serca, gdzie w wieku 13 lat dość mocno to przeżyłam. Rok później w wyniku wypadku zmarła babcia, która zastępowała mi mamę. Od tamtej pory nie mogę sobie poradzić. Tata, który jedynie mi został w ogóle się nie interesuje co się u mnie dzieje, gorzej nawet, że o wszystko mnie oczernia, wyzywa, miesza z błotem. Nie mamy ze sobą dobrego kontaktu, nie wie co się u mnie dzieje, często pije alkohol. Jestem zdana tylko na siebie , nie mam żadnych przyjaciół i czuję powoli brak sił do życia... Oprócz tego, że nie mam się komu wyżalić co się dzieje ze mną to w domu wykonuje większość obowiązków ze względu na sytuację... Czuję, że zaczynam tracić siły i nie wiem już co robić. Często płacze i umiem przesiedzieć cały dzień w pokoju. Nie wiem czy to jest depresja czy to stres pourazowy związany z tym co trafiło mi się w tak młodym wieku. Staram się nie poddawać ale juz chyba nie umiem, nawet studia nie przynoszą mi radości. Nie wiem co robić i co jest nie tak. Proszę o pomoc
  13. Hej, nazywam się Klaudia mam 22 lata od roku cierpię na ataki lęku,paniki. Chodzę do psychologa (NFZ) w obecnej chwili oczywiście jest to niemożliwe bo koronawirus. Moja psycholog stwierdziła że to nerwica lękowa. Dodam, że nie pracuje w tej chwili. Nie mam zajęcia ciągle czytam coś w internecie, najczęściej o chorobach. Miałam mieć jutro pierwsza wizytę i psychiatry w celu przepisania leków na sen bo oczywiście nie mogę spać a raczej boje się usnąć. W dodatku w ciągu ostatnich lat dużo się działo w moim życiu zaczęło się od rozwodu rodziców, ciężkiego rozwodu długotrwajacego nie mam kontaktu z ojcem od tego czasu później miałam problemu w szkole, byłam zagrożona, później umarł mi dziadek z którym byłam bardzo blisko (zmarł na raka i nie chciał się leczyć). W tamtym roku zaczęły mi doskwierac bóle w klatce wysoki puls. Kilka razy pogotowie EKG,echo wszystko super. Odwiedziłam kardiologa wszystko dobrze. Później zaczęłam mieć problemy z równowaga, kręciło mi się w głowie. Kilka wizyt prywatnie u neurologa wszystko dobrze. Potem bałam się że mam SM. W międzyczasie miałam problemy z układem pokarmowym. Zaczęło mnie boleć po jednej stronie podejrzewałam raka trzustki, przeszłam badania i USG wszystko super. Wyniki krwi też super. Zaczęły mnie bólec piersi bałam się że mam raka piersi. Ogólnie mówiąc odwiedziłam praktycznie wszystkich możliwych specjalistów. Wydałam dużo kasy. Wszystko super. Był moment że czułam się super. Ale od jakiego miesiąc miewam ogromne problemy ze snem. Potem zaczęłam mieć problemy z pamięcią i koncentracją. W tej chwili boje się że mam chorobę psychiczną (moje objawy zgadzają się że wszystkim co przeczytam w internecie od schizofrenii, cyklofrenii i hipohondrii) boje się że zamkną mnie w szpitalu. Nie mam wsparcia w najbliższych nawet mój chłopak ma mnie dość z powodu tego że ciągle mówię o swoim zdrowiu ciągle narzekam że coś mi jest. Ostatnio czuje się strasznie zagubiona, zmęczona i taka jakbym nie była sobą. Czuje się jakbym przegrała życie , że nie czeka mnie nic dobrego. Boje się o siebie i o to że coś mi się stanie i zabiorą mnie do szpitala psychiatrycznego mimo że nie mam widocznych objawów to czuję się źle psychicznie sama ze sobą. Momentami czuje się taka wyłączona. Boje się że to nie nerwica lekowa a coś gorszego a moja psycholog źle mnie zdiagnozowała. Masakra nie mogę normalnie funkcjonować, pracować ani planować. Boje się że chłopak mnie zostawi bo on chce mieć rodzinę, dzieci a ja się boje jedynie o siebie i swoje zdrowie psychiczne i fizyczne. Czy przy hipochondri można sobie wmawiać też choroby psychiczne bo przez fizyczne już przebrnęłam?
  14. Na łamach starej wersji strony pod adresem http://ocalsiebie.nazwa.pl/blogs niektórzy klienci publikowali opinie o usługach psychologów Gabinetu Ocal Siebie. Załączam je poniżej i jednocześnie pozostawiam temat otwarty na wypadek, gdyby ktoś chciał coś dodać lub napisać własną opinię.
  15. Witam, Na wstępie krótko o mnie. Mam siedemnascie lat( wiem że forum jest od 18 lat lecz proszę nie usuwać mojego posta ani profilu, proszę to dla mnie bardzo ważne), od niecałego roku diagnozuję u siebie derealizację, nie wiem, nie jestem pewny, nie jestem lekarzem. Często mam stan odrealnienia, niepełnej świadomości. Jest to wrażenie jakbym oglądał film z mojego życia a nie jakbym żył. Wszystko wydaje się bez sensu, towarzyszy mi uczucie niepokoju, lęku i strachu. Stany nastały wraz z zakończeniem zeszłorocznych wakacji, stres związany z nową szkołą (liceum). W październiku straciliśmy razem z ukochaną dziewictwo, czym początkowo się stresowałem i miałem różne irracjonalne obawy, że się coś popsuje w naszym związku gdy zaczniemy uprawiać seks lecz wręcz przeciwnie. Od tamtego czasu również niesamowicie się stresowałem i bałem miesięcznego wyjazdu mojej dziewczyny, który odbył się w lutym. Cel wyjazdu jeszcze bardziej potęgował mój strach, moja dziewczyna (16 lat) wyjechała sama do Grecji do pracy. Jest modelką a ja mam złe nastawienie do modelingu, dowiedziałem się po wspólnej rozmowie ,że ona również uważa tak samo jak ja i wraz z zakończeniem kontraktu (sierpień- jej siedemnaste urodziny) rezygnuje z tej pracy. Byłem na jednej wizycie u psychiatry. Zleciła mi badanie EEG którego wyniki będę miał prawdopodobnie jutro. Na kolejne spotkanie miałem przyjść wraz z wynikami. Od paru tygodni mam problemy z oddechem, mianowicie nie jestem zdolny do wzięcia pełnego oddechu plus do tego dochodzą trudności z ziewaniem i częste ziewanie (problemy z ziewaniem mam odkąd pamiętam. Muszę się bardzo skupić ,a że jestem strasznym sensorykiem, przy ziewaniu muszę mieć pewność że nikt nie dotknie moich stóp. wiem że to głupie ale mam tak). Czytałem że może to być nerwica. Jak się stresuję często moje nogi "latają", drżą. Po tym miesięcznym wyjeździe mojej dziewczyny widzieliśmy się zaledwie 4 razy i nagle jak grom z jasnego nieba przyszła epidemia. A myślałem że luty to było piekło, nie wiedziałem co nas jeszcze czeka. Już luty zniosłem z trudem. Moja dziewczyna jest ze mną i mnie wspiera i wie o moich dolegliwościach. Przytłacza mnie też obecna sytuacja na świecie i to iż nauczyciele zadają irracjonalne zadania i nie dość że musimy sami opracowywać nieznane nam tematy to mamy zadawane zadania DO DOMU. To są właśnie moje problemy z którymi jest mi trudno się zmagać. Szukam pomocy na tym forum.
  16. Dzień dobry, mam taki problem-Pojawiła się obsesja na temat linii prostej, która uznałem za formę kształtu idealnego, i której istnienie było rozwiązaniem większości problemów; traktowalem ja jako swoja ulubiona rzecz (mimo iz istaniala tylko w mojej glowie) i ciagle się zastanawiałem czy jest możliwe aby takowa istniała, nie mogłem się na niczym skupić. Bałem się ze jest niemożliwa i ciagle zadręczałam się myślami o tym. Czy są to jakieś zaburzenia związane z chorobą/zaburzeniem psychicznym? Czy często zdarzają się takie problemy u innych ludzi? Czy i Wy mieliscie takie obsesje o prostej/figurach geometrycznych? Najgorsze jest to, ze nie wiem, czy prosta jest wynikiem zaburzenia choroby, czy tez ze inni ludzie tez o niej w taki sposob mysla i to cos powszechnego
  17. Witam mam problem z bluznierczymi religijnymi myślami , jestem katolikiem praktykującym , od dłuższego czasu mam przy modlitwie bluźniercze myśli w głowie jak się modlę , jak patrzę na Święte symbole. Ostatnio zacząłem mieć na tyle kłopot ze dręczy mnie to przez cały dzień. Nie wiem jak sobie z tym poradzić .
  18. Witam, Mam na imię Julia, jestem licealistką i za rok piszę maturę. Od dziecka lubiłam nawiązywać kontakty z ludźmi ale w 3 klasie gimnazjum wszystko się zmieniło. Rodzice na 3 klase gimnazjum przepisali mnie do innej szkoly. Podobało mi się- super znajomi, dobrzy nauczyciele. To właśnie w grudniu zaczął się moj koszmar. Poza szkołą poznałam bardzo fajnego chlopaka(7lat starszego). Zakochaliśmy się w sobie, jednak plotki szybko się rozeszły... Pewna grupka dziewczyn zaczęła mówić innym że „puszczam się”, „mam sponsora”, zaczeli ze mnie drwić a ja nie umialam sie przed tym obronic. Minelo 2.5 roku a ja przy poznawaniu nowych osób zachowuje się strasznie dziwnie- nic nie mówię, chociaż kiedys uwielbialam zawiazywac nowe znajomosci. Ponadto nie umiem być zabawna i wszystko biorę do siebie, nawet najmniejsza błachostka jest w stanie doprowadzić mnie do płaczu, gdy widzę te dziewczyny na ulicy cała się trzęsę ze strachu że znowu coś jest ze mną nie tak... proszę pomóżcie mi i powiedzcie co mi jest pozdrawiam serdecznie
  19. Hej, jestem trochę w kropce więc postanowiłam zwrócić się tutaj o pomoc. Leczę się na depresję i stany lękowe od 6 lat. Biorę leki, co jakiś czas je modyfikujemy z psychiatrą żebym mogła wrócić do ''stanu używalności''. Ostatnio dostałam też doraźne środki uspokajające starszej generacji bo już nic na mnie nie działa. Chodziłam długi czas na psychoterapię. Najpierw do jednej Pani 2 lata, a potem do innego psychologa przez rok. Przebrnęłam przez dziesiątki książek o tej tematyce. Znam różne techniki, sposoby radzenia sobie z moimi nastrojami. Jednak ciągle mam wrażenie że to nie działa. Jako przykład mogę podać medytację. Medytuję od około 5 lat. Oczywiście ona powoduje, że czuję się lepiej, jednak tylko na chwilę i jakiś czas po medytacji cały efekt znika. Z drugiej strony jak lęk się mocno nasili i dopadnie mnie silna gonitwa myśli to nie jestem w stanie zrobić NIC żeby się uspokoić więc wszelkie techniki zawodzą i powodują że wpadam w atak paniki. Nie mogę sobie pozwolić na kilkudniową słabość i zawalenie obowiązków ciągle. Chciałabym żyć normalnie ale czuję już dużą desperację bo tyle próbuję a choroba psychiczna ciągle psuje mi plany, powoduje że zawalam większe lub mniejsze zobowiązania... tracę motywację do pracy nad sobą 😞 Może ma ktoś był w podobnej sytuacji i ma jakieś metody? Albo może ktoś zna jakiegoś psychologa na terenie poznania albo online, który ma w zanadrzu jakieś nietypowe metody radzenia sobie z własną głową? Bo moja głowa nie współpracuje ze mną i nie potrafię zapanować nad chaosem który kreuje.
  20. Mam problem. Przez ponad 4 lata byłam w relacji z chłopakiem, która najpierw wyglądała w porządku, ale po 7 miesiącach on zaczął mnie obrażać bez powodu, a ja że byłam w niego ślepo zapatrzona to nie zerwałam kontaktu. Relacja ta "rozwijała się", i choć bardzo nie lubię o tym mówić, w końcu po 3 latach, można powiedzieć, że stałam się ofiarą przemocy seksualnej :nie wiem czemu zdecydowała m się na współżycie, myślę jednak ze było to wynikiem obsesji na punkcie tej osoby i ciągłe nierealne wyobrażenia o naszej wspólnej przyszłości, mimo że ona cały czas dawała mi znaki, że jestem tylko zabawką. Potrafiła być miła tylko jeśli chciała spotkania. Nie przejmowała się zupełnie moimi granicami, wymuszała różne rzeczy, których nie chciałam próbować, niekiedy robiła je wbrew moim stanowczym sprzeciwom. Po 1.5 roku takiego stanu rzeczy w końcu zerwałam tę relację ale tylko dlatego, że znalazłam kochającego i czułego chłopaka: myślę, że gdyby nie on dalej bym w tym tkwiła i byłoby coraz gorzej. Jednak mimo zakończenia starej relacji, czasem przy stosunku z obecnym partnerem zaczynam płakać, nie chcę kontynuować mimo, że on nic nigdy mi nie zrobił. Także przy wspominaniu przez kogoś o tego typu czynnościach odczuwam wstyd i strach, jakby było to coś złego, a nie naturalna czynność. Mam też wrażenie że od czasu relacji ze wcześniejszym chłopakiem nasiliła się u mnie agresja, co jest dużo bardziej zauważalne od opisanego problemu. Nie wiem co robić, proszę o pomoc.
  21. Witam .Niedawno rzuciłem pracę gdyż była dla mnie zbyt dużym obciążeniem fizycznym i emocjonalnym. Mimo upływu czasu,i rozpoczęcia nowego zajęcia cały czas się pojawia w głowie była praca. W snach widzę tych ludzi,przychodzą dni że zastanawiam się czy dadzą sobie radę. Zaznaczam że nie lubiłem tej pracy ze względu na ludzi i alkohol spożywany w pracy na który mój przełożony nie reagował a ja byłem za nich odpowiedzialny. Jak pozbyć się byłej pracy z głowy? nie mogą się skupić na tym co będę dalej robił,uwiera jak mały kamień w bucie.
  22. Jak w temacie - którego psychologa z ekipy OcalSiebie wybrać do terapii po związku w którym wydaje mi się byłem z osobą zaburzona, być może z rysem narcystycznym?
  23. Witam. Jestem mamą i żoną, w tym roku skończę 30 lat. Chciałabym z kimś porozmawiać. Ale nie wiem z kim. Jakoś czuje że lepiej będzie rozmawiać mi się z Panią, ale jest ich tu kilka. Czy mogłabym dostać wskazowke do której umówić się na pierwszą wizytę? Pokrótce powiem, co mnie dręczy. Myślę, że zmagam się z pewnego rodzaju depresją, może to depresja poporodowa. Po pierwszym dziecku (3lata temu) wydawało mi się że się pozbierałam ale kiedy urodziło się drugie całe moje szczęście uleciało (młodszy synek ma 10 m-cy). Mam nieprzyjemne myśli, brak motywacji do działania, ciągle czuję się zmęczona i bez życia. Nie pamiętam kiedy się ostatni raz śmiałam. Często wybucham złością. Nie panuje wtedy nad sobą choć w głowie słyszę "nie rób tak, to nie jest w porządku!" - to jednak jest silniejsze ode mnie. Krzywdzę najbliższych, szczególnie zależy mi na dzieciach. Źle się czuje ze sobą, uważam że jestem beznadziejna matka i często mam myśli że nie ja powinnam ich wychowywać bo im tylko krzywdę zrobie (w psychice), nie mówiąc o mężu zero jakichkolwiek relacji intymnych czy miłosnych, czuje się nieatrakcyjna, mijamy sie (nie ma zdrad, po prostu nas oboje przytłoczyła rzeczywistość). Zamiast cieszyć się macierzyństwem, mam poczucie straty czasu. Boje się że za kilka lat minie ten czas, kiedy oni są mali i nie nasyce się tym i będę żałować. Już żałuje wielu rzeczy. Chcę być lepszym człowiekiem, dla nich ale też dla siebie, by dawać dzieciom dobry przykład. By miały poczucie oparcia we mnie i zaufanie. Myślę, że jest we mnie wiele przekonań z przeszłości, które nie pozwalają mi dziś swobodnie żyć. Chowam też w sobie wiele urazy i żalu do rodziny. Chciałabym zrzucić z siebie ciężar, który ciągle mnie wgniata w ziemię. Jeszcze nie potrafię nazwać tego ciężaru, ale chyba jestem na granicy wytrzymałości. Jeszcze chwila i padnę. I już się nie podniosę.
  24. Jak poradzić sobie ze smutkiem, poczuciem winy , żalem, niezrozumieniem kiedy ktos jest nieuleczalnie chory i umiera powoli bo nie chciał lub nie mogl podjąć leczenia w pore a byc moze można było uniknąć najgorszego. Jak sobie poradzić z myślą o nieuniknionym. O tym ze na zawsze sie rozstana bliskie sobie osoby. Nawet jeśli ktoś jest lub byl toksycznym rodzicem lub stosujacym manipulację, ktorej nie da sie rozumieć, być może cena życia i śmierci w tym przypadku wchodzi w grę ponieważ niektóre osoby są gotowe umrzeć przedwczesnie tylko dlatego aby ktoś się nimi opiekował rzucił pracę związek, karierę i oddał połowę swojego dobrobytu. W kim jest problem ? We mnie ? W moim wewnętrznym dziecku ? Czy w tym chorym smiertelnie rodzicu ? Czy i za co ? dlaczego człowiek może zwlekać z leczeniem lub zignorować własną osobę ? za cenę lekkich pieniędzy ? żalu współczucia nad nim ? Brak szacunku do własnej osoby znowu pojawia się w słowach : będziecie mieć ze mną spokój... Dozgonne uwielbienie i oddanie i służba komuś może stać się męczące na pewnym etapie życia dziecka, które chce sobie ułożyć życie jednak rodzic lub rodzina ściąga w dół . Dlaczego rodzic nie potrafi podarować wolności swojemu dziecku tylko przytłacza swoimi problemami finansowymi ,chorobą z drugiej strony dlaczego jestem tak zła i niedobra ze chce od tego uciec porzucić to i wyzbyc sie poczucia winy , tu jakby nieumiejętność oderwania się rodzica od dziecka...żal dziecka do losu o problem, ktory wyrywa slad na psychice . Być może potrzeba tu diagnozy karmicznej ?
  25. Witam Jestem Jacek, mam 31 lat. Opiszę moje życie w wielkim skrócie Do 7 roku życia wychowywałą mnie matka z ojcem, mama była położną w szpitalu, tata operatorem kamery w telewizji. Byłem bity przez wiecznie pijaną mamę, do dziś pamietam jak zrobiłem jej laurkę na dzień matki, ona robiła mi śniadanie, zwymiotowałem na talerz, wsadziła mi twarz w wymiociny a potem sprała mnie tak że powybijała mi zęby. Zawiozła mnie do sierocinca w Rabce prowadzonego przez siostry zakonne, powiedziała że idzie do dentysty i zaraz mnie odbierze, nie zrobiła tego, odebrała mnie babcia z dziadkiem i sąd przyznał im prawa opieki do mnie. Ojciec od dziecka mi powtarzał : mamusia nas zostawiła bo byłeś niegrzeczny Jako dziecko byłem typowym chłopcem, wojowałem, biegałem na przerwach, próbowałem grać w piłkę, gdy ktoś mi dokuczał to lałem go w mordę ale sam nigdy bez powodu nikogo nie uderzałem i nie atakowałem. Z czasem przez wychowywanie przez babcia zaczynałem stawać się typową pipką, w szkole śmiali się ze mnie że nie mam rodziców, ja wtedy nie broniłem się, płakałem po kątach, uciekałem ze szkoły, w pewnym momencie zaczęli się znęcać nademną, ojciec zgłosił to na policje, to pogorszyło wszystko, byłem konfident numer jeden. Zacząłęm się izolować, dostałem nauczanie indywidaulne, kolega (jeden z nielicznych) poczęstował mnie amfetaminą, zacząłem się czuć po niej normalnie, mój mózg działał na pełnych obrotach, zacząłem brać codziennie, miałem kilka zapaści przez amfetamine, zapisałem się do technikum, ale nie chodziłem do niej, szkoła nakazała mi pójście do psychologa, psycholog twierdził że mam depresje, ale ja go po prostu sprytnie okłamywałem, że siedziałem całymy dniami przed komputerem i naćpany czytałem różnego rodzaju fora elektroniczne (moja pasja) i konstruowałem zestawy głośnikowe. Zawsze mi się marzyły dobrej jakości komputery, elektronika, a pieniążków nie było, zacząłem oszukiwać ludzi na allegro, pieniądze przeznaczałem na zakup elektroniki i amfetaminy. Jednocześnie byłem cholernie zły dla mojej babci, wyzywałem ją, krzyczałem, gdy ona płakała i prosila bym nie ćpał i został w domu a nie szedł z kolegami to ja jej mówiłem : ty kurw...pierd.... itp Raz na zejściu próowałem wyskoczyć z okna, ojciec mówił : skacz pedale, skacz, Babcia mnie złapała, wezwała pogotowie, trafiłem na oddział psychiatrii dzieci i młodzieży, pamiętam jak stałem pod drzwiami i usłyszałem jak ojciec powiedział do lekarza czy można mnie np. ubezwłasnowolnić bym nie miał prawa do spadku po babci, proponował łapówkę, lekarz go wyrzucił z gabinetu. Ludzie z allegro zgłosili sprawę na policję, wyrok w sądzie, dostałem placówkę opiekuńczo wychowawczą od 16 do 18 roku życia za oszustwa i demoralizacje (nie kontynuowania obowiązku szkolnego) Trafiłem na jeden pawilon z bandytami którzy byli za ciężkie napady i rozboje, a ja za jakieś śmiesze oszustwa. Znęcali się nademną, w parenaście osób bili mnie, sikali na mnie, kopali, dusili, zgłosiłem to w końcu wychowawcy, wychowawca na policje. Zostałem wrogiem publicznym numer jeden. Po osiągnięciu 18 roku życia wyszedłem, wróciłem do Babci, niedługo potem zacząłem pracę, w ochronie, przestałem ćpać fetę sam z siebie bez niczyjej pomocy. nabrałęm dużo kredytów, ok 100 tyś, zapętliłem się, kupowałem rzezy o których zawsze marzyłem i wypełnić sobie nimi pustkę w sercu. Firma w której pracowałem zbankrutowała, przestałem spłacać kredyty, wpadłem w złe towarzystwo. W tym czasie ojciec namówił babcie na sprzedaż mieszkania które miało być dla mnie, sprzedała i za te pieniądze kupiła kamienice w w górach dla siebie, dla mnie, dla ojca i jego już chyba 5 żony. Gdy się tam wprowadziliśmy to znów wyczułem tą fałszywość w spojrzeniu ojca, nie chciałem być w tym mieszkaniu, raz przy świętach okazyjnie piliśmy alkohol całą ''rodziną'', nie dużo pół litra raptem na ponad 10 osób, symbolicznie po kieliszku albo po dwa. Ojciec nagle wstał i powiedział : znów się cwel...najeb... jak swoja matka ? Zrobiła się awantura, zacząłem płakać i krzyczeć : gdzie byłeś ch.u jak Cię potrzebowałem jako dziecko ? Uderzył mnie, ja mu oddałem, on się na mnie popatrzył, usłyszał że babcia wchodzi na piętro, a ten wtedy się położył na podłodze i zaczął krzyczeć : Ratunku, policja, napadł mnie gówniarz, po chwili wstał, zadzwonił na policje, gdy przyjechała to powiedział że go pobiłem, policjant powiedział że przecież nawet śladu nie ma i że jest śmieszny że na własnego syna dzwoni na policje. Zacząłem pracować w Krakowie z którego się wyprowadziłem, w serwisie, przez 4 lata codziennie dojeżdzłałem busem albo pociągiem 100 km w jedną stronę do pracy. Zakochałem się w dziewczynie, wkrótce zamieszkaliśmy razem w Krakowie w wynajmowanym mieszkaniu, zaszła w ciążę, wzięliśmy ślub, po urodzeniu dziecka zmieniła się o 180 stopni, nagle PiS, kościół, radio Maryja (taka rodzina, 3 braci ma, każdy jest księdzem) Po pół roku od ślubu rozstaliśmy się, ona z dzieckiem wróciła do matki, ja wylądowałem na ulicy, błąkałem się po ulicy, sprzedawałem wszystko co miałem żeby mieć na alkohol i papierosy. Nie płaciłem alimentów bo nie miałem z czego. Po roku poznałem pewnych poważnych ludzi z Krakowa, górna półka przestępców, zacząłem dla nich pracować w lombardzie, wyciągnęli do mnie rękę, pomogli mi, zrobili kursy. Przez 4 lata pracy u nich nauczyłem się oszukiwać, podrabiać, kombinować, pieniędzy mi nie brakowało, policja wielokrotnie mnie zatrzymywała, wiedziałem co mam mówić i jak się tłumaczyć, prokurator albo policja umarzali sprawę. Zacząłem inwestować w moje hobby, sprzęt audio, gramofony, CD, głośniki, akwarystyka. Poznałem w lombardzie kobietę, była z domu samotnej matki, miała 4 letniego syna, pokochałem ją, cały sprzęt sprzedałem żeby wynająć większe mieszkanie dla nas, chciałem dać temu dziecko i sobie rodzinę, uznałem w USC to dziecko jako swoje. Po paru miesiącach zaczeło się psuć, w awanturze zaczęła mnie okładać po ciele pięściami, pamiętam jak leżałem na podłodze i płakałem a ona mnie biła. Po kilku takich razach wróciła do matki Mi wtedy w magiczny sposób akurat na święta wpadło trochę kasy, ona wróciła wtedy do mnie, wyprawiłem święta, choinka, prezenty (ona nie kupia nic bo była bezrobotna, i jest do dzisiaj) Na sylwestra znikła z domu, zdradziła mnie i to ze swoim kuzynem, zaszla z nim w ciąże, dziecko urodziło się z niedorozwojem Podała mnie o alimenty, złożyłem do Sądu pozew o ustalenie bezskuteczności ojcostwa, wygrałem sprawę. Było ciężko ale się podniosłem, wyprowadziłem się, wpadło trochę kasy, odkułem się ze sprzętem który wcześniej sprzedałem Zacząłem ćpać kokainę, duże ilości, to był jedyny narkotyk po którym czułem się bogiem, brak zejścia, wygadanie, potrafiłem rozmawiać na inteligentne tematy na które myślałem że nawet nie mam pojęcia. Moje życie był wtedy na wysokim poziomie, kokaina, burdele, imprezy z poważnymi ludźmi z Krakowa, drogie zakupy. Postanowiłem coś zmienić, zwolniłem się z lombardu, zacząłem pracować w dużej firmie Audio, byłem odpowiedzialny za tworzenie aukcji, tłumaczenia opisów, sprzedaż sprzętu z najwyższej półki, były to sprzęty np. 120 tysięcy za gramofon. Poznałem kobietę, miała 11 letniego syna, szybko zamieszkaliśmy razem, okazało się że kobieta ta była chora psychicznie, prawdopodobnie przez jej przeszłość (amfetamina, aborcja, inne dziecko oddane do adopcji, była tak skrzywiona że mieszkając z rodzicami wmawiała rodzicom że to nie ciąża tylko wodobrzusze, po urodzeniu dziecko oddała do adopcji) Zaczęły się awantury, potrafiła mnie tak prowokować że potrafiła patrząc na mnie zrzucać płyty wynylowe ze stojaka i je rozbijać mówiąc wtedy : oooo, co to Ci sie dzieje Kubusiu ? Płytki Ci się rozbiają ? Do tego ciągłe kłamstwa, brała ode mnie pieniądze mówiąc że potrzebuje kasę na zastrzyki na anemie (1500 zł za serie zastrzyków), okłamywała tak i mnie i matke i ojca (obydwoje leczeni psychiatrycznie na schizofrenie), mieszkała z nimi w kawalerce z dzieckiem i całym zwierzyńcem. W pewnym momencie wylądowała w szpitalu psychiatrycznym, zaburzenia osobowości na tle narcystycznym i mitomania, odwiedzałem ją codziennie, starałem się pomóc. Rozstaliśmy się, mieliśmy wynająć wspólne mieszkanie, gdy miała wrócić do mnie to kłamała np. : wysyłała mi zdjęcia spakowanych walizek i mówiła że czeka aż będzie mieszkanie i się wprowadzi, straciłem w ten sposób kolejne mieszkanie, a na odchodnę jak przyszła po resztę swoich rzeczy to zabrała mi 5 tysięcy z szafki. Po jakimś czasie odezwała się do mnie że chce mi oddać pieniądze które mi ukradła, zaprosiłem ją na nowe mieszkanie, powiedziała : idź do ogródka zapal, ja przygotuje kase, wyczułem podstęp i włączyłem ukrytą kamerę, po powrocie do mieszkania nogi mi się ugięły, ona na podłodze w kałuży krwi z wbitym nożem w udo, ona wtedy wyciągnęła telefon i powiedziała : a teraz Cię kurw... zniszczę. Zadzwoniła na 112, zgłosiła gwałt i próbe zabójstwa. Gdy przyjechała policja to nim zdążyłem dobrywieczór powiedzieć to już byłem skuty, ale wytłumaczyłem że jest kamera za firanką, jak zobaczyli nagranie to od razu wezwali pogotowie z psychiatryka, zabrali ją na szycie nogi a potem do psychiatryka. Nasza znajomość się zakończyła wtedy. Dostalem tylko wezwanie na policje po odbiór noża zabezpieczonego wtedy podczas tego incydentu, sprawa umorzona. Firma w której pracowałem zamknęła oddział, wróciłem więc do lombardu ale innej firmy niż w tej w której pracowałem. Pracowalem tam rok, dostałem propozycje przeprowadzki do Nowego Sącza i objęcia wyższego stanowiska, wiedziałem żę nic mnie nie trzyma, zgodziłem się, dwa dni później mieszkałem w Sączu. Po paru miesiącach (wrzesień 2019) poznałem na FB kobietę, pisaliśmy i rozmawialiśmy całymi godzinami, pokochałem ją, wprowadziła się do mnie w listopadzie, znalazła pracę spędzaliśmy ze sobą każdą możliwą chwilę, byłem z nią szczęśliwy, 8 listopada oświadczyłem się jej, ona przyjęła zaręczyny. Były dziwne sytuacje między nami, nie chciała mnie przytulać, gdy płakałem to stała i się patrzyła, doszło do tego że zacząłem pić, ona spała a ja zamykałem się w łazience i piłem. Gdy w wigilje postawiłem pierwsze w swoim życiu żywe drzewko i kupiłem prezenty i przygotowałem kolacje wigilijną to chciałem się z nią podzielić opłatkiem, ona powiedziała : chyba żartujesz, to głupota....owszem jestem ateistą tak jak ona ...ale ten opłatek to dla mnie miłe wspomnienia po prostu ....i lubię tą tradycje. W drugi dzień bożego narodzenia znalazłem rozmowy w których flirtowała ze kolegą do którego wysyłałą gołe zdjęcia, kazałem jej wypierniczać z mieszkania. Wpłaciłem jej na konto 2000 zl, pojechała do Krakowa, ona zamiast iść do hotelu to poszła do knajpy i wylądowała u swojego byłego w łóżku. Jej były cały czas pisał z jej matką i jej matka wiedziała gdzie ona jest, ja nie wiedziałem, szukałem ją, jej matka kłamała że jest w knajpie cały czas, nawet nad ranem mi napisała że ją właśnie obudzili kelnerzy w knajpie ....matka i narzeczona nie wiedziały że ja cały czas pisze z jej byłym ....i on sam mi napisał : Człowieku szanuj się, i ona i jej matka cały czas kłamią, mnie też okłamywały, daj sobie z nią spokój, ona do mnie sama się wepchała bo mówiła że nie ma w ogóle pieniędzy ani gdzie spać ... Wróciła po jednej dobie, przysięgała że nic nie było między nimi, ja wtedy chciałem w to wierzyć i piłem jeszcze więcej. Kilka razy gdy ona była pijana po kłótniach to zaczynała mnie bić po twarzy pięściami, nie oddałem jej nigdy, raz ją tylko odepchnałem i przycisnąłem do podłogi żeby się uspokoiła, potem jak byłem w pracy to mi pisała na FB że mnie przeprasza za to itp itd. 31 grudzień ... Piliśmy dużo, poszliśmy na rynek w Nowym Sączu, nagle po pijaku przyznała mi się że mnie zdradziła, i nie powinienem być zły bo co to za różnica dla mnie skoro to i tak jej były i tak z nim spała i tak z nim spała wcześniej już Wybuchłem wtedy płaczem, zwyzywałem ją, ona zaczęła mnie kopać, uderzyłem ją z otwartej ręki w twarz, ona poszła na dworzec i pojechała do Krakowa, wróciła po parunastu godzinach. Gdy wróciła to ja leżałem w łóżku i płakałem, poszliśmy się razem kąpać do wanny, piliśmy razem alkohol, nagle zasnąłem, o 3 w nocy się obudziłem a jej i jej kota już nie było. Jej matka mi napisała że jest ciężko pobita i że zgłoszą to na obdukcje i policje. Że niby posiniaczona cała, a ja mówię że to nie realne skoro byliśmy w klubie, przecież tam jest monitoring to będzie widać że tylko raz w twarz ją uderzyłem, ale fakt faktem, o 12 w nocy podniosłem ją na ręce na środku parkietu bo chciałem ją podnieść do góry i się razem wywróciliśmy, może stąd siniaki na kolanach i rękach, nie wiem. 3 stycznia podczas mojej nie obecności (byłem w pracy) narzeczona z matką przyjechały do mieszkania które wynajmowane było tylko na mnie, zabrały wszystkie rzeczy, nawet te co kupiłem za moje pieniądze, mam na to faktury itp itd. Jej matka zaczęła mnie gnębić, że jestem potworem, dnem itp itd, piłem coraz więcej, zapisałem się więc na terapie AA by nie zdechąć z tego gówna. Przestałęm pić 7 stycznia, narzeczona napisała 10 stycznia : słuchaj, przez Ciebie straciłam pracę, mam depresje i powinieneś spłacać moje raty skoro tak bardzo mnie kochasz, ja pracować nie jestem w stanie przez to co mi zrobiłeś, powiedziałem że obecnie nie mam z czego, i całości nie dam rady spłacać. Jej matka zmieniła front, zaczęła pisać że widzi że terapia pomaga, że bardzo się cieszy, że uda się naprawić ten związek ale musimy dojść do siebie, a drugiego dnia : Ty potworze zniszczyłeś moją córkę gnoju ! Dzień później wiadomość od narzeczonej : Słuchaj, albo mi pomożesz albo będe musiała iść na obdukcje (10 dni po zdarzeniu obdukcja...) Nie odpisałem, zaczęła się wojna .... Jej matka zaczęła wysyłać zdjęcia siniaków na twarzy (nagle zrobiły się dwa siniaki) do moich znajomych na FB i pisać : zobacz jakiego masz kolegę, to bandyta A do mnie napisała wiadomość że albo im dam 20 tysięcy złotych albo zgłoszą do prokuratury i na policję sprawę o znęcacnie się psychiczne i fizyczne przez dwa miesiące, ja mówię, jakie znęcanie niby ? Przecież u nas nigdy nic się nie działo, właściciel mieszkania mieszka za ścianą i nic nie słyszał, policji nigdy u nas nie było, widywaliśmy się ze znajomymi, jaki do cholery znęcanie ? Skąd ? Jak ? Napisałem do narzeczonej wprost, czy zgłosiły sprawę gdzieś bo ja też się wtedy będę bronił, jej matka do mnie wtedy napisała że ona nigdy by tego nie zrobiła bo nie chce problemów. Co chwilę mówiła co innego... Moja psychika zaczęła pękać, poszedłem do prawnika, prawik powiedział że tu nie było żadnego znęcania, co najwyżej wzajemna agresja a za wtargnięcie do mieszkania i przewłaszczenie mienia mogą te kobiety odpowiedzieć karnie, widział rozmowy z tymi kobietami i te zdjęcia siniaków, powiedział że w jej ocenie to jest makijaż, a że jej matka jest ewidetnie zaburzona psychicznie i żebym w ogóle nie wdawał się z nia w dyskusje. Skontaktowałem się wtedy z byłymi partnerami narzeczonej, każdy napisał : ona i jej matka są spierd.....umysłowo, człowieku uciekaj ! Znajomi tej kobiety powiedziały że ona zawsze miała tendencje do zdradzania, że jadła psychotropy i popijała je wódką, że przespała się nawet z narzeczonym siostry swojego byłego faceta gdy ten byl w USA. Znajomy z policji mi sprawdził że ona na depresje leczy się od 6 lat i miałą dwie próby samobójcze nim jeszcze się nawet znaliśmy, a z kolei jej matka to pielęgniarka z zakazem wykonywania zawodu i wyrokiem w zawieszeniu, uzależniona lekomanka podrabiała recepty, leczona psychiatrycznie, od paru lat na rencie z tego powodu. Te wszystkie sytuacje spowodowały że siadła mi psychika, miałem próbe samobujczą, wylądowałem u psychiatry, przepisał mi lek, TRITTICO. trochę mnie to wyciszyło ale pojawił się kolejny problem. Pracodawca chce mi dać umowę o pracę na pełną kwotę, gdy tak się stanie to komornik zabierze mi prawie wszystko co zarobie, zostawi 670 zł, sam wynajem to 1200 zł, skąd wezmę na to pieniądze ? Miałem kolejną próbę, zwiększono mi dawkę, otrzymałem dodatkowy lek, Convival Chrono na bazie kwasu waproinowego, po to aby ustabilizować moje emocje, ale to wszystko mi nie pomaga, to nic nie daje . Prawdopodobnie mam osobowość Bordeline, DDA, Politoksylomanie ale to tylko podejrzenia póki co, na chwile obecną mam stwierdzoną silną depresje ze stanami lękowymi Chcę tylko jednego, chce by ta kobieta wróciła do mnie, kocham ją, żadnego rozstania nie przeżywałem tak jak tego, chce ją odzyskać, moje życie bez niej jest pozbawione sensu... Co mam zrobić ? Ostatnio szukałem w internecie Cyjanku, ja już nie chce żyć, jestem sam na tym świecie, nie mam nikogo, jestem sam w obcym mieście, chcę się obudzić z tego koszmaru, niech to się w końcu skończy.... Proszę pomóżcie mi bo ja już nie daję rady, i przepraszam że napisałem wszystko chaotycznie, ale chciałem szybko napisać jak najwięcej informacji.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.