Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'współuzależnienie'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 29 wyników

  1. Witajcie. Mam 33lata, jestem mamą cudownych dzieci. Jestem tu bo nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać... I nie wie czy w ogóle umiem 😩 nie ma tu chyba nikogo z problemem uzależnienia. A ja czuję że ono niszczy mnie i mój związek. Nie wiem czy damy sobie sami z tym radę ... to na razie tyle ile umiem powiedzieć. Cześć wszystkim
  2. Dzień Dobry. Jestem pracującą 24- letnią kobietą. Dwa miesiące temu rozstał się ze mną chłopak. Mieszkaliśmy razem od czasu wakacji. Nasza relacja szybko się zaczęła i rozwinęła, był mną zafascynowany i słowa Kocham Cię z jego strony były wcześnie. Ja z kolei byłam ostrożna i z czasem zaczęłam czuć coś więcej i to pielęgnowałam i budowałam. Byliśmy raczej zgodni, stabilni i w naszym związku było spokojnie i bezpiecznie. Przed naszą rocznicą on stwierdził, że między nami jest źle i że mnie już nie kocha. Czuł już to dłuższy czas, ale miał nadzieje, że to uczucie wróci i też nie chciał mnie skrzywdzić. Rozstaliśmy się z szacunkiem do siebie. Wyprowadził się na jakiś czas, potem ja i wrócił do mieszkania. Po czasie dowiedziałam się, że zaczął spotykać się z koleżanką z pracy z którą zawsze miał dobry kontakt. Przy rozstaniu spytałam czy chodzi o nią, bo od początku ich "pisania" miałam z tym problem, ale z biegiem czasu odpuściłam, bo mu ufałam. On zaprzeczył. Poczułam się bardzo zraniona i chciałam z nim o tym porozmawiać. Gdy się zobaczyliśmy on zaczął mówić, że żałuje tego rozstania, że nie potrafi żyć beze mnie i czuje się okropnie. Zaczęliśmy rozmawiać o tym wszystkim, bo z czasem bardzo brakowało w naszym związku po prostu rozmowy. Oboje jesteśmy skryci i ostrożni. Ja często wybuchałam, gdy coś mi nie odpowiadało, albo trzymałam to w sobie. Zrozumieliśmy w czym był problem i chcieliśmy to naprawić. Po jakimś czasie on stwierdził, że jednak nie może mi tego zrobić i nie możemy do siebie wrócić. Próbowałam z nim o tym porozmawiać, ale bez skutku. Pożegnaliśmy się i znowu się zaczęło- pisanie jak mu źle i chce do mnie. Ostatecznie powiedziałam, że albo to kończymy na zawsze albo próbujemy, ale nic po środku. Wróciłam do mieszkania na jakiś czas, ale ciągle miałam obawy, że to wróci, a on nadal miał przekonanie, że nie ma tego "czegoś". Sam nie wie co to, ale że tego brakuje. Kazałam mu się wyprowadzić i gdy to zrobił, kolejny raz zaczął się odzywać, że tęskni i że tylko ja się liczę. I do dziś nasza relacja, która była stabilna i naprawdę dobra- jest rozdarta. On nie pozwala mi odejść, ciągle w jakiś sposób wraca. Gdy mówię, że to koniec- on chce mnie jeszcze bliżej i bardziej, a gdy już jest stabilnie- on nie wie czego chce, a ja ciągle w jakiś sposób go prowokuje do zakończenia tego wszystkiego. W środku jestem emocjonalnie rozdarta, pełna obaw i smutku. Jednego dnia wiem, że sobie poradzę i z pewnością mówię mu, że to koniec i wiem, że to dobra decyzja- kolejnego dnia czuje się bezsilna. Aktualnie wiem, że głównie nas łączy mieszkanie, bo tak naprawdę stworzyliśmy tutaj nasz mały dom i ciężko nam z niego zrezygnować. Wiem, że będę zmuszona odejść z niego, żeby w jakiś sposób funkcjonować i żyć, bo w nim będę stała w miejscu mimo, iż czuję się tu naprawdę bezpiecznie. Najgorsze jest to, że gdy on wraca i widzę jak bardzo jest zagubiony i zrozpaczony to go przyjmuję. Czuję się źle i boje się o niego. Nie potrafię zamknąć tych drzwi dlatego, że nie potrafię żyć z myślą że to odejdzie na zawsze. Wiem i już mu to mówiłam, że jak to zakończymy- oddamy mieszkanie, to nigdy do tego nie wrócimy. Nie czuję się na tyle silna, aby w przyszłości znowu to samo budować, bo jak już coś teraz nie gra to raczej po kilku miesiącach rozłąki samo się naprawi, ale on uważa całkowicie odwrotnie. Jest świadomy tego, że jak to się skończy i każdy pójdzie w swoją stronę to nie pozwolę mu wrócić i do dziś nie wziął wszystkich rzeczy z mieszkania. Gdy już ma to zrobić i mamy się pożegnać- unikamy tematu i spędzamy czas razem tak jak kiedyś. Tylko, że wiem, że to dla nas oboje jest zbyt toksyczne i raniące. Nie wiem w jaki sposób mam teraz żyć, jak uzyskać wiarę w siebie i skupić się na sobie. Czy to wszystko musi tak się skończyć? Dlaczego gdy jest dobrze on nie wie czego chce? Jak z tym wszystkim żyć? Dodam tylko, że on jest po 3 letnim związku, gdzie przez ostatni rok był zdradzany. Ja również byłam w 3 letnim związku, który był bardzo trudny i skomplikowany. Często się rozstawaliśmy i wracaliśmy do siebie, mieliśmy całkowicie odmienne charaktery.
  3. Witam. Mam problem z partnerem 28 letnim. Mamy 5 miesięcznego synka. Partner jest nim zachwycony, potrafi pałac bardzo duża euforia do synka, do mnie. Ale nagle potrafi się wszystko odmienic i nas nienawidzi, a dokładnie mnie... Najgorzej jak wypije... Nie potrzeba wiele wystarcza 2/3 piwa, i wpada w trans. Pierw potrafi się śmiać zwłaszcza wsrod ludzi, a jak zostajemy w zaciszu domowym po czasie zmienia się w potwora. Choć przy ludziach też się zdarzyło. Zaczyna mnie wyzywać, pluć na mnie, bić... Wtedy wychodzi, zaczyna bardzo dużo pić i wraca w środku nocy dobija się, a ja się go boję. Jego siostry mówiły że kiedyś za ofiary robił swoich rodziców oraz jedną z sióstr... Szukał kogoś słabszego, nad kim ma władzę, wtedy go znizy do samej ziemi, obraża od najgorszych, a na sam koniec mówi, że to ta osoba jest winna. Że on nie zaczął tylko ktoś inny. Ja jestem bardzo zmęczona opieka nad dzieckiem, ponieważ mały jest bardzo wymagający. Zazwyczaj on to rozumie, pomaga mi, ale dziś miał pretensje jak ja mogę być wiecznie zmęczona... Czemu to ja chce spać (mimo że była już 21), zaczął mnie obrażać, wyzywać, pluc, rzucać parowkami które sobie zrobił... Widział że i ja i dziecko płaczemy to jakby to go bardziej rajcowalo, jakby nabieral sił, że znalazł ofiary, że jesteśmy słabsi i nie możemy nic zrobić... Uciekł z domu, bo miała przyjechać jego siostra... Ja nie wiem już czy on jest chory psychicznie, myślałam o rozdwojeniu jaźni, zwłaszcza, że przed tą afera się śmiał i mówił że chce mi się oświadczyć, że chce mieć jeszcze jedno dziecko... Jeżeli to choroba psychiczna to jak nakłonić taka osobę do leczenia? Co zrobić? Jak powiem mojej rodzinie to będą kazali mi od niego odejść, ale on potrafi być bardzo dobry. Czy może to tak alkohol działa? Wystarcza 2 piwa, by przypomniały mu się chwilę jak pił kiedyś ze swoimi znajomymi i może wtedy jemu źle że założył rodzinę i chce do nich wracać? Tylko czemu chwilę wcześniej mówi jak mnie kocha i nasze dziecko... Bardzo proszę o pomoc, czy ma sens być z kimś takim i pomoc jemu z chorobą? Jak to zrobic? Wiem że mój syn nie może się tak wychowywać i być narażony na przemoc i taka sytuacje patologiczna w domu, lecz wiem że dziecku jest potrzebny ojciec i wiem jak oni potrafią się razem bawić, śmiać razem i się przytulać... Ostatnio jak nasz syn się rozchorowal to szybko z pracy wracał by z nami iść do lekarza i nam pomóc w domu. Ogólnie on tak ma że przynajmniej raz w miesiącu jemu coś odbija i zmienia się w potwora kiedyś było to czesciej ponieważ pił sporo... Bardzo proszę o pomoc
  4. Mój partner zdradzał ze mną swoją żonę. Teraz mamy dziecko od 3 msc. Mieszkamy razem od marca 2019. Spotykaliśmy się ok dwa lata. Jego żona nie wie o dziecku, on się boi jej powiedzieć, ponieważ ona ma depresję i strasznie to do tej pory przeżywa (to że ją zostawił). Nie potrafi bez niego nic zrobić, pisze codziennie smsy, prosi go żeby jej pomógł (on jej nie odmawia bo ma wyrzuty sumienia). Jest całkiem sama, nie ma przyjaciół. Nawet nie chce mieć bo polega na nim. O nic go nie pyta bo nie chce wiedzieć, jest zagubiona i nie może sobie poradzić. Mnie to bardzo boli. Jest mi jej żal ale nie potrafię się cieszyć z niczego. Mam myśli samobójcze. Nie wiem co robić. On mnie nie zostawi i nie wróci do niej ale mimo to oni są wciąż małżeństwem i nie ma mowy o rozwodzie. Co mam robić? Niech mi ktoś pomoże, mam wrażenie że nikt mnie nie rozumie. Kocham swojego partnera nad życie i swoją córeczkę również ale to mnie tak dobija że nie chce mi się żyć
  5. Kim jesteś (podaj przynajmniej płeć oraz wiek)? Jestem pracującą kobietą w wieku 25lat. W jakiej sytuacji pojawił się problem oraz jak długo trwa? Odkąd pamiętam, jestem chorobliwie uzalezniona od opinii ludzi z mojego otoczenia. Wychowalam sie w patologicznej rodzinie, ktora dodatkowo jest czlonkiem pewnej grupy wyznaniowej. Przez alkohol i inne dysfunkcje,moja rodzina przysparzala wylacznie wstydu. Nikt nie mial zdrowego poczucia w.w,dlatego zawsze wpajano ze Nowakowie czy Kowalscy ( czlonkowie tej grupy ) sa lepsi, bo wplywowi, a my jestesmy nikim. W takim mysleniu zostalam wychowana. Na czym Twoim zdaniem polega problem? Cale zycie chodze zdolowana,podporzadkowanatym ludziom. Uwazam,ze to oni wyznaczaja moja wartosc. Skoro wiedza tyle o mojej rodzinie to tyn bardziej maja na mnie haka. Nie potrafie w ich towarzystwie byc soba i czuc swojej wartosci. Jak sobie ewentualnie radzisz z problemem albo jak go znosisz? Uciekam. Poddaje sie tym ludziom,nie wyrazam swojego zdania, uwazam ze sa ode mnie lepsi i pozwalam im chodzic mi po glowie. Bo przeciez oni znaja tajemnice mojej rodziny, alkohol itp. Wiedza skad pochodze. Jakie ewentualnie masz pytania odnośnie problemu? Jak pomimo takich przezyc zbudowac w sobie zdrowe poczucie w.w bez strachu, ze ci ludzie wiedza co bylo w mojej rodzinie, bez wstydu za to skad pochodze? Jak zbudowac siebie pelna wartosci?
  6. Cześć, tak jak w tytule coraz częściej myślę żeby po prostu zniknąć. Jestem aktualnie załamana moja sytuacja. Mam 26 lat, nadal mieszkam z rodzicami i niestety ale jest to poważny problem. Mój ojciec jest alkoholikiem, pomimo tego że jestem już dawno pełnoletnia strasznie mnie to dołuje, zdarza się że on źle mnie traktuje - odzywa się do mnie w sposób kompletnie pozbawiony szacunku co bardzo mnie boli. Wciąż czuje się jak mała dziewczynka znoszaca jego pijaństwo i później płacząca w samotności w swoim pokoju z psychicznego bólu i nieszczęścia. Ogólnie rzecz biorąc czuje ze go nienawidzę a zarazem kocham, nienawidzę też siebie za to że mam względem niego takie uczucia i że nasza relacja jest taka jaka jest. Obecnie jestem w takiej sytuacji gdzie czuje się skrajnie nieszczęśliwa bo nie mogę żyć swoim życiem tylko ciągle żyje problemami moich rodziców, ciągłymi klotniami i pijanstwem mojego ojca. Gdy zostaje na noc u znajomych żeby nie wracać do domu to mam wyrzuty sumienia... To wszystko powoduje że coraz częściej myślę o samobójstwie bo nie umiem sobie poradzić z bólem ktory czasami odczuwam wręcz fizycznie. Jeśli tak ma wyglądać moje życie to chyba wolałabym zniknąć. Nie wiem co mam robić, jestem w kompletnie kropce i jestem załamana...
  7. Mam 26 lat i jestem od 6.5 lat w zwiazku z osoba, ktora ma narcystyczne cechy. Ja z kolei jestem osoba hiperempatyczna, stawiam swoje potrzeby duzo ponizej potrzeb wszystkich znanych mi osob. Mam problemy z samoakceptacja, mimo wyzszego doswiadczenia, dobrej pracy i tego, ze jestem lubiana przez moje otoczenie. Pozwalam mojemu mezowi na duzo zbyt wiele, ale pozniej wypieram z pamieci te wydarzenia. Dopiero niedawno postanowilam je napisac przyjaciolce i od tego czasu mam wrazenie, ze jestem bardziej swiadoma tego co sie dzieje. Zgubilam polaczenie z rzeczywistoscia, mam wrazenie, ze zylam/zyje w wyimaginowanym swiecie. Nie potrafie pogodzic swoich uczuc, mysli i tego co czuje w srodku - gdy maz mnie przytula czuje w srodku bol, moj ogranizm tego jakby nie akceptuje, ale glowa i serce nie chca zeby przestawal. Zyje w ciaglym leku, ze sie rozstaniemy, boje sie samotnosci, ale tez straty ukochanego, jest jedyna osoba, przed ktora sie bylam w stanie otworzyc i powiedziec o wszystkich swoich myslach i obawach - czuje sie jakbym sie przed nim obnazyla emocjonalnie. A on to wykorzystuje. Potrafi mi w klotni powiedziec, ze nie dziwi sie, ze mnie ojciec biologiczny zostawil (mialam 8 lat i mowilam mu, ze podswiadomie siebie obwinialam przez dlugi czas) albo ze jestem g*wniana, nie nadaje sie do niczego i nie umiem sobie radzic ze stresem, ze powinnam pracowac jako sprzataczka (bylo to jak sie na mnie obrazil, bo bylo mi przykro, jak prosilam zeby przyjechal do mnie na przerwie zebysmy razem poszli zjesc obiad - nie ugotowalam mu obiadu, a ja potrzebowalam przytulenia, o czym poinformowalam go, a on napisal, ze lezy w lozku i nie przyjedzie, mial dzien wolny). Nie chce robic z niego potwora, pracuje 6 dni w tygodniu (choc na wlasne zyczenie, ja mu czesto mowie, ze moze odpusicm, ale on jest bardzo skupiony na pieniadzach i dazy do bogactwa). Czuje sie jakbym chodzila na szpilkach, boje sie z nim rozmawiac o moich uczuciach - konczy sie awantura, obrazeniem (z jego strony zazwyczaj), staram sie robic wszystko zeby go nie sprowokowac do wybuchu. Ale wiem tez, ze sama jestem winna, bo przez jakis czas spotykalam sie z innym mezczyzna, nie dawalam rady psychicznie, zyjemy za granica, potrzebowalam wsparcia, ktorego od meza nie dostaje (np. zabraklo mi 1 euro w pizzerii (bylam po pizze dla niego) powiedzial ze nie przyjdzie i nie przyniesie mi, bo nie prosil mnie o pizze i sie kapie, to tylko jeden z przykladow, czulam sie upokorzona). Nie wiem co robic, nie wiem co jest wymyslem mojej wyobrazni, a co jest prawda, bo mam wrazenie, ze wmowilam wszystkim, ze jest idealnym mezem i mnie bardzo dobrze traktuje. Blagam o pomoc, bo ja nie jestem w stanie znalezc wyjscia z tej sytuacji. Seksu nie uprawiamy prawie wcale, a jak to robimy to kilka dni pod rzad, a pozniej znowu nic. Jak mialam ochote maz mowil ze nie zasluzylam i sie ode mnie odsuwal, wiec przestalam to inicjowac. Nie chce sie z nim rozstawac. Jestem w stanie sie zmienic, juz sie bardzo zmienilam i jestem lepsza zona, z nikim sie nie spotykam, zrezygnowalam ze swoich marzen i potrzeb by spelniac marzenia meza.
  8. Dzień dobry. Dzisiaj odebrałam telefon od członka rodziny z prośbą o dużą pożyczkę. Ta osoba już ma opóźnienie kilka dni ze spłatą i nie śpi po nocach ze strachu przed komornikiem. Osoba ta uzależniona jest od hazardu. Kompletnie nie wiem co zrobić bo mam pieniądze, ale chciałabym ją skłonić do terapii. Wiem, że samo pożyczenie pieniędzy nic nie pomoże (ta osoba boryka się z hazardem przynajmniej od 10 lat). Chciałam się skonsultować na infolinii dla osób uzależnionych co zrobić, ale numer nie działa. Moje pytanie brzmi czy jest sens pożyczać pieniądze pod warunkiem leczenia? A jeśli leczenie to co zaproponować takiej osobie? Ośrodek raczej nie wchodzi w grę, bo ta osoba jest jedynym żywicielem rodziny, ma malutkie dzieci i musi pracować. Dziękuję za pomoc
  9. Mam pewien problem jestem ze swoim partnerem Juz 5 Lat na codzien sie dogadujemy I jest dobry na mnie oprocz Tego ze od czasu do czasu podejrzewa ze Go zdradzam chociaz go nigdy nie zdradzilam I tlumacze mu to ale on Dalej Chyba mi nie wierzy bo Mysli ze wszyscy go chca zrobic w balona I ja tez I mi nie Ufa I czasami tez sie szybko denerwuje I szybko sie robi Zaraz zly Wiem ze moze powinnam odejsc od niego ale bedzie mi to zrobic bardzo ciezko bo sie bardzo Juz do niego przyzwyczailam I tez go kocham I bardzo sie boje co bedzie jak bym z nim niebyla bo nie mam przyjaciol I bym byla sama I czula sie Bardzo Samotna oprocz Tego bardzo juz bym chciala miec dzieci ze wzgledu na moj Wiek ale nie Wiem wlasnie co robiic czy miec je wlasnie z nim teraz czy moze troche zaczekac za nim Nasz zwiazek sie moze troche naprawi nie Wiem co zrobic w tej sytuacji? i potrzebuje pomocy
  10. Witam Mam na imie Jolanta.. Od ponad roku jestem w nowym związku z moim obecnym mężem. Mieszkamy z teściową która naduzywa alkoholu. Złożyliśmy pismo do prokuratury o jej przymusowe leczenie. Udało się, ale została skierowana na leczenie niestacjonarne. Popijala nadal.. Zalatwilismy jej leczenie stacjonarne, dzięki znajomościom. Została wyrzucona za posiadanie leków hydroxyzyny. Atmosfera w domu jest nie do zniesienia. Teściowa jest wscibska, wciąż jej coś nie pasuje. Czepia się o byle bzdure. Juz nie pije tyle co kiedyś, ale popija nadal. Mnie nienawidzi i jak siedzimy razem z mężem na tarasie, to w rozmowie zwraca się tylko do niego... Udaje że mnie nie ma.. Bardzo źle się z tym czuję. Starałam się jej pomóc wysyłając ja na leczenie.. Ona twierdzi że JA ZAŁATWIŁAM.. Relacje między mną a mężem są bardzo dobre..i tylko to trzyma mnie w pionie. Maz pracuje, ja obecnie nie. Muszę znosić fochy tesciowej i jej bezczelnie zachowanie. Były momenty że chciałam się wyprowadzić..Znoszę to ze względu na męża. Długo by tu pisać i tłumaczyć o co chodzi dokładnie i co nas tu trzyma oboje... Jestem załamana ta cała atmosfera w domu. Przestałam wierzyć w swoje siły, nie mam energii do niczego..czuje jakbym poniosła życiową porażkę. Czuję się winna, bo zgłosiłam teściowa na leczenie, a ona teraz odgrywa się za to.. Czy jest jakiś sposób na to by relacje między mną a teściowa się poprawiły?
  11. KateM

    Witam

    Dzień dobry Jestem mężatką od 27 lat. Jestem samotna i nieszczęśliwa. Mąż jest pijakiem. Nie pije tylko kiedy pracuje. Nie szanuje mnie. Założył sobie konto na Facebooku i super się bawi, na domiar złego po tylu latach oznajmił mi, że wybiera się z kolegami na 4 dni w góry. Zawsze wszędzie jeździliśmy razem, ale ok myślę nie będę zołzą. Najgorsze jest to że przez te 4 dni ani jeden SMS ani telefon do mnie co tam słychać. Czy jest to normalne? Nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać. 2 lata temu zmarła mi siostra, która zawsze wspierała mnie w trudnych chwilach i jakoś dawałam radę. Teraz czuję pustkę.
  12. Od jakiegos czasu mam wrazenie ze nie nadaje sie do zycia w spoleczenstwie. Zyje w konflikcie z bratem. Z siostra tez czesto sie nie dogaduje. Ostatnio mialam zal do kolezanki o to ze mnie wykozystuje. Podczas rozmowy wyszlo ze to ona jest pokrzywdzona w tej sytuacji to mowiac to sprawilam jej przykrosc. Z mezem tez ciezko. Jakby mu przyjemnosc sprawialo psychiczne pastwienie sie nade mna. Wyzywa sie na mnie psychicznie bo nie moze zniesc ze nie lubie jego matki. Szantazuje ze nie pojedzie ze mna i synem na wakacje jesli nie poprawie stosunkow z tesciowa. Ale tam z boku patrzac to jestem w konfilkcie z najblizszymi ludzmi. Wychodzi ze ze mna jest cos nie tak. Nie chce mi sie zyc. Gdyby nie dziecko to chyba bym sie w koncu odwazyla i wjechala w drzewo. Potrzebuje spokoju psychicznego.
  13. Od jakiegos czasu mam wrazenie ze nie nadaje sie do zycia w spoleczenstwie. Zyje w konflikcie z bratem. Z siostra tez czesto sie nie dogaduje. Ostatnio mialam zal do kolezanki o to ze mnie wykozystuje. Podczas rozmowy wyszlo ze to ona jest pokrzywdzona w tej sytuacji to mowiac to sprawilam jej przykrosc. Z mezem tez ciezko. Jakby mu przyjemnosc sprawialo psychiczne pastwienie sie nade mna. Wyzywa sie na mnie psychicznie bo nie moze zniesc ze nie lubie jego matki. Szantazuje ze nie pojedzie ze mna i synem na wakacje jesli nie poprawie stosunkow z tesciowa. Ale tam z boku patrzac to jestem w konfilkcie z najblizszymi ludzmi. Wychodzi ze ze mna jest cos nie tak. Nie chce mi sie zyc. Gdyby nie dziecko to chyba bym sie w koncu odwazyla i wjechala w drzewo. Potrzebuje spokoju psychicznego.
  14. Mam 24 lata, mój partner 31. Jesteśmy w związku od 7 lat. Na początku między Nami układało się dobrze, nie przeszkadzało mi nawet to, że naduzywal on alkoholu. Po alkoholu jest agresywny, zmienia się jego zachowanie. Wiele razy obiecywał, że przestanie pić lecz trwało to krótko aż do następnego razu. Uważam, że nie ma do mnie szacunku, ponieważ słyszę wyzwiska kierowane w moją stronę, są to naprawdę ponizajace słowa.. Czasem dochodzi między nami do szarpaniny. Nie myśli również o ślubie czy dzieciach, odkłada to w czasie. Obecnie nie pracuje, utrzymujemy się z jego pensji więc nawet nie mam dokąd pójść gdybym chciała odejść. On wie o tym i wie, że nie odejdę bo bez niego jestem nikim. Ciągle się klocimy lecz jesteśmy ze sobą 7 lat i nie wiem jaką podjąć decyzję.. Nie mam ochoty na seks, on też nawet nie szuka kontaktu fizycznego. Ciężko mi ponieważ choruje na depresję i ta sytuacja mi nie pomaga. Po prostu przestałam wierzyć, że mogę sama sobie poradzić bez niego u boku.
  15. Witam. Potrzebuję pomocy,bo sama już nie wiem co począć. Zaczynając od początku, mam 25 lat,jestem mamą od miesiąca a mój partner i ojciec dziecka jest alkoholikiem. Jestem osobą po załamaniu nerwowym, będąc w 7 miesiącu ciąży spędziłam jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym, ponieważ chciałam ze sobą skończyć. Niestety nie umiem sobie poradzic z tym że mój partner pije, nie umiem Go zostawić ponieważ kocham i nie chce by dziecko wychowało się bez ojca ale z drugiej strony wiem jak to jest wychowywać sie w rodzinie z alkoholikiem. Chciałabym mu pomóc ale nie wiem jak nie wiem od czego zacząć jak z nim rozmawiać i jak sprawić by nie pił. On nie chce iść na terapię ,bo dla niego to że pije codziennie nie jest problemem a tłumaczy się tym że pracuje i zarabia to może. Na początku związku nie pił w takich ilościach, pił ale nie upijał się do nieprzytomności i nie prawił mi morałów że jestem złym czlowiekiem. A teraz na porzadku dziennym słyszę, że jestem złą matką, że zła ze mnie partnerka, bo nie daje mu miłości, bo go nie wspieram i on by nie pił gdyby nie Ja. A na pytanie po co ze mna jest skoro jestem ta zła to odpowiada że nie umie żyć sam. Czy może mi ktoś powiedzieć od czego mam zacząć jak mam z nim postępować? Chce mu pomóc, bo to dobry człowiek, tylko nie wiem jak. A niestety coraz częściej łapię się na tym że może faktycznie to moja wina że piję i że to ja jestem ta zła bo nie umiem go wyciągnąć z nałogu. Przepraszam za chaos. Jestem zmeczona codziennymi wykładami, tym że od rana do nocy jestem sama z dzieckiem które wiadomo potrzebuje całodobowej opieki bo to niemowlę i że to co mówię do partnera nie dociera do niego...;(
  16. Współuzależnienie często potocznie rozumiane jest jako rozpoczęcie używania substancji psychoaktywnych przez osobę żyjącą na co dzień z osobą uzależnioną. Współuzależnienie może do tego prowadzić natomiast jest to zaburzenie o wiele bardziej złożone. Zjawisko to zaczęto obserwować u żon alkoholików w 1986 r i od tej pory powstało wiele jego definicji. Nie ma też zgody wśród badaczy czy to jest choroba czy też zaburzenie osobowości. Jakkolwiek zaklasyfikowane, współuzależnienie jest utrwaloną formą funkcjonowania w długotrwałej, trudnej i niszczącej relacji z osobą przejawiającą patologiczne zachowanie. Sytuacja ta prowadzi do pogorszenia własnego stanu osoby współuzależnionej i utrudnia jego zmianę na lepsze. Jest to forma obrony, która z czasem staje się pułapką. Można powiedzieć, że np. alkoholik jest uzależniony od alkoholu a osoba współuzależniona jest uzależniona od alkoholika. Współuzależnienie z jednej strony wiąże się zacieraniem własnych granic, zależnością emocjonalną, wyuczoną bezradnością a z drugiej z nadkontrolą i nadopowiedzialnością. Życie osoby współuzależnionej koncentruje się wokół partnera i jego zachowania co prowadzi do izolacji społecznej. Kolejne nieudane próby kontrolowania nałogu powodują u współuzależnionego obniżenie nastroju, poczucia własnej wartości oraz sprawczości. To tylko umacnia niszczącą relację. Osoba współuzależniona boi się odejść bo nie wierzy, że sama sobie poradzi. Relacja z uzależnionym, paradoksalnie, wydaje jej się przewidywalna. Często też nieświadomie sama tworzy partnerowi komfort używania substancji poprzez opiekę nad nim, przejmowanie wszystkich obowiązków a także branie na siebie winy za jego uzależnienie. Źródłem uczuć dla osoby współuzależnionej staje się uzależniony partner, jego używanie substancji lub przerwy w używaniu oraz konsekwencje używania. Współuzależnieniu towarzyszy ekstremalna huśtawka nastrojów: cierpienie -ulga, lęk – uspokojenie, przygnębienie – pobudzenie. Nadmierna czujność i stan pobudzenia emocjonalnego są konsekwencją długotrwałego stresu, lęku i niepewności. Próba zapobiegania temu to tendencja do kontroli i kierowania zachowaniem innych osób. Innym, nieuświadomionym sposobem obrony są pojawiające się zachowanie kompulsywne służące obniżeniu poziomu emocji. Destrukcyjną relację podtrzymuje iluzoryczne myślenie, że jeśli partner przez jakiś czas zachowuje abstynencję to może tym razem już nie wróci do nałogu. Jest to ogromnie niebezpieczne w sytuacji gdy dochodzi do przemocy domowej, po której partner przeprasza, obiecuje poprawę i staje się miły. Tak zwana „faza miodowego miesiąca” wywołuje u osoby współuzależnionej pozytywne emocje, buduje nadzieję na przyszłość a jednocześnie zwiększa tolerancję na doświadczanie przemocy. Najczęściej osoby współuzależnione nie zdają sobie sprawy ze swojego stanu. Nie szukają pomocy dla siebie a często zabiegają o pomoc dla swojego partnera. Współuzależnienie wymaga podjęcia specjalistycznej terapii w celu poprawy jakości życia poprzez zmianę dysfunkcyjnych przekonań i zachowania osoby, u której to zaburzenie występuje. Literatura: J. Mellibruda, Z. Sobolewska-Mellibruda „Integracyjna psychoterapia uzależnień. Teoria i praktyka”; L. Cierpiałkowska „Alkoholizm – małżeństwa w procesie zdrowienia”.
  17. Wszystko co chcieliście wiedzieć o toksycznych związkach, ale baliście się zapytać... Seria podcastów na temat toksycznych relacji: Tematy w podcastach: toksyczne relacje, toksyczny związek - jakie ma cechy, czym jest, jak do niego dochodzi, jak się od niego uwolnić. Jak wyjść z toksycznego związku i nie wejść w następny.
  18. Witam. Mam 25 lat. Jestem w 6 letnim związku, w którym czuje się tragicznie. Od 3 lat mój partner ma problem z alkoholem. Z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej. Wszędzie znajduje puste butelki po alkoholu a mój partner nie widzi problemu. Jednego dnia się przyznaje do picia innego uważa mnie za kretynke. Średnia dawka wypija ego alkoholu prez niego każdego dnia to dwie ćwiartki i piwo. Od maja do lipca tego roku uczęszczał na terapię, która nie przyniosła żadnych rezultatów. Dochodzi do tego że jest agresywny, czasem podnosi na mnie ręce. Mieszkamy u moich rodziców. Groziła mu ze jeśli sytuacja się jie poprawi a on nie pójdzie do psychiatry żeby się leczyć to się rozstaniemy. Umówił sobie wizytę u psychiatry na 9 stycznia ale w dalszym ciągu przynosi do domu alkohol i pije. Każdego dnia jeździ do sklepu pod pretekstem zakupwo do domu a przywozi alkohol i wypija po kryjomu twierdząc że nie wypił i że jest trzezwy i że to ja mam problem ze sobą. Potrafi mi powiedzieć że pije przeze mnie, że mnie nie nienawidzi i że chce się ze mną rozstać ale nic w tym kierunku nie robi. Przed świętami spakowal swoje rzeczy i stwierdził że musi poczekać na moich rodziców aż wyjdą z pracy żeby się z nimi porzegnac co skończyło się tym że dał mi dwa dni na zmianę mojego zachowania w stosunku do niego. Nie umiem z nim żyć. Każdy dzień wygląda tak samo. Najpierw się napije a później jest awantura. Od rana funkcjonuje normalnie, pracuje. W momencie gdy tylko wraca z pracy do domu pod pretekstem pracy wypija po A kryjomu alkohol. Oddalilam się od niego bardzo. Nie chce żadnych czułości z jego strony a wręcz przeciwnie każdy miły gest kierowany w moją stronę sprawia we mnie oburzenie. Już nie mam siły dłużej żyć z takim człowiem. Mam wielką Awesje do alkoholików. Proszę o poradę co w takiej sytuacji powinnam zrobić. Gdzie szukac jakiej pomocy. Wiem że najprościej byłoby się rozstać ale boję się samotności.
  19. Masochizm emocjonalny sprawia, że człowiek jest jak świeca. W relacji wypala się po to, by partner, często narcyz, mógł ogrzewać się w cieple płomienia i błyszczeć jego światłem odbitym. Jeśli nie panuje się nad tym, nieuchronnie prowadzi to do jednej z dwóch sytuacji: świeca wypala się i zostaje zastąpiona, ewentualnie sama w akcie desperacji z bólem ustępuje. Tak czy owak relacja kończy się mniej lub bardziej dramatycznym finałem. Co potem? Zwykle następuje jeden z trzech scenariuszy. [1] Człowiek wchodzi w tryb hibernacji (co jest bezpieczniejszą formą unieważnienia) i unika związków, by historia się nie powtórzyła. [2] Człowiek bezrefleksyjnie angażuje się w kolejny unieważniający układ albo wręcz wpada z deszczu pod rynnę. To, co zatacza kręgi, zdarza się na okrągło. [3] Człowiek akceptuje istnienie swojego problemu, by go w pewien sposób rozwiązać – świadomie dozując sobie cierpienie lub przepracowując w terapii schemat na tyle, na ile to możliwe. Czasem udaje się znacząco ograniczyć podatność na zranienie, choć wymaga to ciężkiej pracy nad sobą. Psychoterapia jest trudna i zwykle długoterminowa. Więcej informacji: Skomentuj, polub lub udostępnij na Facebook. CIEKAWOSTKA: Psycholog online, psychoterapeuta przez Skype to specjalista, który udziela pomocy psychologicznej przez Internet. Często robi to też pracując stacjonarnie, w gabinecie, lub niosąc pomoc np. odpowiadając na pytania w telefonie zaufania.
  20. Mój mąż jest DDA. Po 7 latach bycia razem wzięliśmy ślub. Po 3 od ślubu przyszedł na świat nasz ukochany i wyczekiwany syn. Od jego narodzin nasz związek się rozsypał. Tuż po narodzinach mąż zachowuje się jak furiat. Ciagle się kłociliśmy, wyzywaliśmy, groziliśmy sobie. Mamy zupełne inne podejście do wychowania. Mąż chce dyscypliną, krzykiem, groźbami, karami. A ja spokojem, opanowaniem, bez bezsensownego zabraniania wszystkiego. Chcę ratować ten związek. Ostatnio jest lepiej mąż się w końcu otworzył, złagodniał, nie krzyczy, nie wyzywa. Byliśmy w Polsce ( mieszkamy 12 lat w Londynie) i odwiedziliśmy jego ojca, który po 2 dniach wyrzucił nas z jego domu. Mąż zrozumiał, że musi się w końcu odciąć od patologicznej i toksycznej rodziny. Jednak to nie wystarczy. Potrzebujemy terapii, bo nasze problemy odbiły się na naszych synach i ich musimy ratować. Od czego zacząć i jak to zrobić? Czy jest szansa na taniego psychologa przez internet? Mąż późno wraca z pracy i jedyny dzień wolny ma w niedzielę, więc to chyba najlepsza opcja.. Obecnie mamy dwóch synków prawie 4 lata i 15 miesięcy.. Pozdrawiam!
  21. Czasami podejrzewam, że paradoksalnie najsilniej potrafią kochać ci, którzy w przeszłości byli miłości pozbawieni. To właśnie takie osoby mają ogromną potrzebę związku, w którym uczucie jest niezwykle żywe i silne. Jest to na swój sposób urzekające i szlachetne. Ktoś taki zdolny jest do akceptacji drugiego, nieidealnego przecież człowieka na niebywale głębokim poziomie. Niestety, jest pewien haczyk. W pakiecie z pragnieniem maksymalistycznej miłości jest często wyniesiona z chaotycznej przeszłości dezorientacja. W rezultacie takie osoby niekiedy powierzają swoje serce niewłaściwym ludziom, którzy na taki dar bynajmniej nie zasługują. Rezultat jest taki, że przeszłość odtwarza się w teraźniejszości – emocjonalne unieważnienie powtarza się, a czasami ponownie ma też miejsce jakiś dramat z powodu łączenia się w parę z toksycznym partnerem. Nic dziwnego, że metaforycznie o takim problemie mówi się, iż jest to „kochanie za bardzo” lub „podatność na zranienie”. Jeśli kogoś temat ten intryguje, polecam artykuł kobiety kochające za bardzo
  22. Mam 21 lat, pochodzę z rodziny alkoholowej w której obydwoje rodzice piją. Mój tata jest poważnie chory i u obojga widać jak alkohol wpłynął na ich myślenie. Częste awantury, ukrywanie przed sobą alkoholu i kłótnie o to, podkradanie pieniędzy by mieć na piwo były na porządku dziennym. Od 1 kasy gimnazjum zmagałam się z depresją, udało mi się wyjść z tego samej jakoś 2 lata temu. Mam problem z używkami z którego też powoli wychodzę. Piłam dość często i w dużych ilościach, zdarzały się również narkotyki. Z narkotykami nie mam już problemu, ale alkohol jest problemem który ciągle powraca i nie potrafię sobie z nim poradzić. Nie zawsze jest to upijanie się, ale zazwyczaj gdy wypiję trochę mam ochotę pić dalej. od ponad 2 lat pije w każdy weekend i zdarza się również w tygodniu. Nie zaniedbuję przy tym niczego ani nikogo, jednak przeraża mnie wizja że mogę skończyć tak jak rodzice. Nie jestem pewna czy nie przesadzam, nie wiem jaka ilość alkoholu jest normalna. Sprawę mocnego ograniczenia alkoholu utrudnia mój chłopak. Nigdy nie pił tak dużo, jednak odkąd się spotykamy (kilka miesiecy) pijemy co tydzień od czasu do czasu również w tygodniu. Nie zawsze jest to upijanie się, ale zawsze ten alkohol powraca. Czuje się jak w pułapce bez wyjścia, gdy pijemy czuję jakbym miała tym ze na to pozwalam doprowadzić do katastrofy. Wiele razy starałam się namówić go do niepicia, tłumaczyłam mu jak sprawa wygląda, jak się wtedy czuję i zdawał się rozumieć - do następnego weekendu. Tłumaczy to tym że jest to jedno piwo, że źle się czuje, że nic się nie dzieje. Mówi że przecież ja nie muszę pić, ale w tym jest problem. Nie potrafiłabym nie pić kiedy on pije. Byłabym wściekła, czułabym barierę między nim a mną. Mówiłam mu o tym. Wiele razy zabraniałam mówiąc ze może się napić ale ja idę do domu, prosiłam żeby nie robił tego przy mnie. Czasem czuję że panikuję i przesadzam, ale za każdym razem kiedy mówi czy kupimy piwo czuję jak opada mi cała energia. Raz mu zabraniam mówiąc że nie, ale zdarza się to co weekend (w piątek, w sobotę, w niedzielę) od kilku miesięcy, raz po prostu odpuszczam bo sama chce się napić, jednak często doprowadza to do tego ze jestem smutna lub wręcz wściekła. Każda rozmowa zdaję się mieć na niego bardzo krótkotrwały wpływ, czasami obiecuje że okej nie będziemy pili, a po kilku godzinach pyta czy kupimy piwo. Zazwyczaj tłumaczy to brakiem nastroju i chęcią poprawienia tego. Czuję że zwariuję, nie mam pojęcia jak reagować. Czy powinnam przestać panikować? Czy powinnam mu odpuścić? Czy powinnam spróbować się przełamać i patrzeć jak on pije a sama nie pić? Czy powinnam dalej mu tłumaczyć i prosić byśmy tego nie robili/on nie robił? Bardzo proszę o pomoc, kolejny weekend już niedługo!
  23. Wartościowe źródła wiedzy na temat osób dotkniętych tzw. „Syndromem DDA” to już dość leciwe publikacje. Tymczasem młodsze pokolenia Dorosłych Dzieci Alkoholików i Dorosłych Dzieci z rodzin Dysfunkcyjnych różnią się nieco pod względem wiodących tendencji. „Ekranizacja życia” czyli ucieczka w nierealistyczne wizje Nie jest to oczywiście specjalistyczny termin, a tylko pewna metafora. Ponieważ w rodzinach z problemem alkoholowym często jest tak, że dziecko nie mogąc zaradzić sytuacji ani podołać emocjonalnemu ciężarowi, jaki z niej wynika, wykształca sposoby pozwalające odwrócić od tego uwagę, niejako uciec przed tym – „uciec w coś”. Praktykując ten osobliwy eskapizm nierzadko ucieka w media – telewizję, gry komputerowe, internet, telefon komórkowy. To z tych mediów raczej aniżeli z domu czerpie wzorce i informacje o tym, jak rzekomo wygląda zwyczajne życie. Oczywiście obraz ten jest niekompletny i nierealistyczny. Przede wszystkim jednak akcja zwykle rozgrywa się tam niemal bez udziału widza, bo nawet w grach komputerowych scenariusz na ogół bywa z góry przesądzony. Dziecko alkoholika tak długo wpatruje się w ekran i robi to tak intensywnie, by uciec przed przytłaczającą, ponurą rzeczywistością dorastania w dysfunkcyjnym środowisku, że w końcu zostaje przez ten nieszczęsny prostokąt oczarowane. Urok trwa nawet lata po tym wszystkim, kiedy dana osoba już dorosła, a otoczenie diametralnie się zmieniło. W dorosłości niemożność ułożenia sobie życia w sposób podpatrzony w odgrywających tak ważną rolę mediach może wywoływać frustrację, a nawet stany depresyjne. Czynione porównania własnej prozaicznej egzystencji z tym, co widziało się na ekranie, bywa źródłem silnych negatywnych emocji. Uczucia te są tak silne, że tylko dodatkowo skłaniają do ponownej ucieczki w świat fikcji, by zaznać ulgi, zająć czas, odwrócić uwagę od szarości dnia codziennego (czyli powtórzyć schemat z przeszłości). W rezultacie dzisiejsi dwudziestolatkowie i trzydziestolatkowie DDA miewają tendencje nadmiernego korzystania z komputera (konsoli), telewizora czy internetu, co pochłania zbyt wiele czasu i uwagi. Część DDA odczuwa dziwny przypływ rodzinnej atmosfery oglądając filmy czy obcując z grami, ponieważ to one zastępowały im kontakt z rodzicami i autentyczne relacje z bliskimi. Pewne osoby, wśród których większość stanowią kobiety, pogrążają się natomiast w fantazjach o idealnym związku, życiu towarzyskim, macierzyństwie i podejmują gorączkowe starania, by sprostać tym standardom częstokroć kosztem własnych potrzeb. Osoby te często miewają trudność z konstruktywną organizacją sobie wolnego czasu, z motywacją do podejmowania czynności innych niż pasywna rozrywka jak oglądanie filmów czy seriali. Niektórzy przedstawiciele młodego pokolenia DDA mówią wręcz o takim odczuciu, że życie rozgrywa się jakby bez ich udziału – obserwowane niejako przez szybę. Inne mówią o tym, że czują się jakby zjeżdżały ze stoku narciarskiego bez możliwości zatrzymania się i wszystko, co dobre, je omija. Skarżą się na poczucie bezradności i brak wiedzy o tym, w jaki sposób wpływać na swój los. Jednocześnie bardzo pragną zmian i frustruje lub dołuje je, że nie wiedzą jak je wprowadzić lub podtrzymać bez wracania do starych schematów. Osoby, u których tendencja do „ekranizacji życia” jest nasilona, często bujają w obłokach, wierzą, że ich los samoczynnie i nagle odmieni się jak podczas nieoczekiwanego zwrotu akcji w filmie, w głębi duszy mają poczucie, że czeka je coś niezwykłego i muszą uzbroić się w cierpliwość, przetrwać, aż to się w ich egzystencji pojawi. Łudzą się, że partner się zmieni, towarzystwo w pracy przestanie być toksyczne, rodzice zaczną wreszcie dawać troskę, której się od nich oczekuje... Tymczasem jak na złość oczekiwane zmiany nie nadchodzą, lata lecą. Ludzie grzęzną w swoich schematach przez co coraz trudniej im się z nich wyrwać. DDA kierują się raczej nieuzasadnioną wiarą w samoczynną zmianę niż realistycznym podejściem polegającym na systematycznej pracy na rzecz modyfikacji życia w pożądany sposób. Okres oczekiwania bywa wyczekiwaniem na gotowość – gotowość do małżeństwa, gotowość do rodzicielstwa, do zmiany pracy, zmiany partnera, zmiany złych nawyków lub niesatysfakcjonujących realiów życia. A przecież żadna z tych kwestii nie wymaga biegłości w sztuce przetrwania, lecz zakasania rękawów i konkretnego przepracowania wedle mądrego planu. Z organizacją nie jest łatwo, skoro dorastało się w atmosferze dramatu i chaosu, na który miało się zerowy lub dalece ograniczony wpływ. DDA często bardzo mocno doświadczają tak zwanej wyuczonej bezradności. Niektóre osoby nie tylko jakby obserwują własne życie przez szybę, ale niejako dryfują bez konkretnego celu jakby czas stał w miejscu. Niestety, pewne sprawy mają określony termin ważności. Kiedy jest już za późno, rozgoryczenie narasta. Niekiedy gromadzi się całymi latami, choć przecież nie musi. Wszak obraz zmieni się najbardziej nie po przełączeniu kanału pilotem telewizora, lecz po wstaniu z fotela, by zacząć działać... Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  24. Większość ludzi oglądających pornografię robi to, bo po prostu erotyczne bodźce sprawiają im przyjemność. Nie jest im to niezbędne. W ich wypadku nie ma co doszukiwać się drugiego dna w aktywności polegającej na oglądaniu zgodnych z prawem takich czy innych treści dla dorosłych. Czasami ludzie robią to w pojedynkę, innym razem w gronie znajomych albo z partnerem bądź partnerką. Niekiedy używają pornografii trochę jak źródła inspiracji, podniety, afrodyzjaku bądź swoistego filmu instruktażowego. Spore zainteresowanie treściami erotycznymi pojawia się zwłaszcza u osób młodych, którym świat seksu wydaje się szczególnie pociągający, bo to coś jeszcze tajemniczego, nowego, a poza tym w pewnym okresie dorastania hormony buzują. Ich wielkie zaciekawienie bynajmniej zatem nie dziwi. Tym niemniej okazuje się, że pornografią niezwykle żywo interesują się również takie osoby dorosłe, którym właściwie nie wydaje się to tak naprawdę jakoś szczególnie przydatne czy potrzebne. W wyniku tego zafascynowania szybko dochodzą do etapu, kiedy właściwie z każdej perspektywy widziały już wszystko wykonane na wszelkie możliwe sposoby. W wyniku tego niektórzy robią się zblazowani, zaczynają mieć skrajnie przedmiotowy stosunek do partnera, tracą radość z seksu z żywą osobą albo przywiązują do tej aktywności niebywale dużą wagę. Istnieje pewien odsetek osób, które sięgają po pornografię impulsywnie, niemal lub dosłownie nałogowo. Robią to po to, żeby lepiej się poczuć, co bez tego typu wrażeń jest dla nich trudne do osiągnięcia lub nawet niemożliwe. Pragną tego jak łyku świeżego powietrza po długiej podróży w dusznym, zatłoczonym środku transportu albo jak palacz pragnie papierosa po dłuższej przerwie od nikotyny. Potrzebują bodźców pornograficznych żeby radzić sobie z frustracją, dużym stresem, ciężkimi chandrami lub wręcz depresją, a ilekroć korzystają z tej strategii zaniedbują trening innych umiejętności radzenia sobie z tymi problemami. Doraźnie, na krótką chwilę ten sposób działa – przynosi krótkotrwałą ulgę. Po niej nieuchronnie stany przygnębienia względnie szybko powracają. Czasem nawet są bardziej dotkliwe, bo wzmożone przez poczucie winy, wstyd czy żal do siebie o nieumiejętność powstrzymania się przed sięgnięciem po pornografię. Część tych osób nie zdaje sobie sprawy, że próby „samoleczenia” swoich przewlekle negatywnych nastrojów używkami w perspektywie czasu pogarszają sprawę. Te próby czynią człowieka jeszcze bardziej podatnym na emocjonalny ból towarzyszący stresowi, smutkowi czy frustracji, a poza tym pozbawiają okazji do trenowania innych, zdrowych sposobów radzenia sobie. Używki są jak triki, które chwilową odwracają uwagę od problemów nijak ich nie rozwiązując, a często mnożąc kolejne lub pogłębiając już istniejące. Faceci często tego nie rozumieją. Strategie radzenia sobie bazujące na używkach czasami całkiem solidnie maskują problem – stopniowo to używki stają się widocznym na pierwszy rzut oka kłopotem, a nie frustracja czy przewlekle zły humor albo niemal codzienne rozdrażnienie. Kiedy do gabinetu psychologicznego przychodzi ktoś mówiąc, że ma problem z pornografią, z reguły to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod powierzchnią kryje się znacznie więcej – nierzadko są to problemy małżeńskie, seksualne, a także depresja, inne uzależnienia, poważne a nierozwiązywane latami trudności osobiste bądź psychologiczne. Żyjemy w czasach, w których dla wielu mężczyzny jawi się jako katastrofa kontakt z kobietą, która nie zna pornografii. Z drugiej strony dla kobiety katastrofą bywa czasami nie tyle samo oglądanie pornografii przez mężczyznę, co fakt, że zna on ten świat na wylot. Ich poziom znajomości tego tematu i stopień zainteresowania tym zagadnieniem nierzadko tak dalece od siebie odbiegają, że zaczyna to prowadzić do poważnego rozłamu w relacji. Warto dobrze się zastanowić, czy przypadkiem przyczyny tego stanu rzeczy nie stanowi tak zwane uzależnienie od pornografii, które jest dolegliwością możliwą do pokonania w trakcie psychoterapii. Trzeba jednak pamiętać, że rozpoczęcie tego procesu często prowadzi do odsłonięcia wszystkiego, co kryje się pod spodem, i co dotyczy zwykle nie tylko jednej osoby, ale pary. Niezwykle rzadko jest tak, że do przepracowania w trakcie kryzysu relacji ma coś tylko jedna strona…

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.