Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'współuzależnienie'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie
  • OcalSiebie's Forum

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Kobiety kochające za bardzo, podatne na zranienie Postanowiłem zgłębiać temat „kochania za bardzo”, które nazywam podatnością na zranienie, ponieważ niemal każdego dnia pracy jako psycholog jestem świadkiem tego, jakie ten problem wywołuje u kobiet cierpienie. Jako że posiadam cztery siostry, na los kobiet jestem szczególnie uwrażliwiony. Nie bez znaczenia jest również to, że – wychowywany jako mężczyzna i wśród mężczyzn, oraz pracując z mężczyznami jako psychoterapeuta – jestem w stanie zwracać kobietom uwagę na pewne niezrozumiałe dla nich mechanizmy i wyjaśniać męskie zachowania. Z relacji klientek wynika, że zdarza mi się robić to lepiej od – z pewnością nie gorzej wykwalifikowanych – koleżanek po fachu, psychoterapeutek. Na podstawie obserwacji klinicznych oraz analizy literatury o „kochaniu za bardzo” i relacyjnym zaburzeniu obsesyjno-kompulsyjnym dochodzę do wniosku, że jedną z cech podatności na zranienie jest u niektórych kobiet wyraźna dyspozycja do odczuwania pewnych przejawów zakochania niejako przedwcześnie i bez adekwatnych przesłanek, albo poniewczasie, to jest po faktycznym zakończeniu związku. W pierwszym wypadku zakłócony zostaje proces tworzenia więzi, a w drugim utrudnione jest przeżywanie „żałoby” po rozstaniu i pogodzenie z tym, iż relacja przeszła do historii. Jestem zdania, że odpowiada za to między innymi fakt posiadania ogromnej konstelacji rozległych przemyśleń na temat własnych relacji z mężczyznami i dysponowania niebywałą ilością wyobrażeń o idealnym związku, które powstały między innymi z powodu braku dobrych wzorców w rodzinie pochodzenia. Gdy pojawia się potencjalnie spełniający pewne kryteria kandydat kobieta odczuwa wobec niego magnetyczne przyciąganie, bo uruchamia się w niej proces fantazjowania. Im bardziej jest on niedostępny, im mniej szczodry emocjonalnie, tym większe pole do popisu dla wyobraźni. Fantazjowanie powoduje, że kobieta „ścina zakręty” i wybiega naprzód obsadzając partnera w pewnych rolach do końca jeszcze nie wiedząc, czy on się do nich tak naprawdę nadaje, a nawet czy ich chce. Kobieta, mówiąc metaforycznie, zadurza się we własnych wyobrażeniach, a w skrajnym wypadku jej nastrój staje się ich zakładnikiem. Więcej informacji o podatności na zranienie można znaleźć w książce "Toksyczny związek? Ocal siebie!". Wersję PDF można czytać online za darmo: Źródło 1: http://www.ocalsie.webd.pro/OcalSiebie.pdf Źródło 2: https://files.fm/f/rb6mrz5b3
  2. Alkoholizm meza i w tym wszystkim obok ja i dzieci
  3. Cześć wszystkim Mam ogromny problem z matką alkoholiczką Odkąd pamiętam zawsze lubiła sobie wypić, a dość często zalać się w trupa. Wychowywała mnie praktycznie babcia, bo mama wolała imprezować a ze swoim mężem się rozwiodła Tak więc żyłyśmy we trzy. Były momenty, ze mama nie piła. Czasem dłuższe (nawet kilka lat) czasem po odwyku potrafiła w ten sam dzień się napić. Za każdym razem jej pomagałam. Jeździłam do szpitala, wspierałam dobrym słowem. Ona wtedy była miła, bo wiedziała ze tak może mnie urobić. Ja jeździłam kupowałam jej co tylko chciała. A gdy wracała do domu dalej robiła swoje We wszystkim byłam jej pomocna Gdy nie chodziła do pracy to załatwiałam L4 żeby ja z pracy nie zwolnili. Jeździłam po lekarzach A co najważniejsze cały czas miałam w głowie, ze muszę koniecznie jej pomóc, bo to moja mama i nie wypada żebym jej nie pomogła Ok dwa miesiące temu wyszła z ośrodka gdzie była pół roku Oczywiście ja dobra córka robiłam jej paczki, czekałam na każdy jej telefon. Ona była cała w skowronkach jak odbierałam No i nastał jej powrót do domu. Ja od razu miałam ataki paniki, jak to będzie czy się znowu nie napije, czy zmieni podejście do życia W międzyczasie planowałam wesele Cały czas myślałam: będzie fajnie wyjdzie z odwyku, pomoże mi szykować do wesela. W końcu jedyna jej córka wychodzi za mąż. No i teraz przechodzę do sedna. Ślub ma się odbyć za pare dni. Ale jak to ona na pierwszym miejscu postawiła alkohol i znowu zaczęła pic. Znowu zaczęło się piekło w domu i w mojej głowie Z jednej strony pragnęłam żeby była No moim ślubie, tak teraz nie chce jej tam widzieć Obrzydziła mi całe życie zmagam się teraz napadami lęku, nerwicą. Zamiast przygotowywać się do ślubu to myślę o tym czy coś jej się nie stanie przed ślubem Nie umiem sobie z tymi emocjami poradzić. Czasem sobie myśle ze lepiej by było jakby odeszła. To są straszne myśli, ale z drugiej strony koją moje rany Podjęłam już kroki aby wyleczyć się od niej, ale jeszcze dużo pracy przede mną. Zawiodła mnie kolejny raz, ale tym razem ostatni. Przysięgłam sobie, ze tym razem się nie poddam. Uwolnię się od jej alkoholizmu raz na zawsze Mam tylko nadzieję, ze nic ani nikt mnie nie złamie przy dążeniu do mojego upragnionego spokoju ducha Pozdrawiam
  4. Jestem już pełnoletnia, ale nadal mieszkam z czynnym alkoholikiem- ojcem. Matka pracuje za granicą, więc przez większą część roku nie ma jej w domu. Gdy byłam młodsza nalegałam żebyśmy się wyprowadziły, ale mimo, iż na początku się zgadzała ostatecznie zawsze rezygnowała, bo nie chciała mu zostawiać domu i innych rzeczy. Przez jakiś czas nie mieszkał z nami bo odsiadywał wyrok. Niedawno wrócił i nadal jako czynny alkoholik pije i awanturuje się. Teraz głównie stosuje przemoc psychiczną, choć wcześniej epizodycznie pojawiała się również przemoc fizyczna wobec wszystkich członków rodziny oraz molestowanie. Gdy matka jest w domu, z wyraźną intencją rozdrażnienia go dyskutuje z nim zawsze w opozycji do tego co on mówi, szczególnie wtedy gdy on jest pod wpływem alkoholu lub jest wyraźnie agresywny. Skutkiem tego codziennie, przez czas jej pobytu w Polsce, są awantury. Mam wrażenie, że ona robi to specjalnie, aby podkreślić, że powinna wyjechać do Niemiec, bo bez niej będzie wszystkim lepiej w domu ( oczywiście kiedy jej nie ma, on nadal jest agresywnym i pijącym alkohol człowiekiem, zmiana jest niewielka). Dodatkowo rozsiewa nastrój pesymizmu ( wierzy w spiski polityczne, końce świata itd), przesadnie dba o wygląd i chciała pozbyć się mojego psa podrzucając go do schroniska. Ale ma też dobre momenty, czasami potrafi być wspierająca i czułą osobą. Dodatkowo matka za każdym razem podkreśla, że musi wyjeżdżać za granicę ale nie chce przyznać, że jej główna motywacją jest to, że nie chce z nim mieszkać. Przez większość mojego dzieciństwa była raczej zimną i nieczułą matką. Często krzyczała, prowokowała sytuacje w których inni wybuchali gniewem, rozdrażniała ludzi nie wiedząc kiedy przestać, zawsze wynikiem tego ktoś wybuchał, po czym np. ja czułam, że powinnam ją przeprosić, ale ona nigdy tych przeprosin nie przyjmowała, twierdząc, że są niewiele warte. W związku z tym, że on jest osobą agresywną seksualnie ( molestował mnie i moja siostrę) często dochodziło do sytuacji, gdy ja z moją siostrą musiałyśmy bronić matki ( działo się to na przestrzeni kilku lat gdy obie byłyśmy w podstawówce i gimnazjum). Pomimo tego wszystkiego, matka broniła go w rozmowie z kuratorem sądowym i nigdy nie zgodziła się, aby policja zabrała go do izby wytrzeźwień. Ona również sabotuje wiele moich pomysłów podjęcia pracy, które zapewniłyby mi inne miejsce zamieszkania. Teraz, gdy ona jest za granicą, opisuje jak bardzo cierpi, że musiała mnie zostawić z alkoholikiem. I proponuje, że wróci do domu, chociaż wiem, że tego nie zrobi. Zrzuca podjęcie decyzji na mnie. A gdy ja nie chcę już z nią o tym rozmawiać ( ponieważ żadna z takich rozmów nic nigdy nie zmieniła), stwierdza, że jej nie pomagam. Twierdzi również, że gdybym się nie urodziła, ona zostawiłaby go. Pytanie : czy moja matka mną manipuluje? Podjęłam już kroki w celu przeprowadzki. Ale chcę się wyprowadzić sama, bez niej i bez niego. Jak psychologia tłumaczy jej zachowanie? Czy ona jest toksyczna? Chodzi o to, że ona wzbudza we mnie poczucie winy, sprawia, że czuję się złą osobą, mam wrażenie, że wymaga żebym się nią zajmowała. Czego ja już nie chcę robić, bo chciałabym mieć własne życie prywatne, mieć własną rodzinę, która mnie nie dołuje, nie sabotuje moich znajomych, decyzji, ani pomysłów. Czy ja jestem złą osobą? Czy muszę się nimi zajmować tylko dlatego że jestem ich dzieckiem? Te pytania mogą się wydawać głupie, ale czuję, że mam zachwiany obraz świata, potrzebuję kogoś, kto mi powie co jest normalne.
  5. Hej jestem mamą 3 letniej córeczki i mam 24lata. Odkąd jestem w związku z partnerem który ma problem z uzywkami nie umiem cieszyć się z życia. Jesteśmy razem 4lata. Z tego początek był burzliwy poszłam do ośrodka samotnej matki. Po ośrodku miał nałożone testy ,więc był czysty daliśmy sobie jeszcze jedna szansę. Po roku zdjęli mu testy i teraz codziennie pije po pracy. Pracuje po 12 godzin i zamiast wrócić do domu zjeść razem poświęcić chociaż 15min dziecku siada do alko. Ostatnio do naszej córeczki powiedziałam idz.powiedz żeby tata się z Tobą pobawił ,a ona nie bo on pije... Weekendy jeździmy spędzamy razem czas ale on jest nie obecny w tym wszystkim idzie przed nami albo w telefonie. Nie dostaje od niego czułości czy jakiegoś miłego słówka żyjemy koło siebie. On twierdzi że ja ciągle wymagam, że się zmienił całe dnie w pracy jest a mi nadal mało. Ja też.pracuje ale po 6h bo nawet nie mogłabym dłużej ze względu na przedszkole dziecka dojazd do pracy i to wszystko nie pozwala mi na dłużej. Ale ja ją szykuje do przedszkola zabieram robię obiad i też nie mam czasu żeby usiąść. Zaczęłam wynajmować sama mieszkanie i bez niego mam jakąś lepsza organizacje ale tak mi go cholernie brak to jest dla mnie takie ciężkie nie wiem co mam robić. Przy nim chodzę taka byle jaka nie mam czegoś takiego że spojrzę w lusterko i ale fajnie wyglądam. Nic mi się nie chce do wszystkiego się zmuszam. Z niczym nie zasadami ciągle czuję że mogłam więcej zrobić. Nie wiem może to przez.to że nie mogę przy nim założyć to czego chce (sukienki, czy jakiś rzeczy które mi się podobają, czy makijaż zrobic) bo on zazdrosny jest i mi na to nie pozwala. A ogląda się za takimi... Przykrość mi to sprawia i czuję się że moja samoocena jest przez to mega niska. Teraz staram się uczyć języka bo mieszkamy w Norwegii a on biegle mówi bo mieszka tu 15lat.Moze to też na to wpływa to przeprowadzka tu że on ma tu rodzinę a ja nie? Staram się o nim nie myśleć tylko o sobie i o dziecku. Co mam zrobić? ( Rozmowy kończą się na tym że on chce sam że mną niekiedy spędzać weekendy i dlatego tak jest. Ale ja mu powiedziałam że jeśli w codziennym życiu nie będzie zaangażowany w życie rodzinne to nie będę zostawiać dziecka i udawać że jest super) Co ja robię źle? Może to ja rzeczywiście za bardzo od niego wymagam? Może u mnie jest za mało wyrozumienia? Czy warto to ciągnąć? Jak sobie poradzić z tym problemem? Czy lepiej odejsc i dać sobie czas na uzyskanie swojego spokoju po tym wszystkim? Spróbować żyć samemu? Może to jest jakieś uzależnienie od tego przed.onawa że.sovie nie poradzę? Czy może mieć wpływ na to że moi rodzice też nadużywali alkoholu? Czy może tak być że mam do tego wstręt?
  6. Witam. Mój mąż pali codziennie marihuane. Codziennie od dwóch miesięcy wieczorem gra w gry. Zero partnerskiej relacji. Nie zaniedbuje przy tym obowiązków, czy dzieci (mamy dwójkę) Wiem, że jest uzależniony. Do tego jest niedojrzały, mało pomaga w domu, te jego gry.. Poza tym.. Ostatnio tak bardzo byłam sfrustrowana, że od słowa do słowa doszło do szarpaniny Jestem załamana, bo potrafimy być szczęśliwa rodzina, ale ja wiem jak bardzo jesteśmy toksyczni i że powinniśmy się rozstać. Ale nie umiem, nie potrafię, boję się, boję się, że synek tego nie przeżyje, tata dla niego jesy ważny Proszę o pomoc.. Jakie kolwiek słowa pomocy
  7. Hej. Mam 36 lat i podjęłam decyzję o wyprowadzce z toksycznego domu. Wiem, że to wydaje się śmieszne, że dopiero teraz, ale to moja druga wyprowadzka. Nie będę tu opisywać całego mojego życia, ale generalnie wychowałam się w bardzo toksycznych schematach. Przez alkoholizm mojej mamy i wygodnictwo mojego taty wychowywała mnie babcia, która przy każdej okazji wmawiał mi, że jestem do niczego. Jak robiłam coś nie po jej myśli, to zawsze słyszałam, że nie mam żadnej wdzięczności i że nic dla niej nie robię, a ona naszej rodzinie poświęciła wszystko. Mam już załatwioną stancję, wpłaconą kaucję i wszystko powinno być proste. Powinnam spakować walizkę i po prostu wyjść i zacząć żyć własnym życiem. Jak się wyprowadzałam pierwszy raz wiele lat temu, tak po prostu zrobiłam. Niestety, teraz jest to dużo trudniejsze, bo widzę, że babcia jest już dużo słabsza i wiem, że powinnam jej pomagać. Do tego dochodzi temat mojej siostry 12 lat ode mnie młodszej, którą zawsze traktowałam jak córkę. Kilka tygodni temu, po ataku rwy kulszowej dostała niedowładu nogi. Jest teraz w szpitalu na rehabilitacji. Stancję załatwiłam sobie zanim to się stało. Z jednej strony nie widzę dla siebie innej drogi jak wyprowadzka, bo chcę jeszcze ułożyć sobie życie, a z drugiej nie mogę sobie poradzić z tym, że wyprowadzam się w takim momencie. Z jednej strony wiem, że nie zostawię jej samej, bo jest jeszcze mój tata, a poza tym nie wyprowadzam się daleko i będę jej codziennie robić zakupy i ją odwiedzać. Wyprowadzam się na początku maja, a jeszcze nie znalazłam w sobie odwagi żeby powiedzieć tacie i babci. Znaczy babci wczoraj powiedziałam w kłótni. To usłyszałam "idź sobie, babka Cię hodowała, a teraz jak babka słaba to idziesz. Może prędzej zdechnę niż ty pójdziesz". Spodziewałam się w sumie takiej reakcji i nie powinnam brać tego do głowy, a jednak nie radzę sobie z tym poczuciem winy i strasznie mnie to męczy. Nie wiem jak z tym wygrać i się ostatecznie wyprowadzić
  8. Nie wiem od czego zacząć, więc zacznę od początku. Jestem od trzech lat żoną alkoholika. Czy wiedziałam przed ślubem, że ma problem z ilością alkoholu? TAK. Zazdrościłam koleżankom kiedy podczas spotkania ich facet mowił - dość, mi już wystarczy. U mojego męża zawsze było mało i mało. Dlaczego zdecydowałam się na ślub? Chyba z nadziei że bedzie inaczej jak wspolnie zamieszkamy. NIC bardziej mylnego, zrobiło się jeszcze gorzej. W zasadzie zaraz po ślubie zaczęły się pierwsze akty agresji po alkoholu. Później po jakims czasie przyszło dziecko. Teraz jest już na prawde źle. Ciąg alkoholowy trwajacy tydzien srednio raz w miesiacu. Do tego dochodzi agresja w takim stopniu w jakim jeszcze jej nie było. Obelgi, wyzwiska. Każda proba rozmowy kończy się awanturą, przepychankami. Nie umiem z nikim o tym porozmawiać, ciagle udaje ze jest OK. Kryje go przed znajomymi czy rodziną. Czuje sie winna, zdominowana i bez sił do walki.
  9. Problem nadużywania i uzależnienia od alkoholu zyskał w Polsce rangę choroby społecznej. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny liczba uzależnionych osób w Polsce to około 600 tysięcy i mówimy tu o osobach zdiagnozowanych czyli takich, które były badane pod tym kątem przez specjalistów. Osób uznawanych za pijące szkodliwie szacuje się w naszym kraju na 2 miliony. Uzależnienie od alkoholu jest chorobą, przewlekłą, nieuleczalną i śmiertelną o ile pacjent nie zaprzestanie picia. Jak każda choroba uzależnienie od alkoholu wpływa destrukcyjnie na życie chorego ale także na funkcjonowanie jego bliskich. Jeśli chodzi o osobę uzależnioną i czynnie pijącą doświadcza ona negatywnych skutków picia alkoholu w wielu obszarach. Pierwszy z nich to zdrowie somatyczne i psychiczne. Trzeba pamiętać, że alkohol jest substancją chemiczną, toksyczną i psychoaktywną czyli wpływa negatywnie na pamięć, percepcję, zaburza zdolność logicznego myślenia, a co za tym idzie wypowiedzi. Osoby nieuzależnione mogą tego doświadczać przy wypiciu większej dawki alkoholu. Tak zwany „rausz” to też wynik toksycznego działania alkoholu na nasz mózg. Przy długotrwałym spożyciu alkohol prowadzi do organicznych uszkodzeń mózgu, co oznacza, że zmiany w nim zachodzące są nieodwracalne. Nagłe zaprzestanie picia alkoholu wywołuje objawy odstawienne, które u osób pijących sporadycznie kończą się na tak zwanym „kacu”, ale u osób uzależnionych mogą pojawić się groźne nawet dla życia powikłania. Należą do nich np. drgawkowe napady abstynencyjne zwane potocznie padaczką poalkoholową. Pacjenci wymagają wówczas bezwzględnej hospitalizacji podobnie jak w przypadkach paranoi, majaczeń czy halucynozy wywołanej spożyciem alkoholu. Picie alkoholu może prowadzić do depresji, stanów lękowych czy prób samobójczych. Jak pokazują raporty policyjne od wielu lat, rok po roku w Polsce ponad 3 i pół tysiąca osób dokonuje samobójstwa będąc pod wpływem alkoholu. Alkoholizm może być także przyczyną wielu innych groźnych chorób takich jak: nowotwory układu pokarmowego, cukrzyca, marskość wątroby, encefalopatia wątrobowa, polineuropatia, szkorbut, nadciśnienie tętnicze, migotanie przedsionków, choroba wieńcowa i być przyczyną zawału. Kolejne obszary problemów wywołanych piciem alkoholu dotykają wszystkich obszarów funkcjonowania społecznego chorego. Alkoholicy nierzadko mają problemy z prawem. Do najczęstszych przyczyn należy prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu ale także agresja i przemoc. Jak podają statystyki policyjne około 30% sprawców przestępstw, w tym ciężkich było pod wpływem alkoholu. Picie alkoholu wpływa negatywnie na relacje rodzinne oraz prowadzi do izolacji społecznej osoby uzależnionej. Bardzo częste są przypadki utraty pracy, statusu społecznego i zainteresowań. Alkoholizm to niestety prosta droga do bezdomności. Degradacja życia osoby uzależnionej jest powolna i długotrwała więc przez wiele lat może pozostać niezauważona lub bagatelizowana. To powoduje, że do poradni terapii uzależnień zgłaszają się osoby w bardzo rozwiniętej fazie uzależnienia i z wieloma trudnymi konsekwencjami. Alkoholicy nie żyją w próżni więc ich zachowanie wywiera ogromne, negatywne skutki na życie całej rodziny. Bliscy osoby uzależnionej odczuwają pogorszenie relacji w rodzinie w związku z czym rodzina nie spełnia swoich funkcji rozwojowych, opiekuńczych i wychowawczych. Bardzo często za tym idzie pogorszenie sytuacji materialnej rodziny i wykluczenie społeczne. U partnerów i partnerek alkoholików może dojść do rozwoju współuzależnienia, a przez to trudności w zerwaniu destrukcyjnego związku. Prowadzi to do pojawienia się depresji, nerwic i innych zaburzeń psychosomatycznych u osób współuzależnionych. Picie alkoholu i częsta przy tym przemoc domowa nie pozostaje bez wpływu na dzieci. Wytwarzają one różne schematy zachowania obronnego, które niekorzystnie odbija się potem na ich dalszym życiu. Zjawisko znane jest jako syndrom DDA (Dzieci Dorosłych Alkoholików). Dzieci z rodzin z problemem alkoholowym cierpią na problemy rozwojowe, emocjonalne i związane z funkcjonowaniem społecznym. Nie można zapomnieć o wpływie toksyny jaką jest alkohol na rozwijający się płód. Dzieci matek, które piły alkohol będąc w ciąży, cierpią na alkoholowy zespół płodowy, który prowadzi do upośledzenia umysłowego i problemów rozwojowych. W najbardziej zaawansowanych przypadkach te osoby nie są w stanie same funkcjonować. Jak widać uzależnienie od alkoholu to wielowarstwowy problem. Uzależnienia nie sposób wyleczyć, można natomiast z osobistym zaangażowaniem osoby uzależnionej pomóc jej tę chorobę powstrzymać. Niezbędnym warunkiem jest motywacja własna, aktywny udział i zaangażowanie pacjenta w proces trzeźwienia. Na terapię uzależnienia składa się wiele etapów. Począwszy od detoksykacji, przez terapię w ośrodku stacjonarnym lub w poradni leczenia uzależnień oraz uczestnictwo w grupach samopomocowych. Leczenie w ramach ośrodków i poradni trwa minimum 2 lata i podzielone jest na dwa etapy: podstawowy i pogłębiony. Głównym elementem terapii podstawowej uzależnienia jest wyuczenie nowych, zdrowych modeli zachowania potrzebnych do utrzymywania abstynencji. Terapia pogłębiona osób uzależnionych polega zaś na rozwoju umiejętności radzenia sobie bez alkoholu, ze stresem, poczuciem odrzucenia, krzywdą, nieśmiałością, nudą czy innymi emocjami. Pacjent może zatrzymać chorobę jeśli będzie wprowadzał i stosował codziennie zmiany zachowania w praktyce, bezwzględnie utrzymując przy tym trzeźwość. W Polsce osoby uzależnione mogą korzystać z blisko 800 ośrodków leczenia i terapia dla nich oraz ich rodzin jest darmowa. W placówkach pracują lekarze oraz terapeuci specjalizujący się w leczeniu uzależnień i pomocy osobom współuzależnionym i syndromem DDA. Pomoc można uzyskać również on-line np. na platformie OcalSiebie.
  10. Współuzależnienie często potocznie rozumiane jest jako rozpoczęcie używania substancji psychoaktywnych przez osobę żyjącą na co dzień z osobą uzależnioną. Współuzależnienie może do tego prowadzić natomiast jest to zaburzenie o wiele bardziej złożone. Zjawisko to zaczęto obserwować u żon alkoholików w 1986 r i od tej pory powstało wiele jego definicji. Nie ma też zgody wśród badaczy czy to jest choroba czy też zaburzenie osobowości. Jakkolwiek zaklasyfikowane, współuzależnienie jest utrwaloną formą funkcjonowania w długotrwałej, trudnej i niszczącej relacji z osobą przejawiającą patologiczne zachowanie. Sytuacja ta prowadzi do pogorszenia własnego stanu osoby współuzależnionej i utrudnia jego zmianę na lepsze. Jest to forma obrony, która z czasem staje się pułapką. Można powiedzieć, że np. alkoholik jest uzależniony od alkoholu a osoba współuzależniona jest uzależniona od alkoholika. Współuzależnienie z jednej strony wiąże się zacieraniem własnych granic, zależnością emocjonalną, wyuczoną bezradnością a z drugiej z nadkontrolą i nadopowiedzialnością. Życie osoby współuzależnionej koncentruje się wokół partnera i jego zachowania co prowadzi do izolacji społecznej. Kolejne nieudane próby kontrolowania nałogu powodują u współuzależnionego obniżenie nastroju, poczucia własnej wartości oraz sprawczości. To tylko umacnia niszczącą relację. Osoba współuzależniona boi się odejść bo nie wierzy, że sama sobie poradzi. Relacja z uzależnionym, paradoksalnie, wydaje jej się przewidywalna. Często też nieświadomie sama tworzy partnerowi komfort używania substancji poprzez opiekę nad nim, przejmowanie wszystkich obowiązków a także branie na siebie winy za jego uzależnienie. Źródłem uczuć dla osoby współuzależnionej staje się uzależniony partner, jego używanie substancji lub przerwy w używaniu oraz konsekwencje używania. Współuzależnieniu towarzyszy ekstremalna huśtawka nastrojów: cierpienie -ulga, lęk – uspokojenie, przygnębienie – pobudzenie. Nadmierna czujność i stan pobudzenia emocjonalnego są konsekwencją długotrwałego stresu, lęku i niepewności. Próba zapobiegania temu to tendencja do kontroli i kierowania zachowaniem innych osób. Innym, nieuświadomionym sposobem obrony są pojawiające się zachowanie kompulsywne służące obniżeniu poziomu emocji. Destrukcyjną relację podtrzymuje iluzoryczne myślenie, że jeśli partner przez jakiś czas zachowuje abstynencję to może tym razem już nie wróci do nałogu. Jest to ogromnie niebezpieczne w sytuacji gdy dochodzi do przemocy domowej, po której partner przeprasza, obiecuje poprawę i staje się miły. Tak zwana „faza miodowego miesiąca” wywołuje u osoby współuzależnionej pozytywne emocje, buduje nadzieję na przyszłość a jednocześnie zwiększa tolerancję na doświadczanie przemocy. Najczęściej osoby współuzależnione nie zdają sobie sprawy ze swojego stanu. Nie szukają pomocy dla siebie a często zabiegają o pomoc dla swojego partnera. Współuzależnienie wymaga podjęcia specjalistycznej terapii w celu poprawy jakości życia poprzez zmianę dysfunkcyjnych przekonań i zachowania osoby, u której to zaburzenie występuje. Literatura: J. Mellibruda, Z. Sobolewska-Mellibruda „Integracyjna psychoterapia uzależnień. Teoria i praktyka”; L. Cierpiałkowska „Alkoholizm – małżeństwa w procesie zdrowienia”.
  11. Witam, mam 32 lata. W związku małżeńskim jestem od 8 lat. Natomiast ogólnie para jesteśmy 13 lat. Mamy dwie córki. Znamy się z mężem kupę lat. Poznaliśmy się jako dzieci. Natomiast długo nie utrzymywalismy ze sobą kontaktu. Pewnego dnia wybrałam się z koleżankami na imprezę. Okazało się, że mamy wspólnych znajomych w tym mojego obecnego męża, którego nie widziałam kilka dobrych lat, a podobał mi się jak byłam dzieckiem. Koleżanki doprowadziły do Naszego spotkania. I tak jakoś wyszło, że postanowiliśmy stworzyć parę. Początkowo wszystko niby było ok. Chociaż jedna rzecz nie dawała mi spokoju. Wiecznie chodził pijany. Zakochanie robi swoje i tłumaczyłam to sobie tym, że zmarła mu mama i się załamał, a poza tym jesteśmy w takim wieku, że wszyscy imprezujemy. Nie ma w tym nic złego (mieliśmy po 19-20 lat). W pewnym momencie pokłóciłam się z rodzicami i zamieszkałam u niego. Chwilę później okazało się, że jestem w ciąży. A on dalej pił, bawił się, włóczył się z koleżankami i kolegami. Nie raz podejrzewałam go o zdradę, ale się nie przyznawał. Przepraszał i nawet kilka dni się starał, a potem znowu pił, balował, tracił pracę, znikał na noce. Rozstaliśmy się na jakieś 2 miesiące. Wróciłam z dzieckiem do rodziców. Spotkaliśmy się, obiecał, że postara się zmienić i dałam mu szanse. Pojechał na tzn. Zaszycie. Było ok. Urodziła się druga córka. W pewnym momencie mąż wydrapywal piguły, które miał wszyte i pił na nowo. Zabieg powtarzał kilka razy. Gdy już młodsza córka mogła iść do przedszkola postanowiłam zadbać o siebie i znaleźć pracę. Zaczęłam pracę urzędnika. W pewnym momencie jego pijackiego ciągu obudził mnie wracając nad ranem do domu i skacząc nago, po pijaku po barierce balkonu i grożąc, że skoczy bo mnie krzywdzi. Uspokoiłam go, zabrałam dzieci do przedszkola i poszłam do pracy dzwoniąc do teścia i prosząc o pomoc. Po powrocie do domu oznajmiłam mu, że za kilka dni idę obejrzeć mieszkanie na wynajem bo mam dosyć. Nie zdążyłam nic zrobić bo poprosił szefa i jego siostrę o pomoc i na drugi dzień zgłosił się do AA. Uczęszczał na mitingi i do psychologa. Zaczął mnie zmuszać do mitingów al-anon. Robił awantury gdy tam nie chodziłam. Zrezygnował z towarzystwa, z którym kiedyś pił. Natomiast zbliżył się bardzo do siostry szefa, którą uważa za przyjaciółkę i przy każdej awanturze leci i opisuje swoją wersję wydarzeń. Parę razy się napił. Obarczając wina mnie. Nie pije 3 lata. Z wpadkami. Od tego czasu ucieka do znajomych, jeździ na koncerty nie zważając na moje ale. Nie zabierając ze sobą. Zaczynam się zastanawiać czy nie ma romansu skoro tak mnie odsuwa. Nie dokłada się finansowo dopóki go o to nie poproszę. W domu nic nie robi bo nie ma czasu. Wiecznie gdzieś wybywa. Cały czas tylko nakazuje mi pójscie do psychologa i na al anon. Uważa, że zamykam go w klatce. Pracujemy oboje co oznacza, że się mijamy w domu. On cały czas wolny spędza ze znajomymi. Od dwóch miesięcy nie ma między nami, ani pożycia małżeńskiego, ani w zasadzie żadnych relacji. Po prostu leżymy w jednym łóżku po jego dwóch stronach. Wieczorem, nie zamienimy nawet jednego słowa bo cały czas wisi na komunikatorze w telefonie (messanger). Albo zjemy razem kolację, albo wyjdzie do kolegi. Miałam niedawno urodziny. Kilka dni przed urodzinami zadzwonił z pytaniem o weekend. Dzieci w tym czasie były z dziadkami na wakacjach. Ucieszyłam się. Mając nadzieję, że coś zaplanował i będzie już dobrze. Okazało się, że chciał nad ranem w sobote pojechać na koncert, a mnie zawieźć w piatek na weekend do dzieci i przyjechać po mnie w niedzielę wieczorem jak będzie wracał z koncertu. Byłam mega zla, rozczarowana, zrozpaczona i wygarnęłam mu, że nie wierzę w żaden koncert. Ostatnio postanowiłam wyjaśnić co się dzieje i usłyszałam : że jestem błędem jego pijackiego życia. W tym momencie się rozwodzimy. Dąży do opieki naprzemiennej. Jestem zrozpaczona, załamana i bez humoru. Obawiam się, że od córek się dowiem o nowej cioci i emocje wezmą górę. Bardzo chciałabym się pogodzić, ale widzę, że ma to gdzieś. Boję się co będzie dalej. Ze będzie chciał zmanipulować starsza córkę, której wszystko nagle kupuje aby mi sprawić ból. Albo że będzie chciał zabrać obie. Robiąc ze mnie psychopatke, która robi jazdy z niczego. Nie wiem co robić. Jak sobie poradzić. Szybko wpadam w gniew, łatwo mnie wyprowadzić z równowagi i doprowadzić do płaczu lub gniewu. Boję się, że mam depresję. Boję się, że zostanę sama już na zawsze.
  12. Cześć. Chciałam się " pochwalić " moim problemem , jakim jest uzależnienie od rodziców. Pracuję z nimi, mieszkam z nimi, mam dość. Nie zadaję się z ludźmi i siedzę w domu. Przy internecie. Rodzice wpływają na moją każdą decyzję. Chciałabym się usamodzielnić, ale niestety w to też ingerują. Komentują nawet moje oferty pracy jakie dostałam od firm. Drą się na mnie, nigdy nie jestem wystarczająco dobra . Mam 31 lat . Pracuję i mieszkam z rodzicami . Pretekst, że studiuję i wyjeżdżam to żaden pretekst . Naprawdę nie wiem co zrobić.
  13. Mam problem z mamą, któa pomimo lużnej rozmowy w Niedzielny poranek zachowuje się władczo i chce rządzić moim życiem. Zastanawiam się jak się bronić mądrze przeciwstawić jakich argumentów uzyć. Ma utarte schematy żeby pomagać, choć robiłam to całe zycie i móienie że chcę myślec o sobie swoim życiu by wyjśc z domu, nic nie daje. Na ile trzeba do niej twardo stanowczo powiedzieć żeby robiła swoje obowiązki np domowe a nie zrzucała je na mnie choć umiem je wykonywac bo kiedyś jej pomagalam w trudnych latach i dzięki temu nauczyłam się tego jak zrobić rzeczy koło siebie (pranie, gotowanie, sprzątanie). Myslę że ona widzi moją zaradność ale dalej boi sie mnie wypuścić podawałam jej przykłąd że siostra przez niesłuchanie ich (tylko siebie) lepiej na tym wyszła, bo własnie wyszła z domu ma rodzinę i jednak ją cenią bardziej niż mnie. Ktos mi kiedys napisał, że byłam ćwiczona i uzalezniano mnie od nich. Mam zawsze bała się być sama i bez pomocy, możliwe że brak wiary w siebie ją hamuje bo ona dobrze sobie radzi mimo 60 lat. Jest sprawna ma ogródek warzywniak, pracuje przy nim. Wmawia sobie czasem że jest stara i juz chce nic nie robić. To może jej dawać pole do zatrzymywania mnie w domu przy sobie. Niestety ze względu na okropne warunki w pracy postanowiłam odejśc pracowałam tam od 2019 roku wiadome że musze mieć jakąs pracę lepszą by pokazac swoją dorosłość. Juz teraz kończąc ost dni w pracy sama dojezdżam z niej bez proszenia o podwózkę. Pokazuje już niezależność. Podpowiedzcie mi jak się bronić na argumenty mamy któa za bardzo chce rządzić i trzymać mnie w garści.
  14. 2021 kwiecień. Piszę bo chcę podzielić się swoim doświadczeniem. Urodziłam się w latach 70 we wsi w domu, gdzie było brudno. Moi rodzice nie spełniali funkcji wychowawczych w należyty sposób. Tata byl nieobecny, był i znikał, był alkoholikiem, dbającym o swój wizerunek, czystość ubrań-chyba dlatego bo nie robiła tego moja matka. Mieszkałam w domu drewnianym pokój, kuchnia, sień i komórka, bez wody bieżącej, której nie ma do dziś w tym budynku. W Domu mieszkała babcia starszy brat i mama, tata bywał, nie mieszkał. Spał pewnie więcej u rodziców, gdzie miał lepsze warunki. W domu byl balagan zawsze, sterty brudnych ubrań, naczyń i wszechobecny brak kobiecej ręki. Nie mówiąc o braku regularnych posiłków. Chodząc 9 lat do szkoły podstawowej nie pamiętam bym dostała śniadanie czy kanapkę do szkoły- może czasem- jakąś zupę mleczną bo było gospodarstwo i krowy. Dzieciństwo było niedożywione i głodne, obiadów było mało czasem coś mama ugotowała. Często byłam głodna w 80 tych latach pamiętam wyraźniej. Mama była ciągle poza domem całymi dniami, nie gotowała jak jej się zachciało czasem coś zrobiła i to na odwal się. Czasem głód ściskał mi brzuch że bolało, wracając po 7h ze szkoły nie było obiadu. A przecież to były czasy w miarę współczesne. Były krowy, kury, pole, ziemniaki. Mimo to byłam glodna. Dziś Jestem Bardzo ,,przepadzista,, za jedzeniem- może dzieciństwo niedożywione to sprawiło. Zawsze były brudne ubrania, nie było co ubrać do szkoły- śmierdzące skarpety, pomylone z bratem buty. W domu przy obrządku krów gęsi od małego byłam zmuszona krzykiem i wyzwiskami głównie matki- jej wiecznie nie było, ciągle miała sprawy do załatwienia poza domem. Jakie nie wiem- może nie lubiła domu dzieci, udręki przy gospodarstwie- nie wiem. Jako 10 latka pojezdzalam w polu ciągnikiem sąsiadów. Zbierałam ziemniaki, siano, słomę, obrządek krów, gęsi. W szkole bardzo źle się uczyłam kilka razy miałam nie zdać. Przez 6 lat podstawówki nie rozumiałam niczego, byłam najgorszą uczennicą- mama o niczym nie wiedziała, bo się nie interesowała tym. Byłam ciągle odsyłana do domu z innymi zawszonymi dziećmi- wtedy to była plaga. Jako dziecko pamiętam z Domu rodzinnego-agresje matki, wyzwiska taty z matką i babcią, ciągle awantury.W tym domu nie było miłości- to był zły dom. Nie znam ciepła bliskości i miłości od mamy, tata pił, ale pocałował przytulił Czasem- był dobry zbił tylko raz. Matka biła często kablem albo drewnem jak wpadała w złość, uciekaliśmy wokół stołu-tata czasem bronił. Nie dawał mamie pieniędzy- alimenty chyba nie płacił. Matka rozgoryczona- sama w gospodarstwie, z dziećmi, bez pieniędzy, ojciec Nigdy nie pomagał w gospodarstwie- Nigdy go nie było. Kiedy poszłam do 6 klasy- mój mózg wchodził na stadium dojrzewania, po woli zaczęłam dbać o siebie, miałam czyste zadbane ubrania, choć biedne. Zmieniłam upralam pościel, której nie zmieniano miesiącami może dłużej. Posprzątałam pokój, w którym od urodzenia pierwszy raz było Bardzo czysto-i tak zostało do mojej wyprowadzki. Zaczęłam regularnie sprzątać dom, myć naczynia i grabić posesję- podwórko było naprawdę czyste. Jakoś skończyłam podstawówkę. Mój tata zmarł w 1986 umarł na drodze zawał od picia, 12 lat wtedy miałam. Matka załatwiła rentę bardzo małą- nie dało się z Tego wyżyć ale była. Po podstawówce poszłam do zawodówki, technikum- z każdym rokiem dojrzewał mój mózg i rozumowanie pojmowanie świata. Zaczęłam się lepiej uczyć- poważnym problemem były braki w nauce zwłaszcza ścisłe- matematyka-koszmar. Będąc w klasie przedmaturalnej matematykę przejęła Pani której bała się cała szkoła- mając to na uwadze pilnie jej słuchałam i ten przedmiot stawał się coraz łatwiejszy- mimo coraz trudniejszych zagadnień- przed samą maturą ostatnią klasówkę ku zdumieniu tej nauczycielki napisałam najlepiej z klasy 4+, zadanie składało z ok 10 podpunktów, zawsze bylo na maturze.- Nie odważyłam się zdawać matematyki lecz polski i biologię, wtedy zdjęto obowiązkową matematykę.- maturę zdałam najlepiej z klasy i jako jedyna ze 100 maturzystów dostałam wyróżnienie za ustną maturę z języka polskiego, na egzaminie był obecny dyrektor szkoły i ze zdumieniem odebrał moją wiedzę. Do szkoły średniej miałam blisko ale matka wysłała mnie do internetu- i dobrze i źle- chciała się mnie pozbyć-dobrze były warunki socjalne i stale posiłki, przyjaźnie, bliskość osób, wzorowanie się na lepszym życiu. Wstydziłam się swojego domu, nikomu o niczym nie mówiłam. Zaczęłam być czysta, pachnąca, myć regularnie zęby. Był To też czas dla Mnie trudny finansowo-jedna renta na cały dom- renta dzięki temu, że się uczyłam, kurtka buty nowy ciuch to wielkie wydarzenie w Moim życiu, Mialam tak zimną kurtkę zimową, że na mrozie nie dało się wytrzymać. Moja młodość była smutna. Po maturze nie dostałam na studia-na szczęście- za co żyć. Poszłam do studium 2 lata, by brać rentę-jedyne źródło utrzymania rodziny. Potem staż i mając 22 lata zakończyłam karierę i skończyła się renta. Z Tego powodu moja matka zaczęła wszczynać awantury, że Mnie utrzymuje. Wyszłam za mąż za miłość życia-niestety alkoholika- byłam ślepa. Na początku było ok- mąż był pracowity, nie było najgorzej finansowo, ale popadał w chorobę aż zmarł po 15 latach małżeństwa miałam 37 lat. Widząc, że moje małżeństwo jest nieudane i brak częsty wsparcia, bezpieczenstwa od męża, jego narastające problemy z pracą i alkoholem-zmusiło Mnie do przemyśleń. Kiedy córka miała kilka miesięcy pomyślałam o studiach. Kiedy usłyszał o Tym mój mąż, była awantura, gdy zdałam na studia-awantura była jeszcze większa. Studia skończyłam dzięki temu, że mąż pracował choć pił a matka sprzedała pole i dała trochę pieniędzy-studia skończyłam również dzięki mojej silnej woli - stypendium naukowe dzięki temu mąż nie narzekał, że wydaje na Mnie. Studia-na początku byłam zdenerwowana, że nie dam rady, pewnością innych studentów ich obyciem. Już na pierwszym Moim występie przed studentami, wygłaszając referat Pan Doktor był tak zdumiony, że dostałam wpis zaliczenie wykłady i ćwiczenia do końca roku kazał nie przychodzić. Czemu tak było- bo byłam świeża niepewna i wystraszona-zadając mi i innym referat każdemu zalecił co ująć jakie zagadnienia-dokladnie to zrobiłam, a Doktor powiedział że jest tak dobry, że mnie zwalnia z zajęć. Była sytuacja też, że jeden z wykładowców z ustaw konstytucji itp. zrobił 3 klasówki w ciągu godziny, bo chcieliśmy jego oszukać-dal nam popalić-ostre pranie mózgu-z każdej dostałam piątkę- też Mnie zwolnił. Na 4 roku przy okazji innego przedmiotu ten sam wykładowca egzaminując Mnie powiedział, że dla Mnie ma inny zestaw pytań-chyba na żadne nie odpowiedziałam, bo się ze Mnie nabijał i chciał mi udowodnić, że nie Jestem najlepsza-nie byłam, a facet postawił i tak czwórkę-bo się nabijał ze mnie, wiedział że pytania z tematów omawianych znam dobrze-zadawal bardzo trudne-nawet to zabawne. Innym razem inny wykładowca zadał referat na pamięć, każdy miał mówić ok 8-12 minut z głowy. Każdy czytał, głupio było mi jedynej mówić z pamięci, zajęło mi to dokładnie 10 minut, mój problem wtedy to nie brak wiedzy a mój oddech pomiędzy wypowiedziami-dusilam się- facet zwolnił mnie z zajęć podobnie jak wcześniej inni. Zdając magistra, koleżanki koledzy przede mną słabo zdawali, ja czekając na swoją kolej byłam coraz bardziej zdruzgotana tym. Weszłam zdałam bardzo dobrze - Pani Docent wstała z innymi pogratulowała i powiedziała, że jest zdumiona moją wiedzą. Pół godziny po obronie dostałam doła płakałam całą drogę do domu-co dalej z moim życiem? Moja córka obecnie studiuje, myślę że jest szczęśliwa, mówię, że ją kocham, co by się w jej życiu nie wydarzyło zawsze Jestem- wie że jest kochaną, Nigdy jej nie zawiodę. Dziś pracuję Jestem kierownikiem zarządzam dobrze małą filią firmy- życie leci mam 46 lat-chyba jestem szczęśliwa. Moja mama jest ciężko chora, pomagam jej mało, ale jestem kilka razy w tygodniu- pracuję całymi dniami. Nie zaznałam w dzieciństwie dobra, miłości mamy, bezpieczeństwa, dziś kiedy mama choruje ja się buntuję, Jestem zła, ale Jestem obok-wiem, że złe dzieciństwo odbija się później w życiu w relacjach z matką-nie czuję do niej nic- żal i bezradność na jej leniwy charakter, przez to choroba cukrzyca zjadła ją i niszczy dalej-jej wybór. Nasze relacje poprawiły się bo mi jej żal, byłam złośliwa dla Niej- odpudcilam, bo ona jest chora. Myślę, że kocha moją córkę- może dlatego jest dla niej lepsza, bo nie ma obowiązków z nią związanych. Może i moja matka się starała- na swój sposób, nie wiem. Jestem osobą zupełnie inną niż moja mama, dom jest czysty, atmosfera miła, córka szczęśliwa wrażliwa i dobra- kocha zwierzęta tak Bardzo, że czasem je męczy aż uciekają- kot ma Instagrama. Zwiedziłam z córką Kilka krajów, wysp. Córka od lat ma konto i sporo pieniędzy, dom po dziadku. Pilnuję by było jej lepiej-jest wartościowym dobrym człowiekiem. Kiedyś moja córka wystawi mi rachunek za życie- myślę że pozytywny. Wiem też jak Bardzo dzieciństwo wpływa na całe życie człowieka. Bezpieczeństwo stworzyłam sobie sama, dom także bez dobrych wzorców udało się stworzyć- Atmosferę domu, gdzie chętnie wracamy. Moja córka ma 20 lat - może na Mnie liczyć póki zdrowie będzie. Wiem, wiem brak poprawności stylistycznej- źle pisać na telefonie tyle tekstu.
  15. Hej! Jestem studentką psychologii i piszę pracę magisterską dotyczącą związków intymnych dorosłych kobiet z rodzin alkoholowych. Badanie kieruje do kobiet do 35rż, które mają dzieci i są w związku romantycznym od minimum dwóch lat oraz mieszkają z partnerem/partnerką. Inspiracją do tematu jest moje własne życie - też jestem DDA. Będę ogromnie wdzięczna za wypełnienie i chętnie podzielę się wnioskami, jak będę miała wyniki. Każda odpowiedź jest dla mnie na wagę złota. Ściskam was. https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSeCdrCLyuqvhhVxy8ZTM-wGPfuU953k-I2d1nzHaw19lKynFw/viewform?vc=0&c=0&w=1&flr=0&gxids=7628&fbclid=IwAR2ltN02ut6W6EpKF6oXIfZiDUXBT0msy5NHiXpp7NZTSEJYJba5_FnFAuU
  16. Witajcie! Mam na imię Monika i mam 22 lata. Od długiego już czasu borykamy się z rodziną z problemem z moją siostrą. Jakiś czas temu zażywala silne leki przeciwtrądzikowe w efekcie czego pogrążyła się w silnej depresji. Wraz z rodzicami staralismy się jak mogliśmy aby czuła się w domu jak najlepiej jednak ona odsunela się od nas do tego stopnia, że życie z nią zdecydowanie utrudnia nam normalne funkcjonowanie. W domu ma zapewnione wszystko. Powiedziałabym, że rodzice robili dla niej aż za dużo, zawsze ją wszędzie zawozili, pomagali w każdej sprawie jednak teraz nie mogą liczyć na jej podziękowanie. Odnalazła pracę, jednak tylko po powrocie do domu wylewa na nas swoje żale i pada z jej ust bardzo wiele bardzo przykrych słów. Nie przejmowałabym się tym wszystkim aż tak gdyby nie to, że moja mama jest już po wielu operacjach, w tym po mastektomi i potrzebuje wsparcia i spokoju A nie codziennych awantur z byle powodu. Proponowaliśmy jej już kilkakrotnie wizytę u psychologa aby pomogł jej odnaleźć drogę życiową jednak ona nie chce o tym słyszeć i tylko się na nas wyżywa. Rodzice bardzo to przeżywają, ja też staram się tym nie przejmować ale już mnie to przerasta. Nigdy nie powiedziałabym rodzicom, że ich nienawidzę czy żeby się wynosili... Proszę doradźcie co mogę zrobić bo już nie wiem...
  17. Witam. Jestem studentką, 21 lat. Od 5 lat byłam w związku z chłopakiem D. Początki były ciężkie, nadal przeżywałam swojego poprzedniego chłopaka ponieważ zatruwał mi życie i mój nowy związek. Później wszystko się ułożyło, tworzyliśmy z D szczęśliwy związek dopóki nie okazało się że pisze z innymi dziewczynami. Po dwóch latach latach ciągłego nakrywania go na pisaniu z innymi doszło do zdrady z mojej strony z nerwów i bezradności, chciałam ułożyć sobie życie bez niego. On zaczął walkę o nas i uległam gdy wkońcu okazał jakiekolwiek zainteresowanie moją osobą i przejawem jakichkolwiek uczuć. Znowu byliśmy szczęśliwi po czym zdradził mnie z koleżanką w ramach zemsty. Wybaczyłam mu to, przez kolejne dwa lata notorycznie zakładał tindera, badoo i pisał z obcymi kobietami jednak mówił że to tylko ,,koleżanki" . Po 5 latach związku powiedziałam dość i zerwałam z nim. Po 2 miesiącach spotkaliśmy się i zdecydowaliśmy się to naprawić, ale on nie dawał nic z siebie. Gdy odpuściłam porozmawialiśmy szczerze, powiedział że nie chce mi robić nadzieji, bo sam nie wie czego chce, czuje że nie ma uczuć, że moja zdrada kiedyś go rozbiła, że wybaczył ale nie zapomniał i ciągle o ma to w głowie gdy byliśmy osobno (rok temu wyjechał za granicę i widujemy się raz na dwa miesiące) jak się poniżył i upokorzył walcząc o mnie. Przyznał że zawsze miał problemy z wyrażaniem uczuć, ale teraz czuje pustkę jakby ich nie miał, nie potrafi za mną tęsknić, za swoją rodziną,nie łączy ze mną wspólnych planów, jednak nie potrafi całkiem się odciąć. Co powinnam zrobić ? Jak spowodować żeby znowu się zakochał ? Jak mu pomóc z jego brakiem uczuć ? Proszę o pomoc bo nie wiem co myśleć, bardzo mi na nim zależy i chciałabym z nim zacząć w końcu normalny związek, jednak mam wrażenie że on już nie ma na to siły, chociaż i ja dużo przeszłam to potrafię mu to wybaczyć.
  18. Kobieta którą kocham nadużywa alkoholu związku jesteśmy 10 lat mamy dwójkę dzieci od 4 lat nadużywa alkoholu Bardzo mnie to przytłacza w momentach kiedy pije nie wiem już co mam robić Często chodzę zdołowany teraz zapisała się na terapię stacjonarną ale i tak kupuje piwa cały czas o tym myślę co zrobić żeby przestała pić gdy pije siedzę w drugim pokoju cicho z dziećmi gdy przestaje pić co chwilę się się czepia wszystkiego wtedy chodzę przybity i szczerze mówiąc Jak mam wracać do domu z pracy Tristan cały zestresowany i myślę o tym czego znowu się doczepi i tak dalej.
  19. Nazywam się Dominika. Mam 30 lat i jestem mamą dwójki dzieci. Z moim mężem jestem od 11 lat. Nasz związek rozpada się powoli od 3 lat. Zaczęło się od ciągłych nieobecności męża w domu. Nieobecności te były przeplatane z powrotami podczas których mąż potrafił przespać 2 dni. Miesiąc temu postanowiłam się z nim rozstać bo przez jego zachowanie stałam się agresywna w stosunku do moich najbliższych. Zaczęłam krzyczeć bardzo łatwo jest mnie wyprowadzić z równowagi przy nim. Kiedy wracałam z pracy i widziałam go na kanapie śpiącego czułam się jakbym dostawała w twarz. Już kiedyś mąż miał problem z narkotykami ale zawsze tłumaczył się że jest zmęczony i że to mu pomaga. Ze to juz ostatni raz... Przez jakiś czas mu wierzyłam ale kiedy 2 lata temu zarzekał się że jest czysty kupiłam test i pomimo jego zapewnień okazał się pozytywny. Straciłam do niego wtedy całe zaufanie. Jeszcze bardziej oddlilismy się od siebie ale zostałam z nim. Było lepiej zaczął być w domu z nami. Do czasu... Od marca znowu zaczęły się problemy ale nie wiem czemu miałam wiarę ze to nie to... A wczoraj po miesiącach kłótni, po tym jak kazałam mu się wyprowadzić powiedział mi że od marca zażywa znowu amfetaminę. Najczarniejszy scenariusz znowu się ziścił i chodź podświadomie to wypierałam wczoraj moje największe leki się spełniły. Mąż zapewnia mnie ze od 4 dni jest czysty że zrobi wszystko żeby odzyskać rodzinę. Powiedziałam mu ze jedym wyjściem żeby wyszedł na prostą jest odwyk... Ale on nie chce o tym słyszeć bo dla niego odwyk to jak on to ujął wsadzienie go razem z innymi do najgorszej z możliwych beczek. Ze on nie jest jak ci narkomanii. Nie wiem co mam zrobić. Powoli tracę w tym wszystkim siebie. Chciałabym mu pomóc go odzyskać ale nie wiem jak. Sama nie radzę sobie ze sobą. Ta cała sytuacja mnie przerasta. Mam Stany lękowe i wiem że gdyby nie dzieci nie dałabym rady wstac z łóżka rano. Proszę doradźcie mi co mam zrobić bo sama nie mam pojęcia.
  20. WITAJCIE, mam na imię Barbara. 40+, prawie ćwierć wieku po ślubie, Dwóch synów (12 i 22). W związku z mężem alkoholikiem - nie pijącym od ponad 14 lat. Piszę, bo kolejny raz pojawiają sie problemy na lini ojciec-dorosły syn. Problemy były od okresu dojrzewania, po liceum było lepiej, niestety od trzech tygodni, po kolejnym wybuchu, nasza rodzina jest na skraju przepaści... Naszym głównym problemem są wspólne relacje i konflikty - pomiedzy mną a mężem - na temat synów, oraz pomiędzy starszym synem a mężem, i mojej roli w tym wszystkim.... Mimo, iż ostatnie miesiące pracowali razem, doszło do ostrej wymiany zdań, szapraniny i wyzwisk pomiędzy nimi. Zakończyło się tym, że mąż zabrał synowi co dał (samochód, pracę, dostęp do wygód) a sam wyprowadził się na działkę, gdzie mieszka od 3 tygodni. Teraz syn ma pretenscje i żal do ojca - głównie o to, że nie panuje nad gniewem i jest agresywny, że nic z tym nie robi... zarzucił mu pracoholizm .... a mąż ma pretenscje do nas obu - do syna, za brak szacunku i złe traktowanie ojca, i do mnie - za to że nie stawałam po jego stronie w konfliktach .... JSłabo sobie z tym radzę... pracujemy razem (ja i mąż) w naszej firmie, zawodowo próbujemy egzystować, prywatnie nie maszans.... mąż nie widzi winy w sobie i :dopóki my nie zrozumiemy i nie uznamy swojej winy, on nie zamierza nic robić ... Może ktoś ma podobne doświadczenia i mógłby się podzielić??? Nie mam pojęcia jak dotrzeć do nich obu... Maja bardzo podobne charaktety i bardzo zacietrzewili się w swoich przekonaniach.... nie mam już siły ani pomysłów jak do nich dotrzeć i spóbować pojednać rodzinę....
  21. Witam . Nazywam się Alicja i mam 25 lat . Jestem samotna mama dwójki cztetolatkow . Na początku chce powiedzieć, że bardzo kocham swoje dzieci i nie wyobrażam sobie życia bez nich . Z moim partnerem (ojcem dzieci ) rozstalam się 2.5 roku temu. Przyczyną był alkohol i przemoc. Pomimo pomocy , w postaci niebieskich kart , terapii dla osób uzależnionych i terapii dla mnie dla kobiet wspoluzaleznioncuh nie dałam rady żyć w związku z mężczyzna, który nas krzywdzi . Po rozstaniu trafiliśmy do DSM , gdzie przevywalismy 2 miesiące . Po dwóch miesiącach wynajelam mieszkanie i stanęłam na nogi . Ojciec dzieci nie ma z nimi kontaktu , mija nas na ulicy jak obce osoby . Jest pozbawiony władzy rodzicielskiej. Dojdę jednak do sedna . Mojej problemy zaczęły się pod koniec 2018 roku. Wtedy odczulam straszny spadek nastroju. Nic mnie nie cieszyło , popadlam w rozpacz nad swoim życiem . Sytuacja poprawiła się w momencie , gdy dostałam propozycję pracy jako recepcjonistka. Dzieci miały wtedy przebywać pod opieką mojej mamy. Tu zaczęły się problemy , bo w ciągu jednego dnia dostawalam masę telefonów jakie to moje dzieci nie są złe , niedobre i niegrzeczne. Przeplakalam wtedy wiele godziny. Nie mam od nikogo wsparcia . Nie potrafię i przede wszystkim nie chce wejść w nowy związek. Nie radzę sobie z własnymi dziećmi. Pomimo tego , że bardzo je kocham mam ich dość. Mój dzień to jedna wielka walka . Nic mi nie pasuje co dzieci robią , jednocześnie zdaje sobie sprawę, że to tylko małe dzieci i maja prawo zrobić bałagan itp . Męczy mnie ciągle sprzątanie , męczą mnie oni . A później, gdy przychodzi wieczór płacze nad tym jak beznadziejna matka jestem dla nich. Sytuacja się pogarsza przez pandemie. Niestety nie mogę przejść na zasiłek opiekuńczy , by zatrzymać swoje stanowisko pracy w związku zamknięciem przedszkoli dzieci znow trawfily pod opieke mojej mamy . Sytuacja znowy zatacza kolo , bo dzieje sie to co w ubiegłym roku. Znowu mam awantury o to , że moje dzieci tam prRvywaka , że są niegrzeczne , biegają. Dla mojej mamy najlepszym rozwiązaniem byłoby , aby siedzielay przez cały czas z telefonem w ręku i nie przeszkadzaly . Tak też wychowała dwójkę swoich dzieci z drugiego małżeństwa. Oczywiście o wszystko wina obarcza mnie , padaja slowa , ze moje dzieci sa podstrzelone jak mamusia itp. Cały czas leci krytyka w moja stronę , przez co wpadlam w nałóg ciągłego sprzątania i dążenia do perfekcji. Pomimo tego , że wynajmuje mieszkanie moja sytuacja finansowa jest dość dobra . Radzę sobie w życiu . Jedyna rzecz , której nie mogę przeskoczyć to opieka nad moimi dziećmi. Niestety ja jestem w coraz gorszym stanie . Całą ta frustrację przerzucam na dzieci. Jestem nerwowa , impulsywna i nie potrafię sobie poradzić z emocjami . Przestałam cieszyć się macierzyństwem. Nie sprawia już mi radości laurka od dziecka czy inna drobnostka . Szkoda mi w tym wszystkim dzieci , bo nie umiem oddać się im na 100 procent tak jak było kiedyś. Staliśmy się dla siebie wrogami. Ja ciągle chodzaca ze ścierka i dazaca do perfekci i moje dzieci , ktore potrzebuja atencji . Nie pamietam juz kiedy moj dzien byl pelen harmonii , bez stresu , nerwow itp . Pozdrawiam ALICJA
  22. Mam 25 lat, w październiku będzie 4 rocznica śluby i na ten miesiąc planowane jest przyjście na świat naszego pierwszego dziecka. Mąż od dawna ma problem z alkoholem , miał wszywkę , po niej znów zaczął pić ... niby piwko wieczorem itd ale gdy przyszło co do czego nie umiał powiedzieć stop. kilkakrotnie zdarzyła się przemoc- głównie psychiczna jednak fizyczna również. w pazdzierniku miał kolejną wszywkę jednak w styczniu po kłótni wypił pół butelki wódki - od tego czasu zauważam że regularnie pije - znajduje puste butelki po "setkach" . Mało tego w takim stanie jeździ samochodem wmawiając mi że przecież nie pił. Tłumaczy mi że nie mogę go tak ograniczać, przecież już nie jest agresywny po alkoholu i on chce sobie jak czlowiek wypić na wieczór piwko . Doszliśmy do porozumienia że do czasu porodu chce aby mi udowodnił że potrafi opanować picie i aby nie pił w ogóle w przeciwnym razie nie możemy być razem -(ja nie potrafię zaakceptować alkoholu , gdy widzę że pije lub jest pod wpływem jestem nerwowa, trzęsie mnie , teraz dodatkowo martwię się że mój stres zaszkodzi dziecku) - po tygodniu jednak znów się upił. (dziś) - rano zamierzam z nim porozmawiać gdy będzie trzeźwy , jednak nie wiem co robić ? jak do niego dotrzeć . Szczerze już się poddaje i przyzwyczajam do myśli o rozwodzie . -Jak mogę mu pomóc ? (o terapii mowi ze nie pojdzie , nie jest mu potrzebna itd ze ja przesadzam) -czy "odwócenie się" i stawienie na swoim (czyli tak jak mu powtarzam od kilku miesięcy że jeszcze raz się napije i z nami koniec ) to dobry pomysł czy bardziej może mieć na nim negatywne skutki?
  23. Cześć, Od roku jestem z facetem, który jest uzależniony od mefedronu, benzo i alkoholu. Mieszkamy razem od pół roku. Dopiero po zamieszaniu razem dowiedziałam się o wszystkim. Ćpa średnio raz w tygodniu, zazwyczaj w weekend, chociaż zdaża mu się również w tygodniu. Jestem dziś po kolejnym ataku paniki i hiperwentylacji. Stres towarzyszy mi codziennie, objawia się atakami hiperwentylacji, wymiotami.. Zaczynam mieć myśli samobójcze. To przez tę sinusoidę, którą mi zapewnia. Potrafi być idealnym partmerem, wiele mi pomógł wyciągając z depresji po poprzednim związku z osobą toksyczną, uzaleznioną od pychotropów i Bóg wie jeszcze czego. Dziś znów popłynął, drugi dzień. Manipulacja level master, teksty 'Nie wyprowadzaj się, mi też jest ciężko, spróbuj zrozumieć'. Mami mnie obietnicami, że schodzi z benzo, obiecuje koniec z alko, że to go skłania ku mefie i ogranicza mu uczucia. Przed rozpoczęciem naszej relacji był w monarze, później kończył terapię w prywatnym ośrodku, bo uważał, że monar robił z ludzi debili bez perspektyw do życia i równał go z bezdomnymi. Proszę, pomóżcie mi przeżyć do jutra. Obiecał, że się wyprowadzi jak z niego zejdzie. Mam myśli samobójcze. Siedzę w sypialni, mam obok kabel od ładowarki. Może w końcu znalazła bym spokój. Nie wiem. Coraz bardziej mnie to boli, nie chce mi się żyć, pracować, umyć. Nie umiem funkcjonować jak kiedyś. Nie jestem tą osobą, która zna swoją wartość, która wie, że może wszystko. Mam dobrą pracę, ciągle się kształcę, jestem według ludzi atrakcyjną kobietą. A co widzę? Wrak. Nie mam siły wstać po wodę, o jedzeniu nie wspominam. Proszę, dajcie mi siłę, żebym stanęła na nogi i podjęła dobrą decyzję, wybrała życie.
  24. Witam. Mam 26 lat, z moim partnerem jesteśmy razem prawie 5 lat. Od wielu lat ma problem z uzależnieniem od alkoholu i narkotyków. Wiedziałam o tym jeszcze zanim zaczęliśmy być ze sobą, ale wierzyłam w to że będzie chciał zrobić coś z tym problemem. Z tą wiarą minęły 3 lata... Próśb, błagań, pomocy nie tylko mojej ale i rodziców. Coś we mnie w końcu pękło, ale wiedziałam że sama z siebie nie będę na tyle silna żeby to skończyć albo postawić twarde warunki i zimną miłość. Doszłam do wniosku że sposobem na to może być poznanie kogoś, ale koniec końców albo się o tym dowiadywał albo sama ukrywałam kontakt, bo wiedziałam że poza pisaniem nic z tego i tak nie będzie. Taka blokada... Jakiś czas minął raz było lepiej, raz gorzej, ale ja ciągle czegoś szukam... Wiem, że samo pisanie z kimś to żadna zbrodnia, ale nie dociera to do niego. Przez to bywa bardzo agresywny po alkoholu. Bardzo bym chciała żeby nam się ułożyło wszystko, ale problem polega na tym, że nie wiem jak z nim rozmawiać, przekonać go żeby coś zaczął z tym robić. Jak jest pijany to mam ochotę go zabić, a jak jest normalny to jest naprawdę kochany. Nie wiem co robić... Wiem że powinnam to skończyć tak naprawdę ale nie wiem czy nie chcę czy się boję...
  25. Mój problem dotyczy nadmiernego zainteresowania treściami pornograficznymi u mojego partnera. Mamy po 34 lata, poznaliśmy się na forum erotycznym. Po 6 mc. pisania spotkaliśmy się, zaiskrzyło i zostaliśmy parą. Nasz związek trwa już 4. rok, mieszkamy razem od 1,5 roku. Mój chłopak był stałym bywalcem forum, na którym się poznaliśmy. Przez 10 lat nawiązywał podobne relacje z różnymi kobietami, najczęściej mężatkami, z którymi wchodził w „wirtualne romanse” dla namiastki bliskości. Bał się szukać kogoś na poważnie, ponieważ uważał, że nie zasługuje na miłość. Poznawszy mnie uwierzył, że jest inaczej. Napiszę w punktach co nie daje mi spokoju: - Wiedziałam, że zawsze lubił filmy porno, ale uważałam, że to z powodu samotności. Niestety w momencie, gdy zamieszkaliśmy razem nie zaprzestał tego. Po paru miesiącach odkryłam co robi. Historia jego przeglądarki wyjawiła, że ok. 4-5 razy dziennie robił sobie sesję porno. Oglądał raczej normalne, nie było tam żadnych nieosiągalnych treści, ani dewiacji. - Przyłapałam go, że grywa w grę porno online. Weszłam na jego konto. Logował się tam co 1-3 dni, prowadził krótkie nieprzyzwoite rozmowy z innymi użytkownikami lub grał w mini gierkę polegającą na odgrywaniu scen seksu. Ta gra to yareel. Gdy to odkryłam prawie się rozstaliśmy, on miał poczucie winy. Tłumaczył, że nie wie czemu to robił, po prostu go wciągnęło. Zapewniał, że nie szukał tam bliższych relacji, nie rozmawiał z jedną osobą więcej niż raz i tak naprawdę nie interesowało go kim jest. Po prostu masturbował się pisząc nieprzyzwoite rzeczy i po tym od razu wychodził z tej gry. Powiedział, że za każdym razem było mu głupio i miał potem wyrzuty sumienia. Dla mnie to było jak zdrada, jak zwykły sex czat. - Odkryłam, że czyta starą korespondencję z kobietami, z którymi kiedyś pisał, również się przy tym masturbując. Wszystko mu usunęłam, w domu było piekło, on miał poczucie winy i pozwolił mi skasować to wszystko. Boli mnie to do dziś. Straciłam poczucie, że jestem dla niego wyjątkowa. Bo jak mogę być skoro „wspomina” masturbując się przy tym dawne znajomości, a ma w domu codzienny, regularny seks z osobą, którą jak twierdzi kocha (mówi mi to prawie codziennie)? - Po grze i mailach uznałam, że może czegoś mu nie daję. Chciałam, żebyśmy wrócili do świntuszenia, bo może mu tego brakuje. Nic z tego nie wyszło, ponieważ zła atmosfera między nami sprawiła, że nie byliśmy do tego podejść tak beztrosko. Powiedział mi ponadto, że teraz nie ma już potrzebny mnie „adorować” tak jak kiedyś, bo kiedyś robił to, żeby mnie zdobyć, czuł niedosyt „mnie”, a teraz jesteśmy razem na co dzień. - Zainicjowałam rozmowę o fantazjach. Nie, żeby wypytywać o czym myśli, tylko żeby dowiedzieć się jaki seks go podnieca, żeby ew. wprowadzić coś nowego do sypialni. On chyba opacznie to zrozumiał i przyznał się, że miewa fantazje o byłych kochankach i wspomina sytuacje między nimi, albo o kobietach, z którymi pisał kiedyś – wyobraża sobie jak mogłyby wyglądać spotkania. To wszystko mnie załamało. On podkreśla, że nie ma tam mowy o żadnych uczuciach wyższych – nie ma ochoty pisać dalej z tymi osobami, ani się spotykać, nic do nich nie czuł, nie utrzymuje żadnych kontaktów z nimi. Po prostu wyobraża sobie tylko seks, ponieważ podniecało go to, że one go tak namawiały. - Przede mną miał 1 młodzieńczy związek trwający 6 mc. Nie było w nim seksu. Następnie 2 kochanki. Jedną poznał ok. 10 lat temu – mężatka, starsza od niego o 15 lat, która się w nim zakochała, on nic do niej nie czuł, ale uległ jej namowom na seks. Spotkali się 5 razy. On twierdzi, że tak naprawdę tego nie chciał i próbował się oswobodzić z tej relacji. Tak też się stało. Drugą poznał 3 lata przed poznaniem mnie na tym samym portalu, na którym na siebie trafiliśmy. Spotkał się z nią 3 razy, także nic do niej nie czuł, twierdzi, że chciał sprawdzić czy seks bez uczuć może być satysfakcjonujący. Czując, że coś jest nie tak w takiej relacji nie przeżył z nią żadnego orgazmu. Przestał się do niej odzywać z dnia na dzień i tak milczał przez rok. Później co prawda ją przeprosił, ale znajomość wygasiła się i nie odbyło się już więcej żadne spotkanie. Potem flirtował jeszcze z paroma mężatkami online, aż poznał mnie. - Jego fantazje dotyczą różnych osób. Wyraził się, że dotyczy to prawie każdej kobiety, jaką zna. Np. wyobraża sobie, że jedzie z jakąś kobietą w windzie, a ta nie mogąc mu się oprzeć robi mu dobrze ustami. W tej samej fantazji mogą być różne osoby. Argumentuje to tak, że „o kimś trzeba myśleć”, a najłatwiej mu myśleć o znanych twarzach, ale to dla niego nic nie znaczy i kto tam akurat jest, jest dla niego mniej ważne i niczym się nie różni od włączenia sobie porno. Nie kocha tych osób, ani nie jest w nich zauroczony. Dopytywałam czy o mnie też fantazjuje. Twierdzi, że tak i że najczęściej wspomina nasz seks z przeszłości i że nie mógłby inaczej, bo 99% doświadczeń seksualnych ma ze mną. Nie wiem czy w to wierzyć. - Po tym wszystkim postanowił przestać oglądać porno. Powiedział, że wie, że jest uzależniony i chce się poprawić. Trwa to od ok. 2 miesięcy, ale przez ten czas parę razy znalazłam podejrzane rzeczy. Ślady oglądania porno w komputerze – nie tak często jak wtedy, ale od czasu do czasu, raz znalazłam jakąś fotkę erotyczną z Internetu w jego koszu. W tym dniu pytałam czy to robił. Zaprzeczył. Po prostu skłamał. Rozmawialiśmy o tym i powiedział, że się stara, ale czasami czymś się stresuje i to jest jego przyzwyczajenie, by tak się rozładować, wstydzi się tego i dlatego mi nie powiedział mi. Powiedziałam, żeby mi mówił mimo wszystko, że może mi zaufać i zareaguję dużo lepiej, niż jakby się okazało, że mnie okłamuje. Obiecał, że będzie tak robił. Raz się przyznał. Niestety ostatnio odkryłam, że czyści historię przeglądania, a w przypadkowo zostawionych na wierzchu papierach znajdował się jakiś „projekt” gry erotycznej? Nie wiem co to było, ale nazwał go ”burdel”, używał tam bardzo wulgarnych sformułowań określających statystyki postaci, tj. „kurwa”, „usługi: zwalenie konia ręką”, „dodatkowe usługi: daje w dupę”, „casting na nowe kurwy” itp. On jest informatykiem i wygląda to tak, jakby chciał zaprojektować grę porno? Musiał się zorientować, że zostawił to na widoku, bo jeszcze tego samego dnia „to” zniknęło. Przy najbliższej okazji przeszukałam mieszkanie i znalazłam schowane w szafie. Nie ufam mu, że stara się nie oglądać porno. Myślę, że mnie okłamuje, robi to po staremu i wszystko kasuje. Czasami tylko wpadnie przez jakiś drobiazg. To mnie zatruwa, czuję się upokorzona. Wg mojej wiedzy takie uzależnienie negatywnie wpływa na pożycie seksualne. U nas nic z tych rzeczy. Seks jest praktycznie codziennie, on zawsze ma wytrysk, zawsze jest chętny, nie traktuje mnie przedmiotowo, nie ma problemu ze wzwodem. Jednak wiedza o jego „tajemnym życiu” spowodowała u nie straszne kompleksy. Jestem załamana. Gdy z nim rozmawiam on twierdzi, ze sama jego działalność pornograficzna nie powoduje u niego wyrzutów sumienia względem samego siebie. Jedyne wyrzuty sumienia ma wobec mnie, że zawodzi moje oczekiwania i łamie postanowienie o nieoglądaniu porno pomimo moich próśb i tego, że wie jak jest to dla mnie ważne. Ma potem wyrzuty sumienia i mówi, że "źle się czuje z samym sobą". Ale tak jak napisałam, nie dlatego, że samo to co robi uważa za złe i przejmujące kontrolę nad jego życiem, tylko dlatego, że wie, że mnie to rani i dlaczego. Zdaje sobie też sprawę z tego, że to, ze grał w porno grę online było nie w porządku. Czuł, ze mnie w jakimś sensie zdradza, mimo to robił to. Wymaga ode mnie zaufania i ma pretensje o jego brak, bo uważa się za osobę uczciwą i gdy podważam jego prawdomowność ma wrażenie, jakbym go nie znała. Tymczasem nie mogę mu wytłumaczyć, że jego zachowanie (samo granie w taką grę i potem zapieranie się tego, kłamstwa gdy pytam czy oglądał porno, gdy byłam w pracy) nie buduje zaufania, a wręcz przeciwnie. Uważam, ze nie jest tak uczciwy za jakiego się uważa. On wydaje sie jednak mieć o sobie zdanie, że jest uczciwy... Błagam o pomoc.
×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.