Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'uzależnienie'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 54 wyników

  1. Mam 30 lat, jestem kobietą, jestem samotna, nieśmiała, bezrobotna, wykształcenie - matura. Problem pojawił się od 13 roku życia, od momentu dojrzewania psychicznego. Właściwie od 6 roku życia pojawiły się pierwsze symptomy. Konkretnie chodzi o moment pierwszego pójścia do szkoły podstawowej i zetknięcia się z rówieśnikami oraz pierwszego pójścia do gimnazjum i zetknięcia się z prawie dorosłymi rówieśnikami. Mój problem polega na tym, że po pierwsze żyję w ciągłym strachu przed jakimkolwiek kontaktem z obcymi ludźmi, przed działaniem z ludźmi i współpracą oraz własną inicjatywą wśród ludzi, a po drugie żyję na koszt osób, które mnie kochają i uzależniłam się od pasożytowania. Z problemem sobie nie radziłam od 13 roku życia do dziś. Do psychologa się nie zgłosiłam, ponieważ nie chcę opowiadać o swojej rodzinie, którą kocham ani z nimi wspólnie ani samej nie chcę o nich opowiadać psychologowi. Boję się również, że psycholog zaleci wizytę u psychiatry, a ten zaleci mi branie leków bo się boję leków działających na psychikę. Problem spowodowała moja reakcja na rówieśników w szkole, którzy swoim zachowaniem wobec mnie uświadomili mi, że oni są bardziej rozwinięci ode mnie w każdej sferze życia, że są zaradni, przedsiębiorczy, inteligentni i przebojowi. Odczułam, że są lepsi ode mnie. Z natury jestem wrażliwa, grzeczna, lękliwa i naiwna, ale też uparta i oceniająca. Z wychowania jestem rozpieszczona. Moją reakcją był strach, wycofanie się, zablokowanie i użalanie nad sobą. Poczułam się dużo gorsza od większości ludzi na świecie. Mimo to miałam jeszcze optymistyczne nastawienie co do dalszej mojej przyszłości. W wieku 13 lat całkiem je straciłam i pogrążyłam się w załamaniu bo agresywne zachowanie moich rówieśników wobec mnie sprawiło, że poczułam, że nie potrzebnie się urodziłam. Od tamtej pory żyję z poczuciem przeszkadzania obcym ludziom, a jednocześnie jestem uciążliwa dla mojej rodziny, która tak bardzo się nade mną lituje, więc nigdy mnie do niczego nie zmuszała. Nie wyrażam siebie i swojego zdania w niczym. Aby poczuć się chwilowo lepiej bardzo często wspominam chwile kiedy byłam bardzo szczęśliwa, a było to do 6 roku życia. Wspominam chwile spędzone z rodziną i bawiąc się sama oraz z innymi dziećmi, niektóre były z rodziny, ale większość to były nowo poznane dzieci. Czułam się wtedy w pełni akceptowana przez wszystkich. W ogóle lubię wspominać czas spędzony z rodziną do okresu ukończenia 20 roku życia bo od tego czasu pasożytuję na nich i to sprawiło, że nawet czas, który razem z nimi spędzam jest dla mnie trochę drażniący bo czuję, że ich wykorzystuję, że z niczym sobie nie radzę, a nie mam odwagi i motywacji tego zmienić i wiary w powodzenie tej zmiany. Przez to oddaliłam się od nich i od wielu lat czuję się samotna. Ale w ten sposób się asekuruję przed czymś jeszcze gorszym co by mogło według mnie nastąpić. Podbudowuję swoje ego myśląc o tym jaką fajną, zdrową psychicznie i fizycznie normalną według mnie osobą byłam do 13 roku życia. Siłę daje mi też uczucie mojej rodziny do mnie, które jest niezmienne. Uzależniłam się od tego bo tylko i aż to mam, to jest stałe i mogę się na tym zawsze oprzeć, to jest przyjemne, ale nie daje mi to aż takiej mocy, aby z tego powodu uwierzyć w swoją własną moc sprawczą i w siebie. Nie wiem jak stopniowo lub jednym trafnym wielkim krokiem zmusić samą siebie na siłę do działania, którego się boję i jestem też zbyt leniwa. Nie wiem jak poczuć, że nie powinnam się bać i jak poczuć, że dam radę się obronić przed każdym zagrożeniem psychicznym. Jak przestać się bać, że nawet gdy poczuję się zraniona to mnie to nie dobije bo od 13 roku życia cokolwiek nieprzyjemnego mnie spotyka to powoduje coraz większe moje załamanie. Sama sobie nie radzę i tylko dlatego, że psychicznie pomaga mi cała moja rodzina to po czasie dochodzę do siebie. Podejrzewam, że zaleceniem będzie konieczna terapia, ale może dzięki tej darmowej poradzie od psychologa będę w stanie się do tego przekonać, spojrzeć na sytuację z innej perspektywy, a nie tylko na zasadzie, że jak nie pójdę to będzie jeszcze gorzej. Chciałabym się dowiedzieć jak poczuć, że sama sobie mogę zaufać i że mogę w pełni liczyć sama na siebie. Jak uwierzyć w to, że dam sama sobie radę z rzeczami, z którymi normalny dorosły zdrowy człowiek powinien sobie sam radzić. Jak uwierzyć, że mogę i mam prawo dążyć w życiu do celów, które wydaje mi się na tą chwilę, że dałyby mi szczęście, ale ludzie nie uważają tak samo np uczelnie na które się nie dostałam, oferty lub inicjatywy gdzie się zgłaszałam i zostałam odrzucona. Jak mimo porażek i niechęci ze strony innych dalej iść za głosem serca i dążyć do realizowania swoich celów, które mimo wszystko gdzieś nadal w środku odczuwam? Nie widzę w swoim życiu żadnej sytuacji, która dałaby mi podstawy do pewności, że bez przymusu z żadnej strony, bez konieczności, bez niczyjej pomocy, sama swobodnie mam możliwość żyć tak jak chcę, mam możliwość sama osiągnąć to czego chcę bo nie chcę żyć tak jak nie chcę i jeszcze być w tym zdana tylko na siebie. Wybieram już mniejsze zło i życie tak jak nie chce, ale z pomocą innych żeby zyskać przynajmniej ich uczucie do mnie. W przeciwnym wypadku nie miałabym nic tylko same obowiązki i bezcelowe bezsensowne życie. Więc i tak nie realizowałabym się wcale, tylko mierzyła się codziennie z nieciekawą rzeczywistością, aby za wszelką cenę przetrwać, jak zwierzę. Przez mój brak życiowego doświadczenia jestem dziecinna co także denerwuje innych ludzi, gdy maja ze mną styczność. Dlatego na razie nie widzę dużych perspektyw. Z góry dziękuję za poradę, pozdrawiam!
  2. Witam, mam chlopaka jednakze mimo tego czuje sie samotnie. On od zawsze lubil grac w gry komputerowe jednak na poczatku zwiazku znajdywal tez czas dla mnie i czerpac z tego czasu radosc. Po pewnym czasie zaczelismy sie od siebie oddalac i on stwierdzil ze radosc daje mu tylko obcowanie w wirtualnym swiecie w ktorym potrafi przesiedziec cale dnie, gdy wyjechalismy na pare dni na wakacje byl niezadowolony poniewaz nie mial dostepu do komputera przez co wynikalo wieel klotni. Ostatnio stwierdzil ze on marzy o zyciu w wirtualnym swiecie a w rzeczywistosci nic nie jest w stanie dam mu szczescia. Zastanawiam sie czy jest to uzaleznienie czy moze jakby poznal kogos innego to tez to by sie zmienilo? Kiedys spedzajac razem czas nie myslal o grach, nie wiem czy dlatego ze to byly pierwsze chwile spedzone razem czy nie wpadl wtedy jeszcze w uzaleznienie. Czy moze jest typem samotnika, dla ktorego to jest radosc? Niestety oprocz niewinnych marzen ostatnio miewa tez coraz czesciej zle nastroje wynikajce wlasnie z niemoznosci zycia w wyimaginowanej rzeczywistosci, nie ma checi do niczego, kontaktu z ludzmi czy chociazby jedzenia a wiekszosc dni przesypia. Czy to jest depresja czy moze jakis przejsciowy kryzys? Czy da sie zmienic jakos jego myslenie i sprawc by zaczal doceniac otaczajacy go swiat? Bardzo bym prosila o porade i opinie.
  3. Cześć, jestem studentem w wieku 23 lat. Niecałe trzy miesiące temu rozstałem się z dziewczyną po 5-letnim związku. Różniliśmy się pod względem charakteru – ona była impulsywna, ja nie lubiłem nigdy podejmować nieprzemyślanych decyzji. Moja partnerka była ode mnie dwa lata młodsza, więc związek zaczęliśmy, gdy byliśmy jeszcze bardzo młodzi. Początkowo układało nam się bardzo dobrze. Mieliśmy podobne poczucie humoru, podobny światopogląd, świetnie nam się spędzało razem każdą chwilę. Zauważyłem jednak, że z biegiem czasu nasza relacja stawała się coraz bardziej toksyczna. Zaczęło się niewinnie – spotykaliśmy się codziennie, więc przez to coraz częściej odmawiałem wyjścia ze znajomymi na rzecz codziennego spotkania z dziewczyną. Wtedy coraz bardziej zaczęło nasilać się trzymanie w złotej klatce. Z czasem zaczęły jej przeszkadzać dawne znajome – zaczęły się pierwsze chęci z jej strony, abym urwał z nimi kontakt (przystałem na to). Po upływie czasu widzę, jakie to było głupie. Gdy widziała, że jakaś znajoma wita się ze mną z uśmiechem potrafiła zacząć się denerwować, z wrogim nastawieniem wypytywać kto to jest, a nawet usunąć mi ją ze znajomych na facebooku. Mimo wszystko nadal ją kochałem. Największe problemy zaczęły się pojawiać, gdy wyjechałem na studia. Zaczęła się wtedy ciągła kontrola, wypytywanie kim jest ta nowa dziewczyna w twoich znajomych. Denerwowała się, gdy wychodziłem spotkać się ze znajomymi, a najbardziej, gdy mogły tam się pojawić inne dziewczyny. Zaczęła się nawet agresja z jej strony, werbalna i fizyczna. Gdy na sylwestra rozmawiałem sam na sam koleżanką (partnerka początkowo siedziała i rozmawiała z nami, lecz w pewnym momencie wyszła i wróciła po około 20 minutach), moja dziewczyna potrafiła zrobić straszną awanturę, zacząć mnie wyzywać czy nawet rzucić w moją stronę pełną puszką. W pewnym momencie żeby oszczędzić tych awantur zacząłem ukrywać informacje, które mogłyby wyprowadzić ją z równowagi. Przestałem ją informować o wyjściu z kumplami na piwo, żeby nie powodować kolejnych kłótni, zdarzało mi się ją nawet okłamać, że nigdzie nie byłem danego dnia. Wiem, że kłamstwo było złym rozwiązaniem, ale wtedy niestety nie widziałem lepszego. Pierwszy raz rozstaliśmy się w trakcie kolejnej kłótni o jakieś dziewczyny z uczelni. Po około miesiącu zaczęła prosić abyśmy wrócili do siebie. Nie chciałem jednak tego, tym bardziej, że od razu po rozstaniu zaczęła spotykać się z kimś innym. Po kilku miesiącach jednak dałem nam kolejną szansę. Początkowo było dobrze, ale nie mogłem znieść myśli, że związała się z kimś tak szybko po naszym rozstaniu. Wypominałem jej to, oddalałem się od niej. Rozstaliśmy się znowu po około pół roku. Rozstanie jednak pozwoliło mi wtedy pogodzić się tą myślą i chciałem dać nam kolejną szansę. Szybko wróciliśmy do siebie. Dawne problemy jednak nie zniknęły, ale jakoś żyliśmy razem przez kolejne kilka miesięcy. Mieliśmy w planach zamieszkać razem, gdy również ona zdecydowała się pójść na studia. W trakcie szukania mieszkania zdecydowała jednak, że powinniśmy się rozstać. Bardzo źle wtedy znosiłem rozstanie, czułem się uzależniony od niej. Po rozstaniu szybko znalazła sobie innego partnera na krótki okres czasu. Po upływie czterech miesięcy postanowiliśmy się spotkać. Porozmawialiśmy o tym, co nam przeszkadzało w sobie, chcieliśmy wrócić do siebie. Nadal ją kochałem po tym wszystkim. Powiedziałem jej, co musi się zmienić, ode mnie wymagała, żebym więcej jej nie okłamał w żadnej sprawie. Początkowo było zadziwiająco dobrze. Nie kłóciliśmy się, gdy powstawał jakiś problem to rozmawialiśmy. Po kilku miesiącach postanowiliśmy zamieszkać razem. Nadal było dobrze, ale stopniowo zaczęły wracać dawne problemy. Zaczęła sprawdzać znowu moje wiadomości, denerwować się, gdy jakaś dziewczyna napisała do mnie (wiadomości czysto zawodowe, związane z uczelnią). Wymagała ode mnie, żebym mówił jej, gdy jakaś do mnie napisze. Nie powiedzenie skutkowało kolejną kłótnią. Kłótnie stawały się coraz gorsze – wyzwiska, szarpanie. Starałem się być opanowany, ale w pewnym momencie zawsze dałem się w to wciągnąć. Z zewnątrz związek jednak wyglądał na idealny. Niejednokrotnie znajomi mi zazdrościli, gdy przychodząc do mnie widzieli, jak moja dziewczyna sama przynosi, z uśmiechem na twarzy, coś do jedzenia, co właśnie ugotowała. Gdy miałem wyjechać na praktyki na tydzień, do zespołu w którym byłem ja i trzech kolegów chciała dołączyć koleżanka z roku. Wynikła oczywiście kolejna awantura, usłyszałem, że jeśli do tego dopuszczę, to będzie koniec. Nie zgodziłem się więc, aby znajoma była w naszym zespole. W trakcie praktyk jednak znowu rozpoczęła kolejną kłótnię o to, że pierwszego dnia napiłem się z kolegami. Według niej uznała, że ją okłamałem, bo mówiłem wcześniej, że raczej nie będę tam pić. Ostatecznie usłyszałem, że nie mam do czego wracać. Wtedy zdecydowałem, że tak nie może być. Po moim powrocie porozmawiałem z nią i wyjaśniłem, dlaczego chcę się rozstać. Ona jednak podjęła już decyzję w trakcie kłótni przez telefon, więc dla niej ta rozmowa to była tylko niekonieczna formalność. Wyprowadziliśmy się ze wspólnego mieszkania, każdy poszedł w swoją stronę. Po rozstaniu spotkaliśmy się kilka razy żeby porozmawiać. Sam teraz nie wiem, czy to co czuję to właśnie miłość. Bardzo tęsknię za dobrymi chwilami. Żałuję, że nie udało nam się naprawić problemu zazdrości i braku zaufania, bo poza tymi kłótniami czułem, że jest to kobieta, przy której mógłbym żyć szczęśliwie i się rozwijać. Był to również mój pierwszy na tyle poważny związek. Istotnym do zrozumienia problemu może być też fakt, że wychowywałem się przy ojcu alkoholiku. Moja była dziewczyna natomiast w młodym wieku (kilka miesięcy przed tym, jak zaczęliśmy być razem) była w związku ze sporo starszym chłopakiem, który ją zdradził. Nie umiem sobie poradzić dobrze z tym wszystkim. Z jednej strony wiem, że nie potrafiliśmy żyć razem, a z drugiej uczucie tęsknoty jest czasem zbyt silne. Niejednokrotnie zastanawiam się, czy do niej nie napisać i nie umówić się na spotkanie. Po rozstaniu z nią rozmawiałem o tym, zaproponowałem, żebyśmy nie wracali do siebie, ale utrzymywali koleżeński kontakt z nastawieniem na naprawienie dawnych problemów. Nie wyraziła wtedy chęci mówiąc, że sama nie wie czego chce. Nie wiem, czy dobrze zrobiłem. Od tamtego czasu minęły 4 tygodnie, przez który nie odzywaliśmy się do siebie. Mam nadzieję, że napisałem wszystko w miarę przejrzyście. Będę bardzo wdzięczny za wszelkie porady.
  4. Witam. Mam 27lat ,jestem żona i matka . Nie do konca szczęśliwa 😦 Z mężem poznaliśmy się około 8 lat temu. Był to mój drugi chłopak. Jednak po 3 latach przestaliśmy się dogadywać. Zrobiliśmy sb przerwę. W tym czasie odezwał się do mnie były. Spotykaliśmy się ,po pewnym czasie okazało się ze ma dziewczynę która spodziewa się z nim dziecka. Zerwalam z nim kontakt. Po pewnym czasie zaczął do mnie dzwonic i pisać...ja wrocilam do obecnego... później zostawił tą dziewczynę . Kontak się urwał ja zaszła w ciążę. Wzięliśmy ślub. Urodził się nasz synek ...a ja dowiedziałam się ze były wziął ślub. Później urodziło mu się dziecko. Teraz znowu do mnie piszę i dzwoni. Nalega na spotkanie. Mam wyrzuty sumienia wobec męża. Ale... Mąż jest hazardzista ,wciągnął nas w duzeee długi. Nie przejmuje się niczym,nie chce rozmawiać na ten temat ze mną. Czuję się zaniedbana ,mało ze Sb rozmawiamy. Kiedy były zadzwoni czuję jakas radość w środku. Czuję ze żyje . Wiem ,że nie powinnam ale chciałabym się z nim spotkać. Powinnam się z nim spotkać i zakonczyc wszystko ,czy lepiej zerwac kontakt raz na zawsze? Tylko to takie trudne ...
  5. Witam Wszystkich Mam ciężki do zgryzienia etap w życiu, myslę że do uratowania jednak nie radzę sobie. Już w domu rodzinnym od małego czułem się nie śmiało, każda porażka i zawstydzenie wgniatało mnie w ziemię. Rodzice nie byli źli, ojca prawie nie widywałem bo sam utrzymywał finansowo rodzinę przez całe moje dzieciństwo, w Polsce i za granicą. Matka? Utrzymywała dom w - naprawdę - poukładanym i czystym porządku.Obiad zawsze na czas, czysta łazienka, kuchnia, przedpokój. Starsze rodzeństwo utrzymywało za nas młodszych porządek w pokojach - choć nie zawsze na czas i tak jak to powinno wyglądać według matki. Nie pamiętam z dzieciństwa jakiegoś zrozumienia moich domowych problemów czy wsparcia, może dlatego - czego nie pamiętam - że nie mówiłem o nich, zawsze starałem się realizować wskazówki ii oczekiwania innych domowników - do dzisiaj tak mam. Wiele sytuacji i przykładów wcale nie pamiętam, może dlatego że potrafię je wypaczyć z pamięci. Teraz przejdę do sedna, co przypominam sobię najlepiej i co jest połowă mojego życia. Moja żona, poznałem ją jeszcze w gimnazjum. Spotkaliśmy się za przyczyną mojego znajomego w mojej rodzinnej mieścinie. Jak to jeszcze dzieciak zauroczyła mnie swoją osobowością - chociaż makijaż miała zbyt mocny na oczach co przyciągało strasznie moje spojrzenie ponieważ wyglądało to tak jak by wychodziły jej z orbit😄. Nie mniej wyglądała uroczo. Jak nigdy chciałem pokazać się z jak najlepszej strony - jak pewny siebie, zabawny, potrafiący okazać szacunek do jej odwzajemnienia lub nie mężczyzna - nie próbując nic na siłę. Może trochę grałem ale już przy tym spotkaniu doszło między nami do pocałunku który mnie podbudował. Może nie czułem do niej miłości od pierwszego wejrzenia ale właśnie wtedy coś się we mnie przebudziło. Ta pewność siebie urosła i chciałem spróbować czy to się stało jednorazowo pod wpływem używek, bo nie pamiętam co wtedy było zielsko, browar - chyba. Spotkaliśmy się potem chyba raz z ekipą na osobności ale chyba już bez używek. Czułem się już swobodniej i nadal pewniejszy siebie niż z innymi - nawet zekipą. Po pewnym czasie zaprosiła mnie do swojego domu, poznałem jej rodzine i zobaczyłem wtedy co to znaczy swoboda słowa. Ok kłócili się, w domu był harmider, ale każdy wyrażał to czego u mnie w domu nie doświadczyłem nigdy. Największym zaskoczeniem dla mnie było to że razem nocowałem z nią w jednym łóżku (oczywiście bez zbliżeń intymnych), za co nasłucha ła się na drugi dzień od rodziców. U mnie w domu nie dopuścili by się tego już przed faktem. Gimnazjum się się skończyło więc wyruszyłem dalej do większego miasta. Jej został jesze rok gimnazjum ale się widywalismy dosyć często. Poznałem różne charaktery i znów zacząłem się wycofywać. Przetrwałem tak rok dopóki nie zdecydowała się przyjechać za mną - nie wiem albo nie pamiętam - chyba przez to że ją namówiłem. Mieszkaliśmy w jednym internacie - to były najpiękniejsze lata naszej intymności. Prawie co noc wymykałem się do jej pokoju i sypialiśmy razem do rana, tylko po to aby czuć jej ciało blisko siebie. Po ukończeniu szkoły - a w zasadzie zrezygnowania z niej - zaproponowałem jej abyśmy spłodzili dziecko. Zgodziła się na to tak jak namówiłem ją na to aby rozpoczęła naukę tam gdzie ja. Nie wiem do dzisiaj czy te dwie decyzje podjęła dla nas czy dla mnie. Uważam się dzisiaj za egoistę, bo nie do końca jestem przekonany czy naprawdę chciała podjąć wtym momencie takie decyzje. Gdy urodziła się nam córeczka wzięliśmy ślub. Tutaj oboje byliśmy szczęśliwi z tej imprezy bo naprawdę była taka na jaką oczekiwaliśmy. Potem byłem sam na zarobku za granicą. Potem próbowałem ściągnąć rodzinę do siebie, a w rezultacie wylądowaliśmy spowrotem w Polsce w domu razem z jej rodziną. Mieliśmy zawsze od początku swój pokój do którego nikt się nie wtracał. Ale w reszcie gospodarstwa decyzje i styl życia nażucali jej rodzice. Dawałem z siebie naprawdę wszystko, bo sądziłem że moje pomysły są praktyczne, wygodne i oszczędzają czas, i tak było (dla mnie, bo wyniosłem z domu praktyczność, sumienność i porządek). Nie stety domownicy nie korzystali z tego i zaczęło mnie to męczyć - w końcu zacząłem celowo mieć podejście do gospodarstwa jak oni. Jedynie jej matka do dzisiaj próbuje jakoś utrzymać ten ład i porządek zaganiajac resztę domowników do pracy - a potem również i mnie. Wiele razy powtarzałem żonie abyśmy wynajęli coś mniejszego, będzie łatwiej nam opanować mniejsze mieszkanie niż taki o gromny dom z podwórkiem. Nie stety zawsze uważała że nie stać nas na to. Więc zostaliśmy. Przestałem w końcu się nażucać. W pewnym momencie i jej zaczęła już przeszkadzać ta sytuacja i ich podejście, ale ja już byłem tak przygaszony tym wszystkim, że całkowicie zacząłem unikać ludzi, domowników, kolegów, córkę zacząłem traktować samymi nakazami i pilnować tylko jej obowiązków - bez spędzania z nią czasu. Od żony całkowicie odsunąłem się i w relacjach i intymne już od roku. Pracuję już od roku po 12h/5dni, przez ten okres czasu piję codziennie. Z pracy kładę się pod wpływem przed telewizor i tak codziennie. Dzisiaj - żona powiedziała dość - nie rozmawiamy, nie kochamy się, nie chce już być ze mną. Mamy dzisiaj pokojowy kontakt, ale musiałem się wyprowadzić z domu aby mogła wrócić do domu do córki i ją wspierać. Ja córce nie potrafię tego dać, więc wolałem podjąć takie kroki. Ogranicczyłem alkohol, ale nie całkowicie bo mam mieszane uczucia i czasami - 2-3razy w tygodniu dopada mnie żal do siebie. Chciałbym wzbudzić w mojej rodzinie uczucie do mnie ale najpierw to muszę popracować nad sobą. Myślałem że to faktycznie chodzi o alkohol ale jednak przyczyną tkwi głębiej. Nie potrafie w relacji międzyludzkiej okazywać emocji jakoś specjalnie, ludzie mnie nudzą nawet ci których lubię i na których mi zależy. Nie wiem od czego zacząć.
  6. Witam mam 24 lata od jakiś 9 lat jestem uzależniony od pornografi a chciałbym z tym skończyć jestem z dziewczyną i już kilka razy ją zawiodłem mówiąć że z tym skończyłem a jednak przyłapała mnie że znów to robię. Teraz widzę jaki duży jest problem i zdaje sobie z niego sprawę i chciałbym to całkowicie zakończyć jak to zrobić
  7. Witam mam na imie Mateusz lat 33 kawaler.Od ok.17 roku zycia mam kontakt z pornografia.Na poczatku bagatelizowalem sprawe.Po kilku nieudanych zwiazkach zaczalem bardziej brnac w porno i masturbacje.Apogeum nastapilo latem 2015r.Zamknalem sie w sobie nie chodzilem do pracy.Rzadko wychodzilem z domu jedynie co do sklepu lub czasem sie przejsc ale to jak bylo ciemno.Gdy w czerwcu 2016r.mialem wrocic do rodzicow balem sie jechac autem.Swiat wydawal mi sie bardzo duzy za duzy.Przez lato nie mialem zbytnio jak korzystac z pornografii.Rozpierala mnie energia,byly dni ze jakbym ''swirowal''.Codziennie jezdzilem rowerem po 30km i wiecej.W pazdzierniku 2016 udalem sie do psychiatry.Lekarz zaproponowal terapie w osrodku jednak odmowilem.Zazywalem leki przez 3 miesiace.Po ich odstawieniu bylo lepiej,lecz nie do konca.Kolejne miesiace siedzialem w domu bez pracy.Za namowa ojca pojechalismy do pracy nad morze.Jakos sie przelamalem,czulem sie lepiej.Poznalem Patrycje.W koncu ktos sie mna zainteresowal.Czulem jakbym zlapal Pana Boga za nogi.Mieszkalismy pare miesiecy razem,rozstalismy sie.Powiedzialem o swoim problemie,moze nie potrafila mnie zrozumiec,sam nie wiem.Od tego czasu pracuje dorywczo,ale nie moge na dluzej zagrzac miejsca.Gdy jestem sam w mieszkaniu nie chce mi sie isc do pracy,wole posiedziec sam.Bardzo czesto mysle o Patrycji,nie wiem dlaczego.Caly czas ogladam porno i sie masturbuje.Z tego powodu mam dlugi,nie wspominajac o pieniadzach wydanych na prostytutki lub wszelkiego rodzaju czaty itp.Nie wiem jak sobie poradzic.Pozdrawiam wszystkich forumowiczow.
  8. Cześć wszystkim, mam pewny problem od dłuższego czasu. Szukam porady, mam nadzieję, że ją tutaj znajdę. Radziłam się już rodziców, dziadków i przyjaciółek, ale oni nie potrafią mi pomóc. Problem dotyczy mojej przyjaciółki z gizmnajzum. Idąc do gizmnajzum poznałam tam bardzo cichą i spotkają dziewczynę. Nie lubię typów takich osoboeości, co są w sobie zamknięte i nie mają oczym rozmawiać. Jest to totalne przeciwieństwo do mnie- ja jestem bardzo gadatliwa i energiczna. Jednak, zaczęłyśmy gadać w szkole, spotykać się i nawiązała się między nami się bardzo bliska reakcja. Ona, nigdy nie miała bliskiej przyjaciółki, a moje przyjaciólki poszły poszły do innych szkół i rzadko się widywałam z nimi. Nasze relacja zaczynała nabierać tempa, na każdym przedmiocie siedziałyśmy razem, pisałyśmy codziennie, nawet po szkole. Nasza rozmowa przez telefon nie trwała krócej niż godzinę, każdą przerwę w roku szkolnym się widywałyśmy. Była dla mnie wyjątkowa, z początku myślałam, że nigdy nie znajdziemy ze sobą nici porozumienia, ze względu na różnice charakteru. Bardzo w niej ceniłam nietuzinkowe poczucie humoru, ogramą wyrozumiałośc, duże wsparcie, nie odmawiała pomocy, zawsze miała na mnie czas i ogromny spokój do różnych spraw, którego potrzebowałam.Jak skończyłyśmy gimnazjum, dalej się sptykałyśmy: widywałyśmy się conajmniej raz w tygodniu,wspólne wyjścia, razem jechałyśmy tym samym autobusem i pisałyśmy często. Coś jednak zaczęło się psuć z końcem roku szkolnego. W szkole poznała grupę dziewczyn, z którymi się zakolegowała i zaczeła z nimi spędzać czas, cieszyłam się, że poznała nowe koleżanki i ma z kim spędzać czas w szkole. Z kolei ja nie poznałam żadnej osoby z nowej szkoły i głównie w wolnej chwili się uczyłam. Dalej nasze relacje były dobre i spędzałyśmy ze sobą czas w wakacje i było ok. Pod koniec wakacji proponowałam jej wyjścia, lecz ona odmawiała, na rzecz swoich nowych koleżanek i imprez. Pod koniec września się umówiliśmy, dowiedziałam się że przestała się dobrze uczyć ( gdzie w gimnazjum nauka była priorytetem) i przez przypadek dowiedziałam się, że ma chłopaka od kilku miesięcy, było mi przykro, że mi nic nie powiedziała. Po trzech tygodniach znowu się omówiliśmy i chciałam jej powiedzieć, że czuje się trochę odrzucona (niestety, ale rozpłakałam przy niej). Widywałsysmy się później średnio 2-3 razy w miesiącu, bo nie miała czasu. Nasze ostatnie spotkanie odbyło się przed świętami bożego narodzenia. Po tym spotkaniu, stwierdziłam, że to ja w ostatnich dniach wychodzę z inicjatywą wspólnych wyjść i może potrzebuje ode mnie odpocząć i przestałam jej się narzucać. Nie pisałam i nie dzwoniłam, tylko czekałam na jej propozycję. Nie było łatwo, myślałam o niej codziennie i chciałam do niej napisać, ale stwierdziłam, w że poczekam jak ona sama wyjdzie z inicjatywą. Starałam się o niej zapomnieć i zapisałam ją w kontaktach pod inicjałami. W lutym napisała do mnie, ale zauważyłam to dopiero w marcu, głupio było mi już wtedy odpisywać. Nie potrzebnie wtedy się nakręcalam i sprawdzałam jej profilowe społecznościowe, jak się świetnie bawi z koleżankami na imprezach. W kwietniu, nasza współna znajoma z gizmnajzum zaprosiła nas swoje urodziny. Moja była przyjaciółka zadzwoniła do mnie po 4 miesiącach i zaproponowała wspólny makijaż przed imprezą. Zgodziłam się i spotkałyśmy się u mnie. Zaczęłyśmy rozmawiać, dowiedziałam się że już nowego chłopaka( zmowu byłam trochę zazdrosna, że ona ma już drugiego, a ja nigdy). Powiedziałam jej, że zauważyłam to jak przestało jej na mnie zależeć i już się dla niej nie liczę. Ona zaprzeczyła i po raz któryś się przy niej rozpłakałam. Ona zapewniła mnie, że tak nie jest i dopytała mnie dlaczego jej nie odpisałam w lutym. Powiedziala mi , że już tak nie będzie jak w gizmnazjum, co wydaje mi się że jest jednoznaczne z tym, że potwiwrdxa, że mniej jej już zależy. Nie do końca wyjaśniłyśmy sobie sprawę. W tym tkwi cały problem , że nie mam pojęcia co mam zrobić. Z jednej strony myślę o niej codziennie od pół roku, czasem jak się budzę od razu o niej myślę, ale spotkania raz na jakiś czas mi nie wystarczają i powodują jeszcze większą tęsknotę. Zdarza mi się, że przez nią płacze. Zakończenie przyjaźni to bardzo trudny i stanowczy krok, przy którym boję się, że na zawsze ją stracę. Moje pytania jest do was co o tym myślicie i co powinnam zrobić. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to poważny problem, ale dla mnie-nastolatki takie właśnie są rozterki. Wydawało mi się to zawsze głupie kiedy moje znajome przeżywały problemy w przyjaźni, dopóki samej mi się to nie zdarzyło. Pozdrawiam.
  9. Jestem studentką w wieku 21. Od dwóch lat jestem ze swoim chłopakiem, który mieszka około 300 km od mojego miasta studenckiego, bo poznaliśmy się przez internet. Spotykamy się regularnie co dwa tygodnie na tak długo jak to możliwe, czyli 2/3 dni, ponieważ on pracuje. Nasza relacja wydawała mi się cudowna, świetnie się dogadywaliśmy, przedstawił mnie swojej rodzinie, znajomym i byłam święcie przekonana, że ta bajka będzie trwać w niesończoność. Jednak pewnego razu, gdy w grę wszedł alkohol, wyznał mi, że w trakcie gdy mnie poznawał, gdy pisaliśmy,rozmawialiśmy przez telefon, spotykał się z jedną dziewczyną, ale zakończył to w dniu gdy spotkał się ze mną pierwszy raz. Pomyślałam sobie "no okej, dobrze, że jest chociaż szczery", chociaż nie byłam zadowolona. Po dłuższym czasie zobaczyłam, że jakaś dziewczyna pisze do niego smsy, zapytałam po ludzku, kto to jest i o co chodzi. Wybronił się mówiąc, że to jakaś natrętna dziewczyna. Jednak nie dawało mi to spokoju i coś mnie podkusiło by sprwdzić jego portal społecznościowy, chociaż wiem, że nie powinnam tego robić... Ale to co tam znalazłam, utwierdziło mnie w tym, że jednak dobre miałam przeczucie. Liczne rozmowy z przeróżnymi dziewczynami poznanymi przez internet, wręcz obrzydliwe... Chciałam żeby mi to wytłumaczył, chociaż targały mną emocje. Powiedział, że ma taki "chory problem", przepraszał, obiecał że z tym skończy, a ja uwierzyłam. Jednak od jakiegoś miesiąca na każdym naszym spotkaniu byłam świadkiem kolejnych smsów z przeróżnymi dziewczynami. Próbował to przede mną ukrywać, wyciszał powiadomienia itd., ale ja nie jestem taka głupia... Tym razem zrobiłam awanturę, a on przepraszał, błagał żebym mu wybaczyła, znowu mówił, że teraz to już na serio z tym skończy. Oczywiście uwierzyłam, bo bardzo go kocham... Pokazał mi, że czyta książkę o związku, bo mówił, że może on nie potrafi zbudować relacji. Tym razem nie byłam taka łatwowierna i znowu sprawdziłam portal społecznościowy i rzeczywiście, usunął wszystkie rozmowy, ani nie pisał do nowych dziewczyn, więc pomyślałam, że chyba jest progres. W ten weekend byłam u niego i co? I znowu smsy, połączenia od dziewczyn. Tym razem się nie pohamowałam, bo skoro moje tłumaczenia, rozmowy o tym co czuję nie były skuteczne, to co innego mi pozostało? Powiedziałam żeby mi pokazał swój telefon, bo skoro nie ma nic na sumieniu to co mu szkodzi? Oczywiście nie pokazał, co jest jednoznaczne. Nie miałam możliwości szybszego powrotu do domu niż to było zaplanowane i tym sposobem byłam u niego i nie odzywałam się ani jednym słowem przez dwa dni, myśląc że tym sposobem zacznie mówić. Nic z tego. Oczywiście przytulał mnie, przepraszał, zachowywał się jak potulny barane, ale nie ugięłam się. Odjeżdżając pwiedziałam mu tylko żeby się zastanowił nad swoim zachowaniem. Jednak jestem osobą, która nie potrafi zostawić spraw niewyjaśnionych i dzisiaj, gdy nadarzyła się okazja, wróciłam do tego tematu. Ciągle mówi, że gdyby nic do mnie nie czuł to by nie jeździł do mnie tyle kilometrów, że to "chore" zachowanie jest jego przyzwyczajeniem, że zawsze tak robił... Zapytałam wprost, czy chce się rozstać, to powiedział żebym tak nawt nie mówiła... I co z tego, że przeprasza, mówi co czuje, obiecuje zmianę skoro z tego nic nie wychodzi? Ja już tracę na to wszystko siły, on mnie rani a ja bym zrobiła dla niego wszystko. Chciałabym dowiedzieć się jak ta sytuacja wygląda z perspektywy osoby trzeciej, czy on naprawdę może mieć taki problem? Jeśli tak, to czy da się z tym jakoś walczyć? Może to ja robię coś źle? Czy istnieje taka możliwość żeby sobie poradzić z tym problemem?
  10. Witam, Mam 41 lat i jestem ponad rok po rozwodzie. Chodzę na terapię od ponad 2 lat. W obecnej sytuacji wiem że żyłem w toksycznym związku. Wiem też że mam syndrom DDA. Staram się jakoś żyć lecz czuję że mam depresję. Problem zaczął się jakieś 9 lat temu jak moja ex-żona dostała depresji poporodowej. Nie zdawałem sobie sprawę z problemów jakie dotknęły moją rodzinę ( mam dwie córki ). To tak w dużym skrócie. Tak jak pisałem chodzę na terapię ale nie za bardzo ona pomaga ( od 1,5 miesiąca psycholog choruje lub mi coś wypada ). Stan jaki mam obecnie to chciałbym wrócić do byłej żony lecz ona nie zmieniła się i byłoby dla mnie to zabójcze. Żyje z inną kobietą i wiem że ranię ją mocno bo wydaje mi się że ona czuje że chętnie bym wrócił do ex. Znalazłem nowego psychologa w Legnicy ( Panią psycholog ) i będę zaczynał jakąś nową terapię. Szukam jakiejś pomocy / porady gdzie można udać się na jakąś terapię lub coś innego w okolicy Legnicy. Myślę aby na weekend majowy gdzieś wyjechać daleko i pobyć sam ze sobą ( chociaż jest to dla mnie trudne ).
  11. Xxxy

    Uzależnienie

    Uzależniłam się od jedzenia słodyczy...nie zadowala mnie kostka czekolady lub cukierek...zjadam po 6 tabliczek i całe paczki cukierków. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Zawsze chciałam mieć idealna figurę. Nigdy nie byłam przy tuszy, byłam raczej szczupła lecz nigdy nie byłam z siebie zadowolona. I tutaj zaczal się problem. Swoją niska samoocenę zaczekam zajadać słodyczami. W miesiąc przytyłam prawie 4kg. Jak mogę się samodzielnie od tego uwolnić ? Prosze o jakieś sprawdzone rady
  12. Jestem studentką, mam 22 lata. Mam problem z moim ojcem. Od kilku lat pije. Stracił nawet prawo jazdy. Próbujemy z nim rozmawiać, ja, mama i rodzeństwo. Ale bez skutku. Ciągle zarzeka się, że przestanie pić. Ostatnio udało mu się w końcu odzyskać prawo jazdy. Myślałam, że może to da mu siłę, zmobilizuje go do tego, aby przestał pić. Nic nie pomaga, nie dociera. Chciałabym aby podjął się leczenia, bo sam nie da sobie rady, zbyt łatwo poddaje się alkoholowi. Ja nie wiem jak mu pomóc, staram się rozmawiać, tłumaczyć, prosić, uzasadniać racjonalnie swoje obserwacje, pokazywać mu jego zachowanie kiedy jest pod wpływem alkoholu a kiedy nie. Kilka dni temu rzucił się z rękami do mamy i brata. Nie uderzył ich, a niewiele brakowało. Był pod wpływem silnych emocji, bo wcześniej pokłócił się z mamą. Kiedy chciała go przeprosić, właśnie w taki sposób się zachował. Nie wiem co mam zrobić, a boję się, żeby nie doszło do tragedii. Wracam niestety na weekendy tylko do domu, ze względu na studia. Mimo wszystko staram się rozmawiać z rodzicami nawet podczas mojej nieobecności i opanowywać emocje. Potrzebuję wsparcia i jakiegoś sposobu, żeby mu pomóc. Staram się być silna, ale moje działania na niewiele się przydają.
  13. Witam jestem 35 letmim meszczyzna.Moj problem polega na uzaleznieniu od masturbacji oraz porno trwa to juz kilka ladnych lat ale ostatniomi czasu poswiecam temu coraz wiecej czasu zaniedbuje partnerke zycie osobiste prafie spedzic naprawde spora czesc dnia na tych czymosciach .Juz parokrotnie prubowalem zerwac z nalogiem ale niestety nieskutecznie .Od paru lat zyje w strachu ze ktos sie dowie lub strony ktore przeglondam moga byc nielegalne ,ostatnich oarr tygodni to mortega mam okropnego dola ( a nawet mysili samobujcze)nie wiem jak se poradzic z mojm problemem chodz walcze z calych sil.Szkoda mi mojej dziewczyny ktora zaniedbuje Prosze o was pomoc oporade lub podania kontaktu do organizacji ktora by mogla mi pomuc.Prosze was bardzo o pomoc
  14. Witam. Potrzebuję pomocy,bo sama już nie wiem co począć. Zaczynając od początku, mam 25 lat,jestem mamą od miesiąca a mój partner i ojciec dziecka jest alkoholikiem. Jestem osobą po załamaniu nerwowym, będąc w 7 miesiącu ciąży spędziłam jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym, ponieważ chciałam ze sobą skończyć. Niestety nie umiem sobie poradzic z tym że mój partner pije, nie umiem Go zostawić ponieważ kocham i nie chce by dziecko wychowało się bez ojca ale z drugiej strony wiem jak to jest wychowywać sie w rodzinie z alkoholikiem. Chciałabym mu pomóc ale nie wiem jak nie wiem od czego zacząć jak z nim rozmawiać i jak sprawić by nie pił. On nie chce iść na terapię ,bo dla niego to że pije codziennie nie jest problemem a tłumaczy się tym że pracuje i zarabia to może. Na początku związku nie pił w takich ilościach, pił ale nie upijał się do nieprzytomności i nie prawił mi morałów że jestem złym czlowiekiem. A teraz na porzadku dziennym słyszę, że jestem złą matką, że zła ze mnie partnerka, bo nie daje mu miłości, bo go nie wspieram i on by nie pił gdyby nie Ja. A na pytanie po co ze mna jest skoro jestem ta zła to odpowiada że nie umie żyć sam. Czy może mi ktoś powiedzieć od czego mam zacząć jak mam z nim postępować? Chce mu pomóc, bo to dobry człowiek, tylko nie wiem jak. A niestety coraz częściej łapię się na tym że może faktycznie to moja wina że piję i że to ja jestem ta zła bo nie umiem go wyciągnąć z nałogu. Przepraszam za chaos. Jestem zmeczona codziennymi wykładami, tym że od rana do nocy jestem sama z dzieckiem które wiadomo potrzebuje całodobowej opieki bo to niemowlę i że to co mówię do partnera nie dociera do niego...;(
  15. Witam Jestem Karolina i mam 30 lat. Postanowiłam skorzystać z pomocy właśnie tutaj że względu na neutralne podejście do całej sytuacji. Znalazłam się w bardzo dziwnej sytuacji, która tak naprawdę sama sobie stworzyłam. Byłam w związku z facetem starszym tylko 3 lata. Przystojny inteligentny prawnik. Myślałam że to sen że to nie dzieje się naprawdę. Niestety już po niecałym miesiącu przylapalam to że wypisuje z jakąś dziewczyną 19 letnia z Poznania. Przekonał mnie że to jest jego błąd i więcej razy tego nie powtórzy. Znowu wróciły czasy cudownej miłości. Weekendy przeważnie spędzaliśmy przy alkoholu co na początku nie robiłoto dla mnie różnicy pomimo że przy mocnym upojeniu on potrafił mnie zwyzywać. Ale tłumaczyłam sobie że to alkohol. Zorientowałam się że ma problem z alkoholem że nieraz mnie oszukiwał mówiąc że jest w domu a był w barze. Często w środku tygodnia był dość mocno pijany. Jeździliśmy po Europie bawiliśmy się bardzo dobrze. Któregoś dnia pokusilo mnie żeby zobaczyć jakie ma korespondencję na Facebooku i okazało się że wypisywał do swoich "kolezanek" różne dziwne podteksy wiążące się ze spotkaniem bądź sexem. Wiedząc to chciałam rozmawiać nie chciał nie potrafił. Pomimo mojej wiedzy dalej go kochałam wybaczylam ale nie mialam jak zaufać. Z czasem zauważyłam że nie chce spędzać że mną już nocy ( mieszkaliśmy oddzielnie ja z bratem on z rodzicami ) sexu też już nie było jak tylko miałam ochotę próbowałam to w jakiś sposób nakręcić przekonać do tego niestety bez skutków. Nadszedł czas wakacji pomyślałam że to będzie punkt kulminacyjny. Że jego zachowanie ułatwi mi Podjęcie decyzji i tak też się stało. Na wakacjach zaczął się interesować animatorka pomimo że wszędzie razem byliśmy i spędzaliśmy czas nadszedł taki moment że gdy ona miała urodziny on się upiłi zostawił mnie tylko po to żeby się bawić w towarzystwie gdzie była ona. Szybko wrócił do pokoju ale to mnie zabolało. Po powrocie chciałam porozmawiać udało się i obiecał że zaprzestanie wypisywac do innych kobiet i że zmieni swoje podejście do mnie. Nie minęło dwa dni jak umawial się z "kolezanka" do kina. Dla mnieto był już koniec. Zignorowalam go nie utrzymywała kontaktu Zablokowałam. Międzyczasie poznałam Mateusza. Facet o boskim wycwiczonym ciele. Nie jest mega przystojny ma wady... jąka się ale to nie jest ważne. Jest bardzo pomocny czasem mam wrażenie że aż za bardzo. Pod względem swojego wieku tj. 30 lat nie posiada nic nie ma prawa jazdy pracuje na produkcji mieszka z mamą i siostra. Moim zdaniem taka mała sierota losu. Ale bardzo pozytywnie spędzamy razem czas. Zaczęłam chodzić z nim na treningi gdzie poświęca dla mnie swój czas to mnie bardzo motywuje. Mateusz zamierza się wyprowadzić z domu ma ogromną nadzieję że wyprowadze się do niego bo mnie pokochał. Wszystko dla mnie było by łatwe gdyby nie odezwał się jego poprzednik prosi o czas żebym się przekonała mówi mi że mnie kocha ze nie chce stracić. Kupił mieszkanie chce że mną zamieszkać tworzyć rodzinę. Mam problem w podjęciu decyzji mama z bratem mówi że jestem głupia że zostawiłam takiego faceta i zamieniłam na gorszego. Ja sama nie wiem co bym chciała z Mateuszem jest dobrze ale czegoś brakuje jak dla mnie jest za wielką sierota bez perspektyw na przyszłość potrzebuje ręki ktorawędkarze mu drogę. Prawnik pod jednym względem poukladany ale czy mu zaufam czy pomogę z alkoholem. Proszę o radę bo się zgubiłam. Pozdrawiam
  16. Witam jestem mezczyzna w wieku 25 lat mam dwojke dzieci w wieku 4 lat jak i 5 miesiecznego syna mialem problem z alkocholem gdzie walvze z nim ale nie pije jak i z uzywkami po nich pewnego dnia bylem pod wplywem tego i tego nie panowalem nad soba oklamalem wtedy swoja narzyczona i ona dobrze wiedziala ze ja oklamalem a mi puscily nerwy uderzylem ja i wygiolem reke zeby odzyskac klucze zeby uciec z domu wiem ze ma uraze ale po tym sie staram zmieniam swoje nawyki wulgarne jak i nie pije i nic nie biore robie wszystko zeby odzyskac ukochana ale jest ciezko nie radze sobie z tym i prosilbym o porade
  17. Jestem kobietą, mam 18 lat. Nie wiem nawet, czy ten temat tu pasuje. Nie wiem, bo ogółem piszę o tym pierwszy raz w moim życiu nigdy nie poruszalam tego tematu bo go się wstydzę i sama nie wiem co z tym zrobić. Od kiedy byłam mała i nauczyłam się siedzieć zaczęłam się 'odbijać' jeśli nie możecie sobie tego wyobrazić to to wygląda tak że siedzie na kanapie nogami leżę swobodnie a górną częścią ciała ruszam w przód i w tył jak przy robieniu brzuszków. Robię to tylko do muzyki. Jest mi bardzo wstyd bo praktycznie od urodzenia to robie i to jest chore dla mnie. Nigdy nie poruszałam tego tematu ale wiem, że potrzebuje pomocy. Jak mnie ktoś na tym przyłapuje jestem okropnie zawstydzona i przestaje. Nie chce o tym rozmawiać. Kiedyś przestałam to robić udało mi się przez jakieś dwa miesiące, potem wróciłam do tego nawet nie wiem czemu, to było w gimnazjum. I do dziś nie potrafię się opanować po prostu jest mi wstyd za mnie nie wiem jak sobie z tym poradzić, chodziłam kiedyś do psychologa ale z innych powodów. Wstydziłam się o tym powiedzieć. I sama nie wiem nawet jakiej odpowiedzi się spodziewam bo chyba jestem jedyną osobą która tak robi. Muszę to skończyć, ale ile razy tak mówię a nadal to robię. Nawet nie wiem czemu to robię ale często odczuwam wielką chęć 'odbijania' się mimo, że umiem normalnie leżeć słuchając sobie muzyki. Jak jadę autobusem pociągiem też spokojnie siedzę słuchając muzyki. Tylko jak jestem sama to to robię. Nie wiem co mogę zrobić ale mam tego dość czuję się źle sama ze sobą przez to, że to robię.
  18. Dobry wieczor.jestem asia.mam ponad 30 lat. Mam klopt z mezem.od jakiegos czasu pobral sobie gierke na telefon i gra w nia prawie caly dzien.maz tez juz dobrze po 30. Nic go nie interesuje,jak zwroce mu uwage ze to juz choroba to sie wscieka na mnie,denerwuje sie,a niech by tylko internet sie zwiesil to juz kaplica,nerwy,zlosc,wyzywa sie.jest tylko gra i ciagle esemesowanie w grze.moge gadac i gadac a on jak grochem o sciane. I chcialabym sie zapytac czy to juz powinno sie leczyc czy tez nie ma obaw do niepokoju? Bardzo prosze o odp.bo to z dnia na dzien jest gorzej i wiecej czasu poswieca tej grze niz rodzinie swojej.
  19. Witam. Mam 25 lat. Jestem w 6 letnim związku, w którym czuje się tragicznie. Od 3 lat mój partner ma problem z alkoholem. Z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej. Wszędzie znajduje puste butelki po alkoholu a mój partner nie widzi problemu. Jednego dnia się przyznaje do picia innego uważa mnie za kretynke. Średnia dawka wypija ego alkoholu prez niego każdego dnia to dwie ćwiartki i piwo. Od maja do lipca tego roku uczęszczał na terapię, która nie przyniosła żadnych rezultatów. Dochodzi do tego że jest agresywny, czasem podnosi na mnie ręce. Mieszkamy u moich rodziców. Groziła mu ze jeśli sytuacja się jie poprawi a on nie pójdzie do psychiatry żeby się leczyć to się rozstaniemy. Umówił sobie wizytę u psychiatry na 9 stycznia ale w dalszym ciągu przynosi do domu alkohol i pije. Każdego dnia jeździ do sklepu pod pretekstem zakupwo do domu a przywozi alkohol i wypija po kryjomu twierdząc że nie wypił i że jest trzezwy i że to ja mam problem ze sobą. Potrafi mi powiedzieć że pije przeze mnie, że mnie nie nienawidzi i że chce się ze mną rozstać ale nic w tym kierunku nie robi. Przed świętami spakowal swoje rzeczy i stwierdził że musi poczekać na moich rodziców aż wyjdą z pracy żeby się z nimi porzegnac co skończyło się tym że dał mi dwa dni na zmianę mojego zachowania w stosunku do niego. Nie umiem z nim żyć. Każdy dzień wygląda tak samo. Najpierw się napije a później jest awantura. Od rana funkcjonuje normalnie, pracuje. W momencie gdy tylko wraca z pracy do domu pod pretekstem pracy wypija po A kryjomu alkohol. Oddalilam się od niego bardzo. Nie chce żadnych czułości z jego strony a wręcz przeciwnie każdy miły gest kierowany w moją stronę sprawia we mnie oburzenie. Już nie mam siły dłużej żyć z takim człowiem. Mam wielką Awesje do alkoholików. Proszę o poradę co w takiej sytuacji powinnam zrobić. Gdzie szukac jakiej pomocy. Wiem że najprościej byłoby się rozstać ale boję się samotności.
  20. Witam wszystkich, jestem mężczyzną lat 26. Dwa lata temu ukończyłem studia ale do dziś nie obroniłem swojej pracy dyplomowej. Po "ukończeniu" toku studiów (mam tutaj na myśli rozliczenie się ze wszystkich przedmiotów na oceny pozytywne) wróciłem do domu rodzinnego gdzie postanowiłem odpocząć od studiów i przygotować się do obrony (napisać pracę dyplomową oraz przygotować się merytorycznie z całości materiału). Z początku +/- 2 miesiące obijałem się, wiadomo wakacje, nic się nie chce, wolałem spędzać czas na przyjemnościach niż zajmować się konkretami. Trafiła mi się jednak okazja wykonania praktyk w przyszłym zawodzie. Z racji, że zawód należy do nietypowych to kolejne 4 miesiące ciągiem spędziłem w pracy. Miałem oczywiście możliwość w tym czasie przygotowywać się do obrony ale stwierdziłem, że potrzebuję spokoju i zacznę naukę po powrocie do domu. Z miesiąca na miesiąc przekładałem i przekładałem to co nieuniknione do tego stopnia, że rodzice zaczęli się niepokoić i denerwować "co z twoją obroną?". Wynikały z tego tytułu częste kłótnie i spięcia co jest oczywiście zrozumiałe. Wziąłem się do pracy, zacząłem w końcu pisać. Rozpraszało mnie wszystko, czas jaki poświęcałem na konkrety był minimalny. Potrafiłem trzy dni z rzędu pisać a przez kolejny miesiąc nawet nie zajrzeć do dyplomówki. W tym czasie nie robiłem nic, grałem w gry, oglądałem seriale, zajmowałem się wszystkim innym niż tym czym powinienem. W między czasie miejsce miały kolejne to kłótnie dotyczące mojej przyszłości etc. Tak minął rok od skończenia studiów. Podjąłem więc pracę (nie w zawodzie) i wynajęliśmy razem z moją partnerką mieszkanie (wyprowadziłem się od rodziców). Powiedziałem sobie "stary teraz dasz radę, będziesz pracował i w wolnym czasie pisał dyplomówkę i uczył się". Minął kolejny rok, napisałem może w tym czasie pół rozdziału. Po pracy nie miałem siły zajmować się nauką a w weekendy chciałem sobie "odpocząć" i jak zwykle skupiałem się na wszystkim oprócz obowiązków. Pracowałem tak rok i po tym roku "na swoim" wróciłem do domu rodzinnego aby już teraz na dobre zając się dokończeniem pracy dyplomowej i nauką. Wmawiałem sobie, że praca mi przeszkadza, że nie mam czasu na naukę, że jestem zmęczony po pracy więc wrócę do domu i w kilka miesięcy ogarnę wszystko i się obronię po czym zacznę pracę w zawodzie. Zgadnijcie co się stało, minęło pół roku odkąd nie pracuję i ledwo dokończyłem pracę, która jeszcze jest do poprawy. Przede mną jeszcze kupa nauki, a ja siedzę całymi dniami przed komputerem i oglądam bzdury w internecie, gram w gry, wieczorami spotykam się z partnerką i tak czas mija a wraz z nim moje życie przemija na wegetacji bo tego inaczej nie można nazwać. Został mi ostatni rok na obronę, w innym wypadku stracę możliwość podejścia do niej. Naczytałem się różnych treści motywacyjnych, naoglądałem się różnych mówców, kołczów, znam techniki motywacyjne, przerabiałem program motywacyjny, ale wszystko to opada po jakimś czasie a ja wracam do starych nawyków przesiadując cały dzień przed komputerem i marnując swój czas. Był pewien okres gdzie byłem bardzo zmotywowany, codziennie wypełniałem swój czas pisaniem pracy, polepszaniem umiejętności posługiwania się językiem angielskim, oglądania szkoleń samo rozwojowych, robieniem notatek z tych szkoleń, czytaniem książek rozwojowych. Wytrzymałem może dwa tygodnie. Wróciłem ponownie do siedzenia całymi dniami przed komputerem (robiłem wszystko co pochłania czas: gry, filmy, seriale, przeglądanie internetu, oglądanie streamów na żywo i w sumie nadal to robię) Uważam, że jestem inteligentną osobą a nie mogę poradzić sobie sam ze sobą. Utknąłem i nie mogę ruszyć z miejsca. W ciągu tych dwóch lat przytyłem prawie 20kg, stałem się bardziej aspołeczny niż kiedykolwiek w moim życiu. Mam ogromną tendencje do krytykowania innych, często się denerwuję, bardzo przeżywam porażki, nie potrafię być systematyczny. Tu chcę zadać pytanie, jak sobie z tym poradzić, jak ruszyć z miejsca, jak się nie poddać po kolejnej próbie? Brakuje mi tak niewiele do osiągnięcia niezależności, wystarczyłoby żebym przycisnął te kilka miesięcy i zakończył epizod ze studiami po czym poszedł do pracy w zawodzie. Jednak coś mnie blokuje, coś sprawia, że tkwię jak kołek w miejscu. Proszę o pomoc, pozdrawiam.
  21. Mam 20 lat i jestem DDA. Ostatnio zauważyłam że coraz częściej sięgam po alkohol. Rzadko kiedy zdarza mi się tydzień bez alkoholu nie potrafię powiedzieć nie. Codziennie pije energetyki i palę papierosy. Wychodzę często na imprezy na których moje zachowania są czysto patologiczne. Powodują wstyd i sama nie pamiętam często co robiłam. Nigdy nie byłam w zdrowej relacji z mężczyzną, głównie opierają się na kontakcie fizycznym. Moji znajomi zaczynają odczuwać wstyd że względu na moje zachowanie. Przez ostatnią imprezę zakończyła 9 letnią przyjaźń bo osoba powiedziała że nie ma ochoty być kojarzona z moją osobą
  22. Masochizm emocjonalny sprawia, że człowiek jest jak świeca. W relacji wypala się po to, by partner, często narcyz, mógł ogrzewać się w cieple płomienia i błyszczeć jego światłem odbitym. Jeśli nie panuje się nad tym, nieuchronnie prowadzi to do jednej z dwóch sytuacji: świeca wypala się i zostaje zastąpiona, ewentualnie sama w akcie desperacji z bólem ustępuje. Tak czy owak relacja kończy się mniej lub bardziej dramatycznym finałem. Co potem? Zwykle następuje jeden z trzech scenariuszy. [1] Człowiek wchodzi w tryb hibernacji (co jest bezpieczniejszą formą unieważnienia) i unika związków, by historia się nie powtórzyła. [2] Człowiek bezrefleksyjnie angażuje się w kolejny unieważniający układ albo wręcz wpada z deszczu pod rynnę. To, co zatacza kręgi, zdarza się na okrągło. [3] Człowiek akceptuje istnienie swojego problemu, by go w pewien sposób rozwiązać – świadomie dozując sobie cierpienie lub przepracowując w terapii schemat na tyle, na ile to możliwe. Czasem udaje się znacząco ograniczyć podatność na zranienie, choć wymaga to ciężkiej pracy nad sobą. Psychoterapia jest trudna i zwykle długoterminowa. Więcej informacji: Skomentuj, polub lub udostępnij na Facebook. CIEKAWOSTKA: Psycholog online, psychoterapeuta przez Skype to specjalista, który udziela pomocy psychologicznej przez Internet. Często robi to też pracując stacjonarnie, w gabinecie, lub niosąc pomoc np. odpowiadając na pytania w telefonie zaufania.
  23. Witam, od dłuższego czasu zauważyłam że dzieje sie u mnie coś niepokojącego. Mianowicie straciłam dobry humor, porzuciłam zainteresowania, stałam sie bardziej nerwowa, mam problemy z snem i z odżywianiem, co jakiś czas mam myśli samobójcze ponieważ uważam ze życie jest pasmem problemów. Najgorzej jest kiedy zostaje sama i mam mętlik w głowie, o wszystko sie obwiniam i czuje smutek któremu towarzyszy płacz. Przez jakis czas uważałam że mi przejdzie, potem pomyślałam o wizycie u psychologa jednak caly czas nie jestem pewna tego rozwiązania ponieważ wiem ze nie potrafiłabym opisac swojego problemu patrząc komuś obcemu w oczy. Chciałabym podkreślić że rok temu byłam uzależniona od narkotyków, na szczęście wyszłam z tego. Wydaje mi sie ze od tego czasu zaczełam miec problemy z sama sobą.
  24. Witam.Mam 36 lat,mężczyzna,świeżo po rozstaniu.Byłem w związku od 4lat z kobietą z dzieckiem,na początku,przez ok2lata było bardzo dobrze.Po tym czasie zaczęło się coś psuć,częste kłótnię o byle co,ciągle podejrzewałem ją o zdradę(choć teraz myślę ze bezpodstawnie),sięgałem do kieliszka tłumacząc że chcę się odstresować.Ciągłą się tak do zeszłego tygodnia,wtedy powiedziała ze mnie nie kocha.Po tej wiadomości piłem dzień w dzień.Kobieta którą kocham i dziecko które nie jest moje biologicznie nie chcą mnie widzieć.Mam coraz to gorsze myśli,najłatwiej było by skończyć z tym życiem ale mam swiadomość ze pozostała moja rodzina cierpiała by po mnie.Proszę o pomoc.Dziękuję.
  25. Dzień dobry. Mam 21 lat, od 3 lat żyje z mężczyzną. On przede mną nie miał innej kobiety. Więc zawsze uciekał się do pornografii. Kiedyś powiedzial mi, że lubi lesbijki. Uwielbia. Chciał aby kiedyś dołączyła do nas kobieta. Podczas seksu mówił, że wyobraża sobie jeszcze kilka kobiet w łóżku. Gdy śni o erotyzmie, zawsze jest dodatek lesbijek. Gdy chcemy obejrzeć porno razem, to również są lesbijki. Podczas spotkania z inną kobieta, nie miał żadnych oporów, by uprawiać z nią seks. Czuję się strasznie niewystarczająca, zakompleksiona. Mam wrażenie, że mu nie wystarczam. Czuję się z tym jak najgorsze dno człowieka. Co mam zrobić? Jak z nim rozmawiać? Próbowałam mu to wytłumaczyć, na marne.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.