Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'uzależnienie'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. FOMO to skrót od angielskiego słowa Fear of Missing out, czyli strachu przed pozbawieniem dostępu do informacji, odłączeniem, poczuciem, że coś nas ominie. W czasach serwisów społecznościowych problem ten stał się bardzo aktualny i stanowi przedmiot rozważań psychologów. Jak wynika z raportu (Jupowicz-Ginalska A. i in., FOMO – lęk przed odłączeniem – raport z badań), aktualnie około 27 mln osób w Polsce korzysta z internetu. Według wyników badań około 16 proc. z nich to osoby wysoko sfomizowane, zaś 65 proc. zalicza się do średnio sfomizowanych. Tylko 19 proc. użytkowników ma niski wskaźnik FOMO. Dane te wskazują na istnienie ogromnego problemu jakim jest konieczność bycia ciągle online. Do najczęstszych objawów FOMO należy obawa, automatyczna kompulsywna reakcja niepokoju i napięcia w sytuacji niemożności skorzystania z dostępu do portali społecznościowych. Osoby często korzystają z telefonu, już od wczesnych godzin porannych, zaraz po obudzeniu, podczas śniadania, spaceru z psem, podróży do pracy/szkoły i tak kolejno przez cały dzień stojąc w kolejce po zakupy, aż do samych godzin nocnych. Ciągle chcą być na bieżąco, przeglądając posty innych ludzi i sami dzielą się swoimi zdjęciami, komentarzami, wideo. Osoby posiadają również co najmniej kilka kont na różnych portalach. By mieć do nich dostęp codziennie potrzebują na to mnóstwo czasu. Niektórzy korzystają z powodu potrzeby własnej autoprezentacji, by przyglądać się innym, jeszcze inni z powodu poczucia samotności, pustki, braku umiejętności zorganizowania aktywnie dnia. Prawie 40 % badanych potwierdziło, że czuje się w wielkim niepokoju i lęku jeżeli nie może przejrzeć mediów społecznościowych, a co piąta osoba z tego powodu doświadcza nudności, zawrotów głowy, bólów brzucha, zwiększonej potliwości, ogólnej nerwowości i napięcia. Korzystanie z tak dużej ilości informacji dostępnych na portalach powoduje również poważny problem z samooceną i poczuciem własnej wartości. Zazdrość, porównywanie, konfrontowanie oczekiwań wobec własnego życia z życiem innych osób to bardzo bolesne doświadczenie dla wielu nadwrażliwych osób. Wiadomo bowiem, że większość danych, postów, zdjęć, filmów, rozmów, wywiadów etc. jest wykonana „na pokaz” czyli w celu zaprezentowania się w jak najlepszej sytuacji, miejscu, w otoczeniu ładnych osób. Życie na ogół wygląda zupełnie inaczej niż w mediach społecznościowych. To tak jakby wstawiać w internecie wszystko co idealne czyli nierealistyczne. A na co dzień przecież każdego dotyczą sprawy, obowiązki, złe nastroje i inne choroby, problemy. Wiara w to, że innym się ciągle powodzi, czy są nieustannie szczęśliwi, zawsze w pełni zdrowi nie jest z reguły prawdą, a my terapeuci gabinetów z całą pewnością to potwierdzamy. Zbyt często oglądanie, słuchanie ludzi, którzy są cały czas uśmiechnięci, umalowani, zjawiskowo ubrani, wpływa na zniekształcenie obrazu rzeczywistości. Potęguje to również proces rywalizacji i stawania do konkurencji na „najlepsze życie”. W konsekwencji powoduje to spadek nastroju i negację swojej osoby, ponieważ te cele są nierealne i niemożliwe do osiągnięcia. A życie z całą pewnością może być najlepsze, ale poza siecią, bez ciągłej koncentracji na portalach społecznościowych. Jeżeli przebywasz zbyt długo w internecie to omija Cię radość z tego jak naprawdę wygląda życie i co ma do zaoferowania. Nie sposób wydobyć realnego piękna przyrody i natury nawet za pomocą przepięknych zdjęć. Nie ma możliwości przekazać stanu emocji w danej chwili tylko w postaci nagrania wideo lub emotikonki. To wszystko co dzieję się wewnątrz Ciebie „jest na żywo” i szczęśliwie nigdy nie da się odzwierciedlić tych doznań poprzez internet - emocje się po prostu czuje i to generalna różnica w porównaniu z tym, gdy tylko się o nich pisze, je pokazuje czy o nich mówi. To człowiek sam w sobie jest wartością i to się nie zmieni. Zasadnicze pytanie jakie należy sobie zadać, to czy chcesz żyć w świecie realnym, czy wirtualnym? Czy chcesz wierzyć temu, co widzisz na portalach, czy wolisz doświadczać cudu życia w przestrzeni rzeczywistej? Najważniejsze jest to, by telefon czy komputer nie zdominował Twojej codzienności. Jeżeli wykonujesz pracę i musisz z niego korzystać lub potrzebujesz wykonać ważną czynność, to też jest w porządku. Chodzi bardziej o to, by być mniej FOMO, a bardziej JOMO. JOMO – czyli Joy of Missing Out (ang.), to radość z wyłączenia się, pomijania nieustannie napływających komunikatów, rezygnacji z ciągłego śledzenia znajomych. Jak sama nazwa wskazuje, polega na świadomej rezygnacji z bycia na bieżąco ze wszystkimi aktualnościami, jakie pojawiają się w serwisach społecznościowych i wykorzystaniu tego czasu na inne aktywności. Dzięki temu zamiast sprawdzać co u innych, możesz spędzić więcej czasu z bliskimi, rozwijać pasje, zainteresowania, przebywać na świeżym powietrzu, dbać o ciało fizyczne poprzez zdrowy ruch, pożywny spokojny posiłek, albo nauczyć się nowych umiejętności. Która wersja jest bliższa Twojemu sercu? Czego bardziej potrzebuje Twoje ciało? W jaki sposób i na jakiej zasadzie chcesz celebrować swoje życie? Wolisz wybrać Fomo czy Jomo?
  2. Hej. Jestem 36 letnia mama, mieszkam w UK z córká i partrem. od dwóch miesiecy bezrobotna studentka. Od kiedy pamietam czyli od 14 lat jestem w toksycznej relacji. kiedy byam bardzo zakochana wiec na wiele rzeczy nie zwracaam uwagi, ale kiedy 8 lat pojawia sie corka nie umiem juz nie patrzec. Moj partner permanentnie robi ze mnie wariata wmawia mi e czegos nie powiedzia, nie zrobi kiedy ja pamietam ze tak byo, poddaje w atpliwosc moja pamiec i ocene sytuacji. Nauczyam sie przytakiwac, zmieniac temat itd ale ciagle czuje ze sie na bombie ktora moze wybuchnac. zaczeam co tydzien i cpac bo tylko wtedy moge uprawiac z nim sex i troche go lubic. rozmowa z nim nawet o pogodzie kosztuje mnie ogrom emocji. od roku biore antydepresanty. kiedy mowa o rozstaniu najpierw jest u niego placz i wola walki zwiazek a pozniej umniejsza mi, wmawia ze sobie nie poradze a jak sobie kogos znajde to zamieni moje zycie w koszmar (i na pewno dotrzyma solwa), dodam ze kiedys wielokrotnie mowil ze jak odejde i zabioree dziecko to mnie znajdzie i posadzi na wozek inwalidzki. wiem tez ze uzylby dziecka do zniszczenia mnie. chcialabym odejsc, ale brak mi odwagi, panicznie sie tego boje a z drugiej strony uwielbiam jak go nie ma. nie wiem jak sie z tego wydostac, jak odzyskac rownowage i spokoj? pomocy
  3. Cześć. Mam 30 lat i od 16 roku życia praktycznie codziennie nadużywam marihuany i minimum raz dziennie dokonuję masturbacji. Od jakiegoś czasu nadużywam amfetminy, a to powoduję nie wyobrażalne libido. Potrafię się masturbować przy porno po 48h. Bez przerwy. Nie wiem jak mam z tym zerwać. Blokuje sobie strony itp, ale to nic nie daje, bo wystarczy, że zobaczę choćby swoją byłą w internecie, na mieście i już jest ciśnienie i trzeba ulżyć. Zdarza mi się to zrobić w pracy. Najdłużej udało mi się wytrzymać 4 czy 5 dni i czułem się świetnie, ale niestety poddałem się. Mam straszne skłonności do uzależnień tłumacząc sobie to nudą. Proszę o pomoc i pozdrawiam.
  4. Witam wszystkich bardzo serdecznie. Mam 28 lat i często zastanawiam się nad pewną kwestią dotyczącą zdrowia. Można powiedzieć, że jest to ciągłe zamartwianie się i wyrzuty sumienia, że około 10 lat swojego życia dużo imprezowałem. Nadużywałem alkoholu i narkotyków oraz paliłem papierosy. Imprezowy tryb życia- wręcz narkomańczy przeplatał się z chwilowymi przerwami na regenerację, próby podjęcia aktywności fizycznej i dbania o zdrowie. Jednak zawsze po ok 2 miesiącach takiej przerwy i tak wracałem do alkoholu i narkotyków na długie miesiące. Od roku jestem trzeźwy i "czysty", jedynie czasem zdarza mi się zapalić papierosa gdy ktoś mnie odwiedzi. Czuję się dobrze, zdrowo, nic mnie nie boli, wyglądam dobrze, zęby nie zgniły. Jednak wyrzuty, że tyle czasu niszczyłem organizm, nie pozwalają mi się cieszyć życiem. Zrobiłem dużo badań, żeby uspokoić głowę. Tomografię, EKG, Badania krwi wykazały tylko podwyższony cholesterol, na USG brzucha wykazało otłuszczoną wątrobę a lekarz powiedział, że narządy są trochę nie na mój wiek, ale nie widzi żadnych niepokojących zmian. Jestem też pod opieką psychiatry od 13 roku życia. Leczyłem różne załamania, depresję, derealizację, paranoje, oraz byłem 3 razy w psychiatryku przez narkotyki (przegiąłem i mnie "straszyło") oraz probę samobójczą. Od dwóch lat mam stwierdzoną schizofrenię ale nie mam jej objawów. Problem który tutaj opisuję nie dotyczy mojej psychiki (proszę źle nie zrozumieć, gdyż ciągle jestem odsyłany do psychiatry) a to jakby inna sfera, są to wyrzuty sumienia, jak ciężki łańcuch, który muszę nosić, żal do samego siebie, że zmarnowało się życie, jakiś moralniak który blokuje radość i chęć dawania z siebie 100% "bo i tak mało czasu mi zostało". Chciałbym po prostu dowiedzieć się czy człowiek, który 10 lat nie szanował zdrowia i niszczył go używkami + lekami ma szansę dożyć starości, sędziwego wieku ? Bardzo martwię się, że przez to wszystko nie dożyję nawet 40 lat. Wykończyć się można czekając tak na śmierć, która nie przychodzi... Proszę o odpowiedzi i pozdrawiam. P.S. Każda próba podjęcia tego tematu u lekarzy specjalistów kończy się odsyłaniem do psychiatry, który dopisuje kolejne tabletki otumaniacze.
  5. Proszę o pomoc psychiczną, bo już nie daje rady. Chodzi o sytuację z mojem mężem. 13 lat razem. Zawsze był spokojny i dobrym chłopakiem. Wiedziałam że mnie nie skrzywdzi. Ale często między nami byli sprzeczki. Głównym powodem że sama siedzę z dzieckiem. No i za dużo pił piwa. On jest bardzo pomocnym i często to jego rodzina wykorzystywała. Co mnie doprowadzało do złości. Po latach zaszłam drugi raz w ciąży. Chciałam to dziecko. On też. I tu zaczęliście prawdziwe problemy w związku. W 6 miesięcy znalazłam u męża w spodniach narkotyki ( woreczek z białym proszkiem i rurka ) Wystraszyłam się bardzo. Znalazłam w jego telefonie korespondencja z jego bratankiem który ma dostęp do tego gówna. Po rozmowie obiecał że to było jednorazowe i że żałuję. Nie do końca uwierzyłam ale chciałam z nim zostać. Tak mi odbiło że zaczęłam sprawdzać jego kieszeni. Szperać w jego telefonie. Nie wiem co chciałam osiągnąć. no i znalazłam. On wypierał się że jestem wariatką. Także pisał z bratankiem o tym czy mu nie załatwię coś. W jednej z awantur zgodził się na test, no i wyszedł negatywny. Wiem że mógł w tym czasie nie brać. Ale te wiadomości... Głupio mi było i się przyznała że wiedziałam korespondencje. Co na tą mój mąż się wściekły. Teraz to nawet śpi z telefonem pod poduszką. Nie ma dnia żeby my się nie pokłóci się. Z jego strony padają straszę słowa. Jest często jak tak nerwowy że na każde pytanie reaguje złością i wybuchem. Drażni go wszystko. Nawet nasz starszy syn. Obwinia mnie o źle wychowania. Chociaż syn jest naprawdę bardzo ułożonym chłopakiem. Dla przykładu.. że późno idzie spać ( chociaż teraz wakacje i nie gonię jego spać u 9 wieczora) . Boli go to że nie mamy czasu na seks. Wprawie co noc to robimy. A jak jest to nie takie jak on pragnie. Doszło do oglądania pornografii wprawie co wieczór. Nie ukrywał tęgo. Wszystkie sprawy domu i rodziny rozwiązuje sama. Młodsze dziecko też tylko ja. Jak mu coś powiem to słyszę że przecież mogę go poprosić o pomoc..(po pracy spędza czas w garażu, majsterkowanie i piwowanie).Po jednej z awantur pojechałam z dziećmi do swojej mamy na 10 dni. Jak wróciłam to było jeszcze gorzej. Była taka awantura że pokazał mi faka a ja " mądra" trzasnęła go po twarzy. Po jakimś czasie pogodziło się nam. Ale nie na długo. Raz mi mówi że mnie kocha i nie może stracić a raz że nie może mi wybaczyć, że jestem zaborcza i upartą. I jak chcę odejść to droga wolną. Dużo tu pisać ale naprawdę nie wiem co jest że mną nie tak że nie potrafię odejść i dać sobie spokój. Może naprawdę to wszystko moją winna. Co powinnam była wtedy zrobić. Odpuścić sytuację ? W domu wieczna huśtawka humoru.. jak nie u mnie to u niego. Nie mogę mu zaufać i nie beż powodu. On na terapię nie pójdę, już prosiłam i nie raz. Nie bo nie..
  6. Witam , jestem z chłopakiem od 3 lat ,bardzo blisko i na poważnie, jest to mój pierwszy związek a jestem osobą bardzo emocjonalną i mam nadzieję że będzie to na całe życie. W listopadzie mojemu chłopakowi zmarła mama, miał wtedy kwarantanne długo siedział w domu . Kilka dni temu czyli po ośmiu miesiącach powiedział mi że od śmierci mamy gra w obstawianie meczy i ma długi ponieważ brał na to chwilówki. Grał przez pół roku, ja nic nie zauważyłam Nie wiem co robić boję się go stracić ale boje też się mu już zaufać nie chodzi mi o kase bo każdy z Nas zarabia na siebie , ale o odpowiedzialność jaką się wykazał i o to że nie był ze mną szczery. Myślałam o terapi powiedział że sie zgodzi, oczywiście teraz mnie bardzo przeprasza mówi że żałuję i że się zmieni. Co robić? Pomocy
  7. Dzień dobry a w sumie dobry wieczór Czy powie mi ktoś, o co tu chodzi? Jestem Krzysiek, mam 28 lat i jestem strasznie zdezorientowany swoją osobą. Całe moje dotychczasowe, 28 letnie życie w moim odczuciu jest pasmem niepowodzeń, złych decyzji, problemów, które sam sobie funduje i to świadomie, ale zacząłem sobie z tego zdawać sprawę, a właściwie coś zaczęło kiełkować w mojej głowie jakieś 6 miesiecy temu, że kurde Krzysiu musisz stawić sobie czoła bo dobrze wiesz, że sam kierujesz źle swoim życiem i toniesz, robi się bardzo nie dobrze a właściwie cały czas nie jest. Kulminacja nadeszła u mnie jakieś dwa dni temu. Jestem czy byłem gościem, który był/jest cwaniakiem, zawsze na wszystko ma odpowiedź, manipuluje ludźmi, idzie do celu po trupach, nie zważając czy to rodzina czy obca osoba, a celem jest zawsze jakaś uciecha głównie marihuana od 2013r pale codziennie, od czasu jak wyszła pandemia zaczalem sobie jeszcze do jointa kupować setkę i piwo i też codziennie, nie byłem pijany, że nie wiedziałem co robię, miałem po prostu fazke i humorek, ostatnie 4 miesiące doszły do tego jeszcze twarde narkotyki - wszystko robię codziennie od czasu gdy napisałem daty i jestem świadomy tego że mam problem, że odplywam, proszę sobie nie myśleć, że siedzę w domu, nie pracuje, kradnę i ćpam i pije od rana do nocy. Codziennie chodzę do pracy, myje się, wizualnie jestem normalnym 28 letnim gościem, na pozór uśmiechnięty i bez problemów z kobietą, dwójka synów. Dzieci również zadbane, grzeczne, kobieta również pierwsza klasa. Gdybym jeszcze z tego dążenia do celu po trupach miał pieniądze, albo kupił coś synowi, cokolwiek to może i by nie naszła mnie taka refleksja i dalej bym zyl w swoim wyimaginowanym świecie gdzie wszyscy są źli, wszyscy chcą dla mnie źle ale ja z tego oprócz długów i problemów nie mam nic, jak ktoś wyciągał do mnie rękę to za każdym razem miałem wrażenie, ze chce mnie w jakiś sposób poniżyć, upokorzyć, pokazać, że jestem gorszy. Mam 6 letniego syna swojego z krwi kosci i serca i drugiego synka 11 letniego z serca, czyli syn mojej partnerki, którego również traktuje jak syna. Mój syn jest z 7 letniego związku, który zakończył się jakieś 5 lat temu, jak młody miał około 2 lat. Poznałem 4 lata temu kobiete, z która aktualnie jeszcze (ale już ledwo) jestem, jest cudowną kobieta, kochana, wyrozumiała, wzięła mnie takiego jakim byłem, praktycznie nagiego, z jedną torba ubran, z tymi wadami, długami, przy niej i dzięki niej stanąłem na nogi, czułem, że ktoś mnie mocno pokochał i bezwarunkowo, czułem, ze mnie nie ocenia i rozumie albo chce zrozumieć a ja to wykorzystałem. Zupełnie świadomie, z pełną premedytacją to wykorzystałem na swoją korzysc. Teraz w moich oczach, sam przed sobą jestem katem, człowiekiem, który nie zasługuje nawet na śmierć, powinienem się męczyć do końca, żebym zapamiętał. Wracając do tematu, była kochana, pomocna, uczynna, wyrozumiała, tolerancyjna, co nie chciałem to mi ogarniała. Chciałem żeby mi pozyczyla od swojego taty 5tys na motocykl - pyk, dwa dni później mam kasę, chciałem żeby wzięła dla mnie 5tys pożyczki - pyk, telefon w rękę, Vivus i Krzysiu ma co chciał, w łóżku też świetnie, nigdy lepiej nie miałem, po prostu magia, wtedy naprawdę patrzyłem na tą kobietę jak na kobietę, która nie ma wad w ogóle, wiedziałem co przeszla w życiu, jak ja traktowali partnerzy, miała połamaną szczękę przez nich, cała poobijana, przypalanie fajkami, alkohol, narkotyki była traktowana gorzej niż szmata, zdradzana, ja to wszystko wiedziałem od niej a i tak ja wykorzystałem z pełną premedytacją tylko wtedy jakoś wypieralem chyba z siebie to, że ja ranie i wykorzystuje celowo chociaż teraz wiem, że to było celowo, nie rozumiem siebie. Czerpałem jakąś wewnętrzna satysfakcję jak za mna biegała, płaszczyla się, przepraszała, było mi lepiej w środku jak udowodniłem jej, że coś jest jej wina a ona cały czas była dla mnie, cały czas mi pomagała, miałem co chcialem, płakała a ja czułem się wtedy lepiej, bylem perfidny i pewny siebie, że mam ją wokol palca, wiedziałem to. Wykorzystywałem ja jak najgorszy bydlak, osobę, która dała mi serce na dłoni z dnia na dzień ja po prostu zgniotlem. Byłem świadomy, wiedziałem ale jakoś sobie zawsze tłumaczyłem swoje zachowanie głupotami, które były tak naciągnięte, żebym mógł uspokoić swoją głowę. Tą kobietą mimo tego wszystkiego była ze mną, czułem ta miłość, zawsze stała po mojej stronie a ja z niej zrobiłem swój worek treningowy. Nigdy jej nie uderzyłem tylko i az przemoc werbalna, dlaczego ja czerpałem z tego jakąś satysfakcję? 3 lata byłem gnojem, 3 lata czułem, że mam koło siebie osobę, która skoczy w ogień za mną, która dla mnie potrafiła odmówić coś synowi potraktowałem w taki sposób? Zrozumiałem to pół roku temu, podczas pierwszej poważnej rozmowy w której otworzyłem oczy i zaczęło to wszystko we mnie kiełkować. Dlaczego ja TeraZ tak w pełni uświadomiłem sobie jakim jestem człowiekiem? Dlaczego byłem tak pyszny, zadumany w sobie i żyjący w tym moim idealnym świecie dla mnie, że każdy kto mi coś daje to chce mnie zjechać? Dlaczego tak bardzo kocham moich synów, chce dla nich jak najlepiej a myślę o sobie? Dlaczego zamiast pieniądze, z jakiegoś dodatkowego zarobku przeznaczyć na młodych ja wydaje na siebie i od mojej partnerki wymagam i obwiniam, że czegoś nie mają podczas gdyby nie Ona to nie byłoby nic w lodówce bo ja bym tylko palił, pił ćpał, fakt, że kobieta pali ze mną codziennie od 2,5 roku no i twarde tez w sumie tak jak ja, ona może nie codziennie twarde ale 5/7 dni, chociaż ostatnie 3 dni nie brała twardych, to też nie jest tak, że wszystko szło na dragi ale 4/5 na pewno, w domu zawsze jest jedzenie, pełna lodówka, nie chodzimy głodni, nie brakuje jedzenia, faktem jest, że w domu był i jest narkotyk a w szufladzie brak majtek i skarpetek, o czymś bardzo złym to świadczy. Dzieci mają wszystko, nie żyjemy w biedzie ale ja wolę odmówić sobie kupna bielizny żeby kupić "humor i zapomnienie". Dlaczego miałem w swoim mniemaniu zawsze rację, każdy zły? Dlaczego zawsze siebie tłumaczyłem? Dlaczego ja wiedząc, że moja kobieta jest taka cudowna i kochana dla mnie, że wreszcie mam cudo przy sobie ja to tak perfidnie wykorzystywałem i się nad nią znęcałem? Dlaczego czerpałem z tego korzyść? Nie rozumiem siebie, kocham strasznie moje dzieci i kobietę na zabój, dziećmi mam super relacje, a wolę narkotyki niz ich przyjemności? Wracając do 3 lat katorgi mojej kobiety, to nie było codziennie, to było w jakiś odstępach niedługich czasowych takie mocne moje akcje a codziennie prawie jakąś szpilka wbita, jakąś spina, musiałem codziennie pokazać, że to ja jestem góra, ciągle wiedząc, że to ja jestem tym złym a i tak zwlaalem winę na nią, wprawialem w poczucie winy, dlaczego? Dlaczego ja jestem taka świnia? Dlaczego myślałem, że mam honor, zasady, szanuje kobiety a tak się zachowywalem? O co tutaj chodzi? Teraz od ponad pół roku, od tej rozmowy poważnej pierwszej jak zdałem sobie sprawę jak ja traktowałem, jak naprawdę zrobiłem rachunek sumienia i pierwszy raz stwierdziłem, że to ja byłem tym katem a nie ona, że to ja się zachowywlem jak śmieć w stosunku do niej i wyraziłem skruchę bardzo czuje to jak się ona czuła i jest to zrozumiałe i ciesze się w sumie, że Terac ja cierpię i codziennie płacze, że czuje, że się zmieniła, że już nie jest dla mnie tylko, że mogę ją stracić, straciłem ta pewność siebie złudną. Stała się moim odbiciem i ja to rozumiem w pełni, nie wytrzymuje nerwowo, płacze, mecze się, nie wiem co robić, jak wpłynąć, przestała mi ufać ale to wszystko rozumiem, w sumie i tak w porównaniu do tego jaki ja byłem wtedy dla niej to ona jest pikuś. Tylko niech mi ktoś powie, dlaczego ja taki byłem, dlaczego tak się zachowywalem? Po co to robiłem? Przecież ta dziewczyna mi dała tyle miłości, której nigdy nie odczułem od nikogo, pokochała bezwarunkowo, no może oprócz synka a ja tak się Zachowałem? Jakim ja jestem człowiekiem? Dlaczego jestem przesiąknięty takim szlamem do szpiku? Ja wiem, że robię coś źle ale i tak to zrobię byle zdobyć to co chce. To, że jestem uzależniony to wiem, głównie od marihuany, marihuanę chce palić i lubię i z tego rezygnować bym nie chciał, piwo i twarde, konkretnie kryształ chce wyeliminować, mówię, że niemkusze tego bo nie czuję potrzeby ale zawsze kombinuje i jest to moja pierwsza myśl. Chciałbym zrozumieć siebie, dlaczego taki jestem czy byłem, o co tutaj chodzi? Od pół roku chce iść do lekarza ale ciężko zrobić mi pierwszy krok dlatego postanowiłem tutaj napisać. To co tutaj napisałem to jest opis czasu, w którym skrzywdziłem osobę, która dała mi serce na dłoni i miłość. Ogólnie urodzenia w moim życiu jest średnio. Mama była ze mną w ciąży to tata mimo, że bardzo mnie kochał, przypalal mamie papierosy na ręce, do 9 roku życia jedyne wspomnienia pozytywne jakie mam z mamą to jak szedłem zapytać do banku czy przyszła renta i zupa szczawiowa a z tatą wyjazd na rowery zebrać właśnie szczaw na zupę. Nic więcej dobrego nie pamiętam. Pamiętam za to, że tata był mocnym alkoholikiem, że miał cugi podczas których widziałem wszystko czego nie powinienem widziec. Duszenie mamy, że wisiała w powietrzu, rzucanie talerzami, popielniczkami, wyzwiska, krzyki, wybijane szyby raz mama raz tata, dobijanie się do drzwi pijanego ojca, alkohol, krew, pamiętam jak mama tatę nożem pocięła bo by ja zabił prawdopodobnie, widzę mojego ojca jak lezy przewieszony przez wanne jak nieżywy, cały we krwi właśnie po tej akcji, pamiętam jak chyba 6 letni ja podnosiłem mojego tatę w stanie agonalnym, osikanego z ziemi i Teraz jak jestem dorosły to sobie uświadomiłem, że to było dla mnie normalne wtedy, nic takiego, nie tylko ja tak ojca zbierałem. Pamiętam jak spał w jakiejś altanie na działkach bo został wyrzucony z domu bo był w cugu i znów zadymy. Pamiętam jak mama piła, chyba z bezradności. Jak byłem u kolegi po jakiejś awanturze u mnie w domu i przyszła po mnie, totalnie pijana, że spadła ze schodów i znów musiałem podnosić. 7 letnie dziecko. Jak mój tata robił awantury to ja musiałem bronić mamę, to ja również krzyczałem, wyzywałem, panikowalem, bałem się,wariowalem, uderzyłem tatę. Mojemu tacie mogę zarzucić wszystko dosłownie ale nie mogę zarzucic mu tego, ze mnie bił albo krzyczal na mnie. Nigdy od niego nie dostałem i nigdy na mnie nie nakrzyczał. Czy pijany czy trzeźwy do mnie nigdy nic. No i jak miałem 9 lat, był 19 grudnia, awantura w domu, przyjechała po nas siostra żebyśmy święta spędzili z nią. No i tam pojechaliśmy a rano na drugi dzien obudził mnie krzyk siostry, przed oczami cały czas mam twarz mojej mamy jak ja znaleźliśmy jak nie żyje, miałem 9 lat, 4 dni przed wigilia. Rok później pojechałem do taty na długi weekend i nie miał czucia w ręce, do lekarza miał dopiero chyba właśnie po weekendzie. Poszliśmy do domu, ja na dwór, po powrocie do domu do spania i rano 10 letniego chłopaka obudzily jęki i dziwne ruchy mojego taty. Dostał wylewu prawej strony, znowu musiałem sobie radzić, biegać kombinować i co najważniejsze zrozumieć o co mu chodzi. Później wiadomo karetka szpital rehabilitacja, powoli zaczal już się ogarniać, dużo ćwiczył, zaczynał zarzucać noga, trochę ruszać reka i idąc do lekarza się wywrócił, złamał zebra i znowu karetka i szpital no i w szpitalu wykryli raka płuc i w miesiąc ten rak go wykończył. A bo jak zmarła mama to wziela mnie moja siostra do siebie bo tata nie był w stanie mnie utrzymać bo pił. No i od tamtej pory czułem się bardzo źle, wyobcowany, czułem, że jestem niżej od dwóch synów mojej siostry, wydawało mi się, że dostaje mniej jedzenia od nich, że jestem gorzej traktowany, ze mnie oceniają, nie miałem swojego miejsca a przynajmniej wtedy tak to czułem, byłem buntowniczym dzieckiem, rozrabialem dużo, sprawiałem problemy wychowawcze i zaczęli mnie przerzucać od siostry do brata i tak ciągle, najdłużej byłem u brata 3 lata chyba a tak to po kilka miesięcy tu i tu. Słyszałem tylko ciągle, że jestem nie dobry i sobie ze mną nie radzą, często było tak, że nim mnie przerzucili to słyszałem jak się sprzeczają u kogo mam być. Wybiła moja 18 i poszedłem na swoje i w sumie od tej pory, jak poczułem pieniądze, bo miałem rentę dość wysoka po tacie 2,500zl, nie musiałem pracować bo kasa co miesiąc to nie nauczyłem się pracy i do 25 roku życia najpierw było obżarstwo a pozniej marihuana, nałogowo codziennie od 19 roku życia. Pierwszy raz zapaliłem jak miałem chyba 14 lat czy 15 lat. Jak miałem 17 lat to poznałem dziewczynę, z którą mam tego mojego super synka ale związek też się rozpadł przeze mnie. Partnerka z którą aktualnie jestem na tą chwilę nad sobą nie panuje, nad nerwami, ona w tym momencie jest prowodyrem do którego nic nie dociera, zobaczyłem swoje odbicie w niej, chyba stworzyłem w niej to zło, bo nie była taka. Kocham ją, chciałbym pokochać siebie i dowiedzieć się dlaczego jestem takim człowiekiem? Jak mam sobie poradzić? Wiem o tym wszystkim złym co robiłem, wiem jakim jestem paskudnym człowiekiem, jak bardzo skrzywdziłem, obarczalem dotarło to do mnie wreszcie, że ja byłem świadomy tego wszystkiego a i tak to robiłem. Wypieralem z głowy, że to jest źle chociaż o tym wiedziałem, wiedziałem, że krzywdzę ale jakaś przyjemność podświadomie czułem chyba. Nie wiem co mam robić, czuje, że tracę grunt pod nogami, że odpływam w narkotyki, nie wiem już co było moim wyobrażeniem czy tym co chciałem zobaczyć a jakie ktoś miał na prawdę intencje, dlaczego taki jestem skoro jestem tego świadomy? Dlaczego świadomie wolę kupić jakąś używkę sobie, chociaż wydaje mi się, że jej nie potrzebuje bo często biorę na siłę, żeby poczuć wreszcie ten stan, żeby nie myśleć i sobie wyluzować, ja wiem, że boje się stawić czoła życiu na trzeźwo chyba i potrzebuje chyba endorfin sztucznych. Przeciez ja mam dom, kobietę dzieci, kurde dobre w miarę życie, jakoś sobie radzę, dlaczego jestem taki niewdzięczny i zły z premedytacją dla kogoś kto mnie kocha? Dlaczego wiem a i tak w to brnę? Może być to trochę pomieszane, jakiś wątek zaczęty inny nie skończony ale proszę o wyrozumiałość, jestem w ciężkiej świadomej sytuacji psychicznej, chciałbym więcej przekazać ale nie jestem w stanie wszystkiego opisac, niech mi ktoś pomoże..
  8. Guest

    Brak sensu życia

    Cześć , Mam na imię Monika mam 30 lat. Jestem w długoletnim związku (11lat) Związek generalnie jest związkiem szczęśliwym. Ale nie mam nigdy zadnego zaangażowania drugiej osoby. Ja zawsze byłam osobą aktywną mająca chęć wyjścia do ludzi , na rower siłownie . Od pewnego czasu nie mam na to ochoty ponieważ nie chce robić tego sama. Moja druga połówka jest domatorem . Znalazłam teraz nowa pracę kolejna ale praca ta nie sprawia mi satysfakcji . Moja pasja jest gotowanie i w tym chciałabym się realizować. Ale z uwagi na brak doświadczenia a także niskie zarobki nie mogłam podjąć pracy w tym zawodzie . Mam również problem zalkoholem dzięki niemu potrafię wstać z łóżka iść do pracy zrobić cokolwiek myśleć i działać bardziej pozytywnie . Nie potrafię rozstać się ze swoim partnerem uważam że to nie on do końca jest problemem .uważam że zmarnowałam swoje życie
  9. Dzień dobry, Od 2 tygodni jestem z kobietą, którą poznałem jakiś czas temu. Bardzo podoba mi się jej charakter, wygląd i to jaka jest, jednak czuję, że wszedłem w schemat "szukania idealnej kobiety" przez co jakakolwiek mała "wada" u obecnej mi przeszkadza gdyż dorabiam do tego cały łańcuszek głównie patrząc "jak to będzie w przyszłości i wymyślając w głowie co się wtedy stanie, lub że mogłem teraz zakończyć związek i być w przyszłości z inną bez tych problemów". Będąc w związku czuję, że coś ucieka mi obok, jakby "ta inna ścieżka życiowa" w której czułem się swobodnie flirtując z innymi bez zobowiązań z nadzieją, że trafię na jeszcze lepszy ideał. Zaproponowałem obecnej przyjaźń gdyż wszystko jest super, dogadujemy się i nie chce jej stracic ale nie widzę tego jako związek w przyszłości (może teraz jest okej ale patrząc w przyszłość wolę to rozwiązać jak najwcześniej żeby potem nie bolało bardziej) jednak powiedziała, że nie chce w ogóle kontaktu. Od kilku dni się do siebie nie odzywamy jednak bardzo mi jej brakuje mimo wszystko. Co Państwo o tym sądzą? Z góry dziękuję.
  10. Witam. Sprawa wygląda następująco. Znam pewną kobietę od 7 lat , ostatni rok był przełomowy dla mnie ponieważ zaczęliśmy się spotykać. Trwało to raptem 3/4 miesiące, po czym ona stwierdziła że nie wie czego chce , narazie tego nie chcę i nie jest na to gotowa ale wie że i tak będziemy razem. Ona ma 23 lata jest w trakcie rozwodu i 4 letnie dziecko ja 28 lat. Zaczęła stosować na mnie to że znikała i pojawiała się co jakiś czas (gdy się pojawiała to robiła za każdym razem nadzieję mówiąc że i tak będziemy razem czy że nadal nie jestem jej obojętny) i znikała bez słowa, ostatnio przestała się oddzywac. Nie odpowie na żadną zaczepkę, zablokowała mój nr telefonu (żebym nie mógł do niej dzwonić i nie jest to pierwszy raz) miałem moment w którym zapytałem jej wprost czy mam odejść czy zostać i też nie dostałem żadnej odpowiedzi. Jak się ze mną rozstała zaczęła coraz mocniej dbać o siebie( zabiegi kosmetyczne/powiększanie ust/spotkania z nowo poznanymi facetami w różnym wieku) Powiedziała mi kiedyś co jej we mnie przeszkadza i to naprawiłem żeby poprawić relacje ,lecz było dobrze tylko chwilę. (Ja wiem że to moja decyzja jak postąpię ale chcę znać zdanie innych osób) Moje pytanie jest takie: Czy widać w tym opisie to że jej totalnie na niczym nie zależy ? Czy robi to żeby mnie utrzymać obok wyrazie wu? Jak takie kolo zapasowe Próbowałem przejść to z psychoterapeutą ale za każdym razem jak miałem spotkanie to ona w tym czasie się pojawiała i wszystko znów się waliło. Dziękuję z góry za wasze wypowiedzi Pozdrawiam
  11. Cześć. Mam 25 lat jestem osobom bezrobotna od października. Nadal nie znalazłam pracy. Bardzo mi z tym ciężko. Zmuszam się do wszystkiego. Nie mam siły na nic. Mam dużo złych myśli. Codziennie zadaje sobie pytanie ci ze mną nie tak. Byłam u psychiatry i stwierdził u mnie schizofrenie paranoidalna. Boje się ludzi, boje się odzywać bo myśle ze coś złego powiem albo ze jestem nudna. Proszę o pomoc bo już nie daje rady
  12. Dzień dobry, jestem studentką 20 lat. Nie wiem dokładnie, kiedy to się zaczęło, ale gdzieś od pół roku. Każdego dnia wstaję i czuję smutek, zły nastrój. Czasami chcę mi się płakać i nie mogę powstrzymać łzy. Zaczęło mnie też mniej cieszyć to, co wcześniej pomagało ze smutkiem (oglądanie seriali i jedzenie słodyczy). Mimo to staram się dalej oglądać, żeby nie myśleć o problemach. Co to może być z tym smutkiem, czy to jest normalne? Jakie mogą być przyczyny? Jak mogę z tym sobie poradzić ?Problem 2. Mieszkam w akademiku, daleko od rodziny i ciągle tęskne, szczególnie za mamą. Tęsknota za mamą była ze mną zawsze, odkąd siebie pamiętam. Czuję niepokój, kiedy długo nie mogę się z nią skontaktować. Ciągle chcę jej pisać, ale ona prawie nigdy nie ma czasu. Nie widziałam już jej pół roku (tylko przez Skype). Wtedy piszę wszystkim, komu mogę. Czuję, że jestem bardzo przywiązana do rodziców emocjonalnie. Chcę być z nimi i żyć z nimi. Kiedy jestem w domu, też lubię przytulać rodziców. A oni zawsze się skarżą na to, że za dużo, że jestem przyssawką. Gdyby się im coś stało, nie przeżyłabym tego. Czuje, że sama, bez nich nic nie mogę. Myślę, że po prostu bardzo ich lubię. Słyszę czasem, jak inni są bardzo szczęśliwi, wyjeżdżając od rodziców i nie mogę tego zrozumieć. Wyjechałam od nich, gdy miałam 17 lat bardzo daleko (za granicę) i to było dla mnie trudnym i nieprzyjemnym doświadczeniem. Nie mogę też bez skonsultowania się z nimi przyjmować ważnych decyzji. Kiedy zrobię coś złego, popełnię jakiś błąd, to zawsze muszę się im przyznać, bo wtedy będę czuła się winna. Ale i tak nie mogę im opowiedzieć wszystkiego co mnie niepokoi. Boję się ich rozczarować, widzę, że pokładają we mnie nadzieje, a ja widzę, że nie mogę emu sprostać. Nie rozumiem siebie. Nie czuję się też dorosła. Wiem, że kiedyś, gdy byłam mała, chodziłam do przedszkola, to mama wyjeżdżała na studia, ja zostawałam z babcią, i zawsze chciałam mamy i płakałam (babcia mi opowiadała), ale nie wierzę, że to jest przyczyną, bo to było tak dawno. Czy takie odczucia, to co mam jest normalne? Jakie mogą być przyczyny? Jeżeli nie co mam w związku z tym zrobić?Problem 3. Kiedy wychodzę gdzieś sama, zawsze muszę komuś zadzwonić, bo jak idę po ulicy, to jest mi dziwnie, kiedy nie rozmawiam przez telefon, wydaje mi się wtedy, że wszyscy patrzą na mnie, a rozmową się odwracam od tego uwagę. Boję się zrobić coś , za co będę skrytykowana. Nie wiem co robić też ze wzrokiem, czy mogę patrzeć na ludzi, czy to normalne, gdy ktoś na ciebie patrzy, przechodząc obok, chociaż wiem, że nikomu nie ma do mnie żadnej sprawy. (Szczególnie się boje, gdy to jest przeciwna płeć). Czy to jest ok? Jak powinnam się zachowywać? Co zrobić, żeby nie czuć się krępująco, spacerując lub idąc gdzieś? Co robić z kontaktem wzrokowym?Będę wdzięczna za odpowiedź psychologa.
  13. Witam. Jestem 23 letnią kobietą która od dziecka zmaga się z depresją i stanami lękowymi. Jest jeszcze jeden problem, który jak się okazało ma własną nazwę - Mukofagia. Towarzyszy mi to od około 10 lat i z dnia na dzień mam tego coraz bardziej dość. Wstydzę się powiedzieć o tym lekarzowi w twarz, uważam to za coś okropnego. Czy jest jakiś sposób by walczyć z tym samemu?
  14. Witam mam na imię Kasia i mam 22 lata Jestem z Partnerem od 2 lat.Nie mamy dzieci ani ślubu. Mieszkamy od paru miesięcy razem za granicą. Jestem w strasznej rozsypce emocjonalnej bo mój partner nie panuje nad swoimi emocjami , gdy dochodzi między nami do kłótni to mnie wyzywa od "dziwek" "szmat" itd.. nawet potrafi powiedzieć że mnie zabije albo złamie mi nogę czy rękę . Problem w tym,że jak złość mija to mnie przeprasza i mówi dalej ze mnie kocha i niepotrzebnie wybuchł , wtedy ja wszystko puszczam w zapomnienie . Dodam że mam nerwice i doprowadza mnie to do bardzo silnego stresu . Chciałam wielokrotnie wrócić do Polski ale cały czas mnie coś tu zatrzymuje i nie potrafię odejść ,jestem na huśtawce emocjonalnej bo raz jest dobry i cudowny, a jak przychodzi złość to zamienia się w innego człowieka. Bardzo proszę o jakąś poradę co dalej mam robić ?
  15. Witam, mam 21 lat. Jestem żonaty od pół roku i mam cztero miesięczną córeczkę. Problem pojawił się już w gimnazjum. Problem trwa do dnia dzisiejszego, aczkolwiek nie tak intensywnie, jak do 18 roku życia. Okres podstawówki był piekłem dla moich rodziców jak i nauczycieli. Byłem grubym, złośliwym dzieciakiem który zawsze chciał być w centrum uwagi, popisywał się przed dziewczynami dręczeniem innym, kłamałem bez skrupułów byle by wyjść z sytuacji cało. Byłem i w sumie jestem wiecznie niezadowolony. Dręczyłem psychicznie i fizycznie słabszych, byłem wraz z kolegom osobom, która dręczyła całą klasę chłopaków, wyśmiewaniem, wyzywaniem, kopaniem, byle by czuć władze i być fajnym. Zawsze znalazł się ktoś mocniejszy, wtedy odczuwałem strach, ale mimo to nie dawałem tego po sobie poznać. Zawsze myślałem o sobie że nie podobam się żadnej dziewczynie ze względu że byłem dosyć gruby, głupi charakter, żyłem śmiechem ceną urazu rówieśników, przez co do czasu zawodówki nie zgadałem do żadnej dziewczyny. wszystko co napisałem, zaczęło się w czwartej klasie podstawówki, kiedy do tego czasu byłem poniżany, wyśmiewany, bity przez dosłownie każdego i potrafiłem się tylko skarżyć. Udowodniłem w czwartej klasie że potrafię sie obronić, wtedy zaczęła się moja władza, gdzie każdy sie przede mną chował z chłopaków z klasy a ja miałem jednego przyjaciela, z którym rządziłem. Jak chodziłem do klasy 1-3 przeżywałem sytuacje duszenia, wycierania twarzy o ścianę bloku. Do tego również dochodził brak szacunku od ojca, jakby mógł to zabronił by mi wszystkiego, kazał mi chudnąc, wyzywał mnie, widział tylko młodszego brata. Pamietam jak okazywał mi uczucie tylko po alkoholu, do tego stopnia że sam go prosiłem żeby wypił, w skrócie, czułem się dla niego przeszkodą. nic mi się nie udawało, grałem w piłkę w klubie, jedyny grzałem ławę na meczach i wszyscy się ze mnie śmiali. Tylko potrafiłem być kozakiem w szkole przed słabszymi a jak już do mocniejszych zadarłem to zawsze dostawałem wpierdziel i do mamy na skargę a mama do rodziców, całą winę zawałem na kogoś a sam prowokowałem. Na tym skończę, wydaje mi się że to jest kluczowe w moich obecnych problemach. Nadszedł okres gimnazjum, jako jedyny poszedłem do obcych osób z moim przyjacielem z którym trzymałem, specjalnie nas przenieśli bo się bali kontynuacji. Wtedy się uspokoiłem, stałem się grzeczny na lekcjach, poznałem „gangste” kolegów, przed którymi zacząłem udawać kogoś lepszego. Doszło do tego że wraz z moimi nowymi przyjaciółmi dla pokazu wykończyłem psychicznie mojego przyjaciela, tak o, żeby być fajnym przed nowymi kolegami i żeby nie być lamus. Kiedy udało sie mu zmienić klasę, całe zło przeszło na moja osobę. Wyśmiewanie, wyzywanie ale nie aż tak, bo po części sie mnie bali, wykorzystywali to że wtedy już nie potrafiłem sie postawić bo wiedziałem że dostanę po pysku, nawet wtedy aż do dziś, nie potrafiłbym uderzyć nikogo w twarz, w sumie zawsze sie bałem kogoś uderzyć, nigdy nikomu prosto w twarz nie dałem z pieści, jedynie w samoobronie potrafiłem rozwalić wargę łokciem koledze, czy jak zostałem zmuszony to popychałem, lekko kopałem ale konfrontacji poważnej od zawsze sie boje, nie rozumiem dlaczego. Przez cały okres gimanazjum po szkole spędzałem całe dnie przed komputerem, tylko o tym myślałem na ostatniej lekcji. Robiłem wszystko żeby pograć, generalnie do 16 roku życia żyłem praktycznie przed komputerem, poza lekcjami. Od pierwszej klasy gimnazjum miałem już kompleksy co do swojego ciała, ogólnego wyglądu, charakteru. Miałem się za zero z głupim charakterem, brzydką twarzą, brzydkim ciałem, grubasem, który tylko ma życie w internecie. w końcu przyszedł dzień pod koniec 3 gimnazjum. Skręciłem poważnie kostkę, po czym cały miesiąc spędziłem przed ps4 i komputerem. Przez miesiąc sporo przytyłem, ponad 5kg. Przyjaciele nagle odeszli, zostałem sam z sobą. Postanowiłem z dnia na dzień że sprzedaje komputer za co kupiłem modnego wtedy iPhone 7, siłownie i zacząłem ćwiczyć od poniedziałku do niedzieli utrzymując dietę niskowęglowodanową i ćwicząc codziennie po 2-3h. Przez trzy miesiące z grubasa, zmieniłem się w dosyć umięśnionego gościa, z dosyć dużymi bicepsami, idealnym tricepsem, małym brzuchem, wielką klatą i ciemnej karnacji, pięknej cery chłopakiem, który jeszcze wtedy nie był tego świadom. Nie pamiętam dokładnie, ale jakoś od końca czerwca, do dnia zakończenia szkoły nie uczęszczałem na zajęcia, już wtedy ćwicząc miesiąc. Kiedy wróciłem do szkoły na zakończenie roku wszyscy na mnie patrzyli z podziwem, dziewczyny się pchały żeby mnie wziąć do tańca, kiedy Jeszcze nie byłem świadomy że od zawsze miałem ładna twarz, ale nie umiałem dobrze o siebie zadbać przez internet. Chłopak przeciętnie ubrany, z długimi włosami, nigdy nie ułożonymi. Z telefonem za 200zł, otyły i brzydki przyszedł po 2 miesiącach z najnowszym telefonem firmy Apple, ubranym w markowe ubrania, modnie dobrane, umięśniony, chudy i z idealną, ciemną cerą. Jeszcze wtedy nie byłem świadomy że coś takiego osiągałem aż do 1 zawodówki. Wszedłem do szkoły z myślą że dalej jestem najgorszy, brzydki i tylko że mam szpan rzeczami. Nie potrafiłem w ogóle rozmawiać z dziewczynami, nawet się z nimi przywitać przez swoją samoocenę, słaby charakter i strach już wtedy przed opinią wszystkich. Kiedy się dowiedziałem że jestem top1 najprzystojniejszy chłopak z całej klasy to byłem w szoku. Każda dziewczyna z klasy patrzyła na mnie jak w obrazek. Zauroczyłem sie wtedy w dziewczynie która była fejmem, myślałem ze nie mam szans, była wtedy w związku z przystojnym, bardzo popularnym chłopakiem a mimo to, poznała mnie i z powodu mojego wyglądu zauroczyła sie wr mnie do tego stopnia, że rzuciła swojego chłopaka, z którym była 2 lata i to on jej dał popularność. Kiedy poznała mój słaby charakter to po dwóch tygodniach się domyśliła, wcześniej twierdząc że mnie nauczy komunikacji. Ja nie rozmawiałem z żadna dziewczyna tak blisko jak z nią, proszę sobie wyobrazić jaki zawstydzony byłem w każdym zdaniu, po tygodniu jej wypowiedziałem słowa „kocham cię” nie świadomy jak poważne słowa wypowiedziałem. Rozstaliśmy sie, będąc nadal w jednym towarzystwie. Cierpiałem przez to pół roku, robiłem wszystko żeby do mnie wróciła, jeździłem na przystanku po jej praktykach, kupowałem kwiaty i słodycze ale mój słaby charakter przegrał wszystko. po tym wszystkim w końcu zmieniłem towarzystwo, tam poznałem dziewczynę, która zakochała się przede wszystkim w tym co mam środku i że nie jestem jak każdy, że mam w sobie to coś. Chodziła ze mną do klasy, jeszcze wtedy nie zwracałem na nią uwagi, a ona od początku po cichu się we mnie podkochiwała, ale na wszelki sposób, nie potrafiła tego po sobie poznać. Aż w końcu poznałem jej charakter i bezgranicznie się w niej zakochałem a miłość trwa do dziś, ale ja już zmieniłem się w potrwa, o tym napisze już w innym temacie. Razem z nią, bez świadomości o ryzyku, przed wyznaniem miłości weszliśmy w kontakt z narkotykami. Ja od początku mówiłem że chce spróbować amfy, bo z tego co czytałem, dała by mi to, czego mi brakuje w moim niedowartościowanymi życiu. Tak się stało, pierwsze zażycie okazało się najlepszym uczuciem w moim życiu, nagle potrafiłem normalnie rozmawiać z ludźmi, nie bać się na ulicy, rozmawiać tak bardzo logicznie że niektórzy nie rozumieli jak z dnia na dzień mogłem tak zmądrzeć. Zażywałem wtedy przez 2 miesiące amfe, po czym odwzajemniłem miłość do mojej żony, rzuciliśmy z dnia na dzień, bez żadnego problemu, zaczęliśmy żyć pierwsza miłością, motylami w brzuch aż w końcu pierwszy etap miłości się skończył i zaczęły się nuuudy. Wszedł alkohol co weekend, przez 2 lata, upijanie się, żeby funkcjonować społecznie i mieć kolegów. Straciłem wszystkich, bo w końcu okazało się że to tylko kumple do picia. Wróciłem znowu do amfy, tym razem przez 5 miesięcy zażywania amfy co weekend przez 3 miesiące trwania a przez ostatnie dwa co 2-3dni z ciągami bez snu, nawet 3 dniowym. Zawsze byłem ten co wymiękał już psychicznie przy drugiej dobie nie spania i wtedy dziwiłem się że ja zachowuje normalność a każdy dookoła jest na wielkiej fazie. Nigdy nic po tym sobie nie wkręcałem, zawsze starałem się zachować normalność, żeby nikt mnie nie rozpoznał w pracy czy z osób z miejsca zamieszkania. Twierdziłem ze moi znajomi mają coś nie tak z głowa, ze potrafią się tak nakręcać w głowie. Tak naprawdę ile bym nie zażył to nigdy mną nie miotało, potrafiłbym nawet pod wpływem leżeć w spokoju, w bezruchu i myśleć. Wtedy już nie działało to na mnie jak na początku, pobudzenie z lekką euforią w tle, przez jakiś czas i zachowanie czystej świadomości. Nigdy nikt się po mnie nie skapnął. Po tych 5 miesiącach wyjechałem za granice. Rzuciłem znowu z dnia na dzień, tym razem zastępując to marihuaną w której nigdy nic nie widziałem aż do czasu zapalenia „tej prawdziwej” i tak od roku już pale dzień w dzień z dwoma przerwami tygodniowymi i teraz już półtora tygodnia nie pale, zrozumiałem ze coś jest ze mną nie tak, dosłownie, ale nie potrafię zrozumieć przez co dokładnie i dlaczego. Przechodząc do sedna, mój stan psychiczny na dzień dzisiejszy: lęk społeczny w porównaniu do tego, co pisałem wyżej poprawił się bardzo. Wydaje mi się, że najwiecej nauczyła mnie praca z ludźmi od 3 lat. Kiedyś byłem słabym pracownikiem, dzisiaj jestem jednym z najlepszych, uważanym za poukładanego, dobrego, odpowiedzialnego, dojrzałego, miłego i pomocnego człowieka. Nie wiem czy udaje, ale jak wracam do domu to jestem całkowitym przeciwieństwem, to też w dziale o związku. co 3-4 tygodnie zażywam amfe, zawsze kiedy zażyje, czuje się normalny. uspokaja mnie to, zaczynam „trzeźwo myśleć” jak mam problem ze skupieniem (też od zawsze) tak wszystko potrafię dobrze przemyśleć i wymyślić. W skrócie, zmieniam się w kogoś, kim chciałbym być. Mądrego, bez lęków, bez problemu z wypowiadaniem się. Myśle co mówię w przeciwieństwie do trzeźwości i pod wpływem trawki. Nie zapominam się, dopóki jestem pod wpływem to wszystko dokładnie pamietam. Nie stresuje się, gdzie ten stres doskwiera mi na codzień a przede wszystkim pozbywam się kompleksów, gdzie już nie są tak intensywne, ale nie potrafię się rozebrać przed swoją żoną i mam wyższa samoocenę ogólnie. Przez to Wszystko, wydaje mi się że cały ból przekładam wyzywając się na mojej żonie. Nie chce już specjalnie jej docinać, próbować ją zmieniać na swoje upodobania, niszczyć psychicznie Za to ze kiedyś byłem słaby a dziś jestem o wiele silniejszy i to teraz ja czuje sie tym nr 1 w związku, jestem pewny siebie. Ja na miejscu mojej żony już dawno bym odszedł z takiego związku. Żyjemy tylko Kłótniami, tylko przez to że ona skonczyla z wszelakimi używkami a ja dalej w tym tkwię a ona mi zabrania. Padają takie słowa że później jak sobie przypominam to chwytam się za głowę, a robie to tylko po to, żeby mieć z tego satysfakcję, że ja potrafię tak wkurzyć a kiedyś nie potrafiłem. Dodam jeszcze że dziadek zawsze dręczył babcie fizycznie i psychicznie, rodzice twierdzą ze mam To po nim a sam mnie uczył za dziecka jak dopierdzielić i nie szanować babci. Jeszcze wiele bym napisał, ale nie wierze że ktoś to do końca przeczyta. BŁAGAM O POMOC bo już nie potrafię ze sobą żyć, nienawidzę siebie i uciekam w używki, marihuanę żeby o tym jie myśleć a amfe żeby czuć się kimś kim chciałbym być. skupienie leży, pamięć krótkotrwała leży, koncentracja leży, uczucia i emocje leżą. nie raz chciałem iść do psychiatry ale nie potrafiłbym mu tego powiedzieć, nawet sobie nie wyobrażam rozmowy w cztery oczy z obcą osoba, o swoich najskrytszych problemach, nie potrafiłbym złożyć nawet sensownego zdania, chyba żebym poszedł pod wpływem amfy. Wole napisać anonimowo, w tym zawsze byłem odwazny, w internecie. Nie ufam nikomu, w podstawówce chodziłem do psychologa, który później powiedział wszystko swojemu mężowi (nauczyciel wf) a ten wyśmiał mnie z moich problemów przy całej klasie. I tak wtedy kłamałem psychologa i robiłem z siebie niewiniątko aż w końcu teraz mam za swoje złe czyny nauczkę. dodam jeszcze ze mam napady agresji jak nie zapale, byle co mnie irytuje ale tylko i wyłącznie jak czuje swobodę, czyli w domu. Jakby się wyzywam za to co mnie stresuje w pracy ale nie jestem tego jakby świadom, sam nie wiem. Nie radzę już sobie z tym. Wydaje mi się ze to trawka, nie czuje żadnej zmiany po tych półtora tygodnia a raczej bym powiedział że jest tylko gorzej. czy ja mam jakieś adhd czy add od dziecka? To by wyjaśniało działanie fety na mnie.
  16. Mam przyjaciółkę, przyjaźnimy się bardzo blisko od około pół roku. Wcześniej znałyśmy się tak ,,na cześć". Ona ma swoją grupę przyjaciół, ja swoją. Ufam jej bardzo i zwracam się z moimi problemami. Jednak czuję pewien rodzaj uzależnienia. Jestem bardzo zazdrosna jak spotyka się z kimś innym, jest aktywna w social mediach, a mi nie odpisuje. Mam wrażenie, że mnie zlewa i powierza moje sekrety innym osobom. Lecz to uczucie, nie fakt. Co mogę zrobić? Zależy mi na tej osobie. Nie chcę wprowadzać toksyczności. Ciężko mi czasem wykonywać codzienne czynności, gdyż myślę nadmiernie, co robię źle. Proszę o pomoc.
  17. Jakub93

    Brak motywacji

    Kuba.29.Nie potrafię zmotywować się do konstruktywnego działania, jestem ogarnięty negatywnymi destrukcyjnymi myślami , nie potrafię sobie poradzić z samotnością, czuję lęk, niepewność , zagubienie , brak wiary w siebie i swoje możliwości, zero pozytywnego myślenia .
  18. Witam , jestem Asia. Mam problem zawsze bylam nerwowa ale ostatni czas jest straszny, rzucam wszystkim bije z pięści w ścianę, ostatnio kilka razy nawwt podnioslam reke na swoją dziewczyne z ktora jestem dwa lata. Po takich wybuchach agresji czesto nawet nie pamietam dokladnie co sie dzialo, czasami idac ulica cos mnie zdenerwuje to mam ochote rzucic sie na wszystkich ludzi i ich pobic , nie mam pojecia czemu tak sie dzieje dodam ze bylam uzależniona od amfetaminy ale z tego nalogu wyszlam rok minal jak jestem czysta ale tez regularnie pale marihuanę. Nie moge sobie poradzic nie wiem czemu takie wybuchy agresji mam w sobie. Bardzo kocham moja dziewczynę i chcialabym byc dobra dla niej i nie krzywdzic jej . A ja jestem chorobliwie zazdrosna , robie awantury o nic próbuje wmawiać jej rozne dziwne rzeczy ze cos robi a.ukrywa to przede mna . Czuje ze ten problem jest u mnie w glowie i cos.sie dzieje ze tak sie zachowuje .. nigdy nie bylam jeszcze tak przerażona swoim zachowaniem naprawde strasznie sie zachowuje jak taki atak dostane
  19. Witam. Jestem samotnym mężczyzna w wieku 23 lat. Od stracenia zapustów z gier jestem jakiś dziwny. Jestem uzaloziony od kobiet. Nie mogę se poradzić w życiu bez kobiety nigdy jej nie miałem przy swoim boku pragnę jej nie jestem jakiś jeb.... Tylko normalny jestem prawiczkiem i nigdy się nie całowałem z kobieta. Już dość mam szukania dziewczyny kobiety mojego życia bo mi się nic nie udaje żadna mnie nie chce jeśli jest jakaś kobieta która chce sprowac a jeśli się uda stworzyć coś to proszę na priv. Nie mogę też patrzeć na płeć męska ale reszta to na priv.
  20. Witam. Mam 24 lata, jestem mamą 2 letniej córeczki. W związku od 5 lat. Zawsze myślałam, że jesteśmy sobie przeznaczeni.. niestety po porodzie moje hormony mocno buzowały.. nie rozumiał tego.. "zmieniłaś się, nie jesteś taka jak kiedyś". Fakt.. byłam zaborcza i sama się dziwię, se pewne rzeczy robiłam. Opryskliwa, niemiła... W tym momencie pracuję nad sobą mocno, wyciszam się.. ALE. Codziennie słyszę wyzwiska.. codziennie słyszę, że niszczę mu życie.. tylko dlatego, że jestem przeciwna temu, że gra bez opamiętania. Wyrzuca codziennie brudy z przeszłości.. zaczęłam w to wierzyć. Ciągle go przepraszam.. jestem w momencie życia, w którym kompletnie nie wiem jak się zachować.. oboje mamy wady. Ale nie mogę żyć słysząc codziennie że niszczę komuś życie.. czasami bez powodu, czasami jak zadam niewygodne pytanie typu "czy możesz odkładać spodnie na swoje miejsce?" . Robi ze mnie chorą wariatkę... To jest toksyczne. Jak z tego wyjść.. mamy w tym roku ślub a ja boję się że to już jakaś depresja.. rezygnuje z własnych potrzeb i swojego zdania, żeby tylko było dobrze...
  21. Witam, mam 28 lat, od 3 lat mieszkam za granicą Polski. Wyjechałam zobaczyć jakie jest życie poza naszym krajem. Problem w tym że od 20 roku życia mam problem z alkoholem który strasznie mnie dobija oprócz narastających problemów poza granicami mojego kraju nawet po tak krótkim czasie.. Mam wiele nałogów ale alkohol i niechęć do życia jest moim głównym problemem. Sama widzę w sobie zmianę, ciągłe nerwy, wszędzie dla mnie jest problem oraz codzienna chęć kupienia alkoholu który mnie uspokaja.. Dodatkowo czuje ze nie jestem w odpowiednim związku pomimo 10 lat czuje się od pewnego czasu męczona psychicznie w napadach złości mojego chłopaka. Szukam pomocy dopóki jestem świadoma swoich złych decyzji i problemu w takim wieku. Myślę że przez alkohol popełniłam wiele błędów i nie potrafię zająć się codziennymi obowiązkami ( choć jestem dbająca o swój wizerunek kobietą). Na dodatek mam wrażenie że mój partner wykańcza mnie psychicznie jednocześnie dając mi codzień co chce ale ma napady furii.. Proszę o pomoc bo niedługo źle się to dla mnie może skończyć..
  22. Witam. Piszę na forum pierwszy raz, ponieważ nie mogę poradzić sobie z tym problemem, potrzebuję trzeźwej rady… Mianowicie, jesteśmy z mężem 2 lata po ślubie, mamy 2 letniego synka, mąż jak mały się urodził dużo przy nim pomagał, zajmował się, spędzaliśmy we trójkę czas, kłótnie się zdarzały, wtedy tez trwał jego problem z alkoholem, który przeszliśmy i zaczęło się wszystko powoli układać. Mąż sprzedał działkę, dostał pieniądze i wyremontowaliśmy sobie mieszkanie w domu jednorodzinnym u mojego taty, podczas tego remontu mieliśmy wypadek samochodem, mąż się załamał i zaczął dużo pić, próbowałam go pocieszać, starałam się pomóc i go zrozumieć, mimo że miałam już naprawdę dość a jeszcze na głowie remont i dziecko… Zaczęło się ciągle spotykanie i wychodzenie z kolegami, zaczął wracać pijany, źle nastawiony do mnie, mąż gdy napije się szczególnie wódki nie jest sobą, zupełnie inna osoba, głos nawet ma inny niż normalnie.. Myślałam, że dam radę, że mu pomogę on z tego wyjdzie, pomogła mi teściowa, bo sama bałam się z nim przebywać po pijaku… Dużo opowiadałam teściowej, bo liczyłam że jakoś mi pomoże, ale po jakimś czasie już i ona nie wiedziała jak z nim rozmawiać… Mąż kupił drugi samochód, pojechaliśmy na zaszycie bo teściowa tak dobrze doradzała, było wszystko super po tym czasie, zaczął pomagać sprzątać po remoncie, meble składał, z dzieckiem znowu się bawił, dopóki nie pojechał z kolegą gdzieś i wrócił pijany bo koledzy mu mówili, że ktoś dwa razy przepił wszywkę i on też musiał spróbować… Obiecywał, że nie będzie pił, znalazł pracę, pracował miesiąc. Później siedział w domu, znalazł kolejną pracę ale zaczęły się problemy z samochodem, jego starszy brat jest mechanikiem i jeździł do niego, ale jego brat mieszka od nas 70km. Samochód był zrobiony, wszystko było dobrze. Zawieźliśmy jego kolegę 400km na jakaś rozprawę, a za tydzień samochód się popsuł, okazało się ze trzeba wymienić silnik, brat pomógł. Odebraliśmy samochód, może tydzień pojeździliśmy, gdy mąż został poproszony przez kolegę, żeby gdzies z nim pojechać, mąż mnie oszukał, że jedzie do sklepu po coś, wrócił z kolegą i był dziwny czuć było że coś wypił ale myślałam że skoro kieruje samochodem jest trzeźwy. Mąż pojechał pomagać i miał wrócić koło 1, cały czas pisaliśmy… obudziłam się koło 3, męża nie ma, telefon z policji, ze mąż jest na komisariacie. Co się okazało, pojechał z kolegami ja jakiegoś grilla, wsiadł do samochodu z kimś kogoś odwieźć, i ten ktoś wjechał naszym samochodem do rowu… znowu brat mechanik i drugi starszy brat pomogli… Mąż pił cały czas znowu bo się załamał, stracił pracę. Jakiś znajomy załatwił mu pracę w śmieciach, mąż był zadowolony, a po miesiącu wracał codziennie pijany stamtąd, bo wszędzie znajomi i koledzy…. Któregoś dnia pojechałam do swojej mamy z synkiem, gdy wróciłam mąż dzwonił że do pracy jedzie z jakimś kolegą z roboty, uwierzyłam, miał mieć druga zmianę wtedy. Gdy zadzwoniłam koło 16 do niego miał pijany głos… Koło 18 przejrzałam jego laptopa, zauważyłam rozmowę z 17 letnim narkomanem, że się umawiali… coś mnie tknęło i poszłam 2km w stronę domu tego gnoja, mój mąż pijany z tym gówniarzem na przystanku siedzieli… Poszliśmy do domu, awantury były prawie codziennie, co chwila był pijany, poniżał mnie, straszne rzeczy mówił, przez co ja się bardzo załamałam i straciłam dobrą samoocenę .. Zerwał kontakt z tym gnojem zablokował go wszędzie, za parę miesięcy wyszło ze 17 latek tak się naćpał że wylądował w szpitalu psychiatryku i na wszystkich doniósł na policję, mąż się wystraszył i zerwał całkiem kontakty z nim. Do czasu, aż w sobotę nie zobaczyłam ze do niego pisze, zaczęła się kłótnia z tego, ja zareagowałam tak że zaczęłam płakała, trzęsłam się z nerwów… On się uniósł przez to przez moją reakcję, że jestem nienormalna bo tak reaguje, że nie będę mu rozkazywać, gdy powiedziałam, ze ma zerwać kontakt z nim… Problem tkwi w tym, że gdy zobaczyłam, że on pisze z tym dzieciakiem to znowu moja nieufność i podejrzliwość wzrosła. Mąż wychodzi do pracy a ja milion myśli, czy na pewno do pracy a nie spotkać się z nim, czy znowu nie będzie tego horroru co przeżyłam w lato z mężem.. nie wiem co robić, mąż gada o terapii ale tylko na gadaniu się kończy, nie próbuje ze mną szukać terapii czy psychiatry,rozmawiałam z dwiema szwagierkami i jego jednym bratem o tym, ale oni tez są bezradni, brat mu coś powie a on i tak ma w dupie… nie wiem co robić, wiem że najłatwiej byłoby się rozstać i niech on robi co chce, ale niestety to nie jest takie proste, nie mam pracy, bo zaszłam w ciąże kończąc szkole, zdałam egzamin czeladniczy na fryzjera i jak dziecko się urodziło nie miałam możliwości podjęcia pracy. Mąż jedynie pracuje, i twierdzi ze potrafi się ogarnąć, ale to wszystko przeze mnie. Nie wiem, jakis błąd na pewno popełniłam, ale jego wychodzenie do takich właśnie narkomanów i picie zabiło we mnie wszystko. Jestem ciągle rozdrażniona, od dwóch dni nawet nie mogę spać, mimo ze jestem zmęczona naprawdę mocno, kładę się i nic… Proszę o jakąś sensowną radę, która da mi do myślenia.
  23. Dzień dobry wszystkim! Mam problem, którego nie potrafię przeskoczyć. Sprawa wyglada tak, że mam duże długi między innymi przez obrcnefo partnera z którym musielismy sobie radzić w czasie kryzysu no i jak zawsze konsekwencje spadły na mnie i jestem zmuszona sprzedać mieszkanie w rodzinnej miejscowości aby to pokryć ale tam mieszka moja mama, ktora sama zaproponowała takie rozwiązanie. Chce ją zabrac do siebie do Warszawy i rozmawiałam o tym niejednokrotnie z partnerem i się bardzo cieszył. Zaprosilam mamę na święta i widze ze powstaje duży problem bo on się wycofał i zaczyna wyrzucać mi rozne rzeczy i wyraźnie zaczyna mu przeszkadzać moja mama, a bo wyjdzie na balkon zapalić to krzyczy żeby nie wychodzila bo się rozchoruje - a wychodzi ubrana jak na dwór - i zarazi Nas... Albo ze pozmywa po Nas bo chce sie czuc potrzebna. Chcialam dodać ze nie wtrąca się w nasze życie i "nie daje dobrych rad", zajmuje sie sama sobą i a to coś obejrzy a to poczyta czy robi na szydełku. Nie wiem co mam zrobic ale ciężko mi jest to wszytsko pojąć bo on w tym momencie nie pracuje i mamy jedną wypłatę i dodatkowo jest uzależniony od marihuany. Jego matka pomaga mu tylko w postaci przelewu na konto a żadnej rozmowy czy wsparcia nie ma a ja nie mogę brać za to wszytsko odpowiedzialności. Rozmawiałam z Nią o tym ale nic nie dociera, bo jak twierdzi nie wie co zrobić. Chciałabym żeby mamusia mieszkała ze mna bo chce jej pomoc i mimo, ze to już starsza osoba to dogaduje sie z Nią bez problemu i po prostu tęsknię. Nie jest idealna jak każdy z Nas ale wszytsko da się doszlifować i dojsc do jakiegoś konsensusu. Coraz częściej myślę o tym zeby sie odciac bo to zbyt wiele poświęceń dla obcej osoby z która prawdopodobnie nie ma przyszłości a ja się poświęcam jakbyśmy wiedzieli ze to na zawsze i do końca. Wiem ze mnie kocha i jestem dla Niego bardzo wazna ale chyba musze skonczyc z takimi poświęceniami. Prosze o jakieś obiektywne opinie bo czuje ze wariuje i nie wiem co jest dobre a co złe.
  24. Problem nadużywania i uzależnienia od alkoholu zyskał w Polsce rangę choroby społecznej. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny liczba uzależnionych osób w Polsce to około 600 tysięcy i mówimy tu o osobach zdiagnozowanych czyli takich, które były badane pod tym kątem przez specjalistów. Osób uznawanych za pijące szkodliwie szacuje się w naszym kraju na 2 miliony. Uzależnienie od alkoholu jest chorobą, przewlekłą, nieuleczalną i śmiertelną o ile pacjent nie zaprzestanie picia. Jak każda choroba uzależnienie od alkoholu wpływa destrukcyjnie na życie chorego ale także na funkcjonowanie jego bliskich. Jeśli chodzi o osobę uzależnioną i czynnie pijącą doświadcza ona negatywnych skutków picia alkoholu w wielu obszarach. Pierwszy z nich to zdrowie somatyczne i psychiczne. Trzeba pamiętać, że alkohol jest substancją chemiczną, toksyczną i psychoaktywną czyli wpływa negatywnie na pamięć, percepcję, zaburza zdolność logicznego myślenia, a co za tym idzie wypowiedzi. Osoby nieuzależnione mogą tego doświadczać przy wypiciu większej dawki alkoholu. Tak zwany „rausz” to też wynik toksycznego działania alkoholu na nasz mózg. Przy długotrwałym spożyciu alkohol prowadzi do organicznych uszkodzeń mózgu, co oznacza, że zmiany w nim zachodzące są nieodwracalne. Nagłe zaprzestanie picia alkoholu wywołuje objawy odstawienne, które u osób pijących sporadycznie kończą się na tak zwanym „kacu”, ale u osób uzależnionych mogą pojawić się groźne nawet dla życia powikłania. Należą do nich np. drgawkowe napady abstynencyjne zwane potocznie padaczką poalkoholową. Pacjenci wymagają wówczas bezwzględnej hospitalizacji podobnie jak w przypadkach paranoi, majaczeń czy halucynozy wywołanej spożyciem alkoholu. Picie alkoholu może prowadzić do depresji, stanów lękowych czy prób samobójczych. Jak pokazują raporty policyjne od wielu lat, rok po roku w Polsce ponad 3 i pół tysiąca osób dokonuje samobójstwa będąc pod wpływem alkoholu. Alkoholizm może być także przyczyną wielu innych groźnych chorób takich jak: nowotwory układu pokarmowego, cukrzyca, marskość wątroby, encefalopatia wątrobowa, polineuropatia, szkorbut, nadciśnienie tętnicze, migotanie przedsionków, choroba wieńcowa i być przyczyną zawału. Kolejne obszary problemów wywołanych piciem alkoholu dotykają wszystkich obszarów funkcjonowania społecznego chorego. Alkoholicy nierzadko mają problemy z prawem. Do najczęstszych przyczyn należy prowadzenie pojazdu pod wpływem alkoholu ale także agresja i przemoc. Jak podają statystyki policyjne około 30% sprawców przestępstw, w tym ciężkich było pod wpływem alkoholu. Picie alkoholu wpływa negatywnie na relacje rodzinne oraz prowadzi do izolacji społecznej osoby uzależnionej. Bardzo częste są przypadki utraty pracy, statusu społecznego i zainteresowań. Alkoholizm to niestety prosta droga do bezdomności. Degradacja życia osoby uzależnionej jest powolna i długotrwała więc przez wiele lat może pozostać niezauważona lub bagatelizowana. To powoduje, że do poradni terapii uzależnień zgłaszają się osoby w bardzo rozwiniętej fazie uzależnienia i z wieloma trudnymi konsekwencjami. Alkoholicy nie żyją w próżni więc ich zachowanie wywiera ogromne, negatywne skutki na życie całej rodziny. Bliscy osoby uzależnionej odczuwają pogorszenie relacji w rodzinie w związku z czym rodzina nie spełnia swoich funkcji rozwojowych, opiekuńczych i wychowawczych. Bardzo często za tym idzie pogorszenie sytuacji materialnej rodziny i wykluczenie społeczne. U partnerów i partnerek alkoholików może dojść do rozwoju współuzależnienia, a przez to trudności w zerwaniu destrukcyjnego związku. Prowadzi to do pojawienia się depresji, nerwic i innych zaburzeń psychosomatycznych u osób współuzależnionych. Picie alkoholu i częsta przy tym przemoc domowa nie pozostaje bez wpływu na dzieci. Wytwarzają one różne schematy zachowania obronnego, które niekorzystnie odbija się potem na ich dalszym życiu. Zjawisko znane jest jako syndrom DDA (Dzieci Dorosłych Alkoholików). Dzieci z rodzin z problemem alkoholowym cierpią na problemy rozwojowe, emocjonalne i związane z funkcjonowaniem społecznym. Nie można zapomnieć o wpływie toksyny jaką jest alkohol na rozwijający się płód. Dzieci matek, które piły alkohol będąc w ciąży, cierpią na alkoholowy zespół płodowy, który prowadzi do upośledzenia umysłowego i problemów rozwojowych. W najbardziej zaawansowanych przypadkach te osoby nie są w stanie same funkcjonować. Jak widać uzależnienie od alkoholu to wielowarstwowy problem. Uzależnienia nie sposób wyleczyć, można natomiast z osobistym zaangażowaniem osoby uzależnionej pomóc jej tę chorobę powstrzymać. Niezbędnym warunkiem jest motywacja własna, aktywny udział i zaangażowanie pacjenta w proces trzeźwienia. Na terapię uzależnienia składa się wiele etapów. Począwszy od detoksykacji, przez terapię w ośrodku stacjonarnym lub w poradni leczenia uzależnień oraz uczestnictwo w grupach samopomocowych. Leczenie w ramach ośrodków i poradni trwa minimum 2 lata i podzielone jest na dwa etapy: podstawowy i pogłębiony. Głównym elementem terapii podstawowej uzależnienia jest wyuczenie nowych, zdrowych modeli zachowania potrzebnych do utrzymywania abstynencji. Terapia pogłębiona osób uzależnionych polega zaś na rozwoju umiejętności radzenia sobie bez alkoholu, ze stresem, poczuciem odrzucenia, krzywdą, nieśmiałością, nudą czy innymi emocjami. Pacjent może zatrzymać chorobę jeśli będzie wprowadzał i stosował codziennie zmiany zachowania w praktyce, bezwzględnie utrzymując przy tym trzeźwość. W Polsce osoby uzależnione mogą korzystać z blisko 800 ośrodków leczenia i terapia dla nich oraz ich rodzin jest darmowa. W placówkach pracują lekarze oraz terapeuci specjalizujący się w leczeniu uzależnień i pomocy osobom współuzależnionym i syndromem DDA. Pomoc można uzyskać również on-line np. na platformie OcalSiebie.
×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.