Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'uzależnienie'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 64 wyników

  1. Dzień dobry. Dzisiaj odebrałam telefon od członka rodziny z prośbą o dużą pożyczkę. Ta osoba już ma opóźnienie kilka dni ze spłatą i nie śpi po nocach ze strachu przed komornikiem. Osoba ta uzależniona jest od hazardu. Kompletnie nie wiem co zrobić bo mam pieniądze, ale chciałabym ją skłonić do terapii. Wiem, że samo pożyczenie pieniędzy nic nie pomoże (ta osoba boryka się z hazardem przynajmniej od 10 lat). Chciałam się skonsultować na infolinii dla osób uzależnionych co zrobić, ale numer nie działa. Moje pytanie brzmi czy jest sens pożyczać pieniądze pod warunkiem leczenia? A jeśli leczenie to co zaproponować takiej osobie? Ośrodek raczej nie wchodzi w grę, bo ta osoba jest jedynym żywicielem rodziny, ma malutkie dzieci i musi pracować. Dziękuję za pomoc
  2. Witam, mam 33 lata od niecałych 2 lat zamieszkałam z chłopakiem. Pół roku walczyłam z nim o jego gre ps4, potrafił grać po pracy, wieczorami a nawet całą noc. Postawiłam ultimatum gra albo Ja. Sprzedał gre. Problem jednak się pojawił, on nie sypiał. Całą noc oglądał tv z telefonem w ręku ale potrafił iść do pracy i jakoś funkcjonować co dla mnie jest niezrozumiałe. Zdarzało mu się zasnąć wiadomo organizm się zbuntował. Czy to jest chorobą? Jakieś uzależnienie? Doradzałam by wybrał się do lekarza, czy jakieś tabletki na sen, bez efektu. Problemy zaczęły się nawarstwiać, nie potrafił się utrzymać ile można pożyczać od dziewczyny pieniądze na codzienność, nieradzi sobie z oszczędnościami, ukrył przede mną fakt że pożyczył w banku 10 tys. zł, nie wiem na co i po co. Pytam na co i wymieniam na gry, hazart, jakieś używki by nie spać? Nie wiem nie chce oczywiście ze mną na ten temat rozmawiać. Odeszłam od niego, nie wytrzymałam kłamstw i braku zaufania w związku. Prosi mnie o szanse ze sie zmieni ale efektów zmiany nie widać, nie ma szczerej rozmowy, nie udał się nigdzie by sobie pomóc. Siedzi w domu i rozpacza. Wypisuje sms że jak wrócę to pokaże mi swoją zmianę, że zmieni się w lepszego "ogarniętego" człowieka bo wie, że był idiota i wie kogo stracił. Boję się mu zaufać. Myślę każdego dnia czy wybaczyć i pomoc, czy nie będę żałowała swojej decyzji bo mimo wszystko kocham. Nie radzę sobie już sama z tym wszystkim Pisze o jaką poradę od specjalisty, wszyscy moim bliscy odradzają mi powrotu, ale nie są na moim miejscu. To jest walka między sercem a rozumem.
  3. jak poradzic sobie z pornografia i masturbacja.zazywanie lekow konczy sie za kilka tygodni.co dalej?nie pracuje nie mam pieniedzy na cokolwiek.nie mam pomyslu na zycie.
  4. Cześć. Zastanawiam się nad jednym faktem , może to wyda Wam się dziwne ale nurtuje mnie pewna kwestia i bardzo liczyłabym na pomoc. Otóż jestem z partnerem 1,5 roku ,jest ode mnie 12 lat starszy. Chociaż mentalnie zachowuje się jak nastolatek. Mam 22 lata jest moim pierwszym partnerem. Zauważyłam ,ze na instagramie obserwuje dziewczyny które są skąpo ubrane , wyginają się przed lustrem i maja strasznie wyzywające pozycje i stroje. Mówi,ze się przebierają za cosplayer i to stroje mu się podobają a nie one. Chociaż większość pozuje tylko i wyłącznie z bielizna , rzadko która jest przebrana za kogoś, czytałam o tym. Dla mnie to ewidentnie oglądanie zdjęć pornograficznych gdzie dziewczyna pozuje kuso w bieliźnie lub bez i wygina się na wszelkie sposoby do lustra. Weszłam na jedną nawet i wyświetlił mi się jej Twitter ( kręciła filmiki porno) strasznie mnie to wstrząsnęło i czuje się jakoś mniej atrakcyjna. Czuje się po prostu dziwnie . W ogóle niedowartościowana ,brzydka itp. Kochamy się w sumie kiedy on ma ochotę. Czuje się z tym bardzo złe . Jestem zadbana osoba,szczupła , ćwiczę , zdrowo się odżywiam a ostatnio przy nim i chyba bardziej przez to co zobaczyłam czuje się strasznie. Mam się czego obawiać ? Czy to moje wymysły ? Czy to raczej normalne ? Czuje,ze mu nie wystarczam i musi przeglądać „gołe dziewczyny” i przez to czuje się zle sama ze sobą i nawet nie mam ochoty się z nim kochać. Proszę doradźcie mi coś, dzięki!
  5. Dzień Dobry Jak uwolnić się od emocjonalnego uzależnia od partnera ? Nie mam pojęcia dlaczego to siedzi w głowie. Nie ma żadnych przesłanek że strony partnera o zdradzie itp. a ja mam w sobie emocje które niszczą mnie i nie pozwalają funkcjonować . Każde polubienie innej kobiety na portalach społecznościowych doprowadza mnie do szału , z tym że moich zdjęć nie lubi. Kiedyś podczas kłótni zdarzyła się sytuacja ze mną szarpał. Próbuje mnie ustawić pod swoje hierarchię ( teraz to zauważam ) i czy to może być jeden z powodów przez który nie mogę być sobą i próbując dopasować się do jego oczekiwań wzrasta u mnie frustracja ? Nie wiem dlaczego oczekuje od niego żeby bardziej się angażował. Czy na tyle straciłam szacunek do siebie żeby tego nie zakończyć ? I te emocje próbują mi w tym pomóc ? Dodam jeszcze że bardzo uzależniam swoje poczucie humoru od niego . Nie wiem dlaczego tak się dzieje , nie chce żeby tak było ale w głowie rozgrywa się totalne piekło w tej kwestii ...
  6. Witam, jestem mężczyzną i mam 29 lat. Jestem singlem(nie z wyboru). Pracuję za granicą. Wszystko zaczęło się w liceum. Każdego dnia przed pójściem do szkoły odczuwałem lęk przed interakcją z innymi nastolatkami w szkole(szczególnie dziewczyn). Zawaliłem przez to naukę. Nigdy nic nie planowałem, bo perspektywa powtarzania tego samego na studiach ,a potem w pracy była dla mnie przerażająca. Pomimo tego udało mi się dotrzeć na studia(tylko dzięki mojemu koledze z podstawówki, który był jakby murem pomiędzy mną a innymi), które też zawaliłem. I tak trwając w swoim lękliwym usposobieniu lata mijały mi na spaniu całymi dniami , a w nocy spożywaniu sporych ilości alkoholu(i nie tylko) z kolegami z osiedla. Uzależniłem się od pornografii. Nie mam zbyt wielu znajomych, jedynie tych od wspólnego picia(tylko mężczyźni). Około 4 lat temu zdałem sobie sprawę, że nie chce tak żyć. Szukałem porad na różnych stronach dot. rozwoju osobistego oraz filmach na youtube. Chciałem zacząć prowadzić normalne życie, tworzyć satysfakcjonujące związki z ludźmi i w końcu zbudować jakąś relacje z kobietą. Wyznaczyłem sobie plan, który zakładał poprawę wyglądu, stanu konta oraz rezygnacje z używek i pornografii. Wyjazd za granicę wydawał mi się najlepszym rozwiązaniem. Zauważyłem, że im bliżej jestem wyznaczonego celu tym łatwiej mi z niego zrezygnować np: kiedy zbliżam się do wcześniej wyznaczonej sumy na koncie łatwo zaczynam trwonić pieniądze na rzeczy w ogóle mi nie potrzebne; gdy poznałem kobietę w pracy i wszystkie "znaki na niebie" mówiły, że jest mocna zainteresowana to wziąłem numer i zwyczajnie nie zadzwoniłem; tak długo wybierałem samochód aż suma, którą na niego przeznaczyłem "rozpłynęła" się po części na używki i imprezy. Ostatnio natrafiłem na audycje pana Rafała o DDA i wiele problemów tam przedstawionych pasuje do mnie, pomimo że u mnie w domu nikt nie pił. Gdzie powinienem szukać pomocy? Czy terapia online w moim przypadku jest możliwa? Cały czas mam odczucie,że mam coraz mniej czasu na jakiekolwiek zmiany.
  7. Dzień dobry. Nazywam się Urszula,mam 32 lata. Od 9 lat jestem mężatką,mamy trójkę dzieci. Problem zaczął się 4 lata temu. Przypadkowo odkryłam że mąż ogląda po kryjomu filmy porno. Przeraziło mnie to strasznie ale powiedział że więcej tego nie zrobi i to uśpiło moją czujność. Po jakimś czasie znowu zobaczyłam że problem nadal istnienie i tak naprawdę nigdy nie przestał. Płakałam,prosiłam,krzyczałam,tłumaczyłam, nie pomaga. Twierdzi że nie chce tego robic ale nie potrafi przestać sam. Nie potrafię już normalnie życ,a on jakby mie rozumie że jestem z tego powodu załamana. Czuję bezsilność,obrzydzenie do własnego ciała,nie potrafię spojrzeć na siebie w lustrze,wstydze sie nagosci swojej i męża. Często wybucham płaczem bo nie wiem co robic. Moje małżeństwo powoli się rozpada. Jestem załamana i bezsilna
  8. Witam, Nie sądziłem, że będe szukał pomocy ale sam już nie poradze sobie z moimi problemami. Są bardzo poważne, wstydliwe, chciałbym się ich pozbyć ale ciągle do nich wracam. Cierpie od nich bardzo mocno, cierpi pośrednio moja żona, dziecko. Jestem uzależniony od lat od masturbacji, porno, kamerek internetowych, cyberseksu. Nie wie o tym żona, mam czasem chęć się przyznać ale pękło by jej serce dlatego zostawiłem ten problem na swoich barkach. Czasem patrze w lustro i mam obrzydzenie do siebie samego. Fizycznie nie zdradziłem nigdy żony ale porno, masturbacja, kobiety na kamerkach, ja na kamerkach to chyba jeszcze gorzej niż zdrada. To trwa lata, ukrywane w sobie obciąża mnie to i ma negatywne skutki w relacjach z żoną, dzieckiem. Mam też chyba głęboką depresje z tego powodu. Nic mnie nie cieszy od lat, mam czasem myśli, że gdyby żona się o tym dowiedziała i chciała ze mną rozwodu to wtedy bym skończył ze sobą. Ciągle myśle negatywnie. Mam wspaniałą żone, córke ale ciągle tego nie doceniam i pikuje w dół. Wiem, że kiedyś wszyscy się o tym dowiedzą a jednak uzależnienia są zbyt silne żeby z tym skończyć. Czasem są okresy abstynencji od porno, masturbacji, kamerek ale ciągle do tego wracam zakładając kolejne, setne konto na portalach z kamerkami. Często powroty są spowodowane alkoholem i idą z nim w parze. Stałem się zimny, bezuczuciowy, żona to zauważa. Kiedyś blisko Boga teraz już bardzo daleko, od lat nie wyznaje tych grzechów na spowiedzi. Boje sie ze za moje postępowanie Bóg ześle na mnie albo co gorsza na kogoś bliskiego jakąś chorobe, żeby mnie w ten sposób pouczyć. Jestem bardzo zagubiony, boje się że za chwile stracę wszystko a sam nie jestem w stanie się wyrwać z tych poważnych problemów. Błagam pomóżcie.
  9. Mam 23 a mój problem zaczął się chyba od samego początku związku. Mojego byłego partnera poznałam 4 lata temu, na początku nie chcieliśmy być razem głównie przez to, że on jest ode mnie starszy o 14 lat jednak wyszło jak wyszło, zamieszkałam u niego i staliśmy się parą. Od samego początku wiedziałam jakie ma problemy- córka z poprzedniego związku z która nie miał kontaktu, masa długów przez głupotę, żal po śmierci matki. ale największym jego problemem był alkohol. Bardzo dużo pił ale nie był nigdy agresywny, wprost przeciwnie- dusza towarzystwa. Możliwe że właśnie przez to że nie był agresywny to nie widziała większego problemu w tym że pije, z resztą piłam i bawiłam się razem z nim, ale gdy minął może rok, coś zaczęło się psuć. Z zabawnego faceta zrobił się marudny, czepliwy i awanturniczy facet. Nawet na zwykłej domówce bez powodu wszczynał awanturę. Doszło do tego że straciliśmy większość znajomych, a ja dalej szłam za nim myśląc że w końcu się ogarnie. Potem wyjechał za granice do pracy i było jeszcze gorzej. Zaczęło się wyzywanie od ku*ew, że mu rogi doprawiam, że on ciężko zap*erdala a ja nic nie robię tylko na pewno chłopów do domu sprowadzam. Oczywiście wszystko to było nie prawdą, ale on przynajmniej miał wymyślony powód żeby pić. Było bardzo dużo dziwnych i złych historii z alkoholem w roli głównej w każdym bądź razie dla świętego spokoju, rzuciłam wszystko w Polsce i wyjechałam za nim aby być tam na miejscu, by pokazać ze go kocham i nie zdradzam. Awantury dalej były z często wymyślonych powodów. Kiedy trzeźwiał to pierwszy dzień miał na mnie focha a po dwóch trzech dniach przepraszał i na moment było ok. przez dłuugi czas myślałam nad rozstaniem ale "przecież on obiecał że już nie będzie...." jednak ostatecznie skończyłam nasz związek po tym jak po raz kolejny się upił i pierwszy raz, przy kłótni mnie uderzył (nigdy wcześniej tego nie zrobił). Uderzył mnie w twarz i chyba sam siebie zaskoczył tą reakcją bo przeprosił. Ja jednak nie chciałam słuchać i on pod wpływem tych wszystkich emocji (i chyba 3 litrów wódki w sobie) skoczył z mostu. (10 metrów w dół). Na szczęście skończyło się to tylko wybitym barkiem i siniakami. Może sobie ktoś pomyśleć ze jestem bez serca, ale było to dwa dni przed urlopem, gdzie musiałam wrócić do Polski pozałatwiać ważne sprawy,więc zawiozłam mu do szpitala rzeczy oraz klucze do mieszkania i wyjechałam na dwa tygodnie. Bardzo cierpiałam a on był coraz gorszy i dalej pił. Gdy wróciłam z urlopu, emocje opadły więc pozwoliłam mu jeszcze miesiąc ze mną mieszkać ale po miesiącu wyprowadził się piętro wyżej. I TO BYŁ KOSZMAR, w 10 min potrafił zmienić błagania i rozpacz w furię nienawiści. Sprawdzał moje wiadomości, z kim piszę do kogo piszę itd. jeśli jakiś kolega do mnie napisał czy zadzwonił (z pracy, czy ze szkoły) to dzwonił do niego z groźbami ze go zabije za to że uprawia ze mną sex (co nie było prawdą). Ostatecznie wiedziałam że nie ma to wszystko sensu, wzięłam wolne i pojechałam do Polski aby zabrać z jego mieszkania wszystkie swoje rzeczy. wróciłam, oddałam mu klucze od mieszkania w Polsce i powiedziałam, że to już ostatecznie koniec bo tyle szans mu dawałam a on wszystkie zmarnował, a w nim coś pękło... w pierwszej chwili trzasnął drzwiami, bałam się bo byłam pewna że poszedł pić i nie wiedziałam co wymyśli, jednak postanowiłam być twarda i nie iść za nim. Po tygodniu przyszedł do mnie porozmawiać ale nie potrafił zrozumieć że to picie go tak niszczy, dopiero po miesiącu poszedł do psychiatry i chyba dotarło. Aktualnie nie pije już pół roku. Widzimy się (bo dalej mieszka nade mną), rozmawiamy, widzę że się stara, że chce wrócić. I ja go nadal kocham ale boję się że ten spokój pryśnie.. co mam zrobić? dać kolejny kredyt zaufania? boje się reakcji moich rodziców, znajomych. Każdy zna go z tej złej strony, ale ja znam też i tą dobrą bo nie zawsze był zły, bardziej zagubiony ale każdy kiedyś błądzi. nie wiem co zrobić. Nie wiem też czy sama nie powinnam iść do psychiatry po poradę dlatego też zaczynam najpierw tutaj. Dodam, że aktualnie jestem w sytuacji gdzie chce zmienić pracę, jeżeli wrócimy do siebie to zostanę za granicą a jeżeli nie to wrócę do domu rodziców w Polsce którego nie lubię.
  10. Witam. Piszę z takim problemem który mnie wręcz od jakiegoś czasu psychicznie męczy. Długo się z tym kryłem jednak nie mogę dłużej udawać że jest dobrze. Otóż od ponad 2-3 lat palę systematycznie i nałogowo marihuane. Na początku było to weekendowo z kolegami dla towarzystwa (1-2 skręty). Wyjechałem za granicę z moja narzeczoną za lepszym życiem i wtedy się zaczęło... Ciężka praca po 10-12 godz, kierowniczka uporczywa wręcz chora psychicznie (bez komentarza), i masę problemów na głowie. Jedynie co w takiej sytuacji mnie ratowało to zapalenie marihuany. Niestety odbija się to na moim podejściu do życia, nic mi się po prostu nie chce, wyłączam się z życia, wydaje masę pieniędzy które mógłbym przeznaczyć na coś bardziej pożytecznego, psują mi się relacje z ukochaną osobą która powiedziała mi prosto z mostu że jak nie przestanę palić albo przynajmniej tego nie ograniczę to mnie zostawi. Palę momentami po 2 gramy dziennie... Czasami popadam w paranoje i lęki nad którymi jeszcze kontroluje, próbowałem przestać palić jednak wytrzymuje max 2-3 dni i potem znowu biorę następnego grama ponieważ to "ciśnienie" w głowie i chęć zapalenia jest silniejsza od mojej silnej woli. Są takie dni że chce mi się płakać ponieważ chcę przestać już JARAĆ. Szukałem jakiś zamienników np. trawa z CBD lub specyfików "tabletek" na zaspokojenie głodu THC jednak w moi kraju gdzie mieszkam jest to drogie albo trudno dostępne. Proszę o pomoc ponieważ to już zaczyna mnie powoli przerastać. Pozdrawiam.
  11. Mam 30 lat, jestem kobietą, jestem samotna, nieśmiała, bezrobotna, wykształcenie - matura. Problem pojawił się od 13 roku życia, od momentu dojrzewania psychicznego. Właściwie od 6 roku życia pojawiły się pierwsze symptomy. Konkretnie chodzi o moment pierwszego pójścia do szkoły podstawowej i zetknięcia się z rówieśnikami oraz pierwszego pójścia do gimnazjum i zetknięcia się z prawie dorosłymi rówieśnikami. Mój problem polega na tym, że po pierwsze żyję w ciągłym strachu przed jakimkolwiek kontaktem z obcymi ludźmi, przed działaniem z ludźmi i współpracą oraz własną inicjatywą wśród ludzi, a po drugie żyję na koszt osób, które mnie kochają i uzależniłam się od pasożytowania. Z problemem sobie nie radziłam od 13 roku życia do dziś. Do psychologa się nie zgłosiłam, ponieważ nie chcę opowiadać o swojej rodzinie, którą kocham ani z nimi wspólnie ani samej nie chcę o nich opowiadać psychologowi. Boję się również, że psycholog zaleci wizytę u psychiatry, a ten zaleci mi branie leków bo się boję leków działających na psychikę. Problem spowodowała moja reakcja na rówieśników w szkole, którzy swoim zachowaniem wobec mnie uświadomili mi, że oni są bardziej rozwinięci ode mnie w każdej sferze życia, że są zaradni, przedsiębiorczy, inteligentni i przebojowi. Odczułam, że są lepsi ode mnie. Z natury jestem wrażliwa, grzeczna, lękliwa i naiwna, ale też uparta i oceniająca. Z wychowania jestem rozpieszczona. Moją reakcją był strach, wycofanie się, zablokowanie i użalanie nad sobą. Poczułam się dużo gorsza od większości ludzi na świecie. Mimo to miałam jeszcze optymistyczne nastawienie co do dalszej mojej przyszłości. W wieku 13 lat całkiem je straciłam i pogrążyłam się w załamaniu bo agresywne zachowanie moich rówieśników wobec mnie sprawiło, że poczułam, że nie potrzebnie się urodziłam. Od tamtej pory żyję z poczuciem przeszkadzania obcym ludziom, a jednocześnie jestem uciążliwa dla mojej rodziny, która tak bardzo się nade mną lituje, więc nigdy mnie do niczego nie zmuszała. Nie wyrażam siebie i swojego zdania w niczym. Aby poczuć się chwilowo lepiej bardzo często wspominam chwile kiedy byłam bardzo szczęśliwa, a było to do 6 roku życia. Wspominam chwile spędzone z rodziną i bawiąc się sama oraz z innymi dziećmi, niektóre były z rodziny, ale większość to były nowo poznane dzieci. Czułam się wtedy w pełni akceptowana przez wszystkich. W ogóle lubię wspominać czas spędzony z rodziną do okresu ukończenia 20 roku życia bo od tego czasu pasożytuję na nich i to sprawiło, że nawet czas, który razem z nimi spędzam jest dla mnie trochę drażniący bo czuję, że ich wykorzystuję, że z niczym sobie nie radzę, a nie mam odwagi i motywacji tego zmienić i wiary w powodzenie tej zmiany. Przez to oddaliłam się od nich i od wielu lat czuję się samotna. Ale w ten sposób się asekuruję przed czymś jeszcze gorszym co by mogło według mnie nastąpić. Podbudowuję swoje ego myśląc o tym jaką fajną, zdrową psychicznie i fizycznie normalną według mnie osobą byłam do 13 roku życia. Siłę daje mi też uczucie mojej rodziny do mnie, które jest niezmienne. Uzależniłam się od tego bo tylko i aż to mam, to jest stałe i mogę się na tym zawsze oprzeć, to jest przyjemne, ale nie daje mi to aż takiej mocy, aby z tego powodu uwierzyć w swoją własną moc sprawczą i w siebie. Nie wiem jak stopniowo lub jednym trafnym wielkim krokiem zmusić samą siebie na siłę do działania, którego się boję i jestem też zbyt leniwa. Nie wiem jak poczuć, że nie powinnam się bać i jak poczuć, że dam radę się obronić przed każdym zagrożeniem psychicznym. Jak przestać się bać, że nawet gdy poczuję się zraniona to mnie to nie dobije bo od 13 roku życia cokolwiek nieprzyjemnego mnie spotyka to powoduje coraz większe moje załamanie. Sama sobie nie radzę i tylko dlatego, że psychicznie pomaga mi cała moja rodzina to po czasie dochodzę do siebie. Podejrzewam, że zaleceniem będzie konieczna terapia, ale może dzięki tej darmowej poradzie od psychologa będę w stanie się do tego przekonać, spojrzeć na sytuację z innej perspektywy, a nie tylko na zasadzie, że jak nie pójdę to będzie jeszcze gorzej. Chciałabym się dowiedzieć jak poczuć, że sama sobie mogę zaufać i że mogę w pełni liczyć sama na siebie. Jak uwierzyć w to, że dam sama sobie radę z rzeczami, z którymi normalny dorosły zdrowy człowiek powinien sobie sam radzić. Jak uwierzyć, że mogę i mam prawo dążyć w życiu do celów, które wydaje mi się na tą chwilę, że dałyby mi szczęście, ale ludzie nie uważają tak samo np uczelnie na które się nie dostałam, oferty lub inicjatywy gdzie się zgłaszałam i zostałam odrzucona. Jak mimo porażek i niechęci ze strony innych dalej iść za głosem serca i dążyć do realizowania swoich celów, które mimo wszystko gdzieś nadal w środku odczuwam? Nie widzę w swoim życiu żadnej sytuacji, która dałaby mi podstawy do pewności, że bez przymusu z żadnej strony, bez konieczności, bez niczyjej pomocy, sama swobodnie mam możliwość żyć tak jak chcę, mam możliwość sama osiągnąć to czego chcę bo nie chcę żyć tak jak nie chcę i jeszcze być w tym zdana tylko na siebie. Wybieram już mniejsze zło i życie tak jak nie chce, ale z pomocą innych żeby zyskać przynajmniej ich uczucie do mnie. W przeciwnym wypadku nie miałabym nic tylko same obowiązki i bezcelowe bezsensowne życie. Więc i tak nie realizowałabym się wcale, tylko mierzyła się codziennie z nieciekawą rzeczywistością, aby za wszelką cenę przetrwać, jak zwierzę. Przez mój brak życiowego doświadczenia jestem dziecinna co także denerwuje innych ludzi, gdy maja ze mną styczność. Dlatego na razie nie widzę dużych perspektyw. Z góry dziękuję za poradę, pozdrawiam!
  12. Witam, mam chlopaka jednakze mimo tego czuje sie samotnie. On od zawsze lubil grac w gry komputerowe jednak na poczatku zwiazku znajdywal tez czas dla mnie i czerpac z tego czasu radosc. Po pewnym czasie zaczelismy sie od siebie oddalac i on stwierdzil ze radosc daje mu tylko obcowanie w wirtualnym swiecie w ktorym potrafi przesiedziec cale dnie, gdy wyjechalismy na pare dni na wakacje byl niezadowolony poniewaz nie mial dostepu do komputera przez co wynikalo wieel klotni. Ostatnio stwierdzil ze on marzy o zyciu w wirtualnym swiecie a w rzeczywistosci nic nie jest w stanie dam mu szczescia. Zastanawiam sie czy jest to uzaleznienie czy moze jakby poznal kogos innego to tez to by sie zmienilo? Kiedys spedzajac razem czas nie myslal o grach, nie wiem czy dlatego ze to byly pierwsze chwile spedzone razem czy nie wpadl wtedy jeszcze w uzaleznienie. Czy moze jest typem samotnika, dla ktorego to jest radosc? Niestety oprocz niewinnych marzen ostatnio miewa tez coraz czesciej zle nastroje wynikajce wlasnie z niemoznosci zycia w wyimaginowanej rzeczywistosci, nie ma checi do niczego, kontaktu z ludzmi czy chociazby jedzenia a wiekszosc dni przesypia. Czy to jest depresja czy moze jakis przejsciowy kryzys? Czy da sie zmienic jakos jego myslenie i sprawc by zaczal doceniac otaczajacy go swiat? Bardzo bym prosila o porade i opinie.
  13. Cześć, jestem studentem w wieku 23 lat. Niecałe trzy miesiące temu rozstałem się z dziewczyną po 5-letnim związku. Różniliśmy się pod względem charakteru – ona była impulsywna, ja nie lubiłem nigdy podejmować nieprzemyślanych decyzji. Moja partnerka była ode mnie dwa lata młodsza, więc związek zaczęliśmy, gdy byliśmy jeszcze bardzo młodzi. Początkowo układało nam się bardzo dobrze. Mieliśmy podobne poczucie humoru, podobny światopogląd, świetnie nam się spędzało razem każdą chwilę. Zauważyłem jednak, że z biegiem czasu nasza relacja stawała się coraz bardziej toksyczna. Zaczęło się niewinnie – spotykaliśmy się codziennie, więc przez to coraz częściej odmawiałem wyjścia ze znajomymi na rzecz codziennego spotkania z dziewczyną. Wtedy coraz bardziej zaczęło nasilać się trzymanie w złotej klatce. Z czasem zaczęły jej przeszkadzać dawne znajome – zaczęły się pierwsze chęci z jej strony, abym urwał z nimi kontakt (przystałem na to). Po upływie czasu widzę, jakie to było głupie. Gdy widziała, że jakaś znajoma wita się ze mną z uśmiechem potrafiła zacząć się denerwować, z wrogim nastawieniem wypytywać kto to jest, a nawet usunąć mi ją ze znajomych na facebooku. Mimo wszystko nadal ją kochałem. Największe problemy zaczęły się pojawiać, gdy wyjechałem na studia. Zaczęła się wtedy ciągła kontrola, wypytywanie kim jest ta nowa dziewczyna w twoich znajomych. Denerwowała się, gdy wychodziłem spotkać się ze znajomymi, a najbardziej, gdy mogły tam się pojawić inne dziewczyny. Zaczęła się nawet agresja z jej strony, werbalna i fizyczna. Gdy na sylwestra rozmawiałem sam na sam koleżanką (partnerka początkowo siedziała i rozmawiała z nami, lecz w pewnym momencie wyszła i wróciła po około 20 minutach), moja dziewczyna potrafiła zrobić straszną awanturę, zacząć mnie wyzywać czy nawet rzucić w moją stronę pełną puszką. W pewnym momencie żeby oszczędzić tych awantur zacząłem ukrywać informacje, które mogłyby wyprowadzić ją z równowagi. Przestałem ją informować o wyjściu z kumplami na piwo, żeby nie powodować kolejnych kłótni, zdarzało mi się ją nawet okłamać, że nigdzie nie byłem danego dnia. Wiem, że kłamstwo było złym rozwiązaniem, ale wtedy niestety nie widziałem lepszego. Pierwszy raz rozstaliśmy się w trakcie kolejnej kłótni o jakieś dziewczyny z uczelni. Po około miesiącu zaczęła prosić abyśmy wrócili do siebie. Nie chciałem jednak tego, tym bardziej, że od razu po rozstaniu zaczęła spotykać się z kimś innym. Po kilku miesiącach jednak dałem nam kolejną szansę. Początkowo było dobrze, ale nie mogłem znieść myśli, że związała się z kimś tak szybko po naszym rozstaniu. Wypominałem jej to, oddalałem się od niej. Rozstaliśmy się znowu po około pół roku. Rozstanie jednak pozwoliło mi wtedy pogodzić się tą myślą i chciałem dać nam kolejną szansę. Szybko wróciliśmy do siebie. Dawne problemy jednak nie zniknęły, ale jakoś żyliśmy razem przez kolejne kilka miesięcy. Mieliśmy w planach zamieszkać razem, gdy również ona zdecydowała się pójść na studia. W trakcie szukania mieszkania zdecydowała jednak, że powinniśmy się rozstać. Bardzo źle wtedy znosiłem rozstanie, czułem się uzależniony od niej. Po rozstaniu szybko znalazła sobie innego partnera na krótki okres czasu. Po upływie czterech miesięcy postanowiliśmy się spotkać. Porozmawialiśmy o tym, co nam przeszkadzało w sobie, chcieliśmy wrócić do siebie. Nadal ją kochałem po tym wszystkim. Powiedziałem jej, co musi się zmienić, ode mnie wymagała, żebym więcej jej nie okłamał w żadnej sprawie. Początkowo było zadziwiająco dobrze. Nie kłóciliśmy się, gdy powstawał jakiś problem to rozmawialiśmy. Po kilku miesiącach postanowiliśmy zamieszkać razem. Nadal było dobrze, ale stopniowo zaczęły wracać dawne problemy. Zaczęła sprawdzać znowu moje wiadomości, denerwować się, gdy jakaś dziewczyna napisała do mnie (wiadomości czysto zawodowe, związane z uczelnią). Wymagała ode mnie, żebym mówił jej, gdy jakaś do mnie napisze. Nie powiedzenie skutkowało kolejną kłótnią. Kłótnie stawały się coraz gorsze – wyzwiska, szarpanie. Starałem się być opanowany, ale w pewnym momencie zawsze dałem się w to wciągnąć. Z zewnątrz związek jednak wyglądał na idealny. Niejednokrotnie znajomi mi zazdrościli, gdy przychodząc do mnie widzieli, jak moja dziewczyna sama przynosi, z uśmiechem na twarzy, coś do jedzenia, co właśnie ugotowała. Gdy miałem wyjechać na praktyki na tydzień, do zespołu w którym byłem ja i trzech kolegów chciała dołączyć koleżanka z roku. Wynikła oczywiście kolejna awantura, usłyszałem, że jeśli do tego dopuszczę, to będzie koniec. Nie zgodziłem się więc, aby znajoma była w naszym zespole. W trakcie praktyk jednak znowu rozpoczęła kolejną kłótnię o to, że pierwszego dnia napiłem się z kolegami. Według niej uznała, że ją okłamałem, bo mówiłem wcześniej, że raczej nie będę tam pić. Ostatecznie usłyszałem, że nie mam do czego wracać. Wtedy zdecydowałem, że tak nie może być. Po moim powrocie porozmawiałem z nią i wyjaśniłem, dlaczego chcę się rozstać. Ona jednak podjęła już decyzję w trakcie kłótni przez telefon, więc dla niej ta rozmowa to była tylko niekonieczna formalność. Wyprowadziliśmy się ze wspólnego mieszkania, każdy poszedł w swoją stronę. Po rozstaniu spotkaliśmy się kilka razy żeby porozmawiać. Sam teraz nie wiem, czy to co czuję to właśnie miłość. Bardzo tęsknię za dobrymi chwilami. Żałuję, że nie udało nam się naprawić problemu zazdrości i braku zaufania, bo poza tymi kłótniami czułem, że jest to kobieta, przy której mógłbym żyć szczęśliwie i się rozwijać. Był to również mój pierwszy na tyle poważny związek. Istotnym do zrozumienia problemu może być też fakt, że wychowywałem się przy ojcu alkoholiku. Moja była dziewczyna natomiast w młodym wieku (kilka miesięcy przed tym, jak zaczęliśmy być razem) była w związku ze sporo starszym chłopakiem, który ją zdradził. Nie umiem sobie poradzić dobrze z tym wszystkim. Z jednej strony wiem, że nie potrafiliśmy żyć razem, a z drugiej uczucie tęsknoty jest czasem zbyt silne. Niejednokrotnie zastanawiam się, czy do niej nie napisać i nie umówić się na spotkanie. Po rozstaniu z nią rozmawiałem o tym, zaproponowałem, żebyśmy nie wracali do siebie, ale utrzymywali koleżeński kontakt z nastawieniem na naprawienie dawnych problemów. Nie wyraziła wtedy chęci mówiąc, że sama nie wie czego chce. Nie wiem, czy dobrze zrobiłem. Od tamtego czasu minęły 4 tygodnie, przez który nie odzywaliśmy się do siebie. Mam nadzieję, że napisałem wszystko w miarę przejrzyście. Będę bardzo wdzięczny za wszelkie porady.
  14. Witam. Mam 27lat ,jestem żona i matka . Nie do konca szczęśliwa 😦 Z mężem poznaliśmy się około 8 lat temu. Był to mój drugi chłopak. Jednak po 3 latach przestaliśmy się dogadywać. Zrobiliśmy sb przerwę. W tym czasie odezwał się do mnie były. Spotykaliśmy się ,po pewnym czasie okazało się ze ma dziewczynę która spodziewa się z nim dziecka. Zerwalam z nim kontakt. Po pewnym czasie zaczął do mnie dzwonic i pisać...ja wrocilam do obecnego... później zostawił tą dziewczynę . Kontak się urwał ja zaszła w ciążę. Wzięliśmy ślub. Urodził się nasz synek ...a ja dowiedziałam się ze były wziął ślub. Później urodziło mu się dziecko. Teraz znowu do mnie piszę i dzwoni. Nalega na spotkanie. Mam wyrzuty sumienia wobec męża. Ale... Mąż jest hazardzista ,wciągnął nas w duzeee długi. Nie przejmuje się niczym,nie chce rozmawiać na ten temat ze mną. Czuję się zaniedbana ,mało ze Sb rozmawiamy. Kiedy były zadzwoni czuję jakas radość w środku. Czuję ze żyje . Wiem ,że nie powinnam ale chciałabym się z nim spotkać. Powinnam się z nim spotkać i zakonczyc wszystko ,czy lepiej zerwac kontakt raz na zawsze? Tylko to takie trudne ...
  15. Witam Wszystkich Mam ciężki do zgryzienia etap w życiu, myslę że do uratowania jednak nie radzę sobie. Już w domu rodzinnym od małego czułem się nie śmiało, każda porażka i zawstydzenie wgniatało mnie w ziemię. Rodzice nie byli źli, ojca prawie nie widywałem bo sam utrzymywał finansowo rodzinę przez całe moje dzieciństwo, w Polsce i za granicą. Matka? Utrzymywała dom w - naprawdę - poukładanym i czystym porządku.Obiad zawsze na czas, czysta łazienka, kuchnia, przedpokój. Starsze rodzeństwo utrzymywało za nas młodszych porządek w pokojach - choć nie zawsze na czas i tak jak to powinno wyglądać według matki. Nie pamiętam z dzieciństwa jakiegoś zrozumienia moich domowych problemów czy wsparcia, może dlatego - czego nie pamiętam - że nie mówiłem o nich, zawsze starałem się realizować wskazówki ii oczekiwania innych domowników - do dzisiaj tak mam. Wiele sytuacji i przykładów wcale nie pamiętam, może dlatego że potrafię je wypaczyć z pamięci. Teraz przejdę do sedna, co przypominam sobię najlepiej i co jest połowă mojego życia. Moja żona, poznałem ją jeszcze w gimnazjum. Spotkaliśmy się za przyczyną mojego znajomego w mojej rodzinnej mieścinie. Jak to jeszcze dzieciak zauroczyła mnie swoją osobowością - chociaż makijaż miała zbyt mocny na oczach co przyciągało strasznie moje spojrzenie ponieważ wyglądało to tak jak by wychodziły jej z orbit😄. Nie mniej wyglądała uroczo. Jak nigdy chciałem pokazać się z jak najlepszej strony - jak pewny siebie, zabawny, potrafiący okazać szacunek do jej odwzajemnienia lub nie mężczyzna - nie próbując nic na siłę. Może trochę grałem ale już przy tym spotkaniu doszło między nami do pocałunku który mnie podbudował. Może nie czułem do niej miłości od pierwszego wejrzenia ale właśnie wtedy coś się we mnie przebudziło. Ta pewność siebie urosła i chciałem spróbować czy to się stało jednorazowo pod wpływem używek, bo nie pamiętam co wtedy było zielsko, browar - chyba. Spotkaliśmy się potem chyba raz z ekipą na osobności ale chyba już bez używek. Czułem się już swobodniej i nadal pewniejszy siebie niż z innymi - nawet zekipą. Po pewnym czasie zaprosiła mnie do swojego domu, poznałem jej rodzine i zobaczyłem wtedy co to znaczy swoboda słowa. Ok kłócili się, w domu był harmider, ale każdy wyrażał to czego u mnie w domu nie doświadczyłem nigdy. Największym zaskoczeniem dla mnie było to że razem nocowałem z nią w jednym łóżku (oczywiście bez zbliżeń intymnych), za co nasłucha ła się na drugi dzień od rodziców. U mnie w domu nie dopuścili by się tego już przed faktem. Gimnazjum się się skończyło więc wyruszyłem dalej do większego miasta. Jej został jesze rok gimnazjum ale się widywalismy dosyć często. Poznałem różne charaktery i znów zacząłem się wycofywać. Przetrwałem tak rok dopóki nie zdecydowała się przyjechać za mną - nie wiem albo nie pamiętam - chyba przez to że ją namówiłem. Mieszkaliśmy w jednym internacie - to były najpiękniejsze lata naszej intymności. Prawie co noc wymykałem się do jej pokoju i sypialiśmy razem do rana, tylko po to aby czuć jej ciało blisko siebie. Po ukończeniu szkoły - a w zasadzie zrezygnowania z niej - zaproponowałem jej abyśmy spłodzili dziecko. Zgodziła się na to tak jak namówiłem ją na to aby rozpoczęła naukę tam gdzie ja. Nie wiem do dzisiaj czy te dwie decyzje podjęła dla nas czy dla mnie. Uważam się dzisiaj za egoistę, bo nie do końca jestem przekonany czy naprawdę chciała podjąć wtym momencie takie decyzje. Gdy urodziła się nam córeczka wzięliśmy ślub. Tutaj oboje byliśmy szczęśliwi z tej imprezy bo naprawdę była taka na jaką oczekiwaliśmy. Potem byłem sam na zarobku za granicą. Potem próbowałem ściągnąć rodzinę do siebie, a w rezultacie wylądowaliśmy spowrotem w Polsce w domu razem z jej rodziną. Mieliśmy zawsze od początku swój pokój do którego nikt się nie wtracał. Ale w reszcie gospodarstwa decyzje i styl życia nażucali jej rodzice. Dawałem z siebie naprawdę wszystko, bo sądziłem że moje pomysły są praktyczne, wygodne i oszczędzają czas, i tak było (dla mnie, bo wyniosłem z domu praktyczność, sumienność i porządek). Nie stety domownicy nie korzystali z tego i zaczęło mnie to męczyć - w końcu zacząłem celowo mieć podejście do gospodarstwa jak oni. Jedynie jej matka do dzisiaj próbuje jakoś utrzymać ten ład i porządek zaganiajac resztę domowników do pracy - a potem również i mnie. Wiele razy powtarzałem żonie abyśmy wynajęli coś mniejszego, będzie łatwiej nam opanować mniejsze mieszkanie niż taki o gromny dom z podwórkiem. Nie stety zawsze uważała że nie stać nas na to. Więc zostaliśmy. Przestałem w końcu się nażucać. W pewnym momencie i jej zaczęła już przeszkadzać ta sytuacja i ich podejście, ale ja już byłem tak przygaszony tym wszystkim, że całkowicie zacząłem unikać ludzi, domowników, kolegów, córkę zacząłem traktować samymi nakazami i pilnować tylko jej obowiązków - bez spędzania z nią czasu. Od żony całkowicie odsunąłem się i w relacjach i intymne już od roku. Pracuję już od roku po 12h/5dni, przez ten okres czasu piję codziennie. Z pracy kładę się pod wpływem przed telewizor i tak codziennie. Dzisiaj - żona powiedziała dość - nie rozmawiamy, nie kochamy się, nie chce już być ze mną. Mamy dzisiaj pokojowy kontakt, ale musiałem się wyprowadzić z domu aby mogła wrócić do domu do córki i ją wspierać. Ja córce nie potrafię tego dać, więc wolałem podjąć takie kroki. Ogranicczyłem alkohol, ale nie całkowicie bo mam mieszane uczucia i czasami - 2-3razy w tygodniu dopada mnie żal do siebie. Chciałbym wzbudzić w mojej rodzinie uczucie do mnie ale najpierw to muszę popracować nad sobą. Myślałem że to faktycznie chodzi o alkohol ale jednak przyczyną tkwi głębiej. Nie potrafie w relacji międzyludzkiej okazywać emocji jakoś specjalnie, ludzie mnie nudzą nawet ci których lubię i na których mi zależy. Nie wiem od czego zacząć.
  16. Witam mam 24 lata od jakiś 9 lat jestem uzależniony od pornografi a chciałbym z tym skończyć jestem z dziewczyną i już kilka razy ją zawiodłem mówiąć że z tym skończyłem a jednak przyłapała mnie że znów to robię. Teraz widzę jaki duży jest problem i zdaje sobie z niego sprawę i chciałbym to całkowicie zakończyć jak to zrobić
  17. Witam mam na imie Mateusz lat 33 kawaler.Od ok.17 roku zycia mam kontakt z pornografia.Na poczatku bagatelizowalem sprawe.Po kilku nieudanych zwiazkach zaczalem bardziej brnac w porno i masturbacje.Apogeum nastapilo latem 2015r.Zamknalem sie w sobie nie chodzilem do pracy.Rzadko wychodzilem z domu jedynie co do sklepu lub czasem sie przejsc ale to jak bylo ciemno.Gdy w czerwcu 2016r.mialem wrocic do rodzicow balem sie jechac autem.Swiat wydawal mi sie bardzo duzy za duzy.Przez lato nie mialem zbytnio jak korzystac z pornografii.Rozpierala mnie energia,byly dni ze jakbym ''swirowal''.Codziennie jezdzilem rowerem po 30km i wiecej.W pazdzierniku 2016 udalem sie do psychiatry.Lekarz zaproponowal terapie w osrodku jednak odmowilem.Zazywalem leki przez 3 miesiace.Po ich odstawieniu bylo lepiej,lecz nie do konca.Kolejne miesiace siedzialem w domu bez pracy.Za namowa ojca pojechalismy do pracy nad morze.Jakos sie przelamalem,czulem sie lepiej.Poznalem Patrycje.W koncu ktos sie mna zainteresowal.Czulem jakbym zlapal Pana Boga za nogi.Mieszkalismy pare miesiecy razem,rozstalismy sie.Powiedzialem o swoim problemie,moze nie potrafila mnie zrozumiec,sam nie wiem.Od tego czasu pracuje dorywczo,ale nie moge na dluzej zagrzac miejsca.Gdy jestem sam w mieszkaniu nie chce mi sie isc do pracy,wole posiedziec sam.Bardzo czesto mysle o Patrycji,nie wiem dlaczego.Caly czas ogladam porno i sie masturbuje.Z tego powodu mam dlugi,nie wspominajac o pieniadzach wydanych na prostytutki lub wszelkiego rodzaju czaty itp.Nie wiem jak sobie poradzic.Pozdrawiam wszystkich forumowiczow.
  18. Cześć wszystkim, mam pewny problem od dłuższego czasu. Szukam porady, mam nadzieję, że ją tutaj znajdę. Radziłam się już rodziców, dziadków i przyjaciółek, ale oni nie potrafią mi pomóc. Problem dotyczy mojej przyjaciółki z gizmnajzum. Idąc do gizmnajzum poznałam tam bardzo cichą i spotkają dziewczynę. Nie lubię typów takich osoboeości, co są w sobie zamknięte i nie mają oczym rozmawiać. Jest to totalne przeciwieństwo do mnie- ja jestem bardzo gadatliwa i energiczna. Jednak, zaczęłyśmy gadać w szkole, spotykać się i nawiązała się między nami się bardzo bliska reakcja. Ona, nigdy nie miała bliskiej przyjaciółki, a moje przyjaciólki poszły poszły do innych szkół i rzadko się widywałam z nimi. Nasze relacja zaczynała nabierać tempa, na każdym przedmiocie siedziałyśmy razem, pisałyśmy codziennie, nawet po szkole. Nasza rozmowa przez telefon nie trwała krócej niż godzinę, każdą przerwę w roku szkolnym się widywałyśmy. Była dla mnie wyjątkowa, z początku myślałam, że nigdy nie znajdziemy ze sobą nici porozumienia, ze względu na różnice charakteru. Bardzo w niej ceniłam nietuzinkowe poczucie humoru, ogramą wyrozumiałośc, duże wsparcie, nie odmawiała pomocy, zawsze miała na mnie czas i ogromny spokój do różnych spraw, którego potrzebowałam.Jak skończyłyśmy gimnazjum, dalej się sptykałyśmy: widywałyśmy się conajmniej raz w tygodniu,wspólne wyjścia, razem jechałyśmy tym samym autobusem i pisałyśmy często. Coś jednak zaczęło się psuć z końcem roku szkolnego. W szkole poznała grupę dziewczyn, z którymi się zakolegowała i zaczeła z nimi spędzać czas, cieszyłam się, że poznała nowe koleżanki i ma z kim spędzać czas w szkole. Z kolei ja nie poznałam żadnej osoby z nowej szkoły i głównie w wolnej chwili się uczyłam. Dalej nasze relacje były dobre i spędzałyśmy ze sobą czas w wakacje i było ok. Pod koniec wakacji proponowałam jej wyjścia, lecz ona odmawiała, na rzecz swoich nowych koleżanek i imprez. Pod koniec września się umówiliśmy, dowiedziałam się że przestała się dobrze uczyć ( gdzie w gimnazjum nauka była priorytetem) i przez przypadek dowiedziałam się, że ma chłopaka od kilku miesięcy, było mi przykro, że mi nic nie powiedziała. Po trzech tygodniach znowu się omówiliśmy i chciałam jej powiedzieć, że czuje się trochę odrzucona (niestety, ale rozpłakałam przy niej). Widywałsysmy się później średnio 2-3 razy w miesiącu, bo nie miała czasu. Nasze ostatnie spotkanie odbyło się przed świętami bożego narodzenia. Po tym spotkaniu, stwierdziłam, że to ja w ostatnich dniach wychodzę z inicjatywą wspólnych wyjść i może potrzebuje ode mnie odpocząć i przestałam jej się narzucać. Nie pisałam i nie dzwoniłam, tylko czekałam na jej propozycję. Nie było łatwo, myślałam o niej codziennie i chciałam do niej napisać, ale stwierdziłam, w że poczekam jak ona sama wyjdzie z inicjatywą. Starałam się o niej zapomnieć i zapisałam ją w kontaktach pod inicjałami. W lutym napisała do mnie, ale zauważyłam to dopiero w marcu, głupio było mi już wtedy odpisywać. Nie potrzebnie wtedy się nakręcalam i sprawdzałam jej profilowe społecznościowe, jak się świetnie bawi z koleżankami na imprezach. W kwietniu, nasza współna znajoma z gizmnajzum zaprosiła nas swoje urodziny. Moja była przyjaciółka zadzwoniła do mnie po 4 miesiącach i zaproponowała wspólny makijaż przed imprezą. Zgodziłam się i spotkałyśmy się u mnie. Zaczęłyśmy rozmawiać, dowiedziałam się że już nowego chłopaka( zmowu byłam trochę zazdrosna, że ona ma już drugiego, a ja nigdy). Powiedziałam jej, że zauważyłam to jak przestało jej na mnie zależeć i już się dla niej nie liczę. Ona zaprzeczyła i po raz któryś się przy niej rozpłakałam. Ona zapewniła mnie, że tak nie jest i dopytała mnie dlaczego jej nie odpisałam w lutym. Powiedziala mi , że już tak nie będzie jak w gizmnazjum, co wydaje mi się że jest jednoznaczne z tym, że potwiwrdxa, że mniej jej już zależy. Nie do końca wyjaśniłyśmy sobie sprawę. W tym tkwi cały problem , że nie mam pojęcia co mam zrobić. Z jednej strony myślę o niej codziennie od pół roku, czasem jak się budzę od razu o niej myślę, ale spotkania raz na jakiś czas mi nie wystarczają i powodują jeszcze większą tęsknotę. Zdarza mi się, że przez nią płacze. Zakończenie przyjaźni to bardzo trudny i stanowczy krok, przy którym boję się, że na zawsze ją stracę. Moje pytania jest do was co o tym myślicie i co powinnam zrobić. Zdaję sobie sprawę, że nie jest to poważny problem, ale dla mnie-nastolatki takie właśnie są rozterki. Wydawało mi się to zawsze głupie kiedy moje znajome przeżywały problemy w przyjaźni, dopóki samej mi się to nie zdarzyło. Pozdrawiam.
  19. Jestem studentką w wieku 21. Od dwóch lat jestem ze swoim chłopakiem, który mieszka około 300 km od mojego miasta studenckiego, bo poznaliśmy się przez internet. Spotykamy się regularnie co dwa tygodnie na tak długo jak to możliwe, czyli 2/3 dni, ponieważ on pracuje. Nasza relacja wydawała mi się cudowna, świetnie się dogadywaliśmy, przedstawił mnie swojej rodzinie, znajomym i byłam święcie przekonana, że ta bajka będzie trwać w niesończoność. Jednak pewnego razu, gdy w grę wszedł alkohol, wyznał mi, że w trakcie gdy mnie poznawał, gdy pisaliśmy,rozmawialiśmy przez telefon, spotykał się z jedną dziewczyną, ale zakończył to w dniu gdy spotkał się ze mną pierwszy raz. Pomyślałam sobie "no okej, dobrze, że jest chociaż szczery", chociaż nie byłam zadowolona. Po dłuższym czasie zobaczyłam, że jakaś dziewczyna pisze do niego smsy, zapytałam po ludzku, kto to jest i o co chodzi. Wybronił się mówiąc, że to jakaś natrętna dziewczyna. Jednak nie dawało mi to spokoju i coś mnie podkusiło by sprwdzić jego portal społecznościowy, chociaż wiem, że nie powinnam tego robić... Ale to co tam znalazłam, utwierdziło mnie w tym, że jednak dobre miałam przeczucie. Liczne rozmowy z przeróżnymi dziewczynami poznanymi przez internet, wręcz obrzydliwe... Chciałam żeby mi to wytłumaczył, chociaż targały mną emocje. Powiedział, że ma taki "chory problem", przepraszał, obiecał że z tym skończy, a ja uwierzyłam. Jednak od jakiegoś miesiąca na każdym naszym spotkaniu byłam świadkiem kolejnych smsów z przeróżnymi dziewczynami. Próbował to przede mną ukrywać, wyciszał powiadomienia itd., ale ja nie jestem taka głupia... Tym razem zrobiłam awanturę, a on przepraszał, błagał żebym mu wybaczyła, znowu mówił, że teraz to już na serio z tym skończy. Oczywiście uwierzyłam, bo bardzo go kocham... Pokazał mi, że czyta książkę o związku, bo mówił, że może on nie potrafi zbudować relacji. Tym razem nie byłam taka łatwowierna i znowu sprawdziłam portal społecznościowy i rzeczywiście, usunął wszystkie rozmowy, ani nie pisał do nowych dziewczyn, więc pomyślałam, że chyba jest progres. W ten weekend byłam u niego i co? I znowu smsy, połączenia od dziewczyn. Tym razem się nie pohamowałam, bo skoro moje tłumaczenia, rozmowy o tym co czuję nie były skuteczne, to co innego mi pozostało? Powiedziałam żeby mi pokazał swój telefon, bo skoro nie ma nic na sumieniu to co mu szkodzi? Oczywiście nie pokazał, co jest jednoznaczne. Nie miałam możliwości szybszego powrotu do domu niż to było zaplanowane i tym sposobem byłam u niego i nie odzywałam się ani jednym słowem przez dwa dni, myśląc że tym sposobem zacznie mówić. Nic z tego. Oczywiście przytulał mnie, przepraszał, zachowywał się jak potulny barane, ale nie ugięłam się. Odjeżdżając pwiedziałam mu tylko żeby się zastanowił nad swoim zachowaniem. Jednak jestem osobą, która nie potrafi zostawić spraw niewyjaśnionych i dzisiaj, gdy nadarzyła się okazja, wróciłam do tego tematu. Ciągle mówi, że gdyby nic do mnie nie czuł to by nie jeździł do mnie tyle kilometrów, że to "chore" zachowanie jest jego przyzwyczajeniem, że zawsze tak robił... Zapytałam wprost, czy chce się rozstać, to powiedział żebym tak nawt nie mówiła... I co z tego, że przeprasza, mówi co czuje, obiecuje zmianę skoro z tego nic nie wychodzi? Ja już tracę na to wszystko siły, on mnie rani a ja bym zrobiła dla niego wszystko. Chciałabym dowiedzieć się jak ta sytuacja wygląda z perspektywy osoby trzeciej, czy on naprawdę może mieć taki problem? Jeśli tak, to czy da się z tym jakoś walczyć? Może to ja robię coś źle? Czy istnieje taka możliwość żeby sobie poradzić z tym problemem?
  20. Witam, Mam 41 lat i jestem ponad rok po rozwodzie. Chodzę na terapię od ponad 2 lat. W obecnej sytuacji wiem że żyłem w toksycznym związku. Wiem też że mam syndrom DDA. Staram się jakoś żyć lecz czuję że mam depresję. Problem zaczął się jakieś 9 lat temu jak moja ex-żona dostała depresji poporodowej. Nie zdawałem sobie sprawę z problemów jakie dotknęły moją rodzinę ( mam dwie córki ). To tak w dużym skrócie. Tak jak pisałem chodzę na terapię ale nie za bardzo ona pomaga ( od 1,5 miesiąca psycholog choruje lub mi coś wypada ). Stan jaki mam obecnie to chciałbym wrócić do byłej żony lecz ona nie zmieniła się i byłoby dla mnie to zabójcze. Żyje z inną kobietą i wiem że ranię ją mocno bo wydaje mi się że ona czuje że chętnie bym wrócił do ex. Znalazłem nowego psychologa w Legnicy ( Panią psycholog ) i będę zaczynał jakąś nową terapię. Szukam jakiejś pomocy / porady gdzie można udać się na jakąś terapię lub coś innego w okolicy Legnicy. Myślę aby na weekend majowy gdzieś wyjechać daleko i pobyć sam ze sobą ( chociaż jest to dla mnie trudne ).
  21. Xxxy

    Uzależnienie

    Uzależniłam się od jedzenia słodyczy...nie zadowala mnie kostka czekolady lub cukierek...zjadam po 6 tabliczek i całe paczki cukierków. Nie wiem jak sobie z tym poradzić. Zawsze chciałam mieć idealna figurę. Nigdy nie byłam przy tuszy, byłam raczej szczupła lecz nigdy nie byłam z siebie zadowolona. I tutaj zaczal się problem. Swoją niska samoocenę zaczekam zajadać słodyczami. W miesiąc przytyłam prawie 4kg. Jak mogę się samodzielnie od tego uwolnić ? Prosze o jakieś sprawdzone rady
  22. Jestem studentką, mam 22 lata. Mam problem z moim ojcem. Od kilku lat pije. Stracił nawet prawo jazdy. Próbujemy z nim rozmawiać, ja, mama i rodzeństwo. Ale bez skutku. Ciągle zarzeka się, że przestanie pić. Ostatnio udało mu się w końcu odzyskać prawo jazdy. Myślałam, że może to da mu siłę, zmobilizuje go do tego, aby przestał pić. Nic nie pomaga, nie dociera. Chciałabym aby podjął się leczenia, bo sam nie da sobie rady, zbyt łatwo poddaje się alkoholowi. Ja nie wiem jak mu pomóc, staram się rozmawiać, tłumaczyć, prosić, uzasadniać racjonalnie swoje obserwacje, pokazywać mu jego zachowanie kiedy jest pod wpływem alkoholu a kiedy nie. Kilka dni temu rzucił się z rękami do mamy i brata. Nie uderzył ich, a niewiele brakowało. Był pod wpływem silnych emocji, bo wcześniej pokłócił się z mamą. Kiedy chciała go przeprosić, właśnie w taki sposób się zachował. Nie wiem co mam zrobić, a boję się, żeby nie doszło do tragedii. Wracam niestety na weekendy tylko do domu, ze względu na studia. Mimo wszystko staram się rozmawiać z rodzicami nawet podczas mojej nieobecności i opanowywać emocje. Potrzebuję wsparcia i jakiegoś sposobu, żeby mu pomóc. Staram się być silna, ale moje działania na niewiele się przydają.
  23. Witam jestem 35 letmim meszczyzna.Moj problem polega na uzaleznieniu od masturbacji oraz porno trwa to juz kilka ladnych lat ale ostatniomi czasu poswiecam temu coraz wiecej czasu zaniedbuje partnerke zycie osobiste prafie spedzic naprawde spora czesc dnia na tych czymosciach .Juz parokrotnie prubowalem zerwac z nalogiem ale niestety nieskutecznie .Od paru lat zyje w strachu ze ktos sie dowie lub strony ktore przeglondam moga byc nielegalne ,ostatnich oarr tygodni to mortega mam okropnego dola ( a nawet mysili samobujcze)nie wiem jak se poradzic z mojm problemem chodz walcze z calych sil.Szkoda mi mojej dziewczyny ktora zaniedbuje Prosze o was pomoc oporade lub podania kontaktu do organizacji ktora by mogla mi pomuc.Prosze was bardzo o pomoc
  24. Witam. Potrzebuję pomocy,bo sama już nie wiem co począć. Zaczynając od początku, mam 25 lat,jestem mamą od miesiąca a mój partner i ojciec dziecka jest alkoholikiem. Jestem osobą po załamaniu nerwowym, będąc w 7 miesiącu ciąży spędziłam jakiś czas w szpitalu psychiatrycznym, ponieważ chciałam ze sobą skończyć. Niestety nie umiem sobie poradzic z tym że mój partner pije, nie umiem Go zostawić ponieważ kocham i nie chce by dziecko wychowało się bez ojca ale z drugiej strony wiem jak to jest wychowywać sie w rodzinie z alkoholikiem. Chciałabym mu pomóc ale nie wiem jak nie wiem od czego zacząć jak z nim rozmawiać i jak sprawić by nie pił. On nie chce iść na terapię ,bo dla niego to że pije codziennie nie jest problemem a tłumaczy się tym że pracuje i zarabia to może. Na początku związku nie pił w takich ilościach, pił ale nie upijał się do nieprzytomności i nie prawił mi morałów że jestem złym czlowiekiem. A teraz na porzadku dziennym słyszę, że jestem złą matką, że zła ze mnie partnerka, bo nie daje mu miłości, bo go nie wspieram i on by nie pił gdyby nie Ja. A na pytanie po co ze mna jest skoro jestem ta zła to odpowiada że nie umie żyć sam. Czy może mi ktoś powiedzieć od czego mam zacząć jak mam z nim postępować? Chce mu pomóc, bo to dobry człowiek, tylko nie wiem jak. A niestety coraz częściej łapię się na tym że może faktycznie to moja wina że piję i że to ja jestem ta zła bo nie umiem go wyciągnąć z nałogu. Przepraszam za chaos. Jestem zmeczona codziennymi wykładami, tym że od rana do nocy jestem sama z dzieckiem które wiadomo potrzebuje całodobowej opieki bo to niemowlę i że to co mówię do partnera nie dociera do niego...;(
  25. Witam Jestem Karolina i mam 30 lat. Postanowiłam skorzystać z pomocy właśnie tutaj że względu na neutralne podejście do całej sytuacji. Znalazłam się w bardzo dziwnej sytuacji, która tak naprawdę sama sobie stworzyłam. Byłam w związku z facetem starszym tylko 3 lata. Przystojny inteligentny prawnik. Myślałam że to sen że to nie dzieje się naprawdę. Niestety już po niecałym miesiącu przylapalam to że wypisuje z jakąś dziewczyną 19 letnia z Poznania. Przekonał mnie że to jest jego błąd i więcej razy tego nie powtórzy. Znowu wróciły czasy cudownej miłości. Weekendy przeważnie spędzaliśmy przy alkoholu co na początku nie robiłoto dla mnie różnicy pomimo że przy mocnym upojeniu on potrafił mnie zwyzywać. Ale tłumaczyłam sobie że to alkohol. Zorientowałam się że ma problem z alkoholem że nieraz mnie oszukiwał mówiąc że jest w domu a był w barze. Często w środku tygodnia był dość mocno pijany. Jeździliśmy po Europie bawiliśmy się bardzo dobrze. Któregoś dnia pokusilo mnie żeby zobaczyć jakie ma korespondencję na Facebooku i okazało się że wypisywał do swoich "kolezanek" różne dziwne podteksy wiążące się ze spotkaniem bądź sexem. Wiedząc to chciałam rozmawiać nie chciał nie potrafił. Pomimo mojej wiedzy dalej go kochałam wybaczylam ale nie mialam jak zaufać. Z czasem zauważyłam że nie chce spędzać że mną już nocy ( mieszkaliśmy oddzielnie ja z bratem on z rodzicami ) sexu też już nie było jak tylko miałam ochotę próbowałam to w jakiś sposób nakręcić przekonać do tego niestety bez skutków. Nadszedł czas wakacji pomyślałam że to będzie punkt kulminacyjny. Że jego zachowanie ułatwi mi Podjęcie decyzji i tak też się stało. Na wakacjach zaczął się interesować animatorka pomimo że wszędzie razem byliśmy i spędzaliśmy czas nadszedł taki moment że gdy ona miała urodziny on się upiłi zostawił mnie tylko po to żeby się bawić w towarzystwie gdzie była ona. Szybko wrócił do pokoju ale to mnie zabolało. Po powrocie chciałam porozmawiać udało się i obiecał że zaprzestanie wypisywac do innych kobiet i że zmieni swoje podejście do mnie. Nie minęło dwa dni jak umawial się z "kolezanka" do kina. Dla mnieto był już koniec. Zignorowalam go nie utrzymywała kontaktu Zablokowałam. Międzyczasie poznałam Mateusza. Facet o boskim wycwiczonym ciele. Nie jest mega przystojny ma wady... jąka się ale to nie jest ważne. Jest bardzo pomocny czasem mam wrażenie że aż za bardzo. Pod względem swojego wieku tj. 30 lat nie posiada nic nie ma prawa jazdy pracuje na produkcji mieszka z mamą i siostra. Moim zdaniem taka mała sierota losu. Ale bardzo pozytywnie spędzamy razem czas. Zaczęłam chodzić z nim na treningi gdzie poświęca dla mnie swój czas to mnie bardzo motywuje. Mateusz zamierza się wyprowadzić z domu ma ogromną nadzieję że wyprowadze się do niego bo mnie pokochał. Wszystko dla mnie było by łatwe gdyby nie odezwał się jego poprzednik prosi o czas żebym się przekonała mówi mi że mnie kocha ze nie chce stracić. Kupił mieszkanie chce że mną zamieszkać tworzyć rodzinę. Mam problem w podjęciu decyzji mama z bratem mówi że jestem głupia że zostawiłam takiego faceta i zamieniłam na gorszego. Ja sama nie wiem co bym chciała z Mateuszem jest dobrze ale czegoś brakuje jak dla mnie jest za wielką sierota bez perspektyw na przyszłość potrzebuje ręki ktorawędkarze mu drogę. Prawnik pod jednym względem poukladany ale czy mu zaufam czy pomogę z alkoholem. Proszę o radę bo się zgubiłam. Pozdrawiam

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.