Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'uzależnienie'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 99 wyników

  1. Jestem kobietą w wieku 26 lat, pracującą, niezamężną (choć mam partnera). Wydaje mi się, że od ok. 6 miesięcy mój stan psychiczny ciągle się pogarsza. Co do tych 6 miesięcy nie jestem pewna, możliwe że o wiele dłużej, ale mam strasznie słabą pamięć i naprawdę ciężko mi to określić. Miewam coraz częstsze i coraz dłuższe okresy, kiedy czuję, że zupełnie nie nadaję się do życia, że zawodzę na każdej płaszczyźnie życia- jestem kiepska w pracy, w związku, z zarządzaniem finansami, że nic mi dobrze nie wychodzi, po prostu jestem za mało inteligentna, zbyt mało spostrzegawcza, zbyt rozkojarzona i zbyt leniwa żeby normalnie funkcjonować. Czasem wychodzę z tych okresów i wtedy jest inaczej - w pracy mam wtedy dobre wyniki, jestem zadowolona ze związku, wszystko wydaje się być w porządku. W tej chwili znów mam okres, kiedy mój nastrój jest bardzo obniżony, kiedy chodziłam do pracy nie miałam zupełnie siły na wykonywanie zwykłych obowiązków, które do tej pory nie sprawiały mi trudności (więc wzięłam zwolnienie lekarskie na kilka dni), zupełnie nie ufam mojemu partnerowi mimo że nie mam do tego podstaw (mój partner pracuje w delegacjach za granicą). Ciągle czuję głód, jedzenie jest jedyną prawdziwą przyjemnością w moim życiu, już przytyłam 25 kg. Jestem uzależniona od jedzenia chipsów. W dodatku zaczęłam mieć kłopoty z zaśnięciem, w tym tygodniu zarwałam już drugą noc. Nie wiem, co się ze mną dzieje i gdzie szukać pomocy, zwłaszcza, że z powodu pandemii koronawirusa dostęp do psychologów jest utrudniony. Dostałam od lekarza rodzinnego skierowanie do poradni psychologicznej i receptę na lek Escipram, jednak moja siostra (która ma zaburzenia osobowości ze spektrum dwubiegunowości - czy coś w tym stylu) kategorycznie zabroniła mi brać ten lek bez konsultacji z psychiatrą. Czy ja w ogóle potrzebuję pomocy, czy jestem zbyt leniwa i wystarczy tylko zapanować nad myślami?
  2. Witam, Jestem dziewczyną, mam 33 lata. Od dawna zmagam się z pewnym niezrozumiałym schematem dotyczącym odżywiania. Od zawsze byłam aktywna, ruch sprawia mi radość. Od dwóch miesięcy zaczęłam ćwiczyć intensywnie na siłowni i nie dlatego że musze schudnąć, bo to nie główny cel, chcę być zdrowa i silna a podnoszenie co raz większych ciężarów to pokonywanie dla mnie barier stawianych w głowie. Jest to forma pracy nad dyscypliną. Wiąże się to ze zmianą stylu odżywiania, bowiem gdy w moim życiu pojawiają się treningi, automatycznie mój organizm chce jeśc inaczej, zdrowiej, mniej, własciwiej. Czuje się wówczas świetnie sama ze sobą, mam poczucie rozwoju i kontroli, wiem że służy to czemuś dobremu. Nie trwa to jednak długo. Powiedzmy, że utrzymuje ten stan przez dwa miesiące, po czym z dnia na dzień tracę chęci i motywacje. Treningi nie sprawiają mi już takiej radości , olewam systematyczność i zaczynam jeść, wręcz rzucam się na jedzenie. Przybiera to nie zbyt krzepiącego wymiaru, ponieważ dochodzi do opychania się, jedzenia cały czas byle czego, słodkich batonów, ciastek, ciast, chipsów. Zauważyłam że momentami nie czuje już smaku, chodzi o sam proces jedzenia i za pewne tego jakie "poczucie" mi to daje. Wstaje rano i mimo że nie jestem głodna, szybko pędze do kuchni by jeść, przed snem też się opycham. Jak łatwo się domyśleć, efekty cięzkich treningów znikają, mój nastrój sięga dna, w wyniku kolejnego upadku.Czuje się beznadziejnie , ale wiem że to ma jakieś głebsze dno , o którym nie mam pojęcia, nie jestem świadoma i żeby nad tym popracować musze wiedzieć co to jest, z czego wynika, jak z tym walczyć. Dlatego zwracam się do Państwa o pomoc. Zapraszam do dyskusji , jednocześnie dziękując za wszystkie sugestie i komentarze. Pozdrawiam, E.
  3. Witam. Jestem z X już 5 lat - on 34 a ja 28 lat. Mieszkamy razem już około 3 lata. X od zawsze lubił grać, ale raz więcej raz mniej nie wydawało się to złe. Jakos na początku stycznia dowiedziałam się ze wydał ponad 1tys na grę internetowa. Później z okazji urodzin na prezent chciał kolejne tyle na grę. Powiedziałam okey. Po czym weszłam na jego konto i okazało się ze w międzyczasie wydał jeszcze 1 tys na grę. Powiedział ze nie chciał mówić bo wiedział ze będę zła a przecież on pracuje i tez chce coś mieć z życia. No ok miał już mówić wszystko. Pieniądze z niewykorzystanego urlopu tez przeznaczył na grę - ok. 1,5 tys zł. Ale o tym wiedziałam. Teraz pare dni temu powiedział ze jeszcze 1 tys na poczet przyszłych urodzin wiec ok a dzień później okazało się ze to było jednak 1800 zł. W kolejnym dniu okazało się ze chciał pożyczyć na grę mimo ze miał te pieniądze a przy okazji dowiedziałam się ze wydał od marca kolejne 3tys zł tez na grę. nie wiem co robić on znowu mówi ze nie będzie już ukrywał nic i jednoczenie już nie mam dostępu do konta bo od razu zablokował. To było jego konto ale weszłam na nie tylko raz w dzień w który okłamał ze nie chciał pożyczyć pieniędzy a one tam były.
  4. Witam. Jestem dwudziesto kilku letnią dziewczyną-córką alkoholika. Po bardzo trudnym dzieciństwie, w którym było bardzo dużo alkoholu odcięłam się od tego świata. Wyrzuciłam w niepamięć część wydarzeń i postanowiłam ułożyć sobie życie. Niespełna 2 lata temu poznałam mężczyznę kilka lat starszego ode mnie. Miłość od pierwszego wejrzenia. Cudowny człowiek, przy nim czułam się jak księżniczka. Niestety mial jedną wadę... W przeszłości miał na koncie niezliczone ilości imprez i wypitego alkoholu. W tym czasie kiedy się poznaliśmy był „zaszyty” oraz miał problemy na tle nerwowym i w związku z tym przyjmował leki od psychiatry. Sielanka trwała kolejne kilka miesięcy, zapewnienia, ze do picia alkoholu już nie wróci bo teraz widzi ile to złego wniosło do jego życia, ze teraz już widzi swoje błędy i chce normalnie żyć, planowanie wspólnego życia, ślubu, dzieci itd... gdy tylko „wszywka zeszła” on znów pogrążył się w piciu. W tej chwili trwa to już ok. roku a ja kompletnie nie wiem co mam zrobić. Walka i przekonanie, ze muszę mu pomóc już powoli odchodzą na bok. Nie poznaje samej siebie. Widzę w sobie moja mamę która prawie 30 lat żyła w związku małżeńskim z moim ojcem alkoholikiem. Tracę sama siebie, opadam z sił. Mój mężczyzna nawet podjął się terapii z psychologiem ale bardzo szybko o tym zapomniał. Właśnie otworzyliśmy wspólna firmę co jeszcze bardziej utrudnia te sytuację. Ja sobie już z tym kompletnie nie radzę, nie potrafię żyć w związku z mężczyzna który wyrządził mi tyle złego, wielokrotnie okłamywał i obiecywał poprawę, z mężczyzna któremu kompletnie nie ufam, a zarazem wciąż go kocham i chciałabym mu pomoc... jak sobie poradzić w takiej sytuacji ? Jak pomoc sobie i jemu ?
  5. Witam, mam 19 - blisko 20 lat i jestem córką prawdopodobnie obu alkoholików. Moje życie w domu rodzinnym od początku nie było zbyt łatwe. Mam dwie siostry starsze o dekadę, które załapały się jeszcze na w miarę dobry okres i zostały wychowane w duchu miłości i ciepła (mają obecnie własne szczęśliwe rodziny). Gdy miałam kilka lat mój ojciec miał wypadek. Po tym wszystkim firma ojca splajtowała i zaczął pić więcej. Przerodziło się to w uzależnienie. Taka 6-cio latka próbująca podnieść pijanego ojca chyba zawsze pozostanie mi w głowie. Jednak coś we mnie pękło. Gdy robił awantury zaczęłam wzywać policję, zaczął mnie nienawidzić mimo że chciałam pomóc. Wyzwiska, obelgi były codziennością jeszcze 2-3 lata temu. Matka go broniła i babcia (jego matka też) - coś jak syndrom sztokholmski (niewiele brakło byłby na przymusowym odwyku, ale mama zmieniła zeznania i odroczono). W międzyczasie chorował, ciągłe picie odbijało się na tym wszystkim. Częste ataki padaczki i namawianie by dał sobie pomóc nie pomogły. Minął miesiąc odkąd zmarł. Moja mama i babcia wpadły w rozpacz. Babcia wielokrotnie wspomina o tym że chciałaby popełnić samobójstwo, matka zaś zaczęła pić. Ja czuję się już wyżuta z emocji. Zamknęło się we mnie wszystko - na pogrzebie stałam jak pusta. Dziś próbowałam zareagować z mamą, powiedziałam ze pomogę jej z tego wyjść, ze na spokojnie może uzyskać pomoc, lecz ona nie widzi w tym problemu. Ja już nie wiem, czy jestem w stanie znów zaciekle walczyć o jej życie tak jak o ojca. Czuję, że to wszystko mnie zabija. Siostry mają swoje życia, są szczęśliwe. Moim marzeniem jest żyć jak one.
  6. Mój problem dotyczy nadmiernego zainteresowania treściami pornograficznymi u mojego partnera. Mamy po 34 lata, poznaliśmy się na forum erotycznym. Po 6 mc. pisania spotkaliśmy się, zaiskrzyło i zostaliśmy parą. Nasz związek trwa już 4. rok, mieszkamy razem od 1,5 roku. Mój chłopak był stałym bywalcem forum, na którym się poznaliśmy. Przez 10 lat nawiązywał podobne relacje z różnymi kobietami, najczęściej mężatkami, z którymi wchodził w „wirtualne romanse” dla namiastki bliskości. Bał się szukać kogoś na poważnie, ponieważ uważał, że nie zasługuje na miłość. Poznawszy mnie uwierzył, że jest inaczej. Napiszę w punktach co nie daje mi spokoju: - Wiedziałam, że zawsze lubił filmy porno, ale uważałam, że to z powodu samotności. Niestety w momencie, gdy zamieszkaliśmy razem nie zaprzestał tego. Po paru miesiącach odkryłam co robi. Historia jego przeglądarki wyjawiła, że ok. 4-5 razy dziennie robił sobie sesję porno. Oglądał raczej normalne, nie było tam żadnych nieosiągalnych treści, ani dewiacji. - Przyłapałam go, że grywa w grę porno online. Weszłam na jego konto. Logował się tam co 1-3 dni, prowadził krótkie nieprzyzwoite rozmowy z innymi użytkownikami lub grał w mini gierkę polegającą na odgrywaniu scen seksu. Ta gra to yareel. Gdy to odkryłam prawie się rozstaliśmy, on miał poczucie winy. Tłumaczył, że nie wie czemu to robił, po prostu go wciągnęło. Zapewniał, że nie szukał tam bliższych relacji, nie rozmawiał z jedną osobą więcej niż raz i tak naprawdę nie interesowało go kim jest. Po prostu masturbował się pisząc nieprzyzwoite rzeczy i po tym od razu wychodził z tej gry. Powiedział, że za każdym razem było mu głupio i miał potem wyrzuty sumienia. Dla mnie to było jak zdrada, jak zwykły sex czat. - Odkryłam, że czyta starą korespondencję z kobietami, z którymi kiedyś pisał, również się przy tym masturbując. Wszystko mu usunęłam, w domu było piekło, on miał poczucie winy i pozwolił mi skasować to wszystko. Boli mnie to do dziś. Straciłam poczucie, że jestem dla niego wyjątkowa. Bo jak mogę być skoro „wspomina” masturbując się przy tym dawne znajomości, a ma w domu codzienny, regularny seks z osobą, którą jak twierdzi kocha (mówi mi to prawie codziennie)? - Po grze i mailach uznałam, że może czegoś mu nie daję. Chciałam, żebyśmy wrócili do świntuszenia, bo może mu tego brakuje. Nic z tego nie wyszło, ponieważ zła atmosfera między nami sprawiła, że nie byliśmy do tego podejść tak beztrosko. Powiedział mi ponadto, że teraz nie ma już potrzebny mnie „adorować” tak jak kiedyś, bo kiedyś robił to, żeby mnie zdobyć, czuł niedosyt „mnie”, a teraz jesteśmy razem na co dzień. - Zainicjowałam rozmowę o fantazjach. Nie, żeby wypytywać o czym myśli, tylko żeby dowiedzieć się jaki seks go podnieca, żeby ew. wprowadzić coś nowego do sypialni. On chyba opacznie to zrozumiał i przyznał się, że miewa fantazje o byłych kochankach i wspomina sytuacje między nimi, albo o kobietach, z którymi pisał kiedyś – wyobraża sobie jak mogłyby wyglądać spotkania. To wszystko mnie załamało. On podkreśla, że nie ma tam mowy o żadnych uczuciach wyższych – nie ma ochoty pisać dalej z tymi osobami, ani się spotykać, nic do nich nie czuł, nie utrzymuje żadnych kontaktów z nimi. Po prostu wyobraża sobie tylko seks, ponieważ podniecało go to, że one go tak namawiały. - Przede mną miał 1 młodzieńczy związek trwający 6 mc. Nie było w nim seksu. Następnie 2 kochanki. Jedną poznał ok. 10 lat temu – mężatka, starsza od niego o 15 lat, która się w nim zakochała, on nic do niej nie czuł, ale uległ jej namowom na seks. Spotkali się 5 razy. On twierdzi, że tak naprawdę tego nie chciał i próbował się oswobodzić z tej relacji. Tak też się stało. Drugą poznał 3 lata przed poznaniem mnie na tym samym portalu, na którym na siebie trafiliśmy. Spotkał się z nią 3 razy, także nic do niej nie czuł, twierdzi, że chciał sprawdzić czy seks bez uczuć może być satysfakcjonujący. Czując, że coś jest nie tak w takiej relacji nie przeżył z nią żadnego orgazmu. Przestał się do niej odzywać z dnia na dzień i tak milczał przez rok. Później co prawda ją przeprosił, ale znajomość wygasiła się i nie odbyło się już więcej żadne spotkanie. Potem flirtował jeszcze z paroma mężatkami online, aż poznał mnie. - Jego fantazje dotyczą różnych osób. Wyraził się, że dotyczy to prawie każdej kobiety, jaką zna. Np. wyobraża sobie, że jedzie z jakąś kobietą w windzie, a ta nie mogąc mu się oprzeć robi mu dobrze ustami. W tej samej fantazji mogą być różne osoby. Argumentuje to tak, że „o kimś trzeba myśleć”, a najłatwiej mu myśleć o znanych twarzach, ale to dla niego nic nie znaczy i kto tam akurat jest, jest dla niego mniej ważne i niczym się nie różni od włączenia sobie porno. Nie kocha tych osób, ani nie jest w nich zauroczony. Dopytywałam czy o mnie też fantazjuje. Twierdzi, że tak i że najczęściej wspomina nasz seks z przeszłości i że nie mógłby inaczej, bo 99% doświadczeń seksualnych ma ze mną. Nie wiem czy w to wierzyć. - Po tym wszystkim postanowił przestać oglądać porno. Powiedział, że wie, że jest uzależniony i chce się poprawić. Trwa to od ok. 2 miesięcy, ale przez ten czas parę razy znalazłam podejrzane rzeczy. Ślady oglądania porno w komputerze – nie tak często jak wtedy, ale od czasu do czasu, raz znalazłam jakąś fotkę erotyczną z Internetu w jego koszu. W tym dniu pytałam czy to robił. Zaprzeczył. Po prostu skłamał. Rozmawialiśmy o tym i powiedział, że się stara, ale czasami czymś się stresuje i to jest jego przyzwyczajenie, by tak się rozładować, wstydzi się tego i dlatego mi nie powiedział mi. Powiedziałam, żeby mi mówił mimo wszystko, że może mi zaufać i zareaguję dużo lepiej, niż jakby się okazało, że mnie okłamuje. Obiecał, że będzie tak robił. Raz się przyznał. Niestety ostatnio odkryłam, że czyści historię przeglądania, a w przypadkowo zostawionych na wierzchu papierach znajdował się jakiś „projekt” gry erotycznej? Nie wiem co to było, ale nazwał go ”burdel”, używał tam bardzo wulgarnych sformułowań określających statystyki postaci, tj. „kurwa”, „usługi: zwalenie konia ręką”, „dodatkowe usługi: daje w dupę”, „casting na nowe kurwy” itp. On jest informatykiem i wygląda to tak, jakby chciał zaprojektować grę porno? Musiał się zorientować, że zostawił to na widoku, bo jeszcze tego samego dnia „to” zniknęło. Przy najbliższej okazji przeszukałam mieszkanie i znalazłam schowane w szafie. Nie ufam mu, że stara się nie oglądać porno. Myślę, że mnie okłamuje, robi to po staremu i wszystko kasuje. Czasami tylko wpadnie przez jakiś drobiazg. To mnie zatruwa, czuję się upokorzona. Wg mojej wiedzy takie uzależnienie negatywnie wpływa na pożycie seksualne. U nas nic z tych rzeczy. Seks jest praktycznie codziennie, on zawsze ma wytrysk, zawsze jest chętny, nie traktuje mnie przedmiotowo, nie ma problemu ze wzwodem. Jednak wiedza o jego „tajemnym życiu” spowodowała u nie straszne kompleksy. Jestem załamana. Gdy z nim rozmawiam on twierdzi, ze sama jego działalność pornograficzna nie powoduje u niego wyrzutów sumienia względem samego siebie. Jedyne wyrzuty sumienia ma wobec mnie, że zawodzi moje oczekiwania i łamie postanowienie o nieoglądaniu porno pomimo moich próśb i tego, że wie jak jest to dla mnie ważne. Ma potem wyrzuty sumienia i mówi, że "źle się czuje z samym sobą". Ale tak jak napisałam, nie dlatego, że samo to co robi uważa za złe i przejmujące kontrolę nad jego życiem, tylko dlatego, że wie, że mnie to rani i dlaczego. Zdaje sobie też sprawę z tego, że to, ze grał w porno grę online było nie w porządku. Czuł, ze mnie w jakimś sensie zdradza, mimo to robił to. Wymaga ode mnie zaufania i ma pretensje o jego brak, bo uważa się za osobę uczciwą i gdy podważam jego prawdomowność ma wrażenie, jakbym go nie znała. Tymczasem nie mogę mu wytłumaczyć, że jego zachowanie (samo granie w taką grę i potem zapieranie się tego, kłamstwa gdy pytam czy oglądał porno, gdy byłam w pracy) nie buduje zaufania, a wręcz przeciwnie. Uważam, ze nie jest tak uczciwy za jakiego się uważa. On wydaje sie jednak mieć o sobie zdanie, że jest uczciwy... Błagam o pomoc.
  7. Dzień dobry, jestem kobietą, mam 23 lata. Oboje rodzice żyją, ojciec jest alkoholikiem, matka bierna wobec problemu. Mam również starszą siostrę, nie mieszka z nami, ma swoją rodzinę. Ja na razie z powodów finansowych mieszkam z rodzicami. Jestem w udanym związku z chłopakiem w moim wieku, jesteśmy przede wszystkim przyjaciółmi. Mam kilka problemów, podejrzewam, że wszystkie wynikają z alkoholizmu ojca i tego, że nie umiem sobie z nim poradzić. Postaram się wszystko zwięźle opisać. 1. Nie umiem określić mojego stosunku do ojca. Mój ojciec gdy nie pije jest 100 razy lepszy od matki. Jest człowiekiem inteligentnym, spokojnym (matka wiecznie wrzeszczy i wprowadza nerwy), chodzi do dobrej pracy, nigdy jej nie "zawala" z powodu picia. Niestety gdy pije (ok. 3-4 dni w tygodniu, czasem kilka piw, czasem do granic możliwości) robi się złośliwy, a wygląda jak żywy trup, aż szkoda patrzeć. Matka udaje że tego nie widzi albo płacze albo kupuje sobie drogie rzeczy. Często też gani mnie, gdy z mojej strony padają przykre słowa pod adresem pijanego ojca. Czasem jednak wstawia się za mną. To jest szarpanina emocji. Nigdy nie wiem, który rodzic będzie moim sojusznikiem. Na trzeźwo nie potrafię rozmawiać z ojcem o jego problemie. Jest całkiem innym (lepszym) człowiekiem gdy jest trzeźwy. 2. Czuję się gorsza od innych i czuję niesprawiedliwość, że urodziłam się w mojej rodzinie, gdy widzę osoby, które mają normalne relacje z rodzicami i otrzymują od nich wsparcie emocjonalne i przede wszystkim finansowe. Nie mogę powiedzieć, żeby nam czegoś brakowało. Rodzice zarabiają całkiem dobrze, ale wszystko na bieżąco wydają. Nie mam od nich żadnych oszczędności na start. Nie mówię, że każdy rodzic ma dać dziecku pieniądze na mieszkanie w centrum Warszawy, ale fajnie by było mieć małe zabezpieczenie. Pracuję i zarabiam dobrze, ale mieszkam z rodzicami, bo dla mnie każde odłożone 500 czy 1000 zł to krok bliżej do własnego mieszkania albo domu. Rodzice dają mi niewielkie sumy, jeśli tego potrzebuję, jednak faworyzują moją siostrę, jej męża i dzieci. Kupują im wyposażenie kuchni, gdy ja proszę ich o pomoc w zbieraniu na studia zaoczne. Odkładają dzieciakom na przyszłość, gdy dla mnie i dla siostry mieli okrągłe 0 oszczędności. Matka daje mi na święta kosmetyk, którego sama używa, a dzieciakom zabawki za 300 zł. Zazdrość jest niefajna, ale robi się przykro człowiekowi w takich sytuacjach i tyle. 3. Urabiam się jak dziki wół, a nikt tego nie widzi i nie docenia. Chłopak widzi, ale nie rozumie i woli być na razie beztroskim studentem. Zawsze miałam świadectwo z czerwonym paskiem, dyplomy i listy gratulacyjne. Teraz studiuję dziennie na uczelni publicznej i pracuję na 3/4 etatu. Codziennie nie ma mnie w domu od godziny 7 do godziny 19. Mam dobrą pracę, którą może pochwalić się naprawdę mało osób w moim wieku, udało mi się. Tak jak napisałam wcześniej, zarabiam dobrze. Większość pieniędzy odkładam, bo wtedy czuję się bezpieczniej. Mam fajne wyniki na studiach, promotor chwali mnie na każdym kroku, w pracy mam świetnych znajomych, dostaję awanse, podwyżki, telefony służbowe i inne "bajery", którymi chciałabym się komuś pochwalić. Niestety nie mam komu. Wracam do domu i tak: albo ojciec pijany wygląda jak nieszczęście, albo rodzice oglądają razem głupie programy w TV i nawet na mnie nie spojrzą, albo nikt mnie nie zapyta czy praca jest fajna tylko ILE zarabiam. 4. Moja siostra osiągnęła sukces w życiu zawodowym i prywatnym. Rodzina szwagra jest normalna. Siostra odcięła się od naszej rodziny, nie dzwoni, nie przyjeżdża. Teraz trochę częściej wpada, bo ma dzieci i nie chce ich izolować od naszych rodziców. Ja z kolei zawsze myślę o wszystkich, organizuję urodziny, robię prezenty, doradzam, odwiedzam, zapraszam do restauracji, do kina, organizuję wycieczki, dzwonię. Uszczęśliwiam ludzi, czasem na siłę. I nadal jestem tą gorszą. Moja siostra może nie dzwonić miesiąc, a matka i tak nad nią skacze. Ja przychodzę do domu po 12 h poza domem i jestem małomówna ze zmęczenia i mrozu - awantura. Aha, i wszyscy traktują mnie jak dziecko ze względu na to, że jestem od siostry aż 9 lat młodsza. Nie mam nigdy prawa głosu i nikt mnie nie słucha ani moich rad. 5. Ciągle udaję. Nie ma w moim życiu miejsca na szczerość. Chłopak wie o ojcu, widział go pijanego. Sam ma ojca alkoholika, który z tego wyszedł parę lat temu. Inni nie wiedzą. Czasem aż mi siebie żal. Przez tyle lat ci nauczyciele którzy wystawiali mi 5 i 6, moi znajomi, przyjaciele, koledzy i koleżanki z pracy obcowali z kimś kogo nie znają. Nie wiedzą, że za tą maską sympatycznej i sumiennie wykonującej swoje obowiązki osoby kryje się taki ktoś. Ktoś kto przez tyle lat setki razy czuł się zawiedziony i oszukany, gdy po dniu wśród ludzi którzy go lubią i podziwiają, wracał do domu śmierdzącego alkoholem, do domu bez emocji, wsparcia. 6. Może to głupota, ale jest mi bardzo przykro z tego powodu: rodzice (szczególnie ojciec) nigdy nie pozwolili mi mieć psa, o którym marzyłam. Kocham zwierzęta, warunki jako takie mamy. Skrzywdzili mnie i nawet nie pozwolili mi nigdy mieć mojego psiego przyjaciela! Nie dbali również nigdy o mój rozwój, nie prowadzali na zajęcia (no, czasem, o ile były darmowe i w szkole). Gdy chciałam malować farbami na kartce, to był wielki problem, bo będzie brudno. Nie mogłam pomagać w kuchni, bo się skaleczę. Nie mogłam pomagać im sprzątać, bo za wolno. Dziś widzę jak kuzynki i siostra robią wszystko by dzieciom nieba przychylić, jak uczą je wielu rzeczy, pozwalają próbować, a ja byłam dzieckiem odtrąconym, zostawionym samemu sobie. Nie wiem w sumie czego oczekuję od psychologa, gdy już to przeczyta, ale dobrze było tak się wygadać. Wiem że alkoholizm ojca nie jest moją winą i nie mam czego się wstydzić. To zdążyłam przez te wszystkie lata zrozumieć, że nie miałam na to wpływu.
  8. Mam 19 lat .mam 4 miesieczną córeczkę . Od porodu czuje brak szacunku ze strony partnera . Nie mam kontaktu ze starymi znajomymi , zabroni mi kontakt z nimi . Ośmiesza mnie przy rodzinie , krytykuje moje upodobania , wygląd czy nawet pasje. Mam wrarzenie że poza wyzwiskami nie ma już nic wiecej . Kocham go robie wszstko by uratować ten związek stawiam obowiązki domowe ponad samą siebie . Gotuje . Zajmuje sie dzieckiem . Tak naprawde przestałam cokolwiek robić dla siebie . Chciałam iść do pracy poszłam na rozmowe kwalifikacyją i przyjeli mnie do pracy na drugi dzień poszłam na dzień prubny dostałam prace gdy wróciłam do domu by mu o tym powiedzieć wściekł się wyzywał mnie . Krzyczał że "co ja sobie wyobrażam moje miejsce jest w domu " ... wielokrotnie starałam się z nim rozmawiać . Mówić że czuje sie okropnie traktowana . Prosiłam by przestał sie zmieniać w potwora ... tylko był taki jak kiedyś ..
  9. Witam, mam 29 lat. Jestem mamą po raz pierwszy. Początek nie był łatwy gdyż po 3 dniach wyszłam ze szpitala a później musieliśmy wrócić do szpitala na badania dziecka. Podejrzewali żółtaczkę, spędziliśmy łącznie następne 3 dni w szpitalu praktycznie całe dnie. Nie mam nikogo do pomocy bo mieszkamy za granicą. Mąż miał wolne 2 tygodnie z tego 1 minął tak jak opisalam, a drugi też był bardzo intensywny żeby załatwić wszystko co trzeba. Moje dziecko budziło się non stop, było na piersi i chciało jeść non stop równo co 2 czasem 1,5h. Nie spałam w ogole, jedynie drzenki. Mąż musiał wrócić do pracy, pracował na rano więc musiał być wyspany i prawie w ogóle nie wstawał do dziecka. Było mi coraz ciężej, płacz dziecka plus zmęczenie i ciągle pobudki. W środku nocy, czasem nad ranem gdy męża już nie bylo lub gdy ignorował to że dziecko płacze i się zbierał do pracy. Zrobiłam coś złego, zaczęłam potrząsać dzieckiem. Czasem rzuciłam na łóżko. Przyjechali moi rodzice jak dziecko miało 2 miesiące i się zaczęło. Płacze bo ma kolki, płacze bo to, bo tamto. Sprzeciwilam się mamie i powiedziałam żeby nic nie wynajdowala bo to nic nie da. Nie znalazłam wsparcia wręcz odwrotnie i problem dalej nie minął. Skontaktowałam się z lekarzem, bo nie chce krzywdzić swojego dziecka. Lekarz polecił mnie do opieki socjalnej oraz do osób z pomocą psychologiczną. Jednak ci od pomocy psychologicznej powiedzieli że jest już ok bo przestałam to robić i że nie potrzebuje pomocy. Lekarz zapisał mi leki setraline ale nigdy ich nie wzięłam. Pomoc społeczna też nie dużo pomogła ale mnie wystraszyła i długo nic nie było. Co jakiś czas sytuacja się powtarzała. Powiedzmy raz na tydzień raz na dwa. Szczególnie gdy już nie dawalam rady uspokoić dziecka bądź uśpić lub odłożyć. Było to nie mocne bicie ale bardziej klepanie. Po pupce lub ściskanie nóżki. Zawsze po takiej akcji siadałam i płakałam że co ja robię jestem zła matką! Przytulam potem i całuje i myślę co ja wyprawiam! Kocham moje dziecko a tak je traktuje. I to tylko dlatego bo nie umiem sobie poradzić z moją niewyjasniona złością. Jest to taki atak, szał czy jak to można nazwać. Nie umiem nad tym zapanować. Kilka razy mi się udało zostawić dziecko w łóżeczku i wrócić po czasie ale to rzadkość. Mój związek z mężem był i jest burzliwy, dużo się kłócimy oraz podnosimy głosy. Zanim mieliśmy dziecko w którejś kłótni, powiedział że będę zła mamą. Jak wszystkie rzeczy co mówił w kłótni tak ja sobie to wzięłam do serca. Nie wiem jak sobie pomóc, nie stać mnie na paychologa, prywatne sesje. Tu gdzie mieszkam dostać się jest bardzo ciezko. Chwilę miałam wsparcie od siostry jednak teraz ma inne obowiązki i jest tego wsparcia mniej. Nie chcę krzywdzić mojego dziecka na które czekałam z niecierpliwością. Nie mam pojęcia czemu to moje zachowanie w stosunku do niego jest takie straszne.
  10. Witam ... mam 31 lat jestem mamą 14m synka w ciazy dowiedziałam się że mój mąż mnie zdradza, to był tak ogromny cios wymierzony od życia którego się nie spodziewałam ... staraliśmy się o to by zostać rodzicami 2 lata... chcialam wybaczyć zdradę jednak mąż wciąż utrzymywał kontakt ze swoją kochanka, gdy syn miał 6 m nakrylam go w hotelu , po tym zarządała albo wyprowadzki albo zerwania kontaktow jednak mąż się wyprowadził nie zabierając wszystkich rzeczy... spotykał się z nią a wszystkich oszukuje ze to zamkniety rozdział , wychodzi z nią zabiera gdzieś , zachowuje się jak by Mnie i syna nie było jak by był wolnym facetem bezzobowiazan... w niczym mi nie pomaga jednoczenie udaje że nic się nie dzieje...manipuluje mną gdy widzi że zaczynam odchodzi ... daje okruszki zainteresowania a ciagle ma relacje ze swoją kochanka ... nie podejmuje żadnej decyzji iwmawia ni ze to ja mam z tym problem ze to wszystko moja wina, i on nareszcie teraz żyje normalnie ... o wszystko mnie obwinia daje sygnały że chce wrócić a nie chce zerwać kontaktu z kochanka ... wyszło teraz na to że to ja się staram i czuje winna ... dlaczego nie potrafię odejść jak po 1,5 roku ciągłego ranienia mnie pokazywania mi że nic nie znaczę dlaczego ja ciagle chce walczyć i dawać mu szanse.... czy można kochac kto wyradza tak ogromna krzywdę w białych rękawiczkach ... co ja powinnam zrobić jak się odciąć od tej relacji przestać analizować i zacząć żyć normalnie ...
  11. Kobieta. Mam 39 lat i brak jakiej kolwiek motywacji do czegokolwiek. Dwa lata temu odeszłam z pracy leczą kręgosłup prawie rok. Od tamtej pory jakoś ciężko mi zmotywować się do pracy choć bardzo lubiłam pracować. Trzy krotnie podejmowałam pracę ale zawsze było coś nie tak. Szybko mi się nudziła, niechęć wstawania z łóżka, wychodzenia wogóle z domu nie tylko do pracy ale i do sklepu, lekarza, spacer itp. Praca albo była nudna albo ludzie którzy myślą że mogą krzyczeć na mnie lub głos podnosić zamiast spokojnie powiedzieć przy tym pilnowanie swojego wybuchowego charakteru przede wszystkim do kobiet. Trzymanie tych nerwów w sobie by nie ubliżyć wyzwać lub uderzyć. Brak motywacji do pracy i radości choćby z tego że pieniądze będą jakoś obojętnie było ile zarobię choć pracę wykonuje dobrze. Zastanowiłam się nad tym czy to może depresja lub kryzys wieku średniego, wypalenie się. Mogę spać całymi dniami lub oglądać tv choć nic tam nie ma. Przestałam czytać książki a najgorsze że zaniedbuje swojego psa i wiem o tym ale nie mam sił tego z mnienić nawet dla niego gdzie był moim marzeniem od dziecka i jako husky syberian powinien dobrze się wybiegać wymęczyć to biedak przezemnie siedzi w domu bo nawet żeby wyjść z nim by się załatwił to jakaś kara. Chciałaby to zmienić ale nie potrafię nie umie. Zaczęłam czytać o tabletkach na wzmocnienie o ziołach itp. Aż doszłam do chorób. Zrobiłam testy depresyjne i niby powinnam się zgłosić do lekarza ale miałam taki przypadek że jako trzeźwa alkoholiczka poszłam do psychologa ale wtedy chodziło o leczenie agresji to wysłali mnie do lekarza od uzależnień który stwierdził że jak nie pije to nie jest w stanie pomóc. I wiem że teraz byłoby to samo. Zresztą też mam już dość tego lenistwa i bezczynności. Zresztą codzień tylko słyszę od bliskich weź się za siebie leniu. Nic nie robisz, wszytko masz gdzieś, do roboty byś poszła a nie pokuj cały dzień potrafisz sprzątać a godz. Roboty. Itp. Zresztą sama się złoszczę na siebie że tak mi ciężko cokolwiek zrobić. A jak mam coś do roboty to myślę jak to zrobić od czego zacząć i tak mija czas. Potrafię wyzywać sama siebie od leni i nieróbow że tak przytulam dużo przez to nic nie robienie próbuję się jakoś sama zmotywować mówiąc że dla zdrowia idź na spacer z psem schudniesz postrztaj bszybko szybciej usiądziesz. Ale nic nie pomaga. Fakt mam nisko samoocenę choć wiem że dużo ludzi podziwia mnie za to z jakiego alkoholizmu dałam radę wyjść i poradzić sobie sama będąc wśród osób pijących nadal. Na głód alkoholowy nie mogę zwalić bo trwa on parę dni i są inne objawy. Może myśli samobójczych nie mam choć chwilami przejdzie mnie myśl typu. Po co żyje przecież to bez sensu zero radości z życia i jakoś jest mi wszytko jedno czy żyje czy nie. Ale to sporadycznie. Zresztą dużo by pisać a chciałabym się dowiedzieć czy to może być depresja? Jak nie to co to może być i jak to zmienić? Będę bardzo wdzięczny za odpowiedzi i rady bo sama jestem bezsilna. Dziękuję i pozdrawiam.
  12. Witam, Jestem 29 letnia kobietą. Od dwóch lat matką. Jestem w udanym związku z ojcem dziecka, ale nie kocham swojego dziecka. Od pierwszego dnia życia mojej córki, mam wrażenie, że nie jest moja. Sytuację pogarsza jej temperament. Jest nadpobudliwa od urodzenia. Teraz krzyczy, bije,wymusza. Co się oczywiście nasila poprzez moja nerwowość. Dodam, że od dawna cierpię na stany mocno obniżonego nastroju, bezsenność i niejednokrotnie leczyłam to alkoholem. Sytuacja z nastrojem i bezsennością bardzo pogorszyła się po porodzie i trwa nadal. Wiem, że krzywdzę swoje dziecko. Relacje z matką mają wpływ na rozwój mózgu dziecka i jego emocji na całe życie....nie wiem co mam robić. Staram się wmawiać sobie że ja kocham,ale tego nie czuje. Działa mi na nerwy strasznie i czasami w gorszej formie mam ochotę się poddać i oddać ojcu pełnię praw rodzicielskich.
  13. Witam.Jestem Magda,32 lata.Od 14 r ż chodziłam do psychologa.W wieku 16 lat zaczęli podawać mi leki psychotropowe. W rodzinie występuje CHAD (matka) i uzalenienie mieszane.Bylam 8 razy hospitalizowana.Podczas ostatniego pobytu opuściłam ośrodek z diagnozą CHAD stan mieszany.Diagnozy dokonało całe grono terapeytyczne z Profesorem na czele.Zaznacze ,że 8 hospitalizacji odbyło się na tym samym oddziale,a wyszłam w fazie mieszanym tylko ze względów finansowych szpitala jak mniemam.Nieważne.Wyjechałam za granicę.Odstawiłam wszystkie leki.Zakochałam się w kobiecie.Po pierwszym miesiącu planowałam skok pod pociąg w związku z czym wstrzymałam cały ruch pociągów z Londynu.Trafiłam do izolatki na dobę...Chyba chcieli mnie zamknąć w szpitalu.Powiedziałam,że to był błąd i nie chciałam się zabić...Tak wyszło.Nieważne.Przeżyłam kolejne 9 lat w UK .Partnerka otoczyła mnie miłością.Znalazłam pracę na kierowniczym stanowisku.Nie mogę narzekać.Wszystko jakoś płynnie minęło przez te 9 lat...ale od jakiegoś czasu czuję jakby powracający stan,problemy ze snem,brak apetytu,rozdrażnienie,chaos w głowie..Czy to możliwe,że CHAD tyle lat był nieaktywny? Czy to zwyczajny błąd w diagnozie..mam na myśli,np.zaburzenie osobowości borderline? Udaje,że jest ok,uśmiecham się-tak się robi tutaj/nie inaczej,bo nie wypada(jeb***etykieta)ale czuję,że mam ochotę iść i skoczyć z mostu.Boję się ,że tym razem nie będę potrafiła dłużej utrzymać kontroli nad samą sobą.I tak trudne jest samo pisanie tutaj.Kiedyś obiecałam sobie,że odetnę się od jakiejkolwiek psychologii.
  14. Samobójstwo to najpoważniejsza forma autoagresji spowodowana tym, że człowiek nie umie poradzić sobie z problemem i z emocjami. Narastająca frustracja kumuluje się i najpierw może wyrażać się agresją wobec innych, a potem w stosunku do siebie. Dominujące poczucie bezsilności, bezradności i osamotnienia wobec problemu powoduje, że najlepszym wyjściem z sytuacji wydaje się wtedy własna śmierć. Związek pomiędzy samobójstwami a spożywaniem alkoholu. Z analizy danych policji z ostatniego dziesięciolecia wynika, że 20% Polaków, którzy popełnili samobójstwo lub podejmowali próby samobójcze nadużywało alkoholu. Wiele badań rodzimych i zagranicznych potwierdza, że u osób uzależnionych od alkoholu ryzyko targnięcia się na własne życie wzrasta ponad 60 razy w stosunku do innych osób. Co czwarty alkoholik chociaż raz w życiu próbował odebrać sobie życie. 80% z nich to mężczyźni. Mechanizmy prowadzące do samobójstwa. Większość prób samobójczych wśród osób uzależnionych ma charakter impulsywny czyli nie planowany. Pacjenci po próbach samobójczych będący w terapii często mówią, że nie wiedzą dlaczego, będąc pod wpływem alkoholu, targnęli się na własne życie. Przyczyny takiego zachowania są wielorakie. Przede wszystkim alkohol wpływa na zaburzenia funkcji poznawczych, upośledza prawidłową ocenę sytuacji oraz zdolność do podejmowania racjonalnych decyzji. Po drugie: regularne spożywanie alkoholu to czynnik dwukrotnie zwiększający prawdopodobieństwo rozwoju depresji. A choroba ta wzmaga ryzyko podejmowania prób samobójczych. Jest to związane z upośledzeniem pracy układu serotoninowego co przekłada się na negatywne myślenie o sobie, przyszłości i świecie oraz poczucie winy i bezsilności. Trzeci czynnik to poczucie niezrozumienia i samotności wśród osób uzależnionych. Coraz silniejsza koncentracja życia wokół substancji prowadzi do destrukcji relacji i nieuniknionej izolacji społecznej osoby uzależnionej. Kończące się fiaskiem kolejne próby zaprzestania picia oraz przymus picia doprowadza do poczucia bezsilności. W konsekwencji wielu osobom wydaje się, że jedynym wyzwoleniem się od alkoholu i nędznego życia będzie samobójstwo. Syndrom presuicydalny Można zaryzykować stwierdzenie, że alkohol prowadzi do rozwoju syndromu presuicydalnego. Jest to stan psychiczny opisany w 1953 roku przez lekarza psychiatrę Erwina Ringela, który badał niedoszłych samobójców. Ringel zauważył, że 80% osób przed popełnieniem samobójstwa przejawiało te same zachowania. Pierwsze nich to zawężenie sytuacyjne. Objawia się tym, że człowiek nie widzi rozwiązania swojego problemu. Nie umie poszerzyć perspektywy czy przyjrzeć się swojej sytuacji pod innym kątem. Czuje bezradność i bezsilność. Podobnie jak alkoholik, który czuje przymus picia i nie potrafi przestać pić. Drugie zachowanie to zawężenie dynamiczne, objawiające się pesymizmem, nadmiarem negatywnych uczuć i czarnowidztwem. Człowiek ma poczucie braku wpływu na swoje życie i odczuwa lęk przed zmianą. Tak samo czuje się alkoholik, który obawia się życia bez alkoholu i przechodzi stany depresyjne. Trzecie zachowanie to zawężenie stosunków międzyludzkich czyli wycofanie społeczne. Rosnąca koncentracja życia alkoholika wokół substancji prowadzi do izolacji społecznej oraz kolejnego zachowania z syndromu presuicydalnego czyli zawężenia świata wartości. Życie osoby uzależnionej jest zdominowane przez alkohol: jego zdobywanie, gromadzenie i picie. Taki rodzaj odczuwania, myślenia i zachowania powodują, że osoba doświadcza ogromnego napięcia, z którym, jak jej się wydaje, może sobie poradzić tylko poprzez unicestwienie się. Powikłania objawów odstawiennych. Nie należy zapominać o jeszcze innym czynniku występującym po spożyciu alkoholu, który sprzyja zachowaniom autodestrukcyjnym. Są to powikłania objawów odstawiennych czyli nasilone zaburzenia lękowe, doznania omamowe, w których chory słyszy głosu nakłaniające go do podjęcia określonego działania, widzi przerażające sceny lub odczuwa przypalanie czy gryzienie, od których chce uciec lub się uwolnić. Chory doświadczający powikłań może zupełnie nieświadomie targnąć się na swoje życie. W takim przypadku nie mamy do czynienia z typową próbą samobójczą lecz z wypadkiem w stanie zaburzonej świadomości, którego skutki mogą być tragiczne. Picie alkoholu – samobójstwo na raty I na koniec pewna refleksja. Biorąc pod uwagę, że alkohol jest substancją chemiczną, która zatruwa organizm to picie alkoholu jest samobójstwem tylko, że rozłożonym w czasie. Alkoholik zabija się latami. Na początku organizm jest w stanie metabolizować i pozbywać się trucizny. Jednak z czasem nie jest sobie w stanie poradzić z nadmiarem substancji, która upośledza działanie poszczególnych narządów i układów fizjologicznych co prowadzi do śmierci. Aby temu zapobiec osoba uzależniona powinna podjąć leczenie w ośrodku terapii uzależnień, podczas którego nabędzie wiedzy o mechanizmach i skutkach choroby, a także dowie się jak dbać o swoje trzeźwe życie.
  15. Hej, mam na imię Aleksandra, 18 lat, przyjechałam z Bydgoszczy. Tak... pi tych wszystkich pobytach w szpitalach psychiatrycznych i w ośrodku leczenia uzależnień od substancji psychoaktywnych przywykłam już do takiego sposobu przedstawiania się. We wrześniu 2017 roku rozpoczęłam naukę w liceum ogólnokształcącym. Byłam już wtedy dosyć mocno uzależniona od twardych narkotyków i dopalaczy, głównie od mefedronu. Dostałam się do VILO - najlepszej szkoły średniej w Bydgoszczy. Wytrwałam tam jednak tylko przez tydzień, ponieważ zażywałam substancje na każdej przerwie praktycznie i nie uszło to uwadze nauczycieli i innych uczniów. Dopiero po tym, jak zgubiłam woreczek z białym proszkiem w toalecie, zostałam oficjalnie usunięta z listy uczniów szóstki. Zostałam skierowana na oddział psychiatryczny do szpitala uniwersyteckiego. Przez pierwszy tydzień leżałam sama na izolatce i byłam kompletnie nieprzytomna. Potem, jak zaczęłam nieco więcej rozumieć, myślałam że dostanę wypis do domu. Okazało się jednak że mój tygodniowy pobyt przeciągnie się do 5 - tygodniowej obserwacji. Wtedy zaczęłam się buntować na wszelkie możliwe sposoby. Rzucałam kamieniami w okna, biłam i obrażałam personel szpitala. W tym okresie bardzo dobrze rozumiałam się z jedną pacjentką i razem po kryjomu paliłyśmy papierosy w toalecie i zabierałyśmy młodszym pacjentom słodycze. Ale jak ta dziewczyna wyszła zrobiło mi się strasznie smutno. Zapoznałam dziewczynę z depresją i wtedy po raz pierwszy dokonałam samookaleczenia szkłem z rozbitej szklanki. Wówczas pani ordynator stwierdziła że nie jest w stanie mi pomóc. Zrozumiałam że mam ogromny problem i zgodziłam się dobrowolnie na roczny pobyt w ośrodku leczenia uzależnień w Wierzenicy. Nie mogłam się tam jednak kompletnie odnaleźć. Cały czas miałam myśli samobójcze i okaleczałam się. W końcu po tygodniu opuściłam bez pozwolenia teren ośrodka i schowałam się w starym garażu. Dalej się okaleczałam, aż mnie znaleźli i zawiadomili mojego tatę że ma mnie zabrać bo stanowię dla siebie zagrożenie. Bardzo się ucieszyłam że jadę do domu. Jeszcze po drodze zamówiłam w internecie substancje od których byłam uzależniona. 2 dni później odebrałam z poczty paczkę. Poszłam do nowej niepublicznej szkoły i funkcjonowałam na tych substancjach przez 2 tygodnie. Do teraz nie wiem, jak mój tata zorientował się że znowu biorę narkotyki. Zawiózł mnie tak jak stałam tym razem nie do szpitala w Bydgoszczy, tylko w Świeciu. Tam stwierdzono że miałam we krwi toksyczne substancje i tata uratował mu życie. Parę dni pozniej odwiedziła mnie mama i powoedziala że wyglądam jak trup po czym się rozpłakała. Obiecałam że już nigdy nic nie wezmę. Oczywiście były to puste słowa, bo myślałam zupełnie inaczej. W Świeciu też nie czułam się za dobrze. Były tam bardzo surowe zasady, do których nie potrafiłam się przystosować. W związku z tym że pobiłam trzy pielęgniarki, po 3 miesiącach zostałam skierowana na oddział sądowy o wzmocnionym zabezpieczeniu, ponieważ miałam w sądzie, jak się okazało, sprawy za posiadanie narkotyków, rozprowadzanie i pobicie. Wtedy zrozumiałam że to nie są żarty. Zaczelam się starać i pracować nad sobą. Uczestniczyłam w terapiach, jedzilam na przepustki. Pobyt mój tam trwał rok. W grudniu 2018 dostałam wypis do domu i podjęłam próbę samobójcza. Uznałam że moje życie bez narkotyków nie ma sensu i wyskoczyłam przez okno. Po tym zdarzeniu znowu wrocilam do Swiecia na 6 miesięcy. Stwierdzono u mnie schizofrenię i zaczelam się leczyć w tym kierunku. 10.06.2019 roku dostałam wypis, ale miesiąc pozniej znowu zaczelam eksperymentować z narkotykami. We wrześniu poszłam do nowej szkoły, ale po tym jak przyszłam do szkoły pod wpływem zostałam zawieszona w prawach ucznia. Skierowano mnie na oddział dla dorosłych w szpitalu wojskowym w Bydgoszczy. Jednak tam, zapoznałam pana który za pocałunki i takie rzeczy dostarczał mi narkotyki. Pobyt niewiele mi dał. Zaraz po otrzymaniu wypisu, poszłam kupić narkotyki. Następnego dnia obudziłam się z ogromnym poczuciem winy i zdecydowałam się na ośrodek odwykowy w Marianówku. Byłam tam przez 3 dni. Po tym jak się samookaleczyłam, dostałam natychmiastowo wypis. Wrocilam do domu i obiecałam że już bedzie dobrze. I faktycznie było. Wrocilam do szkoły, jednak z nieznanych przyczyn któregoś popołudnia bez większego namysłu podjęłam kolejny raz próbę samobójcza. Trafiłam od razu na intensywna terapie. Połknęłam 27 tabletek silnego leku. Cudem przeżyłam. Teraz przebywam na oddziale psychiatrycznym dla dorosłych juz od 3 miesięcy. Na razie jest stabilnie jednak obawiam się tego co przyniesie mi przyszłość...
  16. Mam 28 lat i nie lubię siebie bo stałam się taką osobą, której zachowanie mi nie odpowiada. Łatwo popadam w uzależnienia. Za często piję i palę papierosy. Ale najgorsze jest chyba uzależnienie od drugiej osoby i zatracenie siebie. Za każdym razem kiedy kłócę się ze swoim partnerem świat przestaje dla mnie istnieć. Jeżeli kłótnia jest poważna i oznacza to, że on nie rozumie mojego sposobu myślenia, a ja kompletnie nie pojmuje jego to w pewnym momencie przestajemy się do siebie odzywać. Nie mieszkamy jeszcze razem, mamy zamiar od grudnia. Jesteśmy ze sobą od trzech lat. Zawsze było tak że każdy powiedział swoje, przechodziliśmy do normalności bez zrozumienia a potem problem wracał przy kolejnej sytuacji ze zdwojoną siłą. Zawsze miałam wielu kolegów ale musiałam z nich zrezygnować żeby on czuł się komfortowo. Oczywiście on ze swojej strony ograniczył kontakty z koleżankami. Dla niego to normalne. Dla mnie już teraz też, ale mam wrażenie że gdzieś we mnie w środku to w pewien sposób cały czas narasta. Chwile milczenia przeciągają się do tygodnia czasu. Ja przez to z reguły nie jestem w stanie myśleć o niczym innym. Ale też nie jestem w stanie wyciągnąć ręki jako pierwsza. Potrafię nie iść przez to do pracy, zrezygnować z wyznaczonych zadań, hobby i przeleżeć w łóżku kilka dni. Do tej pory z reguły oglądałam seriale. Ale ostatnio gdy miałam duże wyrzuty sumienia bo czułam że zawiniłam i próbowałam przeprosić a nie mogłam bo dla niego przepraszam nie rozwiązywało sytuacji to jedyne co robiłam to modliłam się o sen. Tylko wtedy nie czułam kulki stresu w klatce piersiowej i tylko wtedy nie myślałam. Objawiło się to wymiotami, biegunką i atakiem paniki. Nie spożywałam pokarmu, nie piłam wody, nawet ciężko mi było zmusić się do wstania do łazienki chyba że naprawdę musiałam. W takich sytuacjach wyłączam się z życia społecznego nie odpisuję nikomu na wiadomości dopóki sytuacja między nami trochę się nie rozjaśni. Często sięgam wtedy po alkohol. Kiedy coś mnie zdenerwuje lub zaboli to nie potrafię o tym powiedzieć normalnie. Często od razu się obrażam, jestem oschła, lub przechodzę do ataku. Bywa że się mszczę. Oboje zresztą reagujemy podobnie. To chyba już z przyzwyczajenia. Łatwo można wyprowadzić mnie z równowagi, a często jak brakuje mi słów to po prostu wychodzę z pokoju, rzucę czymś lub przeklinam. On uważa, że zachowuje się jak psychol. Często pokazuje mi że mi nie ufa. Po spożyciu alkoholu zaczęłam być agresywna. Mam urwany film. Robię rzeczy których się wstydzę i bardzo żałuję. A jak widzę z jaką pogardą potrafi mi o nich opowiedzieć to jeszcze mi z tym gorzej. Ale zamiast przestać piję jeszcze więcej. Co by utopić smutki i żal. Kiedy jest dobrze między nami to jest cudownie. Ale mimo to nawet jeżeli między nami jest dobrze to ja wewnętrznie i tak jestem nieszczęśliwa. Mam wrażenie, że nic nie przynosi mi radości. Wszystkie aktywności, których się podejmuję robię na siłę. Narzucam sobie coś po to żeby czuć że moje życie jest fajne i nie marnuje dni. A marnuje ich coraz więcej, Jak nie ustalę sobie listy co mam zrobić to jestem zagubiona. Godziny lecą a ja czuję że tylko wgapiam się w punkt i myślę o tym co powinnam a czego nie robię, Z listą idzie łatwiej. Aczkolwiek mam tyle punktów że żyje w ciągłym biegu a jestem dosyć powolną osobą. Jeśli nie zdążę wszystkiego z listy zrealizować to jestem zawiedziona zamiast cieszyć się z tego że cokolwiek udało mi się wykonać. Wstaje późno bo nie mogę się obudzić. A często jak się obudzę to nie chce mi się wstać. Zaczęłam się smucić kiedy innym coś wychodzi. Jestem zazdrosna że ktoś bawi się lepiej ode mnie. Poza tym potrafię zatajać fakty bo boję się negatywnej oceny. Wolę żeby do końca nikt nie wiedział czy coś zrobiłam a jeśli tak to dlaczego. Potem mam ogromne wyrzuty sumienia że jestem kłamliwa i brzydzę się tym. Nie wiem już jak mam się ogarnąć. Jak sobie coś obiecuję to za chwilę i tak łamię sama przed sobą te obietnice. Żyję w strachu przed opinią innych a głównie partnera. Chcę się dobrze bawić ale jak puszczają mi hamulce to zachowuje się nieodpowiednio. Nie potrafię się już spontanicznie cieszyć chwilą. A tak bardzo bym chciała
  17. Witam! Mojego męża poznałam 6 lat, od 5 lat jesteśmy małżeństwem. Jeszcze przed ślubem lubił sobie wypić, jednak nie zdawałam sobie sprawy że jest uzależniony. Po ślubie i urodzeniu się naszego dziecka pił coraz więcej, wiele razy mnie zawiódł, okłamywał, a ja dalej nie zdawałam sobie sprawy jak okropne jest to uzależnienie i jakie niesie konsekwencje. Gdy był pijany szantażował mnie emocjonalnie a nawet znęcał się psychicznie. 2 miesiące temu zawiadomiłam policję z tego powodu i rozpoczęta jest procedura niebieskiej karty. Mąż po tej interwencji zdecydował się pójść na detoks i od tamtej pory jest trzeźwy, chodzi na mitingi i do terapeuty. Ma poczucie winy i żałuje tych krzywd, ale bardzo chce żebyśmy dalej byli małżeństwem. Obiecuje, że teraz już osiągnął swoje dno i zmieni się dla siebie przede wszystkim i leczyć się będzie także dla siebie. Mam wielki mętlik, nie potrafię zadecydować. Nie czuję względem niego chyba już żadnych uczuć, a z drugiej strony życie z nim gdy jest trzeźwy mi odpowiada, bo jest dobrym ojcem, pomocny i dobry. Potrzebuję pomocy
  18. Mam 27 lat, od 5 lat jestem w związku, od 1,5 w narzeczeństwie, a od 3 lat mamy razem dziecko. Zacznę od tego, że z zewnątrz mam całkiem dobrze poukładane życie, dziecko świetnie się rozwija, obydwoje z narzeczonym pracujemy (ja świeżo po studiach zaczęłam pracę w zawodzie), wynajmujemy mieszkanie w dużym mieście, nie zarabiamy milionów, ale jest pod względem zarobkowym coraz lepiej. Od zawsze byłam rozchwiana emocjonalnie, bardzo pragnęłam miłości i silnie uzależniałam się od mężczyzn, którzy pojawiali się w moim życiu. Z obecnym chłopakiem "wpadliśmy" po ponad roku, kiedy nasz związek chylił się ku upadkowi, a ja byłam zrozpaczona. Walił mi się świat. Ale nie złapałam go na dziecko, to był przypadek. Po dość burzliwym okresie ciąży (imprezował i odnowił kontakt z różnymi koleżankami, z którymi jak mówił lepiej się dogadywał ) on stwierdził, że chce być i z dzieckiem i ze mną, bo mnie kocha. Dla mnie on był (i chyba nadal jest wielką miłością). ok. 2 lata mieszkaliśmy u moich rodziców, ja nie do końca mu ufałam, bałam się, że po wyprowadzce od nich znowu zacznie się historia z jego imprezami. Jednak zaczęliśmy się dobrze dogadywać (z rodzicami było wiele sprzeczek o "nic"), ustabilizowała się nasza sytuacja materialna i wynajęliśmy mieszkanie. I wtedy zaczęły się problemy. Już pierwszego dnia zaczął mieć do mnie pretensje o wszystko. Krzyczał, że nie sprzątam, że wszystko robię źle. Ciągle powtarza, że jestem złą matką. Wymaga ode mnie bardzo wiele, bez przerwy krytykuje. Jeśli chodzi o dziecko - jest z nim bardzo mocno zżyty, zawsze mówi, że kocha najbardziej jego, na drugim miejscu mnie, ale to normalne. Od jakiegos czasu on po powrocie z pracy kładzie się przez telewizorem i nie odrywa od niego aż do momentu, gdy stwierdza, że czas iść spać (czasem robi sobie drzemkę w trakcie oglądania). Nie reaguje na nic co do niego mówię. Często krzyczy, że jest niewyspany przeze mnie. Ostatecznie chcąc uniknąć krzyków ja śpię z dzieckiem, a on kładzie się na wersalce. Mimo to dalej krzyczy i oskarża mnie, że się nie wyspał. Często jest tak, że ja po pracy sprzątam, robię pranie, zajmuję się dzieckiem, a on stwierdza, że natychmiast idziemy spać i wydaje się oburzony, że ja jeszcze coś robię. Syn dość późno chodzi spać i on bardzo się denerwuje, mówi że to moja wina, że jestem złą matką bo nie umiem go uśpić. Ja przygotowuje się do egzaminów i zdarza się, że uczę się w nocy. Rano oczywiście ide do pracy, czasem na późniejszą godzinę (max 9 rano) i znów krzyk, że jak on wstaje to ja jeszcze jestem (on chodzi do pracy na 9 rano). Ja się czuję coraz bardziej zaszczuta, sterroryzowana we własnym domu... Mam koleżanki, ale często pragnę porozmawiać z nim. Marzę, żebyśmy pojechali na wakacje, żebyśmy razem spali, żeby mnie przytulił i powiedział, że jestem dla niego wspaniała, że mnie kocha. On twierdzi, że powinnam gadać o takich rzeczach z koleżankami, a jak chce wakacji to też mam jechać z koleżanką, a nie zawracać mu głowę. Czasem przytulam się pierwsza, ale on tylko leży i dalej gapi się w tv. Czasem mówi, żebym się odsunęła, bo mu gorąco. Z kolei gdy mówię o rozstaniu, on mówi, że gadam bzdury, że się kłócimy, ale przecież mnie kocha. Każda taka rozmowa trwa max minutę. Albo mnie ignoruje i wyłącza całkowicie albo krzyczy. Bardzo często wpada we wściekłość i furię. Krzyczy, że jestem popier* i nikt ze mną nie wytrzyma, bo jestem taka zje*. Często używa tych słów. Przyznam, że ostatnio nie wytrzymuje psychicznie. Ostatnio wyszło, że jego przyjaciółka (którą bardzo lubię i otwarcie rozmawiam o różnych sprawach, w tym dot. naszego związku) blisko przyjaźni się z jego byłą dziewczyną, z którą przez lata mieliśmy wiele problemów. Powiedziałam mu z pretensjami, że mnie oszukała, że znając problem nigdy o tym mi nie wspomniała. Zapytałam czy dobrze się bawili robiąc sobie ze mnie jaja. Myślę, że to było niepotrzbne, ale czasu nie cofnę. I on się wtedy wściekł, z pogardą powtarzał, że jestem złą osobą, jestem wrednym, złym człowiekiem (to też często powtarza, gdy powiem coś co mu się nie spodoba), bo mówie takie rzeczy o jednej z najlepszych osób jakie zna. Na marginesie dodam, że podobna sytuacja występuje zawsze, gdy zdarzy się, że pomiędzy mną, a kimś z jego znajomych zdarzy się jakikolwiek konflikt. Taki konflikt zdarzył się tylko raz z dziewczyną jego przyjaciela, gdy ta dość mocno mi dogryzała i krytykowała moją pracę, ubranie itd. Mówi, że jestem kłótliwa i tworzę chorę problemy, nigdy w życiu nie stanąl po mojej stronie w żadnej sytuacji. Poza tym bardzo dobrze dogaduję się z jego znajomymi z którymi często się spotykamy, a jest ich sporo. Na drugi dzień po tej sytuacji był wściekły, że wróciłam do tematu i mam coś jeszcze do dodania. On zawsze chce po tych krzykach odrazu wracać do porządku dziennego, a jeśli jestem obrażona zaczyna się piekło. Nie wytrzymałam i rzuciłam o ziemię pilotem. Wtedy on mnie złapał i zaczął okładać pięściami po ramieniu. Byłam już tak wykończona, że wieczorem udawałam, że jest ok. Dziś on poszedł na spotkanie z kolegami z pracy, ja siedzę w mieszkaniu i czuje ogromny ból ręki. Ten ból mi przypomina o tym co się stało. Kiedyś zdarzyło się, że mnie uderzył, raz podbił oko. Zawsze gdy zrobi coś takiego wmawia mi, że nic się nie stało - że to wymyśliłam i nie było takiej sytuacji albo, że oberwałam przez pomyłkę i podeszłam, gdy on gestykulował. Takie tłumaczenie stosuje wymiennie z tłumaczeniem, że to moja wina. Mówi, że go sprowokowałam, tzn. albo gadałam i nie przestałam gdy kazał mi przestać, albo tak jak wczoraj pierwsza rzuciłam pilotem. I tutaj zaczyna się mój problem. Czuję, że ja też jestem winna. Faktycznie rzuciłam tym pilotem, raz zdarzyło się, że pierwsza uderzyłam go ręką. Oddaje dużo mocniej, ale jednak tylko "oddaje". Poza tym zwykle to ja zaczynam rozmowy i co za tym idzie kłótnie. I ja się pierwsza obrażam. A w kłótni też i mi zdarzyło się go obrazić (od dłuższego czasu bardzo rzadko, kiedyś częściej). Ale czuję się tak bezsilna, umiem nad tym zapanować. Dziś wyszedł i nie odezwał się ani raz. Czekam, ale wiem, że lepiej nie dzwonić, bo boje się, że jak zwykle powie, że to jego sprawa albo mnie okłamie, że już wraca (a nawet nie ma takiego zamiaru). Cieżko mi ufać w takiej sytuacji. No i czy to jest ok, że on ingeruje w godzinę o której ja chodzę spać, bo nie może spać gdy ja nie śpię, a ja nie mogę nawet zapytać o której w nocy wróci do domu (nie ma szans żebym zmróżyła oko)? Tak naprawdę to tylko zarys tego co czuję. Pełno we mnie lęków, strachu przed samotnoscią, śmiercią rodziców itd. Ale chce żyć szczęśliwie, korzytsać z życia, cieszyć się z tego co mamy. Chcę się rozwijać zawodowo, podróżować, wychowywać syna na szczęśliwego człowieka. I wiem, że popełniam wiele błędów, zdarza mi się cos zawalić i o czymś zapomnieć. Ale przecież to się zdarza każdemu. Obowiązki można ogarnąć następnego dnia, ale ze zniszczonym zdrowiem i relacjami to nie działa w ten sposób. Dodam jeszcze, że jakiś czas temu okazało się, że mam niezłośliwego guza. Boje się operacji, niestety długo ją odkładałam. W rezultacie, gdy tylko wspomnialam, że się zle czuję on bardzo krzyczał , że sama jestem sobie winna, bo to odkładałam i mam mu o tym nie gadać. No i fakt. Odkładałam, więc powinnam wiedzieć, że wiążą się z tym jakieś problemy. Tutaj też czuję się winna. Czuję się winna każdego dnia, codziennie i cieżko mi z tym poczuciem winy funkcjonować. Czy ja prowokuję te wszytskie sytuacje? I często zastanawiam się czy to co on robi nie jest już znęcaniem się nade mną. Ale skoro ja sama czasem tracę nerwy, coś rozwalam i mówię coś złego to wina jest wspólna?
  19. Sprawa wygląda tak, że ja (18,5 lat) idealizuję od jakoś ponad 5 lat pewną osobę (miesiąc starszą), poza którą świata nie widzę i każdy aspekt, życia codziennego kojarzę właśnie z nią. Można powiedzieć w pewłnym tego słowa znaczeniu, że się przywiązałem do swojego obiektu westchnień ale tego absurdu jest mało. Nie jesteśmy w żadnym związku. Ba! Stosunkowo mało nawet rozmawialiśmy od kiedy w ogóle się znamy! Głównie dlatego, że wiem, że gdyby już coś takiego się wydarzyło - ona będzie zawiedziona bo pomimo, że ją szczerze kocham (i non-stop myśli na jej temat nie dają mi spokoju) to nie będę w stanie sprostać jej oczekiwaniom. Osoba, której pomocy zaczerpnąłem parę dni temu chce iść na psychologię w październiku, i ma ambicje psychologa z prawdziwego zdarzenia. Mocno mi przyspieszyła myślenie. Podczas tego big brain time (zachęcam do wyguglania definicji) jaki ona wywołała nareszcie jestem w stanie ubrać w słowa tę chorą, pokręconą, zaburzoną i niezgodną z rzeczywistością (według wszystkich osób, których pomocy zaczerpnąłem) logikę, która nie pozwala mi nawet spotkać się z tą dziewczyną i to pomimo, że niektórzy mówią, że się jej podobno podobam (sic!). Jej osoba prezentuje całkiem ciekawe osiągnięcia w muzyce. Jeżeli zżera moich czytelników ciekawość - jest wokalistką. Żeby się z nią spotkać musiałbym poszczycić się czymś konkretnym. Dopiero to mogłoby spowodować, że mógłbym jej dorównać tj. zasłużyć na nią. Stawiam sobie za wysoką poprzeczkę bo to jej mocna strona a u mnie zdecydowanie słaba. Chociaż mam kilka zainteresowań, którymi według wielu ludzi mógłbym zainteresować swojego rozmówcę (nootropy, psychologia, neuroregulacja, niedługo medycyna ajurwedyjska i odrobina mistycyzmu i kognitywistyki) to wiem, że jest to sama amatorszczyzna nie warta większej uwagi. Jeżeli mój rozmówca, któremu miałbym zaimponować zapytałby mnie o jakieś dawne osiągnięcia to zaniemówiłbym. Nie miałbym kompletnie czym się pochwalić. Ostatnie moje większe osiągnięcie pochodzi z połowy poprzedniej dekady. Zauważyliście ciekawy patent? Nie jestem absolutnie w stanie wyzbyć się porównywania do ludzi z zewnątrz. Gdybym po prostu miał zaakceptować to, że oni sobie po prostu są. Istnieją. I tyle. Nie są lepsi lub gorsi ale jestem w stanie wyzbyć się tej iskry rywalizacji z mózgu bo to powoduje, że czuję się przy tamtej dziewczynie niepewny siebie i swoich kompetencji. Niemal przytłacza mnie jej pewność siebie. To ostatnie zdanie brzmi bardzo wymownie ale chyba najlepiej obrazuje co do niej czuję. Jak coś mi przyjdzie jeszcze do głowy to będę aktualizował albo napiszę w odpowiedzi na post.
  20. Mam 30 lat. Od pół roku jestem mężem kobiety z borderline. Jest to moja wieloletnia miłość. Nasze relacje zaczęły sie pogarszać niedługo po ślubie. Stan żony się pogorszył, ma coraz większe leki. Zaczęła sie okaleczać i sięgnęła po marihuanę. W związku z tym psycholog odmówił jej pomocy i zapisania na grupę terapeutyczną, a także pomocy indywidualnej. Bardzo martwię sie o jej zdrowie. Jej stan się pogarsza. Potrafi nie spac 2 lub 3 noce. Żona często mi mowi, że nie chce byc ze mną i że niszcze ją i jej spokoj. Ja nie umiem jej uspokoić i wyprowadzić z transu. Chociaż znam ją wiele lat to nie potrafię tego zrobić. W chwilach desperacji grożę jej wezwaniem karetki, a czasem odejściem. Wiem, ze to zła droga ale czasem nie umiem inaczej. o pomoc. Co mogę zmienić w sobie, żeby jej nie krzywdzić? Jak uspokajać żonę? Jak wyprowadzać ja z transu? Jak pomóc jej i gdzie mamy szukać pomocy?
  21. Chciałbym wam dzisiaj powiedzieć o tym, że istnieją zalecenia, dotyczące tego jaki, rodzaj i metoda terapii, najskuteczniej pomoże nam w dolegliwościach, które nas dotyczą. Z artykułu dowiecie się o tym, gdzie takie zalecenia znaleźć? A także o tym, kto je stworzył? Są różne rodzaje zaburzeń psychicznych. Dla przykładu, najczęstsze w Polsce to: Nadużywanie alkoholu – 3.065.400. Zaburzenia nerwicowe – 2.470.300 (w tym: Fobie specyficzne, Fobie społeczne, PTSD, uogólnione zaburzenia lękowe, Neurastenia, Agorafobia, Napady paniki). Zaburzenia nastroju (afektywne) – 904.300 (Depresja, Dystymia, Mania). (Na podstawie Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 8 lutego 2017 r. w sprawie Narodowego Programu Ochrony Zdrowia Psychicznego na lata 2017–2022) Mamy do dyspozycji różne leki, oraz różne rodzaje (modalności) psychoterapii. Do najbardziej znanych należą psychoterapia Poznawczo-Behawioralna (zwana też CBT), psychoterapia psychodynamiczna, integralna, systemowa, oraz Gestalt. Natomiast w obrębie tych poszczególnych modalności, mamy jeszcze różne metody i techniki pracy. Można sobie zadawać pytania. Czy wszystkie metody są jednakowo skuteczne? Czy są metody zalecane do pracy z tym zanurzeniem, które w danym momencie życia mnie dotyczy? Na szczęście istnieją już odpowiedzi na te pytania. Badano skuteczność różnych metod psychoterapeutycznych w odniesieniu do różnych zaburzeń. Doprowadziło to do powstania listy metod z wyboru. Czyli interwencji psychologicznych rekomendowanych dla poszczególnych zaburzeń. Taką listę opracował Brytyjski NICE. Czyli National Institute for Health and Care Excellence. NICE jest brytyjską instytucją, której rolą jest poprawianie wyników leczenia osób korzystających z brytyjskiej służby zdrowia i innych służb zdrowia. NICE robi to poprzez między innymi: opracowywanie opartych na dowodach wskazówek i porad dla pracowników służby zdrowia. Zalecenia kliniczne NICE zawierają wskazówki dotyczące leczenia zaburzeń. Wskazówki tworzone są w oparciu o dostępne dane dotyczące skuteczności. Każde z „zaleceń” to kilkudziesięciu lub kilkusetstronicowy dokument wydawany w pełnej wersji przez „British Psychological Society and The Royal College of Psychiatrists”. Tam znajdują się informacje na temat diagnozy, leczenia danego zaburzenia wraz z procedurą analizy danych dotyczących skuteczności i wytycznymi do dalszych badań. Także gdyby ktoś z Was chciał bardziej zgłębić dane na podstawie których NICE tworzy swoje zalecenia, to informacji należy szukać we wspomnianym właśnie „British Psychological Society and The Royal College of Psychiatrists”. Wracając do wytycznych NICE – dotyczą one zarówno leczenia farmakologicznego jak i psychoterapii oraz innych interwencji. W zależności od danych naukowych, wskazana jest także kolejność wyboru poszczególnych interwencji. Wytyczne znajdziecie w linku: https://www.nice.org.uk/guidance/conditions-and-diseases/mental-health-and-behavioural-conditions Można powiedzieć: Ok, wiem jak znaleźć metodę terapii zalecaną do mojego zaburzenia. Pozostaje pytanie, skąd mam wiedzieć na jakie zaburzenie cierpię? Skąd wiedzieć jakie mam rozpoznanie? Tutaj pomocna może okazać się konsultacja z lekarzem psychiatrą i poproszenie go o postawienie rozpoznania. Następnie posiadając rozpoznanie – mogę wyszukać psychoterapeutę, który umie pracować metodą rekomendowaną dla mojego zaburzenia. Mam nadzieję, że ten artykuł będzie dla Was pomocny i pomoże Wam zapewnić sobie i swoim bliskim psychoterapię najbardziej właściwą dla zaburzenia, które jest waszym lub ich udziałem.
  22. Witam, jestem 30 letnim chłopcem nie zasługuje żeby być dorosłym. Mój problem polega na tym że mam strach przed innymi ludźmi boję się wyśmiania i poniżenia i jak mnie inni odbiorą. Uważam się za dziecko które nic nie potrafi. Codziennie muszę się zmuszać do wszystkiego. Do wstawiania z łóżka, dbania o higienę . Jeszcze za czasów szkoły podstawowej jeździłem z mamą do poradni w Warce z powodu problemów uczenia się w szkole. Z biegiem czasu ten problem narastał i pojawiło uzależnienie od gier konsolowych w trakcie trwania nauki w szkole średniej. Przez gry stałem się bardziej nerwowy, agresywny . Siedziałem od rana do rana grałem nawet pomimo zmęczenia. Przez granie zaniedbałem szkołę i leczenie zębów. W 2015 byłem na terapi z powodu uzależnienia. Terapię przerwałem z powodu myśli samobójczych. Byłem skierowany do szpitala psychiatrycznego w Radomiu. Tam zdiagnozowano u mnie zaburzenie osobowości a parę lat wcześniej schizofremię paranoidalną. W 2019 roku psychiatra powiedział do mnie że mam depresję i zmienił mi lek . Pomimo że jestem chory mam problemy z koncentracją i z pamięcią, snem. Przyjmuję leki, mam totalną pustkę w głowie. Od dziecka aż do teraz jestem niesamodzielny. Nigdzie nie pracowałem. Teraz na ogół to mi się nic nie chcę. Nie wychodzę na zewnątrz a jak już wyjdę to tylko do sklepu .Zawsze patrzę na mojego starsze rodzeństwo i na moje młodsze rodzeństwo, że oni coś w życiu osiągają a ja stoję w miejscu i nic nie robię żeby to zmienić. Po prostu się poddaję. Czuję się codziennie bezsilny, nieporadny. Bywało że potrafiłem przespać połowę dnia. Teraz to już nie wiem co robić. Najbardziej mnie denerwuje ta pustka i duży problem z logicznym myśleniem. Przez to że jestem introwertykiem czuję się outsiderem. Z nikim nie dzielę się problemami bo nie potrafię ich rozwiązywać. Nie potrafię decydować sam za siebie. Rodzeństwo mi mówi żebym wziął się w garść, żebym się nie użalał nad sobą lecz to nie pomaga. Nie potrafię nawet sobie powiedzieć że wszystko jest ok bo niestety nie jest. Każdy dzień jest taki sam. Jednym zdaniem moje życie to vanitas vanitatum et omnia vanitas. Patrząc teraz na siebie i obserwując nie potrafię walczyć, starać się. Brak mi motywacji i chęci do ruszenia z miejsca. Popadam z skrajność w skrajność. Nie wiem co już dalej mam robić czuję się już przegranym.
  23. Witajcie. Mam 33lata, jestem mamą cudownych dzieci. Jestem tu bo nie mam nikogo z kim mogłabym porozmawiać... I nie wie czy w ogóle umiem 😩 nie ma tu chyba nikogo z problemem uzależnienia. A ja czuję że ono niszczy mnie i mój związek. Nie wiem czy damy sobie sami z tym radę ... to na razie tyle ile umiem powiedzieć. Cześć wszystkim
  24. Witam, post będzie długi więc uprzedzam Jestem krzysztof, mam 30 lat, poruszam się na wózku inwalidzkim - porażenie mózgowe, skończyłem studia, do niedawna wszystko było ok. zauważyłem problemy z emocjonalnymi lękowmi reakcjami na własne fantastyczne wyobrażenia,, mam wrażenie że jest to powiązane z nadmiarem masturbacji, czy to mo\liwe? W pewnym momencie swojego życia kiedy problem narastał doszedł do mnie strach, że sam doprowadzę się do autodestrukcji psychicznej, że jestem w stanie to zrobić, nie stwierdzano u mnie żadnych chorób itd, byłem u lekarza i stosowałem antydepresanty, ale one wzmacniały to, co powinny łagodzić, po przerwaniu terapii czuję się lepiej, niż w jej trakcie. Ale z powodu stresu wracałem często do masturbacji, która uspokajała na chwilę, ale pozbawiała mnie kontroli później O co chodzi? Co powinienem zrobić? Boję się utraty kontroli nad własnym stanem psychicznym, wmówienia sobie choroby, urojenia, czytałem wiele o tym, że to niemożliwe, ale wyrobiła się we mnie lękowa reakcja na same wyobrażenia abstrakcyjnych rzeczy związanych z szaleństwem, wiem, że boję się popaść w owo. To co się dzieje nie powinno mieć w ogóle miejsca, wcześniej miałem silną psychikę i właśnie dlatego, że ekstremalnie dobrze potrafiłem żyć w rzeczywistości, czułem że nic mi nie gro\i, byłem bardzo silnym i racjonalnym człowiekiem, Szukam potwierdzenia, że autosugestia do tego stopnia nie jest możliwa, i że musi istnieć czynnik fizyczny, bo gdyby człowiek mógł tak się zniszczyć wyobraźnią, gatunek ludzki wyginąłby na etapie jaskini. Podejrzewam u siebie mgłę mózgową
  25. Witam. Mam 26 lat i od jakiegoś roku jestem w związku z kolegą z pracy. Nasz związek bardzo szybko się zaczął i Odrazu razem zamieszkaliśmy. Problem z moim facetem wygląda tak iz pije alkohol. A ja się wtedy denerwuje. Owszem fakt jest taki że długo był sam i może nie potrafi odnaleźć się w związku. Bardzo często słyszę podczas kłótni zebym się wyprowadzila, ale słyszę też że mnie kocha że jeśli odejdę to będzie mój wybór że nie będzie mnie zatrzymywał. Wielokrotnie słyszałam że mu zależy że nie bez powodu chciał żebym z nim zamieszkała a gdy pytam dlaczego tak mnie traktuje jakby mnie nie kochał odpowiada że chce mnie poprostu przygotować do momentu jak kiedyś go zabraknie. Bardzo go kocham i mi zależy na Nim..☹️ kiedyś powiedział że gdybym go zostawiła to by się już konkretnie załamał a innym razem mówi że miałby wylane na to.. sama nie wiem co mam zrobić.. proszę pomóżcie mi..

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.