Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'uzależnienie'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 124 wyników

  1. Witam mam 28 lat i mam dwójkę małych dzieci 6 tygodniowa i prawie dwuletnią córkę. Mój problem polega na uzależnieniu. Mieszkałam z facetem uzależnionym od narkotyków nie mogłam sobie z nim poradzić więc pojechalam z córką w ciąży do rodziców. Przeprowadziłam się bo zależy mi na naszej rodzinie i nie chciałam żeby nasze dziecko patrzalo jak tata się niszczy bo nie wiedziałam że pójdzie się leczyć. Poszedł się leczyć i stara sie. A rodzicami się rozczarowałam bo myślałam że przestali pić i ranić słownie. Ale okazało się że nie. Jestem bardzo rozdarta w nie wiem co robić czy wyprowadzić się od rodziców i odciąć się, zająć się partnerem i jego uzależnieniem. Czy zostanie na miejscu i walczęnie o rodzicow. Dodam że chce być z partnerem i on widzi swoje uzależnienie a rodzice nie widzą. A jak mówię rodzicom o terapii to jestem najgłupsza czarna owca. Co robić w takiej sytuacji.
  2. Cześć. Mam 25lat.2lata temu rozstałem sie z dziewczyną. Zacząłem ciagke imprezować az straciłem oszczędności. Powoli sie odbiłem od tego ale zdarza aie znow napić 3dniw tygodniu i mam wyrzuty sumienia. Jestem na 3roku studiów i czuje jak mnie to przygniata bo nie mam ochoty nawet wysłać żadnego zadania... Uczyć sie do egzaminu... Ciężko wstac z łóżka... Najchętniej bym tylko spał. Nie wiem jak się dzieje, ze chodze do pracy której nie lubię. Nie pamiętam kiedy czułem się dobrze psychicznie. Mam wrażenie, ze marnuje swoje życie a nie potrawie zacząć tego zmieniać. Jak juz zrobię krok ku lepszemu to nastrój szybko zmienia się w niechęć i bezsens...
  3. Cześć! Jestem 20 letnią studentką. Od 6 lat jestem w związku z chłopakiem. 3 lata temu wszystko zaczęło się psuć. Mój chłopak zaczął szukać sobie „koleżanek”, okłamywał mnie, pisał im, że ze mną zerwie, że nie wie dlaczego musi ze mną być itp. W październiku 2019, gdy szliśmy ma studia zostawił mnie i zaczął związek z inną dziewczyną, w mieście, w którym studiuje. Po pol roku prosił żebym dała mu szansę więc to zrobiłam. Tamta dziewczyna go zdradziła. I sytuacja zaczyna się powtarzać. Okazało się, że znow z nią pisze. Mam dość tego, wykańcza mnie to emocjonalnie, ale nie wiem jak się wyrwać. Aktualnie przebywam w domu, w małej miejscowości, gdzie oboje mieszkamy. Będę tu conajmniej do października, co oznacza, że będę blisko niego. Za każdym razem, gdy chce to zakończyć, myśle, że zostanę sama i znowu zaczynam z nim rozmawiać. (Mieszkam sama, rodzice pracują za granicą). Co mogę zrobić żeby przerwać tę chorą sytuację i się z tego uwolnić?
  4. Dzien dobry, mam na imie Ania i mam 32 lata. Od roku jestem w zwiazku malzenskim. Moj maz za swoje hobby uwaza gry online. Prace ma zmianowa i wiekszosc czasu albo jest w pracy albo spi przed praca albo odsypia po pracy. Nie wychodzimy nigdzie ani nie spotykamy sie ze znajomymi bo zazwyczaj bardzo szybko robi sie zmeczony, przysypia nawet w gosciach i chce wracac do domu. Sytuacja zmienia sie gdy w gre wchodzi granie. Wtedy po 12h w pracy z zapalem siada na cala noc przed komputer. Bardzo sie o to klocimy, zwlaszcza ze maz nie ma skonczonej szkoly i gdy ma sie uczyc to zawsze uzywa argumentu ze jest wykonczony. Ozywa tylko przy graniu. Ustalilismy ze niszczy to nasz zwiazek i zgodzil sie ograniczyc granie do gora paru razy w miesiacu. Czesto jednak sledzi czat na komorce i gdy tylko koledzy zapraszaja go do grania to chce uzyskac ode mnie "pozwolenie" na nocne granie. Gdy sie nie zgadzam zaczyna sie klotnia, obrazanie i spanie na kanapie. Tak czy tak wieczor spedzamy osobno a maz oskarza mnie ze nie rozumiem jego pasji i przeze mnie jest nieszczesliwy. Co robic? Wedlug mnie on jest od tego uzalezniony bo reaguje agresja gdy tylko nie moze grac a akurat by chcial. Mimo ustalen nie trzyma sie ich i za kazdym razem gdy nie zgadzam sie na granie wszczyna klotnie, gdy pogra to przychodzi przeprosic, ustalam na nowo ze bedzie z tym walczyl ale potem znowu jest to samo. A ostatnio nawet zaczal stosowac argument ze nie bede dyktowac mu co ma robic. Co mam robic? Zgadzac sie na granie? Byc stanowcza do konca? Zagrozic odejsciem? (Podzialalo raz ale tylko na 2 tyg) tak czy tak jestem zostawiana sama. (A jestem w 8msc ciazy) Frustracja we mnie narasta bo ja glownie zarabiam na dom, gotuje i sprzatam. On zaslania sie zmeczeniem po pracy, nie robi nic zeby skonczyc szkole i znalezc lepsza prace za to na gre i czat ma zawsze sile. Pomocy
  5. Cześć. Jestem Gocha i mam 46lat. Być może to zabawne ale jestem po pedagogice, powinnam umieć radzić sobie samodzielnie. Jednak postanowiłam tutaj bo czuje, że zaczynam wątpić w siebie. Jestem po rozwodzie, mam dwie dorosłe córki i nowego partnera od 10lat. Obecnie uznaje mój związek za bardzo toksyczny. Z moim nowym partnerem znamy się od szkoły podstawowej. Okres portali społecznościowych typu nasza klasa zbliżył nas po latach kiedy byłam w rozterce i czasie rozpadu mojego małżeństwa. Rafał bo tak ma na imię mój obecny partner też był po rozstaniu i tak jakoś wtedy się rozumieliśmy. Pierwsze tygodnie jak zawsze były całkiem sympatyczne, Rafał zabrał nas do siebie bo wtedy nie miałyśmy gdzie mieszkać. Mieszkamy na metrażu 38m2. Zaczęły się schody bo R.nie ma własnych dzieci i nie rozumiał sytuacji. Powstały kłótnie o byle co, o łyżkę w zlewozmywaku. R.zrobił się bardzo agresywny, wulgarny i nie ma opanowania. Dwa razy chciałam się spakować i odejść, jednak nie pozwolił mi na to zamykając drzwi na klucz, prosząc, twierdząc, że będą zmiany itd. Z jednej strony jest to człowiek o dobrym sercu, do mnie nigdy raczej nic nie ma, bardziej do moich córek. Obecnie mieszka z nami tylko starsza córka no i tutaj zaczyna się problem. On twierdzi że może sobie wynająć mieszkanie bo pracuje, jest dorosła. Prowadzi każdego dnia wojnę o to że są nie wyniesione śmieci, o zmywarkę, o podłogę, o wszystko. Wystarczy że córka pojawi się na horyzoncie to już szuka zaczepki. Nie uprawiamy seksu np 2mc bo on twierdzil najpierw że codziennie nie można jeść kiełbasy bo się znudzi, obecnie mówi, że jestesmy we trójkę, mieszkanie małe i nie na spontanu. Ogólnie jest to człowiek który śmieje się tylko ze swojego żartu np naśmiewając się z kogoś lub z żartu który dotyczy tyłka takiego wulgarnego a tak poza tym to nigdy nie jest zadowolony, nie uśmiecha się, nie przytulamy się czego brakuje mi chyba najbardziej bo czuje się bardzo samotna. Na łóżku leżymy każdy pod swoją kołdrą, pomiędzy nami pies którego on uwielbia. Nie rozmawiamy już nawet, zabrakło tematów no chyba że to temat sprzątania którym męczy nas każdego wieczoru. Ogólnie mam wrażenie, że chciałby żebym się go słuchała, że to by mu pasowało. Kiedy mam ochotę na drinka on robi problem i mówi że dzisiaj nie ma picia. Następnego dnia np robi drinka. Jak się stawiam to uważa że jestem uzależniona bo lubię np wieczorem wypić lampkę wina lub drinka co i tak nie zdarza się każdego dnia. Nie mam w nim przyjaciela, nie jest moją ostoją, nie czuję już bliskości, seks uprawiamy wtedy kiedy on tak zdecyduje bo ma potrzebę a ja się na to godzę Bk już też ją mam! Niestety nie jesf tak że o tym nie mówię! Gadam o tym raz w miesiącu, mówię że nie czuję się szczęśliwa, że potrzebuję się przytulić, pośmiać, powariować ale on tylko słucha i nic się nie zmienia. Nie wiem co mam robić, czy to moje fanaberie, czy wymyślam? Trochę boję się odejść bo nie mam dokąd 😥
  6. Witam. Pierwszy raz korzystam z tego typu pomocy - czuję że sytuacja w jakiej się znalazłam powoli mnie przerasta, a w związku z panującą epidemią wizyta u psychologa na ten moment nie jest w moim przypadku możliwa. Mam 25 lat, w zeszłym roku skończyłam studia a od października rozpoczęłam kolejne. Studiuję zaocznie, na codzień pracuję w obszarze finansów. Niecałe dwa lata temu poznałam mężczyznę starszego ode mnie o 7 lat. Poznaliśmy się na uczelni gdzie studiowałam, on pracuje tam jako wykładowca (nie był moim nauczycielem, mimo to obawiałam się że nasza relacja może wydać się nieetyczna, dlatego nie obnosiliśmy się z nią dopóki nie skończyłam studiów). Rok temu zaręczyliśmy się, zamieszkaliśmy razem i adoptowaliśmy psa. Nasza relacja do niedawna układała się bardzo dobrze, ze wszystkich konfliktów życia codziennego wychodziliśmy bardzo szybko. Problem pojawił się, kiedy wybuchła pandemia. Mój partner zwyczajnie nie ma co robić. Praca jaką wykonuje na codzień (jest zatrudniony w kilku instytucjach) jest praktycznie niemożliwa w formie zdalnej, co przekłada się też na niższe zarobki w sytuacji w jakiej się znajdujemy. Uważam jednak, że pieniądze nie są problemem, bo oboje mimo wszystko mamy dochody, a ja pracuję zdalnie. Przechodząc do sedna sprawy, mój partner non stop gra w gry na playstation. Z jednej strony wiem, że i tak nie ma co robić, z drugiej widzę jak się uzależnia. Kiedy gra nic nie istnieje. Ostatnio kiedy grał (kiedykolwiek by to nie było w ciągu dnia, bo gra cały czas) poprosiłam, żeby zresetował router bo coś się zepsuło i nie mogę pracować, nawrzeszczał na mnie że jemu działa internet i AKURAT TERAZ muszę robić problem. Bo to problem, żeby przerwać kretyńską strzelankę, i zrobić mi przysługę. Kiedy gra, zapomina o całym świecie. Nie słyszy że coś do niego mówię, że o coś go pytam, nic. Próbowałam z nim rozmawiać po dobroci, mówiłam że mi przykro, że czuję się źle kiedy na mnie warczy. Przeprosił. Jakiś czas później znowu grał przez całą noc i zrobił syf w kuchni którą wysprzątałam. Kolejna rozmowa, tym razem powiedziałam mu co myślę: że jego zachowanie jest śmieszne, dorosły facet z oczami wlepionymi w ekran, który nie sprząta po sobie, powiedziałam że nie podoba mi się jak mnie traktuje i że nie będę tego tolerować. I że mówię to ostatni raz. Przez dwa tygodnie było lepiej, to co jest teraz to jakaś masakra. Gra cały czas, traktuje mnie jak intruza. Instynktownie zaczęłam go ignorować, ale chyba nie zauważył. Nie rozmawiamy, nie spędzamy wspólnie czasu, nie uprawiamy seksu. Człowiek z którym mieszkam nie dba o siebie, nie rozwija się, nie robi NIC. Domowe obowiązki są na mojej głowie. Nie mogę na niego patrzeć, nie potrafię się z nim porozumieć. Patrzę jak staje się innym człowiekiem i mam go dość. Nie mam siły o niego walczyć, patrzę jak zaniedbuje swoje obowiązki zawodowe (coś tam jednak powinien robić) i czekam aż straci pracę, bo wszystko na to wskazuje. Jest dorosły, a ja nie jestem jego mamą. Coraz częściej zastanawiam się, co z naszym psem, kiedy postanowię się wyprowadzić - spotkamy się w sądzie? Nie wiem co robić, kocham mojego narzeczonego, ale moja miłość to nie wszystko. Proszę o wsparcie i o radę. Julia
  7. Witam! Nazywam się Natalia i mam 22 lata. Mój problem trwa już kilka lat (ok6lat) trzęsie mi się głowa, (może to być nerwica?) wszystkie wyniki u lekarza mam dobre, głowa drży mi prawie cały czas, a jeszcze bardziej gdy z kimś rozmawiam. Jest to uciążliwe, nie chce wychodzić z domu, mam wrażenie że każdy to widzi, zamknęłam się w sobie zerwalam wszystkie kontakty, mam tylko rodzine i chłopaka. Od podstawówki jestem też uzależniona od słuchania muzyki na słuchawkach, wiele razy próbowałam przestac ale nie potrafię, ROBIE TO CALY CZAS:jak tylko chlopak wyjdzie z domu, po pracy zawsze się śpieszę aby posłuchać, jak chodziłam do szkoły nie zostawalam ze znajomymi tylko chciałam szybko byc w domu. Gdy słucham muzyki wyobrażam sobie sytuację i ludzi którzy nie istnieją. Nie mam na nic ochoty, ani siły, raz chce mi się wszystko robić ale po kilku dniach tracę zapał i jestem przybita. . Do tego wszystko bardzo przeżywam.. to mnie wykańcza. Nie akceptuje siebie Czy to kiedyś minie ? Myślałam nad pójściem do psychologa, ale odpada nie wydusilabym z siebie słowa znając mnie. Co mogę zrobić? Nie mam z kim o tym porozmawiać
  8. Jestem studentem w wieku 22 lat. Od siedmiu borykam się z wieloma problemami spowodowanymi różnymi, życiowymi scenariuszami, już najwyższy czas podjąć jakieś samodzielne działania. Cierpię na zaburzenia lękowe, w pewnym stopniu też obsesyjno-kompulsywne oraz afektywne, osobowość paranoiczną i unikającą, do tego politoksykomanię i zaburzenia rytmu snu oraz wstawania, podejrzewam natomiast jeszcze u siebie chorobę afektywną dwubiegunową z hipomanią. Chciałbym myśleć pozytywnie, ale nie radzę sobie chyba już z tym chaosem jednakowe. Nie wiem, jaki pierwszy krok wykonać. Swego czasu uczęszczałem na indywidualne terapie: behawioralną oraz humanistyczną, byłem też leczony psychiatrycznie na lekooporną depresję. Terapie były prywatne, jednakże teraz muszę zaufać publicznej służbie zdrowia, czy powinienem więc zgłosić się do Poradni Zdrowia Psychicznego? Do psychiatry? A może najlepiej by było, gdybym najpierw poszedł do Poradni Leczenia Uzależnień? Nie mam pojęcia, co w obliczu takiej sytuacji byłoby najbardziej optymalnym rozwiązaniem. Czy warto próbować też terapii grupowej? Każdy dzień przeraża, zależy mi, żeby jak najszybciej podjąć jakieś kroki. Pozdrawiam
  9. Witam! Nazywam się Sebastian. Mam 20 lat. Właściwie to co czytasz może być bez jakiejkolwiek ładu, ponieważ ciężko mi o tym pisać. Jestem uzależniony od pornografii. Zacząłem bardzo wcześnie ponieważ w wieku 15 lat. Zaczęło się to od tego że czułem pustkę i niechęć do samego siebie. Całe zdarzenie jak to się stało że zacząłem oglądać pornografię nie pamiętam, ale czułem wtedy jakaś ulgę która sprawiała że czułem się choć przez chwilę lepiej i wracałem do tego . Czuje się źle, ponieważ odizolowałem się od ludzi i z jednej stronybrzydzę się tego strasznie a z drugiej nie mogę przestać tego robić. Doszło do tego że "darmowa" pornografia zaczęła mnie nudzić i zacząłem wydawać pieniądze na coraz to bardziej "ostre" filmy. Chciałbym pozbyć się tego problemu, ponieważ czuje się z tym okropnie chciałbym kiedyś znaleźć miłość swojego życia ale z ta odrażając dla mnie problemem nie mogę patrzeć na siebie a w dodatku czuje się nie atrakcyjnie i nie sądzę aby jakaś porządna dziewczyna się mną zainteresowała. Nie wiem czy ta strona jest odpowiednia ale bardzo zależy mi na tym aby znaleźć pomoc. Jak już wcześniej wspomniałem wstydzę się tego i nie chciałbym aby ktokolwiek się o tym dowiedział więc opisując ten problem chciałbym zostać anonimowy.
  10. Witam. Jestem z X już 5 lat - on 34 a ja 28 lat. Mieszkamy razem już około 3 lata. X od zawsze lubił grać, ale raz więcej raz mniej nie wydawało się to złe. Jakos na początku stycznia dowiedziałam się ze wydał ponad 1tys na grę internetowa. Później z okazji urodzin na prezent chciał kolejne tyle na grę. Powiedziałam okey. Po czym weszłam na jego konto i okazało się ze w międzyczasie wydał jeszcze 1 tys na grę. Powiedział ze nie chciał mówić bo wiedział ze będę zła a przecież on pracuje i tez chce coś mieć z życia. No ok miał już mówić wszystko. Pieniądze z niewykorzystanego urlopu tez przeznaczył na grę - ok. 1,5 tys zł. Ale o tym wiedziałam. Teraz pare dni temu powiedział ze jeszcze 1 tys na poczet przyszłych urodzin wiec ok a dzień później okazało się ze to było jednak 1800 zł. W kolejnym dniu okazało się ze chciał pożyczyć na grę mimo ze miał te pieniądze a przy okazji dowiedziałam się ze wydał od marca kolejne 3tys zł tez na grę. nie wiem co robić on znowu mówi ze nie będzie już ukrywał nic i jednoczenie już nie mam dostępu do konta bo od razu zablokował. To było jego konto ale weszłam na nie tylko raz w dzień w który okłamał ze nie chciał pożyczyć pieniędzy a one tam były.
  11. Mam 25 lat, w październiku będzie 4 rocznica śluby i na ten miesiąc planowane jest przyjście na świat naszego pierwszego dziecka. Mąż od dawna ma problem z alkoholem , miał wszywkę , po niej znów zaczął pić ... niby piwko wieczorem itd ale gdy przyszło co do czego nie umiał powiedzieć stop. kilkakrotnie zdarzyła się przemoc- głównie psychiczna jednak fizyczna również. w pazdzierniku miał kolejną wszywkę jednak w styczniu po kłótni wypił pół butelki wódki - od tego czasu zauważam że regularnie pije - znajduje puste butelki po "setkach" . Mało tego w takim stanie jeździ samochodem wmawiając mi że przecież nie pił. Tłumaczy mi że nie mogę go tak ograniczać, przecież już nie jest agresywny po alkoholu i on chce sobie jak czlowiek wypić na wieczór piwko . Doszliśmy do porozumienia że do czasu porodu chce aby mi udowodnił że potrafi opanować picie i aby nie pił w ogóle w przeciwnym razie nie możemy być razem -(ja nie potrafię zaakceptować alkoholu , gdy widzę że pije lub jest pod wpływem jestem nerwowa, trzęsie mnie , teraz dodatkowo martwię się że mój stres zaszkodzi dziecku) - po tygodniu jednak znów się upił. (dziś) - rano zamierzam z nim porozmawiać gdy będzie trzeźwy , jednak nie wiem co robić ? jak do niego dotrzeć . Szczerze już się poddaje i przyzwyczajam do myśli o rozwodzie . -Jak mogę mu pomóc ? (o terapii mowi ze nie pojdzie , nie jest mu potrzebna itd ze ja przesadzam) -czy "odwócenie się" i stawienie na swoim (czyli tak jak mu powtarzam od kilku miesięcy że jeszcze raz się napije i z nami koniec ) to dobry pomysł czy bardziej może mieć na nim negatywne skutki?
  12. Dzień dobry. Jestem 34 letnim samotnym mężczyzną stanu wolnego. Wykonuję pracę fizyczną. Nie wiem kiedy właściwie pojawił się mój problem, ale odkąd pamiętam było ze mną coś nie tak, jednak teraz te objawy się nasiliły. Nie mam pozytywnych emocji, czuję na przemian złość, lęk i smutek i wstyd. Nie jestem w stanie zrealizować żadnych postanowień, drobne niepowodzenia wzbudzają we mnie nienawiść do samego siebie. Nie potrafię się obronić, biorę wszystko do siebie, przez to unikam ludzi. Np. rozmowa z przełożonym, albo przez telefon to dla mnie koszmar. Czasami emocje są nie do wytrzymania. Nie radzę sobie z tym stanem, po pracy leżę całymi dniami próbując dojść do tego co mi jest, jakoś to poukładać, czasami gdy tak leżę emocję dosłownie bolą. Jedyne sposoby na uspokojenie tego, to siedzenie przed komputerem, albo oglądanie filmów (co w końcu wywołuje we mnie poczucie winy, przez to, że trwonię czas). Chciałem iść do psychiatry, ale jest mi głupio, nie wiem czy będę potrafił mówić o sobie, bo nie umiem sprecyzować co mi dolega. Dodam, że leczyłem się wiele lat temu z uzależnienia, kilka lat temu miałem epizod gdy wróciłem do nałogu, ale poradziłem sobie(nie czuję potrzeby picia, jestem świadomy, że to nic nie poprawi, a tylko pogorszy). W dzieciństwie doświadczyłem przemocy fizycznej i psychicznej. Co mi jest? Jak temu przeciwdziałać? Jak się przełamać, żeby pójść do lekarza?
  13. Witam, mam 32 lata i problem z nadużywaniem alkoholu. Zdarza mi się to okresowo, raz na tydzień lub dwa, częściej w okresie wzmożonego stresu lub smutnego nastroju. Wydaje mi się, że stało się to moim sposobem radzenia sobie ze stresem. Nasiliło się w okresie epidemicznego lock-downu, kiedy inne sposoby relaksu (rower, spacery, turystyka) nie były możliwe. Obecnie, gdy już częściej mogę wyjść na dwór, zapominam w ogóle o alkoholu i nie czuję potrzeby używania go. Jednakże chciałbym coś zmienić by umieć się zrelaksować / oderwać bez użycia alkoholu, nawet gdy nie są dostępne moje standardowe sposoby, które - wszystkie jak do tej pory - wiążą się z ruchem głównie na zewnątrz. I ogółem wzmocnić się psychicznie by nie czuć potrzeby "znieczulenia" się w trudniejszych chwilach. Czy są jakieś sposoby, które można poćwiczyć samemu? Nie bardzo jestem szczerze mówiąc przekonany do terapii i uczęszczania na spotkania, gdzie trzeba zabierać głos i opowiadać o sobie, chętnie bym spróbował - przynajmniej najpierw - samodzielnych sposobów. Ale by nie robić tego po omacku - postanowiłem skonsultować internetowo z osobami doświadczonymi w mechanizmach psychologicznych. Będę wdzięczny za odpowiedź. Pozdrawiam.
  14. Witam. Z gory przepraszam za brak polskich znakow, niestety mam tylko angielska klawiature, Chcialabym przedstawic tutaj swoj problem, z ktorym zagam sie od dluzszego czasu. Przez trzy lata bylam w bardzo pewnym, mozna tak to okreslic, zwiazku. Znalismy sie wiele lat, zdecydowalismy sie sprobowac i po trzech latach doszlismy do wniosku, ze nic nas nie laczy i nie zalezy nam na sobie tak jak kiedys. Jednak, nawet jesli brzmi to zdrowo by sie rozstac - ciezko bylo odpuscic. Przeprowadzilismy sie razem za granice i opanowal nas strach, bo zycie osobno nie bylo mozliwe. Ze wzgledu na to i na laczaca nas latami przyjazn zdecydowalismy sie, ze jestesmy w stanie mieszkac razem. Nie bylo latwo, ale osiagnelismy porozumienie i wciaz genialnie sobie radzimy z zaistniala sytuacja. Oczywiscie nadchodzi taki czas w zyciu, gdzie czlowiek chcialby ruszyc do przodu. Poznac kogos, zakochac sie. Tak sie stalo w moim przypadku. Kiedy poznalam G. (lat 33) moj swiat nabral kolorow. Wisielismy na telefonie godzinami poruszajac chyba kazdy mozliwy temat, zartow nie bylo konca. Tak jak w poprzednim zwiazku zwyczajnie brakowalo mi zainteresowania mojego partnera, kiedy czulam, ze staje sie niewidzialna, kiedy poznalam G. jak to na poczatku moglam sie i wygadac i pozartowac i zwyczajnie poznac kogos blizej. G. duzo mowil, byl niezwykle szarmancki i dowcipny, powoli z czasem zaczelam sie otwierac przed nim. Wykazywal sie ogromnym zainteresowaniem i poswieceniem. Kiedy wyznalam mu prawde o tym, ze wciaz mieszkam ze swoim bylym partnerem wykazal sie zrozumieniem, oczywiscie zadal wiele pytan, moje odpowiedzi jednak i zapewnienie, ze ten zwiazek zakonczyl sie dawno temu jak najbardziej mu wystarczyly. I wierzcie mi, przez pierwsze tygodnie bylam najszczesliwsza na swiecie. G. przyjezdzam do mnie by spedzic ze mna chociaz godzine, gotowal kolacje, wciaz byl niesamowicie zainteresowany. Wrecz wpatrzony we mnie jak w obrazek, zainteresowany wszystkim co dzieje sie w moim zyciu. Biegal za mna bardzo dlugo zanim chocby dalam sie pocalowac. Dopiero podczas mojej wizyty u niego pocalowalismy sie po raz pierwszy. Ja sama mam 32 lata, wiec jak na wczesna trzydziestke czekac pare tygodni na pocalunek, to byl dla nas obojga dosc spory wyczyn w dzisiejszych czasach szybkich randek. Jedno bylo pewne, mielismy niesamowita chemie. Wszystko zaczelo sie powoli ukladac w odpowiednim rytmie. Poruszalismy sie powoli i skutecznie a ja czulam sie niesamowicie szczesliwa. Moj byly partner i ja przeprowadzilismy rozmowe na ten temat, ze poznalam kogos, ze sa to dopiero wczesne etapy, ale z szacunku dla niego chcialam byc szczera. Jak wspominalam moja relacja z moim bylym partnerem jest bardzo jasna, nie ma miedzy nami zadnych uczuc jedynie przyjazn budowana latami. Mijaly tygodnie a mojego szczescia nie bylo konca. Wciaz dlugie rozmowy przez telefon, on przyjezdzal, nigdy na noc oczywiscie, to byla zasada w moim domu, ze mimo iz nie czujemy niczego wobec siebie, nie bylo by to zbyt przyjemne dla drugiej osoby by nagle zapraszac do siebie kogos na noc. Zasada ustalona w momencie decyzji o kontynuowaniu wspolnego mieszkania. Jednak nastal czas kiedy to ja pojechalam do G. z planem zostania na noc. Oczywiscie byl to nasz pierwszy raz i nie moglam sobie wyobrazic tego lepiej. Spedzilismy caly nastepny dzien razem i wtedy wlasnie zapytal czy zostane 'jego dziewczyna', ustalilismy, ze jestesmy ze soba na wylacznosc, bo tak naprawde dobrze nam razem i chcemy tylko siebie nawzajem. Przez kolejne tygodnie szczescia nie bylo konca. Az zaczela sie kwarantanna. Pamietam jak szczesliwa bylam, ze znalezlismy siebie nawzajem i jak wspaniale bedzie razem przetrwac ten ciezki czas. Jednak cos sie wydarzylo, poklocilismy sie, i tak naprawde dopiero co zaczelismy byc razem, ale wewnetrznie czulam, ze cos jest nie tak. Klotnia zaczela sie od glupoty, jak zwykle. Bylam u niego dwa dni i musialam pojechac do domu rano. Obudzilam go mowiac, ze musze natychmiast jechac porozmawiac z moim bylym partnerem. To mu sie nie spodobalo, chociaz odprowadzil mnie na pociag do domu byl naprawde obrazony faktem, ze musze jechac. Kiedy wyjasnilam sytuacje w domu odezwalam sie do G. Bardzo chcial bym wrocila wiec czujac sie troche winna, tak zrobilam. Ale kiedy odebral mnie z dworca zaczal mnie atakowac, wymuszac zapewnienia. Sprawil, ze poczulam sie bardzo zle. Nie byla to zwykla rozmowa tylko frontalny atak na srodku ulicy. W emocjach i nerwach, ktorych po chwili nie moglam uspokoic, w pewnym sensie nawet bedac w szoku jego zachoaniem, powiedzialam mu, ze chyba jednak wroce do domu. Musimy oboje ochlanac i przemyslec to wszystko. Wtedy zaczal sie cyrk. Nie ukrywam bylo mi niesamowicie przykro i czesc mnie wcale nie chciala odchodzic, ale czulam gleboko w srodku, ze musze. Jednak on nie przestawal dzwonic, pisac, gonic za mna na ulicy. Dopiero z perspektywy czasu widze, ze jak na same poczatki zwiazku, taka desperacja w jego osobie byla czyms dziwnym, wtedy jednak sadzilam, ze tak mu ogromnie zalezy, wtedy tez powiedzial mi, niemal wykrzyczal na ulicy, ze mnie kocha i nie chce mnie stracic. Oboje bylismy we lzach, az zmeczeni rozmowa i cala ta sytuacja, wrocilismy do niego do domu. Niestety nie bylo juz nic tak jak wczesniej. Zdecydowanie nie byl to romantyczny wieczor. oskarzal mnie wciaz i wciaz o to, ze chcialam to zakonczyc w taki sposob, ze uciekalam przed nim na ulicy, ze gdyby mnie nie zatrzymal nie wrocilabym, kontynuacja tego byla takze nastepnego dnia. Pamietam, jak kolo poludnia po setkach wymienionych zdan i jego atakach i moich tlumaczeniach, powiedzial, ze kladzie sie spac. Siedzialam tak chwile w ciszy i bez ruchu. Wstalam, dalam mu buzi w policzek i ruszylam po swoje rzeczy. Czulam sie, ze nie ma najmniejszego sensu tam siedziec. Krzyknal za mna, ze znowu uciekam, a przeciez zarzekalam sie od wczoraj, ze wiecej tego nie zrobie. Powiedzialam mu juz bezradna, ze skoro on sie kladzie spac to wroce do domu i dam mu spokoj. I tak jak wczesniej, teraz widze doskonale jak on po prostu nie pozwalal mi odejsc. Jednak ruszylismy do przodu. On duzo mi opowiadal o tym jak jego ojciec znecal sie nad nim w dziecinstwie, chlopak byl katowany. Z czasem przyznal sie rowniez, do powodu rozstania z matka swojego dziecka. Przestalo sie ukladac, nieustannie sie klocili, on zostal przylapany na pisaniu z inna kobieta. Ale obecnie oboje zajmuja sie swoim malym synkiem i maja bardzo dobra relacje. Jednego bylam pewna, powiedzial mi o tym, a wcale nie musial. Jak mocno dalam sie wmanipulowac to jest nie do pomyslenia. Ale czlowiek kiedy czuje sie zakochany nie mysli o tym, a szkoda. To dopiero druga powazna klotnia zaczela sprawiac, ze powoli otwieralam oczy. Bylam akurat u niego, ze wzgledu na kwarantanne to juz nie podrozowalam pociagiem, to wlasciwie moj byly wozil mnie do G. i odbieral. Sam takze kogos poznal, wiec mial ten komfort, ze mogl zapraszac swoja nowa dziewczyne do siebie. Jednak chociaz mijaly tygodnie, cos sie zaczelo zmieniac. Zaczelam zauwazac drobne rzeczy. Kiedy szlismy na spacer nie trzymal mnie za reke, wlasciwie przez caly zwiazek zrobil to jedynie raz, chyba chwile po naszym pierwszym sexie. Kiedy bylam u niego nie bylo juz dlugich rozmow, jak wracalam do domu potrafil nie odpisywac mi przez godzine, a nasze godzinne rozmowy telefoniczne nie mialy juz miejsca. Jednak to nie bylo tak, ze rozmawialismy bedac obok siebie rowniez. Jak na tak wczesny etap zwiazku nie bylo tych momentow, kiedy nie mozemy sie od siebie odkleic, albo spedzamy caly dzien w lozku cieszac sie soba. skonczyly sie namietne pocalunki, nawet nie lezelismy przytuleni. On zrobil sie strasznie monotematyczny, jedynie mowa o filmach i komiksach, wiecznie ogladanie telewizji i zupelnie zadnych wspolnych zajec poza krotkimi spacerami do sklepu. Co kolejny moj przyjazd bylo gorzej, aczkolwiek staralam sie opanowac. Jak kiedys zawsze czekal na mnie na dworcu, tak teraz czasami nie raczyl dwa razy wstac - raz wystarczylo, otworzyc domofonem wejscie, a drzwi zostawic mi otwarce bym sama sie wpuscila. Cos zaczelo byc mocno nie w porzadku. Czulam to i nie rozumialam zupelnie. Doszly nowe rzeczy, poznalam jego mame po raz pierwszy gdy przyszla z wizyta. Smiala sie, ze widziala mnie tylko na zdjeciu. Zapytalam G. o to kiedy i po co pokazal mamie moje zdjecie, odpowiedzial drwiaco, ze po to by mnie nie wpuszczala do bloku jak bede za nim biegac i go szukac. Potem rzucil zabawnym zartem w strone swojej mamy, ze jestem w ciazy a jak bedzie to corka to nazwiemy ja Korona. nie bylo to przyjemne, jednak tlumaczyl sie, ze on taki jest, on tak ma, wiecznie zartuje w dodatku jest troche wredny, wiec powinnam sie przyzwyczaic. Sex z czasem tez byl coraz rzadszy i dziwniejszy, siedzielismy caly wieczor bez slowa, bez zadnych buziaczkow, nawet nie przytuleni, rzucal mi raz na jakis czas, ze mnie kocha. Kiedy kladlam sie spac, przychodzil, uprawialismy niemal beznamietny seks, chwila przytulenia, po czym wstawal i wracal do duzego pokoju, bo on nie byl jeszcze zmeczony. Wracal do lozka po paru godzinach. Wszystko to sprawilo, ze juz mialam dosyc. Trzy dni tego samego, doslownie niczego, jakies krotkie momenty na wspolnym jedzeniu, moze jedna dwie krotkie rozmowy, ale zapewnienia, ze on mnie kocha i to zdecydowanie bardziej niz ja kocham jego. W sumie kiedy siedzialam tak cicho nie mogac wyjsc z szoku co tu sie dzieje, pytal mnie czy wszystko w porzadku. jednak na moje proby rozmowy o tym, nie reagowal wcale. Jednego ranka nie wytrzymalam juz. Wiele razy powtarzalam mu, ze jego pewne zachowania i slowa nie rania. On, jak to sam stwierdzil, majac tak wybujale ego, przeswiadczony o swojej inteligencji, starajac sie zapewnic o tym tez mnie, o tym, ze jest wysoki i przystojny - stwierdzil pewnego ranka w zartach, ze gdybym go kiedykolwiek zdradzila to byla by najwieksza glupota w moim zyciu. Powiedzialam mu wprost, ze zabrzmialo to jakby fakt, ze ktos taki jak on jest z kims takim jak ja to jakis cud a on bardzo obnizyl swoje wymagania decydujac sie na zwiazek ze mna. nie zaprzeczyl, tylko przeprosil jednak nie byly to przeprosiny jakich oczekiwalam. Ruszylam przed siebie, naprawde chcialam uciekac. Nie czulam sie tam ani dobrze ani u siebie. Dzwonil i pisal, co ignorowalam. Po prostu wezwalam ubera i ruszylam na dworzec by wrocic do domu. sadzilam, ze kupie sobie wino, usiade w spokoju i pogadam z przyjaciolka przez telefon o tej calej sytuacji, opanuje swoje emocje. Jednak przyjechal za mna, coz, znowu mnie gonil. Jednak schemat sie powtorzyl. Przyjechal by mnie atakowac. Ze ja znowu zlamalam obietnice, ze znowu stawiam na szali caly zwiazek, ze to on goni i tak dalej i tak dalej. Przyznam sie szczerze, bylam emocjonalnie wyprana z jakichkolwiek uczuc. Naprawde, chcialam albo by wyszedl, albo zostal, przytulil mnie i juz nic nie mowil. Jednak maltretowanie mnie nie mialo konca. Wyszdl raz, wrocil po chwili krzyczac na mnie, ze znowu go nie gonilam. Znowu wyszedl. I wrocil. Krzyczac, ze tak mi wlasnie zalezy, ze tak go kocham. W koncu wyszedl po raz ostatni. Ja weszlam do wanny i odetchnelam. Nic nie czulam, potrzebowalam tylko spokoju. po chwili zadzwonil, nie odebralam, wiec napisal. Z pytaniem czy nie zostawil swojego potrfela gdzies u mnie przy tym calym bieganiu w kolko. Coz, wyszlam z wanny, wymeczona, ale portfel to portfel, klotnia to klotnia, niech sie facet nie denerwuje jeszcze tym. W dodatku jak nie ma portfela to jak wroci do domu? Jednak portfela nigdzie nie bylo, o czym go poinformowalam. Nie odezwal sie juz. Dopiero po jakiejs godzinie dostalam smsa, ktory byl bardziej adresowany do jego mamy, pytanie czy ktos moze po niego przyjechac. I sie zaczelo znowu. Sms za smsem. Ze wiedzialam, ze nie ma portfela, wiec nie mial jak kupic biletu, ze idzie na piechote, 42 kilometry. dzwonilam, zamartwiona. Jednak oczywiscie byl jedynie nie przyjemny. Po chwili zaledwie stwierdzil, ze ktos po niego przyjedzie, pada mu telefon i zyczy mi milego wieczoru. nie wiedzialam juz co zrobic, czulam sie winna i jak wtedy myslalam, ok, pewne rzeczy mi przeszkadzaly. jednak jestesmy dorosli, zakochani, mamy pewne problemy, ale trzeba nad nimi pracowac, a nie obrazac sie jak dzieci. Napisalam do niego zapewniajac go o swoich uczuciach i o kwestiach , ktore mi sie nie podobaja. Po chwili ciszy i spokoju doszlismy do porozumienia. Mialam przyjechac po dwoch dniach, bo jedno bylo pewne. Zalezy nam na sobie. Moze to zamkniecie sprawia, ze wariujemy. Kiedy przyjechalam bylo dziwnie, rozmowa a raczej jej proby konczyly sie cisza. Ale przebrnelismy przez to. Nagle wieczor byl wypelniony pocalunkami, smiechem, rozmowami i ogromna namietnoscia. Bylam przekonana, ze osiagnelismy porozumienie i wszystko sie ulozy. Trwalo to moze dwa dni zanim wrocilo do smutnej normy nicosci i poczucia, ze nawet kiedy jest ta druga osoba przy mnie, to czuje sie ogromnie samotna. I trwala ta hustawka pare kolejnych dni, czy bylam w domu czy u niego. coraz gorzej i gorzej. Kolejna sprzeczka i moj powrot do domu, coraz wiecej znakow ostrzegawczych, jak np lezelismy przytuleni a on dostal powiadomienie z Tindera. Kolejna klotnia i brak zapewnienia mnie w jakikolwiek sposob. Tak sie czulam, samotna, nie atrakcyjna, nie warta dotyku czy zainteresowania. jednak podjelam ostatnia probe. po dlugich smsach i jego blaganiach, wrocilam, wtedy nie wiedzac, ze po raz ostatni. i to byly najgorsze trzy ostatnie dni jakie moglam sobie wyobrazic. Ignorowal mnie przez trzy dni, zero przytulenia, bliskosci, tylko durne zarty i gapienie sie w telewizor. zero tematu tego tindera, zero jakiejkolwiek rozmowy nawet kiedy probowalam podjac temat. Kazda proba dialogu konczyla sie odbiciem winy na mnie. Zero porozumienia. Wyszlam ponownie chcac sie nad tym wszystkim zastanowic. On ponownie, dzwonil, pisal, jednak naprawde juz nie mialam sily. Nie rozumialam skad to wszystko sie wzielo, gdzie jest ten facet, w ktorym sie zakochalam. Czy to we mnie tkwi problem? Bo chce uciekac? Moze faktycznie boje sie zaangazowac albo jestem tak zadufana w sobie, ze chce by mnie gonil. Potrzebowalam z nim porozmawiac o tym, ale wczesniejsze proby rozmowy nie mialy racji bytu, nigdy nie potrafilismy tego przebic. Zdecydowalam sie zakonczyc ten zwiazek. Z bolem serca, to po prostu nie wychodzilo, przestalismy sie rozumiec, rozmawiac, to ja jezdzilam ciagle, przywozilam zakupy, moze tkwi to we mnie, on zdobyl to co chcial i zmienil sie nie do poznania. Nie widzialam juz szansy na to by bylo lepiej. Oczywiscie pare nastepnych dni probowal dzwonic i pisac, wciaz utwierdzal mnie w przekonaniu, ze mnie kocha i teskni za mna, ze nie moze uwierzyc, ze tak to zakonczylam. A ja po prostu potrzebowalam by napisal lub zrobil cos co sprawi, ze uwierze, ze popelnilam blad. Bol byl przerazajacy. Nagla pustka i tesknota, zaczelam zapominac o tym co mi przeszkadzalo. Zaczelam zalowac swoich slow, zaczelam pragnac by po prostu wrocil i by bylo jak dawniej. Ale jemu jakby przestalo zalezec po chyba 3 dniach od rozstania? Rano sms, ze teskni, oczywiscie odpowiedzialam tym samym. Nie moglam sie odnalezc w tej pustce. Napisalam mu, ze go kocham. Zignorowal mnie znowu. Dopiero po paru dniach doznalam prawdziwego szoku. Okazalo sie, ze ten wspanialy mezczyzna, ktorego odepchnelam na wlasne zyczenie, ktorego stracilam przez swoje bledy i swoje zachowanie... byl zlapany pare miesiecy wczesniej przez lowcow pedofilow. Masa informacji o tym, jak czekal na 13 letnia dziewczynke przez 1,5 godziny. Nagranie z zatrzymania na youtube, na ktorym mozna uslyszec to co pisal do tej dziewczynki. Od sierpnia siedzi w domu bez pracy, poluje na kobiety i szybko mu sie nudzi, jednak nie potrafi sobie poradzic z odrzuceniem, stad tez te wszystkie jego gonitwy za mna. Znalazlam rowniez jego poprzednie partnerki, pare z nich przyznalo sie ,ze powiedzial im o swojej sprawie <wciaz czeka na termin rozprawy>, jednak kiedy go sprawdzily okazalo sie, ze klamal. wymyslal rozne powody swojej sytuacji, wiecznie robil z siebie ofiare. maltretowane dziecko, nieudany zwiazek, podobno jedna z jego partnerek zaszla w ciaze i poronila, co sprawilo, ze zalamal sie psychicznie. Manipulowal kobietami tak, by nie odchodzily, a kiedy sie znudzil szukal kolejnych wciaz bedac w zwiazku. I chociaz znam teraz te sytuacje, wiem doskonale, ze wszystkie watpliwosci, ktore mialam i zakonczenie tego zwiazku to bylo jedyne wyjscie, nie jestem w stanie uporac sie z tesknota. a bol? Bol jest jakby kazdego dnia wiekszy. A swiadomosc, ze zakochalam sie w kims takim, bylam slepa i dalam sie zmanipulowac, zdecydowanie nie poprawia nic w tej calej sytuacji.
  15. Dzień dobry wszystkim. Mam 24 lata, studiuję i do niedawna pracowałem. W związku z wyjątkową sytuacją, która nastała, utraciłem swoją pracę. To z kolei skazało mnie na łaskę i niełaskę urzędników, od których zależy, kiedy dostanę zapomogę, która pozwoli kupić mi podstawowe produkty, zapłacić czynsz itd. Choruję na depresję i zespół lęków, z których leczę się psychiatrycznie. Czekam na psychoterapię na NFZ, która miała nastąpić w czerwcu, ale w obecnej sytuacji najprawdopodobniej się to przesunie w czasie. W związku z odosobnieniem, pomimo branych zalecanych dawek leków, czuję postępujący regres w leczeniu. Właściwie pisząc te słowa jestem po niedawnej 16-godzinnej drzemce. W krótkich zrywach, kiedy akurat nie śpię, staram się zadbać o najpotrzebniejszą higienę ciała. Jednak nawet to przychodzi mi z ogromnym trudem. Przez ten stan mam ogromne zaległości na studiach, co z kolei nakręca spiralę lęków i utrudnia mi wybudzanie się (często śnią mi się piękne rzeczy i powrót do rzeczywistości wydaje się być najgorszą z opcji). Jakąkolwiek produktywność zachowywałem jedynie, gdy byłem pod wpływem alkoholu. Wtedy, co prawda, nie pracowałem intelektualnie, ale przynajmniej miałem energię na prace fizyczne, jak sprzątanie, pranie, czy pielęgnacje kwiatów. Jednak pieniądze się skończyły, a na trzeźwo nie potrafię się zmotywować. Wiem, że jeśli sam z tego nie wyjdę, to nikt o mnie nie zawalczy. Uprzedzając pytania: 1. Zachowuję trzeźwość od ponad tygodnia, więc działanie leków nie powinno być już osłabiane przez alkohol. 2. Stan marazmu utrzymywał się również przed piciem. 3. Psychiatrycznie leczę się prywatnie, a konsultacja online kosztuje. Nawet jeśli skonsultowałbym się na NFZ i dostałbym w zaleceniach zwiększenie dawki, to aktualnie nie stać mnie na dokupienie leków, a przy aktualnej dystrybucji starczy mi jeszcze na jakieś 3 tyg. Czuję, że sytuacja jest patowa, ale może chociaż poratujecie dobrym słowem.
  16. Witam mam 26 lat. Pierwszy atak paniki miałem około półtora roku temu. Wydaje mi się że jestem uzależniony od alkoholu z tego powodu iż po nim czuje się dużo lepiej. Około roku temu rozpocząłem terapię uzależnień lecz codziennie dopadał mnie lęk i zostałem przeniesiony na oddział psychiatryczny po czym przez jakiś czas czułem się dobrze. Od 2 miesięcy jestem na zwolnieniu lekarskim ponieważ praktycznie nie potrafię wyjść z domu ponieważ czuje że cały świat mnie osacza I ma źle zamiary wobec mnie. Przesypiam praktycznie całe dnie i czuje się bezużyteczny. Mam bardzo realistyczne sny po których bardzo ciężko mi wrócić do rzeczywistości. Przyjmuje leki: olanzin,paroxinor,neurotop i jeśli muszę gdzieś wyjść alprazolam.
  17. Cześć. 22 kwietnia kończę 19 lat, a od około 2,5 roku mam wrażenie, że z każdym dniem osiągam coraz to większe dno. Moje problemy: × Czuję ogromną potrzebę przebywania z ludźmi jednocześnie nie potrafię nawiązać z nimi kontaktu (w niektórych sytuacjach lęk mnie dosłownie paraliżuje i łapię naprawdę straszne schizy). × Strasznie niska samoocena (przez cały okres podstawówki i gimnazjum byłem tym którego wszyscy mogą wyśmiewać i poniżać). × Słabość do narkotyków Pierwszy raz naćpałem się kodeiną w wieku 14 lat. Rok temu poznałem amfetaminę i ciągnę ten romans do dziś - ćpanie w systemie 3, 2,1 (np. 2 dni nic, 3 dni ćpania, 1 dzień nic). Miesięczny, intensywny ciąg na mefedronie (jak to wszystko ze mnie schodziło to serio czułem jak "pali styki"). Tylko gdy jestem solidnie naszponcony lub zarzucę pixe, mogę sam próbować łapać kontakt nawet z obcymi mi osobami. Zielsko i mdma używam rozsądnie (bynajmniej moim zdaniem). Jestem tu nowy i szczerze mówiąc nie mam pojęcia jak działa to forum. Myślę jednak że słowa otuchy od choć jednej osoby będą dla mnie naprawdę dużo znaczyły. Dziękuję za przeczytanie do końca i życzę miłego dnia.
  18. Witam, mam 28 lat. Od kiedy pamiętam mam problem z nadmiernym korzystaniem z komputera, telefonu i w ogóle sprzętów elektronicznych. Dzisiaj ciężko się bez takich rzeczy obejść, szczególnie, że używam też komputera w pracy. Często wyznaczam sobie cele do zrobienia w nocy kiedy moja żona i synek już śpią, tak żeby nic mi nie przeszkadzało. Niestety większość takich prób kończy się śleńczeniem na tak zwanych pierdołach pokroju memów i filmików bez ładu i składu. Potrafię od 21:00 do 03:00 godziny siedzieć i nie robić nic konstruktywnego cały czas mając w głowie myśli "Skończ to już i zajmij się pracą", "Po co odpalasz ten kolejny filmik?", "Jeszcze jeden mem i tyle" Nie potrafię zebrać się w sobie aby zacząć, a jak już zacznę to nawet najmniejszy problem pokroju zbyt długiego otwierania programu do montowania filmu potrafi mnie skutecznie zdemotywować, przez co wracam do robienia niczego. Wiem, że następnego dnia będę niewyspany i drażliwy a mimo to nie potrafię nawet wyłączyć komputera i iść spać. Mam bardzo dużo pracy, która jest wiecznie nie zrobiona i przez to stres cały czas się zwiększa. Od jakiegoś czasu mam takie luźne myśli o skończeniu tego wszystkiego. Mój problem nie ogranicza się tylko do nocy tylko trwa cały czas. Każdy pobyt w toalecie okupiony jest tonami postów na facebooku albo durną gierką na telefonie. Teraz jak jeszcze informacji ze świata nie ma w ogóle pozytywnych bo za dużo dzieję się złych rzeczy to mam jeszcze gorsze samopoczucie niż zwykle. Nie potrafię sobie z tym wszystkim poradzić. Czuję się jak alkoholik, który ukrywa butelki alkoholu w dziwnych miejscach, kiedy idę gdzieś w kont, żeby chwilę pograć w nową gierkę na smartfonie. Kłamie mojej żonie i ukrywam to przed światem bojąc się konsekwencji. I najgorsze w tym wszystkim jest to, że nawet w tym momencie jak o tym piszę to mam wrażenie, że to przecież jest błahostka, banał którym nikt o zdrowych zmysłach by się nie zajmował bo wystarczy nie grać i i nie oglądać memów i tyle. Od kilku jak nie kilkunastu lat próbuje wyeliminować to ze swojego życia. Wiadomo są lepsze i gorsze momenty, ale zawsze wraca. Szczególnie w sytuacjach stresowych. Chciałbym na luzie poczytać książkę na ławce w parku, ale nie potrafię tego zrobić. Potrzebuje pomocy! Już dłużej nie mogę się sam okłamywać, że sam dam sobie z tym radę. To się ciągnie zbyt długo. Próbowałem sobie sam założyć kontrolę rodzicielską, ale nie ma programu, który chroniłby użytkownika w sposób autonomiczny, zawsze musi być druga osoba, która chociażby założy hasło.
  19. Mam 22 lata i jestem w związku od 4 lat z 27latkiem. Od 1,5 roku jesteśmy zaręczeni ale jeszcze nie planujemy ślubu, uznaliśmy, że nie będziemy się spieszyć. Bardzo dobrze się dogadywaliśmy i było wręcz idealnie. Jakieś 2 lata temu weszłam w historię wyszukiwania w jego telefonie i odkryłam, że ciągle ogląda filmy porno. Czasami codziennie, czasami 2 dni przerwy. Zapytałam ale stwierdził że nie ma z tym problemu i obiecał, że z tym skończy. Poczułam się dziwnie bo nie wiedziałam dlaczego to ogląda a przecież często się kochaliśmy i było nam dobrze. Od tamtej pory coraz częściej myślałam, czy dotrzymuje słowa.. Sprawdziłam mu telefon ponownie i znowu wiedziałam, że ogląda, nawet w trakcie pracy. Na nic były rozmowy, prośby. On wiedział, że mnie to boli ale wiedział też, że zawsze może do mnie przyjść z każdym problemem a ja mu pomogę. Pytałam czy masturbuje się do tych filmów, twierdzi że od czasu do czasu ale chce to oglądać bo pomaga mu się odstresować. Proponowałam wizytę u seksuologa ale on nie chciał bo nie ma z tym żadnego problemu. Za każdym razem kiedy sprawdzałam mu historię- zawsze coś znalazłam bo nigdy nie usuwał. Zaczęłam ciągle o tym myśleć, zadręczać się, nie miałam już takiej ochoty na seks jak wcześniej bo obrzydzało mnie to co robi. Później już nie chciałam wchodzić w tą historię bo wiedziałam, że znowu coś znajdę a i tak skończy się to jak zwykle- kłótnia, on nie widzi problemu, ma gdzieś że to mnie boli. Zaczęłam palić papierosy, sama nie wiem czy przez tą sytuację czy tak po prostu z nudów bo wcześniej już popalałam. Jemu strasznie się to nie podoba więc tylko trochę ograniczyłam. Ostatni raz kiedy sprawdziłam mu przeglądarkę zobaczyłam, że oglądał kiedy ja byłam za ścianą, i tego samego dnia kiedy siedzieliśmy z rodziną a on wyszedł do toalety. Nie wytrzymałam, zażądałam terapii i oddałam mu pierścionek zaręczynowy. Teraz mamy przerwę w związku ale najgorsze jest to, że on dalej nie widzi w sobie problemu. Twierdzi, że każdy facet ogląda porno i nie powinnam być o to zła, że przesadzam i traktuje to jak zdradę. Cytując go "Ty masz fajki a ja porno". Zchowuje się dziecinnie ale zależy mi na nim. Nie wiem co robić dalej...Przecież nie zaprowadzę go na siłę do specjalisty. On też mnie kocha, dużo dla mnie robi. Czuję, że powoli brakuje mi na to sił. Proszę o pomoc.
  20. Na wstępie chciałbym prosić was wszystkich o dystans, tolerancje i wyrozumiałość. Zmagam się z czymś z czym tak naprawdę... nie wiem. Nie wiem co to jest, nie wiem w jaki sposób to wyleczyć ani kogo poradzić się w tych czasach jeśli chodzi o takie schorzenia. Mam nadzieję że zainteresuję tym wiele osób jak i pokażę że jednak nie warto robić niektórych rzeczy. Wyleję tutaj też wiele prywatnych informacji dlatego proszę o zrozumienie. Więc może przejdę do rzeczy.. Nie każdy ma w życiu kolorowo jak doskonale wiecie. Ja niestety zaliczałem się do tego grona. Ojciec alkoholik, bez pracy.. bezradna matka która ledwo wiąże koniec z końcem, a po samym środku tego wszystkiego - Ja. Któregoś dnia mama postanowiła odrzucić dotychczasowe życie, zabrała mnie ze Sobą, jak najdalej od ojca który wiecznie nas bił, wyzywał, ośmieszał i oczerniał na wszelkie możliwe sposoby. Zamieszkaliśmy u dziadków. Ojciec przestał się nami interesować i odzywać się do nas, mama znalazła pracę, a Ja mogłem w spokoju kontynuować szkołę. Nastał czas że zamieszkaliśmy sami, we dwoje w wynajętym mieszkaniu. Układało się całkiem dobrze. Niestety ciężko było finansowo. Starałem się pomóc mamie na wszelkie sposoby aby jakoś żyć, nie czuć głodu i mieć w co się ubrać. Obracałem się w dość chaotycznym choć ciekawym gronie który zawsze w jakiś sposób pomagał mi w trudnych chwilach. Niestety przy nich popadłem też w różnego rodzaju nałogi typu papierosy, alkohol, marihuana czy amfetamina. Zasmakowało mi to. Zasmakowało mi takie życie. Czułem się w tych momentach wolny od wszelkiego stresu, wolny od jakichkolwiek rozterek, problemów.. Byłem Bogiem we własnym świecie. Trwało to dość długo. W końcu uświadomiłem Sobie, że w tej całej, trwającej długi czas euforii, zapomniałem o najważniejszej osobie jaką wtedy miałem, o mojej Mamie. Nie mogłem patrzeć na to jak zaharowuje się i płacze wieczorami przez to co się z nami dzieje. Że nie może pogodzić się z tym że cały system Ją zawiódł. Że nie może Sobie poradzić z tym, że nie daje rady sama na nas zarobić, nas nakarmić i opłacić mieszkania. Postanowiłem że rzucę szkołę.. Mój bardzo dobry przyjaciel, któremu wiodło się o wiele lepiej, znalazł pracę za granicą, w Holandii. Bardzo Sobie chwalił tamtejsze państwo, jedzenie, pracę i rozrywkę. Postanowiłem że do niego dołączę. Pracę zdobyłem przez biuro pracy które oferowało właśnie takie prace, jak i zakwaterowania po same ubezpieczenia zdrowotne. Bardzo chciałem pomóc mamie dlatego postanowiłem że porwę się z motyką na słońce. Nigdy nie byłem za granicami naszego Państwa. Była to moja pierwsza taka podróż. W planach miałem dojazd do wyżej wymienionego kolegi, zamieszkania z nim i pracy w tej samej firmie. Zabrał mnie bus i wyruszyliśmy. Jechaliśmy dobre 12h. Gdy dotarłem do biura które znajdowało się w samym centrum Holandii, okazało się że wcale nie zostanę przewieziony do mojego przyjaciela i nie będe mógł z nim pracować. Powodu nie otrzymałem.. Dostałem inną pracę, inne lokum. Byłem w otoczeniu ludzi których nie znam. Byłem zdany tylko i wyłącznie na Siebie z 50 Euro w kieszeni. Dostałem pracę w pobliskim magazynie. Była to miła praca i poznałem dużo super ludzi, lecz tak naprawdę w głowie miałem tylko to by być z moim przyjacielem. Walczyłem z biurem około miesiąca by mogli mnie przydzielić do jego pracy i kwatery. Wolny czas spędzałem paląc świeżą marihuanę, próbując holenderskich smaków jakie posiada tamtejsza kuchnia i zwiedzając okolicę. W końcu biuro pozytywnie rozpatrzyło moją sprawę. Nadszedł czas kiedy spotkam się z moim przyjacielem. W między czasie opowiadał mi o różnego rodzaju atrakcjach które mają u Siebie. O grach, ciągłych libacjach, bez stresowym życiu i super pracy. Byłem bardzo podekscytowany. I w końcu dotarłem.. Byliśmy naprawdę szczęśliwi widząc Siebie nawzajem. Oczywiście mój przyjazd uczciliśmy solidną dawką marihuany i super towarzystwa. Praca w firmie w której oby dwoje byliśmy zatrudnieni była bardzo przyjemna. Wydawało mi się że mam wszystko czego potrzebuję. Jednak był w tym wszystkim jeden dzień który musiał to wszystko zniszczyć. Popalając marihuanę, papierosy czy pijąc alkohol, zawsze mówiłem Sobie że nigdy w życiu nie wezmę do ust żadnego rodzaju tabletek, pigułek itp. Podobał mi się stan po marihuanie, chciałem trwać tylko w tym i poprzysiągłem Sobie że nigdy nie wezmę niczego innego. Pewnego dnia, leżąc w łóżku i odpoczywając, budzi mnie jakiś cały obśliniony i zmasakrowany koleś który namawia mnie na wzięcie tzw '' pigsy '' . Stanowczo odmówiłem, usuwając szkodnika z pomieszczenia w którym się znajdowałem. Po chwili przyszedł drugi koleś który proponował mi dokładnie to samo lecz był bardziej nahalny i bardziej przekonujący od swojego poprzednika. Nie wiem co we mnie we mnie wstąpiło w tym momencie, nie wiem czym się kierowałem ale.. przekonał mnie. Złamał totalnie moje ego i moją barierę. Wziąłem 1 tabletkę, była różowa i z tego co pamiętam, mówili na nią '' Rolex '' . Nie zapiłem nawet jej niczym, poprostu wziąłem do ust, i połknąłem. Zszedłem na dół.. zacząłem grać z kolegą na konsoli. Nie było mi dosłownie nic. Czułem się tak jakbym w ogóle nic nie wziął. Spytałem kolegi obok czy też brał po czym odpowiedział że tak tylko troszkę więcej ode mnie. Spytałem ile, odpowiedział mi że 6 tabletek. Byłem w szoku. Ten człowiek wyglądał jak by nie zażył kompletnie nic. Mijały kolejne minuty a Ja nadal czułem się doskonale. Poczułem suchość w ustach i postanowiłem napić się wody ( wyżej napisałem że nie zapijałem tabletki zadnym płynem) . Był to największy błąd jaki zrobiłem. W ciągu kilku sekund po wypiciu wody dostałem potężnych halucynacji, zachwiania równowagi i tzw '' burzy w głowie '' . Nie wiedziałem co się dzieje. Miałem duszności, słyszałem głosy. Chciałem żeby ta męka się już skończyła. A to się dopiero zaczęło.. Resztkami sił wyszedłem na podwórze gdzie ukląkłem na kolana i złapałem się za głowę. Spędziłem w tej pozycji jakies 4-5 godzin bez ruchu. Nie mogłem zwymiotować, choć próbowałem nie raz. Nie mogłem zrobić dosłownie nic, zostało mi tylko czekać aż stracę przytomność albo zginę. Mój przyjaciel był w tym momencie po za domem jak i reszta domowników. 2 jełopów którzy dali mi te tabletki wyglądali jeszcze gorzej niż Ja. W pewnej chwili zrobiło mi się lepiej. Starałem się wstać lecz miałem bezwładne nogi od tak długiego okresu klęczenia na bruku. Po 20-30 minutach krew doszła do moich kończyń i mogłem wstać. Natychmiast wszedłem na górę i bez zastanowienia położyłem się do łóżka. Zasnąłem z dużymi trudnościami, ale jednak się udało. Od tego dnia nic już nie było takie jak było wcześniej. Moje samopoczucie znacznie się pogorszyło. Nie czułem się już nigdy tak dobrze jak kiedyś. Po kilku dniach od tego incydentu miałem uraz kolana ( chociaż nie wiem czy ma to jakikolwiek związek z całą sprawą ). Rzepka w kolanie przemieściła się dosłownie pod moje kolano.. Ból straszny a jeszcze gorsze nastawienie jej z powrotem. Zabieg, usztywnienie całej nogi i dobre 3-4 tygodnie spędzone w łóżku. W między czasie kiedy tak leżałem bardzo dziwnie się poczułem, bardzo słabo, było mi duszno. Czułem że zaraz zemdleje. Po chwili jednak puściło. Niestety nawracało z powrotem, i znów puszczało. Nie jestem w stanie opisać dokładnie jak się wtedy czułem. Było mi poprostu bardzo słabo, czułem że poprostu, padnę, zemdleję.. lecz jednak nie dochodziło do takich sytuacji. Brzmi to dziwnie.. dość fikcyjnie. Lecz wszystko to jedna wielka prawda. Napady omdleń miałem przez dobre 2 tygodnie po kilka godzin dziennie. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Przyszedł jednak taki dzień że poczułem się troszkę lepiej. Omdlenia ustały. Byłem bardzo zadowolony że moje cierpienia się skończyły. Postanowiłem wrócić do pracy. Po okresie około 3 miesięcy postanowiłem wrócić do Polski. Pomóc mamie w codziennych obowiązkach, podzielić się tym co zarobiłem. Dać mamie troszkę swobody od codziennej rutyny. W między czasie dalej popalałem marihuanę i papierosy, zdarzało się wypić jakieś piwo ale nic więcej. Czułem się dobrze i nie miałem już żadnych omdleń itp. Po powrocie do domu wszystko było w porządku. Moja mama była ze mnie zadowolona, jak i z pieniążków które otrzymała na życie. Ja postanowiłem że nie wrócę już na razie za granicę i będę się dalej uczyć. Tak postanowiłem, tak zrobiłem. W między czasie wróciłem do starych znajomych i dalej popalałem samą trawkę. Jeśli chodzi o zdrowie, czułem się bardzo dobrze. Po powrocie z Holandii i incydencie z '' pigsą '' minął rok. Poznałem piękną kobietę, byliśmy w związku i bardzo się kochaliśmy. ( kochamy do tej pory, została moją narzeczoną ) . Jest abstynentką, nie pije, nie pali i nie używa żadnego rodzaju środków odurzających. Pewnego dnia postanowiliśmy odpocząć od miastowego zgiełku i udać się na piękną, dużą, słoneczną polanę za miastem. Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. W międzyczasie wjechaliśmy do sklepu. Kupiłem Sobie napój energetyczny. Gdy byliśmy na miejscu, doszliśmy na polanę i cieszyliśmy się razem wspólnie spędzanym czasem, wypiłem puszkę energetyka, po czym odpaliłem połowę jointa który schowałem na później. Wypiłem, spaliłem.. czułem się świetnie. Tak samo jak moja narzeczona. Po jakiś 30 minutach jednak nie poczułem się za dobrze. W myślach miałem tylko jedno.. TO ZNOWU WRÓCIŁO. Upadłem.. zacząłem mdleć i słabnąć. Narzeczona zabrała mnie do samochodu, dała wody, opiekowała się jak mogła. Uczucie które mi towarzyszyło w tym czasie było dosłownie takie samo jak w Holandii. Byłem bardzo słaby i przestraszony całą sytuacją. Poczułem się troszeczkę lepiej, powiedziałem narzeczonej by zabrała mnie do domu. Tak zrobiła. Odstawiła mnie do domu gdzie czekała na mnie moja mama. Gdy spostrzegła mnie w drzwiach była przerażona. Byłem cały blady, bez sił do życia. Moja kobieta pojechała do Siebie, a mną zajęła się mama. Od tej pory było już tylko gorzej. Znów miałem powroty zasłabnięć i omdleń. Bywało że nie ustawały, i dręczyły mnie po 12 godzin. Cały czas w kółko, omdlenie i zaprzestanie, ponowne omdlenie i zasłabnięcie i zaprzestanie omdlenia.. Objawy utrzymywały się przez dobry miesiąc. To było piekło. Jedno wielkie piekło.. W szpitalach doktorzy rozkładali ręce, nikt nie mógł nic ze mną zrobić. Podawali mi kroplówki, magnezy, różnego rodzaju leki ale to nic nie dawało. Jedynie gasiło omdlenia na jakiś czas. Miałem robiony szereg badań które nic nie wykazały. U kardiologa wszystko w porządku, u neurologa tak samo, krew i mocz w normie. Nikt nie mógł nic zrobić. W końcu pojawił się doktor który podszedł do mnie i mojej mamy i chciał dowiedzieć się więcej o mnie i tym co mi dolega. Opowiedziałem mu całą historię ze szczegółami. Kazał mojej mamie wyjść i zostaliśmy sami. Do tej pory nie wiem w jakiej dziedzinie specjalizował się ten doktor ale polecił mi jedną ze swoich lekarstw, czyli pracę.. Kazał pracować. Pójść do pracy, przebywać z ludźmi, rozmawiać i skupiać się na pracy. Poczułem się troszkę jakby Sobie ze mnie zażartował, ale mówił zupełnie poważnie. W tamtej sytuacji ciężko było znaleźć pracę, tym bardziej że cały czas miałem napady omdleń. Ale w końcu się przełamałem i się udało. Poszedłem do pracy i tak jak powiedział pan doktor, rozmawiałem i przebywałem z ludźmi. Rzuciłem wszystkie używki. Poczułem się naprawdę doskonale. Od tamtego momentu było już tylko lepiej. Zacząłem zarabiać, szkoły niestety nie ukończyłem ale aktualnie to nadrabiam ucząc się w szkole średniej, zamieszkałem z moją narzeczoną, kupiłem pierwszy samochód, pierwsze zwierzątko. Moje życie w końcu nabrało sensu. Wróciłem jedynie do papierosów. Nie powodują że mdleje. Jest jednak w tym wszystkim pewien niesmak. Poświęciłem się pracy i szkole.. mojej Kobiecie. Zapomniałem w tym wszystkim o Sobie. Mija tak już 4 rok mojej abstynencji. Czasami próbuję chociaż posmakować piwa czy jakiegoś drinka w towarzystwie. Ale nie mogę, od razu zaczynam się źle czuć. Nie mogę dotknąć dosłownie nic oprócz papierosów. Jaki jest morał i puenta tego wszystkiego.. Życie to nie zabawka, narkotyki to nie zabawki a zdrowie to nie klocki lego które jak się rozleci to można od tak odbudować. Żałuję w swoim życiu wiele rzeczy i bardzo chciałbym cofnąć czas żeby to wszystko naprawić by czuć się teraz inaczej, ale już nie mogę. Chciałbym chociaz w towarzystwie kiedykolwiek napić się czegoś mocniejszego w niedużych ilościach. Z tąd moje pytanie do was wszystkich. Czy jest coś lub ktoś kto może mi pomóc ? Bym jeszcze kiedykolwiek mógł wypić chociaż drinka we własne urodziny czy sylwestra? Czy można zrobić coś żeby naprawić mój błąd z przed 4 lat bym znowu poczuł się normalnie ? Za razem dziękuję wszystkim tym którzy to przeczytali i zrozumieli. Mam nadzieję na dojrzałe komentarze i poważne wypowiedzi. Pozdrawiam wszystkich.
  21. Dzień dobry. W skrócie : 1) bardzo boję się zaufać ludziom; zawsze staram się mieć ich przed moja barierą zaufania; powoli sobie z tym nie radzę. Wychodząc że znajomymi cieszę się, ale kiedy już jesteśmy na miejscu (jumpownia, dyscoteka, co kolwiek) odd łam die od nich, bo ich nie rozumiem. Wolałabym bym być sama w domu albo w kawiarni z książką. 2) obawiam się, że jeżeli stracę panowanie nad sobą przez to, że słownie ktoś mnie zrani to sobie coś zrobię; staram się z tym walczyć ale powoli brakuje mi sił (walczę z tym już od kilku lat) 3) za dużo rozmyślam; chciałabym przestać myśleć, wiem jak to brzmi ale zaczyna mnie to męczyć 4) czuję się obca. Nie rozumiem ludzi, ich uczuć, ich rozumowania... Nie mam dużo znajomych przez to, że inaczej spoglądam na świat - na innym poziomie lepszym/gorszym... Nie wiem. Ale traktują mnie inaczej. 5) staram się być 100% dla innych i w sumie nie myślę o sobie. Pomimo, że wiem iż potrzebuje pomocy. Dziękuję za wszelką pomoc życzę Wam miłego wieczoru 😁
  22. Witam. Mam 26 lat, z moim partnerem jesteśmy razem prawie 5 lat. Od wielu lat ma problem z uzależnieniem od alkoholu i narkotyków. Wiedziałam o tym jeszcze zanim zaczęliśmy być ze sobą, ale wierzyłam w to że będzie chciał zrobić coś z tym problemem. Z tą wiarą minęły 3 lata... Próśb, błagań, pomocy nie tylko mojej ale i rodziców. Coś we mnie w końcu pękło, ale wiedziałam że sama z siebie nie będę na tyle silna żeby to skończyć albo postawić twarde warunki i zimną miłość. Doszłam do wniosku że sposobem na to może być poznanie kogoś, ale koniec końców albo się o tym dowiadywał albo sama ukrywałam kontakt, bo wiedziałam że poza pisaniem nic z tego i tak nie będzie. Taka blokada... Jakiś czas minął raz było lepiej, raz gorzej, ale ja ciągle czegoś szukam... Wiem, że samo pisanie z kimś to żadna zbrodnia, ale nie dociera to do niego. Przez to bywa bardzo agresywny po alkoholu. Bardzo bym chciała żeby nam się ułożyło wszystko, ale problem polega na tym, że nie wiem jak z nim rozmawiać, przekonać go żeby coś zaczął z tym robić. Jak jest pijany to mam ochotę go zabić, a jak jest normalny to jest naprawdę kochany. Nie wiem co robić... Wiem że powinnam to skończyć tak naprawdę ale nie wiem czy nie chcę czy się boję...
  23. Jestem 20-letnią studentką i od dwóch lat mam chłopaka, z którym wiąże moją przyszłość. Niestety od ok. roku czuję że jestem od niego uzależniona. Wszystko co robię, robię z myślą o nim, nie potrafię skupić się na sobie i własnych potrzebach. Coraz częściej czuję, że żyję tylko dla niego. Kiedy się spotykamy okazuje mnóstwo miłości, której bardzo brakuje mi w życiu codziennym, gdy nie możemy się spotkać. Zawsze odliczam dni do kolejnego spotkania i moje życie opiera się tylko na tym. Przez obecną sytuację związaną z koronawirusem, w najbliższym czasie spotkanie jest niestety niemożliwe, przez co nie mogę sobie poradzić, czas bardzo mi się dłuży i nie mogę robić nic poza leżeniem i płakaniem, nic nie sprawia mi przyjemności i na niczym nie mogę skupić swojej uwagi, myślę tylko i wyłącznie o tym że chcę się z nim zobaczyć, co chwilę sprawdzam telefon z nadzieją, że jest dostępny i do mnie napisał, czuję się jak wariatka. Staram się o nim nie myśleć ale nie potrafię. Jak mam sobie z tym poradzić?
  24. Mój problem dotyczy nadmiernego zainteresowania treściami pornograficznymi u mojego partnera. Mamy po 34 lata, poznaliśmy się na forum erotycznym. Po 6 mc. pisania spotkaliśmy się, zaiskrzyło i zostaliśmy parą. Nasz związek trwa już 4. rok, mieszkamy razem od 1,5 roku. Mój chłopak był stałym bywalcem forum, na którym się poznaliśmy. Przez 10 lat nawiązywał podobne relacje z różnymi kobietami, najczęściej mężatkami, z którymi wchodził w „wirtualne romanse” dla namiastki bliskości. Bał się szukać kogoś na poważnie, ponieważ uważał, że nie zasługuje na miłość. Poznawszy mnie uwierzył, że jest inaczej. Napiszę w punktach co nie daje mi spokoju: - Wiedziałam, że zawsze lubił filmy porno, ale uważałam, że to z powodu samotności. Niestety w momencie, gdy zamieszkaliśmy razem nie zaprzestał tego. Po paru miesiącach odkryłam co robi. Historia jego przeglądarki wyjawiła, że ok. 4-5 razy dziennie robił sobie sesję porno. Oglądał raczej normalne, nie było tam żadnych nieosiągalnych treści, ani dewiacji. - Przyłapałam go, że grywa w grę porno online. Weszłam na jego konto. Logował się tam co 1-3 dni, prowadził krótkie nieprzyzwoite rozmowy z innymi użytkownikami lub grał w mini gierkę polegającą na odgrywaniu scen seksu. Ta gra to yareel. Gdy to odkryłam prawie się rozstaliśmy, on miał poczucie winy. Tłumaczył, że nie wie czemu to robił, po prostu go wciągnęło. Zapewniał, że nie szukał tam bliższych relacji, nie rozmawiał z jedną osobą więcej niż raz i tak naprawdę nie interesowało go kim jest. Po prostu masturbował się pisząc nieprzyzwoite rzeczy i po tym od razu wychodził z tej gry. Powiedział, że za każdym razem było mu głupio i miał potem wyrzuty sumienia. Dla mnie to było jak zdrada, jak zwykły sex czat. - Odkryłam, że czyta starą korespondencję z kobietami, z którymi kiedyś pisał, również się przy tym masturbując. Wszystko mu usunęłam, w domu było piekło, on miał poczucie winy i pozwolił mi skasować to wszystko. Boli mnie to do dziś. Straciłam poczucie, że jestem dla niego wyjątkowa. Bo jak mogę być skoro „wspomina” masturbując się przy tym dawne znajomości, a ma w domu codzienny, regularny seks z osobą, którą jak twierdzi kocha (mówi mi to prawie codziennie)? - Po grze i mailach uznałam, że może czegoś mu nie daję. Chciałam, żebyśmy wrócili do świntuszenia, bo może mu tego brakuje. Nic z tego nie wyszło, ponieważ zła atmosfera między nami sprawiła, że nie byliśmy do tego podejść tak beztrosko. Powiedział mi ponadto, że teraz nie ma już potrzebny mnie „adorować” tak jak kiedyś, bo kiedyś robił to, żeby mnie zdobyć, czuł niedosyt „mnie”, a teraz jesteśmy razem na co dzień. - Zainicjowałam rozmowę o fantazjach. Nie, żeby wypytywać o czym myśli, tylko żeby dowiedzieć się jaki seks go podnieca, żeby ew. wprowadzić coś nowego do sypialni. On chyba opacznie to zrozumiał i przyznał się, że miewa fantazje o byłych kochankach i wspomina sytuacje między nimi, albo o kobietach, z którymi pisał kiedyś – wyobraża sobie jak mogłyby wyglądać spotkania. To wszystko mnie załamało. On podkreśla, że nie ma tam mowy o żadnych uczuciach wyższych – nie ma ochoty pisać dalej z tymi osobami, ani się spotykać, nic do nich nie czuł, nie utrzymuje żadnych kontaktów z nimi. Po prostu wyobraża sobie tylko seks, ponieważ podniecało go to, że one go tak namawiały. - Przede mną miał 1 młodzieńczy związek trwający 6 mc. Nie było w nim seksu. Następnie 2 kochanki. Jedną poznał ok. 10 lat temu – mężatka, starsza od niego o 15 lat, która się w nim zakochała, on nic do niej nie czuł, ale uległ jej namowom na seks. Spotkali się 5 razy. On twierdzi, że tak naprawdę tego nie chciał i próbował się oswobodzić z tej relacji. Tak też się stało. Drugą poznał 3 lata przed poznaniem mnie na tym samym portalu, na którym na siebie trafiliśmy. Spotkał się z nią 3 razy, także nic do niej nie czuł, twierdzi, że chciał sprawdzić czy seks bez uczuć może być satysfakcjonujący. Czując, że coś jest nie tak w takiej relacji nie przeżył z nią żadnego orgazmu. Przestał się do niej odzywać z dnia na dzień i tak milczał przez rok. Później co prawda ją przeprosił, ale znajomość wygasiła się i nie odbyło się już więcej żadne spotkanie. Potem flirtował jeszcze z paroma mężatkami online, aż poznał mnie. - Jego fantazje dotyczą różnych osób. Wyraził się, że dotyczy to prawie każdej kobiety, jaką zna. Np. wyobraża sobie, że jedzie z jakąś kobietą w windzie, a ta nie mogąc mu się oprzeć robi mu dobrze ustami. W tej samej fantazji mogą być różne osoby. Argumentuje to tak, że „o kimś trzeba myśleć”, a najłatwiej mu myśleć o znanych twarzach, ale to dla niego nic nie znaczy i kto tam akurat jest, jest dla niego mniej ważne i niczym się nie różni od włączenia sobie porno. Nie kocha tych osób, ani nie jest w nich zauroczony. Dopytywałam czy o mnie też fantazjuje. Twierdzi, że tak i że najczęściej wspomina nasz seks z przeszłości i że nie mógłby inaczej, bo 99% doświadczeń seksualnych ma ze mną. Nie wiem czy w to wierzyć. - Po tym wszystkim postanowił przestać oglądać porno. Powiedział, że wie, że jest uzależniony i chce się poprawić. Trwa to od ok. 2 miesięcy, ale przez ten czas parę razy znalazłam podejrzane rzeczy. Ślady oglądania porno w komputerze – nie tak często jak wtedy, ale od czasu do czasu, raz znalazłam jakąś fotkę erotyczną z Internetu w jego koszu. W tym dniu pytałam czy to robił. Zaprzeczył. Po prostu skłamał. Rozmawialiśmy o tym i powiedział, że się stara, ale czasami czymś się stresuje i to jest jego przyzwyczajenie, by tak się rozładować, wstydzi się tego i dlatego mi nie powiedział mi. Powiedziałam, żeby mi mówił mimo wszystko, że może mi zaufać i zareaguję dużo lepiej, niż jakby się okazało, że mnie okłamuje. Obiecał, że będzie tak robił. Raz się przyznał. Niestety ostatnio odkryłam, że czyści historię przeglądania, a w przypadkowo zostawionych na wierzchu papierach znajdował się jakiś „projekt” gry erotycznej? Nie wiem co to było, ale nazwał go ”burdel”, używał tam bardzo wulgarnych sformułowań określających statystyki postaci, tj. „kurwa”, „usługi: zwalenie konia ręką”, „dodatkowe usługi: daje w dupę”, „casting na nowe kurwy” itp. On jest informatykiem i wygląda to tak, jakby chciał zaprojektować grę porno? Musiał się zorientować, że zostawił to na widoku, bo jeszcze tego samego dnia „to” zniknęło. Przy najbliższej okazji przeszukałam mieszkanie i znalazłam schowane w szafie. Nie ufam mu, że stara się nie oglądać porno. Myślę, że mnie okłamuje, robi to po staremu i wszystko kasuje. Czasami tylko wpadnie przez jakiś drobiazg. To mnie zatruwa, czuję się upokorzona. Wg mojej wiedzy takie uzależnienie negatywnie wpływa na pożycie seksualne. U nas nic z tych rzeczy. Seks jest praktycznie codziennie, on zawsze ma wytrysk, zawsze jest chętny, nie traktuje mnie przedmiotowo, nie ma problemu ze wzwodem. Jednak wiedza o jego „tajemnym życiu” spowodowała u nie straszne kompleksy. Jestem załamana. Gdy z nim rozmawiam on twierdzi, ze sama jego działalność pornograficzna nie powoduje u niego wyrzutów sumienia względem samego siebie. Jedyne wyrzuty sumienia ma wobec mnie, że zawodzi moje oczekiwania i łamie postanowienie o nieoglądaniu porno pomimo moich próśb i tego, że wie jak jest to dla mnie ważne. Ma potem wyrzuty sumienia i mówi, że "źle się czuje z samym sobą". Ale tak jak napisałam, nie dlatego, że samo to co robi uważa za złe i przejmujące kontrolę nad jego życiem, tylko dlatego, że wie, że mnie to rani i dlaczego. Zdaje sobie też sprawę z tego, że to, ze grał w porno grę online było nie w porządku. Czuł, ze mnie w jakimś sensie zdradza, mimo to robił to. Wymaga ode mnie zaufania i ma pretensje o jego brak, bo uważa się za osobę uczciwą i gdy podważam jego prawdomowność ma wrażenie, jakbym go nie znała. Tymczasem nie mogę mu wytłumaczyć, że jego zachowanie (samo granie w taką grę i potem zapieranie się tego, kłamstwa gdy pytam czy oglądał porno, gdy byłam w pracy) nie buduje zaufania, a wręcz przeciwnie. Uważam, ze nie jest tak uczciwy za jakiego się uważa. On wydaje sie jednak mieć o sobie zdanie, że jest uczciwy... Błagam o pomoc.
  25. Dobry wieczór, zacznę od tego że jestem młodą kobietą, która ma 18lat. Półtorej roku temu umarl moj ojciec alkoholik a ja popadlam w co on, w uzaleznienie na poczatku duzo pilam jak to nastolatkowie alr poznien w gre weszla inna uzywka ktora w moim zyciu jest juz od ponad roku praktycznie codziennie. Warto dodac ze teraz jestem drugi dzien czysta i przezywam najgorszw emocje i uczucia, ktore chyba nigdy mi nie towarzyszyły. Trudno mi o tym mówić ale mam myśli samobójcze, ktore nie odstępuja mnie na krok, do tego uczucie jakbym nie istniała, jakbym nikogo nie obchodziła I najchętniej wszyscy kopli by mnie w dupę. Nie chcę mi się jeść, przez praktycznie cały dzień myślę o tym jak bardzo beznadziejna nie jestem I jak bardzo współczuję tym wszystkim ludziom że muszą się że mną męczyć. Nie widzę przyszłości dla siebie, czuje że nie poradzę sobie w życiu I najchętniej zakonczylabym je zaraz po zakończeniu szkoły bo zwyczajnie nie wiem co dalej. Boję się że pewnego dnia te myśli przeradza się w czyny I już nawet rzeczy które do tej pory mnie trzymają na ziemi już nie będą miały takiego znaczenia. A więc moje pytanie jest takie, jak pozbyć się tego smutku, tego uczucia samotności, I jak sprawić żeby życie mnie cieszyło a nie uświadamialo mnie coraz bardziej że to w sumie nie ma sensu.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.