Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'swobodne refleksje'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 43 wyników

  1. Jak widać na poniższych zrzutach ekranu, strona ocalsiebie.pl w ciągu ostatnich kilku lat ewoluowała dość mocno. Obecna wersja jest już trzecią z kolei. To kolejny krok w stronę idei, która przyświeca mi od samego początku: psychologia blisko ludzi. Nauka o ludzkiej psychice bywa bardzo pomocna na różne sposoby. Tak w gabinecie psychologicznym jak i w codziennym życiu. Właśnie dlatego strona nie jest zwyczajną wizytówką specjalisty, ale platformą, na której można czytać i komentować artykuły, dyskutować na forum, blogować i podejmować inne czynności. Przyszło mi już po raz trzeci publikować powitanie. Witam bardzo serdecznie zarówno osoby, które na ocalsiebie.pl trafiły pierwszy raz, jak i wszystkich dotychczasowych bywalców. Chciałbym, żeby to miejsce w sieci było swoistym azylem, w którym w przyjaznej i życzliwej atmosferze będziemy mogli rozmawiać na tematy psychologiczne, ale i o codzienności, sprawach obyczajowych. Ponadto ciepło dziękuję tym wszystkim klientom, którzy dzieląc się ze mną swoimi refleksjami i przekazując mi informacje zwrotne przyczynili się do tego, że ta platforma powstała. Życzę konstruktywnego użytkowania serwisu!
  2. Kiedy dni są coraz krótsze, a pogoda momentami nieszczególnie sprzyja spacerom, przydają się sprawdzone sposoby na jesienny spleen. Spotkania z przyjaciółmi są dobre na każdą okazję. Zwłaszcza gdy można ich ograć w Scrabble! Oprócz tego więcej pisuję, nadrabiam zaległości w lekturach i serialach. A jakie są Wasze patenty na poprawę nastroju w ponure jesienne wieczory?
  3. Myślę, że sporo osób boi się iść do psychologa ze względu na powszechnie szerzące się mity na ich temat. Fajnie gdyby też udzielili się psycholodzy z forum, pewnie sprawi im sporo więcej śmiechu, niż krzywdy 😊. Pewnie słyszeli też od pacjentów różne mniemania, ja sam czasem opowiadam z czym się spotkałem 😋 Ja na pewno spotkałem się z tekstami typu: - idź pobiegaj, lekarstwo na wszystkie twoje troski, co taki psycholog ci więcej poradzi? - psycholog to też taki psychol - psychologiem zostaje osoba, która sama ma problemy psychiczne i chce się z nich wyleczyć dlatego wybiera takie studia - przez to, że psycholog nie radzi sobie ze swoimi problemami to zajmuje się problemami innych, bo lepiej mu to wychodzi - jak idziesz do psychologa to też jesteś psychol i powinieneś być w [wybrana znana miejscowość w pobliżu, w której jest zakład psychiatryczny]
  4. Cenię kino, w którym psychika postaci odgrywa niebanalną rolę. Ze zrozumiałych względów lubię filmy i seriale, w których pojawiają się wątki psychologiczne. Jest godnych obejrzenia pozycji. Szczególnie polecam tych kilka: Lot nad kukułczym gniazdem Jak dla mnie jest to wybitny film o moralnej wyższości odstępstwa od normy nad przyjętymi normami, które jakże często rozczarowują i pozostawiają wiele do życzenia. Przy okazji jeden z nielicznych filmów, który w mojej ocenie dorównuje książce, jakkolwiek ją również warto znać. Szósty zmysł Na pierwszy rzut oka trzymająca w napięciu opowieść o chłopcy i jego terapeucie. Ma jednak swoje drugie dno, a może i trzecie. Obraz przywołuje definicję zaprzeczenia, które to pojęcie zostało wprowadzone przez psychoanalityków. Donnie Darko Poruszająca historia chłopaka z zaburzeniami osobowości, która pozostawia trwały ślad w pamięci. Przejmujące zwroty akcji dają do myślenia. Film, który warto obejrzeć także ze względu na muzykę. Lśnienie Horror psychologiczny z niezapomnianą kreacją Jacka Nicolsona. Narastające szaleństwo zwieńczone tragicznym finałem. To trzeba zobaczyć. A jakie Wy polecanie kino z motywami psychologicznymi?
  5. Na łamach starej wersji strony pod adresem http://ocalsiebie.nazwa.pl/blogs niektórzy klienci publikowali opinie o usługach psychologów Gabinetu Ocal Siebie. Załączam je poniżej i jednocześnie pozostawiam temat otwarty na wypadek, gdyby ktoś chciał coś dodać lub napisać własną opinię.
  6. Część mężczyzn wciąż chce więcej i więcej kobiet. Ci najprzystojniejsi i najsławniejsi są wręcz jak karuzele – co chwila niosą na rękach nową damę, bo dziewczęta same wskakują im do łóżka. Zresztą, każdy głupi potrafi w końcu uwieść i zaciągnąć do alkowy jakąś kobietę, bo panie są dzisiaj głodne miłości bardziej niż kiedykolwiek. Inni mężczyźni wszystko stawiają na jedną kartę i angażują się bez reszty, licząc, że zagwarantuje im to silną stymulację. […] Są dwa wymiary intensywności – częstość i głębia. W obu wypadkach grozi zatracenie i przesyt. Obawiam się, że relacje zawsze prowadzą donikąd, jeśli ich nadrzędnym celem są mocne wrażenia. Można kochać mocno, wręcz drapieżnie, ale ostatecznie chodzi o coś niewysłowionego. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog o specjalności klinicznej, psycholog online, terapeuta przez Skype.
  7. Witam mam jakiś problem ze sobą. Nie wiem nawet od czego zacząć, ale spróbuję opisać może kilka moich przemyśleń na mój temat. Za dzieciaka byłem często nazywany tym "inteligentnym, ale leniwym" miałem zawsze bez problemu 4ki i piątki ze wszystkiego, wszystko w zasadzie pamiętam co usłyszę, gorzej z tekstami czytanymi, dlatego jak nie było mnie na lekcjach to miałem jedynki z danego tematu i nigdy nie kwapiłem się ich poprawiać. Zadania domowe ignorowałem, na początku zapominałem o nich w godzinę po lekcji a w domu w ogóle nie myślałem o takim czymś, z kolei w gimnazjum i technikum zacząłem wymyślać sobie wytłumaczenia, że to głupie i nie będę poza szkołą uczył się jeszcze w domu! Teraz jestem dosyć wycofany społecznie i uwielbiam spędzać czas na komputerze. Mój problem? Brak podążania zaa czymkolwiek/brak motywacji/wszystko wydaje mi się bez sensu, bo da się przeżyć prawie nic nie robiąc... Zestawiając to teraz tak blisko ze sobą widzę bardzo logiczne powiązanie 😛 prawdę mówiąc pierwszy raz tak to sobie zestawiłęm i już nie żałuję , że tu piszę. Choćby sam dla siebie. Ale wracając do tematu - nic mi się nie chce, pracuję od czasu do czasu jak mnie ktoś zawoła na "fuchę", mieszkam bez rodziców, trochę się utrzymuję, chociaż czasami dostaję też coś od rodziców od tak... bo im zostało po opłatach, rzuciłem studia, "żyję sobie od dnia do dnia....", kilka razy miałem cięższy miesiąc - więc pożyczyłem pieniądze od przyjaciela i nie dokońca je oddałem, tj oddawałem póki mogłem, a jak mam gorszą sytuację to nie oddawałem i tak nadal nie oddałem wszystkiego a mijają już grube miesiące (ba! ponad rok), a oddałem połowę.. jak już coś mam to wydaję na potrzeby "zalegające - bierzace". Nie mam kompletnie motywacji do działania (byłem raz w zasadzie bezdomny(!) przez 2 tygodnie), kilka razy wynajmowałem pokoje/hotele i dawałem jakoś radę - teraz płacę tylko czynsz i przez to że poprzeczka jest nisko moja motywacja jest jeszcze niższa. Mam dziewczynę ii nie wiem, czy nie żyję częściowo z jej pieniędzy.. Tj wydaję bardzo mało i mam niskie potrzeby, ale wnoszę do naszego budżetu może z 1000zł/miesiąc, więc nie wiem.. Albo wychodze mniej więcej na 0 albo na -, ale chodzi tu głównie o to, że czuję się tak, że wychodze mniej więcej na 0 i kolejny raz to mi wystarcza, żeby porzucić wszelką większą motywację... Jestem cholernym minimalistą w stosunku do wymagań do siebie. Wszystko optymalizuję tak jak w grach wczytuje się jeden poziom 10 razy, żeby poświęcić jak najmniej surowców do osiągnięcia celu tak ja idąc po ulicy patrzę z daleka na to jakie pali się światło i przewiduję układ sygnalizacji na skrzyżowaniu tak żeby nie dojść do przejscia ani za szybko ani za późno, endorfiny dostaję jak dojdę do pasów idealnie w momencie zapalenia się zielonego ludzika. To samo przy kasie - pakuję się jedną ręką drugą wbijając pin z karty i zazwyczaj odchodze od kasy tak szybko jak tylko dostaję paragon, bo dawno już wszystko zaplanowałem, ale jak chodzi o dłuższe plany - to nie mam żadnego motora, na niczym mi nie zależy (życie jest zbyt skomplikowane dla mnie - chciałbym instrukcję z każdym punktem), a nie mam de facto hobby, które by mnie kręciło, pozbawiłem się poniekąd znajomych przeprowadzając się do innego miasta, choć ze dwa razy do roku jedziemy sobie gdzieś razem na wycieczkę. Można sie domyślić, że coś robię w tym czasie który tak konkrenie i skutecznie "oszczędzam" na każdym kroku. Nie wiem, czy to uzależnienie, czy po prostu kijowy sposób na życie, ale siedzę przed komputerem. Kiedyś w gimazjum byłem prawdopodobnie uzależniony od gier (całe nocki, poza szkołą w zasadzie cały czas na grach) W technikum powoli z tego wychodziłem, po 1 czułem, że nie mam siły grać w nocy, a po 2 niektóre gry zaczęły mnie nudzić, a nie docierają do mnie żadne nowe gry, bo nie są "takie jak te stare". Znalazłem sobie nowe "hobby" - youtube, fora, gazety online, chłonę wiedzę skąd tylko się da, lubię dowiadywać sie rzeczy i interesuję się informatyką, astronomią, muzyką, geografią, historią, biologią, chemią, matematyką, wieloma poddziedzinami informatyki, brońmi, w mniejszym stopniu samochodami i różnego rodzaju silnikami/maszynami, ale tylko jak chodzi o oglądanie, zbieranie wiedzy. Nic z tego nie chcę robić samemu, bo przecież są ludzie którzy już zrobili eksperyment, albo gdzieś byli i łatwiej po prostu zdobyć to doświadczenie i dowiedzieć się wsyzstkiego patrząc na nich. Miałem wykształcić się na informatyka. Nie wiem czy to pomysł rodziców, czy czyj, ale chyba sam go nie wymyśliłem. Ale przyjąłem i bardzo mi się podobał, podoba mi się pisanie programów i szukanie rozwiązań, które są bardzo optymalne UWIELBIAM optymalizację wszystkich moich programów, dopracowywanie ich tak, żeby nie było nawet jednej niepotrzebnej literki i żeby wszystko działało jak najszybciej. I tu kolejny problem... Nie przekonałem się do korzystania z bibliotek, bo po co - lepiej naucze się samemu jak to zrobić, bede wtedy wiedziął jak to działa. Unikałem bibliotek, wszelkich wspomagaczy chciałem wszytko napisać w C++ tak optymalnie jak tylko się da i porzuciłem każdy z dziesiątek projektów którymi się zajmowałem... Wypaliły mi się chęci do próbowania ponownie, bo czuję, że za każdym razem każdy projekt mnie przerasta. Nie mogę zrobić go tak, żebym był z niego zadowolony. Wiem doskonale w czym problem i że nie powinno się tak pucować do perfekcji wszystkiego co się robi. Program powinien działać. I tyle. Ale ja z każdego robię dzieło sztuki, które musi być idealne, nieskażone błędem. Gdy grałem w gry - oczywiście ta sama sytuacja - nawet często zdarzało mi się przeczytać cały poradnik do gry (nie dlatego, że gra się instalowała, albo jeszcze jej nie miałem - gra była już odpalona) i wymyśleć idealną strategię, tak, żeby grając w nią pierwszy raz już działać tak optymalnie jak tylko się da. Znowu odbiegam od problemu i trochę zacząłem głupio się przechwalać. Czy czuję się dobrze? Tak, zazwyczaj tak. Ale zacząłem mieć problemy z ... świadomością? czystością umysłu? Jestem jakby zmulony, nie mam siły się na niczym skupić, szybko się rozpraszam, chociaż gdy zdaży mi się jakaś zagwozdka to potrafie skupić ogromną ilość szarych komórek na wyjaśnieniu jej w logiczny dla mnie sposób (na wszystko, na każdą otrzymaną informację mam swoją "teorię"(w potocznym tego słowa rozumieniu), staram się dopasowywać gdy dostaję nowe infomracje i nie okopywać się w światopoglądach, choć pewnie czasami mi sie zdaża że nie stosuję swoich zasad, ale znowu - gdzie ja bładze z tematem...) Mam problemy z pracą, bo wszystko gdzie pracowałem mnie nudziło. Staram się zawsze wykonywać swoje obowiązki robić to tak optymalnie jak się da i nie dawać z siebie ani za dużo ani za mało. Tak żebym ani ja ani nikt dookoła nie miał mi nic do zarzucenia. Ale z jednej pracy zrezygnowałem po roku z powodu zbyt niskiego wynagrodzenia - nie negocjowałem, po prostu uciekłem... robota była na czarno - z innej pracy mnie wyrzucono po 2 tygodniach, ale powiedzmy, że trochę zbyt ambitną sobie wybrałem. W 3ciej pracy mnie oszukano na 2 wypłaty, tak więc znowu nie zarobiłem dużo i po prostu nie chce mi się już szukać nowej pracy. Mam to gdzieś, czasami ktoś mnie zawoła na fuchę i coś zarobię więc z głodu nie umieram ani nie żyję na czyjś koszt. Nienawidzę cwanych pracodawców i staram się być tak uczciwy na ilę potrafię się postarać. Inni pracują przy szefie a gdy go nie ma opierdalają się, a ja cały czas pomalutku pracuję w moim tempie i gdy pojawia się szef to nie przyspieszam. Mam wyjebane na to co o mnie myśli, bo z głodu nie umieram, ale staram się uczciwie pracować, a tutaj taka jedna firma mnie oszukała (pracowałem na umowie) ii .. nie chce mi się nawet sprawy do sądu pociągnąć... Byłem w pipie i wysłałem kontrolę nie animową, ale szef okłamał ją, że wypłatę dostałem i poinformował, że tak w ogóle to zamyka firmę i .. nic więcej z tym "fantem" nie zrobiłem... Chociaż przygotowałem sobie pozew ( po 4 miesiącach ) Widzę że ludzie do okoła coś robią, sam marzę o dużej firmie i zajmowaniu się zarządaniem. To chyba moje marzenie... Rządzenie innymi ludzikami jak w strategiach turowych, dbanie o zadowolenie, produktywność i zyski. Jeszcze bardziej marze o tym, żeby zarządzał ktoś inny a ja byłbym tylko kapitalistą, który po prostu zarabia, bo ma i stara się wybrać dobrze gdzie zainwestować. No i tak. Potrzeba pracy. Problem chyba polega trochę na tym, że staram się szukać tylko "złotych okazji" kupić za "10 monet" i sprzedać za 25, a gardzę okazjami gdzie można za 10 dostać 11... Jak można już zauważyć jestem bardzo leniwy i trochę niemoralny(?) a może właśnie moralny... Staram się nikogo nie oszukiwać i uważam, że moralność ze strachu przed prawem to nie moralność, ale z drugiej strony raczej staram się czuć jakbym nigdy nikogo nie oszukał, a jak już to na to zasługiwał, bo mam zaburzone postrzeganie rzeczywistości... Proszę.. Nie wiem o co, o jakąś diagnozę? Co mam robić, żeby dążyć w stronę odpowiedzi? Czy jestem uzależniony od komputera? Wydaje mi się że nie za bardzo, (bo jak pracowałem przez rok w 1 miejscu, to spędzałem około godziny dziennie na komputerze i nie zaniedbywałem moich potrzeb (snu jedzenia) na rzecz komputera) ale w sumie może to po prostu jedyne co lubię robić gdy nie mam pracy, a tej nie mam - bo "TO" robię... Siedzę przed kompem i zbieram wiedzę, a czasami gram (teraz akurat nie gram, ale zdarzają mi się raz na miesiąc "fale" gdy gram z 1-2 dni w jakiś stary tytuł (8-10h/dzień) ). Naprawdę, to nie jest tak, że oglądam graczy albo głupie vlogi, ja oglądam o budowie silników rakietowych, o działaniu przekładni mechanicznych o reakcjach chemicznych... Tego wszystkiego jest tak dużo, że chyba nigdy nie dowiem się o wszystkich ciekawostkach... Nie wiem czy to chore. Aha - mam też chyba problem z ludźmi... Nie lubię zaczynać interakcji. W windzie nigdy nie powiem pierwszy do widzenia, ale to akurat uważam za bezsensowną formułkę, Ogólnie nie inicjuje za dużo interakcji, poza wypadkami gdy występuje jakaś niepisana zasada, w sklepie miłym głosem się witam, tak samo jak wszędzie gdzie załatiwam jakąś sprawę i potem bardzo konkretnie opisuję w jakim celu przybyłem (oczywiście nie w sklepie ale już np w banku, czy urzędzie...) . Staram się być dobrym rozmówcą (chociaż z reguły 65% czasu słucham a 35 mówię).. W sumie co innego było z poznaną dziewczyną, bo chyba spodobało jej się to jak dużo opowiadałem historii z mojego życia, więc tutaj akurat więcej ja opowiadałem. No ale na ogół bardzo unikam inicjowania interakcji, chociaż lubię porozmawiać ze starszą osobą która np do mnie sama zagada. Nie lubię wychodzić z domu, nie lubię zajmować czasu ludziom i szybko się irtytuję/rozpraszam - gdy coś mi nie idzie idealnie. Przepraszam za takie długie wypociny, ale mam nadzieję, że było to w miarę ciekawe jeśli przeczytałeś aż dotąd . Mogę coś jeszcze o sobie opowiedzieć. Trochę widzę jak mógłbym próbować rozwiązać moje problemy i słyszałem o powiedzeniu "po prostu działaj" (przyznam że to działa), ale nie wiem... Jestem leniwy/głupio się tłumaczę/unikam kompletnie wysiłku i tak omijam każde rozwiązanie, które mogłoby mi pomóc. FIN
  8. Udało mi się zauważyć, z mojej ograniczonej perspektywy, że ludzie, którzy mają problemy psychiczne, męczy ich depresja i zdarzenia z przeszłości, to przy bliższym poznaniu okazują się wspaniałymi ludźmi ze smutnymi lub nawet tragicznymi historiami. Pobyt w szpitalu psychiatrycznym pchnął mnie w kierunku większej wiary w ludzkie dobro i w większą ufność wobec innych, a z takim nastawieniem mi lepiej. Z tej samej strony, skoro inni są wspaniali lub we skromniejszej wersji - dobrzy i wartościowi, to co ze mną? Zgodnie z tradycją wypadałoby zacząć od negatywów w charakterze oraz dolegliwości czy doświadczeń minionych, a obecnie mnie męczących, ale mając potrzebę wyjątkowości, uczepię się swoich plusów. Główne zainteresowania, to gry komputerowe, branża gamedev, socjologia, psychologia (tu chyba każdy się tym interesuje), pisanie, jednak bez Opus Magnum. Ze sportów szachy przez internet i idzie mi cholernie słabo, a jak nie gram, to o nich oglądam na YT. Czasem pogrzebię w plikach. Ciągle mam przeczucie, że to skromny repertuar zainteresowań i z chęcią rozbuduję listę o: taniec, kaligrafię, języki obce, grafikę, grę na jakimś instrumencie. Ogólnie, o pakiet artystyczny. Słucham muzyki w różnych językach, popu, rapu, zdecydowanie rzadziej disko, a klasycznej w remiksach, metal, new age. Ostatnio, mięsiąc-dwa, to melodic techno i psychodelic trance. Jakby ktoś chciał posłuchać: Infected Mushroom - Becoming Insane Joachim Pastor - Reykjavik N'to - Alter Ego Z innych rzeczy, to na pewno chcę żyć. Moje kilkuletnie samoskładanie siebie do kupy nie przynosi mi efektów, praktycznie wszystkie filary mojej osobowości są przewlekłym stanie, o ile w ogóle istnieją. Nie mam wątpliwości, że potrzebna mi pomoc psychiatry. Tylko, gdzie nigdy nie pracująca, bezrobotna, dorosła osoba (24), dostanie kopa, który da szansę na przywrócenie własnej autonomii.
  9. Cześć, Długo zbierałem się w sobie żeby to napisać. Chyba jeszcze dłużej zastanawiałem się co napisać. I chyba od tego wypadałoby zacząć. Jestem pełen sprzeczności, ciągle mam wątpliwości. Gdy się nad czymś zastanawiam zawsze znajdę jakieś "ale". Poczynając od spraw światopoglądowych po najprostsze czynności dnia codziennego. Mam problem żeby obronić swoje zdanie, właściwie je argumentować. Wiem co myślę, ale nie potrafię tego przekazać, A za chwilę sam już nie jestem pewny tego co myślę, Nie wiem czy wynika to z braku pewności siebie czy z czegoś innego? Pracuję w zawodzie wymagającym myślenia logicznego, analizy faktów, danych. Radzę sobie nieźle, jestem dobry w tym co robię. I na tym koniec pozytywów. Jeśli chodzi o kontakty z ludźmi to one praktycznie nie istnieją. Są płytkie, powierzchowne, najczęściej rozmawiam na tematy związane z pracą lub bieżącymi wydarzeniami. Unikam rozmów bo jeśli mówię to co mi przyjdzie jako pierwsze do głowy to wychodzi to tragicznie. Jeśli zaś zaczynam się zastanawiać co powiedzieć to moje wątpliwości mnie blokują do tego stopnia, że wtedy już kompletnie nie wiem co powiedzieć, gubię się w swoich myślach. Tego nie powiem bo ją/jego mogę tym urazić, tamtego nie bo pomyśli sobie to i tamto, tego też nie bo odbierze to jako obgadywanie tego czy tamtego... Nauczyłem się kilku uniwersalnych, neutralnych "odzywek", lżej mi z tym, przynajmniej nie milczę, ale na dłuższą metę tak się nie da. Moje odpowiedzi są schematyczne, inni odnoszą wrażenie, że nie chcę z nimi rozmawiać i ich spławiam. A ja po prostu nie potrafię inaczej. Bardzo ciężko jest mi nawiązać jakikolwiek kontakt, ludzie mają mnie w najlepszym przypadku za dziwaka, często chama- poprzez te szczere, nieprzemyślane odpowiedzi (swoją drogą większość zapytana odpowie, że ceni sobie szczerość, a jak usłyszy trochę prawdy to jest drama...), albo w drugim przypadku za gbura z mniemaniem o sobie bo nie zamieni nawet kilku zdań tylko ucina temat. Z tego powodu coraz częściej już nie muszę unikać rozmów bo ludzie sami omijają mnie szerokim łukiem. Nie rozumiem ludzi- niech przykładem będzie chociażby ta szczerość. Nie potrafię się dogadać, ciężko mi odczytać intencje, przeczytać między wierszami, pociągnąć rozmowę, mówić w taki sposób, żeby inni nie odbierali tego osobiście. Moim problemem jest zbytnia bezpośredniość i "przenoszenie" pracy na pozostałe aspekty życia. Nie potrafię kłamać, udawać a z drugiej strony wiecznie coś analizuję, cały czas staram się przewidzieć przynajmniej ten jeden krok naprzód. W kontaktach z ludźmi jestem zamknięty, zimny, bez emocji- chyba że chodzi o złość, gniew, stres, strach. Nikogo nie biję, nie krzyczę, nie płaczę po kątach, ale też kompletnie nie potrafię ukryć, że np. jestem zdenerwowany czy na kogoś zły. Twardo stąpam po ziemi, zawsze staram się odnosić do faktów, raczej unikam takiego typowego gdybania. Nie potrafię rozmawiać "o niczym". Sam nie używam aluzji chociaż nie mam problemu z ich zrozumieniem. Ignoruję je, udaję że nie załapałem bo po prostu nie wiem jak zareagować. Ludziom wydaje się, że jestem idiotą i pozwalają sobie przy mnie naprawdę na wiele. A w środku jest człowiek, który rozumie, czuje, a pewne docinki naprawdę bolą. Nie potrafię jednak tego człowieka wywlec na zewnątrz. Podsumowując zraniony, mocno (chyba za mocno) uczuciowy, empatyczny i jednocześnie zimny i zamknięty, inteligentny idiota. Pełen sprzeczności, skrajności... To co w środku nijak ma się do tego jaki jestem na zewnątrz. Ciężko mi już tak to ciągnąć, chciałbym zmienić pracę, ale boję się wejścia w zupełnie nowe środowisko. Tutaj gdzie jestem ludzie są przynajmniej ze mną "obyci", w pewnym stopniu akceptują moje odchyły, po prostu jestem, robię swoje i nikomu nie przeszkadzam. Praca to w tym momencie jedyne co mnie trzyma z dala od pokoju bez klamek, jakiś sens w moim życiu. Wejście w nowe środowisko wiązałoby się z koniecznością "przyzwyczajenia" nowych osób do mnie, z kolejnymi docinkami, mnóstwem emocji i stresu... nie chcę i chyba nie potrafiłbym tego przeżyć kolejny raz. Od jakiegoś czasu szukam, czytam i chociaż jestem bardziej świadomy, chyba nawet jest trochę lepiej to jednak co raz to pojawiają się nowe wątpliwości, które powodują jeszcze większy mętlik w głowie. Niekiedy sam już nie wiem czy pewnych rzeczy sobie nie ubzdurałem, boję się żeby nie popaść w jakąś paranoję. Jestem kompletnie zablokowany i nie potrafię się otworzyć. To co myślę i jak reaguję na "bieżąco" kompletnie różni się od tego co robię i myślę po fakcie, kiedy już mogę złapać dystans. Nie potrafię tego dystansu, tego luzu złapać w obecności ludzi. Większość kontaktów z ludźmi, praktycznie wszystkie, które nie dotyczą pracy, to dla mnie ogromny stres, nawet odezwanie się do kasjerki w sklepie poza standardowym dzień dobry, dziękuję, do widzenia. Na zewnątrz sprawiam wrażenie żywego trupa, a w środku kotłuje się od myśli i emocji. Najgorsze jest to, że ten stres zaczyna odbijać się na moim zdrowiu fizycznym. Dla mnie to jest wyraźny sygnał, że jeśli teraz czegoś nie zrobię to mogę przegapić moment kiedy jeszcze można cokolwiek zrobić. Proszę, poradźcie mi co z tym zrobić, gdzie i jakiej pomocy szukać bo wiem, że sam sobie z tym nie poradzę.
  10. Zrządzenie losu, przeznaczenie, koincydencja, zbieg okoliczności, synchroniczność, moc przyciągania, okazjonalność lub efekt motyla... Jak zwał tak zwał, faktem jest, że czasami drobiazg zapoczątkowuje coś, co go znacząco przerasta. Niektórzy są tak wyzuci z nadziei na miłe niespodzianki, że wcale nie zauważają potencjału lub z premedytacją marnują szanse ze strachu czy niedowierzania. Warto być wyczulonym na tzw. afordancje – uzasadnione wrażenia, że można wpłynąć na rozwój wydarzeń, rozdmuchać iskrę. Okazja niezauważana lub ignorowana właściwie dla człowieka przestaje być okazją. Nie sposób znaleźć wielką miłość, prawdziwą przyjaźń, wyjście z toksycznego labiryntu, albo robić zawrotną karierę, kiedy traci się wrażliwość na sposobności. Zaniechania w tym obszarze są dotkliwymi formami zaniedbywania samego siebie. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online, przez Skype.
  11. Nie jestem do końca pewien czy tutaj pasuję. Gdzieś w procedurze rejestracji wyczytałem, że to forum przeznaczone do rozwiązywania problemów dojrzałej natury tymczasem mój (swoją drogą o którym w najbliższym czasie napiszę w dziale Niełatwe Przejścia o ile zdążę go najpierw napisać i streścić jeszcze tego wieczoru) genezę miał jeszcze w szkole, 5 lat temu. Teraz mam 18 lat i jeśli ten problem tu nie pasuje - niech ktoś wyprowadzi mnie z błędu.
  12. Witam, Normalnie mam bardzo dobrą pamięć do twarzy i głosów. Pamiętam je nawet po wielu latach. Jednak dwa razy w życiu zdarzyło się coś czego nie mogę zrozumieć. Oba przypadki są bardzo podobne. 1. Kilka lat temu poznałem dziewczynę która bardzo mi się podobała. Byłem w niej zauroczony. Jednak gdy tylko się od niej oddalałem zapominałem jak wygląda i jaki ma głos. Widziałem poszczególne elementy jej twarzy ale nie potrafiłem złożyć ich w całość. Czułem, że tęsknie za kimś kogo nie potrafię przywołać w pamięci. Oczywiście gdy znów ją widziałem poznawałem ją od razu. I tak w kółko. Po kilku latach mniej więcej potrafię przywołać jej obraz. 2. Tydzień temu poznałem inną kobietę, która również bardzo mi się podobała i sytuacja się powtórzyła. Po pierwszym spotkaniu miałem problemy by przypomnieć sobie jej twarz ale czasami mi się udawało. Jakieś chwilowe przebłyski. Podczas drugiego spotkania próbowałem zapamiętać jak najwięcej szczegółów. Teraz pamiętam budowę jej ciała, oczy, włosy, zęby ale nie twarz. Nie umiem jej poskładać w całość. Oczywiście głosu też nie pamiętam. (Pamiętam twarze i głosy większości ludzi, których poznałem tego dnia w tym samym miejscu ale nie jej) Szukałem odpowiedzi w googlach. Nie jestem sam. Fraza "I forgot my crush's face" daje sporo podobnych wpisów ale nie znalazłem żadnej odpowiedzi. Zżera mnie ciekawość więc będę wdzięczny za jakieś sugestie.
  13. Wielu ludzi ucieka przed bólem emocjonalnym i przez to uzależnia się od tego, co na chwilę uśmierza to cierpienie lub je zagłusza. Uciekają w poszukiwanie aprobaty, kolekcjonowanie dowodów uznania, uwielbienia, uwagi. Uciekają w coraz to kolejne objęcia romantycznego lub seksualnego partnera, niejako uzależniając się od miłości, seksu albo zauroczeń. Uciekają w złudzenia, konstelacje iluzji, zaprzeczanie rzeczywistości i racjonalizacje żeby poczuć się lepszymi, niż są w istocie. Uciekają w używki, by choć na moment przestać być cierpiącą wersją siebie. Uciekają w jedzenie, by doznać namiastki fizycznego, ciepłego kontaktu jak wówczas, kiedy bezwarunkową miłość gwarantowało bycie w łonie mamy odżywiającej ciało swego dziecka. Czasem kobiety uciekają w przesadne głodówki, by pokarać swoją kobiecość za podobieństwo do zimnej, toksycznej matki lub odpokutować winę za rzekomo sprowokowane nadużycia ojca. Panowie uciekają w gonitwę za idealnymi kształtami kobiecych ciał, by nakarmić nienasycenie męstwa zdobywając najpiękniejsze z pań. Bez tego wszystkiego trudno niektórym poczuć, że warto żyć. Tymczasem sposobem na to, aby uporać się z bólem emocjonalnym, jest zmierzenie się z nim. Zaspokojenie potrzeb, które naprawdę się za nim kryją, ale również w pewnej mierze zaakceptowanie go jako przyrodzonej części człowieczeństwa. Dążenie do całkowitego stłumienia jego doświadczania to prosta droga do uzależnień i pogarszających sprawę przymusów. Fragment z nowej książki. Pewnie trochę za poważnej... Zobacz ten wpis na Facebook.
  14. Dzisiaj zabrzmię pewnie jak guru jakiejś sekty, ale uspokajam, że nikomu nie przewodzę, a to, co powiem, bazuje na psychologii. Możemy przyjąć, że apatia to pasmo strapień i samoudręczenia. Analogicznie, szczęście jest natomiast pasmem radości. Wielkie powody do cieszenia się są jednak stosunkowo rzadkie, więc do bycia szczęśliwym potrzebna jest umiejętność radowania się drobiazgami. Właściwie nie tyle umiejętność, co wręcz nawyk. Nawykowe rozdmuchiwanie drobnych pociech, napawanie się wdzięcznością, wczuwanie się w nawet subtelne oznaki pokrzepienia. Nawykowe snucie takiej narracji osobistej, która jest wzmacniająca i przedstawia nas jako bohatera sensownej, wartościowej historii. Nawykowe współczucie sobie i stawanie we własnej obronie, kiedy krytyczny głos wewnętrzny próbuje nas pogrążać. Nawykowe przyglądanie się z uważnością własnym przeżyciom, emocjom i myślom z dystansu, zamiast uznawania, że jestem wszystkim, co trudnego czuję, ponurego myślę. Szczęście to nie stan posiadania. Nie brak cierpienia. Nie uroda. Nie inteligencja. Nie pieniądze. Krótko mówiąc szczęście to nawyk. Warto ćwiczyć, by go wyrabiać. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online oferujący usługi takie jak psychoterapia przez Skype.
  15. „Prawdziwy mężczyzna” to hasło używane przez kobiety, które chcą manipulować facetami. Koniec tych bzdur! Mężczyzna przychodzi na świat i jedyne co musi zrobić, to zgłębiać przyrodzoną męskość zamiast pytać się dziewczyn, czym jest męstwo. Książka „Twarde życie mężczyzny” jest dla facetów, którzy mają dość feministycznej propagandy oraz kobietocentrycznych wizji świata i po prostu chcą pozostawać w zgodzie ze sobą. To lektura, która nie wyważa otwartych drzwi, nie wymyśla kuriozów jak „płeć kulturowa”, lecz skupia się na tym, co oznacza bycie mężczyzną we współczesnym świecie. Nie jest to poradnik, lecz co najwyżej inspiracja, bo i tak każdy facet lubi robić wszystko po swojemu. Chociaż autor jest psychologiem klinicznym i psychoterapeutą, treść książki bynajmniej nie jest wiedzą oświeconą. To punkt widzenia, który można przyjąć, by spojrzeć na pewne sprawy pod użytecznym kątem. Książka ma poręczny format B5, 220 stron, jest ilustrowana obrazami w czerni i bieli. Książkę można kupić m.in. w tym miejscu w ramach sprzedaży wysyłkowej. Premiera: 1 marca 2019 r.
  16. Bywa, że ludzie mają tak niskie poczucie własnej wartości, iż nie dają sobie prawa zabiegać o tego, kto naprawdę może spełniać ich kryteria. Niepewne siebie, zlęknione kobiety racjonalizują swoją bezczynność wmawiając sobie, że niczego nie należy ułatwiać mężczyźnie bądź podobne bzdury. Niedowartościowani, przerażeni mężczyźni skreślają dobre partie z góry uznając, że są „zbyt drogie w utrzymaniu” albo „niedostępnymi księżniczkami”. Fatalna samoocena skłania do brania tego, co się napatoczy zamiast wykazywania się postawą proaktywną. Tkwią więc w nijakich znajomościach lub gnuśnieją i uprzedzają się do płci przeciwnej. Albo na własne życzenie są krzywdzeni, bo znoszą parszywe traktowanie. Byle tylko mieć przy sobie kogoś, kogo da się pokazać na FB, by zgarnąć parę nędznych lajków za udawanie szczęścia. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online.
  17. Ludzie na ogół nas nie zauważają, bo są skupieni na sobie. Nawet jak nas zauważą, to nie pozwalają nam mówić, bo osądzają po wyglądzie. Jak już pozwolą nam mówić, to puszczają mimo uszu. Jeśli nawet słuchają, to nie starają się zrozumieć, bo łatwiej jest oceniać. Jeśli nawet zrozumieją, to nie wierzą, bo wolą własną wizję świata. A jeżeli nawet uwierzą, to nie zapamiętają, bo pamięć to wysiłek. Właśnie dlatego bliskie związki – te romantyczne jak i przyjacielskie – są tak niezwykle cenne. Dopiero w nich jest szansa na to, że ktoś naprawdę dostrzeże nasze istnienie w całej okazałości, bez osądzania wysłucha, zrozumie, da nam wiarę i włoży trud w zapamiętanie. Niestety, dzisiaj znalezienie człowieka, który chciałby stworzyć taką relację, to wyczyn. Tak ogromny, że wielu ludzi popadło w apatię i przestało szukać albo zaczęło zadowalać się byle czym. Brak takiego porozumienia to też powód wielu rozstań. Skomentuj ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online.
  18. Dlaczego kiedy kobieta albo mężczyzna odchodzi od swojego partnera to ta osoba, która zdecydowała się na rozstanie jest gorsza? Jest oczerniana, wyzywana, wytykiwana palcami pomimo że nikt nie wie co sprawiło że decyzja była ta, a nie inna, mało tego to nikogo nie interesuje mają to gdzieś liczy się na pokrzywdzona osoba (teoretycznie skrzywdzona) Czasami osoby które odeszły więcej zrobiły by ratować cokolwiek niż ta druga, po prostu nie miały już siły czekać na niemożliwe... Więc czemu tak jest czy ktoś umiałby to wyjaśnić??
  19. Zwykle to głównie mężczyźni na długo wpadali w czarną dziurę samotności po rozstaniu, zwłaszcza po trzydziestce. To ogólnie trudny czas, bo większość atrakcyjnych osób zdolnych do stworzenia związku jest już zajęta. Dzisiaj czarna dziura jest bardziej pojemna. Pochłania też kobiety, które pragną miłości, a otrzymują głównie oferty układów, przelotnych romansów lub fałszywe uczucie do momentu aż facet znajdzie młodszą partnerkę. Jeśli dorzucimy do tego pompowane bez końca m.in. przez media społecznościowe wymagania urastające do rozmiaru fantazji, mało kto spełnia kryteria. A że nierealistyczne oczekiwania doraźnie podbudowują tego, kto je ma, rzadko ktoś chce je zmniejszyć. Efekt? Epidemia samotności. Około 40-tki rynek matrymonialny zapełniają wprawdzie rozwodnicy i rozwódki, ale tylko 16% z nich kogoś sobie znajdzie. Reszta, zwłaszcza samodzielni rodzice, według szacunków mają na to marne szanse. A potem ludzie ukrywają się za etykietą singla i szukają znieczulenia w pracy bez umiaru i gonitwie za sukcesem zawodowym, a niekiedy w totalnym oddaniu się samorozwojowi bez końca. Tymczasem receptę zdaje się podsuwać pewien młodociany poeta, który napisał anonimowo na ścianie: „żeby tak ludzie gęby do siebie otwierali jak od siebie odwracają to by było coś”. Podcast o singlach:
  20. Minionej nocy miałem sen. Śniło mi się, że kobiety i mężczyźni głęboko szanują się, doceniają, są prawdomówni, uczciwi wobec siebie, wzajemnie zaspokajają swoje potrzeby i umieją ze sobą rozmawiać. Śniło mi się, że nie traktują się przedmiotowo i nie segregują bezwzględnie z uwagi na wzrost, rozmiar stanika, szerokość ramion albo to, jak wąska jest talia czy jak długie są nogi. Że nie traktują się instrumentalnie i nie wchodzą w związki interesownie, z wyrachowania. Obudziłem się zlany potem. To był prawdziwy koszmar. W takim świecie jako psychoterapeuta byłbym bezrobotny. Skomentuj ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online, oferujący usługi jak terapia przez Skype.
  21. Witam, mam pewne pytanie jeśli chodzi o psychologie. Otóż zapomniałem swoją pierwotna wersje pewnej hipotezy, rozwijała się rozwijała i zapomniałem co było na początku. Nie zapisuje tego nigdzie są to takie dylematy wszechświata które próbuję jakoś sobie wyjaśnić mózgową bo jest mi łatwiej i szybciej (Jestem osoba umysłowa) i tu jest problem czy to jest normalne że zapomniałem coś nad czymś spędziłem wiele godzin rozmyślałem. było to jakieś 6 miesięcy temu.. Teraz nie pamiętam tej pierworodnej myśli tylko to co jest teraz,.
  22. Gdy komuś jest źle z jakiegoś powodu i nie potrafi tego zmienić, to zaczyna narzekać i biadolić, co za chwilę pewnie uczynię. Nie liczy się wiek, czy płeć. Nie narzekają tylko ludzie, którzy nie mają na co, bo nie chcą znaleźć powodu do narzekania. Nie ważne co się w życiu osiągnęło, jakim się jest, ani jakie dobra materialne się posiada, bo czasem w swoi myślach bardzo łatwo stać się nikim; zapomnianym, niewyrzuconym do kosza śmieciem. Mam 20 lat, jestem na pierwszym roku dziennych studiów inżynierskich, nie jestem samotna. W każdej chwili mogę zadzwonić do rodziny lub szczerze porozmawiać z przyjacielem, lecz oni albo nie chcą albo nie potrafią mnie zrozumieć i tak jest od 2 lat. Przyznaję, rozmowa ze mną czasem nie należy do najłatwiejszych, ale staram się prowadzić dialog szczerze i otwarcie, ale skoro według nich wypowiadane przeze mnie monolologi nie mają całośćiowo sensu, a statystycznie rzecz biorąc, bardziej prawdopodobne jest to, że jest coś nie tak z 1 małpą niż z pięciorgiem, to problem tkwi we mnie, ale zapewne nigdy nie poznam jego etiologii, ponieważ 100 czy 150 zł za godzinę próby naprawienia mnie, to zdecydowanie zbyt wiele, skoro nawet przed jednym z najważniejszych momentów w życiu - maturą nie miałam tyle, chociażby na 2 godziny korepetycji. Dlatego zapewne dusząc się od środka powoli będę czekać z utęsknieniem na mój koniec lub pewnego dnia wreszcie namówię siebię na odpuszczenie sobie codziennego teatrzyku szczęścia odgrywanego wobec ludzi dookoła mnie. Wiem, że jestem żałosnym nieudacznikiem, ale jak mogę czuć się nieszczęśliwa skoro są tacy, co mają gorzej niż ja?!
  23. Paula

    Problemy DDA

    Hej, mam 27 lat. Od zawsze czulam ze cos jest nietak. Jakis smutek towarzyszyl mi od zawsze. Wychowywalam sie z mama i ojczymem,moj tata byl alkoholikiem, niedawno zmarl. W tym samym momencie kiedy odszedl, poznalam chlopaka. Wyjechalam do niego do Anglii, tam pracowalismy i mieszkalismy razem. Szybko okazalo sie,po jakis dwoch latach, ze nie pasujemy do siebie, spakowalam sie i wrocilam do Polski. Podejrzewalam, ze dosypuje mi narkotyki, poniewaz bardzo sie rozchorowalam. W Polsce zglosilam sie do psychiatry. Sama nie wierzylam, ze tak wyladowalam, ale objawy nasilaly sie, zamykalam jedzenie w pokoju, mialam wrazenie, ze ktos mnie sledzi kiedy prowadzilam samochod. Bardzo podejrzliwa w stosunku do rodziny bylam. Balam sie jesc, na miescie tez,bo wszystko krecilo sie wokol tego ze ktos cos dosypal. Troche wizyt u lekarza, dobral mi odpowiednie leki(wciaz przyjmuje) ,ale jest lepiej. To tak w skrocie,bez szczegolow. Ale teraz zaczelam bawic sie chlopakami. Spotykam kogos, zwykle na pierwszym spotkaniu sypiamy ze soba. Zaszlam w ciaze, stracilam. Czuje, ze brakuje mi kogos, ale z drugiej strony mam zal. Nie lubie siebie, czesto popijam alkohol przez to. Potrzebuje obiektywnego zdania na ten temat.
  24. Pewna wybitna pani psycholog, nawiasem mówiąc moja promotorka z okresu studiów, w zwyczajowy dla ludzi z tytułem profesora sposób rzekła w jednym z wywiadów, iż „Badania pokazują, że ludzie, którzy priorytetyzują pozytywność, naprawdę są szczęśliwsi niż ci, którzy niczego w tym kierunku nie robią.” Tymczasem ja, jak przystało na szeregowego, który walczy z chorobami takimi jak depresja będąc na pierwszej linii frontu, to znaczy w gabinecie psychoterapeutycznym, ująłbym to przystępniej. Znacie to uczucie, kiedy planujecie urlop i w końcu po dłuższym czasie klamka zapada? U niektórych osób, w tym u mnie, pojawia się takie nastawienie, że co by się tam na miejscu nie stało i co by się nie okazało, nic nie popsuje mi urlopu i koniec, basta. Ileż łatwiej jest zachować dobry humor nawet jeśli dobre opinie w sieci okazały się zamówionym przez hotel marketingiem szeptanym a biuro podróży zapomniało wspomnieć o przykrych niespodziankach. Albo okazuje się, że masz zapalenie płuc i musisz spędzić połowę wakacji w szpitalu. Ten sam myk można stosować częściej aż wejdzie to w krew i stanie się nawykiem. Sprawi, że co by się nie działo człowiek będzie skłonny z uporem maniaka szukać pozytywów i kurczowo trzymać się jasnej strony życia. Nie po to, by zaprzeczać mrocznej stronie, bo ona i tak nie da o sobie całkiem zapomnieć, lecz po to, by się na niej nie koncentrować. By akceptując istnienie ciemności zmierzać w stronę światełka w tunelu zamiast załamywać ręce. By, jak to mawiają samozwańczy guru od rozwoju osobistego, umieć robić słodką lemoniadę z kwaśnych cytryn. By dostrzegać coś hartującego w wędrówce przez piekło, jeśli przyjdzie nam nim podróżować. Z blizn można być dumnym jak ci twardzi faceci w filmach akcji z lat 80-tych albo traktować je jak piętno, balast, kulę u nogi czy świadectwo słabości. „Podziurawiło mnie, pokiereszowało, ale przeżyłem, więc jestem mocny.” Podsumowując, profesor Ewa Trzebińska ma rację – sprzyja się poczuciu szczęścia podejmując świadomy wysiłek, czasem bardzo duży, by dostrzegać coś pozytywnego w tym, co nas spotyka. W przeciwnym wypadku narażamy się na wzmożone doświadczanie bólu istnienia, a to przecież raczej nie jest potrzebne. Sam z siebie daje on w kość wystarczająco. Wersja audio + bonus: CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online oferujący usługi takie jak terapia online, psychologiczne porady przez Internet, pomoc psychologiczna za pośrednictwem Skype.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.