Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'swobodne refleksje'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Życie jest wykrzyknikiem nie znakiem zapytania - to zasada mojego postępowania. Sama zawsze o to dbam by moje życie nie miało czarno białych barw. Nie czekam aż w życiu lepiej mi będzie. Kto idzie na łatwiznę nigdy szczytów nie zdobędzie. Wiara w siebie - bez niej w świat nie ruszę, tylko się w drobiny rozkruszę. Takiego jestem zdania i Nigdy się nie poddaje, mym wrogom satysfakcji nie daje. Jak upadam szybko wstaje i porażki nie opłakuje. Biedny jest człowiek który nadziei nie ma. To ona napędza żagle marzeń na niepowodzeń oceanie i nie pozwala na zrezygnowanie. Gdy moje marzenia celami się stają nabierają wielkiego znaczenia bo wyznaczają kierunek nie łatwy do spełnienia. Z dnia wczorajszego naukę wyciągam, dzisiaj na 100 procent żyje i na jutro mam nadzieje.
  2. Mieliście kiedyś tak że byliście nie zadowoleni ze swojego życia ale nie widzieliście co zmienić? Właśnie jestem na tym etapie, wiem ze chce zmiany ale nie mam pomysłu jak to zacząć Chciałabym poznać siebie, jaka tak naprawdę jestem. Co lubię co mnie cieszy itp mieć więcej motywacji do zmiana swojego ciała przez które mam kompleksy ale mam za mało motywacji Jak zdobyć chęć i motywację do zmiany jakieś pomysłu ?
  3. Hej, mam 18 lat i jestem tegoroczną maturzystką. Mówiąc szczerze matury nie poszły mi jakoś super, ale raczej podeszłam do tego ze świadomością, że chce po prostu to zdać. Zdalna nauka, a w tym roku niektóre wydarzenia sprawiły, że nie potrafiłam się skupić na nauce i postawiłam na zdrowie psychiczne, z którym przez presję społeczną było w pewnym momencie źle. Po napisaniu matur poczułam ulgę, zaczęłam spotykać się ze znajomymi, imprezować itd. Jednak teraz znowu zobaczyłam pogorszenie u siebie. Nie wiem czy to przez nadmiar wolnego czasu, pesymistyczna wizja przyszłości, nieumiejętność odnalezienia się w nowej rzeczywistości. Staram się zająć czymś głowę, szukam pracy, próbuje cieszyć się z każdej chwili. Jednak nadal czuję wewnętrzny smutek. Patrzę na rówieśników i widzę, że świetnie sobie radzą, a ja nie wiem co robić. Czuję się po prostu zagubiona w tym świecie. Raczej nie mam konkretnego pytania, jednak poczułam potrzebę podzielenia się tym z kimś
  4. Jak widać na poniższych zrzutach ekranu, strona ocalsiebie.pl w ciągu ostatnich kilku lat ewoluowała dość mocno. Obecna wersja jest już trzecią z kolei. To kolejny krok w stronę idei, która przyświeca mi od samego początku: psychologia blisko ludzi. Nauka o ludzkiej psychice bywa bardzo pomocna na różne sposoby. Tak w gabinecie psychologicznym jak i w codziennym życiu. Właśnie dlatego strona nie jest zwyczajną wizytówką specjalisty, ale platformą, na której można czytać i komentować artykuły, dyskutować na forum, blogować i podejmować inne czynności. Przyszło mi już po raz trzeci publikować powitanie. Witam bardzo serdecznie zarówno osoby, które na ocalsiebie.pl trafiły pierwszy raz, jak i wszystkich dotychczasowych bywalców. Chciałbym, żeby to miejsce w sieci było swoistym azylem, w którym w przyjaznej i życzliwej atmosferze będziemy mogli rozmawiać na tematy psychologiczne, ale i o codzienności, sprawach obyczajowych. Ponadto ciepło dziękuję tym wszystkim klientom, którzy dzieląc się ze mną swoimi refleksjami i przekazując mi informacje zwrotne przyczynili się do tego, że ta platforma powstała. Życzę konstruktywnego użytkowania serwisu!
  5. Cześć, nazywam się Kamil i mam 28lat. Na ogół jestem w miare normalnym typem. Odkąd pamiętam miałem problem z relacjami międzyludzkimi. W wieku 16-17 lat było okej, miałem swoją grupę przyjaciół, spędzałem z nimi dużo czasu, swietnie sie bawilismy, mlodziencze lata, imprezy, no było super. Z czasem jednak te relacje zaczynały się kruszyć, aż w koncu zostałem sam. Majac 17lat, gdy na swojej zyciowej drodze napotykalem cos, co mnie stresowalo, traktowalem to jako wyzwanie i jakoś szło. Niestety, wraz z kolejnymi latami czuje coraz wiekszy bagaż przeszłosci w swojej głowie. Ale o tym za chwile. W wieku mniej wiecej 22-23lata doszedlem do takiego etapu strachu, ze potrafilem siedziec w samochodzie pod marketem 30min, zbierajac sie do wejscia tam. Raz sie udawalo, innym razem wracałem do domu. Pomyslalem, ze potrzebuje pracy z ludzmi, wiec poszedlem do firmy kurierskiej i zaczalem dla nich jezdzic, w koncu gdzie spotkam wiecej ludzi? Jeszcze był etap z kierowca taksowki. Pomoglo w duzym stopniu, w koncu dzis juz nie mam takiego problemu. Lata mijały, prace zmienilem, od 2 lat w tej samej firmie, codziennie kontakt z kilkoma obcymi ludzmi, zero stresu, a nie zawsze sa do mnie pozytywnie nastawieni, czasem to na prawde nerwowa sytuacja (ja jestem od odkrecania tego, co wydarzylo sie wczesniej w zwiazku z wspolpraca z firma w ktorej pracuje) I wspominajac ten czas, gdy nie umialem wejsc do sklepu, bo cos mnie blokowalo. To byl strach przed sam nie wiem czym, czasem ze spotkam kogos znajomego, ale najczesciej przed duza iloscia ludzi tam. Wyszedlem z tego, a przynajmniej tak mi sie wydawalo. Pewnie brzmi to mega chaotycznie, ale w glowie mam historie o DDA, rodzinie, znecaniu sie nade mna w podstawowce, smierc siostry, taty i pewnie cos by sie jeszcze znalazlo. Problem w tym, ze nie lubie ludzi. Nie sa dla mnie ciekawi, nie interesuje mnie kim sa, co robia, nie chce mi sie z nimi gadac. Nudza mnie. Nic mnie nie cieszy, pracuje w tym miesiacu od rana do nocy, po 12-16h. Przeprowadzilem sie do duzego miasta, to w 3msc nie poznalem tam ani jeden osoby, nigdzie nie wychodzilem, wrocilem do siebie na wies, bo nie umialem sie odnalezc. Mam jednego przyjaciela, z ktorym moglbym rozmawiac godzinami i kilku znajomych z ktorymi gadac mi sie nie chce. Nic mnie nie cieszy, nie mam celow, pracuje na etacie, wyplata co miesiac dosc duza jak na realia nasze, wiec luz. Kiedys mialem cele, mialem firme ogrodnicza, staralem sie, a teraz wszystko jest mi obojetne. Pisze to tak na prawde tylko i wylacznie dlatego, ze kolejny zwiazek mi sie sypie przez moja glowe. Moja dziewczyna, z ktora jestem od pazdziernika ma w niedziele urodziny. Zaproponowala kregle z jej znajomymi, w pierwszym momencie powiedzialem, ze ok. Ale juz po chwili moj mozg zaczal szukac wymowek, zaczal mnie straszyc, zaczelm sobie wyobrazac jak rzucam kula, ta wypada z toru i robie z siebie posmiewisko. Ale przeciez mam tyle dystansu do siebie, ze nie powinno mnie to ruszac, to jest glupie, ale nie umiem tych mysli wywalic. I tak jest za kazdym razem jak tylko mamy gdzies wyjsc. Escape room? W pierwszej minucie ok, lecimy, a po 10min mozg kaze mi odwolac to i szukac wymowek. Przeciez to jest popieprzone. Chciałbym po prostu miec checi do zycia, chciec poznawac nowych ludzi, a nie jak jakis czas temu, poznawac dziewczyny tylko do lozka na jedna noc, a znajomych mi nie potrzeba. Najgorsze jest to, ze przeciez nauka jazdy na nartach tez byla wyjsciem z mojej strefy komfortu i byla dosc wymagajaca, ale nie mialem z tym az tak duzego problemu. Na sylwestra poszedlem z nia do jej znajomych i tez bylo w miare okej, wiadomo, stresowalem sie, nie cieszylem sie na poznanie nowych ludzi, tylko martwilem jak to bedzie. No wiadomo, ze bylo spoko, bo zawsze tak jest, to sa normalne ludzkie rzeczy, a ja mam z tym taki problem. Jestem juz tym zmeczony. Oczywiscie zapisze sie do psychologa w przyszlym tygodniu, ale tak dzis pomyslalem, ze opisze to mniej wiecej na forum. Swoja droga, chyba na pierwsza wizyte u psychologa wezme sobie z 3h, bo po tym co mnie w zyciu spotkalo to bedzie mozna gadac i gadac. I wiecie co? Najgorsze jest to, ze ja rozumiem, ze to przeszlosc, ja rozumiem ze kregle czy wyjscie do nowych ludzi to jest luz, nic strasznego, ale moj mozg plata mi figle i wyolbrzymia to wszystko do skali jakbym mial isc na wojne. Wyjscie do restauracji? Boje sie. Ostatnio wyszedlem z dwoma kumplami z pracy, to rece mi sie tak trzesly, ze drinka dwoma trzymalem. Chore! Zamowilem jedzenie, ktorego nie zjadlem, bo jak tylko zlapalem za widelec to widzialem jak sie trzese. Jesli ktos z Was przeczytał to do konca, to gratuluje i dziękuje ❤️ Przepraszam, ze tak chaotycznie, po prostu na jakimkolwiek forum pisalem cos ostatni raz z 15lat temu, a teraz jakos tak kiepsko mi posprzatac wszystko w glowie i wypisac od a do z kazdy aspekt mojego zycia, od tego bedzie psycholog. Moje pytanie, juz tak finalnie, brzmi: Czym spowodowane jest to, że podejmuje decyzje, która jest dobra, a następnie po krótkim czasie na siłe ją zmieniam? Dlaczego nie lubie ludzi? DLaczego nie chce ich poznawać, nie potrzebuje ich do życia? Czy to jest normalne? Z jedną osobą, jakąkolwiek potrafie rozmawiać o niczym przez cały dzien, ale jeśli osob jest wiecej, to nagle staje się niemową. Czy można to jakoś pokonać? Czy mogę w koncu uwolnic sie od przeszłosci, nie myśleć o tym, co było, o tym jak nienawidzę swojej rodziny i o tym jakim byłem złym człowiekiem, kiedy krzyczałem na moja niewidomą siostrę, której już z nami nie ma? Dlaczego nie czuje szczęscia? Jak zdałem prawo jazdy byłem najszczęsliwszym czlowiekiem na swiecie, od tamtej pory nic. Dlaczego nie chce probowac nowych rzeczy? Najchetniej bym pracowal, pił wieczorem w samotnosci a od rana znow pracował. Moi drodzy, ja jestem już na prawdę zmeczony. Ide poczytać inne tematy, na pewno sporo z Was ma poważniejsze problemy, a ja zawracam Wam gitarę bo sie boje isc na kregle, smieszne. Pozdrawiam
  6. Dziedzina psychologii zwana psychodietetyką zajmuje się rozwiązywaniem problemów i trudności wszelkiego typu związanych z odżywianiem. Nadal dosyć rzadko mówi się o tym, że to co jemy ma nie tylko wielki wpływ na nasze ciało, ale i umysł. Sposób odżywiania danej osoby może wiele powiedzieć na temat jej stanu emocjonalnego i ogólnego samopoczucia psychicznego. Często przecież słyszymy, że cukierki, czekoladki, słodkości „poprawiają nastrój”. Nic bardziej mylnego, świadomie wiele osób wie, iż tylko podnosi się poziom cukru we krwi, który oddaje iluzoryczne uczucie poprawy jakości stanu emocji. Wiadomo, że jeżeli osoba często sięga po słodkie przekąski znaczy się, że brakuje jej energii witalnej zużytej przez zbyt silne napięcie i stres, lub w jej życiu dominują smutne relacje, historie lub doświadczenia. W ten sposób przychodzi chęć „by osłodzić sobie życie”. Gdy zdarza się to częściej mogą nastąpić objawy niepożądane takie jak otyłość, cukrzyca, pokrewne dolegliwości związane z nadmiernym podwyższaniem poziomu cukru we krwi. Jeżeli zatem zauważasz u siebie takie skłonności warto może zastanowić się, czy nie lepiej sięgać po sposoby dające radość, poczucie szczęścia i odprężenia, które jednocześnie będą całkowicie zdrowe dla umysłu i ciała. Przyjemne aktywności zamiast przetworzonych produktów takie jak basen, sauna, masaż, spacer, rower, rolki, nordic walking, joga, medytacja, techniki oddechowe itp. przynoszą poprawę jakości stanu umysłowego i jednocześnie nie obciążają żołądka, jelit i ciała, a dodatkowo pozwalają się pozbyć problemów dnia codziennego. Każdy zamiennik w zdrowszej wersji zamiast batonów i ciastek z pewnością wpłynie długotrwale na poprawę stanu zdrowia psychofizycznego. Kolejną ważną kwestią jest to, iż wiele osób borykających się z problemami natury psychicznej często doświadcza objawów, symptomów z ciała. Tak zwany zespół jelita drażliwego jest powszechny społecznie. Wywołuje między innymi bóle żołądka, jelit, biegunki, zaparcia, nadkwaśność. Jeżeli osoba dodatkowo spożywa jeszcze produkty, które pogłębiają te dolegliwości takie jak słodycze przetworzone i inne produkty zawierające toksyczne składniki, to choroba ta pogłębi się. Gdy pojawiają się jakiekolwiek objawy psychosomatyczne w ciele, ponieważ dzieje się w życiu osoby trudna sytuacja, należy tym bardziej „odstawić” produkty, które wpływają na stan nadwrażliwości układu pokarmowego. Lekarz na ogół zaleci wtedy nie tylko psychoterapię, ale i dietę właśnie lekkostrawną, która z poziomu fizycznego ciała osłabi odczucia. Jeżeli masz wrażenie, że należysz do grupy osób nadwrażliwych emocjonalnie, czyli takich, które silnie przeżywają dziejące się wokół zdarzenia, czy masz trudne relacje z innymi, warto zadbać nie tylko o kontakt z terapeutą, ale też wprowadzić do swojej diety nowe i zdrowe nawyki żywieniowe. Nadwrażliwość emocjonalna występuje nie tylko na poziomie umysłu, identycznie następuje jednocześnie na poziomie ciała i to na ogół w tym samym momencie. Szczególnie w stanach obniżonego nastroju, zmęczenia, napięcia, układ pokarmowy poszukuje wsparcia, ale wtedy można radzić sobie poprzez zdrowe produkty takie jak lekkostrawne ugotowane lub upieczone słodkie owoce lub warzywa, które będą niwelować oznaki pobudzenia autonomicznego układu nerwowego oraz układu pokarmowego. Zatem dobrze jest pamiętać, iż szczególnie w stanach nasilonych emocji, lęku, objawów czy cech depresyjności, dolegliwości psychosomatycznych zaleca się jednocześnie wewnętrzną pracę nad umysłem i ciałem. Zajrzyj czasem do swojej „emocjonalnej lodówki” i sprawdź jakie produkty wtedy tam gromadzisz? Może już czas na zmiany, by szczególnie w tych trudniejszych stanach napięć w ciele i umyśle skorzystać z pożywienia mentalnego, które wspiera cały organizm równocześnie.
  7. Jedna z większych grup osób zgłaszających się na terapię, ale też szerokie grono społeczne to osoby, które mają pewne kłopoty ze snem. Można je zaliczyć do kilku kategorii i nazwać następująco: bezsennością, problemami ze snem, zaburzeniami snu, wybudzaniem nocnym, niespokojnym snem. Bezsenność ma miejsce wtedy, gdy nadchodzi odpowiednia pora snu, a organizm, ciało ludzkie nie odczuwa potrzeby „pójścia spać”. Wtedy następuje na przykład natłok myśli, pojawiają się stany emocjonalne niepokoju i uczucie napięcia. Osoba nie jest w stanie spokojnie leżeć nie poruszając się. Po kilkunastu minutach nie czuje senności i nie zasypia. Jest to na pewno moment kiedy należy zastanowić się co może być tego powodem. Najczęściej wśród wymienianych aspektów związanych z bezsennością są to problemy w pracy, rodzinne, ze zdrowiem o których osoba zaczyna myśleć kładąc się spać. Często jest to też pobudzenie związane z nadmierną aktywnością w ciągu dnia, liczbą obowiązków. Wiele osób ma problem ze snem o wyznaczonej godzinie, ze względu na nocny lub zmianowy czas pracy. Czasami też problemy ze zdrowiem lub atmosfera w miejscu zamieszkania uniemożliwiają komfort snu. Wszystkie te zmienne mają duże znaczenie w ostatecznym poczuciu odprężenia, regeneracji i witalności w ciągu dni. Jeżeli organizm nie otrzyma odpowiedniej liczby godzin snu, mogą pojawić się różnego typu zaburzenia ze strony układu odpornościowego, hormonalnego, neurologicznego. To jak wygląda jakość naszego snu ma przede wszystkim wpływ na stan emocjonalny i ogólne samopoczucie w ciągu dnia. Sen odgrywa ogromną rolę w przypadku takich diagnoz jak depresja, czy objawy psychosomatyczne. Dobry sen jest w wielu chorobach, czy problemach lekarstwem, które potrafi wyleczyć nie jedną dolegliwość. Umysł i ciało, które są zregenerowane poprzez jakość zdrowego snu funkcjonują prawidłowo i w równowadze. Osoby, które dobrze śpią są spokojniejsze, odczuwają mniej napięcia, więcej się uśmiechają, dominuje u nich radość, poczucie witalności, wigoru w ciągu dnia. Odpoczynek związany z odpowiednią ilością snu ma ogromny wpływ na cały układ immunologiczny człowieka. Spróbuj zatem przez chwilę ocenić, jakiego rodzaju problemy ze snem mogą Ciebie osobiście dotyczyć, czy śpisz krótko, późno kładziesz się spać, może wybudzasz się w nocy, śpisz niespokojnie, w napięciu, coś lub ktoś zakłóca ciszę nocną, jak jest u Ciebie? Czy pojawia się szereg myśli lub spraw nierozwiązanych, z którymi właśnie podczas fazy snu starasz się sobie poradzić i dlatego nie ma wtedy przestrzeni na sen. Jak podaje słownikowa definicja bezsenność to zaburzenie prawidłowego rytmu dobowego, głębokości, czasu trwania snu i czuwania. Sen najczęściej jest płytki i niespokojny, nie daje uczucia pełnego wypoczynku. Dolegliwość ta może mieć charakter krótkotrwały lub utrzymywać się przez długi czas. Jeżeli któreś z tych objawów dotyczą Ciebie to może dobrze skonsultować się ze specjalistą psychologii w tej sprawie lub samodzielnie zacząć wprowadzać zmiany małymi krokami. W pierwszej kolejności dobrze jest zacząć od tego, by sen następował maksymalnie do godziny 22:00, ostatecznie 23:00. Udowodniono bowiem, że taka pora jest najbardziej optymalna do tego, by mózg w pełni mógł się zregenerować, a ciało było wypoczęte. Późne pory nocne nie służą naturze ludzkiej. Wiadomo, że wiele osób ze względu na swój tryb życia lub pracę zawodową nie może sobie pozwolić na odpoczynek i sen w tych godzinach. Należy w takich przypadkach zadbać o to, by sen był dłuższy niż 5 godzin. Prawidłowy rytm dobowy najlepiej wpływający na zdrowie psychofizyczne to jednak wczesna pora snu i wczesne wstawanie o świcie. Czyli zakładając, że sen nastąpi o godzinie 22:00, organizm samoczynnie w swej mądrości wybudzi się o właściwej porze, wtedy gdy już optymalnie jest wypoczęty czyli zazwyczaj o godzinie już nawet piątej, szóstej rano. Spróbuj zatem chociaż w miarę możliwości dostosować długość i porę snu do swoich indywidualnych możliwości, najważniejsze jest zadbać o to, by noc była zarezerwowana na sen. Jeżeli z powodów rozmyślań, natłoku myśli masz utrudnioną możliwość snu, to dobry moment, by zając się tymi stanami emocjonalnymi, które uniemożliwiają spokojny sen. Pomocne mogą być rozmowa z psychoterapeutą, który doradzi jakie środki zaradcze stosować w takiej sytuacji. Samodzielnie również możesz wpłynąć na zminimalizowanie pojawiających się trosk poprzez właściwą pracę z oddechem, relaksację, medytację przed samym pójściem spać. Techniki te wyciszają zarówno ciało jak i umysł oraz ułatwiają zaśnięcie i pozwalają na dłuższą regenerację. Jeżeli wybudzasz się w nocy i nie są to pojedyncze sytuacje, to warto zastanowić, się, czy nie jest to oznaka, że jakość snu zaczyna być chronicznie nieregularna i niespokojna. W takich wypadkach dobrze zająć się poszukiwaniem powodów tego stanu i sposobów poprawy snu. Zazwyczaj jeżeli nie wprowadzi się zmian w zakresie jakości i długości snu, wybudzania nocnego bezsenność może się pogłębiać. Z zasady jednak mądrość ciała jest taka, że po kilku dniach bezsennych ostatecznie fizjologia ludzka z wyczerpania samodzielnie zadba o Twój sen i wtedy zaśniesz nawet niekoniecznie świadomie i w dobrym momencie. Warto zatem próbować na miarę swoich możliwości samodzielnie zacząć zarządzać jakością i długością snu oraz poprawą swojego stanu emocji i uczuć. Zdrowy sen jest najlepszym lekarstwem na wiele objawów, problemów, dostępnym bez recepty i danym zawsze wtedy kiedy potrzebujesz. Korzystaj zatem z niego świadomie i tak, by jak najlepiej spożytkować go dla swoich indywidualnych potrzeb.
  8. Witam, mam 19 lat i dotąd nie miałem siły i nic mi się nie chciało. Jednak ostatnio złapał mnie covid i spędziłem 2 tygodnie w łóżku przesypiając średnio 20 z 24 godzin doby. Prawie skończyłem pod respiratorem w szpitalu, na szczęście udało się mnie wyleczyć. Teraz gdy już funkcjonuje prawie normalnie coś się we mnie zmieniło łatwiej rozmawia mi się z ludźmi, potrafię na siebie spojrzeć krytycznie podwyższyła mi się samoocena, mam nawet chęć aby się czegoś nauczyć albo coś zmienić. Jestem o wiele bardziej zdeterminowany i patrzę na wszystko bardziej pozytywnie. Do tego trochę zmieniła mi się osobowość. I tu moje pytanie co mogło spowodować u mnie takie zmiany i dodam że raczej nie jest to ilość snu jaką miałem bo wcześniej też spałem 8-10 godzin dziennie
  9. Właściwie nie wiem, czemu tutaj piszę. Szukam rozgrzeszenia? Zrozumienia? Pewnie znajdę hejt. A tak naprawdę chyba chcę po prostu coś z siebie wyrzucić, bo jestem zmęczony ciągłym trzymaniem tego wszystkiego w sobie. Jestem ledwie po 40-tce, jest syn i żona. Małżeństwo od czternastu lat. Według mnie szczęśliwe. Jestem zakochany w żonie. Jasne, że nie ma żadnych motylków w brzuchu na sam widok, ale zdecydowanie to miłość, pociąganie, pożądanie, a nie tylko przywiązanie po latach małżeństwa. Naprawdę jest dobrze. W domu, w życiu, w łóżku również. Seks jest w porządku. Wiem, jak to głupio brzmi - "w porządku". Ale naprawdę. Uwielbiamy się wzajemnie w łóżku. Jest nam oboje dobrze. Być może nie tak często jak kiedyś przez codzienność życia, być może nie zawsze i za każdym razem każde z nas osiąga szczyt, ale wg. mojej subiektywnej oceny - jest naprawdę świetnie. Jeżeli czegokolwiek mi brakuje, to radzę sobie - mówiąc wprost - na "własną rękę" z filmami dla dorosłych. Ale myślę - jestem subiektywnie pewny - że akurat ten aspekt jest pod moją kontrolą. Nie chodzi mi o tą kwestię w tym wpisie. Rzecz w tym, że pięć lat temu zmieniłem pracę. Inne miejsce, inne środowisko, inne kontakty, inni ludzie. Była tam również "taka jedna" koleżanka. Niech będzie że Patrycja ;-). Gdzieś tam złapaliśmy lepszy kontakt. Trochę czasu spędzaliśmy gdzieś tam obok siebie, gadając. Wpadając gdzieś tam w biurze jednym czy drugim, na przerwie jednej czy drugiej. Wiem, jak to wygląda; koleżanka z pracy - początek romansu. Ale to nie tak. Nie całkiem tak. Nie typowo tak. Zaczęliśmy się kontaktować z Patrycją, pisać przez komunikatory poza pracą itp. Rozmowy były coraz bliższe, bardziej intensywne, prywatne. "Zrobiła mi się" z niej przyjaciółka - muszę przyznać, że nie mam takiej bliskiej osoby. Jest żona i... nikt inny. Przy czym dla żony nie jestem przyjacielem tylko staram się być kimś bliższym, idealnym, nie popełniającym błędów - co oczywiście mi się nie udaje i generalnie mam już za sobą okresy czystej nienawiści wobec siebie. W każdym razie - kiedyś tam moja żona zajrzała sobie do mojego telefonu, przeczytała moje rozmowy z Patrycją, pokłóciliśmy się. Poczuła się zdradzona stopniem zażyłości. Uważam że miała prawo do tego, by mnie sprawdzić, kiedyś już z inną dziewczyną miałem taki bliski kontakt - nie fizyczny, ale przez wiadomości itp. Też wtedy poczuła się zdradzona, chociaż dla mnie były to tylko rozmowy, wymiana poglądów, dyskusje. Nieważne, wracając do Patrycji. Żona zrobiła mi awanturę. Był kryzys. Odciąłem się nieco od Patrycji ale... po prostu nie umiem. Mam głębokie poczucie że potrzebuję jej. To nie jest seksualny kontakt. Bliski, ale nie fizyczny. Od jakiegoś czasu między mną i Patrycją pojawiło się coś więcej. Większe przywiązanie, zdaliśmy sobie sprawę że podobamy się sobie wzajemnie. Fizycznie, psychicznie. Gdy jesteśmy razem, coś dziwnego dzieje się z czasem - znika blyskawicznie. Zgodność charakterów i tak dalej. A jednocześnie jest tak inna od mojej żony. I przez obecność Patrycji nie zmienia mi się nic wobec mojej połówki. Zamiast ciągłych frustracji, które chowałem w głębi pojawił mi się względny psychiczny spokój. Ostatnio z Patrycją zaczęliśmy się zbliżać tak nie tylko psychicznie, ale również fizycznie. Nie mamy dużo możliwości - nie spotykam się z nią w innych miejscach niż praca, nie biorę udział w firmowych imprezach integracyjnych ani wyjazdach, jest tylko praca. Gdy mamy dla siebie gdzieś na przerwie w biurze, trochę czasu raz na miesiąc to jest dobrze. I nie robimy wtedy nie wiadomo czego - żadnych seksualnych zbliżeń. Po prostu przytulenie, chwyt dłoni, bliska rozmowa i tyle. Ostatnio mieliśmy niespodziewanie trochę więcej czasu i prywatności, więc mogliśmy dać sobie nieco więcej bliskości. Ale nie było między nami nawet pocałunków, nie mówiąc o seksie - przecież to miejsce pracy! Po prostu kilkanaście minut przytulania które dało nam trochę przyjemności. Z jednej strony źle się z tym czuję - wiem, że moja żona potraktowała by to jak jawną zdradę - czyż nie? Mówiąc ordynarnie wprost "obściskuję się" z inną kobietą. Z drugiej strony - traktuję to, oboje z Patrycją traktujemy to jako wentyl bezpieczeństwa. Oboje wiemy że pójście do łóżka i seks byłby ślepą uliczką i rozpieprzeniem wszystkiego, co mamy prywatnie poza tym. I wiemy oboje, na sto procent, że nigdy nie pójdziemy ze sobą do łóżka. Po prostu nie. To, na co sobie pozwalamy, to odrobina nieco innej bliskości niż ta, którą mamy w domach. Tyle, tylko tyle i aż tyle. Źle się z tym czuję. Ale nie żałuję. Całe życie chyba rezygnowałem niemal zawsze z moich potrzeb na rzecz innych. Odpuszczałem, ustępując, poddając się. Myślę że w dużej mierze mam postawę pantoflarza. Tym razem, z Patrycją, mam wrażenie że wreszcie dbam o to, co ja chcę i czego potrzebuję. Tej innej bliskości, w drobnych kawałkach. Jednocześnie wciąż staram się być blisko mojej żony. Oboje z żoną jesteśmy blisko siebie. Cieszymy się sobą, staram się okazywać emocjonalną bliskość - nie fałszywie! Naprawdę to czuję. Tą bliskość wobec żony. Ale potrzebuję też tego kontaktu z Patrycją. Zwłaszcza że nie oszukuję jej. Ona ma takie same odczucia. Myślimy dokładnie tak samo. Dla mnie to taki wentyl. Nie pójdę do łóżka. Nie rozpieprzę rodziny i małżeństwa. Po prostu łapię oddech od swoich frustracji. Zasługuję na hejt? Czy na zrozumienie?
  10. Cześć. Czuję, że moje życie jest bezcelowe, nie odczuwam dużej przyjemności z niego i jakby się głębiej zastanowić to nie widzę sensu w życiu. Jednak skoro już żyję, poświęcono na mnie tyle energii, czasu i pieniędzy żebym była tym kim teraz jestem to warto byłoby to wykorzystać. Doszłam do momentu, w którym uważam że moje własne życie nie jest zbyt ważne, to tylko jedno z 7 mld żyć. Dla wielu ludzi na świecie sensem życia jest zostawienie czegoś po sobie, przekazanie wartości swojemu dziecku. Ja myślę, że istnieją już ludzie którzy potrzebują uwagi, oni już SĄ a stworzenie nowego człowieka to dodatkowa praca dlatego najpierw trzeba się zająć tymi co i tak już żyją. Wiadomo, mam tam jakieś swoje hobby, prace, studia i muszę żeby utrzymać dobry standard życia i zdrowie. Poza tymi aktywnościami mam sporo czasu który chciałabym wykorzystać. Byłam już w różnych wolontariatach ale teraz szukam czegoś online Czy macie jakieś pomysły jak mogę pomagać ludziom w formie online?
  11. Cześć, natknęłam się na szkolenia https://szkolenia.certes.pl/rozwoj-osobisty-i-zespolu/ (zwłaszcza interesowałby mnie work-life balance, pracuję z domu i mam z tym problem :D) i zastanawiam się, czy warto? Opis w sumie pokrywa się z tym, z czym widzę, że mam problem. Jakieś refleksje na ten temat?
  12. Mam 19 lat i jestem uczennicą technikum. Odkąd pamiętam mam wrażenie, że każdą emocję (pozytywną, czy negatywną) przeżywam 3x mocnej niż rówieśnicy. W momentach gdy są to uczucia negatywne, narastają one do takiego stopnia, że czuję iż mają one nade mną kontrolę i mnie miażdżą. Dodam też, że na codzień ciężko okazuje mi się uczucia, w szczególności te związane z miłością. Czy jest to oznaka jakiegoś zaburzenia?
  13. Witam! Jestem 22-letnim mężczyzną z ASD. Studiuję informatykę na drugim roku, aczkolwiek nie zdałem roku, bo skupiłem się na warunku. Zdalne nauczanie sprawiło, że stan psychiczny się pogorszył i możliwe, że przez to nie zdałem semestru. Aktualnie mam przerwę w zajęciach i planuję wrócić na 3 semestr. Rozważałem też pójście na prywatną uczelnię na ten sam kierunek. W obecnej chwili nie mam żadnych kontaktów międzyludzkich oprócz relacji z rodziną. Nie mówiąc już o sferze miłosnej i seksualnej, której nigdy nie było. Ostatni raz miałem dołka 3 lata temu, kiedy zdawałem maturę i nie wiedziałem na jakie iść studia i co dalej robić. Uprawiam sport(pływanie), robię prawo jazdy nawet. Co do prawka to nawet zdałem teorię 3 lata temu(jakieś kilka miesięcy przed pogorszeniem się stanu), ale skupiałem się później na szkole i studiach, że nie podszedłem do praktyki. Wróciłem do jazd i póki co nawet dobrze mi idzie.
  14. Dzień dobry mam pewna wątpliwość - zdiagnozowano u mnie (31 l.) zespół Aspergera, jednym z objawów jest fiksacja na kształcie linii prostej, którą wyobrażałem sobie od ok. 10 roku życia. ogólnie linia prosta bardzo mi się podoba, uważam ją za formę doskonałą. Jednak pojawiła się u mnie wątpliwość - czy jeśli poczatkowo mialem podejście do linii prostej jako do jakby "wymyślonej zabawki" , czy takie źródło tej fiksacji nie wyklucza jej jako wynikające z zespołu Aspergera? Dziękuje bardzo za pomoc I pozdrawiam
  15. Dzień dobry, Jestem 23 letnia kobieta która od marca 2020 cierpi na ból głowy, od pazdziernika 2020 doszły objawy takie jak ciągle zmęczenie oraz dusznosci utrzymujące się ciągle, czasem z napadami paniki (według mnie) w nocy którym towarzyszą jeszcze mocniejsze dusznosci, kołatanie serca, pot, poczucie lęku. Oczywiście obniza to nastrój gdzie według mnie to nic dziwnego przy ciągle złym samopoczuciu. Chciałabym zapytać jak się radzić z tym nie farmakologiczne? Czy ktoś zna jakieś sprawdzone sposoby na takie dolegliwości?
  16. Myślę, że sporo osób boi się iść do psychologa ze względu na powszechnie szerzące się mity na ich temat. Fajnie gdyby też udzielili się psycholodzy z forum, pewnie sprawi im sporo więcej śmiechu, niż krzywdy 😊. Pewnie słyszeli też od pacjentów różne mniemania, ja sam czasem opowiadam z czym się spotkałem 😋 Ja na pewno spotkałem się z tekstami typu: - idź pobiegaj, lekarstwo na wszystkie twoje troski, co taki psycholog ci więcej poradzi? - psycholog to też taki psychol - psychologiem zostaje osoba, która sama ma problemy psychiczne i chce się z nich wyleczyć dlatego wybiera takie studia - przez to, że psycholog nie radzi sobie ze swoimi problemami to zajmuje się problemami innych, bo lepiej mu to wychodzi - jak idziesz do psychologa to też jesteś psychol i powinieneś być w [wybrana znana miejscowość w pobliżu, w której jest zakład psychiatryczny]
  17. Mam taki problem, że studiuje ciężki kierunek i ciągle podaje w wątpliwość to moje studiowanie, na razie zdaje wszystko, ale co mi z tego zdawania jak żeby być dobrym inżynierem to trzeba systematycznie uczyć się i praktykować swoją dziedzinę a nie zrobić dwa zrywy w ciągu roku tj. w czasie sesji i to jeszcze zarywając noce, na ostatnią chwilę. Jednakże jestem w otyle nie komfortowej sytuacji, że nie mam żadnych alternatyw na przyszłość. W sensie pozostaje mi udzielanie korepetycji dzieciakom, albo na kasie w biedrze czy magazynie. Ewentualnie jeszcze zdolności artystyczne domniemane, których jeszcze nie wykorzystałem, bo też nwm w jaki sposób. Tak naprawdę to moje wątpliwości odnośnie studiów były już dwa lata temu, kiedy też cudem zdałem semestr 4 i dodatkowo chodziłem na terapię. Później zrobiłem sobie przerwę na rok by "znaleźć swoją drogę" (jak nie znajdę to z założenia miałem wrócić na studia), ale jak łatwo się domyślić drogi nie znalazłem, pobimbałem sobie, popracowałem na pół etatu w Amazonie oraz na korepetycjach i to tyle. No i co ciekawe przez ten rok nie robiłem niczego związanego z budową maszyn niczego, więc moje studia to jest tylko i wyłącznie przymus. Wobec tego wszystkiego uważam, że moja postawa i podejście na tych studiach i ten opór wewnętrzny jest wypaczeniem nauki i edukacji, która by być sprawna to musi być systematyczna i musi być te tak zwane flow, które przy uczeniu się mechaniki i budowy maszyn miewałem bardzo rzadko, głównie to przymus i wewnętrzny opór. Czy moja podświadomość zna już odpowiedź na moje życiowe pytanie? Dodam, że zniechęcające do tego studiowania jest fakt, że jest ono online co jest takie sztuczne trochę. Może moje błądzenie polega na fakcie, że bardzo materialistycznie podchodzę, próbuje myśleć tylko o zajęciu które da mi dużo pieniędzy. Samo pójście na te studia było motywowane dobrymi zarobkami w inżynierii, ale one raczej dotyczą rozwijających się inżynierów, którzy robią swoją pracę z pasji i zaangażowaniem, a i tak na dobre wynagrodzenie mogą liczyć dopiero po jakimś czasie pracy, doświadczeniu. Po przejściu sesji zimowej ciągle stosuje to samo, wszelkie techniki by uciec od tego studiowania, przeglądanie wiadomości sportowych czytanie teorii spiskowych, fantazje o lepszym życiu i robienie zadań na ostatnią chwilę Nie mogę zrozumieć tego, że studiując tak ciężki kierunek jak mechanika i budowa maszyn i mając okazję do zgłębiania tej wiedzy zawsze wszystkie projekty zaczynam realizować o godzinie 1:00, a wcześniej po prostu robię wszystko inne, przeglądam internet, życie celebrytów, mecze piłkarskie itd. I nagle jest poniedziałek i mam do zrobienia projekt napędu do podnośnika nożycowego- pewien etap, zamodelować sprzęgło, silniki hydrauliczne i pompę na poniedziałek, co ciekawe nie mając większego pojęcia o tym, dosłownie o 1:00 w nocy w sobotę i to na 3 roku studiów na 6 semestrze!!! To jest coś strasznego dla mnie, gdyż w dzieciństwie byłem osobą strasznie ambitną i miałem wiele pasji przede wszystkim artystycznych i naprawdę portafie się uczyć i mam bujną wyobraźnię, ale po prostu ugrzęzłem w jakimś bagnie od wielu lat już, bo dosłownie męczę się non stop, od momentu jak wybrałem klasę z profilem matematycznym. Co poszło nie tak... Na wykłady praktycznie w ogóle nie chodzę, jak jestem obecny na zajęciach to praktycznie nic na nich nie robię bo nie słucham, jestem na wpół przytomny tam, uciekam myślami. W ogóle to przerwałem te studia nawet na rok i w tym czasie w ogóle nie zajmowałem się dziedziną mechaniki, co tylko potwierdza, że nie jest to moja działka. Mam 23 lata i już z 7 lat stracone, bo tyle trwała moja edukacja matematyczna i ścisła. Fakt, że udzielam teraz korepetycji z matematyki i zarabiam z 2 tysiące dziennie studiując to jest dla mnie jakiś pozytyw. Chciałem dodać, że tkwię w wielu nałogach i nie wiem czy czasem nie jest to spowodowane między innymi tymi studiami. Często wręcz krzyczę do siebie, że nie powinienem tego studiować i to nie moja działka, przez co droga jest jak przez mękę tylko dla jakiegoś fetyszu inżyniera. Chociaż do dyplomu brakuje mi całkiem niewiele, bo w lutym się kończą moje studia to jednak mój poziom wiedzy inżynierskiej jest drastycznie mały jak na takie studia i nie wiem czy jest w ogóle jakikolwiek sens się męczyć o ten papierek sam, czy nie lepiej wziąść się za coś konkretnego co będę robił z zaangażowaniem i poświęceniem. Już jedną taką rzecz mam są to korepetycje z matematyki. Pragnę szukać więcej takich rzeczy, nawiązać do najmłodszych lat dzieciństwa kiedy interesowałem się sztuką. Mam jeszcze perspektywę pracy w warsztacie u taty, bo ma firmę. Opcji jest parę, nie powiem. Tylko to nie łatwa decyzja i na pewno to będzie boleć, moja kolejna porażka w życiu, ale muszę to zrobić, bo co to za studia na których w trakcie zajęć przeglądam facebooka i zasypiam na wykłady, to żadne studia. Na ustroje nośne od miesiąca nie zrobiłem totalnie niczego. Zapisałem się na staż związany ze studiami, ale czuje straszne spięcie z tego powodu, nawet nie wiem jak się ta firma nazywa, bo zapomniałem. Nie wiem czemu tak się stało by dojść do takiego momentu i tak zdziadoszyć to wszystko, przez tyle lat tkwić w takim gównie emocjonalnym i błędzie. Odpowiedz
  18. Kiedy dni są coraz krótsze, a pogoda momentami nieszczególnie sprzyja spacerom, przydają się sprawdzone sposoby na jesienny spleen. Spotkania z przyjaciółmi są dobre na każdą okazję. Zwłaszcza gdy można ich ograć w Scrabble! Oprócz tego więcej pisuję, nadrabiam zaległości w lekturach i serialach. A jakie są Wasze patenty na poprawę nastroju w ponure jesienne wieczory?
  19. Cześć, Od paru dni budzę się z pewną natrętną myślą. Cały czas dbam o swój rozwój. Każdy tydzień w moim życiu przynosi coś nowego. Z każdym tygodniem wiele rzeczy wiem inaczej, dojrzalej. Nawet nie wiem czy pisząc tutaj wybrałem dobre miejsce. Może powinienem raczej udać się na jakieś forum filozoficzne. Od pewnego momentu zastanawiam się... przeżyłem wiele i mogę wymieniać mnóstwo dumnych rzeczy z moim udziałem. Ale to dla mnie nie jest w żaden sposób satysfakcjonujące. Mogę brzmieć teraz pysznie - przepraszam z góry, taki ton nigdy mi się nie udzielił w normalnych kontaktach. Mam wrażenie jak gdyby... mówienie o tym gdzie się było, kim się było, co się robiło, przez to co się przeszło... było takim torowaniem sobie drogi do uprzywilejowania w posiadaniu prawa decydującego głosu... budowania autorytetu. Może z jednej strony to chęć bycia ponad wszystkimi (brzmi to arogancko), z drugiej strony próbuję myśleć że w relacjach między ludźmi nie powinniśmy patrzeć na siebie z góry... albo z dołu. Nie chcę być kimś kto potrafi przez godziny gadać o swoich dokonaniach, naukach i zasadniczości mądrzenia się nad kimś gdy to potrzebne. Chciałbym budować obraz tego kim jestem u innych ludzi osobowością, wiedzą... ale znowu gdy brakuje tego obszernego przedstawienia się, często jesteśmy generalizowani. A to już nawet nie jest problem we mnie. Problem zaczyna się wtedy kiedy szukam zrozumienia w drugiej osobie poprzez uzasadnianie siebie przez moją historię. Nawet gdy to zyskuję, potencjalnie powinienem być zadowolony. Do tej pory tego nie rozumiałem, ale od pewnego momentu to dziwne uczucie spełniania traktuję bardziej jako niesmak. I tu nawet nie chodzi o aby na dzień dobry witać ludzi swoimi osiągnięciami. Po prostu w moim przypadku chodzi o nawracanie do nich w potrzebnych sytuacjach. Muszę przyznać że temat przeczytałem od góry do dołu dodając linijkę tu i ówdzie za nim wypuściłem go na światło dzienne. Może nawet przypadkowo zacząłem rozumieć swój problem przez to. Tak jakbym brak kompetencji widoczny z perspektywy jedynie mojego rozmówcy zakrywał doświadczeniem... a może udowadniał po prostu że mam rację... sam już nie wiem. Też nie mam na myśli tego że jest jedynie jedna droga do rozwiązania problemu i tą drogę znam akurat ja. Nie raz i nie czwarty życie pokazało że trzeba się wzajemnie akceptować mimo różnic. Popełniam drugi błąd - że nie daję ludziom przestrzeni i czasu do interpretacji, wszystko chcę już na teraz mieć ustalone i tyle. Nie do pomyślenia dla mnie jest zostawienie sprawy niedomkniętej na jakiś okres czasu ze skutkiem... w sumie różnorakim. Przykładem mówiąc... ludzie którzy pochodzą z rozbitej rodziny, domu dziecka... często gęsto użalają się nad sobą. Buntują się przeciwko wszystkiemu i mają gdzieniegdzie momentami zgubne poczucie wyższości. (tutaj wtrącenie: może kłamię albo to niewłaściwe słowo, ale czasami takie udawanie jest próbą oszukania samego siebie... nawet prozaiczny brak poczucia własnej wartości w moim jedynie osobistym miewaniu - takie depresyjne podejście w którym mamy dosłownie wszystko dookoła w d...e, stwierdzamy że na nic więcej nie zasługujemy i nie zważamy na zdanie innych - jest przejawem poczucia wyższości) Różnie jest to manifestowane. Być może nie wynika to z tego co mówią i jak się zachowują - "Ty mi nic nie możesz powiedzieć bo nie przeżyłeś tego co ja". Czasem przekładanie własnego podejścia ponad zdanie innych bez żadnej racjonalności jest dla mnie tego typu zachowaniem. Rezygnacja ze wszystkiego, z walki, z rzeczy dla których my jesteśmy ważni. Czyli nawet nieświadome i ślepe ignorowanie ludzi którzy rozsądnie mogą nam pomóc. Nie musi być w tym ani dojrzałości logicznej ani emocjonalnej. Nie mówię teraz o wszystkich ludziach oczywiście a nawet jeżeli zahaczam o jakiś próg, to też chciałbym zauważyć że są przecież ludzie którzy w niektórych sytuacjach będą mieli po prostu rację w tym kim są i dlaczego tacy są. I będą mieli do tego pełne prawo. Budowanie nici porozumienia na zasadzie - ja też pochodzę z rozbitego domu - moi rodzice byli ... i [...], "gaszenie" drugiego rozmówcy tym że się pracowało tutaj i jako kto, przeżyło się takie coś i dlatego powinno się być szanowanym razy dwa... "nie chcesz iść do takiej pracy a ja byłem <zawód który zdecydowanie gorzej się traktuje> od pewnego czasu jest dla mnie najsłabszym chwytem. Chwytem który sam stosuję. Nie wiem jak się tego wyzbyć... Gdzie jest złoty środek? Z jednej strony naprawdę można na tym budować wartość swojej osoby u innych. Z drugiej strony wymagam od siebie znacznie więcej. Wiem że to przejdzie, dziesiątki osób do których aspiruję działało podobnie i mają z tego naprawdę owocny plon. Ale osobiście tego nie chcę. Zaś gdy byłem młodszy postępowałem odwrotnie. Większość rzeczy trzymałem w tajemnicy ale nie mogłem liczyć na jakiekolwiek zrozumienie.
  20. Witam Forumowiczów, odrazu na wstępie przepraszam, za długość posta 🙂 od jakiegoś czasu mam problem z kolegą, nazwijmy go "Maćkiem" (nieprawdzie imię) z którym dosyć często spędzaliśmy czas (mieszkamy blisko siebie, podobne zainteresowania). Jednak od jakiś 3 miesięcy zacząłem źle się czuć w tej znajomości, co ciekawe nie kiedy przebywam z nim, ale kiedy coś napisze (sms, messanger) lub zrobi coś co mnie urazi. Do rzeczy - mam wątpliwość czy powinienem utrzymywać z nim kontakt, ponieważ to co mówi/robi wpływa jakby na obniżenie mojego poczucia własnej wartości, dodatkowo mam wątpliwość czy jest to osoba godna zaufania. Podam kilka przykładów zachowań "Maćka", które mi się nie podobały/nie rozumiem ich. Proszę o ocenę czy przesadzam, bo nadinterpretowuje jego zachowania czy rzeczywiście jest coś z nim nie tak i powinienem zdystansować się do tej znajomości. Słowem wstępu jest to człowiek bardzo inteligentny, wygadany, towarzyski, bardzo ekscentryczny (nawet oceniany przez znajomych jako dziwaczny), lubiący skupiać na sobie uwagę w towarzystwie, niestety dużo przeinacza/kłamie, pewny siebie, wręcz arogancki, chociaż co do jego pewności siebie mam wątpliwość, wydaje mi się sztuczna, bo wiem że miał problemy z niskim poczuciem własnej wartości. Przykłady sytuacji mogą wydać się dziwne, niezrozumiałe, jednak proszę o zapoznanie się z nimi wszystkimi, myślę że dadzą pogląd jego osoby. 1. "Maciek" bardzo często w wulgarny i umniejszający sposób wypowiada się o innych znajomych, nawet tych, których teoretycznie wydawałoby się lubi, po czym po kilku dniach okazuje się, że wspólnie z tą osobą spędza czas, np. idzie na siłownie czy na imprezę. Chcę podkreślić, że nie jest to zwykłe negatywne mówienie o znajomych, którzy go wkurzyli, jest to wypowiedź typu " a ten gołodupiec to na ostatniej imprezie bajerował laski, że ma własną firmę i nie wiadomo ile zarabia, a tak naprawdę to zarabia kwotę X, a rok temu to pod klubami rozdawał wejściówki" - odrazu dodam, że nie pytałem ile zarabia i kim jest człowiek, którego opisał "Maciek":-) 2. "Maciek" proponował mi wyjazd z jego znajomymi, przez około 2 tygodnie proponował kilkakrotnie. Ja nie byłem pewien, raczej dawałem znać, że nie jestem zainteresowany. Po czym na kilka dni przed wyjazdem napisał sms z pytaniem czy na pewno nie chcę z nimi jechać, a że nie miałem planów na weekend, to stwierdziłem, że ok, mogę jechać, i zapytałem czy może napisać też innemu wspólnemu koledze (koledze X), żeby się z nami zabrał, na to "Maciek" stwierdził, że to jest wyjazd tylko dla 'przystojnych facetów' więc kolega X z nami nie pojedzie (dosłownie użył takiego sforumułowania). Jak przeczytałem tę odpowiedź, to odrazu zwątpiłem czy na pewno chcę jechać z "Maćkiem" na ten wyjazd, ale nie musiałem odmawiać, ponieważ w następnym sms napisał mi (dosłownie po jakiś 5 minutach), że zapytał kolegów, czy nie mają nic przeciwko żebym jechał, i niestety mają, bo wolą jechać we własnym gronie 'starych znajomych'. Czytając tego sms, jednocześnie się uśmiechnąłem i poczułem urażony, ponieważ nigdy nie wpadłbym na pomysł, żeby kilkukrotnie na przestrzeni tygodni proponować komuś wyjazd z moimi znajomymi, jedocześnie nie pytając czy nie mają nic przeciwko, zanim taki wyjazd zaproponuję. Miałem też myśl, że "Maciek" zrobił to umyślnie, żeby pokazać mi, że on jest 'tym wspaniałym, który jeździ na wyjazdy z kolegami, na które ja nie mam wstępu'. Myśl, taka pojawiła się, ponieważ już kilkukrotnie zauważyłem, że próbował mnie poniżyć w niebezpośredni sposób. 3. Zaprosiłem kolegę na imprezę do wspólnych znajomych, na imprezie kolega naopowiadał wszystkim, że ma znajomości w jednym z klubów i załatwi żebyśmy weszli bez kolejki i za darmo. Oczywiście ruszyliśmy po domówce na pieszo w stronę tego klubu, uszliśmy może z 5 minut, po czym ktoś zadał pytanie - A gdzie jest Maciek? Otóż okazało się, że "Maciek" odłączył się od naszej grupy, wsiadł w tramwaj i pojechał do klubu, żeby wejść przed nami, oczywiście nikomu nie wspominając, poprostu wykorzystał moment kiedy wszyscy byli zajęci rozmową i odłączył się od grupy. Czyli finalnie nie załatwił ani darmowych wejściówek, ani wejścia bez kolejki... nie pamiętam już, jak się z tego mi wytłumaczył, ale na następnej imprezie Ci znajomi go tak wyśmiali, że wyszedł po 20 minutach, rzucając jakiś chamski tekst w moją stronę, mimo, że byłem jedyną osobą w tym towarzystwie, która go broniła i chciała zapomnieć o tym incydencie. 4. Z Maćkiem pracowaliśmy razem w pierwszej firmie, po czym dostał kontrakt w zagranicznej firmie z bardzo dużymi zarobkami. Maciek, dostając pierwszą wypłatę (duża kwota, kilkadziesiąt tysięcy) zrobił zdjęcie przelewu na konto i wysłał do ludzi, z którymi pracował, co ciekawe wysłał nawet do ludzi, których jawnie nie lubił (powiedział wprost tej osobie, że jej nie lubi - publicznie na głos, na "open space"). Ja interpretuję to zachowanie jako chęć pokazania "patrzcie frajerzy, jestem od was lepszy". 5. Druga podoba sytuacja do powyższej - ja i "Maciek" prowadzimy własne działalności gospodarcze i nasz typ działalności podlega pod ulgę podatkową, która wiąże się z sporym zwrotem podatku raz do roku. Podczas jednej z rozmów, "Maciek" stwierdził, że jak tylko dostanie zwrot podatku (znaczna kwota - kilkadziesiąt tysięcy PLN) to wstawia zdjęcie przelewu na facebook. Oczywiście skomentowałem to, że to nie jest dobry pomysł, ale nie przemówiłem Maćkowi do rozsądku. Wg mnie to kolejna próba pokazania innym, że jest tym lepszym. I to w bardzo nieelegancki sposób. 6. Maciek bardzo lubi się chwalić tym ile zarabia, problem w tym, że w przeciągu dwóch miesięcy słyszałem 3 różne wersje i były to kwoty znacznie odbiegające od siebie. Podczas jak mówił mi, że na imprezie rodzinnej u swojej dziewczyny powiedział, że zarabia kwotę X, to wyśmiałem go, że przecież tyle nie zarabia i po co opowiada takie rzeczy, no to wtedy przyznał mi rację, no fakt, że tyle to nie zarabia. Zasadniczo nie przeszkadza mi, jeżeli ktoś mówi ile zarabia, o ile nie podaje bardzo rozbieżnych wersji (pomiędzy 30 tys a 100 tys). Bo zadaję sobie wtedy pytanie, jeżeli kłamie w takiej kwestii, gdzie nie musi, bo wiem, że zarabia dużo, więc nie musi mieć na tym polu kompleksów, to co z kwestami innymi? I jak ufać takiej osobie w to co mówi, a dodam, że nieustannie słyszę same superlatywy o Maćku, oczywiście wypowiadane przez niego samego 🙂 7. Tutaj opiszę sytuację może mało znaczącą, jednak w kontekście mojej interpretacji punktu nr 2 - próby umniejszenia mnie, jest to jakaś wskazówka. Otóż kilka lat temu "Maciek" opowiadał mi, że czytał/obejrzał jakiś poradnik, w którym było opisane, że na imprezach w klubie każdy nas obserwuje i ocenia, dlatego trzeba dbać o swój wizerunek. Opowiedział mi o sposobie pokazania swojej "dominacji", sposób ten wyglądał następująco: podchodzisz do jakiegoś kolesia, poklepujesz go po ramieniu lub klatce piersiowej a następnie szybko podnosisz drugą rękę żeby przybić z nim "piątkę". W taki sposób okazujesz niewerbalnie, że jest on niżej w "hierarchii" niż Ty. Nie muszę chyba mówić, że takie sposoby są żenujące i potraktowałem to jako kolejną z "magicznych" opowieści Maćka. Jednak kilka lat później, kiedy byliśmy razem w klubie na imprezie, Maciek przestał całą imprezę pod barem, podczas gdy ja bawiłem się na parkiecie, po czym w pewnym momencie do mnie podszedł i wykonał właśnie tę magiczną sztuczkę, która, jak opisywał, miała mnie poniżyć w oczach innych osób, względem niego. Oczywiście nie zwróciłem na to uwagi i nie przejąłem się tym, ale po jakimś czasie znów opowiadał mi o tej sztuczce i wywołało to we mnie myśl następującą - jak można iść z kolegą do klubu na imprezę i próbować go poniżyć, poprzez jakieś dziwne sztuczki, nie ważne czy działające czy nie. Nigdy nie miałbym potrzeby poniżenia mojego kolegi w oczach innych, aby samemu się "wybić".
  21. Okres adolescencji to czas szybkich i trudnych zmian. Rzeczywistość stawia przed nastolatkami szereg wyzwań. Mat-fiz czy biol-chem? Dokąd pójdę na studia? A może nie studia, tylko praca? Czy wyprowadzać się z domu rodzinnego po szkole? Co ja robię ze swoim życiem? Co z nim zrobię? Kim ja w ogóle jestem? Jak chcę być postrzegana przez innych? Kim chcę być? Te i inne pytania pojawiają się w głowach większości nastolatków. Zauważalne jest to, że we współczesnym świecie młodzi ludzie mają przed sobą wiele różnych opcji. Z jednej strony można uznać to za coś pozytywnego – mogą przebierać w ofertach, które podsuwają rodzice, nauczyciele czy znajomi. Z drugiej strony – jak się w tym połapać? Skąd nastolatek ma wiedzieć, czy chce poświęcić wiele lat na studiowanie medycyny? Czy w ogóle chce być lekarzem? Czy chce poświęcać swoją młodość na naukę, czy może woli wykorzystać ten czas na podróżowanie czy pielęgnowanie znajomości? To, że odpowiedzi na te pytania nie zawsze są łatwe, jest normalne. Naturalne jest, że w wieku kilkunastu lat nie posiada się bogatego doświadczenia i pewności co do tego, jaka jest wymarzona przyszłość. Odpowiedzi na te pytania wymagają wiele wysiłku, pracy, czasu i zdobycia informacji o sobie. Wiele danych wskazuje, że w czasie dojrzewania i wczesnej dorosłości mają miejsce najbardziej intensywne procesy poszukiwania i kształtowania się tożsamości. Tożsamość to osobista wizja swojej własnej osoby. Niepewność, poszukiwanie swojej drogi i próbowanie różnych opcji to nieunikniona część kształtowania tożsamości, bez tego rozwój jest niemożliwy. E. Erikson (1997), jeden z prekursorów badań nad rozwojem tożsamości, podkreśla, że jest to droga od poczucia braku pewności na temat siebie, swojego wyglądu, mocnych cech, wartości czy niepowtarzalności do poczucia całkowitego zintegrowania. W czasie dojrzewania dochodzi do tzw. rozproszenia tożsamości. Charakterystyczne jest dla niej to, że nastolatkowie odczuwają potrzebę zmiany, nowości, pewności, jednak nie mają jeszcze wystarczająco dużego doświadczenia i narzędzi, aby wprowadzić pożądane zmiany. Na tym etapie czują niepewność, dezorientację, frustrację, a ich działania mogą wydawać się nieprzemyślane i chaotyczne. Na późniejszym etapie rozwoju nastolatkowie wchodzą w tzw. fazę moratorium. To czas, kiedy zaczynają eksplorować, próbują nowości i zdobywają coraz więcej informacji na temat świata. Pojawia się eksperymentowanie w różnych obszarach życia – czy to w relacjach z rodzicami, nauczycielami, rówieśnikami, czy w obszarze seksualności, wyrażaniu siebie. Dzięki temu, że młode osoby podejmują nowe aktywności i realizują nowe pomysły, zdobywają coraz więcej informacji potrzebnych do kształtowania się tożsamości. Ważne jest, aby w tym czasie zadbać to, żeby nastoletnie dzieci miały możliwość wyboru, decydowania zarówno o swoich zachowaniach, działaniach, jak i wyznawanych wartościach czy ideologiach. Tutaj ważną rolę pełni wsparcie ze strony rodziców, dalszej rodziny, nauczycieli czy psychologów szkolnych – ważne jest znalezienie dorosłej osoby, która będzie wspierać w tym niełatwym czasie. To wymagające zadanie dla dorosłych, jednak wzmacnianie samodzielności, autonomii i dawanie przestrzeni na własne wybory zdecydowanie sprzyja rozwojowi nastolatków. Kolejnym etapem rozwoju tożsamości jest tzw. tożsamość osiągnięta. Tutaj adolescenci mają poczucie, że sami aktywnie kształtują swoją własną tożsamość zgodnie z własnymi aspiracjami, sumieniem, marzeniami czy wartościami. Ostatnią fazą może być także tożsamość przejęta, czyli taka, którą nastolatek przyjął, bo została mu narzucona lub nie miał przestrzeni na inny wybór. Może to spotkać nastolatków, których rodzice upierają się przy wyborze konkretnej ścieżki kariery lub nie zadbali o stworzenie różnych opcji dla swojego dziecka. Jeśli chodzi o ramy wiekowe poszczególnych faz, to ciężko jest je wskazać, ponieważ każdy rozwija się w swoim tempie. Ważne jest, aby nastolatek odnalazł przestrzeń, w której jest miejsce na rozwój. „Swoje miejsce” można znaleźć w grupach osób o podobnych zainteresowaniach, w rodzinie, w szkole czy w grupie znajomych. W relacjach z dorosłymi ten czas może być trudny – często dorośli nie pamiętają o specyfice bycia adolescentem. Nierzadko używa się pojęcia „bunt młodzieńczy”, który potocznie definiuje nieposłuszeństwo czy krnąbrność. W rzeczywistości „bunt” jest negatywną odpowiedzią na oferty, która są składane przez świat dorosłych czy społeczeństwo. Negowanie niektórych propozycji jest normalne i służy rozwojowi. Nastolatek ma prawo nie przyjmować definicji siebie, która jest mu narzucana – nie musi być lekarzem, ministrantem, kosmetyczką czy geniuszką w dziedzinie gry na wiolonczeli. Wraz z rozwojem i dojrzewaniem nastolatkowie, jako uważni i dociekliwi obserwatorzy, coraz częściej spostrzegają, że rzeczywistość ich zawodzi. W tym momencie wyrażanie sprzeciwu jest naturalne i świadczy o tym, że procesy rozwojowe przebiegają prawidłowo. Rodzice okazują się nie tak idealni, jak byli za czasów dzieciństwa, nauczyciele nie zawsze mają rację, prawa człowieka nie są przestrzegane w wielu miejscach na świecie. To naturalne, że w tym czasie nastoletnie dzieci mogą czuć się rozczarowane i zagubione. L. Witkowski (2000) wymienia pozytywne skutki „buntu młodzieńczego” – między innymi możliwość zredukowania napięcia, zdobycie akceptacji w grupie osób o podobnych poglądach, nauka podejmowania samodzielnych wyborów, decydowania o sobie, dbania o własne granice. Jeżeli jako rodzic obserwujesz, że Twoje dziecko nie wie, co ze sobą zrobić, jaką drogę wybrać, jak się w tym odnaleźć, pamiętaj, że to naturalny etap jego rozwoju. Aktualnie przez zamknięcie szkół odnalezienie się może być większym wyzwaniem i powodować większe napięcie, niż zazwyczaj. Pamiętaj, że nauka podejmowania samodzielnych decyzji i niezależności to proces, w trakcie którego nastolatkom może być ciężko. Pozwól im poszukiwać, eksplorować, eksperymentować, jednocześnie upewniając się, że mają w Tobie wsparcie i akceptację. Zrozumienie perspektywy innej osoby wymaga uważności i chęci. Może być Ci ciężko, to niełatwe zadanie, aby pozwalać swojemu dziecku na coraz większą swobodę, a jednocześnie czuwać nad jego bezpieczeństwem. Od wielu rodziców słyszę, że mają już dosyć, brakuje im sił, czują bezradność wobec zmiennego zachowania dziecka, opadają im ręce, kończą się pomysły, a dotychczasowe metody wychowawcze się nie sprawdzają. W tym momencie pojawia się złość, niepewność, smutek, frustracja, napięcie, irytacja - trudno jest mimo takich emocji zadbać o efektywną, spokojną komunikację. Bycie rodzicem nastolatka to wyzwanie, w którym wielu rodziców potrzebuje wsparcia. Jeżeli czujesz, że jest Ci trudno z emocjami pojawiającymi się w relacji z nastoletnim dzieckiem, chciałbyś lepiej dbać i wspierać jego rozwój a jednocześnie zadbać o siebie, poszukaj wsparcia! Rodzice nastolatków - nie jesteście w tym sami 😉 Źródła: I. Obuchowska, Adolescencja [w:] B. Harwas-Napierała, J. Trempała (red.) Psychologia rozwoju człowieka, tom 2. Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2004, s. 170. D. Musiał, Kształtowanie się tożsamości w adolescencji. „Studia z Psychologii w KUL”, 14, 2007, s. 73-92. I. Brzezińska, Tożsamość u progu dorosłości. Wizerunek uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Wydawnictwo Naukowe Wydziału Nauk Społecznych, Poznań 2017, s. 136-143. M. Jarymowicz, Psychologia tożsamości.[w:] J. Strelau (red.),Psychologia. Podręcznik akademicki, tom 3 – Jednostka w społeczeństwie i elementy psychologii stosowanej, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2002, s. 107-125.
  22. Witam, otóż mam 20 lat, niedługo 21 i studiuję. Jakiś czas temu poznałem bardzo sympatyczną dziewczynę, jest 5 lat młodsza ode mnie. Charakter ma cudny. Uczy się w liceum. Problem pojawił się 2 miesiące temu kiedy rodzice dowiedzieli się ile ma lat. Od tamtej pory spotykam się z docinkami z ich strony, czasami próba normalnej rozmowy kończy się awanturą, że nie jest to dziewczyna dla mnie, bo ma 16 lat (jest to jeden jedyny argument, że jest gówniarą i ma mleko pod nosem). Od niedawna się zastanawiam, czy może to jednak ze mną jest coś nie tak. Dodam, że nie oglądam się specjalnie za tak młodymi licealistkami (rok temu byłem w związku z rówieśniczką przez długi czas, lecz to nie było to), ale ona jest na prawdę wyjątkowa i bardzo lubię spędzać z nią czas na rozmowie. Czy na tym etapie serio jest to aż tak duża różnica wieku, że musi to spotykać się z krytyką najbliższych ? Bardzo męczy mnie już ta sytuacja a nie mam z kim o tym porozmawiać.
  23. Witam. Zwracam się do was z konkretnym problemem . zaznaczam też że nigdy nie korzystałem z tego typu forum ani porad psychologa. Nie potrafie poruszać się po takich serwisach dlatego też postaram się swój problem przedstawić tu jak najdokładniej i oczekuje jakiegoś wsparcia rady czy nakierowania co mogę w danej sytuacji zrobić . Opiszę sytaucję rodzinną. Od 5 lat nie jestem z żoną nie mamy jeszcze rozwodu. Ja mam niespełna 31 lat żona również . Mamy syna w wieku 7 lat chodzi obecnie do zerówki . Przez korona wirusa przejeliśmy role nauczyciela w domu. Problem jest w tym że matka nie przykłada wagi do jego edukacji i wychowania . Jest to ogólne stwierdzenie którę rozwinę jeśli uda mi sie znależć kogoś chetnego pomóc w tej sytuacji. Zycie nasze wygląda tak że syn jest od poniedzialku od godziny 20 u mnie przez tydzien czasu i potem tak samo u niej od poniedzialku od 20 prze tydzień . nazywamy to opieką naprzemienną. Niestety tydzien który syn powinien spedzac u Matki wygląda tak że od poniedzialku do piatku syn jest u jej mamy (czyli jego babci) która prowadzi gospodarstwo rolne . w związku z tym nie ma czasu na odrabianie z nim lekcji czytanki czy inne zajecia dodatkowe. Syn często mi się zali ze mama wraca bardzo pozno z pracy i nie zawsze robia lekcje . A gdy przychodzi "wolny" weekend od pracy matki ona i tak nie zajmuje sie nim i wywozi go do babci a sama spedza cale dnie przy laptopie . Syn czyje sie przez nią zaniedbany w zwiazku z tym nie oponuje by jezdzic do babci bo tam chociaz ma jakies zajecie . Dzis usłyszalem od syna jak wygląda jego tydzien u mamy . Pomyslalem ze jesli wypisze to w punktach bedzie to bardziej czytelne . Pon - pt : 1 rano bez sniadania jest zawozony do babci tam je sniadanie i idzie z babcia na pole pomagac 2 twierdzi ze nie za czesto je tam obiad bo babcia tez nie ma czasu gotowac 3. z tego samego powodu nie odrabiają lekcji 4 zna sie na zegarku i mama zawsze obiecuje wrocic miedzy 16 i 17 . jednak wraca pozniej i zazwyczaj zrobią kilka rzeczy z lekcji i jadą do domu 5 w domu nie jje kolacji tylko idą spac bo jest pozno i tak dzien jak codzien . weekend : A. Jeżeli zostają u mamy w domu wygląda to tak 1. rano Syn nie dostaje sniadania bo mama musi pracowac i robic na komputerze zamówienia wiec on musi do lodówki isc sam i wziac jakiegos kabanosa albo nie jje poprostu nic(i tu ciekawostka syn w trakcie wideorozmowy ze mna skarżył mi się na to po czym ona zabrała mu tel z reki i zabroniła do mnie dzwonić ) 2. reszta dnia podobnie z tym ze na pytanie dlaczego nie ma u mamy obiadu odpowiedzial ze mama nie robi zakupów a jak on chce obiad idzie z nim do lodówki pokazac mu ze nie ma z czegor zrobic i konczy sie obiad na kanapce batonie lub czipsach 3. co robi syn cały dzien ? bawi sie sam legiem lub siedzi na pietrowym lozku. i jasno mowi mi rownież ze mama nie bawi sie z nim w nic. B. A jeżeli jadą do babci na weekend jest dokladnie tak samo . mama siedzi cale dnie przed laptopem bo jak twierdzi nie ma czasu na zanawe z nim . na pytanie czy chetnie tam jezdzi odpowiada tak poniewaz lepiej mu u babci bo tam dostanie jesc i moze wyjsc na podworko pojezdzic rowerem albo bawic sie na polu . Jednym zdaniem matka jego nie specjalnie jest nim zainteresowana ale stwarza pozory bo nie mogla by zniesc opinii ludzi ze nim sie nie zajmuje . Po niespelna roku gdy zapytalem wychowawczynie syna czy matka angazuje lub interesuje sie szkołą usłyszalem od Pani że ona nawet nie wie jak wygląda matka mojego syna . przez dwa lata edukacji byla na jednym zebraniu w przedszkolu a teraz w zerówce nawet raz . przez dwa lata równbież nie uczestniczy w jego zyciu szkolnym typu wystepy jasełka czy nawet dzien matki rozpoczecie czy zakonczenie roku szkolnego . W całej tej sytuacji nie chce iść do sądu odbierać jej praw bo mimo wszystkjo wiem jak moj syn kocha bardzo swoją mamę i nie chce by byl przesłuchiwany itp . Chciałbym by ktoś pomógł mi w tej sytuacji bo nie wiem co mam zrobić . nie moge jej zmusić do opieki nad nim a gdy słysze tekst od syna gdy musze nadrabiać ich tydzień lekcji że on chce isc do mamy bo u mamy nie musi robic lekcji to aż mnie coś strzela . ta cała sytuacja doprowadza do coraz czestrzych braków w nauce mojego syna na co zwraca uwage nauczycielka . Ja sam nie jestem w stanie tego nadrabiac i z przodującego w klasie zaczyna być w tyle . czesto syn mi się na mame skarży ale ona twierdzi że go buntuje . w zwiazku z tym postanowilem nagrac kilka naszych rozmow po cichu jak syn opowiadami i sie żali ze mama sie nim nie interesuje . Z tą sytuacją bylem u adwokata by walczyc o prawa do dziecka . niestety uzyskalem krótką odpowiedz ze slowo przeciw slowu i nic nie wygram z kilkoma nagraniami . adwokat stwierdzil ze musze miec wiecej dowodów takich jak opinia nauczyciela odnosnie tej sytuacji jednak nauczycielka "NIE CHCE SIĘ WTRĄCAĆ " i takiej opinii mi nie wystawi . a czesto od nauczycielki słyszalem uwagi odnosnie tego ze syn dostaje nie odpowiednie jedzenie do szkoly w tym tyg gdy jest u matki albo że nie chodzi do szkoły . Jednak nic z tych rzeczy oficjalnie na papier nie chce przelac . Moj syn cierpi przez to i nie mozne normalnie sie rozwijać . Pomyślałem że może jakiś psycholog zgodzi się odbyć rozmowę ze mną synem i żoną na ten temat i otworzy jej oczy na to jak bardzo go tym krzywdzi bo moje zdanie i wielokrotne rozmowy nawet w obecnosci syna ktory wykrzykiwal jej w pewnym momencie wszystko w twarz potrafila skwitowac krótko że ja go nastawiam a moj syn tylko mowil jej i mi przyniej co sie dzieje i co mu sie nie podoba gdy jest u niej. Są sytuacje gdy ja jej zarzucam że odrabia za niego lekcje np pisanie literek czy cos w tym stylu ona temu zaprzecza a syn przy niej bez skrupółów mówi ze mama klamie . Np syn chce bym dzwonil do niego gdy jest u mamy. ja dzwonie ona celowo nie odbiera bez wzgledu na godzine czy pore dnia . gdy spotykam sie z synem pada pytanie dlaczego do niego nie dzwonie , odpowiadam ze dzwonilem a ona zaprzecza wiec pokazuje dziecku tel bo jest juz kumaty bardzo jak na swoj wiek i sam stwierdza ze dzwonilem i jestr na nią wsciekły ze znow go oklamala i takich klamstw z jej strony jest masa a ona i tak uwaza sie za cudowną matkę . I w tej całej sytuacjio nie chodzi o to że chce ją zmieszać z błotem , chce uzyskać pomoc w jaki sposób mozna przemowic jej do rozsądku by skonczyla z takim robieniem na zlosc czy nie dbaniem o niego jego to bardzo boli . kazdy wystep w szkole jest płacz bo mamama znow obiecala a jej nie ma . Wiem tez pracuje kazdy ma prace ale mamy tez dziecko a on mi powiedzial ze czuje sie ostatni . i gdy to pisze mam łzy w oczach bo przypomina mi sie coraz wiecej takich sytuacji w których on czuje sie przez nią nie kochany a jego łzy to najgorsze co może byc. Chciałbym byscie pomogli mi znalezc spoosob jak przekonac ją do wizyty u psychologa by o tym porozmawiac bo ja nie jestem dla niej żadnym autorytetem . Gdy chce isc z nia do psychologa rodzinnego ona mowi ze nie bede robil z niej wariatki . Mam nadzieje że uda sie jakoś zrozumiec ten chaotyczny wpis ale wewnetrznie jestem zdruzgotany i ciezko mi opisac tu na forum tą sytuacje. Nie chce walczyć w sądach i odbierać jej praw chce otworzyć jej oczy bo wiem jak mój syn ją kocha a potem przez nią płacze bo ona go krzywdzi . Pomóżcie.
  24. Mam 21 lat, jestem studentką. Z charakteru jestem spokojna, staram się być dla wszystkich miała, uprzejma, taktowna. Nie lubię konfliktów. Zazwyczaj mam trudności z byciem asertywną. Od zawsze dużo czasu poświęcałam nauce i szkoła była, jest dla mnie ważna. Jestem sumienna, poukładana, nie lubię zmian. Mam tendencje do stawiania dobra innych ponad własne dobro. To tak w skrócie o mnie. Przechodząc do sedna - mam starszego brata. Ma 24 lata. Odkąd pamiętam byliśmy typowym, stereotypowym rodzeństwem - on mnie zaczepiał, a ja, jako młodsza, byłam broniona przez rodziców. W dzieciństwie chodziło o zabieranie zabawek, o targanie za włosy, o nazywanie mnie "serem". W latach nastoletnich zaczęło się wytykanie moich słabości czy jakichś mniej typowych aspektów wyglądu, np. nadmiernego owłosienia, małych piersi, asymetrycznych brwi. Wciąż byłam zaczepiania - bez powodu, od tak, a to brat postanowił założyć moje spodnie i mi je rozciągnąć, a to pociągnąć za włosy, a to zrobić zdjęcie, gdy śpię, a to wysłać mi zdjęcie swojej kupy. Teraz jesteśmy już dorosłymi ludźmi, a on wciąż nie daje mi spokoju, Unikam go jak mogę, proszę, błagam, żeby przeszedł obok mnie bez robienia mi czegokolwiek - nie da się. Z wiekiem stał się wulgarny, ciągle przeklina, nie szanuje rodziców, liczy się tylko on, jego potrzeby i jego punkt widzenia. W ciągu ostatnich 2 dni zdążył kilka razy na mnie beknąć, pierdnąć w moim otoczeniu, nawet gdy jem, ciągle zdejmuje przy mnie majtki i np. wypina się, pierdzi, drapie po pośladach i między nimi. Nowym zwyczajem jest klepanie mnie po plecach non stop - a jest dużym, silnym facetem, więc boli mnie (jestem szczupła i drobna), gdy uderza mnie "bratersko" po żebrach, plecach, nawet gdy się schylam. Gdy proszę go, żeby mnie zostawił, to mówi mi tylko, żebym "utkała k*rwę" lub "zamknęła piz*dę". Tysiące razy przez te wszystkie lata mówiłam mu, że nie życzę sobie takiego traktowania, ale do niego nic nie dochodzi - nawet jak piszę do niego długie sms-y z wyjaśnieniem, dlaczego mnie krzywdzi, to i tak jest w stanie tylko odpisać "xddddd" i że "pierd*olę". Ciągle przychodzi do mojego pokoju, żeby mnie zdenerwować - a to wkłada sobie jakąś moją rzecz do majtek, a to puszcza głośną muzykę, gdy się uczę, a to przypomni mi, że "mam wąsa" (a z tego co wiem, to meszek pod nosem ma każdy człowiek, ale ok....). Ciągle mnie krytykuje, nie potrafi sformułować wypowiedzi bez przekleństwa. Gdy go odpycham ręką, bo np. postanowi napierać na mnie swoich brzuchem lub trzymać mnie za nogi, to potrafi mi oddać 1000 razy mocniej. Nie mogę się bronić siłą, nie mogę się bronić słowem, a ignorowanie nie pomaga. Rodzice też już nie wiedzą, co robić. Ja już go szczerze nienawidzę, bo robi z mojego życia piekło - gdy tylko wstaje i schodzi na dół już jestem zestresowana i boję się co wymyśli. Boję się, że pewnego dnia po kolejnej awanturze rodzice wyrzucą go z domu, a ja wtedy czułabym się winna. Bo choć szczerze go nienawidzę, to moja wewnętrzna dobroć nie pozwala nie myśleć mi o tym, co by ze sobą zrobić, gdzie by poszedł, itp. Od dziecka były z nim problemy - nigdy, nic mu nie pasowało, każdy nauczyciel był zawsze głupi, każda osoba, która była od niego inna - od razu była i jest w jego mniemaniu "popier*dolona". W domu od wielu lat panuje napięta atmosfera, gdyby nie mama, to tata już dawno kazałby mu się wyprowadzić. Brat studiuje na prywatnej uczelni za pieniądze rodziców, jedzie na samych ściągach, nie chce się uczyć, a myśli, że rynek pracy czekania na niego i od razu ktoś zaproponuje mu pensję min.6000 zł, mimo że gdyby nie ingerencja wpływowego wujka, to nawet stażu by sobie nie załatwił. Wie Pan/Pani jak trudno z moim charakterem (ugodowym, spokojnym) wytrzymać to, że on wiecznie wyprowadza mnie z równowagi? Może to, co napisałam wyżej wydaje się być "rodzinnymi potyczkami", ale niech ktoś spróbuje żyć z nim sam na sam choć przez chwilę. On poniża mnie nawet na rodzinnych spotkaniach, a potem maluje to tak, jakbym to ja przesadzała - a ja mam za sobą 21 lat życia z nim i naprawdę mam juz dość. Chce mi się płakać, gdy myślę o tym, jaki on jest nieczuły, nieempatyczny i jak bardzo nie potrafi zrozumieć, że ludzie mają swoje granice, a on moje przekracza każdego dnia. Wczoraj pękłam i przepłakałam praktycznie cały dzień, a dziś nie mogę dojść do siebie, dlatego postanowiłam napisać. Przepraszam za przytoczenie przekleństw, ale chciałam oddać język, którym on się posługuje. Moje pytanie brzmi - co mam zrobić? Jak reagować? Jak poradzić sobie z tyranem, który każdego dnia odbiera mi wiarę w to, że mężczyźni mogą być normalni. Myślę, że relacja z nim (lub raczej jej brak) ma ogromny wpływ na to, jak bardzo boję się relacji z mężczyznami. Nie jest fajne bycie traktowaną jak "szmata" każdego dnia - i jeszcze słuchanie od swojego oprawcy, że "przesadzam". Chyba to moje zdanie jest najważniejsze - to ja wiem, jak się czuję, to ja nakreślam swoje granice - a to on powinien zaakceptować, że nie jest ideałem i że jego zachowanie krzywdzi mnie każdego dnia.
  25. Dzień dobry! Jakiś czas temu pojawiła mi się w głowie luźna idea o stworzeniu portalu dla psychologów, psychoterapeutów oraz coachów. W związku z tym prosiłbym was o wypełnienie tej krótkiej ankiety. Nic was to nie kosztuje, a mi zdecydowanie wszystko ułatwi (; https://docs.google.com/forms/d/e/1FAIpQLSfXk0AQH-Hzxy12NYCeQWXSVznh3iOUrxsD52T4OhWqk4AYjw/viewform?usp=pp_url Pozdrawiam

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.