Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'relaksacja'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 19 wyników

  1. Mam nerwicę lękową, fobię społeczną, depresję i urojenia, psycholog polecił mi trening autogenny Schultza. Spróbowałam i uznałam, że kompletnie się do tego nie nadaję, tak jak zresztą od początku podejrzewałam. Przeraża mnie to, że ten trening ma wprowadzić człowieka w stan podobny do hipnozy, nigdy nie chciałam się znaleźć w takim stanie, od dzieciństwa budziło to we mnie niechęć i kojarzyło mi się z czymś niebezpiecznym. Gdy próbowałam wykonywać sugestie z nagrania bałam się tego co się może stać i nie mogłam się skupić, nie mogłam się zrelaksować. Gdzieś w połowie, przy i tak niskiej koncentracji do tej pory, już kompletnie nie mogłam nadążyć za głosem bo ze strachu nie chciałam tak naprawdę w to dalej brnąć. Wydawało mi się, że jako tako udało mi się osiągnąć uczucie ciężaru w nogach i rękach ale potem mnie coś zaswędziało, musiałam się podrapać i to w połączeniu ze strachem wybiło mnie z już i tak nierównego rytmu treningu. Nie wiem jak mam zrobić krok ku pokonaniu nerwicy lękowej, skoro wszystko mnie przeraża, nawet to co mogłoby mi pomóc... Jak mam wziąć się w garść, żeby mniej bać się czegoś nieznanego, obcego, może nawet niebezpiecznego w moich oczach?
  2. Dopiero będę zaczynać i chciałabym to robić tak, żeby rzeczywiście przynosiło jak najlepsze efekty. Nie ukrywam, że boję się do tego zabrać przez nerwicę lękową, ale zostało mi to polecone przez psychologa, więc dlatego chciałabym być prowadzona przez dobre nagranie/film w czasie tego treningu żeby być bardziej przekonaną do tego. Jakie filmy/nagrania by się nadawały?
  3. Byłam wczoraj u psychologa i polecił mi on robić trening autogenny Schultza. Twierdził, że jest on ogólnodostępny w internecie i sama dam radę go znaleźć. Udało mi się, ale paru rzeczy nie jestem pewna. Na stronie Medonet piszą, że przez pierwsze 2 tygodnie należy ćwiczyć jedynie uczucie ciężaru, tak więc ile wtedy powinien trwać cały trening? Bo na innych stronach czytałam, że minimum 15 minut dziennie jest potrzebne, żeby były efekty, a na Medonet jest, że 5 minut należy poświęcić na dane ćwiczenie. Więc już nie wiem co mam robić
  4. Cześć mam 29 lat nie mam dzieci i mam problem ze związaniem się z partnerem nie mam pojęcia kiedy to się tak naprawdę zaczęło... Spotykam się z chłopakami i na samym początku jest idealnie uczucie tęsknota itp. ale po kilku tygodniach coś jak by się we mnie blokowało z dnia na dzień staje się totalnie obojętna 😑 bardzo mnie to martwi ponieważ kiedyś tak nie miałam. Co może być tego powodem? Dlaczego tak się dzieje? Co mogę zrobić aby to zmienić i móc sobie ułożyć normalnie życie
  5. Podcast na temat radzenia sobie w trakcie pandemii koronawirusa.
  6. Witam serdecznie, Jestem fizjoterapeutą zajmującym się szeroko pojętymi problemami związanymi z funkcjonowaniem mięśni krocza, potocznie nazywanymi mięśniami Kegla. Sporo osób zgłasza się do mnie z bólem rejonu kości ogonowej. W związku z tym że z powodu epidemii nie chodzę do pracy mam dużo czasu wolnego, chętnie porozmawiam z Wami – może uda się wspólnie odnaleźć właściwą drogę leczenia waszych objawów. Oprócz pracy w warunkach gabinetowych, jedną z części mojej pracy jest edukacja prozdrowotna pacjentów. Postaram się zatem w prosty sposób przybliżyć początkowo jedno z dolegliwości z jakimi spotykam się w swojej pracy: Coccygodynia (ból okolicy kości guzicznej) – jeśli nie jest wywołany urazem to w dużej mierze związany z napięciem mięśniowym – spazmem mięśni krocza. Kość guziczna jest jednym z głównych miejsc zawieszeń mięśni dna miednicy. Tak więc moich pacjentów bolą napięte mięśnie krocza ale odczucie jest jakby bolała kość. Jeśli nie weżnie się pod uwagę mięśni jako przyczyny bólu to można dojść do wniosku, że należałoby ta kość usunąć i to rozwiąże problemy Ból okolicy kości guzicznej ma ścisły związek z niezrównoważonymi napięciami mięśni w jej okolicy. Idąc tym tropem propozycja usunięcia kości guzicznej jako głównego sprawcy problemów jest drogą, która nie tylko nie zlikwiduje problemów, ale i sprowokuje powstanie kolejnych – często dużo poważniejszych. Bo bolesne napięte tkanki w okolicy których robi się zabieg operacyjny, na skutek podrażnień i uszkodzeń napną się jeszcze bardziej. Zapraszam Was do zadawania pytań postaram się pomóc ile jestem w stanie. Piotrek
  7. Jestem najbardziej beznadziejna osoba, ktora chodzi po planecie. Jestem brzydka, gruba, niesmieszna, malo błyskotliwa, leniwa , ciagle sie spozniam, balaganie, nie sprzatam, nie gotuje, nie prasuje ubran, jąkam sie, robie bledy jak pisze, kupuje ksiazki, ale czytam 4 w ciagu roku, mieszkam z rodzicami, nie place rachunkow, a mimo to nigdy nie mam kasy. Oklamuje mojego trenera personalnego. Podjadam i wymiotuje. Moja jedyna ucieczka jest sen, ale mam problemy z zasnieciem. Pale jedna paczke papierosow na dzien. Nie mam przyjaciol, kolegow, znajomych. Ledwo zdalam szkole. Rodzina ma mnie za błazna. Nie umiem dorosnac i nie lubie zmian. Boje sie przyszlosci, ludzi, ciemnosci, wysokich budynkow, otwartej przestrzeni, zamknietej przestrzeni, prowadzic auto, smierci, bólu, strat, węży, nowych miejsc. Boje sie żyć... Ale chce zyc. Tylko nie umiem.
  8. Witam wszystkich. Żeby nakreślić mój drobny problem, zacznę od początku. Kilkanaście dni temu ukończyłem studia. Przez ostatnie półtora roku miałem mnóstwo stresu i projektów, które (słowo klucz) MUSIAŁEM codziennie robić, nawet w weekendy żeby się wyrobić ze wszystkim i mieć zapas czasu na ewentualne poprawki. Przez to, że codziennie musiałem coś robić, troszkę mi się to wgryzło chyba w psychikę i od dłuższego czasu, dosłownie zmuszam się do wszystkiego. Chociaż nie, to złe stwierdzenie. Powiedzmy, że lubię czytać książki, oglądać coś czy też pograć. Od dłuższego czasu MUSZĘ codziennie każdą z tych rzeczy chociaż trochę zrobić, dosłownie jakby to był jakiś obowiązek. Czytając książkę myślę czy pograć czy obejrzeć. Oglądając myślę czy zagrać czy poczytać jeszcze. Nie potrafię odpocząć, męczy mnie to już. Głowa tak jakby była cięższa o kilka kilo... Przez to, że ostatnie miesiące działałem na 150%, nie mogę powrócić do normalnego trybu pracy. Za dużo myślę, za dużo się zastanawiam, co tu jeszcze muszę zrobić. Człowiek nie ma kompletnie nic do zrobienia w ciągu dnia a jest w ciągłym stresie że musi pograć żeby był jakiś postęp w grze, musi obejrzeć bo Netflix opłacony i się marnuje, musi poczytać bo dziesiątki książek na liście do przeczytania i same się nie przeczytają i tak codziennie - musi, musi, musi... Wytchnienie mam chyba tylko gdy sam siebie w duchu skarcę i przetłumaczę sobie że mam "wolne i nic nie muszę" ale po chwili z powrotem jest to samo... Dochodzi to do tego stopnia, że często rezygnuje z jakiegoś wyjścia ze znajomymi bo "nie zdążę" zrobić każdej z tych rzeczy w ciągu dnia. Jeszcze gdyby z tego jakaś przyjemność była a tu takie o - zwykłe odchaczanie tego co 'udało' mi się już zrobić... Często jest tak, że zamiast skupić się na konkretnej czynności, myślę i planuję co będzie za tydzień, dwa, miesiąc... Podejrzewam, że przez wszelkiego rodzaju projekty, zakodowane mam w głowie, żeby o wszystkim pamiętać i wszystko planować, żeby nie dać plamy i o niczym nie zapomnieć. Ale człowiek nie jest w stanie tak funkcjonować cały czas, tym bardziej, jeśli nie chodzi o żadne obowiązki... Jakiś pomysł, jak sobie z tym poradzić? Jakieś sugestie? To jest na prawdę męczące...
  9. Od kilku lat cierpię na depresje, aby nie zwariować zacząłem robić filmy. Polecenie w filmie będziesz wykorzystywał przy instalacji niektórych spakowanych sterowników. kompilacji programów. Wszędzie tam gdzie będziesz musiał plik, który ma standardowe uprawnienia podwyższyć je do tego aby można było uruchomić z terminala np. wykonując komendę ./instaluj.to Również możesz jakiś folder lub plik pozbawić uprawnień tak aby nikt nie mógł nie znając hasła administratora(root) np: sobie przeczytać. Ty w każdej chwili będziesz mógł przywrócić uprawnienia. Link.
  10. Witam. Mam na imie Natalia. Mam 29 lat. Szukam porady/pomocy psychologicznej. Przezywam swoj kryzys. Zastanawiam sie czy to co przezywam to depresja? Lubie swoje problemy rozwiazywac sama ale z tym ciezko mi idzie. Otoz 3 lata temu zaczelam byc bardziej drazliwa a po jakims czasie wystapily u mnie silne ataki paniki i to uczucie ( straszne) jakby strachu zamienialo moje cialo w jeden wielki ból I tak samo bylo z psychika ale wlaczylam z tym dziwnie. Wychodzilam z pulapki paniki dlugi czas. W tej chwili czuje ze nie umiem do konca sie zrelaksowac, ze wciaz jest we mnie stres ktorego czesto zajadam np slodyczami. Zadko mam problem ze snem za to budze sie juz bez humoru, rece mi sie trzesa w pracy mam zmienne humory, czesto jestem poirytowana mimo ze wszyscy uwazaj ze jestem pozytywna i sympatyczna. Ja ukrywam swoja nerwice. Zauwazylam ze ostatnio szybciej sie meczy, dluzej tez spie, czasem mimo ze uwielbiam przyrode wokol mnie to nie umiem tego zauwazyc/ docenic. Za duzo mysle, za duzo analizuje. Czesto negatywnie. Czesto jest mi ciezko. Mam tez problemy z hormonami. Chcialabym zeby ta nerwica mi tak nie zatruwala zycia, zebym poczula ulge zamiast napietych miesni. Chcialabym schudnac przy moich policystycznych jajnikach a bardzo sie martwie ze mi sie nie uda , chcialabym czuc sie szczesliwsza I byc pozytywniejsza. Czy walcze juz z depresja?? Duzo mi sie tego nazbieralo a bardzo chce zadbac o moje zdrowie psychiczne. Co powinnam zrobic?? Ciezko mi czasem tak zyc z tym bólem emocjonalnym, nerwicami, cofa mi to poczucie wlasnej wartosci niestety ... prosze mi cos poradzic .... nawet takie rzeczy jak ksiazki, diety, medytacje. Chce probowac wszystkiego ! Dziekuje serdecznie za wysluchanie❤
  11. Witam ponownie. Bede pisac krotko zwiezle i na temat. By nie zasmiecac i nie tworzyc zbednego balaganu i chaosu. Tak jak powyzej. Jako osoba mloda 20+ ktora nie obcowala jeszcze ze wszystkim i ktora pochodzi z rodziny w ktorej seks i nieczystosc to tabu. Moje watpliwości: 1.) Wiadomo o biologii uczono wszystkiego ale nie o tematach na pograniczu psycho- seksuo- bioogii. Do rzeczy: odczuwanie orgazmu a okres. Czy odczuwanie orgazmu moze w jakis sposob zaburzyc cykl mc czy owulacje? Czy przyspiesza, opoznia okres? W necie tyle tego tych teorii niedomowien nawijania makaronu na uszy a zanik lub brak rzetelnej wiedzy. No wlasnie jak to jest? 2.) Seks analny (prezerwatywe). Mam ibs (od 7r.z, typ biegunkowo- papkowaty, na 2tyg przed kresem tryb mieszany) lecze sie jestem "sterylna" i moj tz rowniez. Higiena na wysokim poziomie raz w roku ogolna kontrola swego ciala tzn profilaktyka, badania. Czy w moim przypadku (chore jelita) seks analny odpada? Czy moze mi zaszkodzic, czy moge odczuwac bol x2 razy bardziej niz normalna zdrowa kobieta? Pomysl, chcica i inicjatywa na ten seks poszla z mojej strony. 3.) Czy to wogole normalne i zdrowe gdy przezywajac orgazm mysli sie o slodkich perwersjach? Tzn wytrysku na twarz czy kilkukrotnych orgazmach jeden po drugim? Czy majac ochote na to i pozniej robiac to nie jest sie brudnym ponizonym (wiadomo wg czesci spoleczenstwa jest to zle niemoralne i nie akceptowane a kobiete ktora ma takie fantazje zachcianki i chce sie kochac troche inaczej niz klasycznie po bozemu, traktuje sie jak panne lekkich obyczajow jak szmate czy k...we? Z gory jak zawsze dziekuje za pomoc 😌
  12. Ludzie często cierpią na chroniczne przebodźcowanie, które mąci umysł i bywa źródłem stresu, zwłaszcza, choć niewyłącznie, u osób wysokowrażliwych. Jesteśmy zalewani informacjami, wrażeniami, a nasze dni pękają w szwach od różnorodnych doświadczeń. Między innymi w wyniku tego bywamy przewlekle zmęczeni nawet bez wyraźnego wysiłku. Ratunkiem dla przeciążonego mózgu może być krótki domowy lub w miarę możliwości biurowy seans deprywacji sensorycznej (ograniczenia dopływu bodźców) połączony z użyciem techniki wyobrażeniowej. Ta praktyka nie wyklucza innych technik relaksacyjnych, medytacyjnych czy duchowych, które też osobno w innych momentach dnia można stosować. Raczej warto ją postrzegać jako część większego repertuaru metod radzenia sobie z napięciem gromadzącym się w ciągu dni spędzanych w wysoce obciążającym środowisku. Seans relaksacyjny z deprywacją sensoryczną i wizualizacją mentalnego schronienia Potrzebna jest opaska na oczy oraz słuchawki przeciwhałasowe (stopery do uszu nie są zbyt zdrowe, ale w ostateczności mogą być, jednak ich nie zalecam i używa się ich na własne ryzyko), 10 minut wolnego czasu i odrobina bezpiecznej przestrzeni, w której nikt nam nie będzie przeszkadzał i nic nam nie zagraża. Dodatkowo można nabyć inhalator donosowy (np. aspura clip). Jeśli będziecie używać tego typu aromaterpii należy z określonego zapachu korzystać tylko podczas seansu, by wytworzyć reakcję warunkową (w końcu następować będzie relaksacja ilekroć będziecie go czuć, co wzmocni efekt). W telefonie włączamy wibrację i ustawiamy urządzenie tak, by dało nam znać po 10 minutach. Najlepiej jest w miarę możliwość tak skalibrować alarm, by wibracja stopniowo narastała. Urządzenie może być gdzieś w pobliżu lub w kieszeni. Grunt, byśmy poczuli, kiedy czas minie. Alarm nie może być dramatyczny, szokujący, przykry. Ma to być tak delikatne, jak to możliwe. Jeśli ktoś, na przykład partner, oprócz nas będzie w pomieszczeniu lub w pobliżu, możemy tę osobę poprosić, by ona odmierzała czas. Kiedy seans ma się kończyć, wykonuje określony gest (subtelnie gładzi nas po ramieniu lub dłoni, delikatnie przytula – nie szarpie ani nie rzuca się na nas). Siadamy wygodnie, swobodnie (nie kładziemy się, bo NIE chodzi o to, by zasnąć). Po założeniu słuchawek, opaski, ewentualnie gadżetu do aromaterapii, przez kilka dłuższych chwil skupiamy się na swoim oddechu. Oddychamy torem przeponowym tzn. wciągamy powietrze „do brzucha” przez około 4 sekundy, trzymamy około 2 sekundy, wypuszczamy 4 sekundy. Charakterystyczne dla takiego oddychania jest to, że w pierwszej kolejności to brzuch się odkształca, a nie klatka piersiowa. Nie wdychamy za dużo powietrza ani za mało. Tyle, ile nam potrzeba na ten czas. Jeśli od oddychania torem przeponowym komuś zakręci się w głowie, należy przerwać i po dłuższej chwili zwyczajnego oddychania ponowić, tym razem starając się nie przedobrzyć z ilością wciąganego do płuc powietrza. Oddychając w powyższy sposób wykorzystujemy technikę wyobrażeniową: wyobrażamy sobie, że znajdujemy się w swoim mentalnym schronieniu. Może to być cudownie kojące, wyciszające wspomnienie, wymyślone miejsce lub jakaś przestrzeń, do której lubimy wracać, bo czujemy się w niej dobrze. Napawamy się tym miejscem. Nie może panować tam rozgardiasz, hałas. Przykładem może być spokojna egzotyczna plaża na bezludnej wyspie, przyjemna łąka w lesie, łódka na niezmąconej tafli mazurskiego jeziora, wnętrze piramidy, ognisko nocą w lesie, ciepły koc przy kominku w górskiej chacie, ale też coś tak fantastycznego jak wnętrze bańki mydlanej czy baśniowa kraina. Osoby religijne mogą posłużyć się wyobrażeniem skrawka raju. To miejsce jawi się nam jako kojące skołatane nerwy, relaksujące, dające wytchnienie, przyjemne, dobre dla nas – stanowi mentalne schronienie, w którym regenerujemy się. Początkowo należy z tym poeksperymentować. Może nie od razu udać się wytypować wyobrażenie, które okaże się mentalnym schronieniem. Może też ostatecznie istnieć więcej niż jedno, ale zalecam trening z ograniczoną pulą takich „miejsc”, by umysł przyzwyczajał się do tego, iż po przywołaniu tej wizji zaczyna się wyciszać. Przed użyciem techniki warto poddać głębokiej refleksji, jakie miałoby to być miejsce. Na bardziej zaawansowanym poziomie możemy dodać wyobrażenie, że wdychane powietrze wypełnia nasze wnętrze i absorbuje „negatywną energię”, zmartwienia, stres, troski, napięcia, depresyjne zapatrywania bądź myśli pełne lęku, a wydychane powietrze oczyszcza nasz organizm z tego wszystkiego. Innymi słowy przyjmujemy, że wraz z oddechem nasze ciało jest wentylowane z całego napięcia. W trakcie seansu siedzimy w bezruchu, ale można się podrapać czy poprawić położenie ciała. Jeśli jakaś myśl wybitnie rozprasza, odciąga od wyobrażeń staramy się tylko odnotować jej obecność, a potem wrócić umysłem do wyobrażenia i ponownie na nim skupić. Jeśli pojawia się zniecierpliwienie, odnotowujemy jego wystąpienie bez osądzania, po czym staramy się wrócić do wyobrażenia. Czasami w trakcie mogą pojawić się różne zaskakujące emocje. Mogą stanąć łzy w oczach. Mogą pojawić się dreszcze i inne doznania współwystępujące z błogością, podekscytowaniem się. Metoda alternatywna polega na użyciu specjalistycznych nausznych słuchawek wyciszających pasywnie i z technologią aktywnego wyciszania. Szczególnie może to przypaść do gustu osobom z szumem usznym. Na czas seansu uruchamia się podkład dźwiękowy, który maskuje szum uszny (istnieją specjalne aplikacje na telefon generujące różne rodzaje szumu). Resztę przeprowadza się analogicznie jak w wersji standardowej. Technika przynosi coraz lepsze efekty w perspektywie czasu. Pojedynczy seans może okazać się pomocny, ale dopiero po dłuższej praktyce rezultaty będą optymalne. Nie należy techniki stosować, jeśli są wyraźne przeciwwskazania medyczne, jeśli w trakcie dzieje się coś przykrego bądź wywołujący znaczny dyskomfort. Nic na siłę. Żadnego forsowania się. Jeśli komuś coś się w jego odczuciu pogarsza, przerywamy. W trakcie seansu nie należy przekraczać czasu 10 minut. Nie należy robić więcej takich seansów niż dwa dziennie. Kategorycznie nie należy też narażać się na deprywację sensoryczną całymi godzinami, gdyż może to wywołać poważne negatywne następstwa. Technika ta może nie przypaść do gustu niektórym osobom lub zadziałać sprzecznie z intencją (np. niektóre osoby wysoce neurotyczne mogą relaksować się raczej przy jednostajnym szumie ruchu ulicznego aniżeli w całkowitej ciszy). Technika nie jest panaceum na wszelkie utrapienia i stresy życia codziennego – może być pomocna, ale w razie potrzeby nie mniej ważna okaże się zmiana stylu życia, ograniczenie stresorów. Istotna jest też odpowiednia doza ruchu, dieta, higiena snu, troska o siebie w obszarach, które tego potrzebują. W pewnych wypadkach technika może okazać się dalece niewystarczająca i może być wskazana pomoc psychoterapeutyczna m.in. pod kątem tzw. zarządzania stresem. Warto też pamiętać, że istnieją również inne techniki relaksacyjne, takie jak trening autogenny Schultza czy trening relaksacji mięśni metodą Jacobsona, które także można wypróbować, jeśli nie ma przeciwwskazań.
  13. Jestem mężatką od 9 lat a 11 znam męża jako młoda dziewczyna go poznalam i byłam bardzo szczęśliwa. Mamy dwoje dzieci i w naszym małżeństwie przeżyliśmy chyba wszystko... Mimo wszystko czuje że nie potrafimy żyć razem ale też nie umiemy być osobno... Mąż lata temu mnie zdradził i ciągnie to się za nami cały czas. Gdy się dowiedzialam wyjechałam z dziećmi do Niemiec do taty ponieważ moi rodzice się też rozstali tata jest Niemcem i zawsze tu mieszkał a my z mamą w polsce... Serce mi pękało że moje dzieci też tak będą wychowywane.. Ale on nas szybko znalazł płakał przyzekal i prosił o ostatnia szansę... Zgodziłam się ale nie umiałam z tym żyć i o tym mówić.. Sytuacja skomplikowala się kiedy dziewczyna z którą miał romans została żona mojego brata też tu przyjechali wtedy coś we mnie pękło ciągle zaderczalam się i kłótnie były codzień... Mieliśmy zacząć nowe lepsze życie a był koszmar. Dlatego rok mieszkaliśmy oddzielnie on codzien mnie blagal byśmy byli razem ma też silna więź emocjonalną z dziecmi jest dobrym ojcem napewno potrafi też mnie zaskoczyć. Nasze życie ertyczne też funkcjonowało super on był moim pierwszym mężczyzną ale szczerze mówiliśmy o swoich fantazjach dlatego ciężej było mi zrozumieć jego błąd. Teraz obecnie jest tak ze mieszkamy niby razem ale kiedy po pracy mogłoby być normalnie to u nas zawsze coś mamy już tak ze przy większych kłótniach zaczynamy się szarpać każda rozmowa kończy się kłótnia on potem idzie do kolegi albo jedzie na działkę tydzień go nie ma i wraca przeprasza płacze i tak w kółko . Kilka dni temu było to samo chilcialam z nim porozmawiać doradzić się on był zły na coś w pracy i naturalnie awantura że ja zawsze muszę go męczyć kiedy on chce chwilę być sam... A potem mi wypominac zaczol że raz zwierzalam się wirtualnie i obcym ludzia mówię o naszych problemach. Spakowal się wyprowadził i wczoraj wrócił przpraszal itd. On ma od jakiegoś czasu problemy emocjonalne popada ze skrajności w skrajnosć często mówi że mnie nienawidzi, obraża za moment płaczę i przeprasza na kolanach. Zaczyna być agresywny zapisałam go na terapię ale twierdzi że to nic nie daje on sam kiedyś mi powiedział ze jak ma nerwy to nie panuje nad nimi ale ta agresja. Chce mu pomodz ale nie wiem jak. Wiem że to też moja wina w jakimś stopniu bo wracam do przeszłości czy naciskam na rozmowy albo o wspólne spędzanie czasu ale czemu mam nie negocjować tego czego oczekuje...
  14. Czym jest stres i jaką pełni funkcję Stres jest odpowiedzią organizmu na perspektywę wyzwania spostrzeganego jako przekraczające potencjał danej osoby. Jeśli jest adekwatny, spełnia pożyteczną funkcję, mobilizując do działania w należytym stopniu i przez odpowiedni czas. Innymi słowy to dzięki stresowi człowiek ma szansę stanąć na wysokości zadania, które uznaje na wyzwanie. Ta reakcja mobilizuje dostępne danej osobie zasoby po to, by jak najlepiej poradziła sobie z sytuacją. Problematyczny, nieadekwatny lub zbyt długo trwający stres Gdy reakcja jest niewystarczająca, człowiek może zlekceważyć sprawę, podejść do tematu z pobłażaniem i w rezultacie nie być wystarczająco zmobilizowanym. Najgorszy scenariusz ma miejsce jednak zazwyczaj wtedy, gdy poziom przeżywanego stresu jest zbyt wysoki, a zwłaszcza, gdy dzieje się tak ciągle lub ten stan rzeczy utrzymuje się przez zbyt długi czas. Wtedy mogą wystąpić „skutki uboczne stresu” określane bardziej fachowo jako objawy nadmiernego stresu. Zapamiętaj: stres nie jest złym zjawiskiem. O ile nie przekracza „dozwolonych norm”, jest z reguły przydatny, pełni pożyteczne funkcje i sprawdza się jak należy. Stawia człowieka do pionu, by lepiej podołał wyzwaniom codzienności. Problematyczny staje się wówczas, gdy jest nieadekwatny – dalece niewystarczający, a szczególnie gdy jest zbyt ostry lub zbyt wysoki przez nadmiernie długi czas. Jak ograniczyć poziom stresu Co można zrobić, aby ograniczyć stres do optymalnego poziomu, który jest odpowiedni do podołania sytuacji bez nadmiernego eksploatowania się? Popracuj nad samooceną Jeśli spostrzegasz siebie jako osobę niekompetentną, która nie jest w stanie radzić sobie z trudnościami, jakie przynosi życie, to prawdopodobnie możesz często doświadczać nadmiernego stresu. Człowiek mający siebie za osobę nieporadną może reagować stresem w obliczu sytuacji, z którymi obiektywnie ma duże szanse sobie poradzić. Dzieje się tak tylko dlatego, że nie ufa własnym możliwościom, nie wierzy we własne siły. Nad samooceną i poczuciem własnej wartości można pracować podczas psychoterapii – także kontaktując się z dobrym psychologiem online, przez Skype. Ogranicz zbędne stresory Jednym z rozwiązań jest ograniczenie stresorów, czyli czynników wywołujących stres. Tymi czynnikami mogą być pewne sytuacje, interakcje z różnymi osobami, a także problematyczne strategie radzenia sobie z okolicznościami czy wadliwy sposób myślenia o nich. Zilustrujmy to przykładami. Mając dzień wolny w tygodniu mogę zdecydować się na robienie dużych zakupów właśnie wtedy, a konkretnie przed południem tego dnia zamiast w weekendy. Dzięki takiej zmianie strategii postępowania oszczędzam sobie nerwów podczas stania w korkach przy centrach handlowych, w trakcie szukania miejsca na obleganych parkingach czy przebywania w diabelnie zatłoczonych miejscach. Zamiast odwlekać konieczny do zrealizowania projekt mogę zająć się nim w porę i stosując strategię małych kroków stopniowo go wykonywać. Dzięki temu najprawdopodobniej uporam się z nim w terminie. Ponadto uniknę niepotrzebnego stresu, który płynąłby ze świadomości, że odwlekam to, co nieuniknione i pogarszam w ten sposób swoje położenie, bo skracam dostępną ilość czasu na jego realizację. Innymi słowy niekiedy unikanie stresora polega na tym, że przestaje się unikać niezbędnej do wykonania czynności, by perspektywa jej realizacji nie wisiała nad człowiekiem i nie rzucała cienia na jego bieżące funkcjonowania. Zamiast wściekać się na stanie w korkach złorzecząc na innych kierowców i wytykając wszelkie błędy infrastrukturze drogowej w Polsce, mogę zmienić swój sposób myślenia. Mogę postarać się stosować radykalną akceptację, trenować uważność w trakcie powolnego sunięcia jezdnią. Mogę również zmienić sposób radzenia sobie. Zamiast wrzeszczeć, walić w kierownicę, trąbić, mogę słuchać audiobooka używając jednocześnie nawigacji, która będzie mi wyznaczać najszybszą trasę w miarę możliwości omijającą zatory na drodze. Mogę postarać się zmienić strategię postępowania. Jeżeli bardzo stresuje mnie wykonywanie wszystkiego w pośpiechu rano przed szkołą czy pracą, mogę wcześniej kłaść się spać po to, by wstawać przed czasem i móc przygotowywać się w wolniejszym tempie, bez napięcia. Trudno być ostoją spokoju znajdując się obok tornada. Ograniczenie kontaktu z ludźmi wywołującymi zamęt bywa bardzo ważne. Dlatego mogę zdecydować się na zakończenie znajomości z osobami, które mają na mnie zły wpływ, prowokują chaos we własnym życiu i potem mnie tym obciążają, ewentualnie swoim niefajnym zachowaniem narażają mnie na niepotrzebne zdenerwowanie. Mogę też zmniejszyć częstotliwość kontaktów z osobami, które nie umieją asertywnie wyrażać emocji i przez to pogarszają moje samopoczucie. Przestań produkować autostres Szacuje się, że kilkadziesiąt procent stresu, jakiego doświadcza człowiek, to tak zwany autostres czyli stres, który ludzie sami sobie produkują na własne życzenie poprzez szkodliwy sposób myślenia. Jeśli na przykład jakiś kierowca zajeżdża mi drogę, mogę pomyśleć, że zrobił to specjalnie żeby sprawić mi przykrość i popisać się przede mną swoim drogim autem. W rezultacie poczuję się bardzo spięty, a może nawet rozgniewam się. Myślenie takie cechują zniekształcenia poznawcze (doszukiwanie się okropieństw, czytanie w myślach). Mogę jednak postarać się pomyśleć o tym w mniej stresujący sposób, interpretując sytuację zgoła inaczej. Mógłbym chociażby stwierdzić, że to nic nowego, w końcu w godzinach szczytu takie akcje są na porządku dziennym i najlepszy sposób żeby się z tym uporać to przejść przez to bez szwanku. Nadal nie będę całkowicie wyluzowany, bo przecież ktoś stworzył zagrożenie na drodze, ale przynajmniej nie mam o kilkadziesiąt procent więcej stresu wyprodukowanego samodzielnie, bez potrzeby. Jeśli ktoś chciałby zagłębić się w tematykę redukcji stresu poprzez zmianę sposobu myślenia może skontaktować się z psychologiem online, rozważyć psychoterapię. Praktykuj czynności zmniejszające podatność na stres oraz łagodzące jego objawy Istnieją czynności, które mogą łagodzić objawy stresu, który już wystąpił, a także generalnie zmniejszać podatność na jego konsekwencje w przyszłości. Przykładem może być praktykowanie uważności, ćwiczenie radykalnej akceptacji, trening głębokiego relaksowania się, systematyczne wykonywanie ćwiczeń aerobowych, dieta antystresowa, odpowiednia higiena snu czy stosowanie technik, które pozwalają diametralnie zmniejszyć poziom stresu w trudnych sytuacjach. Metody redukcji stresu to częstokroć zdecydowanie więcej niż jakieś triki czy sztuczki do stosowania na co dzień. Choć istnieją również takie metody, to jednak zdecydowanie ważniejsza bywa głęboka praca nad swoim sposobem myślenia, nad własnymi przekonaniami i rozwijanie kompetencji niezbędnych do lepszego radzenia sobie. Dlatego warto by osoby doświadczające nadmiernego stresu oraz długo trwającego rozdrażnienia i często mające gniewny nastrój rozpatrzyły psychoterapię indywidualną. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  15. Uczucie zmęczenia, czy nawet przemęczenia, mimo, że nie jest przyjemnym stanem, jest nam bardzo potrzebne. Gdy czujemy się zmęczeni oznacza to, że mechanizmy regulacyjne w naszym organizmie działają prawidłowo. Chroni nas to przed nadmiernym obciążeniem. To znak, że pora na odpoczynek. Każdy z nas czuje się czasami zmęczony i potrzebuje chwili wytchnienia. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy mimo długiego wypoczynku w dalszym ciągu towarzyszy nam uczucie wyczerpania. W pierwszej kolejności warto udać się w takim wypadku do lekarza i skonsultować z nim swoje objawy – może zajść konieczność wykonania podstawowych badań. W momencie, gdy uczucie zmęczenia trwa powyżej sześciu miesięcy możemy mieć do czynienia z zespołem chronicznego zmęczenia. Do charakterystycznych objawów zalicza się, między innymi: stany podgorączkowe, bóle w klatce piersiowej, kołatanie serca, spadek lub wzrost wagi ciała, bóle mięśni, bóle głowy, spadek libido, zaburzenia miesiączkowania, senność, częste infekcje, problemy żołądkowo-jelitowe. Dodatkowo można odczuwać irytację, gniew i być drażliwym. Uciążliwe mogą być również problemy z koncentracją uwagi i z pamięcią. W leczeniu syndromu chronicznego zmęczenia ważne jest, by określić przyczynę powstania problemu (np. uzupełnienie niedoboru składników odżywczych). Dodatkowo, po konsultacji z lekarzem, można wspomagać się niektórymi witaminami czy składnikami, na przykład ziołami, które podnoszą poziom energii w organizmie. Warto również wprowadzić do swojej codzienności więcej aktywności fizycznej w takiej postaci, jaka najbardziej nam odpowiada. Bardzo ważnym elementem jest przestrzeganie zasad higieny snu – dbanie o odpowiednią liczbę godzin snu i przestrzeganie rytmów okołodobowych. Być może lekarz uzna, że potrzebne nam jest również wsparcie specjalisty, które zastosuje odpowiednią terapię – psychoterapię lub farmakoterapię w postaci przyjmowania określonych środków przeciwdepresyjnych. Zalecany dla osób z objawami chronicznego zmęczenia rodzaj terapii to psychoterapia poznawczo-behawioralna. U jej podstaw leży założenie, że reakcja człowieka w określonej sytuacji zależy od sposobu, w jaki ją postrzega, co o niej pomyśli i jakie znaczenie danej sytuacji nadaje. U każdej jednak osoby problem ten może wyglądać nieco inaczej, dlatego terapeuta wraz z klientem wspólnie ustalają indywidualny plan terapii. Przy utrzymującym się długo uczuciu zmęczenia, które również wpływa na nasze życie i powoduje, że wycofujemy się z aktywności, które chętnie podejmowaliśmy dawniej, warto jest zastanowić się nad możliwą przyczyną tego problemu. Być może wystarczy poświęcenie chwili czasu na stworzenie przemyślanego planu dnia i rozłożeniu obowiązków w dłuższym czasie, ustalenie i przestrzeganie godzin snu, zadbanie o możliwość zrelaksowania się i odprężenia, ale także uwzględnienie w swoim dniu drobnych przyjemności. W przypadku gdy sprawia to dużą trudność, warto jest poszukać pomocy u specjalisty. Autorka: mgr Martyna Ciebiera
  16. Zanim omówię radzenie sobie z przytłaczającymi emocjami zachęcam do lektury przypowieści o dwóch szklankach, którą udało mi się napisać kilka lat temu do publikacji o równowadze wewnętrznej. Wyobraźmy sobie dwie szklanki stojące na stole. Jest im dobrze gdyż są wypełnione wodą, za czym wprost przepadają. Ten stan nie trwał niestety długo. Oto bowiem nagle ktoś przechodzący obok potrąca stół. Mebel ma cztery nogi i jest ciężki, więc szybko wraca do pozycji wyjściowej. Nie można tego samego powiedzieć o szklankach. Zaczęły się chybotać, jakby miały zaraz przewrócić się i stracić całą zawartość. Pierwsza szklanka zaczęła szarpać raz w lewo, raz w prawo, byle tylko nie rozlać niczego. Walczyła dzielnie, kręciła się na obrzeżach własnego spodu, ale w końcu poległa – upadła i stoczyła się ze stołu, więc spotkał ją smutny los. Druga szklanka zamiast walczyć ze sobą podeszła do wyzwania bardziej zadaniowo. Rozumiała, że przede wszystkim musi wiedzieć, co się z nią dzieje. Spojrzała więc w lustro wiszące na ścianie, by ocenić swoją pozycję i zobaczyć na czym stoi. Postanowiła, że nie wzburzy się, nie zasmuci, ani nawet nie będzie szukać dobrych stron w tym, co zobaczy – wszystko po to, by zachować obiektywizm. Patrząc w lustro spojrzała na siebie z dystansu. Szybko zrozumiała, że wykonując ruch przeciwny do tego, który nią targa, sama sobą targnie, tyle że w drugim kierunku. Przez ułamek czasu byłaby w pozycji idealnie pionowej, denkiem równolegle do blatu stołu, ale po tej krótkiej chwili przechyliłaby się ponownie. W taki sposób nie uzyska równowagi, to pewne, a doraźna przyjemność z krótkotrwałego bycia w pozycji pionowej stanowczo nie wydała się jej satysfakcjonująca. Patrząc więc w lustro nie szła w zaparte, nie podejmowała trudu na rzecz pozornych lub krótkotrwałych rozwiązań, ale po prostu postanowiła znieść brak równowagi, który ostatecznie okazał się chwilową niedogodnością. Zniosła to, nie dała się ponieść, ustała. Co zrobiła ta druga szklanka? Zastosowała tak zwaną uważność (mindfulness). Jest to taka postawa wobec własnego życia wewnętrznego, którą charakteryzuje nieosądzająca akceptacja tego, co się tam rozgrywa. Nie jest to aprobata czy niezgoda, ale gotowość do zniesienia emocji, która w danej chwili rozgrywa się w naszym wnętrzu. W trakcie obserwujemy ją z nieomal dziecięcą ciekawością, przyglądamy się jej uważnie chcąc dociec, jaką pełni funkcję, co sygnalizuje, co się za nią kryje i jaki ma sens. Zastanawiamy się również nad tym, co ją wywołało, co poprzedziło jej powstanie – czasami bywa to inna emocja, a innym razem jakieś zdarzenie lub seria okoliczności. O ile nie szarpiemy się, nie zwalczamy tego, co czujemy, ale dajemy sobie prawo do tego, by to przeżyć, bo jest częścią ludzkiego doświadczenia, emocja ma szansę wybrzmieć i po osiągnięciu pewnego poziomu nieuchronnie zmaleć. Uważność nie jest panaceum. Nie jest idealna na każdą okazję, ale bez wątpienia w wielu przypadkach może okazać się bardzo pomocna. Dlatego uważam, że warto ją trenować. Więcej na jej temat można dowiedzieć się chociażby w tym miejscu. A jeśli nie opanowało się jej w wystarczającym stopniu, by okazała się w danej chwili zadowalającym rozwiązaniem, można też użyć wybranej strategii regulacji emocji, o których wspominałem tutaj. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  17. Najlepsza opieka medyczna rozpoczyna się od dbania o siebie. Umożliwia to pewną kontrolę nad własnym samopoczuciem. Praktykowanie uważności można uznać za odpowiedzialne przejęcie aktywnej roli w trosce o swoje zdrowie psychiczne i fizyczne. Stwierdzono że praktykowanie uważności (uważnej obecności, uważnego bycia tu i teraz) korzystnie wpływa na odporność organizmu, neuroplastyczność mózgu, wzrost aktywności części mózgu związanej z afektem pozytywnym i regulacją emocji, wzmocnienie obszarów mózgu odpowiedzialnych za myślenie i podejmowanie decyzji. Uważność (mindfulness) to szczególny rodzaj uwagi: świadomej, nieosądzającej i skierowanej na bieżącą chwilę (Jon Kabat-Zinn, 1990), jest rodzajem doświadczania rzeczy, emocji, zjawisk „takimi, jakie są” (Ray, 2002). Uważność jest rodzajem medytacji, medytacją wglądową (w odróżnieniu od medytacji ściśle związanej z koncentracją). Jak piszą Segal, Williams i Teasdale (2002), „w praktyce uważności, przedmiot skupienia uwagi danej osoby jest otwarty na przyjęcie wszystkiego, co wkracza w doświadczenie, jednocześnie obecna jest postawa zaciekawienia, pozwalająca danej osobie badać to, co się pojawia, bez wpadania w automatyczne osądy i reagowanie”. Umiejętność bycia uważnym umożliwia przerwanie nawykowego sposobu reagowania na dane bodźce (wewnętrzne i zewnętrzne), co jest wyjątkowo cenne w kontekście pojawiania się bodźców uznawanych za negatywne. Ze względu na swoją specyfikę, praktykowanie uważności jest pomocne na przykład jako metoda redukcji stresu, bądź technika sprzyjająca leczeniu depresji o podłożu psychogennym. Ułatwia także przetrwanie okresów przewlekłego bólu towarzyszącego różnorakim schorzeniom. Uznaje się, że osiągnięcie stanu uważności jest możliwe jeśli spełnione są pewne kryteria, związane z własnym podejściem, postawami w medytacji. Te postawy to: podatność początkującego, czyli postawa charakteryzująca się ciekawością, chęcią doświadczania na nowo, inaczej niż dotychczas; nieocenianie, czyli postawa neutralnego, nieosądzającego obserwowania doświadczeń bez określanie ich jako dobre bądź złe; uznawanie, czyli przyjmowanie do wiadomości na przykład pojawienia się pewnych odczuć, myśli lub emocji, przeżywanie ich takimi, jakie są, bez prób modyfikacji, hamowania lub unikania; niedążenie, to znaczy brak usilnych wysiłków by osiągnąć określony stan, nie wybieganie naprzód, nie cofanie się do przeszłości, nie trzymanie się czegoś kurczowo, lecz doświadczanie tego, co tu i teraz bez presji, by to kontrolować czy do czegoś dążyć; opanowanie, czyli równowaga, pozwalanie by emocje i myśli po prostu wybrzmiewały, przechodziły niczym fale, bez pozostawiania po sobie chaosu, zmącenia czy zgiełku, przyzwalanie, to jest pozwalanie by doświadczenie po prostu dokonywało się bez dramatyzowania lub usilnego modyfikowania albo unikania go; poleganie na sobie, czyli postawa charakteryzująca się pragnieniem samodzielnego, osobistego doświadczenia wglądu w istotę przeżywanych zjawisk; współczucie dla siebie, czyli unikanie karania się lub krytykowania za doświadczanie pewnych emocji i myśli, nie obwinianie się za ich występowanie, lecz pełna miłości, współczucia postawa wyrozumiałości i udzielania samemu sobie ciepłego wsparcia, troski. Uznawanie i nieosądzające podejście do emocji, pozwalanie im wybrzmieć bez walki z nimi lub usilnych prób ich modyfikowania okazuje się bardzo sprzyjające ich regulacji. Emocja, niczym fala, osiąga szczytowy poziom, a potem już konsekwentnie maleje. Wysiłki koncentrujące się na usilnym hamowaniu narastania owej fali lub unikania świadomości, że tak się dzieje, przynoszą efekty odwrotne od zamierzonych, wzmagając tylko uczucia. Tymczasem wyjście emocjom naprzeciw, doświadczenie ich, odebranie informacji, jakie ze sobą niosą, uznanie, że są, bez samooskarżeń, bez walki, by ich nie było, ułatwia rozegranie się, wybrzmienie i w ostatecznym rozrachunku wygaszenie. Uznanie nie jest jednak akceptacją, nie chodzi o to, by godzić się z tym, co one mogą znaczyć, być z tego powodu zadowolonym, ale o to, by skoro już się pojawiły, nieoceniająco je obserwować, wyciągnąć z nich pewną wiedzę i pozwolić, by swoim normalnym rytmem, w zwykłym tempie rozbrzmiały i minęły. Pozwala to doświadczyć, przeżyć na własnej skórze prawdy, że wszystko co się w człowieku pojawia, nawet jeśli jest to bardzo trudna emocja i związane z nią przykre doznania fizyczne, kiedyś odchodzi i jest to nieuniknione. Akt przyzwolenia, by fale wrażeń i emocji dopłynęły do brzegu, na którym stoimy, umożliwia drugą fazę – odpływanie, odbijanie od brzegu tych odczuć. Tymczasem akt sprzeciwu, presja, by iść pod prąd, walczyć z pewnymi emocjami i odczuciami, obwianie się za ich obecność, zwiększa tylko opór i nasila tym samym cierpienie im towarzyszące. Praktykowanie uważności można przyrównać do adekwatnego, zrównoważonego działania w przypadku gdy wszelkie nadmierowe działania byłyby w istocie szkodliwe. Gdyby uznać, że ściany na powyższym zdjęciu symbolizują trudne emocje, oczywistym jest, że należałoby uznać ich istnienie, nijak nie próbować ich pokonać, lecz starannie obserwować i zwyczajnie przejechać przez odcinek trasy (życia), któremu towarzyszą bez dramatycznego szarpania kierownicą. Uważność pozwala przebyć pewne fazy egzystencji bez pogarszania sprawy, co już stanowi połowę sukcesu; uruchamia procesy regulacji emocji i redukuje stres. Innym przykładem - choć również motoryzacyjnym - może być sytuacja, gdy jadąc autem wpadamy w poślizg. Paradoks tej sytuacji polega na tym, że gdy tył samochodu zarzuca np. w prawą stronę, odczuwamy silną pokusę, by odbić kierownicę w przeciwnym kierunku. Tymczasem adekwatna reakcja polega na przekręceniu w pierwszej chwili kierownicy w tą samą stronę, w którą nas znosi, bo tak możemy wyjść z poślizgu. Podobnie jest z uważnością - zamiast ulegać pokusie walki, obwiniania siebie, samokrytycyzmu, podważania tego, co się dzieje, uznajemy to i reagujemy w opanowany sposób, w trosce o własne dobro, polegając na sobie, ufni, że to przetrwamy bez nerwowych ruchów. Walsh (2005) porównuje uważność do „obserwowania strumienia świadomości, a nie pływania w nim i bycia miotanym przez jej wiry i strumienie”.
  18. Często jesteśmy porwani przez strumienie myśli i uczuć związanych z przeszłością lub przyszłością. Pozostajemy pod destrukcyjnym wpływem trudnych doświadczeń, pozwalamy by ślady niedobrych przeżyć kształtowały nasze bieżące wyboru, albo podporządkowujemy się fatalnym wizjom i perspektywom, które w konsekwencji ziszczają się niejako na zasadzie samospełniającego się proroctwa. Bywa, że tracimy z oczu chwilę obecną, gdyż niejako jesteśmy gdzie indziej, jesteśmy w danym miejscu i czasie fizycznie, ale nie duchowo. Uważność - mindfulness Terapia poznawcza oparta na uważności Gdy natomiast potrafimy po prostu być w chwili bieżącej stajemy się bardziej obecni w naszym życiu, bardziej świadomi, co się z nami i wokół dzieje, więc łatwiej jest nam dokonywać trafnych wyborów, mamy większe szanse postąpić konstruktywnie optymalnie spożytkowując swój potencjał. Łatwiej interpretować, co się dzieje, i prościej znaleźć różne warianty rozwiązań, gdy nie pozwalamy, aby bezwzględnie dominowały nad nami wywołujące przykre emocje przeszłość lub negatywne przewidywania. Uważność (mindfulness) sprzyja zdecentrowanemu stosunkowi do treści psychicznych, ucząc ludzi przyjmowania szerszej perspektywy w celu obserwowania swojego myślenia w danym momencie. Uznanie, że myśli nie są faktami, nie stanowią rzeczywistości, nie są też „tym kimś kto je ma”, ułatwiają nabranie dystansu względem pewnych zniekształceń w odbiorze i ocenie rzeczywistości. To szczególnie ważne, ponieważ zmiana stosunku do myśli może diametralnie odmienić repertuar przeżywanych emocji. Zwiększa to tolerancję na trudne uczucia, dzięki czemu człowiek przestaje być nimi zdeterminowany, ma większą swobodę wyboru, więcej wolności w działaniu. Istotą uważności (mindfulness) jest nieosądzająca świadomość tego, co ma miejsce w bieżącej chwili w umyśle. Przyglądanie się własnym myślom i odczuciom bez osądzania ich i zarazem bez oceniania siebie przez pryzmat tego, że się pojawiły. Jest to wyzwalające, gdyż zamiast stale forsować „jak być powinno”, „jak powinienem się czuć a jak nie powinienem”, po prostu oddziela się surowe doświadczenie od jakiegokolwiek oceniania, przewidywań, wracania do przeszłości. To, co jest, może wybrzmieć, zadziać się i spokojnie minąć. Tymczasem ocenianie, analizowanie powoduje efekt odwrotny – nieakceptowane myśli i uczucia wzmagają się ilekroć mamy do siebie pretensje o ich przeżywanie i wdajemy się z nimi w walkę. Uważność (mindfulness) jest cennym instrumentem w pracy z osobami z depresją oraz takimi, które chcą uniknąć nawrotu. Terapia poznawcza oparta na uważności uczy pacjentów nie tylko tego, co mogą zrobić by wydobywać siebie z depresji, ale i jak się przed nią chronić. Leczy, ale ma też działanie profilaktyczne. Uważność oznacza akceptację myśli i emocji tak samo jak akceptujemy fakt, że danego dnia pada deszcz lub świeci Słońce. Mówiąc metaforycznie, dzięki mindfulness myśli traktuje się jak wydarzenia w świadomości, jak warunki atmosferyczne na niebie. Nie aprobujemy ich ani nie potępiamy bo wszelkie ocenianie byłoby formą przyzwolenia, by "pogoda" rządziła naszym samopoczuciem. Przypowieść o dwóch szklankach (autor Rafał Olszak) Wyobraźmy sobie dwie szklanki stojące na stole. Jest im dobrze gdyż są wypełnione wodą, za czym wprost przepadają. Ten stan nie trwał niestety długo. Oto bowiem nagle ktoś przechodzący obok potrąca stół. Mebel ma cztery nogi i jest ciężki, więc szybko wraca do pozycji wyjściowej. Nie można tego samego powiedzieć o szklankach. Zaczęły się chybotać, jakby miały zaraz przewrócić się i stracić całą zawartość. Pierwsza szklanka zaczęła szarpać raz w lewo, raz w prawo, byle tylko nie rozlać niczego. Walczyła dzielnie, kręciła się na obrzeżach własnego spodu, ale w końcu poległa – upadła i stoczyła się ze stołu, więc spotkał ją smutny los. Druga szklanka zamiast walczyć ze sobą podeszła do wyzwania bardziej zadaniowo. Rozumiała, że przede wszystkim musi wiedzieć, co się z nią dzieje. Spojrzała więc w lustro wiszące na ścianie, by ocenić swoją pozycję i zobaczyć na czym stoi. Postanowiła, że nie wzburzy się, nie zasmuci, ani nawet nie będzie szukać dobrych stron w tym, co zobaczy – wszystko po to, by zachować obiektywizm. Patrząc w lustro spojrzała na siebie z dystansu. Szybko zrozumiała, że wykonując ruch przeciwny do tego, który nią targa, sama sobą targnie, tyle że w drugim kierunku. Przez ułamek czasu byłaby w pozycji idealnie pionowej, denkiem równolegle do blatu stołu, ale po tej krótkiej chwili przechyliłaby się ponownie. W taki sposób nie uzyska równowagi, to pewne, a doraźna przyjemność z krótkotrwałego bycia w pozycji pionowej stanowczo nie wydała się jej satysfakcjonująca. Patrząc więc w lustro nie szła w zaparte, nie podejmowała trudu na rzecz pozornych lub krótkotrwałych rozwiązań, ale po prostu postanowiła znieść brak równowagi, który ostatecznie okazał się chwilową niedogodnością. Zniosła to, nie dała się ponieść, ustała.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.