Jump to content

Search the Community

Showing results for tags 'mania'.

  • Search By Tags

    Type tags separated by commas.
  • Search By Author

Content Type


Forums

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

There are no results to display.

Blogs

  • Swobodne przemyślenia

Find results in...

Find results that contain...


Date Created

  • Start

    End


Last Updated

  • Start

    End


Filter by number of...

Joined

  • Start

    End


Group


About Me

  1. Cześć, jestem w związku małżeńskim od kilku miesięcy. Już przed ślubem pojawił się u nas problemy, a mianowicie: moja żona wmawia mi nieprawdę, że wpatruję się na ładne dziewczyny, że "wyszukuję je wzrokiem". Co jest całkowitą nieprawdą. Bo nie rozglądam się za innymi kobietami, jestem wierny emocjonalnie. Jednak moja żona dostrzega co innego i często dostrzega, że "gapię się na jakąś ładną kobietę". Nie wiem do końca, czym to jest spowodowane, może tym, że została w przeszłości zdradzona, zresztą ja też. I nigdy nie przyszłoby mi na myśl, żeby szukać okazji do zdrady, nawet emocjonalnej. Obawiam się, że dostrzega we mnie osobę, jaką był jej były partner. Jestem cierpliwy, ale nie odpuszczam i nie wiem jak poradzić sobie z tym problemem, bo niestety, ale pojawia się dosyć często. Idąc ulicą patrzę już w ziemie, bo każde moje spojrzenie przed siebie może być za chwilę źle odebrane, jeśli oczywiście na horyzoncie pojawi się - zdaniem mojej żony - ładna kobieta. Przy innych tego nie zauważa. Ale akurat jak idzie ktoś ładny, to od razu jest podejrzenie, że się patrzę na tę osobę. Co moim zdaniem zahacza już o absurd i jakąś chorą obsesję. Ja nie dam sobie wmówić nieprawdy, tylko jak sobie z tym poradzić, w jaki sposób rozmawiać z żoną? Nie mam już argumentów. Ona widzi we mnie człowieka, który nie jest lojalny wobec niej, a mi to uwłacza. Muszę w takich sytuacjach udowadniać swoją niewinność..
  2. Od jakiegos czasu lubię bawić się w robienie drinków. Czy macie jakieś sprawdzone przepisy na udane drinki?
  3. Witam. Mam 18 lat, rodzice mojego chłopaka uważają mnie za złą osobę, ograniczają mu ze mną spotkania. Ja chce zerwać bo widzę, że jestem powodem konfliktu. Nigdy nie chciałam doprowadzić do takiej sytuacji. Jestem dla niego toksyczna. Widze to i jest mi wstyd.
  4. Cześć, mam 18 lat. Moje problemy zaczęły się już w podstawówce i ciągle rosły w siłę, spowodowane głównie przez rodziców i otoczenie. Dopiero w 2019 roku trafiłam w ręce psychologa oraz psychiatry i około po roku zostałam zdiagnozowana na zaburzenia afektywne dwubiegunowe i osobowość borderline. Mój problem polega na tym, że w momencie kiedy jestem w epizodzie depresyjnym faktycznie brałam leki i uczęszczałam na terapie, jednak podczas manii nie brałam leków, czułam że mnie przygaszały i mimo że wiedziałam że powinnam to miałam wrażenie ze już w tym momencie wszystko się ułoży. Podczas jednej manii zupełnie zrezygnowałam z terapii ze względu na to że zaczął się lockdown a mój dojazd do miasta jest bardzo ciężki, drugą kwestią było poczucie winy, że moi rodzice muszą przeznaczyć na to pieniądze. W tym roku również zrezygnowałam z pomocy psychiatry i odłożyłam leki, które jak uznałam i tak nic nie dawały bo nie brałam ich regularnie. Nigdy nie byłam w stanie powiedzieć prawdy ani psychiatrze, ani terapeutce, że ich nie biorę, nie potrafię wytłumaczyć dlaczego ale po prostu musiałam kłamać, zatajałam przed nimi tez samookaleczenie, próby samobójcze czy zaburzenia odżywiania, mimo że zdawałam sobie doskonale sprawę że są po to żeby mi pomóc. Teraz moje życie jest trochę łatwiejsze, ponieważ wyprowadziłam się od kłopotliwych rodziców, układam sobie powoli wszystko z chłopakiem i idę niedługo na studia, jego rodzice też przyjęli mnie z całym sercem, po prostu jest wszystko dobrze, a ja i tak czuję się beznadziejnie, jestem znowu w epizodzie depresji i czuję że swoim nastrojem rujnuję wszystko, zaburzenia odżywiania znowu wróciły i jestem tym strasznie zmęczona, chciałabym wrócić do leczenia się ale boję się, że znowu będzie tak jak wcześniej, boję się tego że będę musiała mówić prawdę, znaleźć nowego psychiatrę (bo do starego nawet nie mam dojazdu już) znowu powiedzieć wszystko o sobie i swoich przeżyciach a także o moim poprzednim podejściu do leczenia. Czuję się tak zagubiona i nie wiem co robić, nie wiem czy podejmować się tego jeśli istnieje prawdopodobieństwo że skończy się jak poprzednio.
  5. Witam. Mam 36 lat. Żona ma lat 30. Jesteśmy małżeństwem od 3 lat. Na razie nie mamy dzieci. Jesteśmy w trakcie budowy domu. Żona jest nauczycielem wspomagającym w klasie integracyjnej w podstawówce. Ja obecnie pracuję na maszynach CNC ale niebawem skończę studia zaoczne i przy odrobinie szczęścia mam zamiar zmienić pracę na lepszą. Żona wyrosła w rodzinie z pewną dysfunkcją. Najprościej to opisać tak, że ich ojciec (duży postawny facet) urządzał awantury i zachowywał się jak alkoholik ale jednak alkoholikiem nie jest. Matka (jego żona) trochę przymykała oko na jego zachowania na zasadzie takiej, nie denerwujcie go wiecie jaki on jest nerwowy. Dając mu nieme przyzwolenie na jego zachowania za co też moja żona i jej rodzeństwo mają do niej trochę pretensje. No nie chcę się za bardzo rozpisywać, generalnie moim zdaniem teściu powinien mieć niebieską kartę i dawno temu postawione zarzuty znęcania się psychicznego nad rodziną. Niestety takie dzieciństwo pozostawiło rysę na psychice mojej żony. Wystarczy jedno nieodpowiednie słowo żeby odpalić armagedon. Staram się pilnować ale nie zawsze mi się to udaje. Problem istnieje w naszym związku od samego początku. Udało mi się nawet na chwilę uzmysłowić żonie o jego istnieniu. Udała się na terapię do psychologa lecz niestety po chyba 4 spotkaniach przerwała, choć była zadowolona ale tak jakoś sama z siebie, trochę przez pandemię przerwała. Dzisiaj doszło do kolejnej kłótni z tego powodu. Obawiam się, że problem zaczyna się pogłębiać. Otóż niefortunnie sobie przyklnąłem, to był mój błąd i do tego się przyznaję. Jednak przyklnąłem sobie do siebie mówiąc sobie : Ja się nie będę wk.....iał. Wypowiedziałem te słowa nie krzycząc ale wyraźnie i z głośnością jak przy zwykłej rozmowie. Żona na pewno dokładnie usłyszała co powiedziałem. Natomiast kłótnia kręciła się wokół tego, że ona twierdzi, że ja jej powiedziałem : Ty mnie nie będziesz wk......iać. Wystarczyło przekląć. To był ten zapalnik. I jestem przekonany na 100% że ona święcie w to wierzy, że ja jej to tak do niej powiedziałem. Nie ma żadnej manipulacji z jej strony, ona tu nic nie próbuje żadnych sztuczek, po prostu zwyczajnie inne słowa padły a inne słowa zostały zdekodowane w jej głowie. Podobne sytuacje miały już miejsce wcześniej z różnymi zapalnikami (ja ogólnie nie używam przekleństw i w kłótniach też staram się tego unikać). No i wiecie, trochę się zaczynam martwić bo nie wiem jak się mam do czegoś takiego odnieść. Zastanawiam się czy to jest zjawisko, które zostało już jakoś zbadane, opisane, ma jakąś nazwę? I czy to jest tak, że jeszcze kilka lat i ja sam będę potrzebował terapii. Na domiar złego ona sama też przejawia czasami zachowania swojego ojca. Śniadań i kolacji razem już prawie nie jadamy. Posiłek jako czynność, która powinna się kojarzyć z bezpieczeństwem i czymś przyjemnym często kończy się sprzeczką, którą ona prowokuje i nie da się z nią o tym porozmawiać. Po prostu pada stwierdzenie, że jestem przewrażliwiony. Nie raz wolę powiedzieć, że nie jestem głodny i później sobie coś tam podjem w spokoju świętym.
  6. Witajcie, nie wiem czy tutaj powinienem napisać swój post, ale musze to komuś powiedzieć/napisać i wybrałem to forum. Do rzeczy. Jesteśmy już ponad 6 lat razem, prawie rok po zaręczynach. Narobiłem wiele głupot, które udawało nam się jakoś odkręcać i stawać po nich do pionu. Ostatnio, jednak jest coraz gorzej (ciągłe awantury i agresja, wychodzenie z mieszkania, trzaskanie drzwiami, zaszywanie się w samochodzie na kilka godzin). Sam nie wiem co napisać, bo mój słomiany zapał podpowiada, żebym odpuścił, bo i tak nikt nie pomoże. Mimo to spróbuję coś wyskrobać, a nóż ktoś się zainteresuje. Zło zaczęło się wkradać do naszego związku od strony pornografii, ja po nią sięgałem i masturbowałem się do obcych kobiet w Internecie, na domiar złego dwukrotnie zdradziłem moją dziewczynę z Paniami na kamerkach on-line. Diagnozuję to jako swoisty początek rujnowania naszego związku. W zasadzie zostałem złapany na gorącym uczynku, bo moja dziewczyna trafiła jakoś na moje konto, na którym oglądałem Panie na kamerkach i trzeba było jakoś się dogadać. Myślałem, że to koniec, ale jakoś udało nam się wypracować porozumienie i dalej trwać sobą. Mimo, że te kamerki miały miejsce 3 lata temu, a porno nie tchnąłem od jakiegoś roku, to i tak w kłótniach ten temat jest często wypominany. Dziś, podczas kłótni, moja dziewczyna znalazła zrzuty ekranu właśnie z tego konta do kamerek. Strasznie się tego wstydzę i jak je zobaczyłem to wyszedłem z mieszkania. Zmieniłem pracę (jakoś 1,5 roku od znalezienia tego nieszczęsnego konta) na lepiej płatną, ale musiałem być dwie noce w tygodniu poza domem, chyba rozumiecie jaki to był ciężar psychiczny dla mojej dziewczyny, która nie mogła się pogodzić, że nie ma mnie w domu (pewnie oglądam porno). Było coraz gorzej. Każdy powrót z tych dwóch dni był gorszy od poprzedniego. Powalczyłem. Udało mi się doprowadzić do sytuacji, w której jestem wszystkie noce na miejscu, żeby nie było podejrzeń. Chodzę z nią na siłownie (bardzo nie lubię tam chodzić), żeby też nie musiała mnie zostawiać samego na 2-3 godziny na mieszkaniu. Myślałem, że jakoś to poukładam. W międzyczasie, gdy zauważyłem, że sytuacja wymyka się spod kontroli ruszyłem na terapię do specjalisty. Po 8 spotkaniach stwierdziłem, że tylko dodatkowo stresują mnie te wizyty, a płacę za nie i nie czuję, żeby było mi lepiej wręcz gorzej. Ostatnio jest już fatalnie. Kłócimy się i rzucamy na siebie o byle błahostkę i ja nie umiem tego zahamować. Strasznie jestem nerwowy, a nie chciałbym, tylko czasem nie umiem reagować inaczej. Teraz, pisząc to ciągle płacze i zupełnie nie wiem co mam zrobić. Mam tylko szczęście, że jestem tchórzem i boję się śmierci, w inny wypadku leżałbym już w jakimś rynsztoku po złotym strzale. Niestety, nie umiemy się rozstać. Czy jest dla nas jakaś szansa? PS. Nasze rodziny są w sztosie planowania wesela, a ja sam nie wiem czy chcę. Nie radzę sobie.
  7. Czesc, Martwie sie o mojego 30letniego brata. Wydaje mi sie ze od okolo 2-3 lat ma poglebiajacs sie chorobe psychiczna, ale nie jestem do konca pewien co to za choroba i co moge w tej sytuacji zrobic. Od okolo roku moj brat jest na zasilku i mowi ze juz nigdy do pracy nie pojdzie, bo nie bedzie niewolnikiem pracy i systemu. Calymi dniami czyta i oglada na YouTube filmiki o teoriach spiskowych, alternatywnych metodach leczenia, o rozowju osobistym, wznoszeniu pozytywnej energii itp. Od paru miesiecy zaczal mowic ze jedynym prawidziwym bogiem jest RA bog slonca i ze Polski narod jest narodem wybranym przez RA. Zaczal czytac slowa od konca, zamieniac literki i nadawac im nowe znaczenia mowiac, ze zli ludzie poplatali kiedys jezyki na swiecie i slowa ktorych uzywamy sa zmanipulowane i maja inne znaczenie. Do tego mowi ze teraz nadchodzi nowa era, era wodnika (chyba) i ze juz wkrotce wszyscy ludzie z niska enegia umra, a Ci z wysoka przezyja i beda mogli czarowac. Do tego bedziemy widziec istoty z innych wymiarow typu elfy, krasnoludki, gnomy, itp. Moj brat zapisuje sobie w pliku tekstowym wszystkie wazne dla niego filmiki na youtube i inne dziwne rzeczy. Do tego ciagle mowi "ogien" (od Ra) i wszedzie wpisuje emotikonke ognia. Podglad pliku mozna zobaczyc tu ->https://files.fm/smerfiko/f/tdsdpb8a7 Czesto mowi tez ze juz niedlugo wydarzy sie cos wielkiego np. ze ostatniego dnia Grudnia 2020 beda sie dziac wielkie rzeczy, oczywiscie nic sie nie wydarzylo. Potem mowil ze do Lutego 2021 znowu sie ma cos wydarzy, teraz mowi ze do konca tego roku. Za kazdm razem gdy zwracamy uwage na to ze przeciez nic sie nie wdarzylo, to nakreca sie zaczyna bardzo szybko mowic podniesionym glosem i tlumaczyc nam ("nierozumiejacym, spiacym ludziom"), ze to sa powolne zmiany i ze juz niedlugo wszyscy poznamy prawde.. Czasami mowi o sobie jakby byl jakims prorokiem - "ja zwykly chlopak z Polski, a juz niedlugo bede znany na calym swiecie, bede pomagac przebudzac sie ludziom, pewnie miliony beda mi oferowac za moja wiedze, ale ja nie robie tego dla pieniedzy. Moze niedlugo tez przyjda po mnie zli ludzie, beda chcieli mnie zabic zebym nie wyjawil tych wszystkich prawd o swiecie, ale ja sie ich nie boje. Ra ma dla mnie plan." Kiedy mowimy mu ze to choroba psychiczna i ze musi isc do psychologa to twierdzi ze jest zdrowy i ze to my "spimy" i wierzymy w telewizje i to co mowia nam rzady na swiecie, a to wszystko nieprawda. Podaje tez przyklady z historii ludzkosci, historii Polski i twierdzi ze to nie jest prawdziwa historia, tylko historia zaklamana i ludzie juz nie pamietaja jak naprawde bylo. Podaje tez przyklady z fizyki, chemii, technologii, itp. aby udowodnic swoja racje. Mowi ze jezyk Polski najblizszy jest pierwotnemu jezykowi bogow (RA) i ze Polanie to rod RA. Oczywiscie wiedza ta pochodzi glownie z filmikow na youtube ktore mozna powiedziec ze sa o tematyce teorii spiskowych. Pare dni temu pojechal do lasu rozpalil tam ognisko i odbyl "rytual" sciagania chrzsztu, bierzmowania i komunii swietej aby znowu stac sie poganskim polanem.. Mamy w rodzinie 2 osoby ze schizofrenie - kuzyn naszej matki oraz dalsza kuzynka naszej matki. Czy bylby mi ktos w stanie powiedziec czy sa to objawy schizofrenii czy moze jakiejs innej choroby? Czy mozemy cos zrobic w tej sytuacji? Moj brat nie uda sie sam na leczenie, a poki co nie zagraza sam sobie ani innym wiec chyba przymusowo tez nie da sie go nigdzie wyslac. Do tego wszystkiego ma problem z hazardem. Cale zycie jest na minusie. Mial prace w ktorych zarabial po 6 tysiecy zlotych i miesiac w miesiac wszystko przegrywal na obstawaniu meczy online, rozgrywek w gry komputerwe online, lotto i wiele innych. Cale zycie pozycza pieniadze od znajomych i mowi ze on problemu nie ma, ze w kazdej chwilii moze przestac i ze ogolnie pieniadze i tak nie sa mu potrzebne bo liczy sie tylko swiadomosc i energia i ze pieniadze psuja ludzi. Pare razy udalo mu sie w tym obstawianiu wygrac wieksza sume pieniedz - 40tys zlotcyh i 70tys zlotych i wszystko pozniej przegral na kolejne obstawianie...
  8. Zacznę od tego, że znalazłam w końcu partnera, który pasuje mi praktycznie w każdym aspekcie życia . Byłam w dwóch dłuższych związkach w tym w drugim trzy lata i byłam zaręczona - rozpadło się ( były partner nadużywał alkoholu i manipulował moja psychiką, straciłam przy nim poczucie własnej wartości. Poza tym wdarły się przepychanki i wyzwiska. ) Poznałam obecnego partnera- jest kochany, czuły, widzę ze bardzo mnie kocha, pokazuje mi to na każdym kroku . Nie tylko mówi ze jestem najcudowniejsza itp. Ale również dba o mnie pod każdym względem, szanuje i liczy się z moim zdaniem. Ostatnio jednak nawinął się temat byłych związków , a raczej partnerów . Wcześniej widziałam jego była dziewczynę z która był 2 lata – normalna pomyślałam, przecież mi też nic nie brakuje. Ale temat się rozwinął i na maja głupią prośbę pokazał mi też trzy inne z którymi się spotykał. No i dostałam szału, nakręciłam się bez sensu. Uznałam, że są totalnie inne niż ja. Oczywiście były to podrasowane zdjęcia z instagrama, a ja momentalnie i bezsensownie oceniłam się jako ta gorsza i brzydsza. Wiem ze wygląd to nie wszystko, zresztą partner nigdy nie dał mi odczuć żebym nawet była brzydsza od nich wręcz przeciwnie mówi zupełnie co innego, że jestem najpiękniejsza, że to tylko zdjęcia, że nie widziałam tych osób, że się nakręcam. To wszystko jednak silniejsze ode mnie. Straciłam swoje poczucie wartości, nie mogę przestać się porównywać i czuje że to chyba z obawy, że może nie jestem zbyt idealna i za chwile znajdzie sobie jakąś „lepszą” laskę. Wiem, że on ma już też dość wracania do przeszłości bo nie ma kontaktu z żadną byłą i wcale go nie interesują, ale ja nie potrafie obsesyjnie porównywać się i oceniać względem nich. Myśleć w czym były „lepsze” ode mnie. Oczywiście to tylko moje obawy bo partner nigdy w życiu nie powiedział że cos mu się we mnie nie podoba, wręcz przeciwnie mówi, że nikt nie podobał mu się tak mocno jak ja. Ale ciężko mi w to uwierzyć i boję się że mówi to specjalnie. Nie wiem jak odciąć te natrętne myśli, przestać się porównywać , wałkować ten temat i poczuć się najlepszą w tym związku. Czuje się więźniem swoich myśli i nie potrafię w pełni cieszyć się związkiem bo czuje się z tym wszystkim źle. Prośba o radę.
  9. Mam 28 lat, stałego partnera, dwójkę dzieci. Do tej pory udawało mi się panować nad swoja psychika na zasadzie wpajanej od dziecka "musisz być silna, wymyślasz, skończ zwracać na siebie uwagę". Jednak całokształt negatywnie odbija się na moje rodzinie, dlatego podjęłam decyzję o rozpoczęciu leczenia. Nie wiem jednak z jakim problemem zgłosić sie do specjalisty i jaką psychoterapię wybrać. Zauważałam u siebie objawy depresji, nerwicy, jednak im więcej szukam informacji tym bardziej moje problemy przypominają chad. Jednego dnia mam milion pomysłow na minutę- chcę skakać, latać, zapisuję sie na siłownię, chcę otwierać własne biznesy. Potem przychodzi ten czas kiedy nie chce mi się nawet wstawać z łóżka, ubierać, jeść, spać. Kilka dni czuję sie jak odurzona: wszystko jest idealne, czuję się mądra, piękna, idealna. Wydaje mi się ze wszystko potrafię, wszystko mogę, że swiat jest u mych stóp. Potrafię gadać godzinami, choć normalnie raczej nie jestem aż tak towarzyska, Wszędzie mnie pełno, nie muszę nawet spać, bo tyle we mnie energii. na niczym nie mogę się skupić, mam milion tłoczących się w głowie myśli. Następnie powoli przychodzi zwątpienie, uczucie beznadziei, brak checi na cokolwiek. Zmuszam sie do wstawania rano, wykonania obowiazków, bo są dzieci. W tych dniach mam wrazenie, ze wszystkim przeszkadzam, że beze mnie będzie im lepiej. Nie odbieram telefonów, nie rozmawiam, unikam ludzi. Nie chce mi się ubierać, myć, wychodzić z domu. Na codzień zawsze byłam wycofana, ojciec pijak mieszkając na wsi zawsze sprawiał, ze wszyscy o nas plotkowali. więc unikałam ludzi, wyjść z domu, pożniej imprez i spotkań. to zostało do dziś. Wyjście z domu tak, aby nie wchodzić w tłumy ludzi, bo mnie to przeraża. Nie mogę znieść na sobie cudzego wzroku, nie umiem patrzeć ludziom w oczy, jakbym mogła w ogóle nie otwierałabym ust cała dobę. Teraz dodatkowo doszła żałoba po jedynej ukochanej babci, która nasila depresje i lęk przed ludźmi. Nie wychodzę nawet na cmentarz, choć mam go pod domem. nie umyłam naczyń od śmierci Babci, nie zwracam uwagi na podstawowe rzeczy, nie otwieram drzwi nawet listonoszowi. całe dnie mam ochotę wyć z bólu i żalu. Najmniejszy stres wywołuje u mnie atak paniki- dusznosci, ścisk w żołądku i gardle, automatyczne wymioty, pocenie i drżenie rąk. potrzebuję pomocy specjalisty, bo wiem, ze sama sobie z tym nie poradzę. jak umówić sie na diagnozę? w którym kierrunku szukać terapii?
  10. Witam mam 33 lata i problem z pozoru niepozorny 🙂 Proszę o radę jak wyjść z sytuacji która mnie stresuje,meczy i doprowadza do lęków.Mam wieloletnią dobrą koleżankę,na początku znajomości wydawało,mi się dziwne,że zaczyna kupować podobne ubrania,rzeczy do domu jak ja,kupowała mi nieoczekiwane prezenty z wdzięczności,że tak mnie lubi i się poznałyśmy.Wszystko było dobrze do czasu kiedy poczułam jakaś niezdrowa konkurencje,kto ma więcej,lepiej a od czasu kiedy jest z partnerem który ma depresje jest tylko gorzej.Dzowniłyśmy do siebie często,teraz normą jest,że ona wydzwania do mnie codziennie,pracuje od 6.00 rano,a o godzinie 6.03 potrafię mieć pierwszy telefon jeżeli nie odbiorę,następne 2 w przeciągu 1,5h.Kiedy oddzwaniam po 3 tel i pytam czy coś się stało słyszę,że nie nic tylko chciałam porozmawiać i tu podkreślam o niczym,rozmowy są o tym co teraz robi, co jadła,co kupiła,co zamierza a czego nie.Jestem emocjonalnie wyczerpana,dzwoniący telefon wywołuje u mnie dyskomfort, a nie odebranie go winę.Mówiłam,że nie mogę rozmawiać itp. w odpowiedzi słyszałam,jakby brak reakcji na to czego nie chcę robić,unikanie,udawanie ze nic się nie stało,jeden dzień przerwy i znów telefon.Czuję się jak wiadro na codzienną dawkę czyichś emocji i narzekań,lub też wolny słuchacz.Chciałabym odciąć się chociaż od tych codziennych telefonów,ale nie chcę jej ranić, ale niestety stała się maniakalno,natarczywa i moje samopoczucie spada prosto w dół.Nie wiem jak to powiedzieć, żeby nie zraniło,ale przyniosło efekt😞
  11. Witam! Jestem Marek i mam prawie 19 lat i mam problem w moim bardzo szczęśliwym i udanym 4 miesięcznym związku. Od kilku dni mam problem żeby się podniecić przy mojej dziewczynie np:dotykanie jej piersi nie podnieca mnie już tak bardzo(prawie wogóle) jak na początku związku. A dzieje się tak od kiedy leżeliśmy u mnie na łóżku i podczas całowania itd opadł mi członek przez co bylem w szoku i od tego cały czas mnie męczy coś w głowie w stylu "a co jeżeli jestem gejem?" Oczywiście nie interesuje mnie homoseksualizm ale dochodzi do sytuacji ze stresuje się jechać do dziewczyny bo im dłużej się z nią całuje i nie czuje podniecenia tym bardziej czuje się gorzej psychicznie i mam te dziwne myśli "a co jeżeli faktycznie jestem?" Dochodzi znowu do dziwnych sytuacji że mysle jakby to było z facetem czy to by mnie podnieciło ale zaraz mnie obrzydza, że jak to z facetem, Kocham swoją dziewczynę i chce z nią być ale coś jest nie tak ze mną zawsze byłem szczęśliwy jadąc do niej a teraz się stresuje. A ostatnio zanosi się na to że jesteśmy coraz bliżej siebie i boje się sytuacji że Ona dotknie mojego członka a on mi opadnie, już nie wspominam o seksie jestem przerażony i stres i te dziwne i natrętne myśli nie dają mi żyć i cieszyć się z związku tak jak dawniej, błagam pomóżcie. Ps:Nigdy nie uprawialiśmy sexu i jestem prawiczkiem
  12. Moja mama ma zdiagnozowaną chorobę afektywną dwubiegunową. Próbowała popełnić samobójstwo. Spędziła kilka miesięcy w szpitalu psychiatrycznym. Przyjmuje leki, chodzi na terapie i w tej chwili jest lepiej. Boje się jednak nawrotów Jej choroby. Boje się, że Jej następna próba samobójcza będzie udana. Teraz nic na to nie wskazuje, ale dużo czytałam o tej chorobie i mam ogromne lęki. Staramy się sporo rozmawiać. Często powtarzam mamie, jak bardzo Ją kocham. Reszta rodziny również. Chciałabym, żeby ktoś podpowiedział mi, jak należy postępować i na jakie sygnały zwracać uwagę, żeby tym razem niczego nie przegapić. Mama jest z zawodu psychologiem i nikt z nas nie spodziewał się takiej sytuacji. Zmieniła prace na mniej stresującą i pracuje teraz jedynie po kilka godzin dziennie, ale ma dopiero 45 lat i jest najwspanialszą osobą na świecie. Zawsze myśli o innych a nigdy o sobie. Mówiła, że chciała się zabić, żeby nie być dla nas ciężarem. To straszne przeżycie i chce zrobić wszystko co w mojej mocy, żeby wesprzeć mamę w tych trudnych chwilach.
  13. Witam, jestem nastolatkiem, uczeszczam do szkoly sredniej. Jestem dosc solidnym ekstrawertykiem posiadajacym niewiele cech introwertyka. Od dłuzszego czasu chodzą mi po głowie mysli, ze wszystko to co robie, jest ukierunkowane w ludzi. Czerpie energie z tego, ze mam znajomych, spotykam sie z nimi, ze im jestem w stanie zaimponowac. Przechodząc do sedna sprawy, rozwijam sie dosc preznie i realizuje w informatyce, zarabiam z tego spore pieniadze i jestem z siebie zadowolony. Jednak, caly czas w glowie doskwiera mi to, ze wszystko co robie ma na celu pokazac ludziom, ze cos potrafie, ze jestem inny niz wszyscy. Męczy mnie to bardzo, malo rzeczy, ktore robie jest stricte dostosowane do moich potrzeb, zawsze gdzis musi byc wiaze z dana czynnoscia angaż ludzi, to co sobie pomysla, jak mnie odbiora. Boję się, ze dojde do takiego momentu gdzie nie bede nikomu mogl juz nic zaproponowac, i strace w zyciu cel. Jestem lubiany, mam znajomych, ale jak juz wspominalem niszczy mnie od srodka moj sposob bycia, poglad na czynnosci, i tak, kocham to co robie, w czym sie specjalizuje, ale rzeczy, ktore staram sie osiagnac i tak maja na celu zaimponowac ludziom i ustabilizowac mnie finansowo. Czuje się juz zmeczony, nakladam sam na siebie zobowiazania, choc nikt ode mnie nic nie oczekuje ja i tak w glowie sobie wkrece, ze zeby cos zrobic, gdzies sie pojawic musza o mnie uslyszec, chcialbym znac wszystkich ludzi dookola i chcialbym zeby oni mnie znali, bardziej niz o siebie dbam o opinie i innych ludzi. Z jednej strony jest to potwornym plusem, bo jest to potezna motywacja do pracy, ale jest wiecej minusow niz plusow. Czuje, ze ja musze byc tym organizatorem, tym najdojrzalszym, strasznie jest to dziwne, mimo ze jestem swiadomy, ze to jest zle i mnie niszczy, to nie moge sie od tego uwolnic. Moje dzialania mozna nazwac "przerostem formy nad trescia", angazuje zbyt duzo czasu i sil, zeby pojawic sie w jakims nic nieznaczym miejscu z dana grupa osob. Pozdrawiam was i zycze wam milego dnia
  14. Jestem Michał mam 28 lat (w sierpniu skończę). Od jakiś 2 tygodni odczuwam straszny lęk który powoduje we mnie dziwne zachowania. Ciężko mi się oddycha, śpię dosyc krótko (budzę się o 5tej gdy nie muszę tak rano wstawać), bywają momenty gdzie zaczynam płakać. Z każdym dniem wydaje mi się coraz gorzej. Wszystko co robiłem ostatnimi czasy sprawia mnie obojętność(czuje ze jestem coraz starszy na swoje pasje, np uprawianie sportu czy pasjonowanie się komputerami) . Ciężko mi nawiązać znajomość z kobietą, by(od 5 lat sam) poznać kogoś by ułożyć sobie życie. Chciałbym ruszyć się do przodu(zdać prawo jazdy, być może jakieś studia np) ale nie mam odwagi. Ciężko mi z kimkolwiek porozmawiać bo boję się krytyki na swoj temat, siedzę zamknięty w sobie ciężko mi wyjść z domu. Sytuacja z pracą u mnie tak, że łapie co chwilę co leci. Boję się powiedzieć o swoich problemach rodzinie, Jak napisałem coś nie tak, chętnie odpowiem na dodatkowe pytania (pisałem to pod wpływem emocji)
  15. Witam, jestem dziewczyną w wieku 19 lat. Od jakiegoś czasu pojawia się we mnie wewnętrzny niepokój związany z ciągłym myśleniem o tym, że każdy mnie nienawidzi. Moi znajomi, znajomi mojego chłopaka, znajomi byłej mojego chłopaka, moja rodzina jak i sam partner( z którym jestem od roku). Kiedy spędzamy czas razem potrafię w sekundę wpaść w natłok myśli i lęk, że nie jest ze mną szczęśliwy lub zrobiłam coś źle i jest na mnie zły pomimo, że nic na to nie wskazuje. Zawsze stara się mi pomóc i przekonać, że wszystko jest dobrze, ale sam ma problemy ze stresem i wiem, że bardzo bolą go takie sytuacje. Wpadam w koło emocji z którego nie jestem w stanie wyjść - nadinterpretuje jakieś jego zachowanie i wmawiam sobie, że mnie nienawidzi, następnie on próbuje mi pomóc, ale jestem tak roztrzęsiona, że nie umiem się uspokoić, a wtedy on zaczyna martwić się o to czy robi coś nie tak, że jestem tak bardzo smutna. A kolejnym etapem jest moje jeszcze większe popadnięcie w manie - wiem, że go męczę i sprawiam mu przykrość, ale pomimo, że wiem, że wszystko jest dobrze to nie umiem się uspokoić i przestać wmawiać sobie ze jest na mnie zły. Potrafię kilkadziesiąt razy dziennie powiedzieć,, jesteś na mnie zły'' lub pytać o to,, czy jesteś na mnie zły?" i zupełnie tego nie kontroluje. Rozmawialiśmy i powiedział mi, że to dla niego krzywdzące i żebym spróbowała ograniczyć używanie tego słowa bo wpędzam się tym w zły nastrój, ale kiedy tylko próbuje to nie przynosi większych efektów i wciąż dręczę go mówiąc, że jest zły na mnie. Kolejną sprawą jest fakt, że miał przede mną inna dziewczynę. Dobrze wiem jak wyglądał ich związek - mój partner męczył się długi czas w relacji z dziewczyną, ktorej chciał pomóc, ale w rzeczywistości jej nie kochał. Był to bardzo toksyczny związek, w którym wciąż się kłócili. Ona go kochała, a on jej nie. Ostatecznie postanowili zerwać co oboje w jakiś sposób przeżyli. Nigdy nie miałam kontaktu z tą dziewczyną i pomimo, że wiem że mój chłopak bardzo jej nie lubi to nie mogę przestać obsesyjnie sprawdzać jej kont na Facebooku czy instagramie. Uważam, że jest bardzo ładna i jako osoba z potwornie niska samoocena nie potrafię zrozumieć dlaczego ja mogę mu się podobać bardziej od niej. Przeglądam jej zdjęcia i doprowadza mnie to do płaczu choć sama nie wiem dlaczego. Nie mam też większego kontaktu ze znajomymi mojego partnera. Nigdy nie mieliśmy się okazji bliżej poznać, ale bardzo boli mnie kiedy zacznę myśleć w sposób,, oni też mnie nienawidzą, woleli tamtą dziewczynę. Na pewno była zabawniejsza i ciekawsza ode mnie". Nie powinno mi zależeć na ich opinii, ale to też doprowadza mnie do manii depresyjnej. Jestem wstydliwa i mam lęk społeczny więc boję się złapać z nimi jakiś kontakt co również jest powodem mojego smutku. I ostatnią rzeczą o której chce napisać jest fakt, że nienawidzę siebie. Chciałabym czuć w sobie oparcie, ale gdy tylko zacznę płakać to staram się uspokoić siebie mówiąc,, ty głupia ***** możesz w końcu przestać płakać nic tym nie wniesiesz " i boję się sama siebie. Często myślę o tym jak uderzam głowa o ścianę, rozwalam ją o krawężnik. Cięłam się w najgorszym momencie kiedy czułam, że nie mam wsparcia. Nie potrafię sobie sama poradzić. Przepraszam za tak długa lekturę, ale w mojej głowie i czynach siedzi tyle zła, że nie potrafię tego zmieścić tutaj i byłabym w stanie o tym o wiele więcej i bardzo długo opowiadać. Z góry dziękuję za odpowiedź.
  16. Postanowiłam napisać ten post, bo łzy wylewane od kilku godzin sprawiają, że sama nie mogę obiektywnie spojrzeć na sytuację, w której totalnie się zgubiłam. Na początku chciałabym poprosić o wyzbycie się wszelkich osądów, opinii oraz uprzedzeń aż do przeczytania posta w całości. To nie będzie łatwe ani dla mnie, ani dla was. Wszystko zaczęło się stosunkowo niedawno. Jestem osobą emocjonalną, a co za tym idzie również wybuchową. To w połączeniu ze skłonnościami do paranoi i wyolbrzymiania wszystkiego co się dzieje stanowi dla mnie niezbyt duże pole do popisu w temacie relacji międzyludzkich. Ale takową nawiązałam, relacje. Nie miała jednak szans się rozwinąć, bo moje popierdolone alter ego postanowiło potraktować ów osobę jak gowno, by koniec końców ją odprawić. Tak to wyglądało. Dodam, że wszystko dzieje się w strefie internetu. Wykorzystałam fakt, że to tylko internet i powstała zupełnie nowa tożsamość. Bez większych celów. Służyła mi jako podpora, dowód, że mogę być lepsza, przedostawania się do miejsc, w które prawdziwa ja nie miała dostępu i wreszcie próbie nawiązania jakiejkolwiek relacji, która by nie spłonęła (oczywiście podpalona przeze mnie). Zgadza się. Udawałam kogoś kim nie jestem, ukradłam komuś tożsamość i twarz. To jest okropne, ja o tym wiem, ale jako ta druga ja miałam okazje poznać fantastycznego chłopaka. Co ciekawe to ten sam, co z wątku wyżej. I tym razem było indziej. Zgrzyty jak najbardziej między nami istniały, ale były zaledwie wierzchołkiem góry lodowej, cała reszta była wspaniała. Każda minuta, każdy dzień, wszystko było po prostu idealne, on taki był. Przysięgam, że jest cholernym aniołem. Zakochał się we mnie, dacie wiarę? Naprawdę to zrobił. Ja też nie wychodzę ze zdziwienia, ale się zakochał. I ja... ja też poczułam coś więcej. Choć nawet tego nie planowałam. Dzień za dniem zaczynaliśmy i kończyliśmy razem, a ja jednocześnie byłam najszczęśliwsza i najsmutniejsza na świecie, wiedząc, że wszystko co mówi do mnie i o mnie, tak naprawdę nie mówi z myślą o mnie. Chciałam mu wyznać prawdę, zaczęłam nawet układać sobie słowa i mysli w głowie i gdy już byłam gotowa stawić czoła temu, co zrobiłam zawsze mi coś przeszkadzało. Co jakiś czas w wiadomości z wyznaniem prawdy dodawałam jakiś wątek i wyjaśnienie, aż ta wiadomość zaczęła być dłuższa niż największy z oceanów. Prawda w końcu wyszła na jaw, nie ode mnie. Wyręczylo mnie kilka innych osób, które oboje znamy, jedyne co mogłam zrobić to pozwolić mu również poznać moja wersje i wówczas podzieliłam się powstałą wiadomością. I wiecie co? Zrozumiał to i chciał dać NAM szanse. W końcu prawdziwym nas, ale... No właśnie, ale. Osoby które postanowiły mnie ubiec w powiedzeniu mu prawdy zaczęły zachowywać się jak zwierzęta. Obrażać mnie, wyśmiewać, upokarzać, powstało ze tak powiem koło wzajemnej nienawiści mnie, składające się z kilkunastu osób, które nawet nie chciały poznać mojej wersji, ani zwyczajnie porozmawiać, zaczęli po prostu zrównywać mnie z ziemia. I poniekąd mieli racje. Jestem bezwartościowym gownem, które nie zasługuje na... na nic. A już na pewno nie na niego. Wracając do niego. Moje paranoje znów wzięły nade mną górę. On mi wybacza, a co robię ja? Awanturę, że jest przeciwko mnie, że pewnie naśmiewa się wraz z nimi. Nie wiem jak wyglada prawda, ale nie potrafię wyrzucić z głowy obrazu gdy rzeczywiście właśnie tak się dzieje. Choć zapewniał mnie ze nie, ja jednak nie dawałam za wygrana, aż... Aż się wykończył. Psychicznie. Wiem, że najrozsądniejszym posunięciem byłoby pozwolić umrzeć tej relacji na tym, a nie innym etapie, ale ja nie chce, by był to koniec. Za niecałe dwa tygodnie mieliśmy się spotkać, chce by to miało miejsce. Chce poczuć jego zapach i ramiona zakleszczajace się wokół mojego ciała. Każdy komunikator z fałszywa tożsamością został unicestwiony poza jednym. Kontem na discordzie, gdzie oczekuje jego reakcji na ostatnią wiadomość, w której definitywnie stawia na mnie krzyżyk, albo pozwala mi wciąż być częścią jego życia. Mój problem brzmi następująco. Jak poradzić sobie z natrętnymi myślami i wizjami, że działa przeciwko mnie, jeśli zdoła mi wybaczyć (już drugi raz) i przy mnie zostanie? Albo jeśli dojdzie do najczarniejszego ze scenariuszy i zdecyduje, że chce spokoju (co w całości uszanuje - umówmy się), jak mam zacząć wrócić do normalności bez niego? Do funkcjonowania bez niego? Ja dosłownie spać nie mogę, gdy jesteśmy skłóceni, a teraz to już w ogóle. Nie mogę spać, nie mogę jeść, nie mogę się skupić, jedyne na co mnie stać to płacz i ciagle niekończące się mysli, które mnie dobijają. Mimo okropnego zachowania, zaręczam - nie jestem potworem, jestem zagubiona. Może ta jedna rzecz nie przeświadczy o mnie i mimo wszystko zdołam nakłonić was do zabrania głosu, może minimalnej pomocy, albo otworzenia mi oczu. To mnie przerosło... W trakcie pisania tego monologu dostałam wyczekiwana odpowiedz od niego. Była bogata w słowa, jednak ja ograniczę się jedynie do dwóch - poddał się. Jestem wrakiem. Pieprzonym wrakiem. Potrafię już myśleć tylko o tym. Muszę dodać, że choć post jest pisany w konkretnej sprawie, to problemy takie jak wahania nastroju, paranoja, natrętne myśli, niska samoocena i skłonności sadystyczne (potrafię wykorzystywać coś przeciwko komuś, zadawać rany w „obronie”) towarzyszą mi od lat. Nie mam zamiaru sama siebie diagnozować, lekarzem nie jestem, jednak z roku na rok jest coraz gorzej, ja jestem coraz gorsza i moje samopoczucie jest coraz gorsze. Jeśli nie istnieje na to wszystko wyjaśnienie w postaci problemów na podłożu psychicznym to... jak mam żyć z tym, że jestem okropnym człowiekiem? Nie znam nikogo bardziej toksycznego od siebie. Chciałabym przez chwile mieć spokój we własnej głowie i nie musieć brzydzić się swojego charakteru, czynów i zachowań. Nie wiem czemu to wszystko, co ma miejsce tak naprawdę ma miejsce. Nie wiem co jest ze mną nie tak.
  17. Ostatnio coraz częściej łapie się na tym, że jestem zapatrzona w jeden punkt. W głowie zupełna cisza, słuchawki w uszach. I tak mijają mi sekundy, minuty, godziny. Próbuje chyba dostrzec coś nowego patrząc w te samą, liliową ścianę z nadzieją, że ukaże mi się odpowiedź dlaczego czuje jakby całe szczęście opuściło moje ciało. Przede wszystkim nie rozumiem dlaczego nie chce próbować odzyskać tego co mi zabrano? A ta cisza która nastąpiła w moim umyśle przeraża mnie do tego stopnia, że nie ruszam się nigdzie bez muzyki na full byleby coś słyszeć, coś czuć, bo nie czuje w sumie nic.
  18. Witam, jestem 28 letnim mężczyzną, jestem w związku i borykam się z ciągłymi zmianami nastrojów. Pewnie dni wydają mi się pełne kolorów, a niektóre wręcz przeciwnie, pełne leków, smutku i żalu do siebie o błędy które w życiu popełniłem. Jednak chyba nie tylko te smutne dnia są dla mnie problemem. Otóż w wieku 28 posiadam już kredyt na ponad 100 tyś. Do tej pory, nie wiem jak to się stało, że pozwoliłem na to, ale pamiętam, że gdy brałem jeden kredyt, potem drugi itd. za każdym razem wmawiałem sobie, że jakoś to będzie i spokojnie to spłacę. Wracając do tych gorszych dni, mam je już od bardzo dawna, ale ciągle zawołałem żeby cokolwiek z tym zrobić. Zaczęło się parę lat temu, gdy będąc w liceum nic mi się nie układało. Czy to w związku czy w szkole czy też w domu. Niestety w pewnym momencie wszystkie te problemy na tyle mnie przytłoczyły, że miałem dwie próby samobójcze z użyciem dużej ilości tabletek przeciwbólowych. Na szczęście w nieszczęściu nic mi się nie stało. Myśli występują po dziś dzień, ale już nie z taką częstotliwością jak wcześniej. Nie wiem co mam zrobić i do kogo się zwrócić ponieważ nie mam pieniędzy na psychoterapię. Nie wiem też czy pisząc te słowa nie robię z siebie ofiary, jak to powtarzają niektórzy moi znajomi gdy próbuje im coś przekazać na temat tego jak się czuję. Co powinien zrobić w mojej sytuacji?
  19. Posiadam problem natury... hipochondrycznej? Po operacji wyrostka panikowałam, że zaczęły robić mi się zakrzepy. Dość często najdrobniejsze dolegliwości odbieram jako coś ultra poważnego. Nie dziele się tym z lekarzem, ale potrafię nocami nie spać i płakać, bo w moim mniemaniu jestem bliska udaru mózgu. Problem również doskwiera przy najzwyklejszej czynności jaką jest spożywanie pokarmu. Zwykłe jedzenie. Coraz częściej od 6-8 miesięcy mam uczucie „stojącego” czegoś w gardle. Boje się jeść, a gdy już jem(co nigdy się nie dzieje gdy jestem sama w domu, wole głodować) dokładnie przeżuwam każdy kęs, bo z tylu głowy mam, że się zadlawie.
  20. Witam Mam problem z telefonem komórkowym a mianowicie gry on-line, poświęcam im cały wolny czas. Żona, dzieci potrzebują mnie a ja nie umiem wytrzymać bez grania. Żona chce mnie zostawić bo już dawała mi wiele szans na poprawę. Było ok przez dwa-trzy dni i znowu. Ja nie potrafię samemu się uporać z tym (myślę że to jest nałóg). Potrafię siedzieć odcięty od świata i grać, bez przerwy, potrafię nie iść spać i grać w nocy. Nie mogę stracić Rodziny. Proszę o pomoc , błagam.
  21. Witam. Na początku może się przedstawię, na imię mi Kuba, mam 27l. Mój problem polega na tym, że mam natręctwo mysli na temat zdrady, oszukiwania mnie przez moją narzeczoną. Walczę z tym problemem od zawsze, bo w każdym związku byłem zdradzany. Zawsze myślałem że to przez to że zostałem skrzywdzony, moja obsesja na punkcie zdrady była do opanowania. Od 2 tygodni myśli nie dają mi spokoju, mam problem z zasypianiem, w nocy koszmary. Jesteśmy ze sobą półtora roku, od samego początku związku miałem obsesję na punkcie zdrady, potrafilem iść w środku nocy pod jej dom 16km pieszo by zobaczyć czy z nikim się nie spotyka. Tak wyglądały początki, młoda dziewczyna, uzależniona od narkotyków, tak jak i ja, początki były trudne, przez narkotyki było ciężko. Więc postanowiliśmy... Marta postanowiła rzucić dragi. Z biegiem czasu, zrobiłem to samo, minął miesiąc od kiedy nie brałem i nagle myśli wróciły, związek się sypie, widzę że ja krzywdzę, widzę że ją to męczy, sam nie wiem co mogę zrobić by by stać się takim jakim byłem przez ostatnie miesiące, ciepły, kochający, bez klutni, a teraz nie ma dnia bym nie zrobil jej wojny o coś czego się domyślam. Idą święta, a ja nie chce jej tracic. Kocham ją i wszystko dla niej zmieniam.
  22. Nazywam się Natalia i mam 23 lata. Od dawna wymyślam sobie jakieś rzeczy w głowie, tworzę tam siebie całkiem inna niz jestem, wymyślam sobie jakieś historyjki które nigdy nie miały miejsca, jestem tam w centrum uwagi i jestem "idealna" nie raz są to myśli że coś mi się stało sa smutne i przygnebiajace wtedy w normalnym życiu nie mam humoru. Nie widzę innego sensu, jak próbuje z tym przestań to nie wiem co mam ze sobą zrobić i od razu do nich wracam. Zaniedbalam się, chce zacząć dorosle zycie SKUPIC SIE NA SOBIE, coś zacząć robić a nie na tych myślach ale nie potrafię. Przeraża mnie to. Dla przykładu: nie chce żeby mnie chlopak odebrał z pracy bo wiem że jak będę wracała sama w busie będę mogla skupić się na myślach. TO JEST CHORE 😥 Co mam zrobić? Czy psycholog mi pomoże, czy wgl będzie wiedział o co mi chodzi? Czytałam o czymś takim jak nerwica natręctw myślowych to może być to? Bardzo proszę o odpowiedź! Już nie mam sil. Czasami myślę że lepiej by było gdyby mnie nie było.
  23. Witam. Proszę o pomoc. Mój wujek wiek 48 lat 20 lat temu miał chorobę psychiczną polegającą na tym, że bal się gdy ktoś wychodzil z domu że coś się stanie, leżał na łóżku i nie miał siły na nic. Choroba ustala. Niestety od kilku dni mam wrażenie że wraca. Ale w innej formie. Wuja przychodzi kilkanascie razy dziennie nawet o późnej porze i zadaje pytania. Non stop pyta. O wszystko. Mówi, że nie może przez to spać, ponieważ przypomina mu się że o coś nie zapytał i musi przyjsc zapytać. Czy ktoś może wie co to za choroba? Jest strasznie męcząca.. Pozdrawiam.
  24. Witam. Ostatnie miesiące były dla mnie ciężkie. Miałam dwie próby samobójcze. Wszytsko zaczelo się z początkiem lipca gdy nie mogłam spać.Budzilam się w nocy cała spocona. Bolał mnie brzuch po lewej stronie. Miałam myśli ze wszyscy są przeciwko mnie. Po części tak było, koleżanki z pracy się na mnie uwzięły. Impulsywnie podjęłam próbę samobójcza. Po tym zdarzeniu ciężko było się wgl ze mną dogadać. Ktoś do mnie coś mówił ja nie mogłam się na niczym skupić. Tak jakbym żyła w swoim świecie. Po miesiącu podjęłam druga próbę samobójcza, która już zaplanowałam. Dodam ze napisałam list pożegnalny którego treść wyleciała mi z głowy. Dopiero po miesiącu przypomniałam sobie jego treść. ( niektóre wydarzenia przywróciły mi pamięć). Czy to może być zespół stresu pourazowego? Zdiagnozowano u mnie nadczynność tarczycy. Przez dwa miesiące spałam po 2h dziennie. Opowiadając o krzywdzie która zrobiła mi pewna osoba zaczynam się śmiać a gdy opowiadam to pare dni później zaczynam płakac (czy to może być dwubiegunowosc?) Potrafię również zaśmiać się w nieodpowiednim momencie.
  25. Z góry przepraszam jeśli piszę w złym dziale, ale ten wydawał mi się najbardziej odpowiedni. Mam 20 lat. Ponad rok temu, w lutym 2019 zerwał ze mną mój chłopak z którym byłam 4 lata. Bardzo mocno to przeżyłam, przez 3 miesiące nie potrafiłam normalnie funkcjonować. Po 3 miesiącach powiedziałam sobie "dość" i zaczęłam dużo imprezować, bawić się, poznawać wiele nowych osób (przelotne znajomości), nadużywałam alkoholu i innych używek. Miałam ciągły kontakt z moim byłym, żyłam w dużym stresie, bo jemu nie podobało się moje obecne życie (zawsze byłam raczej osobą, która wraca przed 22 do domu, nie piłam, nie paliłam, itd., nie miałam kontaktu z żadnym facetem), czepiał się o każdego poznanego faceta i w pewnym momencie przestałam już do niego czuć to co kiedyś, ale mimo wszystko wciąż się spotykaliśmy lub pisaliśmy (był to związek na odległość), bo nie potrafiłam zerwać z nim kontaktu, po prostu czułam, że nieważne z kim będę czy w kim się zauroczę, czy kogo poznam, to on mnie najbardziej rozumie i będzie przy mnie, i zawsze mi pomoże (chociaż był też okres, gdzie dużo złego o nim powiedziałam i robiłam mu na złość). Ogólnie cały ten rok do niedawna między nami to były ciągłe wyboje, ale ostatecznie około 2/3 miesiące temu zeszliśmy się z powrotem. Opisałam to, ponieważ to też mogło mieć wpływ na to o czym zaraz napiszę. Od kilku miesięcy, może już nawet około roku mam różne objawy, które utrudniają mi normalne funkcjonowanie. (Wspomnę jeszcze, że mam niedoczynność tarczycy, którą dopiero niedawno zaczęłam leczyć). Duszności u mnie są na porządku dziennym, nie potrafię wyregulować sobie snu, raz śpię do 13, a raz budzę się o 5 rano, mam lekki problem z zaśnięciem, a ponad miesiąc temu przez około tydzień miałam bardzo nasilone niektóre objawy, mocniejsze duszności, bezsenność, nawet gdy cały dzień byłam śpiąca, to w nocy ciężko mi było zasnąć i gdy tylko próbowałam, to moje całe ciało się "spinało", powieki mi drżały, gdy miałam zamknięte, a z tyłu na dole głowy czułam jakby ucisk. Szczególnie uciążliwe są dla mnie ciągłe duszności, nie mogę złapać pełnego powietrze, a kiedy próbuję oddychać aby jednocześnie podnosił się brzuch i klatka piersiowa, to mój oddech się "trzęsie" i nie jest do końca równomierny. Czuję niepokój skumulowany w klatce piersiowej, tak jakby 'niewidzialne' przytłaczające "coś" ciągle było we mnie. Czasem czuję się przygnębiona, mam natłok myśli. Zawsze starałam się myśleć pozytywnie, bo wierzę, że to o czym myślę się przyciąga i wciąż próbuję, ale przez moje samopoczucie częściej ten optymizm jest niemożliwy, niż możliwy. Każdy nowy objawy jaki u siebie zauważę, nieważne czy to infekcja intymna, czy wypadanie rzęs, czy właśnie duszności,zawsze sprawdzam w internecie i widzę milion możliwych przyczyn tego wszystkiego. Dzieje się to mimowolnie, nawet kiedy wiem, że nie powinnam sprawdzać i odpuścić. Prócz tego mam bardzo niskie libido, a właściwie to w ogóle go nie ma, co mnie jeszcze bardziej dobija, bo mój facet ma za to bardzo wysokie. Żeby sprawdzić i dokładnie zbadać wszystkie objawy, musiałabym chodzić od lekarza do lekarza, a nie mam na to za bardzo pieniędzy. Jedna, dwie wizyty - okej, ale nie np. 10. Czasem czuję już, że mam dość, chciałabym wrócić do normalności, wyrzucić te wszystkie negatywne myśli z mojej głowy, wrócić do czasów, gdzie byłam w stu procentach szczęśliwa... mam wrażenie, że to się za mną ciągnie bez końca i nic nie mogę na to poradzić. Jestem już załamana... a jakby tego było mało, jestem osobą bardzo nieśmiałą i każda wizyta u kogoś, rozmowa z kimś nieznajomym, rozmowa o pracę, rozmowa przez telefon to dla mnie ogromny stres, często plączę się w słowach, czuję suchość w ustach i mocne bicie serca. Jeszcze bardziej się tym stresuję, bo w niedalekiej przyszłości mam zamiar zamieszkać w innym kraju, w którym nie znam kompletnie języka, a po angielsku nigdy z nikim nie gadałam i nawet nie wiem jak zacząć, bo tak bardzo się tego boję, nawet w języku polskim, a co dopiero w języku obcym... lubię przebywać wśród ludzi, bardzo bym chciała z nimi móc normalnie rozmawiać, nie bać się podejść, zagadać nawet o głupią godzinę, ale nie potrafię W tamtym roku radziłam sobie z tym poprzez alkohol, po alkoholu jestem jak całkowicie inna osoba i potrafię porozmawiać dosłownie z każdym i przeprowadzić rozmowę tak, żeby nikt się nie nudził. Chciałabym mieć już normalne życie, bez przytłoczenia, zmartwień, złego samopoczucia i myślenia ZBYT dużo o wszystkim... co mam zrobić, co to może być i jak sobie z tym radzić?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.