Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'mania'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 29 wyników

  1. Witam. Mam 33 lata jestem obecnie mężem wspaniałej dziewczyny i spodziewam się dziecka niestety jestem też uzależniony od masturbacji i porno. Od dziecka jestem uzależniony od masturbacji. Później doszły gazety pornograficzne i filmy. Później internet i wszystko co z tym związane. Wszystko nasililo się jakieś 6 lat temu, kiedy byłem w poprzednim związku, który trwał 3 lata z dziewczyną która była jeszcze bardziej uzależniona od perwersyjnego sexu i masturbacji i miała posesję na punkcie spermy . Przez trzy lata żyłem w toksyczny związku, gdzie każdy dzień opierał się na przyjemności cielesnej. każdy poranek znaczynal się tym, że robiłem jej dobrze językiem. Później przy śniadaniu masturbowal em się jej do jedzenia, bo obu nas to podniecało, a ona wymagała odde mnie spermy w każdym posiłku i napoju. Masturbowałem się i uprawialismy sex conajmniej 6/7 razy dziennie dodatkowo na bieżąco masturbowal mnie i przechowywana moja sperme w butelce po mleku w lodówce na wypadek gdybym musiał gdzieś wyjechać. Kiedy miałem wolne, a ona była w pracy prosiła żebym przychodził do niej do banku i dokarmial ja... Czyli robiła mi dobrze ustami w ubikacji i trzymała spreme jak najdłużej w buzi żeby potem ja polknac. Kiedy uprawialismy seks oralny po tym jak dochodzilem jej w środku, czekała aż sperma wpłynie miseczki później z przyjemnością ja wypijała... Przez te 3 lata bez przerwy towarzyszyły nam filmy porno i używki wspomagające erekcje czy wytrysk. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że choć wyrwalem się z tamtego związku i teraz mam cudowna i normalna żonę z którą spodziewamy się dziecka i z którą łączą nas wspólne pasję i zamiłowania, a nie tylko seks, ja wciąż nie radzę sobie z tym nałogiem. Bez przerwy mam ochotę się masturbować i pare razy spuszczałem jej się do np. kawy ale ona nie cierpi spermy i zawsze źle się potem czuła. W dodatku kiedy długo się nie masturbuje, a dla mnie długo to wytrzymać 1 dzień. Poprostu mi odwala. Potrafię cała noc nie spać i oglądać jakieś nagie zdjęcia albo wchodzić na chaty i się masturbować dla obcych dziewczyn. Byle tylko ktoś widział jak się spuszczam. To jest chore nienawidzę tego i nienawidzę siebie. Ale bez przerwy czuje cholernie silna potrzebę żeby to zrobić i im dłurzej się wzbraniam tym gorzej to się kończy. Ostatnio nie masturbowal em się przez tydzień w końcu parę dni temu nie mogłem spać cała noc i wszedłem na jakiś portal i zacząłem udostępniać zdjęcia mojego penisa i nagrania jak się masturbuje... Naprawdę potrzebuje pomocy, bo sam fakt że ja kocham i to że dziecko pomaga, ale cały czas mam w głowie ta myśl żeby iść to zrobic, bo to w końcu tylko chwila przyjemności i nikt się nie dowie... Proszę pomóżcie z tym walczyć, nie chce więcej krzywdzi osoby która tak bardzo kocham i czuć się jak najgorsza świnia
  2. Witam mam na imię Natalia od dłuższego czasu nie mogę spać ciężko mi usnąć i ciężko sie obudzić jeśli już usypiam ciągle się budzę. W dzień miewam dziwne zachowania boje się o samą siebie . Miewam zawroty głowy . Podnosi mi się ciśnienie . Mam wrażenie że cos mi się dzieje ale wiem że tak nie jest . Wkręcam sobie dziwne sytuacje . Nie wiem chwilami jak nad tym panować ciągle chciałabym uciekać przed tym ... Co mam zrobić pomóżcie
  3. Witam serdecznie, Jestem KuK, mam 24 lata. Od dokładnie roku leczę się psychiatrycznie (zgłosiłam się do psychiatry co najmniej kilka lat za późno). Niestety nie ma nadal oficjalnej diagnozy, zaczęło się od zaburzeń lękowych a teraz idę w stronę CHAD.. Od pięciu lat byłam z mężczyzną. Kupiliśmy mieszkanie, mieliśmy się pobrać za półtora miesiąca. Przez moje zaniedbanie siebie i mnóstwo kłamstw nakręcanych okresami manii, przez alkohol i swoje huśtawki emocjonalne zostawił mnie miesiąc temu. Wyprowadził się, czasami się widujemy, jest nikła szansa na naprawę Nas, nadal w domu są jego rzeczy. Straciłam w ciągu tego roku zaraz po pierwszej wizycie u lekarza wszystko. Studia, pracę, przyszłego męża, przyjaciół, marzenia i cele. Czuję, że nie mam się już czego złapać. Narzeczony Zniknął. Ja też chcę zniknąć, zamknąć się w ciemnym pokoju, założyć słuchawki i się nie obudzić. Zawsze wstydzę się tego co piszę na drugi dzień. Nie mam poczucia, że chcę wstawać. Codziennie jestem rozdarta między udawany uśmiech i to co się dzieje we mnie. To mnie zabija. Potrzebuję pomocy dużo większej niż myślałam. Co się stało z moim życiem? Nie mam nic, mimo, że wiem, że jest rodzina i są ludzie którym zależy na tym żebym się podniosła, ale ja już w sobie nie mam nic, czuję się pusta, bez znaczenia, nie widzę jakiejkolwiek przyszłości poza ciągłym wypatrywaniem kiedy minie kolejny dzień, chcę już mieć go z głowy, to jest wegetacja. Tylko ból. To jest jedyna rzecz, która mnie wypełnia. Poczucie winy, że nie rozwaliłam tylko swojego życia ale i życie narzeczonego. Chcę mu to wszystko powiedzieć, ale on jest tak samo martwy. Wyjaśniliśmy poniekąd sobie pewne rzeczy, które doprowadziły do rozpadu naszego związku, jednak ja zapadam się w jakąś emocjonalną czarną dziurę. Chcę wymiotować tą czarną masą. Nie wiem czy to jest normalne. Dużo czytam i słucham. Czas. Co to znaczy, że musi minąć jakiś czas? Na czym ma minąć? Ja nie rozumiem, gubię się w myślach do tego stopnia, że mam wrażenie ze z dnia na dzień tracę umiejętność mówienia. Nie chcę otwierać ust. Nie chcę jeść. Nie chcę wstawać. Nie chcę się kłaść. Nie chcę być nigdzie. Trudno mi wszystko Milion niechęci. Co chcę? Chcę tatuaż. Jakie to jest niesamowicie samolubne. Ciągle przewija się słowo „chcieć”. To samolubne prawda? Że ja czegoś chcę. Chcę Narzeczonego. To był jedyny człowiek, z którym mogłam ułożyć sobie życie. Czuję się jakbym była takim małym gadżetem do tego życia, który właśnie usunął. Zaczęłam mu przeszkadzać, moje zachowanie. A teraz nie mam motywacji do czegokolwiek, bo nie mogę mu tego pokazać, nie mogę dzielić z nim niczego. Szukam słów, które są w stanie określić mój stan poza tym stworem, którego próbuję się pozbyć lekami. Nasilają mi się myśli samobójcze. Pamiętam jak mnie pytał psychiatra czy te myśli wynikają z zaburzeń obsesyjnych (mam takie wizje żeby np włożyć sobie nóż w brzuch. Nie jakiś, tylko jeden konkretny nóż, który mam w swojej kuchni w konkretne miejsce, zaraz poniżej splotu słonecznego. Albo żeby się pociąć, albo powiesić - ta jest nowa wizja). Do tej pory to były wizje, których ja nie chciałam, nie chciałam tego zrobić, ale to się powoli zmienia. Destrukcja. Trzęsę się, nie mam ochoty trzeźwieć więc kiedy tylko mogę palę marihuanę, bo xanax źle znosiłam. W tej chwili przyjmuję leki przeciwpsychotyczne i SSRA. Nie wiem o co chcę zapytać. Zastanawiam się jak daleko mi do końca urwiska i kiedy w końcu spadnę. Nie panuję nad sobą.
  4. Witam Na tym forum prawdopodobnie zobaczycie mnie pierwszy i ostatni raz. Od dawna zmagam się z nerwicą natręctw, ale teoretycznie jeszcze nigdy o tym nikomu nie mówiłem. Zamierzałem to zrobić innym razem. Mam swoje rytuały, a jednym z nich jest modlitwa powtarzana wieczorem kilka razy (było to 4). Już na wstępie napiszę, że wiem, że to nie ma sensu. Wczoraj jednak pomodliłem się 3 razy aby zobaczyć czy stanie się coś "innego". Jak się jednak okazało następnego dnia odszedł mój pies, który był ze mną 12 lat ;( Wydawało mi się, że nie chorował na nic. Jeszcze kilka dni temu mogłem go normalnie pogłaskać. Jedyne o czym wiem to to, że znalezione go z krwią płynącą mu z nosa (na moim podwórku). Kiedyś zapytałem się taty kiedy może stać się "ten moment". On odpowiedział, że prawdopodobnie kiedy będę szedł do nowej szkoły. Czuję teraz pustkę w sercu, czuję się, jakby po części była to moja wina mimo, że wiem, że raczej nie ma to głębszego sensu. Co najgorsze niedługo mam egzaminy i boję się, że będę myślał tylko o tym. Proszę o pomoc. Pozdrawiam.
  5. Cześć! Mam na imię Paulina. Mam 18 lat i moim wielkim problemem jest miłość, a w zasadzie jej brak. Mój problem zaczął się stosunkowo niedawno na tak dużą skalę, jednak już od początku liceum (to jest 3 lata temu) już o tym zaczynałam myśleć. Na codzień się na tym nie skupiam, ale przychodzą momenty załamania, których nie umiem znieść. Boli mnie to, że jeszcze nigdy nie miałam chłopaka, nikt jeszcze nigdy ze mną nie randkował. Często słyszę, że jestem ładną i miłą dziewczyną. Naprawdę się staram. Pomimo to nie umiem nikogo znaleźć. Wiem, że mam zbyt duże wymagania co do mojego przyszłego faceta - o ile go kiedykolwiek znajdę, ale chcę przeżyć jakąś dziewczęcą miłość. To zabrzmi głupio i niedojrzale ale straciłam nadzieję. Co mam zrobić aby wyrzucić z siebie chęć bycia w związku i pokochania kogoś? Chcę poczuć się wolna od tych smętnych myśli i w ogóle nie przekonuje mnie gdy ktoś mówi, że jeszcze sobie kogoś znajdę. Pozdrawiam i dziękuję za odpowiedź.
  6. Witam W tym roku skończyłam 18 lat, chodzę do liceum, mam wspaniałego chłopaka, kochającą rodzinę, pasję i problem. Dodam, że związek jest w połowie na odległośc, zanmy sie ze szkoły jednak ja wyjechałam pod Lublin, do szkoly z internatem, a on zostal w mojej rodzinnej okolicy. Wracam co miesiać, a nawet częściej, nie mogę sie doczekać spotkań, gdy jestem w domu wszystko po kilku dniacg wraca do normy. Od pewnego czasu męczą mnie obsesyje myśli. Zaczęło się od myśli "czy ja go kocham? czy nie kocham go jak mama syna (jest miesiącami pół roku młodszy, rocznikowo rok), czy on mi się serio podoba? a może ja już go nie kocham? czy ym za nim zatęskniła?" i tysiąc innych....każda wywołuje we mnie lęk, strach, nawet czasem cos w rodzaju ataków paniki. Gdy ogarnęłam tamte myśli to zaczęły mnie atakować myśli "czy on nie wygląda jak dziecko? może my wyglądamy jak rodzeństwo? możę myśli oznaczają nasz koniec? może ja nie umiem kochać? czym wogóle jest miłość? a jak to jest się zakochać?" gdy ogarnłęam te nowe myślałam, że będzie dobrze. Myślałam sobie, już wiesz,że są fałyszwe. Jednak potem pojawiła się myśl "a może lecę na Kubę (chłopak ze szkoły, którego nie cierpię)?" Zaczęła się lawina uczuć, łez, paniki. Gdy uspokoiłam tą myśl i dziś się z niej śmieję, to pojawiła się myśl "a może ja się czuję chłopakiem? wyglądam jak chłopak? jak to jest czuć się chłopakiem?". Plus jest taki, że początkowo myślenie na dany tema trwało po 2 tyg. Teraz kończy się po kilku dniach, już mniej przeżywam myśli, jednak wciąż są stresujące, bolą, przez chwilę w nie wierzę. Zdaję sobie sprawę z ich irracjonalności, jednak za każdym razem je analizuje, walczę. Czuję się bardzo zestresowana, nie wiem co robić. Czy jest to jakieś zaburzenie? Czy mogę poradzić sobie z tym na własną rekę?
  7. Hej, postanowiłam napisać tu coś od siebie, bo potrzebuję drobnej porady psychologicznej i nie wiedziałam gdzie się z tym zwrócić. Znalazłam tę stronę i pomyślałam, że spróbuję, bo może tu komuś uda się mi pomóc. Otóż od kilku miesięcy jestem w związku z chłopakiem, który ma stwierdzony borderline i chorobę dwubiegunową, a dodatkowo cierpi na schizofrenię (bierze odpowiednie leki przepisane przez lekarzy, których nazw nie wymienię, bo nie znam). Wszystko układa się nam świetnie, jest naprawdę cudownie i wiem, że jest między nami głębokie uczucie, bo czujemy to obustronnie. Każdy dzień spędzony razem jest idealny i wierzę, że da się żyć z kimś, kto jest chory w ten sposób, ale mam pewne obawy, a właściwie nie obawy, tylko czuję chwilową dezorientację... Chodzi o to, że kilka razy mówił mi, że jest gorzej pod względem psychicznym i że ten stan pojawia się nagle, zupełnie znikąd. Wiem wtedy, że potrzebuje chwili dla siebie, dlatego ją mu daję i staram się nie napierać na rozmowę, ani nic, bo zwyczajnie nie ma na to ochoty. Szanuję to i nie chcę go złościć swoją osobą w tych momentach, bo mogłabym powiedzieć coś nie tak, albo źle go zrozumieć. Nie chce pogłębiać wtedy jego stanu. Czasami jednak jest tak, że pojawia się wtedy drobna rozmowa i mówi mi mniej więcej co czuje w tym momencie. Doceniam to bardzo, bo widzę, że jest ciężko i może potrzebuje się wygadać. Problem pojawia się tutaj taki, że nie bardzo wiem co powinnam albo czego nie powinnam wtedy mówić... Nie wiem jak go wspierać, jak odciągać negatywne myśli i przekierowywać je na dobry tor, żeby zajął głowę pozytywami. Chciałabym Was prosić o poradę - jak zachowywać się w takich momentach? Co mogę wtedy mówić? O czym rozmawiać? Jak pomóc? Przykład rozmowy: mój chłopak rozmawia ze mną i wszystko jest dobrze, następuje kilka minut przerwy w rozmowie, po czym dostaję sms o treści "płaczę, mam atak paniki, cały się trzęsę, nie wiem co robić, łzy same lecą". Jestem zdezorientowana i zmartwiona, więc mówię mu, że wszystko będzie dobrze, że go kocham i damy sobie radę z tym, poradzimy sobie ze wszystkim. Próbuję też przekierować rozmowę na tematy przyjemne, np. jakieś zaplanowane wyjazdy, albo rzeczy, które jutro wspólnie będziemy robić. No i właśnie, czy dobrze robię? Czy taką rozmową sprawiam, że poczuje się lepiej, czy tylko gorzej? Czy w ogóle powinnam cokolwiek mówić, a jeśli tak, to co? Sama nie umiem sobie odpowiedzieć na te pytania, bo tak naprawdę nie mam pojęcia co ten człowiek ma właśnie w głowie, nie mam pojęcia co przeżywa jego umysł w tym krytycznym momencie. Chciałabym umieć jakoś załagodzić ten stan, spróbować chociażby to zrobić, albo jakoś mu ulżyć, ale nie wiem w jaki sposób zrobić to prawidłowo. Jest szansa na jakąś pomoc z Waszej strony? Prośba skierowana do psychologów, którzy są tu obecni oraz ludzi, którzy przeżywają coś podobnego u siebie w związkach. Naprawdę proszę o pomoc... I z góry dziękuję.
  8. Jestem nastolatkiem, niedługo będzie 18! Nie wiem dokładnie od kiedy mam ten problem, ale powiedzmy, że nasilił się w ostatnim tygodniu(?). A problem polega na tym, że wszędzie widzę brud. Ale tylko tam, gdzie jakby to powiedzieć, sam go wytworze. Dla przykładu: Nie widzę brudu gdy dotknę publicznej poręczy czy coś, ale widzę go gdy ja sam wyjdę z toalety i muszę po tym szorować długo ręce. Da się przeżyć. Lecz ostatnio naszła mnie myśl, że moich kilka ubrań mogło się kiedyś zabrudzić. Postanowiłem, że trzeba to wyprać. Problemem jest jednak to, że ja sobie ubzdurałem, że te "brudne" ubrania mogły podczas leżenia w szafie przenieść brud na te czyste. Poddałem się myślom i zrobiłem generalne pranie. Miałem też później zamiar wyczyścić szafę. Ale niestety, moja mama była szybciej ode mnie i postanowiła wszystkie ubrania upchnąć do szafy. Byłem bardzo zły, ale tylko dlatego, że teraz mam myśli czy te ubrania wyprane są czyste. Mam myśl aby je uprać ponownie, ale czy to nie paranoja? Co sobie inni pomyślą gdy znowu będę prał całą szafę? To głupota. Ale jednak jakoś nie czuje się dobrze wiedząc że mam założyć tą czystą bluzę, która przeleżała w "brudnej szafie " trochę czasu. Co ja mam zrobić? Jak sobie udowodnić że nic się nie stało i mogę normalnie w tym chodzić? Mogę też powiedzieć, że problem mógł wziąć się z tego, że jestem Katolikiem i chyba widzę grzech w niezachowywaniu higieny.
  9. Witam, Jestem bezrobotną kobietą (w trakcie zakładania własnej działalności) w wieku 25 lat. Od jakiegoś czasu miewam różne problemy, które strasznie wpływają na moje samopoczucie. Trwa to blisko od 2 lat, zaczęło się od ataków paniki na tle stresowym, przez problem z pociągiem seksualnym aż do kluczowego momentu, który miał miejsce 2 miesiące temu. Zaczęło się gdy córka mojej partnerki przyniosła wszy ze szkoły, oczywiście leczenie przebiegało pomyślnie, jednak na moje nieszczęście zbiegło się to w czasie z atakiem robactwa na wynajmowane przez nas mieszkanie. Było go mnóstwo. Mieszkanie ze względu na brak współpracy ze strony właściciela zostało przez nas opuszczone. Jednak dla mnie problem nie zniknął. Ciągle, wszędzie widzę jakieś robactwo, nie wiem czy to już paranoja czy ono faktycznie się za nami ciągnie. Drapie się wszędzie po ciele, boje się pójść do fryzjera czy gdziekolwiek gdzie jest dużo ludzi. To przerodziło się w swojego rodzaju fobię, gdy tylko zaczynam się drapać moje samopoczucie od razu ulega zmianie - jestem nerwowa, dużo krzyczę, płaczę, czuje się bezsilna. To wszystko odbija się na moim związku, bo przez obecny problem wracają te stare - np. brak pociągu seksualnego oraz napady paniki. Potrafię nie spać całymi dniami i nocami szukając rozwiązania i finalnie nie znajduje, jak zawsze. By uciec od gonitwy myśli staram się zajmować sprawami związanymi z otwarciem firmy, pochłania to dużo czasu - przez co o ironio, kłócę się z partnerką bo jestem wtedy zaślepiona jednym tematem. Co mi jest? Nie radzę sobie. Szukam diagnozy, choć nie wiem czy taka istnieje. Podejrzewałam nerwice natręctw, ale sama już nie wiem. Najważniejsze dla mnie to przestać zadawać sobie ból przez drapanie (jak i wyciskanie, automatyczne, wągrów które nie istnieją na twarzy, szyi, dekoldzie) i naprawić relację z partnerką. Proszę o jakąkolwiek radę. uwaraT.
  10. Chciałbym skorzystać z darmowej porady. Po krótce opis problemu. Jestem żonatyo 3 lat mm dziecko 9 miesięczne.Moja żona ma nerwicę lekową. Była na wizycie prywatnej i lekarz orzekł nerwice nie ma na to zaświadczenia jedynie opinia lekarza. Wymagana jest terapia plus leczenie fsrmokologiczne. Moja żona nie chce się leczyć w domu dochodzi do awantur wyzwisk ataków agresji ze strony żony. Była używana już policja u pogotowie. Niestety moja żona czuje się bezkarnie bo i tak nie mogę nic zrobić. Nie chce się leczyć bo boi się że zostanie odebrane jej dziecko. Co mogę zrobić w takiej sytuacji? Nie da się normalnie funkcjonować w takiej atmosferze a poza tym cierpi na tym dziecko. Proszę o poradę Marek G. Warszawa
  11. Witam serdecznie mam poważny problem ze swoim życiem na pierwszy rzut oka wszystko jest w porządku ale tak nie jest .Mam 28 lat i nie mam pracy ponieważ ma słaby wzrok i nie mogę znaleźć odpowiedniej dla mnie pracy po drugie nie mam dziewczyny i nigdy nie miałem a po trzecie najważniejsze jestem złym człowiekiem ciągle myślę o dzieciach i tylko o chłopcach jak na nich patrze to dziwnie sie czuje nie że chce mi sie uprawiać seks czy coś choć sam nie wiem ,wiem tylko że to co sie dzieje jest złe i nie wiem jak sobie poradzić z tym żeby nie myśleć o dzieciach ,bylem u lekarza seksuologa poradził mi pewne rzeczy ale nie potrafie ich wykonać wiele razy próbowałem boje się że jestem w stanie skrzywdzić dziecko że do tego w końcu dojdzie bo to nie jest normalne że ciągle oglądam zdjęcia dzieci w ubraniach i czasem bez ale to drugie to rzadko bo nie w internecie a ja nie produkuje nic takiego, nie jest normalne że ciągle mi się śnią w nocy,że dużo czytam o dzieciach różnych artykułów książek, jest też troche we mnie dobra bo jest mi szkoda dzieci np chorych czy smutnych jak widze tak na żywo czy w telewizji to płaczę ale to może jest tylko po to żeby najpierw być dobrym dla dzieci a potem być najgorszym,Proszę o jakąś radę
  12. Wiek 29. Mój problem polega na tym, że nie wiem gdzie szukać darmowej porady psychologa oraz nie mogę przełamać obaw, że w poradni trafię na psychologa, który nie będzie potrafił mi pomóc. Miewam myśli samobójcze, (kiedy czuję, że śmierć przyniosłaby ulgę). Mam 2 małych dzieci ale w tych momentach nie umiem o nich myśleć. Pozornie funkcjonuję normalnie, mam tendencję do uciekania przed problemami i udawanie, że wszystko jest ze mną ok. Dobrze sobie z tym radzę do momentu kryzysu. Mam m.in. napady lęku - kiedy krzyczę, szlocham i nie potrafię racjonalnie myśleć. Jestem osobą wysoko wrażliwą. W dzieciństwie doświadczyłam molestowania seksualnego i urazów psychicznych. Mam fobię społeczną objawiającą się wyraźnie tylko w niektórych sytuacjach. Miewam huśtawki nastrojów i skrajne emocjonalne reakcje. Jestem nieudolna życiowo - nie pracuję, co aktualnie usprawiedliwiam macieżyństwem ale w przeszłości zawsze uciekałam przed wyczerpaniem psychicznym i przerywałam pracę czy szkołę (studiowałem po kilka miesięcy na kilku kierunkach, pracowałam bardzo krótko w kilku miejscach ale z trudem radziłam sobie psychicznie). Chowam glowę w piasek szukając oparcia w mężu i schronienia w czterech ścianach domu. Jestem pewna, że potrzebuję psychoterapii ale po swoich doświadczeniach z psychologami (w wieku nstoletnim) straciłam wiarę w to, że znajdę darmową pomoc psychologiczną i będzie ona skuteczna, że trafię na odpowiednią osobę. Wiem, że może przyjść rozczarowanie (np. będzie to jednorazowa rozmowa, nie będzie możliwości terapii). Pisząc tutaj także mam wątpliwości czy to jakkolwiek zmieni moją sytuację. Jednak próbuję ponieważ czuję że kiedyś przerodzi się to w depresję a jej bardzo się boję bo jest to niewyobrażalne cierpienie.
  13. Witam. Nie radze sobie z racjonalnym spozywaniem posilków. Przechodze przez glodowki, ataki glodu, ataki na slodycze. Moja waga jest odpowiednia, waze 55 kg 172 cm wzrostu. Boje sie ze kiedys zemdleje z glodu i wiem ze to bledne kolo. Prosze o porade. Chce jesc jak normalny czlowiek, znam zasady racjonalnej diety ale i tak wole zjesc slodycze a potem glodowac zeby tylko kalorie sie zgadzaly.
  14. Cześć, Jestem studentką, mam 22 lata. Od czterech lat jestem w zwiazku z Mikołajem. Od dwóch miesięcy mieszkamy razem. Wszystko było okej, aż do czasu kiedy mój szwagier nie zaczął pracować w dawnej firmie Mikołaja. Jego współpracownik zaczął mu opowiadać o historiach usłyszanych od mojego chłopaka. A to Mikołaj kupił sobie nowy samochód ( nie ma żadnego samochodu), nawet pokazywal zdjęcia jak wygląda ( zdjęcia owszem były, ale samochodu mojego taty), twierdził że nim nie jeździ bo coś musi w nim poprawić. Kolejną rzeczą było np. to, że naszą świnkę znalazł na śmietniku z całą klatką( świnke kupiliśmy najzwyczajnie w sklepie zoologicznym), opowiedział o tym jak ktoś wybił mu szybę we wcześniejszym mieszkaniu bo ktoś z sąsiadów z góry sie awanturował ( szyba został wybita ale podczas jego urodzin, kiedy to jakiś pijany meżczyzna szedł chodnikiem i nie spodobało mu się, że się na niego patrzymy z balkonu więc rzucił butelką po piwie w okno) i mogła bym tak wymieniać godzinami. Na początku nie chciałam w to wierzyć. Ale zapytalam mojego partnera o to. Wszystkiemu zaprzeczył i powiedział, że ten kolega jest zazdrosny, że on wyjechał z rodzinnego miasta a ten całe życie w jednej firmie. Przemilczałam bo nie wiedziałam komu wierzyć. Kiedy zaczęliśmy się spotykać tez opowiadał mi niezwykłe historie o tym jak mial wypadek z wujkiem ( wypadek był ale on wcale nie brał w nim udziału), że ma super drogi samochód ( nigdy go nie widzialam bo nagle musial go sprzedac i spłcić jakiś dług), ma odłożoną dużą sumę pieniędzy, ale zgubił karte i musi czekać na nową( karte dostał, ale była w takimdomu stanie jaby korzystał z niej przez pare lat a pieniądze-musiał spłacić dług). Tłumaczyłam sobie, że chciał mi zainponować, więc nie wnikałam. Dodam, że wszystkiego dowiedziałam sie po ok dwóch latach. Ale w grudniu tamtego roku zobaczyłam sms Mikołaja do dziewczyny. Same słodkie słówka. Zapytałam, powiedział, że to jego koleżanka z pracy Patrycja. Sprawdziłam, żadna taka osoba nigdy nie pracowała w jego firmie. Kiedy mu to powiedziałam powiedział, że tego dnia jak dzwoniłam ją zwolnili. Minoł prawie rok. Znowu znałazłam podobnego sms, z tego samego numeru. Kontakt nie był zapisany, ale ja sobie go zapisałam po poprzedniej "akcji". Dowiedziałam się, że numer należy do jego byłej dziewczyny. Zaczełam z nim rozmawiać. Przedstawiłam mu wszystkie argumanty i prosiłam o wyjśnienia. Jedyne co usłyszałam, że nie zna tego numeru, że rózne numery do niego dzwonią, nie mam czego się czepiać. Od czterech dni próbuje z nie go wyciągnąć prawde, ale cały czas się wypiera. Opowiada wymówki bez żadnego zająknięcia. Dowody są zbyt mocne żebym mogła mu uwierzyć. Czy Mikołaj może być mitomanem? Proszę o pomoc.
  15. Ja126

    Witam

    Witam mam problem i nie bardzo wiem jak go sklasyfikować. Jestem żoną i matką 2dzieci, mam 32lata. Nasze zycie rodzinne jak wszedzie ma wzloty i upadki. Byl czas ze ralacje małżeńskie byly fatalne ale jakos to przetrwalismy i jest lepiej. Zmagam się za to od wielu lat z problemem, który z pozoru wydaje się moim tak zwanym "widzi mi sie" ale sprawa jest taka ze od lat nie potrafię tego zwalczyc w sobie. Mam manie dlubania we wlasnej skorze, wyciskania nakluwania szczegolnie na nogach. Od wielu lat moje nogi sa niewygojone, w strupach i bliznach. Próbowałam niejednokrotnie ale nic z tego nie wychodzi. Przechodze wstyd i zażenowanie latem i to tez mnie nie zmotywowalo na tyle do tego aby zaprzestac tym wstretnym działaniom. Czasami robie to do takiego stopnia, ze (co trochę dziwne) dopiero gdy przestaję to robić strasznie palą mnie pokaleczone nogi. Nie wiem co jest ze mna nie tak ale ta glupia błacha czynność jest silniejsza ode mnie. Prosze poradzcie cos abym nie musiala juz czuc wstretu i wściekłości do samej siebie, za to. Dziękuję
  16. Witam, mam 20 lat, na codzien studiuje i pracuje w kroporacji. Miałam bardzo cięzkie dziecinstwo, alkohol w domu, potem porzucenie przez rodzicow, ostatecznie wychowalam sie z babcią i z nią mieszkam do dziś, z rodzicami nie mam kompletnie kontaku, powiem wiecej kiedy widzimy sie na ulicy udajemy ze sie nie znamy. Nie wiem kiedy moje problemy sie zaczely ale mam wrazenie ze nigdy nie bylam normalnym dzieckiem, co prawda zawsze posiadalam wiele znajomych i w towarzystwie bylam bardzo pozytywna osobą, klasowym śmieszkiem. Jednak zawsze gdy byłam sama byłam nieszczesliwa i samotna, czulam ze jestem winna temu ze moja rodzina jest rozbita, czulam sie gorsza poniewaz nie mialam rodzicow. Przeszłam okres dojrzewania dosyc spokojnie, mialam wielu znajomych, nie buntowałam sie, miałam jednak kilka przypadków samookaleczania się. Jestem w dosyc powaznym zwiazku trwajacym juz ponad 4 lata. Moje bardziej poważne problemy zaczęły się około 2 lat temu, zaczelam odcinac sie od znajomych, nie chcialam juz z nimi spedzac czasu, nie chcialam z nikim rozmawiac. Zawsze bardzo lubilam poznawac nowych ludzi i bylo to dla mnie ekscytujace, teraz mnie to przeraża, jestem do kazdego negatywnie nastawiona od samego poczatku, meczy mnie to i wole odcinac sie od ludzi. Prawie cały czas jestem nieszczęśliwa, nie widze sensu w moim życiu, nie wiem czego chce. Zaczęły się też problemy w związku, jestem chorobliwie zazdrosna o mojego chłopaka i zdaje sobie z tego sprawe, kiedy nie chce sie ze mna umowic bo np ma spotkanie rodzinne nawet wtedy jestem zazdrosna, nie wiem nawet czy o niego czy o to ze on ma rodzine a ja nie. Zawsze kiedy mi odmawia czuje sie odrzucona, czuje ze mnie nie kocha, ze pewnie mnie zdradza albo zdradzi. Wciaz go o cos oskarżam, mam do niego o wszystko pretensje. Potrafie w jednym zdaniu powiedzieć ze kocham go nad życie i że go nienawidzę. Cały czas boje się że mnie zostawi dla kogoś lepszego, bardzo boje się samotności i odrzucenia, ale z drugiej strony czasami sama odcinam sie od niego i chce zostac sama, chce rozstania. Mam wiele kompleksów i mam wrażenie że każdy jest odemnie lepszy, ładniejszy, mądrzejszy. Wszystko pogorszyło się po śmierci mojego prawie 12 letniego psa, chodz moze glupio to brzmi, ten pies był jedyną istotą której mogłam w pełni ufać, od czasu jego smierci jest ze mną coraz gorzej. Mam problemy ze snem, napady histerii i lęku czasami na środku ulicy, albo w pracy, nigdy nie zdarzało mi się płakać w miejscach publicznych, teraz to prawie norma. Co do pracy, straciłam jakiekolwiek zainteresowanie nią, przebywanie w niej stresuje mnie. Nie wiem co chciałabym robić w przyszłości. Jedyne co wiem to to że marzę o rodzinie, o kochającym mężu i dzieciach, chce być dla nich taką matką jakiej sama nie miałam. Jednoczesnie boje sie ze nie bede potrafila okazac mojej rodzinie milosci bo sama jej nie doswiadczylam. Od 1.5 miesiaca czuje sie jakbym była ciągle chora, nie chce wychodzic z łóżka, jest mi nie dobrze na myśl o wyjściu do pracy, zazywam leki nasenne przepisane od neurologa, czasami dobrze działają, czasami nie. Zdarzają mi się myśli samobójcze. Nie mam już siły.. czym są spowodowane takie objawy? Co to może być? Bardzo proszę o pomoc.
  17. Witam, niecałe dwa lata temu dostałam psychotycznego załamania nerwowego, tak stwierdził mój lekarz, innej diagnozy narazie nie postawił. Przez kilka dni przed trafieniem na oddział w szpitalu psychiatrycznym miałam źle doświadczenia : słyszałam głosy, dostawałam paranoii miałam halucynacje. W końcu nie wytrzymała i chciałam zrobić sobie krzywdę. Wtedy trafiłam na oddział. Byłam tam dwa tygodnie. Pierwszego tygodnia nie pamiętam wcale. Drugi już tak. W szpitalu zachowywała się normalnie więc wypuścili mnie do domu. Teraz biorę aripiprazole Focus 15mg od ponad roku. Więcej sytuacja się nie powtórzyła. Chciałabym dodać że 4 lata temu straciłam dziecko w 8 miesiącu ciąży. Czy to możliwe by nie leczona depresja po stracie ciazy i odstawienie amfetaminy(odstawiamy ną tydzień przed szpitalem) spowodowały psychoze? Czy to może być coś innego niż psychotyczne załamanienerwowe?
  18. Witam. Mam 20lat,od 2lat jestem z moim partnerem(23l.) Miałam problem z metamfetamina. Uczęszczałem na terapie w MONARZE.Powiedziałam mu o moim problemie jak o wszystkiem-jestem osoba bardzo szczera.Podejrzewal mnie ,ze go oszukuje i okazało sie ze on tez zaczął to brać(jak mi powiedział chciał zobaczyć czy symptomy ktore u mnie rzekomo wskazują na to ze zazywam są prawdziwe i przetestowal środek na sobie żeby wiedzieć jak działa i co jak po nim sie wyglada)....do dzis mnie okłamuje. Z każdym razem jest mi ciężej i często zdarzało mi sie odpowiadać tym samym-ulegałam w bezsilności nałogowi.Nie rozmawia ze mną o tym,ani o żadnym problemie,wypiera sie,kiedy zadaje pytanie -przyznaje jedynie kiedy znajdę na to dowody. Mieszkamy razem ,ale mnie unika..nie potrafię podać liczby ile razy udowodniłam mu kłamstwo i co za tym idzie obiecywał zmianę(Ok 200razy).we wrześniu dałam mu wybór- terapia lub rozstanie. Powiedział ze sie podejmie,ale nie był tam ani razu,unika terapeuty i przekłada wizyty.. Moje pytania to jak nakłonić go do współpracy i zmotywować do leczenia , oraz jak sama sobie mam radzić z obsesja na punkcie oszustwa i kłamstwa (nie potrafię mu zaufać ) i głodami spowodowanymi bezsilnoscia. Pozdrawiam i dziękuje ze mogłam sie tu otworzyć.
  19. witam, piszę ponieważ potrzebuję pomocy. To co opiszę wskazuje tylko na jedno potrzebuje szybkiej pomocy. Nazywam się Marta mam 30 lat, nie mam dzieci, nie mam męża. Mieszkam z partnerem od roku. w 2013 roku stwierdzono u mnie depresję dwubiegunową. to choroba nieuleczalna i chociaż nawet podczas terepii czułam się spokojna i zdrowa pogodziłam się z ta chorobą i ją zaakceptowałam. Tak mam depresję dwubiegunową i strasznie utrudnia mi to życie. To powracające napady mani i depresji. Utrudnia mi to pracę i życie prywatne. Byłam dwa miesiące w szpitalu. Po wyjściu ze szpitala po terapii farmakologicznej nie pamiętałam niczego. opinia była jednoznaczna: Podobno zachorowałam na nią ponieważ byłam uzależniona od marihuany. Ale wydaje mi się, że po prostu taka się urodziłam. Możliwe że sięganie po używki było drogą odskoczni, sposobem na nudę ale także słabością wynikającą właśnie z tej choroby. Po wyjściu ze szpitala, byłam szczęśliwa, pełna życia. Zaczełam spotykać się z ciekawymi ludźmi, korzystać z życia. Żyć pełnią życia. Niestety nie trwało to długo. Od 2016 roku regulanie piję oraz sięgam po marihuanę. Depresja wróciła niczym moja przyjaciółka, która osaczyła mnie i kusi do zakończenia mojego życia. Wszystko, zaczęło się gdy w 2017 roku rozstałam się z pewnym chłopakiem. Byliśmy ze sobą rok, trochę imprezowaliśmy ale ten związek zakończył się ponieważ był toksyczny. Dochodziło do zdrad obustronnych. Kłótni awantur. Pod koniec tej relacji zaczełam uciekać znów w marihuanę. Na dzień dzisiejszy. Przez całe dnie płaczę, mam problemy w pracy, pojawiły się myśli samobójcze. Wydaje mi się, że wszyscy robią coś dla mnie albo przeciwko mnie. Mam wrażenie, że docierają do mnie głosy które nie są moimi myślami. Zaczełam zwracać uwagę na ludzi i wydaje mi się, że naruszają moją granicę intymna. Mam wrażenie, że popadłam już w taką manię, że gdy kiedyś wrócę z pracy to mój partner zastanie mnie w wannie ze wrzuconą suszarką. Wyobrażam sobie, że lokalność wywiera na nas wpływ - i wydaje mi się, że jakiś wyimaginowany chłopak o mnie dba, albo jakiś wielki niewidzialny facet. Mam też wrażenie, że w miejscowości której mieszkam, jesteśmy społeczeństwo lokalne dzieli się w taki sposób, na kobiety i mężczyzn,dzieci, emarytów czyli rodziny- a te rodziny pogrywają mną bo nie mam tu nikogo czyli stosują na mnie jakieś manipulacje. Bo niczego nie posiadam. Mam kiepsko płatną pracę, mieszkam nie w swoim mieszkaniu, nie wiem co z sobą zrobić. wiem brzmi, jak totalnie urojeniowa schizofremia. W pracy pracuję w branży call center, wydaje mi się, że jestem tak otwarta wewnętrznie, że słyszę dokładnie każdy szelest. Te dzwięki przeszywają mnie i tracę kontrolę nad tym co robię. Następnie uroiłam sobię, że podczas dzwonienia w pracy, gram z ludźmi w jakaś grę o wynik,że wplątują mnie w jakieś dziwne manipulacyjne taktyki. Możliwe, że ktoś wie, że palę marihuanę i przez to poddawana jestem jakimś manipulacją. Nie wiem wiem, jedno mam myśli urojeniowe a "coś" lub ktoś stara się to wykorzystać. Mój partner też jest uzależniony. podsumowując jak byłam nastolatka miałam problemy z narkotykami niedawno sie przeprowadziłam straciłam kontrole nad własnym zyciem w 2013 roku chorowałam na depresje dwubiegunową wiem ze jest to choroba nieuleczalna byłam dwa miesiace w szpitalu nie pamiętałam nic sprzed choroby od roku mam chyba nawroty przez 5 lat po chorobie byłam szczesliwą spełniona kobieta jednak zaczełam spotykać sie z różnymi mezczyznami zaczełam tez przyjmowac od nich pieniadze za spotkania wróciłam do używek. od 2016 regularnie piję alkohol. od jakiegos czasu wszytsko zaczeło się przypominać zaczełam słyszeć jakby męskie głosy w swojej głowie których nie potrafię zaakceptować Wyobrażam sobie niestworzone sytuacje, że ludzie prowadzą, ze mną jakąś swoją gierkę. że świat jest podzielony na mężczyzn i kobiety i dzieci które to niby dbają o nas i decydują o naszym życiu. Zaczełam robić błedy ortograficzne. Mam problemy czasami z mówieniem zaczełam seplenić. mam wrażenie że to co słysze nie jest moimi myślami wydaje mi sie ze cos mna manipuluje i odejmuje decyzje za mnie nie radze sobie w pracy zaczełam niekontrolowac tego co mowię moja gestykulacja jest niekontrolowana mam problemy z chodzeniem do toalety pojawiły sie tez mysli samobojcze mam wrazenie jakby wszystkie moje rzeczy osobiste jak np. telefon czy komupter wydaje mi sie w miejscowoscie ktorej mieszkam coś mna pogrywa " jakaś siłą wyższa" ze ludzie robia wszytsko dla nas albo przeciwko nam.
  20. Witam! Ostatnio coraz bardziej martwię się o moją przyjaciółkę, widzę, również i inne osoby, że coś jest nie w porządku, jednak nie wiem, czy mam się bać i jak zaproponować pomoc? Kiedyś mieszkałyśmy razem, widziałam wtedy, że ma stany depresyjne, potrafiła kilka dni nie wychodzić z pokoju, nie jeść. Rzeczywiście jednak miała wtedy trudny czas i poprzednie doświadczenia również. Wtedy jeszcze sporadycznie korzystała z pomocy psychologa, jednak jak teraz twierdzi, to bez sensu, nie ufa im, nie ma na to pieniędzy. Dla mnie w jej ocenie kluczowym momentem była noc, kiedy zadzwonił do mnie jej znajomy, roztrzęsiony krzycząc, bym do niej poszła bo coś sobie zrobiła. Przedawkowała leki nasenne. Teraz nie mieszkamy razem, ale obserwuję pewne rzeczy. Zwłaszcza jej zmiany nastrojów, jest codziennie inna, bardzo wybuchowa i impulsowa, a następnego dnia się do nikogo nie odzywa. Wyolbrzymia sytuacje, które można rozwiązać spokojnie. Wydaje się szukać jakiejś pomocy, gdyż celowo zwraca na siebie uwagę, mówi coś, np. że nie chce jej się żyć, po czym ucina temat. Zwierza się z czegoś, a gdy proponuje się rozwiązanie sytuacji ucina rozmowę. Próbowałam ja oraz kilka innych bliskich osób z nią rozmawiać o pomocy, terapii. Nie chciała o tym słyszeć, twierdzi, że jej nic nie jest. Ale moim zdaniem to też nie jest do końca normalne, te zmiany nastroju, depresja, agresja słowna, pretensje i wyrzuty pod adresem innych. Nie wiem jak jej pomóc i jak się wobec niej zachowywać, każda sytuacja, gdzie jej nie przytakuję, lub nie jest w centrum zainteresowania rodzi konflikty. Pozdrawiam, Zuza
  21. Jestem 30letnia kobieta od kilku lat mieszkajaca samotnie po za granicami polski. Mam bardzo dziwny i osobliwy problem. Kilka lat temu przelotnie poznalam mezczyzne, ktory byl rowniez na emirgracji w tym samym miescie. Na przestrzeni 2 lat parokrotnie widzialam go przelotem, kilka razy wywiazala sie miedzy name krociutka rozmowa. Naleze do osob, ktorym nigdy nikt sie nie podoba. Jednak nim sie zauroczylam nie znajac go. Naprawde mialam wrazenie ze ‘to ten’. Jakis czas pozniej udalo mi sie poznac jego imie i nazwisko. I tutaj zaczyna sie moj problem… Przez ponad 2 lata od momentu w ktorym widzialam go po raz ostatni, codziennie sledzilam go na wszystkich mediach spolecznosciowych. Wykreowalam nawet falszywe konta podajac sie za jego znajomych by miec dostep do jego informacji. Sledzilam w internecine jego przyjaciol i rodzine. Godzinami wpatrywalam sie w jego zdjecia. Nawet podczas urlopu i podrozy nie mogalm sie obyc bez sprawdzania co on aktualnie robi. Pierwsza rzecza jaka robilam wstajac rano to bylo sprawdzanie jego profilu. Caly czas mialam wrazenie, ze jeszcze sie kiedys spotkamy ponownie, on mnie pozna lepiej i pokocha… W moim wyobrazeniu on byl idealem mezczyzny dla mnie. Pare dni temu dowiedzialam sie, ze on bezpowrotenie wyjezdza i moj swiat sie zalamal. Przez kilka dni nie mialam sily wyjsc z lozka i lykalam tabletki uspokajajace by jakos to przetrwac. On byl jedyna rzecza dla ktorej wstawalam rano z lozka. Co gorsza ja zdaje sobie sprawe ze to jest niedorzeczna i glupia obsesja, ze to nie jest normalne. Probuje sobie to jakos racjonalnie wytlumaczyc, ale jednoczesnie bardzo cierpie i caly czas analizuje, ze w trakcie tych przelotnych spotkan kilka lat temu moglam zrobic cos wiecej. Przez przwie 4 lata zylam w urojeniach. Bardzo prosze o porade, jak moge z tego wyjsc…
  22. Ostatnio w moim życiu stała się dziwna sytuacja. Zacząłem nagle mieć znaczne obniżenia nastroju i dość duże problemy z koncentracją. I choć mogło to być przez sen i ogólne zmęczenie, ciągłą naukę. dodam, że jestem studentem Politechniki Wrocławskiej, od października zaczynam drugi rok akademicki. Nigdy wcześniej nie miałem takich huśtawek nastrojów. W rodzinie zawsze się układało i było dobrze, wiec tym bardziej sytuacja dziwi. Opiszę jak doszło do tych nagłych obniżek nastroju i stanów przygnębienia. Wszystko zaczęło się w marcu 2018 roku kiedy zainteresowałem się pewną dziewczyną rok młodszą ode mnie. Dziewczyna ta chodziła ze mną do liceum 2 lata i mieszka w sąsiedniej wiosce 2 km ode mnie. Dodatkowo dość często widujemy się w autobusie, kościele itd. Nigdy z nią jednak nie gadałem, a przez te kilka lat była mi zupełnie obojętna, specjalnie nie zwracałem na nią uwagi. Nawet w szkole, chodź często ją mijałem tak jakoś wyszło, że nie poznaliśmy się osobiście. Można powiedzieć, że to normalna rzecz, że ludzie mają nieraz ze sobą styczność, a jednak nie gadają ze sobą, nie poznają się itd. Maturę zdawałem w maju 2017 roku. Więc wtedy skończyłem szkołę. Poszedłem na studia z dosyć dobrze zdaną maturę i wszystko było w porządku. Pierwszy semestr zdałem wzorowo. Ale nagle w drugim.... na początku marca zacząłem nagle zwracać bardziej uwagę na tą dziewczynę. Chodź już rzadziej się widywaliśmy, bo głównie w autobusie to jednak coraz bardziej o niej myślałem i poprostu się nią zainteresowałem. Nie wiem czemu do niej najzwyczajniej w świecie nie zagadałem, i był później taki moment, że bardzo żałowałem, że skoro chdziliśmy ze sobą do szkoły to trzeba było podejść i pogadać. Trochę się obwiniałem o to, ale teraz już tego nie robię. Ale wracając do tej sytuacji to po prostu ta osoba mnie zafascynowała, a właściwie fantazje które zacząłem o niej mieć. Ciągle o niej myślałem, przypisałem jej cechy kobiety idealnej, pobożnej, uśmiechniętej itd. Po prostu ją wyidealizowałem. I zamiast zagadać w autobusie to przez to, że strasznie się emocjonalnie związałem z tymi wyobrażeniami o tej dziewczynie to po prostu bałem się odrzucenia. Zacząłem nieustannie jej wypatrywać, szukać kontaktu wzrokowego, uśmiechać się, szukać oznak zainteresowania z jej strony. Szukałem 100 % okazji kiedy ona popatrzy na mnie, uśmiechnie się i wtedy do niej podejdę i zagadam. Ta okazja jednak się nie pojawiła. I tu pojawia się mój kolejny problem- BRAK OPANOWANIA MYŚLI I EMOCJI. Nie mogłem przestać myśleć o tych wyobrażeniach, fantazjach. Ciągle rozmyślałem jaka to jest idealna i że jesteśmy razem, jesteśmy w związku itd. Przerodziło się to trochę w obsesję. Zacząłem szukać w internecie informacje o niej na różnych portalach, stronach. Potrafiłem długo patrzeć w jej zdjęcia na facebooku i emocjonować się jaka to jest wspaniała i ciągle wyobrażać sobie wspólne życie. I tak było przez koniec marca i cały kwiecień-szukanie 100% okazji kiedy na mnie popatrzy i da mi jasny sygnał, nieustannie wypatrywanie jej w autobusie, kościele itd. Szukałem nawet jej plany zajęć by wiedzieć o której godzinie kończy lekcje i wraca tym samym autobusem co ja. Specjalnie zrywałem niektóre zajęcia aby móc ją spotkać w tym autobusie i na nią się popatrzeć i znaleźć kontakt wzrokowy. Dodatkowo jeszcze napisałem do niej na facebooku, że jest ciekawą osobą i chcę ją poznać. Ona nie odpisała mimo wyświetlenia wiadomości. Nie chcę gdybać czemu. Może dlatego, że wzięła mnie za dziwaka i olała po prostu albo widziała, że jestem jakiś za bardzo napalony i nie chciała mnie skrzywdzić... Nie miałem wtedy jeszcze jakiś zniżek emocjonalnych, stanów przygnębienia itd. Wszystko zaczęło się w maju.... W maju postanowiłem, że skończę już z tym czajeniem się na tą osobę i zagadam w końcu. Dziewczyna w prawdzie już byłą mocno zdziwiona tą sytuacją i moją osobą, ale przez te fascynacje i wyidealizowanie tej dziewczyny w ogóle nie docierało do mnie to jak się to wszystko może skończyć. Akurat jechała pisać maturę z matematyki. Wtedy postanowiłem, że jak wysiądzie z autobusu to podejdę do niej i zagadam. Całą drogę patrzyłem się na nią w oczy by szukać kontaktu wzrokowego chodź miejsce w autobusie obok niej było wolne. Potem wysiadła z autobusu i szybko wsiadła w tramwaj. Można to tłumaczyć tym, że śpieszyła się na maturę, chodź dzisiaj na trzeźwo mogę powiedzieć, że szybko uciekała przede mną. Bo rzeczywiście wyszedłem na jakiegoś świra i napaleńca. Chodź wtedy byłem strasznie zaślepiony tą aurą wyidealizowanej dziewczyny i fantazjami o niej. Nie zamierzałem się poddawać.... Dalej myślałem, że mi się uda w końcu znaleźć 1000% okazję w której da mi jasny sygnał, żebym podszedł i zagadał. Po tym jak napisała maturę z matematyki w poniedziałek 7.05 i wracała o tej samej godzinie autobusem to mimo, że siedziała i miała obok siebie miejsce wolne to mimo tej chęci jej poznania to nie podszedłem do niej i nie zagadałem. Jakbym po prostu ciągle się czegoś obawiał.. Jakbym czekał aż to ona do mnie podejdzie.. Nic z tego... Ja zamiast do niej podejść i pogadać, znowu patrzyłem jej w oczy i się lekko uśmiechałem. Później w domu bardzo żałowałem tego czemu nie zagadałem do niej i ciągle o niej fantazjowałem, patrzyłem dalej na jej zdjęcia.. Zaczęło się wewnętrzne obwinianie się. W ciąż nie rozumiałem, że to jest głównie pociąg do wyidealizowanych cech, które ta osoba może nie posiadać. Mimo, że na naprawdę mnie zainteresowała, zaciekawiła to po prostu źle ta cała sytuacja się ułożyła i przez to zacząłem powoli wchodzić w błędne kółko. Później we wtorek 8.05 była matura z angielskiego. Punkt kulminacyjny całego zdarzenia. Zacząłem się zastanawiać nad tą całą sytuacją i myślałem, że tym razem dziewczyna będzie chciała na maturę pojechać nieco wcześnie bo widziałem jak wtedy się spieszyła. Akurat siostra która jest z jej rocznika też pisała maturę i chciała wcześniej wyjechać. A, że wcześniej autobus nie kursował o pasującej godzinie to jechałem z siostrą autem. Pomyślałem, że dziewczyna pojedzie innym autobusem z innej linii. I w nadzieii, że uda mi się "załapać" na wspólną rozmowę z wielką chęcią pojechałem z siostrą autem do miasta. Później wsiadłem w miejski autobus by podjechać na ten konkretny przystanek na którym może być ta dziewczyna. Pomyślałem, że poczeka na nią z te pół godzinki, akurat na zajęcia mi się nie śpieszyło bo zaczynały się od 11, a to była godzina 7:30. Matura zaczynała się od godziny 9:00. Więc według moich obliczeń dziewczyna jadąc autobusem z innej linii powinna być właśnie około 7:40 na tym przystanku. Stało się tak jak planowałem.... Wysiadła około godziny 7:40, a ja już na nią wtedy tam czekałem. Zobaczyłem, że jest w słuchawkach i z telefonem w ręku. Nieśmiało zacząłem się do niej zbliżać. Ona wyraźnie się odsunęła. Ja byłem cały czas zaślepiony moimi fantazjami o tej osobie i ciągle miałem nadzieje, że zechce ze mną pogadać. Wsiadłem za nią w tramwaj i gdy wysiadłem na przestanku kolejnym na którym odjeżdżał inny tramwaj bezpośrednio do szkoły to był po prostu początek moich problemów.... Chwila ta tak mi utkwiła w pamięci... Chcę do dzisiaj zapomnieć o tej sytuacji, jakby to byłą jakaś zwykła sprawa i drobnostka, ale ciężko jest... Mam nadzieję, że kiedyś będę się z tego wszystkiego śmiał.. Wracając do tej sytuacji to... oboje wyszliśmy z tego tramwaju i ja zacząłem na nią się patrzyć i nieśmiało podążać w jej stronę. Ona to wyczuła i samo poszła w moją. Minęła mnie, stanęła na chwilkę i mocno popatrzyła mi w oczy jakby dała mi sygnał żebym podszedł i zagadał a ja ... nie zagadałem tylko po prostu popatrzyłem na nią jakbym czekał nieświadomie, aż to ona podejdzie i zacznie kontakt. To było bardzo dziwne... Minęliśmy się i ona wsiadła do tramwaju i pojechała na tą maturę, a ja ze spuszczoną głową poszedłem sobie dalej. I można powiedzieć, że to zwykła błahostka i tak po prostu dziwnie wyszło... Mi też się początkowo tak wydawało, ale ta sytuacja diametralnie zmieniła moje nastawienie i nastrój. Gdy na następny dzień wróciłem ze studiów do domu zaczęły się straszne huśtawki nastroju. To było okropne. Miewałem straszny żal, stany przygnębienia, jakbym obwiniał siebie wewnętrznie o zaistniałą sprawę. Bywały chwile wysokiego entuzjazmu, ale mieszały się one z tym okropnym zjazdem emocjonalnym. Nawet jak chodziłem później na wspólne spotkania ze znajomymi to musiałem wcześnie wracać gdyż dostawałem takiego doła tak.. po prostu znikąd. Nie musiałem specjalnie rozmyślać o tej dziewczynie by gwałtownie obniżył mi się nastrój. Co było dalej... Dalej mimo tych zjazdów emocjonalnych postanowiłem pogadać w końcu z tą dziewczyną wierząc, że ułagodzi to mój wewnętrzny ból. Zacząłem szukać i rozmyślać dalej kiedy mogę ją spotkać i wtedy po prostu nie zależnie od sytuacji podejść i już bez żadnego patrzenia i szukania oznak zainteresowania pogadać. Koledzy znaleźli spis matur ustnych kiedy ona ma i o której godzinie. Wiedziałem na którym przystanku ona wysiądzie. Ciągle rozmyślałem o niej i o tym, że wysiądzie i zaproszę ją na herbatkę do pobliskiego lokalu itd. Oszacowałem mniej więcej godzinę kiedy wysiądzie z tego tramwaju po powrocie z matury. Czekałem ponad godzinę... Nie było jej... No cóż myślałem, że będę szukał dalej sytuacji w przyszłości i poszedłem spokojnie na zajęcia.. Okazało się, że miałem w tym dniu 2 kolokwia i oba doszczętnie uwaliłem. Prawie cały dzień miałem obniżony nastrój i wewnętrzne rozbicie. W przerwie między jednym wykładem a drugim poszliśmy z kolegami do pewnej księgarni. Akurat droga wiodła obok mojego byłego liceum, tego samego w którym dziewczyna miała w tym dniu maturę. Dodatkowo czułem się straszliwie rozbity wewnętrznie i miałem straszny stan przygnębienia... Po tym feralnym dniu wróciłem do domu i tak jakby coś się uspokoiło trochę.. Ciągle jednak miałem nadzieje, że uda się w końcu doprowadzić do tej sytuacji w której podejdę i zagadam do niej. Szukałem róznych okazji, np. wtedy kiedy wracała z matury z historii i czekałem na nią na przystanku by pogadać.. oczywiście jej nie było. A ja później w domu miałem znowu stany przygnębienia. Na następny dzień był koncert Krawczyka i akurat wtedy spotkałem się z kolegami i była chwila optymizmu, radości.. Później przez kilka dni jeszcze miałem te huśtawki nastrojów. Jednak w końcu uświadomiłem sobie, że to ciągłe rozmyślanie o niej i szukanie na siłę sytuacji w której ją spotkam sprawia, że czuję się przygnębiony. Postanowiłem sobie odpuścić.. na jakiś czas. I nawet po drodze miałem okazje w autobusie by podejść i zagadać, ale nie skorzystałem, ale mimo to ciągle czułem, że w końcu pogadamy ze sobą. Oczywiście wchodząc do autobusu zacząłem z przyzwyczajenia oglądać się na wszystkie strony. W końcu było coraz lepiej... 13 czerwca miała być w kościele na jednym nabożeństwie i wtedy chciałem zaczekać po nabożeństwie i do niej podejść i zagadać. To trzymało mnie w nadziei. Przez resztę maja i początek czerwca żyłem w przekonaniu, że w końcu w tą środę podejdę do niej i pogadamy. Ciągle zacząłem mieć wyobrażenia jak ze sobą gadamy po tej skończonej mszy itd. Nawet ułożyłem sobie w głowie dialog... Mimo, że naprawdę kłopoty z koncentracją ciągle były, ale już te stany przygnębienia nie były tak straszliwie mocne i dało się normalnie żyć. No i pojawiła się ta środa 13 czerwca.. No i co? Skończyło się nabożeństwo, a ja czekam na nią pod kościołem i ... ona się nie pojawia i ... ja wracam do domu i dalej mam ten stan przygnębienia... I błędne koło. Wtedy po tej sytuacji i po wizycie u psychologa już któreś z kolei już całkowicie zdałem sobie sprawę, że strasznie jestem emocjonalnie związany z wyobrażeniami o tej dziewczynie i nie ma znaczenia, że kiedyś chciałem naprawdę ją poznać. Zdałem sobie też sprawę, że najlepiej jak w 100% zapomnę o tej całej sytuacji a ona stanie się dla mnie obojętną dziewczyną. Pytanie jak to zrobić by byłą dla mnie tą obojętną osobą? Można powiedzieć, że była to jakaś dziwna obsesja.. Ja wciąż jednak wracam myślami do tej sytuacji i do tej dziewczyny mimo, że chcę ją zneutralizować. Mam myśli o niej różne, że widzę ją w basenie obok domu i tak dalej. Chcę po prostu wrócić do normalności tak jak to było te 3 miesiące temu. Pytanie jak zapomnieć o tej sytuacji i jak sprawić by ta osoba była całkowicie mi obojętna..? Jakie jest najlepsze wyjście z tej sytuacji? To było dziwne też z tego powodu, że wcale nie jestem już taką osobą nieśmiałą i normalnie wcześniej zdarzało mi się podchodzić do dziewczyn i nawiązywać jakąś rozmowę. W tym przypadku byłem strasznie napalony emocjonalnie na wyobrażenia, fantazje o tej osobie, stąd pewnie tak to się potoczyło. Podświadomie czuję, że będziemy razem, że to historia jak w hollywodzkim filmie i skończy się happy endem. Jednak tak naprawdę wiem, że najlepiej jak zapomnę o tej sytuacji i zneutralizuję tą dziewczynę. Wiem, że to największe wyzwanie w moim życiu i chcę to rozwiązać. Miałem różne ciężkie momenty w życiu i wiele z nich przezwyciężyłem w wielkim stylu. Mam dalej duże chęci do życia i nowych wyzwań mimo tej trudnej sytuacji. Chcę traktować tą sytuację jako szkołę życia i wyciągnąć wnioski na przyszłość. I PRAGNĘ normalnie nawiązywać znajomości z dziewczynami, nie rozmyślając dniami i nocami o nich i oglądając ich słodkie zdjęcia. Problem tylko w tym, że do końca nie mogę zapanować nad myślami i emocjami. A ta sytuacja odcisnęła piętno na mojej psychice i często do niej wracam myślami i przez to wciąż mam stany obniżonego nastroju, chodź nie są to te stany przygnębienia co miałem w połowie maja to jednak ciężko z tym normalnie funkcjonować. Chciałbym aby ta osoba była dla mnie zupełnie obojętna. Przeczytałem już setki artykułów o podobnych schorzeniach. Próbuję wielu rzeczy: medytacji, dłuższego snu, wizyt u psychologów... Jednak mimo dosyć dużej poprawy nie mogę wyjść z tego stanu. Zastanawiam się co to może być: obsesja, mania, natłok myśli? Może to przez ten natłok myśli spowodowany ciągłym gonieniem za sukcesem (a mam ich trochę na swoim koncie), małą ilością snu po prostu nie panuje do końca nad swoimi myślami i te wyobrażenia i wyidealizowanie tej dziewczyny wzięło się właśnie z tego powodu? Chciałbym po prostu aby ta dziewczyna była dla mnie obojętna, bym był szczęśliwy jak wcześniej, a wcześniej w ogóle jej nie znałem. Dodatkowo chciałbym panować bardziej nad myślami o emocjami. Jeden z psychologów mi doradził, że warto skorzystać z terapii poznawczo behawioralnej. Chciałem się wobec tego zapytać również czy rzeczywiście ta terapia mogła by pomóc całkowicie wrócić do normalności? Czy mógłbym znaleźć w Polsce gdzieś taką terapię na NFZ? Proszę o odpowiedzi na nurtujące mnie pytania i jasną ocenę tej całej sprawy związaną z obsesją, brakiem kontroli myśli i emocji i dziwną huśtawką nastrojów. Z góry dziękuję
  23. Od kilku lat mam taki problem (znaczy nie wiem czy to problem, bo to dla mnie miłe) Chciałabym się tylko dowiedzieć dlaczego tak jest i co jest tego powodem. Generalnie jestem hetero, ale mam tak, że od kilku lat niektóre kobiety powodują na mnie takie dziwne uczucie. Dodam, że mam osiemnaście lat, a moja pierwsza ofiara tak świadomie była jak miałam dziesięć lat. I często nie uważam jest za jakieś mega, cudownie piękne, ale nie brzydkie, takie spoko. Mam wtedy ochotę je cały czas spotykać, przebywać z nimi, rozmawiać, pomagać im. Byleby doświadczać ich bliskości. (Z mężczyznami też tak mam, ale to już bardziej pod kątem seksualnym). Chcę wtedy wszystko o nich wiedzieć, przeszukuję nawet cały internet, ciągle patrzę na ich zdjęcia i mam ochotę o nich rozmawiać z innymi. Bardzo często maja one jakieś podobne cechy wyglądu czasem też charakteru,( np. kolor włosów, zawód itp.) lecz czasami zdążają się wyjątki, które zaburzają mi moją konkluzje na temat ich powiązania ze sobą. Sama nie wiem na jakiej podstawie typuję takie osoby, po prostu są. Bywa, że taka osoba ujawni się od pierwszego wejrzenia, ale czasami to dzieje się po czasie. Takie osoby nazywam ofiarami. W większości po pewnym czasie to przechodzi, gdy np. pojawia się nowa ofiara, albo tracę kontakt z wcześniejszą, czasem jednak po ponownym spotkaniu to uczucie się odnawia. Czy inni też tak mają? Czy powinnam to leczyć?
  24. Witam.. Od pewnego czasu mam problem ze soba, czasem juz sobie z tym nie radze. Zaczelo sie w pracy, zaslablem, czulem ze odlatuje, prawie zemdlalem. Wpadlem w taki strach, ze myslalem ze zaraz umre. Przy tym wszystkim zaczelo mi strasznie bic serce, jakby mialo wyleciec. Takie kolatania serca mam juz jakis czas, czuje jakis strach, jestem ospaly, nie mam humoru, czuje sie bezsilny, lek ktory zawsze przychodzi niespodziewanie I serce zaczyna mi wtedy szybko bic bardzo dlugo..raz juz mialem taki napad ale mniejszy, ale niestety problem sie powtorzyl I to gorzej. Trafilem wtedy na pogotowie dali mi kroplowki, mialem badanie tomografii glowy, wszystko wyszlo okej. Zostawili mnie w szpitalu mialem robione echo serca, ekg , przeswietlenie klatki, zakladano mi holter, holter cisnieniowy, takze wszystko tez wyszlo dobrze. Dostalem skierowanie do kardiologa na miesieczny holter, ale nie jestem jakos do tego przekonany... boje sie ze jest jakas nerwica I juz nie wiem co robic..
  25. Witam mam 18lat. Od paru lat okolo 10roku zycia moze wczesniej mam napady eufori, napady energi jak bylem maly to poprostu napinalem wszystkie miesnie trzymalem i przechodzilo. Obecnie jak zauwazylem codziennie od okolo 2lat (tyle juz to obserwuje) zawsze od 9rano do 11rano przyjdzie mi ten stan eufori i ten przyplyw energi ale stalo sie to uciazliwe poniewaz pod wplywem tego stanu nie reaguje normalnie podczas rozmowy(nie umiem mowic plynnie i w tej samej tonacji) podczas rozmowy reaguje impulsywnie i agresywnie,jestem arogancki hamski i agresywny, nie umiem tego wyciszyc, mam tak czasami pare razy dziennie niespodziewanie.... Czasami z minuty na minute mysle kim nie bede a minute pozniej mysle zeby umrzec bo "zycie a sny sie nie roznia i w snach jest lepiej" a potem mam gdzie to co myslalem i sadze ze to bylo glupie. Mojej dziewczynie tez to przeszkadza kiedy zschowuje sie jak skonczony idiota i kiedy nagle ide zrealizowac jakis swoj glupi pomysl. Te napady eufori nie są kontrolowane i poprostu musze wtedy wyginac twarz,rece, robic glupie miny lub mowic jak bym nie umial albo poprostu odplynac totalnie i myslac ze jestem sam w danym miejscu zachowywac sie jak malpa. Dodam ze jak bylem maly mialem badanje na ADHD i nie stwierdzono u mnie tej choroby. Dziekuje za pomoc i pozdrawiam.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.