Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'depresja'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Kategorie

  • Pliki od psychologa online

Kalendarze

  • Community Calendar

Kategorie

  • Artykuły

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 227 wyników

  1. zaniepokojony

    Naluk

    Witam jestem 35 letmim meszczyzna.Moj problem polega na uzaleznieniu od masturbacji oraz porno trwa to juz kilka ladnych lat ale ostatniomi czasu poswiecam temu coraz wiecej czasu zaniedbuje partnerke zycie osobiste prafie spedzic naprawde spora czesc dnia na tych czymosciach .Juz parokrotnie prubowalem zerwac z nalogiem ale niestety nieskutecznie .Od paru lat zyje w strachu ze ktos sie dowie lub strony ktore przeglondam moga byc nielegalne ,ostatnich oarr tygodni to mortega mam okropnego dola ( a nawet mysili samobujcze)nie wiem jak se poradzic z mojm problemem chodz walcze z calych sil.Szkoda mi mojej dziewczyny ktora zaniedbuje Prosze o was pomoc oporade lub podania kontaktu do organizacji ktora by mogla mi pomuc.Prosze was bardzo o pomoc
  2. Witam. Mam 23 lata, jestem bezrobotną, bezdomną i samotną kobietą. Postanowiłam tutaj napisać, bo po raz kolejny straciłam sens życia i nie potrafie juz wierzyć, że kiedyś będzie lepiej, to jest dla mnie za trudne i nie daje sobie rady. Od 9 roku życia byłam wykorzystywana seksualnie przez pracownika rodziców i trwało to do momentu, aż nie opuściłam rodzinnego domu, wielokrotnie szukałam pomocy dla siebie i słyszałam tylko deklarację słowne po czym i tak byłam odrzucana. Gdy już tracilam nadzieję w 2017 r. poznałam swoją lekarz prowadząca, która bardzo pomogła mi wtedy stanąć na nogi, a później załatwiła mi mieszkanie w Ośrodku Interwencji Kryzysowej. Rodzice od dziecka stosowali wobec mnie przemoc fizyczną i psychiczną i też dzięki wsparciu Pani doktor i terapeutce, podczas interwencji policji postanowiłam założyć rodzica niebieska karte i wtedy w maju 2018 uwolnilam się z domu. W tym czasie chodziłam na terapie indywidualnie i oczekiwałam na termin terapii grupowej na oddziale, którą odbywałam od 19 lipca do 12 października. Po opuszczeniu oddzialu, dostałam zalecenie powrotu za 1,5 miesiąca na kolejną terapie, w czasie oczekiwania przyjęcia na oddział, wróciłam na terapie indywidualną, jednak w połowie listopada złamałam kontrakt, który zawarłam z terapeutką, że nie będę mieć zachowań autodestrukcyjnych i to wiązało się z zakończeniem terapii, było mi na tyle głupio, że nawet nie poinformowałam swojej terapeutki o tym fakcie. Mój stan psychiczny od tamtej pory się pogorszyl, zaczęłam mieć omamy wzrokowe i słuchowe, czuje dużo strachu przed samą sobą, mam myśli i zamiary samobójcze. 2 stycznia tego roku trafiłam na oddział, ale tym razem ta terapia była dla mnie męcząca. Każdego dnia starałam się uciec przed swoimi myślami i samą sobą, opuszczalam oddział i przebywałam na terenie szpitala do późnego wieczora z dala od innych. Czułam lęk i napięcie, gdy ktoś się mnie zapytał jak się czuję, wtedy od razu musiałam uciekać, zeby się pociąć albo poddusić, po to, by się ukarać za swoje istnienie. Przebywając na oddziale, dowiedziałam się, że odbyła się grupa robocza i komisja postanowiła wycofać rodzica niebieska kartę, tylko dlatego że jestem od nich odizolowana. Załamałam się, bo znów się zawiodłam na ludziach i jak zwykle wszystko idzie pomysli moich rodziców. Poinformowałam o tym swoją lekarz, ale ona się do mnie nie odezwała, co wywołało u mnie ogromne poczucie winy, że tak naprawdę to ja jestem wszystkiemu winna i nie zasługuje na żadną pomoc. W piątek 01.02 już nie wytrzymałam i wypisalam się na wlasne żądanie z oddzialu, uznałam że jestem dla każdego problemem i muszę zniknąć stąd raz na zawsze. O swoich zamiarach postanowiłam poinformować swoją lekarz, która odezwała się do mnie, ale nie do końca uwierzyła w to, że opuścilam oddział na własną prośbę, napisałam jej wtedy, że naprawdę podjęłam taką decyzje i juz mnie tam nie ma i od tamtej pory znow nie mam z nią kontaktu. Staram sie zrozumieć Panią doktor i jej milczenie, bo przeciez zawiodłam ją wypisując sie z oddziału i to było oczywiste że sobie nie poradzę nie mając żadnej pomocy i wsparcia. Na początku marca kończą mi sie swiadczenia rehabilitacyjne z ZUS i ja nie wiem jak sobie poradze. Nie jestem w ogóle stabilna, żeby pójść do jakiejkolwiek pracy. Nie potrafie normalnie funkcjonować, ani zadbać o siebie, ciągle czuje lęk przed ludźmi, przed wychodzeniem gdziekolwiek właśnie z obawy przed innymi. Nie jestem w stanie nic dla siebie zrobić, tylko cały czas sie za wszystko obwiniam, a potem musze sie ukarac okaleczając się i głodząc. Nie mam juz w swoim życiu nikogo, co tylko utwierdza mnie w tym, że sama sobie jestem winna i nie zasługuje na to by prosić o pomoc i żyć. Jestem nikim, bezwartosciowym nikomu niepotrzebnym balastem, jestem tylko problemem i tak nikogo nie obchodzi moje życie, a ja tak bardzo nienawidzę samej siebie, że nie podniosę się z tego sama. Ja przegrałam swoje zycie w momencie kiedy się urodzilam... Pozdrawiam serdecznie
  3. Piotruś Pan

    Proszę o pomoc

    Cześć.Jestem samotnym facetem w wieku 32 lat,pracuje.Odkąd pamiętam nigdy nie byłem duszą towarzystwa choć to się zmieniało.Lecz ostatnio(3-4 mies.)odkąd wróciłęm z zagranicy mój nastrój bardzo się obniżył i lęki,fobie,negatywne myśli wróciły z taką siłą,że oprócz pracy i sklepu nigdzie nie wychodzę,nie mam znajomych,nawet rodziny unikam.Sam już kiedyś zdiagnozowałem to jako fobie społeczną lek może to być jakaś nerwica czy depresja.Mój normalny stan teraz to uczucie napięcia,wyobcowania,czasami lekkie napady lęku,pustka w głowie.Z powodu powyższych nie nawiązuje i nie utrzymuje znajomości z ludżmi gdyż nie umiem się odprężyć.Coraz ciężej jest mi sobie z tym poradzić gdyż takie życie nie daje żadnej radości,a jedynie same flustracje i jest bez sensu.Dodam,że mama choruje na nerwice,a siostra ma schizofremie,reszta rodziny normalna:)Proszę o radę choć domyślam się,że powinienem zacząć jakąś terapie i/lub spróbować brać jakieś leki,choć nie chciałbym ich przyjmować. Proszę o wskazówkę gdyż jest mi naprawdę ciężko i zdarza mi się płakać z tej bezsilności.
  4. Jestem z dziewczyną rok a od pół roku sypiamy i mamy problem w związku.Nazwe ją e jak ewa zeby krócej było. E pije codziennie alko i kazdy seks z nią jest po tym jak sobie wypije setke wódki najczesciej tej kolorowej. Moje wcześniejsze dziewczyny były trochę inne były uległe i szybko lądowaliśmy w łóżku ta znajomość urywała się też szybko. E już taka nie była długo ją zdobywałem podobała mi się jej niedostępność i powiem że dzięki temu mi zapunktowała i jestem z nią już tyle czasu lecz nie mam udanego seksu bo staram się tylko ja. Ona nie wykazuje inicjatywy nigdy nie proponuje nie zaczyna pierwsza nie mówi że chce. Podczas seksu tez nie wykazuje zadowolenia uwielbiam kiedy dziewczyna podczas seksu mówi różne podniecające teksty typu ze mocniej szybciej czy ze rób tak a ona nic jak bym nie zrobił tak dla niej jest ok. Myślałem że może coś robię zle ja ale mówi że z mojej strony wszystko robię dobrze tak jak ona chce jak spojrzę w oczy podczas seksu to zauważam że E patrzy na sufit nie na mnie. Prosiłem zeby odstawiła alkohol zeby chociaż raz to zrobić kiedy jest sto procent trzeźwa to się nie zgodziła. Przeszkadza mi też to ze do tej pory nie chce żebym zrobił min.. jak każdy facet ja kocham to miejsce, ten zapach wszystko z nią związane ale mi tego zabrania. Dziwi mnie bo to jest chyba najbardziej przyjemne dla kobiety. Wytrzymuje to tylko dlatego że mnie zaspokaja . Mnie pyta czy dobrze czy zadowolony jestem ale jak ja jej zadaje tego typu pytania to mi odpowiada złością co mam ci powiedziec to ja do niej że tak nie a ona tak i po temacie. Czesto też ma do mnie wyrzuty za seks że czemu to zrobiliśmy że żałuje a później mnie przeprasza że mi tak powiedziała. Czy w dłuższych związkach dziewczyny tak się zachowują? Pierwszy seks planowałem nawet fantazjowalem zeby był w jej urodziny ale do tego nie doszli dlatego że wcięta była dopiero po kilku dniach jakoś tak samo wyszło. Kiedyś właśnie na tych urodzinach jak już się wszyscy rozeszli to poszła zapalić papierosa na balkon , poszedłem do niej porozmawiać posiedzieć a to jej ulubione miejsce i mi opowiedziała że kiedyś spotykała się z jakimś tam chłopakiem dwa tygodnie i że gdzieś pojechali , mieli spędzić fajnie weekend ze było jeszcze kilku znajomych ale mieli oddzielne pokoje Powiedziała mi, że ten chłopak zobaczył gdzieś , że jest dzień robienia min.. i chciał ze jej to powiedział. E mi powiedziała ze nic do niego nie czuła ze był dla niej obcy i ze nie chciała. jak to określiła takiego dezorientu jeszcze nie miała, . Ze on tam jej mówił że on musi chociaż raz. Rozsmieszylo mnie bo śmieszne są takie akcje ze jest dzień całowania, dzień seksu czy dzień min.. No to zapytałem co zrobiła to powiedziała , ze patrzyła sobie w sufit liczyła najpierw do dziesięciu potem do dwudziestu i do trzydziestu i nie wie do ilu tak sobie doliczyła i ze w tym dniu fajny był żyrandol ze teraz wiem dlaczego nie lubi spódniczek. Ze chciała wrócić do domu i ze wróciła i zerwała kontakt z tym chłopakiem. Jak mówiła w niej nie było emocji tak jak do tej pory ich nie ma w niej ja wtedy ją skłamałem , ze jestem prawiczkiem. Sam nie wiem dlaczego tak powiedziałem. Wtedy ona mi powiedziała , ze ja fajny gość jestem i po kilku dniach się właśnie przespaliśmy. Wtedy tak tych problemów z seksem nie zauważałem bo byłem podjarany, że się spełniło to czego chciałem od dłuższegczasu.Zastanawiam się czy E nie wyczuła , ze ją okłamałem??? i dlatego tak się zachowuje???Chciałbym jej powiedziec prawde bo mnie to gryzie ze ona nic nie wie ale boje się tez ze ona się domyśla prawdy i dlatego tak mnie traktuje? i boje się tez tego ze mnie zostawi jak jej powiem prawdę. Jak czytałem w internecie o zachowaniach dziewczyn to podejrzewam , że moja E ma depresje. Bo zdarza się, że mówi o śmierci , chociaż to mnie bardziej śmieszy ona ma taki czarny humor , czasem to z nią się śmieje z jej tekstów. Jak jej powiedziałem, że problem depresji może rozwiać psychiatra to mi odpowiedziała , że jej problem rozwiąże tylko smierć albo wehikuł czasu czyli nie zaprzeczyła , że nie ma depresji to dobrze obstawiam? czytając podobne problemy w internecie ludzie doradzają rozstanie a co innego można zrobić jeśli nie chce się rozstawać a chciałbym zeby poprawił się nasz seks?
  5. Ania

    Tyrania

    Witam. Mam problem jestem 35 letnia mama dwójki wspaniałych dzieci. 7 lat temu wyszłam za mąż mieszkamy w pięknej okolicy w domu. Skończyłam studia pracuje w zawodzie. Od ok 3 lat mój mąż wg mnie znęca się nademna psychicznie tj. krzyczy, wyzywa. Dzisiaj usłyszałam ze jestem zerem, ze musi mnie obsługiwać, zawozić, przywozić ze wszystko na jego głowie. Prawda jest jednak taka ze oprócz jego pomocy samochodowej nic nie robi. Ja sprzątam, gotuje, zajmuje się dziecmi, maluje mieszkanie jak jest potrzeba. Wyprawiam dzieciom i nam urodziny wszystko pieje i gotuje sama. Dzisiaj już coś we mnie pękło i chyba go znienawidziłem. Mieliśmy jechać na ferie naopowiadał dzieciom gdzie pojedziemy co będziemy robic a po kłótni ze mna wszystko odwołał. Strasznie mi żal dzieci bo miały obiecane. Co ja mam zrobic bo dalej tak żyć nie mogę.dodam jeszcze ze lubi zapalić marihuanę i po tym jest spokojny. Najgorszy dla mnie jest wstyd przed rodzina, znajomymi.
  6. cnrd

    Wiele problemów

    Witam, mam 27 lat. Od zawsze byłem nieśmiały w relacjach z innymi ludźmi, interakcja z innymi, zwracanie na siebie uwagi powodowały u mnie stres, spięcie mięśni, kołatanie serca, suchość w gardle, czasem trząsłem się ze stresu. Nie wiem jakie wydarzenie w życiu spowodowało takie moje zachowania, choć mam kilka przypuszczeń. Nigdy nie byłem wygadany, raczej skryty, lecz czasami, w "bezpiecznych warunkach" bywałem trochę bardziej "nadpobudliwy". Mam mnóstwo błędnych przekonań które przeszkadzają mi w życiu i nie pozwalają iść do przodu. Prawdopodobnie mam depresję, choć ja nie lubię w to wierzyć. Jestem pod opieką psychiatry od ponad 2 lat, lecz na psychoterapię jakoś nie mogę się zdecydować, miałem za sobą epizod bardzo zły, kiedy to nie mogłem znaleźć pracy, myślałem o samobójstwie, lecz on chyba minął, teraz mam pracę, mieszkam sam, lecz jestem w takie stagnacji. Wynajmuję mieszkanie, lecz nie wiem za bardzo jak pójść do przodu, aby coś osiągnąć w życiu, wybudować dom, stworzyć biznes. Zawsze gdy siadam do spraw które miałyby mnie przybliżyć do pójścia do przodu, odczuwam przypływ gorąca, duszność, nie mogę się skupić, staję się nerwowy gdy nawet najmniejsza rzecz mi się nie uda, bo powoduje to myśli że mi się nie uda (które zresztą są głosem mojego ojca). Zawsze muszę to przerwać i zazwyczaj idę w stronę rozrywki, marnując ogrom godzin w moim życiu. Wszystkie moje problemy, a jest ich sporo, sprawiają, że czuje się mega przytłoczony. Zawsze jak chcę się za coś zabrać, za jakiś problem, przypomina mi się, że lepiej zacząć od czegoś innego. Sprawi to że zanim zacznę już czuję się mega zmęczony i przytłoczony. Od dwóch dni prowadzę dziennik gdzie zapisuje sobie moje różne spostrzeżenia na różne tematy, co mi do głowy przyjdzie. Sprawia to że mogę się bardziej skupić i nie odpływam tak myślami. Mam ogromne poczucie zmarnowanego potencjału, gdy każdego dnia tak siedzę i nie posuwam się naprzód. Sporym problemem u mnie jest też porównywanie się do innych, "bo on w moim wieku osiągnął już tyle". Powyższy tekst dobrze oddaje to co się dzieje w mojej głowie, cały czas skaczę po różnych problemach nie umiejąc się skupić na jednej rzeczy i chociaż jej doprowadzić do końca.
  7. Witam, mam 28 lat i jak w moim opisie jestem od roku trzeźwą alkoholiczką (piłam 8 lat; przestałam po przeżyciu delirium tremens), osobą w depresji (od kiedy pamiętam) i z nerwicą lękową i natręctw (od ponad 9 lat; pojawiła mi się bezpośrednio po ciężkim porodzie, który ledwo przeżyliśmy, gdyż odkleiło mi się łożysko, miałam bardzo silny krwotok i ponoć 15minut życia, przetaczaną wielokrotnie krew, syn miał wtedy 3pkt w skali Apgar) oraz z zespołem opóźnionej fazy snu (od kiedy pamiętam; ale ostatnio już całkowicie dzień zamienił mi się z nocą, co najbardziej mnie dołuje). Szukam jakiegokolwiek wsparcia, bo jestem bardzo już zdesperowana całym swoim życiem, coraz częściej też pojawiają mi się myśli samobójcze, a już jedną próbę miałam (kilka lat temu, wraz z obławą policyjną na mnie, chciałam skoczyć z mostu, zostawiłam list pożegnalny, samookaleczałam się i byłam pod wpływem alkoholu, w dodatku mój były mąż jest policjantem i on też tam był) i mam syna, więc teoretycznie mam dla kogo żyć. Jestem samotną matką, bezrobotną w wyniku moich problemów, które uniemożliwiają mi podjęcie pracy, borykam się z problemami finansowymi w sumie całe życie, co mnie bardzo przytłacza. Nie stać mnie na prywatnego psychologa, na NFZ gdzie nie pytałam, tam wizyty średnio dopiero za rok, a ja czuję, że jeśli skądś nie otrzymam pomocy to będzie źle... Od kiedy pamiętam, mam jakby pozakładane blokady wszędzie i nie umiem ich zdjąć, uniemożliwia mi to normalne funkcjonowanie. Od listopada dopadła mnie totalna niemoc, depresja, z którą nie mogę poradzić sobie do dziś. Nie mam na nic sił, motywacji i co najgorsze, żadnej nadziei i perspektyw na lepsze życie. Bardzo chcę je zmienić na lepsze, chociażby finansowo, ale nie potrafię się przemóc, w ogóle jestem niezdolna do jakiegokolwiek działania. Dodatkowo przez niewyjaśniony paraliżujący mnie strach, oblałam właśnie studia, skąd także dostawałam pomoc socjalną i to mnie wyjątkowo załamało. Nie umiałam iść na zajęcia ze strachu, a tym bardziej, że dzień zamienił mi się z nocą i tak przesypiam całe dnie, a w nocy normalnie funkcjonuję (dziś zasnęłam o 8 rano, a wstałam o 19.30). Trwają ferie i dziecko jest u dziadków, ale one się niedługo kończą i jakoś będę musiała się męczyć i usiłować wstać o 7 rano i zawieźć dziecko do szkoły. To mnie także wyjątkowo dołuje i przeraża, bo zwykle nie potrafię zasnąć wcześniej niż 5rano. Poza tym, nawet jeśli udałoby mi się zasnąć o 22 to nawet o 7 nie potrafię się obudzić. Mam ogromny problem z obudzeniem się ze snu, mam bardzo twardy sen. Jak już zasnę to nie wiem, co się wokół mnie dzieje i nie słyszę totalnie nic, tym bardziej budzika, a i często nawet syn nie jest w stanie mnie dobudzić. Z tego powodu często syn nie chodził do szkoły, co mnie całkowicie przybijało i traciłam i tak nieistniejące poczucie własnej wartości. Zdarzało się, że nie spałam np po dwie doby, spałam co drugi dzień, żeby tylko syn poszedł do szkoły, albo jeśli musiałam gdzieś pilnie być. Jestem bezsilna wobec moich problemów ze snem i tej otaczającej mnie beznadziei. Jak mam rozwiązać moje problemy ze snem i depresją? Bardzo proszę o pomoc, poradę, ciepłe słowo, cokolwiek ;(
  8. Mam 28 lat, 2,5 roku temu rozstałam się z partnerem. Chcieliśmy spędzić ze sobą całe życie, było jednak kilka rzeczy które mi w Nim przeszkadzały, np. zupełnie inne zainteresowania, niezgodność co do wyboru miejsca zamieszkania itp. Jak teraz na to patrzę to wydają mi się błahostkami. Rozstałam się z Nim wówczas bo po prostu chciałam żeby pewne rzeczy dla mnie pozmieniał. Myślałam, że zacznie bardziej się starać a tymczasem On szybko znalazł sobie nową partnerkę. Wtedy mój świat się zawalił, nie wiem ile nocy przeplakalam. Z początkowego gniewu na Niego moje myśli zaczęły się przeradzać w ogromne wyrzuty sumienia do samej siebie. Zaczęłam dostrzegać, że to nie w Nim był problem, ale we mnie. To ja chciałam Go zmieniać, chciałam żeby interesował się tym czym ja a tymczasem ja ani razu nie poświęciłam dnia na to co On lubi. Minęło dużo czasu a ja każdego dnia budzę się z tą przykrą myślą, że Jego nie ma i że jedną nieprzemyślaną decyzją zniszczyłam sobie życie. Moje pasje przestały mnie już cieszyć, nie chce mi się już robić nawet rzeczy, które kiedyś były moimi marzeniami. Razem z Nim odeszło całe moje szczęście. Próbuje żyć aktywnie, spotykam się z ludźmi, robię różne ciekawe rzeczy ale nic już nie sprawia mi radości, ale wieczorami często płaczę i nie mam siły do życia. Podobam się facetom, chodzę na spotkania ale żaden z nich mi się nie podoba. Kocham mojego byłego chłopaka i wątpię, że spotkam kogoś na kim będzie mi tak zależeć. Co zrobić żeby pogodzić się z sytuacją, że On już nie wróci? Jak dostrzec sens w życiu bez niego, przestać się oskarżać i zacząć znowu cieszyć się życiem?
  9. Mam 18 lat i ok rok temu weszłam w dość toksyczny związek z inną kobietą. Jest to związek przez internet, gdyż mieszka ona w Ameryce. Od początku naszej zbajomości próbowała ona powoli przekonać mnie do czynności BDSM. Zmuszała mnie do robienia obrzydliwych rzeczy twierdząc, że tylko to utrzymuje ją przy życiu. Nigdy nie sprawiało mi to przyjemności, lecz robiłam to ze względu na nią. Po licznych kłótniach na ten temat stwierdziła, że mam do wyboru zostać jej prawdziwą niewolnicą seksualną i robić te niemoralne rzeczy albo pozwolić jej sie zabić. Przepłakałam wiele nocy nie potrafiąc zdecydować. Czy ktoś mógłby mi pomóc?
  10. Zaagubiona

    Nie daje rady 😭

    Witam. Mam 23 lata. W wieku 19lat zostałam zgwałcona. Po dwóch latach od zdarzenia zdecydowałam się na terapię. (depresja, ptsd, nerwica serca) miałam przepracowac traume. Odbyły się 3 sesje, terapeuta przerwała kontynuację ze względu na nowe problemy które miałam i mój stan psychiczny i fizyczny. Niestety mam wrażenie że to nie zostało przerobione, boję się powiedzieć terapeutce o tym bo może to podważyć jej kompetencje.. Może pomyśli że już powinnam mieć to za sobą a ja niestety do tego wracam. Mam teraz poważne problemy zdrowotne i nie umiem się z tym pogodzić. Zaczęłam pić alkohol często. Czasem zdarzy się wziąć narkotyki. Biorę silne leki na mój kręgosłup. I czasem popijam alkoholem żeby zasnąć. Najgorsze ze w snach odzywa się ta trauma. Często czuje leki jak idę sama. Jestem czujna za bardzo, dziwnie reaguje na pewne sytuacje ze względu na przezyty gwałt.. Czemu to ciągle wraca? Gdy tylko coś się przytrafi to moje myśli wracają do traumy która nadal mnie ciąży. Czemu tak jest? W przeszłości ojciec mnie bił, pil często więc obrywalam. 17lat i się wyprowadziła. Jakoś to już zaakceptowałam i to nie wraca. A trauma ciągle. Co powinnam zrobić? Boje się powiedzieć terapeutce bo nie wiem co o tym pomyśli. Ale ja czuję że ta trauma nadal odgrywa w moim życiu znaczna rolę. Nie umiem tego przeżyć. Czy to kiedyś się skończy? Wiem że wspomnień nie wymaze, ale chciałabym funkcjonować normalnie mimo gwałtu, chciałabym nie bać się seksu. A ciągle mam to w głowie i dziwne uczucie w sobie jak pomyślę o tamtym wydarzeniu. Wcześniejsze problemy na mnie nie ciąża, nawet jak o nich pomyślę to bez żadnych emocji jestem, a po gwalcie nie umiem się ogarnąć w życiu, proszę o poradę bo nie wiem co robić i jak sobie poradzić, do psychologa idę 21 lutego.. Chciałabym jeszcze dodać, że do pracy wstaje z trudem. Mam problemy z zoladkiem od dawna i od ponad pół roku z kręgosłupem. Na urodziny w prezencie dostałam chorobę. Nie mogę chodzić. Mam duży problem z poruszaniem się. Kuleje jak siedze lub stoję w miejscu i mam ruszyć do przodu. Nie umiem sobie poradzić z tą sytuacją i zaakaceptowac tego. Rehabilitacja nie pomaga, do operacji boją się mnie zakwalifikować, jestem ograniczona. Nie mogę tańczyć, biegac a kiedyś bieganie to była pasja. Ludzie na mnie patrzą jak na debila.. Od czerwca nie było dnia bym nie czuła bólu... Po prostu masakra. Izoluje się od ludzi. Zdarza mi się nie iść do pracy.. Bo mi wstyd. A przy tym i tak myślę częściej o traume która przeżyłam, o tym jaka jestem beznadziejna że nie zgłosiłam wtedy tego na policję itp, po prostu przeżywam to tak jakby było niedawno mimo że psycholog trochę mi tłumaczyła kiedyś o tym.. Ale jest wiele rzeczy o których nie umiałam opowiedzieć odnośnie gwałtu.. Jestem zablokowana jeśli chodzi o opowiadanie szczegółów tamtej sytuacji. Nie przechodzą mi pewne słowa przez gardło bo czuje wstyd i ponizenie...
  11. Naatt14

    Czy to depresja?

    Jestem 22 letnią kobietą,odkąd pamiętam czuję się źle ze sobą,nie wiem jaka może być tego przyczyna. Trwa to dobre kilka lat i jest coraz gorzej,często się samookaleczałam,żeby zaznać bólu fizycznego a nie psychicznego. Są dni,że wszystko jest w miarę dobrze,a nieraz mam myśli samobójcze,bo po co żyć,po co cierpieć,skoro jakby mnie nie było to każdemu byłoby lepiej. Ale jedynie trzyma mnie to,że wiem,że mam dla kogo żyć,bo mam bliską rodzinę która cierpiałaby po mojej stracie. Ale zazwyczaj (prawie codziennie) jestem w jakimś stopniu przygnębiona. Najgorsze są momenty w których myślę,że wszystko się już zaczyna układać,a tu nagle bum-coś się musi zepsuć. Np. Jest plan żeby oszczędzić,liczę ile pieniędzy na co przeznaczę i ile mi zostanie,ile mogę wydać na nowe wymarzone okulary a tu za parę minut okazuje się,że trzeba naprawić auto,dać więcej na spłatę pożyczki. No a wzrok który się psuje w słabych okularach musi poczekać. I tak jest zawsze i ze wszystkim. Już po prostu ma dość tego wszystkiego i to z czasem coraz bardziej.
  12. Nalatia

    Rozstanie

    Dzień dobry, mam 21 lat, jestem jedynaczką i bardzo wrażliwą osobą. W życiu szukam bezustannie bartniej duszy z którą mogłabym dzielić się wszystim. Myslalam że poznałam taką osobę jednak niestety zakończyłam swój związek. Niestety nasze relacje nie wyglądały za dobrze ciągłe kłótnie i różne poglądy na przyszłość, bardzo się różnilislmy. Jednak nie zawsze tak było, nieraz sepdzalismy cudnowne dnie razem. Bardzo boje się że nie poradzę sobie z samotnością, że nie jestem wystarczająco silna. Potrzebuję wsparcia i rozmowy z kimkolwiek na ten temat.
  13. Jestem 37 letnią, niezamężna i bezdzietną kobietą. Jestem w związku. O kilku już lat mam problemy ze snem. Nie potrafię zatrzymać potoku myśli, które są bardzo negatywne, rozmyślania nad przyszłością, o błędnych decyzjach, życiu, które mi ucieka. Zamykam się coraz bardziej w sobie i boje się ze gdybym chciała przed kimś się otworzyć to i tak nie zostanę zrozumiana. Przeraża mnie samotność i przyszłość. Czuje się bardzo pusta w środku i życie nie ma sensu. Często ciężko mi wstać z łóżka. Gdy mam dzień wolny to mogłabym się nie ruszać z domu. Nawiazywanie nowych znajomosci sprawia mi sporo trudnsci. Czuje jakby mój umysł przestał funkcjonować jak kiedyś. Prawie w każdej sytuacji życiowej czuje się nieadekwatnie.
  14. Witam was wszystkich w tym wspaniałym miejscu, jakim jest forum. Bardzo doceniam wszystkich ludzi którzy odważą się tutaj napisać i już z góry wam wszystkim gratuluję bo to dobry pierwszy krok w stronę polepszenia swojej sytuacji. Najbardziej pragnę podziękować psychologom którzy zdecydowali się pomagać tutaj ludziom kompletnie za darmo. Sam jestem człowiekiem bardzo zagubionym w otaczającym mnie świecie i jestem po terapii. Byłem chory na depresję i stany lękowe. Jednak samej terapii nie dokończyłem z uwagi na nie satysfakcjonujaca mnie i moją rodzinę pracę miejscowych psychologów i psychiatrów na NFZ. Jednak ja nie o tym. Przede wszystkim chciałbym wnieść swój pierwiastek dobra i chęci dzielenia sie z wami świadectwem tego ze z najgorszego bagna da się wyjść i dobrem można zdobyć świat. Nie chcę być tutaj uznany za jakiegoś znachora, autorytet ani tym bardziej niedoszłego klechę. Sam większość swojego życia zmarnowałem na zmartwienia i nadal będę to robił. pewnie nigdy nie będę idealny. Sam też szukam tutaj pomocy od ludzi wiedzacych więcej ode mnie. Nadal mam problemy ze sobą i zauważam u siebie wiele niepokojących objawów. Czuje się źle z ludźmi, boję sie wychodzić gdziekolwiek na dwór, jestem bardzo nieśmiały i nie radzę sobie z prostymi zadaniami przez stres. Bardzo często z tego powodu choruje żołądkowo. Chciabym w końcu wyrwać się z błędnego koła stresu strachu i smutku który przez moje życie codziennie mi towarzyszył, jednocześnie chciabym powiedzielic sie swoją historia która może kiedyś w przyszłość komuś pomoże bo bedzie miał te same problemy i nie popelni moich błędów. Wiem ze może moje słowa brzmią jak gorzkie żale 13 latki ktora nie dostała iphona, z resztą historie każdego da sie przedstawić jako tragedię, w końcu życie pełne jest śmieci chorób i cierpienia. Mimo wszystko liczę ze właśnie tutaj znajdę kogoś kto mnie zrozumie...
  15. Jestem bezrobotnym mężczyzną w wieku 21lat W jakiej sytuacji pojawił się problem oraz jak długo trwa? Problem pojawił się odkąd straciłem pracę czyli od sześciu miesięcy oraz doznałem urazu kolana przez co mam problemy ze znalezieniem pracy. Straciłem wiarę w siebie, nic mnie nie cieszy, czuję się zdołowany, widzę przyszłość w czarnych barwach, przestałem interesować się własnym zdrowiem i życiem, odczuwam czasami dusznośc oraz przyśpieszone bicie serca. Rodzina mnie nie rozumie i uznaje to za lenistwo co mnie strasznie boli. Obawiam się kontaktów z ludźmi. Straciłem zainteresowanie wszystkim co było moim hobby, nie mam apetytu oraz coraz częściej nasuwają mi się myśli samobójcze.Nie radzę sobie z moimi problemami. Z dnia na dzień odczuwam że jest coraz gorzej. Staram się zrobić coś aby to zmienić lecz nie czuję się na siłach aby to zrobić. Czy może to być depresja? Czy są jakieś leki które pomogą mi poprawić mój stan psychiczny i zacząć żyć 'normalnie'? Mam chęci do zmiany czegoś w swoim życiu lecz brak mi sił aby zrobić cokolwiek aby cokolwiek zmienić.
  16. Kamcia 25

    Co robic

    Witam potrzebuje pomocy mam takie objawy bole glowy zolodka kreci sie w glowie dretwieje mi lewa reka i noga nudnosci bole karku boje sie ze umre albo sobie wmawian udar zawal goza mogu placze ciagle nie moge spac mam leki a jak mysle o udarze to az panikuje
  17. Malinka1234

    Bezsenność

    Witam Jestem uczennica klasy maturalnej mam 19lat ... Uczeszczam na terapie do psychologa już trzeci rok , po tym jak trzy lata temu podjęłam się próby samobójczej. Rok temu miałam rok rezerwy w terapi gdyż psycholożka zaszła w ciąże . Mimo ze chodzę na terapie już długi okres nie widzę znacznej poprawy w swoim samopoczuciu . Ostatnio pojawiła się u mnie bezsenność potrafię nie zmrużyć oka nawet przez tydzień , ostatnio ze zmęczenie zasłabłam w szkole . Często mam tal ze nie mam siły wstać rano i dużo opuszczam lekcji. Jestem niepełnosprawna mam wadę ręki od urodzenia, najbardziej boli mnie to ze choć ja nie uważam siebie za osoby niepełnosprawna to inni tak mnie postrzegają i nie raz spotkałam się z drwi ani i kpinami. Nie wodze dla sb wogole przyszłości nie wiem co chce robić w życiu . Nie mam motywacji żeby walczyć o siebie . Mimo ze mam przyjaciół i chłopaka . Od 5klsy podstawówki się okaleczać i nadal to robię czasami ... poprostu nie wodze potrzeby przestać , bardzo bym chciała sb pomoc ale nie wiem jak, pani psycholog dużo mi podpowiedziała j cześć rzeczy zmieniłam ale nie jestem w stanie ske cieszyć nadal i normalnie funkcjonować , jednosczesnie nie chce zmienić terapeuty bo nie będę umiała już nikomu zaufać . Za namowa pani psycholog za miesiąc mam wizytę u psychiatry której się totalnie boje . Noe wielcy mnie czeka . Czy to może być depresja ? Co mogę więcej zrobić żeby wkoncu zacząć czerpać radość z zycia
  18. Milosz1996

    Rozbicie życiowe

    Witam wszystkich. Mam na imię Miłosz. Mam 22 lata. Czuję, że muszę się podzielić z kimś o tym co przeżywam. Cóż, od czego by zacząć. Może od tego co się najbardziej za mną ciągnie czyli od nauki. Odkąd pamiętam wmawiano mi, że bez studiów niczego nie osiągnę w życiu, że będę nikim. Takie teksty słyszałem już chyba od najwcześniejszych lat. Potem przyszedł czas podstawówki, gimnazjum i technikum. W szkole radziłem sobie całkiem dobrze, powiedziałbym nawet, że bardzo dobrze. I w końcu przyszedł czas na wybranie kierunku studiów. Jako, że nie chciałem studiować byle czego, postanowiłem pójść na Mechanikę Maszyn. I od tego momentu zaczyna się wszystko co sprowadziło mnie do tego momentu w życiu, gdzie jestem teraz. Studia rzuciłem bardzo szybko, za bardzo przejąłem się fizyką, której niestety nie umiem. Po nieudanym kierunku trzeba było się czymś zająć i poszedłem do pracy. Trochę miałem szczęścia, bo z zawodu jestem geodetą i w tej branży znalazłem pracę. Pracowałem rok z planami w głowie, że przeczekam trochę i dam sobie czas do namysłu co chciałbym robić. I rok później poszedłem na informatykę. Tutaj było trochę lepiej ale sytuacja powtórzyła się sprzed roku. Zbyt mała wiedza, stres, nerwy i koniec końców rzuciłem studia. Wróciłem do starej pracy. I nadal w niej pracuję. To chyba tyle we wstępie. Do czego zmierzam. Cały czas po rzuceniu studiów ciągną się za mną myśli, że bez nich jestem nikim, że straciłem szansę na życie, że już jest za późno by cokolwiek zrobić fajnego, kreatywnego, zrobić coś z czego byłbym dumny i czulbym się wartościowy. Dodatkowo dochodzi jeszcze depresja, która została u mnie zdiagnozowana, od 5 miesięcy biorę leki. Jakbym było tego mało, nie jestem w stanie zapomnieć o pewnej dziewczynie, którą poznałem dzięki znajomej mamy. Na początku relacja między nami była w porządku. Wszystko zaczęło się zmieniać gdy się spotkaliśmy na żywo. Po tym zauważyłem, że coraz rzadziej odpisuje, aż w końcu olała mnie totalnie. Wiem, że nie jestem bez winy, ale miałem nadzieję, że dzięki tej znajomości uda mi się wziąć życie we własne ręce i iść do przodu. Przeszedłem również kilku miesięczną terapię u psychologa. Trochę otworzyło mi to oczy ale nadal ta cała przeszłość momentami dobija mnie do ziemi.
  19. Desperat

    To i owo.

    Wpis długi, chociaż to i tak ogólnie skrót. Mam nadzieję, że Pan Rafał nie zamknie tematu i ktoś cokolwiek tutaj doda od siebie głębszego. Wystarczy już deja vu. Z jednej strony chciałoby się wypisać listę pytań, z drugiej dodać coś od siebie. Połączenie obu powinno być odpowiednie. 1. Zdajecie sobie Państwo tutaj zebrani, że nie jesteście w stanie każdego uratować i spotkania z wami, psychoterapie, leki i wszystko inne jest niczym "bajdurzenie kołczów od samorozwoju"? Dlaczego wasze środowisko nie zjednoczy się i nie rozpocznie jakiejś akcji/kampanii odnośnie eutanazji? Lepsze to niż samobójstwo, które w sporej mierze bywają dramatyczne. Spokojna śmierć, w dobrych warunkach to komfort. Mikstura do wypicia i spać, zgon, koniec. Ja obecnie jestem na etapie, kiedy. Nie, czy i jak, tylko kiedy. Odkładam ten dzień, odnalazłem dziś to forum i pomyślałem, że dobrze by było coś napisać, póki jestem jeszcze w stanie to zrobić. Otrzymać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania u źródła. Najbardziej prawdziwe odpowiedzi, a nie mydlenie oczu. Swoje doświadczenia mam, wiedzę, przemyślenia i doświadczenia z szarlatanami [psychiatrzy/psycholodzy] też. Moje negatywne podejście pewnie już zostało zauważone, ale każde spotkanie z następnym "specjalistą" sprawia, że moja ogólna opinia o tym towarzystwie jest coraz gorsza. Przez te wszystkiego lata doszedłem do wielu wniosków, zastanawiam się czy osoby po drugiej stronie działa to tak samo? Czy może stosujecie te same techniki ze studiów/szkoleń. 100 różnych osób, jednakże to samo podejście za każdym razem. Bardzo łatwo wyczuć czy jest się chcianym, czy też nie. Ja czuję się jak klient, tak niestety jest, haj$ się musi zgadzać. Co prawda w Caritasie mogłem pochodzić te 7/8 spotkań za darmo i pogadać, ale już taki psychiatra niestety liczy sobie 100zł za wizytę. Wcześniej spotkania były godzinne, ale to się skończyło. 30 minut, ponaglanie bo inni czekają. Kilka słów, recepta, 100zł, spieprzaj dziadu i następny, biznes się kręci. Ja tam nigdy nie przychodziłem po leki, bo to nie jest mi potrzebne i w żaden sposób nie zmieni mojego położenia, chodziłem tam jedynie przedstawić swoją historię. Mój błąd, usłyszałem również "ja wiem, że jest ciężko, wszystkim jest". U psychologa w Caritiasie pojawiłem się przypadkiem, ale już po jakiś czasie chęci minęły. Głupoty, bzdury i inne takie. Na co to komu? Równie dobrze można by iść do wróżki, niech powróży z kart, czy z popatrzy w kulę. Ja nie widzę różnicy, strata czasu. Co może pomóc, wiele rzeczy, ale żadnej z nich nie oferuje psychiatra/psycholog i to jest problem. W żarcie mi ktoś kiedyś powiedział, żebym do prostytutki poszedł pogadać i jakkolwiek abstrakcyjnie by to nie brzmiała, uważam, że taka 1 wizyta [nigdy wcześniej nie byłem] warta by była więcej niż wszystkie moje spotkania z szarlatanami. Czymże jest samobójstwo, jeśli nie ucieczką? Ja się naprawdę dziwie wam, ludziom, którzy niby mają pomagać nam/mi, a nie znają podstawowych zwrotów, mechanizmów. Czasem się tak zastanawiam, czy was nie powinno się naprowadzić na odpowiedni tok rozumowania, jakoś edukować. Kto jest bardziej oderwany od rzeczywistości i kto większe problemy, ja, czy może jednak wy? Bardzo dokładnie pamiętam kiedy pojawiły się u mnie myśli samobójcze, dlaczego, w jakich okolicznościach. Rodzice po rozwodzie, ojciec alkoholik [brak kontaktu]. Matka zaczęła znęcać się nade mną psycho-fizycznie w okolicach mojego 8 roku życia i ciągnęło się to dosyć długo. Spowodowało to również spustoszenie w moim umyśle, a kto wie, może i przez to rozwinęły się u mnie problemy zdrowotne. Teraz mam 31 lat. W szkole zgłaszane, ale wiadomo, wszystko zamiecione pod dywan i tak było prawdę powiedziawszy przez zdecydowaną ilość mojego życia. Problemy istniały, ale nie było rozwiązania. Żałuję jedynie tego, że nie zdecydowałem się na bardziej radykalny krok. Jestem dosłownie w tym samym miejscu, dosłownie i mój obecny wiek nie ma tu nic do rzeczy. Wiadomo, że lepiej by było z kimś porozmawiać, ale ja wiem, że was na nic nie stać i nie jesteście mi w stanie pomóc, więc po co. Będąc młodszym miałem jedno marzenie, wyjazd do USA i USMC, albo USArmy, wyjechać i zostawić to wszytko za mną, jednakże z racji moich schorzeń wątpię, aby to było możliwe, niemniej jednak miałem wtedy motywację. W szkole nauczali języka niemieckiego, a ja w wolnym czasie skupiałem się na angielskim. FCE B i TOEIC L&R Gold, te dwa certyfikaty udały mi się zrobić. Dyplom Technik Informatyk, Licencjat Ratownik Medyczne, prawo jazdy B, C niestety nie. To wszystko na przestrzeni tych 31 lat mojego życia, z tym, że coraz trudniej mi szło, gdyż niestety zdałem sobie sprawę, że moje marzenie nie jest możliwe do spełnienia, a nawet jeśli to będzie ogromny niesmak, bo będę w USA niczym Meksykanin. Świat mi nie runął, stało się to o wiele wcześniej, za co powinienem podziękować matce. Co taki ktoś jak ja ma teraz zrobić? Ja całe życie powtarzałem, że pomoc jest warta więcej niż wszystko, jeśli jest realna. A żadna osoba waszego pokroju, nie oferuje realnej pomocy, wy jedynie powtarzać potraficie wyuczone regułki. Pomoc, wyciągnięcie ręki, coś co istnieje, jakaś możliwość. To się liczy. Trafienie 6 w lotto. Ostatnio na spotkaniu nawet narysowałem wykres. Powtarzam, samobójstwo to ucieczka, to racjonalny wybór. Chcę się męczyć? Nie. Szukałem wyjścia? Tak. Udało mi się? Nie. Zgon. Tak to działa. Ja rozumiem, że waszym zadaniem jest zmuszanie ludzi do życia, niezależnie od wszystkiego, ale to nie na tym polega. Warto by było się czasem postawić po tej drugiej stronie. Na studiach miałem kolegę W, alkoholik, mieszkał w domu rodziców na piętrze. Pracował na skupie węglą, wiocha jakaś. Chodził na imprezy do remizy i ogólnie korzystał z życia. Ja taki nie jestem. Chcę czegoś innego, ale nie wiem jak to zdobyć, pominąwszy to, iż nie mam kompletnie motywacji do niczego. W tym miejscu warto dodać 1 punkt. Powiem tak, łatwiej by mi się żyło w buszu, ale pokroju innych ludzi, t.j. takich ludzi jak ja. Nie byłoby zazdrości, ani nic, tylko spokój, wszyscy bylibyśmy tacy sami. Internet niby jest dobre, ale czy faktycznie tak jest? Człowiek mogę cały świat zwiedzać, patrzeć na ten przepych, na bogactwo, widzieć ten dobrobyt, potem niezależnie od tego czy chce, czy też nie, będzie się porównywać. Ja jestem nędzarzem. Potem dochodzi kolejna kwestia, po co się starać i robić cokolwiek, skoro i tak nigdy nie dogonię kogoś kto urodził się w USA w bogatej rodzinie, rozwiniętym mieście, do tego jest w pięknym i zdrowym ciele. Psycholog cały czas starał się mi podciąć skrzydła i sprowadzał na ziemię. Ja tak, a ona wspak. Całe życie patrzyłem w niebo, a ona podawała najgorsze przykłady. Ja jestem tego świadomy, ale co w związku z tym, że "inni mają gorzej"? To ma być rozwiązanie wszystkich moich problemów? Teraz bardziej w skrócie: 1. Spełnienie fizyczne [seks]. 2. Spełnienie zawodowe. Szczerze powiedziawszy nie pamiętam jak to szło do końca. Ogólnie wiadomo, że trzeba mieć w życiu cel i tylko takie życie ma sens, jeśli człowiek się realizuje, do czegoś dąży i widzie owoce, ale najważniejsze są możliwości! Polska jest nie tylko burdelem Europy, ale także Meksykiem i nie bez powodu ma taką opinię na świecie. Nie ma innego wyjścia, no nie ma. Pozostaje się męczyć, albo co, grać w Lotto, a potem, zgon. Wy niestety nie widzicie tego, albo nie chcecie tego dostrzec. Problemy natury psychicznej, to nie tylko efekt tego, że coś tam się dzieje w głowie, tylko efekt otoczenia w jakim się żyje. Zajmujecie się skutkami, a nie przyczynami. Dlatego nie potraficie ludziom pomóc. Jeśli przy krwawieniu bym zmieniał jedynie opatrunek, to bym pewnie zdechł za jakiś czas. Tylko przyczyny są ważne, ale wiadomo, lepiej iść na łatwiznę, po co się wysilać. Ludzie mają nędzne życie, nie są w stanie zmienić swojej sytuacji i po prostu im odbija po jakimś czasie. Samobójstwo to racjonalny wybór i w waszym interesie powinno być walczenie o prawo do godnej śmierci.
  20. Lunatyk

    Plany samobócze

    36-latek (bezdzietny kawaler/single), mający problemy z pozytywny odbiorem rzeczywistości. Już w szkole podstawowej miałem chyba depresję + fobię szkolną. Źle znoszę niektóre elementy życia w społeczeństwie - szkoła, praca. Bojaźń odnośnie porównywania mnie z innymi. Stąd też mam spory lęk przed podjęciem jakiekolwiek pracy. Od 8 lat mam dostęp do lekarza psychiatry - zażywam paroksetynę. Miałem również sesje u psychoterapeuty. Niewiele pomogły. Utwierdziły mnie za to w przekonaniu, że trzeba sobie odpuścić ten świat. Myśli samobójcze pojawiły się około 20 roku życia. Obecnie to już konkretne plany. Wyszukałem odpowiedni sposób na zrealizowanie swojego celu. W okresach kiedy intensywnie myślę o możliwości zabicia się, mój nastrój poprawia się. Chyba nie muszę dodawać, że każdego dnia zmuszam się do życia, a w zasadzie przeżycia kolejnego dnia.
  21. Witam. Mam 25 lat. Jestem w 6 letnim związku, w którym czuje się tragicznie. Od 3 lat mój partner ma problem z alkoholem. Z miesiąca na miesiąc jest coraz gorzej. Wszędzie znajduje puste butelki po alkoholu a mój partner nie widzi problemu. Jednego dnia się przyznaje do picia innego uważa mnie za kretynke. Średnia dawka wypija ego alkoholu prez niego każdego dnia to dwie ćwiartki i piwo. Od maja do lipca tego roku uczęszczał na terapię, która nie przyniosła żadnych rezultatów. Dochodzi do tego że jest agresywny, czasem podnosi na mnie ręce. Mieszkamy u moich rodziców. Groziła mu ze jeśli sytuacja się jie poprawi a on nie pójdzie do psychiatry żeby się leczyć to się rozstaniemy. Umówił sobie wizytę u psychiatry na 9 stycznia ale w dalszym ciągu przynosi do domu alkohol i pije. Każdego dnia jeździ do sklepu pod pretekstem zakupwo do domu a przywozi alkohol i wypija po kryjomu twierdząc że nie wypił i że jest trzezwy i że to ja mam problem ze sobą. Potrafi mi powiedzieć że pije przeze mnie, że mnie nie nienawidzi i że chce się ze mną rozstać ale nic w tym kierunku nie robi. Przed świętami spakowal swoje rzeczy i stwierdził że musi poczekać na moich rodziców aż wyjdą z pracy żeby się z nimi porzegnac co skończyło się tym że dał mi dwa dni na zmianę mojego zachowania w stosunku do niego. Nie umiem z nim żyć. Każdy dzień wygląda tak samo. Najpierw się napije a później jest awantura. Od rana funkcjonuje normalnie, pracuje. W momencie gdy tylko wraca z pracy do domu pod pretekstem pracy wypija po A kryjomu alkohol. Oddalilam się od niego bardzo. Nie chce żadnych czułości z jego strony a wręcz przeciwnie każdy miły gest kierowany w moją stronę sprawia we mnie oburzenie. Już nie mam siły dłużej żyć z takim człowiem. Mam wielką Awesje do alkoholików. Proszę o poradę co w takiej sytuacji powinnam zrobić. Gdzie szukac jakiej pomocy. Wiem że najprościej byłoby się rozstać ale boję się samotności.
  22. Dzień dobry, Mam na imie Łukasz i mam 23 lata. Od 4 lat walczę ze stanami depresyjnymi, niestety teraz jestem już chyba w jakimś apogeum. Nic mnie nie cieszy. Szybko mówiąc: Od 3-4 lat nie czuję praktycznie sensu życia. Szczęścia w życiu. Jakiegoś takiego pozytywnego podejścia do życia i świata. Irytuje mnie to, bo praktycznie mam wszystko. Pracę, która jest cały czas moją pasją, mam dziewczyny w swoim życiu (akutalnie stałą dziewczynę której nawet nie potrafię pokochać),rodzinę, znajomych, ciepłe mieszkanie. No dosłownie wszystko. Denerwuje mnie to ciągle, że praktycznie nic mnie nie cieszy. Przy wyjściu ze znajomymi mogę zapomnieć o tych stanach, ale w samotności odczuwam totalną niechęć do życia, wręcz takie poczucie że wolałbym nie żyć niż żyć. Nie cieszy mnie miłość, nie cieszą mnie sukcesy w życiu (ogólnie mocno działam, dbam o swój rozwój itd. Nie chce żeby te stany mnie pochłonęły więc ostro działam). Denerwuje mnie to mocno, bo kurde jestem młody, mam powodzenie u dziewczyn, mam fajną pracę która jest moją pasją, z zewnątrz wygląda jakbym wygrywał życie a w środku czuje się jak śmieć, staruszek który nie ma żadnej radości z życia. Jak słyszę, że młodość to najlepszy okres człowieka to mam ochotę sobie strzelic w głowę, skoro później będzie tylko gorzej. I już kompletnie nie wiem co mam robić. Wybieram się do terapeuty ale zanim to zrobię, chciałbym usłyszeć jeszcze zdanie tutaj Jak z tego marazmu wyjść? Kiedy w końcu poczuje że kocham żyć, że chociaż trochę lubie żyć? Co mam robić? Ja już sam nie wiem, przerabiałem tyle rzeczy, siłownia, sporty, no wszystko ale nie widzę już nadziei, zawsze wracałem do tego "domyślnego" stanu w którym moje życie kompletnie nie ma sensu i szczęścia.
  23. Witam. Mam 26 lat, od 4 lat mieszkam za granicami kraju , jestem tu samotny , od kilku miesięcy nie mam żadnych relacji z ludźmi , powierzchowne rozmowy typu co u Ciebie co u mnie no i oczywiście kłamstwa , że wszystko jest okey. Uśmiechnięty , pozytywny , przyjacielski lubiany przez innych ( to opinie ludzi otaczających mnie w pracy, na treningach , w sklepach ) A w środki totalnie złamany , zagubiony chłopak , który nie wie jak poskładać wszystko w całość. Jestem DDA , pochodzę z rodziny , w której wiecznie było dużo alkoholu , przemocy , nienawiści. Z bratem byliśmy bici przez ojca , nasza matka tez. Miał on problemy z alkoholem , mama również , nigdy o nas nie dbano . w tym chorym świecie musiałem zadbać o siebie i brata. Nie było łatwo , ojciec potrafił bić mnie przy kolegach za to ze zjadłem za dużo chleba. W szkole ze mnie szydzili , wyśmiewali mnie . Gdy poszedłem do gimnazjum chciałem to zmienić , zacząłem trenować , po to by się bronic. Oglądałem filmy na Youtube i trenowałem w domu sztuki walki , sam . Po czym rozpocząłem gimnazjum i zaczęły się bojki. Walczyłem ze wszystkimi , którzy byli przeciwko mnie ,którzy szydzili śmiali się, nigdy nie przegrałem. Po rozpoczęciu gimnazjum matka wyjechała za granice. Miałem 14 lat. Do tej pory byłem wzorowym uczniem, wzorowe zachowanie , średnie nie schodzące poniżej 4,75. Gdy wyjechała matka pogorszyłem się w szkole , zainteresowała się tym pani dyrektor , po zaciągnięciu przez nią informacji , była zmuszona poinformować kuratorów , sady o tym , ze wraz z bratem powinniśmy pójść do domu dziecka. Dziadkowie się nami zaopiekowali. Jednak mój charakter zaczął się kształcić w nieodpowiednim kierunku , dojrzewanie okres buntowniczy , bylem nie do zniesienia . Skończyłem 18 lat i dziadkowie wyrzucili mnie z domu , trafiłem na ulice. Ojciec nadal pil , matka nie wróciła , zostałem ze wszystkim sam . Zaczęły się problemy z alkoholem , zacząłem palić papieros w wieku 18 lat, palę do teraz, chociaż staram się je rzucić. Alkoholu już nie nadużywam , poradziłem z nim sobie. W wieku 19 lat poznałem dziewczynę , byliśmy ze sobą 4 lata , czułem , ze się wszystko układa , ze będzie okey miałem prace , wynająłem mieszkanie . po 4 latach przyszła nam na świat córka. kiedy córka miała pół roku , wyrzuciłem je z domu. Kłóciliśmy się nie potrafiliśmy się dogadać , miałem podejrzenia o zdrady nigdy jednak tematu nie poruszyłem ,wszystko trzymałem w sobie , aż pękłem i zakończyłem związek. Zaczęły się ponowne problemy z alkoholem , bojki , 40 papierosów wypalanych dziennie , litry kawy czułem się coraz gorzej . Znalazłem prace za granica , zostawiłem wszystko i wyjechałem ,tak od 4 lat jestem w Holandii. Kontaktów z córka nie mam od czasów wyjazdu . A z rodzina utrzymuje kontakty sporadycznie , jednak dużo im pomagam finansowo, z bratem staram się utrzymywać kontakt. Mój brat ma 23 lata jest alkoholikiem (kilka miesięcy temu miał pierwszy atak epilepsji ) moja mama również jest alkoholiczka , ojciec zmarł 3 lata temu. A ja mam mnóstwo długów , przez niespłacone kredyty żyję w ciągłym stresie i obwiniam się za wszystko co wydarzyło. Staram się uprawiać sport (od 3 lat trenuje Tajski boks- kilka ostatnich miesięcy mam przerwę) żeby sobie z tym wszystkim poradzić i staram się dawać sobie nowe cele o których zapominam, bo inne myśli biorą gore. Od kilku miesięcy nie wychodzę z domu , jedynie , praca zakupy , zmuszam się do wszystkiego , czuje się jakby wszystko ze mnie wyszło , brak siły, energii . Mam w sobie dużo determinacji , dlatego jakoś jeszcze funkcjonuje. Ostatnio jednak jest dużo gorzej , czuje ze mój stan się pogarsza. Prawdę mówiąc mógłbym pisać i pisać . Potrzebuje pomocy. czy to może być depresja ? czy powody mojego samopoczucia mogą mieć podłoże w dzieciństwie ? czy powinienem tam wrócić ( w przeszłość ) i spojrzeć na to jeszcze raz ? Marze o odniesieniu sukcesu i poczuciu spełnienia, ale moje myśli ciągnął mnie na dno . Pozdrawiam Serdecznie.
  24. Eklerek

    Problem ze sobą

    Witam. Mam 27 lat. Potrzebuje obiektywnej rady i pomyslalam, ze tu ja znajde. Niestety w swoim otoczeniu nie mam nikogo z kim moglabym porozmawiac. Nie wiem od czego zaczac. Sprobuje. Czuje sie źle w swojej skorze ale nie mam w sobie sily by zmienic swoje zycie. Pomimo swojego wieku mieszkam wciaz z rodzicami co mam wrazenie wplywa na mnie destrukcyjnie ale nie potrafie sie wyprowadzic, poza tym obawiam sie kosztow z tym zwiazanych. Kocham moich rodzicow ale mam im wiele za złe.. Rodzice sa nadopiekunczy, nie rozumieja ze mam 27 lat, sa klotnie w domu, alkohol, chca sprawowac nade mna ciagla kontrole. Oszalec mozna... Mam partnera od przeszlo 2 lat. Chcemy razem zamieszkac. I to jest super wyjscie w moim przypadku. Jest ALE. Po pierwsze mamy mieszkac u niego, wiec z jego rodzicami. Nie chce tego. On nie rozumie, ze bedzie mi u niego zle. Nie chce zyc w ten sposob bedac na oku przyszlych tesciow. Jestem skrajnym introwertykiem i to dla mnie ogromny stres i w ogole.. nie bede sie czula swojo i jak u siebie wiedzac, ze za sciana sa oni. Zadnej prywatnosci tylko zycie w przerazeniu. Do mojego partnera to nie dociera i slysze tylko, ze sie przyzwyczaje. Meczy mnie takie zycie rodzinne jak u niego. Nie po to sie chce wyprowadzic od swoich rodzicow by mieszkac z jego wlasnymi. Wynajem mieszkanka nie wchodzi u niego w gre i tyle w temacie. Jest drugi problem. Nie mam prawa jazdy. Od siebie do niego mam jakies 40km. Pracuje dosc blisko swojego miejsca zamieszkania. Nie ma opcji jezdzenia do pracy od niego komunikacja miejska bo bym jezdzila jakies 3,5h. Odpada rowniez koleja bo nie ma zgrania czasu z praca. No wiec jedyna opcja to prawo jazdy. Nie czuje tego. Nie kazdy urodzil sie kierowca. Zaczelam je robic ale utknelam w czarnym punkcie i nie umiem do tego wrocic. Na mysl zrobienia prawa jazdy i zamieszkania razem powinnam sie cieszyc i radowac, a tymczasem ogarnia mie obojetnosc i brak motywacji. W ogole ostatnio czuje obojetnosc wobec wielu rzeczy. Nie mam ochoty nic robic, wstawac z lozka. Nie mam apetytu, humoru. Latwo mnie doprowadzic do wybuchu gniewu. W wolne dni sypiam do pozna. Nie mam hobby, nie mam na nic checi. Nie mam wielu znajomych. Kiedys sie wszystkim przejmowalam a od dluzszego czasu wszystko mi jedno czy zrobie zakupy i cos ugotuje do pracy czy bede przez 12h glodowac. Czy to depresja? Czy zglosic sie do specjalisty? Jak poradzic sobie z zyciowymi problemami? Jesli trzeba wiecej informacji to je oczywiscie opisze.
  25. Witam, mam 25 lat. Boje się ze coś jest bardzo nie tak ze mną. Zaczęło się od tego, ze zaczęłam zapominać często proste rzeczy, które z reguły się pamięta, gdzie dziś byłam na obiedzie, co miałam zrobić sekundę temu albo ktoś mi mówi ze coś mi powtarzał już kilka razy. Do myślenia skłoniła mnie wizyta u internisty który skierował mnie do psychiatry by wykluczyć chorobę psychiczna. Jak się zastanawiałam ostatnio nad tym to od ok 2 miesięcy nie wychodzę z pokoju, gdzie normalnie wcześniej spędzałam cały czas popołudniami w salonie z moimi współlokatorami jak tylko wracaliśmy z pracy. Przez jakaś rozmowę, już nawet nie pamietam dlaczego zaczęłam sobie coś wkręcać, ze mój współlokator należy do sekty choć nie pamietam wyraźnego powodu ku takim myślom. Wkręciłam to sobie na tyle ze zaczęły mi się śnić koszmary z satanistycznymi rytuałami itp. Ostatnio wycofałam się społecznie i moja rodzina mówi, ze wyglądam ciagle na smutna. Nie chce mi się nigdzie wychodzić i spotykać z ludźmi a wstanie rano do pracy to dla mnie najtrudniejsza rzecz na świecie. Co do współlokatora to była jeszcze sytuacja, w której kupił kamerę żeby obserwować psa jak nas nie ma w pracy. Stałam się wobec niego na tyle nieufna, ze jak oboje wyjechali w weekend to szukałam schowanej włączonej kamery w domu... wiem jak to niedorzecznie brzmi ale dopiero jak się nad tym zastanowiłam to sobie uzmysłowiłam ze coś chyba jest nie tak i nie wiem co. Do tego w ostatnim czasie pojawiają mi się myśli samobójcze i bardzo spadła mi samoocena. Teraz jak byłam na szkoleniu za miastem to wieczorem w hotelu miałam jakiś atak paniki i mialam przeświadczenie ze jakaś postać w szatach jest w moim pokoju, nie mogłam się ruszyć i płakałam ze strachu i reagowałam na każdy najmniejszy dźwięk. Gdyby nie to ze paraliżował mnie strach to wybieglabym z hotelu w środku nocy. Obserwowałam pokój w hotelu z łóżka przy zapalonym świetle przez 3 h póki nie zasnęłam ze zmęczenia kolo 3. Nigdy czegoś podobnego nie miałam. Dodam jeszcze ze mamy problemy z normalnym snem, gdy kładę się do łóżka moje myśli ogarnia tysiąc różnych myśli na raz, które ciagle się zmieniają z prędkością światła, tak jakby jakiś tłum coś mówił z oddali z bardzo szybka częstotliwością... nie wiem jak to lepiej zobrazować. Ostatnio coraz ciężej przychodzi mi skupić się na czymkolwiek, zwłaszcza w pracy. Czy ktoś mi może powiedzieć co to może być? Tylko proszę, nie mówcie ze muszę iść do specjalisty bo to już wiem. Chce się tylko dowiedzieć co to może być, czy jestem chora i na coś się ewentualnie przygotować na spotkaniu z psychologiem. Z góry przepraszam za chaotyczny post, jestem bardzo zestresowana tym co się ze mną ostatnio dzieje

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.