Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'zdrada' w zawartość która została opublikowana w sekcji Artykuły.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 8 wyników

  1. Wszystko co chcieliście wiedzieć o toksycznych związkach, ale baliście się zapytać... Seria podcastów na temat toksycznych relacji: Tematy w podcastach: toksyczne relacje, toksyczny związek - jakie ma cechy, czym jest, jak do niego dochodzi, jak się od niego uwolnić. Jak wyjść z toksycznego związku i nie wejść w następny.
  2. „Prawdziwy mężczyzna” to hasło używane przez kobiety, które chcą manipulować facetami. Koniec tych bzdur! Mężczyzna przychodzi na świat i jedyne co musi zrobić, to zgłębiać przyrodzoną męskość zamiast pytać się dziewczyn, czym jest męstwo. Książka „Twarde życie mężczyzny” jest dla facetów, którzy mają dość feministycznej propagandy oraz kobietocentrycznych wizji świata i po prostu chcą pozostawać w zgodzie ze sobą. To lektura, która nie wyważa otwartych drzwi, nie wymyśla kuriozów jak „płeć kulturowa”, lecz skupia się na tym, co oznacza bycie mężczyzną we współczesnym świecie. Nie jest to poradnik, lecz co najwyżej inspiracja, bo i tak każdy facet lubi robić wszystko po swojemu. Chociaż autor jest psychologiem klinicznym i psychoterapeutą, treść książki bynajmniej nie jest wiedzą oświeconą. To punkt widzenia, który można przyjąć, by spojrzeć na pewne sprawy pod użytecznym kątem. Książka ma poręczny format B5, 220 stron, jest ilustrowana obrazami w czerni i bieli. Książkę można kupić m.in. w tym miejscu w ramach sprzedaży wysyłkowej. Premiera: 1 marca 2019 r.
  3. Dlaczego faceci kłamią / oszukują / zdradzają? Na to pytanie można odpowiedzieć w dwójnasób. Po pierwsze, z tych samych powodów, z których kłamią kobiety. Po drugie, z przyczyn specyficznych dla płci męskiej. Ludzie kłamią, żeby chronić swoją reputację. Na przykład kobieta może nie oznajmić wszem i wobec, że prawdziwy mężczyzna zaczyna się od 180 cm wzrostu, by nie wyjść na pustaka, a facet by uniknąć krytyki nie powie, że prawdziwa kobieta kończy się na 30-tce lub zaczyna od dużego C. Nawet jeśli oboje w istocie mają właśnie takie, a nie inne opinie na te tematy. Mężczyźni i kobiety kłamią żeby chronić potencjalnie zagrożoną samoocenę, zwłaszcza, gdy mają niskie poczucie własnej wartości, bo wtedy opinie innych mogą być dla nich szczególnie znaczące. Studentka zapytana o brak pracy domowej może zacząć opowiadać, że musiała się opiekować chorą matką, choć tak naprawdę nie umiała wykonać zadania lub jej się nie chciało do niego przysiąść. Panie i panowie oszukują, by wzmocnić swoją samoocenę, dowartościować się. Przykładowo dziewczyna wspomina w profilu randkowym, że jest sapioseksualna (czuje pociąg do męskiej inteligencji), choć tak naprawdę umawia się wyłącznie z modelami, ale dzięki tej wzmiance czuje się inteligentniejsza. Chłopak może mówić o wymyślaniu błyskotliwych rozwiązań w pracy żeby przypodobać się ceniącej zaradność dziewczynie, choć w rzeczywistości jest bardzo przeciętnym stażystą. Czasami ludzie kłamią, żeby się lepiej poczuć we własnej skórze. Sprawca potrącenia kogoś na przystanku na przykład może opowiedzieć, że wjechał na chodnik, by ratować własne dziecko siedzące na miejscu pasażera, które byłoby szczególnie narażone podczas zderzenia z autobusem. Ktoś wiodący nudne życie może opowiadać o tym, jak interesujące rzeczy zdarza mu się robić. Stara panna z bagażem życiowym może opowiadać, jak wielu mężczyzn o nią zabiega, choć nikt jej nie zaprasza na randki. Niekiedy oszustwo ma ułatwić realizację pewnych celów. Kobieta samotnie wychowująca dziecko może z rozmysłem nie wspominać o potomstwie, by nie zniechęcać potencjalnego kandydata na partnera. Mężczyzna rozważający odejście od żony może szukać na boku nowej dziewczyny, kłamiąc przy tym, iż jest już w trakcie rozwodu. Osoba z pasmem licznych, burzliwych związków może kłamać, że ma za sobą tylko dwie relacje, które po prostu się na dłuższą metę nie sprawdziły, ale ich finał był dyplomatyczny. Czasami ludzie kłamią z dość nieprzemyślanych powodów. Kobieta umieszcza silikonowe wkładki w staniku, gdyż przeczytała w jakimś kolorowym magazynie, że ambitni mężczyźni preferują kobiety z dużym biustem. Mężczyzna zakłada złoty łańcuch, by podkreślić swój status, choć nigdy nie miał pracy dłużej niż przez miesiąc, ale uwierzył w przesłanie piosenki „Ona czuje we mnie piniądz”. Ludzie kłamią, by pokazać się z lepszej strony – na przykład prezentują swoje wyretuszowane zdjęcia wykonane z zakłamującej rzeczywistość perspektywy. Zatajają również albo koloryzują pewne informacje o sobie w profilach na serwisach społecznościowych i randkowych. Wszystko po to, by pokazać się w korzystnym świetle, zwiększyć szanse na uzyskanie aprobaty i osiągnięcie swoich celów. Kłamstwo pełni też określone funkcje, które nie różnią się zasadniczo od funkcji zdrady. Ma zapewnić zaspokojenie pewnych potrzeb bez narażania na koszty w formie utraty zaspokojenia innych potrzeb. Przekładając to na ludzki język można to zilustrować następującym przykładem. Jeśli mężczyzna lub kobieta ma udane życie rodzinne, w miarę komfortowy związek, ale nie ma zadowalająco zaspokojonych potrzeb seksualnych, może zdecydować się na zdradę po to, by spełniać się seksualnie nie tracąc korzyści wynikających z posiadania rodziny i stałego związku. Mężczyźni kłamią, ponieważ często jest to w ich mniemaniu optymalna strategia. Od małego trenowani są w kłamaniu. Wręcz oczekuje się od nich, by nie byli szczerzy. Dla przykładu wielu facetów wychowuje się zgodnie z zasadą „chłopaki nie płaczą”. Mają nie mówić prawdy, jeśli czują się załamani, smutni, zrozpaczeni, bo to nie uchodzi mężczyźnie. Jako młodzieńcy w relacjach z kobietami trenowani są natomiast w mówieni nieprawdy przy takich okazjach, jak pytania ze strony partnerki typu „Czy grubo w tym wyglądam?”. Jeśli raz za razem szczerość jest karana poprzez negatywną reakcję dziewczyny, chłopak w końcu przystosowuje się do tych warunków i zaczyna wybierać kłamstwo, by zaoszczędzić sobie i jej nerwów. Bywa, że mężczyźni kłamią po to, by pozornie spełniać oczekiwania otoczenia i czerpać z tego powodu określone korzyści, których nie zyskaliby będąc całkowicie szczerymi z kobietami. Czasami robią to, gdy równie dobrze mogliby powiedzieć prawdę. Innym razem brak szczerości jest w zasadzie niezbędny, by w określonych realiach zaspokajać swoje potrzeby. Wynika to z tego, że między oczekiwaniami kobiet i mężczyzn istnieją pewne rozbieżności, które czasami są bardzo duże. Do tego stopnia, że wizja związku dającego szczęście kobiecie może być dla mężczyzny dalece niesatysfakcjonująca. Na przykład facet ma nikłe szanse na zaspokojenie potrzeb seksualnych, gdy gra w otwarte karty i mówi, że zależy mu tylko na tym, ponieważ większość kobiet nie pisze się na takie układy. Zaczyna więc kłamać, że zależy mu na stałym związku. Czasami iluzja jest skutkiem ubocznym odmiennych oczekiwań, które nie są wypowiadane przez żadne z dwojga wprost. Prędzej czy później czar jednak pryska. Czasami ludzie kłamią z przyczyn altruistycznych. Dla rozrywki, na przykład z okazji prima aprilis, lub dla dobra drugiej strony, by nie przytłoczyć jej ogromem negatywnych informacji albo nie narazić na niepotrzebny dyskomfort. Zdarza się, że ludzie kłamią z grzeczności albo dla świętego spokoju. Kłamstwo kłamstwu nierówne – jedne są straszne, a inne powszechnie tolerowane. Zasadniczy problem z kłamstwem jest taki, że na dłuższą metę utrudnia lub wręcz udaremnia budowę zaufania, ale to już inna historia.
  4. Częstym powodem wizyt w gabinecie psychoterapeuty są skomplikowane relacje z partnerami. Osoba przychodzi i prosi o radę, jak dotrzeć do partnera, żeby „naprawić” związek. Nierzadko w trakcie rozmowy wychodzą na jaw niepokojące fakty na temat zachowania partnera. Czasami psychoterapeuta nie ma innego wyjścia, jak tylko zasygnalizować, że warto poddać głębokiej refleksji zasadność kontynuowania danej relacji, jeśli jego zdaniem jest po prostu przemocowa, raniąca, toksyczna. Często tymi zgłaszającymi się do gabinetu osobami są kobiety. Nierzadko tzw. kobiety podatne na zranienie. Jeśli jesteś kobietą, która obawia się, że utknęła w toksycznym związku, zapoznaj się z poniższym artykułem. Wersja audio: „Miej plan” - łatwo powiedzieć. Zła wiadomość jest taka, że każdorazowo plan musi być szyty na miarę, dostosowany do indywidualnej sytuacji każdej osoby. Dobra wiadomość jest taka, że na szczęście są pewne „stałe punkty programu”. Są to: jak najdalej idące dystansowanie się od toksycznego partnera (czasami możliwe jest całkowite zerwanie kontaktu, a czasami, gdy na przykład macie wspólne dzieci, konieczne jest maksymalne go ograniczenie, w każdym razie zasada „zero kontaktu” jest absolutnie niezbędna do wdrożenia w jak największym stopniu); trening asertywności pod kątem mówienia „nie”, ale także umiejętności takiego komunikowania swojego stanowiska i potrzeb, by nikt nie przeszkodził ci w uwalnianiu się od toksycznego partnera i abyś więcej nie weszła w tego typu relację; praca nad poczuciem własnej wartości, które najprawdopodobniej zostało zszargane podczas trwania w relacji, a możliwe że było niskie już na etapie wchodzenia w nią; poniekąd w ramach pracy nad poczuciem własnej wartości powinna dokonać się poprawa twojej relacji z samą sobą, byś była własnym przyjacielem, wsparciem i zdrowa miłość własna gościła w twoim życiu na co dzień; identyfikowanie i kwestionowanie obwiniających myśli, w których sama się obwiniasz i bierzesz zbyt dużą odpowiedzialność za to co rozegrało się i generalnie rozgrywa w twoich związkach; spostrzeganie i zatrzymywanie potoku myśli na temat motywów działań partnera, ponieważ roztrząsanie tego wszystkiego tylko podtrzymuje twoje emocjonalne uzależnienie od jego osoby; przeżycie „żałoby” po rozstaniu (wyrażanie żalu, smutku, złości, strachu, by móc stopniowo wrócić do siebie); w dalszej kolejności analiza własnych cech pod kątem tego, jak to się stało, że weszłaś w taki związek i nie wychodziłaś z niego w porę (przy okazji zaznaczmy, że nie chodzi o analizę jak to się stało, że nie wytrzymałaś w tym bagnie, lecz dlaczego w ogóle w nie weszłaś). Bywa, że - jak już wspomniano - pomocna lub niezbędna pod tym względem okazuje się psychoterapia indywidualna. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  5. Jak to się dzieje, że aplikacja tak często nie sprawdza się? Nie można powiedzieć, że nie działa wcale, ale z pewnością wiele osób rozczarowuje, a nawet mocno zawodzi. Czemu tak jest? Bo woda sodowa uderza do głowy Jak już jakiś czas temu zauważył noblista Daniel Kahneman, gdy człowiek ma zbyt wiele opcji, drastycznie zawyża wymagania. Efekt jest taki, że ludzie ustawiają się w długich kolejkach do osób najbardziej urodziwych, a robią tak nawet jednostki o zupełnie przeciętnej urodzie. Ci przystojniacy i te piękności o których i które zabiegają tłumy uderzają natomiast oczywiście do co najmniej równie atrakcyjnych, a najchętniej celebrytów, aktorów, bogaczy. „Szóstki” podbijają do „dziewiątek” i „dziesiątek”, a to powoduje rozczarowanie, bo ci „z wyższej półki” skłonni są przeciętniaków co najwyżej wykorzystywać. Promują więc własne Instagramy, blogi, vlogi i wykorzystują aplikację do promocji swojej osoby w mediach społecznościowych albo oczekują zabawiania bądź szybkiego zaspokojenia ściśle określonych potrzeb. Na ich warunkach, oczywiście! Bo to mało prawdopodobne, by Tinder zadziałał Jak pokazują różne badania, duża część użytkowników, zwłaszcza kobiet, korzysta z aplikacji żeby się dowartościować, dla atencji, by połechtać swoje ego. Spora część osób robi to wyłącznie dla rozrywki, aby poczatować i pooglądać profile. Dużo ludzi, zwłaszcza mężczyzn, szuka tam jedynie przygodnych znajomości. Statystyki też nie stoją po stronie osoby, która liczy na poznanie tam kogoś do sensownej relacji. Dane z 2015 pokazują, że tylko 54% użytkowników to single. Niemal połowa przesunięć w prawo idzie więc od razu na marne. Więcej informacji można znaleźć w tej książce.
  6. Średnio po 2-4 latach relacji namiętność maleje. Nierzadko doprowadza to do rozstania. Bez dużej namiętności niektórym ludziom trudno jest funkcjonować w związku. Jeśli dla kogoś na danym etapie życia ten aspekt jest priorytetem, relacja prawdopodobnie nie przetrwa dłużej niż kilka lat. Taka osoba będzie bowiem stale doświadczać rozczarowania i frustracji, że namiętność przestała być tak intensywna, jak na początku. Wbrew pozorom w grupie takich osób nie znajdują się jedynie ludzie młodzi, bo do jakości życia seksualnego ogromną wagę przywiązują mężczyźni i kobiety w różnym wieku. Spadek namiętności jest nieuchronny, ale nie musi być drastyczny i stanowić tragedii. Lepiej pod tym względem radzą sobie pary szczególnie dobrze dobrane (kiedy kobieta jest rzeczywiście w typie mężczyzny i odwrotnie, choć w przypadku panów to istotniejsze). Łatwiej sobie z tym radzą również pary o silnie sprecyzowanych preferencjach seksualnych lub wręcz fetyszach. Tego typu skłonności to swoisty samograj, który pobudza i jest źródłem przyjemności nawet wtedy, gdy namiętność nie jest taka, jak na początku związku. Lepiej są w stanie podołać tej sytuacji również takie pary, które dokładają starań, by namiętność całkiem nie wygasła, nie odpuszczają, nie rozleniwiają się. Znaczenie ma też to, czy inne składniki miłości są mocne. Jeśli brakuje życzliwości, ciepła, zaufania, przyjaźni oraz perspektyw na wspólną fajną przyszłość wtenczas spadek namiętności może być dla związku wręcz niszczycielski, prowadzić do rozpadu relacji lub zdrad. Kiedy ogień przygasa, trzeba dorzucić do paleniska, ale nie każdy ma powód i nie każdemu się chce. Zwłaszcza, gdy ogrzewa się już przy innym ognisku. Źle ze zmniejszeniem namiętności radzą sobie osoby, które w wyniku tego stanu rzeczy tracą też motywację do dbałości o siebie. Gdy trochę maleje wena do igraszek, niektórzy przestają przywiązywać wagę do atrakcyjnego wyglądu, co z kolei jeszcze bardziej pogarsza sprawę, bo tym mniej podobają się sami sobie oraz partnerowi czy partnerce. Zdarza się też, że niektórzy do tego tematu podchodzą wręcz cynicznie i starają się uzyskać jak największe korzyści dopóki trwa namiętność, a potem na jak najbardziej dogodnych warunkach rozstać się. Ze zrozumiałych względów nie jest w ich interesie podtrzymywanie znajomości, gdy ten jej aspekt przestaje działać jak niegdyś. Niektórym ludziom po pewnym czasie odechciewa się obcować seksualnie wciąż z tą samą osobą, którą znają na wylot i z którą kontakt nijak już ich nie ekscytuje. Jeśli proces ten bardzo się pogłębi, żaden powiew świeżości może nie być w stanie oczyścić tej atmosfery, dlatego warto reagować możliwie wcześnie – zanim rutyna całkowicie zdominuje zbliżenia. W perspektywie lat starzejemy się i brzydniemy. Nie każdy jest w stanie się z tym pogodzić i godnie to przyjąć. Niektórzy z ogromną determinacją poszukują wówczas potwierdzenia swojej atrakcyjności i dlatego wynoszą sferę seksu na piedestał. Pozostałe aspekty funkcjonowania związku przestają mieć istotne znaczenie i wobec tego tracą swoją moc w zakresie scalania relacji. Czasem z powodu zobowiązań taki związek staje się pusty i trwa, a para wegetuje, innym razem więź ulega rozpadowi. Czasami namiętność drastycznie maleje zwłaszcza po jednej ze stron z powodu jakichś problemów zdrowotnych czy psychologicznych. Rozwiązanie ich może znacząco poprawić sytuację, więc w razie potrzeby warto skorzystać z konsultacji ze specjalistą. Jeśli chodzi o seksuologa, to najlepiej by był to lekarz medycyny. Rozmowa z psychologiem, psychoterapeutą przydaje się natomiast zwłaszcza wtedy, gdy namiętność mocno zmalała w wyniku poważnych trudności w związku, a nie z powodu jakichś schorzeń organizmu u któregoś z partnerów. Podsumowując, wiedząc, że zmniejszanie się namiętności jest nieuchronne w każdej relacji, warto mieć do tego odpowiedni stosunek, nie robić z tego faktu dramatu, a ponadto na tyle, na ile to możliwe przeciwdziałać temu zjawisku nie pogarszając mimochodem sprawy. Jeśli natomiast ktoś jest świadom, że w danym okresie życia elektryzujący, bujny seks to dla niego absolutny priorytet, warto by był szczery ze sobą i z innymi. W przeciwnym wypadku prawdopodobnie skrzywdzi samego siebie i drugą osobę, która może się zaangażować niepotrzebnie licząc na poważny związek w sytuacji, gdy w perspektywie mogłaby tak naprawdę liczyć na co najwyżej kilkanaście miesięcy bądź kilka lat znajomości. Tylko kogo dzisiaj stać na taką szczerość?
  7. Mnóstwo osób skarży się na to, że nie może znaleźć partnera do stałego związku. W pewnym momencie frustracja osiąga taki poziom, że człowiek przestaje trzeźwo oceniać sytuację i obwinia nawet całą płeć przeciwną. „Wszyscy faceci są do niczego”, „kobiety są beznadziejne”, „kobiety nie szukają partnera, tylko sposobu żeby się ustawić”, „mężczyźni są niedojrzali emocjonalnie, zmieniają kobiety jak tylko po paru latach zmniejsza się w związku pożądanie” – takie stwierdzenia dowodzą, że rozczarowanie osiągnęło duże rozmiary. Problem polega na tym, że częstokroć owe rozczarowanie powodujemy samemu. Przyjrzyjmy się częstym powodom niemożności stworzenia relacji. Odreagowywanie frustracji i gniewu na płci przeciwnej Niepowodzenia, zranienia, cierpienie – to część ludzkiego życia. Nie wszyscy radzą sobie z tym w sposób dla nich korzystny; niektóre osoby biorą odwet na płci przeciwnej za wcześniej doznane krzywdy „z rąk” eks lub niedoszłych partnerów. Zrażeni, zgryźliwi podchodzą do drugiej płci w sposób w zasadzie uniemożliwiający nawiązanie zdrowej relacji, bo nikt „normalny” nie zaakceptuje takiego traktowania. Próba łatania poczucia własnej wartości atrakcyjnym partnerem Niektóre osoby szukają potwierdzenia własnej wartości w związku z atrakcyjnym partnerem albo przyjmując roszczeniową postawę na etapie nawiązywania znajomości („zabiegaj o mnie!”). Utopijność pierwszej strategii polega na tym, że „dziura” w poczuciu własnej wartości zostaje zasklepiona jedynie na jakiś czas, a potem, gdy widzi się, że partner jest jednak człowiekiem z krwi i kości, ma swoje wady i niedostatki, zaczyna się potrzebować kogoś innego, kto byłby ich pozbawiony. Dostrzega się też inne, uznawane za atrakcyjniejsze osoby. Nie jest się w związku z daną osobą, lecz w dziwnej relacji z luką we własnym poczuciu własnej wartości. Luką, która ciągle domaga się zasklepienia, więc wciąż szuka się „lepszego modelu”, coraz częściej zmienia, goni i tak bez końca, a pustka powraca. Problem z drugim podejściem polega na tym, że w pewnym momencie trzeba szukać kogoś nowego, kto zapewni świeżą, nową dawkę podziwu i uwagi. Więcej informacji można znaleźć w tej książce.
  8. Co to jest „kochanie za bardzo”? Co to znaczy „kochać za bardzo”? Kim są „kobiety, które kochają za bardzo”? (inne określenie to tzw. podatność na zranienie, omówiona szeroko w osobnym artykule) Czy miłość może być nałogiem, czy wolno nam mówić o uzależnieniu od miłości w sytuacji, gdy obdarzanie kogoś uwagą i uczuciem jest tak naprawdę nieprawomocne, raniące, wiążę się z naszą własną krzywdą... Zasadność sformułowania „uzależnienie od miłości” jest kwestionowana przez niektóre kręgi psychoterapeutyczne, a przez inne popierana. Popularne kryteria diagnostyczne (ICD, DSM) nie wyróżniają takiego specyficznego problemu, więc oczywiście nie zawierają też informacji o tym, jak go rozpoznawać. Jedno jest jednak pewne – stanowczo nie brakuje osób, zwłaszcza kobiet, które doznały „kochania za bardzo” i uważają mówienie o tym problemia w kategoriach nałogu za całkiem trafne, zbieżne z ich indywidualnym doświadczeniem. Uzależnienie jest czymś destrukcyjnym, szkodliwym, eksploatującym, niezdrowym. Istotą „kochania za bardzo” jako negatywnego zjawiska jest uporczywe, wypalające trwanie w toksycznym związku mimo jednoznacznych sygnałów, że należałoby się z niego „wyplątać”, pozostawanie w tego typu relacji bez względu na realne szkody, jakie on wywołuje, kochanie częstokroć bez wzajemności lub w sposób rażąco asymetryczny (z ogromnym zaangażowaniem przy marginalnym zaangażowaniu toksycznego partnera). „Kochanie za bardzo” jest doświadczeniem niezwykle trudnym, wyczerpującym fizycznie i emocjonalnie, oraz co typowe dla nałogu, pogrążającym coraz bardziej. Prawomocność porównania „kochania za bardzo” do uzależnienia można także potwierdzić poprzez zestawienie typowych dla tego problemu okoliczności chociażby z typowymi przejawami nałogu alkoholowego. Alkoholizm <> „Uzależnienie od miłości” Opętanie alkoholem <> Opętanie związkiem uczuciowym Nie wyobrażanie sobie życia bez alkoholu <> Nie wyobrażanie sobie życia bez danego partnera i jego miłości Zaprzeczenia skali problemu <> Zaprzeczanie skali problemu Unikanie ludzi, by ukryć problem z piciem <> Unikanie ludzi, by nie wydało się, jak toksycznie postępuje partner, by nie musieć się im tłumaczyć, by nie wysłuchiwać jak niedorzeczne jest „trwanie w nałogu” Kłamstwa odnośnie nie picia <> Kłamstwa odnośnie np. ustępstw wobec partnera bądź pobłażania jego występkom Bezowocne próby odzyskania kontroli <> Bezowocne próby zerwania z partnerem Siłowanie się z nałogiem, próby pójścia w zaparte i nie picia zakończone porażką <> Kończące się niepowodzeniem próby zerwania kontaktu z danym partnerem Nawracające bądź chroniczne poczucie bezsilności <> Poczucie, że nie ma się mocy, by zerwać z partnerem Samookłamywanie siebie <> Samousprawiedliwianie się, bronienie partnera i relacji, nadmierne nieuzasadnione idealizowanie związku Trudne zmaganie się z konsekwencjami picia, usprawiedliwianie siebie przed innymi, intrygi i maskarada <> Narastające wysiłki podczas usprawiedliwiania partnera, branie na siebie odpowiedzialności za jego problemy, tworzenie alternatywnej, fantastycznej wersji zdarzeń Poczucie krzywdy <> Poczucie zranienia Wybuchy gniewu <> Frustracja, wybuchy złości Problemy zdrowotne w związku z piciem <> Fizyczne wyczerpanie powodowane psychicznym przeciążeniem, stresem Różnorakie tarapaty <> Ciągłe trudności, konflikty, problemy lub konieczność ratowania partnera i zmagania się z problemami w jakie on chronicznie sam wpada Coraz większe konsekwencje picia <> Coraz większe wysiłki i poświęcenie by uzyskiwać miłość partnera Stale pogarszający się stan umysłu <> Zmieniające się nastroje, narastający lęk, niewytłumaczalna drażliwość, napięcie, znerwicowanie Utrata wiary, poczucia sensu, poddawanie się <> Poczucie beznadziejności, krańcowego wyczerpania Brak szacunku do siebie lub wręcz nienawiść samego siebie <> Odraza wobec siebie za nadmierne ustępstwa i trwanie w ewidentnie toksycznej relacji Jak widać w powyższym zestawieniu, podobieństwa są wyraźne. Pociecha z tego tylko taka, że leczenie problemu alkoholowego jest przedmiotem zainteresowania terapeutów już od jakiegoś czasu. Można zatem dostrzec pewne analogie także na etapie leczenia, co pozwala lepiej przygotować pacjenta do trudności, które mogą temu towarzyszyć, są szczególnie dotkliwe zwłaszcza na początku. Tym jednak nie będziemy zajmować się w niniejszym tekście, ponieważ teraz spróbujmy bardziej konkretnie rozstrzygnąć, kiedy można podejrzewać „uzależnienie od miłości”. W tym celu przyjrzyjmy się różnorakim objawom tego problemu z perspektywy osoby, która go doświadcza. Przeświadczenie, że utrata danego partnera byłaby katastrofą życiową, nie wyobrażanie sobie życia bez niego. Przekonanie, że miarą miłość jest to, jak bardzo poświęca się dla partnera. Podchodzenie do potrzeb partnera jak do własnego obowiązku, z którego trzeba się wywiązać poprzez bezwarunkowe zaspokojenie ich. Wiara, że miłość jest wartością nadrzędną i ten, kto naprawdę, prawdziwie kocha wszystko zniesie, wszystko wybaczy, bo w imię miłości trzeba cierpieć. Przekonanie, że w idealnym związku partnerzy mają tylko wspólne pasje, wspólnych znajomych, a odrębne hobby lub pasje, albo oddzielne grupy przyjaciół w ogóle nie wchodzą w grę. Wiara, że partner mimo rażąco niewłaściwych, a nawet raniących zachowań kocha, lecz po prostu nie umie tego wyrazić. Skłonność do usprawiedliwiania występków partnera, do ratowania go z opresji i tarapatów, w które sam notorycznie się pakuje na przykład z powodu nadmiarowego picia alkoholu. Znoszenie niewłaściwych zachowań partnera, włącznie z agresją słowną lub fizyczną, byle tylko związek ocalał. Nieuzasadnione lub wręcz sprzeczne z doświadczeniem życiowym i logiką przekonanie, że rażąco niewłaściwie postępujący partner zmieni się na lepsze lub da się „naprawić” przy pomocy miłości. Rozpatrywanie większości kłótni i konfliktów w taki sposób, że przede wszystkim szuka się własnych błędów, samemu czuje się winnym, oczyszczając poniekąd partnera z wszelkich zarzutów. Ocena relacji przez filtr różnorakich historii miłosnych prezentowanych w literaturze, muzyce, sztuce. Szukanie pocieszenia w poezji o trudnej miłości; poszukiwanie wytchnienia lub siły do dalszej walki o związek w tekstach piosenek miłosnych oraz treściach romantycznych ukazujących uczucie jako nadrzędną wartość mimo cierpienia. Osoby „kochające za bardzo”, „uzależnione od miłości” to często ludzie, którzy: - Wychowali się w trudnych, skonfliktowanych rodzinach, w których brakowało wystarczającego emocjonalnego wsparcia dzieci. W rodzinach z problemami, w których na przykład któreś z rodziców było alkoholikiem, hazardzistą, narkomanem. Chcący za wszelką cenę podarować partnerowi taką miłość, jakiej sami nie zaznali, by w ten sposób stać się tym, kim nie byli, choć powinni, znaczący dla nich bliscy (np. rodzice). Obawiający się samotności, czujący się źle będąc bez związku uczuciowego, cierpiący nawet na myśl o życiu w pojedynkę bez ukochanej osoby. Przedkładający szczęście partnera nad własne. Myślący o życiu bez miłości jako o jałowym, podłym, smutnym, bez celu. Myślący o życiu bez partnera jak o pustym, bezsensownym, bez wartości. Skłonni do ogromnych poświęceń gdy chodzi o miłość partnera, i oceniający własną wartość przez pryzmat tego, ile zdołają z siebie dać w związku. Pragnący bezwarunkowo, zawsze „być pomocni” dla partnera, chociaż tak naprawdę raczej chodzi o to, by mieć kontrolę nad związkiem i czuć się dzięki temu pewnie, bezpiecznie gdyż życie bez relacji stanowi wizję nie do zniesienia. Dokładający wszelkich starań, by spełnić wszelkie oczekiwania i zaspokoić potrzeby partnera, którego docenienie i aprobata są niezbędne, żeby poczuły się wartościowi. Mający skłonności do uzależnień, obsesji, „uciekania” w destrukcyjne działania, które tylko doraźnie poprawiają samopoczucie. Mający skłonność do wchodzenia w sytuacje wywołujące trudne emocje, co poniekąd zapobiega źle tolerowanemu marazmowi, wprowadza na swój sposób wprost oczekiwany dramatyzm. Widzący coś intrygujące, interesującego w skomplikowanych, powikłanych, trudnych sytuacjach i złożonych, niełatwych w pożyciu, ale za to stymulujących ludziach. Mający tendencje do wdawania się w skomplikowane związki, „afery miłosne” tylko w nich dostrzegając odpowiednią dawkę pobudzenia, „pożywki”. Mający skłonność do popadania w depresję, przygnębienie, stany wydatnie zmniejszające możliwość doświadczania przyjemności. Mający mniej standardowe pragnienia seksualne. Mający pewną skłonność do kierowania się bardziej swoimi wyobrażeniami, odczuciami, intuicją, niż faktami na temat tego, jak się sprawy mają rzeczywiście. Mający z różnych względów pewną skłonność do łatwego zapominania o sytuacjach, okolicznościach, faktach nieprzystających do wiodącego opisu sytuacji. Mający pewne tendencje masochistyczne. Przywykłe do braku wzajemności, angażowania się mimo braku równie otwartej postawy u partnera. Trwanie w toksycznej relacji wiąże się z nadmiernym poświęceniem, ratowaniem partnera ewidentnie własnym kosztem, permanentnym narażaniem się na zranienie, narastającym lekceważeniem własnych potrzeb oraz granic, nawracającym cierpieniem, bolesnymi wyrzeczeniami w imię miłości, rosnącą izolacją, pogrążaniem się w, szukaniem ratunku w destrukcyjnych lecz doraźnie kojących działaniach. Przede wszystkim łączy się jednak ze stale pogarszającym się samopoczuciem, z falami psychicznego a często także fizycznego cierpienia, bolesnym doświadczeniem marnowania swojego życia, nawracającymi myślami na temat „tracenia prawdziwego siebie” i przygnębiających refleksji o braku szans na realizację marzeń, celów życiowych, zaspokojenie fundamentalnych potrzeb. Na koniec tych rozważań trzeba wyraźnie podkreślić, że wychodzenie z „nałogu kochania za bardzo” polega na pracy nad sobą (a nie nad zmianą partnera). Charakterystyczne, że partnerzy osób „kochających za bardzo” często w ogóle nie chcą sobie pomóc, nie przejawiają żadnej woli do pracy nad sobą, żadnej gotowości do realnej zmiany. Kwestią fundamentalną jest zatem częstokroć wyplątanie się z toksycznej relacji, usamodzielnienie się, odbudowanie własnych granic i poczucia elementarnej kontroli nad swoim losem. Ta faza poprzedzona jest uznaniem własnej bezsilności, uzmysłowieniem sobie natury problemu, szukaniem wsparcia i realnej pomocy, poszukiwaniem informacji na temat leczenia i rozwiązań. Kolejne etapy to wytężona praca nad sobą, pozwalająca dobrze funkcjonować jako autonomiczna, samodzielna jednostka, a w przyszłości – budować zdrowe relacje. Więcej informacji można znaleźć w artykule o tzw. podatności na zranienie.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.