Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'relacje' w zawartość która została opublikowana w sekcji Artykuły.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 42 wyników

  1. psycholog Rafał Olszak

    Jak dbać o związek (podcast)

    Jak troszczyć się o małżeństwo, pielęgnować związek, dbać o relacje. Temat powiązany
  2. psycholog Rafał Olszak

    Książka Rafała Olszaka - Refleksje mężczyzny

    Co to jest równoprawne partnerstwo? Czego tak naprawdę pragną kobiety? Jak powstają udane, trwałe związki? Co robić, aby zapobiec zdradzie? Dowiedz się ze zbioru refleksji mężczyzny, psychoterapeuty par i osób indywidualnych. „Wydaj książkę – mówili raz, drugi, trzeci czytelnicy mojego bloga Refleksje mężczyzny, a także klienci oraz przyjaciele i znajomi. W porządku – w końcu stwierdziłem. Minęło trochę czasu i oto jest. Przedstawiam zbiór rozmaitych przemyśleń o relacjach, a zwłaszcza o miłosnych związkach. Można powiedzieć, że refleksje nasuwały się same w trakcie pracy jako terapeuta par, małżeństw i osób indywidualnych. Staram się bez faworyzowania którejkolwiek płci, rzetelnie i w sposób pożyteczny dla Czytelnika sygnalizować różne ważne kwestie. Wzięcie tych spraw pod uwagę może ułatwiać tworzenie i rozwijanie satysfakcjonujących związków.” – Rafał Olszak Książka ma poręczny format B5, 184 strony, jest bogato ilustrowana obrazami w czerni i bieli. Książkę można kupić m.in. w tym miejscu w ramach sprzedaży wysyłkowej. Refleksje mężczyzny... Aż czacha dymi:
  3. psycholog Rafał Olszak

    Neurotyczna potrzeba miłości (podcast)

    Materiał można odsłuchać odtwarzając poniższy film z YouTube: Psycholog online, psychoterapeuta przez Skype omawia zagadnienie: neurotyczna potrzeba miłości.
  4. psycholog Rafał Olszak

    Częste skargi żon i mężów

    Terapia par to bardzo trudne rzemiosło. Zwłaszcza dlatego, że ludzie często zgłaszają się na nią zbyt późno, gdy już niemal doszło do rozkładu pożycia. Nierzadko jest to wręcz przeciwwskazaniem do rozpoczęcia terapii. Kiedy kwiat usechł, nawet woda z najlepszą odżywką może nie pomóc. Gdy pytam ludzi, dlaczego zgłosili się, gdy sprawy mają się już tak źle, często słyszę, że po prostu się wstydzili. Nie ma się czego wstydzić, to ludzkie, że zdarzają się problemy, nieporozumienia. Załączam najczęstsze skargi zgłaszane przez panów i panie. Podejrzewam, że sporo osób przerabiało przynajmniej niektóre z tych problemów, co pokazuje, że nie są niczym nadzwyczajnym. To tematy do przepracowania. Co ciekawe, często są to jakby lustrzane odbicia lub nawet te same zagadnienia, tyle że widziane z odmiennych perspektyw.
  5. psycholog Rafał Olszak

    4 oznaki kryzysu w związku widoczne w komunikacji

    Istotnym czynnikiem zakłócającym funkcjonowanie związku bywa niewystarczająco dobra lub wręcz pozostawiająca wiele do życie komunikacja. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że problemy komunikacyjne stanowią jeden z głównych problemów trapiących związki, które przeżywają kryzys. Szczególnie alarmujące jest, gdy w kontaktach zaczynają się pojawiać następujące cztery negatywne interakcje między małżonkami czy osobami, tworzącymi związek partnerski. 4 oznaki kryzysu w związku widoczne w komunikacji Skarga przeobrażająca się w ostrą krytykę – na początku pojawiają się tylko skargi wynikające z różnicy zdań, ale z czasem z niezadowolenia z faktu, iż problem pozostaje nierozwiązany, wynika narastająca frustracja. A ona zaczyna przekształcać się w urzeczywistnianą stopniowo coraz bardziej skłonność do całościowego krytykowania partnera: osądzania go, obwiniania, zarzucania mu złej woli. Krytykowanie zaczyna mieć charakter nadmiernego uogólnienia – nie ogranicza się do wybranego aspektu funkcjonowania, ale przybiera postać generalnej oceny całej osoby. Pogarda – źle się dzieje, gdy w komunikacji pojawiają się drwiny, uszczypliwości, szyderstwo, naśmiewanie się czy inne formy „wbijania szpili”. Trudno ustalić pewne sprawy, gdy zamiast trzymać się meritum ludzie zaczynają sobie dokuczać lub stosują przemoc psychiczną bądź słowną. Postawa defensywna – zamiast skupiać się na rozwiązaniu problemu bądź na rzeczywistej treści komunikatu ludzie zaczynają się bronić jakby byli atakowani. Dalece ogranicza to możliwość uporania się z kłopotem, bo właściwie nie jest on przedmiotem sporu. Zamiast tego ludzie zaczynają przerzucać się winą, licytować na kim spoczywa większa odpowiedzialność za problem, bronić się przez atakowanie lub marudzić, że „znowu coś” lub wzdychać mówiąc do partnera „o co znowu ci chodzi”. Barykadowanie się – ma to miejsce, gdy dana osoba odcina się od tego, co mówi partner, buduje swoisty mur i nie dopuszcza do siebie informacji, które partner próbuje przekazać. Przykładem może być zaledwie udawanie, że się słucha, albo ostentacyjne pogłaśnianie radia lub telewizora, by zagłuszyć osobę mającą coś do powiedzenia. Następuje wówczas swoiste „budowanie muru”, który ogranicza efektywność komunikacji. Osoba słuchająca staje się jakby nieobecna, zdystansowana lub wręcz wroga, pełna dezaprobaty i zniechęcenia. Te cztery problemy w komunikacji mogą zwiastować rozpad związku, a w każdym razie stanowią wyraźne sygnały, że w relacji prawdopodobnie źle się dzieje – zwłaszcza, gdy kłopoty tego typu zdarzają się często. Psychoterapeuci mawiają, że są to „czterej jeźdźcy apokalipsy”, którzy mogą doprowadzić związek do ponurego finału. Terapia dla par, terapia małżeńska przez Skype W trakcie pomocy psychologicznej takiej jak terapia dla par, terapia małżeńska, często pracuje się nad poprawą komunikacji. Zazwyczaj nie jest to jedyna rzecz, wymagająca korekty, ale z pewnością jedna z najczęstszych kwestii do poruszenia. Czasami sprawy zachodzą tak daleko, że para ma dużą trudność z tym, by wrócić do zdrowego, skutecznego kontaktowania się ze sobą – wtedy pomoc psychoterapeuty może okazać się ostatnią deską ratunku. Podczas terapii par nierzadko trenuje się umiejętności takie jak asertywna komunikacja, aktywne słuchanie oraz inne zdolności przydane w rozwiązywaniu problemów techniki. Terapeuta pełni też funkcję rozjemcy, mediatora, który stoi na straży dobrej komunikacji, troszczy się o to, by wyrażanie poglądów i emocji było asertywne, a tym samym umożliwiło dojście do porozumienia. Pytania? Wątpliwości? Darmowa porada psychologa może pomóc!
  6. psycholog Rafał Olszak

    Trwałość związku, sens małżeństwa, a frustracja

    To piękna idea, jakoby miłość scalała związek i gwarantowała mu trwałość, ale w praktyce nie jest tak kolorowo. Swego rodzaju miarą gotowości do stałego związku jest umiejętność radzenia sobie z frustracją. Może ona przynajmniej okresowo towarzyszyć każdej, nawet najbardziej udanej, trwałej relacji. Frustracją, że partner różni się od nas. Frustracją, że jest do nas za bardzo podobny. Frustracją, że ma się ochotę na seks, ale nie ciągle z tą samą osobą. Frustracją, że partner nie ma weny na takie praktyki czy eksperymenty w sferze seksualnej, na jakie my mamy ochotę. Frustracją, że ktoś chce zbliżeń częściej, a ktoś chce rzadziej. Frustracją, że w chwilach, gdy na to jesteśmy nieprzygotowani trzeba stawiać „my” ponad „ja”. Frustracją, że nie ma się totalnej swobody i trzeba liczyć się z drugą stroną. Frustracją, która towarzyszy trudnym do pokonania nieporozumieniom. Frustracją, że związek nie wygląda tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Frustracją, gdy partner ma złe chwile, które niekiedy zmieniają się w długie godziny, dni, tygodnie lub miesiące. Frustracją, że partner nie jest taki, jak byśmy tego oczekiwali po partnerze życiowym. Że nie dość często wyraża uczucia albo jest zbyt wylewny i skory do wzruszeń, że jest „chłodnią emocjonalną” albo silnie neurotyczny, że za mało się stara lub z tym przesadza, że niewystarczająco okazuje zaangażowanie albo ma pretensje iż go pod tym względem nie dościgamy, że ogląda się za płcią przeciwną lub własną, że ogląda pornografię lub jest jej zagorzałym przeciwnikiem, że nie zawsze jest szczery, że… I tak dalej, i tak dalej. Radzenie sobie na różne sposoby z frustracją wydaje się kluczowe. Na szczęście jednym ze sposobów jest planowanie satysfakcjonujących lub przyjemnych wspólnych doświadczeń oraz wzbudzanie pozytywnych emocji. Częściej jednak trzeba zajrzeć do własnego umysłu i zrobić porządek ze swoim sposobem myślenia. Nie jest to łatwe i nie każdy ma motywację, by to robić. W kulturze obrazkowej ludzie są wyzuci z wyobraźni i pomyślunku. Jeśli coś nie działa lub frustruje od razu przestaje pasować do obrazu dobrego związku i zaraz u niektórych osób pojawia się ciśnienie, żeby to zastąpić czymś innym. Nic dziwnego. Ludzie sukcesu, którzy dzięki obecności w mediach własnym zachowaniem kreują pewne trendy, dają właśnie taki przykład. Zamożni, sławni panowie zmieniają partnerki na młodsze, a piękne dziewczęta wymieniają partnerów na coraz sławniejszych lub bogatszych. Grunt, by ładnie wyglądać na obrazkach. Tymczasem związek to nie ścianka z logotypami – nie chodzi o to, by dobrze wypaść. I chociaż dzisiaj w zawieraniu znajomości wygląd robi prawie całą robotę, to na etapie rozwijania relacji powinien zejść na zdecydowanie dalszy plan. W przeciwnym wypadku zrodzi to frustrację nie do przezwyciężenia. Bo młodszych lub po prostu świeższych, innych od partnera opcji jest całe mnóstwo. To samo dotyczy obrazu całości – jeśli uwierzymy w sielankowe wizje sprzedawane nam przez baśnie, literaturę, takie czy inne religie albo przez filmy, to każdy prawdziwy związek wydać się może nie dość dobry. A zainteresowanie konstruktywnym rozwiązywaniem frustrujących spraw i gotowość na kompromisy mogą być nikłe.
  7. Spadek liczby zawieranych małżeństw, nasilający się sukcesywnie od lat 80-tych XX wieku, każe zapytać o atrakcyjność tej instytucji dla współczesnych kobiet i mężczyzn. Socjologowie zauważają, że na ten stan rzeczy wpływ mają przemiany społeczne mające charakter prawny, demograficzny, instytucjonalno-organizacyjny. Warto przyjrzeć się również temu zagadnieniu z perspektywy psychologicznej. Dlaczego mężczyźni nie chcą się żenić, nie są zainteresowani małżeństwem Motywacją do zawarcia małżeństwa jest chęć zaspokojenia pewnych potrzeb. O atrakcyjności tej instytucji przesądza zatem ilość i zakres potrzeb, które pozwala ona zrealizować. Jako że istnieje bardzo duży rozdźwięk między tym, ile kobiet, a ile mężczyzn widzi sens zawierania małżeństwa, zasadnym jest przypuszczenie, że w przypadku panów instytucja ta najwyraźniej zaspokaja potrzeby w mniejszym stopniu lub większym kosztem. W tym artykule to zagadnienie zostanie przeanalizowane. Potrzeba bezpieczeństwa Fundamentem relacji małżeńskiej jest zaspokojenie potrzeby bezpieczeństwa. Sformalizowany związek daje większą, aczkolwiek niebezgraniczną, pewność, co do tego, że partner będzie podejmował świadomy wysiłek, by nie narazić współmałżonka na krzywdę. Instytucja małżeństwa pozwala silniej wierzyć, iż partner z niesłabnącym zaangażowaniem będzie starał się stanowić oparcie i będzie pozostawał wierny. Wzmaga też poczucie, że partner będzie poświęcał zasoby ekonomiczne oraz innego rodzaju (jak czas i wysiłek) na rzecz rodziny, którą zakłada się wraz zawarciem małżeństwa. System prawny z założenia ma wspierać zaspokojenie tej potrzeby dzięki instytucji małżeństwa, ale zdania mężczyzn i kobiet są na ten temat głęboko podzielone. Potrzeba bezpieczeństwa kobiet zdaje się być przez małżeństwo wyraźnie mocniej zaspokajana aniżeli ma to miejsce w przypadku mężczyzn. Dla poczucia bezpieczeństwa nie bez znaczenia jest świadomość ryzyka, które się podejmuje, zawierając małżeństwo. Małżeństwa nie są tak trwałe jak dawniej – w Polsce rozwodem kończy się około 30% małżeństw, a w krajach świeckich do 50%. Zarówno panie jak i panowie zdają sobie z tego sprawę, gdyż dane te częstokroć są przywoływane przez poczytne czasopisma i popularne serwisy internetowe, a poza tym ludzie po prostu nierzadko są świadkami licznych rozstań znajomych i krewnych. Kobiety zdają sobie sprawę, że w razie rozwodu grozi im samotne macierzyństwo, a co za tym idzie ograniczone możliwości w zakresie realizacji kariery życiowej. Mimo wszystko mogą jednak liczyć na różnego rodzaju wsparcie społeczne i instytucjonalne, w tym również finansowe, a także na alimenty na dzieci, a niekiedy również na siebie. Zdecydowana większość małżeństw w Polsce to związki bez rozdzielności majątkowej, co jest dla kobiet pomyślne, gdyż zazwyczaj wyższymi dochodami wykazują się mężowie, a zatem w razie rozwodu kobieta może liczyć na korzystny podział majątku. Mężczyźni natomiast są świadomi, że w razie rozwodu w zasadzie nie mogą liczyć na żadne wsparcie. Wiedzą też, iż niezależnie od przyczyn rozstania, w sądach rodzinnych niemal pozbawieni są szans na prawa opieki nad dziećmi lub przynajmniej opiekę naprzemienną, będą więc mieli w najlepszym razie ograniczony kontakt z dziećmi. Zdają sobie również sprawę, iż los ich więzi z potomstwem zależeć będzie niemal całkowicie od dobrej woli byłej małżonki. Niestety, około 40% rozwiedzionych kobiet przyznaje, że utrudniało byłemu mężowi kontakt z dzieckiem, a 50% deklaruje, iż wcale nie widzi sensu, by dziecko utrzymywało kontakt z ojcem. Co gorsza, w razie bezpodstawnych, złośliwych oskarżeń ze strony byłej małżonki, mężczyzna częstokroć jest bezbronny, ponieważ obecne prawodawstwo w dalece niewystarczającym stopniu piętnuje takie postępowanie, o ile w ogóle to czyni. Zarówno w przypadku kobiet jak i mężczyzn alternatywny względem małżeństwa styl życia niejednokrotnie jawi się jako bezpieczniejszy, co także może mieć wpływ na spadek liczby zawieranych związków małżeńskich. Małżeństwo jest opcją, a nie jedynym rozwiązaniem bądź przymusem, więc nie zawsze osoby obu płci decydują się na ten scenariusz, gdyż wybierają inne rozwiązania. Ponadto, dziś małżeństwo jako nietrwała struktura, którą można zakończyć pod byle pretekstem, pozwala na większą swobodę osobistą, ale traci na atrakcyjności w kontekście potrzeby bezpieczeństwa, gdyż nie gwarantuje, iż partnera rzeczywiście będzie na dobre i na złe stał po stronie związku oraz nie odejdzie do „lepszego modelu”. Takie zagrożenie istnieje po obu stronach, ale odchodzenie kobiet od mężczyzn jest w różny sposób wspierane, a w pewnych środowiskach wręcz uznawane za akt odwagi, natomiast odchodzenie mężczyzn od kobiet jest prawnie i społecznie napiętnowane oraz wiąże się z dotkliwymi konsekwencjami (między innymi wspomniany wyżej ograniczony kontakt z potomstwem, zobowiązania finansowe). Z tych, i innych powodów, męska potrzeba bezpieczeństwa bywa przez małżeństwo w wyraźnie mniejszym stopniu zaspokajana aniżeli analogiczna potrzeba u kobiet. Właściwie wielu mężczyzn przyznaje, że małżeństwo jawi się im jako coś niebezpiecznego – przedsięwzięcie obarczone wysokim ryzykiem utraty znacznej części dorobku życia i narażenia się na wysoką frustrację, wynikającą z utrudnianych kontaktów z potomstwem. Z tego względu instytucja małżeństwa bywa mniej atrakcyjna dla mężczyzn niż dla kobiet. Co jako kobieta możesz z tym zrobić? Potrzebne są zmiany systemowe, ale twój stosunek do tematu nie jest bez znaczenia. Upewnij się, że partner może na ciebie liczyć w razie potrzeby, że szanujesz i mądrze traktujesz budżet domowy, do którego w miarę możliwości starasz się dokładać nie mniej niż mężczyzna. Dokładaj się do wspólnych kosztów lub ponoście je mniej więcej naprzemiennie bądź proporcjonalnie. Nie poprzestawaj na słowach, lecz przede wszystkim okazuj swoją postawą, że małżeństwo nie jest dla ciebie „skokiem na kasę” czy „windą wiozącą na wyższy status społeczny”. Okazuj, że sama bierzesz odpowiedzialność za swoją pozycję społeczną i status materialny. Troszcz się o swoją niezależność, by było jasne, że nie zamierzasz doprowadzić do sytuacji, w której cały budżet rodziny miałby być w całości na barkach jednej osoby, co może być bardzo stresujące, obciążające i po prostu niebezpieczne w dzisiejszych niepewnych czasach. Dawniej kobiety do małżeństwa wnosiły posag, dzisiaj odpowiednikiem posagu jest twoje wykształcenie, perspektywy zawodowe i to, co już zdołałaś osiągnąć. Nie traktuj partnera jak bankomat. Naprawdę korona ci z głowy nie spadnie jeśli to ty czasem za coś zapłacisz, pokryjesz rachunek wspólnego wyjazdu lub ufundujesz wizytę na stacji benzynowej. W końcu dzisiaj obie płcie zarabiają. Bądź gotowa rozmawiać o warunkach umowy małżeńskiej – nie rób z tego tematu tabu. Trudno o poczucie bezpieczeństwa, gdy trzeba by podpisać niekorzystny dokument. Okazuj, iż zdajesz sobie sprawę z nieodpowiedzialnych i przykrych praktyk, które małżonkowie stosują podczas rozwodu, oraz podkreślaj, że co by się nie działo, chcesz wszelkie sprawy załatwiać w cywilizowany sposób dla dobra wszystkich zainteresowanych – nie tylko twojego i dziecka, ale również jego ojca. Potrzeba zwracania uwagi Relacja małżeńska pozwala zaspakajać potrzebę uzyskiwania zainteresowania własną osobą, częstokroć wynosząc poziom zaspokojenie tej chęci na wyższy poziom. Małżeństwo w zamyśle oferuje coś ekskluzywnego – wyłączność. Para osób (lub nieco większe grono w małżeństwach poligamicznych i poliandrycznych) poświęca sobie wzajemnie niebagatelną ilość uwagi, czasu oraz innych zasobów, do czego zobowiązują się publicznie podczas zaślubin. Realizowanie tej potrzeby wiąże się z otrzymywaniem wsparcia w rozmaitych trudnościach i wymaga od drugiej osoby umiejętności słuchania. Zaspokojenie tej potrzeby jest bardzo ważne dla trwałości małżeństwa i ma istotny wpływ na ogólną ocenę zadowolenia z tego typu związku. Wstąpienie w związek małżeński pozwala także na uzyskanie pozytywnej oceny społecznej poprzez przyjęcie roli męża, żony, rodzica. Mogą na to jednak w większym stopniu liczyć kobiety, aniżeli mężczyźni. To zwłaszcza dla pań zaślubiny i wesele są wyczekiwaną atrakcją, na którą skłonne są przeznaczyć duże zasoby, by skupić uwagę na swoim szczęściu. Dla mężczyzny to w większym stopniu widmo wydatków, a nierzadko także kredytu. Ponadto, częściej i bardziej pozytywnie oceniana jest rola matki, żony, bo o tych rolach kobiecych myśli się w kategoriach sukcesu życiowego, realizowania się i często o nich mówi, z reguły uznaje za szlachetne, wyjątkowe. Tymczasem ojciec traktowany jest jak rodzic drugiej kategorii, zaś rola męża bywa traktowana bez specjalnego szacunku, z przymrużeniem oka lub wręcz jako coś godnego wyszydzania na zasadzie to mężczyzna, który „dał się usidlić”, „stracił wolność”, zaprzepaścił szanse na realizację swojej strategii reprodukcyjnej, mężczyzna, który na domiar złego „za chwilę i tak straci połowę majątku”, ewentualnie mężczyzna, który musiał się ożenić, bo nie miał powodzenia u kobiet. Zakres zaspokojenia potrzeby zwracania uwagi w bliskim związku dla obu płci bywa porównywalny, bo zwykle reguluje się samoczynni – jeśli jedna strona nie wywiązuje się z umowy, druga także staje się oszczędniejsza w zabiegach na rzecz spełnienia oczekiwań partnera. W szerszym, niż bliski związek, kontekście, wygląda to inaczej. Niestety, w następstwie „szalejącego równouprawnienia”, które w Polsce ogranicza się w istocie do równouprawnienia kobiet, ale już nie mężczyzn, pojawia się istotny rozdźwięk w zakresie zaangażowania w okazywanie uwagi między przedstawicielami obu płci. Istnieje duże społeczne przyzwolenie braku wyraźnego okazywania uwagi przez kobiety mężczyznom i jednocześnie piętnowanie wstrzemięźliwości w tym zakresie po stronie panów. W praktyce życiowej prowadzi to nierzadko do roszczeniowej postawy pań i presji, by to mężczyzna w myśl popularnych, krążących w Internecie obrazków, „codziennie zabiegał o swoją kobietę”. Brak symetrii w zakresie wzajemnego okazywania uwagi prowadzi do oddalania się partnerów i konfliktów, gdyż mężczyźni nie chcą być jedyną stroną zabiegającą, organizującą i opłacającą atrakcyjny czas wolny, wychodzącą z inicjatywą w życiu codziennym i w sypialni. Mężczyźni niejednokrotnie narzekają na niesprawiedliwość – ich partnerki chcą być stawiana na piedestale, obdarowywane i ustawicznie zdobywane, ale same nie kwapią się do odwdzięczania w porównywalnym stopniu tym samym, ponieważ uważają, iż to tylko im jako kobietom należy się uprzywilejowana pozycja w związku. Z tego powodu panowie często powtarzają w gronie innych mężczyzn, iż taki układ mężczyźnie nie opłaca się, zatem w oczach młodszych kolegów małżeństwo staje się coraz mniej atrakcyjne. Co jako kobieta możesz z tym zrobić? Miej zdrowy stosunek do równouprawnienia, która ma dotyczyć kobiet, ale także mężczyzn. Nie forsuj stawiania siebie na piedestale i nie zachowuj się jak księżniczka. Jeśli partner ma cię wyręczać, nie bój się sama też czasem ubrudzić sobie ręce. Pamiętaj, że jedziecie na tym samym wózku. Jeśli on ma wysprzątać mieszkanie lub robić obiady, ty czasem odstaw auto do mechanika. Nie traktuj partnera jak przedstawiciela gorszej płci lub osobę, której funkcje w związku są mniej ważne. Jeśli chcesz być szanowana, własną postawą dawaj dobry przykład i szanuj partnera w nie mniejszym stopniu. Bądź pewna, że ty i przynajmniej niektóre najbliższe ci osoby mają pozytywny stosunek do roli mężczyzny w rodzinie. Sprawiaj, by twój wybranek wiedział, że jako mąż może liczyć na uznanie, a nie tylko na brudną robotę, której ty nie będziesz chciała wykonać. Okazuj zainteresowanie swojemu mężczyźnie. To zrozumiałe, że chcesz być uwodzona, ale sama również kokietuj, wykazuj inicjatywę, planuj wspólne aktywności, organizuj czas, by partner widział, że ci zależy na atrakcyjnym życiu razem, chcesz część trudu brać na siebie i nie liczysz na wieczne zabawianie, nadskakiwanie. Mężczyźni najchętniej zdobywają, uwodzą takie kobiety, które kokietują, a nie te, które są pasywne i roszczeniowe. Nie zachowuj się jak gwiazda w związku. Jesteście partnerami. Jeśli masz błysnąć czy się wywyższać bądź konkurować – proszę bardzo, ale niekoniecznie z facetem bądź kosztem partnera, lecz w sferze zawodowej lub edukacyjnej, gdzie może być to nawet mile widziane lub jest wskazane. Potrzeba bliskiego kontaktu i wsparcia emocjonalnego Instytucja małżeństwa nierzadko zwiększa zaspokojenie potrzeby wzajemnego, intymnego kontaktu. Ludzie, którzy obiecywali sobie wsparcie i bycie ze sobą na dobre i na złe mogą akceptować się wzajemnie na niezwykle głębokim poziomie. Faktem jest jednak, że podobnie intensywne relacje nie ograniczają się do związków małżeńskich. Dzisiaj potrzeba bliskiego kontaktu bywa zaspokajana również w relacjach innego rodzaju, nie tylko miłosnych, ale też przyjacielskich. Instytucja małżeństwa nie jest zatem do tego niezbędna, a co za tym idzie, w oczach wielu ludzi nie zyskuje na tym polu szczególnej atrakcyjności. Zwłaszcza, że wszystko, co się powie, w trakcie rozwodu może być użyte przeciwko temu, kto ośmielił się odsłonić. Nie bez znaczenia pozostaje niewątpliwie istniejący rozdźwięk między kobietami i mężczyznami w zakresie realnych możliwości zaspokojenia potrzeby bliskiego kontaktu w małżeństwie. Mężczyźni mają złe doświadczenia, związane z ujawnianiem swojej łagodniejszej, bardziej wrażliwej strony, bo wówczas niejednokrotnie tracą w oczach swoich nadmiernie wymagających partnerek, co odbija się negatywnie na jakości życia seksualnego. W rezultacie zatem panowie uczą się, by nie otwierać się zbytnio przed swoimi małżonkami, są skryci, sami zaś oferują wysłuchanie i wsparcie, gdyż tego się od nich bezwzględnie oczekuje. Mężowie są mniej skorzy do ujawniania swojej wrażliwości, gdyż mści się to na nich, kiedy kobiety stosują przemoc psychiczną, przywołując tego typu wyznania i obracając je przeciwko oponentowi w dyskusji. „Jesteś miękki”, „mazgaisz się”, „prawdziwy mężczyzna by to wziął na klatę”, „jesteś facetem, więc weź się w garść”, „faceci nie płaczą”, „myślałam, że wyszłam za mężczyznę, a nie za chłopca”, „wszyscy faceci to duże dzieci” – tego typu reakcje potrafią zamknąć mężczyznę w sobie na całe lata i ograniczyć jego możliwość zaspokojenia potrzeby bliskiego kontaktu do minimum, co ze zrozumiałych względów czyni dla niego małżeństwo pod tym względem mniej atrakcyjnym. Małżonkowie mogą wzajemnie zaspokajać swoje potrzeby emocjonalne i częstokroć tak właśnie się dzieje, choć u kobiet i mężczyzn bywają nieco inne. Panie szczególnie cenią duchową obecność, dodawanie otuchy i akceptację ich takimi, jakie są, natomiast dla mężczyzn na pierwszy plan wysuwa się pragnienie bycia docenionym i doznawania szacunku. Prawdę mówiąc obu stronom w praktyce różnie wychodzi zaspokajanie wzajemnych potrzeb emocjonalnych, ale także tutaj można dostrzec czynnik, który obniża atrakcyjność małżeństwa w oczach mężczyzn. Dawniej bycie głową rodziny i troska o jej byt stanowiło powód do dumy, było szanowane i doceniane. W dobie „szalejącego równouprawnienia” wiele kobiet przyjmuje, że te wysiłki mężczyzn im kobietom po prostu się należą, a nawet że stanowi to obowiązek każdego „prawdziwego mężczyzny” bądź są wprost dla niego spełnieniem marzeń i wręcz powinien być wdzięczny, że może się do czegoś przydać. Podczas gdy przygotowanie przez kobietę kolacji czy pozmywanie naczyń jest godnym pochwały poświęceniem, złożenie szafy z wysyłkowego sklepu meblowego jest męskim obowiązkiem, za który nie należy się nawet słowo „dziękuję”. Wymaga się, by mężczyzna posprzątał mieszkanie, zmienił pieluchę czy zabrał dzieci na plac zabaw, ale gdy chodzi dajmy na to o zabranie samochodu do warsztatu kobieta absolutnie nie ma zamiaru się tym zajmować. Uznawane za typowe dla męskiej roli zadania pozostały męskie, a uznawane za kobiece mają być udziałem obu płci. Opacznie pojmowane w Polsce równouprawnienie nie zrównało wartości ról kobiet i mężczyzn, lecz zawyżyło wartość zachowań kobiecych i zdewaluowało zachowania męskie, co oczywiście nie zachęca panów do małżeństwa. Co jako kobieta możesz z tym zrobić? Chociaż statystyczny mężczyzna jest mnie wylewny, a właściwie dość skryty, nie znaczy to bynajmniej, że jest pozbawiony życia wewnętrznego. Też potrzebuje czasem pogadać od serca, więc bądź gotowa to zrobić, nawet jeśli jego udręki będą dotyczyły tematów, które ciebie wcale nie ruszają. Nie oceniaj go, nie osądzaj, bo zamknie się i potem będzie niezwykle trudno znowu zachęcić go do rozmowy o uczuciach. Może nawet przestanie słuchać ciebie. Ani w kłótni ani przy żadnej innej okazji nie kwestionuj męskości swojego partnera. Nie masz pojęcia co to znaczy być mężczyzną, bo urodziłaś się kobietą, więc nie dawaj sobie prawa do osądzania, kto jest, a kto nie jest stuprocentowym samcem, „prawdziwym facetem” i tak dalej. Chyba, że sama chcesz, by kwestionowano twoją kobiecość z takich czy innych powodów. Nie stosuj szantażu emocjonalnego, przemocy słownej ani psychicznej (np. cichych dni) oraz rażąco nieasertywnej komunikacji i całej reszty niszczących relację zagrywek. Jeśli masz z tym kłopot, weź za to odpowiedzialność i pracuj nad tym w terapii – nie oczekuj, że partner musi to wszystko znosić albo że to on będzie twoim terapeutą bądź psychologiem, ewentualnie ekwiwalentem twojego ojca. Bądź świadoma, że mężczyźni cenią stabilność emocjonalną i staraj się o to u siebie. Mów tyle i tak długo, na ile partner może sobie pozwolić (każdy ma swoje granice wytrzymałości, to normalne). Pamiętaj, iż rozmowa to nie monolog, wykład czy tyrada. Dobra komunikacja uwzględnia nie tylko nadawcę, ale i odbiorcę komunikatu. Jeśli ma spełniać swoją funkcję musi być dostosowana do człowieka, do którego jest adresowana. Jeśli partner wraca styrany z pracy, może nie być gotów do szczególnie trudnej rozmowy. Umówcie się na nią na określony czas. Nie zakładaj, że mężczyzna będzie czytał ci w myślach albo między wierszami i doskonale rozumiał twój wewnętrzny świat. Dbaj o jakość komunikacji, bądź asertywna, wspólnie trenujcie aktywne słuchanie, by lepiej się rozumieć. A jeśli nie wiesz, jak to zrobić, dokształć się w tym kierunku. Internet stoi przed tobą otworem, a psycholodzy służą pomocą. Traktuj mężczyznę jak kogoś, kto zasługuje na szacunek za to, co robi. Miłe gesty wobec ciebie nie są oczywistością a uprzejme zachowanie nie jest jego obowiązkiem – doceniaj to. Zauważaj starania partnera zamiast uznawać, że ci się należą, bo jesteś uprzywilejowana. Potrzeba przynależności, potrzeby seksualne Rodzina, zwłaszcza gdy pojawią się w niej dzieci, choć nie tylko wówczas, stanowi grupę, która może w istotnym stopniu zaspokajać potrzebę przynależności. Ma się swoje „plemię”, własną, najbliższą „sforę wilków”, w której człowiek czuje się, jak u siebie, wśród swoich. Rodzina rzeczywiście potrafi zaspokoić tę potrzebę w sposób szczególny, na wyjątkowo głębokim poziomie i nie ma co do tego wątpliwości. Kłopotem jest fakt, że w razie rozpadu małżeństwa, ten wspólnie wypracowany przez kobietę i mężczyznę system wzajemnych więzi poszczególnych członków rodziny przechodzi praktycznie w całości pod kontrolę tylko jednej strony – byłej żony. Mężczyźni po rozwodach wyznają, że stracili rodzinę, podkreślając, iż stało się tak nie w przenośni, ale jak najbardziej dosłownie. Sądy rodzinne są dla ojców bezwzględne – traktują ich jak rodziców gorszego rodzaju, przedmiotowo, sprowadzając do roli bankomatu. Wiedząc o tym, trudno jest mężczyźnie spostrzegać małżeństwo jako tak atrakcyjne, jak widzą je kobiety, choć wielu panów wciąż dostrzega w nim pewien urok i korzyści. Gotowość do wzajemnego zaspokajania potrzeb seksualnych dwojga partnerów potrafi utrzymywać się przez długi czas, choć może nie być na tak samo wysokim poziomie, jak w początkowej fazie relacji. Małżeństwo monogamiczne ma swoje dobre strony nawet dla mężczyzn, których strategie reprodukcyjne według psychologów ewolucyjnych są zgoła inne od kobiecych. Owe dobre strony czasami nie są jednak tak znaczące, jakby mogło się wydawać. Z badań ankietowych wynika, że żonaci mężczyźni uprawiają seks częściej niż panowie nie będący w związkach, ale rzadziej, niż kawalerowie, którzy wchodzą w relacje partnerskie. Innymi słowy smutna rzeczywistość jest taka, że statystyczny mężczyzna ma większe szanse na bujne życie seksualne, gdy wiąże się z kobietami, ale nie zawiera małżeństwa, niż wówczas, gdy jest mężem. Nie bez kozery jest także rosnący od lat poziom nielojalności – do zdrady przyznaje się około 50% kobiet i 60% mężczyzn. Co gorsza, szacuje się, że co dziesiąty Polak wychowuje nie swoje dziecko, więc instytucja małżeństwa nie daje nawet pewności, co do ojcostwa, zaś testy DNA są kosztowne a możliwości ich prawnego wykorzystania są dalece ograniczone. Co jako kobieta możesz z tym zrobić? Podkreślaj, że wasze potomstwo zawsze będzie wspólnym osiągnięciem i owocem waszego związku. Zauważaj, iż zdajesz sobie sprawę z tego, jak bardzo dziecku potrzebny jest kontakt z obojgiem rodziców. Nie strasz partnera, że ograniczysz mu kontakt z potomstwem ani nie okazuj wyrozumiałości i nie pochwalaj, gdy złośliwie robią coś takiego inne kobiety. Nie używaj seksu jak karty przetargowej lub do karania partnera. Nie traktuj seksu instrumentalnie – wyłącznie do celów prokreacyjnych czy jako zachęta do tego, by partner zrobił coś, co jest ci na rękę. Nie zakładaj z góry, że mężczyzna to zdobywca i ty w sypialni musisz być zawsze pasywna, bierna. Rozmawiaj z partnerem, by znać jego zdanie na ten temat. Nie zrzucaj wszystkiego na swojego wybranka – też wykazuj inicjatywę, planuj przyjemne momenty oraz atrakcyjne warunki do miłego spędzania intymnych chwil. Nie rób ze sfery seksualnej tematu tabu. Bądź w kontakcie z partnerem, byście mogli mówić o swoich potrzebach i próbować różnych rzeczy. Podsumowując, dlaczego coraz mniej mężczyzn się oświadcza? Istnieje szereg czynników, które sprawiają, że małżeństwo jest mniej atrakcyjne w oczach mężczyzn niż dla pań. Wielu panom jawi się ono jako wielce niepewna lub wręcz rażąco ryzykowna umowa, w którą muszą zainwestować więcej, niż kobiety. Instytucja, która może w niewystarczającym stopniu zaspokajać ich uzasadnione potrzeby lub pozwalać to robić, ale nadmiernie wysokim kosztem. Przedsięwzięcie, które naraża ich na utratę znacznej części życiowego dorobku podczas rozwodu (Amerykanie używają określenia divorce rape, czyli gwałt rozwodowy na określenie tego, jak orzekają dyskryminujące ojców i mężów Sądy Rodzinne, w których pozycja mężczyzny jest beznadziejna). Ponieważ nie zanosi się na nic, co mogłoby ten stan realnie odmienić, prawdopodobnie coraz mniej mężczyzn będzie chciało zawierać małżeństwa, bo graniczy to z lekkomyślnością. Jako że wzrasta także atrakcyjność innych stylów życia, ubywa powodów, by się oświadczać, wydaje się, że trend ten właściwie dopiero nabiera rozpędu. Psycholog online odpowiada na częste pytania Nierzadko można usłyszeć, że mężczyźni nie chcą się żenić bo są niedojrzali oraz są wiecznymi chłopcami. Co Pan na to? W mojej ocenie pojęcie dojrzałości jest nadużywane w tym kontekście. Wypominanie jej rzekomego braku stało się wręcz formą przytyku i pejoratywnej oceny człowieka, którego postawa czy wybory życiowe nie przypadły komuś do gustu. Innymi słowy to po prostu słabo zakamuflowana obelga. Obowiązujące w Polsce prawo wyznaczające dolną granicę wieku, który trzeba osiągnąć, by wolno było wstąpić w związek małżeński, z grubsza koresponduje z wiedzą o tym, kiedy człowiek gotów jest to zrobić, jeśli tak postanowi, bo tego zechce. Nawiasem mówiąc stanowisko ustawodawcy popiera też Kościół rzymskokatolicki. Dla celów praktycznych o dojrzałości warto myśleć jak o swoistym kontinuum, na którym jeden z krańców oznacza wysoki stopień dojrzałości, drugi zaś niedojrzałość. Stopień dojrzałości danej osoby można wskazać na kontinuum bliżej krańca dojrzałości lub niedojrzałości. Nigdy nie jest tak, aby dana osoba była w pełni dojrzała lub niedojrzała a także aby proces dojrzewania był zakończony. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że absolutnie niezbędne minimum dojrzałości na ogół zachodzi po osiągnięciu pełnoletności i wówczas człowiek jest już gotów do podjęcia prób radzenia sobie w małżeństwie, choć czeka go jeszcze wiele pracy nad sobą i całe mnóstwo wyzwań, których może nie przejść pomyślnie. Jeśli nie zachodzą jakieś poważne przesłanki, które mogłyby wskazywać na nieprawidłowości rozwojowe, nie ma powodu by zabraniać komuś małżeństwa bądź kwestionować jego dojrzałość, gdy najzwyczajniej nie czuje chęci zawierania go. Niektórym osobom to nie w smak, ale wybór innego stylu życia niż zawarcie związku małżeńskiego może być przejawem większej dojrzałości aniżeli wchodzenie w taką relację. Dojrzali ludzie zdolni są do wsłuchiwania się we własne potrzeby, racjonalnego określania tego, co dla nich na danym etapie życia oraz w dłuższej perspektywie jest dobre i pożyteczne. Nie działają impulsywnie, pod wpływem społecznego nacisku, wbrew sobie, oraz mądrze zarządzają swoimi uczuciami. Innymi słowy dojrzały człowiek może stwierdzić, że małżeństwo to coś dla niego, ale równie dobrze może też uznać, iż nie pisze się na to. Dlaczego kobiety tak szybko i tak mocno naciskają na małżeństwo? Przede wszystkim kobiety są bardziej podatne na socjalizację (uwewnętrznianie norm zbiorowości, w której się żyje). Dominująca w Polsce religia wpaja, że małżeństwo jest świętością i służy prokreacji, a rodzina jest życiowym celem kobiety. Ponadto, od maleńkości panie chowane są w otoczeniu lalek, małych mebli, bawiąc się w dom i prowadząc wózek. Większość programów dla dziewczynek i nastolatek koncentruje się wokół relacji, związków miłosnych i małżeństwa. Jeśliby przyjrzeć się bajkom dedykowanym dziewczętom, można by wysnuć wniosek, że spełnieniem marzeń kobiety jest dobre wydanie się za mąż. Z trzeciej jeszcze strony na kobiety wywierana jest ogromna presja, by wyglądały pięknie i młodo, bo w domyśle właśnie wtedy mają największe szanse na zdobycia dobrej partii. Zaczynają się więc śpieszyć, by jak najlepiej wykorzystać te 7, może 10% czasu swojego życia, gdy są w szczytowej formie, jeśli chodzi o atrakcyjność fizyczną. Pomimo rosnącej niezależności kobiet, wciąż jeszcze pokutuje wśród wielu z nich częstokroć nie do końca uzmysławiany pogląd, że to nie od nich zależy ich końcowy status społeczny, lecz od męża, więc tym bardziej robią wszystko, by zdobyć jak najlepszego partnera w okresie, gdy mają największy wybór. Strategia ta pozostawia w praktyce wiele do życzenia, ale to odrębny temat. W każdym razie panie w końcu często czują się rozczarowane i oszukane – robią bowiem wszystko to, co im wpajano, ale to nie działa. Wtedy atakują mężczyzn i wskazują ich jako głównych winowajców wszelkiego zła. I zaczyna się lament „mężczyźni są niedojrzali”, „kryzys męskości”, „faceci to duże dzieci” i tak dalej. Czy to, że kobiety częściej chcą małżeństwa oznacza, iż lepiej się do niego nadają? Rzeczywiście czasami może tak być, ale nierzadko też panie wchodzą w relacje z założeniem z popularnego obrazka: „Jestem samolubna, niecierpliwa i trochę niepewna siebie. Popełniam błędy, tracę kontrolę i jestem czasami ciężka do zniesienia. Ale jeśli nie potrafisz znieść mnie kiedy jestem najgorsza, to pewne, że nie zasługujesz na mnie, kiedy jestem najlepsza.” Żeby poradzić sobie z kimś takim mężczyzna musiałby zapewne być dziesięć lub piętnaście lat starszy, a przecież większość pań nie szuka partnerów życiowych z tak dużą różnicą wieku. Jeśli ktoś jest z grubsza zadowolony ze swojego życia, a poza tym ma zgodny charakter, jest stabilny, przystępny, pogodny i ugodowy, ma niewygórowane oczekiwania, nie ma mocno neurotycznej osobowości, partner takiej osoby nie musi być szczególnie dojrzały, by związek raczej się układał – może to być na przykład rówieśnik. W takim wypadku zawarcie małżeństwa może też odbyć się już na początku dorosłości. Takie pary się zdarzają, a wcześnie żeniący się panowie nie zawsze narzekają na swój los, a bywa, iż go chwalą. Jeśli jednak ktoś jest roszczeniowy, nieasertywny, impulsywny, drażliwy i zmienny, a przy tym ma zawyżone oczekiwania, bycie z taką osobą wymaga ogromnej dojrzałości. Rówieśnik rozważając relację z podmiotem lirycznym przytoczonego wyżej cytatu, powinien być na tyle dojrzały, by – zamiast się oświadczyć – pomimo doświadczania haju hormonalnego czy zachłyśnięcia relacją z kobietę powiedzieć samemu sobie „nie, ona raczej potrzebuje ekwiwalentu ojca, a nie męża, to nie dla mnie”. Z tego co widzę i słyszę, mężczyźni coraz dojrzalej podchodzą do tematu małżeństwa, co przede wszystkim przejawia się tym, iż nie zawierają go pochopnie, z nieodpowiednimi osobami lub z błahych powodów bądź na niekorzystnych warunkach. Kobiety mają nierzadko dużą wolę zawarcia małżeństwa, ale nie zawsze koresponduje to z ich realną sprawnością w zakresie podtrzymywania relacji, czego mężczyźni często boleśnie doświadczają. Dojrzale jest brać to pod uwagę. Ludzie czasem myślą życzeniowo, że po ślubie wszystko się zmieni na lepsze, ale nie jest to gwarantowane i może być wprost przeciwnie. Wiele rozwodów następuje w ciągu dwóch lat małżeństwa. Czy terapia online, terapia dla par może pomóc? Zdarza się, że pary, zwłaszcza osób przed 30-tym rokiem życia, zgłaszają się na konsultację psychologiczną w celu uzyskania porady psychologa na temat rozterek związanych z ewentualnym ślubem, małżeństwem. Psychoterapeuta pomaga w szczerej, wszechstronnej rozmowie, która pozwala spojrzeć na instytucję małżeństwa z różnych perspektyw, by omówić wszelkie obawy, dylematy, zastrzeżenia. Czasami terapia online jest wybierana przez pary, gdy brak oświadczyn doprowadził do pogorszenia relacji, konfliktów i dużego napięcia. W takim wypadku potrzebna jest praca nad ponownym wzajemnym zbliżeniem się do siebie partnerów, odbudową zaufania i dobrych relacji. Niekiedy trzeba przyjrzeć się temu, czy któreś z dwojga nie przywiązuje nieadekwatnej, nadmiernej wargi do instytucji małżeństwa albo przesadnie nie uzależnia od tego swojego poczucia własnej wartości. Jeśli bowiem ktoś aż tak wielką wagę przywiązuje do tej sprawy, trudno mu będzie w sposób neutralny, racjonalny i rzetelny porozmawiać o wątpliwościach partnera – zamiast tego może brać wszystko do siebie i reagować nadmiernie. Nierzadko podczas psychoterapii pracuje się nad różnymi przekonaniami odnośnie funkcjonowania w bliskich relacjach w ogólności, a nie tylko związku małżeńskim. Bywa, że panie stawiają sprawę na ostrzu noża lub stwierdzają, że skoro partner się nie oświadcza, to znaczy, iż tak naprawdę nie kocha. Takie postawienie sprawy w zasadzie uniemożliwia jakikolwiek dialog, więc konieczne jest uelastycznienie tej bardzo zerojedynkowej, czarno-białej interpretacji. Psycholog online ma wtedy trudne zadanie, które polega na tym, by dana osoba stała się zdolna do zauważania wszelkich niuansów, bo dopiero wtedy możliwe jest całościowe przyjrzenie się problemowi i poszukiwanie jego rozwiązań.
  8. psycholog Aleksandra Pastor

    Przemoc psychiczna w związku

    Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  9. psycholog Rafał Olszak

    Kobiety kochające za bardzo - czynniki podtrzymujące

    W tym tekście omówione są niektóre czynniki skłaniające do „kochania za bardzo” czyli inaczej powodujące podatność na zranienie, o której była swego czasu mowa w jednym z wcześniejszych artykułów. Kochanie za bardzo – ekwiwalent miłości rodzicielskiej Tak zwane kochanie za bardzo, nadwerężania siebie w relacji z toksycznym partnerem to nierzadko swoisty ekwiwalent miłości rodzicielskiej, której mogło zabraknąć we właściwej dawce, gdy kobieta była dziewczynką. Miłości matczynej, jeśli to jej brak był szczególnie dojmujący, bądź ojcowskiej, jeśli to deficyt w tym obszarze dawał się mocno we znaki. Za ten brak mógł całkowicie odpowiadać rodzic, który lekceważył potrzeby dziecka, ale niedostateczna doza miłości rodzicielskiej mogła być też w części lub w pełni niezawiniona – zdarzają się bowiem choroby, tragiczne wypadki czy okoliczności, które siłą rzeczy pozbawiają dziecko kontaktu z rodzicem lub drastycznie zmieniają ich relację. Dążenie do kochania, by zrekompensować deficyty w tym obszarze powstałe w przeszłości Niektórzy ludzie mają naturalną tendencję do dawania tego, czego brak sami boleśnie doświadczyli. W ten sposób pośrednio zaspokajają własną potrzebę. Mówiąc metaforycznie – nadrabiają zaległości, bo obcują z tym, czego dawniej desperacko pragnęli. Mechanizm ten czasami sprawdza się dobrze – rodzic daje własnemu dziecku to, czego sam był pozbawiony. Bywa jednak, że proces ten przyjmuje niewłaściwą formę – na przykład generalnie nadmierną, nieadekwatną lub zbyt gorliwą. Kochanie za bardzo jest przykładem problematycznego działania tego mechanizmu. Kobieta obdarza miłością w sposób, który pozwala jej przeżywać to uczucie, ale w dłuższej perspektywie jest dla niej szkodliwy. Ażeby czuć miłość znosi nieadekwatnie dużą dozę nieuzasadnionego cierpienia. Czasami relacja z partnerem przypomina lustrzane odbicie relacji z rodzicem, przy czym nie jest to widok w zwykłym lustrze, lecz raczej w krzywym zwierciadle. Kochanie za bardzo – podatność na zranienie Kobieta daje to, czego sama chciała doświadczać – obdarzając uczuciem przeżywa to w końcu, w sposób, który jest osiągalny. Nie jest to jednak zdrowa, adekwatna miłość, bo zamiast wzmacniać, pozbawia ją sił i naraża na coraz większe cierpienie. Jak świeca topnieje od płomienia – tak w kobiecie ubywa troski o siebie, bo poświęca ją w imię niewłaściwie pojętej miłości. Może jej się momentami zdawać, że od tego uczucia jaśnieje, ale w istocie świeci tylko światłem odbitym narcyza, który napawa się jej ofiarnością. Z tego względu bardziej trafnym aniżeli „kochanie za bardzo” jest moim zdaniem sformułowanie „podatność na zranienie”. Kobieta zdaje się na kaprysy mężczyzny i może podtrzymywać związek jedynie godząc się na unieważnienie, krzywdę, niestabilność. Żeby dawać radę, mami się mrzonkami, łudzi fantazją i stwarza iluzję, że wszystko jest w porządku. Tymczasem relacja wzbudza mieszane uczucia, bo partner zdaje się mieć do niej ambiwalentny stosunek raz kochając z nadludzką mocą, innym razem odsuwając się i stając niedostępnym lub zajmując nałogami. Mechanizm uzależnienia – ryzykowna miłość Dawkowanie napięć w zróżnicowanych, trudnych do przewidzenia odstępach działa uzależniająco. Jest analogicznie jak w hazardzie – nieregularna stymulacja wciąga i skłania do dalszych prób. Kobieta ma nadzieję na pozytywne doświadczenia, wie, że prędzej czy później nadchodzą dobre momenty, więc skłonna jest kontynuować relację, narażając się na przewlekłe bądź szczególnie intensywne okresy przykrych zachowań partnera. Im dłużej ofiara w tym trwa, tym więcej inwestuje „zasobów” takich jak czas, zaangażowanie, poświęcenie, i tym trudniej jej później zrezygnować, bo ciężko jest zaakceptować, że to wszystko na marne. Wpada w pułapkę utopionych kosztów. Nierzadko w trakcie trwania tych relacji na świat przychodzą dzieci, więc tym bardziej kobieta nie chce kończyć związku, by nie pozbawiać ich rodziny. W końcu jednak i tak musi dokonać wyboru mniejszego zła – przerwać historię swojego cierpienia i rozstać się z toksycznym partnerem, by dzieci nie były świadkami dysfunkcji i nie uczyły się złych wzorców. Wszystko to sprawia, że porównanie kochania za bardzo, podatności na zranienie do uzależnienia, ma głęboki sens. Więcej na ten temat można przeczyć w obszernym artykule – Kobiety podatne na zranienie.
  10. psycholog Katarzyna Tuszyńska

    Jak postępować gdy Twój bliski choruje na depresję.

    Dużo miejsca na naszym blogu poświęcamy osobom cierpiącym na depresję. Dziś chciałabym się zwrócić do osób bliskich chorym na to poważne zaburzenie, które na co dzień muszą sprostać wielu wyzwaniom. Depresja u partnera powoduje dezorganizację dawnego życia. Dzielone do tej pory obowiązki spadają w całości na drugą osobę, od której dodatkowo wymaga się aby wspierała też chorego. Tak duża zmiana, nowa, trudna sytuacja, obciążenie wieloma aspektami codziennego funkcjonowania oraz poczucie odpowiedzialności za życie drugiego człowieka powoduje, że partnerzy chorych osób też powinni otrzymać pomoc. W Polsce około 1,5 miliona osób choruje na depresję - ich bliskich może być dwa razy więcej. Początki depresji łatwo przeoczyć. Zmęczenie, zniechęcenie, rezygnacja, negatywne nastawienie – możemy ich doświadczać będąc zupełnie zdrowymi. Trudności w znalezieniu pracy lub obawa przed zwolnieniem, strata kogoś bliskiego, zerwane relacje, lęk przed egzaminem, niepewność co do przyszłości – wszystkie te i wiele innych codziennych wyzwań może powodować krótkotrwałe pogorszenie nastroju. Zdrowi ludzie poradzą sobie z kryzysem i będą dobrze funkcjonować w przyszłości. U chorych na depresję każdy trudny epizod powoduje pogłębienie się choroby. Jeśli zauważasz u bliskiej Ci osoby nawracające niskie oceny wystawiane samej sobie, rozpamiętywanie porażek, smutek, porzucenie zajęć, które do tej pory lubiła wykonywać, zaburzenie apetytu lub snu zwróć na to uwagę. Sprawdź też jakie ma nastawienie co do przyszłości, czy nie jest też obciążone negatywnym myśleniem. Aron Beck, ekspert w terapii depresji z uniwersytetu w Pensylwanii przeprowadził badania, które dowiodły, że depresja zaburza nie tylko emocje ale i procesy myślowe. Chorzy widzą głównie negatywny obraz świata. Na przykład: pokazywano im dwa obrazki: jeden przedstawiał siedzącą wokół stołu wesołą, świętującą grupę ludzi, a drugi te same osoby, pogrążone w smutku, stojące wokół trumny. Osoby chore na depresję zapamiętywały scenę z pogrzebu znacząco częściej niż badane w ten sam sposób osoby zdrowe. Porozmawiajcie. Osoba zagrożona depresją będzie obwiniała i krytykowała samą siebie nieadekwatnie do sytuacji, w której się znajduje – jej szklanka będzie zawsze w połowie pusta. Może Cię to irytować, ale pamiętaj, że Twój bliski cierpi z tego powodu, jest przekonany, że jest beznadziejny, że wszystkich zawiódł i na nic lepszego nie stać go ani nie zasługuje w przyszłości. Jeśli obserwujesz, że taki stan utrzymuje się u Twojego partnera minimum od dwóch tygodni postaraj się przekonać go do wizyty u specjalisty psychologa lub psychiatry. Umów też wizytę do lekarza endokrynologa aby wykluczył schorzenia tarczycy, które dają podobne objawy jak zaburzenie nastroju. Pomagając w profesjonalny sposób choremu pomagasz też sobie. Ty też potrzebujesz wsparcia i wiedzy jak radzić sobie w trudnej sytuacji i jak zadbać o chorego, ale i o siebie. Perswaduj i nalegaj na zapisanie się na wizytę. To może być trudne. Dla wielu osób problemy psychiczne to tematy wstydliwe i same konsultacje uważają za stygmatyzujące. U osób chorych na depresję myśl o konieczności udania się do specjalisty może ją jeszcze potęgować, bo tylko w ich mniemaniu potwierdza, że są nic nie warci. Dlatego przygotuj się do rozmowy. Wybierz moment kiedy chory jest w lepszym nastroju. Mów o depresji jak o chorobie somatycznej, która jest uleczalna. Zaplanuj coś przyjemnego po wizycie. Chwal za dobrze podjętą decyzję. Czym szybciej depresja zostanie zdiagnozowana i chory uzyska profesjonalną pomoc tym większe ma szanse na powrót do zdrowia i uniknięcie pogłębienia się choroby, bardzo trudnej dla obu stron. Depresja jest chorobą, która prawidłowo leczona – mija. Jej przebieg może być długotrwały, mogą pojawiać się nawroty, ale bardzo ważne jest to, żebyście Ty i cierpiący na to zaburzenie mieli świadomość, że jest to choroba uleczalna. Dobre wyniki leczenia uzyskuje się w 70-80% jeśli depresja jest wcześnie zdiagnozowana, chory bierze zalecone leki oraz uczestniczy w psychoterapii. Jak każde schorzenie depresja pociąga za sobą zmiany w życiu całej rodziny. Wymaga ona od bliskich uruchomienia olbrzymich pokładów cierpliwości, akceptacji i zachowania stabilności emocjonalnej. Rola rodziny w leczeniu depresji jest olbrzymia. Chory spotyka się z lekarzem czy terapeutą kilkadziesiąt minut w tygodniu, a z bliskimi przebywa cały czas. Powinni mu zapewnić poczucie bezpieczeństwa i wsparcia. Odrzucenie, wykluczenie czy niezrozumienie pogłębia depresję. Postaraj się „oswoić chorobę”: sam udaj się do specjalisty psychologa aby dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Zapytaj skąd czerpać wiedzę o depresji, które książki najlepiej przeczytać, do jakich grup wsparcia dołączyć. Dopilnuj aby chory brał leki (w przypadku gdy zostaną przepisane) i chodził na konsultacje. Zaakceptuj fakt, że chory nie wykonuje nawet prostych czynności, które kiedyś bez problemu robił. To choroba powoduje, że nie może tego zrobić. Twoje wsparcie i zrozumienie jest dla niego najważniejsze. W depresji wahania nastroju są cykliczne. Jeśli chory czuje się lepiej i ma chęć na wyjście, spotkania się ze znajomymi – wykorzystajcie to. Pozytywne emocje i przebywanie wśród innych ludzi wzmacniają terapię. Rozmawiaj z chorym. Pozostawienie go sam na sam z jego myślami nie jest korzystne, bo te myśli są negatywne. Jego sposób postrzegania świata się zmienił a prowadzona w odpowiedni sposób rozmowa ma funkcje terapeutyczne: możesz u swojego bliskiego zauważyć, ze tendencyjnie wybiera fakty, tylko te które świadczą o jego słabości, a pomija lub przeinacza rzeczy pozytywne. Pokaż mu jego osiągnięcia choćby drobne i doceń za to; nie daj się wciągnąć w pułapkę uogólnień i czarno-białego myślenia. Jeśli przypadkiem upuści kubek z herbatą, wytłumacz, że nie oznacza to, że jest niezdarą w każdym aspekcie życia i nic nie potrafi zrobić; nie pozwalaj aby ‘czytał Ci w myślach”. Chory na depresję jest bardzo wrażliwy na zachowanie i ton głosu drugiej osoby oraz odnosi wszystko do siebie – w negatywny sposób. Twoje zniecierpliwienie może interpretować jako odrzucenie, czym umocni niska ocenę samego siebie; okazuj akceptację i empatię, ale nie zachęcaj do użalania się nad sobą. Unikaj słów „musisz” czy „powinieneś”. Konieczność zrobienia czegoś może być dla chorego przytłaczająca. Raczej proponuj, w niezobowiązujący sposób, włączenie się do wykonania czynności, które kiedyś lubił; zachęcaj do podjęcia aktywności mówiąc w liczbie mnogiej „chodźmy, zróbmy”. W leczeniu chodzi o to, aby u chorego wywołać wewnętrzną chęć działania, a nie przymus oraz żeby był pewien, że może liczyć na obecność drugiej osoby. Pilnuj aby w czasie ciężkiego epizodu czy nawrotu depresji Twój bliski nie podejmował ważnych decyzji życiowych. Niska samoocena może wywołać myśli u chorego, że do niczego się nie nadaje i w związku z tym chęć porzucenia pracy. Obniżony popęd seksualny, może prowadzić do poczucia winy za zmarnowane życie partnera i postanowienia o rozwodzie. W takich chwilach okazuj spokój, życzliwość, uczucie i przypominaj choremu, że jego myśli wywołane są chorobą, gorszym samopoczuciem, ale razem pracujecie nad tym aby minęły. Nie zapominaj, że depresja jest chorobą, która może prowadzić do samobójstwa. Jak podają różne statystyki policyjne i medyczne w Polsce od 15 do 25% chorych na depresję popełnia samobójstwo i to często w czasie widocznej dla bliskich fazie poprawy. Lepsze samopoczucie bliskiego może Cię uspokoić, a właśnie wtedy powinieneś być wyczulony na myśli i działania zwiastujące możliwość podjęcia próby samobójczej. Chory wydawałoby się, że wraca do zdrowia a on podjął decyzję, ze najlepszym sposobem zatarcia jego winy za to jaki jest będzie odejście. Twój bliski nie powie o tym wprost. Powinno Cię zaniepokoić, jeśli będzie wspominał o śmierci, ulotności i nietrwałości życia, uporządkowaniu swoich spraw, testamencie czy pożegnaniu. Obserwuj jego zachowanie. Zwróć uwagę czy nie gromadzi dużych ilości leków, podejmuje ryzykowne zachowania czy zgłasza chęć przebywania w samotności. Najlepiej zadzwoń wtedy po pogotowie. Lekarz oceni skalę niebezpieczeństwa i zaleci obserwacje w szpitalu psychiatrycznym. Zadbaj o siebie. Ciągła opieka nad chorym, dostosowanie trybu życia do cyklów choroby i wahań nastroju cierpiącego, ciążące odium choroby psychicznej, zagrożenie samobójstwem są wycieńczające dla bliskich. Powodują, że może dojść do izolacji społecznej i „zanurzenia się” w chorobie. Nie można do tego dopuścić. Opieka i pomoc bliskiej osobie jest bardzo ważna, ale skutecznie może pomóc tylko bliski, który dba o swoje samopoczucie i zdrowie: zaangażuj najbliższą rodzinę w proces leczenia. Wytłumacz na czym polega depresja i jak postępować z cierpiącym na nią bliskim. Nie dźwigaj całego ciężaru choroby tylko na swoich barkach. Zarówno chory jak i Ty będziecie mieli szerszą grupę wsparcia i możliwość uzyskania pomocy; nie odsuwaj się od przyjaciół i nie zamykaj przed nimi drzwi. Powiedz zaufanym osobom z czym się zmagasz i poproś żeby byli z Tobą w kontakcie. Spotykaj się z nimi i w miarę możliwości włączaj w to chorego; nie porzucaj zajęć, którym oddawałeś się przed chorobą – nie miej wyrzutów sumienia, że zabierasz czas przeznaczony na opiekę nad bliskim. Wykonywanie czynności, które lubisz dadzą Ci siłę aby sprostać w walce z depresją; dbaj o regularny sen, odpowiednią dietę i aktywność fizyczną – dla Ciebie i dla chorego; zaplanuj przyjemne wydarzenia i drobne przyjemności, tylko i wyłącznie dla Ciebie; zwróć się z pytaniami i wątpliwościami, które Cię dręczą do lekarza lub psychologa. Wsparcia ze strony przyjaciół i bliskich, kontynuacja pasji, drobne przyjemności - dla Ciebie będą to chwile wytchnienia, dla cierpiącego na depresję oznaka stabilizacji i może jeden powód do poczucia winy mniej, że z jego powodu musiałeś zrezygnować z wybranych aspektów swojego życia. Bibliografia: David D. Burns „Radość życia czyli jak zwyciężyć depresję” (1999) Zysk i S-ka Poznań H.I.kaplan, B.J.Sadock, V.A.Sadock „Psychiatia kliniczna” (2004) Urban & Partner Robert L. Leahy „Pokonaj depresję, zanim ona pokona ciebie” (2004) WUJ Kraków
  11. psycholog Aleksandra Pastor

    "Mały dorosły" – czy to jest zdrowe?

    Parentyfikacja to sytuacja, kiedy dziecko „przejmuje” dorosłe role w swoim domu i rodzinie. Jest to ponad jego siły psychiczne i fizyczne. Rodzice, cóż… albo piją, albo są „nieobecni”, albo niezaradni i niedojrzali, albo agresywni, a często wszystko naraz. Dziecko, które przedkłada potrzeby innych ponad swoje własne, może wzbudzać wiele pozytywnych uczuć. Troszcząc się o innych, biorąc na siebie cudze obowiązki, często jest nagradzane dobrym słowem, stawiane za wzór godny naśladowania. Bezinteresowna, altruistyczna postawa wydaje się jednoznacznie godna uznania. Taki syn czy córka napawa dumą: „Mam takie pomocne, zgodne dziecko, co w tym złego? To chyba dobrze, że nauczyłem je myśleć o innych? Że nie jest egoistą?”. Często stoi jednak za tym ogromne cierpienie tego dziecka. Gloryfikuje się osoby skupione na potrzebach innych. Nikt jednak nie pyta, jaką cenę płacą za tę postawę. Schemat samopoświęcenia tworzy się zwykle, gdy któryś z opiekunów jest ciężko chory, cierpi na depresję, jest nieszczęśliwy lub uzależniony, samotnie wychowuje dziecko. Aby przeżyć, dziecko jak powietrza potrzebuje zaspokojenia podstawowych potrzeb emocjonalnych: opieki, troski, wsparcia, uwagi, ciepła, bliskości, bezpiecznego przywiązania. Jest to warunkiem absolutnie koniecznym, aby mogło się prawidłowo rozwijać i zachować zdrowie psychiczne. Tymczasem widzi słabego, bezradnego rodzica, niedostępnego emocjonalnie. Zrozpaczone, stara się mu pomóc najlepiej jak potrafi, ponieważ jest całkowicie zależne od opiekuna. Może się przymilać do niego, być uległe, podporządkowane, poświęcać się – monitorować jego potrzeby i starać się je zaspokoić. Dziecko czuje, że od zadowolonego rodzica ma szansę dostać uwagę, bliskość, miłość; od rodzica pogrążonego w rozpaczy, uzależnionego, bezradnego – niewiele. W rodzinie, w której rodzice nie radzą sobie ze swoimi problemami, u dziecka może wytworzyć się odpowiedzialność także za młodsze rodzeństwo („Kto zajmie się nim, jeśli matka cały czas leży w łóżku, a ojca ciągle nie ma?”). W obliczu niestabilnego emocjonalnie rodzica i potrzebującego opieki młodszego brata lub siostry, wejdzie w rolę opiekuna rodziny. Parentyfikacja jest formą zaniedbania dziecka, mającą znamiona przemocy emocjonalnej i ma poważne konsekwencje dla jego dalszego rozwoju. Nancy D. Chase, terapeutka i badaczka zajmująca się tym zjawiskiem, definiuje parentyfikację jako sytuację, w której dziecko poświęca własne potrzeby – uwagi, bezpieczeństwa i uzyskiwania wsparcia w rozwoju – po to, by dostosować się do instrumentalnych lub emocjonalnych potrzeb rodzica i troszczyć się o nie. Obciążenie, które dźwiga, przekracza jego możliwości radzenia sobie. To wyjątkowo duże wyzwanie dla dziecięcej psychiki. Prawdziwym źródłem poczucia własnej wartości dziecka jest miłość rodzica, który rozumie jego podstawowe emocjonalne potrzeby i adekwatnie je zaspokaja. Tylko to da ostatecznie dziecku głębokie przekonanie, że jest kochane i ma swoją wartość przez sam fakt, że istnieje. Bez warunków. Podporządkowanie dziecka potrzebom innych w dalszej perspektywie znacząco obniży jego poczucie własnej wartości: „Skoro nie dostaję uwagi, wsparcia, przewodnictwa, zainteresowania, troski, miłości, oznacza to, że mało znaczę. Jestem nieistotny”. Dziecko, gdy zdarzy się mu czasem – jak każdemu – odstępstwo od reguły, uzna, że zawiodło. W sytuacji gdy siebie postawi na pierwszym miejscu, gdy będzie przeżywało złość, kiedy będzie domagać się swoich praw – poczuje się winne. Doświadczanie tych emocji jest bolesne, a samopoświęcenie pozwala do pewnego stopnia ich unikać. W ten sposób schemat się wzmacnia. Coraz silniejsze staje się przekonanie: „Nie mogę przysparzać bliskim żadnych trosk, muszę troszczyć się o harmonię w rodzinie. Nie mogę sobie pozwalać na słabość”. W dzieciństwie schemat samopoświęcenia pełni rolę adaptacyjną. Dziecko, które doświadcza zaniedbania ze strony rodziców, pochłoniętych własnymi problemami, którym nie starcza sił, by poświęcać mu uwagę i okazywać uczucia, jest starającą się przetrwać ofiarą. Zdecydowanie więcej nadziei zachowa w sytuacji, gdy uwierzy, że to ono powinno się bardziej postarać: być dzielne, silne, dające wsparcie, niż gdyby uznało, że to rodzic jest wadliwy, zimny, nieczuły, brak mu empatii i ciepła. Potrzebuje rodziców, więc za wszelką cenę usiłuje utrzymać ich pozytywny obraz. Woli wybrać stłumienie gniewu, sprzeciwu, eliminację własnych potrzeb. Zresztą trudno rozzłościć się na rodzica, który jest chory, nieszczęśliwy, zrozpaczony, nieradzący sobie, przepracowany. Człowiek z zahamowaną agresją jest bezbronny na przemoc z zewnątrz, ale też na przemoc, która dzieje się w jego wnętrzu. W psychice dziecka sukcesywnie buduje się reprezentacja rodziców jako potrzebujących, a jego samego jako wspierającego. Oznacza to, że dziecko odczuwa wewnętrzną presję, nakaz, by zawsze służyć potrzebom innych kosztem własnych. W konsekwencji nie pozostaje z rodzicem w autentycznej relacji, a w dorosłym życiu także z innymi ludźmi. Prezentuje swoje fałszywe Ja, zgodne z oczekiwaniami innych. Słysząc słowa uznania dla takiej postawy, w naturalny sposób będzie ją wzmacniać. Ten rodzaj dowartościowania wcale mu jednak nie służy – jest bowiem pochwałą skierowaną nie w jego stronę, ale wobec schematu samopoświęcenia. W oczach rodzica uznanie dostaje fałszywe Ja, które zinternalizowało potrzeby rodzica i uczyniło je nadrzędnymi. Parentyfikacja utrudnia psychiczne oddzielnie od rodzica, które jest warunkiem prawidłowego rozwoju. Może wytworzyć u dziecka schemat uwikłania emocjonalnego, którego przejawem jest niemalże stopienie z rodzicem, kosztem kształtowania własnej tożsamości. Dziecko doświadcza zjednoczenia z rodzicem przy jednoczesnym uczuciu zdławienia, przytłoczenia tą więzią. A każda próba postawienia granicy, okupiona jest gigantycznym poczuciem winy. Rozpaczliwe wysiłki dziecka, by odpowiedzieć na oczekiwania, nigdy nie są wystarczające. Pomimo starań nie udaje się „uleczyć” rodzica, uszczęśliwić go trwale, zaspokoić na tyle, by mniej cierpiał, radził sobie albo stał się bardziej dostępny emocjonalnie. Ten tragiczny scenariusz często odtwarza się potem w dorosłym życiu. Nadaremna nadzieja na odwzajemnienie starań i dostrzeżenie potrzeb przez innych, podobnie jak wcześniej przez rodziców. Dziecko, które rozwinęło styl funkcjonowania związany ze schematem samopoświęcenia, w dorosłym życiu najczęściej będzie wchodziło w związki z potrzebującymi, nieradzącymi sobie osobami, przejmując za nie odpowiedzialność, nie oczekując zaspokojenia jego potrzeb przez innych. Może także za partnera nieświadomie wybrać osobę agresywną – reprezentującą tę część Ja, która została stłumiona. Jeśli nagromadzona latami wściekłość zostanie jednak odblokowana, może zaowocować przyjęciem postawy roszczeniowej, nadmiernie asertywnej, agresywnie domagającej się od innych zaspokojenia sfrustrowanych latami ważnych potrzeb. Najczęściej będzie jednak z uporem skupiać uwagę na innych, nadmiernie się o nich troszcząc, podporządkowując się ich oczekiwaniom, lekceważąc własne potrzeby i preferencje. I może się zdarzyć, że taka osoba nigdy nie zazna sytuacji, kiedy poczuje się ważna i kiedy zaspokojone zostaną jej własne potrzeby. Potrzeby miłości, bycia ważnym, znaczenia własnej osoby będą zawsze. I warto się zastanowić, w jaki sposób my, dorośli je zaspokajamy. Czy w sposób konstruktywny dla nas, dla naszych najbliższych, czy raczej skłaniamy się w stronę autodestrukcyjnych zachowań i nałogów, bo nie potrafimy inaczej... Aleksandra Pastor-Statkiewicz
  12. psycholog Rafał Olszak

    Dlaczego przyciągasz zaburzonych facetów?

    Bardzo często słyszę o problemie, który polega na tym, że pewne kobiety mają wrażenie, iż przyciągają same toksyczne, problematyczne, zaburzone jednostki. To skomplikowane zagadnienie i powodów tego stanu rzeczy może być sporo, ale poniżej przedstawiam 10 potencjalnych przyczyn, które warto wziąć pod uwagę, by zmienić tę sytuację. [1] Jesteś niekonwencjonalna, więc lgną do ciebie niesztampowi ludzie – niektórzy z nich są na bakier ze standardami, które są w porządku. Na przykład chcą żyć niejako na marginesie, lekceważą pewne normy, wolą żyć jak odszczepieńcy, nie zamierzają rozwiązywać problemów lub leczyć swoich nałogów czy zaburzeń. [2] Jesteś bardzo hojna w poświęcaniu innym swojego czasu, więc przyciągasz osoby, które desperacko potrzebują uwagi. Mogą to być ludzie z problemami, nieskorzy lub niezdolni do budowania sensownych relacji, więc skłonni nadużywać hojności i dobroci, którą otrzymają niskim kosztem. [3] Jesteś osobą, która ponadprzeciętnie dobrze umie słuchać. W dzisiejszym świecie mało kto to potrafi, bo w dobie Internetu (i smartfonów wręcz przyklejonych do dłoni) relacje są spłycone a komunikacja zdawkowa. Osoby, które rozpaczliwie pragną wysłuchania będą usiłowały skorzystać z okazji, by się wygadać. Jeśli zachowujesz się jak chusteczka do ocierania łez, ludzie będą cię tak traktować, a potem wracać do swoich spraw obojętni na to, jak się z tym czujesz. [4] Lubisz wchodzić w rolę ratownika, bo czujesz, że to cię uszlachetnia lub czyni moralnie lepszym człowiekiem. Siłą rzeczy przyciągasz więc ludzi, którzy potrzebują pomocy oraz pragną, by ich ktoś wyręczył, ewentualnie zaakceptował z problemami, bo nie chce im się nad tymi trudnościami samemu dostatecznie mocno pracować. [5] Na pierwszy rzut oka widać, że masz problemy – życiowe, emocjonalne lub inne. Ludzie lgną do podobnych osób, bo uważają, że nie będą osądzani. Podobieństwa się przyciągają. Jeśli styl bycia, miejsca, w których bywasz, twój wizerunek, a także treści, którymi się otwarcie interesujesz skłaniają do refleksji, iż możesz mieć z samym sobą jakieś trudności, podobne osoby będą na twojej orbicie cały czas. [6] Trudne przejścia mocno cię zahartowały, więc masz dużą tolerancję na niewygodne sytuacje. Słabe, mające problemy osoby mogą do ciebie lgnąć, chcąc uzyskać ratunek i wsparcie, bo wydajesz im się twarda, a przez to silna. Nawet jeśli w istocie jesteś bardzo delikatna i niewiele potrzeba do tego, żeby cię zranić. [7] Masz problem z poczuciem własnej wartości, więc nie cenisz adekwatnie swojej obecności, zaangażowania czy czasu. Zarówno koleżeństwem, przyjaźnią jak i związkami w pewnej mierze rządzą „prawa rynku”. Ludzie wchodzą w relacje z tymi, na których mogą „sobie pozwolić”, a nie z tymi, którzy są „za drodzy”. Jeśli zachowujesz się jak osoba z nieadekwatną, obniżoną samooceną, przyciągasz osoby, które też źle się ze sobą obchodzą i w efekcie mają „niską wartość” na „rynku”. [8] Jesteś przyzwyczajona do złej jakości relacji z problematycznymi osobami, bo tak funkcjonowała twoja rodzina, gdy byłaś dzieckiem. W efekcie brakuje ci odpowiednich wzorców i godzisz się na niefajne traktowanie, bo uważasz, iż to norma. Może nawet nie próbujesz nawiązywać kontaktów z osobami niezaburzonymi, na poziomie, bo uznajesz, że to nie twoja półka albo mocno obawiasz się, iż odrzucenie potwierdziłoby twoje negatywne przekonania o sobie. Być może poprzestajesz wyłącznie na tym, co się napatoczy, zamiast podjąć świadomy wysiłek, ażeby wyrwać się z błędnego koła niezadowalających relacji. [9] Jesteś osobą skrajnie nieasertywną. W efekcie najchętniej zadają się z tobą osoby, które przeczuwają, że mogą ci wejść na głowę, mogą cię zmanipulować, zdominować, wykorzystać, nadużyć twojego zaufania albo wmanewrować w wygodne dla nich, a przykre dla ciebie sytuacje. [10] Imponują ci cechy, nad którymi samemu nie chce ci się pracować lub nie wiesz jak to zrobić. Na przykład odwaga i śmiałość problematycznych osób równoważy twoje zahamowania, niestabilność emocjonalna stymuluje tłumione przez ciebie emocje, albo uzależnienie od dramatyzmu kłopotliwych przyjaciół lub partnerów sprawia, że czujesz się ważniejsza i poprawia się twoja zaniżona samoocena. Jeśli rozpoznajesz u siebie któreś z wymienionych problemów, spróbuj je rozwiązać. W razie potrzeby porozmawiaj o tym z psychologiem. Obserwuj stronę na Facebook.
  13. psycholog Rafał Olszak

    Wymagania kobiet w związku, czego pragną panie

    Mężczyźni zwykle rozumieją, że wartościowe rzeczy wymagają uwagi. Na przykład pieczołowicie dbają o swoje samochody, sprawdzają poziom oleju, wymieniają zużywające się podzespoły, pilnują terminów przeglądów. Mogłoby się więc wydawać, że troskę o to, co dla niego cenne, mężczyzna ma we krwi. Czy jednak rzeczywiście? Specjalnie użyłem motoryzacyjnej metafory, by może trochę stereotypowo, ale przemówić do wyobraźni mężczyzn, którzy czytają ten artykuł. Warto wyraźnie sobie uzmysłowić, że ze związkiem jest w pewnym sensie podobnie. Także należy podejmować świadomy wysiłek na rzecz tego, by dobrze funkcjonował. Jeśli się tego nie robi, może nastąpić pogorszenie jakości więzi. Najlepszą motywacją do troski o relację są wynikające z tego namacalne korzyści Świadom tego, że ważna jest motywacja do działania, omówię tę kwestię. Nie wystarczy sama świadomość, że coś trzeba zrobić. Zwróćmy więc w tym miejscu uwagę na oczywiste korzyści płynące z troszczenia się o związek, o dobry kontakt z partnerką i o jej potrzeby. Jeśli związek prosperuje, ma się poczucie sukcesu, jak w wypadku dobrze wykonanej misji. Jest mniej stresu i pretensji ze strony partnerki, rzadziej dochodzi do nieporozumień, a zatem można liczyć na więcej świętego spokoju, harmonii. W dobrze działającej relacji oboje wzajemnie mobilizują się do troski o swoje potrzeby. Działa zasada: im lepiej, tym bardziej. W takiej sytuacji większa może być również namiętność, bo ogólny klimat temu sprzyja. Jeśli na bieżąco przywiązuje się wagę do pielęgnacji związku właściwie nie ma się tego denerwującego poczucia, że ciągle jest coś do zrobienia, jakiś problem do rozwiązania, co czasem ma miejsce w relacjach, w których trudne sprawy są zamiatane pod dywan, cięższe tematy pozostają nieomówione. Wreszcie troska o związek to dobry pomysł także z tego powodu, że ma się satysfakcję z dawania szczęścia ukochanej osobie, realizowania się jako partner, mężczyzna. Można więc liczyć na więcej uznania, mniej krytyki. Krótko mówiąc pielęgnacja związku zwyczajnie opłaca się. Na co zwracać szczególną uwagę No dobrze, ale jakie sprawy wymagają konkretnie uwagi? Przecież sporo kobiet z powodu czynników wychowawczych i kulturowych ma opór przed otwartym mówieniem o swoich potrzebach. Niektórzy mężczyźni narzekają, że muszą się domyślać i że taka sytuacja bywa dla nich frustrująca. Tymczasem rozwiązanie tego kłopotu wcale nie jest takie trudne. Zdecydowanie warto zachęcać partnerki, by mówiły, czego potrzebują, komunikowały wprost swoje oczekiwania. Mężczyzna powinien starać się tworzyć przestrzeń, by jego kobieta mogła zająć stanowisko, wyrazić swoje potrzeby, pragnienia, oczekiwania. Z drugiej strony dobrze mieć także świadomość spraw fundamentalnych i nie oczekiwać w ich zakresie instrukcji obsługi od kobiety. W trakcie terapii dla par i indywidualnych sesji terapeutycznych często powraca określony repertuar potrzeb, oczekiwań, preferencji kobiet. Przyjrzyjmy się mu. Czego pragną kobiety w związku Miłość. Dla kobiet bardzo ważna jest miłość, a to oznacza, że są skłonne poświęcać dużo energii i czasu na pielęgnację uczucia. Wiele kobiet stawia miłość, związek na pierwszym miejscu, czyniąc z tego sprawę najwyższej wagi, coś priorytetowego. Nie są więc – wbrew temu, co wielu mężczyzn im zarzuca – nieznośnie wymagające. Przecież to zrozumiałe, że jeśli coś jest dla człowieka niezwykle ważne, przywiązuje dużą wagę do szczegółów i pragnie, by spełniało wysokie standardy. Kobiety pod tym względem bywają bardzo konsekwentne. Co więcej, w ich odczuciu stanowczo nie wystarczy postarać się raz – to, co cenne, zasługuje na nie mniejszą niż na początku troskę na bieżąco. Łączność. Kobiety pragną poczucia łączności z partnerem, chcą w miarę możliwości wiedzieć, co dzieje się w sercu i umyśle mężczyzny. Chcą czuć się wtajemniczone w jego życie wewnętrzne. Nie robią tego po to, by pilnować faceta, kontrolować go, ograniczać jego swobodę. To naprawdę nie jest forma zakamuflowanej inwigilacji. Ta łączność daje poczucie, że między dwojgiem istnieje silna więź. Daje szansę, że czasami mogą rozumieć się bez słów. Kobiety pragną więc, żeby partner mówił, co mu w duszy gra, by nie zamykał się w sobie na siedem spustów, by dzielił się tym, co go trapi, cieszy, porusza. Chcą żyć razem z partnerem, a nie obok niego. Nie zrozumcie mnie źle… Nie ma się co łudzić, że skryty mężczyzna stanie się nagle wylewny. Nikt tego nie oczekuje. Na pewno mógłby natomiast trochę częściej niż zwykle, na swój własny, męski sposób ujawniać to, co dzieje się z jego emocjami i w jego głowie. Tyle może w zupełności wystarczyć. Łączność to niejako droga dwukierunkowa. Ważne jest więc, by partner był zainteresowany tym, co kobieta ma do powiedzenia, by aktywnie słuchał. Dziewczyny doceniają sytuacje, w których mężczyzna okazuje gotowość do wysłuchania swojej drugiej połówki. Czasami kobiecie trudno jest się otworzyć bez odpowiedniego klucza, którym jest właściwie okazane zainteresowanie mężczyzny. Jeśli natomiast partner nie przejawia gotowości do słuchania, nie pokazuje zainteresowania bieżącymi potrzebami kobiety, nie inicjuje rozmów i nie podejmuje określonych tematów, to w takim wypadku mimochodem stwarza dystans, oddala się od niej, a skoro tak, łączność między nimi pogarsza się. Okazje do przeżywania bliskości. Kiedy kobieta planuje jakieś przedsięwzięcia, nie znaczy to, że chodzi jej o kontrolowanie mężczyzny, jego przestrzeni, życia. Kobiety są z natury kreatorkami – stwarzają sytuacje, w których mogą doświadczać bliskości. Kreują rzeczywistość, dzięki której czują się lepiej i w analogiczny sposób angażują się w troskę o związek. Planowanie ma głęboki sens, jest etapem tworzenia. Warto odbierać to jako zaangażowanie, a nie próbę osaczenia czy przejęcia steru. Dobrze, gdy mężczyzna próbuje włączać się w ten proces zamiast go na przykład lekceważyć lub – co gorsza – sabotować. Urok czasu. Kobiety mają uświęcony stosunek do czasu, co ma swoje przyczyny między innymi w ich fizjologii (kobiety w sensie dosłownym, nie w przenośni, odczuwają upływ czasu odmiennie niż mężczyźni, a dzieje się tak chociażby z uwagi na cykl hormonalny). Tak to już jest, że kobiety spostrzegają czas inaczej niż mężczyźni, dla których jest to z reguły zaledwie ciąg minut, godzin i dni. One miewają emocjonalny stosunek do czwartego wymiaru. Właśnie z tego powodu przeżywają to, jak długo mężczyzna zwleka z odpowiedzią lub z telefonem, jak bardzo spóźnia się z realizacją pewnych planów, jak bardzo ociąga się z podejmowaniem ważnych dla związku decyzji, kiedy ostatnio wychodzili gdzieś razem, to, czy mądrze zarządza czasem, który spędza z partnerką. Kobiety często razi obojętne podejście mężczyzny do tego zagadnienia. Jeśli mężczyzna ma lekceważący stosunek do dzielonego z partnerką czasu, kobietę może to wręcz ranić. Nie metaforycznie. Może powodować rzeczywisty emocjonalny dyskomfort, a nawet cierpienie. Poczucie bezpieczeństwa. Dużo nieporozumień narosło wokół kobiecej potrzeby poczucia bezpieczeństwa. Panie nie szukają tatusia czy sponsora. Chodzi nade wszystko o to, by kobieta mogła polegać na swoim partnerze, by był słowny, dawał poczucie pewności, iż można na niego liczyć, wywiązywał się z obietnic, konsekwentnie realizował postanowienia, stawał po jej stronie, systematycznie realizował własne i wspólne plany. Oczywiście niezbędna do tego jest wiedza, czego się chce. Jeśli mężczyzna jest stale niezdecydowany, przesadnie często zmienia zdanie – kontakt z nim sprawia, że kobieta ma wrażenie, iż znajduje się na ruchomych piaskach. Pewny grunt jest niezbędny, by związek mógł się rozwijać. Tym „gruntem” jest właśnie m.in. poczucie bezpieczeństwa. Docenienie. Płeć piękna jest bombardowana komplementami, więc tak naprawdę nie jest najważniejsze, by partner ciągle zachwalał urodę kobiety, choć czynienie tego przesadnie rzadko bądź wyraźnie rzadziej niż krytykowanie, także mogłoby stanowić problem. Kobiety pragną aby je doceniano i chcą czuć, że ich obecność w życiu partnera jest ważna, wnosi coś do świata mężczyzny i że on jest tego świadom. Branie obecności kobiety u swojego boku za pewnik może prowadzić do braku zachowań dających jej wyraźnie do zrozumienia, że odgrywa istotną rolę. Słowa nie są pozbawione znaczenia, choć lepiej je ważyć niż liczyć, ale przede wszystkim istotne są czyny. Jeśli zachowaniem okazuje się w kulminacyjnych momentach kobiecie, że jest najważniejsza, wówczas czuje się doceniana. Zainteresowanie jej życiem, myślami, uczuciami, pytanie o jej potrzeby, okazywanie, że ceni się jej zdanie i rady, okazywanie, że nie uważa się jej obecności za jakąś oczywistość – to oczekiwania wyrażane przez kobiety. Spójność. Kobiety oczekują też, że słowa i czyny mężczyzny będą spójne. Jeśli swoim postępowaniem rozmija się z tym, co deklaruje, kobieta może poczuć się zmanipulowana, mieć wrażenie, że partner ją okłamuje albo nie liczy się z nią. Oparcie. Mężczyźni są coraz mniej skorzy by iść na taki układ, bo honor jest dla nich ważny i nie chcą łatki bankomatu, nie chcą też czuć się niesprawiedliwie eksploatowani, toteż kobiety częściej muszą brać większą dozę tego celu na siebie, wciąż jednak zdarza się, że oczekują, by partner gwarantował związkowi, rodzinie stabilizację finansową. Asertywność. Kobiety pragną, by mężczyzna był asertywny. Potrafił w razie potrzeby wyraźnie zasygnalizować swoje stanowisko, wstawić się za związkiem, kiedy jego interes jest zagrożony. Chcą też, by asertywnie, bez agresji, wyrażał swoje potrzeby, emocje. Na przykład męski gniew nie jest dla kobiet jakąś ocenzurowaną emocją gorszej kategorii o ile oczywiście mężczyzna wyraża go panując nad sobą, robi to bez agresji oraz bez wywoływania poczucia zagrożenia u osób w otoczeniu. Spełnienie. Kobiety pragną, by ich seksualne potrzeby nie były lekceważone. Chcą mieć możliwość ekspresji seksualnej w zgodzie z wartościami ważnymi dla związku. Współczesne kobiety skłonne są niekiedy przejmować inicjatywę, ale nie chcą, aby całokształt tych starań spoczywał na ich barkach. Źle znoszą, kiedy mężczyzna staje się w tym zakresie zbyt bierny i opieszały. Wrażenie częściej niż od święta. Kobiety mają swoje oczekiwania względem wyglądu mężczyzny. Dla mężczyzny z reguły jasnym jest, że należy okazać należyty szacunek pracodawcy, współpracownikom, klientom poprzez adekwatny strój w miejscu pracy. Jasnym jest, że wybierając się na uroczystość, do kościoła czy do teatru należy się właściwie ubrać. Dlaczego więc miałoby być inaczej w związku? Jeśli stanowi to swoistą normę, chodzenie w dresie po domu może nie stanowić problemu o ile ta formuła nie jest nadużywana i zdarzają się od niej dobre odstępstwa. Tym niemniej warto mieć na względzie, że kobiety traktują partnera trochę jak swoistą wizytówkę własnego dobrego gustu, zaś jego wygląd w pewnym sensie jak miernik tego, czy mężczyźnie wciąż jeszcze zależy. Niektórym kobietom bardzo trudno mieć wrażenie, że dla partnera relacja jest ważna, jeśli nie dba on o siebie, nie podejmuje świadomych wysiłków na rzecz wzbudzania w drugiej osobie pozytywnych odczuć, nie okazuje partnerce szacunku należytą troską o swój wygląd, którym komunikuje się przecież stosunek do samego siebie oraz do otoczenia. Podsumowując, jeśli mężczyzna chce, by jego związek z kobietą dobrze działał, sprawdzał się, warto by troszczył się o niego systematycznie, a nie tylko od święta. A czego mężczyźni oczekują od kobiet i jak wyglądałaby instrukcja obsługi faceta? To temat na odrębny artykuł. Natomiast przemyślenia o tym, jakie błędy w relacjach popełniają zwłaszcza faceci, można znaleźć tutaj. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  14. psycholog Rafał Olszak

    Kobieca potrzeba miłości

    W pracy często mam styczność ze zranionymi kobietami, które zostały skrzywdzone przez mężczyzn. Część z nich w wyniku tych bolesnych doświadczeń staje się chłodna i nieprzychylna wobec przedstawicieli płci męskiej. Nawet jednak u tych kobiet udaje się, patrząc umiejętnie, dostrzec skrywane głęboko pragnienie intymnej, czułej, ufnej miłości. Poczucie krzywdy utrudnia im kontakt z tą potrzebą, ale ona tam jest i promienieje z ukrycia. Czasem odbierają rzeczywistość przez pryzmat zawodu miłosnego i gubią się wówczas, ponieważ tracą kontakt ze swoim kobiecym, wewnętrznym kompasem. Prędzej czy później odzyskują w końcu równowagę. Jako psycholog kliniczny opisując rzeczywistość posługuję się pewnymi uogólnieniami na podstawie badań z udziałem wielu ludzi. Nie będzie jednak raczej zbyt dużą generalizacją, jeśli stwierdzę, że w centrum kobiecego wszechświata znajduje się miłość – pragnienie jej przeżywania, obdarzania nią, doświadczania na różne sposoby, organizowania czasu tak, by móc się nią napawać, relacjonowania swoich uczuć, rozmawiania na jej temat, planowania jej, myślenia w kategoriach miłości, a także życia w sposób, który ją podsyca. To na tyle istotna część jej osobistej hierarchii, że jeżeli w życiu zawodowym kobiety wszystko się wspaniale danego dnia układało, ale w związku pojawił się jakiś problem, położy się spać w złym nastroju. I nie ma tu znaczenia, czy jest to kobieta wzruszająca się na romantycznych komediach, czy wprost ich nie znosząca, bo woli wulgarne, polskie kino akcji. Czy jest to delikatna, wrażliwa pasjonatka poezji śpiewanej, czy potrzebująca mocnych wrażeń fanka „50 twarzy Greya”. Czy zahukana dziewczyna z prowincji czy rezolutna i przebojowa fotomodelka onieśmielająca mężczyzn albo bizneswoman robiąca zawrotną karierę w międzynarodowej korporacji. Czy błyskotliwa intelektualistka uwielbiająca brazylijskie kino niezależne czy twarda, wytatuowana od stóp do głów performerka i połykaczka ognia. Miłość, niezależnie od definicji, odgrywa w ich życiu niebagatelną rolę i jest przeżywana inaczej, aniżeli przeżywają ją mężczyźni. Niektóre kobiety uznają swoją szczodrość emocjonalną, otwartość serca za wadę. Chciałyby być mniej zdolne do kochania i wszystkiego, co się z tym wiąże. Traktują to jako defekt czy problem. Bywa, że dają sobie to wmówić partnerom, którzy tak naprawdę chcieliby, żeby one funkcjonowały jak mężczyźni. Tymczasem stawianie miłości na pierwszym miejscu to nie słabość i nie błąd, lecz wyrażanie kobiecej natury i dar. Dar, z którym mężczyźni nierzadko nie wiedzą co zrobić albo go nie doceniają. Uważają kobiety za neurotyczki i wariatki, które ciągle mają wymagania i próbują ich kontrolować. Panowie mają nieuzasadnione pretensje – naskakują na partnerki, choć one najzwyczajniej w świecie zachowują się jak kobiety – pragną łączności, bycia na bieżąco, wymownych gestów, czułości, troski, pielęgnowania uczucia, kreowania takiej rzeczywistości, która jest dla niej doskonałym miejscem do wzrastania i rozwoju. Pragną planów na miłość i rozmów o wspólnym ich urzeczywistnianiu. Dla niektórych panów kobieca miłość to niepotrzebne zawracanie głowy, nadmiar nieracjonalnego kontaktu i denerwujący brak logiki… Takie podejście wynika z niezrozumienia kobiecej natury i z nierealistycznych oczekiwań, że panie będą funkcjonowały analogicznie jak panowie. Cóż, z kobietami można zasadniczo postępować na trzy sposoby. Narzekać na nie, osądzać je i odrzucać, ewentualnie przyjąć takimi, jakie są i zaakceptować fakt, że miłość jest dla nich czymś szczególnie istotnym. I że przeżywają ją inaczej niż mężczyźni, co nie znaczy, że gorzej, bardziej roszczeniowo, narcystycznie lub wyrachowanie. Po prostu trzeba mieć świadomość istnienia potrzeby miłości oraz różnic w jej przeżywaniu. I wspólnymi siłami starać się te fakty uwzględniać. Można wówczas liczyć na to samo w drugą stronę. Inaczej wywołuje się w paniach reakcje i zachowania, które nie bez powodu uchodzą za nieznośne. Więcej o kobiecym przeżywaniu miłości i o potrzebach, które są z tym związane, można przeczytać tutaj. Natomiast o męskich oczekiwaniach względem miłosnej relacji można poczytać w tym miejscu.
  15. psycholog Rafał Olszak

    Dlaczego kobieta nie może znaleźć kandydata na męża

    Przyczyny tego stanu rzeczy zależą od osoby, ale istnieje też lista dość powszechnych błędów i czynników, które utrudniają znalezienie dziewczynie, kobiecie partnera na stałe. Najbardziej prozaicznym problemem jest statystyka. Na przykład w Warszawie w przedziale wiekowym 25-34 na 100 mężczyzn przypada 113 kobiet, natomiast w przedziale 35-39 na 100 facetów przypada 111 pań (źródło). Te statystyki są jeszcze bardziej pesymistyczne biorąc pod uwagę, że tylko co 3, 4 mężczyzna w ogóle deklaruje potrzebę związku małżeńskiego. Być może częściowo wpływ na to ma obecnie obowiązujący system prawny, który raczej zniechęca mężczyzn do zawierania małżeństw, ponieważ chroni głównie interesy kobiet, ale to odrębny temat. Problemem innego rodzaju jest specyficzne podejście do kandydatów. Nie dla każdego to całkiem jasne, ale rozpoczynając chodzenie na randki warto odpowiedzieć sobie na pytanie czy robi się to żeby się dowartościować, dla lansu czy aby znaleźć partnera z krwi i kości. Jeśli próbuje się to połączyć efekty są opłakane: kobieta jest odbierana jak roszczeniowa selekcjonerka, która szuka księcia z bajki i traktuje facetów z góry, niczym petentów, a randki jak zło konieczne. Nie kokietuje, nie angażuje się we flirt lub chociażby rozmowę w podobnym zakresie jak mężczyzna, a zamiast tego prowadzi bezwzględną selekcję. W ten sposób od razu traci w oczach sensownych facetów, którzy nie zamierzają brać udziału w tego typu castingu. Flirt to zabawa dwuosobowa. Nie wystarczy łaskawie dać komuś „serduszko” na Tinderze. Znalezienie partnera na stałe utrudnia również tropienie go na siłę. Wartościowi kandydaci zwykle reagują alergicznie na desperatki. Co gorsza desperacja przyciąga kobieciarzy, którzy zamierzają delikwentkę wykorzystać i porzucić. Tak czy inaczej scenariusz jest dość pesymistyczny. Nierzadko zdarza się, że dziewczyna kończy jako samotna matka, co jeszcze bardziej komplikuje jej sytuację. Sprawę utrudnia też słuchanie niektórych „złotych rad” koleżanek i prasy kobiecej. „Udawaj niedostępną” – to jedna z takich sugestii. Manipulacja nie jest tym, co sprawia, że mężczyźni patrzą na kobietę przychylnym okiem. Jeśli kobieta próbuje manipulować mężczyznami to prędzej czy później gorzko tego pożałuje, bo w końcu trafi na cwańszego od niej, który da jej ostro popalić. Szczerzy, uczciwi faceci natomiast od razu sobie odpuszczą kontakt z kimś, kto stosuje gierki. Granie niedostępnej sprawia, że od kobiety odbijają się ci wszyscy z dobrymi intencjami, a zostają tylko najwytrwalsi podrywacze, najbardziej wyćwiczeni w tym fachu. A tacy faceci oczywiście posiedli te umiejętności w trakcie licznych podbojów, bo nie szukali partnerki na stałe. Błędem często popełnianym przez kobiety (być może z powodu sporego rozgoryczenia swoją sytuacją) jest nadmiernie krytyczny stosunek do płci przeciwnej. Aroganckie odzywki, narzekanie, nieustająca krytyka i powtarzanie jak mantrę słów „trwa kryzys męskości” bynajmniej nie sprawiają, że kobieta przyciąga do siebie wartościowych kandydatów. Jeśli ktoś ma uraz, szufladkuje innych, ma za sobą pasmo nieudanych relacji to… Prawdopodobnie sam ma jakiś problem. Zdrowi ludzie tworzą zdrowe związki i zdrowo, pokojowo je kończą, jeśli zachodzi taka potrzeba; zaburzone osoby tworzą poplątane znajomości z burzliwym finałem. Ludzie pozbawieni takiego balastu omijają szerokim łukiem osoby z urazem. Jeśli kobieta nie lubi mężczyzn to oni to wyczuwają. I albo dają jej za to popalić albo trzymają się od niej z daleka – zależy na kogo trafi. Wartościowych kandydatów odrzuca, gdy kobieta przypisuje relacji i partnerowi nadmiernie duże znaczenie. Niektóre dziewczyny podchodzą do związku jak do czegoś, co ma odmienić ich los, w końcu zapewnić im szczęście i spełnienie, zagwarantować rozrywkę. To niezdrowe podejście powoduje ogromną presję, która wywołuje niepotrzebny stres. Mężczyzna rozglądający się za kobietą na stałe poszukuje kandydatki, która ma swoje pasje, zainteresowania, cieszy się swoim życiem i umie spędzać fajnie czas sama lub w gronie znajomych. Nie szuka kogoś zaborczego, kto będzie od niego oczekiwał ciągłego zabawiania, organizowania mu czasu, poświęcania nieprzerwanie uwagi. Taki związek byłby bardzo wypalający dla osoby, która miałaby sprostać tym wszystkim oczekiwaniom i spełniać potrzeby, które w normalnej sytuacji byłyby częściowo zaspokajane w inny sposób. Mężczyźni skłonni są wiązać się z kobietami, które mają pozytywne usposobienie. Nie wiążą się natomiast z dziewczynami, które ciągle narzekają, marudzą, są wiecznie niezadowolone, zrzędzą lub, o zgrozo, robią wykłady na temat tego, co to znaczy być prawdziwym mężczyzną (obiektywnie nie mają przecież o tym bladego pojęcia, bo po prostu przyszły na świat jako kobiety). Nie są poszukiwane kobiety, które stale rywalizują z facetami i przenoszą to też na różne płaszczyzny związku. Bycie parą może okazjonalnie, w ograniczonym zakresie zawierać pewne elementy konkurencji, ale ostatecznie chodzi o to, żeby się wzajemnie wspierać, a nie ciągle udowadniać, kto jest górą. Kobiety nierzadko zaniedbują kwestie związane z karierą zawodową albo wprost przeciwnie, popadają w pracoholizm. Tak czy inaczej nie jest dobrze. Kiedy kobieta nie ma perspektyw zawodowych, mężczyzna od razu widzi oczami wyobraźni, że będzie musiał ją utrzymywać. W dobie równouprawnienia nie jest to zbyt pokrzepiająca perspektywa. Współcześnie mężczyzna raczej szuka kogoś, z kim razem będzie się rozwijać, a nie kogo będzie musiał ciągle prowadzić za rączkę lub ciągnąć do góry własnym kosztem. A jeżeli kobieta nadmiernie poświęca się pracy, istnieje uzasadnione ryzyko, że będzie zaniedbywać związek. Mężczyźni, którzy szukają partnerki do stałego związku, zwracają uwagę na: wygląd (zwłaszcza rysy twarzy plus walor ciała do którego dany facet ma jakąś słabość) oraz cechy takie jak wrażliwość i empatia, opiekuńczość i zaradność życiowa, optymizm oraz lojalność i to, czy kobieta jest godna zaufania, odpowiedzialna.
  16. psycholog Rafał Olszak

    Szkodliwe przekonania o relacji

    Istnieje szereg różnego rodzaju przekonań, które mogą powodować problemy w relacjach uczuciowych. Wziąwszy pod uwagę, że człowiek reaguje szczególnie intensywnie emocjonalnie, gdy sprawa dotyczy bliskich związków, przekonania te mogą okazać się szkodliwe w sposób wyjątkowo mocny. Warto je sobie przeanalizować, poddać je głębokiej refleksji i porozmawiać o nich ze swoim psychoterapeutą, jeśli ma się trudności w relacjach. Jako że osoby, z którymi ja pracuję nad trudnościami w relacjach to zazwyczaj kobiety, w tym także DDA i tzw. kobiety kochające za bardzo, poniższe zestawienie stylistycznie napisane jest właśnie pod kątem pań. Nie znaczy to oczywiście, że mężczyźni nie posiadają analogicznych i specyficznych dla nich szkodliwych przekonań. Mężczyznom nie można ufać. Najlepszym sposobem na zmienienie zachowania partnera jest manipulowanie nim albo emocjonalny szantaż. Lepiej jest cierpliwie znosić trudne sytuacje niż wywlekać brudy na światło dzienne i maglować trudne tematy w związku. Konflikty w relacji zawsze prowadzą do rozstania. Partner powinien w pierwszej kolejności dbać o moje potrzeby. Partner jest odpowiedzialny za moje uczucia. Jeśli nie będę zawsze mocno starać się o miłość partnera, to on ode mnie odejdzie. Żeby drobne problemy się nie powtarzały trzeba je wyolbrzymiać, bo inaczej partner nie uzna ich za naprawdę ważne. Jako kobieta, po prostu ze względu na swoją płeć mam pewne przywileje, których pozbawiony jest mój partner. Szczęśliwy związek to taki, w którym zawsze jest przyjemnie. Mężczyźni są słabi w budowaniu związków, więc to na mnie spoczywa cała odpowiedzialność za jakość relacji. Najlepszy sposób żeby zbudować zaufanie do partnera to sprawdzanie, inwigilowanie go. Jeśli partner się ze mną nie zgadza to znaczy, że mnie odtrąca. Jeśli powiem wprost partnerowi, że czuję na niego złość, to pomyśli, iż go nie kocham. Jeśli partner jest na mnie zezłoszczony, to na pewno oznacza, że tak naprawdę mnie nie kocha. Jeśli coś w związku nie przebiega po mojej myśli, to zawsze oznacza, że się nadmiernie poświęcam. Skoro jesteśmy w bliskim związku, partner powinien domyślać się, czego potrzebuję w danej chwili. Partner powinien rozumieć mnie bez słów. Tolerowanie ciężkich nałogów partnera pokazuje jak bardzo moja miłość jest prawdziwa i mocna. W związku nie należy robić nic, co mogłoby się partnerowi nie spodobać. Jeżeli partner nie pamięta szczegółów jakiejś rozmowy, to znaczy, że po prostu mnie nie słuchał. Gdy partner krytykuje jakieś moje zachowanie, to znaczy, że mnie odtrąca. Jeśli związek nie jest idealny, to znaczy, że jest do niczego. Skoro partner związał się ze mną, to musi też kochać moją rodzinę. Muszę dokładać wszelkich starań, aby ulepszać swojego partnera. Nie powinnam nigdy wprawiać partnera w negatywny nastrój. Jeżeli nie będę pilnować swojego partnera, to na pewno mnie zdradzi. Zazdrość jest dobra, bo ochrania związek. W związku trzeba ciągle coraz więcej wymagać, bo inaczej partner się rozleniwi albo znudzi i odejdzie. Mszcząc się za niewłaściwe zachowanie partnera można najlepiej pokazać mu, że coś nas zraniło. Jeśli zrobię coś dla partnera, on musi mi się odwdzięczyć. Powinnam pamiętać jak najwięcej błędów partnera, żeby móc mu je przypomnieć podczas kłótni. Jeśli mój partner poczuje się naprawdę kochany, to będzie w stanie zerwać ze swoim nałogiem (na przykład alkoholem, narkotykami, hazardem). Kontrolując swojego mężczyznę mogą sobie zagwarantować, że nie zostanę oszukana. Spędzanie czasu osobno jest szkodliwe, bo zawsze sprawia, że ja i partner oddalamy się od siebie. Nie ma udanego związku bez poświęcenia. O tym co mi się nie podoba w zachowaniu partnera mogę mówić tylko raz na jakiś czas, żeby nie myślał, że ciągle gderam i wiecznie marudzę. Kiedy partner mi mówi „rozchmurz się”, „uspokój się” albo „odpręż się”, to na pewno oznacza, że lekceważy moje uczucia. Gdy partner mówi, że nie chce o czymś rozmawiać, to na pewno ma coś do ukrycia albo odsuwa się ode mnie. Kiedy partner mówi, że chciałby już zakończyć trudną rozmowę, to na pewno chce zamieść problem pod dywan. Jeśli partner nie zaspokaja wszystkich moich potrzeb, to wolno mi go zdradzać. Mówienie o swoich potrzebach to zły pomysł, bo jeśli partner ich nie zaspokoi, poczuję się okropnie. Proszenie jest upokarzające. Jeśli otrzymuję coś, bo prosiłam, to nie ma to wartości. Związek może się poprawić tylko wtedy, jeśli partner się zmieni. Zawsze gdy jakiś mój związek się kończy, źle to o mnie świadczy. Jeśli zdarzy mi się przyłapać na myśleniu o mężczyźnie innym, niż partner, to znaczy, że mój związek nie jest udany. Rozstania oznaczają, że nie nadaję się do związków. Miłość to cierpienie, które uszlachetnia. Znoszenie upokorzeń jest w porządku, o ile to ocali związek. Upokarzanie jest dozwolone, jeśli to może zmienić partnera w oczekiwany przeze mnie sposób. Naprawdę dobry związek to taki, nad którym nie trzeba pracować. Żeby związek był naprawdę dobry, nigdy nic w nim nie może być nieidealne. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  17. psycholog Rafał Olszak

    Czy faktycznie przemoc ma płeć

    Jako psycholog pisuję różne teksty. Choć ludzie są sami odpowiedzialni za własne emocje, to jednak nie jest mi to całkiem obojętne, jak reagują na moje artykuły. Wiadomo mi, że niektóre bulwersują kobiety, a inne – mężczyzn, choć rzecz jasna nie są pisane po to, by kogokolwiek wytrącać z równowagi. Mają zwrócić uwagę na pewne zjawiska, nad którymi warto pracować, by je ograniczać. Rozmowa o przemocy może wywołać gorące emocje, ale warto mieć na względzie, że celem poniższego artykułu jest omówienie tego zagadnienia po to, by ograniczać przemoc, która rujnuje relacje. W tym wypadku stosowaną wobec mężczyzn przez kobiety. Jeśli jesteś kobietą, a chcesz przeczytać niniejszy artykuł nie biorąc go nadmiernie do siebie, wyobraź sobie, że te rzeczy miałyby spotkać twojego syna. Prawdopodobnie pozwoli to podejść do tematu bardziej empatycznie. Mężczyzna w naszej kulturze od dziecka wychowywany jest na człowieka, który nie donosi, swoje sprawy załatwia samemu, szerokim łukiem omija rolę ofiary w ostateczności dzielnie znosząc ciosy bez robienia wokół tego szumu, bo „chłopaki nie płaczą”. Nie znaczy to bynajmniej, że nie bywa ofiarą przemocy ze strony płci przeciwnej. Nie ma po prostu wewnętrznej zgody ani społecznego przyzwolenia na afiszowanie się z tym. Kobiecie mogłoby przynieść to pewien pożytek, i często jest kartą przetargową w walce o różne przywileje. Mężczyźnie o ile w ogóle dałoby to jakiekolwiek korzyści, to wiązałoby się z większymi stratami. Feministki twierdzą, że przemoc ma płeć, oczywiście męską, na poparcie tej tezy przywołując statystyki przemocy fizycznej wobec kobiet. Na podstawie tych statystyk nie można niestety wysnuć logicznego wniosku, jakoby mężczyźni rzadziej bywali ofiarami przemocy fizycznej, a jedynie taki, że bez wątpienia rzadziej to zgłaszają. Co więcej, należy również podkreślić, że przemoc fizyczna nie jest jedynym istniejącym rodzajem nadużycia. Nie mniej raniące są inne formy przemocy, na które przynajmniej w zaciszu gabinetu psychoterapeutycznego i w anonimowych relacjach zwracają uwagę jej ofiary, w tym równie często mężczyźni. Przyjrzyjmy się niektórym rodzajom kobiecej przemocy wobec mężczyzn. Przemoc słowna oraz tzw. werbalne kastrowanie – „mężczyzna zaczyna się od 190 cm”, „gdybyś był prawdziwym mężczyzną nie miałbyś problemu ze znalezieniem pracy”, „co to za facet bez samochodu”, „co z ciebie za chłop skoro masz depresję”, „jak mogę traktować cię jak mężczyznę, głowę rodziny, skoro mniej zarabiasz ode mnie”, „jesteś gorszy niż twój ojciec”, „do niczego się nie nadajesz”, „co to za man bez kaloryfera”, „gdybyś zarabiał tyle, ile powinien prawdziwy facet, nie mielibyśmy takich trudności”, „mój były mógł robić to kilka razy przez całą noc, więc ciesz się, że z tobą jestem” – oto przykłady przemocy słownej oraz tzw. werbalnego kastrowania, którym często towarzyszą obelgi. Generalnie kobieca przemoc słowna najczęściej wymierzona jest w poczucie godności, honor, dobre imię, męskość. Czasami ogranicza się do okresu, gdy związek trwa, ale nierzadko nasila się dopiero po jego zakończeniu, by zniszczyć reputację mężczyzny. Bywa, że przyjmuje formę pieniactwa – w sądzie mężczyzna jest oskarżany o najgorsze rzeczy (nawet molestowanie własnych dzieci, przemoc wobec małżonki bądź wręcz o gwałt), szkalowany pod pozorem respektowania prawa. Stosunek sądów do tych kwestii – nie licząc dobrych wyjątków, gdy kobieta naprawdę zostaje ukarana za fałszywe oskarżenia i pomówienia – jest niestety bardzo pobłażliwy. Bierna agresja – istotą biernej agresji jest celowe, ale dobrze zakamuflowane wyrażanie złości. Bierno-agresywna osoba na przykład specjalnie ociąga się w realizacji wspólnych planów choć deklarowała ich poparcie, obraża się i milczy by tak dokuczyć partnerowi, demonstracyjnie okazuje chłód emocjonalny, niby przypadkiem zapomina o ważnych dla partnera kwestiach, ewentualnie perfidnie sabotuje działania mężczyzny żeby mu dopiec, uprzykrzyć życie. Czasami bierna agresja przyjmuje wręcz formę instytucjonalną, gdy na przykład kobieta wykorzystuje swoją uprzywilejowaną w polskim prawie pozycje i, choć systematycznie otrzymuje alimenty, mimo to i tak zgłasza sprawę do komornika, by narazić mężczyznę na większe koszty i niedogodności, wstyd. Bierna agresja nierzadko przybiera formę gry mającej na celu wytrącenie partnera z równowagi, by kobieta mogła z czystym sumieniem otwarcie wybuchnąć niejako odpowiadając na atak, co czyni taką odpowiedź usprawiedliwioną. Na przykład bierna agresja może być celowo nadmierną reakcją na dostrzeżenie u partnera gniewu. Typowy przykład to użycie słów „Nie unoś się, czego się wściekasz” w sytuacji, gdy uzasadniona złość partnera jeszcze jest całkowicie pod kontrolą, a jedynie widać, że jest zdenerwowany. Takie komunikaty nierzadko mają charakter prowokacji, unieważniają uczucia mężczyzny, co oczywiście w końcu może prowadzić do wybuchu. Wtedy kobieta osiąga swój cel i mogąc o to obwinić stronę, która pierwsza otwarcie okazała gniew, odpowiada ogniem i wreszcie wygarnia to, o co jej tak naprawdę chodziło, dumna, że nie zaatakowała pierwsza. W razie czego może wtedy o wszystko obwiniać partnera. Hejt płci – częstym zjawiskiem, zwłaszcza w Internecie, choć bynajmniej nie tylko, jest atakowanie męskości jako takiej werbalnie lub postawą, z domieszką stereotypizacji... „mężczyzna powinien móc zawsze”, „wszyscy faceci są tacy sami”, „facet to świnia”, „każdy facet zdradza”, „oj jacy mężczyźni są biedni, rozczulające, do roboty by się wzięli, żeby przynajmniej płacić alimenty, tylko do tego się nadają”, „mężczyźni to duże dzieci”, „gdzie ci mężczyźni?!”, „prawdziwych facetów już nie ma!”, „wszystko na barkach kobiet, na facetów nie ma co liczyć”, „faceci myślą tylko o jednym”, „wszyscy macie horyzonty ograniczone do szerokości rozporka” to komunikaty lub podejście do mężczyzn, które oczywiście może dotykać, bulwersować, ranić. Przemoc ekonomiczna – presja, by mężczyzna ponosił wszystkie koszty spotkań, atrakcji, randek, czy czerpanie profitów poprzez perfidne wykorzystanie obowiązku alimentacyjnego poprzez żądanie wsparcia wyższego, niż rzeczywiście niezbędne, to formy nadużyć wobec mężczyzn, jakich dopuszczają się czasami niektóre kobiety dla korzyści majątkowych. Mężczyzna bywa bezwzględnie sprowadzany do roli bankomatu pod groźbą etykietowania jako niemęski, nie dość dobry, gorszy, rodzic drugiej kategorii. Problematyczne bywają również podwójne standardy w kontekście pieniędzy: jeśli mężczyzna jest tymczasowo bez pracy lub zarabia mniej niż kobieta, ona źle na niego patrzy lub wręcz daje mu do zrozumienia, że jest nieudacznikiem, a kiedy to jej się zawodowo nie powodzi, surowo oczekuje opieki. Zatrważająca jest zuchwałość niektórych pań w zakresie stosowania tej strategii. Na pewnym zgrupowaniu kobiet jedna z prelegentek powiedziała „Drogie panie, pamiętajmy, pieniądze kobiety są kobiety, a pieniądze męża są nasze” i otrzymała owacje na stojąco. To jest właśnie wypaczony, seksistowski sposób, w jaki wiele współczesnych kobiet pojmuje równouprawnienie, co oczywiście prowadzi je do stosowania przemocy ekonomicznej względem mężczyzn. Manipulacja – na przykład w wielu miejscach w Internecie można znaleźć krótkie i bardziej obszerne dyskusje bądź artykuły na temat tego „jak złapać faceta na dziecko”; na serwisach aukcyjnych można kupić pozytywne testy ciążowe czy zdjęcia płodu, które mają ułatwić oszukanie mężczyzny. Szacuje się również, że około 10-12% ojców w Polsce wychowuje nie swoje dzieci nie mając o tym bladego pojęcia, bo ich partnerki to celowo zatajają. Systemowo podwójne standardy – przyjęło się, że mężczyzna jest też pozbawiony prawa głosu w pewnych sprawach, w których ma decydować kobieta. Na przykład gdy partnerka zachodzi w ciążę – o konsekwencjach ma decydować wyłącznie ona. Może urodzić lub przeprowadzić aborcję, a mężczyzna nie ma nic do powiedzenia i jest zdany na jej łaskę lub niełaskę. Kobieta może zrezygnować z konsekwencji macierzyństwa, a mężczyzna nie – jeśli kobieta tak zdecyduje, ma zostać jej wierzycielem na lata i koniec dyskusji. Trudno się dziwić, że ktoś potraktowany jak śmieć bez prawa głosu potem sabotuje spłatę alimentów... Szantaż emocjonalny – różne rodzaje przemocy wobec mężczyzny od stawiania ultimatum („Jeśli spróbujesz się ze mną rozwieść, to nigdy już nie zobaczysz dzieci!”, „alimenty cię wykończą”, „jak wyjdziesz do kolegów to zapomnij o miłej atmosferze”), poprzez groźby („jeśli odejdziesz, załamię się”), cierpiętnictwo (na pytanie co kobiecie dolega mężczyzna słyszy „nic”, a potem robi się chłodna i nieprzyjazna), a skończywszy na manipulacjach związanych z gratyfikacjami („między nami będzie jak dawniej pod warunkiem, że...”). Pieniactwo – mężczyźni w trakcie rozwodów bywają bezzasadnie oskarżani przez byłe partnerki o przeróżne czyny od przemocy fizycznej, poprzez zarzuty ukrywania dochodów, próby uprowadzenia własnych dzieci, a na ich rzekomym molestowaniu kończąc. Wszystko po to, by dokuczyć, narazić na jak największy stres, oczernić mężczyznę, ugrać jak największe alimenty lub odizolować od dzieci. Nastawianie dzieci przeciwko ojcu bądź utrudnianie ojcu kontaktu ze swoim potomstwem – to problem, który dotyka wielu mężczyzn w trakcie rozwodów lub po nich. Przemoc emocjonalna – ma na celu wywoływanie trudnych stanów psychicznych i napięcia, zwykle ma służyć podporządkowaniu, wywarciu presji, spowodowaniu takim chwytem pożądanej zmiany zachowania. Przejawia się na przykład poprzez oskarżanie mężczyzny przez kobietę o jej własne gwałtowne zachowania lub wręcz twierdzenie, że mężczyzna na takie traktowanie zasługuje. Często polega na umniejszaniu, podkopywaniu poczucia własnej wartości, wywoływaniu poczucia winy lub złości (co czynione systemowo, tydzień po tygodniu, razem z innymi oddziaływaniami, nieuchronnie prowadzi do zmęczenia materiału, sprowokowanego wybuchu, który jest triumfem kobiety, bo daje jej kolejne argumenty możliwe do wykorzystania podczas konfliktów na całe tygodnie, a nawet miesiące). Przemoc seksualna (w tym kontrola seksu, szantaż seksualny, deprywacja seksualna) – polega na tym, że niektóre kobiety traktują seks jak kartę przetargową, stosują pewien rodzaj szantażu, bezwzględnie wywierają presję na mężczyznę, świadomie deprywując jego seksualne potrzeby, by realizować własne cele w małżeństwie (rano uwodzicielsko „jeśli to zrobisz, popieszczę cię tak, jak lubisz”, wieczorem ewidentnie fałszywie i z uczuciem triumfu na twarzy: „nie mam dzisiaj jednak ochoty, bo źle się czuję”; „dla kobiety gra wstępna trwa cały dzień, kotku...”). Zdarza się również dotykająca mężczyzn przemoc seksualna w formie niewłaściwych zachowań kobiet w miejscu pracy, prowokacji seksualnych, wykorzystywania pozycji w hierarchii firmy. Formą przemocy seksualnej bywa epatowanie seksapilem w niewłaściwych okolicznościach, a potem odwracanie kota ogonem i oskarżanie mężczyzny o brudne myśli, które zostały oczywiście wywołane z premedytacją. Rażąco nieasertywna komunikacja – ma miejsce gdy kobieta na przykład nie mówi o swoich potrzebach, a potem okazuje niezadowolenie, że mężczyzna ich nie zaspokoił, albo zamiast powiedzieć wprost, że czegoś nie akceptuje, mści się przy najbliższej okazji, ewentualnie zamiast powiedzieć, w czym tkwi problem, nie odbiera telefonu, by dokuczyć mężczyźnie, wywołać w nim przykre odczucia. Seksizm – nawet kobietom z wykształceniem psychologicznym zdarzają się niestety komentarze w stylu „mężczyzna też człowiek”, a znanym dziennikarkom „kobiety są ciekawsze, ładniejsze i bardziej barwne niż mężczyźni”. Są to delikatne przykłady seksistowskich tekstów. Wystarczy udać się w weekend do dowolnego baru, gdzie grupki młodych kobiet opowiadają sobie nawzajem z dosłownie wszystkimi szczegółami o mężczyznach, na których się natknęły w minionym tygodniu. „Ciachem” nazwany zostanie przystojny, ale już mężczyzna, który ośmielił się nie opłacić rachunku w całości, może liczyć na najgorsze obelgi. Pewną formą seksizmu są zachowania kobiet towarzyszące narzucaniu ich wymogów mężczyznom na zasadzie „facet powinien...”, a jeśli tych kryteriów nie spełnia, otrzymuje werbalny lub niewerbalny komunikat, że coś z nim nie tak. Kobieta traktuje mężczyznę jak przedmiot, który ma działać zgodnie z jej instrukcją – jeśli tak się nie dzieje, to... Najwyraźniej ten pan jest kolejnym dowodem, że trwa kryzys męskości! Przemoc fizyczna – wbrew pozorom kobiety również bywają sprawcami przemocy tego rodzaju, jakkolwiek mężczyznom, o ile w ogóle postrzegają siebie jako ofiarę, jest niezwykle trudno przemóc się, by sprawę tą zgłosić, ponieważ w naszym społeczeństwie to piętnujące i stanowi tabu. Zarzuty źle adresowane – kobiety miewają pretensje do mężczyzn za sytuacje, na które same się zdecydowały, obwiniają mężczyzn za role, które samodzielnie przyjmują, okazują gniew na mężczyzn za to, na co same przystały. Okazują rozczarowanie, kiedy partner po pracy potrzebuje odpoczynku, a jednocześnie same nie zamierzają iść do pracy, by tak wzmocnić budżet domowy i by partner nie był tym w całości obarczony w pojedynkę i w efekcie wyczerpany. Często kobiety w nadmiernym stopniu obwiniają także mężczyzn za swoje własne emocje, które pojawiły się głównie w odpowiedzi na sposób myślenia kobiety, a nie postępowanie partnera. Coraz powszechniejszym i bardziej dającym się mężczyznom we znaki jest też zjawisko dyskryminacji mężczyzn, o którym więcej informacji można znaleźć w artykule Co niszczy współczesnego mężczyznę. Na zakończenie warto również zasygnalizować, iż teza, jakoby przemoc miała płeć (męską) wydaje się bezzasadna również w świetle rozlicznych badań na ten temat. Na przykład badania przeprowadzone w USA dostarczają wiedzy, że kobiety dwa razy częściej stosują przemoc wobec dzieci. Więcej informacji o przemocy w rodzinie można znaleźć tutaj: http://www.niebieskalinia.pl/pismo/wydania/dostepne-artykuly/4961-mezczyzna-ofiara-przemocy Podsumowując, feministyczne teza, że przemoc ma płeć, jest niebezpiecznym stereotypem - to bardzo krzywdzące i niesprawiedliwe stwierdzenie, przez co właściwie samo w sobie stanowi najlepszy dowód na to, iż jest fałszywe. Niezależnie od tego, kogo dotyczy przemoc, jest to zjawisko, przed którym należy się bronić. Wprawdzie mężczyźni rzadziej w ogóle postrzegają siebie jako ofiarę przemocy, ale jeśli już ktoś rzeczywiście jest w ten sposób traktowany, warto by niezwłocznie podjął kroki na rzecz przeciwdziałania temu zjawisku.
  18. Gość

    Psycholog online: lęk społeczny

    Każdy z nas doświadczył kiedyś nieprzyjemnych wrażeń i odczuć przed wystąpieniem publicznym, ważnym spotkaniem czy poznaniem nowych osób, w których przejmowałby się wrażeniem jakie wywrze na innych. Odczuwamy wówczas zdenerwowanie, tremę, czujemy szybsze bicie serca, mamy wrażenie, że nie powiemy nic mądrego, a w końcu mamy ochotę wycofać się z całej sytuacji. Lęk społeczny występuje u większości ludzi i jest normalną częścią życia. Polega na tym, że odczuwamy napięcie i zdenerwowanie a nawet strach w sytuacjach, w których musimy wejść w interakcję z innymi. Niektórzy potrafią sobie w takich sytuacjach dobrze radzić i go przezwyciężać, jednak istnieje również wiele osób, które mają z tym duży problem, a lęk społeczny wywiera negatywny wpływ na ich życie. Odczuwanie lęku społecznego może mieć różne natężenie u różnych osób. Jedni mogą prawie go nie odczuwać przy prezentowaniu po raz pierwszy projektu przed publicznością a wręcz cieszyć się, że mogą wykazać się swoją wiedzą, inni natomiast mogą odczuwać przykre dolegliwości stresu i lęku nawet przez kilka dni przed wystąpieniem. U niektórych osób ten lęk jest tak silny, że robią wszystko, by uniknąć takich sytuacji. Jak już zostało wspomniane wcześniej, sam lęk społeczny jest zjawiskiem całkowicie normalnym, zwykle krótkotrwałym i nie zakłócającym życia danej osoby. Jednak w sytuacji, gdy staje się on coraz poważniejszy, doświadcza się go coraz częściej i w coraz większej liczbie sytuacji – można zastanowić się, czy nie dotyczy nas przypadkiem zaburzenie lęku społecznego. Zaburzenie lęku społecznego, inaczej fobia społeczna, definiowanejest jako „wyraźny i długotrwały strach przed jedną lub większą liczbą sytuacji społecznych lub sytuacji publicznego wykonywania czynności, w których osoba jest eksponowana wobec nieznanych osób lub narażona na możliwe badanie przez innych. Osoba obawia się, że będzie działać w taki sposób, że będzie to upokarzające lub krępujące.” Najbardziej przejmującym elementem dla osób z zaburzeniem lęku społecznego jest to, co pomyślą o nich inni. Takie osoby często mają również duże trudności z jedzeniem czy piciem wśród innych ludzi, ze znajdowaniem się w centrum zainteresowania, czy nawet w intymnych sytuacjach z drugą osobą. Skąd można dowiedzieć się, czy dotknęło nas zaburzenie lęku społecznego? Warto przeczytać kryteria i sprawdzić czy występują również u nas: Osoba musi zdawać sobie sprawę, że lęk jest nadmierny i większość ludzi w podobnej sytuacji nie odczuwałaby go; Osoba musi unikać sytuacji, które wywołują lęk lub trwać w nich mimo wielkiego cierpienia; Zaburzenie lęku społecznego musi w wyraźny sposób przeszkadzać w życiu danej osoby (np. powstrzymywanie się przed chodzeniem na randki). Odczuwanie lęku obejmuje to, co czuje się w ciele (np. szybkie bicie serca, drżenie rąk), to o czym się myśli (np. „będę wyglądać głupio”) i to jak się zachowujemy w danej sytuacji (wymknięcie się z imprezy). Przyjęło się, że istnieją trzy składniki lęku – fizjologiczny, behawioralny i poznawczy. Składnik fizjologiczny opisuje wszelkie doznania cielesne w sytuacjach, gdy odczuwamy lęk. Można odczuwać szybsze bicie serca, czerwienić się, pocić. Możemy odczuwać drżenie rąk, ból brzucha czy nawet zawroty głowy. Te objawy i wiele innych mogą występować oczywiście niezależnie od sytuacji – kiedy cierpimy na jakieś choroby lub mamy jakieś określone problemy zdrowotne. Jeśli jednak zauważymy, że występują one tylko w sytuacjach gdy czujemy lęk, to najprawdopodobniej są to jego symptomy. Składnik behawioralny opisuje zachowanie, czyli coś, co jesteśmy w stanie zaobserwować: chodzenie, bieganie, uśmiechanie się. Możemy pomyśleć o tym, jak my się zachowujemy w sytuacji, gdy odczuwamy lęk w kontakcie z innymi: spuszczamy wzrok, nerwowo bawimy się mankietem. Drugą część lęku w aspekcie behawioralnym stanowi unikanie, czyli nie robienie czegoś, co nas przeraża lub wykonywanie jakiejś czynności w taki sposób, by uniknąć najbardziej przerażających elementów. Stresując się poznawaniem nowych osób, można odrzucać zaproszenia w miejsca, gdzie byłoby to konieczne – byłoby to wówczas unikanie sytuacji, w których czujemy lęk. Z drugiej strony, można jednak przyjąć zaproszenie, natomiast spędzić ten czas tylko w towarzystwie osób, które już znamy i czujemy się wśród nich swobodnie, zamiast nawiązywać znajomości z nieznajomymi – wówczas nie unikamy całej sytuacji, a jedynie najbardziej stresującego elementu. Unikanie pozwala nam na krótkotrwałe zmniejszenie odczuwanego lęku, więc może wydawać się dobrym rozwiązaniem! Jednak na dłuższą metę prowadzi do negatywnych myśli na swój temat i nieprzyjemnych emocji, takich jak złość czy smutek. Takie unikanie wydarzeń, które są dla nas trudne, może przekształcić się w unikanie coraz większej liczby podobnych sytuacji, co z kolei może spowodować, że zaczniemy wycofywać się z różnych codziennych aktywności. Taką lawinę unikania trudno jest przerwać. Składnik poznawczy tworzą wszystkie nasze myśli, które pojawiają się wtedy, gdy czujemy lęk. Dotyczą one najczęściej tworzenia i przewidywania wystąpienia czarnych scenariuszy. Mogą one brzmieć, na przykład: „Pomyślą, że jestem dziwny”, „Będę głupio wyglądać”, „Pewnie powiem coś głupiego”. W przypadku, gdy zauważamy podobne problemy w swoim codziennym życiu i odczuwamy ich negatywny wpływ w wielu obszarach swojej aktywności, warto jest skonsultować się ze specjalistą i zastanowić się nad podjęciem psychoterapii indywidualnej. Autorka: mgr Martyna Ciebiera
  19. psycholog Rafał Olszak

    Psycholog online: dlaczego mężczyźni kłamią?

    Dlaczego faceci kłamią / oszukują / zdradzają? Na to pytanie można odpowiedzieć w dwójnasób. Po pierwsze, z tych samych powodów, z których kłamią kobiety. Po drugie, z przyczyn specyficznych dla płci męskiej. Ludzie kłamią, żeby chronić swoją reputację. Na przykład kobieta może nie oznajmić wszem i wobec, że prawdziwy mężczyzna zaczyna się od 180 cm wzrostu, by nie wyjść na pustaka, a facet by uniknąć krytyki nie powie, że prawdziwa kobieta kończy się na 30-tce lub zaczyna od dużego C. Nawet jeśli oboje w istocie mają właśnie takie, a nie inne opinie na te tematy. Mężczyźni i kobiety kłamią żeby chronić potencjalnie zagrożoną samoocenę, zwłaszcza, gdy mają niskie poczucie własnej wartości, bo wtedy opinie innych mogą być dla nich szczególnie znaczące. Studentka zapytana o brak pracy domowej może zacząć opowiadać, że musiała się opiekować chorą matką, choć tak naprawdę nie umiała wykonać zadania lub jej się nie chciało do niego przysiąść. Panie i panowie oszukują, by wzmocnić swoją samoocenę, dowartościować się. Przykładowo dziewczyna wspomina w profilu randkowym, że jest sapioseksualna (czuje pociąg do męskiej inteligencji), choć tak naprawdę umawia się wyłącznie z modelami, ale dzięki tej wzmiance czuje się inteligentniejsza. Chłopak może mówić o wymyślaniu błyskotliwych rozwiązań w pracy żeby przypodobać się ceniącej zaradność dziewczynie, choć w rzeczywistości jest bardzo przeciętnym stażystą. Czasami ludzie kłamią, żeby się lepiej poczuć we własnej skórze. Sprawca potrącenia kogoś na przystanku na przykład może opowiedzieć, że wjechał na chodnik, by ratować własne dziecko siedzące na miejscu pasażera, które byłoby szczególnie narażone podczas zderzenia z autobusem. Ktoś wiodący nudne życie może opowiadać o tym, jak interesujące rzeczy zdarza mu się robić. Stara panna z bagażem życiowym może opowiadać, jak wielu mężczyzn o nią zabiega, choć nikt jej nie zaprasza na randki. Niekiedy oszustwo ma ułatwić realizację pewnych celów. Kobieta samotnie wychowująca dziecko może z rozmysłem nie wspominać o potomstwie, by nie zniechęcać potencjalnego kandydata na partnera. Mężczyzna rozważający odejście od żony może szukać na boku nowej dziewczyny, kłamiąc przy tym, iż jest już w trakcie rozwodu. Osoba z pasmem licznych, burzliwych związków może kłamać, że ma za sobą tylko dwie relacje, które po prostu się na dłuższą metę nie sprawdziły, ale ich finał był dyplomatyczny. Czasami ludzie kłamią z dość nieprzemyślanych powodów. Kobieta umieszcza silikonowe wkładki w staniku, gdyż przeczytała w jakimś kolorowym magazynie, że ambitni mężczyźni preferują kobiety z dużym biustem. Mężczyzna zakłada złoty łańcuch, by podkreślić swój status, choć nigdy nie miał pracy dłużej niż przez miesiąc, ale uwierzył w przesłanie piosenki „Ona czuje we mnie piniądz”. Ludzie kłamią, by pokazać się z lepszej strony – na przykład prezentują swoje wyretuszowane zdjęcia wykonane z zakłamującej rzeczywistość perspektywy. Zatajają również albo koloryzują pewne informacje o sobie w profilach na serwisach społecznościowych i randkowych. Wszystko po to, by pokazać się w korzystnym świetle, zwiększyć szanse na uzyskanie aprobaty i osiągnięcie swoich celów. Kłamstwo pełni też określone funkcje, które nie różnią się zasadniczo od funkcji zdrady. Ma zapewnić zaspokojenie pewnych potrzeb bez narażania na koszty w formie utraty zaspokojenia innych potrzeb. Przekładając to na ludzki język można to zilustrować następującym przykładem. Jeśli mężczyzna lub kobieta ma udane życie rodzinne, w miarę komfortowy związek, ale nie ma zadowalająco zaspokojonych potrzeb seksualnych, może zdecydować się na zdradę po to, by spełniać się seksualnie nie tracąc korzyści wynikających z posiadania rodziny i stałego związku. Mężczyźni kłamią, ponieważ często jest to w ich mniemaniu optymalna strategia. Od małego trenowani są w kłamaniu. Wręcz oczekuje się od nich, by nie byli szczerzy. Dla przykładu wielu facetów wychowuje się zgodnie z zasadą „chłopaki nie płaczą”. Mają nie mówić prawdy, jeśli czują się załamani, smutni, zrozpaczeni, bo to nie uchodzi mężczyźnie. Jako młodzieńcy w relacjach z kobietami trenowani są natomiast w mówieni nieprawdy przy takich okazjach, jak pytania ze strony partnerki typu „Czy grubo w tym wyglądam?”. Jeśli raz za razem szczerość jest karana poprzez negatywną reakcję dziewczyny, chłopak w końcu przystosowuje się do tych warunków i zaczyna wybierać kłamstwo, by zaoszczędzić sobie i jej nerwów. Bywa, że mężczyźni kłamią po to, by pozornie spełniać oczekiwania otoczenia i czerpać z tego powodu określone korzyści, których nie zyskaliby będąc całkowicie szczerymi z kobietami. Czasami robią to, gdy równie dobrze mogliby powiedzieć prawdę. Innym razem brak szczerości jest w zasadzie niezbędny, by w określonych realiach zaspokajać swoje potrzeby. Wynika to z tego, że między oczekiwaniami kobiet i mężczyzn istnieją pewne rozbieżności, które czasami są bardzo duże. Do tego stopnia, że wizja związku dającego szczęście kobiecie może być dla mężczyzny dalece niesatysfakcjonująca. Na przykład facet ma nikłe szanse na zaspokojenie potrzeb seksualnych, gdy gra w otwarte karty i mówi, że zależy mu tylko na tym, ponieważ większość kobiet nie pisze się na takie układy. Zaczyna więc kłamać, że zależy mu na stałym związku. Czasami iluzja jest skutkiem ubocznym odmiennych oczekiwań, które nie są wypowiadane przez żadne z dwojga wprost. Prędzej czy później czar jednak pryska. Czasami ludzie kłamią z przyczyn altruistycznych. Dla rozrywki, na przykład z okazji prima aprilis, lub dla dobra drugiej strony, by nie przytłoczyć jej ogromem negatywnych informacji albo nie narazić na niepotrzebny dyskomfort. Zdarza się, że ludzie kłamią z grzeczności albo dla świętego spokoju. Kłamstwo kłamstwu nierówne – jedne są straszne, a inne powszechnie tolerowane. Zasadniczy problem z kłamstwem jest taki, że na dłuższą metę utrudnia lub wręcz udaremnia budowę zaufania, ale to już inna historia.
  20. psycholog Rafał Olszak

    Samotność, osamotnienie kobiet i mężczyzn

    Z czego wynika samotność u kobiet i u mężczyzn? Samotność bierze się - w szczególności w przypadku kobiet, choć nie tylko - z nieadekwatnej samooceny, która nasila postawę roszczeniową, nierealistyczne oczekiwania, ale też z braku asertywności, natomiast zwłaszcza w wypadku mężczyzn z braku kompetencji społecznych wskutek izolowania się, nadmiernego używania gier komputerowych, komputera i urządzeń pokrewnych, pornografii, zamykania się w męskich kręgach. Istotnym czynnikiem predysponującym osobę do samotności jest współcześnie, w dobie kultu ciała, odbieganie od bieżącego kanonu piękna fizycznego, brak wysportowanej sylwetki, u mężczyzn wzrost niższy niż 170 cm, u kobiet duża nadwaga bądź nieproporcjonalnie mały biust. Mężczyzn dodatkowo naraża na samotność brak prestiżowego zawodu, wyższego wykształcenia, zarobków większych od zarobków potencjalnej partnerki, natomiast ryzyko samotności kobiety wzrasta drastycznie po 30 roku życia, a także rośnie gdy kobieta wykazuje się biernością i niekompetencją w ars amandi, ma postawę konsumpcyjną względem wypracowywanych przez mężczyznę zasobów, samotnie wychowuje dzieci. Udawanie, że problemu nie ma, powiększa go By nie mieć poczucia przegranej ludzie mają tendencje do tłumaczenia sobie porażki matrymonialnej w kategoriach wyboru bycia singlem, bądź tokiem myślenia w stylu „lepiej być samemu niż z byle kim” - tego typu strategia unikania, udawania, że problemu nie ma, doraźnie zmniejsza przykre odczucia, ale jest przeciwskuteczna, bo nie powoduje zmiany postępowania, a wręcz niekiedy wpędza w bierność. Ze zrozumiałych względów zmniejsza to szanse powodzenia. Nie inaczej jest z racjonalizacją polegającą na zrzucaniu odpowiedzialności na innych („kryzys męskości, nie ma normalnych facetów”, „baby są jakieś inne”). Poczucie własnej wartości może skomplikować sprawę Czynnikiem, który może pojawić się w odpowiedzi na przedłużającą się samotność i zwrotnie jeszcze podtrzymywać ten stan, jest niskie poczucie własnej wartości. Czasami prowadzi ono do rezygnacji z prób stworzenia związku. Niekiedy kompensowane jest nadmierną, nieadekwatną pewnością siebie, wielkimi oczekiwaniami, których samemu się nie spełnia, np. oczekuje się podczas flirtu czy randki atrakcyjnej konwersacji, do której samemu się nie przykłada. Pycha to czynnik, który w ogromnym stopniu zakłóca relacje inteprersonalne, często je wręcz udaremnia. Media wyolbrzymiają różnice między płciami Media wydają się pogarszać sprawę promując na potęgę nierealistyczne wizje idealnych partnerów i partnerek lub nastawiając do siebie wrogo wzajemnie kobiety i mężczyzn. Trudno o porozumienie w atmosferze nieufności, wzajemnych pretensji, a nawet strachu. Bynajmniej nie ułatwia to nawiązywania nowych znajomości. Wprost przeciwnie: generuje rozliczne przekonania poróżniające ludzi, stawiające ich w opozycji do siebie. Od przybytku, głowa nie boli, ale... Uważa się, że współcześnie czynnikiem, który w pewien sposób wzmaga narastający stale problem samotności, jest skutek uboczny zbyt dużego wyboru (lub domniemanego wyboru). W obliczu wielu opcji przeżywa się zagubienie i w rezultacie z dużą dozą prawdopodobieństwa następuje sytuacja, w której nie wybiera się niczego. Zjawisko to dotyka zwłaszcza kobiet, których profile w serwisach i aplikacjach randkowych bywają dosłownie oblegane przez mężczyzn, bombardowane niezliczonymi wiadomościami, zauroczeniami itp. Trudno jest wybrać spośród wielu opcji, których pula w dodatku stale się powiększa o nowe, potencjalnie jeszcze atrakcyjniejsze, a jest tak w dobie internetowego poznawania potencjalnych partnerów. Jeszcze trudniej jest ludziom rozstać się z łechcącą ego możliwością przebierania spośród wielu nadchodzących propozycji... Pozbawianie się wyboru bywa bowiem czymś bardzo niekomfortowym. Atrakcyjne osoby wpadają w tą pułapkę najczęściej, trwają w stanie zawieszenia najdłużej. Wyśrubowane standardy pozbawiają wyboru Odrębną kwestią jest poziom oczekiwań, który w przypadku wielu opcji (lub domniemanych opcji) staje się niebotycznie wysoki, znacznie wyższy od poziomu oferowanego osobiście. Widząc rozliczne oferty dochodzi się do przeświadczenia, że należy drastycznie podwyższyć poprzeczkę i prowadzić jeszcze ostrzejszą selekcję, wymagania stają się niezwykle precyzyjne i wyśrubowane. W rezultacie często dochodzi do zblazowania, a ostatecznie pozostaje się z niczym, bo wszystkie osoby nie spełniające restrykcyjnych kryteriów są błyskawicznie skreślane, choć niektóre zapewne mogłyby stanowić dobry wybór. Zbyt wiele (opcji) do stracenia, by z kimś być Stale przybywa nowych okazji do poznawania ludzi. Jest coraz więcej portali społecznościowych i towarzyskich, serwisów i aplikacji randkowych, imprez dla singli, przedsięwzięć w stylu szybkie randki. Wielość tych rozwiązań i liczba potencjalnych kandydatów bynajmniej nie poprawia sytuacji, a można by wręcz domniemywać, że wprost przeciwnie, pogarsza sprawę. Częstym zjawiskiem jest obecność na serwisach randkowych całymi miesiącami, a nawet latami, lub odchodzenie w fazie kryzysu i wracanie z nową nadzieją, gdy rozczarowanie nieco słabnie. Z takim samym podejściem skazującym na powtórkę. Im dłużej samemu, tym trudniej z kimś być Przedłużająca się samotność może powodować, że osoba bardzo przywiązuje się do osobistego porządku dnia i stylu życia, do swoich specyficznych nawyków, żyjąc w izolacji dziwaczeje, nie ma kompetencji budowania i podtrzymywania dobrego kontaktu, relacji. Pozbawiona okazji do rozwoju tych umiejętności może mieć bardzo dużą trudność w budowaniu satysfakcjonującego związku. Problem ten często dotyka osoby, które całe lata poświęciły karierze zawodowej, pochłaniającej je bez reszty, osoby fizycznie bardzo atrakcyjne, a także ludzi nadmiernie skoncentrowanych na seksie, oraz osoby zmagające się długotrwale z różnymi trudnościami osobistymi, i w nie mniejszym stopniu osoby żyjące w środowisku z dalece ograniczoną pulą potencjalnych partnerów. Epidemia samotności trwa i zbiera żniwa Coraz więcej osób doświadcza nawet stanów depresyjnych w obliczu przedłużającego się osamotnienia. Poniekąd ku pokrzepieniu można by skonstatować, że na szczęście samotność nie musi wiązać się z bolesnym, dojmującym uczuciem osamotnienia. Viktor Frankl w książce „Człowiek w poszukiwaniu sensu” pisze „Człowiekowi zabrać można wszystko z wyjątkiem ostatniej z ludzkich wolności: możliwości wyboru działania w danych okolicznościach, możliwości wyboru własnej drogi. Nie możemy zmienić sytuacji? Jeśli nie możesz zmienić czegoś, co sprawia ci ból, zawsze możesz wybrać sposób, w jaki stawiasz czoło cierpieniu.” Nic nie stoi na przeszkodzie, by cieszyć się życiem pozostając w danym okresie życia bez pary.
  21. Czasami można odnieść wrażenie, że dziewczyny i faceci mówią w innych językach. Wynikają z tego różne sytuacje. Niekiedy śmieszne, a innym razem raczej smutne. Nie będę zagłębiał się tutaj przesadnie w przyczyny tego stanu rzeczy. Można by napisać całą książkę o tym, jak chociażby czynniki wychowawcze i kulturowe kształtują inne postawy i nawyki komunikacyjne u mężczyzn i u kobiet. Skupię się na sprawach czysto praktycznych. Jak zwykle ilustrując ten temat zaledwie kilkoma przykładami, choć dałoby się ich zapewne przytoczyć więcej. Sporo kobiet ma tendencje do łagodnego przedstawiania spraw, które uznają za trudne, delikatne. Mężczyźni czasem nie chwytają tak zawoalowanych przekazów Być może panie czynią tak dlatego, że od maleńkości wychowywane są na miłe, uprzejme i grzeczne? W każdym razie efekt jest taki, że ich słowa, o ile w ogóle zostają jasno wypowiedziane, mężczyźni odbierają nierzadko jako mniej alarmujące, niż są w rzeczywistości. Można metaforycznie powiedzieć, że facet nie dość uważnie słucha, a kobieta niewystarczająco dosadnie przedstawia swoje racje. To niczyja wina, oboje inaczej podchodzą od komunikacji, bo inaczej zostali ułożeni za młodu. Rzecz w tym, że w tej sytuacji niektóre kobiety starają się mówić dosadniej, ale całkiem sporo pań zaczyna się wycofywać, okazywać niezadowolenie. Tymczasem wielu facetów jest na tyle gruboskórnych lub nieogarniętych w sprawach związanych z emocjami, że w ogóle nie kuma o co partnerce tak naprawdę chodzi. Dociera to do nich dopiero wtedy, kiedy ona przestaje z nimi uprawiać seks, zaczyna stosować bierną agresję albo deklaruje, że odchodzi do innego. Jaki z tego morał? Będąc mężczyzną warto brać pod uwagę, że część kobiet przynajmniej w pewnych kontekstach ma tendencję do minimalizowania tego, co je realnie martwi. Będąc kobietą dobrze jest pamiętać, że jeśli delikatna wersja komunikatu nie zadziała, to do faceta należy starać się dotrzeć mówiąc konkretniej i na tyle jasno, by absolutnie nie można było zarzucić, że to tak zwane owijanie w bawełnę. Gwarancji nie ma, że to zadziała, ale przynajmniej jest szansa! Kobieta ma nawyk „głośnego myślenia”, relacjonuje cały ten proces, a mężczyzna przedstawia tylko „produkt finalny” swojego główkowania Typowy scenariusz ilustrujący ten problem jest następujący. Kobieta siedzi obok partnera i opowiada mu o tym, co czuje i co sądzi na dany temat, a on milczy. W końcu ona zaczyna czuć frustrację i formułuje zarzut: „Czemu nic nie mówisz! Jak zwykle jesteś nieobecny! Masz to wszystko gdzieś!”. On na to odpowiada „O co ci znowu chodzi, przecież cię słucham!”. I konflikt gotowy. Tymczasem nic zaskakującego albo szczególnie dziwnego się tutaj nie działo. On przetwarzał sprawę w głowie na swój często u facetów spotykany sposób, a ona w niejednokrotnie spotykanym u kobiet stylu przemyśliwała temat na głos. Rozwiązaniem może być próba spotkania się w połowie drogi. Robienie pauz i pytanie mężczyznę o zdanie (bez wchodzenia mu w słowo, gdy już zacznie się otwierać, co wbrew pozorom może być dla niego bardzo trudne, a w każdym razie trudniejsze niż wtarganie po schodach czterodrzwiowej szafy). Natomiast facet mógłby częściej podejmować świadomy wysiłek, aby od czasu do czasu być mniej skrytym i dzielić się z partnerką wstępnymi przemyśleniami jeszcze przed opracowaniem produktu finalnego. Mógłby starać się rozkładać te swoje główkowanie niejako na raty. Kobiety często przepracowują pewne sprawy i radzą sobie z emocjami poprzez rozmowę, a mężczyźni podczas rozmów bez wyraźnego, namacalnego celu frustrują się, bo doświadczają nieskuteczności lub czują bezradni Zdarza się, że w pary łączą się ludzie funkcjonujący zupełnie inaczej. Podczas gdy kobieta przerabia jakiś temat rozmawiając o tym, mężczyzna może w ogóle nie rozumieć celu czy sensu takiej nie zmierzającej do niczego konkretnego rozmowy. Nie ma tu złej woli po żadnej ze stron. Po prostu każde inaczej przeżywa sytuację i funkcjonuje w niej, a te odmienności mimochodem potrafią daną parę poróżnić. Nie bez znaczenia jest też kwestia gotowości do podjęcia ważnych rozmów. Jeśli niektóre kwestie poruszane są znienacka, mężczyzna może czuć się całkowicie zbity z tropu. „Jak to się ma do kontekstu? Czemu akurat teraz ona poruszyła ten temat? Czyżby próbowała mi dopiec? Znów chce się kłócić? Co ją znowu ugryzło? Czy ona musi właśnie teraz o tym truć?” – tego typu pytania pojawiają się w głowie mężczyzny, który szuka logicznego sensu w tym, co mówi partnerka, podczas gdy ona bez zdefiniowanego zawczasu celu poczuła wewnętrzną potrzebę, by o czymś pogadać. Może chciała doświadczyć łączności z partnerem albo dowiedzieć się czegoś na jego temat, okazując w ten sposób zainteresowanie… Tymczasem on może to odbierać inaczej. W miarę możliwości warto badać grunt przed podjęciem pewnych tematów, bo nie każdy w dowolnym momencie jest gotów na to, by przerabiać absolutnie dowolną kwestię. Zwłaszcza, gdy miał pewne wyobrażenie o przebiegu spotkania, rozmowy czy o formie spędzania czasu. Dla kobiet często bywa to frustrujące; zakładają niekiedy pochopnie, że to źle świadczy o relacji, jeśli trzeba wyczuć moment. Nie ma co od razu tak negatywnie nastawiać się do tego zagadnienia. To asertywność, gdy inicjuje się dyskusje na określane tematy z rozmówcą, który deklaruję na to gotowość, a nie wbrew jemu lub niezależnie od jego potrzeb. Ponadto warto brać poprawkę na to, że nierzadko mężczyźni i kobiety funkcjonują inaczej. Jeśli ma się tego świadomość, to łatwiej będzie zareagować w inny sposób niż niezadowoleniem czy złością albo frustracją. Będąc mężczyzną warto natomiast pamiętać, że dla części kobiet mowa jest narzędziem do rozładowania napięcie lub zaspokojenia pewnych emocjonalnych potrzeb, a nie tylko formą komunikacji. Kontakt w związku jest jak słuchanie radia. W danym przedziale czasu jedno może raczej słuchać go dla przyjemności, drugie zaś, by być na bieżąco. Na szczęście daje się to pogodzić. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  22. psycholog Rafał Olszak

    Dlaczego facet się nie oświadcza?

    Takie pytanie ma niemal 2 miliony wyników w google. Najwyraźniej kobiety zadają je całkiem często. Spróbuję na nie odpowiedzieć. UWAGA Obszerniejszy i bardziej aktualny artykuł na ten temat wraz z poradami znajduje się tutaj. W tym artykule poruszone zostaną delikatne tematy, a niektóre treści mogą wydać się kontrowersyjne. Postaram się przedstawić pewne postawy i stanowiska prawdziwie, bez owijania w bawełnę, ale i nie przejaskrawiając. Te treści mogą niektórych zezłościć, więc jeśli ktoś nie ma ochoty się stresować, to lepiej niech sobie odpuści ten tekst. Naga prawda o tym, dlaczego on się nie oświadcza Tylko około 27% mężczyzn deklaruje, że jest ono dla nich ważne. Część mężczyzn nie uważa, by małżeństwo miało znaczenie. Są zdania, że właściwie wszystkie potrzeby są w stanie zaspokoić bez małżeństwa, i uważają, że taki związek niczego nie gwarantuje. „Nie trzeba być właścicielem sklepu spożywczego, żeby mieć codziennie świeże bułeczki” – stwierdził w jednym z wywiadów pewien celebryta. Spora część mężczyzn uważa, że małżeństwo to dla nich kiepski interes. Mają przeświadczenie, że w razie rozwodu znajdą się na przegranej pozycji. Zostaną zmuszeni do utrzymywania przez całe lata kobiety i dziecka, z którym będą mieli ograniczony kontakt. Niektórzy widzą to tak, że zostaną zobligowani do utrzymywania rodziny, która de facto nie jest już ich rodziną, bo zostali od niej odsunięci, odcięci. Zdarza się, że mężczyźni nawet zmuszani są do płacenia alimentów kobietom, z którymi nie mieli dzieci, tylko dlatego, że w toku małżeństwa jednak zdecydowali się żyć z inną partnerką pogarszając przez to poziom życia tej pierwszej. Perspektywa tych czarnych scenariuszy działa na panów zniechęcająco. Wielu mężczyzn jest zdania, że w dzisiejszych czasach w wyniku między innymi uprzywilejowania kobiet małżeństwo stało się odpowiednikiem związku na warunkach pań. Na domiar złego relacją, która mężczyznę naraża na poważne negatywne konsekwencję podczas gdy kobietom zapewnia ochronę. Ten brak równowagi bywa odbierany jako rażąca niesprawiedliwość. Żeniący się mężczyźni to najczęściej niedoświadczeni jeszcze w relacjach z kobietami stosunkowo młodzi ludzie, którzy po rozwodzie nigdy więcej na małżeństwo się nie piszą. Obszerne informacje na temat stanowiska omawianego w tym akapicie można znaleźć między innymi w artykule „Mizoandryczna bańka spekulacyjna” (uwaga, zawarte tam treści mogą wydać się bardzo bulwersujące zwłaszcza dla zdeklarowanych feministek). Panowie znają statystyki i dość poważnie do nich podchodzą. W Polsce rozpada się około 30% małżeństw, a w krajach świeckich jakieś 50%, nic więc dziwnego, że facet myśli o tym, co będzie, gdy dojdzie do rozwodu. Bywa, że panowie podchodzą do kwestii małżeństwa wręcz z niechęcią, piszą poradniki dla rozwodników i ostrzegają innych przed tą instytucją przedstawiając małżeństwo w bardzo negatywny sposób. „Pamiętaj, o warunkach rozwodu będzie decydowała kolejna kobieta, tyle że w todze!” Sporo facetów z różnych względów woli beztroskie życie, więc nie chce brać na siebie odpowiedzialności. Dla części panów instytucja małżeństwa kojarzy się z przymusem i robieniem czegoś na pokaz „Bo ona mówi, że jeśli chcę z nią być to muszę się jej oświadczyć”. Naciski rodziny, presja partnerki – to rzeczy, które zniechęcają jeszcze bardziej. Nie inaczej jest z perspektywą kosmicznego kredytu na wesele, żeby spełnić dziewczęce marzenie partnerki. Mężczyźni obawiają się, że po ślubie przestaną mieć atrakcyjny seks. Niestety potwierdzają to badania ankietowe prowadzone wśród panów. Wskazują one, że statystycznie mężowie mają więcej seksu niż samotni mężczyźni, ale wyraźnie mniej niż kawalerowie żyjący w związkach partnerskich. Niektórzy mężczyźni traktują określone związki jak swoisty etap przejściowy dopóki nie poznają kogoś bardziej atrakcyjnego, bardziej w ich typie. Część facetów, zwłaszcza przystojnych, zamożnych i umiejących owijać sobie kobiety wokół palca, przyznaje, że są w związkach dopóki partnerki są młode, a potem kończą relację i wiążą się z kolejną młodą dziewczyną nie widząc w tym nic dziwnego. Niektórzy mężczyźni mają świadomość, że dzięki statusowi uzyskanemu dzięki karierze osiągną szczyt swoich możliwości na rynku matrymonialnym w okolicach 30-35 roku życia. Dopiero wtedy chcą znaleźć jak najlepszą partnerkę, na którą w ich odczuciu nie mogliby sobie pozwolić będąc na dorobku. Część facetów nie oświadcza się, bo uważa, że jest na to za wcześnie. Małżeństwa zawierane są generalnie coraz później. Czasami faceci nie oświadczają się, ponieważ jakość związku nie jest wystarczająco dobra, istnieją jakieś nierozwiązane problemy, nie czują się właściwie traktowani albo nadal obserwują partnerkę pod kątem tego, czy nadaje się na żonę. Część panów preferuje związki partnerskie, woli mieszkać osobno, nie chce zakładać rodziny, nie ma instynktu rodzicielskiego. Wiele par żyje w nieformalnych związkach. Jest to wręcz zjawiskiem powszechnym. Skoro tak, całkiem sporo panów, zwłaszcza w większych ośrodkach miejskich, przyjmuje to za normę. Co z tym fantem zrobić? Jak widać powody braku oświadczyn mogą być różne. Warto w miarę możliwości szczerze porozmawiać ze swoim partnerem na ten temat, spróbować ustalić rozsądny termin decyzji w tej sprawie. A jeśli oczekiwania i wartości całkiem się rozmijają, rozważyć rozstanie. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  23. psycholog Rafał Olszak

    Należy mi się ideał i koniec tematu!

    Kobiety mawiają, iż niektórzy faceci mają ego tak napompowane, że z trudem mieszczą się w drzwiach. Z kolei mężczyźni mówią, że dziewczyny bywają zapatrzone w siebie niczym księżniczki. Niektórzy ludzie przeszacowują swoją wartość – mają się za Bóg wie kogo, a w istocie nijak nie odstają od przeciętności. Zdarzają się też osoby, które nie docenią w pełni swojej wartości. Tak czy owak jest to problem z nieadekwatną samooceną. W dobie szalejącego egocentryzmu, czy wręcz ubóstwiania samego siebie, często zwłaszcza w mediach społecznościowych napotyka się ludzi wprost zakochanych w sobie. Żyją w przeświadczeniu, że są absolutnie wyjątkowi, totalnie niepowtarzalni. Nie dopuszczają do siebie myśli, że w rzeczywistości są zupełnie przeciętni. Efekt jest taki, że za tym całym samouwielbieniem, nachalnym lansem, mowami motywacyjnymi i robieniem z siebie gwiazdy kryje się ogromny ból emocjonalny: osamotnienie, poczucie nieadekwatności, frustracja. A także uzależnienie od aprobaty. Zrozumiałym jest, że ludziom podoba się to, co piękne, błyskotliwe, interesujące. Sam fakt, iż właśnie takie osoby i takie rzeczy trafiają w czyiś gust jeszcze nie znaczy, że ktoś ma nieadekwatną samoocenę. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś zupełnie przeciętny ma niebywale silne, sztywne przeświadczenie, że należy mu się ktoś wspaniały i wyjątkowy, i tylko z kimś takim stworzy satysfakcjonujący związek, bo nikt „gorszy” go nie zadowoli. Wtedy robi się niewesoło. Człowiek za sprawą żywionych przekonań, których kurczowo się trzyma, skazuje się na poczucie osamotnienia i cierpienie. Ma poczucie, że świat go nie docenia, bywa zirytowany lub nawet wściekły, iż płeć przeciwna nie szaleje na jego punkcie. Pojawia się frustracja, a wraz z nią agresja. Ten emocjonalny ból sprawia, że człowiek robi się przewrażliwiony na punkcie odrzucenia, a także wrogo nastawiony, co tym bardziej utrudnia mu znalezienie odpowiedniej partnerki lub partnera. Wszyscy chyba znamy te agresywne kobiety skandujące raniące hasła na temat mężczyzn oraz równie wrogich facetów, którzy nie zmarnują żadnej okazji, by dopiec płci pięknej. Nie zawsze, ale czasami w pewnym stopniu u zarania takich postaw bywa właśnie nieadekwatna samoocena. Oczywiście da się z tym coś zrobić, ale bywa to bardzo trudne. Bo mało kto z przeszacowaną samooceną jest w stanie przyjąć do wiadomości, iż nie zasługuje na księcia z bajki albo top modelkę. Dla wielu osób jest to zbyt bolesne. Rzecz w tym, że twarde stąpanie po ziemi mogłoby ułatwić tworzenie satysfakcjonującej relacji.
  24. psycholog Rafał Olszak

    Samotność po trzydziestce, fazy osamotnienia

    Fazy osamotnienia w wyniku niemożności znalezienia partnera lub partnerki bądź zbudowania związku moim zdaniem nie różnią się szczególnie od faz żałoby czy ciężkiej choroby. Człowiek też traci pewną wizję, która stopniowo umiera – wizję udanej relacji uczuciowej. Fazy osamotnienia Zwykle najpierw człowiek trwa w zaprzeczeniu. Nie przyjmuje do wiadomości, że czuje się osamotniony. Wmawia sobie, że to tylko kwestia czasu, a wspaniały związek czeka tuż za rogiem. Przecież jest tak fajny lub fajna, że na pewno zaraz ktoś się znajdzie. W końcu mija trzydziestka i zaczyna się robić naprawdę nieciekawie. W pewnym momencie pojawia się gniew. Kobiety złorzeczą na facetów rozładowując frustrację. Racjonalizują sobie własne niepowodzenia i swoją bierność, wściekając się na mężczyzn oraz jak mantrę powtarzając, że jest kryzys męskości. Są oburzone, że nie mogą znaleźć partnera takiego jak ich ideał z komedii romantycznej czy dobrego romansu. Mężczyźni ocierają się o mizoginię, ostro wkurzają się na kobiety, że ich nie doceniają. Na tym etapie są wnerwieni, że nie mogą mieć tych zręcznych w sypialni piękności, o których zawsze marzyli i które oglądają w filmach erotycznych. Złość podsycają epatujące szczęśliwością zdjęcia publikowane na serwisach społecznościowych przez znajomych i znajome. W końcu gniew mija. Pojawia się targowanie. „Gdybym tylko miał lepszy samochód”… „Gdybym tylko mieszkał w lepszej dzielnicy”… „Gdybym tylko był bardziej napakowany”… Ewentualnie „Gdybym tylko była szczuplejsza”… „Gdybym tylko miała większy biust”… „Gdybym tylko wyglądała młodziej”… Zaczyna się wyścig z czasem. Kobiety trafiają pod skalpel, a mężczyźni zaczynają częściej bywać na siłowni albo snuć marzenia o fortunie. Trwa gonitwa za tym wszystkim, co uznawane jest aktualnie za atrybuty atrakcyjności. W końcu jednak okazuje się, że i to wszystko nie pomaga. Następuje kryzys, utrata wiary w zasadność wysiłków. Coraz częściej człowiek czuje się przygnębiony lub zobojętniały, ewentualnie ciągle jest rozdrażniony i często wybucha. Niektórzy na tym etapie doświadczają stanów nawet bardziej negatywnych niż chandra czy przygnębienie i zasadny staje się kontakt z psychoterapeutą. Bywa, iż zrezygnowane osoby przestają starać się o związek, bo czują w kościach, że i tak nic z tego nie wyjdzie, więc poprzestają na podbojach i przygodnym seksie, co – zwłaszcza wielu mężczyznom – też wcale nie przychodzi lekko i stanowi kolejne źródło frustracji, niezadowolenia. W kolejnej fazie następuje uznanie dotychczasowego stanu rzeczy za normę. Ludzie godzą się ze swoją samotnością i przestają podejmować jakiekolwiek działania dające realną szansę na zmianę położenia. Kobiety oddają się fantazjom, wmawiając sobie, że jak miłość ma je spotkać, to w końcu się sama wydarzy. Mężczyźni popadają w rezygnację – uciekają w używki lub hobby. Ludzie zdają się na los, byle tylko przestać myśleć w sposób, który ich wpędza w negatywny nastrój. Niektórzy natomiast nie tylko autentycznie akceptują samotność, ale wręcz ją aprobują… Zamożni mężczyźni po złych doświadczeniach z materialistkami dochodzą do wniosku, że lubią swoje życie i nie muszą go zmieniać, by znowu oddawać na kogoś swoje ciężko zarobione pieniądze. Natomiast rezolutne kobiety, które nie mają silnego instynktu macierzyńskiego, decydują się na rozwój osobisty i poświęcenie życia swoim pasjom, zamiast usilnie szukać partnera do założenia rodziny. Warto zauważyć, że poszczególne fazy mogą występować w różnej kolejności i mieszać się. Niektóre z nich mogą zostać pominięte, wcale nie wystąpić. Niby jest prościej, ale wcale nie łatwiej Chociaż dzięki Internetowi możliwości poznania kogoś nowego i umówienia się na randkę są znacznie większe, to jednak znalezienie odpowiedniej osoby nadal stanowi wyzwanie. Diabelnie ciężko trafić na osobę, która spodoba się z wyglądu (zwłaszcza, że ludzie mają dziś częstokroć sztywne i wyśrubowane standardy), będzie miała podobny temperament seksualny, a poza tym okaże się „kompatybilna” pod względem osobowości i wobec tego odpowiednia do stałego związku. Najczęściej okazuje się, że potrzebny jest konkretny plan zaradczy i jego systematyczne wdrażanie, rozwój kompetencji społecznych, ponowna analiza kryteriów doboru partnera. Niekiedy potrzebne bywają także pewne zmiany życiowe. A przede wszystkim ogromna ilość cierpliwości, bo szukanie kogoś dla siebie, zwłaszcza po trzydziestce, to wymagający, czasochłonny proces. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  25. psycholog Rafał Olszak

    Uroda a dyspozycja do tworzenia trwałych związków

    Serwisy społecznościowe to scena, na której lansują się domorosłe gwiazdy. Robią wszystko, by ich zdjęcia były w centrum uwagi. I zyskują spore zainteresowanie, wzbudzają zazdrość. Niektórzy uznają, że takie kobiety mogą mieć każdego, a faceci mogą liczyć na najlepsze partie. Czy jednak w istocie jest czego zazdrościć? Pod pewnymi względami piękni rzeczywiście mają łatwiej. Działa na przykład tak zwany efekt aureoli, więc łatwiej jest im zrobić dobre pierwsze wrażenie, gdyż ładnym osobom ludzie z automatu przypisują często inne pozytywne cechy, jak poczucie humoru czy inteligencja. Urodziwi dla przykładu częściej bywają więc zapraszani narandki i mogą liczyć na to, że druga strona zechce się z nimi spotkać ponownie. Wszystko to na dłuższą metę jest jednak guzik warte i w kontekście trwałych związków niegodne pozazdroszczenia. Dlaczego? Otóż w perspektywie czasu pierwsze wrażenie i wizja danej osoby podlega weryfikacji. Podczas relacji wychodzi w praniu, jaki ktoś jest naprawdę. Rozwody wśród celebrytów są bardzo częste, a małżeństwa trwają zazwyczaj dość krótko. Przypadek? Nie sądzę! Co kryje się za atrakcyjną fasadą? Nietrudno przewidzieć, jak ogromna potrzeba aprobaty kryje się za tym gigantycznym parciem na bycie gwiazdą serwisów społecznościowych, jak wielkie kompleksy ukrywają się za epatowaniem swoim wizerunkiem dla jak największej liczby lajków i obserwatorów. Jaka niepewność kryje się za tonami makijażu i nałożonymi filtrami retuszującymi zdjęcie. Łatwo się domyślić jak poważne problemy z poczuciem własnej wartości miewają ludzie z tak wielkim ciśnieniem na bycie w centrum uwagi. Często ktoś taki nie inaczej funkcjonuje w relacji – także tam szuka uwagi, poklasku, chce być niejako w świetle reflektorów. Tymczasem zdrowy związek tak nie funkcjonuje, jest w nim symetria. Natomiast życie z narcyzem lub narcystyczną kobietą to droga przez mękę. Nic zatem dziwnego, że badania ankietowe jednoznacznie wskazują, że ludzie wolą wiązać się z osobami o przeciętnej oraz o nieoczywistej urodzie. Piękni ludzie często bywają problematyczni w relacjach – zdarza się nierzadko, że są zbyt egocentryczni, roszczeniowi, mniej się starają niż ludzie o zwyczajnej urodzie. Tymczasem związek wymaga troski i opieki obu stron. Nie wystarczy być, leżeć i pachnieć. Dorastający w świetle reflektorów raczej nie są skłonni uznać, że trzeba się wysilić. Przecież są inne opcje w zanadrzu – wokół gwiazd kręcą się zawsze tabuny zainteresowanych orbiterów i petentek, ustawiających się w długich kolejkach po ich atencję. Warto dla przyzwoitości odnotować, że wśród ponadprzeciętnie ładnych osób zachowanie polegające na gromadzeniu polubień i obserwatorów na potęgę wcale nie jest normą. Istnieją nieprawdopodobnie piękne kobiety i niezwykle przystojni mężczyźni, którzy nie epatują na lewo i prawo swoim seksapilem, bombardując zdjęciami wszelkie możliwe serwisy społecznościowe. Niektóre z tych osób całkiem często świadomie usiłują wtopić się w tłum. Robią to z analogicznych powodów jak bogaci mężczyźni nie przyjeżdżający swoimi niebotycznie drogimi samochodami na randki. Chcą budować autentyczne relacje i otrzymywać zainteresowanie za to kim są, a nie za to, jaką przyciągają uwagę tłumów i jakie ludzie mają na ich temat wyobrażenia. Nie chcą być oceniani w głównej mierze przez pryzmat jednej cechy, bo mają o wiele więcej do zaoferowania. Nie szukają też powierzchownych relacji, więc unikają płytkich ludzi. Związek z petentem lub petentką nigdy nie byłby partnerski.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.