Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'relacje' w zawartość która została opublikowana w sekcji Artykuły.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 51 wyników

  1. psycholog Rafał Olszak

    Testy DNA ojcostwa a zaufanie w relacji i dobro dziecka

    Testy DNA ojcostwa wciąż nie są tanie, ale ich dostępność jest mimo wszystko większa niż kiedykolwiek wcześniej. Dzisiaj każdy może sprawdzić, czy jest biologicznym ojcem danego dziecka. Panowie czasami odczuwają lęk z tym związany, ponieważ media nagłaśniają, iż 8-12% mężczyzn wychowuje dzieci innych mężczyzn nawet o tym nie wiedząc. Tak zwane kukułcze dzieci to dzieci poczęte przez innego mężczyznę niż aktualny partner, mąż danej kobiety. Kiedy panowie zgłaszają partnerkom, że chcieliby przeprowadzić taki test, niektóre kobiety reagują negatywnie. Czasami prowadzi to do kryzysu w relacji. Jak uporać się ze sporną kwestią, kiedy partner chce sprawdzić ojcostwo, a kobieta jest przeciwna? Psycholog w podcaście informuje, w jaki sposób można się uporać z tym tematem. Testy DNA ojcostwa - opinia psychologa Organizacje feministyczne i ugrupowania działające na rzecz praw mężczyzn spierają się odnośnie zasadności upowszechnienia testów DNA ojcostwa. Jedni i drudzy skaczą sobie do gardeł. Ja w tej całej zawierusze podzielę się własną refleksją, bo zapomina się o najważniejszej sprawie. Jaka jest opinia psychologa na ten temat? Równouprawnienie oczywiście jest ważne, ale należy przede wszystkim zadbać o dobro dziecka. Dzięki tym testom wielu dzieciom można oszczędzić negatywnych psychologicznych konsekwencji, gdy prawda wychodzi na jaw i dochodzi do dramatycznych rozstań, rozwodów. Poza tym ojcowie pewni ojcostwa stają się szybciej i na głębszym poziomie zaangażowani w budowanie więzi ze swoim potomstwem, co jest dla niego korzystne. Z tych ważkich powodów testy DNA ojcostwa powinny na stałe zagościć w codzienności i zyskać doniosłą rolę w polskim prawie, zwłaszcza, że okłamywanych jest około 8% ojców. Dlaczego tak się dzieje? „Są kobiety, które nie pamiętają, z kim mają dziecko. Są takie, które z premedytacją chciały ukryć przed partnerem zdradę. A są i takie, którym ojciec dziecka nie pasuje na męża, więc organizują seks z innym mężczyzną i mówią mu, że to jego dziecko” – wyjaśnia prof. Zbigniew Lew-Starowicz.
  2. psycholog Rafał Olszak

    Fazy toksycznego związku (podcast)

    Jakie są fazy toksycznego związku? W jaki sposób w poszczególnych z nich na swoją ofiarę oddziałuje toksyczny partner? Co czyni człowieka podatnym na te wpływy i zagrożonym wchodzeniem w toksyczne relacje?
  3. psycholog Rafał Olszak

    Nieszczęśliwi tworzą nieszczęśliwe związki?

    Czy nieszczęśliwe osoby tworzą nieszczęśliwe relacje? Na pytanie odpowiada psycholog kliniczny, psychoterapeuta.
  4. psycholog Rafał Olszak

    Jak okiełznać lęk przed kobietami

    Mężczyźni w różnym wieku zgłaszają problem, który definiują jak lęk przed kobietami, strach przed wchodzeniem w interakcje z płcią piękna. Mówią, że ta trudność im bardzo doskwiera i utrudnia inicjowanie nowych znajomości z płcią przeciwną. W poniższym podcaście staram się dostarczyć praktycznych wskazówek jak sobie z tym radzić, wykraczających poza sztampowe „bądź sobą” lub „popracuj nad samooceną” albo „idź na siłownię” bądź „wybierz się do stylisty”. Jak zagadywać do kobiet? Co robić, gdy czuje się pustkę w głowie? Jak ratować się przed natłokiem stresujących myśli? Jak zmienić swoje przekonania na temat pań i relacji z nimi? Jak okiełznać lęk przed płcią piękną? Frazy kluczowe: strach, lęk przed kobietami, uwodzenie, podrywanie, flirtowanie, poznawanie kobiet, inicjowanie kontaktu i nawiązywanie relacji z kobietami, nieśmiałość, uczucie pustki w głowie, pewność siebie, skuteczność interpersonalna, asertywność, umiejętności konwersacyjne, radzenie sobie z odrzuceniem.
  5. psycholog Rafał Olszak

    Kochanie psychopatów

    Czy kobiety kochają psychopatów? Czy mężczyźni kochają psychopatki? Z czego to wynika i jak to w ogóle możliwe? Inne podcasty na temat toksycznych związków można znaleźć tutaj.
  6. psycholog Katarzyna Tuszyńska

    W pułapce współuzależnienia

    Współuzależnienie często potocznie rozumiane jest jako rozpoczęcie używania substancji psychoaktywnych przez osobę żyjącą na co dzień z osobą uzależnioną. Współuzależnienie może do tego prowadzić natomiast jest to zaburzenie o wiele bardziej złożone. Zjawisko to zaczęto obserwować u żon alkoholików w 1986 r i od tej pory powstało wiele jego definicji. Nie ma też zgody wśród badaczy czy to jest choroba czy też zaburzenie osobowości. Jakkolwiek zaklasyfikowane, współuzależnienie jest utrwaloną formą funkcjonowania w długotrwałej, trudnej i niszczącej relacji z osobą przejawiającą patologiczne zachowanie. Sytuacja ta prowadzi do pogorszenia własnego stanu osoby współuzależnionej i utrudnia jego zmianę na lepsze. Jest to forma obrony, która z czasem staje się pułapką. Można powiedzieć, że np. alkoholik jest uzależniony od alkoholu a osoba współuzależniona jest uzależniona od alkoholika. Współuzależnienie z jednej strony wiąże się zacieraniem własnych granic, zależnością emocjonalną, wyuczoną bezradnością a z drugiej z nadkontrolą i nadopowiedzialnością. Życie osoby współuzależnionej koncentruje się wokół partnera i jego zachowania co prowadzi do izolacji społecznej. Kolejne nieudane próby kontrolowania nałogu powodują u współuzależnionego obniżenie nastroju, poczucia własnej wartości oraz sprawczości. To tylko umacnia niszczącą relację. Osoba współuzależniona boi się odejść bo nie wierzy, że sama sobie poradzi. Relacja z uzależnionym, paradoksalnie, wydaje jej się przewidywalna. Często też nieświadomie sama tworzy partnerowi komfort używania substancji poprzez opiekę nad nim, przejmowanie wszystkich obowiązków a także branie na siebie winy za jego uzależnienie. Źródłem uczuć dla osoby współuzależnionej staje się uzależniony partner, jego używanie substancji lub przerwy w używaniu oraz konsekwencje używania. Współuzależnieniu towarzyszy ekstremalna huśtawka nastrojów: cierpienie -ulga, lęk – uspokojenie, przygnębienie – pobudzenie. Nadmierna czujność i stan pobudzenia emocjonalnego są konsekwencją długotrwałego stresu, lęku i niepewności. Próba zapobiegania temu to tendencja do kontroli i kierowania zachowaniem innych osób. Innym, nieuświadomionym sposobem obrony są pojawiające się zachowanie kompulsywne służące obniżeniu poziomu emocji. Destrukcyjną relację podtrzymuje iluzoryczne myślenie, że jeśli partner przez jakiś czas zachowuje abstynencję to może tym razem już nie wróci do nałogu. Jest to ogromnie niebezpieczne w sytuacji gdy dochodzi do przemocy domowej, po której partner przeprasza, obiecuje poprawę i staje się miły. Tak zwana „faza miodowego miesiąca” wywołuje u osoby współuzależnionej pozytywne emocje, buduje nadzieję na przyszłość a jednocześnie zwiększa tolerancję na doświadczanie przemocy. Najczęściej osoby współuzależnione nie zdają sobie sprawy ze swojego stanu. Nie szukają pomocy dla siebie a często zabiegają o pomoc dla swojego partnera. Współuzależnienie wymaga podjęcia specjalistycznej terapii w celu poprawy jakości życia poprzez zmianę dysfunkcyjnych przekonań i zachowania osoby, u której to zaburzenie występuje. Literatura: J. Mellibruda, Z. Sobolewska-Mellibruda „Integracyjna psychoterapia uzależnień. Teoria i praktyka”; L. Cierpiałkowska „Alkoholizm – małżeństwa w procesie zdrowienia”.
  7. psycholog Rafał Olszak

    Toksyczny związek (podcasty)

    Wszystko co chcieliście wiedzieć o toksycznych związkach, ale baliście się zapytać... Seria podcastów na temat toksycznych relacji: Tematy w podcastach: toksyczne relacje, toksyczny związek - jakie ma cechy, czym jest, jak do niego dochodzi, jak się od niego uwolnić. Jak wyjść z toksycznego związku i nie wejść w następny.
  8. psycholog Rafał Olszak

    Przemoc kobiet wobec mężczyzn

    Kryminolodzy mawiają, że „rodzina bywa najniebezpieczniejszym miejscem na Ziemi po zmierzchu”. Nic w tym dziwnego, bo chociaż rodzina kojarzy się ze spokojem, szacunkiem, miłością, to jednak ze względu na swoją złożoność często bywa areną potwornych wydarzeń, które zapadają w pamięci na długie lata. Czemu o tym wspominam? Ponieważ chcę poruszyć temat przemocy w rodzinie, a ponieważ jednak często mowa o tym w kontekście przemocy wobec kobiet, dla równowagi zamierzam powiedzieć o przemocy kobiet wobec mężczyzn, bo panowie równie często są ofiarami. Czasami do gabinetu trafiają ludzie którzy są święcie przekonani, że to, co ich spotkało, fatalnie o nich świadczy. Uważają, że są wyjątkowo słabi, gorsi, noszą rzadkie, odrażające piętno. Kiedy powolutku odkrywam przed nimi prawdę mówiąc o skali zjawiska, z którym się zetknęli, zaczynają z powrotem oddychać pełną piersią. Rozumieją, że nie są kimś gorszym lecz należą do grona osób, które spotkało coś potwornego o czym współczesne społeczeństwo nie chce słuchać. Dla mężczyzn czymś takim bywa doznawanie przemocy ze strony kobiet. Często oznacza to także doświadczenie ogromnego wstydu za to że było się ofiarą. Panowie bywali też wyszydzani przez innych – znajomych, lekarzy, pielęgniarki, policjantów, którzy po prostu kpili, że ktoś pozwolił zranić się kobiecie. Mężczyźni doświadczali też ogromnego poczucia winy, za to co zaszło, chociaż to nie oni byli sprawcami. Dzieje się tak dlatego, że kobiety potrafią nieprawdopodobnie skutecznie udawać ofiarę – zmanipulować całą rodzinę, a nawet wymiar sprawiedliwości i uczynić w oczach innych agresora z mężczyzny, choć to on był krzywdzony psychicznie i fizycznie. Ta przewrotna strategia odwracania kota ogonem nierzadko sprawia, że sami mężczyźni przynajmniej przez pewien czas wierzą, że są wszystkiemu winni. Moi klienci bywają w ciężkim szoku, że wreszcie trafiają na kogoś, kto im wierzy w to, co mówią. Tylekroć ktoś kwestionował ich opinię i lekceważył ich stanowisko albo je wyśmiewał, że niektórzy mężczyźni tracili wiarę, że ktokolwiek ich zrozumie. Z ich barków spada wielki ciężar, kiedy uświadamiam im, że to temat tabu – o przemocy kobiet wobec mężczyzn wielu ludzi milczy, ale jest to zjawisko tak samo częste jak przemoc w odwrotnym kierunku. Mówić o czymś, co specjaliści określają terminem: symetria płci w przemocy partnerskiej. Chociaż różne instytucje nagłaśniają w mediach problem przemocy wobec kobiet całkowicie pomijając kwestię przemocy względem mężczyzn, ofiarami bywają osoby obu płci. Twierdzenie, że przemoc jest wyłącznie domeną mężczyzn to groźny mit, krzywdzący stereotyp powodujący szkodliwe uprzedzenia. Sprawia, że jedna płeć jest faworyzowana i uprzywilejowana, a cierpienie drugiej jest pomijane i umniejszane. Mówiłem o tym więcej w filmie pod tytułem „Przemoc NIE ma płci”, do którego obejrzenia zachęcam. Są tam przedstawione wyniki różnych badań oraz dodatkowe wyjaśnienia, które jednoznacznie kwestionują szkodliwy stereotyp jakoby tylko mężczyźni bywali oprawcami. W tym artykule chcę uwrażliwić mężczyzn na kilka zasadniczych kwestii, które warto wziąć pod uwagę, by się chronić. Na ten temat powstały liczące kilkaset stron publikacje, więc w tym miejscu siłą rzeczy wyłuskam tylko parę szczególnie istotnych zagadnień. Bardziej zainteresowane tematem osoby zachęcam do lektury publikacji na temat przemocy w rodzinie. WYBRANE PRZYCZYNY PRZEMOCY Wśród najczęstszych przyczyn przemocy kobiet wobec mężczyzn są: chęć dominacji, sprawowania kontroli w związku, walka o władzę, o to kto ma ostatnie słowo, kto zarządza budżetem domowym, kto ma być komu posłuszny; gniew, który pojawia się w odpowiedzi na zazdrość na tle prawdziwych lub rzekomych występków partnera; zemsta za niepożądane zachowania partnera lub jego domniemane występki, lub za to, że nie spełnia oczekiwań, wymogów, standardów, nie daje kobiecie tego, czego ona pragnie; makiawelizm seksualny (pojęcie to wprowadził Zbigniew Lew-Starowicz, wyjaśniając, że oznacza instrumentalne traktowanie partnera i związku z nim jako sposobu ustawienia się w życiu, zrobienia kariery, zdobycia znaczącego awansu zawodowego i społecznego); przejawy zaburzeń osobowości czyli nieprawidłowych i powtarzających się wzorców nieadekwatnego reagowania na pewne sytuacje skrajnymi, negatywnymi emocjami; można tu wyróżnić na przykład: a) osobowość niedojrzałą, która cechuje się brakiem planu na życie, nieodpowiedzialnością, brakiem stabilności emocjonalnej co przejawia się naburmuszeniem, nadąsaniem, wiecznym niezadowoleniem, pretensjami do świata, „tupaniem nóżkami” i wrogością za niespełnianie natychmiast pragnień, trudnością w zakresie odraczania przyjemności, niekontrolowanymi wyładowaniami emocji o natężeniu nieadekwatnym do sytuacji; b) osobowość chwiejna emocjonalnie, która charakteryzuje się przede wszystkim problemem w zakresie regulacji emocji, a w związkach doświadczaniem skrajnie różnych uczuć względem partnera (miłości, a chwilę potem nienawiści); c) osobowość narcystyczna, która charakteryzuje się ogromną roszczeniowością, egocentryzmem, brakiem empatii, przeświadczeniem o szczególnej roli i nieprawdopodobnie wielkiej wartości, pragnieniem bycia w centrum uwagi i „błyszczenia”, chęcią robienia na innych wrażenia, co może czasem prowadzić do zadłużania rodziny czy lekceważenia potrzeb domowników bądź oczekiwaniem, że partner będzie zabawiał, wykonywał brudną robotę, zadowalał pomimo braku symetrycznego zaangażowania i wysiłku ze strony osoby narcystycznej; efekty asymetrii związku i karykaturalnego wyolbrzymienia stereotypowych ról, co prowadzi do braku równoprawnego partnerstwa; wyróżnia się między innymi następujące problematyczne związki: a) wspierający – „ojczulkowie i laleczki” (dadies and dolls); dojrzalszy wiekiem i zamożny mężczyzna wiąże się z dużo młodszą, atrakcyjniejszą fizycznie partnerką, która tylko z pozoru jest delikatną i niegroźną „laleczką” – w istocie częstokroć bywa to kobieta, która w wyniku stosowania tzw. „kłusownictwa seksualnego” odbiła zasobnego mężczyznę innej kobiecie i teraz zuchwale wykorzystuje swoją uprzywilejowaną pozycję stopniowo wchodząc na głowę partnerowi, przekraczając wszelkie granice; ostatecznie historia kończy się tak, że dochodzi do rozwodu i zgodnie z polskim prawem ze względu na obniżenie poziomu życia młoda kobieta dostaje bardzo wysokie alimenty na siebie; b) opiekuńczy – „mamuśki i synalkowie” (mothers and sons); dojrzalsza wiekiem kobieta wiąże się z młodym, atrakcyjnym fizycznie mężczyzną, ale młodość ma swoje prawa, więc aby okiełznać ten żywioł kobieta decyduje się na stosowanie różnych form presji i nacisków, a czasem przemocy, by trzymać „młodego boga” w ryzach; c) wyzywający – „wiedźmy i układni faceci” (bitches and nice guys); jeden z najczęstszych schematów, gdy wychowany na rycerza, uprzejmy, pomocny, grzeczny i wspaniałomyślny mężczyzna trafia na kobietę, która eksploatuje go do granic możliwości i bezwzględnie sprowadza do roli jej lokaja, parobka czy „bankomatu” i traktuje go tak dopóki nie znajdzie kogoś, kto będzie nadawał się do tej roli lepiej; d) wychowawczy – „panowie i służące” (masters and servants); początkowo wydaje się to układ patriarchalny, gdzie mężczyzna gra stereotypowo męską rolę, a kobiet stereotypowo kobiecą, ale ten porządek rzeczy nie wytrzymuje próby czasu – kobiecie brzydnie role kucharki i opiekunki do dzieci, ma dość obsługi gospodarstwa domowego, pragnie czegoś więcej, więc buntuje się, a jak wiemy z lekcji historii od buntu do przemocy jest już bardzo krótka droga; e) konfrontacyjny – „para jastrzębi”(couple of hawks); wiążą się ze sobą dwie bardzo mocne osobowości, które początkowo zdają się być niezłym zespołem, ale z czasem pojawia się rywalizacja, konkurowanie ze sobą, wkrada się zazdrość a nawet zawiść, co prowadzi do „wojny domowej”; f) usłużny – „dwa gołębie” (couple of doves); początkowo dwoje ludzi wzajemnie się idealizuje, uszlachetnia więź, która ich łączy, myślą o sobie jak o pokrewnych duszach, dwóch połówkach pomarańczy, ale nieuchronnie prowadzi to do udawania, okłamywania, chowania urazy i w efekcie problemy zamiatane pod dywan w końcu gwałtownie wychodzą na światło dzienne albo ludzie wzajemnie częstują się toksyną, bierną agresją z powodu zawodów, rozczarowań, cichej rozpaczy, frustracji. JAKA JEST ISTOTA PRZEMOCY KOBIET WOBEC MĘŻCZYZN Panowie będący ofiarami przemocy psychicznej lub fizycznej częstokroć zaczynają coraz bardziej ulegać swoim partnerkom. Dzieje się tak m.in. dlatego, że kobieta miesza im w głowie – co by nie zrobił, i tak ona nie jest do końca zadowolona. Nagrodą bywa łagodniejsza dezaprobata, a karą nie tylko brak nagrody, lecz surowa reprymenda, nadąsanie, pretensje, odbieranie przywilejów, nastawianie dzieci i rodziny przeciwko partnerowi, ograniczenia w zakresie zaspokojenia uzasadnionych potrzeb. Często pojawiają się zarzuty takie jak na przykład „nie jesteś prawdziwym mężczyznom” albo bardziej zakamuflowane „prawdziwy mężczyzna zachowuje się...”. Żonglowanie karami i nagrodami, granie na męskich emocjach, wysyłanie mu sprzecznych sygnałów i manipulowanie nim przypomina pranie mózgu – podtrzymuje się w mężczyźnie nadzieję, że spotka go coś dobrego i bardzo restrykcyjne dozuje te doświadczenia, by niespełniony wciąż pozostawał pod przemożnym wpływem swojej oprawczyni. W rezultacie bierze on na siebie coraz więcej i oddaje coraz więcej. Spełnia życzenia partnerki, staje na głowie, by ją zadowolić, bierze ślub bez intercyzy, w skrajnych wypadkach przepisuje na kobietę cały majątek, co oczywiście prowadzi do jego tragedii. Krótko mówiąc mężczyzna pada ofiarą mechanizmu, który określany jest jako zespół wyuczonej bezradności („im bardziej jej ulegam, im więcej daję od siebie, tym jest gorzej”). Najpierw mężczyzna próbuje się buntować, ale potem stopniowo popada w apatię – wie bowiem, że wszystkie atuty ma kobieta, która może w każdej chwili pozbawić go rodziny, ograniczyć kontakty z dzieckiem i skazać na płacenie alimentów, sprowadzić do roli bankomatu, oskarżyć bezkarnie o najgorsze występki przeciwko jej czy dzieciom skazując na trwające całe lata rozprawy sądowe i stres. SKUTKI PRZEMOCY WOBEC MĘŻCZYZN Zrezygnowani mężczyźni czasem próbują koić swój fatalny stan emocjonalny sięgając po alkohol. Próbują złagodzić poczucie bezradności oraz frustrację używkami, co pogarsza ich stan lub nawet wpędza w nałogi. Czasami mężczyźni nie wytrzymują tego wszystkiego i decydują się na próby samobójcze. Innym razem doskwierają im złożone problemy psychologiczne. Długotrwale występująca przemoc w związku może doprowadzić do wykształcenia się syndromu przemocy partnerskiej. W skład tego syndromu przemocy w stosunku do mężczyzn wchodzą takie zachowania, jak nieodzywanie się do niego (tzw. ciche dni), odmowa stosunków intymnych, niegotowanie posiłków czy bojkot wykonywania innych czynności domowych (które wcześniej w ramach podziału obowiązków przyjęło się na siebie). Dokonane w licznych krajach ustalenia wskazują na nagminność występowania tego zjawiska. Skutkiem tego stanu rzeczy może być syndrom maltretowanego męża. Współcześnie za główne elementy składowe syndromu maltretowanego męża uważa się: agresję słowną (ośmieszanie, lekceważenie, upokarzanie prowadzące niekiedy do „kastracji psychicznej” partnera), agresję fizyczną (zadawanie uderzeń, powodowanie ran i okaleczeń, używanie niebezpiecznych przedmiotów, w tym między innymi broni gazowej lub palnej, usiłowanie pozbawienia życia), agresję seksualną (akty sadystyczne, zmuszanie do akceptowania kochanka i jawne współżycie z nim, zmuszanie do zachowań dewiacyjnych, gwałcenie), agresję o charakterze ekonomicznym (odbieranie mężowi zarobionych przez niego pieniędzy, utrudnianie rozwoju kariery zawodowej, zaniedbywanie jego podstawowych potrzeb materialnych, wpędzanie rodziny w długi itp.). Długie pozostawanie mężczyzn w traumatycznych (czasem powodujących Zaburzenie stresowe pourazowe) i niebezpiecznych dla zdrowia relacjach nie jest proste do wyjaśnienia. Zazwyczaj mężczyźni ci nie poszukują pomocy, bardzo długo nie zrywają więzi małżeńskich, za to żyją w cichej rozpaczy mimowolnie godząc się na długotrwałe krzywdzenie ich przez partnerki. To zjawisko próbuje się wytłumaczyć, porównując sytuację maltretowanego męża do położenia zakładnika przetrzymywanego przez zamachowców, szczególnie do zachowania osoby, która doznała syndromu sztokholmskiego. Inni specjaliści wyjaśniają ten problem porównując pozostawanie w toksycznej relacji do trwania w destrukcyjnej sekcie po praniu mózgu. Problemem bywają wówczas także nieprawidłowo interpretowane normy społeczne czy religijne na przykład odnośnie rangi małżeństwa czy odpowiedzialności za rodzinę, więc niszczony psychicznie człowiek skłonny jest znosić cierpienie w imię tych w jego mniemaniu wyższych wartości. Bez wątpienia taka osoba potrzebuje fachowej pomocy.
  9. psycholog Rafał Olszak

    4 kolory zachowań a problemy małżeńskie

    4 kolory zachowań a problemy małżeńskie i w związkach - temat omawia psycholog online, psychoterapeuta przez Skype. Jak brak zrozumienia trybów funkcjonowania poszczególnych osób oraz niewłaściwa komunikacja mogą prowadzić do niepotrzebnych konfliktów.
  10. psycholog Rafał Olszak

    Jak dbać o związek (podcast)

    Jak troszczyć się o małżeństwo, pielęgnować związek, dbać o relacje. Temat powiązany
  11. psycholog Rafał Olszak

    Książka Rafała Olszaka - Refleksje mężczyzny

    „Prawdziwy mężczyzna” to hasło używane przez kobiety, które chcą manipulować facetami. Koniec tych bzdur! Mężczyzna przychodzi na świat i jedyne co musi zrobić, to zgłębiać przyrodzoną męskość zamiast pytać się dziewczyn, czym jest męstwo. Książka „Twarde życie mężczyzny” jest dla facetów, którzy mają dość feministycznej propagandy oraz kobietocentrycznych wizji świata i po prostu chcą pozostawać w zgodzie ze sobą. To lektura, która nie wyważa otwartych drzwi, nie wymyśla kuriozów jak „płeć kulturowa”, lecz skupia się na tym, co oznacza bycie mężczyzną we współczesnym świecie. Nie jest to poradnik, lecz co najwyżej inspiracja, bo i tak każdy facet lubi robić wszystko po swojemu. Chociaż autor jest psychologiem klinicznym i psychoterapeutą, treść książki bynajmniej nie jest wiedzą oświeconą. To punkt widzenia, który można przyjąć, by spojrzeć na pewne sprawy pod użytecznym kątem. Książka ma poręczny format B5, 220 stron, jest ilustrowana obrazami w czerni i bieli. Książkę można kupić m.in. w tym miejscu w ramach sprzedaży wysyłkowej. Premiera: 1 marca 2019 r.
  12. psycholog Rafał Olszak

    Neurotyczna potrzeba miłości (podcast)

    Materiał można odsłuchać odtwarzając poniższy film z YouTube: Psycholog online, psychoterapeuta przez Skype omawia zagadnienie: neurotyczna potrzeba miłości.
  13. psycholog Rafał Olszak

    Częste skargi żon i mężów

    Terapia par to bardzo trudne rzemiosło. Zwłaszcza dlatego, że ludzie często zgłaszają się na nią zbyt późno, gdy już niemal doszło do rozkładu pożycia. Nierzadko jest to wręcz przeciwwskazaniem do rozpoczęcia terapii. Kiedy kwiat usechł, nawet woda z najlepszą odżywką może nie pomóc. Gdy pytam ludzi, dlaczego zgłosili się, gdy sprawy mają się już tak źle, często słyszę, że po prostu się wstydzili. Nie ma się czego wstydzić, to ludzkie, że zdarzają się problemy, nieporozumienia. Załączam najczęstsze skargi zgłaszane przez panów i panie. Podejrzewam, że sporo osób przerabiało przynajmniej niektóre z tych problemów, co pokazuje, że nie są niczym nadzwyczajnym. To tematy do przepracowania. Co ciekawe, często są to jakby lustrzane odbicia lub nawet te same zagadnienia, tyle że widziane z odmiennych perspektyw. Podcast na ten temat:
  14. psycholog Rafał Olszak

    4 oznaki kryzysu w związku widoczne w komunikacji

    Istotnym czynnikiem zakłócającym funkcjonowanie związku bywa niewystarczająco dobra lub wręcz pozostawiająca wiele do życie komunikacja. Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że problemy komunikacyjne stanowią jeden z głównych problemów trapiących związki, które przeżywają kryzys. Szczególnie alarmujące jest, gdy w kontaktach zaczynają się pojawiać następujące cztery negatywne interakcje między małżonkami czy osobami, tworzącymi związek partnerski. 4 oznaki kryzysu w związku widoczne w komunikacji Skarga przeobrażająca się w ostrą krytykę – na początku pojawiają się tylko skargi wynikające z różnicy zdań, ale z czasem z niezadowolenia z faktu, iż problem pozostaje nierozwiązany, wynika narastająca frustracja. A ona zaczyna przekształcać się w urzeczywistnianą stopniowo coraz bardziej skłonność do całościowego krytykowania partnera: osądzania go, obwiniania, zarzucania mu złej woli. Krytykowanie zaczyna mieć charakter nadmiernego uogólnienia – nie ogranicza się do wybranego aspektu funkcjonowania, ale przybiera postać generalnej oceny całej osoby. Pogarda – źle się dzieje, gdy w komunikacji pojawiają się drwiny, uszczypliwości, szyderstwo, naśmiewanie się czy inne formy „wbijania szpili”. Trudno ustalić pewne sprawy, gdy zamiast trzymać się meritum ludzie zaczynają sobie dokuczać lub stosują przemoc psychiczną bądź słowną. Postawa defensywna – zamiast skupiać się na rozwiązaniu problemu bądź na rzeczywistej treści komunikatu ludzie zaczynają się bronić jakby byli atakowani. Dalece ogranicza to możliwość uporania się z kłopotem, bo właściwie nie jest on przedmiotem sporu. Zamiast tego ludzie zaczynają przerzucać się winą, licytować na kim spoczywa większa odpowiedzialność za problem, bronić się przez atakowanie lub marudzić, że „znowu coś” lub wzdychać mówiąc do partnera „o co znowu ci chodzi”. Barykadowanie się – ma to miejsce, gdy dana osoba odcina się od tego, co mówi partner, buduje swoisty mur i nie dopuszcza do siebie informacji, które partner próbuje przekazać. Przykładem może być zaledwie udawanie, że się słucha, albo ostentacyjne pogłaśnianie radia lub telewizora, by zagłuszyć osobę mającą coś do powiedzenia. Następuje wówczas swoiste „budowanie muru”, który ogranicza efektywność komunikacji. Osoba słuchająca staje się jakby nieobecna, zdystansowana lub wręcz wroga, pełna dezaprobaty i zniechęcenia. Te cztery problemy w komunikacji mogą zwiastować rozpad związku, a w każdym razie stanowią wyraźne sygnały, że w relacji prawdopodobnie źle się dzieje – zwłaszcza, gdy kłopoty tego typu zdarzają się często. Psychoterapeuci mawiają, że są to „czterej jeźdźcy apokalipsy”, którzy mogą doprowadzić związek do ponurego finału. Terapia dla par, terapia małżeńska przez Skype W trakcie pomocy psychologicznej takiej jak terapia dla par, terapia małżeńska, często pracuje się nad poprawą komunikacji. Zazwyczaj nie jest to jedyna rzecz, wymagająca korekty, ale z pewnością jedna z najczęstszych kwestii do poruszenia. Czasami sprawy zachodzą tak daleko, że para ma dużą trudność z tym, by wrócić do zdrowego, skutecznego kontaktowania się ze sobą – wtedy pomoc psychoterapeuty może okazać się ostatnią deską ratunku. Podczas terapii par nierzadko trenuje się umiejętności takie jak asertywna komunikacja, aktywne słuchanie oraz inne zdolności przydane w rozwiązywaniu problemów techniki. Terapeuta pełni też funkcję rozjemcy, mediatora, który stoi na straży dobrej komunikacji, troszczy się o to, by wyrażanie poglądów i emocji było asertywne, a tym samym umożliwiło dojście do porozumienia. Pytania? Wątpliwości? Darmowa porada psychologa może pomóc!
  15. psycholog Rafał Olszak

    Trwałość związku, sens małżeństwa, a frustracja

    To piękna idea, jakoby miłość scalała związek i gwarantowała mu trwałość, ale w praktyce nie jest tak kolorowo. Swego rodzaju miarą gotowości do stałego związku jest umiejętność radzenia sobie z frustracją. Może ona przynajmniej okresowo towarzyszyć każdej, nawet najbardziej udanej, trwałej relacji. Frustracją, że partner różni się od nas. Frustracją, że jest do nas za bardzo podobny. Frustracją, że ma się ochotę na seks, ale nie ciągle z tą samą osobą. Frustracją, że partner nie ma weny na takie praktyki czy eksperymenty w sferze seksualnej, na jakie my mamy ochotę. Frustracją, że ktoś chce zbliżeń częściej, a ktoś chce rzadziej. Frustracją, że w chwilach, gdy na to jesteśmy nieprzygotowani trzeba stawiać „my” ponad „ja”. Frustracją, że nie ma się totalnej swobody i trzeba liczyć się z drugą stroną. Frustracją, która towarzyszy trudnym do pokonania nieporozumieniom. Frustracją, że związek nie wygląda tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Frustracją, gdy partner ma złe chwile, które niekiedy zmieniają się w długie godziny, dni, tygodnie lub miesiące. Frustracją, że partner nie jest taki, jak byśmy tego oczekiwali po partnerze życiowym. Że nie dość często wyraża uczucia albo jest zbyt wylewny i skory do wzruszeń, że jest „chłodnią emocjonalną” albo silnie neurotyczny, że za mało się stara lub z tym przesadza, że niewystarczająco okazuje zaangażowanie albo ma pretensje iż go pod tym względem nie dościgamy, że ogląda się za płcią przeciwną lub własną, że ogląda pornografię lub jest jej zagorzałym przeciwnikiem, że nie zawsze jest szczery, że… I tak dalej, i tak dalej. Radzenie sobie na różne sposoby z frustracją wydaje się kluczowe. Na szczęście jednym ze sposobów jest planowanie satysfakcjonujących lub przyjemnych wspólnych doświadczeń oraz wzbudzanie pozytywnych emocji. Częściej jednak trzeba zajrzeć do własnego umysłu i zrobić porządek ze swoim sposobem myślenia. Nie jest to łatwe i nie każdy ma motywację, by to robić. W kulturze obrazkowej ludzie są wyzuci z wyobraźni i pomyślunku. Jeśli coś nie działa lub frustruje od razu przestaje pasować do obrazu dobrego związku i zaraz u niektórych osób pojawia się ciśnienie, żeby to zastąpić czymś innym. Nic dziwnego. Ludzie sukcesu, którzy dzięki obecności w mediach własnym zachowaniem kreują pewne trendy, dają właśnie taki przykład. Zamożni, sławni panowie zmieniają partnerki na młodsze, a piękne dziewczęta wymieniają partnerów na coraz sławniejszych lub bogatszych. Grunt, by ładnie wyglądać na obrazkach. Tymczasem związek to nie ścianka z logotypami – nie chodzi o to, by dobrze wypaść. I chociaż dzisiaj w zawieraniu znajomości wygląd robi prawie całą robotę, to na etapie rozwijania relacji powinien zejść na zdecydowanie dalszy plan. W przeciwnym wypadku zrodzi to frustrację nie do przezwyciężenia. Bo młodszych lub po prostu świeższych, innych od partnera opcji jest całe mnóstwo. To samo dotyczy obrazu całości – jeśli uwierzymy w sielankowe wizje sprzedawane nam przez baśnie, literaturę, takie czy inne religie albo przez filmy, to każdy prawdziwy związek wydać się może nie dość dobry. A zainteresowanie konstruktywnym rozwiązywaniem frustrujących spraw i gotowość na kompromisy mogą być nikłe.
  16. Spadek liczby zawieranych małżeństw, nasilający się sukcesywnie od lat 80-tych XX wieku, każe zapytać o atrakcyjność tej instytucji dla współczesnych kobiet i mężczyzn. Socjologowie zauważają, że na ten stan rzeczy wpływ mają przemiany społeczne mające charakter prawny, demograficzny, instytucjonalno-organizacyjny. Warto przyjrzeć się również temu zagadnieniu z perspektywy psychologicznej. Dlaczego mężczyźni nie chcą się żenić, nie są zainteresowani małżeństwem Motywacją do zawarcia małżeństwa jest chęć zaspokojenia pewnych potrzeb. O atrakcyjności tej instytucji przesądza zatem ilość i zakres potrzeb, które pozwala ona zrealizować. Jako że istnieje bardzo duży rozdźwięk między tym, ile kobiet, a ile mężczyzn widzi sens zawierania małżeństwa, zasadnym jest przypuszczenie, że w przypadku panów instytucja ta najwyraźniej zaspokaja potrzeby w mniejszym stopniu lub większym kosztem. W tym artykule to zagadnienie zostanie przeanalizowane. Potrzeba bezpieczeństwa Fundamentem relacji małżeńskiej jest zaspokojenie potrzeby bezpieczeństwa. Sformalizowany związek daje większą, aczkolwiek niebezgraniczną, pewność, co do tego, że partner będzie podejmował świadomy wysiłek, by nie narazić współmałżonka na krzywdę. Instytucja małżeństwa pozwala silniej wierzyć, iż partner z niesłabnącym zaangażowaniem będzie starał się stanowić oparcie i będzie pozostawał wierny. Wzmaga też poczucie, że partner będzie poświęcał zasoby ekonomiczne oraz innego rodzaju (jak czas i wysiłek) na rzecz rodziny, którą zakłada się wraz zawarciem małżeństwa. System prawny z założenia ma wspierać zaspokojenie tej potrzeby dzięki instytucji małżeństwa, ale zdania mężczyzn i kobiet są na ten temat głęboko podzielone. Potrzeba bezpieczeństwa kobiet zdaje się być przez małżeństwo wyraźnie mocniej zaspokajana aniżeli ma to miejsce w przypadku mężczyzn. Dla poczucia bezpieczeństwa nie bez znaczenia jest świadomość ryzyka, które się podejmuje, zawierając małżeństwo. Małżeństwa nie są tak trwałe jak dawniej – w Polsce rozwodem kończy się około 30% małżeństw, a w krajach świeckich do 50%. Zarówno panie jak i panowie zdają sobie z tego sprawę, gdyż dane te częstokroć są przywoływane przez poczytne czasopisma i popularne serwisy internetowe, a poza tym ludzie po prostu nierzadko są świadkami licznych rozstań znajomych i krewnych. Kobiety zdają sobie sprawę, że w razie rozwodu grozi im samotne macierzyństwo, a co za tym idzie ograniczone możliwości w zakresie realizacji kariery życiowej. Mimo wszystko mogą jednak liczyć na różnego rodzaju wsparcie społeczne i instytucjonalne, w tym również finansowe, a także na alimenty na dzieci, a niekiedy również na siebie. Zdecydowana większość małżeństw w Polsce to związki bez rozdzielności majątkowej, co jest dla kobiet pomyślne, gdyż zazwyczaj wyższymi dochodami wykazują się mężowie, a zatem w razie rozwodu kobieta może liczyć na korzystny podział majątku. Mężczyźni natomiast są świadomi, że w razie rozwodu w zasadzie nie mogą liczyć na żadne wsparcie. Wiedzą też, iż niezależnie od przyczyn rozstania, w sądach rodzinnych niemal pozbawieni są szans na prawa opieki nad dziećmi lub przynajmniej opiekę naprzemienną, będą więc mieli w najlepszym razie ograniczony kontakt z dziećmi. Zdają sobie również sprawę, iż los ich więzi z potomstwem zależeć będzie niemal całkowicie od dobrej woli byłej małżonki. Niestety, około 40% rozwiedzionych kobiet przyznaje, że utrudniało byłemu mężowi kontakt z dzieckiem, a 50% deklaruje, iż wcale nie widzi sensu, by dziecko utrzymywało kontakt z ojcem. Co gorsza, w razie bezpodstawnych, złośliwych oskarżeń ze strony byłej małżonki, mężczyzna częstokroć jest bezbronny, ponieważ obecne prawodawstwo w dalece niewystarczającym stopniu piętnuje takie postępowanie, o ile w ogóle to czyni. Zarówno w przypadku kobiet jak i mężczyzn alternatywny względem małżeństwa styl życia niejednokrotnie jawi się jako bezpieczniejszy, co także może mieć wpływ na spadek liczby zawieranych związków małżeńskich. Małżeństwo jest opcją, a nie jedynym rozwiązaniem bądź przymusem, więc nie zawsze osoby obu płci decydują się na ten scenariusz, gdyż wybierają inne rozwiązania. Ponadto, dziś małżeństwo jako nietrwała struktura, którą można zakończyć pod byle pretekstem, pozwala na większą swobodę osobistą, ale traci na atrakcyjności w kontekście potrzeby bezpieczeństwa, gdyż nie gwarantuje, iż partnera rzeczywiście będzie na dobre i na złe stał po stronie związku oraz nie odejdzie do „lepszego modelu”. Takie zagrożenie istnieje po obu stronach, ale odchodzenie kobiet od mężczyzn jest w różny sposób wspierane, a w pewnych środowiskach wręcz uznawane za akt odwagi, natomiast odchodzenie mężczyzn od kobiet jest prawnie i społecznie napiętnowane oraz wiąże się z dotkliwymi konsekwencjami (między innymi wspomniany wyżej ograniczony kontakt z potomstwem, zobowiązania finansowe). Z tych, i innych powodów, męska potrzeba bezpieczeństwa bywa przez małżeństwo w wyraźnie mniejszym stopniu zaspokajana aniżeli analogiczna potrzeba u kobiet. Właściwie wielu mężczyzn przyznaje, że małżeństwo jawi się im jako coś niebezpiecznego – przedsięwzięcie obarczone wysokim ryzykiem utraty znacznej części dorobku życia i narażenia się na wysoką frustrację, wynikającą z utrudnianych kontaktów z potomstwem. Z tego względu instytucja małżeństwa bywa mniej atrakcyjna dla mężczyzn niż dla kobiet. Co jako kobieta możesz z tym zrobić? Potrzebne są zmiany systemowe, ale twój stosunek do tematu nie jest bez znaczenia. Upewnij się, że partner może na ciebie liczyć w razie potrzeby, że szanujesz i mądrze traktujesz budżet domowy, do którego w miarę możliwości starasz się dokładać nie mniej niż mężczyzna. Dokładaj się do wspólnych kosztów lub ponoście je mniej więcej naprzemiennie bądź proporcjonalnie. Nie poprzestawaj na słowach, lecz przede wszystkim okazuj swoją postawą, że małżeństwo nie jest dla ciebie „skokiem na kasę” czy „windą wiozącą na wyższy status społeczny”. Okazuj, że sama bierzesz odpowiedzialność za swoją pozycję społeczną i status materialny. Troszcz się o swoją niezależność, by było jasne, że nie zamierzasz doprowadzić do sytuacji, w której cały budżet rodziny miałby być w całości na barkach jednej osoby, co może być bardzo stresujące, obciążające i po prostu niebezpieczne w dzisiejszych niepewnych czasach. Dawniej kobiety do małżeństwa wnosiły posag, dzisiaj odpowiednikiem posagu jest twoje wykształcenie, perspektywy zawodowe i to, co już zdołałaś osiągnąć. Nie traktuj partnera jak bankomat. Naprawdę korona ci z głowy nie spadnie jeśli to ty czasem za coś zapłacisz, pokryjesz rachunek wspólnego wyjazdu lub ufundujesz wizytę na stacji benzynowej. W końcu dzisiaj obie płcie zarabiają. Bądź gotowa rozmawiać o warunkach umowy małżeńskiej – nie rób z tego tematu tabu. Trudno o poczucie bezpieczeństwa, gdy trzeba by podpisać niekorzystny dokument. Okazuj, iż zdajesz sobie sprawę z nieodpowiedzialnych i przykrych praktyk, które małżonkowie stosują podczas rozwodu, oraz podkreślaj, że co by się nie działo, chcesz wszelkie sprawy załatwiać w cywilizowany sposób dla dobra wszystkich zainteresowanych – nie tylko twojego i dziecka, ale również jego ojca. Potrzeba zwracania uwagi Relacja małżeńska pozwala zaspakajać potrzebę uzyskiwania zainteresowania własną osobą, częstokroć wynosząc poziom zaspokojenie tej chęci na wyższy poziom. Małżeństwo w zamyśle oferuje coś ekskluzywnego – wyłączność. Para osób (lub nieco większe grono w małżeństwach poligamicznych i poliandrycznych) poświęca sobie wzajemnie niebagatelną ilość uwagi, czasu oraz innych zasobów, do czego zobowiązują się publicznie podczas zaślubin. Realizowanie tej potrzeby wiąże się z otrzymywaniem wsparcia w rozmaitych trudnościach i wymaga od drugiej osoby umiejętności słuchania. Zaspokojenie tej potrzeby jest bardzo ważne dla trwałości małżeństwa i ma istotny wpływ na ogólną ocenę zadowolenia z tego typu związku. Wstąpienie w związek małżeński pozwala także na uzyskanie pozytywnej oceny społecznej poprzez przyjęcie roli męża, żony, rodzica. Mogą na to jednak w większym stopniu liczyć kobiety, aniżeli mężczyźni. To zwłaszcza dla pań zaślubiny i wesele są wyczekiwaną atrakcją, na którą skłonne są przeznaczyć duże zasoby, by skupić uwagę na swoim szczęściu. Dla mężczyzny to w większym stopniu widmo wydatków, a nierzadko także kredytu. Ponadto, częściej i bardziej pozytywnie oceniana jest rola matki, żony, bo o tych rolach kobiecych myśli się w kategoriach sukcesu życiowego, realizowania się i często o nich mówi, z reguły uznaje za szlachetne, wyjątkowe. Tymczasem ojciec traktowany jest jak rodzic drugiej kategorii, zaś rola męża bywa traktowana bez specjalnego szacunku, z przymrużeniem oka lub wręcz jako coś godnego wyszydzania na zasadzie to mężczyzna, który „dał się usidlić”, „stracił wolność”, zaprzepaścił szanse na realizację swojej strategii reprodukcyjnej, mężczyzna, który na domiar złego „za chwilę i tak straci połowę majątku”, ewentualnie mężczyzna, który musiał się ożenić, bo nie miał powodzenia u kobiet. Zakres zaspokojenia potrzeby zwracania uwagi w bliskim związku dla obu płci bywa porównywalny, bo zwykle reguluje się samoczynni – jeśli jedna strona nie wywiązuje się z umowy, druga także staje się oszczędniejsza w zabiegach na rzecz spełnienia oczekiwań partnera. W szerszym, niż bliski związek, kontekście, wygląda to inaczej. Niestety, w następstwie „szalejącego równouprawnienia”, które w Polsce ogranicza się w istocie do równouprawnienia kobiet, ale już nie mężczyzn, pojawia się istotny rozdźwięk w zakresie zaangażowania w okazywanie uwagi między przedstawicielami obu płci. Istnieje duże społeczne przyzwolenie braku wyraźnego okazywania uwagi przez kobiety mężczyznom i jednocześnie piętnowanie wstrzemięźliwości w tym zakresie po stronie panów. W praktyce życiowej prowadzi to nierzadko do roszczeniowej postawy pań i presji, by to mężczyzna w myśl popularnych, krążących w Internecie obrazków, „codziennie zabiegał o swoją kobietę”. Brak symetrii w zakresie wzajemnego okazywania uwagi prowadzi do oddalania się partnerów i konfliktów, gdyż mężczyźni nie chcą być jedyną stroną zabiegającą, organizującą i opłacającą atrakcyjny czas wolny, wychodzącą z inicjatywą w życiu codziennym i w sypialni. Mężczyźni niejednokrotnie narzekają na niesprawiedliwość – ich partnerki chcą być stawiana na piedestale, obdarowywane i ustawicznie zdobywane, ale same nie kwapią się do odwdzięczania w porównywalnym stopniu tym samym, ponieważ uważają, iż to tylko im jako kobietom należy się uprzywilejowana pozycja w związku. Z tego powodu panowie często powtarzają w gronie innych mężczyzn, iż taki układ mężczyźnie nie opłaca się, zatem w oczach młodszych kolegów małżeństwo staje się coraz mniej atrakcyjne. Co jako kobieta możesz z tym zrobić? Miej zdrowy stosunek do równouprawnienia, która ma dotyczyć kobiet, ale także mężczyzn. Nie forsuj stawiania siebie na piedestale i nie zachowuj się jak księżniczka. Jeśli partner ma cię wyręczać, nie bój się sama też czasem ubrudzić sobie ręce. Pamiętaj, że jedziecie na tym samym wózku. Jeśli on ma wysprzątać mieszkanie lub robić obiady, ty czasem odstaw auto do mechanika. Nie traktuj partnera jak przedstawiciela gorszej płci lub osobę, której funkcje w związku są mniej ważne. Jeśli chcesz być szanowana, własną postawą dawaj dobry przykład i szanuj partnera w nie mniejszym stopniu. Bądź pewna, że ty i przynajmniej niektóre najbliższe ci osoby mają pozytywny stosunek do roli mężczyzny w rodzinie. Sprawiaj, by twój wybranek wiedział, że jako mąż może liczyć na uznanie, a nie tylko na brudną robotę, której ty nie będziesz chciała wykonać. Okazuj zainteresowanie swojemu mężczyźnie. To zrozumiałe, że chcesz być uwodzona, ale sama również kokietuj, wykazuj inicjatywę, planuj wspólne aktywności, organizuj czas, by partner widział, że ci zależy na atrakcyjnym życiu razem, chcesz część trudu brać na siebie i nie liczysz na wieczne zabawianie, nadskakiwanie. Mężczyźni najchętniej zdobywają, uwodzą takie kobiety, które kokietują, a nie te, które są pasywne i roszczeniowe. Nie zachowuj się jak gwiazda w związku. Jesteście partnerami. Jeśli masz błysnąć czy się wywyższać bądź konkurować – proszę bardzo, ale niekoniecznie z facetem bądź kosztem partnera, lecz w sferze zawodowej lub edukacyjnej, gdzie może być to nawet mile widziane lub jest wskazane. Potrzeba bliskiego kontaktu i wsparcia emocjonalnego Instytucja małżeństwa nierzadko zwiększa zaspokojenie potrzeby wzajemnego, intymnego kontaktu. Ludzie, którzy obiecywali sobie wsparcie i bycie ze sobą na dobre i na złe mogą akceptować się wzajemnie na niezwykle głębokim poziomie. Faktem jest jednak, że podobnie intensywne relacje nie ograniczają się do związków małżeńskich. Dzisiaj potrzeba bliskiego kontaktu bywa zaspokajana również w relacjach innego rodzaju, nie tylko miłosnych, ale też przyjacielskich. Instytucja małżeństwa nie jest zatem do tego niezbędna, a co za tym idzie, w oczach wielu ludzi nie zyskuje na tym polu szczególnej atrakcyjności. Zwłaszcza, że wszystko, co się powie, w trakcie rozwodu może być użyte przeciwko temu, kto ośmielił się odsłonić. Nie bez znaczenia pozostaje niewątpliwie istniejący rozdźwięk między kobietami i mężczyznami w zakresie realnych możliwości zaspokojenia potrzeby bliskiego kontaktu w małżeństwie. Mężczyźni mają złe doświadczenia, związane z ujawnianiem swojej łagodniejszej, bardziej wrażliwej strony, bo wówczas niejednokrotnie tracą w oczach swoich nadmiernie wymagających partnerek, co odbija się negatywnie na jakości życia seksualnego. W rezultacie zatem panowie uczą się, by nie otwierać się zbytnio przed swoimi małżonkami, są skryci, sami zaś oferują wysłuchanie i wsparcie, gdyż tego się od nich bezwzględnie oczekuje. Mężowie są mniej skorzy do ujawniania swojej wrażliwości, gdyż mści się to na nich, kiedy kobiety stosują przemoc psychiczną, przywołując tego typu wyznania i obracając je przeciwko oponentowi w dyskusji. „Jesteś miękki”, „mazgaisz się”, „prawdziwy mężczyzna by to wziął na klatę”, „jesteś facetem, więc weź się w garść”, „faceci nie płaczą”, „myślałam, że wyszłam za mężczyznę, a nie za chłopca”, „wszyscy faceci to duże dzieci” – tego typu reakcje potrafią zamknąć mężczyznę w sobie na całe lata i ograniczyć jego możliwość zaspokojenia potrzeby bliskiego kontaktu do minimum, co ze zrozumiałych względów czyni dla niego małżeństwo pod tym względem mniej atrakcyjnym. Małżonkowie mogą wzajemnie zaspokajać swoje potrzeby emocjonalne i częstokroć tak właśnie się dzieje, choć u kobiet i mężczyzn bywają nieco inne. Panie szczególnie cenią duchową obecność, dodawanie otuchy i akceptację ich takimi, jakie są, natomiast dla mężczyzn na pierwszy plan wysuwa się pragnienie bycia docenionym i doznawania szacunku. Prawdę mówiąc obu stronom w praktyce różnie wychodzi zaspokajanie wzajemnych potrzeb emocjonalnych, ale także tutaj można dostrzec czynnik, który obniża atrakcyjność małżeństwa w oczach mężczyzn. Dawniej bycie głową rodziny i troska o jej byt stanowiło powód do dumy, było szanowane i doceniane. W dobie „szalejącego równouprawnienia” wiele kobiet przyjmuje, że te wysiłki mężczyzn im kobietom po prostu się należą, a nawet że stanowi to obowiązek każdego „prawdziwego mężczyzny” bądź są wprost dla niego spełnieniem marzeń i wręcz powinien być wdzięczny, że może się do czegoś przydać. Podczas gdy przygotowanie przez kobietę kolacji czy pozmywanie naczyń jest godnym pochwały poświęceniem, złożenie szafy z wysyłkowego sklepu meblowego jest męskim obowiązkiem, za który nie należy się nawet słowo „dziękuję”. Wymaga się, by mężczyzna posprzątał mieszkanie, zmienił pieluchę czy zabrał dzieci na plac zabaw, ale gdy chodzi dajmy na to o zabranie samochodu do warsztatu kobieta absolutnie nie ma zamiaru się tym zajmować. Uznawane za typowe dla męskiej roli zadania pozostały męskie, a uznawane za kobiece mają być udziałem obu płci. Opacznie pojmowane w Polsce równouprawnienie nie zrównało wartości ról kobiet i mężczyzn, lecz zawyżyło wartość zachowań kobiecych i zdewaluowało zachowania męskie, co oczywiście nie zachęca panów do małżeństwa. Co jako kobieta możesz z tym zrobić? Chociaż statystyczny mężczyzna jest mnie wylewny, a właściwie dość skryty, nie znaczy to bynajmniej, że jest pozbawiony życia wewnętrznego. Też potrzebuje czasem pogadać od serca, więc bądź gotowa to zrobić, nawet jeśli jego udręki będą dotyczyły tematów, które ciebie wcale nie ruszają. Nie oceniaj go, nie osądzaj, bo zamknie się i potem będzie niezwykle trudno znowu zachęcić go do rozmowy o uczuciach. Może nawet przestanie słuchać ciebie. Ani w kłótni ani przy żadnej innej okazji nie kwestionuj męskości swojego partnera. Nie masz pojęcia co to znaczy być mężczyzną, bo urodziłaś się kobietą, więc nie dawaj sobie prawa do osądzania, kto jest, a kto nie jest stuprocentowym samcem, „prawdziwym facetem” i tak dalej. Chyba, że sama chcesz, by kwestionowano twoją kobiecość z takich czy innych powodów. Nie stosuj szantażu emocjonalnego, przemocy słownej ani psychicznej (np. cichych dni) oraz rażąco nieasertywnej komunikacji i całej reszty niszczących relację zagrywek. Jeśli masz z tym kłopot, weź za to odpowiedzialność i pracuj nad tym w terapii – nie oczekuj, że partner musi to wszystko znosić albo że to on będzie twoim terapeutą bądź psychologiem, ewentualnie ekwiwalentem twojego ojca. Bądź świadoma, że mężczyźni cenią stabilność emocjonalną i staraj się o to u siebie. Mów tyle i tak długo, na ile partner może sobie pozwolić (każdy ma swoje granice wytrzymałości, to normalne). Pamiętaj, iż rozmowa to nie monolog, wykład czy tyrada. Dobra komunikacja uwzględnia nie tylko nadawcę, ale i odbiorcę komunikatu. Jeśli ma spełniać swoją funkcję musi być dostosowana do człowieka, do którego jest adresowana. Jeśli partner wraca styrany z pracy, może nie być gotów do szczególnie trudnej rozmowy. Umówcie się na nią na określony czas. Nie zakładaj, że mężczyzna będzie czytał ci w myślach albo między wierszami i doskonale rozumiał twój wewnętrzny świat. Dbaj o jakość komunikacji, bądź asertywna, wspólnie trenujcie aktywne słuchanie, by lepiej się rozumieć. A jeśli nie wiesz, jak to zrobić, dokształć się w tym kierunku. Internet stoi przed tobą otworem, a psycholodzy służą pomocą. Traktuj mężczyznę jak kogoś, kto zasługuje na szacunek za to, co robi. Miłe gesty wobec ciebie nie są oczywistością a uprzejme zachowanie nie jest jego obowiązkiem – doceniaj to. Zauważaj starania partnera zamiast uznawać, że ci się należą, bo jesteś uprzywilejowana. Potrzeba przynależności, potrzeby seksualne Rodzina, zwłaszcza gdy pojawią się w niej dzieci, choć nie tylko wówczas, stanowi grupę, która może w istotnym stopniu zaspokajać potrzebę przynależności. Ma się swoje „plemię”, własną, najbliższą „sforę wilków”, w której człowiek czuje się, jak u siebie, wśród swoich. Rodzina rzeczywiście potrafi zaspokoić tę potrzebę w sposób szczególny, na wyjątkowo głębokim poziomie i nie ma co do tego wątpliwości. Kłopotem jest fakt, że w razie rozpadu małżeństwa, ten wspólnie wypracowany przez kobietę i mężczyznę system wzajemnych więzi poszczególnych członków rodziny przechodzi praktycznie w całości pod kontrolę tylko jednej strony – byłej żony. Mężczyźni po rozwodach wyznają, że stracili rodzinę, podkreślając, iż stało się tak nie w przenośni, ale jak najbardziej dosłownie. Sądy rodzinne są dla ojców bezwzględne – traktują ich jak rodziców gorszego rodzaju, przedmiotowo, sprowadzając do roli bankomatu. Wiedząc o tym, trudno jest mężczyźnie spostrzegać małżeństwo jako tak atrakcyjne, jak widzą je kobiety, choć wielu panów wciąż dostrzega w nim pewien urok i korzyści. Gotowość do wzajemnego zaspokajania potrzeb seksualnych dwojga partnerów potrafi utrzymywać się przez długi czas, choć może nie być na tak samo wysokim poziomie, jak w początkowej fazie relacji. Małżeństwo monogamiczne ma swoje dobre strony nawet dla mężczyzn, których strategie reprodukcyjne według psychologów ewolucyjnych są zgoła inne od kobiecych. Owe dobre strony czasami nie są jednak tak znaczące, jakby mogło się wydawać. Z badań ankietowych wynika, że żonaci mężczyźni uprawiają seks częściej niż panowie nie będący w związkach, ale rzadziej, niż kawalerowie, którzy wchodzą w relacje partnerskie. Innymi słowy smutna rzeczywistość jest taka, że statystyczny mężczyzna ma większe szanse na bujne życie seksualne, gdy wiąże się z kobietami, ale nie zawiera małżeństwa, niż wówczas, gdy jest mężem. Nie bez kozery jest także rosnący od lat poziom nielojalności – do zdrady przyznaje się około 50% kobiet i 60% mężczyzn. Co gorsza, szacuje się, że co dziesiąty Polak wychowuje nie swoje dziecko, więc instytucja małżeństwa nie daje nawet pewności, co do ojcostwa, zaś testy DNA są kosztowne a możliwości ich prawnego wykorzystania są dalece ograniczone. Co jako kobieta możesz z tym zrobić? Podkreślaj, że wasze potomstwo zawsze będzie wspólnym osiągnięciem i owocem waszego związku. Zauważaj, iż zdajesz sobie sprawę z tego, jak bardzo dziecku potrzebny jest kontakt z obojgiem rodziców. Nie strasz partnera, że ograniczysz mu kontakt z potomstwem ani nie okazuj wyrozumiałości i nie pochwalaj, gdy złośliwie robią coś takiego inne kobiety. Nie używaj seksu jak karty przetargowej lub do karania partnera. Nie traktuj seksu instrumentalnie – wyłącznie do celów prokreacyjnych czy jako zachęta do tego, by partner zrobił coś, co jest ci na rękę. Nie zakładaj z góry, że mężczyzna to zdobywca i ty w sypialni musisz być zawsze pasywna, bierna. Rozmawiaj z partnerem, by znać jego zdanie na ten temat. Nie zrzucaj wszystkiego na swojego wybranka – też wykazuj inicjatywę, planuj przyjemne momenty oraz atrakcyjne warunki do miłego spędzania intymnych chwil. Nie rób ze sfery seksualnej tematu tabu. Bądź w kontakcie z partnerem, byście mogli mówić o swoich potrzebach i próbować różnych rzeczy. Podsumowując, dlaczego coraz mniej mężczyzn się oświadcza? Istnieje szereg czynników, które sprawiają, że małżeństwo jest mniej atrakcyjne w oczach mężczyzn niż dla pań. Wielu panom jawi się ono jako wielce niepewna lub wręcz rażąco ryzykowna umowa, w którą muszą zainwestować więcej, niż kobiety. Instytucja, która może w niewystarczającym stopniu zaspokajać ich uzasadnione potrzeby lub pozwalać to robić, ale nadmiernie wysokim kosztem. Przedsięwzięcie, które naraża ich na utratę znacznej części życiowego dorobku podczas rozwodu (Amerykanie używają określenia divorce rape, czyli gwałt rozwodowy na określenie tego, jak orzekają dyskryminujące ojców i mężów Sądy Rodzinne, w których pozycja mężczyzny jest beznadziejna). Ponieważ nie zanosi się na nic, co mogłoby ten stan realnie odmienić, prawdopodobnie coraz mniej mężczyzn będzie chciało zawierać małżeństwa, bo graniczy to z lekkomyślnością. Jako że wzrasta także atrakcyjność innych stylów życia, ubywa powodów, by się oświadczać, wydaje się, że trend ten właściwie dopiero nabiera rozpędu. Psycholog online odpowiada na częste pytania Nierzadko można usłyszeć, że mężczyźni nie chcą się żenić bo są niedojrzali oraz są wiecznymi chłopcami. Co Pan na to? W mojej ocenie pojęcie dojrzałości jest nadużywane w tym kontekście. Wypominanie jej rzekomego braku stało się wręcz formą przytyku i pejoratywnej oceny człowieka, którego postawa czy wybory życiowe nie przypadły komuś do gustu. Innymi słowy to po prostu słabo zakamuflowana obelga. Obowiązujące w Polsce prawo wyznaczające dolną granicę wieku, który trzeba osiągnąć, by wolno było wstąpić w związek małżeński, z grubsza koresponduje z wiedzą o tym, kiedy człowiek gotów jest to zrobić, jeśli tak postanowi, bo tego zechce. Nawiasem mówiąc stanowisko ustawodawcy popiera też Kościół rzymskokatolicki. Dla celów praktycznych o dojrzałości warto myśleć jak o swoistym kontinuum, na którym jeden z krańców oznacza wysoki stopień dojrzałości, drugi zaś niedojrzałość. Stopień dojrzałości danej osoby można wskazać na kontinuum bliżej krańca dojrzałości lub niedojrzałości. Nigdy nie jest tak, aby dana osoba była w pełni dojrzała lub niedojrzała a także aby proces dojrzewania był zakończony. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że absolutnie niezbędne minimum dojrzałości na ogół zachodzi po osiągnięciu pełnoletności i wówczas człowiek jest już gotów do podjęcia prób radzenia sobie w małżeństwie, choć czeka go jeszcze wiele pracy nad sobą i całe mnóstwo wyzwań, których może nie przejść pomyślnie. Jeśli nie zachodzą jakieś poważne przesłanki, które mogłyby wskazywać na nieprawidłowości rozwojowe, nie ma powodu by zabraniać komuś małżeństwa bądź kwestionować jego dojrzałość, gdy najzwyczajniej nie czuje chęci zawierania go. Niektórym osobom to nie w smak, ale wybór innego stylu życia niż zawarcie związku małżeńskiego może być przejawem większej dojrzałości aniżeli wchodzenie w taką relację. Dojrzali ludzie zdolni są do wsłuchiwania się we własne potrzeby, racjonalnego określania tego, co dla nich na danym etapie życia oraz w dłuższej perspektywie jest dobre i pożyteczne. Nie działają impulsywnie, pod wpływem społecznego nacisku, wbrew sobie, oraz mądrze zarządzają swoimi uczuciami. Innymi słowy dojrzały człowiek może stwierdzić, że małżeństwo to coś dla niego, ale równie dobrze może też uznać, iż nie pisze się na to. Dlaczego kobiety tak szybko i tak mocno naciskają na małżeństwo? Przede wszystkim kobiety są bardziej podatne na socjalizację (uwewnętrznianie norm zbiorowości, w której się żyje). Dominująca w Polsce religia wpaja, że małżeństwo jest świętością i służy prokreacji, a rodzina jest życiowym celem kobiety. Ponadto, od maleńkości panie chowane są w otoczeniu lalek, małych mebli, bawiąc się w dom i prowadząc wózek. Większość programów dla dziewczynek i nastolatek koncentruje się wokół relacji, związków miłosnych i małżeństwa. Jeśliby przyjrzeć się bajkom dedykowanym dziewczętom, można by wysnuć wniosek, że spełnieniem marzeń kobiety jest dobre wydanie się za mąż. Z trzeciej jeszcze strony na kobiety wywierana jest ogromna presja, by wyglądały pięknie i młodo, bo w domyśle właśnie wtedy mają największe szanse na zdobycia dobrej partii. Zaczynają się więc śpieszyć, by jak najlepiej wykorzystać te 7, może 10% czasu swojego życia, gdy są w szczytowej formie, jeśli chodzi o atrakcyjność fizyczną. Pomimo rosnącej niezależności kobiet, wciąż jeszcze pokutuje wśród wielu z nich częstokroć nie do końca uzmysławiany pogląd, że to nie od nich zależy ich końcowy status społeczny, lecz od męża, więc tym bardziej robią wszystko, by zdobyć jak najlepszego partnera w okresie, gdy mają największy wybór. Strategia ta pozostawia w praktyce wiele do życzenia, ale to odrębny temat. W każdym razie panie w końcu często czują się rozczarowane i oszukane – robią bowiem wszystko to, co im wpajano, ale to nie działa. Wtedy atakują mężczyzn i wskazują ich jako głównych winowajców wszelkiego zła. I zaczyna się lament „mężczyźni są niedojrzali”, „kryzys męskości”, „faceci to duże dzieci” i tak dalej. Czy to, że kobiety częściej chcą małżeństwa oznacza, iż lepiej się do niego nadają? Rzeczywiście czasami może tak być, ale nierzadko też panie wchodzą w relacje z założeniem z popularnego obrazka: „Jestem samolubna, niecierpliwa i trochę niepewna siebie. Popełniam błędy, tracę kontrolę i jestem czasami ciężka do zniesienia. Ale jeśli nie potrafisz znieść mnie kiedy jestem najgorsza, to pewne, że nie zasługujesz na mnie, kiedy jestem najlepsza.” Żeby poradzić sobie z kimś takim mężczyzna musiałby zapewne być dziesięć lub piętnaście lat starszy, a przecież większość pań nie szuka partnerów życiowych z tak dużą różnicą wieku. Jeśli ktoś jest z grubsza zadowolony ze swojego życia, a poza tym ma zgodny charakter, jest stabilny, przystępny, pogodny i ugodowy, ma niewygórowane oczekiwania, nie ma mocno neurotycznej osobowości, partner takiej osoby nie musi być szczególnie dojrzały, by związek raczej się układał – może to być na przykład rówieśnik. W takim wypadku zawarcie małżeństwa może też odbyć się już na początku dorosłości. Takie pary się zdarzają, a wcześnie żeniący się panowie nie zawsze narzekają na swój los, a bywa, iż go chwalą. Jeśli jednak ktoś jest roszczeniowy, nieasertywny, impulsywny, drażliwy i zmienny, a przy tym ma zawyżone oczekiwania, bycie z taką osobą wymaga ogromnej dojrzałości. Rówieśnik rozważając relację z podmiotem lirycznym przytoczonego wyżej cytatu, powinien być na tyle dojrzały, by – zamiast się oświadczyć – pomimo doświadczania haju hormonalnego czy zachłyśnięcia relacją z kobietę powiedzieć samemu sobie „nie, ona raczej potrzebuje ekwiwalentu ojca, a nie męża, to nie dla mnie”. Z tego co widzę i słyszę, mężczyźni coraz dojrzalej podchodzą do tematu małżeństwa, co przede wszystkim przejawia się tym, iż nie zawierają go pochopnie, z nieodpowiednimi osobami lub z błahych powodów bądź na niekorzystnych warunkach. Kobiety mają nierzadko dużą wolę zawarcia małżeństwa, ale nie zawsze koresponduje to z ich realną sprawnością w zakresie podtrzymywania relacji, czego mężczyźni często boleśnie doświadczają. Dojrzale jest brać to pod uwagę. Ludzie czasem myślą życzeniowo, że po ślubie wszystko się zmieni na lepsze, ale nie jest to gwarantowane i może być wprost przeciwnie. Wiele rozwodów następuje w ciągu dwóch lat małżeństwa. Czy terapia online, terapia dla par może pomóc? Zdarza się, że pary, zwłaszcza osób przed 30-tym rokiem życia, zgłaszają się na konsultację psychologiczną w celu uzyskania porady psychologa na temat rozterek związanych z ewentualnym ślubem, małżeństwem. Psychoterapeuta pomaga w szczerej, wszechstronnej rozmowie, która pozwala spojrzeć na instytucję małżeństwa z różnych perspektyw, by omówić wszelkie obawy, dylematy, zastrzeżenia. Czasami terapia online jest wybierana przez pary, gdy brak oświadczyn doprowadził do pogorszenia relacji, konfliktów i dużego napięcia. W takim wypadku potrzebna jest praca nad ponownym wzajemnym zbliżeniem się do siebie partnerów, odbudową zaufania i dobrych relacji. Niekiedy trzeba przyjrzeć się temu, czy któreś z dwojga nie przywiązuje nieadekwatnej, nadmiernej wargi do instytucji małżeństwa albo przesadnie nie uzależnia od tego swojego poczucia własnej wartości. Jeśli bowiem ktoś aż tak wielką wagę przywiązuje do tej sprawy, trudno mu będzie w sposób neutralny, racjonalny i rzetelny porozmawiać o wątpliwościach partnera – zamiast tego może brać wszystko do siebie i reagować nadmiernie. Nierzadko podczas psychoterapii pracuje się nad różnymi przekonaniami odnośnie funkcjonowania w bliskich relacjach w ogólności, a nie tylko związku małżeńskim. Bywa, że panie stawiają sprawę na ostrzu noża lub stwierdzają, że skoro partner się nie oświadcza, to znaczy, iż tak naprawdę nie kocha. Takie postawienie sprawy w zasadzie uniemożliwia jakikolwiek dialog, więc konieczne jest uelastycznienie tej bardzo zerojedynkowej, czarno-białej interpretacji. Psycholog online ma wtedy trudne zadanie, które polega na tym, by dana osoba stała się zdolna do zauważania wszelkich niuansów, bo dopiero wtedy możliwe jest całościowe przyjrzenie się problemowi i poszukiwanie jego rozwiązań.
  17. psycholog Aleksandra Pastor

    Przemoc psychiczna w związku

    Ostatnio w swoim gabinecie spotykam wiele kobiet, które doświadczają na co dzień przemocy psychicznej ze strony partnera. Nierzadko idzie ona w parze z przemocą fizyczną i ekonomiczną. To nie jest łatwy temat, ale tak ważny, szczególnie dla kobiet, które już od dziecka są wychowywane na osoby miłe, skromne, usłużne i wręcz zaprogramowane, żeby w pierwszym rzędzie dbać o potrzeby swojej rodziny, a dopiero później, o swoje. Czym jest zjawisko przemocy psychicznej? Właściwie każda z kobiet może reagować w bardzo różny sposób na to, co usłyszy, doświadczy ze strony partnera. Podam w tym miejscu jedną z definicji. Przemoc psychiczna jest zachowaniem (lub jego zaniechaniem), którego intencją jest kontrolowanie, powodowanie cierpienia, naruszanie praw i dóbr osobistych ofiary przez osobę silniejszą. Zachowania, które klasyfikuje się w kategorii przemocowych to głównie: kontrolowanie kontaktów ofiary z rodziną lub znajomymi (tak telefonicznych, jak i osobistych), szkalowanie, szykanowanie i urąganie ofierze, wyzywanie, oskarżanie, a czasem również przedrzeźnianie i wyprowadzanie z równowagi, protekcjonalne, lekceważące, pozbawione szacunku postępowanie i/lub wypowiedzi w stosunku do ofiary przy osobach trzecich, grożenie partnerowi bezpośrednią napastliwością, niszczeniem rzeczy ofiary, wyładowywaniem agresji na przykład poprzez rzucanie przedmiotami, trzaskanie drzwiami czy kopanie w ściany, obarczanie ofiary winą za własne zachowania sprawcy, wywoływanie poczucia odpowiedzialności za relacje w związku i niekontrolowane emocje oprawcy. Przemoc psychiczną w związku ciężko dostrzec, a następnie wykazać i udokumentować. Ofiara jest zwykle niemal całkowicie podporządkowana sprawcy, zmanipulowana, odizolowana od społeczeństwa, przekona o byciu winną i nic nie wartą. Wyjście z takiego stanu jest bardzo trudne, dlatego od początku nie można ignorować zachowań, które mogą nosić znamiona przemocy lub po prostu nią być. Bardzo ważne jest natychmiastowe reagowanie na niżej wymienione zachowania nie tylko sprawcy, ale również ofiary. Często jest tak, że związek z osobą o zaburzonej osobowości przebiega według trzech głównych faz: idealizacji, dewaluacji i odrzucenia. Etap idealizacji polega na zachłyśnięciu się uczuciem miłości, błogości, na spędzaniu razem mnóstwa czasu, jednym słowem na sielance. I byłoby super, gdyby nie fakt, że my kobiety, często przymykamy oko na niepokojące sygnały w zachowaniu partnera, które zauważamy już na samym początku znajomości. Nie chcemy widzieć np. sporadycznych przejawów chamstwa, agresji czy zwykłego lenistwa, nieodpowiedzialności. Etap idealizacji to także czas, w którym zaburzony partner zbiera informacje o partnerce, poznaje między innymi jej słabe strony. A po co? Żeby w drugim etapie - dewaluacji – stopniowo wykorzystać tę wiedzę przeciwko partnerce. Stopniowo, bo gdyby wypalił z przemocą psychiczną od razu, na bank kobieta pogoniłaby takiego mężczyznę. Użyję tutaj plastycznej metafory – żaby, którą wrzuca się do gorącej wody. Jeśli żaba nagle ląduje we wrzątku, to szybciutko stamtąd ucieka. Jeśli natomiast żaba siedzi w wodzie, która jest stopniowo podgrzewana, to zostanie w końcu ugotowana. Przykre, ale tak się zdarza. Przemoc psychiczna boli najbardziej i trudno ją udowodnić, bo jest dostosowana do każdej kobiety, do każdego mężczyzny, najczęściej bardzo indywidualnie, bo każdy ma inne doświadczenia i słabe strony, ograniczenia. Choć rozmowa o doświadczaniu przemocy, jest trudna to jednak jest niezwykle ważna. Konieczne jest przełamanie tego tematu tabu i tajemnicy, które powodują lęk, wycofanie, a niejednokrotnie również wstyd. Jeśli Wy, drodzy czytelnicy, znajdujecie się w podobnej, do opisywanej przeze mnie, sytuacji, pamiętajcie, że to nie wy powinniście się wstydzić i że to nie wasza wina, że partner/parnterka wyładowuje się na Was. Szukajcie pomocy, nigdy nie ustawajcie w walce o lepsze jutro dla Was i dla Waszych dzieci.
  18. psycholog Rafał Olszak

    Kobiety kochające za bardzo - czynniki podtrzymujące

    W tym tekście omówione są niektóre czynniki skłaniające do „kochania za bardzo” czyli inaczej powodujące podatność na zranienie, o której była swego czasu mowa w jednym z wcześniejszych artykułów. Kochanie za bardzo – ekwiwalent miłości rodzicielskiej Tak zwane kochanie za bardzo, nadwerężania siebie w relacji z toksycznym partnerem to nierzadko swoisty ekwiwalent miłości rodzicielskiej, której mogło zabraknąć we właściwej dawce, gdy kobieta była dziewczynką. Miłości matczynej, jeśli to jej brak był szczególnie dojmujący, bądź ojcowskiej, jeśli to deficyt w tym obszarze dawał się mocno we znaki. Za ten brak mógł całkowicie odpowiadać rodzic, który lekceważył potrzeby dziecka, ale niedostateczna doza miłości rodzicielskiej mogła być też w części lub w pełni niezawiniona – zdarzają się bowiem choroby, tragiczne wypadki czy okoliczności, które siłą rzeczy pozbawiają dziecko kontaktu z rodzicem lub drastycznie zmieniają ich relację. Dążenie do kochania, by zrekompensować deficyty w tym obszarze powstałe w przeszłości Niektórzy ludzie mają naturalną tendencję do dawania tego, czego brak sami boleśnie doświadczyli. W ten sposób pośrednio zaspokajają własną potrzebę. Mówiąc metaforycznie – nadrabiają zaległości, bo obcują z tym, czego dawniej desperacko pragnęli. Mechanizm ten czasami sprawdza się dobrze – rodzic daje własnemu dziecku to, czego sam był pozbawiony. Bywa jednak, że proces ten przyjmuje niewłaściwą formę – na przykład generalnie nadmierną, nieadekwatną lub zbyt gorliwą. Kochanie za bardzo jest przykładem problematycznego działania tego mechanizmu. Kobieta obdarza miłością w sposób, który pozwala jej przeżywać to uczucie, ale w dłuższej perspektywie jest dla niej szkodliwy. Ażeby czuć miłość znosi nieadekwatnie dużą dozę nieuzasadnionego cierpienia. Czasami relacja z partnerem przypomina lustrzane odbicie relacji z rodzicem, przy czym nie jest to widok w zwykłym lustrze, lecz raczej w krzywym zwierciadle. Kochanie za bardzo – podatność na zranienie Kobieta daje to, czego sama chciała doświadczać – obdarzając uczuciem przeżywa to w końcu, w sposób, który jest osiągalny. Nie jest to jednak zdrowa, adekwatna miłość, bo zamiast wzmacniać, pozbawia ją sił i naraża na coraz większe cierpienie. Jak świeca topnieje od płomienia – tak w kobiecie ubywa troski o siebie, bo poświęca ją w imię niewłaściwie pojętej miłości. Może jej się momentami zdawać, że od tego uczucia jaśnieje, ale w istocie świeci tylko światłem odbitym narcyza, który napawa się jej ofiarnością. Z tego względu bardziej trafnym aniżeli „kochanie za bardzo” jest moim zdaniem sformułowanie „podatność na zranienie”. Kobieta zdaje się na kaprysy mężczyzny i może podtrzymywać związek jedynie godząc się na unieważnienie, krzywdę, niestabilność. Żeby dawać radę, mami się mrzonkami, łudzi fantazją i stwarza iluzję, że wszystko jest w porządku. Tymczasem relacja wzbudza mieszane uczucia, bo partner zdaje się mieć do niej ambiwalentny stosunek raz kochając z nadludzką mocą, innym razem odsuwając się i stając niedostępnym lub zajmując nałogami. Mechanizm uzależnienia – ryzykowna miłość Dawkowanie napięć w zróżnicowanych, trudnych do przewidzenia odstępach działa uzależniająco. Jest analogicznie jak w hazardzie – nieregularna stymulacja wciąga i skłania do dalszych prób. Kobieta ma nadzieję na pozytywne doświadczenia, wie, że prędzej czy później nadchodzą dobre momenty, więc skłonna jest kontynuować relację, narażając się na przewlekłe bądź szczególnie intensywne okresy przykrych zachowań partnera. Im dłużej ofiara w tym trwa, tym więcej inwestuje „zasobów” takich jak czas, zaangażowanie, poświęcenie, i tym trudniej jej później zrezygnować, bo ciężko jest zaakceptować, że to wszystko na marne. Wpada w pułapkę utopionych kosztów. Nierzadko w trakcie trwania tych relacji na świat przychodzą dzieci, więc tym bardziej kobieta nie chce kończyć związku, by nie pozbawiać ich rodziny. W końcu jednak i tak musi dokonać wyboru mniejszego zła – przerwać historię swojego cierpienia i rozstać się z toksycznym partnerem, by dzieci nie były świadkami dysfunkcji i nie uczyły się złych wzorców. Wszystko to sprawia, że porównanie kochania za bardzo, podatności na zranienie do uzależnienia, ma głęboki sens. Więcej na ten temat można przeczyć w obszernym artykule – Kobiety podatne na zranienie.
  19. psycholog Katarzyna Tuszyńska

    Jak postępować gdy Twój bliski choruje na depresję.

    Dużo miejsca na naszym blogu poświęcamy osobom cierpiącym na depresję. Dziś chciałabym się zwrócić do osób bliskich chorym na to poważne zaburzenie, które na co dzień muszą sprostać wielu wyzwaniom. Depresja u partnera powoduje dezorganizację dawnego życia. Dzielone do tej pory obowiązki spadają w całości na drugą osobę, od której dodatkowo wymaga się aby wspierała też chorego. Tak duża zmiana, nowa, trudna sytuacja, obciążenie wieloma aspektami codziennego funkcjonowania oraz poczucie odpowiedzialności za życie drugiego człowieka powoduje, że partnerzy chorych osób też powinni otrzymać pomoc. W Polsce około 1,5 miliona osób choruje na depresję - ich bliskich może być dwa razy więcej. Początki depresji łatwo przeoczyć. Zmęczenie, zniechęcenie, rezygnacja, negatywne nastawienie – możemy ich doświadczać będąc zupełnie zdrowymi. Trudności w znalezieniu pracy lub obawa przed zwolnieniem, strata kogoś bliskiego, zerwane relacje, lęk przed egzaminem, niepewność co do przyszłości – wszystkie te i wiele innych codziennych wyzwań może powodować krótkotrwałe pogorszenie nastroju. Zdrowi ludzie poradzą sobie z kryzysem i będą dobrze funkcjonować w przyszłości. U chorych na depresję każdy trudny epizod powoduje pogłębienie się choroby. Jeśli zauważasz u bliskiej Ci osoby nawracające niskie oceny wystawiane samej sobie, rozpamiętywanie porażek, smutek, porzucenie zajęć, które do tej pory lubiła wykonywać, zaburzenie apetytu lub snu zwróć na to uwagę. Sprawdź też jakie ma nastawienie co do przyszłości, czy nie jest też obciążone negatywnym myśleniem. Aron Beck, ekspert w terapii depresji z uniwersytetu w Pensylwanii przeprowadził badania, które dowiodły, że depresja zaburza nie tylko emocje ale i procesy myślowe. Chorzy widzą głównie negatywny obraz świata. Na przykład: pokazywano im dwa obrazki: jeden przedstawiał siedzącą wokół stołu wesołą, świętującą grupę ludzi, a drugi te same osoby, pogrążone w smutku, stojące wokół trumny. Osoby chore na depresję zapamiętywały scenę z pogrzebu znacząco częściej niż badane w ten sam sposób osoby zdrowe. Porozmawiajcie. Osoba zagrożona depresją będzie obwiniała i krytykowała samą siebie nieadekwatnie do sytuacji, w której się znajduje – jej szklanka będzie zawsze w połowie pusta. Może Cię to irytować, ale pamiętaj, że Twój bliski cierpi z tego powodu, jest przekonany, że jest beznadziejny, że wszystkich zawiódł i na nic lepszego nie stać go ani nie zasługuje w przyszłości. Jeśli obserwujesz, że taki stan utrzymuje się u Twojego partnera minimum od dwóch tygodni postaraj się przekonać go do wizyty u specjalisty psychologa lub psychiatry. Umów też wizytę do lekarza endokrynologa aby wykluczył schorzenia tarczycy, które dają podobne objawy jak zaburzenie nastroju. Pomagając w profesjonalny sposób choremu pomagasz też sobie. Ty też potrzebujesz wsparcia i wiedzy jak radzić sobie w trudnej sytuacji i jak zadbać o chorego, ale i o siebie. Perswaduj i nalegaj na zapisanie się na wizytę. To może być trudne. Dla wielu osób problemy psychiczne to tematy wstydliwe i same konsultacje uważają za stygmatyzujące. U osób chorych na depresję myśl o konieczności udania się do specjalisty może ją jeszcze potęgować, bo tylko w ich mniemaniu potwierdza, że są nic nie warci. Dlatego przygotuj się do rozmowy. Wybierz moment kiedy chory jest w lepszym nastroju. Mów o depresji jak o chorobie somatycznej, która jest uleczalna. Zaplanuj coś przyjemnego po wizycie. Chwal za dobrze podjętą decyzję. Czym szybciej depresja zostanie zdiagnozowana i chory uzyska profesjonalną pomoc tym większe ma szanse na powrót do zdrowia i uniknięcie pogłębienia się choroby, bardzo trudnej dla obu stron. Depresja jest chorobą, która prawidłowo leczona – mija. Jej przebieg może być długotrwały, mogą pojawiać się nawroty, ale bardzo ważne jest to, żebyście Ty i cierpiący na to zaburzenie mieli świadomość, że jest to choroba uleczalna. Dobre wyniki leczenia uzyskuje się w 70-80% jeśli depresja jest wcześnie zdiagnozowana, chory bierze zalecone leki oraz uczestniczy w psychoterapii. Jak każde schorzenie depresja pociąga za sobą zmiany w życiu całej rodziny. Wymaga ona od bliskich uruchomienia olbrzymich pokładów cierpliwości, akceptacji i zachowania stabilności emocjonalnej. Rola rodziny w leczeniu depresji jest olbrzymia. Chory spotyka się z lekarzem czy terapeutą kilkadziesiąt minut w tygodniu, a z bliskimi przebywa cały czas. Powinni mu zapewnić poczucie bezpieczeństwa i wsparcia. Odrzucenie, wykluczenie czy niezrozumienie pogłębia depresję. Postaraj się „oswoić chorobę”: sam udaj się do specjalisty psychologa aby dowiedzieć się o niej jak najwięcej. Zapytaj skąd czerpać wiedzę o depresji, które książki najlepiej przeczytać, do jakich grup wsparcia dołączyć. Dopilnuj aby chory brał leki (w przypadku gdy zostaną przepisane) i chodził na konsultacje. Zaakceptuj fakt, że chory nie wykonuje nawet prostych czynności, które kiedyś bez problemu robił. To choroba powoduje, że nie może tego zrobić. Twoje wsparcie i zrozumienie jest dla niego najważniejsze. W depresji wahania nastroju są cykliczne. Jeśli chory czuje się lepiej i ma chęć na wyjście, spotkania się ze znajomymi – wykorzystajcie to. Pozytywne emocje i przebywanie wśród innych ludzi wzmacniają terapię. Rozmawiaj z chorym. Pozostawienie go sam na sam z jego myślami nie jest korzystne, bo te myśli są negatywne. Jego sposób postrzegania świata się zmienił a prowadzona w odpowiedni sposób rozmowa ma funkcje terapeutyczne: możesz u swojego bliskiego zauważyć, ze tendencyjnie wybiera fakty, tylko te które świadczą o jego słabości, a pomija lub przeinacza rzeczy pozytywne. Pokaż mu jego osiągnięcia choćby drobne i doceń za to; nie daj się wciągnąć w pułapkę uogólnień i czarno-białego myślenia. Jeśli przypadkiem upuści kubek z herbatą, wytłumacz, że nie oznacza to, że jest niezdarą w każdym aspekcie życia i nic nie potrafi zrobić; nie pozwalaj aby ‘czytał Ci w myślach”. Chory na depresję jest bardzo wrażliwy na zachowanie i ton głosu drugiej osoby oraz odnosi wszystko do siebie – w negatywny sposób. Twoje zniecierpliwienie może interpretować jako odrzucenie, czym umocni niska ocenę samego siebie; okazuj akceptację i empatię, ale nie zachęcaj do użalania się nad sobą. Unikaj słów „musisz” czy „powinieneś”. Konieczność zrobienia czegoś może być dla chorego przytłaczająca. Raczej proponuj, w niezobowiązujący sposób, włączenie się do wykonania czynności, które kiedyś lubił; zachęcaj do podjęcia aktywności mówiąc w liczbie mnogiej „chodźmy, zróbmy”. W leczeniu chodzi o to, aby u chorego wywołać wewnętrzną chęć działania, a nie przymus oraz żeby był pewien, że może liczyć na obecność drugiej osoby. Pilnuj aby w czasie ciężkiego epizodu czy nawrotu depresji Twój bliski nie podejmował ważnych decyzji życiowych. Niska samoocena może wywołać myśli u chorego, że do niczego się nie nadaje i w związku z tym chęć porzucenia pracy. Obniżony popęd seksualny, może prowadzić do poczucia winy za zmarnowane życie partnera i postanowienia o rozwodzie. W takich chwilach okazuj spokój, życzliwość, uczucie i przypominaj choremu, że jego myśli wywołane są chorobą, gorszym samopoczuciem, ale razem pracujecie nad tym aby minęły. Nie zapominaj, że depresja jest chorobą, która może prowadzić do samobójstwa. Jak podają różne statystyki policyjne i medyczne w Polsce od 15 do 25% chorych na depresję popełnia samobójstwo i to często w czasie widocznej dla bliskich fazie poprawy. Lepsze samopoczucie bliskiego może Cię uspokoić, a właśnie wtedy powinieneś być wyczulony na myśli i działania zwiastujące możliwość podjęcia próby samobójczej. Chory wydawałoby się, że wraca do zdrowia a on podjął decyzję, ze najlepszym sposobem zatarcia jego winy za to jaki jest będzie odejście. Twój bliski nie powie o tym wprost. Powinno Cię zaniepokoić, jeśli będzie wspominał o śmierci, ulotności i nietrwałości życia, uporządkowaniu swoich spraw, testamencie czy pożegnaniu. Obserwuj jego zachowanie. Zwróć uwagę czy nie gromadzi dużych ilości leków, podejmuje ryzykowne zachowania czy zgłasza chęć przebywania w samotności. Najlepiej zadzwoń wtedy po pogotowie. Lekarz oceni skalę niebezpieczeństwa i zaleci obserwacje w szpitalu psychiatrycznym. Zadbaj o siebie. Ciągła opieka nad chorym, dostosowanie trybu życia do cyklów choroby i wahań nastroju cierpiącego, ciążące odium choroby psychicznej, zagrożenie samobójstwem są wycieńczające dla bliskich. Powodują, że może dojść do izolacji społecznej i „zanurzenia się” w chorobie. Nie można do tego dopuścić. Opieka i pomoc bliskiej osobie jest bardzo ważna, ale skutecznie może pomóc tylko bliski, który dba o swoje samopoczucie i zdrowie: zaangażuj najbliższą rodzinę w proces leczenia. Wytłumacz na czym polega depresja i jak postępować z cierpiącym na nią bliskim. Nie dźwigaj całego ciężaru choroby tylko na swoich barkach. Zarówno chory jak i Ty będziecie mieli szerszą grupę wsparcia i możliwość uzyskania pomocy; nie odsuwaj się od przyjaciół i nie zamykaj przed nimi drzwi. Powiedz zaufanym osobom z czym się zmagasz i poproś żeby byli z Tobą w kontakcie. Spotykaj się z nimi i w miarę możliwości włączaj w to chorego; nie porzucaj zajęć, którym oddawałeś się przed chorobą – nie miej wyrzutów sumienia, że zabierasz czas przeznaczony na opiekę nad bliskim. Wykonywanie czynności, które lubisz dadzą Ci siłę aby sprostać w walce z depresją; dbaj o regularny sen, odpowiednią dietę i aktywność fizyczną – dla Ciebie i dla chorego; zaplanuj przyjemne wydarzenia i drobne przyjemności, tylko i wyłącznie dla Ciebie; zwróć się z pytaniami i wątpliwościami, które Cię dręczą do lekarza lub psychologa. Wsparcia ze strony przyjaciół i bliskich, kontynuacja pasji, drobne przyjemności - dla Ciebie będą to chwile wytchnienia, dla cierpiącego na depresję oznaka stabilizacji i może jeden powód do poczucia winy mniej, że z jego powodu musiałeś zrezygnować z wybranych aspektów swojego życia. Bibliografia: David D. Burns „Radość życia czyli jak zwyciężyć depresję” (1999) Zysk i S-ka Poznań H.I.kaplan, B.J.Sadock, V.A.Sadock „Psychiatia kliniczna” (2004) Urban & Partner Robert L. Leahy „Pokonaj depresję, zanim ona pokona ciebie” (2004) WUJ Kraków
  20. psycholog Aleksandra Pastor

    "Mały dorosły" – czy to jest zdrowe?

    Parentyfikacja to sytuacja, kiedy dziecko „przejmuje” dorosłe role w swoim domu i rodzinie. Jest to ponad jego siły psychiczne i fizyczne. Rodzice, cóż… albo piją, albo są „nieobecni”, albo niezaradni i niedojrzali, albo agresywni, a często wszystko naraz. Dziecko, które przedkłada potrzeby innych ponad swoje własne, może wzbudzać wiele pozytywnych uczuć. Troszcząc się o innych, biorąc na siebie cudze obowiązki, często jest nagradzane dobrym słowem, stawiane za wzór godny naśladowania. Bezinteresowna, altruistyczna postawa wydaje się jednoznacznie godna uznania. Taki syn czy córka napawa dumą: „Mam takie pomocne, zgodne dziecko, co w tym złego? To chyba dobrze, że nauczyłem je myśleć o innych? Że nie jest egoistą?”. Często stoi jednak za tym ogromne cierpienie tego dziecka. Gloryfikuje się osoby skupione na potrzebach innych. Nikt jednak nie pyta, jaką cenę płacą za tę postawę. Schemat samopoświęcenia tworzy się zwykle, gdy któryś z opiekunów jest ciężko chory, cierpi na depresję, jest nieszczęśliwy lub uzależniony, samotnie wychowuje dziecko. Aby przeżyć, dziecko jak powietrza potrzebuje zaspokojenia podstawowych potrzeb emocjonalnych: opieki, troski, wsparcia, uwagi, ciepła, bliskości, bezpiecznego przywiązania. Jest to warunkiem absolutnie koniecznym, aby mogło się prawidłowo rozwijać i zachować zdrowie psychiczne. Tymczasem widzi słabego, bezradnego rodzica, niedostępnego emocjonalnie. Zrozpaczone, stara się mu pomóc najlepiej jak potrafi, ponieważ jest całkowicie zależne od opiekuna. Może się przymilać do niego, być uległe, podporządkowane, poświęcać się – monitorować jego potrzeby i starać się je zaspokoić. Dziecko czuje, że od zadowolonego rodzica ma szansę dostać uwagę, bliskość, miłość; od rodzica pogrążonego w rozpaczy, uzależnionego, bezradnego – niewiele. W rodzinie, w której rodzice nie radzą sobie ze swoimi problemami, u dziecka może wytworzyć się odpowiedzialność także za młodsze rodzeństwo („Kto zajmie się nim, jeśli matka cały czas leży w łóżku, a ojca ciągle nie ma?”). W obliczu niestabilnego emocjonalnie rodzica i potrzebującego opieki młodszego brata lub siostry, wejdzie w rolę opiekuna rodziny. Parentyfikacja jest formą zaniedbania dziecka, mającą znamiona przemocy emocjonalnej i ma poważne konsekwencje dla jego dalszego rozwoju. Nancy D. Chase, terapeutka i badaczka zajmująca się tym zjawiskiem, definiuje parentyfikację jako sytuację, w której dziecko poświęca własne potrzeby – uwagi, bezpieczeństwa i uzyskiwania wsparcia w rozwoju – po to, by dostosować się do instrumentalnych lub emocjonalnych potrzeb rodzica i troszczyć się o nie. Obciążenie, które dźwiga, przekracza jego możliwości radzenia sobie. To wyjątkowo duże wyzwanie dla dziecięcej psychiki. Prawdziwym źródłem poczucia własnej wartości dziecka jest miłość rodzica, który rozumie jego podstawowe emocjonalne potrzeby i adekwatnie je zaspokaja. Tylko to da ostatecznie dziecku głębokie przekonanie, że jest kochane i ma swoją wartość przez sam fakt, że istnieje. Bez warunków. Podporządkowanie dziecka potrzebom innych w dalszej perspektywie znacząco obniży jego poczucie własnej wartości: „Skoro nie dostaję uwagi, wsparcia, przewodnictwa, zainteresowania, troski, miłości, oznacza to, że mało znaczę. Jestem nieistotny”. Dziecko, gdy zdarzy się mu czasem – jak każdemu – odstępstwo od reguły, uzna, że zawiodło. W sytuacji gdy siebie postawi na pierwszym miejscu, gdy będzie przeżywało złość, kiedy będzie domagać się swoich praw – poczuje się winne. Doświadczanie tych emocji jest bolesne, a samopoświęcenie pozwala do pewnego stopnia ich unikać. W ten sposób schemat się wzmacnia. Coraz silniejsze staje się przekonanie: „Nie mogę przysparzać bliskim żadnych trosk, muszę troszczyć się o harmonię w rodzinie. Nie mogę sobie pozwalać na słabość”. W dzieciństwie schemat samopoświęcenia pełni rolę adaptacyjną. Dziecko, które doświadcza zaniedbania ze strony rodziców, pochłoniętych własnymi problemami, którym nie starcza sił, by poświęcać mu uwagę i okazywać uczucia, jest starającą się przetrwać ofiarą. Zdecydowanie więcej nadziei zachowa w sytuacji, gdy uwierzy, że to ono powinno się bardziej postarać: być dzielne, silne, dające wsparcie, niż gdyby uznało, że to rodzic jest wadliwy, zimny, nieczuły, brak mu empatii i ciepła. Potrzebuje rodziców, więc za wszelką cenę usiłuje utrzymać ich pozytywny obraz. Woli wybrać stłumienie gniewu, sprzeciwu, eliminację własnych potrzeb. Zresztą trudno rozzłościć się na rodzica, który jest chory, nieszczęśliwy, zrozpaczony, nieradzący sobie, przepracowany. Człowiek z zahamowaną agresją jest bezbronny na przemoc z zewnątrz, ale też na przemoc, która dzieje się w jego wnętrzu. W psychice dziecka sukcesywnie buduje się reprezentacja rodziców jako potrzebujących, a jego samego jako wspierającego. Oznacza to, że dziecko odczuwa wewnętrzną presję, nakaz, by zawsze służyć potrzebom innych kosztem własnych. W konsekwencji nie pozostaje z rodzicem w autentycznej relacji, a w dorosłym życiu także z innymi ludźmi. Prezentuje swoje fałszywe Ja, zgodne z oczekiwaniami innych. Słysząc słowa uznania dla takiej postawy, w naturalny sposób będzie ją wzmacniać. Ten rodzaj dowartościowania wcale mu jednak nie służy – jest bowiem pochwałą skierowaną nie w jego stronę, ale wobec schematu samopoświęcenia. W oczach rodzica uznanie dostaje fałszywe Ja, które zinternalizowało potrzeby rodzica i uczyniło je nadrzędnymi. Parentyfikacja utrudnia psychiczne oddzielnie od rodzica, które jest warunkiem prawidłowego rozwoju. Może wytworzyć u dziecka schemat uwikłania emocjonalnego, którego przejawem jest niemalże stopienie z rodzicem, kosztem kształtowania własnej tożsamości. Dziecko doświadcza zjednoczenia z rodzicem przy jednoczesnym uczuciu zdławienia, przytłoczenia tą więzią. A każda próba postawienia granicy, okupiona jest gigantycznym poczuciem winy. Rozpaczliwe wysiłki dziecka, by odpowiedzieć na oczekiwania, nigdy nie są wystarczające. Pomimo starań nie udaje się „uleczyć” rodzica, uszczęśliwić go trwale, zaspokoić na tyle, by mniej cierpiał, radził sobie albo stał się bardziej dostępny emocjonalnie. Ten tragiczny scenariusz często odtwarza się potem w dorosłym życiu. Nadaremna nadzieja na odwzajemnienie starań i dostrzeżenie potrzeb przez innych, podobnie jak wcześniej przez rodziców. Dziecko, które rozwinęło styl funkcjonowania związany ze schematem samopoświęcenia, w dorosłym życiu najczęściej będzie wchodziło w związki z potrzebującymi, nieradzącymi sobie osobami, przejmując za nie odpowiedzialność, nie oczekując zaspokojenia jego potrzeb przez innych. Może także za partnera nieświadomie wybrać osobę agresywną – reprezentującą tę część Ja, która została stłumiona. Jeśli nagromadzona latami wściekłość zostanie jednak odblokowana, może zaowocować przyjęciem postawy roszczeniowej, nadmiernie asertywnej, agresywnie domagającej się od innych zaspokojenia sfrustrowanych latami ważnych potrzeb. Najczęściej będzie jednak z uporem skupiać uwagę na innych, nadmiernie się o nich troszcząc, podporządkowując się ich oczekiwaniom, lekceważąc własne potrzeby i preferencje. I może się zdarzyć, że taka osoba nigdy nie zazna sytuacji, kiedy poczuje się ważna i kiedy zaspokojone zostaną jej własne potrzeby. Potrzeby miłości, bycia ważnym, znaczenia własnej osoby będą zawsze. I warto się zastanowić, w jaki sposób my, dorośli je zaspokajamy. Czy w sposób konstruktywny dla nas, dla naszych najbliższych, czy raczej skłaniamy się w stronę autodestrukcyjnych zachowań i nałogów, bo nie potrafimy inaczej... Aleksandra Pastor-Statkiewicz
  21. psycholog Rafał Olszak

    Dlaczego przyciągasz zaburzonych facetów?

    Bardzo często słyszę o problemie, który polega na tym, że pewne kobiety mają wrażenie, iż przyciągają same toksyczne, problematyczne, zaburzone jednostki. To skomplikowane zagadnienie i powodów tego stanu rzeczy może być sporo, ale poniżej przedstawiam 10 potencjalnych przyczyn, które warto wziąć pod uwagę, by zmienić tę sytuację. [1] Jesteś niekonwencjonalna, więc lgną do ciebie niesztampowi ludzie – niektórzy z nich są na bakier ze standardami, które są w porządku. Na przykład chcą żyć niejako na marginesie, lekceważą pewne normy, wolą żyć jak odszczepieńcy, nie zamierzają rozwiązywać problemów lub leczyć swoich nałogów czy zaburzeń. [2] Jesteś bardzo hojna w poświęcaniu innym swojego czasu, więc przyciągasz osoby, które desperacko potrzebują uwagi. Mogą to być ludzie z problemami, nieskorzy lub niezdolni do budowania sensownych relacji, więc skłonni nadużywać hojności i dobroci, którą otrzymają niskim kosztem. [3] Jesteś osobą, która ponadprzeciętnie dobrze umie słuchać. W dzisiejszym świecie mało kto to potrafi, bo w dobie Internetu (i smartfonów wręcz przyklejonych do dłoni) relacje są spłycone a komunikacja zdawkowa. Osoby, które rozpaczliwie pragną wysłuchania będą usiłowały skorzystać z okazji, by się wygadać. Jeśli zachowujesz się jak chusteczka do ocierania łez, ludzie będą cię tak traktować, a potem wracać do swoich spraw obojętni na to, jak się z tym czujesz. [4] Lubisz wchodzić w rolę ratownika, bo czujesz, że to cię uszlachetnia lub czyni moralnie lepszym człowiekiem. Siłą rzeczy przyciągasz więc ludzi, którzy potrzebują pomocy oraz pragną, by ich ktoś wyręczył, ewentualnie zaakceptował z problemami, bo nie chce im się nad tymi trudnościami samemu dostatecznie mocno pracować. [5] Na pierwszy rzut oka widać, że masz problemy – życiowe, emocjonalne lub inne. Ludzie lgną do podobnych osób, bo uważają, że nie będą osądzani. Podobieństwa się przyciągają. Jeśli styl bycia, miejsca, w których bywasz, twój wizerunek, a także treści, którymi się otwarcie interesujesz skłaniają do refleksji, iż możesz mieć z samym sobą jakieś trudności, podobne osoby będą na twojej orbicie cały czas. [6] Trudne przejścia mocno cię zahartowały, więc masz dużą tolerancję na niewygodne sytuacje. Słabe, mające problemy osoby mogą do ciebie lgnąć, chcąc uzyskać ratunek i wsparcie, bo wydajesz im się twarda, a przez to silna. Nawet jeśli w istocie jesteś bardzo delikatna i niewiele potrzeba do tego, żeby cię zranić. [7] Masz problem z poczuciem własnej wartości, więc nie cenisz adekwatnie swojej obecności, zaangażowania czy czasu. Zarówno koleżeństwem, przyjaźnią jak i związkami w pewnej mierze rządzą „prawa rynku”. Ludzie wchodzą w relacje z tymi, na których mogą „sobie pozwolić”, a nie z tymi, którzy są „za drodzy”. Jeśli zachowujesz się jak osoba z nieadekwatną, obniżoną samooceną, przyciągasz osoby, które też źle się ze sobą obchodzą i w efekcie mają „niską wartość” na „rynku”. [8] Jesteś przyzwyczajona do złej jakości relacji z problematycznymi osobami, bo tak funkcjonowała twoja rodzina, gdy byłaś dzieckiem. W efekcie brakuje ci odpowiednich wzorców i godzisz się na niefajne traktowanie, bo uważasz, iż to norma. Może nawet nie próbujesz nawiązywać kontaktów z osobami niezaburzonymi, na poziomie, bo uznajesz, że to nie twoja półka albo mocno obawiasz się, iż odrzucenie potwierdziłoby twoje negatywne przekonania o sobie. Być może poprzestajesz wyłącznie na tym, co się napatoczy, zamiast podjąć świadomy wysiłek, ażeby wyrwać się z błędnego koła niezadowalających relacji. [9] Jesteś osobą skrajnie nieasertywną. W efekcie najchętniej zadają się z tobą osoby, które przeczuwają, że mogą ci wejść na głowę, mogą cię zmanipulować, zdominować, wykorzystać, nadużyć twojego zaufania albo wmanewrować w wygodne dla nich, a przykre dla ciebie sytuacje. [10] Imponują ci cechy, nad którymi samemu nie chce ci się pracować lub nie wiesz jak to zrobić. Na przykład odwaga i śmiałość problematycznych osób równoważy twoje zahamowania, niestabilność emocjonalna stymuluje tłumione przez ciebie emocje, albo uzależnienie od dramatyzmu kłopotliwych przyjaciół lub partnerów sprawia, że czujesz się ważniejsza i poprawia się twoja zaniżona samoocena. Jeśli rozpoznajesz u siebie któreś z wymienionych problemów, spróbuj je rozwiązać. W razie potrzeby porozmawiaj o tym z psychologiem. Obserwuj stronę na Facebook.
  22. psycholog Rafał Olszak

    Wymagania kobiet w związku, czego pragną panie

    Mężczyźni zwykle rozumieją, że wartościowe rzeczy wymagają uwagi. Na przykład pieczołowicie dbają o swoje samochody, sprawdzają poziom oleju, wymieniają zużywające się podzespoły, pilnują terminów przeglądów. Mogłoby się więc wydawać, że troskę o to, co dla niego cenne, mężczyzna ma we krwi. Czy jednak rzeczywiście? Specjalnie użyłem motoryzacyjnej metafory, by może trochę stereotypowo, ale przemówić do wyobraźni mężczyzn, którzy czytają ten artykuł. Warto wyraźnie sobie uzmysłowić, że ze związkiem jest w pewnym sensie podobnie. Także należy podejmować świadomy wysiłek na rzecz tego, by dobrze funkcjonował. Jeśli się tego nie robi, może nastąpić pogorszenie jakości więzi. Najlepszą motywacją do troski o relację są wynikające z tego namacalne korzyści Świadom tego, że ważna jest motywacja do działania, omówię tę kwestię. Nie wystarczy sama świadomość, że coś trzeba zrobić. Zwróćmy więc w tym miejscu uwagę na oczywiste korzyści płynące z troszczenia się o związek, o dobry kontakt z partnerką i o jej potrzeby. Jeśli związek prosperuje, ma się poczucie sukcesu, jak w wypadku dobrze wykonanej misji. Jest mniej stresu i pretensji ze strony partnerki, rzadziej dochodzi do nieporozumień, a zatem można liczyć na więcej świętego spokoju, harmonii. W dobrze działającej relacji oboje wzajemnie mobilizują się do troski o swoje potrzeby. Działa zasada: im lepiej, tym bardziej. W takiej sytuacji większa może być również namiętność, bo ogólny klimat temu sprzyja. Jeśli na bieżąco przywiązuje się wagę do pielęgnacji związku właściwie nie ma się tego denerwującego poczucia, że ciągle jest coś do zrobienia, jakiś problem do rozwiązania, co czasem ma miejsce w relacjach, w których trudne sprawy są zamiatane pod dywan, cięższe tematy pozostają nieomówione. Wreszcie troska o związek to dobry pomysł także z tego powodu, że ma się satysfakcję z dawania szczęścia ukochanej osobie, realizowania się jako partner, mężczyzna. Można więc liczyć na więcej uznania, mniej krytyki. Krótko mówiąc pielęgnacja związku zwyczajnie opłaca się. Na co zwracać szczególną uwagę No dobrze, ale jakie sprawy wymagają konkretnie uwagi? Przecież sporo kobiet z powodu czynników wychowawczych i kulturowych ma opór przed otwartym mówieniem o swoich potrzebach. Niektórzy mężczyźni narzekają, że muszą się domyślać i że taka sytuacja bywa dla nich frustrująca. Tymczasem rozwiązanie tego kłopotu wcale nie jest takie trudne. Zdecydowanie warto zachęcać partnerki, by mówiły, czego potrzebują, komunikowały wprost swoje oczekiwania. Mężczyzna powinien starać się tworzyć przestrzeń, by jego kobieta mogła zająć stanowisko, wyrazić swoje potrzeby, pragnienia, oczekiwania. Z drugiej strony dobrze mieć także świadomość spraw fundamentalnych i nie oczekiwać w ich zakresie instrukcji obsługi od kobiety. W trakcie terapii dla par i indywidualnych sesji terapeutycznych często powraca określony repertuar potrzeb, oczekiwań, preferencji kobiet. Przyjrzyjmy się mu. Czego pragną kobiety w związku Miłość. Dla kobiet bardzo ważna jest miłość, a to oznacza, że są skłonne poświęcać dużo energii i czasu na pielęgnację uczucia. Wiele kobiet stawia miłość, związek na pierwszym miejscu, czyniąc z tego sprawę najwyższej wagi, coś priorytetowego. Nie są więc – wbrew temu, co wielu mężczyzn im zarzuca – nieznośnie wymagające. Przecież to zrozumiałe, że jeśli coś jest dla człowieka niezwykle ważne, przywiązuje dużą wagę do szczegółów i pragnie, by spełniało wysokie standardy. Kobiety pod tym względem bywają bardzo konsekwentne. Co więcej, w ich odczuciu stanowczo nie wystarczy postarać się raz – to, co cenne, zasługuje na nie mniejszą niż na początku troskę na bieżąco. Łączność. Kobiety pragną poczucia łączności z partnerem, chcą w miarę możliwości wiedzieć, co dzieje się w sercu i umyśle mężczyzny. Chcą czuć się wtajemniczone w jego życie wewnętrzne. Nie robią tego po to, by pilnować faceta, kontrolować go, ograniczać jego swobodę. To naprawdę nie jest forma zakamuflowanej inwigilacji. Ta łączność daje poczucie, że między dwojgiem istnieje silna więź. Daje szansę, że czasami mogą rozumieć się bez słów. Kobiety pragną więc, żeby partner mówił, co mu w duszy gra, by nie zamykał się w sobie na siedem spustów, by dzielił się tym, co go trapi, cieszy, porusza. Chcą żyć razem z partnerem, a nie obok niego. Nie zrozumcie mnie źle… Nie ma się co łudzić, że skryty mężczyzna stanie się nagle wylewny. Nikt tego nie oczekuje. Na pewno mógłby natomiast trochę częściej niż zwykle, na swój własny, męski sposób ujawniać to, co dzieje się z jego emocjami i w jego głowie. Tyle może w zupełności wystarczyć. Łączność to niejako droga dwukierunkowa. Ważne jest więc, by partner był zainteresowany tym, co kobieta ma do powiedzenia, by aktywnie słuchał. Dziewczyny doceniają sytuacje, w których mężczyzna okazuje gotowość do wysłuchania swojej drugiej połówki. Czasami kobiecie trudno jest się otworzyć bez odpowiedniego klucza, którym jest właściwie okazane zainteresowanie mężczyzny. Jeśli natomiast partner nie przejawia gotowości do słuchania, nie pokazuje zainteresowania bieżącymi potrzebami kobiety, nie inicjuje rozmów i nie podejmuje określonych tematów, to w takim wypadku mimochodem stwarza dystans, oddala się od niej, a skoro tak, łączność między nimi pogarsza się. Okazje do przeżywania bliskości. Kiedy kobieta planuje jakieś przedsięwzięcia, nie znaczy to, że chodzi jej o kontrolowanie mężczyzny, jego przestrzeni, życia. Kobiety są z natury kreatorkami – stwarzają sytuacje, w których mogą doświadczać bliskości. Kreują rzeczywistość, dzięki której czują się lepiej i w analogiczny sposób angażują się w troskę o związek. Planowanie ma głęboki sens, jest etapem tworzenia. Warto odbierać to jako zaangażowanie, a nie próbę osaczenia czy przejęcia steru. Dobrze, gdy mężczyzna próbuje włączać się w ten proces zamiast go na przykład lekceważyć lub – co gorsza – sabotować. Urok czasu. Kobiety mają uświęcony stosunek do czasu, co ma swoje przyczyny między innymi w ich fizjologii (kobiety w sensie dosłownym, nie w przenośni, odczuwają upływ czasu odmiennie niż mężczyźni, a dzieje się tak chociażby z uwagi na cykl hormonalny). Tak to już jest, że kobiety spostrzegają czas inaczej niż mężczyźni, dla których jest to z reguły zaledwie ciąg minut, godzin i dni. One miewają emocjonalny stosunek do czwartego wymiaru. Właśnie z tego powodu przeżywają to, jak długo mężczyzna zwleka z odpowiedzią lub z telefonem, jak bardzo spóźnia się z realizacją pewnych planów, jak bardzo ociąga się z podejmowaniem ważnych dla związku decyzji, kiedy ostatnio wychodzili gdzieś razem, to, czy mądrze zarządza czasem, który spędza z partnerką. Kobiety często razi obojętne podejście mężczyzny do tego zagadnienia. Jeśli mężczyzna ma lekceważący stosunek do dzielonego z partnerką czasu, kobietę może to wręcz ranić. Nie metaforycznie. Może powodować rzeczywisty emocjonalny dyskomfort, a nawet cierpienie. Poczucie bezpieczeństwa. Dużo nieporozumień narosło wokół kobiecej potrzeby poczucia bezpieczeństwa. Panie nie szukają tatusia czy sponsora. Chodzi nade wszystko o to, by kobieta mogła polegać na swoim partnerze, by był słowny, dawał poczucie pewności, iż można na niego liczyć, wywiązywał się z obietnic, konsekwentnie realizował postanowienia, stawał po jej stronie, systematycznie realizował własne i wspólne plany. Oczywiście niezbędna do tego jest wiedza, czego się chce. Jeśli mężczyzna jest stale niezdecydowany, przesadnie często zmienia zdanie – kontakt z nim sprawia, że kobieta ma wrażenie, iż znajduje się na ruchomych piaskach. Pewny grunt jest niezbędny, by związek mógł się rozwijać. Tym „gruntem” jest właśnie m.in. poczucie bezpieczeństwa. Docenienie. Płeć piękna jest bombardowana komplementami, więc tak naprawdę nie jest najważniejsze, by partner ciągle zachwalał urodę kobiety, choć czynienie tego przesadnie rzadko bądź wyraźnie rzadziej niż krytykowanie, także mogłoby stanowić problem. Kobiety pragną aby je doceniano i chcą czuć, że ich obecność w życiu partnera jest ważna, wnosi coś do świata mężczyzny i że on jest tego świadom. Branie obecności kobiety u swojego boku za pewnik może prowadzić do braku zachowań dających jej wyraźnie do zrozumienia, że odgrywa istotną rolę. Słowa nie są pozbawione znaczenia, choć lepiej je ważyć niż liczyć, ale przede wszystkim istotne są czyny. Jeśli zachowaniem okazuje się w kulminacyjnych momentach kobiecie, że jest najważniejsza, wówczas czuje się doceniana. Zainteresowanie jej życiem, myślami, uczuciami, pytanie o jej potrzeby, okazywanie, że ceni się jej zdanie i rady, okazywanie, że nie uważa się jej obecności za jakąś oczywistość – to oczekiwania wyrażane przez kobiety. Spójność. Kobiety oczekują też, że słowa i czyny mężczyzny będą spójne. Jeśli swoim postępowaniem rozmija się z tym, co deklaruje, kobieta może poczuć się zmanipulowana, mieć wrażenie, że partner ją okłamuje albo nie liczy się z nią. Oparcie. Mężczyźni są coraz mniej skorzy by iść na taki układ, bo honor jest dla nich ważny i nie chcą łatki bankomatu, nie chcą też czuć się niesprawiedliwie eksploatowani, toteż kobiety częściej muszą brać większą dozę tego celu na siebie, wciąż jednak zdarza się, że oczekują, by partner gwarantował związkowi, rodzinie stabilizację finansową. Asertywność. Kobiety pragną, by mężczyzna był asertywny. Potrafił w razie potrzeby wyraźnie zasygnalizować swoje stanowisko, wstawić się za związkiem, kiedy jego interes jest zagrożony. Chcą też, by asertywnie, bez agresji, wyrażał swoje potrzeby, emocje. Na przykład męski gniew nie jest dla kobiet jakąś ocenzurowaną emocją gorszej kategorii o ile oczywiście mężczyzna wyraża go panując nad sobą, robi to bez agresji oraz bez wywoływania poczucia zagrożenia u osób w otoczeniu. Spełnienie. Kobiety pragną, by ich seksualne potrzeby nie były lekceważone. Chcą mieć możliwość ekspresji seksualnej w zgodzie z wartościami ważnymi dla związku. Współczesne kobiety skłonne są niekiedy przejmować inicjatywę, ale nie chcą, aby całokształt tych starań spoczywał na ich barkach. Źle znoszą, kiedy mężczyzna staje się w tym zakresie zbyt bierny i opieszały. Wrażenie częściej niż od święta. Kobiety mają swoje oczekiwania względem wyglądu mężczyzny. Dla mężczyzny z reguły jasnym jest, że należy okazać należyty szacunek pracodawcy, współpracownikom, klientom poprzez adekwatny strój w miejscu pracy. Jasnym jest, że wybierając się na uroczystość, do kościoła czy do teatru należy się właściwie ubrać. Dlaczego więc miałoby być inaczej w związku? Jeśli stanowi to swoistą normę, chodzenie w dresie po domu może nie stanowić problemu o ile ta formuła nie jest nadużywana i zdarzają się od niej dobre odstępstwa. Tym niemniej warto mieć na względzie, że kobiety traktują partnera trochę jak swoistą wizytówkę własnego dobrego gustu, zaś jego wygląd w pewnym sensie jak miernik tego, czy mężczyźnie wciąż jeszcze zależy. Niektórym kobietom bardzo trudno mieć wrażenie, że dla partnera relacja jest ważna, jeśli nie dba on o siebie, nie podejmuje świadomych wysiłków na rzecz wzbudzania w drugiej osobie pozytywnych odczuć, nie okazuje partnerce szacunku należytą troską o swój wygląd, którym komunikuje się przecież stosunek do samego siebie oraz do otoczenia. Podsumowując, jeśli mężczyzna chce, by jego związek z kobietą dobrze działał, sprawdzał się, warto by troszczył się o niego systematycznie, a nie tylko od święta. A czego mężczyźni oczekują od kobiet i jak wyglądałaby instrukcja obsługi faceta? To temat na odrębny artykuł. Natomiast przemyślenia o tym, jakie błędy w relacjach popełniają zwłaszcza faceci, można znaleźć tutaj. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  23. psycholog Rafał Olszak

    Kobieca potrzeba miłości

    W pracy często mam styczność ze zranionymi kobietami, które zostały skrzywdzone przez mężczyzn. Część z nich w wyniku tych bolesnych doświadczeń staje się chłodna i nieprzychylna wobec przedstawicieli płci męskiej. Nawet jednak u tych kobiet udaje się, patrząc umiejętnie, dostrzec skrywane głęboko pragnienie intymnej, czułej, ufnej miłości. Poczucie krzywdy utrudnia im kontakt z tą potrzebą, ale ona tam jest i promienieje z ukrycia. Czasem odbierają rzeczywistość przez pryzmat zawodu miłosnego i gubią się wówczas, ponieważ tracą kontakt ze swoim kobiecym, wewnętrznym kompasem. Prędzej czy później odzyskują w końcu równowagę. Jako psycholog kliniczny opisując rzeczywistość posługuję się pewnymi uogólnieniami na podstawie badań z udziałem wielu ludzi. Nie będzie jednak raczej zbyt dużą generalizacją, jeśli stwierdzę, że w centrum kobiecego wszechświata znajduje się miłość – pragnienie jej przeżywania, obdarzania nią, doświadczania na różne sposoby, organizowania czasu tak, by móc się nią napawać, relacjonowania swoich uczuć, rozmawiania na jej temat, planowania jej, myślenia w kategoriach miłości, a także życia w sposób, który ją podsyca. To na tyle istotna część jej osobistej hierarchii, że jeżeli w życiu zawodowym kobiety wszystko się wspaniale danego dnia układało, ale w związku pojawił się jakiś problem, położy się spać w złym nastroju. I nie ma tu znaczenia, czy jest to kobieta wzruszająca się na romantycznych komediach, czy wprost ich nie znosząca, bo woli wulgarne, polskie kino akcji. Czy jest to delikatna, wrażliwa pasjonatka poezji śpiewanej, czy potrzebująca mocnych wrażeń fanka „50 twarzy Greya”. Czy zahukana dziewczyna z prowincji czy rezolutna i przebojowa fotomodelka onieśmielająca mężczyzn albo bizneswoman robiąca zawrotną karierę w międzynarodowej korporacji. Czy błyskotliwa intelektualistka uwielbiająca brazylijskie kino niezależne czy twarda, wytatuowana od stóp do głów performerka i połykaczka ognia. Miłość, niezależnie od definicji, odgrywa w ich życiu niebagatelną rolę i jest przeżywana inaczej, aniżeli przeżywają ją mężczyźni. Niektóre kobiety uznają swoją szczodrość emocjonalną, otwartość serca za wadę. Chciałyby być mniej zdolne do kochania i wszystkiego, co się z tym wiąże. Traktują to jako defekt czy problem. Bywa, że dają sobie to wmówić partnerom, którzy tak naprawdę chcieliby, żeby one funkcjonowały jak mężczyźni. Tymczasem stawianie miłości na pierwszym miejscu to nie słabość i nie błąd, lecz wyrażanie kobiecej natury i dar. Dar, z którym mężczyźni nierzadko nie wiedzą co zrobić albo go nie doceniają. Uważają kobiety za neurotyczki i wariatki, które ciągle mają wymagania i próbują ich kontrolować. Panowie mają nieuzasadnione pretensje – naskakują na partnerki, choć one najzwyczajniej w świecie zachowują się jak kobiety – pragną łączności, bycia na bieżąco, wymownych gestów, czułości, troski, pielęgnowania uczucia, kreowania takiej rzeczywistości, która jest dla niej doskonałym miejscem do wzrastania i rozwoju. Pragną planów na miłość i rozmów o wspólnym ich urzeczywistnianiu. Dla niektórych panów kobieca miłość to niepotrzebne zawracanie głowy, nadmiar nieracjonalnego kontaktu i denerwujący brak logiki… Takie podejście wynika z niezrozumienia kobiecej natury i z nierealistycznych oczekiwań, że panie będą funkcjonowały analogicznie jak panowie. Cóż, z kobietami można zasadniczo postępować na trzy sposoby. Narzekać na nie, osądzać je i odrzucać, ewentualnie przyjąć takimi, jakie są i zaakceptować fakt, że miłość jest dla nich czymś szczególnie istotnym. I że przeżywają ją inaczej niż mężczyźni, co nie znaczy, że gorzej, bardziej roszczeniowo, narcystycznie lub wyrachowanie. Po prostu trzeba mieć świadomość istnienia potrzeby miłości oraz różnic w jej przeżywaniu. I wspólnymi siłami starać się te fakty uwzględniać. Można wówczas liczyć na to samo w drugą stronę. Inaczej wywołuje się w paniach reakcje i zachowania, które nie bez powodu uchodzą za nieznośne. Więcej o kobiecym przeżywaniu miłości i o potrzebach, które są z tym związane, można przeczytać tutaj. Natomiast o męskich oczekiwaniach względem miłosnej relacji można poczytać w tym miejscu.
  24. psycholog Rafał Olszak

    Dlaczego kobieta nie może znaleźć kandydata na męża

    Przyczyny tego stanu rzeczy zależą od osoby, ale istnieje też lista dość powszechnych błędów i czynników, które utrudniają znalezienie dziewczynie, kobiecie partnera na stałe. Najbardziej prozaicznym problemem jest statystyka. Na przykład w Warszawie w przedziale wiekowym 25-34 na 100 mężczyzn przypada 113 kobiet, natomiast w przedziale 35-39 na 100 facetów przypada 111 pań (źródło). Te statystyki są jeszcze bardziej pesymistyczne biorąc pod uwagę, że tylko co 3, 4 mężczyzna w ogóle deklaruje potrzebę związku małżeńskiego. Być może częściowo wpływ na to ma obecnie obowiązujący system prawny, który raczej zniechęca mężczyzn do zawierania małżeństw, ponieważ chroni głównie interesy kobiet, ale to odrębny temat. Problemem innego rodzaju jest specyficzne podejście do kandydatów. Nie dla każdego to całkiem jasne, ale rozpoczynając chodzenie na randki warto odpowiedzieć sobie na pytanie czy robi się to żeby się dowartościować, dla lansu czy aby znaleźć partnera z krwi i kości. Jeśli próbuje się to połączyć efekty są opłakane: kobieta jest odbierana jak roszczeniowa selekcjonerka, która szuka księcia z bajki i traktuje facetów z góry, niczym petentów, a randki jak zło konieczne. Nie kokietuje, nie angażuje się we flirt lub chociażby rozmowę w podobnym zakresie jak mężczyzna, a zamiast tego prowadzi bezwzględną selekcję. W ten sposób od razu traci w oczach sensownych facetów, którzy nie zamierzają brać udziału w tego typu castingu. Flirt to zabawa dwuosobowa. Nie wystarczy łaskawie dać komuś „serduszko” na Tinderze. Znalezienie partnera na stałe utrudnia również tropienie go na siłę. Wartościowi kandydaci zwykle reagują alergicznie na desperatki. Co gorsza desperacja przyciąga kobieciarzy, którzy zamierzają delikwentkę wykorzystać i porzucić. Tak czy inaczej scenariusz jest dość pesymistyczny. Nierzadko zdarza się, że dziewczyna kończy jako samotna matka, co jeszcze bardziej komplikuje jej sytuację. Sprawę utrudnia też słuchanie niektórych „złotych rad” koleżanek i prasy kobiecej. „Udawaj niedostępną” – to jedna z takich sugestii. Manipulacja nie jest tym, co sprawia, że mężczyźni patrzą na kobietę przychylnym okiem. Jeśli kobieta próbuje manipulować mężczyznami to prędzej czy później gorzko tego pożałuje, bo w końcu trafi na cwańszego od niej, który da jej ostro popalić. Szczerzy, uczciwi faceci natomiast od razu sobie odpuszczą kontakt z kimś, kto stosuje gierki. Granie niedostępnej sprawia, że od kobiety odbijają się ci wszyscy z dobrymi intencjami, a zostają tylko najwytrwalsi podrywacze, najbardziej wyćwiczeni w tym fachu. A tacy faceci oczywiście posiedli te umiejętności w trakcie licznych podbojów, bo nie szukali partnerki na stałe. Błędem często popełnianym przez kobiety (być może z powodu sporego rozgoryczenia swoją sytuacją) jest nadmiernie krytyczny stosunek do płci przeciwnej. Aroganckie odzywki, narzekanie, nieustająca krytyka i powtarzanie jak mantrę słów „trwa kryzys męskości” bynajmniej nie sprawiają, że kobieta przyciąga do siebie wartościowych kandydatów. Jeśli ktoś ma uraz, szufladkuje innych, ma za sobą pasmo nieudanych relacji to… Prawdopodobnie sam ma jakiś problem. Zdrowi ludzie tworzą zdrowe związki i zdrowo, pokojowo je kończą, jeśli zachodzi taka potrzeba; zaburzone osoby tworzą poplątane znajomości z burzliwym finałem. Ludzie pozbawieni takiego balastu omijają szerokim łukiem osoby z urazem. Jeśli kobieta nie lubi mężczyzn to oni to wyczuwają. I albo dają jej za to popalić albo trzymają się od niej z daleka – zależy na kogo trafi. Wartościowych kandydatów odrzuca, gdy kobieta przypisuje relacji i partnerowi nadmiernie duże znaczenie. Niektóre dziewczyny podchodzą do związku jak do czegoś, co ma odmienić ich los, w końcu zapewnić im szczęście i spełnienie, zagwarantować rozrywkę. To niezdrowe podejście powoduje ogromną presję, która wywołuje niepotrzebny stres. Mężczyzna rozglądający się za kobietą na stałe poszukuje kandydatki, która ma swoje pasje, zainteresowania, cieszy się swoim życiem i umie spędzać fajnie czas sama lub w gronie znajomych. Nie szuka kogoś zaborczego, kto będzie od niego oczekiwał ciągłego zabawiania, organizowania mu czasu, poświęcania nieprzerwanie uwagi. Taki związek byłby bardzo wypalający dla osoby, która miałaby sprostać tym wszystkim oczekiwaniom i spełniać potrzeby, które w normalnej sytuacji byłyby częściowo zaspokajane w inny sposób. Mężczyźni skłonni są wiązać się z kobietami, które mają pozytywne usposobienie. Nie wiążą się natomiast z dziewczynami, które ciągle narzekają, marudzą, są wiecznie niezadowolone, zrzędzą lub, o zgrozo, robią wykłady na temat tego, co to znaczy być prawdziwym mężczyzną (obiektywnie nie mają przecież o tym bladego pojęcia, bo po prostu przyszły na świat jako kobiety). Nie są poszukiwane kobiety, które stale rywalizują z facetami i przenoszą to też na różne płaszczyzny związku. Bycie parą może okazjonalnie, w ograniczonym zakresie zawierać pewne elementy konkurencji, ale ostatecznie chodzi o to, żeby się wzajemnie wspierać, a nie ciągle udowadniać, kto jest górą. Kobiety nierzadko zaniedbują kwestie związane z karierą zawodową albo wprost przeciwnie, popadają w pracoholizm. Tak czy inaczej nie jest dobrze. Kiedy kobieta nie ma perspektyw zawodowych, mężczyzna od razu widzi oczami wyobraźni, że będzie musiał ją utrzymywać. W dobie równouprawnienia nie jest to zbyt pokrzepiająca perspektywa. Współcześnie mężczyzna raczej szuka kogoś, z kim razem będzie się rozwijać, a nie kogo będzie musiał ciągle prowadzić za rączkę lub ciągnąć do góry własnym kosztem. A jeżeli kobieta nadmiernie poświęca się pracy, istnieje uzasadnione ryzyko, że będzie zaniedbywać związek. Mężczyźni, którzy szukają partnerki do stałego związku, zwracają uwagę na: wygląd (zwłaszcza rysy twarzy plus walor ciała do którego dany facet ma jakąś słabość) oraz cechy takie jak wrażliwość i empatia, opiekuńczość i zaradność życiowa, optymizm oraz lojalność i to, czy kobieta jest godna zaufania, odpowiedzialna.
  25. psycholog Rafał Olszak

    Szkodliwe przekonania o relacji

    Istnieje szereg różnego rodzaju przekonań, które mogą powodować problemy w relacjach uczuciowych. Wziąwszy pod uwagę, że człowiek reaguje szczególnie intensywnie emocjonalnie, gdy sprawa dotyczy bliskich związków, przekonania te mogą okazać się szkodliwe w sposób wyjątkowo mocny. Warto je sobie przeanalizować, poddać je głębokiej refleksji i porozmawiać o nich ze swoim psychoterapeutą, jeśli ma się trudności w relacjach. Jako że osoby, z którymi ja pracuję nad trudnościami w relacjach to zazwyczaj kobiety, w tym także DDA i tzw. kobiety kochające za bardzo, poniższe zestawienie stylistycznie napisane jest właśnie pod kątem pań. Nie znaczy to oczywiście, że mężczyźni nie posiadają analogicznych i specyficznych dla nich szkodliwych przekonań. Mężczyznom nie można ufać. Najlepszym sposobem na zmienienie zachowania partnera jest manipulowanie nim albo emocjonalny szantaż. Lepiej jest cierpliwie znosić trudne sytuacje niż wywlekać brudy na światło dzienne i maglować trudne tematy w związku. Konflikty w relacji zawsze prowadzą do rozstania. Partner powinien w pierwszej kolejności dbać o moje potrzeby. Partner jest odpowiedzialny za moje uczucia. Jeśli nie będę zawsze mocno starać się o miłość partnera, to on ode mnie odejdzie. Żeby drobne problemy się nie powtarzały trzeba je wyolbrzymiać, bo inaczej partner nie uzna ich za naprawdę ważne. Jako kobieta, po prostu ze względu na swoją płeć mam pewne przywileje, których pozbawiony jest mój partner. Szczęśliwy związek to taki, w którym zawsze jest przyjemnie. Mężczyźni są słabi w budowaniu związków, więc to na mnie spoczywa cała odpowiedzialność za jakość relacji. Najlepszy sposób żeby zbudować zaufanie do partnera to sprawdzanie, inwigilowanie go. Jeśli partner się ze mną nie zgadza to znaczy, że mnie odtrąca. Jeśli powiem wprost partnerowi, że czuję na niego złość, to pomyśli, iż go nie kocham. Jeśli partner jest na mnie zezłoszczony, to na pewno oznacza, że tak naprawdę mnie nie kocha. Jeśli coś w związku nie przebiega po mojej myśli, to zawsze oznacza, że się nadmiernie poświęcam. Skoro jesteśmy w bliskim związku, partner powinien domyślać się, czego potrzebuję w danej chwili. Partner powinien rozumieć mnie bez słów. Tolerowanie ciężkich nałogów partnera pokazuje jak bardzo moja miłość jest prawdziwa i mocna. W związku nie należy robić nic, co mogłoby się partnerowi nie spodobać. Jeżeli partner nie pamięta szczegółów jakiejś rozmowy, to znaczy, że po prostu mnie nie słuchał. Gdy partner krytykuje jakieś moje zachowanie, to znaczy, że mnie odtrąca. Jeśli związek nie jest idealny, to znaczy, że jest do niczego. Skoro partner związał się ze mną, to musi też kochać moją rodzinę. Muszę dokładać wszelkich starań, aby ulepszać swojego partnera. Nie powinnam nigdy wprawiać partnera w negatywny nastrój. Jeżeli nie będę pilnować swojego partnera, to na pewno mnie zdradzi. Zazdrość jest dobra, bo ochrania związek. W związku trzeba ciągle coraz więcej wymagać, bo inaczej partner się rozleniwi albo znudzi i odejdzie. Mszcząc się za niewłaściwe zachowanie partnera można najlepiej pokazać mu, że coś nas zraniło. Jeśli zrobię coś dla partnera, on musi mi się odwdzięczyć. Powinnam pamiętać jak najwięcej błędów partnera, żeby móc mu je przypomnieć podczas kłótni. Jeśli mój partner poczuje się naprawdę kochany, to będzie w stanie zerwać ze swoim nałogiem (na przykład alkoholem, narkotykami, hazardem). Kontrolując swojego mężczyznę mogą sobie zagwarantować, że nie zostanę oszukana. Spędzanie czasu osobno jest szkodliwe, bo zawsze sprawia, że ja i partner oddalamy się od siebie. Nie ma udanego związku bez poświęcenia. O tym co mi się nie podoba w zachowaniu partnera mogę mówić tylko raz na jakiś czas, żeby nie myślał, że ciągle gderam i wiecznie marudzę. Kiedy partner mi mówi „rozchmurz się”, „uspokój się” albo „odpręż się”, to na pewno oznacza, że lekceważy moje uczucia. Gdy partner mówi, że nie chce o czymś rozmawiać, to na pewno ma coś do ukrycia albo odsuwa się ode mnie. Kiedy partner mówi, że chciałby już zakończyć trudną rozmowę, to na pewno chce zamieść problem pod dywan. Jeśli partner nie zaspokaja wszystkich moich potrzeb, to wolno mi go zdradzać. Mówienie o swoich potrzebach to zły pomysł, bo jeśli partner ich nie zaspokoi, poczuję się okropnie. Proszenie jest upokarzające. Jeśli otrzymuję coś, bo prosiłam, to nie ma to wartości. Związek może się poprawić tylko wtedy, jeśli partner się zmieni. Zawsze gdy jakiś mój związek się kończy, źle to o mnie świadczy. Jeśli zdarzy mi się przyłapać na myśleniu o mężczyźnie innym, niż partner, to znaczy, że mój związek nie jest udany. Rozstania oznaczają, że nie nadaję się do związków. Miłość to cierpienie, które uszlachetnia. Znoszenie upokorzeń jest w porządku, o ile to ocali związek. Upokarzanie jest dozwolone, jeśli to może zmienić partnera w oczekiwany przeze mnie sposób. Naprawdę dobry związek to taki, nad którym nie trzeba pracować. Żeby związek był naprawdę dobry, nigdy nic w nim nie może być nieidealne. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.