Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'mężczyzna' w zawartość która została opublikowana w sekcji Artykuły.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 14 wyników

  1. Spadek liczby zawieranych małżeństw, nasilający się sukcesywnie od lat 80-tych XX wieku, każe zapytać o atrakcyjność tej instytucji dla współczesnych kobiet i mężczyzn. Socjologowie zauważają, że na ten stan rzeczy wpływ mają przemiany społeczne mające charakter prawny, demograficzny, instytucjonalno-organizacyjny. Warto przyjrzeć się również temu zagadnieniu z perspektywy psychologicznej. Dlaczego mężczyźni nie chcą się żenić, nie są zainteresowani małżeństwem Motywacją do zawarcia małżeństwa jest chęć zaspokojenia pewnych potrzeb. O atrakcyjności tej instytucji przesądza zatem ilość i zakres potrzeb, które pozwala ona zrealizować. Jako że istnieje bardzo duży rozdźwięk między tym, ile kobiet, a ile mężczyzn widzi sens zawierania małżeństwa, zasadnym jest przypuszczenie, że w przypadku panów instytucja ta najwyraźniej zaspokaja potrzeby w mniejszym stopniu lub większym kosztem. W tym artykule to zagadnienie zostanie przeanalizowane. Potrzeba bezpieczeństwa Fundamentem relacji małżeńskiej jest zaspokojenie potrzeby bezpieczeństwa. Sformalizowany związek daje większą, aczkolwiek niebezgraniczną, pewność, co do tego, że partner będzie podejmował świadomy wysiłek, by nie narazić współmałżonka na krzywdę. Instytucja małżeństwa pozwala silniej wierzyć, iż partner z niesłabnącym zaangażowaniem będzie starał się stanowić oparcie i będzie pozostawał wierny. Wzmaga też poczucie, że partner będzie poświęcał zasoby ekonomiczne oraz innego rodzaju (jak czas i wysiłek) na rzecz rodziny, którą zakłada się wraz zawarciem małżeństwa. System prawny z założenia ma wspierać zaspokojenie tej potrzeby dzięki instytucji małżeństwa, ale zdania mężczyzn i kobiet są na ten temat głęboko podzielone. Potrzeba bezpieczeństwa kobiet zdaje się być przez małżeństwo wyraźnie mocniej zaspokajana aniżeli ma to miejsce w przypadku mężczyzn. Dla poczucia bezpieczeństwa nie bez znaczenia jest świadomość ryzyka, które się podejmuje, zawierając małżeństwo. Małżeństwa nie są tak trwałe jak dawniej – w Polsce rozwodem kończy się około 30% małżeństw, a w krajach świeckich do 50%. Zarówno panie jak i panowie zdają sobie z tego sprawę, gdyż dane te częstokroć są przywoływane przez poczytne czasopisma i popularne serwisy internetowe, a poza tym ludzie po prostu nierzadko są świadkami licznych rozstań znajomych i krewnych. Kobiety zdają sobie sprawę, że w razie rozwodu grozi im samotne macierzyństwo, a co za tym idzie ograniczone możliwości w zakresie realizacji kariery życiowej. Mimo wszystko mogą jednak liczyć na różnego rodzaju wsparcie społeczne i instytucjonalne, w tym również finansowe, a także na alimenty na dzieci, a niekiedy również na siebie. Zdecydowana większość małżeństw w Polsce to związki bez rozdzielności majątkowej, co jest dla kobiet pomyślne, gdyż zazwyczaj wyższymi dochodami wykazują się mężowie, a zatem w razie rozwodu kobieta może liczyć na korzystny podział majątku. Mężczyźni natomiast są świadomi, że w razie rozwodu w zasadzie nie mogą liczyć na żadne wsparcie. Wiedzą też, iż niezależnie od przyczyn rozstania, w sądach rodzinnych niemal pozbawieni są szans na prawa opieki nad dziećmi lub przynajmniej opiekę naprzemienną, będą więc mieli w najlepszym razie ograniczony kontakt z dziećmi. Zdają sobie również sprawę, iż los ich więzi z potomstwem zależeć będzie niemal całkowicie od dobrej woli byłej małżonki. Niestety, około 40% rozwiedzionych kobiet przyznaje, że utrudniało byłemu mężowi kontakt z dzieckiem, a 50% deklaruje, iż wcale nie widzi sensu, by dziecko utrzymywało kontakt z ojcem. Co gorsza, w razie bezpodstawnych, złośliwych oskarżeń ze strony byłej małżonki, mężczyzna częstokroć jest bezbronny, ponieważ obecne prawodawstwo w dalece niewystarczającym stopniu piętnuje takie postępowanie, o ile w ogóle to czyni. Zarówno w przypadku kobiet jak i mężczyzn alternatywny względem małżeństwa styl życia niejednokrotnie jawi się jako bezpieczniejszy, co także może mieć wpływ na spadek liczby zawieranych związków małżeńskich. Małżeństwo jest opcją, a nie jedynym rozwiązaniem bądź przymusem, więc nie zawsze osoby obu płci decydują się na ten scenariusz, gdyż wybierają inne rozwiązania. Ponadto, dziś małżeństwo jako nietrwała struktura, którą można zakończyć pod byle pretekstem, pozwala na większą swobodę osobistą, ale traci na atrakcyjności w kontekście potrzeby bezpieczeństwa, gdyż nie gwarantuje, iż partnera rzeczywiście będzie na dobre i na złe stał po stronie związku oraz nie odejdzie do „lepszego modelu”. Takie zagrożenie istnieje po obu stronach, ale odchodzenie kobiet od mężczyzn jest w różny sposób wspierane, a w pewnych środowiskach wręcz uznawane za akt odwagi, natomiast odchodzenie mężczyzn od kobiet jest prawnie i społecznie napiętnowane oraz wiąże się z dotkliwymi konsekwencjami (między innymi wspomniany wyżej ograniczony kontakt z potomstwem, zobowiązania finansowe). Z tych, i innych powodów, męska potrzeba bezpieczeństwa bywa przez małżeństwo w wyraźnie mniejszym stopniu zaspokajana aniżeli analogiczna potrzeba u kobiet. Właściwie wielu mężczyzn przyznaje, że małżeństwo jawi się im jako coś niebezpiecznego – przedsięwzięcie obarczone wysokim ryzykiem utraty znacznej części dorobku życia i narażenia się na wysoką frustrację, wynikającą z utrudnianych kontaktów z potomstwem. Z tego względu instytucja małżeństwa bywa mniej atrakcyjna dla mężczyzn niż dla kobiet. Co jako kobieta możesz z tym zrobić? Potrzebne są zmiany systemowe, ale twój stosunek do tematu nie jest bez znaczenia. Upewnij się, że partner może na ciebie liczyć w razie potrzeby, że szanujesz i mądrze traktujesz budżet domowy, do którego w miarę możliwości starasz się dokładać nie mniej niż mężczyzna. Dokładaj się do wspólnych kosztów lub ponoście je mniej więcej naprzemiennie bądź proporcjonalnie. Nie poprzestawaj na słowach, lecz przede wszystkim okazuj swoją postawą, że małżeństwo nie jest dla ciebie „skokiem na kasę” czy „windą wiozącą na wyższy status społeczny”. Okazuj, że sama bierzesz odpowiedzialność za swoją pozycję społeczną i status materialny. Troszcz się o swoją niezależność, by było jasne, że nie zamierzasz doprowadzić do sytuacji, w której cały budżet rodziny miałby być w całości na barkach jednej osoby, co może być bardzo stresujące, obciążające i po prostu niebezpieczne w dzisiejszych niepewnych czasach. Dawniej kobiety do małżeństwa wnosiły posag, dzisiaj odpowiednikiem posagu jest twoje wykształcenie, perspektywy zawodowe i to, co już zdołałaś osiągnąć. Nie traktuj partnera jak bankomat. Naprawdę korona ci z głowy nie spadnie jeśli to ty czasem za coś zapłacisz, pokryjesz rachunek wspólnego wyjazdu lub ufundujesz wizytę na stacji benzynowej. W końcu dzisiaj obie płcie zarabiają. Bądź gotowa rozmawiać o warunkach umowy małżeńskiej – nie rób z tego tematu tabu. Trudno o poczucie bezpieczeństwa, gdy trzeba by podpisać niekorzystny dokument. Okazuj, iż zdajesz sobie sprawę z nieodpowiedzialnych i przykrych praktyk, które małżonkowie stosują podczas rozwodu, oraz podkreślaj, że co by się nie działo, chcesz wszelkie sprawy załatwiać w cywilizowany sposób dla dobra wszystkich zainteresowanych – nie tylko twojego i dziecka, ale również jego ojca. Potrzeba zwracania uwagi Relacja małżeńska pozwala zaspakajać potrzebę uzyskiwania zainteresowania własną osobą, częstokroć wynosząc poziom zaspokojenie tej chęci na wyższy poziom. Małżeństwo w zamyśle oferuje coś ekskluzywnego – wyłączność. Para osób (lub nieco większe grono w małżeństwach poligamicznych i poliandrycznych) poświęca sobie wzajemnie niebagatelną ilość uwagi, czasu oraz innych zasobów, do czego zobowiązują się publicznie podczas zaślubin. Realizowanie tej potrzeby wiąże się z otrzymywaniem wsparcia w rozmaitych trudnościach i wymaga od drugiej osoby umiejętności słuchania. Zaspokojenie tej potrzeby jest bardzo ważne dla trwałości małżeństwa i ma istotny wpływ na ogólną ocenę zadowolenia z tego typu związku. Wstąpienie w związek małżeński pozwala także na uzyskanie pozytywnej oceny społecznej poprzez przyjęcie roli męża, żony, rodzica. Mogą na to jednak w większym stopniu liczyć kobiety, aniżeli mężczyźni. To zwłaszcza dla pań zaślubiny i wesele są wyczekiwaną atrakcją, na którą skłonne są przeznaczyć duże zasoby, by skupić uwagę na swoim szczęściu. Dla mężczyzny to w większym stopniu widmo wydatków, a nierzadko także kredytu. Ponadto, częściej i bardziej pozytywnie oceniana jest rola matki, żony, bo o tych rolach kobiecych myśli się w kategoriach sukcesu życiowego, realizowania się i często o nich mówi, z reguły uznaje za szlachetne, wyjątkowe. Tymczasem ojciec traktowany jest jak rodzic drugiej kategorii, zaś rola męża bywa traktowana bez specjalnego szacunku, z przymrużeniem oka lub wręcz jako coś godnego wyszydzania na zasadzie to mężczyzna, który „dał się usidlić”, „stracił wolność”, zaprzepaścił szanse na realizację swojej strategii reprodukcyjnej, mężczyzna, który na domiar złego „za chwilę i tak straci połowę majątku”, ewentualnie mężczyzna, który musiał się ożenić, bo nie miał powodzenia u kobiet. Zakres zaspokojenia potrzeby zwracania uwagi w bliskim związku dla obu płci bywa porównywalny, bo zwykle reguluje się samoczynni – jeśli jedna strona nie wywiązuje się z umowy, druga także staje się oszczędniejsza w zabiegach na rzecz spełnienia oczekiwań partnera. W szerszym, niż bliski związek, kontekście, wygląda to inaczej. Niestety, w następstwie „szalejącego równouprawnienia”, które w Polsce ogranicza się w istocie do równouprawnienia kobiet, ale już nie mężczyzn, pojawia się istotny rozdźwięk w zakresie zaangażowania w okazywanie uwagi między przedstawicielami obu płci. Istnieje duże społeczne przyzwolenie braku wyraźnego okazywania uwagi przez kobiety mężczyznom i jednocześnie piętnowanie wstrzemięźliwości w tym zakresie po stronie panów. W praktyce życiowej prowadzi to nierzadko do roszczeniowej postawy pań i presji, by to mężczyzna w myśl popularnych, krążących w Internecie obrazków, „codziennie zabiegał o swoją kobietę”. Brak symetrii w zakresie wzajemnego okazywania uwagi prowadzi do oddalania się partnerów i konfliktów, gdyż mężczyźni nie chcą być jedyną stroną zabiegającą, organizującą i opłacającą atrakcyjny czas wolny, wychodzącą z inicjatywą w życiu codziennym i w sypialni. Mężczyźni niejednokrotnie narzekają na niesprawiedliwość – ich partnerki chcą być stawiana na piedestale, obdarowywane i ustawicznie zdobywane, ale same nie kwapią się do odwdzięczania w porównywalnym stopniu tym samym, ponieważ uważają, iż to tylko im jako kobietom należy się uprzywilejowana pozycja w związku. Z tego powodu panowie często powtarzają w gronie innych mężczyzn, iż taki układ mężczyźnie nie opłaca się, zatem w oczach młodszych kolegów małżeństwo staje się coraz mniej atrakcyjne. Co jako kobieta możesz z tym zrobić? Miej zdrowy stosunek do równouprawnienia, która ma dotyczyć kobiet, ale także mężczyzn. Nie forsuj stawiania siebie na piedestale i nie zachowuj się jak księżniczka. Jeśli partner ma cię wyręczać, nie bój się sama też czasem ubrudzić sobie ręce. Pamiętaj, że jedziecie na tym samym wózku. Jeśli on ma wysprzątać mieszkanie lub robić obiady, ty czasem odstaw auto do mechanika. Nie traktuj partnera jak przedstawiciela gorszej płci lub osobę, której funkcje w związku są mniej ważne. Jeśli chcesz być szanowana, własną postawą dawaj dobry przykład i szanuj partnera w nie mniejszym stopniu. Bądź pewna, że ty i przynajmniej niektóre najbliższe ci osoby mają pozytywny stosunek do roli mężczyzny w rodzinie. Sprawiaj, by twój wybranek wiedział, że jako mąż może liczyć na uznanie, a nie tylko na brudną robotę, której ty nie będziesz chciała wykonać. Okazuj zainteresowanie swojemu mężczyźnie. To zrozumiałe, że chcesz być uwodzona, ale sama również kokietuj, wykazuj inicjatywę, planuj wspólne aktywności, organizuj czas, by partner widział, że ci zależy na atrakcyjnym życiu razem, chcesz część trudu brać na siebie i nie liczysz na wieczne zabawianie, nadskakiwanie. Mężczyźni najchętniej zdobywają, uwodzą takie kobiety, które kokietują, a nie te, które są pasywne i roszczeniowe. Nie zachowuj się jak gwiazda w związku. Jesteście partnerami. Jeśli masz błysnąć czy się wywyższać bądź konkurować – proszę bardzo, ale niekoniecznie z facetem bądź kosztem partnera, lecz w sferze zawodowej lub edukacyjnej, gdzie może być to nawet mile widziane lub jest wskazane. Potrzeba bliskiego kontaktu i wsparcia emocjonalnego Instytucja małżeństwa nierzadko zwiększa zaspokojenie potrzeby wzajemnego, intymnego kontaktu. Ludzie, którzy obiecywali sobie wsparcie i bycie ze sobą na dobre i na złe mogą akceptować się wzajemnie na niezwykle głębokim poziomie. Faktem jest jednak, że podobnie intensywne relacje nie ograniczają się do związków małżeńskich. Dzisiaj potrzeba bliskiego kontaktu bywa zaspokajana również w relacjach innego rodzaju, nie tylko miłosnych, ale też przyjacielskich. Instytucja małżeństwa nie jest zatem do tego niezbędna, a co za tym idzie, w oczach wielu ludzi nie zyskuje na tym polu szczególnej atrakcyjności. Zwłaszcza, że wszystko, co się powie, w trakcie rozwodu może być użyte przeciwko temu, kto ośmielił się odsłonić. Nie bez znaczenia pozostaje niewątpliwie istniejący rozdźwięk między kobietami i mężczyznami w zakresie realnych możliwości zaspokojenia potrzeby bliskiego kontaktu w małżeństwie. Mężczyźni mają złe doświadczenia, związane z ujawnianiem swojej łagodniejszej, bardziej wrażliwej strony, bo wówczas niejednokrotnie tracą w oczach swoich nadmiernie wymagających partnerek, co odbija się negatywnie na jakości życia seksualnego. W rezultacie zatem panowie uczą się, by nie otwierać się zbytnio przed swoimi małżonkami, są skryci, sami zaś oferują wysłuchanie i wsparcie, gdyż tego się od nich bezwzględnie oczekuje. Mężowie są mniej skorzy do ujawniania swojej wrażliwości, gdyż mści się to na nich, kiedy kobiety stosują przemoc psychiczną, przywołując tego typu wyznania i obracając je przeciwko oponentowi w dyskusji. „Jesteś miękki”, „mazgaisz się”, „prawdziwy mężczyzna by to wziął na klatę”, „jesteś facetem, więc weź się w garść”, „faceci nie płaczą”, „myślałam, że wyszłam za mężczyznę, a nie za chłopca”, „wszyscy faceci to duże dzieci” – tego typu reakcje potrafią zamknąć mężczyznę w sobie na całe lata i ograniczyć jego możliwość zaspokojenia potrzeby bliskiego kontaktu do minimum, co ze zrozumiałych względów czyni dla niego małżeństwo pod tym względem mniej atrakcyjnym. Małżonkowie mogą wzajemnie zaspokajać swoje potrzeby emocjonalne i częstokroć tak właśnie się dzieje, choć u kobiet i mężczyzn bywają nieco inne. Panie szczególnie cenią duchową obecność, dodawanie otuchy i akceptację ich takimi, jakie są, natomiast dla mężczyzn na pierwszy plan wysuwa się pragnienie bycia docenionym i doznawania szacunku. Prawdę mówiąc obu stronom w praktyce różnie wychodzi zaspokajanie wzajemnych potrzeb emocjonalnych, ale także tutaj można dostrzec czynnik, który obniża atrakcyjność małżeństwa w oczach mężczyzn. Dawniej bycie głową rodziny i troska o jej byt stanowiło powód do dumy, było szanowane i doceniane. W dobie „szalejącego równouprawnienia” wiele kobiet przyjmuje, że te wysiłki mężczyzn im kobietom po prostu się należą, a nawet że stanowi to obowiązek każdego „prawdziwego mężczyzny” bądź są wprost dla niego spełnieniem marzeń i wręcz powinien być wdzięczny, że może się do czegoś przydać. Podczas gdy przygotowanie przez kobietę kolacji czy pozmywanie naczyń jest godnym pochwały poświęceniem, złożenie szafy z wysyłkowego sklepu meblowego jest męskim obowiązkiem, za który nie należy się nawet słowo „dziękuję”. Wymaga się, by mężczyzna posprzątał mieszkanie, zmienił pieluchę czy zabrał dzieci na plac zabaw, ale gdy chodzi dajmy na to o zabranie samochodu do warsztatu kobieta absolutnie nie ma zamiaru się tym zajmować. Uznawane za typowe dla męskiej roli zadania pozostały męskie, a uznawane za kobiece mają być udziałem obu płci. Opacznie pojmowane w Polsce równouprawnienie nie zrównało wartości ról kobiet i mężczyzn, lecz zawyżyło wartość zachowań kobiecych i zdewaluowało zachowania męskie, co oczywiście nie zachęca panów do małżeństwa. Co jako kobieta możesz z tym zrobić? Chociaż statystyczny mężczyzna jest mnie wylewny, a właściwie dość skryty, nie znaczy to bynajmniej, że jest pozbawiony życia wewnętrznego. Też potrzebuje czasem pogadać od serca, więc bądź gotowa to zrobić, nawet jeśli jego udręki będą dotyczyły tematów, które ciebie wcale nie ruszają. Nie oceniaj go, nie osądzaj, bo zamknie się i potem będzie niezwykle trudno znowu zachęcić go do rozmowy o uczuciach. Może nawet przestanie słuchać ciebie. Ani w kłótni ani przy żadnej innej okazji nie kwestionuj męskości swojego partnera. Nie masz pojęcia co to znaczy być mężczyzną, bo urodziłaś się kobietą, więc nie dawaj sobie prawa do osądzania, kto jest, a kto nie jest stuprocentowym samcem, „prawdziwym facetem” i tak dalej. Chyba, że sama chcesz, by kwestionowano twoją kobiecość z takich czy innych powodów. Nie stosuj szantażu emocjonalnego, przemocy słownej ani psychicznej (np. cichych dni) oraz rażąco nieasertywnej komunikacji i całej reszty niszczących relację zagrywek. Jeśli masz z tym kłopot, weź za to odpowiedzialność i pracuj nad tym w terapii – nie oczekuj, że partner musi to wszystko znosić albo że to on będzie twoim terapeutą bądź psychologiem, ewentualnie ekwiwalentem twojego ojca. Bądź świadoma, że mężczyźni cenią stabilność emocjonalną i staraj się o to u siebie. Mów tyle i tak długo, na ile partner może sobie pozwolić (każdy ma swoje granice wytrzymałości, to normalne). Pamiętaj, iż rozmowa to nie monolog, wykład czy tyrada. Dobra komunikacja uwzględnia nie tylko nadawcę, ale i odbiorcę komunikatu. Jeśli ma spełniać swoją funkcję musi być dostosowana do człowieka, do którego jest adresowana. Jeśli partner wraca styrany z pracy, może nie być gotów do szczególnie trudnej rozmowy. Umówcie się na nią na określony czas. Nie zakładaj, że mężczyzna będzie czytał ci w myślach albo między wierszami i doskonale rozumiał twój wewnętrzny świat. Dbaj o jakość komunikacji, bądź asertywna, wspólnie trenujcie aktywne słuchanie, by lepiej się rozumieć. A jeśli nie wiesz, jak to zrobić, dokształć się w tym kierunku. Internet stoi przed tobą otworem, a psycholodzy służą pomocą. Traktuj mężczyznę jak kogoś, kto zasługuje na szacunek za to, co robi. Miłe gesty wobec ciebie nie są oczywistością a uprzejme zachowanie nie jest jego obowiązkiem – doceniaj to. Zauważaj starania partnera zamiast uznawać, że ci się należą, bo jesteś uprzywilejowana. Potrzeba przynależności, potrzeby seksualne Rodzina, zwłaszcza gdy pojawią się w niej dzieci, choć nie tylko wówczas, stanowi grupę, która może w istotnym stopniu zaspokajać potrzebę przynależności. Ma się swoje „plemię”, własną, najbliższą „sforę wilków”, w której człowiek czuje się, jak u siebie, wśród swoich. Rodzina rzeczywiście potrafi zaspokoić tę potrzebę w sposób szczególny, na wyjątkowo głębokim poziomie i nie ma co do tego wątpliwości. Kłopotem jest fakt, że w razie rozpadu małżeństwa, ten wspólnie wypracowany przez kobietę i mężczyznę system wzajemnych więzi poszczególnych członków rodziny przechodzi praktycznie w całości pod kontrolę tylko jednej strony – byłej żony. Mężczyźni po rozwodach wyznają, że stracili rodzinę, podkreślając, iż stało się tak nie w przenośni, ale jak najbardziej dosłownie. Sądy rodzinne są dla ojców bezwzględne – traktują ich jak rodziców gorszego rodzaju, przedmiotowo, sprowadzając do roli bankomatu. Wiedząc o tym, trudno jest mężczyźnie spostrzegać małżeństwo jako tak atrakcyjne, jak widzą je kobiety, choć wielu panów wciąż dostrzega w nim pewien urok i korzyści. Gotowość do wzajemnego zaspokajania potrzeb seksualnych dwojga partnerów potrafi utrzymywać się przez długi czas, choć może nie być na tak samo wysokim poziomie, jak w początkowej fazie relacji. Małżeństwo monogamiczne ma swoje dobre strony nawet dla mężczyzn, których strategie reprodukcyjne według psychologów ewolucyjnych są zgoła inne od kobiecych. Owe dobre strony czasami nie są jednak tak znaczące, jakby mogło się wydawać. Z badań ankietowych wynika, że żonaci mężczyźni uprawiają seks częściej niż panowie nie będący w związkach, ale rzadziej, niż kawalerowie, którzy wchodzą w relacje partnerskie. Innymi słowy smutna rzeczywistość jest taka, że statystyczny mężczyzna ma większe szanse na bujne życie seksualne, gdy wiąże się z kobietami, ale nie zawiera małżeństwa, niż wówczas, gdy jest mężem. Nie bez kozery jest także rosnący od lat poziom nielojalności – do zdrady przyznaje się około 50% kobiet i 60% mężczyzn. Co gorsza, szacuje się, że co dziesiąty Polak wychowuje nie swoje dziecko, więc instytucja małżeństwa nie daje nawet pewności, co do ojcostwa, zaś testy DNA są kosztowne a możliwości ich prawnego wykorzystania są dalece ograniczone. Co jako kobieta możesz z tym zrobić? Podkreślaj, że wasze potomstwo zawsze będzie wspólnym osiągnięciem i owocem waszego związku. Zauważaj, iż zdajesz sobie sprawę z tego, jak bardzo dziecku potrzebny jest kontakt z obojgiem rodziców. Nie strasz partnera, że ograniczysz mu kontakt z potomstwem ani nie okazuj wyrozumiałości i nie pochwalaj, gdy złośliwie robią coś takiego inne kobiety. Nie używaj seksu jak karty przetargowej lub do karania partnera. Nie traktuj seksu instrumentalnie – wyłącznie do celów prokreacyjnych czy jako zachęta do tego, by partner zrobił coś, co jest ci na rękę. Nie zakładaj z góry, że mężczyzna to zdobywca i ty w sypialni musisz być zawsze pasywna, bierna. Rozmawiaj z partnerem, by znać jego zdanie na ten temat. Nie zrzucaj wszystkiego na swojego wybranka – też wykazuj inicjatywę, planuj przyjemne momenty oraz atrakcyjne warunki do miłego spędzania intymnych chwil. Nie rób ze sfery seksualnej tematu tabu. Bądź w kontakcie z partnerem, byście mogli mówić o swoich potrzebach i próbować różnych rzeczy. Podsumowując, dlaczego coraz mniej mężczyzn się oświadcza? Istnieje szereg czynników, które sprawiają, że małżeństwo jest mniej atrakcyjne w oczach mężczyzn niż dla pań. Wielu panom jawi się ono jako wielce niepewna lub wręcz rażąco ryzykowna umowa, w którą muszą zainwestować więcej, niż kobiety. Instytucja, która może w niewystarczającym stopniu zaspokajać ich uzasadnione potrzeby lub pozwalać to robić, ale nadmiernie wysokim kosztem. Przedsięwzięcie, które naraża ich na utratę znacznej części życiowego dorobku podczas rozwodu (Amerykanie używają określenia divorce rape, czyli gwałt rozwodowy na określenie tego, jak orzekają dyskryminujące ojców i mężów Sądy Rodzinne, w których pozycja mężczyzny jest beznadziejna). Ponieważ nie zanosi się na nic, co mogłoby ten stan realnie odmienić, prawdopodobnie coraz mniej mężczyzn będzie chciało zawierać małżeństwa, bo graniczy to z lekkomyślnością. Jako że wzrasta także atrakcyjność innych stylów życia, ubywa powodów, by się oświadczać, wydaje się, że trend ten właściwie dopiero nabiera rozpędu. Psycholog online odpowiada na częste pytania Nierzadko można usłyszeć, że mężczyźni nie chcą się żenić bo są niedojrzali oraz są wiecznymi chłopcami. Co Pan na to? W mojej ocenie pojęcie dojrzałości jest nadużywane w tym kontekście. Wypominanie jej rzekomego braku stało się wręcz formą przytyku i pejoratywnej oceny człowieka, którego postawa czy wybory życiowe nie przypadły komuś do gustu. Innymi słowy to po prostu słabo zakamuflowana obelga. Obowiązujące w Polsce prawo wyznaczające dolną granicę wieku, który trzeba osiągnąć, by wolno było wstąpić w związek małżeński, z grubsza koresponduje z wiedzą o tym, kiedy człowiek gotów jest to zrobić, jeśli tak postanowi, bo tego zechce. Nawiasem mówiąc stanowisko ustawodawcy popiera też Kościół rzymskokatolicki. Dla celów praktycznych o dojrzałości warto myśleć jak o swoistym kontinuum, na którym jeden z krańców oznacza wysoki stopień dojrzałości, drugi zaś niedojrzałość. Stopień dojrzałości danej osoby można wskazać na kontinuum bliżej krańca dojrzałości lub niedojrzałości. Nigdy nie jest tak, aby dana osoba była w pełni dojrzała lub niedojrzała a także aby proces dojrzewania był zakończony. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że absolutnie niezbędne minimum dojrzałości na ogół zachodzi po osiągnięciu pełnoletności i wówczas człowiek jest już gotów do podjęcia prób radzenia sobie w małżeństwie, choć czeka go jeszcze wiele pracy nad sobą i całe mnóstwo wyzwań, których może nie przejść pomyślnie. Jeśli nie zachodzą jakieś poważne przesłanki, które mogłyby wskazywać na nieprawidłowości rozwojowe, nie ma powodu by zabraniać komuś małżeństwa bądź kwestionować jego dojrzałość, gdy najzwyczajniej nie czuje chęci zawierania go. Niektórym osobom to nie w smak, ale wybór innego stylu życia niż zawarcie związku małżeńskiego może być przejawem większej dojrzałości aniżeli wchodzenie w taką relację. Dojrzali ludzie zdolni są do wsłuchiwania się we własne potrzeby, racjonalnego określania tego, co dla nich na danym etapie życia oraz w dłuższej perspektywie jest dobre i pożyteczne. Nie działają impulsywnie, pod wpływem społecznego nacisku, wbrew sobie, oraz mądrze zarządzają swoimi uczuciami. Innymi słowy dojrzały człowiek może stwierdzić, że małżeństwo to coś dla niego, ale równie dobrze może też uznać, iż nie pisze się na to. Dlaczego kobiety tak szybko i tak mocno naciskają na małżeństwo? Przede wszystkim kobiety są bardziej podatne na socjalizację (uwewnętrznianie norm zbiorowości, w której się żyje). Dominująca w Polsce religia wpaja, że małżeństwo jest świętością i służy prokreacji, a rodzina jest życiowym celem kobiety. Ponadto, od maleńkości panie chowane są w otoczeniu lalek, małych mebli, bawiąc się w dom i prowadząc wózek. Większość programów dla dziewczynek i nastolatek koncentruje się wokół relacji, związków miłosnych i małżeństwa. Jeśliby przyjrzeć się bajkom dedykowanym dziewczętom, można by wysnuć wniosek, że spełnieniem marzeń kobiety jest dobre wydanie się za mąż. Z trzeciej jeszcze strony na kobiety wywierana jest ogromna presja, by wyglądały pięknie i młodo, bo w domyśle właśnie wtedy mają największe szanse na zdobycia dobrej partii. Zaczynają się więc śpieszyć, by jak najlepiej wykorzystać te 7, może 10% czasu swojego życia, gdy są w szczytowej formie, jeśli chodzi o atrakcyjność fizyczną. Pomimo rosnącej niezależności kobiet, wciąż jeszcze pokutuje wśród wielu z nich częstokroć nie do końca uzmysławiany pogląd, że to nie od nich zależy ich końcowy status społeczny, lecz od męża, więc tym bardziej robią wszystko, by zdobyć jak najlepszego partnera w okresie, gdy mają największy wybór. Strategia ta pozostawia w praktyce wiele do życzenia, ale to odrębny temat. W każdym razie panie w końcu często czują się rozczarowane i oszukane – robią bowiem wszystko to, co im wpajano, ale to nie działa. Wtedy atakują mężczyzn i wskazują ich jako głównych winowajców wszelkiego zła. I zaczyna się lament „mężczyźni są niedojrzali”, „kryzys męskości”, „faceci to duże dzieci” i tak dalej. Czy to, że kobiety częściej chcą małżeństwa oznacza, iż lepiej się do niego nadają? Rzeczywiście czasami może tak być, ale nierzadko też panie wchodzą w relacje z założeniem z popularnego obrazka: „Jestem samolubna, niecierpliwa i trochę niepewna siebie. Popełniam błędy, tracę kontrolę i jestem czasami ciężka do zniesienia. Ale jeśli nie potrafisz znieść mnie kiedy jestem najgorsza, to pewne, że nie zasługujesz na mnie, kiedy jestem najlepsza.” Żeby poradzić sobie z kimś takim mężczyzna musiałby zapewne być dziesięć lub piętnaście lat starszy, a przecież większość pań nie szuka partnerów życiowych z tak dużą różnicą wieku. Jeśli ktoś jest z grubsza zadowolony ze swojego życia, a poza tym ma zgodny charakter, jest stabilny, przystępny, pogodny i ugodowy, ma niewygórowane oczekiwania, nie ma mocno neurotycznej osobowości, partner takiej osoby nie musi być szczególnie dojrzały, by związek raczej się układał – może to być na przykład rówieśnik. W takim wypadku zawarcie małżeństwa może też odbyć się już na początku dorosłości. Takie pary się zdarzają, a wcześnie żeniący się panowie nie zawsze narzekają na swój los, a bywa, iż go chwalą. Jeśli jednak ktoś jest roszczeniowy, nieasertywny, impulsywny, drażliwy i zmienny, a przy tym ma zawyżone oczekiwania, bycie z taką osobą wymaga ogromnej dojrzałości. Rówieśnik rozważając relację z podmiotem lirycznym przytoczonego wyżej cytatu, powinien być na tyle dojrzały, by – zamiast się oświadczyć – pomimo doświadczania haju hormonalnego czy zachłyśnięcia relacją z kobietę powiedzieć samemu sobie „nie, ona raczej potrzebuje ekwiwalentu ojca, a nie męża, to nie dla mnie”. Z tego co widzę i słyszę, mężczyźni coraz dojrzalej podchodzą do tematu małżeństwa, co przede wszystkim przejawia się tym, iż nie zawierają go pochopnie, z nieodpowiednimi osobami lub z błahych powodów bądź na niekorzystnych warunkach. Kobiety mają nierzadko dużą wolę zawarcia małżeństwa, ale nie zawsze koresponduje to z ich realną sprawnością w zakresie podtrzymywania relacji, czego mężczyźni często boleśnie doświadczają. Dojrzale jest brać to pod uwagę. Ludzie czasem myślą życzeniowo, że po ślubie wszystko się zmieni na lepsze, ale nie jest to gwarantowane i może być wprost przeciwnie. Wiele rozwodów następuje w ciągu dwóch lat małżeństwa. Czy terapia online, terapia dla par może pomóc? Zdarza się, że pary, zwłaszcza osób przed 30-tym rokiem życia, zgłaszają się na konsultację psychologiczną w celu uzyskania porady psychologa na temat rozterek związanych z ewentualnym ślubem, małżeństwem. Psychoterapeuta pomaga w szczerej, wszechstronnej rozmowie, która pozwala spojrzeć na instytucję małżeństwa z różnych perspektyw, by omówić wszelkie obawy, dylematy, zastrzeżenia. Czasami terapia online jest wybierana przez pary, gdy brak oświadczyn doprowadził do pogorszenia relacji, konfliktów i dużego napięcia. W takim wypadku potrzebna jest praca nad ponownym wzajemnym zbliżeniem się do siebie partnerów, odbudową zaufania i dobrych relacji. Niekiedy trzeba przyjrzeć się temu, czy któreś z dwojga nie przywiązuje nieadekwatnej, nadmiernej wargi do instytucji małżeństwa albo przesadnie nie uzależnia od tego swojego poczucia własnej wartości. Jeśli bowiem ktoś aż tak wielką wagę przywiązuje do tej sprawy, trudno mu będzie w sposób neutralny, racjonalny i rzetelny porozmawiać o wątpliwościach partnera – zamiast tego może brać wszystko do siebie i reagować nadmiernie. Nierzadko podczas psychoterapii pracuje się nad różnymi przekonaniami odnośnie funkcjonowania w bliskich relacjach w ogólności, a nie tylko związku małżeńskim. Bywa, że panie stawiają sprawę na ostrzu noża lub stwierdzają, że skoro partner się nie oświadcza, to znaczy, iż tak naprawdę nie kocha. Takie postawienie sprawy w zasadzie uniemożliwia jakikolwiek dialog, więc konieczne jest uelastycznienie tej bardzo zerojedynkowej, czarno-białej interpretacji. Psycholog online ma wtedy trudne zadanie, które polega na tym, by dana osoba stała się zdolna do zauważania wszelkich niuansów, bo dopiero wtedy możliwe jest całościowe przyjrzenie się problemowi i poszukiwanie jego rozwiązań.
  2. psycholog Rafał Olszak

    Psycholog online: męska depresja, depresja mężczyzny

    Depresja mężczyzny, męska depresja Depresja mężczyzny to poważny temat. Choćby dlatego, że rocznie kilka tysięcy Polaków podejmuje próby samobójcze zwieńczone tragicznym finałem. Również z tego powodu, że przytłaczająca większość mężczyzn nigdy nie udaje się po pomoc psychologa – m.in. nie dają sobie prawa do sięgnięcia po wsparcie, chcą podtrzymać wizję samowystarczalności albo po prostu nie wierzą w skuteczność terapii i żadne wyniki badań ich nie przekonują. Geneza depresji czyli skąd wziął się na dysku „depresyjny program” Mówiąc o męskiej depresji warto moim zdaniem nade wszystko odwołać się do perspektywy ewolucyjnej. Zgodnie z tą teorią depresja nie jest bezsensowną przypadłością, która jak wysypka nęka człowieka, by złośliwie uprzykrzać mu życie. Psychologowie ewolucyjni utrzymują, że depresyjny nastrój w przeszłości skłaniał do powstrzymania się przed aktywnościami, które w danym okresie mogły nie być korzystne. Jeśli przychodziły chude lata albo wyjątkowo ciężkie czasy, człowiek „zwalniał obroty”, wycofywał się i dzięki temu nie marnował energii, zasobów, nie ogałacał spiżarni w okresie, kiedy zdecydowanie nie należało biesiadować ani nadwerężać budżetu, a o kobietach można było co najwyżej pomarzyć. Trzeba było oszczędzać siebie i zasoby, więc człowiek miał obniżony nastrój, mniejszą motywację do działania, niższy poziom libido, chował się w jaskini i przeczekiwał trudny czas. Nie był to stan przyjemny, ale zdawało to egzamin. Właśnie dlatego uważam, że mężczyzną w depresji powinna zaopiekować się psychoterapeutka – psycholog kobieta. Już sam fakt kontaktu z kobietą jest wyłamaniem się ze schematu, w którym często tkwią mężczyźni w depresji pozbawieni satysfakcjonujących relacji z płcią piękną. Oczywiście nie może to być pierwsza z brzegu magister psychologii. Ma to być taka kobieta psycholog, która ma zdrowy stosunek do czasu – nie spogląda ukradkiem na zegarek myśląc „byle do końca”, ale sensownie organizuje spotkania, by było jasne, co jest do zrobienia i mieściło się to w zaplanowanych 50-ciu minutach. Taka, która daje narzędzia do radzenia sobie z depresją, a nie tylko kiwa głową jak maskotka stawiana w starych autach na desce rozdzielczej. Taka, która umie wykorzystać swój kobiecy pierwiastek w sposób, który inspiruje mężczyznę do działania, a nie zawstydza go lub dodatkowo dołuje, gdy depresyjny smutek jednak nie pozwolił zrealizować pewnych celów. Stan ten dzisiaj określa się jako zaburzenie nastroju, zaburzenie depresyjne, epizod depresji i uznaje za chorobowy. Oczywiście istnieją inne teorie na temat genezy depresji, ale na potrzeby tego artykułu pozostańmy przy tej perspektywie. Przyjmijmy, że jest to dawno temu wgrany nam przez ewolucję do mózgu program, który aktywuje się pod wpływem określonych czynników – obecnie bardzo często całkiem nie w porę. Przyczyny depresji czyli co u mężczyzn uruchamia „depresyjny program” Jeśli by się dobrze przyjrzeć, dzisiejsze społeczeństwo i jego funkcjonowanie na wiele różnych sposobów stwarza warunki, które aktywują wspomniany „depresyjny program”. Wysoki poziom stresu, wszechobecna presja, nieadekwatne sprzeczne wymagania, niesprawiedliwy rozkład sił, nieustająca walka, nadmierne korzystanie lub wręcz uzależnienie od używek dla złagodzenia emocjonalnego bólu – to tylko niektóre czynniki. Na domiar złego mężczyźni od zarania dziejów, ale zwłaszcza w ostatnim czasie, gdy wszystko toczy się w galopującym tempie na ekstremalnie wysokich obrotach, mają tendencję do skupiania się na hierarchii zamiast na życiu i własnych potrzebach. Wojna na drabinie społecznej wykańcza nawet najlepszych – ofiar stanowczo nie brakuje na każdym szczeblu, bo depresja nie oszczędza nikogo. Statystyczny mężczyzna trafia do pracy, w której za beznadziejne pieniądze jest eksploatowany do granic możliwości. Dużą część zarobionych pieniędzy oddaje w formie podatków, które są głównie dystrybuowane między innych ludzi – wobec niego obojętnych lub nawet wrogich. Grzęźnie w nie dającym satysfakcji małżeństwie lub monogamicznej relacji innego typu, na domiar złego zwykle po paru latach doświadczając dojmującego spadku pożądania do widywanej codziennie, nieskorej do intymnych urozmaiceń partnerki, która wiecznie czegoś od niego chce – często przy tym oferując niewiele w zamian. W akcie desperacji sięga po alkohol lub inne używki, które stanowią swoisty wentyl bezpieczeństwa, którym uchodzi gromadzone napięcie. Doświadcza poczucia niższej wartości stale będąc zestawianym i porównywanym przy różnych okazjach do lepiej zarabiających, o lepszym statusie społecznym. Ewentualnie sam się porównuje codziennie stojąc w korkach w swoim 15-letnim samochodzie, mijając kolejne bilbordy z twarzami wymuskanych celebrytów zarabiających miesięcznie za bieganie za piłką lub robienie z siebie wariata na wizji tyle, co on przez rok lub dwa. Czuje się jak w pułapce bez wyjścia, nie dostrzega perspektyw (które realnie rzecz biorąc nierzadko bywają bardzo trudne). Jeśli na dodatek za młodu był na tyle naiwny, by ożenić się i spłodzić dzieci, jest w potrzasku, ponieważ odchodząc lub będąc rzuconym przez roszczeniową małżonkę i tak będzie musiał na nią i odebrane mu potomstwo łożyć przez długie lata. Kobieta wychodząc z małżeństwa ma dzieci i systematyczne zastrzyki pieniędzy – mężczyzna jedynie długi i poczucie zawodu. A jeśli ośmieli się nie być trybikiem w tej machinie, czeka go więzienie. Zaś świat chce od niego coraz więcej i więcej, choć i tak już Polacy żyją około 7 lat krócej od Polek, natomiast zdecydowana większość dochodu państwa wytwarzana jest przez mężczyzn, zaś spożytkowywana przez płeć piękną. Biorąc to wszystko pod uwagę można powiedzieć, że to doprawdy jakiś cud, że depresję rozpoznaje się „tylko” u około 10% populacji, a polska Policja odnotowuje „jedynie” około 10 tys. prób samobójczych rocznie (z czego przytłaczającą większość podejmują mężczyźni). Jak widać, istnieje całe mnóstwo czynników, które mogą uruchomić „depresyjny program” i nierzadko robią to skutecznie (więcej o tym, co niszczy współczesnego mężczyznę, pisałem tutaj). W rezultacie mężczyźni wycofują się społecznie, przestają się rozwijać, załamują ręce bo nie mają już chęci uczestniczyć w wyścigu szczurów. Albo przestają widzieć sens w odgrywaniu roli trybiku bądź tracą siłę by dalej walić głową w mur. Ewentualnie by zaspokajać mające nieadekwatne oczekiwania kobiety tylko po to, by potem utknąć w monogamicznej pułapce drenującej ich portfele i zasoby energii życiowej w imię realizowania społecznych ideałów. Z małżonką przypominającą sobie o współżyciu jedynie wtedy, gdy przyjdzie jej do głowy spłodzenie kolejnego potomka. Nic dziwnego, że mężczyźni czują się oszukani przez „system”, mówią o funkcjonowaniu w „Matrix” i mają poczucie, że zostali zdradzeni przez społeczeństwo. Naprawdę niewiele potrzeba, by w takiej sytuacji uruchomił się „program”. Zwłaszcza, że w mediach ciągle słyszy się o kolejnych przywilejach dla kobiet, a na temat dyskryminacji mężczyzn i o kampaniach na ich rzecz prawie wcale, choć doświadczają nie mniejszych problemów. Mężczyzna chorujący na depresję NIE jest kimś, kto ma słaby charakter Wprost przeciwnie, może to być bardzo twardy facet, który jest w stanie wiele znieść, a przy tym ma oczy szeroko otwarte, jest świadom tego, jak źle się dzieje wokół, co może być dołujące, gdy analizuje się zbyt głęboko i długo. Być może to nawet nieuniknione, by przejść etap przygnębienia po uprzytomnieniu sobie pewnych spraw, ale na szczęście nie zawsze przybiera on postać aż kliniczną. Niestety, część mężczyzny uważa, że depresja to słabość charakteru lub jakiś rodzaj wydumanego wymysłu bądź wręcz zakamuflowana forma lenistwa. Abstrahując już od medycznej nomenklatury, która określa ten problem jako choroba, warto poważnie potraktować ten temat i gdy dostrzeże się sygnały działania „depresyjnego programu”, postarać się go wyłączyć lub przynajmniej ograniczyć do znośnych rozmiarów. Często trzeba „zaktualizować system”, zmienić pewne przekonania, pracować nad wykrywaniem tzw. automatycznych myśli i kwestionowaniem ich lub podjąć określone działania. Ma to miejsce podczas samodzielnej pracy nad sobą oraz w trakcie psychoterapii indywidualnej. Nierzadko warto mieć też wsparcie farmakologiczne, by łatwiej było zebrać siły na dezaktywację „programu”. Z tego względu należy skonsultować się z lekarzem psychiatrą oraz psychoterapeutą po dostrzeżeniu objawów depresji takich jak stany przygnębienia, rozdrażnienie, spadek motywacji, trudność w doświadczaniu radości i utrata zainteresowań, trudność w podejmowaniu decyzji, tendencje do izolowanie się od ludzi, nietypowo częste rozklejanie się, bezsenność, spadek apetytu lub zajadanie chandry, myśli o śmierci lub samobójstwie. Nie ma co się czaić, migać od wizyty u lekarza czy psychologa, bo to żadna ujma, że ma się uruchomiony „depresyjny program”, który po prostu trzeba wyłączyć stosując odpowiednie metody. Analogiczne jak w przypadku wirusa komputerowego, który usuwa się przy pomocy specjalnej aplikacji po to, by móc bezproblemowo działać. Mężczyzna w depresji – jak wybrać psycholog, psychoterapeutkę Niektóre psycholożki są zbyt zasadnicze, ę, ą, bątą, wchodząc w rolę eksperta w oprawkach za 3000 zł i garsonce o podobnej wartości, w dodatku kupionej przez nadzianego męża. Zdają się prowadzić terapię, aby się dowartościować, wywyższyć i nie siedzieć w domu. To nic, że gabinet opłaca im tatuś lub partner. Inne nie mają pomysłu na terapię, więc sesje z nimi są przegadane, niekonkretne (to tzw. dryf terapeutyczny). Zdarzają się też „mamuśki”, które z ogromną, przesadną empatią starają się zaopiekować klientem, co jest aż trudne do zniesienia, bo dorosły człowiek może poczuć się niezręcznie, gdy jest traktowany jak dziecko. Zdarzają się jednak na szczęście całkiem ogarnięte babki, które nie tylko mają dyplom, ale i odpowiednie podejście. Warto pamiętać, że stosunkowo rzadko zdarza się, że od razu trafi się na właściwą osobę, ewentualnie na człowieka, który pomoże we wszystkim – czasem trzeba po jakimś okresie zastąpić jednego specjalistę innym. Tak to wygląda w praktyce, bo poszczególni terapeuci mają swoje poglądy, preferują określone metody i podejścia teoretyczne, mają opanowane różne techniki lub są szczególnie dobrze rozeznani w zakresie leczenia wybranych dolegliwości i mają ukończone odpowiednie kursy na ten temat. Jeśli chodzi o leczenie depresji równie skuteczne są pomoc psychologiczna stacjonarnie, udzielana podczas sesji terapeutycznych w gabinecie oraz wsparcie psychologa online, w trakcie psychoterapii przez Skype. Choć istnieją poradnie, w których także z psychiatrą można porozmawiać przez Internet, warto w miarę możliwości udać się do lekarza osobiście. Niewykluczone zresztą, że zleci jakieś badania i tak czy owak trzeba będzie pofatygować się do placówki zdrowia. Mężczyznom cierpiącym na depresję przydaje się nierzadko również kontakt z doradcą zawodowym, by mogli lepiej planować karierę, dobrym (naprawdę sensownym) life i zawodowym coachem, by zwiększać jakość życia i optymalizować wydajność. Niektórzy mężczyźni chwalą sobie również kontakt z duchownymi, zwrócenie się do siły wyższej i odwołanie do wartości religijnych. Jeśli zaś chodzi o niesatysfakcjonujące relacje, czasami pomocna okazuje się terapia małżeńska, terapia dla par.
  3. psycholog Rafał Olszak

    Psycholog online: jak zaakceptować swój wygląd

    Nie każdy mężczyzna jest wysoki jak brzoza a nie każda kobieta ma duży biust. Nie każdy mężczyzna ma „kaloryfer” zaś nie każda kobieta – talię osy. Nie każdy jest gładki i młody, a nawet młodzi i gładcy nie zawsze mają tzw. dobre geny. Czy to czyni nieatrakcyjnym? NIE. Prawdziwym piętnem jest poczucie nieatrakcyjności. Emanuje nim ktoś, kto czuje się brzydki, myśli, że jest niewystarczający, gorszy. Ktoś taki staje się nieatrakcyjny, bo nieświadomie podkreśla swoje niedoskonałości i kamufluje atuty. Plaża to piekło dla takich osób tak samo jak każda okazja do ekspozycji siebie. Na szczęście nie musi tak być. „Jak zaakceptować swój wygląd” to jedna z niezwykle często wpisywanych w wyszukiwarki fraz... Spróbujmy rozgryźć ten temat! W dobie serwisów społecznościowych młode kobiety i młodzi mężczyźni nierzadko mierzą swoją wartość liczbą polubień ich zdjęć i profilów. Nic więc dziwnego, że kwestia wyglądu urasta do tak ogromnych rozmiarów. Zdjęcia retuszowane są na potęgę, ludzie spędzają całe godziny robiąc fotografie i wybierając najlepsze ujęcia. Cała ta kultura kultu urody przyczynia się do różnorodnych problemów. Przede wszystkim jest źródłem narastającego niezadowolenia z własnego wyglądu u coraz liczniejszej grupy ludzi. Skłania mężczyzn do morderczych treningów i brania sterydów, kobiety do nie mniej bezwzględnej walki o nienaganną sylwetkę – na siłowni czy w ramach morderczej diety. Bigoreksja, ortoreksja i inne zaburzenia odżywiania są coraz częstszymi problemami. Nierzadko ludzie popadają też w stany przygnębienia z powodów pośrednio lub bezpośrednio związanych z własnym wyglądem. Poczucie własnej wartości a wygląd Gdy mowa o akceptacji wyglądu należy zwrócić uwagę na poczucie własnej wartości. Jak sama nazwa wskazuje, jest to uczucie, pojawiające się w odpowiedzi na ocenę samego siebie, czyli po prostu samoocenę. Poczucie własnej wartości to temat rzeka. Istnieją opasłe podręczniki temu poświęcone. W tym miejscu zatrzymajmy się na dłużej przy jednej, szczególnie ważnej kwestii. Wartość. Wartość jest czymś względnym, zależy od relacji. Zilustrujmy to przykładem. Dolar amerykański zupełnie co innego znaczy w Meksyku, a co innego w, powiedzmy, Wielkiej Brytanii. A przecież nadal jest to dokładnie ten sam dolar – banknot o tym samym nominale. Nasuwa się więc istotne, choć jeszcze nie najważniejsze, pytanie: w jakiej ty jesteś relacji. Takiej, która dodaje ci skrzydeł, wspierającej, życzliwej, wyrozumiałej, motywującej, czy wprost przeciwnie, pełnej krytycyzmu, niechęci, braku uwagi, surowej albo wręcz okrutnej. Czytając te słowa być może zakładasz, że chodzi o relację z kimś innym. Nie, chociaż to też istotne. Najważniejsze pytanie brzmi jednak w jakiej relacji jesteś sam lub sama ze sobą. Twoje poczucie własnej wartości, to jak się czujesz z własnym ciałem zależy właśnie od tego, jaką masz relację ze sobą, jak ze sobą się obchodzisz. Czy aby na pewno nie jest to relacja toksyczna? Połowa sukcesu to nie pogarszać sprawy Ludzie, którzy są na etapie niechęci czy wręcz nienawiści do własnego wyglądu dodatkowo mają do siebie pretensje o to, że nie potrafią siebie zaakceptować. W tej kwestii nie ma jednak drogi na skróty, a przeskok z „nie znoszę siebie” do „w pełni siebie akceptuję” jest niezwykle trudny. Te dwa stany dzieli przepaść. W istocie zatem nie chodzi nawet o to, żeby od razu całkowicie wszystko w sobie zaakceptować. Na dobry początek warto przynajmniej przestać siebie nieakceptować, spróbować być wobec siebie neutralnym, zakwestionować myśli pełne negatywnych komentarzy pod własnym adresem, odpierać samokrytycyzm, pracować nad nowym dialogiem wewnętrznym. Dla niektórych osób to jak nauka nowego języka. Nie dlatego, że używa się zupełnie nieznanych słów. Po prostu to całkiem świeży sposób komunikowania się ze sobą samym, wyrażania miłości własnej. Czasami wręcz nieodzowna jest pomoc psychoterapeuty, innym razem psycholog przyśpiesza ten proces nie inaczej niż nauczyciel języka obcego. Bądź tak dobry i zacznij łaskawie zauważać, że nie tylko piękni bywają szczęśliwi i miewają fajne życia Osoby piękne pokazywane są w mediach, eksponowane i w ogóle, ale czy tylko takie jednostki mogą wieść udane, pełne, satysfakcjonujące życie? Pominąwszy fakt, że nierzadko są to ludzie w głębi ducha nieszczęśliwi, desperacko zabiegający o uznanie i uwagę, od których niekiedy bywają wręcz uzależnione, jest z nimi jeden zasadniczy problem. Skupianie się na nich może zacząć na ciebie niezbyt dobrze wpływać w wyniku chociażby dokonywanych porównań. Zacznij podejmować świadomy wysiłek, by zauważać ludzi zadowolonych, wiodących fajne życia, mających udane relacje, którzy jednakowoż z powodu wieku bądź genów czy innych czynników odbiegają od lansowanego kanonu piękna. Brak akceptacji wyglądu a zniekształcone myślenie Ludzie mają tendencję do przywiązywania dużej wagi do czynników, które w ich ocenie narażają ich na straty. Obawa przed tym jest nawet większa niż troska o możliwość zyskania czegoś. Taką mamy naturę. W myśleniu osób drastycznie nieakceptujących własnego wyglądu można jednak dostrzec szereg wręcz rażących usterek w rozumowaniu, zniekształceń poznawczych, co niejednokrotnie dalece przekracza zwykłą ludzką troskę o uniknięcie strat. Na przykład: przeceniają ilość tego, co ich zdaniem tracą ze względu na to, jak wyglądają, wyolbrzymiają znaczenie tego, czego w ich ocenie są pozbawione z uwagi na wygląd, nadmiernie koncentrują się na tym, co wygląd im utrudnia lub czego je pozbawia, skupiają się na tym, co w ich odczuciu naraża je na odrzucenie, izolację, porażkę matrymonialną, przypisują sobie zbyt dużą rolę w kwestii tego, jak wyglądają, oraz przeceniają rolę tego faktu w perspektywie osobistych celów, i w wyniku tego czują się winne lub wstydzą się siebie, są nadmiernie zaabsorbowane wyglądem i potencjalnymi korzyściami, które z tego w ich odczuciu płyną, więc dostrzegają wszystkie, choćby najmniejsze oznaki ważkiej roli wyglądu, przeceniają potencjalne korzyści, jakie mogłyby odnieść wyglądając inaczej. Jeśli tego typu tok myślenia utrzymuje się przez wiele miesięcy, w tym czasie rozwija się niczym rak, to ze zrozumiałych względów trudno go wykorzenić we względnie krótkim okresie, choć nie jest to też całkiem nieprawdopodobne i niekiedy się udaje. Generalnie jednak warto możliwie wcześnie interweniować w tej sprawie lub przynajmniej nie odwlekać tego w nieskończoność, ponieważ negatywna sieć myśli o sobie w perspektywie czasu rozrasta się. Bywa niestety, że ludzie hodują tego potwora całymi latami! Uwalnianie się od braku akceptacji Postaraj się stracić zainteresowanie tym, czego potencjalnie pozbawia cię twój wygląd i zacząć bardziej cieszyć tym, co mimo wszystko ci oferuje. Mężczyźnie może być trudno wieść życie pełne podbojów jeśli nie jest typem wysokiego bruneta o wyraźnych rysach twarzy i nienagannej sylwetce, z sześciopakiem. Nie znaczy to jednak, że nie może mieć wprost wybornego życia seksualnego – w stałym związku. W dodatku dającego spełnienie emocjonalne w przeciwieństwie do co najwyżej haju możliwego do zaznania podczas przygodnych kontaktów seksualnych, podbojów. Kobiecie, jeśli nie szczyci się urodą, może być trudno zdobyć uznanie popularnych koleżanek, przyciągnąć pokaźne grono obserwujących na Facebooku czy Instagramie, zwrócić na siebie uwagę przystojnego mężczyzny lub skłonić go do poważnego zaangażowania. Nie znaczy to jednak, że nie może liczyć na udane przyjaźnie i satysfakcjonujący związek z kochającym mężczyzną, który pod wpływem uczuć i tak stanie się dla niej kimś wyjątkowym. Z wzajemnością. Jak widać rozstrzygające jest to, czemu poświęca się uwagę, a czym przestaje się interesować. Doskonale podsumowuje to wypowiedź pewnego malca z domu dziecka, w którym kiedyś byłem w charakterze wolontariusza. Zapytałem go dlaczego nie chce już być łowcą smoków, bo przecież poprzednim razem mówił, że chce nim zostać w przyszłości. „Nie chcę być już łowcą smoków, bo wiem, że nim nie zostanę.” Zastrzelił mnie tym tekstem. Nie wiem jak do tego doszedł, ale było to olśniewające i pokrzepiające zarazem: od małego umiemy tracić zainteresowanie bycia tym, kim nie jesteśmy, nie będziemy. W razie potrzeby warto sobie tę umiejętność przypomnieć. Wszyscy przecież kiedyś chcieliśmy być kimś, kto potem okazywał się jednak dla nas nieinteresującą opcją. Siebie natomiast mamy niezmiennie, podobnie jak jedno źródło uczucia, które nigdy nie wysycha - miłość własną. Bywa, że człowiek gania za tym, co w istocie wcale nie jest mu potrzebne. Z takiej bieżni warto zstąpić. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  4. psycholog Rafał Olszak

    Czy faktycznie przemoc ma płeć

    Jako psycholog pisuję różne teksty. Choć ludzie są sami odpowiedzialni za własne emocje, to jednak nie jest mi to całkiem obojętne, jak reagują na moje artykuły. Wiadomo mi, że niektóre bulwersują kobiety, a inne – mężczyzn, choć rzecz jasna nie są pisane po to, by kogokolwiek wytrącać z równowagi. Mają zwrócić uwagę na pewne zjawiska, nad którymi warto pracować, by je ograniczać. Rozmowa o przemocy może wywołać gorące emocje, ale warto mieć na względzie, że celem poniższego artykułu jest omówienie tego zagadnienia po to, by ograniczać przemoc, która rujnuje relacje. W tym wypadku stosowaną wobec mężczyzn przez kobiety. Jeśli jesteś kobietą, a chcesz przeczytać niniejszy artykuł nie biorąc go nadmiernie do siebie, wyobraź sobie, że te rzeczy miałyby spotkać twojego syna. Prawdopodobnie pozwoli to podejść do tematu bardziej empatycznie. Mężczyzna w naszej kulturze od dziecka wychowywany jest na człowieka, który nie donosi, swoje sprawy załatwia samemu, szerokim łukiem omija rolę ofiary w ostateczności dzielnie znosząc ciosy bez robienia wokół tego szumu, bo „chłopaki nie płaczą”. Nie znaczy to bynajmniej, że nie bywa ofiarą przemocy ze strony płci przeciwnej. Nie ma po prostu wewnętrznej zgody ani społecznego przyzwolenia na afiszowanie się z tym. Kobiecie mogłoby przynieść to pewien pożytek, i często jest kartą przetargową w walce o różne przywileje. Mężczyźnie o ile w ogóle dałoby to jakiekolwiek korzyści, to wiązałoby się z większymi stratami. Feministki twierdzą, że przemoc ma płeć, oczywiście męską, na poparcie tej tezy przywołując statystyki przemocy fizycznej wobec kobiet. Na podstawie tych statystyk nie można niestety wysnuć logicznego wniosku, jakoby mężczyźni rzadziej bywali ofiarami przemocy fizycznej, a jedynie taki, że bez wątpienia rzadziej to zgłaszają. Co więcej, należy również podkreślić, że przemoc fizyczna nie jest jedynym istniejącym rodzajem nadużycia. Nie mniej raniące są inne formy przemocy, na które przynajmniej w zaciszu gabinetu psychoterapeutycznego i w anonimowych relacjach zwracają uwagę jej ofiary, w tym równie często mężczyźni. Przyjrzyjmy się niektórym rodzajom kobiecej przemocy wobec mężczyzn. Przemoc słowna oraz tzw. werbalne kastrowanie – „mężczyzna zaczyna się od 190 cm”, „gdybyś był prawdziwym mężczyzną nie miałbyś problemu ze znalezieniem pracy”, „co to za facet bez samochodu”, „co z ciebie za chłop skoro masz depresję”, „jak mogę traktować cię jak mężczyznę, głowę rodziny, skoro mniej zarabiasz ode mnie”, „jesteś gorszy niż twój ojciec”, „do niczego się nie nadajesz”, „co to za man bez kaloryfera”, „gdybyś zarabiał tyle, ile powinien prawdziwy facet, nie mielibyśmy takich trudności”, „mój były mógł robić to kilka razy przez całą noc, więc ciesz się, że z tobą jestem” – oto przykłady przemocy słownej oraz tzw. werbalnego kastrowania, którym często towarzyszą obelgi. Generalnie kobieca przemoc słowna najczęściej wymierzona jest w poczucie godności, honor, dobre imię, męskość. Czasami ogranicza się do okresu, gdy związek trwa, ale nierzadko nasila się dopiero po jego zakończeniu, by zniszczyć reputację mężczyzny. Bywa, że przyjmuje formę pieniactwa – w sądzie mężczyzna jest oskarżany o najgorsze rzeczy (nawet molestowanie własnych dzieci, przemoc wobec małżonki bądź wręcz o gwałt), szkalowany pod pozorem respektowania prawa. Stosunek sądów do tych kwestii – nie licząc dobrych wyjątków, gdy kobieta naprawdę zostaje ukarana za fałszywe oskarżenia i pomówienia – jest niestety bardzo pobłażliwy. Bierna agresja – istotą biernej agresji jest celowe, ale dobrze zakamuflowane wyrażanie złości. Bierno-agresywna osoba na przykład specjalnie ociąga się w realizacji wspólnych planów choć deklarowała ich poparcie, obraża się i milczy by tak dokuczyć partnerowi, demonstracyjnie okazuje chłód emocjonalny, niby przypadkiem zapomina o ważnych dla partnera kwestiach, ewentualnie perfidnie sabotuje działania mężczyzny żeby mu dopiec, uprzykrzyć życie. Czasami bierna agresja przyjmuje wręcz formę instytucjonalną, gdy na przykład kobieta wykorzystuje swoją uprzywilejowaną w polskim prawie pozycje i, choć systematycznie otrzymuje alimenty, mimo to i tak zgłasza sprawę do komornika, by narazić mężczyznę na większe koszty i niedogodności, wstyd. Bierna agresja nierzadko przybiera formę gry mającej na celu wytrącenie partnera z równowagi, by kobieta mogła z czystym sumieniem otwarcie wybuchnąć niejako odpowiadając na atak, co czyni taką odpowiedź usprawiedliwioną. Na przykład bierna agresja może być celowo nadmierną reakcją na dostrzeżenie u partnera gniewu. Typowy przykład to użycie słów „Nie unoś się, czego się wściekasz” w sytuacji, gdy uzasadniona złość partnera jeszcze jest całkowicie pod kontrolą, a jedynie widać, że jest zdenerwowany. Takie komunikaty nierzadko mają charakter prowokacji, unieważniają uczucia mężczyzny, co oczywiście w końcu może prowadzić do wybuchu. Wtedy kobieta osiąga swój cel i mogąc o to obwinić stronę, która pierwsza otwarcie okazała gniew, odpowiada ogniem i wreszcie wygarnia to, o co jej tak naprawdę chodziło, dumna, że nie zaatakowała pierwsza. W razie czego może wtedy o wszystko obwiniać partnera. Hejt płci – częstym zjawiskiem, zwłaszcza w Internecie, choć bynajmniej nie tylko, jest atakowanie męskości jako takiej werbalnie lub postawą, z domieszką stereotypizacji... „mężczyzna powinien móc zawsze”, „wszyscy faceci są tacy sami”, „facet to świnia”, „każdy facet zdradza”, „oj jacy mężczyźni są biedni, rozczulające, do roboty by się wzięli, żeby przynajmniej płacić alimenty, tylko do tego się nadają”, „mężczyźni to duże dzieci”, „gdzie ci mężczyźni?!”, „prawdziwych facetów już nie ma!”, „wszystko na barkach kobiet, na facetów nie ma co liczyć”, „faceci myślą tylko o jednym”, „wszyscy macie horyzonty ograniczone do szerokości rozporka” to komunikaty lub podejście do mężczyzn, które oczywiście może dotykać, bulwersować, ranić. Przemoc ekonomiczna – presja, by mężczyzna ponosił wszystkie koszty spotkań, atrakcji, randek, czy czerpanie profitów poprzez perfidne wykorzystanie obowiązku alimentacyjnego poprzez żądanie wsparcia wyższego, niż rzeczywiście niezbędne, to formy nadużyć wobec mężczyzn, jakich dopuszczają się czasami niektóre kobiety dla korzyści majątkowych. Mężczyzna bywa bezwzględnie sprowadzany do roli bankomatu pod groźbą etykietowania jako niemęski, nie dość dobry, gorszy, rodzic drugiej kategorii. Problematyczne bywają również podwójne standardy w kontekście pieniędzy: jeśli mężczyzna jest tymczasowo bez pracy lub zarabia mniej niż kobieta, ona źle na niego patrzy lub wręcz daje mu do zrozumienia, że jest nieudacznikiem, a kiedy to jej się zawodowo nie powodzi, surowo oczekuje opieki. Zatrważająca jest zuchwałość niektórych pań w zakresie stosowania tej strategii. Na pewnym zgrupowaniu kobiet jedna z prelegentek powiedziała „Drogie panie, pamiętajmy, pieniądze kobiety są kobiety, a pieniądze męża są nasze” i otrzymała owacje na stojąco. To jest właśnie wypaczony, seksistowski sposób, w jaki wiele współczesnych kobiet pojmuje równouprawnienie, co oczywiście prowadzi je do stosowania przemocy ekonomicznej względem mężczyzn. Manipulacja – na przykład w wielu miejscach w Internecie można znaleźć krótkie i bardziej obszerne dyskusje bądź artykuły na temat tego „jak złapać faceta na dziecko”; na serwisach aukcyjnych można kupić pozytywne testy ciążowe czy zdjęcia płodu, które mają ułatwić oszukanie mężczyzny. Szacuje się również, że około 10-12% ojców w Polsce wychowuje nie swoje dzieci nie mając o tym bladego pojęcia, bo ich partnerki to celowo zatajają. Systemowo podwójne standardy – przyjęło się, że mężczyzna jest też pozbawiony prawa głosu w pewnych sprawach, w których ma decydować kobieta. Na przykład gdy partnerka zachodzi w ciążę – o konsekwencjach ma decydować wyłącznie ona. Może urodzić lub przeprowadzić aborcję, a mężczyzna nie ma nic do powiedzenia i jest zdany na jej łaskę lub niełaskę. Kobieta może zrezygnować z konsekwencji macierzyństwa, a mężczyzna nie – jeśli kobieta tak zdecyduje, ma zostać jej wierzycielem na lata i koniec dyskusji. Trudno się dziwić, że ktoś potraktowany jak śmieć bez prawa głosu potem sabotuje spłatę alimentów... Szantaż emocjonalny – różne rodzaje przemocy wobec mężczyzny od stawiania ultimatum („Jeśli spróbujesz się ze mną rozwieść, to nigdy już nie zobaczysz dzieci!”, „alimenty cię wykończą”, „jak wyjdziesz do kolegów to zapomnij o miłej atmosferze”), poprzez groźby („jeśli odejdziesz, załamię się”), cierpiętnictwo (na pytanie co kobiecie dolega mężczyzna słyszy „nic”, a potem robi się chłodna i nieprzyjazna), a skończywszy na manipulacjach związanych z gratyfikacjami („między nami będzie jak dawniej pod warunkiem, że...”). Pieniactwo – mężczyźni w trakcie rozwodów bywają bezzasadnie oskarżani przez byłe partnerki o przeróżne czyny od przemocy fizycznej, poprzez zarzuty ukrywania dochodów, próby uprowadzenia własnych dzieci, a na ich rzekomym molestowaniu kończąc. Wszystko po to, by dokuczyć, narazić na jak największy stres, oczernić mężczyznę, ugrać jak największe alimenty lub odizolować od dzieci. Nastawianie dzieci przeciwko ojcu bądź utrudnianie ojcu kontaktu ze swoim potomstwem – to problem, który dotyka wielu mężczyzn w trakcie rozwodów lub po nich. Przemoc emocjonalna – ma na celu wywoływanie trudnych stanów psychicznych i napięcia, zwykle ma służyć podporządkowaniu, wywarciu presji, spowodowaniu takim chwytem pożądanej zmiany zachowania. Przejawia się na przykład poprzez oskarżanie mężczyzny przez kobietę o jej własne gwałtowne zachowania lub wręcz twierdzenie, że mężczyzna na takie traktowanie zasługuje. Często polega na umniejszaniu, podkopywaniu poczucia własnej wartości, wywoływaniu poczucia winy lub złości (co czynione systemowo, tydzień po tygodniu, razem z innymi oddziaływaniami, nieuchronnie prowadzi do zmęczenia materiału, sprowokowanego wybuchu, który jest triumfem kobiety, bo daje jej kolejne argumenty możliwe do wykorzystania podczas konfliktów na całe tygodnie, a nawet miesiące). Przemoc seksualna (w tym kontrola seksu, szantaż seksualny, deprywacja seksualna) – polega na tym, że niektóre kobiety traktują seks jak kartę przetargową, stosują pewien rodzaj szantażu, bezwzględnie wywierają presję na mężczyznę, świadomie deprywując jego seksualne potrzeby, by realizować własne cele w małżeństwie (rano uwodzicielsko „jeśli to zrobisz, popieszczę cię tak, jak lubisz”, wieczorem ewidentnie fałszywie i z uczuciem triumfu na twarzy: „nie mam dzisiaj jednak ochoty, bo źle się czuję”; „dla kobiety gra wstępna trwa cały dzień, kotku...”). Zdarza się również dotykająca mężczyzn przemoc seksualna w formie niewłaściwych zachowań kobiet w miejscu pracy, prowokacji seksualnych, wykorzystywania pozycji w hierarchii firmy. Formą przemocy seksualnej bywa epatowanie seksapilem w niewłaściwych okolicznościach, a potem odwracanie kota ogonem i oskarżanie mężczyzny o brudne myśli, które zostały oczywiście wywołane z premedytacją. Rażąco nieasertywna komunikacja – ma miejsce gdy kobieta na przykład nie mówi o swoich potrzebach, a potem okazuje niezadowolenie, że mężczyzna ich nie zaspokoił, albo zamiast powiedzieć wprost, że czegoś nie akceptuje, mści się przy najbliższej okazji, ewentualnie zamiast powiedzieć, w czym tkwi problem, nie odbiera telefonu, by dokuczyć mężczyźnie, wywołać w nim przykre odczucia. Seksizm – nawet kobietom z wykształceniem psychologicznym zdarzają się niestety komentarze w stylu „mężczyzna też człowiek”, a znanym dziennikarkom „kobiety są ciekawsze, ładniejsze i bardziej barwne niż mężczyźni”. Są to delikatne przykłady seksistowskich tekstów. Wystarczy udać się w weekend do dowolnego baru, gdzie grupki młodych kobiet opowiadają sobie nawzajem z dosłownie wszystkimi szczegółami o mężczyznach, na których się natknęły w minionym tygodniu. „Ciachem” nazwany zostanie przystojny, ale już mężczyzna, który ośmielił się nie opłacić rachunku w całości, może liczyć na najgorsze obelgi. Pewną formą seksizmu są zachowania kobiet towarzyszące narzucaniu ich wymogów mężczyznom na zasadzie „facet powinien...”, a jeśli tych kryteriów nie spełnia, otrzymuje werbalny lub niewerbalny komunikat, że coś z nim nie tak. Kobieta traktuje mężczyznę jak przedmiot, który ma działać zgodnie z jej instrukcją – jeśli tak się nie dzieje, to... Najwyraźniej ten pan jest kolejnym dowodem, że trwa kryzys męskości! Przemoc fizyczna – wbrew pozorom kobiety również bywają sprawcami przemocy tego rodzaju, jakkolwiek mężczyznom, o ile w ogóle postrzegają siebie jako ofiarę, jest niezwykle trudno przemóc się, by sprawę tą zgłosić, ponieważ w naszym społeczeństwie to piętnujące i stanowi tabu. Zarzuty źle adresowane – kobiety miewają pretensje do mężczyzn za sytuacje, na które same się zdecydowały, obwiniają mężczyzn za role, które samodzielnie przyjmują, okazują gniew na mężczyzn za to, na co same przystały. Okazują rozczarowanie, kiedy partner po pracy potrzebuje odpoczynku, a jednocześnie same nie zamierzają iść do pracy, by tak wzmocnić budżet domowy i by partner nie był tym w całości obarczony w pojedynkę i w efekcie wyczerpany. Często kobiety w nadmiernym stopniu obwiniają także mężczyzn za swoje własne emocje, które pojawiły się głównie w odpowiedzi na sposób myślenia kobiety, a nie postępowanie partnera. Coraz powszechniejszym i bardziej dającym się mężczyznom we znaki jest też zjawisko dyskryminacji mężczyzn, o którym więcej informacji można znaleźć w artykule Co niszczy współczesnego mężczyznę. Na zakończenie warto również zasygnalizować, iż teza, jakoby przemoc miała płeć (męską) wydaje się bezzasadna również w świetle rozlicznych badań na ten temat. Na przykład badania przeprowadzone w USA dostarczają wiedzy, że kobiety dwa razy częściej stosują przemoc wobec dzieci. Więcej informacji o przemocy w rodzinie można znaleźć tutaj: http://www.niebieskalinia.pl/pismo/wydania/dostepne-artykuly/4961-mezczyzna-ofiara-przemocy Podsumowując, feministyczne teza, że przemoc ma płeć, jest niebezpiecznym stereotypem - to bardzo krzywdzące i niesprawiedliwe stwierdzenie, przez co właściwie samo w sobie stanowi najlepszy dowód na to, iż jest fałszywe. Niezależnie od tego, kogo dotyczy przemoc, jest to zjawisko, przed którym należy się bronić. Wprawdzie mężczyźni rzadziej w ogóle postrzegają siebie jako ofiarę przemocy, ale jeśli już ktoś rzeczywiście jest w ten sposób traktowany, warto by niezwłocznie podjął kroki na rzecz przeciwdziałania temu zjawisku.
  5. psycholog Rafał Olszak

    Co niszczy współczesnego mężczyznę?

    Co niszczy współczesnego mężczyznę i sprawia, że w życiu ma on pod górkę? Niniejszy tekst jest odpowiedzią na to pytanie. Artykuł napisałem na podstawie własnych obserwacji poczynionych w trakcie pracy jako psycholog, psychoterapeuta, oraz w oparciu o zapatrywania innych specjalistów, zawarte w publikacjach ich autorstwa takich jak na przykład książka „Gdzie ci mężczyźni” Philipa Zimbardo. Wersja audio: Wersja tekstowa: System edukacji przystosowany dla kobiet Chłopcy rozwijają się inaczej, niż dziewczynki – zwykle są bardziej żywiołowi i chętniej uczą się przez działanie, a nie bierne siedzenie w ławce godzinami i wysłuchiwanie kazań. Kazań, które na domiar złego wygłaszają kobiety, bo zawód nauczyciela jest bardzo mocno sfeminizowany. W systemie edukacji dziewczynki są faworyzowane pod wieloma względami, co chłopców stawia na gorszej pozycji. Jak zwracają uwagę autorzy książki „Sposób na Kaina. Jak chronić życie emocjonalne chłopców”, nauczycielki najczęściej w ogóle nie rozumieją wewnętrznego świata podopiecznych płci męskiej. Nie pojmują ich potrzeb – zamiast tego upatrują w innych, niż dziewczęce, zachowaniach problem i przesadnie często podejrzewają dolegliwości takie jak ADD (zaburzenie koncentracji uwagi) czy ADHD (zespół nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi). W rezultacie już na starcie chłopcy mają trudniej, bo ich potrzeby są mniej ważne lub wręcz traktowane jak zaburzenie i coś niepożądanego. Wychowywanie na samowystarczalnych twardzieli Chłopcy od dziecka wychowywani są na samowystarczalnych twardzieli, którzy mają własnym kosztem otaczać opieką wymagające ich troski dziewczynki, kobiety. Efekt jest niestety taki, że mężczyźni w dorosłym życiu zaniedbują własne potrzeby. Na przykład doświadczając problemów psychicznych zwlekają z udaniem się do specjalisty grube miesiące lub nawet lata, bo nie dają sobie prawa do sięgnięcia po wsparcie. W tym czasie dolegliwości te często co najmniej utrwalają się, a zwykle pogłębiają i mają miejsce powikłania. Dziewczynki zachęcane od małego do korzystania ze wsparcia, relatywnie szybko go poszukują i dzięki temu częściej są w stanie zapobiec poważnym dolegliwościom. Mężczyźni nauczeni, że prośba o pomoc jest oznaką słabością, idą w zaparte i niejednokrotnie pogarszają w ten sposób swoje położenie. Sami dla siebie są też zdecydowanie mniej życzliwi i wspierający, natomiast ich cierpienie przez społeczeństwo jest niejednokrotnie uznawane za mniej ważne. Nic więc dziwnego, że popełniają samobójstwa kilkukrotnie częściej, niż kobiety. Inne popularne artykuły: Dlaczego mężczyźni nie chcą się żenić, Depresja mężczyzny. Niewłaściwy stosunek do kobiet Chłopcy, niezwykle często wychowujący się bez ojców, a nawet negatywnie do nich nastawiani przez matki, wchodzą w dorosłość z głęboko nieadekwatnym wyobrażeniem na temat relacji z kobietami. Mają swoiste poczucie misji, by je otaczać opieką, wykazywać się rycerskością, a poza tym są przesiąknięci dalece odbiegającą od rzeczywistości wizją kobiety romantycznej. Przeżywają więc zderzenie ze ścianą realiów, gdy okazuje się, że są kompletnie nieprzygotowani na przemoc psychiczną, szantaże emocjonalne, manipulacje czy hipergamię kobiet. Panowie nierzadko dopiero podczas małżeństwa lub już na etapie rozwodzenia się albo wręcz po rozstaniu uczą się w stosunku do kobiet asertywności, wyznaczania granic, mówienia o potrzebach i emocjach, zarządzania relacją. Bardzo często płacą wysoką cenę za swój naiwny idealizm zaszczepiony im za młodu. Zmuszeni są też w galopującym tempie nadrabiać zaległości w zakresie miękkich kompetencji, o których nikt im nie powiedział, że będą niezbędne. Przechodzą również w bólach i nierzadko z ogromnymi oporami długą drogę od pantoflarzy płaszczących się przed rzekomo romantycznymi kobietami do mocno cynicznych pragmatyków lub pozbawionych złudzeń realistów. W trakcie tej osobliwej podróży marnują swój potencjał, a także zasoby takie jak czas i pieniądze, na uganianie się za kobietami – psując im przy okazji charakter i wzmagając w nich narcystyczne cechy. Dopiero na szarym końcu tej eskapady zdają sobie w końcu sprawę, że startując z poziomu uniżoności nie mają szans na stworzenie partnerskiej relacji z kobietą, bo co najwyżej mogą stać się w ten sposób jej marionetką, ewentualnie „bankomatem” bądź „emocjonalną poduszką bezpieczeństwa”. Nie mogą też liczyć na wartościowe relacje z kobietami, gdy są wobec nich uprzedzeni, ponieważ wtedy wchodzą nieprzypadkowo w związki potwierdzające ich ponure przekonania, a swoim nastawieniem wywołują wszystko to, czego najbardziej nie znoszą u pań (działa efekt samospełniającego się proroctwa). Niepewność własnej męskości Chociaż dziecko przychodzi na świat mając określoną płeć, kultura w jakiej żyjemy zdaje się to kwestionować w przypadku mężczyzn. Co gorsza oni sami kupują tę wizję. Zamiast zadawać sobie pytanie, jaka jest ich męskość i jak się manifestuje, zastanawiają się jak stać się mężczyzną. W rezultacie narzucają sobie kuriozalne rytuały przejścia, rywalizują z innymi mężczyznami o miano prawdziwego faceta. Skutki tego wszystkiego bywają opłakane. Ani libacje alkoholowe, ani zdobywanie dziesiątek czy wręcz setek kobiet, ani karkołomna jazda motocyklem na jednym kole w centrum miasta bądź brawurowe prowadzenie auta, ani forsowanie się na siłowni na sterydach, ani nawet eksploatowanie się na potęgę, by zapewnić rodzinie jak najlepszy byt nie czynią mężczyzny bardziej męskim. Mężczyzna rodzi się nim i naprawdę niczego nikomu nie musi udowadniać. Nie da się stać mężczyzną – po prostu zgłębia się i bada własną przyrodzoną męskość. Najgorszym, a zarazem powszechnie uznawanym źródłem informacji o tym, co to znaczy być „prawdziwym mężczyzną”, są kobiety, które przecież ze zrozumiałych względów obiektywnie kompletnie nic o tym nie wiedzą. Dysfunkcyjne małżeństwo Kiedy dochodzi do wypadku na drodze, zwykle to nie auto jest jego przyczyną, lecz sprawcą zdarzenia jest kierowca. Tak samo jest z małżeństwem, które może zakończyć się tragicznym finałem zwłaszcza dla mężczyzny, jeśli od początku nie będzie „prowadzone” we właściwy sposób. Biorąc pod uwagę fakt, że – w zależności od źródła danych – rozpada się od 30% do 50% małżeństw, jest to bardzo duże zagrożenie dla mężczyzn. Kobieta po rozwodzie przynajmniej ma dzieci i regularne zastrzyki gotówki. Natomiast mężczyzna jest pozbawiony rodziny, bo w najlepszym razie ma ograniczony kontakt z dziećmi, a ponadto zwykle zostaje ograbiony z majątku i na całe lata sprowadzony do roli bankomatu. Nie mając przy tym absolutnie żadnej pewności, czy alimenty rzeczywiście przeznaczane są głównie na dzieci. Biorąc dodatkowo pod uwagę późniejszy wiek emerytalny i dłuższy od kobiet średni staż pracy oraz wynikające z tego podatki (w tym kierowane do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych), wychodzi na to, że znaczny odsetek Polaków przez większość życia utrzymuje innych ludzi, którzy są wobec nich obojętni lub nawet wrodzy. W tym żyjące średnio o 8 lat dłużej Polki, które wobec tego w głównej mierze są beneficjentami między innymi świadczeń emerytalnych. Nie dziwi zatem, że niejeden mężczyzna żali się, iż czuje się jak wół pociągowy, który wypruwając sobie żyły przede wszystkim zaspokaja potrzeby innych. Mając na względzie, że statystyczna kobieta jest hipergamiczna, czyli najchętniej wiąże się z mężczyzną o wyższym statusie, od początku małżeństwo jest dla mężczyzny niekorzystne. Mimo to większość mężczyzn nie ustanawia rozdzielności majątkowej i wobec tego nijak nie zabezpiecza się na okoliczność rozpadu związku. Mocno wątpliwe bywają kryteria doboru partnerki, które niejednokrotnie skazują całe przedsięwzięcie na niepowodzenie. Równie ryzykowne są główne powody, z których mężczyźni zawierają małżeństwo: zakochanie, uroda dziewczyny, bo rodzice partnerki nalegają, bo tak wypada, bo tradycja tak nakazuje… Tymczasem jedynym naprawdę godnym rozpatrzenia powodem wydaje się współcześnie chęć założenia rodziny. Niestety, jak wspomniano, rodzina ta nigdy tak naprawdę nie będzie rodziną mężczyzny, bo od razu ją straci w razie odejścia kobiety. Mężczyźni często twierdzą, iż dla sądów rodzinnych ojciec jest rodzicem drugiej kategorii. Brak kompetencji w zakresie regulacji emocji Z wielu różnych przyczyn, na których omawianie nie ma tu miejsca, mężczyźni częstokroć nie posiadają umiejętności niezbędnych do radzenia sobie z emocjami. Nie wiedząc jak sobie radzić z przytłaczającymi reakcjami emocjonalnymi są zdecydowanie bardziej narażeni na nałogi, zaburzenia nawyków, szkodliwe fiksacje i negatywne następstwa poważnych zaburzeń nastroju. Rezultat jest taki, że masowo uciekają w pornografię, gry komputerowe, alkohol, narkotyki, hazard, nowinki techniczne czy pasje praktykowane bez umiaru i stanowiące przez to niezdrowy eskapizm. Coraz większym problemem jest też zespół intensywności społecznej, czyli zamykanie się przez mężczyzn we własnych hermetycznych kręgach i izolowanie w ten sposób od reszty społeczeństwa. Te towarzystwa wzajemnej adoracji czy zamknięte grupy to na przykład ekipy przyjmujących sterydy lub cierpiących na bigoreksję facetów z siłowni, odcięte od świata grona fanów wojennych gier komputerowych online, szowinistyczne lub wręcz mizoginistyczne fora dyskusyjne czy też bojówki kibicowskie albo gangi. W grupach tych panuje wypaczony obraz męskości i żywione są negatywne stereotypy o kobietach, przed którymi mężczyźni z tych kręgów czują silny, aczkolwiek mocno kamuflowany lęk. Izolacja od społeczeństwa jest formą unikania potencjalnych niebezpieczeństw, ale w perspektywie długoterminowej wzmaga lęk i w ten sposób błędne koło zamyka się, a niegroźna z pozoru emocja powoduje poważne problemy. Inne popularne artykuły: Uzależnienie od pornografii, Depresja: objawy i leczenie. Brak życzliwej solidarności Jak wspomniano we wcześniejszym akapicie mężczyźni potrafią się organizować i tworzyć „zaklęte kręgi”. Rzecz w tym, że nawet w nich zwykle ze sobą bardzo mocno rywalizują. Wypadają więc pod tym względem zdecydowanie gorzej niż kobiety. Panie skrzykują się, zakładają fundacje, stowarzyszenia, tworzą różne ugrupowania i walczą o kolejne przywileje, forsują korzystne dla nich rozwiązania. Tymczasem panowie pozostają daleko w tyle – rzadko kiedy powołują do życia instytucje w obronie męskich praw, zrzeszające znaczące ilości osób. Mężczyźni wychowywani są w duchu samowystarczalności, mają silne przekonanie, że mogą polegać tylko na sobie. W efekcie jako grupa społeczna sukcesywnie przegrywają z płcią przeciwną, która na dzień dzisiejszy walczy o przywileje, które mogą być realizowane tylko kosztem mężczyzn, a ci na to po prostu pozwalają. Nic więc dziwnego, że pozycja współczesnego mężczyzny pogarsza się, a w różnych aspektach życia społecznego bywa nawet znacznie słabsza od kobiecej. Fałszywe równouprawnienie Wielu ludzi wątpi, że gdy kobieta mówi o równouprawnieniu, ma na myśli równe prawa dla obu płci, a nie własne przywileje. Zjawisko dyskryminacji mężczyzn przybiera na sile. Większość kampanii prozdrowotnych jest na rzecz kobiet. Za takie same długi alimentacyjne kobiety w USA trafiają do więzienia osiem razy rzadziej niż mężczyźni. Jak wskazuje Sonja B. Starr, w USA za te same przewinienia mężczyźni otrzymują wyższe wyroki niż kobiety (w skrajnych przypadkach nawet o 63%). Kiedy wolność kraju jest zagrożona, ginąć w jej obronie mają głównie mężczyźni. Choć Polacy żyją średnio 8 lat krócej od Polek, mają późniejszy wiek emerytalny. Prawie zawsze prawo opieki nad dziećmi otrzymują matki. Wbrew temu, co mówią feministki głoszące hasła takie jak „przemoc ma płeć” (w domyśle męską), panowie nie rzadziej padają ofiarą przemocy ze strony kobiet, a wśród osób zmagających się z erotomanią osoby płci męskiej molestowane w dzieciństwie były niemal tak samo często przez matki, jak osoby płci żeńskiej przez ojców. Swego czasu profesor Lew-Starowicz odniósł się do kwestii zachowań pedofilskich, przecząc, że zagadnienie to dotyczy tylko mężczyzn choć to ich głównie o takie zachowania się posądza i za nie oskarża. To oczywiście tylko wybrane przykłady pokazujące, że współczesny mężczyzna w społeczeństwie nierzadko traktowany jest jako osobnik gorszej kategorii, którego życie jest mniej warte od kobiecego. Powyższe zestawienie z pewnością nie wyczerpuje tematu. Czynników, które niszczą współczesnego mężczyznę jest więcej, ale tych osiem w mojej ocenie jest szczególnie destrukcyjnych. Terapia online, psychoterapia przez Skype W razie doświadczania przytłaczających trudności obfitujących wysokim poziomem stresu bądź problemów psychologicznych albo w relacjach możliwy jest kontakt z psychologiem, psychoterapeutą za pośrednictwem Internetu, przez komunikator wideo o nazwie Skype. W ten sposób możliwe jest na przykład: leczenie depresji, poprawa poczucia własnej wartości czy terapia Dorosłych Dzieci Alkoholików. Psycholog online to szczególnie dobre rozwiązanie dla osób na emigracji, które chcą rozmawiać o niuansach swojego życia osobistego i emocjach w ojczystym języku. Aby przyśpieszyć rozwój strony wesprzyj autorana platformie Patronite: https://patronite.pl/Olszak
  6. psycholog Rafał Olszak

    Psycholog online: dlaczego mężczyźni kłamią?

    Dlaczego faceci kłamią / oszukują / zdradzają? Na to pytanie można odpowiedzieć w dwójnasób. Po pierwsze, z tych samych powodów, z których kłamią kobiety. Po drugie, z przyczyn specyficznych dla płci męskiej. Ludzie kłamią, żeby chronić swoją reputację. Na przykład kobieta może nie oznajmić wszem i wobec, że prawdziwy mężczyzna zaczyna się od 180 cm wzrostu, by nie wyjść na pustaka, a facet by uniknąć krytyki nie powie, że prawdziwa kobieta kończy się na 30-tce lub zaczyna od dużego C. Nawet jeśli oboje w istocie mają właśnie takie, a nie inne opinie na te tematy. Mężczyźni i kobiety kłamią żeby chronić potencjalnie zagrożoną samoocenę, zwłaszcza, gdy mają niskie poczucie własnej wartości, bo wtedy opinie innych mogą być dla nich szczególnie znaczące. Studentka zapytana o brak pracy domowej może zacząć opowiadać, że musiała się opiekować chorą matką, choć tak naprawdę nie umiała wykonać zadania lub jej się nie chciało do niego przysiąść. Panie i panowie oszukują, by wzmocnić swoją samoocenę, dowartościować się. Przykładowo dziewczyna wspomina w profilu randkowym, że jest sapioseksualna (czuje pociąg do męskiej inteligencji), choć tak naprawdę umawia się wyłącznie z modelami, ale dzięki tej wzmiance czuje się inteligentniejsza. Chłopak może mówić o wymyślaniu błyskotliwych rozwiązań w pracy żeby przypodobać się ceniącej zaradność dziewczynie, choć w rzeczywistości jest bardzo przeciętnym stażystą. Czasami ludzie kłamią, żeby się lepiej poczuć we własnej skórze. Sprawca potrącenia kogoś na przystanku na przykład może opowiedzieć, że wjechał na chodnik, by ratować własne dziecko siedzące na miejscu pasażera, które byłoby szczególnie narażone podczas zderzenia z autobusem. Ktoś wiodący nudne życie może opowiadać o tym, jak interesujące rzeczy zdarza mu się robić. Stara panna z bagażem życiowym może opowiadać, jak wielu mężczyzn o nią zabiega, choć nikt jej nie zaprasza na randki. Niekiedy oszustwo ma ułatwić realizację pewnych celów. Kobieta samotnie wychowująca dziecko może z rozmysłem nie wspominać o potomstwie, by nie zniechęcać potencjalnego kandydata na partnera. Mężczyzna rozważający odejście od żony może szukać na boku nowej dziewczyny, kłamiąc przy tym, iż jest już w trakcie rozwodu. Osoba z pasmem licznych, burzliwych związków może kłamać, że ma za sobą tylko dwie relacje, które po prostu się na dłuższą metę nie sprawdziły, ale ich finał był dyplomatyczny. Czasami ludzie kłamią z dość nieprzemyślanych powodów. Kobieta umieszcza silikonowe wkładki w staniku, gdyż przeczytała w jakimś kolorowym magazynie, że ambitni mężczyźni preferują kobiety z dużym biustem. Mężczyzna zakłada złoty łańcuch, by podkreślić swój status, choć nigdy nie miał pracy dłużej niż przez miesiąc, ale uwierzył w przesłanie piosenki „Ona czuje we mnie piniądz”. Ludzie kłamią, by pokazać się z lepszej strony – na przykład prezentują swoje wyretuszowane zdjęcia wykonane z zakłamującej rzeczywistość perspektywy. Zatajają również albo koloryzują pewne informacje o sobie w profilach na serwisach społecznościowych i randkowych. Wszystko po to, by pokazać się w korzystnym świetle, zwiększyć szanse na uzyskanie aprobaty i osiągnięcie swoich celów. Kłamstwo pełni też określone funkcje, które nie różnią się zasadniczo od funkcji zdrady. Ma zapewnić zaspokojenie pewnych potrzeb bez narażania na koszty w formie utraty zaspokojenia innych potrzeb. Przekładając to na ludzki język można to zilustrować następującym przykładem. Jeśli mężczyzna lub kobieta ma udane życie rodzinne, w miarę komfortowy związek, ale nie ma zadowalająco zaspokojonych potrzeb seksualnych, może zdecydować się na zdradę po to, by spełniać się seksualnie nie tracąc korzyści wynikających z posiadania rodziny i stałego związku. Mężczyźni kłamią, ponieważ często jest to w ich mniemaniu optymalna strategia. Od małego trenowani są w kłamaniu. Wręcz oczekuje się od nich, by nie byli szczerzy. Dla przykładu wielu facetów wychowuje się zgodnie z zasadą „chłopaki nie płaczą”. Mają nie mówić prawdy, jeśli czują się załamani, smutni, zrozpaczeni, bo to nie uchodzi mężczyźnie. Jako młodzieńcy w relacjach z kobietami trenowani są natomiast w mówieni nieprawdy przy takich okazjach, jak pytania ze strony partnerki typu „Czy grubo w tym wyglądam?”. Jeśli raz za razem szczerość jest karana poprzez negatywną reakcję dziewczyny, chłopak w końcu przystosowuje się do tych warunków i zaczyna wybierać kłamstwo, by zaoszczędzić sobie i jej nerwów. Bywa, że mężczyźni kłamią po to, by pozornie spełniać oczekiwania otoczenia i czerpać z tego powodu określone korzyści, których nie zyskaliby będąc całkowicie szczerymi z kobietami. Czasami robią to, gdy równie dobrze mogliby powiedzieć prawdę. Innym razem brak szczerości jest w zasadzie niezbędny, by w określonych realiach zaspokajać swoje potrzeby. Wynika to z tego, że między oczekiwaniami kobiet i mężczyzn istnieją pewne rozbieżności, które czasami są bardzo duże. Do tego stopnia, że wizja związku dającego szczęście kobiecie może być dla mężczyzny dalece niesatysfakcjonująca. Na przykład facet ma nikłe szanse na zaspokojenie potrzeb seksualnych, gdy gra w otwarte karty i mówi, że zależy mu tylko na tym, ponieważ większość kobiet nie pisze się na takie układy. Zaczyna więc kłamać, że zależy mu na stałym związku. Czasami iluzja jest skutkiem ubocznym odmiennych oczekiwań, które nie są wypowiadane przez żadne z dwojga wprost. Prędzej czy później czar jednak pryska. Czasami ludzie kłamią z przyczyn altruistycznych. Dla rozrywki, na przykład z okazji prima aprilis, lub dla dobra drugiej strony, by nie przytłoczyć jej ogromem negatywnych informacji albo nie narazić na niepotrzebny dyskomfort. Zdarza się, że ludzie kłamią z grzeczności albo dla świętego spokoju. Kłamstwo kłamstwu nierówne – jedne są straszne, a inne powszechnie tolerowane. Zasadniczy problem z kłamstwem jest taki, że na dłuższą metę utrudnia lub wręcz udaremnia budowę zaufania, ale to już inna historia.
  7. psycholog Rafał Olszak

    Samotność, osamotnienie kobiet i mężczyzn

    Z czego wynika samotność u kobiet i u mężczyzn? Samotność bierze się - w szczególności w przypadku kobiet, choć nie tylko - z nieadekwatnej samooceny, która nasila postawę roszczeniową, nierealistyczne oczekiwania, ale też z braku asertywności, natomiast zwłaszcza w wypadku mężczyzn z braku kompetencji społecznych wskutek izolowania się, nadmiernego używania gier komputerowych, komputera i urządzeń pokrewnych, pornografii, zamykania się w męskich kręgach. Istotnym czynnikiem predysponującym osobę do samotności jest współcześnie, w dobie kultu ciała, odbieganie od bieżącego kanonu piękna fizycznego, brak wysportowanej sylwetki, u mężczyzn wzrost niższy niż 170 cm, u kobiet duża nadwaga bądź nieproporcjonalnie mały biust. Mężczyzn dodatkowo naraża na samotność brak prestiżowego zawodu, wyższego wykształcenia, zarobków większych od zarobków potencjalnej partnerki, natomiast ryzyko samotności kobiety wzrasta drastycznie po 30 roku życia, a także rośnie gdy kobieta wykazuje się biernością i niekompetencją w ars amandi, ma postawę konsumpcyjną względem wypracowywanych przez mężczyznę zasobów, samotnie wychowuje dzieci. Udawanie, że problemu nie ma, powiększa go By nie mieć poczucia przegranej ludzie mają tendencje do tłumaczenia sobie porażki matrymonialnej w kategoriach wyboru bycia singlem, bądź tokiem myślenia w stylu „lepiej być samemu niż z byle kim” - tego typu strategia unikania, udawania, że problemu nie ma, doraźnie zmniejsza przykre odczucia, ale jest przeciwskuteczna, bo nie powoduje zmiany postępowania, a wręcz niekiedy wpędza w bierność. Ze zrozumiałych względów zmniejsza to szanse powodzenia. Nie inaczej jest z racjonalizacją polegającą na zrzucaniu odpowiedzialności na innych („kryzys męskości, nie ma normalnych facetów”, „baby są jakieś inne”). Poczucie własnej wartości może skomplikować sprawę Czynnikiem, który może pojawić się w odpowiedzi na przedłużającą się samotność i zwrotnie jeszcze podtrzymywać ten stan, jest niskie poczucie własnej wartości. Czasami prowadzi ono do rezygnacji z prób stworzenia związku. Niekiedy kompensowane jest nadmierną, nieadekwatną pewnością siebie, wielkimi oczekiwaniami, których samemu się nie spełnia, np. oczekuje się podczas flirtu czy randki atrakcyjnej konwersacji, do której samemu się nie przykłada. Pycha to czynnik, który w ogromnym stopniu zakłóca relacje inteprersonalne, często je wręcz udaremnia. Media wyolbrzymiają różnice między płciami Media wydają się pogarszać sprawę promując na potęgę nierealistyczne wizje idealnych partnerów i partnerek lub nastawiając do siebie wrogo wzajemnie kobiety i mężczyzn. Trudno o porozumienie w atmosferze nieufności, wzajemnych pretensji, a nawet strachu. Bynajmniej nie ułatwia to nawiązywania nowych znajomości. Wprost przeciwnie: generuje rozliczne przekonania poróżniające ludzi, stawiające ich w opozycji do siebie. Od przybytku, głowa nie boli, ale... Uważa się, że współcześnie czynnikiem, który w pewien sposób wzmaga narastający stale problem samotności, jest skutek uboczny zbyt dużego wyboru (lub domniemanego wyboru). W obliczu wielu opcji przeżywa się zagubienie i w rezultacie z dużą dozą prawdopodobieństwa następuje sytuacja, w której nie wybiera się niczego. Zjawisko to dotyka zwłaszcza kobiet, których profile w serwisach i aplikacjach randkowych bywają dosłownie oblegane przez mężczyzn, bombardowane niezliczonymi wiadomościami, zauroczeniami itp. Trudno jest wybrać spośród wielu opcji, których pula w dodatku stale się powiększa o nowe, potencjalnie jeszcze atrakcyjniejsze, a jest tak w dobie internetowego poznawania potencjalnych partnerów. Jeszcze trudniej jest ludziom rozstać się z łechcącą ego możliwością przebierania spośród wielu nadchodzących propozycji... Pozbawianie się wyboru bywa bowiem czymś bardzo niekomfortowym. Atrakcyjne osoby wpadają w tą pułapkę najczęściej, trwają w stanie zawieszenia najdłużej. Wyśrubowane standardy pozbawiają wyboru Odrębną kwestią jest poziom oczekiwań, który w przypadku wielu opcji (lub domniemanych opcji) staje się niebotycznie wysoki, znacznie wyższy od poziomu oferowanego osobiście. Widząc rozliczne oferty dochodzi się do przeświadczenia, że należy drastycznie podwyższyć poprzeczkę i prowadzić jeszcze ostrzejszą selekcję, wymagania stają się niezwykle precyzyjne i wyśrubowane. W rezultacie często dochodzi do zblazowania, a ostatecznie pozostaje się z niczym, bo wszystkie osoby nie spełniające restrykcyjnych kryteriów są błyskawicznie skreślane, choć niektóre zapewne mogłyby stanowić dobry wybór. Zbyt wiele (opcji) do stracenia, by z kimś być Stale przybywa nowych okazji do poznawania ludzi. Jest coraz więcej portali społecznościowych i towarzyskich, serwisów i aplikacji randkowych, imprez dla singli, przedsięwzięć w stylu szybkie randki. Wielość tych rozwiązań i liczba potencjalnych kandydatów bynajmniej nie poprawia sytuacji, a można by wręcz domniemywać, że wprost przeciwnie, pogarsza sprawę. Częstym zjawiskiem jest obecność na serwisach randkowych całymi miesiącami, a nawet latami, lub odchodzenie w fazie kryzysu i wracanie z nową nadzieją, gdy rozczarowanie nieco słabnie. Z takim samym podejściem skazującym na powtórkę. Im dłużej samemu, tym trudniej z kimś być Przedłużająca się samotność może powodować, że osoba bardzo przywiązuje się do osobistego porządku dnia i stylu życia, do swoich specyficznych nawyków, żyjąc w izolacji dziwaczeje, nie ma kompetencji budowania i podtrzymywania dobrego kontaktu, relacji. Pozbawiona okazji do rozwoju tych umiejętności może mieć bardzo dużą trudność w budowaniu satysfakcjonującego związku. Problem ten często dotyka osoby, które całe lata poświęciły karierze zawodowej, pochłaniającej je bez reszty, osoby fizycznie bardzo atrakcyjne, a także ludzi nadmiernie skoncentrowanych na seksie, oraz osoby zmagające się długotrwale z różnymi trudnościami osobistymi, i w nie mniejszym stopniu osoby żyjące w środowisku z dalece ograniczoną pulą potencjalnych partnerów. Epidemia samotności trwa i zbiera żniwa Coraz więcej osób doświadcza nawet stanów depresyjnych w obliczu przedłużającego się osamotnienia. Poniekąd ku pokrzepieniu można by skonstatować, że na szczęście samotność nie musi wiązać się z bolesnym, dojmującym uczuciem osamotnienia. Viktor Frankl w książce „Człowiek w poszukiwaniu sensu” pisze „Człowiekowi zabrać można wszystko z wyjątkiem ostatniej z ludzkich wolności: możliwości wyboru działania w danych okolicznościach, możliwości wyboru własnej drogi. Nie możemy zmienić sytuacji? Jeśli nie możesz zmienić czegoś, co sprawia ci ból, zawsze możesz wybrać sposób, w jaki stawiasz czoło cierpieniu.” Nic nie stoi na przeszkodzie, by cieszyć się życiem pozostając w danym okresie życia bez pary.
  8. psycholog Rafał Olszak

    Dlaczego facet się nie oświadcza?

    Takie pytanie ma niemal 2 miliony wyników w google. Najwyraźniej kobiety zadają je całkiem często. Spróbuję na nie odpowiedzieć. UWAGA Obszerniejszy i bardziej aktualny artykuł na ten temat wraz z poradami znajduje się tutaj. W tym artykule poruszone zostaną delikatne tematy, a niektóre treści mogą wydać się kontrowersyjne. Postaram się przedstawić pewne postawy i stanowiska prawdziwie, bez owijania w bawełnę, ale i nie przejaskrawiając. Te treści mogą niektórych zezłościć, więc jeśli ktoś nie ma ochoty się stresować, to lepiej niech sobie odpuści ten tekst. Naga prawda o tym, dlaczego on się nie oświadcza Tylko około 27% mężczyzn deklaruje, że jest ono dla nich ważne. Część mężczyzn nie uważa, by małżeństwo miało znaczenie. Są zdania, że właściwie wszystkie potrzeby są w stanie zaspokoić bez małżeństwa, i uważają, że taki związek niczego nie gwarantuje. „Nie trzeba być właścicielem sklepu spożywczego, żeby mieć codziennie świeże bułeczki” – stwierdził w jednym z wywiadów pewien celebryta. Spora część mężczyzn uważa, że małżeństwo to dla nich kiepski interes. Mają przeświadczenie, że w razie rozwodu znajdą się na przegranej pozycji. Zostaną zmuszeni do utrzymywania przez całe lata kobiety i dziecka, z którym będą mieli ograniczony kontakt. Niektórzy widzą to tak, że zostaną zobligowani do utrzymywania rodziny, która de facto nie jest już ich rodziną, bo zostali od niej odsunięci, odcięci. Zdarza się, że mężczyźni nawet zmuszani są do płacenia alimentów kobietom, z którymi nie mieli dzieci, tylko dlatego, że w toku małżeństwa jednak zdecydowali się żyć z inną partnerką pogarszając przez to poziom życia tej pierwszej. Perspektywa tych czarnych scenariuszy działa na panów zniechęcająco. Wielu mężczyzn jest zdania, że w dzisiejszych czasach w wyniku między innymi uprzywilejowania kobiet małżeństwo stało się odpowiednikiem związku na warunkach pań. Na domiar złego relacją, która mężczyznę naraża na poważne negatywne konsekwencję podczas gdy kobietom zapewnia ochronę. Ten brak równowagi bywa odbierany jako rażąca niesprawiedliwość. Żeniący się mężczyźni to najczęściej niedoświadczeni jeszcze w relacjach z kobietami stosunkowo młodzi ludzie, którzy po rozwodzie nigdy więcej na małżeństwo się nie piszą. Obszerne informacje na temat stanowiska omawianego w tym akapicie można znaleźć między innymi w artykule „Mizoandryczna bańka spekulacyjna” (uwaga, zawarte tam treści mogą wydać się bardzo bulwersujące zwłaszcza dla zdeklarowanych feministek). Panowie znają statystyki i dość poważnie do nich podchodzą. W Polsce rozpada się około 30% małżeństw, a w krajach świeckich jakieś 50%, nic więc dziwnego, że facet myśli o tym, co będzie, gdy dojdzie do rozwodu. Bywa, że panowie podchodzą do kwestii małżeństwa wręcz z niechęcią, piszą poradniki dla rozwodników i ostrzegają innych przed tą instytucją przedstawiając małżeństwo w bardzo negatywny sposób. „Pamiętaj, o warunkach rozwodu będzie decydowała kolejna kobieta, tyle że w todze!” Sporo facetów z różnych względów woli beztroskie życie, więc nie chce brać na siebie odpowiedzialności. Dla części panów instytucja małżeństwa kojarzy się z przymusem i robieniem czegoś na pokaz „Bo ona mówi, że jeśli chcę z nią być to muszę się jej oświadczyć”. Naciski rodziny, presja partnerki – to rzeczy, które zniechęcają jeszcze bardziej. Nie inaczej jest z perspektywą kosmicznego kredytu na wesele, żeby spełnić dziewczęce marzenie partnerki. Mężczyźni obawiają się, że po ślubie przestaną mieć atrakcyjny seks. Niestety potwierdzają to badania ankietowe prowadzone wśród panów. Wskazują one, że statystycznie mężowie mają więcej seksu niż samotni mężczyźni, ale wyraźnie mniej niż kawalerowie żyjący w związkach partnerskich. Niektórzy mężczyźni traktują określone związki jak swoisty etap przejściowy dopóki nie poznają kogoś bardziej atrakcyjnego, bardziej w ich typie. Część facetów, zwłaszcza przystojnych, zamożnych i umiejących owijać sobie kobiety wokół palca, przyznaje, że są w związkach dopóki partnerki są młode, a potem kończą relację i wiążą się z kolejną młodą dziewczyną nie widząc w tym nic dziwnego. Niektórzy mężczyźni mają świadomość, że dzięki statusowi uzyskanemu dzięki karierze osiągną szczyt swoich możliwości na rynku matrymonialnym w okolicach 30-35 roku życia. Dopiero wtedy chcą znaleźć jak najlepszą partnerkę, na którą w ich odczuciu nie mogliby sobie pozwolić będąc na dorobku. Część facetów nie oświadcza się, bo uważa, że jest na to za wcześnie. Małżeństwa zawierane są generalnie coraz później. Czasami faceci nie oświadczają się, ponieważ jakość związku nie jest wystarczająco dobra, istnieją jakieś nierozwiązane problemy, nie czują się właściwie traktowani albo nadal obserwują partnerkę pod kątem tego, czy nadaje się na żonę. Część panów preferuje związki partnerskie, woli mieszkać osobno, nie chce zakładać rodziny, nie ma instynktu rodzicielskiego. Wiele par żyje w nieformalnych związkach. Jest to wręcz zjawiskiem powszechnym. Skoro tak, całkiem sporo panów, zwłaszcza w większych ośrodkach miejskich, przyjmuje to za normę. Co z tym fantem zrobić? Jak widać powody braku oświadczyn mogą być różne. Warto w miarę możliwości szczerze porozmawiać ze swoim partnerem na ten temat, spróbować ustalić rozsądny termin decyzji w tej sprawie. A jeśli oczekiwania i wartości całkiem się rozmijają, rozważyć rozstanie. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  9. psycholog Rafał Olszak

    Wymagania mężczyzn w związku, czego pragną panowie

    Jakiś czas temu na łamach strony pojawił się artykuł o kobiecych wymaganiach w związku. Pora dla równowagi poznać oczekiwania mężczyzn. Czego pragną mężczyźni w związku. Da się wyróżnić kilkanaście takich rzeczy… Oto one. Szacunek i docenienie Bynajmniej nie mają w tym zakresie niebotycznie wysokich wymagań. Jeśli jednak potrzeby te są zaspokajane w marginalnym stopniu lub przez dłuższy czas wcale nie są, wywołuje to znaczące rozczarowanie, frustrację. Podziękowanie za radę, docenienie podsuwanych rozwiązań, zauważenie wysiłku, dostrzeżenie starań – niby tak mało, a wiele dla mężczyzn to znaczy. Czasem wystarczy poklepanie po ramieniu i powiedzenie „Brawo stary, jesteś ekstra”. Panowie niezbyt dobrze reagują natomiast na uznawanie przez niektóre kobiety, że pewne wysiłki partnerów to oczywistość. „Jesteś mężczyzną, więc musisz po mnie przyjechać / musisz za mnie zapłacić” – to przekaz, który manifestuje brak jakiejkolwiek wdzięczności czy docenienia. Przecież to takie oczywiste, że jaśnie panią, księżniczkę trzeba obsłużyć. Do głowy by jej nie przyszło, że mogłaby się dorzucić, sama pofatygować na miejsce spotkania lub czasem do partnera. Prędzej czy później taka postawa mści się na kobiecie, ale o tym pojawi się parę słów przy innej okazji. Akceptacja Mężczyźni cenią akceptację ze strony swoich kobiet. Bez wątpienia różnią się od płci pięknej nie tylko aparycją, ale i konstrukcją psychiczną. Nie zamierzają za to przepraszać. Są jednak skłonni przyjmować krytykę, o ile jest konstruktywna, logiczna i merytoryczna. Natomiast z trudem potrafią na dłuższą metę wytrzymać z partnerką, która stale ma do nich pretensje o to, że funkcjonują inaczej, ewentualnie w najmniej spodziewanych momentach narzeka, wypomina historie sprzed dłuższego czasu, wyrzuca z siebie ni stąd ni zowąd rozmaite żale bez żadnej zapowiedzi, bez wyczucia czasu i bez gotowości partnera, by właśnie teraz omawiać pewne sprawy. Krytykowanie publicznie panowie niekiedy znoszą wyjątkowo źle, ponieważ mają poczucie, że próbuje się ich ośmieszyć, popsuć ich dobre imię. Lojalność Panowie cenią swoją reputację. To istotna przyczyna tego, że lojalność kobiety jest dla nich ważna. Mężczyźni nie chcą mięć przyprawionych rogów ani doświadczać sytuacji, gdy kobieta nie jest wobec nich fair. Czasami są na tym punkcie wrażliwi i nawet publiczne kwestionowanie opinii partnera niektórzy mężczyźni mogą odebrać jako pewien rodzaj nielojalności. Wspólny budżet Mężczyźni mają nadzieję, że partnerka będzie w porównywalnym stopniu dokładała się do budżetu domowego. Nie chcą czuć się wykorzystywani, eksploatowani finansowo, traktowani jak bankomat. Są skłonni wspierać i pomagać w razie trudności zawodowych swoje partnerki, sami także pragną, by kobieta nie odwracała się od nich w tego typu okolicznościach. Nawet najlepszym nie zawsze przecież wiedzie się w interesach. Każdy chce czuć się potrzebny za coś więcej, niż tylko płacenie rachunków. Asertywność Mężczyźni często podkreślają, że chcieliby, aby kobiety były bardziej asertywne – mówiły czego chcą w sposób jasny, wprost, a nie okrężną drogą. Niedomówienia, niezdecydowanie, sprzeczne sygnały, oczekiwania, że mężczyzna się domyśli bywają bardzo frustrujące. Między innymi mężczyźni chcą, by kobiety w konkretny sposób mówiły jakiego wsparcia w danej chwili oczekują. Na przykład aby partnerka wyraźnie dała do zrozumienia, gdy nie chodzi jej o podsuwanie rozwiązań, a jedynie wysłuchanie, przytulenie i emocjonalne wsparcie. Dzięki temu reakcje mężczyzny mogłyby być bardziej adekwatne z korzyścią dla obojga. Jednoznaczna komunikacja Panowie bardzo źle znoszą, gdy kobiety stosują gierki lub testującą komunikację. Jeśli na przykład kobieta mówi po randce „Ja zapłacę za siebie”, a potem, gdy partner na to przystaje, ma do niego pretensje, że nie nalegał, by sam pokrył rachunek, to mężczyzna może mieć wrażenie, że ma do czynienia z osobą niezrównoważoną. Z człowiekiem, który nie wie czego chce i zachowuje się jakby w ogóle nie brał odpowiedzialności za swoje słowa. Zainteresowanie Mężczyźni mają dużą świadomość, jak kobiety potrafią kokietować, kiedy im zależy, jak są w stanie być zmysłowe, jeśli tak postanowią. Z reguły nie oczekują, by stale było jak na początku, ale chcą czuć, że działają na swoje partnerki, że one wciąż jeszcze starają się im podobać, angażują się w nie mniejszym stopniu w życie intymne, uwzględniają ich preferencje, potrzeby. Mężczyźni nienawidzą prosić się o seks, co odbierają jako uwłaczające, poniżej godności. Negatywnie odbierają wszelkie próby manipulowania seksem, dozowania go w zamian za coś, ponieważ takie postępowanie stoi w sprzeczności z tym, na czym mężczyznom szczególnie zależy w tej materii – na autentycznym pożądaniu ze strony kobiety i prawdziwej bliskości. Namiętność Mężczyźni pragną kobiet, które są biegłe w sztuce ars amandi bądź przynajmniej są zainteresowane rozwojem w tym zakresie. Zdecydowanie nie poszukują natomiast partnerek, które w sypialni są pasywne, bierne, z egoistyczną postawą w stylu „Dostąpiłeś zaszczytu, jestem twoja, teraz mnie obsłuż, wykaż się chłopcze”. Panowie często skarżą się, że ich partnerki „leżą jak kłody” i nie angażują się w zbliżenie. Za bardziej problematyczne uznają również partnerki, które nie znają swojego ciała, nie są zdolne od osiągania orgazmu, a na hasło „film erotyczny” czy „masturbacja” reagują straszliwym zgorszeniem. Podsycanie żaru Niektórzy seksuolodzy mawiają, skądinąd beznamiętnie, że pożądanie w długim związku to towar deficytowy. Tym bardziej ważnym jest, by mieć na względzie wartość wzajemnego okazywania sobie tęsknoty oraz należytej troski o swój wygląd. Tak samo jak kobiety pragną zadbanych mężczyzn, tak i oni chcą by ich partnerki o siebie dbały. Ludzie w długich związkach mogą podsycać żar na wiele różnych sposobów. Mężczyźni chcieliby, aby robiły to także kobiety. Jego granice Nie zawsze jest to dla kobiet zrozumiałe, ale mężczyźni mają dużą potrzebę samodzielności. W związku z tym nierzadko preferują rozwiązania, które kobiecie mogą wydawać się nie dość szybkie lub niewystarczająco skuteczne. Panowie oczekują, by kobiety szanowały ich potrzebę wykonywania pewnych rzeczy po swojemu. Czerpią z tego satysfakcję i inne pozytywne emocje. Brak zaborczości Faceci źle znoszą zaborczość. Nie ma nic złego w odrobinie zazdrości, która może dodawać pikantności relacji, ale przesadne próby kontrolowania czy osaczenia niejako pozbawiają tchu i odbierają swobodę ruchów. Pozbawiają też mężczyznę okazji do wykazania się. Ponadto stwarzają atmosferę nieufności, odbierają niezbędną każdemu przestrzeń dla siebie jako jednostki. Bliskość – tak, totalna symbioza, osaczenie – nie. Symetria Coraz częściej mężczyźni zwracają uwagę na potrzebę rzeczywistego równouprawnienia tzn. sytuacji, w której kobieta nie tylko domaga się nowych praw, przywilejów, ale bierze na siebie również nie mniejszą dozę obowiązków, wysiłku. Asymetryczny rozkład odpowiedzialności jest przez mężczyzn coraz rzadziej akceptowany. Obecnie faceci mają większą świadomość tego, jak wygląda rzeczywiście partnerski związek, więc są w relacjach z kobietami bardziej asertywni i mają także lepiej sprecyzowane oczekiwania. Intelekt Dla kobiet bardzo istotne są emocje. Mężczyźni szczególnie doceniają intelektualne połączenie. Pragną być rozumiani przez swoje wybranki. Chcą akceptacji ich poglądów zamiast nieustających prób forsowania ich stanowiska lub narzucania im własnego punktu widzenia. Takie coś mają na co dzień stykając się z innymi mężczyznami. Od własnej kobiety oczekują, że będzie stała po ich stronie lub przynajmniej nie będzie nachalnie atakowała ich światopoglądu. Podsumowując, potrzeby mężczyzn i kobiet bywają w wielu punktach bardzo podobne, ale niektóre mogą wydawać się nieco różne. Generalnie kluczowa wydaje się komunikacja. Dopóki ludzie okazują wzajemnie zainteresowanie własnym potrzebom, skupiając się przy tym na rozwiązaniach, a nie na problemach, dopóty relacja ma szansę dawać obustronną satysfakcję. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  10. psycholog Rafał Olszak

    Jakie błędy w związkach popełniają mężczyźni?

    W szkołach nie uczą jak mieć dobre związki. Z domów też ludzie dość często tej mądrości niestety nie wynoszą. Nic więc dziwnego, że błędy niejednokrotnie się zdarzają. Wiedza o istnieniu pewnych pomyłek może ułatwić zapobieganie im, więc w tym tekście kilka słów o gafach popełnianych zwłaszcza przez facetów w związkach. AKAPIT DLA FACETÓW: Jeśli ten blog czyta mężczyzna, to dla pewności zaznaczę, że nie są tu bynajmniej lansowane jakieś pantoflarskie, czy jak to ostatnio się pogardliwie nazywa białorycerskie ideały. Nie chodzi o uniżoność i płaszczenie się przed kobietą. Znajomość pewnych mechanizmów i dostosowanie do nich swojego zachowania po prostu się opłaca – ma się przyjemniejszą i lepiej funkcjonującą relację z kobietą. Ten tekst nie powstał też facetom na złość. Sam w końcu jestem jednym z nich. Napisałem go żeby po przyjacielsku zwrócić uwagę na parę rzeczy i tyle. Lekceważenie uczuć partnerki Przykład: dziewczyna wraca po ciężkim dniu, który zaczął się od spóźnienia do pracy i nagany od rygorystycznego szefa, zaczyna zwierzać się swojemu facetowi ze swoich emocji, a on odpowiada na to pytaniem „to po co się spóźniłaś?”. To kwintesencja niewłaściwego obchodzenia się z uczuciami innych osób. W slangu psychologicznym nazywa się to unieważnieniem. Na pocieszenie dla kobiet zwrócę uwagę, że wielu facetów tak po prostu ma i reaguje w ten sposób także w kontakcie z mężczyznami. Na przykład któregoś razu słyszałem jak zdołowany gość zwierzał się kumplowi, że tuż przed zaplanowanym wyjazdem nawalił mu samochód i przez to legły w gruzach jego plany urlopowe. Ten drugi po wysłuchaniu tego wszystkiego stwierdził z jakąś taką niezrozumiałą dumą coś w stylu „no widzisz, a moja Honda nigdy takiego numeru nie wywinęła, jest praktycznie bezawaryjna”. Natomiast bardziej drastyczne przykłady w relacjach z kobietami to doprowadzające panie do białej gorączki wygłaszane podczas trudniejszych rozmów teksty w stylu „nie przesadzaj”, „odpręż się”, „wpadasz w histerię”, „masz syndrom napięcia przedmiesiączkowego”, „i znowu się zaczyna”, „czego ty znów ode mnie chcesz”, „znowu gadałaś ze swoimi przyjaciółkami”, „skoro jestem taki zły to dlaczego ze mną jesteś”, „tak wiem, że ja się mylę, a ty masz rację”, „wiem, wiem to wszystko moja wina”. Można metaforycznie powiedzieć, że podczas gdy dziewczęta grają w emocjonalny badminton, mężczyźni raczej grają w zbijaka jakby w ogóle nie kumali, że nie chodzi o dowalenie rywalowi. Alternatywą dla unieważnienia jest tak zwane uprawomocnienie – coś w stylu „masz prawo tak czuć biorąc pod uwagę to, co cię spotkało i jak to rozumiesz”. Często wystarczy wysłuchanie, obecność, emocjonalne wsparcie. Po tym nierzadko okazuje się, że dawanie rad wcale nie będzie potrzebne, bo kobieta sama wyciągnie wnioski na przyszłość. Facetom trudno to czasem zrozumieć, ponieważ podchodzą do tematu dość zadaniowo – od razu szukają rozwiązań podczas gdy nikt ich wcale w danym momencie o to nie prosił. AKAPIT DLA FACETÓW: Czy byłbyś zadowolony gdybyś po zamówieniu pizzy Hawajskiej otrzymał z knajpy pizzę Margerita? No właśnie, dziewczyny też czują się niefajnie, gdy po zamówieniu emocjonalnego wsparcia otrzymują litanię zarzutów i listę rozwiązań. Bądź łaskaw w miarę możliwości oferować partnerce to, czego potrzebuje, a nie to, co twoim zdaniem byłoby dla ciebie w podobnej sytuacji najlepsze. Dawanie niekonkretnych odpowiedzi Łagodny przykład: dziewczyna pyta, czy zgodnie z ustaleniami partner zaplanował coś na długi weekend majowy. On odpowiada „przecież mówiłem, że się tym zajmę” albo „nie potrafię myśleć z takim wyprzedzeniem”. Bardziej drastyczny przykład: mijają dwa, trzy, cztery lata i chociaż dziewczyna sygnalizowała parokrotnie, że małżeństwo jest dla niej ważne, on wcale nie porusza tego tematu. Nie jest w stanie nawet powiedzieć, kiedy podejmie w tej sprawie decyzję. Trzyma partnerkę w niepewności, a w niej narasta napięcie i niezadowolenie. Prawdę mówiąc, cały ten problem ma złożoną naturę. Wynika poniekąd z tego, że kobiety i mężczyźni z różnych powodów mają odmienny stosunek do czasu. Dla wielu facetów jest on czymś dość abstrakcyjnym, natomiast sporo kobiet lubi wiedzieć na czym stoi, mieć pewien plan. Bez tego trudno o ogarnięcie na przykład życia rodzinnego. Różnice te wychodzą jaskrawo na jaw podczas nawet codziennych, prozaicznych rozmów. Ona pyta: „Czy zrobiłeś już to i to”. On odpowiada: „Jeszcze nie”. Ona: „A kiedy to zrobisz”. On: „Zrobię wtedy kiedy zrobię”. W ten oto sposób kobieta jest w kropce, czuje frustrację, bo nie jest w stanie zaplanować pewnych rzeczy z tego względu, że nie może w tak błahej sprawie uzyskać jednoznacznej odpowiedzi. I pomyśleć, że wystarczyłoby udzielać bardziej konkretnych, rzeczowych informacji, by uniknąć tak wielu niepotrzebnych spięć z wnerwioną, zagotowaną jak woda w czajniku kobietą… AKAPIT DLA FACETÓW: Znasz to uczucie, gdy po zobaczeniu małej gwiazdki na końcu sloganu reklamowego próbujesz znaleźć tekst pisany małym drukiem, ale go nie znajdujesz? Albo ten stan, gdy starasz się dowiedzieć jakie są ukryte koszty kredytu, ale doradca odpowiada wymijająco? Nie dziw się więc, że partnerka reaguje podobnie, kiedy ty nie jesteś konkretny i nie wyrażasz się jasno, przejrzyście lub wręcz mącisz wodę by się zdawała głębsza. Stawanie po stronie innych zamiast po stronie własnej partnerki Przykład: teściowa zaczyna instruować kobietę, jak należy gospodarować pieniędzmi albo wychowywać dziecko. Mąż tej dziewczyny w żaden sposób nie interweniuje lub co gorsza staje po stronie swojej mamusi. Oczywiście ta historia z teściową to dość jaskrawy przykład, ale na analogicznej zasadzie brak wstawienia się za swoją kobietą może odbywać się w bardzo wielu różnych okolicznościach. Ostatnio byłem świadkiem tego typu sytuacji stojąc w kolejce do kasy w supermarkecie. Para wykładała wspólnie towar z wózka. Nagle dziewczynie wyślizgnęło się z rąk mleko, upadło i jakimś nieszczęśliwym zrządzeniem losu rozlało się ochlapując ją i oczywiście brudząc podłogę. Kasjerka podniosła się z krzesła i oburzonym głosem powiedziała coś w rodzaju „No nie, co też pani narobiła, teraz trzeba będzie posprzątać”. Facet zamiast trochę przytemperować sprzedawczynię, poparł ją mówiąc do partnerki zniecierpliwionym tonem „No właśnie, naprawdę mogłabyś trochę bardziej uważać”. Nietrudno się domyślić, jak poczuła się ta dziewczyna. Facet ze zrozumiałych względów dostał natomiast punkty karne, a przecież wystarczyło być asertywnym i kulturalnie poskromić kasjerkę, stając w obronie własnej partnerki. AKAPIT DLA FACETÓW: Znasz to uczucie, kiedy ktoś okazuje się nielojalny albo jedno mówi ci w oczy, a co innego osobom postronnym? Tak właśnie czuje się kobieta, która po twoich obietnicach wierności widzi w codziennych sytuacjach, że raczej będziesz przeciwko niej niż z nią. Bądź sprzymierzeńcem partnerki na co dzień – tak daje się poczucie bezpieczeństwa i buduje zaufanie. Nie wystarczy nie zdradzać. Powyższa lista nie wyczerpuje tematu, ale sądzę, że te trzy błędy są szczególnie destrukcyjne dla relacji z kobietą. Jeśli znacie barwne przykłady tych pomyłek lub chcecie zwrócić uwagę na jeszcze inne potknięcia facetów w związkach – piszcie o tym w komentarzach. AKAPIT DLA FACETÓW: Zanim zareagujesz defensywnie mówiąc coś w stylu „kobiety też popełniają błędy” albo „to działa w obie strony” zauważ, że nie jesteś atakowany, więc nie ma się przed czym bronić. Akurat ten konkretny tekst opowiada o gafach zwłaszcza facetów, co nie znaczy, że tylko oni je popełniają.
  11. psycholog Rafał Olszak

    Mężczyźni a pornografia i inne używki

    Większość ludzi oglądających pornografię robi to, bo po prostu erotyczne bodźce sprawiają im przyjemność. Nie jest im to niezbędne. W ich wypadku nie ma co doszukiwać się drugiego dna w aktywności polegającej na oglądaniu zgodnych z prawem takich czy innych treści dla dorosłych. Czasami ludzie robią to w pojedynkę, innym razem w gronie znajomych albo z partnerem bądź partnerką. Niekiedy używają pornografii trochę jak źródła inspiracji, podniety, afrodyzjaku bądź swoistego filmu instruktażowego. Spore zainteresowanie treściami erotycznymi pojawia się zwłaszcza u osób młodych, którym świat seksu wydaje się szczególnie pociągający, bo to coś jeszcze tajemniczego, nowego, a poza tym w pewnym okresie dorastania hormony buzują. Ich wielkie zaciekawienie bynajmniej zatem nie dziwi. Tym niemniej okazuje się, że pornografią niezwykle żywo interesują się również takie osoby dorosłe, którym właściwie nie wydaje się to tak naprawdę jakoś szczególnie przydatne czy potrzebne. W wyniku tego zafascynowania szybko dochodzą do etapu, kiedy właściwie z każdej perspektywy widziały już wszystko wykonane na wszelkie możliwe sposoby. W wyniku tego niektórzy robią się zblazowani, zaczynają mieć skrajnie przedmiotowy stosunek do partnera, tracą radość z seksu z żywą osobą albo przywiązują do tej aktywności niebywale dużą wagę. Istnieje pewien odsetek osób, które sięgają po pornografię impulsywnie, niemal lub dosłownie nałogowo. Robią to po to, żeby lepiej się poczuć, co bez tego typu wrażeń jest dla nich trudne do osiągnięcia lub nawet niemożliwe. Pragną tego jak łyku świeżego powietrza po długiej podróży w dusznym, zatłoczonym środku transportu albo jak palacz pragnie papierosa po dłuższej przerwie od nikotyny. Potrzebują bodźców pornograficznych żeby radzić sobie z frustracją, dużym stresem, ciężkimi chandrami lub wręcz depresją, a ilekroć korzystają z tej strategii zaniedbują trening innych umiejętności radzenia sobie z tymi problemami. Doraźnie, na krótką chwilę ten sposób działa – przynosi krótkotrwałą ulgę. Po niej nieuchronnie stany przygnębienia względnie szybko powracają. Czasem nawet są bardziej dotkliwe, bo wzmożone przez poczucie winy, wstyd czy żal do siebie o nieumiejętność powstrzymania się przed sięgnięciem po pornografię. Część tych osób nie zdaje sobie sprawy, że próby „samoleczenia” swoich przewlekle negatywnych nastrojów używkami w perspektywie czasu pogarszają sprawę. Te próby czynią człowieka jeszcze bardziej podatnym na emocjonalny ból towarzyszący stresowi, smutkowi czy frustracji, a poza tym pozbawiają okazji do trenowania innych, zdrowych sposobów radzenia sobie. Używki są jak triki, które chwilową odwracają uwagę od problemów nijak ich nie rozwiązując, a często mnożąc kolejne lub pogłębiając już istniejące. Faceci często tego nie rozumieją. Strategie radzenia sobie bazujące na używkach czasami całkiem solidnie maskują problem – stopniowo to używki stają się widocznym na pierwszy rzut oka kłopotem, a nie frustracja czy przewlekle zły humor albo niemal codzienne rozdrażnienie. Kiedy do gabinetu psychologicznego przychodzi ktoś mówiąc, że ma problem z pornografią, z reguły to tylko wierzchołek góry lodowej. Pod powierzchnią kryje się znacznie więcej – nierzadko są to problemy małżeńskie, seksualne, a także depresja, inne uzależnienia, poważne a nierozwiązywane latami trudności osobiste bądź psychologiczne. Żyjemy w czasach, w których dla wielu mężczyzny jawi się jako katastrofa kontakt z kobietą, która nie zna pornografii. Z drugiej strony dla kobiety katastrofą bywa czasami nie tyle samo oglądanie pornografii przez mężczyznę, co fakt, że zna on ten świat na wylot. Ich poziom znajomości tego tematu i stopień zainteresowania tym zagadnieniem nierzadko tak dalece od siebie odbiegają, że zaczyna to prowadzić do poważnego rozłamu w relacji. Warto dobrze się zastanowić, czy przypadkiem przyczyny tego stanu rzeczy nie stanowi tak zwane uzależnienie od pornografii, które jest dolegliwością możliwą do pokonania w trakcie psychoterapii. Trzeba jednak pamiętać, że rozpoczęcie tego procesu często prowadzi do odsłonięcia wszystkiego, co kryje się pod spodem, i co dotyczy zwykle nie tylko jednej osoby, ale pary. Niezwykle rzadko jest tak, że do przepracowania w trakcie kryzysu relacji ma coś tylko jedna strona…
  12. Bywa, że w gabinecie psychoterapeutycznym klientki zwierzają się z niezadowolenia w związku z niemożnością znalezienia partnera do założenia rodziny. Przyczynę takiego stanu rzeczy między innymi upatrują w niechęci współczesnych mężczyzn do małżeństwa. Potwierdzają to badania. W porównaniu do 1997 roku, gdy 28% kobiet mówiło, iż małżeństwo jest dla nich ważne, twierdzi tak obecnie o 9% więcej kobiet. W przypadku mężczyzn jest odwrotnie. Wtedy deklarowało tak 35% mężczyzn, obecnie mniej, bo tylko 29%. Nawiasem mówiąc niepokrzepiające są również statystyki jeśli chodzi o związki tego typu. Rozpada się około 30% małżeństw w Polsce i 50% małżeństw w krajach świeckich. Mężczyźni relacjonują swoje podejście do tego tematu w sposób, który kobietom niekiedy trudno zaakceptować. Nie bez znaczenia są konsekwencje rewolucji seksualnej. Statystyczny mężczyzna obecnie nie musi wchodzić w związek małżeński, by być w intymnej relacji z kobietą, co jeszcze kilkadziesiąt lat temu wyglądało zdecydowanie inaczej. Pewien znany, polski sportowiec wyraził to słowami „Nie trzeba od razu prowadzić sklepu spożywczego, by codziennie rano mieć świeże pieczywo”. Rezultaty badań potwierdzają efektywność tej stategii w kontekście atrakcyjności życia seksualnego. Wprawdzie mężczyźni w małżeństwie wyraźnie częściej cieszą się seksem niż mężczyźni samotni, ale bez porównania, zwłaszcza w perspektywie czasu, rzadziej, niż mężczyźni żyjący w związkach innych niż małżeńskie. Ponadto zaszły zmiany w zakresie kryteriów doboru partnera, partnerki. Bez wątpienia kobiety współcześnie mają zdecydowanie większe wymagania jeśli chodzi o wygląd mężczyzny – jego atrakcyjność fizyczna stała się jednym z kluczowych kryteriów. Różnicę widać też w zakresie wyrażania takiej potrzeby. Jeszcze kilkanaście lat temu kobiety wyrażały to częściej w zakamuflowany sposób, mówiąc, że partner powinien mieć „to coś”, a dziś bezpardonowo domagają się określonego wzrostu, gabarytów, czy wysportowanego brzucha. W przeszłości to raczej mężczyźni głównie szukali partnerki pięknej fizycznie. Zmiany zaszły nie tylko po stronie kobiet. W nie mniejszym stopniu wzrosły oczekiwania mężczyzn względem potencjalnych kandydatek na żonę. Kolejną kwestią są zmiany w zakresie statusu i stanu materialnego. Zjawisko posagu ma wprawdzie długą historię, ale jednak do niedawna nie przesądzało to o doborze partnerki do małżeństwa. Współcześni mężczyźni wychowani w duchu równouprawnienia poszukują kobiet nie mniej niż oni zaradnych życiowo (wykształconych, robiących karierę), co dotychczas w zasadzie było uznawane raczej za kryterium, jakim kierowała się kobieta przy doborze mężczyzny, który miał być żywicielem rodziny, oparciem, zabezpieczeniem, gdy będzie opiekowała się malutkim dzieckiem. Mężczyznom zarzuca się, że nie myślą długoterminowo, nie są odpowiedzialni, tymczasem w ich ocenie jest wprost przeciwnie, przezornie nie chcą inwestować finansowo w relacje małżeńską, podczas gdy racjonalnie rzecz biorąc jest wysokie ryzyko (30-50%), iż się rozpadnie. Wielu mężczyzn uważa, że małżeństwo właściwie niczego im współcześnie nie gwarantuje, do niczego nie jest potrzebne, w razie rozstania tylko pogarsza sprawę, bo w sfeminizowanych sądach w trakcie rozwodu są na przegranej pozycji w kwestii kontaktów z dziećmi czy alimentów. Sprawę pogarszają bulwersujące historie obdartych z godności, dorobku życia, praw rodzicielskich mężczyzn praktycznie zniszczonych w następstwie spraw rozwodowych. Sytuacje takie są powszechnie znane, gdyż nierzadko dotyczą gwiazd, celebrytów, aktorów, znanych postaci ze świata biznesu. Amerykańskie analizy pokazują, że prawo nie traktuje mężczyzn i kobiet równo w kontekście obowiązku alimentacyjnego. W USA kobiety, które nie płaciły wszystkich zobowiązań alimentacyjnych trafiały do więzienia osiem razy rzadziej niż mężczyźni za podobne naruszenia. Rażąca nierówność panuje również w kwestii opieki nad dziećmi, jak podaje ABC News sądy rodzinne zdecydowanie częściej przyznają prawo do opieki matkom. W Polsce te statystyki są jeszcze bardziej przytłaczające. Nic więc dziwnego, że mężczyźni miewają negatywny stosunek do zakładania rodziny, skoro ona w świetle prawa prawie nigdy nie jest tak naprawdę ich rodziną. Cały ten czarny scenariusz może się ziścić w każdej chwili – wystarczy, że kobieta stwierdzi, iż chce zakończyć małżeństwo. Zjawisko to mianem blokady przed budowaniem relacji z kobietami określa Barbara Sadzyńska, właścicielka biura matrymonialnego: Wielu pozostałych mężczyzn ma podobne podejście, bo uczą się na błędach starszych kolegów. Instytucja małżeństwa z perspektywy współczesnego mężczyzny w znacznym stopniu przestała pełnić swoje funkcje – wiele na niego nakłada niewiele oferując w zamian i ogranicza, mało przy tym wnosząc. Nie bez znaczenia są również względy kulturowe. Kobiety od maleńkości kształtowane są w sposób przygotowujący do roli rodzica, ukazujący to jako coś atrakcyjnego, dającego radość, przyjemność, satysfakcję. Chłopcy raczej nie chodzą z wózkiem, nie bawią się w dom lalkami. Trudno się więc dziwić, że jako dorośli, mężczyźni nie palą się do tego, by zostać tatą, założyć rodzinę. Właściwie od dziecka uczeni byli, że nie ma w tym dla nich nic atrakcyjnego, dlaczego więc mieliby nagle dostrzec w tym coś dla siebie? Podsumowując, wzajemne wymagania obu stron wzrosły tak bardzo, stały się na tyle wyśrubowane i bezkompromisowe, że po prostu trudno jest się kobietom i mężczyznom spotkać w połowie drogi. Mężczyźni odczuwają na własnej skórze, że są bezwzględnie selekcjonowani przez kobiety, więc nijak pod tym względem im nie ustępują. Do związku skłonni są zaakceptować normalną kobietę z krwi i kości, ale na żonę poszukują kobiety atrakcyjnej fizycznie (monogamia jest subiektywnie dla mężczyzny dużym wyrzeczeniem, więc partnerka musi być naprawdę w jego typie, by w ogóle istniała realna szansa na podtrzymanie żaru namiętności, a poza tym skoro ma być jedyną, to siłą rzeczy ilość i charakter wymagań rośnie niebotycznie). Na tym nie koniec. Ma być też kobietą, która będzie wspierała budżet domowy, miała wykształcenie i robiła karierę, a nie jedynie obciążała budżet i pozostawała daleko w tyle. Kobiety natomiast oczekują mężczyzny zaradnego, przedsiębiorczego i z wykształceniem, bo wspieranie go finansowo nie wchodzi w grę, a ponadto kawaler musi spełniać wysokie standardy atrakcyjności fizycznej. Mówiąc w skrócie, kobietom już nie wystarcza status mężczyzny, a mężczyznom atrakcyjny wygląd kobiety. O ile więc nie uczynią swoich wymagań adekwatnymi, w bardzo trudnym położeniu są osoby o wyglądzie odbiegającym od współczesnego kanonu piękna lub bez wyraźnych sukcesów w sferze edukacyjnej i finansowej. Zwyżkujące wymagania wpędzają ludzi w samotność i prowadzą do zawodu, a mimo to poprzeczka stale jest podwyższana. Tymczasem we dwójkę mogłoby być po prostu raźniej, łatwiej uporać się z wyzwaniami życia, które wciąż bywają przecież wspólne. Czy obrączka jest do tego niezbędna? Zdania są podzielone. Powiązany artykuł: Co niszczy współczesnego mężczyznę
  13. psycholog Rafał Olszak

    Idealny mężczyzna według kobiety

    Idealny mężczyzna – czyli czego pragną kobiety, jakich facetów poszukują. Spróbujmy sporządzić rysopis, profil pod tytułem „mężczyzna idealny” w oparciu o statystyki i badania socjologiczne. Warto na wstępie podkreślić, że jest to „ideał statystyczny”, a nie wzór, który spodoba się absolutnie każdej kobiecie stąpającej po ziemi. Proporcje ważności poszczególnych charakterystyk, a nawet ich formalna treść mogą się różnić, bo istotną rolę odgrywają też indywidualne upodobania. Zacznijmy od początku, to jest od tego, co widać na pierwszy rzut oka. Dosłownie. Jeśli chodzi o urodę, kobiety zwracają szczególną uwagę na higienę, budowę ciała (szerokie ramiona, sylwetka w literę „V”), elegancki ale swobodny strój. Ważny jest także wzrost – zdecydowana większość pań życzy sobie, by ich partner był od nich wyższy o 5 - 15 cm. Zarost na twarzy najczęściej nie jest mile widziany, chyba że mowa o seksownym, urlopowym zaroście. Wraz z niewątpliwymi zmianami, które zachodzą w medialnym wizerunku mężczyzny, panie coraz częściej i śmielej oczekują od płci przeciwnej walorów fizycznych dotychczas w zasadzie stanowiących domenę kobiet (depilacja zbędnego owłosienia, perfumowanie się, zdrowy wygląd skóry, interesująca fryzur i modny styl ubierania się). Preferowana jest różnica wieku wynosząca od 2 do 5 lat (mężczyzna starszy postrzegany jest jako bardziej dojrzały, ustatkowany zawodowo, stały w uczuciach). Zwłaszcza w przypadku kobiet między 16 a 25 rokiem życia ma to znacznie, gdyż dziewczęta cenią sobie komfort wkraczania w dorosłość u boku mężczyzny-mentora, który umożliwi im bezbolesne przejście przez ten etap, ułatwi wyfrunięcie z domu, wyjście spod opieki rodziców. To niejedyny przejaw kobiecego poszukiwania bezpiecznej drogi ku przyszłości. Również kobiety w wieku powyżej 25 roku życia cenią sobie wygodę związaną z przechodzeniem przez boleśnie prozaiczne fazy życia. Można mówić o syndromie stąpania po śladach, podążania wydeptaną przez mężczyznę ścieżką, i dopatrywać się tu ewolucyjnych przesłanek takiej postawy. Koreluje to także z pragnieniem wchodzenia w relacje z mężczyzną posiadającym odpowiednie zasoby, gwarantujące poczucie bezpieczeństwa, oferującym parasol ekonomiczny na wypadek, gdyby kobieta nie była w stanie sama się utrzymać bądź gdyby na świat przyszło dziecko, wymagające niemałych nakładów. Całkiem częstym zjawiskiem jest również skrajnie niedojrzała postawa, której wyrazem jest pragnienie sięgnięcia po dobra bez żadnego wysiłku ("zatrzymanie dzieciństwa", ucieczka przed odpowiedzialnością i wysiłkiem) w dzisiejszych czasach postrzegana w kategoriach egoizmu społecznego lub wręcz formy prostytuowania się – bezwzględne oczekiwanie, że mężczyzna będzie kobietę utrzymywał od samego początku znajomości lub gwarantował prestiż dzięki sławie. Dawniej, gdy kobiety nie miały możliwości zarobkowych ani nawet prawa głosu kobieta wywiązywała się w zamian za te świadczenia z obowiązków domowych, dzisiaj roszczenie utrzymania uchodzi za patologię gdyż dychotomiczny podział pracy przeszedł do historii. Różnica w zarobkach na niekorzyść mężczyzny jest w świetle badań bardzo dobrym prognostykiem rozwodu. Związek w którym kobieta zarabia lepiej niż mężczyzna jest trudny do zaakceptowania zarówno dla jednej jak i dla drugiej strony. Kobietom nie pasuje taka sytuacja ponieważ mają poczucie, że dobrały sobie nie dość ambitnego partnera, mężczyźni natomiast czują się w pewien sposób upokorzeniu. Tak zwane równouprawnienie jest wciąż bardzo młodym zjawiskiem i minie jeszcze wiele lat nim urzeczywistni się również na płaszczyźnie mentalnej. Zwłaszcza, że obie płci nie do końca są przekonane czy faktycznie mamy z nim do czynienia (kobiety narzekają między innymi na średnio niższe płace, a mężczyźni mają żal, że przeszedł do historii obyczaj posagu więc żona de facto „wnosi do związku” tylko własną osobę w sensie fizycznym, podczas gdy sama od mężczyzny bezwzględnie oczekuje dodatkowo wysokiego statusu społeczno-ekonomicznego). Warto także podkreślić, że statystycznie najwięcej rozwodów ma miejsce w najuboższych warstwach społecznych, zatem można zaryzykować stwierdzenie, że trudne warunki ekonomiczne ogólnie nie sprzyjają trwałości związku, chociaż teza ta wymagałaby jednak mimo wszystko dalszych badań. Skoro o zasobach mowa, warto podkreślić, że nie chodzi tu wyłącznie o pieniądze, ale również o materiał genetyczny. Kobiety stosunkowo dobrze wyczuwają atuty i wady partnera. Jeśli chodzi o cechy temperamentalne i osobowościowe, we wczesnej fazie unikają kombinacji nadmiernej introwertywności i neurotyczności (z badań jednak wynika, że finalnie pobierają się pary, które mają podobny poziom tych cech). Pożądana jest inteligencja (zwiastun wielu różnych korzyści), ale i w tym wypadku ostatecznie na trwałe wiążą się ze sobą ludzie o podobnym poziomie inteligencji, zatem należałoby powiedzieć, że nie chodzi o po prostu jak najwyższy poziom tej cechy, ale o poziom przystający do tego kobiety lub minimalnie wyższy. Panie cenią umiarkowaną otwartość na doświadczenia (umiejętność gospodarowania wolnym czasem [swoim i pary], ale bez skrajności, niemądrej brawury czy nadmiernego ryzyka) i umiarkowaną ugodowość (asertywność, partnerstwo, dobry kontakt). Szczególnie doceniają sumienność, która z założenia przekłada się na konsekwencje w dążeniu do celu, rozwagę, samodyscyplinę i obowiązkowość. Nadto panie oczekują, by mężczyzna: potrafił słuchać, był taktownie szczery (nie wulgarnie bezpośredni), potrafił się zachować i adekwatnie reagować w różnych, także trudnych sytuacjach społecznych, bronić swoich racji. Istotne jest również, by umiał docenić, dowartościować i okazywał należyty szacunek kobiecie oraz aby związek z nią miał dla niego wysoki priorytet (zaangażowanie, wierność, zadaniowy stosunek do problemów zamiast unikania ich lub pochopnego traktowania jako bariery nie do przeskoczenia i tym samym pretekst do zerwania). Jasnym jest, że kobieta nie używa badań kwestionariuszowych, aby sprawdzić, czy facet ma wszystkie te cechy psychiczne. Robi to początkowo mając mężczyznę na oku i oceniając jego zachowanie pod kątem preferowanych wzorców postępowania, a od pierwszej randki poprzez prowokowanie (kontrolowanie) testujących okoliczności lub narażanie (spontaniczne) mężczyzny na różnorakie sytuacje, by zobaczyć, jak postąpi. Całe szczęście dla płci męskiej, ocena ta w późniejszym etapie jest poniekąd łagodzona, bo towarzyszy jej zakochanie i wpisane w jego naturę idealizowanie partnera. Niemałą rolę odgrywa także dopasowanie pod względem zainteresowań i wyznawanych wartości. Męskie pasje różnią się od typowo kobiecych, ale są sfery wspólne i to o nich tutaj mowa. Rzecz w tym, by mężczyzna miał dość czasu i chęci do wspólnego spędzania czasu z partnerką, a nie wyłącznie samopas bądź z kolegami. Co do kwestii wartości, wyjątkowo ważna jest wiara. Pary osób różnych wyznaniowo wciąż stanowią raczej wyjątek od reguły niż choćby namiastkę normy. Dominująca w Polsce religia katolicka i związany z nią scenariusz zamążpójścia w białej sukni z przysięgą składaną w kościele stanowi punkt centralny kobiecego wyobrażenia na temat małżeństwa. Wprawdzie postępuje ateizacja społeczeństwa, ale wydaje się, że sporo czasu jeszcze upłynie nim przedstawiona sytuacja się zmieni, więc na chwilę obecną należy stwierdzić, że prototypowy idealny mężczyzna jest wyznaniowo katolikiem lub przynajmniej osobą skłonną do wzięcia ślubu kościelnego i wyprawienia tradycyjnego polskiego wesela. Statystyczna kobieta pragnie również, by mężczyzna lubił jej rodzinę oraz miał pozytywny stosunek do posiadania potomstwa. Dla zdecydowanej większości pań zwłaszcza kwestia założenia rodziny jest istotna. Choć bywają odstępstwa od tej zasady, także i w takich przypadkach panie oczekują, by partner miał podobne nastawienie. Nie bez znaczenia jest również dopasowanie seksualne. Aspekt ten zyskał na ważności po rewolucji seksualnej. Wcześniej seksualność kobiety modelowała się pod wpływem mężczyzny – dzisiaj dostęp do informacji jest powszechny, o wszystkim się mówi, każdy temat porusza, więc na ogół panie wkraczają w relacje z pewnymi oczekiwaniami. Wyzwolenie seksualne i możliwość częstej zmiany partnerów poskutkowała też tym, że nie kończy się na oczekiwaniach, ale na całkiem dobrze sprecyzowanych upodobaniach. Pod tym względem w dobie Internetu jest łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej ponieważ istnieją liczne serwisy towarzyskie zrzeszające osoby z nawet najbardziej wyrafinowanymi preferencjami. W Polsce nie są jeszcze tak popularne, więc kwestia ta bywa weryfikowana dopiero w sypialni, ale i tak dzisiaj nikt się nie łudzi, że przy istotnym niedopasowaniu relacja ma szansę przetrwać próbę czasu. Na koniec to, od czego być może należałoby zacząć. Idealny mężczyzna to partner, który kocha. Bez względu na to, czy będzie to okazywał przynosząc bukiety róż i robiąc masaż stóp, czy zakuwając kajdanki na rękach niegrzecznej niewolnicy, idealny facet musi mieć w sercu prawdziwe uczucie.
  14. psycholog Rafał Olszak

    Psycholog online: lęk przed bliskością

    Jeśli jesteśmy przekonani, że na końcu drogi czeka zranienie, sabotujemy wędrówkę. Jedni robią to od pierwszego kroku, drudzy dopiero wówczas, gdy uzmysłowią sobie, iż znaleźli się na ścieżce wiodącej do bliskości. Niektórzy w ogóle unikają romantycznych relacji, inni wchodzą w nie, ale trzymają dystans i traktują partnera z rezerwą, albo gdy tylko poczują większą bliskość, niszczą związek bądź przed nim uciekają. Inną strategią jest angażowanie się w relacje skazane na porażkę lub wchodzenie w związki obdarte z intymności – ograniczające się do seksu. Kolejną metodą może być ucieczka w pracę w celu zapobieżenia nawiązania jakichkolwiek bliższych relacji, ewentualnie ucieczka w perfekcjonizm i stawianie sobie oraz innym nieosiągalnych wprost wymagań bez spełnienia których w ogóle nie dopuszcza się opcji tworzenia związku... Unikanie bliskości (określane czasem jako „lęk przed bliskością”) stanowi zachowanie zapobiegawcze – ma uchronić przed wywołującym cierpienie odtrąceniem. Im większa domniemana lub faktyczna bliskość, intymność w danej relacji, tym silniejszy niepokój u osoby, która obawia się takiego stanu rzeczy z powodu przewidywania bolesnego zranienia. Przewidywanie to częstokroć bywa nieuświadomione, wiążę się z innymi przeświadczeniami na temat własnej osoby. Niektórzy ludzie w wyniku szczególnych doświadczeń w dzieciństwie mają głęboko zakorzenione poczucie pewnej nieadekwatności i braku kompetencji postrzeganych jako niezbędne do tego, by tworzyć udany związek. Nierzadkim zjawiskiem jest też wyjątkowo przykre przeświadczenie o tym, że nie zasługuje się na miłość, nie jest się jej godnym. Takie spostrzeganie swojej osoby stanowi grunt dla obaw przed bliskością. Człowiek czuje bowiem, że jeśli dopuści do siebie kogoś, to zostanie niejako zdemaskowany i wyjdą na jaw wszystkie jego „defekty” i niekompetencje, które w sobie widzi. To zaś, jak dana osoba mniema, nieuchronnie doprowadziłoby do odtrącenia. Z jednej strony człowiek pragnie więc bycia kochanym i stałego związku uczuciowego, z drugiej pozostaje pod silnym wpływem zgubnych odruchów obronnych, mających zapobiec zranieniu. Efekty trwania w takim położeniu bywają trudne. Niezbędna jest więc praca nad sobą – uzmysłowienie i podważenie okrutnych przekonań na swój temat. W pierwszej kolejności odbywa się to poprzez rozpoznanie tak zwanych myśli automatycznych, które napływają samoczynnie i podsuwają przykre treści oraz pesymistyczne, wywołujące lęk oraz niepokój interpretacje różnorakich sytuacji w kontaktach z ludźmi. Konieczne jest skonfrontowanie się z mroczną wizją samego siebie jako osoby niekompetentnej i niegodnej miłości. Chodzi o to, by podważyć takie zapatrywania i umożliwić wzrost zdrowego poczucia własnej wartości i bardziej ufnego podejścia do intymniejszych relacji z innymi ludźmi. Potrzebna jest troska i czułość w stosunku do samego siebie – miłość własna zastępująca okrutne przeświadczenia i bezwzględne etykiety. W relacji z partnerem potrzebna jest natomiast delikatna szczerość, umożliwiająca bezpieczne omówienie doświadczanych obaw i rozterek.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.