Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'relacje' w zawartość która została opublikowana w sekcji Artykuły.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 52 wyników

  1. Istnieje szereg różnego rodzaju przekonań, które mogą powodować problemy w relacjach uczuciowych. Wziąwszy pod uwagę, że człowiek reaguje szczególnie intensywnie emocjonalnie, gdy sprawa dotyczy bliskich związków, przekonania te mogą okazać się szkodliwe w sposób wyjątkowo mocny. Warto je sobie przeanalizować, poddać je głębokiej refleksji i porozmawiać o nich ze swoim psychoterapeutą, jeśli ma się trudności w relacjach. Jako że osoby, z którymi ja pracuję nad trudnościami w relacjach to zazwyczaj kobiety, w tym także DDA i tzw. kobiety kochające za bardzo, poniższe zestawienie stylistycznie napisane jest właśnie pod kątem pań. Nie znaczy to oczywiście, że mężczyźni nie posiadają analogicznych i specyficznych dla nich szkodliwych przekonań. Mężczyznom nie można ufać. Najlepszym sposobem na zmienienie zachowania partnera jest manipulowanie nim albo emocjonalny szantaż. Lepiej jest cierpliwie znosić trudne sytuacje niż wywlekać brudy na światło dzienne i maglować trudne tematy w związku. Konflikty w relacji zawsze prowadzą do rozstania. Partner powinien w pierwszej kolejności dbać o moje potrzeby. Partner jest odpowiedzialny za moje uczucia. Więcej informacji można znaleźć w książce wraz z objaśnieniami. Informacje o tym, jak przestać tworzyć relacje wysokiego ryzyka, wchodzić w związki toksyczne z problematycznymi osobami, a zamiast tego budować znajomości trwałe i dające satysfakcję, można znaleźć w książce: "Toksyczny związek? Ocal siebie!", która jest dostępna w naszym sklepie online w formie drukowanej oraz w wersji PDF. Autorem książki jest twórca podcastów i filmów o tej tematyce - psycholog o specjalności klinicznej, psychoterapeuta Rafał Olszak.
  2. Jako psycholog pisuję różne teksty. Choć ludzie są sami odpowiedzialni za własne emocje, to jednak nie jest mi to całkiem obojętne, jak reagują na moje artykuły. Wiadomo mi, że niektóre bulwersują kobiety, a inne – mężczyzn, choć rzecz jasna nie są pisane po to, by kogokolwiek wytrącać z równowagi. Mają zwrócić uwagę na pewne zjawiska, nad którymi warto pracować, by je ograniczać. Rozmowa o przemocy może wywołać gorące emocje, ale warto mieć na względzie, że celem poniższego artykułu jest omówienie tego zagadnienia po to, by ograniczać przemoc, która rujnuje relacje. W tym wypadku stosowaną wobec mężczyzn przez kobiety. Jeśli jesteś kobietą, a chcesz przeczytać niniejszy artykuł nie biorąc go nadmiernie do siebie, wyobraź sobie, że te rzeczy miałyby spotkać twojego syna. Prawdopodobnie pozwoli to podejść do tematu bardziej empatycznie. Mężczyzna w naszej kulturze od dziecka wychowywany jest na człowieka, który nie donosi, swoje sprawy załatwia samemu, szerokim łukiem omija rolę ofiary w ostateczności dzielnie znosząc ciosy bez robienia wokół tego szumu, bo „chłopaki nie płaczą”. Nie znaczy to bynajmniej, że nie bywa ofiarą przemocy ze strony płci przeciwnej. Nie ma po prostu wewnętrznej zgody ani społecznego przyzwolenia na afiszowanie się z tym. Kobiecie mogłoby przynieść to pewien pożytek, i często jest kartą przetargową w walce o różne przywileje. Mężczyźnie o ile w ogóle dałoby to jakiekolwiek korzyści, to wiązałoby się z większymi stratami. Feministki twierdzą, że przemoc ma płeć, oczywiście męską, na poparcie tej tezy przywołując statystyki przemocy fizycznej wobec kobiet. Na podstawie tych statystyk nie można niestety wysnuć logicznego wniosku, jakoby mężczyźni rzadziej bywali ofiarami przemocy fizycznej, a jedynie taki, że bez wątpienia rzadziej to zgłaszają. Co więcej, należy również podkreślić, że przemoc fizyczna nie jest jedynym istniejącym rodzajem nadużycia. Nie mniej raniące są inne formy przemocy, na które przynajmniej w zaciszu gabinetu psychoterapeutycznego i w anonimowych relacjach zwracają uwagę jej ofiary, w tym równie często mężczyźni. Przyjrzyjmy się niektórym rodzajom kobiecej przemocy wobec mężczyzn. Przemoc słowna oraz tzw. werbalne kastrowanie – „mężczyzna zaczyna się od 190 cm”, „gdybyś był prawdziwym mężczyzną nie miałbyś problemu ze znalezieniem pracy”, „co to za facet bez samochodu”, „co z ciebie za chłop skoro masz depresję”, „jak mogę traktować cię jak mężczyznę, głowę rodziny, skoro mniej zarabiasz ode mnie”, „jesteś gorszy niż twój ojciec”, „do niczego się nie nadajesz”, „co to za man bez kaloryfera”, „gdybyś zarabiał tyle, ile powinien prawdziwy facet, nie mielibyśmy takich trudności”, „mój były mógł robić to kilka razy przez całą noc, więc ciesz się, że z tobą jestem” – oto przykłady przemocy słownej oraz tzw. werbalnego kastrowania, którym często towarzyszą obelgi. Generalnie kobieca przemoc słowna najczęściej wymierzona jest w poczucie godności, honor, dobre imię, męskość. Czasami ogranicza się do okresu, gdy związek trwa, ale nierzadko nasila się dopiero po jego zakończeniu, by zniszczyć reputację mężczyzny. Bywa, że przyjmuje formę pieniactwa – w sądzie mężczyzna jest oskarżany o najgorsze rzeczy (nawet molestowanie własnych dzieci, przemoc wobec małżonki bądź wręcz o gwałt), szkalowany pod pozorem respektowania prawa. Stosunek sądów do tych kwestii – nie licząc dobrych wyjątków, gdy kobieta naprawdę zostaje ukarana za fałszywe oskarżenia i pomówienia – jest niestety bardzo pobłażliwy. Bierna agresja – istotą biernej agresji jest celowe, ale dobrze zakamuflowane wyrażanie złości. Bierno-agresywna osoba na przykład specjalnie ociąga się w realizacji wspólnych planów choć deklarowała ich poparcie, obraża się i milczy by tak dokuczyć partnerowi, demonstracyjnie okazuje chłód emocjonalny, niby przypadkiem zapomina o ważnych dla partnera kwestiach, ewentualnie perfidnie sabotuje działania mężczyzny żeby mu dopiec, uprzykrzyć życie. Czasami bierna agresja przyjmuje wręcz formę instytucjonalną, gdy na przykład kobieta wykorzystuje swoją uprzywilejowaną w polskim prawie pozycje i, choć systematycznie otrzymuje alimenty, mimo to i tak zgłasza sprawę do komornika, by narazić mężczyznę na większe koszty i niedogodności, wstyd. Bierna agresja nierzadko przybiera formę gry mającej na celu wytrącenie partnera z równowagi, by kobieta mogła z czystym sumieniem otwarcie wybuchnąć niejako odpowiadając na atak, co czyni taką odpowiedź usprawiedliwioną. Na przykład bierna agresja może być celowo nadmierną reakcją na dostrzeżenie u partnera gniewu. Typowy przykład to użycie słów „Nie unoś się, czego się wściekasz” w sytuacji, gdy uzasadniona złość partnera jeszcze jest całkowicie pod kontrolą, a jedynie widać, że jest zdenerwowany. Takie komunikaty nierzadko mają charakter prowokacji, unieważniają uczucia mężczyzny, co oczywiście w końcu może prowadzić do wybuchu. Wtedy kobieta osiąga swój cel i mogąc o to obwinić stronę, która pierwsza otwarcie okazała gniew, odpowiada ogniem i wreszcie wygarnia to, o co jej tak naprawdę chodziło, dumna, że nie zaatakowała pierwsza. W razie czego może wtedy o wszystko obwiniać partnera. Hejt płci – częstym zjawiskiem, zwłaszcza w Internecie, choć bynajmniej nie tylko, jest atakowanie męskości jako takiej werbalnie lub postawą, z domieszką stereotypizacji... „mężczyzna powinien móc zawsze”, „wszyscy faceci są tacy sami”, „facet to świnia”, „każdy facet zdradza”, „oj jacy mężczyźni są biedni, rozczulające, do roboty by się wzięli, żeby przynajmniej płacić alimenty, tylko do tego się nadają”, „mężczyźni to duże dzieci”, „gdzie ci mężczyźni?!”, „prawdziwych facetów już nie ma!”, „wszystko na barkach kobiet, na facetów nie ma co liczyć”, „faceci myślą tylko o jednym”, „wszyscy macie horyzonty ograniczone do szerokości rozporka” to komunikaty lub podejście do mężczyzn, które oczywiście może dotykać, bulwersować, ranić. Przemoc ekonomiczna – presja, by mężczyzna ponosił wszystkie koszty spotkań, atrakcji, randek, czy czerpanie profitów poprzez perfidne wykorzystanie obowiązku alimentacyjnego poprzez żądanie wsparcia wyższego, niż rzeczywiście niezbędne, to formy nadużyć wobec mężczyzn, jakich dopuszczają się czasami niektóre kobiety dla korzyści majątkowych. Mężczyzna bywa bezwzględnie sprowadzany do roli bankomatu pod groźbą etykietowania jako niemęski, nie dość dobry, gorszy, rodzic drugiej kategorii. Problematyczne bywają również podwójne standardy w kontekście pieniędzy: jeśli mężczyzna jest tymczasowo bez pracy lub zarabia mniej niż kobieta, ona źle na niego patrzy lub wręcz daje mu do zrozumienia, że jest nieudacznikiem, a kiedy to jej się zawodowo nie powodzi, surowo oczekuje opieki. Zatrważająca jest zuchwałość niektórych pań w zakresie stosowania tej strategii. Na pewnym zgrupowaniu kobiet jedna z prelegentek powiedziała „Drogie panie, pamiętajmy, pieniądze kobiety są kobiety, a pieniądze męża są nasze” i otrzymała owacje na stojąco. To jest właśnie wypaczony, seksistowski sposób, w jaki wiele współczesnych kobiet pojmuje równouprawnienie, co oczywiście prowadzi je do stosowania przemocy ekonomicznej względem mężczyzn. Manipulacja – na przykład w wielu miejscach w Internecie można znaleźć krótkie i bardziej obszerne dyskusje bądź artykuły na temat tego „jak złapać faceta na dziecko”; na serwisach aukcyjnych można kupić pozytywne testy ciążowe czy zdjęcia płodu, które mają ułatwić oszukanie mężczyzny. Szacuje się również, że około 10-12% ojców w Polsce wychowuje nie swoje dzieci nie mając o tym bladego pojęcia, bo ich partnerki to celowo zatajają. Systemowo podwójne standardy – przyjęło się, że mężczyzna jest też pozbawiony prawa głosu w pewnych sprawach, w których ma decydować kobieta. Na przykład gdy partnerka zachodzi w ciążę – o konsekwencjach ma decydować wyłącznie ona. Może urodzić lub przeprowadzić aborcję, a mężczyzna nie ma nic do powiedzenia i jest zdany na jej łaskę lub niełaskę. Kobieta może zrezygnować z konsekwencji macierzyństwa, a mężczyzna nie – jeśli kobieta tak zdecyduje, ma zostać jej wierzycielem na lata i koniec dyskusji. Trudno się dziwić, że ktoś potraktowany jak śmieć bez prawa głosu potem sabotuje spłatę alimentów... Szantaż emocjonalny – różne rodzaje przemocy wobec mężczyzny od stawiania ultimatum („Jeśli spróbujesz się ze mną rozwieść, to nigdy już nie zobaczysz dzieci!”, „alimenty cię wykończą”, „jak wyjdziesz do kolegów to zapomnij o miłej atmosferze”), poprzez groźby („jeśli odejdziesz, załamię się”), cierpiętnictwo (na pytanie co kobiecie dolega mężczyzna słyszy „nic”, a potem robi się chłodna i nieprzyjazna), a skończywszy na manipulacjach związanych z gratyfikacjami („między nami będzie jak dawniej pod warunkiem, że...”). Pieniactwo – mężczyźni w trakcie rozwodów bywają bezzasadnie oskarżani przez byłe partnerki o przeróżne czyny od przemocy fizycznej, poprzez zarzuty ukrywania dochodów, próby uprowadzenia własnych dzieci, a na ich rzekomym molestowaniu kończąc. Wszystko po to, by dokuczyć, narazić na jak największy stres, oczernić mężczyznę, ugrać jak największe alimenty lub odizolować od dzieci. Nastawianie dzieci przeciwko ojcu bądź utrudnianie ojcu kontaktu ze swoim potomstwem – to problem, który dotyka wielu mężczyzn w trakcie rozwodów lub po nich. Przemoc emocjonalna – ma na celu wywoływanie trudnych stanów psychicznych i napięcia, zwykle ma służyć podporządkowaniu, wywarciu presji, spowodowaniu takim chwytem pożądanej zmiany zachowania. Przejawia się na przykład poprzez oskarżanie mężczyzny przez kobietę o jej własne gwałtowne zachowania lub wręcz twierdzenie, że mężczyzna na takie traktowanie zasługuje. Często polega na umniejszaniu, podkopywaniu poczucia własnej wartości, wywoływaniu poczucia winy lub złości (co czynione systemowo, tydzień po tygodniu, razem z innymi oddziaływaniami, nieuchronnie prowadzi do zmęczenia materiału, sprowokowanego wybuchu, który jest triumfem kobiety, bo daje jej kolejne argumenty możliwe do wykorzystania podczas konfliktów na całe tygodnie, a nawet miesiące). Przemoc seksualna (w tym kontrola seksu, szantaż seksualny, deprywacja seksualna) – polega na tym, że niektóre kobiety traktują seks jak kartę przetargową, stosują pewien rodzaj szantażu, bezwzględnie wywierają presję na mężczyznę, świadomie deprywując jego seksualne potrzeby, by realizować własne cele w małżeństwie (rano uwodzicielsko „jeśli to zrobisz, popieszczę cię tak, jak lubisz”, wieczorem ewidentnie fałszywie i z uczuciem triumfu na twarzy: „nie mam dzisiaj jednak ochoty, bo źle się czuję”; „dla kobiety gra wstępna trwa cały dzień, kotku...”). Zdarza się również dotykająca mężczyzn przemoc seksualna w formie niewłaściwych zachowań kobiet w miejscu pracy, prowokacji seksualnych, wykorzystywania pozycji w hierarchii firmy. Formą przemocy seksualnej bywa epatowanie seksapilem w niewłaściwych okolicznościach, a potem odwracanie kota ogonem i oskarżanie mężczyzny o brudne myśli, które zostały oczywiście wywołane z premedytacją. Rażąco nieasertywna komunikacja – ma miejsce gdy kobieta na przykład nie mówi o swoich potrzebach, a potem okazuje niezadowolenie, że mężczyzna ich nie zaspokoił, albo zamiast powiedzieć wprost, że czegoś nie akceptuje, mści się przy najbliższej okazji, ewentualnie zamiast powiedzieć, w czym tkwi problem, nie odbiera telefonu, by dokuczyć mężczyźnie, wywołać w nim przykre odczucia. Seksizm – nawet kobietom z wykształceniem psychologicznym zdarzają się niestety komentarze w stylu „mężczyzna też człowiek”, a znanym dziennikarkom „kobiety są ciekawsze, ładniejsze i bardziej barwne niż mężczyźni”. Są to delikatne przykłady seksistowskich tekstów. Wystarczy udać się w weekend do dowolnego baru, gdzie grupki młodych kobiet opowiadają sobie nawzajem z dosłownie wszystkimi szczegółami o mężczyznach, na których się natknęły w minionym tygodniu. „Ciachem” nazwany zostanie przystojny, ale już mężczyzna, który ośmielił się nie opłacić rachunku w całości, może liczyć na najgorsze obelgi. Pewną formą seksizmu są zachowania kobiet towarzyszące narzucaniu ich wymogów mężczyznom na zasadzie „facet powinien...”, a jeśli tych kryteriów nie spełnia, otrzymuje werbalny lub niewerbalny komunikat, że coś z nim nie tak. Kobieta traktuje mężczyznę jak przedmiot, który ma działać zgodnie z jej instrukcją – jeśli tak się nie dzieje, to... Najwyraźniej ten pan jest kolejnym dowodem, że trwa kryzys męskości! Przemoc fizyczna – wbrew pozorom kobiety również bywają sprawcami przemocy tego rodzaju, jakkolwiek mężczyznom, o ile w ogóle postrzegają siebie jako ofiarę, jest niezwykle trudno przemóc się, by sprawę tą zgłosić, ponieważ w naszym społeczeństwie to piętnujące i stanowi tabu. Zarzuty źle adresowane – kobiety miewają pretensje do mężczyzn za sytuacje, na które same się zdecydowały, obwiniają mężczyzn za role, które samodzielnie przyjmują, okazują gniew na mężczyzn za to, na co same przystały. Okazują rozczarowanie, kiedy partner po pracy potrzebuje odpoczynku, a jednocześnie same nie zamierzają iść do pracy, by tak wzmocnić budżet domowy i by partner nie był tym w całości obarczony w pojedynkę i w efekcie wyczerpany. Często kobiety w nadmiernym stopniu obwiniają także mężczyzn za swoje własne emocje, które pojawiły się głównie w odpowiedzi na sposób myślenia kobiety, a nie postępowanie partnera. Coraz powszechniejszym i bardziej dającym się mężczyznom we znaki jest też zjawisko dyskryminacji mężczyzn, o którym więcej informacji można znaleźć w artykule Co niszczy współczesnego mężczyznę. Na zakończenie warto również zasygnalizować, iż teza, jakoby przemoc miała płeć (męską) wydaje się bezzasadna również w świetle rozlicznych badań na ten temat. Na przykład badania przeprowadzone w USA dostarczają wiedzy, że kobiety dwa razy częściej stosują przemoc wobec dzieci. Więcej informacji o przemocy w rodzinie można znaleźć tutaj: http://www.niebieskalinia.pl/pismo/wydania/dostepne-artykuly/4961-mezczyzna-ofiara-przemocy Podsumowując, feministyczne teza, że przemoc ma płeć, jest niebezpiecznym stereotypem - to bardzo krzywdzące i niesprawiedliwe stwierdzenie, przez co właściwie samo w sobie stanowi najlepszy dowód na to, iż jest fałszywe. Niezależnie od tego, kogo dotyczy przemoc, jest to zjawisko, przed którym należy się bronić. Wprawdzie mężczyźni rzadziej w ogóle postrzegają siebie jako ofiarę przemocy, ale jeśli już ktoś rzeczywiście jest w ten sposób traktowany, warto by niezwłocznie podjął kroki na rzecz przeciwdziałania temu zjawisku.
  3. Gość

    Psycholog online: lęk społeczny

    Każdy z nas doświadczył kiedyś nieprzyjemnych wrażeń i odczuć przed wystąpieniem publicznym, ważnym spotkaniem czy poznaniem nowych osób, w których przejmowałby się wrażeniem jakie wywrze na innych. Odczuwamy wówczas zdenerwowanie, tremę, czujemy szybsze bicie serca, mamy wrażenie, że nie powiemy nic mądrego, a w końcu mamy ochotę wycofać się z całej sytuacji. Lęk społeczny występuje u większości ludzi i jest normalną częścią życia. Polega na tym, że odczuwamy napięcie i zdenerwowanie a nawet strach w sytuacjach, w których musimy wejść w interakcję z innymi. Niektórzy potrafią sobie w takich sytuacjach dobrze radzić i go przezwyciężać, jednak istnieje również wiele osób, które mają z tym duży problem, a lęk społeczny wywiera negatywny wpływ na ich życie. Odczuwanie lęku społecznego może mieć różne natężenie u różnych osób. Jedni mogą prawie go nie odczuwać przy prezentowaniu po raz pierwszy projektu przed publicznością a wręcz cieszyć się, że mogą wykazać się swoją wiedzą, inni natomiast mogą odczuwać przykre dolegliwości stresu i lęku nawet przez kilka dni przed wystąpieniem. U niektórych osób ten lęk jest tak silny, że robią wszystko, by uniknąć takich sytuacji. Jak już zostało wspomniane wcześniej, sam lęk społeczny jest zjawiskiem całkowicie normalnym, zwykle krótkotrwałym i nie zakłócającym życia danej osoby. Jednak w sytuacji, gdy staje się on coraz poważniejszy, doświadcza się go coraz częściej i w coraz większej liczbie sytuacji – można zastanowić się, czy nie dotyczy nas przypadkiem zaburzenie lęku społecznego. Zaburzenie lęku społecznego, inaczej fobia społeczna, definiowanejest jako „wyraźny i długotrwały strach przed jedną lub większą liczbą sytuacji społecznych lub sytuacji publicznego wykonywania czynności, w których osoba jest eksponowana wobec nieznanych osób lub narażona na możliwe badanie przez innych. Osoba obawia się, że będzie działać w taki sposób, że będzie to upokarzające lub krępujące.” Najbardziej przejmującym elementem dla osób z zaburzeniem lęku społecznego jest to, co pomyślą o nich inni. Takie osoby często mają również duże trudności z jedzeniem czy piciem wśród innych ludzi, ze znajdowaniem się w centrum zainteresowania, czy nawet w intymnych sytuacjach z drugą osobą. Skąd można dowiedzieć się, czy dotknęło nas zaburzenie lęku społecznego? Warto przeczytać kryteria i sprawdzić czy występują również u nas: Osoba musi zdawać sobie sprawę, że lęk jest nadmierny i większość ludzi w podobnej sytuacji nie odczuwałaby go; Osoba musi unikać sytuacji, które wywołują lęk lub trwać w nich mimo wielkiego cierpienia; Zaburzenie lęku społecznego musi w wyraźny sposób przeszkadzać w życiu danej osoby (np. powstrzymywanie się przed chodzeniem na randki). Odczuwanie lęku obejmuje to, co czuje się w ciele (np. szybkie bicie serca, drżenie rąk), to o czym się myśli (np. „będę wyglądać głupio”) i to jak się zachowujemy w danej sytuacji (wymknięcie się z imprezy). Przyjęło się, że istnieją trzy składniki lęku – fizjologiczny, behawioralny i poznawczy. Składnik fizjologiczny opisuje wszelkie doznania cielesne w sytuacjach, gdy odczuwamy lęk. Można odczuwać szybsze bicie serca, czerwienić się, pocić. Możemy odczuwać drżenie rąk, ból brzucha czy nawet zawroty głowy. Te objawy i wiele innych mogą występować oczywiście niezależnie od sytuacji – kiedy cierpimy na jakieś choroby lub mamy jakieś określone problemy zdrowotne. Jeśli jednak zauważymy, że występują one tylko w sytuacjach gdy czujemy lęk, to najprawdopodobniej są to jego symptomy. Składnik behawioralny opisuje zachowanie, czyli coś, co jesteśmy w stanie zaobserwować: chodzenie, bieganie, uśmiechanie się. Możemy pomyśleć o tym, jak my się zachowujemy w sytuacji, gdy odczuwamy lęk w kontakcie z innymi: spuszczamy wzrok, nerwowo bawimy się mankietem. Drugą część lęku w aspekcie behawioralnym stanowi unikanie, czyli nie robienie czegoś, co nas przeraża lub wykonywanie jakiejś czynności w taki sposób, by uniknąć najbardziej przerażających elementów. Stresując się poznawaniem nowych osób, można odrzucać zaproszenia w miejsca, gdzie byłoby to konieczne – byłoby to wówczas unikanie sytuacji, w których czujemy lęk. Z drugiej strony, można jednak przyjąć zaproszenie, natomiast spędzić ten czas tylko w towarzystwie osób, które już znamy i czujemy się wśród nich swobodnie, zamiast nawiązywać znajomości z nieznajomymi – wówczas nie unikamy całej sytuacji, a jedynie najbardziej stresującego elementu. Unikanie pozwala nam na krótkotrwałe zmniejszenie odczuwanego lęku, więc może wydawać się dobrym rozwiązaniem! Jednak na dłuższą metę prowadzi do negatywnych myśli na swój temat i nieprzyjemnych emocji, takich jak złość czy smutek. Takie unikanie wydarzeń, które są dla nas trudne, może przekształcić się w unikanie coraz większej liczby podobnych sytuacji, co z kolei może spowodować, że zaczniemy wycofywać się z różnych codziennych aktywności. Taką lawinę unikania trudno jest przerwać. Składnik poznawczy tworzą wszystkie nasze myśli, które pojawiają się wtedy, gdy czujemy lęk. Dotyczą one najczęściej tworzenia i przewidywania wystąpienia czarnych scenariuszy. Mogą one brzmieć, na przykład: „Pomyślą, że jestem dziwny”, „Będę głupio wyglądać”, „Pewnie powiem coś głupiego”. W przypadku, gdy zauważamy podobne problemy w swoim codziennym życiu i odczuwamy ich negatywny wpływ w wielu obszarach swojej aktywności, warto jest skonsultować się ze specjalistą i zastanowić się nad podjęciem psychoterapii indywidualnej. Autorka: mgr Martyna Ciebiera
  4. Dlaczego faceci kłamią / oszukują / zdradzają? Na to pytanie można odpowiedzieć w dwójnasób. Po pierwsze, z tych samych powodów, z których kłamią kobiety. Po drugie, z przyczyn specyficznych dla płci męskiej. Ludzie kłamią, żeby chronić swoją reputację. Na przykład kobieta może nie oznajmić wszem i wobec, że prawdziwy mężczyzna zaczyna się od 180 cm wzrostu, by nie wyjść na pustaka, a facet by uniknąć krytyki nie powie, że prawdziwa kobieta kończy się na 30-tce lub zaczyna od dużego C. Nawet jeśli oboje w istocie mają właśnie takie, a nie inne opinie na te tematy. Mężczyźni i kobiety kłamią żeby chronić potencjalnie zagrożoną samoocenę, zwłaszcza, gdy mają niskie poczucie własnej wartości, bo wtedy opinie innych mogą być dla nich szczególnie znaczące. Studentka zapytana o brak pracy domowej może zacząć opowiadać, że musiała się opiekować chorą matką, choć tak naprawdę nie umiała wykonać zadania lub jej się nie chciało do niego przysiąść. Panie i panowie oszukują, by wzmocnić swoją samoocenę, dowartościować się. Przykładowo dziewczyna wspomina w profilu randkowym, że jest sapioseksualna (czuje pociąg do męskiej inteligencji), choć tak naprawdę umawia się wyłącznie z modelami, ale dzięki tej wzmiance czuje się inteligentniejsza. Chłopak może mówić o wymyślaniu błyskotliwych rozwiązań w pracy żeby przypodobać się ceniącej zaradność dziewczynie, choć w rzeczywistości jest bardzo przeciętnym stażystą. Czasami ludzie kłamią, żeby się lepiej poczuć we własnej skórze. Sprawca potrącenia kogoś na przystanku na przykład może opowiedzieć, że wjechał na chodnik, by ratować własne dziecko siedzące na miejscu pasażera, które byłoby szczególnie narażone podczas zderzenia z autobusem. Ktoś wiodący nudne życie może opowiadać o tym, jak interesujące rzeczy zdarza mu się robić. Stara panna z bagażem życiowym może opowiadać, jak wielu mężczyzn o nią zabiega, choć nikt jej nie zaprasza na randki. Niekiedy oszustwo ma ułatwić realizację pewnych celów. Kobieta samotnie wychowująca dziecko może z rozmysłem nie wspominać o potomstwie, by nie zniechęcać potencjalnego kandydata na partnera. Mężczyzna rozważający odejście od żony może szukać na boku nowej dziewczyny, kłamiąc przy tym, iż jest już w trakcie rozwodu. Osoba z pasmem licznych, burzliwych związków może kłamać, że ma za sobą tylko dwie relacje, które po prostu się na dłuższą metę nie sprawdziły, ale ich finał był dyplomatyczny. Czasami ludzie kłamią z dość nieprzemyślanych powodów. Kobieta umieszcza silikonowe wkładki w staniku, gdyż przeczytała w jakimś kolorowym magazynie, że ambitni mężczyźni preferują kobiety z dużym biustem. Mężczyzna zakłada złoty łańcuch, by podkreślić swój status, choć nigdy nie miał pracy dłużej niż przez miesiąc, ale uwierzył w przesłanie piosenki „Ona czuje we mnie piniądz”. Ludzie kłamią, by pokazać się z lepszej strony – na przykład prezentują swoje wyretuszowane zdjęcia wykonane z zakłamującej rzeczywistość perspektywy. Zatajają również albo koloryzują pewne informacje o sobie w profilach na serwisach społecznościowych i randkowych. Wszystko po to, by pokazać się w korzystnym świetle, zwiększyć szanse na uzyskanie aprobaty i osiągnięcie swoich celów. Kłamstwo pełni też określone funkcje, które nie różnią się zasadniczo od funkcji zdrady. Ma zapewnić zaspokojenie pewnych potrzeb bez narażania na koszty w formie utraty zaspokojenia innych potrzeb. Przekładając to na ludzki język można to zilustrować następującym przykładem. Jeśli mężczyzna lub kobieta ma udane życie rodzinne, w miarę komfortowy związek, ale nie ma zadowalająco zaspokojonych potrzeb seksualnych, może zdecydować się na zdradę po to, by spełniać się seksualnie nie tracąc korzyści wynikających z posiadania rodziny i stałego związku. Mężczyźni kłamią, ponieważ często jest to w ich mniemaniu optymalna strategia. Od małego trenowani są w kłamaniu. Wręcz oczekuje się od nich, by nie byli szczerzy. Dla przykładu wielu facetów wychowuje się zgodnie z zasadą „chłopaki nie płaczą”. Mają nie mówić prawdy, jeśli czują się załamani, smutni, zrozpaczeni, bo to nie uchodzi mężczyźnie. Jako młodzieńcy w relacjach z kobietami trenowani są natomiast w mówieni nieprawdy przy takich okazjach, jak pytania ze strony partnerki typu „Czy grubo w tym wyglądam?”. Jeśli raz za razem szczerość jest karana poprzez negatywną reakcję dziewczyny, chłopak w końcu przystosowuje się do tych warunków i zaczyna wybierać kłamstwo, by zaoszczędzić sobie i jej nerwów. Bywa, że mężczyźni kłamią po to, by pozornie spełniać oczekiwania otoczenia i czerpać z tego powodu określone korzyści, których nie zyskaliby będąc całkowicie szczerymi z kobietami. Czasami robią to, gdy równie dobrze mogliby powiedzieć prawdę. Innym razem brak szczerości jest w zasadzie niezbędny, by w określonych realiach zaspokajać swoje potrzeby. Wynika to z tego, że między oczekiwaniami kobiet i mężczyzn istnieją pewne rozbieżności, które czasami są bardzo duże. Do tego stopnia, że wizja związku dającego szczęście kobiecie może być dla mężczyzny dalece niesatysfakcjonująca. Na przykład facet ma nikłe szanse na zaspokojenie potrzeb seksualnych, gdy gra w otwarte karty i mówi, że zależy mu tylko na tym, ponieważ większość kobiet nie pisze się na takie układy. Zaczyna więc kłamać, że zależy mu na stałym związku. Czasami iluzja jest skutkiem ubocznym odmiennych oczekiwań, które nie są wypowiadane przez żadne z dwojga wprost. Prędzej czy później czar jednak pryska. Czasami ludzie kłamią z przyczyn altruistycznych. Dla rozrywki, na przykład z okazji prima aprilis, lub dla dobra drugiej strony, by nie przytłoczyć jej ogromem negatywnych informacji albo nie narazić na niepotrzebny dyskomfort. Zdarza się, że ludzie kłamią z grzeczności albo dla świętego spokoju. Kłamstwo kłamstwu nierówne – jedne są straszne, a inne powszechnie tolerowane. Zasadniczy problem z kłamstwem jest taki, że na dłuższą metę utrudnia lub wręcz udaremnia budowę zaufania, ale to już inna historia.
  5. Z czego wynika samotność u kobiet i u mężczyzn? Samotność bierze się - w szczególności w przypadku kobiet, choć nie tylko - z nieadekwatnej samooceny, która nasila postawę roszczeniową, nierealistyczne oczekiwania, ale też z braku asertywności, natomiast zwłaszcza w wypadku mężczyzn z braku kompetencji społecznych wskutek izolowania się, nadmiernego używania gier komputerowych, komputera i urządzeń pokrewnych, pornografii, zamykania się w męskich kręgach. Istotnym czynnikiem predysponującym osobę do samotności jest współcześnie, w dobie kultu ciała, odbieganie od bieżącego kanonu piękna fizycznego, brak wysportowanej sylwetki, u mężczyzn wzrost niższy niż 170 cm, u kobiet duża nadwaga bądź nieproporcjonalnie mały biust. Mężczyzn dodatkowo naraża na samotność brak prestiżowego zawodu, wyższego wykształcenia, zarobków większych od zarobków potencjalnej partnerki, natomiast ryzyko samotności kobiety wzrasta drastycznie po 30 roku życia, a także rośnie gdy kobieta wykazuje się biernością i niekompetencją w ars amandi, ma postawę konsumpcyjną względem wypracowywanych przez mężczyznę zasobów, samotnie wychowuje dzieci. Udawanie, że problemu nie ma, powiększa go By nie mieć poczucia przegranej ludzie mają tendencje do tłumaczenia sobie porażki matrymonialnej w kategoriach wyboru bycia singlem, bądź tokiem myślenia w stylu „lepiej być samemu niż z byle kim” - tego typu strategia unikania, udawania, że problemu nie ma, doraźnie zmniejsza przykre odczucia, ale jest przeciwskuteczna, bo nie powoduje zmiany postępowania, a wręcz niekiedy wpędza w bierność. Ze zrozumiałych względów zmniejsza to szanse powodzenia. Nie inaczej jest z racjonalizacją polegającą na zrzucaniu odpowiedzialności na innych („kryzys męskości, nie ma normalnych facetów”, „baby są jakieś inne”). Poczucie własnej wartości może skomplikować sprawę Czynnikiem, który może pojawić się w odpowiedzi na przedłużającą się samotność i zwrotnie jeszcze podtrzymywać ten stan, jest niskie poczucie własnej wartości. Czasami prowadzi ono do rezygnacji z prób stworzenia związku. Niekiedy kompensowane jest nadmierną, nieadekwatną pewnością siebie, wielkimi oczekiwaniami, których samemu się nie spełnia, np. oczekuje się podczas flirtu czy randki atrakcyjnej konwersacji, do której samemu się nie przykłada. Pycha to czynnik, który w ogromnym stopniu zakłóca relacje inteprersonalne, często je wręcz udaremnia. Media wyolbrzymiają różnice między płciami Media wydają się pogarszać sprawę promując na potęgę nierealistyczne wizje idealnych partnerów i partnerek lub nastawiając do siebie wrogo wzajemnie kobiety i mężczyzn. Trudno o porozumienie w atmosferze nieufności, wzajemnych pretensji, a nawet strachu. Bynajmniej nie ułatwia to nawiązywania nowych znajomości. Wprost przeciwnie: generuje rozliczne przekonania poróżniające ludzi, stawiające ich w opozycji do siebie. Od przybytku, głowa nie boli, ale... Uważa się, że współcześnie czynnikiem, który w pewien sposób wzmaga narastający stale problem samotności, jest skutek uboczny zbyt dużego wyboru (lub domniemanego wyboru). W obliczu wielu opcji przeżywa się zagubienie i w rezultacie z dużą dozą prawdopodobieństwa następuje sytuacja, w której nie wybiera się niczego. Zjawisko to dotyka zwłaszcza kobiet, których profile w serwisach i aplikacjach randkowych bywają dosłownie oblegane przez mężczyzn, bombardowane niezliczonymi wiadomościami, zauroczeniami itp. Trudno jest wybrać spośród wielu opcji, których pula w dodatku stale się powiększa o nowe, potencjalnie jeszcze atrakcyjniejsze, a jest tak w dobie internetowego poznawania potencjalnych partnerów. Jeszcze trudniej jest ludziom rozstać się z łechcącą ego możliwością przebierania spośród wielu nadchodzących propozycji... Pozbawianie się wyboru bywa bowiem czymś bardzo niekomfortowym. Atrakcyjne osoby wpadają w tą pułapkę najczęściej, trwają w stanie zawieszenia najdłużej. Wyśrubowane standardy pozbawiają wyboru Odrębną kwestią jest poziom oczekiwań, który w przypadku wielu opcji (lub domniemanych opcji) staje się niebotycznie wysoki, znacznie wyższy od poziomu oferowanego osobiście. Widząc rozliczne oferty dochodzi się do przeświadczenia, że należy drastycznie podwyższyć poprzeczkę i prowadzić jeszcze ostrzejszą selekcję, wymagania stają się niezwykle precyzyjne i wyśrubowane. W rezultacie często dochodzi do zblazowania, a ostatecznie pozostaje się z niczym, bo wszystkie osoby nie spełniające restrykcyjnych kryteriów są błyskawicznie skreślane, choć niektóre zapewne mogłyby stanowić dobry wybór. Zbyt wiele (opcji) do stracenia, by z kimś być Stale przybywa nowych okazji do poznawania ludzi. Jest coraz więcej portali społecznościowych i towarzyskich, serwisów i aplikacji randkowych, imprez dla singli, przedsięwzięć w stylu szybkie randki. Wielość tych rozwiązań i liczba potencjalnych kandydatów bynajmniej nie poprawia sytuacji, a można by wręcz domniemywać, że wprost przeciwnie, pogarsza sprawę. Częstym zjawiskiem jest obecność na serwisach randkowych całymi miesiącami, a nawet latami, lub odchodzenie w fazie kryzysu i wracanie z nową nadzieją, gdy rozczarowanie nieco słabnie. Z takim samym podejściem skazującym na powtórkę. Im dłużej samemu, tym trudniej z kimś być Przedłużająca się samotność może powodować, że osoba bardzo przywiązuje się do osobistego porządku dnia i stylu życia, do swoich specyficznych nawyków, żyjąc w izolacji dziwaczeje, nie ma kompetencji budowania i podtrzymywania dobrego kontaktu, relacji. Pozbawiona okazji do rozwoju tych umiejętności może mieć bardzo dużą trudność w budowaniu satysfakcjonującego związku. Problem ten często dotyka osoby, które całe lata poświęciły karierze zawodowej, pochłaniającej je bez reszty, osoby fizycznie bardzo atrakcyjne, a także ludzi nadmiernie skoncentrowanych na seksie, oraz osoby zmagające się długotrwale z różnymi trudnościami osobistymi, i w nie mniejszym stopniu osoby żyjące w środowisku z dalece ograniczoną pulą potencjalnych partnerów. Epidemia samotności trwa i zbiera żniwa Coraz więcej osób doświadcza nawet stanów depresyjnych w obliczu przedłużającego się osamotnienia. Poniekąd ku pokrzepieniu można by skonstatować, że na szczęście samotność nie musi wiązać się z bolesnym, dojmującym uczuciem osamotnienia. Viktor Frankl w książce „Człowiek w poszukiwaniu sensu” pisze „Człowiekowi zabrać można wszystko z wyjątkiem ostatniej z ludzkich wolności: możliwości wyboru działania w danych okolicznościach, możliwości wyboru własnej drogi. Nie możemy zmienić sytuacji? Jeśli nie możesz zmienić czegoś, co sprawia ci ból, zawsze możesz wybrać sposób, w jaki stawiasz czoło cierpieniu.” Nic nie stoi na przeszkodzie, by cieszyć się życiem pozostając w danym okresie życia bez pary.
  6. Czasami można odnieść wrażenie, że dziewczyny i faceci mówią w innych językach. Wynikają z tego różne sytuacje. Niekiedy śmieszne, a innym razem raczej smutne. Nie będę zagłębiał się tutaj przesadnie w przyczyny tego stanu rzeczy. Można by napisać całą książkę o tym, jak chociażby czynniki wychowawcze i kulturowe kształtują inne postawy i nawyki komunikacyjne u mężczyzn i u kobiet. Skupię się na sprawach czysto praktycznych. Jak zwykle ilustrując ten temat zaledwie kilkoma przykładami, choć dałoby się ich zapewne przytoczyć więcej. Sporo kobiet ma tendencje do łagodnego przedstawiania spraw, które uznają za trudne, delikatne. Mężczyźni czasem nie chwytają tak zawoalowanych przekazów Być może panie czynią tak dlatego, że od maleńkości wychowywane są na miłe, uprzejme i grzeczne? W każdym razie efekt jest taki, że ich słowa, o ile w ogóle zostają jasno wypowiedziane, mężczyźni odbierają nierzadko jako mniej alarmujące, niż są w rzeczywistości. Można metaforycznie powiedzieć, że facet nie dość uważnie słucha, a kobieta niewystarczająco dosadnie przedstawia swoje racje. To niczyja wina, oboje inaczej podchodzą od komunikacji, bo inaczej zostali ułożeni za młodu. Rzecz w tym, że w tej sytuacji niektóre kobiety starają się mówić dosadniej, ale całkiem sporo pań zaczyna się wycofywać, okazywać niezadowolenie. Tymczasem wielu facetów jest na tyle gruboskórnych lub nieogarniętych w sprawach związanych z emocjami, że w ogóle nie kuma o co partnerce tak naprawdę chodzi. Dociera to do nich dopiero wtedy, kiedy ona przestaje z nimi uprawiać seks, zaczyna stosować bierną agresję albo deklaruje, że odchodzi do innego. Jaki z tego morał? Będąc mężczyzną warto brać pod uwagę, że część kobiet przynajmniej w pewnych kontekstach ma tendencję do minimalizowania tego, co je realnie martwi. Będąc kobietą dobrze jest pamiętać, że jeśli delikatna wersja komunikatu nie zadziała, to do faceta należy starać się dotrzeć mówiąc konkretniej i na tyle jasno, by absolutnie nie można było zarzucić, że to tak zwane owijanie w bawełnę. Gwarancji nie ma, że to zadziała, ale przynajmniej jest szansa! Więcej informacji można znaleźć w tej książce.
  7. Takie pytanie ma niemal 2 miliony wyników w google. Najwyraźniej kobiety zadają je całkiem często. Spróbuję na nie odpowiedzieć. UWAGA Obszerniejszy i bardziej aktualny artykuł na ten temat wraz z poradami znajduje się tutaj. W tym artykule poruszone zostaną delikatne tematy, a niektóre treści mogą wydać się kontrowersyjne. Postaram się przedstawić pewne postawy i stanowiska prawdziwie, bez owijania w bawełnę, ale i nie przejaskrawiając. Te treści mogą niektórych zezłościć, więc jeśli ktoś nie ma ochoty się stresować, to lepiej niech sobie odpuści ten tekst. Naga prawda o tym, dlaczego on się nie oświadcza Tylko około 27% mężczyzn deklaruje, że jest ono dla nich ważne. Część mężczyzn nie uważa, by małżeństwo miało znaczenie. Są zdania, że właściwie wszystkie potrzeby są w stanie zaspokoić bez małżeństwa, i uważają, że taki związek niczego nie gwarantuje. „Nie trzeba być właścicielem sklepu spożywczego, żeby mieć codziennie świeże bułeczki” – stwierdził w jednym z wywiadów pewien celebryta. Spora część mężczyzn uważa, że małżeństwo to dla nich kiepski interes. Mają przeświadczenie, że w razie rozwodu znajdą się na przegranej pozycji. Zostaną zmuszeni do utrzymywania przez całe lata kobiety i dziecka, z którym będą mieli ograniczony kontakt. Niektórzy widzą to tak, że zostaną zobligowani do utrzymywania rodziny, która de facto nie jest już ich rodziną, bo zostali od niej odsunięci, odcięci. Zdarza się, że mężczyźni nawet zmuszani są do płacenia alimentów kobietom, z którymi nie mieli dzieci, tylko dlatego, że w toku małżeństwa jednak zdecydowali się żyć z inną partnerką pogarszając przez to poziom życia tej pierwszej. Perspektywa tych czarnych scenariuszy działa na panów zniechęcająco. Wielu mężczyzn jest zdania, że w dzisiejszych czasach w wyniku między innymi uprzywilejowania kobiet małżeństwo stało się odpowiednikiem związku na warunkach pań. Na domiar złego relacją, która mężczyznę naraża na poważne negatywne konsekwencję podczas gdy kobietom zapewnia ochronę. Ten brak równowagi bywa odbierany jako rażąca niesprawiedliwość. Żeniący się mężczyźni to najczęściej niedoświadczeni jeszcze w relacjach z kobietami stosunkowo młodzi ludzie, którzy po rozwodzie nigdy więcej na małżeństwo się nie piszą. Obszerne informacje na temat stanowiska omawianego w tym akapicie można znaleźć między innymi w artykule „Mizoandryczna bańka spekulacyjna” (uwaga, zawarte tam treści mogą wydać się bardzo bulwersujące zwłaszcza dla zdeklarowanych feministek). Panowie znają statystyki i dość poważnie do nich podchodzą. W Polsce rozpada się około 30% małżeństw, a w krajach świeckich jakieś 50%, nic więc dziwnego, że facet myśli o tym, co będzie, gdy dojdzie do rozwodu. Bywa, że panowie podchodzą do kwestii małżeństwa wręcz z niechęcią, piszą poradniki dla rozwodników i ostrzegają innych przed tą instytucją przedstawiając małżeństwo w bardzo negatywny sposób. „Pamiętaj, o warunkach rozwodu będzie decydowała kolejna kobieta, tyle że w todze!” Sporo facetów z różnych względów woli beztroskie życie, więc nie chce brać na siebie odpowiedzialności. Dla części panów instytucja małżeństwa kojarzy się z przymusem i robieniem czegoś na pokaz „Bo ona mówi, że jeśli chcę z nią być to muszę się jej oświadczyć”. Naciski rodziny, presja partnerki – to rzeczy, które zniechęcają jeszcze bardziej. Nie inaczej jest z perspektywą kosmicznego kredytu na wesele, żeby spełnić dziewczęce marzenie partnerki. Mężczyźni obawiają się, że po ślubie przestaną mieć atrakcyjny seks. Niestety potwierdzają to badania ankietowe prowadzone wśród panów. Wskazują one, że statystycznie mężowie mają więcej seksu niż samotni mężczyźni, ale wyraźnie mniej niż kawalerowie żyjący w związkach partnerskich. Niektórzy mężczyźni traktują określone związki jak swoisty etap przejściowy dopóki nie poznają kogoś bardziej atrakcyjnego, bardziej w ich typie. Część facetów, zwłaszcza przystojnych, zamożnych i umiejących owijać sobie kobiety wokół palca, przyznaje, że są w związkach dopóki partnerki są młode, a potem kończą relację i wiążą się z kolejną młodą dziewczyną nie widząc w tym nic dziwnego. Niektórzy mężczyźni mają świadomość, że dzięki statusowi uzyskanemu dzięki karierze osiągną szczyt swoich możliwości na rynku matrymonialnym w okolicach 30-35 roku życia. Dopiero wtedy chcą znaleźć jak najlepszą partnerkę, na którą w ich odczuciu nie mogliby sobie pozwolić będąc na dorobku. Część facetów nie oświadcza się, bo uważa, że jest na to za wcześnie. Małżeństwa zawierane są generalnie coraz później. Czasami faceci nie oświadczają się, ponieważ jakość związku nie jest wystarczająco dobra, istnieją jakieś nierozwiązane problemy, nie czują się właściwie traktowani albo nadal obserwują partnerkę pod kątem tego, czy nadaje się na żonę. Część panów preferuje związki partnerskie, woli mieszkać osobno, nie chce zakładać rodziny, nie ma instynktu rodzicielskiego. Wiele par żyje w nieformalnych związkach. Jest to wręcz zjawiskiem powszechnym. Skoro tak, całkiem sporo panów, zwłaszcza w większych ośrodkach miejskich, przyjmuje to za normę. Co z tym fantem zrobić? Jak widać powody braku oświadczyn mogą być różne. Warto w miarę możliwości szczerze porozmawiać ze swoim partnerem na ten temat, spróbować ustalić rozsądny termin decyzji w tej sprawie. A jeśli oczekiwania i wartości całkiem się rozmijają, rozważyć rozstanie. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  8. Kobiety mawiają, iż niektórzy faceci mają ego tak napompowane, że z trudem mieszczą się w drzwiach. Z kolei mężczyźni mówią, że dziewczyny bywają zapatrzone w siebie niczym księżniczki. Niektórzy ludzie przeszacowują swoją wartość – mają się za Bóg wie kogo, a w istocie nijak nie odstają od przeciętności. Zdarzają się też osoby, które nie docenią w pełni swojej wartości. Tak czy owak jest to problem z nieadekwatną samooceną. W dobie szalejącego egocentryzmu, czy wręcz ubóstwiania samego siebie, często zwłaszcza w mediach społecznościowych napotyka się ludzi wprost zakochanych w sobie. Żyją w przeświadczeniu, że są absolutnie wyjątkowi, totalnie niepowtarzalni. Nie dopuszczają do siebie myśli, że w rzeczywistości są zupełnie przeciętni. Efekt jest taki, że za tym całym samouwielbieniem, nachalnym lansem, mowami motywacyjnymi i robieniem z siebie gwiazdy kryje się ogromny ból emocjonalny: osamotnienie, poczucie nieadekwatności, frustracja. A także uzależnienie od aprobaty. Zrozumiałym jest, że ludziom podoba się to, co piękne, błyskotliwe, interesujące. Sam fakt, iż właśnie takie osoby i takie rzeczy trafiają w czyiś gust jeszcze nie znaczy, że ktoś ma nieadekwatną samoocenę. Problem zaczyna się wtedy, gdy ktoś zupełnie przeciętny ma niebywale silne, sztywne przeświadczenie, że należy mu się ktoś wspaniały i wyjątkowy, i tylko z kimś takim stworzy satysfakcjonujący związek, bo nikt „gorszy” go nie zadowoli. Wtedy robi się niewesoło. Człowiek za sprawą żywionych przekonań, których kurczowo się trzyma, skazuje się na poczucie osamotnienia i cierpienie. Ma poczucie, że świat go nie docenia, bywa zirytowany lub nawet wściekły, iż płeć przeciwna nie szaleje na jego punkcie. Pojawia się frustracja, a wraz z nią agresja. Ten emocjonalny ból sprawia, że człowiek robi się przewrażliwiony na punkcie odrzucenia, a także wrogo nastawiony, co tym bardziej utrudnia mu znalezienie odpowiedniej partnerki lub partnera. Wszyscy chyba znamy te agresywne kobiety skandujące raniące hasła na temat mężczyzn oraz równie wrogich facetów, którzy nie zmarnują żadnej okazji, by dopiec płci pięknej. Nie zawsze, ale czasami w pewnym stopniu u zarania takich postaw bywa właśnie nieadekwatna samoocena. Oczywiście da się z tym coś zrobić, ale bywa to bardzo trudne. Bo mało kto z przeszacowaną samooceną jest w stanie przyjąć do wiadomości, iż nie zasługuje na księcia z bajki albo top modelkę. Dla wielu osób jest to zbyt bolesne. Rzecz w tym, że twarde stąpanie po ziemi mogłoby ułatwić tworzenie satysfakcjonującej relacji.
  9. Fazy osamotnienia w wyniku niemożności znalezienia partnera lub partnerki bądź zbudowania związku moim zdaniem nie różnią się szczególnie od faz żałoby czy ciężkiej choroby. Człowiek też traci pewną wizję, która stopniowo umiera – wizję udanej relacji uczuciowej. Fazy osamotnienia Zwykle najpierw człowiek trwa w zaprzeczeniu. Nie przyjmuje do wiadomości, że czuje się osamotniony. Wmawia sobie, że to tylko kwestia czasu, a wspaniały związek czeka tuż za rogiem. Przecież jest tak fajny lub fajna, że na pewno zaraz ktoś się znajdzie. W końcu mija trzydziestka i zaczyna się robić naprawdę nieciekawie. W pewnym momencie pojawia się gniew. Kobiety złorzeczą na facetów rozładowując frustrację. Racjonalizują sobie własne niepowodzenia i swoją bierność, wściekając się na mężczyzn oraz jak mantrę powtarzając, że jest kryzys męskości. Są oburzone, że nie mogą znaleźć partnera takiego jak ich ideał z komedii romantycznej czy dobrego romansu. Mężczyźni ocierają się o mizoginię, ostro wkurzają się na kobiety, że ich nie doceniają. Na tym etapie są wnerwieni, że nie mogą mieć tych zręcznych w sypialni piękności, o których zawsze marzyli i które oglądają w filmach erotycznych. Złość podsycają epatujące szczęśliwością zdjęcia publikowane na serwisach społecznościowych przez znajomych i znajome. W końcu gniew mija. Pojawia się targowanie. „Gdybym tylko miał lepszy samochód”… „Gdybym tylko mieszkał w lepszej dzielnicy”… „Gdybym tylko był bardziej napakowany”… Ewentualnie „Gdybym tylko była szczuplejsza”… „Gdybym tylko miała większy biust”… „Gdybym tylko wyglądała młodziej”… Zaczyna się wyścig z czasem. Kobiety trafiają pod skalpel, a mężczyźni zaczynają częściej bywać na siłowni albo snuć marzenia o fortunie. Trwa gonitwa za tym wszystkim, co uznawane jest aktualnie za atrybuty atrakcyjności. W końcu jednak okazuje się, że i to wszystko nie pomaga. Następuje kryzys, utrata wiary w zasadność wysiłków. Coraz częściej człowiek czuje się przygnębiony lub zobojętniały, ewentualnie ciągle jest rozdrażniony i często wybucha. Niektórzy na tym etapie doświadczają stanów nawet bardziej negatywnych niż chandra czy przygnębienie i zasadny staje się kontakt z psychoterapeutą. Bywa, iż zrezygnowane osoby przestają starać się o związek, bo czują w kościach, że i tak nic z tego nie wyjdzie, więc poprzestają na podbojach i przygodnym seksie, co – zwłaszcza wielu mężczyznom – też wcale nie przychodzi lekko i stanowi kolejne źródło frustracji, niezadowolenia. W kolejnej fazie następuje uznanie dotychczasowego stanu rzeczy za normę. Ludzie godzą się ze swoją samotnością i przestają podejmować jakiekolwiek działania dające realną szansę na zmianę położenia. Kobiety oddają się fantazjom, wmawiając sobie, że jak miłość ma je spotkać, to w końcu się sama wydarzy. Mężczyźni popadają w rezygnację – uciekają w używki lub hobby. Ludzie zdają się na los, byle tylko przestać myśleć w sposób, który ich wpędza w negatywny nastrój. Niektórzy natomiast nie tylko autentycznie akceptują samotność, ale wręcz ją aprobują… Zamożni mężczyźni po złych doświadczeniach z materialistkami dochodzą do wniosku, że lubią swoje życie i nie muszą go zmieniać, by znowu oddawać na kogoś swoje ciężko zarobione pieniądze. Natomiast rezolutne kobiety, które nie mają silnego instynktu macierzyńskiego, decydują się na rozwój osobisty i poświęcenie życia swoim pasjom, zamiast usilnie szukać partnera do założenia rodziny. Warto zauważyć, że poszczególne fazy mogą występować w różnej kolejności i mieszać się. Niektóre z nich mogą zostać pominięte, wcale nie wystąpić. Niby jest prościej, ale wcale nie łatwiej Chociaż dzięki Internetowi możliwości poznania kogoś nowego i umówienia się na randkę są znacznie większe, to jednak znalezienie odpowiedniej osoby nadal stanowi wyzwanie. Diabelnie ciężko trafić na osobę, która spodoba się z wyglądu (zwłaszcza, że ludzie mają dziś częstokroć sztywne i wyśrubowane standardy), będzie miała podobny temperament seksualny, a poza tym okaże się „kompatybilna” pod względem osobowości i wobec tego odpowiednia do stałego związku. Najczęściej okazuje się, że potrzebny jest konkretny plan zaradczy i jego systematyczne wdrażanie, rozwój kompetencji społecznych, ponowna analiza kryteriów doboru partnera. Niekiedy potrzebne bywają także pewne zmiany życiowe. A przede wszystkim ogromna ilość cierpliwości, bo szukanie kogoś dla siebie, zwłaszcza po trzydziestce, to wymagający, czasochłonny proces. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  10. Serwisy społecznościowe to scena, na której lansują się domorosłe gwiazdy. Robią wszystko, by ich zdjęcia były w centrum uwagi. I zyskują spore zainteresowanie, wzbudzają zazdrość. Niektórzy uznają, że takie kobiety mogą mieć każdego, a faceci mogą liczyć na najlepsze partie. Czy jednak w istocie jest czego zazdrościć? Pod pewnymi względami piękni rzeczywiście mają łatwiej. Działa na przykład tak zwany efekt aureoli, więc łatwiej jest im zrobić dobre pierwsze wrażenie, gdyż ładnym osobom ludzie z automatu przypisują często inne pozytywne cechy, jak poczucie humoru czy inteligencja. Urodziwi dla przykładu częściej bywają więc zapraszani narandki i mogą liczyć na to, że druga strona zechce się z nimi spotkać ponownie. Wszystko to na dłuższą metę jest jednak guzik warte i w kontekście trwałych związków niegodne pozazdroszczenia. Dlaczego? Otóż w perspektywie czasu pierwsze wrażenie i wizja danej osoby podlega weryfikacji. Podczas relacji wychodzi w praniu, jaki ktoś jest naprawdę. Rozwody wśród celebrytów są bardzo częste, a małżeństwa trwają zazwyczaj dość krótko. Przypadek? Nie sądzę! Co kryje się za atrakcyjną fasadą? Nietrudno przewidzieć, jak ogromna potrzeba aprobaty kryje się za tym gigantycznym parciem na bycie gwiazdą serwisów społecznościowych, jak wielkie kompleksy ukrywają się za epatowaniem swoim wizerunkiem dla jak największej liczby lajków i obserwatorów. Jaka niepewność kryje się za tonami makijażu i nałożonymi filtrami retuszującymi zdjęcie. Łatwo się domyślić jak poważne problemy z poczuciem własnej wartości miewają ludzie z tak wielkim ciśnieniem na bycie w centrum uwagi. Często ktoś taki nie inaczej funkcjonuje w relacji – także tam szuka uwagi, poklasku, chce być niejako w świetle reflektorów. Tymczasem zdrowy związek tak nie funkcjonuje, jest w nim symetria. Natomiast życie z narcyzem lub narcystyczną kobietą to droga przez mękę. Nic zatem dziwnego, że badania ankietowe jednoznacznie wskazują, że ludzie wolą wiązać się z osobami o przeciętnej oraz o nieoczywistej urodzie. Piękni ludzie często bywają problematyczni w relacjach – zdarza się nierzadko, że są zbyt egocentryczni, roszczeniowi, mniej się starają niż ludzie o zwyczajnej urodzie. Tymczasem związek wymaga troski i opieki obu stron. Nie wystarczy być, leżeć i pachnieć. Dorastający w świetle reflektorów raczej nie są skłonni uznać, że trzeba się wysilić. Przecież są inne opcje w zanadrzu – wokół gwiazd kręcą się zawsze tabuny zainteresowanych orbiterów i petentek, ustawiających się w długich kolejkach po ich atencję. Warto dla przyzwoitości odnotować, że wśród ponadprzeciętnie ładnych osób zachowanie polegające na gromadzeniu polubień i obserwatorów na potęgę wcale nie jest normą. Istnieją nieprawdopodobnie piękne kobiety i niezwykle przystojni mężczyźni, którzy nie epatują na lewo i prawo swoim seksapilem, bombardując zdjęciami wszelkie możliwe serwisy społecznościowe. Niektóre z tych osób całkiem często świadomie usiłują wtopić się w tłum. Robią to z analogicznych powodów jak bogaci mężczyźni nie przyjeżdżający swoimi niebotycznie drogimi samochodami na randki. Chcą budować autentyczne relacje i otrzymywać zainteresowanie za to kim są, a nie za to, jaką przyciągają uwagę tłumów i jakie ludzie mają na ich temat wyobrażenia. Nie chcą być oceniani w głównej mierze przez pryzmat jednej cechy, bo mają o wiele więcej do zaoferowania. Nie szukają też powierzchownych relacji, więc unikają płytkich ludzi. Związek z petentem lub petentką nigdy nie byłby partnerski.
  11. Częstym powodem wizyt w gabinecie psychoterapeuty są skomplikowane relacje z partnerami. Osoba przychodzi i prosi o radę, jak dotrzeć do partnera, żeby „naprawić” związek. Nierzadko w trakcie rozmowy wychodzą na jaw niepokojące fakty na temat zachowania partnera. Czasami psychoterapeuta nie ma innego wyjścia, jak tylko zasygnalizować, że warto poddać głębokiej refleksji zasadność kontynuowania danej relacji, jeśli jego zdaniem jest po prostu przemocowa, raniąca, toksyczna. Często tymi zgłaszającymi się do gabinetu osobami są kobiety. Nierzadko tzw. kobiety podatne na zranienie. Jeśli jesteś kobietą, która obawia się, że utknęła w toksycznym związku, zapoznaj się z poniższym artykułem. Wersja audio: „Miej plan” - łatwo powiedzieć. Zła wiadomość jest taka, że każdorazowo plan musi być szyty na miarę, dostosowany do indywidualnej sytuacji każdej osoby. Dobra wiadomość jest taka, że na szczęście są pewne „stałe punkty programu”. Są to: jak najdalej idące dystansowanie się od toksycznego partnera (czasami możliwe jest całkowite zerwanie kontaktu, a czasami, gdy na przykład macie wspólne dzieci, konieczne jest maksymalne go ograniczenie, w każdym razie zasada „zero kontaktu” jest absolutnie niezbędna do wdrożenia w jak największym stopniu); trening asertywności pod kątem mówienia „nie”, ale także umiejętności takiego komunikowania swojego stanowiska i potrzeb, by nikt nie przeszkodził ci w uwalnianiu się od toksycznego partnera i abyś więcej nie weszła w tego typu relację; praca nad poczuciem własnej wartości, które najprawdopodobniej zostało zszargane podczas trwania w relacji, a możliwe że było niskie już na etapie wchodzenia w nią; poniekąd w ramach pracy nad poczuciem własnej wartości powinna dokonać się poprawa twojej relacji z samą sobą, byś była własnym przyjacielem, wsparciem i zdrowa miłość własna gościła w twoim życiu na co dzień; identyfikowanie i kwestionowanie obwiniających myśli, w których sama się obwiniasz i bierzesz zbyt dużą odpowiedzialność za to co rozegrało się i generalnie rozgrywa w twoich związkach; spostrzeganie i zatrzymywanie potoku myśli na temat motywów działań partnera, ponieważ roztrząsanie tego wszystkiego tylko podtrzymuje twoje emocjonalne uzależnienie od jego osoby; przeżycie „żałoby” po rozstaniu (wyrażanie żalu, smutku, złości, strachu, by móc stopniowo wrócić do siebie); w dalszej kolejności analiza własnych cech pod kątem tego, jak to się stało, że weszłaś w taki związek i nie wychodziłaś z niego w porę (przy okazji zaznaczmy, że nie chodzi o analizę jak to się stało, że nie wytrzymałaś w tym bagnie, lecz dlaczego w ogóle w nie weszłaś). Bywa, że - jak już wspomniano - pomocna lub niezbędna pod tym względem okazuje się psychoterapia indywidualna. Potrzebujesz dodatkowych wskazówek? Skorzystaj z darmowej porady na forum. Możesz też umówić się na płatną sesję z psychologiem online przez Skype.
  12. Jakiś czas temu na łamach strony pojawił się artykuł o kobiecych wymaganiach w związku. Pora dla równowagi poznać oczekiwania mężczyzn. Czego pragną mężczyźni w związku. Da się wyróżnić kilkanaście takich rzeczy… Oto one. Szacunek i docenienie Bynajmniej nie mają w tym zakresie niebotycznie wysokich wymagań. Jeśli jednak potrzeby te są zaspokajane w marginalnym stopniu lub przez dłuższy czas wcale nie są, wywołuje to znaczące rozczarowanie, frustrację. Podziękowanie za radę, docenienie podsuwanych rozwiązań, zauważenie wysiłku, dostrzeżenie starań – niby tak mało, a wiele dla mężczyzn to znaczy. Czasem wystarczy poklepanie po ramieniu i powiedzenie „Brawo stary, jesteś ekstra”. Panowie niezbyt dobrze reagują natomiast na uznawanie przez niektóre kobiety, że pewne wysiłki partnerów to oczywistość. „Jesteś mężczyzną, więc musisz po mnie przyjechać / musisz za mnie zapłacić” – to przekaz, który manifestuje brak jakiejkolwiek wdzięczności czy docenienia. Przecież to takie oczywiste, że jaśnie panią, księżniczkę trzeba obsłużyć. Do głowy by jej nie przyszło, że mogłaby się dorzucić, sama pofatygować na miejsce spotkania lub czasem do partnera. Prędzej czy później taka postawa mści się na kobiecie, ale o tym pojawi się parę słów przy innej okazji. Akceptacja Mężczyźni cenią akceptację ze strony swoich kobiet. Bez wątpienia różnią się od płci pięknej nie tylko aparycją, ale i konstrukcją psychiczną. Nie zamierzają za to przepraszać. Są jednak skłonni przyjmować krytykę, o ile jest konstruktywna, logiczna i merytoryczna. Natomiast z trudem potrafią na dłuższą metę wytrzymać z partnerką, która stale ma do nich pretensje o to, że funkcjonują inaczej, ewentualnie w najmniej spodziewanych momentach narzeka, wypomina historie sprzed dłuższego czasu, wyrzuca z siebie ni stąd ni zowąd rozmaite żale bez żadnej zapowiedzi, bez wyczucia czasu i bez gotowości partnera, by właśnie teraz omawiać pewne sprawy. Krytykowanie publicznie panowie niekiedy znoszą wyjątkowo źle, ponieważ mają poczucie, że próbuje się ich ośmieszyć, popsuć ich dobre imię. Więcej informacji można znaleźć w tej książce.
  13. W szkołach nie uczą jak mieć dobre związki. Z domów też ludzie dość często tej mądrości niestety nie wynoszą. Nic więc dziwnego, że błędy niejednokrotnie się zdarzają. Wiedza o istnieniu pewnych pomyłek może ułatwić zapobieganie im, więc w tym tekście kilka słów o gafach popełnianych zwłaszcza przez facetów w związkach. AKAPIT DLA FACETÓW: Jeśli ten blog czyta mężczyzna, to dla pewności zaznaczę, że nie są tu bynajmniej lansowane jakieś pantoflarskie, czy jak to ostatnio się pogardliwie nazywa białorycerskie ideały. Nie chodzi o uniżoność i płaszczenie się przed kobietą. Znajomość pewnych mechanizmów i dostosowanie do nich swojego zachowania po prostu się opłaca – ma się przyjemniejszą i lepiej funkcjonującą relację z kobietą. Ten tekst nie powstał też facetom na złość. Sam w końcu jestem jednym z nich. Napisałem go żeby po przyjacielsku zwrócić uwagę na parę rzeczy i tyle. Lekceważenie uczuć partnerki Przykład: dziewczyna wraca po ciężkim dniu, który zaczął się od spóźnienia do pracy i nagany od rygorystycznego szefa, zaczyna zwierzać się swojemu facetowi ze swoich emocji, a on odpowiada na to pytaniem „to po co się spóźniłaś?”. To kwintesencja niewłaściwego obchodzenia się z uczuciami innych osób. W slangu psychologicznym nazywa się to unieważnieniem. Na pocieszenie dla kobiet zwrócę uwagę, że wielu facetów tak po prostu ma i reaguje w ten sposób także w kontakcie z mężczyznami. Na przykład któregoś razu słyszałem jak zdołowany gość zwierzał się kumplowi, że tuż przed zaplanowanym wyjazdem nawalił mu samochód i przez to legły w gruzach jego plany urlopowe. Ten drugi po wysłuchaniu tego wszystkiego stwierdził z jakąś taką niezrozumiałą dumą coś w stylu „no widzisz, a moja Honda nigdy takiego numeru nie wywinęła, jest praktycznie bezawaryjna”. Natomiast bardziej drastyczne przykłady w relacjach z kobietami to doprowadzające panie do białej gorączki wygłaszane podczas trudniejszych rozmów teksty w stylu „nie przesadzaj”, „odpręż się”, „wpadasz w histerię”, „masz syndrom napięcia przedmiesiączkowego”, „i znowu się zaczyna”, „czego ty znów ode mnie chcesz”, „znowu gadałaś ze swoimi przyjaciółkami”, „skoro jestem taki zły to dlaczego ze mną jesteś”, „tak wiem, że ja się mylę, a ty masz rację”, „wiem, wiem to wszystko moja wina”. Można metaforycznie powiedzieć, że podczas gdy dziewczęta grają w emocjonalny badminton, mężczyźni raczej grają w zbijaka jakby w ogóle nie kumali, że nie chodzi o dowalenie rywalowi. Alternatywą dla unieważnienia jest tak zwane uprawomocnienie – coś w stylu „masz prawo tak czuć biorąc pod uwagę to, co cię spotkało i jak to rozumiesz”. Często wystarczy wysłuchanie, obecność, emocjonalne wsparcie. Po tym nierzadko okazuje się, że dawanie rad wcale nie będzie potrzebne, bo kobieta sama wyciągnie wnioski na przyszłość. Facetom trudno to czasem zrozumieć, ponieważ podchodzą do tematu dość zadaniowo – od razu szukają rozwiązań podczas gdy nikt ich wcale w danym momencie o to nie prosił. AKAPIT DLA FACETÓW: Czy byłbyś zadowolony gdybyś po zamówieniu pizzy Hawajskiej otrzymał z knajpy pizzę Margerita? No właśnie, dziewczyny też czują się niefajnie, gdy po zamówieniu emocjonalnego wsparcia otrzymują litanię zarzutów i listę rozwiązań. Bądź łaskaw w miarę możliwości oferować partnerce to, czego potrzebuje, a nie to, co twoim zdaniem byłoby dla ciebie w podobnej sytuacji najlepsze. Więcej informacji można znaleźć w tej książce.
  14. Jak to się dzieje, że aplikacja tak często nie sprawdza się? Nie można powiedzieć, że nie działa wcale, ale z pewnością wiele osób rozczarowuje, a nawet mocno zawodzi. Czemu tak jest? Bo woda sodowa uderza do głowy Jak już jakiś czas temu zauważył noblista Daniel Kahneman, gdy człowiek ma zbyt wiele opcji, drastycznie zawyża wymagania. Efekt jest taki, że ludzie ustawiają się w długich kolejkach do osób najbardziej urodziwych, a robią tak nawet jednostki o zupełnie przeciętnej urodzie. Ci przystojniacy i te piękności o których i które zabiegają tłumy uderzają natomiast oczywiście do co najmniej równie atrakcyjnych, a najchętniej celebrytów, aktorów, bogaczy. „Szóstki” podbijają do „dziewiątek” i „dziesiątek”, a to powoduje rozczarowanie, bo ci „z wyższej półki” skłonni są przeciętniaków co najwyżej wykorzystywać. Promują więc własne Instagramy, blogi, vlogi i wykorzystują aplikację do promocji swojej osoby w mediach społecznościowych albo oczekują zabawiania bądź szybkiego zaspokojenia ściśle określonych potrzeb. Na ich warunkach, oczywiście! Bo to mało prawdopodobne, by Tinder zadziałał Jak pokazują różne badania, duża część użytkowników, zwłaszcza kobiet, korzysta z aplikacji żeby się dowartościować, dla atencji, by połechtać swoje ego. Spora część osób robi to wyłącznie dla rozrywki, aby poczatować i pooglądać profile. Dużo ludzi, zwłaszcza mężczyzn, szuka tam jedynie przygodnych znajomości. Statystyki też nie stoją po stronie osoby, która liczy na poznanie tam kogoś do sensownej relacji. Dane z 2015 pokazują, że tylko 54% użytkowników to single. Niemal połowa przesunięć w prawo idzie więc od razu na marne. Więcej informacji można znaleźć w tej książce.
  15. Średnio po 2-4 latach relacji namiętność maleje. Nierzadko doprowadza to do rozstania. Bez dużej namiętności niektórym ludziom trudno jest funkcjonować w związku. Jeśli dla kogoś na danym etapie życia ten aspekt jest priorytetem, relacja prawdopodobnie nie przetrwa dłużej niż kilka lat. Taka osoba będzie bowiem stale doświadczać rozczarowania i frustracji, że namiętność przestała być tak intensywna, jak na początku. Wbrew pozorom w grupie takich osób nie znajdują się jedynie ludzie młodzi, bo do jakości życia seksualnego ogromną wagę przywiązują mężczyźni i kobiety w różnym wieku. Spadek namiętności jest nieuchronny, ale nie musi być drastyczny i stanowić tragedii. Lepiej pod tym względem radzą sobie pary szczególnie dobrze dobrane (kiedy kobieta jest rzeczywiście w typie mężczyzny i odwrotnie, choć w przypadku panów to istotniejsze). Łatwiej sobie z tym radzą również pary o silnie sprecyzowanych preferencjach seksualnych lub wręcz fetyszach. Tego typu skłonności to swoisty samograj, który pobudza i jest źródłem przyjemności nawet wtedy, gdy namiętność nie jest taka, jak na początku związku. Lepiej są w stanie podołać tej sytuacji również takie pary, które dokładają starań, by namiętność całkiem nie wygasła, nie odpuszczają, nie rozleniwiają się. Znaczenie ma też to, czy inne składniki miłości są mocne. Jeśli brakuje życzliwości, ciepła, zaufania, przyjaźni oraz perspektyw na wspólną fajną przyszłość wtenczas spadek namiętności może być dla związku wręcz niszczycielski, prowadzić do rozpadu relacji lub zdrad. Kiedy ogień przygasa, trzeba dorzucić do paleniska, ale nie każdy ma powód i nie każdemu się chce. Zwłaszcza, gdy ogrzewa się już przy innym ognisku. Źle ze zmniejszeniem namiętności radzą sobie osoby, które w wyniku tego stanu rzeczy tracą też motywację do dbałości o siebie. Gdy trochę maleje wena do igraszek, niektórzy przestają przywiązywać wagę do atrakcyjnego wyglądu, co z kolei jeszcze bardziej pogarsza sprawę, bo tym mniej podobają się sami sobie oraz partnerowi czy partnerce. Zdarza się też, że niektórzy do tego tematu podchodzą wręcz cynicznie i starają się uzyskać jak największe korzyści dopóki trwa namiętność, a potem na jak najbardziej dogodnych warunkach rozstać się. Ze zrozumiałych względów nie jest w ich interesie podtrzymywanie znajomości, gdy ten jej aspekt przestaje działać jak niegdyś. Niektórym ludziom po pewnym czasie odechciewa się obcować seksualnie wciąż z tą samą osobą, którą znają na wylot i z którą kontakt nijak już ich nie ekscytuje. Jeśli proces ten bardzo się pogłębi, żaden powiew świeżości może nie być w stanie oczyścić tej atmosfery, dlatego warto reagować możliwie wcześnie – zanim rutyna całkowicie zdominuje zbliżenia. W perspektywie lat starzejemy się i brzydniemy. Nie każdy jest w stanie się z tym pogodzić i godnie to przyjąć. Niektórzy z ogromną determinacją poszukują wówczas potwierdzenia swojej atrakcyjności i dlatego wynoszą sferę seksu na piedestał. Pozostałe aspekty funkcjonowania związku przestają mieć istotne znaczenie i wobec tego tracą swoją moc w zakresie scalania relacji. Czasem z powodu zobowiązań taki związek staje się pusty i trwa, a para wegetuje, innym razem więź ulega rozpadowi. Czasami namiętność drastycznie maleje zwłaszcza po jednej ze stron z powodu jakichś problemów zdrowotnych czy psychologicznych. Rozwiązanie ich może znacząco poprawić sytuację, więc w razie potrzeby warto skorzystać z konsultacji ze specjalistą. Jeśli chodzi o seksuologa, to najlepiej by był to lekarz medycyny. Rozmowa z psychologiem, psychoterapeutą przydaje się natomiast zwłaszcza wtedy, gdy namiętność mocno zmalała w wyniku poważnych trudności w związku, a nie z powodu jakichś schorzeń organizmu u któregoś z partnerów. Podsumowując, wiedząc, że zmniejszanie się namiętności jest nieuchronne w każdej relacji, warto mieć do tego odpowiedni stosunek, nie robić z tego faktu dramatu, a ponadto na tyle, na ile to możliwe przeciwdziałać temu zjawisku nie pogarszając mimochodem sprawy. Jeśli natomiast ktoś jest świadom, że w danym okresie życia elektryzujący, bujny seks to dla niego absolutny priorytet, warto by był szczery ze sobą i z innymi. W przeciwnym wypadku prawdopodobnie skrzywdzi samego siebie i drugą osobę, która może się zaangażować niepotrzebnie licząc na poważny związek w sytuacji, gdy w perspektywie mogłaby tak naprawdę liczyć na co najwyżej kilkanaście miesięcy bądź kilka lat znajomości. Tylko kogo dzisiaj stać na taką szczerość?
  16. Czasami z pozoru błahe kwestie urastają do rangi prawdziwego dramatu. Ludzie kłócą się i odsuwają od siebie z wielu z różnych powodów. Oto kilka prozaicznych przyczyn (kolejność przypadkowa). [1] Pieniądze Nierzadko okazuje się, że to właśnie one stanowią problem. I to nie tylko w relacjach opartych na pieniądzach, choć w takich związkach w szczególności. Bywa, że ludzie wiążą się z kimś przede wszystkim motywowani perspektywą wygodnego, dostatniego życia i bezpieczeństwa finansowego. Jeśli z jakiegoś powodu ten stan rzeczy nagle drastycznie się zmienia, niejedna osoba mająca wspomnianą motywację pakuje walizki i wyprowadza się. Zdarza się, iż warunki ekonomiczne są tak trudne, a odpowiedzialny za ten stan rzeczy partner tak źle radzi sobie z tą sytuacją, że wszystko zaczyna być na głowie drugiej osoby. A jej cierpliwość i wytrzymałość po pewnym czasie po prostu się kończy. Co ciekawe, niekiedy problemem bywa też nadmiar pieniędzy. Niektórzy nagle bogacący się ludzie zaczynają prowadzić życie w zupełnie innym stylu i dochodzą do wniosku, że dotychczasowa partnerka lub dotychczasowy partner nie pasują do tej sielanki. Niektóre szybko wzbogacające się osoby dochodzą do wniosku, że stać je na kogoś lepszego, kogoś z półki wyższej niż obecny partner czy partnerka. Pieniądze uderzają do głowy i zaczyna się poszukiwanie „lepszego modelu”. [2] Związek z rozsądku, a nie z miłości Niektórzy specjaliści szacują, że rozpada się połowa małżeństw, które zostały zawarte z rozsądku, na przykład pod presją po tym, jak okazało się, iż kobieta jest w ciąży. Takie relacje, w których pojawia się jakiś rodzaj przymusu, presji ze strony partnerki lub nacisków rodziców są raczej kruche. Trwanie w związku wbrew sobie jest bardzo frustrującym doświadczeniem. Życie z kimś na co dzień, znoszenie jego wad przez miesiące czy lata bez darzenia tej osoby miłością to duże wyzwanie. [3] Bałagan Może niektórym trudno w to uwierzyć, ale brak porządku w domu może zapoczątkować lawinę problemów. Czasami bałagan w salonie może doprowadzić do bałaganu w związku. Dzieje się tak, gdy jedno zdecydowanie preferuje czystość oraz schludność, a drugie jest w stanie tolerować stojące w zlewie całymi dniami sterty brudnych naczyń i walające się po mieszkaniu przepocone ubrania. W końcu strona preferująca porządek zaczyna domagać się zmian i jest w tym konsekwentna, na co druga strona reaguje oporem, bierną agresją albo strajkiem w sypialni. Wszystko to razem wzięte doprowadza do kryzysu. [4] Poglądy polityczne Umiarkowane różnice w tym zakresie nie muszą stanowić większego problemu. Poważne stresy, konflikty i trudności mogą wystąpić, gdy partnerzy zaczynają być wyznawcami skrajnie odmiennych opcji politycznych. Coraz więcej rozmów schodzi na ten temat i coraz częściej pojawiają się konflikty na tym tle. To wszystko stopniowo zaczyna rzucać cień na jakość relacji. [5] Religia Jak wiemy z lekcji historii i bieżących wydarzeń religie mają niebywały potencjał w zakresie poróżniania ludzi. Wprawdzie zwykle nie jest aż tak źle, że małżonkowie próbują się wzajemnie spalić na stosie, ale straszliwe wojenki na tle poglądów religijnych potrafią bardzo skutecznie psuć relacje. Nie tylko zresztą małżeńskie. Religia może poróżnić nawet pary w fazie zakochania. „Skoro i tak nie jesteś wierzący, to co to za problem żebyś wziął ze mną ślub kościelny?” – pyta ona zaczynając w ten sposób ostrą jazdę bez trzymanki… [6] Wtrącający się rodzice Wszyscy słyszeliśmy żarty o teściowej. Czasem problemy sprawia teść. Niekiedy to nie oni są bezpośrednimi sprawcami problemów, lecz stanowią one konsekwencję braku asertywności w kontakcie z nimi. Zdarza się, że mąż lub partner za bardzo ulega własnej mamie, ewentualnie żona lub partnerka swojej rodzicielce. Innym razem problem polega na tym, że matka lub teściowa wtrąca się w wychowywanie dzieci. Tak czy inaczej nierzadko wybuchają na tym tle konflikty nie tylko z tymi osobami, ale również między dwojgiem partnerów. „Nie stanąłeś w mojej obronie kiedy twoja mama zaczęła się mnie czepiać!”; „To przecież moja matka, co miałem jej powiedzieć?!” [7] Sztywne przekonania „Żona powinna przygotowywać trzydaniowy obiad każdego dnia.” „Mąż powinien gwarantować płynność finansową rodziny.” „Mężczyzna powinien zabiegać o kobietę i to on musi inicjować zbliżenia.” „Kobieta musi być zawsze zgodna ze swoim mężczyzną.” „Żona musi to…” „Mąż musi tamto…” Przekonania sobie, a życie sobie. Wprawdzie można by spróbować zmienić swoje poglądy na temat ról w małżeństwie czy w ogóle kobiety i mężczyzny w związku, ale sporo par nawet tego nie próbuje. Kurczowo trzymają się sowich przekonań, skupiają na problemie zamiast na rozwiązaniu, co nieuchronnie prowadzi do konfliktów i rozstań.
  17. Skąd czerpać motywację do terapii dla par / małżeńskiej? Na przykład z powodu troski o własne dobro – by mieć lepiej funkcjonujący związek, który pełniej zaspokaja potrzeby. Innym źródłem motywacji może być świadomość tego, jak problemy w relacji mogą odbijać się negatywnie na dzieciach, które otrzymują przecież od swoich rodziców obraz tego, jak wygląda związek intymny dwojga ludzi. W przyszłości będzie to rzutować na ich własne relacje. Kolejnym źródłem motywacji może być powodowana uczuciem do partnera troska o to, by nie wyrządzać mu krzywdy, nie ranić go w żaden sposób, gdyż jest to osoba, którą darzy się miłością. Terapia małżeńska - co ją utrudnia? Co może stanowić przeszkodę w terapii? Czasami jest to niewiara w możliwość pozytywnej zmiany, lęk przed czymś nowym, blokada przed ujawnianiem swoich problemów komuś spoza rodziny, terapeucie. Niekiedy problemem jest silne przeświadczenie, że z absolutnie wszystkim należy radzić sobie samemu, bez żadnego wsparcia. Warto w tym miejscu na marginesie zaznaczyć, że co do zasady psycholog nie wyręcza klienta w zakresie wprowadzania zmian – bazując na wiedzy psychologicznej podsuwa możliwe rozwiązania, które mają szansę zadziałać lub naucza pewnych umiejętności ułatwiających wprowadzanie korzystnych zmian. Poważną przeszkodą w terapii bywa zwlekanie z jej rozpoczęciem do momentu, aż kryzys w relacji urasta do ogromnych, bardzo poważnych rozmiarów. To, że nigdy nie jest za późno na poprawę sytuacji to mit. W istocie lepiej nie odkładać pracy nad związkiem w nieskończoność – warto w miarę możliwości wcześnie zgłosić się po pomoc po tym, gdy uzna się, że samemu nie bardzo udaje się rozwiązać problemy. Kłopotem bywają też indywidualne trudności poszczególnych partnerów, które mogą wymagać psychoterapii sam na sam z terapeutą, a nie we troje podczas terapii par. Można tu wymienić na przykład zaburzenia osobowości, niskie poczucie własnej wartości, problematyczny gniew, uzależnienia czy też zaburzenia depresyjne, czyli takie zagadnienia, które wymagają przede wszystkim terapii indywidualnej. Czasami terapia dla pojedynczej osoby może odbywać się równolegle do terapii małżeńskiej, innym razem wskazane jest, by ją poprzedzała. Psychoterapia dla par - jakie są przyczyny problemów w związku? Psychoterapia małżeńska znana również jako psychoterapia dla par jest wybierana z różnych powodów. Czasami są to częste kłótnie, brak porozumienia w zakresie tego jak wychowywać dzieci, trudności w zakresie komunikacji, problemy seksualne (zwłaszcza po okresie paru lat, gdy namiętność ulega zmianie), oddalenie się od siebie. Niekiedy zdarza się, że po okresie pierwszych kilku upojnych lat i okresie względnie pokojowego docierania się pary następują poważniejsze zgrzyty, gdy różnice charakterów dają o sobie znać w bardziej dosadny sposób. Bywa, że problemy wynikają z różnego rodzaju założeń i przekonań wyniesionych z domu rodzinnego, które są sprzeczne u każdego z partnerów. Bywa, że dopóki ludzie rzeczywiście nie zaczynają żyć ze sobą, być „pełnoetatową parą” nie ujawniają się w całości przekonania na temat ról kobiety i mężczyzny w związku. Niektóre z tych idei da się zweryfikować lub zmienić, zastąpić bardziej korzystnymi, a w każdym razie lepszymi w tym sensie, że pozytywnie wpływają na jakość relacji zamiast ją utrudniać. Czasami psychoterapia dla par wybierana jest wtedy, gdy partnerzy czują, że dzieje się coś złego, związek słabnie, a chcą temu zapobiec, skutecznie przeciwdziałać zanim sytuacja dobitnie pogorszy się. Niejednokrotnie zdarza się również, że na terapię małżeńską umawiają się pary, w których pojawiła się jakiegoś rodzaju nielojalność, kłamstwo lub zdrada seksualna, romans. Crane pisząc o wskazaniach do terapii zwraca uwagę, że terapia jest możliwa w następujących sytuacjach: Psychoterapia małżeńska - nie sztuką jest nie mieć problemów, bo to niemożliwe, sztuką jest umieć je rozwiązywać Psychoterapia dla par oferowania w gabinecie ocalsiebie.pl koncentruje się na poszukiwaniu konkretnych, namacalnych rozwiązań. Czerpie również w pewnym stopniu z protokołu terapii poznawczo-behawioralnej w szczególności w kontekście pracy nad przekonaniami, sposobami myślenia o tym, co ma miejsce w związku. Zazwyczaj nie przekracza liczby 10-15 sesji. Psychoterapia małżeńska z Gabinetem Ocal Siebie może odbywać się online, przez Skype, co stanowi bardzo wygodne rozwiązanie. Nie trzeba dojeżdżać do gabinetu, można mieć psychologa z dala od miejsca zamieszkania, mieć psychologa, psychoterapeutę mówiącego po polsku podczas gdy mieszka się poza granicami Polski. Terapia online pozwala także po prostu oszczędzić czas, bo nie trzeba wychodzić z domu. Psychoterapia przez internet jest równie skuteczna jak terapia stacjonarna - przebiega analogicznie, bo różnica polega w zasadzie tylko na tym, że psychologa widzi się na ekranie monitora, a nie na fotelu w gabinecie. Jak już wspomniano, lepiej spróbować późno niż wcale, ale zdecydowanie korzystniej jest nie traktować terapii małżeńskiej jak ostatnia deska ratunku, lecz stosowane w porę rozwiązanie mające pomóc poprawić jakość relacji.
  18. Bywa, że w gabinecie psychoterapeutycznym klientki zwierzają się z niezadowolenia w związku z niemożnością znalezienia partnera do założenia rodziny. Przyczynę takiego stanu rzeczy między innymi upatrują w niechęci współczesnych mężczyzn do małżeństwa. Potwierdzają to badania. W porównaniu do 1997 roku, gdy 28% kobiet mówiło, iż małżeństwo jest dla nich ważne, twierdzi tak obecnie o 9% więcej kobiet. W przypadku mężczyzn jest odwrotnie. Wtedy deklarowało tak 35% mężczyzn, obecnie mniej, bo tylko 29%. Nawiasem mówiąc niepokrzepiające są również statystyki jeśli chodzi o związki tego typu. Rozpada się około 30% małżeństw w Polsce i 50% małżeństw w krajach świeckich. Mężczyźni relacjonują swoje podejście do tego tematu w sposób, który kobietom niekiedy trudno zaakceptować. [...] Amerykańskie analizy pokazują, że prawo nie traktuje mężczyzn i kobiet równo w kontekście obowiązku alimentacyjnego. W USA kobiety, które nie płaciły wszystkich zobowiązań alimentacyjnych trafiały do więzienia osiem razy rzadziej niż mężczyźni za podobne naruszenia. Rażąca nierówność panuje również w kwestii opieki nad dziećmi, jak podaje ABC News sądy rodzinne zdecydowanie częściej przyznają prawo do opieki matkom. W Polsce te statystyki są jeszcze bardziej przytłaczające. Nic więc dziwnego, że mężczyźni miewają negatywny stosunek do zakładania rodziny, skoro ona w świetle prawa prawie nigdy nie jest tak naprawdę ich rodziną. Cały ten czarny scenariusz może się ziścić w każdej chwili – wystarczy, że kobieta stwierdzi, iż chce zakończyć małżeństwo. Zjawisko to mianem blokady przed budowaniem relacji z kobietami określa Barbara Sadzyńska, właścicielka biura matrymonialnego: Wielu pozostałych mężczyzn ma podobne podejście, bo uczą się na błędach starszych kolegów. Instytucja małżeństwa z perspektywy współczesnego mężczyzny w znacznym stopniu przestała pełnić swoje funkcje – wiele na niego nakłada niewiele oferując w zamian i ogranicza, mało przy tym wnosząc. Więcej informacji można znaleźć w tej książce.
  19. Mnóstwo osób skarży się na to, że nie może znaleźć partnera do stałego związku. W pewnym momencie frustracja osiąga taki poziom, że człowiek przestaje trzeźwo oceniać sytuację i obwinia nawet całą płeć przeciwną. „Wszyscy faceci są do niczego”, „kobiety są beznadziejne”, „kobiety nie szukają partnera, tylko sposobu żeby się ustawić”, „mężczyźni są niedojrzali emocjonalnie, zmieniają kobiety jak tylko po paru latach zmniejsza się w związku pożądanie” – takie stwierdzenia dowodzą, że rozczarowanie osiągnęło duże rozmiary. Problem polega na tym, że częstokroć owe rozczarowanie powodujemy samemu. Przyjrzyjmy się częstym powodom niemożności stworzenia relacji. Odreagowywanie frustracji i gniewu na płci przeciwnej Niepowodzenia, zranienia, cierpienie – to część ludzkiego życia. Nie wszyscy radzą sobie z tym w sposób dla nich korzystny; niektóre osoby biorą odwet na płci przeciwnej za wcześniej doznane krzywdy „z rąk” eks lub niedoszłych partnerów. Zrażeni, zgryźliwi podchodzą do drugiej płci w sposób w zasadzie uniemożliwiający nawiązanie zdrowej relacji, bo nikt „normalny” nie zaakceptuje takiego traktowania. Próba łatania poczucia własnej wartości atrakcyjnym partnerem Niektóre osoby szukają potwierdzenia własnej wartości w związku z atrakcyjnym partnerem albo przyjmując roszczeniową postawę na etapie nawiązywania znajomości („zabiegaj o mnie!”). Utopijność pierwszej strategii polega na tym, że „dziura” w poczuciu własnej wartości zostaje zasklepiona jedynie na jakiś czas, a potem, gdy widzi się, że partner jest jednak człowiekiem z krwi i kości, ma swoje wady i niedostatki, zaczyna się potrzebować kogoś innego, kto byłby ich pozbawiony. Dostrzega się też inne, uznawane za atrakcyjniejsze osoby. Nie jest się w związku z daną osobą, lecz w dziwnej relacji z luką we własnym poczuciu własnej wartości. Luką, która ciągle domaga się zasklepienia, więc wciąż szuka się „lepszego modelu”, coraz częściej zmienia, goni i tak bez końca, a pustka powraca. Problem z drugim podejściem polega na tym, że w pewnym momencie trzeba szukać kogoś nowego, kto zapewni świeżą, nową dawkę podziwu i uwagi. Więcej informacji można znaleźć w tej książce.
  20. Badania wskazują, że terapia poznawczo-behawioralna (Cognitive behavioral therapy - CBT) jest skuteczna przy leczeniu wielu różnych dolegliwości. Oto niepełna lista zaburzeń, w który terapia poznawczo-behawioralna okazała się pomocna. Oczywiście zawsze o skuteczności terapii decyduje nie tylko metoda, ale i zaangażowanie i czynny udział klienta, bez czego znaczące postępy w nie są możliwe. Zaburzenia psychiczne: Duża depresja Depresja w wieku podeszłym Zaburzenie lękowe uogólnione Zaburzenie lękowe w wieku podeszłym Zaburzenie lękowe z napadami paniki Agorafobia Fobia społeczna Zaburzenie obsesyjno-kompulsyjne Zaburzenie zachowania Nadużywacie substancji psychoaktywnych ADHD Hipochondria Dysmorfofobia (lęk zw. z uznawaniem swojego ciała za brzydkie) Zaburzenia odżywiania się Zaburzenia osobowości Problemy sprawców przestępstw seksualnych Zaburzenie nawyków i popędów Choroba afektywna dwubiegunowa (w połączeniu z leczeniem farmakologicznym) Schizofrenia (w połączeniu z leczeniem farmakologicznym) Inne problemy psychiczne: Problemy w związku Problemy w rodzinie Patologiczny hazard Powikłana żałoba Cierpienie psychiczne u opiekunów Gniew i wrogość Problemy somatyczne z komponentami psychicznymi: Przewlekły ból pleców Ból w anemii sierpowatej Migrenowe bóle głowy Szum w uszach Ból w chorobach nowotworowych Zaburzenia pod postacią somatyczną Zespół jelita drażliwego Fibromialgia (uogólniony ból w układzie ruchu) Ból reumatyczny Zaburzenie wzwodu Bezsenność Otyłość Wulwodynia (chroniczny ból w genitaliach żeńskich przy braku infekcji) Nadciśnienie Syndrom Zatoki Perskiej Bibliografia: Terapia poznawczo-behawioralna - podstawy i zagadnienia szczegółowe, Judith Beck.
  21. Kobiety kochające za bardzo, podatne na zranienie Postanowiłem zgłębiać temat „kochania za bardzo”, które nazywam podatnością na zranienie, ponieważ niemal każdego dnia pracy jako psycholog jestem świadkiem tego, jakie ten problem wywołuje u kobiet cierpienie. Jako że posiadam cztery siostry, na los kobiet jestem szczególnie uwrażliwiony. Nie bez znaczenia jest również to, że – wychowywany jako mężczyzna i wśród mężczyzn, oraz pracując z mężczyznami jako psychoterapeuta – jestem w stanie zwracać kobietom uwagę na pewne niezrozumiałe dla nich mechanizmy i wyjaśniać męskie zachowania. Z relacji klientek wynika, że zdarza mi się robić to lepiej od – z pewnością nie gorzej wykwalifikowanych – koleżanek po fachu, psychoterapeutek. Na podstawie obserwacji klinicznych oraz analizy literatury o „kochaniu za bardzo” i relacyjnym zaburzeniu obsesyjno-kompulsyjnym dochodzę do wniosku, że jedną z cech podatności na zranienie jest u niektórych kobiet wyraźna dyspozycja do odczuwania pewnych przejawów zakochania niejako przedwcześnie i bez adekwatnych przesłanek, albo poniewczasie, to jest po faktycznym zakończeniu związku. W pierwszym wypadku zakłócony zostaje proces tworzenia więzi, a w drugim utrudnione jest przeżywanie „żałoby” po rozstaniu i pogodzenie z tym, iż relacja przeszła do historii. Jestem zdania, że odpowiada za to między innymi fakt posiadania ogromnej konstelacji rozległych przemyśleń na temat własnych relacji z mężczyznami i dysponowania niebywałą ilością wyobrażeń o idealnym związku, które powstały między innymi z powodu braku dobrych wzorców w rodzinie pochodzenia. Gdy pojawia się potencjalnie spełniający pewne kryteria kandydat kobieta odczuwa wobec niego magnetyczne przyciąganie, bo uruchamia się w niej proces fantazjowania. Im bardziej jest on niedostępny, im mniej szczodry emocjonalnie, tym większe pole do popisu dla wyobraźni. Fantazjowanie powoduje, że kobieta „ścina zakręty” i wybiega naprzód obsadzając partnera w pewnych rolach do końca jeszcze nie wiedząc, czy on się do nich tak naprawdę nadaje, a nawet czy ich chce. Kobieta, mówiąc metaforycznie, zadurza się we własnych wyobrażeniach, a w skrajnym wypadku jej nastrój staje się ich zakładnikiem. Więcej informacji o podatności na zranienie można znaleźć w książce "Toksyczny związek? Ocal siebie!", która dostępna jest w naszym sklepie online w wersji drukowanej oraz w formacie PDF.
  22. Co to jest „kochanie za bardzo”? Co to znaczy „kochać za bardzo”? Kim są „kobiety, które kochają za bardzo”? (inne określenie to tzw. podatność na zranienie, omówiona szeroko w osobnym artykule) Czy miłość może być nałogiem, czy wolno nam mówić o uzależnieniu od miłości w sytuacji, gdy obdarzanie kogoś uwagą i uczuciem jest tak naprawdę nieprawomocne, raniące, wiążę się z naszą własną krzywdą... Zasadność sformułowania „uzależnienie od miłości” jest kwestionowana przez niektóre kręgi psychoterapeutyczne, a przez inne popierana. Popularne kryteria diagnostyczne (ICD, DSM) nie wyróżniają takiego specyficznego problemu, więc oczywiście nie zawierają też informacji o tym, jak go rozpoznawać. Jedno jest jednak pewne – stanowczo nie brakuje osób, zwłaszcza kobiet, które doznały „kochania za bardzo” i uważają mówienie o tym problemia w kategoriach nałogu za całkiem trafne, zbieżne z ich indywidualnym doświadczeniem. Uzależnienie jest czymś destrukcyjnym, szkodliwym, eksploatującym, niezdrowym. Istotą „kochania za bardzo” jako negatywnego zjawiska jest uporczywe, wypalające trwanie w toksycznym związku mimo jednoznacznych sygnałów, że należałoby się z niego „wyplątać”, pozostawanie w tego typu relacji bez względu na realne szkody, jakie on wywołuje, kochanie częstokroć bez wzajemności lub w sposób rażąco asymetryczny (z ogromnym zaangażowaniem przy marginalnym zaangażowaniu toksycznego partnera). „Kochanie za bardzo” jest doświadczeniem niezwykle trudnym, wyczerpującym fizycznie i emocjonalnie, oraz co typowe dla nałogu, pogrążającym coraz bardziej. Prawomocność porównania „kochania za bardzo” do uzależnienia można także potwierdzić poprzez zestawienie typowych dla tego problemu okoliczności chociażby z typowymi przejawami nałogu alkoholowego. Alkoholizm <> „Uzależnienie od miłości” Opętanie alkoholem <> Opętanie związkiem uczuciowym Nie wyobrażanie sobie życia bez alkoholu <> Nie wyobrażanie sobie życia bez danego partnera i jego miłości Zaprzeczenia skali problemu <> Zaprzeczanie skali problemu Unikanie ludzi, by ukryć problem z piciem <> Unikanie ludzi, by nie wydało się, jak toksycznie postępuje partner, by nie musieć się im tłumaczyć, by nie wysłuchiwać jak niedorzeczne jest „trwanie w nałogu” Kłamstwa odnośnie nie picia <> Kłamstwa odnośnie np. ustępstw wobec partnera bądź pobłażania jego występkom Bezowocne próby odzyskania kontroli <> Bezowocne próby zerwania z partnerem Siłowanie się z nałogiem, próby pójścia w zaparte i nie picia zakończone porażką <> Kończące się niepowodzeniem próby zerwania kontaktu z danym partnerem Nawracające bądź chroniczne poczucie bezsilności <> Poczucie, że nie ma się mocy, by zerwać z partnerem Samookłamywanie siebie <> Samousprawiedliwianie się, bronienie partnera i relacji, nadmierne nieuzasadnione idealizowanie związku Trudne zmaganie się z konsekwencjami picia, usprawiedliwianie siebie przed innymi, intrygi i maskarada <> Narastające wysiłki podczas usprawiedliwiania partnera, branie na siebie odpowiedzialności za jego problemy, tworzenie alternatywnej, fantastycznej wersji zdarzeń Poczucie krzywdy <> Poczucie zranienia Wybuchy gniewu <> Frustracja, wybuchy złości Problemy zdrowotne w związku z piciem <> Fizyczne wyczerpanie powodowane psychicznym przeciążeniem, stresem Różnorakie tarapaty <> Ciągłe trudności, konflikty, problemy lub konieczność ratowania partnera i zmagania się z problemami w jakie on chronicznie sam wpada Coraz większe konsekwencje picia <> Coraz większe wysiłki i poświęcenie by uzyskiwać miłość partnera Stale pogarszający się stan umysłu <> Zmieniające się nastroje, narastający lęk, niewytłumaczalna drażliwość, napięcie, znerwicowanie Utrata wiary, poczucia sensu, poddawanie się <> Poczucie beznadziejności, krańcowego wyczerpania Brak szacunku do siebie lub wręcz nienawiść samego siebie <> Odraza wobec siebie za nadmierne ustępstwa i trwanie w ewidentnie toksycznej relacji Jak widać w powyższym zestawieniu, podobieństwa są wyraźne. Pociecha z tego tylko taka, że leczenie problemu alkoholowego jest przedmiotem zainteresowania terapeutów już od jakiegoś czasu. Można zatem dostrzec pewne analogie także na etapie leczenia, co pozwala lepiej przygotować pacjenta do trudności, które mogą temu towarzyszyć, są szczególnie dotkliwe zwłaszcza na początku. Tym jednak nie będziemy zajmować się w niniejszym tekście, ponieważ teraz spróbujmy bardziej konkretnie rozstrzygnąć, kiedy można podejrzewać „uzależnienie od miłości”. W tym celu przyjrzyjmy się różnorakim objawom tego problemu z perspektywy osoby, która go doświadcza. Przeświadczenie, że utrata danego partnera byłaby katastrofą życiową, nie wyobrażanie sobie życia bez niego. Przekonanie, że miarą miłość jest to, jak bardzo poświęca się dla partnera. Podchodzenie do potrzeb partnera jak do własnego obowiązku, z którego trzeba się wywiązać poprzez bezwarunkowe zaspokojenie ich. Wiara, że miłość jest wartością nadrzędną i ten, kto naprawdę, prawdziwie kocha wszystko zniesie, wszystko wybaczy, bo w imię miłości trzeba cierpieć. Przekonanie, że w idealnym związku partnerzy mają tylko wspólne pasje, wspólnych znajomych, a odrębne hobby lub pasje, albo oddzielne grupy przyjaciół w ogóle nie wchodzą w grę. Wiara, że partner mimo rażąco niewłaściwych, a nawet raniących zachowań kocha, lecz po prostu nie umie tego wyrazić. Skłonność do usprawiedliwiania występków partnera, do ratowania go z opresji i tarapatów, w które sam notorycznie się pakuje na przykład z powodu nadmiarowego picia alkoholu. Znoszenie niewłaściwych zachowań partnera, włącznie z agresją słowną lub fizyczną, byle tylko związek ocalał. Nieuzasadnione lub wręcz sprzeczne z doświadczeniem życiowym i logiką przekonanie, że rażąco niewłaściwie postępujący partner zmieni się na lepsze lub da się „naprawić” przy pomocy miłości. Rozpatrywanie większości kłótni i konfliktów w taki sposób, że przede wszystkim szuka się własnych błędów, samemu czuje się winnym, oczyszczając poniekąd partnera z wszelkich zarzutów. Ocena relacji przez filtr różnorakich historii miłosnych prezentowanych w literaturze, muzyce, sztuce. Szukanie pocieszenia w poezji o trudnej miłości; poszukiwanie wytchnienia lub siły do dalszej walki o związek w tekstach piosenek miłosnych oraz treściach romantycznych ukazujących uczucie jako nadrzędną wartość mimo cierpienia. Osoby „kochające za bardzo”, „uzależnione od miłości” to często ludzie, którzy: - Wychowali się w trudnych, skonfliktowanych rodzinach, w których brakowało wystarczającego emocjonalnego wsparcia dzieci. W rodzinach z problemami, w których na przykład któreś z rodziców było alkoholikiem, hazardzistą, narkomanem. Chcący za wszelką cenę podarować partnerowi taką miłość, jakiej sami nie zaznali, by w ten sposób stać się tym, kim nie byli, choć powinni, znaczący dla nich bliscy (np. rodzice). Obawiający się samotności, czujący się źle będąc bez związku uczuciowego, cierpiący nawet na myśl o życiu w pojedynkę bez ukochanej osoby. Przedkładający szczęście partnera nad własne. Myślący o życiu bez miłości jako o jałowym, podłym, smutnym, bez celu. Myślący o życiu bez partnera jak o pustym, bezsensownym, bez wartości. Skłonni do ogromnych poświęceń gdy chodzi o miłość partnera, i oceniający własną wartość przez pryzmat tego, ile zdołają z siebie dać w związku. Pragnący bezwarunkowo, zawsze „być pomocni” dla partnera, chociaż tak naprawdę raczej chodzi o to, by mieć kontrolę nad związkiem i czuć się dzięki temu pewnie, bezpiecznie gdyż życie bez relacji stanowi wizję nie do zniesienia. Dokładający wszelkich starań, by spełnić wszelkie oczekiwania i zaspokoić potrzeby partnera, którego docenienie i aprobata są niezbędne, żeby poczuły się wartościowi. Mający skłonności do uzależnień, obsesji, „uciekania” w destrukcyjne działania, które tylko doraźnie poprawiają samopoczucie. Mający skłonność do wchodzenia w sytuacje wywołujące trudne emocje, co poniekąd zapobiega źle tolerowanemu marazmowi, wprowadza na swój sposób wprost oczekiwany dramatyzm. Widzący coś intrygujące, interesującego w skomplikowanych, powikłanych, trudnych sytuacjach i złożonych, niełatwych w pożyciu, ale za to stymulujących ludziach. Mający tendencje do wdawania się w skomplikowane związki, „afery miłosne” tylko w nich dostrzegając odpowiednią dawkę pobudzenia, „pożywki”. Mający skłonność do popadania w depresję, przygnębienie, stany wydatnie zmniejszające możliwość doświadczania przyjemności. Mający mniej standardowe pragnienia seksualne. Mający pewną skłonność do kierowania się bardziej swoimi wyobrażeniami, odczuciami, intuicją, niż faktami na temat tego, jak się sprawy mają rzeczywiście. Mający z różnych względów pewną skłonność do łatwego zapominania o sytuacjach, okolicznościach, faktach nieprzystających do wiodącego opisu sytuacji. Mający pewne tendencje masochistyczne. Przywykłe do braku wzajemności, angażowania się mimo braku równie otwartej postawy u partnera. Trwanie w toksycznej relacji wiąże się z nadmiernym poświęceniem, ratowaniem partnera ewidentnie własnym kosztem, permanentnym narażaniem się na zranienie, narastającym lekceważeniem własnych potrzeb oraz granic, nawracającym cierpieniem, bolesnymi wyrzeczeniami w imię miłości, rosnącą izolacją, pogrążaniem się w, szukaniem ratunku w destrukcyjnych lecz doraźnie kojących działaniach. Przede wszystkim łączy się jednak ze stale pogarszającym się samopoczuciem, z falami psychicznego a często także fizycznego cierpienia, bolesnym doświadczeniem marnowania swojego życia, nawracającymi myślami na temat „tracenia prawdziwego siebie” i przygnębiających refleksji o braku szans na realizację marzeń, celów życiowych, zaspokojenie fundamentalnych potrzeb. Na koniec tych rozważań trzeba wyraźnie podkreślić, że wychodzenie z „nałogu kochania za bardzo” polega na pracy nad sobą (a nie nad zmianą partnera). Charakterystyczne, że partnerzy osób „kochających za bardzo” często w ogóle nie chcą sobie pomóc, nie przejawiają żadnej woli do pracy nad sobą, żadnej gotowości do realnej zmiany. Kwestią fundamentalną jest zatem częstokroć wyplątanie się z toksycznej relacji, usamodzielnienie się, odbudowanie własnych granic i poczucia elementarnej kontroli nad swoim losem. Ta faza poprzedzona jest uznaniem własnej bezsilności, uzmysłowieniem sobie natury problemu, szukaniem wsparcia i realnej pomocy, poszukiwaniem informacji na temat leczenia i rozwiązań. Kolejne etapy to wytężona praca nad sobą, pozwalająca dobrze funkcjonować jako autonomiczna, samodzielna jednostka, a w przyszłości – budować zdrowe relacje. Więcej informacji można znaleźć w artykule o tzw. podatności na zranienie.
  23. Bywa, że pomimo odczuwania potrzeby związku uczuciowego, a nawet deklarowania takiej chęci i podejmowania pewnych ruchów w celu poszukiwania drugiej połówki, niektóre osoby nie są w stanie stworzyć relacji. Nie będziemy tu wnikać w to, jaka jest pierwotna geneza tego rodzaju trudności. Omijamy zatem szerokim łukiem groźnie brzmiące etykiety jak „lęk przed bliskością”, „samotność z lęku przed odrzuceniem”, „lęk przed zranieniem”, „lęk przed pochłonięciem przez partnera (utratą autonomii)” czy „nieufność potęgowana brakiem pewności siebie (swoich granic, potencjału, priorytetów) lub poczucia własnej wartości”. Skupmy się konkretnie na meritum, a jest nim nieangażowanie się w związek mimo realnych szans na stworzenie satysfakcjonującej relacji, przy czym nie jest to kwestia wyboru, a raczej wynik chronicznego niezdecydowania, unikania więzi lub dławienia miłości w zarodku. Co może motywować do bycia samemu? Bycie samemu nie wiąże się z ryzykiem zranienia; ból samotności jest przynajmniej znany, bywa wręcz oswojony tzn. osoba już do niego przywykła, tymczasem ryzyko krzywdy (złamane serce, rozczarowanie, niespełnienie lub uwikłanie się w trudny układ) jawi się jako znaczące. Wchodzenie w związek wymaga zajęcia stanowiska w sprawach, które mogą być tematem różnych dylematów, nierozstrzygniętych konfliktów wewnętrznych. Ludziom trudno podjąć pewne decyzje i w efekcie brakuje im gotowości do wchodzenia w związki. Łatwiej jest dryfować nie musząc składać żadnych deklaracji. Decyzje mogą dotyczyć najważniejszych oczekiwań, stosunku do wymogów społeczności, w której się żyje, przewidywań dalszego scenariusza, podejścia do kwestii takich jak posiadanie dzieci czy religijnych. Więcej informacji można znaleźć w tej książce.
  24. Być może niektórym wydaje się, że w cyberprzestrzeni nie ma mowy o prawdziwych uczuciach. Takie przekonanie wynika z faktu, że tak naprawdę obcuje się z tekstem, ikonami, co najwyżej fotografiami osób, które są po drugiej stronie łącza. Chociaż komunikacja faktycznie odbywa się przy pomocy czysto wirtualnych elementów, nie oznacza to bynajmniej, że w organizmie człowieka nie pojawiają się jak najbardziej realne reakcje emocjonalne. Oczywiście jesteśmy znacznie bardziej podatni na bodźce w kontakcie bezpośrednim - uśmiech na twarzy działa mocniej aniżeli nawet najbardziej estetyczny emotikon. Jednak w tym miejscu trzeba zwrócić uwagę na bardzo ważny czynnik, który wpływa na to, że ludzie nawet przez Internet, czyli na dystans, bez bezpośredniego kontaktu z drugim człowiekiem, potrafią się głęboko zaangażować w związek emocjonalny. Kluczową rolę odgrywa bowiem wyobraźnia, która znosi ograniczenia rzeczywistości. Dzięki wyobraźni tworzy się obraz partnera oraz własny. Co więcej, zwykle ma miejsce idealizowanie, co generalnie potęguję atrakcyjność kontaktu. W przeciwieństwie do rzeczywistości, w której cudze wady zazwyczaj są lepiej widoczne, w wyobraźni można o nich nawet zupełnie zapomnieć. Człowiek jest zupełnie nieprzygotowany na swoisty "sabotaż poznawczy" w postaci działania własnej wyobraźni, dlatego niejednokrotnie związki tworzone głównie za pośrednictwem Internetu mogą okazać się mocno uzależniające od tego medium, a próby ich przeniesienia do "reala" mogą być trudne, bolesne, rozczarowujące. O ile bowiem swoim imaginacjom można łatwo zaprzeczyć, o tyle w praktyce znacznie trudniej jest zanegować własne uczucia, które przecież przeżywało się autentycznie i realnie. Więcej informacji można znaleźć w tej książce.
  25. Idealny mężczyzna – czyli czego pragną kobiety, jakich facetów poszukują. Spróbujmy sporządzić rysopis, profil pod tytułem „mężczyzna idealny” w oparciu o statystyki i badania socjologiczne. Warto na wstępie podkreślić, że jest to „ideał statystyczny”, a nie wzór, który spodoba się absolutnie każdej kobiecie stąpającej po ziemi. Proporcje ważności poszczególnych charakterystyk, a nawet ich formalna treść mogą się różnić, bo istotną rolę odgrywają też indywidualne upodobania. Zacznijmy od początku, to jest od tego, co widać na pierwszy rzut oka. Dosłownie. Jeśli chodzi o urodę, kobiety zwracają szczególną uwagę na higienę, budowę ciała (szerokie ramiona, sylwetka w literę „V”), elegancki ale swobodny strój. Ważny jest także wzrost – zdecydowana większość pań życzy sobie, by ich partner był od nich wyższy o 5 - 15 cm. Zarost na twarzy najczęściej nie jest mile widziany, chyba że mowa o seksownym, urlopowym zaroście. Wraz z niewątpliwymi zmianami, które zachodzą w medialnym wizerunku mężczyzny, panie coraz częściej i śmielej oczekują od płci przeciwnej walorów fizycznych dotychczas w zasadzie stanowiących domenę kobiet (depilacja zbędnego owłosienia, perfumowanie się, zdrowy wygląd skóry, interesująca fryzur i modny styl ubierania się). Preferowana jest różnica wieku wynosząca od 2 do 5 lat (mężczyzna starszy postrzegany jest jako bardziej dojrzały, ustatkowany zawodowo, stały w uczuciach). Zwłaszcza w przypadku kobiet między 16 a 25 rokiem życia ma to znacznie, gdyż dziewczęta cenią sobie komfort wkraczania w dorosłość u boku mężczyzny-mentora, który umożliwi im bezbolesne przejście przez ten etap, ułatwi wyfrunięcie z domu, wyjście spod opieki rodziców. To niejedyny przejaw kobiecego poszukiwania bezpiecznej drogi ku przyszłości. Również kobiety w wieku powyżej 25 roku życia cenią sobie wygodę związaną z przechodzeniem przez boleśnie prozaiczne fazy życia. Można mówić o syndromie stąpania po śladach, podążania wydeptaną przez mężczyznę ścieżką, i dopatrywać się tu ewolucyjnych przesłanek takiej postawy. Koreluje to także z pragnieniem wchodzenia w relacje z mężczyzną posiadającym odpowiednie zasoby, gwarantujące poczucie bezpieczeństwa, oferującym parasol ekonomiczny na wypadek, gdyby kobieta nie była w stanie sama się utrzymać bądź gdyby na świat przyszło dziecko, wymagające niemałych nakładów. Całkiem częstym zjawiskiem jest również skrajnie niedojrzała postawa, której wyrazem jest pragnienie sięgnięcia po dobra bez żadnego wysiłku ("zatrzymanie dzieciństwa", ucieczka przed odpowiedzialnością i wysiłkiem) w dzisiejszych czasach postrzegana w kategoriach egoizmu społecznego lub wręcz formy prostytuowania się – bezwzględne oczekiwanie, że mężczyzna będzie kobietę utrzymywał od samego początku znajomości lub gwarantował prestiż dzięki sławie. Dawniej, gdy kobiety nie miały możliwości zarobkowych ani nawet prawa głosu kobieta wywiązywała się w zamian za te świadczenia z obowiązków domowych, dzisiaj roszczenie utrzymania uchodzi za patologię gdyż dychotomiczny podział pracy przeszedł do historii. Różnica w zarobkach na niekorzyść mężczyzny jest w świetle badań bardzo dobrym prognostykiem rozwodu. Związek w którym kobieta zarabia lepiej niż mężczyzna jest trudny do zaakceptowania zarówno dla jednej jak i dla drugiej strony. Kobietom nie pasuje taka sytuacja ponieważ mają poczucie, że dobrały sobie nie dość ambitnego partnera, mężczyźni natomiast czują się w pewien sposób upokorzeniu. Tak zwane równouprawnienie jest wciąż bardzo młodym zjawiskiem i minie jeszcze wiele lat nim urzeczywistni się również na płaszczyźnie mentalnej. Zwłaszcza, że obie płci nie do końca są przekonane czy faktycznie mamy z nim do czynienia (kobiety narzekają między innymi na średnio niższe płace, a mężczyźni mają żal, że przeszedł do historii obyczaj posagu więc żona de facto „wnosi do związku” tylko własną osobę w sensie fizycznym, podczas gdy sama od mężczyzny bezwzględnie oczekuje dodatkowo wysokiego statusu społeczno-ekonomicznego). Warto także podkreślić, że statystycznie najwięcej rozwodów ma miejsce w najuboższych warstwach społecznych, zatem można zaryzykować stwierdzenie, że trudne warunki ekonomiczne ogólnie nie sprzyjają trwałości związku, chociaż teza ta wymagałaby jednak mimo wszystko dalszych badań. Skoro o zasobach mowa, warto podkreślić, że nie chodzi tu wyłącznie o pieniądze, ale również o materiał genetyczny. Kobiety stosunkowo dobrze wyczuwają atuty i wady partnera. Jeśli chodzi o cechy temperamentalne i osobowościowe, we wczesnej fazie unikają kombinacji nadmiernej introwertywności i neurotyczności (z badań jednak wynika, że finalnie pobierają się pary, które mają podobny poziom tych cech). Pożądana jest inteligencja (zwiastun wielu różnych korzyści), ale i w tym wypadku ostatecznie na trwałe wiążą się ze sobą ludzie o podobnym poziomie inteligencji, zatem należałoby powiedzieć, że nie chodzi o po prostu jak najwyższy poziom tej cechy, ale o poziom przystający do tego kobiety lub minimalnie wyższy. Panie cenią umiarkowaną otwartość na doświadczenia (umiejętność gospodarowania wolnym czasem [swoim i pary], ale bez skrajności, niemądrej brawury czy nadmiernego ryzyka) i umiarkowaną ugodowość (asertywność, partnerstwo, dobry kontakt). Szczególnie doceniają sumienność, która z założenia przekłada się na konsekwencje w dążeniu do celu, rozwagę, samodyscyplinę i obowiązkowość. Nadto panie oczekują, by mężczyzna: potrafił słuchać, był taktownie szczery (nie wulgarnie bezpośredni), potrafił się zachować i adekwatnie reagować w różnych, także trudnych sytuacjach społecznych, bronić swoich racji. Istotne jest również, by umiał docenić, dowartościować i okazywał należyty szacunek kobiecie oraz aby związek z nią miał dla niego wysoki priorytet (zaangażowanie, wierność, zadaniowy stosunek do problemów zamiast unikania ich lub pochopnego traktowania jako bariery nie do przeskoczenia i tym samym pretekst do zerwania). Jasnym jest, że kobieta nie używa badań kwestionariuszowych, aby sprawdzić, czy facet ma wszystkie te cechy psychiczne. Robi to początkowo mając mężczyznę na oku i oceniając jego zachowanie pod kątem preferowanych wzorców postępowania, a od pierwszej randki poprzez prowokowanie (kontrolowanie) testujących okoliczności lub narażanie (spontaniczne) mężczyzny na różnorakie sytuacje, by zobaczyć, jak postąpi. Całe szczęście dla płci męskiej, ocena ta w późniejszym etapie jest poniekąd łagodzona, bo towarzyszy jej zakochanie i wpisane w jego naturę idealizowanie partnera. Niemałą rolę odgrywa także dopasowanie pod względem zainteresowań i wyznawanych wartości. Męskie pasje różnią się od typowo kobiecych, ale są sfery wspólne i to o nich tutaj mowa. Rzecz w tym, by mężczyzna miał dość czasu i chęci do wspólnego spędzania czasu z partnerką, a nie wyłącznie samopas bądź z kolegami. Co do kwestii wartości, wyjątkowo ważna jest wiara. Pary osób różnych wyznaniowo wciąż stanowią raczej wyjątek od reguły niż choćby namiastkę normy. Dominująca w Polsce religia katolicka i związany z nią scenariusz zamążpójścia w białej sukni z przysięgą składaną w kościele stanowi punkt centralny kobiecego wyobrażenia na temat małżeństwa. Wprawdzie postępuje ateizacja społeczeństwa, ale wydaje się, że sporo czasu jeszcze upłynie nim przedstawiona sytuacja się zmieni, więc na chwilę obecną należy stwierdzić, że prototypowy idealny mężczyzna jest wyznaniowo katolikiem lub przynajmniej osobą skłonną do wzięcia ślubu kościelnego i wyprawienia tradycyjnego polskiego wesela. Statystyczna kobieta pragnie również, by mężczyzna lubił jej rodzinę oraz miał pozytywny stosunek do posiadania potomstwa. Dla zdecydowanej większości pań zwłaszcza kwestia założenia rodziny jest istotna. Choć bywają odstępstwa od tej zasady, także i w takich przypadkach panie oczekują, by partner miał podobne nastawienie. Nie bez znaczenia jest również dopasowanie seksualne. Aspekt ten zyskał na ważności po rewolucji seksualnej. Wcześniej seksualność kobiety modelowała się pod wpływem mężczyzny – dzisiaj dostęp do informacji jest powszechny, o wszystkim się mówi, każdy temat porusza, więc na ogół panie wkraczają w relacje z pewnymi oczekiwaniami. Wyzwolenie seksualne i możliwość częstej zmiany partnerów poskutkowała też tym, że nie kończy się na oczekiwaniach, ale na całkiem dobrze sprecyzowanych upodobaniach. Pod tym względem w dobie Internetu jest łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej ponieważ istnieją liczne serwisy towarzyskie zrzeszające osoby z nawet najbardziej wyrafinowanymi preferencjami. W Polsce nie są jeszcze tak popularne, więc kwestia ta bywa weryfikowana dopiero w sypialni, ale i tak dzisiaj nikt się nie łudzi, że przy istotnym niedopasowaniu relacja ma szansę przetrwać próbę czasu. Na koniec to, od czego być może należałoby zacząć. Idealny mężczyzna to partner, który kocha. Bez względu na to, czy będzie to okazywał przynosząc bukiety róż i robiąc masaż stóp, czy zakuwając kajdanki na rękach niegrzecznej niewolnicy, idealny facet musi mieć w sercu prawdziwe uczucie.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.