Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'depresja'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 154 wyników

  1. Witam , Zacznę od tego że do dzisiaj borykam się z konsekwencjami mojej przeszłości , Używałem sobie przez co popadłem w problemy psychiczne postawiono mi diagnozę , Depresja , stany lękowe , urojenia , nerwica , zaburzenia psychosomatyczne i podejrzewano początki schizofrenii ale na szczęście nie wykryto u mnie jej , Jestem w związku od 10 miesięcy i przez ostatnie kilka miesięcy jest to bardzo burzliwy związek , zaczęło się to dziać od czasu jak odstawiłem leki które mi przypisał lekarz , Na początku związku wszystko było idealnie , nawet jak była kłótnia to chwilowa i koniec tematu z czasem gdy odstawiłem leki zaczęło być że mną coraz gorzej co odbiło się na mojej dziewczynie i związku. Zacząłem być coraz bardziej zazdrosny , nieufny spadła moja samoocena stałem się coraz bardziej nerwowy co przełożyło się na ciągłe kłótnie , ciągle urajam sobie że dziewczyna mnie nie kocha mimo że nie daje mi takich znaków , tak samo jest gdy się z nią nie widzę ciągle myślę że mnie zdradzi itp mimo że Mnie bardzo kocha i ciagle mi to mówi to przez kłótnie ja zaczynam myslec że jest inaczej , sprawdzam jej telefon i nigdy nic nie znalazłem co by wskazywało na zdradę itp ale mimo to ta myśl nie odchodzi , Od ostatniego czasu ciągle boje się że Mnie zostawi że ma mnie już dość i mówiłem jej to wiele razy ale zawsze mówi że tak nie jest , a ja zaś myślę że po prostu nie chce mi powiedzieć co tak na prawdę myśli by nie robić Mi krzywdy w złości potrafiła nie raz powiedzieć bardzo przykre słowa ale po chwili przepraszała , wiem o tym że jest wybuchowa i ja tak samo jestem , martwię się bo ciągle niszcze ten związek przez kilka dni jest okej np gdy jest przy mnie cały czas ale jak wracam do siebie i nie ma jej przy mnie to zaczyna się właśnie myślenie o zdradzie , że mnie nie kocha i wiele różnych scenariuszy , dobijające też jest to że nie potrafię pogodzić się z jej przeszłością , miała przede mną partnera z którym spała ja jestem tym drugim ale mimo to że ja także mam bagaż to nie jestem w stanie z tym się pogodzić dzisiaj też kolejna kłótnia jest z mojej winy bo martwię się czy ze mną zerwie ale nie chce mnie wesprzeć że jest inaczej dobija mnie z wielką agresją nie chce nawet porozmawiać na spokojnie , zdaje sobie z tego sprawę że normalny to nie jestem , zastanawiam się nad psycjoterapią na początku tylko dla siebie a jeśli partnerka się zgodzi to dla par
  2. Witam. Chciałam prosić o pomoc ponieważ już sama nie wiem czy to ze mną jest coś nie tak... Mam 30 lat. Mieszkam obecnie z mamą w domu. Rok temu zmarł mój tata a mój długoletni związek rozpadł się dlatego zostaliśmy z mamą same. Pół roku temu poznałam mężczyznę z którym jestem naprawdę szczęśliwa i myślę że w końcu znalazłam tą właściwą osobę z którą cghce spędzić resztę życia. Niestety z moją mamą ciągle ma jakieś pretensje.. Najgorsze jest to że potrafi być wszystko ok siedzimy razem, grillu jemy, jemy śniadanie i nagle jedziemy gdzieś na calodniowa wycieczkę z moim facetem wracamy ja mówię że jesteśmy a ona skrzywiona i z pretensjami mówi do mnie "mogłabyś spędzić trochę czasu z matką w domu" i "muszę radzić sobie sama ze wszystkim. Mogłaś wrócić chociaż pół godziny wcześniej".dodam że nie dł zadzwoniła do mnie ze coś się dzieje ani nic takiego. Kilka godzin wcześniej rozmawiałam z nią ponieważ zadzwoniłam czy wszystko dobrze i wszystko było ok a tu nagle pretensje. I tak jest zawsze. Co dwa tygodnie wszystkie swoje żale wylewa na mnie.. Ja rozumiem że jest jej ciężko. Mo również jest bardzo ciężko. Tata był dla mnie bardzo ważna osoba i zawsze stawałam na głowie żeby wszystko było ok ponieważ długo chorował i często był w szpitalu. Byłam na każde skinienie. I nie traktuje tego jako poświęcenie ponieważ ogromnie go kochałam i to było dla mnie czymś normalnym i też do tej pory ciężko mi się pogodzić z tym że już go nie ma. I naprawdę staram się spędzać z mamą tyle czasu ile moge Organizuje jakoś czas. Wychodzimy po południu gdzieś razem, jeździmy a zawsze i tak wszystkie pretensje są do mnie. Dodam że mam 3 siostry. Nie mieszkają z nami. Mają swoje rodziny i mieszkają w innych miastach. Przyjeżdżają raz na jakiś czas. Dzwonią i z mimo rozmawia normalnie a mnie traktuje jak wroga... Nie wiem co robić. Oczywiście siostry nie widzą problemu. Kiedy im o tym mówię to dla nich to normalne bo przecież na kom ma się wyzywac skoro mieszkamy razem to przecież normalne.. Taki tekst usłyszałam... Dla mnie to nienormalne. Nie chcę żyć w ciągłej niepewności jaki będzie mieć humor i jakie nastawienie i czy się odezwie do mnie dziś czy nie bo coś "niby złego zrobiłam... Nke wiem już co robić... Jakiś czas temu przeżywałam to z moim byłym który również miał humory i kłótnie o byle co.... Potrafiło być dobrze a za godzinę coś mu nie spasowalo i nagle pretensje o głupoty bo źle wywiesilam pranie... Naprawdę czuje ze ta sytuacja mnie powoli wykancza psychicznie... Nie zostawię mamy samej w domu bo nie da sobie rady ale czasem jedyna rzeczą jest chęć wyprowadzki... Proszę o radę o zrobić. Czy to ja jestem taka straszna że chce sobie ułożyć życie? Czy powinnam poświęcić się mamie bo ona została sama? :(
  3. psycholog Rafał Olszak

    Psycholog online: skuteczne leczenie depresji

    Rozpowszechnienie i skutki depresji Duże zaburzenie depresyjne jest powszechne i kosztowne dla jednostek oraz społeczeństwa, ponieważ wyłącza ludzi z normalnego funkcjonowania, a leczenie generuje wysokie koszty. Uważa się, że w ciągu roku do kilkudziesięciu milionów na świecie osób doświadczy tego problemu psychologicznego. Ponadto szacuje się, że do 2030 r. sama depresja będzie prawdopodobnie główną przyczyną ogólnego obciążenia chorobami w krajach o wysokim dochodzie. Podczas gdy depresja jest bardzo częsta w populacji ogólnej, jej rozpoznawanie kliniczne jest mniej powszechne. Niedawna metaanaliza 118 badań obejmujących ponad 50 000 pacjentów oszacowała, że lekarze rodzinni prawidłowo identyfikują depresję w jedynie 47% przypadków. Depresja na całym świecie w dużym stopniu przyczynia się do obciążenia poważnymi dolegliwościami. W skali globalnej zajmuje wysokie pozycje w rankingu najbardziej dokuczliwych problemów zdrowotnych wydanie utrudniających normalne funkcjonowanie. W 2000 r. oszacowano obciążenie ekonomiczne USA związane z zaburzeniami depresyjnymi na 83,1 miliarda dolarów; prawie 1/3 tych kosztów można przypisać bezpośrednimi wydatkom medycznym. Przewidywane spadki wydajności związane z produkcją siły roboczej w wyniku cierpienia ludności na depresję wynoszą w USA szacunkowo 24 miliardy dolarów rocznie. Jednostki, rodziny i społeczeństwo traci przez depresję ogromne fundusze, które można by spożytkować inaczej - to ogromny problem emocjonalny, ale i ekonomiczny, który państwa muszą starać się jak najlepiej rozwiązywać. Podstawowa opieka pozostaje głównym punktem dostępu do leczenia depresji. Mniejsza część osób leczona jest w gabinetach prywatnych, odpłatnie. Psycholog online, psychoterapia przez Skype Jednak pomimo postępów w leczeniu depresji w zakładach zdrowotnej opieki publicznej skuteczność leczenie depresji pozostawia wiele do życzenia. Podobnie jak w przypadku innych chorób przewlekłych osoba cierpiąca na tę dolegliwość ma przed sobą do pokonania wysokie schody, by uzyskać adekwatną i skuteczną pomoc. Aby choroba depresyjna mogła być skutecznie leczona klinicznie, dotknięta chorobą osoba musi wejść do systemu opieki zdrowotnej, zostać prawidłowo zdiagnozowana, rozpocząć leczenie, które okaże się adekwatne i dostosowane do jej indywidualnych potrzeb oraz uzyskać efekt, co niestety nie dzieje się tak często, jak byśmy tego oczekiwali. Poważne luki istnieją obecnie w podstawowej opiece medycznej na każdym etapie tego procesu, w wyniku czego na poziomie populacji zdecydowana większość pacjentów z zaburzeniami depresyjnymi pozostaje nieleczona lub nieskutecznie leczona. Sami zainteresowani też pogarszają sprawę, gdyż nie udają się do specjalistów, nie wykazują odpowiedniej determinacji podczas poszukiwania odpowiedniej pomocy. Problematyczne diagnozowanie i leczenie depresji Jeśli chodzi o statystykę, to w populacji ogólnej w Stanach Zjednoczonych 64% osób leczonych w prywatnym sektorze zdrowia psychicznego i 41% osób leczonych w ogólnym sektorze medycznym otrzymuje odpowiednie leczenie depresyjne. „Odpowiednie leczenie depresyjne” definiowano jako otrzymanie co najmniej 8 sesji psychoterapii lub co najmniej 4 wizyty kontrolne dotyczące leków w poprzednim roku. Jest to zatem bardzo pojemna kategoria - aż za bardzo, biorąc pod uwagę, że zwykle skuteczne leczenie wymaga więcej nakładów czasu i dłuższej terapii. Stale trwają prace nad poprawą „docieralności” do pacjentów, sposobami prawidłowego diagnozowania oraz skutecznego leczenia depresji metodami psychiatrycznymi i psychologicznymi. Jeśli chodzi o dostępność psychoterapii depresji pozytywne zmianą zachodzą dzięki możliwościom kontaktu z psychologiem, psychoterapeutą online, przez Internet. Wsparcie psychologiczne oraz psychoterapia online jest oferowana najczęściej za pośrednictwem darmowego programu do wideorozmów – Skype. Istnieją internetowe poradnie psychologiczne, które specjalizują się w niesieniu tego rodzaju pomocy. Choć oferowane w nich usługi psychoterapii są płatne, to jednak ceny pozostają relatywnie niskie, gdyż placówka nie musi wynajmować gabinetu w drogiej lokalizacji w centrum komunikacyjnym dużego miasta.
  4. psycholog Rafał Olszak

    Kontakt z przyrodą a leczenie depresji u alkoholików

    Leczenie depresji u alkoholików Jak się okazuje psychoterapia na łonie natury sprzyja zdrowieniu. Potwierdza to badanie sprzed kilku lat roku. Przed badaniem 92 alkoholików podzielono na grupy leczone i kontrolne. Swego czasu pewna grupa terapeutyczna uczestniczyła w szeregu programów terapii leśnej, natomiast grupa kontrolna wykonywała swoje codzienne czynności (czyli uczestniczyła w leczeniu, ale nie brała udziału w leśnym obozie). Obie grupy zostały ponownie sprawdzone po zakończeniu programu. Okazało się, że nastąpiła znaczna poprawa poziomu depresji u alkoholików, którzy uczestniczyli w programie obozu leśnego (grupa terapeutyczna). Ci uczestnicy w wieku 40 lat, którzy mieli ciężki poziom depresji na początku programu, wykazali najbardziej znaczącą poprawę w czasie trwania programu. To naprawdę pokrzepiające, gdyż nierzadko jest tak, że osoby zmagające się z ciężkimi problemami uzyskują najmniejszą poprawę. Z badania jasno wynika, że przejście obozu „terapii leśnej” może znacznie zmniejszyć i poprawić poziom depresji u alkoholików. Wprawdzie w Polsce tego rodzaje terapii nie są powszechnym zjawiskiem, ale mają taką wiedzę warto na własną rękę wykorzystywać leczący kontakt z przyrodą. Liczni artyści, pisarze, ale i geniusze w innych dziedzinach niejednokrotnie zwracali uwagę na jej kojący wpływ. Nie znaczy to jednak, że sama kontemplacja przyrody musi być wystarczająca. Psycholog bywa niezwykle pomocny. Terapia uzależnień to poważna sprawa. Badanie, o którym tu mowa: The influence of forest therapy camp on depression in alcoholics; badacze: Won Sop Shin, Chang Seob Shin, Poung Sik Yeoun,
  5. psycholog Rafał Olszak

    Psycholog online: leczenie depresji i bezsenności

    Depresja to poważna choroba dręcząca ludzkość. Globalnie jest odpowiedzialna za więcej "lat straconych" na niepełnosprawność niż jakikolwiek inny problem zdrowotny. Wynika to w dużej mierze z tego, że cierpi na nią wiele osób - około 350 milionów ludzi według Światowej Organizacji Zdrowia, a także z uwagi na fakt, że może ciągnąć się całymi latami. W rankingu według niepełnosprawności i śmiertelności depresja zajmuje wysoką pozycję tuż za zabójcami takimi jak choroby serca, udar i HIV. Jednak depresja jest szeroko nierozpoznana i nieleczona z powodu stygmatyzacji i ograniczonej dostępności skutecznych terapii oraz psychoterapeutów i lekarzy psychiatrów. Prawie połowa światowej populacji żyje w kraju, w którym jest tylko dwóch psychiatrów na 100 000 osób. Leczenie depresji i bezsenności - terapia online Bezsenność i depresja są poważnymi problemami zdrowia publicznego, dotykającymi duży odsetek populacji. Współwystępowanie bezsenności i depresji jest zjawiskiem powszechnym, mającym poważne negatywne skutki dla jednostki i społeczeństwa. Istnieją farmakologiczne i psychologiczne metody leczenia zarówno depresji jak i bezsenności. W przypadku bezsenności leczenie farmakologiczne jest zalecane tylko w perspektywie krótkoterminowej. Leczenie psychologiczne w postaci poznawczo-behawioralnej terapii (CBT) oraz internetowa psychoterapia poznawczo-behawioralna (iCBT) charakteryzuje skuteczność poparta silnymi dowodami zarówno w kontekście pokonywania bezsenności jak i depresji. Cognitive Behavioral Therapy (CBT; terapia poznawczo behawioralna) to oparte na dowodach leczenie zaburzeń – depresyjnych, lękowych i innych. Wiele osób ma trudności z dostępem do leczenia z powodu różnych przeszkód. Doceniają zatem możliwość wykorzystania Internetu do udziału w CBT. W ciągu ostatniego dziesięciolecia interwencje psychologiczne dostarczane przez Internet stały się bardziej powszechne, a internetowa platforma CBT (iCBT) ma wiele zalet w porównaniu z tradycyjną metodą CBT. Po pierwsze, leczenie można przeprowadzić w dowolnym preferowanym miejscu i czasie, a uczestnicy mogą pracować z materiałem w swoim własnym tempie i przeglądać go tak często, jak jest to pożądane. Po drugie, poziom zaangażowania terapeuty można dostosować i zindywidualizować; w ten sposób możliwe będzie zredukowanie czasu terapeuty przy zachowaniu skuteczności. Co ważne, wykazano, że iCBT jest równie skuteczny jak tradycyjne metody CBT, jeśli chodzi o lęk i depresję. Aby osiągnąć dobrą zgodność i wyniki przy dostarczaniu iCBT, zaleca się indywidualne wsparcie ze strony psychologów. Wydaje się również korzystne dostosowanie interwencji w kierunku konkretnych problemów w populacji docelowej zamiast stosowania terapii ogólnych. Nasz gabinet oferuje pomoc psychologiczną i psychoterapię przez Internet. Więcej informacji: psycholog online. Objawy depresji (wideo):
  6. psycholog Rafał Olszak

    Psycholog online: leczenie depresji

    Duże zaburzenie depresyjne jest drugim co do wielkości problemem opieki zdrowotnej na świecie pod względem niepełnosprawności spowodowanej chorobą. Zasadniczą cechą dużej depresji jest wystąpienie jednego lub więcej epizodów dużej depresji. Duże epizody depresyjne to okresy trwające co najmniej 2 tygodnie charakteryzujące się obniżonym nastrojem, większością dnia, prawie każdego dnia i / lub znacznym zmniejszeniem zainteresowania lub przyjemności we wszystkich lub prawie wszystkich działaniach. Aby uzyskać rozpoznanie ciężkiego zaburzenia depresyjnego, w ciągu tego samego okresu 2-tygodniowego dana osoba musi doświadczyć 5 lub więcej objawów z kryterium dużego epizodu depresyjnego, jak opisano w piątym wydaniu Diagnostycznego i Statystycznego Podręcznika Zaburzeń Psychicznych. Obecna klasyfikacja zaburzeń depresyjnych i lękowych opiera się na DSM-5 lub dziesiątej rewizji Międzynarodowej Klasyfikacji Statystycznej Chorób i Problemów Zdrowotnych (ICD-10) Klasyfikacji Zaburzeń Psychicznych i Behawioralnych. Leczenie ostrego ciężkiego zaburzenia depresyjnego (w ciągu pierwszych 3 miesięcy po rozpoznaniu) często polega na interwencji farmakologicznej (leki obejmujące selektywne inhibitory wychwytu zwrotnego serotoniny, inhibitory wychwytu zwrotnego noradrenaliny serotoniny i trójcykliczne leki przeciwdepresyjne) i interwencje psychologiczne. Podczas gdy leki przeciwdepresyjne nadal stanowią podstawę leczenia dużych zaburzeń depresyjnych, wskaźniki przestrzegania zaleceń pozostają na niskim poziomie częściowo z powodu obaw pacjentów dotyczących skutków ubocznych i możliwej zależności. Ponadto badania wykazały, że pacjenci preferują interwencje psychologiczne zamiast leczenia antydepresantami. W związku z tym, leczenie psychologiczne odgrywa szczególnie istotną rolę. Trzy medoty psychologicznego leczenia depresji Trzy powszechne rodzaje psychoterapii w leczeniu dużych zaburzeń depresyjnych i uogólnionych zaburzeń lękowych to terapia poznawczo-behawioralna (CBT), terapia interpersonalna i terapia wspomagająca. Terapia interpersonalna Terapia interpersonalna koncentruje się na relacjach społecznych pacjenta z rodziną i przyjaciółmi. Celem tej terapii jest poprawa komunikacji i podniesienie samooceny. Jest ona szczególnie skuteczna w przypadku depresji wywołanej przez znaczące wydarzenia (rozwód, śmierć) lub odizolowanie. Terapia poznawczo-behawioralna zaburzeń nastroju Ten typ terapii pomaga chorym skorygować ich błędne widzenie rzeczywistości. Terapia poznawczo-behawioralna koncentruje się na pomaganiu pacjentom uświadomić sobie, w jaki sposób pewne negatywne automatyczne myśli, postawy, oczekiwania i wierzenia przyczyniają się do uczucia smutku i niepokoju. Pacjenci uczą się, jak rozpoznawać te wzorce myślenia, które mogły rozwinąć się w przeszłości. Dowiadują się też jak radzić sobie z trudnymi lub bolesnymi doświadczeniami. Terapia wspierająca dla osób cierpiących na depresję Terapia wspierająca (zwana również niedyrektywną terapią wspomagającą) jest zwykle niestrukturalną terapią, która opiera się na podstawowych umiejętności interpersonalnych terapeuty, takich jak refleksja, słuchanie empatyczne i zachęta. Zostało zdefiniowane jako leczenie psychologiczne, w którym terapeuci nie angażują się w żadną strategię terapeutyczną inną niż aktywne słuchanie i oferowanie wsparcia, koncentrując się na problemach i obawach pacjentów. Skupia się raczej na bieżących problemach niż długotrwałych trudnościach. Ogólnym celem jest zmniejszenie poziomu dyskomfortu pacjentów i pomoc w radzeniu sobie z ich obecnymi okolicznościami.
  7. Jestem 26 letnia mężatką. mamy 9 miesiecznego synka. Problem polega na tym : jak wrocic sie do bliskosci intymnej? Jestem bardzo wstydliwa osoba.. wszystko zaczelo sie od tego ze szybko zaszlam w ciazy ..mialam straszna toksykoze i do 6 miesiaca nawet zapach meza to była masakra. I z kochaniem od 4 miesiaca to skaczylo sie. Potem gdy toksykoza przeszla ja calkiem nie chcialam tego i bylo strasznie i niewygodnie kochac sie... tak wyszlo ze nie kochaliśmy sie.( choc mąż moglby po duzo razy dziennie.. i dlatego byli klutnie.. nie mogłam siebie zmuszac do tego.. to ma być przyjemnosc a nie przymus... ) po porodzie nie moglam kochac sie gdzies jeszcze z 4 miesiace bo mnie bolalo, i bylo strasznie.. po prostu psychologicznie nie bylam gotowa. Gdy juz malutkiemu bylo z 5 miesiecy juz byłam gotowa, ale.. sypiamy w oddzielnych pokojach bo ja spie z dzieckiem bo nadal karmię pierscia i nie mam siły po 5 razy w nocy wstawac i wyciagiwac jego z łóżeczka itd. Dlatego śpię razem z nim. Chcialam przysunac lozeczko do lozka meza i tak spac. Ale miedzy lozkiem a lozeczkiem wielka dziura.. poprosiłam aby maz cos z tym zrobil... ale on powiedzial ze nie bo niechce z dzieckiem w jednym pokoju spac bo bedzie jego obudzal(nie bedzie mogl oglądać telewizji), a ja bede zloscić się na niego... malutkiemu juz 9 miesięcy .. nie sypiamy razem z półtora roku.. caly czas maz zlosci sie ze nie kochamy sie.. jak ja moge isc I kochac sie z nim kiedy po bliskosci on mi jest jako przyjaciel tylko.., jak mu wyjasnic to ze potrzebuje najpierw byc bardziej bliska z nim.. A my calkiem nie spedzamy razem czasu... on wiecznie pracuje I zajmuje sie swoim hobbi a rodzine ma na 3 miejscu.. ja juz nie mam sil poprostu..juz mysle o rozwodzie.. A malzenstwem jestesmy tylko rok.. ja nie moge poprostu wejsc do jego pokoju i powiedziec wyjeb mnie.. przed malzenstwem bylismy tylko 3 miesiace razem. Maz ma 35 lat. I on jest strasznym egoista na pierwsze miejsce stawi to do my potrzeba czego mu nie zrobiono.. ja juz nie daje rady.. mam na glowie 2 pietrowy dom, dziecko gotowanie, sprzatanie.. A on wiecznie nie zadowolony...jak mnie wreszcie wrocic bliskosc intymna?
  8. Bezgraniczniezakochany

    Depresja żony?

    Witam z moją partnerką jestem prawie od 4 lat dokładnie czerwiec 2014, od kad ją poznałem świata poza mną nie widziała, jej rodzina niegdy mnie nie trafiła że względu sam nie wiem na co a ona uciekała z domu po to żeby się ze mną spotykać. Sprobowalismy dziecka ale po 3 miesiącach poronila. Troszkę się zalamalismy ale wspieralismy się i zawsze było ok, po kilku tyg od tego wydarzenia coś mnie tknelo żeby zobaczyć z kim pisze na Facebooku i zobaczyłem że są to jacyś faceci i wcale nie były to normalne rozmowy... Chciałem ja rzucić ale przysiegala że nigdy mnie nie zdradziła i żebym dał jej szansę, dałem powiedziałem jej jednak ze będzie trudno odzyskać mi zaufanie do niej, ona mówiła że zrobi wszystko żeby to odbudować, ale od tamtej pory byłem o nią na każdym kroku chorobliwie zazdrosny, nie wierzyłem że jest wobec mnie szczera. Staraliśmy się o drugie dziecko, urodziła synka w grudniu 2015, świat zupełnie się odwrócił i wiedziałem dla kogo chce poświęcić resztę swojego życia, to ona i nasze dziecko z zupełna wzajemnością, oświadczyłem jej się, wzięliśmy ślub w kwietniu 2016 całe nasze życie było usłane różami ale od początku 2017 roku cos zaczęło się dziać między nami, widziałem że coś jest nie tak ale nie mogłem domyślić się co byłem głupi wyprowadziła się w czerwcu do babci ale w sumie tylko na weekend i wróciła powiedziała że daje mi szansę bo wszystkiego jej zakazywalem. Odkąd wróciła starałem się bardzo ale sam w sobie czułem że nie do końca, ale może dlatego że nie czułem tego odwzajemnienia u niej. Prosiła mnie o drugie dziecko ale ja nie godzilem się mówiąc że chce poczekać do wakacji 2018 żebyśmy się jakoś ustabilizowali, tak naprawdę chciałem poprostu przekonać się czy ona naprawdę chcę tego dziecka, jednak gdy zobaczyłem że to dobre rozwiązanie powiedziałem jej ze chce jakieś 3 może 4 miesiące temu ona stwierdzila że jej się odechciało. Od miesiąca może dłużej coś we mnie się zmieniło zacząłem dostrzegać co robiłem źle zacząłem to naprawiać już z pełnym oddaniem, poprosiłem ja o wizytę u psychologa, który stwierdził u niej depresję i zapisał leki, dodam że jakis czas przed tym jak się poznaliśmy umarła jej mama, ojca nie miała po czym podjęła próbę samobójcza zakończona miesięcznym pobytem w psychiatryku, za depresję obwinia mnie bo twierdzi że ja doprowadzilem do tego że teraz jest chora. Od oswiadczyn przez dłuższy czas miałem dobre relacje z jej babcia jednak odkąd zostawiła mnie na ten weekend wszystko znowu się popsuło i jej babcia mnie nie tolerowala... W piątek tydzień temu wróciłem z pracy a ona stwierdziła że chce sobie przemyśleć czy chce jeszcze ze mną być czy zateskni i poprosiła żebym zawiozl ja do drugiej babci gdzie nigdy nie było żadnych problemów, zgodziłem się i chyba to był mój błąd kiedy kazała po siebie przyjechać w niedzielę ucieszyła się że jestem jednak to były tylko pozory... Powiedziała że porozmawiamy poważnie w domu, kiedy do niego weszliśmy zamieniła się w kogoś totalnie nie znanego nigdy przeze mnie, powiedziała że mnie nie nie kocha że to koniec że nie chce już iść ze mną przez życie że przemyslała sobie wszystko i nie będzie więcej udawać. Zapytałem czy mnie zdradziła najpierw mówiła że nie ale powiedziałem że chyba skoro chce rozwodu to może chociaż byłaby że mną szczera... Po kilku rozmowach uświadomiła mi że zdradziła mnie kiedy byłem w domu a ona poszła się przejść po kłótni, ale powiedziała że w trakcie stosunku przerwała wszystko i wróciła do mnie bo nie było jej z tym dobrze, jak czas później pojechała do babci z chwilą tego pierwszego rozstania. Na dobitke usłyszałem od niej słowa których nikt nie chciałby usłyszeć, że ślub był tylko dlatego że mieliśmy dziecko i że babcia powiedziała że nam nie pomoże jak będziemy żyli bez, że dziecko chciała dlatego że chciała mieć kogoś kto zawsze będzie ją kochał, ze akurat ja się przytrafiłem wtedy kiedy go chciała, położyła obrączke i pierścionek zaręczynowy na stole powiedziała że śpimy osobno dzisiaj oznajmiła mi jeszcze ze od 2 miesięcy pisze z jakimś innym facetem i chyba jemu chce dać szanse chociaż nigdy się z nim nie spotkała i nie znała oprócz snapchata:(( jednak mieszka jeszcze ze mną bo szuka pracy i mieszkania żeby się wyprowadzić, ja się z tego cieszę i staram jak Cholera żeby zmieniła zdanie widzę jakieś tam efekty ale tylko takie że przed wczoraj spędziliśmy trochę więcej czasu że sobą w samochodzie uznała że skoro trzymam rękę na jej kolanie to niech tak bedzie, chociaż wcale jej to nie odpowiada, wczoraj po powrocie z pracy oznajmilem jej ze rzuciłem pracę dla niej o co mnie prosiła od dłuższego czasu, wieczorem zjedliśmy lody obejrzeliśmy film no i w trakcie kiedy zacząłem ją dotykać pojawił się jakiś błysk zaczęliśmy uprawiać seks i to bez większego oporu,. Po wszystkim siedzieliśmy jeszcze dłuższy czas uśmiechają się do mnie, dzisiaj była znowu u psychiatry kazał jej brać nadal tabletki proponowałem jej terapię małżeńska nie godzila się bo mówi że to nic nie zmieni ale jeszcze pomyśli, sam nawet zapisałem się do psychiatry wizytę mam dopiero za 2 tygodnie. Po powrocie do domu było wszystko jakby ok przytulem ją siedziała mi na kolanach trzymała moja rękę smialismy się dotykał ją tu i ówdzie i nie sprawiało jej to żadnego problemu jednak nadal śpimy w nocy osobno i nadal mówi że raczej decyzji nie zmieni jednak jakieś tam szansę jeszcze mam ale nikłe. Najbardziej dobija mnie fakt że ona wychodzi codziennie wieczorem na dwór żeby porozmawiac z tym facetem przez telefon codziennie snapuje z nim gdy tylko nie widzę nie spotyka się tego jestem pewny, mamy teraz syn w domu bo zaczęliśmy remont kuchni na który zdecydowaliśmy się dzień przed jej wyjazdem na rozmyślania o naszym związku, kupę długów, przez to wszystko odechciewa mi się żyć i mam ochotę się poddać ale wiem że ją kocham, że kocham nasze dziecko i dotarło do mnie co tracę możliwe że na zawsze ale sam już nie wiem co jest słuszne w tym wszystkim dodam że powiedziałem że szanuje jej decyzję ale nigdy się z nią nie pogodze, wybaczylem zdradę, na co ona powiedziała że ona nie zasługuje na drugą szansę a mi już jej nie chce dawać i że boi mi się zaufać że coś się we mnie zmieniło że nie będę już o nią tak zazdrosny i powiem że zmieniło bo w pewnym sensie ta zdrada uświadomiła mi że nad niczym w życiu nie mamy kontroli, powiedziałem jej co do niej czuje i że chce nadal drugiego dziecka i nie przestanę walczyć o nas bo dom i rodzina to to co jest najważniejsze i cały czas wspominam o tej terapii małżeńskiej Błagam pomóżcie mi działać za nim będzie za późno
  9. Witam, mam 28 lat. Jestem osobą nieśmiałą w relacjach damsko-męskich. Od dłuższego czasu, a praktycznie od zawsze jestem sama. Najpierw studia, potem praca wypełniały mi pustkę spowodowaną brakiem bliskiej osoby. Od dłuższego czasu obserwowałam pewnego chłopaka, jednak nigdy nie miałam śmiałości się do niego się odezwać. Ostatnio, pomimo swojej wstydliwości odważyłam się napisać do Niego. Poznaliśmy się. Okazał się być mężczyzną takim o jakim marzyłam i jakiego wyobrażałam sobie na kandydata na idealnego męża. Po niecałym miesiącu bliższej znajomości stwierdził, iż szuka kogoś bardziej ekstrawertycznego. Stało się to po wspólnym wyjściu z Jego znajomymi (ich wpływ?). Były wspólne plany dotyczące spędzania wolnego czasu i zaproszenia na imprezy rodzinne. Pozostał mi smutek, pustka i ogromne poczucie winy, że nie wykorzystałam danej mi szansy. Mam poczucie, że poprzez swoje zachowanie nie pokazałam jak bardzo mi na Nim zależy. Starałam się być bardziej odważna i śmiała, ale chyba mi nie wyszło... Mam wrażenie, że w relacjach damsko-męskich moja nieśmiałość przerasta mnie i nie jestem w stanie nad nią zapanować. Pomimo, że od rozstania minął tydzień cały czas o Nim myślę i nie mogę sobie darować niewykorzystanej szansy. Dodatkowo dołuje mnie zaproszenie na wesele mojej przyjaciółki na które nie mam z kim iść. Nic mi się nie chce robić, wykonuje tylko czynności które muszę. Praca zawodowa przestała sprawiać mi przyjemność. Rano i wieczorem nachodzi mnie straszny smutek, zdarza mi się, że płaczę. Nie wiem jak sobie poradzić... Z góry dziękuję za pomoc
  10. Depresja po rozstaniu
  11. Witam wszystkich, 1)Kim jesteś ? Jestem studentem w wieku 22 lat 2) W jakiej sytuacji pojawił się problem oraz jak długo trwa ? Wydaję mi się, że pierwsze kompleksy i epizody krótkotrwałej, ale powtarzającej się depresji (chociaż nie wiem czy tak mogę napisać może po prostu ciągle miałem i mam depresję, ale była w innej fazie tak jakby uśpienia [od razu przepraszam za prostotę wypowiedzi ciężko mi to wszystko opisać przy użyciu profesjonalnych terminów]), przeplatającej się (chyba) z nerwicą (czasami miałem nagłe ataki płaczu wieczorami, problemy ze złapaniem oddechu wraz z lekkim drganiem rąk). Oczywiście należy tutaj również wspomnieć o okresowych, powtarzających się myślach samobójczych (tak tylko i wyłącznie myślach), ciągłym rozważaniu i analizowaniu wszystkiego (czasami za dużo myślę nad tym wszystkim) i chyba najgorsze - przeszkadzaniu sobie w osiągnięciu sukcesu (jakiegokolwiek tak naprawdę). Mam również zmienne nastroje - z bardzo zmotywowanego człowieka z konkretnym planem działania przemieniam się w ciągu paru minut w pesymistę bez siły do życia. 3)Na czym twoim zdaniem polega problem ? Wiem, że i tak nieco przydługo, ale spróbuję w miarę możliwości opisać wydarzenia, które mogły mieć wpływ na mnie. Pochodzę z bardzo biednego domu, gdzie nie mamy bardzo często ciepłej wody, czasami obrywa nam się kawałek sufitu, a o kombinowanej instalacji gazowej jak i elektrycznej nie wspomnę. Kiedy miałem 6 lat doświadczyłem widoku, którego nie powinienem widzieć. Mój ojciec chory na padaczkę dostał atak i za mocno uderzył głową w podłogę z której wyciekały naprawdę duże ilości krwi. Udało mi się wtedy pozbierać i powiadomić o zdarzeniu blisko mieszkającą rodzinę, ale były to za silne emocje. W szkole podstawowej i gimnazjalnej byłem wyśmiewany za każdą możliwą rzecz stąd też chyba obecne kompleksy na punkcie mojego intelektu czy ciała. Z biegiem lat moja rodzina miała coraz gorszy kontakt w szczególności po śmierci mojego dziadka który był swoistym spoiwem tego wszystkiego. Po śmierci babci nie miałem nikogo tak naprawdę komu mógłbym się zwierzyć. Liceum jakoś przemijało czy to bardziej czy mniej smutno. Zdarzały się przypadki zauroczenia płcią piękną która oczywiście odrzucała mnie z powodu bycia zbyt wylewnym, narzekającym i chucherkowatym jegomościem - to mnie tylko utwierdziło w przekonaniu że nie będę miał szans z żadną dziewczyną. Poruszając sprawę znajomych- cóż ... w podstawówce miałem beznadziejnie toksycznych ludzi którzy obgadywali mnie za plecami albo zadawali się ze mną tylko żeby dokuczyć. W liceum miałem dosłownie 2 znajomych ale skłonnych do picia alkoholu i stanów depresyjnych w wyniku czego po takich spotkaniach cała trójka miałą dużo groszy humor. Co prawda miałem jedną koleżankę pozniej ale nie mielismy wspolnych tematow. Po liceum poszedłem na studia na których po prostu aż od 4 lat męczę się. Tutaj z ludzmi było inaczej oczywiście. Najpierw dotknęło mnie to że są to zwykli impezowicze bez ambicji. Miałem paru kumpli ale teraz każdy poszedł inną drogą i nigdy nie rozmawialiśmy na poważne tematy. Jeśli poruszałem tematy w stylu beznadziejności i braku sensu życia słyszałem "to idz sie zabij i tyle" albo "od czegos jest psycholog a nie my" czyli nie chcieli być wsparciem, a ja w miarę możliwości zawsze starałem się słuchać ludzi. Na studiach też pojawiła się pewna dziewczyna która w ogóle nie powinna - podrywała mnie sama będąc w związku. Nic od niej nie chciałem ponieważ byłoby to bardzo niemoralne i złe wobec tego chłopaka. Po paru miesiącach z nim zerwała ale ja coś zacząłem czuć z powodu większej ilości spędzanego czasu z nią. Przebyliśmy strasznie dużo sprzeczek, kłótni i w sumie nie wiadomo czego. Przyjazn nie przyjazn było to bardzo i to bardzo niezręczne. Rozmowy przebywanie z nią. I znowu pozniej "kręciła" z paroma chłopcami i nagle też ze mną. Tyle dramatów było że nie mogłem skupić się na nauce i zacząłem powoli "uwalać" wszystkie przedmioty na studiach. Oczywiście nie obeszło się to bez komentarzy rodziców "to rzuć to idz do łopaty" i znajomych "nie każdy się nadaje". Czułem się coraz głupszy i głupszy. Zerwałem znajomości już z wieloma toksycznymi ludzmi, ale i tak ich ciagle jest tyle (a może oni nie są toksyczni tylko ja beznadziejny ? nie wiem sam). Rok temu poznałem moją terazniejszą dziewczynę. Początki z nią były bardzo ciężkie z powodu kłótni. Nie rozumiała dlaczego jestem zamknięty nawet wobec niej, jak to jest mieć depresję, nie znosiła ( i tak nadal nie znosi) moich wywodów o depresji (ale nie mówię że nie pomaga mi bo momentami naprawdę dużo dla mnei robi ale każdy ma swoje granice). Sama miała dosyc niedawno atak paniki z powodu wypalenia na uczelni i brakiem jakiejkolwiek możliwości do nauki( co prawda wynika to też z jej lenistwa które próbuję zwalczyć i pokaz jej że wiele można osiągnąć [ale tylko wtedy kiedy przejawia się moja zmotywowana pełna energii strona tak czyli relatywnie rzadko]). Zachęcała mnie do znajomości z toksycznymi ludzmi którzy wyśmiewali mnie z tego że jestem z klasy niższej oraz z mojego specyficznego stylu bycia( inna muzyka, inne poczucie humoru, inne poglądy). Bardzo często ci sami ludzie nastawiają moją dziewczynę przeciwko mnie a w wyniku czego dosyć często słyszę "że jestem człowiekiem bez honoru bo nie chcę postarać się zarabiać bardzo dużo dla niej" (tak przy dziennym studiowaniu i zerowym doświadczeniu w obecnej branży). Co prawda nie neguje tego żę to moze byc moja wina i raczej jest bo nie wiem czy moze istniec zdrowy związek kiedy to obie strony powinny udać się do psychologa. Jest dla mnie bardzo ważna, wyjątkowa i bardzo bardzo często przemiła, ale wymaga ode mnie bycia "słodkim i pozytywnym" praktycznie cały czas oraz przyspieszenia związku (teraz po studiach chce zamieszkać ze mną a ja nie wiem za co i gdzie) oraz bywa egoistyczna (z tego powodu że była śpiąca nie oddała popułudniu sprawozdania i miałbym niezaliczony przedmiot razem z nią, a tak jak wspomniałem nie przelewa się u mnie więc nie wiem jakim cudem zapłaciłbym kolejny warunek. Zauważyłem też że jak bardzo postaram się dla niej i jestem ciepły uczuciowy i tym podobne lub postawię jej kolację - przyzwyczaja się do tego i kiedy jestem zmęczony po pracy lub akurat nie mam ochoty na konstruktywne myslenie jak spędzić wolny czas to wypomina mi to. Przypomina mi również moje wszystkie błędy przez ten rok przez co zarzucam sobie coraz to więcej i więcej. Jeśli chodzi o pracę tutaj sprawa jest prosta. Miałem ich parę ale nigdzie nie byłem szanowany - więcej, szybciej, zostań na dłużej i tak w kółko. Za parę groszy. Przynajmniej mogę teraz wspierać finansowo rodziców. I tak naprawdę nie wiem czy po moich studiach jest praca. Nikt nie chce mnie przyjac na staz, bo nie mialem czasu przez to wszystko brac udziału w projektach albo kołach naukowych. Muszę zmienić branżę, ale nie wiem czy mentalnie mnie na to stać. Nie wiem gdzie jest moje miejsce na tym świecie. Gdzie popełniam błędy ? Czy ludzie za dużo wymagają ode mnie ? Czy to tak naprawdę ja pod wpływem nacisków, braku snu oraz toksycznych ludzi (a może rozsądnych a nie "toksycznych") uginam się i "robię sobie pod górkę ? Dodam na koniec że bardzo dużo rozmawiam z dziewczyną i próbuję przeprowadzać rozsądne dyskusję odpowiednio argumentując moje stanowisko, ale z drugiej strony często słyszę tautologię i zbyt impulsywne podejście w rozmowie. U mojego ojca i matki niestety stało się tak że siedzą każdy sobie samemu w urządzeniach elektronicznych odcięci od świata i pochłonięci do reszty. Miałem również kumpli z innej uczelni, ale nie akceptowali mojej dziewczyny ze względu na to, że nie uprawia żadnego sportu i bywają już ostrzejsza spięcia między nami kiedy to obrażają ją. Bardzo przepraszam za chaotyczne opisy, braku uporządkowanie oraz zbyt ogólnego naświetlenia sytuacji. 4)Jak ewentualnie radzisz sobie z problemem albo jak go znosisz ? W liceum zakochałem się w mojej gitarze elektrycznej i tak zostało do dzisiaj i zostanie. Dzięki niej potrafię wyrazić bardzo dużo emocji, a czasami mam wrażenie, że w pewnym stopniu personifikuję ją poprzez uważanie że to gitara mnie najbardziej rozumie. Ważny fakt (moim zdaniem) na studiach zacząłem ćwiczyć na siłowni i trenować kalistenike (oczywiscie okresowo 3 miesiące ćwiczeń 1-2 przerwy), a po treningu dostawać nagły zastrzyk dawki endorfin, a czasami nawet dostawać głupawki. Jednak im więcej ćwiczę tym potrzebuję silniejszego bodzca i dłuższego treningu by ten stan osiągać - stan w którym wszystko jest możliwe i nic mi nie stoi na przeszkodzie. Ale wiadomo wywoływanie hormonów nie trwa wiecznie i w końcu przychodzi depresja. Ona gdzieś tam jest. Tylko czeka aż zostanę sam. 5)Jakie ewentualne pytania odnośnie problemu ? Zmienić siebie ? Czy może otoczenie ? Otoczenie z ludzmi czy bez ? Godzić się z przegraną czy być realistą a może optymistą ? Jak odnalezc się na rynku pracy w Polsce ? Czy uda mi się przebranżowić ? Czy mój związek ma przyszłość ? Czy kiedyś przejdzie mi złe samopoczucie i kompleksy ? Czy warto żyć, czy tak naprawdę to co robimy to ciągła walka o przetrwanie,a cały ten system ma tylko za zadanie stworzenie iluzji, w której wydaje nam się że nie jesteśmy dzikimi zwierzętami w bezlitosnej dżungli ? (ponownie przepraszam tak kolokwialnie rzecz ujmę "ścianę tekstu")
  12. Witam. Wiem, że potrzebuję pomocy, zbieram się już do tego bardzo długo. Dzisiaj jednak postanowiłam że zrobię ten pierwszy krok i zarejestruje się na tej stronie. Od dłuższego czasu nic mnie nie cieszy. Mimo że moje życie jest jak w bajce. Nie czuję żadnych emocji tylko zmęczenie i smutek. Często chce mi się płakać a moja twarz wygląda na zmęczona. Bardzo często się zawieszam. Patrzę gdzieś bez sensu i tak jakby odplywam, gdy się orientuję to nie wiem nawet ile czasu to trwało. Proszę mi powiedzieć co ze mną się dzieje? Dlaczego wciąż jestem zmęczona, senna i zwyczajnie smutna? Czy to są objawy depresji? Jak mam sobie z tym radzić? Czy potrzebuje konsultacji?
  13. Cześć Wszystkim, piszę gdziekolwiek, cokolwiek o sobie pierwszy raz. Na pewno nie napiszę wszystkiego, bo jest tego naprawdę dużo, ale do rzeczy. Mam 19 lat, niedługo zdaję maturę, ale w ogóle się tym nie przejmuje, ale nie o to chodzi. Mam problem ze sobą. Od kilku lat (3-4) czuję, że coś jest nie tak. Nic mnie nie cieszy wszystko martwi. Nie potrafię z niczego się cieszyć, choć mam wspaniałego Męża... Czuję jakby moje wnętrze umarło. Czasem mam wrażenie że moje życie to sen i chce umrzeć, nie chce żeby tak było. Czuję jakby były dwie moje osoby, które mają rozbieżne interesy. Mój największy problem to choroby. Na 1000000% mam zaawansowany nowotwór, ale Mąż wcale mi nie wierzy, w ogóle mnie nie rozumie, a ja to czuje. Nie chce się badać, nie ufam nikomu i nie wierze lekarzom. Miałam już trochę przeżyć w życiu i chciałabym w końcu funkcjonować normalnie. Nie mam żadnych przyjaciół to chyba mi też trochę przeszkadza, jest zamknięta w sobie i nie ufna, ale to akurat mi nie przeszkadza. Nie wiem co robić. Czuję się bezsilna. Wiem, że umrę, a tak bardzo chciałabym jeszcze zdążyć mieć Dziecko... dom, szczęśliwą Rodzinę. Ale nie potrafię nawet teraz się cieszyć. Ciągle udaje. Nie chce tego. Chciałabym to zmienić ale nie potrafię, boję się wszystkiego. Jestem zagubiona, proszę kogoś o pomoc. Co mogę zrobić, aby znów móc być szczęśliwą? NIe chcę zmarnować swojego krótkiego życia na pogrążenie w płaczu, chciałabym się nim cieszyć już do końca.
  14. Dzień dobry wszystkim, Mam 34 lata. Sama przechodziłam w swoim życiu kilka epizodów depresji, ale nie do końca o mnie chce dziś napisać. Chyba jestem niedojrzała emocjonalnie, poczucie własnej wartości bliskie zeru, z byle powodu czuję się jak śmieć. Ale teraz poprostu nie wiem co robić. Poznałam przypadkowo mężczyznę w internecie (długo by opowiadać, a to nie ważne). Mamy kilka wspólnych tematów, a poza tym bardzo podobne doświadczenia życiowego. Wogóle czasem mamy wrażenie, że jakbyśmy czytali samych siebie, tak jesteśmy podobni;) On ma od wielu lat depresje, leczył się u różnych psychiatrów, różne leki, ale ciągle to wraca. Obecnie nic nie bierze i nie widzi już sensu leczenia. Rzucił pracę i zmienił na dużo gorszą, która go wykańcza fizycznie i psychicznie. Poznałam go w momencie kiedy właśnie planował na dniach samobójstwo. Później mi się przyznał, ale właśnie dlatego go zaczepiłam bo w jego wypowiedziach dostrzegłam drobne sygnały, że jest źle. Teraz czasami pisze, że żyje tylko ze względu na mnie i dzięki temu, że mnie poznał. Jestem chyba dość empatyczną osobą, znam ten ból depresji więc zawsze go wspieram w trudnych chwilach. (Nie pierwszy raz wspieram osobę w depresji). Rozmawiamy codziennie od kilku miesięcy. Panują pomiędzy nami można powiedzieć przyjacielskie kontakty, choć raz gdy był pijany wyznał mi miłość. Ogólnie jest od kilku lat samotny. A ja odwrotnie, jestem w związku od 15 lat. Dzieci, kredyt itp. Mój partner jest moim najlepszym przyjacielem, dlatego wie o tym wszystkim. Jest taką osobą, która mi ufa i nie okazuje zazdrości. Nie wiem czy to dobrze. Mamy do siebie dużo zaufania i szacunku. I każde pragnie szczęścia drugiego. Tylko on nie rozumie, jak można mieć depresje, uważa to za słabość. Dlatego i ja mu się nie zwierzam z moich dołów za bardzo, bo co najwyżej czeka mnie wzruszenie ramion. Wracając do poznanego chłopaka. Starałam się namówić mojego znajomego na poszukiwanie dziewczyny, ale brak mu jakoś motywacji, szybko się zniechęca. Często powtarza, że nie zna lepszej dziewczyny niż ja Czasami i ja mam wrażenie, że zaczyna się to zmieniać w coś więcej niż przyjaźń. Proponowałam kilka razy spotkanie, bo wydaje mi się, że może poznając się na żywo, znikła by ta tajemniczość, emocje by trochę ostudziły się. Poza tym, gadamy codziennie, czasem brakuje mi takiego normalnego kontaktu. On nie chcę, boi się, że to pójdzie w drugą stronę, a nie chce mi rozwalać poukładanego życia. W sumie szanuję go za to jeszcze bardziej. Sama nie wiem co robić, bardzo się o niego martwię. Czuję, że mógłby się zabić. Czasem ma straszne dni, nie odzywa się nawet, a ja też cierpię, martwiąc się i modląc o niego. Raz wylądował w szpitalu, próbował się zabić. Czułam się wtedy strasznie, sama to bardzo odchorowalam, nie pierwszy raz zresztą. Bardzo mi jednak zależy, aby żył i był szczęśliwy. Jest naprawdę wyjątkowo dobrym i mądrym człowiekiem. Co jakiś czas nachodzą mnie myśli, że lepiej by dla niego było gdyby mnie nie poznał. Ale boje się, że moje odsunięcie się od niego teraz spowoduje więcej złego niż dobrego. Sama nie wiem co robić. Chciałabym być jego najlepszą przyjaciółką, ale boję się, że to wszystko zaczyna nam się wymykać z spod kontroli. Za dużo emocji, rozmów, smutków i radości. Niby nie przekraczamy granic przyjaźni, ale gdzieś tam czasem niby niewinnym żartem się zdarza. Najlepiej jak by kogoś poznał i teoretycznie problem by zniknął. Nie osądzajcie mnie proszę, bo nigdy nie zdradziłam męża. Ale teraz sama się gubię w swych uczuciach. Nie chcę go skrzywdzić, pragnę tylko aby wyzdrowiał i był szczęśliwy. Często pogrążam się w ogromnych wyrzutach sumienia, aż sama zaczynam myśleć o śmierci. Najlepiej było by to skończyć, ale bardzo się o niego boję. Nie wiem, może jednak być przy nim, aż będzie lepiej, bo wierzę, że będzie kiedyś. Może kiedyś wszystko samo się naprostuje, ale obecnie miotam się pomiędzy poczuciem winy, strachem, smutkiem i czasem radością. Wiem, że to wszystko bezsensu i glupie:( Calyczas próbuje go namówić na powrót do leczenia. Może macie jakieś konkretne przykłady jak sprawić, aby zmienił zdanie.
  15. Witam, od jakiegoś czasu zmagam się (ja i mój maż) z problemami finansowymi. Otworzyłam jakiś czas temu sklep, ponieważ myślałam,że się odbiję, jednak jeszcze bardziej mnie to dobiło (nas). Bardziej mnie, bo mój maz jakos daje radę, na razie, bo jeszcze nie wie,że wziełam w czasie posiadania sklepu pożyczkę, o której on nie wiedział. Jestem totalnie załamana, faktem,że go zawodzę, jak on się dowie to nie wiem co będzie. Na ten moment zmagam sie już chyba z depresją, żyje w lęku. Dostałam niedawno bardzo dobra pracę, a mnie paraliżuje i nawet czasami nie ide tam(mam kierownicze stanowisko), nie mam siły, jakby mnie cos trzymał, boję się,że to depresja. Mam udane małżeństwo, bardzo się kochamy,ale moja głupota może to zniszczyć. Nie poradze sobie, bo już nie myślę , mam same negatywne myśli,chociaz staram się iśc do przodu., Dzisiaj w ogóle nie wyszłam z domu, jakbym nie miała siły.
  16. Na poczatku powiem ze mam 20lat. Staram sie byc czlowiekiem ktory funkcjonuje normalnie jak kazdy inny czlowiek ... niestety.. nie da sie.. a zaczelo sie od czego? Od dziecinstwa... od kad pamietam zawsze bylo pod gorke , mimo ze nie bylam gruba nazywana bylam pączkiem... gdy jadlam duzo zawsze bylo ze niedlugo bede tak gruba ze nie sie w drzwiach za to poza rodzina wszystcy mowili ze jestem zbyt chuda... Co do relacji rodzinnych? Pamietam pierwsza klotnie rodzicow kiedy talerze doslownie lataly.. moj tata pije chociaz nie mozna go nazwac pijakiem.. a mama wciaz je tabletki uspokajajace.. klotnie w domu to juz codziennosc.. co jakies 3 miesiace jest jedna spora klotnia ktora zakloca caly spokoj.. przez te doswiadczenia ja mama I siostra mamy nerwice... poza tym mam za soba trzy nieudane zwiazki zakonczone zdrada... I teraz jestem w nastepnym.. takim w ktorym dla chlopaka jestem sluzaca... zabawka... on imprezuje oklamuje... a co najlepsze gdy uda mi sie go zlapac na goracym uczynku mowi ze byl samotny ... I ze to moja wina... mimo ze nie dlugo koncze szkole jestem przezywana jako kurwa I szmata a co najlepsze jest to spowodowane nagadywaniem zazdrosnych dziewczyn poniewaz bylam za granica I mam troche pieniedzy... strasznie mi jest ciezko.. nie potrafie wstac z lozka.. a nocami nie spie boje sie ze ktos nademna stoi.. bardzo bardzo czesto gdy zasypiam poprostu budze sie z krzykiem poniewaz doznaje paralizu sennego I ktos w tym momencie mnie dusi... jest to naprawde meczace.. mam ochote skonczyc ze soba.. to glupie ale tak mysle... to co mysle... nie mam juz zadnych planow... nic mi nie zostalo.. nie wiem jak sobie ze wszystkim radzix to dla mnie o wiele za duzo....
  17. Witam! Mam 40 lat. Jestem w związku od 6 lat, małżeństwem jesteśmy od 4. Mamy dwoje dzieci - 4 i 1,5. Podejrzewalam męża o skłonności depresyjne od początku, ale zawsze było wytłumaczenie jego zachowań. Po urodzeniu młodszego dziecka mąż rozpoczął romans (emocjonalnie, oboje twierdzą, że nie mieli kontaktów fizycznych) z moją bratową. Trwało to ok 9 miesięcy, po których bratowa zakończyła to. Po rozstaniu ujawniła się depresja w pełnej odsłonie, co ostatecznie zaowocowało aresztowanie męża za agresywne zachowanie w obecności dzieci. Zredukowalismy kontakty do minimum. Rozmawiałam z mężem, tłumaczyłem mu przez co przechodzi i jaki to ma wpływ na jego otoczenie, ale uparcie nie chce skorzystać z pomocy. Co więcej - poszedł do lekarza rodzinnego i zwierzyl się z zaistniałej sytuacji i zamiast pomocy uzyskał potwierdzenie, że ma rację i że moja bratowa jest winna i egoistyczna oraz tabletki nasenne, które chciał lulac po kilka na raz. On się na niej zafiksowal i w tej chwili obwinia o wszystko. Co gorsza planuje się zemścić i znajdować jej życie nie bacząc na to, co się z nim stanie (ani z dziećmi). Są okresy gdzie radzi sobie dobrze i mam wrażenie, że sposób w jakim z nom rozmawiałam trafiał do niego, ale ostatnio próbował podjąć pracę w poprzednim zakładzie pracy, który najprawdopodobniej rozdrapal rany po romansie i jest strasznie. Nastawia nasze dzieci przeciw rodzinie mojego brata w tym przeciw dzieciom. Straszy ich i szantażu emocjonalnie mnie. Do tej pory mawiają z nim spokojnie, nie oceniając, mówiąc o uczuciach. Nie wiem, jak powinnam reagować teraz. Czy być stanowczo i powiedzieć, że dzieci będą się wydawać z rodzina? Nie wiem też jak go przekonać do leczenia.
  18. Dzień dobry. Mam 25 lat, jestem samotnie wychowująca matka trójki dzieci. Mój problem polega na tym, że 5 lat temu zmarła moja mama. Po jej odejściu wszystko spadło na moje "barki" . Zamieszkałam wtedy z moim , w tej chwili, byłym partnerem.. moja córka miała wtedy zaledwie 8 miesiący. Po śmierci mamy zajęłam się moim małym dzieckiem i życiem z partnerem, nie miałam czasu na żałobę. Z biegiem czasu nauczyłam się żyć z myślą , że mama odeszła. Było wszystko dobrze do czasu gdy mój partner nie dowiedział się prawdy o naszej córce, że nie jest jego biologiczna córka. Po dowiedzeniu się wszytskiego i wybaczeniu mi zaszłam w drugą ciążę. Gdy urodziłam syna mój partner został zamknięty w Zakładzie Karny na okres 14 miesięcy, zamieszkalam z jego rodzicami. Czekałam na niego. Po jego wyjściu z Zakładu wynajęliśmy mieszkanie i zamieszkaliśmy w nim wraz z dziećmi. Partner zaczął brać narkotyki, przez pewien czas jeszcze miałam kontrolę nad jego nałogiem, po pewnym czasie znów zaszłam w kolejną ciążę. I wtedy zaczęło się piekło. Partner nie chciał ani pracować tylko dalej pogłębiał swój nałóg, przestal mnie słuchać. Po urodzeniu kolejnego dziecka poznałam mężczyznę, zachcialam czegoś nowego nieznanego, na początku tylko pisaliśmy, później zaczęliśmy się spotykać. Mój partner dowiedział się o tym dość przypadkiem. Zrobił awanturę , wykrzyczał moim dzieciom wszytsko. Mojej córce zabronił mówić do siebie tato. Został zamknięty w Areszcie Sledczym na okres 3 miesiący. Zostawiłam go. Mój problem polega na tym, że nie potrafię się otworzyć na nowy związek. Chciałabym spróbować, ale myślami jest z moim byłym, gdzieś w środku obawiam się, że jeśli wyjdzie będzie próbował zemścić się na mnie za to co mu zrobiłam. Chciałabym dowiedzieć się jak mam radzić sobie z tym, żeby móc zacząć normalnie żyć. Bez myśli o.moim byłym partnerze.
  19. Natalczii

    Szukam pomocy

    Witam! Nazywam się Natalia. Mam 18 lat. Zacznę może od początku.. W życiu łatwo nie miałam.. mój tata pił, zdradzał mamę, później rozwód rodziców, walka kto gdzie ma mieszkać... Miałam 13 lat .. Nie miałam przyjaciół .. weszłam na Internet . Trafiłam do grupy mężczyzn gdzie mogłam się wypłakać z rodzinnych problemów .. oni mnie słuchali do pewnego momentu.. później kazali mi się rozebrać.. oczywiście nagrali to później i szantazowali .. sprawa w sądzie.. cyberprzemoc.. następnie imprezy w wieku 14 lat. Pierwsze piwo dużą impreza.. 3 przyjaciółki uciekły widząc że facet się do mnie odbierał . Nie trudno się domyśleć że później wykorzystał mnie . Jemu nic nie zrobili a ja dostałam kuratora za picie piwa. 2 próby samobójcze.. wymieniać można by tego dużo . Nie miałam w życiu łatwo Ale nigdy wcześniej nie miałam takiego doła jak teraz. Teraz ciągle leżę i płacze. Chodzę do 2 technikum, pracuje.. nie radzę sobie w szkole.. nie uczę .. staram się uczyć ale gdy siadam do książek odrazu usypiam.. Nawet jak to nie są lekcje tylko gazeta.. chwilę czytam i usypiam.. Mam bardzo niską samoocenę .. Nie nawidze siebie. Uważam że jestem za gruba bardzo się tego wstydzę. Nie umiem tego zwalczyć. Mam napady że wchodzę do kuchni i zjadam wszystko. Mam chłopaka z którym jestem 3 lata.. jest dla mnie bardzo dobry a ja odpycham go.. Ciągle robię mu na złość.. sprawiam mu wiele przykrości tak jak i moim najbliższym.. często się na nich wyzywam.. krzyczę .. Trudno nawiązuje nowe znajomości.. bardzo się wstydzę siebie.. tego że nic nie umiem .. że nic mi nie wychodzi.. śpię i jem tylko. Nie mam żadnych pasji, nic mnie nie interesuje. Leżę tylko, patrzę w sufit i płacze. Pomóżcie mi proszę !
  20. finishlife

    Wielkie bagno

    Witam serdecznie. Trafiam tutaj przypadkiem po przeczytaniu artykułu na temat depresji i 15 punktów czego nie mówić takiej osobie. Pozwole opowiedzieć swoją historie. Urodziłem się w Rzeszowie, rodzice w wieku mojego dzieciństwa rozstali się, wtedy pierwszy raz miałem takie zachowania ciała jak do teraz. Słysząc słowa "nie widzę sensu życia z tobą, pragnę rodowodu " pojawiło się coś czego opisać nie umiem. Strach bezradność niewiem naprawdę jak to nazwać. Dalej moje życie ciągło się już jako porzucony dzieciak. Nie było, radości, miłość jeżeli była to sztuczna. Skończyłem szkołę, zacząłem pracować, poznałem dziewczynę z którą po roku się rozstałem. Przeżyłem to bardzo, wtedy pierwszy raz skorzystałem z prostytucji, jako wyładowanie napięcia, stresu. Późnej systematycznie to kontynuowałem, doszła do tego masturbacja (pisze szczerze bo jestem u kresu nerw licze ze nadal to czytacie), to był mój nałóg, każdy problem odreagowywałem na te 2 sposoby. Nic sie nie zmieniało, aż poznałem Magdę, mieliśmy super więź, minęły wszystkie głupie myśli (niestety do czasu). Urodzila mi dwójke wspaniałych synów, zdrowych, madrych. Adaś ma 2 latka a Kubuś 4.W pewnym momencie zacząłem ją zdradzać. Nie były to zdrady gdzie można powiedzieć prowadziłem podwójne życie angażując się w to jakoś emocjonalnie to była choroba, klapki na oczach i jeden cel dać ulgę problemom. Przeważnie kończyło się tak ze dobrze nie wszedlem a juz wychodziłem, z ogromnym żalem i poczuciem winy, powtarzając za każdym razem to ten ostatni raz nigdy tego nie zrobię. Później poznałem pseudo przyjaciela który znając kilka historii z mojego życia wykorzystał moment i poinformował Magdę. Świat się jej zawalił, przeżyła to mocno co robiłem. Jednak potrafiła wybaczyć choć wszystko wracało. Ja wiele razy mówiłem mam problem pójdę się leczyć ale za każdym razem dostawałem odpowiedzi jak w tych 15 punktach, po co? Na co? Za robotę się weź itp. I faktycznie wziąłem sie za pracę wyjechałem ale głowa czysta nie była. Depresja i seksoholizm mnie niszczyły. Wszystko przekładało się na relacje miedzy nami, nie potrafilem o nią zadbać, sprawić żeby czuła się wyjątkowa. Trwało to 1,5 roku aż do teraz. Zostawiła mnie i dała jasny komunikat ze wyjeżdża z dziećmi do USA konkretnie do Bostonu, wiąże sie z lekarzem który ma klinikę pediatryczna, dzieci będą mieć prywatną szkole, przyszłość jak w bajce. Tylko że bez ojca. Mam żal głównie do siebie a do niej ze naprawdę nie dostałem wsparcia. Zniszczyłem ja psychicznie i takiej okazji juz nie przepuści. Moja depresja się powiększa, nie wiem co zrobić. Usłyszałem tylko od niej że psycholog bądź jakiś terapeuta ma bardziej zryta psychikę niż my sami w problemie. Naprawdę nie wiem jak się z tym pogodzić, niewiem jak wyleczyć to co mnie kończy i zniszczyło moją rodzinę choć obiecywalem że chociaż moje dzieci będą miały normalny dom. Możecie mi jakieś wskazówki dac? Pozdrawiam serdecznie.
  21. Witam, mam 22 lata i studiuje na 3 roku uniwersytetu medycznego. Problem pojawił sie w chwili kiedy moja przyjaciółka N pokłóciła sie z jedna z dziewczyn z mojego roku. Dziewczyna ta jest starsza od nas o 5 lat z tytułem magistra. Wsród moich rówieśników jest autorytetem, silny charakter i cechy przywódcze zapewniły jej podporządkowywanie sie innych. Kiedy doszło do sprzeczki starsza kolezanka nastawiła większośc grupy przeciwko młodszej. W tej chwili szykanom nie ma końca, szydercze uśmiechy i docinki spowodowały, że N stała sie cicha i wycofana, boi sie udzielać na forum roku, planowała nawet zrezygnować ze studiów bo nie potrafi sobie z tym poradzić. W jaki sposób mogę jej pomoc? Czy doprowadzić do konfrontacji obu stron i wytłumaczenia sobie o co chodzi czy moze trzeba zgłosić sie z tym do władz uczelni?
  22. Witam. Ma 21 lat. Jestem osobą bardzo wrażliwą, impulsywną w uczuciach. Metody wychowawcze z dzieciństwa wpływają na mnie teraz, dużą role miało wychowanie mnie przez dziadka (chciał grzeczną, posłuszną dziewczynkę). Jako dziecko, widziałam jak mama walczy z schizofrenią a babcia z alkoholizmem. Dwa lata temu straciłam babcie a wcześniej chłopaka który mnie bardzo skrzywdził (miał fobie,nerwice) pomimo tego manipulował i zdradzał. Mam problemy z samookaleczeniem, które wróciły,bo się nieszczęśliwie zakochałam,w przyjacielu po przejściach z depresją gdzie w te relacje wszedł seks z powodu samotności,braku miłości i bliskości. Kilka dni temu zerwał ze mną kontakt z powodu mojego jednorazowego cięcia,poza tym lubił mnie tylko a ja go pokochałam. Straciłam też przyjaciółkę, podłamałam się i odsunęłam od reszty przyjaciół i znajomych bo nie chciałam być problemem. Nie umiem też mówić o swoich uczuciach. Od dłuższego czasu czuje smutek, wewnętrzny ból,nie mam poczucia własnej wartości, czuje się samotna pomimo wsparcia ze strony rodziny, życie przestało mnie cieszyć. Chciałabym być szczęśliwa, zaakceptować i pokochać siebie.Nie umiem pogodzić się ze stratą ludzi którzy mnie zostawili. W tej chwili nie pracuje a wiem ze potrzebuje terapii. Co robić ? Z z góry dziękuję.
  23. Jestem uczennicą drugiej klasy liceum. Skończyłam 18lat w styczniu. Probemy są od około 3lat. W dzieciństwie nie miałam lekko. Codziennie słuchałam kłótni moich rodziców, zazwyczaj ma tle materialnym. Mój ojciec nie potrafi wyzywic rodziny, nie szanuje mamy, mnie ani rodzeństwa. Niekiedy sama wtrącałam sie w kłótnie w obronie mamy. Codziennie ją obraża, mnie także. Nigdy jednak nie uderzył mnie prosto w twarz, lecz nie raz mnie popchnął czy nawet wygonił z mieszkania. Dwa lata temu nawet samookaleczałam się przez niego. Później było "normalnie". Lecz ostatnio wszystko wróciło. Nie mam ochoty do czegokolwiek. Cały czas wagaruje. Jestem senna, nie jadam nic albo jadam malo, mało śpię a nawet płacze po nocach. Nie rozmawiam z nikim, odcięłam się od świata. Boje się wrócić do szkoły, nie było mnie tam od prawie miesiąca. Obawiam się,że nie zdam do następnej klasy. Przez mój stan, ciągle przygnębienie nawet mam problemy ze swoim partnerem. Jest starszy ode mnie o 5lat i mieszka 300km dalej. Nawet myślałam aby sie do niego wyprowadzić i tam skończyć szkołę zaocznie, a w tygodniu pracować. Tam czuję się szczęśliwa, tam czuję sie jakbym nie miała tych problemów. Ale czy to dobry pomysł? Czy ja mam depresję? Co mam zrobić? Nie radzę sobie. Nie stać mnie nawet na psychologa dlatego pisze tu na forum.
  24. Maargretje

    Witam... i proszę o pomoc.

    Jeszcze 3 lata temu powiedziałabym o sobie- szczęśliwa dziewczyna, ambitna studentka... z ambicjami, przyjaciółmi, planem na siebie i motywacją do jego spełnienia. Wszystko jednak z dnia na dzień szło coraz gorzej, w skutek wielu przeżyć, które mnie spotkały... ....urwałam kontakt ze wszystkimi znajomymi, z rodzicami rozmawiam sporadycznie, bo oczekują sukcesów, których przecież nie mam. Boję się wyjść z domu, nie chodzę na zajęcia na uczelnię, z której najpewniej mnie niebawem wywalą, jeśli pilnie czegoś nie zrobię. Wszystko, nawet pójście do wanny, zrobienie makijażu,żeby wyjść z tego domu urasta do rangi jakiegoś wielkiego problemu... a nawet jak się zmuszę- odpuszczam w ostatniej chwili. Byłam już u psychiatry... 2 lata temu, kiedy zaczęły się wszystkie problemy... dostałam leki... ale ciągle zmieniałam zdanie, raz brałam je a raz nie.. a potem wcale, bo wszystko było niby dobrze. Niby było... wróciłam na studia, myślałam, że się wszystko jakoś ułoży... ale niestety, lęk przed nowymi sytuacjami, nowymi ludźmi mnie paraliżowała. Pochodziłam na zajęcia od października do stycznia???? oczywiście z przerwami (dwu/trzy dniowymi, bo nie miałam ochoty wstać z łóżka, a potem było mi już głupio iść i odrabiać).... Ratowałam się wieloma rzeczami... alkohole, imprezy, nowe głupie znajomości... bezcelowo,bezskutecznie... Aktualnie mieszkam z bratem, który dodatkowo mnie niszczy,bo jest pupilkiem rodziców, a ja zawsze jestem tą gorszą... i chyba jestem. Aktualnie nie mam celu w życiu, nie ma żadnej rzeczy która sprawiałaby mi przyjemność, żeby jakoś to wszystko odreagować... żeby wrócić do tego co było... Nie wiem co robić. To już chyba ostatnia deska ratunku... pomocy.
  25. Witam! Mam 22 lata i jestem studentką. Od kilku lat(w sumie sama już nie jestem w stanie określić od kiedy, prawdopodobnie od około 10 lat) borykam się z czymś, co można nazwać stanami depresyjnymi. Nie wiem, jaka może być ich przyczyna, ponieważ w moim życiu pojawiło się wiele negatywnych zdarzeń: Gdy byłam w wieku przedszkolnym wykryto u mnie nowotwór; bardzo wcześnie zmarli moi wszyscy dziadkowie(miałam jakieś 10 lat na ostatnim pogrzebie i, jak dobrze pamiętam, byłam z nimi dość zżyta); miałam problemy z kontaktem z rówieśnikami w szkołach. Obecnie mam problem na studiach, pojawił się on ze względu na to, że praktycznie w siebie nie wierzę i nie mam żadnych chęci do nauki(chociaż kierunek jest zgodny z moimi zainteresowaniami). Nigdy nie otrzymałam prawdziwego wsparcia od rodziców(ani od żadnej innej osoby), pomimo dobrych relacji z nimi. Cały czas chodzę zmęczona, myślę non stop o tym, co mogłabym zrobić inaczej, obwiniam się o różne rzeczy(nawet jeśli nie mam na nie wpływu), nie potrafię pokazywać i przekazywać swoich emocji(większy problem jest z emocjami pozytywnymi, w momencie, gdy dzieje się coś pozytywnego moje myśli mówią, że nie powinnam się z tego cieszyć) co było przyczyną rozpadu mojego związku. Jestem zamknięta w sobie, spędzam czas uciekając od innych osób. Piszę, ponieważ nie wiem, co robić i nie wiem, czy potrzebna jest mi pomoc specjalisty czy może wszystko to jest czymś zupełnie normalnym.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.