Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'uzależnienie'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 72 wyników

  1. Cześć, Jestem kawalerem 29 lat. Jestem na okresie wypowiedzenia z własnej woli podyktowanej chęcią skupienia się przez jakiś czas na podróżach i swoich pasjach. Było to tez podyktowane ty, że chciałem znaleźć się bliżej Kobiety (relokacja). Nie umiem / nie chcę uwolnić się od relacji z osobą , która (moim zdaniem) jest osobowością narcystyczną i zaburzoną. Od 3 lat byłem z nią relacji. Nie potrafię pomóc ani jej, ani już sobie - mam wrażenie że wszedłem do tego zdrowy a obecnie sam mam problemy i czuję "uzaleznienie" od jej uwagi. Gdy jej nie ma to się jej domagam. Opiszę krótko chronologie wydarzeń i kobietę. Co miało miejsce w przeszłości kobiety i wobec mnie: - używanie nieadekwatnej siły do występków (np. za niekupienie czegoś na co miała ochotę - kara w postaci cichych dni i rozstania) - oczekiwanie coraz to nowych warunków do spełnienia (przeprowadzka, zmiana pracy, zostawienie dotychczasowego zycia), kiedy sama nie ma w sobie dobrej woli do zmian - nazywanie raz kolegą, raz chłopakiem i tak wielokrotnie na zmianę. planowanie życia, a za pare tygodni odrzucanie wszystkiego z etykieta "nieaktualne" - brak obranego jednego kursu - mowienie "nie nadaje sie do zwiazku" "nie nadaje sie do stalej relacji" "jestem najszczesliwsza sama" "nie potrzebuje nikogo" , traktowanie zwiazku jak rywalizacji, we wszystkich aspektach pokazywanie swojej wyzszosci i bycia najlepszym - głownie skupienie na samym sobie, nie na partnerze i relacji - oschłość w okazywaniu uczuć - mowienie o mnie że jestem "niestabilny", "toksyczny", "za bardzo emocjonalny", odrzucanie mnie pozniej przyciaganie, izolowanie mnie, kary w postaci cichych tygodni - Kobieta pochodzi z rodziny gdzie matka była bardzo wymagająca, siedziała jako dziecko sama i z nikim nie rozmawiała, ojca nienawidzi bo nie ma z nim żadnych wiezi marzec: Z uwagi na powtarzalność przyciągania-odpychania, zmiany frontu, obojętność mojej partnerki i mój brak poczucia stabilizacji z tego powodu i chaotyczne ruchy od marca 2019 nasz kontakt się urwał, pożegnaliśmy się na lotnisku i każdy poszedł w swoją stronę. kazdy zajal sie soba, ja zaczalem sie godzic z sytuacją ale ciągle miałem nadzieję że to tylko ciche dni. czerwiec: Spotkaliśmy się dopiero na festiwalu w czerwcu. Po spotkaniu spontanicznie wylądowałem u niej, był seks. Kolejnego dnia rano poprosiła mnie o opuszczenie mieszkania bo "czuje że jest mną osaczona i przesycona". Zrobiłem śniadanie , pozostawiłem karteczkę "kocham cie, ale oczekuję prawdziwej i stabilnej relacji" i wyszedłem. Kolejne ciche tygodnie. lipiec: Następne widzenie nastąpiło przypadkiem na stadionie w tłumie tysiąca ludzi. Kobieta podbiegła do mnie gdy stałem z koleżanką, poklepała po plecach, usmiechneła, ja to zignorowałem. Po chwili stojąc w tłumie wyrosła przede mna, stajac w kontakcie fizycznym. Po paru minutach odszedłem. sierpien: Kobieta zaczęła wysyłać na facebooku do mnie wiadomości: zdjęcia, które nawiązywały w jakiś sposób do naszej przeszłości, kanapki, góry, buty, tańczące figurki z metalowymi serduszkami w tle, różne inicjacje kontaktu, potem swoje zdjęcia na "dzien dobry", Początkowo starałem się ignorować i nie reagować, ale zaczeło być tego zbyt dużo i poczułem, że jestem obiektem zainteresowania i powinienem odpowiedać na jej dobre intencje. Zaczeły się rozmowy pisane, telefoniczne, propozycje spotkań. Od kobiety 4krotnie na przestrzeeni kilkunastu dni padła propozycja spędzenia wrzesniowego urlopu wspólnie. Przy czym następowały wycofania z tego pomyslu, auwazalny brak konsekwencji, propozycja i wycofanie, aby w kolejnych dniach znów złożyć taka sama propozycje. Chciałem się zgodzić na wyjazd w nadziei że to pomoze odbudować relację. Niestety pewna informacja spadła na mnie jak grom z jasnego nieba i od tego momentu poczułem, że to ja zaczynam "gonić" i role się momentalnie odwróciły - dowiedziałem się, jakby nigdy nic, że Kobieta od maja spotyka się z jakimś Panem na seks - jak mówila, jest to układ, z którego ma same benefity i żadnych emocjonalnych problemów. Od tego momentu ja zacząłem czuć ból, zazdrość i brak zrozumienia do wszystkich poprzednich sygnałów jakie były mi wysyłane, od samego motywu inicjacji kontaktu po wszystkie słowa, zdjęcia, propozycje - bo po co? Skoro spotyka się z kimś innym? Wrzesien: Ruszyła moja lawina "Starania sie" i proby odzyskania zainteresowania moja osoba które nagle u Kobiety spadło - oczywiscie wszystko odniosło odwrotny skutek. Mimo wszystko doszło do spotkania w jej mieszkaniu - ucieszyła się. przytulała się. karmiła jedzenie. zwracała uwagę na nowe ubrania, opaleniznę, tańczylismy. Nastepnie po godzinie uslyszalem "musisz już isc" , ponieważ ktoś inny miał przyjechać za chwile. było niezrecznie, płakaliśmy przytuleni do siebie. Wyszedłem. Otrzymalem wiadomosc "jest mi bardzo przykro i zle. ale nie mogę inaczej, chociażbym chciała". Kolejnego dnia mieliśmy umowione spotkanie w celu omówienia urlopu ale już do niego nie doszło. Doszło tylko do konwersacji 2 dni później, gdzie Kobieta była już agresywna słownie, obwiniała mnie za to że powoduję w niej złe emocje, że jestem toksyczny, że nie chce mnie widzieć i żebym dał jej spokoj. Na koniec napisała że kocha kogoś innego i mysli o nim. Zablokowałem ją, po tym zdaniu ponieważ poczułem się urażony. Niestety wytrzymałem tylko pare dni, więc odblokowałem i nastąpiły jakieś moje kolejne karkołomne próby. Niestety kobieta już nie jest zainteresowana nawet pisaniem. Nie odpowiada, lub odpowiada zlewczo. Odpowiedziała głownie tylko tyle że "jesteś niestabilny emocjonalnie. nie czuję się przy tobie bezpieczna". Czuję się ofiarą manipulacji. Jestem obdarty z szacunku do samego siebie. Godzę się predzej czy pozniej na każdy jej ruch. Ktoś przyszedł do mnie, zainicjował kontakt (pytałem dlaczego, odpowiedz była "chcialam zobaczyc czy jestes szczesliwy"), zainteresował się mną, narobił mi aluzji do przeszłości, a następnie zrobił ze mnie idiotę że sobie wszystko wymysliłem i w dodatku od miesięcy cały czas spotyka się z kimś innym na seks (a ostetcznie na odchodne wyznając że go kocha) . Na przestrzeni tygodnia front kobiety zmienil się drastycznie, nie chce ze mna rozmawiać, powiększył sie dystans, znów są ciche dni - a ja reaguję na to napadami propozycji, intensywnym rozmyslaniem, brakiem wewnetrznego spokoju. Nie umiem się uwolnić od tego , czuję ból, czuję, że nie zrobiłem wszystkiego co mogłem, staram się usprawiedliwiać tę osobę i nie potrafię zahamować swoich odruchów składania propozycji z nadzieją "przepisania" ksiązki na nowo. Czy można naprawić tę relację z partnerem? Kto jest tu zdrowy a kto chory? Czy Kobieta potrzebuje terapii ? Jak namowić na wspólną terapie? Co dzieje się ze mną i jak wyjść z uzależnienia tą osobą? dzieki
  2. Jestem 19 letnią dziewczyną. Od jakichś 5-6 lat wymiotuję. Na początku nie było to zupełnie poważne, ale od ok.2 lat przerodziło się bardziej w coś w rodzaju uzależnienia i kary. Gdy zjem zbyt dużo wymiotuję, gdy czuję się źle ze sobą wymiotuję, gdy jestem zestresowana lub zła, to samo. Czasem jest tak, że gdy nie robię tego dłużej niż tydzień mam wyrzuty sumienia. Nigdy nie czuję się wystarczająco chuda lub dobra i nie potrafię sama sobie z tym poradzić.
  3. Witam, z góry proszę o wyrozumiałość. (Składnia, interpunkcja itd.) Mam 18 lat, rodzice po rozwodzie kilka dobrych lat. Dobra to od początku. Nie pamiętam jak było w domu zanim się rozstali, jak przez mgłę pamiętam tylko parę ostatnich miesięcy - kłótnie, policja itd. Od momentu ich rozstania koczuje od domu do domu. Tutaj tydzień, tam weekend, potem na noc tu, obiad tu. No na łeb idzie dostać, zawsze chciałem traktować mamę i tatę równo, dlatego nie chciałem na stałe siedzieć w jednym miejscu. Mimo to po ostatecznej rozprawie sądowej musiałem wybrać. Wybrałem dom taty (dzieciństwo, całe życie - wiadomo), na weekend u mamy. Odkąd pamiętam zawsze byłem kontrolowany. I ogólnie na mało co mi pozwalali. Coś typu: Gdzie? Po co? Z kim? Dla czego? Jak? Kto to? Albo: Co to? Skąd to masz? Skąd miałeś pieniądze? Mam sprawdzić? A najlepsze były sytuacje jak musiałem się wytłumaczyć przez telefon, jednemu potem drugiemu, a weź tu jeszcze coś pomyl, albo zmień kolejność... Na noc do kolegi? Nie ma mowy, najpierw jego rodzice zadzwonią. (Po raz pierwszy na noc poszedłem jak miałem 17 lat - bez kontaktu z rodzicami znajomego.) "Podejrzany" przedmiot w spodniach? Wyciągamy wszystko. (1 gimnazjum) Nauczycielka twierdzi że zadaję się z kolegą który pali? No to trzepanko plecaka (1 gimnazjum - tata) Kurtka śmierdzi papierosami? Dmuchanie, wąchanie palców. (3 gimnazjum - mama) Wypiłeś piwo? No chyba kur*a przesadzasz ( 3 dni przed 18 urodzinami) Uciekłem z ostatniej lekcji, albo na pierwsza nie przyszedłem? P*ojebało ci się w głowie ty gówniarzu jeden (gimnazjum) Dodam że na pierwsze wagary poszedłem w 1 zawodówce (17 lat). Ale jeszcze wracając, gwoździem do trumny było to że nie zdałem w 2 gimnazjum. O Jezusie co się wtedy działo.... "Od września wy*ierdalasz do matki!!" Sprawdzanie co 3/4 dni zeszytów, telefony do nauczycielki, plan lekcji znali lepiej niż ja. Od 2 klasy (drugi raz) do teraz 2 zawodówka - kontrola Mimo wszytko to właśnie u taty mieszkało mi się lepiej, trochę luźniejsze relacje od mamy, za to z mamuśką zawsze pogadałem o wszystkim. Problem tylko tkwił w tym że ojciec nie ma cierpliwości do niczego. Komórkę, laptop, telewizor zniszczy bo złe oceny. Kazał znaleść coś co włożył do szuflady pół roku temu? Wróciłeś z pustymi rękami? Zwyzywał od debili, tępaków, idiotów itd. Bardzo lubił wiązanki z "diagnozą" zespołu Downa u mnie. Zazwyczaj wszystko po mnie spływało. Ale miesiąc temu, przesadził. Jak co niedzielę robiłem porządki w pokoju, dzielę szafę na pół z ojcem. Bo "kochana" partnerka ojca (w miarę da się pogadać, ale czasem sukowata) Zajęła wszystkie szafy u nich w pokoju (zasrany pantofel). Więc biorę się za wieszaki, zawsze było tam od cholery jego starych kurtek skórzanych, to mu mówię żeby zrobił selekcję, bo tak ze 2 potrzebuje na kurtki i bluzę. Co mu odwaliło to jest masakra. Wpadł w taki szal że wyrzucił wszystkie moje ubrania z półek drąc tego ryja że "Jest od ch*ja miejsca!!!". Wszystkie moje rzeczy z innych szafek, szuflad i biurka wyrzucił ma ziemię krzycząc że mam Downa, i jestem idiotą że tego nie ogarniam. Dodam że był to okres paru dni po mojej osiemnastce, wróciłem parę razy po 00:00. Więc przed wyjściem z pokoju powiedział ze jeszcze raz wrócę do domu o tej godzinie to mam wyprowadzać się do matki. I tak się stało. Jak trzasnął drzwiami odrazu się spakowałem do torby sportowej, na busa do mamy. Minął już miesiąc od tego wydarzenia, pierwsze 2/3 tygodnie u mamy minęły o dziwno bardzo dobrze (od tygodnia już z nim w miarę normalnie rozmawiam). Z mamą lubię pogadać o pierdołach, luźna babka się ostatnio zrobiła. Ale żeby nie było za kolorowo.... Nie wiem co się do cholery dzieje, czy oni się na mnie uwzięli czy co ja do cholery robię?! Mam przyrodnią siostrę, trochę łobuz ale fajny z niej dzieciak, czasami się nią zajmę. Wiadomo mam swoje życie, znajomych, jak tylko odmówię opieki bo już mam plany, zaczyna się... Wypominanie, szantaże, kary itd. Nie chcę mi się/nie mam czasu iść dla niej fajki? Zaczyna się do cholery. Nie odbieram telefonu na praktykach, albo się rozładuje? Zaczyna się zamiana ról.... Darcie ryja, awantura, kłótnie, wyzwiska - nie da się. Wychodzę z domu bez słowa na spacer, wracam po ok. 10 minutach a ta dalej swoje... Ale ostatnia, awantura przeszła wszystko... Dogadali się... Zaspałem do szkoły na 7:10, więc przyszedłem na 3 lekcje - W-F. U mnie w szkole wygląda to tak że nauczyciel z WF'u zapisuje sobie wszystkie oceny i obecności w notesie, niestety jestem mało lubiany w klasie. Więc nikt mu nie powiedział że jestem jak biegaliśmy truchtem. Wróciłem do domu, dochodzi 18. Telefon od nauczycielki, że nie byłem cały dzień w szkole.... O k*urwa... Co się nasłuchałem... I wtedy zrozumiałem że matka i ojciec to takie same osoby.... Żadne tłumaczenie - nic nie dało... I pół godziny później telefon od ojca. Wiadomo - debil, gówniarz itd... jeszcze na koniec pościł wiązankę, jak śmiałem sam z siebie (już mogę) się wypisać z religii bez ich konsultacji. Ojciec jutro do szkoły idzie i kazał mi to anulować. Matka mi dzwoniła o 19:30 o której będę. Odpowiedziałem że ok. 21:00. I znowu... że chyba ci się coś [...] w głowie, gówniarzu itd... że mam karę i o 20:00 mam być w domu, przyjechałem 20:50, łatwo się domyśleć co potem było. Od roku biorę amfetaminę, kiedyś paliłem marihuanę ale postanowiłem przestać bo za dużo pieniądzy wydawałem. Mimo to ciągle mnie do czegoś ciągnęło. Spróbowałem - polubiłem. Dalej sądzę że wolę polecieć na "futrze" weekend, niż palić po szkole czy na wieczór. Ale ostatnio jest coś nie tak... ciągle mi mało, w zeszłym roku sztuka (~1 gram) wystarczyła na 2 dni, teraz do szkoły na 6 lekcji to mało. Jeszcze rodzicie nie dają żyć. To nie jest smutek, czy tam jakieś przygnębienie. Jestem wściekły. Na prawdę mam ochotę wyjść i już do nich nie wrócić, tak po prostu zostawić stare życie w pizdu, zmienić nazwisko i uciec, nie musiał z nimi rozmawiać, wystarczy tylko "Cześć, cześć". Nie wiem czy czy jest to spowodowane tym że dalej chcą mieć 100% kontroli nad moim życiem? Czy jeszcze nie przywykli do tego że jestem pełnoletni? Albo może to jest jakich chory sposób okazania miłości? Może też być tak że to ja jestem walnięty? Ojciec niech się goni, niech zgniją razem z tą piczą - zawsze był walnięty. Ale o co chodzi z mamą? Walić to, za dużo
  4. Witam, jestem 19 letnią dziewczyną, od października zaczynam studia. 1,5 roku temu zakończyłam roczny związek, bo okazało się, że mój chłopak umawiał się za moimi plecami z moją przyjaciółką. Było to w styczniu wiec akurat zaczynał mi się rok osiemnastek. Postanowiłam, że chcę się wyszaleć po nieudanym związku. Conajmniej dwa razy w miesiącu chodziłam na imprezy i piłam alkohol w bardzo dużych ilościach. Na początku wiedziałam kiedy przestać, później było coraz gorzej. Doprowadzałam się do stanu w którym nie kontrolowałam siebie i nic nie pamiętałam następnego dnia. Rok osiemnastek się skończył, ja poznałam mojego obecnego chłopaka. Nie chodzę już tak dużo na imprezy, ale jak jestem gdzieś ze znajomymi i jest alkohol to zdarza mi się że znowu nie umiem powiedzieć stop i doprowadzam się do tego stanu. Wczoraj byliśmy ze znajomymi na ognisku i wypiłam zdecydowanie za dużo. Prawie nic nie pamiętam. Biłam mojego chłopaka, kłóciłam się z nim, popychałam go i drapałam, gdy on starał się mi pomóc choćby nawet iść prosto. Jesteśmy razem 5 miesięcy, a on już drugi raz widział mnie w takim stanie. Nigdy nie zdarzyło mi się jednak ze byłam tak bardzo agresywna po alkoholu, wczoraj nie dało się mnie uspokoić. Nie chcę żeby tak to wyglądało. Postanowiłam, że już nigdy nie będę pić czystej wódki bo zawsze dzieje się to po niej. Chce przed każda impreza, czy wyjściem ustalić limit picia i go trzymać. Mój chłopak jest okropnie zły na mnie, że tak go traktowałam wczoraj, lecz chce mi pomóc. Powiedział, że muszę iść do specjalisty bo to nie jest normalne zachowanie. Stracił do mnie zaufanie i powiedział ze jeśli zobaczy mnie w takim stanie jeszcze raz to koniec z nami. Bardzo chcę się zmienić i odbudować zaufanie u chłopaka. Jestem w stanie dołożyć wszelkich starań żeby między nami było dobrze. Boję się bardzo bo wyjeżdżam na studia do miasta oddalonego godzinę drogi od niego, do tej pory mieliśmy do siebie jakieś 10 minut, w wakacje widzieliśmy się praktycznie 24 godziny na dobę. Teraz jemu zaczyna się szkoła a ja za niecały miesiąc wyjeżdżam. Wiem że będzie bardzo ciezko zwłaszcza przez to co zrobiłam i to ze on stracił do mnie zaufanie. Na szczęście dzisiaj uświadomił mi ze to naprawdę jest problem a nie normalne zachowanie i teraz naprawdę chce coś z tym zrobić. Stąd moje pytanie, czy powinnam zwrócić się do psychologa, psychiatry czy może jakiegoś ośrodka uzależnień? Co zrobić z tą sytuacją? Od czego zacząć?
  5. Witam. Mam 32 lata i od 13 lat jestem mężatką. Mój partner nie był wcześniej w żadnym związku, a ja miałam już jakieś doświadczenia. Po pół roku znajomości zaszłam w ciążę i zdecydowaliśmy się na ślub. Tuż przed ślubem jego mama została nakryta z innym mężczyzną i zachowanie mojego męża bardzo się zmieniło. Zaczął nadużywać alkoholu i robić mi wyrzuty typu: wszystkie kobiety są takie i ty pewnie też mnie zdradzisz. Chciałam mu udowadniać na każdym kroku, że nie jestem taka, bo w mojej rodzinie też był taki problem i bardzo się na mnie odbił. Mąż zabronił mi rozmawiać z kolegami, a tym bardziej z chłopakami, z którymi coś mnie wcześniej łączyło. Okazało się, że dziecko, które nosze pod sercem ma wadę i potrzebna będzie operacja po porodzie. Gdy syn już wrócił do domu po operacji, myślałam, że mąż będzie mi pomagał i dbał o nas. Okazało się jednak, że wolał towarzystwo kolegów. Był tylko gdy trzeba było iść z dzieckiem do lekarza. Na mnie spadły wszystkie obowiązki. Od sprzątania, po płacenie rachunków i załatwianie wszystkich spraw urzędowych. jego obowiązkiem było tylko chodzenie do pracy i podpisywanie wszystkich papierów. Gdy syn skończył 3 lata i poszedł do przedszkola wróciłam do szkoły zawodowej i po jej ukończeniu zrobiłam od razu uzupełniające liceum. Przez 9 lat małżeństwa mąż pił, palił marihuanę i wmawiał mi, że jestem nic nie warta. Nie pracowałam po ślubie, bo z jednej strony chciał żebym poszła do pracy, a jak już ją podjęłam to wypytywał kogo poznałam i czy go zdradziłam. Potrafił zadzwonić, że mam przyjść po dziecko, bo je zostawi samo i wyjdzie z domu. Przez alkohol prawie stracił pracę. Widziałam, że z czasem zaczyna pić coraz więcej dlatego po 9 latach zrozpaczona sytuacją powiedziałam mu, że jak nie przestanie pić, to popełnie samobójstwo jak mój ojciec. Mąż zaczął płakać i powiedział, że chce przestać pić. Poszliśmy do lekarza po skierowanie na odwyk, jednak mąż na niego nie poszedł. Od tamtego dnia nie pił. Przez rok wszystko układało się w miarę dobrze. Zaczął spędzać z nami więcej czasu i przymknęłam oko na dalsze palenie marihuany. Zdecydowałam, że chciałabym mieć drugie dziecko, bo nie chcę żeby syn został kiedyś sam i w głębi serca marzyłam o córeczce. Udało mi się zajść w ciążę i urodzić córkę. Na początku mąż był nią zafascynowany i dużo mi pomagał, bo byłam po drugiej cesarce. Jednak z czasem jego zapał opadał i zaczął wychodzić na ryby lub do kolegów. Poznał kolegę, który sprzedaje mu marihuanę i zaczął spędzać z nim więcej czasu, a nawet jeżdżą razem na ryby na weekendy. Nie potrafiąc go przekonać, żeby przestał palić i spotykac z tym człowiekiem i czując się bezsilna zaczęłam robić mu awantury i wyzywac go, że jest egoistą i nie zależy mu na nas. On z kolei wmawia mi, że jestem chora psychicznie, bo go ograniczam i chce mieć go tylko dla siebie. Jak przestałam karmić piersią, to zaczęłam wychodzić sama z domu choćby na zakupy, bo nasza córka jest wulkanem energii i czuję, że jak czasem nie wyjdę, to oszaleję. Zaczęłam też jeździć z bratem na koncerty jazzowe co jakiś czas, co mój mąż traktuje jak wypad na numerek i mówi, że jeżdżę tam tylko żeby się puszczać. Potrafił powiedzieć córce, że wychodzę, żeby wpadła w płacz i nie pozwoliła mi wyjść. Mam wrażenie, że przy nim stałam się złym człowiekiem i sama się sobie dziwię jak przykrych słów wobec niego potrafię użyć podczas kłótni. Ostatnio nawet powiedziałam, że mam nadzieję że się utopi na tych rybach. O problemach mąż nie chce w ogóle rozmawiać i przyznał, że jak się jakieś pojawią, to on je olewa i czeka aż ja załatwię sprawę. Kiedy mówię mu, że jak nie podoba mu się życie w rodzinie, to może się wyprowadzić, to słyszę argument, że to jego mieszkanie, bo on zrobił i zapłacił za remont. Ja mam iść z dziećmi na ulicę. A jak załatwię mu eksmisję, to prędzej spali to mieszkanie niż mi je odda. Są momenty, że jest dobrze i spędza z nami czas, a potem robi kłótnię o byle co, żeby tylko wyjść do kolegi. Zaczynam zastanawiać się, czy rzeczywiście coś jest ze mną nie tak i jestem chora psychicznie bo za bardzo ograniczam jego wolność robiąc mu wyrzuty, że wychodzi. Czasami przypadkiem dowiaduję się o jego sprawach, o miejscach w których był i coś robił i mam wrażenie, że ma swoje osobne życie, o którym nie mam prawa nic wiedzieć. Sama też zaczęłam zatrzymywać dla siebie pewne rzeczy, które robię, żeby nie wiedział o mnie wszystkiego. Pozdrawiam
  6. Prosiłbym o odpowiedź ekspertów jeśli można bo jak już tutaj opisuje moje problemy i różnorakie kłopoty jakie dotyczą mojej osoby . Mam takie pytanie czy filmy z gatunku Horror czy Thriller też wpływają na psychikę dorosłej osoby czy tylko na dzieci ? Bo lubię dużo oglądać horrorów z racji że nie pracuje i jestem bezrobotną osobą .Co mnie tutaj interesuje bo zawsze mnie w domu domownicy mówili że jak mogę patrzeć na krwawe filmy gdzie jest dużo bestialstwa i jakiś scen sadyzmu ? Tak zgodzę się że nie każdy powinien takie filmy oglądać i po nie sięgać ale przecież nie jestem kimś kto bierze przykład z filmu który ogląda .Ja to traktuje jako rozrywkę i tylko spędzenie czasu nie wiem co mnie się podoba w horrorach gdzie są jacyś psychopatyczni mordercy z siekierami lub tasakami mordujący gdzieś na skraju lasu nastolatków .Nie wiem czemu tak lubię oglądać takie filmy gdzie jest jakiś seryjny morderca w masce z nożem w ręku .Jednak lubię ten gatunek chociaż moja mama czy też dziadkowie albo i wujek nawet nie podobało się im że mam same horrory nawet takie o duchach jakieś demony jakieś zjawiska paranormalne jakieś diabelskie opętania że jak mogę na to patrzeć na jakieś wampiry i inne tam zjawy że to przecież rujnuje psychikę i wypacza umysł .Tak zgadzam się ale jak się tym zacząłem podniecać to byłem już osobą w miarę dużą nie miałem 5-13 lat że mnie to wypaczy psychikę .Zresztą kiedyś oglądałem jakieś chore filmy grozy i mnie się nie podobały takie naprawdę sadystyczne i bestialskie .Lubię kino grozy ale nie przesadzając że tam jakoś bardzo tną kogoś albo ćwiartują nie że mnie to sprawia przyjemność albo podnieca mnie taki widok .Jakoś lubię oglądać takie filmy gdzie mordują kogo popadnie i są ci zabójcy niezniszczalni albo giną i powracają z martwych w kolejnej części filmu .Jakoś zawsze podobały się mnie takie postacie i zbierałem takie filmy typu Piątek 13 albo Halloween czy Koszmar z ulicy wiązów może tutaj psychologowie eksperci znają te filmy bo to znane popularne serie grozy .Co jeszcze nie boje się takich filmów nigdy nie miałem lęków albo strachu że w nocy nie mogłem spać jak oglądałem jakiś horror krwawy .Na pewno nie podobają się mnie filmy jak oglądałem jakieś typu Ludzkiej stonogi bo to naprawdę było sadystyczne i chore kino .Mogę obejrzeć ale takie coś co nie bardzo jest ohydne .Chociaż do tej pory pamiętam jak mama moja załamywała ręce jak oglądałem piątek 13 i mnie się podobała postać głównego bohatera w masce hokejowej .Ale mówię szczerze nigdy bym nie zabił przecież nikogo i mówiłem mamie zawsze że mamo to tylko film i fikcyjna postać i gra aktorska jednak nie wiem do tej pory co mnie ciągnie do takich filmów i dlaczego to lubię oglądać bo widok zabijania kogoś siekierą albo piłą spalinową nie bawi mnie ani nie podnieca jak na to patrzę .Czyli nie mam jakiś skłonności że jak jakiś maniak co lubi rzeźnie albo widok krojenia ciał .Jednak lubię to oglądać no może nie takie przesadzone filmy ale jednak coś mnie ciągnie do tego gatunku .Znowuż moja mama mówi że ona nie może na to patrzeć i nie może nawet znieść tych filmów gdzie są takie postacie i że ja to mogę nawet kupować w markecie .Tak rozumiem jej reakcję ma rację że takie filmy dzieci nie powinny oglądać ale jak ktoś jest dorosły i ma lat więcej już a nie jest 10 latkiem czy jakimś nawet 8 latkiem ? bo jakbym miał 8 lat to rozumiem że mogę mieć wypaczony umysł od widoku filmu takiego jak Piła .Czy jednak mężczyzna około 30 może mieć psychikę zrytą filmami grozy gdzie są seryjni mordercy?
  7. Witam wszystkich serdecznie. Chciałbym się tutaj podzielić historią i zapytać o ewentualną poradę. Mój Tato od paru lat zatracił się w alkoholu. Wieczne awantury, jazdy samochodem po pijaku, generalnie masakra. Mój Tata nie należy i nie należał do człowieka wylewnego. Raczej jest to osoba dumna, która zawsze twierdzi że ma rację. Wraz z najbliższą rodziną, staraliśmy się jakoś do niego dotrzeć że ma problem. Niestety bez skutku, skończyło się na tym że kontakt z nim jest słaby, a on woli albo zamknąć się w pokoju, albo wypić coś z kolegami. Do niedawna przed resztą rodziny (głównie rodzeństwa) starał się ukryć tę chorobę, ale podczas ostatnich wakacji wszystko się wydało. Najbardziej smutną rzeczą jest fakt iź sam przeszedł podobne piekło. Moja Babcia rozwiodła się z dziadkiem alkoholikiem, który się znęcał nad nią i dziećmi. Ostatnio gdy rozbił samochód to był spokój na dwa tygodnie, niestety potem zaczęło się to wszystko od nowa. Znowu gdy chcieliśmy z nim o tym porozmawiać to zaczynał uciekać, wychodzić z pokoju. Naprawdę zależy mi na nim, ale pomysły jak do niego dotrzeć powoli mi się kończą. Myślę nad ubezwlasnowolnieniem i terapią, ale nie wiem czy to dobry pomysł. Będę wdzięczny za każdą poradę i doświadczenia innych osób.
  8. Mam 25 lat jestem w związku partnerskim i mamy razem dwójkę dzieci. Jestem szczęśliwa mama w życiu niczego mi nie brakuje jedyne co mnie meczy to to jak mój 23 letni brat traktuje nasza matkę wszyscy mieszkamy w uk z wyjątkiem brata który wyjechał do Polski 4 mięsiace temu. Mieszkał tutaj razem z moimi rodzicami było wszystko wporzadku.Brat ma na imię Piotr miał problemy z narkotykami lecz wyszedł z tego jeździł do ośrodka dla osób uzależnionych. Był spokój przez około rok gdy właśnie 4 miesiące temu wyjechał do Polski za praca na początku było wszystko dobrze cieszył się chwalil że ma fajną pracę lecz nie trwało to długo ponieważ zrzucił pracę po 2miesiacach zaczął pic a teraz jest coraz gorzej zneca się psychicznie nad naszą mama szantażuje ja wyludza pieniądze wyzywa że wszystko to co mi w życiu nie wyszło to jest jej wina. Szantażuje ja że sobie cos zrobi żeby ona mu wysłała pieniądze a wszystkie pieniądze jakie mu mama wysyła on przepija. Wysyła mu te pniadze bo boi się że jego groźby szantaże się spełnią. Wyzywa ja od najgorszych pomiata nią i manipuluje mama jest na każde skinienie jego palca. Mama ma 43 lata pracuje by jakoś ciągnąć to życie ale przez mojego brata martwię się że może jej się coś stać ona przez niego nie śpi po nocach zamartwia się nie może normalnie funkcjonować. Chcę jej jakoś pomóc jestem przy niej wspieram ja jak tylko moge. Ale mam też swoją rodzinę dwójkę małych dzieci którymi muszę się zajmować. Już nie wiem co robić jak jej pomóc. Proszę o jakieś wskazówki rady gdzie się zgłosić po pomoc. Pozdrawiam
  9. Dzień dobry. Dzisiaj odebrałam telefon od członka rodziny z prośbą o dużą pożyczkę. Ta osoba już ma opóźnienie kilka dni ze spłatą i nie śpi po nocach ze strachu przed komornikiem. Osoba ta uzależniona jest od hazardu. Kompletnie nie wiem co zrobić bo mam pieniądze, ale chciałabym ją skłonić do terapii. Wiem, że samo pożyczenie pieniędzy nic nie pomoże (ta osoba boryka się z hazardem przynajmniej od 10 lat). Chciałam się skonsultować na infolinii dla osób uzależnionych co zrobić, ale numer nie działa. Moje pytanie brzmi czy jest sens pożyczać pieniądze pod warunkiem leczenia? A jeśli leczenie to co zaproponować takiej osobie? Ośrodek raczej nie wchodzi w grę, bo ta osoba jest jedynym żywicielem rodziny, ma malutkie dzieci i musi pracować. Dziękuję za pomoc
  10. Witam, mam 33 lata od niecałych 2 lat zamieszkałam z chłopakiem. Pół roku walczyłam z nim o jego gre ps4, potrafił grać po pracy, wieczorami a nawet całą noc. Postawiłam ultimatum gra albo Ja. Sprzedał gre. Problem jednak się pojawił, on nie sypiał. Całą noc oglądał tv z telefonem w ręku ale potrafił iść do pracy i jakoś funkcjonować co dla mnie jest niezrozumiałe. Zdarzało mu się zasnąć wiadomo organizm się zbuntował. Czy to jest chorobą? Jakieś uzależnienie? Doradzałam by wybrał się do lekarza, czy jakieś tabletki na sen, bez efektu. Problemy zaczęły się nawarstwiać, nie potrafił się utrzymać ile można pożyczać od dziewczyny pieniądze na codzienność, nieradzi sobie z oszczędnościami, ukrył przede mną fakt że pożyczył w banku 10 tys. zł, nie wiem na co i po co. Pytam na co i wymieniam na gry, hazart, jakieś używki by nie spać? Nie wiem nie chce oczywiście ze mną na ten temat rozmawiać. Odeszłam od niego, nie wytrzymałam kłamstw i braku zaufania w związku. Prosi mnie o szanse ze sie zmieni ale efektów zmiany nie widać, nie ma szczerej rozmowy, nie udał się nigdzie by sobie pomóc. Siedzi w domu i rozpacza. Wypisuje sms że jak wrócę to pokaże mi swoją zmianę, że zmieni się w lepszego "ogarniętego" człowieka bo wie, że był idiota i wie kogo stracił. Boję się mu zaufać. Myślę każdego dnia czy wybaczyć i pomoc, czy nie będę żałowała swojej decyzji bo mimo wszystko kocham. Nie radzę sobie już sama z tym wszystkim Pisze o jaką poradę od specjalisty, wszyscy moim bliscy odradzają mi powrotu, ale nie są na moim miejscu. To jest walka między sercem a rozumem.
  11. jak poradzic sobie z pornografia i masturbacja.zazywanie lekow konczy sie za kilka tygodni.co dalej?nie pracuje nie mam pieniedzy na cokolwiek.nie mam pomyslu na zycie.
  12. Cześć. Zastanawiam się nad jednym faktem , może to wyda Wam się dziwne ale nurtuje mnie pewna kwestia i bardzo liczyłabym na pomoc. Otóż jestem z partnerem 1,5 roku ,jest ode mnie 12 lat starszy. Chociaż mentalnie zachowuje się jak nastolatek. Mam 22 lata jest moim pierwszym partnerem. Zauważyłam ,ze na instagramie obserwuje dziewczyny które są skąpo ubrane , wyginają się przed lustrem i maja strasznie wyzywające pozycje i stroje. Mówi,ze się przebierają za cosplayer i to stroje mu się podobają a nie one. Chociaż większość pozuje tylko i wyłącznie z bielizna , rzadko która jest przebrana za kogoś, czytałam o tym. Dla mnie to ewidentnie oglądanie zdjęć pornograficznych gdzie dziewczyna pozuje kuso w bieliźnie lub bez i wygina się na wszelkie sposoby do lustra. Weszłam na jedną nawet i wyświetlił mi się jej Twitter ( kręciła filmiki porno) strasznie mnie to wstrząsnęło i czuje się jakoś mniej atrakcyjna. Czuje się po prostu dziwnie . W ogóle niedowartościowana ,brzydka itp. Kochamy się w sumie kiedy on ma ochotę. Czuje się z tym bardzo złe . Jestem zadbana osoba,szczupła , ćwiczę , zdrowo się odżywiam a ostatnio przy nim i chyba bardziej przez to co zobaczyłam czuje się strasznie. Mam się czego obawiać ? Czy to moje wymysły ? Czy to raczej normalne ? Czuje,ze mu nie wystarczam i musi przeglądać „gołe dziewczyny” i przez to czuje się zle sama ze sobą i nawet nie mam ochoty się z nim kochać. Proszę doradźcie mi coś, dzięki!
  13. Dzień Dobry Jak uwolnić się od emocjonalnego uzależnia od partnera ? Nie mam pojęcia dlaczego to siedzi w głowie. Nie ma żadnych przesłanek że strony partnera o zdradzie itp. a ja mam w sobie emocje które niszczą mnie i nie pozwalają funkcjonować . Każde polubienie innej kobiety na portalach społecznościowych doprowadza mnie do szału , z tym że moich zdjęć nie lubi. Kiedyś podczas kłótni zdarzyła się sytuacja ze mną szarpał. Próbuje mnie ustawić pod swoje hierarchię ( teraz to zauważam ) i czy to może być jeden z powodów przez który nie mogę być sobą i próbując dopasować się do jego oczekiwań wzrasta u mnie frustracja ? Nie wiem dlaczego oczekuje od niego żeby bardziej się angażował. Czy na tyle straciłam szacunek do siebie żeby tego nie zakończyć ? I te emocje próbują mi w tym pomóc ? Dodam jeszcze że bardzo uzależniam swoje poczucie humoru od niego . Nie wiem dlaczego tak się dzieje , nie chce żeby tak było ale w głowie rozgrywa się totalne piekło w tej kwestii ...
  14. Witam, jestem mężczyzną i mam 29 lat. Jestem singlem(nie z wyboru). Pracuję za granicą. Wszystko zaczęło się w liceum. Każdego dnia przed pójściem do szkoły odczuwałem lęk przed interakcją z innymi nastolatkami w szkole(szczególnie dziewczyn). Zawaliłem przez to naukę. Nigdy nic nie planowałem, bo perspektywa powtarzania tego samego na studiach ,a potem w pracy była dla mnie przerażająca. Pomimo tego udało mi się dotrzeć na studia(tylko dzięki mojemu koledze z podstawówki, który był jakby murem pomiędzy mną a innymi), które też zawaliłem. I tak trwając w swoim lękliwym usposobieniu lata mijały mi na spaniu całymi dniami , a w nocy spożywaniu sporych ilości alkoholu(i nie tylko) z kolegami z osiedla. Uzależniłem się od pornografii. Nie mam zbyt wielu znajomych, jedynie tych od wspólnego picia(tylko mężczyźni). Około 4 lat temu zdałem sobie sprawę, że nie chce tak żyć. Szukałem porad na różnych stronach dot. rozwoju osobistego oraz filmach na youtube. Chciałem zacząć prowadzić normalne życie, tworzyć satysfakcjonujące związki z ludźmi i w końcu zbudować jakąś relacje z kobietą. Wyznaczyłem sobie plan, który zakładał poprawę wyglądu, stanu konta oraz rezygnacje z używek i pornografii. Wyjazd za granicę wydawał mi się najlepszym rozwiązaniem. Zauważyłem, że im bliżej jestem wyznaczonego celu tym łatwiej mi z niego zrezygnować np: kiedy zbliżam się do wcześniej wyznaczonej sumy na koncie łatwo zaczynam trwonić pieniądze na rzeczy w ogóle mi nie potrzebne; gdy poznałem kobietę w pracy i wszystkie "znaki na niebie" mówiły, że jest mocna zainteresowana to wziąłem numer i zwyczajnie nie zadzwoniłem; tak długo wybierałem samochód aż suma, którą na niego przeznaczyłem "rozpłynęła" się po części na używki i imprezy. Ostatnio natrafiłem na audycje pana Rafała o DDA i wiele problemów tam przedstawionych pasuje do mnie, pomimo że u mnie w domu nikt nie pił. Gdzie powinienem szukać pomocy? Czy terapia online w moim przypadku jest możliwa? Cały czas mam odczucie,że mam coraz mniej czasu na jakiekolwiek zmiany.
  15. Dzień dobry. Nazywam się Urszula,mam 32 lata. Od 9 lat jestem mężatką,mamy trójkę dzieci. Problem zaczął się 4 lata temu. Przypadkowo odkryłam że mąż ogląda po kryjomu filmy porno. Przeraziło mnie to strasznie ale powiedział że więcej tego nie zrobi i to uśpiło moją czujność. Po jakimś czasie znowu zobaczyłam że problem nadal istnienie i tak naprawdę nigdy nie przestał. Płakałam,prosiłam,krzyczałam,tłumaczyłam, nie pomaga. Twierdzi że nie chce tego robic ale nie potrafi przestać sam. Nie potrafię już normalnie życ,a on jakby mie rozumie że jestem z tego powodu załamana. Czuję bezsilność,obrzydzenie do własnego ciała,nie potrafię spojrzeć na siebie w lustrze,wstydze sie nagosci swojej i męża. Często wybucham płaczem bo nie wiem co robic. Moje małżeństwo powoli się rozpada. Jestem załamana i bezsilna
  16. Witam, Nie sądziłem, że będe szukał pomocy ale sam już nie poradze sobie z moimi problemami. Są bardzo poważne, wstydliwe, chciałbym się ich pozbyć ale ciągle do nich wracam. Cierpie od nich bardzo mocno, cierpi pośrednio moja żona, dziecko. Jestem uzależniony od lat od masturbacji, porno, kamerek internetowych, cyberseksu. Nie wie o tym żona, mam czasem chęć się przyznać ale pękło by jej serce dlatego zostawiłem ten problem na swoich barkach. Czasem patrze w lustro i mam obrzydzenie do siebie samego. Fizycznie nie zdradziłem nigdy żony ale porno, masturbacja, kobiety na kamerkach, ja na kamerkach to chyba jeszcze gorzej niż zdrada. To trwa lata, ukrywane w sobie obciąża mnie to i ma negatywne skutki w relacjach z żoną, dzieckiem. Mam też chyba głęboką depresje z tego powodu. Nic mnie nie cieszy od lat, mam czasem myśli, że gdyby żona się o tym dowiedziała i chciała ze mną rozwodu to wtedy bym skończył ze sobą. Ciągle myśle negatywnie. Mam wspaniałą żone, córke ale ciągle tego nie doceniam i pikuje w dół. Wiem, że kiedyś wszyscy się o tym dowiedzą a jednak uzależnienia są zbyt silne żeby z tym skończyć. Czasem są okresy abstynencji od porno, masturbacji, kamerek ale ciągle do tego wracam zakładając kolejne, setne konto na portalach z kamerkami. Często powroty są spowodowane alkoholem i idą z nim w parze. Stałem się zimny, bezuczuciowy, żona to zauważa. Kiedyś blisko Boga teraz już bardzo daleko, od lat nie wyznaje tych grzechów na spowiedzi. Boje sie ze za moje postępowanie Bóg ześle na mnie albo co gorsza na kogoś bliskiego jakąś chorobe, żeby mnie w ten sposób pouczyć. Jestem bardzo zagubiony, boje się że za chwile stracę wszystko a sam nie jestem w stanie się wyrwać z tych poważnych problemów. Błagam pomóżcie.
  17. Mam 23 a mój problem zaczął się chyba od samego początku związku. Mojego byłego partnera poznałam 4 lata temu, na początku nie chcieliśmy być razem głównie przez to, że on jest ode mnie starszy o 14 lat jednak wyszło jak wyszło, zamieszkałam u niego i staliśmy się parą. Od samego początku wiedziałam jakie ma problemy- córka z poprzedniego związku z która nie miał kontaktu, masa długów przez głupotę, żal po śmierci matki. ale największym jego problemem był alkohol. Bardzo dużo pił ale nie był nigdy agresywny, wprost przeciwnie- dusza towarzystwa. Możliwe że właśnie przez to że nie był agresywny to nie widziała większego problemu w tym że pije, z resztą piłam i bawiłam się razem z nim, ale gdy minął może rok, coś zaczęło się psuć. Z zabawnego faceta zrobił się marudny, czepliwy i awanturniczy facet. Nawet na zwykłej domówce bez powodu wszczynał awanturę. Doszło do tego że straciliśmy większość znajomych, a ja dalej szłam za nim myśląc że w końcu się ogarnie. Potem wyjechał za granice do pracy i było jeszcze gorzej. Zaczęło się wyzywanie od ku*ew, że mu rogi doprawiam, że on ciężko zap*erdala a ja nic nie robię tylko na pewno chłopów do domu sprowadzam. Oczywiście wszystko to było nie prawdą, ale on przynajmniej miał wymyślony powód żeby pić. Było bardzo dużo dziwnych i złych historii z alkoholem w roli głównej w każdym bądź razie dla świętego spokoju, rzuciłam wszystko w Polsce i wyjechałam za nim aby być tam na miejscu, by pokazać ze go kocham i nie zdradzam. Awantury dalej były z często wymyślonych powodów. Kiedy trzeźwiał to pierwszy dzień miał na mnie focha a po dwóch trzech dniach przepraszał i na moment było ok. przez dłuugi czas myślałam nad rozstaniem ale "przecież on obiecał że już nie będzie...." jednak ostatecznie skończyłam nasz związek po tym jak po raz kolejny się upił i pierwszy raz, przy kłótni mnie uderzył (nigdy wcześniej tego nie zrobił). Uderzył mnie w twarz i chyba sam siebie zaskoczył tą reakcją bo przeprosił. Ja jednak nie chciałam słuchać i on pod wpływem tych wszystkich emocji (i chyba 3 litrów wódki w sobie) skoczył z mostu. (10 metrów w dół). Na szczęście skończyło się to tylko wybitym barkiem i siniakami. Może sobie ktoś pomyśleć ze jestem bez serca, ale było to dwa dni przed urlopem, gdzie musiałam wrócić do Polski pozałatwiać ważne sprawy,więc zawiozłam mu do szpitala rzeczy oraz klucze do mieszkania i wyjechałam na dwa tygodnie. Bardzo cierpiałam a on był coraz gorszy i dalej pił. Gdy wróciłam z urlopu, emocje opadły więc pozwoliłam mu jeszcze miesiąc ze mną mieszkać ale po miesiącu wyprowadził się piętro wyżej. I TO BYŁ KOSZMAR, w 10 min potrafił zmienić błagania i rozpacz w furię nienawiści. Sprawdzał moje wiadomości, z kim piszę do kogo piszę itd. jeśli jakiś kolega do mnie napisał czy zadzwonił (z pracy, czy ze szkoły) to dzwonił do niego z groźbami ze go zabije za to że uprawia ze mną sex (co nie było prawdą). Ostatecznie wiedziałam że nie ma to wszystko sensu, wzięłam wolne i pojechałam do Polski aby zabrać z jego mieszkania wszystkie swoje rzeczy. wróciłam, oddałam mu klucze od mieszkania w Polsce i powiedziałam, że to już ostatecznie koniec bo tyle szans mu dawałam a on wszystkie zmarnował, a w nim coś pękło... w pierwszej chwili trzasnął drzwiami, bałam się bo byłam pewna że poszedł pić i nie wiedziałam co wymyśli, jednak postanowiłam być twarda i nie iść za nim. Po tygodniu przyszedł do mnie porozmawiać ale nie potrafił zrozumieć że to picie go tak niszczy, dopiero po miesiącu poszedł do psychiatry i chyba dotarło. Aktualnie nie pije już pół roku. Widzimy się (bo dalej mieszka nade mną), rozmawiamy, widzę że się stara, że chce wrócić. I ja go nadal kocham ale boję się że ten spokój pryśnie.. co mam zrobić? dać kolejny kredyt zaufania? boje się reakcji moich rodziców, znajomych. Każdy zna go z tej złej strony, ale ja znam też i tą dobrą bo nie zawsze był zły, bardziej zagubiony ale każdy kiedyś błądzi. nie wiem co zrobić. Nie wiem też czy sama nie powinnam iść do psychiatry po poradę dlatego też zaczynam najpierw tutaj. Dodam, że aktualnie jestem w sytuacji gdzie chce zmienić pracę, jeżeli wrócimy do siebie to zostanę za granicą a jeżeli nie to wrócę do domu rodziców w Polsce którego nie lubię.
  18. Witam. Piszę z takim problemem który mnie wręcz od jakiegoś czasu psychicznie męczy. Długo się z tym kryłem jednak nie mogę dłużej udawać że jest dobrze. Otóż od ponad 2-3 lat palę systematycznie i nałogowo marihuane. Na początku było to weekendowo z kolegami dla towarzystwa (1-2 skręty). Wyjechałem za granicę z moja narzeczoną za lepszym życiem i wtedy się zaczęło... Ciężka praca po 10-12 godz, kierowniczka uporczywa wręcz chora psychicznie (bez komentarza), i masę problemów na głowie. Jedynie co w takiej sytuacji mnie ratowało to zapalenie marihuany. Niestety odbija się to na moim podejściu do życia, nic mi się po prostu nie chce, wyłączam się z życia, wydaje masę pieniędzy które mógłbym przeznaczyć na coś bardziej pożytecznego, psują mi się relacje z ukochaną osobą która powiedziała mi prosto z mostu że jak nie przestanę palić albo przynajmniej tego nie ograniczę to mnie zostawi. Palę momentami po 2 gramy dziennie... Czasami popadam w paranoje i lęki nad którymi jeszcze kontroluje, próbowałem przestać palić jednak wytrzymuje max 2-3 dni i potem znowu biorę następnego grama ponieważ to "ciśnienie" w głowie i chęć zapalenia jest silniejsza od mojej silnej woli. Są takie dni że chce mi się płakać ponieważ chcę przestać już JARAĆ. Szukałem jakiś zamienników np. trawa z CBD lub specyfików "tabletek" na zaspokojenie głodu THC jednak w moi kraju gdzie mieszkam jest to drogie albo trudno dostępne. Proszę o pomoc ponieważ to już zaczyna mnie powoli przerastać. Pozdrawiam.
  19. Mam 30 lat, jestem kobietą, jestem samotna, nieśmiała, bezrobotna, wykształcenie - matura. Problem pojawił się od 13 roku życia, od momentu dojrzewania psychicznego. Właściwie od 6 roku życia pojawiły się pierwsze symptomy. Konkretnie chodzi o moment pierwszego pójścia do szkoły podstawowej i zetknięcia się z rówieśnikami oraz pierwszego pójścia do gimnazjum i zetknięcia się z prawie dorosłymi rówieśnikami. Mój problem polega na tym, że po pierwsze żyję w ciągłym strachu przed jakimkolwiek kontaktem z obcymi ludźmi, przed działaniem z ludźmi i współpracą oraz własną inicjatywą wśród ludzi, a po drugie żyję na koszt osób, które mnie kochają i uzależniłam się od pasożytowania. Z problemem sobie nie radziłam od 13 roku życia do dziś. Do psychologa się nie zgłosiłam, ponieważ nie chcę opowiadać o swojej rodzinie, którą kocham ani z nimi wspólnie ani samej nie chcę o nich opowiadać psychologowi. Boję się również, że psycholog zaleci wizytę u psychiatry, a ten zaleci mi branie leków bo się boję leków działających na psychikę. Problem spowodowała moja reakcja na rówieśników w szkole, którzy swoim zachowaniem wobec mnie uświadomili mi, że oni są bardziej rozwinięci ode mnie w każdej sferze życia, że są zaradni, przedsiębiorczy, inteligentni i przebojowi. Odczułam, że są lepsi ode mnie. Z natury jestem wrażliwa, grzeczna, lękliwa i naiwna, ale też uparta i oceniająca. Z wychowania jestem rozpieszczona. Moją reakcją był strach, wycofanie się, zablokowanie i użalanie nad sobą. Poczułam się dużo gorsza od większości ludzi na świecie. Mimo to miałam jeszcze optymistyczne nastawienie co do dalszej mojej przyszłości. W wieku 13 lat całkiem je straciłam i pogrążyłam się w załamaniu bo agresywne zachowanie moich rówieśników wobec mnie sprawiło, że poczułam, że nie potrzebnie się urodziłam. Od tamtej pory żyję z poczuciem przeszkadzania obcym ludziom, a jednocześnie jestem uciążliwa dla mojej rodziny, która tak bardzo się nade mną lituje, więc nigdy mnie do niczego nie zmuszała. Nie wyrażam siebie i swojego zdania w niczym. Aby poczuć się chwilowo lepiej bardzo często wspominam chwile kiedy byłam bardzo szczęśliwa, a było to do 6 roku życia. Wspominam chwile spędzone z rodziną i bawiąc się sama oraz z innymi dziećmi, niektóre były z rodziny, ale większość to były nowo poznane dzieci. Czułam się wtedy w pełni akceptowana przez wszystkich. W ogóle lubię wspominać czas spędzony z rodziną do okresu ukończenia 20 roku życia bo od tego czasu pasożytuję na nich i to sprawiło, że nawet czas, który razem z nimi spędzam jest dla mnie trochę drażniący bo czuję, że ich wykorzystuję, że z niczym sobie nie radzę, a nie mam odwagi i motywacji tego zmienić i wiary w powodzenie tej zmiany. Przez to oddaliłam się od nich i od wielu lat czuję się samotna. Ale w ten sposób się asekuruję przed czymś jeszcze gorszym co by mogło według mnie nastąpić. Podbudowuję swoje ego myśląc o tym jaką fajną, zdrową psychicznie i fizycznie normalną według mnie osobą byłam do 13 roku życia. Siłę daje mi też uczucie mojej rodziny do mnie, które jest niezmienne. Uzależniłam się od tego bo tylko i aż to mam, to jest stałe i mogę się na tym zawsze oprzeć, to jest przyjemne, ale nie daje mi to aż takiej mocy, aby z tego powodu uwierzyć w swoją własną moc sprawczą i w siebie. Nie wiem jak stopniowo lub jednym trafnym wielkim krokiem zmusić samą siebie na siłę do działania, którego się boję i jestem też zbyt leniwa. Nie wiem jak poczuć, że nie powinnam się bać i jak poczuć, że dam radę się obronić przed każdym zagrożeniem psychicznym. Jak przestać się bać, że nawet gdy poczuję się zraniona to mnie to nie dobije bo od 13 roku życia cokolwiek nieprzyjemnego mnie spotyka to powoduje coraz większe moje załamanie. Sama sobie nie radzę i tylko dlatego, że psychicznie pomaga mi cała moja rodzina to po czasie dochodzę do siebie. Podejrzewam, że zaleceniem będzie konieczna terapia, ale może dzięki tej darmowej poradzie od psychologa będę w stanie się do tego przekonać, spojrzeć na sytuację z innej perspektywy, a nie tylko na zasadzie, że jak nie pójdę to będzie jeszcze gorzej. Chciałabym się dowiedzieć jak poczuć, że sama sobie mogę zaufać i że mogę w pełni liczyć sama na siebie. Jak uwierzyć w to, że dam sama sobie radę z rzeczami, z którymi normalny dorosły zdrowy człowiek powinien sobie sam radzić. Jak uwierzyć, że mogę i mam prawo dążyć w życiu do celów, które wydaje mi się na tą chwilę, że dałyby mi szczęście, ale ludzie nie uważają tak samo np uczelnie na które się nie dostałam, oferty lub inicjatywy gdzie się zgłaszałam i zostałam odrzucona. Jak mimo porażek i niechęci ze strony innych dalej iść za głosem serca i dążyć do realizowania swoich celów, które mimo wszystko gdzieś nadal w środku odczuwam? Nie widzę w swoim życiu żadnej sytuacji, która dałaby mi podstawy do pewności, że bez przymusu z żadnej strony, bez konieczności, bez niczyjej pomocy, sama swobodnie mam możliwość żyć tak jak chcę, mam możliwość sama osiągnąć to czego chcę bo nie chcę żyć tak jak nie chcę i jeszcze być w tym zdana tylko na siebie. Wybieram już mniejsze zło i życie tak jak nie chce, ale z pomocą innych żeby zyskać przynajmniej ich uczucie do mnie. W przeciwnym wypadku nie miałabym nic tylko same obowiązki i bezcelowe bezsensowne życie. Więc i tak nie realizowałabym się wcale, tylko mierzyła się codziennie z nieciekawą rzeczywistością, aby za wszelką cenę przetrwać, jak zwierzę. Przez mój brak życiowego doświadczenia jestem dziecinna co także denerwuje innych ludzi, gdy maja ze mną styczność. Dlatego na razie nie widzę dużych perspektyw. Z góry dziękuję za poradę, pozdrawiam!
  20. Witam, mam chlopaka jednakze mimo tego czuje sie samotnie. On od zawsze lubil grac w gry komputerowe jednak na poczatku zwiazku znajdywal tez czas dla mnie i czerpac z tego czasu radosc. Po pewnym czasie zaczelismy sie od siebie oddalac i on stwierdzil ze radosc daje mu tylko obcowanie w wirtualnym swiecie w ktorym potrafi przesiedziec cale dnie, gdy wyjechalismy na pare dni na wakacje byl niezadowolony poniewaz nie mial dostepu do komputera przez co wynikalo wieel klotni. Ostatnio stwierdzil ze on marzy o zyciu w wirtualnym swiecie a w rzeczywistosci nic nie jest w stanie dam mu szczescia. Zastanawiam sie czy jest to uzaleznienie czy moze jakby poznal kogos innego to tez to by sie zmienilo? Kiedys spedzajac razem czas nie myslal o grach, nie wiem czy dlatego ze to byly pierwsze chwile spedzone razem czy nie wpadl wtedy jeszcze w uzaleznienie. Czy moze jest typem samotnika, dla ktorego to jest radosc? Niestety oprocz niewinnych marzen ostatnio miewa tez coraz czesciej zle nastroje wynikajce wlasnie z niemoznosci zycia w wyimaginowanej rzeczywistosci, nie ma checi do niczego, kontaktu z ludzmi czy chociazby jedzenia a wiekszosc dni przesypia. Czy to jest depresja czy moze jakis przejsciowy kryzys? Czy da sie zmienic jakos jego myslenie i sprawc by zaczal doceniac otaczajacy go swiat? Bardzo bym prosila o porade i opinie.
  21. Cześć, jestem studentem w wieku 23 lat. Niecałe trzy miesiące temu rozstałem się z dziewczyną po 5-letnim związku. Różniliśmy się pod względem charakteru – ona była impulsywna, ja nie lubiłem nigdy podejmować nieprzemyślanych decyzji. Moja partnerka była ode mnie dwa lata młodsza, więc związek zaczęliśmy, gdy byliśmy jeszcze bardzo młodzi. Początkowo układało nam się bardzo dobrze. Mieliśmy podobne poczucie humoru, podobny światopogląd, świetnie nam się spędzało razem każdą chwilę. Zauważyłem jednak, że z biegiem czasu nasza relacja stawała się coraz bardziej toksyczna. Zaczęło się niewinnie – spotykaliśmy się codziennie, więc przez to coraz częściej odmawiałem wyjścia ze znajomymi na rzecz codziennego spotkania z dziewczyną. Wtedy coraz bardziej zaczęło nasilać się trzymanie w złotej klatce. Z czasem zaczęły jej przeszkadzać dawne znajome – zaczęły się pierwsze chęci z jej strony, abym urwał z nimi kontakt (przystałem na to). Po upływie czasu widzę, jakie to było głupie. Gdy widziała, że jakaś znajoma wita się ze mną z uśmiechem potrafiła zacząć się denerwować, z wrogim nastawieniem wypytywać kto to jest, a nawet usunąć mi ją ze znajomych na facebooku. Mimo wszystko nadal ją kochałem. Największe problemy zaczęły się pojawiać, gdy wyjechałem na studia. Zaczęła się wtedy ciągła kontrola, wypytywanie kim jest ta nowa dziewczyna w twoich znajomych. Denerwowała się, gdy wychodziłem spotkać się ze znajomymi, a najbardziej, gdy mogły tam się pojawić inne dziewczyny. Zaczęła się nawet agresja z jej strony, werbalna i fizyczna. Gdy na sylwestra rozmawiałem sam na sam koleżanką (partnerka początkowo siedziała i rozmawiała z nami, lecz w pewnym momencie wyszła i wróciła po około 20 minutach), moja dziewczyna potrafiła zrobić straszną awanturę, zacząć mnie wyzywać czy nawet rzucić w moją stronę pełną puszką. W pewnym momencie żeby oszczędzić tych awantur zacząłem ukrywać informacje, które mogłyby wyprowadzić ją z równowagi. Przestałem ją informować o wyjściu z kumplami na piwo, żeby nie powodować kolejnych kłótni, zdarzało mi się ją nawet okłamać, że nigdzie nie byłem danego dnia. Wiem, że kłamstwo było złym rozwiązaniem, ale wtedy niestety nie widziałem lepszego. Pierwszy raz rozstaliśmy się w trakcie kolejnej kłótni o jakieś dziewczyny z uczelni. Po około miesiącu zaczęła prosić abyśmy wrócili do siebie. Nie chciałem jednak tego, tym bardziej, że od razu po rozstaniu zaczęła spotykać się z kimś innym. Po kilku miesiącach jednak dałem nam kolejną szansę. Początkowo było dobrze, ale nie mogłem znieść myśli, że związała się z kimś tak szybko po naszym rozstaniu. Wypominałem jej to, oddalałem się od niej. Rozstaliśmy się znowu po około pół roku. Rozstanie jednak pozwoliło mi wtedy pogodzić się tą myślą i chciałem dać nam kolejną szansę. Szybko wróciliśmy do siebie. Dawne problemy jednak nie zniknęły, ale jakoś żyliśmy razem przez kolejne kilka miesięcy. Mieliśmy w planach zamieszkać razem, gdy również ona zdecydowała się pójść na studia. W trakcie szukania mieszkania zdecydowała jednak, że powinniśmy się rozstać. Bardzo źle wtedy znosiłem rozstanie, czułem się uzależniony od niej. Po rozstaniu szybko znalazła sobie innego partnera na krótki okres czasu. Po upływie czterech miesięcy postanowiliśmy się spotkać. Porozmawialiśmy o tym, co nam przeszkadzało w sobie, chcieliśmy wrócić do siebie. Nadal ją kochałem po tym wszystkim. Powiedziałem jej, co musi się zmienić, ode mnie wymagała, żebym więcej jej nie okłamał w żadnej sprawie. Początkowo było zadziwiająco dobrze. Nie kłóciliśmy się, gdy powstawał jakiś problem to rozmawialiśmy. Po kilku miesiącach postanowiliśmy zamieszkać razem. Nadal było dobrze, ale stopniowo zaczęły wracać dawne problemy. Zaczęła sprawdzać znowu moje wiadomości, denerwować się, gdy jakaś dziewczyna napisała do mnie (wiadomości czysto zawodowe, związane z uczelnią). Wymagała ode mnie, żebym mówił jej, gdy jakaś do mnie napisze. Nie powiedzenie skutkowało kolejną kłótnią. Kłótnie stawały się coraz gorsze – wyzwiska, szarpanie. Starałem się być opanowany, ale w pewnym momencie zawsze dałem się w to wciągnąć. Z zewnątrz związek jednak wyglądał na idealny. Niejednokrotnie znajomi mi zazdrościli, gdy przychodząc do mnie widzieli, jak moja dziewczyna sama przynosi, z uśmiechem na twarzy, coś do jedzenia, co właśnie ugotowała. Gdy miałem wyjechać na praktyki na tydzień, do zespołu w którym byłem ja i trzech kolegów chciała dołączyć koleżanka z roku. Wynikła oczywiście kolejna awantura, usłyszałem, że jeśli do tego dopuszczę, to będzie koniec. Nie zgodziłem się więc, aby znajoma była w naszym zespole. W trakcie praktyk jednak znowu rozpoczęła kolejną kłótnię o to, że pierwszego dnia napiłem się z kolegami. Według niej uznała, że ją okłamałem, bo mówiłem wcześniej, że raczej nie będę tam pić. Ostatecznie usłyszałem, że nie mam do czego wracać. Wtedy zdecydowałem, że tak nie może być. Po moim powrocie porozmawiałem z nią i wyjaśniłem, dlaczego chcę się rozstać. Ona jednak podjęła już decyzję w trakcie kłótni przez telefon, więc dla niej ta rozmowa to była tylko niekonieczna formalność. Wyprowadziliśmy się ze wspólnego mieszkania, każdy poszedł w swoją stronę. Po rozstaniu spotkaliśmy się kilka razy żeby porozmawiać. Sam teraz nie wiem, czy to co czuję to właśnie miłość. Bardzo tęsknię za dobrymi chwilami. Żałuję, że nie udało nam się naprawić problemu zazdrości i braku zaufania, bo poza tymi kłótniami czułem, że jest to kobieta, przy której mógłbym żyć szczęśliwie i się rozwijać. Był to również mój pierwszy na tyle poważny związek. Istotnym do zrozumienia problemu może być też fakt, że wychowywałem się przy ojcu alkoholiku. Moja była dziewczyna natomiast w młodym wieku (kilka miesięcy przed tym, jak zaczęliśmy być razem) była w związku ze sporo starszym chłopakiem, który ją zdradził. Nie umiem sobie poradzić dobrze z tym wszystkim. Z jednej strony wiem, że nie potrafiliśmy żyć razem, a z drugiej uczucie tęsknoty jest czasem zbyt silne. Niejednokrotnie zastanawiam się, czy do niej nie napisać i nie umówić się na spotkanie. Po rozstaniu z nią rozmawiałem o tym, zaproponowałem, żebyśmy nie wracali do siebie, ale utrzymywali koleżeński kontakt z nastawieniem na naprawienie dawnych problemów. Nie wyraziła wtedy chęci mówiąc, że sama nie wie czego chce. Nie wiem, czy dobrze zrobiłem. Od tamtego czasu minęły 4 tygodnie, przez który nie odzywaliśmy się do siebie. Mam nadzieję, że napisałem wszystko w miarę przejrzyście. Będę bardzo wdzięczny za wszelkie porady.
  22. Witam. Mam 27lat ,jestem żona i matka . Nie do konca szczęśliwa 😦 Z mężem poznaliśmy się około 8 lat temu. Był to mój drugi chłopak. Jednak po 3 latach przestaliśmy się dogadywać. Zrobiliśmy sb przerwę. W tym czasie odezwał się do mnie były. Spotykaliśmy się ,po pewnym czasie okazało się ze ma dziewczynę która spodziewa się z nim dziecka. Zerwalam z nim kontakt. Po pewnym czasie zaczął do mnie dzwonic i pisać...ja wrocilam do obecnego... później zostawił tą dziewczynę . Kontak się urwał ja zaszła w ciążę. Wzięliśmy ślub. Urodził się nasz synek ...a ja dowiedziałam się ze były wziął ślub. Później urodziło mu się dziecko. Teraz znowu do mnie piszę i dzwoni. Nalega na spotkanie. Mam wyrzuty sumienia wobec męża. Ale... Mąż jest hazardzista ,wciągnął nas w duzeee długi. Nie przejmuje się niczym,nie chce rozmawiać na ten temat ze mną. Czuję się zaniedbana ,mało ze Sb rozmawiamy. Kiedy były zadzwoni czuję jakas radość w środku. Czuję ze żyje . Wiem ,że nie powinnam ale chciałabym się z nim spotkać. Powinnam się z nim spotkać i zakonczyc wszystko ,czy lepiej zerwac kontakt raz na zawsze? Tylko to takie trudne ...
  23. Witam Wszystkich Mam ciężki do zgryzienia etap w życiu, myslę że do uratowania jednak nie radzę sobie. Już w domu rodzinnym od małego czułem się nie śmiało, każda porażka i zawstydzenie wgniatało mnie w ziemię. Rodzice nie byli źli, ojca prawie nie widywałem bo sam utrzymywał finansowo rodzinę przez całe moje dzieciństwo, w Polsce i za granicą. Matka? Utrzymywała dom w - naprawdę - poukładanym i czystym porządku.Obiad zawsze na czas, czysta łazienka, kuchnia, przedpokój. Starsze rodzeństwo utrzymywało za nas młodszych porządek w pokojach - choć nie zawsze na czas i tak jak to powinno wyglądać według matki. Nie pamiętam z dzieciństwa jakiegoś zrozumienia moich domowych problemów czy wsparcia, może dlatego - czego nie pamiętam - że nie mówiłem o nich, zawsze starałem się realizować wskazówki ii oczekiwania innych domowników - do dzisiaj tak mam. Wiele sytuacji i przykładów wcale nie pamiętam, może dlatego że potrafię je wypaczyć z pamięci. Teraz przejdę do sedna, co przypominam sobię najlepiej i co jest połowă mojego życia. Moja żona, poznałem ją jeszcze w gimnazjum. Spotkaliśmy się za przyczyną mojego znajomego w mojej rodzinnej mieścinie. Jak to jeszcze dzieciak zauroczyła mnie swoją osobowością - chociaż makijaż miała zbyt mocny na oczach co przyciągało strasznie moje spojrzenie ponieważ wyglądało to tak jak by wychodziły jej z orbit😄. Nie mniej wyglądała uroczo. Jak nigdy chciałem pokazać się z jak najlepszej strony - jak pewny siebie, zabawny, potrafiący okazać szacunek do jej odwzajemnienia lub nie mężczyzna - nie próbując nic na siłę. Może trochę grałem ale już przy tym spotkaniu doszło między nami do pocałunku który mnie podbudował. Może nie czułem do niej miłości od pierwszego wejrzenia ale właśnie wtedy coś się we mnie przebudziło. Ta pewność siebie urosła i chciałem spróbować czy to się stało jednorazowo pod wpływem używek, bo nie pamiętam co wtedy było zielsko, browar - chyba. Spotkaliśmy się potem chyba raz z ekipą na osobności ale chyba już bez używek. Czułem się już swobodniej i nadal pewniejszy siebie niż z innymi - nawet zekipą. Po pewnym czasie zaprosiła mnie do swojego domu, poznałem jej rodzine i zobaczyłem wtedy co to znaczy swoboda słowa. Ok kłócili się, w domu był harmider, ale każdy wyrażał to czego u mnie w domu nie doświadczyłem nigdy. Największym zaskoczeniem dla mnie było to że razem nocowałem z nią w jednym łóżku (oczywiście bez zbliżeń intymnych), za co nasłucha ła się na drugi dzień od rodziców. U mnie w domu nie dopuścili by się tego już przed faktem. Gimnazjum się się skończyło więc wyruszyłem dalej do większego miasta. Jej został jesze rok gimnazjum ale się widywalismy dosyć często. Poznałem różne charaktery i znów zacząłem się wycofywać. Przetrwałem tak rok dopóki nie zdecydowała się przyjechać za mną - nie wiem albo nie pamiętam - chyba przez to że ją namówiłem. Mieszkaliśmy w jednym internacie - to były najpiękniejsze lata naszej intymności. Prawie co noc wymykałem się do jej pokoju i sypialiśmy razem do rana, tylko po to aby czuć jej ciało blisko siebie. Po ukończeniu szkoły - a w zasadzie zrezygnowania z niej - zaproponowałem jej abyśmy spłodzili dziecko. Zgodziła się na to tak jak namówiłem ją na to aby rozpoczęła naukę tam gdzie ja. Nie wiem do dzisiaj czy te dwie decyzje podjęła dla nas czy dla mnie. Uważam się dzisiaj za egoistę, bo nie do końca jestem przekonany czy naprawdę chciała podjąć wtym momencie takie decyzje. Gdy urodziła się nam córeczka wzięliśmy ślub. Tutaj oboje byliśmy szczęśliwi z tej imprezy bo naprawdę była taka na jaką oczekiwaliśmy. Potem byłem sam na zarobku za granicą. Potem próbowałem ściągnąć rodzinę do siebie, a w rezultacie wylądowaliśmy spowrotem w Polsce w domu razem z jej rodziną. Mieliśmy zawsze od początku swój pokój do którego nikt się nie wtracał. Ale w reszcie gospodarstwa decyzje i styl życia nażucali jej rodzice. Dawałem z siebie naprawdę wszystko, bo sądziłem że moje pomysły są praktyczne, wygodne i oszczędzają czas, i tak było (dla mnie, bo wyniosłem z domu praktyczność, sumienność i porządek). Nie stety domownicy nie korzystali z tego i zaczęło mnie to męczyć - w końcu zacząłem celowo mieć podejście do gospodarstwa jak oni. Jedynie jej matka do dzisiaj próbuje jakoś utrzymać ten ład i porządek zaganiajac resztę domowników do pracy - a potem również i mnie. Wiele razy powtarzałem żonie abyśmy wynajęli coś mniejszego, będzie łatwiej nam opanować mniejsze mieszkanie niż taki o gromny dom z podwórkiem. Nie stety zawsze uważała że nie stać nas na to. Więc zostaliśmy. Przestałem w końcu się nażucać. W pewnym momencie i jej zaczęła już przeszkadzać ta sytuacja i ich podejście, ale ja już byłem tak przygaszony tym wszystkim, że całkowicie zacząłem unikać ludzi, domowników, kolegów, córkę zacząłem traktować samymi nakazami i pilnować tylko jej obowiązków - bez spędzania z nią czasu. Od żony całkowicie odsunąłem się i w relacjach i intymne już od roku. Pracuję już od roku po 12h/5dni, przez ten okres czasu piję codziennie. Z pracy kładę się pod wpływem przed telewizor i tak codziennie. Dzisiaj - żona powiedziała dość - nie rozmawiamy, nie kochamy się, nie chce już być ze mną. Mamy dzisiaj pokojowy kontakt, ale musiałem się wyprowadzić z domu aby mogła wrócić do domu do córki i ją wspierać. Ja córce nie potrafię tego dać, więc wolałem podjąć takie kroki. Ogranicczyłem alkohol, ale nie całkowicie bo mam mieszane uczucia i czasami - 2-3razy w tygodniu dopada mnie żal do siebie. Chciałbym wzbudzić w mojej rodzinie uczucie do mnie ale najpierw to muszę popracować nad sobą. Myślałem że to faktycznie chodzi o alkohol ale jednak przyczyną tkwi głębiej. Nie potrafie w relacji międzyludzkiej okazywać emocji jakoś specjalnie, ludzie mnie nudzą nawet ci których lubię i na których mi zależy. Nie wiem od czego zacząć.
  24. Witam mam 24 lata od jakiś 9 lat jestem uzależniony od pornografi a chciałbym z tym skończyć jestem z dziewczyną i już kilka razy ją zawiodłem mówiąć że z tym skończyłem a jednak przyłapała mnie że znów to robię. Teraz widzę jaki duży jest problem i zdaje sobie z niego sprawę i chciałbym to całkowicie zakończyć jak to zrobić
  25. Witam mam na imie Mateusz lat 33 kawaler.Od ok.17 roku zycia mam kontakt z pornografia.Na poczatku bagatelizowalem sprawe.Po kilku nieudanych zwiazkach zaczalem bardziej brnac w porno i masturbacje.Apogeum nastapilo latem 2015r.Zamknalem sie w sobie nie chodzilem do pracy.Rzadko wychodzilem z domu jedynie co do sklepu lub czasem sie przejsc ale to jak bylo ciemno.Gdy w czerwcu 2016r.mialem wrocic do rodzicow balem sie jechac autem.Swiat wydawal mi sie bardzo duzy za duzy.Przez lato nie mialem zbytnio jak korzystac z pornografii.Rozpierala mnie energia,byly dni ze jakbym ''swirowal''.Codziennie jezdzilem rowerem po 30km i wiecej.W pazdzierniku 2016 udalem sie do psychiatry.Lekarz zaproponowal terapie w osrodku jednak odmowilem.Zazywalem leki przez 3 miesiace.Po ich odstawieniu bylo lepiej,lecz nie do konca.Kolejne miesiace siedzialem w domu bez pracy.Za namowa ojca pojechalismy do pracy nad morze.Jakos sie przelamalem,czulem sie lepiej.Poznalem Patrycje.W koncu ktos sie mna zainteresowal.Czulem jakbym zlapal Pana Boga za nogi.Mieszkalismy pare miesiecy razem,rozstalismy sie.Powiedzialem o swoim problemie,moze nie potrafila mnie zrozumiec,sam nie wiem.Od tego czasu pracuje dorywczo,ale nie moge na dluzej zagrzac miejsca.Gdy jestem sam w mieszkaniu nie chce mi sie isc do pracy,wole posiedziec sam.Bardzo czesto mysle o Patrycji,nie wiem dlaczego.Caly czas ogladam porno i sie masturbuje.Z tego powodu mam dlugi,nie wspominajac o pieniadzach wydanych na prostytutki lub wszelkiego rodzaju czaty itp.Nie wiem jak sobie poradzic.Pozdrawiam wszystkich forumowiczow.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.