Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'relacje'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 637 wyników

  1. W poniedziałek byliśmy w kinie. Ja kupiłam bilet wcześniej i go zaprosilam. Po seansie spotkałam sąsiadkę i zatrzymalam się aby się z nią przywitać. Wachalam się, czy przedstawić jej mojego chłopaka, skoro ona nie jest bliską mi osobą. Zanim zdążyłam ogarnąć sytuację, dał dyla, minęło może 5 sekund. Myślałam, że poszedł do toalety. Rozgladalam się po sali za nim cały czas. Minęło około pół godziny i wyszłam z kina. Poczekalam jeszcze trochę na zewnątrz i poszłam do niego do domu. Nie mieszkamy razem ale ja u niego czesto śpię i duzo czasu przebywam. Spytalam się spokojnie, dlaczego mnie w kinie zostawił. Najpierw nie odpowiadał, po chwili położył się na łóżku z naburmuszoną miną i poduszką na głowie. Skarżył się, że mu pęka głową i że jestem zimna, on czekał na mnie na zewnątrz i skoro nie wyszlam poszedł do domu. Pouczal mnie, że muszę się nauczyć jak sie zachować sytuacjach, że powinnam go przedstawić sasiadce. I w ogóle on się czyje samotny w związku ze mną. Próbowałam wytłumaczyć mu sytuację. Milczał. Położyłam sie obok niego , objelam go , glaskalam i calowalam. Próbowałam nawiązać rozmowę. Trochę się wyluzowal. Miałam umowę z tatą że go odwiedzę więc pozegnalam się z chlopakiem i powiedziałam mu, że po wizycie przyjdę do niego. Po wizycie u taty mialam potrzebę bycia u siebie, było mi przykro i potrzebowalam się do tego zdystansowac. Nie dałam mu wiadomości, że nie przyjdę. Co z resztą zdarzylo się po raz pierwszy. Wczesniej , jak mialam potrzebę nocowac w domu , jego reakcja była taka, że albo mu robię numer albo go nie kocham skoro go tak zostawiam. Na drugi dzień napisał mi maila, że to nie ma sensu i poprosił mnie zebym zanulowala nasze wakacje w czerwcu i on mi przyniesie moje rzeczy. To jest fragment z naszego związku. Takie podobne sytuacje zachodzą 3 razy w tygodniu. Jesteśmy razem od 4 miesięcy. Mam 53 lata on 71. Jestem atrakcyjną, aktywną i samodzielną kobietą. Mam dobrą pracę, stabilną ekonomię i dużo zainteresowań. Maluję, szyję i uprawiam sport. On jest byłym fotoreporterem z dużym sukcesem. Nasz związek zaczął się niefartownie. Było dużo konfliktów i zgrzytow. Mimo to , po 3 miesiącach pokochalismy się i postanowiliśmy wyjechać na wczasy do uzdrowiska i odwiedzić jego miasto rodzinne. Tuż przed wyjazdem mieliśmy ponownie wielką kłótnię i odcielismy się od siebie na tydzień. Postanowiliśmy jednak wyjechać razem. Byłam pewna, że pozremy się jak pies i kot. A zdrugiej strony pomyślałam, że to będzie dla nas ultymatywny test i jak potrafimy podróżować razem, bedziemy potrafić żyć razem. Ku mojemu zdumieniu było cudownie. Trzy tygodnie razem dzień w dzień i zero konfliktów. On był cudowny, mily i dowcipny wobec wszystkich, kelnerek , pokojowek etc. Dla mnie czuły i wyrozumiały. Zero dąsania się, zero krytyki i sarkazmu wobec mnie. Nie miał kompulsji, ktore czesto ma w domu i nie karcił mnie za drobiazgi. Bylam szczesliwa i moja miłość do niego urosła. Po przyjeździe do domu zaczęły sie te same problemy a nawet gorzej. Przez wiele tygodni płakałam prawie codziennie, nie moglam skoncentrowac sie na pracy, nic mnie nie cieszyło. Moje ciało było zwiotczale i bez enegi jakbym mi wstrzykneli kurare. On na przemian mnie przepraszał i potem jakby nieuwaznial te przeprosiny i mówił, że jestem przewrazliwiona i że jego irytacja i stres nic nie ma wspólnego z jego uczuciami do mnie. Zapewniał mnie, że z jego strony nic mi nie grozi. Twierdził też, że nie mam kompletnie poczucia humoru i jego znajomi są przyzwyczajeni, że on jest czesto sarkastyczny i gruboziarnisty. A jednak wczoraj ode mnie odszedł. Czuję się oszukana. Do końca jednak nie jestem pewna, czy ten ruch jest częścią jego gry.....
  2. Jestem osobą pracującą, kobietą, mam 24 lata. Odkąd pamiętam w moim życiu były kłamstwa, najpierw w relacjach między moimi rodzicami, a później w moich prywatnych relacjach. Mam problem z tym, że krzywdzę ludzi, na których mi zależy. Nie jestem w stanie określić czy robię to świadomie czy też nie. Nie potrafię przyznawac się do błędów i ukrywam niewygodną prawdę przed bliskimi osobami. Dopiero w momencie gdy wychodzi na jaw, że nie byłam szczera zaczyna do mnie docierać co tak naprawdę zrobiłam i jakie niesie to za sobą konsekwencje. Pomimo, ze staram się wyciągać wnioski z takich sytuacji i nigdy więcej ich nie powtarzać, za każdym razem dzieję się tak samo. Nie potrafię być odpowiedzialna za swoje czyny w czasie ich dokonywania. Moje błędy trzeba mi pokazywać, sama nie chcę lub nie jestem w stanie ich zobaczyć. W sytuacji, gdy prawda wychodzi na jaw próbuję obrócić wszystko tak, żeby nie czuć się winna całkowicie, próbuje sama siebie usprawiedliwiać tłumacząc, że miałam na myśli co innego, nie chciałam tak zrobić, lub tez nie widziałam, ze jest to złe. Przez takie zachowanie straciłam najbliższą mi osobę, która wielokrotnie mi wybaczała, a ja nie umiałam tego docenić i wciąż zachowywałam się niedojrzale i nie mówiłam całej prawdy, pomimo iż ta osoba nigdy na to nie zasłużyła i dawała mi samo dobro, nigdy mnie nie skrzywdziła. Chciałabym w końcu zachowywać się tak jak należy, budować relacje na prawdzie, nie udawać kogoś kim nie jestem i nigdy więcej nikogo nie krzywdzić. Czy mój problem kwalifikuje się do psychologa, czy do psychiatry? Skąd mogło się wziąć u mnie takie zachowanie? Czy są to jakieś zaburzenia? Jak mogę sobie z tym poradzić, prócz wizyty u specjalisty? Jak pracować nad sobą aby nie zachowywac się w taki sposób? Będę wdzięczna za odpowiedź. Pozdrawiam.
  3. Witam. Jestem młodą 20 letnią kobietą. Od małego miałam ciężko w dzieciństwie. Ojca nigdy nie było w domu, a jak był to zawsze się awanturował. Mamie zawsze się obrywało , mi i mojej o 2 lata młodszej siostrze czasem też się zdarzyło dostać. Nie lubiałam być w domu. A kiedy miałam 10 lat mama wreszcie znalazła odwagę w sobie żeby wziąć rozwód. Było nam ciężko , mama i jej pensja pielęgniarki i my dwie z siostrą w wynajmowanym mieszkaniu. Starała się robić co mogła żebyśmy mialy jak najlepiej. Przyszedł czas gimnazjum, kiedy zdecydowałam się , że wstąpie do wolontariatu i będę pomagać innym. To dało mi wiele radości i satysfakcji. Kiedy byłam w technikum , zakochałam się 1 raz ale po roku czasu związek się rozpadł. Przyszedł czas na związek, chłopak , z którym bylam , okazal sie tyranem i damskim bokserem . To z nim straciłam to co kobieta ma najcenniejszego. Bałam się go. Teraz wiem, że to było najgorsze co mogłam zrobić ale stało się.. Myślałam, że po tym wszystkim nic już złego się nie stanie.. a jednak.. po jakimś czasie poszłam na ognisko z kolezanka gdzie byli jej znajomi... tam.. bardzo mnie skrzywdzono. Odebrano mi siłą godność kobiety. Zostałam zgwałona. Załamałam się. Nie mogłam patrzeć w lustro, brzydziłam się sobą. Nie chciałam już nic.. ale po mału doszłam do siebie. Widziałam w sobie zabawkę , nic nie wartą. Zaczęłam się dowartościowywać i wysyłać kolegom zdjęcia w stroju kąpielowym i bieliźnie. Strasznie tego żaluję. W 3 klasie technikum poznałam chłopaka, na początku dbał o mnie i zabiegał . Wszystko było idealnie ale po pół roku zmarla moja babcia. Byla dla mnie jak 2 mama bardzo to przezylam. Nie jadlam, nie chcialam wychodzic z domu. Ciagle klocilam sie z wtedy z chlopakiem. Po mału popadałam w depresje. Dzięki przyjaciołom i rodzinie wyszłam z tego. A z chłopakiem pól roku pozniej sie rozstalam. Poznałam po czasie aktualnego ukochanego. I byliśmy naprawdę szczęśliwi, ale wszystko zepsułam. Okłamywałam go , powiedziałam mu prawdę dopiero po czasie. Jest tak wspaniałym i kochającym facetem a ja to zepsułam.. zniszczyłam wszystko . Zepsułam go. Strasznie tego żaluję. Mój ukochany nie może zniesc mysli ze byl ktos przed nim, bo on byl ,,czysty". Pokochał mnie taką ale ja tak bardzo bałam sie go stracic ze oklamalam go w wielu kwestiach. Do tej pory jakoś to ciągniemy.. ale jest między nami źle. Ciągle się kłocimy, padaja ostre i gorzkie slowa , ktorych potem sie zaluje. Ostatnie czasy myślałam, zeby odejsc stąd. Napisałam nawet list ale może jestem zbyt wielkim tchorzem.. potrzebuje pomocy..
  4. Jestem 27 letnia singielka. Na co dzien mieszkam i pracuje w holandii. Nie mam zadnych nalogow, chodze to Holenderskiej szkoly, ucze sie jezyka. Na brak zainterrsowania ze strony przeciwnej nie narzekam, wrecz przeciwnie, czesto jestem zmeczona natarczywoscia mezczyzn. Moj problem jest taki, ze n ie umiem stworzyc trwalej relacji z mezczyzna. Rok temu poznalam rok starszego Polaka, nasz zwiazek przetrwal 2 miesiace, musialam wyjechac do Polski i tak sie to rozpadlo, mimo proby utrzymania zwiazku. Od listopada duzo rozmawiam z pewnym Holendrem, 5 lat mlodszym ode mnie. Jest miedzy nami cos co nas do siebie ciagnie. Lecz ja juz jestem zmeczona ta sytuacja, chcialabym stabilnosci i wiedziec na czym stoje. Zapytalam wprost czy chce mnie jako swoja dziewczyne, czy nie. On nie umie odpowiedziec, wywnioskowalam, ze pewnie cos siedzi w jego glowie, co go blokuje , a raczej, nie chce sie ze mna zwiazku z jakis przyczyn. Co jest ze mna nie tak, ze nie potrafie stworzyc trwalego zwiazku, gdzie jest moj problem?
  5. Mężczyzna 24 lat, żonaty , bez dzieci Witam , Przychodzę tutaj o pomoc, od jakiegoś czasu mam jakieś napady których nie potrafię kontrolować. Jestem w delegacji jakiś czas już mój związek jest szczęśliwy ale od jakiegoś czasu dostaje coś do głowy,że moja żona mnie okłamuję zaczynam się nie kontrolować i wypisuje różne rzeczy które na pewno mojej żonie się nie podoba , chodzi o to że mam lęk że mnie zdradza, lub okłamuje ale to nie jest prawda , wszystko mam w swojej głowie. Nie wiem jak temu zapobiec . jak jestem w domu na miejscu wszystko jest normlanie , nawet jak wyjdzie z koleżankami na miasto to jestem spokojny i się nie martwię , tylko jak jestem po za domem to zaczynam mieć napady jakieś z których nie jestem zadowolony i już mnie wykańczają psychicznie, czasami mam nawet myśli co bym sobie zrobił, Czy jest tutaj jakiś lekarz który mogłby odpowiedzieć na pytanie i jak się kontrolować z tym ? nie którzy mówili mi, że mogę mieć schizofremię ale nie wiem a boje się iść do lekarza, że może stwierdzić że to prawda. Dziękuję bardzo
  6. Większość woli wywody internetowych celebrytów, ale niektórzy patroni mojej działalności proszą o teksty wtajemniczające w zagadnienia spoza głównego nurtu. Proszę bardzo, jednak czytacie na własną odpowiedzialność. Miłość ma różne oblicza. Można kogoś kochać przez lata nie czując presji do mieszkania z kimś czy zawierania małżeństwa, bo ma się swoje życie z zupełnie innej bajki i nie chce się go zmieniać, dostosowywać. Nie chce się też nikomu zakładać kagańca ani samemu go nosić. To wolnościowe podejście można zaobserwować na przykład u artysty, podróżnika, człowieka biznesu, który często zmienia miejsce pobytu albo indywidualisty podążającego własnymi ścieżkami. Są to ludzie których naturę można porównać do rośliny o nazwie Tillandsia. Taka roślina nie potrzebuje do życia ziemi, bo nie posiada korzeni, więc ich nie zapuszcza. Pobiera pokarm i wodę przez liście. Czasami taką naturę odkrywa się w sobie po licznych rozczarowaniach, okłamywaniu siebie i innych, bo na wszystkich presję wywiera przecież wszechpotężna konwencja społeczna. Częściej jednak od początku odczuwa się własną indywidualność choć zwykle człowiek nie od razu umie się z nią pogodzić. A niepogodzony ze sobą brnie w coś, co mu nie służy nim się przebudzi. Osoby, o których tu mówię, nie wszczepiają się w cudze życie, nie przywierają do kogoś niczym ryba podnawka, która przysysa się do innej, większej i żywi się resztkami pozostawianymi przez swojego nosiciela. To są zwykle osoby o dużej niezależności emocjonalnej, zaradności życiowej, w tym ekonomicznej, i potrafiące tworzyć głębokie, wieloletnie relacje, w których dominuje pierwiastek intelektualny i przyjaźń. Nawiązując do kultowego filmu, można powiedzieć, że są to ludzie wylogowani z matrixa. Takie osoby kochają i zaspokajają swoje potrzeby związane z miłością, ale nie według odgórnego schematu. Bo tego nie chcą albo z uwagi na to, iż w ich wypadku on nie działa. Nie przystają do matrycy, nie odnajdują się w szablonach, a czasami są na nie po prostu za mądrzy. Uważają, że niektóre schematy to piękne utopie, ale gdy ogląda się je w teatrze, a nie samemu odgrywa we własnym życiu. Ich związki bywają przez większość czasu platoniczne, ale okresowo mogą stawać się bardzo namiętne, po czym po fali uniesień znowu przypominają połączenie kochania i przyjaźni. Jakiś ich związek może być szczególny, wyjątkowo ważny, ale nie wyklucza innych. W naszym kręgu kulturowym przyjęło się, iż miłość to romantyczna relacja dwóch osób. I choć rozumiemy, że można kochać różnych krewnych, czyli więcej niż jednego człowieka, to jeśli chodzi o związek, ma on być duetem i koniec. Dlaczego? Bo tak. Wielu osobom jawi się to jako jedyna słuszna bądź wręcz święta opcja i wszystko inne z miejsca uznają za niewłaściwe chociaż w różnych miejscach na świecie miłość bywa definiowana odmiennie, a w niektórych nikogo nie dziwią liczniejsze konstelacje. Normy społeczne sobie, a życie sobie. Zdarza się że kochając, człowiek przeżywa kolejną miłość. Ludzie często doznają wtedy totalnego szoku, wywraca to ich wizję świata do góry nogami. Czują się schorowani, przeżywają niewyobrażalną konsternację i często z miejsca uznają, że coś z nimi nie tak. Czasami przeżywają podobne odczucia, kiedy odkrywają, że nie chcą powielać schematu albo żyć w fikcyjnej monogamii. Zadają sobie pytanie jak to do diaska możliwe? Szukają wtedy ratunku u współczesnych szamanów – kapłanów, guru sekt, filozofów, psychoterapeutów. Wolnym duchom ten stan nie zagraża. Nie widzą nic dziwnego w kochaniu niejednej osoby. W końcu nawet w relacji monogamicznej zawsze miłuje się siebie i innego człowieka. Podsumowując, miłość ludzie przeżywają rozmaicie, definiują ją różnie i doświadczają jej indywidualnie. Mówią w różnych językach miłości. Grunt to odkryć własny i mieć odwagę w nim przemawiać. Tylko tak można spotkać kogoś, kto mówi w tym samym. Inaczej pozostaje wieczna maskarada, kłamstwa, złudzenia, iluzje, przepychanki i poszukiwanie swojej drogi na chybił trafił. Długi wyszedł ten tekst, ale teraz będzie przerwa urlopowa przez jakiś czas. Zobacz ten wpis na Facebook.
  7. Witam, od 17 lat jestem w związku, mam 2 synów 16 i 9 lat .mąż pracuje za granicą a ja opiekuje się młodszym synem że względu na autyzm.nie wiem jak rozwiązać konflikt między starszym synem a ojcem ,syn jest wybuchowy,często ma nerwy ,nie da się jemu uwagi zwrócić, mąż tak samo ,we dwóch się nakrecają, ostatnio konflikt narósł, padło dużo przykrych słów, syn powiedział do ojca śmieciu ,wiem że to w nerwach i tak nie powinien ,nie wiem jak z nimi już o tym rozmawiać, bo mąż jest nie ugiety nie chce skruchy, przeprosin ,niczego ,chce odwołać wczasy albo nie zabrać syna ,nie wiem co robić, syn się zmienił po tym jak 2 lata temu mąż mnie źle potraktował, i od tamtej pory taki jest do ojca .proszę o radę co dalej robić, jak z nimi rozmawiać.
  8. Znacie przypadek gdy ktos bil w rodzinie i po terapii przestał ? W dzieciństwie bylam swiadkiem przemocy fizycznej i psychicznej. Typowy schemat miesiaca miodowego. Na moje nieszczescie krotko po slubie i w sumie rocznym znaniu sie zostalam 3 razy pobita przez meza. Klasyczne sprowokowalas mnie. Nie chce z nim byc. Jestem w ciazy. I wiem ze ciaza laczy nas na zawsze. Zastanawiam sie czy by jej nie przerwać. Bardzo mnie to boli. Od dluzszego czasu spie placze jestem agresywna. Mowi przebacz. Zmienie sie. Ja mu nie wierzę. Nod razu po slubie osaczal mnie odcial od znajomych. Czuje sie przy nim obca boje sie. Opadam juz z sił i nawet nie mam z kim l tym porozomawiac...
  9. Mam 21 lat, mój narzeczony 24 lata, a razem jesteśmy już prawie 5 lat. Zaręczyny były rok temu w wakacje, ślub zaplanowany na 2021rok. Od ponad roku nie czuje do niego tego co kiedyś, jestem z nim, bo jestem bałam się do tego przyznać sama sobie, bo wiem ze to jest człowiek niemalże idealny, każdy go uwielbia rodzina, znajomi, a on dla mnie? Jest naprawdę cudowny, i doskonale zdaje sobie z tego sprawę ze nigdy nie spotkam już takiej osoby.. około miesiąc temu byłam u koleżanki na wieczorze panieńskim, byłyśmy na dyskotece i poczułam to drugie życie które uwielbiałam zanim Go poznałam.. a jak go poznałam miałam zaledwie 16 lat, także naprawdę szczeniackie lata. Wracając do tematu panieńskiego, bo od tego się wszystko zaczęło bo czuje że chce się bawić, poznawać ludzi żyć bez zobowiązań, móc wyjsć gdzie chce i robić co chce naprawdę czuje ze chce się bawić, bo przez ponad 4 lata musiałam udawać „dorosłe” życie i naprawdę nie wiem co mam robić, On o wszystkim wie ze chce odetchnąć dać sobie trochę spokoju, bo mnie to męczy, strasznie go tym krzywdzę i mimo wszystko on jest w stanie dla mnie zrobić w tym momencie wszystko, żeby to uczucie do mnie wróciło, ale ja nie wiem czy go nadal kocham, wydaje mi się że nie.. że jest to tylko przyzwyczajenie, nie jestem szczęśliwa męcze się tym związkiem, ale jest mi go bardzo szkoda zostawić, on tyle dla mnie zrobił i to jest jedyne co mnie przy nim trzyma, dług wdzięczności.. i jestem już załamana tą całą sytuacją, i jeszcze ten ślub za dwa lata, pomysł i nacisk teściowej, a zaręczyny były od niego, jego decyzja o której nikt nic nie wiedział, sama nie wiem co robić, próbować walczyć o związek czy zostawić Go, nie przejmować się i korzystać z życia bo ma się je jedno? Pytań jest wiele ale odpowiedzi brak. Wydaje mi się że mnie to wszystko przerosło bo za szybko zaczęło się robić poważnie z tym ślubem, a ja tego nie chce bo jednak nie miałam tego czasu nastoletniego do wybawienia się i wyszumienia, dlatego mi tak teraz tego brakuje i do tego ciągnie, ale z drugiej strony jest On, a dwóch spraw nie da się połączyć, bo chciałabym być niezależna.. i chciałabym dodać jedną sprawę może i głupią ale tak jest, że jeśli jakikolwiek mężczyzna zwróci na mnie uwagę to w tym czasie On dla mnie przestaje istnieć, olewam go i jestem wtedy bardzo nie miła także czy tu jest miłość skoro jest takie zachowanie z mojej strony? Dodam jeszcze ze sprawy łóżkowe wyglądają tez kiepsko bo On mnie już w ogóle nie pociąga...
  10. Jestem studentką, mam 25 lat i w tym roku kończę studia. Pracuje na pół etatu. Jestem w związku od 7 lat. Mieliśmy raz 3 miesięczna przerwę ale wróciliśmy do siebie. W naszym związku nastał kryzys, po rozmowie dowiedziałam się, że to przez to że przestałam o siebie dbać (Nie uprawiam żadnego sportu, noszę czasami ubrania których nie lubi ) W związku z tym, że mi bardzo zależy "wzięłam się za siebie ", myślałam że się poprawi. Niestety Dalej jest oschły i nie chce mu się starać. Często nie odbiera ode mnie tefonow. Ostatniego wieczora napisał, że idzie pobiegać po czym miał zadzwonić, ale tego nie zrobił. Ja oczywiście napisałam z 5 sms i 10 razy dzwoniłam. Jak się rano dowiedziałam to widział że dzwoniłam ale nie chciał że mną rozmawiać. Przeprosił mnie potem za to i zapewnił, że chce się starać. Myślę że zrobił to jedynie dla tego, że wiedział że miałam egzamin i nie chciał abym o tym ciagle myślała. Widzę, że jest mną znudzony, dobrze wie że, zrobiłabym dla niego wszystko. Ale ja juz jego uczuc nie jestem pewna, mysle ze juz mu sie nie chce i mu nie zależy. Ja oczywiście czekam na szczęśliwe zakończenie i on dobrze wie, że to od niego zależy czy będziemy razem. Dalej jestem w nim zakochana ale ja już mu się znudziłam. Oczywiscie płaczę co jakis czas i nie potragie przestac o tym myslec. Nie wiem czy mogę coś jeszcze zrobić, staram sie jak moge ale efektow niestety nie ma. Boje sie, ze mnie zostawi. Czy to normalne po tylu latach związku? Jak rozwiązać taki kryzys? Czy to w ogole mozliwe aby przetrwac taki kryzys?
  11. Czy to ja jestem jakaś nienormalna? W moim małżeństwie od dłuższego czasu było źle. Kłótnie, brak rozmów, brak pomocy, zrozumienia, brak seksu, czułości, zaufania. Mój mąż wielokrotnie powiedzial mi, że dla niego konsola jest ważniejsza. Mówi, że on będzie grał i grał i grał, aż zdechnie przed tv. Nie chce dzieci. To, że gotuje, sprzątam i znoszę jego manię grania, to nie jest z mojej strony poświęcenie (tak usłyszałam). Ale jeszcze dwa dni temu słyszałam od niego, że mnie kocha. Jeszcze mnie przytulił. A dzisiaj? Po zrobieniu obiadu, wspólnych żartach i po jego słowach: "Myszko, ale pyszny obiad, dziękuję".... usłyszałam: "wyprowadzam sie", "Nie pasujemy do siebie", "Nie jestem szczęśliwy", "to jest koniec". Nie rozumiem tego, jak 9 lat związku, może tak po prostu zostać zakończone bez nawet jednej łzy z jego strony. Wręcz on się uśmiechał, grał jak gdyby nic się nie stało... powiedział mi tylko, że zostawi mi wszystko. On zabiera tylko samochód, bo ja nie mam prawka i jego konsolę, bo bez niej nie może żyć. Tak wylewam łzy od kilku godzin i myślę sobie, że wolała bym gdyby mnie zdradził. Bo wtedy miała bym podobną wartość... CZŁOWIECZĄ. Ale, żeby moja miłość, odrzuciła mnie dla kawałka plastiku... dla rzeczy wartej parę stów. Ogólnie być... nikim, przy jakimś durnym PS?? 9 lat związku, w tym 2 małżeństwa... zakończyć z dnia na dzień... Bo proszę go by spędził ze mną czas... On sam powiedział, że on się już z nikim nie zwiąże... Bo dla niego ważniejsze są gry. Jestem załamana. Czuje się gorsza od śmiecia. Moja największa miłość... cześć mojego życia... woli konsolę, ode mnie.. A może to ja jestem taka beznadziejna?
  12. Jestem 28 letnią kobietą pochodzącą z toksycznego domu. Rodzice rozwiedli się po 25 latach udręki. Sama korzystając z życiowej okazji zamieszkałam w internacie będąc nastolatką-wyrwanie z tego bagna naprawdę uratowało mi życie. Zostawiłam tam kilkuletniego brata i mamę, która wiele lat dobrem dzieci tłumaczyła wszelkie upokorzenia ze strony ojca. Rozwód odbył się w atmosferze "ugody", żeby zamknąć sprawę na I rozprawie. Jak do tego doszło? Na rok wcześniej mama uciekła za granicę. Uciekła z powodu pobicia (dla smaku nadmienię, że było to w dniu powrotu z pielgrzymki). Podczas odwiedzin ojca, który przyjechał przed samym jej powrotem do domu, okazało się że pojawił się w jej życiu jakiś pan. Ojciec wyrzucił ją z domu za granicą, więc owy pan dobrodusznie zaoferował jej możliwość pomieszkania na kilka dni u siebie przed powrotem do domu. Jak już wspomniałam, rozwód odbył się na pierwszej rozprawie w ciągu kilku miesięcy od powrotu do domu. Zaraz po tym mama ponownie wyjechała za granicę i do dzisiaj mieszka u niego. Odwiedziłam ją po latach i co się okazało? Z jednego dziadowskiego toksycznego związku wpakowała się w kolejny koszmar. Na czym polega mój problem? Moja psychika nie może znieść myśli, że moja mama po ćwierćwieczu upokorzeń, z zerowym poczuciem własnej wartości wpakowała się w kolejny bardzo źle rokujący związek. Podczas odwiedzin pan cenzurował nasze rozmowy, przyznał sobie prawo decydowania o tym, o czym córka z mamą mają prawo rozmawiać, a o czym nie. Przerywał każdą próbę rzeczowej rozmowy. Mojego męża za to, że walczył ze mną o prawo do prywatności z mamą, zwyzywał od najgorszych i nie podejmował żadnej próby racjonalnej rozmowy. Później unikał nas, jednocześnie terroryzując mamę cichymi dniami żeby z nami nie podejmowała żadnej interakcji poza niezbędnym minimum. Od tych odwiedzin moja głowa nie daje mi spokoju. Zadręczam się myślami, że muszę wreszcie coś z tym zrobić. Właściwie to od dzieciństwa mamę pytałam, dlaczego znosi upokorzenia w domu. Czemu nie odejdzie? Dzisiaj zadaję jej to samo pytanie-bez odpowiedzi. Postawiłam warunek: Idziesz na terapię do psychologa, albo zrywamy kontakt. Nie chcę mieć z nią wyniszczającej relacji, bo serce mi pęka, że u niej dzieje się tak źle. Czuję się przytłoczona tą sytuacją, że nie umiem pozbierać się, żeby zrobić coś konstruktywnego. Ciągle myślę o niej. Postawiłam ultimatum dla pewności, że zrobiłam wszystko co w mojej mocy, żeby jej pomóc. Od 20 lat mówię, że powinna iść do psychologa i nie chcę z tym czekać aż do jej pogrzebu. Mam wrażenie, że żadna siła jej nie zmusi, jeśli to nie będzie twarde postawienie sprawy. Mogę nawet za to zapłacić, bo obie cierpimy-ja z samego patrzenia. Nie chcę kolejne lata zamartwiać się, że ona się wykańcza. Popadła w pracoholizm...Pracuje zarobkowo po 100h/tyg. Tak, to możliwe. Nie robi nic innego i sama przyznaje, że nie chce myśleć-to ucieczka. Czy takie ultimatum ma sens? Jak jej pomóc? Każda rozmowa telefoniczna przebiega w jego towarzystwie, słyszę jak dyktuje jej co ma odpowiadać. Jest totalnie kontrolowana i mam wrażenie, że nie chce sobie pomóc. Postawiłam sprawę na szali. Czy to dobra decyzja? Co mogę zrobić, żeby uwolnić się od bólu jaki wiąże się z rodzicami? Ciągle to się we mnie tli. Z ojcem zerwałam kontakt, więc nie chcę powtarzać tego z mamą, ale nie zniosę myśli, że dalej jest poniewierana. Po tylu latach tylko terapia może jej pomóc, o ile zechce się wyrwać spod kontroli. Czy ultimatum może pomóc? Dziękuję za pomoc.
  13. Mam duzy problem szybko się denerwuje krzyczę I coraz częściej sięgam po alkochol I czuje jak bym w depresję wpadał
  14. Witam, Jestem 22 letnią studentką. Od dłuższego czasu jestem osobą skrytą i małomówną w relacjach twarzą w twarz, jednak w rozmowie pisanej, jestem dużo bardziej otwarta. Myślę, że wtedy łatwiej mi ukierunkować swoje myśli oraz tok rozmowy. Z tego powodu rozstałam się z partnerem, który w związku stawia przede wszystkim na rozmowę, jednak postanowiliśmy dać sobie szansę. Nie chciałabym, żeby skończyło się tak samo, dlatego zastanawiam się co mogę zrobić żeby być bardziej otwarta i z większą łatwością przychodziły mi rozmowy na żywo.
  15. Witam, jestem 21 letnim studentem, od kiedy pamiętam mam depresję (mój stan regularnie się pogarsza, do tego pojawiła się fobia społeczna) jeszcze do niedawna potrafiłem sobie z tym jakoś radzić, ale niestety - jest coraz gorzej. Rzadko kiedy coś mi sprawia radość, tracę pewność siebie, mam niską (bardzo) samoocenę, codzienne czynności sprawiają mi trudności do tego stopnia że potrafię się kilka godzin przygotowywać do prostych rzeczy. Czuję się tak, jakbym był całkiem sam. Myśli samobójczych obecnie nie mam, ale okresowo się u mnie pojawiają mimo, że wiem że nic sobie nie zrobię. Mam garstkę znajomych, chociaż powoli stają się dla mnie obojętni. Zawieranie nowych znajomości samemu jest dla mnie niemożliwe. Myślałem nad psychoterapeutą, psychiatrą oraz samodzielnym leczeniu się benzodiazepinami lub ssr, ale na nic się nie potrafię zdecydować, mimo że wiem że jeśli niczego nie zrobię to będzie tylko gorzej.
  16. Jestem 23 letnią studentką. Przepraszam jeśli nie jest to odpowiednie miejsce na ten wątek, ale jestem tutaj nowa i jeszcze się dobrze nie orientuję. Mój problem istniał już od dłużeszego czasu, ponieważ mimo szczerych chęci nie potrafię cieszyć się życiem, tym że mam wspaniałą rodzinę, że wszyscy są zdrowi. Moje stany depresyjne (o ile można tak to nazwać) pogłębiły się jakieś pół roku temu kiedy to weszłam w pierwszą, poważną relację. Poprzednia relacja zakończyła się tym, że chłopak przestał się odzywać, po prostu więcej mi nie odpisał. Jednak nie byłam do niego przekonana i jakoś to, mimo wielkiego, bólu przeżyłam. Teraz jest inaczej, kocham swojego chłopaka. Ciągle boję się, że mojemu patnerowi z dnia na dzień przestanie na mnie zależeć. Jestem chorobliwie zazdrosna. Staram mu się tego nie okazywać, ale jest mi strasznie przykro nawet wtedy kiedy jesteśmy np. nad zalewem i zauważę, że on ogląda się za jakąś inną kobietą. Nie wiem w czym leży problem. Mój chłopak jest osobą o znacznie "lżejszym" podejściu do życia ode mnie. Ja najchętniej pisałabym z nim cały czas, spędzała każdą wolną chwilę razem. On nie ma potrzeby tak ciągłego kontaktu, odezwie się kilka razy w ciągu dnia i odwiedzi mnie w weekend. Mam wrażenie, że w każdej chwili może mnie zostawić dla lepszej, ładniejszej, bardziej rozrywkowej. Nie wiem czy problem leży w naszej relacji, czy jednak we mnie...co istotne przez pierwszy miesiąc naszej znajomości zachowywał się jak mężczyzna moich marzeń: był czuły, troskliwy, dawał mi do zrozumienia, że ogromnie cieszy go moje towarzystwo. Chciałam zakończyć tę relację, ale on poprosił o szansę...tylko, że ja nie widzę większej zmiany.
  17. Kobieta do miłości desperacko potrzebuje zmysłu obserwacji, by wyjrzeć poza tłum delikwentów i wyłowić z otoczenia faceta, który nie okaże się miernotą i łajdakiem, w dodatku o mentalności petenta. Oraz żeby w porę wychwytywać sygnały ostrzegawcze uprzedzające o drugiej naturze wybranka. Mężczyzna do miłości desperacko potrzebuje refleksu, bo zanim zdecyduje się którą piękność wybrać, piękności potrafią się zestarzeć lub zmienić stan cywilny. Dobre partie znikają zaś w mgnieniu oka. Refleksu potrzebuje też po to, by energicznie poprawiać grzywkę, kiedy kobieta próbuje mu wejść na głowę, co zawsze jest początkiem końca. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Ten męski blog o nazwie Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog online.
  18. Sebol21

    Witam

    Mam problem
  19. Zaczne od tego, że nie ufam już mojemu mężowi. Zawsze gdy coś mówi mam z tylu głowy, że moze kłamać. Od spraw małych po duże. Jestesmy razem juz 7 lat, kiedyś nie byłam tego tak świadoma. Brałam za pewnik to co mi mówił, wierzylam mu, jednak za dużo razy sie na tym przyjechałam. Patrząć wstecz widze jaka byłam naiwna. Problem jest taki, że on nie rozumie, że złe robi lub odwraca kota ogonem. Zawsze jak go przylapuje na kłamstwie słyszę zdania typu: "nienormalna jestes", "wymyslasz sobie" (ogolnie atakuje mnie i odbija piłeczkę w moim kierunku). Przykładową sytyacja było gdy sprawdzając wyciagi bankowe zobaczyłam ze w ciagu 2 miesięcy zniknęło 7,5 tyś z konta. To nie powinno miec miejsca gdyż moje konto jest używane sporadycznie. Gdy zaczęłam o tym rozmowę usłyszałam, że liczyć nie umiem, czepiam się, że życie kosztuje itp. Do dziś nie wiem na co poszły te pieniądze, a prawdy nie wyciagne od niego. Trzy miesiące temu moj mąż miał wypadek samochodowy (juz drugi). To cud ze żyje. Problem w tym, że znowu klamał. Kłamał, że po pierwszym ma nauczkę i juz będzie jeździł spokojnie. Kłamał w szpitalu, że nic nie pił ( tuż po wypadku, a tego sie bałam bo przesadzal z alkoholem). Przysiegał że wypił tylko jedno piwo. Po czasie i wynikach badań z krwi przycisnełam go i dowiedziałam się, że były jednak trzy. Skwitował, że to żadna różnica i żebym mu dała spokój bo i tak ma dużo na głowie. Wtedy powiedziałam mu, ze to było jego ostatnie kłamstwo, wiecej nie wytrzymam. (To wszystko jest bardzo skróconą wersją) Poproszę o jakieś rady, opinię, komentarz.
  20. Mam duzy problem
  21. Sebol21

    Witam

    Mam duzy problem
  22. Sebol21

    Witam

    Witam mam problem
  23. Samotne matki – jedni je gloryfikują, a inni wprost przeciwnie. Ode mnie nie usłyszycie, że to bohaterki albo czarne charaktery. Moim zdaniem to ludzie z krwi i kości w określonej sytuacji. Tymczasem mężczyźni w sieci często ostrzegają się wzajemnie, by nie wiązać się z takimi kobietami. Brzydko je etykietują oraz oskarżają o interesowność, chciwość. Panie nie pozostają panom dłużne i wyzywają ich od niedojrzałych egoistów. Czy debata na temat związków z samotnymi matkami musi sprowadzać się do wymiany inwektyw? Rozumiem, że ludzie raczej wolą wychowywać własne dzieci. Kobiety też nie rwą się przecież do adopcji czy wiązania się z samotnymi ojcami. Zarzucanie egoizmu jest więc bez sensu, bo jeśli już, trzeba by tak określać przedstawicieli obu płci. Z drugiej strony oskarżanie całej grupy samotnych matek o chciwość też wydaje się niezasadne, bo część z nich tej cechy nie ma. Bywają i takie samotne mamy, którym bez męskiej pomocy wiedzie się w życiu lepiej niż niejednej osobie bezdzietnej. Związek z samodzielnym rodzicem wymaga większego namysłu i lepszej organizacji, ale wyższy poziom trudności nie oznacza, że relacja będzie mniej satysfakcjonująca. Poza tym wszystkim, każdy – w równym stopniu kobieta i mężczyzna – ma oczywiście prawo do własnych oczekiwań i dobrze jest przynajmniej fakt ich istnienia tolerować zamiast kimś za nie gardzić. Oczernianie czy też gloryfikowanie całej grupy jest moim zdaniem nieszczególnie przydatne w tym kontekście. Możliwość związku zawsze warto rozpatrywać indywidualnie – uwzględniając szereg czynników. Można przesadzić i wiele stracić nadmiernie bazując na stereotypach kreowanych przez ludzi zawiedzionych, którzy weszli w krzywdzące związki i nie opuścili ich w porę, więc swoje w nich wycierpieli na własne życzenie. Równie dobrze mogli wylądować w toksycznej znajomości z osobą bezdzietną. Ponadto, warto pamiętać, że gdy osiągnie się pewien wiek, większość potencjalnych partnerów życiowych to osoby, które mają potomstwo – wychowują je bądź alimentują. W takim wypadku te realia warto uwzględnić, by nie zredukować do zera swoich szans na związek. Męski gniew na kobiety, wynikający z dużej liczby ostrych odrzuceń z ich strony, odbija się na stosunku mężczyzn do samotnych matek. Tego mechanizmu nie zmienimy. Tak samo jak nie zmienimy faktu, że samotne matki się złoszczą, kiedy spotyka je ostracyzm. Obie płcie mogą jednak powstrzymać tę spiralą wzajemnej niechęci. Traktując się bardziej po ludzku, serdeczniej, życzliwiej i z szacunkiem. I tego nam życzę. Przydałoby się przerwać wreszcie tę przeklętą wojnę płci. Zobacz ten wpis na Facebook. CIEKAWOSTKA: Męski blog Refleksje mężczyzny prowadzi psycholog o specjalności klinicznej, psycholog online, psychoterapeuta przez Skype.
  24. Witam jak w temacie. Mam 31 lat i jestem po 5 latach malzenstwa a 6 lat razem, mamy z zona cudowna coreczke 4 letnia. Wszystko sie zaczelo dziac po narodzinach dziecka, cos sie zaczelo robic nie tak pomyslalem ze to normalne gdy w zyciu sie pojawia dziecko ale teraz juz wiem ze nie. Ciaglo sie to 4 lata. Przy wychowywaniu dziecka malo mnie bylo bo ciagle pracowalem po 16 godzin dziennie zeby zapewnic byt rodzinie, po 2 latach moja zona uciekla w jakies dziwne flirty z innymi facetami, zaczely sie wysylanie zdjec fikusnych itd. slowa typu "Kochanie, skarbie itd" byly coraz slabsze od mojej zony w moja strone, dowiedzialem sie o tym bo wlamalem sie jej w telefon bo widzialem ze ciagle z kims pisze gdy sie pytalem z kim pisze to mowila ze z kolezanka lecz mi to spokoju nie dawalo wiec wszedlem w jej telefon i nie mylilem sie pisala z jakims typem dobra oznajmilem jej ze wiem o tym itd byl placz przepraszanie itd tlumaczyla sie tym ze ciagle mnie w domu nie ma ze brakuje jej mnie ok zrozumialem ale po kolejnych 2 latach zaczelo sie na ostro az do dzis, juz sie spotkala z dwoma facetami z jakiegos czatu tresci jakie wypisywali byly dla mnie bardzo bolesne oczywiscie powiedzialem jej ze wiem o tym bo grzebalem w jej telefonie , mowilem ze mnie takie cos boli to tlumaczyla ze to tylko pisanie i ma prawo do znajomych gdzie wczesniej jej nic takiego nie bylo potrzebne do zycia ja rozumiem ze mozna miec kolegow kolezanki i sie z nimi spotykac ale ja do kolezanki nie pisze " Kochanie , kotku, myszko" a pozniej wie z nimi spotyka. Od ponqd miesiaca jezdzi sobie gdzies, byla w Krakowie w Wisle i gdzies na jakis spotkaniach z jakimis kolezankami jak sie spytam jak bylo itd to odpowiedz jest normalnie. Nie mowie ze jestem swiety alkoholikiem nie jestem lubie piwo jak kazdy chlop , byly takie incydenty ze jak mialem ochote na piwo to musialem sie napic jak to sie mowi na trasie do sklepu i oklamywalem ja ze wpotkalem kolege i z nim sie napilem i tak dlugo bylo klamalem jej w zywe oczy nie wiem czemu ale tak bylo i o to tez miala pretesje ze ja oklamuje z piciem piwa itd. Zakochany w niej jestem po uszy , nie potrafie patrzec sie za innymi kobietami lecz jestesmy juz na takim etapie ze chce sie wyprowadzic i rozwiesc z powodu takiego ze zaniedbalem je kiedys ze sie zmienilem i ze za duzo pracowalem i za duzo pracuje no ale zeby utrzymac jakis poziom zycia to niestety trzeba pracowac. Jestem przez nia traktowany jak wrog, co nie zrobie co nie powiem to wszystko zle , oznajmila mi jakis czas temu w sms ze nas juz nie ma ze jestesmy malzenstwem tylko na papierku, nie wiem co mam zrobic probowalem o psyhologu jakims poruszyc temat , jakis coach malzenski ale ona niechce bo juz nie daje rady ona chce zyc swoim zyciem , nie spowiadac sie nikomu gdzie jedzie z kim i co bedzie robic . A i wspomne ze nigdy nie pracowala troche przed ciaza gdy zaszla no to wiadomo zostaje dom , niestety ja rodzicow nie mam ojca nie znam matka zmarla na raka piersi kuzynostwo jakies mam i ciotke blisko ale ma juz swoje lata zeby mogla isc wczesniej do pracy to ciezko bylo o kogos do opieki corka, jej rodzice 50 km od nas mieszkaja i wlasnie chce sie blisko nich przeprowadzic i isc do pracy bo babcia sie zajmie mala, tam gdzie mieszkamy mamy mieszkanie w bloku wszystko tak jak powinno byc ja dobrze zarabiam mamy wyremontowane mieszkanie dwa samochody ona wystarczy ze sie zajmuje domem i mala ale jak to stwierdzila ona niechce byc juz dluzej kura domowa bo ma dosc takiego wegetowania no i gdzie tu sens gdzie logika , nie jedna kobieta by zycie za takie oddala. Nie wiem czy wszystko opisalem ale moze ktos tutaj cos madrego napisze, czegos sie dowiem co robic lub moze ktos ma podobnir badz mial. Na koniec dodam ze w portfelu ma zdjecie typa z ktorym sie spotyka bo przed wczoraj sie z nim musiala widziec bo jego okularki przeciw sloneczne ma w torebce...

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.