Skocz do zawartości

Przeszukaj forum

Pokazywanie wyników dla tagów 'emocje'.

  • Szukaj wg tagów

    Wpisz tagi, oddzielając przecinkami.
  • Szukaj wg autora

Typ zawartości


Forum psychologiczne i obyczajowe

  • Forum powitalne
    • Poznajmy się!
  • Forum wsparcia
    • Rozwój osobisty
    • Niełatwe przejścia
    • Problemy w związkach
    • Rozstania, rozwody, żałoba
    • DDA/DDD
    • Zaburzenia lękowe
    • Zaburzenia nastroju
    • Inne, psycholog online, psychoterapia Skype
  • Forum integracyjne
    • Hyde Park
    • Kultura i sztuka, hobby
  • Opinie o Ocal Siebie
    • Propozycje zmian
    • Opinie o usługach Gabinetu Ocal Siebie

Product Groups

Brak wyników do wyświetlenia.

Kategorie

  • Pliki od psychologa online

Kalendarze

  • Community Calendar

Kategorie

  • Artykuły

Blogi

Brak wyników do wyświetlenia.

Brak wyników do wyświetlenia.


Szukaj wyników w...

Znajdź wyniki...


Data utworzenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Ostatnia aktualizacja

  • Rozpocznij

    Koniec


Filtruj po ilości...

Data dołączenia

  • Rozpocznij

    Koniec


Grupa


O mnie

Znaleziono 1355 wyników

  1. Jestem 27-letnia kobieta, mieszkam w dużym mieście. Jestem w związku z fantastycznym chłopakiem od 2,5 lat, od roku mieszkamy razem. Jesteśmy bardzo zakochani, pokrewne dusze, wiemy o sobie wszystko, możemy być przy sobie sobą, o czym często sobie mówimy. Mój chłopak to typ samotnika - lubi być sam, być skryty, „zamulać”, i ja to szanuje. Cierpi na depresje - przyjmuje leki, ale nie chodzi na terapie. Ma osobowość taka, że raczej widzi wszystko skazane na porażkę i bez nadziei, wiec nie warto się prawie o nic starać. Dobrze nam razem, mamy kotka. Pare dni temu spadła na mnie bomba... nagle mój chłopak oświadczył mi, ze jest już znudzony naszym związkiem, ze to męczące kiedy cały czas ktoś jest w domu, ze ma ochotę spotykać się ze znajomymi bo ich rzadko widuje, a ze mną nie, bo ja jestem caly czas. Ze nie kocha mnie tak, jak kiedyś. Zapytałam go, jak długo to trwa, odpowiedział, ze już od ok pół roku, tylko nie chciał mi mówić, bo kończyłam szkole i miałam dużo na głowie. Te rozmowę przeprowadziliśmy dzień po mojej obronie. Byłam w szoku. Wiele razy poruszałam temat, czy jest mu dobrze, czy mnie kocha, i zawsze odpowiadał, ze kocha mnie najbardziej na świecie. Przeprowadziliśmy długa rozmowę po tej rewelacji. Spytałam go, czy chce się rozstać - odpowiedział „obojętnie, ty zdecyduj”. Spytałam go wiec, czy dalej uważa, ze nasz związek jest wyjątkowy, odpowiedział ze tak. Czy jesteśmy pokrewnymi duszami - tak. Czy uważa, ze warto spróbować popracować nad naszym związkiem - tak. Ustaliliśmy wiec, ze na razie nie będziemy podejmować żadnych decyzji, tylko damy sobie czas, zeby jakoś to naprawić, zobaczyc, czy cos się zmienia na lepsze. Problem taki w tym, ze ja wiem, ze związek zmienia się z biegiem czasu, nie ma już tak intensywnych uczuć, ze to wszystko trochę powszednieje, ale obawiam się, ze on tego do końca nie rozumie - ze jeżeli cos nie działa tak dobrze, a on lubi być sam, to po co w tym tkwić. Potrzebuje porady, jak teraz postępować - co powinnismy zrobić? Co ja powinnam zrobić, co mogę zrobić, zeby jednak nasza relacje naprawić. Czy dać mu trochę czasu, pomieszkać przez jakiś czas z przyjaciółka? Czy jednak nie, zostać w domu i pracować z nim na miejscu? Bardzo proszę o wskazówki.
  2. Cześć jestem Angelika mam 29lat. Mój problem polega na tym że nie potrafię sobie poradzić z nerwami. Najmniejsza nie istotna rzecz potrafi mnie wyprowadzić z równowagi. Denerwuje się praktycznie o wszystko co prowadzi co kłótni, których później bardzo żałuję i zastanawiam się po co to było, czepiać się o taką głupotę. Zdarza mi sie tez popaść w takie zdenerwowanie że aż cała się trzęsę. Zawsze są to klotnie o głupotę typu nie zgodzenie się z min zdaniem. Jak sobie z tym radzić?
  3. Witam. Jest to moj pierwszy wpis na forum. Jestem 21-letnia kobieta,ktora mozna powiedziec,boryka sie troche z problemami z przeszlosci. Zaczelam to zauwazac po pandemii. Mialam taki okres (ze wzgledu na zaistniala sytuacje),ze czesto siedzialam w domu i lapaly mnie stany depresyjne,ktorych kiedys doswiadczalam. W okresie dawnego gimnazjum uczeszczalam na psychoterapie ze wzgledu na kryzys adolescencji (mialam skrajne wahania nastrojow,ktore utrudnialy mi funkcjonowanie,leczylam sie z tego powodu rowniez farmakologicznie). Zdarzylo mi sie pojsc na wizyte calkiem niedawno,prawdopodobnie byl to miesiac listopad. Dowiedzialam sie,ze okres,ktorego doswiadczalam w gimnazjum moze miec nawrot w przyszlosci,i jak sie okazalo,bylo to wlasnie to. Jednak pozniej nie przeszkadzalo mi to w jakis konkretny sposob. Czulam najczesciej zwyczajnie obnizony nastroj. Jednak dowiedzialam sie jeszcze,ze moim problemem jest strach przed skrajnymi emocjami,wyrazaniem ich i blokowanie ich z powodu lęku. Utrudnia mi to troche zycie codziennie z tego wzgledu,ze nie zawsze radze sobie w relacjach miedzyludzkich. Kiedy zalezy mi na kims w glebszy sposob jest mi ciezko to wyrazic i najczesciej poddaje sie na tym etapie,kiedy wiem,ze byc moze moje uczucia prowadza do tzw. wyzszych emocji. Przez to,ze nie mowie na biezaco o swoich uczuciach wprost,przez to,ze nie probuje nic z tym zrobic,potem gromadza sie we mnie te emocje i odreagowuje np. placzem albo wypowiadaniem sie we wredny sposob wobec tej osoby (zalezy jeszcze od sytuacji,ale generalnie chodzi o sam fakt,ze wychodza one ze mnie w skrajny sposob,ktorego zawsze sie obawiam). A wszystko to jest wynikiem mojej nieumiejetnosci doprowadzania czegos do konca i zbyt szybkiego poddawania sie w swoich czynach. Mam problem rowniez z brakiem umiejetnosci oceny sytuacji. Zawsze podchodze do nich pesymistycznie. Wydaje mi sie,ze cos toczy sie w jakis sposob,a ja i tak staram sie w to nie wierzyc,zeby za bardzo sie w to nie wciagnac. Choc raczej nie powinno byc to niczym zlym. Mysle,ze wszystko to co ujelam w tym skrocie,bo wiadomo,ze ciezko jest opowiedziec cale zycie,wynika z mojej trudnej szkolnej przeszlosci,z tzw. bullyingu innych rowniesnikow wobec mojej osoby. Najbardziej odczulam to w czasach gimnazjalnych i nie ukrywam,ze pozostawilo to uraz na mojej psychice. Przed pandemia sądziłam,ze przeszlosc zostawilam za soba,jednak ostatnio widze,ze tak do konca nie jest. Podczas gdy te skrajne emocje wychodza ze mnie w sposob,o ktorym napisalam wyzej,czuje sie najgorszym czlowiekiem jaki istnieje na Ziemi,i choc moi znajomi w dalszym ciagu ze mna rozmawiaja i chca tego kontaktu,to ja i tak czuje sie podle i jest mi zwyczajnie glupio z powodu mojego zachowania. Lapia mnie rowniez duze wyrzuty sumienia. Ostatnio rowniez doswiadczylam takiej sytuacji i mam przez to ochote zapasc sie pod ziemie albo "wylaczyc sie" z zycia,na zasadzie jakiejs przerwy w braniu udzialu w nim. Nie zawsze,ale czesto jest tak,ze te emocje schodza ze mnie w polaczeniu z alkoholem,poniewaz chociazby niedawna sytuacja wlasnie tak wygladala. Zalezy to tez od osob,z ktorymi spedzam czas,czy mam z nimi jakies niewyjasnione sprawy lub inne sytuacje,ktore kumuluja moje emocje.
  4. Dzien dobry od 3 tygodni przechodzę chorror z chłopakiem z którym jestem przeszło 12 lat, nasze relacje są koszmarne klutnie przemoc to norma. Mój chłopak ma ciężki charakter zawsze stawia na swoim nie dopuszcza do myśli że może być inaczej ciężko się dogadać. Nie lubi jak się mu sprzeciwiam stawiam czy mam odmienne zdanie niż on potrafi zauroczyć, kejne dni nie stety nie wnoszą nic leprzego w relacjach wręcz odwrotnie, dochodzi do sytuacji kiedy to on uznał ze mnie nie na widzi oczywiście przy tym dobrze kłamiąc więc troszeczkę się w tym pogubiłam, widzę że nie jest szczery kontroluje mnie jak się da denerwuje go sytuacji kiedy rozmawiam z rodziną. Wiele razy były szantaż emocjonalny, nie wspomnę o wąchania h nastroju które są nie do wytrzymania, za każdym razem w każdym zdaniu zaznacza samego siebie przyzwyczajenie. Często przekracza moje granice,ciezko. Oczywiście ja nic nie powiem kumujuje wszystkie emocje tłumie je sprawa nie co zmienia obrót w chwili kiedy zaczynam chudnąć obecnie 163 cm 45 kg typowo w stresie zaczyna uporczywie chodzić wokół mnie pomagać są to sytuacje zmienne załatwia wszystko sam bez dyskusji, nie wiem może to ja robię błąd ostatnio dużo czasu spędzam na przemyśleniach o jedzeniu o to co zjem może tu leży problem. Wspomnę tylko że byłam w ciąży dziecko zmarło czego po nim nie widać żadnych zainteresowań w tym kierunku. HELLP
  5. Dzień dobry jestem 27 letnia mamą 2 dzieci. Nie wiem co mam robić. Jestem bezsilna. Moje relacje z mężem i jego rodzina były super. Czasami mówiłam że lepiej się dogaduję z teściową niż z moją mamą. Wszystko zmieniło się kiedy urodziłam córkę. Zaczęło się mówienie że ja nic nie umiem, że teściowej jak nie będzie się podobało jak ubrałam córkę to przebierze ją itd. Zaczęło się niewinnie myślałam że chce mi pomóc ale prawda jest taka że chciała zrobić z wnuczki córkę której nie miała ( teście mają 2 synów). Nic nie mogłam zrobić bez zgody teściowej przy małej , musiałam nawet się tłumaczyć gdzie idę i za ile wrócę z własnym dzieckiem. Zorientowałam się że coś jest nie tak jak usłyszałam co mówi na mój temat sąsiadom (jestem najgorsza matka na świecie ,dzieckiem się nie chcę zajmować itd). Zaczęło być jeszcze gorzej jak zaszłam w drugą ciążę. Mąż ani razu nie stanął w mojej obronie. Mówili małej że będzie odrzucona bo będzie miała rodzeństwo. Dużo by tu opowiadać. Jak urodziłam młodsze dziecko zauważyłam że traktują młodszego jako kogoś gorszego. Zawsze coś im nie pasuje w młodym. Widzą tylko wnuczkę. Wszędzie ją zabierają, mówią nawet przy młodym że Lenka jest kochaną wnusia, że dziadek ją kocha a młody tylko stoi i mało kiedy słyszy takie rzeczy. Z czasem stało się to na tyle poważne że nie wiem co robić. Córka była normalna wesoła dziewczynka, bawili się razem z bratem,mieli super kontakt ale odkąd zaczęła nocować u dziadków tak zmieniła się nie do poznania. Pyskuje, krzyczy, reaguje agresją,z bratem nie umieją się bawić , nie chce wracać do domu od dziadków (czasami śpi u nich miesiąc),potrafi powiedzieć że wszystkie zabawki są jej bo to jej dziadek kupił itd. Mnie ani młodego nie zauważa po prostu. Mąż ani teście nie rozumieją że coś się dzieje bo oni nic złego nie robią (ubliżanie mi przy niej,narzekanie na młodszego przy niej ,pokazywanie że nie mam nic do powiedzenia jeżeli chodzi o wychowanie własnej córki, śmianie się ze mnie że np czegoś nie umiem,dogryzanie,brak szacunku. Wszystko przy młodej). Mąż ma wszystko gdzieś przyjdzie po 8h z pracy zje obiad i nie ma go do wieczora. Jak się odezwę że coś mi nie pasuje to jeszcze na mnie naskakuje (nie można nic powiedzieć złego na teściów). Wszystko uzgadnia z teściami a nie ze mną. On może wszystko bo jest facetem a ja mam siedzieć w domu z niechcianym wnukiem. Czy naprawdę mam powód żeby myśleć że coś jest nie tak?Dodam że byłam u psychologa i psychiatry i nie mam stwierdzonych żadnych urojeń. Męczy mnie ta sytuacja
  6. Dzień dobry. Jestem 33 letnia bezdzietna mężatką z 4 letnim stażem. Na początku roku mamie z powodu choroby amputowano podudzie. Bardzo to przeżyłam i nadal przeżywam, bo w zeszłym roku trwała walka o wzrok i myślałam, że będzie już dobrze. Mama mieszka z bratem, który jest 30 paroletnim singlem. Mama czeka jeszcze na protezę. Brat studiuje 2 kierunki. W tygodniu się nią zajmuje brat. Tzn robi obiad śniadanie, zakupy. Oświadczył, że nie będzie się zajmował mama w weekendy, bo ma studia i jest zmęczony. Jeżdżę w weekendy bez noclegu, bo to ok 7 km. Czasem w tyg też jeżdżę, żeby wyjść na spacer, do lekarza, brat nie chodzi na spacery z mamą. Mąż uważa, że za często jeżdżę, daje się wykorzystywać, ze powinnam zająć się swoim życiem, a to nie jest łatwe gdy ukochana mama, przyjaciółka staje się "kaleką". Mąż co drugi weekend jeździ do rodziców i babci. Brat i mama mają pretensje, że nic nie pomagam, a mąż, że za bardzo się angażuje, a ja już nie mam siły do tej ciągłej walki między nimi. I uciekłam bym od nich. Dodatkowo mam problemy w pracy. Wszystko na raz. Proszę o pomoc.
  7. Witam - Paweł, 41, Łódź. Moja historia jest dość długa bo zaczyna się od lekkiego DDA odkrytego dość wcześnie (20 lat) z którym sobie jakoś radzę i potrafię się odnaleźć. Natomiast do tego doszła choroba mamy (parkinson), niby wszystko ok, mama po operacjach, nawet ma rehabilitację przy wnuczce i wszystko się układa... Ale ja jakoś nie mogę po tym wszystkim się odnaleźć. Ciężko mi. W początkowej fazie jak czytałem artykuły poświęcone chorobie w rodzinie i do czego może dojść (utrata tożsamości) wszystko się zgadzało ale nie sądziłem że tak ciężko z tego wyjść, nie mniej mija jakoś ale to nie to czego oczekuję... Obecnie jestem na rencie i nie umiem sobie z tym poradzić w takim stopniu jak dawniej, ojciec tak na mnie działa! że odechciewa się wszystkiego. Burzy wiarę w ludzi, zniechęca ogólnie - ma negatywny wpływ na mnie. Cale szczęście zajęli się sobą i mamie łatwiej dojść do siebie a i mi lżej po tym wszystkim (mogę odsapnac) ale zostałem znowu sam ze sobą i swoimi problemami co prawda mam przyjaciółkę która wspiera mnie duchowo ale nie wiem od czego zacząć... Pomóżcie
  8. Podoba mi się ten baner, tak dodaje otuchy i wiary w lepsze jutro Ps. Piękne zdjęcia
  9. Dzień dobry, Od pewnego czasu nie daje mi spokoju jedna rzecz z moim chłopakiem. Mamy po 22 lata, jesteśmy razem 1,5 roku. Nie uprawialiśmy normalnego seksu, tylko oralny. Czy to jest normalne, ze podczas seksu oralnego on myśli też o innych kobietach? Ja myślę tylko o nim w momentach podniecenia i zrobiło mi się naprawdę przykro jak się dowiedziałam, że on myśli o innych dziewczynach, bo nie jesteśmy razem jakoś bardzo długo, tego seksu oralnego tez nie bylo jakoś dużo, więc nie wierzę, że już mu się znudził ogólnie on ma dosyć spore potrzeby seksualne (masturbuje się raczej codziennie, zdarzylo mu się czasem, choć mówił, ze rzadko, nawet parę razy dziennie) i czasem jak jest w stresie to też sobie odreagowuje masturbując się. Czy to wszystko jest normalne? Wiem, ze mnie kocha, dobrze się dogadujemy, ale boje się, że mnie zdradzi kiedyś, bo nie będę mu wystarczać, skoro już myśli o innych
  10. Dzień dobry Mam 28 lat. Ze swoją partnerką jesteśmy razem prawie od 11 lat. W tym czasie przechodziliśmy przez kilka kryzysów, ale wychodziliśmy z nich obronną ręką. Obecna sytuacja między nami nie napawa optymizmem. Miesiąc temu zakochała się w swoim szefie. Sytuacja między nimi rozwijała się w sposób otwarty przez 4 dni. Wcześniej przez pewien czas coś do niego czuła, sama nie potrafiąc tego nazwać ani zrozumieć. Kiedy doszło między nimi do rozmowy na ten temat od razu się pocałowali. W ciągu czterech dni wyznawali sobie miłość, planowali dziecko, wspólne mieszkanie po pewnym czasie oraz współżycie w momencie gdy zakończą swoje dotychczasowe związki. Zostawił dla niej kobietę z dwójką małych dzieci. Prawie wszystko do czego między nimi doszło działo się wyłącznie w pracy. Z racji tego, że znamy się tak długo i dobrze, mając wypracowaną komunikację nie tylko werbalną nie potrzebowałem wiele czasu, aby zorientować się że coś jest nie tak. Pytałem nie uzyskując odpowiedzi więc sprawdzałem lokalizację swojej partnerki i dwukrotnie udałem się w miejsce gdzie była z pewnym opóźnieniem. Bardzo dużo rozmawiała przez telefon, często wychodziła w tym celu z domu. Po tych czterech dniach powiedziała mi że się zakochała. Moją pierwszą reakcją było rzucenie w nią pierścionkiem zaręczynowym, który nabyłem zanim przeprowadziliśmy się do nowego mieszkania, w którym chciałem abyśmy zaczęli nowy etap w życiu. Dużo rozmawialiśmy o tym w jaki sposób do tego między nimi doszło. Minęło dosłownie kilka dni i gotów byłem jej wybaczyć. Dzięki wspólnym rozmowom szczerym tak, jak nigdy wcześniej przeżyłem swego rodzaju katharsis pod wieloma względami. Zrozumiałem, że w pewnym sensie popchnąłem ją do tego. Gdy zaczęliśmy razem mieszkać 6 lat temu byłem strasznie niezaradny życiowo. Nie potrafiłem gotować, mieliśmy sporo kłótni o obowiązki domowe lecz w ostatnich dwóch latach mocno się to zmieniło. Jest bardzo zżyta z matką (wychowała się bez ojca) i ona bardzo nam pomagała. W momencie gdy miała ciężką sytuację finansową pomoc uzyskiwała od niej. Gdy patrzę na to z perspektywy czasu wydaje mi się, że zrobiłem się wygodny i tam gdzie potrzebne było wsparcie ode mnie dostawała je od matki. Bardzo długo zwlekałem z oświadczynami; każda kobieta tego pragnie, a zachowałem się jak stereotypowy facet twierdząc, że to niewiele zmieni, bo i tak żyjemy jak rodzina. Miała pretensję o mój brak ambicji na płaszczyźnie zawodowej i wykonywanie pracy fizycznej mimo predyspozycji do czegoś więcej. Odbierałem to jako ataki zamiast jako troskę i dobrą wolę. Wpędziło mnie to w pewnego rodzaju kompleksy, nie czułem się doceniany, ale nie wiem czy byłoby co doceniać. Oświadczyłem się jej w domu, w chorych okolicznościach lecz nie był to akt desperacji czy zatrzymania jej na siłę tylko coś co chciałem zrobić i nigdy bym sobie nie wybaczył nie robiąc tego. Wiele z tych kwestii, które jej we mnie przeszkadzały zmieniłem w sobie w ciągu ostatnich 2-3 lat. Gotowałem, obowiązki domowe nie były dla nas problemem, zajmowałem się "męskimi sprawami" w domu. Wiem jednak, że nie zmieniłem wszystkiego, co było problemem. Myślę, że to wystarczające powody aby deficyty w związku wypełniać gdzieś indziej. Wychowała się bez ojca i potrzebowała go, a w pewnym sensie zamiast tego miała we mnie synka Postanowiliśmy spróbować odbudować nasz związek, oznajmiła to temu drugiemu, powiedział jej całkiem dojrzale, że jeśli będzie chciała z nim być uczyni go najszczęśliwszym facetem na świecie, a jeśli ułoży jej się ze mną to ustrzegą się przed błędem oraz że będzie na nią czekał. Zrozumiałem też kim ona tak naprawdę dla mnie jest. To ta jedyna i wiem, że gotów jestem dla tej relacji do poświęceń oraz że jej dobro potrafię postawić ponad swoim. Nie olśniło mnie lecz zyskałem świadomość, że tak jest od bardzo dawna tylko sam tego do końca nie wiedziałem i nie uzewnętrzniałem tego. Wcześniej opisałem co zrobiłem źle w naszym związku lecz nie podjęlibyśmy próby gdyby wyglądał on wyłącznie tak. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi. Nasza relacja rozwijała się powoli, ale dzięki temu sprawdziliśmy się na wielu płaszczyznach i mamy tak solidne fundamenty pod założenie rodziny, że z pewnością żadne z nas już nigdy w swoim życiu nie będzie miało możliwości takich stworzyć osobno. Mamy takie cechy charakteru, że nasze dzieci otrzymałyby pełne i wyjątkowo dobre wychowanie ponieważ uzupełniamy się w tym. Potrafimy porozumiewać się bez słów, wiemy o sobie wszystko. Każde z nas miało własną przestrzeń na swoje pasje. Uwielbiamy spędzać ze sobą czas, nawet nie robiąc nic spektakularnego przez 11 lat żadne z nas nigdy nie powiedziało że się nudzi. Zawsze mieliśmy o czym ze sobą rozmawiać. Bardzo wiele nas różni lecz nie ma kwestii w której mielibyśmy odmienne zdanie i nie potrafili dojść do kompromisu. Szczerze się kochamy i żadne z nas nie wyobraża sobie przyszłości bez drugiego. Zrozumiałem swoje błędy, postanowiłem je naprawić oraz zadośćuczynić. To było kosztowne, ale w pełni jej zaufałem uprzedzając, że stoję przed nią zupełnie nagi i nie mam niczego co obroniłoby mnie przed kolejnym zranieniem. Usłyszałem zapewnienia, że do niczego nie dojdzie i uprzedzenia, że będzie potrzebowała czasu aby on wyszedł jej z głowy. Przystałem na to. Zostałem mocno zraniony patrząc na to na chłodno postąpiłem nieco irracjonalnie, ale lepiej i szlachetniej nie mogłem postąpić. Paradoksalnie ta sytuacja bardzo podniosła moje własne poczucie wartości. Dowiedziałem się o sobie, że potrafię kochać, wybaczać i stawiać cudze dobro nad własnym oraz że jestem dobrym człowiekiem. Zrównany ziemią został mój ogląd na to jak widzi mnie partnerka i kim dla niej jestem. Wziąłem sprawy w swoje ręce. Zacząłem ją adorować, dbać, kupować kwiaty, karmić. Starałem się jak nigdy dotąd. Nie było to sztuczne czy wymuszone, wynikało z potrzeby serca lecz z pewnością kosztowało mnie dużo więcej ze względu na niecodzienne okoliczności. Postanowiłem zrobić jej niespodziankę. Umówiliśmy się po jej pracy w centrum, spakowałem jej walizkę zabierając wszystkie niezbędne jej rzeczy, leki oraz książkę którą aktualnie czytała i zabrałem ją na weekend nad morze. Opiekowałem się nią, było miło lecz widziałem, że jest w jakiś sposób zblokowana. Było bardzo dużo chwil bliskości lecz głównie z mojej inicjatywy. Po pewnym czasie zacząłem się irytować, że nie ma oporów z braniem czegokolwiek ode mnie gdy sama niewiele inicjuje. Odparła, że nie będzie niczego robić na siłę i nieszczerze, że potrzebuje czasu. Uszanowałem to mając jednak ogromną potrzebę zaczepienia się o coś z jej strony, co pozwoli mi przeć do przodu. Gdy tam byliśmy uwierzyła, że może nam się udać, dostrzegła moją zmianę, jednak całkiem słusznie nie wiedział na ile będzie ona trwała. Ja wiem, że jest trwała i nie jestem masochistą. Mam świadomość co się wydarzyło, co do tego doprowadziło i nie zmieniając się sam zafundowałbym sobie prędzej czy później podobną sytuację. Zbyt na nią naciskałem mówiąc, że teraz jej ruch. Podsumowując ten wyjazd uważam go za bardzo udany dla nas jednak spodziewałem się czegoś więcej. Po powrocie do codziennego życia jakoś sobie radziliśmy choć nie wydarzyło się nic przełomowego poza tym, że przespaliśmy się ze sobą. Cztery dni później mieli w pracy imprezę z okazji czyichś urodzin i zostałem tam zdradzony. Wróciła pijana, poszła spać. Czułem, że coś jest nie tak i następnego ranka sprawdziłem jej historię wyszukiwania, w której od razu po wyjściu do pracy widniały hasła potwierdzające ten czyn. Gdy wróciła powiedziała mi o tym. Powiedziała że od razu to przerwała, zrozumiała że to był błąd i że to ze mną chce być. Przeprosili się za to uznając, że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Zrozumiała, że źle postąpiła zostawiając mu uchyloną furtkę i oznajmiła że nie chce ze mną próbować tylko być nie zostawiając rzeczy samym sobie. Tej sytuacji nie jestem w stanie sobie jakkolwiek zracjonalizować, lecz wiem że nadal chcę z nią być i walczyć o to, co jest między nami. W całej tej sytuacji obydwoje przechodzimy przez różne skrajne i silne stany emocjonalne gdzie przez moment mówiłem jej, że łatwiej byłoby jej być z nim ze względu na to. że nie wnosiliby do tej relacji wzajemnego żalu. Prawie cały czas o tym wszystkim rozmawialiśmy, bardzo się tym zbliżyliśmy i wiele się sami o sobie dowiedzieliśmy jednak po tych rozmowach nie zaszły wielkie zmiany w naszej relacji, a po moich wypowiedziach aby z nim była wycofała się do takiego podejścia jak gdy byliśmy nad morzem. Wiem, że ten facet cały czas siedzi jej w głowie, ale to słabnie. Chciałbym, żeby zmieniła pracę, ale wiem jaką daje jej to satysfakcję i możliwość rozwoju oraz że nie znalazłaby czegoś podobnego. Zapewnia, że są w stanie utrzymywać relacje wyłącznie zawodowe, tak też między nimi było do momentu zdrady. Ma wątpliwości co do jego osoby i twierdzi, że na co dzień w stosunkach zawodowych się w nich umacnia. Nie do końca wierzy w jego intencje. Nie mogę tego na niej wymusić. Kiedy to będzie wyłącznie moje decyzja prędzej czy później spotka się z żalem i próbami idealizowania go choćby wyłącznie dlatego, że ten kontakt jest zakazany. Nie do końca rozumiem jak codzienny kontakt może nie mieć wpływu na ich zażyłość emocjonalną nawet gdy ograniczą się do spraw służbowych. Mam świadomość, że ta historia z boku może wyglądać z mojej strony desperacko i heroicznie. Jednak ważniejsze są odczucia subiektywne. Nikt z nami nie przeszedł tyle co my razem przez 11 lat i nikt przez to nie będzie w stanie pojąć jak bardzo cenimy sobie tę relację i miłość oraz co ona dla nas znaczy. To nie jest tak, że nie wyobrażam sobie bez niej życia. Liczę się z tym, bo nic nie jest nam dane raz na zawsze. Dowiedziałem się o sobie jak dobry potrafię być i wiem, że w takiej sytuacji przekierowałbym to na siebie a w dłuższej perspektywie czasu na kogoś innego z kim chciałbym się związać. Moje stanowisko racjonalnie i emocjonalnie jest spójne. Miałem mylną wizję takiej sytuacji. Myślałem, że rzucimy się sobie w ramiona, przeprosimy wzajemnie i stanie się to punktem wyjścia do dalszych starań. Być może źle do tego podchodzę chcąc z jej strony wszystko od razu. Może lepiej będzie jeśli w odpowiedni sposób sobie to przerobimy tak, aby nie musiało to wracać. Oznajmiłem, że nie będę czekał na zmiany w nieskończoność i kiedy się wypalę odejdę. Myślałem żeby wyjechać na jakiś czas, ale obawiam się że mogłoby to nam zaszkodzić. Problem nie tkwi w tym, że ona nic nie robi. Stara się, spędzamy razem dużo czasu, próbuje sprawiać mi przyjemność, fizycznie jesteśmy ze sobą blisko. Tylko znając się tak dobrze widzę też kontekst tych gestów i brak przekonania. Wiem, że są to doświadczenia, które w dłuższej perspektywie czasu można przekuć w coś dobrego i stworzyć niejako nowy związek. Udaliśmy się na terapię dla par. Póki co odbyło się jedno spotkanie, które nie przyniosło przełomu. Psychoterapeutka dużo z nas wyciągnęła, ale to było wszystko to o czym już rozmawialiśmy i obydwoje byliśmy później z siebie zadowoleni, że nie mamy żadnych problemów z komunikacją. Powtarzałem tam, że chciałbym z jej strony więcej jednak została mi zwrócona uwaga na to, że nie potrafię wymienić konkretnych czynów, które miałyby spowodować przełom. Zamiast tego operuję emocjami, które chciałbym przez nie czuć. Po kilku dniach uświadomiłem sobie, że tak naprawdę czuję przełom w momentach kiedy widzę, że ona jest ze mną szczęśliwa. Chcę starać się dążyć do tego by te momenty przerodziły się w coś ciągłego, ale wiem że może być już za późno. Zmieniłem się. Stałem się lepszym człowiekiem, miałem już cztery rozmowy o pracę, odnowiłem wiele towarzyskich kontaktów. Nie robię tego dla niej lecz dla siebie, robi mi to dobrze. Co powinienem począć w takiej sytuacji? Chciałbym wszystko zaraz, ale wiem że nie powinienem naciskać bo przynosi to odwrotny skutek i zraża ją do mnie. Jednak nie chcę zostawiać rzeczy samym sobie. Być może faktycznie spokojna i długofalowa odbudowa związku wyjdzie nam na dobre, bo wszystko sobie przepracujemy, ale nie wiem jak długo wytrzymam nie będąc niczego pewien.
  11. Mam 22 lata a moje imię to Sabina, kiedyś byłam pełna energii i życia, jednym słowem dusza towarzystwa. Wychowała mnie mama która praktycznie nigdy nie miała dla mnie czasu i nie angażowała się w moje życie. Odkąd pamietam ze wszystkim musiałam sobie radzić sama. Ale dawałam radę. W tym momencie kiedy dopadło mnie życie dorosłe, zaczęłam tracić siłę. Ciagle towarzyszy mi niepowodzenie w pracy, w nauce i w relacjach międzyludzkich. Mam wrażenie ze daje z siebie 100% ale na marne, dopadają mnie myśli ze te wszytskie moje starania nie maja sensu. Chce się poddać bo życie zaczyna mnie przerastać, nie chce mi się walczyć o siebie chce już odpuścić. Stoję ciagle w miejscu, nie mam żadnych perspektyw ani do czego dążyć. Nie mam osoby której mogłabym się wygadać, dopadła mnie samotność której nigdy bym się nie spodziewała. Nie mam w nikim oparcia. Tłumie w sobie wszystkie myśli bo nie mam z kim o tym porozmawiać i strasznie mnie to przytłacza. Coraz częściej zastanawiam się jak najlepiej byłoby odejść z tego świata. A jest to spowodowane wszystkimi złymi wydarzeniami z mojego życia. Czuje ze życie wystawia mnie ciagle na próby, czego bym nie zrobiła i jak dobrym człowiekiem bym nie była to i tak dostaje w kość. Nie chce tak myśleć, chciałabym żeby wróciło moje pozytywne myślenie, chciałabym uwierzyć w siebie i ruszyć do przodu. Pragę wyrzucić to wszystko z siebie, porozmawiać z kimś kto pomoże mi się podnieść. Chciałabym powiedzieć wszystko co mi leży na sercu bo ten ciężar jest już dla mnie za wielki. Jak zacząć myśleć pozytywnie? Jak nie czuć załamania i zawodu własnej osoby? Dlaczego życie stawia mi takie przeszkody z którymi nie potrafię sobie poradzić? Nawet nie mogę skorzystać z terapii psychologicznej czy wizyty u psychologa mimo ze bardzo chce ponieważ nie pozwala mi na to moja sytuacja finansowa. Dobija mnie ten fakt bo chciałabym sobie pomoc a w pełni nie mogę.
  12. Witam. Dlaczego taki tytuł ? Otóż wyjaśniam. Jestem matką dwójki dzieci po rozwodzie. Sama pogoniłam chłopa. Parę miesięcy temu poznałam a w sumie sam się nawinął mój obecny partner. Dzieci go uwielbiają a on uwielbia je. Rodzina go zaakceptowała... no ale reasumując... jego była. Był z nią dosyć krótko... półtorej roku... była to kobieta chora, lecząca się... która z początku dawała mu multum wrażeń, jego życie wydawało się bajką i chciało mu się żyć. W dodatku była wokalistką( występowała nawet w TV) rozstali się gdyż przestała brac leki i zaczęła pokazywać swoje prawdziwe oblicze... i teraz punkt kulminacyjny... już od początku naszej znajomosci brał ją i jej otoczenie jako przykład. Ona to ona tamto... tłumaczył się, ze po prostu nie ma z skąd brac innych przykładów bo z nikim nie był tak zżyty... sam tłumaczył, że gdy brała leki była do serca przyłóż. Niby mówi, że to przeszłość, że nigdy nie mógłby z nią być z powrotem. Jednak ja się boje. Ona była sama on sam nic ich nie ograniczało... żyli i korzystali z życia... sam stwierdził, że to była jego pierwsza wieka miłość... taka prawdziwa i że od razu czuł to coś. Ze mną już jest bardziej ostrożny. Boje się, że Nie będę w stanie mu dać tych wrażeń i emocji co ona... jestem osobą, która nie skacze, nie szaleje, powiedziała bym ze osobą nudną... mam paranoje na jej punkcie. Przeglądam jej zdjęcia. Porównuje ją, oglądam jej kanał na yt.. zazdroszczę... wiem, że była dla niego światem może i pozornym ale jednak światem... a ja ? Ja mogę mu jedynie dać posiedzieć na placu zabaw i raz na jakiś czas gdzieś wyjść samemu... przestał o niej gadać bo widział, że mnie to wkurza. Powiedział, że blednie interpretuje jego słowa i że za nią nie tęskni. Mówi ze liczę się dla niego tylko ja i moje dzieci. ( ostatnio nawet nazwał nas rodziną) ale strasznie nie ufam i nie wierzę...
  13. Cześć, nazywam się Piotr, mam 20 kilka lat. Od prawie 3 lat jestem w związku z kobietą (nie mieszkamy razem, nie mamy ślubu). Proszę o poradę w jaki sposób poradzić sobie z moją irracjonalną zazdrością, jestem zazdrosny o wszystko i wszystkich. Jesteśmy z znajomymi, jestem zazdrosny że więcej rozmawia z kolegami niż ze mną, mam problem o to że kilka godzin nie mam z nią kontaktu. Więcej sytuacji nie będę opisywać, ponieważ to bez sensu, ale jest ich mnóstwo i mam świadomość, że nie mam powodu być zazdrosnym (nie ma żadnej podstawy być zazdrosnym) ale wewnętrznie mnie rozwala. Czy miał ktoś podobnie i może powiedzieć jak sobie z tym poradzić, ponieważ nie chce jej stracić, ale przez moją zazdrość wszystko ku temu zmierza.
  14. Witam! Mam prawie 30 lat, jestem korpoludkiem. Od nastoletnich lat czuję się bezwartościowa, ponieważ nigdy nie mam wielu przyjaciół. Mam w głowie mocne przekonanie, że człowiek, do którego ludzie nie lgną to człowiek bezwartościowy. Wiem, że jeśli ktoś jest z tych popularnych z tabunem znajomych i przyjaciół wcale nie musi być dobrą, fajną i wartościową osobą. Ale nie umiem sobie wyobrazić kogoś, kto nie ma żadnych przyjaciół (ale nie dlatego, że nie chce, tylko dlatego, że ludzie nie chcą jego) i jest jednocześnie fantastyczną osobą. Mogłabym być głupia, brzydka i biedna, te rzeczy umiałabym zaakceptować i one mnie nie unieszczęśliwiają. Ale bycie odludkiem jest straszne. Chciałabym, żeby mi ktoś wytłumaczył, dlaczego brak związków międzyludzkich nie oznacza bezwartościowości.
  15. Mam 25lat i jestem kobietą .Od miesiąca czasu nie pracuje ponieważ miałam źle relacje z szefową (gnębiła mnie).Niedawno skończyłam szkole .Planuje przeprowadzić się do Warszawy.Ale szczerze mówiąc boję się tego, jestem z małej miejscowości .W mojej okolicy nie ma pracy ,panuje bezrobocie .Chce wynająć pokój i szukać pracy w Warszawie.Czekam na odpowiedź w sprawie mieszkania.Mam odłożone pieniądze żeby przeżyć że 2 miesiące nie majac źródła dochodu.Bylam w piątek w Warszawie . Przeraziło mnie to miasto , czułam się zagubiona .Nie znalazłam mieszkania które miałam wynająć .I wróciłam z podkulonym ogonem.Ale na szczęście wróciłam z dzielnicy do centrum na autobus z jedną przesiadka .Wiem ze w mojej miejscowości nie znajdę pracy , w innej też jest mało .Nie mogę iść na taśmę bo mam problem z kręgosłupem.Co ja mam robić ?Jak byłam nastolatką to mieszkam w bursie ,znalazłam mieszkanie do wynajęcia z koleżankami , później jak pracował też wynajęłam mieszkanie bez niczyjej pomocy.W moim rodzinnym domu nie mogę mieszkać że względu na przemoc psychiczna i alkohol
  16. Witam jestem dwodziestoletnim mezczyzną i potrzebuje pomocy a raczej opinii osób bardziej zaznajomionych i bardziej doświadczonych w sprawach emocji relacji miedzyludzkich ludzkiej psychiki itd. No wiec wszystko zaczęło się nawarstwiac 5 lat temu dokladniej mysle ze po śmierci mojego ojca czyli najważniejszej osoby w moim życiu. Przezylem szok co jest raczej normalne ale po tym wydarzeniu wszystko zaczęło przybierać gwałtowny i bardzo negatywny kierunek. Otóż chciałbym się dowiedzieć czy jest osoba którą na podstawie przedstawionych danych a raczej objawów czy zachowań będzie w stanie określić i ocenic do jakich zmian w mojej psychice doszło i może oszacować i polecić najlepsza formę walki bądź leczenia. Wiec zaobserwowalem pewne niepokojace objawy bądź stany m.in problemy ze snem od kilku lat bardzo późno chodze spać ciężko mi się wysypiac i często jestem zmeczony, kiepskie samopoczucie bardzo często oraz fakt ze do zmiany mojego humoru wystarzcu mała rzecz przez którą od razu staje się smutny wkurzony mimo ze wszystko było okej , obnizona samoocena oraz brak wiary we własne umiejętności brak bycia pewnym ze jestem w czymś dobrym badz ze cos potrafię, zamkniecie się w sobie co prawda z natury jestem intowertykiem ale przez śmierć ojca oraz pozniejsze odrzucenie wielu osób zacząłem zamykać sie na innych bardziej niz kiedykolwiek indziej zacząłem pałać wręcz nienawiscia i pogarda dla ludzi mimo ze ich nie znam to czasem mam myśli ze każdy jest kimś złym w tym świecie tylko udaje zakładając maskie bo tego wymaga społeczeństwo i przystosowano się do życia w nim następną rzecz to właśnie niesmialosc i pewnego rodzaju brak przystosowania do życia w społeczeństwie stresuja mnie najmniej poważne sytuacje społeczne gdy tylko trzeba wejść w interakcje z ludźmi przeżywał wewnętrzny niepokój i niechęć. Takich zaobserwowanych nietypowych i trochę niepokojących objawów o ile można tak to nazwać zaoobserwowalem trochę więcej ale żeby się nie rozpisywac aż tak zadań konkretne pytania zastanawiać się czy sa ludzie nie z dłoni do miłości do wchodzenia w relacje z ludźmi poprzez doswiadczenia z przeszłości czy mogę jakoś nad tym pracować następnie zastanawia mnie czy na każdy z tych objawow jest jakiś rodzaj terapii oraz formy leczenia bądź formy starania się pracowania nad tym zależy mi na odpowiedzi ponieważ znalazłem się w punkcie w którym samemu nie dam rady sobie poradzić z tym wszystkim dowiedzieć się tego jaki jestem co konkretnie mi jest do jakich zmian w moim myśleniu oraz psychice doszło i czym to wszystko jest spowodowane dlatego zwracam sie z prośbą takiej pomocy do osób bardziej wyspecjalizowanych oraz bardziej kompetentnych w tej dziedzinie Z gory dziekuje za każda odpowiedz w razie niewystarczających opisów mnie bądź mojego dziecinstwa badzcow które wpłynęły moim zdaniem na to wszystko na miejsce i sytuacje w którym jestem postaram się odpowiedzieć i uzupełnić mój opis jednoczesnie przepraszam za brak znaków interpunkcyjnych i chaotyczna formę mojej wypowiedzi mimo to licze na konkretne odpowiedzi.
  17. Witam, mam 31 lat jestem mama dwóch synów. Jednemu prawie 4 lata drugi pół roku. Żyje w związku nieformalnym z ich ojcem. Jesteśmy szczęśliwi. Kochamy się. Ale moja rodzina jest bardzo religijna. Ja jestem po rozwodzie I unieważnieniu małżeństwa kościelnego. Przez co miałam konflikt z rodzicami. Przez to mam konflikt tez z siostra która niby była wyśmiewana przez swoich znajomych bo ma siostrę po rozwodzie. Ona nie chce mniej ze mną kontaktu i przez nią utrudniają mi kontakt z moja babcia która mieszka w domu rodzinnym. Nie wiem już co mam robić. Jedyny kontakt jaki mam to przez telefon. Chciałam babci pokazać mojego małego synka ale mama nie chce żebym przyjechała bo siostra. Nie wiem Jan sobie z tym poradzić bo babcia tez jest bardzo chora i nie wiadomo ile to potrwa. A z drugiej strony wszystko się kręci wokół siostry bo ona studiuje i mieszka tam. A ja i koje uczucia się wogole nie liczą. Nie umiem sobie z tym poradzić. Nie wiem co myśleć. Wstydzę się powiedzieć o tym partnerowi. Bo on ma wsparcie swojej rodziny a ja... ja nic ... moja siostra jest oczkiem w głowie ja ma tylko przez telefon z mama ... a reszta ich nie obchodzi
  18. Jestem 23-letnią samotną matką dwuletniego chłopca. Od niemal 3 lat sama utzrymuję dom, najpierw ex-narzeczonego nieroba, później matkę, która od lat rusza się ze swojego pokoju najdalej do pobliskiego sklepu. Bieda az piszczy. Ciągłe problemy finansowe, samotne wychowywanie wymagającego dwulatka i utrzymywanie matki, która mimo moich próśb, płaczu, krzyku i wołania o wsparcie ma to głęboko w czterech literach. No szlag mnie trafia. Zmagam się z ciągłymi wahaniami nastroju, wybuchami płaczu furii, ciągle się awanturuję, nie chce mi się wracać z pracy do domu, a syna najchętniej zabierałabym ze sobą wszędzie, byle nie wracac do wlasnego m2. Patrzeć nie mogę na własną matkę, rzygać mi się chce jak ją widzę kurwica mnie strzela. Ciągle tylko daj pieniadze, to trzeba zapłacić, tamto trzeba zapłacić/kupić. NO DO KURWY NĘDZY. Przez jej nieróbstwo musiałam się zadłużyć, żeby mieć za co przetrwać. Sprzątam, piorę, gotuję, wychwuję syna, pracuję. Często wychodząc z domu nawet na 12h nie biorę ze sobą jedzenia, żeby zaoszczędzić podczas gdy w domu zostawiam obiad i jedzenie tak, aby tylko oni mieli co zjeść. Staram się jakoś wyciszyć kąpielami, spacerami, sportem, ale to nic nie pomaga. Czesto slysze od matki, ze jestem egoistką. Wybucham płaczem i nawet jedząc batona czuję się jak gówno bo sobie kupiłam a do domu nie, ale ze mnie jebana egoistka. Nie potrafie normalnie funkcjonowac w spoleczenstwie, brak mi asertywnosci. POMOCY! Bo tracę wszelkie chęci do życia ...
  19. Witam. Jestem młodą kobietą, mam 24 lata. Chciałabym zmienić coś w moim życiu, ponieważ męczy mnie moje własne zachowanie. Zacznę może od natrętnych myśli. Nie potrafię wyłączyć myślenia. Mój mózg nie potrafi myśleć o normalnych rzeczach. Ciągle zamartwiam się. Myślę o problemach, mam wrażenie, że ciągle ich przybywa. Ciągle myślę jak je rozwiązać. Myślę jakie nowe problemy mogą mi się przytrafić, jeśli coś nie pójdzie po mojej myśli. Nawet myślę o problemach mojego partnera, mojej mamy a czasem nawet znajomych jeśli zadadzą mi pytanie. Jest to strasznie męczące, ciągle czuje stres i lęk czy wszystko się ułoży. Oprócz tego jestem w związku bardzo dominująca pod względem załatwiania spraw co odbija się na moim związku. Wszystko chce sama zalatwiac, żeby mieć pewność, że będzie to dobrze załatwione. Nie dopuszczam partnera do niczego, nawet do finansow- wszystko ja planuje. Niestety bardzo go to irytuje, ponieważ jak twierdzi robię z niego idiote. Nie mam tego na celu, chciałabym aby pomógł mi się ze wszystkim uporać, ale nie potrafię. Muszę sama trzymać rękę na pulsie. Jestem bardzo przewrażliwiona. Często myślę, że ludzie maja do mnie o coś pretensje, ze ciągle wszystko zawalam, przeszkadzam. Kolejny mój problem to nerwowość. Chociaż to miałam od zawsze. Prawdopodobnie przez matke, która na mnie krzyczała i mnie bila zawsze gdy zrobiłam coś źle lub nie po jej myśli. Nawet zdarzyło jej się to ostatnio. Jestem bardzo nerwowa. Próbuję nie wybuchać złością, ale zazwyczaj już tak mam. Jak bomba - cos mnie zdenerwuje i od razu krzyczę. Po chwili lecz już niestety po fakcie - dopiero próbuje rozmawiać i wziąć to na spokojnie. Lecz wtedy już nikt nie chce rozmawiać co skutkuje tym, że znowu mam natrętne myśli. Zamknęłam firmę, niestety nie wydolilam z urzędem skarbowym. Mam aktualnie długów na ok 100tys. Jestem za granicą z partnerem i spłacamy to. Myślę ciągle o finansach. Myślę ciągle co o mnie ludzie myślą. Mysle, czy partner na pewno mnie kocha mimo że zapewnia za tak. Myślę co z pracą, czy dostanę umowę na stałe czy mnie wyrzuca. A co zrobię jak wyrzuca? Nie mogę przerwać płynności finansowej. Tak właśnie moje życie wygląda. Mam już tego dość, nie mogę rozluźnić się. Tak jest przynajmniej od 3 lat. Postanowiłam coś z tym zrobić, ponieważ od kilku tygodni mam jakieś dziwne napady paniki, chyba? Myślę o problemach jak zwykle i nagle czuje takie uderzenie? Nie wiem jak to nazwać. Serce na chwilę przyspiesza. Często również mam duszności. Proszę o jakąś poradę.
  20. Hej, mam 25 lat i przez prawie miesiąc miałam przerwę z moim chłopakiem. Po tym czasie usiedliśmy, przegadaliśmy i wszystko sobie powiedzieliśmy i teraz budujemy związek na nowo. Mój problem tutaj jest taki że czasami panikuję jak on traktuje mnie jakoś inaczej niż dotychczas, jak nie mówi o planach na przyszłość czy jak się posprzeczamy to dopytuję kilka razy czy na pewno między nami jest okey i wiem że męczę tym i niego i siebie. Wiem że on, tak jak ja, chce naprawić nasz związek i wiem że powinnam być spokojna, ale jednak czasami pojawia się strach i panika i chciałabym się tego pozbyć ale nie wiem jak
  21. witam, zakładam nowy temat dla kobiet kochających kobiety... wiem, że jest nasz wiele, oczywiście panowie też są mile widziani... ale do rzeczy....mieszkam zagranicą, jeszcze będąc w kraju poznała dziewczynę, wyjechałyśmy razem, razem też spędziłyśmy 9 lat tutaj. było bardzo trudno z pracą, mieszkaniem, właściwie ze wszystkim. po 9 latach zostałam sama i jestem przerażona byciem samej...przez te lata nie nawiązałyśmy wielu kontaktów, zawsze my sobie wystarczałyśmy. Teraz nie wiem co się ze mną dzieję, stałam się nerwową osobą bedąc z Nią w związku, staram się wyciszyć ale brakuje mi strasznie wiary w siebie, w swoje mozliwości...potrzebuję kogoś kto pokaże mi jak stanąć na nogach znowu, kogoś kto nie ocenia... krzyczę zwyczajnie ratunku...
  22. Mam 18 lat, kilka miesięcy temu zaczęłam kurs na prawo jazdy. Dziś po raz kolejny oblałam egzamin praktyczny na głupim błędzie. Gdyby nie przymus rodziców pewnie poddałabym się kilka prób wcześniej i więcej już nie próbowała. Dzisiaj naprawdę niewiele brakowało, po raz pierwszy było tak blisko, ale popełniłam głupi błąd i nie zdałam. Znowu trzeba było wydać pokaźną sumkę na kolejne podejście. Rodzice są mną już tak bardzo rozczarowani...szczególnie mama, która przestała wierzyć, że kiedykolwiek zdam, o czym oczywiście mi powiedziała. Z racji włożonych w to pieniędzy muszę jednak podejść kolejny raz. Nie mogę sobie wybaczyć mojej głupoty i tego, jak bardzo rozczarowuję siebie i wszystkich dookoła. Po każdym kolejnym oblaniu jestem załamana i miewam chwile, kiedy mam ochotę ze sobą skończyć. Obawiam się też, że mama zaczyna mnie powoli nienawidzić...
  23. Dzień dobry Nie wiem od czego zacząć więc zacznę od początku. Bardzo często miewam w huśtawki nastrojów i mam problem z decyzyjnością. Prawie codziennie trapią mnie myśli samobójcze a rzeczywistość nieustannie przechodzi z przekoloryzowane do przerażającej, nie potrafię zorganizować sobie życia uczuciowego Jestem jedynakiem, mój ojciec zmarł gdy miałem 6 lat popełniając samobójstwo. Całe dziecięce życie mówiono mi że zmarł na serce ale gdy miałem 17 lat znalazłem dokument z oględzin łazienki w której się powiesił. (był uzależniony od heroiny) Po śmierci ojca matka (ktora tez nie znała swojego ojca ) wyjechała na kilka lat, jej role przejęła babcia. Dzisiaj matka nie radzi sobie w życiu i przelewa na mnie swoje frustracje. Ojciec był z zagranicy, studiował i mieszkał w Polsce. Rodzina od strony ojca odwróciła się ode mnie ponieważ jestem z innego kręgu kulturowego. Bardzo proszę o pomoc bo boje się że to zaczyna być większe ode mnie i już nie wytrzymuje.
  24. Mam 19 lat. W wieku 15 lat miałam depresję z powodu przeniesienia sie do rodziny zastępczej. Od tamtego czasu uspokojenie znajdowałam w filmach. Teraz ciagle co obejrzę jakiś film lub serial, który mi sie bardzo spodoba to ciagle chodze struta ze nie żyje w tamtym świecie, ciagle o nim śnie, ciagle o nim myślę i trace kontakt z bliskimi, często mam stany depresyjne i jestem zniechecona przez to do życia. Jezeli mam cos zrobic to mowie sobie zrob to dla... (postac z filmu lib serialu)
  25. Dzień dobry. Mam 29 lat, od niecałych dziewięciu miesięcy jestem matką. O dziecko staraliśmy się bardzo długo, udało mi się zajść w ciążę dzięki in vitro. Za sobą mam dwa poronienia. Ciąża była trudna, zagrożona od samego początku. Mimo wszystko po bardzo ciężkim porodzie, przyszedł na świat mój syn. Mój problem polega na tym, że panicznie wręcz boję się o zdrowie i życie syna. Wystarczy jeden niezidentyfikowany płacz, żebym zaczęła szukać na co może być chory. Znajduję jakieś objawy, dopasowuje do tego chorobę i mam atak paniki. Bardzo mocno go pilnuję, spędzam z nim cały czas, mimo wszystko czasem się gdzieś uderzy, coś sobie zrobi (zaczyna raczkować) akurat w momencie, kiedy jestem w łazience, czy robię mu mleko. Najchętniej z każdym jego uderzeniem, płaczem itp biegłabym do lekarza. Nie radzę sobie z tym. Mam przez to lęki, cały czas wyobrażam sobie, że na pewno jest na coś chory, tylko ja tego nie widzę. Mam często ataki paniki, nie mogę oddychać. Mam natręctwa myśli. Myśli mnie przytłaczają. Kiedy syn coś sobie zrobi, nie mogę pozbierać się po tym bardzo długo, wyrzucam sobie, że jednak go nie dopilnowałem. Próbowałam rozmawiać o tym problemie z rodziną - nikt nie stara się mnie zrozumieć. Bardzo proszę o pomoc - jak pozbyć się tych dziwnych natręctw myśli? W jaki sposób przestać bać się o takie rzeczy?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.