Jump to content

markwp

Użytkownik
  • Posts

    2
  • Joined

  • Last visited

Reputation

0 Neutral

About markwp

  • Rank
    Newbie
    Newbie
  1. Miłość jest. Samo przytulenie dzieci, to jak się witają daje mi ogromną radość. Kocham dzieci nad życie i widzę, że one nas też kochają bezwarunkowo. Jednakże co do żony. Kocham ją ale jak czuję pustkę z jej strony to jest ciężko. Przytulam się a ona w telefonie. Wtedy się odechciewa. Dystansuję się emocjonalnie, zamykam. To bardziej zniechęcenie bo nawet jak zbieram się w sobie. Robię wszystko o czym mówi żona a ona nie zmienia zasadniczo zachowania to po prostu tracę motywację. Chciałbym coś zmienić ale nie wiem co. Może źle położyłem akcenty. Mnie wychowano w takiej kulturze, że ojciec to przede wszystkim obowiązek. Jest ostatni do wszystkiego w kolejce. Czasem bywa z tym ciężko. Dlatego może to akcentuję. Żona przyjmuje to jako standard i nie zauważa tego. Różnica jest taka, że dzieci uwagę i troskę odwzajemniają. Żona. Żona trochę od rodziny chciała uciec i boję się, że ja byłem po prostu narzędziem/okazją. I to mam cały czas w głowie. Mówi, że jest empatyczna i troskliwa i fakt dla swojej rodziny taka jest. Względem mnie i dzieci jest zupełnie inna. Trochę jakby miała do nas pretensje, że się w nas "wpakowała". Czasem się facto nawet tak mówiła. Potem tłumaczenie, że to w złości ale jej przekaz niewerbalny pasuje raczej do tego, że ma nas dość. Czyli nie do końca to wina jej cech. Ciężko ją zrozumieć bo ma dwie twarze (chyba każdy ma) dla mnie problemem jest to, że w niektórym okazuje czułość a czasem bywa bardzo okrutna. Niestety zazwyczaj trafia to na nas. Ja kocham rodzinę i chciałbym ją uratować. Związki mi się sypały, straciłem już dziecko. Nie chcę nikogo tracić. Za bardzo jednak to bywa jednostronne. A największy problem jest taki, że my rozmawiamy ale ja nie rozumiem jej a ona mnie (na początku tak nie było). Co do wrażliwości. Nie zauważyłem u siebie jakiejś nadzwyczajnej percepcji (silniejszej niż u innych). Jestem na pewno bardzo empatyczny. Czytam np o tym, że dziecko zostało zabite i mnie trzęsie. Nie daj Boże widzę, że komuś krzywda się dzieje. Wtedy emocje są ogromne. Jeśli to WWO to tak mam to. Czy to znaczy, że przesadzam? Wiem, że czasem tak. Ale ja nigdy bym do żony po pogrzebie jej ojca nie zrobił wyrzutów o popsucie świąt. Czy kilkumiesięczna żałoba to przesada? Brat słynie z tego, że jest zamknięty emocjonalnie i nieczuły. Nie miał tak bliskich relacji z Mamą jak ja (syn ojca) a też sobie z tym jeszcze nie poradził. Czy to jest poza normą? Wiem, że WWO się hmm leczy. Czytałem kiedyś o tym ale rozumiałem to (element konieczny) jako bardzo czułe zmysły fizyczne. Nie zauważyłem tego u siebie.
  2. Witam. Nie wiem czy dobrze wybrałem forum ale niestety moja sytuacja "pasuje" do kilku miejsc. Nie wiem czy mam się rozpisywać czy też streścić tylko ostatnie problemy. Generalnie mam żonę, dzieci i stresującą pracę (w zasadzie regularny mobbing ale w naszej "instytucji" to norma). Niby standard ale ostatnio skumulowało się kilka rzeczy. Jako osoba zawsze wyalienowana i skłonna do depresji odżyłem i nabrałem ochoty do życia jak urodziły się dzieci. Tak mnie wychowano żyjesz dla innych. A relacje z dziećmi są bardzo szczere. Jak widzisz, że z uśmiechem biegną do Ciebie to wiesz, że nie udają a ich uczucia są szczere. Novum w moim życiu i pozytywnie mnie to napędzało. Gdzie zatem problem? Tak jak mówiłem. Kilkanaście godzin na "pracę", permanentne niewyspanie (ząbkowanie oto dzieci), mobbing (wyzwiska, podważanie mojego poczucia wartości, opr za nic). Potem zmarła bardzo bliska mi babcia i zaraz po niej moja Mama (covid bardzo się męczyła nie była to spokojna śmierć). Do tego momentu jakoś sobie radziłem pomimo specyficznych relacji w małżeństwie. Żona jest emocjonalnie zamknięta okazuje głównie negatywne emocje. Często miałem wrażenie, że mną manipuluje i traktuje mnie przedmiotowo. Przypałętał się też kolego. Szybko się zorientowałem skończyło się na pisaniu. Głupie tłumaczenia, że to dla zwrócenia uwagi (jestem bardzo skupiony na rodzinie nie chodzę po kumplach i imprezkach). Dla mnie zdrada emocjonalna ale są dzieci trzeba iść dalej. W dniu pogrzebu Mamy dowiedziałem się, że żona ma zrujnowane święta przez pogrzeb... To mnie już trochę dobiło. Strasznie okrutne było i nawet pomimo charakteru żony i jej braku empatii ścięło mnie. Po drodze co chwila teksty ile planuję być w żałobie i czy ona ma mi nadskakiwać z tego powodu (chodziło o to żeby podarowała kłótnie i żale i pretensje o pierdoły chociaż). Zaczęła się depresja. Żona miała też specyficzną relację z facetem ciotki. Kiedyś się do niej dobrał. Nie wiem jak bardzo bo żona i on zmieniali wersję. To był poważny problem bo nie chciałem jeździć do jej rodziny jak on tam był. Żona miała o to pretensje. Długo walczyłem o zrozumienie i o to żeby powiedziała rodzi IE żebym to ja na dupka i wariata nie wychodził. Rodzina uznała, że jak raz to generalnie nic takiego zdarza się... W tym momencie już nie wiedziałem czy może to ja nie mam dziwnych problemów. No ale to facet ciotki. Żona była wtedy jeszcze dzieckiem de facto. Dla mnie kryminał. Ostatnio zostaliśmy zaproszeni na ślub oni też tam będą. Zgodziłem się iść ale wbrew sobie. Generuje to kłótnie. Żona wogóle tego nie docenia a trochę na to liczyłem. Ostatnio od niej usłyszałem, że do niczego nie doszło (w sensie, że jeden taki wyskok to nic takiego). Czy ja mam jakieś dziwne problemy? Czy mam rację? Dobija mnie to. Nie chcę tam iść. A na pewno strach wywołuje podejście żony i jej rodziny. Nie radzę sobie z tym. Powinienem? Ma prawo żądać żebym szedł? Mam iść? Czy terapia małżeńska coś pomoże czy żona jest tak wychowana i ma taki charakter i nie będzie nigdy empatyczna i nie będzie potrafiła wczuć się w moją sytuację emocjonalną?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.