Jump to content

Avenir

Użytkownik
  • Posts

    87
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    4

Avenir last won the day on July 4

Avenir had the most liked content!

Reputation

9 Neutral

1 Follower

About Avenir

  • Rank
    Newbie
    Newbie

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Radziłabym zbierać dowody dokumentujące to wszystko co opisałaś.
  2. Chciałabym usłyszeć odpowiedź seksuologa na pytanie czemu w takim razie zdecydowana większość populacji kobiet cierpi na takie zaburzenie Epidemia normalnie.
  3. Tak zachowują się osoby, które nie chcą dłużej być w związku, ale z najróżniejszych powodów obawiają się zerwania. Być może zakochała się w kimś bez wzajemności. Uczucia do ciebie wygasły, ale chce nadal być obiektem twoich westchnień. Może dzięki temu czuje się mniej beznadziejna i warta czyjejś miłości, a może wstydzi się przed znajomymi możliwego zerwania. Powodów może być wiele, ale na twoim miejscu nie łudziłabym się, że odwzajemnia twoje uczucia i czy kiedykolwiek będzie to możliwe.
  4. Czytając tą opowieść nie znalazłam w niej miłości i przejęło mnie to smutkiem. Odniosłam wrażenie, że ciągniesz to życie, starając się postępować właściwie i oczekując właściwego zachowania względem siebie i to wszystko. Nie czuć w tej historii, żebyś kochał żonę. Ani nie czuć też, by ona ciebie kochała. Nie czuć nawet miłości do dzieci. Wszystko jest przedstawione tylko jako problem lub rozwiązanie problemu. Tak jakbyś to ciągnął tylko bo tak trzeba i wypada. Brzmisz jak osoba cierpiąca na pustkę i depresję. Pozbawiona nadziei...
  5. Skoro twierdzisz, ze bardzo go kochasz to wierzę, że tak jest, ale czy on ciebie również, w to już można zacząć wątpić. Albo uczucie jest niewystarczające, albo ten mężczyzna po prostu jeszcze nie dojrzał do zakładania rodziny. Na to się nic nie poradzi. Nie da się zmienić postawy drugiego człowieka. Możemy tylko podejmować decyzje za siebie. Musisz zdecydować, czy chcesz się poświęcić dla kogoś kto najprawdopodobniej nie poświeciłby się w ten sam sposób dla ciebie, czy też zakończyć z nim związek. Nie widzę sensu w przeciąganiu tej relacji, skoro wasze cele i priorytety się różnią. Człowiek się szybko nie zmienia, a ustępowanie i dawanie tego czego oczekuje kosztem swojego życia tylko zabija w drugim motywację do zmian. Prawdopodobnie uzna, że skoro mogłaś to dla niego poświęcić to pewnie nie było to dla ciebie aż takie ważne, albo nauczy się, że może zawsze stawiać warunki, a ty się zgodzisz. Praca nad sobą to trud i wysiłek i rzadko kiedy podejmujemy go jeśli nie musimy o coś walczyć. Moim zdaniem powinnaś mu jasno powiedzieć, że jeśli chce tego związku to też musi coś poświęcić. Nie wiem co na chwilę obecną poświęcasz ty, a co on i jak chcielibyście zachować równowagę w przyszłości, ale ta równowaga jest ważna. Kiedy tylko jedno składa ofiary, a drugie na tym korzysta, to nigdy długo nie przetrwa, bo narośnie poczucie krzywdy i wykorzystywania. Mój mąż poświęcił dla mnie wiele. Właśnie między innymi rodzinę i pracę, a nawet mieszkanie z własnym synem. Ja za to znacznie więcej poświęcam w sferze emocjonalnej, bo mój mąż cierpi na zaburzenie, które czyni go bardzo trudnym w bliskich relacjach z ludźmi. Zawsze trzeba coś od siebie dać i z czegoś zrezygnować. Ważne, żeby obie osoby kochały i obie potrafiły coś poświęcić.
  6. Chyba nie da się przyspieszyć procesu dojrzewania emocjonalnego. Pewnych rzeczy nie da się zmienić i po prostu trzeba je zaakceptować. On ma dwa wyjścia. Albo się pogodzić z prawdą, albo odejść i szukać dziewicy, jeśli to dla niego takie ważne. Trwanie w związku z tobą i robienie z tego problemu to przejaw niezdecydowania i niedojrzałości. Ja mam szczęście w nieszczęściu, że mój mąż jest bardzo logicznie myślącą i odpowiedzialną osobą i jeśli ja mam emocjonalny problem z czymś czego nie możemy zmienić, to on po prostu zaczyna na poważnie rozważać rozstanie, a wtedy ja zaczynam rozumieć, że albo sobie poradzę z moimi emocjami i zaakceptuję to z czym mi ciężko, albo go stracę. Perspektywa straszna, ale pomaga przysłowiowo "ogarnąć dupę" i zdecydować się na pracę nad sobą lub coś poświęcić.
  7. Myślę, że błędem było to "wytrzymywanie 6 lat" jak tu ujęłaś. Ja sobie nie wyobrażam być z kimś kto nie decyduje się na rozwód od razu. To ewidentnie wskazuje na to, że nie chciał nigdy naprawdę odejść od żony. A już na pewno nie chce wchodzić w nowe zobowiązania. Obecny stan mu pasuje, bo może dać co chce kiedy chce i może też z tego układu bez konsekwencji wyjść kiedy zechce. To chyba wyraźnie świadczy o tym jaka rolę w jego życiu odgrywasz i słusznie, że było to dla Ciebie nieakceptowalne. Dziwi mnie, że skoro było nieakceptowalne to tyle czasu trwałaś w takim układzie.
  8. W końcu zerwać naprawdę. Zerwać kontakt na przynajmniej miesiąc i potem dopiero zgodzić się na spotkanie. Wysłuchać czego chce.
  9. Byłam w identycznej sytuacji. Również na wsi, bo przeprowadziłam się do byłego (wtedy aktualnego) męża. Czułam się inna, bo pochodziłam z zupełnie innego środowiska. Nie podobały mi się ich zwyczaje, oni moje uznawali za dziwne. Przestałam wychodzić z domu. Z czasem mąż żył w swoim świecie, wśród rodziny i znajomych ze wsi, wolny i zarabiający kasę. Ja natomiast tylko zajmowałam się domem i dziećmi, byłam w pełni zależna od niego finansowo, sprzątałam po nim, gotowałam i usługiwałam, a on i tak wiecznie narzekał, że nic nie robię, siedzę na dupie. Też mi się wydawało, że nie ma dla mnie opcji na uniezależnienie się, na podjęcie pracy i decydowanie o sobie. Im dłużej to trwało tym większy opanowywał mnie strach i niemoc. Przemoc ze strony męża się nasilała, a ja czułam się jak w pułapce. Do tego moja rodzina za wszelka cenę chciała, żebym z nim została i wybaczała mu bez końca, bo to katolicy i rozwód dla nich był czymś niedopuszczalnym. Doszło do tego, że nie mogłam już spać w nocy. Dzień w dzień śniły mi się koszmary i konanie na różne sposoby. Miałam wszystkie objawy PTSD. Żyłam w nieustannym przerażeniu. Szukałam tylko ucieczki od rzeczywistości. Książki, gry komputerowe, cokolwiek byle na chwilę poczuć się kimś innym, w innym świecie. Ale to była pętla zaciskająca się tylko na mojej szyi. Trzeba odważnego kroku. Podjęcia ryzyka. Skoku na głęboką wodę. Przełamania strachu. Przełamania tej całej bariery, którą zbudowano wokół ciebie z oskarżającym i krytykujących słów. Czy nie wmawiano ci, że jesteś słaba, nic nie potrafisz, nie poradziłabyś sobie bez nich? Jeśli zaczęłaś w to wierzyć to musisz sobie powiedzieć, że to kłamstwo i że udowodnisz, że się mylą. Ja udowodniłam. Za ciebie trzymam kciuki. Polecam Błękitną Linię. U mnie od tego się zaczęło.
  10. Moim zdaniem bardzo się mylisz. Zwierzęcymi nie nazwałam ich po to by je umniejszyć tylko by podkreślić, że wynikają tylko z instynktu i biologii. To potrzeba ciała, a nie ducha i tylko o to mi chodziło. Co do drugiej części wypowiedzi to chyba nieuważnie przeczytałeś mojego wcześniejszego posta. To, że nic na świecie nie trwa wiecznie, a ludzie podlegają zmianom jest oczywistą i naturalną koleją rzeczy. Wypalanie się namiętności w związku to nie zaburzenie tylko zwyczajne zjawisko. Zakochanie przemija, taka jest dynamika tego stanu. Zmniejsza się stężenie substancji odpowiedzialnych za pewne wrażenia i odczucia, a to z kolei sprawia, że trudniej jest osiągnąć stan podniecenia. Nikt tu niczego nie musi udawać, po prostu nigdy nie będzie tak jak na początku i wydaje mi się, że mało ludzi zdaje sobie sprawę, że konsekwencje tego odczuwalne będą w życiu seksualnym pary. O ile męska zdolność do cielesnego podniecenia w czasie trwania związku spada powoli i wiąże się raczej z monotonią i rutyną, to u kobiety spada ona o wiele silniej ze względu na to, że nasze podniecenie uzależnione jest w większym stopniu od stanów emocjonalnych. Tracąc stan zakochania tracimy główny bodziec, który nas podniecał. Was nadal podniecają piersi i pośladki, nas za to raczej znacznie mniej podnieca widok męskiego ciała, czy mechaniczne pobudzenie. Mamy prawo do bycia innymi niż wy i to nas nie czyni zaburzonymi. Zarówno kobiety jak i mężczyźni mają prawo do zaspokojenia i obie strony powinny się starać by to zaspokojenie partnerowi dać. Problem w tym, że na początku związku stan zakochania robi robotę za was i wydaje wam się, że tak powinno być zawsze. A potem ten stan mija i kobiety słusznie oczekują od mężczyzn podjęcia większych starań.
  11. I jak myślisz jakie ziarno hoduje w sobie kobieta, która czuje się coraz bardzie traktowana jak narzędzie do zaspokojenia zwierzęcej żądzy?
  12. A zastanawiałeś się kiedyś ile razy taka kobieta się poświęca z miłości i idzie do łóżka nie mając na to ochoty? Myślisz, że jak ktoś nie ma ochoty na sam fizyczny seks to nie kocha? To co, powinna odejść mimo że go kocha, bo nie zaspokaja jego potrzeb? Czy lepiej jak się zmusza? A jak się zmusza, to ma udawać, że jej dobrze, czy może psuć mu przyjemność mówiąc otwarcie, że było jej źle? Nie ma leków ani terapii, które przywracają ochotę na taki seks, bo to nie jest żadne zaburzenie. Jeśli razem zadbają o odpowiedni nastrój to oboje mogą mieć to czego potrzebują. Oboje powinni. Problem w tym, że mężczyzna jest częściej tym, który nie chce tego robić.
  13. Bo to tak nie działa Zakochania nie da się zaplanować. Ono nas trafia zupełnie losowo. Podobno ludzie dobierają się w pary przez serwisy randkowe, ale mi ciężko jest w to uwierzyć. Sama nigdy bym nic nie poczuła do kogoś takiego. Trzeba trochę więcej z kimś przebywać, żeby zrodziło się uczucie. Trzeba go widywać w normalnych, naturalnych sytuacjach. Zauroczyć się jego naturalnym sposobem bycia. Te planowane randki są takie sztuczne... przecież to aktorstwo i "sprzedawanie" siebie jak towar. Tak mi się to kojarzy. Powinnaś uzbroić się w cierpliwość. Ja na tą właściwą osobę czekałam prawie do 40tki. Nie da się tego przyspieszyć.
  14. A ja nie widzę przeciwwskazań do podjęcia pracy. Roczne dziecko można już oddać pod opiekę na czas pracy. Oswaja się ono z przebywaniem z innymi osobami i jest lepiej przygotowane do przyszłej samodzielności w szkole. Kiedyś nie każdy miał samochód, a jednak ludzie pracowali. Istnieje przecież komunikacja miejska. Można poszukać pracy lokalnie. Moim zdaniem argumenty męża są słuszne, ale on także powinien wówczas zajmować się dzieckiem i domem, skoro oboje będziecie pracować. Osobiście uważam, że to jedyny słuszny układ w związku. Te same obowiązki i obciążenia powodują, że nikt nikogo nie ma prawa oskarżać o żerowanie na drugim. Innym tematem są wyzwiska i groźby. To już może być przemoc psychiczna. Jeśli nie chcesz być finansowo zależna, to bardzo dobrze. Nie powinnaś być. Zadbaj o to. Ja byłam sama z czwórka dzieci, w tym z dwójką w wieku 2-3 lat i jakoś pracowałam. Zarabiałam na siebie, na nie i na wynajem mieszkania. Łatwo nie było, ale miałam poczucie, że jestem w stanie zapewnić sobie i dzieciom byt. Też mi się wcześniej wydawało, że jak odejdę od męża to nie przeżyje, bo nie mam domu, pomocy od rodziny, ani pracy. Ale zawalczyłam. Znalazłam pracę i przetrwałam. Do opieki nad dziećmi musiałam błagać o pomoc lokalne władze, obcych ludzi itp. Było sporo wyzwań organizacyjnych, ale to nie jest wcale niewykonalne. Najgorzej to siedzieć w "niewoli" i wmawiać sobie, że nie ma się innego wyjścia.
  15. Proszę zadaj sobie pytanie kto jest naprawdę odpowiedzialny za twoje życie. Kto ma zdecydować o tym jakie ono będzie? Nie wymagaj od innych (siostra, chłopak), żeby dźwigali ta odpowiedzialność. Ty musisz zdecydować czego chcesz. Jeśli nie czujesz, że jesteś na drodze życia, którą chcesz podążać to nie idź nią. Zwalcz strach przed zmianą. Zmiany są trudne, ale są dobre i są potrzebne do rozwoju i do realizacji życiowych celów.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Create New...

Important Information

Używając strony akceptuje się Terms of Use, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.