Skocz do zawartości

mfka

Użytkownik
  • Zawartość

    1
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutralna

O mfka

  • Ranga
    Debiutant

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Jestem bezrobotną kobietą stanu wolnego w wieku 27 lat. Od dwóch miesięcy, czyli od zakończeniu stażu bez przerwy chodzę zdołowana. Próbowałam rozmawiać z rodzicami i bratem, ale słyszę tylko, że wymyślam i przesadzam. Jestem przekonana, że do niczego się nie nadaję i dlatego żaden pracodawca nie odpowiada na moje aplikacje. Nie wiem co robić. Odkąd pamiętam rodzice faworyzowali mojego brata. Wszelkie moje sukcesy były w zasadzie niezauważane, w pewnym momencie przestałam się starać. Będąc w gimnazjum zaczęłam się ciąć żyletką - problemy w nauce, kłótnie z rodzicami i bratem. Kiedy moja mama się o tym dowiedziała niby zaczęła płakać, ale przy tym stwierdziła, że ona miała gorzej i się nie cięła.... Chciałam się zabić. Jedyną rzeczą, która mnie powstrzymywała była myśl, że rodzice po mojej śmierci będą mieli mi za złe, że narobiłam im problemów. Jakoś to przetrwałam. Niemal na każdym kroku byłam krytykowana przez najbliższych. Zaczęłam powoli zajadać smutki. Podczas studiów chciałam podjąć pracę, nim coś znalazłam usłyszałam od rodziców, że nie nadaję się nawet do sprzątania czy do pomocy w kuchni. Podczas kursu na prawo jazdy instruktor zaczął mnie molestować - ciągłe podteksty, dotykanie kolana, ręki, gdy się zbuntowałam zaczęła się ciągła krytyka. Rodzice na wieść o tym śmiali się, że dziadek chociaż sobie podotyka. Kurs ukończyłam bez zmiany ośrodka, bo uznałam, że jestem za głupia żeby gdzie indziej sobie poradzić. Po roku od ukończenia studiów znalazłam dorywczą pracę fizyczną, niestety podupadłam na zdrowiu, zwłaszcza, że waga rosła. W końcu trafiłam na roczny staż. Moja samoocena wzrosła, ale mama wciąż powtarzała, że staż z urzędu pracy to żaden powód do radości. Staż się skończył, oszczędności topnieją. Wszyscy naciskają i nie potrafią zrozumieć, że to nie moja wina, że nikt nie odpowiada na moje aplikacje. Mam zdiagnozowaną niedoczynność tarczy, Hashimoto i astmę. Wg rodziców astmę sobie wymyśliłam i nie dociera do nich, że mam napady duszności m.in. przez ich palenie papierosów. Jestem od pół roku na diecie (waga startowa to 92 kg przy 165cm wzrostu). Schudłam 10kg, ale znów zaczęłam zajadać stres i waga zaczęła rosnąć. Nie mam pracy, znów tyję, kłócę się z tatą, a u mamy niedawno zdiagnozowano początkowe stadium złośliwego raka piersi. Wstyd mi zgłosić się po pomoc, bo przed rodzicami tego nie ukryję, a tata na pewno stwierdzi, że jestem wariatką i zaczną się docinki. Całe życie słyszę, że do niczego się nie nadaję i już sama nie wiem czy to prawda. Nigdy nie miałam chłopaka, z jednej strony mnie to męczy, ale z drugiej uważam, że tak jest lepiej, bo szkoda żeby "ktoś się ze mną męczył" (słowa mojego taty, które teraz uważam za słuszne). Zwierzyłam się kilku osobom, ale za każdym razem miałam wyrzuty sumienia, że źle mówię o rodzinie. Boję się, że tym razem już nie wytrzymam i coś sobie zrobię. Proszę o poradę.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.