Skocz do zawartości

SmutnaN1991

Użytkownik
  • Zawartość

    2
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutralna

O SmutnaN1991

  • Ranga
    Debiutant
  1. SmutnaN1991

    DDA

    Witam, mam 29 lat i jestem mężatką, która ma już ziecko. Pisze, bo czuje ze moja depresja się pogłębia, nie wiem czy postępuje dobrze. Pochodze z rodziny, gdzie matka dużo piła, w dziecinstwie jako najstarsza z rodzeństwa nie miałam najłatwiej, urodziłam się z ponadprzeciętna uroda i matka, która sprowadzała do domu często swoich 'kolegow' poniżała mnie przed nimi, wysmiewala mnie, np mówiła że mam za mały biust, czytała na głos przy nich moj pamiętnik i wysmiewala się z mojej ' nadwrażliwości', mówiła że gdyby nie wyjątkowe oczy to byłabym brzydka, w końcu zaczęłam być bardzo zakompleksiona, wstydziłam się wszystkich, nie lubiłam siebie. Dopiero w liceum, gdy dostrzegłam że chłopcy w moim wieku się mną interesuja, jak znalazłam chłopaka, który dostrzegł co robi moja matka i uświadomił mi dlaczego, trochę się polepszyło. Jako nastolatka często musiałam zajmować się rodzeństwem gdy ona znikala na weekendy. Mimo wszystko zawsze byłam grzeczna, ułożona, dobrze się uczyłam, pracowałam jako wolontariuszka. Niestety im spokojniejsza byłam tym bardziej matka poniżała mnie. W wieku 19 lat wyjechałam za granicę do ojca- który mimo że wiedział co się dzieje do dziś woli udawać że takie jest życie i trzeba to akceptować. Musiałam szybko dorosnąć, pójść do pracy, tata często zwalał mi na głowę swoje problemy, skarżyl się na matkę, ale po wszystkim to ja wychodziłam na tą zła bo mówiłam na głos co myślę i motywowałam go do zmiany życia, oni się godzili i dla niego było po problemie. Minęło 9 lat i nic się nie zmieniło w mojej rodzinie, ale zmieniłam się ja. W międzyczasie usłyszałam że matka rozpowiadała na mnie plotki, dogryzała mi jak po ciąży przytylam parę kg, nie przyjechała pomoc mi ani w ciąży, ani po nawet jak było mi ciężko. W pewnym momencie coś we mnie pękło, dosłownie po porodzie zrozumiałam w jakiej rodzinie żyje. Czułam że dopada mnie depresja. Ciężko mi było z dzieckiem w domu za granicą, bez wsparcia rodziny, mój brat jktory równiez jest uzależniony od substancji oduzajacych często lubi mi dogryzać(tylko jak coś weźmie) ,matka pije, a tata jest chyba współuzależniony, udaje że problemów nie ma, gdy płaczę i robię awantury śmieje się ze mnie za plecami że jestem NADWRAŻLIWA, że kobiety robią problemy z niczego. W życiu zdałam maturę, wróciłam na zaoczne studia, mam rodzine a czuje wieczny smutek, ponieważ chciałabym się od tego odciąć ale boję się czy tak wypada, czy będę wtedy szczęśliwsza? Nie potrafię żyć w tym zakłamanym świecie, czuję jakbym do nich nie pasowała. Może to brzmieć jakbym czuła się lepsza ale ja przez lata chciałam zmienić mamę, prosiłam ojca o pomoc, ale nic się nie zmieniło. W dodatku boli mnie ze jeśli mi się coś uda zaraz usłyszę coś, co mi podetnie skrzydła, byłam w ciąży i mało na początku tyłam - taka z niej lala ze się głodzi w ciąży, pod koniec przybrałam parę kg- ale Ci się przytyło, po ciąży jak syn urodził się duży i zdrowy,ani słowa że fajnie ze zdrowy, duży ale wmawianie mi że taka kolej rzeczy' już nie bedzissz miała takiego ciała jak przed ciaza', gdy schudłam to pytali kiedy niby miałam czas na siłownię, jak się pomaluje to że dziecko mam a o malowaniu myślę, wróciłam do nauki żeby podnieść kwalifikacje to sarkastyczne teksty od ojca czy ja wogole sobie poradzę a przecież zawsze miałam dobre stopnie w szkole, zrobię coś dla nich- nigdy nie podziękuja, w pewnym momencie zaczęłam im wierzyć, zamknęłam się w sobie, ciągle płakałam, ale przeczytałam parę książek od DDa i zrozumiałam kilka rzeczy... Nie wiem tylko czy zerwanie kontaktów z rodzicami jest dobrym krokiem? Czy powinnam to znosić bo taka jest kolej rzeczy? W dodatku nie chce dziecku zabierać kontaktu z dziadkami... Na prawdę nie wiem co robić. Czemu ja potrafię się cieszyć jak rodzeństwo zrobi prawo jazdy/wprowadzi się do nowego mieszkania/jak ciocia chwali się wyjazdem to cieszę się bo mam wrażenie że ludzie szczęśliwi są milsi, ale oni nie potrafią? Co jest złego w tym że dziecku się powodzi?
  2. SmutnaN1991

    DDA

    Witam, mam 29 lat i jestem mężatką, która ma już dziecko. Pochodze z rodziny, gdzie matka dużo piła, w dziecinstwie jako najstarsza z rodzeństwa nie miałam najłatwiej, urodziłam się z ponadprzeciętna uroda i matka, która sprowadzała do domu często swoich 'kolegow' poniżała mnie przed nimi, wysmiewala mnie, np mówiła że mam za mały biust, czytała na głos przy nich moj pamiętnik i wysmiewala się z mojej ' nadwrażliwości', mówiła że gdyby nie wyjątkowe oczy to byłabym brzydka, w końcu zaczęłam być bardzo zakompleksiona, wstydziłam się wszystkich, nie lubiłam siebie. Dopiero w liceum, gdy dostrzegłam że chłopcy w moim wieku się mną interesuja, jak znalazłam chłopaka, który dostrzegł co robi moja matka i uświadomił mi dlaczego, trochę się polepszyło. Jako nastolatka często musiałam zajmować się rodzeństwem gdy ona znikala na weekendy. Mimo wszystko zawsze byłam grzeczna, ułożona, dobrze się uczyłam, pracowałam jako wolontariuszka. Niestety im spokojniejsza byłam tym bardziej matka poniżała mnie. W wieku 19 lat wyjechałam za granicę do ojca- który mimo że wiedział co się dzieje do dziś woli udawać że takie jest życie i trzeba to akceptować. Musiałam szybko dorosnąć, pójść do pracy, tata często zwalał mi na głowę swoje problemy, skarżyl się na matkę, ale po wszystkim to ja wychodziłam na tą zła bo mówiłam na głos co myślę i motywowałam go do zmiany życia, oni się godzili i dla niego było po problemie. Minęło 9 lat i nic się nie zmieniło w mojej rodzinie, ale zmieniłam się ja. W międzyczasie usłyszałam że matka rozpowiadała na mnie plotki, dogryzała mi jak po ciąży przytylam parę kg, nie przyjechała pomoc mi ani w ciąży, ani po nawet jak było mi ciężko. W pewnym momencie coś we mnie pękło, dosłownie po porodzie zrozumiałam w jakiej rodzinie żyje. Czułam że dopada mnie depresja. Ciężko mi było z dzieckiem w domu za granicą, bez wsparcia rodziny, mój brat jktory równiez jest uzależniony od substancji oduzajacych często lubi mi dogryzać(tylko jak coś weźmie) ,matka pije, a tata jest chyba współuzależniony, udaje że problemów nie ma, gdy płaczę i robię awantury śmieje się ze mnie za plecami że jestem NADWRAŻLIWA, że kobiety robią problemy z niczego i twierdzi ze to we mnie jest problem bo matka ma problemy z alkoholem a ja z tym walczę zamiast ja taka zaakceptowac ale czy ja muszę się godzić na to że jej nie ma kiedy jej potrzebuje, albo gdy mi dogryza, gdy własna matka plotkuje na temat własnej córki?? Mimo że jestem ' pomalowana lala' jak to na mnie mówią to zdałam maturę, wróciłam na zaoczne studia, mam męża i synka to czuje wieczny smutek, ponieważ chciałabym się od tego odciąć ale boję się czy tak wypada, czy będę wtedy szczęśliwsza? Nie potrafię żyć w tym zakłamanym świecie, czuję jakbym do nich nie pasowała. Może to brzmieć jakbym czuła się lepsza ale ja przez lata chciałam zmienić mamę, prosiłam ojca o pomoc, ale nic się nie zmieniło. W dodatku boli mnie ze jeśli mi się coś uda zaraz usłyszę coś, co mi podetnie skrzydła, byłam w ciąży i mało na początku tyłam - taka z niej lala ze się głodzi w ciąży, pod koniec przybrałam parę kg- ale Ci się przytyło, po ciąży jak syn urodził się duży i zdrowy,ani słowa że fajnie ze zdrowy, duży ale wmawianie mi że taka kolej rzeczy' już nie bedzissz miała takiego ciała jak przed ciaza', gdy schudłam to pytali kiedy niby miałam czas na siłownię, jak się pomaluje to że dziecko mam a o malowaniu myślę, wróciłam do nauki żeby podnieść kwalifikacje to sarkastyczne teksty od ojca czy ja wogole sobie poradzę a przecież zawsze miałam dobre stopnie w szkole, zrobię coś dla nich- nigdy nie podziękuja, w pewnym momencie zaczęłam im wierzyć, zamknęłam się w sobie, ciągle płakałam, ale przeczytałam parę książek od DDa i zrozumiałam kilka rzeczy... Nie wiem tylko czy zerwanie kontaktów z rodzicami jest dobrym krokiem? Czy powinnam to znosić bo taka jest kolej rzeczy? W dodatku nie chce dziecku zabierać kontaktu z dziadkami... Na prawdę nie wiem co robić. Czemu ja potrafię się cieszyć jak rodzeństwo zrobi prawo jazdy/wprowadzi się do nowego mieszkania/jak ciocia chwali się wyjazdem to cieszę się bo mam wrażenie że ludzie szczęśliwi są milsi, ale oni nie potrafią? Co jest złego w tym że dziecku się powodzi?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.