Skocz do zawartości

Julia.xx

Użytkownik
  • Zawartość

    2
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutralna

O Julia.xx

  • Ranga
    Debiutant
  1. Dziękuję za odpowiedź! Oczywiście, że ma prawo robić to co lubi, ale nie może robić TYLKO tego. Decydując się na życie z kimś przyjmujemy pewną odpowiedzialność, tak myślę. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której decyduję się założyć rodzinę, a następnie oddaję się swoim przyjemnościom, z których pozostali członkowie nie dość, że nie mają żadnego pożytku, to ponoszą straty (np. nie dostają ode mnie dość uwagi, oprócz swoich zadań domowych muszą wykonywać moje). Nazywając gry "kretyńskimi" nie miałam na myśli strzelanek w ogóle, ludzie którzy je tworzą wykonują na pewno ciężką pracę, chodziło mi bardziej o to, że nie ma z nich (w mojej i jego sytuacji) pożytku. Mój partner grając w nie traci czas, nie robi nic produktywnego. Pije piwo, je czipsy, rozwija w sobie agresję, zaniedbuje obowiązki (możliwe że zapomniał już że w ogóle je ma). Spędza w ten sposób cały wolny czas, czyli cały czas. Jak inaczej w tej sytuacji mam je nazywać? Cóż, mam do wyboru zarosnąć brudem i czekać aż zalęgną się robaki.. Moja wcześniejsza wypowiedź chyba nie oddała stanu rzeczy. Zdarzyło się, że czekałam aż posprząta do momentu kiedy skończyły się czyste naczynia, a z kosza na śmieci wszystko się wysypało. Nie potrafię funkcjonować w takich warunkach, szczególnie że spędzam w domu niemal cały dzień. W każdym razie dziękuję jeszcze raz za odpowiedź, niewykluczone że skończy się właśnie tak:
  2. Witam. Pierwszy raz korzystam z tego typu pomocy - czuję że sytuacja w jakiej się znalazłam powoli mnie przerasta, a w związku z panującą epidemią wizyta u psychologa na ten moment nie jest w moim przypadku możliwa. Mam 25 lat, w zeszłym roku skończyłam studia a od października rozpoczęłam kolejne. Studiuję zaocznie, na codzień pracuję w obszarze finansów. Niecałe dwa lata temu poznałam mężczyznę starszego ode mnie o 7 lat. Poznaliśmy się na uczelni gdzie studiowałam, on pracuje tam jako wykładowca (nie był moim nauczycielem, mimo to obawiałam się że nasza relacja może wydać się nieetyczna, dlatego nie obnosiliśmy się z nią dopóki nie skończyłam studiów). Rok temu zaręczyliśmy się, zamieszkaliśmy razem i adoptowaliśmy psa. Nasza relacja do niedawna układała się bardzo dobrze, ze wszystkich konfliktów życia codziennego wychodziliśmy bardzo szybko. Problem pojawił się, kiedy wybuchła pandemia. Mój partner zwyczajnie nie ma co robić. Praca jaką wykonuje na codzień (jest zatrudniony w kilku instytucjach) jest praktycznie niemożliwa w formie zdalnej, co przekłada się też na niższe zarobki w sytuacji w jakiej się znajdujemy. Uważam jednak, że pieniądze nie są problemem, bo oboje mimo wszystko mamy dochody, a ja pracuję zdalnie. Przechodząc do sedna sprawy, mój partner non stop gra w gry na playstation. Z jednej strony wiem, że i tak nie ma co robić, z drugiej widzę jak się uzależnia. Kiedy gra nic nie istnieje. Ostatnio kiedy grał (kiedykolwiek by to nie było w ciągu dnia, bo gra cały czas) poprosiłam, żeby zresetował router bo coś się zepsuło i nie mogę pracować, nawrzeszczał na mnie że jemu działa internet i AKURAT TERAZ muszę robić problem. Bo to problem, żeby przerwać kretyńską strzelankę, i zrobić mi przysługę. Kiedy gra, zapomina o całym świecie. Nie słyszy że coś do niego mówię, że o coś go pytam, nic. Próbowałam z nim rozmawiać po dobroci, mówiłam że mi przykro, że czuję się źle kiedy na mnie warczy. Przeprosił. Jakiś czas później znowu grał przez całą noc i zrobił syf w kuchni którą wysprzątałam. Kolejna rozmowa, tym razem powiedziałam mu co myślę: że jego zachowanie jest śmieszne, dorosły facet z oczami wlepionymi w ekran, który nie sprząta po sobie, powiedziałam że nie podoba mi się jak mnie traktuje i że nie będę tego tolerować. I że mówię to ostatni raz. Przez dwa tygodnie było lepiej, to co jest teraz to jakaś masakra. Gra cały czas, traktuje mnie jak intruza. Instynktownie zaczęłam go ignorować, ale chyba nie zauważył. Nie rozmawiamy, nie spędzamy wspólnie czasu, nie uprawiamy seksu. Człowiek z którym mieszkam nie dba o siebie, nie rozwija się, nie robi NIC. Domowe obowiązki są na mojej głowie. Nie mogę na niego patrzeć, nie potrafię się z nim porozumieć. Patrzę jak staje się innym człowiekiem i mam go dość. Nie mam siły o niego walczyć, patrzę jak zaniedbuje swoje obowiązki zawodowe (coś tam jednak powinien robić) i czekam aż straci pracę, bo wszystko na to wskazuje. Jest dorosły, a ja nie jestem jego mamą. Coraz częściej zastanawiam się, co z naszym psem, kiedy postanowię się wyprowadzić - spotkamy się w sądzie? Nie wiem co robić, kocham mojego narzeczonego, ale moja miłość to nie wszystko. Proszę o wsparcie i o radę. Julia

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.