Skocz do zawartości

lika2020

Użytkownik
  • Zawartość

    20
  • Rejestracja

  • Ostatnio

  • Wygrane dni

    1

Wszystko napisane przez lika2020

  1. Chciałbym usunąć konto, sama chyba tego nie moge zrobić. Dziękuję i pozdrawiam
  2. Kurde niezla z niej terrorystka... a może miłością ją hmm jakby " pokonać" ale ja bym chyba na trzeźwo nie dala rady, przy takich nerwach,które Ci sprzedała. Dużo duzo sily, obyś nie musiała z nią mieszkać już dlugo. Mój sąsiad mając 80 lat.. bił żonę, groził, ze nam koty powtórkowe potruje, wode dla ptaków wylewal, nic mu nie można było zrobić, bo starszy Pan. Chyba tacy gniewni ludzie, mają więcej ikry. Ja nie wiem.
  3. Jeny..tak bym chciała Ci pomóc... znam podobną osobe z otoczenia, ale dalekiego.. ciężka sprawa naprawdę... Moze ona jest chora na głowę? Moja mama ma schizofrenie, tez cos wymyśla jeszcze inne choroby, wklada sobie palce do oczu itp napuszczala rodzine na siebie nawzajem, poki byla w mieszkaniu wszyscy na siebie warczeli. Odkad jest w domu opieki ( niebezpieczna dla siebie i otoczenia, zapomniała wyłączyć gaz, jak byla chwile sama to dzwoniła na karetke,ze ma myśli samobójcze) ,ale z Twoja mama się nie da chyba tak. Mam nadzieję, że ktoś Ci lepiej poradzi. Żyłam kilkanaście lat w ciągłym stresie, nabawiłam się chorych jelit, ciagly strach i kłótnie niszczy zdrowie. Wiem co czujesz..ale niestety nie wiem co mogłabym więcej zrobić. Pozdrawiam ciepło
  4. Nie jestem psychologiem, proszę jak czujesz,ze jest zle zglosc sie do lekarza , sa telefony zaufania. Sam brak snu działa źle na ciało i umysł.
  5. Przepraszam nie jestem psychologiem, może ta odpowiedź Ci nie pomoże tak jak powinna
  6. Z takim wsparciem to ciężko walczyć... ale niestety większość rodzin taka właśnie jest. DO D**Y. Ale olej ich naprawdę, walczysz o siebie. Byl okres,ze wazylam 39 kg,majac 23 lata, wzrost 164, wygladalam no "choro" nie jadłam ,bo mnie bardzo bolalo, okazało się, że mam Lesniowskiego-crohna (niezły z niego sku****l) ale wiele osób uwazalo,ze nie chce przytyć, ludzie strzelaja ocenianiem jak z karabinu, ciągną ludzi w dół...żeby sobie poprawić humor może..co robią nie jest zdrowe. Trzeba się wzmocnić i nie przejmować, bo ludzie zawsze tacy będą. Zaczeli mnie powaznie traktować jak lezalam non stop w szpitalu , a potem miałam operacje. Wsparcia praktycznie zero. Proszę Cię, walcz o siebie,super Ci idzie
  7. Kochana Melko, jesteś młoda i widac, że mądra. Samotność jest lipna. Ale moze się skończyć z dnia na dzień, możesz nie zauważyć, że ktoś tam sir pojawi, ale fakt małe miejscowości ograniczają trochę. Mieszkam koło Berlina, ale żeby wyjść do ludzi potrzebuje jechac z.1,5 h z 3 przesiadkami, mam synka półrocznego, męża ,który traktuje mnie jakby mnie nie było. Nie mam tutaj znajomych. Przez dwa lata nie udalo mi się nikogo poznać, a jestem dość otwarta i w Polsce nie miałam problemu tworzystem. Czuje się bardzo podobnie, ale nie odbiorę sobie szansy na życie ,a mojemu małemu nie zabiorę mamy. Staram się uczyć języków, znaleźć jakąś małą pracę, żeby sie usamodzielnic. Jedyna opcja to wrocic do taty, ktory nie jest cieply tez. Ludzie są dla siebie naprawde obcy...a mogłoby być inaczej gdybysmy sobie nawzajem szczerze dobrze życzyli. Mam nadzieję, ze minie Ci to co czujesz. Dużo cudownych osób czuję się tak...a to jest bardzo nie fair. Chociaż wiesz co..tyle osób żyje w sztucznym zaklamanym towarzystwie. Nie wiem czy to jest lepsze. Nie wiem czy Ci pomogłam, bardzo bym chciała...
  8. Nie masz się czego wstydzić...o mnie też plotkowaly sąsiadki, że się "puszczam" bo miałam wiecej kolegów niż koleżanek. Jakoś mi się łatwiej z nimi dogadywalo. Reagowałam złością, ale z biegiem czasu zrozumiałam, że tylko głupi ludzie z nudnym życiem rozsiewają plotki,a jeszcze głupsi ślepo wierzą, kto wie jaka jesteś ten wie. Wiem ,że łatwo mówić, ale nie zrobiłaś nic i tak się czuj. Ja bym zgłosiła takie rzeczy...jak uważasz, ze to co on mówi Cię obraża bardzo, to jest karalne. Ale na to też szkoda zdrowia.
  9. Wiesz, ze to niz zlego, tak mi ske wydaje, masz serce, uzywasz 😜 ale asertywność to dobra cecha..ludzie bardzo łatwo próbują wykorzystywać dobro innych. Myslalam, ze mam ogrom przyjaciół, ale jak byłam dluugo w szpitalu, to nie było chętnych wpaść na moment. Nie byłam asertywna, stawiałam innym nad siebie( nie wiem czy to po polskiemu :p) walcz o swoje zdanie!
  10. Brawo mama...nie ma to jak sprawic,że dziecko nie czuje sie w domu bezpiecznie. Ktoś mi bliski też traktowała mnie jak gorszy sort. Jak się ma budować dobrą samoocenę, poczucie własnej wartości jak najbliższa osoba kopie Ci ją. Jedyne o co Cie prosze to nie bierz tego do siebie. Postąpiłas właściwie. Jak ja zachorowalam i bylam non stop w szpitalu, to grupa znajomych i przyjaciół się znacznie skrocila. Nie pozwól sobie wmówić ,ze jesteś czegos mniej warta. Jestem od Ciebie 10 lat starsza, a ciągle muszę pracować nad samoocenie równiej 0...
  11. My swirujemy, a co dopiero pełne energii dzieci, dobrze, ze jesteś młoda, jak pójdą " w cholerke" to poszalajesz spij dobrze!
  12. Alu, jesteś cudowną mamusia. Masz dwójkę dzieci, siebie postawiłas na ostatnim miejscu, ciężko pracujesz, a jesteś jeszcze taka młoda. Takie są kobiety właśnie...fenomenalne, wszystko zniosą dla tych, których kochają. Może są jakieś miejsca, gdzie chłopaki niedrogo, mogą sie wybawic. 4latko często są trochę szalone,ale kurde...to są dzieci. Nie wiem jak naprawdę Ci pomóc, a bardzo bym chciała, zasługujesz na lżejsze życie.
  13. Ciezko moze im zrozumieć ,że w ich domu wyrósł potwór... to zachowanie było by chore,ale zrozumiale bardziej gdyby miał z 15 lat, jakieś hormony...ale kurde no to jest chore. Jesteś jego młodsza siostrą, co jak on ma jakies zaburzenia i bez pomocy będzie gorzej. Buzka
  14. Szczerze..jest dorosly , powinien Cie bronić, a nie byc Twoim katem. Jeżeli nie masz możliwości wyprowadzki, to serio niech on spada z domu. Jego zachowanie nie jest normalne, skoro krzywdzi swoją własną siostrę, to moze innych też. O takim cieniasie jak Twoj brat, to dawno nie słyszałam. Urwij z nim kontakt, dobroć Twoja nie może pozwalac na takie traktowanie. On jest obrzydliwy. Moj brat byl kiepski w młodości, ale to jest nic przy Twoim. Nie daj się laska!
  15. Nie masz wiecej do zaoferowania? A to,ze on ma kogos kto go wspiera..kocha i zrobiłby dla niego wiele to mało? Z kasą jest różnie, raz jest jest mniej, raz więcej, ale tyle osób, które nie mają się do kogo przytulić, wygadać, które nie sa tak kochane jak Twoj partner, zabrzmie lamersko, ale to jest najlepsze co mozesz mu dac. Nie myśl proszę tak płytko, ze jak masz mało kasy to nic mu nie dajesz...
  16. A wiesz co z tym Panem się stało? Może to nie daje Ci spokoju. Niektórzy jeżdżą jak szaleni..gdzies maja swoje zdrowie i innych..a Ty widocznie taki nie jestes. Mimo,że to nie była Twoja wina, moze czujesz trochę, ze jest inaczej.
  17. Glupio to zabrzmi, ale wypadki się zdarzają..pech,że jego wina. Nie wiem czy Ci to pomoże. Nie mam prawa jazdy, uwielbiałam z mężem jeszcze 3 lata temu jeździć na wycieczki, wsiadalismy i jechaliśmy, nie az tak daleko of course. Szukalismy psa na dom tymczasowy, daleko od nas w Sobolewie (okolice Warszawy) w drodze powrotnej, jakies 20 min od schroniska a 8 godzin jazdy od domu, pewien pan w sam wjechal " zagapil sie" , uderzyl w tyl, nic nam sie nie stalo wlasciwie, uderzylam glowa w szybe,ale bol poczuam nastepengo dnia, wrocilismy z laweta, po jakos 15 godzinach, czekanie ,policja itp. Wspomne,ze mlody Pan, który w nas walnął smierdzial piwem i podszedl do mnie i powiedział " to co mówimy policji, szczerze myslalm, ze go walne mocno w tą głupia jape. Byliśmy daleko od domy i przerażeni. Od tego dnia jazda autem , to byla dla mnie największa trauma, bałam się i robiłam wszystko,żeby nie jechać autem. Zbliżał się ślub, urzad był pod Berlinem, ale wesele w Szczecinie, droga na wesele to bylo piekło, postanowiłam iść na terapie..wiem,ze to kosztowne..jeszcze dodam, że mąż mial slabe ubezpieczenie i straciliśmy 10 tys. Ciezko bylo, ale terapia pomogła. Czasem kurcze nie ma innego wyjscia. Mam nadzieje,ze moglam Ci troszks pomoc, wiem,ze sie rozgadalam, ale czasem na przykladzie jest lepiej cos zrozumieć. Pozdrawiam
  18. Od czego zacząć...moja mama zachorowała na schizofrenie zaraz po moich narodzinach. Juz 28 lat. Nie wiem jak to było dokładnie, nikt z rodziny nie potrafi rozmawiać na poważne tematy. Także więc, moja mama wymagała więcej uwagi niż ja czy mój brat..wiem,że choroba nie wybiera, a ona byla non stop w szpitalach, chyba tam jrj było najlepiej. Nie potrafi być sama... zaczęłam gotować, sprzątać , ogólnie zajmować się domem dość szybko,mama oglądała telewizję, żebrala jedzdnie od sąsiadów, bo według niej nasza lodówka była zamknięta na kłódkę. Piła kawe i paliła papierosy, to koniec jej obowiązków. Czesto jak mama sobie sama dzwoniła, bo karetkę, mówiąc, że ma myśli samobójcze, rodzina miała do nas pretensje, ze sie nią nie zajmiemy, ale nikt z nich nawet na jeden dzien nie mial ochoty z nią siedziec. Zycie z nią to był koszmar. Od 4 lat jakoś jest w domu opieki na osób z podobnymi schorzeniami, co też się nie spodobało. Ten pomysł wyszedl od jej wieloletniej lekarki, uznała, że tak bedzie lepiej dla wszystkich, dla nas to byla szansa na normalne życie. MOPR nam to uniemożliwił, ale rozumiem..takie prawo. W wieku 17 lat zaczęłam mieć mocne bóle brzucha, schudłam dość ( choć zawszd byłam szczupła), nie mogłam jeść, bolało okrutnie. Lekarz rodzinny mi wmawial problemy psychiczne,że on rozumie, zna pacjentki ,które wyrzucaly kanapki i wcieraly masło we włosy ,bo tak nie chciały przytyć, ale ja kocham jeść, chociaż nie wierzono mi. Endoskopia nie wykazała nic, zdecydowałam się na kolonoskopie, po dlugich miesiącach wyszlo, ze mam Lesniowskiego-Crohna, lekarz przeprosił, ale kij mu w oko.. sprawił, że czulam się okropnie, że musze błagać, zeby ktoś uwierzył ,ze cos mi dolega. Bolało mocniej, częściej, mogłam pić wode, ewentualnie kisiel. Wyglądałam źle..toaleta to był mój dom, ale bylam sama z tą chorobą, poki nie trafiłam do szpitala z silnym stanem zapalnym i bardzo zlymi wynikami, nie mogłam już się podnieść z bólu. Szpitale były non stop, nie dalo się zrobić, wycięto mi kawałek jelita, od 3 lat mogę normalnie żyć, tylko,że tak naprawdę nigdy to moje życie normalne nie było . Bardzo chciałam dzieci, uwielbiam je, spędzanie z nimi czasu to jest coś cudownego, rozmowa z dzieciakami to sama przyjemność, nie mają w sobie tego jadu,który my dorośli mamy. Przepraszam, ze tak się łapie za pare tematów, ale ten,ktory przedstawie, sprawił, że pękłam Mam męża Niemca, poznalam go u nas na koncercie, serce złote, rozmieszal mnie, był inni, no miłość..głupie to ,ale jesteśmy razem juz kilka lat, chociaż mentalność jaką ma, zdystansowana sprawia,że ten związek dla mnie już nie ma szans. Nie nauczyl sie praktycznie nic polskiego, a mówiłam na starcie jakie to dla mnie ważne. Nie schudł,a ma solidną nadwage, z 25 kg przynajmniej. Przez 6 lat nie dotrzymal ani jeden obietnicy, ba..nawet nie probowal. Myślałam, ze jest cudowny, a on sprawił, że czuje sie nic nie warta...mamy synka, pół roku, kocham go jak ja pytole, jego uśmiech daje mi siłę, ale to co przeszlam w ciąży sprawilo,ze jeszcze gorzej się czuje. Przepraszam, że tyle pisze Zaszlam w ciaze po ponad roku prób, ale wiem inni dluzej próbują..bardzo przykre. Ciąża od początku była problematyczna, badanie prenatalne wykazało,że maly może mieć zespół downa, szok..poszłam do innegp lekarza powiedział, ze nie ma nic co by na to wskazywalo, ale krwawilam wiec,musiałam leżeć dużo. Uspokoiło sie, lekarz mowi,ze mam żyć normalnie. Następne badanie wykazalo,ze ma cos ze stopką, lekarz był pewien,ze bedzie potrzebna rehabilitacja. Poszłam z mężem do kina, w 6 miesiącu, po wyjściu poczułam, krwawienia. W toalecie galerii wezwalam karetke, nie widziałam, do którego szpitala mam jechac, kazali mi się noe ruszać, mąż bez jezyka spanikowany. Myśli, ze beda musieli malego wyjąć, przyszedł lekarz i powiedział ,ze na tym etapie ciąży ( 24 tyg, 600 gr) mały ma znikome szanse i wyszedl. Nie mogłam przestac płakać, tak chciałam, żeby żył. Badali mnie, poczekalni, okazało się, ze to krwiak, leżenie w szpitalu (7 nas na sali plus bobasy, słabo troche) niby się polepszylo, wróciłam do domu do taty, byłam w odwiedzinach, leżałam w lozku, krew wrocila, szpital również. Znowu tydzien, lekarz wpadl, ze jak mam możliwość leczenia sie w Niemczech, to niech wsiadam w auto i jade szybko( troche dziwne, posluchalam) w domu z mężem leżałam oczywiscie, ewentualnie kibelek, kilka dni szpital i tak 3 razy jeszcze, nie widzieli krwiaka, nie mieli pojęcia skąd tyle krwi. Mialam mocne skurcze w 30 tyg, lekarz mowil,ze nie mogą już czekać, miałam szanse rodzić naturalnie, ale po dobie bez rozwarcia musieli go wyjąć..wszytsko sie działo tak niespodziewanie. Mały ważył 1200 gram, stopka zdrowa. Zabrali go do inkubatora..byłam codziennie, ale musiałam wracać na noc do domu, byłam zmeczona, a to powodowało brak mleka, a tak chcialam mu je dac, mimo,ze szpital byl daleko, codziennie wozilam mu to minimum, bo wiem, ze to dla niego najlepszy lek. Był taki malutki...te kable. Mimo,ze jest w domu. Nie moge zrozumieć dlaczego wszystko w moim zyciu jest takie trudne, ciezkie. Wiem-, ze to moze byc moja wina, ze widze to tak, ale jak widzieć inaczej?

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.