Skocz do zawartości

lolek2724119

Użytkownik
  • Zawartość

    1
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutralna

O lolek2724119

  • Ranga
    Debiutant

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Cześć, Jestem Karol, mam 21 lat, jestem studentem I roku studiów związanych z wiarą katolicką. Na samym początku dodam , że jestem osobą homoseksualną , która czasami sobie z tym radzi a czasami chciałaby uciec od tego myślami. W grudniu 2019 roku napisal do mnie ksiądz, którego znałem z kościoła akademickiego. Nie wiedziałem po co, w jakim celu. Ale rozmowa zaczęła się kleić i ciągła się. Zaproponował spotkanie , żeby uczcić mój zdany egzamin i zaprosił do siebie. Zgodziłem się i po obejrzeniu filmu i rozmowie położył mi się na nogach a ja zacząłem go głaskać po głowie. Później zaczął mnie całować, a ja zapytałem czy napewno tego chcę bo nie chciałem przeżyć kolejnego rozczarowania ale powiedział że chce tego bardzo. Zaczęliśmy się całować i tak się stało że zostałem u niego na noc. Spotykaliśmy się kilka razy w tygodniu , on od razu powiedział że mnie kocha. Ja wcześniej tego słowa użyłem dwa razy, raz do mamy drugi raz do mojego wcześniejszego partnera a byłem już w kilku bliższych relacjach i to słowo było dla mnie bardzo ważne i wiązało się z pewną odpowiedzialnością za drugą osobę. Po jakimś czasie odważyłem się na to słowo i powiedziałem że go kocham. Było mi ciężko gdyż zawsze starałem się być blisko Kościoła i Pana Boga, a to mi utrudniało. I zacząłem się oddalać bo nie mogłem patrzeć jak może być tak że w jednym momencie zaspokaja mnie i siebie seksualnie a godzinę później idzie i trzyma Ciało Chrystusa w tych samych dłoniach mówiąc że chciałby być świętym kapłanem. Przestałem się modlić, do Kościoła chodziłem żeby tylko inni nie widzieli że jest jakiś problem. I nagle kilka dni temu powiedział że on tak dalej nie da rady. Ale chcę się przyjaźnić. Wiem że to co powiem może być spowodowane emocjami które we mnie panują, ale lubię go i chciałbym jakiś kontakt z nim utrzymać, wiedząc że i tak pewnie będziemy się mijać gdzieś na uczelni. Powiedziałem mu że chciałbym żeby poniósł odpowiedzialność za to co się stało, bo nie byłem jego pierwszych facetem, miał wcześniej jednego z którym byl przez 1.5roku i kilku na jedną noc. Powiedział że wyrzuty sumienia są dla niego już bardzo dużą karą bo do końca życia będzie musiał myśleć że mnie skrzywdził. Ja chciałbym osobiście żeby przyznał się do tego co zrobił i poniósł za to odpowiedzialność, bo jak idę do kościoła i pomyślę że ktoś taki może celebrować coś tak świętego to zbiera mi się na wymioty. To że mnie zostawił byłbym w stanie zrozumieć ale to że jest księdzem i zostawił a teraz sobie radź a ja już nie mogę bo chce być świętym księdzem to mnie strasznie boli. Zastanawiam się co z tym faktem zrobić, bo nie chcę też być kimś kto robi donos, ale z drugiej strony nie mogę patrzeć tylko na niego żeby jemu było w życiu dobrze, bo patrzyłem cały czas żeby mu dogodzić a on nie patrzył na mnie gdy mnie zostawił tylko na siebie bo to "on" nie da rady. Dlatego chcę też popatrzeć na siebie i wiem że nie dam rady patrzeć na celebransa Eucharystii wiedząc że on dalej to robi... Chciałbym bardzo żeby za to odpowiedzial ale niewiem co robić w takiej sytuacji.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.