Skocz do zawartości

kotwbutach

Użytkownik
  • Zawartość

    6
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutralna

O kotwbutach

  • Ranga
    Debiutant

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. Witam ponownie. Bede pisac krotko zwiezle i na temat. By nie zasmiecac i nie tworzyc zbednego balaganu i chaosu. Tak jak powyzej. Jako osoba mloda 20+ ktora nie obcowala jeszcze ze wszystkim i ktora pochodzi z rodziny w ktorej seks i nieczystosc to tabu. Moje watpliwości: 1.) Wiadomo o biologii uczono wszystkiego ale nie o tematach na pograniczu psycho- seksuo- bioogii. Do rzeczy: odczuwanie orgazmu a okres. Czy odczuwanie orgazmu moze w jakis sposob zaburzyc cykl mc czy owulacje? Czy przyspiesza, opoznia okres? W necie tyle tego tych teorii niedomowien nawijania makaronu na uszy a zanik lub brak rzetelnej wiedzy. No wlasnie jak to jest? 2.) Seks analny (prezerwatywe). Mam ibs (od 7r.z, typ biegunkowo- papkowaty, na 2tyg przed kresem tryb mieszany) lecze sie jestem "sterylna" i moj tz rowniez. Higiena na wysokim poziomie raz w roku ogolna kontrola swego ciala tzn profilaktyka, badania. Czy w moim przypadku (chore jelita) seks analny odpada? Czy moze mi zaszkodzic, czy moge odczuwac bol x2 razy bardziej niz normalna zdrowa kobieta? Pomysl, chcica i inicjatywa na ten seks poszla z mojej strony. 3.) Czy to wogole normalne i zdrowe gdy przezywajac orgazm mysli sie o slodkich perwersjach? Tzn wytrysku na twarz czy kilkukrotnych orgazmach jeden po drugim? Czy majac ochote na to i pozniej robiac to nie jest sie brudnym ponizonym (wiadomo wg czesci spoleczenstwa jest to zle niemoralne i nie akceptowane a kobiete ktora ma takie fantazje zachcianki i chce sie kochac troche inaczej niz klasycznie po bozemu, traktuje sie jak panne lekkich obyczajow jak szmate czy k...we? Z gory jak zawsze dziekuje za pomoc 😌
  2. Dziękuję bardzo za rozwianie wątpliwości 😊 Dopiero co wchodzę w te wszystki sfery dorosłości więc jestem jak dziecko we mgle😉
  3. Witam wszystkich. Chciałam się zapytać czy borykaliście się z taką sytuacją: Kiedy byłyście/liście singlami pragneliscie i plakalyscie wrecz o prawdziwa, obustronna milosc, po czym gdy ona przyszla i sie rozwijala a zaangazowanie roslo w pewnym momencie spieprzaliscie jak najdalej i zrywaliscie znajomosc, po jakims czasie dochodzac do wniosku ze te zerwanie znajomosci to byl blad i znowu zaczynacie tesknic i pragnac i blagac o milosc. Po 1.5 roku plujecie sobie w brode za wlasne debilstwo jakie odstawiliscie. I umieracie z tesknoty a jakze. Bo ja wiem ze to musi byc nienormalne, chyba. Ale czy jest wogole taka przypadlosc w psychologii i ja sie skutecznie leczy? Z gory jak zawsze dzieki za odpowiedz i za wytlumaczenie "łopatalogicznie" o co kaman. Kot w butach.
  4. Dziękuję bardzo, Pani Mirelo jestem niezwykle wdzięczna. A jak się na przykład ma sprawa kiedy mężczyzna ma zbyt gęstą spermę? Można jakoś "rozrzedzić"?
  5. Hej wszystkim! Tak jak w temacie posta: to pytanie czysto retoryczne i chcialabym sie tylko upewnic w swojej kwestii. Gdy np robiło sie seks oralny swojemu partnerowi, co pozniej dzieje sie z ta sperma? Trafia do zoladka i zostaje strawiona (przez kwas solny), zostaje i zalega w nim?, gdy jest zbyt gesta, "osiada" na przełyku, czy nie daj Boże laduje do krtani? Prosze o łopatalogiczne wyjaśnienie. Czy takie połykanie jest zdrowe i bezpieczne i nie jest jakakolwiek dewiacja czy czyms chorym/ nienormalnym społecznie? To naprawde nie jest jakiś hejt, trollowanie czy robienie sobie z Was jaj i śmiechów. Po prostu od tak przyszlo mi takie dumanie do umysłu przed snem (bo zasnąć nie moge bo naczytałam się horrorów a później rozkminam o życiu by jakoś zmęczyć się zaśnieciem) Z góry dzieki za wszystkie odpowiedzi. Jak zawsze moge na Was liczyc.
  6. Witam, Wszystkich serdecznie tutaj. Jestem tutaj po raz pierwszy, jestem tu nowa. Mam na imię Ania. I chciałabym po prostu wyrzucić to z siebie porozmawiać i urzyskać rzetelną, pomoc, wsparcie, wytłumaczenie czy dobrze postąpiłam czy nie. Czy ten związek był chory czy też nie. Mam nadzieję że to tutaj urzyskam. Otóż, do sedna problemu/ sprawy: Mam 22lata rok wcześniej przeżyłam swoją pierwszą miłość, pierwsze zakochanie, pierwszy związek, pierwszy seks. To był (mówię tutaj tylko z mojej perspektywy) piękny acz szalony czas eksperymentów życia. No bo, przedostatni rok studiów, pierwsza miłość, staż w zawodzie oraz pierwszy kryzys i niestety najboleśniejsze- rozstanie. Jestem introwertyczką, romantyczką która gdy prawdziwie kocha, to na 100% oraz jestem takim typem osoby że szybko się przywiązuję. Otóż P (27lat) poznałam w styczniu ub roku. W maju poszłam z Nim do łóżka. Kochałam go. On mnie też. Na poczatku było pieknie... Wspólne rozmowy, smsy, maile, rozmowy telefoniczne, romantyczne spacery i przejazdzki jego motorem. Masza godzin rozmów na wszelkie tematy by sie najdogłebniej poznać. Rozstaliśmy się pod koniec września ub roku. To był (cholera, chciałam opisać jego jednym słowem i nie wiem jak- jedna gula w gardle i natłok myśli) charyzmatyczny aż chyba trochę dziwy mężczyzna. Planowalismy razem wspolna przyszlosc, wspolne mieszkanie, wspolne zycie. Bylismy szaleńczo zakochani. I o i ja chciałam stworzyc powazny zwiazek taki juz do grobowej deski. On wielokrotnie wspominał ze chce abym była jego narzeczona, zona. On miał trudne zycie. Pochodził z dobrej rodziny, raczej wyzszego statusu (jego matka była prawnikiem), jego ojciec alkoholik (bijacy zone i dzieci, synowie stawali w ochronie matki i siostry), mlodsza siostra co miala 2ke dzieci z zupelnie innymi facetami, najstarszy brat co w wyniku komplikacji zmarł na sepse. Pozniej P w wieku nastoletnim, wkrecił sie w zle towarzystwo zaczal pic, palic i prac narkotyki (mefedron), nastepnie za dlugi był scigany i przez pare mc był w wiezieniu, pozniej zachorował na białaczke, wyszedl z niej, miał 7 zwiazkow (przede mna), jedna z jego ex zmarła w wypadku samochodowym, inna zmarła z powodu choroby. Wiec facet z przejsciami... W polowie naszego zwiazku, stał sie bardzo zaborczy, władczy i dominujacy. Raczej zawsze miał taka konkretna osobowosc. To znaczy zaczał mnie śledzic (przez tel i smsy i maile- gdzie jak i z kim spedzam swoj wolny czas), raz gdy pomyliłam drogi na randce , gdzie szlismy (nie mam topografii w głowie- on miał), gdy skreciłam zle, nie w ta strone, on zwrocił mi uwage ze "Pojebało Cie to nie ta droga", czasami pospieszał, innym razem gdy szukałam miejsca na odbycie swojego stazu, jakos tak mimochodem zeszlismy na temat pracy i zarobków. Stwierdził ze w moim zawodzie (higiennistka stom) to ja wiele nie zarobie, lepiej bym wyszła jakbym wizeła pierwsza lepsza prace, nie wspierał mnie jesli chodzi o wyksztalcenie czy o moja pasje (bo moje studia i moj zawod to moja pasja i hobby zarazem), pozniej była kłotnia przed sesja gdy akurat na ten sam termin co sesja, wypadła nam nasza wczesniej zaplanowana randka, wtedy była nasza pierwsza powana kłotnia w zwiazku, ze po egzaminach nie chce mnie sie jechac na randke. (na moja uczelnie i do domu mam 1h 20min godziny jazdy pociagiem wtem i z powrotem, miałam tez duzo tego dnia powaznych egzaminów, wiec odmowiłam i poprosiłam go o przeniesienie randki na inny termin. No i wtedy wybuchła kłotnia, ze na mnie nie mozna liczyc, ze mi na nas niezalezy, ze sie nie staram w zwiazku, ze juz go pewnie nie kocham i nie zalezy mi na nim, ze nie dbam o nas, ze pewnie niebawem bede sie rozgladala za innymi (studia, akademik, towarzystwo kumpli i kumpelek), ze kobiety to klamcy i oszustki i tylko zawodza. Przezyłam to strasznie bo to moj pierwszy chłopak, kochałam go nad zycie, to moja pierwsza miłość. Teraz o naszym zyciu intymnym: on był moim pierwszym, pierwsze rozmowy damsko- meskie, pierwsze trzymanie sie za rece, pierwsze przytulenia, pierwsze pocałunki, pierwsze pieszczoty, rozdziewiczył mnie nauczył mnie seksu- bylismy otwarci i rozmawialismy na kazdy temat ws miłosci i seksu, naszych granic itd. Nie wstydzilismy sie o takich kwestiach rozmawiac. Szanowalismy sie i trzymalismy sie wczesniej ustanowionych naszych zasad. Podczas którejs z rozmow (mailowej, poznym wieczorem), (nie wiem czy głupio zartował czy nie), zaczał naciskac na seks analny- odmowilam i przyprowadziłam go do porzadku. Nie zazartowal pozniej ani nic mi nie zrobil. Nie wracalismy do tego tematu. innym razem podczas seksu oralnego chwycił mnie za szyję (to nie było umawiane ani w zaden sposob kwestionowane, po prostu automatycznie mnie tak wzial), pozniej rowniez sie na ten temat posprzeczalismy. Dziwne rzeczy zza czasów naszego zwiazku (to co mnie sie przypomina) to: brak kupowania od czasu do czasu drobnostek- chociazby kwiatkow, czy tez zapraszania gdziekolwiek. Tak samo to ze kiedys gadał nt. minetki, a nigdy do niej nie doszlo, a wiedzial ze chciałam i czekałam na to bardzo- gdyby mial klase moglby sie odwzieczyc chociazby za seks oralny. Po zblizeniach zachowywal sie dziwnie, zazwyczaj szedl po zarcie, albo wsadzal nos w telefon. Jakby tylko seks i juz ochota na zainteresowanie mna mu przeszla. Gdy chciałam go przytulic i razem tak z nim polezec to tylko odskoczył jak oparzony i z daleka tylko rozmawiał. Jeszcze innym razem gdy połowe dnia spedzilismy razem (tez sie zdarzył stosunek), po nim powiedział ze musi wracac do siostry bo rodzi. Albo inna wymówka ze ma duzo spraw do załatwienia. ( to tak jakby "randka" jako spacer, zwiedzanie muzeum (za moje oszczednosci), seks a po seksie zwiewa. A wczesniej planowalismy caly wspolny dzien, Nasz od rana do nocy) Decyzje o rozstaniu podjełam ja. (pozniej po zaledwie 2mc od rozstania on miał nowa, a ja jestem sama do dzis bo jeszcze nie ochłonełam.) Jako powod podałam ze jestesmy w zupelnie roznych miejscahc w zyciu. Ja dopiero co w nie wchodze, on chce małżenstwa. Wiem tylko ze podczas tej decyzji odczułam taka ulge i spokoj jakby cos mi spadlo z barkow. W zwiazku z nim bywały chwile ze czułam sie przeszczesliwa a bywały tez ze czułam sie za bardzo przez niego zaszczuta, i nie wiem czemu gdy na dalsze juz randki, gdy juz byismy w zwiazku (gdy sie na nie wybierałam, odczuwałam cos jak tesknota, przywiazanie a strach. Dziwne to było. Tak jakbym sie go obwiała. Te przemyslenia i odczucia nakłoniły mnie do podjecia rozstania. Wiedziałam ze to raczej dziwne, ze normalna zdrowa, zakochana osoba w zwiazku raczej takiej mieszaniny uczuc i emocji i przeczuc nie doznaje. Ze raczej jest szczesliwa, "lekka" i mega zakochana. Która raczej odczuwa radosc, milosc, bezpieczenstwo.) I pytania jakie nie trapia... czy to był toksyczny zwiazek, partner, czy ja mam jakis syndrom sztokholmski czy co... Nadal go pamietam i kocham. Nadal mam do niego szacunek i raczej wiecej tych dobrych wspomnien. W koncu w moim sercu bedzie zawsze- w koncu to moj pierwszy. Przypomianło mi sie jeszcze cos ze zza trwania naszego zwiazku (uległam i to co sobie obiecałam to złamałam ta obietnicę), jedno razowo razem z nim po raz pierwszy pusciłam dymka. Czułam sie paskudnie, miałam pozniej wyrzuty sumienia. Nie wiem co o tym wszystkim myslec. Mam chyba, nie poukładane emocje po tamtym okresie zycia. Przynajmniej tak mi intuicja i logika podpowiada. Z góry dziękuję za czas, poświęcony na przeczytanie mojego postu i za odpowiedź. Dziękuje Wam wszystkim za pomoc i wsparcie. Miłego wieczoru życzę. (Och i sorka że post mi taki przydługawy wyszedł chociaż starałam się pisać najbardziej zwięzłowato i konkretnie.) Ania.

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.