Skocz do zawartości

Patryk2025.

Użytkownik
  • Zawartość

    15
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

0 Neutralna

O Patryk2025.

  • Ranga
    Debiutant

Ostatnio na profilu byli

Blok z ostatnio odwiedzającymi jest wyłączony i nie jest wyświetlany innym użytkownikom.

  1. juz jest rozwiązana sprawa. Zona ma pocieszyciela. Stary kolega z lat młodzieńczych.
  2. Ale proszę mi tylko powiedzieć, czy to ma być specjalista typu psycholog ? czy psychiatra ? czy ktoś jeszcze inny ?? Do kogo się kierować ?
  3. Wie Pani, co . Moja żona ma zdiagnozowany ból między łopatkami pochodzenia, jak to nazwać...nie pamiętam tej nazwy specjalistycznej. Niemniej jednak natury psychologicznej, somatycznej ?? Nie chcę pomieszać, niemiej jednak rok czasu jeździła po lekarzach specalistach...od kości, stawów itp...wszystkie prześwietlenia jakie tylko można mieć, to porobili jej. I każdy lekarz rozkładał ręce że nic tutaj nie widzieli. Kiedyś jednak spróbowała do innej pani Dr, się udać o innej specjalizacji i ona jej powiedziała że to jest ból jakby taki "pochodzenia z głowy"...właśnie na tle nerwic itp... Dodam iż w przeszłości, jakieś hmm 3 -4 lata temu, rodzice mojej żony rozwiedli się, ona bardzo to mocno przeżywała... Niewiem, może teraz nagle po naszym ślubie coś w niej pękło..może widzi obraz jej rodziców...że to niema prawa się udać, itp... Ale ta nagła niechęć do dziecka...ta nagła niejako PSYCHOZA,,na punkcie kariery... nie podoba mi się to wszystko...
  4. Każdy jest w szoku...Ja wiem, że możecie mi nie wierzyć, bo jestem jedną ze stron w tym temacie...no ale poco miałbym kłamać...skoro próbuję to jakoś racjonalnie sobie wytłumaczyć...Po prostu nastał dzień, tak jak pisałem jakoś po dwóch tygodniach nowej pracy, że przyszła do pokoju jakby nigdy nic. Stanęła i powiedziała że przemyślała, coś ją wcześniej zaślepiło ( ekhm..dwa lata zaślepiona była)...i powiedziała że jednak dziecko nie jest dla niej...Ja mówie, to czemu przed ślubem mówilaś coś innego. Niewiem...przepraszam...co mi z jej przeprosin.... Krzywdę jej zrobił ?? Skoro ona wprost mówi że ona chce piąć się po szczeblach kariery..chce byc kierownikiem...dyrektorem !!!....no to sama tego chce... I TAK ZGADZAM SIĘ Z TOBĄ..takie czasy, nikt jej tego nie zabroni...Ale mogła to powiedzieć przed ślubem...miała na to 7 lat... i przez 7 lat...pokazała się jako kobieta kochająca, rodzinna, troskliwa, opiekuńcza, wesoła.... a teraz...DRAMAT....
  5. Witam, proszę Pani zacznę może na wstępie od tego, że mojej żonie chce cała jej rodzina pomóc...bo nie poznają kobiety co się z nią stało...jest cieniem...człowieka...schudła niesamowicie...Wczoraj nadal były bardzo poważne rozmowy z jej rodziną jej samej. Ona mówi wprost , nie podając argumentów.... Cytuję żonę " małżeństwo mnie przerosło"... " ja muszę w pracy się wykazywać, to może będę kiedyś zarabiała 5, 10 tysięcy złotych''....kolejny cytat " gdy pracowałam we wcześniej pracy, to mogłam mieć dziecko, bo tamta praca i tak by mi nie umożliwiła rozwoju, a ta tak...i dziecko odpada..." dalej..."nie czuję wspólnoty małżeńskiej"... dalej..."chcę wrócić do swojego domu, chcę pomagać mojej mamie (mama w pełni zdrowa, pracująca)"... Czy tak się zachowuje kobieta przepraszam....zdrowa ? bez jakiejś choroby ? (ciężko mi tak mówić, bo to moja żona...ale do niej nikt nie jest w stanie dotrzeć...) Dwa tygodnie po zmianie pracy...ta kobieta stała się obcą dla mnie...unika mnie...nie ma w niej żadnej chęci...do uczuć,, do miłości, do byle miłego słowa, nic...traktuje mnie jak powietrze... Mówiłem jej, na temat tego aby udała się na jakieś terapie, może dłuższe do psychologa czy innego lekarza...to powiedziała mi że nikt z niej wariata nie będzie robił. Co dla mnie oznacza wychowanie dziecka ?? No siłą rzeczy myślę że na jeden rok, żona musiała by iść na macierzyńskie, ale ja pracuję w promieniu 5 km od domu, stałe godziny pracy mam tzn. do 15. Nie mam nadgodzin, ani nic... jej dom rodzinny jest 500 metrów od mojego. Ma mamę, ma siostrę, u mnie dziadki są, rodzice (co prawda za granicą rodzice, ale zjeżdzają też), ale to nie jest tak że została by z dzieckiem sama w domu. Ja nie każę jej siedzieć z dzieckiem do 5 roku życia, bo rozumiem że dzisiaj czasy są jakie są, i kobiety potrzebują się spełniać zawodowo. No ale ludzie, nie jedna kobieta ma dziecko, i potrafi pogodzić karierę z rodziną, a tutaj jest nagły strzał, nagła blokada NIE i NIE i NIE... Ale zaznaczam, jeden rok...później można to pogodzić dać dzieciaka do żłobka jak robią to często ludzie którzy pracują...Ja dzieci uwielbiam...napewno niebyło by tak, że zostawiłbym ją sam z tym obowiązkiem, bo mnie cieszyły by ojcowskie obowiązki...Ale jej anty rodzinne podejście nagłe...nie pozostawia mi wyboru, i coraz bliżej jestem podjęcia decyzji o rozwodzie... Pyta Pani, dlaczego żona uważa że ciąża przeszkodziła by jej w karierze ?? Nikt tego niewie, ona tylko rzuca puste hasła...ale nie umie ich argumentować, NIE bo NIE...jak gówniara a nie 24 letnia kobieta... To jest chore...mówi że mnie kocha, a nie chce czułości, nie chce bliskości...jak można 3 miesiące po ślubie, tak diametralnie się zmienić.... Przed ślubem, przed zmianą pracy była pełna energii, uśmiechu, szczęścia, CHĘCI DZIECKA...naprawdę CHĘCI DZIECKA...to ja jej mówiłem....poczekajmy 2,3 lata...a teraz ??? Ona NIE. ona musi mieć co najmniej 30 lat , a więc 6,7 lat czekania... mało tego...dopowiada że też to nie jest pewne, że kiedyś zechce...Dostała nagłą blokadę, na mnie na dziecko, na cały otaczający nas świat...byle tylko w pracy byli zadowoleni,,,byle premia była... Żeniąc się widziałem w niej kobietę która lubi dzieciaki ( jej siostra ma dwójke) , bardzo jest za swoją siostrzenicą i wgl...widziałem kobietę która, pragnęła wtulić się we mnie...a po ślubie , totalna materialistka...a może nie tyle materialistka, co karierowiczka, niszcząca wszystko co zdobyła ze mną przez 7 lat...na poczet chorej kariery...wyimaginowanej...jakby to była jedyna praca okolicy...i wgl... Każda kobieta u mnie w rodzinie, czy kuzynka, czy ciotki itp...dzieci miały, czy niedawno się decydowały w wieku 23-25 -27 lat... i każda z nich pracowała. I jakoś wróciły do pracy, bez problemów...tylko moja żona ma problem. Nie wiem co jest grane, co się wydarzyło w jej głowie, ale jedno jest pewne, ta nowa pracą ją zmieniła, albo odkryła jej prawdziwe oblicze...I non stop tylko gada, że uzbiera na BMW, i uzbiera na BMW...wkońcu..no ludzie....
  6. Witam, poruszałem już kiedyś podobny temat, ale jest coraz gorzej. Szybko przedstawię sytuację. Żona 25 lat, ja 30. Od 7 lat w związku, od 3 miesięcy małżeństwo od 2 miesięcy dramat. Cały związek był piękny, parę głupich kłótni o nic, i tak 7 lat... równe dwa lata temu oświadczyny, szczęście, łzy radości itp...wiadomo... od 1,5 roku wspólne mieszkanie u mnie ( na początku żonie było ciężko z uwagi na to iż wyprowadziła się z rodzinnego domu ( co prawda tylko 500 metrów ) ode mnie więc parę kroków do rodziny żona miała, no ale było jej ciężko. Okres ciężki minął, plany ślubu, cudownie, pięknie codziennie wielkie uśmiechy,głupoty, zrozumienie, plany o remontach po ślubnych, o dzieciach po ślubie że ona by chciała rok, dwa po - mieć dziecko, ja tym bardziej. Ogólnie wspaniale. Po ślubie pierwszy miesiąc, cudnie...pełnia szczęścia jak to nowożeńcy. W sumie to cud jak sprzed ślubu. Nagle Żona zmieniła pracę...i po dwóch tygodniach od zmiany,,,przychodzi" i mówi, że ona dziecka nie chce a już na pewno nie za 4,5 lat...po kolejnych tygodniach powiedziała że 7 lat mam czekać, bo ona wcześniej nie zdecyduje się na dziecko, bo ma nową pracę...i czuje że może się rozwijać. A we wcześniejszej jej niezależało na pracy "więc dziecko by nic nie zmieniło, bo i tak praca bez rozwojowa"....i tak się trzymała tego stanowiska. Teściowa pojechała z nią do psychologa...po wizycie mądry psycholog...powiedział iż MUSIMY MIEĆ WSPÓLNE PLANY...I JA MUSZĘ ŻONĘ ZROZUMIEĆ. Ekhmm...muszę zrozumieć tak ?? Bo żona przed ślubem mówiła że dziecko jest kwestią czasu...a po slubie praca ?? ją zmieniła, to muszę teraz czekać 7 LAT ? TAK??? Pozdrawiam Panią psycholog...TO RAZ. Po kolejnych tygdniach, a właściwie 2 tygodnie temu, żona powiedziała że ona nie czuje wspólnoty, w sensie wspólnych inwestycji w dom ( który docelowo będzie mój, jako rodzinny dom. I ok. Rozumiem to,i szanuję, bo nie musi inwestować w dom, który będzie na mnie (intercyza itp.) , Kolejny strzał, z jej ust,to to że się zmieniłem po małżeństwie bo, np...nie jem zdrowo...(powód do rozwodu...pierwszoligowy)... Kolejno...usłyszałem, że ona chce wracać do swojego domu, bo to tam jest jej dom,i ona chce do mamy...mamie pomagać itp....(mama całkowicie zdrowa,pracująca) Jej mama, jej siostra, są całkowicie po mojej stronie, nie poznają co się dzieje z córką/ siostrą...Ich słowa świadczące o tym że ma idealnego męża,że powinna się cieszyć i dziękować Bogu że taki jestem...tylko mnie utwierdzają w przekonaniu, że napewno źle ze mna niema...Nigdy jej krzywdy nie zrobiłem, nie obraziłem, nic z tych rzeczy, wręcz przeciwnie posłuszny byłem jak wiadomo...kto... Zresztą sama żona mówi i mówiła że nigdy jej się krzywda nie stała w moim domu. Jeszcze przed ślubem mówiła do mojej mamy, że ma cudnie u mnie..... Proszę powiedzcie mi, czy nagłe tak diametralne zmienienie się to coś normalnego ? Czy upatrywać tu ciężkiej depresji...Mówi że mnie kocha,ale współżyć niema mowy,bo boi się o dziecko...nie ma chęci tulenia, zero miłych słów..ja na siłę ją wtulam, ale zachowuje się jak kłoda...nic ją nie cieszy co związane z nami..itp..itd...no i teraz jeszcze chce wracac do swojego domu...
  7. Te wrzutke o obowiązkach to umieściłem pod tym kątem że no.. Narzekać nie może na przemęczenie czy przerost obowiązków domowych i to samo mówi jej jej siostra i jej mama, że nie potrafi docenić jakiego ma męża, tylko nagle po ślubie zaczyna odwalac... I nawet nie stać jej na bliskość jakąś, i nie chodzi mi tu o współżycie nawet, a o zwykły czuły pocałunek czy mocne wtulenie, jak to jeszcze miało miejsce miesiąc temu.
  8. Witam, Pani Katarzyno. Żona pracuje już od ponad 3 lat i do tej pory nigdy nie dała mi do zrozumienia że nie chciała by dziecka. Wręcz przeciwnie mówiła że zależy jej żeby mieć ze 2 lata doświadczenia i jej to wystarczy, aby później wrócić do pracy po okresie ciąży itp. Pozatym w dzisiejszych czasach ogrom kobiet pracuje i potrafią pogodzić karierę z dzieckiem. W domu, bo mieszkamy że sobą ponad rok przed ślubem jeszcze jak byliśmy narzeczenstwem to też baaardzo dużo robiłem za nią rzeczy, powiedziałbym typowo kobiecych. Sprzątanie, pranie, itp. I nigdy z tego problemu nie robiłem i do dzisiaj dzielę z nią obowiązki, niekiedy nawet przesadzam z tym... I samemu mi się to zaczyna nie podobać żeby to facet bardziej dbał o dom. Dla mnie jest nie do zaakceptowania aby kilka tygodni przed ślubem żyć dzieckiem i dawać mi te pewność, a miesiąc po... Powiedzieć że ona jednak nie czuje się na siłach.. I że napenwo 4,5 lat muszę czekać a może wgl nie będzie... No to tak się dojrzała kobieta nie zachowuje, tylko prędzej 15 latka.
  9. Praca... Wcześniej też miała pracę i chciała dziecko, albo inaczej okazywała że niedługo będzie chciała. Inny jest wymiar słów typu że poczekaj 2,3 lata a inny gdy mówi tuż po ślubie że może być tak że nie będzie chciała nigdy. Dla mnie jest to fundamentalna sprawa. Wiedziała że dla mnie bardziej liczy się rodzina jak praca. Pozatym nie jedna para potrafi pogodzić pracę z dzieckiem... Nigdy nie sądziłem że będę poruszał taki temat na forum za plecami żony, ale już niewiem co myśleć, niechce jej stracić, ale takie zachowanie i jej słowa ,, pogubiłam się,,... Może wrócę do siebie jutro może za tydzień a może wcale.. No to stawiają mnie w dość nie ciekawej sytuacji. Tym bardziej że miała wszystko odemnie.. I jeszcze miesiąc przed ślubem na każdym kroku mi to mówiła i widziałem jej ogromną radość że mnie i z nas. I ja miałem tak samo. Nagle po ślubie po zmianie pracy stała się całkiem obojętna na mnie. Moje tulenia jej pocałunki.. Pozostają bez odpowiedzi... Taki chłód czuć od niej... Straszne to jest. Wiem że moja teściowa ma iść z nią do psychologa bo sama widzi że jest coś nie tak, ale czy obcy człowiek jej pomoże się odnaleźć...
  10. Ta dyskusja idzie nie w tą stronę. To nie są porady psychologa. Czekam na opinie psychologa. Podobno tacy tutaj są.
  11. Problem w tym, że chciałbym dziecko mieć i jak pisałem na wstępie to żona przed ślubem też mi to pokazywała że by chciała, nagle po ślubie powiedziała że nie mogę liczyć na dziecko przez następne 4,5 lat a może wgl nie będzie chciała. Gdy spytałem to dlaczego przed ślubem mówiła że chce, to powiedziala że coś ją zaslepilo... Przez rok??? Zaslepilo?? Podczas spisywania prokololu małżeńskiego też była zaslepiona?? Nagle po ślubie odwidzialo się?? Miesiąc po ślubie?? I to zachowanie mnie nie pokoi w fundamentalnej kwestii
  12. Nie no aż tyle nie. Nieznacznie więcej, ale nic nikomu nie brakuje, każdy przeznacza na to co potrzebuje, nikt się nie ogranicza zresztą ja nie jestem typem osoby która pcha w skarpete.
  13. Finansowo rzekłbym dobrze, jak na warunki lokalne to bardzo dobrze. Także tutaj też bym nie szukał.
  14. Nie, nie, nie. Ten scenariusz nie wchodzi w grę. Tutaj doszukiwalbym się jakiegoś życiowego dołu... Albo tematów typowo hmm... Depresyjnych. Całkowicie wykluczam taki scenariusz.
  15. Witam, długo zastanawiałem się czy pytać na forum, ale powoli zaczynam mieć już dość tego utrzymującego się stanu. Jestem z moją żoną od ponad 6 lat w związku. Od dwóch miesięcy jesteśmy małżeństwem a od ponad roku mieszkamy ze sobą. Powiem tak do dnia ślubu było jak w bajce. Dogadywalismy się, śmiali, wszędzie razem jeździliśmy, każdy się wzajemnie wsluchiwal w drugą osobę i służył pomocą. Owszem czasem się poklocilismy, ale to o głupoty jak każdy. Pół roku przed ślubem żona dawała mi ogromne poczucie że już nie długo chciałaby malucha a najlepiej dwoje. I koniecznie pierwsze córeczkę. Zawsze jak byliśmy w sklepie to cieszyła się na widok ubranek dziecięcych, gdy od siostry swojej otrzymała ciuszki dla dziecka to była wniebowzięta. Byłem ogromnie szczęśliwy że będę miał tak kochaną, szczęśliwa żonę a do tego co dla mnie bardzo ważne czułem że jest gotowa na dziecko w niedługim czasie. Nagle.... Po ślubie może miesiąc po... Z dnia na dzień. DOSŁOWNIE z dnia na dzień żony swojej nie poznaje. Wyznała mi że ona jednak nie jest gotowa na dziecko, że to co myślała to było przelotne o dziecku, że niemam co liczyć żeby do 4, 5 lat pojawiło się dziecko,bo to nie dla niej. Mało tego, momentalnie zaczęły się wyrzuty pod moim adresem że to ja się zmieniłem po ślubie, że byłem inny. Przyczym jak zapytałem w czym ma problem to wszystko sprowadzalo się do kwestii że skarpetka leżała pod a nie na krześle, albo że sprzątając całe piętro, bo bardzo często to ja wyreczam moja żonę w sprzątaniu, odkurzaniu czy wieszaniu prania, żeby ją odciążyć. W sumie to niewiem czemu no ale tak mam,to pomimo tego że całkowicie ją wyreczylem to jeszcze dostałem uwagę że zlewu nie umylem... No poprostu jakieś czepianki jak w przedszkolu. Ja mam 29 lat żona 24. Od kad mieszkamy razem zawsze dzielilismy się obowiązkami i tak jest i teraz po ślubie. Nie pokoi mnie tak nagła zmiana żony do mnie. Z jednej strony mówi że mnie kocha, ale jakiejś czułości czy chęci bycia blisko z jej strony nie czuje. Gdy ją chce przytulić czy pocałować to wszystko jest bez odwzajemnienia. Moja teściowa też to widzi że z żoną jest coś nie tak. Ze jak sama teściowa mówi, zachowuje się jak rozkapryszone dziecko... Co może być przyczyną, czy to jakieś lęki, czy stany depresyjne, czy nerwica? Żyjemy tak jak zylismy od kad mieszkamy że sobą a tutaj z dnia na dzień taka potężna zmiana. Ja poprostu nie widzę w swojej żonie, tej której slubowalem... Wszystko co jej powiem, to spływa po niej.. Jakby jej obojętne było. Dodam że od przeszło miesiąca żona zmieniła pracę, ale mówi że jest bardzo usatysfakcjonowana nowa praca, dużo lepiej płatna i wgl. Dziękuję i pozdrawiam

Psycholog online

Psychoterapia przez Skype

Internetowa poradnia psychologiczna

Co wyróżnia nasz gabinet

×
×
  • Utwórz nowe...

Ważne informacje

Używając strony akceptuje się Warunki korzystania z serwisu, zwłaszcza wykorzystanie plików cookies.